<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<itemContainer xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items?output=omeka-xml&amp;page=33&amp;sort_field=Dublin+Core%2CCreator" accessDate="2026-09-30T05:49:22+00:00">
  <miscellaneousContainer>
    <pagination>
      <pageNumber>33</pageNumber>
      <perPage>50</perPage>
      <totalResults>4499</totalResults>
    </pagination>
  </miscellaneousContainer>
  <item itemId="10414" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10392">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/948d7e9fa1ceacefe618c390a8aaa9ba.pdf</src>
        <authentication>adc21a3606165ed72e250fc683e6c788</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123826">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6233</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123827">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123828">
                <text>2005</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123829">
                <text>rzeźba antyczna</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="123830">
                <text>histroia sztuki - rzeźba</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123831">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5813</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123832">
                <text>"Posąg hjest przezroczem, duchowym widziadłem"/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2005 t.59 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123833">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty t.59 z.4, s.97-107</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123834">
                <text>Melbechowska-Luty, Aleksandra</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123835">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123836">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123837">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123838">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123839">
                <text>ALEKSANDRA
MELBECHOWSKA-LUTY

R

zeźbiarstwo uchodziło zawsze za sztukę trudną,
a jego znaczenia od najdawniejszych czasów
wyzwalały swoiste odczucia, odmienne niż inne
kunszta. Również w ciągu wieków zapotrzebowanie na
„sztukę posągową” kształtowało się rozmaicie. Przez
setki lat rzeźby zapełniały głównie świątynie, wielkie
rezydencje królewskie i magnackie, galerie pałacowe,
przestrzenie miejskie, parki i ogrody, i miały ściśle wy­
znaczoną funkcję w ogólnej koncepcji wyposażenia
i dekoracji wnętrz. Z początkiem XIX wieku rzeźba po­
woli zatracała tę funkcję. Rozwój myśli estetycznej
oraz szybko narastające nowe prądy i tendencje (prze­
łamujące z biegiem lat wielowiekową tradycję klasycz­
ną) przydawały skulpturze nowych znaczeń i treści,
a ideowe i społeczne przeobrażenia odmieniły jej cha­
rakter i przeznaczenie. W estetyce pojawiło się pojęcie
pierwiastka duchowego ożywiającego martwe posągi,
a krytyka i literatura tworzyły swoisty wizerunek arty­
sty - jego poczynań i losów, często naznaczonych fatalistycznym piętnem.
W XIX i XX wieku wystawiano w miastach wiele
pomników, natomiast rzeźba zdobiąca wnętrza do­
mów nie miała już tak szerokiego zastosowania jak
w wiekach minionych. Osłabła dominująca niegdyś
rola mecenatu, postęp industrializacji i rozwój wy­
twórczości fabrycznej sprawiły, że kurczyły się zamó­
wienia. Rzeźbiarze byli ograniczani wieloma uciążli­
wościami, ubóstwem, rzemieślniczą „pracą dla chle­
ba” bądź żmudnymi etapami realizacji większych pro­
jektów - od pierwszego modelu w glinie do ostatecz­
nej wersji w marmurze lub brązie. Ci, których sztuka
nie zyskiwała uznania, bywali spychani na margines
życia. Brak sił lub zdrowia, rozpacz i załamania prowa­
dziły czasem do samobójstw, chorób psychicznych
bądź przedwczesnej śmierci. Nadto, pełnoplastyczna
rzeźba figuralna, utrwalona w szlachetnym materiale,
była bardzo kosztowna, zarówno dla artysty, jak i na­
bywcy. Jednak te powody i okoliczności nie wyczerpu­
ją sprawy nieco mniejszego zainteresowania dziełem
rzeźbiarskim postrzeganym jako obiekt (rzecz, przed­
miot) przeznaczony do codziennego obcowania z nim
w domu, i - co ważniejsze - nie tłumaczą osobistego,
„prywatnego” odczucia jego ingenium, które bywało
przeżyciem wielce osobliwym. Nasuwa się więc pyta­
nie, czy na owych zjawiskach nie zaważyły również
względy psychologiczne.
Czy można było polubić rzeźbę we własnym domu?
Stawiając takie pytanie, trzeba przypomnieć, jak od­
miennych wrażeń i emocji dostarczały posągi i obrazy.
Obraz o pogodnej tematyce wnosił do mieszkania kli­
mat przytulnego ładu, ciepła, spokoju, refleksji lub ra­
dości. Malowidło religijne było przedmiotem kultu,
portret i scena historyczna odwoływały się do wspo­
mnień i przeszłości, a pejzaż i scena rodzajowa w kraj­
obrazie - gatunki bodaj najbardziej popularne - otwie­
rały niejako ściany domu, stwarzały iluzję przestrzeni,

„Posąg jest przezroczem,
duchowym widziadłem” .
Kilka przypomnień
o mitach i magii
skulptury*
poszerzały perspektywę, dawały pole do działania wy­
obraźni (znają dobrze to zjawisko współcześni dekora­
torzy wnętrz, używający ogromnych „pejzażowych” ta­
pet, imitujących perspektywę widokową). W domach
zamożnej inteligencji, ziemiaństwa i mieszczaństwa nie mówiąc już o kolekcjonerach - znajdowało się za­
zwyczaj wiele obrazów, zawieszanych w charaktery­
stycznym układzie XIX-wiecznej ekspozycji wypełnia­
jącej niemal całe ściany; rzeźb było nieporównanie
mniej.
W zestawieniu z malarstwem rzeźba dostarczała
przeżyć zgoła odmiennych. Inny wymiar przestrzenny
i materialny sprawiał, iż była ona bardziej rzeczą,
przedmiotem wyobcowanym z naturalnego otoczenia,
trójwymiarowym powtórzeniem żyjących istot; można
ją było ogarnąć nie tylko wzrokiem, lecz i dotykiem.
Te właściwości, nasuwające skojarzenia z atrapą,
z czymś nieruchomym, martwym i sztucznym, mogły
wzbudzać odczucia niepokoju, a nawet lęku (choć go­
dzi się przypomnieć, że i niektóre obrazy obrosłe trady­
cją potrafiły „straszyć”). Już sam zwyczaj zdejmowania
masek pośmiertnych był zabiegiem nieco niesamowi­
tym, jak gdyby powoływaniem zmarłych do powtórne­
go życia; w 1854 roku „Dziennik Warszawski” druko­
wał np. „nowelę grozy” o szalonym młodym rzeźbiarzu,
który odkopuje zwłoki ukochanej, by utrwalić jej rysy
w gipsowej masce.1
Posągi o łudzącej cielesności od stuleci wyzwalały
niepokojące poczucie, iż rzeźba nagle ożyje, poruszy
się, przemówi, a więc „wyjdzie” poza granice swego
przeznaczenia i naturalnego porządku rzeczy, że prze­
razi bądź uczyni coś złego (odwrotnym zjawiskiem by­
wało przekonanie o równie przerażających przemia­
nach żyjących istot w kamienne struktury). O powo­
ływaniu do życia rzeźbiarskich tworów - sporządza­
nych niekiedy przez Istoty Najwyższe - o ich szczegól­
nym kulcie, rozumieniu i przeżywaniu, mówią od­
wieczne mity, legendy, przekazy religijne i literackie,
funkcjonujące do dziś w przestrzeni kultury. Archetypicznym wątkiem jest np. biblijna opowieść o stworze­
niu Adama; Bóg ulepił jego ciało „z prochu ziemi”
i tchnął w niego życie;2 a zatem Adam (a później Ewa

97

�Aleksandra Melbechowska-Luty • „POSĄG JEST PRZEZROCZEM, DUCHOWYM WIDZIADŁEM”...

Niektóre opowieści o żywych posągach i ich dzia­
łaniach zawierały element wyjątkowej grozy. Przeraża­
jącym potworem był olbrzym Talos, człowiek z brązu,
potomek spiżowych ludzi powstałych z jesionów bądź
(wg innej wersji) wytwór Hefajstosa. Strzegł wybrzeży
Krety i gdy Sardyńczycy przybywali na wyspę, rozgrze­
wał się w ogniu i z upiornym uśmiechem gubił intru­
zów płomiennym uściskiem (stąd zwrot „sardoniczny
uśmiech”). Talos był osobliwie skonstruowany: miał
jedną żyłę przebiegającą od karku do stopy, gdzie za­
mykał ją metalowy zawór; ta jego cecha odnosi się do
rzeczywistej praktyki rzeźbiarskiej, a mianowicie do
znanej w starożytności metody odlewania posągów na
„wosk tracony”.10 Według jednego z podań Talosa
uśmierciła Medea usuwając mu zawór ze stopy i wy­
puszczając krew (tak jak wypuszcza się wosk z wypalo­
nej glinianej formy).
Specyficzną odmianą złowieszczych struktur rzeź­
biarskich były też statuy zwierzęce. W mitologii grec­
kiej występują np. ziejące ogniem spiżowe byki ujarz­
mione przez Jazona i słynny koń trojański, niby-rzeźba,
a zarazem machina wojenna kryjąca w sobie złowrogą
zasadzkę - zastęp wojowników greckich, którzy w jej
wnętrzu dostali się do Troi.
Jednym z niewielu pogodnych mitów o dominują­
cym wątku miłosnym była historia Pigmaliona i Ga­
latei. Król Cypru Pigmalion tak się rozkochał w po­
sągu Afrodyty, iż brał go do swego łoża (ten wątek
wskazuje na istnienie ceremonii symbolicznych za­
ślubił władców z wyobrażeniem bogini miłości).11
Według innej, popularniejszej wersji, król zakochał
się w wyrzeźbionym przez siebie posągu pięknej ko­
biety; na jego prośbę Afrodyta ożywiła, bądź nawet
wcieliła się w tę postać. Powołana do życia Galatea
poślubiła Pigmaliona i urodziła mu syna Pafosa.12
W epoce nowożytnej i w naszych czasach ta pełna
wdzięku legenda rozpowszechniła się szeroko i podle­
gała najróżniejszym adaptacjom. Czerpali z niej in­
spirację muzycy, malarze i pisarze, m.in. J. Ph. Rame­
au, L. Cherubini, F. Boucher, E. Burne-Jones,
J. J. Rousseau i B. Shaw.
Przeciwieństwem animacji była odwrotna transfor­
macja - „skamienienie” człowieka, zaklęcie go w mar­
twą, nieruchomą powłokę. I te magiczne metamorfozy
wywodzą się z odwiecznych tradycji i źródeł literackich.
Biblijna żona Lota zamienia się w słup soli, antyczna
Niobe po stracie swych dzieci kamienieje z bólu i zasty­
ga w granicie na górze Sipylos. Po zemście bogów do­
konanej na Niobe, nie było nikogo, kto pochowałby jej
zgładzone dzieci, bowiem Zeus wszystkich Tebańczyków pozamieniał w kamienie. Graves tak komentuje
wizualną metamorfozę nieszczęsnej matki: „Góra Sipylos była prawdopodobnie ostatnim siedliskiem kultu
tytanów w Azji Mniejszej, podobnie jak w Grecji Teby.
Posąg Niobe jest turnią przypominającą swym kształ­
tem postać ludzką, a gdy promienie słoneczne zimą pa­

uformowana z jego żebra) jawią się jako pierwsze rzeź­
by w dziejach ludzkości. Najwięcej mitów związanych
ze „sztuką posągową” wywodzi się z obszaru kultury
greckiej.3 Prometeusz - jeden z najszlachetniejszych
bohaterów mitologii helleńskiej, który cierpiał z miło­
ści do ludzi - stworzył pierwszego człowieka z gliny
i wód rzeki Panopeus w Fokidzie. Owa rzeźba została
ożywiona tchnieniem Ateny; według innej wersji
uczynił to Prometeusz, dając jej duszę z ognia niebie­
skiego. Hefajstos był twórcą żywego posągu Pandory,
pierwszej kobiety obdarzonej cudownymi przymiota­
mi, a zarazem sprawczyni wszystkich ziemskich nie­
szczęść uwolnionych z jej fatalnej puszki (a właściwie
glinianej kadzi, gr. pithos).4 Po Potopie ród ludzki od­
rodził się za sprawą Deukaliona i Pyrry; rzucali oni
odłamki skał na wymarłą ziemię i z owych głazów wy­
rastały figury człowiecze uformowane z żywych mięśni,
kości, skóry i żył pulsujących krwią, zdolne do życia
i działania - twarde kamienne pokolenie praojców
stworzone do trudu uprawiania ziemi i walki z żywio­
łami. Z postacią Hefajstosa - poza kreacją Pandory wiąże się też legenda o wykonanych przezeń automa­
tycznych posągach służebnic, które pomagały mu
w różnych czynnościach i były niejako pierwowzorami
dzisiejszych „robotów”. Ta fascynująca opowieść jest
zapisana w osiemnastej księdze Iliady.
Po pracy w swej kuźni - gdzie miał sporządzić zbro­
ję dla Achillesa - boski kowal
„chiton nałożył, do ręki krzepkie wziął berło i wyszedł,
mocno kulejąc. Iść władcy dopomagały służebne
złote, podobne zupełnie do młodych dziewcząt żyjących.
Twórca obdarzył je sercem, umysłem, głosem i siłą,
a nieśmiertelni bogowie dali im prac umiejętność.
Obok swojego stąpały władcy”.5

Legendarne początki rzeźbiarstwa greckiego zwią­
zane są z postacią mistrza wszelkich sztuk, Dedala.
W dedalowym micie powtarzają się relacje o niezwy­
kłym i poniekąd demonicznym aspekcie jego sztuki,
który przejawiał się w nadnaturalnej animacji
rzeźb.6 Wykonane przezeń posągi były łudząco podob­
ne do swych modeli, a nadto obdarzone zdolnością ru­
chu i życia (kapłani przywiązywali je w świątyniach do
ołtarzy, by nie uciekły). W jednym z podań o Herakle­
sie powiedziane jest, iż heros ujrzawszy własny posąg
zrobiony przez Dedala, uległ złudzeniu, uznał go za rywala-sobowtóra i z wściekłości rozbił kamieniem.7 Le­
genda o tajemniczej ruchliwości dedalowych postaci
tłumaczy się stylistycznymi przekształceniami rzeźby
greckiej, przejściem od hieratycznych, nieruchomych
posągów, do figur przedstawianych z jedną nogą wysu­
niętą naprzód, a więc jakby „idących” przed sie­
bie.8 Dedal był także wykonawcą drewnianych, rucho­
mych lalek (dziś powiedzielibyśmy: marionetek), któ­
re ofiarował rodzinie króla Minosa na Krecie.9

98

�Aleksandra Melbechowska-Luty • „POSĄG JEST PRZEZROCZEM, DUCHOWYM WIDZIADŁEM”...

dają na pokrywającą ją czapę śniegu, można odnieść
wrażenie, że postać płacze”.13
Również w micie o Perseuszu odnajdujemy podob­
ne motywy. Heros ten walczył z Meduzą, której spoj­
rzenie obracało w kamienie zwierzęta i ludzi; nawet
widok jej martwej, uciętej głowy zamienił cały dwór
króla Polidektesa w nieruchome posągi (do dziś na pa­
miątkę tego wydarzenia pokazuje się na wyspie Serifos
półkoliście ułożone odłamki skalne)14.
Archetypiczne motywy owych antycznych prze­
mian przekształcały się w ciągu wieków w narodowe
lub lokalne mity i baśnie. Z mitologii celtycko-osjanicznej wywodzi się np. postać Druida skamieniałego,
a z podań średniowiecznych legenda o śpiących ryce­
rzach, związana m.in. z Tatrami i spopularyzowana
w Polsce (skalnego druida i tatrzańskich rycerzy malo­
wał m.in. Leon Wyczółkowski).
Legendy o rzeźbach obdarzonych cechami ludzki­
mi obecne są też w piśmiennictwie średniowiecznym
(ich fabuła odwołuje się często do tradycji antycznej).
W zbiorze moralizatorskich przypowieści znanych pod
nazwą Gesta Romanorum występuje np. cesarz Leo,
twórca poruszającej się figury, oraz Virgil, mąż uczony,
który na polecenie cesarza Tytusa sporządził figurę
głoszącą li tylko prawdę.15 Kris i Kurz przytaczają opo­
wieść o Albercie Wielkim, który miał być twórcą prze­
mawiającego posągu; rzeźbę tę zniszczył pobożny
mnich, mniemając iż jest ona pogańskim idolem.16
Również rzeźbom kultowym przypisywano niekiedy
cechy fizycznych przejawów życia i cudownego działa­
nia - głosu, ruchu, płynących łez lub potu. W Polsce
istniała np. legenda o krucyfiksie Stwosza z kościoła
Mariackiego w Krakowie - ukrzyżowany Chrystus
przemówił do pogrążonego w modlitwie bł. Świętosła­
wa (zwanego z łacińska Silentiariusem, zmarłego
w 1491 r.).17
W czasach nowożytnych czołowym przykładem
ożywionej i działającej rzeźby o uniwersalnym znacze­
niu symbolicznym był Posąg Komandora - Kamienny
Gość wymierzający sprawiedliwość Don Juanowi. W e­
dług hiszpańskich podań, kłamliwy, wiarołomny, wy­
stępny Don Juan zabił w pojedynku Komandora, ojca
uwiedzionej przez siebie dziewczyny; powodowany py­
chą zaprosił na wieczerzę wystawiony zmarłemu posąg,
który przybył na ucztę i porwał go do czeluści piekiel­
nych. Kamienny Gość jest uosobieniem okrutnej kary,
a zarazem symbolem pierwiastka porządkującego
i prostującego nieprawości świata. N a początku XVII
wieku postacie Don Juana i Komandora wprowadził
do literatury przeor dominikanów, dramatopisarz Tir­
so de Molina (około 1618 r.). Później ów legendarny
temat przewijał się nieraz w literaturze i muzyce; ko­
rzystali zeń m.in. Molier, C. Goldoni, J. Zorilla,
A. Puszkin, W. A. Mozart, A. Dargomyżski.
Z wieku XVI pochodzi podanie o Golemie. W e­
dług żydowskiej tradycji Golemy to postacie ulepione

z gliny, ożywione przez położenie na ich oczy lub usta
tetragramu - niewypowiadalnego imienia Boga. Istoty
te nie były jednak „prawdziwymi” ludźmi, gdyż nie
umiały myśleć, mówić i nie mogły płodzić potomstwa.
Golema-olbrzyma stworzył dla obrony prześladowa­
nych Żydów - Liwa Ben Becalel, praski rabin, astro­
nom, kabalista i alchemik cesarza Rudolfa II. Jednak
jego nadludzka siła i niszczycielskie działanie w mo­
mentach ślepego szału sprawiły, iż rabin musiał go uni­
cestwić. Golemowy temat pojawił się w literaturze
modernistycznej, a później funkcjonowały różne jego
parafrazy. W 1915 roku „fatalistyczną” powieść o Go­
lemie napisał Gustav Meyrink (wydania polskie
w 1919 i 1958 r.). N a kanwie tego utworu nakręcono
dwa filmy: niemy obraz niemiecki P. Wegenera
i H. Galeena (1920 rok) i dźwiękowy film francuski
J. Duviviera (1937 rok). Inny motyw potwora stwo­
rzonego przez człowieka (oparty na sensacyjnej powie­
ści Mary Shelley Frankenstein or the Modern Prome­
theus, 1818) po stu latach powrócił w historii kina ja­
ko prototyp postaci przerażających żywych trupów
prześladujących ludzi i był później powielany w serii
tak zwanych Frankensteinów.
Powszechna w XIX stuleciu znajomość kultury sta­
rożytnej i kult dla antyku były źródłem oczarowania
i inspiracji dla niemal wszystkich ówczesnych twórców
- niezależnie od ich poglądów i orientacji artystycznej.
Ortodoksyjni klasycy programowo przestrzegali uświę­
conych tradycją zasad i trzymali się ścisłych reguł
określonych smakiem epoki (zwłaszcza w malarstwie
i rzeźbie l. połowy wieku). Romantycy chętnie nawią­
zywali do cudownej imaginacji starożytnych, swobod­
nie adaptując przekazy historyczne i mity z odległej
przeszłości; temat, kostium czy motyw antyczny bywał
nieraz tylko pretekstem do wyrażania romantycznych
emocji, fantazji i wzruszeń.
Typowym dziełem literackim, w którym splata się
wątek o klasycznym rodowodzie z wyobraźnią roman­
tyczną, a który porusza fantastyczny temat ożywionej
rzeźby, jest nowela Prospera Merimée Wenus z Ule.
Akcja utworu rozgrywa się w miasteczku Ille, nieopo­
dal Perpignan, w 1. połowie XIX wieku; znaleziono
tam w ziemi „posąg z miedzi, dużą czarną kobietę [...]
która patrzy na człowieka wielkimi białymi oczami”.
N a podstawie posągu widniała sygnatura Myrona
i ostrzegający napis Cave amantem. Mieszkańcy Ille
(wśród których byli i znawcy sztuki) podziwiali rzeźbę
bogini, jej kształty, oblicze i oczy inkrustowane sre­
brem, które zdawały się emanować życiem. Jednak
z upływem czasu statua zaczęła budzić lęk. Oglądający
dostrzegli w obliczu Wenus mistrzowsko oddany „ka­
prys graniczący ze złością; wzgarda, ironia, okrucień­
stwo malowały się na [tej] twarzy niewiarygodnie
pięknej”. Nadto Wenus objawiła aktywność, zmienia­
ła pozy, zginała kończyny i wyrządzała szkody i krzyw­
dy - rzucała kamieniem, okaleczała ludzi. Tymczasem

99

�Aleksandra Melbechowska-Luty • „POSĄG JEST PRZEZROCZEM, DUCHOWYM WIDZIADŁEM”...

Nr 1. Rosso Fiorentino, Pandora otwierająca puszkę, rysunek
piórem, 1530-1540, reprodukcja z archiwum autorki.
Nr 2. Jean-Pierre Cortot, Pandora, marmur, 1819, Lyon,
Musée des Beaux-Arts, reprodukcja z archiwum autorki.

100

�Aleksandra Melbechowska-Luty • „POSĄG JEST PRZEZROCZEM, DUCHOWYM WIDZIADŁEM”...

Nr 3. Niobe, marmur, kopia rzymska z I w. n.e.
wg oryginału greckiego z IV w. p.n.e.,
Nieborów-Pałac, prof. Janusz Moniatowicz.
Nr 4. Antonio Canova, Paolina Bonaparte jako
Wenus zwycięska, marmur, 1804-1808, Rzym,
Galeria Borghese, reprodukcja z archiwum
autorki.

3

101

�Aleksandra Melbechowska-Luty • „POSĄG JEST PRZEZROCZEM, DUCHOWYM WIDZIADŁEM”...

w Ille przygotowywano się do ślubu dwojga młodych
mieszkańców miasteczka. Narastająca obsesja i poczu­
cie nieszczęścia towarzyszące fatalnej figurze sięgnęło
szczytu i sfinalizowało się podczas nocy weselnej. Po­
sąg z głuchym łoskotem przybył do nowożeńców i - ni­
by spiżowa kochanka zazdrosna o młodą żonę - zadła­
wił w straszliwym uścisku pana młodego, po czym
„wstał z łoża, porzucił trupa i wyszedł” (zakończenie
historii mściwej Wenus przywodzi na myśl poczynania
mitycznego Talosa). Po tych dramatycznych zajściach
kazano „przetopić posąg na dzwon, ale nie służyło to
miastu. Od czasu jak dzwoni, wino zmarzło dwa razy”.18
Polscy pisarze, uczeni i artyści doskonale znali
dzieje i mity starożytne. Wśród rzeźbiarzy możemy tu
wymienić np. Jakuba Tatarkiewicza, który w Przewod­
niku sztuki rzeźbiarskiej wielokrotnie powoływał się na
mitologię (choć nie bez zastrzeżeń; uważał bowiem, że
niektóre jej wątki są zbyt drastyczne, „pełne wad i plu­
gastw”).19 Wykształceni twórcy czytali Homera, Hezjoda, Pliniusza Starszego, Diodora Sycylijskiego, Pauzaniasza, Tacyta i Owidiusza, którego Metamorfozy
przynosiły szczególnie wiele opisów przemian i perype­
tii antycznych bóstw i herosów.
Cyprian Norwid, który pasjonował się mitologią,
czytał zarówno wiele tekstów starożytnych, jak
i współczesne opracowania (np. znane naówczas dzie­
ło Alfreda Maury’ego, La magie et l’astrologie dans l’antiquite et au moyen age, Paris 1860). W Notatkach z mi­
tologii, Norwid odnotował m.in. mit o stworzeniu czło­
wieka: „[...] Prometeusz tworzy posąg z gliny - od
słońca zapala ducha i ożywia posąg z pomocą Minerwy...”20
W 1829 roku młody Odyniec, zwiedzając z A da­
mem Mickiewiczem pracownię Thorvaldsena w Rzy­
mie, z zachwytem opisywał swoje wrażenia: „Rzekłbyś,
że [jest tu] jakaś fabryka prometeuszowska, tylu tu
uczniów po kątach, kopiując mistrza lepi różnych czło­
wieczków z gliny. Tyle ludzkich postaci wyrasta mniej
więcej z marmuru, pod dłutem ociosujących go robot­
ników, jakby tylko co przeszli tędy Deukalion z Pyrrą.
Patrząc zaś na ten tłum odlewów z gipsu, będących wi­
zerunkami dzieł mistrza po całej kuli ziemskiej rozsia­
nych, możesz się znów wyobrażać w zaklętym gmachu
jakiegoś czarodzieja z bajki, który gości swych w ka­
mień zamienia [...]”21
Mityczne opowieści zamieszczał w swych rozważa­
niach estetycznych Józef Kremer; pisał on m.in. o Dedalu, mistrzu „zrodzonym z mgły porannej mitów”, któ­
rego posągi „chodziły, patrzyły, mówiły”. Dedal, prasz­
czur wszystkich mistrzów, władał „mocą nadziemską,
nadludzką, cudotworną [...] on budził życie, mowę
i wzrok w martwych figurach!”22 Karol Libelt przypo­
mniał w swej Estetyce „powieść o Pigmalionie [która]
najlepiej alegoryzuje sztuk plastycznych cudowność”.23
Istotną innowacją w dziewiętnastowiecznej myśli
o rzeźbie było nadanie jej cech metafizycznych, przy­

miotów żywego ducha. Stało się to za sprawą Georga
Wilhelma Friedricha Hegla, który i w odniesieniu do
skulptury zastosował swą słynną teorię ducha absolut­
nego, stale obecnego i działającego we wszechświecie.
W obszernym rozdziale Estetyki, poświęconym rzeźbie,
tak wykładał swoją doktrynę: „Duch jest bytem dla
siebie życia świadomego i samowiednego, z wszystkimi
uczuciami, wyobrażeniami i celami takiego świadome­
go istnienia [...] Cielesność rzeźby jest tym czynni­
kiem, poprzez który rzeźba czyni pierwiastek duchowy
czymś rzeczywistym w przestrzennej totalności, ma bo­
wiem postać cielesną przysługującą duchowi [...]
W rzeźbie spełnia się w ogólności ten cud, iż duch
wciela się w czynnik czysto materialny i zewnętrzność
tę w ten sposób kształtuje, iż sam staje się w niej dla
siebie obecny i rozpoznaje w niej postać adekwatną
swemu własnemu wnętrzu [...]24
Myśli Hegla rozwijali w Polsce jego uczniowie
i kontynuatorzy: Józef Kremer, Karol Libelt i Henryk
Struve. Tezy Kremera, formułowane bardziej przy­
stępnie (i z prawdziwie literacką swadą), jeszcze silniej
wyrażały poczucie jedności posągu z ożywiającym go
duchem i akcentowały jego szczególną, niemal ma­
giczną zdolność oddziaływania na widza. „Mistrz wcie­
la treść ducha w dzieła sztuki. [W nich] duch, co nie
zna granic, ani czasu, ani przestrzeni, wstąpi w mate­
rię, pojawi się oczom, przemówi do słuchu, do zmy­
słów śmiertelnych człowieka i nawzajem materia głu­
cha i martwa, teraz duchem obudzona, zadrga w sobie,
roztworzy oczy, zapuka ciepłym sercem i spojrzy na
człowieka nieskończoności spojrzeniem [...] Posąg ca­
ły, jego części, organa rozwinięte, zwiastują życie
i swobodę, przeniknione są duchem, duch w nich jest
jakby dotykalny - cały posąg jest przezroczem, ducho­
wym widziadłem; cała powierzchnia posągu, nawet
szata, jest wcielonym duchem. Stąd też trafnie ktoś
wyrzekł, że posąg tysiącem oczów na widza patrzy”.25
Libelt w podobny sposób pojmował charakter
skulptury, lecz odwrócił znaną myśl Kremera, twier­
dząc, iż posąg to nie duch ucieleśniony, ale ciało udu­
chowione. W interpretacji powiązań ducha i materii
najdalej posunął się Struve. Wierzył on, że posąg ma
niejako „z góry” nadaną rzeczywistą witalność i tak jak
każda materia (np. kamień czy kryształ) posiada życie
i „czucie”, o którym my, ludzie, nic wiedzieć nie może­
my. Czyż mamy prawo powiedzieć, „że istotą tak zwa­
nej materii jest brak czucia, myśli i dążenia, brak du­
chowego pierwiastka? Bynajmniej”. Gdy zachwycamy
się posągiem wykutym z twardego marmuru, „przeczuć
nie można wcale, że czuje, myśli, pragnie”.26 Stąd już
tylko krok dzieli przeżycie estetyczne od wiary w meta­
fizyczne i magiczne właściwości dzieła rzeźbiarskiego.
N a marginesie warto odnotować charakterystycz­
ne zjawisko powiązane z rzeźbieniem postaci ludzkiej z reguły zupełnie prymitywnej - służącej zabiegom ma­
gicznym. Od stuleci, wśród różnych ludów, istnieje

102

�Aleksandra Melbechowska-Luty • „POSĄG JEST PRZEZROCZEM, DUCHOWYM WIDZIADŁEM”...

Edward Burne-Jones, Pigmalion przed posągiem Galatei, olej, 1878, Birmingham Museum,
reprodukcja z archiwum Mieczysława Paszkiewicza.

praktyka lepienia lub strugania figurek, które następ­
nie przebija się ostrymi narzędziami, uszkadza lub nisz­
czy. Tym sposobem unieszkodliwia się wroga, jeśli bo­
wiem okaleczy się lub zniszczy wizerunek, dozna
krzywdy również wyobrażony w nim człowiek.27
Dziewiętnastowieczna myśl estetyczna i teorie pol­
skich heglistów, a także wszechobecna tradycja i pa­
mięć o antycznych mitach, przyczyniły się do stworze­
nia szczególnego klimatu wokół sztuki rzeźbiarskiej,
który uwidocznił się m.in. w literaturze 2. połowy XIX
i początku XX wieku. Pisarze polscy podejmowali nie­
kiedy tematy, w których znaczącą rolę odgrywały dzie­
ła rzeźbiarskie lub losy artystów. Czasem zaznaczały się
w nich nastroje pesymistyczne (Nowy gladiator Walerii Morzkowskiej, Lux in tenebris lucet Henryka Sien­
kiewicza, Anioł śmierci Kazimierza Przerwy Tetmaje­

ra), kiedy indziej autorzy wprowadzali do fabuły po­
wieści pogodne wątki miłosne - ich bohaterowie ob­
darzali uczuciem posągi. W Quo vadis? Sienkiewicza,
Eunice całuje i adoruje posąg Petroniusza jak żywego
kochanka, w Lalce Prus opisuje fantastyczne omamy
erotyczne, jakich doznaje jego bohaterka. Izabela Łęc­
ka „raz zobaczyła w pewnej galerii rzeźb posąg Apolli­
na, który na niej zrobił tak silne wrażenie, że kupiła
piękną jego kopię i ustawiła w swoim gabinecie. Przy­
patrywała mu się całymi godzinami, myślała o nim i...
kto wie, ile pocałunków ogrzało ręce i nogi marmuro­
wego bóstwa?... I stał się cud: pieszczony przez kocha­
jącą kobietę głaz ożył. A kiedy pewnej nocy zapłakana
usnęła, nieśmiertelny zstąpił ze swego piedestału
i przyszedł do niej w laurowym wieńcu na głowie, ja­
śniejący mistycznym blaskiem.

103

�Aleksandra Melbechowska-Luty • „POSĄG JEST PRZEZROCZEM, DUCHOWYM WIDZIADŁEM”...

Edward Burne-Jones, Pigmalion i Galatea, olej, 1878, Birmingham Museum, reprodukcja
z archiwum Mieczysława Paszkiewicza.

Siadł na krawędzi jej łóżka, długo patrzył na nią
oczyma, z których przeglądała wieczność, a potem ob­
jął ją w potężnym uścisku i pocałunkami białych ust
ocierał łzy i chłodził jej gorączkę.
Odtąd nawiedzał ją coraz częściej i omdlewającej
w jego objęciach szeptał on, bóg światła, tajemnice
nieba i ziemi, jakich dotychczas nie wypowiedziano
w śmiertelnym języku. A przez miłość do niej sprawił
jeszcze większy cud, gdyż w swym boskim obliczu ko­
lejno ukazywał jej upiększone rysy tych ludzi, którzy
kiedykolwiek zrobili na niej wrażenie”.28
Odniesienia do rzeźb bądź przyrównywanych do
nich ludzi pojawiały się też w teatrze. Świadczą o tym
już same tytuły sztuk (rodzimych i obcych autorów)
wystawianych na scenach polskich, m.in.: Głowa brą­
zowa, Kobiety z kamienia, Posąg, Żywy posąg.29 W 1880

roku bardzo dobrze został przyjęty dramat Wacława
Szymanowskiego Posąg wystawiony na scenie warszaw­
skiego Teatru Wielkiego. Szymanowski, utalentowany
publicysta, krytyk i dramaturg (ojciec sławnego później
rzeźbiarza), napisał - rzec można - „modelowe” dzieło
o powiązaniu ludzkich losów z tworami skulptury,
o kobiecie-rzeźbie naznaczonej piętnem zła i przewrot­
ności. W dramacie tym - przesyconym niemal moder­
nistyczną ekscytacją - żona ubogiego rzeźbiarza Carla
„podobna do lśniącego białością, marmurowego posą­
gu [...] niszczy i szerzy zło dokoła siebie, roznosi z sobą
moralną zgniliznę i gubi wszystkich, co się z nią zetkną,
jak plaga, jak zaraza”.30 Pojawia się tu echo przekształ­
conego, jakby „odwróconego” mitu o Pigmalionie i Ga­
latei. Carlo zabija w napadzie szaleństwa wiarołomną
żonę, przebraną dla szyderstwa za figurę z pomnika:

104

�Aleksandra Melbechowska-Luty • „POSĄG JEST PRZEZROCZEM, DUCHOWYM WIDZIADŁEM”...

„Tak, to posąg... siłą
Nieczystą z martwej wykowany skały!
Tam nie ma życia, tam duszy nie było.
Tam żadne ludzkie uczucia nie drgały...
Gdzieś w głębi pieczar, pod opoką ciemną.
On spał, odwiecznym przysypany pyłem;
Jam go wygrzebał... niech runie wraz ze m ną!” 31

Jedną z najpiękniejszych i najbardziej przejmują­
cych wizji literackich o ożywionych posągach stworzył
Stanisław Wyspiański w dramacie Akropolis (1904 r.).
Miejscem wydarzeń jest wzgórze wawelskie, pojęte ja­
ko polskie Akropolis - znak przeszłości i chwały naro­
du. Poeta powołał do życia figury z nagrobków katedry
wawelskiej: Klio, Pannę i Czas z monumentu biskupa
Kajetana Sołtyka (dzieła Piotra Aignera), Niewiastę-Załobnicę z pomnika Stanisława Ankwicza (dłuta
Francesca Pozzi), Panią-Rozpaczającą Płaczkę z na­
grobka Michała Skotnickiego (dłuta Stefana Ricci),
posąg Włodzimierza Potockiego (dłuta Bertela Thorvaldsena) i Anioły podtrzymujące trumnę świętego
Stanisława - teraz uwolnione od swego ciężaru, rwące
się do lotu i życia. Wszystkie te postacie powstają z na­
grobnych sarkofagów w Wielką Noc Zmartwychwsta­
nia, gdy „stał się moment wielki czaru” i przyszedł czas
na rozrachunek między przeszłością a przyszłością, bó­
lem a miłością, rozpaczą a nadzieją.32 Klio wspomina
dawne dzieje i jest figurą pamięci. Panna porzuca ro­
jenia o przeszłości i wzywa do życia. Niewiasta z na­
grobka Ankwicza tajemną mocą uwalnia się z kamien­
nych okowów i marzy o letnim krajobrazie wyrzeźbio­
nym u jej stóp na cokole pomnika:
O strato!
O strzaskana kolumno!
O trumno,
czyliżeś wszystko szczęście skryła?
O lato!
0 skoszone zboże,
Któż to cię wiąże w snopy
1 rzuca snopy n a wicher?
Skąd ten wicher dmie? - co porywa?33

Anioły wiodą dialog z Amorem, Niewiastą i Panią
z pomnika Skotnickiego; sołtykowa Panna wymienia
miłosne zaklęcia z przebudzonym ze snu Włodzimie­
rzem Potockim. Tylko Tempus czuwa nad upływają­
cym czasem. Treść dramatu Wyspiańskiego odwołuje
się do najogólniej pojętych losów ludzkich i spraw oj­
czystych; jego przesłanie głosi wolę życia, trwania i od­
rodzenia narodu - który przecież kiedyś zmartwych­
wstanie.
Swoistym przekształceniem i odmianą „prawdzi­
wej” skulptury jest zatarcie granicy między artystycz­
nie zinterpretowaną, „posągową” figurą ludzką
a utworami quasi-rzeźbiarskimi: lalkami, kukiełkami,

manekinami. Miały one - i mają do dziś - swoje miej­
sce w sztuce widowiskowo-teatralnej i budzą określo­
ne emocje (im większa jest animowana figura, tym sil­
niejsze sprawia wrażenie). Istniały też utwory scenicz­
ne, których bohaterami były „żywe” lalki grane przez
aktorów i tancerzy: najbardziej znanym widowiskiem
tego typu był balet Wieszczka lalek Josefa Beyera, wy­
stawiony po raz pierwszy w Wiedniu (1888), później
grany przez balety Diagilewa w Londynie (1919). Jego
warszawska premiera odbyła się w 1891 roku; w okre­
sie dwudziestolecia międzywojennego balet ten nie
schodził niemal z repertuaru Teatru Wielkiego.34
W pierwszych dekadach XX wieku, na fali ekspresjonizmu, literacka interpretacja dzieł rzeźbiarskich
i ich niesamowitych poczynań nabrała szczególnie na­
silonego wyrazu. Sztandarowym przykładem ekspresji
spotęgowanej do rozmiarów horroru (godnej wyobraź­
ni Edgara Allana Poe) była twórczość Gustava Meyrinka. Oprócz wspomnianej już powieści z 1915 roku
(w której Golem po kilku wiekach znów zjawia się
wśród ludzi),35 Meyrink napisał kilka fantastycznych
opowiadań o niewytłumaczalnej, nadprzyrodzonej na­
turze rzeźb i ich złowieszczym oddziaływaniu na ludzi.36 Było to istne literackie panopticum, zbiór wszel­
kich okropności. W jednej z nowel gipsowe popiersie
wypełnione jest mózgiem żywego człowieka, który gi­
nie wraz z rozbitą rzeźbą; w innej upiorny rzeźbiarz,
„duchowy trup, biały Murzyn”, dusi swych modeli bły­
skawicznie twardniejącymi maskami. W Gabinecie fi­
gur woskowych tańczy kobieta poruszana dziwną ma­
szynerią, ruszają się i wydają dźwięki magnetyczne
bliźnięta spreparowane z jednego dziecka, spoglądają
trzy ucięte (ale żywe) głowy, a pod szklanym wiekiem
trumny umiera sztuczny (?) człowiek przeszyty kulą ar­
matnią. Wszystkie te istoty są zarazem woskowymi
rzeźbami i „żywymi” zwłokami animowanymi za pomo­
cą tajemnych praktyk Wschodu. W Kwiatach doktora
Cinderelli, bohatera noweli prześladuje mały czarny
posążek wygrzebany w Tebach, który wzbudza w nim
„upiorne niepokoje i wysysa zeń moc żywotną [...].
Może w bezmiarach bezcielesnego bytu - roi Cinderelli - stoi spiżowy posąg demona, który pragnie, byśmy
byli do niego podobni i stali się jego sobowtórami?”
Niebawem półobłąkany doktor zostaje przeniesiony
tajemną siłą statuetki do jakiegoś domu, gdzie cała
ściana pokryta jest „rzeźbiarską” dekoracją złożoną
z „pnącej sieci krwawych żył, z których niby jagody
wykwitały setki wybałuszonych oczu”. Paraliż i śmierć
doktora Cinderelli kończą jego zmagania z fatalną figurą.37
Czy można było polubić rzeźbę we własnym domu?
W naszych czasach przerażenie człowieka w ze­
tknięciu z rzeźbą, odczuwaną jako martwe ciało, suge­
stywnie oddał kubański pisarz Alejo Carpentier w po­
wieści Królestwo z tego świata. Jej akcja rozgrywa się na
początku XIX wieku. Murzyn Soliman, dawny masaży-

105

�Aleksandra Melbechowska-Luty • „POSĄG JEST PRZEZROCZEM, DUCHOWYM WIDZIADŁEM”...

Gustave Janet, Posąg Komandora i Don Juan, ilustracja do opery Mozarta Don Giovanni,
XIX w., reprodukcja z archiwum autorki.

sta Pauliny Bonaparte, ogląda nocą w pałacu Borghese
posąg Wenus Zwycięskiej Canovy, do którego pani jego
ongiś pozowała. Dotyka on statuy nagiej bogini i „ta
podróż rąk odświeżyła mu pamięć, przynosząc obrazy
z bardzo daleka. Znał niegdyś, w innych czasach dotyk
tego ciała [...]. Nagle jednak chłód marmuru przenika­
jąc do palców, ściskając je obcęgami śmierci, unieru­
chomił go w pół krzyku. Zakręciło mu się w głowie.
Ten posąg powleczony żółtym blaskiem latarni był tru­
pem Pauliny Bonaparte. Trupem zesztywniałym przed
chwilą, przed chwilą pozbawionym pulsu i spojrzenia,
trupem, którego można by jeszcze przywrócić do życia.
Straszliwym głosem, jakby coś rozdzierało mu się
w piersiach, Murzyn zaczął krzyczeć, rzucać wezwania
obiegające echem sale pałacu Borghese. I wyglądał
w tej chwili tak dziko, tak mocno uderzały jego pięty
w sufit kaplicy na dole, wydobywając z niej dźwięki
bębna, że przerażona służąca uciekła schodami w dół,
zostawiając Solimana oko w oko z Wenus Canovy”.38
A dziś? Dziś tak jak i dawniej budzą w nas nieswo­
je uczucia łudząco odtworzone postacie z gabinetów fi­
gur woskowych, które nie bardzo wiadomo, czym są
naprawdę - rzeźbami, atrapami, manekinami? A we
współczesnych filmach science fiction straszą nas oży­
wione, człekokształtne roboty, które wymknęły się
spod kontroli ludzi i które w niczym nie przypominają
posłusznych służek Hefajstosa.

Przypisy
*

1

Niniejszy tekst jest zmienioną i poprawioną wersją artykułu
opublikowanego w roczniku „Rzeźba Polska”, 1987, Centrum
Rzeźby Polskiej w Orońsku, s. 247-252
Mere, Los i artysta. Zarys z życia rzeźbiarza. „Dziennik Warszaw­

ski”, 1854 nr 54, s. 6; nr 57, s. 3-4; nr 58, s. 6
Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu w przekładzie z ję­
zyków oryginalnych opracował zespół polskich biblistów pod
red. Benedyktynów Tynieckich. Poznań 1965, W ydawnic­
two Pallotinum: Księga Rodzaju, 2, 7. W dawnym tłumacze­
niu księdza J. W ujka wers ten brzmi „ulepił człowieka z m u­
łu ziemi”.
3 Zob. R. Graves, Mity greckie, przełożył H. Krzeczkowski, wstę­
pem opatrzył A. Krawczuk, Warszawa 1968 (tam literatura źró­
dłowa). W pracy tej Graves prezentuje i omawia m.in. podsta­
wowe mity dotyczące „żywych” posągów.
4 O przekształceniach tematu Pandory od średniowiecza do cza­
sów współczesnych zob. D. and E. Panofsky, Pandora’s Box. The
Changing Aspects of a Mythical Symbol, London 1956
5 Homer, Iliada, przełożyła K. Jeżewska, wstępem i komentarzem
opatrzył J. Łanowski, Warszawa 1999, s. 334 (Pieśń VIII, wersy
416-421).
6 Relację o poruszających się rzeźbach Dedala podaje m.in. Dio­
dor Sycylijski, zob. Diodorus Siculus, Loch Classical Library,
Books IV, 76, translated by C. H. Oldfather. London 1952
7 Graves. op. cit., s. 289
8 Homer, Iliada, op. cit., s. 471 (komentarz).
9 Graves, op. cit., s. 271
10 Jw., s. 290-293. O Talosie zob. też J. G. Frazer, Złota gałąź, prze­
łożył H. Krzeczkowski, przedmowę napisał J. Lutyński, Warsza­
wa 1962, s. 248
11 Frazer, j. w., s. 291-292
12 Graves, op. cit., s. 199; I. Trencsenyi-Waldapfel, Mitologia, z wę­
gierskiego tłumaczył J. Ślaski, Warszawa 1967, s. 185-186
13 Graves, op. cit., s. 241
2

106

�Aleksandra Melbechowska-Luty • „POSĄG JEST PRZEZROCZEM, DUCHOWYM WIDZIADŁEM”...

14 Jw., s. 223-225
15 Gesta Romanorum or Entertaining Moral Stories (tłumaczył
z języka łacińskiego Ch. Swan), New York (b.d.), Dover pu­
blications, edited W. Hooper, Tale VIII, s. 15-17, Tale LVII,
s. 96-99
16 E. Kris, O. Kurz, La leggenda dell’artista, Presentazione di E. Castelnuovo, prefazione di E. Gombrich. Torino 1991, Rozdz. II:
L ’artista mago, s. 79
17 S. Dettloff, Wit Stwosz, t. 1, Wrocław 1961, s. 6l; P. Pencakowski, Kamienny krucyfiks Wita Stwosza w kościele Mariackim
w Krakowie. „Folia Historiae Artium”, XXII, 1986, s. 53
18 P. Merimée, Wenus z Ule i inne opowiadania [nowelę tytułową
przełożył T. Boy Żeleński], Katowice 1958. s. 3-36
19 Przewodnik sztuki rzeźbiarskiej skreślony przez Jakóba Tatarkiewi­
cza Prof. Rzeźbiarstwa w R-1852/3, s. 210, Rkps Biblioteki Ja ­
giellońskiej, sygn. nr 3553
20 C. Norwid, Pisma wszystkie, zebrał, tekst ustalił, wstępem i uwa­
gami krytycznymi opatrzył J. W. Gomulicki, t. 7: Proza, część
druga, Warszawa 1973, s. 293. Wykaz lektur Norwida podaje J.
W. Gomulicki w komentarzu do Notatek z mitologii, j. w., s. 688­
698
21 List A. E. Odyńca do Juliana Korsaka z 25 XI 1829 r. [w:] A.
E. Odyniec, Listy z podróży, opracowali M. Toporowicz i M.
Dernałowicz, t. 2, Warszawa 1961, s. 18-19
22 J. Kremer, Grecya starożytna i jej sztuka, zwłaszcza rzeźba, Po­
znań 1868, s. 31, 133, 137
23 K. Libelt, Estetyka czyli umnictwo piękne, t. 1, część ogólna, Pe­
tersburg 1854 (wyd. II), s. 376
24 G. W. F. Hegel, Wykłady o estetyce, przekład J. Grabowskiego
i A. Landmana, objaśnieniami opatrzył A. Landman, t. 2, W ar­
szawa 1966, s. 436, 450, 457
25 J. Kremer, op. cit., s. 85, 110. O estetyce Kremera pisał P. Szu­
bert w: A. Melbechowska-Luty, P. Szubert, Posągi i ludzie. A n­
tologia tekstów o rzeźbie 1815-1889, t. 1, część 1, Warszawa
1993, s. 46-50
26 H. Struve, Synteza dwóch światów. Szkic filozoficzny, Warszawa
1876, s. 33, 34
27 Frazer, op. cit., s. 39-40
28 B. Prus, Lalka, Warszawa 1977, t. l, s. 68-69 (wyd. PIW).
29 Wcześnie wystawionymi utworami o „rzeźbiarskim” tytule by­
ły: sztuka Głowa brązowa autorstwa J. B. A . Hapde (pseud.
Augustin) pokazana w Warszawie w 1810 r. i we Lwowie
w 1814 r. oraz balet J. Elsnera Dwa posągi (w układzie
L. Thierry), grany z wielkim powodzeniem w Teatrze N arodo­
wym w l818 r. Następnie w Warszawie wystawiono sztuki: Ko­
biety z kamienia T. Barriére i L. Thibousta 1854 i 1863 r., Po­
sąg W. Szymanowskiego, 1880 r. i Żywy posąg T. Cicogni,
1890 r. Zob. E. Szwankowski, Repertuar teatrów warszawskich
1814-1831, Warszawa 1973; H. Secomska, Repertuar war­
szawskich teatrów rządowych 1863-1890, Warszawa 1971
(mpisy powielane).
30 Cytat z recenzji M. Gawalewicza: Przegląd teatralny. Posąg, dra­
mat w 3 aktach Wacława Szymanowskiego, „Tygodnik Ilustrowa­
ny”, 1880 półr. II, s. 407
31 W. Szymanowski, Posąg, dramat w 3 aktach [w:] Poezye i dramata, Warszawa l884, s. 223
32 S. Wyspiański, Akropolis [w:] S. Wyspiański. Dzieła, pierwsze
wydanie zbiorowe w opracowaniu A . Chmiela i T. Sinki, t. 4:
Dramaty, Warszawa 1927, s. 449-619, Wstęp s. CXXXIV-CXLI. Zob. też L. Jabłonkówna, „Akropolis”, „Teatr”, 1960,
nr 4, s. 4-7
33 Wyspiański, Akropolis, jw., s. 461. Fryz wykonany przez F. Pozzi na nagrobku Ankwicza, przedstawia rzadki w rzeźbie neoklasycznej motyw pejzażowy. W idyllicznym krajobrazie stoją i sie­
dzą płaczki, putta wiążą snopy, a trzy anioły owiane podmu­

34
35
36

37
38

chem wiatru unoszą się w pląsie pośród zboża. Por. T. Dobro­
wolski. Rzeźba neoklasyczna i romantyczna w Polsce, Wrocław
1974, s. 84; K. Mikocka-Rachubowa, Canova, jego krąg i Polacy
(około 1780-1850), t. II - Katalog, Warszawa 2001, s. 248-249
I. Turska, Przewodnik baletowy, Kraków 1973, s. 38-40
G. Meyrink, Golem, przełożył Antoni Lange, Kraków 1958
G. Meyrink, Gabinet figur woskowych i inne opowiadania, przeło­
żył H. Salz, Przemyśl 1922 [pierwsze wydanie w języku niemiec­
kim pochodzi z 1907 r.].
Jw., s. 55-64
A. Carpentier, Królestwo z tego świata, tłumaczyła K. W ojcie­
chowska, Warszawa 1968, s. 111-112. N a wątek opowieści
o Solimanie, zawartej w powieści Carpentiera, naprowadził
mnie tekst W. Juszczaka: Wstęp do wydania polskiego, [w:] H.
Honour, Neoklasycyzm, przełożył W. Juszczak, Warszawa 1972,
s. 10-11

Władysław Hasior, Posąg Komandora do inscenizacji Don
Juana Moliera, Wrocław, Teatr Polski, 1970, fot. Grażyna
Wyszomirska

107

�i

T o łw

I

2

Il. 1 Walka Izraelitów z Amalekitami, Roman Śledź
Il. 2 Jezus opada pod krzyżem, Roman Śledź

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10594" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10572">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/2dafd05266607ad2bc874a87a89813a9.pdf</src>
        <authentication>fb699e22418e1680a8d14415eacabf6d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126219">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5305</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126220">
                <text>2003</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126221">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4927</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126222">
                <text>Pomniki - "figury" zwodniczej pamięci / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126223">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.1-2; s.209-216</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126224">
                <text>Melbechowska-Luty, Aleksandra</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126225">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126226">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126227">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126228">
                <text>omniki to symbole pamięci utrwalanej w rzeź­
biarskich dziełach, które były zawsze najbardziej
masowo odbieraną dziedziną plastyki. Ustawia­
ne w m iejscach ogólnie dostępnych miały, podobnie
jak architektura, najszerszy zasięg oddziaływania. Ta­
kie było ich przeznaczenie; dlatego jest rzeczą oczywi­
stą, że budziły największe em ocje, ponieważ nie mogły
zadowolić wszystkich. Przeciwnie, często nie spełniały
społecznych oczekiwań, dzieliły ludzi, prowokowały
wiele dyskusji, zatargów, nieporozumień, konfliktów
i urazów. Ich kształt i przesłanie zależały od walorów
artystycznych, talentu twórców, „stylu” i smaku epoki,
klimatu czasów, ideologii i polityki, sentymentów i do­
raźnych propagandowych celów. I od tego, jakiego du­
cha pamięci miały zatrzymać, ocalić. Bywały piękne
i szpetne, upragnione i niechciane, otaczane kultem
i niszczone, wyrzucane na śmietnik. Poddane nieprze­
widywalnym kolejom losu, pojawiały się i znikały,
a czasem znów powracały na swoje miejsca.
Rzeźba w ogóle uchodzi za sztukę „trudną”, ale -

P

jak pisał Konrad W inkler - „nie ma nic bardziej nie­
bezpiecznego dla skulptora, jak zamówienie na po­
mnik. Prawdziwa to zasadzka”. Jakie istotne czy wyjąt­
kowe cechy i znaczenia można przypisać pomnikom?
D efinicje encyklopedyczne i podręcznikowe mówią, że
jest to dzieło rzeźbiarskie często związane z architektu­
rą, wzniesione dla upamiętnienia osoby lub zdarzenia,
najczęściej w postaci posągu, grupy figur, kolumny,
obelisku, budowli, kopca lub naturalnego głazu. Takie
sformułowanie nie wyczerpuje tematu. D o tego zwię­
złego opisu powinny dojść jeszcze refleksje o wielkości,
ciężarze, trwałości, właściwościach tworzywa, miejscu
usytuowania, osadzeniu w przestrzeni, wymownej idei,
wzniosłości i wspaniałości „stylu” i przede wszystkim
o m onumentalności, która z założenia jest podstawo­
wym wyróżnikiem rzeźby pomnikowej. Co stanowi
0 tym, że dzieło rzeźbiarskie spełnia ów warunek? W ie­
lu teoretyków usiłowało rozwiązać tę kwestię, której
poświęcono dziesiątki rozpraw w X IX i X X wieku.
Rozważano różne jej aspekty, wysuwano rozmaite, czę­
sto sprzeczne, punkty i „zasady” odnoszące się do tego
pojęcia. Najbardziej pożądanymi cecham i prawdziwie
monumentalnych pomników miały być: harmonia for­
my i treści, szlachetność tworzywa, jednolitość i zwię­
złość bryły, statyka (której „skulptura gwałtu zadawać
nie powinna”), zarys wielkiego konturu i sylwety, syn­
tetyczna konstrukcja, frontalność, potężna „budowa”
1 ogromna skala, zmysł architektoniczny, prostota bądź
patos, znamiona apoteozy, heroizacja, idealizacja lub przeciwnie - naturalność wizerunku upamiętnianej
osoby, umiarkowany lub ekspresyjny ruch i gest posta­
ci, wyniesienie stojącego posągu na piedestał i nada­
nie mu „wejrzenia spokojnej godności”. Wszystkie te
zalecenia zmieniały się, ewoluowały, w zależności od
estetycznych kanonów epoki, dlatego część z nich
brzmi dziś staroświecko. Nasuwało się też pytanie, czy
lepiej stanąć „twarzą w twarz” z pomnikiem, czy wi-

209

ALEKSANDRA
MELBECHOWSKA-LUTY

Pomniki - „figury”
\♦ ♦
♦ ♦
zwodniczej pamięci
D edykuję B arbarze Kowalskiej
—wiernej przyjaciółce

dzieć go w perspektywicznym oddaleniu, co wiązało
się ze społecznym odbiorem dzieła, bardzo ważnym dla
wielu rzeźbiarzy. Wszelako, bywali i tacy twórcy - jak
np. Edward W ittig, który „nie myślał o m onum ental­
ności, jako sposobie oddziaływania na widza”.1
Można sądzić, że o m onumentalności rzeźby decy­
duje przede wszystkim jej „morfologia”, to jest struktu­
ra, tkanka i wewnętrzny „skład” dzieła, które zależą od
wyobraźni i siły twórczej artysty. Rzeźba m onumental­
na może, ale wcale nie musi być „ogromna” w swoim
kształcie fizycznym. Zdarzały się takie osobliwe zjawi­
ska, że nieduże figurki i portrety zatracały zamierzoną
kameralność i nabierały pod ręką mistrza niespodzie­
wanego zakroju monumentalności - rozrastały się, wy­
piętrzały i potężniały. Przykładem takiej metamorfozy
mogą być wspaniałe formistyczne głowy przyjaciół mo­
delowane przez Augusta Zamoyskiego, przepełnione jak sam mówił - „alegorią dynamiczną” opartą na mak­
symalnym skrócie i mistrzowskim opanowaniu sub­
stancji tworzywa, „siły materiału”. Taka syntetyczna
budowa „organizmu” rzeźbiarskiej bryły sprawia, że nie­
które portrety (np. Antoniego Słonimskiego) i drobne
akty kobiet odkuwane przez Zamoyskiego tak olbrzy­
miały, że można je było wynieść na piedestały. To
tchnienie wielkości dotyczy też licznych rzeźb Xawerego Dunikowskiego. Z kolei niektóre kolosalne figury
pomnikowe przechodziły odwrotną transformację podlegały wizualnej „redukcji”, z niewiadomych przy­
czyn nagle malały w oczach widzów, kurczyły się do mi­
niaturowych rozmiarów, upodabniając się do banal­
nych posążków-bibelotów przechowywanych w miesz­
kaniach jako ozdobna lub patriotyczna pamiątka.
O
szczególnych cechach pomników pisał Janusz
Kębłowski, wymieniając w czterech punktach ich pod­
stawowe właściwości: m onumentalność, wartościowa­
nie pozytywne, intencję upamiętnienia i problem w ąt­
ków treściowych.2 W niniejszym tekście, opierając się
na wybranych przykładach, opowiemy pokrótce
o wiernej, zwodniczej lub poniżonej pamięci, jaka to­
warzyszyła polskim pomnikom X IX i X X wieku. Do
1918 roku władze zaborcze - poza paroma wyjątkami
- nie pozwalały na wznoszenie narodowych monu­

�Aleksandra Melbechowska-Luty ♦ POMNIKI - „FIGURY” ZWODNICZEJ PAMIĘCI

mentów na placach i ulicach, zatem pomnikowe posą­
gi lokowano w świątyniach, na cm entarzach, czasem
na terenie prywatnych posesji, w ogrodach. Idea pa­
m ięci uwidoczniła się najwyraźniej w imaginacyjnych
wizerunkach dawnych władców, bohaterów, wodzów,
uczonych i poetów, a także ludzi zmarłych niedawno
i dobrze zapamiętanych. W warszawskim kościele W i­
zytek znalazły się np. posągi Kazimierza Brodzińskiego
i Tadeusza Czackiego wykonane przez Władysława
Oleszczyńskiego w 1863 roku i Tomasza Oskara So ­
snowskiego w roku 1861. Swoistą odmianą pomników
były rzeźby komemoratywne przeznaczone do wnętrz
kościelnych. W katedrze św. Jana zbudowano okazały
pomnik Stanisława Małachowskiego - męża wielkich
cnót obywatelskich - zaprojektowany przez Francesca
M. Laboureura w latach 1819-1923. W pierwszej po­
łowie X IX wieku rodziny zamówiły do katedry wawel­
skiej nagrobki dla swych bliskich u artystów włoskich.
Stefano R icci stworzył wówczas pomnik M ichała B o­
gorii Skotnickiego, a Francesco Pozzi - figuralny sar­
kofag Stanisława Ankwicza.3 W 1904 roku postacie
z tych nagrobków powołał do życia Stanisław W y­
spiański w dramacie A kropolis, m.in. Niewiastę i A m o­
ra z sarkofagu Ankwicza, Panią-Załobnicę z pomnika
Skotnickiego, a także A nioły podtrzymujące trumnę
świętego Stanisława i posąg Włodzimierza Potockiego
dłuta Thorvaldsena. Owe figury zeszły z piedestałów
w W ielką N oc Zmartwychwstania, gdy „stał się m o­
m ent wielki czaru” i przyszedł czas na rozrachunek
między przeszłością a przyszłością.

2. Francesco Pozzi, Pom nik nagrobny Stanisław a A n kiew icza, 1840,
K atedra na W awelu, repr. wg K . M ikocka-R ach ubow a, C an ow a,
jeg o krąg i Polacy, t. 2, Warszawa 2001.

Już idą,
Kędy, skryty za złomów filarem,
grób przygasłej Ankw icza pamięci:
A m or za zgaszonym ogarem
u stóp słupa - w sen głazu ujęci. Przystanęli. - I rąk wzniesień czarem
napierśnie zatrzęśli egidą.
Kam ień naraz oto stał się żywy.
[...]
O Strato!
O strzaskana kolumno!
O trumno,
czyliżeś wszystko szczęście skryła?
O lato!
0 skoszone zboże;
Któż to cię wiąże w snopy
1 rzuca snopy n a wicher?
Skąd te n wicher dmie? - co porywa?

(O statnie wersy tego fragmentu odnoszą się do
krajobrazu wyrzeźbionego na podstawie nagrobka
A nkw icza.)4

1. W ładysław Oleszczyński Pom nik K azim ierza
Brodzińskiego, 1863, Kościół
W izytek w Warszawie,
repr. wg M . I.
Kwiatkowska, R zeźbiarze
w arszaw scy X IX w ieku,
W arszawa 1995.

Portret szanowanego człowieka mógł też pełnić
funkcję pomniejszonego pomnika, jako skromniejszy
dowód czci i pamięci. W 1854 roku Jakub Tatarkie­
wicz podjął inicjatywę realizacji czterdziestu ośmiu
wizerunków zasłużonych Polaków, które „nie na za­
mówienie wykonywane były [ale] z poczucia narodo­
wego i spełniały obowiązek, z którego sztuce i krajowi
wypłacić się był powinien.”5 W cześniej, między 1834

210

�Aleksandra Melbechowska-Luty ♦ POMNIKI - „FIGURY” ZWODNICZEJ PAMIĘCI

a 1836 rokiem, Tatarkiewicz stworzył jedno z n a j­
świetniejszych swych dzieł - leżące posągi Aleksandry
i Stanisława Potockich w ich wilanowskim mauzo­
leum, rzeźby wielkiej piękności, o portretowo ujętych
głowach, pokrewne wawelskim pomnikom królów
polskich, które artysta oglądał w czasie niedawnego
pobytu w Krakowie.
W kraju pracowało wielu utalentowanych rzeźbia­
rzy, ale najbardziej okazałe monumenty stworzył dla
Polski cudzoziemski mistrz Bertel Thorvaldsen, autor
pomnika Kopernika, Włodzimierza Potockiego i księ­
cia Józefa Poniatowskiego. Kopernik nie budził więk­
szych sprzeciwów i em ocji, gdyż był w miarę neutralny,
natomiast projekt konnego m onumentu Poniatow­
skiego wywołał prawdziwą burzę. Również klasyczny
posąg Potockiego był często krytykowany. Ten młody
pułkownik, który przeżył zaledwie 23 lata, brał udział
w kampanii napoleońskiej i marzył o wielkich czynach
w ojennych (zapewne pragnął zmazać hańbę z rodowe­
go nazwiska, był bowiem synem targowiczanina Szczę­
snego Potockiego). Nie doczekał się heroicznej sławy,
zmarł na tyfus w 1812 roku. Zona zamówiła dlań
u Thorvaldsena dedykacyjny pomnik, który w 1831
roku stanął w katedrze wawelskiej. Rzeźba przedstawia
półnagiego wojownika rzymskiego, okrytego jedynie
krótką tuniką odsłaniającą atletyczny tors i mocne,
kształtne nogi „godne hoplity”. Zmysłowy wdzięk tego
posągu ustawionego w narodowym sanktuarium
u wielu współczesnych wzbudził zgorszenie. Stanisław
Wodzicki odnotował we wspomnieniach, że „owa po­
gańska rzeźba nie odpowiada charakterem swoim
świątyni”, a Ambroży Grabowski zganił „arcymistrzowsko rzeźbioną sztukę kararyjskiego marmuru,
pozbawioną ducha, nieruchomą, niemą i jakże niesto­
sowną w katedrze”. Oburzony W incenty Pol dziwił się,
że Thorvaldsen „nie uląkł się tego w sobie, że spoganił
dom Boży”, a malarz-towiańczyk Józef Kossowicz n a­
zwał rzeźbę „przedmiotem boleśnie raniącym uczucia
narodu”. W 1840 roku Grabowski opisał wydarzenie
wiele mówiące o powszechnym odbiorze takiego dzie­
ła: do katedry weszli kiedyś wieśniacy przybyli na od­
pust; „jeden z tej gromadki poczciwców, sądząc że
w kościele tylko posągi świętych znajdować się powin­
ny, rzekł o wojowniku rzymskim Thorvaldsena: widać
to jakiś święty... ale nie ma portek”. I tak to „lud nasz,
biorący rzeczy zwykle za to, czym są istotnie, trafnie
wyrzeka nieraz sąd o nich.”6 Opinie były jednak po­
dzielone. Niektórzy uważali pomnik Potockiego za
najwspanialszą rzeźbę Thorvaldsena wykonaną dla
Polski. Jej uroda budziła podziw i zachwyt „miłośni­
ków” i znawców, ale pamięć o pięknym młodzieńcu,
który niczym szczególnym się nie wsławił, szybko za­
tarła się i zagasła. Pozostało dzieło.
Pomysł wystawienia pomnika księcia Józefa Ponia­
towskiego zrodził się w trzy miesiące po śmierci wodza;
miał być wyrazem „nie utulonego żalu ludu polskiego
po jego stracie”. O d stycznia 1814 roku toczyły się

211

w tej sprawie rozmowy polskich arystokratów z A lek ­
sandrem I. Upewniono go, że jest to inicjatywa osób
prywatnych i w 1815 roku car wydał zezwolenie na
wykonanie monumentu. W krótce jednak to przedsię­
wzięcie stało się sprawą ogólnonarodową i przeszło
pod dozór społeczny. Realizację pomnika powierzono
Thorvaldsenowi, który w 1818 roku podpisał w Rzy­
mie umowę, przystając - acz niechętnie - na propozy­
cje w sprawie stroju księcia (mundur i czako na gło­
wie). A le po dwóch latach mistrz zmienił zdanie; i tak
konna statua miała być wzorowana na pomniku M ar­
ka Aureliusza, a strój zbliżony do szat rzymskich. Pra­
ca nad tym dziełem szła opornie; rzeźbiarz latam i zwle­
kał z ukończeniem dużego gipsowego modelu. D opie­
ro w 1829 roku wystawiono go na placu Krasińskich
obok sal redutowych Teatru Narodowego (odlew brą­
zowy sporządzono w roku 1832). W Warszawie za­
wrzało. Gwałtowne polemiki i spory ogarnęły miasto,
toczyły się na ulicach, w domach, urzędach, kawiar­
niach i koszarach. Ludziom wychowanym na klasycz­
nych doktrynach odpowiadał książę o portretowo u ję­
tych rysach (z wąsami i bakami), ale przedstawiony ja ­
ko rzymski rycerz jadący na rumaku idącym powolnym
stępem, ubrany w pancerz z orłem i chlamidę osuwa­
jącą się na grzbiet konia, z nagimi nogami w sanda­
łach. N atom iast żołnierze księcia trwali w nieustępli­
wym sprzeciwie, oceniając projekt „podług własnego
instynktu”. To oni na wystawie wyrażali swe oburzenie
okrzykami: „Niepodobny! A cóż za ubranie! Czy od
pławienia koni powraca? Bodaj ich diabli z tym rzymiaństwem! Co nam po tym golcu w koszuli”. Zapi­
sem owych wydarzeń była „scena artystyczna” Stan i­
sława Platera pt. Posąg bohatera opublikowana w 1840
roku, która oddawała ówczesne nastroje (zabierali
w niej głos: Oficerowie księcia, Koneser i Rom antyk).7 W iadomości o tym zamieszaniu wcześnie dotar­
ły do Thorvaldsena, który odniósł się do nich z polito­
waniem i złością. Według relacji Antoniego E. Odyńca, stary mistrz nie mógł zrozumieć, że Polacy odrzuca­
li ponadczasowe klasyczne piękno i chcieli widzieć
swego bohatera w zwykłym mundurze lub polowej
burce, com m e un C osacco (!). „Jesteście barbarzyńcy,
moi panowie! I dlatego nie lubię posyłać m oich dzieł
do krajów, gdzie nie ma poczucia sztuki.”8
Dalsze dzieje pomnika miały przebieg dramatyczny.
Żołnierze nie doczekali się nigdy spiżowego wizerunku
swego wodza; wybuch powstania listopadowego prze­
kreślił plany odsłonięcia go przed Pałacem N am iestni­
kowskim. W czasie powstania był przechowywany na
terenie posesji rejenta Ostrowskiego przy ulicy D łu ­
giej. Niebawem anulowano zezwolenie Aleksandra I
i car M ikołaj I polecił wywieźć rzeźbę do Modlina;
w 1840 roku, wizytując twierdzę, natknął się na kon­
nego rycerza i wydał rozkaz: „razbit’ i zapisat’ w łom”.
W krótce jednak zmienił zdanie i podarował go Iwano­
wi Paskiewiczowi, który wywiózł pomnik do swej po­
siadłości w Homlu (miejsce przeznaczone dla księcia

�Aleksandra Melbechowska-Luty ♦ POMNIKI - „FIGURY” ZWODNICZEJ PAMIĘCI

Józefa zajął posąg Paskiewicza!). Dopiero w 1922 ro­
ku, na mocy postanowień traktatu ryskiego, dzieło
Thorvaldsena zwrócono Polsce i w następnym roku
odsłonięto na placu Saskim. Nie na długo. W 1944 ro­
ku zniszczyli je Niemcy po powstaniu warszawskim.
Nowy odlew sporządzony w latach 1948-1951 według
modelu zachowanego w Kopenhadze zawdzięcza W ar­
szawa Danii. Spór o ten pomnik, a zwłaszcza o wybór
ubioru, przez długie lata (a może nawet do dziś?) upor­
czywie tkwił w świadomości zbiorowej jako kwestia
właściwie nierozstrzygnięta - kto za mundurem, kto
przeciw?
Najwięcej szczęścia (a może nieszczęścia?) miał do
pomników Mickiewicz, którego otaczano wyjątkowym
kultem. W X IX wieku władze zezwoliły na wystawie­
nie trzech posągów poety. D la Poznania wyrzeźbił go
Władysław Oleszczyński w swobodnej pozie pielgrzy­
ma, z portretowo ujętą twarzą, bowiem starał się „aby
naszego wieszcza nie sfrancuzić, nie zniemczyć, ale
ożywić słowiańskim tchnieniem ”. Pomnik był gotowy
w 1857 roku, ale dwa lata czekał na swoje miejsce. Nie
wolno było go ustawić na eksponowanej ulicy czy pla­
cu i w końcu odsłonięto na odgrodzonym parkanem
cmentarzu przy kościele świętego M arcina, w obecno­
ści milczących tłumów.9 W Krakowie pomnik M ickie­
wicza stanął w 1898 roku, poprzedzony trzema kon­
kursami przebiegającymi w atmosferze polemik praso­
wych, sporów i awantur od 1882 do 1888 roku. Ów
„przetarg” wygrał Teodor Rygier, ale jego monum ent
został oceniony jako nieudolny, niespójny, pretensjo­
nalny, teatralnie „sztuczny”, niepotrzebnie obciążony

3. B ertel
Thordvaldsen,
Pomnik
W łodzim ierza
Potockiego, 1831,
K atedra na
W awelu, repr. wg
folderu wystawy
T horvaldsen
w Polsce, Zamek
Królewski
w Warszawie,

4. B ertel Thordvaldsen, Pom nik ks. J ó z e fa P oniatow skiego w W arsza­
wie, 18 3 2 , stanpo 1922 r., repr. wg K. M iko cka-R ach u b ow a,
C an ow a , jego krąg i Polacy, t. 2, Warszawa 2001.

zagadkowymi alegorycznymi figurami. Jak pisał Kazi­
mierz Bartoszewicz, już podczas próbnego odsłonięcia,
gdy „zrzucono przykrywającą go budę, naród literalnie
zgłupiał. Opinia otworzyła usta i zamknąć ich nie mo­
gła. [Potem] śmieli się wszyscy - demokrata i artystokrata, stańczyk i liberał, pan i chłop, Zyd i antysemi­
ta”.10 Niemniej jednak z upływem lat wtopił się
w miejski pejzaż i dziś, stojąc przy kwiatowym targu,
jest nieodłącznym elementem krakowskiego rynku.
Warszawski m onum ent M ickiew icza zrealizowany
w stulecie jego urodzin przez Cypriana Godebskiego
miał kształt i wyraz zupełnie odmienny. Wprawdzie
należał do „gatunku” tak popularnych w Europie,
wielkich „machin” pomnikowych - ze schodami, wy­
sokim cokołem i figurą poety upozowanego na proro­
ka z ręką złożoną na sercu - ale nacechowany był po­
wagą, spokojem, prostotą i naturalnością.11 Dlatego
podobał się publiczności, która nie miała ochoty na
rozwiązywanie żadnych rzeźbiarskich rebusów, lecz
chciała widzieć swego wieszcza wyniesionego na „oł­
tarz Narodu”.
Po pierwszej wojnie światowej, kiedy to nastąpiła
erupcja ruchów awangardowych - formizmu i kon­
struktywizmu - nowa koncepcja pomników zarysowa­
ła się w twórczości Zbigniewa Pronaszki i Mieczysława
Szczuki. Pronaszko stworzył prawdziwie wielkie dzieło,
m onumentalną, ponaddwunastometrową figurę M ic­
kiewicza, która stała się jednym z najbardziej godnych
pomników poety. Jego prowizoryczną makietę zbitą
z sosnowych desek (a przeznaczoną do odlewu w be­
tonie) odsłonięto w 1924 roku w W ilnie. Posąg nie
miał cokołu ani żadnych atrybutów, stał samotnie,
wrośnięty w ziemię jak drzewo. Był rzeźbą wyrosłą
z idei formizmu, o syntetycznych formach, uproszczo­

X 1 9 9 4 - I 1995

212

�Aleksandra Melbechowska-Luty ♦ POMNIKI - „FIGURY” ZWODNICZEJ PAMIĘCI

nych, twardych i ostro ciętych płaszczyznach z piono­
wymi uskokami drewnianych elementów. W oczach
współczesnych jawił się jako widmowa postać, zjawa
z uroczyska, pierwotne bóstwo litewskie srogie i demo­
niczne o nieco spazmatycznej ekstatyczności. Znawcy
i zwolennicy awangardy doceniali plastyczny kunszt
niepospolitej rzeźby (która nie miała odpowiednika
w żadnym z krajów europejskich), ale ów kolos wywo­
łał równocześnie niemałe zamieszanie, wiele „hałasów,
utyskiwań i napaści”; w obiegowym odczuciu był po­
strzegany jako upiór „przed którym baby na targ idące
z jajkam i żegnają się, strachem wielkim zdjęte”.12 Ten
jednorodny, wspaniały, wzniosły m onum ent nie docze­
kał się realizacji w przeznaczonym dlań materiale. Stał
nad rzeką czternaście lat; jesienią 1938 roku nad W il­
nem przeszła burza i powódź zniosła W ilią szczątki po­
gruchotanej makiety pomnika.
O
tym, jak różne bywały koncepcje pomników,
świadczą awangardowe prace Szczuki, artysty silnie
związanego z ideologią lewicową, współpracującego
z Komunistyczną Partią Polski. Jego rzeźby były abs­
trakcyjnymi, czasem „mechanicznymi” konstrukcjami
zbudowanymi z różnych elementów, takich jak sztaby,
łańcuchy, pręty, stożki i półwalce. Niektóre z nich opi­
sywano jako ruchomą „maszynkę”, której drewniane
ramię podnosiło się i opadało w takt dziwacznego ryt-

6. Zbigniew Pronaszko, Pom nik A d a m a M ickiew icza w W ilnie,
1 9 2 2 -1 9 2 4 , zniszczony, repr. wg J. Starzyński, P olska d rog a do
sam odzieln ości w sztuce, W arszawa 1973

mu, lub kompozycję obracającą się z „wieczną, strasz­
liwą, powolną m onotonią”.13 W latach dwudziestych
Szczuka wystawił takie obiekty nazywając je projekta­
mi pomników: Wolności, Rewolucjonisty, Fiodora D osto­
jewskiego, Ludw ika Zam enhofa, K arola Liebkn echta oraz
teoretyków anarchizmu M axa Stirnera i Piotra Krapotkina; jednak trudno w nich dostrzec jakiś rys pomni­
kowy. Te niewielkie konstrukcje były raczej przedmio­
tami „dedykowanymi pam ięci” różnych osób i zdarzeń.
Wszystkie przepadły po wystawie w berlińskiej galerii
D er Sturm w 1923 roku.
W dwudziestoleciu międzywojennym Warszawa
otrzymała osobliwy dar - secesyjny pomnik Chopin a.14 Jego wstępny projekt wykonał już w 1904 roku
W acław Szymanowski - w 1909 wygrał konkurs,
a w 1912 przygotował do odlewu w brązie model cało­
ści: pięciometrową figurę kompozytora i siedmiome­
trową wierzbę. Jednak, jak to zwykle bywało, nastąpi­
ły różne komplikacje (również natury finansowej),
a w dwa lata później wybuchła wojna. Po konkurso­
wym sukcesie oceniano rzeźbę jako „projekt niesły­
chanie śmiały i prosty” pozbawiony zbędnej dekoracyj­
ności, a w postaci i twarzy Chopina podobał się „jed­
nolity wyraz zasłuchania się i nastroju”. Wszelako, kry­
tyka nie dawała za wygraną. Wskazywano na pewną

5. Cyprian Godebski, Pom nik A d a m a M ickiew icza w Warszawie,
1 8 9 8 , stan z 1 9 2 8 r., stan z 1 9 2 8 r., repr. wg. M . I. Kwiatkowska,
R zeźbiarze w arszaw scy X IX w ieku , Warszawa 1995

213

�Aleksandra Melbechowska-Luty ♦ POMNIKI - „FIGURY” ZWODNICZEJ PAMIĘCI

skłonność do patetyczności ruchu, która przechodzi
w teatralność. Najbardziej kategoryczne sądy o pracy
Szymanowskiego publikował „Goniec” i wygłaszał A n ­
toni Sygietyński. Chopin wydał mu się figurą chybio­
ną w rysunku i źle upozowaną, „tak iż nie wiadomo, na
czym ona i jak siedzi?”. Pisał, że pomnikowi zbywa na
poezji i artyzmie; „jest to jakaś nowela czułostkowa,
[... ] godna raczej Boruty, czy innego diabła zakocha­
nego w przełamanej wierzbie, nie zaś Chopina”.
Po wojnie gotowy już m onument odsłonięto w Ła­
zienkach 14 listopada 1926 roku. I znów na przemian
zachwycano się i ganiono m.in. jego literacką i symbo­
liczną koncepcję, „zasady impresjonistyczne” i secesyj­
ną, malowniczą stylizację. Dawniej wyśmiewano dwie
(rychło usunięte) gigantyczne żaby siedzące na krawę­
dzi sadzawki, które wraz z płaczącą wierzbą miały być
elem entem „rodzimego krajobrazu” przypisanego
Chopinowi; teraz złośliwie porównywano kompozycję
rzeźby do kałamarza lub secesyjnej popielniczki.
W maju 1940 roku okupanci zniszczyli pomnik; po
wojnie odtworzono go i odsłonięto w roku 1958. Jaki
jest naprawdę warszawski Chopin? N a pewno w swo­
im czasie odznaczał się koncepcją oryginalną, ponie­
waż w pom nikach rzadko wykorzystywano motyw
drzewa, które tu wprowadziło bryłę rzeźby w prze­
strzeń giętkimi, płynnymi liniami ogromnej wierzbo­
wej korony. Jeśli ktoś jest miłośnikiem „nastroju”, to
odnajdzie w twarzy muzyka romantyczny wyraz marzycielstwa, liryzmu, czułego „sentymentu”. Dziś ten mo­
num ent został jeszcze dodatkowo naznaczony stygmatem podwójnej pamięci: o osobie Chopina i o samym
pomniku, który działa na wyobraźnię narastającą
z biegiem lat s i ł ą p r z y z w y c z a j e n i a . Można go
często oglądać lub widzieć na reprodukcjach. Tak się
zrósł ze ścianą zieleni Łazienek i z pejzażem Warszawy,
że mało kto zastanawia się, czy to świetna rzeźba, czy
może pretensjonalna i mierna? Pamięć utrwaliła jakiś

(Mieczysława Lubelskiego), Wolności (Jana Szczep­
kowskiego), D ow borczyka (M ichała Kamieńskiego).
„Dyżurną” postacią był znowu Mickiewicz. Na począt­
ku 1925 roku powołano sąd konkursowy na pomnik
poety dla W ilna (kontrowersyjne dzieło Pronaszki nie
było w ogóle brane pod uwagę). W 1926 roku do ry­
walizacji przystąpili: Stanisław Szukalski, Rafał Jachimowicz, Mieczysław Lubelski; w drugim etapie (1930)
projekty nadesłali: Xawery Dunikowski, A ntoni Madeyski i Henryk Kuna, którego wyróżniono pierwszą
nagrodą za figurę poety-pielgrzyma. Jednak pewna
niezręczność w ujęciu postaci wieszcza oraz ksenofo­
biczna nagonka na Kunę i w końcu wybuch wojny
przekreśliły to przedsięwzięcie. Nieukończony odlew
został zniszczony przez Niemców.16
Stanisław Lack w swojej książce Spór o pomnik.
Uwagi o sztuce monumentalnej (Kraków 1906) pisał, że
„dla rzeźby istnieje ten jeden moment: o b e c n y ” . Po
śmierci Józefa Piłsudskiego w maju 1935 roku, w trak­
cie gorączkowej kampanii nasiliły się starania o uczcze­
nie pamięci twórcy i Naczelnika państwa. W ilno stało
się znów miejscem hołdu składanego wielkiemu czło­
wiekowi. Decyzja o wzniesieniu tam pomnika Marszał­
ka zapadła 22 maja, dziesięć dni po jego zgonie. Ale i to
zamierzenie nie doszło do skutku, podobnie jak projekt
architektoniczno-rzeźbiarskiego kompleksu - pomnika
i dzielnicy im. Józefa Piłsudskiego w Warszawie.17 Nie
zdołano też - mimo wielu starań - rzeźbiarsko opraco­
wać sarkofagu Marszałka, który spoczywa w prostej
metalowej trumnie w krypcie katedry wawelskiej pod
Wieżą Srebrnych Dzwonów.
Mówiąc o monumentalnej rzeźbie dwudziestolecia
międzywojennego nie sposób pominąć dzieł Edwarda
W ittiga, który brał udział w licznych konkursach,
przygotował wiele projektów i zrealizował kilka zna­
czących pomników: W itolda Lisa-Kuli dla Rzeszowa,
W ładysław a W arneńczyka dla mauzoleum w Warnie,

stereotyp i dlatego nie jesteśmy do końca pewni dzieło to czy kicz?
W dwudziestoleciu międzywojennym nastąpiło
niezwykłe przyspieszenie idei i realizacji artystycznych.
Pracowali twórcy awangardowi i zwolennicy nowego
klasycyzmu; powstawały dziesiątki projektów pomni­
ków, często związanych z architekturą, ujawniły się
nowe priorytety polityczne i państwowe. W 1927 roku
podjęto dawną ideę Jakuba Tatarkiewicza i rozpisano
konkurs na popiersia zasłużonych Polaków; w Zachę­
cie wystawiono wówczas portrety Staszica, Lelewela,
Wysockiego, Łukasińskiego, Sowińskiego, Wyspiań­
skiego i Zeromskiego. W oficjalnej rzeźbie tego czasu
istotną rolę odgrywały aktualne cele „ojczyste”, które
Katarzyna Kobro nazwała „dzikim rykiem sztuki «na­

skiej. Jest to jeden z najpiękniejszych pomników pol­
skich. Ustawiona na wysokim cokole potężna figura
z brązu, odznaczająca się masywnie modelowaną bry­
łą, wyobraża lotnika we współczesnym, stylizowanym
mundurze, opartego o śmigło samolotu. Rzeźbiarz
w niezrównany sposób potrafił wyrazić jej tektonikę
i ta klasycyzująca statyczność, jedność, zwięzłość kom­
pozycyjna stanowi o monum entalności dzieła, a jed­
nocześnie jest wykładnikiem jego znaczenia ideowego,
duchowego. W ittig nieskazitelnie z b u d o w a ł swój
syntetyczny posąg, harm onijnie „zamknął” sylwetę po­
staci, związał ją z kształtem wygiętego śmigła i skoor­

rodowej», rezygnacją ze zdobyczy plastyki współcze­
snej i likwidacją wszelkich wzlotów twórczości artystycznej”.15 Organizowano kolejne konkursy na pomni­
ki o wymowie patriotycznej, m.in. N ocy Listopadowej
(A leksandra Zurakowskiego), K ościuszki i Sapera

dynował jej profile z otaczającą powietrzną przestrze­
nią. Lekko wygięte płaszczyzny poddał „łagodnemu
kubizowaniu”, stosując na powierzchni rzeźby dyskret­
ne „obciosania” i regularne cięcia (zgodne z ówczesną
estetyką Rytmu). W odczuciu współczesnych ów lot-

214

P eow iaka i Lotnika dla Warszawy. Projekt tego ostat­
niego monumentu powstał w 1922 roku, odsłonięcie
nastąpiło 11 listopada 1932 roku na placu Unii Lubel­

�Aleksandra Melbechowska-Luty ♦ POMNIKI - „FIGURY” ZWODNICZEJ PAMIĘCI

7. M ieczysław Szczuka, Projekt p om n ika rew olucjonisty, 1922, rekonstru kcja
z 1975 r., M uzeum Sztuki w Łodzi, repr. wg A . Turowski, B u dow n iczow ie
św iata, Kraków 2000.
8. W acław

Szym anow ski,

Pom n ik F r y d er y k a C h o p in a

w W arszaw ie,

1 9 2 6 -1 9 5 8 , repr. wg H. Kotkow ska-Bareja, W acław Szym anow ski, k a ta ­
log wystawy, M uzeum Narodowe, Warszawa 1981.
9. Edward W ittig, Pom nik Poległych L otn ików w Warszawie (fragm ent),
1 9 2 2 -1 9 3 2 , repr. wg. A . O lszew ski, D zieje sztuki p o lskiej w zarysie
1 8 9 0 -1 9 8 0 , Warszawa 1988
10. M irosław M . Biskupski, P om n ik Poległym i P o m o rd ow a n y m na
W schodzie, Warszawa 1995, fot. P Jam ski

215

�Aleksandra Melbechowska-Luty ♦ POMNIKI - „FIGURY” ZWODNICZEJ PAMIĘCI

łych”. Tam, obok okazałych rzeźbionych grobowców,
milczą opuszczone i bezimienne mogiły. W 2002 roku
otwarto w Gdańsku ekumeniczny Cmentarz N ieist­
niejących Cmentarzy, gdzie zbudowano symboliczny
nagrobek-ołtarz, na którym wyryto napis: „Tym, co
imion nie m ają na grobie, a tylko Bóg jedyny wie, jak
kto się zowie”. Ale to już jest zupełnie inna historia.

nik był „uosobieniem męskości, energii żołnierskiej
i spokojnej siły ducha”. W 1943 roku hitlerowcy zde­
montowali pomnik i przeznaczyli go na złom. Po woj­
nie został zrekonstruowany przez Alfreda Jesiona na
podstawie gipsowego modelu iw 1967 roku ustawiony
u zbiegu ulicy Wawelskiej i alei Zwirki i Wigury. Pa­
mięć, która towarzyszyła temu dziełu, była niejedno­
znaczna i zmienna. Początkowo miał być poświęcony
kapitanowi Stefanowi Bastyrowi zastrzelonemu nad
Lwowem w 1920 roku, potem tym pilotom, którzy zgi­
nęli w czasie wojny polsko-bolszewickiej. A le od daw­
na, w powszechnym mniemaniu, jest to monument
dedykowany wszystkim lotnikom bądź (jak wielu są­
dzi) pionierom polskiego lotnictw a - Franciszkowi
Zwirce i Stanisławowi Wigurze.
Każda nowa władza rozdaje karty, a zatem eliminu­
je to, co jej zagraża, jest kłopotliwe, niewygodne lub
wydaje się niestosowne - niszczy więc wszelkie znaki,
symbole i świadectwa pamięci poprzedników. W czasie
drugiej wojny światowej poległy prawie wszystkie po­
mniki polskie. Część z nich zrekonstruowano według
zachowanych szczątków, modeli i fotografii.18 Po roku
1945 namnożyło się wiele posągów i popiersi Lenina,
Stalina, ideologów i wodzów rewolucji, żołnierzy A r­
mii Czerwonej i przywódców partyjnych. W pierw­
szych latach transformacji ustrojowej III Rzeczypo­
spolitej rzeźby te poszły do lamusa, niektóre sprzedano
lub zniszczono, inne znalazły miejsce w magazynach
pałacu w Kozłówce. Szybko zniknął wystawiony w sta­
nie wojennym pomnik Poległym w służbie i obronie Pol­
ski Ludow ej dłuta Jana Bogdana Chmielewskiego, n a­
zwany przez Andrzeja Osękę „ubeliskiem”, a przez
warszawiaków grupą „utrwalaczy władzy ludowej”.
W 1989 roku runął posąg Feliksa Dzierżyńskiego na
placu Bankowym, wykonany przez Zbigniewa D una­
jewskiego w 1951 roku (spiker Telewizji Polskiej skwi­
tował wówczas to wydarzenie okrzykiem: „Zegnaj Fe­
liksie Edmundowiczu!”). N a tym miejscu wzniesiono
w 2001 roku pomnik Słowackiego zaprojektowany
przed siedemdziesięciu laty przez Edwarda W ittiga,
a teraz odtworzony według ocalałego modelu.
Aż do naszych dni wielu rzeźbiarzom trudno było
przełamać tradycyjną dosłowność figuracji pomniko­
wej. A le pojawiły się też nowe treści i rozwiązania for­
malne. W 1995 roku powstał jeden z najlepszych po­
mników Warszawy poświęcony Poległym i Pom ordow a­
nym n a Wschodzie, autorstwa Mirosława Maksymiliana
Biskupskiego; dzieło, w którym rzeźbiarz nie poddał się
łatwo akceptowalnej estetyce i kanonom powierz­
chownie pięknej, „obłaskawionej” formy. Dlatego tak
wstrząsający jest ów niby zwyczajny, ale zmierzający
„donikąd” wycinek szyn i sunąca po nich platforma
kolejowa, z której wyrasta las niezwykłych „figur” pogiętych krzyży i nagrobnych tablic innych wyznań,
wyrażających symboliczne rumowisko ludzkich losów.
W ielką przestrzenią pamięci, tej stale żywej, ale
czasem też zaniechanej, są nekropole, „miasta umar­

Przypisy
1

O ty ch zagadnieniach pisali: A . W rońska, O m onum entalności
w polskiej teorii i krytyce rzeźby dw udziestolecia m iędzyw ojennego,
„Ikon oth eka”, Warszawa 1994, z. 8, s. 9 3 -1 0 6 , cytat s. 97;
P Szubert, Pomniki A d a m a M ickiew icza. Zarys problem atyki,
„Blok-N otes M uzeum Literatury im. A , M ickiew icza”, 1983,
s. 2 1 7 -2 2 7

2

J. Kębłow ski, Pom niki Piastów Śląskich, W rocław 1971, s. 12-24

3

O pom nikach polskich X IX wieku zob. Posągi i ludzie. A ntologia
tekstów o rzeźbie polskiej 1 8 1 5 -1 8 8 9 , t. 1, część 1, wybrali, opra­
cow ali i w stępem opatrzyli A . M elbechow ska-Luty i P Szubert,
Warszawa 1993, s. 1 1 -1 0 7 ; M. I. Kwiatkowska, R zeźbiarze w a r­
szaw scy X IX w ieku , Warszawa 1995. O rzeźbiarzach włoskich
pracu jących dla Polski zob. T. Dobrowolski, R zeź ba neoklasyczn a i rom antyczn a w Polsce, W rocław 1974; K. M ikocka-R ach u bowa, C an ova, jego krąg i Polacy (około 1 7 8 0 -1 8 5 0 ), t. 1-2, W ar­
szawa 2001

4

216

S. W yspiański, A kropolis, [w:] S. W yspiański, D zieła, oprac. A.
Chm iel i T. Sin ko, t. 4: D ram aty, Warszawa 1927, s. 461

5

„Gazeta Warszawska”, 1854 nr 235, s. 3

6

Posągi i ludzie, op. cit., s. 2 7 -2 8

7

S. Plater, Posąg bohatera, S cen a artystyczna, „Przyjaciel Ludu”,
1 8 3 9 -1 8 4 0 , t. 2, nr 42 , s. 3 2 9 -3 3 1 . O pom niku księcia Józefa
zob. H. Kotkow ska-Bareja, Pom nik P oniatow skiego, Warszawa
1 9 7 1 ; P o sąg i ludzie, op. cit., s. 3 4 -3 8 , 163-185

8

List A . E. O d yń ca do I. Chodźki z 9 III 1 8 3 0 r., [w:] A . E. O dy­
n iec, Listy z podróży, oprac. M . Toporowski i M. Dernałowicz,
Warszawa 1961, t. 2, s. 1 9 5 -1 9 7

9
10

P o sąg i ludzie, op. cit., s. 33 , 100
Cyt. za: P Szubert, Pom nik A d a m a M ickiew icza w K ra k ow ie idea i realizacja, [w:] D zieła czy kicze, pod red. E. G rabskiej i T
S. Jaroszewskiego, Warszawa 1981, s. 2 20

11

J. Jarnuszkiewiczowa, Pom nik M ickiew icza, Warszawa 19 7 5 ; P
Szubert, Pom niki A d a m a M ickiew icza, op. cit., s. 2 1 7 -2 2 0 , 2 3 2 ­
2 34

12

E. M . Schum m er, W oły przed B ran d en bu rską B ra m ą , „Świat”,
1928, nr 47 , s. 1 1 -1 2 ; P Szubert, Pomniki A d a m a M ickiew icza,
op. cit., s. 2 3 8 -2 4 1

13

A . Stern , G łód jedn ozn aczn ości, [w:] A . Stern , M . Berm an,
S zczu ka, Warszawa 1965, s. 39, 42

14
15

H. Kotkow ska-Bareja, Pom nik C hopin a, Warszawa 1970
K. Kobro, [O dpow iedź n a an kietę rzeźby], A n k ieta rzeźby, „Głos
Plastyków ”, 1937, nr 1, s. 43

16

P. Szubert, Pom nik A d a m a M ickiew icza w W ilnie, „Blok-N otes
M uzeum Literatury im. A dam a M ickiew icza”, 1988, s. 205-2 2 3

17

D. Konstantynów, Pom nik J ó z e fa Piłsudskiego w W ilnie, „Biuletyn
H istorii Sztuki” 1993, nr 2-3 , s. 2 2 3 -2 3 3 ; I. Grzesiuk-Olszewska, K onkurs n a pom n ik i dzielnicę im. J ó z e fa Piłsudskiego w W ar­
szaw ie, [w:] Sztu ka lat trzydziestych. M ateriały S e sji Stowarzysze­
nia Historyków Sztuki, Niedzica, IV 1988, Warszawa 1991,
s. 2 0 3 -2 3 1 ; Taż sama, Św iątynia O patrzności i dzielnica Piłsud­
skiego. K onkursy w latach 1 9 2 9 -1 9 3 9 , Warszawa 1993

18

I. Grzesiuk-Olszewska, Polska rzeźba pom nikow a w latach 1945-1995,
Warszawa 1995, s. 1 9 2 -1 9 7 , 2 66

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11078" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11056">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/eaf75e2632274e5d64a58091352bf0b2.pdf</src>
        <authentication>0f4810a42b1696e603f1bf1d6783b5e5</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132132">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6337</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132133">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132134">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132135">
                <text>Abakanowicz, Magdalena (1930- )</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132136">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5912</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132137">
                <text>Rapsod plemienny / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132138">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.1 ; s.105-109</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132139">
                <text>Melbechowska-Luty, Aleksandra</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132140">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132141">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132142">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132143">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132144">
                <text>09_LUTY.ps - 4/25/2007 2:12 PM

ALEKSANDRA
MELBECHOWSKA-LUTY

N a samej granicy zamieszkałego czasu uczono się cho­
dzić na dwóch nogach i wymawiać znaki nakreślone
w zawsze dziecinnej księdze rodzaju.
Opowiadałbym gdybym umiał wszystko co jedna pa­
mięć może zebrać na chwałę ludzi.

Rapsod plemienny.
Prywatne zapiski
o sztuce Magdaleny
Abakanowicz

Czesław Miłosz, Rok

M

agdalena Abakanowicz od lat tworzy własny,
ogromny corpus rzeźbiarstwa (i sztuk jemu
pokrewnych), potężne, imponujące inwencją
dzieło życia, które mieści w sobie tak wiele znaczeń, tre­
ści i konceptów wizualnych, że zrazu trudno je ogarnąć.
Artystka żywi się indywidualnym i zbiorowym doświad­
czeniem człowieka; swoją intuicją, myślą, pracą za­
świadcza, jak bardzo potrzebna i zawsze aktualna jest
pamięć o archetypach, „rzeczach pierwszych” wyłowio­
nych z głębi czasu, owych początkach, które wytyczały
ścieżki rodzaju ludzkiego, jego historii i myśli poszuku­
jącej. Fascynuje ją wszystko, co żyje - człowiek, zwierzę,
roślina, ich jakże różne „ciała”, które można stale, od
nowa kształtować, przetwarzać, utrwalać i niemal po
szamańsku zaklinać - powoływać do powtórnego istnie­
nia w rzeźbiarskim dziele, w formach antropomorficznych lub biomorficznych wyprowadzonych ze świata or­
ganicznego, bądź w konstrukcjach intencjonalnych,
przeczutych, metaforycznych. Używa naturalnych two­
rzyw, m.in. włókien roślinnych, wełny, juty, lnu, kono­
pi, workowego płótna, skóry, końskiego włosia, drewna,
żywicy, gipsu, betonu, ale też kamieni i rud metali wy­
dartych z wnętrza Ziemi. Wszystkie jej prace (nawet
obiekty o mniejszych gabarytach) wyróżnia z jednej
strony potężny zakrój monumentalny, z drugiej zaś niezwykłe mistrzostwo w zakresie sporządzania ruchli­
wych faktur, owych ciągle odmienianych, przerabia­
nych, rekonstruowanych tkanek skulptury, które są nie
tylko zewnętrzną powłoką, „skórą” rzeźbiarskich figur,
ale też określają ich sens plastyczny, bowiem w swoisty
sposób budują bryłę i przenikają do jej wnętrza, wiążąc
strukturę powierzchni z rdzeniem kompozycji.
Magdalena Abakanowicz nieustannie sprawdza
swoją siłę w coraz to nowych mutacjach rzeźbiarskiego
kształtowania i nadawanych im sensów. Pragnie prze­
kroczyć potoczne spojrzenie na dzieło sztuki, „głęboką
ślepotę przyzwyczajenia w stosunku do rzeczy, które
nas otaczają”, bo „to, co z góry wiemy o przedmiocie,
nie pozwala nam go naprawdę zobaczyć”.1 Odnosi się
to szczególnie do tkactwa. Jej słynne Abakany burzą
przyzwyczajenia, nie są dekoracyjne, praktyczne, użyt­
kowe, nie mają zdobić ściany ani wnętrza domu;
wbrew tradycji są sztuką czystą, pozbawioną przydat­
ności. Ich materiały bywają niejednoznaczne, a nie­
konwencjonalne formy oscylują bardziej w kierunku
otwartych, przeprutych, falujących, „skrzydlatych” brył
niż płaskich powierzchni. Stają się więc samoistnymi,
trójwymiarowymi obiektami, wielkimi miękkimi rzeź­
bami penetrującymi przestrzeń lub organicznie z nią

związanymi. Owa spoistość Abakanów z otaczającym je
„powietrzem” zyskałaby zapewne uznanie i aplauz Ka­
tarzyny Kobro i Władysława Strzemińskiego, twórców
rewolucyjnej koncepcji rzeźby unistycznej materializującej się w strefie czterowymiarowej czasoprzestrzeni.
Mięsiste, giętkie formy tkanych rzeźb, na przemian na­
cinane i zszywane, dziurawione otworami, prześwitami,
szparami, przywodzą na myśl konotacje biologiczne, fi­
zjologiczną „mapę” ludzkiego ciała wraz z intymnymi
zakamarkami jego wnętrza. Artystka posługuje się
głównie dotykiem, pracując bez pośrednictwa narzę­
dzia. Palcami i całą dłonią bada konsystencję materii,
wyczuwa jej grubość i wiotkość, wgłębienia, wypukło­
ści, szorstkość, gładkość, wilgotność bądź suchość, na­
wet temperaturę. Ta „dotykowa” wiedza o tworzywie
sprawdza się we wszystkich rzeźbach Abakanowicz, nie
tylko w spontanicznie (a zarazem perfekcyjnie) mota­
nych tkaninach, ale także w obiektach wykonywanych
z drewna, kamienia czy metalu. Naturalność metod, ja­
kimi się posługuje, sprawia, że jej prace często noszą
znamię szlachetnej zgrzebności i autentyczności, jaka
wyróżnia wiele magicznych, symbolicznych wytworów
„prymitywnej” sztuki etnicznej pochodzącej z odle­
głych czasów i najdalszych krańców Ziemi oraz nobili­
tuje „nieuczoną” twórczość ludową przekazującą wła­
sną prawdę o świecie. Szczególnym tworzywem jest dla
niej nić i jej siostra olbrzymka: Lina „splatana z włókien
jak drzewo”, mocna, lecz poddająca się skrętom i zasupleniom, ujawniająca swoje energetyczne napięcia
w instalacjach rozwieszanych w krajobrazie miejskim
i na salach wystawowych. Artystka widzi nić jako pod­
stawowy czynnik budowy świata organicznego, ponie­
waż - jak pisała w autokomentarzu - „nitka buduje
wszystkie żywe organizmy, rośliny, tkankę liści i nas sa­
mych, nasze nerwy i kod genetyczny, nasze przewody
żylne, nasze mięśnie [...]. Biorąc nić do ręki, dotyka­
my tajemnicy”. Dlatego jej dukt pojawia się na oddzie­
lonych od korpusów Głowach ze splątanymi włosami
i na niemal anatomicznych studiach Postaci siedzących,
na których nici rysują linie krwiobiegu, układu krąże­
nia, a w Embriologii naprawiają, „cerują” i zamykają
pęczniejące, jajowate, szmaciane worki, z których coś
się wykluje, gdy nadejdzie pora.

105

�09_LUTY.ps - 4/25/2007 2:12 PM

Aleksandra Melbechowska-Luty • RAPSOD PLEMIENNY. PRYWATNE ZAPISKI O SZTUCE MAGDALENY ABAKANOWICZ

Figura człowieka przechodzi pod ręką A bakano­
wicz liczne metamorfozy, bywa niepełna, okaleczona,
dzielona na części, i nie ma znaczenia, która z nich
jest ważniejsza, bo każda mówi własnym językiem.
Hieratyczne i kroczące postacie nie mają głów i czę­
sto są bezrękie; metaforyczne autoportrety artystki
(które też pełnią funkcję „figur”) pojmowane są jako
„twarze IN K A R N A CJI [które] odsłaniają chaos
wnętrza ukrywanego za żywą twarzą” ; Postacie siedzą­
ce z wyprutym wnętrzem wyglądają jak „skorupowe
negatywy objętości ludzkiego ciała”, a wydrążone,
puste torsy pozbawione brzucha i klatki piersiowej
pozostają już tylko Plecami pochylonymi w ostatecz­
nym znękaniu. Tu na marginesie przypomnę słowa
rzeźbiarki wypowiedziane w Akademii Sztuk Pięk­
nych w Warszawie na konferencji Sculpture Network
w maju 2006 roku: „Twarz człowieka może kłamać,
plecy nigdy”.
Kiedy się myśli o tej sztuce, której wektorami są:
czas, doświadczenie, los człowieka, i wszystkiego, co ży­
je na naszej planecie, wyczuwa się, jak bardzo dzieło
Abakanowicz pretenduje do wszystkich kultur (a także
jak wgłębia się w nieożywioną materię kosmosu, sub­
stancję jego podstawowych pierwiastków). To, co od
dziesięcioleci tworzy, integruje się w swojej genetycznej
wspólnocie z innymi kunsztami i, zgodnie z zasadą „od­
powiedników”, włącza się w nurt correspondance des
arts potwierdzającej duchową jedność sztuk zrodzo­
nych z duchowej więzi twórców poszukujących univer­
sum. Jej ustawione w szeregach rzeźbiarskie „figury”
często przesycone są echem rytmów muzycznych bądź
przylegają do wizji literackich. Miłośnik i znawca poezji
łatwo odnajdzie punkty styczne, swoiste powinowac­
two, jakie zachodzi między twórczością autorki Pleców
a słowami poetów, którzy siłą własnej wyobraźni przy­
wołują obraz homo universalis uwikłanego w egzysten­
cję, rozdartego, złamanego przez potężne siły.
My próżni ludzie
My wypchani ludzie
Podpieramy się wzajem
Niestety w głowach słoma
Kiedy do siebie szepczemy
Ciche i bez znaczenia
Są nasze wyschłe głosy
Jak wiatr dmący przez osty
[...]
Kształty bez formy cienie bez koloru
Zastygła siła i gesty bez ruchu
Ci którzy weszli nie spuszczając oczu
W inne Królestwo śmierci
Wspomną jeżeli wspomną
Nie dusze gwałtowne
Lecz wydrążonych ludzi
Lecz wypchanych ludzi2
Thomas Stearns Eliot, Próżni ludzie
(Wydrążeni ludzie)

Nieposkromiona wyobraźnia Abakanowicz kieruje
ją ku rzeźbie architektoniczno-urbanistycznej projek­
towanej w ogromnej skali. W latach 90. tworzyła wizje
drzew-domów odpowiadających idei ekologii, które
mogłyby polepszyć bytowanie człowieka w naturalnie
zagospodarowanej przestrzeni miast. Według autorki,
owe - przeznaczone dla Paryża - 25-metrowe, ageometryczne budowle arborealne, pozwolą na „konstrukcję
mieszkań i maisonetek o dowolnych kształtach, bez ry­
goru sufitu wiszącego nad głową”. Pomyślane jako wer­
tykalne ogrody same będą produkować tlen, ponieważ
„zieleń pnie się po konstrukcjach sieciowych, będą­
cych równocześnie systemem irygacyjnym dla roślin”.
Takie „ogrodowe” założenie ułatwia też okoliczność, że
japońska firma Takenaka Construction Company
„opracowała rodzaj betonu do pokrywania fasad arborealnych budynków, pozwalający na sadzenie bezpo­
średnio na nim roślin [...]. Architektura ta bazuje na
najstarszych doświadczeniach człowieka, które wdraża
się za pomocą nowoczesnej technologii”.3
Innym brawurowo rozwiązanym pomysłem jest po­
święcony ofiarom ataku atomowego na Hiroszimę
projekt Pomnika Ręki wyciągniętej ku niebu. Rzeźba ta
miała świetną - rzec można - „siostrzaną” poprzed­
niczkę. W latach 50. Le Corbusier, budując miasto
Chandigarh w indyjskim stanie Pendżab, w nowator­
ski sposób ukształtował scenerię jego architektury
i przyrody, przydając jej - jak pisał Jan Białostocki „najprostszy symbol: ogromną ludzką dłoń otwartą uf­
nie ku niebu i całemu światu. W tym najpiękniejszym
symbolu przez siebie utworzonym [...] wielki artysta
powrócił do naturalnej, organicznej formy, poprzez
którą rzeźbiarskim sposobem pragnął przekazać od­
wieczną prawdę wszelkiej sztuki: skrótowy obraz czło­
wieka i jego stosunku do tego, co jest poza nim - do
innych ludzi i natury”.4 Chociaż sama idea wzniesionej
ku niebu ręki łączy pomysły francuskiego architekta
i polskiej rzeźbiarki, to jednak ich kształt plastyczny,
skala i przesłanie zdecydowanie je odróżnia. W porów­
naniu z niższą, wpisaną w prostokąt i bardziej zwartą
kompozycją Le Corbusiera (z dłonią osadzoną na ma­
sywnym bolcu), „lotne” dzieło Abakanowicz ma zu­
pełnie inne proporcje i nieporównanie większą skalę jest smukłą wieżą-ręką, „drzewem” wypiętrzonym do
640 metrów, na której to wysokości w 1945 roku eks­
plodowała nad miastem bomba jądrowa (dla porów­
nania: górująca nad Paryżem wieża Eiffla ma 300,5
metra). Ów niezwykły, wzniosły i, wydawałoby się,
nierealny jak marzenie pomnik, został szczegółowo, po
inżyniersku obmyślany. Autorka podaje, że będzie
„wypleciony” z przezroczystej stalowej konstrukcji,
a jego podstawa, (licząca 100x100 m) pozwoli na swo­
bodny przepływ ruchu miejskiego. „Wewnątrz biegną
windy i urządzenia zasilające budowlę w prąd i wodę”.
Szczyt konstrukcji wieńczy dynamicznie ukształtowa­
na dłoń z rozwartymi palcami, a jej przesłanie ewoku-

106

�09_LUTY.ps - 4/25/2007 2:12 PM

Aleksandra Melbechowska-Luty • RAPSOD PLEMIENNY. PRYWATNE ZAPISKI O SZTUCE MAGDALENY ABAKANOWICZ

w

-

Agora, Chicago

107

�09_LUTY.ps - 4/25/2007 2:12 PM

Aleksandra Melbechowska-Luty • RAPSOD PLEMIENNY. PRYWATNE ZAPISKI O SZTUCE MAGDALENY ABAKANOWICZ

je magiczne myślenie, że gdyby czas się cofnął, ręka ta
mogłaby skierować bombę w inną przestrzeń, „odwró­
cić niszczycielską energię ku niebu i uratować miasto”
(Michael Brenson).5
Powróćmy jednak do człowieczych figur Abakano­
wicz. Według klasycznej definicji figura to: postać,
kształt, zjawisko. Jej pierwszy człon oznacza człowieka
(lub zwierzę) i doskonale odpowiada duchowi tej gałę­
zi sztuk, jaką jest rzeźbiarstwo. „Ciało” żyjących istot (a
także antropomorficznie wyobrażonych bóstw) stało
się najważniejszym tematem i treścią skulptury wszyst­
kich czasów, bowiem od zarania dziejów człowiek od­
czuwał nieprzepartą potrzebę tworzenia postaci
ukształtowanej na wzór i podobieństwo swoje, powta­
rzając niejako dzieło Stwórcy. Samoistność sztuki Mag­
daleny Abakanowicz objawia się przede wszystkim
w perspektywie antropocentrycznej, w niezliczonych
figuracjach anonimowych, nagich ludzi: stojących,
kroczących, rzadziej biegnących - czasem wyobcowa­
nych, samotnych, zamkniętych w klatkach lub zgroma­
dzonych w wielkich populacjach, osadzonych w sta­
tycznym, nieruchomym tłumie. Ich nagość jest
aseksualna; tylko niektórzy są zróżnicowani lub opisa­
ni płciowo (np. 7 postaci kobiecych, Ragazzi, Puellae),
jednak w większości pozostają ludźmi w ogóle, przed­
stawicielami gatunku, bez wyraźnego rozróżnienia mę­
skości i kobiecości, istotami wywodzącymi się z mitu
Androgyne, pojęcia rebis, „rzeczy podwójnej”, będącej
wykładnią archaicznej formy dwójjedni (prajedni),
której zasadą i celem było osiągnięcie pełni, stanu cał­
kowitej harmonii ducha i ciała przez integrację par
przeciwieństw. „Androgyn rzutowany jest w przyszłość,
tkwiąc jednocześnie w odległej, platońskiej przeszłości.
Zresztą jest to równocześnie bardzo oczywisty symbol
myśli, z natury rzeczy będącej obcą problemowi płci”.6
W sztuce Abakanowicz silnie przejawia się stygmat
archaiczności, powrotu do źródeł pamięci, które ar­
tystka wpisuje w czasy najnowsze, tworząc swoisty mo­
del paraboli - przeniesienia, „przerzutni” łączącej epo­
kę mitów z naszym współczesnym życiem. Tym samym
podtrzymuje idee Mircei Eliadego i Cypriana Norwi­
da, który uważał, że „żaden czas nigdy nie zaginął
w tym, co stanowi istotę jego” oraz że „każdy moment
życia jest ciągłą przeszłością i przyszłością, i każde dziś
jest ciągle wczora i jutro”.7 Artystka wie, że ludzkie
skłonności, talenty, imperatywy, motywacje są zapisa­
ne w kodzie genetycznym i że to on kieruje życiem,
kondycją, losem człowieka. „Przyczyn tajemnicy, jaką
jesteśmy sami dla siebie, [...] upatruję w konstrukcji
i funkcjonowaniu naszego mózgu, w naszym kodzie ge­
netycznym. Nosimy w nim wiecznotrwałe ślady dzie­
dzictwa po naszych przodkach sprzed milionów lat
[ ...] ”. Rzeźbiarka przypomniała swoje korzenie ro­
dzinne wywodzące się po kądzieli z polskiej familii,
a po mieczu od Abaka-Chana, przywódcy mongol­
skich plemion (których cechą naczelną była azjatycka

„dzikość serca” - siła, energia, waleczność, wytrzyma­
łość, upór, twarda determinacja w realizowaniu naj­
trudniejszych wyzwań). Żyła zawsze blisko natury
i stąd bierze się m.in. jej fascynacja stadem, gromadą,
rojem; kiedyś obserwowała, jak kłębią się komary „sza­
rymi masami [...] w tłumie wydającym wspólny
dźwięk. To były komary czy ludzie? [...]. Gromada lu­
dzi czy ptaków, owadów czy liści, to tajemniczy zbiór
wariantów pewnego zbioru. Zagadka działania natury,
nieznoszącej dokładnych powtórzeń, czy nie mogącej
ich dokonać [...]. Zaklinam to niepokojące prawo,
włączając własne, nieruchome stada w ten rytm”.
Odnajdywanie się w zbiorowości było od zawsze
podstawową potrzebą człowieka. Ludzie chcą być ra­
zem, blisko siebie, tworzyć „stada”, wspierać się wza­
jem w obrębie wspólnoty, czerpać pożytki ze statusu
życia plemiennego czy narodowego. Wszelkie kontek­
sty związane z istnieniem „człowieka zbiorowego”
i Norwidowskim pojęciem „człowieka wiecznego” (lub
ucieleśnionego bóstwa) przekładają się również na
sztukę i funkcjonują w jej „obrazach”. Przykłady moż­
na mnożyć, ale wspomnijmy tylko chińską Terakotową
armię z grobowca cesarza Shi Huangdi z dynastii Qin
powstałą w III wieku p.n.e. w pobliżu miasta Xi’an wielotysięczny zastęp wiernych oficerów, żołnierzy
i woźniców, którzy mieli strzec i bronić swego władcy
do końca świata. Przypomnijmy też szeregi bez mała
dziewięciuset posągów z Wyspy Wielkanocnej, kryją­
cych nierozwiązaną do dziś zagadkę pochodzenia ich
twórców, czasu powstania, personifikacji postaci i ich
kultowych(?) znaczeń.
Abakanowicz gromadzi setki swoich figur w ryt­
micznych rzędach, hurmie, tłumie, ustawia je w pięk­
nych, ważnych, znaczących miejscach: na tle panoramy
wielkich miast, w parkach, ogrodach, na łąkach i nad
wodami. Wszyscy ci ludzie - opięci workowym płótnem
lub odlani w brązie - są równocześnie naszymi dalekimi
przodkami i współczesnymi osobami, które zdarza nam
się mijać na ulicy. Mają też inną paradoksalną właści­
wość - są zarazem milczący i wymowni, zastygli w bez­
ruchu i gotowi do drogi; w ten sposób wywołują w od­
czuciu widza metaforyczny obraz niekończącej się,
trwającej do dziś „wędrówki ludów”. Będą wędrować
swoimi szlakami jak dawne plemiona koczowników,
nomadów i jak tułacze wielu następnych pokoleń oka­
leczeni wszystkimi wojnami świata, napiętnowani do­
świadczeniem zmagań z żywiołami, katastrofami, nie­
szczęściami, lecz zawsze odradzający się, żywotni.
[...]
nareszcie idzie ludzkość cała
nareszcie każdy trafił w krok
cielęca skóra, pałki dwie
rozbiły wieże i samotność
i stratowane jest milczenie
i śmierć niestraszna kiedy tłumna
kolumna prochu nad pochodem

108

�09_LUTY.ps - 4/25/2007 2:12 PM

Aleksandra Melbechowska-Luty • RAPSOD PLEMIENNY. PRYWATNE ZAPISKI O SZTUCE MAGDALENY ABAKANOWICZ

rozstąpi się posłuszne morze
zejdziemy nisko do czeluści
do pustych piekieł oraz wyżej
nieba sprawdzamy nieprawdziwość
i wyzwolony od przestrachów
w piasek się zmieni cały pochód
niesiony przez szyderczy wiatr
i tak ostatnie echo przejdzie
po nieposłusznej pleśni ziemi
zostanie tylko bęben, bęben
dyktator muzyk rozgromionych8
Zbigniew Herbert, Pieśń o bębnie

Nieustannie zwracając się ku temu, co pierwotne,
rzeźbiarka sięga np. do archetypicznej formy koła, które
jest symbolem kosmosu, wieczności, ruchu, zmiany, po­
stępu, kręgu istnienia, szczęścia, prawdy, doskonałości,
przeznaczenia, losu, następstwa pokoleń. Od zamierz­
chłych czasów koło było świętym znakiem bóstwa-Słońca, a także zaistniało jako dobroczynny, praktyczny wyna­
lazek umożliwiający wytwórczość ceramiczną i sprawną
komunikację (pierwszy znany pojazd kołowy odnaleziono
w Mezopotamii około 4000 lat p.n.e.). W dorobku Aba­
kanowicz odnajdziemy metalowe koła szprychowe i wiel­
kie drewniane wałki toczne, którym zwykle towarzyszy
człowiek, oraz ogromne kuliste kręgi o surowo obrobio­
nych, chropowatych powierzchniach, „ociekające złotem
słońca”, wykute ze skał wapiennych w kamieniołomie na
pustyni Negew między Beer Szewa a Morzem Czerwo­
nym, a następnie przeniesione do ogrodu Israel Museum
w Jerozolimie. Rzeźbiarka podejmuje również odwieczny
wątek katharsis; stworzyła 33 odlane z brązu, na poły antropomorficzne figury umieszczone na terenie posiadłości
Giuliano Gori w pobliżu Pistoi; ich głębokie wydrążenia
(nawiązujące do „próżni” ludzkiego ciała) wskazują na
transcendentny moment „przełomu” - oczyszczenia my­
śli, emocji i uczuć, odrzucenia wszystkiego, co złe, szkodli­
we, niepotrzebne. Nie zapomina też o zwierzętach. Rzeź­
bi m.in. głowy (czaszki) zwierząt kopytnych i umownie
kształtowane, syntetyczne figury nieokreślonych gatun­
kowo czworonożnych stworzeń. Niektóre z nich, niegdyś
udomowione, z pewnością bytują w pobliżu ludzi, inne,
dziko żyjące - obserwują ich z daleka. Jeszcze innym cy­
klem są metaforyczne głowy zwierzęce, potężne jak megality, ustawione w Parku Olimpijskim w Seulu, na terenie
tzw. Przestrzeni Smoka. Piętno agresji, wpisanej w naturę
homo sapiens jest treścią serii Gry wojenne. N a poły abs­
trakcyjne rzeźby poświęcone „okropnościom wojny” walce, ruinie, zniszczeniu i śmierci - zbudowane są
z drewna i metalu. Długie, horyzontalnie ułożone pnie,
konary, kadłuby, kikuty drzew, ujęte w stalowe obręcze,
kojarzą się z powalonymi jak drzewa rannymi ciałami
i amputowanymi kończynami, ale też z machinami wo­

jennymi: armatnimi lufami czy rakietami. A Sarkofagi za­
mknięte w „szklanych domach” przypominają ogromne
trumny i pokrywy reaktorów atomowych.
Przesłania i znaczeń dzieł Abakanowicz nie można
do końca wyjaśnić, odczytać, rozpoznać „szkiełkiem
i okiem”. I nie ma nawet takiej potrzeby. Rzeźbiarka
sama to potwierdziła: „Trzeba zostawić jako tajemnicę
pewne sprawy, również w twórczości. Wyjaśniając, ka­
leczymy je albo unicestwiamy. Nałóg objaśniania
wszystkiego jest katastrofą naszego czasu. Nie należy
utożsamiać tajemnicy z problemem. Problem można
podzielić na strefy poddające się analizie, tłumaczeniu,
a tajemnica jest całością, która nas ogarnia, choć nie­
chętnie się do tego przyznajemy”. Być może nigdy nie
będzie odsłonięta całkowicie. Wszelako tak się zdarza,
że jej zasłonę uchyla czasem nagły błysk poezji.
Dobranoc głowo —jakżeś wyglądała?
Dobranoc twarzy —gdzie zabłyśniesz znowu?
Nad jaką basztą —przy jak zimnym nowiu
Straż ciebie ujrzy i uderzy w działa?
Dobranoc ręce —w gips odlane jaki?
Dobranoc stopy —idące w bezdroże
Przez jaką ziemię i przez jakie morze
Do —z psów i ludzi wyzbytej Itaki...9
Stanisław Grochowiak

Przypisy
1

2

3

4

5

6
7

8
9

109

Przy pisaniu tego tekstu powoływałam się na wypowiedzi Mag­
daleny Abakanowicz publikowane w katalogach jej wystaw,
a zebrane w katalogu ekspozycji: Magdalena Abakanowicz, Cen­
trum Sztuki Współczesnej, Zamek Ujazdowski, Warszawa 1995
T.S. Eliot, Próżni ludzie (Wydrążeni ludzie), [w:] idem, Wybór
poezji, wybór tekstów Krzysztof Boczkowski, Wanda Rulewicz,
wstęp W anda Rulewicz, Wrocław 1990, s. 152-153
Cytaty z listów rzeźbiarki do Jaromira Jedlińskiego, [w:] Magda­
lena Abakanowicz, Architektura arborealna. Idea, koncepcja, pro­
jekt, Galeria Kordegarda, Warszawa i Muzeum Sztuki - Galeria
„Księży Młyn”, Łódź, Warszawa 1994, s. 1-2, nlb.
J. Białostocki, Znaczenie rzeźby w sztuce XX wieku, [w:] Sztuka
X X wieku, materiały sesji Stowarzyszenia Historyków Sztuki,
Słupsk, październik 1969, Warszawa 1971, s. 64, 68
M. Abakanowicz, Projekt dla Hiroszimy: „Drzewo-Ręka”; M.
Brenson, Idea architektury arborealnej, [w:] Magdalena Abakano­
wicz, Architektura arborealna, op. cit., s. 9, 12, nlb.
J.E. Cirlot, Słownik symboli, przekład Ireneusz Kania, Kraków
2000, s. 68
C. Norwid, Piast i jego rewolucja, [w:] idem, Pisma wszystkie, oprac.
J.W. Gomulicki, t. 6, Warszawa 1971, s. 305; C. Norwid, List do
Konstancji Górskiej z 1857 roku, ibidem, t. 8, Warszawa 1971, s. 303
Z. Herbert, Pieśń o bębnie, [w:] idem, 89 wierszy, wybór i układ
Autora, Kraków 1998, s. 137-138
S. Grochowiak, [wiersz bez tytułu], [w:] idem, Poezje, wybór
i wstęp Janusza Maciejewskiego, Warszawa 1980, s. 110

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11253" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11231">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e228481bc725d74025b60cb6eae5f245.pdf</src>
        <authentication>4314f6039387aff640fb8edcc599f04d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134069">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2801</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134070">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134071">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2609</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134072">
                <text>Duch pracy ludzkiej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134073">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.4, s.52-59</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134074">
                <text>Melbechowska-Luty, Aleksandra</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134075">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134076">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134077">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134078">
                <text>J a c e k Sempoliński

�Duch pracy ludzkiej
Rzecz o twórczości Jacka Sempolińskiego
Aleksandra Melbechowska-Luty
Skoro nie mogłam mieć Wszystkiego Nie dbałam o brak mniejszych Rzeczy
Jeśli nie zaszło nic większego
Niż Rozpad Słońca - Ostateczny
Kataklizm Globu - nic nie było
Tak wielkie - abym - na wieść o tym Podniosła z Ciekawości czoło
Sponad Roboty.
Emily Dickinson
(przełożył Stanisław Barańczak)
W tym eseju o Jacku Sempolińskim będę się wspierać
przykładami twórczości i dokonań dwóch pięknych Dam:
dziewiętnastowiecznej natchnionej poetki Emily Dickinson
i lekarki psychiatry-tanatologa Elisabeth Kiibler-Ross.
Według opinii Stanisława Barańczaka (znakomitego tłu­
macza i znawcy poezji Emily), ta skromna, wrażliwa dziew­
czyna z amerykańskiej prowincji (z miasteczka Amherst
w stanie Massachusetts), nazywana czasem „mniszką z No­
wej Anglii", otworzyła „nową epokę w poezji języka angiel­
skiego [...]. Była wielką nowatorką, odnowicielką mowy po­
etyckiej, obdarzoną przy tym umysłem o filozoficznej głębi
i nie cofającą się przed niczym w swojej pogoni za wymyka­
jącą się prawdą s'wiata czy własnej świadomości".' Z kolei
żyjąca współcześnie Elisabeth Kiibler-Ross to nauczycielka
bezwarunkowej miłości „nie szukającej swego", gorliwa pro­
pagatorka skutecznego rozwiązywania „nie załatwionych
spraw życiowych". Należy ona do pionierów ruchu hospicyjnego, szerzy idee związane z rozwojem fizycznym, intelektu­
alnym i duchowym człowieka, pracuje z chorymi i umierają­
cymi ludźmi (zwłaszcza dziećmi i ich rodzicami), towarzyszy
im w najtrudniejszych chwilach „przejścia". Prowadzi semi­
naria w Ameryce, Europie i Australii, gromadzące kapłanów
różnych wyznań, studentów, lekarzy, pielęgniarki i chorych.
Jest autorką poruszających książek: On Death and Dying
i Making the Most of the Inbetween?
Co łączy te dwie tak pozornie odległe od siebie kobiety ubiegłowieczną „nawiedzoną" poetkę i energiczną, żarliwą
lekarkę? Otóż obie podobnie rozdzielają pojęcia sacrum
i profanum, tak samo odwołują się do języka symboli i doty­
kają spraw ostatecznych; równie gorąco pasjonują się ludzką
psyche, mówią nam o miłości i nienawiści, szczęściu i cier­
pieniu, życiu i umieraniu. Tyle że Emily odczuwa to wszyst­
ko bardziej metafizycznie, a Elisabeth bardziej „realnie". Ich
myśli, przeżycia, radości i udręki przylegają do losów wielu
ludzi i pomagają przetrwać te stany, kiedy to w naszej świa­
domości następuje „całkowite zaćmienie".
W książce Życiodajna śmierć Kiibler-Ross opisuje i ana­
lizuje podstawowe cechy człowieka, które - jak sądzi - są da­
52

ne wszystkim ludziom, niezależnie od ich rasy, narodowości
czy wyznania, ale też - występując w najrozmaitszych wa­
riantach - wyróżniają ich w niepowtarzalny sposób. Cechy te
autorka nazywa kwadrantami. „Wszyscy ludzie mają cztery
kwadranty: uczuciowy, intelektualny, fizyczny i duchowo-intuicyjny. Kiedy się rodzimy, jesteśmy przede wszystkim isto­
tami fizycznymi [...]. Kwadrant uczuciowy formuje się do
szóstego roku życia". Jeżeli dzieci będą wychowywane
„z bezwarunkową miłością [a zarazem] w stanowczej i kon­
sekwentnej dyscyplinie, około szóstego roku życia rozwiną
stopniowo bardzo piękny kwadrant intelektualny [...]. Kiedy
kwadrant uczuciowy reaguje nadwrażliwie, przychodzi nam
zaraz z pomocą kwadrant intelektualny. W wieku dojrzewa­
nia (13-19 lat) rozwijamy nasz kwadrant duchowo-intuicyjny, jeśli możemy się rozwijać normalnie, bez przeszkód. [Jest
on] tą częścią nas, w której mieści się cala nasza wewnętrzna
mądrość. Jest to jedyny kwadrant, którego sami nie musimy
wypracowywać. Jest to dar, z którym się urodziliśmy".
Pomówmy zatem o Jacku Sempolińskim i owych kwadrantach, które być może stanowią klucz do jego twórczości.
Wygląd fizyczny, cechy genetyczne, zdrowie i urodę, słowem
całe ciało - ów kokon spowijający naszą duszę - przynosimy
na świat niezależnie od naszej woli. Nieodgadnionym przy­
padkiem losu Jackowi dane było zostać pięknym człowie­
kiem, przypominającym - wedle naszych dzisiejszych wyo­
brażeń - postać „błędnego rycerza" (tak określiła go kiedyś
nasza wspólna przyjaciółka). Ale, uchowaj Boże, nie przy­
równujmy go do jakiegoś rycerza-osiłka ani zagubionego
w rzeczywistości Don Kichota, beznadziejnie walczącego
z wiatrakami. Sempoliński to „rycerz" pięknego oblicza, de­
likatny, melancholijny i kruchy (fizycznie i psychicznie). Ar­
tysta i intelektualista. Tu wkraczamy w sferę kwadrantu inte­
lektualnego, który u naszego przyjaciela sięga najwyższych
rejestrów i ujawnia się pięknie w słowie pisanym i mówio­
nym (a może także w malarstwie?).
Jacek dużo pisze; jego teksty są klarowne, zwięzłe i nie­
zwykle precyzyjne, są lekcją logicznego myślenia. Wszelako
głęboka pojemność myślowa i niemal pedantyczna ścisłość
wypowiedzi nie przeszkadza mu „rozwijać skrzydeł", pisać
0 sztuce i historii sztuki z prawdziwą pasją i zaangażowa­
niem, posługiwać się giętkim, literackim językiem i wyrafi­
nowaną frazą stylistyczną. Być może jego umiłowanie muzy­
ki i świetny słuch muzyczny narzuca mu bezwiednie rytm
1 melodię zdań. W swoich tekstach zawsze dotyka istoty rze­
czy, a nader często nawet samego , jądra ciemności" (co już
należy do kwadrantu uczuciowego). W prozie - podobnie jak
w malarstwie - nie używa żadnych o z d o b n i k ó w , „frazesików, metaforek, ślicznych opisowych zdanek". To, co napi­
sałam w tej chwili, jest parafrazą jego odczytu pt. Zniechęce­
nie, melancholia, wygłoszonego w Zamku Ujazdowskim.
3

�Jacek Sempoliński, Ukrzyżowanie,

Surowy, ale sprawiedliwy w osądach, powiedział wówczas
między innymi, że nieszczęściem sztuki współczesnej jest
fakt, iż wszystko jest na sprzedaż. Nawet znakomity artysta,
twórca szlachetnego i pełnego prawdy obrazu, jakby nie wie­
rząc w jego wynik i komunikatywność „przyozdabia dzieło
powszechnie przyjętymi «muśnięciami». Przedmiot ma się
przypodchlebić, wejść w obieg. To spotyka się prawie na­
gminnie w sztuce sakralnej i portretowej, we wszelkiej sztu­
ce wielkich epok. Owe brewki, jakby dodane dla miłego
wzruszenia, paznokietki, chmurki, kwiatki, usteczka. Prawie
nikt z największych nie jest od tego wolny [...]. Tego nie na­
leży rozumieć jako pogardę dla detalu, bo on bywa wstrząsa­
jący (van Eyck), ale jako nikczemność stosowania pewnych
zabiegów, które prawdę mają obłaskawić i uczynić oczekiwa­
ną w odbiorze."
I tu mała dygresja. O malarskim detalu i celowości jego
zastosowania w obrazie można by mówić nieskończenie i na­
wet wiele dobrego o nim powiedzieć. Dla przykładu przy­
pomnę tu olśniewające - i wcale nie tandetne czy pospolite kompozycje wspaniałego secesjonisty Gustava Klimta. Two­

olej, płótno, 1975

rzył on płaskie obrazy - ogrody zapełnione mnóstwem szcze­
gółów: ozdobnych wzorów, kwiatów, roślin, bibelotów, dy­
wanów i wszelkiej „galanterii". Ich skontrastowane ornamen­
ty wywodzą się zarówno z obserwacji przyrody, jak i ze sztu­
ki egipskiej czy bizantyjskiej (Rawenna). Klimt często malo­
wał kobiety i w tych jego portretach nie ma „żadnego modelunku, sama tylko mieniąca się dekoracja z częstym użyciem
złota i srebra, w dopełnieniu zaś tej dekoracji - stroju, twarz,
czasem tylko pół twarzy w rozkosznym i chorobliwym upo­
jeniu". Oto portret Emilii Flóge - wyrafinowane rysy, mie­
niące się jak mozaika szaty, prowokujący gest wspartej o bio­
dro ręki; wszystko to określa osobę, jej charakter, urodę, psy­
chikę, a może nawet status społeczny. Czy wiemy, kim ona
jest? Tak, wiemy, jest czarodziejką. Podobne uwagi można
również odnieść np. do takiego płótna, jak Opowieść fal (Por­
tret Emilii Auszpicówny) Kazimierza Stabrowskiego. Kocha­
my sztukę „wysoką", uduchowioną i bezinteresownie przeży­
wamy przesłanie, jakie ona niesie. Malarstwo dekoracyjne
plasuje się (choć nie zawsze) bliżej profanum niż sacrum, ale
niech i ono ma prawo do egzystencji, podziwu i zachwytu.
4

53

�Ale powróćmy do Jacka Sempolińskiego. Spośród wielu
jego tekstów za najważniejsze uważam: wyżej wspomniany
odczyt wygłoszony w Zamku Ujazdowskim (maj 1998),
a z dawniejszych następujące artykuły i wywiady: Rozmowę
z Barbarą Majewską (1958), Malczewski, skłócona spoistość
(1969), wstępy do czterech katalogów wystaw indywidual­
nych z 1976, 1978,1993 i 1995 roku, O płaszczyźnie barwnej
(1978), Różnica ontologiczna. Rozmowa ze Zbigniewem Taranienką (1979), Czy wierzący może być artystą? (1985),
Przyczyny i okoliczności. Autokomentarz artysty (1987), Myśl
i bezmyślność sztuki (1993) i Co to jest sztuka? (1995).
5

Jak wiele Jacek Sempoliński napisał? W katalogu wysta­
wy Miejsce zwane czaszką (Muzeum Akademii Sztuk Pięk­
nych, Warszawa 1990) Maryla Sitkowska zamieściła wykaz
jego tekstów powstałych między 1958 a 1988 rokiem. Jest ich
85 (a nie zostały jeszcze wymienione pozycje z ostatniego
dziesięciolecia). O twórczości Sempolińskiego napisano je­
szcze więcej. Pani Sitkowska odnotowała w tymże katalogu
45 pozycji dotyczących artysty (materiały źródłowe, druki
zwarte i ciągłe) oraz 86 katalogów wystaw, w których brał
udział (w tym 14 ekspozycji indywidualnych). Prawie każdej
wystawie towarzyszą liczne recenzje prasowe i wstępy do ka­
talogów (doliczyłam się ich około 115 do 1990 roku). Pozo­
stają jeszcze wystawy i bibliografia z lat 90. Te materiały,
łącznie z wycinkami z czasopism, znajdują się w Pracowni
Sztuki Współczesnej w Instytucie Sztuki PAN w Warszawie
i w Archiwum Akademii Sztuk Pięknych.
Do intelektualnych przymiotów Jacka Sempolińskiego
i jego wypowiedzi będę się odwoływać w dalszym ciągu te­
go tekstu. Teraz jednak nadszedł moment, by pomówić o je­
go - bardzo ważnym - kwadrancie uczuciowym, który rozwi­
ja się i utrwala w latach dzieciństwa i wczesnej młodości.
Urodzony w 1927 roku Jacek był dzieckiem wojny; gdy się
zaczęła, miał lat dwanaście. Nie wiem, jakich przeżyć doznał,
ale może ten trudny czas dojrzewania sprawił, że w jego
usposobieniu dominują uczucia smutku, melancholii i poczu­
cia zagrożenia. Sądzę, że nadwrażliwie reaguje na to, co nie­

sie rzeczywistość, i to przysparza mu wielu cierpień. Czasem
sprawia wrażenie, jakby nie wytrzymywał ciśnienia życia.
Lęka się „tego, co będzie", martwi się o najbliższych. W doj­
rzałym już wieku przeżył udręki związane z chorobami
i śmiercią rodziców (pamiętam jego wstrząsający rysunek,
przedstawiający umierającego ojca).
Krzątanina w Mieszkaniu
Nazajutrz po czyjejś Śmierci
Z naszych trudów na Ziemi
Ten jest najsolenniejszy Uprzątać Serce - upychać
Miłość w komórkę bezpieczną Będzie potrzebna dopiero,
Kiedy się zacznie Wieczność.
Jacka do głębi porusza okrucieństwo świata, m.in. to,
o czym pisał Czesław Miłosz w Piesku przydrożnym: „rze­
źnie, szpitale, cmentarze, filmy porno". Boli go unicestwia­
nie życia, śmierć zwierząt, nawet tych najmniejszych (kiedyś
narysował zabitego drozda). Któregoś roku w czasie wakacji
w Nieborowie opowiadał mi, jak przejął go widok jakiegoś
robaka czy owada pożeranego przez podobne mu stworzenie.
ft

Tak trwożył mnie ten pierwszy Drozd Lecz teraz - już nim władam,
Przyzwyczajona doń niezgorzej Choć boli - nadal Myślałam - dożyć chwili, kiedy
Ten pierwszy Krzyk ustanie A już mnie Fortepiany Borów
Nie wciągną w paszcz otchłanie Ptak przyskakał po Ścieżce Nieświadom, że go widzę Wpierw rozpołowił dziobem
I zjadł na surowo Dżdżownicę -

N.N., Portret Jacka Sempolińskiego, rzeźba w glinie. 1953. fot. Wiesław Juszczak

54

�Jacek Sempoliński, Nieborów, w lesie, węgiel, kredka, 1999

Potem popił ją Rosą
Z dogodnego źdźbła Trawy Pod Mur uskoczył - spłoszony
Jakimś' Żukiem niemrawym [...]
Odtrutką na owe spotęgowane „czucie" (jak mawiano
o wrażliwości artystów w XIX wieku) jest całkowite zatrace­
nie się w pracy. Sempoliński wykorzystuje niemal każdą
chwilę - z pasją tworzy setki rysunków i dziesiątki obrazów.
Bezwarunkowo ulega tej sile władającej człowiekiem, którą
nazywamy twórczością.
I kto wie, czy nie można by do niego odnieść tej uwagi
z Dziennika Andrzeja Kijowskiego, zapisanej pod datą 27 lu­
tego 1969 roku: „Dla mnie aktywność nie jest ceną sławy ani
pieniędzy, ani zbawienia wiecznego: jest obroną przed obłę­
dem. Obłąkany albo pracowity - oto moja alternatywa. Być
może jest to alternatywa powszechna, tylko nie wszyscy po­
trafią sobie to powiedzieć albo odpowiednio rozszerzyć kate­
gorię obłędu. Obłąkanym jest każdy, kto utracił poczucie od­
powiedzialności za swoje czyny".'
Z kwadrantami uczuciowym i duchowo-intuicyjnym

(które są sobie bliskie) wiąże się sprawa wiary. Lękam się
wkraczać w osobiste, intymne odczucia Jacka, ale sądzę, że
jest głęboko wierzący, a przy tym daleki od wszelkiej bigoterii i „obyczajowej" pobożności. O podporządkowaniu życia
wymogom wiary i religii on sam opowiedział w artykule Czy
wierzący może być artystą? Powołując się na słowa kardyna­
ła Wyszyńskiego, powtórzył za nim, że „trzeba po prostu za­
ufać Bogu. To znaczy zostawić mu inicjatywę w kierowaniu
naszym losem [...]. Marzyć o zbliżeniu się do Boga też nie­
podobna, trzeba po prostu być blisko Niego [...). Myśl religij­
na podpowiada, że modlitwą może być całe postępowanie
człowieka, jego uczucia, czyny i koncepcje". Ale tu rysują się
niepokojące sprzeczności. Pokora, ufność, obowiązek, ewan­
geliczne zasady życia zderzają się z wymogami pracy twór­
czej, która żąda najwyższego poświęcenia. A czyniąc jedno zaniedbujemy drugie. W twórczość „trzeba włożyć dziką pra­
cę, często wariacką, przeczącą chrześcijańskim zasadom pra­
cy godnej, spokojnej, uświęconej". Malując nie służy się in­
nym, „nie pielęgnuje się starych i chorych, nie głosi Słowa
Bożego". Stąd u artysty, namiętnie oddającemu się swemu
powołaniu, bierze się stałe poczucie w y k r o c z e n i a prze­
ciw świętym obowiązkom człowieka bożego.

55

�Niedawno pytałam Jacka, czy utożsamia się z ingenium
Kościoła; odpowiedział mi, że najchętniej identyfikuje się
z etosem pierwszych wieków chrześcijaństwa, z ich pierwot­
ną, nieskażoną wiarą.
Jak już było powiedziane, Jacek dużo pisze, udziela wy­
wiadów, rozmawia z krytykami i twórcami, na równi dosko­
nale włada pędzlem, słowem i piórem. Sam uważa, że głów­
ną dziedziną jego twórczości jest malarstwo. Na początek
przypomnijmy więc jego krajobrazy. Tworzy ich wiele w Męćmierzu, Nieborowie, na Wybrzeżu i w innych rejonach
kraju. Czy owe abstrakcyjne „krąjowidoki" komponuje także
w pracowni? O nie, on pracuje zawsze w plenerze: maluje
(dosłownie) na klęczkach lub siedząc w kucki, pochylony nad
leżącym na ziemi płótnem lub papierem, nad źdźbłami trawy,
patykami, kwiatami, gałązkami i kamieniami, ogarniając
przy tym wzrokiem przestrzeń widokową. Jeśli nawet nie­
które jego płótna wydają się płaskie, to jest w nich zawsze
utajona głębia (niekoniecznie tożsama z perspektywą zbież­
ną). Sam to wyjaśnia: działanie artysty „polega w pierwszym
rzędzie na zsumowaniu ujęć przestrzeni rzeczywistej: geome­
trycznego, dotykowego i wzrokowego, a ponadto takie, które
zdefiniowane jest płaszczyzną [...]. Na tym nieustannym zde­
rzaniu przestrzeni naturalnej z jej fikcyjnym substytutem po­
lega praca malarza [...]. Nie istnieje malarstwo płaskie. Każ­
de jest przestrzenne [...]. I zdarza się, że obraz tzw. płaski co­
fa się bardziej od tego, który nazywany jest przestrzennym
i który powstał na zasadach perspektywy zbieżnej". (O pła­
szczyźnie barwnej, 1978).
Malarstwo jest dziedziną, w której najpełniej ujawnia się
ludzki kwadrant uczuciowy i duchowo-intuicyjny. Sempoliń­
ski uważa intuicję za jedną z najważniejszych wartości poda­
rowanych człowiekowi. To ona, w nagłym błysku olśnienia,
daje nam przeczucie tego, co niepojęte i niewidzialne - ta­
jemną wiedzę o teraźniejszości i przyszłości. Ale intuicja mo­
że też działać wstecz, cofać się do prapoczątków, zakodowa­
ną w podświadomości pamięcią sięgać do wizji przeszłości
przedhistorycznej, pradziejowej, do pierwotnych czasów
Stworzenia. Tak czuli i malowali m.in. wielcy mistrzowie
polskiego pejzażu XIX wieku (dla których cała natura była
„lasem symboli"), np. Józef Chełmoński w ostatniej, mi­
stycznej fazie twórczości. Przykładem takiego prakrajobrazu
niech będzie jego Dniestr w nocy (1906), a także cykl Żura­
wi, tych niezwykłych ptaków, które ludzie obdarzyli wielo­
ścią symbolicznych znaczeń, przypisując im pojęcia nie­
śmiertelności, wzniosłości, wyroczni, mądrości, miłości
i wierności oraz wiarę, że odprowadzają dusze zmarłych na
miejsce przeznaczenia.
W podobny sposób Jacek Sempoliński w swoich pejzażach
intuicyjnie wywołuje ducha przeszłości, odtwarza przeczute
pramotywy i przywołuje pamięć o odwiecznym bytowaniu
przyrody. Pisał on: „Przyczyny wyboru malarstwa kształtuje
jakby imperatyw pamięci, jako pewnej władzy ludzkiej ist­
niejącej w człowieku i człowieczeństwie. Pamięć dawności,
nawet przedcywilizacyjności czy nawet przedmityczności.
Przez pryzmat tej właśnie pamięci przeżywam świat, patrzę na
ten świat. Przeżywam, ponieważ żyję, a to właśnie życie, to
rzecz dawna, najdawniejsza. Ta dawność też przewija się
przez wszystkie tematy, które podejmowałem kiedykolwiek
i prześwituje przez całą rzeczywistość, którą widzę" (Przyczy­
ny i okoliczności. Autokomentarz artysty, 1987).
56

Sempoliński patrzy na ziemię, jakby to była terra incogni
ta. Podgląda świat, ciągle odkrywa go na nowo, a równocze­
śnie swym „pismem obrazowym" ustala w nim swoje miejsce.
Prawie wszystkie jego dzieła są zagadkowe; najczęściej wyra­
żają emocje twórcy, dlatego też można je nazwać „pejzażami
duszy" (to też jest mimowolne dziedzictwo niektórych na­
tchnionych malarzy XIX wieku, np. wspaniałego Iwana Trusza). Ich źródłem jest strumień samoświadomości i samowiedzy. W tej osobliwej konfrontacji z przyrodą, z tym, co stano­
wi „rzeczy najpierwsze", wyłowione z głębi czasu, Jacek od­
najduje i przekazuje nam wiedzę o symbolach natury, owych
hieroglifach rzeczywistości, o których w pierwszej ćwierci
XIX wieku tak chętnie pisali estetycy i filozofowie niemieccy,
twórcy teorii nowoczesnego krajobrazu.
„Wszelki krajobraz jest stanem duszy - pisał w XIX wie­
ku Henri Frederic Amiel - a kto tak w jednym, jak w drugim
czytać potrafi, zostanie olśniony podobieństwem wszystkich
szczegółów".
8

Opowiem ci, jak wzeszło Słońce Wpierw - Wstążka nad pagórkiem Wieżyczki w morzu Ametystu Nowiny jak Wiewiórki
Śmignęły - Wzgórza zdjęły Czapki Skowronki zaczęły Łące
Dzwonić - i powiedziałam sobie:
„To musiało być Słońce!"
[...]
Wiem, że Sempoliński doskonale rozumie i poniekąd ce­
ni sztukę kapistów, i choć nie działa tak jak oni, sam wymy­
śla i uzyskuje interakcje kolorystyczne, w których jedna bar­
wa radykalnie działa na inną. Czasem przekracza naturalny
koloryt pejzaży. Szczególnie lubi rozbielone lub spopielone
fiolety, zielonkawe lub zimne błękity, migotliwe, białawe
szarości, kremowe biele, soczyste żółcie i zimne czerwienie
(rzadko używa cynobru); często przeciera podstawowy kolor
innym pigmentem. Maluje pędzlem i różnej wielkości szpachlami. Chętnie obramia swoje płótna grubą, wyrazistą linią.
Jego krajobrazy pulsują, „oddychają" i pociągają widza
„w głąb" malarskiej przestrzeni.
W procesie twórczym Jacek podlega gwałtownym impul­
som i emocjom, np. gdy nie może odnaleźć właściwego wy­
razu lub gdy materia stawia mu opór. Wtedy pojawia się fu­
ror - artysta szarpie i kaleczy płótno, pozostawiając na nim
dziury i rozdarcia (np. w Mocy przeznaczenia Verdiego). Ma­
larski kształt jego krajobrazów - a także innych cyklów - by­
wa kwintesencją nasilonej ekspresji, siły i energii (chociaż
zdarzają mu się też obrazy spokojne, elegijne). Tak między
artystą a jego dziełem wytwarza się swoiste „pole elektrycz­
ne". Jacek kładzie na płótno lub papier grube „strzępiaste"
plamy, szerokie, „kanciaste" smugi, kleksy, zygzaki i pasma
(ułożone poziomo lub pionowo) - „ruchliwe" impasty nało­
żone falistym, nerwowym ruchem pędzla lub szpachli. Tak
malowane obrazy działają niekiedy jak płaskorzeźby - np.
żółta, brawurowo malowana Miazga (1974) z Muzeum Naro­
dowego w Warszawie, którą można ogarnąć nie tylko wzro­
kiem, lecz i dotykiem.
Krajobrazy. Przestrzeń, powietrze, światło i barwy, gleba,
rośliny. Ziemia i kosmos niebieski.

�Jacek Sempoliński, Czaszka, olej, płótno, 1985

„Niebo" - to, czego nie dosięgam!
Już Jabłko na Jabłoni Gdy Gałąź dłuższa niż Nadzieja Jest „Niebem" - dla mej Dłoni!
Niespieszny Obłok - ze swą Barwą Cudze Pola - Rozstaje Łąka za Wzgórzem - Dom za Łąką Już to - jest dla mnie Rajem!
W złudne Purpury Popołudni
Łatwowiernie przebrani Wabimy tęsknie - tego Magika Co - Wczoraj - wzgardził nami!
Poza Miazgą w Muzeum Narodowym znajduje się jeszcze
siedem obrazów Sempolińskiego (w tym jeden wczesny rea­
listyczny pejzażyk z Serocka, z około 1952 roku), które
w rozmaity sposób mówią o jego twórczości, i o tym jak
w poczynaniach malarza objawia się „duch pracy ludzkiej".
Niektóre z nich sprawiają takie wrażenie, iż nie wiemy, czy
są obrazem rzeczywistości czy marzeniem o niej. Oto Morze
w Rozewiu (1963) - abstrakcyjne a zarazem syntetyczne stu­
dium szalejącego żywiołu, który niemal przelewa się przez
brzegi płótna. Skłębione wodne kręgi bryzgające pianą, fale
i wiry trzymane na jednej nucie kolorystycznej, rozegrane są
w różnych odcieniach szarości i zgaszonych bieli, przełama­
nych delikatnymi odcieniami błękitu i różu. Podobnie monochromatyczno-muzyczna gama określa sens pięknego, wyra­
zistego Pejzażu z Mąchocic (1965), namalowanego na biało-błękitnym podłożu. Zamarkowany gąszcz splątanych drzew
zaznaczony poziomymi smugami i „skrętami" farby, zatopio­
ny jest w szarościach i bieli, która świeci się w zestawieniu

z położonymi obok głębokimi tonami popiołu i czerni. Stu­
dium przestrzeni fioletowej (1970) to symetryczne „raporty",
zamaszyście malowane pasy, ułożone w poprzek pionowej
osi. Składają się one z wyrafinowanych zestawień barwnych
- eterycznych odcieni wrzosu i bzu, różowości, szarości i żół­
tawych bieli, z „kropkowymi" akcentami głębokich błękitów,
a może szmaragdowej zieleni? Barwy się mienią i przy
pierwszym wrażeniu interakcje mylą, sugerują tony fiołkowo-brązowo-ugrowe; dopiero po chwili wyławiamy z tej fee­
rii kolorów właściwą fioletową tonację, która potwierdza sta­
rą prawdę kolorystów o tajemniczych właściwościach barw.
I jeszcze dwa płótna - jasnobłękitny, rozbielony Świt i Przed­
świt - niezapisana karta, ciemnoniebieski, prawie granatowy
nokturn (obydwa z 1979 roku) - dwie płaskie, podziurawio­
ne powierzchnie, zróżnicowane drobnymi impastami i świe­
cące lekko wtartymi w płótno plamami ugru i różu.
Na końcu plasuje się wczesna Kompozycja z organami II
(1960) prawie przedstawieniowa, podzielona na pół pionową
osią, z obłymi formami i ukośnie ustawioną trąbką, zanurzo­
na w nikłych, subtelnych zieleniach, szarościach i czerwie­
niach. Obraz, który być może jest dalekim echem powino­
wactwa ze sztuką Tadeusza Brzozowskiego. To już nie pej­
zaż, ale może wnętrze lub jakaś nieokreślona przestrzeń?
Łąki, Rżyska, Rzeki, Trawy, Polany leśne, Studia światła,
Światło i Mrok - duży zespół takich wyśmienitych pejzaży
Jacka z lat 1967-1970 pokazano na wystawie w Zachęcie
w lutym 1971 roku. Teraz, po latach, warto jeszcze zajrzeć do
jej katalogu.
Dramaturgia krajobrazów Sempolińskiego zasadza się na
sile jego doznań psychicznych, na pracy wzrokowej i na pew­
ności ręki posłusznej wewnętrznym nakazom. Podobnie, z te­
go samego źródła, płyną inne podejmowane przezeń tematy
9

57

�(czy lepiej: treści). Jacek tworzy eschatologiczne cykle: Cza­
szki, Ukrzyżowania i ponadczasowe - a może znane mu Twarze, wszystkie silnie przesycone duchowym pierwiast­
kiem.
Dusza dobiera sobie Towarzystwo
I - zatrzaskuje Drzwi Jak Bóg - ma w sobie prawie Wszystko A z reszty sobie drwi [...]
Wiem, jak z nią jest - gdy z Rzesz wybiera
Kogoś Jednego - raz Zamyka się jak Śluza - zwiera
W sobie - jak Głaz
Tak jak i pejzaże, obrazy poszczególnych cyklów są ma­
lowane żywiołowo, ale równocześnie mają walor wspaniale
zdyscyplinowanej malarskiej roboty. Na początku owych se­
rii Sempoliński tworzy prawie realne kompozycje z odniesie­
niem do rzeczywistości, przedstawia konkretne podmioty
i rzeczy. Czaszka jest więc widzialną i niewątpliwą czaszką,
a Ukrzyżowanie - Krucyfiksem (Jacek malował różne krucy­
fiksy: w Krakowie, w farze i kościele Świętej Anny w Kazi­
mierzu). W następujących po sobie obrazach cyklu odchodzi
już od przedmiotu. Ich czytelność się zatraca i nic już do­
słownie nie tłumaczy dzieła. Zostaje tylko lekko uchwytna
aluzja, wielki ładunek osobistego przeżycia i sekretne emo­
cje, znaki, symbole, wyrażane najczęściej ekspresyjną, im­
pulsywną formą. Twarze, Czaszki, Ukrzyżowania są rezulta­
tem „pracującego" na nie kwadrantu duchowo-intuicyjnego.
Ale czy pierwiastek intelektualny nie odgrywa tu też jakiejś
roli? Myślę, że tak (bo przemawia za tym wewnętrzna harmo­
nia obrazów), chociaż Sempoliński powiedział mi ostatnio:
„kiedy maluję nie mam czasu na myślenie". W niektórych
dziełach doznania Jacka są utajone, w innych bardziej oczy­
wiste i zrozumiałe. Wszystkie w jakiś sposób niosą treści
eschatologiczne, dotykają filozofii egzystencji i spraw osta­
tecznych, są odbiciem ciemnych nastrojów. I odwiecznym
pytaniem o „istotę rzeczy." Dlatego można o nich powie­
dzieć, że są jednorodne, choć nie jednolite.
W książce Życiodajna śmierć Elisabeth Kiibler-Ross napi­
sała, że cierpiące małe dzieci nie zawsze potrafią powiedzieć
o swojej chorobie i bólu. Ale potrafią to symbolicznie nary­
sować (bo dzieci zawsze rysują symbolicznie) i na takim ry­
sunku bezbłędnie wskazać newralgiczne miejsce. Tak i Jacek
Sempoliński potrafi, a może nawet musi, wyrazić w obrazie
swoje ekstremalne nastroje.
Czaszka to nie tylko Golgota i symbol Męki Pańskiej. To
także naczynie skrywające mózg, jego różnorakie funkcje,
myśli i odczucia.
Nie trzeba być Komnatą - aby w nas straszyło Lub nawiedzonym Domem Nie ma Wnętrz straszniejszych niż Mózgu
Korytarze kryjome Ileż bezpieczniej - o Północy
Ujrzeć Upiora przed sobą Niż spojrzeć w twarz własnym - wewnętrznym Pustkom i Chłodom.
[...]

58

W 1993 roku w Muzeum Archidiecezji Warszawskiej
odbyła się wystawa prac Sempolińskiego, na której pokazano
m.in. Chleb, Twarze, Czaszki, Ukrzyżowania. Były tam kom­
pozycje jasne, fioletowo-błękitno-różowe oraz bardzo ciemne
(narzucające wyraźne odczucie symboliki grobu), które wy­
dawały mi się szczególnie przygnębiające i głuche w kolorze;
pozornie bezładnie cięte pędzlem i szpachlą, sprawiały pra­
wie antyestetyczne wrażenie (ale nie był to antyestetyzm pro­
gramowy, artysta bowiem nie uznaje żadnych programów).
Widziałam je w nikłym blasku słabo oświetlonych sal
i odbierałam jako czarne lub ciemnobrązowe. Dziś wiem, że
Jacek nie lubi brązów i nie używa w ogóle czarnej farby,
którą zastępuje mieszanką błękitu paryskiego z czerwienią,
co stwarza złudzenie głębokiej, smolistej czerni (a przy in­
nych proporcjach także fioletu). Wszelako, nie były to obra­
zy pociągające łatwo akceptowalną harmonią. Sempoliński
nie znosi malarstwa ułatwionego, uładzonego, efektownego,
pożądanego w odbiorze. Nie lubi też słowa odbiorca, bowiem
nie wychodzi naprzeciw oczekiwaniom szerokiej publiczno­
ści. Ale przecież tworząc dla siebie, czyni to też dla innych
(a dużo wystawia). Powiada zatem, że po prostu „nadaje
rzecz"; wysyła swoje przesłanie, a inni niech się martwią
0 własne przeżycie dzieła. W latach stanu wojennego,
1 później, pokazywał szczególnie znaczące i dramatyczne
prace na nieformalnych wystawach kościelnych, m.in. na
ekspozycji Niebo nowe i ziemia nowa? przy ulicy Żytniej
w Warszawie.
Obrazy Sempolińskiego są trudne w odbiorze; łączą nasi­
lony wyraz z mentalnie konstruowaną formą (bo ich swoisty
lad jest jednak ładem intelektualnym). Czasem wydają się
„fizycznie" wciśnięte, wtłoczone w głąb płótna (tak widzi je
np. znakomity grafik Jarek Lustych). Ich kolor rzadko cieszy,
częściej przywołuje myśl o stanach bliskich depresji. Dzieła
te niczym nie epatują współczesnego filistra, być może
odrzucają go nawet. Dziś, kiedy „pospolitość skrzeczy",
a współczesne, „konsumpcyjne" życie jest w wielu przeja­
wach śmietnikiem wartości, obrazy Jacka nie znajdą pokla­
sku tłumów ani popularności. Żaden nowobogacki nie spoj­
rzy nawet na nie, ani nie kupi w prezencie dla żony, no, chy­
ba że przez snobizm, bo to w końcu profesor ASP w stołecz­
nym mieście Warszawie. Jego płócien ani rysunków nie po­
wieszą w swoich domach ci, którzy szukają łatwej przyjem­
ności, ozdoby lub przytulności, owej przysłowiowej
Gemutlichkeit, która zdominowała malarstwo biedermeieru,
a potem przez długie dziesięciolecia kształtowała smak i gu­
sta szerokiej publiczności z XIX, a nawet XX wieku.
Sempoliński obraca się w kręgu sacrum, rezygnuje świa­
domie z wielu rzeczy (np. prasy czy telewizji), często towa­
rzyszy mu cierpienie i wewnętrzne rozdarcie. Wszelako byt
duchowy splata się organicznie z rytmem życia biologiczne­
go, które narzuca swoje wymogi. Trzeba jeść, ubierać się,
spać i gdzieś mieszkać. Jacek wcale nie jest anachoretą, mi­
mo że mówi, iż chętnie żyłby w odludnym miejscu na Półno­
cy, gdyby był w zgodzie ze sobą. Ceni sobie jednak powsze­
dnie uroki życia, codzienne wygody, smaczne jedzenie (lubi
budyń), dobre mieszkanie i dobre zdrowie, spokojny sen
i wakacje w uroczych miejscach (Męćmierz, Nieborów). Je­
den z jego mądrych przyjaciół powiada, że jest to nieodzow­
ny wentyl bezpieczeństwa, by nie zatracić się zupełnie.
Ludzie różnie rozdzielają sacrum i profanum. Nieraz

�przybiera to formy groteskowe czy wręcz humorystyczne.
Pewni właściciele domu i „praktycznie" utrzymanego ogrodu
w najpiękniejszym polskim miasteczku, walczyli z wiewiór­
kami, które zjadały im orzechy laskowe. Inni ludzie byliby
szczęśliwi, że urocze zwierzęta igrają po ich posiadłości. Ale
nie oni. Wytrzymali tę grozę dwa lata, po czym ścięli leszczy­
nowe drzewko, albowiem nie mogli znieść tego, że ktoś
odbiera im i c h w ł a s n o ś ć .
W czerwcu 1998 roku odwiedziłam Jacka w jego pracow­
ni. Zobaczyłam nowe, zachwycające obrazy malowane
w czasie ostatniego półrocza (niektóre z maja). Ostatnio wi­
działam też najnowsze rysunki i pastele, niektóre gęste, za­
wiesiste, intensywnie kolorowe, inne oszczędne, ascetyczne,
złożone z dwóch-trzech kresek, i tym bardziej poruszające,
że „mniej może znaczyć więcej". I nie są to szkice przygoto­
wawcze do płócien, ale dzieła samoistne, z których każde sta­
nowi obraz, с a ł у obraz.
Oleje malowane na płótnie i papierze są też nasycone ko­
lorem. Sempoliński tworzy Ukrzyżowania i Czaszki bez do­
słownej wierności przekazowi ikonograficznemu (w pracow­
ni ma czaszkę człowieka zabitego w czasie I wojny świato­
wej, z otworem po kuli). Czasem biały grunt płótna służy mu
za tło, na którym kładzie swoje wektory - splątane, wielokie­
runkowe impasty. Używa oranżu i zimnych głębokich czer­
wieni, mieszanych niekiedy z błękitem paryskim. Są to obra­
zy piękne i pełne osobliwie żarliwego wyrazu (a Sempoliński
bardzo poważnie traktuje kategorię piękna). Od wielu lat pre­
feruje formaty pionowe, i - jak mówi - uważa to za wtórny
racjonalizm. Niegdyś był po stronie „poziomów", ulubionych
przez szkołę paryską (układ horyzontalny jest wszak natural­
ną harmonią natury), ale wiele lat temu odmienił to na rzecz
„pionu", który ma więcej napięcia dynamicznego na osi dół góra.

wsze „osobny", wierny swoim imperatywom i zamiłowa­
niom.
Rok 1999 przyniósł Sempolińskiemu niezwykły przypływ
energii. Powrócił jakby do lat młodości, a melancholia gdzieś
uleciała. W jego twórczości pojawiły się nagle nowe tematy
i treści. Teraz maluje i rysuje udramatyzowane autoportrety
oraz półabstrakcyjne studia nagiego ciała z motywami fallicznymi. Kilka takich prac pokazał w czerwcu w galerii Oeff
(obecnie Teatr Akademia) przy ulicy Targowej 80 w
Warszawie, m.in. Autoportret (Adam?), Autoportret (Ła­
zarz?) i Corpus eroticus - przekaz intymnej cielesności, która
wiąże się z poczuciem grzechu, a ukazana została bez cienia
trywialności. Podobne prace wysłał też do Orońska, na eks­
pozycję pt. „Walka w człowieku". Na koniec wieku Jacek po­
kazał te nowe obrazy i rysunki na zorganizowanej w Warsza­
wie wystawie Sąd Ostateczny.

Jeden z obrazów jest „podwójny"; narodził się powtórnie
po osiemnastoletniej przerwie. W 1980 roku Sempoliński na­
malował błękitny nokturn Bielany nocą, ale zabrakło mu tych
ostatnich, najważniejszych dwóch minut, żeby obraz „za­
mknąć". W maju 1998 roku namalował na nim Czaszkę „opi­
saną" oranżem, żółcią, czerwienią, czernią i bielą.
Ten ogląd „domowej wystawy" Jacka potwierdził mi to,
o czym często myślałam - że ślad jego ręki jest niepowtarzal­
ny i łatwo rozpoznawalny. Nie sposób pomylić go z kimś in­
nym. Jest on nadto artystą niezależnym, który nie ulega do­
raźnym celom i nie kłania się okolicznościom, stroni od mod­
nych programów i nowinek awangardowych. Był i jest za­

Ten esej - który powstał z potrzeby serca - pragnę po­
święcić pamięci mojego męża Zbigniewa Lutego, zmarłego
29 kwietnia 1997 roku, wielce utalentowanego inżyniera,
człowieka nieposzlakowanej prawości, szczodrze obdarzone­
go wszystkimi kwadrantami, szczególnie zaś kwadrantem
uczuć i duchowej intuicji. Zbyszek przez całe życie z przeni­
kliwą wyobraźnią konstruował silniki wielkich mocy, a rów­
nocześnie żywo interesował się sztuką. Odwiedzał muzea na
dwóch kontynentach, przyjaźnił się z artystami, kochał, rozu­
miał i podziwiał malarstwo.

O Sempolińskim można by napisać dużą księgę. W tym
miejscu nie dało się już powiedzieć nic więcej, a przecież po­
zostają jeszcze inne sprawy: Arsenał, wczesna twórczość,
martwe natury, umiłowanie i znawstwo muzyki, zaangażowa­
nie ideowe w najtrudniejszych latach (w latach 80. nazwano
go w prasie „cynicznym graczem politycznym"). Ale i tak
wiadomo, że we wszystkim, co czyni, pozostawia duchowy
ślad swojej osobowości.
W 1920 roku na wystawie zbiorowej Edwarda Okunia
w warszawskiej Zachęcie pokazano obraz Cztery struny
skrzypiec. Dzieło to było oprawione w oryginalną ramę (a dla
tego artysty ramy były zawsze znaczące). Widniał na niej na­
pis: Vivitur Ingenio Caetera Mortis Erunt, co w tłumaczeniu
Aleksandra Kraushara brzmi: Żyjmy duchem, albowiem wszy­
stko inne należy do śmierci}
0

On bardzo lubił i cenił Jacka Sempolińskiego.

PRZYPISY
1

E . Dickinson, 100 wierszy, wybór, przekład i wstęp S. Barańczak,
Kraków 1990; zob. też: E . Dickinson, Drugie 100 wierszy, wybór, prze­
kład, wstęp i opracowanie S. Barańczak, Kraków 1995
Obie te książki ukazały się w języku polskim pod tytułami: Rozmo­
wy o śmierci i umieraniu, przełożyła I. Doleżal-Nowicka, Warszawa
1979 i Życiodajna śmierć, przełożyła E . Stahre-Godycka, Poznań 1996
Zniechęcenie, melancholia, odczyt wygłoszony w maju 1998 r.
w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski (w ramach cyklu
odczytów „Moja historia sztuki"), publ. w: „Pokaz", 1998 nr 24, s. 1-5
J. Cassou, Georges Pillement [i inni], Encyklopedia Symbolizmu,
przekład, opracowanie i przypisy J. Guze, Warszawa 1992, s. 102
Teksty te ukazywały się drukiem kolejno w: „Przegląd Kultural­
ny", 1958 nr 43, s. 10; „Miesięcznik Literacki", 1969 nr 4, s. 56-61; Ka­
talogi wystaw indywidualnych J. Sempolińskiego w Białymstoku, ZPAP
Okręgu Warszawskiego, 1976, w Warszawie, ZPAP, Dom Artysty Plasty­
2

3

4

5

ka, 1978, w Muzeum Archidiecezji Warszawskiej, 1993, w galerii Kor­
degarda w Warszawie, 1995; Przestrzeń i literatura, Wrocław 1978,
s. 33^t4; „Sztuka", 1979 nr 3, s. 13-18; „Znak", 1987, nr 6, s. 39^t5;
„Znak", 1993 nr 11, s. 68-79; „Tygodnik Powszechny", 1995 nr 48, s. 9
C. Miłosz, Piesek przydrożny, Kraków 1998, s. 18 (Na miejscu
Stwórcy).
A. Kijowski, Dziennik 1955-1969, wybór i opracowanie tekstu
K. Kijowska i J. Błoński, Kraków 1998, s. 315
H.F. Amiel, Z pamiętnika, tłumaczyła A. Kordzikowska, Warszawa
1901, s. 56. Zob. też: M. Biernacka, Ogród świata. Włoskie pejzaże
Edwarda Okunia, rozdział II przygotowywanej pracy o E . Okuniu, mpis
u autorki.
Jacek Sempoliński, Malarstwo, katalog wystawy, Warszawa, luty
1971, Zachęta.
M. Biernacka, op. cit.
6

7

8

9

10

59

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11368" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11346">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/dd6cbb021e478459ab8c3489b4764e41.pdf</src>
        <authentication>deed180d4d18e2946b0048ee54531f62</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135444">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2855</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135445">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135446">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2660</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135447">
                <text>Cywilizacja Transatlantyk. Ocean, Okręty, Przystanie Norwida i Gombrowicza / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135448">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2, s.17-28</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135449">
                <text>Melbechowska-Luty, Aleksandra</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135450">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135451">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135452">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135453">
                <text>Aleksandra Melbcclmwska-Luty

» C Y W I L I Z A C J A , T R A N S - A T L A N T Y K O C E A N , OKRĘTY, P R Z Y S T A N I E N O R W I D A I G O M B R O W I C Z A

O d rezultatów mylnego zamętu
Z kagańcem w ręku do przyczyn zstępuję,

ALEKSANDRA
MELBECHOWSKA-LUTY

Jak smutny żeglarz po schodach okrętu,
Kiedy kotwicy szuka... burzę czuje...
Cyprian N o r w i d

W

Cywilizacja
Transatlantyk

iosną 1958 r o k u M a r i a Dąbrowska pisała do
Jerzego Giedroycia: „Gombrowicz, podobnie
jak N o r w i d i Wyspiański, jest świetnym do­

Ocean, Okręty,
Przystanie Norwida
i Gombrowicza

starczycielem cytat wchodzących o d razu w potoczną
mowę, czym nieczęsto bywają nawet najwięksi pisarze
[ . . . ] . Gombrowicz swoje myśli roztęczył i rozjarzył n a d
wyraz sugestywnie. Odcięty o d źródeł, z których wypły­
wa, sam sobie jakby w sobie wydrążył praźródło i aż
dziw, jak obficie z niego czerpie. W jego postawie jak
w losie widzę - m i m o oceany różnic — pewne podo­
bieństwo z N o r w i d e m " . Jest rzeczą oczywistą, że upływ
1

Dedykuję

czasu oddzielający Gombrowicza o d N o r w i d a określił

Lubię i Edwardowi

Wassermannom

- moim i Zbyszka wiernym

i c h różnice duchowe, ontologiczne i odmienność języ­

przyjaciołom

ka. Warsztat literacki i poglądy o b u pisarzy zostały
ukształtowane przez zupełnie inne okoliczności i ducha
dziejów X I X i X X w i e k u . Dlatego t r u d n o porównywać
i c h dokonania literackie. Estetyka tragifarsy, parodia,

wa, a także cechy charakteru, pasje, imperatywy, myśli,

antynomia, groteska, żart, ironia Gombrowicza zasad­

wybitna umysłowość, wysoki poziom intelektualny, ory­

niczo różnią się o d filozoficznych i profetycznych „prze­

ginalność, samoistność, nowatorstwo, niepokorna i nie­

kładni", paraboli, metafor i i r o n i i N o r w i d a , który po­

pospolita osobowość oraz szczególne

chylał się n a d Historią, Sztuką, Religią, M i t e m , Ideą,
N a r o d e m i Cywilizacją ludów. Gombrowicz na przekór

snego życia i krytycznym stosunku do otoczenia. I to, że

kpił z t y c h uniwersalnych pojęć, a na pewno odnosił się

każdy z n i c h wniósł do życia umysłowego swej epoki coś

do n i c h sceptycznie. Wszystko widział i opisywał „na

niepowtarzalnego - własną wizję świata. N o r w i d był

opak", wbrew obiegowym o p i n i o m , życie i twórczość

prekursorem niezwykłych naówczas idei, myśli, pojęć

podporządkował własnemu „ja", mawiał, że „jeżeli klę­

i trudnej do przecenienia teorii sztuki-pracy, podjętych

kać, to tylko przed sobą". Jednak t e n egocentryk, N a r ­

później przez modernistów,

cyz, ironista, mistrz absurdu i paradoksu, a zarazem ra­

a Gombrowicz stał się

współtwórcą stylu powieści „świadomej siebie", wyprze­

cjonalista, który całe życie kreował swój wizerunek

dzającym sztukę „doświadczenia ujemnego".

i udawał przed ludźmi (a może i przed sobą?) kogoś i n ­

2

Gombrowicz znał dzieła N o r w i d a i wysoko oceniał

nego, był twórcą podszytym smutkiem, zwątpieniem,
niepewnością, walczącym o swoje

powinowactwo

ujawniające się w bezkompromisowej ocenie współcze­

jego ingenium, może nawet po części identyfikował się

człowieczeństwo.

z n i m w swoich zmaganiach z otoczeniem; w tekście

N o r w i d był poważny i zasadniczy; nieustępliwie poszu­

Ferdydurke

kiwał swojej Veritas, propagował idee proroctwa i odno­

przywołał jego imię, które prowokuje „no­

woczesnych" mieszczuchów, a w Dzienniku

wy moralnej człowieka, a pojęcia o ideale (przejawiają­

wymienił go

jako jednego z najbardziej szlachetnych i wzniosłych

c y m się w życiu i sztuce) lokował zawsze w najwyższych

pisarzy. W i n n y m miejscu zastanawiał się, jak t r u d n o

rejestrach. W jego świadomości przełamywało się d o ­

jest geniuszom unieść swą niezwykłość, jak i c h przytła­

świadczenie mistyczne i racjonalne; na równi czerpał

cza stygmat własnej wielkości: „Piłsudski był przygnie­

z zasobu i n t e l e k t u i uczuć, darów rozumu i wiary. U l e ­

ciony a nawet przerażony Piłsudskim, Wyspiański nie

gał silnym emocjom, ale starał się działać zgodnie z kar-

mógł się ruszyć p o d ciężarem Wyspiańskiego, [a] N o r ­

tezjańską zasadą porządkowania myśli, tego naturalne­

w i d jęczał, dźwigając na barkach N o r w i d a " .

go światła umysłu. Wszelako emocje często brały górę,

3

N i e można uciec o d biografii artysty. Przyjmując za

b o w i e m - jak mówił Blaise Pascal - serce ma swoje ra­

temat t y c h rozważań głównie osobowość twórcy, jego

cje, o których rozum nic nie wie.

wewnętrzne przeżycie i motywacje, możemy się wes­

Jakiego więc pokrewieństwa można doszukać się

przeć słowami samego Gombrowicza: „Jakże katastro­

między N o r w i d e m a Gombrowiczem? Czy istnieją jakieś

falna okazała się metoda polegająca na zajmowaniu się

p u n k t y styczne i czy coś łączy autora Vade-mecum z au­

samym tylko dziełem, w o d e r w a n i u o d osoby autora -

torem Kosmosu!

Jak pisała M a r i a Dąbrowska, zbliżają

za tą abstrakcją poszły i n n e , odrywając jeszcze bardziej

i c h do siebie powikłane losy i podobna postawa życio-

dzieło o d osoby [ . . . ] , przenosząc wszystko na teren fał-

17

�Aleksandra Melbechowska-Luty

* CYWILIZACJA,

T R A N S - A T L A N T Y K O C E A N , OKRĘTY, P R Z Y S T A N I E N O R W I D A I G O M B R O W I C Z A

szywej, kulawej p s e u d o - m a t e m a t y k i estetycznej [ . . . ] .

To wszystko budziło opór środowiska, ale podsycało

N i e w i e l e obchodzą m n i e romanse Szopena z George

jeszcze skłonność poety do profetycznych i dydaktycz­

Sand - ale poza muzyką Szopena szukam samego Szo­

n y c h wystąpień. Klęski życiowe sprawiły, że rychło stał

pena, c h c ę z dzielą zrozumieć twórcę, poza bajką, któ­

się nieszczęśliwym, podejrzliwym n e u r o t y k i e m , nie­

rą m i opowiada Рое, muszę odnaleźć tego, który opo­

znośnie uciążliwym dla otoczenia. Postrzegano go jako

wiada, jako - zrozumcie to - jedyną rzeczywistość, je­

pyszałka, dziwaka i szaleńca piszącego trudne, niezro­

dyny k o n k r e t . Tak tedy z dzieła muszę wnioskować

zumiałe teksty. Został zaszczuty przez prasę i koterie,

0 twórcy".

odrzucony i zapomniany na długie lata.

4

Warszawie

Gombrowicz przez całe życie grał z ludźmi i z sobą.

dwudziestoletni C y p r i a n objawił się jako obiecujący

O b a j pisarze d e b i u t o w a l i w k r a j u . W

To, co myślał o własnym talencie, twórczości i miejscu

poeta, który „do wszystkiego miał niepomierną zdol­

w literaturze, najlepiej wyrażają fragmenty listów pisa­

n o ś ć " , cieszył się uznaniem elit i n t e l e k t u a l n y c h , uzy­

n y c h - z przymrużeniem oka - do Jerzego Giedroycia.

skał wstęp do salonów literacko-artystycznych i n a j ­

Ferdydurke

lepszych domów. Sporo publikował, chociaż nie u n i k ­

runującym" (10 I I 1954), „jestem nieco zaniepokojony

nął zatargów z cenzurą. W i t o l d miał start dużo t r u d ­

własną wielkością [ . . . ] , Argentyńczycy leżą przede m n ą

niejszy; jego wczesne u t w o r y bywały akceptowane, na­

p l a c k i e m " (6 V I I 1954), „już nie ma wątpliwości, że

w e t podziwiane, ale budziły też zdumienie, k o n t r o w e r ­

wyskoczyłem na wieszcza,

sje i złośliwą krytykę. Po wyjeździe z Polski resztę życia

(25

spędzili na emigracji, po części z w y b o r u , po części

N A J W I Ę K S Z E G O P I S A R Z A P O L S K I E G O " (18 V I

„to bomba atomowa, utwór o działaniu pio­

I I I 1958),

„jestem

geniusza
za

granicą

i objawiciela"
uważany

za

z konieczności. W 1939 r o k u Gombrowicza odcięła o d

1961), Dziennik „to książka mająca rzeczywiście wpływ

k r a j u w o j n a ; p o t e m już nie chciał wracać a n i przeno­

na umysły [ . . . ] , na k i e r u n e k rozwojowy polskiej i n t e l i ­

sić się do „polskiego L o n d y n u " . N o r w i d wyjechał za

gencji" (26 X 1962), „już wyskoczyłem na Mickiewicza

granicę w 1842 r o k u , aby „doskonalić się w sztuce

N . 2" (23 V 1962). Tak budował sobie p o m n i k , praco­

rzeźbiarskiej". Parokrotnie zamierzał powrócić do Kró­

wał usilnie n a d autokreacją, ale też kpił z siebie, bo­

lestwa; w 1855

r o k u ukazem władz carskich został

w i e m sądził, że wszelkie poczynania ludzkie, także pisar­

uznany za wygnańca. I c h codziennością było ubóstwo,

stwo, powinny wnosić w życie luksus śmiechu, bezinte­

zabieganie o pożyczki, poniżenie, walka o przetrwanie.

resownej zabawy i „szał rozkoszowania się absurdem".

7

N o r w i d nigdy nie zaistniał na emigracji tak, jak n p .

M n i e j zabawne były te głosy k r y t y k i , które boleśnie

C h o p i n czy M i c k i e w i c z ; przez czterdzieści lat wegeto­

go dotykały i poniżały. Miał apologetów, ale i zajadłych

wał na granicy nędzy i umarł w przytułku. G o m b r o ­

przeciwników. Po w y d a n i u Ferdydurke

wicz żył w A r g e n t y n i e z urzędniczej pensji w Banco
Polaco, ze s k r o m n y c h honorariów i stypendiów uzyski­

utwór cząstkowo, zawsze p o d kątem bieżącej potrzeby

niejszych latach doczekał się sukcesów, sławy, nagród.

i pozostają tylko „w luźnym, raczej towarzyskim, sto­

O b a j uważali, że twórcy należy się pomoc o d społe­

sunku ze światem ducha", nie dorastają do poziomu

czeństwa, które w i n n o m u zapewnić choćby elemen­

sprawy, którą mają o c e n i ć . Z tego „rodzi się cały skan­

tarną egzystencję, jeżeli to „społeczeństwo polskie jest

dal k r y t y k i i jej niemoralność". W j a k i sposób człowiek

M a t k ą , Siostrą, a nie jędzą piekielną, płaczącą n a d
[...]

odmawiającą

„jest

zofią"), zarzucał i m , że nic nie rozumieją, odczytują t e n

w a n y c h dzięki staraniom Jerzego Giedroycia. W póź­

umierającymi

(która

książką o degradacji i niedojrzałości, c y r k i e m a nie filo­

niższy może krytykować wyższego? „Iksiński, osądzają­

i m kruszyny życia

cy człowieka tej klasy, na przykład, co N o r w i d , umiesz­
cza siebie w sytuacji karkołomnej, niemożliwej. Gdyż,

1 chleba, i uznania, n i m u m a r l i " . „Niech Pani powie
5

każdy artysta, co bezinteresownie dla prawdy coś pra­

aby sądzić N o r w i d a , musi być powyżej N o r w i d a - a jed­

cował, przez co przeszedł [ . . . ] , jeżeli wpierw z nędzy nie

nocześnie jest poniżej N o r w i d a . Ten zasadniczy fałsz

umarł albo w szpitalu wariatów nie zamknięty". G o m ­

wywołuje nie kończący się łańcuch dalszych fałszów".

6

8

browicz, który w okresie trudności finansowych bia­

G o m b r o w i c z został za życia uznany za w i e l k i e g o

dał, że czeka go „bryndza, klęska, katastrofa", z naci­

pisarza i myśliciela, a N o r w i d nie doczekał się tej sa­

skiem podkreślał, że społeczność polska zobowiązana

tysfakcji. W 1850 r o k u , odpowiadając na zarzuty d o ­

jest do stworzenia artyście na emigracji o d p o w i e d n i c h

tyczące Promethidiona

warunków twórczej pracy.

stwo", „ciemność i zawiłość", „gmatwanina wyrazów

(ocenianego j a k o „szał i głup­

I N o r w i d , i Gombrowicz czuli się niedocenieni, nie-

i myśli" biednego szaleńca), pisał z rozpaczą d o Jana

rozumiani, odrzuceni, t y m bardziej że żywili niewzru­

Koźmiana: „miejcie t r o c h ę p o k o r y i wyznajcie żem

szone przekonanie o własnej wartości, a nawet wielko­

nie w a r i a t - że nie c i e m n o piszę, ale w y c i e m n o czy­

ści. A u t o r Promethidiona

chciał się stać nauczycielem

t a c i e " . W y p o m i n a ł k r y t y k o m , że nie wiedzą, j a k m ó ­

n a r o d u , p r o r o k i e m , a u t o r y t e t e m m o r a l n y m . Pragnął

wić o rzeczach sztuki, bo nie znają warunków tworze­

9

o d n o w y społeczeństwa, próbował wpływać na świado­

nia, umieją t y l k o „beczeć i szkodzić". Tymczasem za­

mość i światopogląd otaczających go ludzi. W i e l e wy­

d a n i e m k r y t y k i jest „wszystko postawić na właściwym

magał o d siebie i i n n y c h , a gdy doznawał zawodu, upo­

miejscu i otworzyć o k n o - pozostawiając resztę świa­

minał się o zasady choćby elementarnej przyzwoitości.

tłu i czasowi - n i c w i ę c e j ! " . Jeżeli artysta nie widzi

18

�Aleksandra MeUxchowska-Luty

* C Y W I L I Z A C J A , T R A N S - A T L A N T Y K O C E A N , OKRĘTY, P R Z Y S T A N I E N O R W I D A I G O M B R O W I C Z A

„zbiorowego obrazu swej rzeczy względem p u b l i c z n o ­

nie odsłaniają się „Prawdy, Hasła, Filozofie, M o r a l n o ­

ści, nie jest w stanie dalej trwać, i t y m sposobem za­

ści, Religie, Kodeksy - wszystko to już było"

biera się człowiekowi więcej niż utwory, bo twór-

1955).

czosc .

wał z tej k l a t k i " . M i c k i e w i c z „wykuł kształt polskiego

u

(Dziennik

Uciekał o d p o l s k i c h królów duchów, „wylaty­

ducha, dziś ja, jak Mojżesz, wyprowadzam Polaków

N o r w i d a i Gombrowicza łączy w i e l o l e t n i a w a l k a
z krytyką, ale najbardziej wyraziste analogie rysują się

z n i e w o l i tego k s z t a ł t u " .

w i c h „naprawczym" stosunku do społeczności p o l ­

do niego Giedroyć - ma Pan t a l e n t wzbudzania na­

skiej, krajowej i emigracyjnej, w skłonności d o perswa­

miętności.

zji i sprawowania „rządu dusz" n a d r o d a k a m i . A u t o r

14

D r o g i Wieszczu - pisywał

I r o n i a N o r w i d a przesycona była cierpieniem, a po­

Zwolona kategorycznie rozprawiał się z przywarami Po­

rażająca

laków i wypowiedział wiele ostrych słów o narodzie

śmiech, o k r u t n y żart, groteskę i absurd. Wszelako, nie

i społeczeństwie (które to pojęcia rozdzielał). Pisał, że

w i a d o m o do końca, j a k i G o m b r o w i c z był naprawdę,

arystokracja nasza to salon francuski, demokracja to

jak myślał i czuł, kiedy zdejmował maskę. W 1961 ro­

karczma flamandzka, a szlachta -

k u pisał w Dzienniku,

parafiańszczyzna.

Polska to tylko w i e l k i sztandar narodowy, „ostatnie na

ironia

G o m b r o w i c z a wyrażała

się

przez

że był kimś „z nieprawdziwego

zdarzenia", człowiekiem, który siebie szukał, m i m o że

globie społeczeństwo, a pierwszy na planecie naród [ i ]

zawsze wynosił się p o n a d i n n y c h . Niezależnie

tak, jak dziś jest, to Polak jest olbrzym, a człowiek

wszystkich negacji i bluźnierstw przeciwko obiegowym

w Polaku jest karzeł - i jesteśmy k a r y k a t u r y " .

od

Mówił

a nadużywanym k r y t e r i o m wartości wcale nie uciekał

więc N o r w i d o „człowieku zbiorowym" swojej epoki,

o d Niepojętego i Niewyrażalnego, o d spraw D u c h a

o ludziach lękliwych sumień, nikczemnych, i o środo­

i A b s o l u t u . Wyznawał, że przeżywa niepokoje metafizycz­

wisku, w którym „każda książka wychodzi za późno,

ne. Fascynowały go „otchłanne" doznania Nietzschego

a każdy czyn za wcześnie". G ł ę b o k o go poruszała spra­

i myśl Heideggera, „przepaść istnienia", tajemnica by­

11

wa powstań polskich; popierał zrywy niepodległościo­

t u i ingerencja Złego w świecie. Uważał, że ma prawo

we, ale sprzeciwiał się bezsensownej ofierze k r w i : „do

do „metafizycznej

powstania mieczem trzeba powstania siłą myśli [ . . . ] . Ja

i transcendentalnego deszczu", po w a r u n k i e m że nie

nie wierzę, ażeby krew zdobywała przyszłość. Ja wierzę,

sprzeniewierzy się codzienności.

że pot czoła, ale nie k r e w " .

1 2

Odrodzenie n a r o d u m o ­

burzy, do kosmicznej

katastrofy

D u c h o w a wspólnota naszych rozdzielonych stule­

że dokonać się t y l k o przez pracę, a elity umysłowe m u ­

c i e m pisarzy u j a w n i a się też w i n n y c h kwestiach. O b a j

szą przekształcić się w inteligencję zawodową zdolną

opatrywali k o m e n t a r z a m i swoje u t w o r y bądź występo­

do przebudowania polskiej świadomości.

w a l i w r o l i narratorów, wykazywali również upodoba­

Gorzka i r o n i a N o r w i d a przejawiała się w wyrazi­

nie do słowotwórstwa. N o r w i d dociekał „pierwszego

stym zarysie charakterów i postaw l u d z k i c h zarówno

wygłosu" wyrazów, obnażającego i c h późniejszy, se­

w słowie pisanym, j a k i satyrycznych szkicach. G o m ­

mantyczny pozór, a Gombrowicz bawił się n i m i , żon­

browicz równie silnie j a k N o r w i d był uwikłany w spór

glował, używając fraz paradoksalnych,

z polskością, ale wyrażał swoje protesty inaczej. Prze­

i słów-dziwolągów, czasem sprowadzanych tylko do

nikliwie

gardził

dźwięku. Podobnie d o t y k a l i spraw zasadniczych o d n o ­

miernotą i p a r t a c t w e m , gromił, szydził, prowokował,

szących się do historii, współczesności i k o n d y c j i ludz­

z lubością szargał fałszywe świętości i autorytety, sto­

kiej, zastanawiali się n a d upływem i przezwyciężaniem

sował „odświeżającą chłostę i uzdrawiający śmiech",

czasu. C y p r i a n intensywnie przeżywał etos historii,

bo mniemał, że „wszystko co dotyczy Polaków jest

mówił o wiecznym powrocie do źródeł, a W i t o l d pisał

rozpoznawał

zjawiska społeczne,

archaizmów

kretyńsko głupie i p o n u r o śmieszne" (list do J. Gie­

o dwoistości życia i myślenia, o hołdowaniu dwóm o d ­

droycia z 18 V I I 1954). Uderzał w zasadę n a r o d o w e ­

m i e n n y m systemom - światu magicznemu i racjonal­

go s a m o u w i e l b i e n i a , w „niewiarygodne

spłycenie

n e m u . Przecięcie przyszłości i przeszłości „w samym

głów p o l s k i c h " . C h c i a ł wyzwolić Polaków z polskości,

punkcie przemijania pozwala odczuć, że t o , co było,

z i c h chorej przeszłości dziedzicznie obciążonej „nie­

ciągle

u s t a n n y m u m i e r a n i e m " i presji życia zbiorowego na

z przeszłością jest więc ciągłym d o p r a c o w y w a n i e m się

jednostkę, wypracować dystans d o „stylu polskiego",

jej, powoływaniem do b y t u . Przeszłość t o p a n o p t i k u m

«jest», jest j a k o coś

«byłego».

Obcowanie

wynieść o s o b ę p o n a d masę. O b a l a ł stereotypy i zdzie­

zrobione z okruchów,

rał maski przez „parodię f o r m y i parodię d u c h a " . Prze­

wszystko, mieć pełną, żywą, wypełnioną osobami, k o n ­

w r o t n i e rozprawiał się z zastaną i dawną kulturą (cho­

kretną".

ciaż w gruncie rzeczy był wierny starej t r a d y c j i ) , de­

twórców:

maskował naiwną grę polskiej i n t e l i g e n c j i i doraźne

C h o p i n a . Stworzyli też równoległe pojęcia ezoterycz­

cele pisarzy. Wiedział, że po w o j n i e polscy twórcy

nego pierwiastka, zwanego przez N o r w i d a „Kształtem"

15

[ale] m y ją chcemy,

mimo

O b a j pisarze m i e l i t y c h samych u l u b i o n y c h
Dantego,

Szekspira,

Goethego,

„znaleźli się w k l a t c e " , ale nie mógł znieść, że niektó­

(wizyjna postać ducha h i s t o r i i w n o w e l i

rzy zmieniali osobowość j a k m a r y n a r k i .

Byrona,

Stygmat),

Przyznawał

a przez Gombrowicza „Formą" l u b „Kształtem", który

się do sceptycyzmu wobec t a k i c h wartości j a k p a t r i o ­

jest c z y n n i k i e m burzącym bądź porządkującym wszel­

tyzm, wiara, zacność, honor, wykazywał, j a k ironicz­

kie przejawy życia i działalności człowieka.

13

19

16

�Aleksandra Melbechowska-Luty

* C Y W I L I Z A C J A , T R A N S - A T L A N T Y K O C E A N , OKRĘTY, P R Z Y S T A N I E N O R W I D A I G O M B R O W I C Z A

Jeszcze inną analogią i c h myśli było postrzeganie

kokieterii i pilnie strzeżonych pozorów tego świata p u ­

n a r o d u Izraela i jego znaczenia dla ludzkości. N o r w i d

stoty, masek, „woskowych łez" i ślicznie wiązanych kra­

przypisywał Żydom starszeństwo w historii, czerpał i n ­

watów. Gombrowicz bez pardonu atakował salony; t a m

spiracje z B i b l i i , która była dlań świętą księgą mistycz­

spotyka się t e n styl szarmancki, podrygiwanie fraków,

nego poznania i źródłem O b j a w i e n i a ; wierzył, że Judea

taniec peruk, perfumy, konfekcję

Złotousta wniosła niezniszczalne wartości do życia d u ­

„w miarę opieprzoną". Należy zniszczyć, rozbić salony.

chowego człowieka. G o m b r o w i c z uważał, że Żydzi za­

W 1953 r o k u pisarz obserwował na koncercie w C o l o ­

w a r l i w sobie najważniejsze inspiracje świata i odcisnę­

nie: hrabiostwo, znakomity tłum, paradę nazwisk, god­

l i pieczęć swoją na dziejach. Ten naród stał się tak

ności, tytułów, pieniędzy i władzy, ale gdy zbliżył się do

męską i damską

w i e l k i przez poniżenia, które przetwarzają się w twór­

n i c h „nastąpił zmierzch bogów, zniknęła wielkość i po­

czość i postęp, w ciągłe odradzanie się.

waga". D a m y wpinały sobie Wagnera we włosy jak bry­

W istocie ludzkiej Gombrowicza ekscytowała przede

lantową agrafę; niemiecki pianista galopował jak koń,

wszystkim triumfująca „młodość wiecznie naga", po­

grał jak bokser, który dosiadł Mozarta. A p o t e m rozle­

czątek życia, rozkwitająca cielesność, piękno dziewcząt

gły się oklaski znawców, amatorów, ignorantów i „sta­

i „giętkie h a r m o n i e " chłopców, a także dziecięcość

dowe". Każdy klaszcze, bo wszyscy klaszczą.

20

tkwiąca w człowieku. N o r w i d kochał młodość i urodę

Polskie środowiska emigracyjne często bywały nie­

ciała, ale ponad wszystko podziwiał i czcił starość, jej

spójne, skłócone, rozpolitykowane, niszczące talenty.

mądrość, doświadczenie i smutek, dlatego w całej swej

N o r w i d i G o m b r o w i c z , dramatycznie zmagając się

twórczości - literackiej i plastycznej - stale powracał

z emigracją, starali się ulokować na t y m pograniczu,

do archetypicznych figur starców, mędrców, proroków,

gdzie sztuka styka się z życiem, a nawet je przewyższa.

kapłanów, pielgrzymów, z którymi się identyfikował.

A u t o r Trans-Atlantyku był przekonany, że siła twórcza

W jeszcze i n n y m obrazie rzeczywistości obaj z wielką

przezwycięża wszelkie okoliczności i oderwanie o d

wrażliwością odczuwali wspaniałość i piękno miast, ale

swego naturalnego miejsca nie może zaszkodzić praw­

również dostrzegali i c h antynaturę, drugie, „podziem­

dziwie w i e l k i e m u artyście. „Rimbaud? N o r w i d ? Kafka?

n e " życie - Gombrowicz slumsy i śmietniki Buenos

Słowacki?... (rozmaite bywają wygnania). Sądzę, że ża­

Aires, N o r w i d labirynty i lochy Wenecji, r u i n y jej b u ­

d e n z n i c h nie przeraziłby się zbytnio t y m właśnie ga­

d o w l i . Miasta „sklepią się, budują i rozwijają na k l o ­

t u n k i e m piekła. Przykrą jest rzeczą nie mieć czytelni­

akach [ . . . ] . Leniwe ramię rozkładającego się olbrzyma

ków - bardzo nieprzyjemnie nie m ó c wydawać swoich

przeciąga się, ale nieustającą walkę co dnia i co chwila

utworów - wcale nie jest słodkie być nieznanym, [...]

toczy - coś jakby wciąż gnijący L a o k o o n , przewraca się

ale sztuka naładowana jest pierwiastkami samotności

w pieczarach stolic p o d u m i e c i o n y m i gładko ulica­

i samowystarczalności, znajduje ona swoje zadowole­

mi".

nie i swoją rację b y t u w sobie s a m e j " .

1 7

Urzekała i c h „zielona natura świata". M i e l i też

21

podobny stosunek do zwierząt. Gombrowicza raniła
„otchłań i c h bólu", ów bezsens i bezkres cierpienia,

• ••

które jest „nagim f a k t e m ziejącym absolutem rozpaczy"
i ta łatwość w odbieraniu i m życia dla własnych za­
chcianek lub p o t r z e b .

18

Bezpowrotne odejścia, wychodźstwo, podróże spi­

N o r w i d , który rozmawiał ze

nają biografie N o r w i d a i Gombrowicza, m i m o że roz­

zwierzętami, bo nawet „psalmy mówił z koralem,

mijały się w czasie, miały o d m i e n n e motywacje i p u n k ­

a z delfinem pacierz", traktował je z sympatią i zrozu­

ty docelowe. Peregrynacje morskie o b u pisarzy można

m i e n i e m . Widział w n i c h „parabolicznych braci na­

uznać za zbieżność czysto przypadkową, l u b - jeśli k t o

szych", należących do wspólnej familii żyjących i czują­

w o l i - postrzegać je jako zjawisko metafizyczne, tajem­

cych istot, studiował i c h mowę i zachowania, i napisał
0 n i c h piękne opowiadanie Ostatnia

niczą okoliczność, impuls, który uruchomił w i c h

z bajek. Wyłożył

twórczości oceaniczne wątki ogarniające obszary u n i -

w n i m tezę, że „wszelki żyjątek" posiada uczucia praw­

versum.

dy, a jego pierwotne „spół-położenie" z człowiekiem

o d samego siebie, o d miejsca stałej egzystencji, pracy,

przestało istnieć, gdy t e n zaczął wszystko podstępem

otoczenia,

chwytać, zabijać i „dla samego siebie z-użytecznić".

szczęść. Trzeba uciekać, bo „tu" jest źle, a „tam" będzie

19

Z y g m u n t Freud sądził, że podróż jest ucieczką
monotonii,

rutyny, niepowodzeń

i nie­

Wśród różnych przejawów życia, N o r w i d a i G o m b r o ­

lepiej l u b choćby inaczej i my staniemy się i n n i . Złud­

wicza szczególnie zajmowała kwestia obyczajowości elit

ne wrażenie. Ludzie wędrowali, pielgrzymowali, po­

snobizmów

dróżowali o d najdawniejszych czasów szukając o d ­

1 konwenansów. Obracając się w tych środowiskach nie

mienności (a więc różnicy), ale przede wszystkim wła­

towarzyskich,

„stylu" salonowego, jego

byli w stanie i c h zaakceptować, chociaż sami ulegali

snej tożsamości. M a r z y l i o d o t a r c i u na wyspy szczęśli­

n i e w i n n y m snobizmom — Cyprian wywodził swój ród o d

we, odbywali podróże p o d y k t o w a n e rozpaczą bądź na­

n o r m a n d z k i c h przodków i szczycił się parantelą z rodzi­

dzieją, podejmowali eskapady awanturnicze, senty­

ną Sobieskich, a W i t o l d przechwalał się drzewem gene­

mentalne i „malownicze". W epoce N o r w i d a , do ka­

alogicznym i uważał za „Plantageneta". N o r w i d odcinał

n o n u literatury weszły rzeczywiste bądź imaginacyjne

się o d powierzchownego b l i c h t r u , wyszukanych manier,

opisy w y p r a w J o h a n n a W o l f g a n g a G o e t h e g o

20

do

�Aleksandra Melbechowska-Lury • C Y W I L I Z A C J A , T R A N S - A T L A N T Y K O C E A N , OKRĘTY, P R Z Y S T A N I E N O R W I D A I G O M B R O W I C Z A

Pocztówka w y d a n a w 6 0 rocznicę
wypłynięcia m/s „Chrobry" d o
A r g e n t y n y , 1999, N a d b a ł t y c k i e
C e n t r u m Kultury w Gdańsku
W i t o l d G o m b r o w i c z przy p a r t i i
szachów, Vence, 1967, fotografia
W 60. rocxnkq w b i c i a x Gdyni m / » Chrobrz Marjanam Witoldem Gombrowiczem na pokłodch

w M u z e u m Literatury
w Warszawie
W i t o l d G o m b r o w i c z z żoną R i t ą ,
Vence, maj 1969, fotografia
w M u z e u m Literatury
w Warszawie
Cyprian N o r w i d , fotografia
z k w i e t n i a 1856 r o k u

21

�Aleksandra Mdbechowska-luly

• C Y W I L I Z A C J A , TRANS-ATLANTYK

O C E A N , OKRĘTY, P R Z Y S T A N I E N O R W I D A I G O M B R O W I C Z A

22

�Aleksandra Melbechowska-Luty

• C Y W I L I Z A C J A , T R A N S - A T L A N T Y K O C E A N , OKRĘTY, P R Z Y S T A N I E N O R W I D A I G O M B R O W I C Z A

W ł o c h , Juliusza Słowackiego do Z i e m i Świętej, C h a r -

od „bezhonoru

les'a Baudelaire'a na Cyterę, Etienne'a Cabeta do I k a -

i „hańby domowej", o d tych ludzi, którzy później wszczy­

rii

nali bójki na pogrzebie Mickiewicza i tańczyli na balu

( u t o p i j n e j k r a i n y sprawiedliwości

i przede wszystkim Wędrówki

Chude

i równości)

Harolda

Byrona.

polskiego", „trywialnego p o l a c t w a "

w Hotel Lambert po zgoriie Krasińskiego. Wiązał duże

necesse est. D o przemierzania o g r o m n y c h

nadzieje z pobytem w Stanach Zjednoczonych, bo pocią­

przestrzeni wód służył okręt, który utrwalił się w świa­

gał go demokratyczny ustrój tego kraju, wizja wolnego

domości

państwa, które było niejako „przedłużeniem" Europy, ale

Navigare

zbiorowej jako archetyp, figura mityczna

dawało każdemu równe możliwości pracy i awansu.

i magiczna, przypisana pojęciu drogi i żeglugi życia. Był
łodzią płynącą przez morze namiętności do Góry O c a ­

... p r z e r y w a m C i , Panie,

lenia, a jego maszt kojarzono z osią świata i drzewem

B o w żagle dmiesz, a n i e chcesz dobywać k o t w i c y :

kosmicznym. W świecie symboli oznaczał m . i n . żywot

A m e r y k a n i e któż są?...

i los człowieka, przemijanie, śmierć, trumnę, zmar­
twychwstanie, nieśmiertelność, nieskończoność, d u ­

Europejczycy!

G d y już poczułem, że spod mojej stopy

szę, naczynie, świat snu, wielkie myśli, stateczność,

Usuwała się ziemia E u r o p y -

n a t c h n i e n i e poetyckie, potęgę, ojczyznę, państwo, na­

I albo morza zostawały głębie,

dzieję, szczęście, wszechświat „zamknięty" oraz S ł o ń c e

A l b o azjackiej łaska ambasady,

i Księżyc jako dwie łodzie pływające po niebiańskim

Ja -

oceanie. O k r ę t y zawijały do portów H i s t o r i i , M i t o l o g i i

odleciałem, jak czynią

gołębie,

Wężom i płazom zostawując

i L i t e r a t u r y począwszy o d A r k i Noego, „wiosłoskrzydłych" okrętów Odysa i Argonautów, aż do czasów,

Wcześniej

gdy pojawił się Statek pijany R i m b a u d a „Prądem Rzek

poeta

zdrady.

odbył dwie podróże

morskie;

w 1845 r o k u płynął z Senigalii do Triestu, w

obojętnych niesion w ujścia s t r o n ę " i wyszły w morze

1848

ogromne m a c h i n y naszej cywilizacji -

z N e a p o l u do Palermo, a następnie przez Morze Sród-

oraz jej prawdziwa historia - niezliczone wyprawy w o ­

kierkę, L o n d y n i P o r t s m o u t h . N a d Tamizę przybył

lotniskowce
i łodzie p o d w o d n e o napędzie a t o m o w y m . W t y c h gra­ I ziemne i Egejskie aż do K r e t y i w pobliże południo­
w y c h wybrzeży G r e c j i . Za ocean wyruszył przez D u n ­
n i c a c h mieści się wielowiekowa legenda i m i t żeglugi

3 g r u d n i a 1852 r o k u , a trzynastego wszedł na pokład

jenne, h a n d l o w e , rozbójnicze, odkrywcze i badawcze.

okrętu towarowego -

Trwa pamięć o statkach K o l u m b a , Vasco da Gamy,
Magellana, Francisa Drake'a i Jamesa Cooka. Po oce­

d a w n y służący jego ojca. N o r w i d miał przy sobie t y l k o

i skazanego na wieczną wędrówkę Latającego H o l e n ­

dwie gwinee i m o d l i t e w n i k ofiarowany m u w 1845 r o ­

dra, a k a p i t a n N e m o wciąż penetruje głębiny na swym

k u przez Marię Kalergis. Statek zawinął do p o r t u

N a u t i l u s i e . Pływają do dziś, bo żyją w tradycji.

w N o w y m J o r k u 11 lutego 1853, po, bez mała, dwóch

Morze i okręty fascynowały naszych romantyków,

miesiącach męczącej i obfitującej w dramatyczne m o ­

m . i n . M i c k i e w i c z a i Słowackiego, który chciał być
mój).

m e n t y żeglugi. W czasie rejsu umarła nagle „piękna

(Testament

I r l a n d k a " i dwoje niemowląt; początkowo nie sprzyjał

W polskiej poezji tego czasu, bodaj najpiękniej­

wiatr, później, koło I r l a n d i i , zaskoczyły i c h burze, roz­

szym u t w o r e m , poświęconym walce z żywiołem morza,

trzaskał się maszt i c z t e r o k r o t n i e zerwały żagle. Rozbi­

jest wizyjny sonet M i c k i e w i c z a Burza.

ły się płynące w pobliżu okręty. N o r w i d opisywał te
dramatyczne m o m e n t y w listach d o M a r i i Trębickiej

Z d a r t o żagle, ster prysnął, r y k wód, szum zawiei,

i powracał do n i c h w s p o m n i e n i e m , m . i n . w

Głosy trwożnej gromady, p o m p złowieszcze jęki,

i Białych

O s t a t n i e l i n y m a j t k o m wyrwały się z ręki,

kwiatach oraz l i c z n y c h wierszach.

S ł o ń c e k r w a w o zachodzi, z n i m reszta nadziei,
W i c h e r z t r y u m f e m zawył, a na m o k r e góry,

M u s i a ł e m rzucić się za t e n O c e a n ,

W z n o s z ą c e się piętrami z m o r s k i e g o o d m ę t u ,

N i e a b y m szukał A m e r y k i - ale

Wstąpił genijusz śmierci i szedł do okrętu,

Ażebym nie był t a m . . . O ! wierz m i , Pani,

Jak żołnierz szturmujący w p o ł a m a n e mury.

Ze dla zabawki nie szuka się g r o b u

[...]

N a pólokręgu przeciwległym g l o b u .
[...]

Horacy pisał w Listach, że ci „którzy pływają po m o ­
rzach, odmieniają klimaty, ale nie myśli". W 1852 roku

D n i e były głodu, p r a g n i e n i a i i n n e ,

N o r w i d postanowił wyjechać do A m e r y k i , która stała

D n i e m o r u , dzieci konały n i e w i n n e

się jego Ikarią - ziemią wyobrażoną.

22

Evans"

porności). Odprowadził go w tę podróż ubogi szewc,

anach błąkają się jeszcze cienie Sindbada Żeglarza

„sternikiem d u c h a m i napełnionej łodzi"

żaglowca „Margaret

( k a p i t a n Isaiah Pratt, 168 pasażerów, 1000 t o n w y ­

Decyzja opuszcze­

D l a m l e k a m a t e k , które niewczas psowa.

nia Francji została podyktowana rozczarowaniem i roz­

Widziałem także o k r ę t a rozbite

paczą, a złożyło się na nią wiele powodów: fatalna sytu­

I twarze m a j t k ó w wątpiących o naszym;

acja materialna, brak stałego zajęcia, depresja i uczucie

W i d z i a ł e m m a r n o ś ć ludzką tak, j a k n i g d y !

obrzydzenia do społeczności emigracyjnej. Poeta uciekał

A l e - bez kłamstwa - ale w prawdzie nagiej;

23

Czarnych

�Aleksandra Melbechowska-Luty

• C Y W I L I Z A C J A , T R A N S - A T L A N T Y K O C E A N , OKRĘTY, P R Z Y S T A N I E N O R W I D A I G O M B R O W I C Z A

Wrażenia z oceanicznego szlaku utrwalił N o r w i d
w dzienniku

podróżnym

ilustrowanym

rysunkami,

które zachwyciły J. I . Kraszewskiego wrażliwością i au­
tentycznością przeżycia. Dziś znamy tylko k i l k a t a k i c h
szkiców: dwa z „Margaret Evans" i jedną akwarelę m a ­
lowaną na parowcu „Pacific". N a żaglowcu poeta o d ­
tworzył w i d o k pokładu z pracującymi marynarzami
i s a m o t n y m człowiekiem wspartym o burtę oraz wnę­
trze p o d pokładem, z kobietą karmiącą niemowlę przy
rozwieszonych pieluszkach, postaciami i n n y c h podróż­
n y c h , drabiną i l i n a m i . K i l k a lat później narysował już
„z n a t u r y wspomnień" większą kompozycję, przedsta­
wiającą

u b o g i c h emigrantów,

gromadę

znękanych

mężczyzn, kobiet i dzieci drzemiących lub czuwających
w ciasnym pomieszczeniu p o d pokładem kruchego ża­
glowca. Z p o w r o t n e j podróży parostatkiem pochodzi
barwny szkic, podpisany „na Oceanie małym", z w i d o ­
k i e m wysokiego o l i n o w a n i a , zarysem błękitnych fal,
postacią marynarza i sylwetkami szybujących mew.
Wspomnienie atlantyckiej podróży, jej przyczyn i k o n ­
tekstów, powróciło jeszcze po l a t a c h w dwóch symbo­
licznych rysunkach N o r w i d a . Alegorią jego „odejścia"
o d paryskiej egzystencji jest późna kompozycja „z k l u ­
czem", wyobrażająca energicznie naszkicowany pejzaż
m o r s k i z kołyszącą się na falach łodzią żaglową, i - co
znaczące - porzuconą na brzegu lirą. Poeta podpisał tę
pracę g r e c k i m alfabetem:

„Kipar «i» ssos N o r w i d

1876", przyrównując swe imię do greckiej nazwy ża­
łobnego drzewa - cyprysa. Dużo wcześniej, bo w 1858
r o k u , „rzucił na papier" dynamiczny, ekspresyjny szkic
biegnącego mężczyzny. Z e n o n Przesmycki nazwał t e n
rysunek Rozpoczną

ucieczką

pędzącego na oślep czło­

wieka „z kurczowo zaciśniętymi n a d głową rękoma w wichurze wzbijającego się p y ł u " . '
2

N o r w i d miał jeszcze jeden prywatny powód, by
wyjechać do dalekiego kraju - chciał stracić z oczu
Marię Kalergis, zapomnieć o swojej zawiedzionej miło­
ści, „pochować łzy w O c e a n i e " . D w a d n i przed w y j ­
ściem w morze wysłał do Jana Koźmiana konfesyjny
wiersz, z wyraźnymi aluzjami i n u t ą żalu do „białej cza­
rodziejki", towarzyszki jego włoskich „dni l a u r o w y c h " .
C o k o l w i e k s ł o ń c a w żaglach się prześwieca,
O m u s k a maszty lub na fale s-pryska:
Mgły n i k n ą n i b y z a s ł o n a

kobieca,

O b ł o k i widać za nią j a k z w a l i s k a ! . . .
„Czemu zwaliska? i czemu zasłona?
C z e m u niewieścia?..." - k r y t y k n i e c h już pyta,
I n i e c h oskarża Muzę, że zmącona
W h a r m o n i i - p o j ę ć - s w o i c h ta k o b i e t a Ja — nie w i e m . . . widzę i rzecz kreślę s m u t n o ,
J a k b y m był j e d n y m z c i ą g n ą c y c h żurawi,
C o cień swój wiodą przez masztowe p ł ó t n o ,
N i e m y ś l ą c , czy s t ą d o b r a z się

zostawi!...

W N o w y m Jorku N o r w i d zatrzymał się zrazu w ja­
kimś zajeździe, razem z grupą ubogich emigrantów,

C y p r i a n N o r w i d , żeglarz. Z inicjału „D" ( D e t e r m i n a t i o n ) d o
a l m a n a c h u W y s t a w y Światowej w N o w y m J o r k u , 1853

a później w wynajętym mieszkaniu, gdzie miał pracow-

24

�Aleksandra Melbechowska-Luty

• C Y W I L I Z A C J A , T R A N S - A T L A N T Y K O C E A N , OKRĘTY, P R Z Y S T A N I E N O R W I D A I G O M B R O W I C Z A

nię z w i d o k i e m na cmentarz oraz mały ogródek. M o ­

nego najstaranniej gwoździa okrętowego aż do gwiaz­

delował płaskorzeźby, rzeźbił krucyfiks z bukszpanu

dy w niebiosach jak gwóźdź błyszczącej". „Oto i widzisz

i malował kajutę kapitana na okręcie „Black W a r r i o r " .

[wiele rzeczy]

Ozdobił ściany swojej izdebki fryzem en grisaille,

a które spoczywają na samym dnie łodzi okrętowej;

ze

budowanie arki

przypominających,

scenami historycznymi, p o r t r e t a m i „mężów w i e l k i c h "

przeszedłszy następnie miejsca ciemne, gdzie ordza-

i w i z e r u n k i e m Safony. Jego najkorzystniejszym zatrud­

w i o n e wodą słoną łańcuchy k o t w i c się pierścienia l u b

n i e n i e m zarobkowym była wówczas praca przy alma­

wyciągnięte są podłużnie w niedbałym na posadzce

n a c h u W y s t a w y Światowej w N o w y m Jorku 1853/54-

odpocznieniu; przeszedłszy jeszcze wyżej, do korytarzy

Wykonywał r y s u n k i do drzeworytów według fotografii

k a b i n , i wyżej, na pokład okrętowy, którego każda de­

eksponatów; był bardzo zadowolony z tego zajęcia,

ska biała jest i miękka o d umywań, a wszystkie są ja­

które przynosiło m u 5 do 6 dolarów dziennie. Pomyśl­

koby w i e k o skrzypiec pięknie wygięte; i podniósłszy

ny okres trwał k i l k a miesięcy, ale almanach zosta!

oczy t a m , gdzie l i n w i e l u okrętowych niewzdrygliwe

ukończony i N o r w i d znów pozostał bez środków do ży­

siatki się przekreślają na niebiosach, albo i gdzie po­

cia, zdecydował się więc na powrót do Francji. Dzięki

wietrze rozbija n a m i o t y swoje szerokimi żaglami, albo

wsparciu Marcelego Lubomirskiego 24 czerwca

1854

i gdzie trzy masztów krzyże kończynami s w o i m i podob­

r o k u odpłynął do Europy na p a r o w c u „Pacific". O w a

ne są jakiejś mistycznej troistości, kiedy umierają we

podróż „najpogodniejszym morzem" trwała niespełna

mgłach r a n n y c h , w m ę t a c h opalowego światłocienia

dwa tygodnie; 5 lipca „Pacific" zawinął do p o r t u w L i -

a wilgoci ciepłej i słonawej, m ę t a c h niekiedy przedar­

v e r p o o l u . N a statku napisał poemat Szczęsna

t y c h zgubionymi przez odeszłe słońce p r o m i e n i a m i " .

i czytał

poezje Byrona.

25

W pojęciu N o r w i d a , okręt żaglowy jest bezcen­
n y m dziedzictwem kultury, symbolicznym znakiem,

Takie są głębie t a m , na O c e a n i e

a zarazem rzeczywistym p r z e d m i o t e m użytkowym, w y ­

Ze f a l i o g r o m , gdy p o r n i e się z dołów,

znacznikiem najgłębszych l u d z k i c h potrzeb, dążeń,

O d r z u c a - ć z szumem wypuszczony ołów -

idei i wartości, łączącym historyczny obszar człowie­

B o - p i o n u już się kończy p a n o w a n i e . . .

czego b y t u , pracy, powinności i nieodzownego impera­

I g w i a z d o m odtąd zwierzony a słońcu

t y w u podróży ze sferą duchowości, metafizyki i m i ­

N i e z ziemią radzisz o wędrówki k o ń c u . . .

stycznego

doznania tajemnic

Kosmosu. Bo

„prze­

strzeń, w której płynie żaglowiec, odznacza się stereo-

N o r w i d często przywoływał w różnych u t w o r a c h
i listach bosko-kosmiczny obraz morza, jego przestrzeń

metryczną pełnią, ujęta jest w transcendentne ramy,

i czas, oraz magię okrętu i figurę żeglarza. W

jej oś w e r t y k a l n a sięga n i e b a " .

24

Autobio­

26

grafii z dumą podkreślił, że oprócz wielu krajów również

Ludzi X I X w i e k u fascynował rozwój nowoczesnej

„zwiedził Ocean". Wszelako poetycka wyobraźnia pod­

t e c h n i k i , ogrom, siła i pęd potężnych m a c h i n , dlatego

powiadała m u , że „Ocean by przepadł, gdzie łza drobna

inne jeszcze odczucia budziły n p . koleje żelazne i paro­

płynie". W Białych kwiatach wspomniał m o m e n t , kiedy

statki. W

to na „Margaret Evans" doświadczył dojmującego o d ­

w swojej Legendzie w i d m o takiego olbrzyma. W wigilię

czucia k o n t e m p l a c j i , przeżycia niezwykłej „wielkiej c i ­

Bożego Narodzenia bohater tej opowieści zobaczył, jak

1840

r o k u Z y g m u n t Krasiński przywołał

chości" ogarniającej i stapiającej w jedność „otchłanie

„daleko na w o d a c h stała plama czarna, jakby żywa, co­

niebios i morza otchłanie". W liście do M a r i i Trębickiej

raz większa i lecąca k u m n i e - wreszcie ogromna [ . . . ] .

z k w i e t n i a 1853 r o k u opisywał rekiny ogromne, mewy,

W i e l k i to i posępny okręt bez płócien i masztów

którym

drogi",

a wszystkie fale kołami rozbija na pianę - a z pośrodku

i „słońce czerwone, za płaszczyzną ruchomą zachodzą­

jego bucha słup d y m u , który leci nazad w nieskończo­

słabną

skrzydła

„od przestworów

ce tyle a tyle razy".

-

ność. Coraz to ciemniej — o n jak w i d m o czarne, toczy

1861 r o k u N o r w i d napisał paraboliczną przy­

się, grzmiąc - dwa o g n i k i nocne spadły przed n i m

powieść Cywilizacja. Legenda, w której stworzył wizyj­

w morze". N o r w i d a najwidoczniej urzekła ta wizja, bo­

ny obraz okrętu żaglowego i nowoczesnego parowca,

w i e m zacytował fragment owego tekstu w I V Lekcji -

jako dwóch wytworów dawnej i nowej cywilizacji; po­

0 Juliuszu Słowackim,

równał obydwa statki, aby uchwycić i pokazać i c h

ten jest to arkan cywilizacji całej, w której żyjemy: w o ­

wzajemne relacje i różnice. Równocześnie wprowadził

zy i okręty parowe, mechanicznie wiążące i popędzają­

do fabuły wątki autobiograficzne, zapis własnego d o ­

ce l u d y " .

świadczenia, „dotknięcia ręką" tego wszystkiego, co

śladem poety na parostatku zwanym

się wiąże z podróżą oceaniczną. N a początku u t w o r u

który jest p r o d u k t e m dziewiętnastowiecznego racjona­

zamieścił niezrównany, romantyczno-symboliczny opis

lizmu, r o z k w i t u myśli technicznej i przemysłu, ale też

„podwalin żaglowego okrętu", zadziwiający precyzją

niebezpiecznego,

szczegółów i d u c h o w y m stygmatem. N o r w i d - n a r r a t o r ,

nawet zaanektował ówczesną sztukę). N a nowocze­

który miał kiedyś „klucze piękności o n y c h " , opowiada

snym, wygodnym, szybkim okręcie, tak sprawnie „łą­

o żaglowcu młodemu przyjacielowi, bo „poezja t y c h

czącym świata części", wszystko jest „równo, pięknie

rzeczy bezpośrednio była m u znana [...] o d oczyszczo­

1 gładko", ale nie ma w n i m tego ducha tradycji, który

W

25

2 7

dodając swój komentarz: „Okręt

W Legendzie N o r w i d a , narrator podróżuje,

bezdusznego

„Cywilizacją"

„mechanizmu"

(który

�Aleksandra Melbechowska-Luty

* CYWILIZACJA,

T R A N S - A T L A N T Y K O C E A N , OKRĘTY, P R Z Y S T A N I E N O R W I D A I G O M B R O W I C Z A

Gombrowicz

opromienia okręt żaglowy. Jego pasażerowie zatracają

szukał

d l a siebie

wewnętrznego

więzi międzyludzkie, są zróżnicowani klasowo, obcy so­

usprawiedliwienia: „Ja b y m do Polski popłynął, ale po

bie, samotni. A l e czują się bezpiecznie, przekonani, że

co m n i e do Anglii? lub do Szkocji?". Później zarzuco­

nic i m nie zagraża. Podziwiają przestrzeń oceanu, białe

n o m u niewłaściwą postawę, tchórzostwo, uchylanie

grzbiety fal i ogromną tęczę „podobną do ukośnie

się o d patriotycznego obowiązku: „Idź p a n do wojska!

wspartego gotyckiego o k n a " ; nawet burze wydają i m

Bij się p a n za Ojczyznę!". A l e „ja nie jestem d o tego

się „do widzenia możebne jak opera". Jednak t e n wspa­

stworzony [ . . . ] , jako żołnierz byłbym katastrofą [ . . . ] .

niały olbrzym ulega nagle katastrofie - idzie na d n o po

Może wystarczyłoby powiedzieć, że w c h w i l i w y b u c h u

zderzeniu z górą lodową, „krągłą bryłą jakoby kryształ

w o j n y miałem kategorię wojskową «С», a p o t e m , gdy

jaśniejącą". Opis d r a m a t u , j a k i rozegrał się na „Cywili­

stawiłem się w Poselstwie w Buenos A i r e s przed k o m i ­

zacji", chwile dezorientacji, p a n i k i , rozpaczy i stanu

sją lekarską, zaliczono m n i e do kategorii «D»

Kapitana, który, być może, „pomylił się w r a c h u n k a c h

nik 1954). Przyznawał, że bał się okropności wojny,

(Dzien­

swoich", jawią się jak „wspomnienie z przyszłości", bo

lecz osąd emigracyjnych publicystów głęboko go zranił

przywodzą na myśl relacje z katastrofy „Titanica", jaka

i tkwił w n i m jak cierń przez całe życie. Deklarował, że

wydarzyła się pół w i e k u później. Metaforyczne porów­

na emigracji usiłuje „wywiązać się ze swoich zadań d u ­

nanie odwiecznej stateczności żaglowca i zagłady n o ­

c h o w y c h i artystycznych możliwie najrzetelniej, a tak­

woczesnego parostatku, brzmi jak prorocze ostrzeżenie.

że z największą szczerością", tymczasem postrzegany

N o r w i d o w a pochwała konstruktywnej myśli i pracy zo­

jest jako „dekadent, destruktor i dezerter, gorszyciel

stała t u zmącona lękiem przed bezmyślną pogonią za si­

i

łą materii, empirii, m e c h a n i k i . „Utwór N o r w i d a gorzko

w s w o i m zgniłym « j a » " .

ironiczny i tragicznie dwuznaczny w ocenie cywilizacji

i Narcyz

zakochany

31

W lecie 1939 r o k u atmosfera w kraju była już napię­

jako możliwości postępu i katastrofy jednocześnie, o d ­

ta i Gombrowicz musiał sobie zdawać sprawę z zagroże­

krywa przed n a m i oblicze «smutnego żeglarza», który

nia wojną. Wspominając sierpniowy rejs „Chrobrym",

pojął wszystkie ironie: rzeczy, h i s t o r i i i losu, a z i r o n i i
«zdarzeń i czasów» wysnuł ironię tragiczną".

zdrajca, i n f a n t y l n y egotysta

opowiadał w Dzienniku

28

1954,

jak statek mijał „brzegi

niemieckie, francuskie, angielskie, wszystkie te ziemie
Europy zastygłe w lęku nie narodzonej jeszcze zbrodni,

Pożegnałem, co k o c h a ł e m -

w klimacie duszącym oczekiwania, zdawały się krzyczeć:

U p o m i n e k złączy nas:

bądź lekkomyślny, nic nie znaczysz, nic nie zdziałasz".

J e d n ą ręką p r z e s t r z e ń dałem,

To, że Gombrowicz bez oporów wyjechał z kraju, było za­

R ę k ą drugą dałem c z a s .

pewne spowodowane jeszcze inną okolicznością; chciał

1939 r o k u W i t o l d G o m b r o w i c z został zapro­

- podobnie jak N o r w i d - odciąć się i odetchnąć o d pol­

szony przez polską linię żeglugową na ekskluzywną

skiego środowiska, o d obciążenia Polską, aby wypraco­

W

do

wać w sobie dystans do rodzimego zaścianka, wyrazić

A m e r y k i Południowej. Wypłynął z G d y n i 1 sierpnia,

człowieka, nie naród, wyprzedzić swój czas. Z małymi

a 21 przybił do Buenos A i r e s . Miał zabawić t a m k i l ­

wyjątkami nie akceptował literatury

ka t y g o d n i , a pozostał 24 lata. Później w k i l k u sło­

i jej twórców. Był przekonany, że są to ludzie, którzy swe­

wycieczkę

dziewiczym

rejsem

m/s „ C h r o b r y "

międzywojennej

w a c h opisał tę „lekkomyślną" i „przypadkową" po­

go życia nie przeżyli, byli niedouczeni, niewyraźni, nie­

dróż: „Żegluga była nadzwyczaj rozkoszna... i n a w e t

pełni, e m b r i o n a l n i , b o t r w a l i w

n i e c h ę t n i e m i się na ląd wysiadało, bo przez d n i d w a ­

w znieruchomieniu świadomości, czym przyczynili się do

dzieścia, człowiek między n i e b e m a wodą, niczego nie

późniejszej Wielkiej Maskarady. Irytowały go środowiska

pamiętny, w p o w i e t r z u , w f a l i r o z t o p i o n y i w i a t r e m

Skamandra i awangardy, i c h - jak sądził - niski poziom

przewiany".

intelektualny, „minimum sprawności umysłowej".

29

N a cztery d n i przed w y b u c h e m wojny,

nierzeczywistości,

32

Ka­

k a p i t a n o w i „Chrobrego" p o l e c o n o , by odpłynął do

wiarnia Ziemiańska przed wojną była kuźnią haseł:

A n g l i i . Według relacji Jeremiego Stempowskiego, dla

Awangarda, Proletariat, Surrealizm, Socrealizm, Poezja,

G o m b r o w i c z a było to traumatyczne przeżycie. N i e

Sztuka, ośrodkiem zapotrzebowania na „ideę i wiarę",

wiedział, jaką podjąć decyzję. „Witold był bardzo zde­

„ckliwą ludzkość kobiet" i szały estetyczno-filozoficzne.

n e r w o w a n y - wahał się, czy wracać d o Polski, czy też

Spotykając w A r g e n t y n i e przyjezdnych Polaków,

przeczekać działania w o j e n n e w A r g e n t y n i e [ . . . ] .

pisarz słuchał i c h głosu, który brzmiał „obco i dziko

Odprowadziłem go do p o r t u . O d d a ł rzeczy tragarzo­

na brzegu milczącej A m e r y k i , był j a k ryba wyrzucona

w i , pożegnał m n i e i wszedł na statek. S t a ł e m na m o ­

na t e n brzeg, o, był j a k ryba wyjęta z P o l s k i " .

l o . W 10 m i n u t później rozległ się dźwięk pożegnal­

I wreszcie, z bolesną przekorą odnotował w

nej syreny, a ja zobaczyłem W i t o l d a : z d w i e m a waliz­

ku 1960:

k a m i w ręku zbiegał po trapie na m o l o . Była t o ostat­

Dzienni­

„Składam d a n k Najwyższemu, że wydobył

m n i e z Polski, gdy m o j a sytuacja l i t e r a c k a zaczęła się

nia c h w i l a do podjęcia decyzji i skorzystał z n i e j .

polepszać i przerzucił na ląd amerykański, w obcy j ę ­

Drżał i powtarzał: «Nie mogę» [ . . . ] . A l e m o r a l n i e

zyk, w samotność, [...] w k r a j bardziej zasobny w k r o ­

cierpiał n a d s w o i m położeniem; [...] był w rozpaczy,
ale nie okazywał t e g o " .

33

wy niż w sztukę [ . . . ] . Dzięki C i też, Najwyższy, za
Dziennik".

30

26

�Aleksandra Melbechowska-Luty

• C Y W I L I Z A C J A , T R A N S - A T L A N T Y K O C E A N , OKRĘTY, P R Z Y S T A N I E N O R W I D A I G O M B R O W I C Z A

„Chrobry" przeniósł Gombrowicza na brzeg amery­
kański, gdzie narodził się jego literacki
będący następnym po Ferdydurke

rze; jego Trans-Atlantyk

„płynął po zmurszałych w o ­

Trans-Atlantyk,

dach", ale w rzeczywistości ocean dostarczał m u eks­

bojem pisarza z Pol­

cytujących wrażeń, darzył „błogosławieństwem wód

ską, przesłaniem skierowanym do rodaków „poprzez

olbrzymich, rozbełtanych w wieczności, które m n i e

A t l a n t y k " . Tytuł tego u t w o r u nawiązuje do oceaniczne­

oddzielały o d europejskiej h i s t o r i i ! " . Stygmat wód pły­

go statku widzianego jako terytorium i p u n k t spinający

nących, materię i siłę mórz odnosił do własnych losów,

życie polskie w kraju i Argentynie, a zarazem jako stre­

do żeglugi życia. Polska i A r g e n t y n a były jak „dwie fa­

fa przepływu zdarzeń i przejścia do innej rzeczywistości.

le przewalające się po m n i e i pustoszące przeraźliwym

W t a k i m metaforycznym miejscu dokonuje się zderze­

n i e b y t e m [ . . . ] . Pochyl się n a d rzeką czasu przepływają­

nie dawnej polskiej mentalności, „naiwnej, ciasnej i po­

cego, Narcyzie, i próbuj złowić migocącą w wodzie

czciwej" z prawdziwym n a r o d o w y m kataklizmem i pro­

uchodzącej, nieubłaganie czarującą twarz..." i swoją

blemami współczesności. Gombrowicz rozpoczął pracę

nagość transoceaniczną (Dziennik

nad t y m dziełem w 1948 r o k u , łącząc m o t y w autobio­

8 k w i e t n i a 1963 r o k u Gombrowicz opuścił Buenos

graficzny (pamiętnik) z powieścią utrzymaną w stylu

Aires i powrócił do Europy na statku „Federico". Po­

tragifarsy rodzinno-obyczajowej i kryminalnej, z prowo­

czątkowo mieszkał w Berlinie, p o t e m osiadł we Fran­

kacyjnym wątkiem homoseksualnym. „Trans-Atianty/c

c j i . Przybył na Stary K o n t y n e n t „przeżarty czasem

jest fantazją. Wszystko - wymyślone w bardzo luźnym

i przestrzenią [ . . . ] . Czułem się zgubiony, g d y m wypły­

związku z prawdziwą kolonią polską w Buenos A i r e s " .

wał z Buenos A i r e s , [boj zanadto tkwiłem jednak

Jest o n „po trosze wszystkim, co chcecie: satyrą, kryty­

w A r g e n t y n i e . W i ę c gdy A r g e n t y n a za m n ą cofa się,

ką, traktatem, zabawą, absurdem, dramatem - ale n i ­

odpływa, wyrastająca przede m n ą Europa jest jak pira­

czym nie jest wyłącznie, ponieważ jest tylko mną, moją
«wibracją», m o i m wyładowaniem, moją

mida, jak Sfinks i obca planeta, jak fatamorgana"

egzystencją

(Dziennik

[ . . . ] ; zgadzam się, że to statek korsarski, który przemyca
34

wówczas The

Trans-Atlan­

tyku obejmuje okres sierpnia i początku września 1939

wydarzeń, które radykalnie odmieniły bieg jego życia.
„«Spotkanie» nastąpiło dziś o wczesnym świcie, na

morystycznej instrumentacji", wydała się G o m b r o w i ­

północny wschód o d Wysp Kanaryjskich [ . . . ] . W nocy

czowi najbardziej oczywistą i stosowną formułą, gdyż

nie spałem, wyszedłem na pokład zanim jeszcze dzień

w utworach artystycznych szczególnie m u odpowiadało

się zapowiadał, [...] ujrzałem światła k i l k u statków,

„to tajemnicze odchylenie, które sprawia, że utwór

prujących ocean k u A f r y c e [ . . . ] ; t u i ówdzie pojawiłby

przylegając do swojej epoki, jest jednak dziełem wyod­

się białe zagęszczenia, które w surowości coraz obojęt-

rębnionej jednostki, żyjącej własnym życiem".

niejszej przedświtu wypełzły niczym wata i morze zaro­
iło się o d t y c h białych icebergów z mgły, pośród któ­

„Figury" powieści są wielce znaczące: w relacjach

rych ujrzałem to, w co zawsze można się wpatrywać,

f a m i l i j n y c h ojciec uosabia Starca, Kościół, Ojczyznę,

wodę, fale rozkogucone

Boga i Tyrana, jest reprezentantem H o n o r u , Czysto­

bielą. Wtenczas

wypłynął

z białych opatuleń, też biały, z dużym k o m i n e m , który

ści, Męstwa i Wierności, „prawości wszystkich spraw",

zaraz rozpoznałem, w odległości jakichś 3-4 k i l o m e ­

a zatem nienaturalności i celebracji. Syn-Młodzieniec,

trów. Zaraz zapadł w kłąb mgły, znowu się wychylił, ja

to b u n t o w n i k , skłonny do najdzikszych wybryków (na­

co prawda nie patrzyłem, w wodę raczej byłem zapa­

wet ojcobójstwa), a zarazem przedstawiciel f e r m e n t u

trzony... wiedząc dobrze, że to się nie dzieje, tego nie

i deformacji, Sromoty, Hańby, B r u d u , Zdrady, T c h ó ­

ma, wolałem nie patrzeć, ale niepatrzenie moje jak

rzostwa, zaś uwodzący go Gonzalo jest psychopatą, złym

gdyby potwierdzało jego o b e c n o ś ć [ . . . ] . Tymczasem

35

zjawisko przepływało - nie przepływało w fantasmago­

Groteskowe „dramaty" bohaterów kończą się pojed­

r i i rozwichrzonych kłębów z o p e r o w y m prawie pato­

n a n i e m i w y b u c h e m oczyszczającego śmiechu. Tak

sem i coś, jak zatracone braterstwo, jak brat zabity,

właśnie pod „gęsie, zwariowane pióro" Gombrowicza

brat umarły, brat niemy, brat zagubiony na zawsze i zo­

wjechała zwiewna, urojona polskość transatlantycka.

bojętniały - coś takiego ujawniło się i zapanowało

N a pokładzie statku znalazła się też „ta trzpiotka Fer­
dydurke i t e n niepokojący Mariage.

Ship, swojego Holendra-Tuła-

A m e r y k i . Było to dojmujące przeżycie, wizja odległych

zująca i nie stroniąca o d kiczu fabuła, rozegrana w „hu­

i zbrodni.

Phantom

cza, w i d m o „Chrobrego", którym przed laty płynął do

r o k u w stolicy Argentyny. Jego dwuznaczna, skandali-

duchem, nosicielem m o t y w u zboczenia

1965). W k r ó t c e na oceanie nastąpiło m i ­

styczne „Spotkanie" pisarza z przeszłością. Dostrzegł

sporo d y n a m i t u , aby rozsadzić nasze dotychczasowe
uczucia n a r o d o w e " . Czas i miejsce akcji

1965).

w rozpaczy, głuchej i doszczętnie oniemiałej, wśród

A dla n i c h nie ma

kłębów białych. Pomyślałem w końcu o sobie na t a m ­

innej Ojczyzny, jak t y l k o Zachód E u r o p y " (List do Je­

t y m pokładzie - i że dla tamtego ja jestem tutaj praw­

rzego Giedroycia z 9 V I I I 1951).

dopodobnie taką samą zjawą, jak o n dla m n i e . Potem

G o m b r o w i c z przez całe życie uciekał o d ludzi,

j a k b y m sobie przypomniał, że przed laty, płynąc na

szkoły, ojczyzny, wojny, a także o d czasu i przestrzeni,

C h r o b r y m do A r g e n t y n y , jednej nocy w pobliżu Wysp

natomiast intensywnie przeżywał urodę świata; „z na­

Kanaryjskich nie mogłem spać i o świcie wyszedłem na

pięciem o k r o p n y m przyjmował w siebie krajobrazy",

pokład, aby wpatrywać się w morze... i czegoś szuka-

oddychał pejzażem. Szczególnie fascynowało go m o ­

27

�I
Aleksandra Melbechowska-Luly

• C Y W I L I Z A C J A , T R A N S - A T L A N T Y K O C E A N , OKRĘTY, P R Z Y S T A N I E N O R W I D A I G O M B R O W I C Z A

łem [ . . . ] . C o za m a n i a : wpatrujesz się w kulę szklaną,

1 0

w szklankę wody, i n a w e t t a m coś c i się z niczego w y ­
snuje, k s z t a ł t . . . " .

1858 г., Pwsz., t. 8, s. 367

swego

11

List C. Notwida do Michaliny z Dziekońskich Zaleskiej z 14 X I

12

List C. Norwida do Józefa I . Kraszewskiego z 3 I V 1863 г., Pwsz.,

pierwszego statku, gdyż „Chrobry" już nie istniał. T e n

1862 г., Pwsz., t. 9, s. 63

wspaniały m o t o r o w i e c pasażersko-towarowy (154 me­
try długości, 1098 miejsc, 260 członków załogi) został

t. 9, s. 91; List C. Norwida do Karola Ruprechta po 5 X I 1863 г.,
Pwsz., t. 9, s. 117

zbudowany w 1939 r o k u w D a n i i dla l i n i i żeglugowej
G d y n i a - A m e r y k a . W przededniu w o j n y odpłynął z A r ­
gentyny do A n g l i i , gdzie przebudowano go n a transpor­

"

W. Gombrowicz, Dzienni/c 1953-1956, op. cit., s. 59

1 4

O stosunku Gombrowicza do polskich elit intelektualnych i pisatzy zob. S. Gębala, Diagnoza stanu świadomości Polaków zawar­

towiec dla wojska. Służył w k a m p a n i i norweskiej; zapa­

ta w „Dzienniku" Witolda Gombrowicza, [w:] Pisarz na obczyźnie,

lił się o d b o m b n i e m i e c k i c h w rejonie Bodoe, a w nocy

praca zbiorowa pod redakcją T. Bujnickiego i W. Wyskiela,

z 14 na 15 maja 1940 r o k u został omyłkowo zatopiony

Wrocław 1985, s. 139-155

przez brytyjski samolot z lotniskowca „Ark R o y a l " .
„Pacific", który został t a k przejmująco zobrazowa­
ny przez N o r w i d a

w Cywilizacji,

15

W. Gombrowicz, Dziennik 1961-1966, op. cit., t. 9, s. 230

16

Temu zagadnieniu poświęcił tozprawę J. Jarzębski, Pojęcie Jormy"
u Gombrowicza, [w:] Gombrowicz i krytycy, op. cit., s. 313-346

również poszedł na
17

d n o . Zaginął w styczniu 1856 r o k u w niewyjaśnionych
okolicznościach (być może zderzył się z górą l o d o w ą ) .
W

Pwsz.,

t. 6, s. 538; List C. Notwida do Antoniego Zaleskiego z gtudnia

36

G o m b r o w i c z nie mógł wówczas zobaczyć

List C. Norwida do Józefa I . Kraszewskiego z października 1868 г.,
Pwsz., t. 9, s. 373; C. Notwid, [Sztuka okolicznościowa],

r o k u 1861 paryski d z i e n n i k „Le M o n i t e u r U n i v e r -

C. Norwid Tajemnica lorda Singelworth, Pwsz., t. 6, s. 158, 159

1 8

W. Gombrowicz, Dziennik 1957-1961, op. cit., s. 37

19

C. Norwid, Ostatnia z bajek, Pwsz., t. 6, s. 90, 94

2 0

sel" zamieścił krótki tekst o katastrofie słynnego pa­

W. Gombrowicz, Dziennik 1953-1956, op. cit., s. 53, 54

21

j . w., s. 64-65

r o w c a wraz z odnalezioną w butelce n o t a t k ą . N o r w i d

22

O tekstach Notwida poświęconych mofzu i oktetom zob. M .

bardzo przeżył tę wiadomość, która przypomniała m u

Śliwiński, Peregrynacja morska, [w:] Tenże, Szkice o Norwidzie,

powrotną podróż z A m e r y k i

Warszawa 1998, s. 71-95; A . Melbechowska-Luty, Sztukmistrz.

swojej Książki

pamiątek

d o Europy. W k l e i ł

do

Twórczość artystyczna i myśl o sztuce Cypriana Norwida, Warsza­

w y c i n e k prasowy, „list z b u t e l ­

wa 2001, s. 107-113, 180-182

k i , która dotąd jest jedyną pozostałością tegoż s t a t k u "
i b i l e t pasażerski z „ P a c i f i c u " .

37

2 3

N i e ulega wątpliwości,

że ta tragedia, zaprzeczająca złudnej potędze nowocze­

1911, s. 1085-1086

snej t e c h n i k i , stała się dla N o r w i d a i m p u l s e m d o n a ­
pisania oceanicznej Legendy

o mirażach

2 4

cywilizacji.

C. Norwid, Cywilizacja. Legenda, Pwsz., t. 6, s. 46, t. 7, s. 519-522

2 6

M . Śliwiński, op. cit., s. 86-97

(komentatz J. W. Gomulickiego)

wynurzył się w jego wyobraźni z oceanicznej mgły. C y -

2 7

Słowackim, Lekcja IV, Pwsz., t. 6, s. 440

Przypisy
Cyt. za: jerzy Giedroyć,

Witold Gombrowicz, Listy

2 8

M . Janion, op. cit., s. 15

2 9

W. Gombtowicz, Trans-Atlantyk, Watszawa 1957, s. 11

3 0

Zapis z wywiadu przeprowadzonego z Jeremim Stempowskim,
[w:] Rita Gombrowicz, Gombrowicz w Argentynie.

1950-1969,

1993, s. 244, 245

3

Świadectwa

i dokumenty 1939-1963, Wroclaw 1991, s. 13

wybrał, opracował i wstępem opattzył A . Kowalczyk, Warszawa
2

Z. Ktasiński, Legenda, [w:] Trzy myśli pozostałe po śp. Henryku
Ligenzie, wyd. 3, Paryż 1863, s. 47-48; C. Norwid, O Juliuszu

i Trans-Atlantyk uległy zagładzie. W t a k i o t o

sposób okręty i ludzie doświadczyli d o t k n i ę c i a losu.

1

2 5

zapamiętać,

skoro po 24 l a t a c h zatopiony statek, ów „brat zabity",
wilizacja

Pisała o tym Maria Janion, Jak smutny żeglarz...", [w:] C. Not­
wid, Cywilizacja. Legenda, Gdańsk 1978, s. 5-15

Również G o m b r o w i c z musiał wiedzieć o w o j e n n e j ka­
tastrofie „Chrobrego" i dobrze t e n f a k t

Z. Przesmycki, Opis dodatków artystycznych, [w:] Cypriana Nor­
wida Pisma zebrane, wydał Z. Przesmycki, Warszawa - Kraków

31

W. Gombrowicz, Wspomnienia polskie. Wędrówki po Argentynie,
Warszawa 1990, s. 7

Z. Łapiński, ja Ferdydurke, Lublin 1985, s. 103; Tenże, wstęp do:
Gombrowicz i krytycy, wybór i opracowanie Z. Łapiński, Kraków

3 2

S. Gębala, op. cit., s. 139-155

1984, s. 22

3 3

W. Gombtowicz, Risum teneatis. Od autora, [w:] J. Giedroyć, W.

3 4

W. Gombrowicz, Przedmowa do „Trans-Atlantyku",

W. Gombrowicz, Ferdydurke,

Gombrowicz, Listy..., op. cit., s. 456

[w:] Tenże, Dzieła, t. 2, redakcja

naukowa tekstu J. Błoński, Kraków 1987, s. 152, 153, 171.

[w:] Tenże,

Trans-Atlantylc, op. cit., s. 6-7

W Gombrowicz, Dziennik i953-J956, [w:] Tenże, Dzieła, t. 7,
tedakcja naukowa tekstu J. Błoński, Ktaków 1988, s. 18, 245

35

Z. Malić, „Trans-Atlantylc" Witolda Gombrowicza, [w:] Gombro­
wicz i krytycy, op. cit., s. 235-256

4

W. Gombrowicz, Dziennik 1957-1961, op. cit., t . 8, s. 177

s

List C. Notwida do Jana Szwańskiego przed 6 IX 1876 г., [w:]

5 6

W. Gombtowicz, Dziennik 1961-1966, op. cit., t. 9, s. 106-107

Cyprian Norwid, Pisma wszystkie, zebrał, tekst ustalił, wstępem

37

J. W. Gomulicki, Komentarz do Cywilizacji Norwida, Pwsz., t. 7,
s. 519-522

i uwagami krytycznymi opattzył Juliusz W. Gomulicki, t . 10,
Warszawa 1971, s. 78. Dalej cytuję: Pwsz., tom, strona.
6

List C. Norwida do Marii Trębickiej z maja 1854 г., Pwsz., t . 8,
s. 213.

'

Za udostępnienie mi tocznicowej pocztówki, poświęconej wypłynię­

Jerzy Giedroyć, Witold Gombrowicz, Listy..., op. cit., s. 100, 112,

ciu m/s „Chrobry" do Ameryki, dziękuję p. prof. Teresie Grzybkow-

241,317,340,352
8

W. Gombtowicz, Dzienni/c 1953-1956, op. cit., s. 122

9

List C. Notwida do Jana Koźmiana z około 7 X I 1850 t., Pwsz.,

skiej i p. prof. Andrzejowi Grzybkowskiemu. Za przekazanie m i
dwóch fotografii Witolda Gombtowicza dziękuję p. dt Annie Lipie.

t. 8, s. 102

28

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6427" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6407">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/2129abdb3bfd11d9051ed1b1ce220b16.pdf</src>
        <authentication>43ada029addde7da222eea1f8309d4c4</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76559">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3650</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76560">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76561">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3427</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76562">
                <text>Wyobraźnia antropologiczna / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76563">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.2, s.34-38</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76564">
                <text>Mencwel, Andrzej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76565">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76566">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76567">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76568">
                <text>Wyobraźnia antropologiczna
Andrzej Mencwel
Pongo żyły w lasach Majomby królestwa Loango. Historycy
twierdzą, że Loango było dawnym państwem afrykańskim, lasy
Majomby lokują wokół miasta o tej samej nazwie. Pongo „są
zupełnie podobne do ludzi, ale tęższe i bardzo wysokie. Twarz
mają ludzką, tylko oczy osadzone bardzo głęboko. Ich ręce,
policzki, uszy nie są owłosione, jeśli nie liczyć brwi, które są
bardzo długie. Chociaż reszta ich ciała jest dość włochata, sierść
mają niezbyt gęstą, a barwa jej jest brunatna. Poza tym różnią się
od ludzi jedynie budową nóg pozbawionych łydek. C h o d z ą
prosto, trzymając się ręką za sierść na szyi; żyją po lasach,
sypiają na drzewach i sporządzają tam sobie rodzaj dachu, który
jc chroni przed deszczem." Autor tego opisu korzystał z cu­
dzych relacji i nie widział Pongo na własne oczy. T y m trudniej
zapewne było mu wyobrazić sobie, że podczas chodzenia na
nogach pozbawionych łydek trzeba trzymać się ręką sierści na
szyji. Ale nie zaliczył Pongo do zwierząt, przeciwnie, sądził, że
są „dzikimi l u d ź m i " .
Warto przytoczyć argument, którym sąd swój poparł, zwłasz­
cza, że natkniemy się jeszcze na podobny, choć odwrócony: „ w
opisie tych rzekomych potworów znajdujemy uderzające podo­
bieństwa do gatunku ludzkiego, różnice natomiast są mniejsze
niż te, które daje się stwierdzić między jednym człowiekiem
a drugim". Jeśli argument ten wydaje się nadto relatywny,
bezwarunkowe jest przeświadczenie autora: lepiej w domnie­
manym zwierzęciu uznać człowieka, sądzi on, niż jakiegokol­
wiek człowieka potraktować jak zwierzę. Traktowanie przy tym
nic jest tu tylko kwestią stosunków bezpośrednich, które, wobec
ludów zwanych dzikimi, spełniały się zwykle w podboju
i zniewoleniu; może być także kwestią języka opisu, typu
klasyfikacji, a nawet kategorii gramatycznych (Pongo żyli czy
też żyły?). Cytowany autor był w tej kwestii bezwzględny.
Prostotakom - pisał „miałoby się czasem ochotę postawić takie
samo pytanie, jakie oni mieli śmiałość rozstrzygać co do innych
istot żyjących".' Traktując innych jak zwierzęta sobie bowiem
wystawiają świadectwo.
Claude Lévi-Strauss w przywoływanym tu tekście widzi nie
tylko zapowiedź współczesnej etnologii, lecz także jej realny
projekt lokujący j ą „pośród j u ż ustanowionych nauk przyrod­
niczych i humanistycznych" . Nie trzeba koniecznie podzielać
teoretycznych pomysłów ani też naśladować metodologicznych
procedur autora Antropologii strukturalnej, aby uznawać jego
autorytet. Jan Jakub Rousseau może być bez wątpienia uznany
za „twórcę nauk humanistycznych", jego Rozprawa o po­
chodzeniu i podstawach nierówności między ludźmi za traktat
etnologii ogólnej, a rozsławiony przez Lćvi-Straussa autorski
przypis do niej za pierwszy manifest antropologii kultury. Na to
samo miano zasłużył również Giambattista Vico, gdyż pierwszy
ewokował całościowe pojęcie kultury a jej dzieje utożsamił
z dziejami ludzkości, oraz Immanuel Kant, który czyniąc czas
i przestrzeń kategoriami ludzkiego umysłu cały poznawalny
świat uczynił światem kultury. Obok Rozprawy o pochodzeniu
nierówności należałoby więc postawić Naukę nową, która mówi
2

* Wstęp do nowego, zmienionego i poszerzonego wydania pierw­
szego tomu Wiedzy o kulturze, zatytułowanego Antropologia kultury.
Zagadnienia i wybór tekstów, opracowali Grzegorz Godlewski, Leszek
Kolankiewicz, Andrzej Mencwel, Mirosław Pęczak, Wydawnictwa
Uniwersyletu Warszawskiego, Warszawa 1995 (w druku).

34

0 „świecie narodów, jaki stworzyli sami ludzie" oraz Krytykę
czystego rozumu, dowodzącą, że w stałych formach rozumu
mieszczą się zmienne, empiryczne, więc kulturowe treści.
Pierwszy manifest antropologii kultury pozostaje natomiast
wyłączną własnością Jana Jakuba Rousseau. W nim to właśnie
zjawiają się Pongo i z ich powodu rozważa się kwestię takiego
stosunku do istot żywych, który nie byłby podejrzany o ze­
zwierzęcenie.
„Ludzie mogą sobie jeździć tam i z powrotem", pisze
Rousseau o modnych wówczas sprawozdaniach z podróży,
„filozofia, rzekłbyś, nie podróżuje", a „pod górnolotną nazwą
poznawania człowieka każdy uprawia wyłącznie poznawanie
własnych rodaków." Etnologia czy też antropologia kultury jest
filozofią, która udała się w podróż, a poznawanie człowieka
uprawia przez poznawanie i n n o z i e m c ó w .
Napisany
dwieście lat później Smutek tropików Claude Levi-Straussa jest
jednym z niewątpliwych arcydzieł takiej filozofii, jak zresztą
wcześniej Argonauci Zachodniego Pacyfiku Bronisława Mali­
nowskiego. Mniej tu zatem ważne są odgraniczenia czy też
rozgraniczenia różnie nazywanych dziedzin wiedzy, te bowiem,
jak dziś lepiej wiemy, związane są raczej ze społeczną instytu­
cjonalizacją nauki niż z podziałem dziedzin poznania. Etnolo­
gia, antropologia kultury czy też antropologia społeczna zaczną
się konstytuować jako dziedziny nauki normalnej (to znaczy
akademickiej, czyli uprawianej w uniwersytetach) sto lat po
manifeście Jana Jakuba, a po następnych stu latach, już
w naszych czasach, osiągną postać dojrzałą. Manifest ten byłby
więc, w akademickiej perspektywie, manifestem bez skutków,
przynajmniej bez skutków bezpośrednich. Zwłaszcza, że inic­
jatorzy antropologii, Edward Burnett Tylor (autor Kultury
pierwotnej, 1871) oraz Lewis Henry Morgan (aktor Społeczeńst­
wa Pierwotnego, 1877), najpewniej nie zwrócili na niego
uwagi. A jednak to wraz z tym manifestem filozofia udała się
w podróż, kategorie poznawcze zostały więc wyrwane z dog­
matycznej drzemki; aby w cudzoziemcu uznać człowieka,
trzeba w sobie zakwestionować tuziemca. W ten sposób
dokonało się coś więcej niż wyodrębnienie i akademickie
umiejscowienie jednej dziedziny nauki; objawiła się w y o b raźriia
antropologiczna.
1

Aby lepiej uobecnić właściwości tej wyobraźni, wskażmy
najpierw jej przeciwieństwo. W grudniu 1832 roku, po rocznej
żegludze, odbywający wyprawę naokoło świata angielski okręt
Beagle wpłynął na wody Cieśniny Magellana. Sekretarz tej
wyprawy, młody Karol Darwin (w Autobiografii napisał potem,
że podróż ta była najdonioślejszym zdarzeniem jego życia
1 zdecydowała o całej jego dalszej karierze) ujrzał Ziemię
Ognistą i jej mieszkańców. Nie można powiedzieć, że ich widok
był dla niego zupełnym zaskoczeniem, ponieważ na pokładzie
okrętu wracało troje „ c y w i l i z o w a n y c h " uprzednio w Londynie
krajowców. Darwin był więc j u ż z nimi obyty, a wrażenia swoje
zapisywał takim językiem, jaki uznał za stosowny. Były to więc,
pisał „najnędzniejsze i najbardziej upośledzone istoty, jakie
kiedykolwiek o g l ą d a ł e m " . Te „ u p o d l o n e " , przypominające
operowe diabły „ d z i k u s y " były „wzrostu skarlałego", miały
„czarne, splątane k u d ł y " , „skórę brudną i tłustą", „zachowanie
ich było odrażające", „gestykulacja g w a ł t o w n a " , „głos niemi­
ł y " , „język nic zasługiwał prawie na miano artykułowanego",
a „od szybkiego gadania miały na ustach p i a n ę " . Nic więc

�dziwnego, że przypominały Darwinowi orangutany, oglądane
niegdyś w londyńskim zoologu.
To w tym opisie właśnie natykamy się na argument Rousseau,
ale znamiennie odwrócony: „nigdy nie przypuszczałbym, jak
wielka jest różnica między człowiekiem dzikim a cywilizowa­
nym. Jest ona większa niż między dzikim a udomowionym
zwierzęciem, o tyle większa, o ile człowiek ma większą niż
zwierzę możliwość doskonalenia s i ę " . Jakkolwiek relatywne
wydałoby się nam określenie tych różnic, można bez przesady
powiedzieć, że gatunki zwierzęce opisywał Darwin bardziej
ludzkim językiem niż ten gatunek ludzki, którego opis nasunął
mu język zwierzęcy. M o ż n a też przypuszczać, że nie znał
maksymy, której polemicznego przekształcenia dokonał, i nie
widział, że jego portret dzikiego jest przeciwieństwem wizerun­
ku stworzonego przez Rousseau.
4

W języku tym bezwiednie wypowiadała się postawa, której
właściwości miały zostać wysublimowane jako n a u k a , z de­
cydującym zresztą samego Darwina udziałem. Nie wchodzę tu
w kwestię socjaldarwinizmu czy nacjonaldarwinizmu, w wyros­
łe bez woli twórcy ewolucjonizmu zarodki ideologicznych
zwyrodnień. Arcydzieła idei, podobnie jak arcydzieła sztuki,
podlegają procesom recepcyjnym tak zawiłym jak sploty
międzyludzkich relacji zawiązywanych za tym pośrednictwem,
wystrzegam się więc uproszczonych osądów. Rola Darwina
w historii nauki jest niepodważalna, a odnośne podręczniki
pełne najwyższych jej ocen. Autor dzieła O powstawaniu
gatunków drogą doboru naturalnego, czyli o utrzymaniu się
doskonalszych ras w walce o byt stworzył coś więcej niż teorię
ewolucji biologicznej, stworzył także wzór myślenia, czyli
ewolucyjny, jak to się dziś określa, paradygmat nauki. Paradyg­
mat ten w tej samej mierze obowiązywał w biologii, co
w kosmologii i geologii, a także w socjologii i antropologii.
Fakt, że powszechnym uznaniem cieszyły się wówczas takie na
przykład rozprawki, jak O ewolucji religii u różnych ras
ludzkich albo o Ewolucji rodzajów w historii literatury, jest
pięknym tego świadectwem.
Posługuję się pojęciem paradygmatu roboczo i pomijam
dyskusje, jakie się wokół niego toczą w filozofii. Przyjmuję, że
paradygmat wyodrębnia dziedziny nauki, określa tak zwane jej
prawa, wskazuje problemy i sposoby ich rozwiązywania. A l e
nie sam paradygmat nauki nas tutaj zajmuje, lecz jego przednaukowe przesłanki, czyli właśnie wyrażająca się w nim
wyobraźnia. Czyż w relacji Darwina przesłanki te nie są
schwycone w działaniu, na gorącym, by tak rzec, uczynku?
Czyż nie przemawia tu postawa pewna, że jest koroną bytu, że
pozycja ta jest gwarantowana prawami natury, że prawa te są
konieczne i rozumne? Natura jest tu nie tylko siłą, jest też
mądrością, ma w sobie wzory doskonałości, a panem czyni tego,
kto wzory te odczytuje - on to innym istotom żywym wyznacza
miejsce w hierarchii stworzeń. Oto przeświadczenia, które
wysublimują się potem i rektyfikują w teorii naukowej. Na
Ziemi Ognistej Darwin nie mówił jeszcze o przetrwaniu
najsilniejszych (czyli najdoskonalszych), ale j u ż wiedział, że
„gatunki, które nie ewoluują, wymierają". Peszerejowie (w
swoim języku nazywali się oni Kaweskar, czyli ludzie po
prostu), „martwo urodzona g a ł ą ź " , jak ich określił, wymarli
naprawdę. W tym, niestety, się nie pomylił.
5

Kiedy załamuje się, wyrażona w bezwiednej aksjologii tej
relacji, postawa zasługująca na to, aby nazwać j ą zoologiczną?
Całość bytu, nie wyłączając człowieka i jego tworów, czyni ona
przyrodniczą, a jednocześnie odmienność od własnych wzorów
kulturowych klasyfikuje zoologicznie. Parafrazując Rousseau
można powiedzieć, że pod górnolotną nazwą poznawania
świata uprawia się apologię samego siebie. Jestem świadom, że
residua tej postawy tkwią w każdym z nas i dają o sobie znać
w wielu odruchach, także językowych (stąd różne skamieliny

frazeologiczne typu „jak pies", „jak świnia", „jak osioł"),
a źródłem ich są tak archaiczne złoża mentalne, jak te, który
w niezliczonych plemionach i etniach ugruntowały samonazwania będące homonimami nazwy ludzie. Jeśli Kaweskarom
dla tej apoteozy wystarczała sama nazwa, dżentelmenom
z okrętu Beagle potrzebna była jeszcze nauka, która apoteozę
uzasadniała, a jeden z nich zaczynał właśnie j ą formułować.
Etnocentryzm jest postawą tak starą, jak mit genezy, każdej etni
gwarantujący boski rodowód.
Pewna tajemnicza osobliwość tej sytuacji polegała na tym, że
postawa ta została odrzucona, zanim zdołała dojrzeć, odrzucił j ą
wcześniej Jan Jakub Rousseau, ale odrzucenie to nie zostało
należycie dostrzeżone. Ś w i a d o m o ś ć zeszłowieczną, zwłaszcza
tę, która wyrażać się miała w konstrukcjach naukowych,
zdominowała postawa Darwina. Postawa Rousseau miała pe­
wien odgłos u poetów, a nie uczonych czy myślicieli. Trzeba
było być romantycznym poetą, aby przejmować przesłanie
„ d z i a d ó w " , podobnie jak na drugim kontynencie trzeba było
być romantycznym powieściopisarzem, aby utożsamiać się
z Ostatnim Mohikaninem. To, że powieściopisarz był znajomym
poety i razem jeździli konno w okolicach Rzymu, było głuchym
trafem, gdyż nikt nie zapisał ich r o z m ó w . Lewis Henry Morgan
natomiast zdawał się nie mieć wątpliwości: „Historia rodu
ludzkiego jedna jest w swym początku, jedna w doświadczeniu,
jedna w postępie" - pisał w przedsłowiu swego najsławniej­
szego dzieła. Podobnie Edward Burnett Tylor: „Ogólny prze­
bieg poszukiwań usprawiedliwia pogląd, że człowiek cywilizo­
wany jest w ogóle nie tylko rozumniejszym i zdolniejszym, ale
nawet lepszym i szczęśliwszym niż dziki, barbarzyńca zaś
zajmuje miejsce p o ś r e d n i e " . C h y b a , żeby samo skupienie uwagi
na „pierwotności" uznać za oznakę zwątpienia. Zwłaszcza, że
„pierwotność" dzisiaj sama jest problemem.
6

„Człowiek nie jest dalszym ciągiem ewolucji, lecz ze­
rwaniem wątku, przeciwstawieniem się m u " - napisał Stanisław
Brzozowski i choć bezpośrednie oddziaływanie jego filozofii
było ograniczone, aforyzm ten pozostaje krystalicznym wyra­
zem tej wyobraźni, j a k ą nazwaliśmy antropologiczną. Czło­
wiek nic mieści się ani logicznie, ani empirycznie w porządku
przyrody. Nie mieści się w nim logicznie, ponieważ teoria
ewolucji jest wytworem tego samego umysłu, który w schemat
swój chce włączyć. Nie daje się też w porządku przyrody
umieścić empirycznie, ponieważ wytwarza świat, który przyro­
dniczym nie jest, lecz przeciw przyrodzie jest budowany lub nad
nią nadbudowany. Ten świat nazywamy k u l t u r ą i jakkol­
wiek wieloznaczne byłyby dookreślenia tego pojęcia, jego
relacja wobec natury jest oczywista. Relacja ta jest wyob­
rażeniem twórczym, ale nie byłoby antropologii kultury jako
wyodrębnionej dziedziny wiedzy bez tej zmiany wyobraźni,
która wyobrażenie to zrodziła.
7

Rodowód tej zmiany jest długi. M o ż n a poszukiwać go
w łacińskich jeszcze przesunięciach znaczeniowych, które upra­
wie nadały symboliczne znaczenie. Należy zwracać uwagę na
to, że j u ż w X V I I wieku w świadomości europejskiej pomiędzy
opozycją racjonalizmu i empiryzmu wyłaniają się zalążki takiej
wizji świata, która odwołuje się do nazwy „kultura". Należy
zwłaszcza pamiętać o trzech wielkich osiemnastowiecznych
twórcach humanistycznych, jakich wskazałem z początku. Ale
zmiana naprawdę decydująca dokonuje się przed stuleciem
- w y o b r a ź n i a a n t r o p o l o g i c z n a staje się domi­
nująca. Byt nie jest jednorodny, lecz różnorodny, a miejsce
schematu linearnego następstwa jego form przyrodniczych
zajmuje wizja wielobarwnej polimorfii jego form kulturalnych.
Rasa, plemię, naród - podobnie jak małżeństwo, rodzina
i pokrewieństwo - to nie jest to, co przyroda zrobiła z człowie­
kiem, lecz to, co człowiek zrobił sam ze sobą. Jest to wytwór
gatunkowej kreacji, tak jak odmiany zwierząt domowych.

35

�Morgan i Tylor nie byli tak prostymi ewolucjonistami jak
głoszą ich deklaracje i mają pewien udział w tej przemianie.
Morgan pierwszy w społeczności rodowej (Irokezi zafascyno­
wali go tak, jak Darwina stwory kopalne, i służył i m całe życie)
upatrywał spełnienie ideałów wolności, równości i braterstwa,
z tego także powodu jego dzieło zwróciło uwagę Marksa i stało
się podręcznikiem socjalistów. Tylor kolekcjonując przykłady
sławnych „survivals" czyli przeżytków natrafiał u dzikich
często ,,na szczegóły godnej podziwu moralności i doskonałości
s p o ł e c z n e j " . C z y to etnograficzne zaciekawienia same z siebie
wyprowadzały badaczy poza ciasne ramy doktryny, czy też jej
rozluźnienie zwracało ich ku tego rodzaju ciekawości - nie da
się rozstrzygnąć. W każdym razie, skoro już raz skupiono uwagę
- a dokonał tego właśnie Morgan - na systemach pokrewieńst­
wa i pierwotnych związkach społecznych, problematyka ta na
zawsze miała pozostać ośrodkiem antropologicznej uwagi.
Podstawą bowiem tej budowli, j a k ą człowiek wznosi ponad
przyrodą, są związki międzyludzkie, różne sposoby ich utrwala­
nia. Podobnie Tylor stworzył projekt antropologii, który wiązał
ze sobą socjalne i symboliczne aspekty kultury. Podtytuł jego
głównego dzieła: Badania rozwoju mitologii, fdozofń,
wiary,
mowy, sztuki i zwyczajów
jest często przypominany jako
pierwsze określenie zakresowe antropologii. Jeśli wyjąć z niego
słówko „ r o z w ó j " , i dziś każdy mógłby się pod nim podpisać.
Czy twierdzę przeto, że różnice teoretyczne i metodyczne
pomiędzy ewolucjonizmem i socjologizmem, dyfuzjonizmem
i funkcjonalizmem, psychokulturalizmem i strukturalizmem są
pozorne, a ważniejszy od nich jest zewnętrzny zakres dziedzi­
ny? Nie, tego nie twierdzę - zewnętrzny zakres dziedziny trudno
byłoby inaczej niż negatywnie określić. Określenie pozytywne
natrafia na nieprzezwyciężalne trudności, skoro antropologowie
zajmują się prawie wszystkim - systemami wymiany i sposoba­
mi żywienia, typami rodziny i formami wierzeń, wzorami
obyczajów i strukturami mentalnymi, a także czasem, prze­
strzenią, ciałem i osobą - by przytoczyć niektóre tylko tematyzacje tego podręcznika. Negatywnie natomiast dałoby się
powiedzieć, że tworząc naukę nie zajmują się antropologią
nauki, ale i to ograniczenie przestaje j u ż dzisiaj być aktualne."
Struktury poszczególnych doktryn zatem, zachodzące pomię­
dzy nimi filiacje i rozbieżności nie są pozorne, ale pierwszo­
rzędne znaczenie mają wtedy, kiedy konstruuje się doktrynę
albo też przedstawia historię jakiejś dziedziny nauki jako
autonomiczną historię jej własnych problemów. Ani jedno, ani
drugie nie jest zadaniem tego wprowadzenia. Nie przedstawia
się więc tutaj żadnej doktryny z osobna ani też wyodrębnionej
dziedziny nauki w całości. Od metodologii ważniejsze są
wskazane poszczególnymi tematami zjawiska, a od teoretycznej
„czystości" - wydajność, by tak rzec, sposobu ujęcia. Dlatego
obok Malinowskiego jest tu Lévi-Strauss, ale obok Znaniec­
kiego jest też Eliade, a obok Ruth Benedict - Ossowska. To, że
jedni jako antropologowie się określali, a drudzy samookreślenia takiego unikali, nie jest tu istotne. Nie nauka, lecz
wyobraźnia jest korelatem tego wyboru i nie indoktrynacja, lecz
inspiracja jego zadaniem.
Wyobraźnia stwarza wyobrażenia, inspirować wyobrażenia
to otwierać oczy, kierować wzrok, skupiać spojrzenie. Jeśli
kultura jest swoistym porządkiem ludzkim wzniesionym ponad
żywiołem przyrody, trzeba jako porządek j ą pojmować. Zakłada
się przeto, że nie jest ona zbiorem przypadkowym, lecz
systemowym, nie jest rozproszoną konstelacją, lecz skupioną
konfiguracją. Wzory kultury Ruth Benedict jako realizacja tego
założenia przetrwały próbę wielu krytyk, pozostając dziełem j u ż
dzisiaj klasycznym. Ich odległym w czasie, ale nie w duchu
poprzednikiem była wspomniana j u ż Nauka nowa. Nie tylko
cykliczna sekwencja typów kultury była ważna w tej nauce, ale
i to, że każdemu z tych typów odpowiadały własne rodzaje

36

logiki i metafizyki, polityki i ekonomiki. Przedsięwzięcie Vico,
podobnie jak przedsięwzięcie Ruth Benedict, było wyobraź­
niową idealizacją, różnice j ę z y k ó w , w jakich je wyrażono, mają
dziś znaczenie okolicznościowe.
Wyobrażamy sobie kultury jako zasadniczo izolowane, bez­
władnie stałe i harmonijnie spójne (Kaweskarowie tak trwali
prawdopodobnie około pięciu tysięcy lat), ale j u ż samo pojawie­
nie się badacza, cóż dopiero handlarza lub zdobywcy, równo­
wagę tę narusza. Wizja kultury osobnej, spójnej i niezmiennej
jest więc idealizacją, ale bez niej nie można rozeznać się
w świecie kultur wszechstronnie skrzyżowanych, dynamicznie
zmiennych i wewnętrznie sprzecznych. Nie można też uchwy­
cić stopnia tych zmieszań, zmienności i sprzeczności. Już
Rousseau tworzył hipotezę człowieka natury, aby rozpoznać
człowieka kultury. W z ó r kultury jest zatem typem idealnym,
podobnie jak inne przedstawione tu, zwłaszcza historyczne
tematyzacje (tradycyjna, szlachecka, mieszczańska, masowa,
alternatywna), które jako takie winny być pojmowane. Typ
idealny, jak tego uczył Max Weber, nie jest realnością em­
piryczną, lecz logiczną konstrukcją jej cech istotnych. Bez
niego jednak realności tej nie da się pojąć.
Indianie Zuni mieli być spokojni, wstrzemięźliwi, przyjaźni
i łagodni, odczuwać odrazę do używek i ekstaz, a ich ziemskiej
życzliwości patronowała życzliwa również kosmologia.
W przeciwieństwie do nich Kwakiutlowie byli śmiali i gwałto­
wni, dążyli do ekstatycznych szaleństw i osiągania mocy
tajemnych, wydawali huczne uczty, na których rywalizację
doprowadzali do samozatraty. Charakterystyki takie, oczywiś­
cie, mogą dotyczyć tylko typów idealnych, przez Ruth Benedict
nazwanych apollińskim i dionizyjskim wzorem kultury. Ale
jeszcze jeden ważny problem w typologizacji tej został po­
stawiony - konfiguracja osobowości, twierdzi autorka, jest
tożsama z konfiguracją kultury. Jest to teza uznawana zwykle za
wyzywającą. Czy to znaczy, że wszyscy Zuni byli identyczni
i wszyscy też Kwakiutlowie - oto pytania, które natychmiast się
zjawiają. Nie, odpowiada autorka, a za nią inni antropologowie
podobnej orientacji. Nie idzie tu o identyczność osobników,
rzecz jasna, lecz o tożsamość osobowości, nawet tylko „osobo­
wości podstawowej" . Konfiguracja osobowości oznacza bo­
wiem podstawowe tej osobowości kulturowe wyposażenie. Inne
na przykład podstawowe wyposażenie otrzymuje się w kulturze,
w której do nagości cielesnej panuje stosunek „naiwny" (jak
w Europie średniowiecznej), a inne, gdy stosunek ten staje się
„sentymentalny" (jak w Europie nowoczesnej).
9

10

Kategoria osobowości zastąpiła współcześnie kategorię tem­
peramentu, dominującą jeszcze kilkadziesiąt lat temu w świado­
mości naukowej i mentalności potocznej. Temperament był
wrodzony, zdeterminowany i statyczny, ajego siedliskiem mógł
być kolor skóry, kształt czaszki albo wydzieliny gruczołów.
Osobowość jest stwarzana, kształtowana i dynamiczna, a reali­
zuje się w interakcjach - z rodzicami, rodzeństwem, grupą
rówieśniczą i społeczną. Nie trzeba być wyznawcą psycho­
analizy, aby uznać jej przełomowe tu znaczenie. Kategoria
osobowości, dynamiczna zarówno w tym, co świadome, jak
i w tym, co nieświadome, oraz we wzajemnych między tymi
sferami relacjach; kształtowana przez elementarne interakcje,
których wzory są potem przenoszone na wszystkie inne stosunki
międzyludzkie, pozostanie dziełem Zygmunta Freuda, nawet
gdyby całe jej konkretne rozumienie (libido, id, ego, superego)
miało zostać zmienione. Nie ma wyobraźni antropologicznej
bez kulturowego rozumienia osobowości, nie ma tego rozumie­
nia bez krytycznego przyswojenia psychoanalizy. Kompleks
Edypa nie jest uniwersalny ponieważ właściwy jest europejskiej
rodzinie patriarchalnej. W melanezyjskiej rodzinie matrylinearnej nienawiść jest odwrócona od ojca i skierowana ku wujowi
(gdyż brat matki występuje w roli ojca), a pokusy kazirodcze

�zwrócone są raczej ku siostrze niż ku matce. Nawet mit
o kazirodztwie syna i matki zostaje zastąpiony przez mit
0 kazirodztwie brata i siostry. W ten sposób, polemizując
z Freudem, Malinowski naprawdę go potwierdza: w interakc­
jach oto kształtuje się nie tylko struktura osobowości, ale nawet
jej wyobraźnia."
W tej perspektywie kategoria osobowości jest czymś więcej
niż tylko jednym z tematów antropologii kultury - jest jej osią
myślową albo, gdy idzie o kształt wyobraźni - ogniskową
widzenia. Egipskie piramidy pozostają monumentalnym absur­
dem bez wierzących w to, że zmarły nadal żyje w grobie;
azteckie rytuały ofiarne są zbrodniczym zwyrodnieniem bez
pragnących podtrzymać nimi sklepienie niebieskie, a współ­
czesne reżimy totalitarne znajdują swoje odzwierciedlenie
w rysopisie osobowości autorytarnej. Czas cykliczny i czas
linearny; przestrzeń lokalna i globalna; wspólnota tradycyjna
partycypująca w mistycznej jedności bytu oraz osoba osiągająca
autonomię jako kategoria prawna, etyczna i filozoficzna;
hierarchiczna struktura stanowa oparta na więziach osobowych
1 demokratyczna struktura społeczna wsparta na związkach
rzeczowych - wszystko to są typologiczne idcalizacje zro­
zumiałe naprawdę wtedy, gdy spojrzymy na nie przez pryzmat
osobowości. Nie jest ona skryta w żadnych organicznych
wydzielinach i nic podlega żadnej takiej determinacji. Jest przez
kulturę tworzona i w niej może być stwarzana. Na tym właśnie
polega jej humanistyczny sens.
„Człowiek d z i k i " , a więc pewna legenda osobowości, wkro­
czył do świadomości europejskiej wraz z odkryciem Ameryki.
Już pierwsi demaskatorzy zagłady spowodowanej przez konkwistę (jak Bartolomé de las Casas, autor pamiętnej Krótkiej
relacji o wyniszczeniu Indian, ok. 1540) w wizerunku Indianina
łączą dzikość z dobrocią, a Michał Montaigne, który nic tylko
czyta zamorskie relacje, ale dostrzega też swoich chłopskich
sąsiadów, zaczyna d o m n i e m y w a ć , że człowiek z natury jest
dobry. Pierwsze zalążki antropologicznej refleksji są więc
nicrozdzielnie związane z fascynacją „pierwotnością". M i t
dobrego dzikusa, cudowność świata „tysiąca i jednej nocy",
Pers pouczający Europejczyków, hipoteza stanu natury oraz
idea geniuszu ludowego - wszystko to są różnorodne ekspresje
tej fascynacji. Wraz z ukonstytuowaniem etnologii jako nauki
fascynacja ta zostanie usankcjonowana - „pierwotność", jak
wiemy, zjawia się w tytułach dwóch jej dzieł założycielskich.
Jakkolwiek radykalnym poddawano by krytykom te dzieła,
nazwy, a z nimi określenia zakresu, nie uległy zmianie,
najwyżej były cieniowane. Malinowski pisze o „społeczeństwie
pierwotnym" i o „społeczności dzikich", a Lévi-Strauss „men­
talność pierwotną" zamienia na „myśl nieoswojoną", czyli
„dziką". „Człowiek pierwotny", „kultura pierwotna", „społe­
czeństwo pierwotne" byłyby to więc przyjęte określenia za­
kresowe antropologii, a zjawiska wskazane tymi nazwami
można by uznać za odpowiedniki wyobraźni antropologicznej.
Mówimy dzisiaj zresztą w języku polskim „pierwotny", a nie
„prymitywny", aby negatywnemu nacechowaniu wartościują­
cemu przeciwstawić pozytywne. „Pierwotny" to nie znaczy
tylko uprzedni, to znaczy także utracony.
Jeśli tak, trzeba zapytać, czy antropologia jest wiedzą o tym,
co utracone, czy też o tym, co niezbywalne? „Pierwotny" był
dawniej zbliżony znaczeniowo do „ ź r ó d ł o w e g o " , „początkowe­
go", „elementarnego" i kojarzony z zalążkowymi formami
społeczeństwa i kultury. Potem oznaczał to, co „przed" - a więc
uprzednie, przedcywilizacyjne, przedurbanizacyjne, przedindustrialne, wreszcie (współcześnie j u ż najczęściej) przedpiśmienne. W każdym z. tych określeń, nawet we współczesnym, które
wydaje się niemal opisowe, przeważa element negatywny
- kultury pierwotne definiuje się przez to, czego są pozbawione
- j u ż to cywilizacji, j u ż to urbanizacji, j u ż to industrii, wreszcie

pisma. Wyczuwalny jest także, choć niejawny, wpisany w takie
określenia ewolucyjny schemat wartościujący. Równolegle
jednak, wraz z rozrostem szczegółowych studiów terenowych,
przybywało pozytywnych składników rozumienia pierwotności: były to społeczności małe i przejrzyste, o bezpośrednich
więziach osobowych, intensywnej komunikacji ustnej oraz
spójnych i spajających wyobrażeniach symbolicznych. Wraz
z krzewieniem się tych studiów rosła też fascynacja różnorod­
nością kultur ludzkich, a „ p i e r w o t n o ś ć " ulegała postępującej
sentymentalizacji. Nic tylko antropologia jako nauka, lecz
ożywiająca j ą wyobraźnia wydawały się rozdarte między
rozumieniem pierwotności jako stanu uprzedniego, a pojmowa­
niem jej jako ideału utraconego. To, co dla Morgana czy Tylora
mogło być tylko uwagą uboczną, dla Ruth Benedict i LeviStraussa stawało się wyznaniem wiary. Etnologia przestawała
być filozofią, która udała się w podróż, stawała się filozofią
ucieczki. Ucieczki od społeczeństwa cywilizowanego, zur­
banizowanego, industrialnego - i od jego kultury: standaryzo­
wanej, homogenizowanej, korumpowanej. Słowem - ucieczki
od społeczeństwa masowego i kultury masowej. To dlatego Jan
Jakub Rousseau mógł być jej profetą.
Ale naprawdę nie ma dokąd uciekać, z czego autor Rozprawy
0 pochodzeniu nierówności zdawał sobie sprawę. Stan natury,
tak jak go w rozprawie tej e w o k o w a ł , był stanem całkowicie
przedspołecznym i przedkomunikacyjnym, nie istniały w nim
żadne trwałe formy więzi międzyludzkiej i żadne ustalone
sposoby porozumienia. Mógł więc być intelektualnie obranym
punktem obserwacyjnym, z którego lepiej widać dylematy
procesu cywilizacji, ale nie mógł być ideałem ludzkim - tym
była osobowość pełna, kultura twórcza i umowa społeczna.
„Kultura pierwotna" jest, jak zaznaczyłem, typem idealnym,
ponieważ nie znamy kultur naprawdę izolowanych, niezmien­
nie stałych i harmonijnie spójnych. W każdym razie kiedy
pojawia się tam podmiot poznający, przestają j u ż być one
izolowane, stałe i spójne. Znamy natomiast dostatecznie wiele
przykładów zagłady spowodowanej przez pojawienie się tego
podmiotu, i to nie tylko w czasach las Casasa, ale i w naszych:
nie ma j u ż Ajnów i Kaweskarów, nic wiemy też nawet, jak
nazywali się pierwotni mieszkańcy Tasmanii, znikają Bororo
12

1 inne plemiona Amazonii, a „Ikowie, ludzie g ó r " afrykańskich
zostali sprowadzeni do stanu w obozach koncentracyjnych
zwanego zmuzułmanieniem. Ishi, ostatni wolny Indianin pół­
nocnoamerykański, ostatni też członek swego plemienia, zmarł
jako dozorca Muzeum Antropologii Uniwersytetu Kalifornijs­
kiego.' Ishi znaczyło człowiek.
Człowiek nie jest w stanie żyć po ludzku poza środowiskiem
żywotnym, solidarnym i zadomowionym. „Pierwotność" nie
jest przeto wyłączną właściwością społeczeństw uprzednich,
a zwłaszcza utraconych, jest właściwością wszelkich zasługują­
cych na swą nazwę społeczeństw. I m bardziej rozczłonkowana
i skomplikowana jest cywilizacja - tym większa potrzeba
lokalności i przejrzystości. I m bardziej rozproszone i urzeczowione więzy międzyludzkie - tym większe pragnienie związ­
ków skupionych i osobowych. I m bardziej upośredniona i okaz­
jonalna komunikacja - t y m większe łaknienie porozumienia
intensywnego i bezpośredniego. I m bardziej rozbite i sprzeczne
wyobrażenia symboliczne - tym większy głód wyobrażeń
spójnych i spajających. Kojarząc niegdyś w wizerunku dzikiego
pierwotność z dobrocią dano wyraz obawie, że utrata pierwotno­
ści jest też utratą dobroci. Restytucja tak pojętej pierwotności
bywa współcześnie zwodniczym hasłem różnych fundamen­
talistów religijnych, nacjonalnych i etnicznych. M o ż e się ona
jednak objawiać również we wspólnotach rodzinnych, sąsiedz­
kich, wyznaniowych, zawodowych, ideowych i artystycznych.
Nie ma wątpliwości, który z tych dwóch sposobów jej odzys­
kiwania jest właściwy, zwłaszcza, że dobrze znamy złowrogie
3

37

�skutki wszelkich fundamentalizmów. „ M a ł a Itaka" jest ziemią

i

obiecaną, a nie „Tysiącletnie K r ó l e s t w o " .

kultury nie jest tylko wiedzą o t y m , co uprzednie i utracone, jest

Kultura jest nieustanną oscylacją pomiędzy tym, co pierwo­

stowarzyszenie.

również wiedzą

o tym,

W tej perspektywie antropologia
co

niezbywalne. Nie trzeba

więc

tne, a t y m , co w t ó r n e . Pierwotne są bez wątpienia rodzina,

koniecznie uprawiać jej w lasach Majomby królestwa Loango.

pokrewieństwo

i wspólnota, a wtórne -

własność,

władza

M o ż n a pytać samego siebie, czy chodzi się prosto, pytać zatem

świętości,

0 właściwe relacje p o m i ę d z y t y m , co święte i powszednie,

materializacja

plemienne i obywatelskie, społeczne i państwowe, duchowe

i państwo. Pierwotne jest r ó w n i e ż doświadczenie
duchowości i całości, a wtórna i

racjonalizacja

fabrykacja,

rzeczwistości. R ó ż n e , klasyczne j u ż

trafnie wskazywały bieguny tej oscylacji: s a c r u m
fanum,

sociétés

i

civitas,

i

teorie
pro-

wspólnota

1 intelektualne. M o ż n a zatem spojrzeć na siebie jak na Pongo
i uprawiać antropologię we w ł a s n y m domu. Do czego wprowa­
dzenie to zachęca.

PRZYPISY
' Wszystkie cytaty z Rousseau według wydania: Trzy rozprawy
z. filozofii społecznej, przekład Henryka Elzenberga, Warszawa 1956
Zob. Claude Lévi-Strauss, Jan Jakub Rousseau - twórca nauk
humanistycznych, przekład Leszka Kolankiewicza, „Twórczość" nr
6/1984
Wskazuję jedyne, jak dotąd, dwa polskie wydania obu tych dzieł.
Pierwsze: Edward Burnett Tylor, Cywilizacja pierwotna. Badania
rozwoju mitologii, filozofii, wiary, mowy, sztuki i zwyczajów. Przekład
Zofii A. Kowerskiej ze wstępem i dodatkami dotyczącymi rzeczy
słowiańskich, a zwłaszcza polskich oraz życiorysem autora przez Jana
Karłowicza, t. I, Warszawa 1886; t. I I , Warszawa 1898. Ten przekład,
nad którym pieczę sprawował wybitny etnograf, ma błędny niestety
tytuł: poskim odpowiednikiem Primitive Culture jest Kultura pierwo­
tna, a nie Cywilizacja pierwotna. I drugie: Lewis Henry Morgan
Społeczeństwo pierwotne czyli badanie kolei ludzkiego postępu od
dzikości przez, barbarzyństwo do cywilizacji, przekład A . B . (Aleksandry
Bąkowskiej, przyjaciółki Aleksandra Świętochowskiego). Objaśnienie
i uzupełnienia Marksa-Engelsa, Warszawa 1887. Należałoby oczeki­
wać, że w stulecie tych edycji nastąpią zrewidowane i poprawione
wznowienia. Zwłaszcza, że oba te pomnikowe przedsięwzięcia zostały
wówczas zrealizowane środkami właściwie społecznymi - Morgana
wydano nakładem „Prawdy", a Tylora nakładem „Głosu".
Karol Darwin, Podróż na okręcie Beagle, przekład Kazimierza W.
Szarskiego, Warszawa 1951. Wszystkie ujęte w cudzysłów, a dotyczące
Kaweskarów określenia pochodzą z tego ( X . Ziemia Ognista, s.
196-221) rozdziału książki Darwina. Jean Raspail, autor poświęconego
Kaweskarom prozatorskiego studium Qui se souvient des Hommes...,
Paris 1986 (wyd. polskie Któż pamięta Ludzi z Ziemi Ognistej, przekład
Marka Puszczewicza, Warszawa 1990. Przekład dobry, ale w tytule nie
oddający owej wyłączności samonazwania (Kaweskarowie dla siebie
bowiem nie byli „Ludźmi z Ziemi Ognistej", lecz „Ludźmi" po prostu),
cytuje najpewniej oryginalne sprawozdania Darwina dla Royal Society,
więc można tam znaleźć określenia jeszcze bardziej dosadne (por. s.
147-192 wyd. francuskiego oraz 107-141, wyd. polskiego). Wstrząsają­
cy rozdział X (Le cannibales de la Junon, wyd. pol. Kanibale z Junony,
opowiada o tym, jak na paryskiej wystawie światowej roku 1878
pokazywano rodzinę Kaweskarów jako przykładowych ludożerców.
Oto zoologia, by tak rzec, stosowana, i to zaledwie sto lat temu.
Wprowadził je, jak wiadomo, Thomas S. Kuhn w głośnej pracy The
Structure of Scientific Revolution (wyd. polskie Struktura rewolucji
naukowych, przekład Heleny Ostromęckiej, tłumaczenie przejrzał,
redagował i posłowiem zaopatrzył Stefan Amsterdamski, Warszawa
1968). Sam on nie zdefiniował pojęcia paradygmatu należycie, a na
zarzuty krytyków odpowiedział, ż e cała jego praca jest taką definicją
(zob. tegoż autora Dwa bieguny. Tradycja i nowatorstwo w badaniach
naukowych, przełożył i posłowiem opatrzył Stefan Amsterdamski,
Warszawa 1985. Przede wszystkim rozdz. X I I , Raz jeszcze o paradyg­
matach. Stefan Amsterdamski przedstawia dyskusje wokół koncepcji
Kuhna oraz prezentuje własne stanowisko w swojej książce Między
doświadczeniem a metafizyką, Warszawa 1973, zwłaszcza w rozdz. 6,
Reformacja i kontrreformacja: paradygmaty i programy badawcze.
Nie zapisał ich także wścibski Antoni Edward Odyniec, choć
usłyszał, jak James Fenimore Cooper wypytywał Adama Mickiewicza
„o ducha i charakter Słowian i o plemiona koczujące na stepach". Zob.
Antoni Edward Odyniec, Listy z podróży, tom drugi, część I I I ,
opracował Marian Toporowski; C z . I V opracowała Maria Dernałowicz,
Warszawa 1961
Aforyzm ten pochodzi z Legendy Młodej Polski (zob. Stanisław
Brzozowski, Legenda Młodej Polski. Studya o strukturze duszy kultural­
nej, wyd. drugie, L w ó w 1910, reprint Kraków-Wrocław 1983, ale
2

1

4

5

6

7

38

refutacja ewolucjonizmu naturalistycznego stanowi właściwość macie­
rzystą myśli krytycznej Stanisława Brzozowskiego. Jej wyrazem najbar­
dziej przenikliwym i najbardziej też dobitnym jest wczesna rozprawa
Monistyczne pojmowanie dziejów i filozofia krytyczna (pierwodruk
Monistyczne pojmowanie dziejów i idealizm społeczny, „Głos",
maj-grudzień 1904) przedrukowana w książce tegoż autora Kultura
i życie. Zagadnienia sztuki i twórczości. W walce o światopogląd, Lwów
1907 (wyd. ostatnie: Warszawa 1973). Krytyka ta właśnie pozwala
umieszczać Brzozowskiego pośród klasyków myśli współczesnej (zob.
na przykład Krzysztof Michalski, Heidegger i filozofia współczesna,
Warszawa 1978), jej też poświęcam wiele uwagi w swojej pracy
0 autorze Legendy Młodej Polski (zob. Andrzej Mencwel Stanisław
Brzozowski. Kształtowanie myśli krytycznej, Warszawa 1976, zwłaszcza
rozdz. V I , Modernistyczny antymodernizm).
* W pewnym sensie antropologią nauki zajmują się ci etnologowie,
którzy analizują opozycję między myśleniem magicznym i naukowym,
a więc autorzy dzieł tak ważnych jak James George Frazer (zob. tegoż
Złota Gałąź, przekład Henryka Krzeczkowskiego, Warszawa 1962,
zwłaszcza rozdz. III, Magia sympatyczna oraz I V , Magia i religia:
Lucien Lévy-Bruhl (zob. tegoż Czynności umysłowe w społeczeństwach
pierwotnych, przekład Belli Szwarcman-Czarnoty, Warszawa 1992,
zwłaszcza rozdz. I X , Przejście do wyższych typów umysłowości, Claude
Lévi-Strauss (zob. tegoż Myśl nieoswojona, przekład Andrzeja Zającz­
kowskiego, Warszawa 1969, zwłaszcza rozdz. I, Wiedza konkretu). Ale
filozofia nauki dzisiaj, przynajmniej tak uprawiana, jak wskazują to
prace cytowane w przypisie 5 (oraz inne z tego kręgu) może być
zasadnie utożsamiana z antropologią nauki (zob. też Stefan Amsterdam­
ski, Między historią a metodą. Spory o racjonalność nauki. Warszawa
1983).
* Bardzo dobrym wprowadzeniem do tej problematyki jest wczesne
studium Antoniny Kłoskowskiej, Koncepcje typu osobowości we
współczesnej antropologu amerykańskiej (w:) tejże autorki, Z historii
1 socjologu kultury, Warszawa 1969. Zob. też Barbara OlszewskaDyoniziak Człowiek - Kultura - Osobowość. Wstęp do klasycznej
antropologii kultury, Kraków 1991, zwłaszcza r. I X , Amerykańska
szkoła „kultury i osobowości".
Zob. Norbert Elias, O zachowaniu w sypialni (przekład Tadeusza
Zabłudowskiego), Warszawa 1980.
" Zob. studium Bronisława Malinowskiego, Seks i stłumienie w spo­
łeczności dzikich, w 6 tomie Dzieł (Seks i stłumienie w społeczności
dzikich oraz inne studia o płci, rodzinie i stosunkach pokrewieństwa,
przełożyli Barbara Golda, Grażyna Kubica, Zdzisław Mach, Warszawa
1987, zwłaszcza cz. III, Psychoanaliza i antropologia, stanowi ośrodek
tej polemiki.
Bronisław Baczko pisał: „Przede wszystkim więc Jean-Jacques
operuje koncepcją stanu natury jako pewnym modelem teoretycznym.
Nosi on charakter wyjaśniający i jeśli nawet jest hipotetyczny, to wiedza
o nim jest potrzebna, by zrozumieć istotę człowieka i przemian, którym
on uległ." (Rousseau: samotność i wspólnota, Warszawa 1964. Podroz­
dział ten nosi tytuł: Charakter hipotezy o stanie natury, a w dalszym
ciągu cytowanego wywodu pojawia się, co znamienne, odesłanie do
Lévi-Straussa i pierwodruku jego rozprawy o Rousseau jako twórcy
nauk humanistycznych).
" O losie Ików zob. przejmującą księżkę Colina M. Turnballa,
Ikowie ludzie gór, przekład Blanki Kuczborskiej, Warszawa 1980;
o Ishim, którym opiekowali się dwaj wielcy antropologowie amerykańs­
cy, Alfred Louis Kroeber i Edward Sapir, zob. Theodora Kroeber, Ishi,
człowiek dwóch światów, przekład Janiny Mroczkowskiej, Kraków
1978. To jedna z najpiękniejszych etnologicznych relacji, jakie udało mi
się przeczytać.
10

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6429" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6409">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/4b84022ccc99395c94c534d258a85510.pdf</src>
        <authentication>56e4a5daf7d06e074a8660ffe3106059</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76579">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3652</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76580">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76581">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3429</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76582">
                <text>Jak rozumieć "Ziemię Ulro"? / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76583">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.2, s.48-51</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76584">
                <text>Mencwel, Andrzej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76585">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76586">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76587">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76588">
                <text>Jak rozumieć „Ziemię Ulro"?
Ziemię Ulro wybrali sami studenci. Była to książka samorzutnie skupiająca uwagę czołówki
Warszawskiego
Koła Polonistów. Sympozjum mające na celu wszechstronną
dyskusję nad tym esejem Czesława
Miłosza
przygotowywano ponad rok. we współpracy merytorycznej i organizacyjnej z Katedrą Kultury Polskiej UW.
Odbyło się ono w ośrodku MKiS,,Wigry''
nad jeziorem Wigry (dawny klasztor kamedulów) i trwało od 11 do 13
listopada 1993 roku. Uczestnicy sympozjum odbyli pięć sesji dyskusyjnych na następujące tematy: ,.Jak czytać
Ziemię Ulro.' - wyznaczniki gatunkowe utworu" (zagajenia Paweł Rodak i Marcin Piasecki); „Czym jest
Ziemia Ulro - diagnoza negatywna" (zagajenia Magdalena Rud i Aneta Gómicka-Boratyńska);
..Kryzys
i światopogląd"
(zagajenia Paweł Maciejko); „Ziemia Ulro a Rodzinna Europa" (zagajenie Paweł Rodak);
..Mistycyzm Miłosza - mistycyzm Ziemi Ulro (zagajenie Krzysztof
Chlipalski).
Opracowany zapis tych dyskusji liczy 174 strony. Przedstawiamy tutaj niewielki (około jednej dz.isiątej
zapisu), lecz reprezentatywny fragment dyskusji na lemat ..Kryzys i światopogląd",
którą zagajał
Paweł
Maciejko.

PAWEŁ M A C I E J K O : Zaczniemy od kryzysu. „ K r y z y s " po­
chodzi od greckiego słowa „ k r i n o " , które znaczy dosłownie
„dzielić", „ o s ą d z a ć " bądź „mierzyć się** i wjęzyku greckim jest
czy leż było używane w trzech sensach. W sensie medycznym,
to znaczy jako określenie tego momentu choroby, w którym
dochodzi do przesilenia i albo pacjent umiera, albo zdrowieje;
w sensie teologicznym, tak jak jest używane w Nowym
Testamencie, w grece nowolestamcntowcj, gdzie oznacza po
prostu Sąd Ostateczny: i wreszcie w sensie logicznym, w którym
to sensie kryzys oznacza mniej więcej tyle samo, co dysjunkcja
czy też ostra alternatywa. Taka formuła, w której należy wybrać
jedną z dwóch możliwości, ale nigdy obydwie naraz. Oznacza
więc formułę „albo - albo". Tak to wygląda w grece. Następnie
to słowo zaczyna być używane w językach nowożytnych
i użycie logiczne zwykle w ó w c z a s ginie, natomiast pozostają
metaforyczne użycia sensów teologicznego i medycznego.
Określenia „ k r y z y s " zaczyna być przenoszone na płaszczyznę
historii, w ostateczny sposób zostaje związane z dziejami przez
idealizm niemiecki, gdzie „ k r y z y s " będzie oznaczał jedną
z trzech możliwości rozumienia historii. Pierwsza możliwość
jest laka, że kryzys i historia czy też dzieje - a przekładając na
współczesną filozofię, kryzys i kultura, tak będzie u Heideggera
- to jest dokładnie to samo. Nie można mówić o kryzysie
w historii czy w kulturze, gdyż. historia jako taka jest kryzysem,
co w niemieckiej kulturze idealistycznej najpełniej się wyraziło
u Friedricha Schillera w takiej formule, że „dzieje świata są
sądem nad ś w i a t e m " . Drugie historiozoficzne rozumienie
słowa „ k r y z y s " , to rozumienie, w którym oznacza ono pewien
cyklicznie powtarzający się przełom w historii. Zmiany jednej
formacji na drugą, odejście starych wartości i zastąpienie ich
nowymi, pewną radykalną zmianę formacji kulturowych, która
w historii co jakiś czas się dokonuje. I trzecie historiozoficzne
rozumienie słowa „ k r y z y s " to sekularyzacja tego użycia Nowolestamcntowcgo. Kryzys oznacza tutaj koniec historii czy też.
koniec dziejów. I to jakby najpełniej wyraziło się w wykładach
Kojcvc'a, słowo to pojawia się w tym sensie, jako koniec
historii.
Tak mniej więcej wygląda pole semantyczne słowa „ k r y z y s " .
Słowo „światopogląd" z kolei jest kalką niemieckiego słowa
„ W c l t a n s c h a u u g " . „ W c l t " t o t y l e , co „ ś w i a t " , „ A n s c h a u u g " jest
słowem znacznie ciekawszym. To jest słowo Kaniowskie, które
w polskim przekładzie Krytyki czystego rozumu jest tłumaczone
jako „ n a o c z n o ś ć " bądź. jako „ o g l ą d " i oznacza tyle, co zarazem
akt poznania i treść aktu poznania. Kant dokonuje dedukcji
transcendentalnych kategorii, czyli warunków możliwości naj­
pierw naoczności empirycznej, to znaczy czasu i przestrzeni,
a potem naoczności myślnej, to znaczy kategorii czystego
inelcktu, warunków, pod jakimi możemy najpierw coś poznać.

48

a potem pomyśleć. Światopogląd to nie jest tylko obraz świati
wprawdzie założenie, że mamy jakieś obrazy świata, tam sit
pojawia, ale nic można sensownie mówić o światopoględzjt
odrywając jego kategorie od dychotomii podmiotu i przed­
miotu. To znaczy, że ludzie mają światopoglądy tylko o tyle,
o ile człowieka sproblematyzujcmy jako podmiot, świat zai,
w tym i innych ludzi, jako przedmioty poznania.
Tu zamierzam wyłożyć pierwszą mocną tezę mojego zagaje­
nia. Otóż. chciałbym pojęcie kryzysu światopoglądu wyostrzyć,
rozumieć lulaj kryzys w pierwszym z tych idealistycznych
rozumień, o których mówiłem wcześniej - a zatem stwierdzić,
ż e światopogląd jako taki jest oznaką kryzysu Fakt. że
człowieka, że świat prohlcmatyzujcmy w len sposób, że ludzie
mają pewien światopogląd, mają pewien pogląd na świat, czy
leż ż e świat jawi im s i ę jako pewna naoczność - sam len fałd
w sobie jest wyrazem kryzysu. Nic ma więc sensu mówić
0 kryzysie światopoglądu naukowego bądź świalopogladi
religijnego. Jest światopogląd i to właśnie jest znak kryzysu
Coś takiego, jak sądzę dochod/i do glosti w Ziemi Ulro.
niezależnie od tego, czy Miłosz zdaje sobie z lego sprawę, czy
nic. M o i m zaś zdaniem w dużej mierze mc zdaje sobie z tego
sprawy.
Cała nasza dyskusja przedpołudniowa |na temat: Czym jat
„Ziemia Ulro" - diagnoza negatywna - red. ] mówiła o katego­
riach relacyjnych. Dyskutowaliśmy o tym, jaki charakter IM
relacja między ogólnym a szczególnym, między Miłosze**
a d z i e ł e m Miłosza, między diagnozą kulimy a diagnozą własne?I
osoby. Sam fakl, że taka relacja istnieje, nie /osial w lej dyskus"
poddany w wątpliwość i został przyjęty jako rzecz naturalH
1 oczywista, podczas gdy nic jest to r / c c / ani naturalna, *
oczywista. Nawet jeśli pojawiały się głosy, /e relacja ta je"
tożsamościowa, to nadal jest to relacja. Dla mmc icdnak to W
jest oczywiste i proponowałbym jaku pierw s/y punkt w
dyskusji: czy w ogóle można o tym mówić sensownie, a jeśli U*
lo jak.' Jako pierwszy chciałbym powiedzieć is Iko lylc, że jeż**
/achod/i tutaj jakieś warunkowanie, lo warunkowanie W
obustronne. To znaczy istotne jest lo, że M i l o s / czy też nodm*
mówiący w jego książce tyleż daje jakąś diagnozę świf*!
swojej osoby czy rzeczywistości, ile sam jest w y i w o ^ j
Innymi słowy, kiedy mówi o kryzysie kultury europejswj
a mówi o tym niewątpliwie, to nie należy /upominać, że Mi^J
nie jest niczym innym, jak produktem teiże kultury. I h y ć n * * !
wracam do tego połączenia kryzysu i światopoglądu, właśni* I
tym polega „ziemia U l r o " , że taka relacja /uczy na się P°j* ,1
Magda Rud wprowadziła do dyskusji pojęcie Pana Boga. ja''*!
mogę powiedzieć tylko tyle: w moim pr/ekonaniu •• "*\|
U l r o " wyraża się najpełniej nie tylko w tym. /e taśmo*
produkowane samochody czy komputery, ale i w tym
|
a

I C Ł

�taśmowo został wyprodukowany Czesław Miłosz i Pan Bóg
także To znaczy „ziemia U l r o " nie polega na niczym innym, jak
a taśmowym produkowaniu rozmaitych form świadomości.
! tyle. Dziękuję.
MAGDALENA RUD: Powiedziałeś o taśmowym produkowa­
no Pana Boga. Ja sobie zdaję sprawę, że użycie takiego
sformułowania miało być pewnego rodzaju prowokacją - widać
tona kilometr. No więc j a d a ł a m się sprowokować i proszę, abyś
wyjaśnił.
ANDRZEJ M E N C W E L : Jeśli wyjaśnił nam pan, co należy
rozumieć przez światopogląd, to nic wyjaśnił pan jednak, jaka
jest relacja światopoglądu naukowego i religijnego.
PAWEŁ M A C I E J K O : Odpowiadając na pańskie pytanie: w mo­
jej perspektywie jest to dokładnie wszystko jedno. U Miłosza
natomiast to nic jest wszystko jedno. Fakt, że Miłosz buduje taką
opozycję, mówi, że i religia, i nauka to są światopoglądy - ten
fakt czyni jego książkę samozaprzeczną. W moim przekonaniu
to przeciwstawienie jest przeciwstawieniem pozornym. Jeżeli
i naukę, i religię sproblematyzujemy jako pewne formy świado­
mości, no to w zasadzie...
MATEUSZ W E R N E R : ...dokonujemy za każdym razem tej
samej operacji.
PAWEŁ M A C I E J K O : ...to w zasadzie jest to samo. To znaczy,
kryzys nie polega na tym, że są dobre formy świadomości i złe
formy świadomości. To jest pozorne rozwiązanie, to, co Miłosz
proponuje. I teraz odpowiadając Magdzie Rud. Odpowiedź.
0 seryjną produkcję Pana Boga jakby też jest w tym zawarta.
Bóg jest rozumiany w określony sposób. I kategorie, w których
Bóg jest rozumiany, są znowu kategoriami świadomościowymi
czy kategoriami kulturowymi. W gruncie rzeczy kategoriami,
w których nie ma zasadniczych różnic. Nic ma zasadniczych
różnic między kategoriami, w których rozumiesz telewizor czy
samochód, a tymi, w których rozumiesz Pana Boga.
KRZYSZTOF C H L I P A L S K I : Z jakiego miejsca ty myślisz?
1 jeszcze jedna ważna rzecz. Wydaje mi się, żc w tym, co
mówisz, jest zarzut, jest to wyraźnie wartościujące. Powiedzmy
to w ten sposób: ty się z tym nie zgadzasz. Ty uważasz, żc to jest
pogłębianie „ziemi U l r o " .
PAWEŁ M A C I E J K O : Z jakiego punktu ja mówię? Można
powiedzieć tak: w tej książce jest pewna diagnoza stanu
rzeczywistości, są wyrażone - w sposób świadomy czy nie
- sady: czym jest rzeczywistość i czym rzeczywistość być
powinna. Tc sądy, w moim przekonaniu, są wyrażone z. perspek­
tywy absolutyzacji pewnej formy świadomości. Teraz jest
pytanie, czy nawet jeżeli te sądy były prawdziwe, to czy one są
nadal prawdziwe. Czy diagnoza, którą stawiał Miłosz, jest
Jeszcze wciąż aktualna. Bo nic jest bynajmniej rzeczą oczywis•ł. że taka newtonowsko-kartezjańska nauka, z którą Miłosz
Polemizuje, jest nauką, która istnieje obecnie i która rządzi
j^zym światem. Pierwszy przykład z brzegu. Współczesna
''*yka z fizyką newtonowską ma niewiele wspólnego. Jest tak
wdzo antynewtonowska, jak tylko można sobie wyobrazić.
wzeze dwa zdania. Otóż. w moim przekonaniu, rzeczywistości
"oecnej tu i teraz nie da się ująć ani zrozumieć w kategoriach
atopog|ądowych. W kategoriach dychotomii podmiotu
Przedmiotu, relacji: podmiot - przedmiot. Niezależnie od tego,
sobie tę relację zdefiniujemy i jak będziemy ją określać. Ta
• czywisiość to dekonstrukcjonizm, lo New Age w religii, to
p mnóstwo takich historii.
. WEL KODAK: T y , Pawle, powiedziałeś, że kiedy się
^awia słowo ..światopogląd", lo musi nastąpić rozszczepie' * ^ ' &lt; - p r z e d m i o t . Musi pojawić się problem intersubieky " ° * ' - problem kultury, tak jest zbudowana ta książka, takie
ksi ^ " " k ujmuje Miłosz. Zgoda, tak jest zbudowana ta
a. ale Miłosz zdaje sobie z tego sprawę. Z tego, co ty
n

t 0

t 0

wi

m

0

tyw

c

0

-

Z

s

c

m

u z

t c n

^SzczrT ^ y
^ J
światopogląd, że j u ż to
zepienie - to „ziemia U l r o " . To jest jej konstytutywna

cecha - to rozszczepienie. On pisze tę książkę chcąc wyjść
z Ulro - i to rozszczepienie potwierdza. Ale zdaje sobie z tego
sprawę. Moje pytanie teraz jest takie: słowem kluczowym
w Miłosza książce jest „ w y o b r a ź n i a " . Czy wyobraźnia to jest
świadomość, czy wyobraźnia to naiwna, prymitywna, tak samo
naiwna jak naiwni byli ci greccy filozofowie przedsokratejscy.
z podobnym lypcm naiwności, naiwna, ale jednak próba wyjścia
poza lo. co jest przedmiotowe i podmiotowe, poza to, co jest
kulturowe, poza to właśnie, co ty nazywasz świadomością?
Poza to rozszczepienie? Czy wyobraźnia nic jest taką szansą?
To słowo jest tutaj zupełnie kluczowe.
PAWEŁ M A C I E J K O : Tak. Ja uważam, żc tak jak dychotomia
religii i nauki, tak dychotomia rozumu i wyobraźni jest
nakreślona z tego samego poziomu. Z poziomu światopoglądu.
Wyobraźnia jest tutaj określana poprzez negację rozumu. Albo
jako drugi człon relacji, której pierwszym członem jest rozum.
I le kategorie kulturowe dotyczą wyobraźni dokładnie w takim
samym stopniu, w jakim dotyczą rozumu. To nie jest tak. że
istnieje wyzwolona wyobraźnia, która może dosięgnąć ab­
solutu. A jeżeli istnieje, to posiadają ją mistycy, no a mistycy,
jak sam powiedziałeś, nie piszą Ziemi Ulro, tylko Drogę na górę
Karmel.
PAWEŁ R O D A K : Ja powiedziałem, że to jest naiwne.
P A W E Ł M A C I E J K O : Jeżeli ktoś pisze taką książkę, książkę
dyskursywną; książkę, w której operuje pewnym aparatem
pojęciowym, to wypowiada się z perspektywy świadomości
i rozumu.
MARCIN P I A S E C K I : Czy uważasz, że jesteśmy skazani na
takie książki?
PAWEŁ M A C I E J K O : Czy jesteśmy skazani na „ziemię Ulro"?
MARCIN PIASECKI: Tak

PAWEŁ M A C I E J K O : Uważam, że lo jest tak - że wracając
znowu do tego, co mówiła Magda - Pana Boga do dyskursu
wkleić się nie da. Do dyskursu można wkleić pojęcie Pana Boga.
A w momencie, w którym zaczynamy operować pojęciem Pana
Boga, pakujemy się w „ziemię U l r o " .
A N E T A GÓRNICKA: Tylko jedno zdanie. T o doświadczenie
mistyczne, które też nic wiem, czy może być opisane, jest
jakimś sposobem w tym twoim rozumieniu. Czy to przeżycie
nie może być intersubiektywne?
PAWEŁ M A C I E J K O : Ja nie wiem, co może być sposobem. Ja
wiem. żc to nie jest sposobem. Ja tyle powiedziałem.
PAWEŁ R O D A K : Ja myślę, żc dość ważna jest tu scena, którą
Miłosz opisuje, ta scena widzenia Oskara Miłosza.
PAWEŁ M A C I E J K O :

Uhm.

PAWEŁ R O D A K : Oskar Miłosz zapisuje swoje widzenie. Że
właśnie, j u ż nie pamiętam jak to jest. że Bóg Abrahama, Izaaka.
Jakuba, a nie Bóg filozofów. Widzenie, może widzenie, ale ja
nic wiem, czy w ogóle widzenie jako widzenie, czy widzenie
opowiedziane, to j u ż nic...
PAWEŁ M A C I E J K O : Tak, ale... Zobacz, Czesław Miłosz idzie
jeszcze dalej. Nie tylko, żc nic opisuje widzenia, ale opisuje opis
widzenia, które miał Oskar Miłosz. Jeszcze schodek dalej.
PAWEŁ R O D A K : Ja wiem.

ANDRZEJ M E N C W E L : Ja się na razie powstrzymywałem, bo
to, co powiedział Paweł, budzi we mnie straszliwą ambiwalcncję i czuję narastającą we mnie agresję.
PAWEŁ R O D A K : Który Paweł?
ANDRZEJ M E N C W E L : Paweł Maciejko powiedział szereg
rzeczy słusznych i do pewnego momentu j a się z nim zgadzam.
Znaczy, z określeniem trzech znaczeń kryzysu, z definicją
światopoglądu, prawdę mówiąc to są takie bezdyskusyjne
orzeczenia. Natomiast ton apodyktycznej refutacji. jakiej zo­
stało poddane to dzieło, pozostaje w zaskakującej dysproporcji
do tych elementarnych ustaleń, jakie na początku podał P a w e ł
Widzę dość mały zapas racji uzasadniających tę refutację.
wprowadzona na początku kategoryzacja tę apodyktyczną

49

�refutaeję uzasadnia dość słabo, by nic rzec, że nic uzasadnia jej
wcale. Po drugie, tojcsi rzeczywiście kwestia emocjonalna i nie
zdążyłem jeszcze sobie sam wyjaśnić, przeczekując kolejne
fazy głosów, że mnie to dotyka. Ta rcfutacja mnie dotyka, choć
nic jestem wyznawcą klęczącym tej książki, ani w ogóle lego
autora.
Więc spróbujmy sobie wyjaśnić, co właściwie się stało. Jak ja
rozumiem to, co Paweł mówił? Najkrócej rzecz biorąc, zostało
dokonane, nieuprawnione, moim zdaniem, utożsamienie pew­
nych operacji logicznych z pewną analizą historyczną. T o są
inteligentne uwagi, ale w pewnym sensie są lo operacje
formalne, których prawic zawsze można dokonać, właściwie
w odniesieniu do każdego tekstu, jakkolwiek by on był
przedstawiony, a jedynym osiągnięciem jest lo. żc rzeczywiście
doskonale dcslruują przedmiot dyskusji. Podczas gdy możliwy
przedmiot dyskusji wygląda zupełnie inaczej. A jeśli nic
zupełnie, to przynajmniej w dużej mierze. Inaczej jest położony,
prawda? On jest rzeczywiście położony historycznie. Jeżeli ta
książka ma jakiś sens, to ma sens historyczny. Ma ten sens
spleciony, bo jest tyleż historią osobistą, co historią kultury,
o czym była mowa. Można j ą odrzucić - lecz nie ma mocy
Operacji logicznej, tak mi się wydaje, zresztą ona w ogóle nic
występuje w lej konkurencji i autor parę razy mówi: j a nic
jestem filozofem, ja w ogóle inaczej jestem usytuowany.
Jak jest usytuowany? Usytuowany jest na granicy kryzysu
światopoglądu naukowego. I przedstawia pewne racje. Jest taki
kryzys czy nie? „Jest" - odpowiada. Opis „ziemi U l r o " jest
opisem światopoglądu naukowego. Światopogląd naukowy
wytworzył tę ziemię. Otóż na tej ziemi, pan powiada, nic można
dokonać rozróżnienia: subickt-ohiekt. Nic podobnego! Właśnie
na tej ziemi to rozróżnienie zachodzi. Ta ziemia jest ukon­
stytuowana przez to rozróżnienie. Jest ukonstytuowana w ten
sposób, że utworzyliśmy wokół siebie laki oto świat matematyczno-przyrodniczy i że on nam samym przedstawia się jako
obiektywny. W świecie mitycznym, owszem, nie ma takiego
rozróżnienia. Ale my nic jesteśmy w świecie mitycznym.
W świecie mistycznym też prawdopodobnie nie ma, ale my nie
jesteśmy w tym świecie. Dopóki jesteśmy tu, czy chociaż na lej
granicy, to mamy prawo przemawiać lak, jak ten autor przema­
wia. A powiem jeszcze mocniej: on znalazł wiarygodny sposób
przemawiania z tej granicy. Z tej granicy, która jest granią
jednocześnie. Tak się usytuował. Bo gdyby on przemawiał
w kategoriach obiektywnych, to dokonywałby fałszu, a gdyby
przemawia) w kategoriach subiektywnej relacji mistycznej...
PAWEŁ RODAK: Ja mam dużą wątpliwość, ale wypowiem ją.
Wydaje mi się, że analizując tę książkę w pewnym momencie
Paweł Maciejko doszedł do takiego stwierdzenia, którego tu nic
wypowiedział, a które byłoby konsekwencją jego wypowiedzi
Jeśli jest prawdą wszystko to. co powiedziałeś o lej książce, to
należy sobie zadać pytanie o status słowa drukowanego w Ziemi
Ulro. Nie wiem, czy byłby tutaj kres twojego myślenia, czy
nowy etap, aleja lo tak widzę. I to jest pytanie do pana Andrzeja
Mencwcla. Miałem wrażenie, żc pan przemknął wobec prob­
lemu podslawowcgo, który Paweł postawił.
A N D R Z E J M E N C W E L : Jakiego?

PAWEŁ R O D A K : Właśnie chcę powiedzieć. Konsekwencja
takiej interpretacji lej książki byłaby następująca: kwintesencją
„ziemi U l r o " jest biblioteka; kwintesencją „ziemi U l r o " jest
uniwersytet. Tak lo rozumiem, taka jest konsekwencja lego, co
powiedział Paweł Maciejko.
K R Z Y S Z T O F C H L I P A L S K I : T o jak inaczej, jak inaczej o tym
mówić, jeśli nie w bibliotekach? Gdzie jest napisane tak, jak ly
byś chciał?
PAWEŁ M A C I E J K O : Ja na razie nic mówiłem ani słowa, jak j a
bym chciał. Ja mówię, że to, co robi Miłosz jest samozaprzecznc. Bo usiłuje pokazać granicę światopoglądu naukowego, sam
siedząc w tym światopoglądzie. To jest lo, co ja powiedziałem.

50

A N D R Z E J M E N C W E L : M o ż n a powiedzieć z pewnego punktu
widzenia, że stany mistyczne, albo może lepiej etnograficznie
szamańskie lewitacje są prawdziwym wyjściem z „ziemi Ulro"
Nic należy w ogóle mówić ani pisać, tylko należy rzeczywiście
ulec lcwilacji. Uruchomić lakie siły, najlepiej bez słowa
w których to by się mogło dokonać. Ale, niestety, powtarzając
za Schillerem, dzisiaj jest możliwy światopogląd sentymentaj.
ny, naiwny j u ż nic jest możliwy. A w sentymentalnym ewokuje
się naiwność jako pewną wartość i nikt niczego innego w tyrg
świecie nie robi. I w tym sensie j a nie widzę u Miłosz
smozaprzeczenia. T o co, ma odtańczyć taniec? Co ma zrobić?
Co to są za zarzuty? Uświadomienie sobie granic pewnej
sytuacji intelektualnej może być wyrażone w podaniu intelek­
tualnego adresu. Nic musi być inaczej wyrażone. Może by{
wyrażone tańcem. M o ż e być wyrażone dokonaniem operacji
cielesnej, jakiej dokonywał Grotowski. Tylko to jest inny typ
działań. Wtedy trzeba powiedzieć albo lak, j a k to robił Artaud,
ż c słowo jest całe znicprawionc przez len świat. Używanie
języka jest j u ż stanem choroby. Choroby, która lulaj jea
nazywana „ziemią U l r o " . T u ł a j mamy do czynienia z autorem,
który mówi nam, żc nie mamy dokonywać operacji na ciele.
M ó w i . że mamy dokonać pewnych operacji na umyśle. I mówi
to za pomocą środków przystosowanych do umysłu. To jea
w porządku.
K R Z Y S Z T O F C H L I P A L S K I : Wczoraj s i ę z tym nie zgodziltf.
my. To nie jesi żadna recepta.
A N D R Z E J M E N C W E L : Ja nie m ó w i ę , żc lo jest recepta.
Recepta lo jest golowy przepis. T o jest co innego. Ja tylko
mówię, ż c to jest wiarygodne, nie m o ż n a lemu postawie
zasadnie zarzutu, ż c to znosi samo siebie, jak to powiedział
Paweł Maciejko. Moim zdaniem, nie znosi i jestem w stanie tego
bronić. C z y nas to wyprowadza, czy me, to jest juz inny poziom
dyskusji. Natomiast w ramach swoich założeń to jest spójne. Nie
było tu mowy o żadnych bibliotekach.
PAWEŁRODAK: A l e j a mówiłem o tym. co powiedział Paweł
nie o Ziemi Ulro. Ja nie stawiam nowych zarzutów Miłoszowi,
tylko j a mówię w tej chwili o t y m . co powiedział Paweł. Nit
wiem, dlaczego. Pawle, s i ę nie zgadzasz, że taka jest konsek­
wencja tego, co ty mówisz. Jeśli s i ę mówi. żc nawet samo
uświadomienie sobie światopoglądu naukowego nic niedaje.no
to żadna książka, żadna biblioteka, żaden uniwersytet.
A N D R Z E J M E N C W E L : W o g ó l e ż a d n e .samouświadomienie

PAWEŁ R O D A K : Żadne samouświadomienie. l a k a musi bu
konsekwencja i o to mi chodziło.
PAWEŁ M A C I E J K O : Jest pytanie: ..co lo znaczy - uświado­
mienie sobie światopoglądu naukowego'"' Otóż mi w tej
książce brakuje ruchu w drugą stronę. Miłosz l e ż jest podległy
temu światopoglądowi, w gruncie rzeczy poza ten światopogW
nic wychodzi.
PAWEŁ R O D A K : Pisze, sto razy to zaznacza.

PAWEŁ M A C I E J K O : Realnie znaczy lo tyle. że w grunc*
rzeczy kategorie Miłosza i kategorie Jacqucsa Monoda są u*
same. Tylko ż c Miłosz nie chce albo nic umie sobie z t e g o ż *
sprawy.

1

A N D R Z E J M E N C W E L : Do pewnego stopnia. Ponieważ *

Monoda, o ile pamiętam, cala kwestia sprowadza się do reW
pomiędzy residuum animizmu i hipertrofią racjonaliz**
A u Miłosza to nie jest residuum animizmu. to jest wyobrazi"'
religijna.
PAWEŁ M A C I E J K O : A co to jesl wyobraźnia religijna, P "
3

profesorze?
*
A N D R Z E J M E N C W E L : Powiedzieć mogę tera/ tyle. że
Miłosza to jest to. co widział Swedcnborg. To jest l°ucieleśnia Sedcnborg. On lam był. on to widział. To F
wyobraźnia religijna. To jest realne bycie duchowe w ś#i*j*
nadzmyslowym czy nadprzyrodzonym To jest wyobraź"
religijna.

�p ^ W E t M A C I E J K O : To są Marzenia
jasnowidza.
ANDRZEJ M E N C W E L : Dokładnie to sic nazywa Marzenia
jasnowidzącego*.
MATEUSZ W E R N E R : Myślę, że możemy j u ż zostawić wyeks­
ploatowany wątek samozaprzcczności, bo...
K R Z Y S Z T O F C H L I P A L S K I : ...jutro do niego wrócimy.
MATEUSZ W E R N E R : Jest to pewien zarzut stawiany przez
pawła Maciejkę, bardzo zresztą zgrabnie. Powiedzieliśmy
sobie, że jest to zarzut raczej formalny. Ja chciałem zwrócić
uwagę na inny zarzut, który pojawił s i ę już. poza zagajeniem, ale
także wyszedł z ust Pawła, i który jest być może ciekawszy
j lepjcj można w niego uderzyć z perspektywy pana Andrzeja
Mencwela. Ty mówisz, że b y ć może cała diagnoza Miłosza
przestała być aktualna, te sposoby uchwyiywania rzeczywisto­
ści, opisy tej rzeczywistości są nieadekwatne. Twierdzisz, że
współczesna fizyka, współczesne przejawy postaw religijnych
nic odpowiadają lej siatce pojęć, którą stosuje Miłosz. Rozu­
miem, że jest to siatka pojęć wynikająca z dychotomii
obiekt—subiekt, która jest przez ciebie negowana jako właśnie
kryzysogenna. M a m do ciebie pytanie: czy masz coś w zanad­
rzu? Nie możesz chyba pałać taką bezinteresowną nienawiścią
do wszystkich formuł intelektualnych. Nic wierzę w to. Czy
masz rzeczywiście w zanadrzu jakiś inny sposób opisu tej nowej
rzeczywistości kulturowej, która nas dotyczy w dzisiejszym
Jwiecie? Ziemia Ulro została wydana mniej więcej dwadzieścia
lat temu, czy to się już. lak zdezaktualizowało?
PAWEŁ M A C I E J K O : J a nic pałam nienawiścią, o ile mi
wiadomo, do niczego. I jeżeli czegoś nic lubię, to nic jest to
bezinteresowne. Nielubicnie nic jest nienawiścią. Co do adek­
watnych opisów nowej rzeczywistości, to j a ich oczywiście nic
mam. Natomiast nic udaję, ż e mam. Usiłuję tylko pokazać, ż e te
są nieadekwatne. Mateusz, pierwszy z brzegu przykład: katego­
ria relacji. Z n o w u , nic precyzując, jaka lo jest relacja, czy to jest
antynomia, czy dychotomia. W odniesieniu do fizyki kwan­
towej nadaje się na śmietnik. Tylko żc to jest materiał na d ł u g ą
dyskusję i nie wiem. czy w tej chwili jest sens j ą podejmować.
MATEUSZ W E R N E R : Ja się zastanawiam, czy rzeczywiście
świat oparty na fizyce kwantowej tak bardzo różni się od świata
opartego na fizyce newtonowskiej, jeżeli patrzeć na to z per­
spektywy Miłosza.
KRZYSZTOF C H L I P A L S K I : Powiem tak: są takie rzeczy w tej
książce, które bardzo irytują. Szczególnie wtedy, kiedy mówi
sie o historii. Czy nie uderzające jest to, ż e Miłosz umieszcza
moment kryzysu w pewnym określonym punkcie? To pytanie
nie jest bezzasadne, bo postrzeganie pewnego momentu kryzysu
* którymś momencie oznacza, ż e kiedyś przed kryzysem b y ł o
lepiej i mam na to ironiczne pytanie: „Byli szczęśliwsi daw­
niejsi poeci?". Sprawdzić tego nic można, to raz, a po drugie
-co nam to daje? Co b y ś chciał z tego wydobyć? O taką prostą
W z mi tutaj chodzi. Chodzi t e ż o problem aktualności Ziemi
wro. On także istnieje w sferze pewnej historii. I to nic tylko
* historii takiej, którą m o ż n a określić datą wydania tej książki,
™ ja lej książki wtedy nic przeczytałem. Byłem za młody
pytałem j ą o wiele później. Dlaczego ta książka jest
"'aktualna?
ANDRZEJ M E N C W E L : Najpierw, jak rozumiem, pan powie,
J c s t nieaktualna?
KRZYSZTOF C H L I P A L S K I : Nie. taki g ł o s się pojawił, więc j a
" Pytam. Dlaczego uważasz, że la książka jest nieaktualna?
rmW" ^ ^
J
'
„ a k t u a l n o ś ć " bądź „nieaklual• Otóż sugeruje się, że w pewnym momencie ktoś się
poraj z pewnym problemem, nauka dwudziestego wieku
w L . ' '• £ p i m Newtonem i w związku z tym żyjemy
Jakościowo zupełnie innym świecie. I ta książka jest tak
do muzeum. Tak? Każda epoka, mówił przeciwnik
r

1

/ c

1 0

a

t u t a

r

o

z

u

m

e

r

n

K

S

ł

£Ja

C

t u

*u^
polemicznego wobec Swedenborga pisma linmanuela Kania
* M u u •'''•"'""'"/"((teto objaśnione przez marzenia metafizyki, lluinaczyl
* M. Kozłowski. Lwów IK99
ri|(

ł

, M a

Hegla, Sorcn Kierkcgaard, załatwia swoje problemy sama.
A mówiąc bardziej radykalnie, każdy sam sobie załatwia
problemy, które stawia przed nim epoka. Nic ma czegoś takiego,
jak „zestarzenie s i ę " jakiegoś momentu. Sądzę, że cały czas
stoimy wobec konieczności przeformulowania pewnego pojęcia
myślenia historycznego, historyczności, które to przeformułowanic ta książka umożliwia. I chciałbym, abyśmy mówiąc
o kryzysie właśnie pomyśleli nad tym przeformułowaniem. To
dla mnie jest niezwykle problematyczna sprawa, żc akurat
w osiemnastym wieku Miłosz umieszcza swój kryzys. I co lo za
sobą pociąga? Czy on rzeczywiście go umieszcza w osiemnas­
tym wieku i co jest w gruncie rzeczy przed osiemnastym
wiekiem? A jeżeli jest inaczej, lo na czym ta inność polega?
Jakościowa inność? I jak my to sprawdzimy?
A N D R Z E J M E N C W E L : Ja myślę, że nadszedł czas, aby
zobaczyć to z wysokości średniej, a nie - jak dotąd - z wysoka.
Oczywiście, żc absolutyzacje historyczne, głoszące, że coś
zaczyna się od Franciszka Bacona, a kończy się na fizyce
kwantowej, są cokolwiek naciągane, są tylko pewnymi punk­
tami orientacyjnymi, nic mają żadnego waloru absolutnego.
Ważne, że są między nimi różnice. I nagrani, jak powiedziałem,
tej różnicy, usytuowana jest la refleksja. Od Oświecenia datuje
się laki nurt myślowy w Europie, który charakteryzuje się tym.
żc można obyć się, że nie tylko m o ż n a obyć się. że należy obyć
się bez iranscendencji. T o jest światopogląd naukowy, on się
kształtuje, to znaczy jego zaczątki są rzeczywiście u Bacona,
jego inicjacja jako światopoglądu w oświeceniu, a jego apo­
geum w pozytywizmie, który wytwarza koncepcję światopo­
glądu naukowego. Co to znaczy światopogląd naukowy? To
znaczy laki pogląd na świat, ugruntowany na nauce rozumianej
w scjentyficzno-pozylywistyczny sposób, któremu nic więcej
nie trzeba. I to panuje, naprawdę, daję wam słowo. Biblioteka
Uniwersytetu Warszawskiego pełna jest książek, w których taka
świadomość była wyrażana. T o była realność historyczna. Cały
marksizm Trzeciej Międzynarodówki, w kręgu którego ja
przynajmniej spędziłem kawałek życia, jest niczym więcej niż
rc-przybycicm, jeśli tak m o ż n a powiedzieć, re-intronizacją tego
anachronizmu. Jeżeli rodzi się taka świadomość, żc tamto się
wyczerpało, której Miłosz przecież pierwszy nie wyraża,
oczywiście, ona naprawdę rodzi się na przełomie dziewiętnas­
tego i dwudziestego wieku. To jest zdarzenie istotne w mental­
ności europejskiej, na miły B ó g ! Pięć wieków rozwoju tej
świadomości zostało zachwiane, tu się siały bardzo poważne
rzeczy. Świat, w którym żyjemy, jest jeszcze zbudowany na
zasadach fizyki mechanicznej. T o wszystko, na przykład ten
budynek, to nic jest fizyka kwantowa. T o wszystko jest
zbudowane na tych zasadach - jesteśmy w tym świecie,
namacalnie, chodzimy po nim nogami. T o była realność
historyczna. Teraz Miłosz rozumie, że to była realność histo­
ryczna, i rozumie też lo, że ta realność historyczna się
wyczerpuje, i pyta, jak doświadczać tego świata. Na podstawie
czego mogę sądzić, żc cokolwiek dorzecznic myślę o tym
świecie, skoro j u ż nie na mocy tamtych przesłanek? Na mocy
jakich przesłanek? To jest ważne pytanie - ono stoi na porządku
dnia.
PAWEŁ M A C I E J K O : Panie profesorze, no dobrze, ale jeśli la
rzeczywistość jest zbudowana na fizyce newtonowskiej, z czym
j a się oczywiście zgadzam, cały czas nas otacza, bo ten dom, bo
samochód, bo komputer, bo .... no to skąd wiemy, że to się
wyczerpuje, że to się kończy. W jaki sposób i na jakiej
podstawie można powiedzieć laki oto sąd: koniec?
A N D R Z E J M E N C W E L : M o ż n a powiedzieć na takiej pod­
stawie, że wiemy o tym, że to jest tylko rzeczywistość
poszczególna, względna, a dla tamtej świadomości była to
rzeczywistość konieczna i absolutna.
J A K U B BORATYŃSKI: Jedyna.

A N D R Z E J M E N C W E L : Jedyna. A dla nas ona j u ż taką nie jest.
O p r a c o w a ł A n d r z e j Mencwel

51

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="12813" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="13342">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/6afabfd0ddf5f420d2c88dddef75e795.pdf</src>
        <authentication>6590a481dca918a72bf490853a2f95e8</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="1">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="174">
                  <text>Książki</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154157">
                <text>(z recenzji prof. dr hab. Anny Tyrpy)
fot. Anna Podlasin

Maciej Mętrak (ur. 1988)
– językoznawca i etnolog,
adiunkt w Instytucie Slawistyki
PAN. Studiował w Warszawie,
gdzie w 2020 r. obronił
doktorat, i w Pradze. Autor
ponad 20 artykułów, przede
wszystkim z zakresu etno- i
socjolingwistyki, publikowanych
w czasopismach naukowych
i książkach wieloautorskich.
Obecnie uczestnik projektu
„Różnorodność językowa w
Polsce” (IS PAN) i członek
zespołu opracowującego
„Leksykon Folkloru Polskiego”
(PTL).

Autor proponuje bardzo szerokie, interdyscyplinarne ujęcie tematu,
co znajduje potwierdzenie w tekście głównym oraz w licznych
ważnych i cennych przypisach. […] Na wysoką ocenę zasługuje sposób
przeprowadzania badań, umiejętność zapanowania nad ogromnym
materiałem źródłowym, a także jego bardzo rzetelna analiza. Monografia
Macieja Mętraka jest solidnym i wielostronnym opracowaniem
naukowym. Godne podkreślenia są dojrzałość i dystans badawczy. Praca
dowodzi ponadto dobrej orientacji autora w literaturze przedmiotu,
co przekłada się na wysoką jakość przygotowanego tekstu.
(z recenzji dr hab. Renaty Burej, prof. UJ)

Fundacja Slawistyczna

ISBN: 978-83-64465-74-1
ISSN: 1899-0258

100
95
75

25
5
0

logo fundacji trasowany jpg 1

Wsparcie publikacji:

15 wrzeÿÿnia 2015 12:09:10

Patronat:

MAPA ŚWIATA Z JARMARCZNEJ ULOTKI Maciej Mętrak

Monografia „Mapa świata z jarmarcznej ulotki – czeska
dziewiętnastowieczna twórczość kramarska w perspektywie
etnolingwistycznej” odsyła czytelników w przeszłość i odsłania
przed nimi fragment dawno minionego świata. […] Wielki trud
i wysiłek intelektualny, włożony przez autora w opracowanie tego
tematu dał znakomity rezultat. Publikacja tej książki z pewnością
przyciągnie czytelników nie tylko spośród bohemistów, ale też
spośród kulturoznawców, historyków, etnografów, folklorystów,
językoznawców, zwłaszcza tych zajmujących się etnolingwistyką.

�Mapa świata z jarmarcznej ulotki.
Czeska dziewiętnastowieczna
twórczość kramarska
w perspektywie etnolingwistycznej

�ISSN: 1899-0258
seria PTL „Biblioteka Literatury Ludowej”
ISBN: 978-83-64465-74-1

Tom 14

Redaktor naczelna serii
Katarzyna Marcol

�MACIEJ MĘTRAK

Mapa świata z jarmarcznej ulotki.
Czeska dziewiętnastowieczna
twórczość kramarska
w perspektywie etnolingwistycznej

P O L S K I E T O WA R Z Y S T W O L U D O Z N AW C Z E
WROCŁAW 2024

�Recenzenci:
prof. dr hab. Anna Tyrpa
dr hab. Renata Bura, prof. UJ

Projekt okładki:
Weronika Siwiec

Redakcja, skład, łamanie, korekta i druk:
STUDIO NOA

Ireneusz Olsza

Projekt dofinansowany ze środków budżetu państwa,
przyznanych przez Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego
w ramach Programu Doskonała Nauka II – Wsparcie Monografii Naukowych
Wydanie książki zostało dofinansowane z subwencji na utrzymanie i rozwój
potencjału badawczego Instytutu Slawistyki Polskiej Akademii Nauk

© Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, Wrocław 2024

ISBN: 978-83-64465-74-1

Polskie Towarzystwo Ludoznawcze
ul. Fryderyka Joliot-Curie 12, 50-383 Wrocław
tel. (+48) 71 375 75 83
e-mail: ptl@ptl.info.pl, www.ptl.info.pl
Współwydawca:
Fundacja Slawistyczna, ul. Jaracza 6/12, Warszawa

�Spis treści

Podziękowania . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 11
Wykaz skrótów . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 13
1. Wstęp . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
1.1. Cel i założenia pracy . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
1.2. Językowy obraz świata i stereotypy . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
1.3. Stereotyp w badaniach etnolingwistycznych . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
1.4. Przyjęte w książce zasady opisu . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

15
15
24
27
28

2. Podstawowe problemy badania literatury kramarskiej . . . . . . . . . . . . . . .
2.1. Kwestie terminologiczne – podstawowe pojęcia . . . . . . . . . . . . . . . . . .
2.1.1. Kramarski, jarmarczny czy odpustowy? . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
2.1.2. Pieśń kramarska i druk kramarski – podstawowe definicje . . .
2.1.3. Literatura „na poły ludowa” . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
2.2. Stan badań i dostępna literatura . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
2.3. Podstawa materiałowa . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
2.3.1. Ograniczenie czasowe . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
2.3.2. Ograniczenie geograficzne . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
2.4. Twórczość kramarska – wstępny opis zjawiska . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
2.5. Podstawowy podział tematyczny twórczości kramarskiej . . . . . . . . . .
2.5.1. Pieśni o tematyce religijnej . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
2.5.1.1. Pieśni kontemplacyjno-modlitewne . . . . . . . . . . . . . . .
2.5.1.2. Pieśni narracyjne (świeckie o tematyce religijnej) . . .
2.5.2. Pieśni o tematyce świeckiej . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
2.5.2.1. Pieśni nowiniarskie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
2.5.2.2. Pieśni rekruckie i wojenne . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
2.5.2.3. Pieśni patriotyczne i polityczne . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
2.5.2.4. Pieśni kryminalne (morytaty i ballady kramarskie) .

33
33
33
35
36
37
45
47
49
51
54
57
57
58
59
59
60
61
61

⩶5⩶

�2.5.2.5. Pieśni miłosne . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 62
2.5.2.6. Pieśni satyryczne . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 63
3. Czeska twórczość kramarska – historia i uwarunkowania społeczno-kulturowe . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
3.1. Korzenie zjawiska . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
3.1.1. Twórczość kramarska a literatura oralna . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
3.1.2. Pieśń kramarska a nowożytne druki nowiniarskie . . . . . . . . . . .
3.1.3. Czeskie druki kramarskie na tle słowiańskim
i zachodnioeuropejskim . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
3.2. Etapy rozwoju czeskiej twórczości kramarskiej . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
3.3. Druki kramarskie jako źródło historyczne . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
3.4. Druk kramarski jako przedmiot kultury materialnej . . . . . . . . . . . . . .
3.5. Twórczość kramarska a czeskie odrodzenie narodowe . . . . . . . . . . . . .
3.6. Autorzy, wydawcy i odbiorcy twórczości kramarskiej . . . . . . . . . . . . . .

65
65
66
68
69
71
74
77
80
82

4. Kramarski porządek świata ziemskiego . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 85
4.1. Projektowany odbiorca – zwroty do słuchacza w tekście . . . . . . . . . . . 85
4.2. Punkt widzenia i perspektywa – ujęcia swojskości . . . . . . . . . . . . . . . . . 87
4.3. Konteksty swojskości: punkty widzenia w opisie świata ludzkiego . . 89
4.3.1. Punkt widzenia katolika . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 90
4.3.2. Punkt widzenia poddanego austriackiego . . . . . . . . . . . . . . . . . . 91
4.3.3. Punkt widzenia Czecha/Morawianina . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 92
4.3.4. Punkt widzenia chłopa . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 94
4.4. Obrazy innego – uwagi metodologiczne do opisu grup etnicznych
i etnokonfesyjnych . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 95
4.5. Wizerunki obcego – kryterium religijne . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 96
4.5.1. Nazwy innego . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 98
4.5.2. Konwertyta – innowierca oswojony . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 102
4.5.3. Bluźnierca i świętokradca . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 109
4.5.4. Kat w rodzinie – pater furiosus . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 118
4.5.5. Tyran – prześladowca u władzy . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 124
4.5.6. Wnioski . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 127
4.6. Wizerunki obcego – kryterium państwowe . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 129
4.6.1. Obcy – najeźdźca i okupant . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 132
4.6.2. Obcy – odległy wróg . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 143
4.6.3. Obcy – wróg wewnętrzny . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 146
⩶6⩶

�4.6.4. Inny neutralny, relacja świata pieśni i świata pozatekstowego . 154
4.7. Stereotypy dotyczące poszczególnych krajów i ich mieszkańców . . . 157
4.7.1. Ameryka/Amerykanie (+ Meksyk/Meksykanie) . . . . . . . . . . . 159
4.7.1.1. Nazwa kraju . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 159
4.7.1.2. Nazwa grupy etnicznej . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 159
4.7.1.3. Obraz w tekstach . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 159
4.7.2. Francja/Francuzi . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 162
4.7.2.1. Nazwa kraju . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 162
4.7.2.2. Nazwa grupy etnicznej . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 162
4.7.2.3. Obraz w tekstach . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 163
4.7.3. Polska/Polacy . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 165
4.7.3.1. Nazwa kraju . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 165
4.7.3.2. Nazwa grupy etnicznej . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 166
4.7.3.3. Obraz w tekstach . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 166
4.7.4. Prusy/Prusacy (+ Brandenburczycy) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 168
4.7.4.1. Nazwa kraju . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 168
4.7.4.2. Nazwa grupy etnicznej . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 168
4.7.4.3. Obraz w tekstach . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 169
4.7.5. Rosja/Rosjanie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 172
4.7.5.1. Nazwa kraju . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 172
4.7.5.2. Nazwa grupy etnicznej . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 172
4.7.5.3. Obraz w tekstach . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 172
4.7.6. Szwecja/Szwedzi . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 174
4.7.6.1. Nazwa kraju . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 174
4.7.6.2. Nazwa grupy etnicznej . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 174
4.7.6.3. Obraz w tekstach . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 174
4.7.7. Turcja/Turcy (+ Tatarzy) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 176
4.7.7.1. Nazwa kraju . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 176
4.7.7.2. Nazwa grupy etnicznej . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 176
4.7.7.3. Obraz w tekstach . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 177
4.7.8. Węgry/Węgrzy . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 180
4.7.8.1. Nazwa kraju . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 180
4.7.8.2. Nazwa grupy etnicznej . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 181
4.7.8.3. Obraz w tekstach . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 181
4.7.9. Włochy/Włosi . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 183
4.7.9.1. Nazwa kraju . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 183
4.7.9.2. Nazwa grupy etnicznej . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 183
⩶7⩶

�4.7.9.3. Obraz w tekstach . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 183
4.7.10. Żydzi . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 185
4.7.10.1. Nazwa kraju . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 185
4.7.10.2. Nazwa grupy etnicznej . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 185
4.7.10.3. Obraz w tekstach . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 186
4.8. Wizerunki obcego – kryterium etniczne i regionalne . . . . . . . . . . . . . 190
4.8.1. Patriotyzm państwowy a „inne patriotyzmy” . . . . . . . . . . . . . . . 191
4.8.2. Elementy czeskiego nacjonalizmu . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 194
4.8.3. Słowiańskość, ludowość, regionalizm . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 197
4.8.4. Podsumowanie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 202
4.9. Wizerunki obcego – hierarchia społeczna . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 204
4.9.1. Teksty dydaktyczne – twórczość kramarska jako narzędzie
kontroli społecznej? . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 205
4.9.2. Bogaci i biedni w tekstach narracyjnych . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 208
4.9.3. Kramarski sentymentalizm – miłość ponad podziałami . . . . . 213
4.9.4. „uprzywilejowani” w biedzie – wdowy, sieroty, żebracy . . . . . 218
4.9.4.1. Kategoria wdowieństwa i sieroctwa w tekstach . . . . . 219
4.9.4.2. „Osiřelo dítě…” – motywy sieroce z elementem
nadprzyrodzonym . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 221
4.9.4.3. Wędrowni żebracy . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 226
4.9.5. Obrazy władzy – ludowy monarchizm . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 227
4.9.5.1. Cesarz austriacki a inni władcy . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 231
4.9.5.2. Wizerunki monarchy – odważny wódz i obrońca
wiary . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 235
4.9.5.3. Wizerunki monarchy – ojciec poddanych
i sprawiedliwy sędzia . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 240
4.9.6. Władza cesarska a „inne władze” – kondycja człowieka
i obcość w ujęciu metafizycznym . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 243
5. Kramarska metafizyka – wertykalny porządek świata . . . . . . . . . . . . . . . . 249
5.1. Teksty kramarskie o tematyce religijnej – uwagi ogólne . . . . . . . . . . . . 249
5.2. Motywacja religijna w tekstach kramarskich . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 250
5.3. Bóg chrześcijański . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 252
5.3.1. Trójca Święta . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 253
5.3.2. Pan Bůh . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 255
5.3.3. Wędrówki Chrystusa po świecie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 257
5.3.4. Metla Páně . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 258
⩶8⩶

�5.4.

5.5.

5.6.

5.7.

5.3.5. Podsumowanie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 261
Pośrednicy: Maryja i święci . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 262
5.4.1. Święci w tradycji Kościoła . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 263
5.4.2. Święci w literaturze jarmarcznej . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 265
5.4.2.1. Pieśni historyczne, biblijne i apokryfy . . . . . . . . . . . . . 267
5.4.2.2. Hagiografia . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 268
5.4.2.3. Objawienia . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 268
5.4.2.4. Aktywne interwencje . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 270
5.4.3. Podsumowanie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 274
Aniołowie i moce niebieskie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 275
5.5.1. Anioł w języku pieśni kramarskiej . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 278
5.5.2. Aniołowie w fabule pieśni . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 279
5.6.2.1. Aniołowie – niebiańska asysta . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 279
5.5.2.2. Aniołowie – aktywni obrońcy pobożnych . . . . . . . . . 284
5.5.2.3. Anioł stróż . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 286
5.5.3. Podsumowanie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 289
Diabły i moce piekielne . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 290
5.6.1. Čert, ďábel, Lucifer – diabelskie imiona i sprawcza moc słowa 292
5.6.2. Diabeł w fabule – rola diabła w schemacie funkcjonowania
świata . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 297
5.6.2.1. Obcowanie z diabłem – wygląd demona . . . . . . . . . . . 299
5.6.2.2. Piekło i przestrzenie demoniczne . . . . . . . . . . . . . . . . . 303
5.6.2.3. Ochrona przeciw diabłu . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 307
5.6.3. Zoomorficzne piekielne moce . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 310
5.6.4. Podsumowanie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 314
Pozostałe przestrzenie i moce . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 315
5.7.1. Niebo . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 315
5.7.2. Ogień niebieski . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 316
5.7.3. Raj ziemski . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 321
5.7.4. Obcowanie ze zmarłymi . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 323
5.7.5. Ziemia . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 327
5.7.6. Trzęsienie ziemi . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 329
5.7.7. Podziemie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 330
5.7.8. Podsumowanie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 333

6. Zakończenie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 335
7. Lista druków . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 341
⩶9⩶

�8. Bibliografia . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 413
8.1. Źródła drukowane . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 413
8.2. Źródła internetowe . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 435
Streszczenie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 437
Summary . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 441
Spis tablic . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 445

⩶ 10 ⩶

�Podziękowania

Praca nad książką to znacznie więcej niż samo przygotowanie tekstu. Także w tym
przypadku, oprócz podpisanego na stronie tytułowej autora, do powstania pracy przyczyniło się znacznie więcej osób, którym pragnę serdecznie podziękować.
W pierwszej kolejności dziękuję promotorowi mojej rozprawy doktorskiej, profesorowi Zbigniewowi Greniowi, bez którego rad i uwag niniejsza monografia z pewnością nie zaistniałaby w obecnej formie, oraz jej recenzentkom: paniom profesor
Renacie Burej i Annie Tyrpie. Koleżankom i kolegom z Instytutu Slawistyki PAN,
Instytutu Slawistyki Zachodniej i Południowej UW i Czeskiego Centrum w Warszawie jestem wdzięczny za wszystkie rozmowy, porady i konsultacje. Szczególnie
dziękuję Karolinie Ćwiek-Rogalskiej i Michałowi Rogalskiemu, bez których zachęty i motywacji zapewne nie udałoby mi się zdobyć grantu NCN Etiuda 6, znacznie
ułatwiającego ostatni rok pracy nad rozprawą doktorską, stanowiącą podstawę dla
niniejszej monografii. Wyrazy wdzięczności kieruję również do wszystkich osób,
które udzieliły mi pomocy podczas badań, przede wszystkim Heleny Kovářovej z
Muzeum Komeńskiego w Przerowie, za życzliwe przyjęcie i zapewnienie właściwie
nieograniczonego dostępu do zbiorów. Za konsultacje i przesłane materiały dziękuję również Veronice Hrbáčkovej i pozostałym pracowniczkom i pracownikom
Muzeum Regionalnego w Ołomuńcu, gdzie po raz pierwszy zainteresowałem się
przyszłym tematem badań, Janie Polákovej z Muzeum Morawskiego w Brnie, Michalowi Klackowi i Matějowi Měřičce z Biblioteki Muzeum Narodowego w Pradze, Piotrowi Grochowskiemu z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu,
oraz wszystkim instytucjom, które pozwoliły mi na wykorzystanie grafik i zdjęć ze
swoich zbiorów jako ilustracji w niniejszej pracy. Książka, którą trzymają Państwo
w ręku, nie mogłaby ukazać się bez wsparcia organizacyjnego Fundacji Slawistycznej oraz wydawnictw IS PAN i PTL, reprezentowanych przez dr Dorotę Leśniewską i prof. Katarzynę Marcol, a nie wyglądałaby tak dobrze bez współgrającej z treścią okładki, przygotowanej przez Weronikę Siwiec.
⩶ 11 ⩶

�Na koniec, ale najmocniej, dziękuję swoim najbliższym: Oli, Mirze, Rodzicom
i mojej siostrze, Monice oraz wszystkim Przyjaciołom, towarzyszącym mi i wspierającym mnie przez te kilka – czasem trudnych – lat. Swoją pracę chciałbym zadedykować pamięci Zbigniewa Żarnowieckiego, który nie doczekał jej ukończenia, ale zawsze pozostanie dla mnie wzorem dociekliwości i pasji poznawania świata.
Warszawa, luty 2020 – lipiec 2024

⩶ 12 ⩶

�Wykaz skrótów

NEČMS – Lidová kultura: národopisná encyklopedie Čech, Moravy a Slezska
SFP
– Słownik folkloru polskiego
SSiSL
– Słownik stereotypów i symboli ludowych

⩶ 13 ⩶

��1 Wstęp
1.1. Cel i założenia pracy
Relacja między tym, co znane i swojskie, a tym, co obce i egzotyczne, jest jednym
z fundamentalnych podziałów leżących u podstaw ludzkiej kultury oraz wszelkich
prób poznania i opisania świata – zarówno naukowych, jak i tych określanych jako
potoczne. Współczesna humanistyka, z antropologią na czele, rozszerzyła swoje zainteresowanie o autorefleksję i analityczne spojrzenie na zjawiska najbliższe badaczowi, podejmując próbę spojrzenia na to, co pozornie oczywiste, jak na coś obcego1. Porzucono tym samym starsze paradygmaty badawcze, skupione na badaniu
odległego geograficznie i egzotyzowanego „innego”, zacierając niegdyś wyraźną granicę między dwoma biegunami opozycji „swój – obcy”. Refleksja ta pomogła dostrzec, że także w poszczególnych badanych kulturach „swojskość” i „obcość” nie
są wcale czymś mierzonym obiektywnie i oczywistym, ale są kształtowane i aktualizowane przez ludzi zależnie od kontekstu i konkretnych potrzeb, czasem w pozornie sprzeczne sposoby.
Każda próba zrekonstruowania całościowego obrazu świata jakiejś kultury wymaga refleksji nad rządzącymi nią wewnętrznymi zasadami. Celem niniejszej pracy
jest właśnie taka podmiotowa rekonstrukcja obrazu świata utrwalonego w języku,
a dostępnego za pośrednictwem materiału folklorystycznego – czeskiej twórczości kramarskiej i obecnych w niej stereotypów dotyczących własnej grupy, innych
grup etnicznych, religijnych i społecznych, a wreszcie nadludzkich sił aktywnych
na ziemi i metafizycznego porządku świata2. Praca ma charakter interdyscyplinarny,
1
W myśli polskiej zob. np. Stomma 1981: 71 i całość dyskusji o przyszłości etnologii w tomie 35 „Polskiej Sztuki Ludowej”.
2
Językowy obraz świata nie jest tylko „odbiciem” świata zewnętrznego, ale przetwarza go
i przedstawia według konkretnych sposobów kategoryzacji i segmentacji rzeczywistości. Dowodem jego daleko idącej niezależności od empirycznego doświadczenia jest choćby istnienie w języku pojęć abstrakcyjnych oraz nazw dotyczących zjawisk i bytów duchowych bez fizycznego denotatu (zob. Bartmiński 2006: 77).

⩶ 15 ⩶

�łączy bowiem ujęcie metodologiczne czerpiące z dorobku językoznawstwa kognitywnego z podejściem bliższym antropologii kulturowej i tradycyjnej etnografii,
zainteresowanej kulturą ludową. Połączenie takie ma, oczywiście, długą historię,
a związki języka z kulturą były przez badaczy podkreślane właściwie od początku
istnienia językoznawstwa jako dyscypliny naukowej. Najczęściej przywoływane są
w tym kontekście osiągnięcia amerykańskich badaczy z pierwszej połowy XX w.,
przedstawiane w popularnej formie jako tzw. hipoteza Sapira-Whorfa, ale zarówno
Edward Sapir, jak i jego nauczyciel Franz Boas, czerpali z wcześniejszego dorobku
językoznawców europejskich, przede wszystkim Wilhelma von Humboldta (por.
Chruszczewski 2011: 21). Zarówno Humboldt (2001: 106), jak i Sapir (1978: 88)
widzieli język jako spójny system pośredniczący w obydwu kierunkach pomiędzy
psychiką człowieka a otaczającym go światem zewnętrznym.
Język bez wątpienia nazwać można instytucją społeczną, ale również – za wybitnym językoznawcą i folklorystą Jerzym Bartmińskim – „niezwykłym składnikiem
kultury”, który nie tylko pozwala zachować i przekazać kolejnym pokoleniom dorobek przodków, ale również tworzy więzi społeczne i kreuje wzorce zachowania.
Jest także narzędziem porządkowania doświadczeń i nadawania formy obrazowi
rzeczywistości, a dzięki temu – co szczególnie cenne dla badacza – ujawnia przyjęte w danej kulturze postawy wobec świata oraz sposoby kategoryzacji i wartościowania osób i rzeczy (zob. Bartmiński 2007: 32–33).
Kod językowy i kod kulturowy rządzą się podobnymi zasadami: „Jednostka
podporządkowuje się określonym schematom w sposób nie do końca zracjonalizowany, świadomy, choć możliwa jest wtórna refleksja nad działaniem językowym
i pozajęzykowym” (Nagórko 1994: 7). Szczególne paralele można zauważyć między językiem a folklorem, który przez swoją anonimowość funkcjonuje jako byt
w znacznej mierze obiektywny społecznie, niezależny od swoich poszczególnych
użytkowników. Stanowi to dodatkową wartość badań opartych na tego typu materiale (por. Greń 2001a: 68). Obraz świata w kulturze ludowej jest więc tworem
zbiorowym, wynikającym z doświadczeń całej społeczności, choć – jak zauważa etnolingwistka Ewa Masłowska – współtworzą go poszczególni członkowie grupy,
którzy „przez osobisty udział w rytuałach, zwyczajach, przestrzeganie norm i zakazów, komunikację i przekazywanie wzorców – potwierdzają swoją przynależność
do wspólnoty, stają się współtwórcami kulturowego i językowego obrazu danego
fragmentu rzeczywistości” (2012: 47).
Etnolingwiści często powołują się na konserwatyzm kultury ludowej, pozwalający w bliższych współczesności formach odnajdywać utrwalone ślady starszych
wzorców i stereotypów. Do wizji świata, wierzeń i przekonań minionych pokoleń
⩶ 16 ⩶

�mamy dziś jednak dostęp jedynie za pośrednictwem ich zachowanej spuścizny, nie
sposób bowiem sięgnąć w przeszłość za pomocą takich narzędzi badań społecznych, jak: wywiad, obserwacja uczestnicząca (badania jakościowe), czy choćby ankieta (badania ilościowe). Możemy jednak odwołać się do instrumentarium szeroko pojętej lingwistyki, by skorzystać z dostępnych tekstów źródłowych, a także
zarejestrowanego materiału pozajęzykowego3. Takie rozumienie językoznawstwa,
wykraczające poza ścisłe granice dyscypliny, trafnie charakteryzuje socjolingwistka
Irena Bogoczová we wstępie do pracy poświęconej kategoriom „swojskości” i „obcości” w języku:
Lingvistika jako jedna z mála vědních disciplín přesáhla rámec popisu vlastního předmětu. Hledá odpovědi nejen na autonomní otázky jazyka, ale chápe jazyk
mimo jiné jako prostředek mezilidské komunikace či relace mezi světem a jeho odrazem v našem vědomí. Pojetí jazykové komunikace se již dávno neomezuje pouze
na umění vyjadřovat se či rozumět jazyku. Mluvit není totéž co komunikovat. Mluvit není ani totéž co používat jazyk. Na druhé straně, používat jazyk neznamená
vždy jen mluvit. Znamená také přemýšlet, uvažovat, nazývat, hodnotit či klasifikovat zaznamenanou skutečnost, aniž by přitom bylo cokoliv řečeno.
[Lingwistyka jako jedna z niewielu dyscyplin nauki przekroczyła ramy opisu przedmiotu swoich badań. Szuka odpowiedzi nie tylko na pytania dotyczące samego języka, ale rozumie język jako, między innymi, narzędzie ludzkiej komunikacji czy
relację między światem a jego odbiciem w naszej świadomości. Pojęcie komunikacji językowej już dawno nie ogranicza się do umiejętności komunikowania i rozumienia języka. Mówić to nie to samo co komunikować. Mówić to też nie to samo,
co używać języka. Z drugiej strony, używać języka nie znaczy zawsze tylko tyle, co
„mówić”. Znaczy też myśleć, analizować, nazywać, oceniać czy klasyfikować zarejestrowaną rzeczywistość, choćby nic się przy tym nie mówiło]4.
(Bogoczová 2001: 5)

Związkom niniejszego studium z instrumentarium oraz dorobkiem polskiej i słowiańskiej etnolingwistyki poświęcone będą dalsze fragmenty pracy. By wprowadzić

3
Czy raczej – jak trafnie zauważa Jerzy Bartmiński (2007: 128) – „przyjęzykowego”, bo nierozdzielnie związanego z tym, co wyrażane za pośrednictwem języka, który sam w sobie jest jednością formy i treści.
4
Przekłady tekstów obcojęzycznych, w tym czeskich pieśni kramarskich, jeśli nie zostało to
zaznaczone inaczej, pochodzą od autora niniejszego opracowania. Tłumacząc teksty źródłowe starałem się, na ile to możliwe, zachować specyfikę oryginału: rytm, rymy, a także niestandardowy (archaiczny lub regionalny) charakter języka. Również forma graficzna (podział na zwrotki i wiersze,
interpunkcja, wielkie i małe litery) naśladuje oryginalne druki.

⩶ 17 ⩶

�czytelnika w jej strukturę, najlepiej będzie rozpocząć od wyjaśnienia jej tytułu, a konkretnie trzech najważniejszych pojęć, jakie się w nim pojawiają.
Tytułowa twórczość kramarska to fenomen z pogranicza mediów masowych
i ludowej twórczości literackiej. Wraz ze wzrostem alfabetyzacji ziem czeskich na
przełomie XVIII i XIX w. oraz rosnącym zapotrzebowaniem na łatwo dostępną
lekturę, ogromną popularność zdobyły tanie broszury – druki kramarskie – zawierające teksty pieśni o zróżnicowanej tematyce, sprzedawane w warsztatach drukarskich i przez wędrownych kramarzy. Ich dystrybucji towarzyszyło często publiczne
wykonanie oferowanych utworów przez sprzedawcę, mające zachęcić odbiorców do
zakupu towaru. Literatura tego typu stanowiła jedno z głównych źródeł informacji
o świecie dla zmarginalizowanych, gorzej wykształconych warstw społeczeństwa.
Pieczołowicie przechowywane kramarskie ulotki stanowiły często jeden z niewielu
tekstów drukowanych obecnych w podmiejskim domu czy wiejskiej chałupie, pełniąc funkcje modlitewnika, rozrywkowej lektury czy elementarza. Ich autorzy czerpali zarówno z tradycyjnej twórczości ludowej, jak i odpowiednio zaadaptowanych
motywów pochodzących z literatury elitarnej i rodzącej się prasy. Niezależnie od
pochodzenia konkretnych elementów kramarskiego przekazu, na potrzeby niniejszej pracy traktuję całość zjawiska jako element kultury ludowej, co w kontekście
czeskim postulował m.in. Piotr Bogatyriew (1979: 322), a wśród badaczy polskich –
Janusz Dunin (2004: 122). Jako gatunek komercyjny pieśni kramarskie reagowały
na aktualne zapotrzebowanie czytelników, są zatem nie tyle świadectwem prawdziwej wiedzy autora o świecie, co raczej odbiciem światopoglądu i oczekiwań odbiorców. Wartość pieśni kramarskiej jako źródła spoczywa więc właśnie w subiektywności, a analiza treści i formy tego rodzaju literatury umożliwia zrekonstruowanie
obrazu świata jej twórców i odbiorców. Przedstawieniu zjawiska czeskiej twórczości kramarskiej – właściwie nieobecnego w polskiej bohemistyce i etnografii – poświęcona jest pierwsza część książki (rozdziały 2. i 3.).
Każda mapa stanowi schematyczną dwuwymiarową wizualizację rozciągającego się w trzech wymiarach świata, pozwala objąć go wzrokiem i oswoić. Analizowany materiał źródłowy – tekstową zawartość druków kramarskich – można traktować jako podobną próbę oswojenia i opisania świata, zarówno najbliższego, jak
i dalekiego oraz obcego w dwóch aspektach: przestrzennym (świat ludzki z jego
podziałami) i ontologicznym (metafizyczny porządek świata i obcowanie z nadprzyrodzonym)5. Zawarta w tytule rozprawy „mapa” ma, rzecz jasna, znaczenie
5

Takie dwupoziomowe opisanie świata odpowiada rozróżnieniu na dwa zasadnicze rodzaje
„przestrzeni mitycznej”, zaproponowanemu przez pioniera geografii humanistycznej, Yi-Fu Tuana

⩶ 18 ⩶

�metaforyczne i – podobnie jak język – nie stanowi obiektywnego odbicia świata.
Jak zauważa popularyzator koncepcji geografii mentalnej w polskim językoznawstwie, Wojciech Chlebda (2002: 11), nawet najdokładniejsze dzieło kartografa stanowi jedynie pewną interpretację i konceptualizację rzeczywistej przestrzeni, zależną
od celu jej utworzenia, autora i adresata. Tak rozumiana mapa jest więc w zasadzie
porównywalna z każdym innym tekstem zawierającym schematyczną interpretację rzeczywistości pozajęzykowej. Odwołuję się tu do koncepcji „map mentalnych”,
w najogólniejszym sensie oznaczających potoczną wiedzę o miejscach i przypisywanych im wartościach, wpływającą na stosunek człowieka do świata zewnętrznego
(Ley 2009: 455). Na potrzeby niniejszej pracy mapę mentalną rozumiem jako całość
wyobrażeń o organizacji świata i jego mieszkańcach, wartościowaniu jego poszczególnych elementów (istniejących obiektywnie i postulowanych, jak zaświaty) oraz
powiązań między nimi. Mapa taka obejmuje zatem nie tylko świat ludzki w wymiarze horyzontalnym (rozdział 4.), ale również jego wertykalną strukturę, porządek
metafizyczny niebios, ziemi i piekła oraz ich wzajemne przenikanie (rozdział 5.),
a więc całość opisywanego w pieśniach kramarskich wszechświata. Za Wojciechem
Chlebdą należy jednak zauważyć, że: „»całość świata« nie oznacza »cały świat«,
mapy mentalne bowiem są w szczególny sposób wybiórcze. Wybiórczość przejawiała się już, jak pamiętamy, na poziomie budulca map mentalnych – wyobrażeń stereotypowych i dotyczyła szczególnej selekcji cech składnikowych każdego z tych
wyobrażeń” (2002: 14–15)6.
W rozdziałach analitycznych rozprawy skupiam więc swoją uwagę na stereotypach dotyczących wybranych grup etnicznych i etnokonfesyjnych o stosunkowo
stałym wizerunku, sygnalizując jedynie wystąpienia w tekście etnonimów i choronimów pojawiających się okazjonalnie i pozbawionych stereotypowych konotacji. Ze względu na stosunkowo rzadki i powierzchowny charakter opisów miejsc,
„mapa” rysowana w pracy jest w pierwszej kolejności mapą etniczną, przedstawiającą
(1987: 114). Stwierdza on bowiem, że przestrzeń mityczną tworzą zarówno obszary znajdujące
się poza zasięgiem osobistego doświadczenia (w takim przypadku „mityczność” wynika z uzupełniania braków wiedzy na podstawie kultury, wierzeń i doświadczeń danej jednostki czy grupy), jak
i najbliższe nawet miejsca poznane empirycznie (w takim przypadku „mityczność” to orientowanie człowieka wobec wyższego, kosmicznego porządku, aktualne niezależnie od miejsca jego fizycznego przebywania).
6
Można tu również odwołać się do refleksji psychologa Davida R. Olsona (2010: 321), zestawiającej ze sobą mapy mentalne społeczności lokalnych i mapy nowożytnych podróżników. Pierwsze pomagają pamiętać to, co już znane, a pewne informacje przypisane są do wszystkich objętych
mapowaniem miejsc. Drugie stanowią modele teoretyczne, dopuszczają istnienie „białych plam” pozwalających myśleć o tym, co nieznane.

⩶ 19 ⩶

�mieszkańców danych regionów i krain w określonych kontekstach, a nie obrazem konkretnej przestrzeni czy krajobrazu, który w pieśni kramarskiej jest właściwie nieobecny.
Wobec zasadniczo synonimicznych, choć kładących nacisk na różne aspekty
badań pojęć etnolingwistyka, lingwistyka antropologiczna i lingwistyka kulturowa7,
wybór terminu etnolingwistyka wynika z inspiracji metodologicznych, którymi
były dla mnie przede wszystkim prace tzw. szkoły lubelskiej, skupionej wokół powstającego od lat 80. XX w. Słownika stereotypów i symboli ludowych (SSiSL, pierwotnie Słownika ludowych stereotypów językowych). Niniejsza rozprawa mieści się
w zakresie obydwu interpretacji znaczenia członu etno- zawartego w tym terminie (por. Nagórko 1994: 5). Z jednej strony bowiem materiał poddawany analizie
pochodzi z tekstów, które zaliczyć można do szeroko rozumianej kultury ludowej
(„etnograficzny”, w znaczeniu „ludoznawczy” charakter pracy), a z drugiej strony
praca dotyczy kultury konkretnej grupy etnicznej, XIX-wiecznych Czechów/Morawian8. Grupa ta, jej kultura i rekonstruowany w niniejszej pracy obraz świata,
choć pozornie stosunkowo bliskie9, są dla współczesnego czytelnika czymś obcym
w dwóch aspektach. Dla odbiorcy czeskiego jest to zjawisko odległe w czasie, sięgnięcie do wizji świata opartej na elementach odrzuconych przez najczęstsze interpretacje nowoczesnej czeskiej tożsamości narodowej (kształtowane w środowisku
miejskim), takich jak: kontrreformacyjny katolicyzm, lojalność polityczna wobec
domu habsburskiego oraz chłopskie przywiązanie do ziemi i tradycji. Dla czytelnika polskiego materiał czeski jest obcy podwójnie, ponieważ dotyczy innego, choć
pokrewnego genetycznie języka zachodniosłowiańskiego.
Jak stwierdza cytowany już Jerzy Bartmiński: „Etnolingwistyka stara się o to,
by wychodząc od języka, docierać do człowieka, do jego sposobu pojmowania świata” (2007: 33). Tym samym pozwala materiał zachowany w języku interpretować
z perspektywy całościowej, antropologicznej, nie zaś wyłącznie językowej. Etnolingwistyka pochyla się zarówno nad językiem, jak i nad jego użytkownikami oraz
tworzoną przez nich wspólnotą. Ponownie za Bartmińskim dodać można, że dys7

Nie wdaję się tu w szczegółowe debaty o ich zakresie i wzajemnej relacji, które znaleźć można w literaturze przedmiotu (np. Bartmiński 2008, zwłaszcza 21–22).
8
Kwestia tożsamości etnicznej odbiorców i autorów pieśni (państwowej, narodowej i regionalnej) przedstawiona jest szczegółowo w rozdziale 4.
9
Mam tu na myśli potoczny, powierzchowny obraz tzw. „kultury ludowej”, sprowadzający ją
do barwnych strojów, muzyki i tradycyjnych obrzędów, podobny w całej Europie Środkowej, a szczególnie zbliżony wśród narodów słowiańskich katolickiego kręgu kulturowego, por. spojrzenie na „ludowość mityczną” u Ludwika Stommy (2002: 278–282).

⩶ 20 ⩶

�cyplina ta pozwala nie tylko na ujęcie przedmiotowe – badanie wybranej wspólnoty (etnosu) przez pryzmat metodologii językoznawczej, ale również – a nawet
przede wszystkim – ujęcie podmiotowe, a więc próbę spojrzenia na świat oczami
danej społeczności, rekonstrukcję i badania zasad rządzących myśleniem potocznym zgodnie z koncepcją etnonauki (Bartmiński 2008: 21–22).
Takie ujęcie, zaproponowane przez autorów SSiSL, zakłada „dystans” wobec
materiału tekstowego i odrzuca interpretowanie źródeł folklorystycznych (czy szerzej – jakiegokolwiek materiału analizowanego etnolingwistycznie) przez pryzmat
współczesnego rozumienia danych pojęć w języku ogólnym (por. Bartmiński 2007:
119). Postulowana próba wyjścia poza naturalne dla badacza kategorie interpretacji odpowiada spopularyzowanemu przez antropologię kognitywną podziałowi na
badania „etyczne” (ang. etic) i „emiczne” (ang. emic).
Antropologia kognitywna i kognitywne językoznawstwo wyrastają z tego samego pnia (zob. Vrhel 1996: 224), a przytoczone powyżej koncepcje wynikają z propozycji amerykańskiego lingwisty Kennetha L. Pike’a, by językoznawczy podział
na fonetykę (ang. phonetics) i fonologię (ang. phonemics) transponować na wszystkie zjawiska kultury (Pike 1972: 37–72). Obiektem zainteresowania fonetyki jest
fizyczny charakter wszystkich dźwięków ludzkiej mowy, fonologii zaś – rola poszczególnych fonemów w konkretnym systemie językowym (por. Trubiecki 1970:
11–22). Podobnie opis „etyczny” kultury to opis oparty na zewnętrznych, uniwersalnych kryteriach, przedstawiany z punktu widzenia możliwie obiektywnego zewnętrznego obserwatora, a opis „emiczny” to zejście na poziom kategorii znaczących w danej kulturze z perspektywy jej uczestników10:
Descriptions or analyses from the etic standpoint are “alien” in view, with criteria
external to the system. Emic descriptions provide an internal view, with criteria
chosen from within the system. They represent to us the view of one familiar with
the system and who knows how to function within it himself.
[Opisy lub analizy podejmowane z etycznego punktu widzenia są spojrzeniem „obcym”, opartym o kryteria zewnętrzne wobec systemu. Opisy emiczne dostarczają
wewnętrznego spojrzenia, opartego na wybranych kryteriach wewnątrzsystemowych. Są one spojrzeniem kogoś znającego system, wiedzącego jak samemu funkcjonować w jego ramach].
(Pike 1972: 38)

10

Nie zawsze systemy te będą się znacząco różnić, w niektórych przypadkach, jak zauważa
Pike (1972: 41–42), mogą się okazać właściwie zgodne.

⩶ 21 ⩶

�O ile zatem opis „etyczny” może zostać odgórnie narzucony na podstawie wybranych kryteriów, kategorie opisu „emicznego” istnieją wewnątrz systemu i muszą
zostać przez badacza odkryte (Pike 1972: 37). Nie oznacza to jednak po prostu oddania głosu uczestnikom danej kultury, bo podobnie jak rodzimy użytkownik języka nie zawsze jest w stanie wyjaśnić zawiłości używanej przez siebie gramatyki, tak
samo uczestnik jakiejś kultury może nie zdawać sobie sprawy z głęboko zinternalizowanych reguł, jakimi się ona kieruje (Barnard 2006: 163–166)11.
W dostępnych opracowaniach czeskiej literatury kramarskiej badacze stosują
zazwyczaj współczesne sobie, a zewnętrzne wobec tekstu kategorie. W niniejszej
pracy chciałbym zrekonstruować całościową wizję świata, a nie tylko opisać wybrany jego element, opierając się na utworach konkretnego rodzaju. Nie traktuję zatem
tekstów druków kramarskich w sposób literaturoznawczy (stosując ostry genologiczny podział na ballady kramarskie, lirykę, pieśni nowiniarskie, modlitwy itp.),
ale raczej jako różnorodne, choć względnie spójne zjawisko, połączone wspólnym
drukowanym medium, którego odbiorcy przyswajali wszystkie typy tekstów w podobny sposób, bez świadomego stawiania granic gatunkowych czy tematycznych.
Częsty w pracach czeskich autorów podstawowy podział na utwory świeckie i religijne również uważam za zewnętrznie narzucony12, ponieważ (jak pokazuje analiza korpusu tekstów) wątki religijne i światopoglądowe obecne są w wielu tekstach
klasyfikowanych ze względu na gatunek jako świeckie, i przeciwnie – wiele tekstów
tematycznie uznanych za religijne odpowiada swoją formą pieśniom świeckim.
Wybrany materiał – całość kolekcji Muzeum Komeńskiego w Przerowie
(ok. 2800 druków) – obejmuje swoim zasięgiem szeroką pulę tematów, od religijnych wykładni porządku świata i adaptacji historii biblijnych, po informacje dotyczące niezwykłych zdarzeń, ale i codzienności zarówno czeskiej prowincji, jak i dalekich krain. Oczywiście, rekonstrukcja wewnętrznych zasad rządzących tekstami
nie oznacza, że przedstawiony w pracy system jest kompletny, bo pieśni kramarskie
nie były jedynym czynnikiem kształtującym obraz świata osób będących ich czytelnikami i słuchaczami. Nie twierdzę, że kategorie, którymi porządkowali oni swój
świat, całkowicie zgadzały się z jego wizją obecną w pieśni kramarskiej, ale popularność i żywotność tego zjawiska bez wątpienia świadczy o dużej mocy oddziaływania
i odpowiadaniu na zapotrzebowanie odbiorców (a niebezpośrednio – o zgodności
11

Oba podejścia badawcze nie wykluczają się, ale raczej tworzą wzajemnie uzupełniające się
typy idealne (por. Jorion 1983, Burszta 1986: 109–116).
12
Także przez względy ideologiczne – zjawiska kultury ludowej nierzadko były w komunistycznej Czechosłowacji przedstawiane z pominięciem ich religijnego aspektu (choć źródeł podziału na
teksty świeckie i religijne należy szukać już w opracowaniach Františka Bartoša (1885: 195–293)).

⩶ 22 ⩶

�obrazu świata zawartego w tekstach z tym pozatekstowym). Zakładam zatem, że
choć niemożliwe jest dziś zbadanie spojrzenia na świat minionych pokoleń za pomocą metod jakościowych, typowych dla współczesnej antropologii, spośród dostępnych nam źródeł druki kramarskie stanowią niezwykle cenne i wciąż niedostatecznie wykorzystane źródło do jego rekonstrukcji.
Na obraz świata czeskojęzycznego przedstawiciela niższych warstw społeczeństwa składało się wiele innych czynników, których medium był język: folklor ustny,
kazania i nauki kościelne, dydaktyczne książki lektury ludowej13, a w późniejszym
okresie również prasa. Pozajęzykowo kształtowały go zwyczaje i obrzędy związane
z cyklem dorocznym, zarówno ludowe o jeszcze pogańskiej proweniencji, jak i katolicki rok liturgiczny. Mając na względzie to, że zrozumienie wyrażenia językowego wymaga osadzenia w kontekście pozajęzykowym (por. Bartmiński 2007: 36),
w miarę możliwości staram się w niniejszym opracowaniu uzupełniać bazę tekstową o jak najszersze dane etnograficzne – literaturę przedmiotu, ale również refleksję nad materialną formą druków kramarskich, ich oprawą graficzną i sposobami
ich społecznego funkcjonowania (istotne uzupełnienie pierwszej części monografii stanowią wobec tego ilustracje zamieszczone na jedenastu oddzielnych tablicach
zgrupowanych na końcu książki). Założenie to jest zgodne z zasadami przyjętymi
w etnolingwistyce przy opisie językowego obrazu świata ( JOS)14:
Pełna rekonstrukcja JOS […] nie powinna też abstrahować od danych – nazwijmy je „przyjęzykowych”, na które składa się utrwalona społecznie wiedza o świecie,
wspólna nadawcy i odbiorcy, oraz towarzyszące wiedzy przekonania i wierzenia.
[…] Szeroko rozumiana społeczna „wiedza o świecie” jest relewantna komunikacyjnie. Do zespołu danych „przyjęzykowych” skłonny jestem zaliczyć też przyjęte i obowiązujące, czyli skonwencjonalizowane zachowania.
(Bartmiński 2006: 14)

Niniejsza praca może zainteresować nie tylko bohemistów i czytelników zajmujących się środkowoeuropejskim folklorem, ale być może stanowić będzie –
13
Czes. Knížky lidového čtení – dłuższe prozatorskie teksty o charakterze rozrywkowym i dydaktycznym; zob. Magnuszewski 1973: 79, Mocná, Peterka 2004: 305–308, Voit 2008: 467–470.
14
Szczegółową definicję JOS w ujęciu etnolingwistycznym odnaleźć można w pracy J. Bartmińskiego (2006: 12). W największym skrócie jest to zawarta w języku interpretacja rzeczywistości,
dającą się ująć w postaci zespołu sądów o świecie. Źródłem do poznania JOS są zarówno sądy utrwalone w materii języka, jak i sądy jedynie sygnalizowane przez formy językowe, a utrwalone na poziomie powszechnej wiedzy i przekonań jego użytkowników (zob. również Greń 2004: 12–14).
Przyjęte w niniejszej pracy założenia metodologiczne zostaną przedstawione w kolejnym rozdziale.

⩶ 23 ⩶

�wobec charakteru badanego materiału, pochodzącego z pogranicza tradycyjnej
kultury ludowej i kultury masowej nowocześniejszego typu – interesujący dodatek do aktualnych rozważań nad rolą sensacyjnych mediów i fałszywych wiadomości, zastępujących rzetelną informację utwierdzaniem w odbiorcy posiadanych
wcześniej przekonań i uprzedzeń. Etnolingwistyczna analiza danych językowych
umożliwia bowiem wgląd w psychospołeczne mechanizmy rządzące konceptualizacją i kategoryzacją świata przez ludzi, a tym samym, pomimo czerpania z materiału historycznego, pozwala objąć refleksją również powszechne i niezależne
od miejsca czy epoki mechanizmy rządzące ludzkim myśleniem (por. Bartmiński
2006: 15).

1.2. Językowy obraz świata i stereotypy
Przywołana we wstępie koncepcja językowego obrazu świata jest obecna w polskiej
lingwistyce od lat 70. XX w. (Pisarek 1978: 143)15. Od początku kolejnej dekady była intensywnie wykorzystywana i rozwijana przez badaczy i została na trwałe
powiązana z konkretnymi pojęciami i metodami badawczymi. Elementami badań JOS są refleksje nad tym, kim jest podmiot danej wypowiedzi i jego wspólnota (autostereotyp), kim są „oni” (heterostereotyp), jak konceptualizowane są czas,
przestrzeń i zajmowane w niej przez podmiot miejsce, jakie wartości wspólnota
podmiotu przyjmuje za swoje i jak wypowiedzi są zróżnicowane stylowo i gatunkowo (Bartmiński 2006: 20). Rekonstrukcja JOS powinna uwzględniać cały system relacji między językiem a kulturą, czyli zarówno formalne, jak i semantyczne
aspekty wypowiedzi i całość kontekstu „przyjęzykowego”, tak by opis językoznawczy przedstawiał: „[…] świat zawarty w strukturach i znakach języka, ale interpretowany kulturowo na tle praktyk i wierzeń społeczności używającej tego języka”
(Bartmiński 1998: 65).
Uzyskany w ten sposób opis nie ma na celu oddania językowego obrazu danego słowa, ale przedmiotu lub pojęcia, które są tym słowem nazwane. Jednym
ze służących do tego narzędzi jest tzw. definicja kognitywna, która w przeciwieństwie do klasycznej słownikowej definicji „taksonomicznej” nie ogranicza się do
podania zestawu koniecznych i wystarczających cech danego przedmiotu czy pojęcia (Váňková 2005: 77–79, Bartmiński, Niebrzegowska 2006: 101). Definicja
15
Obok wspomnianych już źródeł tej koncepcji w myśli niemieckiej i amerykańskiej ( Johann
Gottfried Herder, Wilhelm von Humboldt, Leo Weisgerber, Edward Sapir, Benjamin Lee Whorf;
zob. Guz 2012), wymienić można inspiracje słowiańskie, m.in. Jurija Apresjana, Władimira Toporowa czy Nikita i Swietłana Tołstojowie; zob. Nagórko 1994, Váňková 2005: 46–51, Bartmiński 2008.

⩶ 24 ⩶

�kognitywna ma na celu „uwzględnienie wszystkich relewantnych językowo i kulturowo składników znaczenia” (Bartmiński 2008: 25–26), odpowiadających obrazowi przedmiotu w potocznej świadomości, a przyjmuje formę obszernej „opowieści” o przedmiocie i jego miejscu w świecie, opartej na uporządkowanych cytatach
z materiału źródłowego (zob. Váňková 2005: 79–82). Porządek opisu nie ma jedynej ustalonej postaci, ale przyjmuje różne formy w zależności od kategorii, w jakiej
znajduje się opisywany przedmiot (por. Tołstaja, Tołstoj 1984: 17–18).
Badania JOS opierają się zazwyczaj na trzech źródłach, tak by uzyskane wyniki uzupełniały się i były możliwie najbardziej reprezentatywne (Bartmiński 1998:
66; zob. Rak 2010: 489–490). Podejście takie, określane skrótem S-A-T (system –
ankiety – teksty), opiera się na analizie: systemu danego języka: jego gramatyki
i leksyki, jako warstwy najsilniej zautomatyzowanej i utrwalonej, materiałów ankietowych (przygotowywanych specjalnie na potrzeby prowadzonego badania po
wstępnym rozpoznaniu zagadnienia w innych źródłach), niedostępnych w przypadku badań historycznych, i tekstów (wypowiedzi w konkretnych aktach mowy).
Każde ze źródeł jest wybiórcze i objęte pewnymi ograniczeniami: najuboższy, wymagający bowiem najdłuższego formowania, jest materiał zapisany w systemie języka: leksyce, frazeologii itp. (przy czym pamiętać należy, że utrwalenie obrazu
w społecznej wyobraźni nie gwarantuje jego leksykalizacji czy frazeologizacji), najbogatsze zaś są źródła tekstowe (Bartmiński 1998: 79–80).
Na definicję kognitywną składają się wszystkie cechy stereotypowo przypisywane danym obiektom, osobom i konceptom. Definicja taka umożliwia zatem rekonstrukcję stereotypu językowego. Ten zaś stanowi jeden z elementów językowego
obrazu świata, wymienionych w przedstawionym powyżej „programie minimalnym”
badania JOS. Stereotyp definiowany przez językoznawstwo kognitywne nie jest
równoważny ze stereotypem w jego potocznym ujęciu, rozumianym jako uproszczony i schematyczny negatywny sąd, przede wszystkim o ludziach, pozbawiony
waloru poznawczego (por. Masłowska 2012: 43). Potoczne rozumienie uwypukla
wyłącznie negatywny emocjonalny charakter stereotypu i zrównuje go z uprzedzeniem, odbierając część spełnianych przezeń funkcji – przede wszystkim funkcję poznawczą. Patrząc z zewnątrz, zakłada się zazwyczaj fałszywość emocjonalnego stereotypu-uprzedzenia, a więc brak jakiejkolwiek wartości poznawczej (choć
użytkownicy stereotypu traktują go jak prawdziwą wiedzę). Zdaniem etnolingwistów stereotyp nie jest jednak wypełniony wyłącznie emocjami, ale raczej stanowi potoczną teorię danego przedmiotu, ma pewną wartość poznawczą, choć jego
obiektywna prawdziwość nie podlega zwykle ocenie (Bartmiński 1998: 65–66).
Ze względu na obecne w stereotypie wartościowanie emocjonalne, jedną z jego
⩶ 25 ⩶

�funkcji staje się również integracja wewnątrz podzielającej te same przekonania
grupy. Stereotypy charakteryzują się wysoką trwałością i uproszczoną strukturą,
która wbrew potocznemu odbiorowi nie jest jednak zjawiskiem negatywnym, ale
raczej stanowi nieodłączny element ludzkiego postrzegania świata.
Ujęcie lingwistyczne nie stawia ostrej granicy między stereotypem a pojęciem
(Greń 2004: 19–26)16. Ponieważ w ludzkiej percepcji świata, a więc także jego konceptualizacji w języku, zawsze uczestniczy zarówno czynnik poznawczy (intelektualny), jak i czynnik emocjonalny (interpretacyjny) (Greń 2001a: 71–72), o określeniu
danego konceptu jako „stereotyp” lub „pojęcie” decyduje wzajemna proporcja tych
dwóch elementów. W ujęciu proponowanym w pracach szkoły lubelskiej (w tym
w jej sztandarowym dziele, jakie stanowi SSiSL) mianem stereotypu określane są
także obrazy stosunkowo neutralne emocjonalnie. Wynika to m.in. z przyjęcia bardzo szerokiego pola badawczego, obejmującego również obrazy pojęć i obiektów
ze współczesnej perspektywy nie odbieranych jako stereotypowe. Zdaniem etnoi socjolingwisty Zbigniewa Grenia (2001a: 77–78), stereotypizacja wymaga antropomorficznego, a przynajmniej animistycznego charakteru pojęć przedmiotowych – jest więc możliwe badanie szerokiego wachlarza stereotypów w materiale
folklorystycznym, ponieważ charakter agentywny przypisywany jest w kulturze ludowej również obiektom ze współczesnej perspektywy nieożywionym oraz licznym
bytom nadprzyrodzonym. W językoznawstwie synchronicznym oznacza to natomiast skupienie się przede wszystkim na stereotypach dotyczących grup społecznych i narodowości. Najwięcej stereotypów i najsilniejsze procesy stereotypizacji
(największa prototypowość) występują oczywiście tam, gdzie szczególnie silny jest
element emocjonalny, a więc na styku „swój – obcy”. W związku z tym najbogatsze
(i najspójniejsze) są obrazy stereotypowe grup, z którymi społeczność podmiotu
ma kontakst, a znacznie uboższe – często bardziej ogólne i niekonkretne – stereotypy dotyczące grup zupełnie dalekich (Greń 2012: 62). Jak zaznaczono we wstępie, niniejsza praca przedstawiać będzie przede wszystkim obrazy grup etnicznych
i religijnych oraz istot i mocy nadprzyrodzonych, a więc w pełni uzasadnione jest
użycie zarówno terminu „stereotyp”, jak i metodologii związanej z jego badaniem,
która zostanie przedstawiona w kolejnym podrozdziale.

16
Najczęściej pojęcie definiowane jest jako oparte na kategoriach naukowych, a stereotyp na
kategoriach naturalnych, potocznych. Relacje między różnymi definicjami stereotypu, prototypu
i pojęcia (czes. pojem) przedstawia np. Irena Váňková (2005: 83–88).

⩶ 26 ⩶

�1.3. Stereotyp
w badaniach etnolingwistycznych
Pojęcie stereotypu cieszy się dużą popularnością we współczesnej humanistyce,
choć jego konkretne definicje różnią się w zależności od dyscypliny nauki, w jakiej się pojawia (zob. Grzegorczykowa 1998: 113). Stereotyp17 w najszerszym rozumieniu może wykraczać poza język i być powielany w pozajęzykowej komunikacji, np. przedstawieniach plastycznych, zachowaniach i gestach (Bartmiński 1998:
65, Benedyktowicz 2000: 93–94), jednak zazwyczaj jest ściśle związany z językiem,
bo właśnie przezeń się wyraża i za jego pośrednictwem jest przekazywany. Obecnie
kwestie stereotypu poddawane są badaniom przez różne działy językoznawstwa18,
ale bez wątpienia największą popularnością w polskiej nauce cieszy się ujęcie etnolingwistyczne. Przy badaniu stereotypu odwołać można się do źródeł objętych
wspomnianą triadą S-A-T, a stosunek do jej poszczególnych elementów pozwala
prześledzić zmiany, jakim podlegało pojęcie stereotypu w polskim językoznawstwie.
Na analizie systemu językowego, a konkretnie – związków frazeologicznych,
skupiał się formalny kierunek badań nad stereotypami (zob. Greń 2001a: 68–69,
Bartmiński 2007: 65), dla którego stereotyp oznaczał skonwencjonalizowany związek utrwalony w języku w określonej formie (związek wyrazowy reprodukowany
z pamięci, w przeciwieństwie do tworzonego w procesie syntezy). Drugi z nurtów
badań – kierunek semantyczny – włączył do badań również materiał ankietowy
(Pisarkowa 1976: 12–14), a w wersji rozwiniętej przez krąg lubelski, skupiony wokół Jerzego Bartmińskiego, dodatkowo teksty różnego typu, zawierające obok
połączeń idiomatycznych i formuł także połączenia semantyczne bez ustalonej
formy językowej – topikę (Greń 2001a: 70, Bartmiński 2007: 70–71). Kierunek
ten, określany jako orientacja „semantyczno-formalna”19, najszerzej traktuje materiał językowy, włączając do analizy nazwy apelatywne, przysłowia, frazeologizmy
17
Pierwsze użycie tego pojęcia datuje się na lata 20. XX w., kiedy wykorzystane zostało ono
w pracy filozofa i medioznawcy Waltera Lippmanna Public Opinion z 1922 r. Lippmann przyjął
w niej termin pierwotnie związany z drukarstwem jako określenie uproszczonego i jednostronnego
obrazu ludzi i rzeczy, ułatwiającego opis zjawisk i wzmacniającego więzi społeczne (Benedyktowicz
2000: 81–85, Bartmiński 2007: 106).
18
Wobec wielości prac językoznawczych poświęconych stereotypowi, zaskakująca wydaje się
stosunkowo późna refleksja lingwistów nad tym zagadnieniem. Przełomem stały się dopiero prace
Uty M. Quasthoff z początku lat 70. XX w. (Greń 2001a: 67), a w Polsce Krystyny i Walerego Pisarków z drugiej połowy tej dekady (Bartmiński 2007: 66).
19
W ujęciu J. Bartmińskiego (1998: 74) mieści się on w obrębie szerszego kierunku semantycznego.

⩶ 27 ⩶

�oraz atrybuty wyrażane przymiotnikowo i rzeczownikowo, a więc także konstrukcje mentalne nieutrwalone na poziomie struktury lub leksyki, ale obecne jedynie
w kontekście kulturowym (Masłowska 2012: 44).
Stereotypy nie są jednolite i konsekwentne, co wynika z dwóch czynników.
Po pierwsze, jak zauważa językoznawstwo kognitywne, pozorna niespójność stereotypów spowodowana jest ich otwartym i dynamicznym charakterem. Większość
stereotypów posiada bowiem swoje cechy główne, stanowiące jądro znaczeniowe,
i cechy peryferyjne: „Stereotypy, podobnie jak i koncepty, mają zakres otwarty, tworzą continuum w polu znaczeniowym […] i mają swoje cechy prototypowe (inwariantne) i cechy peryferyjne” (Greń 2001a: 77; por. Masłowska 2012: 45).
Po drugie, stereotyp tworzony jest zawsze z określonego punktu widzenia.
Nawet przy wykorzystaniu skonwencjonalizowanego materiału o stosunkowo dużej jednolitości, jak źródła folklorystyczne, będące tworem podmiotu zbiorowego
o konserwatywnym charakterze, nie należy zapominać, że zbiorowość taką tworzą
indywidualne podmioty współtworzące tradycję, a więc punkt widzenia pozostaje zmienny i zależny od kontekstu, a przy szczegółowej analizie pozornie monolityczny stereotypowy obraz może ujawnić wewnętrzne sprzeczności.
Podsumowując, stereotyp w ujęciu etnolingwistyki to ustabilizowane połączenie utrwalone w pamięci zbiorowej, które ukazuje współdziałanie kodu językowego i kodu kulturowego oraz pośredniczy w kontakcie człowieka z otoczeniem. Stereotypy stanowią element wiedzy o świecie wspólnej dla nadawcy i odbiorcy i jako
takie obejmują nie tylko ustalone formy językowe (np. połączenia wyrazowe), ale
również połączenia semantyczne bez utrwalonej formy i wiedzę niewerbalizowaną,
która pozostaje jednak relewantna lingwistycznie (Bartmiński 1998: 64). Znajomość języka nie jest więc jedynym warunkiem zrozumienia komunikatów opartych
na stereotypie, konieczne są także pozajęzykowa wiedza o świecie oraz konkretne kompetencje komunikacyjne i kulturowe. Stereotypy mają przede wszystkim
funkcję poznawczą i wartościującą, a w dalszej kolejności – społeczną i psychiczną.
Są motywowane zarówno obiektywnymi właściwościami opisywanych przedmiotów, jak i czynnikami subiektywnymi (Bartmiński 1998: 64–65, 2008: 24–25).

1.4. Przyjęte w książce zasady opisu
Celem rozdziałów analitycznych pracy jest stworzenie opisów wybranych elementów świata przedstawianego w tekstach kramarskich – stereotypów grup ludzkich
i sił nadnaturalnych – w formie spełniającej założenia definicji kognitywnej. Zakładam, że głównym materiałem, jaki będzie dostępny za pośrednictwem tego typu
⩶ 28 ⩶

�tekstów, jest topika (stereotypy treściowe), ale oczekuję również przynajmniej okazjonalnego pojawiania się stereotypów formalnych o ustalonej zwyczajowo werbalizacji. Skupiając się na topice, planuję dotrzeć nie tylko do tych elementów stereotypu, które są komunikowane wprost, ale także do treści presuponowanych, których
odnalezienie umożliwia refleksja nad semantyką całego tekstu (zob. Bartmiński
2007: 124). W tym celu w kolejnych podrozdziałach przedstawiona zostanie dotycząca opisywanego zagadnienia „rama doświadczeniowa” opisującego świat podmiotu, obejmująca czynniki, za pomocą których pamięć indywidualna i społeczna
wpływać mogły na konkretne doświadczenie (Bartmiński 2008: 26). Opracowanie
będzie zawierać obszerne wprowadzenie do historyczno-kulturowego kontekstu,
z materiałem ilustracyjnym w postaci cytatów, a poszczególne podrozdziały kończyć się będą zwartymi hasłowymi podsumowaniami.
Jako ważny do interpretacji znaczenia i konotacji semantycznych kontekst
przyjmuję całe teksty analizowanych pieśni (por. informacje o materiale w rozdziale 2.). Przytaczane w pracy cytaty z oczywistych względów będą jednak znacznie
krótsze, a całość treści tekstów w razie potrzeby będzie jedynie streszczana. Cytaty
z pieśni kramarskich będą zazwyczaj obejmowały jedną lub dwie strofy, a w przypadku połączeń wyrazowych formalnego typu – pojedyncze wersy. Hasła podsumowujące poszczególne zagadnienia będą miały charakter rzeczownikowy, ale odwołuję się też oczywiście do innych części mowy20.
Zgodnie z etnolingwistycznym kluczem przyjmuję, że ograniczenie w opisie
cech do najczęstszych czy najważniejszych nie jest wystarczające dla utworzenia pełnej charakterystyki danego przedmiotu. Nie można z góry odrzucić cech występujących sporadycznie, ponieważ jednostkowy charakter nie świadczy o ich nieistotności, ale o roli kontekstu przyjęzykowego. Różne źródła mogą dawać różny obraz
zagadnienia, a być może to, co najbardziej oczywiste, nie jest opisywane słownie, bo
autor wypowiedzi zakłada uprzednie posiadanie przez odbiorców pewnej oczywistej w danej społeczności wiedzy. Jednostkowo poświadczone cechy mogą też odnosić się do jakiegoś wybranego aspektu przedmiotu, pochodnego od innych, traktowanych jako podstawowe, albo wynikać z konwencji zakładających aluzyjność,
opisowość, niebezpośredni charakter itp. (Bartmiński 1998: 67).
Opracowując poszczególne zagadnienia odwołuję się do koncepcji profilowania (por. Bartmiński, Niebrzegowska 2006: 99). Oznacza to, że hasła będą miały charakter fasetowy, a w materiale spróbuję odszukać takie aspekty opisywanego
20

Tzn., jeśli np. opisywanym hasłem jest ďábel (‘diabeł’), to wystąpienie pochodnego od niego przymiotnika ďábelský (‘diabelski’) traktował będę jako użyteczną informację.

⩶ 29 ⩶

�przedmiotu (fasety21), które są ważne dla użytkowników języka (członków wspólnoty) i tworzą społecznie utrwaloną spójną strukturę pojęcia. W ten sposób hasło
obejmie różne aspekty opisywanego przedmiotu, które składają się na jego obraz
widziany z różnych perspektyw (nie wszystkie i nie zawsze muszą występować jednocześnie). Zgodnie z przedstawionymi już koncepcjami, stereotyp bywa niespójny, ponieważ część cech jest prototypowa, inne zaś są marginalne. Przedstawienie całościowego hasła łączy obraz z różnych punktów widzenia, więc może być
on częściowo niekonsekwentny, co jednak nie narusza tezy o trwałości i niezmienności stereotypu (po prostu w różnym kontekście uaktywniają się jego konkretne
elementy). Różne profile nie są oddzielnymi znaczeniami, ale różnymi sposobami
organizacji elementów semantycznych jednego znaczenia: „Poszczególne profile
mogą przedstawiać treści wobec siebie ambiwalentne, co nie oznacza, że pozostają ze sobą w sprzeczności, lecz że odsłonięte zostały inne warunki ich kreacji” (Masłowska 2012: 59).
Ostatnim przytoczonym elementem etnolingwistycznej teorii, o zasadniczym
znaczeniu dla refleksji nad stereotypami, pozostaje kwestia punktu widzenia, który
wpływa na różne perspektywy oglądu (Bartmiński 2006: 78–79). Punkt widzenia
jasno wiąże się z autostereotypem podmiotu wypowiedzi i decyduje o kategoryzacji
świata w relacji do niego (Bartmiński 2006: 83). Wynikające z rekonstrukcji podmiotowego obrazu świata dotarcie do pewnych prawd o społeczności i człowieku,
który ten obraz tworzy, rozumiem jako nadrzędny cel etnolingwistyki22. Punkt widzenia można – za Bartmińskim – zdefiniować, jako czynnik podmiotowo-kulturowy o charakterze ponadjęzykowym, który decyduje o sposobie mówienia o danym przedmiocie (a w przypadku autostereotypu – również o samym podmiocie),
determinując wybór podstawy definicji, a także dobór i treść kategorii opisu. Ten
sam obiekt o tych samych właściwościach może być – w zależności od punktu widzenia – różnie opisywany i wartościowany23. Pewne punkty widzenia mogą mieć
ze sobą część elementów wspólnych lub mogą dobrze ze sobą współdziałać, inne
21
Nie poświęcam tu uwagi szczegółowym definicjom pojęć aspekt, podkategoria i faseta proponowanym przez różnych autorów – mogą być one stosowane zamiennie, ale niekiedy występują
między nimi drobne różnice (zob. Bartmiński, Niebrzegowska 2006: 100).
22
Nawiązując do kategorii emic i etic można zamiast o „obrazie” mówić o „wizji” świata, akcentując to, że jest ona zawsze czyjaś, ma konkretny „widzący” podmiot (Bartmiński 2008: 28).
W takim ujęciu można przyjąć, że „wizja” ma charakter subiektywny i jest związana z jednostkowym podmiotem, a „obraz” należy do jakiejś większej grupy i ma charakter intersubiektywny (Maćkiewicz 1999: 9–10).
23
Np. ta sama roślina dla rolnika może być chwastem, a dla turysty kwiatem, z czym wiąże się
całość sposobu konceptualizacji zjawiska.

⩶ 30 ⩶

�zaś mogą się okazać całkowicie odmienne, ale wszystkie mieszczą się w zakresie definicji kognitywnej.
Rekonstrukcja autostereotypu podmiotu, kształtującego perspektywę w jakiej
przedstawiona jest rzeczywistość, wydaje się właściwym pierwszym krokiem do pełniejszej rekonstrukcji językowo-kulturowego obrazu świata zawartego w drukach
kramarskich. Dotarcie do podmiotu opisującego świat i do przyjmowanych przezeń punktów widzenia umożliwi dobór właściwych faset do opisu „obcych” dla
niego obiektów i osób. W pracy pojawią się dwie podstawowe kategorie stereotypów – obrazy „innych” ze świata ziemskiego i obrazy „innych” w znaczeniu nie-ludzi (nie-śmiertelników), mieszkańców nieba i piekła. Te dwie kategorie mają różny charakter, a fasety użyte do ich opisu będą odmienne. Pierwsza grupa dotyczy
podmiotów zbiorowych, druga – zbiorowych (np. aniołowie i diabły) lub jednostkowych (np. Bóg), w drugiej kategorii pojawiają się ponadto siły przyrody nieosobowe, choć częściowo upodmiotowione. Aby przejść do ich opisu, należy jednak
najpierw przedstawić materiał źródłowy, czemu służyć będzie następny rozdział.

⩶ 31 ⩶

��problemy badania
2 Podstawowe
literatury kramarskiej

2.1. Kwestie terminologiczne – podstawowe pojęcia
Twórczość kramarska nie była zjawiskiem jednorodnym, które zamknąć można
w ramach ostro zdefiniowanych i uniwersalnych definicji. Spróbuję zatem przybliżyć dotychczasowy stan badań nad tym zagadnieniem i przedstawię reguły opisu
przyjęte w niniejszej pracy. Na początku analizy wyjaśnić należy skomplikowaną relację między medium a jego zawartością oraz między pieśnią kramarską a gatunkami pokrewnymi. Objaśnić trzeba również uniwersalne, międzykulturowe elementy
tego fenomenu, łączące twórczość czeską z szerszym europejskim kontekstem. Druki kramarskie miały często charakter palimpsestu, były one bowiem wielokrotnie
przedrukowywane, przepisywane, zmieniały obieg z ustnego na drukowany i odwrotnie. Ustalenie genezy poszczególnych utworów bywa trudne lub wręcz niemożliwe, wobec czego staram się unikać kłopotliwych rozważań genologicznych,
niebędących elementem niezbędnym w pracy etnolingwistycznej. Mając na względzie trudności z precyzyjną klasyfikacją materiału ze względu na gatunki i kategorie tematyczne, wszelkie podziały traktuję jako pomocnicze. Wychodzę przy tym
z założenia, że nabywcy kramarskich ulotek w większości przypadków nie szukali na jarmarkach utworów dotyczących konkretnego wąskiego tematu czy należących do jednego gatunku. Poszukiwali raczej interesującej lektury, która zwracała
ich uwagę: źródła wzruszeń, rozrywki czy pouczenia, a zatem na ich obraz świata
wpływały zarówno druki świeckie, jak i religijne, zarówno utwory pisane specjalnie
na zamówienie kramarzy, jak i przedruki utworów z innych obiegów.

2.1.1. Kramarski, jarmarczny czy odpustowy?
Twórczość kramarska formowała się na granicy różnych gatunków i sposobów
komunikacji, dlatego terminologia dotycząca tego zjawiska jest niejednorodna
⩶ 33 ⩶

�i wymaga wstępnego uporządkowania. Podstawowymi pojęciami w języku czeskim
wydają się określenia kramářská píseň i kramářský tisk, używane już przez Františka Bartoša w jednym z najstarszych opisów zagadnienia (Bartoš 1885). Choć początkowo przymiotnik kramářský stosowany bywał z pejoratywnym nacechowaniem (por. Slavický 2008: 178), z czasem przyjął się on wśród czeskich autorów
jako najczęstsze neutralne określenie zjawiska (zob. prace Smetany i Václavka, Beneša, Fiali, Scheybala, Holubovej, Skořepovej i in.), także w publikacjach o charakterze słownikowym i encyklopedycznym przeznaczonych dla szerokiego odbiorcy (Mocná, Peterka 2004, Voit 2008). Dosłowne tłumaczenie czeskich terminów
kramářská píseň i kramářský tisk – pieśń kramarska i druk kramarski1 – przyjmuję
zatem w niniejszej książce jako podstawowe określenie zjawiska również w języku
polskim. Debatę o szczegółowym znaczeniu tego pojęcia wznowił w ostatnim czasie ostrawski literaturoznawca Jakub Ivánek (2017), zwracając uwagę na niepełną
zgodność definicji służących różnym dyscyplinom (bibliologicznych, literaturoznawczych, muzykologicznych) i krytykując niektóre ujęcia wcześniejszych badaczy, podtrzymując przy tym jednak wybór tradycyjnego określenia jako najlepszy.
Stosunkowo często stosowany bywa również termin jarmareční píseň/tisk
(por. np. prace Novotnego), po polsku – pieśń/druk jarmarczny. Rzadziej spotykane w opracowaniach tematu są pojęcia, takie jak: poutní písně/tisky (w literaturze
polskiej odpowiednio – pieśni/druki odpustowe) lub – od sposobu ich przechowywania – špalíčkové tisky (druki bloczkowe2). Terminy jarmarczny i odpustowy, jeśli
pojawią się w dalszej części pracy dla uniknięcia powtórzeń, traktuję synonimicznie do przymiotnika kramarski.
W opracowaniach polskich obok wymienionych wcześniej pojęć, pojawiają się
także określenia: literatura straganowa, tandetna, brukowa czy wreszcie pieśń dziadowska3. To ostatnie, występujące w odniesieniu do drukowanych tekstów kramarskich zarówno w pracach o charakterze naukowym (np. Waliński 1998, Stomma
2002, Pająk 2014), jak i popularnym (np. antologia Karnawał dziadowski Stanisława Nyrkowskiego, a za nią SSiSL, traktujący zawarte w niej teksty jako materiał
1

Również w języku polskim przymiotnik kramarski za najdogodniejszy uznaje np. Janusz Dunin zauważając, że obejmuje on swoim znaczeniem wszystkie inne propozycje nazwy (jarmarczny,
odpustowy, pielgrzymkowy itp.): „Określenie to jest bardzo pojemne, kramarze bowiem sprzedawali pieśni na jarmarkach i na odpustach, obnosili je po wsiach, a także kolportowali je stale na miejscach pielgrzymek” (Dunin 1974: 26–27).
2
Pojęcie odnoszące się do zwyczaju samodzielnego oprawiania druków przez kupujących –
opisanego w dalszej części książki czeskiego fenomenu kulturowego bez polskiego odpowiednika.
3
Szeroki przekrój czeskich i polskich określeń pokrewnych odmian nieelitarnej twórczości literackiej przedstawia np. Patrycjusz Pająk (2014: 74).

⩶ 34 ⩶

�źródłowy), wprowadza dodatkową niejasność terminologiczną. W swoim pierwotnym znaczeniu dotyczy ono odrębnego gatunku tekstów funkcjonujących wyłącznie w obiegu ustnym (Grochowski 2010: 176–181). Jego stosowanie do tekstów
drukowanych uznaję więc za nieuzasadnione.

2.1.2. Pieśń kramarska i druk kramarski –
podstawowe definicje
Według definicji czeskiego folklorysty Bohuslava Beneša różnica między pieśnią
a drukiem kramarskim leży w pochodzeniu tekstu (1970: 18–19). Pieśń kramarska
jest tekstem stworzonym specjalnie na potrzeby rozpowszechniania przez obnośnych
kramarzy, druk zaś zawierać może treści różnego pochodzenia: od spisanych pieśni
ludowych przez modlitwy i przedruki pieśni religijnych z kancjonałów, po wiersze
i ballady poetów klasycystycznych i romantycznych, poddane jedynie drobnym korektom i wydane w atrakcyjnej i rozpoznawalnej dla odbiorcy formie jarmarcznej
ulotki. Granica między tymi dwoma typami twórczości oraz rzeczywisty kierunek
zapożyczenia mogą więc być trudne do uchwycenia. Ponieważ w niniejszej pracy
nie będę próbował oddzielać tekstów pierwotnie kramarskich od zaczerpniętych
z innych źródeł, proponuję nieco zmienioną, bardziej intuicyjną definicję obydwu
pojęć, bliską określeniom ujętym w hasłach kramářská píseň i kramářský tisk w Encyklopedii knihy Petra Voita (2008: 496–498 i 498–499).
Pojęciem szerszym, bo związanym przede wszystkim z medium, a nie przekazywaną przez nie treścią, jest druk kramarski. Termin ten kładzie nacisk na fizyczną
formę kramarskiej ulotki, dzięki czemu obejmuje swoim zakresem całość nieraz silnie zróżnicowanej gatunkowo twórczości. Wyróżniającymi cechami druku kramarskiego są: niestaranny skład i niska jakość druku, niewielki format (8º, octavo lub 16º,
sextodecimo4) i mała objętość (najczęściej 8 stron), przywiązanie do przestarzałych
krojów pisma i anachronicznych ozdób graficznych, wykorzystujących często stare klocki drzeworytnicze (zob. fotografie druków z różnych okresów na tablicach
I i II). Pojęcie druku kramarskiego oprócz druków pieśniowych może obejmować
również inne gatunki przeznaczone do taniej dystrybucji wśród ludu – zwłaszcza
4

Nazwy formatów oznaczają liczbę złożeń arkusza papieru – od największego folio (1 złożenie, 2 karty o 4 stronicach), każde kolejne złożenie podwaja liczbę kart i stronic: quatro (2 złożenia,
4 karty, 8 stronic), octavo (3 złożenia, 8 kart, 16 stronic), sextodecimo (4 złożenia, 16 kart, 32 stronice). W przypadku większości druków kramarskich rozmiar formatów wynosi zazwyczaj ok. 8–9
× 10–11 cm (16º) i ok. 10–11 × 16–18 cm (8º) – różnice wynikają z niestarannego składania arkuszy i nierównych obcięć.

⩶ 35 ⩶

�parareligijne druki o charakterze magicznym, zawierające nieuznawane przez instytucjonalny kościół modlitwy i błogosławieństwa, oraz tzw. nebeklíče ‘klucze do nieba’ (np. Listy z nebe poslané, Sedm svatých a nebeských zámků itp.; zob. Royt 2011:
344–345). Jakub Ivánek proponuje wręcz włączenie do druków kramarskich także obszerniejszych książek lektury ludowej (2017: 226)5.
Termin pieśń kramarska oznacza natomiast tekst będący najczęstszą zawartością druków kramarskich, a więc wszystkie wierszowane formy twórczości „na
poły ludowej” (szerzej opisanej w następnym punkcie) bez względu na ich pierwotne pochodzenie. W takim ujęciu jest to więc tekst rymowany, zwykle długości
ok. 80 wersów, często podzielony graficznie na zwrotki i zawierający często informację o melodii, na jaką ma być wykonany – najczęściej tytuł popularnej melodii
ludowej, kościelnej, a w późniejszym okresie operetkowej6. W podobny sposób gatunek ten definiowali Robert Smetana i Bedřich Václavek:
Je to píseň, řečeno nejobecněji, která byla vytištěna jednotlivě v samostatném (čtyřlistém, později dvoulistém) tisku, aby byla lidu prodávána trhovými zpěváky na
trzích nebo písňovými kramáři po vesnicích.
[Jest to, najogólniej mówiąc, pieśń wydrukowana pojedynczo w odrębnym (czterokartkowym, później dwukartkowym) druku, w celu sprzedaży ludowi przez śpiewaków rynkowych na targach lub kramarzy pieśni po wsiach].
(Smetana, Václavek 1937: 9)

2.1.3. Literatura „na poły ludowa”
W kulturze czeskiej do narodzin tego typu twórczości, powstałej na styku kultury
wysokiej i twórczości ludowej7, przyczyniły się klęska czeskiego powstania stanowego w 1620 r. oraz będące jej konsekwencją radykalne osłabienie czeskojęzycznych
warstw wyższych i dominacja języka niemieckiego w kulturze wysokiej. Literatu5
Tak szerokie rozumienie tego określenia odpowiada po części faktycznemu uporządkowaniu
kolekcji muzealnych. Zbiory oznaczone zazwyczaj jako pieśni kramarskie często zawierają zarówno
dłuższe druki prozatorskie, jak i rozmaite druki magiczno-religijne różniące się od typowych druków pieśniowych formatem i sposobem składania karty (zob. Kafka 2009: 194–196).
6
Muzykologiczny opis pieśni kramarskiej opracował Vladimír Karbusický (1968: 86–111;
zob. Kotek 1994: 36–45).
7
Nie zajmuję się tu rozważaniami nad precyzyjnym określeniem znaczenia pojęcia twórczość
ludowa. Jest ono zwykle interpretowane bądź jako twórczość posiadająca pewne konkretne cechy
formalne, bądź też – do czego skłaniam się w niniejszej pracy – jako wszystkie przejawy kultury dostępne najniższym warstwom społecznym – chłopom, drobnym rzemieślnikom, chałupnikom i pracownikom manufaktur (por. Kafka 2008: 150).

⩶ 36 ⩶

�ra tworzona przez i dla drobnych mieszczan oraz bogatszego chłopstwa określana
jest w języku czeskim jako pololidová (Beneš 1970: 9–17), a więc paraludowa, jak
tłumaczy to pojęcie Michał Waliński (1975), czy raczej półludowa albo na poły ludowa (Magnuszewski 1973: 100–101). Termin ten, wprowadzony przez marksistowską krytykę literacką (Ivánek 2017: 202), bywa w folklorystyce zastępowany
szerszym określeniem twórczość popularna/populární tvorba. W odniesieniu do druków kramarskich jest jednak wygodny, korzystam więc z niego w niniejszej pracy.
Twórczość na poły ludową najkrócej określić można jako utwory, które choć nie są
ludowego pochodzenia, znalazły szerokie uznanie i popularność wśród ludu: „jsou
nelídové svým původem, nicméně zlidověly svým rozšířením” [„są nieludowe, jeśli chodzi o ich pochodzenie, jednak przez swą popularność uległy uludowieniu”]
(Kafka 2008: 149). Jako epokę funkcjonowania twórczości na poły ludowej Bohuslav Beneš podaje okres od XV do połowy XIX w., za jej końcową cezurę przyjmując
całkowite zniesienie pańszczyzny i nasilenie się wpływów miejskich na kulturę wsi.
W opracowaniach polskich podobne znaczenie niesie używane niekiedy określenie
literatura trzecia (Hernas 1973: 17–21), stawiające masową twórczość o komercyjnym charakterze w opozycji do literatury elitarnej (pierwszej) i ludowej (drugiej),
przy jednoczesnym zwróceniu uwagi na czerpanie przez nią z obydwu tych źródeł.
Jak podkreśla m.in. Czesław Hernas (1973: 20–21): „Literatura rynkowa, zwana
u nas literaturą brukową, wyrosła z tradycji literatury wykształconej drogą swoistego doboru i swoistego przystosowania tradycji, wykorzystywała także dorobek ludowej, wiejskiej twórczości”. Wybitny historyk kultury Peter Burke, odnosząc się do
szerszego kontekstu wczesnonowożytnej Europy, nazywa kulturę książki ludowej
(co rozciągnąć można także na inne formy druków dla mas) kulturą pośrednią, „usytuowaną między wielką i małą tradycją i czerpiącą z nich obu” (Burke 2008: 85)8.

2.2. Stan badań i dostępna literatura
Historia naukowych badań nad pieśnią kramarską i pokrewnymi jej formami literatury na poły ludowej sięga w Czechach pierwszych dekad XX w. Co prawda
8

Warto zwrócić uwagę na opisywane przez Petera Burke’a postępujące rozwarstwienie kultury nowożytnej – następujące w XVII i XVIII w. wycofanie się warstw wyższych z „małej tradycji”,
wcześniej wspólnej dla wszystkich grup. W jego ujęciu „[…] w Europie wczesnonowożytnej słowo
mówione i pisane, miasto i prowincja, wielka i mała tradycja współistniały i wpływały na siebie wzajemnie” (Burke 2009: 49–51). W początkowym okresie rozwoju twórczości jarmarcznej i książki ludowej, były one czytane zarówno przez biednych, jak i bogatych, z tą różnicą, że warstwy niższe miały dostęp jedynie do ludowej „małej tradycji”, a warstwy wyższe dysponowały także „wielką tradycją”.

⩶ 37 ⩶

�najwcześniejsze informacje o zbieraczach tego rodzaju literatury popularnej sięgają
połowy poprzedniego stulecia (Hlava 1963: 361), są to jednak odosobnione przypadki. Dawniejsi etnografowie, żyjący w czasach popularności zjawiska, nie dostrzegali zazwyczaj jego wartości badawczej ani roli, jaką odgrywało ono w kształtowaniu zbiorowej wyobraźni i pośredniczeniu między literaturą elitarną a ludem9.
Zainteresowanie naukowe tematem, dotąd uznawanym za niewarty większej uwagi, rosło stopniowo i najpierw wiązało się z kolekcjonowaniem i zabezpieczaniem
zbiorów druków, wówczas często jeszcze spotykanych w wiejskich domach. Początkowo trudniły się tym głównie powstające masowo w drugiej połowie XIX w. lokalne muzea krajoznawcze (Fabianová 2009: 4) i prywatni pasjonaci, z czasem jednak
swoje zbiory zaczęły tworzyć lub rozszerzać również bardziej prestiżowe instytucje państwowe, takie jak Muzeum Narodowe10, uniwersytety czy Czeska Akademia Nauk (Smetana, Václavek 1937: 14). Potrzebę etnografii prowadzonej „na
własnym podwórku” i pochylenia się nad peryferyjnymi gatunkami, traktowanymi dotąd jako prymitywne czy wręcz szkodliwe z dydaktycznego punktu widzenia,
sygnalizował m.in. jeden z najwybitniejszych czeskich literatów pierwszej połowy
XX w., Karel Čapek, w swoich artykułach z lat 20., wydanych w 1931 r. w zbiorze
Marsyas čili na okraj literatury (w polskim przekładzie Haliny Janaszek-Ivaničkovej
ukazał się on w 1981 r. jako „Marsjasz, czyli na marginesie literatury”)11. W dwudziestoleciu międzywojennym powstawać zaczęły pierwsze antologie tekstów kramarskich (zob. Fiala 2011), traktujące je początkowo przede wszystkim jako literacką ciekawostkę.
Najstarszym zbiorem tekstów były wydane w 120 bibliofilskich egzemplarzach
Písničky jarmareční většinou výpravné a vesměs starodávné z 1930 r., zredagowane
9

Wspomnieć można tu ojca dziewiętnastowiecznej bohemistyki, Josefa Dobrovskiego, który
w latach 80. XVIII w. pracował jako cenzor decydujący o dopuszczaniu do sprzedaży druków ludowych, walcząc z tekstami zawierającymi treści uznawane za niemoralne, niedozwolone politycznie
czy zabobonne (Scheybal 1990: 72). Kramarską poetykę wykorzystywali za to przedstawiciele późniejszego pokolenia budzicieli (traktując ją jako środek pozwalający na dotarcie do ludu z treściami
dydaktycznymi) i romantycy (zob. Magnuszewski 1983: 145–165).
10
Należy zaznaczyć, że druki kramarskie znajdowały się w zbiorach muzeum od samego początku jego istnienia, a zwłaszcza po 1854 r., ponieważ otrzymywało ono od dyrekcji policji egzemplarze
obowiązkowe przekazywane przez wydawców do cenzury (Klacek 2011: 29). O braku zainteresowania tym rodzajem zbiorów świadczą jednak uwagi Novotnego dotyczące jego badań prowadzonych w okresie międzywojennym (1940: 252–253).
11
Wcześniej najwięcej uwagi pieśniom kramarskim poświęcili etnografowie Čeněk Zíbrt, w redagowanym przez siebie czasopiśmie „Český lid” (zob. Beneš 1983: 141–142), oraz František Bartoš, w dwutomowym dziele Lid a národ (1885). O kiełkującym na przełomie XIX i XX w. zainteresowaniu twórczością kramarską pisze także Novotný (1940: 252).

⩶ 38 ⩶

�przez Miloslava Novotnego12. Książka zawiera 13 tekstów z kolekcji biblioteki Muzeum Narodowego w Pradze (której Novotný był dyrektorem), pochodzących przede
wszystkim z najstarszego okresu rozwoju gatunku (z XVII w. i pierwszej połowy
XVIII w.). Wybór jest więc niereprezentatywny, jeśli chodzi o okres największej popularności i rozwoju tego zjawiska (najnowsza z publikowanych pieśni datowana jest
na 1811 r.). Autor w posłowiu stwierdza, że są to przykłady najciekawsze pod względem treści lub formy, pokazujące zmiany i rozwój gatunku, a więc niekoniecznie najbardziej reprezentatywne (Novotný, opr. 1930: 121). Po 10 latach Novotný wydał
w większym nakładzie drugą antologię, przeznaczoną dla szerszego grona czytelników, zatytułowaną Špalíček písniček jarmarečních (1940). Książka, oparta na podobnych założeniach co wcześniejszy zbiór (zob. Novotný, opr. 1940: 260–261), zawierała 42 teksty (z których 12 zostało wcześniej opublikowanych w pierwszej książce).
Z przedwojennego pokolenia badaczy wymienić należy ponadto literaturoznawcę Bedřicha Václavka i muzykologa Roberta Smetanę, którzy swój zbiór tekstów kramarskich (České písně kramářské) wydali w 1937 r. Książka, wznowiona bez
zmian również po wojnie (1949), zawiera 72 teksty ze zbiorów kilkunastu instytucji naukowych i kolekcji prywatnych. Inaczej niż w przypadku zbiorków Novotnego, praca Smetany i Václavka stawia sobie za cel przedstawienie reprezentatywnego
wyboru tekstów. Autorzy nie kładą nacisku na ich oryginalność czy jednostkową
wartość, prezentując „šíroký průřez kramářskou písní […], průměr tohoto zjevu,
který sám o sobě je dosti výmluvný” [„szeroki przekrój przez pieśń kramarską […],
średnią tego zjawiska, która sama w sobie jest wiele mówiąca”] (Smetana, Václavek,
opr. 1937: 7–8). Podkreślają, że temat nie spotkał się dotąd z zainteresowaniem naukowym, na jakie zasługuje. Smetana i Václavek są ponadto autorami licznych artykułów dotyczących konkretnych zagadnień związanych z drukiem i kolportażem oraz warstwą muzyczną i treścią pieśni kramarskich, wydanych zbiorczo po
II wojnie światowej, m.in. w tomach O české písni lidové a zlidovělé (1950) i České
světské písně zlidovělé (1955).
Smetana kontynuował swoje badania pieśni kramarskich także po tragicznej śmierci Václavka w obozie Auschwitz (zob. NEČMS 2007: 239–240), a uzupełnieniu i dyskusji z wcześniejszymi wnioskami i artykułami służyło kilkanaście
12

Bibliofil i badacz pieśni ludowych Rudolf Hlava w artykule o prywatnych kolekcjonerach
druków kramarskich (1963) wspomina ponadto wydany w 50 egzemplarzach przez malarza i literata Emmericha Aloisa Hruškę zbiorek Sborník písni pro mládence a panny (1925) zawierający 10 tekstów pieśni, dziś jednak właściwie niedostępny. W wydawanym przez Hruškę czasopiśmie „Kuriozní
revue” na temat druków kramarskich pisał również Jaromír Malý, jeden z pierwszych propagatorów
badań tego zjawiska.

⩶ 39 ⩶

�konferencji zorganizowanych w Ołomuńcu ku pamięci zmarłego naukowca13. Pracę
Václavka, częściowo na podstawie zachowanych jego zapisków, kontynuowała wdowa po badaczu, Jaroslava Václavková, wydając bezpośrednio po II wojnie światowej antologię 80 tekstów pieśniowych dotyczących rewolucji 1848 r. zatytułowaną
Písně roku 1848 (1948). Ponieważ publikacja zawiera teksty różnego pochodzenia
bez szczegółowego komentarza bibliograficznego, trudno jest wyraźnie wydzielić
wśród nich utwory o charakterze kramarskim.
Podobnie „rocznicowy” charakter ma wybór tekstów kramarskich dotyczących
wojny austriacko-pruskiej 1866 r. zatytułowany Tam u Králového Hradce przygotowany na jej stulecie przez historyka Václava Pletkę (opr. 1966), obejmujący 46 pełnych tekstów i bibliografię 315 pieśni dotyczących tego tematu, oraz muzykologiczne opracowanie pieśni kramarskich w ramach pracy Mezi lídovou písní a šlagrem
Vladimíra Karbusickiego (1968).
Następne pokolenie badaczy reprezentuje Bohuslav Beneš (zob. NEČMS
2007: 23–25), którego praca Česká světská kramářská píseň z 1970 r. pozostaje do
dziś najbardziej wyczerpującym monograficznym opracowaniem zagadnienia. Tom
ten, oprócz bogatej części opisowej, zawiera 20 pieśni zamieszczonych w całości.
Ten sam autor przygotował ponadto znacznie bogatszy w materiał źródłowy wybór przeznaczony dla szerokiej publiczności zatytułowany Poslyšte písničku hezkou
(Beneš 1983), zawierający aż 100 pieśni podzielonych na 11 kategorii tematycznych, wraz z zapisem nutowym najczęstszych melodii. Z początku lat 80. pochodzi
niewielki katalog autorstwa Jiřiny Veselskiej (1982). Następna w kolejności chronologicznej antologia Novina z francouzské krajiny zredagowana przez Jiřiego Fialę (1989), podobnie jak wspomniany już wybór Pletki, wyróżnia się na tle innych
skupieniem się wyłącznie na jednym okresie historycznym, który silnie wpłynął na
rozwój i popularność gatunku. Zawiera ona 46 tekstów kramarskich i fragmenty
pamiętników chłopskich poświęcone wojnom napoleońskim. Ostatnią, jak dotąd,
większą popularnonaukową antologią pozostaje wydany w 1990 r. tom Senzace pěti
století v kramářské písni opracowany przez Josefa Scheybala. Zawiera on 60 pieśni
opatrzonych wyczerpującym komentarzem historycznym i bibliograficznym oraz
obszerny wstęp poświęcony dziejom i specyfice gatunku. Znacznie skromniejszy
charakter ma wydany w formie broszury towarzyszącej wystawie w brneńskim Mu-

13
W wydawanych tomach z cyklu Václavkova Olomouc zawarte są wystąpienia uczestników
konferencji. Do dziś aktualny pozostaje zwłaszcza drugi tom serii, opublikowany w 1963 r. i w całości poświęcony czeskim pieśniom kramarskim (pozostałe tomy dotyczą bardziej zróżnicowanych
zagadnień związanych z krytyką literacką i folklorem).

⩶ 40 ⩶

�zeum Morawskim zbiorek Poslouchejte, mládenci a panny… aneb o české písni kramářské Evy Večerkovej (1995).
Informacje na temat pieśni kramarskich, oprócz opracowań literaturoznawczych
i historycznych poświęconych analizie ich tekstów znaleźć można także w pracach
zajmujących się ich oprawą graficzną. Najobszerniejszą publikacją na ten temat jest
Česká lidová grafika Pravoslava Kneidla z 1983 r. Faksymile czeskich druków znaleźć można także w książce Sonii Kovačevičovej (1974) Knižný drevorez v ľudovej
tradicii, zawierającej głównie drzeworyty z morawsko-słowackiej drukarni Škarniclów14. Jako tekst źródłowy, uzupełniający antologie tekstów o informacje dotyczące powstawania i kolportażu pieśni, szczególnie cenne są wydane w 1985 r.
pamiętniki najsłynniejszego znanego z nazwiska autora i handlarza druków kramarskich, prażanina Františka Haisa, z lat 1818–1875 (Vzpomínky pražského pisníčkáře, 1985, we fragmentach publikowane wcześniej w czasopiśmie „Český Lid”
w latach 1908–1910).
W pierwszych dekadach XXI w. ukazały się, z jednej strony, okazjonalne publikacje dotyczące twórczości kramarskiej związane z konkretnymi wystawami i kolekcjami muzealnymi (Fabianová 2009, Běhalová 2013, Skořepová 2016), z drugiej
zaś – prace przygotowane w dwóch ośrodkach naukowych badających to zagadnienie przede wszystkim z perspektywy bibliologicznej: bibliotece Muzeum Narodowego w Pradze (Knihovna Narodního muzea) i Instytucie Etnologii Czeskiej
Akademii Nauk (Ústav etnologie Akademie věd České republiky). Pierwsza z tych instytucji odpowiada za stworzenie elektronicznej biblioteki druków kramarskich
Špalíček15 (http://spalicek.net [dostęp: 13.02.2024]). Pracownicy działu druków
kramarskich biblioteki Muzeum Narodowego (Iva Bydžovská i Michal Klacek) są
14
Ze względu na złożony charakter czesko-słowackich kontaktów językowych i kulturalnych
w XIX w. należy również wspomnieć o opracowaniach słowackich, które często zawierają utwory
językowo czeskie lub jedynie powierzchownie słowacyzowane, przede wszystkim o obszernej antologii Ľubicy Droppovej i Evy Krekovičovej zatytułowanej Počúvajte panny, aj vy mládenci… z 2010 r.
15
Baza zawiera 4000 z ok. 40 000 druków kramarskich znajdujących się w zbiorach Biblioteki Muzeum Narodowego w Pradze, otwartej na współpracę z innymi instytucjami pragnącymi udostępnić swoje zbiory on-line. Powstanie bazy jest efektem czteroletniego grantu pt. Otevřené badatelské prostředí pro kramářské tisky zakończonego w 2011 r., mającego ułatwić dostęp do zbiorów przy
jednoczesnym niewystawianiu ich na ryzyko uszkodzenia. Baza stanowi obecnie najłatwiejszy sposób dostępu do części kolekcji, ponieważ całościowy katalog zbiorów nie został dotąd opracowany.
Wybór udostępnionych tekstów stanowi mniej niż 10% całkowitych zbiorów, został jednak ułożony w sposób oferujący możliwie wysoką reprezentatywność zarówno tematyczną, jak i czasową (Bydžovská 2010). Špalíček oferuje przy tym użytkownikom możliwość wyszukiwania za pomocą haseł
tematycznych i słów kluczowych, co ułatwia odnajdywanie tekstów bez koniecznej znajomości ich
tytułu lub bardziej szczegółowych informacji.

⩶ 41 ⩶

�ponadto autorami kilku artykułów w czasopismach. Również zbiory Instytutu Etnologii Czeskiej Akademii Nauk doczekały się cyfrowego opracowania i od 2015 r.
ich katalog dostępny jest on-line (http://staretisky.eu.cas.cz [dostęp: 13.02.2024]).
Najnowsze publikacje poświęcone drukom kramarskim wydane przez ten instytut
to wieloautorska monografia Obrazy ženy v kramářské produkci (2008), przygotowana pod redakcją Markéty Holubovej, oraz – szczególnie cenny z perspektywy
badacza – trzytomowy katalog druków kramarskich ze zbiorów placówki, szczegółowo rejestrujący ich zawartość i formę graficzną (Holubová, Kopalová 2008,
Holubová 2012, 2017). Najświeższym wydawnictwem zawierającym materiał źródłowy związany z pieśniami kramarskimi i ich teoretyczne opracowanie jest dwutomowa publikacja pracowni etnomuzykologicznej Instytutu Etnologii Czeskiej
Akademii Nauk zatytułowana Lidové písně z Prahy (red. Thořová, Traxler, Vejvoda, tom I – 2011, tom II – 2013), prezentująca bogate zbiory folklorystyczne
gromadzone na początku XX w. przez Františka Homolkę, praskiego nauczyciela z peryferyjnej wówczas dzielnicy Libeň. Choć pieśni pochodzenia kramarskiego (ok. 60 tekstów) stanowią jedynie niewielki ułamek zawartej w niej treści, pracę tę można nazwać spełnieniem marzenia Karla Čapka wyrażonego niemal 90 lat
wcześniej w artykule Písně lidu pražského16:
Už po léta trpělivě čekám, že snad vyjde nákladem Akademie věd nebo Společnosti
nauk veliká sbírka in folio (CLXXVI + 447 str.) s titulem „Písně lidu pražského,
příspěvek ke studiu materiálií pro úvod do národopisu žižkovského, vršovického, vyšehradského, kosířského, břevnovského i pražského, sebral, zapsal a jazykozpytným
úvodem, jakož i poznámkami, variantami, prameny, srovnávacím materiálem
a rejstříkem opatřil dr. X Y, docent pražského národopisu na Karlově univerzitě”.
[Już od lat czekam cierpliwie, że ukaże się wreszcie nakładem Akademii Nauk albo
Towarzystwa Naukowego wielki zbiór in folio (CLXXVI + 447 stron) pod tytułem
„Pieśni ludu praskiego, przyczynek do studiów materiałowych jako wstęp do etnografii žižkovskiej, vršovickiej, vyšehradzkiej, košířskiej, břevnovskiej i praskiej – zebrał, zapisał i przedmową językoznawczą oraz komentarzami, wykazem źródeł,
materiałami porównawczymi i indeksem opatrzył dr X. Y., docent etnografii praskiej na Uniwersytecie Karola”].
(Čapek 1984: 66,
przekład polski Haliny Janaszek-Ivaničkovej za: Čapek 1981: 53)

16
Esej Čapka z 1925 r. użyczył swego tytułu i został użyty jako wstęp do starszego zbiorku
w redakcji Vladimíra Karbusickiego i Václava Pletki (Písně lidu pražskégo, 1966), jest on jednak publikacją znacznie mniej obszerną (zawiera zaledwie 34 teksty piosenek praskich, z których kilka ma
jednoznacznie kramarskie pochodzenie).

⩶ 42 ⩶

�W czasie pracy nad niniejszą monografią tematyka twórczości kramarskiej ponownie zyskała w Czechach na popularności. Ma to związek z kilkoma poświęconymi temu zagadnieniu grantami, prowadzonymi przez badaczy związanych z Uniwersytetem w Ostrawie (efektem badań dotyczących głównie pieśni religijnych jest
m.in. wydana pod koniec 2019 r. monografia Jakuba Ivánka i Jana Malury) oraz
Biblioteką Morawską w Brnie (która weszła w posiadanie prywatnej kolekcji druków ulotnych należącej do zmarłego w 2013 r. bibliotekarza Jaroslava Vobra, liczącej oszałamiającą liczbę 40 000 przedmiotów, w tym 24 700 druków pieśniowych17). Warto w tym miejscu dodać, że już po zakończeniu prac nad niniejszą
książką w środowisku badaczy związanych z brnieńskimi ośrodkami naukowymi
przygotowana została ważna monografia wieloautorska, po raz pierwszy przedstawiająca czeską twórczość kramarską w sposób interdyscyplinarny i z uwzględnieniem międzynarodowego kontekstu – wydany przez Uniwersytet w Amsterdamie
anglojęzyczny tom Czech Broadside Ballads as Text, Art, Song in Popular Culture,
c. 1600–1900 pod redakcją Patricii Fumerton, Pavla Koska i Marie Hanzelkovej
(2022). Jeden z jej redaktorów opracował ponadto analizę przenikania pieśni kramarskich do obiegu ustnego (Kosek 2023).
Badania nad analogicznymi zagadnieniami w polskiej literaturze są znacznie
mniej wyczerpujące. Wynika to w dużej mierze z niewielkiego korpusu tekstów
kramarskich i trudnego do nich dostępu, czego przyczyną jest m.in. inny niż na
ziemiach czeskich rozwój pokrewnych zjawisk, przede wszystkim znacznie wyższy analfabetyzm, wpływający na mniejszą popularność słowa pisanego. Inaczej
niż w Czechach, gdzie nie są rzadkością zbiory liczące po tysiąc lub więcej egzemplarzy zebranych w jednym miejscu, polskie ulotne druki pieśniowe są rozsiane po
różnych instytucjach, zazwyczaj niewyodrębnione do osobnych działów (tym samym trudne do odnalezienia w katalogach), a wielkość ich kolekcji rzadko przekracza sto egzemplarzy (zob. Grochowski 2010: 19–22).
Choć ograniczone informacje dotyczące czeskiej literatury „na poły ludowej” znaleźć można m.in. w pracach wybitnego slawisty Józefa Magnuszewskiego
np. Czeska i słowacka pieśń ludowa, (opr. 1960) i Historia literatury czeskiej (1973),
a konkretnych aspektów zjawiska literatury jarmarcznej dotyka np. literaturoznawcze opracowanie Patrycjusza Pająka Groza po czesku. Przypadki literackie (2014),
prawdopodobnie jedynym polskim artykułem bezpośrednio poświęconym tematowi
17
Informacje pochodzą z referatu wygłoszonego 12 września 2019 r. przez Hanę Glombovą
i Romanę Macháčkovą podczas konferencji Proměny české kramářské písně – media, tradice, kontexty w Brnie; szerzej zob. Dufka i in. 2022.

⩶ 43 ⩶

�czeskich druków kramarskich jest tekst Tradycja i pieśń kramarska w Czechosłowacji
folklorysty Michała Walińskiego z 1975 r. oraz opracowania autora niniejszej pracy
(Mętrak 2017, 2018, 2019a, 2019b). Jeden z artykułów Bohuslava Beneša (Funkcje
pieśni kramarskich w literaturze popularnej) został opublikowany w polskim przekładzie w „Literaturze Ludowej” (nr 1/1988), zaś studium Karela Krejčíego Pieśń
praskiej ulicy, jej stosunek do pieśni jarmarcznej i do literatury ukazało się w polskim
wyborze prac tego autora (1972). Częściowo w języku polskim publikuje w ostatnich latach ostrawska literaturoznawczyni Monika Szturcová. Jej artykuł poświęcony
wzajemnemu przenikaniu się polskich i czeskich kramarskich pieśni pielgrzymkowych w regionach przygranicznych ukazał się w „Literaturze Ludowej” (nr 4/2021).
Także prace dotyczące polskich zjawisk pokrewnych z twórczością kramarską
są stosunkowo nieliczne. Słownik folkloru polskiego pod redakcją Juliana Krzyżanowskiego porusza tę problematykę w pojedynczych hasłach (m.in. ballada, dziad,
literatura odpustowa), nazywając twórczość kramarską jedną z najbardziej zagadkowych dziedzin życia literackiego (SFP 1965: 204). Najważniejszym polskim badaczem zjawisk literackich spoza głównego nurtu bez wątpienia był Janusz Dunin,
który na przełomie lat 60. i 70. XX w. opublikował wiele artykułów dotyczących tekstów drukowanych dla ludu oraz poświęconą im książkę Papierowy bandyta (1974).
Z tego samego okresu pochodzą również artykuły Czesława Hernasa i Michała Walińskiego oraz jedyna polska antologia kramarskich tekstów pieśniowych – Karnawał dziadowski opracowana przez Stanisława Nyrkowskiego i opatrzona wstępem przez Juliana Krzyżanowskiego (1973, wznowiona z nieznacznymi zmianami
w 1977 r.). Jej tytuł sygnalizuje obecny w polskiej literaturze problem terminologiczny – powiązanie drukowanego folkloru pieśniowego z innym, częściowo pokrewnym, zjawiskiem charakterystycznym dla Słowiańszczyzny – twórczością wędrownych dziadów (kwestia omówiona szerzej w punkcie 3.1.1.).
Wymienione dotąd prace to głównie opracowania traktujące szerzej o literaturze popularnej i ludowej lub krótkie artykuły (zob. Grochowski 2010: 7–12). Jedyną monografią dotyczącą wyłącznie polskich pieśni kramarskich pozostaje wydana
w 2010 r. praca toruńskiego folklorysty Piotra Grochowskiego Straszna zbrodnia
rodzonej matki. Polskie pieśni nowiniarskie na przełomie XIX i XX wieku. Książka ta,
uzupełniana przez inne publikacje tego samego autora – artykuły (np. 2003, 2007,
2022) i monografię Dziady. Rzecz o wędrownych żebrakach i ich pieśniach (2009) –
stanowi obecnie najbardziej aktualne polskojęzyczne opracowanie twórczości kramarskiej i zjawisk pokrewnych.
Przedstawiona charakterystyka dostępnych tekstów teoretycznych i źródłowych pokazuje, że tematyka czeskiej pieśni kramarskiej w języku polskim jest wła⩶ 44 ⩶

�ściwie nieobecna, a pomimo stosunkowo bogatej listy prac czeskojęzycznych, większość z nich to publikacje starsze niż 25 lat, stanowiące raczej punkt wyjścia do
dalszych, bardziej szczegółowych badań (antologie, starsze monografie), lub artykuły koncentrujące się na wybranym wąskim zagadnieniu18. Niniejsza praca, oparta na przekrojowym materiale i prezentująca możliwie szerokie ujęcie, może więc
służyć jako uzupełnienie dotychczasowego stanu badań, wzbogacając go o niepublikowane dotąd obserwacje i wnioski. Stanowi również pierwszą pogłębioną próbę opisania zjawiska czeskiej pieśni kramarskiej w ramach polskiej bohemistyki.

2.3. Podstawa materiałowa
Podstawowe źródło dla części analitycznej pracy stanowi jedna szczegółowo przebadana kolekcja muzealna, należąca do Muzeum Komeńskiego w Przerowie (Muzeum
Komenského v Přerově). W ramach prac wstępnych nad rozprawą analizą odbyłem
kilka kwerend muzealnych w czeskich placówkach posiadających w swoich zbiorach kolekcje druków kramarskich: Muzeum Regionalnym w Ołomuńcu19 (Vlastivědné muzeum v Olomouci, w lutym 2014 r.20), Muzeum Morawskim w Brnie21
(Moravské zemské muzeum, w czerwcu 2015 r.) i Muzeum Narodowym w Pradze
(Knihovna Narodního muzea, czerwiec 2015). Kontaktowałem się również z pracownikami Muzeum Śląska Cieszyńskiego w Czeskim Cieszynie (Muzeum Těšínska), którego zbiory były przez dłuższy czas niedostępne z powodu prac remontowych. Ostatecznie za bazę materiałową wybrałem kolekcję Muzeum Komeńskiego
w Przerowie, które odwiedziłem trzykrotnie (w lutym 2017 r., w czerwcu 2018 r.
i w kwietniu 2019 r.), uzyskując również dostęp do całości kolekcji w formie fotograficznej na potrzeby dalszych badań. Na wybór tej kolekcji zdecydowałem się z kilku
względów – jest ona kompletnie i szczegółowo skatalogowana, co ułatwia wstępny
etap opracowywania materiału, a dostęp do przedmiotów muzealnych (oryginalnych druków) jest stosunkowo prosty. Jest ona ponadto na tyle mała, że można zapoznać się z całością zbiorów (ok. 2800 pojedynczych druków), ale na tyle obszerna
18

Należy również zaznaczyć, że prace powstające przed 1989 r. nieproporcjonalnie mało uwagi poświęcały dominującym ilościowo pieśniom i drukom o tematyce religijnej.
19
Kolekcję tworzy ok. 7500 egzemplarzy druków kramarskich, zbieranych w XX w. od prywatnych darczyńców i mniejszych instytucji (m.in. od muzeum miejskiego w Litovli).
20
W muzeum tym odbyłem wcześniej praktyki (w lutym–maju 2012 r.), podczas których miałem okazję zapoznać się z całością kolekcji podczas prac inwentaryzacyjnych.
21
Kolekcja starych druków liczy ok. 3000 pozycji katalogowych; wśród nich druki kramarskie stanowią szacunkowo 40%.

⩶ 45 ⩶

�(a materiał zróżnicowany), że daje dobry obraz całości zjawiska. Ok. 1/3 zbiorów
stanowią druki wszyte w oryginalne oprawy (tzw. špalíčky), większość przechowywana jest luzem w kopertach. Pieśni posiadają indywidualne numery katalogowe
(od J-1 do J-2808), z wyjątkiem trzech dołączonych do zbioru w 2007 r. špalíčków,
z których każdy ma jeden numer nadany całemu, kilkudziesięciostronicowemu tomikowi ( J-2809, J-2810, J-2811). Zawartość zbioru stanowią przede wszystkim
czeskojęzyczne druki dystrybuowane w regionie etnograficznym Haná (środkowe
Morawy), pochodzące również z drukarni w Hranicach, Ołomuńcu, Kromieryżu, Prostějovie, Litomyśli i Chrudimiu. Sporadycznie trafiają się w zbiorach druki
niemieckie i polskie, nieco częściej słowackie lub pisane słowacyzowaną czeszczyzną (produkcja drukarni w Skalicy). Wśród druków pieśniowych odnaleźć można
ponadto kilkanaście obiektów innego rodzaju (druki magiczne, wielkoformatowe
błogosławieństwa itp. oraz broszury religijne i książki lektury ludowej). Większość
kolekcji pochodzi ze starych zbiorów Muzeum Miejskiego w Przerowie, funkcjonującego w latach 1902–1955 (zob. Písková 1994). Przygotowując niniejszą monografię zapoznałem się z całością kolekcji, wybierając z niej możliwie jak najwięcej
tekstów interesujących z punktu widzenia prowadzonej analizy. W dalszych rozdziałach książki przywołane zostało 459 pojedynczych druków pieśniowych, których indeks dołączony jest do tekstu publikacji. Liczba ta obejmuje także różne wydania tego samego tekstu (czasem różniące się istotnymi dla analizy szczegółami),
co utrudnia szczegółowe wyliczenia, ale orientacyjnie w tekście pracy uwzględnione zostało ok. 15% całości zbiorów muzeum.
Drugie, uzupełniające źródło stanowiły pełne teksty pieśni kramarskich dostępne w drukowanych publikacjach, które bardziej szczegółowo zostały już wymienione w poprzednim podrozdziale. Cytowane w dalszej części pracy fragmenty pieśni kramarskich zaznaczane są cudzysłowem lub (w przypadku cytatów dłuższych
niż dwie linijki) wydzielane jako oddzielne bloki tekstu mniejszą czcionką. Pochodzące z tekstów przykłady jednowyrazowe lub hasła w formie rzeczownika z jego
określeniami zaznaczane są kursywą. W przypadku źródeł ze zbiorów muzealnych
w przypisie do cytatów zamieszczony jest numer katalogowy druku oraz – jeśli wymaga tego przejrzystość tekstu – tytuł zawartej w nim pieśni (skrócony, jeżeli jego
długość przekracza jedną linijkę tekstu). Przy odwołaniach do drukowanych antologii przypis zawiera po prostu nazwisko autora (redaktora), datę wydania i numer strony, na której zaczyna się utwór.
Ponieważ większość tekstów kramarskich stosuje archaiczną pisownię, w której dzisiejszym dwuznakom i literom ze znakami diakrytycznymi odpowiadają kolejno: au = ou, g = j, j = í, ss = š, w = v, rzadziej również ğ = g, a na początku zda⩶ 46 ⩶

�nia Cž = Č i Rž = Ř (zob. Vintr 1998), cytaty oraz skrócone tytuły podawane są
we współczesnej ortografii. Ujednoliceniu poddaję również zapis wielkich i małych
liter, w wielu tekstach oparty na niemieckiej praktyce zaczynania wszystkich rzeczowników wielką literą22. Zachowane zostały natomiast wszelkie nieregularności
języka oryginału i odstępstwa od normy literackiej, zazwyczaj zgodne z czeszczyzną
okresu baroku lub będące efektem wpływów dialektalnych (zob. Szczepańska 2004:
214–216)23. Kompletna lista cytowanych druków, oparta na nieco uproszczonym
wzorze stosowanym w czeskiej praktyce bibliograficznej (por. Holubová, Kopalová 2008), znajduje się na końcu pracy. Zawarte w niej wpisy składają się (o ile dane
te są dostępne) z czterech elementów: noty o melodii, na jaką pieśń ma być wykonywana, jej pełnego tytułu, informacji o miejscu i dacie druku oraz incipitu (krótsze, bardziej typowe tytuły mogą powtarzać się przy różnych tekstach). W drugiej
i trzeciej pozycji noty bibliograficznej (tytuł i impressum – nota drukarza) zachowana została oryginalna pisownia i ewentualne błędy drukarskie.
Analizowany w pracy materiał został zawężony przy wykorzystaniu kryterium
czasowego, a skupienie się na kolekcjach pochodzących z obszaru Moraw stanowi częściowe ograniczenie geograficzne24. Cechy gatunku, takie jak wielokrotne przedrukowywanie treści zaspokajających aktualne zapotrzebowanie odbiorcy czy stosowane
czasem fałszywe datowanie i lokalizacja miejsca druku, sprawiają, że ograniczeń tych
nie należy traktować jako pewnych i precyzyjnych. Stanowią one raczej pomoc przy
doborze korpusu tekstów i pozwalają ograniczyć jego wielkość na potrzeby badań.

2.3.1. Ograniczenie czasowe
Teksty wybrane do analizy pochodzą przede wszystkim z druków wydawanych
w XIX w. Przeszukując kolekcję muzealną, za dolną granicę przyjąłem symbolicznie
22
W czeskiej tradycji zapis taki jest wiązany z wydawnictwami Melantricha (przeciwną, „łacińską” tradycję ortograficzną rozpropagowała Biblia kralicka). Starsze druki kramarskie stosują również
nieraz pisownię imion świętych, w której wielkie są dwie pierwsze litery, np. BOžj, GEžjssy (Boží, Ježíši) itp. Analizę tego zagadnienia przedstawili Alena Fidlerová i Dmitry Timofeyev podczas konferencji Proměny české kramářské písně – media, tradice, kontexty w Brnie 12 września 2019 r.; szerzej zob. Kosek i in. 2022.
23
Rozchwianie normy wynika nieraz także z chęci zachowania rytmu i rymu. Zdarza się, że
jeden tekst stosuje z tego powodu wariantywny zapis tego samego słowa, np. wymiennie sięgając po
końcówki -ý i -ej dla przymiotników rodzaju męskiego w liczbie pojedynczej.
24
Ograniczenie geograficzne nie obejmuje miejsca druku, lecz jedynie lokalizację zbiorów,
praca dotyczy więc nie „morawskich druków kramarskich” sensu stricto, ale raczej „druków kramarskich na Morawach”.

⩶ 47 ⩶

�1774 r., datę wprowadzenia na ziemiach czeskich obowiązku szkolnego. Górnej granicy nie ustalałem, wiedząc, że w związku z utratą popularności przez twórczość
kramarską na przełomie lat 60. i 70. XIX w., druki młodsze niż 1870 r. będą w badanym materiale rzadkością. Ostatecznie do analizowanego w pracy korpusu włączyłem ze względu na interesującą treść także 12 datowanych druków osiemnastowiecznych sprzed 1774 r.25 (przede wszystkim pieśni religijne i modlitwy, najstarszy
tekst wydany w 1704 r.) i 14 pozycji wydanych w 1870 r. lub później. Najmłodszy
przywoływany w tekście pracy druk datowany jest na 1902 r.
Przyjęty przedział czasowy wydaje się odpowiedni do zrealizowania przyjętych
w pracy celów, ponieważ druki kramarskie na przełomie XVIII i XIX w. osiągnęły swoją największą popularność, a przekazywane w nich stereotypy mogły się dobrze ugruntować (por. Beneš 1970: 36–37). Dzięki następującemu w XIX w. postępowi techniki, dostępne stały się ponadto informacje z nowych, dotąd trudno
osiągalnych miejsc. XIX w. obfitował przy tym w wydarzenia mogące inspirować
powstawanie świeckiej twórczości kramarskiej. Z jednej strony można wśród nich
wymienić rewolucję przemysłową i rozwój techniki, powodujące zmiany w sposobie życia i modzie, migracje ze wsi do miast, a także z ziem czeskich do innych krajów (przede wszystkim Stanów Zjednoczonych i Imperium Rosyjskiego). Z drugiej
strony czasy te przyniosły wydarzenia polityczne zyskujące duży rozgłos, takie jak
rewolucja francuska i wojny napoleońskie, seria wystąpień rewolucyjnych 1830 r.
(w tym koniec wojny o niepodległość Grecji, oznaczający początek upadku potęgi
Imperium Osmańskiego), Wiosna Ludów i niepokoje społeczne lat 1848–1849,
wojna krymska (w 1853 r.), wojny na Półwyspie Apenińskim i zjednoczenie Włoch
w 1861 r., wojna francusko-pruska i zjednoczenie Niemiec (1870–1871), podboje kolonialne czy mająca silne odbicie w europejskim folklorze śmierć Maksymiliana Habsburga w Meksyku (w 1867 r.). W tekstach czeskich najwięcej uwagi poświęca się konfliktom, w które bezpośrednio zaangażowana była armia austriacka,
a w niej czescy żołnierze. Są to przede wszystkim wojny z Francją (1792–1815),
konflikty we Włoszech (w 1848 i 1859 r.), okupacja Hercegowiny (w 1878 r.) oraz
wojna prusko-austriacka (w 1866 r.), stanowiąca dla rozwoju pieśni kramarskiej
moment przełomowy – ostatni skok popularności poprzedzający stopniowe zamieranie gatunku.
Wybrany okres to także czas rodzenia się europejskich nacjonalizmów i kształtowania się nowoczesnych społeczeństw. Budowa czeskiej tożsamości narodowej
25

Dodatkowo dwa druki opisują wydarzenia dziejące się w 1733 i 1752 r., ale nie są datowane i mogły zostać wydrukowane później.

⩶ 48 ⩶

�opierała się na kontraście z „obcymi” – przede wszystkim Niemcami i Żydami.
Od połowy XIX w. na ziemiach czeskich rosły nastroje antysemickie, mające kulminację w latach 1899–1900, gdy doszło do procesu oskarżonego o mord rytualny
Lepolda Hilsnera (relacjonowanego obficie również przez dogasającą już wówczas
literaturę kramarską; zob. Mętrak 2017: 103–104). Przez cały czas popularności
druków kramarskich zainteresowaniem cieszyły się sensacje i wieści kryminalne,
także z zagranicy, oraz nowiny dotyczące klęsk żywiołowych i katastrof kopalnianych czy kolejowych. Choć jako źródło informacji o świecie ważniejszą rolę odgrywały teksty świeckie, można je było czerpać również z tekstów o tematyce religijnej, przybliżających m.in. żywoty świętych i historie objawiań maryjnych. Cuda
należące do tej kategorii, zwłaszcza słynne objawienia z Paryża w 1830 r., La Salette w 1846 r. i Lourdes w 1858 r., stały się w XIX w. ważnym elementem duchowości katolickiej (zob. Štajnochr 2000: 208–213).

2.3.2. Ograniczenie geograficzne
Wybór tekstów z morawskich zbiorów podyktowany jest z jednej strony ich dostępnością, z drugiej – specyfiką tutejszej kultury ludowej i nieelitarnej. Morawy
(wraz z czeskim Śląskiem) to obszar położony na styku kilku kultur i narodowości – na południu graniczy z Austrią, na północy z Polską (obszarami pozostającymi w XIX w. pod władzą austriacką i pruską), a od wschodu ze Słowacją (gdzie
drukowane były również teksty czeskojęzyczne), będącą wówczas częścią ziem Korony Świętego Stefana. Oprócz ludności czeskiej Morawy zamieszkane były przez
Niemców i Żydów. Na Śląsku stosunkowo liczna była mniejszość protestancka, ponadto niektóre obszary i ich mieszkańców (np. Hanaków) charakteryzowała silna
lokalna tożsamość morawska, czego echa mogą pojawiać się w tekstach (np. satyry na sąsiednie narody i grupy etnograficzne).
Najważniejszym miejscem na wydawniczej mapie Moraw był Ołomuniec, gdzie
wydawcy druków ulotnych działali już w XVI w. Od czasów Rudolfa II miasto to
jako jedyne na Morawach posiadało prawo druku, choć z czasem ograniczenie to
przestało być ściśle respektowane a liczne drukarnie powstawały również w innych
miejscowościach (Mazalová 2008b: 72). W interesującym dla badań okresie funkcjonowały tu trzy drukarnie zajmujące się wydawaniem pieśni kramarskich – do najstarszej, należącej do rodziny Skarnitzlów vel Škarniclów, w drugiej połowie XIX w.
dołączyły drukarnie Antonína Halouski i Josefa Groáka (Scheybal 1990: 61). Ołomunieccy drukarze od połowy XIX w. wydawali również pierwsze gazety przeznaczone dla ludu (Scheybal 1990: 76), które nie tylko wpływały na emancypację
⩶ 49 ⩶

�języka czeskiego, ale również mogły dostarczać informacji ze świata, przetwarzanych następnie przez kramarskich autorów w pieśniową formę.
Inne morawskie ośrodki produkcji kramarskiej to Hranice (działająca od 1814 r.
drukarnia Škarniclów; zob. Mazalová 2008b: 73), Znojmo (drukarnia Martina
Hoffmanna, później Martina Ferdinanda Lenka), Brno (drukarnie Jana Svobody
i Rudolfa Rohera), Jihlava (drukarnia Fabiána Beinhauera, później Jana Rippla).
Do lat 70. XIX w. teksty kramarskie drukowała również założona w 1806 r. cieszyńska drukarnia Tomáša Prochaski. Swoich nabywców znajdowały na Morawach
także ośrodki zachodniosłowackie, takie jak Uherská Skalice (dziś Skalica), w której działała gałąź rodziny Škarniclów, i Bańska Bystrzyca koncentrujące się przede
wszystkim na produkcji tekstów o charakterze religijnym (Scheybal 1990: 61)26.
Przyjęte ograniczenie geograficzne nie jest oczywiście ograniczeniem ścisłym,
ponieważ kryterium „morawskości” materiału nie dotyczy jego pochodzenia, a jedynie lokalizacji kolekcji. Założyć jednak można, że kolekcje muzealne, tworzone
w większości na podstawie lokalnych zbiorów, stanowią stosunkowo wierną reprezentację tekstów, które były dostępne czytelnikom na danym obszarze. Ze względu na szeroką dystrybucję druków, wyniki podobnych badań prowadzonych na
zbiorach z różnych regionów byłyby z pewnością zbliżone. Jak zauważa badaczka
morawskich druków Kristina Staškivová (2008: 99), „regionální charakter materiálu nevypovídá o ničem specifickém” [„regionalny charakter materiału nie mówi
o niczym specyficznym”], choć pojedyncze pieśni bez wątpienia mają lokalną specyfikę i nie były dostępne dla czytelników np. w Pradze27 (por. Smetana, Václavek,
opr. 1937: 12).
Niezależnie od lokalizacji drukarni, teksty mogły być (i były) kolportowane
na całym czeskojęzycznym obszarze, nie próbuję więc odsiewać obcych naleciałości np. na podstawie deklarowanego w tekście miejsca druku (informacji nie zawsze obecnej i nie zawsze wiarygodnej). Granice geograficzne są zatem – podobnie
jak granice historyczne – umowne i służą przede wszystkim ograniczeniu korpusu tekstów do próby reprezentatywnej, ale nieprzekraczającej możliwości analizy.
26
Bardziej szczegółowa lista drukarzy i miejsc druku znajduje się w opracowaniu Roberta Smetany Tiskaři a nakladatelé českých písní kramářských w tomie O české písni lidové a zlidovělé
(Smetana, Václavek 1950: 80–89), powtarza ona jednak bez komentarza informacje umieszczane
bezpośrednio na drukach, a tym samym podaje również dane jednoznacznie nieprawdziwe, służące uniknięciu cenzury.
27
Praga, jako jedyne tak duże miasto na czeskim obszarze językowym Praga (ponad 150 000
mieszkańców w drugiej połowie XIX w.) charakteryzowała się własnym specyficznym rynkiem druków
kramarskich, różniących się swoją zawartością od tych sprzedawanych na prowincji.

⩶ 50 ⩶

�2.4. Twórczość kramarska –
wstępny opis zjawiska
Podstawową formą rozpowszechniania i funkcjonowania pieśni kramarskiej wśród
jej odbiorców był tekst drukowany. Towarzyszyła mu zazwyczaj informacja o melodii, na jaką dany utwór ma być wykonywany, nie w formie niezrozumiałego dla
większości odbiorców zapisu nutowego, ale tytułu popularnej melodii ludowej, kościelnej, a w późniejszym okresie operetkowej. Dzięki temu pieśń kramarska, w odróżnieniu od tradycyjnej literatury oralnej (por. Lord 2012: 64–66), mogła funkcjonować poza jednorazowym momentem wykonania przez specjalnie szkolonego
pieśniarza. Wykorzystanie istniejącej melodii jest świadectwem nadrzędnej roli tekstu wobec warstwy muzycznej, wyraźnie odróżniającej pieśń kramarską od pieśni
ludowej, dla której oba aspekty były równoważne (por. Smetana 1963: 33–40, Bogatyriew 1979: 332). Oprócz sprzedaży drukowanych ulotek, na całość zjawiska
twórczości kramarskiej składał się także drugi istotny element: publiczny śpiew,
wykonywany często przy planszy z ilustracjami, na której przedstawione były najważniejsze momenty opisywanej historii. Wykonanie utworu przez kramarza, przy
akompaniamencie skrzypiec, liry korbowej czy katarynki, pełniło przede wszystkim
funkcję reklamy mającej zachęcić słuchających do zakupu prezentowanych tekstów
na własny użytek. Sprzedaż druków stanowiła podstawowe źródło zarobku dla ich
wydawców i kolporterów. Przedsięwzięcie to angażowało nierzadko całą rodzinę
kramarza, uczestniczącą w występie i późniejszej dystrybucji. Chociaż handel domokrążny i publiczne występy na jarmarkach i odpustach bywały w różnych okresach
regulowane oficjalnymi zarządzeniami, a nawet całkowicie zakazywane, druki kramarskie sprzedawano także wówczas, nielegalnie lub w siedzibach drukarzy28. Zainteresowanie cenzury i groźba kary wpłynęły na to, że pieśni kramarskie – choć czasem posługiwały się antyrządową satyrą lub służyły politycznej propagandzie – były
z założenia mniej ostre w krytyce społecznej niż pieśni ludowe przekazywane ustnie.
28

Cenzura szczególnie silnie działała w okresach wojen i niepokojów społecznych, obnośna
sprzedaż druków była zakazywana np. w dekrecie dworskim (Dvorský dekret) z 1795 r. i regulaminie
dla księgarzy i antykwariuszy (Řád pro knihkupce a antikváře) z 1806 r. Urzędy państwowe i kościelne usiłowały ingerować w propagowane przez kramarzy treści zakazując druków antypaństwowych
lub niezgodnych z dogmatami wiary, a w ramach reform józefińskich także m.in. druków o antyprotestanckim charakterze. Walka ta była jednak skazana na niepowodzenie, ponieważ drukarze stosowali szereg wybiegów umożliwiających uniknięcie odpowiedzialności – fałszywe impressa, lokalizujące miejsce druku za granicą, przesuniętą datację czy fałszywe informacje o dopuszczeniu przez
cenzurę. Również nierzucający się w oczy kolportaż domokrążny stosunkowo dobrze zabezpieczał
przez działaniami policji (zob. Scheybal 1990: 68–72).

⩶ 51 ⩶

�Jedną z charakterystycznych cech literatury trzeciej była jej dobrowolna lektura (Żabski 1993: 10), pieśń kramarska musiała więc spełniać oczekiwania konsumentów i szybko reagować na ich zmiany. Teksty niespełniające oczekiwań odbiorcy nie posiadały wartości funkcjonalnej i nie były powielane. Obok oficjalnej
cenzury państwowej działała tu więc charakterystyczna dla folkloru „społeczna cenzura prewencyjna” (Żabski 1993: 12–13, Dunin 2004: 139) czy też „cenzura ludowa” – udział ogółu w doborze zachowywanych treści (Burke 2009: 150). Twórczość
kramarska musiała być schematyczna, odpowiadać oczekiwaniom i przyzwyczajeniom nabywcy zarówno pod względem formy, jak i treści, a tym samym stanowiła
doskonały sposób na utrwalanie i powielanie stereotypów. Podstawowe prawo rządzące tego typu twórczością Czesław Hernas nazywa „zasadą artystyczno-handlowej spekulacji”, a więc utrzymaniem równowagi między jak najniższą ceną produkcji, a jak największą atrakcyjnością dla odbiorcy (Hernas 1973: 20). Z tego względu
druki kramarskie zawierały nieraz bardzo zróżnicowaną treść, zaspokajającą różne
potrzeby nabywców. Pod względem ilościowym przeważały pieśni religijne, ale to
teksty świeckie były bardziej zróżnicowane. Asortyment obnośnych sprzedawców
stanowiły również druki modlitewne i kalendarze. Ulotki kramarskie sprzedawane zazwyczaj w stałej cenie 2 grajcarów były przez nabywców pieczołowicie przechowywane. Często wszywano je do ręcznie przygotowywanych okładek, tworząc
tak zwane špalíčky (‘klocki’, ‘bloczki’)29, służące następnie kilku pokoleniom jako
najłatwiej dostępna lektura.
Jako produkt nastawiony przede wszystkim na przyniesienie zysku, pieśń kramarska nie mieściła się w tradycyjnym porządku kultury ludowej. Stanowiła raczej łącznik między miastem a wsią, mający cechy zarówno tradycyjnej twórczości
chłopskiej, jak i miejskiej kultury popularnej, tworzony przez osoby poruszające się
na pograniczu tych dwóch kręgów kulturowych (Magnuszewski 1960: IX). Pieśni
powstawały w środowisku miejskim, zazwyczaj w mniejszych ośrodkach, stanowiących jednocześnie siedziby drukarni (oprócz wymienionych już miast morawskich były to także m.in.: Chrudim, Hradec Kralové, Jičín, Jindřichův Hradec, Kutná Hora, Litomyšl, Pardubice, słowacka Skalica, ale również Praga). Łączną liczbę
czeskich drukarni zajmujących się produkcją kramarską od połowy XVII do końca XIX w. szacuje się na około 200 (Voit 2008: 496). Autorzy i wykonawcy pieśni kramarskiej nie stanowili zwartej grupy społecznej, ale raczej mieszaninę osób
29
Takie špalíčky, zawierające nierzadko druki zbierane przez kilkadziesiąt lat, stanowią dziś
cenny dokument informujący zarówno o rynku i dystrybucji druków kramarskich, jak i o osobach
i rodzinach, które tworzyły je i z nich korzystały (por. Smetana, Václavek 1937: 10).

⩶ 52 ⩶

�różnych zawodów i stanów – teksty pisali nauczyciele, chłopscy kronikarze (czes.
pismáci), duchowni. Śpiewakami zostawali często zubożali rzemieślnicy lub dawni żołnierze. Odbiorcami była ludność zarówno wiejska, jak i miejska, zepchnięta
na peryferie w sensie geograficznym (ubogie przedmieścia, podmiejskie wsie) oraz
społecznym (służba, drobni rzemieślnicy, pochodzący ze wsi pracownicy sezonowi napływający do większych ośrodków). Dla tych odbiorców informacje przekazywane przez kramarzy były najprostszym sposobem zdobycia wiedzy o wydarzeniach z dalszych regionów kraju i świata. Jak stwierdza etnograf Josef V. Scheybal:
Písničkář se potuloval mezi malým městem, vesnicí a velkoměstskou periférií, nacházeje všude zájemce a odbyt pro své laciné zboží. I on byl jedním z mnoha prostředníků mezi kulturou panskou a vesnickou, jedním z těch, kteří soustavně narušovali konzervativní izolovanost zemědělského venkova.
[Śpiewak wędrował między światem miasteczek, wsi i wielkomiejskich peryferii,
wszędzie odnajdując zainteresowanych zakupem swoich tanich towarów. Był on
jednym z wielu pośredników pomiędzy kulturą pańską i wiejską, jedną z osób ciągle naruszających konserwatywną izolację rolniczej wsi].
(Scheybal 1990: 74)

Przekazywanie informacji (zpravodajství) to zdaniem Bohuslava Beneša (1970:
19–20) – jedna z trzech prymarnych funkcji świeckiej pieśni kramarskiej, obok jej
roli ideologiczno-propagandowej (ideologické ovlivňování) i funkcji ludycznej (zábava). Tym trzem rolom społecznym towarzyszyła również funkcja estetyczna, przejawiająca się zarówno w wierszowanej formie, jak i w wyborze środków stylistycznych odpowiednich do prezentowanej treści. Podobnie rolę szeroko rozumianej
literatury popularnej widział jej polski badacz Tadeusz Żabski (1993: 18–21), do
wymienionych już funkcji poznawczej (wyjaśnienie zasad rządzących światem, opis
sytuacji i stanów granicznych, takich jak śmierć, grzech, miłość czy doświadczenie
cudu), dydaktycznej (konformistyczne powielanie przyjętych zasad moralności),
ludycznej (sensacyjny charakter pełen niezwykłych zdarzeń) i estetycznej (prostota przekazu, patos i hiperbolizacja), dodaje jeszcze funkcję kompensacyjną, a więc
możliwość oderwania się od rzeczywistości i zapomnienia o własnych problemach.
Nacisk na poszczególne funkcje i sposób ich realizowania zmieniał się w czasie,
a kontrreformacyjny charakter starszych druków stopniowo ograniczał się do kilku schematycznych wersów religijno-moralnego pouczenia (w schyłkowym okresie
rozwoju gatunku nieraz całkiem pomijanego). Można więc mówić o postępującym
wypieraniu funkcji informacyjnej (przejmowanej przez prasę i zastępowanej w pieśniach emocjonalnym opisem wpływu wydarzeń na ich uczestników) na rzecz funkcji
⩶ 53 ⩶

�ludycznej oraz ograniczaniu funkcji dydaktycznej. W konsekwencji doprowadziło to z czasem do upadku świeckiej pieśni kramarskiej jako gatunku i zastąpienia
go przez czysto rozrywkowe druki zawierające kuplety i pieśni kabaretowe (Klacek
2011: 37–38). Zarazem pieśni o charakterze religijnym (przede wszystkim maryjne) były w tym samym okresie zastępowane przez bardziej uregulowany obieg druków dewocyjnych – oficjalnych śpiewników i modlitewników czy obrazków z dołączoną modlitwą (Kafka 2009: 197–203).

2.5. Podstawowy podział tematyczny
twórczości kramarskiej
Przedstawiona charakterystyka pieśni kramarskich ujawnia ogromne zróżnicowanie tematyczne ich treści. Przed przystąpieniem do analizy wybranych źródeł pod
kątem zawartego w nich obrazu świata i stereotypów narodowych, religijnych czy
społecznych, należy więc zakończyć opis teoretyczny gatunku roboczą klasyfikacją poszczególnych typów tekstów i oceną ich przydatności dla dalszych badań.
Z racji na pograniczny charakter zjawiska twórczości kramarskiej, spełniającej
różne funkcje i czerpiącej zarówno z tradycji folkloru, jak i kultury wysokiej, stworzenie klarownej i wygodnej w użyciu uniwersalnej klasyfikacji gatunkowej lub tematycznej jest trudne, czy wręcz niemożliwe. Zaprezentowane poniżej propozycje
podziału służą więc konkretnym celom i są oparte na różnych kryteriach. Niezależnie od przyjętych założeń, wiele tekstów przypisać można do dwóch lub więcej
kategorii. Nawet podstawowy – wydawałoby się – podział na pieśni świeckie i religijne może nieraz budzić wątpliwości. Ostateczne zakwalifikowanie konkretnego tekstu do odpowiedniej kategorii zależy więc albo od arbitralnej decyzji osoby
dokonującej podziału, albo od mechanicznie stosowanego kryterium o statystycznym charakterze (np. stosunek strof o danej treści do całości tekstu). Jak zastrzega
we wstępie do swojej klasyfikacji Bohuslav Beneš:
Malá diferenciace a vzájemné prolínání žánrů je však příznačné právě pro kramářskou tvorbu, takže o druhu nebo žánru lze vždy hovořit jen s jistým omezením;
vhodnější je mluvit o převaze příslušných prvků v jednotlivých skladbách.
[Mała dyferencjacja i wzajemne przenikanie się gatunków są właśnie charakterystyczne dla twórczości kramarskiej, zatem o typie czy gatunku mówić można zawsze wyłącznie z pewną ostrożnością; bardziej na miejscu jest mówić o przewadze
konkretnych elementów w poszczególnych utworach].
(Beneš 1970: 47)

⩶ 54 ⩶

�Autorzy publikowanych dotąd antologii oraz opracowań naukowych pieśni
kramarskich stosowali przynajmniej trzy metody klasyfikacji i podziału tekstów:
chronologiczną, genologiczną (rodzajowo-gatunkową) oraz tematyczną.
Podział chronologiczny umożliwia diachroniczne badania rozwoju druków
kramarskich w czasie, jest więc używany przede wszystkim w opracowaniach historycznych (np. Scheybal 1990). Jako taki budzi stosunkowo najmniej wątpliwości, choć w przypadku wielu tekstów kramarskich dokładna datacja jest kłopotliwa.
Ponieważ materiał zebrany na potrzeby niniejszej pracy pochodzi ze względnie jednorodnego okresu rozwoju zjawiska, dalszy podział chronologiczny nie jest już niezbędny (wyjątkowe przykłady tekstów starszych niż ostatnie ćwierćwiecze XVIII w.
zostały w tekście pracy oznaczone i skomentowane).
Najpełniejszą próbę genologicznego podziału świeckich pieśni kramarskich
stanowi klasyfikacja rodzajowo-gatunkowa (druhová a žánrová charakteristika)
zaproponowana przez Bohuslava Beneša (1970: 47–145). Dzieli ona teksty pod
względem kompozycji na pieśni z przewagą epiki (dominuje opis zdarzeń), z przewagą liryki (dominuje opis uczuć i emocji bohaterów) oraz mieszane teksty epicko-liryczne (opis wydarzeń jest równy objętością opisowi przeżyć wewnętrznych
postaci i komentarzom autora). W ramach tych kategorii wyróżnia dalej gatunki pieśni wydzielone głównie na podstawie tematu. W grupie tekstów z przewagą epiki są to pieśni:
1. nowiniarsko-historyczne (zpravodajsko-historické),
2. o cudach (o zázracích),
3. legendy i apokryfy (legendy a apokryfy),
4. wierzenia i przesądy (pověrečné látky).
Wśród tekstów z przewagą liryki wyróżnia natomiast pieśni:
1. społeczno-polityczne (společensko-politické),
2. miłosne i rodzinne (milostné a rodinné),
a wśród liryczno-epickich – pieśni:
1. nowiniarsko-historyczne (zpravodajsko-historické),
2. o cudach (o zázracích),
3. legendy i apokryfy (legendy a apokryfy),
4. pieśni z treściami średniowiecznymi i przesądami (písně se středověkými a pověrečnými látkami),
5. ballady kramarskie (kramářské balady).
Większość gatunków ma swoje odpowiedniki w pierwszej i trzeciej kategorii, różniące się jedynie statystyczną objętością wersów opisowych i refleksyjnych.
Taka propozycja podziału oparta jest więc wyłącznie na wyliczeniach zewnętrznych
⩶ 55 ⩶

�wobec samych pieśni, a przez to dosyć mglista, na co uwagę zwracają m.in. Michał
Waliński (1975: 21) i Piotr Grochowski (2010: 54–55)30. Podział Beneša, mimo
wyraźnej niedoskonałości, podział Beneša stosowany jest w czeskich opracowaniach (por. np. Fiala 2001: 139).
Brak jak dotąd innej propozycji pełnego podziału genologicznego, nie jest on
jednak niezbędny, by zająć się analizą treści pieśni w ujęciu etnolingiwstycznym.
W niniejszej pracy największe zastosowanie znajduje podział tematyczny, zazwyczaj
stosowany przez autorów w połączeniu z częściowym podziałem gatunkowym. Stopień dokładności takich klasyfikacji zależy od rozmiarów i charakteru porządkowanego materiału i jest różny dla różnych opracowań – Smetana i Václavek podzielili
swoją antologię (1937) na aż 30 kategorii, często bardzo szczegółowych31. W wielu z nich znalazły się zaledwie jeden lub dwa teksty, a różnice między poszczególnymi kategoriami są często symboliczne, tak że z powodzeniem można połączyć kilka
grup w jedną (np. kategoria Láska to teksty o miłości nieszczęśliwej, Milenci – spełnionej, a Svatební – zakończonej małżeństwem). Antologia Poslyšte písničku hezkou
Beneša (1983) została natomiast podzielona na 11 działów tematycznych32. Stosowany przeze mnie podział składa się z możliwie dużych grup i uwzględnia przede
wszystkim przydatność konkretnej kategorii do prowadzonej w dalszej części pracy analizy informacji o obcych grupach etnicznych, religijnych i społecznych oraz
30

Piotr Grochowski (2010: 210–233) w materiale polskim wyróżnia trzy typy druków nowiniarskich: lamentacyjno-religijne, kronikarsko-reportażowe i liryczno-sentymentalne, podobnie jak
Beneš opierając się na proporcji komentarzy autorskich do treści narracyjnych.
31
Były to odpowiednio: Marnost světa a smrt (Marność świata i śmierć), Boží tresty (Kary boskie), O svatých (O świętych), Umučení Kristovo (Męka Chrystusa), Zázraky (Cuda), Legendy (Legendy), Poutnické (Pielgrzymkowe), Koledy (Kolędy), Biblické látky (Treści biblijne), Balady (Ballady), Loupežníci a zločinci (Rozbójnicy i przestępcy), Vraždy a neštěstí (Morderstwa i nieszczęścia),
Láska (Miłość), Milenci (Kochankowie), Svatební (Ślubne), Stav manželský (Stan małżeński), Ženy
a ženská otázka (Kobiety i kwestia kobieca), Móda (Moda), Životní osudy (Losy życiowe), Vojna
(Służba wojskowa), Války a válečníci (Wojny i wojacy), Robota a svoboda (Pańszczyzna i wolność),
Hospodářská pohroma roku 1811 (Kryzys gospodarczy roku 1811), Revoluce (Rewolucje), Katastrofy a přírodní úkazy (Katastrofy i dziwy natury), Životní novoty (Nowinki w życiu), Politika (Polityka), Stavy a třídy (Stany i klasy), Míchanice (Mieszanina), Doznívání kramářské písně (Dogasanie
pieśni kramarskiej).
32
Písničky rekrutské a vojenské (Piosenki rekruckie i wojskowe), O šťastné lásce (O szczęśliwiej
miłości), O zlých ženách (O złych kobietach), Trápení nešťástné lásky (Męki nieszczęśliwej miłości),
Vesele o ledačem (Wesołe o czymkolwiek), Novinky z minulosti a současnosti (Nowości z przeszłości
i teraźniejszości), Písničky o přírodních úkazech (Piosenki o zjawiskach naturalnych), Koleda valašská (Kolęda wołoska), Krutá doba – krutá vražda (Okrutne czasy – okrutny mord), Ze světa módy
a společenských události (Ze świata mody i wydarzeń towarzyskich), O zázracích a nadpřírozených jevech (O cudach i zjawiskach nadprzyrodzonych).

⩶ 56 ⩶

�porządku świata. W tym rozdziale książki, stanowiącym punkt wyjścia do dalszych
badań, jako przykłady podaję teksty łatwo dostępne w trzech najpopularniejszych
drukowanych antologiach (Smetana, Václavek 1937, Beneš 1983, Scheybal 1990)
oraz w bibliotece cyfrowej Špalíček (oznaczone numerem katalogowym zaczynającym się od liter KNM – Knihovna Národního muzea), do materiału badawczego
z przerowskiej kolekcji przechodząc w kolejnych rozdziałach (4. i 5.).

2.5.1. Pieśni o tematyce religijnej
Teksty religijne – chociaż ze względów ideologicznych pomijane w badaniach czechosłowackich od końca II wojny światowej aż do lat 90. XX w.33 – stanowiły większą
część produkcji kramarskiej. Wypełniały one prawdopodobnie ok. 2/3 wszystkich
druków pieśniowych, nie uwzględniając druków kramarskich o innym, niewierszowanym charakterze (modlitwy, błogosławieństwa domowe itp.). Silnie religijny charakter pieśni kramarskich i mirakularna wizja świata widoczna także w tekstach świeckich były dziedzictwem początkowego okresu rozwoju gatunku, gdy
został on podporządkowany kontrreformacyjnej katolickiej propagandzie. Pomimo zmian społecznych i cywilizacyjnych oraz ewolucji doktryny Kościoła katolickiego, barokowe i starsze motywy utrzymywały się w pieśniach kramarskich do końca ich popularności. Wiele religijnych i parareligijnych tekstów kramarskich było
opartych na zabobonnym i magicznym traktowaniu religii oraz treściach sprzecznych z oficjalnymi naukami hierarchów katolickich. Nie przeszkadzało to jednak
w ich szerzeniu się wśród najniższych warstw społeczeństwa. Z tego powodu mają
one często ksenofobiczny, antyprotestancki, antysemicki czy – w rzadszych przypadkach – antyturecki charakter (Klacek 2011: 36–37). Wśród tekstów o tematyce religijnej można dalej wyróżnić dwie grupy pieśni.

2.5.1.1. Pieśni kontemplacyjno-modlitewne
Pierwszą grupę stanowią pieśni religijne sensu stricto, a więc teksty przystosowane
do użycia rytualnego w czasie uroczystości kościelnych, pielgrzymek czy prywatnej
modlitwy. Są to przede wszystkim wierszowane modlitwy, hymny, kolędy i pieśni
kościelne, będące często przedrukami z kancjonałów lub adaptacjami barokowych
33
Antyreligijna ideologia państwowa w komunistycznej Czechosłowacji w wyraźny sposób
wpływała na wolność badań naukowych, zwłaszcza odnoszących się do roli Kościoła w życiu poprzednich epok – zarówno w okresie stalinowskim, bezpośrednio po przewrocie politycznym 1947 r.,
jak i w latach 70. i 80. w okresie tzw. normalizacji po niepowodzeniu odwilży politycznej 1968 r.

⩶ 57 ⩶

�tekstów poetyckich. Najczęściej mają one tematykę maryjną34 lub chrystologiczną35, rzadziej odnoszą się do innych świętych (zwłaszcza Jana Nepomucena, św. Józefa i św. Anny). W starszym okresie popularne były także motywy wanitatywne
i rozważania nad marnością świata36. Duża cześć produkcji religijnej związana była
z miejscami pielgrzymkowymi w Czechach i na Morawach (Hostýn, Klatovy, Křtiny, Svatý Kopeček, Vranov itp.) oraz za granicą (m.in. Częstochowa, Mariazell,
Lourdes). Teksty tego typu są najbardziej powtarzalne i wnoszą stosunkowo najmniej do rekonstruowanego obrazu świata.

2.5.1.2. Pieśni narracyjne (świeckie o tematyce religijnej)
Drugą grupę pieśni o tematyce religijnej stanowią teksty o świeckim (nieliturgicznym) charakterze. Zaliczają się do nich pieśni narracyjne zawierające legendy
o świętych, biblijne apokryfy, historie o cudach i objawieniach (ta ostatnia kategoria graniczy z pieśniami nowiniarskimi o świeckiej tematyce – 2.5.2.1., czasem trudno wyznaczyć między nimi wyraźną granicę). Znaleźć można w nich opisy miejsc
życia i działania świętych, w tym opisy egzotycznych krajów i ich mieszkańców,
przedstawianych jako poganie, prześladujący bohatera lub nawracani przez niego
na prawdziwą wiarę37. Zazwyczaj ksenofobiczne opisy przedstawicieli innych grup
etnicznych i religijnych pojawiają się także w pieśniach o cudach, często posługujących się motywem bezczeszczenia świętych wizerunków lub przedmiotów kultu
katolickiego, za które niewiernego (zwykle protestanta lub Żyda) spotyka zasłużona kara38. Popularne opisy cudów dotyczą także nieszczerej spowiedzi czy łamania
zakazów religijnych39. Ze względu na swój temat pieśni należące do tej grupy są często powtórzeniami motywów krążących w kulturze europejskiej od średniowiecza,
34
Np. KNM KP 1933: Nábožná píseň k Panně Marii, KNM KP 8895: Píseň k Panně Marii
Cellenské, KNM KP O 113/5: Píseň k Bolestné Panně Marii.
35
Np. KNM KP B37/8: Nábožná Píseň k Pánu Ježíši Kristu, KNM KP R. Hlava 7851: Píseň
horlivá o umučení Pána Ježíše Krista, KNM KP R. Hlava 7894: Horlivá píseň k Pánu Ježíši.
36
Np. Smetana, Václavek 1937: 43: Píseň nová o marnosti světa všem milovníkům zpívání na
světlo vydaná, Smetana, Václavek 1937: 41: Příkladna píseň o smrti člověka všem světa milovníkům
k moudrému povážení nestálosti života vydaná.
37
Np. KNM KP R. Hlava 3315: Nová píseň o 26 japanských mučednících, kteří de 5ho února
1597 v městě Nangasatu své nevinné roucha smočili v krvi.
38
Np. KNM KP R. Hlava 3955: Píseň historická o zázračném obrazu Panny Marie, což se stalo v krajině polské, blíž Varšavy roku 1745, dne 7. dubna.
39
Np. Smetana, Václavek 1937: 49: Novina velmi žalostná, která se stala s jednou paní, páchajíce ona cizoložství, to v svatej zpovědi zamlčela, jaký konec potom vzala a kam se dostala z této noviny
jeden každy náležitě vyrozuměti mocti bude.

⩶ 58 ⩶

�takich jak cudowne oczyszczenie oskarżonego z zarzutów40, czy cuda towarzyszące
próbom zbezczeszczenia hostii41, a przez to powielają anachroniczne i zabobonne
przekonania, w tym m.in. antysemickie legendy o mordzie rytualnym.

2.5.2. Pieśni o tematyce świeckiej
Pieśni o tematyce świeckiej są znacznie bardziej zróźnicowane zarówno pod względem treści, jak i formy. Stanowią one również dużo bogatszy materiał ukazujący różnorodne sposoby przedstawiania inności i obcości. Można wśród nich wydzielić przynajmniej kilka głównych kategorii tematycznych, a w ich ramach – dalsze podtypy
związane z treścią i sposobem jej przedstawiania. Prezentowana klasyfikacja ma wyłącznie charakter pomocniczy, ponieważ wiele pieśni trudno zakwalifikować do jednej grupy. Ma ona na celu przedstawienie, w jakich kontekstach stereotypy i wiadomości o przedstawicielach innych narodowości pojawiają się w pieśniach kramarskich.

2.5.2.1. Pieśni nowiniarskie
Szeroką kategorię tworzą wszelkiego rodzaju pieśni nowiniarskie, do których zaliczam rozmaite teksty relacjonujące bliskie i dalekie wydarzenia historyczne niemieszczące się w wydzielonych osobno grupach pieśni wojskowych (2.5.2.2.), politycznych (2.5.2.3.) i kryminalnych (2.5.2.4.). W grupie tej znajdują się przede
wszystkim sensacyjne pieśni o klęskach żywiołowych: trzęsieniach ziemi42, nieurodzaju43, powodziach44, katastrofach i wypadkach wszelkiego rodzaju oraz niezwykłych zjawiskach, takich jak komety czy znaki na niebie45. Zaliczam do niej także rozrywkowe teksty o zdarzeniach mniej doniosłych46 oraz opisowe pieśni o nowinkach
40

Np. często wznawiana pieśń, dostępna m.in. w Špalíčku pod numerem KNM KP 1710: Píseň
historická o poutnících, kteříž putovali k sv. Jakubu a co se jim na té cestě přihodilo, por. Klacek 2011: 36.
41
Np. KNM KP 3407: Nábožná píseň o svatých hostiích, aneb strašný příběh o jedne bohaprázdné ženě, která jedenáckrát svatokrádežně k stolu Páně přistoupila a pokaždé velebnou svátost skrytě zachovávajíce Židu prodala.
42
Np. Smetana, Václavek 1937: 180: Nová píseň o zemětřesení, všem věrným křesťanům na
světlo vydaná.
43
Np. Scheybal 1990: 165: Píseň prosební za odvrácení hněvu božího v přitomném velké drahoty a hladu smutném čase jakož i za přímluvu blahoslavené rodičky Boží Marie Panny.
44
Np. Scheybal 1990: 186: Nová píseň o hrozné povodni u města Vídně roku 1830.
45
Np. Smetana, Václavek 1937: 183: Píseň velmi žalostná o hvězdě ocasaté, jenž se kometa jmenuje, ta byla spatřína na obloze nebeské právě v vánoční svátky, kteráž jest vidína od množství lidu, jak
daleko ten její hrozný ocas zasáhl a co znamená, přezpívajíc, každy tomu vyrozumí.
46
Np. Scheybal 1990: 324: Výstavní atrakce.

⩶ 59 ⩶

�technicznych i społecznych. Źródłem informacji dla autorów były – oprócz ich
własnej fantazji – wydawane w miastach gazety (źródło bywało podawane w tytule pieśni), obcojęzyczne druki kramarskie, a rzadziej – naoczne relacje świadków
i uczestników wydarzeń. Ta kategoria pieśni jest w większości wolna od stereotypów i uprzedzeń, ponieważ zagranica stanowi w nich przede wszystkim egzotyczne miejsce wydarzeń, a obcokrajowcy, będący najczęściej ofiarami katastrof i wypadków, przedstawiani są neutralnie lub wręcz obdarzani współczuciem narratora.

2.5.2.2. Pieśni rekruckie i wojenne
Do najpopularniejszych tematów podejmowanych przez pieśni kramarskie należał temat służby wojskowej i wojny. Można w tej grupie utworów wyróżnić pieśni
z przewagą elementów lirycznych, najczęściej rzewne wierszowane pożegnania wyruszających na wojnę rekrutów z rodziną lub ukochaną47, oraz teksty epickie, zbliżone do pieśni nowiniarskich, relacjonujące wydarzenia na froncie, bitwy czy przygotowania od kampanii48. Ze względu na cenzurę pieśni te przede wszystkim sławią
triumfy habsburskich wojsk i rzadko informują o porażkach. W odróżnieniu od
twórczości ludowej przedstawiają wojnę w sposób realistyczny i pełen nierzadko
makabrycznych szczegółów (por. Fiala 2001: 132–133). Częstym ich motywem
jest więc obraz śmierci na polu bitwy (uzupełniony czasem wypowiadanym przez
konającego bohatera stwierdzeniem o konieczności śmierci za cesarza, mającym
zabezpieczyć autora i drukarza przed zarzutami antypaństwowej agitacji). W pieśniach obecne są również relacje zza linii frontu, wyliczające szkody ponoszone przez
ludność cywilną, biedę wsi i rabunki popełniane przez ciągnące przez kraj armie.
W tego rodzaju tekstach „obcy” pełni przede wszystkim rolę wroga, choć czasem wymieniani są również zagraniczni sojusznicy Austrii. Z racji na triumfalistyczny charakter tekstów sławiących męstwo Czechów i habsburskiej armii, obcokrajowcy przedstawiani są najczęściej jako słabi, tchórzliwi i niegroźni: „Kde jsou čtyři
naši vojáci, / padesát Taliánů porazí, / a ti Sardýnové / hned do svých krajin utečou
/ neb jsou bázliví” [„Gdzie są czterej nasi żołnierze, / pięćdziesięciu Włochów pobiją, / a ci Sardyńczycy / wnet do swych krain uciekną / bo są tchórzliwi”] (Sme47
Np. KNM KP A 325/2: Truchlivá píseň aneb Žalostné loučení jistého vojáka ve Francouzské
vojně. Teksty takie pojawiały się po 1781 r. w odpowiedzi na wprowadzony wówczas obowiązkowy
pobór do wojska, zastępujący dotychczasowy dobrowolny werbunek. Starsze pieśni w propagandowy sposób sławiły „stan wojskowy”, nowsze akcentowały dramat służby daleko od domu i ryzyko
śmierci na polu bitewnym (zob. Fiala 1989: 13).
48
Np. Scheybal 1990: 274: Znamenité příběhy z prusko-francouzské války, vyňato z dějin roku
1870–71.

⩶ 60 ⩶

�tana, Václavek 1937: 160). Przeciwny sposób charakteryzowania wroga wyróżnia
teksty opisujące straty ponoszone przez austriacką armię – w nich przeciwnik zawsze jest podstępny, okrutny i dziki: „Roty povstalců tureckých / na zajatých vojínech rakouských / hrozné pášou ukrutnosti, / oudy jim řezají bez litosti” [„Pułki
powstańców tureckich /na schwytanych żołnierzach austriackich /straszne okrucieństwa czynią, /bez litości członki tną”] (Scheybal 1990: 278).

2.5.2.3. Pieśni patriotyczne i polityczne
Teksty o tematyce politycznej to grupa pieśni wyrosłych z tradycji odrodzenia narodowego, rozpowszechnionych zwłaszcza w okresie Wiosny Ludów i w czasach późniejszych. Można do niej zaliczyć przedruki wierszy i pieśni znanych z oficjalnego
obiegu49, jak również typowo kramarskie teksty relacjonujące sytuację polityczną
w kraju i za granicą50 lub sławiące czeski naród51. Teksty patriotyczne opierają się
na opozycji Czech – „obcy” (Niemiec, rzadziej Żyd lub przedstawiciel innej narodowości), kontrastują wyliczane zalety rodaka z wadami obcego. Stosunek tekstów
kramarskich do Niemców i państwa austriackiego jest przy tym znacznie bardziej
skomplikowany, bo wśród pieśni patriotycznych stosunkowo częste są wiernopoddańcze adresy do cesarza i deklaracje wierności państwu austriackiemu52. Do kategorii tekstów politycznych włączam także potencjalne teksty biograficzne o austriackich władcach i dowódcach wojskowych (np. Gideon von Laudon, Joseph
Radetzky) czy czeskich działaczach narodowych (np. Karel Havlíček Borovský).

2.5.2.4. Pieśni kryminalne (morytaty i ballady kramarskie)
Pieśni o tematyce kryminalnej były obecne w twórczości kramarskiej niemal od samego początku gatunku. Nazywane są zazwyczaj morytatami53, choć spotkać się można
również z dalszym dzieleniem tego typu tekstów na właściwe morytaty (pieśni sprawozdawcze z przewagą części opisowej) i ballady kramarskie (pieśni emocjonalne
49
Np. KNM KP9239: Dvě krásné písně. Villaniho píseň v žaláři. Druhá: Kde domov můj,
KNM KP 11518: Složno / Píseň Slovanů.
50
Np. Beneš 1983: 72: Nová veselá píseň nazvaná Politická skočná.
51
Np. rzadka antyniemiecka pochwała Czecha jako dobrego małżonka KNM KP J 8/1: Česká dívka.
52
Np. KNM KP 9648: Chvalozpěv k příchodu císaře pána Leopolda II. ke korunování na království České, kteréž se dne 6. září 1791ho roku velmi slavně držeti bude.
53
Etymologia niejasna, prawdopodobnie z niem. Mordtat (‘morderstwo’) lub z języka jidysz
(zob. Scheybal 1990: 22–23), ewentualnie możliwe również źródło łacińskie.

⩶ 61 ⩶

�z dominującym opisem uczuć i przeżyć wewnętrznych postaci; zob. Mazalová 2008a:
59). Takie rozróżnienie stosuje także Józef Magnuszewski, morytat definiując jako
gatunek świeckiej pieśni kramarskiej, który: „[…] wyróżnia przede wszystkim tematyka: krwawa zbrodnia i straszna kara za nią. Przedstawione są one jako zdarzenia
rzeczywiste o charakterze sensacyjnym, mające wywołać u słuchacza strach i przerażenie, co motywowane jest tendencją moralizatorską” (Magnuszewski 1983: 159).
Ballady zaś w rozumieniu tego samego autora to: „[…] pieśni o silnym napięciu dramatycznym, oszczędne w szczegółach, podejmujące problem zbrodni i kary, konflikt,
w którym triumfuje wyższa sprawiedliwość” (Magnuszewski , opr. 1960: XXII).
W pieśniach o tej tematyce lokalizacja geograficzna służy właściwie wyłącznie
uwiarygodnieniu opisywanych wydarzeń i uwypukleniu prawdziwości i aktualności opowieści. Z punktu widzenia niniejszej pracy ten typ tekstów kramarskich ma
ograniczone zastosowanie, ponieważ nawet gdy miejscem wydarzeń jest zagranica, nie wiąże się to zazwyczaj z komentarzem dotyczącym całości jej mieszkańców.
Zarówno sprawca przestępstwa, jak i jego ofiary to indywidualne postaci, niereprezentatywne dla ogółu swoich rodaków. Spotkać więc można przykłady, w których
to Czech jest postacią negatywną, mordującą przedstawicieli innej narodowości54.
Na tym tle jako wyjątkowy przykład wymienić należy pieśni ze schyłkowego okresu rozwoju gatunku, związane z procesem Leopolda Hilsnera. W tym przypadku
narodowość domniemanego mordercy, podkreślana już w tytułach druków, odegrała istotną rolę i służyła rozpętaniu antysemickiej nagonki55.

2.5.2.5. Pieśni miłosne
Dalsza obszerna kategoria – pieśni miłosne – zawiera kilka typów tekstów o różnej
formie i przeznaczeniu, które łączy szeroko rozumiana tematyka miłosna. Mieszczą się w niej zarówno pieśni wesołe, zbliżone do tekstów ludowych, utwory przeznaczone do wykonywania na weselach, ale także pieśni o miłości nieszczęśliwej,
o zdradzie czy śmierci kochanków. Ze względu na formę można wyróżnić teksty
narracyjne, monologi opiewające zalety kochanka oraz teksty dialogiczne (rozmowy zakochanych, pożegnania z umierającym partnerem itp.).
54

Np. Scheybal 1990: 201: V píseň uvedený příběh, který se stal mezi Dražďanama a Pirnou,
pieśń o czeskim leśniczym, który morduje francuskich weteranów szukających ukrytego podczas
wojen napoleońskich skarbu.
55
Np. KNM KP 6615: Píseň o Anežce Hrůzové a Marii Klímové, jež byly zavražděny v lese
u Polné 23tiletým israelitou Leop. Hilsnerem, odsouzeným k smrti provazem, nejprve v Hoře Kutné,
pak v Písku a konečně ve Vídni.

⩶ 62 ⩶

�W tego typu pieśniach, których bohaterami są zazwyczaj stereotypowi Pepík i Nanynka, „obcy” występuje przede wszystkim jako konkurent w miłości56
lub zdradziecki kochanek57. Inny sposób przekazywania stereotypów narodowych
w pieśniach miłosnych zawierają utwory graniczące z politycznymi, liczne zalety
czeskich dziewcząt lub kawalerów porównywane są z wadami charakterystycznymi dla pozostałych narodów58.

2.5.2.6. Pieśni satyryczne
Ostatnia grupa zawiera teksty dotyczące różnorodnej tematyki, które nie mieszczą
się w innych grupach związanych z poszczególnymi wymienionymi wcześniej motywami. Należą do niej liczne teksty humorystycznie opisujące konkretne zjawiska
społeczne, mody, nowe wynalazki itp. Podobnie jak w przypadku tekstów otwarcie
politycznych, także w tej kategorii to, co gorsze (niemoralne czy niepraktyczne),
jest zwykle identyfikowane z obcym pochodzeniem. Satyra służy więc zazwyczaj
ośmieszeniu obcego i przeciwstawieniu go tradycyjnej czeskiej kulturze i zwyczajom. Wymienić można tu pieśni piętnujące nową modę59, liczne antysemickie teksty
wyśmiewające kobiecą próżność, skłaniającą do zakupów u Żydów 60, sprzedawane
przez żydowskich handlarzy towary61, oraz najrozmaitsze pieśni opisujące obce obyczaje. Szczególnie interesujące mogą okazać się nietypowe teksty, których bohaterami są przedstawiciele kilku różnych grup etnicznych czy etnokonfesyjnych innych
niż Czesi, którzy tym samym podlegać mogą wartościowaniu i porównywaniu62.
56
Np. KNM KP 6618: O spálené záletné ženě, późna pieśń o satyrycznym charakterze opisująca losy kobiety zdradzającej męża z Żydem.
57
Np. KNM KP 10062: Krásná Růžena. Výstražná píseň pro panny, pieśń o kobiecie sądzonej za próbę zabicia swego żydowskiego kochanka; ofiara ataku przedstawiana jest jako osoba, która sprowokowała słuszny gniew narzeczonej odmową zmiany wyznania i ślubu.
58
Np. KP Špal. 273: Směšná píseň o všech dívkách tohoto světa, aneb: nejlepší je dívka Česká;
por. również pieśń z przypisu 56.
59
Np. KNM KP 1070: Nová píseň o nynějším přetvářeném kroji, gdzie jako ojczyzna niemoralnej mody kobiecej podane są Włochy i Hiszpania.
60
Np. KNM KP 2161: Nová Píseň sedlákům a sedlkám k obveselení na světlo vydaná, KNM
KP35/19: Kratochvilná píseň pro nynejší svět, všem pannenkám na světlo vydaná, obzvláštně těm, kteří by se rádi vrchnostem vyrovnali.
61
Np. KNM KP P 119/1: Žertovná Píseň o Židech a jejich šmejdech.
62
Np. kilkakrotnie wznawiany tekst Rozmlouvání jednoho pastora s rabínem (niedostępny online druk KNM KP 2101), w którym ośmieszenia luterańskiego pastora dokonuje Żyd – być może
odbierany przez kontrreformacyjnego autora jako przedstawiciel bliższej z dwóch obcych grup (Mętrak 2017: 97–98; por. Jastrzębski 1989: 45).

⩶ 63 ⩶

��twórczość kramarska –
3 Czeska
historia i uwarunkowania
społeczno-kulturowe

3.1. Korzenie zjawiska
Dzieje śpiewanych nowin wykonywanych publicznie przez wędrownych pieśniarzy sięgają starożytności. Rola społeczna i prestiż związany z wykonywaniem tej
profesji zmieniały się jednak w czasie. Kiedy w późnym średniowieczu rolę informacyjną wśród warstw wyższych przejęły pisane nowiny, wtedy szanowani niegdyś
i podejmowani na królewskich dworach wykonawcy heroicznych eposów stopniowo zmieniali się w wędrownych kuglarzy i żebraków (por. Karbusický 1968: 89).
Zmiany te dały początek dwóm zjawiskom, które po początkowym rozejściu się
w różnych kierunkach, ponownie połączyły się kilkaset lat później, dając początek
pieśni kramarskiej. Pierwszym z nich były pieśni wykonywane dla ludu przez wędrownych śpiewaków, należących jeszcze do porządku kultury oralnej: dziadów, rybałtów i miejskich wagantów1, drugim – skierowane do elit nowiny, początkowo
pisane ręcznie, a wraz z rozwojem cywilizacyjnym drukowane w coraz większych
nakładach. W ten sposób historia pieśniowych nowin zatoczyła koło – od przekazywanych ustnie form wierszowanych, przez spisane i drukowane teksty prozatorskie, po powrót wierszowanej treści w formie graficznej ukształtowanej i utrwalonej
przez druki nowiniarskie pisane prozą. O tym paradoksie nadmienia w komentarzu do swojego wyboru tekstów kramarskich Miloslav Novotný:

1
Bardziej szczegółowo poszczególne typy wędrownych śpiewaków na terenie Słowiańszczyzny opisuje bułgarska antropolożka i folklorystka Katia Michajłowa (2010: 29–57), wydzielając
wśród nich nosicieli „wysokiej kultury świeckiej”, „niskiej kultury świeckiej”, „kultury antyklerykalnej” i „niskiej kultury religijnej” – dziadów.

⩶ 65 ⩶

�Sledujeme-li vývoj písně letákové a jarmareční, vidíme, že vznikla z prosaického
letáku, z novin psaných prosou, jejichž tisk o několik let předchází objevení první
noviny veršované. V této věci je tu jakási odchylka od obecného pravidla, že skladba veršovaná bývá starší než skladba prosaická.
[Gdy spojrzymy na ewolucję pieśniowych druków ulotnych i jarmarcznych, widzimy, że powstały one z prozatorskich druków ulotnych, wieści pisanych prozą, których druk o kilka lat poprzedza pierwsze odnalezione nowiny wierszowane. Rzecz
ta stanowi swoiste odstępstwo od powszechnej zasady, że utwory wierszowane są
starsze od prozatorskich].
(Novotný 1930: 123)

Powrót do wierszowanej formy zapewniał popularność nie tylko wśród odbiorców piśmiennych, ale także słabiej wykształconych, mogących nauczyć się tekstu na
pamięć podczas spotkań towarzyskich czy wspólnej pracy. Niektóre teksty kramarskie trafiały więc do obiegu ustnego stając się częścią literatury ludowej. Zwraca na
to uwagę m.in. Janusz Dunin (2004: 121): „Słowo drukowane sięgało również ludzi, którzy pozostawali analfabetami. Powtarzano sobie wieści wyczytane w różnych
drukach, często coraz bardziej je modyfikując i przerabiając na rodzaj lokalnych legend i bajań, lub tworząc na ich podstawie pieśni”. Kierunek zapożyczeń nie zawsze
jest prosty do określenia – niektóre pieśni zbierane przez dziewiętnastowiecznych
etnografów jako ludowe były pochodzenia kramarskiego, a z kolei druki kramarskie
zawierały czasem spisane teksty pieśni autentycznie ludowych. Ponieważ czeska pieśń
kramarska swoją formą nawiązuje do starszych, dobrze przyswojonych schematów
i form przekazu (pieśń ludowa, dziadowska itp.), a jednocześnie oprawę graficzną opiera na wzorcach stworzonych w XVI w. na potrzeby druków nowiniarskich
(Voit 2008: 634), obu tym źródłom warto przyjrzeć się dokładniej.

3.1.1. Twórczość kramarska a literatura oralna
Pieśń dziadowska, a szerzej – ludowy folklor pieśniowy w ogóle, ma z pieśnią kramarską wiele punktów wspólnych, ale jednocześnie różnicuje je szereg cech. Najbardziej oczywistą różnicą wynikającą ze sposobu rozpowszechniania pieśni jest
wariantywność tekstów ludowych spowodowana ich ustnym przekazem, odróżniająca je od ustalonego w druku tekstu kramarskiego. Pieśni ludowe są trudne do
dokładnego datowania ze względu na kolektywny charakter powstawania oraz nawarstwiające się w czasie drobne zmiany i aktualizacje, dotyczące np. zmieniających się realiów kultury materialnej (por. Fiala 1989: 11).

⩶ 66 ⩶

�Wyraźnym wyróżnikiem pieśni kramarskiej jest element informacyjny, związany z przynajmniej pozornie dokładną lokalizacją geograficzną i czasową opisywanych zdarzeń. Odróżnia on twórczość kramarską od np. pieśni dziadowskich,
przez wielu autorów niesłusznie uznawanych za część tego samego zjawiska. Sensacyjne teksty o charakterze nowiniarskim występowały w – głównie religijnym – repertuarze dziadowskim, sporadycznie i często zawierały wplecione fragmenty modlitewne, umieszczające pozornie świecki temat historyczny w ramach religijnej
i mirakularnej wizji świata. Charakterystyczne dla pieśni dziadowskich jest dążenie
do uniwersalizacji i schematyczności opisu, co zbliża je do opowieści mitycznych,
zawierających przede wszystkim dydaktyczne przesłanie moralne, ściśle związane
z treściami religijnymi. Pieśni dziadowskie charakteryzowały się typowymi dla literatury ustnej środkami stylistycznymi czy kompozycją formuliczną (Grochowski
2010: 179). Miały one pomagać w nauce ze słuchu tekstów nieistniejących w formie pisemnej. Pieśni dziadowskie wyróżnia ponadto nieokreślony czas wydarzeń,
zaznaczany jedynie konwencjonalnymi zwrotami, takimi jak: przed laty, dawno
lub nazwami dni tygodnia i określeniami cyklicznych świąt (w tekstach czeskich
np. v neděli po obědě [„w niedzielę po obiedzie”]; zob. Michajłowa 2010: 475). Używanie praesens historicum nie tylko podnosiło dynamikę narracji, ale również zapewniało ciągłą aktualność tekstów, bo opiewane zdarzenia niejako rozgrywały się
na nowo przy każdym wykonaniu pieśni. Podobnie nieokreślone było zwykle miejsce wydarzeń – miasto, las czy kościół – opisywane stereotypowo i bez faktycznych
szczegółów, nawet w tekstach zawierających prawdziwe nazwy geograficzne (Grochowski 2009: 246)2.
Wykonawcami pieśni dziadowskich byli wędrowni żebracy, tworzący właściwie
odrębną grupę zawodową, dysponujący autorytetem moralnym wynikającym z otaczającego ich zespołu archaicznych wierzeń. Tego typu śpiewacy, charakterystyczni
dla wszystkich narodów słowiańskich, najdłużej przetrwali w regionach z wysokim
poziomem analfabetyzmu, zachowujących tradycyjny patriarchalny wzór kultury –
zwłaszcza na Słowiańszczyźnie Wschodniej i Południowej (zob. ilustracja 9. na tablicy VI). Na terenach czeskojęzycznych nie odnotowano dłuższych form epiki ludowej (Magnuszewski 1960: XXII). Także informacje o dziadach są tu stosunkowo
nieliczne, ponieważ ich miejsce już w XVII w. zajęli właśnie kramarze, pozostający
pod silnym wpływem kultury miejskiej (Michajłowa 2010: 64).

2

Schematyczność opisu miejsca akcji jest zasadniczo cechą wspólną pieśni dziadowskiej i twórczości kramarskiej, ta druga znacznie częściej zachowuje jednak pozory autentycznego opisu.

⩶ 67 ⩶

�3.1.2. Pieśń kramarska
a nowożytne druki nowiniarskie
Źródłem, które ukształtowało fizyczną formę pieśni kramarskich, były druki nowiniarskie wydawane na ziemiach czeskich od XVI w. Ich forma i treść zmieniały
się stopniowo, doprowadzając z czasem do powstania cyklicznie wydawanych gazet. Druki te powstawały początkowo na zamówienie dworów królewskich czy bogatych kupców, a więc skierowane były do wyższych warstw społeczeństwa. Reformacja i wstrząsające Europą konflikty religijne, zwłaszcza wojna trzydziestoletnia,
zwiększyły popyt na szybko redagowane i drukowane wieści z pól bitewnych, pamflety polityczne i aktualne komentarze. Powstające wówczas małe prowincjonalne drukarnie trudniły się powielaniem wyroków sądowych, monarszych patentów
i aktów prawnych. Takie ulotki często zawierały, obok oficjalnego tekstu, również
jego wierszowany skrót, umożliwiający łatwe zapamiętanie także osobom niepiśmiennym i dalszą wśród nich propagację. Tym samym zapewniały popularność
treści wśród odbiorców niewykształconych. Cechą wspólną wymienionych przejawów drobnej produkcji drukarskiej była ich świecka tematyka związana z aktualnymi wydarzeniami. Druki relacjonowały zdarzenia polityczne, wojny, niezwykłe zjawiska przyrodnicze. Mogły być albo sprzedawane, albo rozdawane za darmo
jako element propagandy politycznej (zob. ilustracja 6. na tablicy III). Tym, co
już przy pobieżnej lekturze wyraźnie odróżnia je od zachowanych tekstów pieśni
dziadowskich czy od ludowych ballad historycznych, a jednocześnie zbliża do pieśni kramarskiej, było precyzyjne zarówno datowanie, jak i lokalizacja, pojawiająca się często w samym tekście, a niemal zawsze na stronie tytułowej (zob. ilustracja 7. na tablicy IV).
Czeskojęzyczne teksty skierowane do warstw wyższych nie mogły ukazywać
się po białogórskiej klęsce, ale ustalona w drukach nowiniarskich forma graficzna
przeniknęła do niższych warstw społeczeństwa, dając początek drukom kramarskim.
Pieśni kramarskie drukowane były w formie podobnej do wymienionych wcześniej typów druków ulotnych – strona tytułowa zawierała: datę i miejsce wydania,
tytuł podkreślający aktualność opisywanych wydarzeń (Novina, Nová a pravdivá
píseň – ‘Nowina’, ‘Pieśń nowa i prawdziwa’ itp.) oraz luźno związaną z treścią ilustrację, zazwyczaj pochodzącą ze zbioru gotowych form drzeworytniczych, będących w posiadaniu drukarza. W tym początkowym okresie granice pomiędzy poszczególnymi gatunkami nie były, oczywiście, ostre, ale w połowie XVIII w. można
już mówić o wytworzeniu się kanonów pieśni kramarskiej. W tym samym czasie,
w którym w środowisku małych miast i wsi rodziły się druki kramarskie, w Pradze
⩶ 68 ⩶

�powstawały pierwsze czeskie gazety3. Choć docierały one z pewnością także na wieś,
wyraźnie odróżniały się stylem (pozbawione były prób estetyzacji języka), pełniąc
przede wszystkim funkcję informacyjną. Gazety relacjonowały bieżące wydarzenia
jednorazowo, czym różniły się od druków kramarskich, których pozornie aktualne teksty wydawane były wielokrotnie, nierzadko w znacznym odstępie czasowym.
Główną funkcją gazet było przekazywanie informacji, natomiast druki kramarskie
stopniowo coraz większy nacisk kładły na wzbudzanie emocji i rozrywkę, skupiając
się na zdarzeniach niezwykłych, wykraczających poza codzienny porządek rzeczy.

3.1.3. Czeskie druki kramarskie
na tle słowiańskim i zachodnioeuropejskim
Gatunki spełniające podobne funkcje jak pieśń kramarska znane były właściwie
wszystkim kulturom europejskim. Choć różniły się czasem znacznie fizyczną formą (np. angielskie broadside ballads drukowane były jednostronnie na dużych arkuszach), przekazywane treści mogły wędrować na znaczne odległości, co stanowiło jedno ze źródeł kramarskich sensacji i nowin. Taka wędrówka motywów była
szczególnie silna między sąsiednimi kulturami. Dzieje literatury jarmarcznej w Czechach i na Morawach są więc do pewnego stopnia wspólne z analogicznymi gatunkami w Europie Środkowej, a zwłaszcza na ziemiach niemieckich (zob. Mazalová
2008a: 37). Ze względu na inny rozwój historyczny czeska twórczość kramarska
zachowała jednak swoją własną specyfikę.
Najbliższym dla niej wzorem pozostaje niemieckie Bänkelsang jego nazwa odnosi się do podwyższenia (ławki), na którym stawał śpiewak wykonujący pieśń4.
Podobnie jak w przypadku czeskim, dochód wykonawcy pochodził ze sprzedaży
drukowanych ulotek, a wykonanie pełniło funkcję przede wszystkim reklamową.
Istotnym elementem Bänkelsang była również plansza z ilustracjami przedstawiającymi opiewane zdarzenia, na które wykonawca wskazywał w czasie śpiewu kijem
(zob. ilustracja 8. na tablicy V, 10. na tablicy VII i 11. na tablicy VIII) – tradycja sięgająca być może swoimi korzeniami średniowiecznego teatru ludowego (najstarszy
3
Gazety były jednak początkowo przeznaczone głównie dla odbiorców wykształconych.
Pierwszym periodykiem w języku czeskim były tzw. „Rosenmüllerovy noviny” („Cžeský Postylion”;
w 1719 r.), gazety niemieckie docierały na ziemie czeskie oraz były na nich drukowane od XVII w.
(zob. Stejskalová 2015: 233).
4
Ławka-podium stanowiła istotny rekwizyt dla wędrownych wykonawców podobnych rzemiosł (śpiewaków, aktorów, magików i handlarzy cudownościami) w całej Europie; przykładem mogą
być włoskie pojęcie cantambanco, oznaczające zarówno śpiewaka ballad, jak i szarlatana, czy angielskie mountebank, funkcjonujące obecnie wyłącznie w tym drugim znaczeniu (por. Burke 2009: 115).

⩶ 69 ⩶

�zachowany obraz tego typu znajduje się w Zgorzelcu i pochodzi z 1660 r.). Ulotki
Bänkelsängerów odróżniały się od druków czeskich swoją podwójną zawartością5,
zawierały bowiem obszerny prozatorski opis zdarzenia (zwykle krwawej zbrodni)
oraz jego skrót w formie pieśni. Obydwie części były wykonywane publicznie (Dunin 1970: 147–148). Tradycja Bänkelsang wywodzi się prawdopodobnie ze starszych, sięgających XVI w. form, a w procesie swego rozwoju (od XVII w. aż do lat
30. XX w.) osiągała coraz bardziej złożony kształt widowiska, stawiającego znacznie
większy nacisk na parateatralny charakter niż czeska twórczość kramarska (por. Grochowski 2010: 203–205). Również zawartość czeskich druków odróżniała je od
niemieckich odpowiedników – pod wpływem oddziałującej „z dołu” poezji ludowej i wpływającej „z góry” poezji rokokowej wiele z pieśni czeskich miało liryczny charakter i miłosną tematykę, co odróżniało je od sensacyjnych, skupionych na
zbrodniach i katastrofach druków niemieckojęzycznych (Ryšavá 2008b: 11).
Wśród narodów słowiańskich czeskie druki kramarskie są wyjątkowe, jeśli chodzi o popularność i rozmiar zjawiska. Wiąże się to zapewne ze stosunkowo wysoką
piśmiennością niższych warstw społecznych, a w pierwszym okresie – z intensywnością barokowej rekatolicyzacji, korzystającej z popularnych gatunków do szerzenia propagandy religijnej. W Polsce podobnego typu druki pieśniowe upowszechniły się dopiero pod koniec XIX i na początku XX w., a największą popularnością
cieszyły się w okresie dwudziestolecia międzywojennego. Zapewne z powodu powszechnego analfabetyzmu charakterystyczną formę przybrały rosyjskie druki ludowe, powstające od XVI do XX w., tzw. łubki (ros. лубки, лубочные картинки).
Składały się przede wszystkim z satyrycznej grafiki (kolorowanego drzeworytu),
z krótkim tekstem wycinanym często w tej samej desce drzeworytniczej, co ilustracja (Dunin 1970: 143).
Słowackie druki kramarskie (słow. kramárske/jarmočné tlače) i zawarte w nich
pieśni (słow. kramárske/jarmočné piesne) genetycznie są najbliższe czeskim często powstawały w tych samych drukarniach co teksty czeskojęzyczne – w Skalicy
i Bańskiej Bystrzycy, poza tym także w Bańskiej Szczawnicy, Lewoczy, Budapeszcie, a sporadycznie w mniejszych ośrodkach (zob. Droppová, Krekovičová 2010:
33–34). Najstarszy zachowany egzemplarz pochodzi z 1729 r. (Mazalová 2008a:
38), a największa popularność słowackich druków kramarskich – podobnie jak
w czeskim przypadku – przypadała na XVIII i XIX w. (Kovačevičová 1974: 19–
5
Granica ta nie jest jednak tak sztywna, jak chcieliby Smetana i Václavek (1937: 13–14), a wyjątki od reguły nie były rzadkością. Trudno również bez wątpliwości stwierdzić, że w drukach niemieckich część prozatorska była istotniejsza, jak zauważa w swoim komentarzu do prac tych autorów Pavel Trost (1963: 253–254; zob. Ivánek 2017: 216–222).

⩶ 70 ⩶

�21 i 70–71; zob. Leščák, Sirovátka 1982: 164–165, Benčíková 1993). Zjawisko to
miało jednak znacznie skromniejszy zasięg niż na ziemiach czeskich (Magnuszewski 1983: 152–153), m.in. z powodu większej i żywszej konkurencji tradycyjnej,
oralnej twórczości ludowej, która swoje wpływy odciskała także na tekstach kramarskich (Mazalová 2008a: 38).

3.2. Etapy rozwoju czeskiej
twórczości kramarskiej
W odróżnieniu od barokowych druków nowiniarskich, adresatami twórczości
kramarskiej były przede wszystkim osoby słabo wykształcone. Okres ich największej popularności przypadł więc na czas zmian społecznych, które umożliwiły popularyzację słowa pisanego na wsiach i w mniejszych miastach6. Choć wydawnictwa tego typu znane są od początków epoki nowożytnej, ich prawdziwą ekspansję
umożliwiły dopiero reformy terezjańsko-józefińskie, dzięki którym szerokie warstwy ludności czeskiej zostały objęte nauką szkolną, ograniczono obowiązki związane z pańszczyzną, a nowe typy upraw – przede wszystkim ziemniaki – zatrzymały
dotychczasowe klęski głodu. Do rozwijającej się od wieków ustnej twórczości ludowej dołączyła wówczas literatura popularna wydawana drukiem – kalendarze, modlitwy, książki lektury ludowej i pieśni kramarskie. Dalszym punktem granicznym
był 1848 r. i całkowite zniesienie pańszczyzny – istniejąca dotąd granica między
kulturą wsi i miasta została zatarta. Była to więc data, od której tradycyjne gatunki
stopniowo zaczęły tracić na znaczeniu, zdominowane przez miejską produkcję dla
ludu (Magnuszewski 1960: XVII). Historia pieśni kramarskiej, obejmująca pięć
stuleci, nie była zatem zjawiskiem jednorodnym i można ją podzielić na kilka charakterystycznych okresów cechujących się zmianami formalnymi i tematycznymi
(por. Beneš 1970: 30–37, 1983: 10–11).
Początki gatunku – a więc pierwszy okres jego rozwoju – sięgają końca XVI
i początku XVII w. W tym czasie styl kramarski dopiero się formował, korzystając
z wzorców literatury renesansowej i barokowej. Ówczesne druki reagowały na wydarzenia historyczne, dotyczyły przede wszystkim aktualnych nowin politycznych
oraz zawierały interpretacje średniowiecznych legend i ballad – pojawiają się w nich
6
Warto dodać, że dalszy rozwój edukacji wpłynął na stopniowy spadek popularności gatunku
w schyłkowym okresie jego rozwoju (koniec XIX w.). Jak zauważają Václavek i Smetana (1937: 25–
26), dotychczasowi odbiorcy z czasem przestali potrzebować literatury dostosowanej do ich potrzeb
i postrzegania świata, sięgając po teksty dotąd dostępne jedynie przedstawicielom wyższych warstw.

⩶ 71 ⩶

�np. postaci Fausta (zob. Horálek 1979: 77–81), Genowefy (zob. Żabski 1993: 61–
68) czy Magielony (zob. SFP 1965: 215–216). Za najstarszy zachowany druk formą odpowiadający kramarskim uważa się Píseň o Turku z 1593 r., choć starsze dokumenty wskazują na jeszcze dawniejszą popularność gatunku7.
Drugi okres historii pieśni jarmarcznych zaczyna się przełomowym 1620 r. (upadek czeskiego powstania stanowego) i sięga pierwszych dekad XVIII w. (mniej więcej do lat 30.). Na ten czas przypada wyodrębnienie i ukształtowanie się poszczególnych gatunków twórczości kramarskiej. Okres po bitwie na Białej Górze przynosi
początkowo rozkwit tekstów religijnych o kontrreformacyjnej funkcji. Popularne
stają się opisy cudów i legendy hagiograficzne, często o jawnie antyprotestanckim
charakterze, stopniowo jednak od początku XVIII w. na znaczeniu zyskują motywy świeckie – pieśni liryczne, echa poezji rokokowej, sentymentalne utwory o charakterze rozrywkowym, a tym samym pieśń kramarska wchodzi w okres największej różnorodności.
Trzeci etap rozwoju przypada na większość XVIII w. i pierwszą połowę XIX w.
Styl i forma pieśni są już w pełni ukształtowane, oprócz pierwotnej funkcji informacyjnej na znaczeniu zyskuje aspekt rozrywkowy, w tym możliwość zbiorowego wykonywania utworów (co wiąże się po części z popularnością wspólnotowego śpiewu w okresie czeskiego odrodzenia narodowego; por. Karbusický 1968: 112–128).
Zmniejsza się wówczas oficjalna rola religijna druków, ograniczana przez sam Kościół, odcinający się od archaicznego w treści przekazu kramarskiego. Powstają teksty miłosne, satyryczne, patriotyczne, a na znaczeniu zyskuje publiczność miejska,
zainteresowana coraz szerszym spektrum tematów. 1848 r. przynosi z jednej strony
wysyp nowych tekstów o charakterze społeczno-politycznym, z drugiej – jest datą
graniczną zamykającą okres rozwoju gatunku. W tym samym czasie w miastach coraz częściej pojawiają się druki tekstów operetkowych oraz przeznaczone dla ludu
wydania wierszy i piosenek patriotycznych autorstwa działaczy czeskiego odrodzenia narodowego, konkurujące z tradycyjną twórczością kramarską.
Czwarty okres obejmuje stopniowy upadek gatunku, trwający od połowy XIX
do pierwszych dekad XX w. Rola religijna pieśni znika niemal całkowicie, funkcje
rozrywkowe przejmują wydawnictwa muzyczne publikujące tanio teksty popularnych szlagierów, a źródłem informacji i sensacji staje się prasa. Po wprowadzeniu
prawa drukarskiego (tiskový zákon) w 1862 r. coraz częstsze są pieśni podpisywane
7
Np. spisy wydawnictw Jiřího Melantricha, zawierające bliżej nieznane písně světské, písničky
mládencuom (‘pieśni świeckie’, ‘piosenki dla młodzieńców’) itp. (zob. Karbusický 1968: 89). Wierszowane nowiny z XVI w. opisuje również Novotný (1940: 258–259).

⩶ 72 ⩶

�przez twórców imieniem i nazwiskiem, co zrywa z typową dla wcześniejszych faz
rozwoju zjawiska anonimowością autora (Ryšavá 2008b: 7).
Ostatnim momentem rzeczywistego znaczenia druków kramarskich jest 1866 r.,
obfitujący w liczne relacje z wojny prusko-austriackiej. Późniejsze lata XIX w.,
zwłaszcza jego ostatnie ćwierćwiecze, przynoszą przede wszystkim teksty o charakterze parodystycznym, ponieważ forma pieśni kramarskiej przestaje spełniać
również oczekiwania estetyczne publiczności. Należy jednak zaznaczyć, że po połowie XIX w. wciąż pojawiają się w twórczości kramarskiej nowe motywy i tematy
związane ze zmianami cywilizacyjnymi i społecznymi (Běhalová 2008: 18). Choć
więc forma pieśni kramarskiej stawała się przestarzała, jej utrwalona postać nie została całkowicie zarzucona właściwie do samego końca istnienia zjawiska (zob. ilustracja 11. na tablicy VIII). Na przełomie XIX i XX w. pieśni jarmarczne powstawały jeszcze w reakcji na wydarzenia poruszające opinię publiczną, takie jak proces
Leopolda Hilsnera. Pojedyncze teksty typu kramarskiego wydawane były w czasie I wojny światowej, ale jej koniec i narodziny niepodległej Czechosłowacji nieodwracalnie położyły kres temu zjawisku kulturowemu. Warto jednak podkreślić,
że koniec zapotrzebowania na dotychczasowy model twórczości na poły ludowej
nie oznaczał jej całkowitego zaniku, ale raczej stopniowe i płynne przejmowanie
jej funkcji przez inne formy twórczości.
W przypadku pieśni świeckich była to sensacyjna prasa oraz rozrywkowe druki pieśniowe z tekstami kabaretowymi i operetkowymi, zaś drukowane masowo
i bez nadzoru teksty religijne dostały się w XX w. pod kontrolę władz kościelnych.
W wielu przypadkach te same utwory drukowano nadal, choć w zmienionej formie
graficznej i edytorskiej. Pieśni pielgrzymkowe o pierwotnie kramarskim pochodzeniu często wchodziły nawet w skład oficjalnie zatwierdzanych śpiewników kościelnych (Slavický 2008: 169–177). Jednocześnie pieśń kramarska, widziana jako przykład autentycznej kultury wsi i miejskich przedmieść, pozbawiony romantycznej
estetyzacji i cenzury, stała się inspiracją dla artystów. Już pod koniec XIX w. o niesłusznej pogardzie dla pieśni ulicy – widzianych jako przeciwieństwo „szlachetnego” folkloru – pisał w czasopiśmie „Lumír” Jan Neruda (1985: 433–440). Pamięć
o „tradycyjnych” gatunkach kramarskich, zwłaszcza morytatach i pieśniach nowiniarskich, pozostała żywa, a parodie i stylizacje na twórczość kramarską popularne były także w międzywojniu i okresie II wojny światowej. Charakterystyczne
motywy, zwroty, utarte schematy i melodie były wykorzystywane przez twórców
tekstów kabaretowych i teatralnych (np. duet reżysersko-aktorski Jiříego Voskovca i Jana Wericha) oraz poetów (np. Jaroslava Seiferta; zob. Magnuszewski 1983:
293–307). Na pozór prymitywna, epatująca makabrą i przemocą forma pociągała
⩶ 73 ⩶

�twórców awangardowych wyrosłych z ekspresjonizmu, takich jak Josef Váchal, inspirujący się zarówno językiem, jak i graficzną formą literatury brukowej (zob. Ryšavá 2008a: 207, Pająk 2014: 309–317).

3.3. Druki kramarskie jako źródło historyczne
Ze względu na długi czas istnienia zjawiska, szeroki zakres tematyczny oraz niezwykle bogaty korpus zachowanych do dziś tekstów, czeskie druki kramarskie stanowią wyjątkowy dokument przeszłości. Ich znaczenie jako źródła historycznego
nie polega jednak na przekazywaniu względnie obiektywnej wiedzy o wydarzeniach historycznych czy faktach społecznych. Wartość pieśni kramarskiej jako tekstu źródłowego – jak zauważa m.in. historyk František Kutnar – spoczywa raczej
w jej subiektywności:
Proto při kramářské písni jako historickém prameni nejde tak o svědeckou výpověď o objektu poznání, o historickém faktu, jehož existenci, obsah, vývoj a povahu můžeme zjistit z pramenů jiných, jako o daleko hodnotnější svědeckou výpověď
o subjektu poznání a jeho prostředí. V tom je vlastní a základní význam kramářské písně jako dosud nedoceněného a badatelsky plně neuchopeného a nevyužitého
historického pramene.
[Dlatego w pieśni kramarskiej jako źródle historycznym nie tak ważne jest świadectwo o przedmiocie poznania, fakcie historycznym, którego istnienie, treść, rozwój i charakter możemy sprawdzić w innych źródłach, ale znacznie cenniejsze świadectwo dotyczące poznającego podmiotu i jego środowiska. W tym tkwi szczególne
i podstawowe znaczenie pieśni kramarskiej jako niedocenianego dotąd i nie w pełni
uchwyconego przez badaczy, niewykorzystanego źródła historycznego].
(Kutnar 1963: 86)

Tekst pieśni jest więc nie tyle dokumentem rzeczywistej wiedzy autora o świecie, co raczej odbiciem jego (i czytelników) światopoglądu. Rzeczywiste zdarzenia
historyczne włączał on do zastanego i przyswojonego modelu świata, a szczegółowe
informacje (nieraz całkiem wyimaginowane) służyły potwierdzeniu prawd i przekonań znanych skądinąd. Również rzeczywiste postaci historyczne pełniły często
rolę poddawanych ocenie moralnej wzorców zachowania.
W tym sensie stosunek pieśni kramarskiej do przeszłości wydaje się bliski tradycyjnym tekstom folkloru. Można więc powiedzieć, że druki pieśniowe były powrotem do tradycyjnej, przedpiśmiennej treści w nowocześniejszej formie, choć
również ich fizyczna postać, tworzona za pomocą nieużywanych już gdzie indziej
⩶ 74 ⩶

�czcionek i grafik może potęgować wrażenie bezczasowości. Mroczną stroną tego
zjawiska były petryfikacja i powielanie krzywdzących stereotypów i zabobonów,
czego przykładem mogą być krążące wciąż w XIX w. druki oparte na średniowiecznych legendach o mordzie rytualnym (por. Mętrak 2017: 94–98). Dla badań koncentrujących się na obecnym w języku obrazie świata źródło tego typu ma jednak
wyjątkową wartość, zwłaszcza że nawet pieśni o tematyce miłosnej czy satyrycznej
pełne są stereotypowych zwrotów, motywów i określeń.
Aktualność druków kramarskich nie oznaczała (jak w przypadku prasy) dostarczania najświeższych informacji, ale raczej zaspokajanie aktualnych potrzeb odbiorców. Pozornie osadzone w konkretnym miejscu i czasie treści były zazwyczaj
uniwersalne, a poza pojedynczymi faktami, znaczna część narracji była zupełnie
fantastyczna, choć odbiorcy wierzyli zapewne w jej prawdziwość8. Dzięki temu te
same teksty można było przedrukowywać wielokrotnie z niewielkimi tylko zmianami lub sprzedawać przez dłuższy czas jako ciągle aktualne9. Przyciągającą nabywców świeżość informacji podkreślały typowe tytuły pieśni, zawierające zwykle przymiotnik nový czy określenie novina, co nie ograniczało się do pieśni świeckich, bo
nawet wielokrotnie wydawane teksty religijne opatrywane były podobnymi określeniami, np. nová píseň, píseň nově upravená ‘pieśń nowa’, ‘pieśń na nowo poprawiona’ (zob. Scheybal 1990: 47). Druki kramarskie w większości przypadków były
datowane na stronie tytułowej, choć liczne są również wydania zawierające jedynie niekonkretne, konwencjonalne formułki mające zapewnić nabywcę o aktualności treści (np. vytištěno roku tohoto, vytištěno roku běžicího – ‘wydano w tym roku’,
‘wydano w roku bieżącym’ itp.). Taki zabieg umożliwiał wielokrotne wykorzystanie i długi czas zbytu egzemplarzy tego samego druku, zawsze sprzedawanych jako
aktualne, a przy tym zabezpieczał przed interwencją cenzury. Częste były również
8

Nie jesteśmy dziś w stanie ze stuprocentową pewnością określić, na ile poważnie odbiorcy
traktowali kramarskie historie, a na ile były one uznawane za rozrywkową fantazję (Běhalová 2008:
29). Liczne świadectwa wskazują jednak, że budziły one rzeczywisty strach i fascynację, do tego stopnia, że w skrajnych przypadkach wywoływanej przez kramarzy paniki interweniować musiała władza (zob. Bydžovská, Klacek 2012: 44–45).
9
Świadomość długiego okresu przydatności sprzedawanego towaru dobrze ilustruje fragment pamiętników wspominanego już śpiewaka i kramarza Františka Haisa, w którym opisuje on
swój pierwszy zakup druków do sprzedaży obnośnej: „Přijdu domu, žena se dala do smíchu, pravila: »Člověče, tys toho nakoupil jako nerozumnej, vždyť to ani za celý rok neprodáš.« »No,« pravim, »budu vidět, co jsem za to dal, to přece, dá Bůh, shledám, chleba to nejí, ať to leží, však ono se
to nikdy neztratí, budeme to zkoušet«” [„Przyszedłem do domu, żona wybuchła śmiechem, mówiąc: »Człowieku, tyś tego nakupił jak głupi, przecież przez cały rok tego nie sprzedasz.« »No,«
mówię, »będę widział co za to dałem, daj Boże, upilnuję, chleba to nie je, niech leży, nie zepsuje się,
będziemy próbować«”] (1985: 144).

⩶ 75 ⩶

�przedruki popularnych tekstów z aktualizowaną datą opisywanych wydarzeń. Najczęściej pieśniowe nowiny nie stanowiły więc szczegółowej relacji konkretnych przypadków, ale raczej konwencjonalny opis archetypicznej wojny, zbrodni czy katastrofy, opatrzony odautorskim pouczeniem moralnym o religijnym, a często również
propaństwowym charakterze. Opisywane w pieśniach wydarzenia były lokalizowane geograficznie, zazwyczaj w miejscach, których nazwa mogła być dla odbiorców znajoma, ale jednocześnie były na tyle oddalone, by uniemożliwić ewentualną weryfikację prawdziwości przekazu10. Teksty nawiązywały do sytuacji znanych
odbiorcom (klęski żywiołowe, werbunek do wojska, życie wsi), a dzięki opisywaniu cudzych cierpień umożliwiały im łagodniejsze spojrzenie na swój własny los.
Wartość druków kramarskich jako źródła wynika z faktu, że przez długi czas
jako jedyne teksty pisane dokumentowały problemy, warunki życia i obraz świata przedstawicieli grup, dla których powstawały – chłopów i biedniejszej ludności miejskiej. Jak podkreśla historyczka literatury Eva Ryšavá, dzięki nim w obręb
literatury dostały się zagadnienia niedostrzegane gdzie indziej lub relacjonowane
w sposób niewiarygodny i stylizowany:
Jsou to kramářské písně, jejichž pramenná hodnota je o to cennější, že vypovídaly
o myšlenkovém světě lidových vrstev zejména ve městech již v době, kdy si jich vyšší literatura ještě nevšímala nebo je autoři, kteří byli těmto vrstvám vzdálení, líčili schematicky a romanticky.
[Pieśni kramarskie, których wartość źródłowa jest o tyle większa, że świadczyły one
o umysłowości warstw ludowych, zwłaszcza w miastach, już w okresie gdy literatura wysoka jeszcze ich nie dostrzegała, lub autorzy – dalecy od warstwy ludowej –
przedstawiali je schematycznie i romantycznie].
(Ryšavá 1996: 185)

Obraz życia ludu w drukach kramarskich jest wyjątkowy na tle innych dzieł
epoki. W przypadku utworów należących do kultury wysokiej był on, niezależnie
od rzeczywistej wiedzy autora, przefiltrowany przez obowiązujące w sztuce sche10

Nie było to trudne, zważywszy na fakt, że do czasu zniesienia poddaństwa horyzont geograficzny większości odbiorców nie przekraczał kilku kilometrów kwadratowych najbliższej okolicy,
obejmującej miejsce zamieszkania, sąsiednie wsie, parafię, ustalone trasy do najbliższego miasta czy
sanktuarium pielgrzymkowego (Kafka 2008: 164). Nieznajomość nawet stosunkowo bliskich obszarów służyła nie tylko twórcom tekstów świeckich, dowolnie lokalizującym akcję opisanych zdarzeń, ale także sprzedawcom druków religijnych, mieszającym informacje o różnych sanktuariach
i dobierającym graficzne wyobrażenia świętych w zależności od dostępności klocków drzeworytniczych, a nie rzeczywistego podobieństwa do konkretnego otoczonego kultem wizerunku (por. Mazalová 2008a: 45).

⩶ 76 ⩶

�maty, idealizowany w zgodzie z nurtami dogasającego sentymentalizmu i romantyzmu. Młodsze dzieła realistyczne nie były zaś skierowane do opisywanych grup,
lecz jedynie pokazywały ich życie klasom wyższym. Druki kramarskie były natomiast nie tylko przeznaczone dla najgorzej sytuowanych warstw, ale również –
dzięki niskiej cenie – powszechnie dla nich dostępne (por. Běhalová 2008: 22).
Literaturę jarmarczną tworzyli autorzy pochodzący z tego samego środowiska co
jej odbiorcy. Nie tylko znali więc oni zapotrzebowanie czytelników, ale także potrafili dostosować styl do ich oczekiwań (w tekstach częste są germanizmy i słowa
potoczne, pojawiają się także wulgaryzmy). Opisywane w narracjach kramarskich
życie, choć często sensacyjnie ubarwione, w ogólnym sensie odpowiada osobistym
doświadczeniom czytelników i jest opisywane „bez pozlátek, se smyslem pro realitu i její nejnitěrnější detaily” [„bez pozłoty, z poczuciem rzeczywistości i jej najdrobniejszych detali”] (Běhalová 2008: 19).

3.4. Druk kramarski
jako przedmiot kultury materialnej
W opracowaniu dotyczącym twórczości kramarskiej nie można pominąć jej materialnego aspektu: wyglądu sprzedawanego przez kramarzy towaru oraz sposobów
funkcjonowania kupowanych druków wśród ich nabywców. Za etnografem Lubošem Kafką podkreślić należy swoistą spójność formy i treści druku kramarskiego:
Svým charakterem, přídechem neumělosti až primitivnosti však pak přes svůj pololidový původ tyto grafiky odpovídají svébytné tvorbě neškolených samouků i lidovému estetickému cítění a korespondují nejen s kaligrafickou složkou tisků, ale
i s jejich ideovým obsahem – dojemným a poněkud sentimentálním duchem většiny písní a modliteb.
[Swoim charakterem, atmosferą nieporadności czy wręcz prymitywizmu, pomimo
swego na poły ludowego pochodzenia, grafiki te odpowiadają specyficznej twórczości samouków i ludowemu zmysłowi estetycznemu, korespondując nie tylko z liternictwem druków, ale i z ich treścią ideową – wzruszającym i dość sentymentalnym
duchem większości pieśni i modlitw].
(Kafka 2008: 165)

Druki kramarskie jako medium, jak ustalone zostało w przyjętej w pracy szerokiej definicji, obejmowały nie tylko druki pieśniowe, ale również (rzadziej) teksty
prozatorskie oraz szeroką gamę tekstów religijnych i magicznych. Oprócz ulotek
⩶ 77 ⩶

�o charakterystycznym kieszonkowym formacie sextodecimo11, kramarze handlowali także produkowanymi przez te same warsztaty innymi rodzajami drobnych druków ludowych, np. wielkoformatowymi błogosławieństwami domowymi (domovní požehnání), przybijanymi lub naklejanymi na drzwi w funkcji chroniącego dom
amuletu, czy tzw. délkami, drukami religijnymi w postaci wstęgi, według legendy
odpowiadającej długością wzrostowi Chrystusa lub Maryi (Mazalová 2008b: 78,
Kafka 2009: 247–263, pielgrzymkowe druki maryjne zob. Štajnochr 2000: 43–
48). Wszystkie te formy łączyły wykorzystywane w nich czcionki i ozdoby graficzne.
Druki kramarskie jeszcze długo po reformach czeskiej ortografii z połowy XIX w.
korzystały z archaicznego zapisu oraz charakterystycznych gotyckich krojów pisma,
szwabachy i fraktury. Wynikało to nie tylko z większej dostępności (i niższej ceny)
starych czcionek. Przyczyną anachronicznego wyglądu druków była również troska
o utrzymanie czytelników. Nabywcy druków, choć piśmienni, przyzwyczajeni byli
do pism gotyckich i wolno przyjmowali zmiany, a czytanie antykwy mogło sprawiać im trudności. Pisownia stosowana przez wydawców literatury jarmarcznej była
dodatkowo rozchwiana i niekonsekwentna także z przyczyn technicznych: braku
wystarczającej liczby czcionek danej litery, potrzeby jak najlepszego wykorzystania
dostępnej do druku powierzchni, a czasem chęci utrzymania podziału tekstu na linie. Nie jest więc rzadkością, że w tym samym druku pojawiają się obok siebie litery ze znakami diakrytycznymi i dwuznaki (np. š i ss, albo nowszy zapis v obok w).
W przypadku druków zawierających pieśni kramarskie dekoracja graficzna
na tytułowej stronie musiała spełniać dwa kryteria – ilustracje musiały być na tyle
zróżnicowane, by poszczególne typy druków wyróżniały się na pierwszy rzut oka
i przyciągały uwagę, ale zarazem grafiki nie mogły być zbyt często wykonywane na
zamówienie, gdyż znacznie podnosiłoby to koszty produkcji. Różnorodność wizualną osiągano więc zazwyczaj stosując rozmaite ilustracje w funkcji przede wszystkim ozdobnej, bez związku z treścią. W najstarszym okresie dziejów zjawiska były
to proste winiety, motywy kwiatowe i arabeski (zob. ilustracja 16. na tablicy X),
później coraz częściej przedstawienia figuralne (para zakochanych, żołnierze, cherubiny, postacie świętych, zob. ilustracje 17. na tablicy X i 19. na tablicy XI). W drugiej połowie XIX w., równocześnie z popularyzacją większego formatu octavo i łacińskich czcionek, pojawiają się obejmujące całą stronę filigranowe ramki.
11
Tak mały format był wyjątkowy dla czeskich druków kramarskich i charakteryzował część
z nich już w XVI w. Po 1848 r. stopniowo zastępowany był przez dwukrotnie większe druki octavo,
choć nigdy nie został do końca wyparty. W tym samym czasie upowszechnił się również tani papier
drzewny, a czcionki gotyckie zaczęto powoli zastępować łacińskimi (zob. Scheybal 1990: 64, Thořová, Traxler, Vejvoda 2011: 35).

⩶ 78 ⩶

�Grafiki odbijano korzystając ze starych form drzeworytniczych niewykorzystywanych już w produkcji druków wyższej jakości lub klocków zamawianych u lokalnych rzemieślników, zazwyczaj trudniących się także produkcją form do pierników12. Były one wykonywane głównie za pomocą techniki drzeworytu wzdłużnego.
W połowie XIX w. do użycia zaczęły wchodzić również nowocześniejsze i bardziej
skomplikowane techniki: drzeworyty sztorcowe, miedzioryty i staloryty, litografie
(Kafka 2008: 152). Popularne wyobrażenia mogły być kopiowane z druków innych
wydawców13. Ze względu na powielanie ulubionych motywów oraz używanie starych klocków drzeworytniczych aż do ich całkowitego zniszczenia, sprzedawane
przez kramarzy druki niemal do końca XIX w. zdobiły barokowe i rokokowe winiety oraz ilustracje przedstawiające postaci w strojach i rynsztunku wojskowym
z poprzednich epok14.
W czasach popularności druki kramarskie rzadko bywały przechowywane pojedynczo. Tradycyjnie ich nabywcy zbierali je w jednym miejscu i domowymi metodami oprawiali w formę prostej książeczki o stale przyrastającej objętości. Papierowe
ulotki wszywano w okładki z fragmentów skóry, tkanin czy tektury (zob. ilustracje
14. i 15. na tablicy IX). Powstające w ten sposób špalíčky stanowią obecnie interesujące źródło do badania gustów czytelniczych i mechanizmów dystrybucji, zwłaszcza
w rzadkich przypadkach, gdy losy właściciela książeczki są znane (Ryšavá 2008a:
206). Na zawartość poszczególnych zbiorów bez wątpienia – poza gustami właściciela – wpływała dostępność konkretnych druków w danym miejscu zamieszkania,
która z kolei zależała od bliskości konkretnych drukarni i miejsc kultu. Ze względu na
niską jakość papieru i intensywne użytkowanie, nawet oprawione druki ulegały z czasem zniszczeniu. W niektórych przypadkach brakujące karty były więc uzupełniane
ręcznie przepisanymi tekstami (zob. ilustracja 13. na tablicy IX). W muzeach zachowały się również przedmioty sugerujące, że kramarskie špalíčky mogły niekiedy
12

Związki kramarzy i piernikarzy nie ograniczały się do korzystania z podobnej gamy przedstawień plastycznych (żołnierze w mundurach, huzarzy, damy w krynolinach, Serce Jezusowe itp.
zob. zwłaszcza ilustrację 19a. na tablicy XI). Przedstawiciele obu tych profesji konkurowali ze sobą,
sprzedając produkty o podobnych cenach w podobnych miejscach – na jarmarkach, odpustach, placach miejskich (zob. Kafka 2009: 219–222).
13
Bohuslav Beneš (1983: 26) sugeruje wzajemne wymienianie się przez drukarzy formami,
ale wydaje się to mało prawdopodobne wobec ostrej konkurencji między wydawcami (por. Kafka
2008: 149).
14
Najciekawszym przykładem są zapewne drzeworyty ilustrujące bajki Ezopa, które znaleźć
można na drukach kramarskich wydawanych do końca XIX w. przez różne drukarnie należące do
morawskiej rodziny Škarniclów (zob. ilustracja 19 b. na tablicy XI). Oryginalne klocki drzeworytnicze wykonane zostały w 1557 r. w Prostějovie na potrzeby drukarni Kašpara Aorga, a więc były
w ciągłym użyciu przez niemal 350 lat (por. Kneidl 1983: 26).

⩶ 79 ⩶

�służyć jako pierwszy elementarz. Świadczą o tym wolne karty zapisane niewprawną
ręką, litery i ilustracje przerysowywane obok swych drukowanych oryginałów czy
drzeworyty wypełniane kolorowym ołówkiem (zob. ilustracja 12. na tablicy IX).
Druki wszywane do špalíčka mogły być dzielone na świeckie i religijne, tworząc
tematycznie posegregowaną lekturę o odmiennych funkcjach, ale częste są również
špalíčky łączące zróżnicowane gatunkowo teksty (teksty świeckie, pieśni pielgrzymkowe, modlitwy, druki magiczne). W mieszanych zbiorach przeważają teksty o tematyce religijnej – dane podawane przez Bohuslava Beneša (1995: 179) dla 10 losowych špalíčków zawierających druki z XVII–XVIII w. to 78% tekstów religijnych,
a dla pierwszej połowy XIX w. to 60%. Uzasadnieniem przewagi tekstów religijnych może być teoria zakładająca, że zbieranie i oprawianie druków w formie książeczek było początkowo inspirowane przez kościelne kancjonały.
Druki religijne służyły do modlitwy w domu i na pielgrzymce. Ich materialność – istnienie tekstu w fizycznej postaci – sprawiała ponadto, że mogły one odgrywać istotną rolę w obrzędach ludowej religijności. Teksty modlitewne stosowano w funkcji amuletu, noszono je przy ciele, wkładano zmarłym do trumny czy
umieszczano w więźbie dachowej chałupy jako ochronę przed piorunami (Kafka
2008: 151). Ważny motyw obecny w treści druków stanowi zatem potwierdzanie
szczególnej siły zawartych w nich słów. W tekstach narracyjnych przywoływane
są często znane z innych druków tytuły modlitw, które chronią bohaterów pieśni
przed złymi mocami. Podkreślane jest również nieziemskie pochodzenie niektórych
z nich, przekazywanych zwykle ludzkości w postaci wypisanych złotymi literami
listów przez świętych lub anioły podczas cudownych wydarzeń (motyw pokrewny
z ideą acheiropoietonu, wizerunku „stworzonego nie ludzką ręką” w sztuce sakralnej). Kupno „autentycznej” anielskiej modlitwy powielonej w formie jarmarcznej
ulotki pozwalało więc na objęcie pozytywnego sacrum, zwykle dalekiego i nieosiągalnego, kategorią „swojskości” (por. Masłowska 2012: 53–54).

3.5. Twórczość kramarska
a czeskie odrodzenie narodowe
Obok prozatorskich książek lektury ludowej (knížky lidového čtení, volksbuchy) druki kramarskie były jedyną literaturą dostępną najniższym warstwom społeczeństwa
czeskiego. Jako takie odegrały istotną, choć długo pomijaną, rolę w podtrzymywaniu tożsamości językowej i kulturowej. Zacytować można tu najstarsze bodaj wyrażenie takiej opinii z książki Miloslava Novotnego:
⩶ 80 ⩶

�Jarmareční tvorba písňová byla zajisté jenom neoficiální, pokoutní, odpadková, ale
přesto pro uchování českého slova a českého cítění byla to literatura stejně významná jako Dalimil, Hájek, Komenský nebo Čelakovský. Ba mnohdy ještě důležitější,
protože působila na prostý lid, na základ národa, i v obdobích, kdy umělé písemnictví bylo vyhrazeno jen společenským třídám vzdělaným a šlechtě a působila naň
ve vlnách neustávajících, stále nových a nových, a v záplavách tak mocných, že živelně uchvacovaly a strhovaly.
[Jarmarczna twórczość pieśniowa, choć rzeczywiście była jedynie nieoficjalna, pokątna, marginalna, mimo to dla zachowania czeskiego słowa i czeskiego ducha była
literaturą tak samo istotną jak Dalimil, Hájek, Komenský czy Čelakovský. Owszem, często znacznie ważniejszą, bo wpływała na prosty lud, na fundament narodu, także w okresach, gdy artystyczna twórczość była ograniczona do wykształconych warstw społecznych i szlachty, wpływała na lud w nieustających falach, wciąż
nowych, powodzią tak potężną, że porywała jak żywioł].
(Novotný 1940: 251–252)

Wydawane i kupowane masowo pieśni kramarskie znacznie silniej oddziaływały na czytelników niż bardziej dydaktyczne patronackie publikacje „dla ludu”
kontrolowane przez elity. W przeciwieństwie do opowieści zawartych w volksbuchach, które mają umoralniający charakter i opierały się na fabułach i wątkach pochodzących z kultury wysokiej minionych epok (renesansu i baroku, a nawet średniowiecza)15, pieśni kramarskie czerpały także z innych źródeł. Same stawały się
przy tym inspiracją dla artystów tworzących w XIX w. nową czeską kulturę artystyczną. Wymienić można tu choćby Karela Havlička Borovskiego, Františka Čelakovskiego czy Jana Nerudę (por. Novotný 1940: 254–255). Niestarannie drukowane i sprzedawane za kilka grajcarów ulotki mogły połączyć ze sobą przedstawicieli
różnych warstw społecznych, dla których pozornie jedyną wspólną charakterystyką
było używanie języka czeskiego: „Jest tedy kramářská píseň prostředím, kterým nejen že »vyšší« kultura se stává majetkem lidových vrstev, nýbrž také kultura lidová
působí zpět na kulturu »vyšší«” [„Jest zatem pieśń kramarska środowiskiem, w którym nie tylko »wyższa« kultura staje się dobrem warstw ludowych, ale także kultura ludowa wpływa zwrotnie na kulturę »wyższą«”] (Václavek, Smetana 1937: 15).
Twórczość kramarska powstawała przede wszystkim po czesku, nawet gdy wiadomo, że wydawca drukował innego rodzaju teksty także w języku niemieckim.
15
Bohaterami knížek lidového čtění, zawierających uproszczone przeróbki utworów klasycznych dostosowane do gustu masowego czytelnika, są zazwyczaj rycerze i arystokraci, rzadko bohaterowie plebejscy. Podobnie jak w przypadku druków kramarskich uwydatnione są w nich wątki sensacyjne (zob. Żabski 1993: 34, Pająk 2014: 71).

⩶ 81 ⩶

�Jak pokazują wyliczenia badaczy odnoszące się do produkcji konkretnych drukarni (zob. Běhalová 2008: 18), teksty czeskie stanowiły nawet do 90% druków kramarskich. Ta dysproporcja pokazuje, że odbiorcami twórczości kramarskiej byli
przede wszystkim Czesi. Dla ludności niemieckiej łatwiej dostępne były inne gatunki spełniające rolę rozrywkową i informacyjną, przede wszystkim gazety, które na czeskich wsiach zastępowane były właśnie przez druki kramarskie, zwłaszcza
w pierwszej połowie XIX w. (Holubová 2008: 135). Ich rola dla rozwoju czytelnictwa jest więc nie do przecenienia:
Kramářské skladby měly v 18. století a hluboko do století 19. mnohem větší význam – při nedostatku českých knih a novin, které byly nadto chudým vrstvám nedostupné, nahrazovaly svým způsobem literaturu a obohacovaly posluchače o témata a formy, jež jejich vlastní folklórní tvorba neobsahovala.
[Utwory kramarskie miały w XVIII wieku i długo jeszcze w XIX wieku znacznie
większe znaczenie – wobec niedostatku czeskich ksiązek i gazet, które i tak były dla
biedniejszych warstw niedostępne, zastępowały na swój sposób literaturę i wzbogacały słuchaczy tamtyką i formami, których ich własna twórczość folklorystyczna nie obejmowała].
(Ryšavá 2008b: 10–11)

3.6. Autorzy, wydawcy i odbiorcy
twórczości kramarskiej
Jedną z podstawowych różnic między pieśnią kramarską a tradycyjną twórczością
ludową jest anonimowość i kolektywne autorstwo tej drugiej. Teksty pieśni kramarskich były natomiast spisywane przez jednego autora, który jednak często wykorzystywał przy tym istniejące wcześniej elementy – frazy pieśni ludowej, fragmenty literatury pięknej czy druki kramarskie w innych językach. Tę kolażowość
tekstu kramarskiego podkreśla bibliolog Pravoslav Kneidl (1983: 22): „Není totiž asi jiná oblast písemného projevu, kde by se více přejímalo, převzaté upravovalo
anebo doslova přetiskovalo než právě kramářské písně” [„Nie ma bowiem innego
obszaru twórczości piśmienniczej, w którym więcej by się pożyczało, przerabiało
to, co przejęte, czy wręcz przedrukowywało słowo w słowo, niż właśnie pieśń kramarska”]. Oprócz autora tekstu, w produkcję druku zaangażowanych było kilka innych osób: autor grafiki (drzeworytnik), drukarz, nakładca (często drukarz i autor
zarazem), a wreszcie sprzedawca – kramarz czy organizator pielgrzymki (Běhalová
2008: 19). Wszyscy oni liczyli na zysk finansowy – niewielki, ale pewny i przewidywalny. Ostatnią osobą uczestniczącą w społecznym obiegu jarmarcznej pieśni był
⩶ 82 ⩶

�jej odbiorca – osoba kupująca lub obdarowana pamiątkowym drukiem (np. z sanktuarium pielgrzymkowego).
W procesie produkcji i kolportażu uczestniczyli przede wszystkim mężczyźni, inaczej niż miało to miejsce np. w Wiedniu, gdzie słynne tzw. Liederweiber
(niem. ‘niewiasty pieśni’) miały właściwie monopol na sprzedaż drukowanych nowin. W przypadku czeskim żony i rodziny kramarzy pomagały podczas występów,
ale przede wszystkim starały się o utrzymanie rodziny poza sezonem pielgrzymek
i jarmarków, wykonując drobne prace ręczne, np. szycie czy szydełkowanie (Ryšavá 2008b: 8). Męskiej dominacji wśród autorów dowodzą także imiona i nazwiska
widoczne na podpisanych przez ich twórcę drukach, których listę znaleźć można
np. w opracowaniu Smetany i Václavka (1937: 18–19). W przypadku nielicznych
przykładów podpisanych kobiecym imieniem prawdopodobne jest, że dane te są
fałszywe, a informacja o autorstwie stanowi jedynie zabieg marketingowy, mający
zachęcić do kupna inne kobiety (zob. Holubová 2008: 135). O ile bowiem autorstwo i propagowana w pieśniach kramarskich wizja świata bez wątpienia ma patriarchalny charakter, istotną grupę docelową stanowiły kobiety (Ryšavá 2008b: 11).
Podczas gdy mężczyźni, także z uboższych grup społecznych, posiadali dostęp do innych możliwości poznania świata (podróże handlowe, służba wojskowa
itp.), kobiety były znacznie silniej związane z miejscem zamieszkania i jego bezpośrednią okolicą, a tym samym skazane na informacje wyłącznie z drugiej ręki, które
zdobywały m.in. dzięki drukom kramarskim. Także w realiach praskich, wyjątkowych na tle reszty kraju, znaczną część odbiorców stanowiły przybywające z prowincji służące i robotnice. Modelową czytelniczką druku kramarskiego była zatem czeskojęzyczna kobieta wiejskiego pochodzenia, wyznająca religię katolicką,
ze względu na wysoką dzietność i niski wiek zawierania małżeństw zazwyczaj mężatka i matka lub dziewczyna przygotowująca się do tej roli społecznej (Staškivová
2008: 117). Taka charakterystyka wpływała na wątki pojawiające się w tekstach –
kobiece wzorce zachowania, częste motywy związane z macierzyństwem i życiem
rodzinnym, zwłaszcza w tekstach o sensacyjnym charakterze, zaś w pieśniach religijnych duży nacisk na pobożność maryjną (Kafka 2008: 153). Za Evą Ryšavą przytoczyć można krótki opis recepcji druków kramarskich z naciskiem położonym na
ich kobiece czytelniczki, zawarty w pamiętnikach śląskiego nauczyciela i budziciela narodowego Vincenca Praska:
Do roku 1848 o duševní potřebu našeho lidu nestarali se moderní knihkupci, nýbrž jarmarečníci, kteří po starodávném způsobu na jarmark vozili čili nosili písničky, kroniky, nebesklíče aj. modlitební knihy… Jsou ovšem lidé, kteří písničkáře,

⩶ 83 ⩶

�když dosud ještě na jarmarcích po menších městech své písně o hrozných událostech
vyzpěvují, aby přilákali kupce, považují za osoby humoristické, ale za těch dob, kdy
se nikdo o lid u nás nestaral, bývali našimi kulturonosiči. Naši čtenáři neb čtenářky svůj duševní hlad kojili, jak bylo možná. Děvčata a služky z každého jarmarku
a z každé pouti přinášely si nové písničky, jejichž nota se jim zalíbila. Proto nebylo děvčete ani mezi služkami, aby nemělo tlustého balíku písniček buď do plátna,
nebo do kůže sešitého. V neděli pak a ve svátek odpoledne dvě tři ve svých komorách
z takového svazku prozpěvovaly.
[Do roku 1848 o potrzeby duchowe naszego ludu nie troszczyli się księgarze nowocześni, ale kramarze, którzy po dawnemu wozili na jarmark czy roznosili piosenki, kroniki, klucze do nieba i tym podobne książeczki modlitewne… Owszem, są ludzie, którzy śpiewaków, wyśpiewujących do dziś jeszcze na jarmarkach w mniejszych
miastach swoje pieśni o strasznych wydarzeniach by zwabić kupujących, uważają
za osoby śmieszne, ale w tamtych czasach, gdy nikt się nie troszczył o lud, byli oni
nosicielami naszej kultury. Nasi czytelnicy i czytelniczki swój głód duchowy zaspokajali jak tylko mogli. Dziewczęta i służące z każdego jarmarku i każdego odpustu przynosiły sobie nowe piosenki, których melodia im się spodobała. Dlatego nie
było dziewczęcia, nawet między służącymi, które by nie miało grubej paczki piosenek obszytych w płótno lub skórę. W niedzielę zaś i w świąteczne popołudnia we
dwie czy trzy w swoich izdebkach z takiego zeszytu śpiewały].
(Eva Ryšava 2008b: 11)

Echa życia miejskiego i próby dotarcia do średnich warstw społeczeństwa pojawiają się w schyłkowym okresie istnienia twórczości kramarskiej, przede wszystkim w drukach praskich. W tym czasie mają one jednak rosnącą konkurencję w postaci druków pieśniowych zawierających arie operetkowe i piosenki kabaretowe
(Běhalová 2008: 19). W środowisku miejskim publiczność była też znacznie bardziej zróżnicowana. W czasach, gdy tradycyjne pieśni kramarskie traciły swoją pierwotną publiczność, znani śpiewacy przyciągali na swoje występy także studentów,
artystów czy dziennikarzy, zafascynowanych ich repertuarem i ekspresją wykonania (Ryšavá 2008b: 16).

⩶ 84 ⩶

�porządek
4 Kramarski
świata ziemskiego

4.1. Projektowany odbiorca –
zwroty do słuchacza w tekście
Przedstawione w zakończeniu poprzedniego rozdziału informacje o autorach i odbiorcach twórczości kramarskiej mają charakter zewnętrzny i są oparte na zachowanych materiałach historycznych i etnograficznych. Aby z poziomu pozatekstowego
wrócić do świata przedstawianego przez pieśni, należy zastanowić się, jak konstruowana była wspólnota odbiorców na poziomie konkretnych tekstów. Umożliwi to
również dotarcie do zawartych w nich wyznaczników obcości, jeżeli obraz „obcego” budować będziemy w kontraście do tego, co uważane jest za normalne i oczywiste wśród „swojej” grupy etnicznej (por. Benedyktowicz 2000: 24). Ponieważ
zakładam wystąpienie w materiale kilku głównych punktów widzenia, rezultatem
będzie kilka odpowiadających im głównych kategorii inności/obcości:
Cóż bowiem oznacza „być innym”? Być nie takim samym. Nie takim samym jak
ja – my – moja (nasza) grupa. By coś było cudze, coś jednak musi być własne; by
coś było inne, coś musi być nasze. […] Wyobrażenia danej grupy o obcych są więc
przeciwstawieniem, swoistym negatywem wyobrażeń tej grupy o sobie. Wyobrażeń
o sobie, a więc o tym, co normalne, zwykłe, właściwe, słuszne, wrodzone.
(Stomma 2002: 33)

Biorąc pod uwagę sytuację wykonawczą pieśni (obejmującą nierzadko publiczny śpiew) i stylizację na teksty przekazywany ustnie, obecną także w ich drukowanej formie, interesującym punktem wyjścia do rozważań o autostereotypie mogą
być obecne w tekstach zwroty do słuchaczy (czytelników).
W analizowanych utworach pierwsza zwrotka zawiera zazwyczaj skonwencjonalizowaną formułę otwierającą (incipit) skierowaną do odbiorcy i mającą go
⩶ 85 ⩶

�zainteresować dalszym ciągiem narracji. Rolę incipitu w pieśni kramarskiej porównać można z jego funkcją w tradycyjnej pieśni ludowej, gdzie:
Incipit ma zwykle ustalony kształt, kostnieje jako formuła semantyczno-leksykalna, przyjmująca funkcję „wtórnego delimitatora”, niosącego informację o początku utworu, stanowiąca punkt zaczepienia dla rozwinięcia pieśni, pełniąca rolę nazwy własnej danego utworu.
(Bartmiński 1990: 150)

Choć pieśni kramarskie mają swoje tytuły, często pełniły one wyłącznie funkcję reklamową i nie odpowiadały dokładnie treści utworu – obok szczegółowych,
zajmujących całą stronę tytułową nazw, częste były również niewiele mówiące powtarzalne określenia, takie jak Nová píseň, Pravdivý příběh (‘Nowa pieśń’, ‘Prawdziwa historia’) itp. Niektóre teksty wznawiane były pod różnymi nazwami, a ten
sam tytuł stosowano wielokrotnie do opisania różnych pieśni. To początkowa strofa, pomimo jej konwencjonalnego charakteru, pozwalała najszybciej zorientować
się czego dotyczy utwór1. W przypadku publicznego występu, skonwencjonalizowana fraza początkowa stanowiła również znak rozpoczęcia sytuacji wykonawczej
oraz umożliwiała śpiewakowi „rozgrzanie się” i nawiązanie kontaktu z publicznością przed przejściem do części pieśni zawierającej nieznane i nowe informacje
(Bartmiński 1973: 58–60).
Nieco rzadziej występują w pieśniach formuły zamykające tekst, zazwyczaj podsumowujące zawartą w nim naukę moralną i wzywające do pobożności, oraz śródtekstowe apostrofy służące utrzymaniu uwagi odbiorcy. W przypadku wszystkich
tego typu zwrotów do słuchacza pojawia się stosunkowo ograniczona pula określeń, jakimi jest on nazywany2. Zdecydowanie najczęstszym (obok najogólniejszego ‘ludzie’, lidé) określeniem jest ‘chrześcijanie’ (křesťané3) – termin bez wątpienia
oznaczający wyłącznie rzymskich katolików i stawiający ich w opozycji do wszystkich innych wyznań i religii. Rzadziej spotykane jest jednoznaczne określenie ‘ka-

1

Pierwsza strofa zawiera zazwyczaj zwrot do odbiorców i ogólnikowe zarysowanie tematu.
W przypadku pieśni o charakterze narracyjnym często pojawia się w niej również lokalizacja akcji.
2
Przytaczane poniżej sformułowania stanowią jedynie niewielką próbkę całego korpusu.
Ze względu na znaczną powtarzalność sformułowań początkowych nie podaję numerów pieśni,
z których pochodzą. Pełna lista incipitów dostępna jest w dołączonym do pracy indeksie druków.
3
Np. Křesťané bohabojní zastavte se nyní…; Poslechněte křesťanové jaké Bůh divy činí…; Poslechněte o křesťané, co se v pravdě stalo…; Poslyš pobožná duše křesťanská…; Poslyšte křesťané milí, pro
Kristovo umučení…

⩶ 86 ⩶

�tolicy’ (katolici, katoličtí křesťané4). Kolejna grupa to określenia odwołujące się do
tożsamości etnicznej i państwowej5: ‘patrioci’ (vlastenci), ‘krajanie/rodacy’ (krajané) czy bezpośrednio ‘Czesi’, ‘Morawianie’, ‘Węgrzy’ (oznaczający w tym kontekście
słowiańskojęzycznych mieszkańców Królestwa Węgierskiego, a więc Słowaków) –
Češi, Moraváné/Moravcové, Uhři. Stosunkowo najrzadsze są wreszcie odwołania do
tożsamości klasowej i zawodowej6, przede wszystkim ‘rolnicy’ (sedláci), czy jednostkowe ‘rzemieślnicy’ (řemeslníci). Wyjątkowe są zwroty skierowane do bardzo konkretnych grup społecznych obecne w pieśniach poświęconych danym zjawiskom
(np. apostrofa do palących tytoń). Z wyłączeniem ostatniej, incydentalnej kategorii, można przyjąć, że zawarte w incipitach treści stosunkowo dobrze odpowiadają rodzajom samoidentyfikacji, jakimi mogli posługiwać się odbiorcy pieśni. Aby
sformułować te warianty autostereotypu w pracy, informacje podane w pieśniach
bezpośrednio zweryfikuję następnie w oparciu o całość treści zawartej w tekstach
i ich szerszy kontekst.

4.2. Punkt widzenia i perspektywa –
ujęcia swojskości
Wyróżnione sposoby autoidentyfikacji w zasadniczym rysie odpowiadają zasadom
podziału swojskości i obcości zaproponowanym przez Ludwika Stommę w Antropologii kultury wsi polskiej (2002: 75–81), gdzie wylicza on następujące kryteria:
a) etniczne;
b) terytorialne;
c) stanowo-klasowe;
d) religijne;
e) zawodowe7.
4

Śródtekstowe: O bratříčku, katoličku…; także sformułowania w tytułach i impressach, np. Pravdivá píseň […] katolickým křesťanům k polepšení života vydaná; Sepsal pro útěchu nábožných křesťanů katolických […].
5
Np. Ach my ubozí vlastenci, čeho jsme se dočkali…; Poslechněte mne Čechové, Uhři též i Moravcové…; Poslyšte vlastencové, upřímní krajanové…; Pospíchejte poutníčkové, Moravci, Češi, Uhrové…;
Zastav se milý vlastenče a poslechni…
6
Np. Ehej páni řemeslnici budu vám zpívati…; Já sedláček bratří milí…; Zastav se sedláčku milý…
7
Na potrzeby polskich realiów zostały one przez autora uproszczone (z uwagi na przednarodowy charakter badanej wspólnoty) i uszeregowane hierarchicznie na podstawie badanego przez niego materiału. Wyróżnikami obcości dla polskiego chłopa – w kolejności od najważniejszego – miałyby więc być: 1. nietutejszość (sygnalizowana również przez różnice językowe i antropologiczne);
2. przynależność do innej warstwy, klasy, zawodu (nie-chłopi i nie-rolnicy); 3. inna religia.

⩶ 87 ⩶

�Zgadzają się także z propozycją Ewy Masłowskiej (2012: 53), która jako podobne wskaźniki wymienia więzi społeczne, związki krwi, wspólnotę terytorialną
i przynależność regionalną.
W przypadku druków kramarskich, jako odbicia struktury społecznej ziem czeskich w XIX w. (odwołując się do przedstawionych powyżej wewnątrztekstowych
zwrotów do słuchaczy), proponuję w oparciu o przytoczone opracowania podział
ten zmodyfikować i warunki swojskości przedstawić następująco:
a) kryterium religijne („swój” to katolik);
b) kryterium państwowo-polityczne („swój” to poddany austriacki);
c) kryterium narodowo-językowe 8 („swój” to członek narodu czeskiego, ew.
mniejszej grupy etnoregionalnej: Morawianin, Hanak itp., posługujący się językiem czeskim);
d) kryterium klasowo-zawodowe („swój” to ubogi mieszkaniec prowincji, rolnik lub drobny rzemieślnik).
Powyższy podział odnosi się do porządku świata ludzkiego. Pamiętając jednak
o założeniach pracy i konieczności zawarcia opisu świata również w perspektywie
kosmicznej – z podziałem na sferę ziemską (ludzie) i pozaziemską (sacrum) – należy ponad wymienionymi kategoriami obcości zaznaczyć podział wyższego poziomu. Wszyscy ludzie: katolicy i poganie, chłopi i królowie, należą w perspektywie
metafizycznej do jednej kategorii, co podkreślają utwory o charakterze memento
mori, korzystające z motywu tańca śmierci porywającego wszystkich ludzi, niezależnie od ich statusu i postępowania. Opozycją najwyższego poziomu jest zatem
podział na ludzi-śmiertelników i nieludzi-istoty nadprzyrodzone (w kategorii tej
mieści się zarówno sacrum boskie, jak i demoniczne; por. Masłowska 2012: 54).
Pozostając na poziomie świata ludzkiego, zaproponowaną klasyfikację należy
uzupełnić o komentarz czerpiący z antropologicznej refleksji nad tematem. Kontekstualne podejście do kwestii swojskości i obcości jest nie tylko zgodne z etnolingwistyczną koncepcją punktu widzenia i perspektywy, ale również z uwagami antropologów. Podkreślają oni, że binarna opozycja „swój – obcy” jest wyłącznie typem
idealnym o uproszczonym charakterze (Benedyktowicz 2000: 117). W rzeczywistym odbiorze „obcość” ma charakter gradualny i niemożliwe jest, by jakakolwiek
8

Kryterium językowe – choć nie jest wyrażone w tekstach wprost – wydaje się w zasadzie
najoczywistsze, jeśli weźmiemy pod uwagę, że teksty powstawały w języku czeskim, a więc jego znajomość była warunkiem wstępnym uczestniczenia we wspólnocie odbiorców pieśni kramarskiej.
Przywoływane wcześniej statystyki wyraźnie świadczą o dominacji produkcji kramarskiej w języku czeskim nad niemiecką, co być może nakłada się dodatkowo na różnice klasowe – różne gatunki skierowane do (głównie miejskiej) ludności niemieckojęzycznej i wiejskiej ludności słowiańskiej.

⩶ 88 ⩶

�wspólnota nie czyniła rozróżnień m.in. społecznościami, z którymi posiada liczne
wspólne cechy, a grupami radykalnie różniącymi się co do podstawowych aspektów życia (Mróz 1979: 158). Na potrzeby tego rozróżnienia antropolog Lech Mróz
proponuje wprowadzenie trzech kategorii, które mają dodatkowo dynamiczny charakter: „swoich”, „innych” (różniących się pewnymi cechami, ale bliskich w innych
aspektach) i „obcych”, jako grupę najbardziej odrębną od własnej. W takim ujęciu
„swoi” i „inni” mogą stanowić wspólną grupę przeciwstawioną „obcym”9. Podobne stopniowanie obcości i swojskości, które przedstawić można w formie koncentrycznych kręgów, ukazują także prace o ściśle etnolingwistycznym charakterze
(zob. Greń 2001b). Wydaje się, że powyższa propozycja jest więc wygodnym sposobem konceptualizacji świata, zwłaszcza w wieloetnicznym i wielokulturowym społeczeństwie, jakim była dziewiętnastowieczna monarchia habsburska. Poszczególne
narody monarchii byłyby w takim ujęciu „innymi” dla siebie nawzajem, ale tworzyły wspólną kategorię „swoich” np. wobec zewnętrznego wroga państwowego10.
Również podział na ludzi i istoty nadprzyrodzone, choć bez wątpienia ma
znacznie wyraźniejsze granice niż wewnętrzne podziały świata ludzkiego, nie jest
całkowicie czarno-białą opozycją. Pewne typy istot łączą w sobie obydwie kategorie,
pośrednicząc między światem ludzkim a zaświatami, np. duchy zmarłych („swoi”
za życia, „obcy” po śmierci), czy święci i istoty boskie wędrujące po świecie incognito w ludzkiej postaci.

4.3. Konteksty swojskości:
punkty widzenia w opisie świata ludzkiego
Cztery główne kategorie swojskości kształtują również cztery punkty widzenia
i odpowiadające im kategorie obcości. Od tego, z jakiej perspektywy obserwowany jest świat, zależy jego odbiór i interpretacja zachodzących zjawisk, choć jego obraz będzie stosunkowo spójny, ponieważ większość z wydzielonych punktów widzenia można za sobą połączyć. Kolejność ich przedstawiania podyktowana jest
9
Choć w pracy przyjmuję tak przedstawione stopniowanie obcości, to nie korzystam z zaproponowanych przez Mroza terminów, ale pojęcia „inny” i „obcy” stosuję synonimicznie.
10
Lech Mróz postuluje ponadto istnienie grup tak odległych, że wykluczanych z kategorii
„ludzi” (Mróz 1979: 160). Przy obcości konstruowanej z kilku punktów widzenia mogłyby to więc
być takie grupy, które łączą w sobie kilka kategorii obcości (np. religijną i polityczną). Wydaje się,
że w analizowanym materiale można odnaleźć potwierdzenie takiego ujęcia, m.in. przyglądając się
obecnemu w tekstach motywowi nawracania niewiernych. Możliwość nawrócenia nie jest bowiem
jednakowa dla wszystkich grup innowierców (zob. 4.5.2.).

⩶ 89 ⩶

�częstością występowania danych deklaracji tożsamościowych w tekstach. Pierwsza
jest zatem identyfikacja religijna, najczęściej podkreślana w tekstach oraz mająca
najszerszy zasięg (wspólnota katolicka jest ponadpaństwowa i ponadnarodowa), następnie identyfikacja państwowa (powiązana z religijną poprzez oficjalny charakter katolicyzmu w Austrii), potem identyfikacja narodowa/regionalna (zazwyczaj
przedstawiana jako kategoria niższego szczebla w ramach państwowej) i wreszcie
identyfikacja klasowa, jako najmniej stała (por. narracje pieśniowe o gwałtownym
wzbogaceniu się lub utracie majątku) i najbardziej zniuansowana.

4.3.1. Punkt widzenia katolika
Na przynależność religijną (czy szerzej: rytualną) jako najważniejszy z czynników
pozwalających wydzielić własną grupę od innych zwracają uwagę zarówno antropolodzy (Mróz 1979: 157), jak i językoznawcy: „Społeczna więź łącząca wyznawców tej samej religii jest jednym z najsilniejszych wyznaczników tożsamości kulturowej” (Masłowska 2012: 54).
W przypadku pieśni kramarskich identyfikacja religijna ma bardzo poważne
konsekwencje, a zarazem jako jedyna z tożsamości wynika z osobistego wyboru i jest
osobistą odpowiedzialnością każdego człowieka (bohaterowie negatywni zawsze
przedstawiani są jako bezbożnicy i bluźniercy, z własnej woli występujący przeciw
oczywistemu porządkowi świata). Pieśni, nawet te dotyczące zasadniczo świeckich
tematów, przenika kontrreformacyjny katolicyzm, po 200 latach od białogórskiej
klęski w dużym stopniu zinternalizowany przez mieszkańców Czech i Moraw
(zob. Kořalka 1996: 86–88). Świadectwem silnej identyfikacji z religią katolicką
jest dobór tematów pieśni – duża rola kultu maryjnego i kultu świętych – i wspomniane już samookreślenia narratora i słuchaczy jako „chrześcijan”. Kategoria ta ma
charakter absolutny, teksty nie zawierają refleksji nad istnieniem innych niż katolicyzm odłamów chrześcijaństwa11, a każdy, kto nie jest katolikiem, traktowany jest
w nich jako „obcy” (zbiorcze określenie „poganie” obejmuje również protestantów,
przedstawianych jako wrodzy nie tylko wobec kultu maryjnego, ale także samego
Chrystusa, szerzej na temat nazw innowierców w punkcie 4.5.1.). Kategorie identyfikacji religijnej i państwowej są ze sobą ściśle powiązane poprzez podkreślanie
katolickiego charakteru państwa austriackiego i pobożności samego cesarza – bar11
Pomimo obowiązującego od 1788 r. patentu tolerancyjnego (i pełnego równouprawnienia
dysydentów w 1861 r.) pod koniec XIX w. protestanci stanowili zaledwie kilka procent czeskojęzycznej ludności Czech (3,8%), Moraw (3,2%) i Śląska (2%), łącznie kilkadziesiąt tysięcy wiernych
(Kořalka 1996: 86, Zarek 2000: 41).

⩶ 90 ⩶

�dziej uniwersalistyczne nurty katolicyzmu były zresztą przez władze celowo ograniczane jako niebezpieczne dla polityki wewnętrznej cesarstwa (zob. Lněničková
1999: 252–253). Punkt widzenia katolika wiąże się z oceną innych przez pryzmat
pobożności i wierności zasadom moralnym, z ich stosunkiem do religii katolickiej
i z posiadaną przez nich tożsamością religijną (por. Niewiara 1998: 175).

4.3.2. Punkt widzenia poddanego austriackiego
Przynależność państwowa była dla odbiorców pieśni kramarskiej czymś oczywistym i niekwestionowanym, a wspomniana już zgodność między punktem widzenia katolika a punktem widzenia austriackiego poddanego sprawia, że wierność Austrii i cesarzowi interpretować można nie tylko w kontekście świeckiej polityki, ale
także obrony wiary. Teksty, w których przy opisie „obcych” przywoływana jest ich
przynależność państwowa i polityczna to przede wszystkim pieśni wojskowe i historyczne, w których nie-Austriacy to wrogowie polityczni i militarni – zewnętrzni (np. Francuzi, Prusacy) i wewnętrzni (nielojalne narody cesarstwa: buntownicy
na Węgrzech, w Polsce czy we Włoszech). W materiale skupiającym się na kwestii
przynależności państwowo-politycznej brak właściwie neutralnych ujęć obcości.
Wiek XIX to okres rzeczywistego wzmocnienia tożsamości państwowej, wynikającego z oficjalnej polityki Austrii, m.in. wprowadzonego u schyłku XVIII w.
poboru do wojska i obowiązku szkolnego, wzmacniających polityczną unifikację
państwa. To również okres licznych wojen Austrii prowadzonych zarówno z wewnętrznymi jak i zewnętrznymi wrogami, także na terytorium Czech i Moraw
(wojny napoleońskie z głównymi bitwami pod Slavkovem/Austerlitz w 1805 r.
i Chlumcem/Kulm w 1813 r., wojna austriacko-pruska). Negatywny obraz agresorów, buntowników i wrogów domu panującego był więc kształtowany również
przez osobiste doświadczenie mieszkańców ziem czeskich, obciążonych kosztem
ekonomicznym prowadzonych wojen i narażonych na utratę zdrowia i życia w toczonych kampaniach12.
Z drugiej strony należy zaznaczyć, że spośród wymienionych tożsamości, identyfikacja z państwem i cesarzem może być uznana za najbardziej wątpliwą, jeśli
chodzi o jej przełożenie na rzeczywistą świadomość, zwłaszcza w drugiej połowie
XIX w. Wspomniane wcześniej czynniki pozatekstowe – cenzura polityczna oraz
12
Zwłaszcza wojny napoleońskie i ich skutki uznać można za przełom w formowaniu tożsamości państwowych i narodowych Europy Środkowej. W przypadku Austrii ich rezultatem był wzrost
poczucia „niemieckości”, a w reakcji na niemiecki nacjonalizm – ruchy odrodzenia językowo-etnicznego mniejszych narodów, w tym Czechów (Zarek 2000: 43).

⩶ 91 ⩶

�autocenzura wynikająca z ostrożności dbających o swoje interesy drukarzy – sprzyjały głośnym deklaracjom lojalności wobec władzy. Na rolę samoograniczania się
przez wydawców literatury popularnej zwraca uwagę Janusz Dunin:
Wytwory owego drugiego rynku miały również swoje oblicze ideowe, ale bardzo
rzadko propaganda występowała tu jawnie. Wolno postawić tezę, że najczęstszym
i głównym motorem poczynań był tu spodziewany zysk, który można uzyskać, trafiając do odbiorcy, odgadując jego gusty i przyzwyczajenia, a równocześnie nie popadając w konflikty z cenzurą.
(Dunin 2004: 128)

Zmęczeni toczonymi przez państwo wojnami mieszkańcy prowincji mogli
więc obarczać odpowiedzialnością za swoje cierpienia nie tylko wrogów Austrii,
ale również rządzących własnym krajem (choć osobę cesarza chronił przed krytyką głęboko zinternalizowany ludowy monarchizm; por. 4.9.5.), informacje takie
nie zachowały się jednak w tekstach.

4.3.3. Punkt widzenia Czecha/Morawianina
Wspomniane już określenie słuchaczy jako ‘patriotów’ (vlastenci) może być interpretowane dwojako. Zazwyczaj bez wątpliwości można stwierdzić, że oznacza ono
lojalność państwową wobec całości monarchii habsburskiej, lub konkretnie ziem
czeskich w jej obrębie. Takie ujęcia odpowiada koncepcji tzw. narodu ziemskiego,
uznającej za Czechów wszystkich mieszkańców ziem Korony św. Wacława. W rzadkich przypadkach (zwłaszcza w anonimowych tekstach wydanych w 1848 r. i bezpośrednio po nim) odnaleźć można jednak ślady konkurencyjnej idei narodu i patriotyzmu etnicznego, która prawo do czeskości przyznawała jedynie mieszkańcom
ziem czeskich mówiącym po czesku i posiadającym czeskie poczucie narodowe (Zarek 2000: 40). Nawet takie ujęcie nie musi być jednak sprzeczne z austriackim patriotyzmem państwowym. Zazwyczaj punkt widzenia etnicznego Czecha daje się
pogodzić z punktem widzenia habsburskiego lojalisty, a w tekstach niemal brak informacji o napięciach etnicznych między niemiecką a czeską ludnością monarchii13.
Zapewne ponownie wynika to po części z zachowawczego charakteru tekstów kra13
Warto zaznaczyć, że z wyjątkiem niemieckich wysp językowych, chłopi pozostawali głównie czeskojęzyczni, a więc identyfikacja językowa przekłada się na dalszą kategorię identyfikacji klasowej. Konflikt etniczny może zatem w niebezpośredni sposób wyrażać się raczej na tym poziomie,
zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę, że awans społeczny zazwyczaj wiązał się z asymilacją językową
do grupy dominującej – Niemców (Kořalka 1996: 96–98).

⩶ 92 ⩶

�marskich (cenzura i autocenzura), ale również z wolniejszego przyswajania tez narodowych przez prowincję. Idee nacjonalistyczne, pomimo postulowanego ludowego i oddolnego charakteru odrodzenia narodowego, długo pozostawały kwestią
istotną przede wszystkim dla mieszczańskich elit (Macura 1995: 118, Lněničková 1999: 114).
Wśród niższych warstw społeczeństwa żywe pozostawały różnice regionalne
niższego poziomu – przede wszystkim tożsamość morawska wobec czeskiej, wynikająca z historycznych i administracyjnych różnic między obydwoma regionami14, a także podział na grupy etnograficzne w ramach większych kategorii Czechów, Morawian, Ślązaków i Słowaków15. W przypadku tekstów kramarskich tak
precyzyjna autoidentyfikacja jest jednak rzadkością, ponieważ druki sprzedawane
były na dużym obszarze, a ich wydawcy nie ryzykowali małego zbytu spowodowanego nadmierną specjalizacją.
W drugiej połowie XIX w. w tekstach pojawiają się również echa myśli słowianofilskiej i deklaracje wspólnej słowiańskiej tożsamości łączącej Czechów z innymi
narodami, zwłaszcza Słowakami (por. Zarek 2000: 45). Jak widać pojęcie narodu
i ojczyzny ma w analizowanym materiale nieostre granice i oscyluje między ojczyzną regionalną, historyczno-narodową16 (ziemie czeskie), państwową (Austria/Austro-Węgry; por. 4.3.2.) i ideologiczno-narodową („czechosłowiańską”)17. Punkt
widzenia Czecha/Morawianina traktuję więc przede wszystkim jako uszczegółowienie poprzedniej kategorii, a za „obcych” w ujęciu narodowo-językowym przyjmuję każdą grupę mieszkańców cesarstwa habsburskiego różniącą się językiem lub
innymi zauważonymi w tekście cechami zewnętrznymi (sposób pracy, inne zwyczaje i tradycje itp.).

14
Królestwo Czech i Margrabstwo Moraw stanowiły oddzielne organizmy polityczne w ramach Cesarstwa Austriackiego. Dzieliła je również przynależność kościelna do dwóch różnych biskupstw (praskiego i ołomunieckiego).
15
Szczegółowy podział etnograficzny Moraw, regionu skąd pochodzi większość analizowanych tekstów, wraz z sąsiednimi obszarami znaleźć można np. w monografii „Lidová kultura na Moravě” ( Jančar 2000: 9–29).
16
Odpowiada ona rozumieniu narodu, obecnemu np. w historiografii sprzed odrodzenia narodowego. W takim ujęciu do uznania odrębności danej grupy konieczne były subiektywne cechy
kultury i języka oraz pewien stopień samodzielności politycznej czy odgraniczenia administracyjnego (por. Maur 1998: 8).
17
W odniesieniu do wszystkich mieszkańców ziem czeskich (czesko- i niemieckojęzycznych),
można mówić o aż 5 koncepcjach narodu: austriackiej (rakušanství), wielkoniemieckiej (velkoněmectví), słowiańskiej (slovanství), czeskiej-ziemskiej (bohemismus) i czeskiej-etnicznej (češství) (por. Kořalka 1996: 19).

⩶ 93 ⩶

�4.3.4. Punkt widzenia chłopa
Ostatni z wydzielonych punktów widzenia ma nieco inny charakter niż pozostałe. O ile trzy dotychczas wymienione kategorie stanowią w zasadzie coraz węższe,
bardziej szczegółowe spojrzenia na tę samą społeczność (wspólnota etniczna mieści się w ramach wspólnoty państwowej, ta zaś objęta jest najszerszą ponadpaństwową kategorią państw katolickich), spojrzenie klasowo-zawodowe przecina je
niejako w poprzek. Rozwarstwienie społeczne było faktem zarówno na czeskojęzycznej prowincji i w obrębie państwa austriackiego, jak i w innych państwach, również tych różniących się wyznawaną religią18. Ponadto pozycja społeczna – przynajmniej w tekstach folkloru – nie była faktem tak stałym, jak religia i przynależność
etniczno-państwowa: wiele narracji ludowych opowiada o gwałtownym wzbogaceniu się w nadprzyrodzony sposób lub przeciwnie, nagłej utracie majątku w rezultacie bożej kary.
Z tych względów ujęcie klasowe jest zapewne najbardziej złożone. W zasadniczym rysie można jednak powiedzieć, że z tego punktu widzenia wspólnotę tworzyli głównie niezbyt zamożni mieszkańcy wsi i małych miasteczek. Punkt widzenia
chłopa przejawia się poczuciem dystansu wobec przedstawicieli grup uprzywilejowanych: szlachty, mieszczan, ale również bogatych gospodarzy, przedstawianych
jako chciwi i uciskający ubogich. Wyraźnie widoczne są konkretne typy postaci waloryzowanych pozytywnie i obdarzanych współczuciem (wdowy i sieroty). Częste
są odwołania biblijne, a bogactwo zazwyczaj widziane jest jako efekt niemoralnego postępowania, prowadzącego do grzechu i potępienia. W przypadku występujących w tekstach zamożnych postaci pozytywnych wyraźnie podkreślana jest ich
pobożność i nienaganne postępowanie, co zapobiega obarczeniu ich zwyczajowym
zestawem negatywnych cech bogaczy (chciwość, brak litości wobec słabszych itp.).
Oddzielne kategorie stanowią ponadto osoba władcy (jednoznacznie pozytywna,
a w przypadku narracji o wędrówkach cesarza incognito, niejako „oswajana” przez
włączenie do własnej wspólnoty) oraz kler katolicki, jako grupa społeczna niepoddawana krytyce ze względu na specjalne kompetencje w kontakcie z sacrum.

18
Historie opowiadające o krzywdzie ubogich, z których bohaterami narrator wyraźnie sympatyzuje, lokalizowane są czasem również w krajach w danym okresie uznawanych za nieprzyjacielskie (np. Prusy w 1866 r. w druku J-79). Wzajemny stosunek kategorii klasowej i państwowej jest
więc zależny od kontekstu.

⩶ 94 ⩶

�4.4. Obrazy innego –
uwagi metodologiczne do opisu
grup etnicznych i etnokonfesyjnych
Przedstawione kategorie swojskości i obcości, oparte na przesłankach wewnątrzi pozatekstowych, mają stosunkowo szeroki charakter. Stereotypy innowiercy, wroga politycznego czy członka innego narodu są stałe, ale konkretne grupy etniczne,
z którymi się je łączy, zależą od aktualnej sytuacji politycznej i konkretnego kontekstu. Przytoczyć można tu słowa antropologa kultury Zbigniewa Benedyktowicza, dotyczące kontekstualizacji „obcego”:
W odniesieniu do zmieniającej się, dynamicznej rzeczywistości społecznej obraz
„obcego” odznacza się przede wszystkim swoją trwałością. Charakterystyczne przy
tym, że o ile zmieniające się stosunki i relacje społeczne mogą wpływać na zmianę kwalifikowania jednych i tych samych ludzi już to jako obcych, już to jako swoich, o tyle nie wydają się wpływać na sam obraz „obcego” i pozostaje on zazwyczaj
trwały i niezmienny.
(Benedyktowicz 2000: 51)

W szczegółowym opisie „obcych” w czterech wyróżnionych kategoriach, opartym o teksty kramarskie, skupię się właśnie na tym trwałym i stałym stereotypie –
cechach, zachowaniach i ocenach przypisywanych wszelkim grupom ujmowanym
z danego punktu widzenia. Zawarte w badanym materiale przykłady dotyczyć będą
różnych etnosów (np. cechy innowierców ilustrować będą pieśni o Turkach, Żydach, Szwedach czy Prusakach, operujące zazwyczaj tymi samymi motywami i schematami obrazowania). Charakterystyka konkretnych grup etnicznych w hasłowej, fasetowej formie znajdzie się natomiast w dalszej części niniejszego rozdziału
(punkt 4.7.) w roli dodatkowego podsumowania. Takie podejście jest zgodne z refleksją folklorystów nad ludową pamięcią historyczną. Zwracają oni uwagę na zjawiska takie jak przejmowanie przez kolejne postacie cech starszych bohaterów, łączenie opowieści o różnych postaciach historycznych pod jednym imieniem, oraz
traktowanie przeszłości nie jako ustrukturyzowanego, chronologicznie uporządkowanego przekazu, ale raczej opowieści modyfikowanej za każdym kolejnym odtworzeniem (zob. np. Hajduk-Nijakowska 1983: 5–33).

⩶ 95 ⩶

�4.5. Wizerunki obcego – kryterium religijne
Objęte analizą teksty, w których obecny jest motyw kontaktu własnej grupy z „obcymi”, największe napięcie i polaryzację bez wątpienia wiążą z poczuciem obcości
religijnej. W niniejszym punkcie przyjmuję szeroką definicję innowiercy, uznając,
że jest nim każda postać jednoznacznie identyfikowana jako niekatolik, lub przedstawiana w opozycji do jednoznacznie zidentyfikowanych katolików. Refleksją obejmuję więc wszystkie utwory, w których pojawia się konkretna nazwa określająca
innowierców, ale również teksty operujące nazwami narodowości, jeśli ich przedstawiciele wyraźnie dystansują się w tekście pieśni od katolików (chrześcijan), tak
że przyjąć można równoważność określenia tej narodowości i przynależności konfesyjnej (np. Szwedzi plądrujący katolickie miejsca kultu stereotypowo identyfikowani są z wyznaniami protestanckimi). Pomijam w tym miejscu teksty opowiadające
o występkach przeciw wierze katolickiej, w których brak przesłanek pozwalających
uznać osoby je popełniające za innowierców, a nie jedynie złych katolików lekceważących zasady własnej religii. Analizą nie obejmuję również utworów, w których
wiedza pozatekstowa każe z dzisiejszej perspektywy zakładać niekatolickość występujących w tekście postaci ze względu na miejsce lub czas wydarzeń, ale ich przynależność religijna nie jest istotna dla fabuły i trudno oszacować, na ile jasna była
ona dla ówczesnego odbiorcy.
Do czasu ogłoszenia przez Józefa II patentu tolerancyjnego w 1781 r. katolicyzm był jedynym legalnym na ziemiach czeskich wyznaniem chrześcijańskim19,
a z wyjątkiem judaizmu – ograniczonego do zamkniętych gmin żydowskich, jedyną religią w ogóle (por. Mikulec 2013: 263–267). Z pewnością, skoro innowiercy zasadniczo zamieszkiwali poza obszarem habsburskiej Austrii, wpływało to na
nałożenie się na siebie obrazu wroga religijnego i wroga politycznego20. Również
na płaszczyźnie prawnej przynależność do wspólnot uznawanych przez katolicyzm za heretyckie traktowana była jak działalność antypaństwowa, a więc przestępstwo polityczne (Al Saheb 2013: 18–19). Taka podwójna obcość innowiercy
19

Niewielkie wspólnoty luterańskie na tzw. cyplu askim (ašský výběžek) i na austriackim Śląsku, dozwolone na terytoriach przygranicznych na mocy traktatu westfalskiego (kościoły pokoju)
i późniejszej ugody altransztackiej (kościoły łaski), odgrywały marginalną rolę (zob. Nešpor 2009:
146–149, Al Saheb 2013: 23–32).
20
Mechanizm ten działał również w drugą stronę, co uderzało w nielicznych innowierców-sąsiadów zamieszkujących wspólne państwo. Żydzi – jako obcy religijnie – oskarżani byli zatem m.in.
o zdradę polityczną i sprzyjanie Prusom podczas wojny o sukcesję austriacką w 1744 r. (por. Pěkný
2001: 98–106). Motyw ten odnaleźć można także w pieśniach kramarskich z tego okresu (Scheybal 1990: 126).

⩶ 96 ⩶

�wzmacniała obecny w propagandzie religijnej i kulturze już od wieków podział na
dwa zwaśnione obozy, pozbawione możliwości porozumienia i nie dopuszczające
opcji pośrednich: katolicką społeczność wyznawców, civitas Dei, i wszystkich jej
oponentów – innowierców, heretyków, pogan – tworzących civitas diaboli, wrogi obóz przeciwników Chrystusa (por. Potkowski 1978: 122). Bez większego znaczenia było, które elementy wiary katolickiej były przez innowierców odrzucane
lub modyfikowane, liczył się jedynie sam fakt zaistnienia różnic doktrynalnych21.
Nikła wiedza o rzeczywistym charakterze obcych religii w połączeniu z polityczno-religijną propagandą sprawiały, że także w kulturze wysokiej można było
spotkać się z nakładaniem i łączeniem różnych grup etnokonfesyjnych22. Od średniowiecza modelowymi „obcymi” byli dla chrześcijańskich Europejczyków z jednej
strony Żydzi, jako innowiercy żyjący wśród chrześcijan, obarczeni piętnem zabójców
Chrystusa, a z drugiej muzułmanie (Turcy), jako zewnętrzni przeciwnicy religijni
i polityczni zarazem. Turcy stali się w zbiorowej świadomości arcywrogami chrześcijańskiej wspólnoty, a folklor uwydatnił jeszcze stereotypowe charakterystyki23:
Wyobraźni ludowej Turek i muzułmanin jawił się jako bluźnierca niewierzący
w Boga, nie zaś jako wyznawca własnej religii. Ponadto Turków uważano za krwiożerczych, okrutnych i podstępnych. […] Turków nie uważano właściwie za ludzi;
powszechnie opisywano ich jako psy lub wilki.
(Burke 2009: 201)

W związku z tym, historycznie późniejsze grupy innowierców zazwyczaj
przedstawiane były z wykorzystaniem motywów znanych wcześniej w kontekście
antyżydowskim i antytureckim. W tekstach kramarskich dostrzec można zatem
21

Oczywiście oficjalne nauki kontrreformacyjnego Kościoła widziały różnicę między fides
(wiarą) oraz religio (wyznaniem) i traktowały inne religie znacznie bardziej szczegółowo niż popularne teksty o półludowym charakterze. Prace teologiczne miały nieraz bardzo drobiazgowy charakter
i oprócz innych wyznań chrześcijańskich (heretyków jak luteranie, kalwini, husyci i schizmatyków –
prawosławnych), wymieniały różne grupy niewierzących: pogan, ateistów, żydów i mahometan, których ocena zależała od tego, czy odrzucili wiarę katolicką świadomie, czy też nigdy o niej nie słyszeli
(Mikulec 2013: 266–274). Ślady większego zniuansowania widać w najstarszych z analizowanych
druków kramarskich (por. nazwy innowierców w punkcie 4.5.1.).
22
Z jednej strony islam wiązano więc z judaizmem i chrześcijańskimi herezjami (Rataj 2002:
234–235), z drugiej zaś europejskich wrogów religijnych uważano za służących Turcji i wspólnie
z nią realizujących jeden cel – szkodzenie katolikom (Rataj 2002: 219).
23
Interesującym zjawiskiem, mogącym dodatkowo wpływać na zwierzęcy obraz Turków w czeskiej tradycji, był zwyczaj nadawania psom „tureckich” imion Sultán (‘sułtan’) i Alík (od arabskiego
imienia Ali), mający swoje korzenie już w XVII w. (Šlosar 2005: 53).

⩶ 97 ⩶

�na przykład mechanizm zrównywania antykatolickich wystąpień dziejących się
współcześnie (a także grzechów samych katolików) z wzorcem bezbożności i występku, jaki stanowiły w ówczesnej katolickiej optyce szyderstwa i tortury zadawane
Chrystusowi przez Żydów. Cierpienia ukrzyżowanego są więc w pozaczasowy sposób potęgowane przez bluźnierstwa i grzechy popełniane w teraźniejszości – motyw ten może służyć m.in. wzmocnieniu ksenofobicznego charakteru pieśni, występki przeciw wierze i Kościołowi stawiając na równi z urąganiem samemu Bogu.
Jak zauważa m.in. historyczka Jitka Lněničková (1999: 250), patent tolerancyjny nie oznaczał równouprawnienia niekatolickich wyznań chrześcijańskich, a jedynie ich niechętną akceptację (a często dalsze trwanie dawnych ograniczeń i szykan). Kolejni cesarze ograniczali jeszcze skutki reform józefińskich, odbudowując
w pierwszych latach XIX w. sojusz tronu z ołtarzem i ponownie zbliżając się politycznie do Kościoła rzymskokatolickiego, czego dopełnieniem stał się podpisany
przez Franciszka Józefa w 1855 r. konkordat (Efmertová 1998: 61). Terezjańsko-józefińskie starania ograniczenia niekontrolowanej masowej pobożności o nieelitarnym charakterze szybko porzucono, rezygnując z prób uregulowania ruchu
pielgrzymkowego (Zuber 1992: 85). Wzajemne powiązanie władz habsburskich
i austriackiego Kościoła może w niektórych przypadkach komplikować oddzielenie kategorii obcości religijnej od politycznej, generalnie jednak, kierując się
wspomnianymi w punkcie 4.3.1. czynnikami, pierwszeństwo w autoidentyfikacji
przyznać należy podziałowi religijnemu. Ludowy katolicyzm, dzięki jego romantycznym konotacjom, był przychylnie traktowany również przez kulturę wysoką,
a zatem wspierany nie tylko przez austriackie władze państwowe, ale również część
czeskojęzycznych elit.
Zazwyczaj katolicyzm utożsamiany jest w twórczości kramarskiej z chrześcijaństwem jako takim, więc określenia ‘katolik’ (czes. katolík) i ‘chrześcijanin’ (czes.
křesťan) stosowane są zamiennie. Niekatolicy bywają w tekstach określani wieloma
nazwami, zasadniczo jednak nie ma większych różnic pomiędzy sposobami opisu
odmiennych niekatolickich wyznań i religii. Wobec tego wyznawcy religii obiektywnie chrześcijańskich (protestanci różnych odłamów) w kramarskiej optyce przedstawiani są jako niechrześcijanie i poganie, które to określenia stają się w pieśniach
wyjątkowo pojemne i nie mają wyraźnych granic.

4.5.1. Nazwy innego
Nawet pobieżna lektura pieśni kramarskich opisujących przedstawicieli innych niż
katolicyzm religii pozwala zauważyć, że stosowana wobec innowierców kategoria
⩶ 98 ⩶

�obcości (wrogości) religijnej ma bardzo schematyczny charakter. Sposób jej konstruowania określić można jako „dedukcyjny” a nie „indukcyjny”. Oznacza to, że
stosunku innowiercy do katolickiej wspólnoty nie określa się w oparciu o jego konkretne cechy i sposób postępowania, a raczej jest on odgórnie, niejako z definicji,
określany jako wróg religijny. Przypisuje się mu zatem zestaw cech wroga, niezależnie od ich obiektywnej prawdziwości w świecie pozatekstowym, np. zasad wiary,
koncepcji teologicznych i różnic w doktrynie oddzielających obcego od katolików.
Nazwy konkretnych grup konfesyjnych mogą być (i w wielu tekstach są) stosowane zamiennie, bo różnice między nimi w większości przypadków nie mają dla treści pieśni znaczenia. Wynika to zapewne po części z braku wiedzy autorów o szczegółach dotyczących dogmatów wiary innych wyznań, ale przede wszystkim z braku
potrzeby zagłębiania się w teologiczne czy filozoficzne rozważania: pieśni nie mają
bowiem na celu dyskusji z cudzymi poglądami, ale emocjonalne budowanie opozycji grupy własnej i obcej, a przez nią wzmacnianie solidarności wewnątrzgrupowej (por. Potkowski 1978: 121). Wyjątki, w których identyfikacja religijna i funkcja w narracji są ściślej powiązane, zostaną opisane w dalszej analizie.
W pieśniach kramarskich jako ogólne określenia innowierców pojawiają się
najczęściej terminy pohan (‘poganin’) i kacíř (‘heretyk’). Ich konkretne rozumienie
zależy od kontekstu i nie jest równe dzisiejszemu znaczeniu słownikowemu – Żydzi
i Turcy bywają zatem określani obydwoma pojęciami24, określenie „poganie” pojawia się natomiast w kontekście wskazującym na protestantów25. Także pojawiający
się nieco rzadziej termin neznaboh (‘bezbożnik’) nie oznacza ateisty, ale w odniesieniu do Turków użyty jest m.in. w tekście informującym o ich wierze w „boga”
Mahometa26. Podobnie Żydzi określani są jako bezbožní (‘bezbożni’)27 i nevěrní
(‘niewierni’)28. Oznacza to zatem tyle, co niewierzący w prawdziwego, chrześcijańskiego (katolickiego) Boga.
W analizowanym korpusie występują zarówno wyżej wymienione określenia
o ogólnym i nieprecyzyjnym charakterze, jak i nazwy konkretnych grup religijnych:
24
Historyk Tomáš Rataj (2002: 237) tłumaczy nazywanie Turków poganami, tym, że ich religia uznawana była w Europie za wymyśloną przez ludzi a nie objawioną. Wiedza o pozornie mniej
egzotycznej religii żydowskiej również była dla twórców pieśni kramarskich obca, czego dowodzą
utwory wymieniające Koran jako świętą księgę judaizmu, np. Nová píseň. Kterak w Galicii, neb w císařsko-polské zemi Židí k vojanskému stavu se vyzdvíhuji, a měřeji ( J-193) (zob. Mętrak 2017: 102).
25
Np. dziejąca się w Szwecji Nová píseň o Panně Marii Cellenské ( J-241/J-893/J-1136).
26
Np. Píseň o pronásledování katolíků w Turcích ( J-57/J-139).
27
Np. Horlivá Písen Panu Ježíši, J-1090, Nábožná píseň o umučení pana Ježiše Krista, J-282.
28
Np. Písnicky duchovné, J-322.

⩶ 99 ⩶

�żydzi (židé), Turcy/mahometanie (Turci, mahometáni), protestanci (protestanti),
luteranie (lutriáni), kalwini (kalvini), wyjątkowo oznaczający prawosławnych starověři/odtrženci29, zasugerowani są ponadto husyci30, zwinglianie i arianie. Najbogatszy katalog innowierców odnaleźć można w tekstach mających swoje źródło
prawdopodobnie jeszcze w kulturze wysokiej kontrreformacyjnego baroku. Píseň
o smrti, opisująca kondycję człowieka i nieuniknioność śmierci, wylicza podtypy
innowierców, przywołując przy tym nazwiska największych herezjarchów:
Přijde Luther, přijde Kalvín, přijde Cvingl, přijde Hus,
přijde Dalmat s Mahometem, přijde zlostný Arius;
přijdou bezbožní kacíři, přijdou i odtrženci
pohan, kacíř, odtrženec, zhynou v tom boji všeci.
[Przyjdzie Luter, przyjdzie Kalwin, przyjdzie Zwingli, przyjdzie Hus,
przyjdzie Dalmat z Mahometem, przyjdzie wściekły Ariusz;
przyjdą bezbożni kacerze, przyjdą i schizmatycy
poganin, kacerz, schizmatyk, zginą w tej wojnie wszyscy].
( J-328)

Niezależnie od wybranego określenia innowierców, powtarzają się dotyczące
ich epitety i utarte połączenia wyrazowe. „Obcym” przypisywane jest szczególne
okrucieństwo, wściekłość i dzikość. Częste są porównania do zwierząt, zwłaszcza
psów, wspomniane już w odniesieniu do Turków31. Mają one swoje źródło także
w antysemickiej retoryce średniowiecza, a odwołują się do słów Chrystusa: „Niedobrze jest zabrać chleb dzieciom a rzucić psom” (Mt 15, 26)32, interpretowanych
w średniowieczu jako komentarz do odrzucenia Mesjasza przez Żydów (zob. Tokarska-Bakir 2008: 350–354). Wreszcie szczekanie i wycie, jak określane są często głosy niewiernych, również należą do stałego repertuaru cech przypisywanych
29

W analizowanym materiale brak w zasadzie informacji o prawosławiu i jego wyznawcach.
Z jednej strony wynika to zapewne z ograniczonego kontaktu ziem czeskich z kulturą chrześcijaństwa wschodniego (por. Greń 2016: 181), z drugiej zaś – ze zniuansowanego stosunku katolicyzmu
do prawosławia. Przywołane określenie (odtrženci, ‘odszczepieńcy’, ‘schizmatycy’) nie było równie
negatywne jak pojęcie heretyków (por. Tazbir 1981: 940).
30
Oprócz cytowanego poniżej fragmentu wymieniającego nazwisko Jana Husa, także pieśń
J-287: Píseň nová o blahoslavené Panně Marii Častochovské, w której wymienieni zostają husýtové jakožto falešní křesťané (‘husyci jako fałszywi chrześcijanie’).
31
Utarty zwrot ukrutnost turecká – ‘tureckie okrucieństwo’ (por. Rataj 2002: 262) obecny jest
już na poziomie tytułu pieśni, np. Píseň pravdivá o ukrutnosti Turecké ( J-137/J-989/J-1035/J-1319)
czy dotyczący Turków Příběh o ukrutnosti pohanské ( J-209/J-1919).
32
Cytaty biblijne za Biblią Tysiąclecia (www.biblia.deon.pl [dostęp: 13.02.2024]).

⩶ 100 ⩶

�„obcym” posługującym się nieznanym językiem (por. zwierzęcość „obcych”; Benedyktowicz 2000: 125–128). Dłuższe cytaty opisujące innowierców w wartościujący sposób przedstawione zostaną w punktach poświęconych konkretnym
wizerunkom obcego, ale wymienić można tu kilka częstszych epitetów, np. zlostní židé/židové – ‘gniewni żydzi’ ( J-229/J-347/J-420, J-375, J-867/J-1981), vzteklost pohanská, turecká ukrutnost – ‘pogańska wściekłość’, ‘tureckie okrucieństwo’
( J-137/J-989/J-1035/J-1319), židé vztekli, zlořeční, zlostný lutrián – ‘żydzi wściekli’, ‘złorzeczący’, ‘gniewny luteranin’ ( J-1478), kacířové vzteklí – ‘wściekli kacerze’
( J-1955) i porównań, dotyczących luteran: „jako hovada řvali”, „jak psi zcepeněli”
[„jak zwierzęta wyli”, „jak psy pozdychali”] ( J-427), „obořil se […] jak jeden vzteklý
pes” [„wzburzył się […] jak wściekły pies”] ( J-1478), Żydów: „Ježíše ztryznili […]
jako psi nevážní” [„Jezusa umęczyli […] jak psy niegodne”] ( J-1478), „jako zteklí
psi řvali” [„jak psy dzikie wyli”] ( J-1345/J-2165) czy pogan: „máti […] jako drak
[…] rozsteklená běží” [„matka […] jak smok rozwścieczona pędzi”] ( J-1256). Pejoratywny wydźwięk mają także określenia zbiorowe, takie jak ‘motłoch’ czy ‘hałastra’, np. turecká holota ( J-14), czy židovská sběř ( J-609).
Pieśni kramarskie nie zawierają w zasadzie przykładów, w których jednoznacznie obecni są innowiercy identyfikowani pozytywnie (pewną dynamikę wprowadza
obecna w tekstach figura konwertyty, ale wraz z przyjęciem wiary katolickiej przestaje on być postrzegany jako „obcy”). Konkretne wizerunki innowierców przedstawione zostaną w czterech punktach opartych na najczęstszych rolach, jakie odgrywają oni w fabule pieśni. Są to odpowiednio: konwertyta, bluźnierca, kat w rodzinie
i tyran. Nie wykluczają się one nawzajem, a często różne wizerunki występują w tym
samym tekście obok siebie, np. bluźnierca nawraca się w efekcie doświadczonego
cudu lub konwertyta jest prześladowany przez swych bliskich za zmianę wyznania
(wtedy nawrócona ofiara jest odbierana jako „swój”, a jej kat jako „obcy”). Ponieważ
niektóre spośród wymienionych już grup etnokonfesyjnych są w korpusie szeroko
reprezentowane (przede wszystkim protestanci – luteranie i kalwini, Żydzi, Turcy i nieokreśleni „poganie”), analizując obrazy innowierców w pieśniach kramarskich warto zastanowić się nad tym, czy ich poszczególne typy nie charakteryzują
się jakimiś wyróżniającymi cechami lub odmiennym traktowaniem. W kolejnych
podrozdziałach sprawdzał będę zatem, jak nakładają się na siebie te dwa podziały, by określić, czy wszystkie role mogą być spełniane przez dowolną grupę religijną, czy jednak są one w jakimś stopniu różnicowane i hierarchizowane.

⩶ 101 ⩶

�4.5.2. Konwertyta – innowierca oswojony
Pierwszym motywem związanym z innowiercami, któremu warto się przyjrzeć,
jest schemat nawrócenia obcego na jedyną prawdziwą w kramarskiej optyce wiarę – katolicyzm. Informacje o możliwości nawrócenia pojawiają się w tekstach religijnych, przytoczyć można tu choćby prośbę do Marii Křtinskiej z pieśni Nábožná píseň k Panně Marii, v Křtinském oudolí…: „přiveď Kristovu ovčinci kacíří
a pohany” [„wiedź do owczarni Chrystusa pogan i kacerzy”], albo słowa o nawracaniu heretyków obecne w pieśni maryjnej Píseň nová nejsvětější Rodičce Boží Panně Maryi Frydecké:
Vzbuzuje všechny křestiany, obrácí i lutryány,
jenž svůj blud zanechávají, pravou víru uznávají,
Maria Frydecká.
[Wlewa ducha w chrześcijan, nawraca i luteran,
co herezję swą rzucają, wiarę prawdziwą uznają,
Maryja Frydecka].
( J-518)

Podobne informacje nie zawierają jednak szerszego kontekstu ani obrazu innowiercy jako osoby. Ukazują jedynie, że kategoria identyfikacji religijnej jest dynamiczna i potencjalnie zmienna – choć podkreślić należy, że w korpusie nie natrafiłem na opisy konwersji z katolicyzmu na inną religię, a zmiana wyznania możliwa
jest wyłącznie w jedną, pożądaną stronę 33. Najciekawsze przykłady odnaleźć można bez wątpienia w utworach narracyjnych. O ile wszelkie pozostałe obrazy innowiercy mają wyłącznie negatywny charakter, w tym przypadku – wobec jego dobrowolnej przemiany – może on być przedstawiany pozytywnie. Zasadniczo z chwilą
nawrócenia i konwersji przestaje on jednak być innowiercą, więc spójność wizji
świata, stawiającej znak równości między katolicyzmem a dobrem oraz m.in. religiami a złem, nie zostaje naruszona.
Wyróżnić możemy dwa podstawowe sposoby użycia tego motywu w pieśniach
kramarskich, zależne od roli, jaką nawrócenie odgrywa w przedstawianej fabule.
Pierwszy wariant to teksty, dla których poznanie i chęć oficjalnego przyjęcia wiary katolickiej przez bohatera pieśni stanowi punkt wyjścia do dalszych wydarzeń.
W tym wypadku bohaterami są przedstawiane pozytywnie od samego początku
33
Porzucenie katolicyzmu wyjątkowo jest zasugerowane w druku J-1091, ale temat ten nie zostaje pogłębiony. Pomijam tu również częste postaci grzesznych i urągających Bogu katolików, którzy odrzucają zasady własnej wiary, ale nie zastępują jej inną religią.

⩶ 102 ⩶

�niewinne panny, młodzieńcy i dzieci. Drugi przypadek to grzesznicy i bluźniercy,
którzy nawracają się dopiero po doświadczeniu spektakularnego wydarzenia, będącego karą za ich dotychczasowe postępowanie.
Modelowym przykładem pierwszego typu użycia motywu nawrócenia jest znana z licznych przedruków pieśń o dwojgu żydowskich dzieciach ( J-1345/J-2165;
por. Mętrak 2017: 94–95). Jej bohaterami są dziewięcioletni chłopiec i jego trzy
lata młodsza siostra, którzy – bawiąc się z katolickimi dziećmi sąsiadów – postanawiają przyjąć ich wiarę. Obawiają się metafizycznych konsekwencji trwania przy
judaizmie, zamykającym im drogę do zbawienia, w związku z tym nie dbają o swoje doczesne bezpieczeństwo i wyznają swoją decyzję rodzicom:
Ten chlapec deviti léty, tůze Krista litoval,
když na jeho obraz pohlíd, vždycky žalostně plakal.
Nedbal na žádné rozkoše, hned chtěl pro Krista umřít,
já to musím mému otci a máteři povědit
Nechť se hněvají jak chtějí, já se předce pokřtit dám,
neb jest naše víra na nic, již to já sám uznávám.
[Ten chłopiec dziewięcioletni, bardzo Chrysta miłował,
Skoro na ten obraz wejrzał, to się zaraz rozpłakał.
Nie dbał na żadne rozkosze, chciał dla Chrystusa umrzyć,
Ja to muszę Ojcu memu i maciczce oznajmić.
[Niech się gniewają, jak chcą, ja i tak się ochrzczę,
wiara nasza nic nie warta, ja sam to przyznaję]].
( J-1345/J-2165, przekład polski [z wyjątkiem fragmentu w nawiasie]
za niedatowanym drukiem Pieśń o żydowskich dzieciach
z drukarni Franciszka Orła we Frydku, zbiory Muzeum Etnograficznego
w Krakowie im. Seweryna Udzieli, sygn. 3124)

Deklaracja woli chrztu staje się punktem wyjścia do typowej hagiograficznej
opowieści o męczennikach za wiarę, trwających w swoim postanowieniu pomimo
tortur, jakie spadają na nich z rąk dotychczasowych współwyznawców, w tym najbliższej rodziny. Pieśń kończy się śmiercią dzieci, w tym ukrzyżowaniem chłopca,
którego los staje się odtworzeniem losu Chrystusa (znana w hagiografii figura alter Christus). Dzięki interwencji katolickich sąsiadów, męczennicy przyjmują jednak przed śmiercią upragniony chrzest. Niemal identyczna, choć skrótowo potraktowana historia zawarta jest w druku zatytułowanym Hrůzoplná Píseň o strašlivém
znamení, kteréž bylo k spatření na obloze nebeské… ( J-1256). Główna część pieśni (23 z 39 zwrotek) stanowi opis objawienia maryjnego, dokonującego się w kościele w mieście Manfredonis (możliwym do zidentyfikowania jako Manfredonia
⩶ 103 ⩶

�w należącej do Królestwa Neapolu Apulii). Tekst zamyka niezwiązana z resztą treści historia, w której pogańskie dzieci zostają ukarane przez rodziców za odmawianie katolickiej modlitwy, przekazanej im przez dzieci sąsiadki, pobożnej wdowy. Inaczej niż w historii o Żydach, w tym przypadku zakończenie jest szczęśliwe,
bo wtrąceni do lochu i skazani na głodową śmierć konwertyci zostają cudownie
uratowani. Nawróconym ukazuje się Maryja, która wręcza im list z cudowną modlitwą, a drzwi do więzienia otwierają się same. Na uwagę zasługuje fakt, że tekst,
którego akcja lokalizowana jest w 1847 r., wyraźnie mówi o pogańskim wielobóstwie, co w połączeniu z włoskim miejscem akcji i użyciem istniejącej naprawdę nazwy świadczy być może o inspiracji tekstami o męczennikach z czasów rzymskich.
Innym popularnym drukiem jest obecna w korpusie w kilku przedrukach
pieśń o Vilimie, córce pogańskiego (wobec miejsca i deklarowanej daty wydarzeń –
1847 r. – być może protestanckiego?) bogacza z węgierskiej Budy (druki bez strony
tytułowej J-138/J-615, druki J-934/J-1581/J-2404: Truchlivá Píseň o jedné panně,
jménem Vilímě…). Panna – opisywana przymiotnikiem krásná, mogącym odnosić się zarówno do jej piękna fizycznego, jak i wewnętrznych cnót – od początku historii przedstawiana jest jako pobożna, choć do chwili chrztu ukrywa swoją
wiarę. Chrzest, na którym przyjmuje imię Maria, przedstawiony jest w pierwszych
8 zwrotkach tekstu i zasadniczo stanowi oficjalną zmianę statusu bohaterki z obcej na swoją. Jej rodzicami chrzestnymi stają się bogaci katolicy, w których domu
służy. Dziewczyna ginie z rąk własnego ojca, który realizuje hagiograficzny schemat pater furiosus, szczegółowo przedstawiony w punkcie 4.5.4. W pieśni o Vilimie
motyw nawrócenia przyszłej męczenniczki za wiarę wydaje się istotniejszy od motywu ojca-okrutnika. Ten drugi dominuje jednak w znanej z dwóch wersji pieśni
o parze zakochanych – katoliczce i poganinie. Druki J-35 (Nová píseň o lásce katolického milování) i J-1843 (Příkladná písnička všem postaveným v soužení o lásce)
różnią się pierwszymi 3 zwrotkami: druk J-1843 umieszcza akcję w Rosji (Petrohrad, ruská krajina) a J-35 – w bliżej nieokreślonym, choć czeskobrzmiącym Bolehradzie i Milehradzie. Bohaterem pieśni jest syn bogatego poganina, który zakochany w katolickiej dziewczynie gorąco pragnie przyjąć jej wiarę. Ich miłość określana
jest epitetami čístá, upřímná (‘czysta’, ‘szczera’), a w tytule druku nr J-35 nazywana jest wręcz „katolicką”. Okrutny ojciec nie zgadza się jednak z decyzją młodych
i stosuje wobec nich szereg brutalnych prób rozbicia ich związku. Ostatni przykład
podobnej historii przynosi pieśń z druku J-1091 (Smutný a žalostný opis o jedném
bohaprázdném otci…), której akcja osadzona jest w Hiszpanii w 1844 r. Tekst opowiada historię córki bezbożnego kowala, którą na katolicyzm nawraca odwiedzający dom młody wędrowiec. Finał opowieści jest dramatyczny, kowal zabija bowiem
⩶ 104 ⩶

�swoją córkę, a na koniec wraz z żoną popełnia samobójstwo. Wymienione powyżej przykłady bezpośrednio wiążą się z innym schematem przedstawiania innowiercy, obrazem okrutnika znęcającego się nad członkami swojej najbliższej rodziny.
Drugi wariant motywu nawrócenia obrazują pieśni, w których negatywnie
nastawiony do katolicyzmu innowierca jest w zasadzie zmuszony przyjąć wiarę
katolicką, widząc cuda, jakie przydarzają się za pośrednictwem świętych i Maryi.
Motyw ten występuje zarówno indywidualnie, jak i w masowej skali, np. w druku Pravdivá píseň o zázračném zjevení Panny Marie, která se zjevila w polské krajině… ( J-1733) i niemal identycznym Pravdivá píseň o zázračném zjevení Panny Marie, která se zjevila w uherské krajině… ( J-2499), umieszczającym akcję tego samego
zdarzenia w węgierskiej Budzie. Na skutek masowo oglądanego objawienia protestanci proszą o chrzest34:
Tu hned mnoho protestantů, křtu svatého žádali,
a ty svaté růženečky, každičky míti chtěli,
poněvadž tento růženec, co duchovní obdržel,
jest z dřeva agatového, co Kristus korunu měl.
[Zaraz wielu protestantów, o chrzest święty prosili,
a te święte różańce, wszyscy dostać chcieli,
ponieważ ten różaniec, który duchowny dostał,
z drzewa był akacjowego, co Chrystus koronę miał].
( J-1733/J-2499)

Podobny skutek ma wśród pogan cudowne uratowanie nawróconych dzieci
w przytaczanej już pieśni oznaczonej numerem J-1256: „A hned nastalý den tito oba
děti. / Též více pohanů na víru Kristovu dalo se pokřtiti” [„Zaraz dnia następnego
obydwoje dzieci. / Oraz więcej pogan w wierze chrystusowej dało się ochrzcić”].
Grupowo nawracają się również luteranie służący w majątku katolickiego gospodarza w Saksonii, kiedy wezbrana rzeka porywa ze sobą cały dom wraz z jego
mieszkańcami w pieśni Truchlivý příběh o velikém povětří ( J-1315). Gorliwa katolicka modlitwa ratuje ofiary żywiołu, co skłania dotychczas niechętnych katolicyzmowi służących do konwersji. Pieśń nie zawiera co prawda szczegółowych informacji
o innowiercach, ale przedstawia obraz wsi, w której jedyny katolicki gospodarz jest
34
Co interesujące, motyw ten nie musi być świadectwem ignorancji autora co do zasad udzielania sakramentów w kościołach protestanckich. Choć według oficjalnych wytycznych, obowiązujących nawet w czasie najbardziej zażartej rekatolizacji, chrzest udzielony w innym odłamie chrześcijaństwa powinien być uznany przez Kościół katolicki za ważny, w praktyce często podważano
poprawność ceremonii i chrzczono konwertytów po raz drugi.

⩶ 105 ⩶

�pogardzany przez protestanckich sąsiadów cieszących się z jego nieszczęścia. Z opisu
nawrócenia wywnioskować można ponadto, że luteranie nie wierzą w Trójcę Świętą:
Služebníci uvěrili svatou Trojici,
a že víru katolickou chtějí příjmouti,
když život zachováme, jináč neuděláme,
než že víru katolickou všecky význáme.
[Słudzy uwierzyli w Trójcę przenajświętszą,
wiarę chcieli przyjąć świętą katolicką,
jeśli życie ocalimy, nic innego nie zrobimy,
tylko wiarę katolicką wszyscy oznajmimy].
( J-1315)

Ostatni podobny obraz nawrócenia niejako w podzięce za nadprzyrodzony ratunek w obliczu zagrożenia życia zawiera druk oznaczony numerem J-573/J-1686:
Nábožná píseň o velkých [!] milosti Svaté Anny. Bohater pieśni, bogaty Szwed-kalwin, zostaje podczas morskiej podróży zaskoczony przez potężną burzę. Bojąc się
śmierci, szuka wśród załogi katolika (określanego słowem křesťan [‘chrześcijanin’],
co sugeruje niechrześcijański charakter kalwińskiej religii), wiedząc, że jego modlitwa jest szczególnie skuteczna:
Ač ten jejich Pán švejdský kalvín byl,
poručil hledat kdyby tu byl, z lidu křesťanského,
aby pověděl jestli by věděl pomoc Boha svého.
[Ten ich Pan szwedzkim kalwinem był,
szukać kogoś przykazał z ludu chrześcijańskiego,
by powiedział jak o pomoc prosić Boga swego].
( J-573/J-1686)

Jeden z marynarzy okazuje się być wyznawcą św. Anny, jego więc bogacz prosi o pomoc. Kalwin zwracając się do katolika mówi o „jego Bogu”, w domyśle innym niż Bóg protestantów:
Ten Pán k němu hned smutně promluvil,
pros Boha svého aby nás chranil,
ať nezahyneme, zde abych já moh
křestianem býti, a Bohu sloužiti.
[Pan ów do niego wnet smutno przemówił,
proś swojego Boga aby nas ochronił,

⩶ 106 ⩶

�byśmy tu nie zginęli, abym został ja
chrześcijanem, i sługą Boga].
( J-573/J-1686)

Modlitwa całej załogi okazuje się skuteczna, a cudownie ocalony bohater pieśni przyjmuje chrzest, przedstawiany jako obcy kalwinom (lub przynajmniej niewłaściwie przez nich udzielany, por. przypis 34). Prawdziwość wiary katolickiej ukazuje również późniejsza scena, w której bohater po powrocie do domu zastaje swoją
żonę umierającą z powodu komplikacji przy porodzie, jednak jej nawrócenie i gorliwa modlitwa przywracają jej zdrowie i pozwalają urodzić zdrowe dziecko. Pieśń
buduje wyraźną opozycję między katolikami a protestantami, tylko tych pierwszych określając mianem chrześcijan. Poza wymienionymi już przykładami, opozycję
dwóch religii wyraża jasno scena, w której bohater oznajmia swoją nową wiarę żonie:
Ta jeho paní na něj hleděla,
žeby byl křestian to nevěděla,
až on k ni promluvil, já juž jsem křestian,
nejsem víc kalvin, mé dítě rozmilý.
[Ta jego żona na niego spojrzała,
że jest on chrześcijaninem o tym nie wiedziała,
aż on do niej rzecze, jestem chrześcijaninem,
nie jestem już kalwinem, dziecię moje miłe].
( J-573/J-1686)

W dotychczas wymienionych tekstach przyszli konwertyci nie występowali aktywnie przeciwko katolickim świętościom. Często jednak motyw nawrócenia jest
bezpośrednio związany z motywem bluźnierstwa, a skłaniający do konwersji cud
jest wywołany niegodnym postępowaniem innowierców (por. 4.5.3.). Takie zdarzenia mają zazwyczaj jeszcze bardziej dramatyczny przebieg, bo często nawróconym innowiercą zostaje ostatni zachowany przy życiu. Tak dzieje się w pieśni Nová
píseň o příběhu, jenž se stal v Slezku, při městě Těšině… ( J-672). Bohaterami utworu
są dwaj luteranie, którzy strzelają z pistoletu do figury Jana Nepomucena. Gdy jeden z nich ginie od cudownie odbitej kuli, drugi uznaje prawdziwość kultu świętych
i katolickiej doktryny: „Uminil sobě pevně že v Krista uvěří, / Jana Nepomuckého,
též Pannu Marii […]” [„Postanowił mocno że w Chrysta uwierzy, / w Jana Nepomucena, i Pannę Maryję […]”]. Podobnie jak w przytaczanych wcześniej przykładach,
tekst stawia protestantów w kontrze do katolików informując, że nie wierzą oni
w Chrystusa, zaś mianem chrześcijan określa tylko wiernych Kościoła rzymskiego.
⩶ 107 ⩶

�Podobny schemat realizuje Nová píseň k svatému Jánu Nepomuckému. Všem
rouhačům na světlo vydaná ( J-279) opisująca kilka cudownych zdarzeń, w tym
karę boską, jaka spadła na trzech szwedzkich luteran naigrawających się z wiszącego w gospodzie obrazu Matki Bożej Hostyńskiej35. Kiedy innowiercy głośno żądają, by Chrystus dokonał cudu i użył trzymanego w dłoni gromu, dwaj z nich giną
momentalnie rażeni piorunem, a jedyny pozostały przy życiu nawraca się na katolicyzm. Także w opisanym bliżej w punkcie 4.5.3. tekście Nová píseň o dvouch bohaprazdných lutriánach ( J-1478), po serii występnych czynów przeciw krucyfiksowi
świętokradcy muszą ponieść nadprzyrodzoną karę, w efekcie której uznają prawdziwość katolickich dogmatów, przyjmują chrzest i dobrowolnie poddają się karze śmierci na stosie. Jak widać na tym przykładzie, samo nawrócenie nie wystarcza
jako zadośćuczynienie za grzech tej rangi, a jego sprawcy – choć ratują dusze – nie
zostają za życia dopuszczeni do katolickiej wspólnoty.
Co interesujące, w analizowanym materiale nie odnalazłem tekstów opowiadających o nawróceniu Turków (inaczej niż ma to miejsce w przypadku Żydów i protestantów, ewentualnie niedookreślonych „pogan”). Motyw ten można co prawda odnaleźć w tekstach opisujących bliskowschodnie realia (zob. Klacek 2014:
82), ale są to legendy hagiograficzne dotyczące wydarzeń z zamierzchłej przeszłości, np. historia o św. Katarzynie nawracającej pogańskich mędrców. O współczesnych mieszkańcach Turcji można natomiast usłyszeć, że: „Mají srdce jako zhasnutá
svíce, a nám víra svití, pravdou srdce sýtí” [„Mają serca jak zgasłe świece, a nam wiara świeci, prawdą serca syci”]. Sądzę, że może mieć to związek ze wspomnianym we
wstępnych uwagach do niniejszego rozdziału nałożeniu się na siebie kategorii obcości religijnej i politycznej. Pomimo wyraźnej niechęci katolickiej większości do Żydów i protestantów, byli oni w pewnym zakresie sąsiadami spotykanymi w ramach
tego samego państwa. Ideologiczna wizja świata z jasno rozłożonymi wartościami
nie zawsze zbiegała się z doświadczeniem życia codziennego, wymuszającym pokojowy kontakt i pewien zakres współpracy z innowiercami (por. Potkowski 1978:
123, Jastrzębski 1989: 44–46). Wrogość religijna nie zawsze przekładała się więc
na wrogość polityczną, choć oczywiście często szły one w parze, jak w przypadku
pamięci o historycznych wojnach ze Szwecją i bieżących (XVIII i XIX-wiecznych)
wojnach z Prusami. Jako jedyna z obecnych w tekstach grup religijnych Turcy (po35
Użycie tego wizerunku Maryi wynika z pewnością z popularności nie tylko Hostýna jako
sanktuarium pielgrzymkowego, ale także z legendy go otaczającej – Matka Boża miała pomóc przełamać tatarskie oblężenie miasta w XIII w., rażąc wrogów chrześcijaństwa piorunami (w ikonografii Dzieciątko trzyma je w dłoni; zob. ilustracja 17 b. na tablicy X); por. Zuber 1992: 83, Štajnochr
2000: 156–157.

⩶ 108 ⩶

�mijam tu marginalnie wspominanych prawosławnych), pozostawali w zasadzie całkowicie nieznani z sytuacji innych niż kampanie wojenne36.

4.5.3. Bluźnierca i świętokradca
Refleksję nad drugim z wizerunków innowiercy: bluźniercą37 podnoszącym rękę
na świętości wiary katolickiej, warto rozpocząć od przywołania pieśni katechizmowej o dydaktycznym charakterze – Píseň o pravdě Krystově (druk J-431 i niekompletna kopia J-430). Zawarte jest w niej uzasadnienie kultu obrazów – jednej
z najlepiej widocznych różnic między katolicyzmem a nurtami protestanckimi, ale
również judaizmem, zakazującym tworzenia wizerunków ludzi. Z perspektywy katolika żyjącego w XVIII i XIX w. brak barokowego przepychu u innowierców był
widoczny i niezrozumiały. Wrogość wobec kultu wizerunków, prowadząca w ekstremalnych przypadkach do niszczenia rzeźb i obrazów, uważana była za działanie na szkodę religii (por. Potkowski 1978: 134), zwłaszcza wobec ścisłej łączności świętego wizerunku z przedstawioną na nim postacią, na co zwraca uwagę tekst
przytoczonej pieśni:
Já Bůh tvůj jsem zapověděl modlam všem se klaněti,
však nedovolil jsem tobě obrazy mé haněti.
Na obraz jen vy hledíte, však v nich boží svatý ctíte […].
[Ja Bóg twój zakazałem bałwanom się kłaniać,
ale nie pozwoliłem obrazów rozbijać.
Choć tylko na obraz patrzycie, ale świętych Bożych czcicie […]].
( J-430/J-431)

Skoro więc cześć oddawana wizerunkowi jest interpretowana jako cześć oddawana bezpośrednio przedstawionej na nim postaci, przez analogię wywnioskować
można, że atak na obraz czy figurę świętego jest w zasadzie równoznaczny z faktycznym atakiem na przedstawioną na nim osobę. Jest więc niebezpieczny dla wspólnoty, bo może sprowadzić na nią gniew potężnych sił niebiańskich:

36

Taki wniosek zgadza się ponadto z obserwacją historyka Janusza Tazbira dotyczącą wczesnonowożytnej propagandy religijnej, w myśl której pogan można (i należy) nawracać, Turcy zaś zasługują wyłącznie na zniszczenie (Tazbir 1981: 951–952).
37
Bluźnierstwo rozumiem szeroko – jako znieważanie Boga, osób i przedmiotów z nim związanych słowem i czynem, a w ramach tej kategorii świętokradztwo bardziej szczegółowo – jako akt
fizyczny (zob. Encyklopedia katolicka 1976: 669–670).

⩶ 109 ⩶

�Probuďte se všichni rychle, jenž do bludů lezete,
proti rozumu v obrazích Boha v svatých tupíte.
Nechť na dlouze neb na krátce, přec nepravost dojde konce,
Bůh to všechno vidí, ač nyní prohlíží, někdy trestati bude.
Poďte sem vy nevěricí, já vám to hned dokažu,
že se božskou moci staly zázraky u obrazů […]
Na tolik tisíc tisíců co se stalo zázraků, to po celý římský církví,
to u nás katoliků. Mezi vami to tak nejní, proto že vy nejste hodní,
skrz vaše rouhaní a církve tupení, od Boha té milosti.
[Obudźcie się zaraz wszyscy, co w herezję brniecie,
Przeciw rozumowi święte obrazy Boga hańbicie.
Może później może prędzej, ta nieprawość kres swój znajdzie,
Bóg wszystko zobaczy, choć dziś tylko patrzy, w końcu karać będzie.
Pójdźcie do mnie niewierzący, a ja wam pokażę,
jakie cuda z Bożej mocy działy się pod obrazem […]
Po tysiąckroć tysiąc cudów tyle się zdarzyło, a to w całym kościele rzymskim,
to u nas katolików. Między wami tak nie bywa, bo nie jesteście godnymi,
przez wasze bluźnierstwa i kościoła hańbienie, takiej Bożej łaski].
( J-430/J-431)

Jednocześnie, oprócz teologicznej wykładni, na silne przywiązanie do fizycznych znaków sacrum wpływał charakterystyczny dla kultury ludowej sensualizm.
Mirakularna religijność ludowa bardzo mocno przywiązana była do obrazu, materialnego śladu cudownej obecności, który uważany był za najskuteczniejszą ochronę człowieka przed siłami nieczystymi. Brak szacunku dla wizerunków wiązał się
zatem z podwójnym zagrożeniem. W pierwszym przypadku kara groziła ze strony pozytywnie wartościowanego sacrum, oczekującego czci i stosującego odpowiedzialność zbiorową, która nie szczędziła również pobożnych katolików. W drugim
zaś, wobec braku poświęconych przedmiotów czy relikwii, człowiekowi groziły siły
diabelskie, zyskujące ułatwiony dostęp do pozbawionego magicznej ochrony śmiertelnika. Skoro zatem wyróżnikami katolicyzmu w optyce prostego człowieka była
wystawność nabożeństw, kult relikwii i cudownych obrazów oraz wysokie znaczenie pośredników między wiernymi a Bogiem – Maryi i świętych – odrzucenie tych
elementów wiary przez heretyków (widoczne choćby w wystroju protestanckich
świątyń), stanowiło zagrożenie dla całej społeczności i de facto widziane było jako
służba diabłu (por. Tazbir 1981: 943).
Z tymi przekonaniami wiązała się popularność legend opartych na motywie
uszkodzenia świętego wizerunku związanych z ośrodkami kultu i ruchu pielgrzym⩶ 110 ⩶

�kowego, powstającymi masowo w okresie pobiałogórskim. Co ciekawe, o ile w położonych dalej na południe sanktuariach austriackich winnymi bluźnierstwa byli
zazwyczaj Turcy, na ziemiach czeskich rolę świętokradców odgrywali przede wszystkim husyci i protestanci (Royt 2011: 108–110). Legendy takie obecne są w drukach kramarskich poświęconych konkretnym sanktuariom i cudownym wizerunkom, np. obrazowi Salwatora z Chrudimia, naznaczonemu cięciami szabli ( J-961,
Nábožná píseň ke cti a chvále Svatého Salvátora…): „Co jest ten svatý obraz, jejž ruka
kacířská / nevážně posekala, bezbožnost tyranská” [„Czym jest ten święty obraz,
który haniebnie pocięła / ręka kacerska, bezbożność tyrańska”].
Wizerunek ten wspominany jest również w kontekście krzywd, jakie uszkodzenia obrazu wyrządzają osobie na nim przedstawionej, gdy w pieśni J-824, Nábožná píseň k Svatému Salvator [!]…, znieważenie obrazu przez Szwedów przedstawione jest jako kontynuacja cierpień Chrystusa na Golgocie:
Nebs tryznění mnohé, svatý Salvatore,
v tom bičování, a korunování, vystals pro mne.
Pak v tmavém vězení, měls hrozné trápení,
posledněs vylil svou krev vycedil v křížování.
Však nemělo dosti, nad tou ohavnosti,
lidské stvoření, po všem tryznění, tvé svatosti.
Když v městě Chrudimi, obraz tvůj spanilý,
vojáci vzali a posekali, švejdské vojny.
[Boś udręki mnogie, święty Salwatorze,
jak biczowanie, i koronowanie, cierpiał za mnie.
Potem w lochu ciemnym, mękiś przeżył wielkie,
w końcuś krew swą przelał na krzyżu wytoczył.
Lecz ohydy całej, wciąż było za mało,
ludzkiemu stworzeniu, po tym udręczeniu, osoby świętej.
Gdy w mieście chrudimskim, obraz twój prześliczny,
żołdacy cięli i ranili, za szwedzkiej wojny].
( J-824)

Z dzisiejszej perspektywy najmniej drastyczne przykłady bluźnierstwa wiążą się ze złorzeczeniem wizerunkom i podważaniem wiary w ich faktyczną moc.
Tu ponownie przywołać można przytaczany już w poprzednim punkcie utwór pt.
Nová píseň k svatému Jánu Nepomuckému. Všem rouhačům na světlo vydaná ( J-279).
Zgodnie ze znanym już schematem, protestanci (tu luteranie), stawiani są w opozycji do chrześcijan (katolików), nie tylko przez samo opisywane zachowanie, słowne
⩶ 111 ⩶

�dystansowanie obydwu grup (protestanci vs. chrześcijanie), ale również na poziomie opisu przekonań religijnych innowierców, którym przypisywany jest nie tylko
brak kultu świętych, ale również niewiara w samego Chrystusa:
W jedný hospodě o tom rozmlouvali, kdež tu tři lutryání víno pili,
ty nic nevěřili v panenku Marii, ani v Krista Pána a svatého Jána.
Řkouc: žádný svatý nám nepomuže nic, my v takové věci nevěříme nic,
že panna Maria křesťanům pomahá, to my nevěříme, to není pravda.
Nad níma na stěně visel milostný obraz Matky Boží Svatohostejnský,
oni řka: muželi nechť ať do nás uhodí hrom, který drží syn v ruce její.
Na to slovo hnedky strašně zahřmělo, a plnýma oblaky se blejskalo,
na to v krátké chvíli přítomní viděli, jak od hromový rány dva zahynuli.
[W pewnej gospodzie o tym mówili, w której trzej lutrowie wino pili,
oni nie wierzyli w panienkę Maryję, ani w Chrysta Pana ni w świętego Jana.
Mówiąc: nam żaden święty nie pomoże nic, my w takie rzeczy nie wierzymy nic,
że panna Maryja chrześcijanom pomaga, my w to nie wierzymy, bo to nie jest prawda.
Na ścianie nad nimi wisiał obraz łaskawy Matki Bożej Świętohostyńskiej,
oni mówią: jeśli może niech nas piorun strzeli, który w ręku syn jej trzyma.
Na to słowo zaraz strasznie zahuczało, za gęstymi chmurami niebo się błyskało,
i po krótkiej chwili obecni widzieli, jak gromem rażeni dwaj życie stracili].
( J-279)

Drugi wariant tego motywu to bezpośrednie fizyczne wystąpienie przeciwko
wizerunkowi. O tego rodzaju postępek ponownie oskarżani są Szwedzi (tym razem nie identyfikowani z konkretnym odłamem protestantyzmu), którzy w pieśni
Nábožná píseň k Panně Marii ( J-427) nie tylko urągają obrazowi Matki Bożej, ale
w przypływie nienawiści do katolickich świętości strzelają do jej wizerunku z karabinów. Opis tego zdarzenia jest krótki, bo pieśń zawiera cały katalog cudów związanych z wyobrażeniami Maryi, akcja zaś lokalizowana jest w 1745 r. w Polsce, w fikcyjnej wsi Portowa niedaleko Warszawy. Dwaj szwedzcy żołnierze, podobnie jak
w poprzednim przykładzie kpią z Maryi i domagają się cudu, a gdy ten nie następuje, strzelają do wiszącego w karczmie obrazu:
Ten špás sobě událi, tak se jí rouhali,
křesťane povidají, že jsi hodna chvály
skrze tvoje zázraky, které máš činíti,
a co za kunšty činiš, chcem tě prubovati.

⩶ 112 ⩶

�Když to dlouho trvalo, ze stolic svých vstavali,
každy vzal karabinu, a do ní střilelí.
Oba hned na zem padli, jako hovada řvali,
od Boha potrestaní, jak psi zcepenělí.
[Taką zabawę mieli, że ją obrażali,
chrześcijanie mówią, żeś jest godna chwały
a to przez cuda, które ty masz czynić,
jakie robisz sztuki, chcemy wypróbować.
Długo już to trwało, gdy ze stołków wstali,
każdy karabin chwycił, i do niej strzelali.
Obaj wnet na ziemię padli, jak zwierzęta wyli,
przez Boga pokarani, jak psy pozdychali].
( J-427)

W tym wypadku obaj świętokradcy zostają ukarani przez Boga i konają nadprzyrodzoną śmiercią. Warto podkreślić, że po raz kolejny innowiercy porównani zostają do zwierząt – bydła i psów, zarówno bezpośrednio (jako hovada, jak psi)
jak i poprzez semantykę użytych czasowników (řvat, zcepenět). Umierają w męczarniach również Szwedzi pragnący spalić obraz św. Walentego w Přiborze (Píseň
nová o svatým Valentínu):
Náš Přibor plesá, že tě Nebesa zachovaly, a nedaly ohní moci,
by Švejda spálil, když se k nám zvalil, obraz vzacný tvůj zázračný.
Tvi posmivačí, slavy rouhačí, v trestu byli hned v tu chvíli postavení,
za mrtvé padli, vředem posedli, jak nemálo zde se stalo.
[Nasz Przybór śpiewa, bo dobre Nieba cię zachowały, i nie dały ogniom siły,
aby Szwed spalił, gdy się tu zwalił, obraz twój cudami słynny.
Tamci co drwili, tobie bluźnili, w jednej chwili karą dotknięci,
padli trupami, pokryci wrzodami, wiele tego było co się zdarzyło].
( J-1110)

Nawróceniem ocalałego bluźniercy kończy się natomiast wspominany już utwór
Nová píseň o příběhu, jenž se stal v Slezku, při městě Těšině… ( J-672). Tu również
narzędziem zbrodni jest broń palna, za pomocą której luteranie testują moc figury św. Jana Nepomucena. Po raz kolejny na poziomie języka pieśni pojawia się ponadto opozycja chrześcijanie – protestanci. Kiedy luteranie mówią o katolikach,
używają w odniesieniu do nich określenia křesťane, sugerującego, że sami mówiący nimi nie są:
⩶ 113 ⩶

�Já nabiju pistoli a dám k němu ránu,
budeli mně se branit, zvím jakou má sílu,
neb křesťane řikají, když k němu volají,
že jim z nouze spomahá, a chrání od hanby.
Však v tom božském řizení hned trest boží spatřil,
jak s pistole vystřelil, hned sám sebe zabil.
Ten jeho kamarad, jak spatřil ten zázrak
rychle před svatým Janem na svá kolena pad.
[Nabiję swój pistolet i w niego wystrzelę,
jeśli się będzie bronić, poznam jego siłę,
chrześcijanie wszak mówią, gdy jego wzywają,
że im w biedzie pomaga, i chroni od hańby.
Wszak w tym Bożym wyroku karę boską poznał,
gdy z pistoletu strzelił, zaraz sam się zabił.
A jego towarzysz, kiedy cud ten ujrzał
wnet przed świętym Janem na kolana upadł].
( J-672)

Obecna w korpusie w kilku egzemplarzach Nábožná píseň ke cti a chvále svatého Jána Nepomuckého ( J-448/J-567/J-673/J-700/J-944) przedstawia natomiast
wydarzenia historyczne z czasów wojny trzydziestoletniej, gdy szwedzki garnizon
rabował kompleks zamku praskiego38. Wydarzenie jest zorientowane w czasie bardzo ogólnikowo: „[…] co se stalo v pravdě, když tam Švějda ležel v Praze na hradě”
[„[…] co naprawdę się działo, kiedy Szwedy na praskim zamku stały”], ale jasne jest,
że profanacji niemal ulega jedno z miejsc najświętszych dla czeskiego katolika, praska katedra św. Wita, Wacława i Wojciecha:
Ten začal luterstvo v Praze množiti,
kněží vyhaněti, chrámy bořiti.
Mnohé svaté těla a svatého Víta,
z chrámu božího chtěl ven vyházeti.
[Zaczęli luterstwo w Pradze pomnażać,
księży wypędzali, by kościoły burzyć.

38
Historycznym pierwowzorem opisywanych w pieśni zdarzeń jest raczej udokumentowane
niszczenie materialnych obiektów kultu katolickiego w katedrze, podjęte przed Bożym Narodzeniem
1619 r. z inicjatywy czeskiej szlachty protestanckiej i „Zimowego Króla” Fryderyka V (zob. Vlnas
1993: 57–63).

⩶ 114 ⩶

�Wielu świętych ciała i świętego Wita,
ze świątyni pańskiej chcieli wyrzucić].
( J-448/J-567/J-673/J-700/J-944)

Gdy jednak w obrazoburczym zapale innowiercy zaczynają przekształcać ją
w luterański zbór i usiłują wyjąć z grobu relikwie św. Jana Nepomucena, zatrudnieni do otwarcia krypty rzemieślnicy nie są w stanie się poruszyć. W końcu rozbicia krat podejmuje się szwedzki oficer, który za to bluźnierstwo „jako uhel zčernal, nešťastně skonal” [„niby węgiel zczerniał, nieszczęśliwie skonał”]. Cudownej
interwencji w obronie świętości dopełnia cud, podczas którego zmarli pochowani
w katedrze wstają z grobów i uczestniczą w mszy sprawowanej przez św. Jana przy
anielskiej asyście.
Podobny schemat realizuje Píseň horlivá o blahoslavené Panně Maryi Vartovské…
( J-712). Utwór przedstawia serię dramatycznych scen osadzonych prawdopodobnie w realiach toczącej się na czeskim terytorium II wojny śląskiej (1744–1745).
Ponieważ znaczna część utworu opisuje okrucieństwa, jakich innowiercy dopuszczają się na ludności cywilnej, wpisuje się ona raczej w obraz tyrana, przedstawiony
w punkcie 4.5.5., ale obfituje także w sceny świętokradztwa i bluźnierstwa. Akcja
lokalizowana jest w prawdopodobnie fikcyjnych miejscowościach Klakov (ew. Klaková) i Mantlcuk. A rolę wroga religijnego tym razem odgrywają kalwińscy Brandenburczycy, określani m.in. jako rouhači (‘bluźniercy’) oraz zlopověstní lub zlostní
kalvíni (‘niesławni’, ‘gniewni kalwini’). Innowiercy oskarżani są o burzenie kościołów lub zamienianie ich w stajnie, a wśród popełnianych występków wyliczyć można na przykład wjazd na koniu do kościoła: „Jeden rejtar brandenburský chtěl vjiti
do kostela, / jak ta zlost toho kalvína velká býti musela” [„Jeden rajtar brandenburski wjechać chciał do kościła, / jakaż wielka musiała być złość tego kalwina”].
Gdy nawet samo zwierzę wzbrania się przed takim czynem, jeździec zmusza je
przemocą, a za karę spada z wierzchowca i traci wzrok. Okrutna kara dosięga także
bluźnierców, którzy kpią w świątyni z krucyfiksu i usiłują karmić figurę Chrystusa
sianem: ślepną i pękają im brzuchy. Wreszcie najgorszy występek o jakim wspomina pieśń to próba profanacji Najświętszego Sakramentu: Brandenburczycy przerywają mszę wchodząc do kościoła, odmawiają zdjęcia kapeluszy przy podniesieniu,
wyśmiewają księdza, a w końcu wyrywają mu monstrancję. Czyn ten, interpretowany jako wystąpienie przeciw samemu Chrystusowi fizycznie obecnemu w hostii, ściąga na nich nadprzyrodzoną śmierć: „Přijdouce v prostřed kostela, všech
šest na zem upadli, / a jako uhel zčernali, jazyky vyplazili” [„Wszedłszy do środka
kościoła, sześciu ich na ziemię padło, / jak węgiel poczerniało, języki wystawiło”].
⩶ 115 ⩶

�Wymienione w pieśni czyny wymierzone w krucyfiks i Najświętszy Sakrament
przywodzą na myśl antysemickie legendy o profanacji hostii znane w kulturze europejskiej od średniowiecza39. Co prawda w analizowanym korpusie nie odnalazłem
pieśni z tym motywem, ale z pewnością były one dosyć popularne, zachowały się
bowiem licznie w innych kolekcjach (por. Mętrak 2017: 94–98).
W analizowanym zbiorze rolę bluźniercy odgrywają jednak wyłącznie protestanci. Ostatni przykład odnaleźć można w utworze Nová píseň o dvouch bohaprázdných Lutriáních jak nevážně s krucifiksem zacházeli…, oznaczonym numerem J-1478.
Akcja pieśni umieszczona jest w mieście Varadin w Siedmiogrodzie (dzisiejsza Oradea/Großwardein w Rumunii, dawniej nazywana po polsku Wielkim Waradynem),
a utwór znów opiera się na opozycji protestanci (luteranie) – chrześcijanie (np. „pojal bohatý lutrián křestianku” [„wziął za żonę bogaty luteran chrześcijankę”]), po
raz kolejny przypisując protestantom niewiarę w Chrystusa („ona milujíc Krista,
též on ctil svou víru” [„ona Chrystusa kochała, on też swą czcił wiarę”]). Obecne
są tu również zwroty podkreślające okrucieństwo innowierców (tyráni, zlostný lutrián itp.) oraz porównywanie ich do psów. Pieśń otwierają zwrotki porównujące
popełniane na świecie grzechy z cierpieniami zadawanym Chrystusowi przez Żydów na drodze krzyżowej, stanowiące kolejny przykład umieszczania wszystkich
innowierców w jednej kategorii wrogów Chrystusa.
Tekst opisuje rodzinę, w której mąż to luteranin, zaś żona to katoliczka. Ojciec
syna, a matka córkę wychowują w zgodzie z zasadami własnej religii (co zgadza się
z ówczesnym zwyczajem). Pod nieobecność żony, ojciec nie wpuszcza do domu
proszącej o pomoc szwagierki, pobożnej katolickiej wdowy, i przegania kobietę,
bijąc ją należącym do swojej małżonki krzyżem. Następnie postanawia sprawdzić
wraz z synem rzeczywistą siłę wiary katolickiej, poddając próbie ołtarzowy krucyfiks40. Mężczyźni kłują figurę Chrystusa nożem i igłami oraz biczują ciernistymi gałęziami:
39

Legendy profanacyjne upowszechniają się po czwartym soborze laterańskim w 1215 r.,
wprowadzającym kult Eucharystii i precyzującym teologię transsubstancjacji (Tokarska-Bakir 2008:
138–139, Soukup 2016: 45).
40
Warto zwrócić uwagę, że część pieśni z motywem świętokradztwa dokonywanego przez protestantów mówi o chęci wystawienia katolickich świętości na próbę. W przypadku antysemickich
„legend o krwi” narracje o profanacji hostii początkowo kończyły się nawróceniem żydów w obliczu
cudu potwierdzającego prawdziwość wiary chrześcijańskiej, z czasem jednak zmieniły się w historie
o bluźniercach świadomie i z rozmysłem występujących przeciw prawdziwemu Bogu (Tokarska-Bakir 2005: 143–148, Soukup 2016: 47). Być może zachowanie starszego schematu w historiach o protestantach i pozostawienie im szansy odpokutowania swych czynów interpretować należy jako znak
świadczący o zróżnicowaniu obrazu innowiercy-chrześcijanina i niechrześcijanina.

⩶ 116 ⩶

�krucifiks s oltáře vzal a nožem ho píchal,
když jsi ty tak mocný kříž, můžeš jim spomoct sám.
Synu můj jdi uřízni čtyři pruty z trní a budem ho mrskati,
tak-li nám poví, přijdem-li do nebe my lutriánove,
a nebo katolici, jenž jej silně ctějí.
[krucyfiks z ołtarza wziął i nóż w niego wbijał,
jeśliś krzyż tak potężny, możesz ich ocalić sam.
Synu mój idź natnij cztery rózgi z cierni chłostać go będziemy,
wtedy nam powie, czy do nieba pójdziemy my luteranowie,
czy raczej katolicy, co go mocno wielbią].
( J-1478)

Choć z krzyża zaczyna płynąć prawdziwa krew, ten cud nie wystarcza, by przekonać bluźnierców. O prawdziwości wiary katolickiej przekonuje ich dopiero boska kara, sprawiająca, że wszelki pokarm i napoje, jakie próbują spożyć, także zamieniają się w krew:
Nechtěl jim Bůh odpustit jejich nepravosti
poněvádž jsou neměli též nad ním litosti,
znamení jim ukázal, že jest Kristus pravý,
oni předce jako vztekli, nožma ho píchali.
Za zlé činy zlá odměna v okamžení přišla,
žena když na stůl jídla vařený přinesla,
všecko se v krev změnilo cokoliv měli jíst,
též se v krev obrátilo, cokoliv chtěli pít.
[Nie chciał im Bóg odpuścić ichnich nieprawości
albowiem oni nad nim też nie mieli litości,
choć znaki ukazywał, Chrysta prawdziwego,
oni wściekli, nie szczędzili mu noża ostrego.
Za zło zła odpłata przyszła w okamgnieniu,
kiedy żona na stół kładła gotowe jedzenie,
wszystko w krew się zmieniło co spożywać mieli,
także w krew się obróciło, cokolwiek pić chcieli].
( J-1478)

Mężczyźni nawracają się w końcu i – by odpokutować swój grzech – dobrowolnie oddają się władzom, które skazują ich na śmierć na stosie.
⩶ 117 ⩶

�Za historykiem literatury Danielem Soukupem (2016: 46–50) można przywołać przynajmniej dwa aspekty legend o profanacji hostii i krzyża. Z jednej strony usprawiedliwiały one przeszłą i potencjalną przyszłą przemoc wobec innowierców jako zasłużoną karę za ich niecne czyny. Z drugiej miały ważną funkcję
dydaktyczną, w prosty sposób wykładając zasady katolickiej wiary i umacniając ją.
Skoro bowiem poddawana próbom przez „obcych” hostia krwawiła, teologia katolicka głosząca fizyczną obecność Chrystusa w Najświętszym Sakramencie musi
być prawdziwa.
Wiara w fizyczną obecność Chrystusa w Najświętszym Sakramencie oraz łączność wizerunku z jego podmiotem sprawiają, że zwłaszcza czyny wymierzone bezpośrednio w Chrystusa zacierają granicę między atakiem na przedmiot (hostię, obraz czy rzeźbę), a napaścią na osobę. Obraz innowiercy dopuszczającego się zbrodni
przeciwko żywym ludziom, zarówno własnym bliskim jak i szerszej społeczności
katolickiej, przedstawiają dwa kolejne punkty.

4.5.4. Kat w rodzinie – pater furiosus
Źródeł kolejnego obrazu nieprzyjaciela religijnego, ściśle związanego z motywem
nawrócenia innowiercy, szukać można przede wszystkim w literaturze hagiograficznej. Od wczesnego średniowiecza znany jest w niej motyw członka bliskiej rodziny (zazwyczaj ojca, w przypadku męczenniczek także męża), który nie zgadza
się ze sposobem życia przyszłej świętej lub świętego. Gdy inne próby wpłynięcia na
zbuntowane dziecko zawodzą, posuwa się on do przemocy fizycznej, więzi je i torturuje, a w ekstremalnym przypadku zabija lub wydaje prześladującym chrześcijan
władzom. Podobne wątki odnaleźć można w legendach o popularnych świętych
z pierwszych wieków chrześcijaństwa: przede wszystkim zabitej przez ojca św. Barbarze, ale również czeskim patronie św. Wicie i innych: Anastazji, Małgorzacie czy
nawet św. Franciszku (zob. Soukup 2009: 363).
Również kontrreformacyjna propaganda religijna mogła mieć swój wpływ na
ukształtowanie się obrazu innowiercy-kata swoich najbliższych. Wymierzone w heretyków pisma przedstawiały innowierców jako zagrożenie dla porządku społecznego, osoby łamiące normy etyki, w tym etyki seksualnej, niemające poszanowania
dla hierarchii społecznej, więzi rodzinnych i miłości rodzicielskiej (zob. Potkowski
1978: 130, Tazbir 1981: 941–942). Z obu tych źródeł wyrasta obecny w twórczości kramarskiej wizerunek innowiercy jako osoby pozbawionej litości nawet wobec
członków własnej rodziny, zazwyczaj osób fizycznie słabszych i – poza siłą swej wiary – bezbronnych. Skoro zatem nawet w takim kontekście nie można się po nich
⩶ 118 ⩶

�spodziewać szlachetnych uczuć, tym bardziej zakładać można ich nienawiść wobec innych przedstawicieli chrześcijańskiej wspólnoty.
Modelowym przykładem użycia figury pater furiosus na terytorium Czech jest
oparta na prawdziwym zdarzeniu z 1694 r. historia Szymona i Lazara Abelesów,
która obiegła całą katolicką Europę (Pěkný 2001: 252–254). Relacjonowały ją także pieśni kramarskie, choć jest nieobecna w badanym korpusie41. Przez lata służyła budowaniu katolickiej tożsamości w opozycji do społeczności żydowskiej i była
przyczyną antyżydowskich rozruchów:
Abelesovská legenda měla sloužit k identifikaci křesťanského společenství, které se ostře vymezovalo vůči židovské komunitě. Jejím prostřednictvím se formulovalo a zárověň i formovalo protižidovské cítění doby.
[Legenda o Abelesie miała służyć identyfikacji wspólnoty chrześcijańskiej, która
ostro odcinała się od społeczności żydowskiej. Za jej pomocą kształtowały się i precyzowały antyżydowskie uprzedzenia tej epoki].
(Soukup 2009: 348)

Praski Żyd Lazar Abeles został obarczony zarzutem zabójstwa swego syna Szymona, który nakłaniany przez jezuickich księży pragnął przyjąć wbrew woli ojca
chrzest. Przyczyną śmierci chłopca mógł być co prawda nieszczęśliwy wypadek, ale
historia zbyt dobrze wpisywała się w obecny w kulturze od pokoleń schemat, by
oskarżony miał szanse na uczciwy proces. Lazar Abeles, który albo popełnił samobójstwo w areszcie, albo – co zapewne bardziej prawdopodobne – zmarł w wyniku tortur, jakim poddano go na przesłuchaniach, stał się pierwszą, ale z pewnością
nie ostatnią ofiarą powstającej właśnie legendy. Opowieść o męczenniku Szymonie,
żydowskim konwertycie, z dużym prawdopodobieństwem stanowiła źródło wspomnianej już w punkcie poświęconym nawróceniom pieśni numer J-1345/J-2165,
opowiadającej o dwojgu dzieciach, zamordowanych przez własnego ojca za przyjęcie
chrztu. Utwór wykorzystuje większość wspomnianych już sposobów obrazowania,
m.in. przyrównując innowierców do psów: „Otec, matka když slyšeli od svých děti
ty řečí, / Hned hořem na zem upadli, jako zteklí psi řvali” [„Ojciec i matka słysząc
takie swych dzieci słowa, / Wnet w zgryzocie na ziemię padli, jak psy dzikie wyli”].
Przed sięgnięciem po przemoc Żydzi usiłują przekupić dzieci, co jednak
nie przynosi skutku, następuje więc długi opis kaźni, jaką przechodzą mali męczennicy. Obrazy katowanych potajemnie w piwnicy dzieci wywołują ponadto
41

W literaturze przedmiotu odnalazłem informację o pieśni wydanej prawdopodobnie jeszcze w 1694 r., której strona tytułowa reprodukowana jest w pracy Pravoslava Kneidla (1983: 122).

⩶ 119 ⩶

�z antysemickiego imaginarium epoki skojarzenia z legendami o mordzie rytualnym (por. Mętrak 2017: 94–98):
Zběhlo se tam židův množství, dětem dary dávali.
Aby jen od naší víry křesťanské odstoupily.
[…]
Otec se tuze rozhněval, hned popad syna svého,
a šaty na něm roztrhal, nechal ho tak nahého.
Tu hned ti nevážní židé bez litosti popadli,
ruce a nohy roztáhli, na stěnu jej přibili.
[…]
Hned židé popadli děvče nevážně obnažili,
udicemi ji mrskali, náramně zkrvavěli.
[Zbliżyło się tam kilka Żydów, dzieciom dary dawali,
Ażeby ich od tej wiary katolickiej odwiedli.
[…]
Wnet się też Ojciec rozgniewał, popadł syna swojego,
Rozerwał na nim odzienie, zostawił tak nagiego.
Tak bardzo go poranili, okrutnie pokrzywdzili,
Ręce, nogi rozciągali i na ścianie przybili.
[…]
Wnet porwali tę dzieweczkę, o ziemię uderzyli,
Boleśnie ją poranili, okrutnie pokrwawili].
( J-1345/J-2165, przekład polski za niedatowanym drukiem
pt. Pieśń o żydowskich dzieciach z drukarni Franciszka Orła we Frydku,
zbiory Muzeum Etnograficznego w Krakowie im. Seweryna Udzieli, sygn. 3124)

Również wspomniana już w punkcie 4.5.2. Hrůzoplná Píseň o strašlivém znamení, kteréž bylo k spatření na obloze nebeské… zawiera podobny opis reakcji pogańskich rodziców na nawrócenie swoich dzieci:
Otec rozhněvaný tak jich tuze stryznil
a hned bez prodlení celý skrvavený do žaláře vsadil.
Jestli v naše bohy věřit nebudete,
tedy tak ztryzněny nechám ve vězení až hladem zemřete.
[Ojciec rozgniewany tak ich srogo dręczył
i bez zwlekania skrwawionych do lochu wtrącił.
Jeśli w naszych bogów wierzyć nie będziecie,
udręczonych zostawię w więzieniu aż z głodu umrzecie].
( J-1256)

⩶ 120 ⩶

�Trzy pozostałe z obrazów innowiercy-okrutnika także wiążą się z cytowanymi
już pieśniami o nawróceniach – historią pobożnej Vilimy z Budy ( J-138/J-615/
J-934/J-1581/J-2404), hiszpańskiego kowala-bezbożnika ( J-1091) i Kudriška, syna
pogańskiego bogacza ( J-35/J-1843). W pierwszej z nich ojciec początkowo przeklina swą córkę i grozi jej śmiercią, co opisują dwie analogicznie zbudowane zwrotki:
Otec dceru proklínal, smrtí jí vyhrůžku dal,
ona ale nedbala, jen se pokřtit nechala.
[…]
Otec ji vyhrožoval, těžkou smrt představoval,
ona ale nedbala, svou pobožnost konala.
[Ojciec córkę przeklinał, groźbą śmierci ją straszył,
ona na nic nie dbała, tylko ochrzcić się dała
[…]
Ojciec ją prześladował, ciężką śmierć zapowiadał,
ona na nic nie dbała, na modlitwach swych trwała].
( J-138/J-615/J-934/J-1581/J-2404)

Gdy jednak groźby nie przynoszą skutku, okrutnik wciela je w życie, usiłując
zastrzelić dziewczynę podczas modlitwy przy przydrożnej kapliczce, a wreszcie napada w jej własnym pokoju i zabija, wbijając w serce miecz:
Přišel k ní v noční době, když byla na modlitbě,
flintu a meč v svéj ruce, takto pravi k dcerušce:
Nechtělas poslechnouti, já tě musím zabiti,
meč ji vrazil do srdce, převelice hluboce.
[Przyszedł do niej w nocy, gdy trwała w modlitwie,
w ręce miał miecz i flintę, tak odezwał się ku córce:
Nie chciałaś mnie słuchać, muszę cię zamordować,
miecz jej wbił prosto w serce, głęboko przewielce].
( J-138/J-615/J-934/J-1581/J-2404)

Morderstwo zostaje szybko wyjaśnione, bo władze doprowadza do sprawcy ślad
plam niewinnie przelanej krwi. Ojciec nie okazuje jednak skruchy, a wręcz z dumą
oznajmia, że swego czynu dokonał ex odio fidei: „Hned se vyznal s radosti, že mordoval ze zlosti, / ona se mnou hrdala, cizi víru přijala” [„Wnet przyznawał z radością, że mordował ze złością, / ona mną pogardzała, obcą wiarę przyjęła”]. Jest on
określony w tekście jako pohanský zarputilec, hrozný tyran i duše zatvrzlá, zaskakująca może się więc wydać dodana mimochodem informacja o wyrażonej przez
⩶ 121 ⩶

�niego przed śmiercią woli chrztu. Obraz śmierci mordercy na szubienicy wskazuje
jednak, że nie uzyskał on rozgrzeszenia: „Když ho katí věšeli, všichní lidé slyšeli, /
jak duše zatvrzela, třikráte zavolala” [„Gdy go kaci wieszali, wszyscy ludzie słuchali, / jak dusza zatwardziała, po trzykroć zawołała”]. Także hiszpański kowal z pieśni Smutný a žalostný opis o jedném bohaprázdném otci… dopuszcza się morderstwa
własnej córki, wcześniej drwiąc z jej gorliwej wiary w pomoc św. Barbary:
Tento bezbožný otec dlouhý nůž vytáhl,
do srdce ji ho vrazil, takto k ní promluvil:
Řka: nechť tobě pomůže ta tvoje patronka,
když ji tak věrně vzýváš, nechť tě uzdravuje.
[Ten ojciec bezbożny długi nóż wyciągnął,
wbił jej w samo serce i tak do niej mówił:
Prawi: niechaj ci pomoże ta twoja patronka,
którą tak wiernie wzywasz, niechaj cię uzdrowi].
( J-1091)

Śmiertelnie raniona dziewczyna, dzięki wstawiennictwu świętej, umiera dopiero po przyjęciu ostatniego namaszczenia. Kowal zleca również swojemu bratu
zabicie katolickiego narzeczonego córki, ale na skutek boskiej kary ich plan zupełnie wymyka się spod kontroli. Ostatecznie wszyscy członkowie pogańskiej rodziny umierają lub trafiają do więzienia.
Równie zajadły w swojej nienawiści do katolików jest ojciec Kudriška, który najpierw grozi synowi i usiłuje go przekupić, by w końcu zamknąć go w lochu
i torturować:
Nechceš-li poslechnouti, zlořečený proklatý,
Tvá milenka mé ruce, smrti neuhne více.
[…]
Otec ho za ruku vzal, poklad mu ukazoval,
V sklepě při pokladě na řetěz ho ukoval.
Zde když nechceš slyšeti, musíš mnoho trpěti.
Mrskal syna pro víru, třikrát denně hodinu.
[Jeśli nie chcesz mnie słuchać, nikczemniku przeklęty,
twoja miła z mej ręki nie uniknie śmierci.
[…]
Ojciec za rękę go złapał, skarby mu pokazał.
W piwnicy przy skarbie w łańcuchy go zakuł.

⩶ 122 ⩶

�Jeśli mnie nie chcesz słyszeć, dużo musisz cierpieć.
Za wiarę chłostał syna, co dzień trzykroć po godzinę].
( J-35/J-1843)

Oprawca nie poprzestaje jednak na uwięzieniu swego syna i postanawia wcielić w życie wygłaszane wcześniej pogróżki, mordując dziewczynę, która przywiodła go do przyjęcia katolicyzmu. Gdy wściekły oprawca wyrusza powozem, by zrealizować swój plan, sam ponosi śmierć w wypadku, spadając w przepaść:
Otec syna mrskával, zlostí pomstu volával,
Tebe zde usužuju, tvou milenku zabiju.
Jel přes les zamyšlený, jak oumysl vyplní,
Vraždu plnit pospíchal, krvožížnivě vzdychal.
Koně se zdivočili, ze skály s ním skočili,
Dvacet sáhu ze skály, do hlubiny propadli.
[Ojciec syna chłostał, w złości zemstę ogłaszał,
Ciebie tu zakatuję, miłą twoją zabiję.
Jechał lasem i myślał, jak swój plan wykonać,
mordować pośpieszał, aż żądzą krwi dyszał.
Konie się spłoszyły, ze skały z nim skoczyły,
dwadzieścia sążni ze skały, w przepaści zniknęli].
( J-35/J-1843)

Wszystkie wymienione przykłady realizują dość wiernie ustalony schemat. Brak
w nich możliwości porozumienia z innowiercą, który w obronie swojej religii, a właściwie z czystej nienawiści do chrześcijaństwa, nie waha się popełniać najgorszych
zbrodni. Po raz kolejny innowiercom przypisywane jest szczególne okrucieństwo
i zajadłość. Co ciekawe nie napotkałem w korpusie utworów łączących figurę pater furiosus z obrazem bluźniercy i świętokradcy (o ile za bluźnierstwo nie uznamy samego drwienia z czyjejś konwersji). Przemoc i agresja tej postaci wymierzona
jest wyłącznie w inne osoby, nie zaś symbole i przedmioty wiary. Jest ona również
ograniczona do małej grupy ważnych dla narracji bohaterów – ofiarą staje się jeden
lub dwoje bohaterów, kat działa samodzielnie, ewentualnie (jak w utworze o żydowskich dzieciach) przy wsparciu niewielkiej innowierczej wspólnoty. Znacznie
większą skalę przyjmują prześladowania przypisywane „obcym” w utworach zaliczonych przeze mnie do ostatniej, czwartej kategorii.

⩶ 123 ⩶

�4.5.5. Tyran – prześladowca u władzy
O ile poprzedni typ opisuje sytuacje rozgrywające się w niewielkim gronie bohaterów, zazwyczaj w rodzinie i bez większego udziału władz czy instytucji, a sprawca prześladowań reaguje bezpośrednio na akt konwersji ofiary, dalszy z motywów
przedstawia represje na większą skalę, w której uczestniczy ogół niekatolickiego
społeczeństwa. Również w tej kategorii wyróżnić można dodatkowe podtypy. Jako
najprostszy podział proponuję opozycję pieśni historycznych (zazwyczaj hagiograficznych) i pieśni aktualnych. Z tej pierwszej podgrupy wydzielić można ewentualnie teksty zawierające niejako „wzorzec” wszystkich obrazów wroga religijnego – utwory relacjonujące wydarzenia nowotestamentowe, zwłaszcza niezwykle
popularne opisy drogi krzyżowej, w których Chrystus jest szykanowany i katowany przez żydowski tłum.
Różnica w czasie wydarzeń wydaje się istotna ze względu na dobór potencjalnych innowierców w obu grupach – hagiograficzne pieśni historyczne przedstawiają jako wrogów rzymskich cesarzy i pogan, a więc nie wpływały raczej na
stosunek odbiorców do napotykanych w prawdziwym życiu „obcych”. Pieśni biblijne kształtowały i utrwalały antyżydowski stereotyp „chrystobójców”, zaś pieśni
współczesne wzmacniały ksenofobiczne nastroje i zachęcały do walki z politycznymi wrogami Austrii, którymi byli przede wszystkim innowiercy – Turcy, protestanccy Szwedzi i Prusacy czy Francuzi (katolicy, ale w okresie wojen napoleońskich przedstawiani również jako „czciciele drzewa wolności” walczący z religią;
zob. Klacek 2014: 81–82).
Obraz prześladowcy przypisywany był rzecz jasna przede wszystkim grupom,
które w rzeczywistości mogły wchodzić w kontakty z katolikami z pozycji władzy.
Stąd poza tekstami historycznymi, brak takiego obrazu Żydów, nieposiadających
własnego państwa, wojska czy możliwości narzucenia swojej woli innym. Wobec
tego modelowym przykładem innowiercy-tyrana stają się Turcy, jedyna z grup etnokonfesyjnych na trwałe wiążąca kategorię wroga religijnego i politycznego.
Figura Turka stała się symbolem okrucieństwa również w innych obszarach
kultury ludowej42, a zamiłowanie do przemocy było im przypisywane w kulturze
całej chrześcijańskiej Europy, także na obszarach będących z nimi w znacznie bliższym kontakcie niż ziemie czeskie (Szwat-Gyłybowa 1993: 72). Legendarne okrucieństwo mieli Turcy przejawiać między sobą nawzajem, w ramach relacji władzy
i hierarchii społecznej, ale przede wszystkim wymierzone miało być ono w ludność
42

Por. Turcy-przebierańcy w pochodach zapustnych, których znakiem stają się skrwawione
ręce (NEČMS 2007: 1078).

⩶ 124 ⩶

�chrześcijańską. Na terenach zagrożonych najazdami i obszarach nowo podbitych
lokalizowano krwawe historie rzezi ludności cywilnej, zwłaszcza kobiet i dzieci.
Przypisywano wówczas Turkom ustalony już w XVII w. repertuar zbrodni, skupiony na kaźniach zadawanych niemowlętom, kobietom ciężarnym i matkom karmiącym, przywołujący na myśl biblijny obraz rzezi niewiniątek (zob. Fiala 2014:
230–231). Na obszarach leżących w głębi Imperium Osmańskiego, w tym podbitej Ziemi Świętej, opisywano zaś brutalne represje wobec chrześcijan, zmuszanie ich do zmiany religii, rozbijanie rodzin i ucisk fiskalny (Rataj 2002: 263–265).
Wobec zagrożenia, jakie przez kilka stuleci (zwłaszcza od XVI do XVIII w.)
stanowiła dla chrześcijańskiej Europy ekspansja Imperium Osmańskiego, nie dziwi,
że wojny z Turcją i prześladowanie chrześcijańskiej ludności podbitych terytoriów
były tak popularnym tematem czeskich druków ulotnych i pieśni nowiniarskich już
od czasu bitwy pod Mohaczem w 1526 r. (Fiala 2014: 227). Do pierwszych tekstów czeskich klasyfikowanych jako pieśni kramarskie należy więc np. Píseň o Turku (Novotný 1940: 7–8), w której odnaleźć można już znane z późniejszych tekstów epitety: Turek ukrutný i Turky zlé (‘okrutny Turek’, ‘źli Turcy’). Figura Turka
zgodnie z ogólnoeuropejskim trendem stała się we wczesnonowożytnej kulturze
czeskiej archetypem wroga, zarówno religijnego, jak i politycznego, i obraz ten odnajdujemy również w czerpiących z niej drukach kramarskich. Wobec tak silnego stereotypu nie powinno zaskakiwać, że inni innowiercy pojawiający się historycznie w tej samej co Turcy roli najeźdźcy i okupanta przedstawiani są z użyciem
podobnych schematów. Zarówno Turcy, jak i heretycy stanowili bowiem potrójne zagrożenie (por. Tazbir 1981: 941) – dla państwa, Kościoła, ale również duszy
ludzkiej, bo aktywnie zmuszając wiernych do porzucenia katolicyzmu, odbierali
im perspektywę życia wiecznego.
Informację o przymuszaniu do odrzucenia wiary pojawiają się np. w pieśni Píseň
o pronásledování katolíků w Turcích ( J-57/J-139) z 1871 r., opowiadającej o prześladowaniu katolickiej rodziny w tureckim miasteczku Evina. Z tekstu dowiadujemy się m.in., że innowiercy odbierają chrześcijanom przedmioty kultu: „[…] obrázek a zlatý křížek Turci nám odebrali, / před kterým jsme se modlili a každý den
klekali” [„[…] obrazek i krzyżyk złoty Turcy nam odebrali, / przed którym się modliliśmy i co dzień przyklękali”].
Podczas klęski głodu ojciec opuszcza dom w poszukiwaniu jedzenia, zostaje jednak wówczas schwytany przez Turków i przykuty łańcuchem przy posągu
Mahometa, któremu ma oddać cześć: „Turci chtějí že se máme Mahometu klaněti” [„Turcy chcą, że się mamy Mahometowi kłaniać”]. Pobożny bohater nie ulega jednak przemocy i dzięki nadprzyrodzonej anielskiej interwencji cała rodzina
⩶ 125 ⩶

�zostaje ocalona przed więzieniem i głodem. Mniej szczęścia mają franciszkańscy
mnisi z obecnej w korpusie aż w 4 kopiach pieśni Píseň jistá a pravdivá o ukrutnosti turecké, dla których karą za wierność Chrystusowi ma być rozszarpanie przez
dzikie psy:
Tu Tureckej císař vydal ortel přeukrutný,
poněvádž tureckou víru nechtějí přijmouti,
by je vydal bez meškaní, za živa
englickejma psy těla k roztrhání.
[Tu cesarz Turecki wydał wyrok przeokrutny,
ponieważ tureckiej wiary przyjąć nie chcieli,
wydał ich prędko, aby ciągle żywym
psy angielskie ciała na strzępy porwały].
( J-137/J-989/J-1035/J-1319)

Gdy jednak, w zgodzie z hagiograficznym schematem, tortury nie odnoszą skutku, a zwierzęta obracają się przeciwko samym Turkom, mnisi zostają w końcu ukamienowani i ścięci, a ich dusze aniołowie zabierają prosto do nieba. Motyw prześladowania Kościoła obecny jest także w pieśniach wojennych, zachęcających do
walki przeciw wrogom Austrii (np. J-559, Horlivý zpěv k Panně Marii): „Na Turka tyrana pojďme rádi, nebo chce potlačit církev naší” [„Na Turka tyrana idźmy
wraz, bo chce on zniszczyć kościół nasz”], a narzucanie siłą obcej religii było również przypisywane Szwedom w przywoływanej już pieśni o cudach Jana Nepomucena ( J-448/J-567/J-673/J-700/J-944).
Jak już wspomniano, okrucieństwo innowierców nie ogranicza się do przymusu religijnego. W narracjach przedstawiających islamskie i protestanckie podboje częsty jest obraz niezwykle brutalnych rzezi, jakie zdobywcy urządzają katolickiej ludności cywilnej. Cytowana już pieśń do Matki Bożej Bardzkiej, Píseň horlivá
o blahoslavené Panně Maryi Vartovské… ( J-712), oprócz analizowanych już obrazów świętokradztwa przynosi także brutalne opisy kaźni zadawanych przez Brandenburczyków, którzy „jako vlk po krvi naší dychtí” [„jak wilk krwi naszej pragną”], katolickiej ludności cywilnej: „Všecky v půli dal přetínať, staré i mladé děti, /
muže, ženy nelitoval, všecky chtěl pohubiti” [„Wszystkich wpół piłą rżnęli, starych
i małe dziatki, / mężczyzn, kobiet nie szczędząc, wymordować chciał wszystkich”].
Doświadczane cuda, w tym śmierć świętokradców chcących sprofanować Najświętszy Sakrament, nie tylko nie skłaniają heretyków do zmiany postępowania, ale
wręcz wzmacniają ich morderczy zapał:
⩶ 126 ⩶

�Skrz to se jejich komendant rozhněval na křesťany,
poručil všem svým vojákům, by všecko mordovali,
staré, mladé, velké, malé, nic jim neodpustili.
[Przez to się ich komendant wściekł na chrześcijanów,
aby wszystkich pomordować, posłał swych żołdaków,
starzy, młodzi, duzi, mali, nikomu nie darowali].
( J-712)

Repertuar zachowań: mordowanie niemowląt, odcinanie kobietom piersi, zamykanie ludzi w kościołach i morzenie głodem czy grzebanie żywcem duchownych,
odpowiada zbrodniom przypisywanym w europejskim folklorze Turkom43, których echa znaleźć można np. w polskiej pieśni dziadowskiej o odsieczy wiedeńskiej
(por. Grochowski 2009: 349–352). Sądzę, że takie przedstawienie protestantów,
o których licznych nawróceniach w obliczu cudu informowały przecież cytowane
wcześniej teksty, wskazuje na dominację roli odgrywanej przez obcego w fabule nad jego identyfikacją etnokonfesyjną. Znaczy to, że konwersji w obliczu cudu
może dokonać bluźnierca, ale nie tyran, mający w fabule ściśle przypisaną funkcję.
Pochylając się nad podobnymi obrazami kaźni, warto zwrócić uwagę, że przedstawiani w nich innowiercy są zarazem okrutni i tchórzliwi. Ich skłonność do przemocy realizuje się bowiem wyłącznie wobec słabszych – brak opisów waleczności tureckich czy protestanckich żołnierzy na polu bitwy, co odpowiada również
przedstawionemu w kolejnym rozdziale obrazowi wroga politycznego, sięgającego często po nieczyste i podstępne metody, by stawić czoła szlachetnym i honorowym Austriakom.

4.5.6. Wnioski
Przedstawiony w powyższych punktach materiał potwierdza przypuszczenie, że bardziej od konkretnej identyfikacji etnokonfesyjnej obcego, dla jego przedstawienia
liczyła się odgrywana przezeń w narracji rola. Najczęściej obecne w pieśniach grupy wyznaniowe (Żydów, Turków, protestantów i nieokreślonych „pogan”) można
spróbować zestawić w tabeli wraz z czterema wydzielonymi schematami obrazowania innowiercy:
43
A także – wyjątkowo – prawosławnym Rosjanom, w pieśni nieobecnej w korpusie, ale znalezionej przeze mnie w zbiorach Muzeum w Ołomuńcu i w bazie Špalíček (KNM KP-105, Nová
píseň o ruské revoluci, jak mnozí křesťané pro víru Ježíše zahynuli), opowiadającej o plądrowaniu Częstochowy przez kozaków podczas powstania styczniowego.

⩶ 127 ⩶

�Konwertyta
Bluźnierca
Kat w rodzinie
Tyran

Żydzi

Turcy

Protestanci

Poganie

+
(+)44
+
(+)46

–
–
–
+

+
+
–
+

+
(–)45
+
+

Jak się wydaje, stereotyp Żydów, będących najbliższymi, bo żyjącymi obok Czechów innowiercami, jest najbardziej pojemny i dopuszcza wykorzystanie bohaterów tej religii w niemal wszystkich wariantach narracji o obcym religijnie. Obraz
Turka/muzułmanina jest najmniej elastyczny, co dość łatwo wytłumaczyć ograniczonym kontaktem z „obcymi” tej narodowości i ich religią, ale także wzajemnym
powiązaniem poszczególnych wizerunków obcego. Obraz kata w rodzinie wymaga wcześniejszej obecności konwertyty, więc nie występuje tam, gdzie dobrowolna
konwersja nie jest możliwa do wyobrażenia (w więc wśród muzułmańskich „arcywrogów”). Podobnie nawrócenie bluźniercy dotyczy jedynie bluźniercy „sprawdzającego” prawdziwość katolickiej wiary, a nie tyrana systemowo szkodzącego katolikom także pomimo świadomości, że to ich religia jest prawdziwa.
Kłopotliwa w interpretacji pozostaje kategoria pogańskości, bo być może niektóre jej wystąpienia należałoby – kierując się kontekstem pozajęzykowym, np. miejscem i czasem wydarzeń – zaliczyć do grupy protestantów, tym samym uzupełniając
tę grupę innowierców o nieobecny w tabeli wizerunek kata w rodzinie. Obraz pogan dodatkowo zaciemnia fakt, że być może niektóre użycia określenia pohané odnoszą się nie tyle do wyznawcy jakiejś religii, co do osoby niewierzącej lub wrogiej
katolicyzmowi (por. przypis 45). Jeżeli jednak uznać pogan przynajmniej w części
tekstów za odrębną grupę, brak wizerunku poganina-bluźniercy tłumaczyć można
tym, że większość odnalezionych w tekstach obrazów bluźnierstwa i świętokradztwa odwołuje się do niezbyt odległych wydarzeń historycznych. Nie mogą one zatem dotyczyć kultów pogańskich jako religii faktycznie nieobecnej w regionie Europy Środkowej w XVIII i XIX w.
44

Brak tekstów o profanacji hostii w korpusie, ale są one znane z innych źródeł.
Pieśń z druku J-1009/J-2112 (Nová píseň o pravdivém příběhu, který se stal na hranicích
prajských…), nazywa poganami bluźnierców kpiących z obrazu Chrystusa, ale wobec umiejscowienia akcji na terenie Czech tohoto roku (‘w tym roku’) (druk datowany na 1846 r.), kontekst skłania
do interpretowania tego określenia jako synonimu dla ‘bezbożnika’, a nie określenia innowiercy wyznającego swoją własną, odrębną od katolicyzmu religię. Ponieważ bluźniercy giną rażeni piorunem,
tekst został przedstawiony w punkcie 5.7.2. Ogień niebieski.
46
Wyłącznie w bardzo specyficznym charakterze – żydowscy kapłani i tłum skazujący na
śmierć Chrystusa.
45

⩶ 128 ⩶

�4.6. Wizerunki obcego – kryterium państwowe
W przeciwieństwie do kategorii obcości religijnej, która jest w pieśniach kramarskich wyraźnie reprezentowana i bez wątpienia była bliska sposobowi kategoryzowania świata przez ich odbiorców, kryterium przynależności do konkretnego organizmu państwowego stosunkowo rzadko wiąże się z utrwalonym wizerunkiem
obcego. W tym fragmencie pracy opieram się na kryterium politycznym, przyjmując zasadę, że za „swoich” uznawani byli obywatele cesarstwa habsburskiego, a za
„obcych” mieszkańcy innych krajów oraz nielojalni poddani cesarza. Taką decyzję
oparłem na wstępnej analizie korpusu, która spośród różnych interpretacji czeskiego patriotyzmu to właśnie tzw. patriotyzm ziemski, związany z lojalnością wobec
państwa, pozwala uznać za najczęściej występujący (kwestia kramarskiego rozumienia „ojczyzny” omówiona jest szerzej w punkcie 4.8.1.)47.
Przyjmując tę zasadę, wyróżniam dwa możliwe sposoby pisania o inności, choć
tylko w jednym z nich – stosunkowo rzadkim w badanym materiale – faktycznie
mowa jest o „obcym” obdarzonym konkretnym wizerunkiem. Pierwszy, najczęstszy sposób przywoływania inności przejawia się wyłącznie na poziomie nazwy.
Zazwyczaj są to toponimy różnego rzędu (kraj, region, miejscowość) określające
miejsce akcji. W takich przypadkach nazwy te nie wiążą się jednak zwykle z żadnymi konkretnymi skojarzeniami i obrazami, a służą jedynie uprawdopodobnieniu przedstawianej historii, zgodnie z przedstawioną wcześniej zasadą precyzyjnej
(przynajmniej pozornie) lokalizacji wydarzeń pieśni w czasie i miejscu. Opisywane tak miejsca i postaci są zazwyczaj uniwersalne, odpowiadają codziennemu doświadczeniu odbiorców i autora48. Realia obcych krajów ulegają bohemizacji, zarówno jeśli chodzi o sposób ukazywania przedstawianego miejsca, jak i często jego
nazwę. Choć akcja pieśni dzieje się np. w Hiszpanii, Rosji czy Turcji (i te choronimy odnoszą się do rzeczywiście istniejących miejsc), jednostki niższego rzędu
są wymyślane przez autora w oparciu o własną wiedzę i wyobraźnię (co zgadza
się z opisaną przez etnologów ideą ludowego sensualizmu; zob. Stomma 2002:
258–262).

47
Zważywszy na sygnalizowany już wcześniej komercyjny charakter druków kramarskich, konformizm i lęk przed cenzurą, oraz czas ich największej popularności wyprzedzający upowszechnienie czeskiego nacjonalizmu, kryterium etniczno-narodowe uważam za stosunkowo najmniej istotne dla czytelników i słuchaczy.
48
Mowa rzecz jasna o sytuacji wyjściowej, opisywane wydarzenia są często sensacyjne i szokujące, ale ta niezwykłość umiejscawiana jest w świecie odpowiadającym opisem środkowoeuropejskiej prowincji.

⩶ 129 ⩶

�Konkretne miejscowości noszą więc często nazwy czeskie, a przynajmniej ogólnosłowiańskie49, lub – równie swojskie dla mieszkańców monarchii habsburskiej –
niemieckie50, bohaterowie zaś mają czeskie lub niemieckie nazwiska51. Choć w niektórych przypadkach można przyjąć, że nazwy te mogłyby rzeczywiście pojawiać
się na opisywanym terytorium (np. niemieckobrzmiące nazwy w Polsce i Rosji), nie
są typowe dla regionu wydarzeń. Podobnie opisywane są miasta i wsie, w których
dzieje się większość historii. Nie posiadają one zwykle znaków charakterystycznych,
a jedynie sztampowy zestaw elementów takich jak młyn, nienazwana karczma, kościół bez konkretnego wezwania czy las. Zwykle nie pojawiają się jednak elementy,
które z dzisiejszej perspektywy świadczyć mogłyby o prawdziwym źródle informacji
i autentycznej wiedzy autora na temat opisywanego miejsca. Znacznie rzadziej spotkać można druki odwołujące się do rzeczywistych wydarzeń w odległych krajach,
w których nazwa – choć zniekształcona – odpowiada jakiejś istniejącej naprawdę
i możliwej do zidentyfikowania (pieśni takie mogą zawierać informację o źródle, na
jakim są oparte – np. wiadomości prasowej lub utworze obcojęzycznym52). Nawet
takie utwory nazwę „obcego” przywołują jednak wyłącznie incydentalnie. Wszystkie opisywane wydarzenia muszą dziać się w jakimś określonym miejscu, a bohaterowie skądś pochodzić. Z przywoływaną nazwą zazwyczaj nie wiąże się jednak
żaden konkretny stereotyp. Etnonimy są zresztą w tekstach znacznie rzadsze niż
toponimy, a fakt, że wydarzenia – morderstwo, cud czy klęska żywiołowa – dzieją się w określonym miejscu nie oznacza, że postępowanie bohaterów wiąże się ze
stereotypem dotyczącym mieszkańców tego kraju. Zdarzenie znacznie częściej służy nauce moralnej o uniwersalnym charakterze (kategoria obcości jest więc w tym
przypadku właściwie neutralna).
Oddzielną kategorię tworzą teksty odwołujące się do utrwalonych stereotypowych wyobrażeń pewnych nacji. Jest ich znacznie mniej i bez wyjątku wiążą się
z kontekstem historycznym. Oprócz obecnych już w poprzednim rozdziale grup
łączących identyfikację religijną z polityczną (muzułmańskich Turków i protestanc49

Np. bliżej nieokreślone Bolehrad i Milehrad ( J-35), Portova w Polsce ( J-427), Líbano(v)
w Hiszpanii ( J-1091) czy odimienne Evin(a) w Turcji ( J-57/J-139), Fedrovec w Rosji ( J-1061), Jiřice w Bawarii ( J-120/J-364) i Petrov(a) w Polsce ( J-46).
50
Np. Frinzdorf i Rosenwald w Rosji ( J-2501), Grossdorf na Śląsku ( J-2111).
51
Mieszkający w Polsce Jan Elstner ( J-70/J-1260/J-1399), Rosjanie Kudriš(ek) ( J-35/J-1843,
J-1061), Adam Fišer ( J-92/J-1011/J-1795/J-2503) i Jan Landmann ( J-2501), czy bawarski młynarz
Anton Zaleský ( J-1012).
52
Np. Vytažená z varšavských novin (‘Wyjęta z gazety warszawskiej’) ( J-69), Vytažená z vídenských novin (‘Wyjęta z gazety wiedeńskiej’) ( J-181), Vytištěná z ratobořických novin (‘Wydrukowano
z gazety ratoborzyckiej [raciborskiej?]’) ( J-1091).

⩶ 130 ⩶

�kich Szwedów), „obcy” o wyraźnym wizerunku to przedstawiciele narodów, które w XIX w. toczyły wojny z Austrią: przede wszystkim Francuzi i Prusacy. W zasadniczym rysie zgadza się to z badaniami pieśni ludowych innego charakteru niż
twórczość kramarska, np. zbioru Čeňka Holasa z początku XX w., o którym pisze
czeska onomastka Libuše Olivová-Nezbedová: „Etnonimy znajdujemy częściej tylko w pieśniach wojskowych, kilkakrotnie występuje Turek czy Tureček, pojedynczo Francuz i Prajzík. Związek z wyprawami wojskowymi nie ulega wątpliwości”
(1993: 287).
Sądzę, że na podział polityczny – inaczej niż na religijny – patrzeć należy jako
na zewnętrzny dla adresatów pieśni kramarskich, niewiążący się z ich zwykłym doświadczeniem i postrzeganiem świata. Silny nacisk na informacje o przynależności
państwowo-politycznej pojawia się wyłącznie w kontekście wojen, a więc sytuacji
wyjątkowej53. W codziennym życiu kontakt z obcokrajowcami był znacznie ograniczony (por. Sirovátka 1996: 27–44, Lněničková 1999: 293–294) i pojedyncze okazjonalne spotkania podczas pielgrzymek, podróży handlowych itp. nie wystarczały
do sformowania powszechnie podzielanego stereotypu. Do tego konieczny był masowy kontakt lub – ewentualnie – docierająca do ludności wiejskiej wieloma kanałami kampania propagandowa, budująca obraz wroga spiskującego przeciw państwu
i cesarzowi. Jak już zaznaczono, wspólne dla dużych grup społeczeństwa doświadczenie kontaktu z obcokrajowcami miało miejsce jedynie w przypadku toczących
się na czeskim terytorium kampanii wojennych. W czasie ich trwania „obcych” napotykali nie tylko żołnierze na polu bitewnym, ale również cywile mieszkający na
trasie wojskowych przemarszów i obciążeni ekonomicznymi kosztami konfliktu.
Podobnie jak przypadku innego religijnie przyjmuję, że większe znaczenie niż
konkretne nazwy i jednostki narodowo-polityczne ma tu ogólny wizerunek obcego, do którego w zależności od potrzeb przyporządkowywane mogły zostać różne
narody. Inaczej niż w poprzednim rozdziale, opisu nie rozpoczynam jednak od wymienienia nazw, jakimi określani są w tekstach pieśni „obcy”. Repertuar nazw własnych w drukach kramarskich jest bowiem bardzo szeroki, ale jednocześnie w większości przypadków są to nazwy geograficzne, które mają incydentalny charakter i nie
wiążą się z utrwalonymi obrazami. Nazwy znaczące, związane ze stereotypem, pojawią się przy opisie poszczególnych obrazów obcości oraz w syntetycznym podsumowaniu tego zagadnienia (punkt 4.7.). W ostatnim podpunkcie niniejszego
53
Por. tekst dialektolożki i etnolingwistki Anny Tyrpy dotyczący wizerunku cudzoziemców
w małopolskich pieśniach ludowych, gdzie kontakt z „innymi” w sytuacji wojny stanowi oddzielny
punkt związany z ich przedstawianiem na równi z kategoriami tak podstawowymi jak wygląd czy
typowe zajęcia cudzoziemców (Tyrpa 2007: 239–241).

⩶ 131 ⩶

�rozdziału (4.6.4.) zawarty jest natomiast komentarz do określeń funkcjonujących
jako puste znaki w utworach przedstawiających „innego” w sposób pozbawiony
konkretnego wartościowania.

4.6.1. Obcy – najeźdźca i okupant
Pierwsza rola, w jakiej występują w pieśniach obcokrajowcy, ma swoje źródło w rzeczywistych wydarzeniach historycznych. W okresie popularności druków kramarskich mieszkańcy Czech, Moraw i Śląska kilkakrotnie doświadczali przemarszów
wojsk i walk na własnym terytorium. Dwa konflikty dziewiętnastowieczne – wojny napoleońskie i wojna austriacko-pruska były na tym terenie szczególnie intensywne i wywarły najsilniejszy wpływ na obraz innego jako najeźdźcy i okupanta.
W tej roli przedstawiani są najpierw Francuzi54, a następnie Prusacy55. Podobnie
jak miało to miejsce w przypadku wizerunków „innego” religijnie, różne nacje wypełniające te same role były do pewnego stopnia utożsamiane ze sobą i przedstawiane jako współpracujące przeciw Austrii, nawet jeśli historycznie było to nieuzasadnione. Przykład takiego zaskakującego sojuszu odnajdujemy w pieśni Pozdravení
z vojenského ležení 1866, sugerującej wspólny atak na Austrię ze strony Prusaków
i Francuzów56:
Tam jsou nepřátele potrestani,
byli v nich Francouzové zmichani,
v Čechách se jim zalíbilo,
potom když skusili znechutilo.

[Tam leżą wrogowie pokarani,
byli wśród nich Francuzi wmieszani,
w Czechach się im spodobało,
lecz gdy spróbowali odwidziało].
( J-58)

Jako naród Francuzi najsilniej identyfikowany z agresorem, łączeni są w tekstach z większością negatywnych wydarzeń. Krótką wzmiankę o francuskiej pomo54
Obraz Francuza jako nieprzyjaciela Austrii sięga zapewne wcześniejszych konfliktów XVIII w.:
wojen o sukcesję hiszpańską (1701–1714), polską (1730–1735) i austriacką (1740–1748).
55
Do wojny 1866 r. nawiązuje rozsławiona m.in. przez Haškowskiego Szwejka pieśń o kanonierze Jabůrku, stawiającym Prusakom czoła pomimo utraty kolejnych kończyn. Choć jest ona często przytaczana jako najsłynniejszy przykład pieśni kramarskiej (np. Tarajło-Lipowska 2010: 86),
należy zaznaczyć, że była to parodia napisana kilkanaście lat po wojnie i z prawdziwie kramarską poetyką nie ma wiele wspólnego (zob. Scheybal 1990: 255–256).
56
Można więc przyjąć, że nie tyle Francuzi zostają całkowicie zastąpieni przez Prusaków w kategorii wroga politycznego, co raczej uwaga autorów i odbiorców koncentruje się zawsze na jednej
z kilku nacji umieszczonych we wspólnym zbiorze „najeźdźców”, w zależności od sytuacji politycznej lub historycznej bliskości konkretnych wojen.

⩶ 132 ⩶

�cy dla wrogów Austrii: „Francouz na pomoc pospíchá králi sardinskému” [„Francuz
na pomoc pośpiesza królowi sardyńskiemu”] znajdujemy w pieśni o wojnie z Sardynią w 1859 r. ( J-985, Nová píseň aneb prosba k Bohu v čas soužení), nieco więcej
informacji w druku o powstaniu w Neapolu w 1848 r. ( J-27/J-47/J-894/J-1002,
Žalostná píseň o reberií w Netalií) – w obu powyższych przypadkach są to zresztą
informacje zgodne z rzeczywistą sytuacją polityczną:
Tak hned Talijání Francozovi psali,
by byl jejich králem za to jej prohlásili.
Francouz k sardinskému králi psal z radosti,
by pomoci přišel a z vojském tam dojel.
[Wnet więc Italianie do Francuza piszą,
że za swego króla chętnie go ogłoszą.
Francuz do sardyńskiego króla rad pisał,
by z pomocą przyszedł i z wojskiem tam pośpieszał].
( J-27/J-47/J-894/J-1002)

Obraz najeźdźcy budowany jest z dwóch perspektyw w pieśniach różnych gatunków – pierwsza z nich to punkt widzenia żołnierza, druga – cywilnego mieszkańca podbitego terytorium. Punkt widzenia żołnierza wyprawiającego się na wojnę
z „obcymi” odnaleźć można w rekruckich pieśniach lirycznych i w pieśniach nowiniarskich opisujących konkretne kampanie i potyczki. Główną cechą „obcych”
widzianych z perspektywy idącego na wojnę rekruta jest ich waleczność i odwaga
połączone z okrucieństwem i brakiem litości. Tak na przykład w pieśniach z czasów wojen napoleońskich, np. utworze Nová píseň srdnatého vojina, odnajdujemy
obraz wojska francuskiego jako nieustraszonego:
Ta francouzská armáda,
v širokém poli stoji,
pojďte sem kamarádi,
žadného se nebojí.

[To francuskie wojsko,
w szerokim polu stoi,
śpieszcie towarzysze,
nikogo się nie boi].
( J-9)

Z pozytywnie ocenianą odwagą często łączone jest jednak negatywne okrucieństwo. Bezlitosny na polu bitwy nieprzyjaciel ukazany jest w pieśni Píseň nová
k Panně Marii, všem věrným křesťanům na světlo vydaná. Opowiada ona o cudownym ocaleniu przez Maryję trzech synów biednej wdowy podczas bitwy pod Dreznem w 1813 r. Zanim w wydarzenia włącza się nadprzyrodzona siła, ranni żołnierze
⩶ 133 ⩶

�wydają się być skazani na śmierć, ponieważ napoleońskie wojsko nie oszczędza nawet rannych nieprzyjaciół:
Francouzové jsou k nám jeli,
ty šavle v rukach měli,
že my ještě tří živí jsme,
hned nás rozsekat chtěli […].

[Francuzi na nas jechali,
szable w rękach trzymali,
że my trzej jeszcze żyjemy,
więc nas porąbać chcieli […]].
( J-469)

Jako okrutni i groźni przedstawiani są Francuzi również w pieśni Nová píseň
o loučení vlastence, która w sentymentalny sposób relacjonuje pożegnanie rekrutów ze swoimi bliskimi:
Přehrozný pláč nařikání,
v naších zemích nastaly,
když ubozí rodičové své dítky dát musejí,
před hrozného nepřítele Francouze ukrutného.
[Okropny płacz i lamenty,
przyszły do naszych ziemi,
że strapieni rodzice swoje dziatki oddać muszą,
przed strasznego przeciwnika okrutnego Francuza].
( J-4)

Taki dobór cech pozwala pieśniom wywrzeć odpowiedni skutek emocjonalny
(podkreślanie niebezpieczeństw czekających na żołnierza wzmacnia sentymentalny
wydźwięk pieśni przedstawiających pożegnania z rodziną), a ponadto wpływa na
funkcję propagandową tekstów. Jeżeli bowiem wróg jest przedstawiany jako szczególnie potężny, pozytywny obraz armii i wodzów habsburskich zostaje zachowany, niezależnie od rzeczywistego wyniku walk. Zwycięstwo nad silnym przeciwnikiem jest powodem do dumy i wysławiania habsburskich wodzów i żołnierzy, ale
również klęska nie staje się powodem do spadku morale, ponieważ wynika z nierównych sił lub wrogiego podstępu. Często w odniesieniu do wroga pojawia się informacja o jego przebiegłości, np. sformułowanie francouská chytrost w pieśni Píseň
z příběhu této vojny vytažená ( J-3), albo słowa „[…] Prus dlouhy čas s chytrostí, škodil převelice naší vlasti” [„[…] Z przebiegłością Prus czas długi, państwu naszemu
szkodził”] w pieśni Nová píseň o krutém boji Rakouska proti Prusům v Čechách…,
oznaczonej numerem J-210/J-2411. Zarzucanie wrogom niehonorowego postępowania pozwalało bez ryzyka narażenia się cenzurze relacjonować także niepowo⩶ 134 ⩶

�dzenia austriackiej armii, np. w utworach opisujących bitwę pod Sadową, jak cytowany powyżej druk, mówiący o zdradzie planów:
Bože dej, ať zradce vlasti zhyne,
Ať tvá spravedlnost kyne,
Snad plán boje je zrazeny,
Prus jest s velkou sílu postaveny.

[Boże spraw, niech kraju zdrajca sczeźnie,
A sprawiedliwość twa kwitnie,
Chyba plan nasz był odkryty,
Prusaków siła staje do bitwy].
( J-210/J-2411)

Zasadniczo pieśni kramarskie, nawet te opisujące konkretne bitwy, nie dostarczają wielu informacji o ich faktycznym przebiegu. Zawierają raczej ogólnikowe opisy, często będące sztafażem dla nauk moralnych i sentymentalnych historii,
jak w przytaczanej pieśni o cudem ocalonych rannych żołnierzach. W przypadku wojen napoleońskich, po ostatecznym zwycięstwie koalicjantów Habsburgów,
postać samego Bonapartego staje się symbolem gniewu i pychy, a jego upadek widziany jest jako boska kara (podobne ujęcie w polskim folklorze przywołuje Janina Hajduk-Nijakowska, 1983: 30). W druku Píseň z příběhu této vojny vytažená57,
czytamy więc, że Napoleon:
[…] chtěl dobyvat mnohých krajin
Boha odpovrhl, a na tom přestat nechtěl,
celý svět pod svou moc chtěl,
a naše země loupiti, v lidskej krvi se broditi,
Pán Bůh to mít nechtěl.
[[…] chciał zdobywać wiele krajów
Boga się wyrzekł, na tym się nie zatrzymał,
świat cały w swej władzy chciał,
i ziemie nasze spustoszyć, w ludzkiej posoce chciał brodzić,
lecz mu Pan Bóg nie dał].
( J-3)

Stereotyp Francuza – bezlitosnego przeciwnika wszedł do folkloru i jest obecny także w tekstach niedotyczących bezpośrednio nowin wojennych i wiadomości politycznych. To, że mieszkańcy Europy Środkowej swój obraz Francuza budowali głównie w oparciu o doświadczenia zdobyte podczas konfliktów zbrojnych,
wydaje się potwierdzać analiza polskich źródeł folklorystycznych dokonana przez
57

Przedruk pieśni opatrzony komentarzem umieszcza w swojej antologii Jiří Fiala (1989:
211–214).

⩶ 135 ⩶

�Annę Tyrpę, w której czytamy58: „Absolutną przewagę w zaświadczeniach gwarowych dotyczących Francuzów mają te, które odnoszą się do kolejnych wojen. Wojny te […] stawiały wielu polskich wieśniaków po przeciwnej niż Francuzów stronie
frontu” (Tyrpa 2011: 192).
Przykład pieśni lirycznej, w której stereotypowy wizerunek Francuzów pojawia się mimochodem, stanowi Kratochvilná píseň mládencům a pannám k potěšení
vydaná, zaczynająca się od słów: „Kdybych já se nebál Andulko tvé zrády…” [„Gdybym ja się nie bał Andulko twej zdrady…”]. Zawiera on wierszowany dialog dwojga zakochanych, w którym Honzíček grozi, że jeśli rodzice Andulki nie pozwolą młodym na ślub, pójdzie on na wojnę z Francuzami i niechybnie na niej zginie:
Ti francouští lidé,
Ti jsou neustupní,
Ti nedají pardon,
Neb jsou jako vzteklí,
Neb jsou jako vzteklí.

[Ci francuscy ludzie,
Są nieustępliwi,
Nie dadzą pardonu,
Bo są jako wściekli,
Bo są jako wściekli].
( J-1044/J-1057/J-1285)

Obraz wroga jako okrutnego i nie zawsze postępującego honorowo bez wątpienia odgrywał znaczącą rolę propagandową – zagrzewał do boju i rozwiewał
wątpliwości co do sensu walki w obronie państwa austriackiego. W odpowiedzi
na obcą przemoc niektóre z pieśni zachęcały do równie bezlitosnego traktowania
wroga. Nová píseň o myslivcích ( J-2403) opiewająca zalety służby w oddziałach jegrów, wzywa do zemsty na Francuzach, argumentując to ich poczynaniami w podbitych krajach: „Neb milosti žádné není, vyhubili tolik zemí, / zlato stříbro pobrali, dobytek, chleb vyžrali” [„Nie będziemy litowali, tyle krain wyniszczyli, / złoto,
srebro zabrali, bydło, chleb wyżarli”].
Obrazy ucisku ludności cywilnej i plądrowania ojczystych krain przez nieprzyjaciół były drugim z elementów wzmacniających przekaz propagandowy.
Informacje takie pojawiają się w pieśniach wojskowych, w tym na marginesie niektórych cytowanych już wcześniej utworów, np. w druku J-58: „Kolem Reichemberku Prajz rabuňk měl, sukna a peníze pro vojsko chtěl” [„Pod miastem Libercem Prusak rabował, sukno i pieniądze rekwirował”], albo w pieśniowym opisie
bitwy pod Sadową:
58
W przypadku polskich chłopów do doświadczeń wojennych dodać należy również walkę
przeciw Francji w szeregach armii pruskiej. O wizji Francuza-rabusia pustoszącego wsie pisze również folklorystka Janina Hajduk-Nijakowska (1983: 30).

⩶ 136 ⩶

�Prusové volají hlasem řádně,
Ať žije pruský král, Bedřich59 slavně,
Čechům chleb, peníze vzali,
Města a vesnice zapalili.

[Prusacy wielkim głosem wołają,
Niech żyje Frydrych, król wiwatują
Chleb, pieniądze Czechom wzięli,
Wsie i miasta podpalili].
( J-210)

Przede wszystkim jednak znaleźć można je w specyficznej podgrupie pieśni
przedstawiających obcą władzę w Czechach i na Morawach w satyrycznym ujęciu.
Tworzą one drugą perspektywę, z której przedstawiani są „obcy” – punkt widzenia
ludności cywilnej. Tu nacisk kładziony jest na trudności ekonomiczne i zagrożenia
spadające na zwykłych mieszkańców podbitych terenów. Inaczej jednak niż w pieśniach wojskowych i w obrazie obcego religijnie-tyrana (zob. 4.5.5.), represje jakie
spadają na Czechów z rąk „obcych” nie mają tak tragicznego i tak brutalnego charakteru. W przeciwieństwie do pieśni operujących kryterium religijnym, nie ma tu mowy
o absolutnej kategorii walki dobra ze złem, a raczej o ścieraniu się rzeczywistych
ludzkich interesów. Najeźdźcy przedstawiani są jako uciskający cywilną ludność, ale
ich obraz jest znacznie bardziej realistyczny – wróg nie eksterminuje cywili, ale żyje
na ich koszt, a w pieśniach mowa jest o wyjadaniu zasobów, obowiązku nocowania,
prania i gotowania nieproszonym gościom – informacje te zgadzają się z narracjami
wspomnieniowymi i statystykami przywoływanymi w opracowaniach historycznych
(por. Vaňáček 1965: 43–45). Rekwizycje i rabunki stanowią główny temat całych
utworów, np. druku J-2: Nová píseň60. Niemal cała pieśń poświęcona jest trudnościom doświadczanym przez morawskich chłopów, których domy i gospodarstwa
zajmują francuscy żołnierze, traktujący prawowitych właścicieli jak służbę. Gości nie
sposób przy tym zadowolić byle czym i bez ustanku oczekują oni kolejnych usług:
Ach můj milý krajane, upřimný Moravane,
[…] dáváš Francouzům vinu,
že od nich tuze soužený ani nemáš odlehčení,
tvá žena i s čeledí moc trpěti musejí
[…]
59
Interesujące jest tu przywołanie imienia Fryderyka (Bedřich), mimo że w czasie wojny prusko-austriackiej królem Prus był Wilhelm I. Można na to patrzeć jak na kolejne potwierdzenie ahistoryczności twórczości kramarskiej (najsłynniejszym władcą Prus był Fryderyk Wielki, więc każdy
król pruski jest z nim identyfikowany), ale pomyłka może wynikać również z faktu, że armią pruską
w opisywanej bitwie dowodził książę koronny Fryderyk Hohenzollern.
60
Kopia nr J-2 ze zbiorów Muzeum Komeńskiego jest niekompletna, brak w niej kart ze
zwrotkami od 3. do 12. i od 21. do 32., ale pieśń przedrukowana jest w całości (32 zwrotki) w antologii Fiali (1989: 139).

⩶ 137 ⩶

�Francouz za ním pospíchá, sedlák zas pryč utíká,
chce mít vína lahodnější, kachny, husy jsou chutnější.
Vem, sedláku, vem, kde vem, přines kachny, husy sem!
[…]
Zas napadla mě starost, mám Francouzům prádla dost?
Francouz praví: Du musst waschen, katě, Hemder und Kamaschen!
Sedlák boty vixuje a jim všechno pucuje.
Ach mój miły rodaku, poczciwy Morawiaku,
[[…] Francuzów chcesz winić,
że z nimi ciągłe skarania nie masz wcale odpocznienia,
żona twa wraz z czeladzią wiele wycierpieć muszą
[…]
Francuz za nim wciąż goni, wieśniak się nie uchroni,
chce mieć wino przyjemniejsze, kaczki, gęsi najsmaczniejsze.
Nie dbam o to, skąd je masz, kaczki, gęsi na stół dasz!
[…]
Nie mam chwili wytchnienia, ma Francuz dość odzienia?
Francuz mówi: Du musst waschen, portki, Hemder und Kamaschen!
Wieśniak buty pastuje i wszystko im rychtuje].
( J-2)

Francuzi w pieśni swoje żądania wyrażają po niemiecku, co jest uzasadnione
warunkami językowymi na terytorium monarchii habsburskiej, ale jednocześnie
pozwala sądzić, że uciskający cywili żołnierze mogą być tak naprawdę dowolnej narodowości. Naprzeciwko „obcych” stawały w czasie wojny armie cesarskie i sojusznicze, które również zdobywały aprowizację we wsiach i choć oficjalnie ich broniły, tak samo jak wrogowie naprzykrzały się czeskim chłopom61. Brak informacji na
ten temat bez wątpienia jest wynikiem cenzury, ale być może w pieśniach o obcym
ucisku w niebezpośredni sposób pobrzmiewa również skarga na wojenne trudności wywoływane przez swoich.
W podobnym, choć jeszcze bardziej satyrycznym duchu przedstawione są
pruskie rządy w Czechach w 1866 r.62 (pieśń J-1906, Prusů jídlo a pítí do písně uvedené). Zawiera ona opis obcych żołnierzy, którzy niczym szarańcza dosłownie po61

Warto tu przywołać, nieobecną niestety w analizowanym korpusie, pieśń zachęcającą Czechów do goszczenia maszerujących przez kraj w 1799 r. wojsk Aleksandra Suworowa. Tekst stanowił
propagandową odpowiedź na pogłoski o szczególnym okrucieństwie i dzikości Rosjan (zob. Scheybal 1990: 155–157).
62
W kontekście wojny austriacko-pruskiej istotną rolę satyrycznych, ale realistycznych w swym
przekazie pieśni opisuje Václav Pletka (1966: 19).

⩶ 138 ⩶

�żerają wszystko na swojej drodze63. Tekst wymienia rozmaite produkty spożywcze odbierane czeskim chłopom, a pomimo swojego humorystycznego charakteru
piętnuje zachowanie Prusaków, nie pozostawiając ich bez kary, łupieżcy umierają
bowiem z przejedzenia:
Na hodách jest hojnost masa piva
To pruský žaludek rád užívá
Tam jest hojnost kávy, vdolku, chleba
To Prusům v Rakusku trhá střeva.
[…]
Toho jsme se jistě přesvědčili,
když u nás vojáci pruští byli,
Ti jedli a pili podle vůle,
mnozi došli smrtelného cíle.

[Na biesiadzie w bród mięsa i piwa
Pruski żołądek sobie używa
Mnóstwo tam kawy, jest chleb i pączki
Aż Prusom w Austrii rozrywa kiszki.
[…]
O tym pewnie-śmy się przekonali,
gdy tu Prusacy stacjonowali,
Oni co chcieli pili i jedli,
liczni na łożu śmiertelnym legli].
( J-1906)

Jak widać, choć pieśni opowiadają o zdarzeniach obiektywnie trudnych i uciążliwych dla Czechów, mają zupełnie inny charakter niż pieśni oparte na kryterium
religijnym, gdzie nie do pomyślenia byłoby humorystyczne przedstawianie grasujących po kraju heretyków. Brak nienawiści w stosunkach między zdobywcami a pokonanymi sprawia, że w przypadku obcości politycznej możliwe i zrozumiałe bywają próby układania się z okupantem dla własnej korzyści. Humorystyczny przykład
takiej narracji zawiera pieśń pt. Světulka, věkem sešlá udává pravdivou píseň64. Tekst
opowiada o starej pannie, która wiąże się z pruskim żołnierzem, by czerpać z tego
związku materialne korzyści, gdyż wybranek dzieli się z nią zrabowanymi od innych wieśniaków dobrami:
O můj zlatý Martinek dobrý Prajz rozeny,
on nosival domácí slaniny, uzeniny.
Koláče marcipany mouku kafe vejce,
a to jenom sesbíral kupcovi neb selce.
[O mój złoty Martinek dobry rodak pruski,
przynosił mi domowe słoniny, szyneczki.
Ciasteczka marcepany mąkę jajka kawę,
które zebrał kupcowi albo wiejskiej babie].
( J-1507)
63

Podobne obrazy odnaleźć można w kilku innych utworach przedrukowanych w antologii
Pletki (1966: 114–118, 127–131).
64
Przedruk z komentarzem – zob. Pletka 1966: 111–113.

⩶ 139 ⩶

�Bohaterka zostaje w pieśni wyśmiana, a w finale porzucona przez Prusaka, który
po skończonej wojnie wraca z wojskiem do domu i odmawia zabrania markietanki ze
sobą. Jej sukces jest więc krótkotrwały i traci ona wszystko, co zyskała w efekcie zdrady
swojej ojczyzny. Nauka moralna jest więc jasna – zdrajczyni sama zostaje zdradzona:
Starý panně růženec, ještě starší máry,
to ti Prajzi za lásku všem zradám popřáli.
Adie, můj Martinku! Měj se v Prajsku dobře,
já zde musím zůstati, až mne práce dodře.
[Starej pannie różaniec, jeszcze starszej mary,
takie zdrajcom Prusacy zostawili dary.
Adieu, mój Martinku! Miej się w Prusach pięknie,
ja tu muszę pozostać, aż od pracy zdechnę].
( J-1507)

Całość pieśni utrzymana jest jednak w humorystycznym duchu, bez przywoływania wielkich idei i kategorii związanych z polityką, a bohaterka w swoim postępowaniu kieruje się przede wszystkim pragmatyzmem. Sugestia wspierania przez niektórych Czechów obcych wojsk pojawia się ponadto w pieśni J-3, Píseň z příběhu
této vojny vytažená. Utwór wymienia Czechów czekających na Napoleona jako wyzwoliciela spod obowiązków pańszczyźnianych, wyśmiewając ich naiwną wiarę65:
„Kde jste, vy hloupí proroci, a velcí uštípaci svého zeměpána? / Mluvili jste o svobodě, jak Bonapart do Čech přijde, že vám bude dána” [„Gdzie się podziali głupi
prorocy, wielcy szydercy miłościwego pana? / Mówiliście o wolności, gdy Bonapart do Czech przyjdzie, że wam będzie dana”].
Także cytowana już pieśń o cierpieniach morawskich gospodarzy kontrastuje
nakładane na nich przez okupanta obowiązki z marzeniami o wolności i równości,
wyrażanymi wcześniej przez niektórych chłopów:
Ty nešťastni sousedí v pekle to uslyšeli,
že Francouz bude zde králem a sedlák desátku zbaven,
že pominou roboty, zatím nemáte boty.
[…]
Musím souditi taky, že má Bůh rád sedláky,
hlas jejich brzo vyslyšel, král francouzský k každému přišel,
65
Pieśń cytowana jest przez historyka Michaela Vaňáčka (1965: 10). Na kolejnych stronach
jego książki znaleźć można szczegółowe informacje o nastrojach politycznych na morawskiej wsi
w okresie wojen napoleońskich, w tym o profrancuskiej agitacji.

⩶ 140 ⩶

�svobody udělil dost, stala se jim ta milost.
[…]
Já se tě tážu světle, kde máš své bankocetle?
Francouzi vám jich pobrali, stříbra, zlata hojnost měli,
nyní tvůj dům prázdný jest, od Boha na všecky trest.
[O nieszczęśni sąsiedzi w piekle-ście to słyszeli,
że Francuz będzie nam władał podatków nie nakładał,
zniosą na pańskim pracę, teraz butów nie macie.
[…]
Prawdę jak sądzę powiem, Bóg sprzyja rolnikowi,
głosy wasze usłyszał, u każdego francuski król zawitał,
wolności dał wam dość, poznaliście łaskawość.
[…]
Pytają mądre głowy, gdzie pieniądz papierowy?
Francuzi je wam zabrali, srebrem, złotem się sycili,
pusta twoja chałupa, to od Boga nauka].
( J-2)

Finał pieśni jasno wyraża procesarską propagandę i nakłania do posłuszeństwa
legalnej habsburskiej władzy:
Tuto píseň zavirám, vám, sedláci, povidám:
Roboty pilně konejte, desátky patřicí dejte,
císař pán je vaším králem na věčné věky – amen.
[Tę pieśń swoją zamykam, wam, rolnicy powiadam:
Pańszczyznę swą odrabiajcie, dziesięciny wypłacajcie,
cesarz pan jest waszym królem na wieki wieków – amen].
( J-2)

Powyższy przykład pokazuje, że pieśni kramarskie bronią status quo – choć
ich autorzy mają świadomość niezadowolenia chłopów z obowiązków pańszczyźnianych, uważają istniejący porządek świata za uświęcony tradycją i zgodny z Bożą
wolą. Taka wizja świata obecna jest również w pieśniach opisujących wrogów wewnętrznych w obrębie państwa habsburskiego, gdzie bunt przeciw cesarzowi przedstawiany bywa jako reakcja na klęskę nieurodzaju czy zbyt wysokie podatki (4.6.3.).
Przyczyna jest więc zrozumiała, lecz reakcja buntowników niewłaściwa, bo propagowany w większości pieśni fatalizm nakazuje znoszenie swego losu z pokorą.
Nieoczywistą konsekwencją takiego postrzegania świata może być pozornie
niespójne, zniuansowane przedstawianie przedstawicieli wrogich nacji. Wydaje
się, że operowanie nazwami narodowości stanowiło pewne uproszczenie, którego
⩶ 141 ⩶

�świadomość mieli autorzy i czytelnicy. W przypadku pieśni o wojnach toczonych na
czeskim terytorium Francuzi czy Prusacy to zawsze członkowie obcych wojsk, a więc
osoby nastawione do czeskiej ludności wrogo i przedstawiane z niechęcią (i to ich
dotyczy stereotyp). Z drugiej strony odbiorcy z własnego doświadczenia wiedzieli, że
obowiązek wojskowy jest nieunikniony. Niechęć do obcych żołnierzy, których los postawił w roli okupantów, nie musiała więc stać na przeszkodzie współczuciu ich rodzinom, pozbawionym żywiciela, i ludności cywilnej w kraju agresora (sugeruje to przy
autoidentyfikacji dominację kryterium klasowego nad państwowo-narodowym).
W korpusie odnalazłem nieliczne teksty, które choć wydane w okresie wojny,
opisują ze współczuciem wydarzenia we wrogich politycznie krajach. Dodatkowym
czynnikiem, który odgrywa przy tym rolę, jest wspomniana już bohemizacja obcych realiów – mieszkańcy Francji czy Prus są przedstawiani identycznie jak Czesi,
a ich wartościowanie w tekście zależne jest od indywidualnego postępowania. Konsekwentnie negatywny stereotyp najeźdźcy dotyczy jedynie żołnierzy tych państw
obecnych na czeskim terytorium. Przykład tego, że wojenny stereotyp okupanta
nie zawsze przekłada się na obraz całej narodowości stanowić może druk z okresu
wojny z Prusami pt. Žalostná píseň o pěti sirotkách a zázračném pacholeti… Choć
wszystkie postacie w historii to Prusacy, narrator sympatyzuje z doświadczonymi
przez wojnę ubogimi ludźmi nawet we wrogim kraju:
Krutá vojna, hrozná nemoc, jest veliký trest Boží,
manžel musí být ve vojně, manželka s pětí dítky,
čeká na svého manžela, až se z vojny navrátí,
manželka v koleře právé, se světem se rozloučí.
[Straszna wojna, ciężki mór, to wielka Boża kara,
mąż przy wojsku być musi, żona z pięciorgiem dzieci,
czeka na męża swojego, kiedy z wojny powróci,
żona cholerą złożona, już ze światem się żegna].
( J-79)

Drugim przykładem podobnego zniuansowania (lub, co również możliwe, niekonsekwencji autora) jest pieśń pt. Příkladná píseň o přehrozné a ukrutné nynější
francouské vojně…, która opisuje grabieże, jakich dopuszczają się źli francuscy żołnierze na własnych rodakach66:
66
Być może – co zdaje się sugerować pełny tytuł (Příkladná píseň […], kterak oni nás ti ukrutní tyrani sužujou…) – w pierwotnym zamierzeniu tekst dotyczyć miał morawskiej chłopki, ale wydrukowana
pieśń akcję wydarzeń umieszcza we Francji, gdzie „Francouz zlé děla, neb má hroznou sílu lidů, nad žádnym lítost nemá” [„Francuz zło czyni, bo ma straszną rzeszę ludzi, nad nikim nie ma litości”].

⩶ 142 ⩶

�Neb Francouzi zlé dělaji, žádného nelitujou,
města pole i vesnice, všecko všudy plundrujou,
lidi mordujou nevážně, tý ukrutné tyrané,
aní děti nelituji maji srdce kamené.
[Bo Francuzi źle czynią, nikogo nie oszczędzają,
miasta pola nawet wioski, wszystko wszędzie plądrują,
ludzi strasznie zabijają, ci okrutni tyrani,
nawet dzieciom nie odpuszczą serca mają z kamieni].
( J-194)

Opisywany francuski żołnierz określany jest – zgodnie ze stereotypem – epitetami takimi jak hrozný, přeukrutný, rozsápaný Francouz (‘straszny’, ‘przeokrutny’,
‘rozjuszony Francuz’) i ukrutný bezbožník (‘okrutny bezbożnik’), a jego ofiarą pada
biedna wdowa – postać wręcz archetypiczna, osoba najbardziej bezbronna i zawsze
obdarzana w pieśniach kramarskich współczuciem (zob. punkt 4.9. przedstawiający wizerunki obcości w hierarchii społecznej).

4.6.2. Obcy – odległy wróg
Swoisty łącznik między dwiema kategoriami, religijną i polityczną, stanowią grupy, w których przypadku identyfikacja religijna jest równoznaczna z identyfikacją
państwowo-narodową. Są nimi dwie wspomniane wcześniej nacje, Szwedzi i Turcy.
O ile jednak w tekstach mówiących o Szwedach – zapewne ze względu na ich historyczny charakter, dotyczą bowiem XVII w. – obraz zdecydowanie skupia się na
wrogości religijnej (do tego stopnia, że o politycznym aspekcie wojny nie ma w ogóle mowy), wizja wojen z Turcją łączy argumentację religijną z polityczną67. Pieśni
dotyczące wojen końca XVIII w., poświęcone m.in. triumfom Gideona Laudona,
zdobywcy Belgradu w 1788 r., czasem dodają do motywów związanych z wojną z innowiercami także element walki politycznej, poprzez podkreślanie konfliktu cesarza z sułtanem i opisywanie zysków i strat terytorialnych Habsburgów (zob. Fiala
2014: 232). Za przykład posłużyć może utwór zatytułowany Nová píseň o slavným
pánu jenerálu Gedeonu Laudonu, který Bělohrad dobyl, w którym odnajdujemy listę habsburskich terytoriów, dotkniętych przez wojnę z Turkami, oraz informację
o odzyskaniu przez cesarza kontroli nad Serbią. Pieśń zamyka wezwanie do modlitwy o pomyślność Austrii i jej władcy, Józefa II:
67

A w okresie wojny rosyjsko-tureckiej 1875–1878 również etniczno-narodową, gdy Turek
przedstawiany jest jako wróg Słowian (Klacek 2014: 76–77).

⩶ 143 ⩶

�Radůj se již země česká, rakouská, moravská, slezská,
Laudon velká hrdina, zahání neznaboha Turka, zlého pohana.
Uherská země již plesej, proto, že již ten soused zlej,
od tebe se vzdaluje, k nám se zas připojuje, ta slavná zem Servie.
Z toho vy servitšti pání, možete být dobře rádí,
že Josefa druhého máte pána vašeho, děkujte Bohu z toho.
[…]
Přitom též chraň dům rakouský, a v boji vypros vítězství,
aby Turek nad námi nezvítězil svou zbraní, věřícími křesťany.
[Raduj się ziemio czeska, austriacka, morawska, śląska,
Laudon wielki heros, Turczyna poganina złego przepędził teraz.
Węgierska ziemio bądź rada, bo już złego sąsiada,
twego w dal przegnano, do nas zaś znów przydano, ów sławny kraj Serbię.
Dlatego wy panowie serbscy, możecie być weseli,
że Józefa drugiego macie za pana swego, za to Bogu dziękujcie.
[…]
Chroń przy tym dom austriacki, w walce wyproś zwycięstwo,
aby Turek nad nami wiernymi chrześcijanami, bronią nie zwyciężył].
( J-13)

Choć z wyjątkiem sporadycznych wypadów osmańskich harcowników na teren południowo-wschodnich Moraw ziemie czeskie nie zostały bezpośrednio dotknięte najazdem tureckim, ciężar prowadzonych przez Austrię wojen ponosili
również ich mieszkańcy (zob. np. NEČMS 2007: 1078), a świadomość płynącego
z południa zagrożenia towarzyszyła im przez kilkaset lat: „Po tři století [turecké války] tvrdě zatěžovaly střední a východní Evropu daní krve i peněz. Český podíl na
této dani byl víc než značný” [„Przez trzy stulecia [wojny z Turcją] bezlitośnie wymagały od Środkowej i Wschodniej Europy daniny krwi i pieniędzy. Czeski wkład
w tę daninę był bardziej niż znaczący”] (Kneidl 1983: 198). Figura Turka zgodnie z ogólnoeuropejskim trendem stała się archetypem wroga, zarówno religijnego, jak i politycznego, i obraz ten odnajdujemy również w drukach kramarskich68.
W porównaniu z wizerunkami wrogów bliższych geograficznie, których obecność
doświadczona została na ziemiach czeskich, obraz Turka jest jednak znacznie bardziej schematyczny.
68

Por. obraz Turka jako wroga na wojnie w polskim folklorze (Tyrpa 2011: 215–216).

⩶ 144 ⩶

�Bardziej zideologizowany i mniej realistyczny obraz Turka wydaje się związany
z większą odległością geograficzną miejsca walk i wynikającą z niej mniejszą szansą osobistego spotkania z „obcym”. Ma także związek z propagandową rolą pieśni
kramarskich o wojnach z Turcją, na którą zwracają uwagę historycy: „Pololidové
písňové skladby s válečnou tematikou nepochybně fungovaly i jako součást válečné propagandy” [„Na poły ludowe utwory pieśniowe o tematyce wojskowej bez
wątpienia funkcjonowały także jako element propagandy wojennej”] (Fiala 2014:
227). Inaczej niż narody okupujące ziemie czeskie, Turcy są ośmieszani i przedstawiani jako słabi. Podkreślanie siły i waleczności Francuzów czy Prusaków wiąże się
z koniecznością usprawiedliwienia wrogiej obecności w samym sercu monarchii.
W przypadku toczącej się daleko, na rubieżach cesarstwa wojny nie ma takiej potrzeby. Wręcz przeciwnie, obraz łatwego zwycięstwa mógł służyć jako zachęta dla
potencjalnych rekrutów, kolejnym z czynników wpływających na odmienny obraz
różnych wrogich nacji mógł być bowiem zmieniający się system poboru do habsburskiej armii. Obraz wojen z Turcją w folklorze, z którego czerpały pieśni kramarskie, ukształtowały bez wątpienia wcześniejsze konflikty, wojny XVII i XVIII w.,
kiedy zaciąg miał dobrowolny charakter i stanowił jedyną okazję wyrwania się
z obowiązków pańszczyźnianych (Fiala 1989: 13). Reformy Józefa II wprowadziły w 1781 r. powszechny pobór, rekrutów walczących z Francuzami i Prusakami
nie trzeba więc było zachęcać do dobrowolnej służby. Ukazywanie tych nacji jako
szczególnie okrutnych i groźnych przeciwników mogło za to służyć jako dodatkowa motywacja do obrony państwa, własnych domów i rodzin.
Turcy jako wrogowie polityczni Austrii przedstawiani byli jako tchórzliwi –
dotyczy to zarówno osmańskich żołnierzy, jak i samego sułtana, który skontrastowany zostaje z cesarzem austriackim, osobiście prowadzącym wojsko do boju. Sułtan prowadzi wojnę zamknięty w swym pałacu, jest więc nie tylko bojaźliwy, ale
również nieudolny, bo nie może sprawnie ocenić sytuacji na polu bitwy:
Ten otec laskavý, svýma skutky vábí
nás k udatnosti, sám komandiruje, srdce v nás vzbuzuje
svoji moudrosti. Vždy při svých dětech stoji, neb se kulky nebojí.
Sultan sedí v hradě, neví o armádě.
[Ojciec dobrotliwy, wzór dla nas prawdziwy
czynów dzielności, sam komenderuje, serca w nas raduje
swoją mądrością. Obok swych dzieci stoi, bo kuli się nie boi.
Sułtan w twierdzy siedzi, armii swej nie widzi].
( J-14)

⩶ 145 ⩶

�Cytowany powyżej tekst, Nová píseň udatného vojáka, který proti tureckému
vojsku k kurážnému táhu své spolukamarády vzbuzuje, ośmiesza również szeregowych żołnierzy, którzy w obliczu chrześcijańskiego ataku będą ze strachu wzywać
na pomoc swojego boga – Mahometa (por. punkt 4.5.1.): „Budou kříčet veta! I na
Machometa!” [„Zakrzykną: Nieszczęście! Ratuj Mahomecie!”], a odważna postawa austriackiej armii sprawi, że „široké kalhoty turecké holoty strachem naplníme”
[„szerokie galoty tureckiej hołoty napełnimy strachem”].
Do pewnego stopnia znów widać tu nakładanie się kryterium politycznego
z religijnym, cesarz jest bowiem przedstawiany nie tylko jako kochany przez swych
poddanych świecki władca i obrońca interesów państwowych, ale również namaszczony przez Boga obrońca religii i przywódca chrześcijańskiego świata w walce
z muzułmanami:
Náš nejvyšší mocnář, Jozef Druhý Císař, s Bohem radu bral,
svůj meč i své srdce, Boha žádajíce, dřív obětoval:
jaký pláč naříkání, měli věrní poddaní,
když z Vidně odjížděl, by své vojsko viděl, v svém spořádání.
[Nasz najwyższy monarcha, cesarz Józef Drugi, Boga się radził,
swój miecz i swe serce, Boga prosząc wielce, jemu ofiarował:
jakiż płacz i rozpaczanie, mieli wierni poddani,
kiedy z Wiednia odjeżdżał, by wojsko zobaczył, uszeregowane].
( J-14)

Stosunek do władcy i hierarchia społeczna zostaną bliżej opisane w kolejnych
częściach pracy (podrozdział 4.9.), ale warto również przywołać padające w tej samej pieśni słowa umieszczające służbę państwu i monarsze w płaszczyźnie religijnej: „Nesmíme mít strachu, že vojna bez strátu nikde nebývá / takovou udatnost a k mocnáři věrnost sám Bůh odplatí” [„Nie wolno mieć strachu, bo wojna
bez straty nigdy nie bywa / taką odwagę i wierność monarsze sam Bóg odpłaci”].
Element wierności władcy i szacunku dla zastanego porządku społecznego ma decydujące znaczenie w kolejnej grupie wizerunków obcego, czyli obrazie wroga wewnętrznego.

4.6.3. Obcy – wróg wewnętrzny
Kolejne źródło obrazów obcego politycznie stanowią pieśni dokumentujące austriackie interwencje zbrojne w obrębie własnego państwa. „Innymi” stają się wówczas
nielojalni poddani cesarza, którzy buntują się przeciw jego władzy, a tym samym sta⩶ 146 ⩶

�ją przeciwko habsburskiej armii – w tym służącym w jej szeregach Czechom i Morawianom. Zasadniczo opisy kampanii toczonych przeciw wewnętrznym wrogom
nie różnią się zbytnio od tych prowadzonych z najeźdźcami zewnętrznymi. Utwory przedstawiane jako aktualne i niosące nowiny z placu boju jedynie w rzadkich
przypadkach faktycznie dostarczają precyzyjnych informacji. Sentymentalne pieśni rekruckie są osadzane w konkretnym kontekście za pomocą pojedynczych słów
i mogły być aktualizowane przy okazji kolejnych wojen dzięki drobnym korektom.
Teksty takie jak Žalostné loučení rodičů, žen a dětí, pro bojovníky proti Sardinům
przypominają więc cytowane już pieśni rekruckie z czasów wojen napoleońskich:
Staří rodiče nebozí
Své dítky dát musejí,
Proti Vlachům na bojiště
By naši vlast hájili.

[Starzy rodzice nieszczęśni
Dać muszą swoje dzieci,
Przeciwko Włochom w pole
Niechaj ojczyzny bronią].
( J-1020/J-1934)

Fatalistyczna wizja wojny i wielkiej polityki jako niezrozumiałego ponadludzkiego żywiołu, będącego tłem i przyczyną jednostkowych cierpień, zgadza się z obrazem przekazywanym przez młodsze, ale odpowiadające na podobne zapotrzebowanie
odbiorcy druki polskie, o których pisze Piotr Grochowski:
[…] zupełnie brak tu perspektywy ogólnej, ponadjednostkowej, w której byłaby mowa
o siłach politycznych, interesach państw czy narodów biorących udział w konflikcie. We wszystkich tego typu pieśniach pojawia się wyraźna nuta sentymentalizmu,
często współwystępująca z elementami makabry.
(Grochowski 2010: 334–335)

Komentarz ten zgadza się również z zawartością większości pieśni nowiniarskich
opowiadających o wojnie. Przekazywane w nich pozornie szczegółowe informacje
są zazwyczaj zupełnie fantastyczne. Relacjonujący wydarzenia w Galicji w 1846 r.
druk Nová a radostná píseň vojáka do Polska maršírujícího ( J-1023/J-1774) ma formę listu morawskiego rekruta do ukochanej. W tekście widoczne jest charakterystyczne dla twórczości kramarskiej pomieszanie sentymentalizmu i zamiłowania do
makabry – walczący w Polsce Pepíček opisuje swojej ukochanej zbroczone krwią
ciała, by w następnym wersie wymieniać z nią słodkie pocałunki. Pieśń, inspirowana zapewne niekompletnymi informacjami docierającymi na Morawy, łączy ze sobą
szlacheckie powstanie krakowskie i wymierzoną przeciw niemu chłopską rabację.
Jedyny szczegół odnoszący się do rzeczywistego zdarzenia zawarty jest w wersie
⩶ 147 ⩶

�„[…] krev hrozně stříkala, u města Tarnova” [„[…] krew strasznie tryskała, u miasta
Tarnowa”] i świadczy o docierających z Galicji szczegółowych informacjach dotyczących przynajmniej lokalizacji rzezi. Ani sprawcy, ani ofiary, nie zostają jednak
zidentyfikowani, a kolejna linijka („Netrvalo tří hodiny juž pokoj žádali, nebo jako
dříví v lese v krve se váleli” [„Nie minęły trzy godziny już o pokój prosili, jak drzewa ścięte w lesie we krwi się tarzali”]) sugeruje raczej, że opisywane zdarzenie było
porażką polskich rebeliantów walczących z cesarskim wojskiem, a nie inspirowanym przez władzę buntem chłopskim. Pochodząca z tego samego roku Píseň aneb
novina z Polska do naší krajiny ( J-1356) również zawiera hiperbolizowane opisy
okrucieństwa wojny („tisíc tisíce lidu zahynulo” [„tysiące tysięcy ludzi poginęło”])
i informacje o wielkiej bitwie, trwającej cały dzień „mezi dvěma vodama” [„między dwiema wodami”]. Rzeki, których woda na wiele mil miała zabarwić się krwią,
nie zostają nazwane, co przywodzi na myśl raczej mityczną geografię folkloru niż
rzetelną informację. W tekście ponownie występuje miasto Tarnów, w którym cesarz rozkazał chwytać rebeliantów, oraz Lemberk (Lwów), gdzie także dojść miało
do nieopisanej bliżej rzezi. Sam opis wydarzeń jest niemal całkowicie ahistoryczny, odwołuje się m.in. do stereotypowych obrazów walnej bitwy „z kánonu stříleli,
kartače lítaly, na tisíce protivniků ve krvi se válely” [„armaty strzelały, kartacze latały, a tysiące nieprzyjaciół we krwi się tarzały”].
W podobny sposób, mieszając skrawki prawdziwych wiadomości z bogatym repertuarem klisz i oczekiwanych przez odbiorców obrazów, pieśń J-27/J-47/
J-894/J-1002: Žalostná píseň o reberií v Netalií 1848 przedstawia powstanie w Mediolanie podczas Wiosny Ludów. Choć pojawia się w niej kilka nazw geograficznych i informacji o konkretnych potyczkach, podobnie jak w pieśniach o polskim
powstaniu, całość ma bardzo ogólnikowy i schematyczny charakter. Brak na przykład nazwiska habsburskiego wodza Josepha Radetzky’ego, który określany jest wyłącznie jako ten jeneral (‘ten generał’)69.
W przypadku pieśni o buntach wewnątrz państwa dodatkowymi – w porównaniu z narracjami o zewnętrznym wrogu – elementami stają się przypisane wrogowi spisek i zdrada, wynikające logicznie z treści tekstów. Pieśni te, co istotne, wskazują również na możliwość zmiany identyfikacji ze „swojego” (współobywatela) na
„obcego” (zdrajcę), będącą konsekwencją podejmowanych działań politycznych.

69
Większa schematyczność i mniej szczegółów w tekstach dotyczących odległych od Czech
i Moraw kampanii wynika zapewne stąd, że pieśni pisali autorzy pozostający w kraju, niemający dostępu do aktualnych informacji. Nazwisko Radetzky’ego przywołane zostaje w (równie schematycznej) pieśni z druku J-995.

⩶ 148 ⩶

�Opis trwających w Polsce walk zawiera więc fantastyczne informacje o spisku
Polaków, chcących otruć stacjonujące w ich kraju cesarskie wojska oraz przygotowywanej przez 6 lat zatrutej broni.
Naše regementy vojska co v Polsku leželi,
o ty se uradili, moc jich otrávit chtěli.
Považte křesťane tu jejich bezbožnost,
co vojsko trpělo, skrz jejich nepravost.
Šest let se chystali, a zbraň rychtovali,
předivném jedem, kosy napouštěli.
Neb jeden jeneral ruce k nebi složil,
v Lemberku tej zbraně sto vozu naložil.
Ta zbraň tak šikovna, že i chlapci malí
s ni hrozné mordovat, staré lidí mohli.
[Gdy regimenty nasze obozem stały w Polsce,
oni postanowili, wytruć ich bardzo wiele.
Zważcie chrześcijanie na tę ich bezbożność,
co też wojsko cierpiało, przez ichnią nieprawość.
Sześć lat planowali, broń swą gotowali,
tajemniczą trucizną, kosy smarowali.
Jeden pan generał ręce wzniósł ku niebu,
gdy tej broni sto wozów odnalazł w Lemberku.
Broń tak doskonała, że i chłopcy mali,
dorosłego człowieka by zamordowali].
( J-1356)

Podstępnych metod w walce z austriackim wojskiem używają również buntownicy w Mediolanie, opisywani w przywoływanym już tekście Žalostná píseň
o reberií v Netalií 1848:
Jak jenom císař pán o tom zprávu dostal,
hned do Netálie mnoho vojska poslal
A jak naše vojsko do Mailandu přišlo,
mailandští pání zlosti rozpálilo.
Volovo a smolu rozpálenou měli
a z oken na naše vojsko jí lili.
[Gdy tylko pan cesarz o tym się dowiedział,
wnet do Italiji wojska wiele posłał
A gdy wojsko nasze do Majlandu przyszło,

⩶ 149 ⩶

�gniewem majlandskich panów rozpaliło.
Ołów oraz smołę rozpaloną brali
z okien na nasze wojsko wylewali].
( J-27/J-47/J-894/J-1002)

Wystąpienia przeciw władzy habsburskiej są często uzasadniane przyczynami, które powinny być zrozumiałe dla mieszkańców czeskiej prowincji – uciskiem
fiskalnym w okresie nieurodzaju, klęskami żywiołowymi i epidemiami. Głód wymieniany jest jako przyczyna powstania w Sardynii w 1859 r. w tekście przywoływanej już pieśni Žalostné loučení rodičů, žen a dětí, pro bojovníky proti Sardinům
( J-1020/J-1934), a nieurodzaj wynikający z powodzi stanowi jedną z przyczyn
niepokojów w Polsce w cytowanym wcześniej utworze Píseň aneb novina z Polska do naší krajiny ( J-1356). Obok słów: „Tato rebelije jak svůj začátek mněla, že
voda šest krajů v Polsku vytopila” [„Owa rewolucja początek w tym miała, że woda
sześć województw w Polsce zatopiła”], pojawiają się w nim także inne powody buntu: niechęć do płacenia podatków i wola posiadania własnego króla. Chęć uniezależnienia się spod władzy cesarskiej przypisywana jest także Włochom w druku
Žalostná píseň o reberií v Netalií 1848 ( J-27/J-47/J-894/J-1002) i stanowi drugą,
czysto polityczną przyczynę rebelii. O ile negatywna ocena moralna jawnego buntu przeciw władcy nie zaskakuje, dziwić może, że nawet w tekstach pomijających
ten element i powołujących się jedynie na trudną sytuację w zbuntowanym regionie rzadko pojawia się współczucie wobec cierpiących i zrozumienie ich działania.
Znacznie częściej wyrażają one jedynie strach przed tym, że to samo może spotkać
ziemie czeskie.
Sądzę, że działa tu specyficzny mechanizm sprzężenia zwrotnego. Buntownicy
sprzeciwiający się cesarzowi zagrażają posłanym do stłumienia buntu żołnierzom,
wśród których znajdują się „swoi”: rekruci z Czech i Moraw. Tym samym wrogowie
cesarza stają się osobistymi wrogami odbiorców pieśni. Kategoria uzasadnionego
buntu jest w twórczości kramarskiej nieobecna, propaganda i cenzura nie pozwalają na sprzeciw, czy choćby podjęcie refleksji o przymusie służby wojskowej albo
o ustroju państwa70. Hierarchia społeczna ulega sakralizacji, a monarchia stanowi
jedyny znany system władzy, więc tęsknota za sprawiedliwością społeczną przejawiać się może jedynie w postaci mitu dobrego cesarza (por. punkt 4.9.5.) i marzeń
o idealnie funkcjonującym systemie (a nie jego odrzuceniu). Pieśń J-1023/J-1774
70
Nie znaczy to, że świadomość polityczna niższych warstw społeczeństwa nie dopuszczała
takich idei, zwłaszcza w drugiej połowie XIX w., gdy czeski nacjonalizm zdążył się upowszechnić.
Treści potencjalnie niebezpieczne nie były jednak głoszone tak otwarcie (por. Pletka 1966: 13–18).

⩶ 150 ⩶

�stwierdza wprost, że „kdo se císaři protiví, protiví se Bohu” [„kto cesarzowi się sprzeciwia, sprzeciwia się Bogu”]. Biblijną (Mt 22, 21) argumentację dla posłuszeństwa
odnajdujemy także w druku Píseň aneb novina z Polska do naší krajiny:
Bůh to sám přikázál, a to všemu lidu,
plaťtě daň cisaři, co božího Bohu.
V Polsku to přikázani boží přestoupili,
mnoho tisic lidu jen sobě hověli.

[Całej ludzkości sam Bóg dał przykazanie,
płacić dań cesarską, a Bogu co boskie.
W Polsce to przykazanie boże przekroczyli,
całymi tysiącami sobie dogadzali].
( J-1356)

Łączenie zdrady politycznej z religijną pojawia się również w kontekście powstania węgierskiego w 1848 r. W pieśni Nábožná píseň k Pánu Ježíši ( J-667/J-1597),
opisując zachowanie wojsk Kossutha, autor sięga po znany już skądinąd motyw bluźnierstwa: „Jak Košuta vojsko strašné přijelo, u Krista Ježíše se zastavilo, / jeho se nebáli a se rouhali, a s Krista Ježíše posměch dělali” [„Gdy Kossutha wojsko straszne
przyjechało, przy Panu Jezusie się zatrzymało, / nic się go nie bali i bardzo bluźnili, z Jezusa Chrystusa się wyśmiewali”].
W tym przypadku powracają obrazy charakterystyczne dla wrogów religijnych, choć tekst nie mówi jasno o innowierczym charakterze Węgrów, a raczej
o odrzuceniu chrześcijańskiej religii wraz z buntem politycznym. Bluźniercy deklarują bowiem, że jeśli Chrystus nie da im zwycięstwa, porzucą wiarę w niego:
„jestli my všechny nezvítězíme, tak v Krista Ježíše nevěříme” [„jeśli my wszystkich
nie pokonamy, to Chrystusowi już nie zaufamy”]. Nie zatrzymują się jednak na samych deklaracjach, ale dopuszczają się świętokradztwa, by sprawdzić rzeczywistą siłę katolickiej wiary. Zgodnie z przedstawionym w poprzednim podrozdziale
schematem strzelają do kościelnego krucyfiksu, za co momentalnie ponoszą nadprzyrodzoną karę:
Ježíš Maria Josef, křesťané milý,
do kříže svatého jak jsou střelili,
střelné rány se na spátek obrátily,
a jich bohaprázdné z koňu svalily.

[Jezus Maria Józef, mili chrześcijanie,
oni w krzyż święty robili strzelanie,
kule wystrzelone ku nim powróciły,
i tych bezbożników z koni strąciły].
( J-667/J-1597)

Armia austriacka natomiast przedstawiona zostaje jako siła stojąca na straży
wiary i porządku społecznego:

⩶ 151 ⩶

�Nedaleko vojsko naše leželo,
nad střelnejma rány se zarazilo,
hned kříži svatému všichni spěchali,
tyto bezbožníky léžet spatřili.

[Wojsko nasze blisko obóz rozbiło,
wielce dźwiękami strzałów się zdumiało,
do krzyża świętego wszyscy śpieszyli,
bezbożników na ziemi zobaczyli.

Neb Košuta vojsko je bohaprázdní,
neb nad naším vojskem svítězit chtěli,
z Krista Ježíše smích si dělali,
taky božskou moci trestani byli.

Bo Kossutha wojsko Bogiem wzgardziło,
a nad naszym wojskiem zwyciężyć chciało,
z Chrystusa Pana się wyśmiewali,
więc boską mocą byli pokarani].
( J-667/J-1597)

W pieśni opisującej kampanię sardyńską w 1859 r. (Nová písen aneb prosba
k Bohu v čas soužení, kilka wersji oznaczonych numerami J-985/ J-1483/J-1389),
armia austriacka nazywana jest wręcz „chrześcijańską”, w pieśniach częste są również wstawki modlitewne, proszące o pomyślność dla wojska i władcy:
Že se z boje navratime, srdečně troufame
nebo Armadu křesťanskou tuze silnou mame
a věrné komenda naše Jeneraly
orlem silnym a rakouskym Sardina zmahaji.
[Że z boju powrócimy, na to szczerze liczymy
bowiem Wojsko chrześcijańskie bardzo mocne mamy
i wierne oficery nasze Generały
orłem mocnym austriackim Sardynów pogromią].
( J-985/ J-1483/J-1389)

Modlitwa i pobożność cesarza i jego żołnierzy odgrywają istotną rolę we wszystkich pieśniach o tematyce wojennej, sam cesarz przedstawiany jest zresztą jako wykonawca Bożej sprawiedliwości ( J-1356): „A tak Bůh nebeský dal tu moc cisáři, by
ti rebelanti jenom skrotil brzy” [„Tak to Bóg niebieski dał moc cesarzowi, by tych
rebeliantów prędko pogromił”].
Umieszczenie obrazu buntu w schemacie walki z boskim planem wpływa także
na faktograficzną stronę pieśni. Wydaje się, że dla tekstów opisujących walki z buntownikami wewnątrz monarchii, charakterystyczny (i niezależny od prawdziwych
wydarzeń) jest nacisk na całkowite unicestwienie nieprzyjaciół. Nie ma tu ukształtowanych obrazów poszczególnych nacji, ale sposób przedstawiania buntowników
i ich losu jest podobny – podkreśla się bezlitosne i ostateczne zniszczenie wroga.
Jest to uzasadnione z perspektywy wizji świata: skoro ktoś zdradził, zmieniając kategorię ze „swojego” na „obcego”, należy przywrócić porządek świata i pozbyć się
⩶ 152 ⩶

�burzącego ład elementu. O ile zewnętrzny najeźdźca może zostać przepędzony z powrotem do swojego kraju, wewnętrzny wróg musi zostać całkowicie zlikwidowany.
Cytowane już pieśni o powstaniu krakowskim i Wiośnie Ludów obfitują w opisy miast równanych z ziemią za podniesienie ręki na osobę cesarza (cytat z druku
Nová a radostná píseň vojáka do Polska maršírujícího):
Jak jenom císař pán o tom zprávu dostal,
rychle všemu vojsku přisně sám přikázal.
By města, dědiny v jejich položení
všechny vypálili, a lid pochytali.
[…]
přes mnohonást tisíc lidí svou zkázu vzali
[…]
a mnoho klášterů, čtyři města k tomu,
co jsou nohama šlapali císářskou korunu.
[Gdy tylko pan cesarz o tym się dowiedział,
prędko wojsku swemu surowo przykazał.
Aby wsie i miasta leżące w krainie
spalili, a ludzi chwytali w niewolę.
[…]
ponad kilkanaście tysięcy ludzi zginęło
[…]
w tym wiele klasztorów, z czterema miastami,
co cesarską koronę deptali nogami].
( J-1023/J-1774)

Pieśń Žalostná píseň o reberií v Netalií 1848 ( J-27/J-47/J-894/J-1002) opisuje natomiast zniszczenie Mediolanu, Wenecji i jeszcze dwóch niewymienionych
z nazwy miast (co w interesujący sposób odpowiada czterem miastom rzekomo
zniszczonym w Polsce, o których mówi wcześniejszy cytat), oraz zabicie wszystkich wrogich żołnierzy:
Mailand v okamžení celej rozházeli
[…]
hlavní města štyři rozstřileli,
že malo poznal kde ty města stály.
[…]
Ale ten jenerál pardon jím nedal,
sardinský vojsko všechno pomordoval.

[Majland w jednej chwili cały rozwalili
[…]
cztery główne miasta rozstrzelali,
gdzie dotąd stały byście nie poznali.
[…]
Ale ten generał im pardonu nie dał,
sardyńskie wojsko całe wymordował].
( J-27/J-47/J-894/J-1002)

⩶ 153 ⩶

�Wizję całkowitej anihilacji wroga przedstawia również druk Nová píseň, o strašné vojně v uherské krajině ( J-1244, fragmenty pod numerem J-1575), gdzie sprawiedliwość wymierzają zbuntowanym Koszycom zaproszone przez austriackiego
cesarza wojska rosyjskie: „celé dva dní a dvě noci do toho města bili, / tak že město
i s tím vojskem v prach obrátili” [„Dwa dni całe i dwie noce w miasto to strzelali, /
tak że miasto razem z wojskiem z ziemią zrównali”].
Wobec powyższych fragmentów przedstawiających konflikty wewnętrzne
w czarno-biały sposób i nie pozostawiających mieszkańcom zbuntowanych terytoriów możliwości przebaczenia, wyjątkowy jest wers z pieśni J-1023/J-1774, w którym mowa o państwowej pomocy dla tych Polaków, którzy pozostali wierni cesarzowi: „A těm pozustalým, kteři dobrý byli, / těm napomocný byl, poslal jim obilí”
[„A tym pozostałym, co byli dobrymi, / pomoc swą okazał, wspomógł ich ziarnami”].
Nie oznacza on jednak łagodnego traktowania winnych, a jedynie sugeruje, że –
podobnie jak w tekstach opisujących ludność cywilną w Prusach czy Francji – nie
wszyscy przedstawiciele danej nacji zaliczają się do tej samej grupy nieprzyjaciół.

4.6.4. Inny neutralny, relacja świata pieśni
i świata pozatekstowego
Oprócz kilku przedstawionych bliżej grup etnicznych, z których nazwami wiąże się
w pieśniach kramarskich utrwalony obraz, teksty przywołują wiele toponimów –
nazw państw, krain historycznych czy mniejszych jednostek administracyjnych.
Zazwyczaj jednak, choć przedstawione są w nich działania mieszkańców tych regionów, nie mają one przełożenia na stereotypy narodowe czy etniczne. Potwierdza to
odwoływanie się do kategorii politycznych czy administracyjnych, a nie szerszych
tożsamości ponadregionalnych (brak np. pojęcia Niemiec, Niemców czy niemieckości, występują natomiast nazwy poszczególnych państw niemieckich: Bawaria,
Saksonia, Szwabia itp.). Co się tyczy wiedzy geograficznej zawartej w badanym korpusie, sądzę, że wyróżnić można trzy zasadnicze „kręgi dystansu”, których zakres
wpływa na treść pieśni i charakter opisywanych zdarzeń.
W najbliższym, wewnętrznym kręgu, umieszczam Czechy, Morawy, Śląsk Austriacki, ewentualnie Górne Węgry – dzisiejszą Słowację – i dwa największe miasta
monarchii: Wiedeń i Budapeszt71. Dla tego obszaru charakterystyczna jest precyzyjna lokalizacja miejsca wydarzeń (często podawany jest region, nazwa mająt71
Sporadycznie pojawiające się wieści z przygranicznych terytoriów niemieckich (przede
wszystkim Śląska i Saksonii) również można włączyć do tej grupy. Są one prawdopodobnie oparte
na źródłach prasowych lub przekładach niemieckich druków Bänkelsängerów.

⩶ 154 ⩶

�ku ziemskiego i konkretnej wsi) i stosunkowo wiarygodny, choć powierzchowny
(w zgodzie z kanonami twórczości kramarskiej) opis. Na tym terenie lokalizowane
są przede wszystkim pieśni o morderstwach – morytaty opisujące zazwyczaj prawdziwe wydarzenia (zob. Záloha 1975: 104–105), relacje o katastrofach naturalnych
(powodziach, pożarach, wypadkach kopalnianych), pieśni wojenne o charakterze
nowiniarskim opisujące innego-najeźdźcę, kameralne opowieści o współczesnych
cudach, dotykających pojedynczych osób lub niewielkich grup, oraz bardziej spektakularne legendy założycielskie sanktuariów pielgrzymkowych (oddzielone od odbiorcy znacznym dystansem czasowym).
Z tego kręgu dystansu informacje mogły docierać do odbiorców pieśni kramarskich także innymi kanałami. Odbiorca lub ktoś z jego bezpośredniego otoczenia
mógł bowiem znać opisywane miejsca lub przynajmniej słyszeć o nich z wiarygodnych źródeł (np. podczas podróży handlowych), lub przeczytać na ich temat w gazecie. Zapewne dlatego nie znajdziemy tu właściwie spektakularnych opisów wielkich
cudów ani innych łatwych do zweryfikowania fantastycznych zjawisk. Powoływanie
się na wyraźnie nieprawdziwe zdarzenia przy jednoczesnym odwoływaniu się do ich
autentyczności mogłoby zniechęcić potencjalnych odbiorców i naruszyć status druku
kramarskiego jako źródła informacji. Przykładem „cudu” w bliskim językowo i geograficznie kręgu jest np. opis odkrycia jaskiń krasowych w Němčicach na Morawach
( J-2805: Opis haviřu, kteři od potopý světa chrám Páně mezi městečkem sloupem a dědinou Němčicema vydobyli), w którym rdzeń historii jest prawdziwy, ale opis ubarwiony w oparciu o kramarską poetykę, a naturalna jaskinia i jej dekoracyjne wnętrze
przedstawione zostały jako ruiny starożytnej świątyni (zob. Skutil 1963: 181–182).
Pieśni w drugim kręgu dystansu, do którego wliczam dalsze regiony Europy
i Bliski Wschód, powołują się na nazwy rzeczywistych miejsc, choć często w zniekształconej postaci (np. sardinská zem z pieśni J-1004/J-1249/J-1567/J-1804/
J-2224/J-2778 zostaje wydrukowana w nowszym wydaniu tego samego tekstu,
J-218, jako ziemia šandiská), ale ich opis nie odpowiada rzeczywistości i jest nierzadko bardzo fantastyczny. Adresaci opisywane miejsca mogli znać jedynie z innych druków kramarskich, legend hagiograficznych czy historii biblijnych. Wyjątek stanowią jedynie pieśni wojenne dokumentujące kampanie austriackiej armii,
choć również tutaj – jak zaznaczyłem w poprzednich punktach tego rozdziału –
opis jest zazwyczaj bardzo powierzchowny i nie zawiera szczegółowych informacji
o obcych realiach. To właśnie w odleglejszych i słabiej znanych lokalizacjach europejskich (Francji, Hiszpanii, Rosji, Włoszech itp.) umiejscawiane są w większości historie wymyślone i najbardziej fantastyczne. Teksty wskazują, że te choronimy były
znane autorom i odbiorcom pieśni, ale funkcjonowały zwykle jako puste nazwy bez
⩶ 155 ⩶

�żadnych konkretnych konotacji, czyli swego rodzaju uniwersalna „zagranica”. Jak
już wspomniałem, opis realiów odpowiada więc czeskim (nazwy miejscowe i osobowe) i choć niektóre historie relacjonują prawdziwe zdarzenia, zazwyczaj stanowią raczej mieszankę różnych znanych wątków i lokalizacji. Tak na przykład nowina
o pożarze Moskwy w 1838 r. ( J-1304, Nová píseň o náramném sněhu w ruské zemi,
a o strašném ohni w Moškvě…) stanowi prawdopodobnie reakcję na pożar Pałacu
Zimowego w Petersburgu zimą 1837 r. (o którym informacje autor mógł zobaczyć
na przykład w gazecie), ale opisywana cesarska rezydencja przeniesiona jest do Moskwy, zapewne w związku ze świadomością wielkiego pożaru tego miasta z 1812 r.
Słuchacz nie miał możliwości skontrolowania prawdziwości wieści, dlatego
mogą się w nich pojawiać najbardziej nawet fantastyczne motywy, takie jak spektakularne znaki na niebie i ziemi, istoty mityczne itp. (np. potwór morski w druku
J-1312, Nová Píseň o divných dwou Příbězích, kteří se stali we Vlaské zemi…). Zauważalne jest podkreślanie różnic religijnych, czego przykładem są opisywani w poprzednim podrozdziale (4.5.) poganie żyjący rzekomo w niemal wszystkich krajach
(co częściowo wyjaśnić można pochodzeniem legend jeszcze z antycznej tradycji).
To w krajach należących do tej kategorii dzieje się większość spektakularnych cudów, na przykład historie o zbrodniarzach zamienionych w kamień ( J-113/J-1013
w Bawarii, J-209/J-1919 w Turcji), lub karze boskiej w postaci ognistego deszczu
palącego całe miasta ( J-137/J-989/J-1035/J-1319). Lokalizowane są tu również
nowiny polityczne i katastrofy naturalne, jedne rzeczywiste, inne całkiem fantastyczne. Przykładowy opisu kraju z tego kręgu stanowi historia szwedzkiego pielgrzyma do austriackiego Mariazell ( J-241/J-893/J-1136, treść pieśni przywołana jest również kilkakrotnie w rozdziale 5.), w myśl której nie tylko švejdská země
lokalizowana jest 10 mil za pruską granicą, ale mają się w niej znajdować jedynie
dwa miasta: jedno zamieszkane przez katolików, a drugie wyłącznie przez pogan.
Ostatni, zewnętrzny krąg dystansu uznać można za najbardziej zaskakujący.
Można by bowiem zakładać wzrost fantastyczności opowieści wraz z oddalaniem
się od centrum, które stanowią ziemie czeskie. Jest jednak inaczej – historie dziejące się w odległych krajach pozaeuropejskich zazwyczaj odpowiadają w zasadniczym
rysie rzeczywistości, choć są oczywiście przefiltrowane przez kramarską poetykę
i wizję świata. Przyczyną tej wierności realiom jest zapewne pochodzenie informacji – wieści zupełnie fantastyczne nie mogły dotyczyć Chile ( J-731/J-2555: Pravdivá píseň o shoření chrámu Páně v zemi americké r. 1864…), Martyniki ( J-1185:
Pravdivá píseň o strašlivém výbuchu sopky Mont Pelé dne 8. května 1902 na ostrově Martinique…), Meksyku ( J-42: Pravdivá zpráva o velectihodném císaři Maxmiliánu, o jeho přetěžké smrti…, J-215: Smutná udalost statečného pána mexikánské⩶ 156 ⩶

�ho císaře Maxmiliana 1) czy Peru ( J-217: Nová píseň o velikém zeměhnutí v zemi
Americké, jež tam trvalo od 15. až do 16. srpna roku 1869…) z tej przyczyny, że nazwy te nie były obecne w kulturze i nie były szerzej znane autorom pieśni. Dotyczące ich wiadomości powstawały wyłącznie na podstawie artykułów prasowych
i przekładów wiadomości z innych języków (z pewnością głównie niemieckiego),
jedynie w reakcji na głośne sprawy. A zatem niemal wszystkie wiadomości z krajów
pozaeuropejskich oparte są dość wiernie na prawdziwych informacjach. Są to głównie wieści z zakresu polityki i wojen (np. śmierć cesarza Maksymiliana Habsburga
w Meksyku) oraz opisy wielkich katastrof (trzęsień ziemi, wybuchów wulkanów
i pożarów). Wierność realiom jest oczywiście różna, ale podstawowe informacje są
zgodne z rzeczywistością, a różnice znajdujemy przede wszystkim na poziomie interpretacji wydarzeń z ideologicznego i religijnego punktu widzenia. Osobną grupę tworzą jedynie teksty głównie satyrycznego charakteru dotyczące emigracji Czechów do Stanów Zjednoczonych, te jednak zazwyczaj mają charakter liryczny i nie
zawierają właściwie informacji o amerykańskich realiach, a jedynie stanowią kliszowe sentymentalne lub humorystyczne opowiastki (por. Scheybal 1990: 293–300).
Podsumowując, próba zobrazowania relacji między wiedzą pozatekstową a treścią druków mogłaby wyglądać jak parabola, w której stopień prawdziwości tekstów
spada wraz z oddalaniem się od ziem czeskich, ale po osiągnięciu minimum w pieśniach dotyczących odległych krajów Europy z powrotem rośnie, a treść pieśni zbliża
się od prawdy (zob. Mętrak 2019b: 160). Nie znajdziemy w pieśniach kramarskich
również wiadomości o całkiem fantastycznych bajecznych krainach. Wartość informacyjna druków jarmarcznych była oczywiście – przy przyjęciu dzisiejszych kryteriów – stosunkowo ograniczona, ale niezależnie od ich rozrywkowo-sensacyjnego
charakteru, komercyjnej roli i konformizmu, nie wolno nie doceniać wpływu, jaki
miały na formowanie się wiedzy o świecie wśród swoich odbiorców. Świadczyć może
o tym także cały szereg nazw geograficznych, jakie wynotować można z badanego
korpusu tekstów. Ich reprezentatywną próbkę, podzieloną w oparciu o przynależność do konkretnych państw lub kręgów kulturowych przedstawia kolejny punkt.

4.7. Stereotypy dotyczące poszczególnych krajów
i ich mieszkańców
Niniejsza część opracowania służy usystematyzowaniu wszystkich wiadomości dotyczących 10 wybranych narodów i krain, których nazwy są w materiale poświadczone najczęściej, a opis pozwala na podjęcie próby rekonstrukcji ich wizerunku.
⩶ 157 ⩶

�Niektóre z przedstawionych poniżej informacji znalazły się już w rozdziałach dotyczących obrazów „obcych” z konkretnych punktów widzenia, teraz jednak zostaną
one zebrane w całościowe opisy konkretnych grup etnicznych i ich ojczystych regionów. Przy doborze i klasyfikacji materiału kieruję się zarówno informacjami jednoznacznie obecnymi w tekście, jak i wiedzą pozatekstową, ponieważ u części nazw
widoczne jest przesunięcie semantyczne lub wieloznaczność, a słownik potoczny
XIX w. nie zawsze jest równoważny ze współczesnym pojmowaniem granic etnicznych i politycznych (por. Niewiara 1998: 174). Dążąc do możliwie pełnego obrazu, czerpię wiadomości przede wszystkim z tekstów o rzeczywiście informacyjnym
charakterze (np. pieśni wojskowe i polityczne). Nie rezygnuję jednak z niektórych
treści obecnych w tych drukach, które nazw geograficznych i etnonimów używają
wyłącznie jako wymaganego przez konwencję uszczegółowienia opisywanych w tekście wydarzeń, zazwyczaj pozbawionych lokalnej specyfiki. W tym przypadku interesującą informacją są np. fakty społeczne uznawane za oczywiste (np. katolicyzm
jako domyślna religia) i obecne w tekście nazwy własne, których forma świadczy
o tym, czy autor miał jakieś wyobrażenie o opisywanej kulturze, czy też przenosił na
nią doświadczenia (i zwyczaje językowe) z własnego otoczenia. Ponieważ znaczna
część tekstów została przedstawiona w innych rozdziałach, w podsumowaniu nie
podaję tytułów ani nie przedstawiam szczegółowo treści pieśni, numery druków
można jednak odnaleźć w indeksie na końcu pracy i odszukać ich opisy w tekście72.
Wybrane grupy etniczne/etnokonfesyjne są przedstawione w kolejności alfabetycznej w oparciu o polskie nazwy kraju/narodowości (w niektórych przypadkach kilka bardziej szczegółowych określeń ujętych jest pod jedną zbiorczą nazwą):
Ameryka/Amerykanie, Francja/Francuzi, Polska/Polacy, Prusy/Prusacy, Rosja/
Rosjanie, Szwecja/Szwedzi, Turcja/Turcy, Węgry/Węgrzy, Włochy/Włosi i Żydzi.
Struktura poszczególnych haseł zawiera listę leksemów nazywających dany kraj, listę wariantów nazwy danej grupy, a następnie wizerunek kraju i jego mieszkańców w tekstach, składający się z faset obejmujących kilka szczegółowych aspektów
(nie wszystkie są możliwe do opisania dla każdej grupy). Przy doborze tych kategorii kierowałem się pracami Aleksandry Niewiary73 (2000: 45–46) i Zbigniewa
72
Starałem się wymienić poniżej wszystkie wystąpienia danej pieśni w całym korpusie Muzeum
Komeńskiego, choć ze względów technicznych możliwe jest, że nie udało mi się dotrzeć do pojedynczych wystąpień danego tekstu w mocno uszkodzonych i niekompletnych drukach.
73
Klasyfikacja A. Niewiary zawiera kategorie dotyczące narodów: aspekt fizyczny (wygląd zewnętrzny); aspekt psychiczny (cechy charakteru, umiejętności i zdolności z nimi powiązane); aspekt
ekonomiczny (zasobność i sposób gromadzenia dóbr); aspekt społeczny (pozycja w społeczeństwie,
klasa, role społeczne); aspekt polityczny (polityka międzynarodowa); aspekt religijny (wyznanie i stosunek do katolicyzmu); aspekt kulturowy (obyczaje, ubiór, jedzenie i picie, rozrywki).

⩶ 158 ⩶

�Grenia74 (2004: 31–37, 2012: 64, 2016: 168), modyfikując podziały opracowane
przez tych autorów tak, by najlepiej odnosiły się do badanego przeze mnie materiału. Ostatecznie wyodrębniłem 6 aspektów:
a) psychiczno-charakterologiczny;
b) społeczno-ekonomiczny;
c) kulturowy;
d) fizyczny;
e) polityczny;
f ) religijny.
Niektóre z nich odpowiadają bliżej konkretnym przedstawionym już wcześniej
punktom widzenia (katolika, poddanego habsburskiego, Czecha i chłopa), inne są
istotne w kilku lub we wszystkich ujęciach.

4.7.1. Ameryka/Amerykanie (+ Meksyk/Meksykanie)
4.7.1.1. Nazwa kraju
Podstawowym choronimem jest Amerika ( J-94/J-1334, J-731, J-2555), słowo używane w odniesieniu do konkretnego kraju – Stanów Zjednoczonych – jak i całości
kontynentu, zarówno Ameryki Północnej jak i Południowej. Częsta jest również forma z przymiotnikiem: země americká ( J-217, J-731, J-2555). Nazwy poszczególnych
państw Ameryki nie pojawiają się, z wyjątkiem Meksyku ( J-42, J-215: Mexik, J-42:
Země mexikánská) oraz nazw z pieśni J-217 (Perun a Ekvádor), wymienianych przez autora jako miasta, choć w rzeczywistości odwołujących się do państw, Peru i Ekwadoru.

4.7.1.2. Nazwa grupy etnicznej
Mieszkańcy Ameryki to Amerikáni ( J-94/J-1334), a Meksyku – Mexikáni ( J-42,
J-215).

4.7.1.3. Obraz w tekstach
Z analizowanych teksów wyraźnie wynika, że ich autorzy mieli świadomość odległego, pozaeuropejskiego położenia Ameryki (np. w druku J-1060 mowa o opuszczaniu
74
Klasyfikacja Z. Grenia zawiera kategorie dotyczące grup regionalnych i etnicznych (Greń
2004), następnie zmodyfikowane na potrzeby opisu grup religijnych (Greń 2016): psychospołeczną; ekonomiczną; socjopolityczną; religijną (stopień wiary, treść wierzeń, nazwa religii, zwyczaje religijne, zabobonność); fizyczną; kulturową.

⩶ 159 ⩶

�Europy). Ze względu na swoją odległość pozostaje ona obszarem niekonkretnym
i różnorodnym, a pod wspólną nazwą umieszczane są często bardzo odległe i zróżnicowane miejsca, o których informacje są wybiórcze i związane zazwyczaj z wyjątkowymi wydarzeniami. Najczęściej Ameryka pojawia się w tekstach jako ogólna
nazwa, rzadziej wymieniane są konkretne miejscowości – w drukach J-731 i J-2555
odnajdujemy miasto Santiago de Chile (město Santiago), w pieśni J-217 peruwiańskie
miasta Arequipa (Arekvipa slavné město) i Arica (Arika/Arka75), jak również państwa Peru i Ekwador wymienione jako nazwy miast (město Perun a Ekvádor), oraz
trudniejsze do zidentyfikowania miasta Isla76 i Arciga/Arcija77. W druku J-1185 pojawia się nazwa i informacja o położeniu Martyniki (Martinique, v souostroví Malé
Antilly, v střední Americe) oraz wymienione zostają położone na niej miasto Saint-Pierre (město Piere, Saint-Piere) i wulkan Montagne Pelée (Mont Pelé).
Ze względu na rzadkość i charakter docierających do Czech zza oceanu wiadomości, dotyczą one najczęściej dramatycznych klęsk żywiołowych, interpretowanych w kontekście nadprzyrodzonej kary. Ameryka stanowi więc w drukach
kramarskich przede wszystkim miejsce katastrof, zwykle o egzotycznym charakterze – trzęsień ziemi ( J-217), wybuchów wulkanów ( J-1185) – czy, jak w przypadku druków J-731/J-2555, ogromnych pożarów. Tego typu pieśni są oparte na prawdziwych podstawach i lokalizowane w konkretnych miejscowościach.
Bardziej ogólne wizje Ameryki, nie odwołujące się do faktów historycznych,
podzielić można na trzy grupy:
1. obrazy wyidealizowane, sławiące bogactwo i zalety odległego kraju jako miejsca pozwalającego na lekkie i dostatnie życie;
2. wizje demitologizujące, opisujące Amerykę jako kraj taki jak inne, wymagający
od mieszkańców ciężkiej pracy i poświęcenia dla osiągnięcia sukcesu;
3. obrazy zniechęcające do wyjazdu, przedstawiające odległy kraj jako niegościnny i odpychający.
Pierwszy ze schematów przedstawiania odnajdujemy w pieśni z druku J-1060,
w której znaleźć można następujące fragmenty: „Překrásná země Amerika; tam jest
vína dosti, pokrmu hojnosti, nejsou lidé v žádné bídě, žijou tam v svornosti, v lásce,
75

Trudno rozstrzygnąć czy wymienione w tekście Arika i Arka to dwa różne miasta, czy dwukrotne przywołana ta sama nazwa w różnym zapisie.
76
Hiszp. ‘wyspa’, zapewne pozbawiona drugiego członu rzeczywista nazwa geograficzna, niemożliwa dziś do zidentyfikowania.
77
Nazwa pojawia się jeden raz, ale możliwe jest odczytanie litery g jako g lub jako j. Wariant
Arciga odpowiada rzeczywiście istniejącemu hiszpańskiemu nazwisku, być może odnosi się więc do
trudnej dziś do zidentyfikowania, ale rzeczywistej nazwy.

⩶ 160 ⩶

�upřimnosti, Bůh je žehná v každé době” [„Przepiękny kraj Ameryka; tam jest wina
dość, pokarmów mnogość, nie tkwią ludzie w żadnej biedzie, żyją tam w zgodzie,
w miłości, uczciwie, Bóg im stale błogosławi”]. Drugi schemat występuje w tekście
druków J-94/J-1334, który zapewnia o perspektywach czekających na osadników
gotowych do pracy w surowych warunkach: „Amerika je vlast velmi vznešená, jen
není národem tak obsazená, / jako jsou jiný mnohé krajiny, kdo tam chce dobejvat
ty pustatiny. / Muže tam nakoupit kolík chce akrů” [„Ameryka to kraina bardzo
wspaniała, ale nie jest przez ludzi zbyt zamieszkała, / tak jak inne liczne ziemie,
kto chce zdobywać pustynie. / Może tam nakupić akrów ile wola”]. Pieśń wymienia również pożądane cechy mieszkańca tej krainy: „Amerikán nesmí být lenošivý,
tak jsou tam od práce jako zde živí, / Kdo dělat nechce, nechť je to kde chce, darmo se nenají ani v Americe” [„Amerykan nie może być leniwy, tam jak i tutaj praca ludzi żywi, / Kto robić nie chce, niech jedzie gdzie chce, za darmo się nie naje
ani w Ameryce”]. Trzecia, negatywna wizja pojawia się w pieśni J-1128, przedstawiającej życie emigrantów jako pasmo nieszczęść i ciągłą pogoń za pieniądzem:
„v té slavné Americe, každý jenom živoří, / o svůj život on málo dbá, jen když tolar vytěží” [„w tej sławnej Ameryce, ledwo co przeżywają, / o życie swoje nikt nie
dba, tylko dolary gonią”]. Nawet przyroda nie może się równać z tą znaną z ziemi
ojczystej: „V té přeslavné Americe, najdeš ptactva v hojnosti, / ozdobené krásným
peřím, v lesích je jich tam dosti, / ti jsou ale všickni němí, líbezný zpěv neslyšíš, /
když někteří začnou zpívat, uši si zacpat musíš” [„W tej przesławnej Ameryce, znajdziesz ptactwa mnogość, / zdobnego w piękne pióra, w lasach jest ich tam dość, /
wszak są wszystkie nieme, miłego śpiewu nie usłyszysz, / gdy niektóre zaczną śpiewać, uszy zatkać musisz”]. Ameryka okazuje się gościnna jedynie dla zbiegłych z Europy przestępców: „Ten však najde tam útěchy, jenž svojí vlast opustil, / udělal v ní
mnoho zlého, do Ameriky se pustil” [„Ten wszak znajdzie tam pociechę, co ojczyznę opuścił, / narobił w niej wiele złego, do Ameryki się wypuścił”].
Niewiele wiadomo o mieszkańcach Ameryki – przytaczaną już powyżej informację o konieczności ciężkiej pracy ( J-94/J-1334) – można również zinterpretować
jako opis typowych Amerykanów w aspekcie psychologicznym jako pracowitych.
Pieśni właściwie nie informują o aspekcie politycznym: ustroju, systemie władzy
czy zagranicznych sojuszach Ameryki (zarówno w węższym znaczeniu, jako USA,
jak i szerszym – innych państw regionu). Na podstawie informacji o wizycie w Pradze „Amerykańskich Czechów” ( J-1131), można zakładać, że Amerykę zamieszkują osadnicy pochodzący z różnych europejskich narodów. W taką wizję wpisują
się nieliczne bardziej konkretne informacje, np. o rządzonym krótko przez Habsburgów Meksyku ( J-42, J-215), czy o statusie Martyniki jako posiadłości Francji
⩶ 161 ⩶

�( J-1185: „Pod francouzskou vládu patří tento ostrov Martinique” [„Pod francuską władzę podlega ta wyspa Martynika”]).
Niewiele wiadomo również o kulturze i religii Amerykanów. Poza tym, że
walutą jest tam dolar ( J-1128: tolar), pieśni informują także, że nawet w tak dalekich krajach żyją katolicy ( J-217: „v té zemi americké tam také žijou lidé víře katolícké” [„w tej ziemi amerykańskiej także żyją ludzie wiary katolickiej”]), a katolicka katedra płonie w pieśni znanej z druków J-731/J-2555. Pożar stanowi karę za
grzechy, a zatem mimo formalnej przynależności do Kościoła katolickiego, Amerykanie nie są prawdziwie pobożni. Brakiem wiary tłumaczona jest również katastrofa na Martynice ( J-1185: „mnozí lidé nevěří, že je Pán Bůh nad námi” [„wielu
ludzi nie wierzy, że jest Pan Bóg nad nami”]). Druki o Meksyku – miejscu śmierci brata austriackiego cesarza – informują o pogaństwie i dzikości jego rodzimych
mieszkańców ( J-215: „nechtěl nechat to pohanstvo, chtěl je přivest na víru křesťanskou, / Lidí byli velmi zatvrzeli, proto že jsou sami divošiví” [„nie chciał tego
pogaństwa zostawić, chciał ich ku chrześcijaństwu przywieść, / Ludzie byli wielce zatwardziali, bowiem są wszyscy bardzo dzicy”]). Druki nie dostarczają zatem
wyczerpujących informacji, ale można wnioskować, że mieszkańcy Ameryki przed
przybyciem Europejczyków byli poganami, a teraz mieszkają tam nawróceni tubylcy i katoliccy przybysze z Europy.

4.7.2. Francja/Francuzi
4.7.2.1. Nazwa kraju
Kraj Francuzów określany jest opisowo jako francouzská země ( J-4, J-194, J-964/
J-1831) lub archaicznym leksemem Francouzy ( J-98/J-1845/J-1930, J-194). Współczesna forma Francie pojawia się w jednym druku ( J-2197), który opisuje również
Belgię (belgická země), lokalizując ją obok Francji.

4.7.2.2. Nazwa grupy etnicznej
Francuzi określani są niemal wyłącznie etnonimem Francouz/Francouzové ( J-1, J-2,
J-3, J-4, J-27/J-47/J-894/J-1002, J-58, J-194, J-195/J-2776, J-469, J-985, J-1312,
J-1343, J-2403), wyjątkowo obok formy podstawowej pojawia się forma dialektalna
Francoz ( J-27/J-47/J-894/J-1002, nie jest jednak wykluczone, że chodzi tu o błąd
drukarski), a w jednym (choć znanym z trzech druków) tekście opisowe określenie francouzští lidé ( J-1044/J-1057/J-1285).
⩶ 162 ⩶

�4.7.2.3. Obraz w tekstach
Z pieśni J-804 wiadomo, że Francja posiada dostęp do morza (jako miejsce akcji
tekst podaje francouzské přímoří [„francuskie pobrzeże”]). Znanym francuskim
miastem jest Paryż ( J-3: slavné Paříž město, J-721: Paříž), przywoływany również
w drukach J-98/J-1845/J-1930, których miejscem akcji jest wieś St. Francesko blíž
Paříže (zapewne fikcyjna, choć można próbować rekonstruować nazwę jako zniekształcenie rzeczywiście występującej we Francji nazwy miejscowej Saint-François).
W tej samej pieśni pojawia się ponadto nazwa Sevenna (być może związana z rzeką
Sévenne w południowo-wschodniej Francji) odnosząca się do majątku podarowanego przez cesarza matce cudownie narodzonych pięcioraczków. Wreszcie w druku
J-2192 relacjonującym objawienie w Lourdes pojawia się nazwa tego miasta (w oryginalnym zapisie Lourdes, a nie późniejszym zaadaptowanym do czeszczyzny wariancie Lurdy) oraz informacja o jego położeniu w „Górach Massavielskich” (Hory
Massaviellské), stanowiąca bez wątpienia zniekształcenie przekazu o grocie Massabielle, w której ukazała się Maryja.
W aspekcie psychiczno-charakterologicznym pojawiają się wyłącznie cechy
związane z rolą Francuzów jako żołnierzy-najeźdźców. Niektóre z nich można interpretować jako pozytywne – Francuzi są więc przebiegli ( J-3: francouzská chytrost),
waleczni i odważni ( J-9: „Ta francouzská armáda, v širokém poli stojí, / pojďte sem
kamarádi, žadného se nebojí” [„To francuskie wojsko, w szerokim polu stoi, śpieszcie,
towarzysze, nikogo się nie boi”]). Częściej jednak zamiłowanie i niewątpliwy talent
do wojaczki wiążą się z okrucieństwem ( J-4: „ubozí rodičové své dítky dát musejí,
před hrozného nepřítele Francouze ukrutného” [„strapieni rodzice swoje dziatki
oddać muszą, przed strasznego przeciwnika, okrutnego Francuza”]) i brakiem litości wobec przeciwników ( J-1044/J-1057/J-1285: „Ti francouští lidé, ti jsou neustupní, ti nedají pardon, neb jsou jako vzteklí” [„Ci francuscy ludzie, są nieustępliwi, nie dadzą pardonu, bo są jako wściekli”]). Francuscy żołnierze stosują przemoc
nie tylko w uczciwej walce wobec uzbrojonego nieprzyjaciela (np. J-195/J-2776:
„Francouz jede proti mně, střílí do mne z pistole” [„Francuz z naprzeciwka jechał,
strzelał do mnie z pistoletu”]), ale nie oszczędzają również rannych na polu bitwy
( J-469: „Francouzove jsou k nám jeli, ty šavle v rukach měli, / že my ještě tří živí
jsme, hned nás rosekat chtěli” [„Francuzi ku nam jechali, w rekach szable trzymali, / że byliśmy trzej żywi, zaraz nas posiekać chcieli”]) i ludności cywilnej, w tym
kobiet i dzieci (liczne cytaty z druku J-194, np.: „lidi mordujou nevážně, tý ukrutné tyrané, / aní děti nelituji maji srdce kamené” [„ludzi mordują bezlitośnie, ci
okrutni tyrani, / ani dzieci nie litują, serca mają z kamieni”], „tam Francouz zlé
⩶ 163 ⩶

�děla, / neb má hroznou sílu lidů, nad žádnym lítost nemá” [„tam Francuz zło czyni,
/ bo ma straszną siłę ludzi, nad żadnym nie zna litości”], czy epitety takie jak hrozný – ‘straszny’, přeukrutný – ‘przeokrutny’ i rozsápaný Francouz – ‘rozjuszony Francuz’, lub określenie ukrutník – ‘okrutnik’.
Taki obraz niewątpliwie wiąże się z aspektem społeczno-ekonomicznym,
w którym Francuzi przedstawiani są głównie jako żołnierze, którzy żyją z rabunku
okradając i plądrując podbite kraje (cały tekst druku J-2; fragmenty J-194: „Francouzi zlé dělaji, žádného nelitujou, města pole i vesnice, všecko všudy plundrujou”
[„Francuzi zło czynią, nikogo nie litują, miasta pola i wsie, wszystko wszędzie plądrują”], cytowane już w punkcie 4.6.1. fragmenty J-2403: „zlato stříbro pobrali,
dobytek, chleb vyžrali” [„złoto, srebro zabrali, bydło, chleb wyżarli”]). Brak w pieśniach informacji z domeny kulturowej wykraczających poza wspomniany już kontakt na polu bitwy i stosunek najeźdźcy do podbitego i zmuszonego do służby chłopa. Druk J-2 mówi więc m.in. o żarłoczności francuskich żołnierzy ( J-2: „Dům je
prázdný od všeho vaření všelikého: / mastný krávy, ovce, drůběž, v domech není
krajane věř” [„Dom opróżnili z wszelkiego jadła gotowanego: / tłustych krówek,
owiec, ptaków, w domach nie ma, wierz rodaku”]) i ich wciąż rosnących oczekiwaniach, a także o lekceważącym i opartym na przymusie i przemocy stosunku do
morawskich gospodarzy ( J-2: „po sedlce s botou hodil, / vyhnal ji ven na ulici, sedláka praštil s sklenici” [„w chłopkę rzucił butem, / wypędził na ulicę, chłopa trzasnął szklanicą”]). Oprócz wzmianki o niebieskich mundurach napoleońskiej armii
( J-2403: „budem vítat modré hosty” [„przywitamy niebieskich gości”]), pieśni nie
zawierają właściwie żadnych informacji o aspekcie fizycznym, a więc wyglądzie zewnętrznym Francuzów. Należy jednak podkreślić, że poza wyjątkowymi przykładami matki pięcioraczków z pieśni J-98/J-1845/J-1930 i napadniętej przez żołnierza wdowy z druku J-194, brak jakichkolwiek informacji o postaciach kobiecych
narodowości francuskiej, kramarski stereotyp obejmuje zatem przede wszystkim
Francuzów-mężczyzn.
Więcej powiedzieć można o domenie politycznej, w której wyjątkowy przykład druku J-1 wspomina, że dobrym władcą Francji był król Ludwik XVI, zabity
przez zbuntowany lud. Inny wymieniony w tym samym tekście z imienia król to
Dobrý Jindřich (trudny do zidentyfikowania, ostatní król Francji o tym imieniu to
XVII-wieczny Henryk Burbon). Królem francuskim jest także Marcellus ( J-296/
J-595/J-650/J-1306: Marcellus král Francký) z historycznej legendy o św. Genowefie.
Następcą Ludwika XVI jest krwiożerczy Napoleon, który toczy wojnę z cesarzem
austriackim i występuje przeciw boskiemu porządkowi świata ( J-3: „chtěl dobyvat
mnohych krajin, / Boha odpovrhl, a na tom přestat nechtěl, / cely svět pod svou
⩶ 164 ⩶

�moc chtěl, / a naše země loupiti, v lidskej krvi se broditi, / Pán Bůh to mít nechtěl” [„chciał zdobywać liczne kraje, / Boga porzucił, na tym się nie zatrzymał, / cały
świat chciał mieć w mocy, / nasze ziemie złupić, w krwi ludzkiej brodzić, Pan Bóg
tego nie chciał”]). W pieśni J-547, sławiącej austriacko-francuski traktat pokojowy
jest on wyjątkowo określony bez negatywnych konotacji jako Bonaparte pán vzácný
[‘Bonaparte możny pan’]. Napoleon III jako bezimienny cesarz francuski ( J-1343:
Císař francouzský) pojawia się ponadto jako przeciwnik Habsburgów w druku opisującym wojnę Austrii z Królestwem Sardynii, oraz jako císař Napoleon w drukach
opisujących narodziny cudownych pięcioraczków ( J-98/J-1845/J-1930). Francuzi,
jako nieprzyjaciele Austrii, wspierają w walce z Habsburgami inne narody: Włochów
( J-27/J-47/J-894/J-1002: „Francouz k sardinskému králi psal s radostí, / by pomoci přišel a z vojskem tam dojel” [„Francuz radośnie pisał do sardyńskiego króla, / by
z pomocą przyszedł i z wojskiem przyjechał”]), Prusaków ( J-58: „Tam jsou nepřátele
potrestani, byli v nich Francouzové zmichani, / v Čechách se jim zalíbilo, potom když
skusili znechutilo” [„Tam są wrogowie pokarani, byli wśród nich Francuzi wnieszani,
/ w Czechach się im spodobało, gdy spróbowali odwidziało”]), a nawet wrogich katolikom Szwedów (w druku J-287 mowa o tym, że podczas oblężenia Częstochowy
Szwedzi „z kusův franckých házeli” [„z dział francuskich miotali”]) i Turków (J-1001:
„Francouz Turkům nápomocen bude” [„Francuz Turkom pomocny będzie”]).
Informacje o aspekcie religijnym stereotypu Francuzów nie pojawiają się bezpośrednio (brak informacji o wyznawanej przez nich religii), można więc zakładać, że jest nią więc katolicyzm, stanowiący w kramarskim ujęciu religię domyślną. Sami Francuzi nie są jednak dobrymi katolikami, ale – jak wspomniany wyżej
Napoleon – występują przeciw boskiemu porządkowi (czego pierwszym wyrazem
jest królobójstwo z pieśni J-1). Mianem bezbožník – ‘bezbożnik’ określony zostaje również francuski żołnierz z druku J-194. Wyjątkowo w tekście znanym z druków J-964/J-1831 mowa jest o żyjących we Francji poganach, którzy nie oddają
czci Matce Bożej – być może protestantach. Ponownie przywołać można tu również informację z literatury przedmiotu o tekstach opisujących francuskich rewolucjonistów jako pogan tańczących wokół „drzewa wolności” (Klacek 2014: 81–82).

4.7.3. Polska/Polacy
4.7.3.1. Nazwa kraju
Najczęstsze określenie Polski to Polsko, odpowiadające współczesnemu czeskiemu
leksemowi ( J-70/J-1260/J-1399, J-1023/J-1774, J-1356, J-1539). Licznie występują również nazwy dwuczłonowe z przymiotnikiem, np. polská krajina ( J-46/J-1246,
⩶ 165 ⩶

�J-1023/J-1774, J-1733), polský kraj ( J-1010), polská země ( J-135/J-2806, J-193,
J-516/J-548/J-1591, J-1010, J-1258) i – trzykrotnie – polské království ( J-105, J-287,
J-427). Mowa również niekiedy o miastach „w polskim położeniu” ( J-2235/J-2708:
polské položení). W kilku przypadkach nazwy zawierają także informację o politycznym statusie ziem polskich jako podzielonych pomiędzy sąsiednie mocarstwa: w druku J-193 mowa o Galicji jako o ziemi „cesarsko-polskiej” (v Gallicyi,
neb w Cýsařcko-Polské Zemi), w tekstach J-70/J-1260/J-1399 i J-1539 pojawia się
natomiast określenie „Pruska Polska” (Pruské Polsko).

4.7.3.2. Nazwa grupy etnicznej
W badanych tekstach etnonim określający Polaków wystąpił zaskakująco rzadko,
w druku J-1738 pojawia się leksem Polák/Poláci oraz określenie opisowe lid polský – ‘lud polski’. Jednorazowo ( J-1023/J-1774) leksem Polsko uznać można za metonimię służącą jako zbiorowe określenie mieszkańców tego kraju.

4.7.3.3. Obraz w tekstach
O Polsce wiadomo, że leży na północy ( J-135/J-2806 wymienia Polaków i Rosjan
jako na půlnoci národy). Miejscowości lokalizowane w Polsce to przede wszystkim
Warszawa, wymieniana w kilku drukach ( J-146, J-170/J-896: Varšava), niebezpośrednio obecna również w druku J-427, gdzie pojawia się fikcyjna wieś Portowa (Portova) pod Warszawą, i w J-1258, przywołującym fikcyjną miejscowość Nyszburg (?),
również położoną w pobliżu Warszawy (Nyšpurk u Varšavy). Z dwóch różnych tekstów (prawdopodobnie nowsza pieśń nazwę miejscową przejęła ze starszej) znana
jest ponadto Widawa ( J-70/J-1260/J-1399: pěkné město Vidava, J-1539: Vidava).
Również dwukrotnie wymieniana jest niemiecka nazwa Lwowa, Lemberg: bezpośrednio w druku J-1356 (Lemberk) i niebezpośrednio w tekście J-46/J-1246, gdzie
blíže Lemberka lokalizowana jest prawdopodobnie fikcyjna wieś Piotrowa (Petrova
Ves). Również dwukrotnie w tekstach pojawia się Kraków ( J-1733, J-2235/J-2708),
określany jako twierdza ( J-1733: Krakov festunk). W obecnym w korpusie w dwóch
kopiach druku J-1023/J-1774 przywołana jest ponadto nazwa Tarnowa (Tarnov).
Inne, trudniejsze do zidentyfikowania nazwy miejscowe to Prachów (?) koło Kamieńca Podolskiego ( J-105: blíž Kamence Podolského […] Práchov), Razbów (?)
( J-1010: Razbov), i tajemnicze město Filezy v polské zemi78 ( J-516/J-548/J-1591).
78

Zawarta w druku pieśń to stary tekst barokowy, być może czerpiący z egzemplów tłumaczonych z innych języków – ponieważ nazwa nie kojarzy się z żadnym polskim miastem, podejrze-

⩶ 166 ⩶

�Z Polską identyfikowane są ponadto sanktuaria w Częstochowie i Kalwarii Zebrzydowskiej (np. J-105: Kalvárie, Častochova).
Teksty kramarskie nie dostarczają zbyt wielu informacji o mieszkańcach Polski. Z druków opisujących powstanie 1846 r. możemy wnioskować, że w domenie
charakterologiczno-psychologicznej są oni skłonni do buntu i odważni (np. druki J-1023/J-1774 informują o niechęci do kapitulacji: „nechtělo se Polsko poddat”
[„nie chciała się Polska poddać”]). Z buntem związane są również nieliczne informacje o aspekcie ekonomicznym, większość innych tekstów, których akcja umiejscowiona jest w Polsce, nie informuje bowiem o lokalnej specyfice. Według pieśni
przyczyną rebelii miały być klęski żywiołowe i głód ( J-1010, J-1023/J-1774, J-1356),
inne druki donoszą o pustoszącej Polskę epidemii cholery ( J-135/J-2806). O ile
zatem uznamy je za reprezentatywne, można założyć, że Polska (a przynajmniej
jej lepiej znana część związana z Cesarstwem Austriackim) kojarzona była z biedą i trudnymi warunkami życia (co zgadza się z rzeczywistą sytuacją ekonomiczną
Galicji, zwłaszcza w porównaniu z lepiej rozwiniętymi gospodarczo ziemiami czeskimi, zob. np. McCagg 2010: 157–159).
O politycznych relacjach Polaków z innymi narodami dowiadujemy się z tekstów jedynie tego, że historycznie Polska była królestwem, a obecnie znajduje się
częściowo pod władzą pruską, a częściowo austriacką (odpowiednie cytaty zostały
przytoczone w punkcie o nazwie kraju)79. W bliżej nieokreślonej przeszłości częstochowskie sanktuarium było ponadto oblegane przez Szwedów ( J-287), zdarzenie to
nie jest jednak przedstawiane w szerszym kontekście. Wiadomo również, że w austriackiej części kraju Polacy buntują się przeciw władzy cesarskiej ( J-1023/J-1774:
„nohama šlapali císařskou korunu” [„nogami deptali cesarską koronę”], ale nie
jest to konsekwentne działanie całego narodu, a jedynie grupy rebeliantów, pieśń
J-1356 mówi bowiem o oszczędzonych przez cesarza Polakach, „kteři dobří byli”
[„którzy dobrzy byli”].
Pieśni nie dostarczają w zasadzie żadnych informacji o specyfice kulturowej
Polski. W aspekcie religijnym, tak jak w pozostałych przypadkach, za domyślną
wiarę uznawany jest katolicyzm, więc także w nowinach z Polski informacje o katolickim kulcie odnajdujemy najczęściej (np. figura św. Anny w J-70/J-1260/J-1399,
procesja J-170/J-896 ku czci św. Prokopa). Jednocześnie kilkakrotnie to w Polsce
wam, że może się ona odnosić do Śląska (łac. Silesia), gdzie przy wielokrotnym przepisywaniu długie s (ſ) zostało odczytane jako f.
79
Poza korpusem tekstów z Muzeum Komeńskiego znane są mi także druki osadzone w ‘rosyjskiej Polsce’ (ruské Polsko), jak przywołany w punkcie 4.5.5. druk o powstaniu styczniowym (druk
z Muzeum Narodowego w Pradze nr KP 105).

⩶ 167 ⩶

�osadzone są wydarzenia związane z Żydami ( J-146, J-193, J-1258), co – o ile nie
jest to przypadkowy zbieg okoliczności – może sugerować, że w oczach Czechów
ziemie Polskie były widziane jako szczególnie gęsto zaludnione przez Żydów.
Być może wiąże się to z odmiennością obyczajów postępowych Żydów czeskich
i bardziej tradycyjnych Żydów w Galicji, gdzie rozwijał się m.in. ruch chasydzki
(zob. np. Pěkný 2001: 232–233). Wyjątkowo dowiadujemy się o obecności w Polsce protestantów ( J-1733: „mnoho protestantů, křtu svatého žádali” [„wielu protestantów chrztu świętego prosiło”]), tekst ten jest identyczny z umiejscowionym
w Budapeszcie (jedyną różnicę stanowi nazwa miasta), więc pierwotnie odnosił się
zapewne do realiów węgierskich, gdzie odsetek niekatolickich chrześcijan był niewątpliwie większy niż w Polsce. Dodatkowo, bez określenia wyznania, pojawiają
się informacje o bezbożności niektórych Polaków (np. J-1356: „V Polsku to přikázaní boží přestoupili, mnoho tisíc lidu jen sobě hověli” [„W Polsce to przykazanie Boże przekroczyli, całymi tysiącami sobie dogadzali”], „Považte křesťané tu jejich bezbožnost, co vojsko trpělo, skrz jejich nepravost” [„Rozważcie chrześcijanie
tę ich bezbożność, co wojsko cierpiało przez ichnią nieprawość”]), wiązanej z wystąpieniem przeciw władzy politycznej cesarza.

4.7.4. Prusy/Prusacy (+ Brandenburczycy)
4.7.4.1. Nazwa kraju
W nazwie kraju i jego mieszkańców występuje oboczność słowiańskiego rdzenia
„prus-” i „prajs-”, zgodnego fonetycznie z niemieckim Preußen (dodatkowo pojawia się tu kilka wariantów ortograficznych). Kraj określany jest więc leksemami Prusko ( J-1136), Prajsko ( J-241/J-893/J-1136) i Praizsko/Praijsko ( J-1507).
Pojawiają się również określenia dwuczłonowe: pruská země ( J-79, J-2179), prajská země ( J-1025/J-1352/J-2441) i prajské hranice ( J-1009/J-2112). Ponadto
w dwóch tekstach ( J-70/J-1260/J-1399, J-1539) pojawia się wspomniane w poprzednim punkcie określenie Pruské Polsko na oznaczenie ziem polskich należących do zaboru pruskiego.

4.7.4.2. Nazwa grupy etnicznej
Zamiennie stosowane są etnonimy Prus/Prusové ( J-210/J-2411, J-1906) i Prajz/
Prajzové ( J-58, J-1507), także w wariancie Prejsové ( J-27/J-47/ J-894/J-1002).
Wyjątkowo pojawia się forma Prušáci ( J-79). Jednorazowo spotkać można informację, że Prusacy są zarazem Niemcami ( J-1906: Prusové jsou Němci). Do tej samej
⩶ 168 ⩶

�grupy etnicznej zaliczam również występujących w pieśni J-712 Brandenburczyków (Brandenburk, Brandenburci), których ojczyzna od początku XVIII w. stanowiła część Królestwa Prus, a których obraz pokrywa się z wizerunkiem Prusaków,
choć nieco silniejszy nacisk położony jest w nim na obcość religijną.

4.7.4.3. Obraz w tekstach
Prusy graniczą z Czechami – tekst J-1009/J-2112 umieszcza Chrudim i pobliskie
Bořice niedaleko pruskiej granicy. Według pieśni J-241/J-893/J-1136 Prusy graniczą również ze Szwecją (można próbować odwoływać się tu do szwedzkich posiadłości nad Morzem Bałtyckim w XVIII i XIX w., choć zapewne jest to informacja
czysto fikcyjna). Stolicą i najlepiej znanym miastem Prus jest Berlin ( J-1025/J-1352/
J-1886/J-1950/J-2059/J-2441: „V Prajské zemi vzácné město Berlín, však jest mnohým lidem dobře známý” [„W Pruskiej ziemi możne miasto Berlin, jest wszak wielu
ludziom dobrze znany”]) pojawiający się także w drukach J-27/J-47/J-894/J-1002,
J-55/J-157 i J-79, jego opis jest jednak zdawkowy. Wiadomo jedynie, że można w nim
znaleźć most ( J-55/J-157), zamek królewski ( J-55/J-157, J-27/J-47/J-894/J-1002),
czy kaplicę ( J-1025/J-1352/J-1886/J-1950/J-2059/J-2441) – elementy o uniwersalnym charakterze, których przywołanie świadczy raczej o braku bardziej szczegółowej wiedzy. Inne pruskie miasta to położone blisko ziem czeskich Racibórz
( J-1119, J-2179: Ratiboř) i sanktuarium w Wambierzycach ( J-2179: Vambeřice)
oraz Opole ( J-79: Oppoli), określane jako hlavní město – ‘stolica’ w tekście przywołującym również nazwę Berlina, co świadczy być może o pewnej świadomości
podziału administracyjnego Prus i stołeczności Opola w ramach rejencji opolskiej.
W aspekcie psychiczno-charakterologicznym Prusacy – podobnie jak wcześniej Francuzi – przedstawiani są głównie jako żołnierze. W tekstach brak jednak
w zasadzie informacji o związanych z tą profesją cechach charakteru, takich jak pozytywnie wartościowana odwaga, czy negatywne okrucieństwo. Pruskie zwycięstwa
nad armią austriacką w 1866 r. przypisywane są za to przebiegłości ( J-210/J-2411:
„Prus dlouhý čas s chytrostí, škodil převelice naší vlasti” [„Z przebiegłością Prus
czas długi, państwu naszemu szkodził”]), zdradzie i intrygom ( J-210/J-2411: „Snad
plán boje je zrazeny, Prus jest s velkou sílu postaveny” [„Chyba plan nasz był odkryty, Prusaków siła staje do bitwy”]) oraz przewadze liczebnej ( J-210/J-2411: „když
jich padlo dvacet tisíc, přibylo jich vždycky víc” [„gdy poległo dwadzieścia tysięcy, zawsze przyszło jeszcze więcej”]). Pieśni – nawet opisujące austriackie porażki – wielokrotnie wspominają o ponoszonych przez wrogów stratach ( J-58: „v horách na pomezí deset tisíc Prajzů v krvi leží” [„w górach na granicy dziesięć tysięcy
⩶ 169 ⩶

�Prusów leży we krwi”]), inne przedstawiają pruskich żołnierzy jako słabszych niż
habsburscy (np. węgierski huzar z pieśni J-55/J-157 sam pokonuje 12 Prusaków).
Opisy wyjątkowego okrucieństwa (mordowanie kobiet i dzieci, tortury itp.) pojawiają się jedynie w pieśni o Brandenburczykach, w której są oni m.in. przyrównywani do krwiożerczych wilków ( J-712: „Brandenburk žádostivě po krvi naší dychtí, a jako vlk tak dychtivě chce nás všecky zkaziti” [„Brandenburczyk łakomie krwi
naszej pragnie, i jak wilk spragniony chce nas wszystkich zgubić”]).
Domena społeczno-ekonomiczna zawiera obrazy pruskich najeźdźców bogacących się kosztem mieszkańców podbitych terenów. Grabią oni miasta i wsie
( J-212: „Tenkrát se Prusy hnali, k městu sílou všecky” [„Wtenczas Prusaki gonili,
do miasta całą siłą”], J-58: „Kolem Reichemberku Prajz rabuňk měl” [„Pod miastem
Libercem Prusak rabował”]), okradają ludność cywilną ( J-210/J-2411: „Čechům
chleb, peníze vzali, města a vesnice zapalili” [„Czechom chleb, pieniądze wzięli,
miasta i wsie podpalili”], J-2411: „Někde rabují ti Prusi, občáne jím všecko dati
musí” [„Gdzieś te Prusaki rabują, mieszkańcy im wszystko oddają”], J-1507: „Martinek dobrý Prajz rozeny […] sesbíral kupcovi neb selce” [„Martinek dobry rodak
pruski […] zabrał kupcowi albo wiejskiej babie”] dobra, które przynosi swojej kochance w prezencie). Opisy te dotyczą wyłącznie pruskich żołnierzy, z nielicznych
tekstów można się dowiedzieć, że wojna z Austrią szkodzi ludności cywilnej (rolnikom) po obu stronach konfliktu ( J-79).
W aspekcie kulturowym pieśni zwracają uwagę na łakomstwo i żarłoczność
Prusaków80. Są oni przedstawiani jako skupieni wyłącznie na materialnej wygodzie ( J-1906: „to jest pruská politika, salát, maso, k tomu mlíka” [„oto pruska polityka, sałata, mięso, do tego mleka”]) i nawykli do obżarstwa ( J-1906: „Kdo chce
míti hody vždycky, musí mít žaludek pruský” [„kto chce zawsze mieć biesiadę,
musi pruski mieć żołądek”]), choć pieśń unika nadmiernej generalizacji ( J-1906:
„Ale všickní takoví nebyli, mnozí mírně jedli píli” [„Ale nie wszyscy tacy byli, liczni z umiarem jedli, pili”]).
Podobnie jak w przypadku innych narodów, aspekt fizyczny jest w obrazie
Prusaków niemal całkiem pominięty. Jedyna informacja, którą można do niego odnieść, to wskazówka, że Pruscy żołnierze noszą wąsy (podkręca je bohater pieśni
J-1507: „fousama zatočil” [„zakręcił wąsami”]).
Domena polityczna obejmuje informacje o władcy i stolicy Prus oraz ich stosunkach z Habsburgami. Słynnym królem pruskim był Fryderyk Wielki ( J-1385:
80

Podobne skojarzenie, utrwalone w formie powiedzenia ‘mieć pruskie strzewo’ opisującego
żarłoka, znane jest również z gwar Śląska Cieszyńskiego (Tyrpa 2011: 171).

⩶ 170 ⩶

�Frydrych), który w swoim testamencie polecił poddanym utrzymywanie dobrych
stosunków z Austrią ( J-1385: „milujte vždy císaře, totiž Josefa druhého” [„kochajcie
zawsze cesarza, to jest Józefa drugiego”]), jego następcą był zaś Wilhelm ( J-1385).
Imię Fryderyka powraca jako określenie władcy Prus także w innych czasach, niezależnie od prawdziwego panującego wówczas monarchy ( J-210/J-2411: „Prusové
volají hlasem řádně, ať žije pruský král Bedřich slavně” [„Prusacy wielkim głosem
wołają, niech żyje Frydrych król wiwatują”]). Stolicą Prus i siedzibą ich króla jest
Berlin, w którym w 1848 r. doszło do rewolucji ( J-27/J-47/J-894/J-1002: „Tuze jsou
v Berlíně všecko potřiskali a krále z vojskem ven z burku vyhnali” [„Srodze w Berlinie wszystko rozbili, a króla z wojskiem z burgu wypędzili”]), ponieważ mieszkańcy
Prus chcieli się podporządkować austriackiemu cesarzowi ( J-27/J-47/J-894/J-1002:
„nechtěji svýho krále míti, našemu císaři chcou poddaní býti” [„nie chcą swojego
króla mieć, naszego cesarza poddanymi chcą być”]). Prusom są częściowo podporządkowane ziemie polskie ( J-70/J-1260/J-1399: „Leží v Pruském držaní pěkné
město jedno, které patří do Polska, Widawa nazváno” [„Leży w pruskim władztwie
piękne miasto jedno, co należy do Polski, Widawa nazwane”], J-1539: „V Pruském
Polsku v jednom městě, Widawa nazvaná” [„W Pruskiej Polsce w jednym mieście,
Widawa nazwanym”]) oraz część Śląska w okolicach Raciborza ( J-2179). Pieśni
wymieniają ponadto dwa wydarzenia historyczne, podczas których wojska pruskie
napadają na terytorium Czech: osiemnastowieczne wojny śląskie ( J-712) i będącą
w żywej pamięci wojnę 1866 r. ( J-58, J-79, J-210/J-2411, J-212, J-1507, J-1906).
W domenie religijnej znaleźć można informacje o naśmiewaniu się przez
Prusaków z katolickich świętości, jak w cytacie podkreślającym ich butę i zaufanie w technikę, a nie modlitwę ( J-210/J-2411: „V Opavě Prusové když leželi, nám
se z matky Boží posmívali, / že ji ku pomoci voláme, praví: Nám pomožou kvery
nové” [„W Opawie Prusowie, gdy przebywali, z naszej Maki Bożej żartowali, / że
ją na pomoc wzywamy, mówią: Nam pomaga karabin nowy”]). Postępowanie Prusaków wobec ludności cywilnej podbitych ziem przedstawiane bywa w perspektywie religijnej, jako bezbożność, czasem karana przez samego stwórcę ( J-2411:
„Toho jsme se ani nenadali, žeby nás tak Prusi sužovali, / Přestupili zákon boží, nevážně jednali s naším zboží” [„Tegośmy się nie spodziewali, że nas Prusacy tak uciskali, / Przekroczyli prawa Boże, niegodnie czynili z naszym majątkiem”], „Začal
Pan Bůh s Prusem bojovati, / začali v nahlosti umírati, / pro nestřidmé jídlo, pití,
/ museli někteří hned umříti” [„Zaczął Pan Bóg z Prusem walkę / zaczęli umierać
nagle, / przez nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu, / musieli niektórzy zaraz stracić życie”]). O ile jednak zazwyczaj podkreślany jest niekatolicki charakter religii wyznawanej przez Prusaków, można też znaleźć informacje o mieszkających
⩶ 171 ⩶

�w ich kraju pobożnych chrześcijanach-katolikach ( J-1025/J-1352/J-1886/J-1950/
J-2059/J-2441): pár […] nábožných křesťanů). Brandenburczycy z pieśni J-712 są
natomiast jednoznacznie identyfikowani z kalwinizmem i protestantami ( J-712:
kacíři zlopověstní – ‘kacerze niesławni’) oraz przedstawiani jako zajadli wrogowie
religii katolickiej, kpiący z jej świętości i burzący kościoły ( J-712: „Brandenburk
nešťastný dal zbořiti moc chrámů” [„Brandenburg nieszczęsny kazał zburzyć wiele kościołów”]).

4.7.5. Rosja/Rosjanie
4.7.5.1. Nazwa kraju
Jednoczłonowe nazwy Rosji to zgodne z współczesną czeszczyzną Rusko ( J-2501)
oraz archaiczne Rusy ( J-17/J-1293: „povandrujem […] do Rus” [„powędrujemy
[…] do Rosji”]). W niektórych przypadkach trudno jest jednoznacznie określić czy
określenia te dotyczą Rosji jako kraju Rosjan, czy raczej bytu politycznego graniczącego z Austrią, a więc ziem polskich pod zaborem rosyjskim. Określenia dwuczłonowe to ziemia rosyjska ( J-69/88/665: ruská země, J-37/J-214/J-1003, J-1061,
J-135/J-2806), kraina rosyjska ( J-1244: ruská krajina) i rosyjskie położenie ( J-92/
J-1011/J-1795/J-2503, J-219: ruské položení).

4.7.5.2. Nazwa grupy etnicznej
Mieszkańcy Rosji to Rusové ( J-27/J-47/J-894/J-1002), dodatkowo w pieśni J-1061
pojawia się określenie Moskvan, niejasne jednak czy dotyczy ono konkretnie mieszkańca miasta Moskwy, czy całego kraju.

4.7.5.3. Obraz w tekstach
Rosja leży na wschodzie ( J-27/J-47/J-894/J-1002: „Z vejchodu krajiny Rus chce
přitáhnouti” [„Ze wschodniej krainy chce Rus przybyć”]) i na północy (cytowane
już w odniesieniu do Polaków druki J-135/J-2806 mówiące o narodach północy).
Z Rosją kojarzony jest śnieg – pieśń J-1304/J-1685 cała poświęcona jest klęsce żywiołowej – ogromnej śnieżycy. Śnieżyca dotyka również bohaterów morytatu z druków J-92/J-1011/J-1795/J-2503. Dwa najlepiej znane rosyjskie miasta to Moskwa ( J-1061, J-1304/J-1685: Moškva) i Petersburg ( J-92/J-1011/J-1795/J-2503,
J-1061, J-2501: Petrohrad), ich wzajemna relacja nie jest jasna, bo obydwa bywają podawane jako stolica kraju ( J-1304/J-1685: „Město Moškva v ruské zemi, jest
⩶ 172 ⩶

�velké kde císař bydlí” [„Miasto Moskwa w ruskiej ziemi, jest wielkie, gdzie cesarz
mieszka”], J-2501: hlavní město Petrohrad). Inne nazwy wiązane z Rosją to prawdopodobnie fikcyjne miasto Wildoń lub Waldoń ( J-219: Wildoň) podawane czasem
jako fałszywe miejsce druku kramarskich publikacji ( J-37/J-214/J-1003: Waldoň
u Krásna) – w tym przypadku Ruská krajina ma więc prawdopodobnie oznaczać
Polskę pod rosyjskim zaborem, jako miejsce, z którego druki mogłyby być dowożone do Czech. Inne rzekomo rosyjskie nazwy to niemal na pewno fikcyjne wsie
Rosenwald i Frinzdorf ( J-2501) oraz wieś Fedrovec ( J-1061), mająca być może rzeczywisty odpowiednik, którego nazwa związana jest z imieniem Fiodor.
W tekstach, w których Rosja jest po prostu schematycznie zarysowanym tłem
wydarzeń, pojawiają się postaci o różnych cechach, trudno jednak mówić o obrazie
Rosjan w ujęciu psychologiczno-charakterologicznym. Ewentualne źródło mogą
tu stanowić jedynie pieśni o powstaniu węgierskim 1848 r., w których rosyjscy żołnierze opisywani są jako odważni ( J-1001: „Statně ruské vojsko silně se bránilo […]
udátně přitahlo” [„Dzielne wojsko ruskie mocno się broniło […] odważnie przybyło”]) a ich wodzowie sławni, a więc sprawni w sztuce wojennej ( J-3: Ruský jenerálové, […] slavní hrdínové, J-1244: slavné ruské jenerály).
Brak informacji o specyficznych cechach Rosjan w aspekcie ekonomicznym – bohaterowie pieśni to mieszczanie ( J-219), chłopi, młynarze ( J-92/J-1011/
J-1795/J-2503) i rzemieślnicy tacy jak w każdym państwie. W domenie politycznej Rosjanie występują jako żołnierze interweniujący w obcych krajach. Gdy na
trasie ich przemarszu znajdują się ziemie czeskie, obraz może być pozytywny lub
negatywny, zależnie od punktu widzenia autora – zgodnego z polityczną propagandą, lub bliskiego zwykłym mieszkańcom wsi. W datowanym na 1813 r. druku J-8 armáda ruská to (‘armia rosyjska’) obrońcy Czech i Moraw przed francuską
agresją, ale już w pieśni wydanej w drukach J-27/J-47/J-894/J-1002 Rosjanie, idący prawdopodobnie na Węgry, chcą spustoszyć Morawy („Rus […] naší Moravu že
chce vyhubiti” [„Rus […] że nasze Morawy chce zrujnować”]). Być może śladem
pamięci o przemarszach rosyjskich wojsk podczas kampanii napoleońskich i Wiosny Ludów jest porównanie żarłoczności pruskich okupantów w 1866 r. do Rosjan
( J-1906: „Prusové víc jedli nežli Rusi” [„Prusacy więcej jedzą niż Rosjanie”]), pozwalająca sądzić, że to Rosjanie dzierżyli dotąd w tej kategorii palmę pierwszeństwa.
Powszechnie wiadomo ponadto, że władzę w Rosji sprawuje car, określany uniwersalnym mianem cesarza ( J-1061: císař, J-1244: ruský císař dobrotivý, J-1304/J-1685:
ruský císař), przedstawiany jako dobry władca, którego siedziba znajduje się w Moskwie lub Petersburgu.
⩶ 173 ⩶

�Informacje o Moskwie zaliczyć można dodatkowo do aspektu kulturowego,
miasto opisywane jest bowiem jako całkowicie drewniane ( J-1304/J-1685: „Město
Moškva […], To město z dřeva stavený” [„Miasto Moskwa […], To miasto z drewna wystawione”]), co sugeruje niski poziom rozwoju Rosji. Jako napój pity przez
rosyjskich chłopów wymieniany jest miód ( J-1061: „Tu hned dcera chleb přinesla
a medoviny k pití” [„Zaraz córka chleb przyniosła i miodu do picia”]). Poza tym
brak właściwie informacji o Rosji odróżniających ją od innych krajów – obecne
w tekstach nazwy i realia odpowiadają czeskim lub niemieckim, tak na przykład
„rosyjski” bohater druków J-92/J-1011/J-1795/J-2503 to młynarz Adam Fišer/Fischer, w druku J-2501 pojawia się zaś Jan Landmann i wspomniane już wsie Frinzdorf i Rosenwald. Inne postacie noszą imiona František ( J-37/J-214/J-1003) i Pavel
( J-1061), dwukrotnie pojawia się jeszcze nazwisko Kudriš ( J-35/J-1843, J-1061).
Takie bohemizowanie realiów sprawia, że nie dowiadujemy się niczego również
o religii Rosjan, zaś w drukach pojawiają się nawiązania do katolickich świętych
(np. J-37/J-214/J-1003). Wiadomo również, że także w tym kraju spotkać można
bezbożników złorzeczących Chrystusowi ( J-219: „bohaprázdní syni […] se jemu
rouhali” [„bezbożni synowie […] jemu bluźnili”]).

4.7.6. Szwecja/Szwedzi
4.7.6.1. Nazwa kraju
Kraj Szwedów określany jest wyłącznie opisowo jako švejdská země ( J-241/J-893),
lub – w nowszym wydaniu tej samej pieśni – švédská země ( J-1136).

4.7.6.2. Nazwa grupy etnicznej
Szwedzi określani są najczęściej leksemem Švejda, lm. Švejdi ( J-427, J-448/J-567/
J-673/J-700/J-944, J-855, J-1009/J-2112, J-1110, J-2152), w pojedynczych przypadkach Švéda ( J-567) lub Švedi ( J-287).

4.7.6.3. Obraz w tekstach
Brak informacji o kraju Szwedów, poza wzmiankami z pieśni J-241/J-893/J-1136,
która lokalizuje ich kraj „deset míl za Prajskem” [„Dziesięć mil za Prusami”], a więc
jako graniczący z Prusami, i wymienia leżące w nim dwa miasta, Petrohrad i Turemburg (lub – według zapisu z druku J-893 – Turnburg). Wiadomo również
( J-573/J-1686), że przynajmniej niektóre szwedzkie miasta leżą nad morzem.
⩶ 174 ⩶

�Niewiele informacji odnaleźć można w domenie psychiczno-charakterologicznej, zgodnie z przyjętym obrazem wszelkich nieprzyjaciół, Szwedzi są źli
(np. J-855: zlostní) i zawzięci, by szkodzić katolikom. W aspekcie społeczno-ekonomicznym, podobnie jak w przypadku kilku innych narodów, mowa jest głównie
o żołnierzach czy maruderach grasujących na obszarze objętym wojną. W pieśni
J-573/J-1686 mowa ponadto o szwedzkich żeglarzach. Brak w tekstach wiadomości o kulturze Szwedów innych niż związane z kwestią konfliktu religijnego, nie
ma również informacji dotyczących domeny fizycznej. W aspekcie politycznym
wiadomo, że Szwedzi toczyli niegdyś wojny z Habsburgami na terytorium Czech,
choć nie jest to wydarzenie lokalizowane dokładnie w czasie i należy raczej do odległej przeszłości ( J-2152: „Švédská válka zuřila, oltáře obraze chrámy všecky ničila, / Švédové jinověrci chtěli oni vlasť naši dostat pod moc a zničit víru nejdražší”
[„Szwedzka wojna szalała, ołtarze, obrazy, kościoły wszystkie niszczyła, / Szwedzi
innowiercy chcieli ojczyznę naszą wziąć we władzę i zniszczyć wiarę najdroższą”]).
Sugestię współpracy szwedzko-francuskiej zawiera druk J-287, w którym francuskie armaty służą Szwedom do ostrzeliwania Jasnej Góry. Ten sam druk zawiera
również informację o szwedzkim władcy z dawnych czasów ( J-287: kníže švedské
Leo), który kazał przyozdobić częstochowski obraz złotem. Wydarzenie to umieszczane jest w czasach przed najazdem tatarskim i być może świadczy o świadomości
późniejszej daty rozłamu religijnego w Europie, po którym Szwedzi stali się wrogami katolicyzmu.
Domena religijna jest dla wizerunku Szwedów najistotniejsza. Są oni przedstawiani przede wszystkim jako protestanci (luteranie, wyjątkowo kalwini jak
w J-573/J-1686: „ten jejich pán švejdský kalvín byl” [„ten ich pan szwedzkim kalwinem był”]), walczący z katolickimi obyczajami i bluźniący świętościom. Jako protestanci kpią z kultu świętych (w tym ich relikwii), Matki Bożej (także podczas objawień, np. J-893/J-1136: „jak byla snížená Panna Maria, od mnohých rouhačů, /
když v karty hrali, jí se posmívali a proklínali” [„jak była poniżona Panna Maryja
przez licznych bluźnierców, / gdy w karty grali, z niej się śmiali i przeklinali”]) i katolickich pielgrzymów ( J-2152: „Při krásnem zpěvu poutnicí se ubírali, […] Švejdi
se posmívali, poutnicí strachem bledli” [„Z pięknym śpiewem pielgrzymi się wyprawiali, […] Szwedzi się śmiali, pielgrzymi ze strachu bledli”]). W popularnym
tekście powielanym w drukach J-448/J-567/J-673/J-700/J-944, Szwedzi pragną
„luterstvo v Praze množiti” [„mnożyć w Pradze luterstwo”] i w tym celu burzą katolickie kościoły lub przerabiają je na własne świątynie. Wielokrotnie przywoływane są legendy dotyczące łupienia przez Szwedów miejsc kultu i prób szkodzenia
świętym wizerunkom. Szwedzkim atakom przypisywane jest uszkodzenie obrazu
⩶ 175 ⩶

�Najświętszego Zbawiciela z Chrudimia ( J-824: „obraz […] vojáci vzali a posekali,
švejdské vojny” [„obraz […] żołdacy cięli i ranili za szwedzkiej wojny”], J-855: „svatý obraz […] byl od zlostných Švejdů tuze zran[ěn]ý” [„święty obraz […] był przez
złych Szwedów ciężko zraniony”]) oraz św. Walentego z Přiboru ( J-1110: „Nebesa
[…] nedaly ohní moci, by Švejda spálil, když se k nám zvalil, obraz vzácný” [„Nieba […] nie dały ogniom siły, aby Szwed spalił, gdy się tu zwalił, obraz twój cudami słynny”]). Podobnie jak Żydzi, także Szwedzi bywają przywoływani jako symbol bezbożności, do którego przyrównywani są bohaterowie negatywni ( J-2152:
„zapřel víru křesťanskou, že byl horší než sám Švejda” [„zaparł się wiary chrześcijańskiej, że był gorszy niż sam Szwed”]). Wyjątkowe są informacje o mieszkających w Szwecji prawowiernych chrześcijanach (katolikach), które znaleźć można
w pieśni J-241/J-893/J-1136 („ve Švédské zemi stojí dvě města všem lidem známy,
/ v jednom jsou pohani, v druhém křesťani” [„w szwedzkiej ziemi stoją dwa miasta
wszystkim ludziom znane, / w jednym są poganie, w drugim chrześcijanie”]) oraz
J-573/J-1686, w której katolicki żeglarz ma przy sobie zaszyty w ubraniu obrazek
św. Anny, co sugeruje dodatkowo, że musi on swoją religię ukrywać przed pozostałymi Szwedami.

4.7.7. Turcja/Turcy (+ Tatarzy)
4.7.7.1. Nazwa kraju
Państwo Turków określane bywa jednym słowem jako Turky ( J-57/J-139, J-137/
J-989/J-1035/J-1319: v Turcích), lub opisowo jako turecká země ( J-91, J-203), turecká krajina ( J-209/J-1919), turecké hranice ( J-391, J-1001) i turecké položení
( J-2188). Brak informacji o ojczyźnie Tatarów.

4.7.7.2. Nazwa grupy etnicznej
Turcy określani są niemal wyłącznie podstawowym leksemem Turek/Turci ( J-13,
J-14, J-57/J-139, J-81, J-129, J-137/J-989/J-1035/J-1319, J-191/J-1411/J-2104,
J-328, J-390/J-429, J-427, J-559, J-1001), wyjątkowo jako synonim pojawia się
określenie religijne mahometáni ( J-13). W tym samym punkcie umieszczam również informacje o Tatarach ( J-287, J-289, J-370/J-660/J-1401, J-730, J-1486: Tatar/
Tataří, w J-2292 l.mn. Tatary, J-1738: tatarský lid), którzy zazwyczaj występują wyłącznie w kontekście dziejów średniowiecznych, ale w jednym z przykładów pojawiają się obok Turków jako synonim poganina ( J-129).
⩶ 176 ⩶

�4.7.7.3. Obraz w tekstach
Turcja graniczy z Cesarstwem Austriackim, a tereny pograniczne to m.in. Węgry ( J-13: „Uherská země již plesej, proto, že již ten soused zlej, od tebe se vzdaluje” [„Węgierska ziemio bądź rada, bo już złego sąsiada twego w dal przegnano”]).
Przynależność państwową w czasie toczonych z Turkami wojen zmieniały Serbia
i Dalmacja ( J-13: „Servitští pání, možete být dobře rádí, / že Jozefa druhého máte
pána vašého” [„panowie serbscy, możecie być weseli, że Józefa drugiego macie za
pana swego”], „Dalmátska zem nápodobně” [„Dalmacka ziemia podobnie”], J-91:
Bělohrad w zemi Turecké), turecka władza okresowo sięgała również Timișoary
w Banacie ( J-390/J-429: Temešvár). W późniejszym okresie walki z Turcją toczyły się także w Bośni ( J-203: „Tam na východě v zemi Turecké, těká mysl má v kraje
bosenské” [„Tam na wschodzie w ziemi tureckiej, myśl ma ulata do krainy bośniackiej”]). Wiadomo ponadto, że Turcja sprawuje kontrolę nad Ziemią Świętą, w tym
Jerozolimą ( J-57/J-139, J-137/J-989/J-1035/J-1319, J-209/J-1919, J-2188) i Galileą
( J-209/J-1919), a inne miejscowości w tym rejonie to fikcyjne Evina ( J-57/J-139)
i leżące rzekomo 6 mil od Jerozolimy miasto Karmech ( J-137/J-989/J-1035/J-1319).
W domenie psychiczno-charakterologicznej bez wątpienia najważniejszą
cechą Turków jest ich okrucieństwo. Są oni określani mianem morderców ( J-129:
vrah), tyranów i okrutników ( J-559: ukrutník Turek; Tyran Turek; „žadného ten
tyran nešanuje, napořád morduje nelituje” [„nikogo ten tyran nie szanuje, wciąż
morduje nie żałuje”], J-137/J-989/J-1035/J-1319: ukrutné tyrany), a ich czyny zwykle opisywane są jak okrutne ( J-137/J-989/J-1035/J-1319: Turecká ukrutnost; wyrok sułtana to přeukrutný ortel). Druk J-14 dodaje, że nie jest to jedynie stosunek
do nieprzyjaciół, ale zasada rządząca całym tureckim społeczeństwem („Boha neznají, a lásky k blížnímu i k národu svýmu žádné nemají” [„Boga nie znają, a miłości bliźniego i narodu swego żadnej nie mają”]). Figura Turka służy zatem jako
wzorzec okrucieństwa, do którego przyrównywane są czyny mordercy z druków
J-191/J-1411/J-2104 („Málo kdy o Turku zvíme, neb pohanu uslyšíme, / by tak
nevážně mordoval, jaké mordy jsem já dělal” [„Rzadko kiedy o Turku wiemy, lub
o poganach słyszymy, / by tak okrutnie mordował, jak robiłem ja”]) czy wręcz sama
śmierć ( J-328: „Já jsem nad slunce rychlejší, nad Turka ukrutnější” [„Jam jest nad
słońce szybsza, nad Turka okrutniejsza”]). Turcy są ponadto zawzięci ( J-14: zatvrzelý Turek) i określani negatywnie jako turecká holota ( J-14).
Niewiele wiadomo o Turkach w domenie społeczno-ekonomicznej. W pieśni J-427 mowa jest o wielkiej biedzie i głodzie w Turcji, jest to jednak sytuacja wyjątkowa („maso koňské kupovali, rozličné travy jedli, tak bídný život vedli, / rodíče
⩶ 177 ⩶

�svoje dítky pobili, jich snědli” [„mięso końskie kupowali, rozmaite trawy jedli, takie biedne życie wiedli, / rodzice swe dziatki zabili, mięso ich zjedli”]), należy zatem przypuszczać, że żadnej z klas społecznych czy zawodów nie wiązano z Turkami stereotypowo.
Kultura Turków cechuje się dziwnymi obyczajami – w pieśni J-81 mowa jest
o tureckiej kąpieli („Jak živá jsem nevíděla, jak Turci mejou, strčí hlavu do škopička na krk jim lejou” [„Jako żywo nie widziałam, jak się Turcy myją, głowę wsadzą do skopeczka, wodę na kark leją”]). Wiadomo również, że mają oni swój własny niezrozumiały dla innych język, w druku J-137/J-989/J-1035/J-1319 czytamy
bowiem o tłumaczu, który jest niezbędny dla porozumienia się katolickich mnichów z sułtanem („skrze tlumače dal se jich tázati” [„przez tłumacza kazał ich pytać”]). Z tekstów dowiadujemy się ponadto, że tureckim tytułem szlacheckim jest
basza, a kobiety są w Turcji sprzedawane w niewolę ( J-440: „Tureckému bašovi
ubohou prodali” [„Tureckiemu baszy nieszczęsną sprzedali”]). Charakterystycznym elementem ich kultury są tureckie szable, a znamię w tym kształcie ( J-2060:
turecká šavlice), widoczne na ciele potwornego niemowlęcia zwiastuje bliską wojnę. Podobnym znakiem nadciągającego kataklizmu jest kometa, której pojawienie
się oznacza turecki najazd ( J-129: „Tak před některýma lety, viděli lidé komety, /
v království polském, uherském, přitáh Turek v času brzkem”; „Ta hvězda nám to
znamená Tatara, Turka Pohana, / kterýž naší krvé žádá” [„Tak przed niektórymi
laty, widzieli ludzie komety, / w królestwie polskim, węgierskim, nadszedł Turek
w czasie krótkim”; „Ta gwiazda nam to oznajmia, Tatara, Turka, Pogana, / który
krwi naszej pragnie”]). Elementem tureckiego stroju są szarawary ( J-14: šíroké kalhoty). Cechami charakterystycznymi Turków w domenie fizycznej są ogolone głowy i zarost ( J-14: holené hlavy; fousatý Turek).
Władcą państwa tureckiego jest sułtan ( J-14), określany także jako turecki cesarz ( J-137/J-989/J-1035/J-1319: Tureckej Císař, J-91), a jego siedzibą jest Konstantynopol ( J-137/J-989/J-1035/J-1319: „Pak do Konštantynopoli vladář psal
k císaři” [„Więc do Konstantynopola władca pisał do cesarza”]). W aspekcie politycznym relacje z Turcją kształtowały się podczas wieloletnich wojen toczonych
na wschodnich granicach Cesarstwa Austriackiego i wiążą się nierozłącznie również z aspektem religijnym ( J-559: „na Turka tyrana pojďme rádí, nebo chce potlačit církev naší” [„Na Turka pogana pójdźmy radzi, on nasz kościół pragnie zgładzić”]). Turcy stanowili dla Austrii poważne zagrożenie i wielokrotnie zajmowali
należące do niej terytoria ( J-13: „Koburg […] mnoho tisíci Turků z cisařských
zemi vyhnal” [„Koburg […] wiele tysięcy Turków z cesarskich ziemi wygnał”]).
W XIX w. charakter toczonych z Turcją wojen zmienił się z motywowanego reli⩶ 178 ⩶

�gijnie na polityczny. Niejasny jest więc stosunek Turków wobec Cesarstwa Habsburskiego w pieśni o rewolucji węgierskiej 1848, w której z jednej strony strzelają
oni do Węgrów próbujących przekroczyć granicę, ale następnie zapewniają rebeliantom azyl i odmawiają wydania ich Austrii ( J-1001: „Košuta a více oficíru Turci mají, našemu císaři jej vydat nechtějí” [„Kossutha i więcej oficerów Turcy mają,
naszemu cesarzowi nie wydają”]).
Turków od pozostałych narodów wyraźnie odróżnia wyznawana przez nich
religia. Bywają co prawda określani jako bezbożnicy i poganie ( J-13: neznaboh Turek, zlý pohan, ( J-209/J-1919: „křesťani […] od těch pohanů přehrozně mučeni”
[„chrześcijanie […] przez tych pogan przeokrutnie męczeni”]), ale zważywszy na
odwołania do religii muzułmańskiej często jeszcze w tym samym druku, „bezbożność” w tym kontekście oznacza po prostu, że nie wierzą oni w chrześcijańskiego
Boga. W większości tekstów o tematyce tureckiej przywoływane jest imię Mahometa ( J-14, J-137/J-989/J-1035/J-1319: „Mahometu svému bohu počestnost činili” [„Mahometowi bogu swemu cześć oddawali”]), zazwyczaj przedstawianego jako
bóstwo czczone przez muzułmanów. Teksty informują, że na terenie Turcji mieszkają również katolicy ( J-57/J-1919, J-2188), których Turcy aktywnie przymuszają do zaparcia się swojej wiary i oddania hołdu Mahometowi ( J-390/J-429: „Víru
svou vychvalovali, jeho k ní nutili” [„Wiarę swoją wychwalali, jego do niej przymuszali”], J-57/J-139: „Turci chtějí že se máme Mahometu klaněti” [„Turcy chcą
abyśmy Mahometowi się kłaniali”]). Prześladują ich również na rozmaite sposoby,
a nawet organizują brutalne czystki etniczne ( J-209/J-1919)81.
Z Turkami związani są ponadto Tatarzy, występujący w pieśniach rzadziej
i niemal wyłącznie w kontekście historycznym. Są oni podobnie określani w domenie psychiczno-charakterologicznej jako tyrani ( J-1738: Tatarští tyrani; zlostný, ukrutný, tyran generál), okrutnicy ( J-289: roty ukrutné, J-730: Tatar ukrutný), potworni poganie ( J-370/J-660/J-1401: nestvorné pohany; przymiotnik ten
odnieść można również do domeny fizycznej) popełniający niemoralne czyny
( J-370/J-660/J-1401: nectnostné činy), ludzie dzicy, obrazowo porównani do wilków ( J-730: divoch; vlci suroví). W zgodzie z wymienionymi cechami, jedyną informacją, jaką zaliczyć można do domeny kulturowej, jest wzmianka o tatarskim
zwyczaju bezczeszczenia zwłok pokonanych chrześcijan i zbierania obciętych uszu

81
Stereotyp Turków (a zwłaszcza ich obraz w domenach politycznej, psychiczno-charakterologicznej i religijnej) dobrze koresponduje z ich wizerunkiem w dziewiętnastowiecznej prasie ze
środkowoeuropejskiej części monarchii habsburskiej, który analizuje opierając się na materiale pochodzącym ze Śląska Cieszyńskiego, Zbigniew Greń (2019).

⩶ 179 ⩶

�w charakterze trofeum82 ( J-1738: „z křesťana každého uťali ucho jeho” [„z chrześcijanina każdego ucięli ucho jego”]). W aspekcie religijnym Tatarzy to poganie
i bezbożnicy ( J-289: pohané, vpravdě bohaprázdné, J-730: Pohané, J-1738: tyrani a pohani), wrodzy m.in. wobec kultu Maryi ( J-1486: „Tataři […] naproti Marii vždycky se rouhali” [„Tatarzy […] wobec Maryi zawsze bluźnili”]). Jak wszyscy
najeźdźcy, także Tatarzy trudnią się w domenie społeczno-ekonomicznej grabieżą
( J-1738: „plyndrovali, nenechali místa celého” [„plądrowali, nie szczędzili miasta
całego”]), w aspekcie politycznym ich wodzem był Batu-Chan ( J-1738: král tatarský
jménem Bathy), a wspomniane kontakty historyczne z Tatarami to przede wszystkim legendarne oblężenie Hostýna, stanowiące opowieść założycielską tamtejszego
sanktuarium maryjnego83, oraz datowany na ten sam okres najazd na Śląsk, podczas
którego zagrozili oni obrazowi Matki Bożej Częstochowskiej ( J-287).

4.7.8. Węgry/Węgrzy
4.7.8.1. Nazwa kraju
Szeroko rozpowszechnione są 3 warianty nazwy kraju Węgrów, określenia Uhry
( J-131/J-388/J-461/J-957/J-2110, J-240/413/463/713/2509/2663, J-427, J-1212,
J-1244/J-1575, J-1401, J-1330), uherská krajina ( J-279, J-667, J-1244/J-1575,
J-1322, J-138/J-615/J-934/J-1581/J-2404, J-1829/2808, J-2499, J-2596, J-2793)
i Uheřská země ( J-13, J-153/J-558, J-1212, J-1244/J-1575, J-1330, J-1478). Wyjątkowo użyta zostaje nazwa informująca o statusie politycznym opisywanego kraju – Uherské Království ( J-115). Dokładne znaczenie wymienionych terminów nie
jest jasne i zapewne niejednoznaczne. Pamiętać należy o tym, że najbliższym dla
Czechów terenem Królestwa Węgier były zamieszkałe przez Słowian Górne Węgry – terytorium dzisiejszej Słowacji i to ich dotyczy znaczna część wieści z Uher.
Nieokreślony jest również związek Węgier z Siedmiogrodem ( J-1577/J-2189: Sedmihradsko, J-1916: sedmihradská země). O ile nazwa tej krainy pojawia się zwykle
w tekstach bez informacji o jej przynależności do Królestwa Węgierskiego, o tyle
leżąca w Siedmiogrodzie Oradea/Waradyn określana jest w nich wyłącznie jako
miasto węgierskie ( J-131/J-388/J-461/J-957/J-2110, J-1478). Jako stolica Sied82

Motyw znany z czeskiego folkloru, do dziś pamiętany w legendzie o pochodzeniu tradycyjnych piernikowych wypieków z morawskiego Štramberku (štramberské uši).
83
Wzrost popularności kultu Matki Bożej Hostyńskiej w XVII i XVIII w. wynikał zresztą
m.in. z obawy przed tureckim najazdem na Morawy (Zuber 1992: 83, Byrtusová 2011: 99–100).
Wskazuje to również – na poziomie pozatekstowym – na to, że Turcy i Tatarzy postrzegani byli
jako pokrewne grupy.

⩶ 180 ⩶

�miogrodu, niezgodnie z rzeczywistością, wymieniany jest ponadto serbski Belgrad
( J-1916: hlavní město Belegrad).

4.7.8.2. Nazwa grupy etnicznej
Podstawowy etnonim to Uher (l. mn. Uhři) ( J-55/J-157, J-1001, J-1212, J-1738,
J-2793). W pieśni znanej z druków J-1244/J-1575 pojawia się ponadto zbiorowe
określenie Košuti oznaczające Węgrów zbuntowanych przeciwko austriackiej władzy. W tej samej pieśni użyte zostało także określenie Slovan od Košuta sugerujące, że Królestwo Węgierskie zamieszkują różne narody, także Słowianie (Słowacy).
Również druk J-58 różnicuje pomiędzy Węgrami a Słowakami („Češi, Uhři a Slovani svou udatnost ukázali” [„Czesi, Węgrzy i Słowianie swą odwagę pokazali”]).

4.7.8.3. Obraz w tekstach
Informacje o Węgrzech, jakie znajdujemy w pieśniach kramarskich, to fakt, że sąsiadują one z Turcją ( J-13), ale również z Morawami (druk J-1330 opisuje wyprowadzkę morawskich chłopów za granicę do Uher-Słowacji, skąd wracają oni niezadowoleni z sytuacji ekonomicznej w tym kraju), oraz że płynie przez nie Dunaj
( J-1001). Znane i łatwe do zidentyfikowania miasta węgierskie to Peszt ( J-75/
J-96/J-942/J-1321/J-2116, J-1001, J-1322: Pešt) i Buda ( J-1322, J-138/J-615/
J-934/J-1581/J-2404: Budín, J-2499: festunk Budín), Debreczyn ( J-1244/J-1575:
Debrecin) oraz szereg miast należących dziś do Słowacji: Bratysława/Pressburg
( J-153/J-558, J-1322: Prešpurk), Bańska Bystrzyca ( J-1829/J-2808: Baňská Bystřice),
Bańska Szczawnica ( J-1829/J-2808: Šťavnice), Koszyce ( J-1244/J-1575: Košitce),
Trenczyn ( J-279: Trenčin). Jako węgierska określana jest również siedmiogrodzka Oradea/Waradyn ( J-1478: Vardajn, różne często zniekształcone warianty zapisu w wielokrotnie wydawanej pieśni z druków J-131/J-388/J-461/J-957/J-2110:
Vardajn, Vardaje, Vardají, Vardava). Inne nazwy miejscowe, trudniejsze w identyfikacji to słowiańsko brzmiące Starenice ( J-138/J-615/J-934/J-1581/J-2404), Pozeb
( J-2596), prawdopodobnie fikcyjne miasta Eperytus i Sakmar ( J-115) oraz klasztor
franciszkanów znajdujący się w regionie określanym jako kraj Čalotecký lub Chalostenský ( J-240/413/463/713/2509/2663, J-427).
W aspekcie psychiczno-charakterologicznym Węgrzy są odważni i waleczni ( J-55/J-157: „husar se […] nebál, neb byl udatné mysle” [„huzar się […] nie bał,
bo był dzielnej myśli”]; „každý císařský husar čtyřiadvacet mužů porazí jediný sám:
/ oni jsou srdnatí a mysle hrdinské” [„każdy cesarski huzar dwudziestu czterech
⩶ 181 ⩶

�chłopa pokona sam: / oni są wielkiego serca i odważnej myśli”]), co przekłada się
na obraz Węgra jako wyśmienitego żołnierza (zwłaszcza huzara) w domenie społeczno-ekonomicznej ( J-55: husar, J-1001: husáři, J-1244/J-1575: husaři). Wojsko węgierskie jest groźne dla nieprzyjaciół ( J-667: „Košuta vojsko strašné přijelo”
[„Kossutha wojsko straszne przyjechało”], J-1244/J-1575: Košuta strašné vojsko).
Oprócz tego odnajdujemy w tekstach standardowe obrazy ludzi różnych zawodów
bez charakterystycznych związków z ich etniczną czy państwową przynależnością,
np. karczmarzy i rzemieślników ( J-115).
W domenie politycznej wiemy, że Węgry to królestwo ( J-115), zaś cesarz Austrii jest jednocześnie królem węgierskim ( J-55/J-157). Jednocześnie znaczna część
druków dotyczących Węgier relacjonuje wydarzenia 1848 r., a zatem obok obrazu Węgra-wiernego żołnierza habsburskiego silny jest wizerunek Węgra-buntownika, identyfikowanego z osobą Ludwika Kossutha ( J-667/J-1597, J-1001, J-1212,
J-1244/J-1575). Pieśń J-2793 informuje również o walkach Węgrów z Chorwatami (Kroboti), lecz brak w niej kontekstu dostarczającego więcej informacji.
Z pieśni wiadomo ponadto, że w aspekcie kulturowym Węgrzy wyróżniają się
językiem, znacznie odmiennym od czeskiego, którego przykłady odnaleźć można
w wypowiedziach huzara z pieśni J-55/J-157, gdzie przeklina on słowami erdek teremtete i e basamteremtete84.
Pieśni kramarskie przedstawiają Węgrów jako wyznawców różnych religii, są
wśród nich katolicy ( J-1478, J-1829/J-2808), np. pielgrzymi odwiedzający morawskie sanktuarium na górze Hostýn ( J-1401), ale także ludzie „jinších vír” [„innych
wiar”] ( J-1829/J-2808), opisywani jako protestanci ( J-2499), luteranie ( J-1478)
i poganie ( J-138/J-615/J-934/J-1581/J-2404: pohanský zatvrzelec, objawienie
J-2596: „mezi samýma pohanama” [„między samymi poganami”]). Poganami określani są również niektórzy mieszkańcy Siedmiogrodu, kpiący ze swych katolickich
sąsiadów ( J-1916: „tam jest moc pohan, Krista nevěřijou” [„jest tam wielu pogan,
w Chrystusa nie wierzą”]). Wreszcie buntownicy Kossutha określani są mianem
bezbożników i opisywani jako bluźniercy przeciw religii katolickiej ( J-667: „strašné vojsko Boha spuštěný […] bezbožníky, bohaprázdní” [„straszne wojsko przez
Boga opuszczone […] bezbożnicy, bezbożni”]).

84

Węg. érdek teremtette, baszom a teremtette – wuglaryzmy funkcjonujące w niektórych gwarach czeskich jako niezrozumiałe wtrącenia (zob. Šimečková 2015: 263–266).

⩶ 182 ⩶

�4.7.9. Włochy/Włosi
4.7.9.1. Nazwa kraju
Ogólną nazwą obejmującą całe terytorium Półwyspu Apenińskiego jest vlaská země ( J-22/J-23/J-25/J-78/J-1034, J-1092/J-2348, J-1312) lub vlašská země
( J-1020/J-1934), również Vlachy ( J-89, J-1312, J-1777) – słowa pokrewne polskim Włochom, wywodzące się ze starszej czeszczyzny i będące jeszcze w użyciu
w XIX w. (por. Jungmann 1839: 122). Obecną nazwę – Itálie – odnajdujemy w tekstach dwukrotnie ( J-48, J-2113), w innym zaś ( J-27/J-47/J-894/J-1002) pojawia się
jej zniekształcona forma Netálie. Nie sposób określić, na ile powszechna była wiedza
o przynależności poszczególnych królestw i regionów do włoskiej wspólnoty kulturowej i językowej, ale oprócz nazwy ogólnej pojawiają się też bardziej szczegółowe nazwy pojedynczych królestw i regionów: Piemontu ( J-48: piemontská země),
Lombardii ( J-48: Lombardie), Wenecji ( J-1403/J-1576: fencyánská země), Sardynii ( J-985/J-1389/J-1483/J-1626/J-2415: sardinská krajiná, lub J-1004/J-1249/
J-1567/J-1804/J-2224/J-2778: sardinská země, w druku J-218 zniekształcona do
formy Šandiská země) oraz nazwa římská krajina ( J-95, J-2189).

4.7.9.2. Nazwa grupy etnicznej
Mieszkańcy państw włoskich określani są ogólną nazwą Vlaši ( J-1020/J-1934) lub
Talijáni ( J-27/J-47/J-894/J-1002), pojawiają się także nazwy mieszkańców konkretnych regionów: Sardinové ( J-27/J-47/J-894/J-1002, J-1020/J-1934) oraz Neapolitán ( J-555).

4.7.9.3. Obraz w tekstach
Najczęściej przytaczanym włoskim miastem, bez wątpienia w związku z austriacką historią militarną, jest Mediolan, zwykle w niemieckiej formie Mailand ( J-27/
J-47/J-894/J-1002: Mayland, J-995, J-1343: Mailand, J-1015/J-1325: Majland,
J-1777: slavné město Majland), wyjątkowo w czeskiej Milán ( J-1138). Inne łatwe do zidentyfikowania nazwy także dotyczą przede wszystkim północnowłoskich miast znajdujących się w habsburskiej sferze wpływów. Oprócz Mediolanu
druk J-1343 wymienia rownież podległy Austrii Triest i Montebello (miejsce bitwy w 1859 r.). W pieśni znanej z kilku druków ( J-27/J-47/J-894/J-1002) wspomniana jest Wenecja (w zbliżonej do niemieckiej postaci Benedik), miasto to,
tym razem w czeskiej formie Benatky przywołują również druki J-1403/J-1576.
⩶ 183 ⩶

�Stosunkowo szczegółowe informacje o Turynie jako stolicy Królestwa Sardynii podaje druk J-555 („Turín velké hlavní město, […] též festung kolo něho: / v němžto
pravidelné sídlo jestit krále Sardínského” [„Turyn wielka stolica, […] też twierdza
wokół niego: / w nim to zwyczajna siedziba jest króla sardyńskiego”]) – według
tekstu ma się w nim znajdować 5000 domów, a liczba mieszkańców miasta wynosi
85 600. Nazwę Turynu oraz Novary wymieniają również liczne kopie druku J-985/
J-1389/J-1483/J-1626/J-2415. Oprócz wspomnianego już określenia „rzymska kraina” miasto Rzym (Řím) wspomniane jest w pieśniach J-545/J-702/J-958/J-1836
i J-1297/J-1849. Trudna do zidentyfikowania pozostaje miejscowość Pardamia (?)
w Sardynii ( J-1004/J-1249/J-1567/J-1804/J-2224/J-2778: městečko Pardamya,
w przedruku J-218 nazwa w formie Pandamine) – niejasne pozostaje również, czy
sardinská země oznacza tu wyspę Sardynię, czy raczej – co bardziej prawdopodobne – Królestwo Sardynii, w połowie XIX w. obejmujące również Ligurię, Piemont
i Sabaudię, a z czasem większość Półwyspu Apenińskiego. Na południu Włoch
znany jest Neapol ( J-440/J-2568, J-491, J-1777), o którym wiadomo, że leży nad
morzem (akcja J-491 umiejscowiona jest „Blízko města Neapole, u moře velikého”
[„Blisko miasta Neapolu, u morza wielkiego”]) oraz Manfredonia ( J-1256: „Manfredonis […] V neapolitanské rozkošné krajině” [„Manfredonis […] w neapolskiej
krainie rozkosznej”]). Inne włoskie nazwy miejscowe to Pawia ( J-1312: Pavie město),
o której wiadomo, że leży nad rzeką Ticino (řeka Tycyna), oraz wymieniane w tej
samej pieśni miasto nadmorskie Porto Fera (być może zatoka Porto Ferro na wybrzeżu Sardynii) i Vila Franka (Villafranca di Verona?), gdzie rozgrywa się akcja
pieśni o wyrodnym synu z druku J-22/J-23/J-25/J-78/J-103485.
Informacje o Włoszech dotyczą głównie wojen toczonych z Austrią w drugiej połowie XIX w., niewiele wiadomo więc o aspekcie psychiczno-charakterologicznym i fizycznym ich mieszkańców. O aspekcie społeczno-ekonomicznym
i kulturowym informują przede wszystkim teksty dydaktyczne, pozbawione zazwyczaj lokalnej specyfiki – ich bohaterami są zwykli ludzie, chłopi, mieszczanie i rzemieślnicy. Nieco więcej można dowiedzieć się z tekstów kramarskich o polityce:
wiadomo, że Sardynia i Neapol to królestwa, a przyczyną buntu Włochów jest chęć
wyzwolenia się spod władzy cesarza austriackiego. W tym celu szukają oni sojuszu
najpierw z Państwem Kościelnym a następnie z Francją ( J-27/J-47/J-894/J-1002:
„Proč se Talijáni zdvíhati počali, devatého papeže za krále mít chtěji. […] Tak hned
Talijání Francozovi psali, by byl jejich králem za to jej prohlásili” [„Czemu się Ita85

Druk oznaczony numerem J-78 zawiera ten sam tekst, ale wyjątkowo lokalizuje miejscowość
„Villa Franka v naší zemi” [„Villa Franca w naszej ziemi”], a więc w Czechach lub Austrii.

⩶ 184 ⩶

�lowie buntować poczęli, dziewiątego papieża za króla mieć chcieli. […] Więc zaraz
Italowie do Francuza pisali, by był ichnim królem, jego obwołali”]). O francuskiej
pomocy informują także druki J-985/J-1389/J-1483/J-1626/J-2415 i J-1343. Pieśni kramarskie przekazują również, że przynajmniej na części terytorium Włoch
stacjonują wojska habsburskie ( J-48), a przy wsparciu przerzucanych z innych rejonów cesarstwa oddziałów Austria z powodzeniem toczy wojnę ze zbuntowanymi
prowincjami ( J-1020/J-1934). Podobnie jak w innych przypadkach, gdy religia nie
jest jasno określana, autorzy mają na myśli katolicyzm. Z pojedynczych pieśni dowiadujemy się jednak o poganach mieszkających pod Neapolem ( J-1256: děti pohanští) i – wyjątkowo w całym korpusie – o masonach (pieśń J-555 informuje, że
w Neapolu „bydlí sami křesťaní” [„mieszkają sami chrześcijanie”], ale jeden z bohaterów, odrzucający kult maryjny, określany jest jako frajmaur).

4.7.10. Żydzi
4.7.10.1. Nazwa kraju
Jako grupa etnokonfesyjna nieposiadająca własnego państwa Żydzi nie są wiązani
z konkretnym miejscem zamieszkania. Historycznie kojarzeni byli z Ziemią Święta, ta jednak w czasach powstawania badanych tekstów znajdowała się w obrębie
państwa tureckiego i to w tym kontekście była przedstawiana.

4.7.10.2. Nazwa grupy etnicznej
W odniesieniu do Żydów najczęstszym określeniem jest neutralny leksem Žid/Židé
( J-6, J-24, J-82/J-884/J-999, J-103, J-146, J-193, J-219, J-227, J-229/J-347/J-420,
J-282/J-327/J-1090, J-322/J-1777, J-375, J-501/J-1901, J-543/J-576/J-2732, J-609,
J-751, J-867/J-1981, J-948, J-1215, J-1218, J-1365, J-1478, J-1727, J-1777, J-2360),
jeden raz pojawia się dłuższa forma liczby mnogiej židové ( J-227). Poza tym opisowe lid židovský ( J-229/J-347/J-420, J-867/J-1981) i židovský národ ( J-867/J-1981).
Rzadko spotykane są pejoratywne warianty židák86 ( J-875), a jako określenie zbiorowe również židostvo ( J-611).

86

W znanych mi drukach poza korpusem Muzeum Komeńskiego także židáček (Mętrak
2017: 100).

⩶ 185 ⩶

�4.7.10.3. Obraz w tekstach
W licznych pieśniach religijnych (także kolędach) pojawiają się nazwy związane
z historią Żydów, przede wszystkim znane z Nowego Testamentu: Betlejem, Jerozolima i Nazaret. Niektóre pieśni pasyjne podają także informacje o szczegółach
jerozolimskiej geografii, wymieniając Górę Oliwną, Kalwarię i ogród Getsemani
(np. J-325: Hora Olivetská, Kalvárie, Getsemani). Wiadomo również, że po dziś
dzień w mieście tym znajduje się grób Chrystusa ( J-137/J-989/J-1035/J-1319,
J-57/J-139: „u božího hrobu, byli v Jeruzálemě” [„przy Bożym grobie byli w Jeruzalem”]). Opis drogi krzyżowej z druków J-350/J-814 nie tylko wymienia jej kolejne stacje i miejsca związane z męką Chrystusa, ale również informację o odległości z Czech do Jerozolimy („Já uznávám, že z nás málo tam kdo může přijíti, /
neb jest cesta přes pět set míl” [„Ja rozumiem, że z nas mało kto tam może iść, / bowiem drogi jest tam ponad pięćset mil”])87. Jerozolima służy w pieśniach także za
symbol – pojawia się w kontekście sądu ostatecznego ( J-276: Jeruzalem; oudolí Jozafatské) i końca świata ( J-286: Nový Jeruzalem, J-2312: Nebeské Jeruzalem) oraz
w pieśniach dydaktycznych jako przykład Bożego gniewu (uczą one, że kara spada
na Żydów za odrzucenie Chrystusa). Druki J-543/J-576/J-2732 mówią o zniszczeniu miasta w 42 r., a jego los ma być przestrogą także dla dzisiejszych ludzi ( J-2179:
„Nechť se lidé polepšejí, činěj pokání honem, Bůh nebeský na ně sešle, jako na Jerusalém” [„Niech się ludzie nawracają, prędko czynią pokutę, Bóg niebieski ich pokarze, tak jak Jerozolimę”]).
Pierwszą z cech, jakie wymienić można, rekonstruując psychiczno-charakterologiczny aspekt kramarskiego stereotypu Żyda, jest tchórzliwość (por. Dunin 2004: 201). Przekonanie o braku odwagi Żydów wykorzystane zostaje w druku J-6, gdzie informacja o ich wstępowaniu do wojska ma stanowić zachętę dla
innych mieszkańców ziem czeskich ( J-6: „Kamaráde […] ráděj se chystej s kuráži,
jdou také Židí” [„Towarzyszu […] lepiej szykuj się z odwagą, idą nawet Żydzi”]).
Złamanie stereotypu, ponownie przedstawiane jako coś wyjątkowego, odnajdujemy również w druku stawiającym za wzór żydowskich rekrutów, którzy dobrowolnie stawiają się do służby ( J-193: „budou udatně bojovati, zmužile se braniti”
[„będą dzielnie wojować, mężnie się bronić”]). Jako ewentualny obraz tchórzostwa przywołać można ponadto druk J-1727, w którym żydowscy oprawcy ulegają panice w obliczu nadprzyrodzonych zjawisk (co częściowo usprawiedliwia
87
Mila austriacka w systemie miar wprowadzonym za panowania Marii Teresy liczyła ok. 7,6 km,
a zatem informacja ta jest zasadniczo zgodna z przybliżonym dystansem lądowym między Czechami a Jerozolimą.

⩶ 186 ⩶

�ich gwałtowną reakcję) ( J-1727: „Ti židé jsou se zděsili, že tak jak smyslů zbavení,
z toho sklepa utíkali” [„Ci Żydzi się wystraszyli, że jak zmysłów pozbawieni, z tej
piwnicy zmykali”]). Drugą cechą, podkreśloną zwłaszcza w tekstach religijnych,
jest okrucieństwo, zawziętość i brak litości, z jakimi Żydzi znęcają się nad prowadzonym na kaźń Chrystusem ( J-229/J-347/J-420: zlostní židové, žídé nemilostiví,
katané, J-282/J-327/J-1090: zlá rota židovská, J-375: zlostní Židé, J-460: ukrutní
kati, J-609: židovská sběř, J-751: židovská čelaď, J-867/J-1981: zlost židovská, katanové, zlostní židé a katané, J-948: katanové), a w tekstach opisujących wydarzenia
współczesne nad chrześcijańskimi ofiarami – zwłaszcza w kontekście antysemickich narracji o mordzie rytualnym ( J-146: zlostný tyran; nevážní Židé, židé vzteklí,
J-1727: ukrutní; „sužujou Křesťany” [„dręczą Chrześcijan”]). Wśród cech widocznych raczej w kontekście, niż wyrażonych bezpośrednio w języku, wymienić należy
skłonność do spisków i spryt (explicite wymieniony w druku J-609: židovská fortel).
W domenie społeczno-ekonomicznej wizerunek Żyda jest zasadniczo zgodny
z ogólnoeuropejskim stereotypem: Żydzi to przede wszystkim handlarze i karczmarze. Obraz Żyda-karczmarza jest obecny w kilku tekstach, np. pieśni J-24, gdzie krytyka leniwych wieśniaków zawiera informację o tym, że przesiadują oni w gorzelni ( J-24: palírna) na piecu, skąd w końcu przegania ich Żyd. Alkohol bywa wręcz
określany jako żydowski (np. J-1224: „židova kořalka podvedla šohajka” [„żydowska gorzałka zwiodła junaka”], J-87/J-1357: „Kořalka […] v židovnách ráda meškala, do ních lidi svolávala” [„Gorzałka […] w żydowniach przebywała, do nich ludzi
zapraszała”]). Żydowski handel to przede wszystkim drobny handel domokrążny, sprzedają oni po wsiach tkaniny i elementy ubioru ( J-103: „Sedlka […] když
žid po vsi chodí, co se nastará, aby mohla […] prým si koupiti” [„Chłopka […] gdy
żyd po wsi chodzi, co się namęczy, żeby mogła […] galon sobie kupić”]), kupują od
chłopów pierze ( J-82/J-884/J-999) i sprzęty domowe, zapewne na dalszy handel
( J-2360: „kams mou peřinu dal, snads mně ji dnes prodal mezi Židami” [„gdzieś
moją pierzynę dał, pewnie żeś ją Żydom dziś sprzedał”] – pyta żona pijaka, który
wyprzedaje majątek by mieć pieniądze na alkohol). Żydzi wiązani są także z paserstwem – w pieśni J-1777 diabeł przybiera postać żydowskiego handlarza by fałszywie zeznawać przeciwko oskarżonemu o kradzież szat liturgicznych malarzowi,
przedstawiając się jako osoba, która kupiła kradziony majątek. Także miejscy Żydzi
to handlarze ( J-1215: „šaty […] táta jí je přivezl z Prahy, z židovského města” [„suknię […] tata jej przywiózł z Pragi, z żydowskiego miasta”]), choć zapewne bogatsi
niż ich wiejscy współbracia (np. J-146: žid bohatý). Prowadząc swoje interesy, Żydzi mieli odznaczać się szczególną chciwością i żądzą bogactwa, często więc są do
nich porównywani chrześcijanie łamiący zasady współżycia społecznego („Jest to
⩶ 187 ⩶

�hůř než mezi židy” [„Jest to gorzej niż wśród żydów”] – piętnuje chciwość wśród
Czechów tekst pieśni J-1218, a bezbożne dziewczęta opisywane w druku J-1365:
„handlujou s tělem, jak s kramem žid” [„handlują ciałem, jak żydzi kramem”]).
W aspekcie kulturowym teksty wyraźnie zaznaczają, że Żydzi posiadają własny język ( J-146: židovská řeč), którego elementy są znane i łatwe do zidentyfikowania. Jidyszyzmy służą często ubarwieniu wypowiedzi żydowskich bohaterów pieśni (np. J-193: vaj mir; tatele; mamele), obecna jest również stylizacja wypowiedzi
czeskojęzycznych, mająca upodobnić je do czeszczyzny Żydów (np. zastępowanie
głoski ř przez ž/š, v przez f, h przez ch; zob. Mętrak 2017: 105). Być może w związku z niezrozumiałym językiem pojawiają się w tekstach również obrazy Żydów
jako hałaśliwych i wydających nieludzkie dźwięki ( J-146: „jako steklý psi řvali”
[„jak wściekłe psy ryczeli”], J-1727: „hrozně […] křičeli” [„strasznie […] krzyczeli”]). Inne informacje dotyczące kultury Żydów to ich przywiązanie do starotestamentowych patriarchów i proroków (np. zawołania z J-193: „Mojžíši pomoz
nám!; Kde jsi Abraháme!” [„Mojżeszu pomóż nam!; Gdzie ojciec Abraham!”]),
świętowanie szabasu ( J-193: smutný šabes) oraz – zapewne poprzez kontaminację z obrazem innowiercy-muzułmanina – związek z Koranem ( J-193: Alkoran)
jako świętą księgą.
W aspekcie fizycznym cechą charakterystyczną wyglądu zewnętrznego Żydów są noszone przez nich brody ( J-82, J-193, J-884, J-999), które często stają się
obiektem szykan, zwykle przedstawianych w komiczny sposób ( J-82: „Za bradu
ho bere” [„za brodę go bierze”], J-193: „vousy nám pucujou, šnaucborty nechavají” [„brody nam pucują, wąsy zostawiają”]). W jednym z tekstów ( J-82) występuje również nawiązanie do stereotypu foetor judaicus (zob. Trachtenberg 1997: 52–
53: „žid ale náramně tuze smrděl” [„ale żyd bardzo wielce śmierdział”]). Stereotyp
odrażającej fizyczności (kojarzący się z polskim pogardliwym określeniem Żydów
jako Parchów; por. Cała 2005: 151) przywołuje również druk J-1215: „Dobře jsme
se vyráželi, jak žid s prašivinou” [„Było nam tak dobrze, jak żydowi ze świerzbem”].
Wobec charakteru Żydów jako mniejszości wewnętrznej, opartej na kryterium
religijnym i pozbawionej własnego państwa, w tekstach brak informacji o sferze politycznej z nimi związanej88. Rozbudowana jest natomiast domena religijna, w której, jak już wspominano, Żydzi stanowią wzorzec „antyreligii”, do którego porównywani są bluźniercy i źli chrześcijanie ( J-219: „jak při umučení židé, tak se jemu
88
Nie odnalazłem w korpusie znanych skądinąd (por. Mętrak 2017: 103–104) tekstów młodszych (z końca XIX i XX w.), dotyczących np. sprawy Hilsnera i reagujących na zmianę charakteru
antyżydowskich uprzedzeń z dawnego religijnego antyjudaizmu na oparty na kryteriach politycznych i rasowych antysemityzm (zob. np. Tokarska-Bakir 2008: 59–63).

⩶ 188 ⩶

�rouhali” [„jak przy umęczeniu żydzi, tak mu bluźnili”], J-227: „Mnozi křesťanové horší než židové, / svatým se posmívají, jich si nevšímají” [„Liczni chrześcijanie gorsi niż żydowie, / ze świętych się śmieją, wcale nie szanują”], J-1478: chrześcijanie gorsi niż „židé zlořeční, židé vztekli” [„żydzi złorzeczni, żydzi wściekli”]).
Postać Żyda przyjmuje także diabeł ( J-1777: „Ďábel v způsobu žida přišel k magistrátu” [„Diabeł na sposób Żyda przyszedł do magistratu”]), co wiąże się z rolą
postaci, w którą się wciela, ale także niewątpliwie wypływa z negatywnego stereotypu Żyda jako bezbożnika. Sami Żydzi określani są jako niewierni i bezbożni
( J-282/J-327/J-1090: bezbožní Židé, J-322: židé nevěrní, J-751: pohani), a za odrzucenie Chrystusa czeka ich kara wiecznego potępienia ( J-146: „za ty vaše zlý skutky
[…] nebudete spasení” [„za te wasze złe czyny […] nie będziecie zbawieni”]), sami
więc – w rzadkich przypadkach nawrócenia – stwierdzają, że ich dotychczasowa
religia nie jest warta wyznawania ( J-146: „jest naše víra nanic” [„nasza wiara na
marne”]). Wobec przedstawionych powyżej elementów stereotypu wyraźnie należy zaznaczyć, że większość obrazów Żyda dotyczy bohaterów płci męskiej – znaczące wydaje się tu na przykład oddzielne wymienienie „Żydów” i „kobiet i dzieci” w drukach J-543/J-576/J-2732 („Zhynulo v Jeruzalemě Židův jedenáct set tisíc
[…], žen pak a dětí mnohem víc” [„Zginęło w Jerozolimie Żydów jedenaście razy
sto tysięcy […], kobiet i dzieci o wiele więcej”]). W rzeczywistości pozatekstowej
wynika to zapewne z charakteru codziennych kontaktów, ograniczonych przede
wszystkim do handlu i patriarchalnego porządku ówczesnych kultur, zarówno żydowskiej jak i czeskiej, który ograniczał szanse spotkania z kobietą należącą do innej społeczności. Obraz żydowskich kobiet jest niemal całkowicie ograniczony do
tekstów opartych na motywach biblijnych, a zatem znacznie bardziej zniuansowany niż antysemickie druki dotyczące współczesności. Tak na przykład święta Anna
w hymnie ku jej czci jednoznacznie nazywana jest Żydówką ( J-501/J-1901: „Svatá Anna Bohu milá, židovského rodu byla, / dcera Izachara Žida z čeledi krále Davida” [„Święta Anna Bogu miła z żydowskiego rodu była, / córka Izachara Żyda
z plemienia króla Dawida”]), a opisy męki Chrystusa zawierają czasem informacje
o świętej Weronice ( J-488: Veronika, J-751: židovská Verona) oraz rozpaczy kobiet
żydowskich ( J-488: „Když šel na smrt skrvavený, plakaly židovské ženy” [„Gdy
szedł na śmierć skrwawiony, płakały żydowskie kobiety”], J-2377: „Židovské ženy
plakaly, vidouc bolest Pána” [„Żydowskie kobiety płakały, widząc boleść Pana”]).
Wśród tych pieśni pojawia się również wyjątkowo określenie Chrystusa mianem
żydowskiego króla ( J-488: „Zdráv buď židovský králi” [„Bądź zdrów królu żydowski”]), niewątpliwie należy jednak rozgraniczyć obraz Żydów w tekstach dotyczących czasów biblijnych i współczesności.
⩶ 189 ⩶

�4.8. Wizerunki obcego –
kryterium etniczne i regionalne
Przedstawiona w punkcie 4.6. kategoria obcości opiera się na kryterium politycznej przynależności do państwa Habsburgów. Jak już wspomniano, jest to jedynie
jedna z kilku konkurencyjnych koncepcji tożsamości czeskiej w XVIII i XIX w.,
okresie stopniowego odradzania się języka czeskiego wśród wyższych warstw społecznych i popularyzacji tez narodowych – zjawisk reagujących na szersze ogólnoeuropejskie trendy. Niniejszy rozdział poświęcony jest pozostałym koncepcjom,
znacznie rzadziej obecnym w twórczości kramarskiej, ale możliwym do odszukania w konkretnych drukach. Kategorie te mają zarówno charakter węższy: regionalny, jak i szerszy: ponadpaństwowy i ponadnarodowy.
Kategorię najwyższego rzędu stanowi utopijna idea jedności słowiańskiej
i wspólnej słowiańskiej tożsamości, przebiegająca w poprzek zewnętrznych podziałów politycznych i przekraczająca granice państwowe. Jej bardziej ograniczoną formą jest koncepcja narodu czesko-słowackiego (nazywanego wówczas „czeskosłowiańskim”), obejmującego sąsiednie i bliskie językowo etnosy austriackich Czech,
Moraw i Śląska, oraz należącej do Królestwa Węgier Słowacji. Obie wspomniane
kategorie oparte są na kryterium pokrewieństwa językowego. Bazuje na nim także
czeska koncepcja patriotyzmu etniczno-językowego rozwijana przez elity w okresie po 1848 r. w atmosferze rosnącego konfliktu między słowiańskimi a niemieckimi mieszkańcami ziem czeskich. W swojej najostrzejszej formie, rozwiniętej dopiero pod koniec XIX w., domagała się ona niepodległości dla ziem czeskich, częściej
jednak bardziej pragmatycznie oznaczała deklarowanie przywiązania do rodzinnego kraju i kultury w ramach większej wspólnoty cesarstwa austriackiego. Wszystkie
te koncepcje odwoływały się do pojęcia patriotyzmu i patriotycznych uczuć czeskiego społeczeństwa, korzystając z różnych odcieni, jakie zawrzeć można w czeskich pojęciach vlast i vlastenec.
Większość z powyższych idei miała przede wszystkim elitarny charakter i choć
treści polityczne pochodzące z kultury wysokiej przenikały do popularnych wydawnictw, miało to miejsce raczej w schyłkowym okresie popularności twórczości
kramarskiej, w drukach przeznaczonych dla publiczności miejskiej lub wyjątkowo
w okresie politycznych burz, takich jak Wiosna Ludów (zob. Václavková 1948:
7–10). Ich obecność w analizowanym zbiorze jest marginalna. Dla szerszych grup
odbiorców twórczości kramarskiej dostępne były głównie opisana już koncepcja lojalizmu habsburskiego oraz do pewnego stopnia tożsamości lokalne: czeska i morawska. Te były jednak w znacznej mierze ograniczane przez chęć zachowania uni⩶ 190 ⩶

�wersalnego charakteru druków, których potencjalny rynek zbytu zmniejszał się
wraz ze specjalizacją treści.
Różne wymienione powyżej koncepcje przedstawione zostaną w kolejnych
punktach poświęconych odpowiednio obliczom kramarskiej „ojczyzny”, czeskiemu nacjonalizmowi oraz koncepcji pansłowiańskiej i tożsamościom regionalnym,
opartym na podziale historycznym i terytorialności kultu poszczególnych świętych.

4.8.1. Patriotyzm państwowy a „inne patriotyzmy”
Przedstawiony w punkcie 4.3.3. wstęp do identyfikacji etniczno-regionalnej dość
szczegółowo wymienia możliwe do zadeklarowania w tekstach kramarskich wybory
tożsamościowe. Kluczowe dla ich rozróżnienia jest zinterpretowanie tego, w jakim
znaczeniu jest w nich użyte słowo vlast (‘ojczyzna’). Pojęcie „kraju rodzinnego” bez
wątpienia stanowi dobry przykład tego, jak różne kultury wartościują pozornie równoważne pojęcia. Różnym wizjom ojczyzny przyglądała się m.in. Anna Wierzbicka
w znanej pracy opartej na materiale języka niemieckiego, polskiego i rosyjskiego89
(Wierzbicka 2007: 295–357). W przypadku czeskim słownikowych ekwiwalentów polskiej „ojczyzny” jest co prawda kilka90, ale jedynie vlast możemy rozpatrywać w kategorii pojęcia istotnego dla czeskiej kultury. Etymologicznie związane jest
ono z posiadaniem, władzą (por. polska ‘własność’ i ‘włość’), ale od średniowiecza
posiada szersze znaczenie nie tylko władzy państwowej, ale i obszaru nią objętego
(Damborský 1993: 168).
Decydującym okresem kształtowania się tego pojęcia był XIX w. i czeskie odrodzenie narodowe (Macura 1995: 139–152). Ze względu na purystyczne poglądy
ówczesnych językoznawców i literatów, czeszczyzna była w tej epoce oczyszczana
z obcych zapożyczeń i rekonstruowana w oparciu o renesansowy ideał języka. Szereg derywatów słowa vlast uzupełnił więc słownictwo obce dotyczące patriotyzmu
(czes. vlastenectví) zarówno o wyrazy pozostające do dziś w powszechnym użyciu
(vlastivěda – ‘krajoznawstwo’, vlastizrada – ‘zdrada stanu’ itp.), jak i przykłady silnie nacechowane i związane z konkretnymi zjawiskami kulturowymi tego okresu91.
89

Praca Słownictwo jako klucz do zrozumienia historii, narodu i społeczeństwa. „Ojczyzna” w językach: niemieckim, polskim i rosyjskim wydana była po polsku dwukrotnie, w tym jako fragment
większej całości w książce Słowa klucze. Różne języki – różne kultury (Wierzbicka 2007).
90
Obecny w tytule czeskiego hymnu domov (ew. domovina), otčina i vlast.
91
Przytoczyć można choćby ideę dziewiętnastowiecznych imion patriotycznych dodawanych
przez czeskojęzyczne elity do swoich zwykłych imion i nazwisk, np. Vlastimil/-a, Vlastislav/-a, Vlastibor (por. Damborsky 1993: 171).

⩶ 191 ⩶

�We współczesnym znaczeniu, jak stwierdza Jiří Damborský w swojej pochodzącej
z ostatniej dekady XX w. analizie, vlast kojarzona jest z krajem w sensie terytorialnym a nie politycznym, z miejscem czyjegoś urodzenia oraz z miejscem bliskim kulturowo i – co istotne – językowo (Damborský 1993: 175). To podkreślenie wagi
języka wydaje się wyrastać właśnie z jego historycznej roli jako wyznacznika czeskiej tożsamości. Dla myśli romantycznej przełomu XVIII i XIX w. język stanowił podstawę tożsamości, jako byt trwały, łączący przeszłość z przyszłością, inaczej
niż zmienne podziały polityczne i państwowe. Jego rolę podkreślano zwłaszcza we
wspólnotach, które nie posiadały państwa, z którym mogły się w pełni identyfikować (por. Lněničková 1999: 126–127).
Przewaga identyfikacji kulturowo-językowej i geograficznej nad polityczną,
podobnie jak w przypadku polskiej ojczyzny (por. Bartmiński 1993: 11), wydaje
się być śladem długotrwałego podporządkowania ziem czeskich innemu organizmowi państwowemu. Wobec braku niezależności politycznej, w okresie odrodzenia narodowego ścierały się w Czechach różne koncepcje patriotyzmu i identyfikacji narodowej. Vlast mogła więc początkowo oznaczać zarówno całość monarchii
habsburskiej, jak i teren historycznego Królestwa Czeskiego (jako część Austrii lub
jako postulowany niezależny byt polityczny). Mogła wreszcie – w ujęciu panslawistycznym – obejmować „wielką” ojczyznę, całość ziem zamieszkałych przez Słowian (por. Kořalka 1996: 16–19). Niejednoznaczność tego pojęcia w okresie czeskiego odrodzenia narodowego oddaje zawierająca aż 6 różnych znaczeń definicja
zawarta w słowniku Josefa Jungmanna92, który sam zasłynął jako propagator koncepcji narodu językowego. Jak zauważa historyk literatury Vladimír Macura, wraz
z popularyzacją czeskiego nacjonalizmu, słowo to zyskiwało coraz mocniejszy antypaństwowy charakter, który można było jednak maskować jego wieloznacznością: „Z hlediska rakouského státního patriotismu bylo nicméně české pojmenování
„vlast” vždy natolik nejednoznačné, že nutně skrývalo politický osten” [„Z perspektywy austriackiego patriotyzmu państwowego, czeskie określenie „vlast” było jednal zawsze na tyle niejednoznaczne, że musiało skrywać polityczne ostrze”] (Macura 1995: 140).
92

W słowniku ( Jungmann 1839: 125) odnotowane są znaczenia: „1. mocnost, vláda; 2. země
neb město, kdež něco ve své vládě máme; 3. dům, kdež někdo doma jest, kdež narozen a odchován,
kdež manželku, dítky a živnůstku svou má, země otcovská, otčina […], 4. krajina, země, 5. krajina,
v kteréž rostlina která doma jest; 6. oddělení” [„1. moc, władza; 2. ziemia lub miasto, w którym coś
mamy we władzy; 3. dom, gdzie ktoś jest u siebie, narodzony i wychowany, gdzie małżonkę, dziatki
i utrzymanie ma swoje, ziemia ojczysta, ojczyzna […], 4. kraina, kraj, 5. kraina w której roślina jaka
jest u siebie; 6. wydział”].

⩶ 192 ⩶

�Choć trudno zarzucić pieśniom kramarskim wywrotowy charakter, ich autorzy również, świadomie lub nie, korzystali z pojęcia vlast w kilku różnych kontekstach, często bez możliwych do uchwycenia granic. Pojęcie to odnosiło się zwykle
do całości cesarstwa austriackiego (zwłaszcza w pieśniach wojennych opisujących
boje poza granicami Czech i Moraw), lub ziem czeskich w obrębie monarchii austriackiej (gdy mowa o wojnach na terenie czeskim). Wydaje się, że pewna zmiana
nastąpiła również z czasem. Starsze pieśni – np. te dotyczące wojen napoleońskich –
częściej odwoływały się do wspólnej habsburskiej ojczyzny (mimo że boje toczyły
się również na czeskim terytorium), a nowsze – z czasów wojny 1866 r. – mówiły raczej o ojczyźnie czeskiej (choć widzianej jako część Austrii). Takie spostrzeżenie zgadza się z ogólnym trendem, zachodzącym wraz z rozwojem nacjonalizmów
i świadomości poszczególnych grup narodowych oraz klęskami politycznymi Austrii
na arenie międzynarodowej. Ideę monolitycznego absolutystycznego państwa, bezwzględnie poddanego osobie cesarza, zastępować zaczął wówczas pomysł wspólnej
wieloetnicznej ojczyzny połączonej ideą austriacką (por. Efmertová 1998: 41–42).
Opierając się na trzech antologiach książkowych zawierających przedruki
tekstów dotyczących konkretnych wydarzeń historycznych: wojen napoleońskich
(Fiala 1989), Wiosny Ludów (Václavková 1948) i wojny austriacko-pruskiej (Pletka 1966), można pokusić się o orientacyjne porównanie zmiany wizji kramarskiego
patriotyzmu93. I tak w antologii Fiali, zawierającej 49 tekstów, słowa vlast lub vlastenec występują w 8 utworach (16% całości), w tomie Vaclávkovej w 29 z 80 pieśni (36%), a zbiorze Pletki w 19 z 46 tekstów (41%). Zauważalny jest więc wzrost
popularności tych pojęć około połowy stulecia, co zgadza się z popularyzacją tez
odrodzenia narodowego wśród szerszych warstw społeczeństwa. Jednocześnie,
choć najwięcej haseł patriotycznych obecnych jest w drukach związanych z wojną
1866 r., tezy jednoznacznie narodowe obecne są wyłącznie w pieśniach przedrukowanych przez Václavkovą94. Wydaje się, że znaczenie słowa vlast zmieniło w tekstach znaczenie, w okresie napoleońskim obejmując całość państwa habsburskiego,
93

Wyliczenia opieram na niepublikowanym referacie Poslechněte mě, Čechové, mí upřímní vlastencové… Ojczyzna i patriotyzm w czeskiej twórczości kramarskiej, który wygłosiłem 12 września 2018
r. podczas konferencji EUROJOS XIV w Nałęczowie.
94
Należy mieć na względzie, że książka Vaclávkovej nie zawiera szczegółowych informacji
o charakterze źródeł – były nimi druki ulotne i starsze antologie, ale nie wszystkie odpowiadają swoją formą pieśniom kramarskim. Autorka opracowania podkreśla, że w większości były one dziełem
inteligenckich działaczy, a nie oddolną twórczością ludu (Václavková 1948: 10). Zestawianie praskich druków politycznych z bardziej tradycyjnymi pieśniami w dwóch pozostałych antologiach niesie ryzyko niewymierności wyniku i pozwala jedynie na orientacyjne porównanie. Pamiętać należy
o głównie mieszczańskim charakterze czeskiego nacjonalizmu w tym okresie.

⩶ 193 ⩶

�zaś w rewolucyjnym 1848 r. odnosząc się wyłącznie do ziem czeskich. Wraz z przywróceniem cenzury i powrotem absolutystycznej władzy, ostrość niepodległościowego dyskursu została złagodzona, a kramarska „ojczyzna” połączyła w sobie dwie
wcześniejsze koncepcje i oznaczała ziemie czeskie, ale widziane jako nieodłączna
część większej austriackiej wspólnoty.

4.8.2. Elementy czeskiego nacjonalizmu
Nieliczne w analizowanym korpusie utwory, w których pojawiają się czeskie treści
narodowe, nie są datowane. Graficzna forma druków i stosowane czcionki wskazują jednak na lata 60.–70. XIX w. We wcześniejszym okresie odbiorcy pieśni nie
byli raczej zainteresowani agitacją narodową, ponieważ jako mieszkańcy wsi i małych miast nie angażowali się politycznie do czasu, gdy zmiany społeczne i ekonomiczne zaczęły wpływać również na ich życie. Za Lněničkovą (1999: 129) można stwierdzić, że: „Většina obyvatelstva i většina měšťanstva v českých zemích byla
však do poloviny 19. století národně (i politický) neidentifikovaná” [„Większość
populacji i większość mieszczaństwa na ziemiach czeskich była jednak do połowy
XIX w. narodowo (i politycznie) nieokreślona”].
Połowa XIX w. przyniosła w kręgach czeskich elit narodowych zmianę orientacji politycznej, która stopniowo zaczęła oddziaływać na całe społeczeństwo. Odwrócenie się od starszej, feudalnej koncepcji na rzecz idei narodowej przypieczętowały klęski militarne we Włoszech w 1859 i 1866 r. oraz w wojnie z Prusami 1866 r.
Zlekceważenie czeskich aspiracji przez Wiedeń w ugodzie austriacko-węgierskiej
z 1867 r. wzmocniło czeskie dążenie do niezależności politycznej wewnątrz cesarstwa lub na jego gruzach (Zarek 2000: 49). Trzecia tercja XIX w. to jednak okres
stopniowego zamierania twórczości kramarskiej, tezy narodowe są więc w analizowanym zbiorze obecne jedynie w kilku drukach. Zawarte w nich teksty nie były
oryginalnymi tworami kramarskich autorów, ale można je odnaleźć także w ówczesnych i późniejszych śpiewnikach patriotycznych. Oprócz cytowanych poniżej
tekstów ze zbiorów Muzeum Komeńskiego, znane są mi również kramarskie wydania takich pieśni jak przyszły czeski hymn Kde domov můj? czy hymn wszechsłowiański (Hej, Slované) w różnych adaptacjach i parafrazach. Były to głównie przedruki pieśni popularnych wśród wyższych warstw społeczeństwa, choć nierzadko
stylizowanych na ludowe (zob. Karbusický 1968: 112–128).
Pierwszy z utworów patriotycznych należących do analizowanego korpusu to
druk oznaczony numerem J-1139, zawierający znany z kilku wydań wiersz pt. Narodní pomněnka na posvatné bojište jež pěje rolník u Hradce Králového (zob. Pletka
⩶ 194 ⩶

�1966: 138–140, Kneidl 1983: 187)95. Utwór, w sentymentalny sposób wspominający klęskę militarną Austrii pod Sadową, interpretować można również jako reakcję
na ugodę austriacko-węgierską lekceważącą czeskie ambicje (w tekście brak odwołań do patriotyzmu państwowego, wojna z Prusami przedstawiana jest jako obrona
ziem czeskich). Ostatnie wersy cytowanej zwrotki odczytać można jako skargę na
niedocenianie przez Wiedeń czeskiego poświęcenia i ofiarności dla cesarza i habsburskiej ojczyzny. Nagrodzić Czechów za ich wierność może bowiem nie austriacki władca, ale jedynie sam Bóg:
Každá ta hrouda, co se přes pluh valí,
byla krví mých bratrů zbrocená,
an zde šťastně život dokonali,
snad Bůh to pole za ně požehná,
neb ono jestiť krví vykoupeno,
a zpečetěno českou věrností,
snad nám přece bude Bohem odměněno
snad aspoň tam se najde milosti.

[Każda z grud ziemi, które pług mój przetnie,
była krwią pobroczona mych braci,
oni swe życia oddali tu chętnie,
Bóg im błogosławieństwem zapłaci,
bowiem to pole krwią jest wkupione,
i czeskiej niesie pieczęć wierności,
przez Boga wszak będzie nam wynagrodzone
przy nim zaznamy tej łaskawości].
( J-1139)

Utworem o jednoznacznie narodowym charakterze jest zawarty w druku oznaczonym numerem J-1144 wiersz Můž bez slzí. Choć jego wydana w Pradze kramarska kopia jest anonimowa, tekst znany jest skądinąd jako utwór napisany przez
poetkę Antonię Melišovą-Körschnerovą przy okazji obchodów 40 urodzin Karela Havlíčka Borovskiego. Tytułowy mężczyzna, mimo spadających na niego nieszczęść, przez całe życie nie uronił ani jednej łzy, aż do chwili, gdy ujrzał kondycję
języka czeskiego i swojej ojczyzny:
Když ale národ uzřel v mdlobě,
an na řeč, vlasť svou metá kal,
A v duševní že dlí porobě,
Tuť ponejprvé zaplakal.

[Kiedy wszak naród ujrzał zemdlony,
co kala mowę i kraj ojczysty,
A duch jest jego zniewolony,
Wtenczas pociekły pierwsze łzy].
( J-1144)

Tekst przyjąć należy za przykład patriotyzmu językowego, który czeską tożsamość jednoznacznie wiąże z używaniem języka czeskiego. Ojczyzna w tym kontekście

95

Pieśń w analizowanym druku jest anonimowa, ale w niektórych wydaniach jako autor podawany bywa Jan Rohlíček z Ribnice.

⩶ 195 ⩶

�to bez wątpienia wyłącznie ziemie czeskie, a „obcymi” są w takim ujęciu także ci
ich mieszkańcy, którzy posługują się innymi językami.
Podobnie jak słowo vlast mogło w zależności od sytuacji świadczyć o habsburskiej lojalności lub czeskim patriotyzmie etnicznym, również określenie władcy
słowem král niosło dodatkowy przekaz ideologiczny. Określanie cesarza jako króla czeskiego używane było jako wyznacznik orientacji patriotycznej, oznaczało bowiem, że cesarz Austrii nie jest dla Czechów ich monarchą, o ile nie koronuje się
również w Pradze (Lněničková 1999: 128). Władca rozumiany był jako przywódca narodu czeskiego, ale to naród był gospodarzem ziem korony św. Wacława. Taka
„selektywna lojalność” (Kobylińska, Falski, Filipowicz 2016: 123–124) nie wiązała
się z ryzykiem oskarżenia o antypaństwową agitację. Dodatkowo – z perspektywy
ludowych odbiorców literatury kramarskiej – lojalność wobec władcy znajdowała swoją podbudowę w micie dobrego cesarza, podtrzymującym opozycję monarcha – struktury władzy (zob. podrozdział 4.9.).
Cesarz habsburski jako król czeski wymieniony jest na przykład w pieśni J-203,
Truchlivá píseň pod názvem: Hrob v Bosně, w której do czeskiego żołnierza, służącego bez wątpienia w austriackiej armii, odnoszą się słowa: „pro krále, padl v krutém boji, pro otčinu milenou” [„za króla, padł w boju krwawym, za miłą ojczynę”].
Tym samym kodem posługuje się również pieśń z druku J-1138, Nová píseň vojenská, oparta na pansłowiańskim hymnie Hej, Słowianie, w której wielokrotnie przywoływane są czeskie symbole, również odwołanie do słowiańskości Czechów. Zważywszy na użycie określenia král, słowo vlast również w tym utworze interpretować
można przede wszystkim jako ziemie czeskie:
Hej Slované, branci vlasti,
strážci země, krále,
čest a slávu roznášíte
po všech zemích dále.
[…]
český vojín s českým mečem
věren vlasti, králi […].

[Hej Słowianie, swego kraju,
i króla obrońcy,
cześć i chwałę roznosicie
po wszech świata końcach.
[…]
czeski żołnierz mieczem strzeże,
króla i ojczyznę […]].
( J-1138)

Pieśń zawiera jednocześnie wyraźne deklaracje lojalności wobec monarchy i nawiązuje do konkretnych wydarzeń niedalekiej historii – wojen Austrii toczonych
na Półwyspie Apenińskim w 1848 i 1859 r.:

⩶ 196 ⩶

�Otce nemá – otcem krále
vojín vždy nazyvá,
místo bratra, místo sestry
jen šavličku mívá;
[…]
Nedaleko od Milána
hrob je vykopaný,
pod ním Čech je osiřelý
vojín pochovaný;
povinnosti králi, vlasti
povždy věrně konal:
hrom a peklo – v bitvě kruté
jak český lev skonal.

[Ojca nie ma – ojcem króla
żołnierz zawsze nazwie,
zamiast brata, zamiast siostry
ma u boku szablę;
[…]
Niedaleko Mediolanu
grób jest wykopany,
Pod nim Czech samotnie leży
żołnierz pochowany;
dla ojczyzny wykonywał
wiernie króla wolę:
grom i piekło – w bitwie krwawej
jak lew czeski poległ].
( J-1138)

4.8.3. Słowiańskość, ludowość, regionalizm
Choć w cytowanym w powyższym punkcie utworze pojawiła się kategoria słowiańskości, wynika to raczej z oparcia tekstu na innym utworze i wykorzystaniu jego
fragmentów, niż świadomego nawiązania do kollárowskiej koncepcji wspólnoty słowiańskiej. Ta, podobnie jak wyraźne elementy czeskiego nacjonalizmu, przenikała
do pieśni kramarskiej wyjątkowo, jedynie z tekstów kultury elitarnej. Słowiańskość
i ludowość odrodzenia narodowego były w rzeczywistości oderwane od prawdziwych mieszkańców wsi i opierały się raczej na mieszczańskim konstrukcie ludu, pasującym do ideologicznych założeń walki o „prawdziwą” czeskość96:
Zatím získané údaje nasvědčují tomu, že se často značně přeceňuje sepětí vlastenecké společnosti s vesnicí a že bude obtížné ji nadále vysvětlovat jako ideologický
hřeben vlny českého venkova vpadajícího do silně poněmčených velkých měst, neboť
z měst většina vlastenců pocházela.
[Zebrane dotąd dane świadczą o tym, że często znacznie przecenia się więź wspólnoty patriotycznej ze wsią i trudne byłoby dalej ukazywać ją jako wierzchołek fali
wpadającej z czeskiej wsi do zniemczonych dużych miast, ponieważ to właśnie
z miast pochodziła większość działaczy patriotycznych].
(Macura 1995: 118)
96
Na poziomie ogólniejszej refleksji mit ludowości kultury słowiańskiej jest podważany przez
samo istnienie i popularność zjawiska twórczości kramarskiej – obecne w niej treści są zazwyczaj
uniwersalne, bez lokalnego charakteru, a mimo to docierały do jak najszerszych kręgów ludu. Jednocześnie były lekceważone przez „ludowo” zorientowanych intelektualistów jako bezwartościowe
(por. Bobrownicka 1995: 15–16).

⩶ 197 ⩶

�O braku poczucia słowiańskiej jedności świadczą niebezpośrednio przytaczane we wcześniejszych rozdziałach utwory, opisujące np. Polaków jako wrogów politycznych, a Rosjan jako sojuszników, w obu przypadkach bez zwrócenia uwagi
na językową bliskość tych narodów z Czechami97. W pieśniach wojennych jedynie kwestia słowacka występuje sporadycznie jako czynnik komplikujący czarno-białe relacje polityczne. Cytowana już pieśń J-1244 zawiera wzmiankę o słowiańskich żołnierzach Kossutha, którzy przyłączają się do czeskiego wojska: „Slovan
od Košuta k našému vojsku se dal, / a dvakrát stotisíc vojska od Košuta sebou vzal”
[„Słowianin od Kossutha ku naszej armii przyszedł,/ i dwakroć sto tysięcy wojska
od Kossutha zabrał”].
Świadomość bliskości językowej i kulturowej ze Słowakami, wyraźna zwłaszcza na morawskim pograniczu, odbijała się zatem zarówno na zawartości druków
kramarskich, jak i na ich formie – choćby wspomnianych incipitach wymieniających w jednym szeregu Czechów, Morawian i „Uhrów”, czy też w warstwie językowej druków wydawanych w Skalicy jednocześnie na rynek morawski i zachodniosłowacki. W odniesieniu do innych narodów słowiańskich kryterium wspólnoty
językowej raczej się w tekstach nie pojawia.
Jedynym drukiem sięgającym po słowiańską tożsamość (w domyśle w opozycji
do niemieckiej i węgierskiej) jest ulotka J-51 zawierająca dwa teksty, sentymentalną
piosenkę miłosną (strona tytułowa, Hájek jako mléko kvetl98) i stylizowany na ludowy utwór popularny w odrodzeniowych śpiewnikach, Slovan jsem a Slovan budu,
tu zatytułowany po prostu Píseň národní:
Slovan jsem a Slovan budu,
Černé čižmy nosit budu,
Černé čižmy od čižmára,
Ostruhenky od kovára.
[…]
Šablenka brušená,
Na obě dvě strany,

[Jam Słowianin, nim zostanę,
buty noszę poczerniane,
Od szewca mam buty,
Od kowala ostrogi.
[…]
Szabelka ostrzona,
Na obydwie strony.

97

Z powodu rusofilskiej orientacji wielu działaczy czeskiego odrodzenia narodowego stosunek uświadomionej politycznie części opinii publicznej do Polaków był znacznie bardziej skomplikowany niż do innych narodów słowiańskich.
98
Co interesujące, autorem anonimowej w tym wydaniu pieśni był Karel Havlíček Borovský.
W jego zamyśle utwór stanowił parodię pretensjonalnej poetyki popularnych w środowisku miejskim pieśni stylizowanych na ludowe, zwłaszcza twórczości Václava Jaromíra Picka (pieśń opublikowana była pierwotnie pod tytułem Citlivá večerní à la Picek). Publiczność nie rozpoznała jednak
ironicznego zamysłu autora, a utwór zyskał znaczną popularność m.in. dzięki drukom kramarskim
(Krejčí 1972: 694, Thořová, Traxler, Vejvoda 2011: 53).

⩶ 198 ⩶

�Ona mně vyseká,
Z Uher do Moravy.

Drogę mi wysiecze,
Z Uher na Morawy].
( J-51)

Ciekawe jest tu wykorzystanie słowackich form zastępujących głoskę ř przez
r oraz odwołanie się geograficzne do wschodniej części czesko-morawsko-słowackiego obszaru językowego, zapewne postrzeganego jako najbardziej wierny tradycyjnym obyczajom (samo określenia Slovan może tu zresztą oznaczać tak Słowianina w ogóle, jak i Słowaka). Obraz prawdziwego Słowianina w utworze powołuje
się na ludowy ubiór, wojowniczość i odwagę, a także wierności tradycji i przywiązanie do swojego pochodzenia.
Oprócz tekstów przejętych z wyższego obiegu, w korpusie znalazła się także interesująca polemika z nacjonalizmem prowadzona z pozycji religijnej. Utwór
Nábožná píseň pod názvem touha po vlasti nebeské zawarty w druku nr J-734 wydaje
się wskazywać, jakie kategorie były dla pieśni kramarskiej naprawdę istotne. Utwór
stanowi trawestację pieśni Kde domov můj, jednoznacznie odpowiadając na postawione w czeskim hymnie pytanie:
Kde vlasti má, kde domov můj?
Kde Bůh Tvůrce na nebesku,
Ježíš Kristus stkví se v lesku,
A kde sídlí svatý Duch,
V trojici kde jeden Bůh,
Na nebi tam jest vlast moje,
U Boha jest domov můj.

[Gdzie kraj jest mój, gdzie dom jest mój?
Gdzie Bóg Stwórca na niebiosach,
chwała Jezusa Chrystusa,
Tam gdzie mieszka święty Duch,
W trójcy tam jedyny Bóg,
W niebie jest ojczyzna moja,
Z Panem Bogiem jest mój dom].
( J-734)

Każda kolejna zwrotka zaczyna się od powtórzenia tego samego pytania i rozwija odpowiedź sugerującą, że polityczne i etniczne podziały na ziemi nie są w perspektywie metafizycznej istotne (zob. punkt 4.9.6.).
Poza powyższym przykładem chrześcijańskiego uniwersalizmu, w oparciu
o kryterium religijne można próbować doszukiwać się w korpusie także elementów
tożsamości regionalnej oraz patriotyzmu ziemskiego. Przejawiają się one w doborze świętych oraz miejsc kultu, którym poświęcone są druki religijne. Oprócz postaci wspólnych dla całej Austrii lub wszystkich katolików, ważną rolę odgrywają
w nich bowiem święci lokalni oraz sanktuaria pielgrzymkowe położone w Czechach i na Morawach (por. Mikulec 2013: 76–93, więcej szczegółów w podrozdziale 5.4.).
⩶ 199 ⩶

�Wśród świętych z terenu ziem czeskich bez wątpienia największą popularnością cieszył się Jan Nepomucen, określany w niektórych tekstach (np. J-655: Nová
píseň k svatému Janu Nepomuckému) jako svatý vlastenec (‘święty patriota’). Jego
kult był popularny w całej Europie Środkowej, ale ojczyzną męczennika były zachodnie Czechy i to w Czechach był on szczególnie poważany (Vlnas 1993). Ziemie czeskie podzielone były jednak na dwie archidiecezje, obejmujące dwie główne krainy historyczne, i na Morawach w odpowiedzi na popularność czeskiego
świętego propagowana była postać innego św. Jana, Sarkandra ze Skoczowa (Palas
1964: 61). Obaj przywoływani są np. w druku J-408, Píseň o blahoslaveném Janu
Sarkandru Skočovském […] v Margrabství Moravském v utiskání a zármutku patronu obzvláštnímu, która już w tytule odwołuje się do regionalnej specyfiki kultu.
W przerowskim korpusie popularnymi patronami morawskimi są ponadto święci Cyryl i Metody (interesująca od strony językowej pieśń J-24299: Nová piseň který a chvale k svatemu Cyrylu a Methudu na tisic leto pamatků…, oraz J-1691: Píseň
o tisícáté ročnici ůmrtí svatého Cirilla, w której pojawiają się apostrofy takie jak Slyš
to Moravo), określani również czeskimi imionami jako Crha i Strachota – J-976:
Vroucná píseň ke cti a chvále svatých Crhy a Strachoty, patronů moravských, J-2088:
Horlivá píseň ke cti svatého Crhy a Strachoty, w której pojawia się m.in. określenie
vlast moravská oraz ponownie apostrofa „Otce světla zvelebujme dnešní den Moravcové” [„Ojca światła uwielbiajmy w dzień dzisiejszy Morawcy”].
Przywiązanie do regionu przejawiało się także w wyborze miejsc odwiedzanych przez pątników i w ich kulcie. W okresie baroku pielgrzymki stały się ogólnodostępne i tanie, ponieważ były zazwyczaj ograniczone geograficznie do bliskich
sanktuariów tworzących na ziemiach czeskich gęstą sieć (Royt 1993: 110–111).
Co ciekawe pielgrzymkowy patriotyzm wytworzył wyraźną granicę między Czechami a Morawami i jak pisze Josef Zuber, pielgrzymki z Moraw docierały raczej
do Polski, Węgier czy Austrii niż do Czech (Zuber 1992: 79). Zasadniczo jednak
w pieśniach pielgrzymkowych zróżnicowanie regionalne nie odgrywa roli – widoczne jest jedynie na poziomie incipitów lub śródtekstowych wezwań do pobożności,
np. „Pospíchejte poutníčkové, Moravci, Češi, Uhrové…” [„Pośpieszajcie pielgrzymi, Morawiacy, Czesi, Uhrzy…”] ( J-693: „Pobožná píseň Panne Marii Svatokopecké) lub „Chvátejte na svatou horu všickni bez meškání, z Moravy, z Uher, ze Sleska,
Češi, Rakušani…” [„Śpieszcie na świętą górę by czasu nie tracić, z Moraw, z Węgier,
ze Śląska, Czesi, Austriacy…”] i „Probuďte se Moravane…” [„Przebudźcie się Mo99

Liczba i charakter błędów sugerują, że tekst do druku składała osoba nieznająca języka cze-

skiego.

⩶ 200 ⩶

�rawianie…”] ( J-370/J-660/J-1401: Nová Píseň k Panně Marii Hostýnské). Czesi
i Morawianie, nieco rzadziej Słowacy, a sporadycznie pozostałe narody katolickie,
wymieniani są w nich razem bez różnicowania. Choć więc dowodzi to, że odbiorcy pieśni mieli świadomość różnic między poszczególnymi grupami, ten sam tekst
można było sprzedawać wszystkim czeskojęzycznym pielgrzymom100.
Podobny schemat realizowały utwory świeckie, w tym wspominane już pieśni
rekruckie. One także bywały adresowane do odbiorców z konkretnego regionu, ale
przejawiało się to jedynie na poziomie pojedynczych przymiotników i nazw, wymienianych wedle potrzeby na inne. Tak na przykład w wydrukowanej w Pradze
pieśni Nová píseň. Truchlivé a žalostné loučení […]. Pro nové bojovníky proti Uhrům
( J-1212) odnajdujemy sformułowania takie jak „Ach my Čechové ubozí”, „[…] po
celé zemi české do zbraně se svolává”, czy „Vale vám milí Pražané […]” [„Ach my
Czesi nieszczęśni”, „[…] w całej ziemi czeskiej pod broń się zwołuje”, „Vale wam mili
Prażanie”]. W przytaczanej już pieśni Žalostné loučení rodičů, žen a dětí, pro bojowníky proti Sardinům ( J-1020/J-1934), wydanej kilkanaście lat później w Ołomuńcu przy okazji kolejnej wojny, czeskość zastąpiona została morawskością, widoczną
np. w wersach „Ach my Moravci ubozí”, „[…] po celé zemi moravské do zbraně se
svolává” i „Vale vám milí krajané […]” [„Ach my Morawcy nieszczęśni”, „[…] w całej ziemi morawskiej pod broń się zwołuje”, „Vale wam mili rodacy”]. Co ciekawe
obie wersje wymieniają jako orędowniczkę żołnierzy Pannę Marię ze Svatej Hory
w środkowych Czechach. Fakt, że autor morawskiej przeróbki nie zadbał o zmianę sanktuarium na bardziej adekwatne, dobitnie świadczy o powierzchowności podobnych regionalnych adaptacji.
Jako ostatni element świadczący o regionalnej tożsamości zawartej w pieśniach
kramarskich można rozpatrywać obecność w tekście form dialektalnych, przybliżających drukowany tekst do żywej mowy regionu. Jest to jednak kryterium o tyle
kłopotliwe, że choć w niektórych ołomunieckich drukach pojawiają się formy zgodne z gwarami hanackimi, norma języka druków kramarskich była bardzo rozchwiana i trudno zakładać na ile świadome wybory stały za zastosowanymi wariantami
(zob. Michálková 1961). Sytuację dodatkowo komplikuje funkcjonowanie drukarni obsługujących rynek morawski i słowacki (Škarniclowie w Skalicy) oraz wydawanie druków słowackich w Budzie słowacyzowaną czeszczyzną (zob. Droppová,
Krekovičová 2010: 35).
100
Dodatkowo – jak w przypadku pielgrzymek na Velehrad w tysięczną rocznicę misji cyrylometodejskiej – mogły mieć one charakter patriotyczny dla wszystkich słowiańskich mieszkańców
ziem czeskich (Zuber 1992: 86). Przy tym w elitarnym odbiorze postaci Cyryla i Metodego łączą
regionalną tożsamość morawską z szeroką wspólnotą wszystkich Słowian (Bobrownicka 1995: 21).

⩶ 201 ⩶

�Jedynym przykładem druku konsekwentnie i jednoznacznie sięgającego do
tożsamości regionalnej zarówno na poziomie treści jak i formy językowej jest pieśń
J-2443, Píseň Hanáka veselého. Wychwala ona cnoty Hanaków, morawskiej grupy
etnograficznej, w kontraście z sąsiednimi grupami etnicznymi i narodami: Węgrami
(lub Uhrami-Słowakami), Ślązakami, Czechami, Austriakami i Polakami. Utwór zawiera pochwałę ich pracowitości, piękna lokalnego stroju i bogatych tradycji (w tym
wyrobu słynnych serów). Anonimowy autor tekstu konsekwentnie zapisuje tekst
z zachowaniem dialektalnej fonetyki środkowomorawskiej, m.in. zapisując przesunięcie samogłosek y do e i u do o (w tekście np. opíc zamiast upéct, dceroške zamiast
dcerušky) czy stosując formy czasowników 3. osoby liczby mnogiej zakończone na
-ó/-jó (w tekście m.in. dělajo zamiast dělají, omijo zamiast umí, vozejo zamiast vozí).

4.8.4. Podsumowanie
Jak widać z przytoczonych powyżej przykładów, tezy nacjonalizmu językowego
i sposoby konstruowania tożsamości inne niż tradycyjna identyfikacja religijno-feudalna nie były raczej rozpowszechnione wśród autorów i odbiorców druków
kramarskich. Stanowiły raczej rzadki przejaw przenikania do szerszego obiegu dyskusji toczonych w mieszczańskich salonach działaczy odrodzeniowych. Bez wątpienia czytelnicy i słuchacze pieśni na wsiach i w małych miasteczkach mieli świadomość przynależności do większej czeskojęzycznej wspólnoty – język stanowił
bowiem najprostszy wyznacznik granic społecznych (Lněničková 1999: 128). Bardziej jednak niż na abstrakcyjnej idei narodowej, ich tożsamość regionalna opierała się na przynależności administracyjnej i kościelnej do konkretnego terytorium,
a w mniejszej skali na przywiązaniu do rodzinnej miejscowości, które nie mogło
znaleźć odbicia w drukach rozpowszechnianych na szerokim obszarze. Podzielana przez nich koncepcja ojczyzny i narodu zmieniała się w czasie, reagując na sytuację polityczną w całym kraju, ale sądzę, że nie była nigdy precyzyjnie określona. Można ją raczej przyrównać do „intuicyjnego” rozumienia narodu i ojczyzny
przez przedświęceniową historiografię (por. Maur 1998: 8), wymagającego jedynie pewnego stopnia odrębności kulturowej (w tym również językowej) oraz samodzielności politycznej czy odgraniczenia administracyjnego. W zależności od
kontekstu ojczyznę mogło więc stanowić całe cesarstwo austriackie, historyczny obszar ziem Korony Czeskiej jako całość, lub Królestwo Czech i Margrabstwo Moraw jako jednostki niższego stopnia. Kryterium etnicznej i regionalnej tożsamości,
ze względu na swoją powierzchowność, nie wiąże się jednak zwykle z konkretnymi wizerunkami inności.
⩶ 202 ⩶

�Kwestią ważną ze względu na jej nieobecność w analizowanym korpusie są
relacje czesko-niemieckie w tak rozumianej ojczyźnie. Brak jakichkolwiek informacji o czeskich Niemcach skłania do refleksji, zważywszy na fakt, że w połowie
XIX w. stanowili oni ponad 1/3 ludności Czech i ponad 1/4 ludności Moraw101.
Świadomość rozbicia społecznego na dwa etnosy102 pojawiła się powszechnie dopiero w XIX w., a emancypacja Czechów nie miała początkowo antyniemieckiego
charakteru (Richter 1999: 81–82). Nastroje zradykalizowały się dopiero po 1848 r.
i ostatecznym porzuceniu przez najważniejszych działaczy czeskich koncepcji narodu ziemskiego (Zarek 2000: 48). Od połowy XIX w. narastała wzajemna izolacja
obu narodów, a od lat 80. konflikt stał się coraz wyraźniejszy, dając początek właściwie dwóm rozwijającym się równolegle kulturom (Efmertová 1998: 128–129).
W sytuacji konfliktu kulturowego nieobecność drażliwej kwestii niemieckiej
w drukach można by tłumaczyć kwestiami cenzury i bezpieczeństwa, jednak w okresie, z którego pochodzi większość badanego korpusu, polaryzacja ta nie była jeszcze
tak wyraźna. Druga możliwość to nieporuszanie tematu, który nie wymagał komentarza ze względu na swoją oczywistość. Takie założenie dotyczy jednak raczej druków powstających w środowisku miejskim, gdzie znajomość obu języków i wzajemne
kontakty były powszechne, a granice polityczne i etniczne nie musiały się nakładać103. Trzecie rozwiązanie – które moim zdaniem jest najbliższe prawdy – to przyjęcie wspomnianej już w punkcie 4.3.3. względnej zgodności kryterium etnicznego
i klasowego. Dla odbiorców i autorów z prowincji mniej istotne niż przynależność
etniczna były role społeczne wypełniane przez osoby niemieckiego pochodzenia.
Niemcy zamieszkiwali przede wszystkim miasta, otoczone etnicznie czeskimi wsiami (na Morawach i Śląsku Austriackim m.in. Brno, Ołomuniec, Opawę i Ostrawę),
a na wsiach byli właścicielami ziemskimi lub docierali tam jako cesarscy urzędnicy.
Być może zatem więcej o ich obrazie powiedzieć może kolejny rozdział, w którym
przedstawione zostaną obrazy poszczególnych grup społecznych.
101
Statystyki z 1846 r. mówią o 60% Czechów, 39% Niemców i 1,6% Żydów w Czechach oraz
70,2% Czechów, 27,7% Niemców i 2,1% Żydów na Morawach (Kořalka 1996: 141). Wcześniej na
Morawach słowiańskojęzycznych mieszkańców nie traktowano zbiorczo jako narodu czeskiego,
ale jako mniejsze grupy etnograficzne: Hanaków, Wołochów i Słowaków (Lněničková 1999: 247).
102
Żydzi – których obraz przedstawiony został w rozdziale o innowiercach – nie byli traktowani jako trzeci naród, ale grupa religijna, asymilująca się do większościowej kultury: w Czechach –
po odrodzeniu narodowym – zazwyczaj czeskiej, a na Morawach i Śląsku do niemieckiej (Efmertová 1998: 127).
103
Niemcy na ziemiach czeskich nie zawsze byli lojalnymi poddanymi Habsburgów, zwłaszcza
na zachodzie kraju ciążąc politycznie ku Berlinowi (Efmertová 1998: 127). Osoby o liberalnych poglądach mogły również wspierać niezależność kulturową Czech w kontrze do habsburskiego absolutyzmu.

⩶ 203 ⩶

�4.9. Wizerunki obcego – hierarchia społeczna
W połowie XIX w. przeważającą większość – około 80% – mieszkańców ziem czeskich stanowiła ludność wiejska, zamieszkująca gminy poniżej 2000 mieszkańców
(Lněničková 1999: 291). Spośród tej grupy ponad 90% stanowili rolnicy różnej zamożności, od bogatych kmieci po komorników. Pozostałą część ludności tworzyli
młynarze (wyróżniający się majętnością), rzemieślnicy, a z czasem również sezonowi pracownicy fabryk. Większość wykonywanych przez nich obowiązków stanowiła praca fizyczna, więc osoba pracująca inaczej lub niepracująca była z perspektywy
chłopa zjawiskiem sprzecznym z codziennym doświadczeniem, a przez to podejrzanym. Wszelkiego rodzaju bogacze, arystokraci i osoby żyjące z posiadanego majątku, w naturalny sposób widziane były z perspektywy twórczości ludowej jako
obce, a więc niegodne zaufania i nierzadko otwarcie wrogie. Poza wspomnianymi
incipitami, które czasem zwracają uwagę na wspólną wiejską tożsamość (zob. 4.1.),
najwięcej o klasowej identyfikacji odbiorców i autorów mówią opisywane w tekstach narracyjnych realia. Pieśni przedstawiają zwykle wydarzenia z życia niższych
warstw społecznych – dobry przykład stanowi wydana w 1854 r. w Hranicach Nová
píseň o posvícení, opisująca zabawę odpustową odbywającą się w wiejskiej karczmie
i stosunkowo wiarygodnie prezentująca przekrój społeczny tego typu wydarzenia.
Wspólnie bawią się zatem chłopi, rzemieślnicy i mieszczanie:
Měšťaní a řemeslníci s námi hoduji,
se sedláky u muziky též se radují,
že jich sedlák přijal rád, nechali sobě tuš hrát,
až se také podnapijou, budou tancovat.
[Mieszczanie i rzemieślnicy z nami się bawią,
z wieśniakami muzyki sobie używają,
chłop ich przyjął u siebie, gra orkiestra tusz,
będą chętnie tańczyć, gdy wypiją już].
( J-1239)

Wyjątek od powyższej reguły stanowią głównie teksty legendowe i historyczne (często przenikające z kultury wysokiej), w których mowa o bohaterach z wyższych sfer. O ile jednak druk kramarski nie dotyczy żywotu świętego, wodza czy
władcy, bohaterami pozytywnymi są przeważnie osoby znajdujące się w hierarchii społecznej na podobnym poziomie co autorzy i odbiorcy druków, a postacie wyróżniające się majętnością i wpływami odgrywają w nich często role antagonistów.
⩶ 204 ⩶

�Na początku niniejszego podrozdziału należy zaznaczyć, że informacje o podziałach społecznych mają zazwyczaj w tekstach kramarskich specyficzny charakter.
Służą one przede wszystkim zwiększeniu sentymentalnego wydźwięku pieśni (spełniają więc funkcję emocjonalną) oraz pozwalają na zawarcie w tekście pouczenia
moralnego wygłaszanego z perspektywy religijnej. Brak natomiast właściwie pieśni
poruszających tematy społeczne i kontestujących zastany porządek dla osiągnięcia
konkretnych celów politycznych. Charakter pieśni kramarskiej jest bowiem zasadniczo zgodny z opisem pieśni ludowej proponowanym przez Karla Čapka w jego
uwadze o piosenkach ludu praskiego:
Celkem vzato však tzv. uvědomělé politické přesvědčení není zrovna zdrojem zpěvné inspirace; lidová poezie bude vždy spíše mluviti o červeném šátečku než o rudém
praporu a bude spíše opěvovati nešťastnou lásku než třídní nenávist.
[Na ogół jednak tzw. uświadomienie polityczne nie jest głównym źródłem śpiewnej inspiracji; poezja ludowa będzie zawsze raczej mówiła o czerwonej chusteczce niż o czerwonym sztandarze i będzie chętniej opiewała nieszczęśliwą miłość niż
nienawiść klasową].
(Čapek 1984: 69,
przekład polski Haliny Janaszek-Ivaničkovej za: Čapek 1981: 56)

Z wyjątkiem tekstów jednoznacznie zaangażowanych w walkę polityczną –
przenikających nieraz do folkloru ustnego, ale w przypadku twórczości kramarskiej skutecznie blokowanych przez cenzurę – popularna twórczość pieśniowa nie
podejmuje sama tego tematu.

4.9.1. Teksty dydaktyczne – twórczość kramarska
jako narzędzie kontroli społecznej?
Nauki moralne dotyczące bogactwa i porządku społecznego pojawiają się w tekstach pieśni kramarskich zarówno w utworach narracyjnych, jak i w tekstach o charakterze dydaktycznym, zwykle bezpośrednio odwołujących się do nauk Kościoła
katolickiego. Zdecydowana większość utworów dotykających tej kwestii służy petryfikacji ładu społecznego. Pomimo współczucia wobec słabych i biednych brak
w nich bowiem prób podważania porządku społecznego. Jako przyczyna nierówności przedstawiane są grzechy jednostki (w przypadku złych bogaczy dręczących
ubogich) lub boskie wyroki (w przypadku szlachetnych biedaków, nagradzanych
często za swoją pokorę i cierpliwość). W tekstach brak refleksji o krzywdzie wynikającej z działania systemu społecznego, popularne są natomiast utwory sentymentalne
⩶ 205 ⩶

�o biedzie, które – jak podkreśla Janusz Dunin (2004: 134): „mogły liczyć na zrozumienie u słuchaczy, a równocześnie nie stawały się podejrzane o wywrotową propagandę”. Obrazy relacji bogatych i biednych pełne są więc sentymentalizmu bez
ryzyka wzbudzenia niepokojów społecznych, co utwierdza dodatkowo religijna
motywacja wizji świata: bieda i skromność widziane jako cnota, a bogactwo wiązane z grzechem i ryzykiem zepsucia. W korpusie odnaleźć można teksty bezpośrednio odwołujące się do nauk biblijnych, budujące w oparciu o fragmenty ewangelii system nauk etycznych. W zbiorach Muzeum Komeńskiego bardzo popularny
jest druk zatytułowany Píseň z zákona božího vytažená všem křesťanům…, którego kilka różnych wydań dostępne jest pod numerami J-313, J-562, J-619, J-905,
J-1490, J-1557, J-1853 i J-1864. Pieśń opiera się na wersach ewangelii św. Mateusza
(Mt 6, 24) mówiących o służbie dwóm panom: „Žádny nemůž časem jedným dvoum pánům sloužit nestejným, / Bohu také mamoně. Bůh vede k milosrdenství, mamona k nemilosrdenství, / jak o tom psáno máme” [„Nikt naraz nie może dwóm
panom różnym służyć, / Bogu oraz mamonie. Bóg prowadzi ku miłosierdziu, mamona ku niemiłosierdziu, / jak jest napisane”].
Oprócz jasno zaznaczonego nawiązania do nauk Kościoła katolickiego, pieśń
interpretować można również w myśl zasad rządzących tradycyjną kulturą ludową
(por. Michajłowa 2010: 104–109), w której bieda jest zarazem oznaką Bożej łaski,
a osoba uboga widziana jest jako prawa i uszlachetniona przez swoją sytuację życiową. Wydawca druku zabezpiecza się jednak przed możliwą cenzurą i oskarżeniami
o krytykę warstw uprzywilejowanych, wprowadzając uszczegółowienie powyższej
zasady: bogactwo połączone z miłosierdziem jest zgodne z Bożą wolą, a przykład
takiego postępowania daje m.in. cesarz, oraz wszystkie osoby, które swoją wysoką
pozycję łączą z troską o ubogich:
Bohatství nezatracuje, kdo chudých neutiskuje, činí milosrdenství,
ale kdo tvář od chudého odvrací v potřebě jeho, dochází zlořečenství.
Byli jsou mnozí bohatí, ti patriarchové svatí, císařové, králové,
ale byli milosrdní, byli k chudým nakloněni slouli dobrodincové.
[Bogactwo nie potępia, gdy kto biednych nie uciska, czyni miłosierdzie,
ale kto twarz od biedaka odwraca w potrzebie, popełnia złorzeczenie.
Wielu było bogatych, patriarchów świętych, królów, cesarzy,
ale byli miłosierni, ku biednym zwróceni, dobroczyńcy to znani].
( J-313/J-562/J-619/J-905/J-1490/J-1557/J-1853/J-1864)

Podobnie jak w przypadku pozostałych kategorii identyfikacji, również w ujęciu klasowym możliwa jest zmiana swojego statusu. W przeciwieństwie jednak do
⩶ 206 ⩶

�kategorii religijnej i politycznej, gdzie wynika ona z aktywnego wyboru, zmiana sytuacji materialnej jest często przedstawiana jako wynik Bożego zamysłu lub kary za
grzechy: „Umíť Pán Bůh z bohatého učiniti snad chudého, skrze divné prostředky:
/ Jakž to kolikrát vidíme, že mnozí velcí dvořané byli potom žebráci” [„Umie Pan
Bog z bogatego zrobić zaraz biednego, cudownymi środki: / Ileż to razy widzimy,
że się liczni wielcy dworzanie stali żebrakami”].
Dodać należy, że o ile awans społeczny następuje w trakcie opisywanej historii,
a nie jako jej szczęśliwe zakończenie, bogactwo jest zazwyczaj przedstawiane jako
demoralizujące, a świeżo wzbogacony bohater staje się często bezlitosny, niemiłosierny i pyszny. Wobec tak przedstawionej kwestii zmiany statusu, teksty kramarskie
służą petryfikacji porządku społecznego, zniechęcają bowiem do aktywnego starania się o swój majątek oraz każą z perspektywy zaświatów znosić biedę i nieszczęście z pokorą, jako znak Bożej miłości. Dodatkowym czynnikiem konstytuującym
kramarski fatalizm jest częsta w porządku kultury ludowej „zasada odwrócenia”
w zaświatach (por. Di Nola 2004: 30–31, Wasilewski 1985: 127). W przypadku
bogactwa i hierarchii społecznej przekłada się ona na wiarę w naprawienie krzywd
po śmierci, kiedy biedni na ziemi staną się bogaci w niebie i odwrotnie – chciwych
i bogatych spotka w zaświatach kara. Wiara w ostateczne zwycięstwo uciśnionych
zmniejsza potrzebę sprawiedliwości społecznej na ziemi: „W folklorze ubóstwo, bieda jest jako kategoria zawsze przeciwstawiane bogactwu, przy czym zazwyczaj odnosi nad nim triumf, jeśli nie na tym, to na tamtym świecie” (Michajłowa 2010: 104).
Inne pieśni dydaktyczne również zawierają wezwania do pokory, skromności i pogodzenia się z losem, np. Nová píseň lidem pomlouvačným k polepšení vydaná, w której przyjęcie trudnego losu jest równoznaczne z osiągnięciem szczęścia:
Pokoro, pokoro, v tobě se těším, cokoliv pyšného, všeho se děsím.
Chci sedět skloněný v poniženosti, nechci se vynášet v rozpustilosti.
[…]
Štěstí se vždy vštípí s ponížeností, důstojenství tupí, kde není ctnosti.
[Pokoro, pokoro, weselę się w tobie, cokolwiek jest pysznego, tego się boję.
Chcę siedzieć schylony w pokornym ukłonie, nie dla mnie rozpusta i wywyższenie.
[…]
Szczęście zawsze wzrasta z poniżenia, bez cnoty nie ma namaszczenia].
( J-1801)

Również tekst zatytułowany Nová píseň o ošemetnosti světa tohoto, przynosi informacje o religijnym aspekcie biedy i prostoty życia:
⩶ 207 ⩶

�Bůh miluje poníženost, a ty jseš krutý,
Bůh miluje taky sprostnost, a ty jseš hrdý,
[…]
Člověk chudý jest nešťastný, však šťastný velice,
jest od lidí opuštěný, a Bůh ho má v ruce,
všem lidem je protivný a však Bohu je milý […].
[Pan Bóg kocha uniżonych, a tyś jest okrutny,
Pan Bóg kocha także prostych, a ty jesteś butny,
[…]
Ubogi jest nieszczęśliwy, lecz szczęśliwy wielce,
choć go ludzie opuścili, Bóg go trzyma w ręce,
jest w pogardzie u ludzi lecz Boga miłość budzi […]].
( J-582)

Jedno- lub dwuwersowe morały o podobnym wydźwięku odnaleźć można w większości tekstów poruszających kwestie majętności i biedy. Podivná píseň
k rozjimání ( J-104) interpretuje cudowne znaki na niebie jak zapowiedź boskiej
kary, ale jednocześnie uspokaja biednych, którzy nie muszą bać się o swoje życie
niczym ewangeliczne „ptaki niebieskie”: „Chudobní lidé nestejskejte sobě, / Bůh
vás živit bude na to spomeňte” [„Biedni ludzie nic nie pragnijcie, / Bóg was wyżywi, to pamiętajcie”].
Podobne stwierdzenia wskazują, że również twórczość kramarska operowała
tradycyjnymi ludowymi schematami, w myśl których: „W tekstach folklorystycznych charakterystyka biedaka jest zawsze nacechowana pozytywnie. Biedni, ubodzy jako ludzie Boży są przedstawieni w folklorze w aureoli dobroci, skromności,
pracowitości i piękna” (Michajłowa 2010: 108). Konkretne przykłady postaci realizujących stereotypy różnych grup społecznych przedstawione zostaną w kolejnym punkcie.

4.9.2. Bogaci i biedni w tekstach narracyjnych
Oprócz tekstów religijnych o charakterze dydaktycznym, opozycja biedy i bogactwa często pojawia się w pieśniach narracyjnych, zarówno o charakterze historycznym jak i nowiniarskim, przedstawianych jako relacje z aktualnych wydarzeń.
Do pierwszej kategorii zaliczyć można treści czerpiące z kolejnej biblijnej inspiracji – przypowieści o bogaczu i Łazarzu (Łk 16, 19–31). Jest ona m.in. zaadaptowana do obszernej wierszowanej wersji (Píseň o Lazarovi), która w zakończeniu wyraźnie głosi potrzebę pomocy biednym:
⩶ 208 ⩶

�Hned čerti boháče jali,
do pekla s ním pospíchali.
[…]
Chtěls dobré víno píti,
měls na světě lép činiti,
a s chudými se zděliti.

[Diabły bogacza schwytały,
do piekła z nim pośpieszały.
[…]
Dobre wino pijać chciałeś,
a za życia źle czyniłeś,
z biednymi się nie dzieliłeś].
( J-1112)

Postacie Łazarza i bogacza występują także w komentarzu do innych wydarzeń ( J-102/J-122: Novina velmi žalostivá, která se stala w horních Rakousích blíž
města Lince…). Pieśń wykorzystuje popularny w drukach kramarskich motyw pokrewieństwa bohaterów104. Wzmacnia to dramatyczny wydźwięk sytuacji, prezentując bogacza jako osobę bezlitosną, nie szanującego nawet więzów krwi, szczególnie istotnych dla społeczności wiejskich. W przytaczanym utworze biedak prosi
swego bogatego brata o zboże na chleb dla głodujących dzieci, oferując w zamian
wszystkie swoje pieniądze. Bezlitosny i okrutny bogacz nie zgadza się jednak wesprzeć brata, ponieważ do pełnej wartości zboża brakuje jednej monety i nie chce
zgodzić się nawet na tak małą zniżkę:
Co mám peněz, všecky ti dám,
Sedm a dvacet zlatých mám;
Ostatní mi hleď zleviti,
Bych moh děti obživiti.

[Pieniądze ci wszystkie oddam,
Dwadzieścia siedem złotych mam;
Resztę długu racz odpuścić,
Bym mógł dzieci swe nakarmić.

Jeden zlatý mu chyboval,
Však se boháč neslitoval
Nad chudobou bratra svého,
By ten zlatý zlevil z něho.

Jeden złoty brakowało,
Bogacza to nie wzruszało
Bieda wielka brata jego,
Aby dług darował jego].
( J-102/J-122)

Bogacz w okrutny sposób drwi następnie z biedaka, nakłaniając go do morderstwa i kanibalizmu:
Když je [děti] nemáš čím živiti,
Však můžeš jedno zabiti,

[Jak ich [dzieci] nie masz czym nakarmić,
Zawsze możesz jedno zabić,

104
Niektóre ludowe wersje legendy o Łazarzu również widzą w bogaczu jego niemiłosiernego brata, w drukach kramarskich podobna interpretacja się jednak nie pojawia (por. Michajłowa
2010: 147).

⩶ 209 ⩶

�Druhým dětem je snísti dej,
Na mne sem více neběhej.

Reszcie ich do zjedzenia daj,
Mnie już głowy nie zawracaj].
( J-102/J-122)

Ostatecznie dzieci w cudowny sposób zapadają w sen, z którego budzą się dopiero gdy mija groźba głodu. Choć, co nietypowe, w narracji nie zostaje poruszona kwestia losu skąpca (nie spadają na niego doczesne kary), pieśń kończy się przywołaniem losu bogacza i Łazarza oraz wezwaniem do pomocy najbiedniejszym:
Bůh lidi chudé miluje,
A lakomce zavrhuje;
Chudým dává své milosti,
Lakomcům platí propastí.

[Pan Bóg ludzi biednych kocha,
A zachłannego ma za nic;
Biednym łaskę okazuje,
Chciwcom odpłaca w otchłani.

Chudých lidí nesužujte,
Sirotky, vdovy milujte.
Dá vám Pán Bůh požehnání,
Potom v nebi přebývání.

Biednych ludzi nie nękajcie,
Sieroty, wdowy kochajcie.
Pan Bóg was pobłogosławi,
Potem w niebie was postawi].
( J-102/J-122)

Podobny motyw chciwego brata pojawia się ponadto w pieśni Žalostný příběh
v píseň uvedený co se stalo w polském položení v městě Krakově… Podobnie jak w poprzednim przykładzie także tutaj osoba uboga – dla silniejszego efektu sentymentalnego jest nią wdowa – zwraca się o pomoc do swego brata, w zamian otrzymując jedynie przekleństwa i razy:
Sam ze stěny hned popadnul přenáramný karabáč
a svou vlastní chudou sestru s krabáčem zašlehal,
kdo pro tebe ty žebračko, ráčil pro tě poslati,
já tě musím s tvýma děckama v mojím domě zabíti.
[Sam prędko ściągnął ze ściany biczysko przeogromne
i tym biczem począł chłostać własną ubogą siostrę,
kto wymyślił, by cię tutaj ty żebraczko sprowadzić,
muszę ja ciebie teraz w mym domu razem z dziećmi zabić].
( J-2235/J-2708)

Postać bogacza przedstawiona jest w jeszcze gorszym świetle niż we wcześniejszym tekście: nie tylko wygania on kobietę z domu, ale podąża za nią, chcąc ją zabić, by nie przynosiła mu więcej wstydu. W chwili, gdy skąpiec mierzy do wdowy
⩶ 210 ⩶

�z pistoletu, dosięga go jednak boski gniew i ginie rażony gromem z jasnego nieba.
Kara spada także na gromadzony przez niego majątek, który obraca się w zgliszcza:
Tenkráte lidé viděli strašlivou metlu Páně,
že ho musel Bůh potrestat za tyto skutky hrozné,
že si nevšímal sirotků a vdovy osiřele,
a chudobou že pohrdal, na bohatství si zakládal.
[Widzieli wówczas ludzie straszną miotłę Bożą,
co za grzechy jego od Boga jest karą,
że nie pomógł sierotom i samotnej wdowie,
ich ubóstwo wyśmiewał, miał majątek w głowie].
( J-2235/J-2708)

Wątek sprzeniewierzenia się zasadom solidarności w rodzinie, tym razem
na płaszczyźnie relacji między dziećmi a rodzicami, podejmują również pieśni
Příkladná píseň o nevděčných dvanácti dítek ( J-128) i Píseň pravdivá o jednom bohaprazdném synu ( J-120/J-364). W pierwszej z nich najmłodszy syn mieszkającego
w Saksonii małżeństwa podstępem przejmuje majątek rodziców, których następnie wypędza z domu. Staruszkowie są kolejno przeganiani przez każde ze swych
licznych dzieci, a gdy w końcu umierają z głodu pod oknem jednego z synów, niewdzięczni potomkowie zostają w spektakularny sposób ukarani przez demoniczne zwierzęta (zob. punkt 5.6.3.). Drugi z utworów już we wstępie przywołuje upadek obyczajów:
Bohatý proti chudému jest velmi zatvrzely,
bratr proti bratru svému jest velice hněvivý.
Nic bratr bratra chudého v ničemž neulituje,
ani mnohy otce svého sobě nic nešanuje.
[Bogaty przeciw biednemu pełen jest zawziętości,
brat przeciw bratu swemu pełen wielkiej złości.
Nic brat brata biednego w niczym nie lituje,
a wielu i ojca swego wcale nie szanuje].
( J-120/J-364)

Tekst opowiada o dwóch synach ubogiego małżeństwa z Bawarii, z których
jeden wżenił się w bogatą rodzinę, zdobywając tym samym wielki majątek, drugi
zaś pozostał biedny. Bogacz nie zadowala się jednak swoim majątkiem, ale staje się
chciwy i pragnie go powiększać, także kosztem własnej rodziny, której odmawia
wsparcia: „Starší bratr se oženil, velký bohatství dostal […] / Nedbaje na to, ještě
⩶ 211 ⩶

�chtěl víc a více míti” [„Starszy brat się ożenił, wielki dostał majątek […] / Nie dbając o to, jeszcze więcej i więcej pragnął”].
Gdy starzy rodzice proszą o pomoc materialną, bogacz przepędza ich ze swego domu i szczuje psami. Biedak bez wahania zgadza się przyjąć rodziców pod swój
dach, mimo że wiąże się to z dalszym pogorszeniem jego sytuacji życiowej:
Chudobný s radostí je vzal, řka tatičku rozmilý,
já vás předce živit budu krásně, že jsem chudobný.
Budu s manželkou pracovat, bych vás moh obživiti,
tak do smrti matku i vás já při sobě chci míti.
[Ubogi z radością ich przyjął, prawi tatku kochany,
ja was przecie wyżywię, chociaż jestem biedny.
Będziemy z żoną pracować, żeby was móc utrzymać,
aż do śmierci was z matką przy sobie chcę mieć].
( J-120/J-364)

Bohater pozytywny jest w lesie kuszony przez diabła, który oferuje mu bogactwo w zamian za duszę. Biedak nie daje się jednak namówić do podpisania cyrografu i przepędza demona modlitwą, zdobywając porzucony przez niego skarb.
Zazdrosny o jego nagłe wzbogacenie się zły brat oskarża go o kradzież i doprowadza do procesu, w którym sąd skazuje biedaka na śmierć. Zostaje on jednak cudownie ocalony podczas egzekucji dzięki pomocy anioła stróża, podczas gdy na bogacza
spadają boskie kary, w tym plaga myszy niszczących jego dom. Lekceważąc ostrzeżenia i znaki, zły brat urządza wystawne przyjęcie. Gdy jednak nikt z zaproszonych
gości się nie pojawia, w bluźnierczym akcie wzywa w ich zastępstwie diabły, które
porywają go żywcem do piekła.
Ten sam schemat wypełnia się w pieśni J-140 Příkladná píseň o jednom lakomém
muži, której bohaterami są biedna wdowa i chciwy młynarz105. Bogacz nie tylko odmawia potrzebującej wsparcia, ale – gdy dzięki nadprzyrodzonej pomocy kobieta
odnajduje w lesie zakopane pieniądze – próbuje ją okraść. Młynarz napada na kobietę w nocy w przebraniu diabła, żądając wydania znalezionego skarbu. W domu
wdowy zjawia się wówczas pod postacią wędrowca prawdziwy diabeł i – gdy nie105

Określanego w pieśni jako mlynář převelmi bohaty (‘młynarz przewielce bogaty’). Postać
młynarza jako lokalnego bogacza uciskającego ubogich powraca w tekstach kramarskich kilkakrotnie, zwłaszcza w opowieściach o bogatych rodzicach zakazujących swoim dzieciom małżeństwa poniżej własnego statusu majątkowego. Jest to zapewne odbicie rzeczywistej hierarchii ekonomicznej
na wsi, w której właściciel młyna stał ponad chłopem-rolnikiem (por. Adamczewski 2005: 185–
186, Piotrowski 2021: 46–50).

⩶ 212 ⩶

�godziwy młynarz ponownie domaga się pieniędzy – zabiera go ze sobą do piekła.
Pieśń kończy wezwanie do szacunku wobec potrzebujących: „O křesťane rozmilí!
Vemte příklad nyní, / žert sobě nedělejte nikdy z chudých lidí” [„O chrześcijanie
najmilsi! Bierzcie z tego nauki, / żartów nigdy nie róbcie sobie z ubogich ludzi”].
Ostatnim przykładem historii opartej na podobnym motywie wizyty diabłów
wypełniających wyroki bożej sprawiedliwości (szerzej zob. punkt 5.6.2.) jest los bogacza, określanego epitetem soused velmi možný w pieśni Pravdivý příběh, který se
stal na pomezí Saském, v Žitavě… ( J-154/J-568/J-1779). Również ten skąpiec odmawia pomocy własnej siostrze, ubogiej wdowie z sześciorgiem dzieci, którą przepędza spod drzwi swego domu: „Bratr domů přišel, sestru uhlídal řka: / »Čertliž
tě sem přines? Jdiž kurvo do pekla!«” [„Brat do domu wrócił, siostrę dostrzega: /
»Czart sam cię tu przyniósł? Idź kurwo do piekła!«”].
Wieczne potępienie, na jakie bogacz sam skazuje się przez swoje okrucieństwo
i pychę, przestrzega przed łamaniem zasad gościnności i solidarności:
A tak bratří, sestry příklad sobě vemte,
bohatí chudému z nouze pomáhejte.
Vdovám a sirotkům, těm neubližujte,
tak věčné radosti, slávy nabudete.

[Tak więc bracia, siostry przykład z tego weźcie,
bogaci biedakom w nędzy pomagajcie.
Wdowy i sieroty nigdy nie ukrzywdźcie,
a wiecznej radości, chwały dosięgniecie].
( J-154/J-568/J-1779)

4.9.3. Kramarski sentymentalizm –
miłość ponad podziałami
Specyficzny rodzaj tekstów poruszających kwestię nierówności społecznych stanowią pieśni o nieszczęśliwej miłości, które z perspektywy genologicznej zaliczyć
można do ballad ludowych106. Utwory z tej kategorii wykorzystują w fabule aktywność sił nadprzyrodzonych (w większości zatem zostaną ponownie przywołane w ostatnim rozdziale pracy, zwłaszcza punkcie 5.7.4.), a równość w hierarchii
społecznej uznają za warunek szczęśliwej miłości dwojga zakochanych (por. Jagiełło 1975: 36–37). Ich bohaterowie nie mogą osiągnąć szczęścia w życiu doczesnym
106
Osobną kwestią, nie podejmowaną przeze mnie, ale wartą zbadania, jest pochodzenie tego
typu tekstów wobec wielokierunkowej relacji między twórczością kramarską, ustną literaturą ludową, a artystyczną poezją epoki romantyzmu. Ballady kramarskie mogą bowiem stanowić zarówno
zapis tekstów krążących ustnie wśród czeskiego ludu, jak i przetworzenie motywów ludowych obecnych w niemieckiej i czeskiej poezji romantycznej.

⩶ 213 ⩶

�ze względu na przynależność do różnych warstw społecznych – w obrębie hierarchicznie uporządkowanej społeczności wiejskiej (np. córka młynarza i ubogi rzemieślnik), lub międzyklasowo (arystokrata i chłopka) – a ich miłość osiąga spełnienie dopiero po śmierci.
Sztandarowym przykładem tego typu opowieści jest niezwykle popularna (znane jest około 30 wydań) ballada o hrabim Fridolínie i ubogiej Wilhelmínie (Historická píseň o hraběti Fridolínu, przedruk np. w: Beneš 1983: 37–39), w korpusie
dostępna aż w 7 drukach ( J-165/J-1016/J-1017/J-1839/J-1931/J-1999/J-2039).
Utwór wyjątkowo nie jest anonimowy, wiadomo bowiem, że napisany został
ok. 1850 r. przez słynnego śpiewaka praskiego Františka Haisa (Ryšavá 1985: 28–29).
Tekst – jeden z rozpoznawalnych do dziś „stereotypowych” utworów kramarskich
(znany też po incipicie jako „Na hranicích města něměckého…”) korzysta z istniejącej melodii, a jako pieśń historyczna jest niedatowany, więc mógł być sprzedawany niezależnie od czasu i miejsca. Fabuła zawiązuje się, gdy hrabia Fridolín spotyka
mieszkającą pod jego zamkiem piękną Wilhelmínę i oboje zakochują się w sobie:
V té chaloupce dívka přebývala,
nejkrásnější z toho údolí,
ta se Wilhelmína jmenovala,
nejchudší však byla z vůkolí.

[W tej chałupce panna przebywała,
najpiękniejsza w całej dolinie,
co się Wilhelminą nazywała,
najbiedniejszą była w sąsiedztwie.

Hrabě Fridolín ji zamiloval.
Hořel pro ni láskou nejprudší,
to si ale nepřipamatoval,
že se pro jeho stav nesluší.

Hrabia Frydolin się w niej zakochał.
Najżarliwszą płonął miłością,
lecz z początku tego nie rozpoznał,
że to sprzeczne z jego godnością.

Uznal ji však za nevěstu sprostou,
hrabě Fridolín se zastyděl,
Wilhelmínu v jejím krásném věku
opustil, by jí víc neviděl.

Poznawszy jej proste pochodzenie,
hrabia Frydolin się zawstydził,
młodziutkiej i pięknej Wilhelminy
porzuciwszy, już nie odwiedził].

( J-165/J-1016/J-1017/J-1839/J-1931/J-1999/J-2039)

Zmuszony konwenansami, hrabia wiąże się z arystokratką, zaś porzucona Wilhelmína umiera z żalu. W noc poślubną hrabiego duch Wilhelmíny odwiedza go,
by przekazać swoje błogosławieństwo i poinformować, że dziewczyna przebaczyła
mu zdradę. Tej samej nocy hrabia umiera dręczony wyrzutami sumienia i żalem, by
w zaświatach połączyć się ze swą prawdziwą ukochaną. Niemal identyczną historię mezaliansu zawiera ballada z druku J-1132, Historická píseň o knížeti Arnoštovi
a Bělince, bez wątpienia napisana na fali popularności utworu Haisa, korzystająca
⩶ 214 ⩶

�nawet z tej samej melodii. W niej również uboga dziewczyna nie może być razem
z księciem, ale historia przybiera jeszcze bardziej dramatyczny obrót, gdy Bělinka
sama decyduje się odebrać sobie życie. Wypowiadane przez bohaterkę słowa wyraźnie kierują uwagę czytelnika na kwestię nierówności społecznej:
Pěj slavíčku, brzy svou milenku k sobě na větvičku přivoláš,
já nešťastná v světě, v mladém věku nemohu Arnošta milovat.
Ach proč nejsi rodu sprostického třeba syn nuzného pástýře,
pak bych zažila času blahého, po boku tak sličného muže.
[Śpiewaj ptaszku swoją pieśń słowiczą, wnet kochaną swoją przywołasz,
ja nieszczęsna w świecie w młodym wieku, nie mogę z Arnosztem szczęścia znać.
Ach dlaczegóż nie z prostego rodu choćbyś synem miał pasterza być,
wtedy u boku męża pięknego, czas rozkosznie mogłabym pędzić].
( J-1132)

W powyższych pieśniach to różnica w statusie nie pozwala zakochanym być
razem, ale na drodze ich szczęścia nie stają osoby trzecie. Częstszym schematem fabularnym są jednak historie o surowych rodzicach, którzy nie zgadzają się na małżeństwo swojego dziecka z ukochanym lub ukochaną niższego stanu. Taki motyw
pojawił się już w przytaczanej w podrozdziale o innowiercach (4.5.) pieśni o poganinie Kudrišku ( J-35/J-1843). Główny nacisk położony jest w niej na dystans
religijny między zakochanymi – zgodnie z kluczem wiążącym bogactwo z niemoralnością, bogacz jest przedstawiony jako zajadły wróg wiary katolickiej – ale na
drodze szczęśliwej miłości stoi również nierówny status społeczny: „Roztomilý synáčku, neber sobě žebračku, / vem si bohatou nyní, máš miliony jmění” [„Najmilejszy syneczku, nie bierz sobie żebraczki, / weź sobie bogatą zaraz, miliony majątku masz”].
Kolejnym, modelowym wręcz przykładem narracji o różnicach majątkowych
będących przyczyną tragedii jest Nová píseň všem bohatým rodičům na světlo vydaná, która oparta jest na znanym motywie baśniowo-balladowym, określanym od
imienia bohaterki słynnej ballady Gottfrieda Augusta Bürgera motywem Lenory
(SFP 1965: 202). W kramarskim wariancie pieśni, matka – bogata młynarka – zakazuje Agnešce małżeństwa z jej ukochanym, biednym rymarzem Wilhelmem107:
107
Co ciekawe imię bohatera męskiego zgadza się z jego imieniem w balladzie Bürgera. Ludową balladę ze Śląska, w której bohaterami są biedny rzemieniarz i córka bogatej młynarki, podaje natomiast w swoim katalogu Elżbieta Jaworska (1990: 263–264) – geograficzna bliskość czesko-polskiej granicy bez wątpienia każe łączyć tę wersję z tekstem czeskiego druku, jak zwykle kierunek
przepływu pozostaje jednak nieznany.

⩶ 215 ⩶

�Byla společní láska přetuhá,
jenž jej rodiči překážku čiňá.
Příčinu měli, že on chudobný,
Nemoh převýšit bohatství její.

[Wspólnej miłości ich niezachwianej,
jej rodziciele przeszkodę czynią.
Przyczynę mieli, że on ubogi,
Nie mógł przewyższyć jej majętności].
( J-101/J-124)

Chłopak wyrusza w świat za pracą, a chciwa młynarka, chcąc pozbyć się niechcianego zalotnika, informuje go niezgodnie z prawdą, że córka wyszła już za mąż.
Wilhelm umiera z żalu za granicą, jednak jako duch powraca do swojej ukochanej
i zabiera ją na wesele, które odbywa się na cmentarzu. O ile finał trudno nazwać
szczęśliwym zakończeniem, nie ma on równie makabrycznego charakteru jak wiele
innych realizacji motywu Lenory, w tym ballada Karela Jaromíra Erbena Svatební
košile („Ślubna koszula”). Ludowe ballady, które czeski romantyk przywołuje jako
źródło inspiracji (Erben 1957: 123–124), zawierają fragment identyczny z zawartym
w powyższym druku. Pozwala to przypuszczać, że druk kramarski czerpał z starszego tekstu lub pierwotnie kramarska ballada dostała się do ustnego obiegu. Jak pisze
o polskim wariancie tego tekstu folklorystka Dobrosława Wężowicz-Ziółkowska:
[…] sytuuje się właściwie na pograniczu dwóch wzorów – […] wzoru miłości,
w którym rozdzieleni kochankowie wychodzą z próby zwycięsko, łącząc się w miłości wbrew przeszkodom oraz wzoru, w którym rozdzielenie nie jest próbą jakości
uczucia, lecz wiedzie miłość i kochanków ku nieszczęściu.
(Wężowicz-Ziółkowska 1991: 74–75)

Postać złej i chciwej matki, która zabrania swemu synowi związku z ubogą
dziewczyną pojawia się także w pieśni O jistém mládenci který chudobnou pannu si
oblibil ( J-121/J-707/J-2102): „matka se ptala hned, musím věděti, s kterou chceš
míti zavázaný svůj svět. / Žadná bohatá blízko zde nejní, s chudou ti nedám já dovolení” [„matka pytała zaraz, muszę wiedzieć, z którą chcesz swój zawiązać świat. /
Żadnej bogatej w pobliżu nie ma, z biedną ja nie dam ci przyzwolenia”].
Zdesperowana dziewczyna za wszelką cenę pragnie zdobyć zgodę na ślub, sprzedaje więc swą duszę diabłu w zamian za skarb. Bogata matka zgadza się na małżeństwo syna z zamożną teraz dziewczyną, ta jest jednak w małżeństwie nieszczęśliwa
i wyjawia mężowi cenę swojego rychłego wzbogacenia się: „Nešťastná matka mého
milého, že mně nedala vzíti si jeho, / ona je přičina, že jsem duši svou skrz lakomost
zlou přesmutná zadala” [„Nieszczęsna matka mego miłego, że mi nie dała poślubić
jego, / ona tego przyczyną, że przez złą chciwość duszę swoją smutna oddałam”].
⩶ 216 ⩶

�Pobożny chłopak prosi jednak o pomoc św. Barbarę, za której wstawiennictwem dziewczyna odzyskuje cyrograf i zrywa pakt z diabłem, co prowadzi do szczęśliwego zakończenia (zob. 5.6.2.3.).
Wreszcie ostatni przykład ukazujący całkowitą demoralizację bogacza, to jeden ze starszych druków w korpusie, Žalostná a příkladná novina kteráž se stala
w uherském království v městě Eperytus… ( J-115). Ponownie bohaterami są tu ubogi
rzemieślnik (złotnik) i córka bogacza, którą ojciec chce wydać za zamożnego młynarza. Razem z preferowanym kandydatem postanawiają pozbyć się ukochanego
dziewczyny i trują go podczas pitego za jej zdrowie toastu. Zarówno bogaty ojciec,
jak i bogaty kandydat na męża pokazani są jako bezlitośni mordercy. Duch zabitego pokazuje się dziewczynie po 3 dniach od śmierci i z zaświatów pomaga jej doprowadzić sprawę przed ziemski wymiar sprawiedliwości.
Wszystkie powyższe teksty kończą się tym samym morałem skierowanym do
rodziców:
Ach pro Bůh křesťané, zvlašť vy rodičové,
vemte sobě příklad z této písně nové.
Jak jest zlé zbraňovat dítkám v poctivosti,
kdo má chuť přistoupit k svatému manželství.
Nechť jesti v chudobě anebo v bohatství
Láska však přemáhá v světě všechny věci.
[Ach na Boga chrześcijanie, zwłaszcza wy rodzice,
bierzcie sobie przykład z tej piosenki nowej.
Źle jest zakazywać dzieciom uczciwości,
jeśli jest ochota wstąpić stan małżeński.
Niech żyją ubogo albo i w bogactwie
Miłość wszystkie w rzeczy pokonuje w świecie].
( J-115)
Z toho rodiče příklad si vemte,
nikdy svým dítkám v tom nezbraňujte.
Nemohli býti za živa svoji,
nyní pak spolu v tom hrobě spějí.
[Z tego rodzice przykład bierzcie,
nigdy swym dzieciom tego nie brońcie.
Nie mogli w życiu być z sobą razem,
wspólnie więc leżą pod grobu głazem].
( J-101/J-124)

⩶ 217 ⩶

�Protož o dítky i rodičové,
nebraňte nikdy věci poctivé,
manželstva svatého, ujdete zlého
Bůh vás povolá do království svého, amen.
[Dlatego dzieci i rodziciele,
sprawie uczciwej nie brońcie wcale,
święte małżeństwo, uniknie złego
Bóg was powoła do królestwa swego, amen].
( J-121)

Takie wezwania do szanowania wyborów dzieci niezależnie od statusu majątkowego mają wyłącznie symboliczny charakter. Po pierwsze odbiorcami druków
kramarskich nie były raczej wiejskie elity, a podobne małżeństwa poniżej statusu
nie wydają się problemem, z którym często się spotykali. Nie zawsze również kryterium majątkowe było decydujące przy wyborze partnera (Wiślicz 2012: 123–127).
Przede wszystkim jednak historie takie jak powyższe przedstawiane są jako wyjątkowe i zasługujące na uwagę, a zatem standardowe (i pożądane) stosunki opierały się raczej na zasadzie „równy z równym” ( Jagiełło 1975: 36–37). Przedstawiane w balladach historie, choć bez wątpienia ciekawe i oddziałujące emocjonalnie
na odbiorców, nie były wzorami do naśladowania. Wszystkie bez wyjątku wiązały
się z tragiczną śmiercią, a ich częściowo pozytywne zakończenia wynikają z udziału sił nadprzyrodzonych.

4.9.4 „Uprzywilejowani” w biedzie – wdowy, sieroty, żebracy
W przeciwieństwie do kwestii mezaliansów i burzliwej romantycznej miłości ponad podziałami stanowymi, doświadczenia sieroctwa i wdowieństwa zaliczały się
do znacznie powszechniejszych aspektów życia XVIII i XIX-wiecznej prowincji,
gdzie co trzecie dziecko doświadczało osierocenia (zob. Skořepová 2017: 175).
Na wagę kwestii sieroctwa i wdowieństwa wskazują liczne fragmenty modlitewne zawarte w drukach religijnych, skierowanych zazwyczaj do Maryi, św. Anny,
a zwłaszcza Jana Nepomucena, według legendy hagiograficznej piastującemu za życia urząd jałmużnika i określanego w pieśniach tytułem tatiček sirotků [‘tatuś sierot’] (np. J-358: Nová píseň k sv. Janu Nepomuckému). Pieśni te nie tylko zawierają modlitwy w intencji najsłabszych, ale także bywają skierowane bezpośrednio do
nich, w duchu przedstawionego już kramarskiego fatalizmu (np. Píseň nová k svatému Janu Nepomuckému, všem věrným ctítelům…):

⩶ 218 ⩶

�Ubohý sirotek zarmoucený, co počít mám,
měl jsem mé rodiče k potěšení, již je nemám.
Zastávali mne v ouzkosti, teď nechali mne v žalosti a těžkosti.
Nebozí sirotci opuštění, zarmoucení,
snášíte v tom světě velké křivdy a soužení,
trpte mile a snášejte, všecko Bohu poroučejte co trpíte.
[Biedna sierota zrozpaczona, co począć mam,
miałem rodziców swych ku pociesze, już ich nie mam.
Chronili mnie w trudności, teraz zostałem w żalu i boleści.
Wy biedne sieroty opuszczone, zrozpaczone,
wielkie krzywdy i trudności w świecie wam sądzone,
radośnie cierpiąc czekajcie, Bogu polecajcie cierpienia].
( J-319)

Sieroty i wdowy są postaciami archetypowymi, jako jednostki słabe, bezbronne i wymagające opieki, ale jednocześnie – przez swoją niewinność – obdarzone
szczególną opieką Boga i skupiające wokół siebie zdarzenia o cudownym charakterze. Podobnie jak historie nieszczęśliwych kochanków, także opowieści o wdowach
i sierotach wzbogacone są często o element nadprzyrodzony. Historie te oparte są na
powszechnym w kulturze ludowej przekonaniu o bliskim kontakcie sierot z zaświatami, zwłaszcza ze zmarłą matką, która w momencie zagrożenia przychodzi im z pomocą (por. Kalniuk 2014: 70). Pobożne wdowy i pokorne sieroty stanowią w tekstach ludowych ucieleśnienie niewinności, a wobec tego stanowią często narzędzie
boskiej woli, a ich prześladowców spotyka nadprzyrodzona kara (zob. Bielińska-Gardziel 2012). W tym miejscu jako dodatkową kategorię wymienić można również żebraka, figurę znaną z folkloru i związaną ze światem nadprzyrodzonym przez
legendy o wędrówkach Boga i świętych po świecie (por. punkt 5.3.3.). W punkcie 4.9.2. przywołane zostały już przykłady obecności wdów i sierot występujących
jako kontrapunkt dla niegodziwych bogaczy. Poniżej przedstawione zostanie kilka
schematów związanych stereotypowo wyłącznie z nimi.

4.9.4.1. Kategoria wdowieństwa i sieroctwa w tekstach
Kategorie wdowieństwa i sieroctwa w świecie pieśni kramarskiej nie są równoznaczne ze słownikowymi definicjami tych pojęć. Stereotyp wdowy realizują wyłącznie kobiety, które straciły mężów, będąc już matkami. Bezdzietność widziana jest
zazwyczaj jako znak Bożej kary (Staškivová 2008: 104–105), a zatem kobieta po
⩶ 219 ⩶

�stracie męża, o ile nie osierocił on wspólnych dzieci, jest wdową w znaczeniu prawnym, ale nie mieści się w archetypie wdowy jako ucieleśnienia niewinności i słabości. Podobnie wykracza poza stereotyp wdowa, która ponownie wyszła za mąż
(np. Nova píseň o hrozném mordu který se stal bliž Lemberka města v polské krajině,
J-1246). Może ona stać się postacią negatywną jako macocha, faworyzująca swoje
dzieci kosztem stereotypowych, „prawdziwych” sierot.
Także postać wdowca nie wiąże się z pozytywnymi uczuciami, a raczej staje się
on obiektem żartów, przez nawiązanie do ludowych piosenek o związkach starszego mężczyzny z młodą kobietą (por. Wężowicz-Ziółkowska 1991: 123–126). Słowo vdovec, choć obecne w sentymentalnych tekstach moralizatorskich (np. Nová
píseň o přehrozném zázraku jednoho děvčátka, které 200 dní nic nejedlo…, J-112),
pojawia się częściej w tekstach humorystycznych i w odniesieniu do bezdzietnych
mężczyzn (mężczyzna opiekujący się samotnie dziećmi określany jest często po
prostu jako biedak). Miało to uzasadnienie w realiach pozatekstowych, ponieważ
większość wdowców zawierała ponowne małżeństwa, zwykle z wolnymi partnerkami, po roku od śmierci żony, wdowy zaś wychodziły za mąż rzadziej i głównie
za wdowców. Budzące litość samotne wdowy były więc częstszym zjawiskiem niż
wdowcy, a mężczyzna niemogący znaleźć partnerki, jako niezaradny, stawał się raczej przedmiotem żartów (Lněničková 1999: 300). Tak na przykład w druku J-998,
Nová písen vypovězený vdovec. Veselý spěv, w odniesieniu do wdowca pojawia się
m.in. sformułowania takie jak „starý kozel chce děvče mladý” [„stary kozioł chce
dziewkę młodą”], czy wręcz epitet starý ďábel [‘stary diabeł’]. Podobne porównania
użyte zostały w pieśni zawartej w druku J-1329, Píseň nová o starém vdovci, který
po mladém děvčeti toužil až se celý usoužil, w której adorowana przez starca dziewczyna zwraca się do niego słowami „ty osle, starý kozle; dej mne pokoj starý děde,
já tě nechci milovat” [„ty ośle, stary koźle; daj mi spokój stary dziadu, nie chcę ciebie miłować”], czy „ty netopejre starý, dyť celý visíš nad hrobem” [„ty gacopyrzu
stary, wszak całkiem wisisz nad grobem”].
Podobnie ma się rzecz ze stereotypowymi sierotami. Przede wszystkim zauważyć należy, że sierotami (sirotky) określane są przede wszystkim półsieroty, właściwie brak w korpusie historii opowiadających o dzieciach pozbawionych obojga rodziców108. Różnią się natomiast narracje dotyczące dzieci osieroconych przez matkę
108
Zgadza się to z uwagami Piotra Grochowskiego na temat polskich pieśni kramarskich opowiadających o sierotach. W materiale polskim inna jest natomiast interpretacja sieroctwa – jako sieroty widziane są przede wszystkim dzieci pozbawione matczynej opieki (por. Grochowski 2010:
302–303). W drukach czeskich równie często są to dzieci żyjące z matką, niemogące utrzymać się
samemu i uzależnione od męskiej pomocy. Skargę samotnej matki zawiera np. przywoływany już

⩶ 220 ⩶

�i tych osieroconych przez ojca. W pierwszym przypadku opierają się zazwyczaj na
konflikcie pobożnych i pokornych sierot z niechętną im okrutną macochą i ojcem.
W drugim sieroty stanowią niejako dodatek do postaci wdowy, zwiększający sentymentalny wydźwięk tekstów i wprowadzający dylematy etyczne związane z niemożnością zadbania o dzieci. Warto tu zauważyć, że „prawdziwa” wdowa określana jest często przymiotnikiem sirá (‘opuszczona’, ‘osierocona’), który również od
strony czysto językowej łączy ją z sierotami we wspólną kategorię. Sieroty nie występują właściwie jako pojedyncze postaci, ale jako bohater zbiorowy. Pieśni mówią
zazwyczaj o kilkorgu bezimiennych dzieciach podążających posłusznie za matką.
Dobitny przykład stanowi pieśń z druków J-2235/J-2708, w której są one przyrównane do kurcząt drepczących za kwoką: „Tyto dítky jak kuřátka s radosti jsou běžely, svoji maminku na cestě neustále těšily” [„Te dzieciątka jak kurczęta z radością ku
niej biegły, swoją mamę na drodze nieustannie pocieszały”]. Ten i podobne obrazy
sprawiają, że dzieci stanowią w zasadzie jeden z atrybutów wdowy, a nie samodzielnych i aktywnych bohaterów narracji. Oczywiste jest również, że określenie sierota dotyczy wyłącznie małych dzieci nie będących w stanie się o siebie zatroszczyć.

4.9.4.2. „Osiřelo dítě…” – motywy sieroce
z elementem nadprzyrodzonym
Z przedstawionym we wcześniejszym punkcie (4.9.3.) motywem mezaliansu wiąże
się historia przedstawiona w druku J-2179, Pravdivá píseň o vraždách a zázracích,
v Pruské zemi všem katolickým křesťanům k polepšení života vydaná. Tekst ten stanowi dobre wprowadzenie do obrazów sieroctwa zawartych w pieśniach kramarskich, zawiera bowiem szereg elementów, które powtarzają się w korpusie w różnych
konfiguracjach. W przeciwieństwie do pieśni o nieszczęśliwej, ale moralnie czystej
miłości zakochanych z różnych grup społecznych, w tym przypadku sztywna hierarchia staje się przyczyną tragedii i upadku głównych bohaterów. Pochodzący z bogatej chłopskiej rodziny Naciček nie może wziąć za żonę swojej ukochanej, biednej
wcześniej druk J-194, opowiadający o napaści francuskiego żołnierza na wdowę: „Jako se tam jistě
stalo, že jedná smutná vdova, / po svym můži sama jedná ubohá osiřela, / často srdečně plakala, manželi nejmilejší, / vstaň z hrobu patř na mou ouzkost, kterou mám čas nynější. / Nebo nevím co mám
s níma sirotkama si počit, / ach já matka zarmoucená, kterak je budu žívit, / ach mé mílé nebožátka,
mí zlatí sirotkové, / kde jest se váš otec podil, který vás živil prve” [„Jak się tam pewnie stało, że jedna smutna wdowa, / po mężu swoim sama jedna pozostała, / często serdecznie płakała, mężu mój
najdroższy, / wstań z grobu i patrz na mą biedę w czas bieżący. / Bo nie wiem sama co mam począć
z sierotkami, / ach matka zrozpaczona, jak je będę karmić, / ach moje niebożątka, złote me sierotki,
/ gdzie się podział ojciec, co was dotąd żywił”].

⩶ 221 ⩶

�Mariánki: „[…] když byla dospělejší, chtěl ji za manželku mít, / že byla z rodu chudého, proto to nemohlo být” [„[…] gdy była już dorosła, chciał ją za żonę brać, / że
była z biednej rodziny, nie mogło się tak stać”]. Rodzice przymuszają go do małżeństwa z wybraną przez nich dziewczyną, młodzieniec zdradza ją jednak ze swoją wybranką, a w końcu, by uciec z niechcianego związku, morduje żonę za pomocą trucizny. Za swój czyn na kilka lat trafia do więzienia, lecz po jego opuszczeniu
może wreszcie wziąć ślub z Mariánką. Nowa żona nie akceptuje jednak czwórki
jego dzieci z poprzedniego związku. Jako macocha znęca się nad dziećmi, określanymi konsekwentnie jako sieroty (sirotci), oraz podburza przeciw nim ojca. Bite
i głodzone dzieci modlą się o pomoc na grobie zmarłej matki:
Sirotci na svou matičku často vzpomínali,
chodili na krchov plakat, na hrobě se modlili,
zvlášť pak nejstarší dceruška, jenž po berli chodila,
každodenně na krchově na matičku volala.
[Sierotki swą mamusię często wspominały,
na cmentarz płakać chodziły, u grobu się modliły,
zwłaszcza najstarsza córka, co o kuli chodziła,
co dzień na cmentarzu mamusię wzywała].
( J-2179)

Scena modlitwy sieroty na grobie matki należy do najczęstszych obrazów sieroctwa w folklorze, na gruncie czeskim znana jest m.in. z ballady Sirotek, stanowiącej adaptację ogólnoeuropejskiego motywu109. Podczas pobytu na cmentarzu sieroty
zasypiają, a najstarszej córce – okaleczonej wcześniej przez ojca – objawia się wówczas Maryja, która przekazuje kartkę z tekstem modlitwy opisującej męki Chrystusa, zapisaną złotymi literami, które przeczytać może jedynie ksiądz. Motyw „listu
z niebios”, materialnego śladu kontaktu z sacrum, który można bez trudu powielić
w druku, to bardzo częsty element kramarskiej pobożności. Matka Boska ostrzega, że na niegodziwych rodziców spadnie wkrótce zasłużona kara. Ojciec i macocha giną w pożarze wraz z całym majątkiem, a dzieci udają się na pielgrzymkę do
Wambierzyc, gdzie najstarsza córka cudownie odzyskuje sprawność w złamanej
przez ojca nodze. Co istotne, do druku dołączona jest modlitwa odpowiadająca
treścią tej opisanej w tekście, przekazanej dzieciom przez Maryję. Stanowi to interesujący sposób zwiększenia atrakcyjności druku przez umożliwienie współudziału w cudzie wszystkim czytelnikom.
109

Zob. Hranice českých a polských verzí balady o sirotkovi, w: Sirovátka 1996: 191–198.

⩶ 222 ⩶

�Opozycja pobożnych i bezbronnych sierot i ich zdeprawowanej macochy
występuje w tekstach znacznie częściej. Zwykle w obronie sierot staje zmarła
matka, z którą dzieci utrzymują pewien rodzaj kontaktu. Przykłady nadprzyrodzonej interwencji, w których zmarła matka powraca, by pomóc dzieciom niegodziwie traktowanym przez złą macochę, pokazują, że kwestia „wdowieństwa”
i „sieroctwa” jest względna. W pieśni Žalostná píseň o pěti sirotkách a zázračném
pacholeti… ( J-79), tytułowa macocha określana jest na początku jako mladá vdova. Kobieta wychodzi ponownie za mąż za wdowca z gromadką dzieci, a ponieważ się nad nimi znęca, zostaje ukarana przez Boga i jej własne dziecko rodzi się
potworne. Mimo określenia jej jako wdowy, kobieta jest początkowo bezdzietna, co wydaje się potwierdzać ogólną zasadę mówiącą, że złe kobiety zazwyczaj
nie mają w pieśniach kramarskich dzieci 110. W tym przypadku nadprzyrodzona interwencja matki sprowadza się do modlitwy, która ściąga na macochę Boży
gniew. Inaczej ma się rzecz w tekście Nová Píseň o přehrozném zázraku, jednoho
děvčátka, které 200 dní nic nejedlo…, w którym po modlitwie na grobie matki głodzona przez macochę sierota zyskuje cudowną umiejętność życia bez pokarmu:
Když to tak dlouho trvalo, děvčátko šlo k mamince,
tam na hrobě žalovalo bolestně a od srdce,
na hrob slze kapávaly, hladem děvče sužovaný,
staňte z hrobu matičko, dejte chleba soustičko.
[…]
Uslyší hlas od mrtvoly: navrať se dítě domů,
a poslouchej svého otce a novou matku k tomu,
já jsem tobě vyžádala, bys jest nepotřebovala
jenom vodu na píti, užívej až do smrti.
[Gdy to już długo trwało, dziewuszka szła do mamy,
na grobie rozpaczała serdecznymi łzami,
na grób w bólu kapały, dziecko głód cierpiało,
powstań z grobu mateczko, daj choć chleba kromeczkę.
[…]
Wtem usłyszy głos trupa: wróć dziecię do chałupy,
posłuchaj ojca swego matki nowej do tego,
jam już tobie wyprosiła, abyś nie potrzebowała
nic prócz do picia wody, tak aż do samej śmierci].
( J-112)
110
Choć nie jest to żelazna reguła w przypadku postaci złej macochy, która swoje potomstwo
faworyzuje kosztem stereotypowych sierot, np. w tekście Nová píseň o hrozném mordu který se stal
bliž Lemberka města v polské krajině ( J-1246).

⩶ 223 ⩶

�Pieśń, zgodnie z przedstawionym już ogólnym schematem, zachęca do cierpliwego znoszenia swego losu, ponieważ wszelkie cierpienia doświadczone w życiu
doczesnym zostaną zrekompensowane w niebie, poucza również o potrzebie litowania się i pomocy słabszym:
Že jednou ze světa zejdem ví to každé stvoření,
že děvčátko taky přijde tam za maminkou svojí,
bohatství budou slzičky, co cedila u matičky,
když na hrobě klečela a žádala o chleba.
O vy bratři, kteří tuto divnou zprávu slyšite,
a máte takové děti, ať jich tak nesoužíte,
odjímá Bůh požehnání, když jest závist mezi námi,
přízeň, láska, růže, květ, závist hubí celý svět.
[Że kiedyś świat opuścimy wie to każde stworzenie,
że dziewuszka także za mateczką swoją przyjdzie,
bogactwem jej będą łezki, wypłakane dla matki,
gdy na grobie klęczała i chleba wypraszała.
O wy bracia, którzy tej historii dziwnej słuchacie,
nie dręczcie dzieci waszych, jeśli takie macie,
odbiera Bóg swoje łaski, gdy są między nami niesnaski,
przyjaźń, miłość, róża, kwiat, zawiść niszczy cały świat].
( J-112)

Wreszcie ostatni z przytaczanych utworów, J-1096: Píseň pravdivá o jednom
smutným příběhu, který se stal w městě Šartynu v Bavorské Zemi, znów wskazuje na
kontekstualność „sieroctwa”, a jednocześnie kieruje uwagę na motyw dzieciobójstwa, który ma szczególną wagę dla tekstów kramarskich (por. Mętrak 2019a: 91–
92). Pieśń opowiada o sierocie przygarniętej przez bogate małżeństwo, która osiągnąwszy dorosłość uwodzi swego przybranego ojca i namawia go do zabicia żony.
Dziewczyna tylko raz określona jest słowem sirotek, później konsekwentnie schovanka (‘wychowanka’). Nie wypełnia ona roli stereotypowej sieroty, ale staje się złą
macochą dla „prawdziwych” sierot – pięciorga dzieci zamordowanej:
Schovanku sobě vzal, sirotky šidila,
tuze je mrskala, a hladem mořila.

[Wychowankę przygarnął, sierotom kłamała,
okrutnie je chłostała, głodem katowała.

Často sirotkové, na krchov chodili,
na svou paní mámu, žalostně volali:

Często sieroteńki, na cmentarz chodziły,
a swoją panią matkę, żałośnie wołały:

⩶ 224 ⩶

�Naše paní mámo pro Boha vstávejte,
nás v naši ouzkosti, pro Bůh politujte.

Nasza pani mamo powstań w imię Boże,
zlituj się na Boga, bo cierpimy srodze].
( J-1096)

Duch matki wyjawia w pieśni dzieciom, że to ojciec z macochą są winni jej
śmierci. Czworo starszych dzieci pyta o to ojca, ten zaś postanawia pozbyć się niewygodnych świadków z pomocą swojej nowej żony. Gdy sieroty modlą się na grobie matki, zdemoralizowani rodzice podrzynają im gardła. Zbrodniarzy dosięga
jednak sprawiedliwość, gdyż jedyne ocalałe dziecko – niemowlę – cudownie ogłasza prawdę ludziom. Nadprzyrodzona interwencja w finale historii sprawia, że zamordowane sieroty zostają odnalezione żywe, cudownie uzdrowione przez anioła,
który włożył im na szyje złote opaski.
Przytaczany fragment jest w pełni zgodny z modelem kramarskiego świata –
winni dzieciobójstwa ponoszą surową karę – widziane było ono bowiem jako najstraszniejsza zbrodnia – a Boża sprawiedliwość przywraca sieroty-niewinne ofiary
do życia (w tekście mowa również o własnych dzieciach macochy zabitych przez
nią od razu po narodzeniu, one jednak nie zmartwychwstają). Szczególną grupę
narracji stanowią historie o wdowach, które doprowadzone do granic wytrzymałości przez trudną sytuację same postanawiają zabić swoje dzieci, by oszczędzić
im cierpienia. Takie historie przynajmniej częściowo wyłamują się ze standardowego schematu cierpliwości i pokory w cierpieniu prezentowanego przez większość bohaterek. Dzieciobójczynie z rozpaczy traktowane są w porządku metafizycznym inaczej niż pozostałe morderczynie. W ich historiach zachodzi bowiem
kolizja dwóch modeli – stereotypu wdowy jako postaci uniwersalnie pozytywnej,
z którą odbiorca powinien się identyfikować, i wizji dzieciobójstwa jako największej możliwej zbrodni.
Pieśń ku czci św. Anny zawarta w drukach J-417/J-984: Nábožná píseň ke
cti svaté matky Anny relacjonuje kilka cudów, jakie dokonały się za wstawiennictwem przywoływanej patronki – opisy są tu zdawkowe, ale pojawia się wśród nich
m.in. opowieść o wdowie, która z rozpaczy zabija dwoje z czwórki dzieci, których
nie jest w stanie wykarmić. Za wstawiennictwem świętej dzieci zostają jednak cudownie ożywione. Bardziej szczegółowo podobną narrację przedstawia lokalizowana w Polsce pieśń Smutný žalostivý příběh, v novou píseň uvedený, kterak se stal
v pruském Polsku… ( J-1539). Jej bohaterką jest pobożna wdowa, która za diabelską
namową decyduje się zabić swoje dzieci, za co ma zostać nagrodzona potrzebnymi jej do życia pieniędzmi. Kobieta popełnia zbrodnię, mordując w pobliskim lesie czworo dzieci, ale głos z nieba powstrzymuje ją przed zabiciem piątego. W ten
⩶ 225 ⩶

�sposób w wydarzenia włącza się św. Jan111, którego cała rodzina czciła dotąd jako
swego patrona. Święty objawia się kobiecie w anielskiej asyście i nakazuje wyznać
winy władzom w pobliskim mieście. Gdy grzesznica wraz z żandarmami wraca na
miejsce zbrodni, cudownie wskrzeszone przez świętego dzieci wybiegają jej naprzeciw. Ponieważ waga zbrodniczego czynu zostaje w całości unieważniona przez
nadprzyrodzoną interwencję, spójność wizji świata zostaje zachowana, wina sprawczyni zostaje całkowicie zmazana i nie ponosi ona żadnych – ziemskich ani metafizycznych – konsekwencji swego działania. Wytłumaczeniem tego zaskakującego
w kontekście surowej kramarskiej moralności zakończenia jest być może fakt bezpośredniego włączenia się mocy niebieskich w naprawę wyrządzonych krzywd,
przywracające świat do stanu sprzed popełnienia zbrodni. Całość fabuły wywołuje przy tym skojarzenia z historiami biblijnymi – zatrzymaną przez Boga ofiarą Izaaka (Rdz 22, 1–18) oraz ożywieniem przez proroka Eliasza syna wdowy z Sarepty
Sydońskiej (Krl 17, 8–24)112.

4.9.4.3. Wędrowni żebracy
Obok sieroty i wdowy trzecią „uprzywilejowaną” postacią folkloru jest wędrowny żebrak. Stosunek do tej postaci opiera się z jednej strony na wątkach „biblii ludowej”113 opisujących wędrówki Jezusa i Maryi jako żebraków (Zowczak 2013:
327–328), z drugiej zaś na jeszcze dawniejszym prawie gościnności i wizji obcego
jako bóstwa lub boskiego wysłannika (Grochowski 2009: 38–44, Mianecki 2010:
64–65). O ile kilka historii opisuje świętych wędrujących po świecie, obraz Chrystusa lub świętego jako żebraka proszącego o jałmużnę i w ten sposób sprawdzającego ludzkie miłosierdzie jest bardzo rzadki. Udało mi się go odnaleźć w jednym
tekście, zawartym w druku pt. Píseň nová a pravdivá, co se stalo w uherské zemi blíž
Prešpurku v jedné vsi hospodini…, opisującym kary, jakie spadają na chciwą gospo111
Jednoznaczna identyfikacja świętego jest w tym przypadku kłopotliwa. Użyte w tekście
określenie miláček Pána Ježíše odnosić się może do św. Jana Ewangelisty, ale grafika na stronie tytułowej przedstawia Jana Nepomucena, który – zważywszy na jego patronat nad wdowami i sierotami
– wydaje się tu bardziej na miejscu. Może to jednak sugerować „spłynięcie” różnych świętych noszących to samo imię w jedną postać (zob. Baranowski 1970: 103).
112
Warto wspomnieć o podobnym motywie w pieśni hagiograficznej z druku J-677, również
dotyczącej Jana Nepomucena, w której przyszły święty jeszcze za życia ożywia tragicznie zmarłego
syna biednej wdowy.
113
Pojęcie to rozumiem za folklorystą Adrianem Mianeckim (2010: 23) jako „zharmonizowane połączenie wizji świata właściwego chrześcijaństwu i procedur myślowych charakterystycznych dla światopoglądu tradycyjnego”.

⩶ 226 ⩶

�dynię, która odmawia żebrakom jałmużny (tekst był już wspomniany, szerzej przedstawiony zostanie w rozdziale 5.):
Když k ni žebráčkové často chodivali, za svatou almůžnu velice žádali.
Ach nechoďte ke mně milí žebráčkové, já nemám kus chleba celý tejden v domě.
[…]
Když ji rok vycházel ty jeji almužny, přišel k ni stařeček velmi přešedivý.
Za dveřma pak stojí, modlí se velice by mu ale dala jenom jedno vejce.
[Kiedy do niej żebracy często zaglądali, o świętą jałmużnę gorliwie pytali.
Ach żebraczkowie marne u mnie odwiedziny, w domu tydzień nie miałam chleba okruszyny.
[…]
Kiedy takiej jałmużny mijał już rok cały, przyszedł do niej staruszek całkiem posiwiały.
Wielce rozmodlony przed drzwiami jej staje, prosi, by mu dała chociaż jedno jaje].
( J-153)

Przekonanie o nieziemskim charakterze wędrownych dziadów ma swoje korzenie w folklorze oralnym – narracje tego typu stanowiły rodzaj autoreklamy dla
zawodowych żebraków. Słuchacze wierzący, że osoby związane z sacrum mogą chodzić po świecie jako żebracy, nie ryzykowali przepędzenia ze wsi włóczęgi, który
przypominał im podobne historie swoim śpiewem. Sądzę, że niezwykle popularny
w twórczości kramarskiej motyw listu z nieba z napisanym tekstem modlitwy, który następnie może być reprodukowany w druku, stanowi odpowiednik tej strategii, uaktualniony na potrzeby społeczności o większym stopniu piśmienności. Kupno kramarskiej ulotki umożliwia bowiem odbiorcy bezpośredni kontakt z cudem,
opiewanym i potwierdzanym jednocześnie w treści kupowanego druku.

4.9.5. Obrazy władzy – ludowy monarchizm
Dla odbiorców druków kramarskich, podobnie jak dla większości dziewiętnastowiecznych Środkowoeuropejczyków, monarchia była jedynym znanym systemem
władzy i organizacji państwa. Nie powinno zatem dziwić, co podkreśla m.in. antropolog Bohuslav Šalanda, że jako idealny porządek państwa wyobrażali sobie oni
taki, w którym to monarcha był ideałem władcy, nie zaś inne warianty ustroju (1990:
34). Propagowany w pieśni kramarskiej patriotyzm państwowy kazał myśleć o Austrii jako o takim właśnie kraju, a o habsburskim cesarzu jak o doskonałym władcy.
Idealizacja monarchy wynikała z jednej strony z patriarchalnego charakteru tradycyjnej kultury (Šalanda 1990: 49), w której autorytet wieku i symboliczne „ojcostwo” cesarza nad swoim ludem były wystarczającym argumentem zapewniającym
⩶ 227 ⩶

�mu szacunek (por. autorytet wieku na wsi – Pietraszek 1976: 526). Z drugiej strony sakralizacja władzy wyrastała z państwowej propagandy, częściowo zarysowanej
w dwóch poprzednich podrozdziałach. Deklaracje lojalności pojawiały się w drukach kramarskich celowo, jako element gry z cenzurą, oraz nieświadomie, jako powtarzanie utartych schematów i informacji pochodzących z innych źródeł.
Taki obraz był wzmacniany przez brak rzeczywistego kontaktu z najwyższymi
instancjami władzy, ograniczonego – w najlepszym razie – do oglądania z daleka cesarskiego orszaku podczas świąt i publicznych wystąpień (Šalanda 1989: 115–116).
Podobnie jak w przypadku odbiorców innych gatunków twórczości ludowej, także
dla czytelników i słuchaczy pieśni kramarskiej osoba władcy pozostawała maksymalnie oddalona i niedostępna, a wszelkie informacje na jej temat zapośredniczone:
Příslušníci nižších společenských vrstev, kteří mimochodem tvořili většinu obyvatelstva, si sami nemuseli osobu vladaře nikterak idealizovat, nýbrž žili v prostředí, jež jim takový obraz panovníka předkládalo jako samozřejmou a jednou provždy danou věc.
[Przedstawiciele niższych warstw społecznych, stanowiący zresztą większość populacji, sami nie musieli w żaden sposób idealizować osoby monarchy, ponieważ
żyli w środowisku, które taki obraz władcy stawiało jako rzecz oczywistą i daną
raz na zawsze].
(Mikulec 2004: 365)

Wokół osoby cesarza narósł zespół wierzeń i wyobrażeń, które wynosiły go
ponad świat zwykłych śmiertelników, a postać władcy rozpalała wyobraźnię poddanych. Całość tych przekonań określić można mianem naiwnego, czy raczej ludowego monarchizmu, który przejawiał się w sposobie myślenia o najwyższej instancji władzy114:
Panovník byl vždy nejlepší. Kdo vystupuje jako první, má být i nejlepší po všech
stránkách. Panovník představuje i symbol moci představující základ pro nápravu
114

Z często spotykanym określeniem „naiwny monarchizm” polemizuje historyk Jiří Mikulec
(2004: 365), pisząc, że naiwnym jest on jedynie ze współczesnej perspektywy: „[…] Z hlediska barokní společnosti o nic naivního nebo neracionálního nešlo, jako naivní je tento pohled příslušníků
nižších společenských vrstev na panovníka vnímán pouze historiky 19. a částečně i 20. století” [„[…]
z punktu widzenia społeczeństwa baroku nie było to nic naiwnego czy nieracjonalnego, spojrzenie
przedstawicieli niższych warstw społecznych na władcę jest naiwne jedynie w odbiorze historyków
XIX i – częściowo – XX w.”]. Dla człowieka oddzielonego od władcy znacznym dystansem w hierarchii społecznej i w fizycznej przestrzeni, do którego docierały wyłącznie odpowiednio sformułowane treści, idealizowanie władcy było czymś naturalnym.

⩶ 228 ⩶

�křivd a nedostatků. K panovníkovi se lidé obracejí jako k poslední instanci, kde mohou nalézt zastání. Panovník má údajně moc změnit poměry nebo napravit křivdy.
[Władca był zawsze najlepszy. Ten, kto występuje jako pierwszy, musi być najlepszy w każdym aspekcie. Władca stanowi również symbol siły, stanowiący fundament naprawienia krzywd i niedostatków. Do władcy ludzie zwracali się jako do
ostatniej instancji, w której mogli znaleźć podporę. Władca miał posiadać moc, by
zmienić warunki społeczne lub naprawić krzywdy].
(Šalanda 1990: 29)

Taki stosunek do autorytetu cesarza wynikał również z potrzeby sprawiedliwości. Odpowiedzialnością za nierówności społeczne i krzywdy obarczano niższych
urzędników, których działania dotykały lud bezpośrednio, a w przypadku decyzji
dworu – złych doradców (por. Hajduk-Nijakowska 1983: 22–23, Šalanda 1989:
119–120, Kowalska-Lewicka 1999: 149). Odległa władza cesarska była idealizowana do tego stopnia, że uczestnicy buntów chłopskich w wielu krajach podpierali swoją walkę z miejscowymi feudałami autorytetem cesarza. Podobny sposób myślenia towarzyszył m.in. czeskim rebeliom u schyłku XVII w., takim jak powstanie
Chodów115 (por. Mikulec 2004: 363–364).
Zasadniczo władca przedstawiany był w sztuce ludowej w dwóch głównych
rolach – jako zwycięski wódz wojskowy (na wzór bohatera antycznego) i jako mędrzec: sprawiedliwy sędzia i opiekun poddanych (z jednym z wzorców w biblijnym Salomonie). Trzecia wizja władzy – tyran uciskający swoich poddanych, została już krótko przedstawiona w rozdziale poświęconym innowiercom (punkt
4.5.5.), jako że najczęściej dotyczyła wrogiego władcy, często przeciwnika religijnego (Burke 2009: 184–189).
Promowaniu pozytywnego obrazu cesarza pomagały również motywy od stuleci żyjące w opowieściach ludowych, znane m.in. z narracji bajkowych, takie jak
wędrówki króla incognito wśród swoich poddanych, sfingowana śmierć i ukrywanie się sprawiedliwego monarchy, który powróci w momencie największej potrzeby, czy mitologiczne przekonanie o sympatii króla do chłopów i o jego związku
z ziemią (Hajduk-Nijakowska 1983: 229–231) – w Czechach żywe choćby dzięki legendzie dynastycznej o Przemyśle Oraczu, chłopie i zarazem założycielu królewskiego rodu.
115
Chodowie, grupa ludności czesko-bawarskiego pogranicza od średniowiecza ciesząca się
licznymi przywilejami w zamian za służbę królowi czeskiemu, zbuntowali się przeciw uderzającym
w ich prawa rządom niemieckiego rodu arystokratycznego Lamingerów. Rebelianci usiłowali zyskać przychylność cesarza wysyłając w 1692 i 1693 r. delegacje do Wiednia. Powstanie zakończyła
w 1695 r. egzekucja przywódcy buntowników, Jana Koziny.

⩶ 229 ⩶

�Wobec wszystkich wymienionych powyżej czynników, każdy władca darzony był ogromnym kredytem zaufania, który stracić mógł jedynie w wypadku niepodważalnego i kompromitującego go osobiście skandalu (Šalanda 1990: 42–43).
Cesarz niósł szereg boskich cech: podobnie jak chrześcijański Bóg odbierany był
jako sprawiedliwy i współczujący opiekun, odległy, ale czuwający nad biegiem wydarzeń. Nie dysponował jednak boską wszechwiedzą, co stało na drodze do zaprowadzenia sprawiedliwego porządku w państwie:
[…] Kdyby Nejvyšší věděl, co jeho lid říká, okamžitě by zlo vymýtil a život by byl
rázem lepší. Lstiví rádci kolem něho před svým pánem všechno tají, a proto je všude tolik špatností, proto je život tak nesnesitelný, ubohý a nešťastný.
[[…] Gdyby Najwyższy wiedział, co mówi jego lud, momentalnie zniszczyłby zło,
a życie zaraz stałoby się lepsze. Kłamliwi doradcy wokół niego tają wszystko przed
swym panem i dlatego wszędzie jest tyle niegodziwości, dlatego życie jest nieznośne, biedne i nieszczęśliwe].
(Šalanda 1990: 28)

W ludowych narracjach odnajdujemy więc opowieści, które opisują osobiste
starania władcy, by dotrzeć do prawdy. O ile cesarze habsburscy okresu najgorliwszej rekatolizacji nie byli raczej obiektem idealizacji w folklorze, wzorem ludowego „dobrego cesarza” stał się Józef II, uznawany przez ludność wiejską za oswobodziciela od ucisku pańszczyźnianego (por. Kowalska-Lewicka 1999: 151–153).
Cesarz ten stał się bohaterem licznych legend rozpowszechnianych różnymi kanałami, przeznaczonych dla odbiorców z różnych grup społecznych. W jego osobie
skupiały się wszystkie tradycyjne motywy folklorystyczne, m.in. wędrówki incognito po kraju i osobiste pomaganie poddanym – np. popularna opowieść o Józefie II wyręczającym starego chłopa lub biedną wdowę w oraniu pola (Šalanda 1989:
121, Kowalska-Lewicka 1999: 144), czy mesjanistyczne proroctwa o markowanej
śmierci i przyszłym powrocie władcy. Ludowy monarchizm przetrwał na wsiach
do XX w., a za jego transformację uznać można międzywojenny kult prezydenta
Masaryka, a wcześniej cesarzowej Elżbiety, która swoją popularnością wśród poddanych znacznie wyprzedziła małżonka, Franciszka Józefa, stanowiącego w narracjach ludowych raczej obiekt anegdot116 (Šalanda 1989: 125–128).

116
Należy jednak dodać, że stosunek do władzy i władcy nie był jednakowy w folklorze miasta – gdzie częściej bywał podszyty ironią, i wsi – gdzie częściej pozostawał pozytywny (por. Kowalska-Lewicka 1999: 142). Sam Franciszek-Józef I w folklorze wiejskim przejmował nieraz pozytywną legendę Józefa I (Hołda 2008: 159–161).

⩶ 230 ⩶

�Obecność władcy i rodziny cesarskiej w codziennym życiu poddanych ilustrują bardzo częste kramarskie druki modlitewne, w których wśród licznych intencji związanych z najważniejszymi i bliskimi dla odbiorców zagadnieniami, znaleźć można niemal zawsze zwrotkę poświęconą monarsze – np. prośba do Maryi
Křtinskiej z pieśni J-230/J-414/J-535/J-574: „Též Císaře Pána měj v své ochraně,
celý dům rakouský, Tebe žádame” [„Też Cesarza Pana miej w swojej obronie, cały
dom austriacki, prosimy Ciebie”]. Kwestie, w jakich niebiosa mają wesprzeć cesarza, dobrze pokazują jak konstruowany był całościowy obraz władcy. Przykładem
może być pieśń maryjna z druków J-307/J-311 (Píseň k panně Marii), która wymienia dwa główne aspekty cesarskiej działalności – prowadzenie wojen z wrogami Austrii i ojcowską opiekę nad poddanymi, co jest zgodne z przedstawionym powyżej dwupodziałem cesarskiego wizerunku na wodza wojskowego i mądrego ojca:
Vzhlédni z nebe na císaře, našého zeměpána,
vypros mu milost u Boha, ať mu zbraně požehná:
By přemohl nepřátele, potěšil zarmoucené,
by zachoval jeho země, po smrti mu dal nebe.
[Spojrzyj z niebios na cesarza, naszego monarchę,
wyproś mu łaski Boże niech błogosławi mu oręż:
By nieprzyjaciół pokonał, pocieszył strapionych,
by zachował jego ziemie, a po śmierci przyjął w niebie].
( J-307/J-31)

4.9.5.1. Cesarz austriacki a inni władcy
Cesarz w powyżej cytowanych pieśniach nie jest określany imieniem, mają więc
one uniwersalny charakter. Często druki były jednak bardziej precyzyjne i zawierały aktualizowane prośby o pomyślność dla konkretnego monarchy, zwykle w kontekście prowadzonych wojen. Cesarz widziany jest w nich jako uosobienie interesu całej monarchii, a wśród obecnych w korpusie utworów odnaleźć można m.in.
nawiązania do walk z Francją za panowania Franciszka II ( J-432: Pobožná píseň
k Panně Marii Cellenské, všem věrným ctítelům k nábožnému spívání vydaná), czy
wojen 1866 r. ( J-754: Píseň prosebná k Bohu a k panně Marii za šťastné vitězství):
O Maria Cellenská! Ty ochrana všeho,
ach zastaň císaře pána, i celé vojsko jeho,
Kriste dej pomoc všem pánům, vůdce vojska našeho,
císaře pána Františka, ochraň korunu jeho.

⩶ 231 ⩶

�[O Maryjo Celeńska! Tyś obroną wszego,
ach wesprzyj cesarza pana, całe wojsko jego,
Chryste pomoc okaż panom, wodzom wojska naszego,
cesarza pana Franciszka, chroń koronę jego].
( J-432)
Zeměpánu našemu, císaři nábožnému,
Františkovi Jozefovi milovanému
Propůjč vítězství šťastné, jeho armádě krásné,
blaho vládné familijí, habsburgské jasné.
[Monarsze naszemu, cesarzowi pobożnemu,
Franciszkowi Józefowi umiłowanemu
Użycz zwycięstwa szczęsnego, dla wojska jego pięknego,
łaski dla rodu cesarskiego, habsburskiego].
( J-754)

W interesujący sposób aktualną politykę włącza w modlitwę Píseň nová o svatým Janu Sarkandru, wydana w 1723 r., w momencie wprowadzania przez Habsburgów w Królestwie Węgierskim Sankcji Pragmatycznej, zapewniającej tron Marii Teresie wobec braku męskich potomków cesarza Karola VI:
Ochraňuj císaře pána požehnej dům Rakouský,
aby Bůh ráčil potěšít celou Evropu naší,
by císař zplodil dědiče to mužského pohlaví,
na tom záleží nejvíce, aby jej Bůh oslavil.
[Ochraniaj cesarza pana Austrii dom błogosław,
by całą naszą Europę Pan Bóg uradował,
aby cesarz pan dziedzica męskiej płci spłodził,
jest to sprawa najważniejsza, by Bóg go nagrodził].
( J-332)

Zgodnie z ludowymi schematami wyidealizowane przedstawienia władcy nie
dotyczyły jedynie cesarza austriackiego. Również obcy królowie byli ukazywani
zgodnie z przytoczonymi już zasadami, o ile nie przeszkadzała w tym bieżąca sytuacja polityczna (otwarty konflikt danego kraju z Austrią). W pieśni politycznej
pochodzącej z okresu rewolucji francuskiej Velmi pěkná píseň aneb smutné loučení Ludvíka Šestnáctého s Francouzama królem jest zgodnie z prawdą historyczną
Ludwik XVI, przedstawiany tu jako łagodny i dobry dla poddanych ojciec narodu. Sakralna strona władzy monarszej jest w tym przypadku podkreślona wyjąt⩶ 232 ⩶

�kowo mocno przez włączenie do monologu króla wielkopiątkowego improperium
„Ludu, mój ludu”:
O lide můj! Ó lide můj! Co jsem ti učinil?
Nevinnost mou jen ulitůj, zdáž jsem co provinil.
Já spravedliv po všecken čas Boha jsem miloval,
v srdci vždycky jsem slyšel hlas, bych štěstí tvé hledal.
[Ludu mój! Ludu mój! Cóżem ci uczynił?
Nad niewinnością się zlituj, czyżem czymś zawinił.
Jam sprawiedliwie cały czas Boga wiernie kochał,
w sercu głos słyszałem, bym twego szczęścia szukał].
( J-1)

Paralele między idącym na śmierć władcą a Chrystusem widać w kolejnych
zwrotkach, które zapewniają o niedocenianej trosce króla o poddanych oraz o wybaczeniu, jakim Ludwik obdarza swoich katów. W podobny sposób przedstawiany jest Maksymilian Habsburg w drukach J-42 (Pravdivá zpráva o velectihodném
císaři Maxmiliánu, o jeho přetěžké smrti…) i J-215 (Smutná udalost statečného pána
mexikánského císaře Maxmiliana 1). W pierwszym z nich w odniesieniu do zabitego cesarza użyte zostaje m.in. porównanie do baranka prowadzonego na rzeź –
„On nevinný jak beránek, kráčel k popravě” [„On niewinny jak baranek szedł na
egzekucję”], czy wyraźnie kojarząca się z pasją Chrystusa wzmianka o tym, że został on sprzedany – „byl jak zločinec prodaný, k smrti hrozné odsouzen” [„Był jak
złoczyńca sprzedany, na śmierć straszną skazany”]. Maksymilian jest też wielokrotnie określany jako sprawiedliwy ( J-42: spravědlivě chtěl vládnout), miłościwy ( J-42:
přemilostný velký pán) i łagodny ( J-215: dobrotivý pán). Historia obalonego władcy pozwala zawrzeć w pieśni uniwersalną naukę dotyczącą władzy z boskiego namaszczenia i niemoralności występowania przeciwko monarsze:
Bože rač lásku vlíti národům všem do srdce,
by víra svatokřesťanská panovala nejvíce,
uděl pokoj mezi všemi boháči i chudými,
by se nikdy proti svému mocnářovi nezdvihli.
[Boże racz miłość wlać ludom wszystkim w serce,
by wiara święta chrześcijańska panowała wszędzie,
i pokój między wszystkimi bogatymi i biednymi,
by nigdy się przeciw swemu władcy nie burzyli].
( J-42)

⩶ 233 ⩶

�W odniesieniu do folkloru ustnego mówić można o różnej roli władców w bajkach i w legendach – w bajkach król jest nieokreślony, jest figurą spełniającą swoją – zwykle drugoplanową – rolę w fabule. W legendach mowa zawsze o konkretnym monarsze, jest on główną postacią opowieści, a z jego osobą wiązane są motywy
często znane skądinąd i powtarzalne (Šalanda 1989: 115). Podział na teksty bajkowe i podania nie daje się zaaplikować do materiału pieśni kramarskich. W ich
przypadku ma raczej zastosowanie inny mechanizm – teksty (niezależnie od pochodzenia i formy) dotyczące władców austriackich podają zazwyczaj konkretne
imię cesarza (zwłaszcza teksty dotyczące wojen), natomiast teksty opisujące królów obcych pozostawiają ich zazwyczaj bezimiennymi. W rzadkich przypadkach
pojawia się rzeczywiste imię króla lub stereotypowe imię wiązane z władcą danego
kraju. Dla Prus takim władcą stał się Fryderyk Wielki, którego imię pojawiło się już
w przywołanej w punkcie 4.6.1. pieśni dotyczącej wojny 1866 r. ( J-210/J-2411),
a który jako wzór władcy występuje w druku J-1385 (przedruk z komentarzem w:
Scheybal 1990: 136–139) Testament, aneb kšaft prajského krále, będącym adaptacją niemieckiej pieśni o incipicie „Paulus sagte, ich muß sterben”. Król jest w nim
przedstawiany jako skromny i oddany swoim poddanym, nad którymi nie chce się
wywyższać również po śmierci:
Já chci mezi sprostým lidem bez kardy, zbraně usnout,
víc jsem rovně nezasloužil, než aby mohl hryznout
ze mne červ, jako z sedláka, potravu v hrobě zažil,
po mých hnátech sem tam lezouc tělo žerouc se plazil.
[Ja chcę wśród prostego ludu bez warty, broni spać,
na nic nie zasłużyłem, niż by mnie mógł kąsać
robak, tak jak i z chłopa posiłek miał w mym grobie,
po kościach moich tam i sam żarłoczny pełzał sobie].
( J-1385)

Interesujące jest również obecne w czeskim przekładzie napomnienie Prusaków, aby szanowali cesarza Austrii. Można w nim widzieć pouczenie, że wszyscy
władcy są godni szacunku i posłuszeństwa ludu jako rządzący z Bożego nadania,
bez względu na stosunki polityczne między państwami:
Vy nový Wilhelma dětí! Milujte vždy císaře,
totiž Jozefa druhého, té svaté římské říše.
S tím hrdinou se srovnejte, on jak já vás zastane,
když proti vám zlý nepřítel jakýkoliv potáhne.

⩶ 234 ⩶

�[Wy nowe Wilhelma dzieci! Kochajcie zawsze cesarza,
to jest Józefa drugiego, świętego cesarstwa rzymskiego.
Z tym śmiałkiem się pogódźcie, on was jak ja osłoni,
gdy jakiś zły nieprzyjaciel przeciw wam powstanie].
( J-1385)

W przypadku Francji, po okresie wojen napoleońskich miejsce króla w zbiorowej wyobraźni zajmuje Napoleon Bonaparte, którego imię przywoływane jest
przez cały XIX w., zarówno w pieśniach historycznych jak i aktualnych. Te drugie
mogą się odwoływać również do rządów cesarskich Napoleona III, np. J-98 Nová
píseň o pěti zázračných dětěch, které jedna chudá panna na svět přivedla…, w której –
zgodnie z ludowym schematem – milostivý císař Napoleon zostaje ojcem chrzestnym cudownie narodzonych dzieci biednej dziewczyny117.

4.9.5.2. Wizerunki monarchy – odważny wódz i obrońca wiary
Niezależnie od pozornego dążenia do aktualności, wszyscy władcy austriaccy
ukazywani są przez pryzmat dwóch wspomnianych już ról – wodza i „ojca” swojego ludu. Pierwszym z obowiązków cesarza jest więc (często nierozłączne) szerzenie wiary katolickiej i obrona interesu Austrii. Modelowym przykładem są tu
przedstawione już wcześniej szczegółowo wojny z Turcją, które oprócz doraźnych
celów politycznych służyły według propagandy również odbiciu i zabezpieczeniu
świętych miejsc chrześcijaństwa. Fragment poświęcony cesarzowi w tekście Nová
píseň udatného vojáka, který proti tureckému vojsku k kurážnému táhu své spolukamarády vzbuzuje ( J-14) był już cytowany przy okazji opisu Turków jako nieprzyjaciół (4.6.2.). Cesarz Józef II został w nim przedstawiony jako odważny wódz, który
idzie na czele swej armii, nie lękając się kul, co kontrastuje z tchórzliwym zachowaniem tureckiego sułtana. Pieśń opiewa również wymarsz wojsk cesarskich z Wiednia
i towarzyszącą mu rozpacz poddanych, którzy żegnają się z ukochanym monarchą,
nazywanym ojcem. Cesarska modlitwa przed wyruszeniem do boju zostaje w tekście określona jako „narada z Bogiem”:

117
Nie udało mi się odszukać informacji o prawdziwości tego zdarzenia, ale Scheybal (1991)
przedrukowuje w nienumerowanej wkładce ilustracyjnej drzeworyt z druku o pięcioraczkach narodzonych w Montpellier w 1820 r. Zgodność kraju i widoczne na grafice cudowne znaki na ciałach
dzieci pozwalają przypuszczać, że u źródła obu tekstów leży ta sama historia.

⩶ 235 ⩶

�Náš nejvyší mocnář, Jozef Druhý císař, s Bohem radu bral,
svůj meč i své srdce, Boha žádajíce, dřív obětoval.
Jaký pláč naříkání měli věrní poddaní,
když z Vídně odjížděl, by své vojsko viděl, v svém spořádání.
[Nasz najwyższy monarcha, cesarz Józef Drugi Boga się radził,
swój miecz i swe serce, Boga prosząc wielce, jemu ofiarował,
Jakiż płacz i rozpaczanie mieli wierni poddani,
kiedy z Wiednia odjeżdżał, by wojsko zobaczył, uszeregowane].
( J-14)

Podobnie nierozłączne są aspekty religijny i państwowy władzy cesarskiej
w utworze Nová píseň o slavným pánu jenerálu Gedeonu Laudonu, který Bělohrad dobyl:
Jozefa poslouchejme, v Bohu stále doufejme […].
Přitom též chraň dům rakouský, a v boji vypros vítězství,
aby Turek nad námi nezvítězil svou zbrání, věřícími křesťany.
Posilň císaře našého, Jozefa jménem druhého,
Skrze milého syna, Ježíše Krista Pána, buď mu sílná obrana.
[Józefa się słuchajmy, Bogu ciągle ufajmy […].
Chroń przy tym dom austriacki, w walce wyproś zwycięstwo,
aby Turek nad nami, wiernymi chrześcijanami, bronią nie zwyciężył.
Wzmocnij cesarza naszego, a to Józefa drugiego,
Przez twego syna miłego, Jezu Chrysta świętego, bądź mu silną obroną].
( J-13)

Cesarz – mimo podkreślanej przy każdej okazji odwagi i waleczności jest jednocześnie niechętny niepotrzebnemu przelewowi krwi i w przypadku pieśni nowiniarskich opisujących wojny, zwykle to austriacki władca dąży do zawarcia pokoju. Taką informację niesie oznajmująca koniec wojny z Francją (pokój w Lunéville
z 1801 r.) Radostná píseň po obdržení svatého pokoje ( J-547, przedruk w: Scheybal
1990: 158–160). Z tekstu wynika ponadto, że to cesarz jest osobiście odpowiedzialny za zwycięstwo i podpisanie pokoju, i to on ogłasza go poddanym:
Císař pán milostivý nařídil hned v tu chvíli,
pokoj lidu ohlásiti, jenž jest dychtivý,
by se každý radoval, Pánu Bohu děkoval,
že naši vlast od nepřátel šťastně zachoval.

⩶ 236 ⩶

�[Cesarz pan łaskawy rozkazał w tej chwili,
pokój ludziom ogłosić, za którym tęsknili,
by się każdy radował, Panu Bogu dziękował,
że nasz kraj od nieprzyjaciół szczęśliwie zachował].
( J-547)

Względami humanitarnymi tłumaczony jest także pokój zawarty przez Franciszka Józefa po przegranej wojnie z Prusami (choć sama wojna nie jest w tekście
jednoznacznie przedstawiona jako porażka) w pieśni Nová píseň o ukrutným boji
Rakouska proti Prusům v Čechách […] tež poražka Prusů u Vídně:
Pan cisař rakusky vždycky pravi,
Já nechci byt vinu tejto krvi,
Žada pokoj, pojednani,
Ať neslyši smutne nařikani.

[Pan cesarz austriacki zawsze mówi,
Nie chcę być winien przelewu tej krwi,
Pragnie zgody, pojednania,
By nie słyszał rozpaczania].
( J-2411)

Zgodnie z przekonaniem o wadze osobistej interwencji władcy, naprawiającej błędy podległych mu urzędników, wiele tekstów opisujących wojny wymienia cesarską wizytację jako znak, że zdarzenia w kraju zaszły za daleko i wymagają przywrócenia porządku. Nová píseň aneb žálostný příběh který se díl při prohrání
Košutovém ( J-1001) opisuje podróż cesarza na Węgry, którą można w myśl pierwszych wersów cytowanego fragmentu interpretować dwojako: władca jako genialny
wódz jedzie zakończyć konflikt zbrojnie, lub jako mądry polityk wypracuje pokojowe rozwiązanie konfliktu. Bez wątpienia podkreślane jest poszanowanie cesarza
dla ofiarności zwykłych żołnierzy, wyraźna jest również religijna interpretacja wydarzeń historycznych – wojna widziana jest jako kara za grzechy, którą powstrzymać może modlitwa:
Sam milost císař pan do Uher pospěchal
aby strašné vojně již konec udělal.
Když u Peštu císař pan k armádě přijel
jak plezirovaného moc vojska viděl.
Jeden křičí Ježíš Maria kamaráde
pro pět rán Ježíše poď vraz pagnet do mě.
Císař sám tu z koně hnedky dolů stoupil
a svůj kord vytahl do země ho vrazil.

⩶ 237 ⩶

�A z hlavy svůj klobouk na ten kord pověsil
na kolena padl skroušně se modlil.
Ach Kriste Ježíši chtěj mě uslyšeti
na tou nevinou krev nechtěj se divati.
Sam otec císař pan ty mrtvé požehnal
a na koně sedl k armádě pospíchal.
Tak milost císař pan armádě pefel dal
modleme se všichni neb je to trest na nás.
[Łaskawy cesarz pan na Węgry pośpieszył
by sam tę straszną wojnę wreszcie zakończył.
Gdy pod Pesztem cesarz pan z wojskiem się spotkał
ilu tam poranionych żołnierzy zobaczył.
Jeden krzyczy Jezus Maria towarzyszu
na pięć ran Chrystusa dobij mnie bagnetem.
Cesarz sam z konia zaraz na dół skoczył
szpadę swą wyciągnął i w ziemię ją wbił.
Z głowy zdjął kapelusz na szpadzie powiesił
na kolana upadł pokornie się modlił.
Ach Jezu Chryste zechciej mnie usłyszeć
na tę krew niewinną nie chciej dłużej patrzeć.
Sam ojciec cesarz pan martwym błogosławił
na konia wsiadł i ku wojsku pośpieszył.
Dlatego cesarz pan wojsku befel dał
módlmy się wszyscy bo to kara dla nas].
( J-1001)

Cesarz ukazany jest w chwili modlitwy za poległych również w tekście Nová
píseň o krutém boji Rakouska proti Prusům v Čechách… ( J-210) i jego nieco dłuższym wariancie Nová píseň o ukrutným boji Rakouska proti Prusům v Čechách […]
tež poražka Prusů u Vídně ( J-2411), co z jednej strony wskazuje na jego głęboką religijność, a z drugiej na troskę o poddanych:
Císař pan zvolal k Bohu otci,
Bože kde jsou moji bojovníci,
Kteři jak lvi bojovali,
A v náhlosti život dokonali.

[Cesarz pan zawołał ku Bogu ojcu,
Boże, gdzie są moi wojownicy,
Którzy jak lwy wojowali,
A nagle życia dokonali].
( J-210/J-2411)

⩶ 238 ⩶

�Obraz cesarskiej modlitwy odnaleźć można także w tekstach religijnych,
np. licznych wydaniach pieśni maryjnej zaczynającej się słowami „Ze všech nejkrásnější já milou mám…” (np. J-249/J-261: Vroucná píseň o Panně Marii, J-913:
Píseň složená ku větší chvále Panně Marii), która w swoiście demokratyczny sposób przedstawia Maryję jako ulubioną świętą zarówno cesarza i arystokratów, jak
i zwykłych mieszkańców państwa Habsburgów, co prowadzi do refleksji zawartej w ostatnim punkcie niniejszego rozdziału, że wobec sacrum wszyscy ludzie
są równi.
Troskę władcy o stosunki w państwie, widziane przez pryzmat służby wojskowej, wyczytać można ponadto z dwóch interesujących druków opisujących zmiany w systemie rekrutacji do habsburskiej armii (wprowadzenie powszechnego poboru w miejsce względnie dobrowolnego werbunku). Teksty Píseň nová o nynějších
sedlských časech ( J-183) i Krátochvilná píseň o veselém rekrutirování ( J-5/J-1218)
chwalą decyzje władz, jako zrównujące bogatych i biednych, a tym drugim oferujące szansę godziwego zarobku. Pieśni te, gorzko wspominające dawne porządki,
to teksty najbliższe otwartej krytyce społecznej, jakie odnaleźć można w badanym
korpusie. Zwracają one bowiem uwagę na problemy ludu, ale krytykę warstw uprzywilejowanych łączą z poparciem dla polityki cesarskiej:
Jaké nastalo nové řizení, že musíme jit na vojnu všichní,
jak bohatý tak žebrák, nevymluví se sedlák.
Již ty časy jsou vám uplynuly, když jste vaše syny ukryvali,
za sedlaka šel žebrák, za něj svou krev vylejvat.
[Przyszło nam nowe pisanie, każdemu do wojska wezwanie,
bogacz tak samo jak żebrak, nie wykpi się gospodarz.
Już się te czasy skończyły, kiedyście synów swoich kryli,
za gospodarza szedł żebrak, za niego krew wylewać].
( J-138)
Než tam přišli dva bohatí, chudých bylo jako smetí,
musím říc veřejně: bohatí zde hodují, chudí za ně bojují
[…]
Teď to není takové, jak bohatí, tak chudí,
musejí na vojnu jíti, udatně svou vlast hájiti, neb již jest to tudy.
[Zanim przyszło dwóch bogatych, biednych było tam bez liku,
muszę to powiedzieć głośno: bogaci się tu bawią, biedni za nich wojują
[…]

⩶ 239 ⩶

�Teraz jest już inaczej, i biedni, i bogacze,
muszą do wojska iść, ojczyzny swojej bronić, tak to już zrobiono].
( J-5/J-1218)

Opiekunem ubogich w takiej interpretacji staje się sam cesarz jako wódz wojska i jako osoba decydująca o działaniu państwa:
Nežli bych byl takovým sedlákem, lepší mně byt tu chvili vojákem,
císař se o mně stará, žadnou bidu mně nedá.
Chodim sobě jako křida bílý, vyložení mám pěkný,
jménuj jaky chceš, císař pán mne vyplaci, v kursu střibrnou minci.
Chleb dostanu, tabak laciný mám, kontribuci císaři nedávám,
na robotu nejezdím, v hospodě si posedim.
[Zamiast gospodarzem takim, wolę być w tych czasach wojakiem,
cesarz się o mnie troszczy, zła do mnie nie dopuści.
Chodzę sobie jak kreda biały, wyłogi mam wspaniałe,
jakie tylko chcesz, cesarz pan mi srebrem płaci, moneta ceny nie traci.
Chleb dostanę, tytoń tanio kupię, kontrybucji cesarskich nie płacę,
z pańszczyzną się nie biedzę, za to w karczmie sobie siedzę].
( J-138)

4.9.5.3. Wizerunki monarchy –
ojciec poddanych i sprawiedliwy sędzia
Ojcowska funkcja cesarza poza kontekstem militarnym przejawia się w znacznie
bardziej różnorodnej puli tekstów. Widać to zarówno na płaszczyźnie językowej –
do cytowanych już fragmentów określających cesarza słowem otec czy epitetami otec
vlasti, otec laskavý dodać można fragment poświęcony powstaniu w Mediolanie zawarty w druku Velmi příkladná píseň našem milým vlastencům věnované od Ftáčka,
w którym powtarza się, znane już z punktu 4.9.5.1., oskarżenie niewiernych poddanych o niedocenianie dobrych intencji władcy:
Vzdychal císař pán žalostně nad celou Italii,
když tam všechny jeho dítky proti otci jednají,
a on jako otec vlasti dobrotu jim zvěstoval,
že jest svět ďáblem posedlý nikdy se neponadal.

⩶ 240 ⩶

�[Wzdychał cesarz pan z żalem nad całą Italią,
że wszystkie jego dziatki ojcu się sprzeciwiają.
Sam jako ojciec ojczyzny łagodność im ogłaszał,
że świat diabeł opętał, nawet nie przypuszczał].
( J-2113)

Władca karząc swoich wrogów, pochyla się nad problemami wiernych mu poddanych, czego przykład stanowił cytowany w punkcie 4.6.3. tekst dotyczący powstania w Galicji ( J-1023/J-1774), informujący o pomocy dla cierpiących głód Polaków.
Problemem znacznie powszechniejszym niż bunty i konflikty zbrojne były jednak
klęski żywiołowe, nieurodzaj i katastrofy. Należały one do codziennego doświadczenia ludzi XVIII i początku XIX w. i to w tym kontekście najpełniej realizuje
się stereotyp cesarza-gospodarza i opiekuna. Pieśni podejmujące te tematy opisują
zarówno systemową pomoc, jak i jednostkowe interwencje monarchy. Nová píseň
když nedostatek chleba k očekávání jest ( J-1289) chwali więc władcę za organizację
systemu spichlerzy i pożyczek ziarna pod zasiew: „Vzdejme čest a chválu naši vrchnosti, že jest v zásobě obilí dosti, / že o své poddany věrně pečuje, obilí nám půjčuje” [„Oddajmy cześć i chwałę naszej zwierzchności, że jest w rezerwie zboża dosyć,
/ że o swoich poddanych wiernie się troszczy, zboże nam pożyczy”].
Druk Nowá Píseń o zkáze Města a Chrámu Maryecell zawiera z kolei opartą
na faktach opowieść o pożarze miasta Mariazell w listopadzie 1827 r. Tym razem
cesarz obecny jest na miejscu zdarzenia osobiście i to w jego usta kramarski autor
włożył porównania do ojca troszczącego się o poddanych-dzieci:
Když přišel před ten chrám Páně,
Padl na svá kolena
Slzy mu z očí kapaly,
Ríkal: Zdrávas Marya!

[Gdy przyszedł pod ten dom Boży,
Upadł na kolana
Łzy mu z oczu płynęły,
Mówił: Zdrowaś Maryja!]

Nermuťte se moje děti,
Přestaňte již plakati
Já jakožto věrný otec
Chci se o vás starati.

[Nie martwcie się moje dzieci,
Przestańcie już płakać
Chcę się wami jak ojciec
Wiernie opiekować].
( J-529)

Monarcha wzrusza się również losem pokrzywdzonych przez powódź mieszkańców Budy i Pesztu w pieśni J-1322: „Ten sám nejosvícenější císař Ferdinand
nynější, s palatýnem zaplakal, / oni ho hnedky prosili, by jim nějakou pomoc dal”
⩶ 241 ⩶

�[„Ten sam jaśnie oświecony cesarz Ferdynand obecny, z palatynem zapłakał, / oni
go wnet poprosili, by im jakąś pomoc dał”].
Cesarz pochyla się także nad jednostkowymi sprawami, jak w druku J-181,
Nová píseň o přehrozném mordu, který se […] v hlavním městě Vídni vykonal, gdzie
osobiście angażuje się w rozwiązanie sprawy popełnionego w Wiedniu morderstwa.
Władca wyznacza nagrodę za schwytanie sprawcy i – zgodnie ze znanym już schematem podkreślającym jego pobożność – modli się wraz z dworzanami za duszę
ofiary. Także w druku J-91, Příběh který se stal w turecké zemi o přezbožných raubiřích, cesarz szczodrze obdarowuje bohatera, który przyczynił się do rozbicia szajki rozbójników118: „Toho Manoše císař pan štedře obdaroval, / že mu troje krásné
panství co si vyvolil dal” [„Tego Manoša cesarz pan hojnie obdarował, / że mu trzy
piękne majątki które wybrał dał”].
Powyższe przykłady, choć bez wątpienie idealizują monarchę, prezentują go
jako działającego oficjalnie i z pozycji autorytetu. Z folkloru ustnego znamy jednak
bogatą grupę opowieści o władcy działającym z ukrycia, co pozwala zatrzeć granicę między „swoim” (ubogim chłopem) a „obcym” (cesarzem):
Ve světovém folklóru jsou frekventováná podání o tom, jak panovník inkognito navštěvuje své poddané. Demokratické prvky panovníka vystihuje i to, že se sníží ze
svého důstojného úřadu a chodí v přestrojení mezi lid.
[W światowym folklorze częste są legendy o tym, jak władca incognito odwiedza
swoich poddanych. Demokratyczne cechy przypisywane władcy wyraża również to,
że zniża się ze swojego wysokiego stanowiska i wchodzi między lud w przebraniu].
(Šalanda 1989: 123)

W tym przypadku nie sposób nie zauważyć paraleli między opowieściami o władcy wędrującym incognito, a legendami religijnymi o ziemskich wędrówkach Boga
i świętych, jest to więc dalszy przykład idealizacji zbliżającej monarchę do reprezentantów sfery sacrum (Hajduk-Nijakowska 1983: 228–229). W analizowanych drukach kramarskich nie natrafiłem na historie o najpopularniejszym czeskim monarsze ukazywanym w ten sposób – Józefie II, ale wariant znanego motywu bajkowego,
w którym król zostaje kumem biedaka (T750G, por. Hajduk-Nijakowska 1983:
90–91, Kowalska-Lewicka 1999: 143–144) pojawia się w odniesieniu do władcy
obcego. Druk J-1061: Pravdivý příběh který se stal v ruské zemi blíže města Moškvy
zawiera opowieść o ubogim parobku Pavle, którego chałupę odwiedza przebrany
118

Akcja lokalizowana jest co prawda w okolicy Belgradu w zemi turecké, ale tekst nie przywiązuje większej wagi do realiów i mowa w nim o bliżej nieokreślonym cesarzu, nie zaś tureckim sułtanie.

⩶ 242 ⩶

�car (określany w tekście jako ruský císař). W zamian za nocleg i skromną, ale szczerą gościnę, wędrowiec zobowiązuje się przyprowadzić wkrótce bogatych chrzestnych dla nowo narodzonego syna swego gospodarza. Dziecka do chrztu nie chce
bowiem trzymać bogaty sąsiad Kudriš119, ponieważ Pavel jest u niego zadłużony.
Gdy dzień po odejściu tajemniczego gościa wściekły Kudriš odbiera córce Pavla
złoty krzyżyk na konto długu jej ojca, do wsi wjeżdża cesarski orszak. Władca hojnie nagradza swego gospodarza, zgodnie z mechanizmami bajki powierzając mu
władzę nad całą wsią i odwracając dotychczasowe stosunki biednych i bogatych,
dotrzymuje również obietnicy i staje się ojcem chrzestnym chłopskiego dziecka:
„Císař řekl: toto dítě bude mít jméno moje, protože mu za kmotra stál a to ruský
císař sám” [„Cesarz rzekł: to pacholę będzie mieć moje imię, bowiem mu za kuma
stał rosyjski cesarz sam”].

4.9.6. Władza cesarska a „inne władze” – kondycja
człowieka i obcość w ujęciu metafizycznym
Wymienione typowe postaci występujące w twórczości kramarskiej tworzą porządek świata ludzkiego o najbardziej uniwersalnym charakterze – władca, biedacy
i osoby należące do różnych klas społecznych występują zarówno w tekstach dotyczących realiów czeskich jak i innych krajów czy innych religii. W ramach tych kategorii w pewien sposób uprzywilejowane są osoby z samego dołu i samego szczytu hierarchii – zarówno sieroty, wdowy i żebracy, jak i cesarz znajdują się najbliżej
sacrum, z którego namaszczenia działają w świecie śmiertelników. Ubodzy jako wysłannicy Boga, świętych lub zmarłych, pośredniczący w kontakcie z rzeczywistością nadprzyrodzoną, cesarz zaś (a w mniejszym stopniu kler katolicki – w tekstach
obecny marginalnie, ale zawsze przedstawiany w dobrym świetle) jako osoby konstytuujące boski porządek, przeciw któremu nie należy występować. Chrześcijańska legitymizacja wszelkiej władzy jako pochodzącej od Boga sprawia, że sprzeciw
wobec władcy jest buntem przeciw boskiemu porządkowi (Roux 1998: 227–228).
Jako symbol metafizycznego porządku władca niesie nadludzkie cechy (Sznajderman 1997: 125), ale od stwórcy odróżnia go jednak brak boskich atrybutów – jest
potężny, ale nie wszechmocny, brak mu wszechwiedzy, jest również śmiertelnikiem
jak każdy człowiek. Analogia Bóg-władca działa w obu kierunkach, co pokazuje
119
Interesujące – i świadczące o wzajemnym zapożyczaniu z różnych tekstów kramarskich –
jest tu ponowne wykorzystanie tego samego nazwiska dla bohatera mieszkającego w Rosji. Nazwisko Kudrišek nosili pogański bogacz i jego nawrócony syn z cytowanej w punktach 4.5.2. i 4.5.4.
pieśni J-35/J-1843.

⩶ 243 ⩶

�przedstawiony w kolejnym rozdziale wizerunek odległego Boga: obaj działają w świecie głównie przez pośredników – otwarte interwencje są wyjątkami (dlatego teksty
na ich temat są interesujące), ale w szerszym ujęciu potwierdzają one jedynie regułę.
Porównanie antropolożki Moniki Sznajderman, w myśl którego, jeżeli Bóg jest
królem, cały kosmos widzieć należy jako podległe mu państwo (1997: 126), proponuję rozszerzyć z Boga na wszystkie pozytywne moce sacrum. Wówczas można
stwierdzić, że tak jak niekompetentni pośrednicy sprawiają, że władza dobrego cesarza nie zawsze przynosi dobre skutki, tak człowiek jako „pośrednik” wcielający
w życie objawiony w religii katolickiej boski porządek często działa niekompetentnie i jest winny cierpieniom i krzywdzie na ziemi.
Niezależnie od miejsca zajmowanego w hierarchii społecznej, elementem ludzkiej kondycji jest poczucie niepokoju i braku, na które odpowiedzieć może wyłącznie
kontakt z porządkiem nadprzyrodzonym. Cytowane już we wcześniejszych punktach tego podrozdziału pieśni opisujące postaci wypełniające konkretne role społeczne zawierają wiele wzmianek o trwale związanym z ziemską egzystencją niezaspokojeniu i równości wszystkich ludzi wobec spraw ostatecznych. Druk J-112,
Nová píseň o přehrozném zázraku, jednoho děvčátka, které 200 dní nic nejedlo… jasno stwierdza, że nikt na świecie nie może być zupełnie szczęśliwy: „[…] ale v světě
jak se vidí, žádný nejni spokojený, / sedlák, řemeslník a pán, stavové ba ani král”
[„[…] lecz na świecie jak widać, nikt pełni szczęścia nie ma, / wieśniak, rzemieślnik i pan, możni ani król sam”]. Przypomina to wizję niepełności świata zawartą
w druku J-734, Nábožná píseň pod názvem touha po vlasti nebeské, szukającym ojczyzny człowieka w niebie.
Śmierć widziana jest jako ostateczne wyrównanie statusu wszystkich ludzi, niezależnie od zajmowanej za życia pozycji i wpływów. Jak głosi pierwsza z pieśni zawartych w jednym z najstarszych w przerowskim zbiorze druków, zatytułowanym
Písničky velmi pobožné, kteréž vedou hřišního člověka k pobožnému životu:
Všech věcí smrt nasycení, života činí ztracení
zbaví člověka radosti, psoty, bídy, vší žalosti.
I ten chudáček nemocný, nejsa v světě slavný, vzáctný,
trpí od mocných bezpráví, všeho toho konec zbaví.
[Wszech rzeczy śmierć nasycenie, znaczy życia zatracenie
pozbawi człowieka radości, biedy, nędzy, wszech żałości.
Nawet chory biedaczyna, który w świecie sławy nie ma,
od silnych cierpi bezprawie, wszystkiego go kres pozbawi].
( J-361)

⩶ 244 ⩶

�Podobne wanitatywne obrazy pojawiały się w tekstach wielokrotnie przez kolejne dwa stulecia. Utwór Píseň o živobytí člověka, posługuje się licznymi kontrastami, opisując ludzi różnych profesji i stanów leżących na jednym cmentarzu:
Tento hrob jest živý obraz naši spráchnělivosti,
v něm spočívá král i žebrák, maličký v své velikosti.
[…]
Ten, jenž chléb svůj v slzích smáčel, zbaven jest tam soužení,
tu leží chudý s bohatým, podle sebe složeni.
Nechtěj mít na světě slávu, neb víš, že jsi prach a popel,
přikreje tvůj hrobek tráva, to jest tvůj jistý ortel.
[Grób ten jest obrazem żywnym naszej spróchniałości,
spoczywa w nim król i żebrak, mały w swej wielkości.
[…]
Ten, kto chleb swój łzami zraszał, męki tam nie czuje,
tu leżą biedak z bogaczem, złożeni obok siebie.
Nie goń w świecie za sławą, wiesz wszak, żeś popiół i proch,
grób twój trawa przykryje, oto twój pewny wyrok].
( J-213)

Dla najuboższych śmierć przedstawiana jest jako koniec cierpień w świecie
doczesnym. Widmo czekającego na wszystkich końca służy jako kolejny element
utrwalający zastany ład społeczny, skoro bowiem śmierć zrówna wszystkich, nie
warto walczyć o pozycję za życia. Nie tylko bogactwo, ale także przynależność do
wymienionych grup uprzywilejowanych w kontakcie z sacrum nie wpływają na
ostateczną sytuację śmiertelników, co dobitnie pokazuje Píseň o smrti, všem k rozjímání na světlo vydaná ( J-328/J-1518), przywołując samego papieża, oraz Nová
píseň jenž představuje moc smrti nad jedným každým člověkem ( J-379), w której wymienione zostają dzieci (obraz ten przenieść można na opisane wcześniej sieroty):
Na můj rozkaz pápež římský klade dolu infulu,
císařové a králové kladou z hlavy korunu.
[Na mój rozkaz papież rzymski odłoży swą infułę,
cesarze i królowie z głowy zdejmą koronę].
( J-328, J-1518)
Netrpí papeži, ani císářovi, povolá knížete, zemana hraběte, před sebe.
[…]
Povolá sedláka, pastýře žebráka, i ty malé dítky, jako vonné kvítky, též bére.

⩶ 245 ⩶

�[Nie służy papieżowi, ani cesarzowi, wezwie przed siebie księcia, włościanina, hrabiego.
[…]
Wezwie rolnika, pasterza żebraka, nawet małe dziatki, niby wonne kwiatki, zabierze].
( J-379)

Pocieszeniem, ale i przestrogą dla grzeszników jest informacja, że śmierć stanowi jedynie element wyższego porządku i podlega Bogu, który wszystkich ludzi sądzić będzie według swoich kryteriów niezależnie od ich pozycji i majątku w świecie.
Jedynie Boga jako gwaranta zbawienia wymienia eschatologiczny Zpěv o hrobníkovi:
Na krchově zdám se býti, panovitým vládařem,
nebo mne se podrobíti, musí žebrák s mocnářem,
žádný nemůže se skryti, před smrti a hrobářem.
Tolikeré jsou zde stavy, rozličného umění,
každý doufal dle své hlavy, naleznouti spasení,
žádný je zde nerozsoudí, nežli Bůh sám na nebi.
Lopata mně z ruky padá, obě nohy klesají,
rejč můj farář odevzdává novému hrobníkovi,
ouve! ouve! co se stává, beru svoje skončení.
[Na cmentarzu ja się czuję, panem samowładcą,
bo mnie się musi poddać, żebrak z mocnym monarchą,
nikt się ukryć nie może, przed grabarzem i śmiercią.
Tu ludzie różnych stanów, różnego uzdolnienia,
każdy w swój rozum ufny, sam szukał zbawienia,
nikt ich tu nie osądzi, jeno sam Bóg w niebie.
Łopata z rąk mi wypada, łamią się nogi obie,
motykę moją proboszcz daje nowemu grabarzowi,
biada! biada! cóż się dzieje, znalazłem swój koniec].
( J-1778)

Sama śmierć, obecna w antropomorfizowanej postaci w tekście Píseň přikladná o pyšným mládenci […], deklaruje, że jest jedynie wykonawczynią Bożej woli:
Neb já činím poručenství Boha svrchovaného,
nemysli si že já dělám, co proti vůli jeho,
koho mně Bůh zaznamená, nechť on se kde přesková,
třebas on kraj světa utek, má šipka ho vyhledá.

⩶ 246 ⩶

�[Bowiem czynię poruczenia Boga najwyższego,
nie myśl że robić mogę, coś wbrew woli jego,
kogo mi Bóg wskaże, nawet gdy się skryje,
choćby na kraj świata uciekł, ma strzała go nie minie].
( J-134/J-152)

Wizji Boga, jego udziału w wydarzeniach na świecie, aktywności boskich pośredników i narzędziom metafizycznej sprawiedliwości poświęcony jest ostatni rozdział niniejszej książki.

⩶ 247 ⩶

��porządek
5 Kramarski
wertykalny porządek świata

5.1. Teksty kramarskie o tematyce religijnej –
uwagi ogólne
Jak wspomniano w poprzednich rozdziałach, granica między tekstami świeckimi
a religijnymi drukowanymi w postaci jarmarcznych ulotek jest możliwa do wyznaczenia głównie na podstawie gatunku, a więc funkcji tekstu. Wśród wierszowanych
utworów religijnych, które pojawiają się w drukach kramarskich, da się wyróżnić
dwa zasadnicze typy pieśni, a mianowicie pieśni kontemplacyjno-modlitewne oraz
pieśni narracyjne (Grochowski 2007: 29), w których przypadku granica między
tekstem świeckim a religijnym jest szczególnie płynna. Przyjmując taką klasyfikację,
należy zatem pamiętać, że wszelkie proponowane przez badaczy podziały są prawdopodobnie wtórne wobec sposobu funkcjonowania tekstów w okresie ich popularności1. Choć przewaga jednego z elementów pieśni jest zazwyczaj wyraźna, to
elementy narracyjne bywają obecne w modlitwach, a wstawki modlitewne (prośby o Boże zmiłowanie i zachęty do poprawy moralnej) niemal zawsze pojawiają się
w tekstach narracyjnych jako zamknięcie opisywanej historii. Ponadto niektóre
druki zawierające teksty narracyjne bywają uzupełnione jedno- lub dwustronicową modlitwą dodaną na końcu publikacji. Mając na względzie wymienione kwestie, za podstawowy materiał do analizy uznaję druki narracyjne, ale uwzględniam
w niej również modlitwy, traktując je jako źródło pomocnicze.

1
Świadomość różnic w temacie i formie tekstów przejawiała się niewątpliwie w sposobie ich
prezentacji i reklamy – pieśni religijne nie były śpiewane przy tablicy, ponieważ bardziej rozrywkowe sposoby reklamy były zarezerwowane dla druków świeckich (Beneš 1995: 181). O stosowanym
czasem tematycznym porządkowaniu druków przez odbiorców świadczą również niektóre zachowane špalíčki.

⩶ 249 ⩶

�5.2. Motywacja religijna
w tekstach kramarskich
Światopogląd religijny, oparty na popularnych adaptacjach wiary chrześcijańskiej,
obecny jest niemal we wszystkich tekstach, przynajmniej w formie otwierającej
pieśń inwokacji lub końcowego pouczenia moralnego. W przypadku tekstów narracyjnych, światopogląd religijny i motywacje świeckie idą w parze, wspólnie budując obraz świata oparty zarówno na naukach rzymskiego katolicyzmu (oficjalnych i przenikających z wyższych warstw społeczeństwa szczególnie intensywnie
od czasów rekatolizacji), jak i przeżytkach dawniejszych systemów wierzeniowych.
W przypadku czeskim religijne opisanie świata po rekatolizacji tworzyły nakładające
się na siebie religijność ludowa (zbožnost lidová) i religijność elitarna (zbožnost elit):
Současně se barokní zbožnost obvykle člení s přihlédnutím k prostředí, v němž je
studována, na zbožnost lidovou a zbožnost elit. Ta první, charakteristická pro široké vrstvy nevzdělaného venkovského obyvatelstva, propojovala katolický náboženský život se složkami kosmologicko-přírodního magického systému, které církev
v průběhu staletí akceptovala a začlenila do svých rituálů […].
[Współcześnie religijność barokową dzieli się zazwyczaj z uwagi na środowisko,
w którym jest badana, na religijność ludową i religijność elit. Ta pierwsza, charakterystyczna dla szerokich warstw niewykształconego społeczeństwa wiejskiego, łączyła katolickie życie religijne z elementami kosmologiczno-przyrodniczego systemu magicznego, które Kościół przez stulecia istnienia zaakceptował i włączył do
swoich rytuałów […]].
(Mikulec 2013: 28–29)

Choć ze względu na cenzurę w tekstach raczej nieobecne są treści jawnie
sprzeczne z oficjalnymi naukami Kościoła, elementy dawniejszych wierzeń pozostają obecne w całościowej konstrukcji świata. Konserwatyzm i powielanie ustalonych schematów jest w przypadku druków o tematyce religijnej jeszcze silniejsze
niż w tekstach świeckich (Beneš 1995: 181). Pomimo często rozrywkowo-sensacyjnego ujęcia tematu i komercyjnego charakteru druków z pewnością nie należy
umniejszać ich wpływu na kształtowanie światopoglądu odbiorców. Słowa, które filozof i historyk religii Mircea Eliade odnosi do religijnego folkloru w ogóle,
odnoszą się zatem również do pieśni kramarskiej: „[…] owe mity i legendy z pewnością nie stanowiły tematów filozoficznych ani teologicznych. Ale też nie można powiedzieć, jakoby były one dla nich [odbiorców] jedynie rozrywką służącą do
zabicia czasu. Folklor religijny zawiera zawsze pewną naukę” (Eliade 2017: 190).
⩶ 250 ⩶

�Wykonawca (autor) pieśni i społeczność jej odbiorców należeli do tej samej
grupy społecznej i posiadali te same podstawy światopoglądu. Pieśni posługiwały się zatem wątkami i schematami powszechnie znanymi, odtwarzały i podtrzymywały istniejącą wizję świata, jedynie niekiedy uzupełniając ją o nowe elementy
(zob. Beneš 1995: 181). Wizja świata przedstawiana w tekstach pieśni kramarskich,
a więc również jego „mapa”, rozciąga się w dwóch kierunkach. Całość świata, obejmująca jego trzy poziomy – niebiosa, ziemię i krainy podziemne – zorganizowana jest według hierarchicznie uporządkowanej osi wertykalnej, z Bogiem-Stwórcą
zasiadającym w niebiosach na szczycie hierarchii i przynależnym diabłu piekłem
znajdującym się na jej spodzie. Ten kierunek porządkowania świata przypisany jest
wyraźnie do motywacji religijnej (po części starszej niż chrześcijańska, ale przez
chrześcijaństwo przyjętej i uzupełnionej; por. też trójpoziomowy podział kosmosu w opracowaniach, np. SSiSL I-I 1996: 86–87, Szyjewski 2003: 69–73, Eliade
2017: 62–66). Świat dostępny zwykłemu ludzkiemu poznaniu obejmuje wydarzenia rozgrywające się na środkowym poziomie, jego organizacji można zatem przyglądać się również w płaszczyźnie horyzontalnej2, której opisowi poświęcone były
fragmenty poprzedniego rozdziału pracy.
Teksty kramarskie przekazują opisy interakcji niebios i podziemi ze światem
ludzkim, jednak opisy rzeczywistości tych krain są obecne w bardzo ograniczonym zakresie. Wizje hierofanii nie służą raczej przedstawieniu rzeczywistości pozazmysłowej. Przede wszystkim zamykają one wątki rozgrywające się w realistycznym kontekście. Poza nielicznymi wyjątkami, w pieśniach kramarskich brak opisu
zaświatów, nagrody dla sprawiedliwych w niebie czy kar piekielnych, znanych z innych gatunków twórczości ludowej (przede wszystkim pieśni dziadowskiej lub
pism stricte religijnych; por. Michajłowa 2010: 168–193). Wiedza o pośmiertnym losie bohaterów pieśni przypisywana jest często wyłącznie Bogu, stosunkowo częste jest np. sformułowanie mówiące, że tylko Jezus wie, co się stało z ukaranymi grzesznikami. W przypadku pieśni kramarskich moce niebieskie i piekielne
wkraczają w świat śmiertelników na chwilę, w momencie wymierzenia sprawiedliwości, ukarania zła, dopisania puenty do inaczej nierozwiązanej historii. Porządek
2

Zgodnie z niektórymi tekstami religijnymi również zaświaty można by rozrysować w płaszczyźnie poziomej, tworząc ich szczegółową topografię, umieszczającą w konkretnych miejscach poszczególne elementy niebios i piekła (kręgi piekielne itp.). Zaświaty – w myśl barokowej teologii –
składają się nie tylko z symetrycznie sobie odpowiadających nieba i piekła, ale także z czyśćca i tzw.
limbus puerorum, w którym przebywają dusze nieochrzczonych dzieci (zob. Mikulec 2013: 237).
Także wyobraźnia ludowa precyzuje strukturalny układ niebios i piekła (por. Bartmiński, Niebrzegowska 1999: 199–200). W przypadku tekstów kramarskich dane na ten temat są jednak właściwie
nieobecne i założyć można względną jednorodność przestrzeni pozaziemskich.

⩶ 251 ⩶

�metafizyczny ujawnia się w sytuacjach, które w codziennym życiu skończyłyby się
inaczej, nie zaspokajając potrzeby sprawiedliwości w świecie doczesnym. Wstawiennictwo sił nadprzyrodzonych, jak pokazały już przywoływane w poprzednim rozdziale przykłady, przyczynia się np. do uratowania wdów i sierot czy ukarania chciwych bogaczy i bezlitosnych przestępców.
Jednocześnie zjawiska nadprzyrodzone są w pieśni kramarskiej namacalne
i bardzo konkretne, często pozostawiają po sobie materialne ślady – list z modlitwą, cudowny przedmiot niestworzony ludzką ręką itp. Wyraźnie wskazuje to na
barokowe lub starsze korzenie przytaczanych historii, co odróżnia czeskie pieśni
kramarskie np. od ich polskich odpowiedników, w których nadprzyrodzony charakter zjawiska jest często jedynie zaznaczany przez narratora i sprowadza się zwykle do szczególnie skutecznego działania ziemskiego wymiaru sprawiedliwości
(por. Grochowski 2010: 255–271). Teksty czeskie są znacznie bardziej fantastyczne, a diabły, aniołowie, święci i potwory występują jako realnie obecne w świecie
istoty. Niniejszy rozdział poświęcony będzie opisowi wertykalnego porządku świata pieśni kramarskich. Składają się na niego dwie zasadnicze części: opis aktywnych
i osobowych bytów należących do porządku religijnego – istot świętych – oraz opis
elementów świata o znacznie lub całkowicie ograniczonej sprawczości, sił niebiańskich i piekielnych konstytuujących porządek świata, ale podlegających bytom aktywnym i obdarzonym sprawczością (elementy porządku świata i przynależne im
zjawiska – niebiosa, ziemia i podziemie – ale również byty osobowe o niższym statusie, aniołowie i diabły, pełniące przede wszystkim rolę wykonawców Bożej woli
i poleceń istot świętych).

5.3. Bóg chrześcijański
Dogmat o trójjedynej istocie Boga, nieobecny w księgach Pisma Świętego w przyjętej przez współczesne kościoły postaci, ale oparty na interpretacji biblijnych
przesłanek, stanowi jedno z głównych założeń chrześcijaństwa. Zagadnieniu wzajemnych relacji trzech osób boskich poświęcone zostały setki stron teologicznych
traktatów, kwestia ta pozostaje jednak jednym z najmniej intuicyjnych elementów
religii katolickiej:
Existence jednoho Boha ve třech osobách byla stejně jako ve starší době i v barokní zbožnosti vnímaná jakožto velké a lidským rozumem prakticky nepochopitelné tajemství.

⩶ 252 ⩶

�[Istnienie jednego Boga w trzech osobach było, tak samo jak w dawniejszych czasach, również przez barokową religię przedstawiane jako ogromna i właściwie niepojęta dla ludzkiego rozumu tajemnica].
(Mikulec 2013: 33)

Nic więc dziwnego, że sensualistyczna, nakierowana na konkret ludowa religijność z trudem przyswoiła sobie ten dogmat, co podkreślają m.in. autorzy encyklopedii kultury ludowej Czech, Moraw i Śląska: „Definice dogmatu byla přijata na koncilu v Konstantinopoli 381; jeho obsah však pro široké vrstvy věřících
zůstával dlouho obtížně pochopitelný” [„Definicja dogmatu była przyjęta przez
sobór w Konstantynopolu w 381 r.; jego treść pozostawała jednak przez długi czas
trudno zrozumiała dla szerokich warstw wiernych”] (NEČMS 2007: 620; zob. Mianecki 2010: 60). Ludowe wizerunki Trójcy Świętej nierzadko odwoływały się do
niekanonicznych przedstawień i wątków, sięgających być może głęboko do jeszcze pogańskiego imaginarium (np. wielotwarzowe lub wielogłowe wyobrażenia
bóstw; por. Štajnochr 2005: 15–20). Nurt oficjalnego katolicyzmu kontrreformacyjnego stawiał Trójcę Świętą na samym szczycie hierarchii kultów, jako najwyższą
niebiańską instancję przywoływaną w sytuacjach największego zagrożenia. Przykładem mogą być obecne w wielu miastach (w tym Ołomuńcu, duchowej stolicy
Moraw) kolumny wotywne poświęcone Świętej Trójcy. Barokowe tradycje religijne mogły zarazem wprowadzać wśród wiernych pewne zamieszanie co do składu
Trójcy, promując koncepcję Trójcy ziemskiej (Dzieciątko Jezus, Maryja i św. Józef )
jako odbicie Trójcy niebiańskiej (Štajnochr 2005: 63–66, Royt 2007: 175). Kulty
związane z Trójcą Świętą były ponadto uniwersalne dla katolików i protestantów,
więc ich popularyzacja nie wiązała się z utwierdzaniem kontrreformacyjnej tożsamości i jako takie nie miały one propagandowej wagi podobnej do kultów maryjnych czy tych związanych z Najświętszym Sakramentem (Mikulec 2013: 36). Biorąc
pod uwagę wszystkie te czynniki, analizę wertykalnej struktury świata twórczości
kramarskiej warto rozpocząć od przyjrzenia się obrazowi Trójcy Świętej i poszczególnych osób do niej należących: Boga Ojca, Syna-Chrystusa i Ducha Świętego.

5.3.1. Trójca Święta
W przypadku druków kramarskich trudno odnaleźć pojęcie Trójcy Świętej poza tekstami modlitewno-kontemplacyjnymi. W analizowanym materiale czeskie określenie
Svatá Trojice pojawia się zaledwie w kilku tekstach narracyjnych. Zazwyczaj nie precyzują one jednak, jaka jest jej rola ani kto do niej należy, choć w kontrreformacyjnej
⩶ 253 ⩶

�teologii każda z osób boskich dysponowała rozdzielnymi kompetencjami i sposobami działania, których zakres w ówczesnej interpretacji przedstawić można za Jiřím
Mikulcem następująco: „Bůh Otec je »stvořitel všech věcí«, Syn Kristus »vykupitel lidského pokolení« a Duch svatý »posvětitel a řiditel církve« [„Bóg Ojciec jest
»stworzycielem wszech rzeczy«, Syn Chrystus »odkupicielem pokolenia człowieczego« a Duch święty »uświęca i prowadzi kościół«”] (Mikulec 2013: 33). Wydaje
się, że niektóre terminy religijne funkcjonowały w kramarskiej pobożności po części jak pojęcia z innego kręgu kulturowego, przeniesione z katechizmów i kościelnych kazań bez refleksji nad ich znaczeniem. Spośród niezwykle bogatego świata
barokowych kultów związanych z konkretnymi osobami Trójcy Świętej (Mikulec
2013: 37–42) w analizowanych tekstach obecne są przede wszystkim informacje
o cudownej mocy Najświętszego Sakramentu jako ciała Chrystusa, a więc uwaga
poświęcona jest temu aspektowi religii katolickiej, który dystansuje ją od innych
odłamów chrześcijaństwa. Jako wezwanie modlitewne wielokrotnie przypominany jest także kult pięciu ran Chrystusa.
Przykłady przywołania terminu svatá Trojice/Trójca Święta w badanym korpusie przynosi m.in. Píseň pravdivá o ukrutnosti turecké ( J-137/J-989/J-1035/J-1319),
która stawia Trójcę w opozycji do Mahometa (opisywanego jako bóg Turków), podkreślając prawdziwość tylko jednego z systemów religijnych słowami „Svatá Trojice Bůh pravý, s tímť my se budem radovat” [„Święta Trójca Bóg prawdziwy, z nim
się będziem radowali”]. W innych tekstach: J-1009/J-2112: Nová píseň o pravdivém příběhu, který se stal na hranicích prajských […], J-1237: Vroucná píseň ke ctí
a chvále Panně Marii za odvracení nakazlivé nemoce, i J-2188 Nová zpráva o podivném příběhu, který se stal w tureckém položení […], Trójca Święta wspominana jest
w zawołaniach modlitewnych „slituj se svatá Trojice” [„zmiłuj się Święta Trójco”]
( J-2188), „v třech osobách nerozdilná a svatá Trojice / račte při nás pevně stati v poslední hodince” [„w trzech osobach nierozłączna i Święta Trójco / raczcie przy nas
pewnie stać w ostatniej godzinie”] ( J-1237), oraz w wezwaniu do pobożności „věřte
všecky též (v) svatou Trojici” [„wierzcie wszyscy i w Trójcę Świętą”] ( J-1009/J-2112).
Znacznie częściej niż całość Trójcy, niemal w każdym z analizowanych utworów, przywoływane są natomiast osoby Boga Ojca i Chrystusa, nierzadko trudno
od siebie odróżnialne. Takie połączenie wiąże się zapewne z zasadami religijnymi
dotyczącymi przedstawiania poszczególnych osób boskich, związanych z ich popularnymi wyobrażeniami. Bóg Ojciec w Biblii pojawia się wyłącznie symbolicznie i bezcieleśnie jako płonący krzew, głos z niebios itp. (Royt 2007: 170), a zatem
człowiek nie ma z nim bezpośredniego kontaktu. Jego istoty nie da się opisać, pozostaje „wielki i nieznany” (Lurker 2011: 455). Duch Święty nie tylko nie pojawia
⩶ 254 ⩶

�się pod ludzką postacią (w Piśmie Świętym jego obecność oznaczają płomienie lub
biała gołębica), ale jego antropomorficzne przedstawienia były w katolicyzmie zakazane papieskim dekretem (Royt 2007: 177). Jako najbardziej abstrakcyjny Duch
Święty właściwie nie pojawia się w większości zjawisk z kręgu środkowoeuropejskiej kultury ludowej, z wyjątkiem niektórych przedstawień plastycznych i zaklęć
(Zowczak 2013: 70). Od tej zasady nie odbiegają również teksty większości druków kramarskich, w których pojęcie Duch Svatý, jeśli w ogóle obecne, pojawia się
w parafrazach wezwania modlitewnego „w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”, ale
nie jest on widziany jako aktywny podmiot.
Ponieważ jedyną spośród osób boskich bezpośrednio i cieleśnie obecną w ludzkim świecie był Chrystus, to głównie jego przedstawienia oddziaływały na wyobraźnię i mogły łatwo dominować nad pozostałymi bytami Trójcy. Wyjątkowe na tym
tle są pojedyncze utwory modlitewne (np. J-836, w którym każdej z osób Trójcy
poświęcona jest osobna zwrotka-apostrofa3) i dydaktyczne, jak Mravná píseň všem
ctnostným novo-manželům k potěšení vydaná ( J-283/J-308/J-911/J-2223). W tej
przeznaczonej dla nowożeńców pieśni przywołane są wszystkie osoby Trójcy (określanej jako rozkošná Svatá Trojice), przedstawione jako uczestnicy wesela Adama
i Ewy. Ojciec, Syn i Duch Święty pełnią na nim każdy inną rolę – „Za družbu byl
Bůh Otec sám, knězem jeho byl Kristus Pán, Duch Svatý rukojmě” [„Za drużbę
był sam Bóg Ojciec, księdzem jego Chrystus Pan, Duch Święty poręczał”], i w tym
charakterze uczestniczyć mają w każdym małżeństwie jako jego opiekunowie. Tekst
identyfikuje także Boga-Ojca jako Stwórcę wszechrzeczy (Bůh Stvořitel), a Ducha
Świętego jako osobę Trójcy, której udział umożliwia ziemskie wcielenie Syna –
„Kristus Pán […] počat jest z Ducha Svatého” [„Chrystus Pan […] począł się z Ducha Świętego”].

5.3.2. Pan Bůh
Ze względu na wspomniane powyżej niejasności terminologiczne dotyczące Trójcy
Świętej, najwyższa istota świata pieśni kramarskiej – nominalnie Bóg chrześcijański – nazywana jest zazwyczaj podstawowym czeskim określeniem Bůh, często dopełnianym stałym epitetem všemohoucí – ‘wszechmogący’ ( J-22/J-23/J-25/J-78/
J-1034, J-105, J-135, J-1009/J-2112, J-1237, J-1397, J-1401), rzadziej milý – ‘miły’
( J-26, J-105), nejmilejší – ‘najmilszy’ ( J-75/J-96/J-942/J-1321/J-2116), dobrotivý –
3
Druk, choć niedatowany, pochodzi prawdopodobnie z XVIII w. (lata 60.?) i zawiera tekst
napisany bez wątpienia przez osobę o dobrej znajomości nauk kościelnych. Świadczy o tym wyjątkowe w całym korpusie określanie Boga hebrajskim imieniem Sabaoth, „Pan Zastępów”.

⩶ 255 ⩶

�‘dobrotliwy’ ( J-60), převeliký – ‘przeogromny’ ( J-2505) i nebeský – ‘niebiański’
( J-1315), które nie precyzują jednak jego pozycji w obrębie Trójcy. Obok szeregu pozytywnie wartościowanych epitetów, Bóg jako surowy sędzia bywa również
określany przymiotnikiem rozhněvaný – ‘rozgniewany’ ( J-194, J-1237, J-1567).
Najczęściej określenie Pan Bůh może odnosić się zarówno do Boga Ojca, jak
i do Chrystusa (por. niejasny stosunek Jezusa i Boga Ojca w narracjach folklorystycznych, kiedy stosowane jest określenie Pan Bóg, Zowczak 2013: 63), postaci te
mogą występować wymiennie, bądź nie jest określane, o którą z nich chodzi w tekście (Zowczak 2013: 65). Zasadniczo możliwe i obecne w tekstach są trzy sposoby przedstawiania relacji między Ojcem i Synem:
1. Nieokreślone zlanie się tych postaci w jedną, określaną pojęciem Pan Bůh –
najbliższe ludowemu podejściu niepróbującemu przyswoić trynitarnej koncepcji. Tak konstruowane pojęcie Boga bliższe jest wówczas raczej Bogu-Ojcu
(w tekstach występują także określenia takie jak Otec ( J-1315), Otec Nebeský
( J-138/J-615/J-934/J-1581/J-2404) i Tatíček ( J-1397) czy Tatíček Nebeský
( J-296/J-595/J-650/J-1306).
2. Wyraźne utożsamienie Ojca z Synem, np. poprzez synonimiczne stosowanie
słów Ježíš i Bůh w tym samym zdaniu czy strofie pieśni, co w tekstach występuje stosunkowo rzadko, np. w pieśni J-26: „Pane Kriste Ježíši […], cos nám
Bože z nebe slíbil” [„Panie Jezu Chryste […], coś obiecał Boże z nieba”], albo
J-74: „O Pane Ježíši! […] Bože na vysosti” [„O Panie Jezu! […] Boże na wysokościach”]. W przypadku tekstów opisujących boskie decyzje i wybory zazwyczaj następuje utożsamienie Chrystusa z Bogiem Ojcem, a bóstwo przedstawione zostaje jako surowy władca karzący grzeszników.
3. Wyraźne przeciwstawienie Ojca i Syna poprzez przypisanie im konkretnych,
oddzielnych sfer działania i kompetencji. Do tej grupy należą przede wszystkim teksty odwołujące się do ludzkiego życia Chrystusa na ziemi lub jego wędrówek incognito, którym poświęcony jest oddzielny podpunkt. Rozróżnienie
Ojca i Syna wyraźnie widoczne jest ponadto w nielicznych tekstach akcentujących synostwo Chrystusa i jego mediacyjny charakter między ludźmi a Stwórcą, np. określeniami synáček Boží ( J-69, J-88), „Bože Otče z Nebe […], Syn tvůj
jednorozený” [„Boże Ojcze z Nieba […], Syn twój jednorodzony”] ( J-352),
Jednorozený Syn Jeho (Boha) ( J-1185). Interesujące na tym tle jest sformułowanie użyte w tekście J-2499: „Já Ježíš Kristus, syn Boha živého a pravý otec váš”
[„Ja Jezus Chrystus, syn Boga żywego i prawdziwy ojciec wasz”], które jednocześnie rozróżnia Ojca i Syna jako odrębne osoby, ale to Chrystusowi przypisuje ojcostwo nad ludzkością.
⩶ 256 ⩶

�Stosunkowo rzadkie, ale interesujące jako ukazanie teologicznych założeń, są
ponadto teksty zrównujące Boga i osobę Chrystusa z materialnie obecnym podczas
opisywanych wydarzeń Najświętszym Sakramentem. W druku J-712 hostia określona jest słowami Pán Bůh, podobnie w pieśni J-1004/J-1249/ J-1567/J-1804/
J-2224/J-2778 w odniesieniu do księdza odwiedzającego umierających z wiatykiem
użyte są sformułowania, takie jak: „kněz s Pánem Bohem šel” [„ksiądz z Panem Bogiem szedł”] czy „zde Pána Boha nemám” [„tu Pana Boga nie mam”].

5.3.3. Wędrówki Chrystusa po świecie
Postać Jezusa jako wyraźnie odrębna od Boga Ojca występuje przede wszystkim
w tekstach opowiadających o jego ziemskim życiu, dotyczących narodzin i dzieciństwa Chrystusa (np. ucieczka do Egiptu, J-244) oraz jego męki i zmartwychwstania (np. droga krzyżowa, J-325, J-350/J-814). Zgadza się to z ogólną obserwacją dotyczącą „biblii ludowej” o wątkach i sytuacjach pozwalających odróżnić
obecnego na ziemi Chrystusa, syna Maryi, od niebiańskiego i odległego Boga Ojca
(por. Zowczak 2013: 65–66). Ponieważ teksty te dotyczą konkretnego krótkiego
okresu należącego do przeszłości, nie zaś obecnego sposobu interakcji Chrystusa
ze światem, zostaną ponownie przywołane w punkcie poświęconym narracjom historycznym o życiu świętych (5.4.2.).
Kilka przykładów operuje ponadto schematem znanym z tradycyjnych opowieści ludowych, według którego wędrujący po świecie żebrak, niepozorny starzec, to
w rzeczywistości zamaskowany Chrystus, który osobiście przygląda się życiu ludzi
i interweniuje, pomagając potrzebującym lub karcąc grzeszników4. Pierwszy z takich tekstów, dokładniej opisywany w punktach dotyczących obcowania z zaświatami (5.7.4.) i zwierzęcych istot demonicznych (5.6.3.), to Píseň nová a pravdivá, co
se stalo w Uherské Zemi blíž Prešpurku w jedné vsi hospodyni […] ( J-153), w której
proszący o jałmużnę wędrowiec-Chrystus zostaje zlekceważony przez chciwą gospodynię, za co spadają na nią nadprzyrodzone kary. Inna z pieśni, J-1092/J-2348
z 1847 r., zatytułowana Pravdivá píseň o velkém zázraku5, opowiada o klęsce głodu
panującej we Włoszech i losach biednej wdowy, umierającej z powodu ciężkiej choroby. Najstarsza z jej trzech córek wyrusza do lasu szukać korzonków do zjedzenia,
4

Nieznane są natomiast typowe dla bajek ludowych narracje ajtiologiczne, w których wędrującemu w ludzkiej postaci Stwórcy (niedookreślonemu „Panu Bogu” lub Chrystusowi) towarzyszy
postać trickstera, odgrywana przez diabła lub św. Piotra.
5
Ten sam tekst w nowszym wydaniu (prawdopodobnie z lat 60. XIX w.), znany z druku J-1119,
umieszcza wydarzenia w okolicy Raciborza. Poza jednym zmienionym wersem, historia jest identyczna.

⩶ 257 ⩶

�po drodze zatrzymuje się przed kaplicą i modli do pięciu ran Chrystusa. Wówczas
na jej drodze pojawia się kulawy starzec, który pozdrowiony wręcza dziecku chleb
i kartkę z modlitwą: „Když tak naříkala, osmi letá panna, / viděla stařečka sem z daleka kráčí s dvouma berličkama” [„Gdy tak rozpaczała, ośmioletnia panna, / ujrzała staruszka co z daleka idzie o dwóch kulach”]. Spożycie chleba cudownie uzdrawia chorą matkę, a dziewczynka uświadamia sobie, kogo tak naprawdę spotkała na
swej drodze: „Ach to nebyl stařec, to byl sám Kristus Pán, / on mně tu modlitbu
i chlebiček sám do ruky podal” [„Ach to nie był starzec, lecz sam Chrystus Pan, /
on mi tę modlitewkę i chlebuś sam do ręki dał”].
Ostatnim przykładem historii opisujących obecność Chrystusa w świecie po
przedstawionym w Piśmie Świętym okresie jego ziemskiego życia, jest znany już
w połowie XVIII w. druk Píseň historická o jedné bohabojne dceři v Uhřích městě
Várdajnu zrozené ( J-131/J-388/J-461/J-957/J-2110). Zawiera on historię pobożnej dziewczyny, która zostaje uratowana przed niechcianym małżeństwem przez cudowną interwencję Chrystusa i przenosi się wraz z nim do ziemskiego raju (zob. poświęcony temu miejscu punkt 5.7.3.).

5.3.4. Metla Páně
Świat pieśni kramarskich jest przesycony cudownością i nadprzyrodzonymi zjawiskami. Teksty nie podają w wątpliwość obecności osobowego Boga, tożsamego
z Bogiem religii katolickiej. Jednocześnie rzeczywistość jarmarcznych narracji jest
bliska światu, jakiego doświadczali ich autorzy i odbiorcy – brutalna i niesprawiedliwa, a cierpienia dotykają w nim także osób niewinnych i niezasługujących na
swój los. Utwory folklorystyczne nie kwestionują zazwyczaj sensowności rzeczywistości, a zatem również teksty kramarskie musiały w jakiś sposób odpowiadać na
pozorną sprzeczność między aktywną obecnością w świecie sił sprzyjających człowiekowi a brakiem zabezpieczenia przed złem (por. Mianecki 2010: 121). Sposób
interpretowania tej pozornej sprzeczności nazwać można za Eliadem (2017: 245)
„negatywną teofanią”, gdy obok cudów o stricte religijnej naturze (np. objawień),
dowodem aktywności Bożej w świecie pozostają przede wszystkim wydarzenia historyczne o dramatycznym charakterze: wojny, epidemie i klęski żywiołowe.
Wewnętrzna logika świata tekstów pieśni kramarskich stanowi odpowiedź na
uniwersalne pytanie o pochodzenie zła. Bóg jest w tym systemie gwarancją ładu
i ostateczną przyczyną istnienia świata. Jednocześnie pozostaje siłą stosunkowo pasywną, to znaczy nie angażuje się w działalność człowieka osobiście, ale poprzez
aktywnych pośredników lub siły natury – podlegające mu elementy porządku me⩶ 258 ⩶

�tafizycznego świata. Kramarska teodycea widziała w cierpieniu spotykającym człowieka przede wszystkim narzędzie dyscyplinowania stworzenia przez Stwórcę. W ludowym obrazie boskiej kary nie ma zatem nienawiści, ale bezwzględna potrzeba
utrzymania hierarchii i ustanowionego u zarania dziejów porządku (por. Mianecki
2010: 66). Metafizyczny porządek świata z surowym i karzącym Bogiem pozwalał
widzieć w złu naturalnym – wydarzeniach takich jak epidemie, klęski żywiołowe
i wypadki – narzędzie jego władzy i odpowiedź na postępowanie śmiertelników.
Potwierdzające to cytaty odnajdujemy w wielu pieśniach dotyczących klęsk żywiołowych, np. Píseň o hrozné povodni, […]:
Bůh sám, dobrota nesmírná, který všecko v své moci má,
promění vše v okamžení, jak se jeho vůli líbí.
Svou božskou moc ukazuje, že nás přísně trestat může,
pro nemravosti nás tresce, Bůh se na nás dívat nechce.
[Bóg sam, dobroć niezmierzona, który wszystko ma w swej mocy,
wszystko zmieni w okamgnieniu, by służyło jego woli.
Swą boską moc ukazuje, nas surowo karać może,
karze nas za nieprawość, Bóg już na nas nie chce patrzeć].
( J-190)

Taka próba wyjaśnienia niezawinionego cierpienia nadawała mu sens i ujawniała przyczynę, a niedole doświadczane przez odbiorców pieśni kramarskiej w ich
własnym życiu stawały się bardziej znośne, gdy włączane były w pewien porządek
świata (por. Eliade 2017: 240). Tym samym pomimo istnienia w ramach tego światopoglądu koncepcji osobowego zła (Szatana i diabłów), odpowiedzialnością za zło
naturalne obarczony jest sam Bóg (por. Rożek 1993: 15). Akty te stanowią jednak
próbę dyscyplinowania ludzkości i jako takie mogą być oceniane pozytywnie, gdy
za cenę krzywdy jednostek skłaniają ogół do poprawy. Człowiek odpowiada natomiast za obecne na świecie zło moralne, popełniając je czasem z powodu własnej
niedoskonałej natury, a czasem za namową diabła (por. punkt 5.6.2.).
Klęski i cierpienia, jakie spadają na ludzkość, nie są więc wynikiem Bożego zaniedbania czy opuszczenia świata przez Stwórcę, ale efektem jego planów i jako takie
mają nieznaną człowiekowi wartość. Stosunek Stwórcy do swojego stworzenia dobrze oddają słowa obecne w pieśni nowiniarskiej Žalostný příběh, který se stal skrze
velikou povodeň w cís. král. městě Vidně ( J-130): „Třeba že na vás dopustí, Však vás
nikdý neopustí” [„Może na was dopuści, Ale nigdy was nie opuści”]. Podobne sformułowania operujące rymowanym kontrastem dopustí – neopustí (Bóg ‘dopuści’
⩶ 259 ⩶

�zło, ale ‘nie opuści’ człowieka) są również częste w pieśniach religijnych, np. poularnym utworze o incipicie „Vesel se dcero sionská…” [„Wesel się córko syjońska…”]
( J-1395/J-1970/J-2075), głoszącym znaną już z utworów opisujących ład społeczny naukę, że cierpienia i próby stanowią tak naprawdę znak Bożej miłości:
Jestli na tě Bůh dopustí na světě jakou starost,
nikdy tebe neopustí, vymaže tvou nepravost,
nebo čím větší soužení, tim blíž jest Bůh u tebe,
jen poznej dcero sionská ouzkou cestu do Nebe.
[Jeśli Bóg na cię ześle w świecie jakieś strapienia,
nigdy cię nie opuści, zmaże twe przewinienia,
bo im większa udręka, tym bliżej Bóg jest ciebie,
pamiętaj córo syjońska ścieżka ta kończy się w Niebie].
( J-1395/J-1970/J-2075)

Niezwykle częste jest w narracjach kramarskich pojęcie „miotły bożej”. Wizja
świata druków kramarskich przesycona jest widmem rychłej kary Bożej, która spaść
może w każdej chwili w postaci moru, wojny lub głodu. Charakterystyczne, że Boża
ingerencja w świat zazwyczaj odbywa się niebezpośrednio, bez oznak cudowności,
a za pomocą sił natury. Przykładów dostarczają teksty, takie jak pieśń o epidemii
Truchlivý příběh o velikém povětří:
Bůh Otec náš všemohoucí jest se rozhněval,
po zahradách a po lesích moc škod nadělal,
Božský trest ukázaný by sme se polepšili,
ach křesťane roztomilý, čiňme pokání.
[Bóg nasz Ojciec wszechmogący okrutnie się rozgniewał,
po ogrodach i po lasach szkód wiele uczynił,
Boską karę oglądamy byśmy się poprawili,
ach mili chrześcijanie, pokutę czyńmy].
( J-1315)

Przestroga przed konsekwencjami grzechu w pieśni pojawia się również w utworze Píseň o velkém zázraku který se stal w švabskej zemi blíž města Tittenhamu:
Jistě na nas Pán Bůh hroznou metlu sešle
prosme Krista Ježíše, též Pannu Marii […]
aby Bůh odvrátil hlad, mor, též i vojnu […].

⩶ 260 ⩶

�[Na pewno Pan Bóg na nas groźną miotłę ześle
prośmy Jezusa Chrystusa, oraz Pannę Marię […]
aby Bóg odwrócił głód, mór oraz wojnę […]].
( J-74)

Również boską wolą tłumaczony jest nieurodzaj w pieśni Píseň o pronásledování katolíků v Turcích:
Bůh divy činí […]
dopustil Bůh slunce parné,
zem užitky zmařila.

[Bóg cuda czyni […]
spuścił Bóg słońce parne,
ziemia pożytek straciła].
( J-57)

Znacznie rzadziej pojawiają się jednoznacznie cudowne interwencje, choć
i w takich przypadkach narzędziem kary stają się siły przyrody, nie zaś osobista interwencja istoty świętej, jak w pieśni Opravdivý příběh který se stal v Vlaské zemi
i jej wariantach ( J-22/J-23/J-25/J-78/J-1034), w której zapadnięcie się grzesznika
w ziemię opisane jest słowami: „Bůh Všemohoucí, strestal toho syna” [„Bóg Wszechmogący, pokarał tego syna”].

5.3.5. Podsumowanie
Poszczególne osoby Trójcy Świętej pojawiają się w tekstach kramarskich z różną
częstotliwością i przedstawiane są w odmienny sposób. Chrystus, choć zazwyczaj
bywa ukazywany jako równoważny z Ojcem surowy prawodawca, karzący ludzkość
za jej grzechy, ma też w pieśniach kramarskich łagodniejszą, ludzką twarz, która
w najbardziej folklorystycznej wersji przekłada się na ludowy wątek jego wędrówek
po świecie. W takich wypadkach rolę surowego i niedostępnego absolutu odgrywa
Bóg Ojciec, Chrystus zaś jako bliski człowiekowi staje się jednym z pośredników,
proszących u Ojca o łaskę dla ludzkości, podobnie jak Maryja i pozostali święci.
Bóg Ojciec natomiast zawsze jest figurą surowego i karzącego starotestamentowego władcy. Duch Święty – osoba Trójcy Świętej najtrudniejsza do zidentyfikowania i umieszczenia w schemacie świata – w narracyjnych tekstach kramarskich jest
właściwie zupełnie nieobecny. Także teksty modlitewne nie posługują się tym pojęciem często, zazwyczaj jedynie w kontekście dziewiczego poczęcia Chrystusa.
Teksty kramarskie niemal nigdy nie posługują się charakterystycznym dla
chrześcijaństwa konceptem Bożego miłosierdzia, a obok pozytywnie nacechowanych epitetów, Bóg bywa też określany jako gniewny. W takim ujęciu pełna władza
⩶ 261 ⩶

�nad światem, w tym nad dziejącym się na nim złem, stanowi dowód Bożej potęgi
i chwały, co bezpośrednio stwierdza np. Nová píseň o kroji neslušném z druku J-103,
słowami: „Máme Boha mocného, pochází dobré i zlé od něho” [„Mamy Boga potężnego, dobre i złe pochodzi od niego”]. Przypadki przebłagania Stwórcy wydają
się wyłącznie efektem próśb potężnych orędowników (święci, Maryja i sam Chrystus), nie zaś decyzją wynikającą z charakteru samej istoty boskiej, która jednak na
poziomie deklaracji pozostaje absolutnym sprawcą wszystkiego, co dzieje się na
świecie: „v Boha doufajme, onť mor odvrátí, onť co nechce, to se nestane” [„Bogu
ufajmy, on mór odwróci, czego on nie chce, to się nie stanie”] ( J-135).

5.4. Pośrednicy: Maryja i święci
Kult świętych oraz stanowiący jego szczególną część kult maryjny odgrywały istotną
rolę w kontrreformacyjnym katolicyzmie, także w jego ludowym wydaniu. Stanowiły wyraźny i jednoznaczny wyznacznik przynależności do Kościoła rzymskiego
w opozycji do kościołów protestanckich, uznających cześć oddawaną pośrednikom między Bogiem a człowiekiem za nieuzasadnioną przez Pismo Święte i bałwochwalczą. W tradycji katolickiej bliskość i namacalność była istotna dla przybliżenia człowiekowi odległego i niepojmowalnego trójjedynego Boga chrześcijaństwa,
w kontrreformacyjnej teologii przedstawianego jako surowy i karzący Stwórca.
Postacie kobiecych świętych, zwłaszcza Maryi, a w mniejszym stopniu św. Anny,
wprowadzały ponadto żeński element do wyraźnie męskiej i patriarchalnej religii
(por. Mikulec 2013: 31).
Poszczególne żywoty świętych, ich kompetencje oraz związane z ich kultem
obrzędy i zwyczaje miały synkretyczny charakter, nierzadko łącząc elementy oficjalnego kultu, przekazy apokryficzne nieuznawane przez zwierzchność kościelną oraz
tradycje przedchrześcijańskie6. W kulturze ludowej kult świętych stanowił swego
rodzaju automatyczny system zabezpieczający przez nieszczęściem – święty, który
był czczony i szanowany zapewniał swoje wstawiennictwo przed Bożym tronem
i stawał się patronem danej osoby, miejscowości czy grupy zawodowej:
Svatí představovali pojítko mezi lidmi a Bohem, u něhož plnili přímluvnou roli,
věřící se na ně obraceli jako na prostředníky, kteří jejich prosby Bohu předají a svou
přímluvou je podpoří.

6

Powszechnie uznanym faktem jest utożsamienie konkretnych istot z pogańskiego panteonu
Słowian z postaciami biblijnymi i świętymi (Moszyński 1967: 707–710).

⩶ 262 ⩶

�[Święci stanowili łącznik między ludźmi a Bogiem, przed którym pełnili rolę orędowników, wierni zwracali się do nich jako pośredników, którzy przekazują ich
prośby Bogu i wspierają je swoim orędownictwem].
(Mikulec 2013: 69)

5.4.1. Święci w tradycji Kościoła
Chociaż kult chrześcijańskich męczenników rozwijał się już w IV w., przez pierwsze stulecia naszej ery nie był on zorganizowany i uporządkowany w znany dziś sposób. Współczesny kult świętych ma swoje korzenie w średniowieczu, a dzisiejsze
rozumienie terminów święty i błogosławiony sięgają XII w., od kiedy możliwość
kanonizacji i beatyfikacji została przyznana wyłącznie Rzymowi (Kosowska 1985:
63–64). Dydaktyczne przekazy o życiu świętych pełne fantastycznych elementów
znane były jednak już wcześniej. Ich elementy mają związek z rozwojem apokryfów biblijnych, które po ustaleniu na przełomie II i III w. oficjalnego kanonu Pisma
Świętego zaczęły funkcjonować własnym życiem w nieoficjalnym, choć często niezakazanym przekazie (tamże: 65). Uzupełniały one przekaz czterech ewangelii Nowego Testamentu o historie dzieciństwa Maryi i Jezusa, proroctwa, listy apostolskie
i interpretacje świętych ksiąg. Legendy religijne powstające długo po opisywanych
wydarzeniach, pomimo krytycznego stosunku elit Kościoła, zdobywały popularność jako sensacyjne i emocjonujące opowieści dla ludu:
Często pozbawione większych wartości literackich, ze względu na rażąco fikcyjny
charakter wzbudzały niejednokrotnie sprzeciw oficjalnych władz kościelnych. Ganione za nieprawdziwość, brak logiki i nieuzasadnione poszerzanie repertuaru cudów, znajdowały żywy oddźwięk w plebejskich kręgach wiernych.
(Kosowska 1985: 66)

W tekstach legendowych wyróżniano rozmaite kategorie świętych (Kosowska
1985: 69–70). W barokowym katolicyzmie dwie główne kategorie świętych to wyznawcy (confessores) – święci zmarli śmiercią naturalną i męczennicy (martyres) –
święci zamordowani za wiarę (Mikulec 2013: 69). W poniższej analizie wizerunki
świętych pogrupowane zostały według sposobu ich obecności w opowiadanej historii, nie według konkretnych imion świętych lub formalnych grup, do których
można ich zaliczyć7. Interesujące może być jednak również zbadanie frekwencji
7

Tym bardziej że w przypadku życiorysów świętych w ich popularnych adaptacjach te same
schematy są często stosowane w odniesieniu do różnych postaci (Żabski 1993: 57–60).

⩶ 263 ⩶

�występowania poszczególnych postaci oraz zastanowienie się na ile kult świętych
stanowił przejaw katolickiego uniwersalizmu i internacjonalizmu (w którym dowolny święty był wzorem dla wszystkich katolików), a na ile był powiązany z lokalną tożsamością i patriotyzmem (por. Beneš 1995: 181–182). Kolejnym faktem
wartym uwagi jest niejednorodny stosunek do poszczególnych postaci, być może
zauważalny w tekstach, ponieważ – jak stwierdza etnolog Jan Vít Trčka (1995) –
w kulturze ludowej nie każdy święty może działać w ten sam sposób. Niektóre postacie służą jako przykłady życia, inne pełnią rolę „usługową” w konkretnych sytuacjach, jeszcze inne występują w ludowych narracjach jako sąsiedzi wędrujący po
okolicy (por. Żabski 1993: 60–61). By w dalszej części pracy uwzględnić wymienione zastrzeżenia, przed szczegółowym opisem roli świętych w narracjach kramarskich krótko opisane zostaną podstawowe grupy bohaterów z tej kategorii, jakich
spotkać można w tekstach pieśniowych.
Postaci świętych obecnych w drukach kramarskich można przyporządkować
do trzech typów – są to patroni lokalni (czescy i morawscy), święci popularni w tradycji ludowej (patroni rzemiosł i opiekunowie chroniący przed konkretnymi zagrożeniami) i święci kontrreformacyjni (zwłaszcza związani z jezuitami, oficjalnie
propagowani przez Kościół). Spośród bohaterów „Czeskiego Nieba” – urodzonych
lub działających na ziemiach czeskich, a przez późniejszy kult na stałe związanych
z czeską państwowością (Wacława, Wojciecha, Ludmiły, Prokopa, Cyryla i Metodego czy Jana Nepomucena) – bez wątpienia najczęściej przywoływany jest św. Jan
Nepomucen (choć konkretna identyfikacja może być w jego przypadku kłopotliwa;
zob. przypis 111 w rozdziale 4.). Pozostali pojawiają się sporadycznie, wyjątek stanowią jeszcze Cyryl i Metody, których kult był silnie promowany w latach 60. XIX w.
ze względu na rocznicę tysiąclecia misji cyrylometodejskiej przypadającą na 1863 r.
Święci ludowi to przede wszystkim postacie, których kulty popularne były już
w średniowieczu – osoby z najbliższego otoczenia Chrystusa (np. św. Anna, św. Józef, zob. Baranowski 1970) oraz wspomożyciele i orędownicy o praktycznych patronatach (np. św. Barbara, św. Katarzyna i św. Florian) i patroni morowi (św. Roch,
św. Rozalia i św. Sebastian). Trzecia kategoria – święci kontrreformacyjni – to postacie, których kult był silnie promowany przez oficjalne władze kościelne i świeckie jako element polityki rekatolizacji. Niektórzy święci mogą należeć do kilku kategorii jednocześnie, jak ma to miejsce w przypadku Jana Nepomucena (świętego
czeskiego, którego kult rozpoczął się w baroku), Jana Sarkandra (urodzonego na
Śląsku Cieszyńskim i zabitego na Morawach przez protestantów) czy św. Izydora
(kontrreformacyjnego świętego propagowanego jako patron i obrońca chłopów,
którego kult popularyzowały m.in. właśnie pieśni kramarskie).
⩶ 264 ⩶

�Poza tymi kategoriami znajduje się postać Maryi, która pomimo ziemskiego
pochodzenia, ze względu na tytuł Matki Bożej i wiążący się z tym fakt mistycznego współdziałania z Bogiem Ojcem (por. Lurker 2011: 474), była traktowana jako
ważniejsza i posiadająca większą moc od pozostałych świętych (por. Trójca niebiańska i ziemska w punkcie 5.3.1.). Maryja zajmowała w hierarchii kultów pozycję zaraz za Trójcą Świętą, a jako Regina Angelorum miała władzę nawet nad niebiańskimi stworzeniami (tytułem svatá nebes královna ‘święta królowa niebios’ nazywana
jest np. w pieśni modlitewnej J-1237). Maryja uznawana była za najlepszą orędowniczkę ludzkich spraw u Boga Ojca i Chrystusa (Mikulec 2013: 57), a jej życie ziemskie stanowiło idealny wzór do naśladowania: „je zosobněním pokory, poslušnosti a oddaní Kristu […] nejbližší prostřednici k Bohu” [„jest personifikacją
pokory, posłuszeństwa i oddania Chrystusowi […] najbliższą pośredniczką z Bogiem”] (Royt 2007: 189).
Kult maryjny cieszył się ogromną popularnością i upowszechniał się bardzo
szybko już w początkach chrześcijaństwa. Zajmowała ona miejsce żeńskiego elementu panteonów pogańskich, pełniąc funkcję bogini-matki (Lurker 2011: 472).
W środowisku wiejskim i wśród uboższych grup społecznych identyfikacja z Maryją była szczególnie silna ze względu na wysoką dzietność i wysoką umieralność
dzieci. Osoba Matki Bożej stawała się niebieską matką-opiekunką, która rozumie
i współczuje, znając ból straty syna. O popularności tego aspektu kultu maryjnego świadczyć może ponad 30 pieśni modlitewnych skierowanych do Matki Bożej
Bolesnej, na jakie natrafiłem przeszukując całość kolekcji Muzeum Komeńskiego.
Maryja stanowiła ponadto najważniejszy punkt odniesienia dla znajdujących się
zazwyczaj na marginesie instytucjonalnego życia religijnego kobiet. Określana tytułem Mater Misericordiae, stanowiła łagodniejsze oblicze niebiańskich potęg, łagodząc surowość przedstawień Boga-Ojca i Chrystusa.

5.4.2. Święci w literaturze jarmarcznej
Teksty, w których obecne są postacie świętych, podzielić można według kilku kryteriów. Piotr Grochowski (2007), badając repertuar polskich tekstów legendowych
w drukach jarmarcznych, wyróżnia ich cztery typy na podstawie podejmowanej
przez utwór tematyki. Trzy główne kategorie to legendy apokryficzne, dotyczące postaci znanych z przekazów ewangelicznych, ale opisujące wydarzenia nieujęte w Piśmie Świętym (np. teksty o ucieczce Świętej Rodziny do Egiptu), legendy
hagiograficzne opisujące życie świętych i legendy maryjne (przede wszystkim pieśni o objawieniach i pochodzeniu znanych sanktuariów). Jako osobną kategorię
⩶ 265 ⩶

�wyróżnia on ponadto teksty sensacyjne z elementem sacrum ingerującym w przebieg wydarzeń (święty lub cudowne zdarzenie pozwala wyjaśnić zbrodnię, osobistą interwencją zapobiega klęsce żywiołowej itp.). Ten typ charakteryzuje również
historyczka i muzealniczka Markéta Skořepová:
Zvláštní místo mají písně o zázracích, které stojí na pomezí nábožných textů a senzačních vyprávění o neštěstích, mordech a podivuhodných úkazech. Obsahují nezřídka velmi vypjatý sled událostí, jenž je zakončen a vyřešen zásahem některého
svatého, P. Marie či samotného Krista.
[Szczególne miejsce mają pieśni o cudach, które lokują się na pograniczu tekstów religijnych i sensacyjnych narracji o wypadkach, morderstwach i niezwykłych zjawiskach. Zawierają często bardzo napięty ciąg wydarzeń, zakończony i rozwiązany
interwencją jednego ze świętych, P. Marii lub samego Chrystusa].
(Skořepová 2016: 247)

Inne kryterium proponuje Bohuslav Beneš w swoim artykule, stanowiącym jak
dotąd jedyne, wstępne studium kramarskiej hagiografii. Wyróżnia on cztery role,
jakie święty odgrywa w narracji, i łączy poszczególne rodzaje tekstów z ich świeckimi paralelami (Beneš 1995: 180). Pierwszą rolą, jaką odgrywać może święty, jest
bycie aktywnym podmiotem cudownych zdarzeń (aktivní aktér zázraků). Takie
teksty odpowiadają świeckim sensacjom, a święty przejawia w nich chęć pomocy
i pozytywne nastawienie do człowieka. Drugi model to święci aktywnie pomagający uciśnionym bądź karzący grzeszników (aktivní pomocnici nebo vykonavatelé
trestů). Ten typ pieśni odpowiada świeckim narracjom o zbrodni i sprawiedliwości, a jego granica z pierwszym typem nie jest ostra. Trzecia kategoria to święci jako
pasywni męczennicy (pasívní martyrové), pieśni nieposiadające świeckiego odpowiednika (opisy kaźni częściowo odpowiadają tym z pieśni o zbrodniach i egzekucjach przestępców, ale święty jest niewinny i moralnie nieskazitelny). Ostatni
sposób przedstawiania świętego to pasywny obiekt adoracji (pasívní objekt adorace), ponownie bez odpowiednika świeckiego, ponieważ ta kategoria obejmuje wyłącznie teksty modlitewno-kontemplacyjne, w których funkcję wpisany jest religijny charakter.
Jak widać, oba przedstawione podziały częściowo się na siebie nakładają, ale
granice tematyczne nie pokrywają się. Proponuję zatem próbę połączenia powyższych schematów tak, by uwzględniały one charakterystykę zbadanego materiału,
a więc odpowiadały przede wszystkim tekstom narracyjnym, a typy przedstawień
odnosiły do konkretnych obszarów tematycznych. W ten sposób wyróżnić można cztery kategorie:
⩶ 266 ⩶

�1.
2.
3.
4.

Pieśni apokryficzne, biblijne i historyczne,
Pieśni hagiograficzne (obejmujące Benešovską kategorię 3. oraz opisy cudów
dokonanych przez świętego za życia),
Pieśni o objawieniach (święty po śmierci pojawia się z własnej inicjatywy by
przekazać ludziom naukę lub ostrzeżenie o ogólniejszym charakterze),
Pieśni o aktywnych interwencjach (święty po śmierci pojawia się w reakcji
na konkretne wydarzenia w świecie ludzkim, by dokonać aktywnej ingerencji w rzeczywistość).

5.4.2.1. Pieśni historyczne, biblijne i apokryfy
W pierwszej grupie znajdują się teksty opisujące życie postaci biblijnych zgodnie z treścią Pisma Świętego lub uzupełniające je o treści nieprzyjmowane przez
oficjalny Kościół (apokryfy). W porównaniu z repertuarem pieśni wędrownych
dziadów, znanym z opracowań Piotra Grochowskiego i Katii Michajłowej, tematy biblijne pojawiają się w tekstach drukowanych stosunkowo rzadko. Wśród tematów podejmowanych przez druki kramarskie wymienić można dzieje Tobiasza
(por. Royt 2007: 280–281), historię Marii Magdaleny czy relację o zniszczeniu Jerozolimy ( J-543/J-576/J-2732: Příkladná píseň o hrozné zkáze města Jeruzalema,
k rozjímání vydaná), ale przede wszystkim teksty dotyczące życia i śmierci Chrystusa (np. J-325: Nábožná píseň o umučení Páně, J-350/J-814: Písnička horlivá, rozjímání cesty Pána Ježíše do Jeruzaléma). Najbardziej klasycznym przykładem apokryficznej narracji historycznej, znanej także z licznych przekazów ustnych, jest jednak
Píseň o oné žalostné cestě svatých tří osob Ježíše, Marie a Jozefa, z Nazaretu do Egypta ( J-244), oparta na znanych od średniowiecza motywach (por. Royt 2007: 300–
301, Grochowski 2009: 323–330). Święta rodzina: Maryja, Józef i Chrystus, uciekają przed prześladowaniami Heroda do Egiptu. Po drodze napadają ich zbójcy, ale
cudowna moc Dzieciątka, objawiająca się nieziemskim blaskiem, każe im się przed
nim ukorzyć. Dziecko herszta bandytów zostaje cudownie uleczone z choroby skóry dzięki kąpieli w wodzie, w której wcześniej kąpano Jezusa, przed Dzieciątkiem
padają na kolana dzikie zwierzęta, a drzewa opuszczają gałęzie z owocami lub osłaniają uciekinierów przed prześladowcami. Moc Chrystusa rozbija także pogańskie
świątynie i wypędza demony z miejsc kultu. Co interesujące, w przypadku tej pieśni św. Józef i Maryja sami nie dokonują żadnych nadzwyczajnych czynów, ponieważ całość mocy objawia się w osobie Jezusa.

⩶ 267 ⩶

�5.4.2.2. Hagiografia
Niezbyt częste są również teksty o charakterze legend hagiograficznych. Najczęściej
spotkać je można wśród najstarszych, XVIII-wiecznych druków o kontrreformacyjnej proweniencji. W przeanalizowanej puli tekstów przykładem tego typu narracji
może być pieśń o Izydorze Oraczu ( J-517/J-831/J-1951), lokalnym hiszpańskim
świętym zmarłym ok. 1130 r., którego kult został w okresie kontrreformacji rozszerzony na całą Europę jako próba rekatolizacji wsi8. Treść pieśni pokrywa się z oficjalną hagiografią i propaguje chłopskie cnoty takie jak wierność panu, pobożność,
pracowitość i szczodrość (zob. Tazbir 1969: 96–97). Przedstawione w pieśni cuda,
jakie towarzyszyły jego życiu, opisane zostały w podpunkcie 5.5.2.3. poświęconym
anielskiej pomocy. Inaczej niż pozostali patroni rolników (np. św. Wacław, opiekun winnic, ale zarazem potomek szlachetnego rodu), Izydor wyróżniał się chłopskim pochodzeniem, co potencjalnie czyniło go szczególnie bliskim wiejskiemu odbiorcy. Inni święci, których ziemskie losy stanowią podstawę pieśni kramarskich,
to zwykle postaci związane z ziemiami czeskimi ( Jan Nepomucen, Jan Sarkander,
Cyryl i Metody) lub święci niedawno wyniesieni na ołtarze, których popularyzacja miała zapewne odgórny charakter (np. kanonizowana w 1837 r. św. Filomena,
którą opiewa pieśń z druków J-861/J-1875).

5.4.2.3. Objawienia
Kolejna kategoria to teksty, w których postaci świętych pojawiają się w świecie ludzi po swojej cielesnej śmierci, by przekazać pewną naukę moralną lub ostrzeżenie
przed karą Bożą za grzechy ludzkości. Od grupy aktywnych interwencji odróżnia
je charakter cudownej obecności na ziemi. Święci (najczęściej Maryja) objawiają
się w wybranym przez siebie momencie osobom szczególnie na to zasługującym
(dzieci, pobożni starcy itp.), a wygłaszane przez nich pouczenia mają dość ogólny charakter (piętnują grzechy całej ludzkości, a nie konkretne zachowania jednostek). Święty zazwyczaj nie oczekuje również konkretnej reakcji, ale prosi o poprawę wszystkich ludzi. Objawieniu mogą towarzyszyć cudowne zjawiska na niebie,
ale jedynym materialnym śladem nieziemskiej wizyty są symboliczne pamiątki pozostawiane przez świętego obserwatorom – zazwyczaj list z modlitwą, różaniec
lub obrazek z podobizną świętego. Przykładem może być rozmowa Maryi z dzieć8
Izydor z Madrytu został kanonizowany w 1622 r. razem z jezuickimi świętymi kontrreformacyjnymi. Niedługo później (w 1630 r.) na ziemiach czeskich pojawiają się pierwsze teksty o jego
żywocie, a po nich pieśni i literatura dydaktyczna przeznaczona dla najbiedniejszych (Mikulec
1992: 66–69).

⩶ 268 ⩶

�mi w niekompletnym druku oznaczonym numerem J-964, po której mali słuchacze otrzymują od Matki Bożej kartkę z modlitwą:
spatřili na skále státi krásnou paní.
[…]
V jasnost [!] veliké na hlavě korunu,
to byla Královna z nebeského trůnu.
Bůh jest rozhněvaný na nepravost lidskou
míni vás vyhubit, svoji rukou Božskou.
Již já prosím dávno Synáčka milého,
uprosit nemohu, již jest toho mnoho.
Kdybych já každý den za vás neprosila,
dávno by vás Boží ruka vyhubila.
[ujrzeli że na skale stoi piękna pani.
[…]
W jasności ogromnej na głowie korona,
to była Królowa z niebiańskiego tronu.
Bóg jest rozgniewany na nieprawość ludzi
zgubę wam planuje, z Boskiej swojej ręki.
Ja od dawna proszę Syneczka mojego,
wyprosić nie mogę, bo zbyt wiele tego.
Gdybym ja za wami co dzień nie prosiła,
dawno ręka Boska by was wygubiła].
( J-964)

Inny z tekstów, Nová píseň o zazračném zjevení Panny Marye svato-růženecké
v Sardynském […] ( J-555), zawiera opis objawienia maryjnego w Turynie, podczas
którego o północy we wszystkich kościołach rozdzwoniły się dzwony, a cudowna figura Maryi była spowita nieziemskim blaskiem. Rano Matka Boża w asyście
aniołów udzielała zaś ludziom pouczeń, zachęcając do odmawiania różańca, który pozostawiła po sobie na pamiątkę wiernym. Podobne przykłady obecne są także
w pieśni nr J-1916 (Nová píseň o přehrozném zázraku, který se stal w sedmihradské
zemi…), w której podczas mszy Maryja objawia się ministrantom, ostrzega przed
boską karą i wręcza księdzu list z modlitwą, czy wspomnianym już w podpunkcie
4.9.4.2. druku Pravdivá píseň o vraždách a zázracích v Pruské zemi všem katolickým
křesťanům k polepšení života vydaná ( J-2179), w której Maryja objawia się o północy na cmentarzu sierotce proszącej o pomoc zmarłą matkę. Najmniej typowe
⩶ 269 ⩶

�objawienie opisuje Nábožná píseň o Pánu Ježíši ( J-545/J-702/J-958/J-1836), mimo
mylącego tytułu poświęcona Matce Bożej Bolesnej. W pieśni Maryja objawia się
na cmentarzu w Rzymie, podczas mszy zadusznej odprawianej przez samego papieża. Towarzyszy jej siedem duchów, symbolizujących ludzkie grzechy i czekające
świat kary, ale żadna z niezwykłych postaci nie odzywa się i nie pozostawia ludzkości przesłania, z wyjątkiem tego, co odczytać można z trzymanych przez nie atrybutów (por. znaki na niebie w punkcie 5.7.2.).

5.4.2.4. Aktywne interwencje
Ostatnia grupa to teksty, w których święty aktywnie włącza się w życie ludzi by uratować niewinnie cierpiących lub przeszkodzić grzesznikom. Pierwszy z przykładów
znaleźć można w tekście Nový příběh, který se stal w pruském Polsku, v městě Vidavě, roku 1820 ( J-70/J-1260/J-1399). Mieszkający w Widawie Jan Elstner za poduszczeniem diabła zabija swoje dzieci, a zakrwawiony nóż podrzuca śpiącej żonie,
która zostaje zatrzymana jako pozornie winna zbrodni i staje przed sądem. Gdy
w obliczu przedstawionego dowodu kobieta zostaje skazana na śmierć, przed trybunałem pojawia się nieznana nikomu staruszka, która przyprowadza ze sobą dzieci Elstnerów ożywione w cudowny sposób:
K tomu se jedna paní stará najít dala,
ty zmordované dítky živé jest přivedla;
Ona promluvila, řkouc: páni poctiví!
Dovolte oznámím vám příběh této ženy.
[…]
Já jsem patronka její, matka svatá Anna,
každého se ujímám, kdo mne věrně vzývá;
I při jeho smrti chci přítomná býti,
nechci spravedlivého nechat zahynouti.
[Do tego się znalazła pewna stara pani,
która żywe przywiodła dzieci zamordowane;
Tymi słowy przemówiła: panowie dobrzy!
Pozwólcie, że przedstawię losy tej kobiety.
[…]
Ja jestem jej patronka, święta matka Anna,
nad każdym się zlituję, gdy jestem wzywana;
Także przy jego śmierci chcę być jak najbliżej,
nie pozwolę, by zginął marnie sprawiedliwy].
( J-70/J-1260/J-1399)

⩶ 270 ⩶

�Dzięki interwencji świętej skazany na śmierć zostaje prawdziwy sprawca, zaś
dzieci otrzymują od świętej złote naszyjniki, które zasłaniają ślady po podcięciu
gardła pozostałe na ich szyjach.
W tym samym polskim mieście lokalizowana jest akcja pieśni Smutný žalostivý příběh, v novou píseň uvedený, kterak se stal w Pruském Polsku […], streszczonej
już w punkcie 4.9.4.2. Tekst ten także opowiada o cudownej interwencji, tym razem świętego Jana, która przywraca życie zamordowanym przez zrozpaczoną matkę sierotom i pozwala ocalić duszę zbrodniarki. Przed zabiciem ostatniego z piątki
dzieci kobietę powstrzymuje głos z nieba:
Toho posledního chtěla také zmordovati,
ale skrz svatého Jána nemohlo to býti,
velká hrůza ji sklíčila, jak z kamene stát zůstala,
hlas hrozný slyšela.
[I tego ostatniego chciała zamordować,
ale Jan święty nie pozwolił jej tego wykonać,
lęk ją wielki ogarnął, stała jak skamieniała,
głos straszny słyszała].
( J-1539)

Następnie na spotkanie wychodzą jej tajemniczy starzec i piękny młodzieniec – są to święty Jan (Nepomucen?) i anioł stróż, którzy nakazują morderczyni przyznać się do winy przed świeckim wymiarem sprawiedliwości. Gdy powraca
ona wraz z przedstawicielami władz na miejsce zbrodni, na ich spotkanie wybiegają cudownie ożywione dzieci:
Ach, matičko milá, máme krásné modlitbičky,
dal nám jich svatý Ján, byli jsme od něj skříšeni,
umřít jsme ještě neměli, mnoho peněz nám dal.
[Ach, matulu miła, mamy piękne modlitewki,
co nam dał je święty Jan, przez niego myśmy wskrzeszeni,
umrzeć jeszcześmy nie mieli, pieniędzy dużo nam dał].
( J-1539)

Oprócz nietypowego kontrastu między współczuciem dla wdowy a szczególną wagą grzechu dzieciobójstwa, analizowanego już w części poświęconej wdowom
i sierotom, w pieśni po raz kolejny odnaleźć można motyw przekazania przez świętego cudownych modlitw zapisanych na papierze.
⩶ 271 ⩶

�Na pograniczu objawienia i aktywnej interwencji znajduje się historia opisana w pieśni Nová píseň o Panně Marii Cellenské, která se zjevila jednomu starečkovi
ve švejdské zemi… ( J-241/J-893/J-1136), opowiadające o studwunastoletnim starcu pragnącym pielgrzymować do grobu św. Jana w Pradze i do Mariazell. Zaraz po
wyruszeniu z rodzinnego miasta objawia mu się Maryja i Jan Nepomucen, którzy
zawracają go z niebezpiecznej drogi:
Pannenka Maria k němu pravila,
proto jsem se tobě tady zjevila,
já jdu naproti nebo jseš starý,
vím že bys nepřišel z Marii Celli.

[Panienka Maria do niego mówiła,
dlategom się tobie tu objawiła,
idę ci naprzeciw bo jesteś już stary,
wiem że nie wróciłbyś już z Maria Zell.

Když Panna Maria řeč dokonala,
tu se zase druhá jasnost udala,
svat. Jan Nepomuck se mu představil,
já ti jdu naproti zdalekých krajin.

Kiedy Panna Maria mówić skończyła,
zaraz druga jasność tam spłynęła,
św. Jan Nepomuk tu przed nim staje
idę ci naprzeciw z dalekiego kraju].
( J-241/J-893/J-1136)

Pielgrzym wraca do domu otrzymawszy cudowną modlitwę, ludzie zbiegają się
na miejscu objawienia i odnajdują cudowne figury Maryi i św. Jana, które zabierają do miasta. Obecni w nim „poganie” grają w karty i drwią z Maryi, zachęcając ją
do interwencji: „jesli je tak mocná ať nás potrestá, / teprv uvěříme, že pravda jistá”
[„niechaj nas ukarze jeśli jest potężna, / wtedy uwierzymy, że to prawda pewna”].
Wówczas w dom, w którym się znajdują, uderza piorun, zabijając część ze zgromadzonych. Pozostali niewierni giną w wywołanym w ten sposób pożarze. Następnego dnia cudowny charakter zdarzenia stwierdza oficjalna komisja, a nieprzekonani
dotąd „poganie” zabiegają o katolicki chrzest. W wątek pożaru wpleciona zostaje
dodatkowo modlitwa pobożnych do św. Floriana, powszechnie znanego patrona
chroniącego przed ogniem (Witecka 2003, NEČMS 2007: 217–218).
Maryja stosunkowo często pojawia się jako obrończyni pobożnych, ratująca ich
przed zbójcami, jak w pieśniach Nový a pravdiwý příběh v píseň uvedeny ( J-1012),
Píseň nová a přikladná, která se stala w Tyloříich blíž města Inšpruku […] ( J-1314)
i Smutný a pravdivy příběh ( J-1311). Dwa pierwsze przykłady zawierają podobne
historie o pobożnych młynarkach, modlących się gorliwie do Maryi, które od napaści ratuje piękna pani w świetlistych szatach ( J-1012: v bílém rouše paní, J-1314:
krásná panna). W trzecim tekście Maryja uwalnia rodzinę wziętą przez zbójców
do niewoli:

⩶ 272 ⩶

�Když mládenec byl v svém spaní,
spatřil jednu krásnou paní,
která k němu mluvila;
vstaň mládenče i s tvou matkou,
já jdu bych tě vysvobodila.
[…]
Ta Paní k nim promluvila,
já sem matka Krista pána […].

[Kiedy młodzian we śnie leżał,
jakąś piękną panią dojrzał,
która do niego mówiła;
wstań młodzieńcze wraz z twą matką,
idę abym cię uwolniła.
[…]
Tak ta Pani przemówiła,
jestem matką Chrysta pana […]].
( J-1311)

Podobną rolę odgrywa w tekstach także święta Anna. Jej interwencja w pieśni
Píseň nová o přeukrutném mordu ( J-1786) paraliżuje morderczynię i pozwala doczekać śmiertelnie rannej staruszce ostatniego namaszczenia, a w tekście Píseň nová
o zázraku svaté Anny, jenž se stal v Polsku s jedným synáčkem prýmasovym ( J-1258)
ratuje chrześcijańskiego chłopca przed mordem rytualnym planowanym przez żydowskich porywaczy (ponieważ świętej towarzyszą aniołowie, pieśń zostanie bardziej szczegółowo przedstawiona w poświęconym im punkcie 5.5.2.).
Ostatnia grupa aktywnych interwencji to opowieści o świętym włączającym się
do walki ludzkiego bohatera z diabłem i ratującym życie lub grzeszną duszę człowieka przed potępieniem (motyw podjęty także w punkcie 5.6.2.). W tej kategorii
wymienić można tekst Píseň truchlivá o bečváři ( J-554/J-1078/J-2460), oparty na
ludowym motywie zaprzedania nieznajomemu (diabłu), tego co bohater – w pieśni leniwy bednarz – ma w domu, ale jeszcze o tym nie wie. Zapisane diabłu w zamian za skarb dziecko zostaje w tekście uratowane dzięki pobożności swojej matki.
Kobieta, nieświadoma zagrażającego niemowlęciu niebezpieczeństwa, wstępuje do
kapliczki i zasypia podczas modlitwy. Wówczas jej postać przybiera Maryja, która wraz z bednarzem udaje się na miejsce spotkania z diabłem i samą swoją obecnością przepędza demona:
Její způsob nejsvětější rodička na sebe vzala,
a to dítě na svou ruku, za tím mužem chvátala.
Ďábel jak zdaleka viděl, nejsvětější královnu,
přešeredným hlasem křičel, co to vedeš za ženu.
[…]
Hned se v okamžení propad, teď bečvář si poklad vzal,
a rodičce nejsvětější, za to vroucně děkoval.
[Jej postać Przenajświętsza Rodzicielka na się wzięła,
A to dziecię na swe ręce, za tym mężem bieżyła.

⩶ 273 ⩶

�Diabeł, jak ją z daleka widział, Przenajświętszą Królową,
Przeokrutnym głosem krzyczał: „Z jaką to idziesz żoną”?
[…]
Wnet się w okamgnieniu przepadł, te pieniądze bednarz wziął,
a Rodzicielce Przenajświętszej za to mile dziękował].
( J-554/J-1078/J-2460, wersja polska za: Nyrkowski 1973: 298)

Na poziomie walki duchowej rozgrywają się natomiast wydarzenia przedstawione w utworze Vroucná píseň ke cti a chvále svaté Panny Barbory, mučedlnice, w którym święta bez trudu pokonuje diabła czyhającego na duszę umierającej w grzechu kobiety. Interwencja patronki dobrej śmierci pozwala grzesznicy na spowiedź
i tym samym ratuje ją przed ogniem piekielnym:
V tom svatá panna ďábla rychle uchytila,
pod svou nohou na jeho hrdlo jest vstoupila:
Řkouc: pekelný ďáble, proč ty mé ctitele zprzňuješ hříchami?
Dí ďábel: Svatá panno! Tvých věrných ctitelů,
co svět světem bude, pokoušet nebudu!
[Wtedy święta panna diabła prędko schwyciła,
pod swoją stopę i na gardło mu wstąpiła:
Prawiąc: piekielny diable, czemu mych czcicieli hańbić chcesz grzechami?
Na to diabeł: Święta panno! Twych wiernych czcicieli,
pokąd świat światem będzie, ja kusić nie będę!].
( J-516/J-548/J-1591)

5.4.3. Podsumowanie
Dobór świętych, których imiona są przywoływane w pieśniach kramarskich, wydaje się stosunkowo ograniczony, zwłaszcza w porównaniu z bogactwem postaci
zaludniających barokowe kościoły, patronujących bractwom religijnym czy obecnych na ludowych obrazach na szkle. Obok najczęściej przywoływanych Maryi
i św. Anny w pieśniach przeważają albo starsze i tradycyjnie uznane kulty patronów o konkretnych, „praktycznych” funkcjach – Florian, Barbara itp. (można przypuszczać, że ich kult był powszechny wśród ludu i byli oni dobrze rozpoznawalni),
albo święci kontrreformacyjni: Jan Nepomucen, Jan Sarkander, św. Izydor i święci
jezuiccy (co oznaczać może raczej przejmowanie odgórnych wzorów o ograniczonym oddziaływaniu). Wyjątkowa jest w tej grupie postać Jana Nepomucena, który łączy w sobie kontrreformacyjną siłę kultu, poczucie czeskiej swojskości i prak⩶ 274 ⩶

�tyczność jako obrońca przed powodzią i patron sierot, dzięki czemu dorównuje
popularnością św. Annie.
Maryja pojawia się w pieśniach przede wszystkim jako pośredniczka między
Bogiem a ludźmi. Objawiając się, ogłasza gniew Boży i stawia ultimatum dla całej ludzkości. Jeżeli śmiertelnicy nie poprawią swojego postępowania, wojna, mór
i prześladowania są już przez Boga zaplanowane i przygotowane. To Maryja sama
prosi Stwórcę o litość, ale nie może bez ludzkiej poprawy wszystkiemu zapobiec.
Taki obraz Matki Bożej przedstawia więc ją jako postać opiekuńczą i współczującą, ale o ograniczonych możliwościach i raczej pasywną, jeśli chodzi o zdarzenia
o większej skali. Aktywne interwencje Maryi ograniczają się zwykle do wpływu na
życie pojedynczych bohaterów, a najbardziej spektakularne (choć wciąż rozgrywające się w niewielkim gronie postaci) cuda, np. ożywianie zmarłych, przypisywane
są św. Annie i św. Janowi.
W analizowanym korpusie nie występują ponadto wątki ajtiologiczne, wyjaśniające pochodzenie zjawisk i obiektów materialnych. Nieobecne są historie zawierające motyw Bożej wędrówki po świecie u zarania dziejów, konstytuującej porządek świata, w tym narracje w których święty jest swoistym oponentem Stwórcy
(przeszkadza świadomie lub nieświadomie, nie rozumie boskiej logiki, dopytuje
się i błądzi). Pomimo że w niektórych tekstach święci bywają zestawieni w grupy
lub asystuje im anioł albo grupa aniołów, nie ma między nimi żadnej dynamiki ani
różnic w działaniu. Istoty święte po prostu wspólnie objawiają się, głosząc te same
nauki moralne i udzielając jednakowych instrukcji. Święci, Maryja i Chrystus nie
wymierzają kary grzesznikom osobiście, funkcję karzącą pełnią wyłącznie diabły
i siły przyrody, stanowiące mechanizm przestrzegania boskiego porządku świata.
Podobnie jak dziadowie wędrowni swoim repertuarem zapewniali sobie pozycję i byt (przez śpiewanie o Bogu-wędrowcu oraz o zaletach gościnności i jałmużny),
tak kramarze drukowanych ulotek umieszczali w tekstach elementy „autopromocyjne”. Wielokrotnie powtarzane przekazy o cudownych modlitwach, listach z nieba
itp. wraz z zaleceniem ich rozpowszechniania i regularnego odmawiania dla zapewnienia magicznej skuteczności działania mogły nierzadko stanowić reklamę druków
sprzedawanych przez tego samego kramarza (por. Grochowski 2003: 125–126).

5.5. Aniołowie i moce niebieskie
Koncepcja uskrzydlonych posłańców łączących świat ludzki z rzeczywistością nadziemską była popularna już w wierzeniach starożytnego Wschodu (Lurker 1989:
31, Royt 2007: 16) i stamtąd przedostała się również do wywodzących się z tego
⩶ 275 ⩶

�regionu trzech wielkich religii abrahamicznych. Aniołowie judaizmu, chrześcijaństwa i islamu to istoty bezcielesne, choć mogące wchodzić w interakcje ze światem
materialnym, których zasadniczym zadaniem jest „służba jedynemu Bogu: wojowanie z jego wrogami, oddawanie mu czci, oznajmianie jego woli żywiołom i ludziom” (Brzozowska-Krajka 2004: 419). Aniołowie Starego Testamentu aktywnie, często fizycznie, interweniują w sprawy śmiertelnych. W Nowym Testamencie
pełnią przede wszystkim rolę zwiastunów przekazujących wiadomości i ogłaszających ludziom Bożą wolę (Royt 2007: 17–19). Na tych biblijnych podstawach role
aniołów oparła późniejsza teologia chrześcijańska, wprowadzająca hierarchiczny
podział anielskich zastępów oraz koncepcję osobistego anioła stróża przydzielonego każdemu człowiekowi. Myśliciele wczesnochrześcijańscy przypisywali ponadto aniołom rolę przy wcieleniu duszy ludzkiej w momencie narodzin oraz jej wędrówce w zaświaty po śmierci (Royt 2007: 28–29). Człowiek pozostawał na ziemi
nieustannie narażony na działanie Szatana, a teologowie ze św. Tomaszem na czele właśnie w anielskim wstawiennictwie widzieli szansę zwycięstwa w tym nierównym boju. Aniołowie z legend średniowiecza i późniejszych epok pośredniczą więc
między Bogiem a śmiertelnikami, chronią i strzegą ludzi, ale również obiektów takich jak kościoły, mosty czy bramy, które uroczyście poświęcano anielskiej opiece
(zob. Royt 2007: 25).
Wobec ogromnej roli, jaką w postbarokowej pobożności ludowej odgrywał
kult świętych, znaczenie aniołów jako Bożych wysłanników pośredniczących między niebem a ziemią uległo jednak pewnemu osłabieniu. Rola aniołów w tekstach
kramarskich jest więc ograniczona i zdaje się odpowiadać ogólnej obserwacji dotyczącej ich pozycji w folklorze, sformułowanej przez antropologa kultury Ryszarda Tomickiego (1981: 45–46): „Zdecydowanie uboczne miejsce w hierarchii świata
nadnaturalnego zajmowały anioły, których funkcje ograniczały się niemal wyłącznie do głoszenia chwały Boga, jeśli nie liczyć wiary w anioła stróża”.
Podobnie jak w przypadku diabłów, także aniołowie pojawiają się fizycznie
w świecie przedstawionym pieśni kramarskich, zazwyczaj jednak nie działają samodzielnie, ale towarzyszą objawianiu się potężniejszej istoty nadnaturalnej – świętego, Matki Bożej lub samego Chrystusa9. Z tego względu w niniejszej pracy zostali oni włączeni do kategorii mocy niebieskich bezpośrednio związanych z Bogiem,
służących oznajmianiu lub realizacji jego woli, nie zaś faktycznych ziemsko-nie9
Teksty, w których aniołowie towarzyszą Chrystusowi, to przede wszystkim pieśni dotyczące jego ziemskiego życia. Zgodnie z przekazem ewangelicznym zwiastują oni jego narodziny pasterzom w pieśniach o charakterze kolędowym, opłakują mękę w tekstach pasyjnych i głoszą jego zmartwychwstanie w pieśniach wielkanocnych.

⩶ 276 ⩶

�bieskich pośredników o własnej podmiotowości i funkcji mediacyjnej, mających
rzeczywisty wpływ na boże decyzje. Używając określenia etnografki Elżbiety Berendt (2005: 397) można takie anioły scharakteryzować jako „bardziej uosobioną
posługę niż samą osobę”.
Wyobrażenia chrześcijańskich aniołów czerpały ze sztuki antycznej, zdaniem
badacza ikonografii chrześcijańskiej Jana Royta (2007: 27) odwołując się do przedstawień posłańca bogów Hermesa/Merkurego czy rzymskich Geniuszów. Przez całe
średniowiecze dominowało wyobrażenie anioła jako pięknego, oskrzydlonego młodzieńca, ale sztuka nowożytna sięgnęła po inny znany wczesnym chrześcijanom obraz, przedstawiając zastępy anielskie pod postacią skrzydlatych dzieci (Royt 2001:
20–23). Putta (często określane biblijnym mianem cherubinów) zaroiły się wokół
ołtarzy oraz na obrazach w barokowych i rokokowych kościołach, a stąd przeniknęły także do ludowej wyobraźni, w tym druków kramarskich:
Z reguły niewidzialne ludowe anioły w przebłysku objawień najczęściej jednak przybierały postać ludzką. W czerpiącej bezpośrednie wzory przede wszystkim z ikonografii baroku sztuce ludowej były one pulchnymi dziećmi (według powszechnych
przekonań anielskie szeregi zasilały zmarłe dzieci), rzadziej stawały się młodzieńczymi istotami o nieokreślonej płci.
(Berendt 2004: 402)

Równolegle z dwoma plastycznymi formami przedstawiania aniołów wyróżnić możemy także dwa podstawowe sposoby charakteryzowania ich relacji z ludźmi i roli pełnionej w ludowych narracjach (zob. Kaczan 2005: 561). Anioł literatury ludowej bywa zatem obcy człowiekowi, doskonały i wyniosły – jako taki pełni
przede wszystkim rolę głosiciela Bożej woli, objawiając się często w atmosferze numinotycznej fascynacji wśród innych nadprzyrodzonych znaków i zjawisk. Ta wizja pozostaje bliska religijnej interpretacji anielskiego posłannictwa, jednak w przypadku sztuki ludowej częstsza jest zapewne druga postać, w której anioł staje się
według słów Elżbiety Berendt (2004: 398) „w większym stopniu posłańcem człowieka do Boga niż Boga do człowieka”. Anioł pełni więc rolę pomocnika i pocieszyciela, uczłowieczanego i pozbawianego nieziemskiego majestatu, czasem aż do
granic desakralizacji (np. w tekstach pastorałek, przedstawiających anioły psotne
czy popełniające błędy, będące odpowiednikiem pociesznych diabłów z ludowych
bajek; zob. Kaczan 2005: 557). W niektórych tekstach folkloru występowały także anioły zoomorficzne (Berendt 2004: 402), których istnienie wiązało się zapewne
z przenikaniem do ludowej religijności starszych wierzeń pogańskich. W przypadku
⩶ 277 ⩶

�druków kramarskich wspomniane nadmierne uczłowieczanie aniołów raczej nie występuje, a motywy zwierzęce ograniczone są do jednego (choć kilkakrotnie wznawianego) tekstu Nová píseň k Panně Marii, mówiącego o anielskim ptaku wyśpiewującym chwałę Matki Bożej:
Ej slyším jednoho ptáčka překrásného,
ten sobě vesele zpívá […].
Vidím není ptáček, než je anjelíček,
před Matičkou cellenskou, on zpívá píseň anjelskou […].
[Hej słyszę ja ptaszka przepięknego,
który śpiewa wesoło […].
Widzę to nie ptaszek, ale aniołeczek,
przed Mateńką celleńską, śpiewa pieśń anielską […]].
( J-234/J-443/J-464)

5.5.1. Anioł w języku pieśni kramarskiej
Pieśni, w których odnotowano motyw anielskiej obecności, nazywając te istoty
posługują się niemal wyłącznie czeskimi wariantami łacińskiego terminu angelus
(greckiego ἄγγελος), pierwotnie oznaczającego posłańca i będąca przekładem hebrajskiego mal’ach (Royt 2007: 16). Najczęściej spotykaną formą jest staroczeska
postać anjel, rzadziej współczesna anděl (w niektórych tekstach obie formy stosowane są zamiennie). Wyróżnionym typem anioła jest ponadto anjel/anděl strážce,
a więc osobisty anioł stróż przypisany każdemu człowiekowi.
W kilku tekstach (np. J-57, J-752, J-836) obok standardowego określenia użyte zostało słowo cherubín (zlatynizowana postać hebrajskiego keruvim), pieśni nie
precyzują jednak znaczenia tego terminu, który według chrześcijańskiej angelologii
powinien oznaczać jednego z aniołów najbliższych Bożego tronu (Royt 2007: 21).
Cherubini przywoływani w tekstach pełnią raczej poboczną rolę i – wobec braku
opisu – nie odpowiadają budzącym grozę, wieloskrzydłym i wielogłowym istotom
z ksiąg Starego Testamentu (por. Lurker 1989: 31–32). Użycie tego słowa wynika zapewne z niejednoznaczności terminu, służącego także do opisu dziecięcych
aniołków baroku. W dwóch przykładach ( J-194, J-1103) niebiańscy pomocnicy
określani są jedynie słowem pacholátko (‘pacholątko’, ‘chłopczyk’), ponownie przywodzącym na myśl barokowe putta. Wyjątkowo (w XVIII-wiecznym druku J-836)
występuje również nazwa serafin (hebr. serafim), ponadto wszyscy mieszkańcy niebios określeni bywają zbiorczo jako nebešťané (‘niebianie’, np. J-510).

⩶ 278 ⩶

�Najczęściej spotykane określenia aniołów to nebeský anděl, anděl boží, określające pochodzenie aniołów i miejsce ich normalnego przebywania (niebo) oraz
służbę Bogu. Dalsze anielskie epitety to krásný anděl (także zdrobnione krásný andělíček), w których użyte przymiotniki określają niezwykłe piękno zewnętrzne,
anjel slavný ‘wspaniały’ i svatý anděl ‘święty’, dotyczące ogólnej oceny i wartościowania etycznego (świętości) tych istot, odpowiadające reprezentowanemu przez nie
absolutnemu dobru. Pochodzący od czeskiej nazwy anioła przymiotnik andělský/
anjelský niesie podobne nacechowanie, a pojawiające się w tekstach określenie anjelský hlas (‘anielski głos’) jest następnie dookreślone jako líbezný, a więc ‘wdzięczny’, ‘rozkoszny’, lub pochodne od tego słowa přelíbezný ‘przecudowny’ i líbý ‘miły’.
Jako symbolu piękna i dobra do aniołów bywają ponadto przyrównywani ludzie
prowadzący szczęśliwe i pobożne życie, np. J-301/J-2468/J-2711: manžele […] jako
dva anjele [„małżonkowie […] jak dwaj aniołowie”].

5.5.2. Aniołowie w fabule pieśni
W myśl przedstawionego już podziału na dwa typy przedstawień anielskich: obecny w ludzkim życiu jedynie z dystansu oraz bezpośrednio zaangażowany i bliższy
człowiekowi, rozpatrywać można także wątki angelologiczne w pieśniach kramarskich. Pierwszemu typowi odpowiadać będą pieśni, w których aniołowie towarzyszą objawieniom Maryi lub innym cudownym zdarzeniom i de facto zostają sprowadzeni do roli stereotypowego sztafażu, istot oddających cześć potężniejszym
mieszkańcom katolickich niebios. Drugi typ to przede wszystkim aktywność aniołów stróżów, którzy włączają się w przedstawione w pieśni dramatyczne wydarzenia, by wspomóc pokrzywdzonych bohaterów pozytywnych. W żadnym z tekstów
aniołowie nie wymierzają kary grzesznikom czy postaciom negatywnym – ta rola
zarezerwowana jest dla demonów, co zostanie opisane w następnym podrozdziale.

5.5.2.1. Aniołowie – niebiańska asysta
Aniołowie towarzyszący objawieniom i podobnym aktom hierofanii nigdy nie występują w tekstach w pojedynkę, zazwyczaj mowa jest albo o nieokreślonej, ale znacznej liczbie istot, albo – najczęściej – widoczna jest para aniołów10. Ich obecność
10
Rolę tak przedstawianej anielskiej asysty na otoczonych kultem świętych obrazach tłumaczy Vítězslav Štajnochr w swoim studium ikonografii maryjnej: „Patrně základní je sestava milostného obrazu či sochy se dvěma anděly. Anděle buďto vynášejí Pannu Marii na nebesa – přímo obraz,
např. za rám, sochu, např. za ruce, vynášejí trůn Panny Marie, vynášejí Pannu Marii na oblaku jako

⩶ 279 ⩶

�odpowiada wyobrażeniom plastycznym, na których postaciom świętych często towarzyszą aniołowie w charakterze orszaku, pomocników trzymających ikonograficzne
atrybuty, czy po prostu dekoracji (zob. Royt 2007: 27).
W pieśni Nová píseň o Panně Marii Cellenské, která se zjevila jednomu starečkovi ve Švejdské zemi […] ( J-241/J-893/J-1136), aniołowie towarzyszą objawieniu Maryi, która zatrzymuje pobożnego starca w drodze do Mariazell, by oszczędzić mu trudów pielgrzymki. Anielską obecność oznajmia najpierw nieziemski
głos witający wędrowca:
Když slunce nebeské zacházet mělo,
tu se nad nim v lese hrozné zatmělo,
slyšel Anjelský hlas, líbezně zpívat,
zdrávas buď Poutníku tebe jdem vítat.
[Gdy słońce na niebie zachodzić już miało,
ponad nim w lesie strasznie pociemniało,
słyszał głos Anielski, rozkoszne śpiewanie,
zdrowaś Mario Pielgrzymie tobie przywitanie].
( J-241/J-893/J-1136)

Podstawową cechą określającą wygląd aniołów wydaje się jasność rozumiana
jako silne światło lub niezwykle czysta biel (Berendt 2004: 402). Także w cytowanej pieśni las ogarnia więc światłość, w której widoczne są postacie aniołów i Matki Bożej:
Jasnost převeliká nad lesem byla,
v ni svati Anděle Panna Marya
s přelíbeznym hlasem na něj volali,
padni na kolena patř do oblohy.

[Jasność przeogromna nad lasem była,
w niej święci Aniołowie i Panna Maryja
rozkosznymi głosami wołali do niego,
padnij na kolana popatrz w górę w niebo].
( J-241/J-893/J-1136)

poslové Boží, zprostředkovatelé Boží vůle. Dvojice andělů přidržuje korunu, od Boha udělenou, nad
hlavou Panny Marie. Andělská dvojice se Panně Marii klaní. Andělská dvojice vždy vyjadřuje stálé
svědectví Nanebevzetí Panny Marie; k dosvědčení skutků je potřeba nejméně dvou svědků. Andělská dvojice vyjadřuje i neustálou služebnost Boží vůli” [„Podstawową zdaje się kompozycja słynącego łaskami obrazu lub rzeźby z dwoma aniołami. Aniołowie mogą wynosić Pannę Marię do nieba,
podnosić bezpośrednio obraz, np. za ramę, figurę za ręce, wynosić tron Panny Marii, unosić Pannę
Marię na chmurze jako Boży posłańcy, wykonawcy Bożej woli. Para aniołów podtrzymuje koronę,
daną od Boga, nad głową Maryi. Para aniołów kłania się Maryi. Para aniołów daje bezustannie świadectwo Wniebowzięcia NMP; jako świadectwo zdarzenia konieczni są co najmniej dwaj świadkowie. Anielska para symbolizuje także bezustanne posłuszeństwo Bożej woli”] (Štajnochr 2000: 87).

⩶ 280 ⩶

�Anielska asysta przy objawieniach Maryi, przejawiająca się także jako cudowna muzyka, wydaje się w tekstach kramarskich standardowym motywem – wątek
ten obecny jest również w pieśni J-2192 o objawieniu w Lourdes („zjevila se Maria
za zvuků andělských” [„zjawiła się Maria przy dźwiękach anielskich”]) czy druku
J-1256, Hrůzoplná píseň o strašlivém znamení, kteréž bylo k spatření na obloze nebeské […], opisującym cud w Italii, podczas którego mała dziewczynka była świadkiem
niezwykłej mszy, odbywającej się o północy w kościele. W czasie nabożeństwa, zakończonego objawieniem maryjnym, aniołowie grają na organach i służą przy ołtarzu. Niezwykłym zjawiskom ponownie towarzyszy światłość, a dziecko nie boi
się cudu i jest nim oczarowane: „Dva krásní anjele jsou posluhovali, / ostatní na
choře, ke cti chvále Boží, na varhany hráli” [„Dwaj aniołowie piękni do mszy służyli, / inni na chórze, ku chwale Bożej, na organach grali”].
Dalszy przykład podobnej sceny pochodzi z zachowanej w kilku wydaniach
pieśni, której akcja umieszczana jest w Krakowie lub Budapeszcie, a tytuł zaczyna się od słów Pravdivá píseň o zázračném zjevení Panny Marie ( J-1733 – Kraków,
J-2499 – Budapeszt). Podobnie jak w poprzedniej pieśni cud dzieje się w nocy
(dwie godziny po północy), a niebo rozświetlają niebieskie gwiazdy i krwawoczerwone słońce, na których tle widoczna jest postać Maryi i dwaj aniołowie. Tym razem jednak świadków ogarnia groza:
[…] staly se věci hrozné,
slunce jako krev červené, pět hvězd promodralých,
lidé strachem omámené, hrůzou na zem padali.
[…]
V tom slunci bylo k vidění v prostřed Pannu Maryi,
a dva krásné anjelové, jak jí posluhovali.
[[…] stały się rzeczy straszne,
słońce jak krew czerwone, pięć gwiazd posiniałych,
ludzie omamione, z przestrachu na ziemię padli.
[…]
W słońcu oglądana była w samym środku Panna Maryja,
i dwaj aniołowie piękni, którzy jej służyli].
( J-1733/J-2499)

Opis dwóch aniołów towarzyszących innym znakom na niebie przywołuje ikonograficzne przedstawienia tych istot na kramarskich drzeworytach (zob. ilustracja 17a. na tablicy X), sprowadza więc ich rolę do heraldycznych trzymaczy zapewniających odpowiednią oprawę cudownemu zdarzeniu (por. Berendt 2004: 401).
⩶ 281 ⩶

�Takie wyobrażenie zostało bezpośrednio opisane w pieśni J-219 pt. Pravdivý příběh,
který se stal w ruské zemi, skrz 3 bezbožné rouhače proti Kristu Ježíši, w której bluźniercom niszczącym przydrożny krucyfiks objawia się sam Chrystus, podtrzymywany na krzyżu przez dwóch aniołów: „viděl jasnost převelikou, na obloze svatý kříž,
/ který nesli dva andělé, na něm krásný Pán Ježíš” [„widział jasność przeogromną,
a na niebie święty krzyż, / który dwóch aniołów niosło, na nim piękny Pan Jezus”].
Jest ono widoczne również w pieśni J-731 Pravdivá píseň o shoření chrámu Páně
v zemi americké r. 1864 všem katolickým křesťánům ku polepšení vydaná, w której po
tragicznym pożarze katedry w ruinach widoczni byli dwaj aniołowie, którzy podarowali ludziom niebiański list z modlitwą:
Všecko v kostele shořelo okolo oltáře,
Nad tím chrámem na obloze stála velká záře,
V ní bylo k spatření
Dva krásné anděle,
Bylo slyšet líbým hlasem ctít Pannu Marii.
Ty se v oblakách vznášeli, list v rukou drželi, […].
[Wszystko w kościele spłonęło wokół ołtarza,
Nad świątynią na niebie stała wielka zorza,
W niej widać było
Dwóch pięknych aniołów,
Głosem rozkosznym czciło Pannę Marię.
Wśród chmur się unosili, kartkę w rękach trzymali, […]].
( J-731)

W pieśni znaleźć można wymienione wcześniej nieziemski blask i cudowny
śpiew. Dodatkowo podkreślone zostało unoszenie się przez anioły w chmurach, a więc
ich zdolność latania. Co ciekawe żaden z analizowanych przeze mnie tekstów nie informuje wprost o posiadaniu przez nie skrzydeł, choć w tekstach krytycznych są one
często wymieniane jako najbardziej oczywisty wyróżnik anielskości11 (np. Berendt
2004: 403, Kaczan 2005: 554). Brak takiej informacji można jednakże zinterpretować jako potwierdzenie jej powszechnej znajomości, która sprawia, że nie potrzeba
przywoływać oczywistych faktów. Taka interpretacja wydaje się prawdopodobna,
ponieważ opisy fizycznego wyglądu postaci w pieśniach kramarskich są zazwyczaj
bardzo zdawkowe i oparte na utartych schematach, zaś drzeworyty ilustrujące druki
11
Por. pierwsze zdanie hasła Anděl w encyklopedii kultury ludowej Czech, Moraw i Śląska:
„Nadpřirozena bytost s křídly, boží posel” [„Nadprzyrodzona istota ze skrzydłami, Boży posłaniec”]
(NEČMS 2007: 27).

⩶ 282 ⩶

�kramarskie regularnie korzystają z wizerunków skrzydlatego anioła (a w tekstach wyjątkowo obecny był też wspomniany już motyw anioła-ptaka, J-234/J-443/J-464).
Podobne do już opisanych motywy objawienia maryjnego i towarzyszącej mu
ludzko-anielskiej interakcji przedstawia Nová píseň o zjevení panny Marie, která se
zjevila blíž města Říma v jednom velkém lese… ( J-1297/J-1849) z 1847 r. Tekst opisuje historię sanktuarium maryjnego pod Rzymem, w którym święty obraz został
przez ludzi zapomniany. Aby przypomnieć o miejscu kultu okolicznym mieszkańcom objawia się więc sama Maryja. Towarzyszą jej zastępy anielskie, których rolą
jest odnowienie cudownego, nieludzką ręką stworzonego obrazu, co stanowi kolejny aspekt anielskiej działalności – troskę o miejsca i obiekty kultu religijnego:
Po třikrát nad tímto lesem bylo
vidět v té záři veliké Andělé nebeští
dolu stupovali.
[…]
Ten obrázek svatý, co byl zavržený,
od svatých Andělův, snad nebeskou barvou byl obnovený.
Zástup velký stál nebeských Andělův,
malovali čtyří bolestný obrázek Panenky Marie.
[Po trzykroć nad tym lasem widziane było
w światłości wielkiej Aniołowie z nieba
na dół zstępowali.
[…]
Ten obrazek święty, co był porzucony,
przez Aniołów świętych, niebieską był farbą odnowiony.
Zastęp wielki stał niebieskich Aniołów,
malowali we czterech bolesnej Panny Marii obrazek].
( J-1297/J-1849)

Jeden z aniołów dodatkowo poucza i ostrzega ludzi przed karą Bożą: „Anděl
nebeský stál napomínal lidé, / hleďte se polepšit, Bůh jest rozhněvaný, ať nezahynete” [„Anioł niebieski stał ludzi napominał, szukajcie poprawy, Bóg jest rozgniewany, byście nie zginęli”].
Analogiczną historię przekazuje pieśń z druków J-610/J-1259 (Píseň nová
o podivném zázraku svatej Anny, všem věrným ctitelům na světla vydaná), w której
aniołowie przynoszą cudowny obraz do zniszczonej przez trzęsienie ziemi kaplicy w Portugalii: „Nad tou svatou kaplu, obraz svatej Anny, / drželi v povětří anjele
nebeští, krásně malovaný” [„Nad tą świętą kaplicą, obraz świętej Anny, / trzymali
w powietrzu aniołowie niebiescy, pięknie malowany”].
⩶ 283 ⩶

�Oprócz fizycznej opieki nad świątyniami, za inny przejaw troski aniołów o miejsca kultu uznać można ponadto modlitwę i śpiew przy grobach świętych, o czym
informuje np. Nábožná píseň ke cti svatého Izidora Vyznavače:
U hrobu jeho zpívání
anjelské bylo plésání:
To slyšelo lidu mnoho,
chválic Pána Boha z toho.

[Przy grobie jego śpiewanie
anielskie było radowanie:
Ludzi wielu to słyszało,
Pana Boga wychwalało].
( J-517/J-833/J-1951)

5.5.2.2. Aniołowie – aktywni obrońcy pobożnych
W dotychczas przedstawionych przykładach aniołowie druków kramarskich przypominają aniołów sztuki ludowej w definicji Elżbiety Berendt (2004: 399): „Najczęściej wydają się przebywać w niebie, a na ziemi tylko wśród tych, którzy do nieba są
przeznaczeni. Z ziemią łączą je także liczne cudowne objawienia; głównie maryjne”.
W nielicznych przykładach tekstów aniołowie pełnią rolę większą niż jedynie
nadnaturalnej dekoracji. Najbardziej spektakularnym przykładem jest tekst pieśni Příběh strašlivý který se stal blíž města Vindyše, když jedna matka dětem svým
zlé vinšovala ( J-945/J-2225), w którym przywołane modlitwą 9 chórów anielskich przepędza diabły, więżące uprowadzone podstępem dzieci (więcej uwagi
fabule pieśni poświęcono w rozdziale o demonach, por. punkt 5.6.2.). Warto jednak zauważyć, że tekst nie zawiera opisu niebiańskiej interwencji, a jedynie opisuje
grzmot (por. ogień niebieski w punkcie 5.7.2.), po którym po diabelskiej obecności nie pozostaje żaden ślad. Tekst obfituje ponadto we fragmenty opisujące zwyczajową działalność aniołów i zasady organizacji anielskich chórów. Liczba 9 chórów anielskich (dzielonych dalej na 3 triady) zgadza się z interpretacją większości
teologów średniowiecznych, czerpiących z pism twórcy angelologii chrześcijańskiej, Pseudo-Dionizego Areopagity (zob. Kaczan 2005: 561, Royt 2007: 20; szerzej: Royt 2001: 10–18):
Tam okolní lidé všickní devět kůrův anjelských ctí,
devět modliteb říkají, tak anjelův pozdravují.
Kdo ctí ty kůry anjelské, obsáhne radosti rajské:
když kračíme k přijímání, anjele nás doprovází
Kdo se k nim bude modliti, v poslední hodince smrti,
od každého kůru jeden anjel má býti přítomen.

⩶ 284 ⩶

�Ďíbla pryč od nás zaženou, duši naši k sobě vezmou,
k Bohu ji donesou slavně, bude se radovat věčně.
[W okolicy ludzie wszyscy dziewięć czczą chórów anielskich,
dziewięć modlitw odmawiają, tak aniołów pozdrawiają.
Kto czci chóry anielskie, dosięgnie radości rajskiej:
gdy do komunii kroczymy, aniołowie nas prowadzą
Kto się do nich modlić będzie, w ostatniej śmierci godzinie,
z każdego chóru jeden anioł obecny będzie.
Diabła od nas precz odpędzą, duszę naszą z sobą wezmą,
Bogu ją zaniosą sławnie, radować się będzie wiecznie].
( J-945/J-2225)

Aniołowie zatem towarzyszą pobożnym ludziom podczas sakramentu komunii (por. przekonanie o anielskiej obecności w uroczystości pierwszej komunii, Berend 2004: 411) oraz w chwili śmierci, kiedy towarzyszą zbawionej duszy w drodze do nieba: „Kierując się swym powołaniem boskich posłańców, ludowe anioły
przebywały w pobliżu człowieka. Zjawiały się w momencie jego narodzin i towarzyszyły mu do śmierci” (Berend 2004: 407).
Szczególnie wyraźna jest anielska obecność w życiu świętych – teksty hagiograficzne, np. znana z kilkunastu różnie zatytułowanych kopii pieśń o świętej Katarzynie, rozpoczynająca się incipitem „Na sionské hoře kvítek kvete…” [„Na syjońskiej górze kwitnie kwiat…”], wspominają o aniołach czuwających przy zwłokach
świętej, witających jej duszę w niebie i wręczających palmę męczeństwa. W żywocie świętej Filomeny (Píseň k uctění svaté panny a mučedlnice Filumeny) mowa dodatkowo o opatrywaniu przez anioła ran męczennicy:
Anjel hojí rány bolestné,
přiblíživ se k panně v nočním čase,
těší srdce její žalostné.

[Anioł goi rany bolesne,
zbliżywszy się ku pannie w nocnej porze,
serce jej w żalu pociesza.

Káže tyran Filumenu stít,
Anjel spěcha palmou ozdobiti […].

[Tyran Filomenę ściąć nakazuje,
Anioł pośpiesza palmą honoruje […]].
( J-861/J-1875)

Pieśni kramarskie (np. przywoływany wielokrotnie tekst J-945/J-2225) sugerują ponadto popularną, choć błędną interpretację teologii chrześcijańskiej, zakładającą, że aniołami mogą stać się po śmierci dusze zbawionych: „Kdo se modlí ty
⩶ 285 ⩶

�modlitby, ten bude skrz anjely / Do slávy večné přiveden, v anjelském kůru postaven” [„Kto się modli tymi modlitwami, będzie przez aniołów / Do wiecznej chwały wprowadzony, w chórze anielskim postawiony”].
Informację o duszach dołączających do chórów anielskich, wyśpiewujących
Bożą chwałę w niebie, odnaleźć można także w pieśni Novina velmi žalostivá, která se stala v horních Rakousích blíž města Lince s jedným nemilosrdným lakomcem…,
która jako pouczenie moralne przytacza biblijną przypowieść o bogaczu i ubogim
Łazarzu (Łk 16, 19–31):
Lazar pak chudý v radosti
Štastné požívá věčnosti:
V nebi se s Bohem radujé,
S anjely si prozpěvuje.
[…]
Dá vám Pán Bůh požehnání,
Potom v nebi přebývání.

[Łazarz zaś biedny w radości
Szczęśliwej zażywa wieczności:
W niebie się z Bogiem raduje,
Z aniołami wyśpiewuje.
[…]
Tak wam Pan Bóg błogosławi,
Potem w niebie pozostawi].
( J-102)

5.5.2.3. Anioł stróż
Obecna w cytowanej pieśni o 9 chórach anielskich idea anioła fizycznie stającego
w obronie śmiertelników jest związana z koncepcją aniołów stróży, która początkowo odnosiła się przede wszystkim do walki duchowej i obrony przed grzechem.
Z czasem – wraz z popularyzacją tego kultu w baroku – powszechną stała się bardziej namacalna interpretacja anielskiej opieki również jako ochrony przed zagrożeniami świata fizycznego. Taka dowolność interpretacji koncepcji anioła stróża
ułatwiła adaptację chrześcijańskiej mitologii do lokalnych warunków, dzięki powiązaniu jej ze znanymi w całej Europie pogańskimi duchami przeznaczenia i domowymi duchami opiekuńczymi. W niektórych przypadkach, w tym na obszarze
Słowiańszczyzny, popularyzacja kultu anioła stróża służyła walce z reliktami pogańskich wierzeń jeszcze w XVIII i XIX w. (Berendt 2004: 410, Brzozowska-Krajka 2004: 420).
Aniołowi stróżowi poświęcona jest cała pieśń O svatém Anjelu Strážci mająca
charakter pierwszoosobowej modlitwy. Tekst zawiera informację o tym, że anioła,
który chroni przed diabłem i ziemskimi nieprzyjaciółmi, posyła do człowieka
sam Bóg w chwili narodzin:

⩶ 286 ⩶

�Buď pozdravený Anjele slavný,
Jenž k ostříhání mně jsi poslaný
od Boha mocneho: byls mi přítomen,
jak jsem narozen, až do dne dnešního.

[Bądź pozdrowiony Aniele sławny,
Który by strzec mnie byłeś posłany
przez Boga mocnego: byłeś obecny,
kiedym się rodził, aż do dnia dzisiejszego].
( J-360/J-467)

Tekst ten jako jedyny przyznaje aniołowi możliwość proszenia Boga o łaski
w imieniu człowieka, co wynika zapewne z jego modlitewnego charakteru. Jest to
jedyny przypadek, w którym anioła można zaliczyć do pośredników pełniących
funkcję mediacyjną, a nie jedynie wykonawców czyichś poleceń.
Pojęcie anioła stróża wykorzystano również w tekście pieśni nr J-57, Píseň
o pronásledování katolíků v Turcích. Uwięzionych przez tureckie władze katolików
w cudowny sposób wyswobadza z więzienia anděl strážce w asyście dwóch cherubinów, momentalnie przenosząc uwolnionych do położonej w odległości 200 mil
Jerozolimy. Anielskiej interwencji znów towarzyszy nieziemski blask: „Ozářilo se
vězení všem lidem k podivení, / anděl strážce sem přichází ze dvouma cherubíny”
[„Rozjarzyło się więzienie ludziom wszystkim do ujrzenia, / anioł stróż tam przybył i dwaj cherubini”].
W podobny sposób wątek anielskiej opieki przedstawia popularna pieśń o udaremnionym mordzie rytualnym, zatytułowana Píseň nová o zázraku svaté Anny,
jenž se stal v Polsku s jedným synáčkem prýmasowym. Porwanego przez Żydów katolickiego chłopca od śmierci ratuje w niej interwencja św. Anny, której towarzyszą dwaj aniołowie uzbrojeni w ogniste miecze, broniący oprawcom wejścia do
piwnicy, w której niedoszła ofiara została uwięziona:
jak vešli do dveři, spatřili div Boži,
dva anjele tam stáli s ohnivýma meči.
[…]
Svatá Anna mila, ta tam semnou byla,
dva krásné anjeličky, také sebou měla.

[cud Boży ujrzeli, gdy drzwi przekroczyli,
z mieczami ognistymi dwaj aniołowie stali.
[…]
Święta Anna miła, ona tam ze mną była,
i dwóch pięknych aniołków, przy sobie miała].
( J-1258)

O ile jednak w poprzednim przykładzie aniołowie działają samodzielnie, tutaj aktywnym podmiotem jest bez wątpienia święta, a niezwykli opiekunowie stanowią raczej emanację jej mocy i realizują jej wolę.
Aniołem jest też z pewnością młodzieniec w białych szatach, który pomaga
wypędzonym przez wyrodnego syna rodzicom z tekstu Nová píseň na příklad rodičům a dítkám na světlo vydaná ( J-113/J-1013/J-1053). Pieśń opisuje go słowami:
⩶ 287 ⩶

�„přišel jest k ním mládenec, a ze sna je zbudil, měl roucho celé bílé” [„przybył ku
nim młodzieniec, ze snu ich obudził, szatę miał całkiem białą”]. Motyw anioła stróża pomagającego bohaterowi przezwyciężyć rozmaite przeciwności pojawia się także w tekstach opartych na legendach hagiograficznych lub przekazach biblijnych.
Pieśni przedstawione w niniejszym punkcie należą do tekstów najwięcej (choć
wciąż niewiele) uwagi poświęcających wyglądowi zewnętrznemu aniołów. Oprócz
wspomnianego powyżej opisu śnieżnobiałej anielskiej odzieży, jako młodzieńcy
w białych szatach, pojawiają się aniołowie pomagający św. Izydorowi w pracy na roli
w tekście Nábožná píseň ke cti svatého Izidora Vyznavače ( J-517/J-833/J-1951): „Spatřil dva krásné mládence, / Jenž s čtyřmi voly vorají, / A bílé oděvy mají” [„Ujrzał
dwóch pięknych młodzianów, / Którzy w cztery woły orali, / A odziani byli w bieli”].
Młodzieńcem określony jest ponadto anioł stróż z pieśni-modlitwy O svatém
Andělu Strážci ( J-360/J-467). Ostatni, najmniej jednoznaczny sposób przedstawiania anielskiej interwencji odnaleźć można w dwóch pieśniach, które nadprzyrodzoną interwencję pozbawiają dotychczas zawsze obecnej oprawy z cudownych znaków
i muzyki. Teksty Píseň žalostivá o jedné paní ve Vlaších, která jako mrtvá pochovaná
byvši, devět dní v hrobě ležela ( J-1103) i Příkladná píseň o přehrozné a ukrutné nynější
francouzké vojně… ( J-194) opisują różne historie, ale w obydwu kobiecą bohaterkę
przed śmiercią ratuje pomoc cudownego dziecka (określanego słowem pacholátko). Pierwsza z pieśni to historia uznanej za zmarłą i pochowanej żywcem ciężarnej kobiety, która zamknięta w grobowcu rodzi zdrowe dziecko. Podczas 9 dni, jakie upłynęły zanim została ona uwolniona, wraz z noworodkiem była odwiedzana
przez chłopczyka, który karmił ją cudownym pokarmem:
Každý večer, též i v noci,
Každé ráno, o poledni
Pokrm pacholátko milé
Nosilo mi každé chvíle

[W każdy wieczór, oraz w nocy,
W każde rano, i w południe
Pokarm pacholątko miłe
Przynosiło w każdą chwilę].
( J-1103)

Wątek ten jest bliski historiom o eucharystii lub cudownym pokarmie dostarczanym przez anioły świętym (por. Berendt 2004: 405) i choć niezwykły obrońca nie jest jednoznacznie nazwany aniołem, można przypuszczać, że jego dziecięca
postać wynika z wpływu, jaki postbarokowa sztuka religijna, przedstawiająca anioły jako pulchne putta, wywarła na ludową wyobraźnię (zob. ilustracje 16c., 17a.
i 18a. na tablicach X i XI). Piękny chłopczyk pomaga również bohaterce drugiej
z wymienionych pieśni, która przez złego żołnierza została wrzucona do jeziora:
⩶ 288 ⩶

�Však v té době přišlo krásné, maličké pacholatko,
z té vody ji pomahalo, tyto slova pravilo:
hleď ženo proto tvůj život skrz mně ochráněný máš,
že se za duše v očístci každodeně modliváš.
[Ale w tym czasie przyszło piękne, małe pacholątko,
z wody wyjść jej pomogło, te słowa mówiło: Pokarm pacholątko miłe
zważ kobieto że za mą sprawą życie ocaliłaś,
bo za dusze czyśćcowe co dzień się modliłaś].
( J-194)

Przykład anioła aktywnego i obdarzonego wielką mocą przynosi również
przedstawiona w punkcie 4.9.4.2. pieśń J-1096, Píseň pravdivá o jednom smutným
příběhu, který se stal w městě Šartynu v Bavorské Zemi, w której zamordowane przez
ojca i macochę dzieci zostają przez anioła stróża cudownie przywrócone do życia.

5.5.3. Podsumowanie
Obraz anioła wyłaniający się z tekstów pieśni kramarskich jest bliski uproszczonym
interpretacjom doktryny Kościoła katolickiego i stosunkowo odległy od jego czysto
folklorystycznych przedstawień (por. Niedźwiedź 2004). Anioł pieśni kramarskiej
jest piękny, święty, przybywa z nieba, jest sługą Boga, a jego własna podmiotowość jest dosyć ograniczona. Teksty nie informują o tym, w jaki sposób aniołowie
pojawili się na świecie, ale przynajmniej w niektórych przypadkach aniołem może
stać się po śmierci człowiek żyjący zgodnie z zasadami wiary katolickiej. Fizycznemu pojawieniu się aniołów towarzyszy zazwyczaj cudowny blask i jasność, budzący u ludzi fascynację, ale mogący także wywoływać lęk. Fizyczne ciała aniołów
zazwyczaj przypominają nieziemsko pięknych młodzieńców, odzianych w nadzwyczajnie białe szaty, ale mogą oni również pojawiać się jako cudowne dzieci,
również płci męskiej, a wyjątkowo jako pięknie śpiewające ptaki. Aniołowie mogą
unosić się w powietrzu, choć teksty nie informują szczegółowo o sposobie w jaki
latają. Posiadają piękny głos i używają go do śpiewu, potrafią również grać na instrumentach i oddają cześć Bogu także przez muzykę. Mogą w zrozumiały sposób porozumiewać się ze śmiertelnikami, ostrzegając ich przed grzechem i jego
konsekwencjami. Występują często w grupie, ale przynajmniej niektórzy aniołowie mają swoje imiona i indywidualną osobowość. Wszystkie anioły tworzą 9 chórów, wśród których istnieje hierarchia i podział obowiązków, choć nie są one precyzyjnie opisane w tekstach. Aniołowie towarzyszą ludziom przy przyjmowaniu
sakramentów, bronią duszy (a w przypadkach krytycznych również ciała) przed
⩶ 289 ⩶

�diabłem oraz ziemskim złem, także fizycznie za pomocą ognistych mieczy lub piorunów. Mogą przynosić pokarm cierpiącym i wybawiać ich z kłopotów, w tym wyswobadzać z niewoli i leczyć rany, nawet śmiertelne. Szczególnie aktywnie działają
w życiu świętych. Służą jako przewodnicy dusz, pomagając duszy dziecka wcielić
się przy narodzinach oraz towarzysząc zbawionym w drodze do nieba. Wspierają
świętych w ich działaniach na ziemi, troszczą się o materialne obiekty kultu i adorują relikwie, oraz obdarowują ludzi przedmiotami o niezwykłej mocy, by pomóc im w dobrym przeżyciu życia doczesnego.

5.6. Diabły i moce piekielne
Postać diabła – fizyczna personifikacja sił zła – występuje w kulturze ludowej
chrześcijańskiego kręgu kulturowego często i pełni w niej kilka charakterystycznych funkcji, stając się, jak pisze Bohdan Baranowski (1981: 189), „najbardziej reprezentatywną postacią demonologii ludowej”. Demonologia taka jest zazwyczaj
efektem przenikania się idei i wyobrażeń stworzonych przez akademicką teologię
z archaicznymi wątkami obecnymi w wyobraźni najniższych warstw społecznych
(Di Nola 2004: 315). W przypadku folkloru narodów słowiańskich, postacie diabłów łączą więc w sobie zarówno przetworzone i zaadaptowane do ludowej wrażliwości wątki mitologii chrześcijańskiej, jak i wcześniejszy substrat pogańskich wierzeń. Ze względu na niejednorodne pochodzenie tych treści, ludowa wizja diabła
nie jest wewnętrznie spójna, a pisać można o nim jako o „[…] postaci symbolicznej, będącej reprezentantem ciemnych mocy zagrażających człowieczemu bytowaniu, a zarazem uosabiającej zło tkwiące w samym człowieku” (Ługowska 1998: 5).
Obecne w twórczości ludowej wyobrażenia diabła są różnorodne i często kontrastowe – postać ta bywa przedstawiana jako zły i podstępny nieprzyjaciel rodzaju
ludzkiego, złośliwy choć w zasadzie nieszkodliwy trickster, ale także stróż porządku
i sprawiedliwości społecznej, wymierzający zasłużoną karę grzesznikom, czy wreszcie naiwny komiczny diabeł z bajek ludowych, dający się oszukiwać i wykorzystywać ich sprytnym bohaterom (por. Baranowski 1981: 203).
Wątki demoniczne w folklorze – schemat walki dobra ze złem, wiara w piekło i diabły – służą wyjaśnieniu porządku świata, oswojeniu obecnego w nim zła
poprzez odpowiedź na pytanie o jego pochodzenie. Ludowy wizerunek diabła, ze
względu na wspomniane już oparcie go na kilku różnych tradycjach, nie stanowił
konsekwentnej i jednorodnej wizji. Jak zauważa m.in. literaturoznawczyni i folklorystka Jolanta Ługowska, przy próbie jego opisu należy uwzględnić podział genologiczny opowieści o diable oraz intencje nadawcy. W przypadku narracji ludowych
⩶ 290 ⩶

�postać diabła występuje „we właściwie wszystkich podstawowych odmianach prozy ludowej, a więc: w opowiadaniach ajtiologicznych, edukacyjnych powiastkach,
podaniach wierzeniowych, bajkach magicznych, a także w humoreskach i anegdotach” (Ługowska 1998: 8). Należy przy tym pamiętać, że pomimo pozornych
sprzeczności, opowieści o diabłach groźnych i diabłach komicznych były opowiadane i słuchane przez tych samych ludzi, a narracje o wyprowadzanych w pole głupich demonach służyły złagodzeniu strachu wywołanego przez opowieści o diabłach strasznych, wpływających na ludzkie losy (Ługowska 1998: 16).
Diabły pojawiają się także w tekstach pieśni kramarskich, jak się jednak wydaje
ich rola i pochodzenie zbliżają je raczej do kontrreformacyjnych egzemplów kaznodziejskich niż tradycyjnych opowieści ludowych. Ze względu na wskazany wcześniej w pracy brak symetrii między aktywnością mocy boskich i piekielnych (paralele polskie; por. Grochowski 2010: 259), teksty kramarskie przywołują osobowe
zło (w postaci biblijnego Szatana czy pospolitych diabłów i demonów różnego rodzaju) znacznie rzadziej niż Boga, przypominanego – choćby powierzchownie –
w niemal każdym tekście. System świata pieśni kramarskiej odbiega więc zarówno
od ściśle pojmowanej doktryny Kościoła katolickiego (z aktywnym i zagrażającym
ludziom Szatanem), jak i tradycyjnych wizji słowiańskiej kultury ludowej, w swoich mitach często odwołującej się do dualistycznego porządku: stwórcy i jego przeciwnika, wykonującego lustrzane odpowiedniki dzieł Bożych (zob. Tomicka, Tomicki 1975: 28–39, Zowczak 2013: 79–94).
Diabeł ukazywany w drukach kramarskich to raczej podlegający Bożej mocy
wykonawca poleceń, element metafizycznego porządku kary i dyscypliny. Teksty
pieśni kramarskich nigdy nie podają w wątpliwość sprawczości i władzy Boga, który decyduje o losach całego świata. W takiej wizji diabeł nie jest dla niego istotnym
przeciwnikiem, ale raczej podległym mu narzędziem dyscyplinowania. Poniższy
opis skupia się na kilku aspektach występowania wątków demonicznych w pieśni
kramarskiej: nazwie i ściśle językowych konotacjach związanych ze słowami używanymi w tekstach do opisu osobowego zła (także kwestii magicznej roli słowa oraz
diabelskich imion i określeń), roli w fabule, jaką diabły spełniają, oraz elementach
świata z nimi związanych – fizycznej postaci diabłów (także w kontekście podziału „swój – obcy”), demonicznych przestrzeniach i metodach ochrony przed piekielnymi mocami.

⩶ 291 ⩶

�5.6.1. Čert, ďábel, Lucifer –
diabelskie imiona i sprawcza moc słowa
W przeanalizowanych tekstach pieśni kramarskich diabły pojawiają się zazwyczaj
w grupie jako pospolici przedstawiciele swego rodzaju, nie zaś jednostkowe bardziej
spersonalizowane demony12. Diabły najczęściej określane są stosowanymi synonimicznie słowami ďábel (w pieśni J-121/J-707/J-2102 wyjątkowo w formie diábel)
lub čert, pisanymi małą literą. Do ich opisu służy więc zarówno rdzennie słowiańskie określenie wywodzące się z psł. *čьrtъ, jak i nowsza nazwa obcego pochodzenia wywodząca się z greckiego διάβολος. W kilku pieśniach demon określony jest
ponadto opisowo słowami zlý duch ( J-1607, J-1777), jednoznacznie określającymi jego charakter.
Znacznie rzadziej, przede wszystkim w tekstach modlitewnych, których poetycki język wskazuje na pochodzenie z wyższego obiegu, występują w tekstach nazwy konkretnych demonów. Spośród znanych czeszczyźnie imion, takich jak Satan,
Lucifer, Beelzebub czy Belial (por. Royt 2007: 62), są to głównie warianty imienia
Satan (np. J-588), Šatan (np. J-360/J-467) i Satanáš ( J-253/J-419/J-631/J-938/
J-1261/J-2370), rzadziej Lucifer (np. J-104, J-516/J-548/J-1591, J-1015/J-1325,
J-1112)13,. W analizowanych tekstach praktycznie nieobecne jest pojęcie Szatana
czy Antychrysta jako głównego adwersarza Boga i istoty odpowiedzialnej za pojawienie się na świecie zła (por. Royt 2007: 65). Dwa teksty – wspomniana już historia Fausta (Vypsání dalece rozhlášeného a známého doktora Fausta…, J-1015/J-1325)
i Nábožná píseň ke cti svaté panny Barbory, mučedlnice ( J-516/J-548/J-1591) – wyjątkowo poświęcają więcej uwagi diabłom jako osobom. Pierwszy z nich przywołuje dodatkowe imiona Mefistofelesa i Auerhána14, w drugim zaś pojawia się informacja o piekielnej władzy i hierarchii (rada pekelná) oraz o tytułach poszczególnych
diabłów: Lucyfer to książę piekieł (Lucifer kníže hlubiný pekelné), Lokvencius to ich
sekretarz, a Tartarus – doktor praw. Głównym diabelskim bohaterem pieśni, bez
12
Skrajny przypadek przedstawiający diabły jako podmiot zbiorowy stanowi kramarska adaptacja historii Fausta ( J-1015/J-1325), w której początkowo mowa jest aż o czterdziestu tysiącach
bezimiennych demonów na usługach czarnoksiężnika – „čtyrydecet tisíc zlých duchův povolal on
jest k sobě” [„czterdzieści tysięcy złych duchów przywołał ku sobie”], choć później wymienione są
w niej również konkretne nazwane diabły.
13
Imię Lucyfera jako wynalazcy alkoholu przywołuje także antyalkoholowa pieśń Kořalka
pekelná (Scheybal 1990: 194–196), której wariant (niestety bez zwrotki o diable) zawierają druki
J-87/J-1357 (Nová píseň o kořalce výborné).
14
Tekst pieśni stanowi zapewne przekład z języka niemieckiego, gdzie Auerhahn oznacza głuszca, ptaka ze względu na czarno-czerwone ubarwienie wiązanego z siłami demonicznymi.

⩶ 292 ⩶

�trudu pokonanym przez św. Barbarę, jest natomiast Junarius, który trudni się odbieraniem ludziom wstydu, by grzeszyli bez poczucia winy15.
Nazwa diabła występuje w połączeniu z innymi wyrazami, tworząc związki takie jak ďábel pekelný ( J-107, J-1004/J-1249/J-1567/J-1804/J-2224/J-2778,
J-1777) – przywołujące piekło jako miejsce jego pochodzenia (odwołanie obecne także w opisowym określeniu pekelný host z pieśni J-170/J-896), ďábel strašlivý ( J-516/J-548/J-1591), strašný, rozsápaný ( J-1004/J-1249/J-1567/J-1804/
J-2224/J-2778) – podkreślające, że budzi on w ludziach grozę, a złość stanowi
ważną cechę jego charakteru, czy ďábel šeredný ( J-554/J-1078/J-2460, J-1015/
J-1325) – mówiące o jego fizycznej szpetocie. Ponadto przymiotnikiem ďábelský
określone jest słowo chytrost ( J-1777), a więc jest on mądry, sprytny – jest potężnym i przebiegłym przeciwnikiem, a nie naiwną postacią bajkową. Człowiek może
być ponadto ďáblem posedly – demon posiada zatem zdolność opętania człowieka, który popełnia wówczas najstraszniejsze wyobrażalne grzechy. Jako „opętany”
określani są np. bluźnierca z pieśni J-554/J-1078/J-2460, czy morderczyni z druku
J-1786 (ďáblem posedlá žena). Również świętokradcze zachowanie postaci z pieśni
J-219 i złorzeczenie Chrystusowi przyrównane są do działania człowieka opętanego, choć w tym wypadku nie ma mowy o faktycznym opętaniu, a zwrot ten służy
raczej podkreśleniu zła samego grzesznika, który nawet bez piekielnej ingerencji
zachowuje się jak kierowany przez demoniczne moce.
Wątki związane z czarownictwem i opętaniem przez diabła, choć znane w najstarszych pieśniach, po reformach józefińskich były zwalczane przez cenzurę ze
względów ideologicznych jako zabobonne i potencjalnie groźne dla porządku społecznego. W analizowanym korpusie udało mi się dotrzeć do trzech kopii tekstu
zawierającego informacje o czarownicach ( J-301/J-2468/J-2711), w którym pojawiają się określenia, takie jak ‘diabelskie sztuki’ (ďábelské kunšty) i ‘konszachty z diabłem’ (čarodějnice […] s ďáblem spolky měla), diabeł (zapewne demon osobisty, chowaniec) nazywany jest również ‘pomocnikiem’ czarownicy (můj pomocník ďábel).
Z nazwą i imionami diabłów związany jest wyraźnie widoczny w tekstach motyw sprawczości słowa. Podobnie jak w przekazywanych ustnie historiach ludowych (por. Baranowski 1981: 204), diabły uzyskują przystęp do świata śmiertelników w chwili nierozważnego sformułowania przez ludzi zaproszenia czy nawet
tylko wypowiedzenia ich nazwy. Przykłady świadomego przyzywania ciemnych mocy
15
Oba nietypowe teksty bez wątpienia nie są utworami pierwotnie kramarskimi. Pieśń ku czci
św. Barbary wymienia np. Josef Vašica (1939: 284–285) w artykule poświęconym poezji barokowej.
Na podstawie całości zbadanego korpusu przyjmuję, że jedynym powszechnie znanym kramarskim
autorom i odbiorcom diabelskim imieniem był Lucyfer.

⩶ 293 ⩶

�znajdujemy w tekstach J-121/J-707/J-2102 (Píseň o jistém mládenci, který chudobnou pannu si oblíbil…) i J-1607 (Nová píseň všem pravověřícím křesťanům vydána),
których bohaterki, chcąc zdobyć majątek, wypowiadają słowa zaproszenia – J-121/
J-707/J-2102: „Diábla k sobě zvala, že za peníze svou duši jemu by zapsati chtěla”
[„Diabła przyzywała, że za pieniądze duszę by mu zapisała”], J-1607: „Ten obyčej
měla, ty slova mluviti, čertu za peníze duši chce prodati” [„Miała we zwyczaju, mówić takie słowa, że czartu za pieniądze duszę dać gotowa”]. Częściej demoniczny gość
przybywa jednak na skutek lekkomyślności bohaterów negatywnych i rzucanych
przez nich niefortunnych sformułowań. Występujący w pieśni Pravdivý příběh, který se stal na pomezí saském, v Žitavě niewdzięczny brat, odmawiający gościny owdowiałej siostrze z sześciorgiem dzieci, wypowiada na jej widok następujące słowa:
Radsbych sedm ďáblů hned
viděl v svém domě, než tebe
žebráčko, a ty pancharty tvé.

[Wolałbym siedem diabłów
zobaczyć w swym domu, niż ciebie
żebraczko, i twoich bękartów].
( J-154/J-568/J-1779)

Wezwane siedem diabłów wkrótce przybywa i podkreślając, że przyszły na
wezwanie, porywa go do piekła wraz z równie niegodziwą małżonką. W podobny
sposób zaprasza diabły zły bogacz z przedstawionego w punkcie 4.9.2. tekstu Píseň
pravdivá o jednom bohaprazdném synu ( J-120/J-364), który – gdy zaproszeni przyjaciele nie zjawiają się na jego przyjęciu – przeklina ich słowami sprowadzającymi
do jego domu piekielnych gości: „přiďte aspoň čerti z pekla, chci z vámi hodovati,
/ když pozvaní hosti ke mně, nechtějí se najíti” [„przyjdźcie chociaż czarci z piekła, chcę z wami biesiadować, / skoro goście zaproszeni, nie chcą mnie odwiedzić”].
Karę za grzechy ściągają na siebie również młodzieńcy z pieśni Pravdivá píseň o jednom strašlivém příběhu který se stal w sardinské zemi na den narození Krista Pána,
domagający się partnerek do tańca, choćby z piekła rodem:
Chceme míti kořalku, muziku veselou,
každý svou tanečnici třebas z pekla danou,
nechť se ďábly ustrojí za ženské osoby,
my budem tancovati, a budem veselí.
[Chcemy mieć gorzałkę, muzykę wesołą,
każdemu tancerkę choćby z piekła daną,
niechaj diabły przybiorą kobiece postaci,
my będziemy tańczyć, i będziem weseli].
( J-1004/J-1249/J-1567/J-1804/J-2224/J-2778)

⩶ 294 ⩶

�Zgodnie z logiką opowieści, życzenie bluźniących w dzień Bożego Narodzenia
spełnia się i diabelska karoca odwozi ich do piekła przy wtórze szatańskiej muzyki.
Podobny los spotkał pijaka z pieśni Píseň nová o jistých příbězích, které se w minulých časech staly o římském pozdravení, nierozważnie proponującego sprzedaż tekstu papieskiej modlitwy choćby diabłu:
V okamžení na dvéře zatloukli dva pání,
řkouc my jsme velký kupci z daleké krajiny,
co na prodej máte, brzo nám oznamte,
dobře vám zaplatíme, sami to seznáte.
[…]
Hned v rychlosti ožralce propadli tí kupci,
naplnili jsou smradem, plamenem světnici,
tělo roztrhali a duši jsou vzali,
s nešťastným prodavačem do pekla se brali.
[Do drzwi w okamgnieniu dwóch panów pukało,
mówiąc myśmy kupcy z kraju dalekiego,
co macie na sprzedaż, prędko oznajmijcie,
dobrze wam zapłacimy, sami to poznacie.
[…]
Zaraz prędko pijaka ci kupcy porwali,
płomieniami, smrodem izbę napełnili,
ciało rozszarpali a duszę zabrali,
z nieszczęsnym sprzedawczykiem w piekle zawitali].
( J-197)

Kolejny z przykładów działania tego mechanizmu to opowieść o ubogiej kobiecie, pod nieobecność męża nieradzącej sobie z utrzymaniem 8 dzieci: Příběh
strašlivý který se stal blíž města Vindiše, když jedna matka dětem svým zlé vinšovala ( J-945/J-2225). W akcie desperacji wypowiada ona słowa: „Kdyby čert přišel
s penězy, dala bych mu dvě nebo tří [děti]”. [„Gdyby przyszedł czart z pieniędzmi,
dałabym mu dwoje lub troje [dzieci]”]. Wieczorem tego samego dnia w jej domu
zjawiają się piękni państwo proszący o oddanie 3 dzieci na służbę. Inaczej niż we
wcześniej przytoczonych przykładach – być może dlatego, że diabły nie porywają
osoby wypowiadającej słowa, ale niewinne dzieci, historia kończy się dobrze dzięki
interwencji duchownych i przywołanych modlitwą anielskich zastępów (zob. podpunkt 5.5.2.2.).
Za inną realizację motywu przyzywania diabła własnym działaniem uznać
można historię o prześladowanym przez diabła malarzu, opisaną w tekście Žalostná
⩶ 295 ⩶

�píseň o jednom majlandském malíři, jenž ukrutně pronasledován byl. W tej pieśni
kuszenie przez fizycznie obecnego demona odbywa się podczas malowania w kościele fresku przedstawiającego sąd ostateczny:
A když on zlého ducha
v tom právě maloval,
ohlídnul se na stranu,
za sebou uhlídal,
[…]
jako ňaký kavalír
byl ďábel pekelný.

[W chwili, gdy złego ducha
dokładnie malował,
na bok oczy obrócił,
zobaczył za sobą,
[…]
niczym kawaler jakiś
był diabeł piekielny].
( J-1777)

Podobnie jak wypowiedzenie diabelskiego imienia, także namalowanie jego
podobizny może zatem stanowić akt przyzywający diabła do świata ludzi. Zgodnie z tym kluczem można interpretować zapewne także wspomniany w punkcie
4.9.2. motyw przebierania się przez bohatera negatywnego za diabła, by nastraszyć
i okraść biedną wdowę (druk J-140: Příkladná píseň o jednom lakomém muži). Igranie z mocami piekielnymi, nawet bez zamiaru ich przyzwania, i wykorzystywanie
diabelskiego wizerunku sprowadzają na chciwego młynarza karę, którą wymierza
prawdziwy diabeł przybyły z piekła16.
Co interesujące, teksty pieśni kramarskich nie określają jednak diabła eufemistycznymi określeniami znanymi z kultur ludowych (por. Krawczyk-Tyrpa 2001:
44–58, Di Nola 2004: 324–325), a zatem pomimo działającego w świecie przedstawionym pieśni mechanizmu wywoływania diabła jego imieniem, autorzy, drukarze, a zapewne także śpiewacy i odbiorcy pieśni nie traktowali nazw demonów
jako niewymawialnego tabu, tym samym dystansując się od zawartego w tekstach
przekazu. Słowa čert i ďábel pojawiają się bowiem nie tylko w cytowanych wypowiedziach postaci (co można usprawiedliwić, zakładając, że konsekwencje tego czynu ponieśli już bohaterowie pieśni), ale także w odautorskiej narracji. W rzadkich
przypadkach (np. J-99) wyrazem ďábel, użytym jako obelga, bywa również określany nieprzyjemny i odpychający człowiek (co stanowi analogię z porównywaniem
ludzi szlachetnych i dobrych do aniołów).

16
Wybór młynarza na bohatera negatywnego jest nieprzypadkowy, przedstawicieli tej profesji
w kulturze ludowej wiązano często z ciemnymi mocami, a także nadużywaniem swojej pozycji przez
oszukiwanie biednych na mierze; dodatkowo w odbiorze chłopów efekt obcości zwiększało wykonywanie nierolniczego zawodu (por. Adamczewski 2005: 126–153, Piotrowski 2021: 120–131).

⩶ 296 ⩶

�5.6.2. Diabeł w fabule – rola diabła
w schemacie funkcjonowania świata
Mechanizm przyzywania diabła przez śmiertelników to jeden z charakterystycznych elementów jego funkcjonowania w świecie druków kramarskich. Z postacią
tą wiąże się w nich także kilka innych wątków, podporządkowanych roli, jaką demon pełni w fabule opowieści. Za Jolantą Ługowską warto przytoczyć kilka sposobów przedstawiania diabła w tekstach ludowych, a następnie opisać ich wykorzystanie w analizowanych tekstach pieśniowych. Wizerunki diabła w folklorze
podzielić można zatem na 5 kategorii (Ługowska 1998: 8–16). Są to odpowiednio:
1. diabeł – kreator,
2. diabeł – siła nieczysta,
3. diabeł – strażnik normy moralnej,
4. diabeł – niezwykły przeciwnik,
5. diabeł ośmieszony.
Pierwsza z kategorii, diabeł-kreator, obejmuje opowieści ajtiologiczne, w których przebrzmiewają zapewne echa dualistycznej kosmologii Indoeuropejczyków,
zawierającej mity kreacyjne o udziale diabła w stwarzaniu świata. W przypadku
tekstów kramarskich nie ma takich wątków, brak w nich również wykładni teologicznej, wyjaśniającej pochodzenie samego Szatana i demonów (co również w Biblii przedstawione jest niebezpośrednio lub w tekstach apokryficznych; por. Royt
2007: 62–63). Pieśni kramarskie zgodnie z deklarowaną rolą nowin częściej opisują aktualny świat, niż wyjaśniają jego pochodzenie (wyjątek stanowią żywoty świętych i niektóre wątki biblijne powtarzane jako pieśni historyczne).
Drugi wariant demona to diabeł jako siła nieczysta – istota nadprzyrodzona,
ukazująca się ludziom, zawsze ze złymi intencjami. Może on funkcjonować jako
mniej groźne, choć wciąż negatywnie usposobione straszydło, ale też jako potężny
napastnik, potwór, atakujący i zabijający ludzi. Do tej grupy zaliczyć można także
wątki o porywaniu dzieci (w przypadku opowieści stricte ludowych zapewne wynikające z nałożenia się chrześcijańskiego diabła na wierzenia o demonach słowiańskich) oraz o diable-kusicielu, oferującym dobra materialne za zaprzedanie duszy.
Wariantem tego wątku jest opowieść o diable bezinteresownie nakłaniającym do
grzechu, tak by w jego konsekwencji zdobyć panowanie nad duszą grzesznika po
jego śmierci. Taki diabeł jest – jak zauważa Ługowska (1998: 11) – podwójnie
antropomorficzny, nie tylko bowiem ukazuje się w zbliżonej do ludzkiej postaci, ale także charakteryzuje się zrozumiałymi dla człowieka intencjami, takimi jak
złośliwość, chęć szkodzenia czy okrucieństwo. W pieśniach kramarskich motyw
⩶ 297 ⩶

�diabła-kusiciela pojawia się często w realistycznych tekstach o morderstwach, jako
wzmianka, że czyn – choć wykonany przez człowieka i pozbawiony nadprzyrodzonego charakteru – był wynikiem szatańskiego podszeptu, np. J-31: „ďábel […] toho
muže k zlému jest poňoukal” [„diabeł […] tego męża ku złemu nakłaniał”], J-32:
„ďábel mu do uši šeptal aby ji zmordoval” [„diabeł mu w ucho szeptał aby ją zamordował”], J-148/J-881: „[…] ďábel mne přinutil, méj vlastní manželky abych nelitoval” [„[…] diabeł mnie przymusił, bym swej żony nie litował”], J-954: „ďábel […]
každy den toho muže k zlému jest ponoukal” [„diabeł […] co dzień męża tego ku
złemu namawiał”], J-1786: „on […] skrze ní ze světa sešel, co jí čert poňoukal” [„on
[…] przez nią świat opuścił, jak ją diabeł nakłonił”]. Wyjątkowo kusiciel obecny jest
fizycznie pod ludzką postacią, jak we wspomnianej już pieśni o malarzu ( J-1777),
utworze Píseň pravdivá o jednom bohaprazdném synu ( J-120/J-364), w której nieskutecznie kusi pieniędzmi pobożnego biedaka, oraz w tekście Píseň truchlivá o bečváři ( J-554/J-1078/J-2460), opowiadającym o gnuśnym bednarzu. Mężczyzna,
namówiony przez spotkanego w lesie czarta, obiecuje w zamian za skarb przynieść
mu następnego dnia coś, co ma w domu, ale jeszcze o tym nie wie. Rzeczoną niespodzianką okazuje się nowo narodzone dziecko, które na szczęście zostaje ocalone dzięki pobożności żony bednarza.
Przede wszystkim demony pełnią jednak trzecią rolę – strażników normy moralnej i reguł współżycia społecznego, służących jako mechanizm wymierzania boskiej kary (Ługowska 1998: 12–13). Poza sytuacjami kuszenia, których przykłady
zostały wymienione w poprzednim akapicie, negatywni bohaterowie pieśni kramarskich popełniają często grzechy bez piekielnej inspiracji, wyłącznie z własnej inicjatywy. Za uczynione zło spotykają ich zasłużone konsekwencje. Jak pokazują przykłady motywu sprawczej mocy wypowiedzenia nazwy diabła, grzesznik często sam
ściąga na siebie karę, demon zaś nie musi nawet nakłaniać do czynienia zła, bo złe
intencje wychodzą od samego człowieka. Demon pełni jedynie rolę mechanizmu
kontrolnego, wcielającego w życie niejako „mechaniczny” system religijny, w którym grzechem staje się często drobne niedopatrzenie czy niestosowne zachowanie,
nieraz popełniane nieświadomie i bez wcześniejszego wyrażenia złych zamiarów.
Motyw diabła-strażnika moralności często służy – pozornie paradoksalnemu – przypomnieniu o przestrzeganiu zwyczajów religijnych, dyscyplinowaniu naruszania porządku kościelnego (por. Baranowski 1965: 61). Są to wątki opowiadań
ludowych o diabłach napominających leniwych księży czy ludzi nierespektujących
dni świętych, postów itp. W materiale kramarskim dobitnym przykładem jest ponownie pieśń o grzesznych młodzieńcach, oddających się niestosownym rozrywkom
w dzień Bożego Narodzenia ( J-1004/J-1249/J-1567/J-1804/J-2224/J-2778), czy
⩶ 298 ⩶

�tekst o rozpustnikach tańczących i pijących podczas mszy świętej ( J-119). Postać
diabła może ponadto służyć jako stróż sprawiedliwości dbający o biednych i pokrzywdzonych (Baranowski 1965: 51) oraz istota dyscyplinująca za naruszenia porządku seksualnego i obyczajowego (Baranowski 1965: 58–60).
Diabeł – niezwykły przeciwnik (Ługowska 1998: 13) to przede wszystkim wróg
do pokonania przez przebiegłego bohatera w bajkach magicznych. W tak przedstawionym wątku demonicznym napotkać można motywy cyrografu czy paktu
z diabłem ostatecznie kończącego się oszukaniem demona i tryumfem śmiertelnego bohatera. Obraz taki stanowi opowieść grozy przedstawioną à rebours. Ukazanie wyższości bohatera ludzkiego nad demonicznym nie pojawia się jednak w tekstach pieśni kramarskich (np. opowieść o Fauście z druków J-1015/J-1325 kończy
się porwaniem czarnoksiężnika do piekła, zgodnie z pierwotną wersją tej historii).
Jedyne przypadki pokonania diabła obecne są w historiach kończących się interwencją sił niebiańskich lub przynajmniej zastosowaniem szczególnie efektywnych
przedmiotów poświęconych i modlitw o antydemonicznym charakterze. W świecie pieśni kramarskiej człowiek nie jest w stanie sam przechytrzyć złych mocy i musi
się przed nimi strzec. Zapewne z tej samej przyczyny nie występują w pieśniach
kramarskich obrazy diabła ośmieszonego, przechytrzonego czy przedstawianego
jako ofiara. Wątek diabła pokonanego (znany w katalogach motywów bajkowych
m.in. pod numerem T1060: Chłop i diabeł) wywodzi się ze średniowiecznych opowieści o potworach (olbrzymach, ograch), sięgających przedchrześcijańskich wierzeń, np. staroskandynawskiej Eddy. Występujące w nich postacie zostały wtórnie
utożsamione z diabłem religii chrześcijańskiej, powodując rozziew między obrazem diabła ówczesnej religii a diabłem folkloru (zob. SFP 1965: 80, Röhrich 1966:
20–21, Tazbir 1981: 948).

5.6.2.1. Obcowanie z diabłem – wygląd demona
Wielość ról, jakie diabeł może odgrywać w fabule utworów folklorystycznych, sprawia, że również jego fizyczna postać może się znacznie różnić pomiędzy poszczególnymi tekstami. Jako zły duch jest on bowiem niematerialny i obcując ze śmiertelnikami, może przybierać różne kształty: „Chociaż w rzeczywistości bezcielesny,
może swą wewnętrzną mocą, powołać do życia każdy rodzaj ciała, w jakim spodoba mu się zamieszkać, albo – jaki najlepiej przyczyni się dla realizacji jego zamierzeń” (Milewska 2010: 50).
Dwa przeciwstawne bieguny przedstawiania diabłów ukształtowały się jeszcze
w antyku, a utrwaliły w okresie średniowiecza (Röhrich 1966: 18, Royt 2007: 63).
⩶ 299 ⩶

�Jest to, z jednej strony, wizerunek potworny, na wpół zwierzęcy, wyobrażający diabła jako pokrytego futrem, rogatego i szpetnego, bazujący na mitologicznych postaciach satyrów (Di Nola 2004: 318–319). Zestaw koźlich cech, takich jak rogi,
ogon i kopyta uzupełnia piekielny zapach siarki lub smoły (Baranowski 1981: 190).
Z drugiej strony postawić można wizerunek diabła-kusiciela, przedstawianego – jak
pisze historyk religii Alfonso di Nola (2004: 322) – już w czasach antycznych jako
piękny młodzieniec. Nawet jednak diabeł piękny otoczony był aurą niezwykłości
i obcości. Ludowe przedstawienia demona w tej postaci zazwyczaj odpowiadają
wizerunkowi obcego. Kusiciel ubiera się po pańsku, w strój miejski lub szlachecki
(Baranowski 1965: 41, 1981: 202), a często charakterystyczny dla grupy obcej etnicznie, sąsiada nielubianego w danym regionie etnograficznym lub przedstawiciela
grupy obcej dla całego kręgu kultury europejskiego chrześcijaństwa – Maura bądź
Żyda (zob. Baranowski 1965: 33–36, Tazbir 1981: 944, Di Nola 2004: 309–312).
Z wyjątkiem kilku tekstów, w których fizyczny opis diabła jest całkiem pominięty (lecz jego zachowanie pozwala przypuszczać, że występuje w potwornej postaci), diabły w analizowanych tekstach pojawiają się w ludzkiej formie. W większości
przykładów zawierających opis fizyczny diabła przyjmuje on postać bogato i elegancko ubranego mężczyzny. Demon zazwyczaj określany jest słowem pán (‘pan’)
lub kavalír (‘kawaler’). Dwa przypadki opisują ponadto diabły w postaci kobiecej – jako piekielne tancerki z pieśni J-1004/J-1249/J-1567/J-1804/J-2224/J-2778
oraz diablicę-szlachciankę towarzyszącą diabłu występującemu pod postacią możnego pana w pieśni J-945/J-2225. W tekście J-197 diabły przybierają postać bogatych kupców (velký kupcy z daleké krajiny), a więc osób obcych nie tylko z punktu widzenia pozycji społecznej, ale również przynależności etnicznej, zaś w pieśni
J-554/J-1078/J-2460 diabeł pojawia się w postaci myśliwego (v tom způsobu myslivce, ukazal se mu ďábel), co również odpowiada jednemu z jego wizerunków, dobrze znanemu z czeskich bajek ludowych.
Obraz diabła jako bogatego i eleganckiego wpasowuje się w oczywisty dla
odbiorcy tekstów kramarskich schemat opozycji „swój – obcy”, w którym odbiorca nie jest osobą bogatą, elegancką czy pięknie ubraną, a więc uwydatnienie tych
cech służy budowaniu dystansu i podkreśleniu obcości, choć jednocześnie są one
atrakcyjne i mają kusicielski potencjał. Podkreślane są często szamerowane i wyszywane szaty diabła, jak w pieśni J-1607 („pekelný duch příšel. / V šatech přemovaných, knihu velikou nese, na stůl ji položí a celý se třese” [„duch piekielny przyszedł. / W szatach wyszywanych, księgę wielką niesie, na stół ją położył i cały się
trzęsie”]), czy J-945/J-2225 („krumplované šaty drahé, měli pásování zlaté” [„szaty szychem wyszywane, złotym sznurem opasane”]). W drugim z przywołanych
⩶ 300 ⩶

�tekstów w podobnie bogatych szatach pojawiają się dzieci, porwane przez diabły
i pozostające na służbie w ich siedzibie, co odpowiada popularnemu w kulturach
ludowych przeświadczeniu, że nagłe wzbogacenie się wynikać może jedynie z pomocy nieczystych sił (Röhrich 1966: 19–20). Tekst pieśni J-1777 dodatkowo zwraca uwagę na pychę i próżność samego demona, który pragnie być przedstawiony
na obrazie pięknie, tak by podobał się ludziom:
V šatech premovaných,
zlatem krumplovaných,
jako ňaký kavalír
byl ďábel pekelný
[…]
Řekl ďábel k malíři:
Maluj mne pěkného,
tak jak mne tu vidíš stát
zapremovaného […].

[W sukniach wyszywanych,
złotą nicią tkanych,
niczym kawaler jakiś
był diabeł piekielny.
[…]
Rzecze czart malarzowi:
Maluj mnie pięknego,
takiego jak tu widzisz
w złoto odzianego […]].
( J-1777)

W tym samym tekście diabeł przybiera również postać Żyda (ďábel v způsobu žida), by złożyć przed sądem fałszywe zeznanie. Taki wizerunek jest spójny z antysemickim stereotypem, przypisującym Żydom związki z Szatanem, i mieści się
w schemacie obcości zła: projektowany odbiorca to katolik, a Żyd, jako wyznawca
innej religii, jest zatem jego opozycją i modelowym „obcym” (por. Mętrak 2017).
Można jednak zakładać, że skoro ludzki, „pański” wygląd diabłów bywa specjalnie zaznaczany, nie jest to domyślna postać, w jakiej demona wyobrażali sobie
słuchacze i czytelnicy tekstów kramarskich. W przypadku pieśni, które nie podają
opisu demonów (lub fragmentów, w których ukryty dotąd w ludzkiej postaci diabeł ujawnia się), ich zachowanie (porywanie w powietrze i rozszarpywanie grzeszników, groźby wymagających nadludzkiej siły tortur w pieśni J-945/J-2225 itp.)
pozwala przypuszczać, że pojawiają się one w potwornej postaci, odpowiadającej
tradycyjnym wyobrażeniom folkloru i religijnej ikonografii17. Jak już wspomniano, demony bywają określane ‘szpetnymi’ (np. J-120/J-364: šerední hosti, J-554/
17

Choć w ilustracjach do druków kramarskich wizerunki diabła występują niezwykle rzadko
(być może w związku z przekonaniem o zagrożeniu płynącym z posiadania w domu jego obrazu),
wyjątkowym źródłem graficznym ukazującym demona (zarówno incognito pod postacią rogatego
szlachcica, jak i w prawdziwie piekielnej, skrzydlatej i zionącej ogniem postaci) jest XVIII-wieczna plansza śpiewaka kramarskiego, ilustrująca niezidentyfikowaną pieśń, przechowywana obecnie
w Archiwum Morawskim w Brnie (zob. Mętrak 2022: 221, 226).

⩶ 301 ⩶

�J-1078/J-2460: ďábel šeredný, J-1015/J-1325: šerední ďáblové), a wykorzystywana
przez nie umiejętność lotu, np. J-1777: „ďábel v povětří letěl” [„diabeł w powietrzu
leciał”], pozwala zakładać, że w swojej naturalnej postaci diabeł to rogaty i skrzydlaty potwór. Inną potworną cechą diabłów jest wydzielany przez nie zapach siarki lub smoły – w tekście kramarskim połączony z piekielnym ogniem pojawiającym się w pomieszczeniu w chwili pojmania przez diabły grzesznika: „napluli jsou
smradem, plamenem svetnici” [„płomieniami, smrodem izbę napełnili”] ( J-197).
Zamiłowanie do ognia i gorąca można także wywnioskować z rozpalonych narzędzi tortur, którymi grożą śmiertelnikom diabły w pieśni J-945/J-2225.
Częstym atrybutem kramarskich diabłów występujących w ludzkiej postaci jest
bogata karoca (krytý vůz, šeza, kočár), którą przyjeżdżają na wezwanie i równie szybko znikają, najczęściej odwożąc swoje ofiary w zaświaty (np. pieśń J-1004/J-1249/
J-1567/J-1804/J-2224/J-2778). Podobnie dzieje się w pieśni J-945/J-2225, w której magiczny powóz przenosi bohaterów do diabelskiej siedziby w ruinach zamku:
Tá čtvrtá drahá šeza, je pro vás zchystaná,
ta je pro pyšné lidi, zlatem ukovaná […]
a tak se s velikým hřmotem, odtud pryč ztratili.
Ve veliké prudkosti za město vyjeli,
sám Ježíš Kristus to ví, kam jsou se poděli.
[Ten czwarty drogi powóz dla was przygotowany,
on to dla pysznych ludzi, złotem okuwany […]
i tak z ogromnym hukiem, precz odjechali.
Z ogromną szybkością precz stąd odjechali,
sam pan Jezus Chrystus wie, gdzie się podziali]
( J-1004/J-1249/J-1567/J-1804/J-2224/J-2778)
S kočarem pro ně přijeli,
Na devět míl v okamžení
V jednom pustém hradu byli.

[Karocą po nich zajechali,
Dziewięć mil w chwilę przebyli
V pustym zamku się znaleźli].
( J-945/J-2225)

Żywotnym wątkiem w kulturze jest ponadto przypisywanie diabłu zamiłowania do muzyki, zwłaszcza rozrywkowej, skłaniającej do niestosownego tańca (zob.
Röhrich 1966: 19, Rudwin 1999: 282–287, Piotrowski 2017: 3–12). Motyw tańca
z diabłem, kończącego się śmiercią lub porwaniem grzeszników do piekła, stanowi swoistą realizację starego obrazu danse macabre (Ługowska 1998: 14). W pieśni
J-1004/J-1249/J-1567/J-1804/J-2224/J-2778 piekielnym wysłannikom towarzy⩶ 302 ⩶

�szą orkiestra oraz tancerki, w tekście J-945/J-2225 także obecny jest motyw diabelskiego tańca: „Po jídle muziku brali, divně všickni tancovali” [„Po jadle muzykę
mieli, dziwnie wszyscy tańcowali”]. Powyższe przypadki mówią o tańcu i muzyce towarzyszącej diabelskiej aktywności – niejako lustrzanym odbiciu anielskich
dźwięków towarzyszących objawieniom pozytywnego sacrum. Bogacza w tekście
J-120/J-364, opisanym bliżej w punkcie 4.9.2., odwiedzają diabły w towarzystwie
czterech trębaczy, którzy każą mu się weselić („nedbej nic a buď veselý” [„nie dbaj
na nic i bądź wesół”]). Piekielny taniec, którego nie można przerwać, bywa również przedstawiany jako makabryczna kara za grzechy, jak w tekście zatytułowanym Píseň k ustrnutí o rozpustilých tanečníků [!] ( J-119). Demoniczni muzykanci
pojawiają się w opisywanej historii, by przygrywać do tańca rozpustnikom, którzy zamiast wraz z całą wsią udać się na mszę, postanowili zabawić się w karczmie.
Gdy grzesznicy zlekceważyli wszelkie ostrzeżenia udzielane im przez pobożnych
rodziców i duchownych, stali się obiektem Bożej kary, w myśl której muszą tańczyć aż do śmierci:
Muzikanti pořád hrají, oni posavad tancují,
jak šípky pořád běhají, odpočinutí nemají.
Od tance z noh krev jim střiká, zem celá krví politá, […]
Od šatů litají kusy, z rukou z nohouch kůže visí,
až jim vidět z těla kosti, v tej nešťastné veselosti.
[Muzykanci ciągle grają, oni po dziś dzień tańcują,
jak strzały wkoło biegają, odpoczynku nic nie mają.
Od tańca krew im z nóg tryska, krwią zalana cała ziemia, […]
Strzępy fruwają z odzienia, z rąk i z nóg im skóra zwisa,
aż z ciała błyskają kości, w tej nieszczęsnej wesołości].
( J-119)

5.6.2.2. Piekło i przestrzenie demoniczne
W związku z charakterem występowania diabłów w pieśniach – zazwyczaj przybywaniem na wezwanie lub w reakcji na ludzkie czyny, trudno mówić o przestrzeniach jednoznacznie z nimi związanych. Jak dowodzi motyw przywoływania diabła
po imieniu, w większości przypadków lokalizacja zdarzenia nie jest tak istotna, jak
konkretna sytuacja, która umożliwia demonom działanie w świecie śmiertelników.
Naturalną sferą przebywania diabłów jest, rzecz jasna, chrześcijańskie piekło, tradycyjnie lokalizowane pod ziemią w opozycji do umieszczonego w niedostępnych
⩶ 303 ⩶

�niebiosach boskiego tronu: „V návazanosti na antickou tradici podsvětní říše Hádovy umisťovali také křesťáné peklo do útrob země, jako protiklad k Boží říši na nebesích” [„Nawiązując do antycznej tradycji podziemnego królestwa Hadesa, także chrześcijanie umieszczali piekło we wnętrzu ziemi jako przeciwieństwo Bożego
królestwa w niebiosach”] (Royt 2007: 64).
Piekło, przedstawiane najczęściej jako ogniste morze, doczekało się szczegółowych opisów w wizjach chrześcijańskich mistyków i pismach teologów (zob. Royt
2007: 63–64). W przypadku tekstów kramarskich niemal całkowicie brak opisów
piekła jako takiego. Do nielicznych wyjątków należy historia Fausta przedstawiona w drukach J-1015/J-1325, w której piekło opisane jest jako ‘gorące’ (horoucí
peklo). Częściej w pieśniach kramarskich odnaleźć można natomiast jego krótkotrwałe emanacje w świecie śmiertelników. W chwili porywania dusz potępionych ziemia otwiera się, ukazując piekielne płomienie, jak w tekście Píseň pravdivá o dvouch bohaprázných synech […], w której ojcobójców pochłania bijący z dna
rzeki piekielny ogień:
[…] voda rozmrštila, oheň ze sebe vydala.
Ty dva bratry pohltila, v okamžení se zavřela,
to sám Pán Bůh nebeský ví, kam jsou se oni dostali.
[[…] woda się rozstąpiła, ogień z siebie wypuściła.
Tych dwóch braci pochłonęła, w okamgnieniu się zamknęła,
to wie tylko Pan Bóg w niebie, gdzie też oni skończyli].
( J-107)

Piekło w świecie pieśni kramarskiej jest rzeczywistym miejscem, a dusze potępionych są do niego odnoszone przez diabły, jak np. w przytaczanej już pieśni
J-197, mówiącej, że demony „s nešťastným prodávačem do pekla se brali” [„z nieszczęsnym sprzedawczykiem w piekle zawitali”], czy w drukach J-1015/J-1325,
w których Faust „s tělem i s duši do pekla musel se stěhovati” [„z ciałem i duszą do
piekła musiał się sprowadzić”]. Słowa używane do opisu piekła (hlubina – ‘głębia’,
np. J-516/J-548/J-1591, czy propast – ‘przepaść, odchłań (np. J-170/J-896: „chraň
tu duši i tělo od propasti věčné” [„chroń tę dusze i ciało od wiecznej otchłani”]) sugerują, że znajduje się ono pod ziemią, a nieliczne opisy piekielnej rzeczywistości
(jak w zakończeniu pieśni J-102 o biblijnym Łazarzu) przywołują obrazy karzącego ognia, sięgające swoimi korzeniami jeszcze Starego Testamentu i mitologii hebrajskiej (por. Royt 2007: 63):

⩶ 304 ⩶

�Bůh lidi chudé miluje, a lakomce zavrhuje:
chudým dává své milosti, lakomcům platí propastí.
Boháč podnes silně hoří v pekelném ohnivém moři:
trápí se, a trápit bude, té bolesti nepozbude.
[Bóg kocha ludzi ubogich, ale w pogardzie ma chciwych:
ubogich darzy łaskami, chciwych wtrąca do otchłani.
Bogacz płonie ogniem mocnym w piekła morzu płomienistym:
cierpi tam, i cierpieć musi, swej boleści nie porzuci].
( J-102)

Wiadomości o mękach piekielnych dostarczają ponadto dusze potępionych nawiedzające śmiertelników w dwóch z przytaczanych już pieśni o porwanych do piekła grzesznikach. W tekście J-107 potępieńcy zjawiają się po 14 dniach, by ostrzec
żywych przed wieczną karą za grzechy:
Čtrnáctý den se zjevili, jedné děvečce chudobný,
a takto k ní promluvili, že jsou oba zatraceni.
že se trápěj ve dne v nocy, žádný nám nemuž spomocy,
to trápení míti máme, co Bůh Bohem věčně bude.
[Zjawili się w dniu czternastym, przed ubogą niewiastą,
i tak do niej powiedzieli, że są obaj potępieni.
męczymy się we dnie w nocy, nie ma nam znikąd pomocy,
nasza męka nie przeminie, póki Bóg Bogiem zostanie].
( J-107)

W pieśni J-1004/J-1249/J-1567/J-1804/J-2224/J-2778 grzeszni młodzieńcy
objawiają się księdzu w bliżej nieokreślonych, ale przerażających piekielnych szatach:
[…] čtyři z těch bezbožníků se mu představili,
strašný pekelný mundur na ních byl k spatření.
Zem se třásti počala, hrůza převeliká,
byla na ních k spatření, ty muka pekelná.
O ty otče duchovní, popatř na nás nyní,
jak za naše rouhání, sme hrozně trestaný.
Přehrozně nás pořád, v pekle trápit budou,
všechny muka očistcová, na nás se valijou.
Těla naše po horách jsouce roznešený,
a naše hříšné duše, tak budou trápeny,
mukama pekelnýma, až do dne soudného.

⩶ 305 ⩶

�[[…] czterej z tych bezbożników się mu pokazali,
w straszne piekielne barwy byli przyodziani.
Aż się ziemia zatrzęsła, straszliwe zdarzenia,
było po nich widać, piekielne cierpienia.
O ojcze duchowny, spójrz jak wyglądamy,
jak za nasze bluźnierstwa strasznieśmy skarani.
Bez przerwy przeokrutnie, w piekle nas katują,
wszystkie męki czyśćcowe na nas wylewają.
Ciała nasze po górach były rozrzucone,
a nasze grzeszne dusze, tak będą męczone,
piekielnymi karami, aż do dnia sądnego].
( J-1004/J-1249/J-1567/J-1804/J-2224/J-2778)

Co ciekawe, inaczej niż w poprzednim cytacie, wypowiedź zjaw zdaje się mieszać ze sobą kontrreformacyjne koncepcje wiecznej kary piekielnej i ograniczonego
czasowo pobytu w czyśćcu, zakładając, że męki potępionych zakończą się w dniu
Sądu Ostatecznego.
Tradycyjny folklor siedziby diabłów w ludzkim świecie umieszcza w opuszczonych budynkach, niedostępnych leśnych ostępach i na bagnach (Milewska 2010:
52). W ten nurt opisu demonicznych przestrzeni wpisuje się pieśń J-945/J-2225,
w której diabelska siedziba mieści się w ruinach zamku, oraz teksty J-120/J-364,
J-121/J-707/J-2102 i J-554/J-1078/J-2460, w których kuszenie i spotkania z diabłem następują w lesie, często nocą (por. Adamowski 1999: 226).
Dalszym miejscem wiążącym się być może silniej z aktywnością sił nieczystych
jest karczma, w której następuje kuszenie mordercy z pieśni Nový příběh, který se
stal w Pruském Polsku, v městě Vidavě, roku 1820 ( J-70/J-1260/J-1399). Opis zdarzenia jest na tyle zdawkowy, że jego szczegółowy przebieg pozostawiony jest wyobraźni słuchacza. Można go interpretować dosłownie i wyobrażać sobie obecnego
na miejscu diabła, choć raczej jest on tu metaforą dla alkoholu, nakłaniającego bohatera do złego18. Sprzedaż alkoholu w tekstach pieśni ( J-87/J-1357; por. Scheybal
1990: 194–196) bywa utożsamiana z diabelską aktywnością (dzięki temu przez stereotyp Żyda-karczmarza podkreśla się ponadto niebezpośrednio sataniczność Żydów). Związki diabła z alkoholem podkreślały w XIX w. teksty wydawane przez
18
Warto zaznaczyć tu różnicę między tekstami czeskich pieśni kramarskich a ich polskimi analogami opisywanymi przez Piotra Grochowskiego (2010) – w tekstach czeskich diabeł jest często
obecny fizycznie i uczestniczy aktywnie w przebiegu wydarzeń. W przypadku pieśni polskich „sam
szatan ani żadne inne złe duchy nigdy nie pojawiają się w obrębie świata przedstawionego pieśni nowiniarskich, funkcjonują wyłącznie w obrębie narratorskich komentarzy” (Grochowski 2010: 259).

⩶ 306 ⩶

�rozmaite stowarzyszenia abstynenckie i antyalkoholowe. Takie utwory były przekładane na kilka języków europejskich, nie jest zatem zaskoczeniem, że pieśń zawierająca bezpośrednie stwierdzenie „kořalka pochází od zlého ducha” (Scheybal
1990: 196) ma swój odpowiednik w języku polskim w druku ulotnym zatytułowanym Kwaternica piekielna reprodukowanym często w literaturze, m.in. w tomie
Krakowskie Oskara Kolberga (1962: 349)19.
Ostatnia możliwa do wyodrębnienia kategoria miejsc demonicznej aktywności to miejsca sacrum, a więc te, w których w jakiś sposób naruszona jest ciągłość
świata (por. Adamowski 1999: 227), a rzeczywistość pozazmysłowa objawia się
w świecie śmiertelników20. Zazwyczaj są to miejsca, w których łatwiej nawiązać
kontakt z mocami niebiańskimi, ale swoisty dualizm religijności ludowej sprawia,
że mogą one stanowić furtkę także dla przedstawicieli piekieł, jak w pieśni o malarzu ( J-1777), w której scena kuszenia odbywa się w kościele (zatem nawet miejsca
święte nie są dla diabła niedostępne) lub wokół przydrożnego krzyża, jak w pieśni J-219 (w tym wypadku jest to bezpośrednia reakcja na bluźniercze postępowanie bohaterów, w myśl motywu diabeł-strażnik moralności).

5.6.2.3. Ochrona przeciw diabłu
Ponieważ śmiertelnik nie jest w stanie samodzielnie pokonać czy przechytrzyć diabła ani oprzeć się jego pokusom, zdany jest na pomoc potężniejszych sił. Dwa teksty
wyjątkowo opisują osobiste interwencje świętych – pieśń J-516/ J-548/J-1591, opisująca walkę św. Barbary z diabłem o duszę umierającej, i tekst J-554/J-1078/J-2460,
w którym Maryja ratuje zapisane diabłu dziecko i przepędza demona (oba przedstawione w punkcie 5.4.2.4.). Znacznie częściej ochroną przed diabelskimi zakusami jest jednak ludzka modlitwa. Bohatera pieśni J-1777, niesłusznie skazanego na śmierć za świętokradczą kradzież w kościele, przed egzekucją ratuje gorliwe
odmawianie różańca, które zmusza diabła do przyznania się do winy. Wznoszona przez duchownych modlitwa do 9 chórów anielskich w utworze J-945/J-2225
powoduje interwencję sił niebieskich (zob. rozdział 5.5.2.2.), które ratują porwane przez demony dzieci. Wcześniej w tej samej pieśni diabelska uczta i bal znikają,
19

Więcej informacji i konkretne legendy o piekielnym pochodzeniu alkoholu (zob. Baranowski 1965: 28, Rożek 1993: 207–210, Zowczak 2013: 330).
20
Ponadto w dwóch tekstach diabeł pojawia się w ludzkim świecie w dzień Bożego Narodzenia ( J-1004/J-1249/J-1567/J-1804/J-2224/J-2778, J-1607), który zgodnie z ludowymi wierzeniami stanowi jako święto moment przełomowy, kiedy kontakt między światem ludzi a światem nadprzyrodzonym jest szczególnie łatwy.

⩶ 307 ⩶

�kiedy uczestniczący w niej rodzice porwanych dzieci odmawiają modlitwę przy
stole. Odpowiednie modlitwy (których tytuł odwołuje się zapewne do konkretnego druku z asortymentu wydawcy pieśni) są nawet w stanie zmusić diabła do
oddania podpisanego przez człowieka cyrografu, jak dzieje się w tekstach J-121/
J-707/J-2102 i J-1607. Także bohater pieśni J-120/J-364 odpędza kusiciela, padając
na kolana i wznosząc swe prośby ku niebu, a porwaną przez diabła grzesznicę w pieśni J-170/J-896 wyzwala spod jego władzy modlitwa zgromadzonego tłumu (skierowana do św. Prokopa, ale nie ma w tekście mowy o jego osobistej interwencji):
Ďábel popad dívčici, a hodil s ní na znak,
až celá zmrtvěla, jak uhel zčernala
[…]
po zemi s ni smejkal, do povětří ji vzal,
tři hodiny pořádě v povětří s ni lítal.
Lidé strachem zděšení na kolena padli,
s pláčem velkým k svatému Prokopu volali, […].
Nedpousť na tu duši, by byla zmařena,
nebo jest krví Krista Pána vykoupená […].
[Diabeł chwycił dziewczynę, rzucił ją na plecy,
aż cała zmartwiała, jak węgiel sczerniała
[…]
po ziemi nią miotał, w powietrze ją porwał,
całe trzy godziny w powietrzu z nią latał.
Ludzie przerażeni na kolana padli,
z płaczem wielkim świętego Prokopa wzywali, […].
Nie pozwól, by ta dusza była pohańbiona,
wszak jest ona Chrystusa Pana krwią wykupiona […]].
( J-170/J-896)

Imię Chrystusa służy w pieśniach jako najprostszy dostępny wiernym egzorcyzm. Przykład stanowi fragment z pieśni J-1015/J-1325, w którym Faust rozkazuje demonom namalować obraz przedstawiający ukrzyżowanie. Diabły czynią to
posłusznie, ale nie są w stanie napisać na krzyżu liter INRI. Także druk J-588, wychwalający cudowną moc chrześcijańskiego pozdrowienia „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”, przedstawia te słowa jako broń przed zakusami Szatana:
Těch slov trpět nemůže zatracený Satan,
jsou mu k nesmírné hrůze, i hned bývá zahnan:
dokud duše v těle, vždycky neustále,
pochválen buď Pán Ježíš, zpívejme vesele.

⩶ 308 ⩶

�[Słów tych Szatan przeklęty nie może wytrzymać,
lęka się ich niezmiernie, mogą go odegnać:
póki dusza w ciele, ciągle bez ustanku,
śpiewajmy wesoło, pochwalon bądź Panie Jezu].
( J-588)

Czasem pieśni podkreślają jednak, że nie w każdych ustach modlitwa ma jednakową moc, a wypędzenia diabła dokonują osoby duchowne obdarzone specjalnymi kompetencjami.
Podkreślanie ich szczególnej prawości można wiązać ze znanym z folkloru motywem wyśmiewania przez diabła zbyt słabych przeciwników. Wypędzić go z ciała
opętanego mogą jedynie najczystsi i najsilniejsi duchowni (Röhrich 1966: 19), tak
więc opętanego i miotanego szatańską mocą grzesznika opisanego w zakończeniu
druku J-554/J-1078/J-2460 ratuje dopiero modlitwa dwóch dominikanów wyposażonych w różańce i krzyże św. Benedykta. Modlitwa pobożnych mnichów powoduje również uwolnienie grzesznej dziewczyny od prześladującego ją demonicznego kocura w pieśni J-1397 (zob. 5.6.3.), choć nikt inny nie był w stanie jej pomóc:
Tu se zběhlo lidu mnoho, jak světských tak duchovních,
nemohl ji žádný pomocti, až dva pobožní mníchy.
Tu modlitbu se modlili, to k Pěti Ranám Krista,
ten kocour se od ní ztratil, to jest v pravdě věc jistá.
[Wtem się zbiegło ludzi wielu, świeckich i duchownych,
nikt jej pomóc nie mógł, tylko dwaj mnisi pobożni.
Tę modlitwę odmawiali, ku Chrystusa Pięciu Ranom,
kocur ów wtedy zniknął, jest to wszystko prawdą].
( J-1397)

Drugi środek antydemoniczny stanowią tradycyjnie poświęcone przedmioty – medaliki, krzyżyki, szkaplerze, woda święcona, czy wreszcie wykonany w powietrzu znak krzyża (Milewska 2010: 52). Druki J-301/J-2468/J-2711 poświęcone
są w całości krzyżowi św. Benedykta, medalikowi zawierającemu skrócone formuły
egzorcyzmu, uznawanemu w katolicyzmie za szczególnie skuteczne remedium na
zagrożenia związane z czarami i diabelskimi pokusami. W tekście pieśni czytamy
zatem, że „[…] co ďábel smyšlet a působit může, / to vše ten svatý kříž zruší a přemůže” [„[…] co diabeł uknuć i wykonać może, / wszystko ten krzyż święty zniszczy
i przemoże”]. O mocy pokładanej przez twórców pieśni kramarskiej w tym i podobnych symbolach może świadczyć przyczyna diabelskiej wizyty w przedstawionej już
⩶ 309 ⩶

�pieśni J-1777. Malarz odwiedzany przez kuszącego go demona sam wystawił się na
pastwę piekielnych mocy, ponieważ – pomimo wielkiej pobożności – wyruszając
w podróż, zapomniał zabrać z domu poświęconego krzyżyka św. Benedykta. Cała
historia zaczyna się więc od niedopełnienia rytuału, które naraża go na diabelskie
próby. Zatem, pomimo że śmiertelny człowiek jest zbyt słaby, by o własnych siłach
przeciwstawić się demonom, teksty pieśni kramarskich zapewniają także o słabości
diabła, który nie ma dostępu do katolika przestrzegającego wszystkich zasad swej
religii i wyposażonego w odpowiedni zestaw traktowanych jak przedmioty magiczne modlitw i amuletów. Takie ujęcie uzupełnia ponadto naszkicowany w poprzednim rozdziale obraz Boga, który nie interesuje się intencjami czy dotychczasowym
postępowaniem ludzi, ale ścisłym i mechanicznym przestrzeganiem ustalonych reguł. Ogólnym wnioskiem wypływającym ze wszystkich tekstów, w których występują istoty demoniczne jest fakt niemożności szkodzenia człowiekowi przez diabła
ludzkimi niedopatrzeniami bez uprzedniego umożliwienia mu działania w świecie
śmiertelnych. Dotrzymujący tradycji i odpowiednich rytuałów katolik jest przed
diabelską mocą zabezpieczony.

5.6.3. Zoomorficzne piekielne moce
Ostatnią grupą tekstów wiążącą się z działalnością nieczystych sił w ludzkim świecie
są pieśni zawierające motyw zwierząt w cudowny sposób karzących grzeszników
za ich przewinienia. Ponieważ w świecie przedstawionym w pieśniach kramarskich
sam diabeł jest często jedynie realizatorem boskiego zamysłu i utwierdza porządek
społeczny, trudno nieraz określić, które z nadprzyrodzonych motywów zwierzęcych uznać można za działalność piekieł, a które stanowią karę Bożą wymierzaną
za pomocą sił przyrody (podobną do piorunów i innych katastrof naturalnych).
Dobór zwierząt, które najczęściej występują w tych utworach, pozwala jednak skłonić się do „piekielnej” interpretacji większości wystąpień przedstawianego w tym
punkcie motywu. Wśród zwierząt pojawiających się jako narzędzie nadprzyrodzonej kary wymienić można węże, ropuchy, żaby i skorpiony oraz czarne psy, ptaki,
kozły i koty – wszystkie znane z tradycji chrześcijańskiej jako symbole złych mocy.
Kategorie boskiej i diabelskiej kary nie wykluczają się zresztą wzajemnie: pieśń
z druku J-128 (Příkladná píseň o nevděčných dvanácti dítek) jednoznacznie demoniczną aktywność przedstawia jako karę spadającą na grzeszników właśnie z Bożej woli: „Nemohl se Bůh dívat na nepravost velkou, / ráčil je potrestat metlou velmi hroznou” [„Nie mógł się Bóg patrzeć na nieprawość wielką, / raczył ich ukarać
chłostą wielce straszną”].
⩶ 310 ⩶

�Utwór ten zawiera bez wątpienia najbogatszy przegląd zwierzęcych demonów.
Tytułowe dwanaścioro dzieci w okrutny sposób przepędza swoich proszących o pomoc starych rodziców, a następnie każde jest karane w nieco inny sposób przez kilka rodzajów piekielnych bestii. Niektóre – jak bliżej nieokreślone „straszne zwierzęta” i czarny kozioł – rozszarpują ciała grzeszników w sposób podobny do diabłów
z poprzednich przytaczanych przykładów:
Dvá zas šli do pole, zvířata přehrozné
jsou je roztrhali, ty syny bezbožné.
[…]
Druhou [dceru] černý kozel vynesl v povětří,
na kusy roztrhal, tak vzala skončení.
[Dwaj zaś szli na pole, zwierzęta przeokropne
na strzępy ich rozdarły, tych synów bezbożnych.
[…]
Drugą [córkę] w powietrze wyniósł kozioł czarny,
i rozerwał na sztuki, to jej koniec marny].
( J-128)

W przypadku kilkorga pozostałych zadawane im tortury są jednak bardziej finezyjne i mają związek z jedzeniem, którego niewdzięcznicy odmówili proszącym o pomoc. Jeden z synów zostaje uwięziony w ziemi (por. ziemia jako narzędzie kary w punkcie 5.7.5.) i pilnowany przez piekielnego ptaka, innemu pożywienie zabiera diabelski
pies, zaś dwie córki dławią się żabami, które materializują się podczas ich posiłku:
Mladší syn se propad, pod pás v zemi vězel.
Hrozný pekelný pták na hlavě mu seděl.
Druhému černý pes hrozný nedal nič jíst,
vždycky za nim chodil: a tak musel umřít.
[…]
Dvě pak, když jsou byly spolu večeřely,
hrozné žáby obě udavily.
[Młodszy syn się zapadł, po pas ugrzązł w ziemi.
Straszny ptak piekielny na głowie mu siedzi.
Drugiemu czarny pies straszny nic zjeść nie pozwalał,
i wciąż za nim chodził: tak więc umrzeć musiał.
[…]
Dwie zaś, kiedy razem były wieczerzały,
okropnymi żabami się pozadławiały].
( J-128)

⩶ 311 ⩶

�Na ostatnią z grzesznych córek spada kara w postaci półzwierzęcego potomka
(co przypomina o zasadzie bezdzietności bohaterek negatywnych lub o posiadanych przez nie potwornych dzieciach): „Dcéra porodila předivnou potvoru / kterážto na sobě měla koňskou hlávu” [„Córka urodziła przedziwnego stwora / który
miał na sobie głowę jakby konia”].
Motyw ten powraca w pieśni Gruntovní zpráva, a pravdivá relace, kterák […]
jedna smilná žena, misto dítěte strašlivého hada, a to z božího dopuštění porodila. Jej
bohaterką jest cudzołożnica pokarana przez Boga potwornym dzieckiem:
Pět dni pořád se trápila, nežli vůle Boží byla,
však místo lidského plodu, urodila hroznou potvoru.
V způsobu hada jest byla, člověčí hlavu měla,
proto žalostně kvílila, mnohé ku pláči přivedla.
[Pięć dni się wciąż męczyła, aż przyszła Boża wola,
ale miast płodu ludzkiego, porodziła strasznego potwora.
W kształcie był on wężowym, lecz miał człowieczą głowę,
dlatego żałośnie kwilił, wielu do płaczu zmusił].
( J-2111)

Choć w powyższym przypadku piekielny charakter noworodka nie jest jednoznacznie podkreślany, o jego więzi ze światem nadnaturalnym bez wątpienia
świadczy fakt, że stwór wygłasza proroctwa, a po 14 dniach znika (por. Navrátilová 2004: 40). Figura mówiącego węża przywodzi również na myśl postać przyjętą
przez Szatana w biblijnej Księdze Rodzaju oraz Apokalipsie (Lurker 1989: 256–
257). Jako symbol sił nieczystych zwierzę to pojawia się w analizowanych tekstach
częściej. W tekście J-153, Píseň nová a pravdivá, co se stalo w uherské zemi blíž Prešpurku v jedné vsi hospodyni […], kiedy skąpa gospodyni jałmużnę przeznaczoną
dla potrzebujących chowa do skrzyni na strychu, produkty spożywcze zamieniają
się w niej w odrażające zwierzęta: „Nebo ta almužna, kterou tam dávala, / v hady,
žáby, štírý, se jest obrátila” [„Bowiem ta jałmużna, którą tam dawała, / w węże, żaby,
skorpiony się pozamieniała”]. W ramach pokuty kobieta, pouczona przez samego
papieża, zamyka się w skrzyni, gdzie jej ciało zostaje pożarte przez robactwo, ale
dusza otrzymuje rozgrzeszenie, symbolizowane przez białą gołębicę siadającą na
meblu. Wymienione w pieśni zwierzęta już w Starym Testamencie służą jako ustalone symbole: żaby oznaczają nieczystość i rozkład (Lurker 1989: 284–285), skorpion śmierć (Lurker 1989: 216), a zgodnie ze słowami Mądrości Syracha służy także
jako boskie narzędzie karania grzeszników: „Kły dzikich zwierząt, skorpiony i żmije, miecz mściwy – ku zagładzie bezbożnych” (Syr 39, 30). Wszystkie one, jak za⩶ 312 ⩶

�uważa badacz symboli Manfred Lurker (1989: 284), w kontekście biblijnym uznawane są za „uosobienie demonicznych mocy, które mogą być jednak wykorzystane
także przez Boga Jedynego”. W przypadku pieśni kramarskich ropuchy, węże, skorpiony i pająki służą szczególnie jako narzędzie kary grzesznych kobiet (Staškivová
2008: 105–107, Bydžovská, Klacek 2012: 47–48).
Ostatnim gatunkiem demoniczngo zwierzęcia jest kot, od średniowiecza symbol czarownictwa i czarnej magii (zob. Rożek 1993: 94–96). W pieśni J-1397: Píseň
strašlivá o opovážlivosti jedné děvečky, která kocoura za dítě k prsům vzala […], występuje on jako narzędzie kary wobec dziewczyny naśmiewającej się z cnoty macierzyństwa. Grzesznica, kpiąc ze swojej leżącej w połogu pani, przystawia do piersi
kocura, udając, że jest on jej dzieckiem. Zwierzę przemawia wówczas ludzkim głosem i wpija się pazurami w ciało kobiety, deklarując, że będzie go ona musiała nosić przez tradycyjny w kulturze ludowej okres 6 tygodni (40-dniowy okres nieczystości obrzędowej po porodzie; zob. Moszyński 1967: 714, Navrátilová 2004:
106–114):
Kocour se ji prsu chytil, ona hrozně kříčela,
ach běda nastojte, je tu metla od Boha.
Kocour k ní hnedky promluvil, nedavej mě od sebe,
až tobě šest neděl vyjde, nespustím já se tebe.
[Kocur się jej piersi chwycił, ona strasznie krzyknęła,
ach biada gwałtu rety, oto kara od Boga.
Kocur wnet ku niej rzecze, zatrzymaj mnie przy sobie,
nim sześć niedziel nie minie, nie puszczę się ja ciebie].
( J-1397)

Ostatecznie, dzięki modlitwom pobożnych mnichów potworny kot na powrót
staje się zwykłym zwierzęciem, ale dziewczyna po trzech dniach umiera.
Węże, smoki i pokrewne im potwory pojawiają się ponadto w tekstach opowiadających o cudownych znakach i proroctwach głoszących rychłe nadejście Bożego gniewu. Sensacyjny tekst Nová píseň o ukrutném příběhu ( J-186), znany z literatury także w innych wydaniach (Scheybal 1990: 161–163, Bydžovská, Klacek
2012: 49), opowiada o olbrzymim wężu, określanym zwrotami hrozná potvora
(‘straszny potwór’) i náramně hrozný had (‘wielce groźny wąż’), pożerającym podróżnych w lesie pod Pragą (lub – w innych wariantach – Hamburgiem). Potwór,
choć ostatecznie pokonany świeckimi metodami dzięki wojskowej interwencji,
przejawia pewne cechy istoty nadprzyrodzonej: ze swej nory wypełza codziennie
w południe, w porze wiązanej tradycyjnie z aktywnością nieczystych mocy, a jedyny
⩶ 313 ⩶

�ocalały z napaści potwora przeżył dzięki temu, że przegnał go za pomocą modlitwy. Nieziemskie pochodzenie podobnych stworzeń sygnalizują także znaki obecne na ich ciałach, np. w pieśni J-1312, Nová píseň o divných dvou příbězích, kteří se
stali ve vlaské zemi […], w której wyłowiony z morza potwór – hybryda kilku gatunków zwierząt obdarzona dodatkowo ludzką twarzą – zwiastuje mór i wojnę.

5.6.4. Podsumowanie
Diabeł w pieśni kramarskiej rzadko posiada indywidualne cechy, zazwyczaj jest jednym z wielu złych duchów przybywających z piekła, by karać grzeszników. Jako
taki jest dla ludzi przerażający, bywa rozjuszony i dziki, ale jest też przebiegły
i korzysta z podstępu, a nie wyłącznie z siły. Naturalna postać diabła nie jest szczegółowo opisana, ale można się domyślać jego potworności. W takiej formie może
on latać i dysponuje ogromną siłą, umożliwiającą fizyczne krzywdzenie śmiertelnych. Pojawia się wśród płomieni i zapachu siarki, a jego nadnaturalne moce wiążą się z żywiołem ognia. Częściej jednak przybiera ludzką postać, odpowiednio
do sytuacji, ale zazwyczaj schlebiającą jego próżności – człowieka obojga płci pięknego i bogato ubranego. Rzadziej pojawia się jako przedstawiciel grupy obcej
dla osoby, której się ukazuje. Może także pozostawać bezcielesny i popychać do
złych czynów ludzi o słabej woli, zwłaszcza zamroczonych alkoholem lub oddających się zabawie. W każdej postaci diabeł stanowi dla człowieka poważne zagrożenie, może opętywać śmiertelników lub nakłaniać ich do złego. Niegodziwi lub
zdesperowani ludzie mogą zawrzeć z diabłem pakt, sprzedając duszę za materialne korzyści. Do świata śmiertelników demony przybywają zazwyczaj na wezwanie
lub wykorzystując jakiś rodzaj zaproszenia, także nieświadomego i nieumyślnego.
Przebywając w ludzkim świecie, najczęściej mają swoje siedziby w miejscach odludnych i opuszczonych, ale żadne miejsce, nawet obiekty sakralne, nie jest całkowicie bezpieczne od diabelskiej obecności. Działanie diabła służy zazwyczaj wypełnieniu bożej woli i dyscyplinowaniu grzesznych ludzi, nie jest on zatem w stanie
zaszkodzić pobożnemu chrześcijaninowi przestrzegającemu wszelkich zaleceń i zasad wiary. Najlepszą ochroną przed diabłem jest ścisłe przestrzeganie nakazów
religii katolickiej, a w razie bezpośredniego zagrożenia – posiadanie apotropeicznych przedmiotów o szczególnej sile i gorliwa modlitwa. Moce nieczyste mogą się
w świecie śmiertelników objawiać także w postaci zwierząt i potworów teriomorficznych.

⩶ 314 ⩶

�5.7. Pozostałe przestrzenie i moce
5.7.1. Niebo
W języku i folklorze czeskim, podobnie jak w przypadku języka polskiego, pojęcie ‘niebo’ (czes. nebe) występuje w podwójnym znaczeniu – jako fizycznie istniejąca przestrzeń opozycyjna wobec ziemi oraz koncepcja religijna: miejsce przebywania Boga i dusz zbawionych (SSiSL I-I 1996: 85, Bartmiński, Niebrzegowska
1999: 197). Nawet jednak fizyczne niebo ma w sobie zawsze pewien metafizyczny czy religijny pierwiastek, wynikający zapewne z ogólnoludzkiego doświadczenia przyrody: „Zwykłe wpatrywanie się w nieboskłon wystarcza, aby wywołać doświadczenie religijne. Niebo objawia się jako bezkresne, transcendentne. Jest ono
par excellence »czymś całkiem innym« w stosunku do tego, co przedstawia człowiek i jego otoczenie” (Eliade 2017: 119).
Wizja świata zawarta w folklorze obdarza zatem niebo pewną sprawczością,
podobnie zresztą jak pozostałe elementy świata przyrody (por. symbolika nieba,
Eliade 2017: 127). Pojęcie nieba w tekstach ludowych można – za Jerzym Bartmińskim – uznać nie tylko za metonimiczne określenie chrześcijańskiego Boga, ale
także echa przedchrześcijańskiej „wizji naturalno-religijnej z jej podstawową ideą
kosmicznej solidarności życia” i nałożenie się „wyobrażeń i watościowań pochodzących z dwu »częściowo niezależnych« typów wierzeń, pogańskiego i chrześcijańskiego […]” (Bartmiński 1988: 102–103). Także w pieśniach kramarskich zjawiska związane z przestrzenią nieba interpretowane są jako aktywność rzeczywistości
nadprzyrodzonej w ludzkim świecie. W pieśni pasyjnej z druku J-510 Chrystus
zwraca się więc osobowo m.in. do fizycznego nieba i związanych z nim żywiołów:
„Nebe, oblakové, povětří, živlové, se dívejte: / ještě-li mne znáte, a za Pána máte,
povídejte” [„Niebo, obłoki, powietrze, żywioły, spojrzyjcie: / jeśli wciąż mnie znacie i za Pana macie, odpowiedzcie”]. Jako najczęstsze przejawy cudownej aktywności w przyrodzie wymienić można wszelkie wystąpienia niebieskiego ognia, a więc
przede wszystkim błyskawice oraz komety i rozmaite znaki towarzyszące objawieniom świętych.
Ściśle chrześcijańsko postrzegane niebiosa są natomiast zaludnione przez aktywne, osobowe byty, którym przynależy odpowiedni kult i z którymi ludzkość
może kontaktować się bezpośrednio lub z pomocą pośredników w modlitwie. Istoty te, od samego Boga po świętych i anioły, uporządkowane są hierarchicznie w zależności od swojej mocy i kompetencji, co w ogólnym zarysie odpowiada strukturze katolickich kultów epoki rekatolizacji:
⩶ 315 ⩶

�Členění katolických kultů doby baroka je hierarchické, založené na principu vyšší-nižší, na němž v podstatě spočívalo uspořádání celé tehdejší společnosti. Nejvýše se
nalézal Bůh ve třech osobách jako Bůh Otec, boží Syn Ježíš Kristus a Duch svatý.
Významnou roli hráli také andělé a samozřejmě v horním patře katolického nebe
nalezla místo i Panna Maria. Jen o něco níže pak byli jednotliví světci a světice.
[Podział kultów katolickich w okresie baroku jest hierarchiczny, oparty na zasadzie
władzy i poddaństwa, z której wyrastała organizacja całego ówczesnego społeczeństwa. Najwyżej znajdował się Bóg w trzech osobach, czyli Bóg Ojciec, Syn Boży Jezus Chrystus i Duch Święty. Ważną rolę odgrywali również aniołowie, a w najwyższej części katolickiego nieba swoje miejsce miała rzecz jasna także Panna Maria.
Jedynie nieco niżej znajdowali się konkretni święci i święte].
(Mikulec 2013: 33)

Różnica między niebem-ideą religijną a niebem fizycznym bywa przy tym trudna do uchwycenia, tak jak w wielokrotnie już przywoływanym tekście Píseň pravdivá o ukrutnosti turecké ( J-137/J-989/J-1035/J-1319), w którym pobożni zakonnicy tłumaczą swoją wiarę Turkom, wskazując na nieboskłon jako siedzibę Boga:
„Ukázali vzhurů k nebi tamtoť náš Bůh bydlí” [„Pokazali w górę w niebo tamże Bóg nasz mieszka”]. Stwierdzenia podobne do tego uzasadniają przyjęty w niniejszej pracy model świata, w którym obszary podporządkowane dobremu i złemu sacrum orientowane wobec świata ludzkiego są dosłownie jako „góra” i „dół”.
Poszczególnym zaludniającym niebiosa bytom, a więc trójjedynemu Bogu, Maryi
i świętym oraz duszom zmarłych i aniołom poświęcone zostały oddzielne podrozdziały. W tym miejscu przeanalizowane będą jedynie obrazy nieba jako takiego,
jako obszaru działalności sił przyrodzonych i ponadnaturalnych oraz wszelkich
miejsc i obiektów z nim związanych.

5.7.2. Ogień niebieski
Ogień niebieski – uderzające z nieba pioruny – stanowił symbol boskiej interwencji zarówno w tekstach religii chrześcijańskiej, od Starego Testamentu po Apokalipsę św. Jana, jak i w starszych wierzeniach Indoeuropejczyków, w tym Słowian.
W niemal każdym systemie wierzeniowym, jak zauważa Eliade (2017: 121), „pewne uprzywilejowane struktury kosmosu – niebo, powietrze – stanowią ulubione
epifanie najwyższej istoty; istota ta objawia swą obecność przez to, co jest jej właściwe: majestas niebieskiego bezmiaru, tremendum burzy”.
Nie dziwi zatem, że zwyczaje i wątki folkloru związane ze zjawiskami atmosferycznymi przetrwały w wyobraźni ludowej szczególnie długo. Także w tekstach kra⩶ 316 ⩶

�marskich „(o)ślepiające światło błyskawic i przerażająca siła grzmotów to złowrogie
znaki zwiastujące karę sądu niebios” (Lurker 1989: 26). W analizowanych tekstach
motyw gromu z jasnego nieba powraca kilkakrotnie, zwykle z wyraźnym zaznaczeniem Bożej sprawczości zdarzenia (także z folkloru ustnego znane jest określenie
pioruna nazwą boží posel – ‘boży poseł’; por. NEČMS 2007: 59; czy obawa przed
piorunem jako karą za nieprzestrzeganie świąt religijnych; por. np. NEČMS 2007:
620). W analizowanych tekstach kramarskich piorun stanowi najczęściej narzędzie
wymierzenia sprawiedliwości. Jako zjawisko następujące bez ostrzeżenia nie tylko
służy ukaraniu grzesznika po dokonanej zbrodni, ale często niebieska interwencja
w postaci gromu z jasnego nieba udaremnia zły czyn i pozwala ocalić ofiarę – pozytywnego bohatera utworu. Takie zdarzenie ma miejsce w tekście wielokrotnie przywoływanej pieśni Příkladná píseň o přehrozné a ukrutné nynější francouzké vojně […],
w której francuski żołnierz prześladujący ubogą wdowę zostaje zabity piorunem:
Přeukrutný Francouz hrozný, rozsápaný velmi byl,
tu hned vdovu zarmoucenou do rybníka jest vhodil,
od ní rychle pryč pospíchal, však se toho nenadal
hrom do něj z jasna uhodil, tak ho Pán Bůh potrestal.
[Przeokrutny straszny Francuz, wielce był rozjuszony,
prędko wrzucił do stawu wdowę zrozpaczoną,
już się od niej oddalał, lecz się nie spodziewał
grom go trafił z jasnego nieba, tak go Pan Bóg ukarał].
( J-194)

Podobny los spotyka także krakowskiego bogacza, usiłującego zastrzelić proszącą go o pomoc siostrę-wdowę w przedstawionej już w punkcie 4.9.2. pieśni Žalostný příběh v píseň uvedený co se stalo w polském položení v městě Krakově…:
Ach Ježíš na nebesích, nemoh
déle hleděti, na tohoto bezožníka,
musel ho potrestati, v tom se strašlivě
zablesklo, a v domě udeřilo,
tak že ho to na té zemi, na kusy rozsekalo.
[Ach Jezus na niebiosach, nie mógł
dłużej patrzeć, na tego bezbożnika,
musiał go ukarać, wtem straszliwie
błysnęło, a w domu zagrzmiało,
tak że go na podłodze, na sztuki rozerwało].
( J-2235/J-2708)

⩶ 317 ⩶

�Podobnie jak w poprzednim przykładzie, także tutaj jako bezpośredni sprawca kary wymieniony jest Chrystus. Gniew Boży spada przy tym nie tylko na osobę
sprawcy, ale i na cały jego majątek, a burzy towarzyszy dalszy znak z nieba – gradobicie:
Při tom velký též hněv Boží.
přišel na dům veliký, že lidé ruce
spinali, ó Bože převeliký,
přišla též strašlivá bouře i hrozné hromobití,
že se jeho dům rozmetal,
i s jeho služebníky.
[Do tego wielki gniew Boży,
spadł na ten dom ogromny, że ręce ludzie
wznosili, o Boże przeogromny,
przyszła też straszna burza i groźnie gromy biły,
aż dom jego wraz ze służbą,
w drzazgi rozwaliły].
( J-2235/J-2708)

Ostatni z przykładów, Nová píseň o pravdivém příběhu, který se stal na hranicích Prajských… ( J-1009/J-2112) przypomina narrację z przedstawionego w punkcie 4.5.3. tekstu o bluźnierczych luteranach kpiących z Maryi ( J-279). Choć tekst
nie zaznacza bezpośrednio udziału istot świętych w zdarzeniu, opisuje karę spadającą na bluźnierców naśmiewających się z cudownego obrazu Chrystusa Zbawiciela (a więc przyczyna niezwykłego zjawiska bez wątpienia pozostaje religijna):
A hned v okamžení z čistého jasna,
jak byla nebeská obloha krásná,
strašně udeřilo, rouhače zdrtilo,
na důkaz všem lidem čtyři zabilo.

[Wnet w okamgnieniu bez ostrzeżenia,
z czystego błękitnego nieba,
strasznie uderzyło, bluźnierców skruszyło,
wszem ludziom na naukę czterech zabiło].
( J-1009/J-2112)

Piorun może być także anielską bronią przeciw demonom (jak w pieśni
J-945/J-2225; por. punkt 5.6.2.), wątek ten znany jest także ze źródeł folklorystycznych (por. NEČMS 2007: 59). Jedyny przykład opisanego w pieśni uderzenia pioruna, niezwiązany z boską karą za grzechy, znajduje się w tekście J-1265/J-2356/
J-2362, Pravdivý příběh který se stal v městě Mohuči tohoto roku, w którym rażona
gromem zostaje niewinna młoda dziewczyna:
⩶ 318 ⩶

�Jednou při ranní procházce, od hromu omráčeno,
Bylo to spanilé děvče, a domu přinešeno.
[…]
Jako nebeská nevěsta od stříbra, zlata se leskla,
Kdo se na ni podíval, každý slze proléval.
[Raz jeden przy spacerze, gromem ogłuszone,
Było to piękne dziewczę, do domu wniesione.
[…]
Niby niebiańska panna srebrem, złotem lśniła,
Ktokolwiek na nią spojrzał, łzami się zalewał].
( J-1265/J-2356/J-2362)

W tym wypadku zdarzenie nie kończy się jednak jej śmiercią. Dziewczyna,
choć uznana za zmarłą, w cudowny sposób wraca do zdrowia, gdy złodziej chcący
ukraść pierścienie, z jakimi została złożona do grobu, usiłuje odciąć jej palec. Tekst
ten nie narusza zatem schematu postrzegania pioruna jako kary boskiej, ponieważ
nie przynosi śmierci porażonej osoby21. Pieśń nie podkreśla w tym przypadku niezwykłości i nadprzyrodzonego charakteru zjawiska – cudem jest powrót porażonej do życia, a nie samo uderzenie pioruna.
Funkcjonalnie bliskim błyskawicy motywem związanym z ogniem niebieskim jest także ognisty deszcz, nawiązujący do starotestamentowych losów Sodomy i Gomory. Podobnie jak piorun uderza on w grzeszników, lecz nie wymierza
kary jednostkowo, a całym miastom czy krainom. W kontekście pieśni kramarskich ten rodzaj kary spada wyłącznie na grupę „obcych”, uznaną w rozdziale 4. za
najbardziej antagonistyczną – Turków i Tatarów. Najstarszym w czeskim folklorze wzorcem wydaje się legenda o oblężeniu Hostýna przez Tatarów, wspominana w każdym z druków poświęconych Maryi Hostyńskiej (zob. Byrtusová 2011:
99). Jej najczęstsze warianty mówią o strasznej burzy i gradobiciu, które przepędziło najeźdźców, co wspomina np. druk J-730, Nová píseň k hostýnské Panne Marii słowami: „Zahučel hrom, vláha hojná prší, oživil se pramen vysoký, / Na Tatara zatím blesky srší, příval unáší ho divoký” [„Zahuczał grom, deszcz gęsty pada,
ożyło źródło wysokie, / Na Tatara piorun spada, fale unoszą go dzikie”]. Mniej
21

Pewna ambiwalencja w stosunku do piorunów obecna jest zresztą także w tradycyjnym czeskim folklorze – z jednej strony błyskawice mają zabijać grzeszników (zwłaszcza kłamców i krzywoprzysięzców) jako Boża kara, z drugiej jednak strony wierzono, że piorun zabija także prawe osoby
wybrane przez niebiosa, których dusza trafia prosto do nieba (NEČMS 2007: 59). Podobnie dwojako waloryzuje ogień piorunowy Słownik stereotypów i symboli ludowych: „ogień wywołany uderzeniem pioruna jako pochodzący z nieba jest uznawany za święty, za boskie narzędzie kary lub łaski” (SSiSL I-I 1996: 291).

⩶ 319 ⩶

�popularna wersja legendy ( J-2292: Nová píseň k Panně Marii Hostýnské…) przedstawia ją mniej jako karę wymierzaną przez siły przyrody, a bardziej jako aktywną
interwencję Maryi (por. 5.4.2.4.): „V tom se znikla veliká tma Maria stupla dolu,
zastínily blankýtovou nebeskou oblohu, / pod duhou ohnivé sloupy, krev, kamení
spolu kroupy, padaly v tu dobu” [„Wtedy się ciemność rozwiała Maria w dół zstąpiła, zasłoniły błękitny obszar nieboskłonu, / pod tęczą ogniste słupy, krew i z gradem kamienie, padały w tym czasie”].
Płonące kamienie spadają również na fikcyjne miasto Karmech, w którym Turcy zamordowali franciszkańskich mnichów w popularnym tekście Píseň pravdivá
o ukrutnosti turecké:
V tom z nenadání Božská moc Se jest ukázala,
Že se nebeská obloha Na kříž rozstoupila;
Dolů ohnivé kamení Padalo s nebe mezy ty Ukrutné tyrany.
[Wtem bez zapowiedzi moc Boża Się ukazała,
Że się sklepienie niebieskie Na krzyż rozstąpiło;
W dół głazy rozpalone Padały z nieba między tych tyranów Okrutnych].
( J-137/J-989/J-1035/J-1319-137/J-989/J-1035/J-1319)

W odniesieniu do wszelkich aktów kary Bożej wymierzanych za pomocą klęsk
żywiołowych, takich jak ognisty deszcz, powodzie, trzęsienia ziemi itp. (por. gniew
Boży przedstawiony w punkcie 5.3.4.), ma zastosowanie zasada wyrażona przez Ewę
Masłowską w kontekście ingerencji żywiołów w świat człowieka: „Energia pochodząca z Boskiego źródła ma moc życiodajną, nawet w wypadku, gdy pośrednim etapem jest kataklizm, bo ostatecznym celem jest przywrócenie Boskiego porządku,
zapewniającego dalsze trwanie” (Masłowska 2012: 61). Nieszczęścia i zło, odpowiedzialnością za które obarczyć można by samego wszechmocnego i wszechdobrego
Stwórcę (z dzisiejszej perspektywy tworząc logiczny paradoks), w optyce autorów
i odbiorców pieśni kramarskiej są zawsze środkiem służącym większemu dobru ogółu.
Inne przejawy niebieskiego ognia, wszelkie niezwykłe zjawiska astronomiczne – komety, tańczące słońce czy świecące w dzień gwiazdy i księżyc – mogą ponadto służyć jedynie ostrzeżeniu, zwiastując niezwykłe (i przerażające) zdarzenia:
wojny, katastrofy czy wreszcie koniec świata (SSiSL I-I 1996: 236, 292–294). Nie
stanowią wówczas bezpośredniego zagrożenia dla ludzi, ale niesiony przez nie przekaz i tak napełnia śmiertelników paraliżującym strachem.
Pieśń J-69, Strašlivá píseň o přehrozném znamení, které bylo k vidění na obloze nebeské […], opisuje takie zjawisko widziane w Rosji w 1844 r.: wizja składała się
⩶ 320 ⩶

�z trumny i trzech czaszek zwiastujących zarazę, dwóch ognistych kolumn (biblijnego symbolu Bożej obecności), zionącego ogniem węża, korony i mieczy, miotły
symbolizującej Bożą karę oraz krucyfiksu i figury Maryi. Tak niezwykłemu spektaklowi towarzyszyły ponadto zjawiska astronomiczne: „Slunce měsíc krásný, nad
tím se zatměli, / a hvězdy o osmi hodinách svítili” [„Słońce księżyc piękny, nad tym
się zaćmiły, / a gwiazdy o ósmej godzinie świeciły”].
Podobny repertuar symboli (dwie trumny, trzy armaty i miecze, sześć czaszek
i krucyfiks) towarzyszy objawieniu maryjnemu z pieśni J-1297/J-1849, bliżej analizowanej w punkcie poświęconym aniołom. Także w przytaczanych już tekstach
J-1733 i J-2499, mówiących o identycznych objawieniach w Krakowie i Budapeszcie, słońce świeci na czerwono w środku nocy i wędruje po nieboskłonie w otoczeniu pięciu niebieskich gwiazd, a w utworze Píseň o velkém zázraku který se stal
w švabskej zemi blíž města Tittenhamu ( J-74) objawieniu Maryi w Szwabii towarzyszy zaćmienie słońca i widoczne na niebie cztery ogniste słupy. Znaki na niebie zwiastujące koniec świata przypomina także czerpiąca z Nowego Testamentu
pieśń o upadku Jerozolimy ( J-543/J-576/J-2732). Wszystkie te utwory interpretują opisywane cuda jako zapowiedź mających nastąpić kar. Interesująca wydaje się
ponadto pieśń J-217 o trzęsieniu ziemi w Ameryce Południowej w 1869 r. W tym
tekście – spisanym po relacjonowanej tragedii – również wspomniane zostały poprzedzające ją znaki: spadające gwiazdy i dwa ogniste słupy. Autor zaznacza jednak,
że były one przez miejscową ludność zlekceważone. Bezpośrednio przed katastrofą dzień miał się natomiast zmienić w noc za sprawą niezwykłych czarnych chmur.

5.7.3. Raj ziemski
Niebo jako element zaświatów w światopoglądzie ludowym zazwyczaj nakłada się
na obraz biblijnego raju, a więc cudownego ogrodu, który pierwsi ludzie zmuszeni byli opuścić przez swą grzeszną naturę (Brzozowska-Krajka 2004: 423). W tekstach folklorystycznych, obok lokalizacji nadziemskiej niebios, odnaleźć więc można także obrazy raju ziemskiego, znajdującego się w niejasnej relacji do świata ludzi,
ale w wyjątkowych sytuacjach dostępnego śmiertelnikom.
Motyw ten nie jest częsty w pieśniach kramarskich, ale można go odnaleźć
m.in. w znanym już w połowie XVIII w. tekście Píseň historická o jedné bohabojne dceři v Uhřích městě Várdajnu zrozené ( J-131/J-388/J-461/J-957/J-2110),
operującym wątkami znanymi z żywotów świętych (np. Katarzyny Aleksandryjskiej). Pieśń opowiada o Terezii, córce komendanta siedmiogrodzkiego Wielkiego Waradynu (w tekście Vardajn/Vardají), która ślubowała swoje dziewictwo
⩶ 321 ⩶

�Chrystusowi22. Mimo złożonej przysięgi ojciec chce ją wydać za mąż, dziewczyna
modli się zatem do swego mistycznego małżonka:
Neopusť mne v čas nynější,
nebs ty sám můj nejmilejší,
v tom se ji zjevil překrásný,
mládenec co slunce jasný.

[Nie opuszczaj mnie w tej porze,
boś ty sam moje kochanie,
wtem się jej ukazał śliczny,
młodzieniec jak słońce jasny].
( J-131/J-388/J-461/J-957/J-2110)

W odpowiedzi na modły piękny młodzieniec-Chrystus prowadzi Terezię do
cudownego ogrodu:
Za ruku ji hnedky pojal,
laskavě se s ní odsud bral,
vocitli se spolu v zahradě,
kdež bylo kvítečko krásné.

[Za rękę ją zaraz chwycił,
łaskawie w dal poprowadził,
znaleźli się razem w ogrodzie,
gdzie było prześliczne kwiecie].

Ta panna plná radosti,
vidouc ovoce v hojnosti,
ptáctvo líbezné spívati,
muziku líbezně hráti.

[Ta panna radości pełna,
owoców mnóstwo ujrzała,
ptactwo rozkosznie śpiewało,
muzykę rozkoszną słyszała].
( J-131/J-388/J-461/J-957/J-2110)

Choć na przechadzce po rajskim ogrodzie mijają im dwie godziny, dziewczyna
wraca do rodzinnego miasta i nie zostaje rozpoznana przez wartowników na bramie – wkrótce wyjaśnia się, że w świecie śmiertelników upłynęło 200 lat, nikt zatem nie pamięta o zaginionej pannie, która tym samym unika niechcianego małżeństwa. Terezia szybko starzeje się i umiera przyjąwszy Najświętszy Sakrament.
Rajski ogród opisany w pieśni znajduje się na ziemi23, lecz nie jest objęty zwykłymi prawami natury.
Informacje o rajskim ogrodzie pojawiają się także mniej bezpośrednio, np. w pieśni o znalezieniu krzyża Pańskiego ( J-1255), informującej o pochodzeniu drzewa,
z którego wykonano krzyż Chrystusa: wyrosło ono z gałązki rajskiego drzewa po22

Polska pieśń o Terezyi, opisująca tę samą historię, pojawia się w tomie Mazury Pruskie z Dzieł
wszystkich Oskara Kolberga (1966: 387–389), co świadczyć może o jej niemieckim pochodzeniu.
Obie pieśni różnią się formą i bez wątpienia nie są przekładem tego samego pierwowzoru.
23
Gdyby treść pieśni interpretować dosłownie, raj jest w zasięgu pieszej wędrówki z opisywanego węgierskiego miasta. Oznacza to jednak nie tyle jego konkretną lokalizację, co fakt, że raj dostępny
jest człowiekowi z każdego miejsca na ziemi, pod warunkiem, że drogę do niego wskaże sam Chrystus.

⩶ 322 ⩶

�znania dobra i zła, którą archanioł Michał przekazał synowi Adama, Setowi (znów
zatem pomimo materialnego istnienia raju, dostęp do jego fragmentów musi być
dla śmiertelnego człowieka zapośredniczony przez moce niebieskie).
Opisy raju, zarówno w kontekście raju ziemskiego, jak i niebios, są w tekstach
kramarskich skąpe. Wiemy jedynie (z utworów opisujących anielskie chóry), że dusze zbawionych i chóry anielskie oddają w nim cześć Bogu śpiewaniem. Jak zauważa Jiří Mikulec (2013: 226), opisy raju nie były dla barokowej dydaktyki (a więc
i czerpiących z niej tekstów kramarskich) tak interesujące, jak przerażające wizje
piekła i mąk czyśćcowych. Obrazy rajskich łąk, pachnących kwiatów i chórów zbawionych w białych szatach znacznie słabiej przyciągały uwagę odbiorcy niż makabryczne i emocjonujące opisy kar (choć i te w tekstach kramarskich pojawiają się
jedynie w ograniczonym zakresie).

5.7.4. Obcowanie ze zmarłymi
Dusze zmarłych to kolejna z kategorii istot przynależnych do zaświatów, zarówno
niebiańskich, jak i piekielnych24. Katoliccy święci de facto zaliczają się do większej
grupy dusz zbawionych, ale ze względu na szczególną rolę i ich znaczenie kultowe
zostali już opisani w odrębnym podpunkcie. Powracające do świata doczesnego dusze
nie będące oficjalnie uznanymi świętymi bez wyjątku przynależą do ludzi zmarłych
w sposób tragiczny i nagły, którzy nie zrealizowali pewnych zobowiązań podjętych
za życia lub muszą zakończyć rozpoczętą przed śmiercią działalność. W zasadniczym rysie odpowiada to wyobrażeniom słowiańskiej demonologii ludowej dotyczącym istot demonicznych powstających z dusz zmarłych, „którzy wyszli w sensie
obrzędowo-magicznym i weszli w sensie biologicznym do stanu następnego; czyli
innymi słowy: tych, którzy usytuowali się poza jakimkolwiek określonym stanem
i […] w paru stanach jednocześnie” (Stomma 2002: 197).
Zmarli pojawiają się w świecie żywych albo jako przestroga, by napominać ludzi i odwodzić ich od grzechu, albo by zaprowadzić sprawiedliwość i odbudować
porządek, który został naruszony przez ich śmierć (por. Navrátilová 2004: 118).
Szereg sytuacji potencjalnie umożliwiających zaświatom kontakt ze śmiertelnymi
wylicza w swojej analizie mitologii słowiańskiej Zdeněk Vaňa:
Do zvláštní skupiny představ o záhrobí patří duše předčasně či násilně zemřelých,
udušených, utopených, vrahů, sebevrahů, nekřtěňátek, čarodějů a čarodějnic.
24

Kwestia dusz potępionych i ich emanacji w śmiertelnym świecie została poruszona w rozdziale poświęconym diabłu (podpunkt 5.6.2.2.).

⩶ 323 ⩶

�[Szczególną grupę wyobrażeń o życiu pozagrobowym tworzą dusze przedwcześnie
lub tragicznie zmarłych, uduszonych, topielców, morderców, samobójców, dzieci
nieochrzczonych, czarowników i czarownic].
(Vaňa 1990: 138)

Funkcję napominania żywych i ostrzegania przed konsekwencjami grzechu pełnią najczęściej dusze potępionych, jak w przytaczanych w dotyczącym piekła i diabłów podrozdziale 5.6. pieśniach J-107 i J-1004/J-1249/J-1567/J-1804/J-2224/
J-2778 (zob. podpunkt 5.6.2.2.), lub dusze pokutujące w czyśćcu. W tym drugim
przypadku, jak w pieśni Příkladná píseň o jedné duši očistcovy… ( J-505/J-986/J-1570/
J-2083), żywi mogą swoim działaniem pomóc zmarłym. Utwór opowiada o bogatej
pani, która nie wypłaciła uczciwej pensji służącej, za co przez 12 lat cierpi w czyśćcu męki, od których wyswobadza ją modlitwa pobożnego biedaka w sanktuarium
Mariazell. Nauk moralnych mogą jednak udzielać także nawróceni grzesznicy, jak
skąpa gospodyni z tekstu Píseň nová a pravdivá, co se stalo w uherské zemi blíž Prešpurku v jedné vsi hospodyni… Kobieta poprzez swoją niezwykłą śmierć (zob. 5.6.3.)
odpokutowuje grzechy, więc przekaz głoszony przez jej ducha jest optymistyczny.
Widmo, zjawiając się przed mężem dwa tygodnie po śmierci, oznajmia, że należy
już do grona zbawionych. Następnie prosi go by napominał grzeszników, bo na pobożnych czeka w niebie nagroda:
Ve dvouch pak nedělich ona se zjevila
svému manželovi takto promluvila.
Já jsem oslavená před Kristem Ježíšem,
prosím tě manželi oznam lidem všechněm.
Napominej lidi, aby se modlili.
[…]
O duše křestianské přestaňte hřešíti,
skrz tu modlitbičku Pět Rán Krista ctítí.
Budem zde v svornosti v lásce přebývati,
po smrti se s Kristem, budem radovati, AMEN.
[Ona zaś po dwóch niedzielach się zjawiła
swemu małżonkowi i tak powiadała.
Jestem uwieńczona przed Panem Jezusem,
proszę cię mój mężu oznajm wszystkim ludziom.
Napominaj ludzi, aby się modlili.
[…]

⩶ 324 ⩶

�O dusze chrześcijańskie grzeszyć zaprzestańcie,
przez tę modlitewkę Pięć Ran Chrysta czcijcie.
Będziemy tu w zgodzie i miłości mieszkać,
po śmierci z Chrystusem będziem się radować, AMEN].
( J-153)

Druga wspomniana kategoria – duchy, które dopilnowują zamknięcia niedokończonych spraw w świecie doczesnym, zawiera przede wszystkim teksty o przedwcześnie zmarłych matkach, powracających by opiekować się dziećmi, jak w pieśni
J-79, Žalostná píseň o pěti sirotkách a zázračném pacholeti, které jedna macocha na
svět přivedla w městě Oppoli w zemi Pruské dne 30. listopadu roku 1866, w której za
wstawiennictwem obcującej z dziećmi zmarłej matki ukarana zostaje zła macocha:
Když sobě tak hořekuje, uslyší hlas u hrobu,
odejdi dceruško milá! Z krchova v tuto dobu,
já jsem prosila již za vás Matku Krista Ježíše,
v krátkém čase to uvidíš, co se s macechou stane.
[Gdy tak sobie rozpaczała, głos usłyszy przy grobie,
odejdź córeczko ma miła! Z cmentarza w tej porze,
ja za was prosiłam Matkę Jezu Chrysta,
za krótki czas zobaczysz, co macochę spotka].
( J-79)

Podobną rolę odgrywa duch matki, który przybywa, by zaopiekować się jedynym synem ocalałym ze zbrodni popełnionej przez złą macochę w pieśni J-1246,
Nova píseň o hrozném mordu který se stal blíž Lemberka města v polské krajině:
K večeru k desate hodině,
když domu přichazel, přes zahradu mu jit přišlo,
by si nezachazel, přenaramný strách ho pojal,
ženu bylu tam uhlidal, s chlapcem malým stati.
Ještě tuto řeč zaslechl když k němu mluvila,
modli se tu modlitbičku, co sem ti učila,
tak se ti nic nema stati,
dyž se ji budeš modlit, pak se mu stratila.
[Wieczorem ku dziesiątej godzinie,
gdy do dom się wracał, przez ogród iść mu wypadło,
by drogi nie nadkładać, strach go obleciał wielki,
żonę byłą ujrzał, z chłopcem małym stojącą.

⩶ 325 ⩶

�Jeszcze te słowa usłyszał co ku niemu mówiła,
módl się tą modlitewką, którą cię uczyłam,
a nic ci się nie stanie,
gdy się tak modlić będziesz, potem zniknęła].
( J-1246)

Pojawienie się ducha przeraża męża (nie jest on jednak w pieśni pozytywnym
bohaterem, bo sam mści się na bezbronnych dzieciach swojej drugiej żony), ale niewinne i czyste dziecko nie wydaje się bać nadprzyrodzonego zjawiska.
W tym samym schemacie co opowieści o matkach, które powracają by dopilnować przerwanych zobowiązań, mieści się także oparta na motywie Lenory historia nieszczęśliwie zakochanych ( J-101/J-124), przedstawiająca powrót kochanka
zza grobu, by złączyć się z ukochaną w zaświatach. Ponieważ została szczegółowo
przedstawiona w punkcie 4.9.3. dotyczącym mezaliansów, nie poświęcam jej jednak dodatkowej uwagi.
Ostatni, najmniej typowy przykład obcowania z zaświatami przynosi pieśń Žalostná a příkladná novina, kteráž se stala w Uherském Království, v městě Eperytus […]
(J-115). Utwór opowiada historię pary narzeczonych, w których szczęście ingeruje ojciec dziewczyny. Nie zgadza się on na ślub córki z ubogim złotnikiem, więc wraz z wybranym przez siebie kawalerem dokonują zabójstwa chłopaka. Duch zabitego ukazuje
się jednak ukochanej i wyjawia jej prawdę, doprowadzając do ukarania zbrodniarzy:
Po smrti třetí den
duch jeho se zjevil
svoji nejmilejší
všeckno ji vyjevil.

[Po śmierci dnia trzeciego
duch jego się ukazał
swojej ukochanej
wszystko jej przekazał.

Probudíc se ze sna
hnedky jej poznala
o tom nevědouce
na příčinu ptala.

Zbudziwszy się ze snu
zaraz go poznała
nie wiedząc o niczym
przyczyny pytała.

Všecko ji oznamil
kterak se s nim dálo
kdeby jeho tělo
bylo zakopáno.

Wszystko jej oznajmił
co się mu zdarzyło
i gdzie zakopane
było jego ciało].
( J-115)

Przytoczone przykłady, nieliczne w całym korpusie badanych tekstów, pokazują, że tematyka powrotów dusz zza grobu nie była w ramach kramarskiej wizji
⩶ 326 ⩶

�świata równie popularna co w tradycyjnej demonologii ludowej (por. Navrátilová 2004: 299–310, Navrátilová 2005). Wydaje się, że również popularność motywów związanych z duchami w literaturze romantycznej nie miała wpływu na treść
popularnych druków.

5.7.5. Ziemia
Ziemia (czes. země) stanowi środkowy poziom w wertykalnej strukturze kosmosu
i określa całość świata ludzkiego, przyrodzone miejsce przebywania człowieka (SSiSL
I-II 1999: 19, 27). W języku czeskim pojęcie země oznacza także kraj lub region
(ziemia czeska, polska, włoska itp.) i w takim znaczeniu często występuje w tytułach pieśni kramarskich, lokalizując miejsce akcji w konkretnym obszarze ludzkiego świata. Te przykłady zostały już opisane w podrozdziale 4.7., poniżej poruszone
są więc jedynie wątki dotyczące umiejscowienia i wartościowania ziemi w strukturze wertykalnej, a więc w relacji ze światem nadprzyrodzonym i jego porządkiem.
Tak postrzegana ziemia, jako obszar środkowy, pozostaje w opozycji zarówno do nieba (jest czymś niższym, a więc mniej wartościowym), jak i podziemi (jest
miejscem życia, w opozycji do podziemnego, nieludzkiego świata, przynależnego
zmarłym i siłom nieczystym). Charakterystyczne dla tradycyjnej kultury ludowej
było postrzeganie ziemi w kontekście rolniczym jako rodzicielki, istoty żywej, cechującej się świętością i płodnością (por. Masłowska 2012: 121–122 i dalej). W przypadku tekstów kramarskich brak w zasadzie podobnych motywów. Można zatem
uznać, że elementy archaicznego rolniczego spojrzenia na świat są w czeskiej twórczości kramarskiej stosunkowo rzadkie (por. SSiSL I-II 1999: 18). Zgadza się to
z charakterem postępujących zmian gospodarczych na nowożytnych ziemiach czeskich i nie stoi w sprzeczności z faktem, że większość odbiorców literatury popularnej stanowili mieszkańcy wsi.
Wciąż jednak ziemia jako element boskiego porządku świata reaguje w tekstach
kramarskich na działania ludzi. Podobnie jak niebo poprzez zjawiska atmosferyczne, także ziemia może okazać wolę Bożą i wartościowanie moralne ludzkich czynów. Analogicznie jak w tradycyjnym folklorze, „ziemia oburza się na zbrodnię popełnioną na jej powierzchni” (Bartmiński 1998: 102). Nie przyjmuje do swego łona
ciał grzeszników, lub przeciwnie – pochłania ich za życia, przerywając ich haniebne działania. Dobitnym przykładem jest pieśń Opravdiwý příběh který se stal v vlaské zemi ( J-22/J-23/J-25/J-78/J-1034), opowiadająca o niewdzięcznym synu, który
znęca się nad starym ojcem, odmawiając mu pożywienia. Gdy pod jego nieobecność
żona lituje się nad starcem i karmi go, bohater negatywny zabija kobietę i usiłuje
⩶ 327 ⩶

�zastrzelić również ojca. Wówczas następuje boska interwencja, a morderca zapada się
po szyję w ziemi i tak uwięziony pozostaje na łasce swojej niedoszłej drugiej ofiary:
Ruku k pistoli stáhnul, v tu chvíli se popad,
pod krk hlavu ma venku je podnes v zemi tak.
Tak ho Bůh všemohoucí, strestal toho syna,
že svého otce nectil, však je jeho vina,
žádný ho ven z ty zemi nemůž vytahnuti
ačkoliv okolo něj, začali kopati.
Zem tvrdá jak železo jest okolo něho […]
on žádného jidla nemůže zažíti,
krom co mu otec podá, s tim musí živ býti.
[Ręką po pistolet sięgnął, w tej chwili się zapadł,
po szyję głowa na wierzchu do dziś tkwi w ziemi tak.
Tak go Bóg wszechmogący, syna tego pokarał,
że ojcem swoim wzgardził, była jego wina,
nikt go nie poradzi wyciągnąć z tej ziemi
chociaż wokół niego, kopać próbowali.
Ziemia wokół niego twarda jak żelazo […]
on nie może przyjmować pokarmu żadnego,
prócz tego, który jeść mu poda ojciec jego].
( J-22/J-23/J-25/J-78/J-1034)

Ziemia pochłania również bluźniercę z pieśni Nová piseň o přehrozném zázraku, který se stal v sedmihradské zemi ( J-1916). Bohater uprzednio zostaje na trzy
dni sparaliżowany, a informacja o buchającym z jego ust ogniu zbliża ten opis pochłonięcia przez ziemię do historii o grzesznikach żywcem porwanych do piekła:
On tak strašně zařval, do země se propad,
[…]
On z té země křičel přes čtyři hodiny,
lidé napomínal, by se nerouhali,
raděj se lepšili.
[On strasznie zakrzyknął, pod ziemię się zapadł,
[…]
On z tej ziemi krzyczał przez cztery godziny,
ludzi napominał, aby nie bluźnili,
lepiej się poprawili].
( J-1916)

⩶ 328 ⩶

�Przeciwny wątek odnaleźć można natomiast w pieśni Nová píseň o pravdivém
příběhu, který se stal na hranicích prajských, kterak šest rouhačů bezbožných svatému Salvatoru se rouhali […] ( J-1009/J-2112), w której ziemia trzykrotnie wyrzuca z siebie
pochowane ciała bluźnierców, zabitych uprzednio przez piorun w akcie Bożej kary:
Ti mrtví když byli pochovávaní,
množství lidu bylo tenkrát přitomných,
ani ta svatá zem přijmout jich nechtěla
po třikráte na vrch jich vyhodila.

[A ci martwi, kiedy ich chowano,
mnóstwo ludzi na to patrzyło,
poświęcona ziemia ich nie przyjęła
na powierzchnię trzykroć wyrzuciła].
( J-1009/J-2112)

Obydwa wspomniane motywy (pochłaniania i wyrzucania przez ziemię złych
ludzi) przeczą sobie tylko pozornie – stojąca za nimi idea sprawczości przyrody
i obecnego w niej pierwiastka oceny moralnej pozostaje wspólna.

5.7.6. Trzęsienie ziemi
W myśl interpretacji biblijnych wstrząsy ziemi są znakiem od Boga, a „zjawiska sejsmiczne objawiają samo bóstwo” (Lurker 1989: 251) zarówno w Starym jak i Nowym Testamencie. Podobnie jak inne klęski żywiołowe, także ta odbierana była
przede wszystkim jako wyraz Bożego gniewu, stanowiąc rozszerzenie motywu pochłaniania grzeszników przez ziemię, obejmujące całe miasta i krainy a nie pojedyncze jednostki. W tekstach kramarskich brak jednoznacznego podkreślania Bożej sprawczości przy opisie tego zjawiska, ale jest ona oczywista w kontekście całości
utworów. W pieśni J-217, Nová píseň o velikém zeměhnutí v zemi Americké, […],
stosunkowo realistycznemu opisowi tragedii towarzyszy porównanie losu miast
Ameryki Południowej do biblijnej Sodomy i Gomory oraz scena cudu, w którym
trzęsienie ziemi uspokaja się podczas podniesienia na mszy świętej:
Když bouřlivé země hnutí třetí noc už
trvala, u obrazu svaté Trojice Mše svatá
se konala, když duchovní tělo a krev Ježiše pozdvihoval,
zem i moře se stišilo jako by mu přikázal.
[Gdy gwałtowne ziemi wstrząsy trzecią już noc
trwały, przy obrazie świętej Trójcy Msza się
odprawiała, gdy duchowny ciało i krew Jezusa podnosił,
ziemia i morze umilkły jakby im rozkazał].
( J-217)

⩶ 329 ⩶

�„Trzęsienie ziemi i nieba” jako znaki zbliżającego się końca świata wymienia
Příkladná píseň o hrozné zkáze města Jeruzalema, k rozjímání vydaná ( J-43), opisująca zniszczenie Jerozolimy przez Rzymian. Zgodna z ewangelią św. Mateusza
(Mt 27, 51) wzmianka o trzęsieniu ziemi towarzyszącym ukrzyżowaniu Chrystusa pojawia się także stosunkowo często w pieśniach pasyjnych. Być może na skutek
inspiracji tym biblijnym obrazem, wizjom trzęsienia ziemi w pieśniach kramarskich
towarzyszą zawsze dodatkowe elementy podnoszące poczucie grozy i niesamowitości: znaki na niebie, zmiana dnia w dzień itp., jak w utworze Píseň nová o podivném zázraku svatej Anny, všem věrným ctitelům na světla vydaná ( J-610/J-1259):
„Vznikla se velká tmá, a země třesení, / byli strašlivé mlhý, šífy rozkotaný, na moři
spatření” [„Zapadła wielka ciemność, ziemia dygotała, / mgła była straszna wkoło,
statki roztrzaskane, na morzu widziano”].
Można założyć, że trzęsienie ziemi jako zjawisko niespotykane często na ziemiach czeskich, a więc zasadniczo nieznane autorom i odbiorcom pieśni kramarskich z własnego doświadczenia, opisywane było w oparciu o znane im teksty kultury,
przede wszystkim Biblię (zob. Lurker 1989: 252). Co interesujące, akcja wspomnianej powyżej pieśni umiejscowiona jest w Portugalii, co może stanowić dalekie echo
wiadomości o słynnym trzęsieniu ziemi w Lizbonie w 1755 r.

5.7.7. Podziemie
Podziemie rozpatrywać można w dwojakim kontekście. Z jednej strony pod powierzchnią ziemi umieszczone są pewne elementy przynależne wciąż do świata
ludzkiego (jaskinie, piwnice, lochy itp.), z drugiej zaś strony także w podziemiach
(głębiej, niedostępne śmiertelnikom) umieszczane są ujemnie wartościowane rejony zaświatów – piekło i czyściec, pośmiertne siedziby dusz grzeszników. Mówić
więc można o dwóch rodzajach „podziemia”: bliższym, z którym w kontakt wchodzą śmiertelnicy, działając na poziomie świata naturalnego, i dalszym – nadprzyrodzonym, które objawia się w świecie ziemskim wyjątkowo, w specjalnych magiczno-religijnych okolicznościach (por. obcowanie z diabłem w podpunkcie 5.6.2.1.).
Należy przy tym pamiętać, że nawet bliższe, „naturalne” podziemie często wiąże się
w narracjach ludowych, w tym pieśniach kramarskich, z elementami niezwykłości –
można tu wspomnieć o strzeżonych nierzadko przez diabła skarbach, które bohaterowie przedstawionych w poprzednich rozdziałach pieśni odnajdują w piwnicy
( J-121/J-707/J-2102) lub zakopane w lesie ( J-140).
Podziemie w kulturze ludowej jest identyfikowane jako cudowny i bogaty „inny
świat”, dostępny człowiekowi w wyjątkowych okolicznościach, albo jako miejsce
⩶ 330 ⩶

�śmierci i aktywności mocy demonicznych. W języku religijnym synonimem podziemia jest piekło (por. SSiSL I-II 1999: 466), co zgadza się z używanym na określenie piekła w pieśniach kramarskich słowem propast, ‘otchłań’. W narracjach ludowych „zapadają się w podziemie całe osiedla ludzkie i budynki, a także ludzie
występni, przeklęci, nieszczęśliwi” (SSiSL I-II 1999: 465). Motyw ten występuje
również w tekstach kramarskich (por. wspomniane pieśni z wątkiem pochłaniania
grzesznika przez ziemię za karę lub trzęsienia ziemi).
Chyba najciekawszą realizacją motywu pochłoniętych przez ziemię obiektów,
w której poniekąd łączą się obydwa schematy przedstawiania podziemi, są dwa druki
dotyczące rzeczywistego zdarzenia, jakim było odkrycie jaskini krasowej w Němčicach na południu Moraw w 1862 r.: pieśń Podivný přiběh! Který se stal letošího roku.
Na Panství Boskofském blíž vesnice Němčic… ( J-964), i jej wariant uzupełniony prozatorskim komentarzem: Opis haviřů, kteři od potopy světa chrám Páně […] vydobyli
( J-2805). Wydarzenie w relacji kramarskiej obrosło znamionami niezwykłości i cudowności, a sama jaskinia została przedstawiona jako stworzona przez ludzi świątynia, pochodząca z czasów przed biblijnym potopem. W takiej interpretacji obecne są zatem obydwa elementy – znajdująca się 33 sążnie pod ziemią świątynia jest
niezwykle bogata i pełna przepychu (jak pełne skarbów jaskinie z bajek ludowych):
Stěny od vrchu až dolu
třipjejí se od zlata a střibrne
perle k tomu spusobu diamanta.
Jest to oltař stěny vzácne
sou perlami posété
Poslechnete o Křestane jak se to dál dovite.
[Ściany z góry aż na sam dół
mieniące się od złota a srebrne
perły do tego na kształt diamentów.
Jest to ołtarz ściany drogie
perłami wykładane
Posłuchajcie Chrześcijanie co tam było widziane].
( J-964)

Zarazem jaskinia w pewien sposób przynależy do zaświatów. Skoro jej twórcami byli grzeszni ludzie ukarani przez Boga potopem, stanowi ona część świata
umarłych i potępionych:

⩶ 331 ⩶

�Tam sou videti zviřata
lide se jim klaněli
na Boha Otce pro smilstvo
na čisto zapomněli.

[Widoczne są tam zwierzęta
im się ludzie kłaniali
rozpustni o Bogu Ojcu
całkiem zapomnieli.

Tam sou spatřeny ty sloupy
které pan Bůh na zemi,
Na pohrušku všemu lidu
ukazoval na nebi.

Widziano tam i te słupy
które pan Bóg na ziemi,
Na postrach wszystkim ludom
pokazywał na niebie].
( J-2805)

Němčicka jaskinia jest więc fragmentem krainy zmarłych, zakonserwowanym
wycinkiem minionego świata. Podobne podwójne wartościowanie podziemi – jako
miejsca wydobycia cennych kruszców i bogactw oraz jako obszaru śmierci i zagrożenia życia – obecne jest w utworach dotyczących katastrof kopalnianych, np. tekście Nová píseň o velikém zázraku, který se stal u města Sťavnice a Baňské Bystřice
v krajině uherské […] ( J-1829). Opisana w niej katastrofa przydarza się w kopalni
drogich kruszców: „Tam jest moc havířu, co rudu kopají / hluboko pod zemi, zlatou a stříbrnou samou dobývají” [„Jest tam wielu górników, rudę wykopują / głęboko pod ziemią, złotą i srebrną tylko odnajdują”]. Pieśń opowiada o tąpnięciu,
które uwięziło pod ziemią 760 górników. Z tej grupy po 8 dniach od zasypania
bez szwanku wychodzą jedynie katolicy, którzy przez cały czas modlą się do swojej patronki, św. Barbary, i Maryi. Innowiercy (protestanci) wyśmiewają ich naiwną wiarę i za karę zostają zabici w kolejnym wstrząsie, katolikom zaś otuchy dodaje
świetlista postać Matki Bożej. Podziemie, jako miejsce dla człowieka nienaturalne,
stanowi zatem rejon obcowania z zaświatami czy sacrum, choć w tym wypadku dla
gorliwych katolików jest to kontakt pozytywny.
Gośćmi z tego innego, obcego świata są także opisani w druku J-2109 widmowi żołnierze w czarnych mundurach (vojsko velmi strašlivý [‘wojsko ogromnie
straszne’]), wychodzący spod ziemi w Lhocie niedaleko Náchodu. Zjawy, oglądane przez miejscowych, rozpłynęły się we mgle, gdy na miejsce przybyli sceptyczni
przedstawiciele lokalnej władzy. Pieśń przedstawia zdarzenie jako proroczą wizję,
zapowiadającą nadchodzące katastrofy (por. punkt 5.7.2.), ale może być też interpretowane jako spotkanie z duchami zmarłych (por. punkt 5.7.4.). Wpisuje się ono
ponadto w dobrze znany z czeskiej motyw tradycji legendarny uśpionego wojska
(por. Hajduk-Nijakowska 1980: 105).
Podziemiem może być także grób, jak w pieśni J-89 (Píseň žalostivá o jedne
paní ve Vlaších, která jako mrtvá pochovaná byvši devět dni hrobě [!] ležela) – w za⩶ 332 ⩶

�chowanych pod numerem 1707 fragmentach tekstu o pozornie zmarłej, która rodzi w grobie dziecko i wraca do życia, czy wspomnianej już pieśni o cudownie ożywionej dziewczynie trafionej przez piorun ( J-1265/J-2356/J-2362). We wszystkich
tych przypadkach grób czy krypta, w których zakopane są ciała, staje się miejscem
niezwykłego zdarzenia, w pieśni J-89 o jednoznacznie cudownym charakterze, bo
pochowaną żywcem kobietę odwiedza cudowne pacholątko przynoszące jej pożywienie (cała treść przedstawiona jest w punkcie 5.5.2.).

5.7.8. Podsumowanie
Na świat pieśni kramarskich składają się umiejscowione w osi pionowej przestrzenie: niebo, ziemia i podziemie. Porządek świata naturalnego poddany jest woli
Boga i służy realizacji jego zamysłów i woli. Poszczególne żywioły i siły natury mogą – zgodnie z Bożą wolą – przejawiać pewną sprawczość, przede wszystkim karząc grzech i występek przeciwko świętościom wiary katolickiej i zasadom
współżycia społecznego. Najwyżej rozciąga się niebo, w swojej niedostępnej części zamieszkałe przez pozytywnie wartościowane istoty nadprzyrodzone. Jego
emanacją w świecie śmiertelnych może być raj ziemski, znajdujący się co prawda na
ludzkim, ziemskim poziomie świata, lecz ze względów magiczno-religijnych, niedostępny śmiertelnikom bez wstawiennictwa sił boskich. Widzialna, fizyczna
część nieba jest przestrzenią, w której ujawniają się znaki Boga i bytów mu podległych, przede wszystkim Maryi. Samo niebo przy pomocy sił natury (piorunów,
zjawisk atmosferycznych) może uczestniczyć w wydarzeniach ludzkiego świata.
Przestrzenią naturalnie przynależną człowiekowi jest ziemia, na której życie toczy się zgodnie z naturalnym porządkiem, z wyjątkiem momentów interwencji
i ujawniania się rzeczywistości ponadnaturalnej związanej z zaświatami pozytywnymi (niebo) i negatywnymi (piekło). Sama ziemia, podobnie jak niebo, obdarzona
jest pewną sprawczością, może bowiem np. rozstępować się lub zamykać w obecności grzeszników. Pod ziemią znajduje się częściowo dostępne człowiekowi podziemie, obszar podlegający porządkowi naturalnemu, lecz otwarty na działania sił
metafizycznych i nasycony większą niż ziemia dawką niezwykłości i cudowności,
związaną z utrudnionym dla śmiertelników dostępem. Głęboko pod ziemią i poniżej naturalnego podziemia znajdują się zaświaty wartościowane negatywnie,
miejsce ognia i mąk spadających na dusze grzeszników, które mogą mieć charakter
czasowy w czyśćcu lub wieczny w piekle.

⩶ 333 ⩶

��6 Zakończenie
Niniejsze opracowanie dzieli się na dwie zasadnicze części – pierwsza (rozdziały
2. i 3.) poświęcona jest twórczości kramarskiej jako wieloaspektowemu zjawisku
w kulturze czeskiej XVIII i XIX w. i oparta jest na dostępnej w Czechach i Polsce literaturze przedmiotu. Druga część (rozdziały 4. i 5.), poświęcona jest analizie
materiału źródłowego w oparciu o przedstawione we wstępie (rozdział 1.) założenia teoretyczne. Część analityczna pracy prezentuje dwa kierunki, w których rozciągała się mapa świata opisywanego w pieśniach i drukach. Kierunek „poziomy”
to porządek świata ludzkiego z różnymi kręgami swojskości i obcości, zaś „pionowy” – porządek metafizyczny z obecnymi w nim siłami nadprzyrodzonymi. Za cel
pracy postawiłem sobie możliwie całościowe przedstawienie tematu niepodejmowanego dotąd właściwie przez polską bohemistykę. Zdaję sobie sprawę, że niemal
każde z poruszonych zagadnień mogłoby zostać rozszerzone i przeanalizowane bardziej szczegółowo w oparciu o inny korpus tekstów lub przy przyjęciu innych metod
doboru źródeł1, sądzę jednak, że sposób przedstawienia poruszanych w pracy kwestii pozwala na wyciągnięcie ogólnych wniosków i podsumowanie całości tematu.
Niechęć czeskojęzycznych elit XIX w. do twórczości kramarskiej i jej późniejszy negatywny i podszyty ironią obraz można próbować tłumaczyć przynajmniej dwoma powodami. Język pieśni – jak dowodzą choćby cytowane w niniejszej pracy fragmenty – był daleki od renesansowego ideału budzicieli narodowych
(por. Szczepańska 2004: 45–56). Teksty był pisane i adaptowane przez lud i dla
ludu żywą czeszczyzną okresu pobiałogórskiego, zawierającą wiele germanizmów,
form dialektalnych czy zmian zbliżonych do obecné češtiny, m.in. takich jak przejście ý do ej i é do í, końcówka -ma w narzędniku liczby mnogiej, czy uproszczenia
1
Zgodnie z przyjętym na wstępie założeniem, że nawet jednostkowy przykład ma znaczenie
dla całości obrazu, wiele interesujących – być może nieznanych – materiałów wciąż może znajdować się w innych kolekcjach. Również zbadany przeze mnie korpus może nadal skrywać interesujące przykłady, do których nie udało mi się dotrzeć ze względu na specyfikę materiału i zły stan techniczny niektórych druków.

⩶ 335 ⩶

�grup spółgłoskowych, zwłaszcza w wygłosie2. Z drugiej strony twórczość kramarska w niewielkim stopniu opierała się na tradycyjnym folklorze ustnym, faworyzowanym i idealizowanym przez ówczesnych ludoznawców jako dokument autentycznej słowiańskiej przeszłości. To co ludowe, miało być w ich mniemaniu czyste,
wzniosłe i przepełnione słowiańskim duchem. Motywy obecne w pieśniach kramarskich należą jednak głównie do ogólnoeuropejskiego repertuaru sięgającego
jeszcze czasów średniowiecza, a zapośredniczonego przez okres kontrreformacji
i rekatolizacji ziem czeskich. Były więc raczej lokalną adaptacją ponadnarodowego
zjawiska i jako takie nie mieściły się w kanonie kultury narodowej (por. Bobrownicka 1995: 15–18). Wreszcie sama forma druków kramarskich (brak zainteresowania ich trwałością i niespełnianie wymogów elitarnej estetyki) i ich komercyjny
charakter (w tym pogoń za sensacją i opisy przemocy) nie pozwalał przedstawicielom elit dostrzec ich prawdziwej wartości, jaką stanowiły dla odbiorców, ale również dla całości kultury czeskiej, m.in. jako medium podtrzymujące przekaz języka.
Potrzeby słuchaczy i czytelników, na które pieśni i druki jarmarczne reagowały, były wcześniej zaspokajane przez inne teksty kultury. Twórczość kramarska,
stanowiąca wyjątkowo bogaty, złożony z kilku elementów fenomen, nie powstała
w pustce jako zupełnie nowa jakość, oddzielona od innych zjawisk kultury, i nie
zniknęła bez śladu. Stanowiła raczej swoistą syntezę dawnej oralnej formy i nowoczesnego medium drukowanego. Jej rozwój wiązał się z postępami techniki i rosnącym poziomem wykształcenia – teksty różnych gatunków przekazywane dotąd ustnie mogły być utrwalane w piśmie i połączone wspólną fizyczną formą drukowanej
ulotki. „Zamknięcie” tekstu w druku oznaczało jego wyrwanie z relacji osobistego
kontaktu autora i odbiorcy (por. Ong 2011: 199–200) i wymusiło zmiany, takie
jak przynajmniej powierzchowna dbałość o aktualność przekazu. Próba zaspokojenia ponadczasowych, ogólnoludzkich potrzeb za pomocą fizycznie istniejącego,
ale ulotnego medium przyniosła interesujące zjawiska na styku sacrum z technolo2
Załamanie naturalnego rozwoju czeskiego języka literackiego, wynikające z XVII-wiecznej sytuacji politycznej, zaowocowało w kolejnych stuleciach daleko idącym rozwarstwieniem języka. Oficjalny język literacki po okresie stagnacji odtwarzany był podczas odrodzenia narodowego
w oparciu o archaiczny już styl XVI-wiecznych humanistów, równolegle jednak naturalnie rozwijał
się język potoczny (obecná čeština), bazujący głównie na dialektach środkowoczeskich i różniący się
o standardu nie tylko na poziomie leksyki, ale również fonetyki i składni (Szczepańska 2004: 11–
34, Szczepańska 2011: 60–61). Obecná čeština przez długi czas wartościowana była silnie negatywnie jako język najniższych warstw społecznych i do XX w. była właściwie nieużywana w twórczosci
literackiej (por. Szczepańska 2004: 35–44). Współczesny język czeski nadal charakteryzuje się głębokim zróżnicowaniem i zazwyczaj wyróżnia się w nim 3 odmiany: język piśmienniczy i mówiony
w sytuacjach oficjalnych (spisovná čeština), potoczny język mówiony inteligencji (hovorová čeština)
i nieoficjalny język ogólny wszystkich warstw społecznych (obecná čeština).

⩶ 336 ⩶

�gią i komercją, takie jak wyrażany w tekstach nacisk na namacalność cudu czy mechaniczne powielanie acheiropoietów technikami drukarskimi (por. Tokarska-Bakir 2000: 357–373). Wspomniane we wcześniejszych rozdziałach „listy z nieba” czy
magiczne modlitwy były odpowiedzią na pisemny charakter kramarskiego medium,
a ich popularność przekładała się na sukces finansowy drukarza.
To co było dla tej twórczości wyjątkowe, to względnie spójne połączenie w jednym zjawisku i jednym medium różnorodnych funkcji wymienionych w czeskim
kontekście przez Bohuslava Beneša (1970: 19–20), a na szerszym tle literatury jarmarcznej przez Tomasza Żabskiego (1993: 18–21). Pieśni kramarskie pozwalały porządkować świat i wiedzę o ludziach go zamieszkujących, wyznaczać granicę własnej wspólnoty i grup obcych. Dostarczały rozrywki, przeżyć estetycznych
i pouczenia moralnego. Zawarte w nich opisanie rzeczywistości obejmuje odpowiedzi na pytania o strukturę świata i rządzące nim siły, o pochodzenie i przyczyny zła i cierpienia, o miłość i szczęście doczesne, a wreszcie o śmierć i pośmiertny
los człowieka. Twórczość kramarska opisywała świat całościowo, co jak sądzę było
możliwe tylko w stosunkowo krótkim momencie w historii kultury. Konieczny był
do tego rozwój techniki, umożliwiający masowe upowszechnianie ujednoliconych
treści. Z drugiej strony, świat przeciętnego odbiorcy musiał być wciąż wystarczająco mały i zamknięty, by wizje dostarczane w pieśniach nie były w ostrym konflikcie z jego codziennym doświadczeniem. Dezaktualizacja kramarskiej „mapy świata”
była jednak nieunikniona wraz z rozwojem czeskiej kultury i społeczeństwa (zob.
Tyllner 2010: 72). Zmiany społeczne wymusiły podział funkcji spełnianych dotąd
przez druki i pieśni kramarskie na różne gatunki: przekazywaniem informacji zajęła się prasa, dostarczaniem rozrywki drukowane kuplety i piosenki kabaretowe,
edukacją religijną i filozoficzną wydawnictwa kościelnych drukarni opatrzone oficjalnym imprimatur (Kafka 2009: 203).
Skrajny konserwatyzm pieśni kramarskich, widoczny choćby w powielaniu tekstów sprzed kilkuset lat jako ciągle aktualnych, oraz krytyka nowych mód i zmian
społecznych były więc formą samoobrony. Stanowiły próbę zachowania świata,
w którym wszystko jest na swoim miejscu i w którym nowiny nie dostarczają tak
naprawdę obiektywnych informacji, ale stanowią element trwałego systemu opisu
świata. Różne punkty widzenia, jakie wyróżniłem w pieśniach kramarskich (punkt
widzenia katolika, poddanego austriackiego, Czecha/Morawianina i chłopa), bez
kłopotu dają się ze sobą łączyć. Wynikają one nie tyle z odrębnych tożsamości patrzących, co z treści tekstów, wymuszającej skupienie się na konkretnych elementach rzeczywistości. Im bliżej XX w. tym trudniej o taką zgodność – odbiorców
mediów cechuje bowiem większa różnorodność polityczna (i świadomość różnic
⩶ 337 ⩶

�w poglądach) i większa różnorodność zawodowa (zwłaszcza wobec postępującej
urbanizacji), a polaryzacja narodowa w kontaktach między Czechami a Niemcami
i Żydami rośnie. Po 1848 r., a zwłaszcza w ostatnim trzydziestoleciu XIX w., podział
na „swoich” i „obcych” przestał być idealnym systemem porządkującym świat, rzadko doświadczanym osobiście, i stał się w znacznie większym stopniu codziennym
doświadczeniem mas. Przechodzący radykalne zmiany świat późnego XIX w. nie
dawał się już zamknąć w kramarskim špalíčku, a twórczość kramarska, nadal próbująca samodzielnie odpowiadać na wszystkie potrzeby swoich odbiorców, w nieunikniony sposób stała się w ich oczach śmieszna i naiwna, co tłumaczy późniejsze parodystyczne nawiązania do pieśni jarmarcznych obecne w czeskiej kulturze.
Obok powyższych wniosków o ogólnym charakterze, podsumować należy
również drugą część pracy poświęconą analizie konkretnego materiału źródłowego.
Wśród wydzielonych przeze mnie czterech punktów widzenia i czterech odpowiadających im kryteriów obcości bez wątpienia można zauważyć hierarchiczny układ:
jedne są ważniejsze i szersze od innych. Kryterium religijne, polityczno-narodowe
i etniczne tworzą właściwie coraz mniejsze koncentryczne kręgi – przynależność do
językowo-kulturowego etnosu czeskiego jest (poza wyjątkowymi sytuacjami) równoznaczna z przynależnością polityczną do monarchii austriackiej, ta zaś stanowi idealny przykład państwa należącego do wspólnoty katolickiej. Jedynie kryterium klasowe przebiega w poprzek pozostałych podziałów – w jego ramach „swój” to każdy
chłop-katolik, także spoza monarchii austriackiej. To kryterium religijne jest więc
decydujące dla poczucia swojskości i obcości – każdy „obcy” w tym aspekcie zawsze
wyróżnia się jakimś dodatkowym czynnikiem obcości (na przykład Turcy i protestanci to jednocześnie obcy religijni i polityczni, zaś Żydzi to obcy religijni i klasowi).
W czterech grupach tekstów, przedstawiających ziemskich „obcych” według
różnych kryteriów oraz w tekstach dotyczących religii można próbować doszukiwać
się różnego stopnia inspiracji kulturą elitarną, piśmiennictwem religijnym czy folklorem ustnym. Z tym ostatnim najwięcej wspólnych motywów mają teksty dotyczące
obcości klasowej. Zgodność obrazu relacji międzyklasowych z ludowym obiegiem
ustnym (ale zarazem podpieranie go autorytetem Biblii) wydaje się uzasadnione, bo
nie był to temat podejmowany przez literaturę elitarną w przekonujący dla chłopów
sposób. Obcość religijna, państwowa i etniczna są zasadniczo wspólne z przekazem
kultury wysokiej – kontrreformacyjnym katolicyzmem i dydaktyczną państwową
propagandą. Pieśni kramarskie oferowały wizję świata opartą w znacznej mierze na
barokowych przekazach religijnych (choć prostszą niż erudycyjne pisma katechizmowe i teologiczne przeznaczone dla elit). Były również kompatybilne z tradycyjnym wiejskim folklorem, choć znacznie od niego uboższe, jeśli chodzi o obraz
⩶ 338 ⩶

�świata nadprzyrodzonego. W tekstach brak ponadto regionalnej specyfiki na najniższym poziomie – mają one zbyt uniwersalny charakter, by zajmowały się legendami czy podaniami związanymi z konkretną wsią czy mniejszym regionem (choć
dużo uwagi poświęcone jest miejscom pielgrzymkowym o ponadlokalnej sławie).
We wstępie przyjąłem, że twórczość kramarską można rozpatrywać jako element kultury ludowej, powołując się przy tym m.in. na prace Piotra Bogatyriewa. Jak
twierdził ten wybitny folklorysta: „Popularne w Europie pieśni jarmarczne i pieśni
pielgrzymkowe są bardzo interesujące z punktu widzenia związanych z nimi funkcji.
[…] Pieśni te – pochodzenia miejskiego – tworzą przy tym integralną część repertuaru wiejskiego i jako takie muszą być badane” (1979: 322).
Sądzę, że to wstępne założenie oparte na popularności zjawiska można uzasadnić także na podstawie przeprowadzonej w pracy analizy zawartych w nim treści. Choć bezpośrednie źródła tekstów czy poszczególnych motywów są zazwyczaj
nieludowe, w tworzonym przez nie systemie odnaleźć można szereg cech, którymi
kulturę typu ludowego charakteryzuje np. antropolog kultury Ludwik Stomma.
Przede wszystkim wyraźnie widoczne jest konserwatywne podejście przejawiające się w reinterpretacji nowych zjawisk tak, by znalazły one swoje miejsce w istniejącym systemie bez konieczności jego modyfikowania (Stomma 2002: 169–170).
Włączanie do znanego już schematu widać w sposobie konstruowania stereotypów
„obcego”: decydujące znaczenia mają w tym procesie funkcje, jakie „obcy” spełniają
w treści utworu, nie zaś konkretna identyfikacja religijna, etniczna czy polityczna.
Ponadczasowe role „obcych” są znacznie ważniejsze niż odgrywający je w konkretnym momencie historycznym „aktorzy”. W kontekście religijnym są to role
konwertyty, bluźniercy, kata w rodzinie i tyrana, a w kontekście politycznym najeźdźcy, wroga wewnętrznego i wroga odległego. Zbiorcze przedstawianie przedstawicieli różnych narodów i grup religijnych, a więc traktowanie „obcości” w spoisty sposób (Stomma 2002: 177) widoczne jest także na płaszczyźnie języka, np. gdy
Turcy określani są jednocześnie mianem pogan i mahometan, czy Francuzi i Prusacy wymieniani jako równoważni wrogowie Austrii. Takie przytaczane w pracy
utożsamianie różnych grup „obcych” ze sobą nawzajem jest w ludowym ujęciu uzasadnione, bo wszystko co nie „swoje” jest zasadniczo jednakowe w swojej inności.
Choć teksty deklarują aktualność i pozornie relacjonują zmienność świata, wszystko to ma jedynie powierzchowny charakter i empiryczne doświadczenia są przykrawane tak, by pasowały do schematu, a nie schemat aktualizowany jest w oparciu o doświadczenia. Historyczność pieśni – także nowiniarskich – jest więc często
powierzchowna i w rzeczywistości operują one raczej bezczasowymi schematami.
Charakterystyczną dla kultury wsi zasadę mówiącą, że nie tylko „jest tak, jak ma
⩶ 339 ⩶

�być” ale również „ma być, tak jak jest” (Stomma 2002: 104–110) wzmacnia wizja
porządku religijnego świata. Skoro bowiem Bóg jest jego absolutnym władcą i źródłem zarówno dobrych, jak i złych wydarzeń (Szatan zaś, jak pokazują pieśni, spełnia jedynie rolę posłańca bożej kary), bunt przeciwko własnemu losowi jest buntem przeciw Bogu i nie ma szans powodzenia. W ten sam sposób uzasadnić można
skrajny konformizm polityczny i brak działań zmierzających do zmiany własnej pozycji społecznej. Hierarchia społeczna jest bowiem uświęcona przez tradycję i autorytet Kościoła, a wielka historia dzieje się niejako poza zasięgiem pojedynczych
ludzi i bez ich wpływu. Wojny wymieniane są więc w jednym szeregu z klęskami żywiołowymi i epidemiami, nie jako efekt polityki władców, ale niezrozumiała i niepowstrzymana siła przyrody, skutek boskiego gniewu.
Na koniec warto zauważyć, że choć od odbiorców druków kramarskich oddziela nas przeszło półtora stulecia, potrzeby jakie zaspokajali słuchając, kupując i czytając jarmarczne pieśni i sensacje, są w zasadzie wspólne z potrzebami dzisiejszych
ludzi. Dziś jednak odpowiedzi szukamy gdzie indziej, w bardziej różnorodnych
źródłach, brak bowiem podobnego medium aspirującego do opisu całości świata.
Myśląc o wybranych fragmentach rzeczywistości również współcześnie opieramy
się jednak często na uproszczonych i schematycznych obrazach, nie weryfikując ich
pomimo powszechnego dostępu do względnie obiektywnych informacji. Jak pisze
folklorystka Janina Hajduk-Nijakowska:
Środki masowego przekazu zmieniły tradycyjne społeczności, które poszukując stabilnej wizji świata, mogą sięgać teraz zarówno po tradycyjne wątki (odświeżone
z „podświadomości”, z pokładów pamięci zbiorowej), jak i korzystać z koncepcji
podpowiadanych przez media, a nawet funkcjonujących w obiegu pogłosek. Ważne jest to, że nadal mamy do czynienia z sensualnie pojmowanym światem, nazywanym popularnie tradycyjnym myśleniem ludowym.
(Hajduk-Nijakowska 2010: 19)

Tak jak stereotyp sam w sobie nie jest zjawiskiem negatywnym, ale nieodłącznym elementem myślenia potocznego, tak sama tęsknota za prostą i spójną wizją
świata nie świadczy wcale o prymitywizmie czy niedojrzałości. To brak chęci do
zmiany swojej wizji świata w obliczu przeczących jej faktów i powielanie informacji potwierdzających oczekiwania odbiorcy bez względu na ich prawdziwość mogą
wywoływać demony ksenofobii, nienawiści i przyzwolenia na przemoc wobec innych. Odpowiednie przykłady dostrzec możemy zarówno w czasach popularności pieśni kramarskich, jak i dziś w świecie fake news i mediów społecznościowych.
⩶ 340 ⩶

�7 Lista druków
Przyjęte zasady zapisu: numer katalogowy, informacja o melodii (czes. nápěv), tytuł
z zachowaniem oryginalnej ortografii, w tym błędów drukarskich, impressum z zachowaniem oryginalnej ortografii, incipit. Pionową kreską (|) oddzielone są informacje zawarte na różnych stronach druku (zwykle pierwszej i ostatniej w przypadku impressum, rzadziej pierwszej i drugiej w przypadku rozbitego na dwa fragmenty
tytułu). Znakiem łamania (/) oddzielone są melodie, tytuły i incipity w drukach
zawierających kilka pieśni, lub (wyjątkowo) jeden wpis katalogowy składający się
z fragmentów kilku druków. Wykropkowania w nawiasie kwadratowym oznaczają nieczytelne fragmenty tekstu (zazwyczaj plamy, pociemniały papier lub drobne
ubytki). Poważniejsze uszkodzenia, uniemożliwiające odczytanie większej partii tekstu, zostały oznaczone informacją „druk uszkodzony” przy numerze katalogowym.
Uwaga „druk niekompletny” oznacza, że pozycja katalogowa nie zawiera wszystkich stron, ale zachowane karty są we względnie dobrym stanie.
J-1
Zpívá se jako: Truchlivý sen Vilhelma.
Welmi pěkná Pjseň a neb Smutné laučenj Ludwjka Ssestnáctého s Francauzama.
W Pardubicých wytisstěná.
Incipit: O lide můj! Ó lide můj! Co jsem ti učinil?
J-2
Má svou notu.
Nowá Pjseň.
Wytisstěná roku 1806.
Incipit: Ach můj milý krajane, upřimný Moravane…
J-3
Jako: Maličko mně poslechněte.
Pjseň z přjběhu této wogny wytažená.
—
Incipit: Žádám vás vlastenci milí, abyste nelitovali zde se zastáviti…
⩶ 341 ⩶

�J-4
Zpívá se jako: O srdce nejfalešnější, etc.
Nowá Pjseň o laučenj Wlastence wssech mužů a synů genž na nyněgssj Franzauskau
wognu gj musegj, a se Bohu odewzdáwagj.
—
Incipit: Ach žalostní a litostní časové nám nastali…
J-5
Zpívá se jako: Maličko mně poslechněte, etc.
Nowá pjseňo Rekrutyrowánj.
—
Incipit: Alou pání muzikanti, hleďte na mně pozor dáti…
J-6
Zpívá se jako: Proč pak ty mně má panenko, etc.
Nowá Pjseň Udatného Regruty, wssem mladým Wogákům k Potwrzenj udatné Mysle wydaná.
—
Incipit: Proč se bojíš kamaráde, čeho se lekáš?
J-8
Jako: Když jsem k vám chodíval tak jsem vám říkaval panimámo etc.
Pjseň wogenská.
1813.
Incipit: Jaro se otvírá, kvítí květe…
J-9
—
Nowá pjseň srdnatého wogina.
Tisk S. Pospissila w Chrudjmi, 1862.
Incipit: Má panenko jak se máš? Ty se mě falešná zdáš.
J-13
—
Nowá Pjseň o slawným Pánu Generálu Gedeonu Laudonu, který Bělohrad dobyl.
Wytisstěná toho Roku.
Incipit: Aj vivat Laudon Jenerál, že jsi již Belohrad dostal…
J-14
Zpívá se jako: V tom Jičinským Zámku, etc.
Nowá Pjseň Udatného Wogáka, který proti tureckému Wogsku k kurážnému Táhu
swé Spolukamarády wzbuzuge.
Wytisstěná tohoto Roku.
⩶ 342 ⩶

�Incipit: Bratří co nového? Neptejme se mnoho…
J-17
—
Nowá pjseň pro mládency a panny pro ukrácenj chwjle wydaná.
Tiskem Ant. Augusty w Litomyssli, 1858.
Incipit: O jak krásné, jaro jasné…
J-22
—
Oprawdiwý Přjběh. který se stal w Wlaské Zemi.
Wytisstěná Roku tohoto.
Incipit: Žalostně musím kvíliti nad tu ukrutnou zlosti, mnohých nezbedných dětí…
J-23
—
Oprawdiwý Přjběh. který se stal w Wlaské Zemi.
Wytisstěná Roku tohoto.
Incipit: Žalostně musím kvíliti nad tu ukrutnou zlosti, mnohých nezbedných dětí…
J-24
—
Nowá pjseň Obraz Lenocha na wýstrahu wssem práce se ssťitjcjm.
W Olomauci, 1859. Wytisstěna a k dostánj u Antonjna Halausky. (33)
Incipit: Poslechněte lenoši, jak vám troubí do uši…
J-25
Zpívá se jako: Černěť já se přistrojím, etc.
Prawdiwý Přjběh, který se stal 1752. we wlaské Zemi, s newděčným Synem, který pro neuctěnj swého Otce trestáný, což lepeg s Pjsně wyrozuměti se může.
Wytisstěná Roku tohoto.
Incipit: Žalostně musím kvíliti nad tu ukrutnou zlosti, mnohých nezbedných dětí…
J-26
—
Smutný přjběh který se stal w městě Wjdni, kdežto geden sstudent, čtyry přehrozné mordy spáchal.
K wsseobecné wýstraze. Wytisstěna w Litomissli, 1849.
Inicipit: Co pak se v tom světě děje, Pane Kriste Ježíši…
J-27
—
Žalostná Pjseň o Reberij w Netalij.
⩶ 343 ⩶

�1848.
Incipit: Poslyšte křesťane co budu zpívati, o tý Netalií chci vypravovati.
J-31
—
Krásný přjklad wssem manželům a djtkám, to gest o mordu, ktery se stal na Morawě roku 1862.
Tisk S Pospjssila w Chrudjmi, 1863.
Incipit: Maličko se pozastavte křesťané rozmilí…
J-32
—
Nowá pjseň o hrozné wraždě, kterou spáchal geden rolnjk na swé manželce.
Tisk S. Pospjssila w Chrudjmi, 1864. | Wydal Josef Chládek.
Incipit: Poslechněte o křesťané mé smutné zpívání…
J-35
—
Nowá pjseň o lásce katolického milowání.
Tiskem Jos. Berger-owé w Litomyssli, 1865.
Incipit: Slyšte milí krajani, z Bolehradu noviny…
J-37
—
Pjseň o hrozném mordu.
Wytisstěná Waldoně u Krásna, z cýs. král. powolenjm, 1846.
Incipit: Ke cti a chvále svatý Jene, my k tobě voláme…
J-42
—
Prawdiwá zpráwa o welectihodném cjsaři Maxmiliánu, o geho přetěžké smrti, kterou od swých newěrných poddaných podstoupiti musel w Mexiku roku 1867.
Tisk Jozefa Groáka w Olomouci.
Incipit: Ach my ubozí vlastenci, čeho jsme se dočkali…
J-46
—
Nowa Pjseň o chroznem mordu který se stal blyž Lemberka města wpolske kragině.
Wýtisstěna roku 1846.
Incipit: Poslechněte o křesťané, co se v pravdě stalo…

⩶ 344 ⩶

�J-47
—
Žalostná Pjseň o Reberij w Netalij.
1848.
Incipit: Poslyšte křesťane co budu zpívati…
J-48
—
Pjseň nawracugjcjho se wogjna.
Tisk a sklad A. Škarniclowé w Hranicjch, 1871.
Incipit: V kvetoucím věku mojí mladosti…
J-51 (2 pieśni w druku)
—
Hágek gako mléko kwetl./Pjseň národnj.
Tiskem Jos. Berger-owé w L[…]
Incipit: Hájek jako mléko kvetl… / Slovan jsem a Slovan budu…
J-55
—
Wogenská pjseň o gednom cjsařském husaru, který dwanáct pruských wogáků přemohl.
Tiskem a nákladem Jos. Bergrowé w Litomyssli, 349.
Incipit: Zemřelý císař Franz poslal od své armády jednoho husara…
J-57
—
Pjseň o pronásledowánj katoljků w Turcých.
Tiskem Jos. Berger-owé w Litomyssli, 1871.
Incipit: Poslechněte křesťanové jaké Bůh divy činí…
J-58
Nápěv: Tisíckrát pozdravujem Tebe, o Matičko Krista Ježíše!
Pozdrawenj z wogenského leženj.
Tiskem Jos. Berger-owé w Litomyssli, 1866.
Incipit: Skoro ráno přišlo poručení, hned se mám dostavit do té vojny…
J-60
—
Nowá pjseň mládencům a pannám.
Tisk a náklad S. Pospjssila w Chrudjmi.
Incipit: Jaro se otvírá Pepinko, všechno se zelená…
⩶ 345 ⩶

�J-69
—
Strassliwá pjseň o přehrozném znamenj, které bylo k widěnj na obloze nebeské, w ruské zemi k welikému ustrnutj, wssem prawowěřicým křesťanům na swětlo wydaná.
Roku 1844, po Božjm narozenj. | Wytažená z warssawských nowin.
Incipit: Poslyšte křesťané, strašlivé noviny, co k nám sem to přišly…
J-70
—
Nowý přjběh, který se stal w Pruském Polsku, w městě Wydawě, Roku 1820.
—
Incipit: Křesťané bohabojní zastavte se nyní chci vám vypravovati dnes příběh strašlivý.
J-74
—
Pjseň o welkém zázraku který se stal w sswabskey zemi bljž města Tittenhamu.
W Praze, 1849.
Incipit: Budu vám zpívati píseň žalostivou, hleďte poslouchati novinu pravdivou…
J-75
—
Nowá Pjseň o welkém nesstěsti, které se stalo w Uherské zemi, w hlawnjm městě
Pesstu, skrze náramnau powodeň, genž přes 2000 domů zbořila, a přes 2000
lidu o žiwot připrawila, měsyce Března 1838.
—
Incipit: Ach ustrňte se křestiane, poslechněte věci hrozné…
J-78
Jako: O lásko rozkoš oči, etc.
Prawdiwý přjběh. který se stal w Nassý zemy s newděčným synem, který pro neuctěnj swého otce od Boha trestan, což lépé s pjsně wyrozumět se může, roku 1818.
Wytisstěná pro uwarowánj zlého.
Incipit: Žalostně musím kvíliti nad tu ukrutnou zlosti, mnohých nezbedných dětí…
J-79
—
Žalostná pjseň o pěti sirotkách a zázračném pacholeti, které gedna macocha na swět
přiwedla w městě Oppoli w zemi Pruské dne 30. listopadu roku 1866.
Tiskem Jos. Berger-owé w Litomyssli, 1867.
Incipit: Slyšte zprávy jenž přichází nám do naší krajiny…

⩶ 346 ⩶

�J-81
—
Nowá Pjseň aneb Mazur-Polka.
W Hranicjch, 1858.
Incipit: Poslechněte mně panenky, který láskou hrajete…
J-82
Zpívá se jako: Poslechněte vy mne tabáčníci, něco vám zazpívám pro lekraci, etc.
Pjseň nowá pro wyraženj mysle.
Wytisstěná roku 1850.
Incipit: Poslyšte mne muži malou chvíli, abyste svým ženám nevěřili…
J-87
—
Nowá Pjesň o Kořalce wýborné.
W Skalicy, 1844. S powolením c. k. Cenzury.
Incipit: Já sedláček bratří milí, slyšte co zpívám v té chvíli…
J-88
—
Strassliwá pjseň o přehrozném znamenj, které bylo k widěnj na obloze nebeské, w ruské zemi k welikému ustrnutj, wssem prawowěřicým křestanům na swětlo wydaná.
Roku 1844, po Božjm narozenj.
Incipit: Poslyšte křesťané, strašlivé noviny, co k nám sem to přišly…
J-89
—
Pjseň žalostiwá o gedne Pani we Wlassich, která gako mrtwá pochowaná bywssi
dewět dni hrobě ležela.
—
Incipit: Pozastav se, o Křesťane! Slyš o divném skutku Páně…
J-91
—
Přjběch který se stal w turecké zemi o přezbožných raubiřých.
Wytissťena w Bystřici.
Incipit: Ach poslechněte křesťane, jen malou chvílčíčku…
J-92
—
Truchliwý přiběh w nowau pjseň uwedený. | Mord ukrutný, který se stal w ruské
zemi 1842, w pjseň uwedený.
Witisstěná w roku 1843.
⩶ 347 ⩶

�Incipit: Poslechněte o křesťane, věci hrozné neslychané…
J-94
Zpívá se jako: Rád bych se oženil, jde mně to těžce.
Nowá Pjseň o Americe.
W Olomauci, 1856. Wytisstěna a k dostánj u Antonjna Halausky.
Incipit: Poslyšte lidičky směšné zpívání…
J-95
—
Nowá Pjseň, gak se stalo w Řjmské země roku 1844, geden každý z tégto strassliwé
nowiny wyroznmý.
Wytaženo s Wjdenckych nowyn.
Incipit: Poslyšte křesťané milí, pro Kristovo umučení…
J-96
—
Nowá pjseň o welkem nesstěsti, které se stalo w uherský zemý, w hlawnjm městě
Pestu skrze welikau wodu, genž přes dwa tisyce domu zbořila, a přez dwa tisyce ljdu o žiwot připrawila 1838 měsyce Března.
—
Incipit: Ach ustrnte se křesťane, poslechněte věci hrozné…
J-98
—
Nowá pjseň o pěti zázračných dětěch, které gedna chudá panna na swět přiwedla we
wsi St. Francesko bljž Pařjže 3. ledna 1864.
Tisk a sklad R. Škarniclowé w Hranicjch, 1864.
Incipit: Podivný příběh poslyšte, jenž se ve Francouzích stal…
J-101
—
Nowa Pjseň wssem Bohatým Rodicům na swětlo wydaná.
W Skalicy, u Škarnycla Synů, 1874.
Incipit: Poslyšte panny, také mládenci, co se jest stalo v městě Jimnici…
J-102
Zpíva se obecní notou.
Nowina welmi žalostiwá, která se stala w hornjch Rakausých bljž města Lince s gednjm nemilosrdným Lakomcem, který s swým nuzným a chudým Bratrem nelidský zacházel.
—
Incipit: Poslouchejte, ó křesťané! Věci divné, neslýchané…
⩶ 348 ⩶

�J-103
Zpívá se jako: Vále márný světě.
Pjseň nowá o Krogi neslussném, a Bohu protiwné Peysse.
—
Incipit: Ach! Co jest to slyšet za naříkání, v těch nynějších létech…
J-104
—
Nowá podiwná Pjseň, k Rozgjmánj na swětlo wydaná.
—
Incipit: Každý pobožný Křesťan, rozumně poslyšte, též mého zpívání…
J-105
—
Žalostný Přjběch Který se stal w Králowstwj polském we Wsy Práchowě, kterak Bůh
wssemohaucý Neuctiwost proti welebné Swátosti Oltářnj trestati ráčil, skrze
gedno Djtě které na Stole přirostlo, což se z Pjsně wirozumj.
—
Incipit: Žalostně vám chci zpívati, ó křesťane rozmilý…
J-106
—
Nowá pjseň o welkem nesstěsti, které se stalo w uherský zemý, w hlawnjm městě
Pestu skrze welikau wodu, genž přes dwa tisyce domu zbořila, a přez dwa tisyce ljdu o žiwot připrawila 1838 měsyce Března.
—
Incipit: Ach ustrnte se křesťane, poslechněte věci hrozné…
J-107
Jako: Žalostně budu zpívati, etc.
Pjseň prawdiwá dwauch bohaprázných Synech, kterak na Pomezy slezkém bljže Města Opawy Leta 1733. práwě w masopustnj Neděli swýcho wlastnjho Otce a Matku gsau newážně zamordowali: genž se z této Pjsně lépe wyrozumj.
Předně w Praze, nynj w Litomyssli.
Incipit: Přistupte sem ó křesťane, poslechněte věci divné…
J-112
—
Nowá Pjseň o přehrozném zázraku, gednoho děwčátka, které 200 dnj nic negedlo,
a při zdrawém žiwobytj zustalo.
Wytisstěná w Hranicjch.
Incipit: Svatá zlatá spokojenost, kdo ji v světě miluje…
⩶ 349 ⩶

�J-113
—
Nowá Pjseň, na Přjklad Rodičům a Djtkám, na swětlo widaná.
—
Incipit: Poslyšte manželové, kterí dítky máte tuto žalostnou píseň…
J-115
Zpívá se jako: Jaká přišla rána, etc.
Žalostná a přjkladná Nowina/kteráž se stala w Uherském Králowstwj/w Městě
Eperytus tam bydljce geden Ssenkýř/welmi Bohatý/kterýž mněl Dcerku gedinau welmi překrásnau/kteraužto sobě namlauwal usslechtilého Stwořenj
Mládenec Kunstu Zlatnického/Otec gegj w tom wssak zbraňugjce/geho sobě
gj wzýti nedal/ co z toho dále posslo/gedenkaždž přespjwagjc Nowinu gruntowné Sprawy se dočte.
Wytisstěno Léta Páně, 1717.
Incipit: Poslyšte Křesťané, co budu zpívati, žalostnou novinu, vám vypravovati.
J-119
Zpívá se jako: Barboro panenko svatá, etc.
Pjseň k ustrnutj O rozpustilých Tanečnjků Gak od BOha trestánj k weystraze se takowým giným předstawuge.
Wytisstěná Roku 1753.
Incipit: Pozastavte se křesťané, slyšte věci neslychané…
J-120
Zpívá se jako: Ukrutná smrt, etc.
Pjseň prawdiwá o gednom Bohaprazdném Synu. S Dowolenjm Duch. Wrchnosti.
Wytisstěná w Hradcy Králowé u Wáclawa Jana Tybély leta 1718.
Incipit: O jak přeukrutné lidé, na ten svět povstávají…
J-121
Zpívá se jako: o Theofilovi.
Pjseň o gistém Mládency, který chudobnau Pannu sy oblibyl, což se diwného při
tom přihodilo, z této Pjsně se wyrozumj.
—
Incipit: Poslechněte dív křesťane milý, co jest se stalo věci pravdivý…
J-122
Zpívá se obecní notou.
Nowina welmi žalostiwá, která se stala w hornjch Rakausých bljž města Lince s gednjm nemilosrdným Lakomcem, který s swým nuzným a chudým Bratrem nelidský zacházel.
—
⩶ 350 ⩶

�Incipit: Poslouchejte, ó křesťané! Věci divné, neslýchané…
J-124
—
Nowa pjseň mládencům a pannám na swětlo wydaná.
W Praze.
Incipit: Poslyšte panny tež i mládenci, co jest se stalo v městě Jemnici.
J-128
—
Přjkladná Pjseň o newděčných dwanácti Djtek.
—
Incipit: Synové a dcéry maličko poslyšte…
J-129
Obecní notou.
Pjseň Welmi žalostiwá, o Hwězdě Ocasaté, genž se Kometa gmenůge, ta byla spatřjna na Obloze nebeské prawě w Wánočnj Swátky, kteráž gest widjná od množstwj Lidu, gak daleko ten gegi hrozný Ocas zasáhl a co znamená, přezpjwagjc
každý tomu wyrozumj.
—
Incipit: Každý věrný v Kristu Pánu, ponachyl se k hlasu mému…
J-130
—
Žalostný Přjběh, který se stal skrze welikau Powodeň w cýs. král. městě Wjdně.
—
Incipit: Rozpukni se srdce v těle, které niviny strašlivé…
J-131
—
Hystorycká Pjseň o gedné Bohabogné Panně, která panenstwj swé Bohu zasljbyla.
W Skalicy, S powol. c. k. Cenzury.
Incipit: Ach slávo, slávo, nebeská, lásko velká Jezu Krista!
J-134
Jako: Ach já nešťastná šenkyřka, etc.
Piseň Nowá přikladná o pyssným Mládency, který sobě w Pannách wybyral, jak potom sobě přebral, to gedenkaždý z následugicy Pjsně wyrozuměti mocti bude.
Wytisstěná tohoto Roku.
Incipit: Poslechněte mně mládenci, kteří s láskou hrajete…

⩶ 351 ⩶

�J-135
Zpívá se jako: V samotě když sedím a se soužím etc.
Pjseň za času rozmáhagjcý se morowé rány nazwané Cholera, genž w zemi Ruské
a Polské mnoho tisýc lidj zahubila.
—
Incipit: Zachraň nás, o Bože všemohoucí…
J-137
Jako: Z hlubokosti mé těžkosti, etc.
Pjseň gistá a prawdiwá, O ukrutnosti Turecké.
—
Incipit: V Krista věřicí křesťané maličko poslyšte…
J-138 (druk niekompletny)
—
[brak strony tytułowej]
—
Incipit: Sem pospěšte křesťane, poslechnout slovo Páně…
J-139
—
Pjseň o pronásledowánj katoljků w Turcých.
Tisk w Hranicjch.
Incipit: Poslechněte křesťankové jaké Bůh divy činí…
J-140
Má svou zvlaštní notu.
Přjkladná Pjseň o gednom lakomém Muži.
—
Incipit: Poslechněte novinu, křesťané rozmilí…
J-146
Jako: Kvílit musím přenáramně, etc.
Pjseň nowá, o gednom Přjběhu, který se stal w polské Zemi Městě Warssawě, kdežto gednoho bohatého Žida malý Synáček a Dcerusska nassý Wjru přigmauti chtjce, od swých Rodičů ukrutně trýzněnj byli, co se dále s njma přihodilo,
z této Pjsně lépe wyrozumjss.
—
Incipit: Maličko se pozastavte, zpívání poslechněte…
J-148
Zpívá se povědomou notou.
⩶ 352 ⩶

�Pjseň w nowě wydaná o Mordu ukrutným, který se stal w Morawě w krági Brněnském, na panstwj Boskowskem w dědjně Bukowy, roku 1818, což každý z této
pjsně lepe wyrozumj.
—
Incipit: Poslyšte věc přehroznou, co se letos stalo…
J-152
Jako: Ach já nešťastná šenkyřka, etc.
Pjseň Nowá přikladná o pyssným Mládency, který sobě w Pannách wybjral, jak potom sobě přebral, to gedenkaždý z následugicy Pjsně wyrozuměti mocti bude.
Wytisstěná tohoto Roku.
Incipit: Poslechněte mně mládenci, kteří s láskou hrajete…
J-153
Zpívá se jako: Poslysste Křesťané.
Pjseň Nowá A Prawdiwá, co se stalo w Uherské Zemi bljž Presspurku w gedné Wsy
Hospodiny, která od BOha nawsstiwená byla pro Záwist a Skaupost.
Wytisstěná Roku tohoto.
Incipit: Křesťané rozmilý, poslechněte málo, budu vám povídat co se v pravdě stalo.
J-154
Jako: Přišla rána od Boha.
Prawdiwý Přjběh, který se stal na pomezý Saském, w Žitawě. Wssem pobožným
Křesťanům pro odwrácenj takowého skutku zlého w nowě na swětlo wydaný.
—
Incipit: Křesťané rozmilí maličko poslyšte…
J-157
—
Nowá Pjseň o gednom cýsářským Husaru, který dwanáct Preyských wogáků přemohl.
Wytisstěná Roku tohoto.
Incipit: Římský Císař Franz poslal od své armády, jednoho husara…
J-165
—
Historická píseň o hraběti Fridolínu.
Tiskem a nákladem Teslika a Neumann-a.
Incipit: Na hranicích města německého, stojí tam skvostný hrad na skále…
J-170
Zpívá se jako: Pozdraven buď Františku, etc.
Prawdiwá pjseň o gisté mladé diwčicy, která skrze rauhánj Swatým od Boha potrestaná byla.
⩶ 353 ⩶

�—
Incipit: Maličko se zastavte křesťane rozmilí…
J-181
—
Nowá Pjseň. o přehrozném mordu, který se od jednoho Boha prázdného Pána v hlavnjm městě Wjdni wykonal. Stalo se roku 1842.
Wytažená z Wjdenských nowin.
Incipit: Poslechněte přehrozný mord, křesťané rozmilí…
J-183
Zpívá se jako: Kdybych věděl potěšení moje etc.
Pjseň nowá o nyněgssjch Sedlských Cžasech.
Wytisstěná o nynějssjch časech.
Incipit: Jaké nastalo nové řizení, že musíme jit na vojnu všichní…
J-186
—
Nowá pjseň o ukrutném přjběhu.
—
Incipit: Poslyšte Křesťane co budu zpívati, o hroznej potvoře chci vypravovati.
J-190
—
Pjseň o Hrozné Powodni, nessťastných Obywatelů na Panstwj Buchlowském, Welehradském, y Bzeneckém.
—
Incipit: O křesťane se ustrňte…
J-191 (druk uszkodzony)
[…] namau notau.
[…] o Mordu přehrozném, který wykonal gistý Kornet nad swau neymilegssý Manželkau, a dwauma Djtkama to gednom Lese; w této Pjsnj lépe se dočte.
W Litomyssli wytisstěná.
Incipit: Málo kdy o Turku zvíme, neb pohanu uslyšíme, by tak nevážně mordoval…
J-191
[…] namau notau.
[…] o Mordu přehrozném, který wykonal gistý Kornet nad swau neymilegssý Manželkau, a dwauma Djtkama to gednom Lese; w této Pjsnj lépe se dočte.
W Litomyssli wytisstěná.
Incipit: Málokdy o Turku zvíme, neb pohanu uslyšíme…
⩶ 354 ⩶

�J-193
Zpívá se jako: Žalostně zpívati kdybych pro žalost moh.
Nowá Pjseň. Kterak w Gallicyi, neb w Cýsařcko-Polské Zemi Židj k woganskému
Stawu se wyzdwjhugi, a měřegi.
—
Incipit: Nastojte co jest to? Na smutné Židy přišlo…
J-194
Zpívá se známou notou.
Přjkladná Pjseň O přehrozné a ukrutné nyněgssý francauzké Wogně, kterak onj
nás ty ukrutný Týranj sužugau, přespjwage tu Pjseň wycegi se z nj wyrozumi.
Wytisstěná Roku tohoto.
Incipit: Zastavte se ó křesťane, co vám budu zpívati…
J-195 (druk uszkodzony)
Zpívá se obzwláštní notou.
[…] o Freykhoru misliweckém, pro Obweselenj Mysle na Swětlo wydaná.
—
Incipit: Myslivci, myslivci! Vy verbujete…
J-197
Jako: Pozdraven buď Františku.
Pjseň nowá o gistých přibězých, které se w minulých časech stali o Ržjmském pozdrawenj, které Geho Swátost Papežská Benedykt 13 do Cýsařských Katolických prowincyi ku potěssenj, a wěrným dussem k spasenj wyslati ráčila; a gak
ty časy newěřjcý, falessnj a bezbožnj Křestiané, od Boha hrozně trestanj gsau
byli, genž se tomu swatému pozdrawenj wysmjwali, a tupili, přespjwagjce tuto
pjseň, lépegi každý wyrozumj.
—
Incipit: Pospěšte sem s vroucnosti, vy všichni křesťane…
J-202
—
Nová píseň pod názvem: „Muž bez slzi”.
Tiskem a nákladem J. Spurného v Praze.
Incipit: Hle muž zde leží v rakvi tmělé, jenž vlasť nad všecko miloval…
J-203
Zpívá se jako: „Harfenice”.
Truchlivá píseň pod názvem: Hrob v Bosně.
Tiskem Jana Spurného v Praze.
Incipit: Hle, co statných synů ztrácí česká vlast…
⩶ 355 ⩶

�J-209
—
Nowá Pjseň aneb prawdiwý Přjběh o ukrutnosti Pohanské, gak katolické křestane
mordowany byli roku 1860.
Wytisstěná w Hranicjch, 1861.
Incipit: Zastavte se zde maličko křesťané milí, jake nám došly žalostné smutné noviny…
J-210
—
Nowá pjseň o krutém boji rakouska proti prusům w Čechách, kdežto od Jozefowa a Králowého Hradce přes Swiňarky, Chlum až do Pardubic krew s wlastenců tékla.
Tisk Jozefa Groáka w Olomouci. Nákladem Palamařenky.
Incipit: Ach Ježíš Marya o křesťané, poslechněte věci neslychané…
J-212
—
Pjseň.
—
Incipit: Co se stalo, poslechněte křesťané rozmilí a to právě letošního roku…
J-213
—
Pjseň o žiwobytj člowěka.
W Olomouci. Wytisstěna u Antonjna Halousky. Složil: Jozef Machat.
Incipit: O jak sladce spočívají v tomto tmavém údolí…
J-214
Jako: Když jsem k vám chodíval tak jsem vám říkaval panimámo, etc.
Žalostná pjseň o ukrutné wraždě.
— | Wydánjm a nákladem F. Skotáka. Tiskem Jos. Bergrowé w Litomyssli, 1228.
Incipit: Ke cti chvále svatý Jene, my k tobě voláme…
J-215
—
Smutná udalost, statečného pána mexikánského cjsaře Maxmiliana 1.
Tiskem Jos. Berger-owé w Litomyssli, 1867.
Incipit: Poslysste lidé milí co se stalo, co se toho roku vykonalo…
J-217 (druk uszkodzony)
—
Nowá pjseň o welikém zeměhnutj w zemi Americké, gež tam trwalo od 15. až do 16.
srpna roku 1869, což sepsal a wydal Josef Ter.
⩶ 356 ⩶

�Náklad Josefa Hunka […] Tisk u Alf. […]
Incipit: Ach, pro Boha o křesťané polepšme […] náš…
J-218
—
Nowá píseň o jednom zázraku, který se stal w Šandiské zemi.
W Uh. Skalici, tiskem Teslik a Neumann-a.
Incipit: Pozdravme Krista Pána pobožní křesťané!
J-219
—
Prawdiwý přjběh, který se stal w ruské zemi, skrz 3 bezbožné rouhače proti Kristu Gežjssi. Gak potrestáni byli w městě Wildoně, dne 1. ledna tohoto roku.
Tiskem Jos. Berger-owé w Litomyssli, 1869.
Incipit: Pozastavte se křesťané, a chtějme poslouchati…
J-227
—
Nábožná Pjseň ke cti a chwále Swatého Prokopa.
W Skalicy, u F. X. Škarnycla Synů, 1865.
Incipit: Maličko se zastavte křesťané rozmilí, budu vám něco zpívat všem ku podivení.
J-229
Má známou notu.
Nábožná pjseň aneb žalostné wzdychánj Panny Marye, nad smrti Krysta Pána.
W Litomyssli, 1812.
Incipit: Proč Marya proč si tak naříkáš, a tak smutně vždycky vzdycháš…
J-230
Zpívá se, jako: Jest ve štýrské zemi pěkný chrám.
Nábožná Pjseň o blahoslawené Panně Maryi Křtinské.
— | S powolenjm cýs. král Cenzury. W Skalicy, 1836.
Incipit: Slyším hlas slavíčka v jednom oudolí…
J-234
—
Nowa pjseň k Panně Maryi.
Wytisstěná w Litomyssli, 1812.
Incipit: V tomto jarním čase, projdu se po lese…

⩶ 357 ⩶

�J-240
—
Pjseň nábožná o zazračném obrazu Swaté Matky Božj w králowstwj Uherském
w kragi Cžaloteckém.
Wytisstěna w Hranicjch, 1851.
Incipit: Probuď se ze sna hříšníku, všech márnosti milovníku…
J-241
—
Nowá Pjseň o Panně Maryi Cellenské, která se zgewila gednomu starečkowi we Sswegdské zemi, který byl starý 112 let, a gesstě chtěl putowat do Marye Cell a do
Prahy, a tam nawsstjwit hrob sw. Jana. Dálegi se z této Pjsně dozwjš.
W Litomyssli, 1850.
Incipit: Zas nová dobrota boží nastala, ta musí probudit taky křesťana…
J-242
—
Nová piseň který achwale k swatemu cyrylu a methudu na tisyc leto pamatků plnomocne odpustky 1863. roku.
Tisk u Hynka Rottbergera w Prostějowě.
Incipit: Sem o pospěš duše křestanska ne lituj kroku…
J-244
—
Pjseň o oné žalostné Cestě swatých třj Osob Gežjsse, Marye a Jozefa, z Nazaretu
do Egypta.
— | W Skalicy, 1839.
Incipit: Ach veliká lásko boží, velká poníženosti Ježíše, Marie, Jozefa…
J-249
Zpívá se jako: Adié mé dítě, již se loučím.
Wroucná Pjseň o Panně Marii.
W Olomouci 1856. Wytisstěno a k dostánj u Antonjna Halausky.
Incipit: Ze všech nejkrásnější já milou mám, jenom že k ní cestu dalekou mám.
J-253
—
Nábožná Pjseň Kagjcýho Křesťana, k zpjwánj spasytedlná.
— | W Skalicy, 1842. S powolenjm cýs. král. Cenzury.
Incipit: Vále marný světě, vále ti dávam…

⩶ 358 ⩶

�J-261
Zpívá se jako: Adié mé dítě, již se loučím.
Wroucná Pjseň o Panně Marii.
Wytisstěná w Hranicjch 1856.
Incipit: Ze všech nejkrásnější já milou mám…
J-276
—
Přjkladná Pjseň o strassliwém Saudném Dni, k rozgjmánj wydaná.
—
Incipit: Každý křesťan polsyš nyní o dni soudném ty noviny…
J-279
—
Nowá Pjseň k swatému Jánu Nepomuckému. Wssem Rauhačům na swětlo wydaná.
—
Incipit: Poslyšte křesťane, malou chviličku, chci vám zazpívati novou písničku…
J-282
—
Nábožná Pjseň o Umučenj Pána Gežjsse Krysta.
Wytisstěná w Skalicy.
Incipit: Již jsem dost pracoval pro tebe člověče, tři a třidceti let…
J-283
—
Mrawná Pjseň wssem ctnostným Nowo-Manželům k potěssenj wydaná.
Tisk A. Škarniclowé w Hranicjch.
Incipit: Přeušlechtilé manželství, hned v ráji vštípeno…
J-286
Zpívá se jako: Žádnej neví co je radost etc.
Bolestná pjseň k Pánu Gežjssi.
—
Incipit: Ach nebesa se ustrňte, plačte se mnou Anjele…
J-287
—
Pjseň nowá o blahoslawené Panně Maryi Cžastochowské. Wssem wěrným Křestianům ku Po-těssenj složená a wydaná, má swau Notu.
—
Incipit: Zastavte se prosím málo, oznamím vám co nového, který jste vědět žádali…
⩶ 359 ⩶

�J-289
Má svou známou notu.
Pjseň horliwá o blahoslawené Panně Maryi Hostinské, w Markhrabstwj Morawském.
—
Incipit: Pohledněte Moravcové proti východu slunce…
J-296
Jako: Běda že jsem v věku mladém.
Hystorická pjseň o swaté Genowefě, genž wzatá gest z žiwota gegjho, w krátkosti
wssem milownjkům k spjwánj na swětlo wydaná.
Tisk a sklad A. Škarniclowe w Hranicjch. 1865.
Incipit: Z knížecího rodu panna Jenovefa jest byla…
J-301
—
Pjseň o mocnostech Křjže swatého Benedykta.
—
Incipit: Hle věrní křesťané poslechněte pilně…
J-307
Zpívá se známou notou.
Pjseň k Panně Maryi.
—
Incipit: Chci být poutník mariánský, chci také jít putovat…
J-308
Jako: Pokoj, zdraví, požehnání. Aneb: Zavitej k nám dítě.
Mrawná Pjseň, wssem ctnostným Nowo-Manželům k potěssenj wydaná.
—
Incipit: Přeušlechtilé manželství hned v ráji vštípeno…
J-311
Zpívá se známou notou.
Pjseň k Panně Maryi.
—
Incipit: Chci být poutník mariánský, chci také jít putovat…
J-313
Zpívá se jako: Poslechněte o křesťané o strašlivém, etc.
Pjseň Z Zákona Božjho wytažená, wssem Křestianům k Nasledowánj dobrých Skutků na Swětlo wydaná.
W Litomissli wytisstěná.
Incipit: Kdo má uši k slyšení slyš, hlasitě volá Pán Ježíš…
⩶ 360 ⩶

�J-319
Jako: Kvítečku majový vspo.
Pjseň nowá k Swatému Janu Nepomuckému, Wssem wěrným Ctjtelům Swato-Janským k Duchownjmu Potěssenj wydaná.
Wytisstěná w Holomaucy, 1790.
Incipit: Mé srdce plápolá láskou ve mně, žíly hrajou…
J-322 (3 piesni w druku)
Zpívá se obecní notou. / Má swou notu. / Zpívá se jako: Poslyš smutné matky lkání, etc.
Pjsnicky Duchownj, Každému Cžlowěku kagjcýmu spjwati prospěssné a užitečné,
nynj w nowě složené, a wytisstěné.
Wytisstěné w Holomaucy, 1777.
Incipit: Kdež mám hledat Ježíše, jehož jsem ztratila… / Mdlím Kriste smrt jest za dveřmi, pomož srdce jenž v tě věří… / Tak tehdy lásko jediná, ode mě jsi rozloučená…
J-325
Má swou obzvláštní notu.
Nábožná Pjseň o Umučenj Páně.
S Powolenjm Duchownj Wrchnosti. Wytisstěná w Holomaucy, 1770.
Incipit: Proč Maria proč si tak nařjkáš…
J-327
Jako: Již jsem dost světu, etc.
Horliwá Pjseň O Krystu Pánu na Křjži pro nás hřjssné umjragjcým.
Wtisstěná w Holomaucy, 1759.
Incipit: Již jsem dost pracoval, pro tebe člověče, tři a třidceti lét…
J-328
Zpívá se jako: Drahá perlo srdce mého.
Pjseň o Smrti, Wssem k Rozgjmánj na swětlo wydaná.
Roku 1760.
Incipit: Stůj na rozkaz mej jasnosti, pokloň se velebnosti…
J-332
Zpívá se jako: Přijdiž přijdiž můj Jezu, etc.
Pjseň Nowá O Swatým JANU Sarkandru, S přiwtělenau Motlidbyčkau wssem geho
Ctitelům ku potěssenj w nowě na Swětlo wydaná.
S Dowolenjm Duchownj Wrchnosti. Wytisstěná w Holomaucy, u Jana Adama Auingera, 1723.
Incipit: Dovol ó svatý Sarkandr, dovol tebe pozdravit…

⩶ 361 ⩶

�J-347
Má swou obzvlaštní notu.
Nábožná Pjseň O Umučenj Páně.
S Powolenjm Duchownj Wrchnosti. Wytisstěná w Holomaucy, 1778.
Incipit: Proč Maria proč si tak naříkáš, a tak smutně vždycky vzdycháš.
J-350
Zpívá se jako: Kvílit musím přenáramně, když si etc.
Pjsnička Horliwá, Rozgjmánj Cesty Pána GEžjsse do Geruzaléma.
Wytisstěná w Holomaucy, 1776.
Incipit: Pospěšme k Jeruzalému, všickní věrní křesťané…
J-352 (2 pieśni w druku)
Zpíva se známou notou. / Má swou známou notu.
Pjsničky welmi pěkne, a pobožné w nowě složené.
Wytisstěné w Holomaucy.
Incipit: Vímť já jeden stromeček… / Tak Bůh nebeský, tento svět miloval…
J-358
Jako: Kvítečku májový vspom.
Nowá Pjseň k Swatému Janu Nepomuckému, Wssem wěrným Ctjtelům Swato-Janským k Duchownjmu Potěssenj wydaná.
Wytisstěná w Holomaucy, 1787.
Incipit: Mé srdce plápolá láskou ve mně, žíly hrajou…
J-360
Píseň k anjelu strážci, též ranní. Zpívá se jako o Teoffilovi. / Píseň o Tuřanské Panně
Marii.
Pjseň o Angelu Strážcy, spolu s připogenau Pjsni k Paně Marygi Tuřanské.
W Holomaucy, u Jana Adama Auingera, 1722
Incipit: Buď pozdravený anjele slavný… / Zdravá budiž pozdravená Královno Tuřanská…
J-361 (5 pieśni w druku)
— / Jako: Bůh věčný vás požehnej, etc. / Jako: Ach jak jsem já se staral, etc. / — / Zpívá se jako: O blahoslavený člověk, etc.
Pjsničky Welmi Pobožné, kteréž wedau hřissného Cžlowěka k Pobožnému Žiwotu.
Wytisstěné w Holomaucy, u Ignácya Rosenburga, 1704.
Incipit: Marnost na všem znám a vidím, nechť pak nač chci v světě hledím… / Jak mnozi nepřátelé povstali proti mně: / O Bože můj milostivý, na lid svůj laskavý… / Marnost jsou nad marnosti, Šalomoun pověděl… / Pán blahoslaví nevinné, v komž není
srdce zprzněné…

⩶ 362 ⩶

�J-364
Zpívá se jako: Ukrutná smrt, etc.
Pjseň prawdiwá o gednom Bohaprázdném Synu.
S Dowolenjm Duch. Wrchnosti. Wytisstěná w Hradcy Králowé u Wáclawa Jana Tybély leta 1718.
Incipit: O jak přeukrutné lidé, na ten svět povstávají…
J-370
—
Nowá pjseň k Panně Marii Hostýnské. Tatarské obleženj w roku 1249. a kterak ten
chrám Páně w roku 1842 k oprawenj a k zwelebenj přissel.
— | Nákladem Jiřího Rady. Tiskem B. Augusty, dřjwě Jos. Bergrowé w Litomyssli.
Incipit: Probuďte se Moravané všickni z tvrdého snu…
J-375 (2 pieśni)
Má svou známou notu. / Jiná.
Dwě nowé Pjsničky O Pánu GEŽJSSY Každému nábožnému Kčestianu k spjwánj
užitečné.
Wytisstěná w Holomaucy, 1775.
Incipit: Ježíši můj, ó poklade můj, skrvavený… / Ježíši přemilý, k toběť na každou chvíli…
J-379
Zpívá se jako: Pán Bůh jest síla má, všecka, etc.
Nowá Pjseň Genž předstawuge Moc Smrti nad gedným každým Člověkem.
Wytisstěná Roku 1794.
Incipit: Dnes zejtra jak včera, čekej do večera…
J-388
Zpívá se povědomou notou.
Hystorycká Pjseň o gedné bohabogné Dceři w Uhřjch Městě Wardagnu zrozené, která
swé Pannenstwj Bohu slibila, gak dálé se s nj přjhodilo, z té Pjsně se wyrozumj.
W Litomyssli wytisstěná.
Incipit: Ach slávo, slávo nebeská, lásko velká Jezu Krista…
J-390
Jako: Z hlubokosti své těžkosti.
Pjseň nábožná ke cti Swaté Anny, Báby Krista Pána.
—
Incipit: Ach, ach rozmilí křesťané! Nechtějte hřešiti…
J-391
—
Pjseň truchliwá, wssem wěřjcým křesťanům k wýstraze wydaná.
⩶ 363 ⩶

�—
Incipit: Zastavte se křesťané, slyšte mne v krátkosti…
J-413
Zpívá se známou notou.
Pjseň nábožná o zázračném Obrazu Swaté Matky Božj w Králowstwj Uherském,
w Kragi Čaloteckém.
—
Incipit: Čiňme pokání křesťané, plačme nad hříchy srdečně.
J-414
Zpívá se jako: Jest v štýrské zemi pěkný chrám Páně, etc.
Horliwá Pjseň K Panně Maryi Křtinské.
Wytisstěná Roku tohoto.
Incipit: Slyším hlas slavíčka v jednom oudolí…
J-417
Má svou známou notu.
Nábožná Pjseň ke cti Swaté Matky Anny.
—
Incipit: Pospěšte sem všickni, ach pospěšte křesťané!
J-419
—
Nábožná Pjseň Kagjcýho Křesťana, zpjwánj spasytedlná.
W Skalicy, S powolenjm c. kr. Cenzury.
Incipit: Vále marný světě, vále ti dávam…
J-420
—
Pobožná Pjseň o Umučenj Pána Gežjsse Krysta.
W Skalicy. S powolenjm cjs. kr. Cenzury.
Incipit: Proč Maria proč si tak naříkáš, a tak smutně vždycky vzdycháš?
J-427
—
Nábožná pjseň k Panně Maryi.
—
Incipit: Zde můj milý poutničku, na svá kolena padej…
J-429
Jako: Z hlubokosti mé těžkosti, volám k tobě.
Pjseň nowá k swaté Anně. Wssem pobožným Křesťanům k spjwánj na swětlo wydaná.
⩶ 364 ⩶

�—
Incipit: Ach! Ach! Rozmilí křesťané, nechtějte hřešiti…
J-430 (druk niekompletny)
Zpívá se jako: Proč mne sužuješ a mé srdce trapíš, etc.
Pjseň o Prawdě Krystowé.
Wytisstěná k Potěssenj Wěrným.
Incipit: Proč se sužuješ, a pořád přemejšliš, co pak nevíš co jsem já.
J-431
Zpívá se jako: Proč mne sužuješ a mé srdce trapíš, etc.
Pjseň o Prawdě Krystowé.
Wytisstěná k Potěssenj Wěrným.
Incipit: Proč se sužuješ, a pořád přemejšliš, co pak nevíš co jsem já.
J-432
Zpívá se známou notou.
Pobožná Pjseň k Panně Maryi Cellenské, wssem wěrným Ctjtelům k nabožnému
Spjwánj wydaná.
Wytisstěná tohoto Roku.
Incipit: Zdrávas buď nebes královno, ó Marya Cellenská!
J-440
Jako: Buď pozdraven swatý Jan.
Pjseň o welikém Zázraku, který se stal na přjmluwu Sw. Jana Nepomuckého s gednau sslechetnau Panj w městě Neapolis.
—
Incipit: Křesťané roztomilí málo poslechněte, kterak lid ošemetný jest na tomto světě.
J-443
Zpívá se jako: Odcházím šťástně pryč, etc.
Nowá pjseň o blahoslawené Panně Maryi kopecké, wssech k tomu zázračnému obrazu putugjcým Křestianum k potěssenj na swětlo wydaná.
—
Incipit: V tomto jarním čase, projdu se po lese…
J-448
—
Nábožná Pjseň ke cti a chwále sw. Jána Nepomuckého.
—
Incipit: S velikou radostí, sem pospíchejte, na slavný hrad pražský, pilně se ptejte…

⩶ 365 ⩶

�J-460
Zpívá se: jako Vále márný světě, vále ti, etc.
Postnj Pjseň o Ukřjžowanému GEžjssy Wssem wěrným Ctjtelům w nowě wydana.
Wytisstěná Roku tohoto.
Incipit: Již Ježíše vede židovská rota, na smrt k odsouzení to před Piláta.
J-461
Zpívá se povědomou notou.
Hystorycká Pjseň o gedné Bohabogné Panně, která swé pannenstwj Bohu zasljbila.
—
Incipit: Ach slávo, slávo nebeská, lásko velká Jezu Krista!
J-463
Zpívá se známou notou.
Nábožná Pjseň o zázračném Obrazu Swaté Matky Božj w Králowstwj Uherském,
w Kragi Cžaloteckém.
—
Incipit: Čiňme pokání křesťané, plačme nad hříchy srdečně.
J-464
Zpívá se jako: Odcházím šťástně pryč, etc.
Nowá Pjseň o blahoslawené Panně Maryi
— | Wytisstěná w Holomaucy.
Incipit: V tomto jarním čase, projdu se po lese…
J-467
Píseň k anjelu strážci, též ranní. Zpívá se jako o Theoffilovi. / Jiná o Tuřanské P. Marii.
Pjseň Nowá k Swatému Angelu Strážcy, spolu s připogenau Pjsni K Panně Maryi
Tuřanské.
Wytisstěná w Holom […].
Incipit: Buď pozdravený anjele slavný… / Zdravá budiž pozdravená ó Královno Tuřanská…
J-469
Má známou notu.
Pjseň nowá k Panně Maryi, wssem wěrným křesťanům na swětlo wydaná.
—
Incipit: Pozastavte se maličko, ctítelové rozmilí…
J-488 (2 pieśni)
Zpívá se jako: O lásko má nejmilejší, můj Ježíši nejlíbější, etc. / Jako: Kde jest Ježíš
moje žá. etc.
Pjseň nowá o Umučenj Pána GEžjsse Krysta, gedné každé Křestianské Dussy spjwati potřebné.
⩶ 366 ⩶

�Wytisstěná w Holomaucy, léta 1772.
Incipit: Umučení a tryznění, beze všeho provinění… / O Kriste můj spasiteli, hle já oplzlý
hříšník…
J-491
Zpívá se jako: Kvílit musím přenáramně, etc.
Pjseň o Zázraku Sw. Anny.
—
Incipit: Poslyšte křesťané milí, co vám budu zpívati…
J-501
—
Wraucná Pjseň ke cti a chwále Swaté Matky Anny.
— | W Skalicy. S powolenjm král. Cenzur.
Incipit: Svatá Anna Bohu milá, židovského rodu byla, dcera Izachara Žida…
J-505
Jako: Kvílet musím přenáramně.
Přjkladná pjseň o gedné dussi očistcowy, kteráž pro zadrženau mzdu děwečky swé
těžce trápená byla.
—
Incipit: Žalostnou věc poslechněte křesťané rozmilí…
J-510
Zpívá se známou notou.
Pjseň a neb Pláč Krysta Pána.
Wytisstěná w Holomaucy.
Incipit: Poďte sem hříšnici, vy spůrní zlostnici…
J-516
Jako: Když jsem k vám chodíval tak jsem vám říkaval panimámo etc.
Nábožná pjseň ke cti swaté Panny Barbory, mučedlnice.
—
Incipit: V Kristu věrní křesťane, maličko poslyšte…
J-517
—
Nábožná Pjseň ke cti Swatého Izydora, Wyznáwače.
W Skalicy S powol. cýs kr. Cenzury.
Inicpit: Zastav se sedláčku milý…

⩶ 367 ⩶

�J-518
Zpívá se jako: Poďte chvalte ó křesťané, etc.
Pjseň nowa negswětěgssý Rodičce Božj Panně Maryi Frydecké.
Wytisstěna toho roku.
Incipit: U Frydku jest krásné místo, blahoslavené zajisto…
J-529
Zpívá se jako: Vyrostla mně bílá růže.
Nowá Pjseń o zkáze Města a Chrámu Maryecell.
—
Incipit: Mariecell milovnici! Poslechněte noviny…
J-535
Zpívá se jako: Jest ve štýrské zemi pěkný chrám.
Horliwá Pjseň o blahoslawené Panně Maryi Křtinské, Putugicým k potessenj wydaná.
—
Incipit: Slyším hlas slavíčka v jednom oudolí…
J-543
—
Příkladná Pjseň o hrozné zkáze Města Geruzalema, k rozgjmánj wydaná.
W Skalicy. S powolenjm cjs. kr. Cenzury.
Incipit: Považiž sobě každý z nás, co se již děje tento čas…
J-545
—
Nábožná Pjseň o Pánu Gežissi.
Tisk Amalie Skarniclowé w Hranicjch.
Incipit: Pro Krista vás prosím, všickni křesťane…
J-547
Zpívá se jako: Radujte se sedláci, etc.
Radostná Pjseň po obdrženj swatého Pokoge.
Wytisstěná Roku tohoto.
Incipit: Poslyšte vlastencové, upřímní krajanové…
J-548
—
Nábožná Pjseň ke cti Swaté Panny Barbory, Mučedlnice.
—
Incipit: V Kristu věrni křesťané, maličko poslyšte…

⩶ 368 ⩶

�J-554
Zpívá se jako: Kvílit musím přenáramně, když si ten svět rozjímám, etc.
Pjseň truchliwá o Bečwářj.
—
Incipit: Mariánští ctítelové, maličko se zastavte.
J-555
—
Nowá Pjseň o zazračném zgewenj Panny Marye swato-růženecké w Sardynském kragj nedaleko Města Turýna.
— | W Skalicy. S powolenjm cýs. kr. Cenzury.
Incipit: Přistupte věrní křesťane, co se stalo slyšte…
J-558
Zpívá se jako: Poslyšte Křesťané.
Pjseň Nowá A Prawdiwá, co se stalo w Uherské Zemi bljž Presspurku w gedné Wsy
Hospodiny, která od BOha nawsstiwená byla pro Záwist a Skaupost.
Wytisstěná Roku tohoto.
Incipit: Křesťané rozmilí, poslechněte málo, budu vám povídat…
J-559
Zpívá se jako: Že všichni zemřeme víme jistě, etc.
Horliwý Spěw k Panně Maryi, obzwlásstně w nebezpečným Cžase za Patronku k
Zastánj žádegjce.
—
Incipit: Jak smutné truchlivé časy máme, jeden víc než druhý vždy stejskáme…
J-562
Zpívá se jako: Poslechněte o křesťané o strašlivém, etc.
Pjseň Z Zákona Božjho wytažená wssem Křestianům k Nasledowánj dobrých Skutků na Swětlo wydaná.
W Litomissli wytisstěná.
Incipit: Kdo má uši k slyšení slyš, hlasitě volá Pán Ježíš…
J-567
—
Nábožná Píseň ke cti a chwále Sw. Jana Nepomuckého.
— | W Uh. Skalici, u dědičů J. Škarnicla.
Incipit: S velikou radostí sem pospíchejte, na slavný hrad pražský pilně se ptejte.

⩶ 369 ⩶

�J-568
Jako: Přišla rána od Boha.
Prawdivý Přjběh, který se stal na pomezy Saském w Zitawě, wssem pobožným Křesťanům pro odwrácenj takowého skutku zlého w nowě na swětlo wydaný.
—
Incipit: Křesťané rozmilí maličko poslyšte, co budu zpíváti…
J-573
Zpívá se jako o Theofilovi.
Nábožná Pjseň O welikých Milosti Swaté ANNY.
W Litomyssli wytisstěná.
Incipit: Pozastavte se milí křesťané, budu vám zpívat o svaté Anně…
J-574
Zpívá se jako: Jest v štýrské zemi pěkný chrám Páně, etc.
Horliwá Pjseň K Panně Maryi Křtinské.
Wytisstěná Roku tohoto.
Incipit: Slyším hlas slavíčka v jednom oudolí…
J-576
Zpívá se známou notou.
Pjseň pobožná O Zkáze Geruzalema, wssem pobožným Křestianům k Rozgjmánj
na Swětlo wydaná.
Wytisstěná toho Roku.
Incipit: Powažiž sobě každý z nás, co již se děje…
J-582
—
Nowá Pjseň O Ossemetnosti Swěta tohoto.
—
Incipit: Ach! Světě, světě spuštěný, celý převrácený…
J-588 (2 pieśni)
Zpívá se jako: Pozdraven buď Františku, všech ctnosti etc. / Zpívá se známou notou.
Dwě pobožné Pjsně: prwnj k Pánu Gežjssi, a druhá k neysw. Swátosti Oltářnj.
W Těssině wytisstěný.
Incipit: Pochvalen buď Pán Ježíš, vždycky až na věky… / Miluji tebe Ježíši, lásko má nejmilejší…
J-590
Zpívá se jako: O Maria Matko Boží, k tobě se utíkáme.
Nábožná Pjseň k Panně Maryi, w Křtinském audolj ctěgj křesťany.
—
⩶ 370 ⩶

�Incipit: Již se přiblížil čas jarní, srdce mé plesá v těle…
J-595
Zpívá se, jako: Běda! že jsem v věku mladém, etc.
Hystorycká Pjseň o Swaté Genowefě, wytažená z žiwota gegjho.
W Skalicy.
Incipit: Z knížecího rodu panna Jenovefa jest byla…
J-609
—
Wraucná Pjseň o Umučenj Pána Gežjsse Krysta.
W Skalicy, u Škarnycla Synů, 1855.
Incipit: Když večer deváta hodina byla; Ach! Duše Kristová truchlivá byla.
J-610
—
Pjseň Nowá o Podiwném zázraku swateg Anny, wssem wěrným Ctitelum na swětla widaná.
Wytisstěná w Roku 1847.
Incipit: Přistupte sem bliže pobožní křesťané, jenž máte nachylné své srdce…
J-611 (druk niekompletny)
—
Dwě kagjcý Pjsně o Swaté Mařj-Magdalené.
W Skalicy, 1848.
Incipit: Maria Magdalena v světě se kochala, jsouc veliká hříšnice… / —
J-615 (druk niekompletny)
—
[brak strony tytułowej]
—
Incipit: Sem pospěšte křesťané, poslechnout slovo Páně…
J-619 (druk niekompletny)
—
[brak strony tytułowej]
W Skalicy Roku 1831.
Incipit: Kdo má uši k slyšení, slyš, hlasitě volá Pán Ježíš…
J-631
—
Nábožná Pjseň Kagjcýho Křesťana, k zpjwánj spasytedlná.
W Skalicy, u Škarnycla Synů, 1854.
⩶ 371 ⩶

�Incipit: Vále marný světě, vále ti dávam…
J-650
Jako: Běda že jsem v věku mladém.
Hystorycká Pjseň o Swaté Genowefě. Genž wzatá gest z Žiwota gegjho, w krátkostj
wssem milownjkům k spjwánj na swětlo wydaná.
W Olomauci, 1859. Wytisstěna a k dostánj u Antonjna Halausky. (45)
Incipit: Z knížecího rodu panna Jenovefa jest byla…
J-655
—
Nowá pjseň k swatému Janu Nepomuckému.
Tisk St. Pospjssila w Chrudjmi, 1858.
Incipit: Výborných ctností příklade, Jene svatý vlastenče…
J-660
—
Nowá Pjseň k Panně Marii Hostýnské. Tatarské obleženj w roku 1249, a kterak ten
chrám Páně w roku 1842 k oprawenj a k zwelebenj přissel.
Tisk a sklad A. Škarniclowé w Hranjcjch, 1868.
Incipit: Probuďte se Moravané všickni z tvrdého snu…
J-665
—
Strassliwá pjseň o přehrozném znamenj, které bylo k widěnj na obloze nebeské w ruské
zemi k welikému ustrnutj, wssem prawowěřicým křestanům na swětlo wydaná.
Roku 1844, po Božjm narozenj.
Incipit: Poslyšte křesťane, strašlivé noviny…
J-667
—
Nábožná pjseň k Pánu Ježjssi.
Tisstěná w Skalici, 1851.
Incipit: Pro Krista Ježíše, poslyšte křesťané, jak truchlivý časy jsou nastali…
J-672
Zpívá se jako: Pozdraven buď Františku, etc.
Nowá Pjseň o Přjběhu, genž se stal w Slezku, při Městě Těssyně stála Sstatue swatého Jana z Nepomucku, co se při nj stalo s dwauma Lutryánama, ze Spěwu se
wyrozumj.
W Litomyssli wytisstěná.
Incipit: Nastokrát buď pozdraven Jene Nepomucký, Maria Boleslavská drž nad námi ruku…
⩶ 372 ⩶

�J-673
—
Nábožná Pjseň ke cti a chwále Swatého Jana Nepomuckého.
—
Incipit: S velikou radostí sem pospíchejte, na slavný hrad pražský pilně se ptejte.
J-677
Zpívá se jako: O milý svatý Jene! Žádám.
Pjseň o Zázraku Sw. Jana Nep.
Wytjsstěná w tomto Roce.
Incipit: Poslechněte křesťane, věci divné neslychané…
J-686
Zpívá se jako: Pozdraven buď Františku, etc.
Nábožná pjseň k swatému Janu Nepomuckému, Patronu wssech opusstěných Syrotkůw a Wdow.
W Litomyssli wytisstěná u Wacl. Turečka.
Incipit: Pozdraven buď svatý Jan, zrozen z Nepomuku…
J-693
Zpívá se obecní notou.
Pobožná Pjseň Panně Maryi Swato-Kopecké.
—
Incipit: Pospíchejte poutníčkové, Moravci, Češi, Uhrové…
J-700
—
Nábožná Pjseň ke cti a chwále swatého Jána Nepomuckého.
Wytisstěná u Wáclawa Turečka.
Incipit: S velikou radostí sem pospíchejte, na slavný hrad pražský pilně se ptejte.
J-702
—
Nábožná Pjseň o Pánu Gežjssi.
W Praze.
Incipit: Pro Krista vás prosím, všickni křesťane…
J-707
Zpívá se jako: O Theofilovi, etc.
Pjseň o gistým Mládency, který chudobnau Pannu sy oblibyl, což se diwného při
tom přihodilo, z této Pjsně se wyrozumj.
—
Incipit: Poslechněte dív křesťané milí, co jest se stalo věci pravdivý…
⩶ 373 ⩶

�J-712
Zpívá se, jako: Ukrutná smrt, etc.
Pjseň horliwá o blahoslavené Panně Maryi Wartowské. Gegj Ctitelům k duchownjmu potěssenj na swětlo wydaná.
—
Incipit: Ach křesťané roztomilí! Poslechněte mne málo…
J-713
Zpívá se známou notou.
Pjseň nábožná o zázračném Obrazu Swaté Matky Božj w Králowstwj Uherském
w Kragi Cžaloteckém.
—
Incipit: Čiňme pokání křesťane, plačme nad hříchy srdečně.
J-721
—
Hystorycká zpráwa o půwodu a učincých nowé památnj mince Neposskwrněného
Početj Marye Panny, w Pjseň uwedená.
—
Incipit: Zas nové dobrota Boží nám lidem prokázala…
J-730
—
Nowá píseň k Hostýnské Panně Marii.
Tiskem u dědičů I. Škarnicla.
Incipit: Usedla si holubice čista na temeno hory zelene…
J-731
—
Pravdivá píseň o shoření chrámu Páně v zemi americké r. 1864 všem katolickým
křesťánům ku polepšení vydaná.
— | Nákladem a vydáním Anny Bílohlávkové. Tiskem V. Augusty v Litomyšli.
Incipit: Jaká hrůza k poslouchání rozmilí křesťané…
J-734
—
Nábožná píseň pod názvem Touha po vlasti nebeské.
— | Vydáním a nákladem Jana Dvořáka z Osíka. Tiskem Jos Bergrové v Litomyšli, 1139.
Incipit: Kde vlasti má, kde domov můj?
J-751
—
Nowá Pjseň o křjžoweg Cestě Pána Gežjsse Krysta.
⩶ 374 ⩶

�S powolenjm cýs. král. Cenzury, W Skalicy, 1846.
Incipit: O hříšný člověče, pamatuj na sebe, co Kristus Pán trpěl na křjži pro tebe.
J-752 (2 pieśni)
—
Pjseň k Maryi Panně, matce milosrdenstwj. / Pjseň k blahoslawené Panně Maryi
pomož!
— | Tisk Fr. Slawjka w Kroměřjži, 1859.
Incipit: O Maria, matko milá! / Rač sprovodit skrz vlny…
J-754
Zpívá se jako: „Pojďte chvalte v pokloně”.
Pjseň prosebná k Bohu a k Panně Marii za ssťastné wjtězstwj.
Tisk Fr. Slawjka w Kroměřjži, 1859.
Incipit: Pojďme Boha vzývati, vroucně Jeho žádati…
J-804
—
Nowá příkladná píseň o Panně Marii, kterak swou mocnou přímluwou diw weliký učinila we přístawu francouzského přímoří s jedným kajícím hříssníkem 19. století.
W Skalici, u dědičů J. Škarnicla, 1887.
Incipit: Svatá Panno Maria! Matko Krista…
J-814
Zpívá se jako: Kvílit musím přenáramně, když si, etc.
Pjseň Horliwá Rozgjmánj Cesty Pána Gežjsse z Geruzaléma.
—
Incipit: Pospěšme k Jeruzalému, všickni věrní křesťané…
J-824
Jako: Ej s velkou rychlosti, etc.
Nábožná pjseň k swatému Salwator, kteréhož zázračné wyobrazenj w městě Chrudimi se k uctěnj wynacházy, a rozličné milosti denně uděluge.
Witisstěná w Pardubicých.
Incipit: Roznítil se oheň, mého srdce plamen, láska mne nutí k Chrudimi jíti…
J-833
Zpívá se jako: Barboro Panenko Svatá, etc.
Pjseň nowá pobožná k Swatému Yzydorowi, Wyznáwači, Z Žiwota geho wytažená,
wssem wěrným Ctitelům, a ku Potěssenj ubohým Sedlákům na Swětlo wydaná.
S Dowolenjm Wrchnosti. Wytisstěná w Holomaucy, Roku 1781.
Incipit: Zastav se sedláčku milý, pozorůj maličkou chvíli…
⩶ 375 ⩶

�J-836
—
Djkůzpěw swatého Ambrože a swatého Augustýna. Te Deum laudamus.
—
Incipit: Bože chválíme Tebe, Pane moc tvou velebíme.
J-855
—
Nábožná Pjseň k swatému Salwatoru.
W Litomyssli wytisstěná u W. Turečka, 1815.
Incipit: Budiž od nás všech zveleben Ježíši milý, který se ctíš v svatém chrámem…
J-861
Zpívá se jako: Tisíckrát pozdravujem tebe, o Matičko Krista Ježíše.
Pjseň k uctěnj swaté panny a mučedlnice Filumeny.
—
Incipit: Sláva rozlehá se po všem světě…
J-867
Zpívá se jako: Jak z žalosti a s bolesti Panna Maria.
Pjseň horliwá o umučenj Pána Ježjsse Krista kterážto se spjwati může při wssech
sstacjch na hoře Kalwárii.
Wytisstěná a k dostánj w Těssyně.
Incipit: Ach pospěšme, nemeškejme k Jeruzalému…
J-875 (druk niekompletny)
—
[brak strony tytułowej]
—
Incipit: —
J-881
Zpívá se povědomou notou.
Pjseň w nowě wydaná o Mordu ukrutným, který se stal w Morawě w krági Brněnském, na panstwj Boskowskem w dědjně Bukowy, roku 1818, což každý z této
pjsně lepe wyrozumj.
—
Incipit: Poslyšte věc přehroznou, co se letos stalo…
J-884
Zpívá se jako: Poslechněte vy mně tabáčníci, něco vám zazpívám pro lekraci, etc.
Pjseň nowá pro wyraženj mysle.
W Znogmně 185[…]
⩶ 376 ⩶

�Incipit: Poslyšte mně muži malou chvíli, abyste svým ženám nevěřili…
J-893
—
Nowá Pjseň o Panně Marii Celenské, a gednom stařečkowy.
Tisk w Znogmě u M. […] fmanna, 1852
Incipit: Zas nová dobrota Boží nastala, ta musí probudit taky křesťana…
J-894
—
Žalostná Pjseň o Reberij w Netalij.
1848.
Incipit: Poslyšte křesťane co se bude zpívati…
J-896 (druk niekompletny)
—
[brak strony tytułowej]
—
Incipit: Maličko se zastavte křesťane rozmilí…
J-905
Zpívá se jako: Poslechněte o křesťané o strašlivém, etc.
Pjseň z Zákona Božjho wytažená k následowánj dobrých skutků.
W Skalicy, u Škarnicla Synů, 1864.
Incipit: Kdo má uši k slyšení, slyš, hlasitě volá Pán Ježíš…
J-911
—
Mrawná Pjseň wssem ctnostným Nowo-Manželům k potěssenj wydaná.
— | W skalicy, u Škarnicla Synů, 1873.
Incipit: Přeušlechtilé manželství, hned v ráji vštípeno…
J-913
—
Pjseň složená ku wětssj chwále Panně Maryi.
W Skalicy u Fr. X. Škarnicla Synů, 1868.
Incipit: Ze všech nejkrásnější já milou mám…
J-934
—
Truchliwá Pjseň o gedné panně, gménem Wiljmě, která s pohanské wjry na wjru
Krysta Gežjsse přestaupila, rodem Starenice uherské kragině, pokřtěná w městě Budjně, tam též od swého otce zamordowaná byla roku 1847.
⩶ 377 ⩶

�W Skalicy, u Škarnycla Synů, 1861.
Incipit: Sem pospěšte křesťané poslechnout slovo páně…
J-938
—
Nábožná Pjseň Kagjcýho Křesťana, k zpjwánj spasytedlná.
— | W Skalicy, 1842. S powolenjm cýs. král. Cenzury.
Incipit: Vále marný světě, vále ti dávam…
J-942
—
Nowá Pjseň o welkém nesstěstj, které se stalo w Uherské zemi, w hlawnjm městě
Pesstu, skrze náramnau powodeň, genž přes 2000 domů zbořila, a přes 2000
lidu o žiwot připrawila, Měsýce Března 1838.
—
Incipit: Ach! Ustrňte se křesťané, poslechněte věci hrozne, jaké neštěstí se stalo…
J-944 (druk uszkodzony)
—
[…] ke cti a chwále Swatého Jana Nepomuckého.
—
Incipit: S velikou radostí sem pospíchejte, na slavný hrad pražský pilně se ptejte.
J-945
Jako: Barboro Panenko svatá.
Přjběh strassliwý, který se stal bljž města Windissj, když gedna Matka swým dětem
Zlé winssowala.
—
Incipit: Rozvažme milí křesťané tyto věci velmi divné, které se v Vindiši staly…
J-948
—
Pobožná Pjseň k Pánu Gežjsse.
—
Incipit: Křestianská duše, rozvažuj sobě, jake milosti Ježíš dal tobě…
J-954
—
Pjseň žalostná Přespjwagic tuto pjseň každy znj lépe wyrozumi.
Wytissťená w Praze.
Incipit: Maličko se pozastavte křesťane rozmilí…

⩶ 378 ⩶

�J-957
Má povedomou notu.
Hystorická Pjseň o gedné bohabogné Dceři w Uhřjch Městě Wardagnu zrozené, která
swe Pannenstwj Bohu slibila, gak dále se s nj přihodilo, z te Pjsně se wyrozumj.
Wytisstěná w Litomyssli.
Incipit: Ach slávo slávo nebeská, lásko velká Jezu Krista…
J-958
—
Nábožná Pjsen o Pánu Gežissi.
Tick A. C. Zanneta w U. Hradissti.
Incipit: Pro Krista vás prosím, všickni křesťane…
J-961
Má známou notu.
Nábožná Pjseň ke cti a chwále Swatého Salwátora. Wssem wěrným Křesťanům k pobožnému rozgjmánj wydaná.
—
Incipit: Kam cílíš, můj krajane? Kam chvátá mysl tvá?
J-964 (2 druki pod jednym numerem)
Podiwny Přiběh! Kteri se Stal letossicho Roku. Na Panstwi Boskofskem bliž Wesnice Němčic kterak skrzewá Hawiře odpotopi Swéta Chram Paně naležeei bil.
/ [brak strony tytułowej]
Tisk u Hynka Rottbergera w Prostějowě / —
Incipit: Slyšte krajané rozmilí o přikladu v Moravě… / —
J-976
—
Wraucná Pjseň ke ctj a chwále swatých Crhj a Strachoty, Patronu morawských.
Wytisstěna w Hranicjch, 1851.
Incipit: Probuď se křesťanská duše, popatř k východu slunce…
J-984
Má svou známou notu.
Nábožná Pjseň ke cti Swaté Matky Anny.
—
Incipit: Pospěště sem všickni, ach pospěšte křesťané! K matce svaté Anně.
J-985
—
Nowa Pjseň a neb prozba k Bohu w čas sauženj.
W Znogýmě, 1859. Wytisstěna a k dostánj u M. F. Lenka.
⩶ 379 ⩶

�Incipit: Zastav se milý vlastenče a poslechni zpívání!
J-986
Zpívá se jako: Kvílit musím přenáramně etc.
Pjseň O Dussy očistcowy, Která pro zadrženou Mzdu těžce trápená byla. K Weystraze wssem na Swětlo wydaná.
Wytisstěno Roku 1780.
Incipit: Žalostnou věc poslechněte, křesťané roztomilí…
J-989
Jako: Z hlubokosti mé těžkosti, etc.
Pjseň gistá a prawdiwá, O ukrutnostj Turecké.
—
Incipit: V Krista věricí křesťané maličko poslyšte, o ukrutnosti tyranské zpívat uslyšte…
J-995
—
Nowá Pjseň o smutném laučenj rekruty s rodiči a bratry.
1851.
Incipit: Panímámo hezkou dceu máte…
J-998
—
Nowá Pjseň wypowězený wdowec. Weselý spěw.
W Praze, 1847.
Incipit: Pásla beránky na našem poli, je jetelinkou setí zvoraný…
J-999
Zpívá se jako: Poslechněte vy mně tabáčníci, něco vám zazpívám pro lekraci, etc.
Pjseň nowá pro wyraženj mysle.
Tyskem wdowy Rud. Rohrera w Brně.
Incipit: Poslyšt mně muži malou chvíli, abyste svým ženám nevěřili, jako já jsem věřil…
J-1001
—
Nowá Pjseň aneb žalostnj přiběch který se dil při prohránj Kossutowem.
Tiskem wdowy Rudolfa Rohera w Brně.
Incipit: Poslyšte křesťané žalostné zpívání o nynějších časech přesmutné ve vojně.
J-1002
—
Žalostná Pjseň o Reberij w Netalij.
1848.
⩶ 380 ⩶

�Incipit: Poslyšte křesťané co se bude zpívati, o tý Netalií chci vypravovati.
J-1003
—
Pjseň Nowá o přehrozném mordu.
W Znogmě, 1850.
Incipit: Ke cti a chvále svatý Jene…
J-1004
—
Prawdiwá Pjseň o gednom strassliwém přjběhu který se stal w Sardinské zemi na
den Narozenj Krista Pána na přjklad wydaná w roku 1849.
W Skalicy.
Incipit: Pozdravme Krista Pána pobožní křesťane…
J-1009
—
Nowá Pjseň o prawdiwém přjběhu, který se stal na hranicých Pragských, kterak ssest
rauhačů bezbožných swatému Salwatoru se rauhali, co se s njma stalo 2ho unora w roku 1846, geden každý z této pjsně wyrozumj.
W Praze, 1846.
Incipit: Pro Boha vás prosím všickni křesťané, hleďte poslouchati příběh pravdivý…
J-1010
—
Nowá Pjseň aneb podiwný přjběh, který se stal skrze hroznau drahotu a hlad w Polské zemi roku 1847.
S powolenjm c. k. Cenzury. Wytisstěná w Lemberku.
Incipit: Zdrav buď Kriste nejmilejší…
J-1011
—
Mord ukrutni w pjseň uwedený který se stál ruské zemi w roku 1838.
—
Incipit: Poslechněte o křesťane, věci hrozné, neslychané…
J-1012
—
Nowý a prawdiwý Přjběh w pjseň uwedeny.
Witisstěná w Hradissti, 1842.
Incipit: Pozastavte se chvílčičku, poslyšte novou písničku…

⩶ 381 ⩶

�J-1013
—
Nowá Pjseň k přjkladu Rodičům a Djtkám na swětlo wydaná.
— | Tiskem w Těssině.
Incipit: Poslyšte manželové, kterí dítky máte tuto žalostnou píseň…
J-1015
—
Wypsánj dalece rozhlásseného a známého Doktora Fausta, Předně z Španihelské
řeči na německau opšt z Německé na Českau řeč přeložené.
Wytisstěná Roku tohoto.
Incipit: Slyšte křesťané pobožní, o příběhu přehrozném…
J-1016
Zpívá se jako: V samotě když sedím a se soužím, aneb: V hrozném žalu moje rany toužím.
Nowá Pjseň o hraběti Fridolinowi a sprosté Wilemině.
W Olomauci 1858. Wytisstěna a k dostánj u Antonjna Halausky. (49)
Incipit: Na hranicích města německého stojí skvostný hrad tam na skále…
J-1017
Zpívá se jako: V samotě když sedím a se soužím, aneb: V hrozném žalu moje rany toužím.
Nowá pjseň o hraběti Fridolinowi a sprosté Wilemi.
Tisk u Josefa Groáka w Olomouci, 1864.
Incipit: Na hranicích města německého stojí skvostný hrad tam na skále…
J-1020
Zpívá se jako: „Srdce nejfalešnější”.
Žalostné loučenj rodičů, žen a dětj, pro bogownjky proti Sardinům.
W Olomauci 1860. Wytisstěna a k dostánj u Antonjna Halausky. (1)
Incipit: Ach žalostní a litostní časové nám nastali, my nevíme co dočkáme…
J-1023
—
Nowá a radostná Pjseň Wogaka do Polska marssjrugjcýho.
W Skalicy, S powolenjm […].
Incipit: Když tu nowinu slyšela, třaslo se jí srdce, vojnu v Polsku vykládali mé zlaté Mariance.
J-1025
—
Nowá Pjseň aneb prawdiwý přjběh, který se stal w pragské zemy w hlawnjm městě
Berljně w roku 1851.
Tisk w Znogmě u M. Hofmanna, 1851.
⩶ 382 ⩶

�Incipit: Poslyš pobožná duše křesťanská, prosím tě pro lásku Pána Krista…
J-1034
—
Oprawdiwý Přjběh. který se stal w Wlaské Zemi.
Wytisstěná Roku tohoto.
Incipit: Žalostně musím kvíliti nad tu ukrutnou zlosti, mnohých nezbedných dětí…
J-1035
Zpívá se, gako: Z hlubokosti své těžkosti, etc.
Pjseň pr[…] o Ukrutnosti Turecké.
—
Incipit: V Krista věřící křesťané maličko poslyšte, o ukrutnosti tyranské zpívat uslyšíte.
J-1044 (druk uszkodzony)
—
[brak strony tytułowej]
—
Incipit: Kdybych já se nebál Andulko tvé zrády, šel bych na jablíčko do vaší zahrady…
J-1052
—
Nowa Pjseň wssem Bohatým Rodicům na swětlo wydaná.
W Skalicy, u Škarnycla Synů, 1874.
Incipit: Poslyšte panny, také mládenci, co se jest stalo v městě Jimnicy…
J-1053
—
Nowá pjseň na přjklad rodičům a djtkám na swětlo wydaná.
— | Tiskem w Těssině.
Incipit: Poslyšte manželové, kterí dítky máte tuto žalostnou píseň…
J-1057
—
Kratochwilná Pjseň Mládencům a Pannám k potěssenj wydaná.
— | Wytisstěná w Skalicy, 1837.
Incipit: Kdybych já se nebál Andulko tvé zrady…
J-1060
Zpívá se jako: Jaro nám nastává, kratochvíle.
Weselá Pjseň o holčickách w Americe.
W Olomouci 1859. Wytisstěna a k dostánj u Antonjna Halausky. (52)
Incipit: Ty překrásná země Ameriko, kdybys ty nebyla tak daleko…
⩶ 383 ⩶

�J-1061
—
Prawdiwý přjběh který se stal v ruské zemi bljže města mosskwy.
Tisk Fr. Slawjka w Kroměřjži, 1860.
Incipit: V ruské zemi blíže Moškvy, je Fedrovec dědina…
J-1078
—
Truchliwá Pjseň o gednom marnotratném Bečwáři, genž swé Djtě Ďáblu zaprodal,
kteréž skrze přjmluwu blah. Panny Marye oswobozeno gest.
—
Incipit: Mariánští ctítelové! Maličko se zastavte…
J-1090
Zpívá se povědomou notou.
Horliwá Pjseň Pánu Gežjssi, w njž celý weytah umučenj obsahuge, hned od poslednj wečeře, až do skonánj žiwota na hoře Kalwarye.
—
Incipit: Již jsem dost pracoval, pro tebe člověče, tři a třidceti let…
J-1091
—
Smutný a zalostný opis o gedném Bohaprazdném Otcy, genž swau wlastnj dceru
newážně zamordowal, poněwadž wjru katolickau přigati chtěla.
— | Wytisstěná z Ratobořických Nowin, 1844.
Incipit: Zastavte se maličko mládenci a panny…
J-1092
—
Prawdiwá Pjseň o welkém zázraku.
1847.
Incipit: Poslyšte mě křesťané co budu zpíváti, o matičko božská královno nebeská…
J-1096
Zpívá se jako: Amen staniž se tak všemohoucí Pane, etc.
Pjseň prawdiwá o gednom smutným přjběhu, který se stal w městě Ssartynu w Baworské Zemi.
—
Incipit: Manželové všichní, i také manželky, poslechněte můj zpěv…

⩶ 384 ⩶

�J-1103
Zpívá se povědomou notou.
Pjseň žalostiwá o gedné Panj we Wlassjch, která gako mrtwá pochowaná bywssi,
dewět dnj w hrobě ležela.
—
Incipit: Pozastav se, ó křesťane! Slyš od divném skutku Páně…
J-1110
—
Pjseň Nowá o Swatým Valentínu, Patronu proti padaucy Nemocy. Ktery se wynacházy u Welebných Pánu Pátru Piarystů w Městě Přiboře.
W Těssině wytisstěná.
Incipit: Svatý Valentine tys naše jediné, ve všech ouzkosti…
J-1112
—
Pjseň o Lazarowi.
—
Incipit: Ležel Lazar v nemoci, ležel Lazar v nemoci, žádal od Boha pomoci.
J-1119
—
Prawdiwá píseň o welkém zázraku.
Tiskem a nákladem Jos. Bergrowé w Litomyssli, 782.
Incipit: Poslyšte mne křesťané! Co budu zpívati…
J-1128
Jako: Když jsem k vám chodíval tak jsem vám říkaval panimámo, etc.
Nowá píseň o AMERICE, aneb: Smutné wzpomínání na swou otčinu, krásnou to
českou wlast.
Tisj a náklad Jos. Bergrowé w Litomyssli, 722.
Incipit: Ach tam daleko za mořem…
J-1131
Jako: Když jsem k vám chodíval tak jsem vám říkaval panimámo, etc.
Nová píseň pod názvem: „Touha po vlasti”, k návštěvě „Amerických Čechů” v Praze.
Patisk se zakazuje. Do tisku podal a nákladem F. Novotného. Tiskem Jana Spurného
v Praze.
Incipit: Milá vlasti má, ty’s vzdálená…

⩶ 385 ⩶

�J-1132
Zpívá se jako: „V samotě když sedím a se soužím”.
Historická píseň o knížeti Arnoštovi a Bělince.
Nákladem Jakla Františka. Tiskem Jana Spurného v Praze. | (Patisk se vyhražuje.)
Incipit: Před lety v té naši české zemi, bydlel kníže Arnošt přeslavný…
J-1136
—
Nowá pjseň o Panně Marii Cellenské, která se zgewila gednomu stařečkowi we Šwédské zemi, který byl starý 112 let, a gesstě chtěl putowat do Maria Cell a do Prahy, aby nawsstjwil hrob sw. Jana.
— | W Skalici, u dědičů J. Škarnicla.
Incipit: Zas nová dobrota Boží nastala, ta musí povzbudit taky křesťana…
J-1138
Zpívá se jako: „Hej Slované!”.
Nová píseň vojenská, Sepsáná ku potěše českých vojínů na pochodech a v leženích.
Patisk se zakazuje. Tiskem a nákladem Jana Spurného v Praze.
Incipit: Hej Slované, branci vlasti, strážci země, krále…
J-1139
—
Národnj pomněnka na poswátné bogisstě, gež pěge rolnjk u Hradce Králowého.
Tiskem Jana Spurného w Praze. | Patisk se zakazuge. Sepsal I. Z. Nákladem F. Haisze.
Incipit: Kde že mám pevně můj pluh zasaditi, kde že mám první brázdu zaorat…
J-1144
—
Nová píseň pod názvem: „Muž bez slzí”.
Patisk se zakazuje. Tiskem a nákladem J. Spurného v Praze.
Incipit: Hle muž zde leží v rakvi tmělé, jenž vlasť nad všecko miloval…
J-1185
—
Pravdivá píseň o strašlivém výbuchu sopky Mont Pelé dne 8. května 1902 na ostrově Martinique, v souostroví Malé Antilly, v střední Americe. Jak v městě Saint-Piere na ostrově Martinique bezbožní rouhači posměch sobě činili z umučení
Páně a kterak potom přes 40.000 lidí zahynulo následkem vybuchnutí sopky.
Vyňato ze spolehlivých časopisů. Sepsáním a nákladem Antonína Svobodníka z Ježova.
| Patisk se zapovídá. / Tiskem Jul. Janů v Praze.
Incipit: O křesťané, poslechněte tyto smutné noviny, na ostrvě Martinique, které se přihodily.

⩶ 386 ⩶

�J-1212
Zpíwá se jako: Srdce nejfalešnějš […].
Nowá pjseň. Truchliwé a žalostné laučení rodičů, žen a dětj. Pro nové bogownjky
proti Uhrům.
W Praze, 1849. / […] dostánj u Bedřicha Stybla, w knihařském / […] ámě na přikopech (w Kolowratské střjdě) č. 958.
Incipit: Ach žalostní a lítostní časové nám nastali, my nevíme o dočkáme…
J-1215
Zpívá se jako: Všichni panenky z pole jdou.
Nowá pjseň pro zasmánj. Sedlské námluwy.
W Kroměřjži 1848. Tiskem a nákladem Fr. Slawjka.
Incipit: Jede Janek z pole domu, voly vypřahuje…
J-1218
—
Kratochwilná Pjseň o weselém Rekrutyrowánj.
W Skalicy. S powolenjm cýs. k. Cenzury.
Incipit: Alou páni muzikanti! Hleďte na mne pozor dáti, hrajte mně nahoru.
J-1224
—
Kratochwilná Pjseň, Mladencům a Pannám pro obweselenj na swětlo wydaná.
W Skalicy, S powolenjm c. k. Cenzury.
Incipit: Pršelo, bylo tma, žežhulenka zmokla…
J-1237
—
Wraucná Pjseň ke ctj a chwále Panně Marii za odwracenj nakazliwé nemoce.
Tiskem wdoy Rudolfa Rohrera, w Brně, 1849.
Incipit: Pozastavte se křesťane a poslyšte písně…
J-1244
—
Nowá Pjseň, o strassné wogně w uherské kragině.
W Brně 1849. | Tiskem wdowy Rudolfa Rohrera.
Incipit: Poslechněte o křesťané co vám budu zpíváti strašný a truchlivý příběh…
J-1246
—
Nowa Pjseň o chroznem mordu ktery se stal blyž Lemberka města wpolské kragině.
Witisstěná roku 1846.
Incipit: Poslechněte o křesťané, co se vpravdě stalo, a to v polske krajině v skutku vykonalo…
⩶ 387 ⩶

�J-1249
—
Prawdiwá Pjseň o gednom strassliwém přjběhu který se stal w Sardinské zemi na
den Narozenj Krista Pána na přjklad wydaná w roku 1849.
W Praze, 1849.
Incipit: Pozdravme Krista Pána pobožní křesťané, ustrň se duše věrná slyš věci pravdive…
J-1255
Zpívá se jako: V moci moudrosti dobrého.
Pjseň hystorycká o Nalezenj swatého Křjže, na kterémž Pán Gežjš Krystus pro spasenj násse umřjti ráčil.
Incipit: Když Adam, první otec náš, roznemoh se na onen čas.
J-1256
—
Hrůzoplná Pjseň o strassliwém znamenj, kteréž bylo k spatřenj na obloze nebeské
a zázrak který se stal w Neapolitanskeg zemi w hlawnjm městě Manfredony we
farnjm kostele to Roku 1847.
— | S powolenjm c. k. Censury.
Incipit: Strachem velkou hrůzou krev probíhá srdce.
J-1258
—
Pjseň nowá O Zázraku Swaté Anny, Genž se stal w Polsku s gedným Synáčkem Prýmasowym.
Wytisstěná Roku 1846.
Incipit: Pozastavte se malo křesťane rozmilí…
J-1259
—
Nowá Pjseň o podiwnem zazraku, o swaté Anně, wssem wěrnjm křesťanům na swětla wydaná.
Wytisstěna w Hradissti.
Incipit: Přistupte sem bližej pobožní křesťané, jenž máte nachylné své srdce…
J-1260
—
Nowý přjběh, který se stal w Pruském Polsku, w městě Wydawě, Roku 1820.
—
Incipit: Křesťané bohabojní zastavte se nyní, chci vám vypravovati dnes příběh strašlivý.

⩶ 388 ⩶

�J-1261
—
Nábožná Pjseň Kagjcýho Křesťana, k zpjwánj spasytedlná.
— | W Skalicy, 1842. S powolenjm cýs. král. Cenzury.
Incipit: Vále marný světě, vále ti dávam…
J-1265
Zpívá se jako: „Vímť já jeden krásný zámek” atd.
Prawdiwý přjběh který se stal w městě Mohuči tohoto roku.
W Olomauci 1860. Wytisstěná a k dostánj u Antonjna Halausky.
Incipit: O jak podivné neštěstí ve světě lidé potkává, bez nadání, bez návěští, kde nás smrt
očekává…
J-1285
—
Kratochwilná Pjseň Mládencům a Pannám k potěssenj wydaná.
— | Wytisstěná w Skalicy, 1837.
Incipit: Kdybych já se nebál Andulko tvé zrady…
J-1293 (druk niekompletny)
—
[brak strony tytułowej]
—
Incipit: O jak krásné, jaro jasné…
J-1297
—
Nowá Pjseň o zgewenj panny Marye, která se zgewila bljž města Řjma w gednom
welkém lese; při tom zgewenj bylo k spatřenj strassliwé znamenj na obloze nebeské, gak geden každý z pjsně této gak náležj wyrozumj.
S swolenjm c. k. Cenzury / Wytisstěná w Těssině roku 1847.
Incipit: Zastav se křesťane, a chtěj poslouchati, neb jest Pán Bůh náš tuze rozhněvaný…
J-1304
—
Nowá Pjseň o náramném sněhu w Ruské zemi, a o strassném ohni w Mosskwě, kdežto nyněgssjho roku 1838 tak mnoho sněhu napadlo, že w dědinách zároweň se
střechama byl. Pák wypuk w městě Mosskwy tak strassnj oheň, že w celém městě ani gediného obydlj nepozůstalo, poněwadž wssecky takřka ze dřewa stawenj
gsau, při čemž mnoho lidu djlem zymau, djlem ohněm o žiwot přisslo, též y cýsařská Rezydency celá w prach a popel obrácená gest.
—
Incipit: Poslechněte o křesťane, jak se dotkla ruka Páně, to Ruské země přetěžce…
⩶ 389 ⩶

�J-1306
—
Hystorycká Pjseň o Swaté Genowefě, wytažená z žiwota gegjho.
S powolenjm králowské Cenzury. W Skalicy, 1834.
Incipit: Z knížecího rodu panna Jenovefa jest byla…
J-1311
—
Smutný a prawdiwy přiběh.
—
Incipit: Každý pobožný křesťan slyš, zde přesmutné noviny zvíš…
J-1312
—
Nowá Pjseň o diwných dwau Přjbězých, kteřj se stali we Wlaske zemi, Prwnj: gak
w městě Pawyi na mostě Štatue swatého Jana Nepomuckého suché Lilium se zazelenalo a rozkwetlo. Druhý: gak gedna Potwora w moři chycena byla, na které rozličné znamenj se wýnacházeli: z písně lépe vyrozumíš.
—
Incipit: Ach čiňte lidé pokání, dokavád čas máme nyní, neb se Pán Bůh tuze hněvá…
J-1314
Zpívá se jako: Kvílit musím přenaramně, etc.
Pjseň nowá a přikladna, která se stala w Tylořjich bljž města Insspruku, s gednau
mlinařkau, wssak ale skrze Orodowánj neyswětěgssy Rodičky Swato cellenske, kteražto gi každodenně swau modlitbau pobožně ctjwala, od toho nebezpečenstwj wyswobozená byla, přespjwagjce geden každý tuto Pjseň lépegi wyrozuměti mocti bude.
Wytisstěná Roku tohoto.
Incipit: Ach křesťané roztomili, maličko se zastavte, co nového zpívat budu, divnou věc
uslyšte.
J-1315
Má známou notu.
Truchliwý přjběh o welikém powětřj.
—
Incipit: Ach křesťané roztomilí, slyšte chvílčičku, a uslyšte zpívati novou písničku…
J-1319
Zpívá se, jako: Z hlubokosti své těžkosti, etc.
Pjseň prawdiwá o Ukrutnosti Turecké.
—
Incipit: V Krista věřící křesťané maličko poslyšte, o ukrutnosti tyranské zpívat uslyšte…
⩶ 390 ⩶

�J-1321
—
Nowá Pjseň o welkém nesstěstj, které se stalo w Uherské zemi, w hlawnjm městě
Pesstu, skrze náramnau powodeň, genž přes 2000 domů zbořila, a přes 2000
lidu o žiwot připrawila, Měsýce. Března 1838.
—
Incipit: Ach! Ustrňte se křesťané, poslechněte věci hrozne, jaké neštěstí se stalo…
J-1322
—
Nowá Pjseň, o hrozné Powodni, která se stala w městě Pesste a Budjně. Roku 1838.
—
Incipit: Poslechněte o křesťané, věci divné neslýchané…
J-1325
Jako: Ukrutná smrt, přehrozná.
[…] á Pjseň O dalece rozhlásseném, a dobře znamém Janu Doktoru Faustu.
W Litomyssli wytisstěná.
Incipit: Slyšte křesťane pobožní, o příběhu přehrozným…
J-1329
—
Pjseň swětská o starém Wdowcy, který po mladém děwčeti taužil až se cely usaužil.
—
Incipit: Tluču tluču otevři mně než mně láska umoří…
J-1330
—
Pěkný sspas aneb cesta do Uher, co se s teto pjsně wyrozumi.
—
Incipit: Přenešťastná je ta zem, Uherská těm…
J-1334
Zpívá se jako: Rád bych se oženil, jde mně to těžce.
Nowá Pjseň o Americe.
W Olomauci 1856. Wytisstěna a k dostánj u Antonjna Halausky. (3)
Incipit: Poslyšte lidičky směšné zpívání…
J-1343
—
Cestá wogáka do wlachské wálky w roku 1859.
Tisk M. F. Lenka w Znogmě, 1861.
Incipit: Jaké boleti v srdce těžkosti…
⩶ 391 ⩶

�J-1345 (druk uszkodzony)
—
[…] o dwau židowských dětech.
Tisk Fr. Slawjka w Kroměřjži, 1859.
Incipit: […]
J-1352
—
Nowá Pjseň aneb prawdiwý přjběh, který se stal w pragské zemy w hlawnjm městě Berljně.
Tisk w Znogmě u M. Hofmanna, 1848.
Incipit: Poslyš pobožná duše křesťanská, prosím tě pro lásku Pána Krista…
J-1356
—
Pjseň a neb novýna s Polska do nasse kragjny.
Wytisstěná w Lewočy s powolenjm cys. Censury, 1846.
Incipit: Složme ruce k nebi, nábožní křesťané, ať jest odvrácená těžká metla Páně.
J-1357
—
Nowá Pjesň o Kořalce wýborné.
W Skalicy, 1844. S powolením c. k. Cenzury.
Incipit: Já sedláček bratří milí, slyšte co zpívám v té chvíli…
J-1365
Jako: Ani to sobě moje rodičové nemyslete.
Nowá Pjseň Mládencům a Pannám pro obweselenj a ukracenj času na na swětlo wydaná.
—
Incipit: Přeškoda má milá, že jsem já přiložil srdce k tobě, žes mně podwáděla…
J-1385
Zpívá se jako: Smutnou vám začnu muziku, etc.
Testament, aneb Kssafft pragského Krále.
Wytisstěná Roku tohoto.
Incipit: Pavel řka: že umřít musím, já pak dědice nemám…
J-1389
—
Nowá Pjseň aneb prosba k Bohu w čas souženj.
Wytisstěná w Hranicích, 1859.
Incipit: Zastav se milý vlastenče a poslechni zpívání!
⩶ 392 ⩶

�J-1395
—
Pjseň nowá o dcery syonské, wssem wěrným křesťanům na
swětlo wydaná.
W Kroměřjži, 1855.
Incipit: Vesel se dcero sionská…
J-1397
Jako: kvílit musím přenáramně, etc.
Pjseň Strassliwa o Opowážliwosti gedné Děwečky, která Kocaura za Djtě k prsum
wzala, gak za to strestaná, s Pjsně každý wyrozumj.
W Olomouci 1859. Wytisstěna a k dostánj u Antonjna Halausky. (85)
Incipit: Pozastavte se maličko, co vám budu zpívati, věci divné však pravdivé chci vám
vypravovati.
J-1399
Zpívá se jako: Pozdraven buď svatý Jan.
Nowý přjběh, který se stal w Pruském Polsku, w městě Wydawě.
—
Incipit: Křesťané bohabojní, zastavte se nyní, chci vám vypravovati dnes příběh strašlivý.
J-1401
—
Nowá Pjseň k Panně Marii Hostýnské. Tatařské obleženj w roku 1249, a kterak nyni
ten chrám Páně w roku 1842 k oprawenj a k zwelebenj přissel.
Wytisstěná w Hranicjch, 1857.
Incipit: Probuďte se moravané všickni z tvrdého snu…
J-1403
—
Smutný Přjběh.
—
Incipit: Každý pobožný křesťan slyš…
J-1406
Zpívá se jako: Barboro Panenko Svatá, etc.
Pjseň Hystorýcká O gedné Bohabogne Dceři, w Uhřjch Městě Wardagnu zrozené,
která swé Pannenstwj Bohu přisljbila, a co přediwného se s nj stalo, ku přjkladu wssem Pannám w nowě na swětlo wydaná přespjwagjc tuto Pjseň wyrozuměti mocti bude.
Wytisstěná Roku, 1747.
Incipit: Ach slávo, slávo nebeská, lásko velká Jezu Krista…
⩶ 393 ⩶

�J-1411
[…] namau notau.
[…] o Přehrozném Mordu, kterak geg gistý Kornet nad swau panj a dwěma djtkami wykonal.
—
Incipit: Málo kdy o Turku zvíme, neb pohanu uslyšíme, by tak nevážně mordoval…
J-1478
Jako: Černěť já se přistrojím.
Nowá pjseň o dvauch bohaprázdných Lutryánjch, gak newážně s krucyfiksem zacházeli, a za to swau náležitau mzdu dostali.
—
Incipit: Rozvažůjme křesťané, lásku Krista Pána, jak pro nás hříšné vystál…
J-1483
—
Nowá Pjseň a neb prozba k Bohu w čas sauženj.
W Znogýmě, 1859. Wytisstěná a k dostánj u M. F. Lenka.
Incipit: Zastav se milý vlastenče a poslechni zpívaní!
J-1486
—
Nowá Pjseň k P. Maryi Hostynské.
—
Incipit: Ach! Slyšte křesťané libezné zpívaní…
J-1490
Jako: Poslechněte o křesťané o strašlivém, etc.
Pjseň z Zákona Božjho, k následowánj dobrých skutků na swětlo wydaná.
W Litomyssli, 1853. Tisk a sklad Antonjna Augusty.
Incipit: Kdo má uši k slyšení slyš, hlasitě volá Pán Ježíš to slovo svatého čtení:
J-1507
—
Swetulka, wěkem sesslá udáwá prawdiwau pjseň.
Tisk I. Rottberger-a v Prostějově.
Incipit: Já ubohá děvečka co jsem se dočkala, kdybych radči Martina byla nepoznala.
J-1518
—
Přjkladná Pjseň o gistotě Lidské Smrtedlnosti.
W Skalicy u F. X. Skarnycla Synů, 1868.
Incipit: Stůj na rozkaz mé jasnosti, pokloň se velebnosti!
⩶ 394 ⩶

�J-1539
—
Smutný žalostiwý přjběh, w nowau pjseň uwedený, kterak se stal w Pruském Polsku w městě Widawě dne 15. Listopádu roku 1844. zázrak skrze Sw. Jána, miláčka Pána Gežjsse Krysta.
S powolenjm cenzury roku 1845, wytisstěná.
Incipit: Poslyšte, věrní křesťané, co budu zpívati, velmi žalostné noviny chtějte poslouchati…
J-1557
Zpívá se jako: poslechněte o Křesťané o strašlivým, etc.
Pjseň Z Zákona Božjho wytažená, wssem Křestianům k Nasledowánj dobrých Skutků na Swětlo wydaná.
W Litomyssli, wytisstěná.
Incipit: Kdo má uši k slyšení slyš, hlasitě volá Pán Ježíš to slovo svatého čtení.
J-1567
—
Prawdiwá Pjseň o gednom strassliwém přjběhu který se stal w Sardinské zemi na
den Narozenj Krista Pána na přjklad wydaná w roku 1849.
W Praze, 1849.
Incipit: Pozdravme Krista Pána pobožní křesťané, ustrň se duše věrná slyš věci pravdivé…
J-1570
Jako: Kvílet musím přenáramně.
Pjseň přjkladná o gedné Dussi Očistcowy, kteráž pro zadrženau mzdu děwečky swé
těžce trápená byla.
Wytisstěná w Hranicjch, 1860.
Incipit: Žalostnou věc poslechněte křesťané rozmilí…
J-1575 (fragmenty 3 różnych druków)
—/—/—
Nábožná pjseň o přehořkém umučenj Pána Ježjsse, wssem wěrným křesťanům k horliwému rozgjmánj wydaná. / — / —
Tisk Jozefa Groaka w Olomouci. / Tiskem wdowy Rudolfa Rohrera / Tisk a sklad A. […]
Incipit: — / — / —
J-1576
Každý pobožný křesťan slyš, etc.
Smutný a prawdiwý přjběh w pjseň uwedený.
Tiskem Fr. Bergra w Litomyssli, 1848.
Incipit: Každý pobožný křesťan slyš…

⩶ 395 ⩶

�J-1577
—
W Sedmihradsku se stala wěc podiwná skrze strassliwau choleru patrný zázrak sw.
Rocha, Ssebestiana a sw. Rozalii w pjseň uwedený.
W Skalicy, u Fr. X. Skarnycla Synů, 1866.
Incipit: Svatý milý Rochu, Šebestiane, swatá Rozalie…
J-1581
—
Truchliwá píseň o jedné panně jménem Wilímě, která z pohanské wíry na wíru Krista Ježísse přestoupila, rodem Starenice w uherské krajině pokřtěna w městě Budíně, tam též od swého otce zamordowaná byla roku 1847.
W Skalici u dědičů I. Škarnicla.
Incipit: Sem pospěšte křesťané, poslechnout slowo Páně…
J-1591
—
Wraucná Pjseň ke cti a chwále Swaté Panny Barbory, Mučedlnice.
—
Incipit: V Kristu věrní křesťané maličko poslyšte…
J-1597
—
Nabožná Pjseň k Pánu Gežjssi.
Tiskem wdowy Rudolfa Rohrera, w Brně, 1849.
Incipit: Pro Krista Ježíše, poslyšte křesťané, jak truchlivý časy jsou nastaly…
J-1607
—
Nowá Pjseň na přjklad wssem prawowěřicým křesťanům wydana.
—
Incipit: Křesťanské dušičky, zastavte se málo…
J-1626
—
Nowá Pjseň a neb prozba k Bohu w čas sauženj.
W Znogýmě, 1859. Wytisstěna a k dostánj u M. F. Lenka.
Incipit: Zastav se milý vlastenče a poslechni…
J-1685
—
Nowá pjseň o náramném sněhu w Ruské zemi, a o strassném ohni w Mosskwě, kdežto nyněgssjho roku 1838 tak mnoho sněhu napadlo.
⩶ 396 ⩶

�—
Incipit: Poslechněte o křesťane, jak se dotkla ruka Páně, to Ruské země přetěžce…
J-1686 (druk uszkodzony)
Jako o Theofilovi.
Nábožná Pjseň o welkých Milosti Swaté Ann[…]
—
Incipit: Pozastavte se milí křesťané, budu vám zpívat o svaté Anně…
J-1691 (druk uszkodzony)
—
Pjseň o tisjcáté ročnici ůmrtj svatého Cyrilla.
— | […] lad u A. C. Zannera w […]
Incipit: —
J-1707 (druk niekompletny)
—
[brak strony tytułowej]
—
Incipit: —
J-1727 (druk niekompletny)
—
[brak strony tytułowej]
—
Incipit: —
J-1733
—
Prawdiwá pjseň o zázračném zgewenj Panny Marye, která se zjevila w Polské krajině nad festunkem Krakovem dne 25. března, wssemu národu křesťanskému k
polepssenj žiwota lidského wydaná roku 1868.
Tiskem Jos. Berger-owé w Litomyssli 1868.
Incipit: Co pak se v tom světě děje, Pane Kriste Ježíši…
J-1738
—
Pjseň o Panně Maryi Hostinské.
W Skalicy, 1850.
Incipit: Divím se vám, ó křesťané! Že tak nedbáte obzvlašte vy Moravané…

⩶ 397 ⩶

�J-1774
—
Nowá a radostná Pjseň Wogaka do Polska marssjrugjcýho.
W Skalicy, S powolenjm c. k. Cenzury.
Incipit: Když tu nowinu slyšela, třaslo se jí srdce, vojnu v Polsku vykládali mé zlaté Mariance.
J-1777
—
Žalostná Pjseň o gednom Maglandském Maljři, genž ukrutně pronasledowán byl.
—
Incipit: Pozastavte se málo křesťané rozmilí, poslyšte žalostivé, truchlivé noviny.
J-1778
Zpívá se obzvlaštní notou.
Zpěw o hrobnjkowy.
W Litomyssli, 1816.
Incipit: Já jsem sice hrobník chudý, sotva že tak vycházím…
J-1779
Jako: Přišla rána od Boha.
Prawdiwý Přjběch, který se stal na pomezý Saském, w Žitawě. Wssem pobožným
Křesťanům pro odwrácenj takowého skutku zlého w nowě na swětlo wydaný.
—
Incipit: Křesťané rozmilí, maličko poslyšte…
J-1786
—
Pjseň nowá o přeukrutném mordu.
W Praze.
Incipit: Maličko se pozastavte křesťane roztomilí…
J-1795
—
Mord ukrutný w pjseň uwedený který se stál w ruské zemy roku 1838.
—
Incipit: Poslechněte o křesťane, věci hrozné, neslychané…
J-1801
Zpívá se, jako: Proč ten svět panuje.
Nová Pjseň, Lidem pomlauwačným k polepssenj wydaná.
—
Incipit: Ach co jsem soužený na mysli těžce! Žádný mně z ouzkosti pomáhat nechce.
⩶ 398 ⩶

�J-1804
—
Prawdiwá Pjseň o gednom strassliwém přjběhu který se stal w Sardinské zemi na
den Narozenj Krysta Pána na přjklad wydaná w roku 1849.
W roku 1849.
Incipit: Pozdravme Krista Pána pobožní křesťané, ustrň se duše věrná slyš věci pravdive…
J-1829
—
Nowá Pjseň o Welikém Zázraku, který se stal u města Sťawnice a Baňské Bystřice
w kragině uherské w roku 1861.
tisk A. Škarniclowé w Hranicjch, 1862.
Incipit: Nábožní křesťané zastavte se málo, budem vám zpívati co se minulý rok v Uhrách
přihodilo.
J-1831
—
Nowá Pjseň o prawdiwém Zázraku. Který se stal Francouskej zemi. Pro polepssenj
žiwota nassého w roku 1849.
Wytisstěná w Hranicjch, 1860.
Incipit: Polepšme se lide, nebo již čas…
J-1836
—
Nábožná Pjseň o Pánu Gežjssi.
Tisk Amalie Skarniclowé w Hranicjch.
Incipit: Pro Krista vás prosím, všickni křesťane…
J-1839
Zpívá se jako: V samotě když sedím a se soužím, aneb: V hrozném žalu moje rany toužím.
Nowá Pjseň o hraběti Fridolinowi a sprosté Wilemině.
Tisk a sklad A. Škarniclowé w Hranicích, 1863.
Incipit: Na hranicích města německého stojí skvostný hrad tam na skále…
J-1843
—
Přjkladná pjsnička wssem postaweným w souženj o lásce.
Tisk a sklad A. Skarniclowé w Hranicjch, 1864.
Incipit: Slyšte z ruské krajiny z Petrohradu noviny. Manžele a manželky přjběh chudé
panenky.

⩶ 399 ⩶

�J-1845
—
Nowá pjseň o pěti zázračných dětěch, které gedna chudá panna na swět přiwedla we
wsi St. francesko bljž Pařjže 3. ledna 1864.
Tisk a sklad A. Škarniclowé w Hranicjch, 1864.
Incipit: Podivný příběh poslyšte, jenž se we Francouzích stal…
J-1849
—
Nowá pjseň o zgewenj Panny Marie, která se zgewila bljž města Řjma w gednom
welkém lese; při tom zgewenj bylo k spatřenj strassliwé znamenj na obloze nebeské, gak geden každý z pjsně této gak náležj wyrozumj.
Tisk a sklad A. Škarniclowé w Hranicjch, 1864.
Incipit: Zastav se křesťane, a chtěj poslouchati, neb jest Pán Bůh náš tuze rozhněvaný…
J-1853
Jak: Amen, staniž se tak.
Přjkladná Pjseň k Rozgjmánj wssem wěrným Křesťanům na swětlo wydaná.
Wytisstěná w Hranicjch.
Incipit: Rozvažte křesťané lásku Krista Pána, že pro nás moc vystal, jsme toho příčina.
J-1864
—
Wroucná Pjseň o umučenj Pána Ježjsse Krista.
Wytisstěná w Hranicjch, 1859.
Incipit: Křesťané naříkejte, žalostí omdlívejte, plač a kvíl srdce každé…
J-1875
Zpívá se jako: Tisíckrát pozdravujem tebe, o Matičko Krista Ježíše.
Pjseň k uctěnj swaté panny a mučedlnice Filumeny.
—
Incipit: Sláva rozlehá se po všem světě…
J-1886
—
Nowá Pjseň aneb prawdiwý Přjběh který se stal w pragské zemi, w hlawnjm městě Berljně.
Tisk A. Škarniclowé w Hranicjch, 1863.
Incipit: Poslyš pobožná duše křesťanská, prosím tě pro lásku Pána Krista…
J-1901
—
Nábožná Pjseň ke cti a chwále Swaté Anny.
⩶ 400 ⩶

�Wytisstěná w Hranicjch, 1859.
Incipit: Svatá Anna, Bohu milá, židovského rodu byla, dcera Izachara Žida…
J-1906
—
Prusů jídlo a pítí do písně uwedené.
— | Tisk A. Škarniclowé w Hranicjch, 1867.
Incipit: Poslechněte všichni národové, budu vám zpívati písně nové…
J-1916
—
Nowá Pjseň o přehrozném zázraku, který se stal w sedmihradské zemi, gak w hlawnjm městě Belegrad, skrze rouhánj gednoho pohana protiw Paně Marii, gak
potrestany byl dne 2. Unora roku 1863 práwě na hromice, na swětlo wydaná.
Tisk A. Škarniclowé w Hranicjch.
Incipit: Nábožní křesťané zastavte se málo, kteří Matku Boží vroucným srdcem ctíte…
J-1919
—
Nowá Pjseň aneb prawdiwý Přjběh o ukrutnosti Pohanské, gak katolické křestane
mordowany byli roku 1860.
Wytisstěná w Hranicjch, 1861.
Incipit: Zastavte se zde maličko křesťané milí, jake nám došly žalostné smutné noviny…
J-1930
—
Nowá pjseň o pěti zázračných dětěch, které gedna chudá panna na swět přiwedla we
wsi St. francesko bljž Pařjže 3. ledna 1864.
Tisk a sklad A. Škarniclowé w Hranicjch, 1864.
Incipit: Podivný příběh poslyšte, jenž se we Francouzích stal…
J-1931
Zpívá se jako: V samotě když sedím a se soužím, aneb: V hrozném žalu moje rany toužím.
Nowá Pjseň o hraběti Fridolinowi a sprosté Wilemině.
Tisk a sklad A. Škarniclowé w Hranicích, 1868.
Incipit: Na hranicích města německého stojí skvostný hrad tam na skále…
J-1934
Zpívá se jako: Srdce nejfalešnější.
Žalostné loučenj rodičů, žen a dětj, pro bogownjky proti Sardinům.
Wytisstěna w Hranicjch, 1859.
Incipit: Ach žalostní a litostní časové nám nastali, my nevíme co dočkáme…
⩶ 401 ⩶

�J-1950
—
Nowá Pjseň aneb prawdiwý Přjběh, který se stal w pragské zemi, w hlawnjm městě w Berljnu.
Wytisstěná w Hranicjch.
Incipit: Poslyš pobožná duše křesťanská, prosím tě pro lásku Pána Krista…
J-1951
—
Nábožná Pjseň ke cti Swatého Izydora, Wyznáwače.
Tisk a sklad S. Forster-a w Hranicjch.
Inicpit: Zastav se sedláčku milý…
J-1955
Zpívá se jako: Když milý Pán Ježíš na nebe vstupoval.
Pjseň o blahoslaweném Janu Sarkandru Skočowském, Děkánu Holessowském, a mučenik obzwlásstnjmu Patronu w utiskánj a zármutku.
Wytisstěná w Hranicjch, 1860.
Incipit: Sem, sem o Čechové, též i Moravcové, s radosti chvátejte, též Špaňelové.
J-1970
—
Pjseň nowá o dcery syonské, wssem wěrným křesťanům na
swětlo wydaná.
Tisk a sklad S. Forster-a w Hranicjch.
Incipit: Vesel se dcero sionská…
J-1981
Zpívá se jako: Jak z žalosti a bolesti Panna Maria.
Pjseň horliwá o umučenj Pána Ježjsse Krista, kterážto se spjwati může při wssech
sstacjch na hoře Kalwáryi.
Tisk a sklad A. Škarniclowé w Hranicjch, 1868.
Incipit: Ach pospěšme, nemeškejme k Jeruzalemu, tam spatříme, uvidíme věc přenáramnou.
J-1999
Zpívá se jako: V samotě když sedím a se soužím, aneb: V hrozném žalu moje rany toužím.
Nowá pjseň o hraběti Fridolinowi a sprosté Wilemině.
Tisk a sklad A. Škarniclowé w Hranicích, 1870.
Incipit: Na hranicích města německého stojí skvostný hrad tam na skále…
J-2007
—
Nowá Pjseň o řemeslnjcých.
⩶ 402 ⩶

�—
Incipit: Ehej páni řemeslnici budu vám zpívati…
J-2039
Zpívá se jako: V samotě když sedím a se soužím, aneb: V hrozném žalu moje rány toužím.
Nowá Pjseň o hraběti Fridolinowi a sprosté Wilemině.
Wytisstěná w Hranicjch, 1859.
Incipit: Na hranicích města Německého stojí skvostný hrad tam na skále…
J-2059
—
Nowá Pjseň aneb prawdiwý Přjběh který se stal w pragské zemi, w hlawnjm městě Berljně.
Tisk A. Škarniclowé w Hranicjch, 1863.
Incipit: Poslyš pobožná duše křesťanská, prosím tě pro lásku Pána Krista…
J-2060
Zpívá se obecní notou.
Prawdiwý přjběh o podiwnjm porodu gednoho pacholete, což se stalo roku 1862
dne 20. dubna.
Tisk A. Škarniclowé w Hranicjch.
Incipit: Přistupte křesťané ke mne, slyšte noviny pravdivé…
J-2075
—
Pjseň nowá o dcery syonské, wssem wěrným křesťanům na swětlo wydaná.
Tisk a sklad S. Forster-a w Hranicjch.
Incipit: Vesel se dcero sionská, Bůh, než z nebe na zem stoupil…
J-2083
Zpívá se jako: Kvílit musím přenáramně, etc.
Pjseň o dussy očistcowy, která pro zadrženou mzdu těžce trápená byla. K wystraze
wssem na swětlo wydaná.
Wytisstěná w Hranicjch, 1860.
Incipit: Žalostnou věc poslechněte, křesťané roztomilí…
J-2088
—
Horliwá Pjseň ke cti swatého Crhy a Strachoty.
— | W Skalicy, 1844. S powolenjm cýs. král. Cenzury.
Incipit: Otce světla zvelebujme dnešní den Moravcové…

⩶ 403 ⩶

�J-2102
Zpívá se, jako o Theofilovi.
Přjkladná Pjseň o gednom bohatém Mládency, který sobě chudobnau Pannu obljbil.
—
Incipit: Poslechněte div, milí křesťané, co se jest stalo, věci pravdive…
J-2104
—
Žalostiwá Pjseň o přehrozném Mordu, kterak geg gistý Kornet wykonal.
— | W Skalicy, 1829.
Incipit: Málo kdy o Turku zvíme, neb pohanu uslyšíme, by tak nevážně mordoval…
J-2109
Zpívá se jako: Rozpukni se srdce v těle, nebo celé omdlévá, etc.
Prawdiwý přjběch, který se stal w zemi české, w kragj Králohradeckym na panstwj
Náchodském blyš městečka Kostelce, 1819.
—
Incipit: Zastav se milý krajane, popatř na všechny strany…
J-2110
—
Hystorycká Pjseň o gedné Bohabogné Panně, která panenstwj swé Bohu zasljbila.
—
Incipit: Ach slávo, slávo, nebeská, lásko velká Jezu Krista!
J-2111
Zpívá se povědomou notou.
Gruntownj spráwa, a prawdiwá Relace, kterák 1819 dne 6 Března we wsy Grosdorffu bljž města Hirssperka na pomezy saském, gedna smilná žena, misto djtěte
strassliwého hada, a to z Božjho dopusstěnj porodila. K wegstraze wssem smilnjkům což geden každý spjwagjc tuto pjsničku, lépe wyrozumj.
Wytisstěná pro uwarowánj zlého.
Incipit: Pro Bůh rozmilí křesťané…
J-2112
—
Nowá Pjseň o prawdiwém přiběhu, který se stal na hranicých Pragských, kterak ssest
rauhačů bezbožných swatému Salwatoru se rauhali, co se s njma stalo 2ho unora w roku 1846, geden každý z této pjsně wyrozumj.
W Praze, 1846.
Incipit: Pro Boha vás prosím všickni křesťané, hleďte poslouchati příběh pravdivý…

⩶ 404 ⩶

�J-2113
—
Welmi přjkladná pjseň, nassem milým wlastenčům wěnované od Ftáčka.
1848.
Incipit: Zastav se milý vlastenče jenom maličkou chvíli, považme si a představme…
J-2116
—
Nowá Pjseň o welkém nesstěsti, které se stalo w Uherské zemi, w hlawnjm městě
Pesstu, skrze náramnau powodeň, genž přes 2000 domů zbořila, a přes 2000
lidu o žiwot připrawila, měsyce Března, 1838.
—
Incipit: Ach ustrňte se křestiane, poslechněte věci hrozné…
J-2152
—
Historická píseň ku cti a chvále Panny Marie, kterak ráčila potrestati zneuctitele
svého, ale zas milosť prijati, když se obrátil a polepšil za času Švédských válek.
V Uh. Skalici, tiskem Teslika a Neumanna. | Sepsáním a nákladem Antonína Svobodníka, zpěváka z Ježova, 1898.
Incipit: Budem vám zpívat ctitelé Panny Marie, poslechněte s pozornosti malinké chvile…
J-2165
Jako: Kvíleť musím přenáramně.
Hystorycká Pjseň o dwau Židowských Dětech.
—
Incipit: Maličko se pozastavte, zpívání poslechněte…
J-2179
—
Prawdiwá pjseň o wraždách a zázracjch, w Pruské zemi wssem katolickým křesťanům k polepssenj žiwota wydaná.
Nákladem Wáclawa Ebra. Tiskem Jana Spurného w Praze.
Incipit: Jaká hrůza k poslouchání roztomilí křesťané…
J-2188
—
Nowá zpráwa o podiwném přjběhu, který se stal w tureckém položenj, bljž hlawnjho města Jeruzalema 25. prosince 1869.
— | Tiskem Jos. Berger-owé w Litomyssli, 1870.
Incipit: Pozastavte se křesťané jenom malou chvílčičku…

⩶ 405 ⩶

�J-2189 (pieśń dodana do modlitwy)
—
Nábožná modlitba k swatým Patronům proti morowé ráně. | W Sedmihradsku se
stala wěc podiwná skrze strassliwau choleru, patrný zázrak sw. Rocha, Šebestiana a sw. Rozálie, w pjseň uwedený.
Tiskem Jos. Berger-owé w Litomyssli, 1866.
Incipit: Svatý milý Rochu, Šebestiane, sw. Rozálie…
J-2192 (opis prozą, modlitwa i pieśń)
—
O zázračném zgewenj Panny Marie Lourdské.
W Uh. Skalici. Tiskem a nákladem dědičů J. Škarnicla, 1863.
Incipit: Poďte, budem zpívati divnou píseň vroucně…
J-2197
Nápěv jako: „Vinšované jaro”, aneb: „Když milý Pán Ježíš”.
Nowá pjseň o welikém zázraku, který se stal w Belgické zemi we wesnici Bois-hain s gednou djwkou gménem Aloisie Lato (Loisie Lateau), která patero ran od
Krista Gežjsse odbržela, každý pátek krwj se potj a wygmouc swaté přigjmánj
ničehož nepožjwá.
— | Sepsal pro útěchu nábožných křesťanů katolických Wáclaw Kregza, spisowatel nábožných pjsnj. Patisk se zapowjdá Tisk a náklad Jana Spurného w Praze.
Incipit: Poslechněte lidé, co budu zpívati…
J-2223
—
Mrawná Pjseň wssem ctnostným Nowo-Manželům k potěssenj wydaná.
W Skalicy, 1848.
Incipit: Přeušlechtilé manželství, hned v ráji vštípeno…
J-2224
—
Prawdiwá Pjseň o gednom strassliwém přjběhu který se stal w Sardinské zemi na
den Narozenj Krista Pána na přjklad wydaná w roku 1849.
W Praze, 1849.
Incipit: Pozdravme Krista Pána pobožní křesťané, ustrň se duše věrná slyš věci pravdivé…
J-2225
Jako: Barboro panenko svatá.
Přjběh strassliwý který se stal bljž města Windysse, když gedna Matka Dětem swým
zlé winssowala.
—
Incipit: Rozvažme milí křesťané tyto věci velmi divné, které se v Vindiši staly…
⩶ 406 ⩶

�J-2235
—
Žalostný přjběh w pjseň uwedený co se stalo w polském položenj w městě Krakowě
s gednou chudou wdowou, která swého bratra nawstiwila a gak od něho přigatá byla, co se w pjsni lépe wyrozumj, 1891.
Tisk a náklad Jos. Bergrowé w Litomyssli, 747.
Incipit: Přistupte sem chudé vdovy, jenžto muže ztratily, a s vašími sirotkami…
J-2292
—
Nowá Pjseň k Panně Maryi Hostinské. Tatarské obleženj w roku 1249, a kterak nyni
ten chrám Páně roku 1842 k oprawenj a k zwelebenj přissel.
— | W Znogmě u M. Hofmanna, 1850.
Incipit: Probuďte se Moravané všickni z tvrdého snu…
J-2312
Má znamou notu.
Pjseň o nebeském Geruzalemě, a Žiwotu wěčném.
W Těssyně, Roku 1812.
Incipit: Vímť já že v Nebi…
J-2348
—
Prawdiwá Pjseň o welkém zázraku.
Wytisstěná w Praze, 1847.
Incipit: Poslyšte mě křesťané co budu zpíváti, o matičko božská královno nebeská…
J-2356
Zpívá se jako: „Vímť já jeden krásný zámek” atd.
Prawdiwý přjběh který se stal w městě Mohuči tohoto roku.
W Olomauci 1860. Wytisstěná a k dostánj u Antonjna Halausky.
Incipit: O jak podivné neštěstí ve světě lidé potkává, bez nadání, bez návěští, kde nás smrt
očekává…
J-2360
Zpívá se jako: Žadný nevěří jak mně to těší.
Nowá Pjseň o Ožralým a nedbalým Mužj.
—
Incipit: Tluču žižnivý otevřete mně, neb mně v mem krku velice prahné…
J-2362
Zpívá se jako: „Vímť já jeden krásný zámek” atd.
Prawdiwý přjběh který se stal w městě Mohuči tohoto roku.
⩶ 407 ⩶

�W Olomauci 1860. Wytisstěná a k dostánj u Antonjna Halausky.
Incipit: O jak podivné neštěstí ve světě lidé potkává, bez nadání, bez návěští, kde nás smrt
očekává…
J-2370
—
Nábožná Pjseň Kagjcýho Křesťana, k zpjwánj spasytedlná.
W Skalicy, u Škarnycla Synů, 1854.
Incipit: Vále marný světě, vále ti dávam…
J-2377
—
Nábožná Pjseň o Umučenj Pána Gežjsse Krysta.
W Skalicy, 1839. S powolenjm cýs. kr. Cenzury.
Incipit: Považ, ó bídny člověče! Jak tě Ježíš miloval…
J-2403
Zpívá se jako: W Praze, v Vídni, hlavních městách, etc.
Nowá Pjseň o Misliwcých.
Wytisstěná Roku tohoto.
Incipit: Vzhůru, vzhůru kamarádi, povstaňme společně rádi, pozdvíhněte mysli svý…
J-2404
—
Truchliwá Pjseň o gedné panně, gménem Wiljme, která s pohanské wjry na wjru
Krysta Gežjsse přestaupila, rodem Starenice uherské kragině, pokřtěná w městě Budině, tam tež od swého otce zamordowaná byla roků 1847.
Tiskem J. N. Enders-a w nowém Jičině, 1859.
Incipit: Sem pospěšte křesťané, poslechnout slovo Páně…
J-2411
—
Nowá pjseň o ukrutným boji Rakouska proti Prusům w Čechách, kdežto od Jozefowa a Karlowého hradce přes Swiňarky, Chlum až do Pardubic krew s wlastenců tékla; tež poražka Prusů u Widně.
Wytisstěná u Antonjna Pawlička w Opawě.
Incipit: Ach Ježíš, Maria, o křesťané. Poslechněte věci neslychané…
J-2415
—
Nowá Pjseň aneb prozba k Bohu w čas sauženj.
W nowém Jičjně 1859. Tisk J. N. Enders-a.
Incipit: Zastav se milý vlastenče a poslechni…
⩶ 408 ⩶

�J-2441
—
Nowá Pjseň, aneb prawdiwý přjběh, který se stal w pragské zemi w hlawnjm městě w Berljnu, roku 1851.
W Litomyssli, 1851.
Incipit: Poslyš pobožná duše křesťanská, prosím tě pro lásku Pána Krista…
J-2443
—
Pjseň Hanáka weselého.
—
Incipit: Nic sobě nehořekujme, milí Hanáce!
J-2460 (druk niekompletny)
—
[brak strony tytułowej]
—
Incipit: —
J-2468
—
Pjseň o Mocnostech Křjže swatého Benedykta.
—
Incipit: Hle věrní křesťané poslechněte pilně…
J-2499
—
Prawdiwá pjseň o zázračném zgewenj Panny Marie, kteráž se zgewila w Uherské kragině, nad festunkem Budjnem, dne 25. března, wssemu národu křesťanskému
k polepssenj žiwota lidského.
Nakládatel: Jan Blažek. Tisk M. F. Lenka we Znogmě, 1868.
Incipit: Copak se v tomto světě děje Pane Kriste Ježíši, že se pořád krev vylevá, tyto nynější časy…
J-2501
—
Nowá pjseň aneb ukrutná zpráwa o hrozné wraždě w ruské zemi bljže hlavnjho města Petrohradu, w dědině Rosenwald, kterou spáchal syn na swé matce, otcem,
sestrou, sswagrem a dwouma djtky roku 1874, 22. čerwence, co se w pjsnj lépe
wyrozumj.
— | Tiskem Jos. Berger-owé w Litomyssli, 1874.
Incipit: Pozastavte se rodičové mili…
⩶ 409 ⩶

�J-2503
—
Žalostná pjseň o ukrutné wraždě.
— | Tiskem Jos. Bergrowé w Litomyssli, 1228.
Incipit: Ke cti chvále svatý Jene…
J-2505 (druk uszkodzony)
—
[…] o strassné přjhodě, která se stala bljže města Lipsstatu dne 8. řjgna we wsi Arnek w zemi saské roku 1870.
Tiskem Jos. Berger-owé w Litomyssli, 1870.
Incipit: Podivný příběh poslyšte, jenž se w Sasku vykonal…
J-2509
Zpívá se známou notou.
Pjseň nábožná o zázračném Obrazu Swaté Matky Božj w Králowstwj Uherském,
w Kragi Čaloteckém.
—
Incipit: Čiňme pokání křesťané, plačme nad hříchy srdečně.
J-2555
—
Prawdiwá pjseň o shořenj chrámu Páně w zemi americké r. 1864 wssem katolickým
křesťánům ku polepssenj wydaná.
— | Wydánjm a nákladem Anny Bílohlávkové. Tiskem Jos. Bergrowé w v Litomyssli.
Incipit: Jaká hrůza k poslouchání rozmilí křesťané…
J-2568
Jako: Buď pozdraven swatý Jan.
Pjseň o welikém Zázraku, který se stal na přjmluwu Sw. Jana Nepomuckého s gednau sslechetnau Panj w městě Neapolis.
—
Incipit: Křesťané roztomilí málo poslechněte, kterak lid ošemetný jest na tomto světě.
J-2596
—
Nowá Pjseň k Panně Maryi Pozebské, w uherskég kragině.
—
Incipit: Poslyšte křesťané z horlivostí, chci vám zazpívati s pobožností…

⩶ 410 ⩶

�J-2663
Zpívá se známou notou.
Pjseň nábožná o zázračném Obrazu Swaté Matky Božj w Králowstwj Uherskémw
w Kragi Cžaloteckém.
—
Incipit: Čiňme pokání křesťané, plačme nad hříchy srdečně.
J-2708
—
Žalostný přjběh w pjseň uwedený co se stalo w polském položenj w městě Krakowě
s gednou chudou wdowou, která swého bratra nawsstiwila a gak od něho přigatá byla, co se w pjsni lépe wyrozumj, 1871.
Tisk a náklad Jos. Bergrowé w Litomyssli, 747.
Incipit: Přistupte sem chudé vdovy, jenž jste muže ztratily, a s vašími sirotkami…
J-2711
Známou notou se zpívá.
Pjseň nowá o Mocnostech Křjže S. Benedyka: kterak se přjhodilo w Portáku bljž
Liknic, když sau tam čtrnácté bezbožnych Cžarodenic schytali, genž za swé zlé
Skutky k upálenj přissli.
—
Incipit: Hle věrní křesťane poslechněte pílně…
J-2732
Zpívá se známou notou.
Příkladná Píseň o hrozné zkáze Města Jeruzaléma. k rozjímání wydaná.
W Skalici, u dědičů J. Škarnicla.
Incipit: Powažiž sobě každý z nás, co se již děje…
J-2776
—
Pjseň Kratochwjlná o Fraykůru Mysliweckém pro obweselenj wydaná.
W Skalicy, 1839.
Incipit: Myslivci, myslivci! Vy verbujete…
J-2778
—
Prawdiwá Pjseň o gednom strassliwém přjběhu, který […] stal v Sardinské zemi, na
den Narozen[…] Krysta Pána, na přjklad wid[…] w roku 1849.
W Skalicy, u F. X. Škarnycla a Synů.
Incipit: Pozdravme Krista Pána, pobožní křesťané, ustrň se duše věrná, slyš věci pravdive…

⩶ 411 ⩶

�J-2793
—
Nowá Pjseň, aneb truchliwý přjběh, který se stal w uherské kragině a we Wjdni.
W Brně, 1848.
Incipit: Ach Ježíš Maria křesťané rozmilí, hleďme se polepšiti…
J-2805
—
Opis hawiřu, kteřy od potopj swěta chrám Páně mezi městečkem slaupem a dědinau Němčycema wydobyli, 1862.
W Olomauci, 1862. Wytisstěná u Antonjna Halausky.
Incipit: Slyšte krajané rozmilí o pokladu Moravě, jak jest moc boží veliká, roztomilí křesťané…
J-2806
Zpívá se jako: V samotě když sedím a se soužím etc.
Pjseň za času rozmáhagjcý se morowé rány nazwané Cholera, genž w zemi Ruské
a Polské mnoho tisýc lidj zahubila.
—
Incipit: Zachraň nás, o Bože všemohoucí…
J-2808
—
Nová Pjseň o welikém nesstěstí, které se stalo u města Šťáwnice a Baňské Bystřice
w krajině uherské.
Tisk Jozefa Groáka w Olomouci, 1864.
Incipit: Nábožní křesťané, zastavte se málo…

⩶ 412 ⩶

�8 Bibliografia
8.1. Źródła drukowane
Adamowski Jan
1999. Kategoria przestrzeni w folklorze. Studium etnolingwistyczne, Lublin: Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej.
Adamczewski Jerzy
2005. Młynarstwo magiczne, Wrocław: Polskie Towarzystwo Ludoznawcze.
Al Saheb Jan
2013. Moravští nekatolíci a Těšínsko v předtolerančním období, Český Těšín: Muzeum
Těšínska.
Barnard Alan
2006. Antropologia. Zarys teorii i historii, Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy.
Baranowski Bohdan
1965. Pożegnanie z diabłem i czarownicą, Łódź: Wydawnictwo Łódzkie.
1981. W kręgu upiorów i wilkołaków, Łódź: Wydawnictwo Łódzkie.
Baranowski Władysław
1970. Z badań nad ludową recepcją „żywotów świętych”, „Lud”, r. 54, s. 87–114.
Bartmiński Jerzy
1973. O języku folkloru, Wrocław: Zakład Narodowy im. Ossolińskich.
1988. „Niebo się wstydzi”. Wokół ludowego pojmowania ładu świata, w: Kultura, literatura, folklor, red. M. Graszewicz, J. Kolbuszewski, Warszawa: Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, s. 96–106.
1990. Folklor – język – poetyka, Wrocław: Zakład Narodowy im. Ossolińskich.
1993. Ojczyzny europejskie – duże i małe, w: Pojęcie ojczyzny we współczesnych językach
europejskich, red. J. Bartmiński, Lublin: Instytut Europy Środkowo-Wschodniej,
s. 5–11.
⩶ 413 ⩶

�1998. Podstawy lingwistycznych badań nad stereotypem – na przykładzie stereotypu matki, w: „Język a Kultura”, t. 12: Stereotyp jako przedmiot lingwistyki. Teoria – metodologia – analizy empiryczne, red. J. Anusiewicz, Wrocław: Towarzystwo Przyjaciół Polonistyki Wrocławskiej, s. 63–83.
2006. Językowe podstawy obrazu świata, Lublin: Wydawnictwo Uniwersytetu Marii
Curie-Skłodowskiej.
2007. Stereotypy mieszkają w języku. Studia etnolingwistyczne, Lublin: Wydawnictwo
Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej.
2008. Etnolingwistyka, lingwistyka kulturowa, lingwistyka antropologiczna?, w: „Język
a Kultura”, t. 20: Tom jubileuszowy, red. A. Dąbrowska, Wrocław: Wydawnictwo
Uniwersytetu Wrocławskiego, s. 15–33.
Bartmiński Jerzy, Niebrzegowska Stanisława
1999. Językowy obraz polskiego nieba i piekła, w: Tysiąc lat polskiego słownictwa religijnego, red. B. Kreja, Gdańsk: Wydawnictwo Uniwersytetu Gdańskiego, s. 195–203.
2006. Profile a podmiotowa interpretacja świata, w: J. Bartmiński, Językowe podstawy
obrazu świata, Lublin: Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej,
s. 98–105.
Bartoš František
1885. O naší poesii kramářské, w: F. Bartoš, Lid a národ, sv. II, s. 195–293.
Benčíková Ivona
1993. Príspevok k štúdiu jarmočných piesní na Slovensku, „Slovenský národopis”, roč. 41,
č. 1, s. 44–54.
Benedyktowicz Zbigniew
1987. „Gość w dom, Bóg w dom” i obcy jako bogowie, „Polska Sztuka Ludowa – Konteksty”, t. 41, z. 1–4, s. 185–195.
2000. Portrety „Obcego”. Od stereotypu do symbolu, Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Beneš Bohuslav
1970. Světská kramářská píseň. Příspěvek k poetice pololidové poezie, Brno: Universita
J.E. Purkyně.
1983. Poslyšte písničku hezkou… Kramářské písně minulých dob, Praha: Mladá fronta.
1988. Funkcje pieśni kramarskich w literaturze popularnej, „Literatura Ludowa”, nr 1,
s. 15–22.
1995. Náboženská tematika a světci v kramářských tiscích a písních, w: Světci v lidové tradici, red. L. Trcalová, Uherské Hradiště: Slovácké Muzeum, s. 179–186.

⩶ 414 ⩶

�Berendt Elżbieta
2004. Anioł ludowy. Próba portretu zbiorowego, w: Anioł w literaturze i w kulturze, t. 1,
red. J. Ługowska, Wrocław: Atut, s. 397–418.
Běhalová Štěpánka
2008. Odraz ženy v kramářských tiscích z jindřichohradecké Landfrasovy tiskárny, w: Obrazy ženy v kramářské produkci, red. M. Holubová, Praha: Etnologický ústav Akademie věd České republiky, s. 17–36.
2013. Pozdvihni se duše z prachu. Kramářské tisky s náboženskou tematikou ze sbírek muzea Jindřichohradecka, Jindřichův Hradec: Muzeum Jindřichohradecka.
Bielińska-Gardziel Iwona
2012. Pieśni sieroce w kontekście kulturowym, w: „Język a Kultura”, t. 23: Akty i gatunki
mowy w perspektywie kulturowej, red. A. Burzyńska-Kamieniecka, Wrocław: Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, s. 397–418.
Bobrownicka Maria
1995. Narkotyk mitu. Szkice o świadomości narodowej i kulturowej Słowian zachodnich
i południowych, Kraków: Universitas.
Bogatyriew Piotr
1979. Semiotyka kultury ludowej, Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy.
Bogoczová Irena
2001. Naše a cizí v době jednotící se Evropy, w: Naše a cizí v interetnické a interpersonální komunikaci, red. I. Bogoczová, Ostrava: Ostravská univerzita, s. 5–8.
Brzozowska-Krajka Anna
2004. „Chroń i prowadź do nieba…”. Mediacyjna struktura aniołów w folklorze polskim, w:
Anioł w literaturze i w kulturze, t. 1, red. J. Ługowska, Wrocław: Atut, s. 419–426.
Burke Peter
2009. Kultura ludowa we wczesnonowożytnej Europie, Warszawa: Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego.
Burszta Wojciech
1986. Język a kultura w myśli etnologicznej, Wrocław: Polskie Towarzystwo Ludoznawcze.
Bydžovská Iva
2010. Špalíček – projekt digitální knihovny kramářských tisků KNM, „Knihovna plus”,
č. 2, czasopismo online: http://knihovna.nkp.cz/knihovnaplus102/bydzov.htm
[dostęp: 13.02.2024].
⩶ 415 ⩶

�Bydžovská Iva, Klacek Michal
2012. Zvířecí motivy v kramářské písni, „Sborník Národního muzea v Praze. Řada C –
Literární historie”, sv. 57, č. 1–2, s. 44–52.
Byrtusová Barbora
2011. Reflexe kultu Panny Marie hostýnské v kramářských tiscích, „Studia Comeniana
et historica”, roč. 41, č. 85–86, s. 97–117.
Cała Alina
2005. Wizerunek Żyda w polskiej kulturze ludowej, Warszawa: Oficyna Naukowa.
Chlebda Wojciech
2002. Polak przed mentalną mapą świata, „Etnolingwistyka”, t. 14, s. 9–27.
Chruszczewski Piotr P.
2011. Językoznawstwo antropologiczne. Zadania i metody, Wrocław: Polska Akademia Nauk.
Czech Broadside Ballads…
2022. Czech Broadside Ballads as Text, Art, and Song in Popular Culture, ca. 1600–
1900, red. P. Fumerton, P. Kosek, M. Hanzelková, Amsterdam: Amsterdam University Press.
Čapek Karel
1981. Marsjasz, czyli na marginesie literatury, Kraków, Wydawnictwo Literackie.
1984. Písně lidu pražského, w: K. Čapek, Marsyas/Jak se co děla, Praha: Československý spisovatel, s. 66–89.
Damborský Jiří
1993. Ojczyzna w języku czeskim, w: Pojęcie ojczyzny we współczesnych językach europejskich, red. J. Bartmiński, Lublin: Instytut Europy Środkowo-Wschodniej, s. 167–
176.
Di Nola Alfonso M.
2004. Diabeł. O formach, historii i kolejach losu Szatana, a także o jego powszechnej a złowrogiej obecności wśród wszystkich ludów, od czasów starożytnych aż po teraźniejszość, Kraków: Universitas.
Droppová Ľubica, Krekovičová Eva
2010. Počúvajte panny aj vy mládenci… Letákové piesne zo slovenských tlačiarní, Bratislava: Eterna Press.

⩶ 416 ⩶

�Dufka Jiří, Holubová Markéta, Frolcová Věra, Bydžovská Iva, Machová Jitka, Glombová Hana, Macháčková Romana
2022. Three Collections of Czech Broadside Ballads: Creating, Organizing, and Providing Access, w: Czech Broadside Ballads as Text, Art, and Song in Popular Culture, ca. 1600–1900, red. P. Fumerton, P. Kosek, M. Hanzelková, Amsterdam: Amsterdam University Press, s. 131–153.
Dunin Janusz
1970. W kręgu popularnych wydawnictw. Przegląd piśmiennictwa zagranicznego, w:
Między dawnymi a nowymi laty. Studia folklorystyczne, red. R. Górski, J. Krzyżanowski, Wrocław: Zakład Narodowy im. Ossolińskich, s. 139–150.
1974. Papierowy bandyta. Książka kramarska i brukowa w Polsce, Łódź: Wydawnictwo Łódzkie.
2004. Studia o komunikacji społecznej, Łódź: Wyższa Szkoła Humanistyczno-Ekonomiczna.
Efmertová Marcela
1998. České země v letech 1848–1918, Praha: Libri.
Eliade Mircea
2017. Sacrum. Mit. Historia. Wybór esejów, Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy.
Encyklopedia katolicka
1976. Encyklopedia katolicka, t. 2, red. F. Gryglewicz, R. Łukaszyk, Z. Sułkowski, Lublin: Katolicki Uniwersytet Lubelski.
Erben Karel Jaromír
1957. Kytice, Praha: Státní pedagogické nakladatelství.
Fabianová Jiřina
2009. Písničky veselé i truchlivé na světlo světa vydané. Malé povídání o kramářských tiscích uložených v muzeu Valašské Meziříčí, Valašské Meziríčí: Muzeum regionu Valašsko ve Vsetíně a Muzejní společnost ve Valašském Meziríčí.
Fiala Jiří
1989. Novina z francouzské krajiny. Antologie českých kramářských písní a lidových pamětí z doby napoleonských válek a Francouzské revoluce, Praha: Naše vojsko.
1994. Kramářské kriminální zpravodajství, w: Literatura a komerce, Olomouc: Vydavatelství Univerzity Palackého v Olomouci, s. 64–67.
1999. Z pololidové milostné lyriky národního obrození, w: Sex a tabu v české kultuře 19.
století, Praha: Academia.
2001. Dobové české slovesne reflexe slezských válek, Olomouc: Univerzita Palackého.
⩶ 417 ⩶

�2011. Knižní edice českých kramářských písní, w: Hudební a taneční folklor v ediční praxi, red. L. Uhlíková, M. Toncrová, Praha: Etnologický ústav Akademie věd České republiky, s. 81–90.
2014. Reflexe válek s Turky v českých písních kramárských, „Historie – Otázky – Problémy”, č. 2, s. 227–236.
Greń Zbigniew
2001a. Stereotypy jako fenomeny językowe, w: Stereotypy i uprzedzenia. Uwarunkowania psychologiczne i kulturowe, red. A. Jasińska-Kania, M. Kofta, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe Scholar, s. 67–79.
2001b. Zakresy ‘swojskości’ i ‘obcości’ na Śląsku Cieszyńskim, w: Naše a cizí v interetnické
a interpersonální komunikaci, red. I. Bogoczová, Ostrava: Ostravská univerzita,
s. 243–259.
2004. Tradycja i współczesność w językowym i kulturowym obrazie świata na Śląsku Cieszyńskim, Warszawa: Slawistyczny Ośrodek Wydawniczy.
2012. Miejsce stereotypów religijnych w językowym obrazie świata, w: Językoznawstwo.
Prace na XV Międzynarodowy Kongres Slawistów w Mińsku 2013, Warszawa: Komitet Słowianoznawstwa Polskiej Akademii Nauk, s. 61–66.
2016. Tradycyjny obraz konfesji na Śląsku Cieszyńskim na podstawie źródeł folklorystycznych, „Prace Filologiczne”, t. 69, s. 167–186.
2019. Obraz Turcji i Turków w XIX-wiecznej prasie Śląska Cieszyńskiego, w: Europa Środkowa i Bałkany. Konteksty historyczne i politologiczne. Narody, mniejszości narodowe i religijne. Księga jubileuszowa ofiarowana prof. dr hab. Irenie Stawowy-Kawce,
red. M. Korzeniewska-Wiszniewska, A. Kastory, R. Woźnica, Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, s. 153–164.
Grochowski Piotr
2003. Dopusty boże. (Kilka uwag na temat motywów religijnych w pieśniach z repertuaru dziadowskiego), w: Nie-złota legenda. Kanoniczność i apokryficzność w kulturze, red. J. Eichstaedt, K. Piątkowski, Ożarów: Towarzystwo Przyjaciół Muzeum
Wnętrz Dworskich, s. 113–126.
2007. Wierszowane legendy w ulotnych drukach kramarskich, w: Podanie – legenda w tradycji ludowej i literackiej, red. M. Jakitowicz, V. Wróblewska, Toruń: Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, s. 25–43.
2009. Dziady. Rzecz o wędrownych żebrakach i ich pieśniach, Toruń: Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika.
2010. Straszna zbrodnia rodzonej matki. Polskie pieśni nowiniarskie na przełomie XIX
i XX wieku, Toruń: Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika.
2022. Broadside Ballads in Poland: Content, Forms, and Research, w: Czech Broadside
Ballads as Text, Art, and Song in Popular Culture, ca. 1600–1900, red. P. Fumerton,
P. Kosek, M. Hanzelková, Amsterdam: Amsterdam University Press, s. 403–422.

⩶ 418 ⩶

�Grzegorczykowa Renata
1998. O rozumieniu prototypu i stereotypu we współczesnych teoriach semantycznych,
w: „Język a Kultura”, t. 12: Stereotyp jako przedmiot lingwistyki. Teoria, metodologia, analizy empiryczne, red. J. Anusiewicz, J. Bartmiński, Wrocław: Towarzystwo
Przyjaciół Polonistyki Wrocławskiej, s. 109–115.
Guz Marzena
2012. Językowy obraz świata u wybranych przedstawicieli lingwistyki niemieckiej, amerykańskiej i polskiej, Poznań: Rys.
Hais František
1985. Vzpomínky pražského pisničkáře 1818–1897, Praha: Odeon.
Hajduk-Nijakowska Janina
1980. Temat śpiącego wojska w folklorze polskim. Próba typologii, Opole: Wyższa Szkoła Pedagogiczna.
1983. (opr.) Nie wszystko bajka. Polskie ludowe podania historyczne, Warszawa: Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza.
2010. Kulturowe źródła tabloidyzacji przekazów medialnych, „Oblicza Komunikacji”,
nr 3, s. 9–21.
Hernas Czesław
1973. Potrzeby i metody badania literatury brukowej, w: O współczesnej kulturze literackiej, t. 1, red. M. Hopfinger, S. Żółkiewski, Wrocław: Zakład Narodowy im.
Ossolińskich, s. 15–46.
Hlava Rudolf
1963. Soukromé sbírky kramářských písní, w: Václavkova Olomouc 1961. Sborník referátů a diskusních příspěvků o kramářské písni, red. J. Dvořák, J.Š. Kvapil, Praha:
Státní pedagogické nakladatelství, s. 361–365.
Holubová Markéta
2008. Žena a móda ve světle kramářské produkce 18. a 19. století, w: Obrazy ženy v kramářské produkci, red. M. Holubová, Praha: Etnologický ústav Akademie věd České republiky, s. 133–139.
2012. Katalog kramářských tisků II. Biblická a křesťanská ikonografie, Praha: Etnologický ústav Akademie věd České republiky.
2017. Katalog kramářských tisků III. Německé kramářské tisky, jednolisty a kuplety, Praha: Etnologický ústav Akademie věd České republiky.
Holubová Markéta, Kopalová Ludmila
2008. Katalog kramářských tisků, Praha: Etnologický ústav Akademie věd České republiky.
⩶ 419 ⩶

�Hołda Renata
2008. „Dobry władca”. Studium antropologiczne o Franciszku Józefie I, Katowice: Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego.
Horálek Karel
1979. Folklór a světová literatura, Praha: Academia.
Humboldt Wilhelm von
2001. Rozmaitość języków a rozwój umysłowy ludzkości, Lublin: Redakcja Wydawnictw
Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.
Ivánek Jakub
2017. Poznámky k vymezení pojmu kramářská píseň (s ohledem na tisky náboženské povahy), „Listy filologické”, roč. 140, č. 1–2, s. 201–230.
Ivánek Jakub, Malura Jan
2019. Horo krásná, spanilá! Poutní písně na Moravě (1600–1850), Brno: Host.
Jagiełło Jadwiga
1975. Polska ballada ludowa, Wrocław: Zakład Narodowy im. Ossolińskich.
Jančar Josef
2000. Lidová kultura na Moravě, Strážnice: Ústav lidové kultury.
Janovec Ladislav
2016. Duše v českých folklorních písňových textech, w: Antropologiczno-językowe wizerunki duszy w perspektywie międzykulturowej, t. 1: Dusza w oczach świata, red. E. Masłowska, D. Pazio-Wlazłowska, Warszawa: Instytut Slawistyki Polskiej Akademii
Nauk, s. 407–416.
Jastrzębski Jerzy
1989. Żyd jako „obcy” i jako „swój” w kulturze wsi polskiej XIX w., „Literatura Ludowa”, nr 4–6, s. 31–48.
Jaworska Elżbieta
1990. Katalog polskiej ballady ludowej, Wrocław: Zakład Narodowy im. Ossolińskich.
Jorion Paul
1983. Emic and etic. Two anthropological ways of spilling ink, „The Cambridge Journal
of Anthropology”, vol. 8, no. 3, s. 41–68.

⩶ 420 ⩶

�Jungmann Josef
1839. Slownjk česko-německý. Djl V, Praha: Arcibiskupská knihtiskárna – Josefa Fetterlowá řjzenjm Wáclawa Špinky.
Kaczan Anna
2005. Obraz anioła w polskich pieśniach ludowych, w: Anioł w literaturze i w kulturze,
t. 2, red. J. Ługowska, Wrocław: Atut, s. 554–562.
Kafka Luboš
2008. „Líbezně nás volá, Matička Cellenská”, zobrazení Panny Marie v kramářských tiscích, w: Obrazy ženy v kramářské produkci, red. M. Holubová, Praha: Etnologický ústav Akademie věd České republiky, s. 149–168.
2009. Dárek z pouti. Poutní a pouťové umění, Praha: Lika Klub.
Kajfosz Jan
2001. Językowy obraz świata w etnokulturze Śląska Cieszyńskiego, Czeski Cieszyn: PROprint.
Kalniuk Tomasz
2014. Mityczni obcy. Dzieci i starcy w polskiej kulturze ludowej przełomu XIX i XX wieku, Toruń: Wydawnictwo Uniwersytetu Mikołaja Kopernika.
Karbusický Vladimír
1968. Mezi lidovou písní a šlágrem, Praha: Editio Supraphon.
Karbusický Vladimír, Pletka Václav
1966. (opr.) Písně lidu pražského, Praha: Československý spisovatel.
Klacek Michal
2011. Sbírka kramářských písní v Knihovně Národního muzea, „Muzeum”, č. 1, s. 29–40.
2014. Egypt a Blízký východ v kramářských písních, „Knihy a dějiny”, č. 21, s. 76–90.
Kneidl Pravoslav
1983. Česká lidová grafika v ilustracích novin, letáků a písniček, Praha: Odeon.
Kobylińska Anna, Falski Maciej, Filipowicz Marcin
2016. Peryferyjność. Habsbursko-słowiańska historia nieoczywista, Kraków: Libron.
Kolberg Oskar
1962. Dzieła wszystkie Oskara Kolberga, t. 5: Krakowskie, cz. 1, Kraków: Polskie Wydawnictwo Muzyczne.
1966. Dzieła wszystkie Oskara Kolberga, t. 40: Mazury Pruskie, Kraków: Polskie Wydawnictwo Muzyczne.
⩶ 421 ⩶

�Kořalka Jirí
1996. Češi v habsburské říši a v Evropě 1815–1914, Praha: Argo.
Kosek Pavel
2023. Má svou známou notu: Kramářské písně v ústní tradici Moravy a Slezska, Brno:
Host.
Kosek Pavel, Bromová Veronika, Andrlová Fidlerová Alena, Timofejev Dmitrij
2022. The Orthography of Czech Broadside Ballads from the Seventeenth and Eighteenth
Centuries, w: Czech Broadside Ballads as Text, Art, and Song in Popular Culture,
ca. 1600–1900, red. P. Fumerton, P. Kosek, M. Hanzelková, Amsterdam: Amsterdam University Press, s. 353–375.
Kosowska Ewa
1985. Legenda. Kanon i transformacje. Św. Jerzy w polskiej kulturze ludowej, Wrocław:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich.
Kotek Josef
1994. Dějiny české populární hudby a zpěvu 19. a 20. století, 1. díl (do roku 1918), Praha: Academia.
Kovačevičová Soňa
1974. Knižný drevorez v ľudovej tradícii, Bratislava: Tatran.
Kowalska-Lewicka Anna
1999. „Cysorz” w folklorze galicyjskim, w: Przed 100 laty i dzisiaj. Ludoznawstwo i etnografia między Wiedniem, Lwowem, Krakowem a Pragą, red. E. Fryś-Pietraszkowa, A. Spiss, Kraków: Polskie Towarzystwo Ludoznawcze Oddział w Krakowie, s. 141–153.
Krawczyk-Tyrpa Anna
2001. Tabu w dialektach polskich, Bydgoszcz: Akademia Bydgoska im. Kazimierza
Wielkiego.
Krejčí Karel
1972. Pieśń praskiej ulicy, jej stosunek do pieśni jarmarcznej i do literatury, w: K. Krejčí,
Wybrane studia slawistyczne. Kultura – literatura – folklor, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN, s. 680–714.
Kutnar František
1963. Kramářská píseň jako historický pramen, w: Václavkova Olomouc 1961. Sborník
referátů a diskusních příspěvků o kramářské písni, red. J. Dvořák, J.Š. Kvapil, Praha: Státní pedagogické nakladatelství, s. 77–86.
⩶ 422 ⩶

�Leščák Milan, Sirovátka Oldřich
1982. Folklór a folkloristika (O ľudovej slovesnosti), Bratislava: Smena.
Ley David
2009. Mental maps/Cognitive maps, w: The dictionary of human geography, red. D. Gregory, R. Johnston, G. Pratt, Malden: Wiley-Blackwell, s. 455.
Lidová kultura… (NEČMS)
2007. Lidová kultura. Národopisná encyklopedie Čech, Moravy a Slezska, sv. 1–3, red.
S. Brouček, R. Jeřábek, Praha: Mladá fronta.
Lněničková Jitka
1999. České země v době předbřeznové 1792–1848, Praha: Libri.
Lord Albert B.
2012. Pieśniarz i jego opowieść, Warszawa: Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego.
Lurker Manfred
1989. Słownik obrazów i symboli biblijnych, Poznań: Pallotinum.
2011. Przesłanie symboli w mitach, kulturach i religiach, Warszawa: Alatheia.
Ługowska Jolanta
1998. Obrazy diabła w różnych gatunkach opowieści ludowych, w: Diabeł w literaturze
polskiej, red. T. Błażejewski, Łódź: Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, s. 5–16.
Macura Vladimír
1995. Znamení zrodu, Jinočany: H &amp; H.
Maćkiewicz Jolanta
1999. Co to jest „językowy obraz świata”, „Etnolingwistyka”, t. 11, s. 7–24.
Magnuszewski Józef
1960. (opr.) Czeska i słowacka pieśń ludowa, Wrocław: Zakład Narodowy im. Ossolińskich.
1973. Historia literatury czeskiej, Wrocław: Zakład Narodowy im. Ossolińskich.
1983. Tropami folkloru i literatury. Studia slawistyczne, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.
Masłowska Ewa
2012. Ludowe stereotypy obcowania świata i zaświatów w języku i kulturze polskiej, Warszawa: Wydawnictwo Agade Bis.

⩶ 423 ⩶

�Maur Eduard
1998. Pojetí národa ve starší české historiografii jako východisko koncepce českého národa
v první polovině 19. století, w: Národní obrození a rok 1848 v evropském kontextu,
red. M. Skřivánek, Litomyšl: Státní okresní archiv Svitavy, s. 7–20.
Mazalová Ludmila
2008a. Ženské postavy skalických škarniclovských tisků, w: Obrazy ženy v kramářské produkci, red. M. Holubová, Praha: Etnologický ústav Akademie věd České republiky, s. 37–70.
2008b. Amálie Škarniclová – poslední představitelka moravské větve tiskařské rodiny, w:
Obrazy ženy v kramářské produkci, red. M. Holubová, Praha: Etnologický ústav
Akademie věd České republiky, s. 71–98.
McCagg William O.
2010. Dzieje Żydów w monarchii habsburskiej w latach 1670–1918, Warszawa: Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego.
Mętrak Maciej
2017. Językowy i kulturowy obraz Żyda w czeskich drukach kramarskich, „Zeszyty Łużyckie”, t. 51, s. 89–109.
2018. Czeska twórczość kramarska – zarys zagadnienia, w: Słowianie, kultura, język.
Wybrane zagadnienia z języków, literatur i kultur słowiańskich i germańskich, red.
D. Dziadosz, A. Krzanowska, Szczecin: Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu
Szczecińskiego, s. 351–361.
2019a. Grzeszne kobiety i kobiece grzechy w świecie czeskiej pieśni kramarskiej, „Studia
et Documenta Slavica”, nr 1 (7), s. 85–100.
2019b. Realistický a fantastický zeměpis v textech moravských kramářských tisků, w:
Knížky naučení všelikého, red. L. Heilandová, J. Pavelková, Brno: Moravská zemska knihovna, s. 149–162.
2022. Give the Devil His Due. Demons and Demonic Presence in Czech Broadside Ballads, w: Czech Broadside Ballads as Text, Art, and Song in Popular Culture, ca.
1600–1900, red. P. Fumerton, P. Kosek, M. Hanzelková, Amsterdam: Amsterdam University Press, s. 213–231.
Mianecki Adrian
2010. Stworzenie świata w folklorze polskim XIX i początku XX wieku, Toruń: Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika.
Michajłowa Katia
2010. Dziad wędrowny w kulturze ludowej Słowian, Warszawa: Oficyna Naukowa.

⩶ 424 ⩶

�Michálková Věra
1961. K jazyku kramářských písní, w: Václavkova Olomouc 1961. Sborník referátů a diskusních příspěvků o kramářské písni, red. J. Dvořák, J.Š. Kvapil, Praha: Státní pedagogické nakladatelství, s. 209–227.
Mikulec Jiří
1992. Kult svatého Izidora Sedláka v českých zemích. (K působení církve v prostředí venkova v 17. a 18. století), w: Kultura baroka v Čechách a na Moravě, Praha: Historický ústav ČAV, s. 65–84.
2004. Lidový (naivní) monarchismus v barokních Čechách a jeho zdroje, w: Barokní Praha – barokní Čechie 1620–1740, red. O. Fejtová, V. Ledvinka, J. Pešek, V. Vlnas,
Praha: Scriptorium, s. 363–375.
2013. Náboženský život a barokní zbožnost v českých zemích, Praha: Grada.
Milewska Anna
2010. Wizerunek diabła w tradycji ludowej i wierzenia z nim związane, zawarte w wątku T 1060 „chłop i diabeł”, „Literatura Ludowa”, nr 6, s. 43–58.
Mocná Dagmar, Peterka Josef i in.
2004. Encyklopedie literárních žánrů, Praha–Litomyšl: Paseka.
Moszyński Kazimierz
1967. Kultura ludowa Słowian, t. 2: Kultura duchowa, cz. 1, Warszawa: Książka i Wiedza.
Mróz Lech
1979. Świadomościowe wyznaczniki dystansu etnicznego, „Etnografia Polska”, t. 23, z. 2,
s. 157–168.
Nagórko Alicja
1994. Z problemów etnolingwistyki – jak porównywać języki i kultury?, „Poradnik Językowy”, nr 4, s. 4–14.
Navrátilová Alexandra
2004. Narození a smrt v české lidové kultuře, Praha: Vyšehrad.
2005. Revenantství v české lidové tradici jako obraz cizího, nepřátelského světa, „Studia
Mythologica Slavica”, č. 8, s. 115–136.
Neruda Jan
1985. Pražský pěvec, w: F. Hais, Vzpomínky pražského pisničkáře 1818–1897, Praha:
Odeon, s. 433–441.

⩶ 425 ⩶

�Nešpor Zdeněk R.
2009. Luteráni v českých zemích v období protireformace a náboženské tolerance (1621–
1861), w: Just, Jiří, Matějka, Ondřej, Nešpor, Zdeněk R. et al., Luteráni v českých
zemích v proměnách staletí, Praha: Lutherova společnost.
Niedźwiedź Anna M.
2004. Na granicy światów. Aniołowie w tradycyjnych wyobrażeniach ludowych, „Topos”,
nr 1–2, s. 79–85.
Niewiara Aleksandra
1998. Inni w oczach „wojowników sarmackich”, w: „Język a Kultura”, t. 12: Stereotyp
jako przedmiot lingwistyki. Teoria, metodologia, analizy empiryczne, red. J. Anusiewicz, J. Bartmiński, Wrocław: Towarzystwo Przyjaciół Polonistyki Wrocławskiej, s. 171–184.
2000. Wyobrażenia o narodach w pamiętnikach i dziennikach z XVI–XIX wieku, Katowice: Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego.
2010. Kształty polskiej tożsamości. Potoczny dyskurs narodowy w perspektywie etnolingwistycznej (XVI–XX w.), Katowice: Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego.
Novotný Miloslav
1930. (opr.) Písničky jarmareční většinou výpravné a vesměs starodávné. Ze sbírek knihovny Národního musea, Praha: Erna Janská.
1940. (opr.) Špalíček písniček jarmarečních, Praha: Evropský literární klub.
Nyrkowski Stanisław
1973. (wybór i opr.) Karnawał dziadowski. Pieśni wędrownych śpiewaków (XIX–XX w.),
Warszawa: Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza.
Obrazy ženy…
2008. Obrazy ženy v kramářské produkci, red. M. Holubová, Praha: Etnologický ústav
Akademie věd České republiky.
Olivová-Nezbedová Libuše
1993. Nazwy własne w poszczególnych rodzajach pieśni ludowych w Czechach, w: Onomastyka literacka, red. M. Biolik, Olsztyn: Wydawnictwa Wyższej Szkoły Pedagogicznej, s. 285–291.
Olson David R.
2010. Papierowy świat. Pojęciowe i poznawcze implikacje pisania i czytania, Warszawa:
Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego.

⩶ 426 ⩶

�Ong Walter Jackson
2011. Oralność i piśmienność. Słowo poddane technologii, Warszawa: Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego.
Pająk Patrycjusz
2014. Groza po czesku. Przypadki literackie, Warszawa: Wydział Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego.
Palas Karel
1964. K problematice krajové pololidové literatury 18. století, Brno: Státní pedagogické nakladatelství.
Pěkný Tomáš
2001. Historie Židů v Čechách a na Moravě, Praha: Sefer.
Pietraszek Edward
1976. Władza i autorytety w społeczności wiejskiej, w: Etnografia Polski. Przemiany kultury ludowej, t. 1, red. M. Biernacka, B. Kopczyńska-Jaworska, A. Kutrzeba-Pojnarowa, W. Paprocka, Wrocław: Zakład Narodowy im. Ossolińskich, s. 521–533.
Pike Kenneth L.
1972. Language in relation to a unified theory of the structure of human behavior, The
Hague: Mouton.
Piotrowski Robert
2017. Diabelscy muzykanci i tancerze w materiałach folklorystycznych i etnograficznych,
„Literatura Ludowa”, nr 3, s. 3–12.
2021. „Jednemu się zmiele, drugiemu się skrupi”. Młynarze i młyny w pamięci zbiorowej
mieszkańców pogranicza mazowiecko-dobrzyńskiego, Toruń: Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika.
Pisarek Walery
1978. Językowy obraz świata, w: Encyklopedia wiedzy o języku polskim, red. S. Urbańczyk, Wrocław: Zakład Narodowy im. Ossolińskich, s. 143.
Pisarkowa Krystyna
1976. Konotacja semantyczna nazw narodowości, „Zeszyty Prasoznawcze”, z. 1, s. 5–26.
Písková Milada
1994. Světská píseň kramářská ve sbírkách přerovského muzea, w: Minulost Přerovska
1993. Sborník prací z dějin přerovského regionu, red. F. Hýbl, Přerov: Muzeum Komenského, s. 25–33.
⩶ 427 ⩶

�Pletka Václav
1966. (opr.) Tam u Králového Hradce: veselé i smutné písničky o té válce v roce 1866,
Hradec Králové: Východočeské nakladatelství.
Potkowski Edward
1978. Stereotyp heretyka-innowiercy w piśmiennictwie kaznodziejskim, w: Kultura elitarna a kultura masowa w Polsce późnego średniowiecza, red. B. Geremek, Wrocław: Zakład Narodowy im. Ossolińskich, s. 121–135.
Rak Maciej
2010. Czym nie jest językowy obraz świata?, w: Symbolae grammaticae in honorem Boguslai Dunaj, red. R. Przybylska, J. Kąś, K. Sikora, Kraków: Księgarnia Akademicka, s. 485–495.
Rataj Tomáš
2002. České země ve stínu půlměsíce. Obraz Turka v raně novověké literatuře z českých
zemí, Praha: Skriptorium.
Richter Karel
1999. Češi a Němci v zrcadle dějin, sv. 1, Třebíč: Akcent.
Roux Jean-Paul
1998. Król. Mity i symbole, Warszawa: Volumen.
Royt Jan
1993. Proč stojí poutní místa tam, kde stojí, w: O posvátnu, red. H. Webrová, Praha: Česká křesťanská akademie, s. 109–113.
2001. Poslové nebes: doprovodná kniha k výstavě o andělech ve výtvarném umění od středověku do 20. století v Muzeu Šumavy v Kašperských Horách, květen – říjen 2001,
Sušice: Muzeum Šumavy.
2007. Slovník biblické ikonografie, Praha: Karolinum.
2011. Obraz a kult v Čechách 17. a 18. století, Praha: Karolinum.
Rożek Michał
1993. Diabeł w kulturze polskiej. Szkice z dziejów motywu i postaci, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.
Röhrich Lutz
1966. Čert v pohádce a pověsti, „Český lid”, roč. 53, č. 1, s. 18–23.
Rudwin Maximilian
1999. Diabeł w legendzie i literaturze, Kraków: Znak.
⩶ 428 ⩶

�Ryšavá Eva
1985. Česká kramářská tvorba a František Hais, w: Hais, František, Vzpomínky pražského pisničkáře 1818–1897, Praha: Odeon, s. 7–40.
1996. Odraz života městských žen v kramářských písních, w: Žena v dějinách Prahy.
Sborník příspěvků z konference Archivu hl. m. Prahy pro gender studies 1993, Praha: Scriptorium, s. 185–193.
2008a. Špalíček matky Mikoláše Alše?, w: Obrazy ženy v kramářské produkci, red. M. Holubová, Praha: Etnologický ústav Akademie věd České republiky, s. 205–210.
2008b. Ženy v životě a tvorbě písničkáře Františka Haise, w: Obrazy ženy v kramářské
produkci, red. M. Holubová, Praha: Etnologický ústav Akademie věd České republiky, s. 7–16.
Sapir Edward
1978. Status lingwistyki jako nauki, w: Tenże, Kultura, język, osobowość. Wybrane eseje,
Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy, s. 85–95.
Scheybal Josef V.
1990. Senzace pěti století v kramářské písni, Hradec Králové: Kruh.
Sirovátka Oldřich
1996. Srovnávací studie o české lidové slovesnosti, Brno: Akademie věd České republiky.
Skořepová Markéta
2016. Kramářské písně ze sbírky Muzea Vysočiny Pelhřimov, Pelhřimov: Muzeum Vysočiny Pelhřimov.
2017. „Ochránkyně sirotků a vdov”. Ovdovění a osiření v textech kramářských písní, „Otázky – historie – problémy”, t. 1, s. 175–184.
Skutil Jan
1963. Zmínky o přírodních poměrech v kramářských písních a jarmareční píseň o jeskyních v Němčicích na Moravě, w: Václavkova Olomouc 1961. Sborník referátů a diskusních příspěvků o kramářské písni, red. J. Dvořák, J.Š. Kvapil, Praha: Státní pedagogické nakladatelství, s. 181–182.
Slavický Tomáš
2008. Kramářský tisk jako hymnografický pramen. Několik poznámek k repertoáru mariánských poutních písní 19. století, w: Obrazy ženy v kramářské produkci, red. M. Holubová, Praha: Etnologický ústav Akademie věd České republiky, s. 169–188.
Słownik folkloru polskiego (SFP)
1965. Słownik folkloru polskiego, red. J. Krzyżanowski, Warszawa: Wiedza Powszechna.

⩶ 429 ⩶

�Słownik stereotypów i symboli ludowych… (SSiSL I-I)
1996. Słownik stereotypów i symboli ludowych, t. 1: Kosmos [cz. 1]. Niebo, światła niebieskie, ogień, kamienie, red. J. Bartmiński, S. Niebrzegowska, Lublin: Wydawnictwo Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej.
Słownik stereotypów i symboli ludowych… (SSiSL I-II)
1999. Słownik stereotypów i symboli ludowych, t. 1: Kosmos [cz. 2]. Ziemia, woda, podziemie, red. J. Bartmiński, S. Niebrzegowska, Lublin: Instytut Filologii Polskiej
Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej.
Smetana Robert
1963. K problematice jevu české písně kramářské, w: Václavkova Olomouc 1961. Sborník
referátů a diskusních příspěvků o kramářské písni, red. J. Dvořák, J.Š. Kvapil, Praha: Státní pedagogické nakladatelství, s. 13–58.
Smetana Robert, Václavek Bedřich
1937. (opr.) České písně kramářské, Praha: Svoboda.
1950. O české písni lidové a zlidovělé, Praha: Svoboda.
1955. České světské písně zlidovělé. Písně epické: slovesný, hudební a obrazový, Praha: Nakladatelství Akademie věd České republiky.
Soukup Daniel
2009. Šimon Abeles: Zrození barokní legendy, „Česká literatura – časopis pro literární
vědu”, roč. 57, č. 3, s. 346–371.
2016. Eucharistické profanační legendy jako polemika s husitstvím a útok proti Židům,
w: Jan Hus, husitství a husitské války a jejich dopad na českou kulturu (V. kongres
světové literárněvědné bohemistiky. Válka a konflikt v české literatuře), red. D. Soukup, M. Jaluška, Praha: Akropolis, s. 42–53.
Staškivová Kristina
2008. Žena a kramářská píseň o kriminálních činech, w: Obrazy ženy v kramářské produkci, red. M. Holubová, Praha: Etnologický ústav Akademie věd České republiky, s. 99–117.
Stejskalová Eva
2015. Novinové zpravodajství a noviny v Čechách od 17. století do roku 1740, Praha:
Karolinum.
Stomma Ludwik
1981. Nauki humanistyczne a etnologia (tezy), „Polska Sztuka Ludowa – Konteksty”,
t. 35, z. 2, s. 71–72.
2002. Antropologia kultury wsi polskiej oraz wybrane eseje, Łódź: Piotr Dopierała.
⩶ 430 ⩶

�Szczepańska Elżbieta
2004. Cechy czeszczyzny okresu baroku a obecná čeština, Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego.
2011. Język czeski, w: Słowiańskie języki literackie. Rys historyczny, red. B. Oczkowa,
E. Szczepańska, T. Kwoka, Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, s. 43–65.
Sznajderman Monika
1997. „Tam gdzie Bóg nie ukończył swego dzieła”, „Polska Sztuka Ludowa – Konteksty”, t. 51, z. 1–2, s. 124–132.
Szturcová Monika
2021. Czesko-polskie pieśni pielgrzymkowe w drukach kramarskich z XVIII i XIX w., „Literatura Ludowa”, nr 4, s. 57–76.
Szwat-Gyłybowa Grażyna
1993. Stereotyp Turka w piśmiennictwie bułgarskim XIX stulecia a grzechy europejskiego
orientalizmu, w: Kategoria narodu w kulturach słowiańskich, red. T. Dąbek-Wirgowa, A.Z. Makowiecki, Warszawa: Wydział Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego, s. 71–76.
Szyjewski Andrzej
2003. Religia Słowian, Kraków: Wydawnictwo WAM.
Šalanda Bohuslav
1989. Ústní podání a dějiny, Praha: Univerzita Karlova.
1990. Folklór, tradice a stereotypy, Praha: Katedra etnografie a folkloristiky filozofické
fakulty Univerzity Karlovy.
Šimečková Marta
2015. Basama teremtete a jiná citoslovce klení, „Naše řeč”, roč. 98, č. 5, s. 263–266.
Šlosar Dušan
2005. Tisíciletá, Praha: Dokořán.
Štajnochr Vítězslav
2000. Panna Maria Divotvůrkyně. Nauka o Panně Marii, mariánská ikonografie, mariánská poutní místa, Uherské Hradiště: Slovácké muzeum.
2005. Svatá Trojice. Učení o Bohu v Trojici a vývoj zobrazení. Úcta k Nejsvětější Trojici
a poutní místa. Katalog ze sbírek Slováckého muzea v Uherském Hradišti, Uherské
Hradiště: Slovácké muzeum.

⩶ 431 ⩶

�Tarajło-Lipowska Zofia
2010. Historia literatury czeskiej. Zarys, Wrocław: Zakład Narodowy im. Ossolińskich.
Tazbir Janusz
1969. Kult św. Izydora w Europie, „Odrodzenie i Reformacja w Polsce”, 14, s. 89–99.
1981. Obraz heretyka i diabła w katolickiej propagandzie wyznaniowej XVI–XVII w.,
„Kwartalnik Historyczny”, t. 88, nr 1, s. 939–953.
Thořová Věra, Traxler Jiří, Vejvoda Zdeněk
2011. Lidové písně z Prahy ve sbírce Františka Homolky. Studie/Kritická edice, I. díl, Praha: Etnologický ústav Akademie věd České republiky.
2013. Lidové písně z Prahy ve sbírce Františka Homolky. Studie/Kritická edice, II. díl,
Praha: Etnologický ústav Akademie věd České republiky.
Tokarska-Bakir Joanna
2000. Obraz osobliwy. Hermeneutyczna lektura źródeł etnograficznych. Wielkie opowieści, Kraków: Universitas.
2008. Legendy o krwi. Antropologia przesądu, Warszawa: Wydawnictwo W.A.B.
Tołstaja Swietłana Michajłowna, Tołstoj Nikita Ilicz
1984. Принципы составления этнолингвистического словаря словянских древностей,
w: Этнолингвистический словарь славянских древностей: Проект словника.
Предварительные материалы [maszynopis], Moskwa, s. 6–22.
Tomicka Joanna, Tomicki Ryszard
1975. Drzewo życia. Ludowa wizja świata i człowieka, Warszawa: Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza.
Tomicki Ryszard
1981. Religijność ludowa, w: Etnografia Polski. Przemiany kultury ludowej, t. 2, red.
M. Biernacka, M. Frankowska, W. Paprocka, Wrocław: Zakład Narodowy im. Ossolińskich, s. 29–70.
Trachtenberg Joshua
1997. Diabeł i Żydzi. Średniowieczna koncepcja Żyda a współczesny antysemityzm, Gdynia: Uraeus.
Trčka Jan Vít
1995. Úcta ke svátým jako fenomén českého lidového prostředí, w: Světci v lidové tracici,
red. L. Trcalová, Uherské Hradiště: Slovácké Muzeum, s. 23–26.

⩶ 432 ⩶

�Trost Pavel
1963. Česká a německá píseň kramářská, w: Václavkova Olomouc 1961. Sborník referátů
a diskusních příspěvků o kramářské písni, red. J. Dvořák, J. Š. Kvapil, Praha: Státní
pedagogické nakladatelství, s. 253–254.
Trubiecki Nikołaj Siergiejewicz
1970. Podstawy fonologii, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.
Tuan Yi-Fu
1987. Przestrzeń i miejsce, Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy.
Tyllner Lubomír
2010. Tradiční hudba. Hledání kořenů, Praha: Etnologický ústav Akademie věd České republiky.
Tyrpa Anna
2007. Obraz cudzoziemców w małopolskich pieśniach ludowych, w: W kręgu dialektów
i folkloru, red. S. Cygan, Kielce: Kieleckie Towarzystwo Naukowe, s. 237–251.
2011. Cudzoziemcy i obce kraje w dialektach polskich, Kraków: LEXIS.
Václavkova Olomouc…
1963. Václavkova Olomouc 1961. Sborník referátů a diskusních příspěvků o kramářské
písni, red. J. Dvořák, J.Š. Kvapil, Praha: Státní pedagogické nakladatelství.
Václavková Jaroslava
1948. (opr.) Písně roku 1848, Praha: Svoboda.
Vaňa Zdeněk
1990. Svět slovanských bohů a démonů, Praha: Panorama.
Vaňáček Michael
1965. Francouzové a Morava v době velké francouzské revolue a koaličních válek, Brno:
Musejní spolek.
Vaňková Irena
2005. (red.) Co na srdci, to na jazyku. Kapitoly z kognitivní lingvistiky, Praha, Karolinum.
2016. Duše v českém jazykovém obrazu světa. Kontexty, významy, konceptualizace (První
poznámky), w: Antropologiczno-językowe wizerunki duszy w perspektywie międzykulturowej, t. 1: Dusza w oczach świata, red. E. Masłowska, D. Pazio-Wlazłowska,
Warszawa: Instytut Slawistyki Polskiej Akademii Nauk, Wydział Orientalistyczny Uniwersytetu Warszawskiego, s. 271–286.

⩶ 433 ⩶

�Vašica Josef
1939. Několik poznámek k baroknímu písemnictví, „Řád. Revue pro kulturu a život”,
roč. 5, č. 5, s. 281–289.
Večerková Eva
1995. Poslouchejte, mládenci a panny… aneb o české písni kramářské, Brno: Moravské
zemské muzeum.
Veselská Jiřina
1982. Soupis kramářských písní ve sbírce Okresního vlastivědného muzea ve Frýdku-Místku, Frýdek-Místek: Okresní vlastivědné muzeum.
Vintr Josef
1998. Zásady transkripce českých textů z barokní doby, „Listy filologické”, roč. 121,
s. 341–346.
Vlnas Vít
1993. Jan Nepomucký, česka legenda, Praha: Mladá fronta.
Voit Petr
2008. Encyklopedie knihy. Starší knihtisk a příbuzné obory mezi polovinou 15. a počátkem 19. století, I. a II. díl, Praha: Libri ve spolupráci s Královskou kanonií premonstrátů na Strahově.
Vrhel František
1996. Jazyk a obraz světa, „Český lid”, roč. 83, č. 3, s. 221–227.
Waliński Michał
1975. Tradycja i pieśń kramarska w Czechosłowacji, „Literatura Ludowa”, nr 4–5, s. 27–43.
1998. Pieśń jarmarczna? Nowiniarska? Ballada? Czy – pieśń dziadowska? Prolegomena
do badań pieśni dziadowskiej, w: Wszystek krąg ziemski. Antropologia, historia, literatura, red. P. Kowalski, Wrocław: Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, s. 164–194.
Wasilewski Jerzy Sławomir
1985. Podróże do piekieł. Rzecz o szamańskich misteriach, Warszawa: Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza.
Wężowicz-Ziółkowska Dobrosława
1991. Miłość ludowa. Wzory miłości wieśniaczej w polskiej pieśni ludowej XVIII–XX wieku, Wrocław: Polskie Towarzystwo Ludoznawcze.

⩶ 434 ⩶

�Wierzbicka Anna
2007. Słowa klucze. Różne języki – różne kultury, Warszawa: Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego.
Wiślicz Tomasz
2012. Upodobanie. Małżeństwo i związki nieformalne na wsi polskiej XVII–XVIII wieku. Wyobrażenia społeczne i jednostkowe doświadczenia, Warszawa: Chronicon.
Witecka Helena
2003. Patronat ogniowy św. Floriana, „Zeszyty Historyczne Związku Ochotniczych
Straży Pożarnych Rzeczypospolitej Polskiej”, z. 3, s. 49–54.
Záloha Jiří
1975. Jarmareční píseň jako historický pramen, „Český lid”, roč. 62, č. 2, s. 104–105.
Zarek Józef
2000. Dwie koncepcje narodu czeskiego, w: Język a tożsamość narodowa, red. M. Bobrownicka, Kraków: Universitas, s. 39–62.
Zowczak Magdalena
2013. Biblia ludowa. Interpretacje wątków biblijnych w kulturze ludowej, Toruń: Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika.
Zuber Josef
1992. Lidová zbožnost a poutě na Moravě v 18. století, w: Studie muzea Kroměřížska
91., Kroměříž, Muzeum Kroměřížska, s. 74–86.
Żabski Tadeusz
1993. Proza jarmarczna XIX wieku. Próba systematyki gatunkowej, Wrocław: Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego.

8.2. Źródła internetowe
Biblia Tysiąclecia – Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, http://www.biblia.
deon.pl.
Databáze Kramářských a starých tisků Etnologického ústavu Akademie věd České republiky, v.v.i., http://www.staretisky.eu.cas.cz.
Špalíček. Digitální knihovna kramářských tisků, http://www.spalicek.net.

⩶ 435 ⩶

��MAPA ŚWIATA Z JARMARCZNEJ ULOTKI:
CZESKA DZIEWIĘTNASTOWIECZNA
TWÓRCZOŚĆ KRAMARSKA
W PERSPEKTYWIE ETNOLINGWISTYCZNEJ
STRESZCZENIE
Celem książki jest możliwie całościowe przedstawienie zagadnienia czeskiej pieśni kramarskiej (czes. kramářská píseň), niepodejmowanego dotąd przez polską bohemistykę,
i analiza językowego obrazu świata zawartego w tekstach tego rodzaju. Pieśni kramarskie zaliczane są w Czechach do tzw. literatury na poły ludowej (czes. pololidová literatura), ponieważ funkcjonowały na styku kultury klas wyższych i wiejskiego folkloru.
Autorzy tekstów kramarskich czerpali inspirację ze zróżnicowanych źródeł, przetwarzając zarówno motywy tradycyjnej słowiańskiej twórczości ludowej, jak i nauki kontrreformacyjnego katolicyzmu czy wątki związane z czeskim odrodzeniem narodowym.
Zróżnicowany korpus tekstów, znajdujący się w zbiorach czeskich muzeów i bibliotek,
łączy forma, w jakiej były one publikowane: niewielkie, tanie ulotki sprzedawane na
jarmarkach i przez wędrownych kramarzy (czes. kramářské tisky).
Przeanalizowany w monografii materiał pochodzi ze zbiorów Muzeum Komeńskiego w Przerowie (Muzeum Komenského v Přerově), liczących niemal 3000 pojedynczych druków (przechowywanych oddzielnie, lub zszytych w formie niewielkich tomików, łącznie 2811 pozycji katalogowych). W pracy wykorzystanych zostało 459 druków,
w większości wydanych w latach 1774 – 1866 (z kilkunastoma wyjątkami w postaci
druków starszych i młodszych, wybranych ze względu na istotną dla pracy zawartość).
Metodologia badawcza zastosowana w pracy czerpie z dorobku lingwistyki kognitywnej i antropologicznej, przede wszystkim etnolingwistyki, w jej rozumieniu używanym
w kręgu państw słowiańskich (teoria Językowego Obrazu Świata). Podstawowym celem rozprawy jest zrekonstruowanie (w ujęciu emicznym) systemu, za pomocą którego autorzy i odbiorcy pieśni kramarskiej kategoryzowali świat, w tym opisanie praw
i mechanizmów nim rządzących.
Książka dzieli się na dwie zasadnicze części – pierwsza (rozdziały 2. i 3.) poświęcona jest twórczości kramarskiej jako wieloaspektowemu zjawisku w kulturze czeskiej
XVIII i XIX wieku i oparta jest na dostępnej w Czechach i Polsce literaturze przedmiotu. Druga część (rozdziały 4. i 5.), poświęcona jest analizie materiału źródłowego
w oparciu o przedstawione we wstępie (rozdział 1.) założenia teoretyczne. Część analityczna pracy prezentuje dwa kierunki, w których rozciągała się mapa świata opisywanego w pieśniach i drukach. Kierunek „poziomy” to porządek świata ludzkiego z różnymi kręgami swojskości i obcości, zaś „pionowy” – porządek metafizyczny z obecnymi
w nim siłami nadprzyrodzonymi. Taka struktura odpowiada mitologicznym koncepcjom trójwarstwowego kosmosu, podzielonego na położoną najwyżej sferę niebios,
środkowy świat ludzi i negatywnie wartościowane piekielne podziemie.
⩶ 437 ⩶

�Na potrzeby opisu świata ludzkiego wybrane zostały 4 punkty widzenia, oparte na
czterech kryteriach obcości: religijnej, politycznej (państwowej), etnicznej i społecznej
(klasowej). W ten sposób wyróżnione zostały punkty widzenia katolika, poddanego
austriackiego, Czecha/Morawiania i chłopa (4.3.). W oparciu o nie opisane zostały
obrazy obcego religijnie (4.5., cztery podstawowe typy: konwertyta, bluźnierca, prześladowca w rodzinie i tyran) oraz obcego politycznie (4.6., trzy podstawowe typy: najeźdźca, wróg wewnętrzny i wróg odległy, oraz dodatkowa 4 kategoria: neutralnie nacechowane obrazy innego). Uzupełnienie tej części 4 rozdziału stanowi szczegółowa
lista 10 najczęstszych obcych narodów i grup etnicznych, zawierająca opis dotyczących
ich stereotypów językowych (4.7.). Dalsza część pracy przedstawia elementy czeskiej
i ogólnosłowiańskiej tożsamości obecne w tekstach, wraz ze wzmiankami dotyczącymi morawskiej tożsamości regionalnej (4.8.). Ostatni podrozdział poświęcony jest natomiast obrazom „obcego” opartym na statusie społecznym i majętności (4.9.) – relacjom między bogatymi a ubogimi, historiom miłosnym o zakazanych mezaliansach,
motywom dotyczącym grup uprzywilejowanych w kontakcie ze światem nadprzyrodzonym (wdowom, sierotom i wędrownym żebrakom), wizjom władzy i władcy, w tym
idei ludowego monarchizmu (ucieleśnianej przez cesarza Austrii, objętego stereotypem
„dobrego władcy”). Tę część analizy zamyka przedstawienie kontrastu między ludźmi,
niezależnie od reprezentowanej grupy podlegającymi śmierci, oraz mocom nadprzyrodzonym, którym poświęcony jest dalszy rozdział.
W ostatniej części analizy (rozdział 5.) przedstawiona została pionowa struktura świata, której opis otwiera obraz Boga i Trójcy świętej (5.3.). W tym podrozdziale
przedstawiony jest ponadto motyw kary boskiej, stanowiący podstawę dla „kramarskiej
teodycei”: sposobów uzasadnienia niechcianych i tragicznych zdarzeń często opisywanych w drukach (klęsk żywiołowych, chorób, wojen itp.). Ponieważ kramarski obraz Boga przedstawia go jako istotę odległą, rzadko osobiście interweniującą w życie
śmiertelników, kolejny podrozdział przedstawia pośredników między Bogiem a ludźmi: Maryję i świętych katolickich (5.4.). Są oni ukazywani na dwa główne sposoby –
jako byty objawiające się, by przekazać ludziom pouczenia i zganić ich występki (bez
fizycznej interakcji ze światem materialnym), lub jako istoty czynnie interweniujące
w ziemskie zdarzenia (ratujący pobożnych, zwłaszcza słabych i uciśnionych, lub karzący ich prześladowców). Bóg, Maryja i święci tworzą większą kategorię aktywnych
sił nadprzyrodzonych. Drugą grupę stanowią byty nadprzyrodzone o ograniczonej
sprawczości, wypełniające wolę przedstawicieli pierwszej kategorii: przede wszystkim
anioły i diabły, ale również duchy, siły przyrody i żywioły. Anioły (5.5.) przedstawiane
są w tekstach jako istoty towarzyszące bardziej potężnym siłom (Chrystusowi, Maryi
i świętym), lub jako obrońcy pobożnych, w ujęciu odpowiadającym koncepcji anioła
stróża. Diabły (5.6.), choć groźne i potężne, zazwyczaj również ukazywane są jako wykonawcy boskiej woli, stający na straży porządku świata i zasłużenie karzący ludzi za
ich przewinienia. Istotną częścią dotyczącego ich podrozdziału jest analiza koncepcji
sprawczości słowa i konieczności zaproszenia demonów do ludzkiego świata. Ostatni
podrozdział w tej części pracy poświęcony jest żywiołom i siłom natury (5.7.), służącym często jako narzędzie nadprzyrodzonej kary lub medium przekazujące znaki od
⩶ 438 ⩶

�Boga. W tekstach odnaleźć można obrazy nieba i ognia niebieskiego (komet, piorunów, ognistego deszczu), ziemi (idei raju ziemskiego, pochłaniania grzeszników przez
ziemię i trzęsień ziemi) i podziemi (widzianych jako miejsce cudów pomiędzy światem ludzkim a nadprzyrodzonym). W tej części pracy poruszony jest również motyw
kontaktu ze zmarłymi i powrotów zza grobu.
Ostatni, szósty rozdział, zawiera końcowe uwagi dotyczące zarówno pieśni kramarskiej jako zjawiska społecznego, odpowiadającego na zróżnicowane potrzeby odbiorców (m.in. dostarczanie informacji, rozrywki i nauk etycznych), jak i głównych
elementów składających się na propagowany w twórczości kramarskiej obraz świata.
Są to przede wszystkim: nacisk na tożsamość religijną, znacznie ograniczona krytyka
realiów społeczno-ekonomicznych i chęć zachowania status quo. Tekst rozprawy jest
uzupełniony jedenastoma tablicami z ilustracjami oraz listą cytowanych druków z Muzeum Komeńskiego wraz z pełną informacją bibliograficzną.

⩶ 439 ⩶

��MAP OF THE WORLD FROM A PEDDLER’S LEAFLET:
CZECH 19TH CENTURY BROADSIDE BALLADS
IN AN ETHNOLINGUISTIC PERSPECTIVE
SUMMARY
The aim of this monograph is to describe the subject of Czech popular prints (kramářské tisky) from the 18th and 19th Century, which up to this point has not been explored
by Polish scholars. Such prints and texts contained within them (roughly equivalent to
English broadside-ballads) are classified as ‘half-folk literature’ (pololidová literatura),
as they existed on the border between the culture of the upper classes and rural folklore. Their authors have borrowed concepts from different sources, ranging from the
Catholic teachings of the counter-reformation era to Slavic folk beliefs, and from traditional oral literature to the poetry of Czech national revival. A widely diverse corpus of texts that can be found in possession of Czech museums and libraries is unified
by the material form in which they were published: small, cheap leaflets sold on fairs
and by itinerant salesmen.
The analysed corpus is based on the collections of the Comenius Museum in Přerov
(Muzeum Komenského v Přerově), containing about 2800 individual prints (separate
or sewn together, 2811 catalogue entries) out of which 459 were selected, printed between 1774 and 1866 (with several exceptions made for older and newer prints important for the study). The analytic approach chosen for this work is rooted in cognitive
and cultural linguistics, namely ethnolinguistics as understood in the Slavic countries
(the theory of the ”linguistic picture of the world”). The main goal of the study is to
reconstruct (from an emic perspective) the system in which the authors and the audience of kramářské tisky viewed the world, including different laws and mechanisms
governing it.
The book is divided into two main parts – the first (chapters 2. and 3.) presents
Czech kramářské tisky as a multifaceted cultural and social phenomenon and is based
on the literature available in the Czech Republic and Poland. The second part (chapters 4. and 5.) is devoted to the analysis of source material based on the theoretical underpinnings presented in the introduction (chapter 1.). The analytical part of the work
presents two directions in which the map of the world described in songs and prints
stretched. The ”horizontal” direction is the order of the human world with different
circles of familiarity and otherness, while the ”vertical” one is the metaphysical order
with the supernatural forces present in it. This structure resembles the mythological
notion of three cosmic levels: celestial realm on top, the human world in the middle
and the infernal underworld below.
For the horizontal description, 4 points of view were framed based on different criteria of ”otherness”: religious, political (national), ethnic and social (class). The
points of view are those of a Catholic, an Austrian subject, a Czech/Moravian, and
⩶ 441 ⩶

�a peasant (4.3.). Basing on those I have described the pictures of the religious other
(4.5., 4 basic types: ”the Convert”, ”the Blasphemer”, ”the Tormentor in the Family”,
and ”the Tyrant Ruler”) and the political other (4.6., 3 basic types: ”the Invader”, ”the
Internal Enemy” and ”the Far Enemy”, plus an additional 4th type: the neutral image
of a foreigner). As an appendix to this part of the 4th chapter, a list of 10 most common foreign nations is included with a short description of linguistic stereotypes concerning them (4.7.). Next, the elements of Slavic and Czech ethnic identity were described with additional information on Moravian regional identity (4.8.). The last part
of this chapter contains the images of ”the other” based on the social status and wealth
(4.9.) – the relationships between rich and the poor, love stories containing forbidden marriages, groups with special ”privileges” in relation to the supernatural (widows, orphans, and itinerant beggars), images of power and the idea of a just ruler (exemplified by the Austrian emperor). Lastly, I tackle the subject of mortality as a factor
common to all humans, distinguishing them from the supernatural world described
in the next chapter.
In the final part (chapter 5) the vertical structure of the Cosmos is presented, starting top-down with God and the Holy Trinity (5.3.). This point introduces the idea of
God’s wrath, constituting the ”broadside theodicy”: ways of explaining the unwanted and tragic events often described inside the texts (natural disasters, diseases, wars
etc.). As God is usually described as a distant entity rarely intervening in the human
affairs in a personal manner, the next point is devoted to the subject of mediators between him and humanity: Virgin Mary and Catholic saints (5.4.). They are presented
in two main ways – either as apparitions, giving humans guidance and berating them
for being sinful (without really interacting with the material world), or as active participants in the earthly matters (saving the vulnerable and the pious, punishing their
oppressors etc.). God, Virgin Mary, and the saints form a category of active supernatural beings. The second group of supernatural beings are those serving the active ones
and fulfilling their will: the elements, ghosts, angels, and devils. The next part of this
chapter contains the description of angels (5.5.) and demons (5.6.) in the world of
kramařské tisky. The angels are shown form two different points of view: either as passive beings accompanying more powerful actors (Christ, Mary, and other saints), or as
protectors of the pious and the just, usually resembling the Christian idea of a guardian
angel. The devils, although dangerous and powerful, are mostly shown as the enforcers
of God’s order, justly punishing people for their sins. The important part of this point
is the idea of a magical power of speech, and certain words inviting the demons to the
human world. The final part of this chapter describes metaphysical interpretations of
the elements and natural phenomena (5.7.) include the idea of heavens and heavenly
fire (lightning, hail, and miraculous signs such as comets), the notion of earthly paradise, earth as an elemental power, earthquake as a sign from God, the underground as
a place between human world and the supernatural world, and the ways of interacting
between the living and the dead.
The final 6th chapter provides some closing remarks concerning both the kramářské
tisky as a social phenomenon fulfilling different needs of its recipients (information,
⩶ 442 ⩶

�entertainment, moral education etc.), and the ideas about the world perceived by
their creators, such as the emphasis on religious identity, limited social criticism, and
the preservation of the status quo. The full text of the monograph is accompanied by
11 plates with illustrations and a list of cited prints from the Comenius Museum with
bibliographical information.

⩶ 443 ⩶

��SPIS TABLIC

I.

Druki kramarskie w formacie sextodecimo . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 449
1. Strona tytułowa druku w formacie 16° z pierwszej połowy XVIII w.
– czcionka gotycka (fraktura), drzeworyt – ornament florystyczny
( J-107, Muzeum Komenského v Přerově, Przerów) . . . . . . . . . . . . . . . . . 449
2. Strona tytułowa druku w formacie 16° z pierwszej połowy XIX w. –
czcionka gotycka (fraktura), drzeworyt w ramce – cmentarz
( J-1249, Muzeum Komenského v Přerově, Przerów) . . . . . . . . . . . . . . . . 449
3. Wnętrze druku w formacie 16° z pierwszej połowy XIX w. –
czcionka gotycka (fraktura), winieta – ornament odbity z czcionek
( J-1249, Muzeum Komenského v Přerově, Przerów) . . . . . . . . . . . . . . . . 449

II.

Druki kramarskie w formacie octavo . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 450
4. Strona tytułowa druku w formacie 8° z drugiej połowy XIX w. –
czcionka gotycka (fraktura), drzeworyt tonowy (białoryt) – Maryja
z Dzieciątkiem
( J-209, Muzeum Komenského v Přerově, Przerów) . . . . . . . . . . . . . . . . . 450
5. Strona tytułowa druku w formacie 8° z przełomu XIX i XX wieku –
czcionka łacińska (różne kroje), drzeworyt sztorcowy – okręt przy brzegu
( J-1185, Muzeum Komenského v Přerově, Przerów) . . . . . . . . . . . . . . . . 450

III.

Korzenie twórczości kramarskiej (1) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 451
6. Handlarz nowin z czasów wojny trzydziestoletniej – drzeworyt ze
strony tytułowej niemieckiego druku nowiniarskiego (1631)
(Sächsische Landesbibliothek, Drezno. Domena publiczna) . . . . . . . . . . 451

IV.

Korzenie twórczości kramarskiej (2) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 452
7. Strona tytułowa czeskiego druku nowiniarskiego – format 4°,
ilustracja drzeworytowa, ramka odbita z czcionek (1618)
(Státní archiv, Brno. Za: Kneidl 1983) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 452

V.

Korzenie twórczości kramarskiej (3) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 453
8. Śpiewak jarmarczny (Bänkelsänger) – fragment akwaforty
Christiana Wilhelma Ernsta Dietricha (ok. 1770)
(Kunstmuseum Moritzburg, Halle (Saale). Licencja CC BY-NC-SA) . . 453

VI.

Korzenie twórczości kramarskiej (4) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 454
9. Wędrowny dziad-lirnik – postać charakterystyczna zwłaszcza
dla Słowiańszczyzny wschodniej, drzeworyt wg rysunku Franciszka
Kostrzewskiego (Lirnik ukraiński, 1861)
(Wikimedia Commons. Domena publiczna) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 454
⩶ 445 ⩶

�VII. Wykonawcy twórczości kramarskiej (1) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 455
10. Rodzina śpiewaków jarmarcznych w Bazylei, pierwsza połowa
XIX w. – akwarela Hieronymusa Hessa, między 1830 a 1850 r.
(Wikimedia Commons. Domena publiczna) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 455
VIII. Wykonawcy twórczości kramarskiej (2) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 456
11. Para śpiewaków przy litograficznej planszy o mordercach Schenku
i Schlossarku – fotografia atelierowa z końca XIX w. wykonana w Novej
Pace (Czechy Wschodnie)
(Městské muzeum, Nová Paka. Za: Scheybal 1990) . . . . . . . . . . . . . . . . . 456
IX.

Materialność druków kramarskich . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 457
12. Wprawki w pisaniu piórem na wolnej stronie druku kramarskiego
– druk niedatowany, II połowa (?) XIX w.
(Muzeum Komenského v Přerově, Przerów) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 457
13. Wszyta do spalíčka pieśń zapisana ręcznie – układ graficzny strony
tytułowej nawiązuje do druku kramarskiego, II połowa XIX w.
(Muzeum Komenského v Přerově, Przerów) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 457
14. Spalíček druków kramarskich z drugiej połowy XIX w. – oprawa
skórzana, zapięcie na mosiężny guzik mundurowy
(Vlastivědné muzeum v Olomouci, Ołomuniec) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 457
15. Spalíček druków kramarskich z drugiej połowy XIX w. – oprawa
wełniana, wyraźnie widoczne ślady żerowania moli
(Vlastivědné muzeum v Olomouci, Ołomuniec) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 457

X.

Oprawa graficzna druków kramarskich – drzeworyty wzdłużne
i sztorcowe (1) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 458
16. Winiety druków kramarskich z XVIII i XIX w.
a) motyw florystyczny
b) chrystogram w liściach akantu
c) kompozycja z puttem
(Muzeum Komenského v Přerově, Przerów. Opracowanie własne) . . . . . 458
17. Figuralne przedstawienia świętych ze stron tytułowych druków
(XVIII–XIX w.)
a) Maryja Vranovska (?) adorowana przez anioły
b) Maryja Hostyńska
c) św. Jan Nepomucen
(Muzeum Komenského v Přerově, Przerów. Opracowanie własne) . . . . . 458

XI.

Oprawa graficzna druków kramarskich – drzeworyty wzdłużne
i sztorcowe (2) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 459
18. Ornamenty religijne ze stron tytułowych druków (XVIII–XIX w.)
a) anioł trzymający krzyż
⩶ 446 ⩶

�b) kielich i hostia otoczone przedmiotami kultu
c) krzyż ołtarzowy
(Muzeum Komenského v Přerově, Przerów. Opracowanie własne) . . . . . 459

19. Świeckie przedstawienia figuralne ze stron tytułowych druków
(XVIII–XIX w.)
a) huzar na koniu
b) para w strojach historycznych (odbitka renesansowego klocka
z drukarni Škarniclów)
c) pożegnanie żołnierza
(Muzeum Komenského v Přerově, Przerów. Opracowanie własne) . . . . . 459

⩶ 447 ⩶

��Tablica I

1.

2.

3.

⩶ 449 ⩶

�4.

5.

Tablica II

⩶ 450 ⩶

�Tablica III

6.

⩶ 451 ⩶

�Tablica IV

7.

⩶ 452 ⩶

�Tablica V

8.

⩶ 453 ⩶

�Tablica VI

9.

⩶ 454 ⩶

�Tablica VII

10.

⩶ 455 ⩶

�Tablica VIII

11.

⩶ 456 ⩶

�Tablica IX

12.

14.

13.

15.

⩶ 457 ⩶

�Tablica X

16a.

16b.

16c.

17a.

17b.

17c.

⩶ 458 ⩶

�Tablica XI

18a.

18b.

18c.

19a.

19b.

19c.

⩶ 459 ⩶

��(z recenzji prof. dr hab. Anny Tyrpy)
fot. Anna Podlasin

Maciej Mętrak (ur. 1988)
– językoznawca i etnolog,
adiunkt w Instytucie Slawistyki
PAN. Studiował w Warszawie,
gdzie w 2020 r. obronił
doktorat, i w Pradze. Autor
ponad 20 artykułów, przede
wszystkim z zakresu etno- i
socjolingwistyki, publikowanych
w czasopismach naukowych
i książkach wieloautorskich.
Obecnie uczestnik projektu
„Różnorodność językowa w
Polsce” (IS PAN) i członek
zespołu opracowującego
„Leksykon Folkloru Polskiego”
(PTL).

Autor proponuje bardzo szerokie, interdyscyplinarne ujęcie tematu,
co znajduje potwierdzenie w tekście głównym oraz w licznych
ważnych i cennych przypisach. […] Na wysoką ocenę zasługuje sposób
przeprowadzania badań, umiejętność zapanowania nad ogromnym
materiałem źródłowym, a także jego bardzo rzetelna analiza. Monografia
Macieja Mętraka jest solidnym i wielostronnym opracowaniem
naukowym. Godne podkreślenia są dojrzałość i dystans badawczy. Praca
dowodzi ponadto dobrej orientacji autora w literaturze przedmiotu,
co przekłada się na wysoką jakość przygotowanego tekstu.
(z recenzji dr hab. Renaty Burej, prof. UJ)

Fundacja Slawistyczna

ISBN: 978-83-64465-74-1
ISSN: 1899-0258

100
95
75

25
5
0

logo fundacji trasowany jpg 1

Wsparcie publikacji:

15 wrzeÿÿnia 2015 12:09:10

Patronat:

MAPA ŚWIATA Z JARMARCZNEJ ULOTKI Maciej Mętrak

Monografia „Mapa świata z jarmarcznej ulotki – czeska
dziewiętnastowieczna twórczość kramarska w perspektywie
etnolingwistycznej” odsyła czytelników w przeszłość i odsłania
przed nimi fragment dawno minionego świata. […] Wielki trud
i wysiłek intelektualny, włożony przez autora w opracowanie tego
tematu dał znakomity rezultat. Publikacja tej książki z pewnością
przyciągnie czytelników nie tylko spośród bohemistów, ale też
spośród kulturoznawców, historyków, etnografów, folklorystów,
językoznawców, zwłaszcza tych zajmujących się etnolingwistyką.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154158">
                <text>Mapa świata z jarmarcznej ulotki. Czeska dziewiętnastowieczna twóczość kramarska w perspektywie etnolingwistycznej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154159">
                <text>etnolingwistyka ; literatura czeska ;  pieśń kramarska ; jarmarki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154160">
                <text>Biblioteka Literatury Ludowej t.14</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154161">
                <text>Mętrak, Maciej </text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154162">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154163">
                <text>2024</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154164">
                <text>Copyright by Polskie Ludoznawcze and Autor</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154165">
                <text>pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154166">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154167">
                <text>książka</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5868" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5849">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/03289682e5f9c2f1a4256db55d7bad39.pdf</src>
        <authentication>434c9d63b3b8c5048d8efac0b71eb7f0</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70002">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2459</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70003">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70004">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2283</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70005">
                <text>Warszawski Krzyż z kwiatów / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70006">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2, s.86-97</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70007">
                <text>Michalska-Ciarka, Magdalena</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70008">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70009">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70010">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70011">
                <text>Warszawski Krzyż z kwiatów
Magdalena Michalska-Ciarka
Z w y k l e , kiedy etnograficznemu badaniu poddany zostaje
współcześnie p o w s t a j ą c y i istniejący fakt k u l t u r o w y , mamy
do czynienia ze zjawiskiem szczególnie z ł o ż o n y m . Takie
stwierdzenie w pełni daje się odnieść do omawianego t u
zjawiska, k t ó r e zaistniało j a k o fakt k u l t u r o w y i przejaw
ludzkiej a k t y w n o ś c i w maju 1981 r. i t r w a ł o do sierpnia 1983.
R ó ż n o r o d n o ś ć treści skupionych w o k ó ł K r z y ż a z k w i a t ó w ,
w i e l o w ą t k o w o ś ć jego przekazu, k o n s t y t u u j ą c y go ł a d u n e k
emocjonalny (religijny, polityczny, artystyczny) nie pozwa­
lają na oddzielenie jednego c h o ć b y elementu s k ł a d o w e g o od
innych. D l a w m i a r ę p e ł n e g o opisu i unikającej u p r o s z c z e ń
interpretacji całości tego zjawiska, w a ż n a była r ó w n i e ż
atmosfera, istniejąca w o k ó ł K r z y ż a aura, śpiewanie pieśni,
s k ł a d a n e u l o t k i , zachowania i gesty g r o m a d z ą c y c h się przy
n i m ludzi. Prezentowane t u o m ó w i e n i e jest zaledwie frag­
mentem i s k r ó t e m bardziej obszernej pracy, której pisanie
u k o ń c z y ł a m w 1984 r o k u . O d tamtej p o r y u p ł y n ę ł o d o ś ć
d u ż o czasu, by na zjawisko to m o ż n a dziś j u ż p a t r z e ć j a k o na
fakt należący do historii i do przeszłości. Ś w i a d o m i e jednak
p o z o s t a j ę przy tej pierwszej wersji pracy, k t ó r a p o w s t a w a ł a
w t y m samym czasie, gdy zjawisko to b y ł o żywe, in statu
nascendi. C z y n i ę tak dlatego, by d a ć t a k ż e ś w i a d e c t w o
t r u d n o ś c i o m , na jakie n a p o t y k a ć m o ż e etnograf w badaniu
z d a r z e ń i f a k t ó w k u l t u r o w y c h dziejących się na jego oczach,
gdy nie chroni go i jego interpretacji (a m o ż e i nie prze­
szkadza) „ b a d a w c z y " , historyczny dystans, na j a k i m o ż e
sobie p o z w o l i ć p a t r z ą c na dany fakt z odleglejszej perspek­
t y w y czasowej. Dlatego też z a c h o w u j ę w wielu miejscach
tego o m ó w i e n i a , ó w anachronicznie dziś j u ż b r z m i ą c y czas
teraźniejszy, ó w - w t y m w y p a d k u szczególnie swoisty
- praesens etnographicus, w j a k i m p o w s t a w a ł a i pisana była
ta praca.
1

WSTĘP
B a d a j ą c warszawski K r z y ż z k w i a t ó w , g ł ó w n y m dla mnie
pytaniem było: co ten fakt z n a c z y , jakie p o k ł a d y znacze­
niowe i symboliczne m o ż n a z niego w y d o b y ć . Problem ten
s t a r a ł a m się t a k ż e u c h w y c i ć w warstwie historycznej, spoj­
rzeć n a ń j a k o na proces trwający w czasie (nawarstwianie się
z n a c z e ń ) . Ś w i a d o m a tego, iż - j a k w t y m szczególnym
przypadku - osoba badacza staje się j a k b y d o d a t k o w y m
elementem badanego zjawiska, s ą d z i ł a m , że należy wyrzec
się atrakcyjnej interpretacji na rzecz możliwie d o k ł a d n e j
rejestracji i d ą ż y ć przede wszystkim do uchwycenia tego, co
m o ż n a by n a z w a ć opisem morfologii badanego zjawiska.
Jako m a t e r i a ł ź r ó d ł o w y w y k o r z y s t a ł a m t u rozmowy, jakie
p r z e p r o w a d z i ł a m z c z ł o n k a m i ruchu O A Z A , c z ł o n k a m i
Ruchu na Rzecz Beatyfikacji Stefana K a r d y n a ł a W y s z y ń ­
skiego, j a k r ó w n i e ż r o z m o w y z p r z y p a d k o w o n a p o t k a n y m i
przy K r z y ż u l u d ź m i . J e d n o c z e ś n i e p r a g n ę z a z n a c z y ć , że nie
jest m o i m celem d o k ł a d n e , ścisłe ustalenie chronologii
w y d a r z e ń i całkowitej ich a u t e n t y c z n o ś c i . M i m o że m ó w i ę t u
o historii K r z y ż a nie zawsze s z u k a ł a m t u potwierdzenia
relacji moich r o z m ó w c ó w . Fakty, opisy i relacje ludzi
interesują mnie j a k o fenomen, j a k o zjawiska lub t y l k o
wydarzenia, k t ó r e t o w a r z y s z y ł y krzyżowi z k w i a t ó w . I n n y m i
słowy: interesują mnie t u przede wszystkim treści, jakie się
w o k ó ł tego k r z y ż a skupiły.
Powstanie K r z y ż a z k w i a t ó w (maj-czerwiec 1981 r.) bez­
p o ś r e d n i o z w i ą z a n e b y ł o ze śmiercią Prymasa Stefana W y ­
szyńskiego, j e m u też K r z y ż ten był p o ś w i ę c o n y i ofiarowany.
Pojawienie się K r z y ż a z k w i a t ó w m o ż n a więc określić

86

w czasie, j e d n a k ż e inspiracje i m o t y w y jego zaistnienia są
bardziej z ł o ż o n e i w y m a g a j ą prześledzenia f a k t ó w i wyda­
rzeń, k t ó r e miały miejsce o wiele wcześniej.
J u ż sama nazwa tego zadziwiającego „ p o m n i k a " i spory
jakie w y w o ł a ł a w ś r ó d m o i c h r o z m ó w c ó w stanowi ciekawy
m a t e r i a ł m ó w i ą c y o żywości tego zjawiska. A więc K r z y ż
z k w i a t ó w czy K r z y ż Kwietny?
„Krzyż Kwietny to dosłowne tłumaczenie angielskiego określenia
'Flower Cross', które pojawiło się u zachodnich korespondentów
relacjonujących wydarzenia warszawskie. Osoby bliżej związane
z Krzyżem (układający, pilnujący) zwykły posługiwać się nazwą
Krzyż z kwiatów. Motywuje się to częstym pojawianiem oprócz
kwiatów także zniczy, zaistniałby wtedy kłopot, gdyby miano
nazywać Krzyż np. Zniczowym Krzyżem."
Tak też, j a k m i sugerowano, nawet gdyby zaczęły przewa­
żać tam inne formy o z d ó b , dekoracji (znicze, flagi, jedlina)
zawsze będzie to K r z y ż z k w i a t ó w j a k o g ł ó w n e p r z e s ł a n i e
tego „ p o m n i k a " , j a k o jego idea i styl.
O d w o ł a j m y się do w y d a r z e ń jakie miały miejsce na placu
Z w y c i ę s t w a , k t ó r e b e z p o ś r e d n i o z a i n s p i r o w a ł y powstanie
K r z y ż a z k w i a t ó w . Były to uroczystości pogrzebowe Pryma­
sa Stefana W y s z y ń s k i e g o i - wcześniej - Msza Św. odprawio­
na przez Jana P a w ł a I I na placu Z w y c i ę s t w a w trakcie Jego
pierwszej pielgrzymki do Polski. Jako m a t e r i a ł opisowy
w y k o r z y s t a ł a m t u cytaty z prasy relacjonującej te wydarze­
nia. Wydaje m i się, że m o ż e w ten s p o s ó b uda się c h o ć b y
w niewielkim stopniu o d t w o r z y ć a t m o s f e r ę owych d n i ,
n a s t r ó j j a k i p a n o w a ł w społeczeństwie, a t a k ż e i k o n w e n c j ę
l i t e r a c k o - d z i e n n i k a r s k ą j a k a w ó w c z a s stała się o b o w i ą z u j ą ­
cą. Przypomnienie tamtych w y d a r z e ń jest konieczne, ponie­
w a ż to one są p o d ł o ż e m , gruntem z jakiego w y r o ś n i e K r z y ż
z k w i a t ó w u ł o ż o n y przez s p o ł e c z e ń s t w o Warszawy po śmie­
rci Prymasa.
2

PAP doniosiła:
„Dnia 28 maja br. o godz. 4 w Uroczystość Wniebowstąpienia
Pańskiego, w rezydencji arcybiskupów warszawskich zmarł
w wieku 79 lat Jego Eminencja kardynał Stefan Wyszyński,
arcybiskup, metropolita gnieźnieński i warszawski Prymas Pol­
ski."
4 0

3

„Śmierć Prymasa Polski, kardynała Stefana Wyszyńskiego po­
grążyła w wielkiej żałobie, nie tylko całą polską społeczność
katolicką, lecz - bez przesady rzec to można - cały naród i cały
kraj. Bo też kardynał Stefan Wyszyński w ciągu całego swego
życia służył mu wiernie, był zaś nie tylko kapłanem, lecz i mężem
stanu miary niepospolitej." („Żołnierz Wolności")
4

„Zgon Prymasa Polski - Ks. Kardynała Stefana Wyszyńskiego
poruszył wszystkich Polaków. Odszedł wybitny kapłan i wielki
patriota. Jego postawa nacechowana była zrozumieniem proce­
sów historycznych i obywatelską odpowiedzialnością męża stanu
za pomyślność Ojczyzny. (...) Jesteśmy przekonani, że Jego życie,
myśl i trud stworzyły wzorzec współdziałania Kościoła z socjalis­
tycznym państwem. (...) Zwracamy się do Episkopatu i całego
duchowieństwa ze słowami głębokiego współczucia
Stanisław Kania, Henryk Jabłoński, Wojciech Jaruzelski,
Stefan Ignar, Edward Kowalczyk, Stanisław Gucwa"
(Oświadczenie najwyższych władz państwowych na ręce
przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski kar­
dynała Franciszka Macharskiego.)
5

„W mieście nastrój powagi. Miasto udekorowane narodowymi
flagami przepasanymi kirem. Żałoba narodowa. Prawdziwa
żałoba przeżywana przez cały naród. (...) Na placu Zwycięstwa,

�który mieszkańcy Warszawy, od czasu Mszy św. odprawionej
przez Papieża nazwali placem Zwycięstwa Kardynała W y s z y ń ­
skiego, robotnicy budują ołtarz, o k o ł o godziny 20.00 dźwig
ustawia ten sam wielki krzyż z czerwoną stułą wielkanocnego
zwycięstwa, krzyż który stał tu podczas Mszy św. papieskiej."
( „ T y g o d n i k Powszechny")
6

„Jakaś niebywała symbolika w tym pogrzebie. Ten sam
ogromny krzyż na placu Z w y c i ę s t w a , ten sam, pod którym,
dokładnie niemal co do dnia stał Jan Paweł II Papież z Polski [w
czasie swojej wizyty w Warszawie], a witał G o gospodarz miasta
arcybiskup warszawski Prymas Polski (...). A potem na Krakows­
kim Przedmieściu, prosta drewniana trumna, na barkach ludz­
kich niesiona, płynąca przez morze głów. Biały k o r o w ó d książąt
kościoła z różnych krajów i k o n t y n e n t ó w . Dzwony bijące nieus­
tannie, rozkołysane, wszystkie dzwony Warszawy, m o ż e całej
Polski. Dzwony, dzwony, dzwony. A w tym dzwonieniu strach
czy triumf?" ( „ T y g o d n i k Powszechny")
7

„ W uroczystości wzięła udział delegacja władz p a ń s t w o w y c h
na najwyższym szczeblu na czele z Henrykiem Jabłońskim. (...)
G ł o s e m d z w o n ó w ze wszystkich k o ś c i o ł ó w Polski rozpoczął się 28
maja - w dniu zgonu Stefana W y s z y ń s k i e g o , trzydniowy okres
żałoby. Wierni gromadzili się na n a b o ż e ń s t w a c h , odprawiali
modlitwy w intencji zmarłego prymasa. (...) Tysiące, tysiące
P o l a k ó w osobiście ż e g n a ł o swego arcykapłana i wielkiego roda­
ka. (...) Dziennikarze P A P przekazują:
Warszawa - godziny p o ł u d n i o w e 31 maja. W mieście nastrój
żałoby i głębokiej powagi. Flagi na gmachach publicznych
opuszczone do p o ł o w y masztu i przepasane kirem. (...) Nieprze­
brany potok ludzki wciąż jeszcze w p ł y w a do kościoła Seminaryj­
nego, aby o d d a ć hołd u trumny Zmarłego. (...) Po przeszło
4 godzinach od rozpoczęcia uroczystości pogrzebowych procesja
wkracza do kościoła Katedralnego. (...) Odczytany zostaje tes­
tament Prymasa Polski." („Żołnierz W o l n o ś c i " )
8

Oto fragment

testamentu:

„ U w a ż a m sobie za łaskę, że m o g ł e m dać ś w i a d e c t w o prawdzie
jako więzień polityczny, przez trzyletnie więzienie i że uchroniłem
się od nienawiści do moich r o d a k ó w sprawujących władzę
w państwie. Ś w i a d o m w y r z ą d z o n y c h mi krzywd wybaczam im
z całego serca wszystkie oszczerstwa, którymi mnie zaszczycali."'

Później autorzy książki „ P r y m a s T y s i ą c l e c i a " n a p i s z ą :
„ N i k t w Polsce nie miał takiego pogrzebu i n i k t nie sprawił,
że oczy cywilizowanego świata s k o n c e n t r o w a ł y się tak
bardzo na Polsce."
N i e p r z y p a d k o w o większość relacji z u r o c z y s t o ś c i pogrze­
bowych p o d k r e ś l a symboliczny związek z o d p r a w i o n ą w cze­
rwcu 1979 r o k u M s z ą p a p i e s k ą . T ę s y m b o l i c z n ą zbieżność
t w o r z y ł o miejsce - plac Z w y c i ę s t w a i krzyż - ten sam w o b u
uroczystościach. Ale wspólnych w ą t k ó w poprzedzających
powstanie Warszawskiego K r z y ż a z k w i a t ó w jest więcej.
N a l e ż ą do nich wcześniejsze formy a k t y w n o ś c i , w k t ó r y c h
d o p a t r y w a ć się m o ż n a jego pierwowzoru:
10

„6.06.80 r. w 1 rocznicę pielgrzymki Jana Pawła II do Polski, po
c a ł o n o c n y m czuwaniu w kościele Św. Anny, młodzież z O A Z Y
(kilkadziesiąt o s ó b ) udała się na pl. Zwycięstwa i tam ułożyła
z kwiatów i zniczy tzw. Krąg Charyzmatyczny."
„Była to akcja jednorazowa, bez kontynuacji. Podobne znaczenie
przypisać należy manifestacji, jaka odbyła się 25.09.80 г., a która
miała na celu upamiętnienie rocznicy uwolnienia Prymasa
(25.09.1953). N a pl. Zwycięstwa u ł o ż o n o wtedy Krzyż z kwiatów.
T o również nie w y w a r ł o większej reakcji społecznej tym bardziej,
że n a s t ę p n e g o dnia kwiaty uprzątnięto."

Wydarzenia te świadczą o krystalizującej się j u ż wcześniej
potrzebie u p a m i ę t n i e n i a osoby czy miejsca. T u niewątpliwie
s z u k a ć trzeba p o c z ą t k ó w K r z y ż a z k w i a t ó w , t y m bardziej, że
brak było jakiejkolwiek innej formy u p a m i ę t n i e n i a wyda­
rzeń, o k t ó r y c h zaświadczał. Podobne gesty „ s a k r a l i z u j ą c e "
p r z e s t r z e ń t o w a r z y s z y ł y pielgrzymkom P a p i e ż a .
„(...) dwunastotonowy granitowy głaz postawiony został w M a n ­
chester w Heaton Park, aby upamiętnić historyczną wizytę Ojca
św. Jana Pawła II w tym mieście i M s z ę Św., którą Papież odprawi!

w miejscowym parku w czerwcu 1982 r." - d o n o s i ł w swej
fotonotce tygodnik „Za i przeciw" (nr 26, 1983 r.)
D l a p o r ó w n a n i a o d w o ł a j m y s i ę do d o s y ć o b s z e r n e g o
opisu „ s a k r a l i z a c j i " przestrzeni w Niepokalanowie, k t ó r y
o d w i e d z i ł w t r a k c i e swej drugiej p i e l g r z y m k i J a n P a w e ł I I .
„Święty gwardian wyśnił sobie na tych polach lotnisko. (...)
Chociaż nie zdążył zamienić snu na twardą płytę, pamięć o jego
śnie
towarzyszyła
nieodparcie
przedziwnemu
spotkaniu
z 18.06.83. Nie nad Tybrem, lecz nad Teresinką, nie na placu Św.
Piotra, ale w 'szczerym polu' mazowieckich piasków, nie w Wiecz­
nym Mieście, ale w prowizorium Niepokalanowa, nie wobec
m i ę d z y n a r o d o w e j , trochę p o b o ż n e j , więcej ciekawej publiczności,
ale p o ś r ó d polskiego, trochę ciekawego, więcej szczerze p o b o ż ­
nego ludu, nie u konfesji św. Piotra, lecz u boku klasztornego
cmentarzyska z symbolicznym grobem św. Maksymiliana, nie na
tle kolorowych Szwajcarów, ale pod troskliwą opieką służby
powszechnej, że stał się dziwowiskiem ludzi i a n i o ł ó w (zakonnicy,
księża, klerycy, S B , milicja i B O R , współpracujący ręka w r ę k ę ) . . .
T u i w takiej sytuacji o d b y w a ł o się niepowtarzalne spotkanie
z Piotrem naszych c z a s ó w .
N a polach tych nie przewidywano niegdyś t ł u m ó w ani miejsca, na
które ściągać będzie p o b o ż n o ś ć pielgrzymów. O w o c o w a ł tu
piękny sad posadzony przez braci o g r o d n i k ó w . (...) Potem w imię
'wyższej użyteczności społecznej' zabrano pola zakonnikom.
Zajechały potężne traktory. Powyrywały z korzeniami sad.
Wyższej użyteczności jednak nie b y ł o . (...) Po wydarzeniu, które
spadło na te pola 18.06.83 г., nie wróci tu s p o k ó j kwitnienia i trud
zbiorów. Nastanie czas autentycznej 'wyższej użyteczności'. Przy­
jdą pielgrzymi, którzy nabyli prawa do tego skrawka ziemi. (...)
- Rozbieracie ołtarz?
Nikt nie spieszy z o d p o w i e d z i ą . Prowizorka to. R o z e b r a ć trzeba.
Wiadomo, nie stawiano tak, by na dłużej miało p o z o s t a ć . Ale stoi.
Niech jeszcze m ó w i , świadczy, przypomina. (...) Po 'lotnisku'
snują się ludzie. Tutaj w y l ą d o w a ł . Tędy szedł do auta. W tym
miejscu rozmawiał z ludźmi przed odlotem...
- Pocałuj synku ziemię! Po niej Ojciec Święty przechodził. Niech
bracia nie sadzą tu kapusty. Niech nie sieją żyta. Ziemia ta
a w a n s o w a ł a , otrzymała dyplom szlachectwa. M a przypominać,
rozmyślać, modlić się i uczyć. Wyrośnie tu świątynia Res sacra
homo. "
l 1

Potrzeba miejsca, miejsca u ś w i ę c o n e g o , do k t ó r e g o m o ż n a
p o w r a c a ć , do k t ó r e g o m o ż n a i ś ć z p i e l g r z y m k ą , z k t ó r e g o
m o ż n a c z e r p a ć n a t c h n i e n i e , j a k c z e r p a ł o s i ę wtedy, gdy po
raz pierwszy b y ł o ono ś w i a d k i e m c u d o w n y c h , ś w i ę t y c h
w y d a r z e ń . B y ć m o ż e ta s a m a p o t r z e b a s p o n t a n i c z n a , c h o ć
chyba jednak trochę przekornie d e m o n s t r u j ą c a s w ą p o l s k ą
religijność, kazała składać kwiaty na placu Z w y c i ę s t w a .
I rzecz z n a m i e n n a - w i ę k s z ą w a r t o ś ć z n a c z e n i o w ą i s y m ­
b o l i c z n ą w takich chwilach m a k a ż d y najmniejszy nawet akt
niż usankcjonowane formy u p a m i ę t n i a n i a . W e d ł u g bardzo
s p r z e c z n y c h , c z ę s t o a ż w y k l u c z a j ą c y c h s i ę relacji, K r z y ż
p o w s t a ł w „kilka dni po śmierci P r y m a s a " .
„ W kilka dni po śmierci Prymasa do Warszawy przejeżdża
pielgrzymka (chyba ze Śląska), której uczestnicy chcą złożyć
kwiaty na grobie Prymasa, ale cała krypta jest już usłana
kwiatami. Wtedy pojawia się p o m y s ł ("nie wiadomo czyj') prze­
niesienie k w i a t ó w tych z katedry i tych spod Zygmunta na pl.
Zwycięstwa - tam gdzie stała trumna. D o tej pory nic właściwie na
placu się nie działo, czasem ktoś zapalił znicz czy p o ł o ż y ł małą
wiązankę k w i a t ó w , było to jednak działanie bardzo indywidualne
i spontaniczne, nikt nie myślał nad formą ułożenia k w i a t ó w , nikt
nie myślał by ich p i l n o w a ć . "
„Inicjatorką powstania Krzyża z k w i a t ó w była pani E w a P.
otaczająca czcią Prymasa jeszcze za jego życia. P o c z ą t k o w y m
planem pani E w y b y ł o utrzymanie Krzyża przez okres kościelnej
żałoby po Prymasie (tj. 6 tygodni). (...) Ona zajmowała się
układaniem k w i a t ó w . . . "
O b i e te realacje u k a z u j ą p e w i e n p r o b l e m - c z y w w y p a d k u
p o w s t a ł e g o K r z y ż a z k w i a t ó w m a m y do c z y n i e n i a z z a ­
c h o w a n i a m i spontanicznymi, czy też u s a n k c j o n o w a n y m i ,
uporządkowanymi mocą autorytetów? Trudno doszukiwać

87

�i albo podnosili kwiaty z ulicy i zabierali do swoich domów, albo
składali pod Zygmuntem czy na placu Zwycięstwa. Nikt wtedy
nie myślał o ułożeniu Kwietnego Krzyża. Czuło się jednak, że
miejsce to nabrało jakby nowego znaczenia."
N a p o d o b n ą p o t r z e b ę posiadania „ z m a t e r i a l i z o w a n e j "
p a m i ą t k i , b ę d ą c ą przejawem p a t r i o t y z m u lat z a b o r ó w , zwra­
cał u w a g ę Stanisław Wasylewski:
„Niech tylko umrze ktoś wybitny, zaraz wszystko, co go otaczało,
staje się przedmiotem pożądliwości tłumu. Rozchwytują prze­
płacając nawet byle rupiecie. Kto nie miał szczęścia zdobyć
strzępka, na którym spoczęła ręka Kościuszki czy ks. Józefa,
kontentuje się kwiatkiem zerwanym na kopcu krakowskim,
listkiem z wieńca w czasie żałobnego nabożeństwa albo nawet
garstką kurzu z ulicy, którą szedł kondukt. ( . . . ) " '
5

T ł o historyczne, w j a k i m p o w s t a ł K r z y ż z k w i a t ó w , nosi
w y r a ź n e znamiona chaosu. Przemiany polityczne, m o r a l no-etyczne tych d n i , a j e d n o c z e ś n i e potrzeba szukania
stałych w a r t o ś c i i stabilizacji stały się d o s k o n a ł y m gruntem,
na j a k i m m ó g ł ujawnić się znak czy symbol. I b y ć m o ż e
powstanie K r z y ż a z k w i a t ó w staje się, z symbolicznego
p u n k t u widzenia, poszukiwaniem „ n o w e g o miejsca" w nie­
pewnym świecie? Eliade pisze: „ O d k r y c i e l u b ustalenie
p u n k t u oparcia - ' ś r o d k a ' jest r ó w n o z n a c z n e ze stwarzaniem
świata"
Wydzielone miejsce święte (sacrum) i p o t r z e b a wydo­
bycia go z otoczenia (profanum) istnieje t u jedynie na
zasadzie k o n t r a s t u , k t ó r y przejawić się m o ż e w manife­
stacji, w dawaniu ś w i a d e c t w a przez uczestnictwo, c h o ć b y
przez codzienne s k ł a d a n i e k w i a t ó w . Wydarzenia lat 80-tych,
to specyficzny okres sprzyjający ujawnieniu się z a c h o w a ń
symbolicznych. N o w e g o też symbolicznego znaczenia nabie­
rają często pojawiające się kwiaty. Te s k ł a d a n e pod warszaw­
ską R o t u n d ą po tragicznym w y p a d k u 1979 r „ te leżące
u w r ó t Stoczni G d a ń s k i e j w 1980 r „ czy też te t o w a r z y s z ą c e
pogrzebowi Grzegorza Przemyka. N a b i e r a ł y one j a k b y
nowego sensu, w y m i a r u społecznego protestu - b ę d ą c zara­
zem o z n a k ą s o l i d a r n o ś c i . Udekorowane k w i a t a m i Bramy
Stoczni G d a ń s k i e j s y m b o l i z o w a ł y j e d n o ś ć i poparcie jakiego
udzielali s t r a j k u j ą c y m ci, k t ó r z y „nie zmieścili się" w murach
stoczni, a k t ó r z y poprzez kwiaty dodawali otuchy, okazywali
poparcie i p o d k r e ś l a l i symbolicznie swą o b e c n o ś ć podczas
strajku. J a k ż e p o d o b n ą rolę o d g r y w a ł y kwiaty na pogrzebie
Grzegorza Przemyka:
1 6

U. I. Plac Zwycięstwa, 1 sierpnia 1981

się w t y m akcie p r z y p a d k o w o ś c i czy b r a k u s p o n t a n i c z n o ś c i .
Wydaje się, że w p o c z ą t k o w y m okresie swego istnienia m i a ł
K r z y ż charakter j a k b y ludowego miejsca k u l t u , p o w s t a ł e g o
spontanicznie, aby o d d a ć h o ł d z m a r ł e m u .
C z y m więc jest K r z y ż z k w i a t ó w ? - specyficznym kwiet­
n y m pomnikiem? D w a , z d a w a ł o b y się, sprzeczne stwierdze­
nia - kwiaty i p o m n i k . J u ż z racji swej trwałości j a k b y
wykluczające się, a jednak... K w i a t y , istotny element na­
szego życia. Dostajemy je, s k ł a d a m y , przechowujemy. T w o ­
rzą poczucie więzi, są wyrazem szacunku i p a m i ę c i . W ł a ś n i e
w pamięci i uczuciu jest ich m o c .
Obie wizyty P a p i e ż a i pogrzeb Stefana W y s z y ń s k i e g o
nieodparcie k o j a r z ą się z kwiatami. K w i a t a m i , k t ó r y m i
przystrajano ołtarzyki w oknach, k w i a t a m i , k t ó r y m i w y s ł a n e
były trasy przejazdu czy przemarszu, aż wreszcie kwiatami,
k t ó r e potem zbierano na p a m i ą t k ę czy s k ł a d a n o na jedno
miejsce. Uczestnicy powitania Jana P a w ł a I I w s p o m i n a j ą :
..Kolorowy, gęsiy tłum, często z kwiatami, nierzadko białożółlymi chorągiewkami oraz transparentami oblepił dookolne uli­
ce."'
.,(...) a my wyrywaliśmy się na ulicę przez wątłe barierki ogrodzeń,
aby zabrać na pamiątkę kwiaty układane przedtem w barwne
pasy na jezdni."
1 2

3

14

Podobnie w d n i u uroczystości pogrzebowych księdza
Prymasa p o Mszy Św. i po przemarszu k o n d u k t u ż a ł o b n e g o
p o z o s t a ł y kwiaty. Część u ł o ż o n o pod k o l u m n ą Z y g m u n t a
(dalej trasa była z a m k n i ę t a ) , część zebrano i zaniesiono na
miejsce, gdzie stała trumna. M ó w i członek ruchu O A Z A :
„Nie można ich było tak zostawić, zresztą ludzie sami to czuli

88

„Ludzie, trzymając się za ręce, tworzą szpaler wokół tych, którzy
niosą trumnę. Na białym materiale z przodu skrzyni napis
czerwony „Solidarność". Za trumną - już całą szerokością ulicy
- idzie las rąk z palcami ułożonymi w V. Ktoś podnosi do góry
dwa goździki — biały i czerwony - które rozchylają się w boki
tworząc V . "
A b y K r z y ż z k w i a t ó w m ó g ł p o w s t a ć , m u s i a ł b y ć zaakcep­
towany, tzn. m u s i a ł o d p o w i a d a ć pewnemu zapotrzebowa­
niu. I rzeczywiście był zaakceptowany, o d w o ł y w a ł się bo­
wiem do najbardziej pierwotnej formy p a m i ę c i - h o ł d u
wobec osoby.
W tradycyjnej kulturze ludowej, a t a k ż e , j a k na to zwraca
u w a g ę Aleksander Jackowski, przeciwstawiając „ p o m n i k i
w ł a d z y " , p o m n i k i oficjalne, p o m n i k o m ludu:
,, (...) zdecydowana większość pomników ludu identyfikuje się
z formą krzyża bądź kapliczki. Można nawet powiedzieć, że wiele
z nich to po prostu obiekty kultu opatrzone stosowną dedyka­
cją."
K r z y ż z k w i a t ó w w pewnym sensie t a k ą funkcję pełnił.
W kulturze ludowej p a m i ę ć przetworzona w stałą f o r m ę
p o m n i k a o w ą t r w a ł o ś ć p o d k r e ś l a w s p o s ó b z n a c z ą c y . Ziem­
ne kurhany, kamienne stelle, drewniane k r z y ż e , kapliczki
„ p a m i ę t a ć " m o g ą d ł u g o . Warszawski K r z y ż z k w i a t ó w
stanowi j a k b y tego zaprzeczenie, charakteru „ p o m n i k a "
w d o k ł a d n y m tego słowa znaczeniu na pewno nie ma.
„Pomnik? - jaki to pomnik! kopnąć i się rozleci! To proszę pani
prowokacja, żeby tylko ludzi wykołować, a potem będą się z nas
17

�nia (niekiedy 100-200 o s ó b ) , niektórzy śpiewali pieśni religijne,
ale należało to raczej do rzadkości. Wśród zgromadzonych widać
przede wszystkim urzeczenie pięknem tego zjawiska, jego czysto­
ścią, siłą przekazu. Coraz jaśniejszym stawało się, że Krzyż
stanowi formę ż y w e g o pomnika, p o ś w i ę c o n e g o pamięci Stefana
Kardynała W y s z y ń s k i e g o " .

Z czasem nałożyły się nowe treści i znaczenia. W warszaw­
skim K r z y ż u z k w i a t ó w widzieć m o ż e m y więc n a s t ę p u j ą c e
warstwy symboliczne:
1. Projekt ż y w e g o p o m n i k a p o ś w i ę c o n e g o p a m i ę c i Stefana
Wyszyńskiego,
2. Z n a k u p a m i ę t n i a j ą c y wizytę Jana P a w ł a I I ,
3. Symbol drogi bez przemocy,
4. Symbol u m ę c z o n y c h i u w i ę z i o n y c h za przekonania.
Z biegiem czasu też historia K r z y ż a , taka j a k ą p r z e k a z u j ą
informatorzy, ulega zmitologizowaniu.
„ W drugiej p o ł o w i e lipca 81 powstaje Ruch N a Rzecz Beatyfikacji
Stefana Kardynała W y s z y ń s k i e g o . Nieliczna grupa inicjatorów
ruchu udaje się z petycją do władz kościelnych, aby g o d ł e m ruchu
ogłosić Krzyż z k w i a t ó w jako uniwersalny symbol nadziei. Nie
uzyskują jednak poparcia."

M i ę d z y lipcem a sierpniem pojawia się u podstawy K r z y ż a
napis „ M y chcemy Boga". Sfotografowany i powielony
w formie emblematu K r z y ż wraz z napisem staje się nieofi­
cjalnym znakiem, symbolem ruchu i tych, k t ó r z y go popie­
rają.

Tl. 2. Plac Piłsudskiego, luty 1994. W tym miejscu leżał Krzyż
kwietny

śmieli, że ludzie i to katolicy, a modlą się pod jakimś krzyżem
z kwiatów".
A jednak K r z y ż istniał, istniał, g d y ż ż y w a była p a m i ę ć
- główny element k o n s t y t u u j ą c y go.
M o ż e m y widzieć t u związki z tradycją r o m a n t y c z n ą .
P a m i ę ć wymaga a k t y w n o ś c i i ciągłego uczestnictwa. Sztuka
i literatura polska okresu r o m a n t y z m u ze szczególnym
upodobaniem o d w o ł y w a ł y się do m o t y w u k r z y ż a , p o w s t a ń ­
czej m o g i ł y , bo w ł a ś n i e prostota tego „ p o m n i k a " , usypanego
z ziemi grobu z drewnianym k r z y ż e m , d o m a g a ł a się zawsze
uczestnictwa, ciągłej p a m i ę c i i opieki p o k o l e ń .
„Zniknie pamięć na spiżach i marmurach ryta,
lecz ją w sercu Polaków potomność wyczyta."
„Skrop zwiędłe kwiaty martwych, niech z niebieskiej góry
Dusza moja pogląda na ten grób ponury,
Który straci posępność i okropność swoją,
Gdy go piękne Twe dłonie kwiatami przystroją."
Poświęcenie, cierpienie dla ojczyzny - o d s y ł a też do
mesjanistycznych koncepcji c h c ą c y c h widzieć w Polsce Chry­
stusa N a r o d ó w . P e w n ą realizację tych w ą t k ó w m o ż n a t a k ż e
wychwycić, p r z y g l ą d a j ą c się dalszej historii warszawskiego
Krzyża z kwiatów.
N a p o c z ą t k u bardziej z zadziwowaniem niż ze zrozumie­
niem g r o m a d z ą się tam przypadkowo zebrani ludzie, czasem
d o k ł a d a j ą c w ł a s n e kwiaty, czasem wieczorem z a p a l a j ą c
w ł a s n e znicze.
..Do końca lipca nie odbywały się właściwie większe zgromadze­
1 8

19

20

„I lipca 81 na pl. Zwycięstwa pojawia się u ł o ż o n y z k w i a t ó w
i zniczy symbol kotwicy, a dla dodatkowego wzmocnienia
powiewają nad nim biało-czerwone flagi. Istnieje to przez jakieś
2-3 dni, nie g r o m a d z ą się tam ludzie i potem samo niknie.
Stworzyli to chyba ci od 'pomnika Sumienia' (mowa o Pomniku
K a t y ń s k i m na P o w ą z k a c h - M . M . - C . ) i c h o d z i ł o być m o ż e
0 jakąś kontrpropozycję w stosunku do Krzyża, ale ludzie tego nie
zaakceptowali, było to zbyt nachalne i przez to aż prowokujące.
M i ę d z y 1 a 2 sierpnia pojawiają się próby zniszczenia Krzyża.
Kwiaty są porozrzucane, pogaszone znicze, od tej pory zdarza się
to d o ś ć często. Wtedy też (początek sierpnia) udaje się kolejna
delegacja do K u r i i z prośbą o opiekę nad Krzyżem, jako
pomnikiem Kardynała W y s z y ń s k i e g o . Nie uzyskują jednak pozy­
tywnego rozwiązania, mając w zamian poczynione obietnice, że
przeprowadzane są rozmowy mające na celu utworzenie pomnika
W y s z y ń s k i e g o przed k o ś c i o ł e m ss. Wizytek w Warszawie. Wtedy
też ludzie, zajmujący się Krzyżem z k w i a t ó w , postanawiają
rozpocząć nocne czuwanie przy Krzyżu, ale chętnych jest m a ł o ,
brak deklaracji."

Z czasem miejsce przy K r z y ż u staje się punktem infor­
macyjnym, m ó w i ą c y m o nastrojach s p o ł e c z n y c h . N a s t ę p u j e
stopniowy r o z k w i t K r z y ż a . Upowszechnia się zwyczaj skła­
dania ś l u b n y c h w i ą z a n e k . Codziennie przynoszone świeże
kwiaty ożywiają go, a g r o m a d z ą c e się grupy ludzi w s p ó l n i e
m o d l ą c y c h się i śpiewających n a b o ż n e pieśni n a d a j ą zgroma­
dzeniom przy K r z y ż u w i d o w i s k o w o - o b r z ę d o w y charakter.
W j a k i c h obszarach k u l t u r o w y c h z a c h o w a ń n a l e ż a ł o b y
umieścić to wszystko, co z w i ą z a n e b y ł o z K r z y ż e m , d o p e ł ­
niając go i n a d a j ą c m u specyfikę. Wydaje się, że m o ż e m y
dostrzec t u zachowanie g r a n i c z ą c e p o n i e k ą d z happeningiem
czy też l u d o w ą , często l u d y c z n ą f o r m ą naigrywania się
z w ł a d z y . Zachowania o s ó b zgromadzonych przy K r z y ż u to
w y n i k specyficznej kultury masowej, k t ó r a w t y m w y p a d k u
osiąga wręcz jarmarczny charakter.
Powoli w wystroju K r z y ż a i w trakcie o d b y w a j ą c y c h się
s p o t k a ń ujawniają się w y r a ź n i e tendencje polityczne. Jakby
n i e p o d w a ż a l n y był j u ż fakt, że K r z y ż z k w i a t ó w stanowi
f o r m ę p o m n i k a p o ś w i ę c o n e g o Stefanowi W y s z y ń s k i e m u ,
zatem symboliczne przypominanie tego b y ł o zbyteczne.
W y s t a r c z y ł portret Prymasa umieszczony p o ś r o d k u K r z y ż a .
N o w e natomiast treści symboliczne, k t ó r e się z czasem
n a w a r s t w i ł y w y m a g a ł y p o d k r e ś l e n i a , stąd też bardziej mani­
festacyjna była forma ich wyrazu.
„ W a ż n y m wydarzeniem dla Krzyża z k w i a t ó w staje się 5.08.81
- zakończenie strajku na Rondzie u zbiegu ul. Marszałkowskiej
1 A l . Jerezolimskich. Pierwsze autobusy o b ł o ż o n e były kwiatami,

89

�jeszcze przed zakończeniem strajku umawialiśmy się, że będą
zawiezione pod Krzyż. Nie było mnie przy tym, więc nie wiem na
pewno, ale n a s t ę p n e g o dnia pod Krzyżem k w i a t ó w było bardzo
d u ż o - więc m o ż e je tam zawieźli."

Zaczyna k r y s t a l i z o w a ć się koncepcja c h c ą c a widzieć
w K r z y ż u symbol drogi bez przemocy. P o d k r e ś l a się jego
„ b e z b r o n n o ś ć " i chęć przestrzegania, aby w jego wystroju
z n a j d o w a ł y się jedynie elementy kwiatowe i religijne. Jednak­
że na pojawianie się licznych ulotek politycznych ludzie
a n i m u j ą c y K r z y ż , j a k t w i e r d z ą , nie mieli ż a d n e g o w p ł y w u .
P o d k r e ś l a n o , że ,,to świetny barometr nastrojów społecznych.
jeżeli oni nie niszczą Krzyża to znaczy, że też chcą iść drogą
pokojową."

D u ż e zainteresowanie K r z y ż e m i jego p o p u l a r n o ś ć przy­
ciąga k o r e s p o n d e n t ó w prasy zachodniej. O d p o w i a d a j ą c na
ich pytania z powodzeniem przy K r z y ż u udaje się p o d k r e ś l i ć
jego p o k o j o w y charakter i n a d a ć mu sens apelu, aby wszelkie
problemy społeczne r o z w i ą z y w a n e były w s p o s ó b p o k o j o w y .
Od p o c z ą t k u istnienia K r z y ż a musieli być ludzie pod­
t r z y m u j ą c y go, n a d a j ą c y mu sens i charakter. Było to
zjawisko d ł u g o t r w a ł e , skupiające wielorakie treści, tendencje
i ludzi. Jego otwarta forma d a w a ł a szansę w s p ó ł u c z e s t n i c t w a
k a ż d e m u , kto przy K r z y ż u się znalazł. Było to przecież
przede wszystkim miejsce s p o t k a ń zupełnie przypadkowych
p r z e c h o d n i ó w zainteresowanych niepowtarzalnym zjawis­
kiem czy też s e n s a t ó w w i d z ą c y c h w K r z y ż u wyzwanie
rzucone władzy.
P r z y g l ą d a j ą c się K r z y ż o w i z k w i a t ó w nie s p o s ó b nie
zwrócić uwagi na pewne p o d o b i e ń s t w o z Wielkanocnymi
G r o b a m i P a ń s k i m i . Treści polityczne, symbolika narodowo-religijna pojawiają się z a r ó w n o w jednej, jak i drugiej
formie. G r o b y jednak s t a n o w i ą całość z a m k n i ę t ą , d a n ą do
odczytania i kontemplacji, gdzie rola odbiorcy zredukowana
jest do m i n i m u m . Symbolika G r o b ó w , podobnie j a k K r z y ż a ,
o d w o ł u j e się do emocji odbiorcy - j e d n a k ż e k a ż d o r a z o w y
g r ó b jest wynikiem takiej artystycznej formy, k t ó r a została
zaakceptowana przez w ł a d z e parafialne. Krzyż natomiast to
forma zupełnie otwarta, na wszelkie nawet najbardziej
skrajne propozycje.

w w i ę z i e n n y m pasiaku z wyakcentowanym znakiem P, co
przemienia go w więźnia politycznego, czyniąc patronem
wszystkich aresztowanych i internowanych, pojawia się też
wizerunek św. Barbary ..jako p a t r o n k i Podziemia." T u po
tragedii w kopalni „ W u j e k " , k t ó r a r o z e g r a ł a się w pierw­
szych dniach stanu wojennego (17.12.81) i p r z y n i o s ł a pierw­
sze śmiertelne ofiary, umieszczono m a ł e krzyżyki wykonane
z bryłek węgla, a pod spodem nazwiska poległych g ó r n i k ó w .
W pierwszych dniach stanu wojennego utrwalił się zwyczaj
u p a m i ę t n i a n i a miesięcznicy w y d a r z e ń grudniowych na W y ­
brzeżu z 1970 r. ( k a ż d y 16) i stanu wojennego ( k a ż d y 13). Te
dni miały r ó w n i e ż wielkie znaczenie dla K r z y ż a , właśnie
wtedy g r o m a d z i ł o się przy n i m najwięcej ludzi, a zebrania
nabierały charakteru demonstracji.
„Pierwsze większe zgromadzenie przy Krzyżu było w dniu Matki
Boskiej Gromnicznej (2.02). W demonstracji wzięło wtedy udział
ponad 500 o s ó b . "
„2 lutego po nabożeństwie w kościele ss. Wizytek p o c h ó d
przemaszerował na plac i tam przy Krzyżu w otoczeniu s k o t ó w
zapalono świece i znicze. Czuwanie o d b y ł o się w spokoju bez
ingerencji stacjonujących w pobliżu milicyjnych o d d z i a ł ó w . "

Pierwsze miesiące stanu wojennego starano się symbolicz­
nie u t o ż s a m i ć z okresem okupacji. Bardziej lub mniej
ś w i a d o m i e n a w i ą z y w a n o do symboliki i twórczości tamtego
okresu. Starano się p o d k r e ś l i ć z ł o w r o g o ś ć nowej sytuacji,
a j e d n o c z e ś n i e jej przejściowość. Pojawiła się więc bogata
t w ó r c z o ś ć satyryczna, to wszystko, co s t w o r z y ł a „ u l i c a " ,
przenosiło się pod K r z y ż i podobnie wszystko, co zobaczono,

,,25.09.81 w rocznicę aresztowania Prymasa umieszczono pod
Krzyżem kompozycję, która jednak po kilku dniach zostaje
zdjęta. Był to portret Prymasa otoczony kolczastym drutem, pod
którym znajdowała się tabliczka m ó w i ą c a o okolicznościach jego
aresztowania."

I I listopada po Mszy wyrusza p o c h ó d w s t r o n ę G r o b u
Nieznanego Ż o ł n i e r z a .
,,Przed Grobem zostaje odczytany list Leszka Moczulskiego
pisany na Rakowieckiej. Ludzi było bardzo d u ż o , część jak
zwykle stała przy Krzyżu. Wtedy właśnie jego istnienie na placu
było jeszcze bardziej wymowne - Krzyż był symbolem umęczo­
nych za przekonania."

D o istotnych zmian wystroju i w y m o w i e K r z y ż a z kwia­
tów dochodzi po 13 grudnia 1981 roku.
..To dziwne, ale właśnie wtedy, gdy ludzie bali się podejść pod
plac, bo aż roiło się od milicji. Krzyż j a k o ś przetrwał i albo oni
sami. albo jacyś pojedynczy ludzie podtrzymywali go i lak
świadczył, że nadzieja w ludziach nie wygasła."
..Parkingi przy Interpressie przemieniły sie w punkt, gdzie
zgromadzone były skoty. czołgi, suki. T a m też wyłania! się Krzyż
z kwiatów. Nikt wtedy nic myślał by go likwidować, nikt też nic
myślał by k o n t y n u o w a ć jego ideę. Miał umrzeć naturalną śmier­
cią przy braku jakiegokolwiek zainteresowania. Ale stało się
inaczej."

W nowych realiach dostrzec m o ż n a , że wystrój K r z y ż a
zachowuje u m i e j ę t n o ś ć natychmiastowego reagowania na
wydarzenia, tym samym wzmacnia się jego funkcja infor­
macyjna, co w konsekwencji powoduje, że K r z y ż staje się
symbolem protestu wobec p o s u n i ę ć władzy. T u w formie
ulotek m o ż n a było znaleźć informacje o losach internowa­
nych i aresztowanych, pojawiają się zdjęcia Lecha W a ł ę s y
z napisem „ U w o l n i ć Lecha", ojca Maksymiliana K o l b e

90

II. 3. Krzyż. Kościół św. Anny, Boże Ciało 1985

�u s ł y s z a n o p o d K r z y ż e m w y c h o d z i ł o na „ u l i c ę " . T a k w ę d ­
r o w a ł y ś p i e w a n e na z n a n ą o k u p a c y j n ą melodię p r z y ś p i e w k i :
„Siekiera motyka katar sienny
mamy w Polsce stan wojenny"
„Siekiera motyka smok wawelski
przegra wojnę Jaruzelski"

Symbol Polski Walczącej rychło z a s t ą p i o n y zostały Soli­
d a r n o ś c i ą W a l c z ą c ą . T o o d w o ł y w a n i e się do symboliki
okupacyjnej było t y m bardziej popularne, gdyż wierzono
w jej w y m o w ę i d u ż ą k o m u n i k a t y w n o ś ć . Z czasem K r z y ż
staje się miejscem wypowiedzi zdecydowanie r ó ż n y m od
bardzo ograniczonego, jednostronnego obiegu oficjalnych
informacji, dając t y m samym ś w i a d e c t w o j a k ż e odmiennym
nastrojom s p o ł e c z n y m . Obecnie g ł ó w n y m celem istnienia
K r z y ż a jest manifestacja polityczna. Zgromadzenia przy
K r z y ż u i jego wystrój n a b i e r a j ą charakteru demonstracji,
k t ó r e j celem jest p r ó b a kreowania nowej rzeczywistości,
j a k ż e jednak odmiennej.
„ U w o l n i ć Lecha, z a m k n ą ć Wojciecha!"
„Solidarność żyje!"
„ U w o l n i ć aresztowanych i internowanych!"

- informują ulotki.
„ W a r s z a w o , p o w s t a ń w kręgu zła,
Wesel swe serce bliskim dniom
W gwałtownej fali burz wiosennych
Uderza grom"

- czy też bardziej dosadnie:
„ G d y przeminą lody i pójdzie ku wiośnie,

powiesimy W R O N - ę na masztowej sośnie"

- śpiewają zgromadzeni przy K r z y ż u .
Wprowadzenie stanu wojennego i sytuacja p o p r z e d z a j ą c a
sprzyjały niewątpliwie wzrostowi tendencji mitycznych. Ż y ­
cie społeczne, p r z e c h o d z ą c e stan kryzysu, stało się bardziej
podatne na wszelkie mityczne koncepcje. Czy jednak K r z y ż
z k w i a t ó w m o ż n a t r a k t o w a ć j a k o r e a l n o ś ć m i t y c z n ą ? Jeżeli
nawet m o ż a powiedzieć, że K r z y ż realizował się j a k o „ r e a l ­
n o ś ć mityczna", b y ł o to jednak ś w i a d o m e działanie, k t ó r e
m o ż n a by n a z w a ć za Ernestem Cassirerem ś w i a d o m y m
mitem politycznym. N a c z e l n ą z a s a d ą , na jakiej K r z y ż , jego
symbolika i skupiona w o k ó ł niego grupa o p i e r a ł a swe
istnienie, b y ł o p o d k r e ś l e n i e opozycji, kontrast w stosunku do
w ł a d z y , w stosunku do tego, co usankcjonowane i o d g ó r n i e
narzucone. Ekstremalna sytuacja stanu wojennego dodat­
k o w o p o d k r e ś l a ł a tę k o n t r a s t o w o ś ć . I jeżeli j a k o mityczne
b ę d z i e m y t r a k t o w a l i właśnie zachowania „ w ł a d z a " k o n t r a
„ l u d " , w ó w c z a s m o ż e m y m ó w i ć o m i t y c z n y m aspekcie
K r z y ż a . A jednak m i a ł w sobie K r z y ż nadal o w ą t o w a r z y s z ą ­
cą m u na p o c z ą t k u , o d d z i a ł y w u j ą c ą na ludzi a u r ę .
„Czy nie było c o ś wzruszającego, cudownego, poetycznego, że
zimą wśród błota, c z o ł g ó w , Z O M O - w c ó w Krzyż przetrwał, że
miał tyle siły w sobie, że przyciągał ludzi."

K r z y ż przyciągał do siebie, a j e d n o c z e ś n i e istniał, bo ludzie
go tworzyli. Przy niewątpliwie d u ż y m aspekcie polityczności
z e b r a ń przy K r z y ż u p a m i ę t a ć trzeba, że starano się do­
strzegać i p o d k r e ś l a ć jego specyficzne w ł a s n o ś c i „oczysz­
c z a j ą c e " , wyzwalające duchowo, p o z w a l a j ą c e o d e r w a ć się od
niezbyt pozytywnej rzeczywistości. Pod w p ł y w e m K r z y ż a
i dla niego p o w s t a ł a pieśń „ W a r s z a w o p o w s t a ń ! " , k t ó r a
m i a ł a b y ć u w a ż a n a za h y m n o b r o ń c ó w K r z y ż a z k w i a t ó w „ C u d o w n e j Matki Obraz Święty
Przeszkodą będzie im
Ona zapanuje nad z a m ę t e m
Dobro odnajdzie w z ł y m "
2 1

- było g ł ó w n y m p r z e s ł a n i e m H y m n u ; jednak zwyczaj od­
ś p i e w y w a n i a go nigdy nie był w pełni zaakceptowany i nie
przyjął się na t r w a ł e .
M n i e j więcej w p o ł o w i e lutego pojawia się u podstawy
K r z y ż a nowy, t a k ż e w y k o n a n y z k w i a t ó w element. Jest to
znak V odczytywany j a k o zwycięstwo, victoria. O d marca 82
na nowo w pełni r o z k w i t a i o ż y w a K r z y ż z k w i a t ó w .
Wydarzeniem, k t ó r e zostaje u p a m i ę t n i o n e jest rocznica
1968 r.
„8 marca g r o m a d z ą się ludzie, głównie młodzież, ale i starsi, bo
mają m a ł o do stracenia. N i c nie śpiewają, zapalają znicze i taki
jest podniosły nastrój, a zarazem smutek i powaga."

Przy K r z y ż u jest u l o t k a :
„1956
1968
1970
1976
1980
PAMIĘTAMY!!!
SOLIDARNOŚĆ"

II. 4. „Krzyża nie ma. a jest". K o ś c i ó ł św. Anny, maj 1986

Pod koniec marca popularna staje się myśl, aby u k ł a d a ć
K r z y ż e z k w i a t ó w t a k ż e w i n n y c h parafiach, a u ł o ż o n y tak
K r z y ż stałby się symbolem konsolidacji społecznej, zatem
niezależnie od miejsca, w k t ó r y m ludzie spotykaliby się, jeżeli
tylko spotkaniu t o w a r z y s z y ł o b y ułożenie K r z y ż a z k w i a t ó w ,
cel i intencja b y ł y b y d o p e ł n i o n e . Z p r o p o z y c j ą tą łączył się
pomysł,
aby
kolejne
parafie
warszawskie
miały
w opiece K r z y ż z k w i a t ó w . Propozycja ta jednak nie przyjęła
się. Wydaje się, że w koncepcji tej b y ł o coś z tak zwanego
Ł a ń c u c h a Szczęścia, magicznego k o ł a o nie ustalonym
p o c z ą t k u i k o ń c u i o wciąż r o s n ą c y m zasięgu. T a k i charakter
nosi też u l o t k a i n f o r m u j ą c a o t y m p r o j e k c i e .
22

91
i

�„ Z 30 kwietnia na 1 maja [82] po raz pierwszy całkowicie
zlikwidowano Krzyż na placu Zwycięstwa. W y t ł u m a c z o n o , że
było to niezbędne, p o n i e w a ż Krzyż z k w i a t ó w znajdował się
w miejscu, gdzie o d b y w a ć się miały oficjalne uroczystości 1 -majo­
we. Od tego dnia p o c z ą w s z y Krzyż był już systematycznie
usuwany, odradzał się jednak na nowo. Ujawniła się jego moc.
M o ż n a go usunąć, porozrzucać kwiaty, ale on zawsze da się
odtworzyć"

1, 3, 9 maja to d n i , w k t ó r y c h doszło do demonstracji.
Oczywiście miały one miejsce t a k ż e pod K r z y ż e m . W takich
chwilach K r z y ż przyciągał, jego w y s t r ó j , z a w a r t o ś ć infor­
macyjna doskonale dostosowane były do sytuacji.
,,9 maja o k o ł o 1000 o s ó b zgromadziło się na placu przy Krzyżu.
Z O M O s t a c j o n o w a ł o przy parkingach Interpressu. C o jakiś czas
rozjeżdżali się na ostrym sygnale w różnych kierunkach. Obawia­
jąc się p o w a ż n y c h demonstracji starali się obstawić Stare Miasto.
W pewnym momencie spod Interpressu ruszyły skoty i suka
w kierunku ludzi zebranych przy Krzyżu. Przez megafon wezwa­
no zebranych do rozejścia się. Ludzie śpiewali 'Boże c o ś Polskę',
"Maryjo K r ó l o w o Polski'. Skot zatrzymał się tuż przy Krzyżu
- i nagle kilkunastu Z O M O - w c ó w o t o c z y ł o zebranych. N a w o ł y ­
wali do rozejścia się, a jednocześnie ludzie poczuli coraz bliżej
siebie otaczający kordon - nie było jak się rozejść. Ludzie
odśpiewali 'My chcemy Boga'. I nagle tamci powiedzieli - 'Nie
ruszać m o d l ą c y c h się'. Wszyscy wtedy padli na kolana i od­
m ó w i o n o zbiorowe 'Ojcze nasz'. Tamci niby nikogo nie ruszali,
ale nagle o k a z a ł o się, że część zebranych jest w kordonie, a część
j a k i m ś cudem poza. Wejście na plac było już wcześniej zamknięte.
O k a z a ł o się, że w kordonie jest jakieś 200 o s ó b i nie ma szans by
jeszcze ktoś pojawił się na placu. Ponownie nawoływali do
rozejścia się, ale było to niemożliwe. I na szczęście lunął deszcz,
który r o z ł a d o w a ł sytuację."
,.31 maja M R K S w m u r o w a ł na placu Zwycięstwa tablicę ku czci
poległych g ó r n i k ó w z kopalni ,Wujek', następnego dnia tablicę
wyrwano. Została po niej dziura, co wyglądało jak świeży grób,
tam też stali ludzie, układali kwiaty, zapalali znicze. Skom­
p o n o w a ł o się to pięknie z K r z y ż e m . "

Z czasem zwyczaj u k ł a d a n i a K r z y ż y z k w i a t ó w przenosi
się do innych miast, pojawia się nawet poza granicami Polski
w krajach, k t ó r e udzieliły schronienia najmłodszej generacji
polskich e m i g r a n t ó w . Jest to jednak d z i a ł a l n o ś ć w t ó r n a
w stosunku do pierwowzoru warszawskiego i , j a k o taka ma
w sobie j u ż t y l k o w y m i a r politycznego protestu.
N a p r z e ł o m i e czerwca i lipca 82 pojawia się przy K r z y ż u
kolejny element. Jest n i m w y k o n a n y t a k ż e z k w i a t ó w symbol
Polski W a l c z ą c e j . Charakter z g r o m a d z e ń przy K r z y ż u staje
się j u ż wyłącznie polityczny. W prasie pojawiają się informa­
cje o k o n i e c z n o ś c i oddania placu Z w y c i ę s t w a do remontu.
R e a k c j ą na to jest ożywienie z a i n t e r e s o w a ń K r z y ż e m . G r o ­
m a d z ą się przy n i m setki ludzi, śpiewają, w z n o s z ą o k r z y k i .
„ 13 sierpnia jak w każdą miesięcznicę był tłum przy Krzyżu.
Przyjechała milicja i Z O M O i krzyczeli by się rozejść, i zaczęli lać
w o d ę z armatek. Pałowali i wszyscy w p o p ł o c h u się porozbiegali."

Po wydarzeniach 13 sierpnia K r z y ż u p r z ą t n i ę t o , ale ludzie
ułożyli go ponownie d o ł ą c z a j ą c do jego wystroju łuski po
petardach. Coraz częściej m ó w i się o z a m k n i ę c i u placu. D o
p o w a ż n y c h zajść dochodzi 16 sierpnia - K r z y ż zostaje
zlikwidowany. T a k jest do 19 sierpnia, kiedy oficjalnie plac
zostaje przekazany ekipie remontowej. Otoczony 2-metrowej w y s o k o ś c i p ł o t e m , d o k ł a d n i e przeorany plac zostaje
z a m k n i ę t y , a w p o b l i ż u stacjonują o d d z i a ł y M O i Z O M O .
O b s e r w u j ą c ostatnie chwile funkcjonowania K r z y ż a na
placu Z w y c i ę s t w a odnosi się w r a ż e n i e , że był to specyficzny
k o n f l i k t zastępczy, walczono o miejsce, o znaki z a p o m i n a j ą c
o rzeczach n a p r a w d ę istotnych. O d p o c z ą t k u swego istnienia
K r z y ż zawsze s p o t y k a ł się z bardzo kontrowersyjnymi
opiniami, od pełnej aprobaty i uczestnictwa do całkowitej
negacji i wręcz szyderstwa i p o r ó w n a n i a do w s p ó ł c z e s n y c h
, ,egzorcyzmów.''
„ W ł a d z e walcząc z Krzyżem Kwietnym ogłosiły 'remont' placu
Z w y c i ę s t w a i ogrodziły teren drewnianym płotem. Natychmiast
powstały nowe Krzyże - przed kościołem ss. Wizytek i obok
kościoła Św. Anny. Tłumy g r o m a d z ą się przy nich zwłaszcza
wieczorem, śpiewają pieśni patriotyczne i religijne. Panuje pod­
niosły odświętny nastrój, pełen powagi i dziwnego patosu - pato-

92

II. 5. Krzyż przy kościele św. Anny, listopad 1982

su ściskającego gardło, podobnie jak w sierpniu ściskał gardło
widok strajkujących s t o c z n i o w c ó w G d a ń s k a . Krzyże Kwietne
powstają powoli w całej Polsce Obok Krzyży u ł o ż o n e z k w i a t ó w
symbole Polski Walczącej i zwycięstwa V . P ł o n ą lampki nagrob­
kowe, pojawiają się zdjęcia Wałęsy, ulotki „Solidarności" itd."

T a k też po z a m k n i ę c i u placu Z w y c i ę s t w a p o w s t a ł y w W a r ­
szawie dwa u ł o ż o n e z k w i a t ó w K r z y ż e .
„Ze plac Zwycięstwa będzie zamknięty, wiedzieliśmy wcześniej
prasa o tym już w czerwcu pisała. Trzeba się było j a k o ś
p r z y g o t o w a ć . P o w s t a ł a wtedy koncepcja, by w razie czego ułożyć
dwa Krzyże. A miejsce? T o b y ł o tak. W K u r i i obiecywali, że
będzie pomnik Prymasa i że stanie on przy kościele ss. Wizytek,
więc miejsce pod Krzyż było właściwe. A kościół św. Anny? - tam
było spotkanie Papieża z młodzieżą, tam poświęcił krzyże, a poza
tym więcej tam młodzieży i ludzi, bo to przecież kościół akademi­
cki."

Od p o c z ą t k u istnienia d w ó c h K r z y ż y większą p o p u l a r n o ś ­
cią cieszył się ten u św. A n n y . Być m o ż e wpłynęła na to
lokalizacja (kościół akademicki, p o b l i ż e Starego Miasta),
być m o ż e z a m k n i ę t a forma m a ł e g o p r z y k o ś c i e l n e g o placu-patio. Umiejscowienie K r z y ż a przy kościele Św. A n n y
w tak małej i z a m k n i ę t e j przestrzeni s t w a r z a ł o zupełnie i n n ą
sytuację, większą k a m e r a l n o ś ć , „ i n t y m n o ś ć " , bezpieczeń­
stwo s p o t k a ń , a przy t y m i w i d o w i s k o w o ś ć . W a r t o przypom­
nieć, że K r z y ż na placu Z w y c i ę s t w a f u n k c j o n o w a ł w prze­
strzeni otwartej.
W y s t r ó j obu K r z y ż y „ p r z y A n n i e " i „ p r z y W i z y t k a c h "
właściwie nie różni się, a jednak r ó ż n e zainteresowanie
K r z y ż a m i kreuje p o d z i a ł na polityczny - „ A n n a " i religijny
„ W i z y t k i " . S p o ś r ó d o s ó b g r o m a d z ą c y c h się przy K r z y ż u

�„plac w o k ó ł Kwietnego Krzyża przeinacza się w scenę polityczną
nasyconą treściami w i o d ą c y m i d o n i k ą d . "
2 3

„Krzyczą tam i śpiewają pieśni nawet wtedy, gdy księża M s z ę św.
odprawiają. Ileż razy ksiądz prosił i apelował, żeby tego nie robili.
Nic nie p o m a g a ł o . Nawet trzeba było drzwi do kościoła z a m y k a ć ,
bo przeszkadzali."
24

Z a t e m w b r e w oficjalnej w ł a d z y , w b r e w w o l i k o ś c i o ł a K r z y ż
z k w i a t ó w istnieje. Istnieje, bo „ t a k a jest w o l a l u d z i " . Czy
m o ż n a t u m ó w i ć o czystej, w p e ł n i spontanicznej a k t y w n o ­
ści? I t a k i nie. Jest t o f o r m a manifestacji t a k religijnej, j a k
i politycznej. A b y w pełni u c h w y c i ć t o zjawisko, o d n a l e ź ć
f o r m ę k u l t u r o w e j a k t y w n o ś c i , k t ó r a łączy te d w a zjawiska
trzeba s p o j r z e ć na K r z y ż z k w i a t ó w j a k o na specyficzny,
r o z g r y w a j ą c y się nieustannie o b r z ę d . Przez ś p i e w a n i e i słu­
chanie pieśni, przez w s p ó ł u c z e s t n i c t w o w t w o r z e n i u K r z y ż a
odbiorcy i t w ó r c y tego zjawiska d a j ą ś w i a d e c t w o w s p ó l n o c i e
porozumienia co do słuszności przedstawionego przy K r z y ­
ż u obrazu Polski. O w o gromadzenie się u z n a ć m o ż n a j a k o
d e m o n s t r a c y j n ą d e z a p r o b a t ę w stosunku d o w ł a d z y , a j e d ­
n o c z e ś n i e p o s ł u g i w a n i e się s y m b o l i k ą religijną (sam K r z y ż ,
pieśni religijne, w i z e r u n k i ś w i ę t y c h ) stanowi j a k b y dodat­
k o w e symboliczne p o g ł ę b i e n i e demonstracyjnego charak­
teru, jego kontrast z c o d z i e n n o ś c i ą . Jako k o n t r a s t n a l e ż y t u
r ó w n i e ż r o z u m i e ć przeciwstawienie „ m i t y c z n e g o
ludu"
„ w ł a d z y " . „ W ł a d z a " b ę d z i e u t o ż s a m i o n a t u w r ę c z z demo­
nem z ł a , „ l u d " z a ś t o ci w o k ó ł K r z y ż a , c z ę s t o fanatyczni
i dewocyjni, p r z y p o m i n a j ą c y t ł u m , gdzie nie m a j u ż miejsca
na i n d y w i d u a l n o ś ć .
„ C z ę s t o tu przychodzę, bardzo lubię słuchać jak śpiewają, urzeka
mnie specyficzny folklor tego Krzyża. I staję się zupełnie bezsilny.
Czasem wydaje mi się to śmieszne i groteskowe, ale jednocześnie
czuję wzruszenie. Czasem nawet, jeśli znam refren, ś p i e w a m
z nimi. Wiesz to po prostu w c i ą g a . "

II. 6. Krzyż przy kościele św. Anny, czerwiec 1983

w y r a ź n i e w y ł a n i a s i ę g r u p a k o b i e t w ś r e d n i m w i e k u - to t a k
z w a n e K w i a t y W a r s z a w y . P a n i e te c z u w a j ą n a d k s z t a ł t e m
K r z y ż a , jego w y s t r o j e m ( p r z y n o s z ą ś w i e ż e k w i a t y , u p r z ą t a j ą
stare), i n t o n u j ą p i e ś n i , k t ó r e p o t e m b ę d ą ś p i e w a ć w s z y s c y
zgromadzeni.
„ N o jak to po co? Jest tyle zła na świecie, cierpienia i łez, że trzeba
z tym walczyć. K t o ś to musi wziąść na siebie. Ja proszę pani jestem
już stara, mnie nic nie zrobią, a ile m ł o d z i e ń c ó w się nie boi, to j a
m i a ł a b y m się bać. A co to złego śpiewać i modlić się. Wystarczy,
że ludzie na to popatrzą, a i oni też przecież m u s z ą widzieć, bo to
w oczy ich kole, i dobrze będzie, gdy się ktoś c h o ć zastanowi czy
dobrze robi i zmieni się. Po to to robię!"
N i e z a l e ż n i e o d tej g r u p y n a d a l o b o w i ą z u j e z a s a d a „ o t w a r ­
tości K r z y ż a " . K a ż d y m o ż e z ł o ż y ć indywidualnie kwiat,
p o d ł o ż y ć u l o t k ę c z y z a p a l i ć z n i c z , c o r a z b a r d z i e j j e d n a k daje
się o d c z u ć ingerencję p a ń - K w i a t ó w W a r s z a w y . K r z y ż
i atmosfera o d b y w a j ą c y c h się t a m manifestacji ś c i ą g a ludzi.
„ W dzień powszedni, o ile nie wypada jakaś rocznica, m a ł o kto tu
przychodzi, jest kilkanaście o s ó b . Ale w sobotnie czy niedzielne
p o p o ł u d n i e przychodzą k i l k u d z i e s i ę c i o o s o b o w e grupy. K a ż d y
miesiąc stanu wojennego to j u ż t ł u m . "
J e d n o c z e ś n i e c o r a z c z ę ś c i e j daje s i ę z a u w a ż y ć d e z a p r o b a t ę
w stosunku do K r z y ż a i charakteru o d b y w a j ą c y c h się przy
nim z g r o m a d z e ń . Z jednej strony p o d k r e ś l a się:
„Tutaj pod tym K r z y ż e m ,
Tutaj pod tym znakiem
Polska jest Polską,
A Polak Polakiem"
a z drugiej t w i e r d z i s i ę , ż e

N i e w ą t p l i w i e t o , co d z i a ł o się p o d K r z y ż e m p r z y c i ą g a ł o ,
a j e d n o c z e ś n i e dopiero uczestnictwo w o d b y w a j ą c y c h się t a m
zgromadzeniach p o z w a l a ł o lepiej z r o z u m i e ć sens tego zjawi­
ska. Jeśli p a t r z y m y na K r z y ż z k w i a t ó w i ceremonie przy n i m
odbywane j a k o na specyficzny w s p ó ł c z e s n y o b r z ę d , p a m i ę ­
t a ć musimy, że ludzie o d t w a r z a j ą c y go nie tyle m a j ą ś w i a d o ­
m o ś ć uczestnictwa w o b r z ę d z i e , ile raczej manifestacji.
P o t w i e r d z a j ą t o wykorzystane t u m a t e r i a ł y uzyskane z ar­
chiwum Katedry Etnografii U W :
Św. A n n a 28.02.83 g. 18.30
„ P o prawej stronie stoi najwięcej ludzi. T a m są ci, którzy
p r z e w o d z ą ś p i e w o m . L a t a r k a oświetla teksty piosenek. Wychodzi
spośród nich starsza kobieta i rozkłada w V trzy kartki, na jednej
napis: 'solidarność trwa, zwycięży!' Po chwili niknie z powrotem
w tłumie. Inna pani podchodzi i układa goździki kwiatami
zwracając je w stronę Krzyża w ę g l o w e g o . Po wyjściu z przestrzeni
V przeżegnała się i założyła rękawiczki. Starsza kobieta chodzi
w o k o ł o i zapala świeczki. Dorzuca do palących się stearynę.
Niektórzy o d c h o d z ą c żegnają się. Jakiś pan trzyma c z a p k ę
w rękach. N i e k t ó r z y m a j ą czapki na g ł o w a c h . Ludzie stoją
w pewnej odległości od V . Śpiewają:
1. 'Boże skrusz ten miecz co siecze kraj'...
2. Rota z nowymi zwrotkami, p o d n o s z ą ręce w V przy s ł o w a c h
'tak nam d o p o m ó ż B ó g '
3. 'Hej tam pod K r a k o w e m modra Wisła płynie,
rozłożyła nam się świnia na polskiej krainie',
co przechodzi w o p o w i e ś ć o przyjeździe Lecha Wałęsy
do Warszawy w lutym.
4. 'Siekiera motyka katar sienny
mamy w Polsce stan wojenny'
5. Nie chcemy komuny - na melodię 'Szarej piechoty'.
6. Będę dyrektorem.
K t o ś bije brawo. Niektórzy po lewej stronie przyłączają się."
Św. A n n a 15.01.83 g. 20.00
„1. W przestrzeni V:
- szopka, choinka wbita w V , tu pali się najwięcej świec.
N a kartce tekst:
'Wszystkim tym, którzy solidarnie
trwają przy naszym symbolu - śpiewają,
opiekują się, sprzątają i są z nami - c h w a ł a
SOLIDARNOŚĆ'
2. N a schodkach figury, ponad K r z y ż e m portret Jana Pawła I I

93

�w wieńcu.
3. Szc/yt Krzyża - portret kardynała W y s z y ń s k i e g o , palą się
świece (znicze).
4. Przed znakami P i M palą się pojedyncze znicze
5. W o k ó ł Krzyża stoi sporo ludzi, najwięcej pod ścianą kościoła,
po prawej stronie. C i rozpoczynają śpiewanie piosenek. Po
lewej stronie mniej ludzi, ci nie śpiewają prawie, p o d c h o d z ą
posłuchają, popatrzą się, o d c h o d z ą . Jakaś pani z tej strony
(lewa) z a p r o p o n o w a ł a n o w ą piosenkę, ale reszta jej nie podjęła
czekając co zaproponuje prawa strona. Podczas śpiewania
piosenki "Równaj do Siwaka" ludzie śmieją się. Potem śpiewają
'Żeby Polska była Polską'. Z prawej strony okrzyki
'Wszyscy śpiewają'."
Jak p o w y ż e j wspomniano z c h w i l ą z l i k w i d o w a n i a K r z y ż a
przy placu Z w y c i ę s t w a , gdy p o j a w i a j ą się K r z y ż e przy
kościele Św. A n n y i ss. W i z y t e k , ,daje się z a u w a ż y ć d u ż o
w i ę k s z e zainteresowanie t y m przy Św. A n n i e . Z faktem t y m
łączyło się j e d n o c z e ś n i e j a k b y odbicie s p o ł e c z n y c h podzia­
ł ó w i d ą ż e ń . D o ś ć popularne b y ł o powiedzenie, że „ K r z y ż
przy W i z y t k a c h to K r z y ż K P N - u , przy A n n i e zaś Solidarno­
ści", i że „ c h o d z i t u o m i a r ę p o p u l a r n o ś c i " . M ó w i o n o t a k ż e ,
że K r z y ż przy kościele Wizytek jest „ u b e c k i , sami go z r o b i l i ,
ale n i k o g o t a m nie ma, bo ludzie to od razu wiedzieli".
I rzeczywiście, większe zainteresowanie K r z y ż e m przy W i ­
zytkach jest jedynie okazjonalne.
13.01.83 g. 21.00
„ N a zakończenie Mszy św. w kościele Św. Krzyża ludzie śpiewają
'Boże c o ś Polskę". Prawe ręce uniesione do góry w V . Po wyjściu
z kościoła tłum rusza w stronę kościoła ss. Wizytek. Stoi tam już
spora grupa ludzi. D o c h o d z ą następni. Ś p i e w a j ą ' Z i e l o n ą wronę".
Po połączeniu, dwie grupy ruszają w stronę Św. Anny chod­
nikiem. R ó ż n e części pochodu śpiewają różne pieśni. Słychać
okrzyki: Solidarność!. Lech Wałęsa!, Zbyszek Bujak!. Chodźcie
z nami! Pod A n n ą na dole Krzyża zatknięta jest flaga bia­
ło-czerwona z czarną wstęgą. D o c h o d z ą c do tego miejsca część
ludzi otacza Krzyż, ci przed arkadami na dole (na ulicy) stoją
twarzą zwróceni do jezdni i d w ó c h s a m o c h o d ó w milicji. Słychać
okrzyki: Amnestia!, U w o l n i ć aresztowanych!. Gestapo!, Chłopcy
radarowcy!. Rzućcie palki chodźcie z nami! Pod ścianą kościoła
stoją przeważnie kobiety, pierwszy szereg śpiewa, kilka o s ó b
stojących z tyłu śpiewa czytając teksty z kartki. Są ukryci za
plecami tych pierwszych."

I tak przy z u p e ł n e j dezaprobacie w ł a d z , o b o j ę t n o ś c i K o ś c i o ­
ła, żyjąc swym w ł a s n y m ż y c i e m K r z y ż z k w i a t ó w funk­
c j o n o w a ł , p r z e i s t a c z a j ą c się coraz dobitniej w t r y b u n ę ,
z k t ó r e j m o g l i w y p o w i e d z i e ć się jego animatorzy. P r ó b o w a ­
no p r z e j ą ć na siebie funkcję sumienia narodu: p r z y p o m i n a ­
jąc, wybaczając, ostrzegając:
„Żołnierzu i milicjancie,
Okupujesz własny kraj,
Gdzie twój honor.
Zabijasz bezbronnych,
Będziesz s ą d z o n y przez
N a r ó d i Boga,
Solidarność to wolna Polska,
Maryjo ratuj!"
„Okradają nas z wszystkiego,
Z miejsc krwią naszą uświęconych,
Bo nietrudno jest biednego
W d e p t a ć siłą w zastraszonych."
„ N S Z Z Solidarność
Wcześniej czy później
Zrzuci jarzmo kajdan,
C a ł e g o narodu nie da się zniszczyć.
B ó g jest z nami,
Zwyciężymy."
„Znaki V i M bardzo niskie i wąskie. W przestrzeni V pali się
bardzo d u ż o świec i zniczy. Pytam, co się stało ze znakami V i M .
Informują mnie, że w nocy 6/7 marca znaki zostały oblane
benzyną i spalone - zrobiono to w związku z przypadającą
8 marca 15 rocznicą marca 1968."
„ P y t a m co się stało z palmami?
- Wczoraj była tu łapanka i chyba milicja je zabrała. Pytam się
dlaczego? C o one im przeszkadzały. - T o pan ich nie zna, to
dlaczego 8 marca spalili M i V ? "
Jakby p o d ś w i a d o m i e d ą ż o n o do w ą t k ó w martyrologicznych. Z a t e m sam fakt niszczenia K r z y ż a , l i k w i d o w a n i a
p o s z c z e g ó l n y c h jego e l e m e n t ó w , ogradzanie k o r d o n e m p o l i ­
cji był j u ż z a d o ś ć u c z y n i e n i e m .
„ K r z y ż widoczny jest tylko z daleka. Nie m o ż n a się do niego
zbliżać, gdyż jest otoczony policją. Stoją po jednym pod A r k a -

II. 7. Krzyż przed kościołem ss. Wizytek, Wielkanoc 1986

94

�dami, tylem do Krzyża. Stoją szeregiem od strony s c h o d ó w .
Wielu siedzi przy murku we wnęce utworzonej przez mury
kościoła. N a g ł o w a c h mają białe kaski z szybą i pałki. Widać
biało-czerwone chorągiewki wetknięte w Krzyż. Ktoś przecho­
dząc obok m ó w i , że to tak wygląda jak w momencie, kiedy
Chrystusa ukrzyżowali."

T u właśnie w warszawskim K r z y ż u z k w i a t ó w w specyficz­
ny s p o s ó b w i d a ć sens i istotę tego, co n a z w a ć m o ż n a by
renesansem K r z y ż a w Polsce. K t ó ż przypuszczał, że ,,stanie
się on powszechnym i uniwersalnym symbolem oraz środ­
kiem ekspresji z a r ó w n o p r o b l e m ó w ściśle artystycznych, j a k
i przeżyć z b i o r o w y c h . " Po sierpniu 80 znak K r z y ż a stał się
istotnym przejawem życia artystycznego. Pomnik G d a ń s k i ,
p o m n i k P o z n a ń s k i , k a m i e ń pod p o m n i k Radomski i t p .
p o m n i k i K r z y ż e . K o n t y n u u j e to niejako warszawski K r z y ż
z k w i a t ó w , k t ó r y jest swego rodzaju n i e s p o t y k a n ą do tej pory
w a r t o ś c i ą a r t y s t y c z n ą . W a l k a o krzyże staje się k o n t y n u a c j ą
w a l k i o znaczenie symboli. Jest to t y m istotniejsze, że
powszechnie na p o t e n c j a ł znaczeniowy k r z y ż a składają się:
m ę c z e ń s t w o , cierpienie, śmierć, a przez to nadzieja, odkupie­
nie i ostateczne zwycięstwo, zbawienie.
25

Przesłanie warszawskiego K r z y ż a z k w i a t ó w , k t ó r e os­
c y l o w a ł o w s t r o n ę cierpienia, w pełni z r e a l i z o w a ł o się w swej
wypowiedzi, po śmierci Grzegorza Przemyka. Grzegorz
Przemyk stał się bohaterem, m ę c z e n n i k i e m niewinnie cier­
p i ą c y m dzieckiem, k t ó r e g o ofiara domaga się z a d o ś ć u c z y ­
nienia. J a k ż e bliskie stają się w ó w c z a s treści K r z y ż a z kwia­
t ó w w ą t k o w i bardzo popularnemu dla polskiego mesjanizmu. W ą t k o w i , o k t ó r y m A n n a Kubale pisała: „ M o t y w
dziecka szczególnie dobrze n a d a w a ł się do w y r a ż e n i a zasad­
niczego dla mesjanizmu przekonania, j a k i m była wiara
w prowidencjalny plan historii p o z w a l a j ą c a u s e n s o w i ć cier­
pienie narodu i jego tragedii n a d a ć o p t y m i s t y c z n ą perspek­
tywę. N i e była to oczywiście a r b i t r a l n o ś ć w y k a l k u l o w a n a ,
lecz wyraz rozpaczliwej potrzeby odkrycia takiego p o r z ą d k u
rzeczy, k t ó r y by z a p e w n i ł sprawiedliwemu, a niewinnie

cierpiącemu zwycięstwo. A c ó ż lepiej m o g ł o o d d a ć bezwinny
charakter cierpienia niż n i e z a s ł u ż o n a m ę k a czystego, bez­
bronnego dziecka? C ó ż bardziej d o m a g a ł o się z a d o ś ć u c z y ­
nienia? Trzeba b y ł o zatem spojrzeć na historię j a k o na
m a r t y r o l o g i ę dzieci. (...) Dziecko i krzyż, niewinne dziecko
i symbol męki - oto obraz narodowej martyrologii i przywo­
łany przez r o m a n t y z m w z ó r m ę c z e n n i k a , nowego człowieka
polskiej h i s t o r i i . "
Śmierć Grzegorza Przemyka natychmiast w c h ł o n i ę t a
przez K r z y ż z k w i a t ó w stała się istotnym elementem jego
istnienia. I jak niegdyś ś p i e w a n o b a l l a d ę o Janku W i ś n i e w ­
skim, bohaterze poległym w 70 r. na W y b r z e ż u , symbolu
ofiar grudnia, tak obecnie u ł o ż o n o na tę s a m ą m e l o d i ę
b a l l a d ę o śmierci Grzegorza Przemyka. Teksty ulotek zgro­
madzonych przy K r z y ż u miały charakter o s k a r ż a j ą c y :
26

„Zapamiętajcie oprawcy
śmierć niewinnego chłopca.
Grzegorza Przemyka,
Wzruszyła sumienia całego narodu.
T a zbrodnia nie ujdzie bezkarnie."

G d y o d w o ł u j e m y się do „ a k t u m i t o t w ó r c z e g o " j a k i speł­
nia się przy K r z y ż u nasuwa się stwierdzenie „czy (...) u k r y w a
się za n i m m a ł o d u s z n o ś ć ucieczki przed r o z p a c z ą , zła wiara
z a l ę k n i o n y c h , czy raczej pragnienie w s p ó l n o t y i nadzieja
s p e ł n i o n e g o człowieczeństwa, zależy to k a ż d o r a z o w o od
jednostkowej ś w i a d o m o ś c i , sprawczyni a k t u m i t o t w ó r c z e go."
W k r ó t c e też wystrój K r z y ż a i charakter z a c h o w a ń ze­
branych w o k ó ł niego ludzi zmienia się niemal całkowicie. Po
pełnych b u n t u i o s k a r ż e ń tekstach n a d s z e d ł czas uniesienia
i religijnego oczekiwania - 2. wizyta Jana P a w ł a I I . W wy­
stroju K r z y ż a pojawiają się elementy papieskie, portrety,
flagi, pisane liternictwem „ S o l i d a r n o ś c i " C Z E K A M Y !
K r z y ż zmienia f o r m ę wypowiedzi, z d r a p i e ż n e j , politycz­
nej, oskarżycielskiej przechodzi w pełne pojednania w duchu
religijnym wybaczenie.
2 7

11. 8. Rzym, październik 1986, w rocznicę śmierci ks. J . Popiełuszki Polacy ułożyli krzyż kwietny
na schodach przed kościołem Santa Maria di Aracoeli

95

�WARSZAWA,

ЪпНАСсА

ЛОЛ?,

^пъ^

где j£śr czŁow/ек/ен
?i£Ki:o / HiBbo
iv, NA zi&amp;m,
co żyje
JSST
wtBczKE

лыз&amp;ятко

t

W. 3CAOTĄ
UMIE

Wtffb3&amp;**/

4 . WizyrB:
SU ANNY

CVDOWBJ
MATKI CSHAZ łniąiy нхе$9ащ
ьагжв
otr ZWAWJS МФ янатвм ,Jo3&amp;&gt; cjMkjjoze witm
W пеол ZIMY Maszy SPB4, luzsąt аомваею swucr
5. TRAHClGZfAHoW
copowhfA MATKO, ZNAK он аевлm&amp;mtiB
Hojąj£&gt;Ąj
Я 50ROMffl4SZ\
- WARSZAWO pob&amp;Tbfi w, keąćfit
W&amp;EL
swe ague* вчькм ънъм
8. *ezy$ruoł świą,rycH
w trWAKTowirej fMi лшг wiosemmeH
9. ŚW. ЪАкЬАКУ
40.z&amp;ĄWta6iA
0t6OM —
/
-BOŻY 6KOM
H ŚW. КШ&amp;
,
43. KRZYŻ гШ1КГбЫ PŁAC
m

(

ABY ziścik się cup 60Q-LBCIA
O.M.h,J.
Ptzerisz(H&amp;»YSuj)
TO MAHTY&amp;VM
НЯ *№ ZPAZYSZ
fRZS&gt; W. PlĄtWEM * ROZfHfŚ
DO
GO mtiNtej
4Z todaotdiv, w тугл ъо WŁASHB&amp;O
т*ляАШ&amp;о
i PO J&gt;rVÓCH z YłYMUfUKiNYcM *OWYŻ*]t W (ЫТЖЫСр fHAWpy
f

Ulotka „Martyrium" - patrz przypis 22
„Cierpienie swoje ofiaruję Ojczyźnie
i wybaczani modląc się w intencji OJCA ŚWIĘTEGO,
Boże odpuść i m . "
(Piotr 1.35)
„A ja Wam powiadam: Miłujcie nieprzyjaciół Waszych
1 módlcie się za tych,
Którzy was prześladują."
(Mat. 5.44)

96

„Nie oszczędzaj nam cierpienia
Winni zbrodni nie czują pokory
Niczego nie nauczył ich Sierpień
To nie ludzie lecz upiory - Solidarność."
Jednocześnie Krzyż staje się specyficznym punktem infor­
macyjnym dla grup pielgrzymów przybywających do War­
szawy. O d ż y w a w nim na nowo idea miłości, pamięci
kardynała Wyszyńskiego, zaś wątki polityczne pozostają

�j a k b y na uboczu. W trakcie przejazdu przez K r a k o w s k i e
Przedmieście Papież:
„jadąc zatrzymał się i pobłogosławił Krzyż i ludzi stojących przy
nim, było to oznaką, że go akceptuje. Potem będąc w Wiedniu,
gdy na jego cześć ułożyli Krzyż z kwiatów dokończył go układać."
„Ależ skąd, Papież nie pobłogosławił Krzyża! Byli tam, jak na
całej trasie jego przejazdu, ludzie i ich pobłogosławił, a nie Krzyż
- to bzdura!"
Nieistotna jest t u prawda i a u t e n t y c z n o ś ć tego wydarze­
nia, istotne są jedynie potrzeby i c h ę ć d o ś w i a d c z e n i a i ujrze­
nia z n a k u jeśli się go oczekuje.
W k r ó t c e przemija echo wizyty papieskiej, z a ś przy K r z y ż u
na n o w o o d ż y w a j ą d r a p i e ż n o ś ć , m o ż e nawet czasem stero­
wana, k o n f l i k t o w o ś ć . I w ł a ś c i w i e z u p e ł n i e nie w i a d o m o k u
czemu zmierza. Sama f o r m a i k s z t a ł t K r z y ż a z k w i a t ó w
zostaje bez zmian, wszystkie elementy k w i a t o w e są j u ż
ustalone, w y m o w n i e natomiast zmienia się t r e ś ć b ę d ą c y c h
przy n i m ulotek:
„Z deklaracji ideowej PRON
- Wypiszemy wam na skórze
PRAWA C Z Ł O W I E K A 1 O B Y W A T E L A
prawo do pracy, miejsce przy murze
i syna twarz w plutonie co strzela."
28 V I I 1983 r. po licznych demonstracjach K r z y ż przy
K o ś c i e l e Św. A n n y przestaje istnieć. Zostaje z l i k w i d o w a n y .
P o z o s t a ł po n i m jedynie ciemny zarys widoczny jeszcze d ł u g o
p o t e m i grupa stale p i l n u j ą c y c h go m i l i c j a n t ó w . S t a ł o się to
z n ó w tematem wielu anegdot i j a k b y ostatnim a k o r d e m
istnienia K r z y ż a z k w i a t ó w pod k o ś c i o ł e m Św. A n n y .
„Nie ma już Krzyża, a oni tam stoją, chyba pilnują tylko jego
ducha, czyżby marksiści obok materii wierzyli również w ducha?"
P r z e t r w a ł K r z y ż przy ss. W i z y t k a c h , ale j a k b y p o z b a w i o ­
ny zainteresowania. K i l k a k r o t n i e jeszcze po z l i k w i d o w a n i u ,
K r z y ż z k w i a t ó w przy k o ś c i e l e Sw. A n n y był u k ł a d a n y ,
w d n i u B o ż e g o C i a ł a 84 r. i w okresie kiedy w y r u s z a ł a
z Warszawy pielgrzymka do C z ę s t o c h o w y - zawsze j e d n a k
po k i l k u godzinach istnienia K r z y ż z k w i a t ó w był l i k w i d o w a ­
ny.
N a z a k o ń c z e n i e p r z y t o c z ę fragment wiersza p o ś w i ę c o n y
K r z y ż o w i z k w i a t ó w , t w ó r c ą k t ó r e g o był jeden z m y c h
r o z m ó w c ó w bardzo emocjonalnie z w i ą z a n y z K r z y ż e m .
„Pięć lat po gaudum magnum że habemus papam
Późnym wieczorem do dom z mszy wracałem
W kościele Św. Anny, przy którym miast Krzyża,
Stała warta milicji dusząc myśl o kwiatach
Odkąd plac Zwycięstwa
Szef garnizonu kazał ot - zlikwidować
Krzyż przy Wizytkach stał się pieśnią o Prymasie,
Gdy ten drugi przy Annie, wzniecał pieśń więzienną.
Więc gdy go unicestwił rozkaz garnizonu
I pilnować zaczęto, by się nie odtworzył,
I stało się to w ciszy bez krzyków i buntów
W czterdziestą czwartą rocznicę
czwartego rozbioru
Pomyślałem, że gdy szuflą zabiją ten drugi
Znaczący, że Warszawa za Prymasa się modli
1 zrobią to w dniu piątej rocznicy, to...
- Lecz widzę znicze."
(Koniec ballady o Krzyżu z kwiatów)
D z i ś j u ż w t y m miejscu, o k t ó r y m m ó w i ten wiersz, stoi
p o m n i k Prymasa W y s z y ń s k i e g o , p o d k t ó r y m ludzie s k ł a d a j ą
kwiaty.
PRZYPISY

Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, „Tygodnik Powszechny"
7.06.81 r. nr 23 (1689)
ks. Adam Boniecki W sobotę 30 maja S l. W niedzielę 31 maja 81. Na placu
Zwycięstwa, „Tygodnik Powszechny" 7.06.81 r.
Jerzy Turowicz, Ostatnia droga, „Tygodnik Powszechny", 28.05.81 r. nr
23 (1689)
Społeczeństwo pożegnało Prymasa Polski Kardynała Stefana Wyszyńs­
kiego, „Żołnierz Wolności" 1.06.81 r.
Fragment Testamentu Prymasa Wyszyńskiego, „Tygodnik Powszechnv"
28.05.81 r. nr 23 (1689)
Prymas Tysiąclecia, Editions du dialogue, Paryż 1982, wybór tekstów
i opr. redakcyjne P. Kniotek SAC Z. Modzelewski SAC D. Szumska, s. 71
Stanisław Celestyn Napiórkowski O F M Conv., Res sacra homo, „Więź"
1983, nr 8-10, s. 209-210
Podarowany kwiat, o którym myślimy, zachowuje świeżość na naszych
oczach, rozwija się by potem pięknie zaschnąć. Literatura zarówno „profes­
jonalna" i ta ustna, ludowa, zna przykłady kwiatów wyrastających na grobach
kochanków, żołnierzy, czy też niewinnych istot zabitych zdradziecką ręką.
Por. choćby Lilije Adama Mickiewicza. Wartymi przypomnienia będą tu
również ludowe nakazy pozostawiania przez pannę młodą bukietu ślubnego
i przekonanie, że ma on w przyszłości zapewnić szczęście. Podobne w treści są
zwyczaje zasuszania pierwszych otrzymanych kwiatów. Kwestię zeschniętych
kwiatów porusza w: Życie przed sobą Emile Ajar. I bardzo istotna uwaga,
kultura dawnej wsi nie zna zwyczaju wręczania kwiatów żywym, żywi dostają
kwiaty jedynie w sytuacji obrzędowej.
Stefan Kisielewski, Spotkanie z Warszawą, „Tygodnik Powszechny"
10.06.79 r.
Krzysztof Borek, Z odmiennego punktu widzenia „Więź" nr 8-10,1983, s.
267
Stanisław Wasylewski, Życie polskie w XIX w. Kraków 1962, s. 227
Mircea Eliade, Sacrum, mit, historia, Warszawa 1974, s. 50
Aleksander Jackowski, Pomniki ludu, „Polska Sztuka Ludowa" 1981, nr
3^ł, s. 134
Można tu choćby przypomnieć znane wszystkim z lektur szkolnych takie
pozycje, jak Nad Niemnem Elizy Orzeszkowej czy Noce i dnie Marii
Dąbrowskiej. Podkreślony jest tam wątek pamięci i hołdu składanego na
mogiłach powstańców o czym wieść przekazuje się z pokolenia na pokolenie.
Julian Ursyn Niemcewicz (?), Napis nagrobkowy Tadeuszowi Kościuszce
(w): Poeci żołnierzom, oprać. J. Kapuścik, W. Podgórski, Warszawa 1970, s.
309
Andrzej Brodziński, Pożegnanie, (w.) Poeci żołnierzom, tamże, s.
265-266
S.M.B. - Ballada Warszawo powstań.
Patrz dołączone po przypisach rysunki 1 i 2. Rys. nr 1 - ulotka
„Martyrium" wraz z instrukcją jej powielania i rozsyłania przypomina
mechanizm funkcjonowania łańcucha szczęścia. Zob. na przykład Cz. Robotycki, Łańcuch szczęścia w pól wieku później, „Polska Sztuka Ludowa" 1981.
nr 1, s. 3-10
Nadużywanie miejsca kultu. Wokół kwietnego krzyża, „Perspektywy"
12.08.83 r„ nr 32 (719), s. 20
" Wypowiedź siostry zakonnej z kościoła ss. Wizytek, 29.08.84
Wojciech Skrodzki, Krzyż uniwersum sztuki, „Tygodnik Powszechny"
11.09.1983, nr 37 (1785)
Anna Kubale Dziecko romantyczne, Wrocław 1984, s. 120-121
Leszek Kołakowski, Obecność mitu, Instytut Literacki, Paryż, przedruk
ABC Kraków 1981, s. 62
6

7

8

5

1 0

1 1

1 2

1 3

1 4

1 5

1 6
1 7

1 8

1 9

2 0

2 1

2 2

2 3

2

2 5

2 6

2 7

1

Por. Warszawski Krzyż z kwiatów - próba interpretacji etnologicznej,
praca magisterska napisana pod kierunkiem prof, dr hab. Zofii Sokolewicz,
w Archiwum Katedry Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu
Warszawskiego.
Z rozmowy z członkiem Ruchu na rzecz Beatyfikacji Stefana Kardynała
Wyszyńskiego. W dalszym ciągu tekstu cytowane, a nie opatrzone przypisami
wypowiedzi moich anonimowych bądź zastrzegających sobie anonimowość
rozmówców, pochodzą z materiałów zgromadzonych przeze mnie w trakcie
badań. Wywiady i rozmowy znajdują się w dyspozycji autora i w Archiwum
Katedry Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Warszawskiego.
Informacja PAP: „Życie Warszawy" 29.05.81 r.
Stefan Zielicz, Wielki Polak - patriota, „Żołnierz Wolności" 29.05.81 r.
Oświadczenie do rąk Jego Eminencji Franciszka Macharskiego zastępcy
2

3

4

5

Fotografie: Anna Beata Bohdziewicz

97
i

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11494" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11472">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/49a32d11f06a608d1ce1aaf86e2c0092.pdf</src>
        <authentication>2d2a55e6ca52661774c3f662469f0c7d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136921">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2842</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136922">
                <text>2000</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136923">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2649</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136924">
                <text>Witkacy's Essential Conversations. A Polemical Dialogue=Rozmowy istotne Witkacego. Dwugłos polemiczny / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2000 t.54 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136925">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2000 t.54 z.1-4, s.370-383</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136926">
                <text>Michalski, Bohdan</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136927">
                <text>pol., ang.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136928">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136929">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136930">
                <text>Bohdan Michabki

B O H D A N

• WITKACY'S ESSENTIAL CONVERSATIONS

very much, and we immediately took to each other
immensely. O n the othet hand, discussion with
Sobociński was impossible". (22 August 1936):
"Ingatden is here, and for three consecutive days we
held an evening conference". (1 August 1938):
"Conversations with Ingarden cheer me up somewhat".
(8 September 1937): " I am comforted by Ingarden, with
whom I conducted ontological conversations". (18 July
1938): " I delivered a lecture - a success. Followed by
a conversation with Ingarden, mainly in a cafe". (14
September 1937): " I am consoled by Ingarden. He
approves of my work about Wittgenstein]. Actually, he
only wants a short sketch which Twardowski could
publish i n 'Studia Philosophica'".

M I C H A L S K I

Witkacy's Essential
Conversations
A Polemical
Dialogue
„In the last few years preceding the war we met
chiefly in Zakopane", wrote Roman Ingarden, an
outstanding phenomenologist and a student of Husserl,
"and in Warsaw only occasionally, and i n passing. We
talked earnestly during long walks in the closest
environs of Zakopane (...). We also spent quite a few
evenings drinking beer in a small restaurant i n Bystre.
Witkiewicz, who at the time was dealing almost
exclusively with philosophy, always conducted so-called
essential conversations on assorted, albeit rather
haphazardly chosen, philosophical topics (...). O f the
three different forms of intellectual contact with him,
conversation appeared to be relatively the most
instructive. He too seemed to be more concentrated
during these 'essential conversations' and more keenly
strove to the essence of the question than he did in
writing (...). In a strictly scientific conversation
Witkiewicz was capable of being unselfish (...)managed
to forget about himself and various human
considerations, and totally devoted himself to the
theoretical issue at stake. I recall with true regret those
valuable hours of conversations held in a state of
complete absorption in a given question, and concerned
with a single goal: to reach the studied object and to
discover its essential features. In my life, I have met
only a few people with whom it was possible to be so
alone while tackling problems" (R. Ingarden,
Wspomnienia o Stanisławie Ignacym Witkiewiczu
/Reminiscences about Stanisław Ignacy Witkiewicz)/ i n :
Stanisław Ignacy Witkiewicz- Księga
pamiątkowa/Stanisław
Ignacy Witkiewicz. A Commemorative Book/, ed. by T.
Kotarbiński and J. E. Płomieński, Warszawa 1957, pp.
172-173).
The time spent with Ingarden during the "essential
conversations" was recalled by Witkiewicz (in the still
unpublished letters to his wife, Jadwiga, which will
appear i n successive volumes of Pisma zebrane
/Collected Writings/ by Witkiewicz, prepared by Anna
Micińska and published by PIW). (25 July 1936):
"Ingarden has arrived - a discussion. I like this bloke

The participants of the "essential conversations"
included primarily philosophers, although not solely.
Ingarden was accompanied by Tatarkiewicz, Leśniewski,
Kotarbiński, Metallmann, and Szuman as well as
a numbet of representatives of the artistic-scientific
world, who had nothing i n common with philosophy.
Apparently, "essential conversation" was a term used by
Witkiewicz to describe every discourse which met the
harsh requirements of "conceptual discipline". Their
topic, alongside philosophy, were also so-called every
day issues.
From the time of his youth, Witkiewicz was taught
such discourses in contacts with a group of peers,
composed of, among others the painter and philosopher
Leon Chwistek, the poet and writer Tadeusz Nalepiński,
the playwright Tadeusz Szymberski and the composer
Karol Szymanowski; their patron was Tadeusz Miciński,
older by half a generation.
A separate place among the participants of the
"essential conversations" was held by Bronisław
Malinowski, a childhood friend of Witkiewicz, and later
an ethnographer and professor of social anthropology at
London University. The conversations conducted
during his numerous visits i n Zakopane, and then in the
course of a joint journey to Australia, pertained more to
personal-existential themes than to theoreticalscientific ones. O n the other hand, this may not be
quite true, considering that in an introduction to one of
his works Malinowski thanked Witkiewicz for reading
his manuscript. Malinowski is also the prototype of
Prince Nevermore in 622 upadki Bunga (The 622
Downfalls of Bungo), a novel by the young Witkiewicz,
whose first chapter is entitled Essential conversations;
actually, the whole novel is composed entirely of such
conversations.
They spent their time together debating, persuading
each other to accept assorted reasoning, and treating
conversation as a lifestyle and a way to gain maturity.
These intellectualised young men took to controversies
and provocation as fish to water. In this way, they

370

�Bohdan Michalski • ROZMOWY ISTOTNE W I T K A C E G O

„W ciągu ostatnich kilku lat przed wojną spotykali­
śmy się głównie w Zakopanem - pisał Roman Ingarden,
wybitny fenomenolog, uczeń Husserla - wyjątkowo
przelotnie w Warszawie. Mówiliśmy na serio ze sobą wy­
łącznie na długich spacerach w najbliższą okolicę Zako­
panego (...). Spędziliśmy też niejeden wieczór na piwie
w małej restauracyjce na Bystrem. Witkiewicz, który
wówczas zajmował się już prawie wyłącznie filozofią,
przeprowadzał ze mną tak zwane przez siebie «rozmowy
istotne» na różne, ale raczej przygodnie nasuwające się
tematy filozoficzne (...). Z trzech różnych form myślowe­
go obcowania z Witkiewiczem rozmowa była stosunko­
wo najbardziej instruktywna. O n sam też wydawał się
w tych «rozmowach istotnych* batdziej skoncentrowa­
ny i bardziej dociekliwie docierający do kwestii niż przy
pisaniu (...). Witkiewicz umiał być bezinteresowny
w rozmowie ściśle naukowej (...) umiał zapominać o so­
bie i różnych ludzkich względach i oddawał się całkiem
toczącej się kwestii teoretycznej. Z prawdziwym żalem
wspominam te cenne godziny rozmów w zupełnym zato­
pieniu się w zagadnienia, z jedyną troską: dotarcia do
przedmiotu badania i wykrycia jego istotnych cech. Nie­
wielu ludzi spotkałem w życiu, z którymi można było być
tak samotnym w obcowaniu z zagadnieniami". (R. I n gatden, Wspomnienia o Stanisławie Ignacym Witkiewiczu,
w: Stanisław Ignacy Witkiewicz. Księga pamiątkowa, pod
red. T. Kotarbińskiego i J.E. Płomieńskiego, Warszawa
1957, s. 172-173).
Chwile spędzone na „rozmowach istotnych" z Ingarde­
nem tak wspomina z kolei Witkiewicz (w dotąd niepubli­
kowanych listach do żony Jadwigi, które ukażą się w opra­
cowaniu Anny Micińskiej jako kolejne tomy Pism zebra­
nych Witkiewicza wydawanych przez PIW). (25.VII.1935):
„Przyjechał Ingarden - dyskusja. B[ardzo] mi się ten facet
podoba i od razu zazębiliśmy się potwornie. Za to z Sobo­
cińskim nie było dyskusji". (22.VIII.1936): „Jest Ingarden,
z którym co dzień od 3 dni mam wieczorną konferencję".
(2.VIII.1938): „Rozmowy z Ingardenem trochę pociesza­
ją". (8.IX.1937): „Pociesza mnie Ingarden, z którym pro­
wadzę rozmowy on to logiczne". (18.VII.1938): „Miałem
odczyt - udał się. Potem dyskusja z Ingardenem przeważnie
w kawiarni". (И.IX. 1937): „Pociesza mnie Ingarden. O n
uznaje moją pracę o W[ittgensteinie]. W istocie, tylko
chce krótszego syntetycznego szkicu, który by Twardowski
mógł przyjąć do «Studia Philosophica»".
Uczestnikami „rozmów istotnych" byli przede wszyst­
kim filozofowie, ale nie tylko. Poza Ingardenem - Tatar­
kiewicz, Leśniewski, Kotarbiński, Metallmann, Szuman,
ale także szereg postaci życia artystyczno-naukowego nie
mających z filozofią nic wspólnego. Terminem „rozmowa
istotna" określał Witkiewicz, jak się zdaje, każdy dyskurs,
który spełnia ostre wymogi „dyscypliny pojęciowej". Na­
tomiast ich tematem poza filozofią były także sprawy tzw.
życiowe.

B O H D A N

M I C H A L S K I

Rozmowy istotne
Witkacego
Dwugłos polemiczny
Szkołą owych dyskursów były dla Witkiewicza od mło­
dości kontakty z grupą rówieśników, do których należeli
m.in. malarz i filozof Leon Chwistek, poeta i pisarz Tade­
usz Nalepiński, dramaturg Tadeusz Szymberski, kompozy­
tor Karol Szymanowski, patronował im starszy o pół po­
kolenia Tadeusz Miciński.
Osobne miejsce wśród uczestników „rozmów istot­
nych" zajmował starszy o rok od Witkacego i zaprzyja­
źniony z nim od dzieciństwa Bronisław Malinowski późniejszy etnograf i profesor antropologii społecznej na
Uniwersytecie w Londynie. Rozmowy prowadzone pod­
czas jego licznych wizyt w Zakopanem, a następnie w cza­
sie odbytej razem podróży do Australii, dotyczyły bardziej
tematów osobisto-egzystencjonalnych niż teoretycznonaukowych. Chociaż może nie tak do końca, skoro Mali­
nowski dziękuje Witkiewiczowi za ptzeczytanie rękopisu
we wstępie do jednego ze swych dzieł. Malinowski jest też
prototypem postaci księcia Nevetmore z młodzieńczej po­
wieści Witkiewicza 622 upadki Bunga, której pierwszy roz­
dział nosi właśnie tytuł Rozmowy istotne i która cała wła­
ściwie z takich rozmów się składa.
Spędzali więc czas spierając się, przekonując partnera
do swoich racji, rozmowa była dla nich stylem bycia i spo­
sobem dojrzewania. Tym rozintelektualizowanym mło­
dzieńcom spór, prowokacja były potrzebne jak rybie wo­
da. W ten sposób wyptacowywali swój własny punkt w i ­
dzenia, formowali własny attystyczny i filozoficzny świato­
pogląd.
Nie należy także ptzeoczyć ubocznej funkcji „rozmów
istotnych". W 622 upadkach Bunga Witkacy pisał: „Powo­
li przy pomocy niezmiernie istotnych rozmów, nie mają­
cych pozornie żadnego z obserwatotem związku, wciągnął
ją w swój system myślenia i uczynił z niej subtelny instru­
ment swych metafizycznych i perwersyjnych pożądań".
Żarty na bok, główną funkcją „rozmów istotnych" nie by­
ło ptzecież uwodzenie, lecz zgłębianie Tajemnicy Bytu...
Szczególne miejsce wśród interlokutorów dojrzałego
już Witkacego zajmował filozof niemiecki Hans Corne­
lius, którego system filozoficzny, obok monadologii Leib­
niza, uważał Witkiewicz za główną inspirację swego „monadyzmu biologicznego". Z Corneliusem łączyły Witkace­
go poza filozofią także więzy przyjaźni. Młodszy o ponad

371

�Bohdan Michalski • WITKACY'S ESSENTIAL CONVERSATIONS

the German philosopher to be his spiritual master and
life mentor. In one of his letters addressed to Cornelius
(26 July 1935) he wrote: "Please accept, dear master (in
the Chinese meaning of the word - in which it signifies
much more than in ours) words expressing supreme
respect and love". (31 January 1939): "Together with
L[eszczyriski] we dream that the three of us shall meet
once again. Every time I pass 'Ryś' my heart quivers. Yes,
those were truly beautiful days!".
Those "beautiful days" are a recollection of the time
when Witkiewicz played host to Cornelius in Zakopane,
where they conducted endless "essential conversations",
subsequently continued and "prolonged" in mutual
correspondence. Upon his return to Germany, Cornelius
mentioned, in an account from his stay in Poland, the
time spent together with Witkiewicz, and exptessed,
a fact worth noting, his admiration for the high
intellectual level of the entire Polish philosophical
milieu: "Mr. Stanisław I . Witkiewicz from Zakopane
wrote that he considers himself to be an enthusiastic
supporter of my philosophy with which he has been
familiar for the past twenty years upon the basis of my
books, although some 50% of him remains an opponent
of my doctrine (...). A t the train station I was greeted by
my friend Witkiewicz, who took me to a comfortable
boardinghouse next to his home. We spent the next
eight days, unfortunately marred by bad weather, partly
conducting scientific conversations and partially paying
Stanisław I. Witkiewicz z Janem Leszczyńskim; fot. Władysław
highly interesting visits (...) I talked [in Lvov - B.M.] for
Jan Grabski, Zakopane, 1932. Ze zbiorów prywatnych
more than an hour on Concepts and the method of the
Stanisław 1. Witkiewicz with ]an Leszczyński, photo by Władysław ultimate clarity of cognition . The lecture was followed by
Jan Grabski, Zakopane, 1932. Private collection
a long and lively discussion, and the whole meeting
lasted for probably for three hours. I had the impression,
to a degree even greater than during the lectures in
Cracow and Warsaw, that the philosophical
arrived at their own viewpoints, forming artistic and
preparedness of my listeners represents a very high level,
philosophical world outlooks of their own.
and that especially at the university new German
We should not neglect the incidental functions of the
philosophy constitutes a foundation for the further
"essential conversations". In 622 Upadki Bunga Witkacy
development of philosophical thought and research. In
wrote: "Slowly, with the assistance of extremely essential
my opinion, the thorough knowledge of my own
conversations, which at first glance have nothing in
philosophy and understanding were such as I almost
common with the observer, he drew her into his own
never encountered at home" (H. Cornelius, Podróż, po
system of thought, and rendered her a subtle instrument
Polsce z odczytami - październik 1937. Niemiecka filozofia
of his metaphysical and perverse desires". Joking aside,
w Polsce /А lecture tour of Poland - October 193 7.
the prime function of the "essential conversations" was
German philosophy in Poland/. "Twórczość" 1974, no. 11,
not seduction, but a penetration of the Mystery of
pp. 77-78).
Existence ...
The group of "essential interlocutors", younger than
A special place among the interlocutors of the adult
Witkiewicz by a generation, was composed of Bolesław
Witkacy was held by the German philosopher Hans
Miciński, Mieczysław Choynowski and, predominantly,
Cornelius, whose philosophical system Witkiewicz
Jan Leszczyński. Witkiewicz was not an academic
regarded as the main inspiration of his "biological
scholar, and never had students in the strict meaning of
monadism", next to Leibniz's monadology. Witkacy and
the term. Nevertheless, although his philosophy had no
Cornelius not only shared philosophical views, but were
continuators, due to his theoretical accomplishments
friends. The twenty years-younger Witkacy considered
(not only the artistic ones) he remained an authority for

372

�Bohdan Michalski • ROZMOWY I S T O T N E W I T K A C E G O

20 lat, uważał filozofa niemieckiego za swego duchowego
mistrza i życiowego mentora. W jednym z listów do Cotneliusa napisał (26.VII.1935): „Proszę przyjąć, drogi M i sttzu (w sensie chińskim - tam znaczy to o wiele więcej
niż u nas) wyrazy najwyższej czci i miłości". (31.1.1939):
„Marzymy sobie z L[eszczyńskim], że się jeszcze kiedyś we
trójkę spotkamy. Ilekroć przechodzę koło «Rysia», dozna­
ję skurczu serca. Tak, to były piękne dni!".
„Piękne d n i " są wspomnieniem chwil, kiedy Witkie­
wicz gościł Corneliusa w Zakopanem i kiedy odbywali
niekończące się „rozmowy istotne" kontynuowane
później i „przedłużone" wzajemną korespondencją. Cor­
nelius po powrocie do Niemiec w relacji z wizyty w Polsce
też wspomina wspólnie spędzone z Witkiewiczem chwile
oraz daje wytaz - co warte jest odnotowania - swemu
podziwowi dla wysokiego poziomu intelektualnego całego
polskiego środowiska filozoficznego: „Pan Stanisław I .
Witkiewicz z Zakopanego pisał, że uważa się za entuzja­
stycznego zwolennika mej filozofii, którą zna od 20 lat na
podstawie mych książek, pozostając jednak zarazem w 50
mniej więcej procentach przeciwnikiem mej doktryny(...). Na dworcu przywitał mnie mój ptzyjaciel Witkie­
wicz, który zawiózł mnie do wygodnego pensjonatu sąsia­
dującego z jego domem. Następnych 8 dni spędziliśmy,
niestety przy niesprzyjającej pogodzie, częściowo na roz­
mowach naukowych, częściowo zaś na interesujących
odwiedzinach (...). Mówiłem [we Lwowie - przyp. BM]
ponad godzinę na temat: Pojęcie i metoda ostatecznej jasno­
ści poznania. Po odczycie wywiązała się długa i żywa dys­
kusja, całość wypełniła więc zapewne 3 godziny wieczoru.
Odniosłem tu, w większym jeszcze stopniu niż podczas
prelekcji w Krakowie i Warszawie, wrażenie, że filozoficz­
ne przygotowanie wszystkich moich słuchaczy stoi na wy­
jątkowo wysokim poziomie i że zwłaszcza nowa niemiec­
ka filozofia stanowi na tym uniwetsytecie podstawę dal­
szego rozwoju filozoficznej myśli i badań. Sądzę, że także,
jeśli chodzi o moją własną filozofię, spotkałem się tu z tak
gruntowną jej znajomością i takim zrozumieniem, na ja­
kie nie zdarzyło mi się niemal nigdzie nattafić w mej oj­
czyźnie". ( H . Cornelius, Podróż, po Polsce z odczytami październik 1937. Niemiecka filozofia w Polsce, „Twór­
czość" 1974, nr 11, s. 77-78).
Młodszą od Witkiewicza o jedno pokolenie grupę
„rozmówców istotnych" stanowili filozofowie: Bolesław
Miciński, Mieczysław Choynowski i przede wszystkim Jan
Leszczyński. Witkiewicz nie był uczonym uniwersyteckim
i nie miał uczniów w ścisłym tego słowa znaczeniu. Z ko­
lei jego filozofia nie miała kontynuatorów, tym niemniej
poprzez swoje dokonania teoretyczne (nie tylko artystycz­
ne) był dla początkujących filozofów autorytetem
i w pewnym sensie ich mistrzem.
Najbliższe związki filozoficzne łączyły Witkiewicza
z młodszym od niego o równo 20 lat Janem Leszczyńskim
(1905-1990). Ziemianin, po wojnie profesor Uniwersyte­

tu Jagiellońskiego, był także autorem najważniejszej
w polskiej literaturze filozoficznej rozprawy o Corneliusie
(Jan Leszczyński, Teoria świata w ujęciu Hansa Corneliusa.
Próba krytyki, „Kwartalnik Filozoficzny", t. X V I I I , 1949, z.
1-2, s. 73-240) otaz napisanej po wojnie ważnej rozprawy
o filozofii Witkiewicza (Jan Leszczyński, Filozof metafi­
zycznego niepokoju, w: cytowanej wyżej Księdze Pamiątko­
wej, s. 93-118). Jemu właśnie spośród wszystkich „roz­
mówców istotnych" poświęcił Witkiewicz zarówno w ko­
respondencji z żoną Jadwigą, jak i z Corneliusem najwię­
cej miejsca.
Ten rozmówca Witkiewicza zasługuje na uwagę z kil­
ku powodów. Po pierwsze - prowadzone na przestrzeni
kilkunastu lat „rozmowy istotne" (głównie w czasie poby­
tów Leszczyńskiego w Zakopanem) zaowocowały wspólną
z Witkacym (dotąd nie wydaną) pracą filozoficzną zatytu­
łowaną Spór o monadyzm. Dwugbs polemiczny. Było to wy­
darzenie bez precedensu w polskiej literaturze filozoficz­
nej dwudziestolecia międzywojennego.
Po drugie - miłość Leszczyńskiego i Witkiewicza do tej
samej kobiety Inki Turowskiej, została sportretowana
przez tego drugiego w Jedynym wyjściu, stając się wątkiem
ostatniej powieści Witkiewicza. Po trzecie wreszcie — Le­
szczyński odegrał szczególną rolę nie tylko za życia Witka­
cego, ale także po jego śmierci, stając się „strażnikiem je­
go pamięci". Uratował przed niechybnym zniszczeniem
pozostałą po Powstaniu resztkę jego tękopisów (wydoby­
wając je z piwnicy domu, w którym mieszkała w Warsza­
wie żona Witkacego). Był autorem pierwszej po wojnie
wspomnianej wyżej rozprawy poświęconej ontologii Wit­
kiewicza, a także edytorem (wraz z niżej podpisanym)
Pism filozoficznych i estetycznych Witkiewicza w Państwo­
wym Wydawnictwie Naukowym w latach 1974-78.
Nie miejsce tutaj na ptzedstawienie istoty filozoficzne­
go sporu Witkiewicza z Leszczyńskim zawartego w Sporze
o monadyzm. Można tylko zasygnalizować, że zasadnicze
starcie dotyczyło przeciwstawienia idealizmu i realizmu.
Na pracę tę składają się teksty obu autorów. Jana Le­
szczyńskiego trzy rozprawy teoretyczne: Próba idealistycz­
nej monadologii, Dowód idealizmu ze skali intencjonalności
przeżyć oraz Podstawowe pojęcia idealistycznej monadologii,
a także pięć polemicznych. Natomiast Witkiewicza - pięć
ataków polemicznych, m.in.: Próba krytyki „Próby mona­
dologii idealistycznej", Odpowiedź Janowi Leszczyńskiemu na
„Decydujące natarcie" oraz List św. Witkacjusza do niewier­
nych Tamowiczan. Całość obejmuje ponad 300 stron ma­
szynopisu. (Zainteresowanych odsyłam do kolejnego to­
mu Pism zebranych Witkiewicza: Spór o monadyzm. Dwu­
gbs polemiczny przygotowywanych do druku przez niżej
podpisanego).

373

Chciałbym tutaj, wykorzystując częściowo nieznane
dotąd źródła, prześledzić ciekawe losy wieloletniej i czę­
stokroć burzliwej przyjaźni Witkacego z Leszczyńskim.
Niniejszy tekst wykorzystuje - ze strony Witkacego -

�Bohdan Michalski • WITKACY'S ESSENTIAL CONVERSATIONS

beginner philosophers who, in a certain sense,
acknowledged him as their master.
The closest philosophical relations maintained by
Witkiewicz were those with Jan Leszczyński, exactly
twenty years his junior (1905-90). A landowner, and
after the war a professor at the Jagiellonian University,
Leszczyński was also the author of the most important
dissertation about Cornelius in Polish philosophical
literature (Teoria świata w ujęciu Hansa Comeliusa. Próba
krytyki /The theory of the wotld according to Hans
Cornelius. A t attempted critique/, "Kwartalnik
Filozoficzny", vol. X V I I I , 1949, fasc. 1-2, pp. 73-240)
and of a meaningful postwat work on the philosophy of
Witkiewicz ( Filozof metafizycznego niepokoju
/А philosopher of metaphysical unrest/, in a
forementioned Księga Pamiątkowa , pp. 93-118). Among
all the "essential interlocutors", he was the one to whom
Witkacy devoted most attention i n correspondence both
with his wife, Jadwiga, and with Cornelius.

Scale of the Integrity of Experience) and Podstawowe
pojęcia idealistycznej monadologii (Fundamental Concepts
of Idealistic Monadology), as well as five polemical
studies. The works by Witkiewicz include, among
othets Próba krytyki "Próby monadologii idealistycznej
(An Attempted Critique of Attempt at Idealistic
Monadology), Odpowiedź Janowi Leszczyńskiemu na
"Decydujące natarcie" (A Response to Jan
Leszczyńskie Decydujące natarcie /Decisive Attack/), and
List św. Witkacjusza do niewiernych Tarnowiczan (A Letter
by St. Vitkacius to the infidel residents of Tarnowiec).
The whole work includes more than 300 typewritten
pages. (All those interested are advised to await the
successive volume of Pisma zebrane by Witkiewicz: Spór о
monadyzm. Dwughs polemiczny , which I am preparing
for publication).

J. Leszczyński deserves our closer attention for
a number of reasons. First, the "essential conversations"
carried on for more than ten years, mainly during his
stays in Zakopane, produced a philosophical work
entitled Spór o monadyzm. Dwughs polemiczny
(A Dispute about Monadism. A Polemical Dialogue),
written jointly with Witkacy (unpublished). This was an
unprecedented event in Polish philosophical literature of
the inter-war period.
Secondly, both Leszczyński and Witkiewicz were in
love with Inka Turowska, portrayed by the latter in his
Jedyne wyjście (The Only Solution), and the motif of his
last novel. Finally, Leszczyński played a specially
important role, not only during the lifetime of Witkacy
but also after the latter's death, by becoming the
"guardian of his memory". He salvaged from unavoidable
damage the remnants of Witkacy's manuscripts, which
survived the Warsaw Uprising and which he extracted
from the house in which Witkiewicz's wife lived.
Furthermore, Leszczyński was the author of the
aforementioned first postwar study on ontology according
to Witkiewicz, as well as the editor, together with the
author of this essay, of Pisma filozoficzne i estetyczne
(Philosophical and Aesthetic Writings), published by
Państwowe Wydawnictwo Naukowe in 1974-1978.
This is by no means a suitable place for
a presentation of the essence of the philosophical
polemic between Witkiewicz and Leszczyński, contained
in Spór о monadyzm. We may only point out that the
basic confrontation concerned the contrast between
idealism and realism. The study in question is composed
of texts by both authors: three theoretical dissertations
by Jan Leszczyński: Próba idealistycznej monadologii, (An
Attempt at Idealistic Monadology), Dowód idealizmu ze
skali intencjonalności przeżyć (Proof of Idealism from the

A t this stage, I would like to resort to partially
unknown sources, and to trace the fascinating course of
the years-long turbulent friendship of Witkacy and
Leszczyński. The following text is based mainly on
Witkacy's letters to his wife as well as to Leszczyński and
the Leszczyński family (the first unpublished letters come
from the collection of Anna Micińska, and the
remaining ones, also until now unknown, from the
collections of Stefan Okolowicz and my own). Material
pertaining to Leszczyński is founded on his unpublished
correspondence with Witkacy (in my possession), which
comprises a large part of Spór o monadyzm , and the
interview I conducted with Jan Leszczyński in the spring
of 1975. Valuable information about the mutual
relations between Witkiewicz and Leszczyński is
contained in the latter's publications as well as the
published letters by Witkiewicz to Cornelius; admiration
and adoration for the German philosopher additionally
bonded the heroes of this text.
In his recollections about Witkiewicz (published in
the previously cited Księga Pamiątkowa ), Leszczyński
wrote: "Apart from close friendship, it was precisely this
domain [philosophy - В. M.) which bound me with
Witkiewicz closest and strongest. This is the teason why
the more than ten year-long coexistence always
remained in the shade of philosophical strife - an
incessant polemic, extremely intense and, at times, even
violent". We learn about the meaning Witkiewicz
attached to conversations with Leszczyński in the
former's letter to Cornelius (31 January 1939): "Dearest
and honourable Master! I have already arrived in
Zakopane, and have had several conversations with
Leszczyński. The dispute conducted with him is one of
the few joys in my life, since it is becoming increasingly
sad and hopeless (old age, fragility, a lack of money, an
uncertain future, etc.); nothing radical can be done to
prevent this, and one may only struggle to the very end,
to the very last chance, in order to maintain a certain

374

�Bohdan Michalski

• ROZMOWY ISTOTNE

WITKACEGO

Sceny improwizowane - Stanisław I. Witkiewicz z Inką Janiną Turowską-Leszczyńską;
fot. Władysław Jan Grabski, Zakopane, 1932. Ze zbioru E . Franczak i S. Okolowicza

Improvised scenes - photographic session, Stanisław 1. Witkiewicz with Janina Turowska-Leszczyńska,
photo by Władysław Jan Grabski, Zakopane, 1932. The collection of E. Franczak and S. Okolowicz

głównie jego listy do żony, a także listy do Leszczyńskiego
i Leszczyńskich (pierwsze - niepublikowane ze zbiorów
Anny Micińskiej, pozostałe ze zbiorów Stefana Okolowi­
cza i niżej podpisanego, także dotąd nieznane). Ze strony
zaś Leszczyńskiego niepublikowaną jego kotespondencję
z Witkacym znajdującą się w moim posiadaniu (będącą
częścią Sporu o monadyzm) oraz wywiad, jaki przeprowa­
dziłem z Janem Leszczyńskim wiosną 1975 roku. Cenne
informacje na temat wzajemnych relacji Witkiewicza
i Leszczyńskiego zawierają publikowane prace tego ostat­
niego, jak również opublikowane listy Witkacego do Cor­
neliusa, dla którego to uwielbienie i podziw łączyły dodat­
kowo bohaterów niniejszego tekstu.
W swoim wspomnieniu o Witkiewiczu (zamieszczo­
nym w cytowanej już Księdze Pamiątkowej poświęconej
Witkacemu) Leszczyński pisał: „Poza bliskim stosunkiem
przyjaźni właśnie ta dziedzina [filozofia - przyp. BM] łą­
czyła mnie z Witkiewiczem najbliżej i najsilniej. Toteż kil­
kanaście lat bliskiego współżycia stało zawsze pod zna­
kiem filozoficznych zmagań - nieustającej polemiki, bar­
dzo intensywnej i nieraz nawet gwałtownej". Czym dla
Witkiewicza były rozmowy z Leszczyńskim, dowiadujemy
się z listu tego pierwszego do Corneliusa (31.1.1939):
„Najdroższy i wielce szanowny Misttzu! Jestem już w Za­
kopanem i mam już za sobą liczne konwetsacje z Le­
szczyńskim. Spór prowadzony z nim jest jedną z nielicz­
nych radości mojego życia, jako że moje życie staje się co­
raz bardziej smutne i beznadziejne (starość, słabość, brak

pieniędzy, niepewna przyszłość itd.); przeciwko temu nie
można niczego radykalnego zdziałać, a jedynie walczyć do
ostatniej chwili, do ostatniej szansy, aby uttzymać życie
na pewnym poziomie niezbędnym dla mojej pracy.
W zimnym, zapluskwionym pokoju, głodny i odziany
w szmaty nie mógłbym niestety żyć i ptacować (tj. filozo­
fować i wykonywać swoją kurewską robotę)". (Listy St.I.
Witkiewicza do Hansa Corneliusa, z niemieckiego przełoży­
ła Helena Opoczyńska, podał do druku i przypisami opa­
trzył Stefan Morawski, „Twórczość", 1987 nr 11, s. 121).
Osobę głównego polemisty Witkiewicza i interlokuto­
ra „rozmów istotnych" wspomina także Cornelius w cyto­
wanej wyżej relacji z wizyty w Polsce: „Gdy wieczorem
przybyłem, by wygłosić prelekcję [w Krakowie - przyp.
BM] pod tytułem Przedmiot i zjawisko, zdumiała mnie
wielka liczba słuchaczy, których nie tylko zainteresował
filozoficzny temat, ale którzy posiadali też konieczną zna­
jomość języka, dzięki czemu mogli słuchać niemieckiego
wykładu. Także w dyskusji po referacie wzięło udział wie­
le osób. Po prelekcji korzystałem z gościnności innego
długoletniego zwolennika mej filozofii, którego dotych­
czas nie znałem, szlachcica i obywatela ziemskiego Jana
Leszczyńskiego oraz jego niezwykle uroczej małżonki.
Państwo Leszczyńscy pożegnali mnie nazajutrz rankiem
na dworcu" (s. 76).

375

Jan Leszczyński w roku 1985 w komentarzu do opubli­
kowanego przez siebie listu filozoficznego Witkiewicza
(Jan Leszczyński, Nieznany list filozoficzny Stanisława lgną-

�Bohdan Michalski • WITKACY'S ESSENTIAL CONVERSATIONS

level of living indispensable for my work. Unfortunately,
I would be unable to live and work, i n other words, to
philosophise and carry out this cursed task i n a cold,
bedbug — infested room, hungry and dressed i n
rags" (Listy St. I. Witkiewicza do Hansa Comeliusa /Letters
by S. I . Witkiewicz to Hans Cornelius, translated from
the German by Helena Opoczyńska, prepared for
publication and with footnotes by Stefan Morawski,
"Twórczość" 1987, no. 11, p. 121).
The prime polemicist of Witkiewicz and the
interlocutor of the "essential conversations" was recalled
also by Cornelius in the above mentioned account of his
visit in Poland: "When I arrived in the evening to
deliver a lecture [in Cracow - B.M.] on Object and
Phenomenon , I was astounded by the great number of
listeners, who were not only interested i n the
philosophical topic, but were also sufficiently familiar
with the language to be able to listen to a lecture in
German. Several persons also participated in the ensuing
discussion. I took advantage of the hospitality of another
long-term adherent of my philosophy, whose
acquaintance I had not made earlier, the landowner Jan
Leszczyński-and his extraordinarily charming wife. The
next morning, the Leszczyńskis bid me farewell at the
train station" (p. 76).
In 1985, Jan Leszczyński wrote i n a published
commentary to a philosophical letter by Witkiewicz:
"Witkacy's philosophical letter [of 2 May 1937 - В. M.)
did not signal what was to take place later on: that it
would initiate a lengthy written polemic between us,
which lasted for almost two years, and that at its end
Witkiewicz would launch the idea of publishing this
polemic as a dialogue on monadism in the rough form in
which it came into being (...) The polemic I mentioned
had its precedent. In 1931-32,1 would meet Witkiewicz
for philosophical conversations, held almost daily i n the
course of the whole year with a few intervals whenever
he left for his 'portrait sessions' outside Zakopane. In the
following year, (i. e. 1933), certain events kept us apart,
and our contacts remained severed until this
philosophical letter. Nonetheless, this came as nosurprise
to me. I deduced from assorted signs that the interval in
our philosophical exchange of thoughts must finally end
- and this is precisely what happened (...) None of us
treated what took place as an official termination of
contacts. It was actually only a state of frozen socialfriendly relations, to the accompaniment of mutual
silence, which occurred after my marriage to Inka
(Janina Turowska), courted also by Witkiewicz, whose
wife Jadwiga had promised him a divorce" (Jan
Leszczyński, Nieznany list filozoficzny Stanisława Ignacego
Witkiewicza /An unknown philosophical letter by
Stanisław Ignacy Witkiewicz/ "Pamiętnik Literacki",
LXXCVI, 1985, fasc. 4, pp. 165-166).

The history of the friendship: conflicts, break up,
apologies and conversations, conducted with intervals,
was recorded by Witkiewicz on an almost daily basis in
his correspondence with Jadwiga. (2 September 1931):
"A day-long conference with Jaś". (24 September 1931):
"Today, Jaś Leszczyński proved to be a great comfort to
me". (28 September 1931): "Jaś L[eszczyński] is here
and is a great solace". (4 October 1931): "Jaś
L[eszczyński] also took Eukodal". (19 October 1931):
"Jaś L[eszczyński] and Truskolaski are cheering me up".
(1 March 1932): " I spent the evening with Jaś. I have
become so strange that it terrifies me = robustness and
a simultaneous awareness of the unreal nature of the
world". (7 Marchl932):" Keep the letters (by Bronio and
Jaś)". (17 March 1932): "Jaś paid me a visit. I am
reading Knickerback on the Soviets and Gąsiorowski
about America. V[ery] interesting and outright mind
bending". (30 March 1932): "A great misunderstanding
with Jaś a propos the skis of that punk Witek L. The
atmosphere has become generally tainted - my
friendship with Jaś is finished. E[xtremely] sorry". (1
April 1932): "The misunderstanding with Jaś has
assumed grotesque forms, but it seems that it will end
felatively well, since our friendship has veered 175
degrees to the left (...) I shall send you the money as
soon as Jaś returns it, since he borrowed it and now has
none to give back". (1 May 1932): "Today, I climbed
Goryczkowa Pass together with papusiek and Inka
Turowska". (5 May 1932): "Yesterday, I was compelled to
break up with Jaś. This is such a complicated story that
it simply cannot be told. It is connected with the
Turowskis and the last excursion". (8 February 1933):
"Jaś and Truskolaski have arrived so don't worry about
me; Chwiston is growing". (12 February 1933)" " I read
Chwiston yesterday to Kotarbiński ,whom I visited and
with whom I reached an understanding. Jaś and
Truskolaski were pleased. It is a huge pile of 94 pages.
Today, I shall finish reading". (18 February 1933): "Inka
and Jaś are officially engaged, but both display horribly
dour expressions (...) I read Chwistonto Jaś and he was
pleased. I would like to publish it as a book". (20 March
1933): "Jaś married Inka and thus surreptitiously erased
our friendship. He did not see me, and they left for the
countryside". (23 March 1933): " I wrote old T[urowska]
a letter about returning the books and received it back
unopened, together with a letter in which she argued
that the reason for everything is because I was a demon
and tried to do all to prevent the marriage of Jaś and
Inka. I replied that I am severing all relations with
persons who fabricate extraordinary facts and engage in
intrigues. This is the final epilogue of the issue. Just
think what sort of monkeys they are, and what sort of an
ass exchanged me for a tart. I should have protested
then. My holy principle is to sever relations for always in

376

�Bohdan Michalski • ROZMOWY ISTOTNE W I T K A C E G O

Witkiewicza, „Pamiętnik Literacki", R. LXXVI.1985,
- 4 s. 165-166) pisał: „List filozoficzny Witkacego
[z 2 V.1937 - przyp. BM] nie zapowiadał jeszcze tego, co
dopiero później miało nastąpić: że zapoczątkuje on długą
pisemną polemikę między nami trwającą prawie 2 lata i że
pod jej koniec zrodzi się u Witkiewicza myśl, by tę pole­
mikę wydać jako dwugłos dotyczący monadyzmu, i to
jej surowym stanie, w takiej postaci, w jakiej powstała
( ). Polemika, o której tu piszę, miała już swoje prece­
densy. Przez przeciąg bez mała roku w okresie 1931-1932
spotykaliśmy się z Witkiewiczem na rozmowy filozoficzne
prawie codziennie, z nielicznymi tylko przerwami, gdy wy­
jeżdżał na swoje «sesje portretowe* poza Zakopane.
W następnym roku, tj. 1933, zdarzały się wypadki, które
nas oddaliły od siebie, nasze kontakty urwały się aż do
momentu, w którym pojawił się ten filozoficzny list. Nie
był on wszakże dla mnie zaskoczeniem. Wyczuwałem bo­
wiem z różnych oznak, że przerwa w naszej filozoficznej
wymianie myśli musi się wreszcie skończyć - i to właśnie
się stało (...). Tego, co zaszło między nami, żaden z nas nie
traktował jako oficjalnego zerwania. Był to właściwie tyl­
ko stan zamrożenia przyjacielsko-towarzyskich stosun­
ków, przy obustronnym milczeniu. Zapanował on po mo­
im ślubie z Inką (Janiną) Turowską, o której rękę statał
się i Witkiewicz, mając przyobiecaną zgodę swej żony Ja­
dwigi na rozwód".

c e g 0

nie". (12.11.1933): „Czytałem Chwistona wczoraj przy
Kotarbińskim], u którego byłem i się z nim porozumia­
łem. Jasiu i Trusk[olaski] byli zadowoleni. Jest tego duża
kupa 94 str. Dziś kończę czytanie". (18.11.1933): „Inka
i Jaś zaręczeni oficjalnie, ale miny mają tak ponure oboje,
że coś okropnego(...). Przeczytałem Jasiowi Chwistona
i był zadowolony. Chciałbym to wydać w książce."
(20.III.1933): „Jaś ożenił się z Inką i przekreślił milczkiem

w

Historię przyjaźni: konflikty, zerwania, przeprosiny
oraz trwające z przerwami rozmowy z Jasiem odnotowuje
Witkiewicz niemal dzień po dniu w korespondencji z Ja­
dwigą. (2.IX.1931): „Cały dzień konfer[encja] z Jasiem".
(24.IX.1931): „Wielką pociechą jest dla mnie Jaś Le­
szczyński". (28.IX.1931): „Jest Jaś L[eszczyński] i to mnie
b[atdzo] pociesza". (4.10.1931): „Jaś L[eszczyński] też za­
żył Eukodal". (19.X.1931): „Jaś Leszczyński] i Truskolaski mnie pocieszają." (LIII.1932): „Wieczorem byłem
u Jasia. Jestem tak dziwny, że aż strach i się boję = spykniczenie, a jednoczesna nierealność świata". (7.III. 1932):
„Listy (Bronia i Jasia) zachowaj". (17.III. 1932):
„Odwiedź[ił] mnie Jaś. Czytam o Sowietach Knickerbacka i o Ameryce Gąsiorowskiego. B[ardzo] ciekawe, aż się
w łbie przepraca". (30.III.1932): „Mam grube nieporozu­
mienie z Jasiem a propos nart tego gówniarza Witka L.
W ogóle zaplugawiła się atmosfera - przyjaźń z Jasiem
skończona. B[ardzo] mi przykro". (1.IV.1932): „Nieporo­
zumienie z Jasiem przybiera formy groteskowe, ale zdaje
się, że się skończy względnie dobrze, bo jednak przyjaźń
jest schwiana o 175" w lewo(...) Flotę Ci wyślę niedługo,
jak Jaś odda, bo pożyczył i teraz nie ma". (LV. 1932): „By­
łem wczoraj z papuśkiem i Inką Turowską na Przełęczy
Goryczkowej". (5.V.1932): „Musiałem wczoraj zerwać
z Jasiem. Tak skomplikowana historia, że się opowiedzieć
nie da. W związku z Turowskimi i ostatnią wycieczką".
(8.II. 1933): „Przyjechał Jaś i Truskolaski, więc nie niepo­
kój się o mnie, że niby jezdem. wicie, sam Chwiston puch­

naszą przyjaźń. (Nie widział mnie i wyjechali na wieś)".
(23.III.1933):

„Napisałem do starej T[urowskiej] list

0 zwrot książek i dostałem list ten nie otwarty i list jej,
w którym dowodzi, że tak się stało, bo ja byłem demonem
1 starałem się wszystko zrobić, aby nie dopuścić do ślubu
Jasia z Inką. Odpisałem, że zrywam wszelkie stosunki
z osobami, które zmyślają fakty niebyłe i robią intrygi. Jest
to ost[atni] epilog tej sprawy. Ale pomyśl, co te małpy
i ten osioł, który mnie sprzedał za kawałek dzifki. Trzeba
było się wtedy nie godzić. Święta zasada - o najmniejszą
rzecz zrywać na wieki, albo odstawiać na Haldebarana.
Piszę powieść i czytam".
Z kolei w rozmowie niżej podpisanego z Janem Le­
szczyńskim (nagranej wiosną 1975 r , dotąd nigdzie nie
publikowanej), ten ostatni tak ptzedstawia powody ze­
rwania z Witkiewiczem. Jan Leszczyński: „Jest jedna par­
tia prywatnych listów jego i tam wspomina właśnie o mał­
żeństwie moim, że ma mi do zatzucenia, żeśmy go nie za­
wiadomili o ślubie. No trudno było w tej sytuacji go za­
wiadamiać, przypuszczając, jakie on zrobi nam wtedy
przyjemności, jeżeli się dowie(...). Zrobiłby jakąś demon­
strację. Diabli wiedzą co, żeby wprowadzić niepokój, za­
siać pewne wątpliwości, nawet co do wyboru osoby, bo
kiedyś moja żona się jednak kochała właściwie w Witkie­
wiczu. To była bardzo młodzieńcza miłość, podlotkowata.
Więc mogło to wzbudzić w niej jakieś niepokoje, czy rze­
czywiście to właśnie nasza miłość jest ważniejsza. Więc on
byłby to wszystko wygrał możliwie jak najsilniej, no a nam
zależało na tym, żeby właśnie tego wszystkiego nie było.
Zresztą on później, jak się dowiedział, przysłał takie listy,
których się nie dało strawić długo (...). Tego dnia, kiedy
myśmy się pobrali i już opuścili Zakopane, on przyszedł do
«Małego Domku», pytał «gdzie są Jasiowie, bo ja już
wiem, że...». Powiedział «Jasiowie», bo wiedział, że my się
kochamy, ale nie liczył, żeby to doszło do skutku (...). O n
się spodziewał ślubu, ale w każdym razie to go tak bardzo
jeszcze zelektryzowało. Wtedy też napisał do nas listy za­
kłócające spokój. Ale takiej kotespondencji to już nie
dam(...). Bo ja się dziwię, że dotąd nikt nie napisał jeszcze
książki na temat życia, że tak powiem, erotycznego W i t kiewicza(...). Jedyne wyjście

nie portretuje niczego.

W ptzeciwieństwie do pierwszej powieści - 622 upadków
Bunga, gdzie są portrety zrobione, w ostatniej książce ab­
solutnie portretów żadnych nie ma (...). Wszyscy mówią,
że tam jest «alter ego» Witkiewicza. Na pewno jest, i to
jest słuszna interpretacja. Z podkładu życiowego jest

377

�Bohdan Michakki

• WITKACY'S ESSENTIAL CONVERSATIONS

return for the slightest thing (...) I am writing a novel
and reading".
In turn, in my conversation with Jan Leszczyński
(recorded in the spring of 1975 and never published) the
latter presented his own version of the reasons for the
breach with Witkiewicz: " I n some of his private letters to
me, pertaining to my marriage, he mentioned that we
had not informed him about the wedding. It would have
been rather difficult to tell him, knowing well what sort
of a scene he would have made once he found out (...)
Probably some sort of a demonstration, Lord knows
what, just to create a disturbance and sow doubt, even
about the choice of the person, since for a long time my
wife had been in love with Witkiewicz. That was a very
youthful love, rather typical for a school girl. His
reaction could have upset her, giving rise to anxieties
whether it was really our love that was the more
important. He could have exploited this as much as
possible, and we were concerned precisely with avoiding
all that. Later on, once he found out, he sent letters
which I could not digest for a long time [...] The day we
married and had left Zakopane, he arrived at 'Maly
Domek' asking: 'Whete are they, since I already know
that...'. He said 'they' because he was aware of the fact
that we were in love, but did not take into consideration
that this would end in marriage (...) He expected it, but
it still affected him so strongly. It was then that he wrote
those disturbing letters - the sort of correspondence
I shall never make available (...) I am surprised that no
one has yet written a book about the erotic life of
Witkiewicz (...) Jedyne wyjście does not contain any sort
of a portrait. In contrast to the first book - 622 Upadki
Bunga , the last one is totally devoid of such portraits
(...) Everyone claims that it contains the 'alter ego' of
Witkiewicz. That is a correct interpretation. The themes
borrowed from life concern our rivalry, the fact that we
held philosophical conversations, and even some of my
features, albeit only marked here and there. Someone
who was well familiar with those times could have
discerned some sort of an allusion (...) My wife was not
Rustalka, Marceli's lover. This simply did not take place.
Witkacy behaved in a highly correct manner as a suitor
and observed social forms; obviously, she was never his
lover. It would be unpleasant to read totally false
interpretations. It is a pity that everyone interprets
everything so directly and transfers literature into life
and life into literature, mixing everything up".
After this digression, so important to Jan Leszczyński,
let us return to facts. The Leszczyńskis married in secret
and left for their family estate in Tarnowiec. The
Leszczyński motif returned once again i n correspondence
with Jadwiga (23 May 1933): "Piliński (Jan
Leszczyński)returned my book from Tarnowiec, and
Rudnicki met Inka in Zakopane at Julia Sokołowska.

Ugly and very freckled. Has Jaś already 'sent her back
home', as I suspected." (29 September 1933):
"Supposedly old Turowska's face has dropped
considerably. Jaś had his appendix (?!) removed for the
second time in Vienna during the Sobieski celebrations".
For the next nine months, the letters to Jadwiga
made no mention about the Leszczyńskis, whose theme
returned in a single brief sentence in a letter of 27
August 1934 : "Inka has a son 60 cm.". Despite his
frequent liaisons Witkiewicz was childless, and Jaś
became the father of a son born to a woman to whom
Witkiewicz had written not so long ago: "Dearest Intuś.
Since you do not love me I stopped paying visits,
because unrequited love is a luxury which I cannot
afford. Yours for ever Staś" (an undated letter from the
collection of Stefan Okolowicz, unpublished).
In the above cited conversation Leszczyński declared:
"He could never get over or bear the breach which he
had caused himself. We met again in connection with
the arrival of Cornelius (...) This took place inl937, four
years, aftet the break-up. We had met once before by
accident, but did not greet each other. I already do not
recall the exact events. During a philosophical congress
Wojtkiewicz and I met as lecturers sat a reception in the
Hawelka restaurant, attended also by Bolesław Miciński,
a participant of the congress and a reporter. Miciński
made arrangements so that he could come and sit at our
table. When Witkiewicz entered the room, he looked at
him and said: ' I would like to talk to you'. Miciński
disappeared. He was so terrified of Witkiewicz that he
left with him, and so enthralled that he abandoned us at
his order. In 1937, after the arrival of Cornelius,
Witkiewicz began an official correspondence with me.
He wrote that although we were at variance there were
no obstacles for a philosophical 'understanding'. He
aimed at reconciliation, telling me so i n the following
way: 'Witkasiuk informs from the Chancery of the
Master... that professor Cornelius is paying him a visit'.
Later on, he held a meeting at Hawelka's. Next, we
invited Cornelius, who subsequently recalled this event,
to spend an evening with us. We lived in the Grand
Hotel, and arranged a very pleasant supper i n our room.
M . - Was Witkiewicz also present, since Cornelius
did not mention him?
L. - Witkiewicz was there, and conciliation ensued.
When he entered the room, my wife walked up to him
and kissed him; afterwards, Cornelius said to
Witkiewicz: ' I did not know that it is the custom in
Poland for women to kiss men. Witkiewicz answered
that this was an exceptional occasion, and that he
should did not treat it as the norm. These were
unforgettable moments. The atmosphere of all such
meetings simply cannot be recreated; some of it will be
recaptured in the letters by Cornelius to us" (After the

378

�Bohdan Michalski

• ROZMOWY ISTOTNE W I T K A C E G O

wzięte to, że była rywalizacji między nami, że prowadzili­
śmy rozmowy filozoficzne, pewne rysy nawet są wyjęte ze
mnie, ale tylko rysy tu i ówdzie zaznaczone. Kto by bardzo
dokładnie znał te czasy mógłby się tam jakiejś aluzji do­
patrzyć (•••)• Moja żona zupełnie nie jest Rustalką, ko­
chanką Marcelego. To nie miało miejsca. Witkacy bardzo
poprawnie się zachowywał. Starał się o rękę z zachowa­
niem form i oczywiście nie było mowy, aby była jego ko­
chanką. Byłoby przykro, jakby człowiek czytał interpreta­
cje zupełnie fałszywe. Jest nieprzyjemne, że wszyscy wszy­
stko interpretują, tak bezpośrednio i przenoszą z literatu­
ry do życia i z życia do literatury, wszystko im się miesza".
Po tej jakże ważnej dla Jana Leszczyńskiego dygresji
wróćmy do faktów. Leszczyńscy pobrali się więc w taje­
mnicy przed Witkiewiczem i wyjechali do jego majątku do Tarnowca. Wątek Leszczyńskich znów wraca w kore­
spondencji z Jadwigą - Witkiewicz do żony (23.V.1933):
„Piliński (Jan Leszczyński) odesłał mi książkę z Tarnowa,
a Inkę spotkał Rudnicki w Zakopanem u Julji Sok[ołowskiej]. Brzydką i bfardzo] piegowatą. Czyżby Jaś już ją
«odesłał» do domu, jak to przewidywałem." (29.IX. 1933):
„Podobno starej Turowskiej już b[ardzo] zrzedła mina. Jaś
poddał się (2-giej) oper[acji] ślepej kiszki (?!) we Widniu
podczas uroczystości Sobieskiego".
Następuje teraz w listach do Jadwigi dziewięciomie­
sięczna przerwa, całkowity brak wzmianek o Leszczyń­
skich, by w końcu w liście z 27.VIII. 1934 r. temat ten po­
wrócił w jedynym krótkim zdaniu: „Inka ma syna 60 cm".
Witkiewicz pomimo tak licznych związków z kobietami
dzieci nie miał. Natomiast Jasiowi urodziła syna kobieta,
do której Witkiewicz nie tak dawno jeszcze pisał (list ze
zbiorów Stefana Okolowicza, bez daty, niepublikowany):
„Najdroższa Intusiu. Ponieważ mnie nie kochasz, więc
przestałem bywać u Was, ponieważ miłość bez wzajemno­
ści jest to luksus, na który nie mogę sobie pozwolić, za­
wsze Twój Staś".
Leszczyński, w przytaczanej już rozmowie, mówi dalej:
„On nigdy nie mógł tak całkiem przeboleć i wytrzymać
naszego zerwania, które sam zresztą spowodował. Więc
nastąpiło spotkanie a propos przyjazdu Corneliusa(...). To
było w trzydziestym siódmym, cztery lata po zerwaniu. Już
raz spotkaliśmy się przypadkiem, ale nie przywitaliśmy się,
już nie pamiętam, jak to było. Podczas kongresu filozoficz­
nego myśmy się spotkali z Witkiewiczem, znaleźliśmy się
obok siebie jako prelegenci. Urządzono też raut u Hawełki. Był na nim Bolesław Miciński uczestnik kongresu,
sprawozdawca. Miciński się umówił z nami, że przyjdzie
i przysiadzie się do naszego stolika. Wszedł Witkiewicz na
salę, popattzył na niego, powiedział: «chcę z tobą chwilę
porozmawiać"... Miciński zniknął, i nie pokazał się. Tak
się bał Witkiewicza, że poszedł z nim. Do tego stopnia był
zafascynowany Witkiewiczem, że na jego rozkaz nas opu­
ścił. A później przyjechał Cornelius i wtedy Witkiewicz
zaczął ze mną oficjalną korespondencję w trzydziestym

siódmym roku. Napisał, że jakkolwiek jesteśmy skłóceni,
to chyba nie przeszkadza, żebyśmy się filozoficznie [poro­
zumieli]. Dążył do pogodzenia, zawiadomił mnie tak:
«Witkasiuk zawiadamia z Kancelarii Mistrza... że profesor
Cornelius przyjeżdża do niego». Później zorganizował spo­
tkanie. Spotkanie odbyło się u Hawełki. Następnie my­
śmy zaprosili, o czym pisze Cornelius, na wieczór do sie­
bie. Mieszkaliśmy w «Grandzie» i w naszym pokoju urzą­
dziliśmy kolację. Było bardzo przyjemnie".
M : - Czy Witkiewicz był tam, bo Cornelius o nim nie
wspomina?
L: - Witkiewicz był i odbyło się pojednanie. Jak Wit­
kiewicz wszedł, moja żona podeszła do niego, pocałowała
go, a Cornelius po tym pytał się Witkiewicza: «nie wie­
działem, że u was w Polsce jest ten zwyczaj, że kobiety ca­
łują mężczyzn». O n odpowiedział, że to była wyjątkowa
okazja i żeby się tym nie kierował. To były nie zapomnia­
ne rzeczy. Tego się nie da odtworzyć, tej całej atmosfery
tych wszystkich spotkań, trochę z tego w korespondencji
wyjdzie właśnie Corneliusa do nas". (Po śmierci Jana Le­
szczyńskiego archiwum jego znalazło się w rękach spad­
kobierców) .
Po nawiązaniu z powrotem stosunków, przy okazji
przyjazdu do Polski Corneliusa i w związku z rozpoczę­
ciem w tym samym 1937 roku wymiany listów filozoficz­
nych między Witkacym i Leszczyńskim (o czym wspomi­
na wyżej Leszczyński) zaczynają w korespondencji z Ja­
dwigą pojawiać się liczne wzmianki zarówno o samej po­
lemice, jak i o Leszczyńskich. Będzie to trwało już do sa­
mego końca, tj. do sierpnia 1939 г., kiedy korespondencja
z Jadwigą urwie się na zawsze.
Witkiewicz do żony: (28.IV. 1937): „Przeglądam Kryty­
kę poglądów Jasia Leszczyńskiego], którą ostatnio napi­
sałem. Powinien pod wpływem tego zostać realistą".
(2.V.1937): „Dziś skończyłem odp[owiedź] Metallmannowi i Leszczyńskiemu (61 str.) z tego 30 parę napisanych
po pijanemu, b[ardzo] ciekawe - krytyka fil[ozoficzna]
С + Co (odrobinka płynu)". (5.V.1937): „Ciekawy je­
stem co Jaś Leszczyński powie na 66 str. Traktatu miażdżą­
cego zupełnie idealizm, który rekomendowanie na
Chramcówki posłałem".
We wstępie do „listu filozoficznego" z 24X1.1937 r.
Witkiewicz tak pisze do Leszczyńskiego (list ten jest czę­
ścią Sporu o monadyzm...)•. „Kochany Jasiu = Nie wiem
czy otrzymałeś (wysłane 5.XI) pracę o idealizmie i reali­
zmie drukowaną w «Zecie» i poświęconą «Pamięci smut­
nej dla mnie Jana Pilińskiego» (to należy do niepowrotnej przeszłości) i pracuchnę o solips[yzmie] i idealizmie
(...). Dziękuję Wam Obojgu bardzo serdecznie za zapro­
szenie. Może kiedy z niego skorzystam przed Weltkatastrophą z r. 1938. Ale życie moje obecne jest funkcją tylu
niewiadomych, że nic na pewno powiedzieć nie mogę
(...). Łączę wyrazy prawdziwej przyjaźni i szacunku dla
Was Obojga. Won Witkacjusz".

379

�Bohdan Michalski • WITKACY'S ESSENTIAL CONVERSATIONS

death of Jan Leszczyński his archive became the property
of his heirs).
In the wake of their establishment of contacts during
Cornelius' stay in Poland and the subsequent exchange
of philosophical letters between Witkacy and Leszczyński
(commenced in 1937), correspondence with Jadwiga
contained numerous mentions about the polemic itself
and the Leszczyńskis. This motif lasted to the very end;
i. e. August 1939, when the correspondence in question
came to an end.
Witkiewicz wrote to his wife (28 April 193 7): " I am
glancing through Krytyka (Critique) of the views of Jaś
Leszczyński, which I wrote recently. I should turn into
a realist under its impact". (2 May 1937): "Today,
I finished my reply to Metallmann and Leszczyński (61
pages), of which 30 pages were written while drunk,
exttemely intetestingphilosophical critique С + Co
(a drop of liquid)". (5 May 1937): " I am interested to see
what Jaś Leszczyński will say to page 66 of Traktat
(Treatise), which totally crushes idealism and which
I sent to Chramcówki".
In an introduction to a "philosophical letter" (part of
Spór o monadyzm . . . ) , addtessed to Leszczyński on 24
November 1937, Witkiewicz wrote: "Dear Jaś = I do not
know whether you received the works on idealism and
realism (sent on 5 November), issued in 'Zet' and
dedicated to 'Jan Piliński, of mournful memory' (that is
part of the irretrievable past) and my work in solips[ism]
and idealism (...) Many thanks to both of you for the
invitation. Perhaps I shall accept it before the
Weltkatastrophe of 1938. A t the moment, my life is
a function of so many unknowns that I cannot give any
reply (...). I add assurances of my true friendship and
respect for both of you. Von Witkacjusz".
At the end of a "philosophical letter" of 28
November 1937 (fragment of Spór o monadyzm...)
Leszczyński replied : "Now for everyday issues! How
many reminiscences there are left to be recreated, how
many cordial bonds to be reestablished! We decided not
to put off the invitation until the spring, as had been
arranged, but to ask you to come in the nearest future,
as soon as possible. Inka wrote you separately, and
I present the question from the viewpoint of reality.
A detout from the road to Zakopane on yout way from
Cracow would cost you only (third class) some 13 zlotys
and 70 groszy, and thus telatively little. My thanks for
the lettet and dissertations, which I read with a greatly
polemical approach. Despite all, I do not find them
convincing. Obviously, nothing can be done about this!
In Zakopane, I read your Niemyte dusze (Unwashed
Souls) and send several comments on enclosed pages.
I find the style of Niemyte dusze and its literary side is
not much to my liking. I'm afraid that this style could
prove to be a hurdle for popularity (and in this case that

could be the point!). A n average person fears jocose
humour when the matter at stake is serious; he believes
that the two are mutually exclusive. Please accept my
assurances of respect and friendship. JL.".
Witkacy accepted Leszczynski's invitation to
Tarnowiec with certain reservations, and it seems that
he would have pteferred to find himself there in the
company of Cornelius, conceived as a shield against
eventual attacks or perhaps temptation. He shared these
doubts with Cornelius (5 January 1938): "Leszczyńska
(Inka) wrote me once again. Perhaps I shall go there for
a three day-long 'trial' stay on the way to Zakopane,
where I want to arrive at the end of the month. Since in
your opinion Jaś Leszczyński is much too deeply
embedded in naturalism, then what about me (...).
I implote you give a summer at the Leszczynski's serious
thought. It would be wonderful. In your presence, my
situation would not be so dangerous as regards assorted
possible dirty tricks, to put it delicately. If the world
catastrophe, which I anticipate, does not take place this
summer you should realise this plan, and already now
embark upon indispensable preparations (concerning
your boys and othet complications). I feat that the
Soviets will statt a war with Japan and then everything
could happen".
Witkacy to his wife (26 Febtuary 1938): "The
Leszczyńskis stayed [in Zakopane - В. M.] for three days,
she changing every half an hour into a different dress
with puffed sleeves; today, they are moving for reasons
unknown to Harenda. Tomorrow, a dinner at Langier,
with Thumen and Bronek, and then off to Harenda.
I have already started a reply to Jas's extremely
interesting attack. We would like to publish all of it in
a book; this could be exciting". (4 March 1938):
" I continue smoking a pipe, cigars and cigarettes, and
inhale. I wrote 53 pages of a polemic with Jaś, but the
genetal results are terrible. Those three months of
progressive smoking have turned me, robust for the past
five years, into a misetable, depression-ridden flabby
weakling".
Witkiewicz to Cornelius (22 April 1938): "My misery
has compelled me to write to the Leszczynski's a letter
explaining our mutual relations. I must conduct
a thorough revision of my attitude towatds everyone.
That is all. I embrace you with love and respect. Your
ever devoted Witcatius".
Witkiewicz to his wife (3 May 1938): " W i t h the
Leszczyńskis everything has gone awry for some foolish
reasons". (13July 1938): " I made up with the
Leszczyńskis. The whole world and everything has
changed so strangely. I do not recognise the most
ordinary things".
Witkacy to Cornelius (19 July 1938): "Life has
become a sequence of torment in which otherwise

380

�Bohdan Michalski • ROZMOWY ISTOTNE W I T K A C E G O

Potwór z Dusseldorfu, Stanisław I. Witkiewicz z Janiną Turowską-Leszczyńską; fot. Władysław Jan Grabski,
Zakopane, 1932. Ze zbioru E . Franczak i S. Okołowicza

The Monster of Dusseldorf, Stanisław I. Witkiewicz with Janina Turowska-Leszczyńska, photo by Władysław Jan Grabski,
Zakopane, 1932. The collection of E. Franczak and S. Okolowicz
Leszczyński tak odpowiada Witkiewiczowi w zakoń­
czeniu „listu filozoficznego" z 28.XI. 1937 (ftagment Spo­
ru o monadyzm...): „A teraz do spraw codziennych! Ileż
wspomnień pozostało do odnowienia, do nawiązania
dawnych serdecznych węzłów! Postanowiliśmy więc nie
odkładać zaproszenia aż do wiosny, jak to było ułożone,
lecz prosić Cię, abyś przyjechał do nas w najbliższym cza­
sie, o ile to dla Ciebie możliwe. Inka pisała do Ciebie
osobno, ja przedstawiam sprawę z punktu widzenia real­
nych aspektów. Otóż zboczenie z Krakowa w drodze do
Zakopanego kosztowałoby Cię tylko (3 kl.) coś 13 z 70 gr,
więc stosunkowo niedużo. Dziękuję C i serdecznie za list
i za rozprawki, które przeczytałem z dużym zacięciem po­
lemicznym. Stwierdzam, że mimo wszystko mnie nie przekonywują. Na to już nie ma - jak widać - rady! W Zako­
panem wpadły mi w ręce Twoje Niemyte dusze. Kilka
uwag przesyłam Ci na załączonych kartkach. Styl Niemy­
tych dusz, ich strona literacka nie bardzo mi odpowiadają.
Obawiam się, że ich styl może być przeszkodą dla ich po­
pularności (a w tym wypadku o to by właśnie chodziło!).
Człowiek przeciętny obawia się humoru tam, gdzie chodzi
o rzeczy poważne; uważa, że się one wzajemnie wyklucza­
ją. Przyjm wyrazy szacunku i przyjaźni. JL".
Witkacy nie bez oporów przyjmuje zaproszenie Le­
szczyńskiego do odwiedzenia Tarnowca, widać że wolałby
znaleźć się tam w towarzystwie Corneliusa jako tarczy
przed ewentualnymi atakami czy może przed pokusą?!
Swoimi wątpliwościami dzieli się z Corneliusem.
(5.1.1938): „Leszczyńska (Inka) znów do mnie napisała.
Być może, że pojadę tam na 3 dni «próbnego* pobytu
w drodze do Zakopanego, gdzie chcę się udać końcem
miesiąca. Skoro w Twoim mniemaniu Jaś Leszczyński zbyt
głęboko tkwi w naturalizmie, to co dopiero można by

0 mnie powiedzieć. (...) Ale proszę Cię usilnie, abyś po­
ważnie pomyślał o lecie u Leszczyńskich. To byłoby wspa­
niałe. Przy Twej obecności sytuacja moja nie byłaby taka
niebezpieczna w sensie różnych możliwych świństewek mówiąc delikatnie. Jeśli światowa katastrofa, której z lę­
kiem spodziewam się tego lata, jednak nie nastąpi, powi­
nieneś koniecznie spełnić ten zamiar i już teraz przystąpić
do niezbędnych przygotowań (dotyczących Twoich chłop­
ców i innych komplikacji). Obawiam się, że Sowieci roz­
poczną wojnę z Japonią, a wtedy wszystko jest możliwe".
Witkacy do żony: (26.11.1938): „Leszczyńscy byli
[w Zakopanem - przyp. BM] 3 dni - ona co pół godziny
w innej sukni z bufami, a dziś niewiadomo po co wynoszą
się na Harendę. Jutro obiad u Langiera - ja, Thumen
1 Bronka, a potem na Harendę. Zacząłem już pisać
odp[owiedź] dla Jasia na b[ardzo] ciekawy atak. Chcemy
to wszystko wydać w książce. Może być ciekawe".
(4-III. 1938): „Dotąd palę fajkę, cygara i papierosy z zacią­
ganiem się. Napisałem 53 strony polemiki z Jasiem, ale
w ogóle skutki straszne. Z kwitnącego byka, jakim byłem
przez 5 lat, zrobiły ze mnie te 3 miesiące postępowego pa­
lenia nieszczęsnego, pełnego depresji flako-wymoczka...".
Witkiewicz do Corneliusa: (22.IV. 1938): „Moje nie­
szczęścia doprowadziły mnie do tego, że napisałem do Le­
szczyńskich list wyjaśniający na temat moich z nimi wza­
jemnych relacji. Muszę przeprowadzić gruntowną rewizję
mego stosunku do ludzi. That is all. Ściskam Cię z miło­
ścią i czcią, Twój zawsze szczerze oddany Witcatius".
Witkiewicz do żony: (3.V.1938): „Z Leszczyńskimi
wszystko się rozchwiało o głupstwo." (13.VII.1938): „Po­
godziłem się z Leszczyńskimi. B[ardzo] się dziwnie zmie­
nił dla mnie cały świat i wszystko. Nie poznaję najzwy­
klejszych rzeczy".

381

�Bohdan Michalski • WITKACY'S ESSENTIAL CONVERSATIONS

pleasant things change to a nightmare. I live in twilight
between life and death, and I think that I am inclined
towards the former solution (in a postscript): What else
is there in life for me, but old age, anguish, illness,
poverty, etc. and physical suffering. I have made up with
the Leszczyńskis". (18 Novembet 1938): " I do not drink
or smoke, and finally have attained harmony with
myself, since I do not commit any erotic ditty tricks, and
do not lie or deceive. I owe all this to you. I finished the
polemic with 'poor' Leszczyński and assume that I have
crushed him completely".
Finally, a happy end - the visit in Tarnowiec.
Witkiewicz wrote to his wife (15 October 1938):
"Yesterday, I arrived in Tarnowiec at eight in the
evening, and was welcomed extremely warmly. Jaś and
his wife are unusually kind and nice. Now, I'm off for
a sightseeing excutsion".
Soon after the stay in Tarnowiec Leszczyński ended
one of his "philosophical letters" to Witkacy with the
words (20 November 1938, fragment of Spór
0 monadyzm): "As regards my plans, the trip to Warsaw is
off at the moment since it so happens that I am forced to
stay at home for sometime, and as of 1 December we
have already hired accommodation in Zakopane (the
Koziański villa in Bystre). Therefore, we shall presumably
meet in Zakopane - or perhaps in Cracow, at my lecture,
which will take place probably in December. We recall
your stay with great pleasure. Thank you for the
portraits. We send best wishes and assurances of
friendship . Jan Leszczyński. Tarnowiec. 29 November
1938".

interlocutot and polemicist remains indisputable: "Our
polemic cannot continue fulfilling its foremost task,
namely, convincing the opponent, since
Witkiewicz's theoretical opponent from that period no
longer exists. Now, I am distant from subjective idealism
(whose errors I perceive clearly). Let me add briefly:
I have returned to realism. Yes, I have returned since
now I have accepted, i n a philosophically thought out
manner, the sort of realism which, as I see now, lies at
the basis of each ontological system regardless whether
its author is aware of this or not (...). I should also
accentuate the skill with which W[itkiewicz - В. M . ]
discerned so aptly in my idealistic views the outlines of
realism and as if "predicted" what they could develop
into in the spontaneous evolution of my philosophical
thought. This too undoubtedly deserves my admiration"
(pp. 166-7).

Once again something went amiss in the relations
with the Leszczyńskis, although it is difficult determine
the precise reason. A t any tatę, Witkacy wrote to his
wife (22 July 1939): " I received a second letter from
Inka and Jaś, who insist on making up with me.
I'm thinking about i t "
Some time earlier, he wrote to Cornelius (18 March
1939): " I embrace you warmly and enclose assurances of
my respect. Even at a distance, you remain someone
exttemely important for me, and render my life more
bearable. Relations with the Leszczyńskis are not as
cotdial as in the past, and we have not conducted our
discussions for a long time now. Your Sincerely devoted
Vitcatius. The world catastrophe is looming evet closet.
1 doubt whether we shall find each other afterwards".
It would have given Witkiewicz much joy to read the
words written by his friend in 1985, i.e. 46 years later, in
the already cited commentary to Nieznany list filozoficzny.
Leszczyński admitted that he had
abandoned tealism and assumed the stand of realism (!).
True, he did not mention that this shift was the outcome
of the "essential conversations" and philosophical lettets,
but we know that the role of Witkiewicz as the

Finally, I would like to cite one of Witkacy's last
letters to the Leszczyńskis (from the unpublished Stefan
Okolowicz collection), in which he announced an
ultimate breach of personal relations, and treated the
polemic with "Jaś" as a duty to "the history of mankind".
This letter contains the sui genera credo of Witkiewiczthe polemicist ( 23 February 1939): "Dearest Jaś and
wife. I reject all petty misunderstandings. Despite the
fact that I usually talk with Jaś about philosophy, I would
like you to know that I treat you as a ttanscendent and
inviolate whole, just as objectively as towards others and
myself. No one is capable of influencing my relations
with others unless he himself does so - a certain degree
of loyalty is necessary; it would be highly desirable for
this principle to dominate in our society, eaten away by
intrigue and slander. We must avoid petty hesitations
stemming from our faults and strive to create a certain
sort of petfection against the backdrop of overcoming
them. It is insignificant that Jaś wishes to destroy me
and I him. Battling as ruthlessly as possible we fulfil an
obligation towards the history of mankind even if our
words were never to be immortalised on paper The
heart of the matter concerns the honesty of the struggle
of which we are capable. Such is our destiny, and we
should be able to attain it, but life ahead of us remains
exceedingly difficult. We must harbour no illusions".
Note
I would like to thank Anna Micińska for making
available letters written by Witkiewicz to his wife, and
M r Stefan Okolowicz for the letter to the Leszczynski's
and Inka Turowska. I owe the opportunity of citing
fragments of Spór o monadyzm. Dwugłos polemiczny to Jan
Leszczyński, who shortly before his death presented me
with a typewritten text of the study, expressing the wish
that I supervise its publication.

382

Translated by Aleksandra Rodzińska-Chojnowska

�Bohdan Michalski • ROZMOWY ISTOTNE W I T K A C E G O

Witkacy do Corneliusa: (19.VII. 1938): „Życie stało
się dla mnie pasmem udręki, w którym skądinąd przyjem­
ne sprawy zamieniają się w koszmar. Żyję w półcieniu po­
między śmiercią a życiem i myślę, że skłonię się ku pierw­
szemu rozstrzygnięciu (w dopisku:) Cóż bowiem innego
mam w życiu przed sobą poza starością, udręką, chorobą,
nędzą i t d . oraz fizycznym cierpieniem. Pogodziłem się
z Leszczyńskimi". (18.XI. 1938): „Nie palę, nie piję i nare­
szcie pozostaję w harmonii z samym sobą, bo nie popeł­
niam żadnych erotycznych świństw i nikogo nie okłamu­
ję ani nie oszukuję. A to zawdzięczam Tobie. Zakończy­
łem polemikę z «biednym» Leszczyńskim. Mniemam, że
zmiażdżyłem go doszczętnie".
I wteszcie szczęśliwy finał - wizyta w Tarnowcu. Wit­
kiewicz do żony: (15.X.1938): „Wczotaj o 8 w[ieczorem]
przyjechałem do Tarnowca - gdzie byłem przyjęty nad­
zwyczajnie. Jasiowie są niesłychanie mili i uprzejmi. Teraz
idę na wycieczkę krajoznawczą".
Niedługo po wizycie Witkacego w Tarnowcu Le­
szczyński pisał do niego na zakończenie jednego z „filozo­
ficznych listów" z 20.XI. 1938 (stanowiącego fragment
Sporu o monadyzm): „Co się tyczy spraw życiowych, to
z zamierzonej wyprawy do Warszawy na razie nic nie bę­
dzie, gdyż tak się składa, że teraz muszę jakiś czas pozo­
stać w domu, a od pierwszego grudnia mamy już wynaję­
te mieszkanie w Zakopanem (Willa pp. Koziańskich, By­
stre). Spotkamy się zatem prawdopodobnie dopiero w Za­
kopanem - może w Krakowie na moim odczycie, który
nastąpi pewnie w grudniu? Pobyt Twój batdzo miło wspo­
minamy. Dziękujemy Ci serdecznie za portrety. Najlepsze
pozdrowienia oraz wyrazy przyjaźni przesyłamy - Jan Le­
szczyński. Tarnowiec, 20.XI. 1938".
I znów coś we wzajemnych stosunkach z Leszczyński­
mi się popsuło, trudno powiedzieć, o co poszło, w każdym
razie Witkacy pisał do żony: (22.VII.1939): „Miałem list
2gi od Inki i od Jasia - chcą się ze mną pogodzić koniecz­
nie. Namyślam się".
Niedługo zaś przedtem pisał do Corneliusa:
(18.111.1939): „Ściskam Cię serdecznie i załączam wyrazy
szacunku. Jesteś dla mnie - nawet z oddali - czymś arcyważnym, co czyni moje życie bardziej znośnym. Stosunki
z Leszczyńskimi już nie są tak serdeczne jak kiedyś i od
dawna nie prowadzimy już naszych dyskusji. Twój szczerze
oddany Vitcatius. Katastrofa światowa przybliża się coraz
bardziej. Czy się po niej jeszcze odnajdziemy - jest wątpli­
we".

- ale my wiemy, że rola interlokutora i polemisty Witkie­
wicza nie podlega tutaj dyskusji: „A co się tyczy samej na­
szej polemiki, to nie może już ona pełnić nadal swego na­
czelnego zadania, jakim jest przekonywanie przeciwnika teoretyczny przeciwnik Witkiewicza z tamtych lat od
dawna już nie istnieje. Bo idealizm subiektywny jest mi
teraz obcy (sam dosttzegam jasno jego błędność). Dodam
tylko krótko: sam powróciłem na stanowisko realizmu.
Tak, powróciłem, bo przyjąłem tetaz, ale już w sposób fi­
lozoficznie przemyślany, taki realizm, jaki tkwi - jak obe­
cnie to widzę - u podstaw każdego ontologicznego syste­
mu niezależnie od tego, czy jego twórca jest tego świa­
dom, czy nie. (...) Winienem jeszcze podkreślić wnikli­
wość, z jaką wypatrzył [Witkiewicz - przyp. B M ] , jakże
trafnie, w moich ówczesnych idealistycznych poglądach
prześwitające ztęby realizmu i „przewidział" niejako, co
się może z nich w spontanicznej ewolucji mojej myśli filo­
zoficznej w przyszłości rozwinąć. Zasługuje to niewątpli­
wie na podziw z mojej strony" (s. 166-167).
Na zakończenie chciałbym przytoczyć jeden z ostat­
nich listów Witkacego do Leszczyńskich (dotąd niepubli­
kowany - ze zbiorów Stefana Okołowicza), w którym
ogłasza on ostateczny rozejm w stosunkach osobistych,
natomiast polemikę z Jasiem traktuje jako obowiązek wo­
bec „historii ludzkości". List ten, można powiedzieć, za­
wiera credo Witkiewicza polemisty. (23.11.1939): „Naj­
drożsi Jaśkowie. Odrzucam wszystkie drobne nieporozu­
mienia. Mimo że przeważnie rozmawiam z Jasiem o filozo­
fii, chciałbym, abyście zrozumieli, że traktuję Was jako
transcendentną i nienaruszalną całość, tak obiektywnie
w stosunku do innych, jak i do mnie. Nikt nie jest w sta­
nie wpłynąć na moje stosunki z innymi, chyba oni sami pewien stopień lojalności jest konieczny - pożądanym by­
łoby, aby to zapanowało w naszym społeczeństwie zżartym
przez intrygę i oszczerstwo. Musimy unikać drobnych wa­
hań wynikających z naszych ułomności i dążyć, aby wytwotzyć pewnego rodzaju doskonałość na tle ich przezwy­
ciężenia. To nic, że Jaś chce zniszczyć mnie, a ja jego.
Walcząc najbezwzględniej spełniamy obowiązek wobec
historii ludzkości, nawet gdyby nasze słowa nie zostały
nigdy uwiecznione na papietze. Chodzi o uczciwość wal­
ki, na którą nas stać. Takie jest nasze przeznaczenie;
umiejmy go dokonać, ale życie przed nami jest niezmier­
nie trudne. Nie powinniśmy się łudzić".

Jakże by się ucieszył Witkiewicz, gdyby mógł przeczy­
tać słowa przyjaciela napisane w 46 lat później, w roku
1985 w cytowanym już komentarzu do opublikowanego
w „Pamiętniku Literackim" Nieznanego listu filozoficzne­
go... Leszczyński przyznaje, że opuścił idealizm i przeszedł
na stanowisko realizmu(!). Nie pisze wprawdzie, że stało
się to za sprawą „rozmów istotnych" i listów filozoficznych

383

Pani Annie Micińskiej dziękuję za udostępnienie od­
pisów listów Witkiewicza do żony, panu Stefanowi Okołowiczowi zaś za udostępnienie odbitek listów do Le­
szczyńskich oraz listu do Inki Turowskiej. Natomiast moż­
liwość zacytowania fragmentów Sporów o monadyzm.
Dwugłosu polemicznego zawdzięczam Janowi Leszczyńskie­
mu, który niedługo przed śmiercią wręczył mi maszynopis
pracy z życzeniem, abym zajął się jego wydaniem.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5869" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5850">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b6a231b54725d60375d46b37eac918ef.pdf</src>
        <authentication>3b1780f637988c68f52d2dba8ceb1a9e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70012">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2457</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70013">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70014">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2281</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70015">
                <text>O symbolicznym dotykaniu rzeczywistości / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70016">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2, s.82-84</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70017">
                <text>Michera, Wojciech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70018">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70019">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70020">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70021">
                <text>O symbolicznym dotykaniu
rzeczywistości
Wojciech Michera

R z e c z y w i s t o ś ć muzealna najczęściej jest p r ó b ą odtworze­
nia i zaprezentowania czegoś, co istniało wcześniej, lub gdzie
indziej. P r ó b a ta przybiera charakter platońskiej m i m e s i s, jest chęcią zbliżenia się do ideału. Jest to jednak p r ó b a
zawsze mniej lub bardziej nieudana. P o s z c z e g ó l n e elementy
stworzonej sytuacji muzealnej są wprawdzie oryginalne, ale
w całości jest ona tylko k o p i ą . Jej w a r t o ś ć to s t o p i e ń
p o d o b i e ń s t w a do o r y g i n a ł u ; w istocie w a ż n y jest tylko on.
W muzeum t a k i m nigdy nie opuszcza nas ś w i a d o m o ś ć , że
m a m y do czynienia ze swoistą fikcja i iluzją. Nawet jeśli
wystrój zrekonstruowanej chaty jest oryginalny, a w przenie­
sionym do muzeum grobie leży prawdziwy nieboszczyk,
p a m i ę t a m y , że nie przyszliśmy t u ani w odwiedziny do
przyjaciół, ani po to, by złożyć k w i a t y na mogile.
Ujęcie to umieszcza widza wyłącznie w k o n t e k ś c i e orygi­
n a ł u , usiłuje przenieść go w t a m t ą rzeczywistość; kontekst
aktualny, z w i ą z a n y ze ś w i a t e m widza, nie jest istotny,
a nawet w p r ó b i e tej przeszkadza.
I n n ą s t r o n ą tak rozumianego muzeum jest jego instrukt a ż o w o ś ć i swoista depersonalizacja: zabytek, wystawa, jest
zawsze p r z y k ł a d e m c z e g o ś : tak mieszkano, tak lepiono
garnki, takie robiono wycinanki - przy czym nie przypad­
k o w o z o s t a ł a t u użyta forma bezosobowa. W gruncie rzeczy
bowiem w t a k i m muzeum nie jest w a ż n y t e n garnek, t a
chata, t e n t w ó r c a ludowy: to t y l k o p r z y k ł a d y . I c h znaczenie
polega wyłącznie na wskazywaniu w z o r c ó w , na idealizacji.
Zawsze m o ż n a je z a s t ą p i ć , jeden cep d r u g i m , nawet jednego
t w ó r c ę ludowego i n n y m , bo w a ż n a jest t y l k o c e p o w o ś ć
i l u d o w o ś ć j a k o pewna funkcja. Z tego p u n k t u widze­
nia nie liczy się więc „ p r z e s z ł o ś ć " , lecz tylko aktualny,
dydaktyczny p o ż y t e k . Oba zatem plany - „ m i n i o n y " i „ d z i ­
siejszy" - są rozdzielone i nie p r z e n i k a j ą się.
Lecz muzeum r o z u m i e ć m o ż n a inaczej, nie po „ p l a t o ń sku", ale po „ a r y s t o t e l e s o w s k u " . W koncepcji wywiedzionej
z p o g l ą d ó w Arystotelesa mimesis staje się nie o d t w o ­
r z e n i e m minionej ("idealnej") rzeczywistości, mniej lub
bardziej u d o l n y m k o p i o w a n i e m wzorca (działanie paradygmatyczne), lecz kreacją nowej, d z i a ł a n i e m konfiguracyjnym
(syntagmatycznym). Wtedy muzeum staje się przestrzenią
t w ó r c z ą , przestrzenią aktywnej penetracji rzeczywistości.
Nie p r ó b u j e m y w ó w c z a s r y w a l i z o w a ć - beznadziejnie
przecież - w stopniu osiągniętej realności z d o m n i e m a n ą ,
n i e o g a r n i o n ą sytuacją w z o r c o w ą . Pełnię i ciągłość ż y c i a
(nie dającą się nigdy o d t w o r z y ć w najwspanialszej nawet
ekspozycji) zastępujemy c z ą s t k o w o ś c i ą i d y s k r e t n o ś c i ą na­
szej konfiguracji. Jest to zarazem rezygnacja z pretensji do
quasi-magicznego przenoszenia się „ t a m " , w kontekst tam­
tej rzeczywistości. N i e zrywamy k o n t a k t u z „ t u " , z horyzon­
tem naszego życia, z n a s z ą współczesnością. W tak rozumia­
n y m zdarzeniu muzealnym ulega on jednak poszerzeniu,
musi o t w o r z y ć się na obcy kontekst zjawiska, k t ó r e napot­
kał. Jest to jedyny s p o s ó b zachowania g ł ę b o k o rozumianego
autentyzmu całego przedsięwzięcia.

Eksponat muzealny rozumiany j a k o symbol jest ź r ó d ł e m
poznania, ale nie ma charakteru dydaktycznego: nie t y l k o
informuje, ale i angażuje, ma w y m i a r egzystencjalny.
„ M u z e u m m o ż e b y ć miejscem wtajemniczenia."
*

*

*

W sali muzeum b i s k u p i ń s k i e g o , w szklanych gablotach,
znajdują się dwa groby szkieletowe. Pierwszy, p o c h o d z ą c y
z epoki neolitu, zawiera szczątki trzydziestoletniej kobiety.
Pochowano j ą na p r a w y m b o k u , z silnie p o d k u r c z o n y m i
nogami, co jest zapewne ś l a d e m myśli o powrocie do ł o n a
m a t k i i nadziei na odrodzenie. W d r u g i m grobie, m ł o d s z y m
o prawie 3 tysiące lat, spoczywa uzbrojony w o j o w n i k
celtycki. Jego ciało p o ł o ż o n e z o s t a ł o na plecach.
G d y wiele lat temu pierwszy raz przyjechałem do Biskupi­
na, o d c z u ł e m natychmiast swoistą n i e s t o s o w n o ś ć umieszcza­
nia g r o b ó w w zwykłej muzealnej sali. R o z u m i e j ą c dydak­
tyczny sens tej p r a k t y k i , t r u d n o m i b y ł o p o g o d z i ć się
z w y k a z y w a n y m przez a r c h e o l o g ó w brakiem d e l i k a t n o ś c i ,
l e k c e w a ż e n i e m g o d n o ś c i z m a r ł e g o , k t ó r e j przecież nie zawie­
sza ani u p ł y w czasu, ani naukowy imperatyw poznawczy.
Z m a r l i przeniesieni ze swych cmentarzy do muzealnych
gablot - statusem swym z r ó w n a n i ze wszystkimi i n n y m i
przedmiotami wystawianymi na widok publiczny: garnkami,
f o r m a m i odlewniczymi, ozdobami, n a r z ę d z i a m i - stawali się
z w y k ł y m i eksponatami. Licznie p r z y b y w a j ą c y do Biskupina
turyści - od p r z e d s z k o l a k ó w do e m e r y t ó w - p r z y g l ą d a j ą i m
się teraz z bliska, b a d a j ą z zaciekawieniem, k o m e n t u j ą c na
p r z y k ł a d stan u z ę b i e n i a człowieka epoki kamienia, l e k k ą
ekscytację u s p r a w i e d l i w i a j ą c p o ż y t k i e m poznawczym. G d y
b y ł e m w Biskupinie przewodnikiem, z d u ż y m trudem uda­
w a ł o m i się u ś w i a d o m i ć zwiedzającym wycieczkom swoistą
d e l i k a t n o ś ć sytuacji.

2

82

*

*

*

W i e ś Czarne w Beskidzie N i s k i m j u ż nie istnieje. Wszyscy
dawni jej m i e s z k a ń c y , kiedyś z niej wygnani - Ł e m k o w i e
- albo nie żyją, albo mieszkają gdzieś daleko. N i e p r z e t r w a ł y
też b u d y n k i - p r ó c z d w ó c h czy trzech d o m ó w i mocno
zniszczonej cerkwi. N i e jest to więc etnograficzny skansen
- brakuje t u przecież „ e k s p o n a t ó w " . M i m o to jest to miejsce
niezwykłe, bo w z a r o ś n i ę t y c h k r z a k a m i drogach, regular­
nych zarysach nie istniejących j u ż d o m ó w , samotnych ka­
miennych kapliczkach, opuszczonym cmentarzu zachowana
jest p a m i ę ć żyjących t u niegdyś ludzi.
*

*

*

Symbol nie ma nigdy charakteru p o g l ą d o w e g o ; c h o ć służy
poznaniu, nie jest poznawczym n a r z ę d z i e m . Jest raczej
p r o w o k a c j ą , z m u s z a j ą c ą do z a a n g a ż o w a n i a , o k r e ś l e n i a się

�wobec zaistniałej sytuacji. Właściwością dobrego n a r z ę d z i a
jest jego p o r ę c z n o ś ć - t y m większa, i m mniej odczuwamy
jego istnienie. Symbol przeciwnie - nie pozwala, by o k r e ś l a ł o
nas wobec niego przyzwyczajenie.
P o g l ą d o w y charakter, j a k i nadajemy muzealnym eks­
p o n a t o m , redukowanie ich sensu do funkcji n a r z ę d z i a
dydaktycznego, p r z e w a ż n i e u n i e m o ż l i w i a nam włączenie się
w s y m b o l i c z n ą rzeczywistość muzeum. Dlatego celem dzia­
ł a ń , jakie podjęliśmy w Biskupinie i w Czarnym, b y ł o
nadanie o b u miejscom charakteru symbolicznego, czyli
niejako - „ o d z w y c z a j e n i e s i ę " od nich, uznanie ich za
p r o w o k a c j ę wobec naszej egzystencji.
*

*

*

W Biskupinie p r a g n ę l i ś m y p r z y w r ó c i ć d w ó m eksponatom
status prawdziwych g r o b ó w , a całej przestrzeni muzeum
n a d a ć symboliczny charakter cmentarza.
Wieczorna pora pozwala u n i k n ą ć spotkania z turystami
- m o g ł o b y ono s p o w o d o w a ć , że podjęte d z i a ł a n i a s t a n ą się
niezamierzonym happeningiem. Z a p a d a j ą c y zmrok, podob­
nie j a k stroje p r z y w o ł u j ą c e skojarzenia z m o n a s t y c z n ą
m o d l i t w ą , to t a k ż e pomoc w stworzeniu odpowiedniego
nastroju. Wszystko trwa o k . 20-30 m i n u t , w y p e ł n i o n y c h
przede wszystkim śpiewem. K i l k u n a s t u u c z e s t n i k ó w zdarze­
nia o k r ą ż a salę, o g a r n i a j ą c j ą i wypełniając d ź w i ę k a m i
o k r e ś l a j ą c y m i p o c z ą t e k owego czasu skupienia. P ó ź n i e j ,
przy k a ż d y m z g r o b ó w , śpiew, w s p o m a g a j ą c y milczenie
d ź w i ę k fletu, cichy znak dzwonka oraz k w i a t y materializują
niejako p a m i ę ć o z m a r ł y c h .
N a l e ż y t u p o w i e d z i e ć , że n a s t r ó j , o k t ó r y m m o w a , w ma­
ł y m stopniu dotyczy - w t ó r n e j tutaj - strony widowiskowej
przedsięwzięcia. Dlatego t y p o w o muzealny wystrój sali,
m a ł o sprzyjający „ o b r z ę d o w e m u " nastrojowi, nie był prze­
s z k o d ą , przeciwnie - o to właśnie przecież c h o d z i ł o , by c h o ć
na k r ó t k i czas przekształcić charakter tego miejsca.
Podstawowym elementem tego swoistego „ o b r z ę d u " jest
śpiew. T w o r z ą go albo k r ó t k i e , d w u g ł o s o w e , „ g o t y c k i e "
w nastroju „ z a ś p i e w y " , bez słów l u b z tekstem s u g e r u j ą c y m
sens ceremonii (пр.: „ I n paradiso perducant te angeli"), albo
w i e l o g ł o s o w a , częściowo i m p r o w i z o w a n a konstrukcja
dźwiękowa.
*

*

*

P o m o c ą w przygotowaniu D z i a d ó w , k t ó r e „ o d p r a w i l i ­
ś m y " w opuszczonej cerkwi w Czarnym, był tekst Dziadów
Mickiewicza, cz. I i П . I tutaj jednak, podobnie j a k w Bis­
kupinie, nie c h o d z i ł o n a m o wystawienie sztuki teatralnej
albo zrealizowanie spektaklu - nie uczestniczyli w n i m
przecież ż a d n i widzowie. N i e z a m i e r z a l i ś m y też - co chcę
zdecydowanie p o d k r e ś l i ć - w y w o ł y w a ć d u c h ó w . Poszukiwa­
nie symbolicznego w y m i a r u rzeczywistości kłóci się radykal­
nie z wszelkimi tendencjami spirytystycznymi. Dlatego na­
wet w tekście Mickiewicza z r e d u k o w a l i ś m y wszystkie sceny,
w k t ó r y c h p o j a w i a j ą się konkretne duchy. P r z y w o ł y w a n e
przez „ g u ś l a r z a " ("Czyszcowe duszeczki! - W jakiejkolwiek
świata stronie: - Czyli k t ó r a w smole płonie, - Czyli marznie
na dnie rzeczki, - Czyli dla dotkliwszej k a r y - W surowym
wszczepiona drewnie, - G d y j ą w piecu gryzą żary, - I pisz­
czy, i płacze rzewnie; - K a ż d a spieszcie do gromady!")
pojawiają się j a k o przedmiot naszej p a m i ę c i .
P o c z ą t k i e m „ o b r z ę d u " b y ł a w zasadzie j u ż p o d r ó ż - d ł u g a ,
m ę c z ą c a noc w p o c i ą g u , jazda autobusem, marsz z w i ą z a n y
z przekraczaniem wezbranych p o t o k ó w . Jego w s t ę p n ą część
s t a n o w i ł też tydzień w y p e ł n i o n y przygotowaniami: n a u k ą

śpiewu, r o z m o w a m i (ich zapisem jest w pewnej mierze ten
tekst), ćwiczeniami, a przede wszystkim samym pobytem
w miejscu całkowicie w o l n y m od zgiełku Warszawy. Ostat­
nia noc była d o p e ł n i e n i e m wszystkiego, co z d a r z y ł o się
wcześniej.
„ G u s ł a " r o z p o c z ę ł y się marszem do świątyni i przejściem
przez przycerkiewny dawny cmentarz. Był to swoisty znak
opuszczenia świata c o d z i e n n o ś c i i przejścia w sferę „realnej
p a m i ę c i " . Po przekroczeniu tej granicy weszliśmi „ c i c h o
i p o w o l i " do cerkwi - o b i e k t u pozbawionego j u ż oficjalnego
statusu świątyni i wpisanego tylko do rejestru konserwatora
zabytków.
Nie w i e m d o k ł a d n i e , j a k d ł u g o t r w a ł „ o b r z ę d " - m o ż e p ó ł
godziny, m o ż e g o d z i n ę . W y p e ł n i o n y był s ł o w a m i , gestami,
a przede wszystkim ś p i e w e m i d ł u g i m , g ł ę b o k o przez wszyst­
kich p r z e ż y t y m milczeniem. K o ń c z y ł się pouczeniem i pieś­
nią, k t ó r a swym charakterem u ł a t w i a ł a wyjście z cerkwi oraz
p o w r ó t do tego wymiaru rzeczywistości, w k t ó r y m p a m i ę ć
zdaje się w i ą z a ć wyłącznie z przeszłością.
*

*

*

Symboliczne dotykanie rzeczywistości - k t ó r e g o p r ó b ą są
nasze d z i a ł a n i a - to prowokowanie spotkania. Co znaczy
jednak „ s p o t k a n i e " , gdy jego o ś r o d k i e m jest neolityczny
g r ó b lub w y m a r ł a wioska?
Jak p o w i e d z i a ł e m , nie chodzi t u o ż a d n e spirytystyczne
w y w o ł y w a n i e d u c h ó w , j a k ą k o l w i e k ich materializację (z
podejrzeniem o takie intencje s p o t y k a l i ś m y się k i l k a razy).
Nasze śpiewy nie są też r e k o n s t r u k c j ą dawnych o b r z ę d ó w
(nie są n i ą przecież i Dziady Mickiewicza). N i e byłyby t a k ą
r e k o n s t r u k c j ą nawet wtedy, gdyby p o c h o d z i ł y „ z e p o k i " (a
są przecież całkowicie naszym p o m y s ł e m ) . Ż a d n y c h zatem
złudzeń b e z p o ś r e d n i e g o k o n t a k t u z m i n i o n ą rzeczywistością
l u d ó w dawnych epok, albo m i e s z k a j ą c y c h niegdyś w Czar­
n y m Ł e m k ó w , ż a d n y c h fantazji, że m o ż e na p r z y k ł a d „ t a k
właśnie kiedyś ś p i e w a n o " .
N i g d y b o w i e m nie da się w spotkaniu - nawet z ż y w ą
o s o b ą - u n i k n ą ć p o ś r e d n i c t w a symbolicznego. A l e p o ś r e d n i ­
ctwo takie nie musi b y ć traktowane j a k o przykre ogranicze­
nie - dzięki niemu właśnie to, co się dzieje w Biskupinie lub
na Czarnym, nie jest fikcją przenoszenia się „ g d z i e ś " , lecz
przeciwnie - poszerzaniem własnej, realnej rzeczywistości.
Nasze d z i a ł a n i a m a j ą więc charakter symboliczny, co
znaczy, że są p r ó b ą d o s t r z e ż e n i a symboliczności świata
- swoistym aktem jego interpretacji. Prowokujemy sytuacje,
w k t ó r y c h ujawnia się szczególny, nie zawsze przez wszyst­
kich dostrzegany w y m i a r rzeczywistości - poszerzonej o „ a k ­
t y w n ą p a m i ę ć " . Nie stwarzamy tego w y m i a r u , lecz ujaw­
niamy. C h o ć go nie stwarzamy, stajemy się jego częścią.
Nasz śpiew nie służy wyłącznie celom estetycznym. I c h o ć
zadaniem jego jest w y w o ł a n i e odpowiedniego nastroju, to
przecież n a s t r ó j m o ż e b y ć rozumiany nie t y l k o w kategoriach
psychologicznych - to t a k ż e s p o s ó b nadania miejscu i chwili
nowego sensu. Śpiew jest więc n a r z ę d z i e m poznania, me­
d i u m w s p i e r a j ą c y m nasze zmysły.
M o ż n a powiedzieć, że owe szczególne sytuacje, w k t ó r y c h
w ten s p o s ó b uczestniczymy, w wymiarze naszego codzien­
nego życia są - c h o ć p r o w o k o w a n y m - przypadkiem. Nagle
tak się zdarza, że j e s t e ś m y w sali muzealnej, w opuszczonej
cerkwi. T e m u zdarzeniu - jednemu z wielu w naszym życiu
- nadajemy sens, p o r z ą d k u j e m y go, „ k o n f i g u r u j e m y " . T o
d z i a ł a n i e ma charakter otwierający: u m o ż l i w i a spotkanie.
Miejscem spotkania jest zawsze j a k a ś granica, horyzont
naszego dotychczasowego świata. D o spotkania m o ż e nie
dojść: gdy wycofamy się i poprzestaniemy na obserwacji;

83

�m o ż e m y też o d w a ż y ć się granicę tę p r z e k r o c z y ć , poszerzając
w ten s p o s ó b nasz świat.
W a r u n k i e m spotkania jest napotkanie. Spotkanie jest to
napotkanie,
które d o s t r z e g l i ś m y .
Natknęli­
śmy się na coś i nie przeszliśmy m i m o . D o - s t r z e g l i ś m y , s t a ł o
się dla nas w a ż n e , nie o d w r ó c i l i ś m y się. W spotkaniu
do-tykamy tego, co n a p o t k a l i ś m y . Do-strzegłszy s t r z e ­
ż e m y go j a k o „ n a s z e g o " .
S ł o w o strzec pochodzi o d greckiego stergo, co znaczy
kochać.
N a p o t k a n y i d o - s t r z e ż o n y k t o ś , lub c o ś , staje się przejś­
ciem przez g r a n i c ę . M y stajemy się s t r ó ż a m i tego przejścia.
Do-strzec i u-strzec k o g o ś lub c o ś , to - o t w o r z y ć się.
N a co d z i e ń p r z e s t r z e ń muzealna jest j a k dobrze, zbyt
dobrze znana droga. D o p ó k i c o ś jej nie zakłóci - niemal nie
u ś w i a d a m i a m y sobie jej istnienie. Staje się sprawnym n a r z ę ­
dziem.
Nasze d z i a ł a n i a - w muzeum, w opuszczonej cerkwi - są
p r ó b ą odzwyczajenia się od codziennej drogi, p r ó b ą jej
dotykania, deptania. D r o g a , na k t ó r e j spotykamy szkielet
kobiety sprzed k i l k u tysięcy lat albo p o ł e m k o w s k ą w i o s k ę ,
nie m o ż e b y ć g ł a d k a . T r a k t o w a n i e tych części naszego świata
j a k e k s p o n a t ó w muzealnych l u b turystycznych jest sposo­
bem ich w y g ł a d z e n i a - stają się p r z y s t ę p n e i p o r ę c z n e . A tak
być nie p o w i n n o .
P o r ę c z n e narzędzie w y g ł a d z a świat. G d y świat jest g ł a d k i ,
mniejsze mamy szanse d o s t r z e ż e n i a go. G d y nie dostrzegamy
świata, nie dostrzegamy też samych siebie, bo brakuje tła,
kontrastu. Szczypiemy się w policzek by s p r a w d z i ć , czy nie
śnimy, czyli - czy n a p r a w d ę istniejemy. Istnienie ręki spo­
strzegamy w c h w i l i , gdy kłujemy się d r z a z g ą . Jeśli deska jest
zbyt wyślizgana, nie spostrzegamy ani jej, ani naszej ręki.
C o znaczy takie „ d o t y k a n i e rzeczywistości"? Jest to
uznanie jej istnienia. D o t k n ą ć : to powiedzieć ( k o m u ś , cze­
m u ś ) - istniejesz. D o t k n ą ć rzeczywistość to powiedzieć: o d
tej chwili istniejesz t a k ż e dla mnie, jesteś częścią mojego
świata, m i m o że cię nie rozumiem. D o t k n ą ć , to dostrzec
i strzec - tej ulotnej i nieuchwytnej n i e - p o r ę c z n o ś c i ,
nie-zręczności, n i e - t o ż s a m o ś c i , o d m i e n n o ś c i .

PRZ
1

Koncepcję muzeum jako przestrzeni i doświadczenia symbolicznego
przedstawiłem w artykule Tajemnica butów, czyli pochwala muzeum,
„Konteksty - P S L " , nr 1 1993, s. 17-18. Próbą jej praktycznego
zastosowania były warsztaty antropologiczne, jakie odbyły się w Bis­
kupinie (wrzesień 1991, czerwiec 1992, czerwiec 1993) i w Czarnym

84

D o - t k n i ę c i e to spo-tkanie. Te dwa spokrewnione ze s o b ą
s ł o w a ( p o c h o d z ą c e od greckiego tykidzo - ciosać, podobnie
j a k t k a ć , n a p o t k a ć , t k n ą ć , n a t k n ą ć się) są metaforami, k t ó r e
w y z n a c z a j ą k r ą g egzystencjalnego z a a n g a ż o w a n i a w sym­
b o l i c z n ą rzeczywistość.
Uczy zatem antropologia, że dotykanie rzeczywistości
m o ż e m i e ć charakter symboliczny - jeśli się j ą „ d o s t r z e g a "
i jej „ s t r z e ż e " . Bywa wtedy czasem tkliwe, czasem dotkliwe,
zawsze jednak p o w i n n o b y ć - m i ł o s n e . I to jest największy
w k ł a d tej n a u k i we w s p ó ł c z e s n o ś ć .
Czerwiec 1993
PS. Z a s k a k u j ą c y komentarz do mojego tekstu na temat
zdarzenia muzealnego - komentarz r ó w n i e k o n k r e t n y j a k
nasze odprawienie „ D z i a d ó w " - d a ł w o j e w ó d z k i konser­
w a t o r z a b y t k ó w w N o w y m Sączu: latem 1993 r o k u r o z e b r a ł
znajdującą się w C z a r n y m cerkiew i zamierza przenieść j ą do
skansenu. O t o więc dwa p r z y k ł a d y praktycznych konsek­
wencji przyjęcia określonej koncepcji teoretycznej.
C z y m jest cerkiew z Czarnego? Czy t y l k o obiektem
architektury drewnianej, zapisanym w rejestrze u r z ę d n i k a ?
Obiektem, k t ó r y należy u d o s t ę p n i ć j a k największej liczbie
w i d z ó w ? C z y m jest jednak w t a k i m razie cała wioska? C z y m
jest g ó r a - święta g ó r a , na której sto lat temu wzniesiono
świątynię? A co z r o b i ć z cmentarzem, k t ó r e m u świątynia ta
t o w a r z y s z y ł a ? Przecież bez niej traci o n s w ą religijną „ s k u t e ­
c z n o ś ć " bramy wiodącej z m a r ł y c h do nieba. Jeśli nie do­
strzegamy, że zabytek istnieje t a k ż e w wymiarze ciągle
aktualnej pamięci, to nawet p r a g n ą c w y k o r z y s t a ć go w ce­
lach czysto dydaktycznych p o w i n n i ś m y p a m i ę t a ć , że stanowi
on fragment większej, logicznej całości zapisu kulturowego.
Jest to sprawa elementarnej wiedzy, zupełnie podstawowej
etnograficznej wrażliwości, k t ó r e j brak dyskwalifikuje k a ż ­
dego opiekuna l u d o w y c h z a b y t k ó w .
C h o ć myślę też sobie, że m o ż e w y s t a r c z y ł a b y t u z w y k ł a ,
ludzka w r a ż l i w o ś ć na p i ę k n o ?

W r z e s i e ń 1993

PISY
(wrzesień 1992, wrzesień 1993). Ich uczestnikami i współtwórcami byli
moi uczniowie z X V I I S L O w Warszawie. Im też chciałbym podziękować
za 4 lata wspólnej pracy.
Arystoteles, Retoryka, Poetyka, przel. H . Podbielski, Warszawa,
1988. Zob. też W. Michera, op. cit.
2

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5971" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5951">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ce9ac9e863161d6ee94a933ce4efa62c.pdf</src>
        <authentication>48839377ddbd33db02b089babb56cba3</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71248">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3343</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71249">
                <text>1984</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71250">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3133</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71251">
                <text>Dlaczego krowa jest czerwona? O kategoriach widzenia barwnego / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1984 t.38 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71252">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1984 t.38 z.4, s.247-251</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71253">
                <text>Michera, Wojciech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71254">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71255">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71256">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71257">
                <text>Wojciech Michera

DLACZEGO KROWA JEST CZERWONA?
O KATEGORIACH WIDZENIA BARWNEGO

Największy
obrazka
sce

mieszczuch

na opakowaniu

dwie

odmiany

tych

wone.

A

trzeba

b y zaoponować:

mają

przecież,

rzeczywiście

nie

czerwone

tę

sprzeczność

znający

masła

zwierząt:

jeśli

krowę

chcielibyśmy

być

ale brązowe!
językową

Wielu

będzie p r e t e k s t e m i p u n k t e m wyjścia
pewnymi
odcienie

jednolite

do r o z w a ż a ń

antropologicznymi problemami

barwne

do sfery

przez

dzielone
i

badawczej

nowicie

prezentujących

relatywizmu

należącym w y ­
głównej

posta­

Pojawienie

a mia­
się n a z ­

n i e u c h r o n n i e przywołanie i n ­

nej

i

—

Są

„uniwersalizm"
zmagają

—

oto m a m y

się o n i o d d o b r y c h

n a m obaj

potrzebni,

byśmy

obu antagoni­

kilkudziesięciu l a t .

mogli

lepiej

określić

Początki
a

zmianę

a n t r o p o l o g i i stały

przede

wszystkim

przyniosły

tedencje

znawstwo

amerykańskie

B. L . Whorfa.
nistów,

że

ludzka",
mie

Stwierdzono,

nie istnieje

że m ó w i ć

f i c z n y m i sposobami
głównej
który

mierze

przykładem
nia tezy
O

przystosowania

środowiskowych.
pozostałe.

relatywistów,

t y m , że poszczególne k u l t u r y
kategorii

Początkowo

kolorów

dzisiejszej

polskiej

specy­
się w

Przypadkiem

relatywiści
zimnej
nych

części

n a który

(np. polskim)
kolory:

nych

zielony

języków

obszar
Ten

t e n odcień

barwny

2

obejmuje

ugruntowany

znawstwa.

koncepcję

Opozycja

ze

spotykamy
—
ubo­
się

dzielenia

odcieni

języku

zielo­

europej­
się n a

cały t e n

4

turalnego,

przeciwstawiająca

i a n a l i z o w a n i u faktów

wynikiem
sobu
ale

jącym

j e d n a k się

samego

języko­

z Chomsky'm na

tzw. językoznawstwa
indukcyjnemu

p o s z u k i w a n i e ogólnej

nurtu

podział

a

dokładniej

barw

n i e jest

( i a r b i t r a l n i e określonego)
się d a n e j

kultury

o różnym s t o p n i u

rozwoju

zapoczątkowanego

ewolucjonizm,

zróżnicowany

przystosowania
świadczy

prac

jest

odmiennego

norodnym

zaawansowania

ewolucyjnym. Czynnikiem

tę e w o l u c j ę

jest

fizjologia.

spo­

d o środowiska,
w

jed­

organizu­

T e n ostatni
widziany,

element,
powoduje,

fizjologii

widze­

w i e l u nieporozumień; d l a zachęty m o g ę dodać, że z a p r e ­
zentowana
stawiają

t e o r i a różni się z n a c z n i e

podręczniki

Uznawany

o d t e j , którą

dzisiaj

pogląd

na mechanizm

w prostej

w

— Younga-Helmholtza

X I X w . teorii

Pierwsza

teoria, mówiąca

ocznego,

przed­

szkolne.

kolorów pochodzi

linii

jest

oraz

Heringa .
7

podstawo­

wszelkie

odnosi

— obrazu

widzenia
powstałych

barwach

tworzących

chromatyczne,

a dokładniej

o d dwóch

o trzech

spostrze­

się d o

widzenia

powstającego

na siat­

t u sumą k o l o r ó w

struk­

zbieraniu
zasady p o ­

powstaje

w

mózgu,

chromatycznych,

ważniejsze

wra­

jest,

przez

niego

czarnemu, czerwonemu

parom

kolorów:

i zielonemu

b i e s k i e m u . T e t r z y kanały

tworzone

komórek:

i

antagonistyczne

sze reagują
wołują
tej,
na

zielonej,

tworzą

wrażenie

Łatwo

bieli

jednocześnie
teraz

są p r z e z d w a t y p y

odpowiadają

achromalycznych

odpowiednich

jako

i wy­

(czerwonej,

jednocześnie
barwa

żół­
polega

doznania

czerwono-zie-

nieantagonistyczne

— barwy

t e mogą b y ć

szarość.

na czym

potrzebne

polegają

trzy

do jego o p i s u :

i nasycenie.

Komórki

za. określanie

antagonistycznych,

„wy­

jasność,

nieantago­

jasności,

j a k i chromatycznych,

komórek

Pierw­

długości f a l i

Komórki

i czerni

określić
cechy

chromatyczny

nistyczne
barw

powstawać
(nie istnieje

i

żółtemu i n i e ­

I c h antagonistyczność

a n i żółto-niebieska).

miary" koloru,
odcień

pary

trzem

białemu

nieantagonistyczne.

chromatycznych

niebieskiej).

jednej

widziane

nie

barw

t y m , ż e n i e mogą

kolorów

oraz

n a bodźce o określonej

wrażenie

w

z poglądami E. H e r i n g a : t r z y

kanały w i ą ż ą c e s i a t k ó w k ę z m ó z g i e m odpowiadają
wymienionym

co

z impulsem barwnym wytworzonym

o k u . T e n etap jest zgodny

spadło n a tę o g ó l n o -

generatywistów,

czele, w o b e c d o t y c h c z a s o w e g o

neoewolucjonizm:

lona,

nazwą .

strony

cechą

Berlina i Kay'a

się d a l e j

zachwiał. P i e r w s z e u d e r z e n i e , n i e z a u w a ż a l n e , a l e — p o z ­
antropologiczną

Najważniejszą
przez

dzieje

z

doczekały

3

w o l ę sobie twierdzić — zasadnicze,

w

szczegółach — zdołała się o b r o n i ć " .

barwy

powołują

się pogląd

i Kay. W re­
i ulepszona

żenie

zgodnie

czy N a v a j o )

jedną

Berlin

czerń b r a k i e m światła). P o n i e w a ż j e d n a k o s t a t e c z n e

s p e k t r u m dzieli

zdawałoby

również

X I X w.

i n i e b i e s k i , podczas g d y w i e l e i n ­

(np. j a k u c k i ,

nimi

i meto­

przez krytyków. C o

odmienne

antropologicznej

„standardowym

byli

kówce o k a (biel

fakty

czyli

repre­

od jej ukazania

z u l t a c i e t e o r i a — słuszna w założeniach

i i c h połączeniach

odmienność

spektrum barwnego,

minęły

skrzętnie w y c h w y t y w a n e

odcienie

dla zilustrowa­

najczęściej

międzykulturowa

i niebieskich. W

skim"
dwa

jest

lat jakie

wych

zresztą jeśli c h o d z i o interesujący n a s t e m a t n a d e r
giej

kilkunastu

gane

już w

te same

literaturze

spektywy

kultury,

t o spostrzeżenie

ewolucjonizmu. Potem

i k o m e n t o w a n a była p r z e z c z a s o p i s m a

zentujące w s z y s t k i e n i e m a l n a u k i h u m a n i s t y c z n e . Z p e r ­

się u l u b i o n y m

posiadają

wiedziano

interpretowano

5

poruszenie

jako o s u ­

się i n t e r p r e t a c j i r e l a t y w i s t y c z n e j . T ę w ł a ś n i e
w

„kultura

o autentyczności k a ż d e j z k u l t u r .

zestawy
duchem

ewolucjo-

t e n odnosił

pokazywanym

Basic

w y d a n a w 1969 r . . W y w o ł a ł a o n a n i e z w y k ł e

a k a p i t ó w — u n i k n i e w t e n sposób

wreszcie

będących

stały

doko­

święconych

języko­

i

tego e l e m e n t u

Kolory

barw

P. K a y ' a

też, b y c z y t e l n i k n i e opuszczał p o ­

się g r u p l u d z k i c h do

Pogląd

d o języka, j a k o

kształtuje

wyłącznie

i

nia b a r w . Proponuję

poglądom

etnicznych,

B. Berlina

że muszę choć pobieżnie p r z e d s t a w i ć m e c h a n i z m

b y t j a k jedna

można

kultur

o kategoryzowaniu

uniwersa­

przez

E. S a p i r a

wbrew

taki

o niej

poszczególnych

warunków

wypracowane

była

Generalną

pod znakiem

ewolucjonizmu.

F . Boasa,

nauce
książka

n i e m i l e b y ć może p r z e z n i e k t ó r y c h

i zrozumieć c z y m są k o l o r y i i c h k a t e g o r i e .
lizmu,

c o l o r terms

mierze

go antropologów,

popraw­

u n i w e r s a l i z m u wobec r e l a t y w i z m u .

w

niewielka

najważniejsze,

kategorie.

w y „relatywizm" powoduje
stów;

Rewolucji
nała

tworzą

w

kulturowego.

opozycją

człowieka
na

nieskończonej ilości

się, w i a d o m o , że z a w i e r a ł a błędy, f a k t o g r a f i c z n e

barw.

o d j ę z y k a . P o g l ą d t e n j e s t w y n i k i e m ogólniejszej
wy

również

dologiczne,

następnie

zależeć

n a generowanie

n y c h zdań, także t y c h n i g d y n i e z a r e j e s t r o w a n y c h ,

opinia,

miał b y ć p r o c e s e m

kultury

zwalającej

panowała

powszechnie

widziane

kontinuum,

Podział n a k a t e g o r i e
łącznie

zapewne

już w c z e ś n i e j ; d l a

nad
że

czer­

odmiany

czytelników

dostrzegło

do n i e d a w n a

i

t o t e d r u g i e są

nas

Jeszcze

Pol­

precyzyjni

pierwszej

czarno-białą,

z

w

czarno-białe

o ile k r o w y

barwę

jedynie

w i e , że istnieją

zarówno
pobudze­
pojedyn-

247

�czych

lub w

odpowiedniej

chromatyczny;
światłem

białym

budzenia

zasadne

z t e g o , że b a r w y
w
nie

pobudzającą

oczach

odbiega

dla g a t u n k u

stopniu

organów

falą

widzenia

od

pewnej

strzec

kolory,

tworzą

często w

tzw.

formie

przestrzeń

kuli:

jej bieguny

wspólne

fał­

danej

kategorii
barw­

prototypów,

g a t u n k o w i l u d z k i e m u . Są

zarówno

przez

się

współczesnych

na poziomie

plemię

D u g u m Dani,

podstawowymi

organizują

które

one

przestrzeń

łat­
i na­

Amerykanów

epoki

kamienia no­

przez

dorosłych j a k

dzieci .
i

kolorami

jest

ogniskowymi,

oczywiście

znana

które

już

nam

szóstka: c z e r w i e ń , żółcień, zieleń, błękit o r a z b i e l i czerń.
zali

do­

poprosić

najlepszy

zwrócić

przedstawianą
przez

wyróżnionych

n i e m ó w i ą c e jeszcze małe

Jeśliby

są zajęte

całemu

—

Tymi

obraz

może

wokół

i znajdujące

przyjętej

człowiek

barwną,

są

i

się p o d w z g l ę d e m k o ­

jakie zdrowy

się

wogwinejskie

l o r y s t y k i w y ł ą c z n i e z b i e l i , c z e r n i i szarości.
Wszystkie

tworzą

jak

barwnego.

ludzkiego, t a k j a k nie jest fałszywy

świata p s a czy k o n i a , składający

ne

zywane

ultra­

fizyczną

normy

zwiększonej k o -

środku

w i e j s z e do zapamiętania, są chętniej r o z p o z n a w a n e

bez­

d a l t o n i s t y nlie j e s t o b r a z e m

po

1 0

n i e są rzeczywistością f i ­

jest

o i s t n i e n i u t z w . punktów

umieszczanych

(a w i ę c będących p o c h o d n y m i g r a n i c ) . K a t e g o r i e

po­

e

kolorem,

jedynie

dowalności,

komórek .

się, j a k n p . w y g l ą d a

jest

naszych

O b r a z świata w

czyli

tywistycznego

między

s t o s u n k u d o o b s e r w a t o r a , że

jest z a s t a n a w i a n i e
Ultrafiolet

szywym,

typu

odcień

proporcji

chromatycznym,

zewnętrzną

fiolet.
nie

i

odpowiada

jednego i drugiego

Wynika
zyczną

k o m b i n a c j i , określają

nasycenie

i

biel

się

stu Polaków

l u b Francuzów

ich zdaniem wzór

z t y m samym

Eskimosów,

by

czerwieni, a

wska­

następnie

do, p o w i e d z m y ,

Buszmenów

się, że

międzyjęzy-

t o okazałoby

różnice

i czerń, oś t o k o l e j n e s t o p n i e szarości, p o w i e r z c h n i a n a ­

k o w e n i e są w i ę k s z e niż różnice między o s o b n i k a m i j e d ­

tomiast

n e g o społeczeństwa.

pokryta

jącymi

jest

największe

b a r w a m i c h r o m a t y c z n y m i , osiąga­
nasycenie

b i e l i , c z e r n i i szarości —
w

t a m , gdzie

na „równiku"

najdalej

od

(odpowiada

on

zasadzie t z w . s p e k t r u m b a r w n e m u ) . W

cji

pojęciowej

ne,

że

po

kolory chromatyczne

przeciwległych

leżą: c z e r w i e ń
żenie

sobie

nam

i zieleń

takiej

wielu

(na

żółcień

przestrzeni

zrozumienie

są t a k

stronach

oraz

tej

rozmieszczo­

„antypodach")

barwnej

bardzo

z

jej

kategoryzowaniem.
Powróćmy
goryzacją
lina

już d o s p r a w y

badań

nad kate­

wadzenie

było, zgodnie

rozróżnienia

drugorzędnymi

między

podstawowymi

(DNK) nazwami

(PNK)

kolorów, oraz

i

z

Peru

A m e r y k i P n . n a pięć,

Ara­

bowie

my

Berlin, Kay

Zgodnie
dział
barwy
ria

1. P N K

terminy

( n i e są n i m i

t a k i e , j a k lilaróż, c i e m n y błękit c z y m o c n a c z e r w i e ń ) ;
PNK

b a r w n e j , do których odnoszą

nie

mogą

obiektów,

wiązać

się

jak np. blond, gniady

muszą

być o b e c n e w
społeczeństwa,

być

nazw

określoną

lub nazwy

śnie­
(muszą

świadomości w s z y s t k i c h członków

danego

odniesienia

kolorów

podrzędne

w

tegorie
nej.

kulturach

przez

s t o s u n k u do

t e n , j a k już

muszą

i

zawierają

się

takiego

jest

twier­

o n ogólnej,

uni­

różnią

zwrócili

Navajo

się

uwagę

ale przede
które w

się ośrodkami

określali

sobą.

na

się n a

przykładzie

Ewolucjoniści

wszystkim na punkty

przestrzeni

jej kategoryzowania

potwierdzenie

g i c z n y c h . N i e można

nato­

między k a ­
stawały

tworzonych kategorii. I c h koncepcja

całkowite

zawiera

każdy

w

wiec

z nich

„najlepszy

w pierwszej
lufo

po

badaniach

zna­

psycholo­

n a t o m i a s t utrzymać, poglądu

rela­

I

na dwie

typy

ewolucyjny,

barw

etap

na

prze­

wprowadził

połowy.

Jedna

po­

zawiera

wspomniani

odcienie

głównych

kolorów

wskazywany

kategorii;

zielone

ja­

praktycznie,

to

wydzielenie
więc

z żółcią, o r a z połączenie
etap

dopuszcza

połówki

z

albo

niebieskie.

się n a t y m e t a p i e

Dugum Dani z Nowej

bieli. M a m y

III

danej

l u d e m znajdującym

etap

nozimnej

z sześciu

—

katego­

j e s t t o b i e l lufo c z e r w i e ń , a w d r u g i e j czerń

Współcześnie
II

i zieleń). K a ż d a

być t e o r e t y c z n i e

przykład"

najciemniejsze

czystej

trzy

może

są

Gwinei.

kategorii

trzy kategorie:

„ciepło-jasnej"
biel,

czerwień

czerń-błękit-zieleń.
dwie

możliwości:

wyodrębnia

się

czerń,

albo

z

albo

(przypa­

ciem-

d e k częściej s p o t y k a n y ) połączenie c z e r w i e ń - ż ó ł c i e ń

roz­

p a d a się n a d w a wchodzące w j e g o skład g ł ó w n e k o l o r y .
W

o b u p r z y p a d k a c h j ę z y k znajdujący

wyróżnia

cztery

Piąta
będącym

się n a t y m e t a p i e

PKK.

kategoria

koloru

połączeniem

jest

osiągana

obu wersji

na I V

etapie,

e t a p u I I I . Przestrzeń

b a r w n a d z i e l i się w ó w c z a s n a b i e l , czerń, c z e r w i e ń , ż ó ł ­
cień

oraz

sobie

tzw. Grue

(green-blue),

Każdy

z

czterech

jedną

żemy

łączącą

etapów

„łączoną",

posiada

zawierającą

w

kolorów. N a z w t y c h

co

2 lub

kategorii nie

dokładnie przetłumaczyć n a j ę z y k i d a l s z y c h
określić

b a r d z o dużym
k i m i spotykają

jako

niektórych

biel l u b jako

się f i l o l o g o w i e
i

czerwień

nazwy

zielonych

z etapem

jedynie

w

są też k ł o p o t y , z j a ­

k l a s y c z n i próbujący

przez H o m e r a

kwiatów

j e s t związana

eta­

„ m o l a " (biel-czerwień-żółcień) m o ­

przybliżeniu. Z n a n e

tłumaczyć s t o s o w a n e
Grue

pierwszych

kategorię

pów. N o w o g w i n e j s k i e

rza,

kategorię

zieleń i błękit.

3 z sześciu g ł ó w n y c h

ją opierając

terminologii

(czerń, błękit

można

nie t y l k o na granice

procesie

zimne

możliwe
kate­

określają-

t w i e r d z i , że różne
na schemat

t y m poglądem

barwnej

i polskiego — t a k rozumiane

między

z

się

p e w n y m s t o p n i u pojęcia

nałożyć

rozwój

korzeni

wspólną.

i wielu innych
można

kategorii

stało

n a pojęcie

j e j granic. J a k widzieliśmy

porównania języka

tegoriami,

barw­

różnych

(neoewolucjoniśoi)

twierdzenia

spojrzenia

ogóle). Relatywiści

wyznaczeniu

barwnej,

być w

i

najmniej

(choć w n i o s k i dotyczą w

kategorie

może

w

Ka­

zasadzie.

Wysunięcie

gorii w

listy
DNK

k o l o r u niebieskiego).

wiemy,

różny. Ewolucjoniści

odwróceniu

lazła

użycia

informatorów).

PNK

j e d n a k , że p o d p o r z ą d k o w a n y

wersalnej

miast

okazje

b a r w n e są w y n i k i e m podziału p r z e s t r z e n i

Podział

dzą

i

się muszą też n a początku

podawanych

n i c h (np. g r a n a t jest r o d z a j e m

248

z

wyróżnione

ich

psychologicznie

być s t a b i l n e , z n a j d o w a ć

po

wyłącznie

Eskimosów;

4. P N K

są

się

muszą być rozłączne;

klasą
gu

przestrzeni

głównych

podstawowych

j a s n e i ciepłe ( b i e l , c z e r w i e ń i żółcień), d r u g a

i drugo­

ko

jednowyrazowe

sześć

jedenaście

j e s t cechą

przestrzeni b a r w

ciemne

kolorów:

być

na

Aguaruna

s t r z e n i o s t a t n i c h tysiącleci.

k r y t e r i a określające g r u p ę p o d s t a w o w y c h n a z w

3. P N K

a

Jednakże

zestawów P K K

i

2. Z a k r e s y

sześć,

jących t e n podział

rzędnych ( D K K ) k a t e g o r i i k o l o r ó w . Z a s t o s o w a l i o n i c z t e r y

mają

na

odpowia­

dającego m u rozróżnienia p o d s t a w o w y c h ( P K K )

n a t y m , że

na dwie, M u ­

na trzy,

Ber­

z t y t u ł e m i c h książki, w p r o ­

dzielą

Indian

odzwierciedlający

jednak

b a r w . J e d n y m z p o d s t a w o w y c h posunięć

i Kay'a

środkowej

polegałaby

przestrzeń

Afryki

ułatwi

związanych

ze

Odmienność

D a n i całą

n a c z t e r y , większość
kategorii.

Wyobra­

e

Dugum

rzyni

konstruk­

i błękit .

problemów

np.

prze­

kolorów

roślin.

mo­

Kategoria

I V i stąd s p o t y k a się

ją

najczęściej.
V

etap

głównych
mórek

przynosi

kolorów

zdekodowanie

odpowiadających

neurofizjologicznych.

Dalsze

wszystkich
sześciu
ewolucja

sześciu

typom ko­
polega

na

�wyodrębnianiu

się

tych

fragmentów

n e j , które leżą p o m i ę d z y
Na

VI

etapie

wydzielony

a b a r w a m i ciepłymi
Na V I I etapie
wienią

punktami

kolor

a bielą), f i o l e t o w y

rozwój

będzie

kategorią

ostatni

czerwienią

czerwienią

(obecnie

będący

przypadek

znajduje

a

błęki­

jeszcze n i e w y k o ­

jeszcze

istniejące

drugorzędną

zielenią

a

żółcią.

potwierdzenie

,2

chartreuse, w

w

w

ba­

Stanach

obecnie,

Jeśli

analo­

ze

schemat

opisuje

synchroniczne

ewolucyjny,

przemawiających
nie

tylko

zróżnicowanie,

wymagałoby

ale

osobnego

arty­

jednak

z dwóch

danego

koloru

jednego

kolorów

podziale

połączyć. G ł ó w n ą

całą

nazwy

mówiłem,

kategorię

koloru

odcienia,

a

umysł

na

dwóch

poziomie

punkty

jest

neurofizjologicznym

rodzajem

PKK.

funkcjonowanie
kalne

umieszczone

pobudzenia

Na

pojedynczych

oddziaływania

dwóch

1 6

). W

pierw­

odpowiadają
jednego,

przedstawiającym
ich punkty

punktami

komórek

spośród

dla
które

r z e c z się m a z t r z e ­

wzrokowych

są m i ę d z y

właśnie

pobudzeniu

wykresie

komórek

za i c h

odcieni,

fokalne

określonego t y p u k o m ó r e k . I n a c z e j

bo­

przykłady"

reprezentacja

dla wszystkich

typach P K K

.

1 4

t y m może­

ludzki

barwną;

specyficzna

nie

VII

rolę o d g r y w a j ą

mogą być określone za pomocą t e j n a z w y
szych

poprzed­
związane

f o k a l n e , c z y l i „najlepsze

( j a k już

tworzy

poznawcza

barw­

się n a e t a p i e V I i

psychologicznym, w

tzw. punkty

pomocą

typom

i n t e r e s u j e nas z r ó ż n i c o w a n i e

1. i 2. r o d z a j

wiem

sześciu

mózgowych;

wyprowadzone

znaczeniem

my

cim
argumentów

przedstawiony

rozwój

sposób

.

omówienie

t y m , że

dalszy

N i e k t ó r e z p o d d a n y c h t e s t o m osób o k r e ­

do i n n y c h P K K

3. K a t e g o r i e

czer­

a żółcią), s z a r y

przeprowadzonych

ten kolor, nazywany

także

(między

p r z e s t r z e n i b a r w n e j , n p . między

psychologicznych

Dokładne
za

czernią

ściśle odpowiadające

komórek

niego t y p u , a pojawiające

polegał n a zapełnieniu

Zjednoczonych.
giczny

między

barwną g r a n a t ) , l u b między

daniach

2. K a t e g o r i e
nych

bielą a czernią). Można p r z e w i d y w a ć , że

b ł ę k i t e m a czernią

ślały

zostaje

(między

(między

rzystanych fragmentów

Ten

barw­

brązowy.

powstają: k o l o r r ó ż o w y

tem), pomarańczowy
(między

przestrzeni

ogniskowymi.

—

nich

fo­

maksymalnego
t a m , gdzie

zrównuje

siła

się.

Na

przykład, p u n k t f o k a l n y k o l o r u p o m a r a ń c z o w e g o

umiesz­

n i e n i e mogące z b u l w e r s o w a ć c z y t e l n i k ó w , poprzestanę n a

czony

stopniu

s t w i e r d z e n i u , że w o b s e r w o w a n y c h

czerwone

j a k i żółte, c z y l i m i ę d z y

czerwieni

i ż ó ł c i . Oczywiście

kułu. Choć

więc

zdaję

sobie

s p r a w ę , że

k o n t a k t u ludów egzotycznych

jest to

obecnie

zagad­

przypadkach

z kulturą europejską

prze­

jest

tego t y p u

kle

schematem:

są

zgodne

kategorią

z

przedstawionym

wyżej

pierwszych

przyjętą

język,

sadzie

najpierw

n p . I I I e t a p u , będzie k a t e g o r i a w ł a ś c i w a
pejskiemu),
badania

lecz

IV

etapowi .

rozpowszechnienia

nych

terminów

(więc

i

dawności)

barwnych odpowiada

na i K a y ' a . Proces ten pozbawiony
czynnika, jest

języków

polinezyjskich

byta

została

i

Europie

w

bardzo

w

ciągu

—

droga
kilku

wiadomo,

jakiegoś
—

tysięcy

sto­

poszczegól­
Berli­

przyspiesza­

w

o d I I do V

że

że

schematowi

powolny

przypadku
etapu

prze­

antycznej

które

jest

kolorów

będzie

rodzajów

pojawić

się

w

równym

punktami fokalnymi

znaczenie

mniejsze

psychologiczne

niż

kolorów

dwóch

(dodać należy, że n i e m o g ą w
jednocześnie

w

jednej

za­

kulturze

ro­

1. i 3.).

Tak

więc w

języku

z e t a p u V I I , n p . p o l s k i m , choć

i s t n i e j e aż 11 P K K , s p e c j a l n e

znaczenie

biały, c z a r n y , c z e r w o n y ,

żółty, z i e l o n y

tym

Wśród

jednak n i e koniec.

m a 6 kolorów:
i niebieski . Na
1 1

tych

sześciu

podstawo­

w y c h b a r w także n i e m a równości. P o p i e r w s z e
niają
obok

się

dwa

kolory

achrornatyczne

n i c h czołowe miejsce

przypada

—

biel

wyróż­
i

czerwieni.

czerń;
Dopiero

było

w d a l s z e j kolejności m o ż n a umieścić t r z y pozostałe g ł ó w ­

Grecji

ne k o l o r y c h r o m a t y c z n e . O t a k i m uporządkowaniu świad­

lat. Podobnie

kultury

dzaje

porównawcze

p o l i n e z y j s k i m i wykazały,

pień

jącego

nie V I I (euro­

Również

n

n a d językami

przez

miejscu,
l e

m i a n y słownika t e r m i n ó w b a r w n y c h , j a k k o l w i e k n i e z w y ­
przyspieszone,

w

i R z y m u z n a j d o w a ł y się n a e t a p i e I V (choć w r a z z o g ó l ­

czą, m y ś l ę , nasze p i e r w s z e

nym

w i e ń z a w s z e b ę d z i e w n i c h d o m i n o w a ć . Co j e d n a k w a ż ­

rozwojem

wale

kulturowym

drugorzędne n a z w y
Powróćmy wreszcie

na

samym

początku:

nazywane

są

nasz

dlaczego

brąz

nie jest bardzo

z

punktem

określiłby

tzw.

fokalnym

i czystą

W

świetle

zostało

ności

czerwieni).

podstawowe

czerwieni?

się

„barwna"

czasów,

słabo

rozwinięte.
—

odległych,

l u b że

Oczywiście,

klasyfikacja
a

poza

nazwy
krów

słownictwo

t y m wydaje

do

z

Konga
(podsta­

interesującego
języku p o l ­

że p o p u l a r n a

pochodzi

z

daw­

polskiego

rozwiązania

ta pochodzi

a może i w i ę k s z y m s t o p n i u

wówczas

d l a brązu i d l a

ludu

oba

—

Murzyn

odpowiedź,

k l a s y f i k a c j a rodzajów

nych

odrzucić

może

PKK

terminem

i ubarwienie

s k i m istnieją o s o b n e

jeśli

(czerwień-żółć

nas t u z w i e r z ę c i a . C o zrobić j e d n a k , g d y w
Nasunąć

co

z

trzeba

czasów

m i się, że w

jest stosowana

jest

niezbyt
równym,

przez

miesz­

k a ń c ó w m i a s t niż w s i .
Znalezienie

Quechua

związanych

odpowiedzi

wymaga

wyjaś­

i

wyniki

przedstawię

—

czer­

badań

krótko

j e R. B o l t o n z p d . P e r u w ś r ó d

Aymara .

Wywiady

, s

z różnymi d z i e d z i n a m i

te­

jedne

z

lud­

dotyczyły

nazw

życia. S p ó j r z m y

np.

j a k i e g o t y p u określeń b a r w n y c h u ż y w a n o w s f e r z e u p r a ­
wy

potato. Prosta

(350 r ó ż n y c h )
rami.

lista n a z w

określeń, w

Przeważnie

były

p o t a t o dała w

s u m i e 914

t y m 351 w i ą z a ł o się z k o l o ­

to

PKK,

najczęściej:

czerwień,

b i e l , czerń, szarość, żółcień, brąz, błękit. S z c z e g ó ł o w e p y ­
t a n i a d o s t a r c z y ł y następujących w y n i k ó w :

w odniesieniu

do skórki rośliny s t o s o w a n o najczęściej następujące

naz­

wy

sza­

kolorów

rość,

błękit,

—

czerń, b i e l , c z e r w i e ń , żółcień, brąz,

fiolet,

róż,

zieleń,

granat;

w

odniesieniu

d o miękiszu — b i e l , żółcień, c z e r w i e ń , błękit, f i o l e t , sza­
rość, zieleń, i t d .
W

o d n i e s i e n i u d o h o d o w l i świń

ilości n a z w
nazw

przecież

używano

mniejszej

k o l o r ó w — n a 21 t y s . s ł ó w p r z y p a d ł o t y l k o

192, z czego
nych

czerwień.

właściwej

pokazują

przykładu

tego

rozwiązanie,

skojarzenia barwne

t e ż kolejność

Dla

nich. Przeprowadził

należy

t y m samym

taką

renowych.

krowy

etapu rozwoju

ciemny)

czerwień

postawionego

brązowe

makroczerwieni

w

z pewnością

wowym)

polskie

z wczesnego

kategorii,

nieby­

niejsze,

kłopot znalazłby

języka

(jeśli

tam

kolorów).

dotyczyłby
szerszej

się

j e d n a k do p y t a n i a

czerwonymi?

już p o w i e d z i a n e

rozwinęły

97,4°/o t o P K K . Częstość użycia
jest p o d o b n a ,

Jest
obiekty

to

wynik

d o m i n u j e trójka
zaskakujący,

do których

odnoszą

poszczegól­

b i e l , czerń

zważywszy,

się t e

określenia

n i e n i a k i l k u jeszcze, n i e o m ó w i o n y c h dotąd s p r a w . P r z e ­

różnią

de

m e n i e n i e t a k s i l n i e u w a r u n k o w a n e j rzeczywistością f i ­

wszystkim

dany

kolor

on z i n n y m i
wiłem
wych

należy

statusu
PKK

PKK

1. W y s t ę p u j ą c e
czone";

że

osiągnięcie

n i e oznacza,

że

wyróżnić

trzy

rodzaje

przez

zrównał

co d o ważności p s y c h o l o g i c z n e j .

już, że można
kategorii

powiedzieć,

się
Mó­

podstawo­

kolorów:
na

wczesnych

zyczną

się k o l o r y s t y c z n i e . N i c w i ę c d z i w n e g o ,

i
że

statystyczna

się zwiększa. W

siła

tego

uporządkowania

tekstach rytualnych

wśród

kategorie

„łą­

lizując pieśni, o p o w i a d a n i a

do­

jeszcze

65 t y s . z a ­

r e j e s t r o w a n y c h s ł ó w 93 odnosiło się d o k o l o r ó w —
s t k i e były P K K . B a r d z o podobne w y n i k i

etapach

że w

uzyskano

wszy­
ana­

i słownictwo h a n d l o w e . D o ­

dać można, że w t y c h d z i e d z i n a c h w y r a ź n i e j też u j a w n i ł y

249

�się

pewne

bardzo

szczegóły

—

analiza

statystyczna

silną zgodność częstości u ż y w a n i a

wykazała

poszczególnych

elementach
odnoszą

—• lecz

się

i

do

pewne

niego.

spostrzeżenia

Reprezentację

nazw kolorów z e w o l u c y j n y m schematem B e r l i n a i Кау'л

t w o r z y ć mogą różne, d o w o l n i e

oraz

sposób

na

—

oraz

na

poziomie

kolejnością

niezagrożony
czerwień

wyodrębniania

dominują

(liczba

się k o l o r ó w .

oba k o l o r y

klas

obiektów

c z e r w i e ń b y ł a 2,5 r a z y

achromatyczne

do

większa

których

niż w

ny)

sposób

następująco:
Można

kiej
w

już m n i e j w y r a ź n y

ciach

wśród

tylko

—• a n i

jest

w

szybkości

szukając
widma

zasadzie

rozwiązania

t y m , że

chromatyczne
czyli

z

(zielona
na

(uporządkowanie

pochopnym

mi

z fazą h a m o w a n i a
Przestrzec

szukaniem

czenia

czerwieni;
nie

—

wzbogacało

„zimne"

poprzestanę
tylko

przed

wydaje

że

zna­

w

każdego

kon­
dwóch

z

nich.

problemów.

Gdyby

rzeczywistości
ślenia

chodziło

fizycznej

precyzyjne

i

jednak

wyłącznie

informatorzy

dokładne.

To,

o

wszystkich

opis

pewnej

stosowaliby
że

pochodzenia

obu odmian:

holeiiderek
dzenie

funkcjonują

stwierdziliśmy,
ubarwienia
kacyjny.

wyraźny

zwierząt

w

należy

mianowicie

c y j n y , wykorzystujący
Każdy
mów:

system

szym

nazwy

niczenia

te

(głębokiego)

przypadku poziomem
gatunki

'krów. T a

być

odzwierciedlona

to twierdzenie

W

będzie

Ta

jaki

znaku

. Ta

w

2 1

różne

sama

strony czynnej
Przypadek
sty

—

jest

i zdanie

że s t r u k t u r a
jest

właśnie

jednak

na

musi

sposób?
mówi

o

generatywno-

poziomu
ową

m o ż e być

głębokie­
powierzch­

arbitralnością

transformowana

powierzchniowe,

np. w

zdanie

strony biernej.

dwóch gatunków krów

zwykłym

na­

podział

slrukturalizmu

Językoznawstwo

semantyka

reprezentacje

go

j e s t a r b i t r a l n i e . L e c z j a k należy

mówi,

dowolność

W

semantyczna

go j e s t t r a n s f o r m o w a n a w d o w o l n ą strukturę
niową.

pozio­

i reprezentującego

głębokim

założeń

rozumieć?

-transformacyjne

dwóch

jednoklasowym

kodem

o

pro­

dwóch

nawet

to

o tym,
pocho­

wtedy,

„polska"

k o d . Drugą
o n e , j a k już
rzeczywistego

system

klasyfi­

mógłby

ograniczenia.

gdy

się z j a w i s k a

wprawdzie

leń z a k a z
akurat

przechodzenia,

za pomocą

2 2

wyobrazić,

jednak

nazwy

ne, g d y i c h p r z e d m i o t e m
sób

powiązane

czynniki
nych

z

wpływające

jezdnię.

że czerń

będzie

pruderyjność

a

zie­

że

jest

zupełnie n i e d o

pomy­

m o g ł y być r ó w n i e

dowol­

są z j a w i s k a

barwami.

zna­

swobodę

przez

lecz t o n i e p r z y p a d e k ,

o d w r o t n i e . Jest

być

Ogra­

z k o l o r a m i nie m a ­

przechodzenia

sobie

ślenia, b y z a s t o s o w a n e

Wskazać

n a dobór

w

n a t u r a l n y spo­

więc

kolorów

można

trzy

wykorzystywa­

jako znaki:
t o być P K K , n a j l e p i e j

ciepłe

czołowa i c h trójka;

k o l o r y p o w i n n y móc za pomocą w ł a ­

wewnętrznych
—

opozycji
zimne)

(np. k o l o r y

odzwierciedlać

jasne

—

strukturę

semantyki;
3.

Wykorzystane

k o l o r y p o w i n n y nawiązywać do rzeczy­

wistych

opisywanej

barw

spełnione.

trzy punkty

Pamiętamy,

przestrzeni

barwnej,

rzeczywistości.

zostały w n a s z y m

że

brąz

zajmuje

leży

między

który

przypadku

ten

fragment

czernią

a

bar­

w a m i c i e p ł y m i . M ó g ł w i ę c zostać podciągnięty p o d c z e r ­
wień. Z w r ó ć m y
no-białych
kowane

do

nazwy

jej

też u w a g ę , że w

określenie

wartość

nazwy

nazwa

—

jako

krowa

Kłopot
większym
szczek

jest

bieguna

do n a z w y

nazwami

zmartwieniem

opisu,
opozycji.

krów

takie

osłabia
jednak

W

„czarna", i
nie

jest

bardzo

takim

z

bardziej

że

wiele

którymi

przykład

kwestii

badacz

z

dla

dziedziny

spotyka

s k o m p l i k o w a n y c h , niż się

sjq

ujęciu

jedynie

jako

odwrotnie.

oczywiście

i nie przysparza

pouczający

redu­

poprawia

m a znaczenie

—

czar­

często

chyba

n a czole a n i l i n g w i s t o m a n i h o d o w c o m .

jednak
barw,

z

prostego

„czerwona"

przeciwstawienie

p r z y p a d k u krów

ich ubarwienia

„czarna". Uproszczenie

jako

wyrazistość

Pokazuje,

jest s k r a j n i e

bar­

popularnością

kolorów

oznaczała d o b r y c h a r a k t e r , c z e r w i e ń

klasyfika­

(powierzchniowego).

fizycznie.

t y m , że z n a k d o b i e r a n y

z

nazw

oczywiście

l u b możliwość

Powinny

Gd

u w a g ę , że

określają
tworzą

do
ho­

„holenderska",

ale

re­

się

jące n i c w s p ó l n e g o — n p . c h a r a k t e r c z ł o w i e k a ,

Wszystkie

się

rzeczywistość

z podstawowych

system

istnieją

Wykorzystywane

krów.

dwie

nazywana

są k o l o r y . I

dobór

jednak

1.

ubarwienia tych

zwrócić

nie

zwierząt,

ków b a r w n y c h opisuje

kolorów.
składa

„fonologicznego"

dwa
Jedno

naszych

odróżnić

znakowy

semantycznego

materialnie

przypadku

dotyczącego r z e c z y w i s t e g o

jest

dwuelementowy

zasadzie

d o w o l n y . Istnieją

ciemne,

nazewnictwa

w

sierści

Teoretycznie

snych

szczególnie

w

p o l s k i m i ; świadczy

powierzchniową

2.

on

jest

odnoszący

zwiedzeni

i że określenia

taka

Jest

pierwsza

po p r o s t u j a k o

reprezentacją

cel.

inny

je

dwóch

naszym k o n k r e t n y m

nazw

miasta,

nazywają

gatunku,

takiego a nie

jeszcze

z

układ,

się z

że n i k o g o już n a p r a w d ę n i e o b c h o d z i r z e c z y w i s t e

innego

miało

ludzie

okre­

hierarchia

system

d r u g a polską. W a r t o

często

mogła się o b j a w i ć w s k a z u j e , że s t o s o w a n i e
nazewnictwa

jest

fizycz­

tworzą

składać

transformowana

Jedną

dzo

oba g a t u n k i

jednostek. W

prezentacje.
lenderską,

zjawiska

w a r u n k a m i . Ponieważ

nie może

semantyka

fizjologiczne

połączenie t y c h

nie rozwiązuje

u p e l n i e niezależnych
przypadku

wybrane

jednak

semantycznym

powierzchniowy

Można

S t w i e r d z e n i e , że i s t n i e j e w ś r ó d b a r w h i e r a r c h i a w a ż ­
ności p s y c h o l o g i c z n e j

poziom

seksualną,

i kulturowego

znaczenia

lecz p o d p e w n y m i

związkach

w

to oczywiście,

7

antugoni-

k u l t u r o w e jest,

od fizjologicznego
n i e znaczy

barwy

„ciepłymi",

j e j znaczenie

znaczenie

kretnych sytuacjach k u l t u r o w y c h
elementów

1 0

chcę

wyjaśnienia

do

najszybciej ),

barwy
2 3

w

oka

komórek

wyróżnione,

faktu.

z niego

z

wyróżnione

pobudzenia

mniej

się, niezależne

jest

bardziej

czerwonego z krwią;

wynikające

fal), ani

barwnego

i żółta) są b a r w a m i

z fazą

dwie

i niebieska)

koloru
i

a

skonstatowaniu

zbyt

dwie

Lecz

właściwoś­

długością

impulsu

(czerwona

związanymi

stycznych,

barw.

na nie od­

we

świetlnego

zgodne

przewodzenia

np. w

zaistnienia t a ­

n i e będę p r ó b o w a ł

mózgu ( i m p u l s c z e r w i e n i p r z e w o d z o n y
ani

statystycz­

sześciu p o d s t a w o w y c h

tekście

fizycznych

barw

pozo­

uszeregowane

żółty, z i e l o n y , n i e b i e s k i .

t y m krótkim

powiadać

—

postawić p y t a n i e o p r z y c z y n ę

hierarchii

odnoszono

przypadku

stałych k o l o r ó w ) . Pozostałe t r z y k o l o r y są
(lecz w

W

lingwistyczne
powierzchniową

na

naj­
zmar­

Jest

to

antropologów.
antropologii
codzień,

jest

wydaje.

P R Z Y P I S Y

Są to j e d y n i e k r ó t k i e w z m i a n k i , п р . I . K u r c z , Ję­
i mowa,
[ w : ] Psychologia,
1979, s. 4 3 8 — 9
Z o b . n p . tamże
Z o b . n p . H . L a n d a r , Laguagc
and Culture,
Oxford
1966, s. 49, 227
D z i w i ć wszakże może, że b a d a c z e
dostrzegający
różnicę między d a n y m językiem e g z o t y c z n y m
a języ­
1

zyk

2

3

4

k i e m e u r o p e j s k i m n i e z w r ó c i l i u w a g i , że i s t n i e j e z a s k a ­
kująca zbieżność między w i e l o m a n i e - e u r o p e j s k i m i j ę ­
zykami
B . B e r l i n , P. K a y , B a s i c C o l o r Terms:
their
Uni­
versality
and, Evolution,
B e r k e l e y 1969
D o t y c h c z a s n a t e m a t książki B e r l i n a i K a y ' a u k a zv.ły się w P o l s c e j e d y n i e w z m i a n k i i t o w p r a c a c h
5

0

�tłumaczonych z j ę z y k ó w o b c y c h . N i e u w z g l ę d n i a ł y o n e
j e d n a k d a l s z y c h badań, z n a c z n i e m o d y f i k u j ą c y c h począt­
kowe
stwierdzenia.
Całą
t q problematykę
dokładnie
o m a w i a m w n i e o p u b l i k o w a n c j p r a c y . Zarys
antropolo­
gicznej
problematyki
b a r w , W a r s z a w a 1981
I s t n i e j e o b s z e r n a l i t e r a t u r a poświęcona o b u t y m
t e o r i o m ; w c e l u pobieżnego z a p o z n a n i a się z n i m i p o ­
l e c a m G . M . W y b u r n , R. W . P i c k f o r d , Zmysły
i odbiór
wrażeń
przez
czloioieka,
W a r s z a w a 1970
W e d ł u g R. L . D e V a l o i s , G . H . J a c o b s , P r i m a t e
color
vision,
. . S c i e n c e " 162, 1968, s. 533—40
Utworzenie formy rzeczownikowej
dla nazwy k o ­
l o r u c z e r w o n e g o , z i e l o n e g o a n a w e t żółtego n i e s p r a w i a
kłopotu. Trudnością n i e d o p o k o n a n i a jest j e d n a k k o l o r
n i e b i e s k i . Używana f o r m a „błękit" n i e jest
najlepsza,
o d c z u w a n a j e s t r a c z e j j a k o r o d z a j b a r w y n i e b i e s k i e j niż
j e j s y n o n i m . N i e znajdując j e d n a k lepszego r o z w i ą z a n i a
stosuję ją, zastrzegając, że c h o d z i m i za k a ż d y m r a z e m
o s y n o n i m k o l o r u niebieskiego
Z o b . n a t e n t e m a t : E . H . L e n n e b o r g , C o l o r Na­
ming,
Color
Recognition,
Color
Discrimination:
A Re-Appraisal,
. . P e r c e p t u a l a n d M o t o r S k i l s " 12, 1961, s.
375—82; o pojęciu k o d o w a l n o ś c i w s p o m i n a
I . Kurcz,
op. c i t .
Ostatnia informacja n a podstawie M . H . B o r n s t e i n , W . K e s s e n , S. W e i s k o p f , The Categories
of Hue in
Infancy,
„ S c i e n c e " 1 9 1 , 1976, s. 201—202;
podstawowe
b a d a n i a p s y c h o l o g i c z n e n a t e m a t t w o r z e n i a się k a t e g o ­
r i i b a r w n y c h p r z e p r o w a d z i ł a E . R o s c h ( H e i d e r ) : E . : R.
H e i d e r , F o c a l C o l o r A r e a s and development
oj
color
names,
, , D e v e l o p m e n t a l P s y c h o l o g y " 4, 1971, s. 447—55;
Universals
in Color
Naming
and M e m o r y , J o u r n a l o f
E x p e r i m e n t a l P s y c h o l o g y " 93, 1972, s. 1 0 — 2 0 ; E . H .
R o s c h , On the internal
structure
of perceptual
and se­
mantic
categories,
[ w : ] Cognitive
development
and the
acquisition
of language,
N e w Y o r k , 1973, A c a d e m i c Press,
s. 111—44
7

8

9

1 0

1 1

P. K a y , С. K . M c D a n i e l , The linguistic
signifi­
cance
of the meanings
of basic color
terms,
..Language"
54, 1978, s. 6 1 0 ^ 6
1 2

B . B e r l i n , E . A . B e r l i n , Aguaruna
colors
catego­
ries,
„ A m e r i c a n E t h n o l o g i s t " 2, n r . 1, 1975, s. 6 1 — 8 7 ;
zob. też: R. K u n s c h e l , T . M o n b e r g , 'We don't
talk
much
about
colour
here':
a study
of colour
semantics
on
Bellona
Isand,
, , M a n " (ns) 9, 1974, s. 213—42
1 3

К. B. Branstetter,
lynesian
color
terminology,
19, 1977, s. 1—25

A

1 4

reconstruction
of
proto-po..Anthropological Linguistics"

E . R o s c h , The nature
of mental
codes
for
color
categories,
„Journal o f E x p e r i m e n t a l P s y c h o l o g y — H u ­
m a n P e r c e p t i o n a n d P e r f o r m a n c e " 1, 1975, s. 312
1 5

Z o b . P. K a y , С. K . M c D a n i e l , o p . c i t .

l s

P o r . M . D u r b i n , Basic
terms
— off color?,
„Sem i o t i c a " 6, 1972, s. 257—78; E . R. H e i d e r ,
Universals...;
A . V o n W a t t e n w y l , H . Z o l l i n g e r , Color-term
salience
and neuropsychology
of color
vision,
„American A n t h r o ­
p o l o g i s t " 8 1 , 1979, s. 279—88
1 7

R. B o l t o n , Black,
white
r i d d l e o f c o l o r term
salience,
287—311

and red all over:
the
. . E t h n o l o g y " 17, 1978, s.

1 8

Z o b . G. M . W y b u r n ,

1 9

R.

W. Pickford,

op.

cit,

s. 125
Z o b . R. L . D e V a l o i s , G . H . Jacobs, o p . c i t .

2 0

Z o b . N . R o u w e t , Wprowadzenie
do gramatyki
neratywnej,
W r o c l a w 1982, s. 316; N . C h o m s k y ,
nienia
teorii
składni, W r o c l a w 1982, s. 179, 184

geZagad­

2 1

Wyjaśnienie t e j nieco, przyznaję, k o n t r o w e r s y j n e j
t e z y należy n i e s t e t y p o z o s t a w i ć d o i n n e j o k a z j i . P e w n e
aspekty poruszonej t u p r o b l e m a t y k i semiotycznej
oma­
w i a m d o k ł a d n i e j w tekście K o l o r y u&gt; p r o c e s i e
symbolizacji
(w druku)
2 2

Aleksander Błachowski

WSPOMNIENIE O KAZIMIERZU PIETKIEWICZU
Do n e k r o l o g u zamieszczonego w n u m e r z e

3 z 1983 r .

chciałbym dodać trochę i n f o r m a c j i . Z K a z i m i e r z e m
kiewiczem

pracowałem

ki,

że G o z n a ł e m

myślę

wdzięczam.
były

Znali

sprawy

go

wszystkich

wisku

etnografów

stkich

ważniejszych

czości

ludowej.

zajmował

sztuce

Obok
w

pracy

i wygłaszając

Instytucie

Ministerstwie
wym

Muzeum

stanowiła
służby
Kto

Kultury

w

środo­

poświęconych

twór­

i nauko­

Kazimierza

Jego w y p o w i e d z i a c h
wagę

wej. Autor
prawo

spotkań,

jakiejś

(1934—1938),

(1938—1939),

a

Kultury

i

w Warszawie

w

Państwo­

(1967—1974)
kariery

z. w y z n a w a n y m i

ideałami

niż w i e l u

skąd

nie tylko

pojawiał

się

aspekcie

m a t e r i a l n e j Łotwy
swnjcj

isuiych był wyczulony

kultury

narodo­

miał, j a k r z a d k o
i;u!sko&lt; -i,
!

bardziej

на n i e s i o n e

przez

wtopionych

oddziafywaniu

Kazimierza

nikiem kolejowym
dziną

w

cie

Władysław

rosyjskiego
dzień

spędził

tchu.

pracy

do

domu

ulicach Petersburga

brak

któregoś

jedenaście

odzieży,
w

wykorzystali
wsi

Rzeżyca.

wielkich
Potem

zagrożenie
Jego

Cóż

życia

pamięci.

szansę
Syna

kłopotów

Zofia p o ­

przyszedł n a
W t y m mieś­

l a t życia
oczekujące

Wiele

i

zaczął

oglądał i

scen

W

repatriacji
posłali

i

mienia,

1921 r .
i wrócili

do p o l s k i e j

m a t e r i a l n y c h zdał

prze­

powrotu

oglądanych

w t a m t y c h l a t a c h , głód,

odbył o b o w i ą z k o w ą

samodzielne
mierz

z rodziców.

zro­

szlakach

1910 r . n a s t a c j i k o ­

koło P e t e r s b u r g a .

często z t r w o g ą

na

był r o b o t ­

na

Kazimierz

uczęszczać d o p o l s k i e j szkoły. R e w o l u c j ę
żywał j a k o dziecko,

nie­

polskości,

imperium. Matka

9 grudnia

pierwszjch

obce e t ­

do o d b y w a n i a w r a z

rodziny.

Aleksandrowna

odzie­

kultur,

Pietkiewicz

poszukiwaniu

chłopskiej

w mroźny

lejowej

w

masy

innych

za d e m o n s t r o w a n i e

zmuszonym

wędrówek

pozostały
bliżej,

t o n p a t o s u , zwłaszcza g d y o k r e ­

być i - u m n . - m

Ojciec

wytworzonych

narodową

r o z s i a n y c h n a rubieżach

a j e d n a k w i e r n y c h j e j do ostatniego

z

pracę

kulturalnych

i wrażliwość

jednokrotnie krzywdzonych

kolei

się p o s z c z e b l a c h

Pietkiewicza

w

poddanych

żelaznej

po wojnie

(1945—1967)

ten rozumie

sprawy

Rzeczypospolitej,

chodziła

p o l s k i e m u społeczeństwu.
znal

dawnej
nicznie,

o

stu­

wartości

p o l s k i l u d . Dumę

dziczył p o p o k o l e n i a c h P o l a k ó w

świat

Warszawskim
i Sztuki

zagrożenia

przez

pisząc

wiedzy

społecznych

od w s i łotewskiej, przez

zawsze w zgodzie

w

też

był obecny

kręgach

wspinanie

oficjalnych

kio,

bliskie

czas

zabierał głos n a w s z y ­

administracyjnej

Etnograficznym

z

ślał

m u za­

prelekcje.

Bałtyckim

ambitne

zawodowej,

Wiele
którym

upowszechnianiem

różnych

na Uniwersytecie

w

szczebli,

konferencjach

Cała droga. Jego życia
dia

wszyscy,

i muzeolojjów,

się chętnie

ludowej

artykuły

i rozumiałem.

zresztą

i Sztu­

s z t u k i l u d o w e j . Z n a l i G o urzędnicy i d z i a ­

łacze k u l t u r y

wej

w Ministerstwie Kultury

Piet­

zimno,

na

zawsze

Pietkiewiczowie
na Łotwę
szkoły

i

maturę w

służbę w o j s k o w ą

do

mimo
1931 r .

i rozpoczął

życie.

my d z i s i a j

Pietkiewicz

wiemy

marzył

o Polonii

łotewskiej?

Kazi­

o P o l s c e , szukał d o n i e j d r o -

251

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6107" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6087">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/391e6463a2f49ab844f425d28762ce80.pdf</src>
        <authentication>37bf1db615991df6d86eaa9d7191c90d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72856">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6518</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72857">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72858">
                <text>2014</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72859">
                <text>anthropology of memory</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="72860">
                <text>pamięć - aspekt antropologiczny</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72861">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6090</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72862">
                <text>The Homelessness of Odysseus/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72863">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue s.187-192</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72864">
                <text>Michera, Wojciech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72865">
                <text>ang</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72866">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72867">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72868">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72869">
                <text>I

n the word: "home” (Polish: dom), belonging to
the joint ancient Indo-European cultural substrate
(hence the Greek: domos and doma, the Latin: domus, the Sanskrit: dam, etc.), linguists discover source
meanings associated with predominantly two activities
- the technical “building” and the social or existential
"dwelling” . As Beata Spieralska wrote in "Konteksty”:
The “home” appears as distinguished space constructed
by man, in which he is “at home”, and which guarantees
a feeling of security for him and his family.1 Naturally,
however, one can be ”at home” (Latin adverb: domi
or domum) only when this existential situation is con­
trasted with the dangerous alienness of that, which is
"outside” (Latin: locativus - foris, behind the door), or
in the “Cracovian” variant: na polu (in the field, peregre - outside the house or town, composed of: per
and ager - field). I would be inclined to say, there­
fore, that “home” (dom), comprehended as a cultural
category, is a linguistic tool that produces this dicho­
tomous conceptual structure. Is the thus established
relation between ”home” and that, which the latter
is not (domi/foris), to possess the form of a simple op­
position comprising a lucid, symmetric, and polarised
configuration? Or is the application of a more subtle
delimitation required here?
Since at the conference we speak about the home
as a “path of existence” and thus stress its dynamic
aspect I propose to reflect, even if only briefly, on a
text absolutely paradigmatic for this theme, namely,
Homer’s The Odyssey. I shall try to demonstrate (con­
cisely, and thus intentionally resigning from, for ex­
ample, evoking copious literature on the subject as
well as the whole subsequent Ulysses tradition, which
developed in European literature and art from Euripi­
des to Wyspiański or Joyce) that in this narration it is
possible to come across traces of paradoxical topogra­
phy or, to use a term coined by Derrida, la cartographie
impossible that renders the relation between ”home”
and ”the distant” an interesting problem. I am not
concerned merely with the fact that Odysseus reached
magical lands and floating islands by navigating along
courses that cannot be easily delineated on an or­
dinary map and that can be always contrasted with
the familiar and spatially stable Ithaca. What I find
the most interesting in this story is a component that
renders problematic this durable and solid beginning
and end of the journey, its arche and telos.
First, however, briefly about that, which appears
to be obvious in Homer’s The Odyssey - it is without
doubt a treatise about the home. This is not, however,
a home in which one resides but one for which one
longs and to which one returns. In it we are dealing
with a structure whose dynamic recalls an archer’s
bow: distance resembles the taut bowstring, while re­
siding prior to the journey and after its end denotes
stability and solace. This is why it can be said about

WOJCIECH MICHERA

The Homelessness of
Odysseus

Odysseus: His most genuine past is his origin, His fun­
damental emotion is nostalgia, adventure is magnifi­
cent, and risk is desired as the salt of life but only when
there exists a return. 2 He is undoubtedly an archetype
voyager but, at the same time, a person succumbing
to the nostalgic force of home gravity; as homo viator
or peregrinator Odysseus remains within the range of a
stabilising force that comprises the source of his sub­
jective identity.
According to this interpretation, therefore, the
home "enroots” man although, let us note, this ex­
pression denotes as if a technical assumption of the
plant metaphor. This seems to be said quite literally
by the key moment in The Odyssey, namely, the "great
sign” that confirms Odysseus’ identity in the eyes of
Penelope. Recall the scene: Odysseus returns home,
but since twenty years had passed his faithfully wait­
ing wife wishes to be sure that it is really he - subject­
ing him to a trial she asks to remove the marital bed
from their bedroom. In response, Odysseus tells a story
known only to the couple: A great secret [mega sema,
great sign] went into its making, and it was my work and
mine alone. A long-leafed olive tree, strong and vigorous,
and thick as a pillar, grew in the courtyard. I built my room
of solid stone around it, finished it off with a fine roof,
and added tight-fitting timber doors. I trimmed the trunk
from the roots up, after cutting off all the long-leaved olive
branches, smoothed it off skillfully and well, and trued it to
the line: that was my bedpost. I drilled holes with the auger,
and with this for its beginning fitted all the smooth timbers
of my bed until it was complete. I inlaid it with ivory, silver
and gold, and stretched shining purple straps of ox-hide
across. That was its secret [sema]... (XXIII, 188-202).
The scene could be interpreted in numerous
ways. Its contents resemble a fairy-tale puzzle, whose
solution is decisive for the further fate or life of the
protagonist (as is known, Odysseus is adept at solv­
ing all sorts of puzzles), or the literary trace of a ritual
that by “rendering topical” this foundation event ul­
timately completes and sanctions Odysseus’ "return”
(nostos) - not only to Ithaca, comprehended spatially

187

�Wojciech Michera • THE HOMELESSNESS OF ODYSSEUS

as the designation of the journey, but also to the logi­
cal “beginning” of his (home) existence, his arche.
The olive tree proof - wrote Stanislaw Rosiek, refer­
ring to Jean Starobinski - enabled Odysseus to com­
bine the beginning and end of journey and existence. By
repeating in the story a deed that once made it possible to
create the marital bedroom he confirmed his t r u e i d e
n t i t y. 3
In this interpretation, apparently, Odysseus be­
comes increasingly himself the closer he finds himself
to Ithaca; his identity becomes the most stable, i.e. as
if enrooted in the marital bed, that core of his home;
it is here, in the embrace of Penelope, that he soothes
the pain of excessive estrangement. If we recall that
it is in this bed resembling a tree of life that Telemachus was conceived then the story told to Penelope
will render Odysseus similar to that exemplary man
who manages to plant a tree, build a home, and sire
a son.
And yet ... Homer’s story contains something
more or “different” than would follow from the model
of “home gravity”, some sort of a disturbing, decen­
tralising force that cannot be disposed of with the
words: “secret” or “symbol” . Its symptom is probably
the fact that this archetypical man, a model for each
of us, does not actually plant a tree but cuts it down.
The primary, “castration” gesture as if s u s p e n ds
and questions the totalising force of its (quasi-ritual)
repetition in a story that is supposed to complete the
circle of the journey and bind its two ends; a repetition
that with the assistance of the sign (‘’great sign”) - re­
sembling a signature or a seal - is to confirm or restore
Odysseus’ subjective identity formed by long-term ab­
sence. If one were to place one’s trust in Plato then the
spirit of Odysseus attained peace not after returning to
Ithaca but after death, in the next embodiment: from
memory of its former toils having flung away ambition,
went about for a long time in quest of the life of an ordi­
nary citizen who minded his own business. 4
Two (at least) circumstances in particular incline
us to doubt this open interpretation of The Odyssey or,
more exactly, to enhance the text by including those
doubts. True, they will not produce some sort of a dif­
ferent conclusion, but they weaken and “deconstruct”
the first, envisaged as the only possible one.

Cyclicness
An intriguing commentary to Homer’s epic is to
be found in Jules Verne’s Voyage au centre de la Terre.5
Although it contains only a single mention of The Od­
yssey, the latter without doubt remains its key context.
As we probably all well remember, the protagonists of
this unusual ”Ulysses-type” book set off on their jour­
ney from the home of Professor Lidenbrock in Ham­
burg, to which they return at the end - this “old home”
is possibly a subtle allusion to the home of Odysseus:
it stood firm, thanks to an old elm which buttressed it in
front. A further route leads the narrator and remaining
protagonists to Iceland, a land not rich enough to pos­
sess clocks, 6 where following the steps of the sixteenthcentury alchemist Arne Saknussemm they enter the
Sneffels crater to submerge in a subterranean abyss.
This is a journey to the “sources of time”: in the huge
Cyclopean cave they encounter antediluvian monsters
and at its very bottom - their ancestor: a hairy giant
watching over a herd of mastodons. Then suddenly
they make their way to the surface thanks to the erup­
tion of another volcano.
”Dove noi siamo?” [...]. "Come si chiama questa iso­
la?" - one of the travellers asks a child they encoun­
tered.
“Stromboli”, replied the rickety little shepherd [...].
Stromboli! What effect on the imagination did these few
words produce! We were in the centre of the Mediterra­
nean, amidst the eastern archipelago of mythological mem­
ory, in the ancient Strongylos, where Aeolus kept the wind
and the tempest chained up. 7
The Jules Verne interpretation distinguishing a
certain fragment of The Odyssey and perceiving in it
a separate whole confirms an intuition that accompa­
nied me from the first time I read The Odyssey and be­
fore I even associated it with the novel by the French
author. Here is a model of the whole itinerary of Odys­
seus (Apologos, The Odyssey, Songs IX-XII):
The diagram features special symmetry: among the
15 locations reached by the traveller (including Ilion
and Ithaca), the central, eighth one is the furthest
stage of the journey, the dark land of the Kimmerians,
where Odysseus performed the nekyia rite enabling
him to meet souls leaving Erebos. This geometric con­
struction (its symmetrical character is enhanced by

1 5 .Ithaca
1. Troy (Ilion)
2. Cicones (Ismarus)
14. Phaeacians (Scherie)
3. Lotus-eaters
13. Calypso (Ogygia)
12. Thrinacia
4. Cyclops
5. Aeolus
11. Scylla and Charybdis
6. Lajstrygoni (Telepyla)
10. Sirens
9. Circe (Aia)
7. Circe (Aia)
8. Kim erians (Hades)
188

�Wojciech Michera • THE HOMELESSNESS OF ODYSSEUS

two stays with Circe) delineates the intersection of life
and death with the precision of a measuring rod.
Here is a sub-cycle that constitutes a summary of
the whole, together with its central katabasis, i.e. de­
scent into the cave of Polyphemus. This is a unique
via brevis, a narratively cohesive miniature (which
philological commentaries appear not to notice) of
the adventures of Odysseus - preserving and even ac­
centuating their initiation logic, so well recreated in
the Verne novel.
(proximity of Ithaca ^ storms, dangerous winds

proximity o f Ithaca ^ storms, dangerous winds

1. L o tu s- e a te r s

3 . A e o lu s
2. C y c lo p s

This fragment of The Odyssey ends with two sud­
den tempests. The first precedes arrival in the land of
the Lotus-eaters: But Zeus, the Cloud-Gatherer, stirred
the north wind against our ships, in a blinding tempest, hid­
ing the land and sea alike in cloud, while darkness swept
from the sky. Headlong the ships were driven [...] Now
I w o u l d h a v e r e a c h e d h o m e s a f e l y, but as I
was rounding Cape Malea, the north wind and waves and
the ocean currents beat me away, off course, past Cythera.
(IX, 67-81).
The mentioned Cape Malea, the most south-easter­
ly of the Balkan Peninsula, resembling a finger pointing
at nearby Crete and separated from Kytera by a mere
strait, has been always regarded by the Greeks as excep­
tionally dangerous for sailors. In The Odyssey this is the
spot where other commanders returning from Troy Menelaus (III, 287) and Agamemnon (V, 514-17) - be­
gan their errant wanderings across unfamiliar regions;
earlier (in the chronology of the world of the myths),
this was also the fate of the Argonauts returning from
Colchis. Researchers agree that, as Alfred Hauberk
claims, after the storm off Cape Malea (IX, 80-81) Odys­
seus has crossed a fundamental boundary, normally closed
to mortals, which separates the real and the unreal worlds;
[...] It is in these circumstances a quite pointless undertak­
ing, and one based on completely false premises, to try to
plot on a map the route taken by Odysseus.8 The same
opinion was shared by, e.g. Kazimierz Kumaniecki (In­
asmuch as heretofore journeys by Odysseus took place in
the real world ¡...I from the moment of the storm we find
ourselves in a world of fantasy)9 or J. V. Luce (On a map
one can follow only the beginning of Odysseus’ journey.
(...) Leaving behind Cape Malea and Kytera he sailed
on the wide open sea towards the south-west of Crete.
From this point it is impossible to mark on a map the
further course of his wandering. Kytera is the last lo­
cation in his travels, which can identified to the final
return to Ithaca).10
The place and circumstances in which Odysseus
left the world of mortals do not give rise to doubts,
but those of his return remain unclear. When did he
189

manage to extricate himself from the netherworld?
Naturally, with the assistance of the Phaeacians
he “ultimately” landed on the shores of Ithaca. It is
worth recalling, however, that earlier Odysseus almost
reached his target. First, before he was caught in a
tempest, and then when he left the Aeolian Island and
sailed successfully thanks to conducive winds (the god
of winds trapped the menacing ones in a sack): We
glimpsed our native land. We came in so close we could
see the men who tend the beacon fires (X, 29). Then, al­
though this was an improbable circumstance, Odyseus
fell asleep and his companions, as we know, untied the
bag. All the winds rushed out— storms seized them, swept
them out to sea, in tears, away from their own native land.
This is the reason why (as Homer summed up Odys­
seus’ subsequent recollections; XXIII, 315) it was n o
t y e t his destiny to reach his dear native land. Instead,
storm winds once more caught him. It is worth recalling,
however, that at the very onset of The Odyssey the
goddess Athena describes Odysseus’ sad but sweet ser­
vitute under Calypso: But Odysseus yearns to see even
the s m o k e r i si n g f r o m h i s n a t i v e l a n d and
longs for death.
The scene with the sack is one of the most dis­
turbing images in The Odyssey. I cannot think about
it without recalling a scene from my childhood when
as a young boy I watched a popular Italian TV series:
L ’Odissea (director: Franco Rossi), which in a highly
intriguing fashion showed the moment when Odys­
seus’ companions untied the sack full of wind offered
by Aeolus. The authors suggested that Odysseus was
only pretending to be asleep but actually was aware of
what his crew was doing; nonetheless, he tried not to
create an obstacle, pretending that this was his inten­
tion. (Just as interestingly, it was this particular scene
in the several parts-long series that made the greatest
impression on me - so intense that even today I can
recollect it vividly). True, Erich Auerbach claimed:
This “real” world into which we are lured, exists for itself,
contains nothing but itself; the Homeric poems conceal
nothing 11, but there appears the moment when in a
uniform and brightly lit narration, ostensibly limited
exclusively to the foreground (as Auerbach envis­
aged it), there emerges a dark surprising fissure - an
u n derstatem ents unexpected in the case of Homer.
The astonishing fiasco of the attempt at returning
to Ithaca forced the protagonist to make a new effort
- once again he must allow himself to be captured by
the storm. This is not the end, however, and even the
successful return to Ithaca will not be u l t i m a t e , in
accordance with the prediction made by Tiresias (XI,
120 sqq.) Odysseus once again departs. In this manner,
his story as a whole takes on a c y c l i c a l character,
making it possible to propose a different interpretation
of the status of the place that is the beginning and end
of the journey, i.a. Ithaca, the birthplace. The activity

�Wojciech Michera • THE HOMELESSNESS OF ODYSSEUS

pursued by Odysseus and conceived as an archetype
of a person returning home gains automatism typical
for the cyclical quality, but also futility in the mean­
ing mentioned by Aristotle, who, recall, claimed that
automatikos is etymologically affiliated with maten, ’’to
no avail”.12

Identity
Now, return to the “olive tree proof’. What does
this “great sign’ denote if it is to be really treated as
such, i.e. in semiotic categories. In other words, who
should be regarded as its signifié? Obviously, the an­
swer must be sought in traditional symbolic, in mytho­
logical imagery known from the works of Eliade and
Jung or even the “poetics of reverie” by Bachelard
(tree, root, fount, home, centre, cosmogony, etc.). A t
the same time, the “great sign’ fulfils certain narration
functions and is supposed to render credible the dec­
laration made by Odysseus - it is a gesture with whose
help he casts off his numerous costumes (including the
fictitious identity of a Cretan, who in an earlier conver­
sation with Penelope he pretended to be). Apparently,
this is the place of transition from the order of seduc­
tive and deceitful fiction, and persuasive rhetoric (an
order of soft and mellifluous words)13 to an order of
finally regained truth (this is, as we learn, “an infallible
sign”). The story about the marital bed, however, also
inclines the married couple to immediately lie down
on it so as to satisfy their urge for love: the "subjective
centre” is thus inevitably connected with desire.
First and foremost, however, I would like to draw
attention to the fact that this centre of the home
sphere (Greek: kentron - sting, blade, from: kentein, to
prick; Latin: punctum) is connected directly with that,
which is most distant. In the same way as during the
nekyia rite in the distant land of the Kimmerians (via
longa) where Odysseus met the person closest to him,
i.e. his deceased mother, so the cut down olive tree that root of his identity - brings to mind the wooden
stake, which he used to blind Polyphemus (via brevis):
There lay beside a sheep-pen a great club of the Cyclops,
a staff of green olive-wood, which he had cut to carry with
him when dry; and as we looked at it we thought it as large
as is the mast of a black ship of twenty oars [...] I bade
my comrades cast lots among them, which of them should
have the hardihood with me to lift the stake and grind it
into his eye when sweet sleep should come upon him (IX,
319-333).
The similarity of the toppled olive tree designat­
ing the centre of Odysseus’ homestead and the cut
down olive tree twisted in the manner of a screw and
burning out the round, central eye of Cyclops (kyklops
= kyklos, wheel + ops, sight), is the reason why the
scene in the Cyclopean cave introduces a b s e n c
e (or rather the p r e s e n c e of absence) in the
very centre, in the foundation of domestic space. It

also becomes a model for Odysseus’ problematic sub­
jectivity or, more exactly, it defines it as such. The
anonymity that he announces to Polyphemus is more
than a transitory state characteristic for certain ini­
tiation rite situations. Is it really anonymity? Perhaps
Alkinoos, the king of the Phaecians, was right when
he said to Odysseus: For there is no one of all mankind
who is nameless (VIII, 552). Odysseus encountering
Polyphemos is not simply anonymous, because ano­
nymity is his name:
Cyclops, thou askest me of my glorious name, and
I will tell it thee; and do thou give me a stranger’s gift,
even as thou didst promise. Noman [Outis] is my name,
Noman do they call me-my mother and my father, and all
my comrades as well.
He is, therefore, not anonymous but cryptonymous,
or pseudonymos. This is, however, a false name, more
of a pseudonym that only ostensibly conceals (actu­
ally betrays) his true identity based, after all, on “false­
hood”, the principle of pseudonymy. This is also what
the contents of the assumed name tell us. True, Jerzy
Andrzejewski wrote about Odysseus: No man, and thus
just like all others, 14 but this does not have to be the
case of being average and ordinary, and even more so
“without character”, “without qualities” (ohne Eigen­
schaften). The Greek Outis is composed of a negative
particle (out) and the pronoun: “someone” (tis). The
same pronoun - both in such expressions as: “this is
someone”, “to be someone” - means both in Polish
and Greek admiration and recognition, and is a social
distinction, emphasis on subjective distinctiveness. Its
negation, as a consequence, defines the “villain”, a
man without value, without m e a n i n g, who, we tend
to say, does not r e p r e s e n t anything and is a “zero“
both in the ethical sense (as in the insult: “you’re a
zero”) and semiotically, enabling a paraphrase of the
lofty formula: “ And his name shall be. ..”; in this case
- ”it shall be zero”. Man-nobody, the Odyssean outis,
fulfils a logical function similar to the “zero” in arith­
metic, which as such does not express value and is a
condition for changing the value of all other numbers
(cf. the English: cypher - number, code, zero; not by
accident one of the protagonists in the film Matrix is
called Cypher). 15 Outis thus means the absence of de­
fined, stabilised subjectivity (cf. the Latin: nemo, ”no
one”, a word created by merging non and homo; we
all remember that this is the “true pseudonym” one of
Verne’s protagonists), which suffers from the lack of
a source and calls for incessant supplementation, an
ever provisory suture (to use the commendable Lacanian term) of barely possible and at all times transitory
meaning, ever dependent upon a certain “system of
difference”. But there is something more: it comprises
that possibility, the potential of meanings, i.e. a condi­
tion for all “representation”, representation as such, in
other words, still not stabilised by some sort of “refer-

190

�Wojciech Michera • THE HOMELESSNESS OF ODYSSEUS

ence” (Barthes called this conceit: signifiance, English:
significance). 16
It is not a coincidence that already in the first hex­
ameter of The Odyssey Homer described Odysseus as
polutropos, which could be translated as: worldly, cun­
ning, highly enterprising, but also as: endowed with an
unusual ability for changing costumes, for impersonat­
ing assorted, usually fictitious figures. Hence the anag­
norisis, so frequent in The Odyssey, i. e. narration situ­
ations in which the protagonist becomes unexpectedly
recognised (Aristarchus described anagnarismos as the
telos of The Odyssey [scholia to XXIII, 296]), because,
after all, he may be “recognised” only when he first
seems to be someone else. In this situation it is difficult
to avoid asking: becomes recognised as whom? Is it
not precisely as polutropos? Is talent for "disguise” and
devising fictional stories not his true fate?
Stanisław Rosiek wrote: Odysseus lived in a world
that he had split into two parts: “illusory life" and “real
life", as Pascal would have put it. He was a master of
split existence. 17 A t the same time, things are differ­
ent - this “delusion” is not so much a second, sepa­
rate extreme of the opposition (foris versus domi) as
the split, the fissure between extremities. It is that
fissure, which is ”erotic” and not one of the two
"shores” (as Barthes would put it). 18 If this is the
case, then Odysseus is himself the more the longer
he stays away from Ithaca, even if he yearns for it so
much, or rather the more he longs for it. The “dis­
tant” (this yearning for the distant, as Thomas Mann
described the feeling experienced by Gustav A schen­
bach) does not leave him even while at home (domi)
and makes it impossible to get rid of the status of
a “stranger”, a ”guest” and a “beseecher” (hiketes).
As I have mentioned, the ”distant” or the ”split” of
Odysseus’ world no longer separates Ithaca from the
unreal rest of the world but actually is that unreality,
”fictionality” that permeates the whole of existence,
including the “genuine” home life of Odysseus on
Ithaca.
Instead of a stable ”’centre” we discover a “void”
(outis), which, as Derrida wrote in his reflections
about the philosophical concept of the structure, is
the “movement of supplementarity” initiating an end­
less “play of substitutions” (the same, let me recall, as
the one mentioned in the epithet: polutropos). This
substitute does not substitute itself for anything which has
somehow existed before it . We thus arrive at the con­
clusion (I quote Derrida while keeping in mind the
text by Homer): That there was no center, that the center
could not be thought in the form of a present-being, that the
center had no natural site, that it was not a fixed locus but
a function, a sort of nonlocus in which an infinite number
of sign-substitutions came into play. This was the moment
when language invaded the universal problematic, the mo­
ment when, in the absence of a center or origin, everything
191

became discourse-provided - we can agree on this word
- that is to say, a system in which the central signified,
the original or transcendental signified, is never absolutely
present outside a system of differences. The absence of the
transcendental signified extends the domain and the play of
signification infinitely”19
Replacing the stable “centre” by a sui generis “non­
place”, a process of undermining the presence of the
source of signifié, making possible an endless substitu­
tion of signs, rendered Odysseus a ”poet,” and his jour­
ney - a nostalgic ”art” of returning home (in Greek:
nostos means “return”, algos - ’’suffering” , although it
is worth keeping in mind that “nostalgia” is a mod­
ern lexical idea). David Lachterman wrote: Odysseus
achieves his nostos [...] by means of poetry, by telling and
crafting tales [...]. What Odysseus tells, is his odyssey
proper, his nostos and noos in words. 20 Hence, Odysseus
does not travel in reality and sometimes, especially
upon returning, he goes back to his peregrinations in
his tales, the latter being a journey conducted in the
sphere of “language”, “fiction”, and thus the irremov­
able “distant”, in a fascinating space opened by the
Song of the Sirens (according to Blanchot). 21 Noth­
ing, therefore, can end it, no port, no final conclusion,
and even no “great sign”, since it is “nothing” - a mere
s t o r y about what is lost for ever and the object of
infinite longing.
It is often maintained that the feature that best
characterises Odysseus is his “curiosity”, which was
supposed to incite him to leave Ithaca (this was the
view of, e.g. Dante [Inferno 26]). In this way, how­
ever, Ithaca too remains untouched - and as a home
it still constitutes a stable centre of existence. The
reading of The Odyssey, which I proposed, naturally
questions the obviousness of this interpretation: I
tried to demonstrate that this text contains another
concealed mechanism. A t the end, in order to pro­
vide at least a temporary tag line, let me cite Gabriel
Marcel, whose words I noted down years ago; quot­
ing them I am not overly concerned whether I am
faithful to the context, i.e. the entire reflection of
this philosopher:
To be curious - to leave a certain immobile cen­
tre, to attempt to capture an object about which one
had only an unclear or schematic concept. With this
meaning all curiosity is directed towards the peripher­
ies. On the other hand, to be restless is to be uncer­
tain of one’s centre, to seek one’s equilibrium. [...]
Curiosity will turn into unrest the more its object will
constitute a part of me, the more thoroughly it will be
included into my inner structure. On the other hand,
anxiety will become metaphysical the more it pertains
to that, which cannot be separated from my ”Ego”
without, at the same time, causing the annihilation of
that ”Ego”. 22

�Wojciech Michera • THE HOMELESSNESS OF ODYSSEUS

Endnotes
1

2

3

4
5
6

7

8

9
10
11

12
13
14
15

16

17
18
19

20

21

Beata Spieralska, Dach nad głową. Pojęcie „domu" w języ­
kach indoeuropejskich, "Konteksty” 2004, fasc. 1-2, p.
34.
Vincenzo Vitiello, Pustynia, Ethos, Opuszczenie.
Przyczynek do topologii religijności, transl. Ewa Łukaszyk,
in: Religia. Seminarium na Capri prowadzone przez Jacquesa
Derridę i Gianniego Vattimo, KR: Warszawa 1999, p.
177.
Maski, vol. II, Maria Janion and Stanisław Rosiek (ed.),
Wydawnictwo Morskie, Gdańsk 1986, p. 184 (my
emphasis - W M.).
Plato, Republic, 620c (Myth of Er).
Jules Verne, Voyage au centre de la Terre, ed. J. Hetzel,
Paris 1864.
[...] and the clock of which would then have struck twelve,
if any Icelandic church had been rich enough to possess so
valuable and useful an article. These sacred edifices are,
however, very much like these people, who do without
watches—and never miss them. (ibid.).
Ibid., Polish edition, p. 304. On this book and the
images and mytholgoical structures therein see: Simone
Vierne, Jules Verne et le roman initiatique. Contribution z
l’étude de l’imaginaire, Lille 1972; see also: Maria Janion,
Gorączka romantyczna, Warszawa 1975, pp. 275-277.
The Aeolian Islands were associated with the Lipari
Islands and Stromboli already in antiquity (see, e.g.
Tucicides III, 88; Virgil, The Aeneid VIII, 417).
Alfred Heubeck, Introduction, in: A Commentary on
Homer’s Odyssey, vol. II, ed. A. Heubeck, Arie Hoekstra,
Oxford 1989, p. 4.
Kazimierz Kumaniecki, in: Homer, ed. K. Kumaniecki
and J. Mańkowski, Warszawa 1974, p. 165.
J. V. Luce, Homer i epoka heroiczna, transl. E. Skrzypczak,
Warszawa 1987, p. 267.
Erich Auerbach, Blizna Odyseusza, in: idem, Mimesis,
Rzeczywistość przedstawiona w literaturze Zachodu, vol. I,
transl. Zbigniew Zabicki, Warszawa 1968, p. 62.
Aristotle, Physics 197b.
See: W. Michera, ‘Lathesthai’. O pokusie zapomnienia,
"Konteksty” 2-3/2003, pp. 217-222.
Jerzy Andrzejewski, Nikt, Warszawa 1987, p. 11.
See: W. Michera, Ekranizacja pamięci. O filmie Memento
Christophera Nolana, in: Iluzje pamięci, ed. S. Wróbel,
Wydawnictwo WPA UAM, Kalisz 2007, pp. 81-97.
16 See: Roland Barthes, The Third Meaning, [in:]
Image, Music, Text, transl. Stephen Heath, Fontana
Press , p. 54: Signifiance, a word which has the advantage
of referring to the field of signifier (and not signification). See
also: R. Barthes, Le plaisir du texte, Seuil, Paris 1973, p.
82. The term: signifiance comes from: Julia Kristeva,
Semiotiké: Recherches pour une sémanalyse, Seuil, Paris
1969.
Stanisław Rosiek, op. cit.
Cf. R. Barthes, Le plaisir..., pp. 13-14.
J. Derrida, Jacques Derrida, Writing and Difference,
transl. Alan Bass, The University of Chicago 1978, pp.
353-354, 365.
David R. Lachterman, ‘Noos’ and ‘nostos’: The Odyssey
and the Origins of Greek Philosophy, [in:] J.-F. Mattéi (ed.)
La naissance de la raison en Grèce, Actes du Congrès de
Nice 1987, Paris 1990, p. 37 (Polish edition: ‘Noos’ i
‘nostos’: ‘Odyseja’ i źródła filozofii greckiej, transl. W.
Michera, "Konteksty” 2-3/2003).
Maurice Blanchot, Le chant de Sirènes, in: Le livre à venir,
192

Gallimard: Paris 2005 (1959), p. 9 sqq. It must be
stressed, however, that Blanchot judged Odysseus pri­
marily within the context of the battle with the Sirens,
i.a. by stressing the technical effort of maintaining a
boundary between the real and the imagined (see: p.
16). One could say, therefore, that the purpose of this
essay is to show the simultaneous presence in the
Odyssey of a competing model, i.e. the ideological prox­
imity of Odysseus and the Sirens.
22 Gabriel Marcel, Homo viator, transl. P Lubicz, IW Pax:
Warszawa 1984, p. 142.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6260" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6240">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/05c2c11ec40cd0dfc8c2ee842892f09f.pdf</src>
        <authentication>441c042789c1a958c0496f4ea6dae919</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74544">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6245</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74545">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74546">
                <text>2006</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74547">
                <text>antropologia wizualna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74548">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5822</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74549">
                <text>Obraz - ciało - obraz / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2006 t.60 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74550">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2006 t.60 z.1, s.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74551">
                <text>Michera, Wojciech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74552">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74553">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74554">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74555">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74556">
                <text>002 Michera.ps - 5/29/2006 4:40 PM

WOJCIECH MICHERA

rze „Kontekstów”, trzecim już z cyklu poświęconego an­
tropologii obrazu. Część tekstów zajmuje się więc ludzkim
„ciałem-jako-obrazem”, rozmaitymi sposobami jego poka­
zywania i patrzenia na nie - zwłaszcza na ciało martwe
(poległe na greckim polu walki, poddawane renesansowej
dysekcji, preparowane przez anatomów epoki klasycyzmu,
demonstrowane na XIX-wiecznych publicznych poka­
zach). W innych pracach omawiany jest artystyczny „obraz-jako-ciało”: w jego powiązaniu z kategorią grzechu,
pokusy, zła, potworności, erotyki, pożądania, śmiechu.
W osobnej niejako płaszczyźnie - czasem w związku, cza­
sem niezależnie od problematyki „ciała” - omawiane są
inne zagadnienia związane z antropologią obrazu, jego
teorią i historią, takie między innymi, jak: społeczne me­
chanizmy tworzenia reprezentacji ikonograficznej (na
zróżnicowanych przykładach: greckich waz, renesansowej
kultury druku, nowożytnego dowcipu rysunkowego,
topografii miasta i wystawy muzealnej), przydatność mo­
deli psychoanalitycznych w opisie mechanizmu ekfrazy
oraz żartu rysunkowego, znaczenie kategorii mimesis
w greckiej teorii i praktyce społecznej, psychologiczno-filozoficzny fundament reprezentacji mentalnej.
N ie wymieniam tu autorów poszczególnych arty­
kułów - wierzę, że czytelnik sam ich pozna podczas
lektury. Pragnę jednak powiedzieć, że większość za­
mieszczonych tu tekstów napisana została specjalnie
do tego numeru „Kontekstów” - są one odpowiedzią
na nasze zaproszenie sprzed kilkunastu miesięcy. Dwie
prace publikowane były już wcześniej (François Lissarrague, Jaś Elsner), ale również ich wybór dokonany zo­
stał przy aktywnym udziale autorów.
M am nadzieję, że antropologiczna problematyka
obrazu i kultury wizualnej, która wpełniła trzy ostatnie
numery naszego pisma, znajdzie w Kontekstach - przy
akceptacji czytelników - stałe schronienie.1

Obraz - ciało - obraz

C

iało pozostaje w tajemniczym związku z języ­
kiem: język bierze się z ciała, by je następnie
denaturalizować, zamieniając w znaczące m e­
dium. Uformowane z członków corpus jawi się jako
księga, korpus tekstów, albo obraz. Jak naucza jednak
Platon, pismo - dokładnie tak samo jak obraz m alar­
ski - to zaledwie martwa zewnętrzność prawdziwego,
żywego znaczenia; także ciało (soma), jako znak (sem a), jest dla duszy niczym grobowiec (sema). By za­
chować ciało (zachować w wymiarze semiotycznym) trzeba je zatem pochować. Ciało znaczy (semainei) tylko unieruchomione: martwe lub śmierć zapowiada­
jące. Śmierć bowiem (zjawiająca się w ciele) jest - od
Grzechu Prarodziców; albo, w kategoriach helleń­
skich, od kryzysu w Mekonie - nieusuwalnym warun­
kiem poznania, zasadą hermeneutyki, swoistym „ope­
ratorem logicznym”: wszelki sens ujawnia się przez nią
zapośredniczony, w dokonanym przez nią przekształ­
ceniu. Dlatego - jak pisze św. Jan Chryzostom (w H o­
milii na przeniesienie szczątków męczenników) - A dam
musiał przeżyć śmierć swego syna Abla, by widząc
(a także czując) jego martwe, rozkładające się ciało, roz­
poznać - jeszcze za życia - swój własny, nieuchronny
los, który wszak spełnić się miał dopiero w przyszłości.
Zycie śmiertelników przejawia się w spektaklu,
w którym wzrok zatrzymać się może tylko na tym, co
nieprzeźroczyste, co jest śmiertelnym ciałem, ciałemnagrobkiem, żałobnym portretem lub inskrypcją, dom a­
gającą się objaśnienia (hermeneuein), a przez to budzącą
niepokój i pragnienia. Nieprzeźroczystość ciała wodzi
na pokuszenie, skłaniając do semiologicznego grzechu zachęca do naruszenia ustabilizowanej relacji między
znaczącym i znaczonym: do erotycznego zatrzymania
oczu na samym ciele, albo - do świętokradczego zerwa­
nia pieczęci i otwarcia grobu, w nadziei odnalezienia
w jego wnętrzu ukrytej przed wzrokiem prawdy.
Prawdziwym jednak skandalem - rzeczywistym im­
pasem semiotycznym - jest dopiero stwierdzenie, że
grób jest pusty; i że w jego ciemnym wnętrzu - które
nie mieści żadnego rytuału - poszukiwania się jeszcze
nie kończą (dlatego Roland Barthes - spoglądając na
problem niejako z drugiej strony - może napisać, że fo­
tografia, jako znak zepsuty, „ma w sobie coś wspólnego
ze Zmartwychwstaniem”).

Przypisy
1

Za ogromną pomoc, z której bezlitośnie korzystałem przygoto­
wując część materiałów do tego i poprzednich numerów „Kon­
tekstów”, pragnę serdecznie podziękować Stéphanie Cuvilliez
oraz Annie Dudzińskiej-Facca.

*
Tem at złożonych, trójstronnych związków między ob­
razem i ciałem oraz spojrzeniem dominuje w tym nume­
2

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6295" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6275">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/562a2feb2c44053341ed5a4cfcd96e83.pdf</src>
        <authentication>c1d252792792fd95bdcf3d3e32af7df9</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74946">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3072</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74947">
                <text>2001</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74948">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2876</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74949">
                <text>Tradycja i współczesność. Aktor / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74950">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4, s.413-417</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74951">
                <text>Michera, Wojciech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74952">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74953">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74954">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74955">
                <text>Wojciech Michera • TRADYCJA I WSPÓŁCZESNOŚĆ. AKTOR

W

Prologu Ajschylosowego Agamemnona, na
nocnym niebie, nad pałacem Atrydów, po¬
jawią się dziwny blask. T o od dawna wycze­
kiwany znak, przeznaczony dla Klitajmestry: Troja
upadła. Radosną nowiną (euangelos) królowa dzieli się
nazajutrz z Przodownikiem Chóru: „Niechże dzień ten
z nocy-matki narodzony / wierny będzie tej wieści, któ­
rą noc przyniosła!". Rozmówca jednak niedowierza:
„Maszli jasne dowody, pani, że to prawda?"; „Czy to
senne marzenie dało ci tę wiarę?". Usłyszawszy zaś, że
gród Priama wzięto ostatniej nocy, pyta: „Jakiż goniec
tak szybki wieść tę przynieść zdołał?". Klitajmestra
więc odpowiada:
Hefajst, pan ognia! Znak nam śłe ze szczytów Idy
płomienny. Znak ten chwyta i podaje dalej
ognisko za ogniskiem... Ida Hermesowej
na Lemnos go przesyła skale; zapaloną
na wyspie wielką żagiew przejmuje Atosu
Zeusowy szczyt. Wysoko - aż się poprzez morze
wesołym blask przerzucił mostem [...]
[291n., tł. Stefan Srebrny]
Dalej następuje szczegółowy opis trasy, wzdłuż któ­
rej rozpięty został ten ogniowy telegraf. Kończąc, K l i ­
tajmestra mówi:

WOJCIECH

MICHERA

Tradycja
i współczesność.
Aktor*
Podobnie tradycja - chociaż jej najgłębszym sensem
jest wierne trwanie, zawsze niesie w sobie też zalążek
zdrady. W modelu wziętym z tragedii Ajschylosa jej f i guracją wydaje się Klitajmestra - ostatnie, najważniej­
sze ogniwo ogniowego łańcucha. Gdy więc na koniec
pierwszego epeisodionu schodzi ona ze sceny (zapewne
po to, by w pałacu szykować się na ptzybycie męża) chór
komentuje dotychczasowe jej grzeszne poczynania:
Zwycięża szept zgubnej, złej pokusy [peitho],
opętań, złud, ciemnych pragnień córy...
Na wszelki lek - za późno! Darmo kryjesz
występek! Widzą! Strasznym płonie światłem grzech!
Wytarty, niby pieniądz zły
w wędrówce długiej z rąk do rąk,
fałszywy jużeś stracił blask,
już otoś cały czarny - patrz!

Taki to był ów wyścig, tak z ręki do ręki
wędrowała pochodnia - jeno że w tym biegu
i pierwszy, i ostatni jednako zwycięża.
Przywołuję tę scenę nie po to, by poddawać ją filolo­
gicznej albo historycznej interpretacji. Przedstawiony
w niej opis niezwykłej i z rozmachem pomyślanej tech­
niki komunikacyjnej wydaje m i się znakomitą ilustra­
cją, poglądowym modelem pojęcia „tradycji", rozumia­
nej jako proces dziedziczenia kultury (lub też proces,
który z kulwrą można utożsamić). „Z ręki do ręki" po­
dawać - chwytać i przekazywać dalej - taki sens zawie­
ra się w łacińskim słowie traditio, pochodzącym od cza­
sownika trado, będącego złożeniem trans („za", „po
tamtej stronie") i do („daję"). Tak właśnie, jak to jest
u Ajschylosa (nawet jeśli, trzeba przyznać, zbieżność
sformułowań zwiększa się nieco w wykorzystanym tu
tłumaczeniu Stefana Srebrnego).
Zarazem, w tej obrazowej metaforze, nie bez zna­
czenia jest ponury kontekst całej tragedii. Przecież
początkiem sztafety niosącej ogniową wieść jest - nie­
jako na drugim poziomie metaforyzacji - łuna płoną­
cej Troi. Przede wszystkim zaś, zauważmy, biegnąca
chyżo spod murów Ilionu „radosna nowina" na ko­
niec sama rozpala zbrodnię (miasma): nie tylko zwia­
stuje rychły powrót króla Agamemnona, ale i przygo­
towuje jego śmierć.

413

Tradycja to złożony w depozycie skarb, ale także (dzi­
siaj!) strzegący go i czuwający nad n i m strażnik, conse­
rvator, custos, wierny piastun i miłośnik, choć z koniecz­
ności również interpres: tłumacz i pośrednik. Tymczasem
w Klitajmestrze wierność właśnie się sprzeniewierza,
prawda zamienia w złudzenie, a skarb (do którego prze­
cież ona sama należy, jest jego częścią) marnieje tracąc
blask. Czy jednak straszliwa interpretacja, jakiej Klitaj­
mestra poddała otrzymaną wieść, ma zupełnie jedno¬
znaczną
wymowę? Czyż w zbrodni tej, będącej przecież
zemstą (za śmierć córki, Ifigenii, złożonej przez Agamemnona w ofierze, gdy z wojskiem płynął pod Troję),
nie należy widzieć też świadectwa innej wierności?
Ta niebezpieczna ambiwalencja jest wpisana w sa­
mo pojęcie tradycji. Traditor po łacinie to zarazem
mistrz, nauczyciel, ale i zdrajca, wróg; powiedzieliby­
śmy - „Judasz".
•

•

•

* Wcześniejsza wersja tekstu została wygłoszona w ramach festi­
walu teatralnego Kontakt 2001 w T o r u n i u .

�Wojciech Michera * TRADYCJA I WSPÓŁCZESNOŚĆ. AKTOR

A może (glos mają raz jeszcze ci pierwsi) właśnie nie­
rozumne reformy są przyczyną nieszczęścia i należy
uczynić wszystko, by je cofnąć, przywracając stan
sprzed ich wprowadzenia? O k i m zatem można powie­
dzieć, że jest strażnikiem tradycji?
fc

Reformy podejmowane w imię „poprawiania", „przy­
wracania", „odnawiania", „odświeżania" (kalendarza,
ksiąg liturgicznych, samej liturgii, sztuki) - wzbudzają­
ce oczywiście natychmiastową, niekiedy gwałtowną,
niekiedy długotrwałą re-akcję - składają się też na tra­
dycję chrześcijańską. Skutki zresztą takich reform są
trudne do przewidzenia, a nawet post factum nie tak
wcale łatwo ocenić konsekwencje, jakie przyniosły. Po- i
stanowienia, na przykład, Soboru Watykańskiego II,
w wielu kwestiach teologicznych odwołujące się do na­
u k i starożytnych Ojców Kościoła, spowodowały przy
okazji nieodwracalne szkody w sferze kościelnej muzy''
ki (estetyka piosenek festiwalowo-tutystycznych wy- i
pierająca tradycję chorałową).

Gusła. Fot. Krzysztof Furmanek

To, co minione, w praktyce artystycznej będącej dla
nas współczesnością, uobecnia się na różne sposoby.
Zazwyczaj mówi się o dwóch pozostających w sporze
postawach twórczych: zachowawczym tradycjonali­
zmie, wierzącym w sens pielęgnowania uznanej spo­
łecznie normy, i nowatorstwie, skłonnym by indywidu­
alnie, w poszukiwaniu prawdy, poza tę notmę wykra­
czać. W istocie problem jest bardziej skomplikowany,
choćby z tego powodu, że rewolucje wybuchają często
właśnie w imię wierności wobec ttadycji - tyle, że tej
„prawdziwej", ostatnio zaś „zapomnianej", „zagubio­
nej" lub „przekłamanej".
Klasyczna postać tego zagadnienia ujawnia się naj­
wyraźniej w historii religii. Przyczyną sporów w tej dzie­
dzinie dość często bywały zresztą nie tylko kwestie ści­
śle doktrynalne, ale i liturgiczne, a zatem - także arty­
styczne. Dzieje każdej niemal religii to gwałtowny
splot, niekończące się walki „tradycjonalistów" z „re­
formatorami": spory o to, kto lepiej strzeże depozytu
wiary; lub też: komu w istocie został on powietzony.
Czy jest tak - o czym zapewniają pierwsi - że owa
„prawda" ma się dobrze, gdyż dzięki pilności i czujności
udało się nam ją przechować? Czy też - zgodnie z opi­
nią drugich - przeciwnie: gnuśni i zurzędniczali kusto­
sze skarbu zamknęli go w pustych formułach, ukryli
przed ludźmi, sprawiając, że nikt już (łącznie z n i m i sa­
mymi) nie pamięta jego ptawdziwych barw i blasku?

Zarazem jednak wiele wątpliwości budzi dzisiaj wśród
fachowców także dzieło, jakie w X I X wieku podjęli!
mnisi z opactwa w Solesmes, polegające mianowicie na
„odświeżeniu" (w najlepszej wierze i zgodnie z najlepszą
ówczesną wiedzą) chorału gregoriańskiego. Jak pisze
Marcin Bornus-Szczyciński: „Bezgraniczna wiara końca i|
X I X wieku w doskonałość notacji muzycznej kazała
wielkiemu reformatorowi chorału, francuskiemu bene­
dyktynowi D o m Moąuerau z opactwa w Solesmes od¬
rzucić istniejącą wówczas żywą tradycję, jako ponoć
skażoną, i zastąpić ją interpretacyjnymi spekulacjami,;
dokonanymi na podstawie analizy najstatszych manu-1
skryptów muzycznych z X - X I I I w. W efekcie powstał;
nowy nigdy przedtem nie istniejący chorał, który I
w 1903 r., po burzliwej dyskusji, został uznany przez p3'
pieża Piusa X za powszechnie obowiązujący w Kościele
rzymskim" Zdaniem Marcela Peresa' Mnisi solesmeńscy widzieli śpiew liturgiczny tylko w dwu aspek­
tach melodii i tekstu Zapomnieli o najważniejszym'
o sDOSobie śpiewania
iaka
przybierać śpiewak i jak powinien się zachowywać
1

-

Warto zauważyć, że i Peres, i Bornus-Szczycińskiobaj znakomici znawcy i wykonawcy muzyki dawnej sami podejmują wysiłki rekonstruowania zerwanej mu­
zycznej tradycji liturgicznej. W miarę możliwości od­
wołują się do tradycji „żywej" (Peres na przykład do tej,
która przetrwała na Korsyce albo w Grecji). Korzystają]
jednak także - a może przede wszystkim - z rękopi­
śmiennych zabytków (Szczyciński w tegoroczną Nie-f
dzielę Palmową przygotował dla Braci Mniejszych:
w Bratysławie liturgię, opierając się na najstarszym pol­
skim graduale franciszkańskim, z 1257 roku, przecho¬
wywanym przez ss Klaryski w Krakowie).
Podobnie robi Schola T e a t m Wiejskiego Węgajty
Wolfganga Niklausa: poszukując „utraconego kontak-

414

�Wojciech Michera • TRADYCJA I WSPÓŁCZESNOŚĆ. AKTOR

tu z archetypicznym, sakralnym językiem ruchu i ge­
stu" wystawia (rekonstruuje) średniowieczne dramaty
liturgiczne w sposób możliwie najwierniejszy, co jednak
znaczy: zgodny z tym, co da się wydobyć ze średnio­
wiecznych materiałów ikonograficznych, co wiedzą na
ten temat filologowie, a także - w sferze muzyki współpracujący z Węgajtami Szczyciński, Peres lub Damien Poisblaud.
3

Takie odtwarzanie pierwotnej maniery wykonaw­
czej - muzycznej albo teatralnej - przypomina prace
konserwatorskie nad starym, sczerniałym obrazem. Ta­
ki zabieg - gdy obraz całkiem już zniknął, zniszczony
lub przykryty warstwą brudu - jest niezbędny. Zarazem
jednak odnowa „zagubionej tradycji" niesie zawsze nie­
bezpieczeństwo (przed którym przestrzegają wspomnia­
ni twórcy) zatarcia tego, co mimo trudności, i nie za­
wsze w poprawnej postaci, jednak przetrwało; albo co
- niczym rysy na starym filmie - stało się (już) częścią
obtazu. Gdy w państwie Karola Wielkiego, dzięki filo­
logicznej pracy mnichów irlandzkich, przywrócono
w szkołach klasztornych klasyczną postać języka łaciń­
skiego, podniósł się wprawdzie poziom nauczania, stracii jednak swoją przydatność, używany na co dzień dia­
lekt łacińsko-galijski.
(Niebezpieczeństwo rekonstrukcji artystycznej,
zwłaszcza teatralnej, wiąże się też z pokusą „historycz­
nego iluzjonizmu" - złudnym pragnieniem prostego
ptzeniesienia się w czasie - „tam". Ta sprawa jednak,
ze względu na złożoność, wymagałaby osobnego omó­
wienia.)
Z innej jeszcze strony, warto dodać, gdy rzecz doty­
czy sztuki, owo sięgnięcie w przeszłość, „ponad głowa­
mi" żyjących, przynosi niekiedy zupełnie niespodziewa­
ne pożytki. Procedura ta jest bowiem także po prostu
figurą pewnego typu artystycznych poszukiwań, wpisa­
ną w mit „powrotu do źródeł". W X V I w. na przykład:
„Około roku 1600 dokonał się jeden z najbardziej radykalnycbf przewrotów w historii muzyki. Uświęcony
tradycją porządek muzyki europejskiej został nagle za­
kwestionowany przez osobliwy krąg wpływowych bada­
czy starożytności czy - ściślej mówiąc - rzekomych jej
wskrzesicieli." - pisze Nikolaus Harnoncourt . Wpraw­
dzie sztuka, której ścisłe reguły z dogmatyczną precyzją
wówczas określono, niewiele miała wspólnego z an­
tycznym dramatem greckim (choć o tym właśnie prze­
konani byli jej twórcy) to dzięki błyskotliwemu talen­
towi Claudio Monteverdiego rozpoczęła się w ten spo¬
sób historia teatru operowego
4

Czy warto zatem w ogóle przywoływać takie pojęcia
jak „tradycja", „wierność", „depozyt"? Otóż - tak.
W istocie ów nieunikniony moment „zdrady" określa
sytuację człowieka (artysty, także odbiorcy) jako hermeneutyczną. Wypatmjemy znaku, by go - jak Klitajmestra - na własną odpowiedzialność zinterpretować.

415

A l e też (tym razem wzorując się na Orestesie) - swoje
powołanie możemy rozpoznać w zemście, zaleconej
przez wyrocznię i mającej przywrócić ład, zakłócony
przez matczyną zbrodnię („Tej pomsty żąda bóstwa
głos! / Tej pomsty moja pragnie dłoń / Zabiję ją!...");
pamiętając wszakże, że i ten nasz straszliwy czyn wyma­
gać będzie od nas później oczyszczenia.
Tradycja to paradoksalny wysiłek rozpoznawania.
„Wysiłek" - bowiem tożsamość tego, kogo spotykamy,
nie jest oczywista. (Częsty temat antycznych opowieści
- trudne po latach spotkanie bliskiej osoby, które ptzebiega w trzech kolejnych podejściach: (i) wątpienie
0 tożsamości spotkanego; (ii) podejrzliwe badanie;
wreszcie (iii) rozpoznanie - anagnorismos. Tak było
z Penelopą i Odyseuszem, tak było również z Elektra
1 Orestesem w Ofiamicach Ajschylosa.) Wysiłek to
„paradoksalny", bo przecież „roz-poznanie" dotyczy te­
go, kogo/co już przecież znamy (jak pisze Gadamer:
„Rozpoznanie, tak jak rozumie je Arystoteles, zakłada
istnienie wiążącej tradycji, w której ramach wszyscy się
rozumieją i spotykają sami ze sobą" ).
5

W praktyce kluczową sptawą jest obecność tzw. „ży­
wej tradycji". Gdy jej brak - nikt nie potwierdzi na­
szych przypuszczeń. Jesteśmy tym razem trochę jak Kasandra, branka przywiedziona z T r o i - „obca" w Argos,
i wprawdzie wiele widząca (Przodownik Chóru: „Psi
węch ma ta niewiasta: już-ci jest na tropie"), ale też po­
zostająca w odrębnym, niezrozumiałym dla innych
świecie ("Biegłego, widzę, trzeba tej obcej tłuma­
cza..."). A jednak, nawet jeśli nie sposób zweryfikować
podjętego przez nas wysiłku „rozpoznania", wysiłek ten
nie traci sensu. Nie jest dla nas sprawą obojętną, co
i jak rozumiemy, na przykład ze sztuki Ajschylosa. To,
co minione (tradycja, choć już „martwa") nie jest zale­
dwie pretekstem dla naszych niezależnych działań
twórczych. Nasze działania - nie są prostą rekonstruk­
cją tego co minione Zawsze chodzi o spotkanie" —
w n i m potwierdza się tożsamość każdej ze stron Ale
potwierdza się między innymi w zawieszeniu własnej
pewności w poszukiwaniu możliwości wyjścia poza go£ Q ^ y uwewnętrzniony wzorzec naszego myślenia
(uwewnętrzniony na przykład w języku)
W pewnym sensie - na tym polega zadanie aktora
w teatrze, zawsze stojącego wobec obcości gtanej ptzez
siebie postaci. W nieco szerszym znaczeniu - na tym po­
lega każde działanie twórcze. W ujęciu najszerszym - tak
można rozumieć sens wszelkiego ludzkiego działania.
•

•

•

„Działać, w najogólniejszym sensie, znaczy przedsię­
brać coś nowego, rozpoczynać (jak wskazuje greckie
słowo archein, «rozpoczynać», «prowadzić», wreszcie
rządzić), wprawiać coś w ruch (co jest pierwotnym zna-

�Wojciech Michera • TRADYCJA I WSPÓŁCZESNOŚĆ. AKTOR

czeniem łacińskiego agere). Ludzie są initium, nowymi
przybyszami, którzy dają czemuś początek na mocy sa­
mych swoich narodzin, dlatego podejmują się czegoś
nowego i skłonni są do działania" - pisze Hannah
Arendt w Kondycji Ludzkiej .

pretację zaproponowaną przez A r e n d t (która z kolei
odwołuje się do słów Dantego z De monarchia) można
chyba uznać za niejawną próbę nadania pojęciu „aktu¬
alizacji" - niejako wbrew niemu - greckiego raczej niż j|
łacińskiego sensu.

Nie miejsce t u , by szczegółowo rozważać podobień­
stwa i - zwłaszcza - różnice między greckim archein
i łacińskim agere. Zatrzymajmy się chwilę przy tym
ostatnim, ze względu na rolę, jaką odegrało w kształto­
waniu się europejskiej wyobraźni. Czasownik - któtego
podstawowe formy słownikowe brzmią ago, agere, egi,
actum - rzeczywiście znaczy „wprawiać coś w ruch".
Pierwotnie jednak stosowany był w bardzo konkretnej
sytuacji, chodziło mianowicie o „wprawianie w r u c h "
stada bydła, poganianego przez pasterzy. Okoliczność
ta pozostawiła istotny ślad na wszystkich pojęciach wy­
wiedzionych z tego słowa - ślad nadający i m specyficz­
ny odcień przymusu, a przez to czyniący z nich swoisty
„ekran", modyfikujący każdy oglądany przezeń obraz.
' Pojęć tych (opartych zwłaszcza na gtamatycznej for­
mie supinum: actum) jest wiele: agent, akt, akcja, ak­
tywność, aktualność, wreszcie też -aktor. Co najważ­
niejsze, tak szeroko rozumiane.agere w niezwykły spo­
sób zbliżyło się znaczeniem do czasownika esse, być.
W tradycji języka łacińskiego realnie wydaje się istnieć
tylko to, co nie ustaje w działaniu (jest actualis). I to
w działaniu skutecznym - jest skuteczną przyczyną do­
konujących się zmian (causa efficiens). Jak pisał To­
masz: Esse est actualitas omnis formae . Dlatego też an­
gielskie actuality, lub francuskie actualité, tłumaczy się
po prostu jako „rzeczywistość".

Łacińskie ago ma ścisły odpowiednik etymologiczny
w greckim czasowniku ago. Jednak w klasycznych tłumaczeniach z greki na łacinę jako actus oddaje się inne
greckie słowo - energeia . Wielowiekowa tradycja
translatorska mogłaby świadczyć, że przekład ten jest
właściwy: jak przecież o energeia pisał w Metafizyce
Arystoteles - z niej właśnie bierze się ruch, kinesis. Co
to jednak znaczy? Jak się wydaje stajemy tu właśnie
wobec przykładu niezrozumienia, wynikającego z „ze­
rwania tradycji", jakie dokonało się na granicy między
światem języka greckiego i łaciny. O t o - pisze Jean
Beaufret - usiłując zrozumieć sens słowa źródłowego
(energeia), czytamy Arystotelesa, „wychodząc nie od
greki, takiej, jaką mówił, lecz greki zromanizowanej" .1
Greckie znaczenie energeia nie ma bowiem - zdaniem
francuskiego filozofa, podążającego t u śladem Heideg­
gera - nic wspólnego z jakimkolwiek „popychaniem"
i skutecznością" M a sens raczej epifaniczny"' ujaw¬
nia — ukryte możliwości Dzięki swojej energeia ogień
na przykład' oświetla grzeje a później pozwala też ugo­
tować na n i m zupę

6

1

Rzeczywistość taka - utożsamiona z „aktualnością",
określona przez działanie pojmowane jako „przyczyna"
i „bodziec" - jest przede wszystkim otwarta na to, co
nowe (initium). Trudniej jednak w niej dostrzec goto­
wość na „spotkanie" z tym, co nas poprzedza, i co nam
zostało przekazane (chyba, że jako spotkanie potraktu­
jemy imperialne narzucenie własnej pax romand).
Próbę wykroczenia poza taki „skuteczno-sprawczy"
sens „aktualności" podejmuje w swojej książce Arendt,
pisząc między innymi: „Ludzkie poczucie rzeczywistości
wymaga, by ludzie aktualizowali czysty dar własnego
bycia, nie po to, aby je zmieniać, ale by wyartykułować
i powołać do pełnego istnienia to, co w przeciwnym ra­
zie musieliby, tak czy owak, biernie znosić" [s. 228]. T o
ważne słowa: „nie po to, aby zmieniać, ale by wyarty­
kułować i powołać do pełnego istnienia...". Wydaje się
jednak, że podstawową przeszkodą dla myśli zawartej
w tych słowach jest, przede wszystkim, źródłowy sens
wpisany w samo słowo agere - actus. Hannah Arendt
wielokrotnie w swojej książce podkreśla istnienie
ru, jaki pojawia się przy próbie tłumaczenia niektórych
pojęć gteckich na łacińskie. Sądzę, że również w tym
wypadku podobny opór należy wziąć pod uwagę. Inter­

!

8

9

T e n problem przekładu (powiedziałbym: nie tyle
traduttore - tradittore, ile: traditio - traductio [transductío], przy przetłumaczeniu tego ostatniego słowa jako
„przeprowadzka") ma ogromne znaczenie także dla to-1
zumienia istoty praktyki artystycznej i dzieła sztuki. I
Otóż w rozumieniu „łacińskim" tworzenie jest zawsze!
sprawą siły i władzy (vis atąue potestas), skutecznego!
(efficiens, od efficere - ex + faceré) oddziaływania za pol
mocą narzędzi, w którego efekcie (effectum, też odejj-i
cere) artysta z kamienia na przykład robi (faceré) rzeźl
bę. Tymczasem greckie poiein - tłumaczone zazwyczaj |
właśnie jako robić, wytwarzać, sporządzać - nie mai
z taką skutecznością wiele wspólnego. Należy je raczej
rozumieć w znaczeniu: „sprawić, pozwolić, by się uka­
zało", co znajduje świetny wyraz we francuskiej formu­
le: laisser apparaître .
10

W t y m sensie również pojęcie ludzkiego „działa¬
nia", w najszerszym znaczeniu - jeśli uwolnić je od
przymusu „aktywnego" i skutecznego od-działywania
- nabiera owego sensu hermeneutycznego, który
wcześniej skojarzyłem z wysiłkiem „spotkania" i „roz­
poznania". Rozpoznania tego, co minione, co przeka- I
zane jako tradycja, i co zawiera w sobie z konieczno­
ści moment obcości.

416

T e n spór w szczególny sposób kondensuje się na sce­
nie teatralnej. W pojęciu „aktora" bowiem zbierają się
te wszystkie znaczenia, które w szerszym wymiarze
ludzkiego działania rozsiewa cała rodzina słów wywo-

�Wojciech Michera » TRADYCJA I WSPÓŁCZESNOŚĆ. AKTOR

dzących się od agere. Dość podobnie jak w wypadku
greckiego poiein, słowa, którego sens w szczególny spo­
sób skupia się w działaniu poety. W ścisłym znaczeniu
„aktot" jest tym, który inicjuje, działanie - inicjuje dys­
ponując odpowiednią (skuteczną) siłą i władzą, które
pozwalają mu stworzyć (facere) graną postać.
Hannah Arendt problem „aktora" - jako tego, któi ry działa (agere) - łączy jednak z zagadnieniem mowy.
Pisze: „Działanie i mowa są tak ściśle ze sobą związane,
! ponieważ początkowy i specyficznie ludzki akt musi
jednocześnie zawierać odpowiedź na pytanie zadawane
każdemu nowemu przybyszowi: «Kim jesteś?». O w o
odsłonięcie tego, k i m ktoś jest, kryje się tak w jego sło­
wach, jak i czynach; oczywiście nadal mowa i ujawnia­
nie siebie są ze sobą spokrewnione o wiele bliżej niż
działanie i ujawnianie, tak samo jak między działaniem
i rozpoczynaniem istnieje bliższe pokrewieństwo niż
I między mową i rozpoczynaniem".
:

„Działanie" (jako agere) łączy się zatem blisko - co
już ztesztą wiemy - z „rozpoczynaniem". „Ujawnianie"
zaś raczej z „mową". K i m więc jest „aktor"? W ścisłym
znaczeniu tego słowa: tym, który przede wszystkim „działa" i „rozpoczyna". Lecz przecież dobrze wiemy, że
nie tylko. Niejako wbrew swej nazwie - „aktor"
(zwłaszcza w teatrze) także „ujawnia", „odsłania" toż­
samość owego „nowego przybysza", który przecież przy­
bywa być może z przeszłości, na przykład jako grana na
scenie postać z tragedii Ajschylosa, albo średniowiecz­
nego dramatu liturgicznego.
Jak już mówiłem, zadanie aktorskie zawiera się
w wysiłku „rozpoznania" (anagnońsmos). I taki też sens
dosttzec można w słowie hupokrites, jakim w Atenach
okteślano teatralnego aktora: jest on tym, który (mó-

I wiąc) tłumaczy, objaśnia, interpretuje (krinein) to, co
| „spod spodu", co „ukryte".
i Posłuchajmy, raz jeszcze, fragmentu z Kondycji ludzUej: „bez towarzyszącej m u mowy działanie nie tylko

utraciłoby swój charakter ujawniający, ale też, odpo­
wiednio, utraciłoby jak gdyby swój przedmiot; to nie
działający ludzie, lecz wykonujące roboty dokonywały­
by czegoś, co, ujmując rzecz po ludzku, pozostawałoby
niepojmowalne. Działanie pozbawione mowy nie było­
by już działaniem, ponieważ nie byłoby już tego, kto
działa, aktora, a ten, kto działa, sprawca czynów, jest
możliwy tylko wtedy, gdy jest jednocześnie mówcą wy­
powiadającym słowa".
Jeśli nawet Hannah Arendt nie wspiera się tu grec­
k i m słowem hupokrites (słowo „aktor" w cytowanym
tekście użyte jest w szerokim, nie tylko teatralnym zna­
czeniu), to jednak i tu widać wyraźnie jej staranie, by
poszerzyć ścisłe znaczenie łacińskiego terminu. I to po­
szerzyć - nawet wbrew niemu - na sposób niejako
„grecki". Można rzec, że w ten sposób autorka ta sama
„działa" jak aktor-hupokrites, albo jak Klitajmestra:
zdradza - w podwójnym znaczeniu tego słowa. Zaprze­
cza temu, co wydaje się oczywiste, ujawniając przez to
tradycję, o której już mało kto pamięta.

Przypisy
1

M a r c i n Bornus-Szczyciński, Dlaczego Kościół przestaje

śpiewać,

„Więź" 3/1999, s. 20
2

Piwo z mistrzem, z Marcelem Peresem rozmawia Jacek Kowal­

3

Misterium

ski, „Czas K u l t u r y " 6/1998, s. 60
Wcielenia.

Z Wolfgangiem Niklausem rozmawia Ja­

cek Borkowicz, W i ę ź " 3/1999, s. 50
4

Nikolaus H a r n o n c o u r t , Dialog muzyczny. Rozważania
verdim, Bachu i Mozarcie,

5

o Monte-

t l . M . Czajka, Warszawa 1999, s. 28

H . G . Gadamer, Sztuka i naśladownictwo,

t l . M . Łukasiewicz, w:

Rozum, słowo, dzieje, Warszawa 2000, s. 152
6

H . A r e n d t , Kondycja

Ludzka,

t l . A n n a Łagodzka, Warszawa

2000, s. 195
7

Summa. Cytuję za: J. Beaufret, E N E R G E I A et A C T U S , w te­
goż: Diałogue avec Heidegger. Philosophie grecque, Paris 1975, s.
134

8

Por. A r e n d t , s. 225

9

Beaufret, s. 128

1 0

Tamże, s. 125

417

T
v

'

'

- ..
y

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6328" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6308">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/086827c41c8815b7dc4a2aed6fc92e6a.pdf</src>
        <authentication>59c13b7b33d3a231880fe2a886410f54</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75399">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2380</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75400">
                <text>1992</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75401">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2208</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75402">
                <text>Wyobraźnia alchemiczna Wernera Herzoga. Egzegeza symboliczna filmu "Szklane serce" / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75403">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.3-4, s.45-57</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75404">
                <text>Michera, Wojciech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75405">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75406">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75407">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75408">
                <text>Wyobraźnia alchemiczna Wernera
Herzoga. Egzegeza symboliczna
filmu „Szklane serce"
Wojciech Michera
„Potem

otworzyłem

Mogłem

sięgnąć po kielich, pełen jak gdyby wody,

ale w kolorze
I wziąłem

usta, i patrzcie!

ognia/

go, a gdy

Moje serce napełniło
Mądrość

wzrosła

A n t o n i n A r t a u d tak rozpoczyna jeden ze swoich szkiców:
„ J e s t w zasadzie teatru i zasadzie alchemii tajemnicza
t o ż s a m o ś ć istoty. A l b o w i e m teatr, podobnie j a k alchemia
(jeśli r o z p a t r y w a ć go w jego istocie, i to od spodu, o d
p o d ł o ż a ) , opiera się na pewnych podstawach w s p ó l n y c h
wszystkim sztukom, podstawach, k t ó r e w dziedzinie ducha
i w y o b r a ź n i zmierzają d o osiągnięcia s k u t e c z n o ś c i podobnej
do tej, k t ó r a — w dziedzinie fizycznej — pozwala r z e c z y ­
w i ś c i e r o b i ć z ł o t o . " N a l e ż y jednak powiedzieć, że nie
k a ż d y teatr i nie k a ż d e dzieło sztuki z a s a d ę tę realizuje.
Sytuacja sztuki przypomina egzystencjalną sytuację samego
c z ł o w i e k a — tak j a k j ą p r z e d s t a w i ł Kierkegaard. Zgodnie
z jego p o d z i a ł e m życia c z ł o w i e k a na fazy, m o ż n a m ó w i ć
o człowieku estetycznym, etycznym i religijnym, przy czym
g ł ó w n a granica m a j ą c a charakter j a k o ś c i o w y , przebiega
m i ę d z y dwiema pierwszymi „ s f e r a m i egzystencji" a o s t a t n i ą .
W podobny s p o s ó b , b i o r ą c pod u w a g ę status egzystencjalny,
podzielić m o ż n a i s z t u k ę . Z jednej strony z n a j d ą się więc
dzieła estetyczne i etyczne, czyli — u o g ó l n i a j ą c — d o k o n u j ą ­
ce opisu i psychologicznej oceny rzeczywistości. Po drugiej
stronie natomiast u m i e ś c i m y s z t u k ę (czy też aspekt sztuki),
k t ó r a w zamierzeniu d ą ż y do zrealizowania zasady sfor­
m u ł o w a n e j przez A r t a u d a . M a t e r i ą , z k t ó r e j sztuka ta buduje
swe dzieła nie jest t k a n k a psychologiczna, ani też percepowane z m y s ł o w o otoczenie. Sztuka ta tworzy nowy
w y m i a r — w n i m zwykłe ludzkie p o d z i a ł y rzeczywistości
przestają b y ć adekwatne a pojęcia t r a c ą o s t r o ś ć swych
granic. Ten nowy w y m i a r wraz ze swoimi właściwościami
wynika ze zmiany perspektywy — bierna obserwacja, two­
r z ą c a w naszych m y ś l a c h wyłącznie repliki, z a s t ą p i o n a
zostaje przez przeżycie, duchowe uczestnictwo; dzięki niemu
nazwy m o g ą z y s k a ć p r a w d z i w s z ą , r e a l n ą — a nie t y l k o
u m o w n ą — treść.
1

Sztuka ta ma więc charakter metafizyczny, zwraca się
b o w i e m do samej istoty bytu. Dlatego też „ J ę z y k , k t ó r y m
musimy się t u p o s ł u g i w a ć jest w najwyższym stopniu sym­
boliczny. J e d n a k ż e taki jego charakter nie umniejsza praw­
dy, przeciwnie, jest jej w a r u n k i e m . M ó w i e n i e o bycie j a k o
t a k i m w s p o s ó b niesymboliczny jest n i e p r a w d ą . (...) Ż a d n e
dowodzenia nie odsłaniają prawdziwej natury b y t u " . Sztu­
ka o k t ó r e j m ó w i m y pragnie b y ć aktem, k t ó r y o d s ł a n i a
n a t u r ę b y t u i w n i m uczestniczy, p o s ł u g u j ą c się p e ł n y m i mocy
symbolami (symbol, w przeciwieństwie do znaku, nie jest
2

zrozumieniem

mi w piersi

A mój duch zachował
(IV Ezdrasza

wypiłem
się

to w

14, 39—40,

pamięci."
apokryf)

zupełnie przezroczysty i nie wskazuje wyłącznie poza siebie
— d ą ż y raczej do zintegrowania desygnatu, do k t ó r e g o się
odnosi). O s i ą g a ona p o z i o m egzystencjalny, nie chodzi w niej
j u ż o opis; nie m o ż e c h o d z i ć o opis jeśli usiłuje się p r z e ł a m a ć
opozycję p o d m i o t — przedmiot, obserwator — obiekt;
przekraczamy granicę: przed n i ą jest c i e k a w o ś ć i wiedza, za
n i ą — wiara. „ Ż a d n e dowodzenia nie odsłaniają prawdziwej
natury b y t u " , jest ona z r o z u m i a ł a jedynie dzięki s y m b o l o m
(symbol to przejście z w y m i a r u semiotycznego do w y m i a r u
ontycznego). Ż e b y z r o z u m i e ć symbol — zgodnie z twier­
dzeniem Paula Ricoeura — trzeba w e ń uwierzyć, ale żeby
u w i e r z y ć , należy z r o z u m i e ć . P o m ó c z r o z u m i e ć — taki jest
też cel niniejszego a r t y k u ł u [dodajmy, że twierdzenie Ricoeu­
ra nie jest b ł ę d n y m k o ł e m , raczej — k w a d r a t u r ą k o ł a
(hermeneutycznego), a ta jest j u ż p o w a ż n y m , mistycznym
zagadnieniem].
3

Jak n a z w a ć s z t u k ę o k t ó r e j m ó w i m y ? S a k r a l n ą , metafizy­
c z n ą , egzystencjalną? A n t o n i n A r t a u d m ó w i ł o teatrze
alchemicznym. Jest to p o m y s ł bardzo ciekawy i dla nas
p o ż y t e c z n y , bo w ł a ś n i e z a l c h e m i ą p o r ó w n y w a ć b ę d z i e m y
film Wernera Herzoga.
Z a n i m powiemy nieco więcej o sensie symbolicznych
d z i a ł a ń alchemika, musimy zwrócić u w a g ę , że alchemia sama
w sobie jest s z t u k ą , właśnie s z t u k ą m e t a f i z y c z n ą . Ponadto,
tak j a k w samej alchemii, w całej sztuce „ a l c h e m i c z n e j "
t w ó r c z o ś ć m o ż n a podzielić na d w a rodzaje dzieł. W alchemii
jest to z jednej strony operatio, praktyczne d z i a ł a n i e w labo­
r a t o r i u m , z drugiej natomiast — tractatus, dzieło napisane.
D o tej ostatniej kategorii zdają się n a w i ą z y w a ć te dzieła
sztuki, k t ó r e za p o m o c ą s y m b o l i alchemicznych (czy szerzej
— w y w o d z ą c y c h się z tradycji hermetycznej) t w o r z ą zwarte
i sensowne konstrukcje. D o realizmu operatio zbliżają się
z kolei p r ó b y metafizycznej ingerencji w rzeczywistość
d u c h o w ą . P o s z c z e g ó l n e gatunki sztuki w s p o s ó b naturalny
w y d a j ą się bliższe jednej lub drugiej kategorii, np. malarstwo
praktyce l a b o r a t o r i u m a literatura t r a k t a t o m . W rzeczywis­
tości jednak linia p o d z i a ł u przebiega w e w n ą t r z k a ż d e g o
z g a t u n k ó w . Symbolami alchemicznymi p o s ł u g i w a ł się Hie­
r o n i m Bosch, w literaturze natomiast Rabelais, Goethe oraz
wielu innych, np. Jerzy Andrzejewski w Bramach raju.
P r z y k ł a d e m kategorii nazwanej t u operatio m o g ą b y ć z kolei
s t a r o ż y t n e portrety wykonane specjalną f a r b ą k a r n a c y j n ą ,
4

5

45

�s p r e p a r o w a n ą — j a k sam człowiek — z czterech s k ł a d n i k ó w ,
o d p o w i a d a j ą c y c h czterem elementom, h u m o r o m H i p o k r a t e sa. T a k ż e na charakter p r a w o s ł a w n y c h i k o n (o k t ó r y c h
b ę d z i e m y jeszcze m ó w i ć ) , świętych ze swej natury, s k ł a d a j ą
się w d u ż y m stopniu takie czynniki, j a k : m a t e r i a ł , b a r w n i k i ,
proces tworzenia, a przede wszystkim natchnienie i p o w o ł a ­
nie t w ó r c ó w oraz m o d l i t w a w i e r n y c h . M o ż n a t u w s p o m n i e ć
też o t w ó r c z o ś c i G . Segala, k t ó r e g o w y t w o r y ( „ r z e ź b o - o b r a z y " ) p o k o n u j ą s u b i e k t y w n o ś ć autora p r z e n o s z ą c częś­
ciowo c z y n n o ś ć tworzenia na widza, p o w i e r z a j ą c j ą jego
subiektywnej z d o l n o ś c i w i d z e n i a . Pragnienie osiągnięcia
sakralnej mocy dzieła, przekroczenia jego u m o w n o ś c i artys­
tycznej i nadania m u w a r t o ś c i egzystencjalnej s k ł a n i a ł o
Wagnera do wystawiania swych o p e r - m i s t e r i ó w w j e d n y m
t y l k o miejscu, w Bayreuth, niczym w jedynej prawdziwej
świątyni.
Podobny cel mieli nadrealiści. I c h n a j w i ę k s z y m osiąg­
nięciem, n a j w i ę k s z y m dziełem, jest g ł ę b o k i e p r z e w a r t o ś ­
ciowanie stosunku do rzeczywistości (w t y m do rzeczywisto­
ści sztuki). W koncepcji n a d r e a l n o ś c i Bretona zaciera się
r ó ż n i c a m i ę d z y w y o b r a ź n i ą a percepcją — rzecz p o m y ś l a n a
istnieje w e d ł u g niego rzeczywiście. A n t o n i n A r t a u d tworzy
k o n c e p c j ę teatru m a j ą c e g o b y ć miejscem specjalnym, na­
znaczonym sakralnie, w y r ó ż n i o n y m s p o ś r ó d zwykłej prze­
strzeni, gdzie d o k o n y w a ć się ma nadnaturalna przemiana
ś w i a t a . Tristan Tzara przeciwstawia poezję p o j m o w a n ą j a k o
ś r o d e k ekspresji poezji b ę d ą c e j c z y n n o ś c i ą d u c h o w ą . Poezją
staje się nie tyle napisany wiersz, ile życie samo.
Przejawy podobnych u s i ł o w a ń p r z e ł a m a n i a u m o w n o ś c i
i iluzoryczności dzieła sztuki spotykamy też w filmie. M a m
na myśli, poza samym Herzogiem, n i e k t ó r e filmy np.
Felliniego l u b Wajdy. Dzieła tego ostatniego są często
o s k a r ż a n e o niedostatki psychologiczne — ale też nie są to
filmy psychologiczne! M o c n e zakorzenienie Wajdy w ducho­
wości R o m a n t y z m u sprawia, że ponad p r a w d ę psychologicz­
n ą stawia o n p r a w d ę , k t ó r ą n a z w a ć m o ż n a m e t a f i z y c z n ą .
D ą ż e n i e do pewnego rodzaju realności ontycznej widoczne
jest szczególnie we Wszystko na sprzedaż, gdzie k a ż d y , k t o
pojawia się na ekranie gra (?) siebie samego (na czym cierpi
n i e w ą t p l i w i e strona estetyczna filmu). O b e c n o ś ć w m y ś l a c h
tych o s ó b nieobecnego j u ż Zbigniewa Cybulskiego jest
marcelowskim „ m y ś l e n i e m o", przeciwstawianym przez au­
tora Journal metaphysiąue z w y k ł e m u myśleniu: „... myśl jest
c z y n n ą n e g a c j ą unicestwienia ( w a r t o ś ć metafizyczna p a m i ę ­
ci, a nawet w pewnym znaczeniu — historii). N a l e ż a ł o b y
tutaj p o g ł ę b i ć tę szczególną myśl, powszechnie o d c z u w a n ą ,
że nieobecny, że z m a r ł y nie jest „ n i g d z i e " , lecz t y l k o we mnie;
w gruncie rzeczy wiara w pewien rodzaj fotografii, k t ó r a
p r z e ż y w a o r y g i n a ł , fotografii nie skliszowanej, ruchomej,
zanikającej — lecz m i m o wszystko fotografii. ( O n odszedł,
lecz m a m jego fotografię). Tutaj jednak stwierdza się ponow­
ne zaprzeczenie spontanicznych s t w i e r d z e ń ś w i a d o m o ś c i :
gdy myślę o n i m , myślę istotnie o n i m , to co nazywa się
fotografią, jest t y l k o p e w n y m rodzajem czynnika p o ś r e d ­
niego, p u n k t u oparcia (zresztą zmiennego, zależnie o d
z d o l n o ś c i p a m i ę c i o w y c h r ó ż n y c h jednostek). M ó g ł b y m to
w y r a z i ć m ó w i ą c , że Andenken jest w swej głębi magiczne; że
dociera do samego b y t u poza p o ś r e d n i k a m i , k t ó r e się
nazywa psychologicznymi (a k t ó r y c h natura ontologiczna
pozostaje zresztą dla nas nieprzenikniona). (...) akt metafizy­
czny, k t ó r y mnie łączy z j a k i m ś bytem — z b y t e m — ma
zawsze s t r o n ę o d p o w i a d a j ą c ą a k t y w n o ś c i myśli pojmowanej
j a k o budowanie czy j a k o r o z p o z n a w a n i e . "
6

7

8

9

10

P o d z i a ł sztuki metafizycznej, k t ó r ą n a z w a l i ś m y t u też
„ a l c h e m i c z n ą " , na tractatus i operatio jest oczywiście u m o w ­
ny. N i e jest to właściwie p o d z i a ł , bo w j e d n y m dziele s k u p i a ć

46

się m o g ą obie te kategorie. Są one raczej d w o m a aspektami
w j a k i c h sztuka ta m o ż e się p r z e j a w i a ć . C h ę ć pokazania
istnienia i c h o b u b y ł a p o w o d e m p o ś w i ę c e n i a tej sprawie a ż
takiej uwagi. By p r o b l e m z a m k n ą ć (oczywiście w zakresie
naszych potrzeb) w a r t o jeszcze w s p o m n i e ć o p r z y k ł a d z i e
często z s o b ą p o r ó w n y w a n y c h Tomasza M a n n a i Jamesa
Joyce'a. I c h t w ó r c z o ś ć jest w pewien s p o s ó b skrajnym
p r z e c i w i e ń s t w e m ; lecz trzeba p a m i ę t a ć , że p r z e c i w i e ń s t w o ,
by m o g ł o zaistnieć, musi mieć dla o b u swych b i e g u n ó w
w s p ó l n ą płaszczyznę. W t y m p r z y p a d k u jest n i ą wykroczenie
poza logizm i estetyzm dzieła literackiego — i c h miejsce
zajmuje r e a l n o ś ć , egzystencjalność mityczna. Przeciwieńst­
w o natomiast polega na t y m , że M a n n nie ł a m i e w zasadzie
uznanych konwencji literackich, podczas gdy Joyce d o k o n u ­
je przedziwnych transmutacji materii s ł o w a . Jeśli więc o d ­
w o ł a m y się do naszego schematu, Joyce bliższy będzie
rzeczywistemu procesowi fizycznemu, M a n n natomiast te­
m u , co określiliśmy j a k o tractatus ( p r z y p o m n ę t y l k o , że
Tomasz M a n n sam n a z y w a ł swoje dzieła, np.
Czarodziejską
górę, hermetycznymi, czy w r ę c z alchemicznymi). Odmien­
n o ś ć ta ma jednak znaczenie d r u g o r z ę d n e . W samej alchemii
prawdziwie m ą d r a księga ma w sobie j u ż c o ś z Wielkiego
Dzieła (Opus Magnum), myśliciele, k t ó r z y nigdy nie praco­
wali w l a b o r a t o r i u m (np. Jakob Bohme) są nie mniej cenieni
niż ci, k t ó r z y całe życie spędzili w ś r ó d retort i a l e m b i k ó w .
W a r t o o t y m p a m i ę t a ć , łatwiej będzie dostrzec w s p ó l n y sens
pozornie r ó ż n y c h z d a r z e ń .
Najwyższy j u ż czas, by w tok naszego rozumowania
wpleść w ą t e k podstawowy. Przekształci on, m a m nadzieję,
b e z k s z t a ł t n ą m a s ę narracji w s e n s o w n ą k o n s t r u k c j ę . W ą t ­
k i e m t y m jest tajemnica zawarta w filmie Wernera Herzoga
Szklane serce (film, n a k r ę c o n y w 1976 r. na podstawie I I
rozdz. książki Herberta Achternbuscha Die Stunde des
Todes, z m u z y k ą P o p o l V u h , przedstawia p o s t a ć f o l k l o r u
bawarskiego pasterza Muhlhiasa. Jego opowiadania — w i z j e
z a p o w i a d a j ą koniec świata i z a ł a m a n i e się p o r z ą d k u społecz­
nego i moralnego. Upadek ten dotyczy też znajdującej się
w jego wsi h u t y szkła. Jej k a t a s t r o f ę poprzedza śmierć
majstra, k t ó r y z a b r a ł d o grobu tajemnicę wytwarzania
rubinowego szkła. M ł o d y właściciel huty, p r ó b u j ą c y za
w s z e l k ą cenę z d o b y ć z a p o m n i a n ą r e c e p t ę popada w szaleńst­
w o . H u t a ginie w p ł o m i e n i a c h a Hias odchodzi w g ó r y ) .
Tajemnicy zawartej w filmie nie będziemy usiłowali roz­
w i ą z a ć (tajemnicy nie da się r o z w i ą z a ć , tajemnica nie jest do
r o z w i ą z y w a n i a ) ; przeprowadzimy p r ó b ę alchemicznej egzegezy filmu.
Czy ma to sens? W chwili gdy film p o j a w i ł się na świecie
niewiele j u ż istniało czynnych pracowni alchemicznych.
T r u d n o więc m ó w i ć o b e z p o ś r e d n i m dziedzictwie, zupełnie
m o ż l i w y m i rzeczywiście istniejącym w przypadku literatury
l u b malarstwa. Lecz i film, m i m o całej swej niezależności, nie
rozwijał się w p r ó ż n i i m ó g ł p o w r a c a ć do tradycji poprzez
inne rodzaje sztuki. Ponadto, w pierwszym okresie swego
rozwoju, gdy m a ł o k t o kojarzył go w o g ó l e ze s z t u k ą , jego
zdecydowanie plebejski charakter m ó g ł jedynie p o m ó c
w zbliżeniu się do ludowej rzeczywistości m i t u (a i później
niedaleko b y ł o od fabryki s n ó w do fabryki rzeczywistości,
c h o ć b y m i a ł a to b y ć rzeczywistość zdegradowana). Wydaje
się zresztą, że w samym procesie t w ó r c z y m , w każdej
dziedzinie sztuki, przejawić się m o g ą opisane wyżej cechy.
Oba aspekty „ a l c h e m i c z n o ś c i " sztuki — w y n i k a j ą c e z tra­
dycji m o t y w y hermetyczne, j a k i specjalne właściwości
procesu t w ó r c z e g o , m a j ą c e g o w zamierzeniu p r z e k r o c z y ć
u m o w n o ś ć i fikcyjność sztuki — istnieją w filmie Wernera
Herzoga.
O b e c n o ś ć aspektu operatio jest oczywiście trudniejsza do

�wykazania. Nie m o ż n a p r z e n i k n ą ć myśli t w ó r c y , a ta właśnie
m a zasadniczee znaczenie j a k o moc k r e u j ą c a metafizyczną
rzeczywistość dzieła (będzie o t y m jeszcze m o w a ) . Lecz
wydaje się, że dla Wernera Herzoga film nie jest wyłącznie
środkiem ekspresji. Znana jest jego wiara w r e a l n o ś ć d z i a ł a ń
duchowych i mistyczne traktowanie rzeczywistości (świad­
czy o t y m np. piesza pielgrzymka z Niemiec do P a r y ż a
w intencji ciężko chorej przyjaciółki). Przede wszystkim
trzeba jednak p o w i e d z i e ć o p e w n y m i s t o t n y m szczególepracy nad f i l m e m : w e d ł u g z a p e w n i e ń reżysera, mianowicie,
aktorzy z jego zespołu grali w Szklanym sercu w stanie
hipnozy. Zabiegu hipnotyzowania d o k o n y w a ł sam Herzog.
Jego późniejsze wyjaśnienia na temat celu tych d z i a ł a ń są
t r o c h ę niejasne, nie c h o d z i ł o chyba jednak o zwykły c h w y t
reklamowy. K r y t y c y najczęściej m ó w i ą o chęci w y w o ł a n i a
w r a ż e n i a większej niezwykłości i n i e s a m o w i t o ś c i obrazu.
P i ę k n o zdjęć, w y o b r a ź n i a reżysera, tajemnicza atmosfera
— c ó ż więcej trzeba? Jest to wyjaśnienie zupełnie wystar­
czające przy psychologiczno-estetycznej ocenie filmu. Trze­
ba z d a w a ć sobie jednak s p r a w ę , że ryzykujemy w ten s p o s ó b
popadniecie w proceder sprowadzania nieznanego do pojęć
znanych. Niestety, takie k r y t e r i u m zdrowego r o z s ą d k u jest
filtrem z a t r z y m u j ą c y m t o , co najważniejsze.
Zadajmy więc sobie t r o c h ę więcej t r u d u i poszukajmy
lepszego wyjaśnienia. N i e musimy s z u k a ć zresztą daleko
— przeczytajmy raz jeszcze cytat z A r t a u d , k t ó r y m w k r o c z y ­
liśmy w nasze koliste dociekania. Praktycznym polem obser­
wacji m o ż e b y ć w y w o d z ą c y się w pewien s p o s ó b z artaudowskiej tradycji teatr „ L a b o r a t o r i u m " Jerzego Grotowskiego.
C h a r a k t e r y s t y c z n ą c e c h ą tego teatru były ( m ó w i ę o czasach,
gdy G r o t o w s k i realizował jeszcze wystawiane na scenie
spektakle) niezwykle długie i z u p ł y w e m czasu coraz dłuższe
okresy p r ó b i p r z y g o t o w a ń aktora. I c h celem b y ł o dokonanie
jego przemiany — ale nie w sensie czysto psychologicznym
(jak w koncepcji S t a n i s ł a w s k i e g o ) , lecz metafizycznym.
Zadaniem aktora była j u ż nie „ g r a " lecz „ b y c i e " , nie
c h o d z i ł o o odtwarzanie postaci lecz spowodowanie, by
w s p o s ó b j a k najdosłowniejszy zaistniała ( c h o ć m o ż e w i n ­
n y m wymiarze istnienia); ( n a t u r a l n ą k o n s e k w e n c j ą takiego
stosunku Grotowskiego do rzeczywistości teatralnej b y ł o
odejście od samego teatru). Jest to zmiana statusu ontologicznego aktora i całego dzieła (Herzeg powiedział:
„ H i p n o z a jest bardzo n a t u r a l n y m stanem d u c h a " ) .
11

w i e ś n i a k ó w . M ó w i ą o n i : „ O l b r z y m m a oczy j a k kamienie
m ł y ń s k i e , palce z k o n a r ó w a zamiast nosa blok skalny (...)
Ł a m i e drzewa, zabija b y d ł o , w y r y w a nam w n ę t r z n o ś c i (...)
wysysa n a m m ó z g " Hias odpowiada: „ N i e ma ż a d n e g o
olbrzyma... O zachodzie S ł o ń c a olbrzym m ó g ł b y ć cieniem
k a r ł a " . W i e ś n i a c y cieszą się, lecz Hias dodaje: „ G d y nic się
nie zmienia, to myślicie, że to szczęście. A l e widzę ogień
i widzę h u t ę szkła. Jeszcze c o ś w a m powiem: spójrzcie w g ó r ę
na te dwa mosty. Po j e d n y m przejdzie k ł a m c a , a po d r u g i m
z ł o d z i e j " . W tej samej chwili p ó mostkach łączących nad
g ł o w a m i w i e ś n i a k ó w obie k r a w ę d z i e szczeliny przechodzi
d w ó c h ludzi.
Podobnie j a k słowa, k t ó r e Herzog w y p o w i a d a ustami
Hiasa, t a k ż e sceneria tego w p r o w a d z a j ą c e g o obrazu jest
j a k b y streszczeniem całego filmu. Wieś, jej m i e s z k a ń c y
i wydarzenia, k t ó r e się w niej d o k o n u j ą , to miejsce i czas
„ p o c z ą t k u k o ń c a " . W i d z i m y w ł a ś n i e zaczynający z a p a d a ć
się kraj świata. Groza skał i nieziemski trans p r z e r a ż o n y c h
ludzi k o j a r z y ć się m o ż e z P i e k ł e m Dantego. Jest to miejsce nie
p o d l e g a j ą c e w ł a d z y c z ł o w i e k a , obce jego z w y k ł y m p r a w o m ;
nie należy w n i m p r z e b y w a ć , lecz jedyna to droga p r o w a d z ą ­
ca do rajskiego celu p o d r ó ż y . N i m wynurzy się o n „ j a k
zatopiona A t l a n t y d a " , musimy z a p a ś ć się z c a ł y m ś w i a t e m .
W scenie, k t ó r ą omawiamy, przedstawione jest przejście
p r o w a d z ą c e k u tej niebezpiecznej drodze. Pokazana w niej
czeluść w ą w o z u p o ł ą c z o n e g o mostami jest t u j a k b y natural­
n y m znakiem. Idea przejścia i początku
p o d k r e ś l o n a jest
jeszcze przez ujawnienie k ł a m c y i złodzieja, k t ó r z y o w y m i
m o s t k a m i p r z e c h o d z ą . Sięgnijmy po inne p o r ó w n a n i e .
W Legendzie o Graalu C h r ć t i e n a de Troyes — do k t ó r e j
b ę d z i e m y się jeszcze wielokrotnie o d w o ł y w a ć — Sir G a u v a i n
przybywa pewnego razu do niezwykłego z a m k u Czarno­
księżnika (astrologa). Dzieją się t a m rzeczy przedziwne.
Oczekiwany jest bowiem rycerz — m ą d r y i niezawistny,
p i ę k n y i szlachetny, silny i prawy, nie znający p o d ł o ś c i ani
p o ż ą d l i w o ś c i . T y l k o o n m o ż e nie t r a c ą c życia p r z e k r o c z y ć
b r a m ę tego zamku. G d y rozewrze ona swe podwoje (jedno
s k r z y d ł o jest z żelaza, drugie z hebanu — oba ozdobione
z ł o t e m i szlachetnymi kamieniami) oddzielona zostanie biel
od czerni, światło od ciemności oraz rycerz prawdziwy od
fałszywego.

12

Szklane serce rozpoczyna się obrazem s k ł ę b i o n y c h mas
— chyba chmur — p r z e w a l a j ą c y c h się wolno, ale g w a ł t o w n i e
przez doliny i g ó r y niczym fale pierwotnego chaosu. Jest to
wizja siedzącego na skale m ę ż c z y z n y w b i a ł y m płaszczu:
P a t r z ę w dal aż do k o ń c a świata. D z i e ń , zanim się
zacznie, j u ż się k o ń c z y . Najpierw zapada się czas, później
ziemia. C h m u r y p ę d z ą gdzieś, gotuje się ziemia. T o jest
znak. T o p o c z ą t e k k o ń c a . Zaczyna z a p a d a ć się kraj
świata. Wszystko zapada się i leci gdzieś w d ó ł . P a t r z ę na
to i czuję, że c o ś mnie t a m w c i ą g a . Zaczynam z a p a d a ć się
i lecę w d ó ł aż do z a w r o t u głowy.
Tak, a teraz p a t r z ę na jeden p u n k t w spadającej wodzie,
usiłując z a t r z y m a ć na c z y m ś w z r o k . Staję się l e k k i , coraz
lżejszy. Wszystko staje się lekkie, lecę do g ó r y . Z tego
opadania i w z l o t u w y ł a n i a się nowy ląd. W y n u r z a się
ziemia z w o d y j a k zatopiona A t l a n t y d a . W i d z ę n o w ą
ziemię.
N a l e ż y z a p a m i ę t a ć te słowa. Jak dobre m o t t o lub obfity
b a r o k o w y tytuł zawierają w sobie j u ż wszystko, co stanowi
istotę filmu.
O w y m m ę ż c z y z n ą w płaszczu jest Hias, miejscowy pasterz
i — p o ł ą c z e n i e często spotykane — wizjoner. Po scenie
zacytowanej przed chwilą wizji widzimy go w skalistym
i d z i k i m w ą w o z i e . O b o k niego stoi grupa p r z e r a ż o n y c h

O b r a z II

47

�Ludzie ze wsi znaleźli się na granicy, k t ó r ą rozpoczyna się
j u ż nowy świat. Pomieszanie ż y w i o ł ó w jest chaosem czekają­
cym na nowe stworzenie.
F i l m , k t ó r y r o z p o c z ę t y został p o w y ż s z ą sceną bogaty jest
w mroczne zdarzenia i treści. „ J e s t e ś m y zafascynowani
rozbuchanymi wizjami, ale t a k ż e nieco zgniewani na ten
nadmiar tajemnic, k t ó r y c h nie m o ż e m y z g ł ę b i ć . " Jeśli nie
chcemy p o p r z e s t a ć na ich interpretacji psychologicznej (znaj­
dującej t u grunt m a ł o obiecujący) l u b estetycznej (łatwiejszej,
ale niezbyt daleko p r o w a d z ą c e j ) , jeśli nie z a d o w a l a j ą nas
t a k ż e bardzo o g ó l n e , ale m i m o to bardzo niepewne wnioski
s f o r m u ł o w a n e czysto intuicyjnie, musimy z d e c y d o w a ć się na
pewien wysiłek i p o s z u k a ć ś l a d ó w m o g ą c y c h n a p r o w a d z i ć na
właściwy t r o p . Oczywiście, s z u k a ć trzeba wszędzie, bo k a ż d a
rzecz m o ż e d a ć c z ą s t k ę zrozumienia. Lecz wydaje się nam, że
najbardziej p r z y b l i ż y m y się do tajemnicy s z u k a j ą c ich w tra­
dycji hermetycznej, a szczególnie alchemicznej.
Alchemia wywołuje tyle b ł ę d n y c h s k o j a r z e ń , że trzeba
najpierw, niestety, określić j ą negatywnie. N i e jest więc
alchemia sposobem na wytwarzanie z ł o t a metalicznego. Nie
chodzi w niej w ogóle, powiedzmy to otwarcie i dobitnie,
0 p i e n i ą d z e . P i e n i ą d z e i wszelkie ziemskie dobra materialne
to domena h o c h s z t a p l e r ó w i s p a g i r y k ó w ; nie mieszajmy
jednak tych d w u profesji — pierwsi usiłowali zbić m a j ą t e k na
oszustwie i ł a t w o w i e r n o ś c i ludzi, drudzy złoto p r o d u k o w a l i
rzeczywiście (Fulcanelli podaje, że ś w i e t n y m spagirykiem był
np. św. Wincenty a Paulo, k t ó r y nauczywszy się tej sztuki
w arabskiej niewoli w Tunisie, wspierał w ten s p o s ó b
materialnie s w ą d z i a ł a l n o ś ć c h a r y t a t y w n ą ) .
C z y m jest więc alchemia? Jest s z t u k ą , s z t u k ą s a k r a l n ą
(sami Adepcji nazywali j ą Sztuką Świętą l u b
Królewską)
1 j a k o taka jednoznacznie nie m o ż e b y ć opisana. Jedyny
prawdziwy s p o s ó b jej zrozumienia to zrozumienie egzystenc­
jalne; jeśli chcielibyśmy d o k o n a ć Dzieła, prawdy o n i m
m u s i e l i b y ś m y s z u k a ć w nas samych. Lecz prawda ta, j a k
życie samo, jest dynamiczna, istnieje t y l k o w ruchu — za­
trzymanie to śmierć. A k a ż d y opis, j a k j u ż m ó w i l i ś m y , jest
zatrzymaniem. Są więc u s i ł o w a n i e m n i e m o ż l i w e g o opisujące
sens D z i e ł a traktaty alchemiczne. S t ą d ich z ł o ż o n o ś ć , tajem­
nicza c i e m n o ś ć i niepoddawanie się analizie zwykłej l o g i k i .
R e g u ł a : obscurum per obscurius, ignotum per ignotius nie b y ł a
jednak skrywaniem p r ó ż n i i b r a k u sensu, ani też jedynie
rodzajem o b o w i ą z u j ą c e j poetyki, ale p r ó b ą pokonania za
p o m o c ą symboli zabójczej o p o r n o ś c i materialnego przecież
i s k r ę p o w a n e g o czasem i p r z e s t r z e n i ą procesu p i s a n i a . T o
co m y m o ż e m y o p i s a ć , to jedynie powierzchowny, o g ó l n y
obraz alchemii. Przede wszystkim trzeba powiedzieć, że
identyfikowane z nią dzieło metaliczne stanowi tylko jej
część, i to nie najważniejszą. Jak pisze A n d r e Savoret
„ P r a w d z i w a alchemia, alchemia tradycyjna, jest z n a j o m o ś ­
cią praw życia w c z ł o w i e k u i w naturze, oraz odtworzeniem
procesu, poprzez k t ó r y o w o życie, z n i e k s z t a ł c o n e t u na ziemi
w upadku adamicznym, u t r a c i ł o i m o ż e o d z y s k a ć swoją
czystość, c h w a ł ę , pełnię i podstawowe p r a w a " . Savoret
przytacza na potwierdzenie swych słów cytat z Chmury nad
sanktuarium Eckhartshausena: „ P r a w d z i w a nauka k r ó l e w s ­
ka i święta jest n a u k ą regeneracji, n a u k ą p o ł ą c z e n i a człowie­
ka u p a d ł e g o z B o g i e m " . C e n t r a l n y m planem alchemii jest
plan duchowy, b ę d ą c y modelem i kluczem do zrozumienia
pozostałych.
Upadek dotyczy nie t y l k o człowieka, ale i całego ś w i a t a
natury, cała więc natura wymaga zbawienia. N a l e ż y zatem
u d o s k o n a l a ć m a t e r i ę i p r z y b l i ż a ć j ą Bogu. N i e ma w t y m nic
z magii (tzn. magii w n a u k o w y m rozumieniu tego s ł o w a , bo
1 3

1 4

15

1 6

48

magia np. Paracelsusa lub A g r i p p y to c o ś zupełnie innego).
Alchemik d z i a ł a n i e m swym przyspiesza jedynie t o , co w na­
turze i tak się dokonuje, tyle że bardzo p o w o l i (w Katechizmie
alchemii Paracelsus pyta: „ J a k ą d r o g ą winien p o d ą ż a ć
filozof?" O d p o w i e d ź brzmi: „ T ą właśnie, k t ó r a b y ł a prze­
mierzana przez Wielkiego A r c h i t e k t a W s z e c h ś w i a t a w czasie
tworzenia ś w i a t a " ) . Proces alchemiczny nie czyni więc
niczego sprzecznego z n a t u r ą i Bogiem, a wręcz odwrotnie:
p r z y w r a c a j ą c z e r w a n ą więź z Bogiem nabiera charakteru
sakramentalnego.
W najważniejszym i , m o ż n a p o w i e d z i e ć , w z o r c o w y m
sakramencie c h r z e ś c i j a ń s k i m — Eucharystii, dokonuje się
uobecnienie dzieła zbawienia. Przemienione w kielichu wino
staje się k r w i ą p r z e l a n ą za cały świat. T a k ż e w procesie
alchemicznym wraz z p r z e m i e n i a j ą c ą się m a t e r i ą , dzięki
kamieniowi, k t ó r e g o stworzenie o d p o w i a d a ł o stworzeniu
świata (Lapidis generalia fit ad exemplum generationis mundi) ,przekształca
się cały świat, zgodnie z z a s a d ą j e d n o ś c i
m i k r o - i makrokosmosu.
Proces rozpoczyna się od nigredo, czarnego etapu śmierci
i r o z k ł a d u (putrefactio). Ś m i e r ć jest w a r u n k i e m k a ż d e g o
istnienia: ziarno musi o b u m r z e ć , żeby p o w s t a ł o życie, a cha­
os poprzedza akt stworzenia. Jak m ó w i ł A l Hallaj: „Zabijcie
mnie więc, czarodziejscy towarzysze, bo w mojej śmierci
czeka mnie Ż y c i e . Czuję, że uwolnienie o d życia jest naj­
szlachetniejszym z d a r ó w , jakie m o g ę o t r z y m a ć , a życie
samo, takie j a k i m jest, to najgorsza z k r z y w d . " Śmierć daje
w o l n o ś ć od złego życia, r o z k ł a d a u ł o m n ą k o n s t r u k c j ę na
elementy. Alchemiczne solutio czy separatio to rozdzielenie
trzech zasad, podstawowych substancji t w o r z ą c y c h m a t e r i ę :
siarki, rtęci (merkuriusza) i soli. Z d a w a ć trzeba sobie s p r a w ę ,
że materia skoro umiera to t a k ż e żyje, rodzi się, wzrasta
i dojrzewa, nie jest jej obca p ł c i o w o ś ć i p ł o d n o ś ć . Trzy
wspomniane zasady materii są więc c z y m ś więcej niż pier­
wiastkowymi s k ł a d n i k a m i chemicznymi. S t r u k t u r ę przez nie
t w o r z o n ą o d n a l e ź ć m o ż n a z a r ó w n o w koncepcjach tradycyj­
nych, j a k i filozoficznych. Siarka ma więc charakter ognisty
i m ę s k i , o k r e ś l a n a jest też j a k o duch. R t ę ć (merkuriusz)
akwatyczna i ż e ń s k a , to dusza. Miejscem ich przebywania
jest ciało, czyli s ó l .
1 7

ls

1 9

2 0

2 1

Zgodnie z zaleceniem pierwszej części f o r m u ł y solve et
coagula w p o c z ą t k o w e j fazie procesu oddzielony zostaje
element duchowy od n i e d o s k o n a ł e g o ciała. Jest to p o w r ó t do
pierwotnej bezkształtności; cały świat ginie w chaosie. Lecz
owa massa confusa niesie w sobie z a p o w i e d ź c h w a ł y ; jest to
prima materia, n i e u p o r z ą d k o w a n a mieszanina wszystkich
z a l ą ż k ó w przyszłego świata; z nich uformowane z o s t a n ą
cztery podstawowe elementy — ziemia, woda, powietrze
i ogień — stany, m o d a l n o ś c i materii.
Po czerni przychodzi biel (albedo). W tej fazie ogień
dokonuje oczyszczenia. Wybielona dusza, wzniósłszy się
ponad c i e m n ą noc chaosu (nox profunda) zaczyna ponownie
s z u k a ć ciała. Lecz nie chodzi j u ż o zwykłe, materialne ciało.
W ognistym akcie oczyszczenia d o k o n a ł a się jego spirytualizacja. O s i ą g n i ę t e zostaje j e d n o c z e ś n i e tzw. M a ł e Magis­
terium, o d p o w i a d a j ą c e na planie przemiany metali uzys­
k a n i u srebra. O d tego m o m e n t u zaczyna o b o w i ą z y w a ć
zalecenie — ... coagula. D o m i n u j ą c ą rolę będzie o d g r y w a ł
element m ę s k i — duch; zawarta w siarce moc ł ą c z ą c a
zdobywa p r z e w a g ę nad l o t n o ś c i ą duszy — merkuriusza.
Wielkie D z i e ł o (Opus Magnum) spełnia się w rubedo,
ostatniej, czerwonej fazie procesu. Są to z a ś l u b i n y pary
przedstawianej symbolicznie j a k o K r ó l i K r ó l o w a , siarka
i merkuriusz, ogień i woda, S ł o ń c e i Księżyc, a t a k ż e j a k o
A d a m i Ewa, a szczególnie D r u g i A d a m — Chrystus i D r u g a
Ewa — Ecclesia. Z m a ł ż e ń s t w a tego rodzi się Lapis, czyli
Filius Philosophorum.

�K a m i e ń filozoficzny przybiera r ó ż n e postacie. O k r e ś l a n y
bywa często j a k o z ł o t o , lecz nie to zwykłe, metaliczne,
służące do mierzenia bogactwa ziemskiego. L i m o j o n de
Saint-Didier pisze o t y m w dziele Starożytna
wojna rycerzy
albo rozmowa kamienia filozofów ze zlotem i merkuriuszem.
Z ł o t o (metaliczne) m ó w i t a m tak do Kamienia: „ T o sam B ó g
d a ł m i zaszczyty, sławę i świetlisty p o ł y s k , k t ó r e czynią mnie
tak g o d n y m szacunku: z tego p o w o d u jestem tak bardzo
poszukiwane przez k a ż d e g o . Jestem d o s k o n a ł y m metalem
niezmiennym w ogniu i poza n i m ; cały świat mnie kocha i za
m n ą p o d ą ż a . A ty jesteś t y l k o dymem, oszustem, k t ó r y
zwodzi ludzi, ulatniasz się bowiem, uciekasz z r ą k tych,
k t ó r z y z t o b ą p r a c u j ą . " K a m i e ń odpowiada na to: „ P r a w d ą
jest moje drogie z ł o t o , że to B ó g d a ł ci zaszczyty, stałość
i p i ę k n o , k t ó r e czynią cię d r o g i m . Dlatego też zawsze
p o w i n i e n e ś chwalić b o s k ą d o b r o ć a nie, j a k to czynisz,
u w ł a c z a ć i n n y m , g d y ż m o g ę ci p o w i e d z i e ć , że to nie ty jesteś
Z ł o t e m , o k t ó r y m m ó w i ą pisma F i l o z o f ó w . O w o Z ł o t o jest
bowiem u k r y t e we m n i e " . R ó w n i e ż Sendziwoj, w traktacie
Novum lumen chemicum zaleca wprawdzie poszukiwanie
punktu, czyli pierwszej materii metali, w naturze, ale nie
w metalach zwykłych ( r ó w n i e ż nie w z w y k ł y m złocie), bo te
metale są martwe, ale w „ n a s z y c h " metalach. Te p o s i a d a j ą
d u c h a . Rosarium philosophorum myśl tę w y k ł a d a k r ó t k o :
„aurum nostrum non est aurum vulgi." *
K a m i e ń to nie tylko z ł o t o . Inne, nieliczne z wielu jego
nazwy, to: krew, hermafrodyta, czerwień (barwa w alchemii
ma znaczenie nie t y l k o opisowe, ale przede wszystkim
j a k o ś c i o w e ) , t y n k t u r a , eliksir życia. U k r y t e są w nich r ó ż n e
aspekty jednej, prawdziwej natury K a m i e n i a . Specjalne
znaczenie dla jej zrozumienia ma identyfikacja K a m i e n i a
z Chrystusem lub jego k r w i ą (Chrystus występuje w procesie
j e d n o c z e ś n i e j a k o sponsus w parze antagonistycznych, lecz
d ą ż ą c y c h do swego złączenia p i e r w i a s t k ó w , oraz j a k o jego
s p e ł n i e n i e ) . Przejawia się w t y m odczuwana przez al­
c h e m i k ó w s a k r a m e n t a l n o ś ć Dzieła. T r a k t a t y m ó w i ą o t y m
zresztą expressis verbis, a t a k ż e np. poprzez przedstawianie
procesu sub forma missae.
K a p ł a n e m w tej mszy jest
alchemik, lecz rzecz jasna, to nie o n dokonuje a k t u zbawie­
nia. O n jedynie uwalnia D u c h a Ś w i a t a z n i e d o s k o n a ł e j
materii. W ł a ś c i w e dzieło zbawienia należy j u ż do Odkupicie­
la.
Jak jednak w y g l ą d a ł K a m i e ń w swym wymiarze fizycz­
n y m , osiągnięty w laboratorium? Jego opisy k o j a r z ą się
nieodparcie z poszukiwanym przez b o h a t e r ó w filmu r u b i n o ­
w y m szkłem. P o d k r e ś l a n a bywa najczęściej jego przezroczys­
tość, ognista świetlistość skłaniająca do u t o ż s a m i a n i a go
z kamieniami szlachetnymi, o w y m „ z e s t a l o n y m ś w i a t ł e m " .
Carbunculus ( z d r o b n i a ł a forma od carbo — węgiel) to
ognisty, słoneczny k a m i e ń o cudownych właściwościach
( k a ż d e z tych o k r e ś l e ń m ó w i nie o wyglądzie, lecz o i s t o t n y m
z w i ą z k u ) . N a z w ą carbunculus o k r e ś l a n o w ś r e d n i o w i e c z u
r u b i n albo granat. Wszystkie te nazwy spotykamy w opisach
w y g l ą d u K a m i e n i a F i l o z o f ó w . K h u n r a t h w Amphitleatrum
Sapientiae aeternae pisze: „błyszczący k a r b u n k u ł , ... przej­
rzysty j a k kryształ, zwarty, ł a t w o rozpuszczalny w ogniu j a k
żywica, p ł y n n y j a k wosk i jeszcze bardziej niż żywe srebro
(rtęć — przyp. W M ) , lecz nie wydzielający ż a d n e g o d y m u ,
przeszywający i p r z e n i k a j ą c y ciała mocne i zwarte...; cie­
kły j a k szkło: w kolorze szafranu, gdy jest sproszkowany,
ale czerwony j a k r u b i n gdy pozostaje w masie ( k t ó r a to
czerwień jest o z n a k ą d o s k o n a ł e j stałości i stałej d o s k o n a ł o ­
ści)."
W X kluczu Dwunastu kluczy Filozofii Basileusa Valentinusa k o l o r K a m i e n i a opisany jest j a k o czerwień w p a d a j ą c a
w karmazyn, lub k o l o r r u b i n u w p a d a j ą c y w kolor g r a n a t u .

22

23

2

25

Orthelius z kolei w Epilogus et recapitulatio m ó w i , że
Filozofowie nie o d k r y l i lepszego lekarstwa od K a m i e n i a
F i l o z o f ó w , ze w z g l ę d u na jego t w a r d o ś ć , p r z e z r o c z y s t o ś ć
i rubinowy o d c i e ń .
P r z y k ł a d y m o ż n a m n o ż y ć . Alchemicy często określają
K a m i e ń w r ę c z j a k o vitrum aureum (złote szkło) czy aurum
vitreum (szklane z ł o t o ) , w z g l ę d n i e vitrum malleabile (szkło
kowalne). W a r t o też d o d a ć , że w zdumiewającej epoce
p o c z ą t k ó w ś r e d n i o w i e c z n y c h w i t r a ż y wytwarzaniem tajem­
niczego, o niezgłębionej recepturze szkła zajmowali się
alchemicy.
Najwięcej t r u d n o ś c i , j u ż od c z a s ó w s t a r o ż y t n y c h , sprawia­
ło szkło czerwone. Było zbyt ciemne, m a ł o przejrzyste
i niskiej j a k o ś c i . W w i t r a ż a c h stosowano więc m e t o d ę
s k ł a d a n i a wielu, nawet kilkudziesięciu warstw szkła czer­
wonego i jasnego (placage) .
C i ą g l e jednak u s i ł o w a n o
u z y s k a ć p r z e ź r o c z y s t e szkło czerwone w całej masie. M a ł e
ilości takiego szkła, nazywanego r u b i n o w y m , u d a ł o się
w y p r o d u k o w a ć Antonio Neriemu, łączącemu praktykę
s z k l a r s k ą z p r ó b a m i alchemicznymi. Jego k s i ą ż k a L'Arte
Vetraria z 1612 r. m i a ł a wielką ilość w y d a ń w r ó ż n y c h
j ę z y k a c h (planowanej pracy p o ś w i ę c o n e j chemii i alchemii
N e r i nie z d ą ż y ł przed śmiercią n a p i s a ć ) . N i e k t ó r e z t ł u m a ­
czeń u z u p e ł n i a n e były komentarzami, t w o r z ą c y m i z nich
nowe w zasadzie dzieła. Jednym z takich t w ó r c z y c h trans­
l a t o r ó w był Christopher M e r r e t , k t ó r y w y d a ł w 1662 r. The
Art of Glass. W komentarzu do p o ś w i ę c o n e g o przezroczys­
temu czerwonemu szkłu 129 r o z d z i a ł u 7 części książki
Neriego cytuje T u r y ń c z y k a , Andreasa Libaviusa, autora
książki Alchemia (1597). Libavius z kolei opiera się na
N e a p o l i t a ń c z y k u J.B. Porcie (autorze Magia
naturalis
z 1588) i Gerhardzie D o r n i e , w i e l k i m niemieckim alchemiku
z k r ę g u p a r a c e l s j a ń s k i e g o ( b ę d z i e m y go jeszcze kilkakrotnie
c y t o w a ć ) , k t ó r y o czerwonym szkle pisze w Clavis totius
philosophiae chymistica (1594). Wszyscy trzej n a w i ą z u j ą do
t r a k t a t u Tajemnica tajemnic A l Raziego, filozofa i alchemika
perskiego z I X — X wieku.
3 0

31

26

D z i e ł o M e r r e t a z o s t a ł o p r z e t ł u m a c z o n e w 1679 przez
niemieckiego chemika, f a r m a c e u t ę i alchemika z Poczdamu
H o h a n a K u n c k e l a . Ten u z u p e ł n i ł je oczywiście, t w o r z ą c
s ł a w n e w szklarskich k r ę g a c h Ars vitraria experimentalis. Z a

2 7

2 8

29

Obraz VI

49

�największe swe osiągnięcie u w a ż a ł K u n c k e l uzyskanie rubi­
nowego szkła. W przeciwieństwie do Neriego potrafił w y ­
p r o d u k o w a ć z niego zupełnie d u ż e naczynia. D o d a w a ł o n do
s k ł a d n i k ó w mineralnych c h l o r k u z ł o t a , a wytopione szkło
p o w t ó r n i e ogrzewał.
D o k ł a d n e g o przepisu w Ars vitraria... nie o p u b l i k o w a ł
— był dla niego zbyt cenny. Recepta nie u t r z y m a ł a się jednak
w tajemnicy j u ż d ł u g o .
Alchemik p r a c u j ą c y w l a b o r a t o r i u m styka się z m a t e r i a l n ą
rzeczywistością swego Dzieła. Naczynia, alembiki i athanory, a szczególnie zawarte w nich p r z e m i e n i a j ą c e się metale,
owe ziemskie gwiazdy, p e ł n i ą dla niego j a k gdyby funkcję
i k o n y . Są obserwowalnym obrazem rzeczywistości ducho­
wej. W e d ł u g o. P a w ł a Florenskiego ikonostas świątyni
p r a w o s ł a w n e j nie tyle oddziela wiernych o d o ł t a r z a , na
k t ó r y m dokonuje się N a j ś w i ę t s z a Ofiara, co u m o ż l i w i a
wręcz, poprzez umieszczone w n i m i k o n y , te „ o k n a do
w i e c z n o ś c i " , dostrzeżenie niewidzialnych dla naszych oczu
z d a r z e ń . Bowiem, j a k m ó w i John Meyendorff: „ E u c h a r y s ­
tia nie m o ż e o b j a w i ć niczego z m y s ł o w i w z r o k u (...). W z r o k o ­
w i daje się inne objawienie — i k o n y . " Ł a s k a j a k a spływa na
p r z y j m u j ą c e g o Najświętszy Sakrament i k o n t e m p l u j ą c e g o
i k o n ę podobna jest do stanu, j a k i uzyskuje d o k o n u j ą c y
transmutacji alchemik. Lecz nie w o l n o sądzić, że to mistycz­
ne zdarzenie ma charakter bierny, automatyczny. I k o n a
w wymiarze czysto fizycznym jest jedynie d e s k ą p o k r y t ą
farbami o o k r e ś l o n y m składzie chemicznym. Jej ontologiczna więź z b y t a m i nadprzyrodzonymi i w y n i k a j ą c a z tego moc
urzeczywistnia się dopiero dzięki m o d l i t w i e tak ikonografa,
j a k i z w y k ł e g o wiernego. R ó w n i e ż proces alchemiczny m o ż e
w y z w o l i ć w y k r a c z a j ą c ą poza zwykłe reakcje chemiczne siłę
d u c h o w ą t y l k o p o d w p ł y w e m siły duchowej samego al­
chemika. N i e dokona Dzieła, a t a k ż e nie namaluje praw­
dziwej i k o n y człowiek u ł o m n y , nie przygotowany, zły.
O stawianych ikonografowi wymaganiach m ó w i ą po­
stanowienia s o b o r ó w .
O alchemikach piszą o n i sami,
Adepci, np. Gerhard D o r n : Ex aliis nunquam unum fades
quod quaeris, nisiprius ex te ipso fiat unum (nie z d o ł a s z nigdy
uczynić z i n n y c h rzeczy poszukiwanej przez ciebie Jedni, jeśli
przedtem z ciebie samego nie stanie się J e d n i a ) . T a k więc
D z i e ł o jest m o c ą d u c h o w ą dla alchemika, lecz o n , by m ó c
owego Dzieła d o k o n a ć , musi sam p o s i a d a ć o g r o m n ą siłę.
Siłą t ą jest medytacja i r o z m y ś l a n i a — imaginacja.
Nie chodzi t u o z w y k ł ą w y o b r a ź n i ę , b ę d ą c ą b l a d y m
odbiciem rzeczy widzialnych. M y ś l czysto intelektualna nie
ma mocy i nie m o ż e czegokolwiek p o r u s z y ć . M ó w i m y nie
o fantazji, lecz o w y o b r a ź n i nadającej — zgodnie ze s ł o w a m i
Paracelsusa — naszym m y ś l o m c i a ł o . Imaginatio to a k t
duchowy o mocy fizycznej, m o g ą c y w p ł y w a ć na cykl prze­
miany materii. Lexicon alchemiae Rulanda z 1612 r. o k r e ś l a
imaginatio j a k o : Astrum in homine, coeleste sive supracoeleste
corpus**,przy czym p a r a c e l s j a ń s k i e określenie gwiazda wyra­
ża przekonanie o t o ż s a m o ś c i duchowych sił m i k r o - i m a k r o kosmosu, człowieka i natury. Sam Paracelsus p o r ó w n u j e
w y o b r a ź n i ę do deszczu, g d y ż wspomaga s w ą m o c ą siły
gwiezdne (czyli — u p r a s z c z a j ą c — pozafizyczne, ale realne
siły istniejące w świecie) t a k j a k deszcz wspomaga S ł o ń c e .
Idea imaginacji p o d k r e ś l a egzystencjalne z a a n g a ż o w a n i e
alchemika w dokonywane D z i e ł o . M y ś l ta w tekstach
alchemicznych powraca ciągle, m ó w i się np. oportet operato­
rem interesse operi, lub mens eius cum operę consentiat. N a
t y m polega r ó ż n i c a m i ę d z y a l c h e m i ą i n a u k ą . D l a naukowca
(lub poszukiwacza s k a r b ó w tego ś w i a t a ) tajemnica stanowi
jedynie wyzwanie by j ą r o z w i ą z a ć . D l a alchemika (czy o s ó b
p o t r a f i ą c y c h widzieć świat w kategoriach m i t u ) jest pewnym,
d a j ą c y m się o p i s a ć za p o m o c ą symboli stanem rzeczywisto3 2

3 3

3 4

3 5

36

3 7

3 9

50

ści. W t a k i m ujęciu recepta na w y p r o d u k o w a n i e K a m i e n i a
Filozoficznego nie jest j u ż przepisem „ w e r y f i k o w a l n y m
w k a ż d y c h w a r u n k a c h " — j a k wymaga tego metodyka
d o ś w i a d c z e n i a naukowego. Przypomina raczej zapis nuto­
wy. Jak pisze Bohdan Pociej w szkicu Problem muzyki dawnej
„ . . . k a ż d e dzieło średniowiecza, renesansu, czy nawet b a r o k u
zawiera w sobie dla nas p e w n ą — nigdy zresztą d o k ł a d n i e nie
o k r e ś l o n ą — ilość postaci czy wersji wykonawczych; (...)
D z i e ł o jest zatem w t y m w y p a d k u w a r t o ś c i o w e dla nas
wyłącznie j a k o swojego rodzaju pole d o ś w i a d c z a l n e , k t ó r e
my, u p r a w i a j ą c y m u z y k ę d a w n ą , w y p e ł n i a m y p r o d u k t a m i
własnej i n w e n c j i . . . " R ó w n i e ż w alchemii ta sama recepta,
tak samo przeprowadzone w l a b o r a t o r i u m d o ś w i a d c z e n i e ,
m o ż e p r z y n i e ś ć r ó ż n e rezultaty; co więcej — brak odpowied­
nich cech osobistych alchemika u n i e m o ż l i w i a w o g ó l e w y k o ­
nanie d z i e ł a .
W y o b r a ź n i a alchemiczna to jednak c o ś więcej niż inwen­
cja. Obrazy przez n i ą tworzone osiągają, j a k i k o n y , praw­
d z i w ą egzystencję, o n t o l o g i c z n ą r e a l n o ś ć . Z n i k a r ó ż n i c a
m i ę d z y n i m i a fizyczną rzeczywistością l a b o r a t o r i u m . W y o b ­
r a ź n i a hipostazowana jest j a k o obdarzona m o c ą dusza l u b
też corpus subtile (ciało subtelne) — b y t p o ś r e d n i c z ą c y
m i ę d z y u m y s ł e m a m a t e r i ą , u k o n k r e t n i a j ą c y siłę — j a k m ó w i
C G . Jung — p s y c h i c z n ą . Sama imaginacja staje się więc
zrealizowanym celem — p o n o w n y m zjednoczeniem duszy
i ciała (uczeń B ó h m e g o , Johan-Georg Gichtel pisze w Theosophia Practica: „ W r a z z odrodzeniem otrzymujemy nie
tylko n o w ą D u s z ę , ale i C i a ł o nowe (...) T o C i a ł o pochodzi ze
S ł o w a B o ż e g o i N i e b i a ń s k i e j S o f i i " ) . L a b o r a t o r i u m prze­
staje b y ć konieczne. Przeprowadzona w n i m transmutacja
nie traci wprawdzie nic ze swej realności, lecz t a s a m a
transmutacja dokonuje się też w duszy alchemika, a t e n
s a m p o ż ą d a n y K a m i e ń F i l o z o f ó w o d n a l e ź ć m o ż n a wszę­
dzie. W y r a ź n i e stwierdzają to liczne teksty, np. ten z X V w.,
napisany przez Georga Ripleya: „ P t a k i i ryby p r z y n o s z ą
n a m lapis, posiada go k a ż d y człowiek, znajduje się on
w k a ż d y m miejscu, w tobie, we mnie, we wszystkim, w czasie
i przestrzeni." Jak m ó w i ą alchemicy, a t a k ż e Herzog, od
nas zależy przemiana, rzeczywista duchowa przemiana ota­
czającej nas pierwszej materii, rozproszonej w chaosie i trak­
towanej przez nas „ n a r ó w n i ze ś m i e c i a m i " ( w y r a ż e n i e
oryginalne), ale zawierającej wszystkie elementy. I d e ą k t ó r a
nie o p u s z c z a ł a A d e p t ó w tajemnej filozofii b y ł a j e d n o ś ć
świata: evто nav (jedno-wszystko). Ta s t a r o ż y t n a , heraklitejska f o r m u ł a alchemiczna, jedno z i m i o n Merkuriusza, nadaje
sens życiu k a ż d e g o człowieka. A k t u a l n a t a k ż e dzisiaj, wciela
się c h o ć b y w h a s ł o Lautremonta „La poesie doit etre faite par
tous, non par un" lub egzystencjalistyczne dostrzeganie
wieczności w każdej chwili i sensu w k a ż d y m zdarzeniu życia.
N i e sprawia też t r u d n o ś c i zapisanie po tej samej stronie
tablicy jeszcze jednego zdania Gerharda D o r n a : „Transmutemini de lapidibus mortuis in vivos lapides philosophorum",* lub myśli G r i l l o t a de G i v r y : „ T y jesteś właśnie
m a t e r i ą Wielkiego D z i e ł a " .
40

41

4 2

43

4 4

45

6

4 7

Nie odeszliśmy daleko od tajemnicy zabranej do g r o b u
przez M u h l b e c k a . K r ą ż y m y cały czas w o k ó ł h u t y , podpat­
rujemy jej właściciela, s ł u c h a m y słów Hiasa i szukamy
cierpliwie sensu.
F i l m m o ż n a podzielić na dwie części. W pierwszej o s o b ą
aktywnie działającą jest właściciel huty. K o ń c z y się ona
p o ż a r e m fabryki. D r u g a część, w k t ó r e j swe dzieło przep­
rowadza Hias, rozpoczyna się znowu, tak j a k cały film,
w miejscu o d l u d n y m — t y m razem jest to ciemna piwnica
więzienia. S p o t y k a j ą się tam obaj — pan h u t y i Hias. P a d a j ą
wtedy niezwykle w a ż n e słowa: „ P o d o b a s z m i się — m ó w i

�właściciel — bo masz szklane serce (herz aus glas)". S ł o w a te
u p e w n i a j ą nas, że o b r a l i ś m y właściwą d r o g ę . „ S z k l a n e
serce", serce ze szkła, ze szkła — j a k w i a d o m o — rubinowe­
go; jest to swoisty alchemiczny pleonazm. M i c h a e l M a i e r
w dziele De circulo phisico ąuadrato z 1616 r. stwierdza, że
S ł o ń c e jest obrazem Boga, a obrazem S ł o ń c a w ziemi
— z ł o t o , w c z ł o w i e k u natomiast — serce. F o r m a serca
zatem, w ł a ś c i w a r u b i n o w e m u szkłu, staje się n i e z a l e ż n y m o d
poprzednich argumentem, u z a s a d n i a j ą c y m identyfikację
szkło — K a m i e ń .
Inne s ł o w a właściciela huty, wypowiedziane wcześniej,
jeszcze w czasie p o s z u k i w a ń recepty rubinowego szkła, są dla
nas dalszym ś l a d e m . Jedno zdanie w y p o w i a d a gdy, po
śmierci M u h l b e c k a , majstra, jedynego k t ó r y potrafił w y t a ­
p i a ć czerwone s z k ł o , bierze do ręki r u b i n o w y puchar: „ M ó j
B o ż e , teraz to cudo zniknie ze ś w i a t a . C o będzie mnie c h r o n i ć
przed złem w s z e c h ś w i a t a ? " W innej scenie m o d l i się przed
figurą M a t k i Boskiej: „ S z k ł o m a k r u c h ą d u s z ę . Jest czyste,
nie ma plam. Pęknięcie to grzech. G d y zbruka je grzech,
szkło traci brzmienie." D o m a g a się wreszcie od Hiasa
pomocy wołając: „ C h c ę m i e ć rabin. C h c ę mieć czerwone
s z k ł o , rozumiesz? P o t r z e b u j ę je, żeby z a m k n ą ć w n i m m o j ą
krew, zanim ze mnie w y p ł y n i e . " R u b i n o w a czerwień szkła,
kielich, dusza, krew. T o t a k ż e nie s ą s ł o w a przypadkowe.
Z w i ą z e k m i ę d z y n i m i o d k r y ć m o ż n a j u ż w najdawniejszych
kulturach łowców górnego paleolitu.
D l a nas p o r ó w n a n i e m wystarczającym, by rozjaśnić sens
filmu, jest legenda o św. Graalu. Widzimy w niej ciężką
a t m o s f e r ę j a k gdyby klątwy, chorego władcę, zamierającą
ziemię, oczekiwanie na wybawienie, k t ó r e m o ż e przynieść
szlachetny rycerz. P o d o b i e ń s t w o między treścią filmu a legen­
d ą wykracza zresztą poza te zbieżności. Przygody rycerzy
poszukujących świętego naczynia ukrywają głęboką treść al­
chemiczną, odczytać m o ż n a w nich przebieg Wielkiego D z i e ł a .
Punktem, k t ó r y łączy najsilniej obie historie jest sprawa
p a m i ę c i , przypomnienia. W Szklanym sercu chodzi o przypo­
mnienie recepty rycerz św. Graala musi zapytać o święte
naczynie.
K a ż d y z nas dobrze zna p a m i ę ć j a k o zjawisko psycho­
logiczne. Jest ona j a k gdyby n a s z ą p o d r ó ż ą w czasie. Za
p o m o c ą p a m i ę c i p r ó b u j e m y w y z w o l i ć się spod jego panowa­
nia. J e s t e ś m y b o w i e m t u , w t y m świecie, niczym p o ż e r a n e
przez ojca dzieci Saturna — K r o n o s a (Chronosa). Pisze
Simone W e i l : „ P i e k i e l n e m ę k i G r e k ó w — Danaidy i t d .
— p r z e d s t a w i a j ą czas j a k o czystą i p r o s t ą f o r m ę k a r y za
grzechy. T y l k o świętość pozwala wyjść poza g r a n i c ę czasu.
Ż y j e m y t u na ziemi w c z y m ś co jest m i e s z a n i n ą czasu
i wieczności. P i e k ł o będzie samo czasem." Lecz p a m i ę ć
o charakterze psychologicznym niewiele m a w s p ó l n e g o ze
świętością (sacrum) i nie jest ś r o d k i e m skutecznym. Jest
jedynie p o d r ó ż ą po „ w y m a r ł y c h miastach p r z e s z ł o ś c i " ;
nigdy nie opuszcza nas ś w i a d o m o ś ć , że one j u ż nie istnieją.
Dzieje się tak nawet wtedy, gdy towarzyszy jej d e l i k a t n o ś ć
— z a k ł o p o t a n i e w y n i k ł e z lęku o byt empiryczny, trwoga
przemijania.
Istnieje jednak też inny rodzaj p a m i ę c i — p a m i ę ć metafizy­
czna. T a nie zadowala się t a k ą s k r y t ą w ę d r ó w k ą — ona czas
likwiduje ( „ A a n i o ł przysiągł..., że czasu j u ż nie b ę d z i e " , A p .
10,6). Ta właśnie p a m i ę ć nadaje moc sakramentowi. D z i ę k i
anamnezie, przypomnieniu, sakrament likwiduje czas, po­
woduje paradoksalne (jak to o k r e ś l a Kierkegaard) przenik­
nięcie wieczności do tego świata, wiecznej egzystencji d o
w y m i a r u czasu. W e d ł u g słów Aleksandra Schmemanna,
teologa p r a w o s ł a w n e g o , „ i s t o t a sakramentu polega przede
wszystkim na m o ż l i w o ś c i przezwyciężenia czasu, czyli na
objawieniu się i realizacji w n i m minionego wydarzenia
48

49

50

51

5 3

w jego ponadczasowej wiecznej r e a l n o ś c i . " Obraz w y ­
tworzony przez p a m i ę ć m e t a f i z y c z n ą nie jest więc tylko
przezroczystym znakiem przeszłości, lecz uobecnieniem,
symbolem o pełnej mocy egzystencjalnej.
Nie trudno s k o n s t a t o w a ć , że p a m i ę ć , anamneza, jest
f o r m ą znanej j u ż n a m imaginacji, f o r m ą , k t ó r a b e z p o ś r e d n i o
o d d z i a ł y w a na czas p r z e k s z t a ł c a j ą c g o .
D o tego samego d ą ż ą , zdaniem Claude M a u r i a c a — pisa­
rza niezwykle wyczulonego na sprawy czasu — wszyscy
artyści. Usiłują o n i , o d zawsze i beznadziejnie, z r e a l i z o w a ć to
samo zamierzenie — u n i e r u c h o m i ć czas, z a b i ć go, i przez to
u m o ż l i w i ć n i e z a p o ś r e d n i c z o n y k o n t a k t ze ś w i a t e m .
Z n a k i e m czasu jest przemijanie i śmierć. Jest o n przed­
stawiany często w obrazie upływającej wody; jej z a m k n i ę c i e
to zatrzymanie czasu.
Musieli Ż y d z i p o w s t r z y m a ć fale M o r z a Czerwonego by
w y d o s t a ć się z E g i p t u , krainy śmierci. Jedna z sekt gnost y k ó w , peratycy, n a z y w a ł a M o r z e Czerwone imieniem K r o ­
nosa, r z e k ą czasu i zepsucia. Przekroczenie tej rzeki (nepdaai
— p r z e k r a c z a ć ) przenosi w świat wieczności — drugi brzeg
jest d r u g ą s t r o n ą k r e a c j i . Chrześcijanie p o s z u k u j ą c Ż y c i a
Wiecznego m u s z ą z kolei p o k o n a ć nowe M o r z e Czerwone
— ujętą w kielichu krew Zbawiciela. Dlatego t a k ż e al­
chemicy, dla k t ó r y c h M o r z e Czerwone b y ł o w o d ą chrztu,
dopatrywali się w K a m i e n i u cudownych właściwości lecz­
niczych; j e d n ą z jego f o r m b y ł a medicina catholica, lekarstwo
na wszystko, eliksir życia. Takie same właściwości m i a ł sam
kielich w y t w o r z o n y ze z ł o t a alchemicznego. Picie z niego
z a p e w n i a ł o n i e ś m i e r t e l n o ś ć . S t ą d też znaczenie Graala
w uzdrowieniu chorego K r ó l a R y b a k a i jego j a ł o w e j ziemii.
Graal, j a k o święte naczynie, wiąże się z a l c h e m i c z n ą i d e ą vas
hermetis, naczynia, w k t ó r y m dokonuje się transformatio.
Nie jest ono jedynie aparatem, technicznym p r z y r z ą d e m . Jest
i s t o t n ą częścią procesu; ogarnia i jednoczy w swym w n ę t r z u
5 4

5 5

56

57

— j a k prima materia — wszystkie elementy, t w o r z ą c z nich
K a m i e ń Filozoficzny. S w y m k u l i s t y m k s z t a ł t e m n a ś l a d u j e
kosmos: Domus vitrea spheratilis sive circularis . Jest ł o n e m ,
z k t ó r e g o ma się n a r o d z i ć Filius Philosophorum.
P o d o b i e ń s t w o Szklanego serca do legendy o G r a a l u
dotyczy z jednej strony podstawowej idei — odrodzenia
u z a l e ż n i o n e g o od m a j ą c e g o charakter sakramentu a k t u
58

52

Obraz

X

57

1

�przypomnienia. Z drugiej strony istnieje wiele p o d o b i e ń s t w
szczegółowych. Jednym z nich jest p o s t a ć chorego starca
— ojca lub k r ó l a . Z w r ó ć m y u w a g ę , że o b ł ą k a n y ojciec
właściciela huty nie wstaje z fotela od 12 lat. Jest to liczba
z n a c z ą c a , określająca, m ó w i ą c a najprościej, pewien za­
m k n i ę t y c y k l . P o s t a ć ojca z w i ą z a n a jest ściśle z losem huty.
Nie chce w s t a ć , gdy rzekomo jeden z wytapiaczy o d k r y ł
tajemnicę r u b i n u . Podnosi się jednak z fotela w chwili, gdy
huta zaczyna p ł o n ą ć , m ó w i ą c przy t y m : „Jeśli się pali, to
c h c i a ł b y m b y ć przy t y m . Gdzie są moje buty? Przez 12 lat nie
paliło się (czyli tyle samo, ile t r w a jego choroba — W M ) ,
a teraz moje buty gdzieś p r z e p a d ł y . " P o w i ą z a n i e postaci ojca
(i j e d n o c z e ś n i e k r ó l a ) z ziemią jest w alchemii dobrze znane.
W alchemicznej trójcy z p o s t a c i ą Ojca identyfikowana jest
( s p o ś r ó d trzech zasad) sól, czyli ciało, u t o ż s a m i a n e jedno­
cześnie z ziemią. D o s k o n a ł ą ilustracją tego p r o b l e m u m o ż e
b y ć dzieło De lapide philosophico figurae et emblemata
„ s t a r o ż y t n e g o Szlachcica i Filozofa Niemieckiego" Lambsprincka ( 1 6 2 5 ) . Zawiera ono m . i n . 15 o b r a z ó w , s p o ś r ó d
k t ó r y c h k i l k a p o ś w i ę c o n y c h jest alchemicznej trójcy. Lambsprinck przedstawia C i a ł o , D u c h a i D u s z ę j a k o K r ó l a - O j c a ,
jego Syna oraz j e d n o c z ą c e g o ich przewodnika. Pierwszy
z nich, po r o z ł ą c e z synem, a n a s t ę p n i e p o jego p o ż a r c i u
ciężko choruje. N a obrazie 14 widzimy chorego K r ó l a ,
w koronie, s p o c z y w a j ą c e g o na łożu z baldachimem. Zgodnie
z k o m e n t u j ą c y m obraz tekstem, K r ó l prosi Boga o pomoc.
W odpowiedzi:
„ (...) B ó g wysłał z nieba deszcz
N a ziemię poprzez gwiazdy błyszczące.
Ó w deszcz, o w o c o n o ś n y i srebrzony,
Zwilżył i zmiękczył ciało Ojca, ( . . . ) "
Deszcz spływający na ziemię a o d r a d z a j ą c y zarazem ciało,
identyfikacja alchemiczna ciała i ziemi chorego K r ó l a - O j c a ,
m o ż e b y ć kluczem do zrozumienia zależności między losami
j a ł o w e j ziemi i jej w ł a d c y ; owa zależność to w sensie
alchemicznym t o ż s a m o ś ć odpowiednich e l e m e n t ó w (ciało-ziemia) z r ó ż n y c h w y m i a r ó w .
Z b i e ż n o ś c i m i ę d z y o m a w i a n y m filmem a l e g e n d ą o G r a a l u
m a j ą jednak w d u ż y m stopniu charakter p o d o b i e ń s t w a
odwrotnego. W legendzie nacisk jest p o ł o ż o n y na moment
odradzania, w filmie — na moment zamierania. W legendzie
bohaterami są n i e z ł o m n y rycerz i dostojny k r ó l , w filmie
— szalony właściciel h u t y i o b ł ą k a n y starzec. W legendzie,
m i m o nieudanej pierwszej p r ó b y , rycerz udaje się na u w i e ń ­
czone sukcesem dalsze poszukiwania, w filmie u s i ł o w a n i a
pana huty k o ń c z ą się k l ę s k ą ( w y r a ź n i e m ó w i o t y m Hias:
„ N i e zobaczysz S ł o ń c a a szczury o d g r y z ą ci uszy"). W p r a w ­
dzie dzieło d o p e ł n i o n e z o s t a ł o przez Hiasa (co m o g ł o b y b y ć
a n a l o g i ą do późniejszych p r z y g ó d rycerzy Graala, tzw.
„ k o n t y n u a c j i " ) , lecz nie dotyczy to jednak samego właś­
ciciela. N a l e ż y więc najpierw z a s t a n o w i ć się nad przy­
czynami jego niepowodzenia. N a czym p o l e g a ł b ł ą d ? Gdzie
s z u k a ć jego źródeł? Zrekonstruujmy k r ó t k o myśli i d z i a ł a n i a
pana huty.
O d p o c z ą t k u z d a w a ł on sobie s p r a w ę ze znaczenia, nie
t y l k o materialnego, jakie wiąże się z r u b i n o w y m szkłem.
Ś w i a d c z ą o t y m c h o ć b y przytoczone j u ż wcześniej jego
s ł o w a . M y ś l i właściciela huty k r ą ż ą jednak w o k ó ł domnie­
manej recepty dotyczącej d o s ł o w n i e rozumianego szkła.
P r z e ł o m dokonuje się p o d w p ł y w e m opowiadania-marzenia
m ł o d e g o wytapiacza szkła, Agide, specjalnie zaproszonego
na obiad do d o m u pana: „ K r a j r u b i n ó w , m ó j kraj. Wszyscy
ludzie t a ń c z ą t a m w czerwonym blasku, żyją w jego k r ę g u .
I c h krew, ich życie, wszystko to jest w szkle, w czerwieni,
w kolorze. T o jedyny t a k i kraj. Jest tam wszystko i wszystko
jest r u b i n e m . " N a słowa te, k t ó r y c h i n t e r p r e t a c j ę alchemicz59

52

n ą p r z e p r o w a d z i ć m o ż n a j u ż na podstawie tego, co dotych­
czas powiedzieliśmy, pan odpowiada: „ T w o j a m o d l i t w a
s p r a w i ł a cud. O d godziny wiem to, czego nie wiedziałem.
M o g ę s p r z e d a ć sekret wszystkim h u t o m . " W n a s t ę p n e j
scenie, znajdując się samotnie w hucie, wskazuje na c z ł o n k i
swego ciała, na p ł y n ą c ą w nich krew: „ M a m to. Jest tutaj.
I t u , t u , w ś r o d k u i t u . M y wszyscy... P o s ł a ł e m dziś po
budowniczych p i e c ó w z P l ó s b e r g " . U ś w i a d o m i ł sobie, że
dusza rubinowego szkła zawarta jest we k r w i . K o n s e k w e n c j ą
tego odkrycia są n a s t ę p n e w y p a d k i . W czasie wieczerzy, przy
d ź w i ę k a c h harfy, w asyście t r z y m a j ą c e g o świecę sługi A d a l ­
berta, i na oczach ojca, w p o k o j u , na k t ó r e g o ścianie wisi
obraz św. Franciszka o t r z y m u j ą c e g o na g ó r z e A l w e r n i i
stygmaty, p a n zabija s w ą p i ę k n ą s ł u ż ą c ą — L u d m i l l ę . O jej
k r w i , zebranej na białą c h u s t e c z k ę m ó w i : „ Z a r a z ostygnie
i wtedy j u ż nie p ę k n i e . T o czysty surowiec. Nie wyprodukuje
takiego ż a d n a f a b r y k a . " Podpalenie h u t y d o p e ł n i a a k t u .
W y t ł u m a c z e n i a tej szokującej sceny nie trzeba s z u k a ć
wyłącznie w psychologii szaleństwa. Jest to n i e w ą t p l i w i e
wizja k a t a k l i z m u k o ń c z ą c e g o pewien cykl rozwoju świata,
apokaliptyczny finał. M o ż n a jednak też o d n a l e ź ć pewne
wzorce dla d z i a ł a ń pana w sztuce przemiany metali. C h o d z i ć
tu m o ż e mianowicie o u s i ł o w a n i e dokonania transformacji
uzyskanego w M a ł y m M a g i s t e r i u m srebra (w filmie od­
p o w i a d a ł o b y m u z w y k ł e szkło) w z ł o t o (szkło rubinowe).
Czynnikiem, k t ó r y t a k ą p r z e m i a n ę p o w o d o w a ł , b y ł o samo
z ł o t o . Lecz, zgodnie ze s z t u k ą spagirii, rzecz nie p o l e g a ł a na
p r o s t y m p o ł ą c z e n i u najdoskonalszego nawet z ł o t a z m a j ą ­
cym się p r z e m i e n i ć srebrem. W elektronie (stopie złota
i srebra) z ł o t o p o z o s t a w a ł o nieczynne. W y m a g a ł o wcześniej­
szego uaktywnienia poprzez exaltatio lub transfusio k r w i
siarki (czyli jednej z trzech zasad materii) miedzi. D o p i e r o
tak p r z e p e ł n i o n e b a r w ą m o g ł o p r z e k a z a ć srebru s w ą m o c .
D o tego fragmentu procesu n a w i ą z u j e 10 obraz Lambsprincka. W i d z i m y scenę p r z y p o m i n a j ą c ą kadr ze Szklanego serca:
w górzystej okolicy m ę ż c z y z n a pracuje przy strzelającym
j ę z y k a m i ognia palenisku. N a rycinie jednak trzyma on
w ogniu w i d ł a m i s a l a m a n d r ę . Symbol salamandry jest
w alchemii niezwykle w a ż n y i , j a k to często w tej dziedzinie
bywa, zaprzeczone w stosunku do niego jest logiczne prawo
t o ż s a m o ś c i i niesprzeczności: sens o k r e ś l o n y jest na g ł ę b s z y m
poziomie niż konkretne odniesienia. N a m musi w y s t a r c z y ć
k o m e n t u j ą c y obraz tekst Lambsprincka, w k t ó r y m m o w a
jest o znaczeniu k r w i zabitej Salamandry. Scena dotyczy
udoskonalenia i p o m n o ż e n i a Kamienia. O t o fragment teks­
tu:

6 0

61

Salamandra „ ... jest schwytana i ciosami przebita
T a k , że umiera i życie w y p ł y w a wraz z jej k r w i ą .
O t ó ż ze wszech miar wychodzi jej to na dobre
Dzięki swej k r w i zdobywa życie wieczne
I nie musi j u ż o b a w i a ć się ż a d n e j innej śmierci.
Jej krew staje się w ten s p o s ó b najcenniejszym lekarstwem
na ziemi
I r ó w n e g o m u się nie znajdzie,
G d y ż pokonuje wszystkie choroby
We wszystkich metalach oraz w c i a ł a c h zwierząt i ludzi.
M ę d r c y czerpią z niej s w ą N a u k ę
D o c h o d z ą c w ten s p o s ó b do d a r u n i e b i a ń s k i e g o
Nazywanego K a m i e n i e m F i l o z o f ó w .
K t ó r e m u p o d l e g a j ą siły całego W s z e c h ś w i a t a . "
„ S a l a m a n d r a żyje w ogniu,
a o g i e ń zmienił j ą w kolor d o s k o n a ł y . "
N i c jednak nie pozwala p r z y p u s z c z a ć , że L u d m i l l ę s p o t k a ł
p o ś m i e r t n y los Salamandry. M u s i m y więc m i m o wszystko
p o w t ó r z y ć pytanie: dlaczego pana huty s p o t k a ł a klęska?
M ó w i l i ś m y , że dokonanie Dzieła zależy nie t y l k o od

�z n a j o m o ś c i właściwej recepty, lecz t a k ż e o d osoby, k t ó r a je
przeprowadza. Graala m ó g ł ożywić t y l k o najcnotliwszy
z rycerzy; t a k ż e w l a b o r a t o r i u m alchemika d o s k o n a ł o ś ć
duchowa b y ł a najważniejszym n a r z ę d z i e m . W Złotym Trak­
tacie (Tractatus aureus) jedna z postaci, M o r i e n u s , zwraca się
do innej, K a l i d y , w ten s p o s ó b : „ T a rzecz, k t ó r e j szukasz od
tak dawna, nie m o ż e b y ć o s i ą g n i ę t a lub dokonana siłą ani
n a m i ę t n o ś c i ą . M o ż e b y ć zdobyta jedynie przez cierpliwość
i p o k o r ę oraz przez n i e s k o ń c z o n ą i n a j d o s k o n a l s z ą m i ­
łość."
W i n n y m dziele, z a t y t u ł o w a n y m
Naśladowanie,
m ó w i się, że: „ o n i (alchemicy — W M ) dają literę, ale to Pan
o d k r y w a sens; o n i p r z e d s t a w i a j ą tajemnicę, ale to O n j ą
wyjaśnia; o n i p o k a z u j ą d r o g ę , k t ó r ą należy p o d ą ż a ć , ale O n
daje siły by j ą p o k o n a ć . "
N i e siła fizyczna, przemoc
i n i e n a w i ś ć m o g ą p o k o n a ć smoka b r o n i ą c e g o dojścia do
celu, i — j a k pisał w Dzienniku metafizycznym Gabriel
M a r c e l o nadziei — s k u t e c z n o ś ć wydaje się t y m pewniejsza,
z i m bardziej p r a w d z i w ą a nie p o z o r n ą słabością jest
z w i ą z a n a . P e ł n e zawierzenie, prawdziwa s ł a b o ś ć przeradza­
j ą c a się w p r a w d z i w ą moc, to istota chrześcijaństwa. C i , dla
k t ó r y c h celem jest wyłącznie ten świat, odebrali j u ż z a p ł a t ę
swoją; ale rzeczywista nagroda czeka p o s z u k u j ą c y c h praw­
dziwego, niezniszczalnego skarbu (ubi enim est thesaurus
tuus, ibi erit et cor tuum. M t 6,21). M ó w i o. B u ł g a k o w :
„ G r a a l jest n i e d o s t ę p n y dla adoracji, ze względu na jego
świętość jest u k r y t y dla świata w samym świecie; istniejąc
tam j a k o pewna niewidzialna siła ukazuje się t y m , k t ó r z y
m a j ą czyste serce i k t ó r z y są tego g o d n i . " D o spełnienia tak
wielkiego Dzieła trzeba b y ć p o w o ł a n y m przez Boga. W e d ł u g
Jacoba, autora t r a k t a t u o nazwie Objawienie alchemiczne:
„ A l c h e m i a m o ż e b y ć p r a k t y k o w a n a bezpiecznie przez tych
jedynie, k t ó r z y są chronieni M o c ą B o ż ą i k t ó r y c h B ó g
u p o w a ż n i ł do p o s ł u g i w a n i a się kamieniem
filozoficznym.
I n n i stają się s z a l e ń c a m i l u b n ę d z n i k a m i ( m a l h e u r e u x ) . "
6 2

6 3

6 4

65

R u b i n o w y kryzys, k t ó r e g o ofiarą stał się właściciel huty,
ogarnia w rzeczywistości obszary znacznie większe niż jedna
bawarska fabryka. Istniejąca w filmie wioska ogniskuje
w sobie siły zniewalające cały świat. Przejście od metafizyki
filmu (nie t y l k o od w y r a ż o n y c h w n i m p r z e k o n a ń ) do
metafizyki tzw. realnego życia jest b e z p o ś r e d n i e . N i e w y m a ­
ga nawet czekania na zapowiadane przez Hiasa katastrofy.
G r z m i ą one nieustannie, nieustannie też zapada się ziemia.
N a l e ż y sobie u ś w i a d o m i ć , że jeśli akt stworzenia daje
p o c z ą t e k czasowi, k t ó r e g o kresem jest koniec świata, to oba
te wydarzenia są w istocie j u ż poza nawiasami czasu i nie
p o d l e g a j ą m u . T r u d n o więc u m i e s z c z a ć je w przeszłości czy
p r z y s z ł o ś c i . T r w a j ą ponad czasem n a d a j ą c m u sens wiecz­
ności.
W y m i a r czasowy apokalipsy Hiasa jest t a k i m samym
u s t ę p s t w e m na rzecz g r a m a t y k i m y ś l e n i a ziemskiego, j a k
umieszczenie k o ń c a świata w przyszłości przez Św. Jana
E w a n g e l i s t ę . W genezie Objawienia św. Jana d o p a t r y w a ć się
m o ż n a prawdopodobnie scenariusza liturgicznego — koniec
świata t r w a więc nieustannie, przynosi go w pewien s p o s ó b
k a ż d a E u c h a r y s t i a . R ó w n i e ż D z i e ł o alchemiczne wnosi
element czasu t y l k o w swym wymiarze materialnym; w rze­
czywistości „ D z i e ł o ... nie jest, ono m o ż e jedynie bezustannie
się stawać" * (teksty alchemiczne wielokrotnie p o w t a r z a j ą ,
że p o c z ą t e k Dzieła jest j a k jego koniec, i odwrotnie).
O t a k i m p o d w ó j n y m wymiarze świata m ó w i Herzog
szkicując wydarzenia dziejące się we wsi, poza d o m e m pana.
G ł ó w n ą rolę o d g r y w a j ą w nich, poza Hiasem, trzy osoby:
W u d y , Ascherl i p o m y l o n a Paulin. T w o r z o n y przez nich
w ą t e k jest j a k b y ciągle przewijającym się komentarzem.
Pierwszy raz p a r ę W u d y — Ascherl, miejscowych wieś­

n i a k ó w , spotykamy w karczmie: piją piwo siedząc z d w ó c h
stron stołu, symetrycznie; w głębi, d o k ł a d n i e m i ę d z y n i m i
pali się świeczka:
„ W u d y : Jutro koniec z t o b ą Ascherl. O d e ś p i ę to p i j a ń s t w o
na t w o i m trupie.
Ascherl: Gospodarzu, daj jeszcze jedno p i w o W u d e m u .
W u d y : Będę spał na t w o i m trupie. Hias to p o w i e d z i a ł .
Hias widzi przyszłość.
Ascherl: M u s i a ł b y m s p a ć wysoko na sianie i s p a ś ć pierw­
szy na klepisko, a ty na mnie. A l e j a k spadniesz i ty na
klepisko, to z t o b ą też koniec."
Po j a k i m ś czasie kamera wraca do karczmy. T r w a tam
właśnie walka d w ó c h h e r o s ó w , w a l k a k t ó r a jest j e d n o c z e ś n i e
aktem braterstwa i zjednoczenia: Ascherl targa za włosy
Wudego, ten z p e ł n y m spokojem ( „ N i e o d w a ż y s z s i ę "
— m ó w i Ascherl, „jeszcze j a k ! " — odpowiada W u d y )
rozbija pełen kufel na głowie przyjaciela i wreszcie sam
zostaje oblany piwem.
N a s t ę p n a scena ma miejsce rano — ich ciała leżą w stodole
na klepisku. O s o b ą , k t ó r a pierwsza ich spostrzega, jest
w ł a ś n i e Paulin. N i m z a w i a d o m i ł a krzykiem g o s p o d y n i ę ,
przez d ł u ż s z ą chwilę stała nad n i m i , w z n o s z ą c i o p u s z c z a j ą c
w p r z e r a ż e n i u ręce. T r u d n o ś c i z r o z r ó ż n i e n i e m , k t ó r y z leżą­
cych p o g r ą ż o n y jest w śnie wiecznym, a k t ó r y t y l k o w pijac­
k i m , rozstrzyga pies.
T r u p Ascherla z ł o ż o n y z o s t a ł na katafalku. I w tej scenie
widzimy Paulin, k t ó r a stojąc nad z m a r ł y m wznosi z n ó w ręce
w t a k i m samym, j a k b y o b r z ę d o w y m czy m o d l i t e w n y m
geście. T a scena k o ń c z y się, gdy p o w o l i z a m y k a j ą c e się drzwi
z a t r z y m u j ą się zasłaniając d o k ł a d n i e p o ł o w ę leżącego ciała.
Owego wieczoru wreszcie, gdy pan zabił służącą i s p ł o n ą ć
m i a ł a huta, t ę s k n i ą c y za przyjacielem W u d y przynosi trupa
z n ó w do karczmy, pytając: „ K t o nam zagra do t a ń c a ? "
K a t a r y n i a r z odpowiada: „ T e j parze to j a zagram" i roz­
poczyna się przy d ź w i ę k a c h korbowej liry przedziwny bal.
Tego też wieczoru do karczmy przyszła szalona Paulin.
P r z y n i o s ł a ze s o b ą gęś o czerwonym łbie. G d y W u d y
i Ascherl skończyli, ona zaczęła swój taniec, nago na stole.
Wszystkie te elementy, symbole k r ą ż ą c e w o k ó ł tej samej
idei, nie p o z o s t a w i a j ą ż a d n y c h w ą t p l i w o ś c i — j e s t e ś m y
w królestwie D i o s k u r ó w . Przypomnijmy, że obaj bracia

66

67

6

Obra/ X I I I

53

�— K a s t o r i Polluks (Polideukes), a t a k ż e ich siostra, p i ę k n a
Helena — urodzili się z jednego jaja z ł o ż o n e g o przez ich
m a t k ę — L e d ę . Ojcem Kastora był m ą ż Ledy Tyndareos,
ojcem Polluksa natomiast sam Zeus, k t ó r e m u Leda o d d a ł a
się tej samej nocy. D z i ę k i boskiemu ojcu Polluks u z y s k a ł
n i e ś m i e r t e l n o ś ć . Podzielił się n i ą jednak z bratem, i o d t ą d na
przemian, k a ż d y z nich po j e d n y m d n i u , to żyją, to u m i e r a j ą .
Dlatego r e p r e z e n t u j ą symbolicznie p o d w ó j n ą n a t u r ę czło­
wieka: ś m i e r t e l n ą i n i e ś m i e r t e l n ą .
D r z w i , często r ó w n i e ż na w p ó ł otwarte, j u ż od s t a r o ż y t n o ­
ści były powszechnie stosowanym m o t y w e m o b r a z u j ą c y m
ideę przejścia i łączności z t a m t y m ś w i a t e m . N i c dziwnego, że
w specjalny s p o s ó b wiąże się on ze s z t u k ą s e p u l k r a l n ą :
spotykany jest i na rzymskich sarkofagach, i b a r o k o w y c h
g r o b o w c a c h . T r u d n o o p r z e ć się w r a ż e n i u , że filmowa scena
z z a m y k a j ą c y m i się drzwiami jest wcieleniem tej samej myśli
(stojąca nad katafalkiem Paulin k o j a r z y ć się m o ż e z p o s t a c i ą
Hermesa Psychopomposa, bardzo często przedstawianego
na sarkofagach, gdy stojąc w na w p ó ł o t w a r t y c h drzwiach
przeprowadza d u s z ę z m a r ł e g o do nowego życia). D o d a j m y ,
że s t r a ż n i k i e m Hadesu jest Cerber, straszliwy pies, k t ó r e g o
w filmie reprezentuje g r o ź n y na m i a r ę wiejskiego szczekacza
kundel — p o m a g a j ą c y rozdzielić ż y w e g o od u m a r ł e g o .
Taniec wreszcie Wudego z Ascherlem, ż y w e g o z trupem
— d u c h o w y m s o b o w t ó r e m , jest u s i ł o w a n i e m dokonania
tego co zrobił Pollux wobec brata — pokonania granicy
śmierci.
P o w r ó ć m y jeszcze na chwilę do pomylonej Paulin. R o l ę
j a k ą odgrywa ona wobec dualizmu tworzonego przez W u d e ­
go i Ascherla pomaga w y t ł u m a c z y ć , poprzez skojarzenie
k t ó r e wywołuje, t o w a r z y s z ą c a jej gęś. Ptak ten bowiem,
ubogie wcielenie ł a b ę d z i a , jest też p t a k i e m Hermesa Trismegistosa, patrona nauk tajemnych. Ten b ó g , czy też j a k
chce wielu a l c h e m i k ó w — k r ó l , to w ł a d c a Jedni
(Unum) ,
celu wszystkich a l c h e m i k ó w , nadającej sens n a p i ę c i u prze­
ciwieństw. Paulin jest więc b y ć m o ż e znakiem takiej mistycz­
nej j e d n o ś c i .
Jak zwykle, najzwięźlejsze w y t ł u m a c z e n i e daje obraz.
Znajdziemy go na zachodnim p o r t a l u katedry w Chartres
— r z e ź b a (z c z a s ó w C h r ć t i e n a de Troyes) przedstawia
K a s t o r a i Polluksa, j a k o zodiakalny znak bliźniąt, trzy­
m a j ą c y c h przed s o b ą j e d n ą tarczę. W jej sercu (zgodnie
z t e r m i n o l o g i ą h e r a l d y c z n ą ) umieszczony z o s t a ł promień
karbunkułu.
69

10

11

W s p o m i n a l i ś m y , że pan huty d o m a g a ł się od Hiasa
pomocy. N i e b y ł w stanie jednak z m u s i ć go do wyjawienia
tajemnicy. Dlaczego? Co p o w s t r z y m y w a ł o tego j a s n o w i d z ą ­
cego człowieka przed w s p ó ł p r a c ą z panem? M o ż e właśnie t o ,
że zbyt wiele r o z u m i a ł ? C z y m jest b o w i e m Tajemnica? C z y m
jest Prawda, k t ó r e j Tajemnica dotyczy? Nie jest to dla
u m y s ł u prosta sprawa; samo pojęcie prawdy, w znaczeniu
j a k i e jej n a d a ł Arystoteles, tzn. z a s t r z e g a j ą c y m j ą t y l k o dla
jednego z d w ó c h m o ż l i w y c h r o z w i ą z a ń , staje się t u pode­
j r z a n ą p r o w o k a c j ą . Jedna wieczna Prawda m o ż e p r z e j a w i a ć
się w t y m świecie w n i e s k o ń c z o n e j m n o g o ś c i lekcji i warian­
t ó w . „ B ó g wypowiada zaledwie s ł o w o i w t y m słowie jest
p e ł n i a . Ż a d e n d ź w i ę k wydany przez niego nie m o ż e z n a c z y ć
mniej niźli wszechświat, niźli suma c z a s ó w . K a ż d y frag­
ment w s z e c h ś w i a t a zawiera w sobie jego całość, jest „ p i s m e m
Boga". T o o owej Prawdzie ( K a m i e n i u Filozoficznym) m ó w i
Ripley:
p t a k i i ryby p r z y n o s z ą n a m lapis, posiada go
k a ż d y człowiek, istnieje w k a ż d y m miejscu, w tobie, we mnie,
we wszystkim, w czasie i przestrzeni." Poznanie prawdy daje
n i e s k o ń c z o n ą moc: Tzinacan, czarownik Piramidy Qahol o m , bohater Pisma Boga Borgesa: „Istnieje f o r m u ł a czter7 2

54
I

nastu p r z y p a d k o w y c h w y r a z ó w ( w y r a z ó w , k t ó r e w y d a j ą się
przypadkowe) i w y s t a r c z y ł o b y m i w y p o w i e d z i e ć j ą na głos,
a ż e b y stać się w s z e c h p o t ę ż n y m . " Lecz „ N i e c h a j wraz ze m n ą
umrze tajemnica zapisana na tygrysich s k ó r a c h . " Wtajem­
niczony potrafi z o b a c z y ć P r a w d ę j u ż nie w rozbiciu na
p o s z c z e g ó l n e przejawy tego świata, lecz w jej pełni. „ T e n , k t o
przejrzał w s z e c h ś w i a t , k t o przejrzał jego p ł o n ą c e m o ż l i w o ś c i ,
nie m o ż e j u ż m y ś l e ć o j e d n y m c z ł o w i e k u ... nawet jeżeli sam
byłby t y m c z ł o w i e k i e m " ( t a m ż e ) . N i e m o ż n a dłużej k u p c z y ć
p r a w d z i w y m skarbem. N i e jest alchemikiem ten, k t o chce
u d o s k o n a l a ć m a t e r i ę dla w ł a s n y c h korzyści (czy wie o t y m
pan huty, gdy proponuje H i a s o w i za wyjawienie tajemnicy
1000 g u l d e n ó w ?
Po drugiej stronie rzeki czasu, a nawet w czasie przeprawy
przez n i ą o b o w i ą z u j ą nowe j u ż prawa. M u s i m y to u w z g l ę d ­
nić, jeśli chcemy z r o z u m i e ć zajmujące nas mityczne zdarze­
nia. W i d a ć w y r a ź n i e , że przestrzeganie dawnych zwyczajów
i p r z y k a z a ń nie wystarczy by o s i ą g n ą ć rzeczywiście drugi
brzeg, k r a i n ę wieczności. Nie wystarczy nawet b y ć bez
grzechu, j a k u w a ż a l i n i e k t ó r z y r a b b i n i z I I I czy I V w . Jeden
z nich, Rabha, p o w i e d z i a ł : „Jeśli p r a w i zechcieliby t y l k o ,
mogliby s t w o r z y ć świat, g d y ż ' p o w i e d z i a n e jest (Iz. 59,2):
Wasze w i n y oddzielają was o d Boga." G d y b y nie grzechy,
w e d ł u g Rabby, nie i s t n i a ł a b y ż a d n a r ó ż n i c a m i ę d z y m o c ą
t w ó r c z ą Boga i ludzi. Niestety, bezgrzeszność to bardzo
d u ż o , ale nie wszystko, to t y l k o warunek w s t ę p n y — istota
stworzona przez R a b h ę b y ł a n i e d o s k o n a ł a . N i e p o t r a f i ł a
r o z m a w i a ć z R a b b i m Z e r ą i ten m ó g ł w ten s p o s ó b rozpoz­
n a ć , z k i m m a do c z y n i e n i a .
73

O t y m , że nie wystarcza przestrzeganie przyjętych p r a w
p r z e k o n a ł się też Perceval; c ó ż z tego, że nie w y k r o c z y ł o n
poza przyjęte zwyczaje rycerskie i z a c h o w a ł wstrzemięźliwe
milczenie p o w s t r z y m u j ą c c i e k a w o ś ć . Sytuacja, w k t ó r e j się
znalazł, w y m a g a ł a czegoś więcej! Tajemnica z n a j d o w a ł a się
na wyciągnięcie ręki, m i m o to rycerz, jeszcze jej niegodny,
m u s i a ł o d b y ć najpierw d ł u g ą i n i e b e z p i e c z n ą p o d r ó ż , j a k
Odys w r a c a j ą c y o k r ę ż n ą d r o g ą na I t a k ę . Była to droga
inicjacji; tajemnica przestaje b y ć z w y k ł ą z a g a d k ą .
Zagadka jest ukryciem. Pokazywana jest jedna jej strona,
podczas gdy druga chowa się w cieniu pytania. Nie k a ż d a
jednak zagadka jest n i e w i n n ą z a b a w ą . Jak u c z ą nas nie­
zliczone b a ś n i e , od właściwej odpowiedzi na trzy pytania
Sfinksa lub złej księżniczki-czarownicy zależeć m o ż e życie,
czasem nawet wieczne. O d p o w i e d ź na tę z a g a d k ę znajduje się
w istocie j u ż „ p o drugiej stronie". Nie m o ż n a jej dostrzec
p o s ł u g u j ą c się z w y k ł ą m ą d r o ś c i ą (stąd w b a ś n i a c h t y l u
g ł u p t a s ó w , s t ą d też trzeba stać się „ j a k o dzieci"). L o g i k a
i obiektywizm przestają mieć znaczenie. Wieczna prawda
m o ż e p o k a z a ć r ó ż n e swe oblicza i ziemskie n a r z ę d z i a t r a c ą
swą s k u t e c z n o ś ć .
Zgodnie z z a p r o p o n o w a n y m przez nas wcześniej po­
d z i a ł e m filmu, druga część zaczyna się w ciemnicy. Nie ma
j u ż miejsca, by r o z w o d z i ć się nad znaczeniem c i e m n o ś c i j a k o
etapu na drodze rozwoju duchowego. S ą d z ę , że m o ż n a
najkrócej określić tę scenę j a k o nigredo, czarny etap p o c z ą t ­
kujący proces alchemiczny. S ł o w a wypowiedziane przez o b u
znajdujących się w celi b o h a t e r ó w są w a ż n e :
„ H i a s : N i c j u ż nie widzę. Jest tak ciemno. M u s z ę z n o w u
widzieć. M u s z ę w r ó c i ć do lasu. C h c ę b y ć w lesie. C h c ę z n o w u
widzieć las.
Pan: Nie chcesz widzieć ludzi? Podobasz m i się, bo masz
szklane serce."
Jest to j a k b y przekazanie nie zrealizowanej misji. Hias
wyrywa się z więzienia i idzie do lasu, w g ó r y . Pokonuje
słabość i lęk; decyduje się na w a l k ę , nie m y ś l ą c o niebez­
pieczeństwie. Bo k t o p o z n a ł P r a w d ę nie m o ż e j u ż myśleć
o j e d n y m człowieku, nawet jeśli o n sam n i m jest.
74

�Nie myśleli o . j e d n y m c z ł o w i e k u " t a k ż e rycerze św.
Graala. I c h epoka nie b y ł a jeszcze tak s k a ż o n a grzechem
śmiesznej pychy ludzkiego indywidualizmu; świat nie był
jeszcze p r z e p e ł n i o n y t ł u m a m i ubogich d e m i u r g ó w . Rycerz
j a k o o d r ę b n a o s o b o w o ś ć nie m i a ł znaczenia, nie istniał. K r y ł
się w bycie p o n a d i n d y w i d u a l n y m — tak j a k jego marne
i grzeszne ciało z n i k a ł o p r z y b i e r a j ą c dzięki zbroi realniejszą
p o s t a ć : miejsce ś m i e r t e l n i k a z a j m o w a ł jego S o b o w t ó r , o k r e ś ­
lony znakami i k o l o r a m i heraldycznymi. Z b r o j a , zrobiona ze
s k ó r y (metalowe pancerze to dopiero koniec ś r e d n i o w i e c z a ) ,
dziedziczona z pokolenia na pokolenie, s t a w a ł a się d r u g i m ,
r o d o w y m ciałem, ciałem p o w i ą z a n y m z d u s z ą , ciałem b ę d ą ­
cym jej m a t e r i a l i z a c j ą , o p i s y w a n ą wcześniej fizyczną m o c ą
duszy, corpus subtile.
1

%

Najbardziej charakterystycznym elementem w y g l ą d u H i a sa jest jego płaszcz — biały i długi, z czerwonymi pasami na
r ę k a w a c h . N i e t y l k o o k r y w a szczelnie całą p o s t a ć , n a d a j ą c jej
kształt, ale służy r ó w n i e ż d o s ł o w n i e j a k o zbroja — Hias,
stając do w a l k i , owija sobie lewe p r z e d r a m i ę jego połą;
w prawej trzyma n ó ż . Scena przypomina z n o w u jeden
z o b r a z ó w Lambsprincka: drugi z nich przedstawia rycerza
z mieczem i t a r c z ą , w a l c z ą c e g o ze smokiem. Tekst towarzy­
szący tej rycinie zaczyna się n a s t ę p u j ą c o :
, F i l o z o f m ó w i żyjącemu dzisiaj
Ż e w lesie przebywa dzika bestia,
Pokryta cała czarnym k o l o r e m .
G d y k t o ś utnie jej głowę,
Odrzuci zupełnie s w ą czerń
I przybierze olśniewającą b i e l . "
Czarna bestia to symbol (hieroglif) nigredo. M u s i z o s t a ć
pokonana, jej czerń oczyszczona, by duch p o w r ó c i ł do
przemienionego ciała. W alchemii bohaterowie tej w a l k i
pokazywani są czasem j a k o orzeł i lew. G i n ą obaj by
p o ł ą c z y ć się w n o w y m ciele, w uskrzydlonym, m o g ą c y m
w z l a t y w a ć G r y f i e . Owa bestia przedstawiana bywa też
w postaci niedźwiedzia, j a k np. na rysunku z X V I w.
m a n u s k r y p t u De alchimia przypisywanego św. Tomaszowi
z A k w i n u . Jest to niebezpieczny aspekt primae materiae. By
p o k o n a ć go, trzeba b y ć rycerzem o wielkiej mocy ducha.
T a k i m jest Hias — największa siła fizyczna na nic b y m u się
nie z d a ł a , jego n i e d ź w i e d ź nie m i a ł przecież materialnego
ciała ( „ N i e w y b a w i a k r ó l a liczne wojsko, nie ratuje mocarza
wielka s i ł a " Ps. 33,16).
7 6

;

77

Po walce z w y i m a g i n o w a n y m n i e d ź w i e d z i e m i po uczcie
z jego pieczeni n a s t ę p u j ą dwie wizje. Drugiej z nich, ostatniej
j u ż (dopełniającej wizję r o z p o c z y n a j ą c ą film) towarzyszy
obraz, pokazany j a k b y z l o t u ptaka:
Teraz widzę skalistą wyspę. W i d z ę w y r a ź n i e . Skalista
wyspa daleko w m o r z u ... o b o k druga, mniejsza. L e ż ą one
na k r a ń c a c h zamieszkanego ś w i a t a . N a jednej żyje od
k i l k u stuleci garstka ludzi. P o n i e w a ż mieszkają na k o ń c u
ś w i a t a , nie w i e d z ą jeszcze, że ziemia jest o k r ą g ł a . W i e r z ą ,
że jest p ł a s k a , a ocean k o ń c z y się o g r o m n ą p r z e p a ś c i ą .
W i d z ę na skale m ę ż c z y z n ę . C a ł y m i l a t a m i stoi t a m samo­
tnie i patrzy na morze ... dzień za dniem, w t y m samym
miejscu. T o pierwszy, k t ó r y zwątpił. Po latach d o ł ą c z a do
niego trzech innych. Przez wiele lat p a t r z ą tak na morze.
Wreszcie, pewnego dnia, d e c y d u j ą się na rzecz o s t a t e c z n ą .
C h c ą z o b a c z y ć , czy świat k o ń c z y się p r z e p a ś c i ą . N a
p o ż e g n a n i e grają i m muzykanci. Potem j u ż p ł y n ą — pate­
tyczni i bezsensowni... s w ą o wiele za m a ł ą ł o d z i ą (in einem
Miel zu kleinen Boot).
W d o k u m e n t a l n y m filmie La soufrie (też z 1976 r . ) Herzog
pokazuje o p u s t o s z a ł e , z a g r o ż o n e wybuchem w u l k a n u mias­
to na Gwadelupie i okoliczne wsie. N i e uległ panice t y l k o
jeden człowiek, stary wieśniak. Jego decyzja pozostania jest
r ó w n i e szalona i sprzeczna z r o z s ą d k i e m , co w y p r a w a łodzią
na koniec ś w i a t a . F i l m dokumentalny, zgodnie z k o n w e n c j ą
gatunku, pokazuje z a k o ń c z e n i e zdarzenia: w u l k a n nie w y ­
buchł.

I człowiek pod wulkanem, i ludzie w łodzi, tak j a k artyści,
t a k ż e j a k alchemicy, j a k sam Herzog, p o d d a j ą się pewnemu
d o ś w i a d c z e n i u . N i g d y nie m a j ą p e w n o ś c i , lecz jedynie na­
dzieję, że ich pragnienia się spełnią. Lecz dzięki tej nadziei
m o ż n a o s i ą g n ą ć stan (Julien N a u d nazywa go „ o g a r n i a j ą c ą
o b e c n o ś c i ą " , une presence englobante) ,w k t ó r y m zaczyna
się r o z u m i e ć . R o z u m i e ć , że wysiłek w ł o ż o n y w osiąg­
nięcie rezultatu jest nieistotny, gdyż nowy świat, w k t ó r y m
uczestniczymy, przerasta wszystkie dotychczasowe d o ś w i a d ­
czenia; r o z u m i e ć , że w pewien s p o s ó b o w o zamierzenie
zawsze skazane jest na niepowodzenie, zawsze ł ó d ź jest d u ż o
za m a ł a ; ale r o z u m i e ć t a k ż e , że to niepowodzenie jest właśnie
furtą p r o w a d z ą c ą na d r u g ą s t r o n ę granicznego m u r a (bo, j a k
m ó w i Jaspers, w niepowodzeniu zostaje d o ś w i a d c z o n y b y t ) .
18

Czy m o ż n a więc powiedzieć, że nigdy alchemikom nie
u d a w a ł o się o s i ą g n ą ć celu? Czy człowieka spokojnie oczeku­
j ą c e g o na w y b u c h w u l k a n u s p o t k a ł o jedynie przypadkowe
szczęście? Czy ludzie, k t ó r z y odbili ł o d z i ą od sterczącej na
ś r o d k u morza wyspy i k o n t y n u u j ą p r z e r w a n ą p o d r ó ż Noego,
nigdy nie d o p ł y n ą do k r a ń c ó w świata? N i e r o z w i ą ż e m y tych
zagadek. Po o d p o w i e d ź m u s i e l i b y ś m y u d a ć się bardzo
daleko, aż tam, gdzie u k r y t y jest k a m i e ń filozofów, d o
w ł a s n e g o serca.
F i l m Wernera Herzoga zamyka się napisem: N i e c h
b ę d z i e dla nich z n a k i e m n a d z i e i , że p t a k i
t o w a r z y s z y ł y i m na p e ł n y m m o r z u .

*

*

*

N a t y m m o g ł y b y z a k o ń c z y ć się r ó w n i e ż nasze r o z w a ż a n i a .
J e d n a k ż e alchemiczna w y k ł a d n i a jednego z filmów Wernera
Herzoga m o ż e n a s u n ą ć przypuszczenie, że i inne filmy tego
reżysera d a d z ą się podobnie z i n t e r p r e t o w a ć . Koniecznych
jest więc k i l k a uwag wyjaśnienia. O d w o ł a n i e się do symboliki
alchemicznej uzasadnione b y ł o w t y m j e d n y m p r z y p a d k u
pojawieniem się na ekranie express is verbis (czy też express is
imaginibus) m o t y w ó w , m o i m zdaniem, alchemicznych. T r e ś ć
innych filmów uzasadnienia takiego nie daje (dlatego też
w o l a ł e m nie u m i e s z c z a ć w tekście „ a l c h e m i c z n y m " zbyt
wielu z n i m i p o r ó w n a ń ) . N i e znaczy to, że wszystko co
z o s t a ł o powiedziane, odnosi się wyłącznie d o tego jednego

Obraz X I V

55

�filmu. Alchemia sama w sobie jest j e d n y m z m o ż l i w y c h
spojrzeń na świat. Ten sam świat pokazany m o ż e b y ć
w bardzo r ó ż n y c h ujęciach, i — j a k to wielokrotnie b y ł o
p o d k r e ś l a n e — jedne nie m u s z ą w y k l u c z a ć innych.
F i l m y Wernera Herzoga zdają się o p o w i a d a ć ciągle tę
s a m ą h i s t o r i ę , tyle że za k a ż d y m razem w i n n y m ujęciu,
w innej perspektywie. Jest rzeczą oczywistą, że poznanie c h o ć
jednej z nich pomaga w zrozumieniu innych; m ą d r o ś ć
wypracowana w tradycji hermetycznej wiele m o ż e wyjaśnić
w dziedzinach p o s ł u g u j ą c y c h się i n n y m i nazwami. A l c h e m i c z n o ś ć Szklanego serca (w sensie stosowanych symboli) b y ł a
zresztą nie przedmiotem dowodzenia, lecz p u n k t e m wyjścia.
W n i o s k i — te m o g ą żyć j u ż życiem samodzielnym.
Nie zamierzam t u p o d s u m o w y w a ć całej t w ó r c z o ś c i Herzo­
ga. W a r t o jednak w s k a z a ć k i l k a p r z y k ł a d o w y c h p u n k t ó w ,
ś w i a d c z ą c y c h o j e d n o ś c i całego jego d o r o b k u . Jednym z nich
jest w y r a ż a n e w filmach przekonanie, że sens d z i a ł a ń leży
poza rzeczywistością w i d z i a l n ą , że p r a w d z i w ą r e a l n o ś c i ą
obdarzone są zdarzenia nieosiągalne w wymiarze czysto
materialnym. Dotyczy to oczywiście znanego nam j u ż r u b i ­
nowego kamienia filozoficznego; podobne przekonanie wy­
rażają słowa wypowiadane przez t y t u ł o w e g o bohatera filmu
Aguirre, gniew boży (1972) (przytaczam je z p a m i ę c i ) : „ M o i
ludzie m i e r z ą bogactwo z ł o t e m , ale chodzi t u o coś w a ż n i e j ­
szego"; r ó w n i e ż Fitzcarraldo, grany t a k ż e przez Klausa
K i n s k y (ciekawe b y ł o b y o m ó w i e n i e z w i ą z k ó w m i ę d z y po­
staciami granymi u Herzoga przez tych samych a k t o r ó w ) ,
m ó w i do pewnego bogatego p r z e d s i ę b i o r c y . „ R z e c z y w i s t o ś ć
p a ń s k i e g o świata jest m a r n ą k a r y k a t u r ą tego, co m o ż n a
z o b a c z y ć na przedstawieniu o p e r o w y m . " K a m i e ń filozoficz­
ny, kraina złota, opera, czy też marzenia Stroszka albo

Kaspara Hausera —jest t o „ r e a l n o ś ć snu kryjąca się za iluzją
ż y c i a " (słowa I n d i a n z Fitzcarraldo). Produkowanie l o d u
w tropikalnej d ż u n g l i lub o p o w i e ś ć , k t ó r e j znany jest t y l k o
w s p a n i a ł y p o c z ą t e k — toż to byty, k t ó r y c h realności ist­
nienia nic nie m o ż e przewyższyć. K a r a w a n a (z owej opowie­
ści Kaspara Hausera) najpewniej dotrze do celu, jeśli kiero­
w a ć się będzie nie t y m co w i d a ć , ale wskazaniami ślepego
p r z e w o d n i k a . M y ś l ę , że Herzogjest wierny temu zaleceniu.
W filmach Herzoga p o w t a r z a j ą się pewne m o t y w y . Wspo­
m n i j m y t y l k o o j e d n y m z wielu: p o d r ó ż y przez w o d ę
— morze lub rzekę. Podsumowuje on Szklane serce, pojawia­
j ą c się w k o ń c o w e j wizji Hiasa, wypełnia treść filmów Aguirre,
gniew boży i Fitzcarraldo, pojawia się w Nosferatu — wampir,
w pewnym sensie też w Woytzeku i Stroszku. W Kasparze
Hauserze (tytuł o r y g i n a ł u : Jederfur nich undGott gegen alle)
p r ó c z zamglonych zdjęć rzeki, pojawia się opowiadana przed
śmiercią przez Kaspara owa karawana prowadzona po
pustyni przez ślepca.
M ó w i l i ś m y j u ż o znaczeniu symbolicznym przekraczania
morza, nie ma potrzeby powtarzania tego; nie m o g ę jednak
nie o d w o ł a ć się, po raz ostatni j u ż w t y m tekście, do o b r a z ó w
Lambsprincka. N a większości z nich umieścił o n w o d ę
— rzekę lub jezioro czy morze — oraz pływające po niej
statki. Co ciekawe — w komentarzach t o w a r z y s z ą c y c h
obrazom brak jakiejkolwiek o nich wzmianki! N a w e t przy
obrazie 1, gdzie statek jest bardzo wyeksponowany. Nie
oznacza to nieistotności tematu — w r ę c z odwrotnie. Jest to
być m o ż e tajemnica zbyt w a ż n a by pisać o niej wprost.
Werner Herzog, po biblijnej, greckiej, gnostyckiej, al­
chemicznej i wielu innych, d a ł jeszcze j e d n ą jej wersję.
7 9

Warszawa 1985

PRZYPISY
1

Antonin Artaud, Teatr alchemiczny, (w:) Teatr i jego sobowtór, przekład Jan
Błoński, Warszawa 1978
Paul Tillich, Męstwo
bycia, przekład Henryk Bednarek, Editions du
Dialogue, Paryż 1983
Paul Ricoeur, Egzystencja i hermeneutyka. Rozprawy o metodzie, орг.
Stanisław Cichowicz, Warszawa 1985, a szczególnie Konflikt hermeneutyk:
epistemologia interpretacji, s. 124—46 (wyd. oryg. w Cahiers Internationaux de
Symbolisme 1, 1963). Jako wprowadzenie do problematyki symbolu polecić
m o ż n a przede wszystkim: Gilbert Durand, L'imagination symbolique, Presses
Universitaires de France, Paris 1964 oraz Rene Alleau, La science des symboles.
Contribution a 1'etude des principes et des methodes de la symbolique generale,
Payot, Paris 1977
U ż y w a m y tej nazwy ze świadomością, że m o ż e budzić pewne nieporozumie­
nie — określa się nią bowiem w dziejach sztuki pewne konkretne zjawiska, tj.
poezje metafizyczną poetów angielskich X V I I w. oraz jeden z okresów twórczości
Giorgio de Chirico.
O symbolice alchemicznej u Boscha pisze m i n . Anna Boczkowska w książ­
kach: Hieronim Bosch, astrologiczna symbolika jego dziel, Wrocław 1977; Tryumf
Luny i Wenus. Pasja Hieronima Boscha, K r a k ó w 1980, a także Madeleine
Bergman, Hieronymus Bosch and Alchemy, trans. Donald Burton, Almquist och
Wiksell, Stockholm 1979; D z i e ł o Rabelais'ego analizuje Louis Saunę, L'influence
des chercheurs de la „Medecine Universelle" sur oeuvre de Francois Rablais, L e
Francois, Paris 1935. C o do Goethego, Carl Gustav Jung powiedział, że jego
„Faust to, świadomie lub nieświadomie, opus alchymicum" (Psychology and
Alchemy, trans. R . F . C . Hull, 2 wyd., Princeton University Press, Princeton 1968,
s. 36); zob. też tamże s. 477n. Zob. też prace Graya, Goethe the Alchemist,
Cambridge University Press 1952 oraz Alexander von Bernus, Medecine et
alchimie, trad. Anne Forestier, Belfond, Paris 1977, rozdział Rencontre primordiale de Goethe. Alchemicznym w ą t k o m symbolicznym w Bramach raju Jerzego
Andrzejewskiego poświęcona będzie przygotowywana obecnie praca.
2

3

4

3

6

Zob. Wilhelmina Lepik-Kopaczyńska, Farba karnacyjna w malarstwie
antycznym, (w:) Prace Komisji Historii Sztuki, Wrocław 1963, s. 5—49
Z dostępnej literatury warto polecić o. Pawła Florenskiego, Ikonostas i inne
szkice, przekład Zbigniew Podgórzec, Warszawa 1981
Zob. K a r o l Toeplitz, Niektóre wątki egzystencjalne w plastyce, „Studia
Filozoficzne" nr 11—12, 1982, s. 91—105, a szczególnie 100
Krystyna Janicka, Światopogląd
surrealizmu, Warszawa 1969, s. 233
Gabriel Marcel, Być i mieć, przeł. Piotr Lubicz, Warszawa 1962. s. 42
W filmie Fitzcarraldo przeciągany przez szczyt góry statek nie jest atrapą,
a wypadek, w którym ginie na filmie jeden z Indian zdarzył się naprawdę.
„ F i l m o w y Serwis Prasowy" nr 4, 1979, s. 21
Thomas Petz, „Siiddeutsche Zeitung" 19 marca 1977, wg „ F i l m o w e g o
Serwisu Prasowego".
Fulcanelli to d o ś ć tajemnicza postać. Jest to alchemik działający w I poł.
naszego stulecia, którego osobistą znajomością m o ż e pochwalić się jedynie
I

8

9

1 0

I I

1 2

1 3

1 4

56
I

niewiele o s ó b (wśród nich przede wszystkim Eugene Canseliet). Niemniej jednak,
dzięki obu swym dziełom {Le mystere des cathedrales, oraz Les demeures
phiiosophales) stawiany jest w r ó w n y m rzędzie z największymi z alchemików.
Informacja o św. Wincentym pochodzi z Les demeures phiiosophales et le
symbolisme hermetiąue dans ses rapports avec l'art sacre et ićsoterisme
du
grand-oeuvre, vol. 2, Jean-Jacques Pauvert, Paris 1964, (wyd. oryg. 1930). Termin
spagiria {omxaxo — dzielę, ayeipto — łączę) jest czasem synonimem alchemii, lecz
najczęściej używa się go na określenie praktycznego aspektu usiłowań przemiany
metali nieszlachetnych w złoto.
W tym kontekście dzieło Jamesa Joyce umieścić należy jednak bardzo blisko
tajemnych traktatów alchemicznych. Z a u w a ż m y także, że wyciągając konsek­
wentne wnioski należałoby stwierdzić, że i niektóre rodzaje tekstów naukowych
dążą do przekroczenia owej zaklętej granicy krępującego objektywizmu. Oto co
pisze Dariusz Czaja: „Esej, jak podpowiada etymologia, jest próbą, przymierze­
niem się do objęcia rzeczywistości w słowie, świadectwem pokory wobec
różnorodoności kultury. W „eseju" zawiera się intuicja o niepełności naszego
poznania, o tym, że każdy rezultat poznawczy jest ciągłym wątpieniem,
niepewnością wobec tego, co zdołaliśmy osiągnąć. (...) Opór, jaki stawia s ł o w o
w zetknięciu z opisywaną rzeczywistością, sprawia, że często sens słów umyka.
Powstaje wtedy jakieś dojmujące „iskrzenie", świadczące o obecności sensu na
granicy, w przestrzeni miedzyslownej. Bywa, że właśnie to, co „pomiędzy", owa
nienapisana treść, przenika cały tekst eseju, staje się ważniejsza od treści
wyrażonych w s p o s ó b pojęciowy. Esej jest spotkaniem, lub lepiej, jest m o ż l i w o ś ­
cią spotkania drugiego. Dzieje się tak, gdy pojmiemy go jako wezwanie
oczekujące na odpowiedź, jako zadanie dane do rozwiązania. Twórca, ofiarowu­
jąc mądrość czytającemu, wzywa go do nadbudowania sensu obecnego w tekście.
Tą niezwykłą drogą sens staje się ich w s p ó l n ą własnością. Lektura eseju to o wiele
więcej niż powiększanie obszaru faktów, wyżłobienie w pamięci nowej 'ścieżki
informacyjnej'. W czytaniu doświadczamy czegoś w rodzaju duchowej przemia­
ny (-•-)" CJnscape". Kultura jako misterium, (w:) Szkice i próby etnologiczne.
Materiały z sesji naukowych studentów UJ. i UW. Skawica 1982—1983, K r a k ó w
1985, s. 36—7). Opis ten mógłby się odnosić do wielu dzieł alchemicznych.
1 5

1 6

Andre Savoret, Qu'est-ce que l alchimie?, (w:) Cahiers de THermetisme.
Alchimie, Albin Michel, Paris 1978, s. 18—19 (wyd.oryg. 1947)
Wg M . M . Pattison Muir, The Story of Alchemy and The Beginnings of
Chemistry, Hodder and Stoughton, London 1913, s. 29
Jean d'Espagnet, Arcanum hermeticaephilosophiae, (w:) Bibliotheca chemica
curiosa, Geneva 1702, cyt. za C G . Jung, Psychology and Alchemy, wyd. cyt., s.
390
A l Hallaj to mistyk arabski z X w. Cyt. wg Rene Alleau, Le symbolisme
alchimiąue de la mort, „Cahiers Internationaux de Symbolisme" 37—38—39,
1979, s. 70
Obszernie na ten temat pisze Mircea Eliade w książce Forgerons et
alchimistes, Flammarion, Paris 1956
Koncepcja trzech zasad, spopularyzowana od c z a s ó w Paracelsusa a będąca
1 7

1 B

1 9

2 0

2 1

�rozwinięciem koncepcji d w ó c h zasad, opisywana jest w większości tekstów
alchemicznych, a także współczesnych prac p o ś w i ę c o n y c h alchemii. Syntetycznie
zagadnienie to przedstawiają Antoine Faivre, Jean de Foucauld, Gerard
Mazeau, Robert Salmon, Compendium hermeticum, (w.) Cahiers de THermetisme. Alchimie, wyd. cyt.
Jest to część Zwycięstwa
hermetycznego, wyd. oryg. Amsterdam 1699,
korzystam z wydania francuskiego Georgesa Ranque'a — he triomphe hermetique, (w.) tegoż, La pierre philosophale, Robert Laffont, Paris 1972, s.
249—359, cyt. s. 263
D z i e ł o zamieszczone w Museum hermeticum, Francofurti 1678, istnieje
polskie tłumaczenie Romana Bugaja w tomie: Michał Sędziwój, Traktat
0 kamieniu filozoficznym, Warszawa 1971
Wydane po raz pierwszy we Frankfurcie nad Menem w 1550. Omawia je
(dając przede wszystkim szczegółowy komentarz do o b r a z ó w ) C G . Jung w The
Psychology of the Transference, trans. R . F . C . Hull, Princeton University Press
1974, skąd wzięty jest cytat (s. 55).
Symbolizm Chrystusa — oblubieńca jest w chrześcijaństwie oczywisty
(wywodzi się wprost z Pisma Św.). Mniej znane, ale również pochodzące z Pisma
(np. G a l . 3,28) jest przedstawianie ludzkiej Pełni Chrystusa poprzez „ p o n a d plciowość", androgynię. Z obszernej literatury zob. np. Mircea Eliade, Sacrum,
mit, historia, Warszawa 1970s. 225 n.
(fragmentzMephistophelesetTandrogyne).
Robi to Melchior Nicholas z Hermannstadt w dziele Addam etprocesum sub
forma missae, (w.) Theatrum chemicum, Ursel 1602, V o l . 3, Tekst ten i o m ó w i e n i e
zamieszcza C G . Jung w Psychology and Alchemy, op.cit., s. 396—406
M . Eliade, op.cit. Szukając inspiracji alchemicznego utożsamiania kamie­
nia, złota i szkła nie m o ż n a oczywiście p o m i n ą ć Apokalipsy Św. Jana
(21,11.18.21). Warto też w s p o m n i e ć , że wczesna tradycja chrześcijańska łączyła
wspomniane w G e n . 2,1—12 Bdelium i kamień onyksowy (wonna żywica
1 kamień czerwony wg Biblii Tysiąclecia), leżące w krainie „ z n a k o m i t e g o złota"
Chawila, z karbunkutem. Beda Czcigodny podaje, iż „ A n t i q u a translatio pro his
(bdellium et lapis onychinus) habet carbunculum...", podkreślając za Augus­
tynem blask (Fulgor) karbrukułu, którego „ n o c p o k o n a ć nie m o ż e " . W tej
sprawie zob. Robert M . Garret, Precious Stones in Old English Literature,
Naumburg 1909, s. 12
Heinrich Conrad Khunrath, Amphitheatrum sapientiae aeternae solius
verae, Hanau 1609, wg. Fulcanellego, op.cit., s. 258
Przekład francuski Eugene CanseUeta, Les douze clefs de la philosophie,
Editions de Minuit, Paris 1956. Opisane przez Valentinusa cechy kamienia cytuje
też Fulcanelli, op.cit., s. 257
Orthelius, Epitogus et recapitulatio in ,,Novum lumen" Sendivogii, (w:)
Bibliotheca chemica curiosa, Cyt.wg. C G . Jung, Psychology and Alchemy, s. 428
Painton Cowen, Roses m'edievales, Editions du Seuil, Paris 1979, s. 434
Przy opracowywaniu tego fragmentu korzystałem z prac: A d a Polak, Szkło
i jego historia, przeł. Zbigniew Maraszkiewicz, Warszawa 1980, szczególnie s.
205—13; Ruth Hurst Vose, Glass, London 1975; Wacław Nowotny,
Szklą
barwne, Warszawa 1958; O Kunckelu pisze też Titus Burckhardt, L'alchimie,
science et sagesse, trad. Andree Ossipovitch, Paris: Encyclopedie Planetę (bez
daty), s. 240 (wydanie nie uznane przez autora).
Starożytne recepty podane są w: Les alchimistes grecs, 1.1, Les Belles Lettres,
Paris 1981, wraz z komentarzem Roberta Halleux we wstępie do tego dzieła.
O. Paweł Florenski, Ikonostas, szkic w zbiorze pod tym samym tytułem, op.
cit., s. 78 n.
John Meyendorff, Teologia bizantyjska, przeł. Jerzy Prokopiuk, Warszawa
1984, s. 260
Paweł Florenski, op.cit., s. 103
Gerhard Dorn, Philosophia meditativa, (w:) Theatrum chemicum, vol. 1, wg.
C G . Jung, Psychology and Alchemy, s. 255
Lucien Braun, L'imagination chez Paracelse, „Cahiers Internationaux de
Symbolisme" 35—36,1978, s. 69. W zrozumieniu sensu wyobraźni takiej, o jakiej
tu m ó w i m y , m o g ą p o m ó c rozważania Gabriela Marcela na temat „myślenia"
i „myślenia o", Być i mieć {Dziennik metafizyczny), op. cit., s. 35, 42
Wydany we Frankfurcie, cyt. za Psychology and Alchemy, Jung, s. 277
Lucien Braun, op.cit., s. 70
Bohdan Pociej, Problem muzyki dawnej, (w:) Idea, dźwięk, forma, K r a k ó w
1972, s. 28—29
U w a ż a m za właściwe przytoczenie tu słów Gabriela Marcela, c h o ć nie
z myślą o alchemii je zapisywał: „... porządek ontologiczny m o ż e być poznany
tylko osobiście przez całość bytu z a a n g a ż o w a n e g o w dramat, który we wszelkim
znaczeniu nieskończenie go przewyższając jest jednak jego własnym — bytu,
któremu została użyczona szczególna władza potwierdzania się lub zaprzeczania,
zależnie od tego, czy potwierdza Byt i się przed nim otwiera, czy też mu przeczy
i tym, samym się zamyka...", op.cit. s. 142. Por. p o c z ą t k o w e nasze uwagi
o poznaniu symbolicznym.
Marcel: „ N i e w y o b r a ż a l n y konkret — c o ś niewyobrażalnego, co jest więcej
niż ideą, co przekracza wszelką możliwą ideę, co jest obecnością. Przedmiot jako
taki nie jest obecny". Myśl tę opatrzy) później komentarzem: „ M o ż l i w e przejście
do teorii obecności eucharystycznej", op.cit., s. 131
Por. C G . Jung, Psychology and Alchemy, s. 278
Leyda 1722, wg M . Eliade, op.cit., s. 164
George Ripley, Opera omnia alhemica, Kassel, 1649, wg C G . Jung,
Psychology and Alchemy, s. 323—4
Gerhard Dorn, Speculativae philosophiae gradus septem vel decen continens,
(*.) Theatrum chemicum, vol. I , wg. C G . Jung, Psychology and Alchemy, s. 269
Emile-Jules Grillot de Givry, Le Grand-Oeuvre. XII meditations sur la voie
esoterique de Tabsolu, Chacornac, Paris 1960 (wyd. oryg. 1906). Cytat podaje A .
Savoret, op.cit., s. 28
Oppenheim 1616, wg. C G . Jung, Psychology and Alchemy, s. 343; por. też
C G . Jung, Mysterium Coniunctionis. An Inquiry into The Separation and
Synthesis of Psychic Opposites in Alchemy, 2 wyd., trans. R . F . C . Hull, Princeton
University Press, Princeton 1977, s. 47 oraz L . Braun, op.cit., s. 68
Czerwony kolor odgrywał znaczną rolę w kulturze człowieka już nawet
2 2

2 3

2 4

2 !

2 6

2 1

2 8

2 5

3 0

3 1

3 2

3 3

3 4

3 5

M

1 1

3 8

3 5

4 0

4 !

4 2

4 3

4 4

4 5

4 8

4 1

4 9

4 9

wcześniej niż w paleolicie g ó r n y m (czyli przed 40 tys. a.Ch.n.). Z g ó r n e g o
paleolitu znane są takie artefakty, jak płaskorzeźba przedstawiająca kobietę
trzymającą róg do picia lub grób, w którym od ust i nosa nieboszczyka ku
powierzchni biegi rowek wypełniony czerwoną ochrą. Z bogatej literatury polecić
m o ż n a : H . Delporte, L'image de la femme dans Tart prehistorique, Picard, Paris
1979; Ernst E . Wreschner, Red Ochre and Human Evolution: A Case for
Discussion, „Current Anthropology" vol. 21, 1980, s. 631—33; oraz liczne
artykuły Alexandra Marshacka zamieszczane w tym samym czasopiśmie.
Piszą o tym: Paulette Duval, Recherches sur les structures de la pensie
alchimique (Gestalten) et leurs correspondances dans le conte du Graal de Chretien
de Troyes..., Universite de Lille 111, 1975; Paul-Georges Sansonetti, Graal et
Alchimie, Berg International Golitervs, Paris 1982
Oto jaki uniwersalny sens pytania o Graala widzi Mircea Eliade (a słowa te,
sądzę, dobrze oddają myśl Herzoga): „Wystarczyło tych kilka wypowiedzianych
przez Parsifala słów, by przywrócić do życia cały świat. T y c h parę słów wyraża
podstawowe pytanie, które odnosi się nie tylko do K r ó l a - R y b a k a , ale do całego
Kosmosu: gdzie jest najwyższa rzeczywistość, gdzie to, co święte, środek życia
źródło nieśmiertelności, gdzie jest święty Graal? Nikt dotąd nie myślał o po­
stawieniu tego podstawowego pytania. A świat umierał od tej metafizycznej
i religijnej obojętności z powodu kruchej wyobraźni i braku pragnienia dotarcia
do prawdy" Images and Symbols New Y o r k 1961, s. 56, cyt. wg. Dariusza Czaji,
op.cit., s. 37—38
Simone Weil, Świadomość nadprzyrodzona ( Wybór myśli), wyboru d o k o n a ł
Jan Nowak, przeł. Aleksandra Olędzka-Frybesowa, Warszawa 1965, s. 150
Prot. Aleksander Schmemann, Vvedenije v lilergićeskoje
bogoslovije,
У М С А , Paryż 1961
Nie chodzi tu jednak o bergsonowskie identyfikowanie wyobraźni z pamię­
cią (przedstawione w dziele Materia i pamięć. O stosunku ciała do ducha, przeł.
Wł. Filewicz, Warszawa 1926); zob. Gilbert Durand, Les structures anlhropologiques de Timaginaire. Introduction a Tarchetypologie generale, Grenoble
1960: Allier, s. 12
Le temps immobile, „Cahiers Internationaux de Symbolisme", 9—10,
1965—66, s. 48—50
Zob. C G . Jung, Mysterium Coniunctionis, wyd. cyt., s. 199
T e n motyw podkreślany jest szczególnie w alchemii chińskiej, por. M .
Eliade op.cit., a także Jose Lezama L i m a , Ery Wyobraźni: biblioteka jako smok,
szkic w zbiorze: Wazy orfickie, przeł. Rajmund Kalicki, K r a k ó w 1977, s. 159—88
Epistoła ad Hermannum, (w:) Theatrum chemicum, vol. V , Strasbourg 1622,
wg. C G . Jung, Psychology and Alchemy, s. 236
Wydane w: Museum hermeticum, s. 337—72
Por. Fulcanelli, op.cit., s. 213—214
Polecić tu m o ż n a rozdział La salamandrę de Lisieux dzieła Les demeures
philosophales Fulcanellego. N a temat logiki działań i s y m b o l ó w alchemicznych
zob. Antoine Faivre, Pour une approche figurative de l'alchimie. (w:) Cahiers de
IHermelisme — Alchimie, wyd. cyt., s. 153—69
Morienus Romanus, Sermo de transmutatione metallorum, (w.) Artis
aurieferae .... Basileae 1593, vol. 2; fragment tego dzieła zamieszcza C G . Jung,
Psychology and Alchemy, s. 272, stamtąd cytat.
Limitation, ks. I I I , wg. Fulcanellego, op.cit., s. 182
Wg.: Bernard Chouraqui, Le scandale Juifou la subversion de la mort, Paris
1979: Hallier, s. 86—93
Jacob, Revelation alchimique, wg. A . Savoret, op.cit., s. 28
K s . Jerzy Klinger, Geneza sporu o epiklezę, Warszawa 1969, s. 110
Tamże, s. 49 n.
A . Faivre, op.cit., s. 159
Zob. Jan Białostocki, Drzwi śmierci: Antyczny symbol grobowy i jego
tradycja, (w:) tegoż, Symbole i obrazy w świecie sztuki, Warszawa 1982, s.
158—86; zob. też Britt Haarlov, The Half-Open Door. A Common Symbolic Motif
within Roman Sepulchral Sculpture, Odende University Press, 1977
W Tablicy szmaragdowej (Tabula smaragdina) Hermes m ó w i : Et sicut
omnes Res erunt ab Uno, meditatiione Unius: Sic omnes Res nataefuerunt ab hac
Una Re Adaptatione.
Zob. P . - G . Sansonetti, op.cit., s. 59—-61.
Warto tu zwrócić uwagę, że znakomitym traktatem na ten temat jest
Czarodziejska góra Tomasza Manna. W tym „alchemicznym" (według okreś­
lenia narratora tej opowieści) dziele, niektórzy z bohaterów n o s z ą nazwiska
znaczące (na co zresztą zwraca Mann delikatnie uwagę). Chodzi tu o takie
postacie jak Settembrini (od liczebnika siedem) lub Wehsal (co po niemiecku
m o ż e oznaczać ból, żałość) — m ł o d y człowiek o skłonnościach masochistycz­
nych. G ł ó w n y bohater nazywa się Hans Castorp (radca Behrens m ó w i do niego
i do jego kuzyna: „ O t o nasi Castorp i Polluks"), a cała książka p o ś w i e c o n a jest
jego poszukiwaniom duchowego sobowtóra.
Jorge Luis Borges, Pismo Boga, (w.) Antologia osobista, przel. Zofia
Chądzyńska, K r a k ó w 1974, s. 193 (Borges umieszcza ten tekst wśród esejów !).
Gerschom G . Scholem, La Kabbale et sa symbolique, Payot, Paris 1980, s.
186
Por. Jan Garewicz, Z perspektywy Schopenhauera: wina Piłata — wina
Parsifala, „ E t y k a " 21, 1984, s. 25—40
P . - G . Sansonetti, op.cit., s. 29
Warto tu przypomnieć czerwony płaszcz odgrywający tak wielką rolę
w Bramach raju Jerzego Andrzejewskiego — w kontekście z symboliką al­
chemiczną tego opowiadania.
Zob. Fulcanelli, op.cit., s. 321
JulienNaud, Une philosophie de Imagination, Desclee, Tournai 1979,s. 104
O symbolicznym znaczeniu ślepoty w micie Edypa pisze Paul Ricoeur
porównując na tym przykładzie m o ż l i w o ś ć dwu hermeneutyk — freudowskiej
i heideggerowskiej. W duchu tej ostatniej: Tyrezjasz „... który nie ma oczu, widzi
oczami ducha i intelektu — wie. A zatem Edyp, by dotrzeć do prawdy, musi
stracić wzrok, stać się ślepym. W tym momencie stanie się ślepym jasnowidzem"
(Konflikt hermeneutyk: epistemologia interpretacji, wyd.cyt., s. 143).
3 0

5 1

3 2

3 3

5 4

3 3

5 6

3 1

5 8

5 9

6 0

6 1

6 2

6 3

6 4

6 5

6 6

6 1

6 8

6 9

1 0

1 1

1 2

1 3

1 4

1 3

1 6

7 1

1 8

1 5

57
i

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6845" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6825">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/94f05a58a25feac554cca43bc9adc934.pdf</src>
        <authentication>5f8b8c106d2d0d8c6eafeb53d28107ea</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81619">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5286</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81620">
                <text>2003</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81621">
                <text>pamięć</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81622">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4908</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81623">
                <text>"Obliviscere".O pokusie zapomnienia i dylematach reprezentacji / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81624">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.1-2; s.90-97</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81625">
                <text>Michera, Wojciech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81626">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81627">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81628">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81629">
                <text>WOJCIECH

MICHERA

do wiszącego na ścianie diagramu. Ważnym uzupeł­
n i e n i e m tej m n e m o - t e c h n i k i są robione p o l a r o i d e m

Obliviscere

i opatrywane podpisami zdjęcia - ludzi, z którym się

0 pokusie zapomnienia

lie - ona też kogoś straciła. Pomoże, bo współczuje"),

spotyka („Teddy - nie wierz w jego kłamstwa", „Nata­
przedmiotów

1 dylematach reprezentacji

(„mój

samochód")

i miejsc

(„hotel,

w którym mieszkam").
Najważniejsze jednak informacje (a jest to też k l u ­
czowa informacja w m o i m streszczeniu f i l m u ) Shelby
zapisuje pro memoria na własnym ciele. W pierwszej
c h w i l i dziwi nas (budzi w nas po-dziw, thauma) piękna

Nieprawdziwa
Nie wsiadłaś

jest moja

na okręt z pięknymi

Nie weszłaś nigdy do Troi

grafia t y c h n o t a t e k ; później zobaczymy, że bohater

opowieść,

(wcześniej) wykonał je w profesjonalnym salonie tatu¬

ławami,

ażu. U r o d a tej kaligrafii - zwłaszcza w scenie, gdy k u ­

warownej.

Stezychor,

Palinodia

sząca N a t a l i e (piękna C a r r i e - A n n e Moss), rozpina

1

mężczyźnie koszulę i spoglądając jednocześnie w lustro
czule bada p a l c a m i epigrafy pokrywające jego tors

Zacznę tak, j a k Christopher N o l a n w filmie

- podkreśla erotyczną taktylność zapisanych słów.

Me­

mento - o d k o ń c a h i s t o r i i ; czyli - zacznę o d tego wła­

Odwrócona czasowo konstrukcja f i l m u sprawia, że

śnie f i l m u .

staje się o n dla widzów (dokładnie tak, jak dla samego
bohatera jego codzienne

życie) serią zagadek

typu:

„prawda czy fałsz?". Przeszłość każdego zdarzenia ma t u
4

utworu

status równie niepewny, co w n o r m a l n y m świecie przy¬

niejako palingenetycz-

szłość - rozpoznawana w trybie przewidywań i przypusz­

Zapowiedzią palintropicznej k o n s t r u k c j i
(zapowiedzią o charakterze

n y m ) jest pełniąca w n i m funkcję prologu albo na­

czeń. Zresztą dla widza uczestniczącego w seansie filmo­

główka pierwsza scena - t r i k o w o puszczona o d tyłu do

w y m 'przeszłość' jest t u 'przyszłością'. O t o więc w kolej¬

przodu. Cały b o w i e m f i l m tworzą zachodzące na siebie

nych, następujących po sobie scenach, obserwujemy co¬

i k o l e j n o odchylane, coraz wcześniejsze fałdy historii.

raz wcześniejsze wydarzenia, czyli najpierw - działania,

W

t e n sposób, niczym w p a l i n d r o m i e , kresem (gr.

jakie Shelby podejmuje opierając się na swoich zapiskach

i celem (telos) f i l m u , a zarazem źró­

(wykonanych przez siebie, ale wypartych z żywej pamię-

eschaton, peirar)

dłem (pege) i logicznym początkiem (arche) wszystkich
opowiedzianych w n i m zdarzeń (oglądanych wcze¬
śniej, ale chronologicznie późniejszych), okazuje się
to, co zobaczyliśmy (nie rozumiejąc) w p r o l o g u .

2

Bohater f i l m u , L e o n a r d Shelby (Guy Pearce), jest
byłym d e t e k t y w e m ubezpieczeniowym, co jasno też
określa jego obecne powołanie: poszukuje o n prawdy,
jaką kryją ślady przeszłości. Prawdę tę uosabia tajem¬
niczy Johnny G., bandyta, który (rzekomo) zabił żonę
Shelby'ego. To tragiczne wydarzenie z przeszłości oka­
leczyło też samego d e t e k t y w a : cierpi o n na „szczegól­
ną przypadłość", m i a n o w i c i e zanik pamięci krótko¬
trwałej. N i e jest to typowa amnezja. Jak sam ciągle
każdemu powtarza (powtarza, bo nie pamięta, że już
o t y m mówił): w i e , k i m jest, w i e , co kiedyś (przed wy¬
p a d k i e m ) robił, teraz jednak niczego nie p o t r a f i zapa¬
m i ę t a ć dłużej niż k i l k a m i n u t . N i e rozpoznaje n o w o poznanych miejsc, ludzi, a podczas dłuższej rozmowy
zapomina, o d czego się zaczęła.
M i m o tej ułomności (jest to swoista 'śmierć pamię­
ci'), bolesna 'pamięć śmierci' (ukochanej żony) nie
pozwala m u zrezygnować z poszukiwań. Posługuje się
w n i c h szczególną protezą, mającą zastąpić zwykłą pa¬
mięć: prowadzi na bieżąco (póki to jeszcze możliwe)
precyzyjny system n o t a t e k , zapisane zaś k a r t k i , owe
hypomneumata,

3

albo nosi przy sobie („marynarka mu¬
Guy Pearce w filmie Memento

si mieć przynajmniej sześć kieszeni"), albo przyczepia
90

�Wojciech Michera

»OBLIVISCERE O POKUSIE ZAPOMNIENIA I DYLEMATACH REPREZENTACJI

Carrie-Anne Moss i Guy Pearce w filmie Memento

ci, a zatem w owej chwili już „zewnętrznych"), „wypowia­

postacie bardzo się różnią, w y m o w a samych filmów

dając się" niejako w trybie całkowicie o d n i c h zależnym;

jest zaskakująco p o d o b n a ; n a w e t jeśli u braci W a ­

następnie - rzeczywiste przyczyny i okoliczności, w jakich

chowskich cała już rzeczywistość staje się 'zapisem'

owe interpretowane p o t e m „źródła" powstawały.

(graficznym p r o g r a m e m k o m p u t e r o w y m ) , wymazują¬

W t e n sposób 'prawda' (gr. etymon) poddana zosta­

c y m i zastępującym prawdziwą 'pamięć'. W o b u wy¬

je n a użytek widza swoiście „etymologicznej" weryfika­

padkach w i r t u a l n i e wykreowane złudzenie (pozosta¬

cji: przez odtworzenie p i e r w o t n e j , źródłowej postaci

wiające n a ciele człowieka jeśli nie tatuaż, t o stygma-

danego działania-„wyrażenia". I wprawdzie d e t e k t y w

tyczny ślad po technologicznych przewodach łączą¬

próbuje dodać sobie otuchy, mówiąc, że t o „wspo¬

cych go niegdyś z maszyną) p o t r a f i skutecznie wieść n a

m n i e n i a są zawodne, bo t o tylko interpretacje" rzeczy¬

pokuszenie - jest bardziej ponętne niż realny świat.

wistych wydarzeń, w śledztwie zaś o f a k t a c h zawsze

I j a k L e o n a r d Shelby z Memento wybiera kłamstwo

mówią precyzyjnie sporządzone n o t a t k i (w języku fe¬

(pisma) p o t o , b y poczuć się szczęśliwszym, t a k też

n o m e n o l o g i i powiedzielibyśmy, że stanowią one „zo¬

w Matriksie

biektywizowane m e d i u m wyrażające sens") - za każ¬

Nebuchadnezzar (a zatem jeden z „przebudzonych",

Cypher - jeden z buntowników ze statku

d y m razem wszystkie jego w n i o s k i okazują się drama¬

którzy w y d o b y c i z k o m p u t e r o w e j „Matrycy" zdołali

tycznie fałszywe.

odzyskać prawdziwą świadomość-pamięć) - dopuszcza

Morał filmu? Zgodny z tytułem: memento! Jak się

się zdrady (wobec towarzyszy i „prawdziwej" rzeczywi­

wydaje, historia ta opowiada o dramatycznej niemoż¬

stości), ulegając pokusie p o w r o t u do stanu letargicz-

ności zastąpienia 'żywej' pamięci j a k i m k o l w i e k , choć¬

nej niepamięci (gr. lathesthai - o d lethe),

by i najdoskonalszym systemem graficznej n o t a c j i .

czystą, digitalną rozkosz (kuszący smak w i n a i wy¬

oznaczającej

kwintnej kolacji).

A l e t o przecież nie wszystko: finałowa scena („re-

Co ciekawe (ciekawe w porównaniu t y c h dwóch

pryza" przedstawiająca jeszcze raz - t y m razem wyczer¬
wydarzenie zapowiedziane w ekspozycji)

bardzo o d m i e n n y c h , j a k mogłoby się wydawać, p o d

ujawnia inną, bardziej szokującą prawdę: dowiadujemy

n i e m a l każdym względem filmów), nie tylko Carrie¬

pująco -

się oto, że bohater podjął wówczas świadomą decyzję

- A n n e Moss, ale i grający Cyphera Joe Pantoliano po­

(choć szybko p o t e m zapomnianą; n a co przecież jed¬

jawia się też w Memento,

n a k w t y m krótkim momencie przytomności właśnie li¬

E d w a r d G a m m e l l - postać w opowieści N o l a n a zupeł­

jako 'Teddy', czyli John

czył), nieodwołalną zatem decyzję wejścia w kuszący

nie kluczowa. D l a Schelby'ego jest o n zarazem stałym

świat pozoru: „Czy okłamuję sam siebie, żeby czuć się

łącznikiem z zapominaną systematycznie realnością,

szczęśliwym? W t w o i m przypadku Teddy - zrobię t o " .

ale także - „podrzuconym" samemu sobie celem kolej¬

A zatem raczej: Obliviscere,

nego fikcyjnego dochodzenia ( k o l e j n y m J o h n e m G . ) .

„zapomnij"! Konstata­

cja, zachęta bądź przestroga. B o t r u d n o oprzeć się po¬

Te zbieżności obsadowe o b u obrazów f i l m o w y c h ,

kusie zapomnienia, „zapomnienia się", tej perswazyj¬

przy jednoczesnym i c h bardzo b l i s k i m następstwie cza¬

nej sile (peitho) wykreowanego sztucznie - za p o m o c ą

sowym, nie wydają się przypadkowe. Przeciwnie, moż¬

„sztuki" - pozoru (doksa) i sprytnego łudzenia

na sądzić, że stanowią świadomą grę reżysera, który za

(apate).

p o m o c ą tego środka wyrazu filmowego, konstruując
swoistą, pozanarracyjną

relację

„intertekstualną",

podsuwa w i d z o w i właściwe jego zdaniem tło kontek¬

C a r r i e - A n n e Moss - podstępna N a t a l i e : pamięta­
m y j ą przede wszystkim jako T r i n i t y z wcześniejszego

stowe, sugerując t y m samym istnienie pewnej interfe¬

o r o k f i l m u Matrix. W p r a w d z i e te dwie grane przez nią

r e n c j i ideowej o b u utworów.
91

5

�Wojciech Michera

O POKUSIE ZAPOMNIENIA I DYLEMATACH REPREZENTACJI

•OBLWISCERE

znośny i doprowadzający go do aktów desperacji nad¬
Memento

m a szczególną siłę przypominania o i n ­

nych filmach.

to wszyscy i n n i (podob¬

coś z f i l m u V i n -

nie jak w Memento osamotniony Shelby) za każdym ra¬

cenzo N a t a l i Cube (transponowanego w wymiar czaso­

zem budzą się z pamięcią gruntownie wyczyszczoną,

6

Jest t u coś z Matriksa,

miar pamięci. W Dniu świstaka

w y ) , coś z A n t o n i o n i e g o (jak w Powiększeniu:

odkrywa¬

„zresetowaną" - pozbawieni świadomości, że to, co ro¬

nie prawdy zarejestrowanej przez samego siebie w tek-

bią i mówią (z p u n k t u widzenia Connorsa i widzów

ście-obrazie; jak w Zawód

oglądających f i l m ) , już się wielokrotnie zdarzyło. P h i l

reporter:

eksperyment ze

świadomą modyfikacją własnej tożsamości); z pewno¬

Connors (nawiasem mówiąc: telewizyjny specjalista o d

ścią wiele z wyobraźni D a v i d a Lyncha (precyzyjna za¬

prognozowania

gadka kryminalna, mająca gęstą konsystencję snu-nie-

j ą c (dosłownie!) wydarzenia jednego dnia, badając nie¬

-snu, rozwidlającego ścieżki wnioskowania, możliwe

jako tkwiący w n i c h potencjał, zagęszcza cały świat do

znaczenia i tożsamości bohaterów), a także Greena-

w y m i a r u tej czasowej celi -

waya (przede wszystkim, ale nie tylko, owa 'gramatolo-

wprawdzie (jednodniową), ale za to absolutną, wręcz

giczna' body-art, narzucająca skojarzenie z P i l l o w B o o k ) .

boską pamięć (mówi do A n d i e M a c D o w e l l , prowoka¬

7

budując

krótkotrwałą

cyjnie żartując: „Jestem bogiem").

Jako szczególnie wydajny k o n - t e k s t interpretacyjny
przychodzi m i jednak na myśl słynny Dzień

pogody), w nieskończoność prze-rabia-

świstaka

Pierwszy zatem, Shelby - stara się przeniknąć utka¬

H a r o l d a Ramisa z 1993 r. Już prosta analiza struktural¬

ną z niepamięci zasłonę świata, jednak pismo i graficz¬

na ujawnia uderzające podobieństwo o b u obrazów -

na m n e m o t e c h n o l o g i a jeszcze gęściej osnuwają poszu¬

polegające na znaczącej współ- i lustrzanej rozbieżno¬

kiwaną prawdę, w zamian podsuwając fałszywe (pseu-

ści. Można powiedzieć

dea) i mylące ( apate), c h o ć przecież kuszące i przeko¬

(wspominając

nauki

Levi-

-Straussa o m i c i e ) , że m a m y t u do czynienia z d w o m a
symetrycznymi wobec

siebie w a r i a n t a m i tej

nujące (peitho) wątki tego śledztwa.

samej

D r u g i , C o n n o r s - dzięki nadzwyczajnej konden¬

w istocie h i s t o r i i .

sacji żywej pamięci, bez wsparcia żadnej „zewnętrz¬

To nie przypadek zatem, że r y t m o b u opowieści

n e j " t e c h n o l o g i i archiwizującej doświadczenia,

bez

określa powracająca z m o n o t o n n ą regularnością scena

n i e p r z y d a t n y c h w jego szczególnej sytuacji n o t a t e k

przebudzenia bohatera w p o k o j u h o t e l o w y m : utkwił o n

l u b zdjęć (a jako członek ekipy telewizyjnej m a do

t u niczym Odyseusz u Kalypso, i niczym też władca Ita¬

dyspozycji kamerę telewizyjną z o p e r a t o r e m ) , coraz

k i nostalgicznie płacze z tęsknoty za d o m e m . Tymcza¬

lepiej wszystko rozumie i w efekcie rezygnuje z do¬

sem powrót, nostos, jest niemożliwy; z różnych jednak

tychczasowego życia, wygodnego, ale w istocie pełne¬

powodów. O ile w Dniu świstaka,

go pozorów.

k u rozpaczy główne¬

go bohatera, każdego ranka rozpoczyna się zawsze t e n

W pierwszej h i s t o r i i wszystko (zapomniane) wzięło

sam dzień, 2 lutego, i wszystko w nieskończoność się

się ze straty ukochanej kobiety. W h i s t o r i i drugiej - do

powtarza (z czego jednak n i k t poza n i m nie zdaje sobie

zdobycia ukochanej

sprawy), to dla bohatera Memento

prowadzi.

przerażająca jest

kobiety wszystko

(pamiętane)

właśnie absolutna nie-powtarzalność i brak wszelkiej
k o n t y n u a c j i : każdy dzień jest zawsze pierwszy, pokój
hotelowy zaś -

k o m p l e t n i e nieznany i pozbawiony

wspomnień lub i n n y c h wyróżniających go cech.

W precyzyjnie skonstruowanej intrydze f i l m u Me¬
mento jedno się nie zgadza: bohater, który o d c h w i l i

8

Jeśli zatem L e o n a r d Shelby cierpi na niedobór pa¬

tragicznego w y p a d k u niczego p o n o ć nie

mięci (dotyczącej tego, co aktualne), to P h i l Connors

pamięta,

o j e d n y m przynajmniej nie zapomina nigdy: właśnie

(Bill M u r r a y ) przeciwnie: o d ludzi, z którymi się spoty­

o swojej „przypadłości", o t y m , że jest człowiekiem cier¬

ka w miasteczku Punxsutawney, różni go właśnie nie-

piącym na zanik pamięci. Bez tego k o m p r o m i s u w psy¬
chologicznej

charakterystyce

postaci a n i L e o n a r d

Shelby nie byłby w stanie w j a k i k o l w i e k sensowny spo¬
sób interpretować pozostawionych samemu sobie pi¬
semnych instrukcji, a n i Christopher N o l a n (bez tej
choćby tak w i o t k i e j osnowy) zapleść logicznej intrygi.
W zamyśle reżysera zresztą łagodzić tę niekonse¬
kwencję ma zapewne powracający wątek związany
z tatuażem na lewej dłoni Schelby'ego:

Remember

Sammy Jenkins. Jenkins to człowiek ze świata przeszło¬
ści, sprzed w y p a d k u , który cierpiał rzekomo na podob¬
ny zanik pamięci krótkotrwałej. Jego właśnie historię
Schelby opowiada (w n o r m a l n y m już porządku chro¬
nologicznym) Teddy'emu podczas k o l e j n y c h rozmów
telefonicznych, traktując ją też jako klucz pamięciowy
Joe Pantoliano w filmie Memento

pozwalający m u zrozumieć własną sytuację.
92

�Wojciech Michera

•OßLIVISCERE O POKUSIE ZAPOMNIENIA I DYLEMATACH REPREZENTACJI

N a j m n i e j zresztą jest t u ważna kwestia psycholo­

* * *

gicznego prawdopodobieństwa przedstawionych oko­
liczności. C a ł ą konstrukcję - z k l u c z o w y m w opowie­

Idealną teraźniejszością w świadomości człowieka

ści psychologicznym pojęciem „pamięci krótkotrwa­

wydaje się nieskończenie krótka, krótsza niż mgnienie

ł e j " - wypada uznać przecież za coś więcej niż tylko

oka, c h w i l a zmysłowego spostrzeżenia. A l e j a k uczy

kliniczny opis jakiejś rzadkiej choroby. To raczej, j a k

E d m u n d Husserl (w Wykładach

sądzę, miara, modulus,

wnętrznej

obrazowy m o d e l , który dzięki

świadomości

czasu)

9

z fenomenołogii

we­

nie da się oddzielić spo­

zastosowaniu r e d u k c j i (liczby elementów) i uwydat­

strzeżenia („impresji") o d tego, co spostrzeżeniem już

n i e n i a ( i c h skali) wyodrębnia istotne cechy tego, co

nie jest, a co natychmiast po n i m następuje: „Do ' i m ­

absolutnie najważniejsze, a co zwykliśmy określać jako

presji' w sposób ciągły dołącza się - jako jej modyfika­

conditio humana. I oczywiście t o właśnie Shelby (a nie

cja - pierwotne przypomnienie (primäre

i n n e postacie, ludzie zdrowi i cieszący się dobrą pamię¬

albo, j a k powiedzieliśmy, retencja".

cią) k o n s t r u o w a n y jest w filmie jako m o d e l o w y wzo¬

Erinnerung)

„W sensie idealnym zatem spostrzeżenie (impresja)

rzec człowieczeństwa.

byłoby tą fazą świadomości, która konstytuuje czyste

I n t e r p r e t a c j a f i l m u ( i nie t y l k o tego przecież) wy¬

«teraz», a przypomnienie wszelką inną fazą [tego] kon¬

maga szczególnej uwagi, podobnej do tej, która towa¬

t i n u u m . A l e t o jest właśnie tylko idealna granica, coś

rzyszy oglądaniu t r i k o w y c h , d w u - z n a c z n y c h rysun¬

abstrakcyjnego, co nie może istnieć samo dla siebie."

ków, kodujących za p o m o c ą t y c h samych kresek d w a

O w o przypomnienie retencyjne (jak t o mówi Husserl:

niezależne, alternatywne wyobrażenia. W portrecie

złączone ze spostrzeżeniem niczym warkocz k o m e t y

Z y g m u n t a Freuda w y d a t n y nos zamienia się nagle

z jej głową) jest zatem częścią „naoczności" i uczestni¬

w nagą, przeciągająca się kobietę, kiedy indziej

czy w związanej z nią poznawczej oczywistości.

-

piękna dziewczyna, po odwróceniu rysunku, okazuje

Bohater f i l m u Memento

się szpetną staruchą. Podobnie w konturze postaci Le­

nie jest więc pozbawiony

pamięci „najkrótszej", określonej przez Husserla jako

onarda Shelby'ego, nakreślonym przez reżysera, przy

„pierwsza", „pierwotna" czy też „retencjonalna". Żyje

o d r o b i n i e wysiłku - jeśli zdołamy przełączyć zakres

w owej poszerzonej teraźniejszości, n a którą składa się

naszego postrzegania

(„królik czy kaczka?" -

pyta

spostrzeżenie (teraźniejszość idealna) oraz bezpośred¬

- dostrzeżemy

n i o po niej następująca i w istocie nie dająca się ana¬

wiele mówiącą, wartościową poznawczo karykaturę

litycznie oddzielić retencja (a także, współtworząca

nas samych.

otoczkę czasową spostrzeżenia 'protencja', czyli ocze­

Ernst G o m b r i c h w Sztuce

i złudzeniu)

Jeśli zatem chcemy wyjść poza pierwszy, oczywisty,

k i w a n i e ) . Problem Shelby'ego dotyczy (jeśli przyjąć

realistyczno-psychologiczny w y m i a r f i l m u , w a r t o za¬

kategorie Husserla) drugiego rodzaju pamięci - przy¬

stanowić się raz jeszcze, czym jest ów niezwykły defekt

p o m n i e n i a 'wtórnego' (sekundäre

dręczący bohatera, a także ta niedługa chwila, gdy

nownego'

przytomnie k o n t a k t u j e się o n ze światem zewnętrz¬

angielskim oddawane jest słowem

n y m . L u b raczej: czym jest owa przytomność właśnie -

(Wiedererinnerung),

Erinnerung),

l u b 'po¬

które w tłumaczeniu
recołłection.

O w o 'drugie przypomnienie' nie jest już złączone

t a k u l o t n a , że wydać się może nie tyle pamięcią, ile

bezpośrednio

nadzwyczaj przedłużoną teraźniejszością.

uobecnia się samodzielnie. Dzięki n i e m u właśnie m o 93

ze spostrzeżeniem

i w świadomości

�Wojciech Michera

• OBLWISCERE

O POKUSIE ZAPOMNIENIA I DYLEMATACH REPREZENTACJI

żemy „powtórzyć" w myślach to, co przeminęło, a za¬

ma zawsze dla Husserla, kiedy w ogóle się n a d n i m za¬

t e m (nawet jeśli przeminęło niedawno) już nie jest te¬

stanawia, charakter d u p l i k a t u , któremu jako «odbiciu»,

raźniejszością, lecz przeszłością. Wszystko w n i m - pi¬

«szacie», «sukni», «powłoce», «osadowi» doświadczeń

sze Husserl - „ jest takie samo j a k spostrzeżenie i pier¬

- czy jakichkolwiek i n n y c h metafor Husserl t u używa -

w o t n e przypomnienie, a przecież nie jest to spostrzeże¬

nie przysługuje i c h «autentyczność»".

nie i pierwotne przypomnienie".

wyrazu - między poprzedzającym język źródłowym, ży¬

Jest warstwą

w y m doświadczeniem (percepcja, doznanie, pragnie¬

I n n a jest również jego wartość poznawcza. Zauwa¬
ża b o w i e m autor Wykładów...:

12

nie) a przekraczającym go ideałem czystych, racjonal¬

„Godna uwagi różnica

zachodzi też w odniesieniu do oczywistości przypo¬

n y c h i także niejęzykowych struktur l o g i c z n y c h .

m n i e n i a pierwotnego i wtórnego. To, co uświadamiam

smem - rozumianym jako techniczny duplikat języka -

13

Zpi-

sobie retencjonalnie, jest, j a k widzieliśmy, absolutnie

jest oczywiście jeszcze gorzej (sam Husserl, co podkreśla

pewne. A l e j a k mają się sprawy z dalszą przeszłością?

Klaus N e l l e n , pragnąc zapewne zredukować dramatycz¬

[ . . . ] Możliwe są t u zatem [w sferze pamięci wtórnej -

ny rozziew między myślą a jej technicznym zapisem, po¬

W M ] błędy, które swe źródło mają w o d t w o r z e n i u

sługiwał się pismem stenograficznym).

j a k o t a k i m " [podkr. W M ] .

Poznawcza rola języka - a także materialnej jego

D l a Husserla (mówiąc w niezbędnym t u uproszcze¬

artykulacji, innej niż dźwiękowa (jeśli można tak po¬

n i u ) źródłem 'pewności' jest spostrzeżenie. L u b inaczej:

wiedzieć) -

pewność doświadczenia poznawczego bierze się z ta¬

i z n a t c h n i e n i a M a r t i n a Heideggera) radykalnie prze-

k i c h wartości, jak „pierwotność", „źródłowość", „orygi¬

formułowana: w zdolności mówienia w i d z i się coś wię¬

n a l n o ś ć " (origo, źródło). Właściwa jest i m b o w i e m apo¬

cej niż tylko jeden pośród w i e l u i n n y c h atrybutów

dyktyczna oczywistość, naoczność żywej

obecności.

człowieka (wtórny wobec myślenia). Jak pisze Paul R i -

Wszystko też, co nas o d źródła oddala, jest kłopotliwym

coeur (w 1970 r o k u ) : „Mowa zajmuje szczególne miej¬

dodatkiem,

poznawczą

sce w egzystencji ludzkiej, skoro okazuje się funkcją,

przeszkodę, wymagającą stosownych przeciwdziałań,

która nie w c h o d z i w skład i n n y c h , ale umożliwia i c h

redukujących jej negatywny (czyli wszelki) wpływ.

l u d z k i charakter". Dotyczy to nawet postrzegania:

zniekształceniem

i stanowi

została o d czasów Husserla (za sprawą

„Rzeczy przez nas oglądane, słyszane, dotykane są

Pierwotne jest zatem prezentujące spostrzeżenie,
wyobraźnia zaś (re-prezentująca, od-twarzająca to, co

p r z e d m i o t a m i już z r y t y m i p r z e z n a s z j ę z y k

minęło, co było teraźniejszością w przeszłości) - wtór¬

Nasze postrzeżenia są n a p i ę t n o w a n e

na. A ponieważ z „żywego teraz" nie da się wyekstra¬

słownym

h o w a ć czystej, dziewiczej percepcji, „impresji" (zawsze

strzeganiu coś w rodzaju f r a z o w a n i a , frazowania

b o w i e m towarzyszy jej - jak warkocz komecie - pamię¬

w świecie, coś sprawiającego, iż cała

ciowa retencja), Husserl przesuwa granicę 'źródłowej

wszelkie zmysłowe przedmioty są przejęte przez zna-

oczywistości' między d w a typy przypomnienia: reten¬

czenia".

cję a przypomnienie drugie, wtórne, rekolekcyjne i re¬
p r o d u k c y j n e : między retencję i wyobraźnię.

[...].

znaczeniem

[ . . . ] . Można by powiedzieć, że jest w po¬
zmysłowość,

14

Z d a n i e m Ricoeura

owo „frazowanie",

językowe

w swej istocie, odnosi się też do ludzkiego gestu. Przy¬

10

'Przypomnienie wtórne' j a w i się więc jako poznaw¬

kładem, j a k i przywołuje w t y m miejscu Ricoeur, jest

cza przeszkoda. Z tego p u n k t u widzenia przypadłość,

wytwarzanie krzemiennego narzędzia przez człowieka

na jaką cierpi Shelby, można by uznać wręcz za meta¬

pierwotnego: „narzędzia ludzi p i e r w o t n y c h są z pew¬

forę m e t o d y fenomenologicznej: oto realizuje się po¬

nością czymś współczesnym m o w i e , sprawiając, że każ¬

stulat redukcyjnego p o w r o t u do źródłowej oczywisto¬

dy nasz gest został niejako przejęty przez mowę, jest

ści „rzeczy samych": pojawia się szansa na opis czyste¬

w niej artykułowany do tego stopnia, iż antropolodzy

go przeżycia: wolnego o d wcześniejszych, reproduko¬

- j a k L e r o i - G o u r h a n dla przykładu - pisząc o geście

w a n y c h w pamięci doświadczeń.
N a czym zatem polegał błąd detektywa? Otóż, my¬
śląc nadal w kategoriach fenomenologicznych, prze¬
szkodą musiała być pokusa „pisma" - t e c h n i k i mającej
stanowić uzupełnienie n a t u r a l n e j , żywej pamięci. A l e
- wykraczając już poza te kategorie - można też uznać,
że porażka bohatera filmowego eksperymentu ujawnia
naiwność fenomenologicznej wiary w możliwość doko¬
n a n i a takiej r e d u k c j i „bytu" do objawiającego się świa¬
domości czystego „sensu".

11

D l a Husserla przeszkodą na drodze do „czystego
znaczenia" i p i e r w o t n e j , logicznej prawdy jest już język

Memento, r e i . Christopher Nolan

i gramatyka. „Albowiem język - pisze Klaus N e l l e n 94

�Wojciech Michera

•OBLWISCERE

O POKUSIE ZAPOMNIENIA I DYLEMATACH REPREZENTACJI

rzaniu, jest b o w i e m ucieleśnioną (w ruchach) mową.
Takie p o j m o w a n i e języka - jako nieredukowalnego
czynnika, frazującego postrzeganie i „gestowanie" obce jest oczywiście fenomenologii, odwołującej się do
żywej, i n t e n c j o n a l n e j świadomości.

16

Ricoeur jednak

nie zajmuje się w gruncie rzeczy samym „arte-faktem",
„artykułem", czyli wy-artykułowanym za p o m o c ą gestu
narzędziem (jak się wydaje, dla owego pasma gestu, ja¬
ko pasma frazy - pomyślanego radykalnie,

niejako

„pantomimicznie" - nie jest nawet konieczna fizyczna,
„kamienna" obecność „produkowanego" przez paleoli¬
tycznego łowcę narzędzia).
C o zatem z k r z e m i e n n y m arte-faktem? Czy nie na¬
leży widzieć w n i m zapisu owej sekwencji gestów, reje¬
strującego j ą niczym p r y m i t y w n a płyta gramofonowa?
A l e może coś więcej: czyż nie o n właśnie, techniczny
wytwór - a nie t y l k o „świadomość" wykonawców jest szczególnym nośnikiem uogólnionej pamięci kul¬
turowej? Inaczej mówiąc - jest o n nie t y l k o rejestracją
dopełniającą t e n konkretny, wytwórczy gest, ale też
materializacją ogólnej wiedzy, k u l t u r o w y m wzorcem,
poprzedzającym logicznie i określającym samą możli¬
wość owej powracającej frazy l u d z k i c h gestów, a także
weryfikującym jej poprawność.
D o sporu o logiczne pierwszeństwo między źródłowym-vs-frazowanym „sensem" a ekspresyjnym-vs-frazującym „ językiem" włącza się zatem trzeci, zewnętrz¬
ny wobec świadomości element. Jeśli chcielibyśmy
jeszcze raz odwołać się d o t e r m i n o l o g i i Husserla, naj¬
bardziej przydatne, j a k się wydaje, byłoby
„świadomości obrazowej" -

W Wykładach

pojęcie

Bildbewusstsein.

z fenomenologii

wewnętrznej

mości czasu „świadomość obrazowa"

świado­

(bildbewusstsein)

pojawia się niejako m i m o c h o d e m (par. 2.28) - jako
negatywny składnik d e f i n i c j i przypomnienia wtórne¬
go, czyli pamięciowego uobecnienia przeszłości. Hus¬

Guy Pearce w filmie Memento

serl pisze zatem: „Trzeba jeszcze rozważyć, do jakiego
g a t u n k u należy t o uobecnienie, o którym tutaj jest
i mowie u ludzi p i e r w o t n y c h , będą mówić o określonej

mowa.

syntezie gestualnej, gdy przy analizie k a m i e n i a ciosa¬

w przypadku świadomego odwzorowania obrazowego

nego będą wykazywać, że ociosanie tego k a m i e n i a za¬

(malowidło, popiersie, i t p . ) , nie w c h o d z i w grę."

kładało pewną liczbę związanych ze sobą gestów i t o
pasmo gestu jest j a k pasmo f r a z y " .

Reprezentacja przez p o d o b n y o b i e k t , j a k

Świadomość obrazowa -

„Malowidło, popiersie,

i t p . " - wyprowadza pamięć poza obszar świadomości.

15

Ciosanie określonego narzędzia krzemiennego jest

W

obrazie malarskim n a przykład, który oglądamy

powtarzalną sekwencją gestów, które n i e t y l k o coś

w galerii, powstałym w bliższej l u b dalszej przeszłości,

produkują, ale też „frazują". S ą ( t o już moje własne

dostrzec możemy co najwyżej ślad, zapis, uzewnętrz¬

skojarzenie) niczym skodyfikowane r u c h y aktora w te¬

nienie pamięci malarza, który coś kiedyś widział l u b

atrze azjatyckim; są techniką, zatem umiejętnością

sobie wyobrażał. M y - możemy studiować t e n obraz,

określoną k u l t u r o w o i tak też, jako tradycja, j a k język

ale przecież nie jako pamięć naszej własnej, przeżytej

(a nie t y l k o jako „sens" - t u t a j : użyteczna przydatność

przeszłości.

17

wytworzonego za i c h pomocą narzędzia) przekazywa¬

To przywołane i o d razu porzucone przez Husserla

n ą . W t y m znaczeniu wszelka t e c h n i k a (techne) zawsze

pojęcie - rozumiane jako i n n a „pamięć", wykraczająca

jest m n e m o - t e c h n i k ą .

poza obszar świadomości, czyli poza retencję i rekolek¬

Ricoeur mówi zatem o kształtującym, „frazującym"

cję - odegrało znaczącą rolę w kształtowaniu się myśli

geście, który nie wyczerpuje się w skutecznym w y t w a -

Jacques'a Derridy, w jego rozprawie z fenomenologicz95

�Wojciech Michera

» O B L I V B C E R E O POKUSIE ZAPOMNIENIA I DYLEMATACH REPREZENTACJI

n y m p r y m a t e m poznawczym „żywej o b e c n o ś c i " i „na­
ocznej oczywistości".

18

D e r r i d a , j a k w i a d o m o , wszyst­

W y m o w a f i l m u Memento

k o odwraca, całą tę logikę doświadczenia poznawcze­

nie jest jednoznaczna.

M a m y w n i m niewątpliwie do czynienia z radykalną

go wraz z jej n i e c h ę c i ą do „zewnętrzności" (logikę „su­

krytyką „pisma" jako ( m n e m o ) t e c h n o l o g i i , która wy­

p l e m e n t u " ) , kwestionując źródłową wyłączność spo¬

pierając żywą pamięć fałszuje (wirtualizuje) rzeczywi­

strzeżenia i przenosząc p u n k t ciężkości w stronę pa¬

stość. Możemy j e d n a k też uznać, że „szczególna przy­

mięci - pierwszej, drugiej, ale także - tej „trzeciej".

padłość" Schelby'ego m a charakter wzorcowy i doty­

Wspólnym b o w i e m korzeniem r e t e n c j i i re-prezentacji

czy w istocie nas wszystkich. A wówczas znika wpraw¬

jest jego zdaniem: „ m o ż l i w o ś ć p o - w t ó r z e n i a

[ré­

dzie nadzieja, wszelka nadzieja, n a możliwość wyzwo¬

ślad

lenia

pétition]
w

w jego

najogólniejszej

znaczeniu najbardziej

postaci,

uniwersalnym,

możliwość,

się z więzów

„technologicznego

złudzenia"

(i w t y m sensie obraz t e n różni się na przykład o d Ma-

która musi nie tylko zamieszkiwać czystą aktualność

triksa),

teraźniejszości, ale także j ą tworzyć za sprawą samego

też „normalność", z jej zwykłą, nie sprawiającą po¬

r u c h u różnicości [différance],

znawczych problemów pamięcią.

szość] w p r o w a d z a " .

który w nią [w teraźniej­

ale zarazem - bardzo problematyczna staje się

Dramatyczna ambiwalencja pamięci i (pokusy) za¬

19

p o m n i e n i a , skojarzona w filmie Memento

R u c h „różnicości" (albo „różni", w polskiej litera¬

z techniczną

différance)

n o t a c j ą i „pismem" - t r a k t o w a n y m „graficznie", j a k

można t u chyba rozumieć (niech znawcy D e r r i d y wy¬

obraz, w y k o n y w a n y m przez bohatera n a własnym cie¬

turze występują oba te tłumaczenia słowa

baczą tę definicyjną profanację) jako nadwerężenie lo¬

le, uwikłanym w namiętność i śmierć - przywołuje

g i k i „obecności", która t r a c i możliwość uzasadniania

bardzo bogate konteksty k u l t u r o w e . Wśród n i c h naj¬

oczywistej toż-samości (oczywistości bycia-sobą „po

ważniejszy wydaje się wątek platoński. Wydaje się

prostu") za sprawą „ frazującej" (że użyję tego obcego

wręcz, że f i l m Christophera N o l a n a potraktować moż¬

Derridzie określenia) pamięci. D l a Husserla, j a k wie­

na jako ilustrację, l u b nawet symulację Sokratesowej

my, t e n wkład pamięci (podobnie j a k języka), t e n

k r y t y k i pisma jako „lekarstwa n a p a m i ę ć "

„osad doświadczeń", stanowił przeszkodę w d o t a r c i u

274-275). A l e t y m zagadnieniem wypadnie zająć się

do istoty rzeczy (skoro cała prawda zawiera się w źró¬

osobno.

(Fajdros

21

dłowej impresji, a błędy „swe źródło mają w odtworze¬
n i u jako t a k i m " ) . Teraz jednak, jeśli podążamy śladem
Derridy, można powiedzieć, że dostęp d o rzeczywisto¬
ści poznawanej w prezentującym spostrzeżeniu otwie¬

Przypisy
1

ra się właśnie dzięki re-prezentującemu przypomnie¬

Tłumaczenie Jerzego Danielewicza. Słowa Stezychora (VII/VI
w. przed Chr.), cytowane przez Platona w Fajdrosie, dotyczą He­

n i u . Ze poznanie z konieczności jest zawsze roz-pozna-

leny. Palinodia: odwołanie pieśni.

n i e m . Ze nigdy nie da się wypreparować czystego „sen¬

ouk estin etymos logos houtos

su" z „ faktyczności" świata, b o nic, żaden „tekst", nie

oud' ebas en neysin eusselmois
oud' hikeo pergama Troias

istnieje poza k o n - t e k s t e m . I że ów k o n - t e k s t nadcho¬
2

dzi spoza sfery świadomości - jest „świadomością ob¬
razową" (bildbewusstsein),

cie źródła jako też kresy przykre", panton pegai kai peirata. Tł. Je­

„faktycznością", którą na-

- p o t y k a m y jako „zawsze-już" istniejącą,

rzego Łanowskiego.

stanowiącą

3

w a r u n e k i zasadę wszelkiego po-wtórzenia i roz-poznania, ponadindywidualną

teratura, opr. Tadeusz Komendant, Warszawa 1999, s. 306 n .
4

W istocie konstrukcja ta jest jeszcze bardziej złożona, bowiem wy­
odrębnione czarno-białą tonacją zdjęć sekwencje rozmów telefo¬

m e n t a c j i - pamięcią kulturową. S a m ą kulturą. Zywio-

nicznych toczą się zgodnie z własnym, niezależnym porządkiem.

łem antropologicznym.
5

D e r r i d a tak podsumowuje swoją książkę Głos i fe­
nologii Husserla

Na temat hypomneumata zob. Michel Foucault, Sobąpisanie, tł.
M . P Markowski, w tegoż: Powiedziane, napisane. Szaleństwo i li­

(„quasi-transcendentalną"),

„zarchiwizowaną" l u b też poddaną procesom sedy¬

nomen. Wprowadzenie

Hezjod w Theogonii (738) pisze o Tartarze: „wszystkiego w świe­

Na temat intertekstualności zob. Ryszard Nycz, Tekstowy świat.
Poststrukturalizm a wiedza o literaturze, Kraków 2000, s. 83

do problematyki znaku w fenome­

6

z r o k u 1967: „Nie w i e m y już zatem,

Pomijam t u nawet aż nadto oczywiste podobieństwo filmu Nolana do opowieści, także literackich, z odwróconym biegiem

czy to, co prezentowało się zawsze jako p o c h o d n a l u b

narracji. Tylko dwa przykłady: filmowy - Nieodwracalne Gaspa-

przekształcona re-prezentacja prostej prezentacji, jako

ra Noe, z roku 2002; literacki - opowiadanie Alejo Carpentie-

«uzupelnienie», «znak», «pismo», «ślad», nie «jest»,

ra Powrót do ziarnka, ze zbioru Wojna czasu, Guerra del tiempo
(Warszawa 1974, tł. Kalina Wojciechowska).

w sensie koniecznie, ale w n o w y sposób a-historycz7

n y m , «starsze» niż o b e c n o ś ć i system prawdy, starsze

Dylemat reprezentacji obrazowej powraca w wielu filmach
Greenawaya, takich choćby jak Brzuch architekta, Kontrakt ry¬

niż «historia». «Starsze» niż sens i zmysły: niż źródło¬

sownika. Należy też wspomnieć (bo na wyczerpujące wyjaśnie¬

w o prezentująca naoczność, niż aktualne i pełne spo¬

nie brak t u miejsca), że wymowa ideowa aktu pisania na ludz¬

strzeżenie «rzeczy samej», niż widzieć, słyszeć, doty¬

kim ciele jest w Pillow Book zupełnie inna niż w Memento.

kać, zanim nawet d o k o n a się rozróżnienia n a i c h

8

„Każdy dzień jest pierwszy, jeśli nie pamięta się poprzedniego" -

«zmysłową» dosłowność i metafizyczną inscenizację

mówi cierpiąca na zaniki pamięci bohaterka najnowszego filmu

w całej h i s t o r i i f i l o z o f i i " .

Clauda Leloucha Piano Bar (cytuję z pamięci).

20

96

�Wojciech Michera

• OBLWISCERE

O POKUSIE ZAPOMNIENIA I DYLEMATACH REPREZENTACJI

Edmund Husserl, Wykłady z fenomenologii wewnętrznej

ufundowaniu logicznych treści na wyrażeniach językowych, fe¬

świado­

mości czasu, tł. Janusz Sidorek, Warszawa 1989. Poglądy Hus­

nomenologia opiera te ostatnie na sile intencjonalności, która

serla przedstawiam t u w sposób radykalnie uproszczony. Na te­

jest pierwotniejsza od języka i łączy się ze «świadomością» jako

mat Husserlowskiej koncepcji czasu zob. np.: Maurice Merleau¬

taką". Por. też Derrida (Głos i fenomen): „Husserl [...] chciał

-Ponty, Fenomenologia percepcji, tł. M Kowalska i J. Migasiński,

niewątpliwie zachować pierwotnie niemą, «przed-wyrażenio-

Warszawa 2001 (rozdział Czasowość,

wą» warstwę przeżycia" (s. 26).

s. 431 n.); Krzysztof M i ­

chalski, Logika i czas. Próba analizy Husserlowskiej teorii sensu,

Trzeba jednak wspomnieć (i z braku miejsca - tylko wspo¬

Warszawa 1988 (rozdz. 3.); Jacques Derrida, Głos i fenomen, tł.

mnieć), że po latach Husserl zrewiduje swój pogląd na temat

Bogdan Banasiak, Warszawa 1997.

bildbewusstsein - w rozprawie na temat Pochodzenia Geometrii
Paris

(1937). Stwierdzi tam, że właśnie „zapis" pozwala przekroczyć

1967, s. 72). Dlatego też Husserl przeciwstawia się poglądowi

istotną słabość indywidualnej pamięci, tę mianowicie, że jest

Por. Derrida, Głos...

(1. wyd.: La voix et le phénomène,

Brentana, który twierdził, że także pierwsza pamięć ma charak¬

śmiertelna. Pismo, jako uzupełnienie pamięci, umożliwia jej

ter wyobrażenia.

przekazywanie kolejnym pokoleniom i kumulację, stając się wa¬

Por. Vincent Descombes, To samo i inne. Czterdzieści pięć lat fi­

runkiem możliwości powstania takiej na przykład dyscypliny,

tł. B. Banasiak i K. Matuszewski,

jak geometria. Wstęp Derridy do (własnego tłumaczenia) Po¬

lozofii francuskiej (1933-1978),

chodzenia Geometrii jest pierwszym dziełem tego francuskiego fi¬

Warszawa 1997, s. 94 n .

lozofa, w którym w jasny już sposób zarysowuje swoją koncep¬

Klaus Nellen, „Język" i „świat przeżywany" w myśli Husserla, w:
Świat przeżywany. Fenomenologia i nauki społeczne,

cję „pisma" (Introduction, w: E. Husserl, Lorigne de la géométrie,

Z. Krasno-

dębski i K. Nellen (red.), Warszawa 1993, s. 130. Zob. też Der­

Paris 1962).

rida, Forma i znaczenie. Uwagi o fenomenologii języka, w tegoż: Pi­

Zob. Bernard Stiegler, Derrida and technology: fidelity at the limits

smo filozofii, tł. B. Banasiak, s. 109-128

of deconstruction and the prothesis of faith, w: Tom Cohen (red.),

Paul Ricoeur, Husserl i Wittgenstein o języku, tł. M . Drwięga,

Jacques Derrida and the Humanities, Cambridge 2001, zwł. s.

„Principia" X V I - X V I I , 1997, s. 59-69

244.

Paul Ricoeur, Struktura a znaczenie w mowie, tł. Stanisław Ci­

Derrida, La voix et le phénomène,

chowicz, w tegoż: Egzystencja i hermeneutyka, Warszawa 1985, s.

i podkreślenie własne - W M . Por. Głos..., wyd. cyt., s. 113). Por.

276 (podkr. - W M )

Stiegler, s. 242-43.

s. 75 (wyjątkowo tłumaczenie

Tamże, s. 277. Ricoeur odwołuje się tu do pracy André Leroi-

Derrida, Głos..., wyd. cyt., s. 173-174.

-Gourhan Le geste et la parole. Powołuje się na nią także Derri­

Uwagi dotyczące filmu Memento miały być krótkim, jedno-dwu

da w rozważaniach na temat (arche) pisma (O gramatologii, tł.

stronicowym wprowadzeniem do tekstu na temat „pokusy zapo¬

B. Banasiak, Warszawa 1999, wyd. oryg. De la grammatologie,

mnienia" u Hezjoda i Homera. Ponieważ jednak rozrosły się one

Paryż 1967)

ponad właściwą miarę, przynaglany też czasem, skorzystałem
z uprzejmej sugestii Redaktora Naczelnego „Kontekstów", by

Pisze Ricoeur: „Kiedy Husserl stwierdza, że wszelka świadomość
czegoś, że wszelka świadomość jest świadomo¬

„wstęp" t e n opublikować niezależnie. Pozostało kilka śladów

ścią intencjonalną, stara się umieścić znak wraz z jego dynami¬

wcześniejszego zamierzenia, m . i n . motto, pierwsze zdanie,

jest świadomością

ką o wiele niżej niż mowa w powszechnej właściwości - można

a także uparcie wtrącane i - wobec słabo uzasadnionej przydat¬

by rzec niemal - życia, w każdym razie życia świadomości, któ¬

ności - wyglądające pretensjonalnie pojęcia greckie. Nie usuną¬

re daje się wykryć w postrzeganiu, które daje się wykryć w dzia¬

łem tych błędów, licząc, że życzliwy Czytelnik znajdzie dla nich

łaniu, i ta moc znaczenia czegoś ulegałaby artykulacji nie tylko

usprawiedliwienie w artykule, jaki ukaże się w następnym nu¬

na poziomie mowy, ale także na poziomie o wiele niższym niż

merze pisma.

mowa, zwanym antepredykatywnym, który jest czymś uprzed¬

Pragnę przy tej okazji podziękować Mateuszowi Damięckiemu,

n i m w porządku życia wobec aktu nadawania predykatów

studentowi Akademii Teatralnej w Warszawie, za wytrwałą za¬

przedmiotom dyskursywnym." (Struktura..., s. 285. W innym

chętę, która skłoniła mnie do obejrzenia filmu Christophera

zaś miejscu czytamy (Ricoeur, Husserl..., wyd. cyt. s. 61): „Po

Nolana.

97

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7983" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7963">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e0f211802c6407872837ae5b6e20142b.pdf</src>
        <authentication>a46c584c08eb0821d5398886e315ec6b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95431">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6528</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95433">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95434">
                <text>2014</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95435">
                <text>anthropology of film</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="95436">
                <text>Fellini, Federico- twórczość</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95437">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6100</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95438">
                <text>Nights of Cabiria by Federico Fellini / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95439">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue s.264-268</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95440">
                <text>Michera, Wojciech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95441">
                <text>ang</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95442">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95444">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95446">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95452">
                <text>WOJCIECH

MICHERA

N ights of C abiria by

Federico Fellini
(Anthropological Notes)

In Federico Fellini’s film Nights of Cabiria I distin­
guish three thematic sequences as well as a "prologue”
and an “epilogue”.

’’Prologue” : River

C

abiria and Giorgio, a balloon salesman, are on
a date and strolling along a river. Suddenly,
the young man pushes the girl into the water
and snatches her purse containing 40 000 lire. Drow­
ning, Cabiria calls out for help and sinks in the river.
She is rescued by three boys, who pull her out onto the
riverbank (not the one along which she was originally
walking, but the opposite one).
The mythological context of this scene is rather
obvious. The river is a boundary whose crossing de­
notes transformation, especially considering that this
is the Tiber. (In addition, Cabiria is a prostitute; cf.
Latin: lupa). The incident in the film resembles a sui
generis rite of submersion and brings to mind baptism.
This ritual-initiation meaning of the scene is under­
lined by the comments made by the girl’s saviours and
the numbers they mention: Did she go under? - Three
times. - At least seven times! - Ten times!
Cabiria loses consciousness, a state that depicts
death (Looks dead to me - says one of the rescuers).
Before she regains consciousness (She opened her eyes)
she is lifted in a comical manner by her legs, which ac­
centuates the abnormal and upside-down character of
the situation in which she has found herself.
During the fatal crossing of the river Cabiria loses
a shoe. This is an obvious suggestion that we are deal­
ing with a transformation of the Cinderella myth, from
which the interpretation performed by Fellini extract­
ed deeply concealed and, as a rule, ignored strata.
The prologue of the film could be interpreted as an
image of an initiation experience composed of symbol­
ic death and rebirth. In this case, however, the scene
is barely an "opening”, the beginning of the path, with
Cabiria attempting to change her life. The loss of a
slipper (similarly as in the tale about Cinderella) guar­
antees that a return to the normal world would not
264

be final. The river also concludes the story in the epi­
logue: Cabiria once again finds herself next to a river,
this time on a high escarpment, together with a fiancé
whose love she does not doubt.
Now, however, Cabiria is at the onset of a dan­
gerous journey across a world possessing the multiple
features of a menacing netherworld. This is why in the
story’s composition the world of Cabiria succumbs to
sui generis metamorphoses and gains the traits of an
alien reality. Take the chronologically first example:
when she returns home after the incident Cabiria is
compelled to enter not through the door (the keys are
in the lost handbag) but through a window.
It is only then that she realises just how close she
was to death. What if I had died? - she wonders. It is
precisely the experience of death that inclines her to
make a decision about forsaking her former life. (Can’t
you see I had enough?), confirmed by burning all of
Giorgio’s belongings outside the house (purification
by water is thus followed by cleansing by fire).
A t this point, Cabiria emulates the gesture (digni­
fied, by the standards of a suburban prostitute) per­
formed by the despondent Dido abandoned by Aeneas
- a ritual whose purpose in the Aeneid is revenge upon
an unfaithful lover (sympathetic magic of sorts) and
preparation for own death. Dido asks her sister:
Build a pyre, secretly, in an inner courtyard, open
to the sky,
and place the weapons on it which that impious
man left
hanging in my room, and the clothes, and the brid­
al bed
that undid me: I want to destroy all memories
of that wicked man ...
Virgil, Aeneid, Book IV, 494-498
(In the course of this ritual, Dido has one foot free
of constraint). Cabiria, who in this fashion severed her
ties with the past, is now facing three trials.

ALa

Trial I: Hell - Heaven (
Hollywood)

Cabiria is a lowly prostitute whose rank is expressed
by her place of work: Passeggiata Archeologica. True,
she is treated by the habitués as slightly odd and flip­
pant, but here she feels “at home” and unrestrained.
On this particular evening Cabiria resolves to set off
exceptionally to the exclusive via Veneto, where el­
egant prostitutes promenade next to equally stylish
venues. For a girl from the provinces this is a totally
alien terrain, she feels awkward and does not know
how to behave (and almost falls under a car). Her es­
capade can be perceived as a first act and attempt at
abandoning her tawdry life and a quest for something
new and better.

�Wojciech Michera

•

N IG H T S

o

F C A B IR IA

This extraordinary and almost magical world appears
to be conducive for Cabiria: a miracle happens. After a
quarrel with his fiancée, a famous film star Alberto Lazzari (played by an actor named Amadeo Nazzari) beck­
ons her, standing nearby and observing the incident
with interest, to his smart convertible. The meaning of
the following scene - filmed according to a Hollywood
recipe but clearly featuring the features of a pastiche
(the smiling and happy girl-Cinderella rides at the side
of a magnificent man of her dreams in a beautiful car,
to the accompaniment of suddenly different, romantic
music) - is multi-storeyed: it depicts both the true mood
of the overjoyed Cabiria as well as her naïveté and the
illusory character of the whole sudden transformation.
During her fairy-tale journey Cabiria visits two
places: subterranean hell and heaven, both extremely
attractive.
The first stage is an elegant NIG H T CLUB. En­
tering it is by no means an easy feat just as the unau­
thorised crossing of the boundary of the netherworlds:
it is protected by fierce Cerberi-guards. A while lat­
er Cabiria is unable to extricate herself from drapes
concealing a passage. She overcomes both obstacles
thanks to her "divine” guide.
Inside the "infernal” club a band plays exotic
rhythms, with dark-skinned female dancers moving to
the beat. The ambiance is rather artificial and stiff,
and the behaviour of all those present is slow-motion
and unnatural. The still faces of the women sitting at
the tables, as if lifeless, express surprise at the presence
and conduct of the intruder, who is the only person to
spontaneously express her joy and feelings once the
couples begin to dance.
From the infernal underworld the path leads to
THE A C T O R ’S HOME - a villa on the edge of town.
The most sacred interior of this temple, the bedroom,
is on the first floor. The steep stairs leading to it, in the
manner of Jacob’s ladder or the Scala sancta in a Ro­
man sanctuary, seem to reach the sky and their upper
part glistens with unusual light. Here too, along the
boundary, we encounter Cerberi-guards: two dogs run
down the stairs.
The entire villa, in particular the bedroom, is full
of assorted plants, trees, parrots and fish, comprising
a setting straight out of paradise. It also brims with
diverse wonders: a wall decoration resembles a mon­
strance, a wardrobe opens automatically, the music is
of a variety that Cabiria has never heard before, and
the served dishes are unfamiliar and strange. The bed,
in the manner of an altar on which a deity reclines,
has a baldachin supported by characteristically twisted
columns copied from the altar in the basilica of St. Pe­
ter in Rome (this element was preserved by Bob Foss
in an American remake of Fellini’s film).
Partaking of supper at this bed-altar Cabiria weeps
with joy: Who’s gonna believe this when I tell 'em!
26 5

BY FEDERICO FELLINI

If the film were to adhere to the Hollywood con­
vention it would end right here. But then we would
be dealing with yet another version of the Cinderella-story scenario for Pretty Woman. The Fellini film,
however, keeps its distance towards the myth and
breaks it or rather grants it the rank of existential au­
thenticity.
The miracle vanishes. Illusion is defeated by truth.
Alberto’s fiancée returns. Throughout the whole night
the idol conceals Cabiria in a bathroom and then sends
her away. The girl refuses to accept money; this would,
after all, ultimately break her unexpected connections
with this heavenly world, but she is to be robbed also
of this illusion - Alberto insists on paying her and the
festivity turns into ordinary service rendered. Cabiria
leaves the netherworld, hurting her nose against the
invisible glass door of the palace. She goes back home.
Nothing has changed.

Trial II: holy mountain
this time the trial is openly religious: a pilgrimage
to a Marian sanctuary. The essence of its failure, how­
ever, remains the same: falsehood, lack of authentic­
ity, and artificiality just as great as in high society styl­
ised to resemble the American cinema.
Initially, when the habitués of Passeggiata Archeologica (including a cripple counting on a mi­
raculous cure) plan with religious fervour a Sun ­
day trip to M adonna del Divine Amore, Cabiria
remains unconvinced. Apparently, her experiences
with death (the river, the lost slipper) make it pos­
sible to suspect the unauthentic nature of the whole
enterprise that, contrary to appearances, does not
surpass daily life. Ridden with doubt she turns to
a friend: What am I asking for? but decides to join
the pilgrimage when she sees a procession walking
down the street, a sight that apparently instilled
some hope.
The sanctuary, this time ostensibly real (i.e. un­
derstood literally), is located on top of a mountain. A
crowd of pilgrims, including Cabiria, climbs the slope.
Holy stairs - holy mountain: in mythological catego­
ries they signify the same, i.e. the road to heaven.
Unfortunately, here too sanctity is an illusion. The
cripple calculates it into money, and women succumb
either to the mood of fairground fun (We’re gonna get
photos!) or hysterical religiosity waiting for a miracle.
Only Cabiria, just as in the nightclub, is distinctive
due to the authenticity of her involvement. She prays:
Madonna, help me... to change my life. Bestow your grace
on me too.
After the service everyone enjoys a picnic, eating,
drinking, and having fun, all with the exception of
Cabiria, sad and lost in thought. The dialogue with
her friend, Wanda, clearly demonstrates the sense of
personal tragedy:

�Wojciech Michera

•

N IG H T S

o

F C A B IR IA

Cabiria We haven’t changed. Nobody’s
changed! W e’re all the same as before, just like the
cripple.
Wanda - What do you want to change, Cabiria??
Cabiria - You think this is the end? You know what
I’m gonna do? I’m gonna sell the house. Everything. I’m
leaving. . Good-bye... I’m through with all this!
This part of the film ends just as it started: with
a procession. This time, inebriated Cabiria jeers and
accuses the women taking part in it of hypocrisy and
falsehood, and calls them “little nuns”: Did the M a­
donna give you mercy?
Fellini refuses not succumb to illusion. He traces
falsehood even in those places, which claim to have
exclusive rights to truth. A person desiring authen­
tic transformation cannot preserve anything from his
heretofore life, even a ready-made model of metamor­
phosis. Repeatable ritual is thus treated as a bogus
phenomenon. Those incapable of abandoning all (see:
Cabiria’s evangelical words: I’m gonna sell the house.
Everything. I’m leaving...) shall never change or reach
heaven.

Trial III: magic and miracle
each of the trials to which Cabiria is subjected, and
which she takes on, is associative with entering space
possessing all the features of the mythical netherworld:
alieness, distinctness marked with a boundary difficult
to cross, peripheral or central location, a variously
understood sacrum, strangeness, and wonder. In the
third trial this space is a variety show.
Here, the tawdriness and illusory character of the
proposed metamorphosis are literal: the role of the
priest is assumed by a magician-hypnotist in the guise of
a sorcerer. It is, however, precisely in this manner - ac­
cording to the principle of mutually exclusive opposites
- that the events transpiring on stage seem to assume
the traits of specific authenticity, especially when they
cross the limits of the commonplace tricks performed
by a magician. Something whose genuine character
cannot be doubted, is taking place. In this respect, the
whole situation brings to mind the celebrated scene
from The Master and Margarita and even more so the
spectacle given by an illusionist-hypnotist in Thomas
Mann’s Mario and the Magician. In the case of the Fel­
lini vision, the most authentic in the circus tackiness of
the variété appears to be the magician’s magnetic force.
Cabiria takes part in a hypnosis spectacle. First a
group of men crosses the sea (a recurrence of the motif
from the ” prologue”). As always, Cabiria is afraid and
initially refuses the magician’s invitation (Mind you, I
have my own house....), and then she succumbs totally
to the spell and returns to the days of her youth.
Right in front of the audience, the magnetiser forc­
es Cabiria to tell the truth about her feelings, and then

BY FEDERICO FELLINI

arranges a "fantastic” date. Cabiria, now under the as­
sumed name of Maria, experiences authentic ardent
love for a fictitious young man named Oscar; they
meet, she picks flowers to make a wreath, and con­
ducts romantic conversations (asking with hope: Then
it’s true? You really love me? Is it really true? You’re not
trying to fool me? Do you really love me?). The sincerity
with which she professes her feeling is so great that the
magician (wearing a carnival hat with devil’s horns)
becomes disconcerted by the extraordinary outcome
of his tricks and interrupts the séance. Cabiria collaps­
es in a faint, and the gathered crowd greets her while
laughing heartily.
The show is illusion, but Cabiria’s feelings are true
- there is no doubt that the importance of this event
is greater than that of the two previous trials. This
impression seems it be confirmed by the unexpected
effect of the séance: the released force of emotions
evokes a real Oscar who by accident (As if guided by
fate, to cite his words) found himself in the audience
and in that part of Rome.
A third chance for a miracle. Upon this occasion,
a humble accountant from the provinces, an orphan,
appears to be a man worthy of Cabiria and, at the
same time, totally different from her acquaintances
from Passeggiata Archeologica: well-mannered, dis­
creet and gentle. Most importantly, he is truly in love.
Apparently, three times lucky - this time Fellini will
permit his protagonist to attain her goal.
Certain unrest is introduced by Brother Giovanni,
a Franciscan. Met accidentally (?), he instructs Ca­
biria: Everyone should be in g o d ’s grace. Whoever lives in
g o d ’s grace is happy. Since Brother Giovanni does live
in God’s grace he apparently possesses nothing else or
has no need for anything more. He is God’s fool, happy
and free, who has truly renounced the heretofore world
and experienced transformation. I’m at the San Franc­
esco Monastery, but I’m hard to find. I’m always running
around. Later, it turns out that he is not even a monk
and thus cannot (or: does not have to) hear confes­
sion. He remains outside all formal configuration, even
the Church. We feel that he had discovered the truth,
while Cabiria has only started searching for it.
Meanwhile, the miracle still works and Oscar propos­
es marriage (Cabiria assures Wanda: You’ll get a miracle,
like me). This is the first time that she implements the
earlier, constantly repeated decision: she abandons all.
She even sells her house, the frequently recalled sym­
bol of her stabilisation and the centre of her secure life,
however pitiful it might appear. It is worth recalling that
she already told Albert Lazzari: Mind you, I have my own
house... with water, electricity, bottled gas, every convenience.
I got everything. Even a thermometer. See this one here? She
never, ever slept under an arch. (Note the interesting and
recurring theme of the thermometer, an instrument mak­
ing it possible to check concurrence with the norm).

266

�Wojciech Michera

•

N IG H T S O F C A B IR IA

While leaving, Cabiria takes almost nothing with
the exception of a portrait of her mother. The sever­
ance is to be absolute. The gesture stressing this act
involves small change handed to two poor children - a
symbolic payment of all debts. Cabiria decorates her
head with a wreath of sorts, a symbol of purity, and is
ready to set off on genuine journey towards a new life.
A bus takes her into the unknown.

Epilogue. River, ° Cursed” Wood And
Carnival
The "Epilogue” is a sui generis repetition of the pro­
logue. Oscar, strangely changed, wearing sunglasses
and smoking a cigarette, now resembles Giorgio from
the opening scenes of the film rather than his earlier
self. Once again, the heart of the matter is money in
Cabiria’s purse, but this time the sum is 350 000 lire.
Oscar takes Cabiria for a walk (Let’s go. The sun­
set is beautiful in the woods). They wander westwards,
across a W OOD, which changes into the antecham­
ber of HELL. Cabiria picks flowers, just like during the
hypnotic trance at the variété:
Oscar - Come. I know a shortcut.
Cabiria - Oscar! Where are you? What a bad boy you
are! Look at these flowers. Like 'em? They stink, but still.
I never saw flowers like these before... What’s wrong? Are
you sad? Why don’t we carve our initials on the trees?
Oscar - Let’s go. The sunset is beautiful in the
woods.
Cabiria - The sunset, eh? Where do you wanna go?
They reach a high river escarpment.
Cabiria: What a strange light. Beautiful, isn’t it? I
guess there is some justice in the world. You suffer, you go
through hell but then happiness comes along for everyone.
You’ve been my angel.
By now we know that he is a fallen angel: Cabiria
is wrong once again. Oscar’s hand, which she kisses,
is ice cold. The question: Can you swim? confirms our
suspicions about his intentions. The reply resembles
the beginning of a journey whose end is now nigh: Not
me! I almost drowned once. But they saved me. Just imag­
ine! I was pushed in!
Back to the beginning: at this very moment Cabiria
deciphers Oscar’s intention from the expression on his
face: What’s wrong? What’s the matter? You don’t want
to kill me, do you? Answer me! You want to kill me? You
want to kill me! Don’t just stand there. Say something! ...
For... the money? For the money. Kill me! Kill me! Throw
me off the cliff! I don’t want to live anymore. Oscar flees
with Cabiria’s purse.
Now for the last sequence of the film. Cabiria
awakens on a riverbank. Holding a strange flower,
a souvenir of death, she returns through the forest.
267

BY FEDERICO FELLINI

This time - only now! - she has lost everything: home,
money, all the support in the world known to her, and,
predominantly, the wish to live, all hope. Perhaps this
third trial was a success after all?
Suddenly, there resounds surprisingly gay music.
In the centre of the wood there appear several mer­
rymakers, dressed in costumes and wearing tall hats
resembling those of a wizard; someone is playing a
saxophone, someone else a guitar, someone is singing,
everyone is dancing. This woodland carnival should
be comprehended as a sign confirming the rejection
of heretofore observed norms, but also as a symbol of
hope, transformation, renascence (one of the revellers
says: Maurizio, hurry up! We’re leaving! We’re gonna lose
our way going home!).
The whole group surrounds Cabiria. All play for
her and the guitarist barks like a dog. The words ut­
tered by a girl in a hat, who smiling greets Cabiria:
“Good evening”, as if welcoming her, new born, to a
new world, assume special importance. Cabiria tear­
fully replies, smiling for the first time. With a small
nod of her head she greets everyone, including the
viewers - for a fraction of a second she gazes straight
at the camera.
This barely discernible smile is a sign than Cabiria’s
quest has ended successfully.

*
Frequent mention is made of the ease with which
Federico Fellini used to alter the details of his biog­
raphy recounted to journalists. His stories resembled
more the creation of the part of a film character than
an official life story. Particular events, activity, words
and statements recalled elements of a work of art, just
like metaphors in a poem that cannot be treated liter­
ally.
A recognised and as it were confirmed biography
denotes becoming accustomed, the subjection of one’s
life to a certain scheme rendering us distant from our­
selves and our truth, full of paradoxes and contradic­
tions. This is why Fellini apparently attached utmost
importance to a concession to naïveté and ridiculous­
ness, a sign of the absence of adaptation and being
inured.
One of the symptoms of searching for the truth is
naive astonishment - so frequently demonstrated by
Cabiria. She is surprised by that, which everyone else
regards as obvious because it is “normal” and recurs
according to an old scheme. Such naive wonder - ex­
tremely comical - is an indication of coming closer to
the truth and even sanctity.
Contrary to all appearances, Fellini, a master of
blasphemy, was simultaneously engaged in a quest for
sanctity free of convention and hypocrisy. Blasphemy,
or rather a state described by some as such, possesses,
similarly to laughter, a purifying power. In my opin-

�Wojaech Michera

•

N IG H T S O F C A B IR IA

ion Fellini’s films, starting with the most celebrated
La Strada, tell about man’s path towards such a state.
The same holds true for Nights of Cabiria, a film about
a poor Roman prostitute, naive or outright innocent,
who, totally unaware of the rules of the game, seeks
love, happiness and feelings. The dramatic consist­
ency with which Fellini shows the tragedy lurking in
the Cinderella myth is incredible. In doing so, he dem­
onstrated that naiveté is tantamount to believing in a
miracle produced by a good fairy. It is just as naive to
believe in the love of a prince, who having completed
playing the part of a lover returns to his mundane oc­
cupations.
Nonetheless, it is this naïveté, i.e. incessant roam­
ing, that can ultimately guide Cabiria to a dark forest,

G iu lie tt a M a s in a in

BY FEDERICO FELLINI

to the edge of a precipice and the world, where she
loses absolutely everything and even forsakes all hope.
Is this not, however, a situation in which we finally
free ourselves from the illusions created by life and re­
main with the reality of our dreams?
Fellini is not a moralist but a teacher: when in
the closing scene Cabiria’s tearful face displays for a
fleeting moment her distinctive and meaningful smile,
and her eyes for a brief, almost unperceivable split of
a second look straight at the camera, Fellini appears
to be turning towards us, saying: have the courage to
embrace naïveté - it will guide you all the way to this
point. And it is here that true life begins.

Nights of Cabiria b y
268

F e d e r ic o F e llin i

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7998" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7978">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1ec0ec571b0f4f5f224a0645e2539813.pdf</src>
        <authentication>942b8feb25b32d1d358029c07ae87d56</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95633">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6533</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95635">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95637">
                <text>2014</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95639">
                <text>anthropology of film</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="95642">
                <text>Stalker (reż. Andriej Tarkowski)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95644">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6105</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95646">
                <text>In Front of the Room (Stalker) / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95647">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue s.296-304</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95648">
                <text>Michera, Wojciech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95650">
                <text>ang</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95651">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95652">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95653">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95654">
                <text>WOJCIECH MICHERA

In Front
of the Room
(Stalker)

A

ll truth is ancient. The stimulus of novelty lies only
in variety of expression - wrote Novalis.1 True, it
appears that there exist several, perhaps more
than ten themes, which from antiquity give man no peace
and incessantly return in the form of countless tales and
successive transformations. They resemble fruit maturing
each summer, whose flavour is familiar but, nonetheless,
desirable. Just like the fruit, none of which can satiate
our hunger once and for all, these tales never end nor are
they capable of satisfying dreams or ultimately putting our
anxieties at ease. Those perennially repeated attempts at
formulating fundamental questions appear to be a state
as natural for man as eating or sleeping and in a similar
manner call for constant repetition.
One of the themes are miracles, dreams about the un­
attainable - an extremely prominent symbolic figure of
’’the journey beyond the farthest horizon”.

*
Miracles are, as a rule, considered to be events trans­
gressing the normal laws and potential of Nature, phe­
nomena independent of natural causes and effects. A
similar definition is, however, extremely dubious just as
our knowledge of the laws of Nature is uncertain and
incomplete.2 A thus comprehended miracle incessantly
awaits to be toppled ("science is still incapable of explor­
ing it, but one day...”) and loses its gravity, thus turning
into a mere outlandish trick. At the same time (due to lin­
guistic intuition) we consent without any protest to using
the word “miracle” to describe phenomena surrounding
us as "enchanting” but not breaking the natural principles
ruling the world and explained by science.3
Miracles are just like inspiration, which (as the Fa­
thers of the Church from the Antioch school discovered)
must be repeated in reading: Prophecies are mentioned
when someone interprets the words of a prophet, according to
the teachings of Diodore of Tarsus.4 It seems worth not­
ing that the Polish word cud is related to the verb: czuć,
odczuwać (to feel, cf. the Slavonic udo) and thus also
to: czuwać, być czujnym (to be watchful).5 Dziw, dziwo
(divU) denotes something which we all podziwiamy (ad­

mire) and przyglądamy (observe, divati). The same holds
true for the Latin miraculum, derived from the verb: miror
(which, in turn, originates from the Hebrew: mareh) - to
observe, to wonder, to admire.
Miracles - also evangelical ones: dunameis (Latin: vir­
tues), semeia kai terata (signa et prodigia) - are not com­
pelled to clash with the natural order of the world; they
struggle for man’s soul and his spiritual senses - the ability
to see and hear (He who has ears...). This was the situation
on Mt. Tabor: in accordance with the tradition of East­
ern Christianity: Christ did not undergo transfiguration but
the eyes of the apostles opened for a moment. 6 St. Gregory
Palamas (Greek theologian and mystic from the four­
teenth century) wrote: Christ is transfigured, not by putting
on some quality He did not possess previously, nor by changing
into something He never was before, but by revealing to His
disciples what He truly was, in the opening of their eyes and
in giving sight to those who were blind. 7 Elsewhere, the saint
declared: This light is not sensual; the apostles were deemed
worthy of seeing it with their eyes ... thanks to a special pow­
er, but not the one that comes from the senses. This vision
- Palamas cited St. Maximus the Confessor - is realised
through the transformation of the impact of their senses.8
Naturally, not always did the effects of the miracles
according to the Gospel performed by Christ call for such
unusual sensitivity of the senses (after all, everyone, and
not only the chosen, could admire the regained vigour
of a person who only a moment ago was blind, crippled
or dying). Nonetheless, as a rule, the miraculous event
requires specific inner disposition, i.e. “faith” described in
the story of the centurion from Capernaum. Like many
others, the centurion asked Christ to heal a loyal servant
dear to him. In contrast to them, however, he did not
demand the Healer to come to his home: Lord, I am not
worthy that thou shouldest come under my roof: but speak the
word only, and my servant shall be healed. (...) And Jesus
said unto the centurion, Go thy way; and as thou hast be­
lieved, so be it done unto thee. And the servant was cured (see:
Matthew 8, 5-13).
A sui generis negative of the miracle experienced by
the centurion is the story recalled upon a number of oc­
casions by the protagonists of Andrei Tarkovsky’s film
Stalker.9 Although in no scene is the story amassed into
an entity and we watch only its shreds and fragments it
indubitably constitutes a profound backdrop of the film.
This is the way the director described it: ...When the char­
acters in the film set out on their journey into the Zone, their
destination is a certain room in which, we are told, everybody’s
most secret wish will be granted. And while the Writer and the
Scientist, led by Stalker, are making their hazardous way over
the strange expanse of the Zone, their guide tells them at one
point either a true story, or a legend, about another Stalker,
nicknamed Diko-obraz. He had gone to the secret place to ask
for his brother who had been killed through his fault, to be
brought back to life. When Diko-obraz returned home, how­
ever, he discovered that he had become fabulously wealthy.

296

�Wojciech Michera • IN FRONT OF THE ROOM (S T A L K E R )

The Zone had granted what was in reality his most heartfelt
desire, and not the wish that he had wanted to imagine was
most precious to him. And Diko-obraz had hanged himself.10
A miracle thus took place. One could say: So be it
done... - but not in the way Porcupine wanted (or rather
thought he wanted) although - ...as thou hast believed,
even against his will. It is precisely faith, that particular
"sense”, that is characteristic for the space of the Room.

*
What is the Zone, the unusual space of the journey
depicted in the film, a journey “beyond the horizon”? It
cannot be described in the same categories as the rest
of the world, and it is undeniably unusualness that is its
essential feature. From the viewpoint of the rest of the
world the Zone exists exclusively in negative categories,
as a “lack”, an undifferentiated chasm devoid of charac­
teristic properties. Stalker describes the Zone: It is so quiet
out here, it is the quietest place in the world, or elsewhere:
There’s no one in the Zone and there can’t be. It belongs to
the category of impossible phenomena (In the Zone, the
longer way, the less risk), but this “impossibility” cannot be
understood as banal improbability typical for the majority
of science fiction works (Tarkovsky frequently explained
that in Stalker only the initial anecdote, the pretext of the
story, is science fiction).
Impossibility, negativity becomes (as in apophatic the­
ology) a special concept and category evoking that, which
in the world is unutterable and cannot be easily enclosed
in categories and conceits. It is a condition for abandon­
ing literalness (or habit) while depicting the world. The
tension between the probable and the impossible, that
“miraculous” innovation introduced into familiar order,
endows the Zone with appropriate sense, rendering it a
sui generis “metaphor” showing a different vision of that
world and disclosing other, not always noticeable depend­
encies occurring between its elements.11
The miracle, in the manner of a glittering beacon, is a
condition for encounter and dialogue; in a certain sense
(and in accordance with what Whitman wrote) we no­
tice only that, which becomes (for us?) a miracle.

*
A rather universal conviction, or rather intuition, tells
us that apart from that, which can be easily perceived or
understood there exists something else, much more im­
portant. This reflection has always been an inexhaustible
source of spiritual, intellectual and artistic efforts leading,
however, towards extremely diverse conclusions. One
of the forms of such a dream about transgressing com­
monplace reality was described with great enthusiasm by
Cioran.
Let us cleanse our consciousness of all that surrounds it, all
the universes that it trails behind it, and together with it let us
purify also perception so that we would become surrounded by
whiteness, that oblivion of colours, apart from the single one,

which destroys all others. What tranquillity from the moment
when we annul all diversity, when avoiding the Golgotha of
nuances we submerge into unity! Consciousness as purified
form and subsequently the outright absence of consciousness.
In order to set ourselves free from the unbearable let us
seek another path, an escape, a region where no sensual impression pines for a name or embodiment, let us discover anew
original rest, let us abandon hideous memory and together with
it —the past, and, first and foremost, let us ignore conscious­
ness, our eternal foe that destroys and exploits us. By way of
contrast, the unconscious is a nourisher that strengthens and
allows us to participate in our beginnings, our original integrity,
and we once again immerse ourselves in the blessed chaos that
precedes individuation12
This ardent call reflects profound disgust with the
concrete of the world and the concrete of oneself, a fear
of overpowering feelings, memory, and awareness - em­
bodiment. While expressing the need for abandoning
the world Cioran naturally followed the path delineated
by the tradition of the Orient but also known in Europe
(predominantly thanks to Plato and his legacy); he urged
to discover that unique paradise of non-corporeal and dis­
passionate indifference.
Can we compare this idealised domain of escape to
the image of the Zone created by Tarkovsky? The author
of Stalker, just as critical as Cioran of the contemporary,
desacralised world, also shows the Zone as a tempting
space of a blessed loss of one’s way (the Stalker character
says about the rest of the world: Oh God, for me it’s prison
everywhere!), which compels to renounce familiar paths,
to set oneself free from ordinary knowledge and well-test­
ed habits. Is this, however, the freedom from the world
desired by Cioran? Freedom from feelings and senses?
Here, all similarity, unquestioned at the point of depar­
ture, breaks down - the Zone demands from the travellers
(including Stalker) special tension and creates a state of
constant unrest.13 Although Tarkovsky remained closer
to Christian spirituality he just as readily referred to the
tradition of the East.14
If the Zone was to be merely a region of refuge, a shel­
ter against the world, and free of all experiences then the
travellers would not wish to return home. Even if they did
want to stay (Stalker’s silent dream) they still come back.
This recalls the dilemma of the mystics expressed, for ex­
ample, by William (Guillaume) of Saint-Thierry in the
opening paragraph of his treatise De Contemplando Deo:
Come, let us climb the mountain of God, the home of the God
of Jacob, and He shall teach us His paths. Intentions, efforts,
thoughts, predilections and all that is concealed in my interior —
come, let us climb the mountain, the place where the Lord sees
or is seen. Cares, anxieties, fears, almost slave-like toil - wait
here for me with a donkey and this body, until I and the boy,
reason together with understanding, go there, pay homage, and
then return to you. We shall return rapidly. Love of the truth
commands us to leave you, but the truth of love, owing to my
brethren, does not permit me to renounce and desert you.

297

�The closing scene in a bar where the travellers meet
Stalker’s wife and daughter is suffused with emotion, love
and suffering; this is one of the most important scenes
and, according to Tarkovsky, full of optimism. The Writ­
er and the Professor see a woman, the director adds, who
suffered so much because of her husband, she gave birth to a
sick child through his fault, still loves him with the same limit­
less generosity she felt for him in the days of her youth. Her
love, her devotion —this is exactly the miracle with which one
can counter the lack of faith, spiritual emptiness, cynicism —
that is, all which the heroes of the film have lived until now.
Elsewhere, Tarkovsky stated: Human love is this m i r a c le
which can defy all the dry theorising about hopelessness of the
world [my emphasis - W. M.].
Cioran expressed an undoubtedly intriguing thought:
let us purify also perception so that we would become
surrounded by whiteness, that oblivion of colours, apart
from the single one, which destroys all others. One of
the characteristic features of the Zone is undeniably its
unique “whiteness” that has a lot in common with pre­
vailing silence, which not unlike endless variability pre­
vents the temptation to idolise this extraordinary space (I
shall return to this theme). But such whiteness is not an
oblivion of colours, a destruction of all others (as Cioran
saw it). After all, it is the reality of the Zone that makes
it possible to apply coloured film tape in contrast to the
earlier black-and-white scenes.

*
An image - Tarkovsky declared - is indefinite in mean­
ing. Just as life carries an endless number of meanings.
The Zone is also such an image (or more exactly: the im­
age of such an image). I believe, however, that defining it
as “ambiguous” would be slightly misleading, a substitute
stemming from intuitional hostility and fear of enclosing
a complex meaning within an unambiguous conceptual
construction.15 Just like in the case of the symbol the heart
of the matter does not concern only, or not so much, a
multiplicity of meanings. A variety of meanings always
requires their coordination, since - as Aristotle correctly
wrote - not signifying one thing is signifying nothing.
A comparison of even the extremely numerous mean­
ings of a certain image does not render it a symbol (nor
does it endow it with the properties of an original meta­
phor). That what is at stake is quite different - the ability
to see and hear, that special sense, which opens ears and
eyes to the mystery. The countless number of meanings
of a symbol originates not from the fact that they come
into being in it (simultaneously or one after another) but
from the fact that the symbol exists in the dimension of
possibility - memory and anticipation.16
Motion towards entity stems from absence. This is why
one of the metaphors of a thus understood symbol can be
also silence. It is so quiet out here, it is the quietest place in the
world, Stalker says about the Zone. Silence (also a spe­
cial form of quiet) is something more than a means of ex­

pression: it is rather a word that has just been heard or is
anticipated;17 it is the language of the desert and solitude
constituting a condition for an encounter.18 It is as if a
state of readiness - a vigil - making it possible to perceive
the emergence of a miracle. Paul Celan offered a similar
explanation of the existence of poetry: the poetic word, in
its most evident expressions, appears to be a word rising from
silence, transcending that silence, and breaking away from it,
but without ceasing to move along its edges.19 The Flemish
theologian Antoine Vergote wrote: The revealed meaning
can be heard only along the edgings of silence.20 The Zone is a
place of a meeting, involving (“disturbing”) the traveller,
a concrete transformed by means of feeling, memory and
dream. It depicts a state of existence most important for
the world, albeit delicate, suspended between that, which
is and that, which could become, and one that (as Andrei
Tarkovsky wrote about the metaphor) falls apart at any
attempt of touching it.

*
Tarkovsky maintained that art (which he identified
in a certain sense with poetry) is a form of activity that
allows man to express absolute truth. A poet is someone
who can use a single image to send a universal message. A
man passes another man by, he looks at him but he cannot
see him. Another man will look at the same person and he will
smile unexpectedly. The stranger has provoked an explosion of
associations in him. It’s similar with art. A poet takes a small
fragment as a starting point and turns it into a coherent whole.
Some consider this process boring. These are people who want
to know about everything in minutest detail, like accountants
or lawyers. But show a toe sticking out of a hole in a sock to a
poet and it is enough to produce an image of the whole world
in him [my emphasis - W.M.].
Tarkovsky’s view about the toe sticking out from a
sock appears to harmonise with that of another poet:
To see a World in a grain of sand
And a Heaven in a wild flower
Hold Infinity in the palm of your hand,
And Eternity in an hour.21
Both Tarkovsky and Blake sought the universal,
though opening towards it is not by any means the ob­
livion of colours postulated by Cioran but the concrete,
although transfigured by the light of dazzling “whiteness”;
their objective is mystical “unity”, albeit embodied and
producing an “explosion of associations” (“colours”) cre­
ated out of reminiscences and dreams. “The toe”, similarly
to the “grain of sand” can become an image of the world
thanks to the poetic ability to see, the power of symbolic
imagination (Blake’s postulate: To see...). The Zone or
the “Room” (also the one from Emmaus) is a personifica­
tion of this light, a “symbol of a symbol” (understood as an
existential stand). “Freed from the world”, they become a
void, a chasm in current reality. On the other hand, they
remain “tied” to the world, i.e. perceived with the “sense
of faith” they demonstrate its potential dimension.

298

�Wojciech Michera • IN FRONT OF THE ROOM (S T A L K E R )

Almost two centuries prior to William Blake another
English poet, George Herbert, also began his poem (Elixir)
with a call-prayer-plea for the miraculous gift of seeing:
Teach me, my God and King,
In all things Thee to see (...).
and went on to say:
A man that looks on glass,
On it may stay his eye;
Or it he pleaseth, through it pass,
And then the heav’n espy.
Can we, therefore, be surprised by Tarkovsky’s view:
The Zone is in some sense a result of Stalker’s imagination.
Our line of reasoning was as follows: it is he who invented that
place to bring people there and convince them about the truth
of his creation (...) I completely agree with the suggestion that
it was Stalker who had created the Zone’s world in order to
invent some sort of faith, a faith in that world’s existence.
Apparently, the twin scenes in a bar, opening and
closing the journey to the Zone, possess an essential con­
nection with this reflection. It is from here that the pro­
tagonists set out for their journey and here, at the end,
that they suddenly and without any effort find themselves
upon their return. They stand around a table just like
they did previously, and even (as Seweryn Kusmierczyk
noticed) the amount of beer in their glasses had not
changed. Perhaps they actually never went anywhere?
Such a solution would be, however, a basically incorrect
reduction of their experiences to a psychological level.
The heart of the matter is rather granting the journey the
expressive features of mystical experience.
This particular ability possessed by Stalker - the skill
of seeing, the poetic sense - cannot be rationalised as
subjective, excessively abundant fantasy severing all ties
with reality. The symbol (e.g. the Zone) is free but not
arbitrary. Stalker “kindled” a fire that had been already
burning, although in a manner that remained invisible to
the Writer and the Professor. His imagination not only
devised something (in that case it would have created
only idols22), but was also a way of touching (discovering)
the world.
Poetic sense is required not only by the person who
writes poems but also by the one who reads them. Not
only Stalker building the Zone thanks to the force of his
imagination, but also the travellers guided by him face its
message; not only the author of the film but also its spec­
tators (Tarkovsky: Everything that happens here depends on
us, not on the Zone).
If poetry is experiencing the world, a special attitude to­
wards reality then the Zone should be treated as a written
poem that cannot be completed. Stalker describes poetry:
The Zone is a very complicated system... of traps, and they’re
all deadly. I don’t know what’s going on here in the absence of
people, but the moment someone shows up everything comes
into motion. Old traps disappear and new ones emerge. Safe
spots become impassible. Now your path is easy, now it is hope­
299

lessly involved. That’s the Zone. It may even seem capricious.
But it is what we’ve made with our condition... But everything
that’s going on here depends not on the Zone, but on us!

*
Stalker is a religious work. It is about an encounter
with the sacrum and its powerful and dangerous although
also fascinating force. It is a Christian film, full of more or
less transparent allusions to the Biblical text23 and tradi­
tion (especially Russian Orthodox). The titular protago­
nist is, after all, an Orthodox saint, an imitator of Christ
- yurodivy, God’s fool. This is the way he is called in the
film by the Writer, while Stalker’s wife recalls their youth:
You’ve probably noticed already that he’s not of this world. All
our neighborhood laughed at him. He was such a bungler, he
looked so pitiful. (...) But then he approached me and said:
“Come with me”. And I did, and never regretted it. I am con­
vinced that the evangelical model contains not only the
formula: “Come with me” but also a circumstance basic in
the film composition, i.e. the journey - that of the Master
teaching the two disciples travelling with him. Naturally,
I have in mind pericopies describing the meeting of Jesus
and two disciples, and their joint journey from Jerusalem
to Emmaus (Luke 24).
The event on the road near Jerusalem appears to be
just as improbable as the expedition into the recesses of
the Zone. Its pretext is the premise that the disciples were
incapable of recognizing their Master, whom they had
seen upon so many occasions: But their eyes were holden...
Stalker says about the Writer and the Professor: They
don’t believe in anything! They’ve got the organ with which
one believes atrophied for lack of use. (...) Oh God, what
people (...) Haven’t you seen them? They’ve got empty eyes
[my emphasis - W.M]. Is that the reason why they were
unable to enter the Room in which they expected to find
a miracle? Perhaps it was not the miracle that was missing
but eyes capable of noticing it?
Psychological improbability endows the evangelical
story with the dimension of an extremely lucid metaphor:
he who does not follow the Master on the way to the
Room will not learn the Truth (will not “see” it). Note
that both Kleopas and his companion end their journey in
the Chamber24 and there, during supper, the Stranger took
bread, and gave thanks, and brake it, and gave unto them. An
only there, in that openly sacramental and thus symbolical
situation, their eyes were opened, and they knew him.
This situation has undoubtedly much in common
with the scene of the Lord’s Transfiguration. Here too
(just as on Mt. Tabor), the Lord appears to the disciples;
more precisely, he is recognised thanks to the “transfor­
mation of their senses” (Maxim the Confessor), “cured
blindness” (Gregory Palamas). That, which in reference
to Mt. Tabor is a theological interpretation here has been
already included into the text of the Gospel.
In Chauvet’s opinion the story about the disciples on
their way to Emmaus is based on a fundamental question:

�Wojciech Michera • IN FRONT OF THE ROOM (S T A L K E R )

how to become a believer? How to cross from disbelief to
belief? Chauvet wrote: Jerusalem —Emmaus —Jerusalem:
this topographically round trip is for us the symbolic support
of the turn-around, the "transformation" that gradually takes
place in the disciples’ hearts during the telling of the story.
Compare these words with Tarkovsky’s commentary:
It is important for me to create something specifically human
in this film, something indecomposable which crystalizes within
the soul of each of us and determines our value. Because al­
though the heroes suffer an apparent defeat, each of them gains
something incredibly important: faith, discovery within them­
selves of that which is the most important. This most important
is within every human being.

*
Does Stalker also not mention the “most important”,
the “sense of faith”: You were speaking [he turns to the
Writer and the Professor] of the meaning of our life, of the
unselfishness of art...Take music, for instance. Less than any­
thing else, it is connected to reality, or if connected at all, it’s
done mechanically, not by way of ideas, just by a sheer sound,
devoid of ... any associations. And yet, music, as if by some
miracle, gets through to our heart. What is it that resonates
in us in response to noise brought to harmony, making it the
source of the greatest delight!25
A similarly comprehended “impartiality” of poetry
- one could say: its musical qualities (“an empty sound
without association”) - was considered by Ricoeur: It is
in this sense that poetry is liberated from the world. But if
it is liberated in this sense, in another sense it is bound, and
it is bound precisely to the extent that it is also liberated.26
The void, “liberation from the world”, create space for
that, which cannot be reduced to a series of empiric
gestures and attributes, which transgresses topicality
and becomes the dimension of possibility (posse).27 It
awakens that inner sense, which on Mt. Tabor and
in Emmaus allowed the disciples to see the Master. A
sense that makes it possible to notice the wonderful
reality of that, which ostensibly does not exist, like the
world in the mystical apple described by D.H. Law­
rence in Mystic:
So an apple becomes mystic when I taste in it
the summer and the snows, the wild welter of earth
and the insistence of the sun.
All of which things I can surely taste in a good ap­
ple...
This extraordinary ability to savour the “miracle” is a
miracle in itself, although not everyone believes in such
miracles:
If I say I taste these things in an apple, I am called
mystic, which
means a liar.
The controversy concerns the criteria of reality:
The only way to eat an apple is to hog it down like a pig
and taste nothing
that is real.
300

The miracle in Emmaus did not last long; to be pre­
cise, it did not “last” at all: Christ (recognised by His dis­
ciples thanks to sacramental and symbolic gestures, as if
in a “clearance”) disappeared at the very same moment
(And their eyes were opened and they knew Him. And He
vanished out of their sight - Luke 24, 31). Just as “unreal”
is the flavour of the summer and snow in Lawrence’s apple.28
What does this disappearance signify? The impos­
sibility of endurance in that brief moment of joy, the
impossibility of rendering it inedible, almost recalls ex­
pulsion from paradise. Can it be really regarded as the
defeat of the disciples? Such defeat is just as ostensible
as the one experienced by Tarkovsky’s protagonists.
This was rather that moment, which Kierkegaard de­
scribed as an atom not of time but of eternity. St. Luke
seemed to suggest that the eyes of the disciples open
on an emptiness —“he vanished from their sight" —but an
emptiness full of a presence.29 Less makes it possible to
achieve more.
Christ - “transfigured” on Mt. Tabor and “vanishing”
in Emmaus - defends Himself against being enclosed in an
idolatric formula of identity, against undertakings reduc­
ing His endless transfiguration into the historical Christ.30
By way of example, He protests when Peter, John and
James (in the manner of the Israelites creating the golden
calf under Mt. Sinai) wish to erect tents on top of the
mountain - signs of an established cult commemorating
a moment. Christ compels everyone to make an ethical
choice - either we treat Him as an idol, comprising a fait
accompli, or we perceive in Him a challenge to carry out
our transfiguration.
The disappearance of Christ in Emmaus resembles
His departure from the world. After all, He instructed his
disciples:
It is expedient for you that I go away: for if I go not away,
the Comforter will not come unto you; but if I depart, I will
send him unto you. And when he is come, he will reprove the
world of sin ... because they believe not in me
(John 16, 7-11). Due to His very essence (if one may
use that term), i.e. permanent transfiguration, the Para­
clete cannot be enclosed in a hermetic idolatric cult.
How are we, therefore, to interpret the fact that the
Writer and the Professor hesitate to cross the threshold
of the Room ?31 It seems that the two dramatis personae
- who represent different human “types” and who were
inclined to set out by different motives - jointly portray
the tragedy of disappointment and doubt in the idolatric
finity of the world.
If the Writer and the Professor wish to regain that,
which they renounced while setting off to the Zone then
they contain the sort of despair and infinite resignation that
Kierkegaard described as the last stage before faith.52 In the
Zone they renounce the certainty brought from the out­
side and start to open up to emptiness full of a presence. It is
precisely their failure (and even the idea of destroying the

�Wojciech Michera • IN FRONT OF THE ROOM (S T A L K E R )

Room), which testifies that during their transformation
they avoided the trap of idolatric enclosure - the one into
which Porcupine fell earlier. They resigned from an at­
tempt at a realisation of that, which can exist exclusively
in the dimension of a calling: symbol - sacrament - icon.
Their situation resembles the plight of those driven from
paradise but, as Antoine Vergote correctly noted: The loss
of paradise is precisely the cipher of the symbolic world.33
The protagonists of Stalker experience a dramatic act
of doubt, which marks the onset of each true journeytransformation. They resemble the observer on an island
in the middle of the ocean in Herzog’s film Heart of Glass:
the first who “doubts” and sets off together with his com­
panions in a boat far too small on an absurd journey to the
end of the world (or perhaps they bear a resemblance to
those companions?). They are like Gustav Aschenbach
from Thomas Mann’s novel - an artist whose “sense of
order” was replaced by a “sense of mystery” directing him
to the ultimate, the ecstatic. The gaze of the travellers
standing on the threshold of the Room, directed towards
the inner recesses of its impenetrable interior, recalls
Aschenbach’s last wish to follow Tadzio’s beckoning ges­
ture into an immensity of richest expectation. The wish that
Aschenbach fulfilled by dying and the Writer and the
Professor by preserving life remains unfulfilled and thus
persists in the dimension of a symbol.
This situation recalls also the puzzling failure of Od­
ysseus, who permitted unfavourable winds to drive him
away from the already near-by Ithaca. What steered him?
Curiosity of the world, mentioned by Dante? Or rather
despair, expressing doubt in Ithaca? Or perhaps loyalty
to its essence:
When you set out for Ithaka
ask that your way be long,
full of adventure, full of instruction. [...]
Have Ithaka always in your mind.
Your arrival there is what you are destined for.
But don’t in the least hurry the journey. [...]
Ithaka gave you a splendid journey.
Without her you would not have set out.
She hasn’t anything else to give you.
And if you find her poor, Ithaka hasn’t deceived you.
So wise you have become, of such experience,
that already you’ll have understood what these Ithakas
mean.
Constantine P. Cavafy, Ithaca

Endnotes
1 Novalis, Uczniowie z Sais (proza filozoficzna —studia —frag­
menty), transl. Jerzy Prokopiuk, Warszawa 1984, p. 122.
2 Walter Kasper, Jezus Chrystus, transl. B. Białecki, Warszawa
1983, p. 81. On the concept of the miracle in Christianity
see: Rev. Marian Rusecki, Cud jako znak i symbol, "Roczniki
Teologiczno-Kanoniczne”, vol. XXVIII, fasc. 2, 1981,
pp. 80-95; Les miracles de Jesus, X. Léon-Dufour (ed.), Paris

301

3

4

5

6

7

8

9

1977. Views of ancient and Early Christian authors about
miracles in: Ewa Wipszycka, Kościół w świecie późnego anty­
ku, Warszawa 1994, pp. 300-317 (chapter: Cuda). See also:
Robert Wiśniewski, Cuda i świętość, "Mówią wieki”, no. 2,
1996, pp. 16-19.
Mentioned by Walt Whitman in Miracles, a poem of great
importance for the discussed question:
Why, who makes much of a miracle?
As to me I know of nothing else but miracles,
Whether I walk the streets of Manhattan,
Or dart my sight over the roofs of houses toward the sky,
Or wade with naked feet along the beach just in the edge of
the water,
Or stand under trees in the woods,
Or talk by day with any one I love, or sleep in the bed at night
with any one I love,
Or sit at table at dinner with the rest,
Or look at strangers opposite me riding in the car,
Or watch honey-bees busy around the hive of a summer fore­
noon,
Or animals feeding in the fields,
Or birds, or the wonderfulness of insects in the air,
Or the wonderfulness of the sundown, or of stars shining so
quiet and bright,
Or the exquisite delicate thin curve of the new moon in spring;
These with the rest, one and all, are to me miracles,
The whole referring, yet each distinct and in its place.
To me every hour of the light and dark is a miracle,
Every cubic inch of space is a miracle,
Every square yard of the surface of the earth is spread with the
same,
Every foot of the interior swarms with the same.
To me the sea is a continual miracle,
The fishes that swim—the rocks—the motion of the waves—
the ships with men in them,
What stranger miracles are there?
Quoted after: Gijs Bouwman, Czy możemy w dzisiejszych
czasach oprzeć nasze życie duchowe na Biblii?, ’’Concilium.
Międzynarodowy Przegląd Teologiczny” (selected articles, 6
October 1969), Poznań-Warszawa 1970, p. 202.
In this manner the concept of the “miracle” is also influen­
ced by the symbolic potential of “feeling” as “smell”, i.e. a
sense, which permeates that, which sight does not reach
Paul Evdokimov, Prawosławie, transl. Jerzy Klinger, Warszawa
1964, p. 115. Matthew 17, 2: Et transfiguratus est coram
ipsis....
Quoted after: Georgios I. Mantzaridis, Przebóstwienie czło­
wieka. Nauka świętego Grzegorza Palamasa w świetle tradycji
prawosławnej, transl. Iga Czaczkowska, Lublin 1997, p. 105.
Quoted after: Jean Meyendorff, Introduction â l’étude de
Grégoire Palamas, Paris 1959, pp. 241-242. On the
Transfiguration of the Lord see also: R. de Feraudy, Licône de
la Transfiguration, Etude suivi des Homélies d’Anastase le Synaite
et de S. Jean Damascene, transl. M. Coune and K. Rozemond,
’’Spiritualité Orientale” no. 23, 1978; Georges Habra, La
Transfiguration selon les Péres grecs, Fontainebleau 1986.
Stalker, screenplay Arkady Strugatsky and Boris Strugatsky
based on motifs from the fourth chapter of the novel The
Roadside Picnic; director: Andrei Tarkovsky; director of
photography: Alexandr Kniazhinsky; main production
designer: A. Tarkovsky; composer: Eduard Artiemyev. Cast:
Alexandr Kaydanovsky - Stalker, Anatoly Solonitsyn Writer, Nikolai Grinko - Professor, Alisa Freindlikh - Wife,
Natasha Abramova - Martishka. Production: USSR Mosfilm 1979.

�Wojciech Michera • IN FRONT OF THE ROOM (S T A L K E R )

10 All statements by Andrei Tarkovsky from: Kompleks Tołstoja,
Myśli o życiu sztuce i filmie, selected, prep. and transi.
Seweryn Kuśmierczyk, Warszawa 1989 and: Czas utrwalony,
transi. Seweryn Kuśmierczyk, Warszawa 1991.
11 I use the word “metaphor” (a strictly linguistic concept)
metaphorically in order to express a thought about the
surplus of meaning. In doing so, I refer to Ricoeur's reflec­
tions about the metaphor, which is not an ornament of disco­
urse. (...) A metaphor does not furnish any new information
about reality. The metaphorical twist (...) can be taken as the
model for the extension of meaning operative in every symbol Metafora i symbol, transl. Katarzyna Rosner, in: Język, tekst,
interpretacja, Warszawa 1989, pp. 133, 136. See also Ricoeur's
other works on the metaphor, i.a. La métaphore vive, Paris
1975.
12 E.M. Cioran, Lindélivré, in: Le vide, Expérience spirituelle en
Occident et en Orient (“Hermes” 2, Nouvelle série), Paris
1981, p. 262.
13 Cf. Gabriel Marcel on restlessness, anxiety, and anguish.
14 Nicolai Berdyaev: Toutes ces tendances vers une communion
aves l’élément cosmique sexuel entraînent le renoncement â la
lutte pour l’ tre personnel, pour les rapports personnels entre
l'homme et Dieu et entre les hommes. Et rien ne saurait poser
d’une façon plus profonde le probléme de la spiritualité chrétien­
ne. - Nicolas Berdiaeff, Esprit et réalité, transl. from the
Russian, Paris 1950, p. 192.
15 Hence a different declaration made by the author of Stalker:
When I create my images I use no symbolism of any kind. I want
to create an image, not a symbol. That’s why I don’t believe in
interpretations of supposed meanings of my pictures. I’m not
interested in narrow political or social issues. I want to create
images that would touch the viewer’s soul to some degree. It has
to be explained that Tarkovsky treated the symbol as an
intellectual formula with a strictly defined meaning and
contrasted to the poetic metaphor. See: Dariusz Czaja,
Tarkowski i symbol, “Kwartalnik Filmowy” no. 9-10, 1995,
pp. 107-113.
16 Cf. Kearney, op. cit.
17 Cf. Nancy Jay Crumbine, On Silence, "Humanitas. Journal
of the Institute of Man Center for the Study of Human
Development”, vol. XI, no. 2: 1975.
18 See: Marie-Madeleine Davy, Silence et contemplation, in: La
vie Bénédictine - Les raisons du silence, no date, pp. 23-31.
19 Quoted after: Jean Greisch, Lâge herméneutique de la raison,
Paris 1985, p. 238.
20 A. Vergote, op. cit., p. 8. On “silence” see also: Bernard
Dauenhauer, Silence The Phenomenon and its Ontological
Significance, 1980 (this study was discussed by Bogdan
Baran, Fenomenologia amerykańska, Studium z pogranicza,
Kraków 1990, pp. 115-120). On silence as a spiritual disci­
pline see: Bernard Morel, Méthode et religion. Essai sur la
methodologje ouvert et l’expérience de la transcendance,
Laussanne, passim, especially p. 250 sqq.
21 Beginning of the poem: Auguries of Innocence by William
Blake.
22 Cf. Jean-Luc Marion, Bóg bez bycia, transl. M. Frankiewicz,
Kraków 1996, p. 31: the idol with its visibility fills the intention
of the gaze, which wants nothing other than to see; p. 40: The
icon, on the contrary, attempts to render visible the invisible as
such, hence to allow that the visible not cease to refer to another
than itself, without, however, that other ever being reproduced in
the visible.
23 Just a single example: in one of the scenes the protagonists
climb flooded stairs leading down and then up, and become
submerged in water up to their necks. Obviously, this image
302

b rin gs to m in d sac ram e n ta l im m ersio n in a C h ristian b a p ti­
stery. In th e su ccessiv e scen e th ey h a lt in a larg e in terior
filled w ith sa n d (or a sim ilar su b stan ce ) d e sig n e d to re se m ­
b le d u n e s c h a ra c te ristic fo r th e la n d sc a p e o f a d esert. T h e
“ b ap tistery ” fro m th e prev io u s scen e sh o u ld b e th u s in ter­
p re te d as an im ag e o f th e R e d S e a , trad itio n ally tre a te d as a
p refigu ration o f b aptism .

24

T h is c irc u m stan c e is a c c e n tu a te d by L o u is-M arie C h a u v e t:

It is not outside, on the road, but inside, around the table, that
the two disciples have the decisive experience of their encounter
- Symbole et sacrement. Une relecture sacramentelle de l'exi­
stence chrétienne, Paris 1987, p. 175.
25

A t this I p o in t I w ou ld like to q u o te , by w ay o f ex am p le, th e

Czajnik (K ettle), a so n g by W o jciech
Not only in me. In you too
Lurks the note, the sound,
Which, God once whispered,
Would enable us to hear
lyrics o f

W aglew ski:

O u r Psalm ...

26 Metafora i symbol, op. cit., p. 142.
27 Sim ilarly, th e c o n c e p t o f th e “ w orld

o f te x t” p ro p o se d by

R ic o e u r c o n ta in s th e sort o f d ista n ce in tro d u c e d b y literary
fictio n th a t e lim in ates w ith in th e te x t th e d irect (osten sible)
referen ce to reality, its referen tial d im en sio n . P. R icoeur,

Hermeneutyczna funkcja dystansu,
Języ k ., ed. cit., pp. 224 -2 4 5 .
28

transl. P iotr G raff, in:

T h is m o m e n t o f illu m in ation , in stan tly c h a n g in g in to p a r­
ting, w as d e p ic te d b y R em b ran d t. A p e n e tratin g c o m m e n t

Pilgrims at Emmaus (The Supper at Emmaus)
Visage et personne. Contribution â l'éta­
blissement du statut ontologique de la représentation, “ R e v u e de
o n th e c an v a s:

b y M ic h e l P rieur in:

M é tap h y siq u e e t d e M o rale ” n o . 3: 1982, p. 3 2 1 .

29

C h a u v e t, op. cit. T h e b rillian t F ren ch th eo lo g ian -h erm e-

They open on the emptiness of the invisibility of
the Lord each time the Church breaks bread in memory of him;
but this emptiness is penetrated by his symbolic presence (...).
Jesus the Christ is absent as "the same’”; he is no longer present
except as ’’the Other”. From now on, it is impossible to touch his
real body; we can touch it only as the body symbolized ( ... ).
30 S e e : R ic h a rd K earney, Poétique du possible. Phénoménologie
herméneutique de la figuration, Paris 1984, p. 168.
31 A c c o r d in g to S ta lk e r th e y la c k e d faith . M e an w h ile,
T ark ovsky said: Because although the heroes suffer an apparent
defeat, each of them gains something incredibly important:
faith...
32 For the act of resignation faith is not required, but it is needed
when it is the case of acquiring the very least thing more than my
eternal consciousness, for this is the paradoxical. (...) In resigna­
tion I make renunciation of everything, this movement I make by
myself. - S ô r e n K ierk eg aard , Bojaźń i drżenie, in: Bojaźń i
drżenie. Choroba na śmierć, tran sl. J. Iw aszkiew icz, W arszaw a
n e u tist ad d ed :

1982, p. 49.

33 . A n to in e

V ergote,

1974, p. 68.

Interprétation du langage religieux,

Paris

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8397" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8376">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ca88207decd45e52bc2e3fe9b96e3d04.pdf</src>
        <authentication>9b0ec3fa37d9ca7603e8f5d297b23a9a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100331">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2625</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100332">
                <text>1997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100333">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2440</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100334">
                <text>Ciało i wyobraźnia - scenariusze programu telewizyjnego / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100335">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.3-4, s.108-123</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100336">
                <text>Michera, Wojciech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100337">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100338">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100339">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100340">
                <text>Ciało i wyobraźnia
- scenariusze programu telewizyjnego
Wojciech Michera
WSTĘP
W jakim języku najlepiej mówić o ciele człowieka?
Medycyny? Fizjologii? Seksuologii? Czy też etyki lub teolo­
gii, odwołując się przy tym do słownika zasad moralnych?
A może raczej estetyki, wspomaganej fachową terminologią
wizażystów i projektantów mody? Wydaje się, że w tym
zgiełku rozmaitych narzeczy nie jest możliwe jakiekolwiek
porozumienie. A jednak istnieje płaszczyzna, pozwalająca nie
tyle uzgodnić poglądy, ile na wszystkie te dziedziny spojrzeć
w jednej perspektywie. Jest nią wyobraźnia - przedmiot
zainteresowania antropologii kultury.
Wyobraźnia, jako narzędzie poznania, tradycyjnie nie
miała dobrej opinii. Uważano, że - w przeciwieństwie do
obserwacji i eksperymentu albo racjonalnie przeprowadzone­
go procesu wnioskowania - sprowadza myśl człowieka na
manowce subiektywizmu i nie daje nigdy pewności poznaw­
czej; że jest źródłem złudzeń. Niemniej to właśnie dzięki niej,
za jej pomocą, człowiek stworzył kulturę - środowisko,
w którym żyje, ważniejsze nawet i bliższe mu od naturalnego.
Wyobraźnia posługuje się modelami, podobnymi nieco do
tych, które tworzą fizycy lub kosmologowie, starający się
opisać zasady istnienia świata. Każdy model jest z konieczno­
ści uproszczeniem wobec samej rzeczywistości, ale właśnie
prostota czyni z niego użyteczne narzędzie. Zdarza się nawet,
że teoretyczna konstrukcja istotnie rozmija się ze stanem
faktycznym, jest jednak przydatna w pewnych określonych
sytuacjach.
Antropologia kultury nie zastanawia się zatem, czy modele
rzeczywistości, konstruowane przez wyobraźnię, są „praw­
dziwe". Tak jak nie jest dla niej ważne, czy znane z baśni
krasnoludki istnieją „naprawdę". Owo „naprawdę" jest praw­
dziwą zmorą, upiorem wszelkich dociekań związanych z ludz­
ką kulturą (a także - prób ich popularyzacji). O jaką prawdę
bowiem chodzi? W sensie przyrodniczym, empirycznym
- krasnoludków raczej nie ma. Istnieją jednak jako wyob­
rażenie - fakt baśniowy i literacki. Badanie tego faktu jest nie
mniej naukowe niż obserwacja laboratoryjnej muszki owoco­
wej.
Nasza wyobraźnia tworzy więc praktyczne, egzystencjalnie
użyteczne „modele rzeczywistości", dzięki którym świat
wydaje się bardziej zrozumiały, nabiera ludzkiego sensu. Są
narzędziem codziennej, nieustannej interpretacji wszystkiego,
co nas otacza i co się wokół nas dzieje. W tym „modelowaniu"
przejawiają się indywidualne skłonności, stylistyczne upodo­
bania każdego z nas, ale także - to, co w kulturze ludzkiej
wspólne. Dlatego właśnie w y o b r a ż e n i a mogą stanowić
budulec dzieł sztuki - literackich, malarskich, filmowych. Te
z kolei - potraktować można jako ich swoiście dokumentalny
zapis.

Zwróćmy uwagę, że wyobraźnia, także ta artystyczna, jeśli
ją rozumieć jako „modelowanie rzeczywistości", musi być
zjawiskiem dynamicznym. Odwołuje się do trwałych wzor­
ców i zasad, ale na ich podstawie (jak gramatyka w każdym
języku) pozwala kreować i rozumieć ciągle nowe wypowiedzi
- wyobrażenia. Podobnie też jak gramatyka, funkcjonuje
najczęściej poza świadomością użytkownika. Dlatego w pro­
gramie OWo i wyobraźnia dość często pojawiają się takie
określenia, jak „wyobraźnia kulturowa" albo „gramatyka
wyobraźni".
Dynamiczny sposób funkcjonowania wyobraźni (jako „fab­
ryki" raczej niż „magazynu") sprawia, że jej twory - wyob­
rażenia, symbole - źle znoszą zamknięcie w słownikowych
hasłach. Zdarza się często, że ten sam obraz w różnych
kontekstach nabiera zupełnie odmiennego znaczenia. Z dru­
giej zaś strony obrazy historycznie i treściowo bardzo od
siebie odległe w wypowiedziach symbolicznych pełnić mogą
zbliżoną albo nawet identyczną funkcję. Ten pozorny niepo­
rządek można zrozumieć tylko poznając zasady ich tworzenia,
niejako „proces produkcyjny". Słowniki symboli zatem,
bardzo zawsze popularne i niewątpliwie przydatne, mogą
łatwo zmylić niewprawnego czytelnika i należy korzystać
z nich z dużą ostrożnością.
Słaba znajomość „języka wyobraźni", jego „gramatyki",
bywa też przyczyną, że zbyt pochopnie oceniamy rozmaite
zjawiska kulturowe, szafując takimi epitetami jak „przesąd",
„zabobon". Mówiąc tak o jakimś zjawisku, lekceważąco (na
przykład o krasnoludkach albo odczynieniu uroku za pomocą
plucia przez ramię), dobrowolnie rezygnujemy z próby jego
zrozumienia. Rzecz bowiem nie w tym, by uwierzyć w jego
empiryczne istnienie lub praktyczną skuteczność, ale by
potraktować jako ślad, który - poddany detektywistycznej
procedurze - ujawni ukryty sens.

*

* *

Jeśli powstałaby praca poświęcona epitetom i obelgom,
jakimi ludzie zwykli obdarzać swoich bliźnich, i gdyby
opisano w niej środowisko naukowców, to zapewne na
czołowym miejscu listy znalazłoby się lekceważące okreś­
lenie: popularyzator. Na uniwersytecie w każdym razie radzę
używać go z dużą ostrożnością, jeśli nie chcemy się nikomu
narazić. „Zdolny popularyzator" - taka etykieta bowiem
brzmi dla niektórych jak degradacja i wyłączenie z eks­
kluzywnego „Klubu Bezinteresownych Poszukiwaczy Praw­
dy". Tak jak paranie się handlem groziło w dawnej Polsce
pozbawieniem godności szlacheckiej. Albo - sięgając dalej
w przeszłość - nauczanie za pieniądze było wystarczającym
powodem, by usunąć kogoś z szacownego zgromadzenia
pitagorejskiego w Grecji (wiemy, że kara taka spotkała
wielkiego matematyka Hippokratesa z Chios). Niezwykle

�adekwatnie brzmi zatem w naszych polskich uszach francus­
kie słowo określające popularyzację: WganWion. Bo prze­
cież CWi рго/длшп Wgwj ef arceo - zgodnie z wielokrotnie
cytowanymi słowami Horacego.
Przekonanie, że prawdziwa nauka ma coś z wtajemnicze­
nia, poczucie arystokratycznej godności i towarzyszące mu
w pewnej mierze lekceważenie dla praktycznej przydatności
wykonywanej pracy to cnota w nauce potrzebna i godna
pochwały. Bez niej nie miałyby szansy jakiekolwiek badania
podstawowe. Jak to jednak z cnotą bywa - nie zawsze jest ona
skutkiem piękna naszej duszy; winę ponosi niekiedy szpetota
ciała. Tak więc jak nie każde cnotliwe życie jest powodem do
chwały, tak też nie każda naukowa praca musi zaraz uszlache­
tniać. Zdarza się niekiedy, że jedynym jej owocem jest
potwór, który ojcowie pustyni z powagą i lękiem nazywali
atedia, a co na polski przetłumaczyć można jako - NUDA.
Nudy nie należy mylić z brakiem zrozumiałości, jaki może
stwarzać trudny wykład - dobrze wiemy, że niejedno z fas­
cynujących arcydzieł filozoficznych i naukowych broni do­
stępu do siebie niczym sejf zamykany skomplikowanym
kodem. Brak zrozumiałości nie jest jednak gwarancją, że
w sejfie zamknięty został skarb.
A popularyzacja? Nie określa jej bynajmniej praktyczna
przydatność. Nie należy jej bowiem utożsamiać ze społeczną
misją upowszechniania wiedzy, zaszczytną i pożyteczną,
traktującą jednak naukę w sposób instrumentalny - jako
narzędzie w procesie edukacji społeczeństwa, sposób na
zdobycie kwalifikacji zawodowych, albo też źródło sądów
i opinii pewnych i niepodważalnych, zawsze słusznych
i moralnie poprawnych. Popularyzacja nauki nie ma z tym nic
wspólnego. Nie jest też jedyną i wystarczającą, ani nawet

najważniejszą właściwością utworu o charakterze populary­
zacyjnym sama przystępność. W sposób absolutnie konieczny
musi jej towarzyszyć walka ze wspomnianym potworem nudy
(co przecież nie jest głównym celem w wypadku upowszech­
niania wiedzy).
Ten kategoryczny imperatyw każdego popularyzatora
oznacza w istocie zawieszenie pomiędzy dwiema sferami:
nauki i sztuki. Popularyzacja korzysta oczywiście z efektów
badań naukowych (jest w dużym stopniu wobec nich wtór­
na) oraz z podstaw właściwej nauce metodologii. Nie jest
jednak wyłącznie wymyślaniem dekoracji, „artystycznym"
pakowaniem trudno zrozumiałych treści. Ze sztuki bierze
bowiem także styl aktywnego penetrowania rzeczywistości,
jej interpretacji, gdzie metafora i sama forma stają się
narzędziem poznania. A także uwzględnianie kontekstu, jaki
tworzy odbiorca - czytelnik, słuchacz, widz - kontekstu
prowokującego niejako sytuację dialogu. Spotkanie z part­
nerem myślenia, nawet biernym partnerem, założenie jego
obecności, konieczność liczenia się z nim, jest okolicznością
twórczą.
Tak rozumiana popularyzacja nie stanowi zaprzeczenia lub
degradacji pracy naukowej, nie ma też charakteru działalności
pomocniczej (nawet jeśli dla niektórych naukowców jest
działalnością uboczną). Zachęta do odważniejszego korzys­
tania z wrażliwości znanej przede wszystkim ze świata sztuki
może stać się nawet czynnikiem pobudzającym twórczość
czysto naukową. Niewątpliwie zaś jest obiektywną wartością
każdej pracy dydaktycznej, także na poziomie uniwersytec­
kim. Dlaczego więc w wyznaniu: „jestem popularyzatorem",
obok pokory nie może zabrzmieć właściwie odmierzona
duma?

CIAŁO I WYOBRAŹNIA - scenariusze
Odcinek: BYĆ KOBIETĄ
Gaoinef przyrodniczy w dawnym, JHX-w. #у/и; na fcianac/i ryciny, faoiice, na р Ш а с л ekrponary i rozmaife preparafy,
roiiinne i zwierzęce (z rycn osfamic/i szczegóWe Dogafo reprezentowane jerpenfi/олмел). Dwze, przgJzWong otna, przez W r e
widać би/nq rof/iMnofc w ogrodzie, co fworzy we wngfrzw najfro} oranżerii.
Przy Jfoie fiedzi J&amp;zry gadacz, w oWaracA, z orodq, w jwrdwcie, z Wo_Z&amp;a_ w re&amp;w. Zajfanawia aig nad" fa/emnicĄ TVafwry i rym
jfworzeniem, W r e może jfanowic do nie/ № c z - wezem. GWno przyłącza zawarfq w tfiqz'ce jego zooiogiczno. de/inic/g.
STARY BADACZ

Napis

Węże: gady z rzędu łuskoskórych, o ciele silnie wydłużonym, pozbawione nóg, poruszające się ruchem
wijącym. Najczęściej jadowite, a jeśli nie, to dusiciele.

BYĆ KOBIETĄ

Przyrodnik od%Wd Jbia^g i ¿ierze na rece ogromnego weza.
STARY BADACZ

Ależ to bestia! Jak to możliwe, że właśnie wężowi udało się skusić Ewę? Musiała mieć bardzo dziwny gust.

Ж gaoinecie po/awia fig narrafor. Ta&amp;ze frzyma w re&amp;w sporego gada. Po cnwi/i oa%Wa do ferrariwm.
NARRATOR

Rzeczywiście, mało które ze stworzeń budzi tak powszechną niechęć i lęk. Ale możemy przypuszczać - na
podstawie biblijnej Księgi Rodzaju - że w chwili kuszenia wąż wyglądał inaczej: znana nam dzisiaj jego
postać (dość mało powabna) to skutek przekleństwa, jakie później dopiero rzucił na niego Bóg.

Лага fabiiea zoo/ogiczna - maiowidio przedf&amp;zwia/ace dwa fpiecione weze.

709

�GŁOS

Z NIEBA

NARRATOR

„Ponieważ to uczyniłeś, bądź przeklęty wśród wszystkich
zwierząt domowych i polnych; na brzuchu będziesz się czołgał
i proch będziesz jadł po wszystkie dni twego istnienia."
Dopiero teraz będzie się czołgał. Jak zatem wyglądał wcześniej?

Spqyrzem'e do pracowni z zewnąfrz, przez otno. Widać mfodą dziewczynę w fzare/,
dfwgie/ fwkni, robiącą porządki. Bierze ze Jfofw jabfto i wycnodzi do ogrodu pefnego
Ьи/пе/ rof/innofci. W kadrze po/awia fig narrafor.
NARRATOR

Wydarzenia, których scenerię tworzył ogród rajski, były wielkim
wyzwaniem dla artystów. Nie jest przecież łatwo pokazać naraz tak
złożoną sytuację moralną i egzystencjalną: niewinność łączy się tu
z rozkoszą cielesną, czystość z grzechem.
Ciekawe, że podobna dwuznaczność (przez niezwykły przypadek)
wiąże się z samym jabłkiem: otóż po łacinie jego nazwa - maiwm (z
gr. meion), brzmi tak samo jak przymiotnik „zły".

Dziewczyna z _/a№iem podcnodzi do drzewa, z Wręgo zwwa ogromny wąz.
Widot fen przemienia fig w obraz maiarjkiprzedffawia/ący Adama i Ewg oraz wefa
z iwdzką fwarzą, ^fo/'ącego na czferecn nogacn (r/wgo van der Goej, GrzecA pierworod­
ny).
NARRATOR (OFF)

A zatem: kobieta - jabłko - i wąż.
Oto wersja zaproponowana przez Hugona van der Goes z Gandawy
(w X V w.). Jak widać, bestia nie czołga się jeszcze na brzuchu;
przez co niewiele zresztą zyskuje na urodzie (te płetwiaste,
nietoperzowate odnóża to cecha typowa, tradycyjnie przypisywana
istotom demonicznym).

Aonogrq/ía.- MicW Aniof, Wygnanie z ra/'w, MajWino da Panicaie, Grzecb
pierworodny, Bracia z Łimbowrg, Pa/ ziemni.
N A R R A T O R (OFF)

Ale w dawnej sztuce spotkać można pomysł jeszcze ciekawszy,
a nawet szokujący. Bardziej znana jego wersja to fresk Michała
Anioła Wygnanie z ra/w. Ale podobne rozwiązanie stosowali już
wcześniej inni twórcy: Massotino da Panicale w 1424 г., czy też
- również na pocz. XV w. - słynni francuscy miniaturzyści, bracia
z Limbourg. Proszę zobaczyć, kogo tu przypomina kusiciel! Wąż
ma wyraźnie kobiece rysy; i to niedwuznacznie przypominające
Ewę! Jest to niezwykłe oskarżenie. Kobieta nie ma tu szansy na
jakiekolwiek usprawiedliwienie - że była na przykład niecnie
oszukaną ofiarą przebiegłego kusiciela, uwodziciela (jak później
wiele innych naiwnych dziewcząt). Kusicielką - źródłem wszel­
kiego zła - jest tu ona sama!

Komnafa o dziwne/' arcnifekfwrze, przypomina/aca średniowieczny WafZfor.- ka­
mienne, grube jciany, mafe otno, fkiepione drzwi. Wrzyjf&amp;o jednak iekko odreainione.
Przy Jfoie, pekym jwiec, biedzi narrafor. Sfwdiw/e wieiką kjiegg Bib/ii.
NARRATOR

Така interpretacja tekstu biblijnego jest niewątpliwie sporym
nadużyciem: opowieść o Grzechu Pierworodnym z pewnością nie
uzasadnia tak radykalnego antyfeminizmu. Choć - trzeba przyznać
- w tym fragmencie Biblia prezentuje raczej męski punkt widzenia.
Podobnie zresztą jak opowiedziany przez Hezjoda, nawet jeszcze
radykalniejszy grecki mit o pierwszej kobiecie - o Pandorze.

Л/drrafor wffa/e od ffofw, bierze do rgki pocnodnig i wycbodzi z komnary.
GŁOS

Z NIEBA

„Jest to prezent od wszystkich bogów, pułapka, od której nie ma
ucieczki, przeznaczona dla mężczyzn...
Z niej pochodzi ta rasa, przeklęte plemię kobiet, ta straszliwa
plaga zesłana na śmiertelnych mężczyzn."

�№%ггд(ог, z pocAWm'q w геЫ, idąc cie/wzym, tamiennym tory!arzem, docAodzi ¿o ^rzypiącyc/z ¿rzwi i zm'ta za nimi.
NARRATOR

Te dwie historie w bardzo wielu szczegółach są do siebie podobne. W obu kobieta zostaje zesłana ludziom
przez bogów (to znaczy - zesłana mężczyznom, bo niewiast jeszcze przecież nie było). O ile jednak Ewa
miała być pociechą dla osamotnionego mężczyzny (a nieszczęście sprowadziła dopiero później), to Pandora
od początku pomyślana była jako kara dla ludzi i zemsta bogów za oszustwo Prometeusza.
Ogromna, kamienna faia, a w nie/ jcnody, biafe i rozwiefione. №z icn wżycie z^awutowa dziewczyna, również
w przejwiefione/ iprzefwifz«/a_ce/ bieii (/eff Го fa jama dziewczyna, Wrą apofWifmy yuz w gabinecie przyrodni/zz). Z ozdobne/
ftrzyntipefne/yabfeÁ: wy/ты/е jedno, Po cnwiiipowoinym rwcnem wywraca cafąjArzynte, a czerwone yab&amp;a focza, fie ze jcnodów.
NARRATOR (OFF)

Wspólną cechą obu tych postaci jest też kobieca ciekawość: Ewa zerwała zakazany owoc, Pandora zaś
(mimo przestróg Prometeusza) otworzyła puszkę (a dokładniej rzecz biorąc: beczkę), którą podstępni
bogowie dołączyli do swego prezentu (jak wiadomo pojemnik ten zawierał wszelkie możliwe nieszczęścia).
Jedno zjaWek Zoczy fie do nóg narrafora...
Podobieństwo tych dwóch mitologicznych postaci jest tak duże, że chętnie je utożsamiano. Na przykład
w roku 1549 francuski malarz Jean Cousin namalował alegorię kobiecości zatytułowaną Ewa, pierwsza
Pandora.
Aonogra/ia; Уеап Oowjin, Ewa, pierwsza Pandora.

NARRATOR

NARRATOR (OFF)

Tym, co łączyło te dwie kobiety, był też niefortunny wpływ na mężów. Dlaczego jednak tak łatwo ulegali
oni swoim żonom? Prawdopodobnie dlatego, że były piękne i ponętne. Hefajstos ukształtował Pandorę
wzorując się na nieśmiertelnych boginiach. A Zeus miał wtedy rzec:

GŁOS Z N I E B A

„Uczynię ludziom dar ze zła, w którym wszyscy jednak znajdą upodobanie..."

/ikonografia; maiarjfwo anryczne.
NARRATOR (OFF)

Sprawa ta wymaga krótkiego komentarza.
Zarówno w świecie antycznym, jak i w chrześcijaństwie zawsze miał wielu zwolenników pogląd, że piękno
jest nierozdzielnie powiązane z dobrem. Założenie to było podstawą greckiej pedagogii, pragnącej tak
kształtować ducha i ciało młodego człowieka, by stał się каАод к т crym)og, piękny i dobry.
Wnefrze cerkwi, w &amp;fóre/ frwą/ą prace ma/ars&amp;ie.' jciany potrywane ją/redami - i/eonami. Wgąszczw rwjzfowoń widać
o r o d a f g g o mnicna-arryffg.

NARRATOR (OFF)

W chrześcijaństwie sformułowano nawet teologię piękna, traktowanego jako odblask boskości. Św.
Dionizy, grecki mnich żyjący w VI w., pięknem nazywa samego Boga, on bowiem, Bóg, jak mówi Dionizy,
każdej istocie nadaje jej właściwe piękno. W liturgii i sztuce sakralnej, za pomocą widzialnego piękna,
starano się wyrazić chwałę nieba. W prawosławiu otaczano głębokim kultem święte ikony, których twórcy
starali się nie tyle namalować piękny obraz, ile objawić boskie piękno wcielone w postać człowieka.

¡ygfgbi certwi widać ogromny trzyz zawierzony na iinacA, ya&amp;by na cnwiig przed wciągnięciem &amp;ы górze. № pierwszym pianie
Kamera и/awnia obecnofc narrafora. Po cnwiii w fie wtazw/^ fig mnicn-maiarz czyfa_/ący ibigge BiWii. Zb/izenie yego fwarzy.
NARRATOR

A jednak... jak widać - równolegle funkcjonowało też przekonanie, że nie tylko dobro, ale i zło wcale nie
musi być brzydkie i pozbawione uroku. Dlatego bardzo ceniono przestrogę biblijnego proroka Syracha

MNICH

„Odwróć oko od pięknej kobiety a nie przyglądaj się obcej piękności: przez piękność kobiety wielu zeszło
na złe drogi, przez nią bowiem miłość namiętna rozpala się jak ogień."

/tonogro/ża; fa/emnicze pojfacie tobiece z różnyc/z epok oraz prorok /zą/ajz.
NARRATOR (OFF)

Pierwowzorem kobiet fatalnych, obezwładniających mężczyzn pięknem ciała i nieprzeniknionym mrokiem
duszy, była oczywiście Lilit: najstarsza znana z imienia upiorzyca, straszliwa лы&amp;ЫЬа, opisywana
w starożytnych tekstach semickich. W Epojie o Gi/gomejzw, sprzed 4 tys. lat, na glinianej tabliczce
napisano:

GŁOS Z N I E B A

„W pośrodku drzewa gniazdo umościła upiorzyca Lilit wabiąca mężów."

NARRATOR (OFF)

Półtora tysiąca łat później biblijny prorok Izajasz tak opisuje świat po ostatecznej zagładzie, dotknięty karą
boską.

Mnicñ, z brodą i z dfwgimi wWami, rym razem y'a&amp;o toznodzie/a.
MNICH

Zdziczałe koty spotkają hieny,
A kosmate istoty będą się wzajemnie nawoływać.
Będzie tam przebywać Lilit,
by znaleźć w nim wypoczynek.
Tam zgromadzą się węże...
Zgromadzą się tam sępy.

�Оетла, jreaniowieczna /со/ммдГд. Мак оАло z оаги/лулн izyoami. W /'ego роб/izw pw/ptf, а ла nim Wega. A/arrafor obrywa
j/e oa" /e/cfwry przecAoazi w аггеле trafy ooWziefa/ące/ /лле pom/ejzczenie. WWacf zna/¿/w/qcq fig fam poífac totiecq.
NARRATOR

W średniowieczu kabaliści żydowscy utrzymywali, że Lilit była pierwszą żoną Adama, starszą od Ewy. Co
więcej: miała powstać nie tak jak Ewa, z żebra mężczyzny - Bóg stworzył ją ponoć wprost z ziemi, jak
Adama. Stąd jej pycha i niechęć do podporządkowania się mężowi (spór między nimi dotyczył m.in. pozycji
w czasie aktu miłosnego: Lilit i tutaj pragnęła dominować nad mężem); którego w końcu porzuciła,
wybierając demoniczną wolność.
Przetrwało w niej jedno uczucie: zazdrość.

Pasfac zza trafy fo We/'ме wc/eWie fe/ jame/ c/qg/e az/ewczyiy. Teraz гат/ем/к j/e w wptorzyce. Уеу cíafo А:ылр;еАлел1
t' zmyí/owq ла^одоа, a/e zarazem przeraża gwa/fotwKMcVq мге/гою i poffepw/qcym częściowo rozWać/em cia/a.
N A R R A T O R (OFF)

Mściła się na kobietach, dzieciach, mężczyznach. Sferą działania Lilit był przede wszystkim sen. Napadała
na śpiących, zsyłając nieprzyzwoite sny i płodząc z nimi następne pokolenia demonów. Albo też kusiła ich,
przybierając niezwykle powabne kształty. Prawdziwą swą postać ujawniała później, po osiągnięciu swego
celu. Ranek po nocy spędzonej z Lilit - kiedy kochanka okazywała się truchłem - musiał być przykry; o ile
w ogóle nadchodził.
Kto zresztą wie, który z jej kształtów jest prawdziwy?

/toMOgro/ia.' wia/arjtie tvyobraz'ema АоЫесусл denKwidw pofworów - L/Щ A/e&amp;afe, Gorgony тлусл.
NARRATOR (OFF)

Postać Lilit przetrwała w kulturze europejskiej (w legendach, w literaturze, w tradycji ezoterycznej) przez
wszystkie epoki, od starożytności do czasów nowożytnych.
Trudno zliczyć wszystki kobiece demony i potwory, jakie stworzyła ludzka wyobraźnia. Sięgając tylko do
tradycji antycznej: Hekate, o trzech tułowiach i trzech głowach, opiekunka czarownic; jej córka Empuza,
przerażająca, żywiąca się ludzkim mięsem, ale niekiedy przybierająca postać pięknej kobiety po to, żeby
zwabić swe ofiary - mężczyzn; Gorgony (już mniej pociągające), z czuprynami w postaci kłębiących się
węży; podobne do nich Erynie, boginie pomsty. I wiele innych.
Czy zatem pierwiastek kobiecy wyobraża wyłącznie ciemną stronę rzeczywistości, siły destrukcyjne?
Mówiąc metaforycznie: czy kobieta zawsze musi być przyjaciółką węża? Oczywiście - nie!

A/arrafor ла f/e pWtorzeźoy przedrfawm/'acey Demefer.
NARRATOR

Wiemy przecież, jak silnie jest zakorzeniony w naszej wyobraźni obraz kobiety-matki, nosicielki sił
życiowych. Dawne ludy rolnicze utożsamiały uprawianą przez siebie ziemię z kobiecym łonem, a samą
uprawę (orkę) z aktem płciowym. Czciły też boginie płodności, będące źródłem wszelkich sił życiowych
i wegetacji roślin. Takie, jak np. grecka Demeter, rzymska Ceres, za których atrubut uchodził kłos zboża.
A i my przecież nie przez przypadek naturę nazywamy matką, a nie ojcem.

Та/егмл/сгу, czarny &amp;oryfarz, рггуролн'ла/Асу garazW /д/ctego^ «nota. Zyego g/e/w лааслоаг! naga dziewczyna.
NARRATOR (OFF)

7/2

Kobiecość - nieprzenikniony żywioł, który nasza wyobraźnia przedstawia chętnie w obrazach takich jak
noc, ciemna grota, niezbadana otchłań wody... Imię Lilit tradycyjnie łączono ze słowem /а/i/, w językach
semickich oznaczającym noc.
Ale noc to przecież także wyobrażenie początku. Grecy uznali noc (№f^) za boginię, i to najstarszą ze
wszystkich. Widzieli w niej uosobienie kobiecości zrodzonej - wraz ze światem - z mroków

�przedwiecznego chaosu. Z chaosem też spokrewnione były wszystkie owe mitologiczne potwory, którym
przypisywano płeć kobiecą. Chaos jest jak kobieta - groźny, ale płodny.
Ponownie wngfrze cer&amp;wi; na rwjzfowaniw fezy oapoczyvva/qcy ma/arz. Za nim wiaqcprawie мбомсгомд &amp;оме МаШ ВоШе/
N A R R A T O R (OFF)

Wiele cech starożytnych bogiń płodności odziedziczyła, szczególnie w ludowej wersji chrześcijaństwa,
Matka Boska, w teologii określanajako druga Ewa, nazywana też źródłem albo naczyniem życia i mądrości.

Gabinef а/спелн'Ы, pe/ел кб/дмус/г naczyń i rozmaifycn przyrządów. 1Ус/го&amp;; ao niego narrafor.
NARRATOR

Symbolikę tę przejęli alchemicy, usiłujący okiełznać w swym laboratorium siły życiowe - te siły, które (jak
wierzono) dokonały kreacji świata. Otóż naczynia alchemiczne, retorty, alembiki, kuliste w kształcie,
zawsze było utożsamiane z jednej strony - z wszechświatem, z drugiej - z kobiecym łonem.

Ponownie kontnakz ze дслодолн. A/ie ma ywz Ponabry, a/e na ^cnoć/ac/t ciqg/e Zez'a_ /аб/Ы. A/arrafor.
NARRATOR

Ciekawe zresztą, skąd wziął się pomysł opisanej przez Hezjoda słynnej puszki Pandory, która zawiera
w sobie wszystkie nieszczęścia, a na dodatek jeszcze - nadzieję. Czy nie mamy tu przypadkiem do czynienia
z transformacją (pesymistyczną i antyfeministyczną) starszej koncepcji, w której chodziłoby raczej
0 zasobnik wszelkich właściwości, zarówno dobrych, jak i złych. Niejako wyniesione do wymiaru
kosmicznego kobiece łono, w którym dojrzewa i z którego następnie wylania się świat.
Ostatecznie imię Pandora oznacza: (n%%v-S(opa) wszech-darząca. Tak jak imię Ewa: dająca życie.

/Á%)nogrqf7a." Weae/e Ре/еола i Tefyoy;
Poryta (Дыбелд, Corne/ú Come/üz; Яелг/лА: ae C/erc, Малые/ А/Шаы^, Яепа"г;А:
van Ba/ел лг., Яал^ von Доспел). Ьыса^ Сгамас/г ff., Жемм^ z ЛГыр;а'улет ^rać/nącym mióa".
N A R R A T O R (OFF)
Ową dwuznaczność kobiecości w ciekawy sposób pokazuje też postać - wydawałoby się - jednoznacznie
zła. Grecka Eris (epiQ - Niezgoda, skrzydlata córka Nocy, nieodłączna towarzyszka boga wojny. Jako
przyczyna zła miała niewątpliwie coś z demonicznych kusicielek. Szczególnie że i ona posłużyła się
jabłkiem - stało się ono narzędziem słynnej prowokacji na weselu Peleasa i Tetydy. Gdy zjawiły się na nim
olimpijskie boginie, Atena, Hera i Afrodyta, Eris rzuciła je (jabłko Niezgody!): dla najpiękniejszej - jak
powiedziała. Konkurs piękności zwyciężyła Afrodyta, ale w konsekwencji - wybuchła wojna trojańska.
/Аюлодга/ю.' &amp;i/&amp;a werayi лселу wo/Аз Owóc/i др/ес;'олусл ze jo6o_ голнолалн zapa^ni/:ow - m.in. nWowiaYo efrwitie, У;'//аг(/
ae Яоллесоып" X / / / w., F. von De/regger /870, Zapady w 7yro/w.
N A R R A T O R (OFF)

Zarazem jednak Grecy uważali (pisze o tym Hezjod w Prococ/i i ал/асл), że istnieje inna Eris, będąca silą
twórczą (wbrew powiedzeniu: zgoda buduje, niezgoda rujnuje). I to dzięki niej możliwe są takie uczucia, jak
ambicja, duma z wykonanego przez siebie dzieła. Bez niej, bez tak rozumianej Eris - gdyby nie istniał
w świecie kontrast i antagonizm - niewiele by się w ogóle działo. Zwalcza ona obojętność, prowokuje, za­
chęca do pracy, walki, dyskusji (dlatego „erystyką" nazwano sztukę prowadzenia sporów, jakże czasem
twórczych).

WieZ&amp;a ла/а z Á:oiümnami. A^arraforf fot przy fzWwgac/i, ла &amp;fóryc/i wm obraz У. Miró, Macierzy/krwo. Po c/iwi/i zfWizenie
jzczegófów обгагы.
NARRATOR

I ona więc ma w sobie siłę - swoiście macierzyńską, trudną i daleką od jakiegokolwiek sentymentalizmu.
Taką, jaką przedstawił Joan Miró na obrazie z 1924 roku, zatytułowanym właśnie Macierzynjfwo.
Zauważmy: jest tutaj pierś kobieca, jest też łono, mające jednak szokujący kształt ostro tnącego wahadła.

/konogro/ia.- Wome i fciecie Av. /ала C/irzcicie/a.
N A R R A T O R (OFF)

O ty m, jak trudno o jednoznaczny wize­
runek kobiecości, niech świadczą dwie
biblijne historie o dwóch kobietach,
z powodu których mężczyźni tracili
głowy. I to najzupełniej dosłownie.
Pierwszą jest oczywiście Salome, która
tańcem tak zauroczyła króla Heroda, że
ten zgodził się spełnić jej życzenie:
kazał ściąć głowę św. Janowi Chrzcicie­
lowi.
Postępek Salome ma oczywiście wyob­
rażać grzeszne pożądanie, mściwość
1 przebiegłość, jaką niektórzy chętnie
przypisują wężom i kobietom.

/A%mogrq/ta; /wdyfa i Яо/о/ёглел, We/'ме epizody zda­
rzenia.

773

�N A R R A T O R (OFF)

Postępek bohaterki drugiej historii jest pod wieloma względami podobny - jest w nim i podstęp, i erotyzm,
a jednak spotkał się z zupełnie inną oceną.
Działo się to (jak czytamy w bilijnej księdze Judyty) za panowania babilońskiego króla Nabuchodonozora.
Jego wojska, pod dowództwem Holofemesa, oblegały miasto judejskle Betulię. Przewaga napastników
była tak duża, że Izraelici stracili wiarę w sens dalszej walki.
Wtedy jednak do działania przystąpiła Judyta, bogata, pobożna i niezwykle piękna młoda wdowa. W stroju
podkreślającym jej urodę udała się do obozu wroga. Spotkała się z Holofemesem i skusiła go. Skusiła
obietnicą, że wskaże mu nieznaną drogę do miasta i w ten sposób wydaje w jego ręce. Ale skusiła go także
swoją urodą.

Bogafe WMgfrze мдлно(ы wodza wo/j&amp; 6aW;Wj&amp;:c/z. f/oio/emej, jpoczywa/qcy na ioz'w, da/e ро/есегн'е jiuzącemw.
N A R R A T O R (OFF)

Aż wreszcie, czwartego dnia, Holofemes rzekł do swego sługi:

HOLOFERNES

Idźże i nakłoń tę hebrajską niewiastę, żeby do nas przybyła i z nami jadła i piła. Zaprawdę byłoby to hańbą
dla nas, gdybyśmy taką kobietę puścili nie obcując z nią. Jeśli jej bowiem nie zwabimy do siebie, będzie
z nas sobie drwiła.

/wdyfa (Wre/' ryjy fwarzy przypomma/'q wjzyjfkie poprzednio widziane juz kobiery) zjawia fig przy iozu Яо/о/ёгп&amp;га. Ten
figga rgkq do jej ramienia, zrwwa z niego fzafg. Dakzy widok kryje jpujzczona zajfona.
N A R R A T O R (OFF)

Judyta przyjęła zaproszenie na ucztę, po której słudzy zamknęli namiot od zewnątrz. Holofemes jednak
upił się winem i zasnął.

/wdyfa wnoji nad gfowg, w оби rgkac/i, miecz. Biajk ognia pada na jej (warz. Odwraca fig кы iezącemw na ioz'u mgżczyźnie
i bierze zamac/i.
N A R R A T O R (OFF)

Wówczas Judyta wzięła wiszący na słupie miecz Holofemesa i uderzywszy nim dwukrotnie z całej siły
w kark mężczyzny - odcięła mu głowę.

/konogro/ia.- dakze epizody nijfoni /wdyry i Яо/ofemefa.
N A R R A T O R (OFF)

Podała ją swej niewolnicy, po czym nie niepokojona przez nikogo opuściła obóz i powróciła do swoich.
Rano Izraelici zaatakowali obóz Babilończyków. A ci dopiero wtedy odkryli śmierć swego wodza.
Wpadli w panikę i w popłochu uciekli.

/konogrq/га. kroi Lwdwik ХУ/ na giiorynie, ^w. Verzy i jmok; Dawid z fbem Goiiafa.
N A R R A T O R (OFF)

Ścięcie głowy to coś więcej niż zwykłe zabójstwo, pozbycie się przeciwnika. To także znak pokonania
i opanowania reprezentowanych przez niego sił, mocy, lokalizowanych właśnie w tej części ciała.
Dlatego w baśniach rycerz walczący ze smokiem zagrażającym miastu musi bestii odciąć łeb.
Judyta przejęła tu rolę rycerza, mężczyzny: jest zdecydowana, odważna, ale nie straciła swej kobiecości:
posiadła sztukę przymilania się, a niebłahą rolę w jej intrydze odegrał erotyzm i piękno jej ciała.
A Holofemes? Jest tu właśnie takim smokiem, wcieleniem szatana, władcą ciemności. Całą więc historię
Judyty można rozumieć jako wielką metaforę walki dobra ze złem. Zauważmy jednak, że nastąpiło tu
swoiste odwrócenie ról: wcieleniem zła jest mężczyzna, jego pogromczynią zaś - kobieta.

/konogra/га; Caravaggio, Madonna z maiym Cnryjfiwem, depczącym gfowg wgza
N A R R A T O R (OFF)

Nic dziwnego, że wiele cech Judyty teologia chrześcijańska przypisała później Matce Boskiej. Jest to
również postać kobiety walczącej z szatanem. Określano ją także jako następczynię Ewy, która tym
razem wężowi nie uległa.

Ponownie gabinef przyrodnika z poczajku programu, a w nim narrafor. Ádmera jpogfodd przez okno, a na koniec powoii
oddaia fig w mroczny ogród
NARRATOR

Kim zatem jest kobieta? Czy dokładniej: jaki obraz kobiecości ukształtował się w naszej wspólnej,
kulturowej wyobraźni? Matka czy kurtyzana? Subtelna muza, zsyłająca poecie natchnienie, źródło
duchowych uniesień, czy drapieżna i zmysłowa syrena?
Skłonni jesteśmy radykalnie przeciwstawiać te dwa wizerunki. Ale przecież w namiętnym i zmysłowym
śpiewie syren, zniewalającym mężczyzn, musiał zawierać się jakiś artyzm. Z drugiej zaś strony
szlachetne natchnienie sprowadzane na artystę przez jego muzy nie mogło być pozbawione mocy
i namiętności. Granica między zmysłowością a uduchowieniem niewątpliwie istnieje, ale nie zawsze jest
wyraźna i ostra. Tak jak nie jest łatwo odróżnić natchnienie od pokusy.
koniec odcinka

774

�Odcinek: BYĆ MĘŻCZYZNĄ
Dwza o&amp;Ziofeta. VKfród regofów z A^iążtami szpera narrafor.
Co to znaczy: być mężczyzną? Jest to pytanie, na które nie można dać jednoznacznej odpowiedzi. Ma ono

NARRATOR

raczej coś z prowokacji. Szczególnie w ostatnich czasach, gdy to raczej kobiety poszukują swej płciowej
tożsamości, organizując się w ruchy feministyczne. Pytanie to należy jednak stawiać, bo kolejne próby
odpowiedzi tworzą obraz coraz ciekawszy, wielobarwny. Obraz, w którym być może odnajdziemy samych
siebie.
Napis

BYĆ MĘŻCZYZNĄ

&amp;z/a гусеЫи,- ¿oro/e, na
NARRATOR

neroy. Л/drrafor.

Wydaje się, że cechą - i cnotą! - określającą prawdziwego mężczyznę, powinno być męstwo. Już starożytni
Grecy określali męstwo słowem ovSpeia, które pochodzi od a r ¡ E p , mężczyzna. Męstwo - męskość: to prawie
to samo.
Czy jest to jednak cecha odróżniająca mężczyznę od kobiety?

Pojfac rycerza - ogromna, pofęzna, przejwier/ола promtcntam; f/ońca - W r y powo/i zaWada koic/ne części zbroi, po czym
do^fo/Mym gejfem wnoji nao" g/owe miecz.
N A R R A T O R (OFF)

Wydaje się, że byłoby to zbyt duże uproszczenie, a nawet męska uzurpacja. Według jednej z definicji
słownikowych męstwo jest to hart duszy, ważniejszy od hartu ciała. Hart duszy! A czy kobiety są go
pozbawione? Dlaczego zatem - zamiast „męstwo" - nie mówimy: „żeństwo"?

Ponownie narrafor w 6i6/iofece.
Wobec tych wątpliwości odwołajmy się na początek do starej i konkretnej mądrości. Mówi ona, że
prawdziwym mężczyzną jest ten, kto zbuduje dom, spłodzi syna, oraz- na samym początku - posadzi drzewo.

NARRATOR

Pofezne drzewa - w obrażać/; гид/агШсА i w nafwrze.
N A R R A T O R (OFF)

Drzewa w szczególny sposób poruszają naszą wyobraźnię. Potężne, stare - emanują dziwną świętością.
Budzą szacunek. Wyrastają z głębokiego wnętrza ziemi, a konarami wznoszą się - do nieba.
Stąd w wielu mitach i podaniach pojawia się myśl, że drzewo jest o s i ą ś w i a t a , na której wspierają się
niebiosa. Tędy można wspiąć się do nieba, albo zstąpić do świata podziemnego.
Na tym właśnie polega świętość drzew, tak często im przypisywana. Stanowią symboliczny środek świata,
wyznaczają miejsce, w którym ów świat powstał. Albo przynajmniej - miasto, kraj albo naród. Tu zapisana
jest pamięć początku.

Nocny p/ener, magicznie owief/one drzewa. Miedzy nimi wbify w ziemię ki/, W r y w pewne; cAwi/i, nag/e, w cwdowny
spojób, pokrywa fie /ijćmi.
N A R R A T O R (OFF)

W wielu opowieściach, z różnych części świata, spotkać można powtarzający się motyw bohatera, który sadzi
drzewo w niezwykły sposób. Wtyka mianowicie w ziemię suchą gałąź (albo np. podróżną laskę). Na drugi
dzień ten kawałek martwego drzewa pokrywa się zielonymi liśćmi.

Z&amp;onogrq/ia; Лоты/иг i Pemm, Aron, fw. РаГгу/с, krzyż jako drzewo życia („Żywy krzyż").
N A R R A T O R (OFF)

Tak zrobił Romulus (wielki dereń wyrósł w Rzymie z ciśniętego przezeń oszczepu); ale także biblijny Aaron,
i patron Irlandii święty Patryk. A przecież także krzyż Chrystusa (w topografii chrześcijańskiej wyznaczający
środek świata) tradycja przedstawiała w postaci żywego drzewa, pokrytego zielonymi gałązkami.
W tradycji biblijnej jest to swoista miniatura rajskiego drzewa życia. Moc, która ożywia martwy kawałek
drewna, jest tą samą siłą, która dała życie pierwszemu drzewu, zasadzonemu w środku raju i która stworzyła
świat.

A/oc. Orwarfe otno wie/Ше/ cnary, przez tfóre widdc dziwnie ofwief/оле drzewa. W otnie ffoi narrafor.
NARRATOR

Przekonanie o świętości drzew - o mistycznej łączności z całym kosmosem - potwierdzała obserwacja, że
każdej wiosny, od wieków, drzewa pokrywają się liśćmi, odmierzając w ten sposób bezwzględny rytm
Natury.

/konograjia; średniowieczne miniafwry poWu/ącc prace w po/u (m. in. ko/e/ne mieniące z/resku w ¿ a Torre de//'Agwi/a we

W/ojzecn; Pja/ferz Kro/owe/ MariiХ/У i in.).
N A R R A T O R (OFF)

Tradycyjna wyobraźnia postrzegała świat natury w kategoriach erotycznych. Ziemia rodzi plony tak jak
kobieta rodzi dziecko. Musi jednak zostać zapłodniona. Dlatego orka i siew były męską sprawą: traktowano je
symbolicznie jako akt seksualny, a narzędzie zagłębiające się w ziemię utożsamiano z męskim członkiem.

775

�/Аллодгд/гд; Aín¿i»tie i'Wfrage o (стдгусе erofyczng/. üngom.
NARRATOR (OFF) W hinduizmie na przykład to samo słowo (&amp;ы#д/д) oznacza zarówno męski członek, jak i narzędzie do
kopania w ziemi. Ale jest ono spokrewnione etymologicznie także ze słowem (mgam. A fwigom to element
architektoniczny każdej hinduskiej świątyni - słup, który symbolizuje łączność ziemi z niebem: oś
kosmiczna. Element ten jest umieszczony w podstawie, zwanej joni, czyli kobiece łono.
Nie jest to pomysł wyjątkowy, egzotyczny, związany wyłącznie z kuturą Indii. W tym punkcie wyobraźnia
religijna Hindusów spotyka się z europejską.
/&amp;OMogra/%z; Porfref M. Мш'егд i' ryciny aZcnemiczne.
GŁOS

Cała materia, jak kobieta, sama z siebie jest zimna i niezdolna do wydawania potomstwa - jeśli ciepłem
i ruchem nie pobudzi jej i nie zapłodni męski czynnik.

NARRATOR (OFF) Tak pisał w 1616 r. w dziele De Cirrido gwadWo Рпул'со słynny alchemik Michael Maier.
A oto rycina z XIV-w. rękopisu alchemicznego, przedstawiająca pierwszego mężczyznę, praojca Adama
- dość zaskakująco utożsamionego z rajskim drzewem.
Piener. MWe drzewko.
NARRATOR

Kim jest więc człowiek, który sadzi drzewo?
Czyniąc to mężczyzna wyznacza symbolicznie święte centrum swojego świata, zakorzenia ten świat
i zapewnia mu kontakt z siłami Natury.
A dom? - drugie zadanie stojące przed mężczyzną?

P/ener. rVd po/anie lezą wie/kie pnie Ус/^гусл drzew. Wśród nieb wwi/'д fig дгырд mgzczyzn w różnym wiekw, wykonwjącycn
roznwiife proce ciesieiskie. № jednym z pni przyfiddf młody wigfhićik i zabiera fig do inićidanM, kfóre przyniosia mw jego гопд.
NARRATOR (OFF) Budowa domu zawsze miała w sobie coś z religijnego obrzędu. Wybór miejsca, czas, kiedy należało wycinać
w lesie budulec i kiedy można było rozpocząć prace - to wszystko łączyło się ze zwyczajami i przekonaniami,
których nie da się wytłumaczyć tylko praktycznymi potrzebami.
/копо^гд/гд. mifimfura średniowieczna рокдгы/дсд ргдсе ciesieiskie.
P/ener. Widok z iofw р(дкд; czworokątny zaryj przyizkgo domw. W jego środku wyroffa miode drzewko, pod nim zaś ieży
z rgkami pod giową mfody wieśniak.
NARRATOR (OFF) Niezwykle często powtarza się myśl, że cieśla budujący dom w istocie w małej skali powtarza to, co niegdyś,
„na początku", uczynił sam Stwórca: wznosi fundamenty, tak jak Bóg stworzył podwaliny świata; zakreśla
przestrzeń przyszłego domu, tak jak Bóg wyznaczył granice oddzielające świat człowieka od niebezpiecz­
nych zaświatów.
Piener. Miode drzewko, wokói kfórego powjfafa Гутсгдлет drewniana коп#гикс/д - przestrzenny modei wznoszonego
domu. Po wngfrzw przecnadza fig лдггдГог.
NARRATOR

Cztery ściany to zatem cztery strony świata; tak jak dach to nieboskłon. Dom wyobraża ów osobisty świat
mężczyzny, którego centrum miało wyznaczać drzewo. Dlatego - zgodnie ze zwyczajem słowiańskim - od
posadzenia drzewa zaczynano budowę (wyznaczało ono najważniejsze, centralne miejsce w przyszłym
domu). I na tym w zasadzie budowę kończono: do dzisiaj przetrwał przecież zwyczaj wieńczenia tzw. wiechą
szczytu nowo zbudowanego budynku.

Wngfrze wiejskiej слдгу. Wigjnmk z zoną wiaszą/ą nad drzwiami zkioną gAŻązkg, a TKUfgpnie obejmw/ą sig i cafw/ą.
NARRATOR (OFF) Dom chętnie też przy rozmaitych okazjach i świętach „majono" - ozdabiano zielonymi gałązkami, żeby
przypominał drzewo, a przez to - otrzymał nowe siły, doznał niejako odnowienia.
Ponownie drewniana коюггыкс/д wznoszonego доты iпдггдЮг.
NARRATOR

Kim jest więc ten, kto buduje dom?
A syn? Czy spłodzenie syna także ma coś wspólnego z kreacją świata?

Ме/дкд спдГа. ATobiefa w pofogw. ДдЬкд bierze zawinigfe w pieiwszki dziecko i kiadzie na podWze, skąd podnosi je miody
ojciec.
NARRATOR (OFF) Otóż istniał niegdyś zwyczaj, w różnych częściach świata, że noworodka, zaraz po umyciu i zawinięciu
w pieluszkę, kładziono na ziemi (po łacinie obyczaj ten zwano nwmi posifio), i w ten sposób włączano go
w świat człowieka i jego losy. Świat, który z ziemi przecież wyrasta, jak drzewo.
I z ziemi dopiero, niczym z łona Matki, ojciec podnosił dziecko (de ferra foiiere), uznając w ten sposób za
swoje. I ofiarowując światu. Jako owoc swoich płodnych sił.
A zatem, kim jest ten, kto potrafi spłodzić syna?
Pkner дпгусгпу; biaie дкдгу, resztki świązyni, ko/wmny. Widok na morze.

7/6

�NARRATOR

Połączenie tych trzech symboli - drzewa,
domu i dziecka (syna) - tworzy wypowiedź
rzeczywiście bardzo logiczną - w ramach
gramatyki naszej wyobraźni. Modelowym
zaś przykładem mężczyzny, który wpisuje się
w tę symboliczną konstrukcję może być
postać opisana prawie 3 tysiące lat temu
przez Homera - Odyseusz. Oto jak on zbudo­
wał swe domostwo:

Pod wie/tim drzewem wznar; sig dziwna Aonjfrw&amp;c/a przypo­
minająca ogromne foze. Spoczywa fam dwo/e m/odyc/i Aoc/ian&amp;ów.
ODYSEUSZ (OFF) „Pośrodku zagrody stało długolistne drzewo
oliwne, mocne, wysokie i grube jak słup.
Wokół niego zbudowałem naszą sypialnię ze
ściśle przylegających kamieni i starannie
okryłem dachem, a drzwi wpoiłem szczelne
i mocne. Wtedy ściąłem włosy długolistnej
oliwki, a pień spiżem obciosałem do samego
korzenia, troskliwie i umiejętnie, równo pod
sznur. Z niego zrobiłem podstawę łoża, wier­
cąc świdrem dziury wszędzie, gdzie trzeba.
Idąc od tej podstawy zbudowałem całe łoże
i upiększyłem je złotem, srebrem, kością
słoniową."
/tonogrą/ia.- onryczne i nowoźyme iiWrac/e do Mady
i Odysei.
NARRATOR (OFF) Proszę przypomnieć sobie, w jakich okolicz­
nościach Odyseusz opowiada tę historię. Otóż
zgodnie z tekstem Homera wraca on do domu
po długiej, pełnej przygód podróży, po 20
latach nieobecności. I teraz musi udowodnić
swoją tożsamość; udowodnić wiernie czekają­
cej na niego Penelopie, że to on rzeczywiście
jest jej mężem. Robi to ujawniając tajemnicę
znaną tylko małżonkom. Tajemnicę budowy
domu,
Dom, którego sercem jest sypialnia i przy­
twierdzone do drzewa łoże małżeńskie. Jak
można się domyślać - to tam, na tym prze­
dziwnym łożu (niczym drzewie życia) po­
częty został syn Odysa - Telemach, duma
swego ojca. Jest to więc w pewien sposób
także dowód jego męskości.
P/ener. Dwie drewniane konsfrwkcje o zarysie domu. jedna
sfara, zniszczona, drwga nowo wzniesiona. Miedzy nimi narrafor.
NARRATOR

Kim jest mężczyzna, który sadzi drzewo,
buduje dom i płodzi syna? Jest to niewątp­
liwie definicja człowieka osiadłego, który
wzoruje się na Stwórcy: pragnie wydrzeć dla
siebie fragment przestrzeni i uczynić z niego
swój świat. Świat, w którym zakorzeni się
i wyrośnie jak drzewo - uczestnicząc w od­
wiecznym rytmie pór roku, nocy i dni, życia
i śmierci.
Ale czy to wszystko? Czy w tej definicji
rzeczywiście wypełnia się całe męskie powo­
łanie?

�P/ener grecki. Л/ad brzegiem sfoi mfoda Реме/opa z azicckiem na rgkw. A/adc/iodzi Odyfeftfz, kfóry zegna fig z rodzmq
i wsiada na czcka/'qcq ;'wż /ód¿
NARRATOR

Przecież Odyseusz - postać, w której chętnie odnajdujemy swoje własne rysy; którego historia często służy
poetom jako obraz losów ludzkich w ogóle - Odyseusz zasłynął nie jako dbały i wytrwały gospodarz
stworzonego przez siebie domu-świata, ale jako ten, który w pewnej chwili świat ten porzucił. Stał się
podróżnikiem i tułaczem! Dlaczego?

P/ener wie/jki. ŻVoc. №zrrafor wycbodzi z оуичег/опе;' cnafy w mrok.
NARRATOR

Jeżeli zbudowany przez nas dom jest symbolicznym obrazem świata (tego świata!), to czym będzie (również
symbolicznie pojmowana) podróż? Czy - w ramach tej samej logiki - nie musi mieć czegoś z wyprawy
w zaświaty, a zatem: z doświadczenia śmierci?
A symboliczna śmierć jest nieodłączną częścią każdego wtajemniczenia.

№z wysokie/', bia/е/ ska/e, niczym pojqg, sfoi wypafrw/aca meza Рсмс/ора.
Łódz OayfCMfza na pe/nym morzw.
N A R R A T O R (OFF)

Mówimy: „podróże kształcą" - ale w szczególny sposób. Podróż to bardzo „męskie doświadczenie" (nawet
dla kobiety). Prawdziwa podróż - daleka, w obce i niebezpieczne kraje - pojmowana była zawsze jako
inicjacja, wtajemniczenie w „prawdziwe życie". Jej celem jest dojrzałość, która powinna owocować po
powrocie do domu, do swoich.

Ponownie narrafor w р/емеггс antycznym.
NARRATOR

Taki powrót to swoiste zwycięstwo nad Otchłanią, pokonanie śmierci, ponowne narodziny.
Ale jak uczy jednak wiele opowieści - mitycznych, literackich, filmowych - za zwycięstwo to bohater płaci
często wysoką cenę: powraca z nie zagojoną raną ciągłego odtąd niepokoju, nadwrażliwością słuchu - nie
potrafi uciszyć głosów przyzywających go na powrót w mroki nocy - przerażających, ale i fascynujących.

Лагу Ooyrewfz fezqcy па dry/w/ące/, па wpo? zniszczone/' Wzi.
N A R R A T O R (OFF)

Jak Odyseusz, który 10 lat wracał do domu, po to tylko, by znów go porzucić i zginąć gdzieś daleko, na
morzu...

OfcMań piekie/na; wngfrze ciemne/' jaskini. /Varrafor z pocnodnią w гекы.
NARRATOR

G Ł O S ODYSA
Z ZAŚWIATÓW

NARRATOR

W 2 tysiące lat po Homerze, w średniowieczu, ok. roku 1300, usiłował wytłumaczyć postępowanie Odyseusza
Dante Alighieri. W jego Boskie/ /fomedit Odys, teraz przebywający w piekle, tak wspomina swe życie:
Nie mógł powstrzymać syn mój ulubiony

N¡ cześć starego ojca, ni miłości
Powinność, niegdyś szczęście lubej żony,
Nie mogły zdusić we mnie ciekawości
Zajrzenia w świata roboty misterne,
Poznania błędów ludzkich i dzielności.
Zapewne podobna ciekawość świata kazała porzucić dom innemu podróżnikowi: synowi marnotrawnemu.

/konogrq/5a. А.Шгег, Powróf syna marnotrawnego.
N A R R A T O R (OFF)

Ewangelia św. Łukasza przedstawia go już w chwili powrotu do domu. I na tej właśnie sytuacji najczęściej
skupiają się teologowie, malarze i poeci. Rozważają oni skruchę i żal powracającego, miłosierdzie ojca.

P/ener. B/ofnijfa ścieżka wśród pó/. /ozie nia_ m/ody cz/owiek w /acnmanacn.
N A R R A T O R (OFF)

Co jednak było wcześniej; i później? Interesuje mnie, czego nauczył się w czasie swojej podróży; czy był to
tylko szacunek dla spokoju i stabilności domowego życia? I co czuł, gdy w jakiś czas po powrocie żywa
radość z serdecznego powitania stała się już wspomnieniem?

/konogrq/га/ Pembrandf, Powróf дума marnotrawnego.
NARRATOR

Powrót syna marnotrawnego to temat bardzo wielu obrazów malarskich. Wśród nich szczególne miejsce
zajmuje dzieło Rembrandta - ostatnie, jakie ten niezwykły twórca namalował w swoim życiu. Było to więc
jego swoiste pożegnanie, przed ostatecznym odejściem - z tego świata.
Widzimy na nim młodzieńca, obdartego i naznaczonego trudami drogi, klęczącego przed ojcem, który
- wyraźnie wzruszony - przytula dziecko do piersi.

Л/arrafor w bib/iofece, przy reprodwkc/i obrazw ^embrandfa.
NARRATOR

Opowiada ten obraz przede wszystkim o uczuciu, które jest bezinteresowne. Ale jest w nim jeszcze coś (coś,
co nie daje mi spokoju): oto młody podróżnik ma na nogach buty - znoszone saboty, które nie obejmują pięt.
Nic dziwnego, że w pozycji, jaką przyjął (pokornie), lewy trzewik zsunął mu się z nogi.

�Piener; mWy wędrowiec.
/koMogro/ia; szczegófy облик Pembrandra.
NARRATOR (OFF) Niby nic; może znak szacunku (bose stopy). Ciekawe jednak, że brak jednego buta na nodze (tak jak kulawość
albo np. kopyto zamiast stopy) to motyw znany z opowieści mitycznych: cecha określająca pewne postacie,
które przybywają z odległych krain, z zaświatów - znak, że z owymi zaświatami nie utraciły zupełnie
kontaktu, że jedną nogą pozostają ciągle TAM.
Czyżby Rembrandt sugerował, że powrót marnotrawnego syna nie jest ostateczny? Że przypomni sobie on
jeszcze - tak jak każdy podróżnik, jak każdy prawdziwy mężczyzna - o owej nieznanej i tak kuszącej dali?
А/д/rafor w saii rycerskie/.
NARRATOR

Co znaczy więc: być mężczyzną? Niezłomnym rycerzem, poetą, mędrcem, mieć niezmierzone bogactwa?
Rzecz polega chyba na czymś innym. O ile kobiecość wydaje się czymś naturalnym („intuicyjnym"), o tyle
męskość (w naszej wyobraźni) nie jest dana raz na zawsze. Jest czymś, czego mężczyźni muszą dopiero
poszukiwać, zdobywać, tworzyć, a potem nieustannie potwierdzać.

BiWiofebz. Mzrrafor od&amp;Wa Węge, kfórq wy/qf z pófki na poczqfkw prograww.
NARRATOR

I prawdopodobnie nie zmieni się to do nigdy. Mimo że nasze czasy nie sprzyjają takim męskim próbom
- żyjemy w świecie coraz bardziej zuniformizowanym, a kobiety coraz częściej przejmują w nim męskie role.
Jest to w dziejach naszej cywilizacji zupełnie nowa sytuacja. Jakoś trzeba sobie z nią poradzić. Choć
- w dawnych ludowych przepowiedniach - tak właśnie wyobrażano sobie koniec świata.

koniec odcinka

Odcinek: SZTUCZNA TWARZ
ZWiżenie (warzy narrafora, oswieriane/' zmienia/ącym się, różnobarwnym świaffem.
NARRATOR

Tożsamość człowieka zapisana jest przede wszystkim w jego twarzy. Mówimy, żc dostrzegliśmy „znajomą
twarz", nasz własna widnieje na zdjęciu w dowodzie osobistym; bandyci tymczasem przeciwnie - w czasie
napadu twarz zakrywają, żeby nikt ich nie rozpoznał. Nic dziwnego, że ta część naszego ciała zyskała
znaczenie metaforyczne. Mówi się, że ktoś „stracił twarz", albo przeciwnie: że jakiś obłudnik jest
„dwulicowy". Twarz trzeba mieć jedną, i to swoją własną.

Twarz dziewczyny robiące/' maki/aż, zwieiokrofniona wzwierciadfacn o rozmaife/ wieikosci i Wfaicie. Eterycznym pwnkfem
odniesienia rej sceny może być" maiarsrwo szkory Fonfainebfeaw.
N A R R A T O R (OFF)

Napis

Mimo to, od najdawniejszych czasów, od wielu tysięcy lat, człowiek usiłuje przekształcić swoje przyrodzone
oblicze w sztuczny sposób, za pomocą masek lub kosmetyków. Dlaczego to robi? Dotykamy tu jednej
z tajemnic ludzkiej wyobraźni.

SZTUCZNA TWARZ

/wź pod napisem (yfwfu odcinka srycnac szum morza. Z ciemności wy&amp;znia sie sfara (warz wiosiarza, oswiedona w fearrainy
sposób, zniszczona i pomarszczona. Towarzyszy mu równie sfara kobieta. Ж zmienionym oświedeniw yednak twarze fe wyda/a. jie
m/ode, pefne biasku i powabu.
N A R R A T O R (OFF)

Ponad 2,5 tysiąca lat temu, w VII w. przed Chr., żył (ponoć) na greckiej wyspie Lesbos stary przewoźnik
o imieniu Faon - stary i brzydki. Otóż zdarzyło się pewnego razu, że przewiózł za darmo na drugi brzeg ubogą
staruszkę. Nie wiedział, że pod tą niepozorną postacią kryje się sama Afrodyta.

/konogrq/ш. greckie maiarsrwo wazowe (np. Meidias); sceny z miru o Faonie.
N A R R A T O R (OFF)

W nagrodę otrzymał od bogini cudowny balsam. Nacierał nim codziennie swoje ciało i wkrótce stał się
najpiękniejszym mężczyzną na wyspie. Tak pięknym, że zakochała się w nim największa grecka poetka
- Safona z Lesbos. Dodajmy - zakochała się tragicznie: odrzucona przez Faona rzuciła się ze skały do morza.

Ponownie twarz narratora w zmieniq/qcym sie oświeceniu, sprawia/acym wrażenie, yakby on także pfynqr Wziq.
NARRATOR

Opowieść o Faonie ilustruje marzenia wielu z nas (niezbyt urodziwych mężczyzn, a także kobiet). Pokazuje
też zniewalającą siłę urody. Przypomina również tradycyjne przekonanie, że piękno jest rzeczą boską,
pochodzi od bogów. Nie przez przypadek używamy przecież zwrotu: zrobić się na bóstwo!

779

�AoMogra/za." гслемлипуе rycwyarcAiretfowczMe ipío/iybwdbWi, M/awma/ące ic/z yymefng i /мгтош)'ларгорогд'омато^с.
NARRATOR (OFF) Od starożytności dominował pogląd, że piękno to przede wszystkim harmonia kształtów; że zawiera się
w doskonałej proporcji elementów współtworzących całość.
Arcmfatfwra renesansowa, znietszfakona w oabiciw krzywyc/z /z/szer.
NARRATOR (OFF) Jak opowiadają mity, piękno powstało wraz ze światem, wtedy gdy (na początku!) bogowie uporządkowali
pierwotny chaos, ustalając kierunki świata, pory roku, następstwo nocy i dni, a także prawa obowiązujące
mieszkańców ziemi. Nastał w ten sposób ład, który Grecy nazywali KOSMOSEM.
W podobnym odbzcm krzywego zwi'grcWb pokazuje sze narrafor.
NARRATOR

I to on, boski kosmos, jest pięknem, który ludzie powinni odtwarzać ustalając swoje prawa, budując domy,
tworząc dzieła sztuki.

Znzzenza sze nzozyw muzyczny. W odbzcŻM wżdoc feraz arrysfg w sfrojw renesansowym. Po cnwiVi widzimy go, juz bez
zniekształcenia, oporffgo o ba/uszradg baikonu renesansowego paiacu. Wraz z nim konfempzz{/'emy pzgkną przyrodg z spokojnie
focza.ce szg w odda/z codzienne życie włoskiego miasfaХУ/ w. Arfysfa nie o fym jednak myśii. Za nim czeka juz m W a dziewczyna
- modeika, kfórej posąg właśnie wykonzf/e. Szerszy pion pokazuje wsfgpnie ukształtowaną bryłg g/iny z rzeźbiarskie narzędzia.
Twórca przysfgpzf/e do pracy. Po niebie bardzo szybko płyną c/zmury.
NARRATOR (OFF) Odbiciem owej boskiej, kosmicznej harmonii miała być także uroda ludzkiego ciała, uważanego za swoisty
mikrokosmos, miniaturę wszechświata.
Rzeźbiarze (od Praksytelesa albo Lizypa w Grecji po twórców renesansu) szukali więc ideału, do którego
zbliżał kanon doskonałych proporcji. Zawarte w tych wymarzonych proporcjach piękno niekiedy utożsamiali
wręcz z tajemnicą życia (podobną do tej, której innymi metodami poszukiwali alchemicy i kabaliści). Oto na
przykład, co mówił w XVI w. Giulio Gamillo z Bolonii.
GŁOS

Czytałem, zdaje się u Merkurego Trismegistosa, iż w Egipcie byli tak wspaniali wykonawcy posągów, że gdy
nadali któremuś z nich doskonałe proporcje, okazywało się, że ożywia go duch anielski: albowiem taka
doskonałość nie może być pozbawiona duszy.

Oto ukończone dzieło arfyszy.- ieżąca na łożu rzeźba dziewczyny. Nadc/zodzi jej fwórca - poc/zyia sig nad nią, dofyka reki,
brzuc/za, piersi, całzy'e. Wfedy rzeźba ożywa; drgają paice, zanoszą szg powieki. Wyciąga rekg.
NARRATOR (OFF) Najbardziej znana jest historia Pygmaliona, z greckiej mitologii. Żyjący na Cyprze artysta wyrzeźbił w kości
słoniowej posąg tak wspaniały, że sam się w nim zakochał (posąg Afrodyty). Bogini i tym razem doceniła
dzieło człowieka i w zimny posąg tchnęła życie.
/konogro/za; mozaika rzymska - kobiefy w sfroju bikini uprawiające gimnastyka z ćwiczenia kuifuryszyczne.
NARRATOR (OFF) Zwykli śmiertelnicy, którym w cudowny sposób nie pomogła Afrodyta, rzeźbę swoich mięśni muszą
poprawiać w sali gimnastycznej i na siłowni. Albo...
Dziewczyna przed fwsfrem - ciąg daiszy foazefy...
NARRATOR (OFF) Albo usuwać mankamenty urody za pomocą kosmetyków (mniej lub bardziej cudownych - jeśli wierzyć
dzisiejszym reklamom). Nie przez przypadek nazwa „kosmetyki" spokrewniona jest ze słowem „kosmos".
Ta sama dziewczyna, aie feraz zz^ełnie naga. Sigga po jiakonik wypełniony o/iwą, i namaszcza szyje, ramiona, piersi.
7Va koniec, na pierwszym pianie po/awid sig reka, kfóra zapaia płomyk iampki oiiwnej. W fej samej cnwiii daje sig słyszeć
mgskie głosy śpiewające sakrainą pieśń, zapowiadające nasfepną sceng.
NARRATOR (OFF) Najpopularniejszym w starożytności specyfikiem służącym do codziennej pielęgnacji ciała była oliwa
wyciskana z oliwek. Ciało namaszczano oliwą dla zdrowia i urody (na przykład po kąpieli). Bo piękne ciało
jest nie tylko proporcjonalnie zbudowane, ale także gładkie i błyszczące.
Przenosimy sig na dziedziniec jakiejś świątyni. Ognik iampki zamienia sig w płomień świecy, frzymanej przez jednego
z uczestników obrzędu. Podwójny szereg posfaci ubranyc/z w biaie, ceremoniaine szafy. Wśród nic/z dziewczyna sprzed iusfra.
NARRATOR (OFF) Zarazem jednak namaszczanie olejami było także symbolem wykorzystywanym w obrzędach religijnych,
aktem wyróżnienia i uświęcenia- miejsc (np. kamieni, ołtarzy) oraz ludzi: kapłanów, proroków, królów, czyli
- bożych pomazańców.
Tak było zarówno w tradycji antycznej, jak i biblijnej. Po grecku słowo
oznacza olejek.
Namaszczony nim człowiek to
Pomazaniec; po hebrajsku - Mesjasz.

хрютод,

%ршца

Z rozświefionej, podziemnej krypty wynurza sig, idąc po sc/zodac/z, mnic/z w kapfwrze. Docnodzi do krzyża, co dopiero feraz
potwierdza przypuszczenie, że mamy do czynienia z obrzędem c/zrześczjarźskim.
KAZNODZIEJA

720

Piękno nadprzyrodzone udziela każdej konkretnej rzeczy jej właściwego piękna, jest też przyczyną proporcji
i blasku, jako że na kształt światła oświetlając wszystkie rzeczy i zalewając je swymi promieniami daje im
udział w tworzeniu piękna.

�Mzrmfor idzie км ысяу/олуш drzwiom ozdobne; bromy. Bi/e przez nie biosA, w tfórym no koniec narrator znika, ^łycnać
cbóry anie/skie.
NARRATOR
Wizja ta prowadzi nas do drugiej z klasycznych koncepcji piękna: jako blasku, ciari&amp;zj. Harmonia bowiem
i doskonałe proporcje - wprawdzie stworzone zostały przez bogów - są jednak porządkiem tego świata; są
czymś skończonym i zamkniętym. Pochodzą od bogów, ale sami bogowie - porządek ten przekraczają.
/konogro/ia; świefiiści aniołowie; Zwiastowanie/ Przemienienie Pańskie (ikony prawosławne, Beiiini, Pa/deł). Zbłiżenie
szczegółów." jaśniejący Chrystus, porażeni jego biaskiem apostołowie.
NARRATOR (OFF)

Ich piękno, piękno istot niebiańskich, kojarzono więc z mocą; której wyobrażeniem stało się światło - blask (w
sztuce oddawany często jako kolor złota). Blask widzialny, porażający zmysły, ale nieuchwytny.
Wizja boskiego blasku - piękna i potęgi zarazem - pojawia się w wielu tradycjach. W chrześcijaństwie
przykładem może być Przemienienie na górze Tabor. Wówczas Chrystus, w białych, lśniących szatach,
ukazał swe prawdziwe, boskie oblicze. Widok ten powalił apostołów.
Maiarska bie/ szaty Chrystusa ze sceny Przemienia przechodzi w ośiepiającą jasność inscenizacji. Z jasności tej wyłania sig
narrator. Po chwiii obraz znów znika w ognistym biasku.
NARRATOR

Mitologia grecka opowiada, że ziemska kobieta Semele (matka Dionizosa) spłonęła żywcem, gdy Zeus
ukazał się jej w całym swym świetlistym majestacie. Tak komentuje to zdarzenie Owidiusz:

GŁOS

Śmiertelne ciało nie zniosło niebiańskiego ognia.

Narrator schodzi po schodach staroświeckiej kiafki schodowej i otwiera drzwi jakiegoś pokoju.
NARRATOR

Piękno, które jest nie tylko ładem, ale też mocą, bywa zatem niebezpieczne. Niekiedy zresztą trudno
odróżnić piękno niebiańskie od demonicznego - jedno i drugie przecież pochodzi nie-z-tego-świata.

.Sypiainia.- łóżko, kominek, foaieta z łwsfrem. Na łóżku łeży kobieta w szła/roku. Przygłądd się frzymanemw w rgku
jZokonikowi, jakby się nad nim zastanawiając. W wjeciw z projiłw wydaje sig, ze ogień
w kominku wydobywa sig z jZakonu, niczym z ałchemicznego naczynia.
W pewnej cbwiłi kobieta wstaje, podchodzi do łusfra. Widać twarz pemą
zmarszczek. Naciera jedną strong twarzy, która sta/e sig gładka i pigkna. Małgorzata
(bo to ona przecież) zrz«ca szła/rok i zaczyna nacierać całe ciało.
NARRATOR (OFF)

Faon otrzymał swoją maść od bogini z Olimpu. Tymczasem
w powieści Michaiła Bułhakowa Mistrz i Małgorzata, bardzo
podobny krem tytułowej Małgorzacie ofiarował szatan
- Azazello.
Dzięki diabelskiemu kosmetykowi Małgorzata odmłodniała
i stała się olśniewająco piękna. Ale oto co napisała mężowi
w pozostawionym liście.

Zbiiźenie zapisanej kartki z (ekstern; „Zapomni/ o mnie. Opuszczam cig na
zawsze. Me szukaj mnie, zostałam wiedźmą. Żegnaj. Małgorzata". Okazuje sig, że
kartkg tg trzyma w rgku narrator. Czyta idąc korytarzem, wreszcie odkłada i otwiera
koiejne drzwi.
NARRATOR

Być może dlatego sprawa „malowania się" przez młode
dziewczyny od niepamiętnych czasów była źródłem konflik­
tów pokoleniowych?

Narrator wychodzi na wysoki taras. W tie widać łamane płaszczyzny stromych
dachów, w doie zaś wficg z iatarniami, gdzie przechadza sig dziewczyna w jaskrawym
stroju.
NARRATOR

Ostry makijaż uchodził bowiem za demonstrację braku
przyzwoitości, znak wyróżniający kobiety swobodnych oby­
czajów. Ich piękno było demoniczne; strażnicy moralności
utrzymywali, że złudne i fałszywe.
Prawdziwy wygląd wszetecznicy (wygląd jej duszy) przy­
wracano więc niekiedy za pomocą kosmetyku jawnie piekiel­
nego: smoły i pierza.

Oziewkg uiiczną widzimy teraz Z biiska. /est wieczór, mijają ją przechodnie.
Wreszcie nadchodzi jakiś podpity mgżczyzna, w długim, czarnym płaszczu (niezwykłe
podobny do znanego już nam renesanowego arrysty-rzeźbiarza, choć od famfycb
czasów mingło ponad trzysta łat - jest koniec X7X wj. Dziewczyna szybko wiec
poprawia makijaż i po chwiii razem już odchodzą w mrok.

727

�NARRATOR (OFF)

Makijaż może więc nas odróżniać od demonów, mieszkańców piekielnego chaosu - jeśli samo piękno
potraktujemy jako mistyczne odwzorowanie boskiej harmonii świata, odblask kosmosu.
Jeżeli jednak piękno będzie przejawem nieziemskiej mocy, to i zabiegi kosmetyczne staną się sposobem
na przekroczenie granicy tego świata. Sposobem stosowanym wbrew naszej woli (kiedy ktoś chce nas
odesłać do diabla), ale czasem - całkowicie dobrowolnie.

Лолодго/гд. dawne, X/X-w/eczne Worowe ryciny przed^fawia/дсе pwnaiowane indiańskie fwarze. Obrazy te przem'ka/'&lt;%
w wizerunki współczesnych żołnierzy, a następnie kibiców sportowych w „barwacb wo/ennycb".
NARRATOR (OFF)

Wystarczy przypomnieć sobie nakładanie barw wojennych przez wojowników indiańskich (zwyczaj
stosowany także przez wiele innych społeczeństw plemiennych). Nie były one zwykłym wojskowym
kamuflażem; przypominały raczej balsam Azazella - za ich sprawą wojownicy doznawali magicznej
przemiany: stawali się demonami, dzięki czemu mogli posiąść straszliwą, nieludzką moc. Była ona
potrzebna dlatego, że i przeciwnik wojenny zawsze i niezmienie traktowany był jako wysłannik piekieł.

Pomieszczenie przypominające X/X-w. gabinet iekarski. Przez okrągłe, małe okno bi/e ośłepiający biask. Na stołe łeżą zwłoki
mężczyzny o ostrych rysach twarzy i wydatnym nosie. Pochyła sig nad nimi błada postać w surducie, z gładko uczesanymi włosami.
Nakłada na twarz zmarłego jakąś miksfurg, którą przygotowała mu /ego asystentka, młoda dziewczyna, tym razem w białym
/artwcbw.
NARRATOR (OFF)

Ową moc próbowano niekiedy pochwycić. Właściwym do tego momentem była prawdziwa śmierć
obdarzonego tą mocą, wybitnego człowieka - gdy wydaje on ostatnie tchnienie.
Wówczas na twarz zmarłego nakłada się glinę i tworzy w ten sposób maskę pośmiertną. Zwyczaj jej
zdejmowania znany jest w wielu częściach świata, w Afryce, a także w Europie. Jest to swoista pułapka na
duszę, uwolnioną w chwili śmierci. Unieruchomiona - nie może się błąkać po świecie i szkodzić żywym.
Ale przede wszystkim - w takiej postaci można z zawartej w niej mocy skorzystać,
/konogrą/ia; zamaskowane postacie - od szamana z jaskini pałeołitycznej po karnawałową maskg błazna.

NARRATOR (OFF)

Każda maska ma coś z maski pośmiertej. Podobnie jak magiczny makijaż, ale jeszcze wyraźniej - przez
to, że można ją zdejmować, zakładać, przekazywać - tworzy w naszej wyobraźni byt swoiście
samodzielny, niezależny od człowieka.
Gdy człowiek pierwotny zakładał maskę, nie tylko przebierał się, ale w sensie religijnym s t a w a ł
postacią boga, przodka, zwierzęcia albo demona, zdobywał jego nadzwyczajną moc i mógł wkroczyć
w niedostępny zwykłemu człowiekowi świat.

Pozbudowana scena karnawału. Wica miasta renesansowego, pełna rozbawionego tłumu. Korowody szałeńczo bawiących
sig, zamaskowanych postaci w strojach renesanowych - zbiegają ze schodów, tańczą, siedzą przy stołach jedząc i pijąc. Na koniec
zastygają wokół stołu, tworząc coś w rodzaju żywego obrazu.
NARRATOR (OFF)

Ale w tradycyjnych społeczeństwach maska nigdy nie była używana na co dzień, poza czasem
świątecznym, obrzędowym. Istniała bowiem groźba, że nie będzie można się od niej uwolnić (motyw,
który w rozmaitych transformacjach do dziś powraca w literaturze i w filmie). Że zakłóci zwykły
porządek ludzkiego świata. Dlatego po obrzędzie maski często niszczono albo bardzo dokładnie
ukrywano.
Święto to swoisty czas i swoista przestrzeń, wyrwane niejako z codzienności, gdy nie obowiązują
codzienne, ludzkie prawa i normy, gdy ten świat otwiera się na tamten.
Z tak rozumianego święta wywodzi się też teatr, cyrk albo szalony karnawał - gdzie wszystko jest
możliwe, a nic nie jest pewne. Są to sytuacje, w których człowiek w sztuczny sposób kreuje nową
rzeczywistość. Nic dziwnego, że także tam - jako niezwykle ważny rekwizyt - pojawia się „sztuczna
twarz" - maska.

Wieczorne przedstawienie ułicznego teatrzyku w sfyiu de/i'arfe. Дсепа otoczona przez tłum gapiów,
/konogrą/ta.' przykłady maiarskich przedstawień masek i zamaskowanych postaci.
NARRATOR (OFF)

Stosunek do maski zawsze był bardzo ambiwalentny. Z jednej strony wyobrażała ona nową, doskonalszą
tożsamość człowieka. Przez to, że jest trwała, że nie ulega zmianom (jak żywa twarz) - dawała nadzieję na
przekroczenie ludzkiej kondycji, uwolnienie się od dramatu przemijania. Była - utrwaloną ekstazą.
Z drugiej strony - jako zasłona skrywająca tajemnicę, a może ciemne moce, kryjące się w człowieku
- budziła lęk. W średniowieczu Kościół katolicki widział w niej narzędzie niebezpiecznych praktyk
magicznych, w wyniku których człowiek przemieniał się w demona. Za jej używanie groziła nawet
ekskomunika.
A dzisiaj?

Narrator dochodzi do komnaty pełnej masek i łuster. W głgbi widać dziewczyng siedzącą przed iustrem.
NARRATOR

722

Dzisiaj chętnie pouczamy innych, żeby wreszcie zdjęli wszystkie maski i pokazali swoją prawdziwą
twarz. Maska stała się przede wszystkim metaforą fałszu, dwulicowości, obłudy, nieszczerości,

�konformizmu-wymagających zdemaskowania i odważnego ukazania prawdziwej twarzy. Ten postulat
autentyczności (wyrażony najsilniej chyba przez romantyków: bądź sobą, nie obawiaj się wyrażać swoich
uczuć) stał się niewątpliwie motorem wielu bardzo pozytywnych przemian, jakie dokonały się
w świadomości Europejczyków w ciągu ostatnich 200 lat.
Twarz dziewczyny widoczna w zWiz'emw. f owo/i zdejmii/e z twarzy f/asfycznq maskę, Wre/ Łrzfafr przypomina maskę
z lealrw greckiego.
N A R R A T O R (OFF)

A jednak w dawnych kulturach maska również pomagała człowiekowi zbudować tożsamość. Nie­
przypadkowo starożytni Grecy określali ją słowem persona, które oznacza także osobę.
Jeśli więc założenie maski (metaforycznej maski), potraktujemy jako nasze zobowiązanie i deklarację
o nas samych - czy nie będzie to przejawem odwagi? Także to, a nie tylko zdzieranie masek.

Ogromna komnata pefna rozmaitycn masek Narrator siedzący przed Wirem.
NARRATOR

Warto więc pamiętać, że maska może być instrumentem nie tylko obłudnie fałszującym nasze oblicze, ale
także - pomagającym, czy wręcz umożliwiającym jego wyrażenie. Forma (a nie tylko ekspresja) - jest
warunkiem komunikacji między ludźmi.
Być może sztuka - każda sztuka, także sztuka życia, sztuka bycia sobą - polega nie tyle na odrzuceniu
wszelkich masek, ile na umiejętności wyboru tej odpowiedniej.
koniec odcinka

CIAŁO I WYOBRAŹNIA - program TY Wojciecha Michery:
Scenariusz, prowadzenie, oprawa muzyczna - Wojciech Michera
Reżyseria - Filip Kovcin
Zdjęcia - Artur Radźko
Scenografia - Bogdan Sólle
Kierownictwo produkcji - Jolanta Filipowicz
Produkcja - Spectrum /iim dla Redakcji Edukacyjnej TYP
Realizacja i emisja: 1996-1997
Cykl został także wydany przez MEN na kasetach YHS
Cykl składa się z 12 odcinków: Czfowiek i wszecnświat;
Kwadratura kofa; Cnoroba; Kqpiei; Nagość; f iciowość; Być kobietą,Być mężczyzną,- sztuczne ciato; &amp;rwczna twarz; Taniec; I/czta
Współautorką scenariusza odcinka Nagość jest Monika Sznajderman.

723

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8544" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8523">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a181e153e1a2e8b182971dcb6968ef7f.pdf</src>
        <authentication>5e2c2ca388994027055c1ad5238a8d58</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102020">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1272</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102022">
                <text>1987</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102024">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1174</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102026">
                <text>Wprowadzenie do antropologii barw / ETNOGRAFIA POLSKA 1987 t.31 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102028">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1987 t.31 z.1, s.83-114</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102030">
                <text>Michera, Wojciech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102031">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102032">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102034">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="102035">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102036">
                <text>„Etnografia Polska", t. X X X I : 1987. z. 1
PL ISSN 0071-1861

WOJCIECH M I C H E R A
(Katedra Etnologu i Antropologii Kulturowej L'W)

WPROWADZENIE DO ANTROPOLOGII BARW
Część

I

Z kolorami jest jak z chorobami — każdy ich doświadcza, każdy uważa
się za ich znawcę, ale tak naprawdę to niewiele pewnego można o nich
powiedzieć. Przeciętnie wykształcony Europejczyk nie ma zwykle większego
kłopotu z określeniem liczby barw tęczy. Opierając się na autorytecie New­
tona bez cienia wątpliwości stwierdzi, że kolorów tych jest siedem. Czy ma
jednak rację? Zjawisko barwy towarzyszy kulturze ludzkiej od samego jej
początku. Ślady używania barwników spotyka się j u ż na stanowiskach dol­
nego paleolitu. Mimo to do dzisiaj trwają spory o podstawowe wręcz kwestie
dotyczące natury kolorów. Zagadnienia te wkraczają na filozoficzny teren
teorii poznania, mają też jednak ważny aspekt antropologiczny.
Niniejsze przedsięwzięcie jest w zamierzeniu bardzo skromne, tak skromne,
że tytułowe „Wprowadzenie" powinno być poprzedzone słowem „krótkie".
Temat — antropologiczna problematyka barw — nawet w granicach zakreślo­
nych poniżej jest tak ogromny, że należałoby mu poświęcić nie artykuł,
a wielotomowe dzieło. Wyczerpanie go przekracza też, sądzę, możliwości
jednego autora, szczególnie jeśli działa on na zupełnie dziewiczym terenie.
Ale właśnie z tego powodu, że antropologia barw w Polsce jeszcze się nie
narodziła, uważam za potrzebne przedstawienie choćby najważniejszych pro­
blemów, koncepcji i nurtów tego złożonego zagadnienia. Barwy towarzysza
człowiekowi nie tylko od chwili powstania kultury, ale wiążą się ze wszyst­
kimi jej dziedzinami; ich zrozumienie może ułatwić zrozumienie ludzkich
„sposobów dotykania rzeczywistości".
Zjawisko kolorów doskonale pokazuje komplementarność natury (biologii)
i kultury człowieka. W najskromniej nawet zamierzonym „wprowadzeniu"
nie może więc zabraknąć któregoś z tych działów antropologii. Dominującą
perspektywą niniejszej pracy jest jednak problematyka kulturowa, z tego też
powodu biologia będzie przedstawiona jedynie w tym zakresie, w jakim wpły­
wa na rzeczywistość kulturową barw. W pierwszej części „Wprowadzenia"
przedstawione zostaną, poza rudymentarni fizjologii, podstawowe nurty hi-

�84

WOJCIECH

MICHERA

storii antropologicznych badań nad kolorami oraz główne problemy psychoi socjolingwistyczne. Część druga poświęcona będzie przede wszystkim fizjo­
logicznej eksplikacji tych zagadnień. W dalszej kolejności będą o m ó w i o n e
kwestie symbolizmu barw.
I. CO TO JEST K O L O R ?

A. M ó w i ą c o barwach m ó w i m y o człowieku. Należy sobie zdać sprawę,
że barwa nie jest właściwością energii promienistej w widmie widzialnym
(jak twierdził Newton), a jedynie wrażeniem, wytworem czynności układu
nerwowego (Wyburn, Pickford, 1970, s. 114). T o specyfika naszego układu
wzrokowego powoduje, że pewne długości fal elektromagnetycznych widzimy
w formie kolorów. Kwiat maku jest czerwony dlatego, że na jego promie­
niowanie reagujemy wrażeniem czerwieni, tak jak na promieniowanie trawy
wrażeniem zieleni; samo promieniowanie nie jest jednak ani czerwone, ani
zielone. Jeśli organ rozpoznawania barw nie funkcjonuje sprawnie, jak w przy­
padku daltonizmu, rozróżnienie to przestaje mieć sens. Nie można jednak
powiedzieć, że widziana wówczas barwa jest fałszywa — tak jak nie jest fał­
szywy kolor maku widziany przez motyla, c h o ć przecież widzi on go zupeł­
nie inaczej niż człowiek, i tak, jak nie myli się krowa czy nawet hiszpański
byk, dla którego ten sam kwiat maku albo płachta torreadora jest tylko od­
cieniem szarości. Wrażenie barwy m o ż n a zresztą wywołać poprzez ucisk gałki
ocznej, bez udziału promieniowania świetlnego.
Dwie podstawowe koncepcje widzenia barw powstały w X I X w. Pierwsza,
stworzona przez Younga i rozwinięta przez Helmholtza, opiera się na za­
łożeniu, że wystarczą jedynie trzy kolory widma, by poprzez odpowiednie
ich mieszanie uzyskać d o w o l n ą barwę. Mechanizm trójbarwny byłby wystar­
czający, aby przekazać odpowiednią informację analizatorowi wzrokowemu.
Według tej koncepcji biel byłaby sumą poszczególnych kolorów chroma­
tycznych.
Inną hipotezę wysunął E . Hering. Sugerował on istnienie trzech światło­
czułych substancji, podlegających trzem parom antagonistycznych procesów:
rozkładu i regeneracji. Dzięki temu mechanizmowi miały powstawać wrażenia
В i C , C w i 2 oraz Żł i N » .
Obie teorie zostały potwierdzone i w dużym stopniu wytłumaczone przez
współczesne badania neurofizjologiczne (będzie o nich mowa dokładniej w I I
części „Wprowadzenia"). Percepcja trójchromatyczna odnosi się do funkcjo­
nowania siatkówki oka. Lecz impuls wytworzony przez siatkówkę jest tylko

1

W artykule zastosowano następujące skróty: P N K — podstawowe nazwy kolorów (basie
color terms); D N K — drugorzędne nazwy kolorów (secondary color terms); P K K — podsta­
wowe kategorie kolorów (basic color categories). Kolory: В — biały, С — czarny, Cw — czer­
wony, Żł — żółty, Z — zielony, N — niebieski, Br — brązowy, Pom — pomarańczowy, Róż —
różowy, Pur — purpurowy (oraz fioletowy).

�WPROWADZENIE DO ANTROPOLOGII BARW

85

bodźcem. Informacja zostaje poddana analizie na drodze między okiem
a mózgiem — w ciałkach kolankowatych bocznych. Znajdują się w nich dwa
rodzaje kanałów przekazujących sygnały barwne do kory m ó z g o w e j : pierwszy
przenosi bodźce odbierane jako jasność oraz barwy achromatyczne (B i C ) ,
drugi bodźce barw chromatycznych — C w lub Z , Źł lub N . Oba kanały
różnią się charakterem. W pierwszym neurony odpowiedzialne za wrażenie
В oraz С mogą być wzbudzane jednocześnie (widziana jest wówczas barwa
szara). Inaczej funkcjonuje drugi kanał — zawiera komórki „przeciwstawne"
(opponent cells). Wyróżniono cztery ich typy:
1)
2)
3)
4)

pobudzane przez bodziec czerwony, a hamowane przez zielony ( + C w , - Z ) ,
pobudzane przez bodziec żółty, a hamowane przez niebieski (+Źi, — N),
pobudzane przez bodziec zielony, a hamowane przez czerwony ( + Z , — Cw),
pobudzane przez bodziec niebieski, a hamowane przez żółty ( + N , — Żł).
Upraszczając dla naszych potrzeb sprawę można powiedzieć, że człowiek
doznaje wrażeń barwnych za p o m o c ą komórek trzech typów:
a) nieantagonistycznych В — С ;
b) antagonistycznych C w — Z oraz
c) antagonistycznych Żł — N .
Tak więc kolory różnych regionów widma (kolory chromatyczne) odpo­
wiadają nie punktom szczytowej absorpcji fotopigmentów siatkówki, lecz
punktom maksymalnej czułości komórek antagonistycznych.
Światło białe pobudza silnie komórki nieantagonistyczne, bardzo słabo
natomiast komórki antagonistyczne (w tych ostatnich zostają wówczas po­
budzone jednocześnie składniki aktywizujące i hamujące). Światło o określo­
nej długości fali (monochromatyczne) pobudza przede wszystkim odpowied­
nie komórki antagonistyczne, a także, choć słabiej niż światło białe, działa
na komórki pierwszego kanału (możliwa jest dzięki temu ocena jasności ko­
lorów chromatycznych). Wrażenie barwne powstaje wtedy, gdy pobudzony
zostaje albo jeden typ komórek, albo możliwa ich kombinacja (czyli z wy­
łączeniem par C w — Z i Żł — N).
Przyjmuje się, że na pełny opis barwy wystarczą w zasadzie trzy jej cechy:
jasność, ton (odcień chromatyczny) i nasycenie. Pierwsza z nich oceniana
jest za p o m o c ą komórek pierwszego rodzaju, druga za p o m o c ą komórek ro­
dzaju drugiego. Trzecia cecha to dla danego światła stosunek między stop­
niem pobudzenia komórek nieantagonistycznych a stopniem pobudzenia ko­
mórek antagonistycznych, czyli określenie, w jakim stopniu percepujemy dane
światło jako kolor chromatyczny, a w jakim jako achromatyczny (bardzo
zwięzły opis fizjologii widzenia barw zawarty jest w: De Valois, Jacobs,
1968).
В. Od dawna już próbuje się, dla różnych celów praktycznych, uporząd­
kować wszystkie możliwe do zobaczenia okiem ludzkim kolory i ich odcienie.
Wymyślona została tzw. przestrzeń barwna, bazująca na opisanych tu trzech
kryteriach oceny barw. Omówię ją krótko, gdyż ułatwi nam to zrozumienie
wielu spraw poruszanych w dalszej części artykułu.

�86

WOJCIECH MICHERA

Najlepszym modelem przestrzeni barwnej jest kula z zaznaczonymi (jak
na globusie) dwoma biegunami, południkami i równikiem. Bieguny tego glo­
busa zajęte są przez skrajne kolory achromatyczne, przyjmijmy: północny
przez B, południowy przez C . Oś je łącząca to różne stopnie szarości. Kolo­
ry chromatyczne zajmują powierzchnię kuli; trzy charakteryzujące je cechy
określić można za pomocą następujących „współrzędnych": ton jest „dłu­
gością geograficzną" (jeśli C w jest na południku 0, to Z na 180°, Żł na 90°
a N na 270°), jasność natomiast odpowiada „szerokości geograficznej" (ku
pófnocy kolory rozjaśniają się, ku południu ściemniają, ulegają tzw. zbrudzeniu). Nie znaczy to. że na równiku wszystkie barwy mają tę samą jasność.
Odcienie odpowiadające falom ze środka widma widzialnego są w naturalny
sposób jaśniejsze od odcieni z krańców widma. Dzieje się to dlatego, że
komórki antagonistyczne przy tych długościach fal przechodzą ze stanu po­
budzenia do stanu hamowania i wiele z nich nie reaguje wcale; ponieważ
jest to jednocześnie rejon podwyższonej czułości komórek nieantagonistycz­
nych, zwiększa się proporcjonalny udział światła białego w tworzeniu wraże­
nia barwnego (De Valois, Jacobs, 1968). Tak więc stosunkowo najjaśniejszy
jest kolor żółty, ciemniejszy zielony, jeszcze ciemniejszy czerwony, a następ­
nie niebieski. Wynika z tego, że linia łącząca punkty o jednakowej jasności
będzie w rejonie Żł nieco przesunięta na południe, a w rejonie N na północ.
Stopień nasycenia wyznaczony jest wzdłuż prostopadłego do osi kuli pro­
mienia łączącego tę oś z powierzchnią. Największe oddalenie od osi, czyli
największe nasycenie i największy stopień chromatyczności, osiągają barwy
na równiku. Przesunięcie po powierzchni kuli w stronę jednego z biegunów
to także, prócz zmiany jasności, zmniejszenie nasycenia.
Tak zbudowana (wyobrażona) przestrzeń barwna nie uwzględnia kilku
innych kryteriów opisu koloru, np. stopnia zmatowienia, fluorescencji itp.
II. Z A G A D K A NAZW KOLORÓW

A. Jeżeli chcielibyśmy o m ó w i ć początki świadomych rozważań na temat
barw, należałoby — oczywiście — powrócić do Platona. Poprzestaniemy jed­
nak na przedstawieniu poglądów kilku uczonych m ę ż ó w z ubiegłego stulecia,
gdyż oni właśnie dostrzegli istnienie zagadki, której próby rozwiązania stano­
wią do dzisiaj dość silny prąd w antropologii.
Pierwszym z nich jest sir William E . Gladstone, dostojnik angielski
z czasów królowej Wiktorii. Uważany jest za prekursora w dziedzinie antro­
pologii barw; mógłby być uznany też za prekursora ruchów pacyfistycz­
nych, bo główne swe dzieło napisał po ustąpieniu w 1855 r. z rządu na
znak protestu wobec Wojny Krymskiej. Nim po 5 latach powrócił na stano­
wisko kanclerza skarbu państwa (w 1868 r. został premierem) wydal w 1858 r.
pracę Studies in Homer and the Homeric
Age — w trzech tomach i na 1696
stronach (Hickerson 1983, s. 289). W I I I tomie Gladstone zajmuje się umysłowością Greków epoki heroicznej. Opiera się na analizie Homerowego slow-

�87

WPROWADZENIE DO ANTROPOLOGII BARW

2

nictwa dotyczącego trzech pojęć: piękna, liczby i koloru . W tej ostatniej
dziedzinie dochodzi do wniosku, że starogreckie nazewnictwo barw jest zu­
pełnie niezgodne z naszym dzisiejszym, europejskim, tzn. jest dużo uboższe.
Według Gladstones dotyczy ono głównie określeń achromatycznych; nazwy
barw chromatycznych są słabo rozwinięte, szczególnie w odniesieniu do od­
cieni zimnych: N -- Z.
Podejmowane do dziś próby wyjaśnienia tego problemu m o ż n a zaliczyć
do dwóch grup, zgodnie zresztą z dwoma tendencjami istniejącymi w całej
antropologii kulturowej. Z jednej strony jest to postawa uniwersalistyczna
(ewolucjonistyczna, zarówno w znaczeniu determinizmu biologicznego, jak
i kulturowego), z drugiej — relatywistyczna. Co ciekawe, oba obozy dopatry­
wały się w Gladstonie swego prekursora (np. autorzy dwóch klasycznych
już prac; kulturaliści Segall, Campbell i Herskovitz, 1966 oraz neoewolucjoniści Berlin i K a y , 1969). Spór ten, jak wykazała N . Hickerson (1983). jest
w dużym stopniu bezzasadny, zważywszy że dzieło tego brytyjskiego męża
stanu ukazało się na rok przed Origin
of Species
Darwina. Nie istniał
więc dla niego problem rozgraniczenia tego, co dziedziczone genetycznie, od
tego, co przyswajane kulturowo. Gladstone zgadzał się z jednej strony, że
na barwną wizję świata Homera miały wpływ warunki zewnętrzne: jedno­
litość pigmentacji skóry i włosów całego społeczeństwa, monotonia klimatu,
prostota technologiczna (słaby rozwój malarstwa czy farbiarstwa). Pisał on:
„Oko może potrzebować zaznajomienia się z uporządkowanym systemem ko­
lorów, jeśli warunki bytowania pozwalają na ścisłą ocenę któregokolwiek
z nich". Z drugiej strony przyjmował możliwość dziedziczenia nabytych cech;
nie brał więc pod uwagę dynamiki samej kultury jako środka postępu. Wed­
ług niego: „organ widzenia koloru i jego wrażenia były wśród Greków epoki
heroicznej rozwinięte jedynie częściowo" (Gladstone, 1858, t. 3, s. 488, za:
Hickerson, 1983, s. 35). Nie chodziło mu jednak raczej o ewolucję w dzie­
dzinie fizjologii. Trzeba pamiętać, że horyzont czasowy ludzkości był dla
Gladstona zgodny z wyliczonym przez biskupa Ushera rokiem stworzenia
świata — 4004 przed Chrystusem. Epokę Homera uważał więc za dzieciństwo
ludzkości, bardzo wczesny etap historii. Tym, czego brakowało Grekom,
jest doświadczenie — nabierane i dziedziczone przez pokolenia.
Po prawie 20 latach Gladstone powrócił do sprawy greckich nazw ko­
lorów. W 1877 r. (lata 1874-1880 — przerwa w sprawowaniu urzędu premie­
ra) wydał artykuł The Colour Sense, w którym precyzuje swe poglądy. Mają
one już charakter d u ż o wyraźniej ewolucjonistyczny (w znaczeniu ewolucji
biologicznej), na co wpływ miało uwzględnienie opublikowanych tymczasem
prac innych autorów, pobudzonych odkryciem Gladstones (zob. Hickerson,
1983, s. 38; Wallace, 1927, s. 4-5). Przede wszystkim Gladstone przyjął po­
glądy Hugo Magnusa.
Ten niemiecki okulista z Wrocławia badając literatury Wschodu stwier:

Rozdział: "Homer's Perception and use of colours", s. 458-499.

�88

WOJCIECH

MICHERA

dził, że zmysł barwny od czasów Homera rozwinął się, przy czym rozwój
ten dokonał się w następującej sekwencji: pierwotne było rozróżnienie В — С,
po nim pojawia się widzenie barw chromatycznych w kolejności zgodnej
z długością fal (Cw — Żł — Z — N) (Magnus, 1877). Należy również dodać,
że Magnus, który badał też terminologię ludów prymitywnych (Magnus,
1880), dokonał ważnego rozróżnienia metodologicznego: stwierdził, że język
nie musi koniecznie odbijać w prosty sposób zdolności percepcyjnych. Wynuca z tego, że możliwe są dwie niezależne linie ewolucyjne: 1) językowa —
dająca się obserwować i dzisiaj oraz 2) fizjologiczna — jedynie hipotetyczna,
bo wszystkie dziś żyjące ludy pierwotne widzą barwy w sposób porówny­
walny z cywilizowanymi (zob. Tornay, 1978a, s. X I ) .
Do podobnych biologiczno-ewolucyjnych wniosków doszedł — na podsta­
wie greckich, wedyjskich i awestyjskich danych leksykalnych L . Geiger (1878,
1880), a także wielu innych prowadzących na fali zainteresowania tematem
badania psychologów, b i o l o g ó w i literaturoznawców. Obiektem badań stały
się też ludy pierwotne. T u wymienić trzeba obok Magnusa takie nazwiska,
jak: Gatschett (1879), Kirschoff (1879), a przede wszystkim W. H . R . Rivers
(1901, 1903, 1905). Ten ostatni jest autorem badań terenowych przeprowa­
dzonych w czasie słynnej wyprawy z lat 1898-1900 do Cieśniny Torresa.
Zainaugurował on w ten sposób powszechne dzisiaj eksperymenty polegające
na eksponowaniu wzorców barwnych. Interpretacja Riversa jest oczywiście
ewolucjonistyczna, w znaczeniu ewolucji kulturowej. C h o ć — rzecz ciekawa —
szczególnie silne trudności, jakie mieli krajowcy z nazywaniem zimnych ko­
lorów chromatycznych (N — Z ) , wiąże on z niższą czułością ich aparatu
wzrokowego w odniesieniu do krótkich fal spektrum, spowodowaną — wed­
ług niego — zwiększoną pigmentacją siatkówki oka (Tornay, 1978a, s. X V X V I ) . Interpretacja ta odżyje po 70 latach w koncepcji Marca Bornsteina,
ale o niej będzie jeszcze mowa. Dodajmy, że metoda wzorców barwnych
była zawsze bardzo kontrowersyjna i spotykała się z krytyką; doczekał się
jej i Rivers: p o d w a ż o n o jego badania i wnioski dotyczące widzenia przez
krajowców koloru N i Z ze względu na nieodpowiednie oświetlenie wzor­
c ó w w czasie eksperymentu (Titchner, 1916; zob. Tornay, 1978a, s. X V I ) .
Wśród głosów w dyskusji, których skromny tylko wybór tu przedstawia­
my, obecne były obok ewolucjonistycznych również kulturalistyczne. D o cie­
kawszych przedstawicieli początków tego nurtu należał Grant Allen (1878,
1879). Był on — to nie pomyłka — protegowanym Darwina i zajmował się
psychologią porównawczą (Hickerson, 1983, s. 38). W 1879 r. wydał książkę
The Colour Sense, w której przedstawił ewolucję widzenia barw u owadów,
ryb, ptaków i ssaków jako wynik naturalnej selekcji. Zróżnicowanie termi­
nologii barw człowieka umieścił jednak na innym poziomie i uzależnił od
takich czynników, jak historia lub tradycja kulturowa. Warto też przypom­
nieć Belga, A . de Keersmaeckera; ponieważ jest on postacią rzadko wspomi­
naną, zacytuję (za Wallace, 1927, s. 5-6) jego zdanie z książki L e sens des
couleurs

chez

Homere

(1883):

�WPROWADZENIE DO ANTROPOLOGII BARW

89

„Jeżeli na niektórych stronach Homera istnieje pozorne lub rzeczywiste pomieszanie słow­
nych określeń kolorów, to musimy widzieć tego przyczynę w niejasnych znaczeniach samych
tych określeń — znaczeniach odpowiadających przede wszystkim niedoskonałej wiedzy technicz­
nej
dużo bardziej niż w zarodkowym stanie fizjologii widzenia".

Prawdziwy przełom relatywistyczny można wiązać jednak dopiero z naz­
wiskiem znanego psychologa amerykańskiego R. S. Woodwortha, który wy­
niki swych badań opublikował w artykule z 1910 r. pod tytułem The Puzzle
of Color Vocabularies.
Przyjmuje on pozycję zdecydowanie i świadomie rela­
tywistyczną mówiąc, że nowe nazwy kolorów są wynajdywane wtedy, gdy są
potrzebne (Hickerson, 1983, s. 26). D l a historyka antropologii ważne też jest
to, że Woodworth kontaktował się z F . Boasem (Woodworth, 1910, s. 327;
zob. Hickerson, 1983, s. 39 przyp. 2), co musiało mieć wpływ na sformu­
łowanie lub co najmniej umocnienie jego poglądów.
B. Znaleźliśmy się w ten s p o s ó b w punkcie, gdzie zaczyna się kilku­
dziesięcioletnia historia dominacji relatywizmu kulturowego w antropologii,
a szczególnie w jej działach związanych z językiem. Popularność szkoły Boasa,
teorii Sapira i Whorfa spowodowała, że pogląd Woodwortha na wiele lat
pozostał „jedynie słusznym". Zresztą zainteresowanie sprawą kolorów zma­
lało i, nie licząc pojedynczych' uwag np. w tekstach Whorfa, na serię no­
wych badań antropologicznych (lingwistyczno-etnograficznych) trzeba było
czekać do połowy wieku (np. Beaglehole, 1939; White, 1943; Geddes, 1946).
Duże znaczenie metodologiczne miały prace V. F . Raya. Twierdził on, że
nie istnieje naturalny podział spektrum barwnego i że każda kultura dzieli
je w sposób arbitralny, przy czym czynniki podziału mają charakter nie psy­
chologiczny, anatomiczny lub fizjologiczny, a jedynie pragmatyczny (Ray, 1952,
s. 43; 1953, s. 102; zob. Bornstein, 1975, s. 780, 783). Odrzuca więc też
Ray możliwość wiązania złożoności terminologii barwnej ze złożonością kul­
tury. Prace Raya są interesujące także ze względu na stanowcze opowie­
dzenie się za metodą testów barwnych jako jedyną, która zapewnia naukową
standaryzację eksperymentu.
Sprzeciwił się temu Harold C . Conclin w krótkim, lecz świetnym i bar­
dzo do dzisiaj cenionym artykule poświęconym kategoriom barwnym Hanunóo
z Filipin (Conclin, 1955; krótko omawia ten tekst C . Lévi-Strauss w Myśli
nieoswojonej,
1969, s. 86-87). Conclin podkreśla konieczność wyjścia poza
trzy sensoryczne „wymiary" barwy (jasność, ton, nasycenie) uwzględniane we
wzorcach barwnych np. Munsella, gdyż nie wystarczają one na wyczerpujące
określenie jej w skomplikowanych różnorodnych relacjach właściwych danej
kulturze. D o tematu tego Conclin wracał jeszcze później (Conclin, 1973).
Założenie Raya przejął natomiast Erie Lenneberg i jego współpracownicy.
Jak zauważa Tornay (1978a, s. X X I V ) w atmosferze behawioryzmu i kultu
realności, a nie ;,miało wartościowej naukowo" introspekcji, postanowił on
poszukać w eksperymentach potwierdzenia tezy Whorfa o związku języka
z niewerbalną aktywnością poznawczą człowieka (zob. Lenneberg, 1953). Tezę
wysuniętą w 1954 r. (Brown i Lenneberg, 1954) próbował potwierdzić w cza-

�90

WOJCIECH MICHERA

sie badań terenowych wśród Zuni (Lenneberg i Roberts, 1956) i ostatecznie
sformułował w 1961 r. (Lenneberg, 1961; za: Landar, 1966, s. 220-221).
Uznał, że najlepszym przedmiotem badań będzie ta część języka, która od­
nosi się do podstawowych doświadczeń zmysłowych — the language of exper­
ience, a jeszcze dokładniej — domena koloru. Rezultaty badań Lenneberga
można najkrócej streścić w ten sposób: istnieje powiązanie między dokład­
nością językowego kodowania barw oraz pozajęzykową zdolnością ich deko­
dowania. Pewne kolory są łatwiejsze do zapamiętania niż inne. Większa
dokładność w przekazywaniu doświadczeń zmysłowych o s o b n i k ó w danej kul­
tury to większa kodowalność tego doświadczenia (zob. Landar, 1966. s. 220).
Specjalnie łatwo rozpoznawalne kolory leżą w środku odcinka widma za­
kreślonego przez daną kategorię barwną, są więc funkcją granic kategorii
ustalonych arbitralnie dzięki językowi danej kultury (Lenneberg. 1961). Po
tej linii szły też badania innych etnolingwistów, пр. H . Landara (Landar.
Ervin i Horowitz. I960).
Prace Lenneberga są wydarzeniem bardzo ważnym dla dalszego rozwoju
antropologii barw. Na zmianę ustalonych poglądów miały one większy wpływ,
niż dość sporadyczne, pojawiające się jednak próby o zabarwieniu ewolucjonistycznym (np. Van Wijk, 1959). Jak to podkreśla N . Hickerson (1983,
s. 27: zob. też Brown. 1976; Tornay. 1978a. s. X X I V - X X V I ) zastosowanie
metod i koncepcji rozwijanych na bazie psychologii eksperymentalnej, od­
wołujących się do procesu poznawczego i dziedziny barw oraz pobudzania
nowego rodzaju badań etnolingwistycznych, prowadziło — choć nie wprost —
do odżycia zainteresowania regularnościami w terminologii kolorów oraz
uniwersalnymi tendencjami cechującymi jej rozwój. Szczegółowe rozwiązania
Lenneberga nie zawsze znajdowały potwierdzenie już w badaniach z lat 50
(zob. np. Burnham i Clark, 1955) nie mówiąc o badaniach E . Rosch z lat
70 (omówimy je dalej). Charakterystyczna jest zresztą ewolucja poglądów
samego Lenneberga: od prac określanych przez relatywizm Whorfa i behawioryzm łączący się z nazwiskiem Skinnera, do książki Biological
Foundation
of Language,
której appendix
napisał Noam Chomsky. Z gruntu antyskinnerowskie i antyrelatywistyczne językoznawstwo Chomsky'ego miało zasadni­
czy udział w zrobieniu wyłomu otwartego dla poglądów uniwersalistycznych (co do ostatecznego poglądu Lenneberga na temat Whorfa zob. w jego
pracy z 1967, s. 363-365).
Dla skrupulatności historycznej odnotujmy jeszcze pracę P. W. Robertsona
(1967), będącą którymś z kolei wcieleniem myśli Gladstones — na podsta­
wie literatury starożytnej rozważa on, które kolory były rozpoznawane wcześ­
niej, a które później, umieszczając się w ten sposób w tradycji ewolucjonizmu biologicznego (zob. Bornstein, 1975, s. 781).
HI. REWOLUCJA B E R L I N A I K A Y A

W wyłomie dokonanym przez Lenneberga i Chomsky'ego pojawiła się
w 1969 r. praca Brenta Berlina i Paula K a y a : Basic Color
Terms.
Zadzia­
łała ona jak dynamit — nic, co na temat barw ukazało się po 1969 г., nie

�WPROWADZENIE DO ANTROPOLOGII

BARW

91

m o g ł o się nie ustosunkować do teorii tych dwóch autorów, bez względu na
jej szczegółową ocenę. Zapoczątkowała trzecią już, największą falę różno­
rodnych badań. Podstawowe jej twierdzenia były przez jednych odrzucane
en bloc, przez innych przyjmowane z entuzjazmem. Sami autorzy kilkakrotnie
ulepszali ją zmieniając niektóre istotne nawet szczegóły. Omawianie tego eta­
pu rozwoju antropologii barw — będącego już współczesnością — rozpocznę
jednak od dość dokładnego przedstawienia tez z 1969 г.. mimo odrzucenia
niektórych z nich dlatego, że do dzisiaj bardzo często autorzy różnych prac
odwołują się właśnie do tego źródła.
A. Podstawowym zabiegiem Berlina i Kaya było rozdzielenie wszystkich
funkcjonujących w danym języku terminów barwnych na dwie grupy: nazw
„podstawowych" ( P N K ) i „drugorzędnych" ( D N K ) . Mimo że spotkał się on
z dużą krytyką uważam, że — przy zachowaniu założenia pewnej idealności
statusu P N K — umożliwia ominięcie wielu problemów pozornych, wynikają­
cych wyłącznie z mieszania pojęć należących do różnych poziomów. Berlin
i K a y zaproponowali następujące kryteria (o charakterze językowym i pozajęzykowym) wyróżniania P N K :
1) P N K są utworzone z pojedynczych jednostek znaczeniowych (nie są
więc nimi takie terminy, jak lilaróż, ciemny błękit lub mocna czerwień):
2) zakresy przestrzeni barwnej, do których odnoszą się P N K , muszą być
rozłączne
(nonoverlapping):
3) P N K nie mogą wiązać się wyłącznie z określoną klasą obiektów, jak
np. blond, gniady lub nazwy śniegu Eskimosów;
4) P N K muszą być psychologicznie wyróżnione (muszą być obecne w świa­
domości wszystkich członków danego społeczeństwa; ich odniesienia i okazje
użycia muszą być stabilne; znajdować się muszą też na początku listy nazw
kolorów podawanych przez informatorów).
Drugorzędne nazwy kolorów ( D N K ) są podrzędne w stosunku do P N K
(np. granat jest rodzajem N).
Nazwy kolorów mają często status trudny do określenia. Berlin i K a y
tak opisują cechy tej grupy kolorów, twierdząc, że ich przynależność do P N K
jest niepewna, a nawet raczej negatywna;
5) forma wątpliwa m o ż e być potencjalnie tak samo rozpowszechniona,
jak określone wyżej P N K ;
6) mogą to być nazwy kolorów będące jednocześnie nazwami obiektów
charakterystycznych ze względu właśnie na barwę, np. złoto, srebro, popiół
(kolor popielaty — ang. ash);
7) podejrzane i wątpliwe m o g ą być nazwy współcześnie zapożyczone;
8) możliwy jest przypadek, w którym trudne jest do określenia kryterium 1
(stosunek całości nazwy do składających się na nią części). Wówczas wtór­
nym kryterium staje się złożoność morfologiczna (wyróżnione są wyrazy
prostsze).
Podstawowych danych, które wykorzystane zostały w omawianej pracy,
dostarczyły badania nad 20 językami. W 19 wypadkach informatorzy byli
mieszkańcami San Francisco, przy czym niektóre języki reprezentowane były

�92

WOJCIECH MICHERA

zaledwie przez jedną osobę (co często później Berlinowi i Kayowi wypomi­
nano). Jedynie meksykański tzeltal poddany był systematycznym badaniom
B. Berlina (zob. Berlin, Kimball Romney, 1968). Pozostałych 19 języków, to:
europejskie — bułgarski, kataloński, angielski, węgierski, hiszpański; azjatyc­
kie — arabski, hebrajski, kantoński, mandaryński, indonezyjski, japoński, ko­
reański, tagalog, thai, urolu, wietnamski; afrykańskie — ibibio, swahili; pół­
nocnoamerykański — pomo, oraz dwudziesty, wspomniany tzeltal. Badania
te, prowadzone przez (i wśród) studentów Uniwersytetu Kalifornijskiego
w Berkeley, polegały na eksponowaniu wzorów barwnych z tablic kolorów
Munsella. Badani musieli nazywać kolory oraz wskazywać najlepsze przy­
kłady poszczególnych kategorii.
Uzupełniające dane porównawcze zaczerpnięte zostały z różnych źródeł —
słowników, ogólnych opisów języków, wyciągów z prac etnograficznych —
dotyczących 78 języków. Łącznie więc badaniami objęto zestaw 98 języków.
Rezultatem były następujące wnioski:
a) żaden język nie dzieli trójwymiarowego kontinuum barw (czyli prze­
strzeni barwnej) arbitralnie i niezależnie od innych języków;
b) każdą z istniejących na świecie P N K m o ż n a zaklasyfikować do jednej
z 11 kategorii. W danym języku m o g ą istnieć wszystkie 11 kategorii lub
mniej;
c) tych 11 podstawowych kategorii barwnych ( P K K ) to: B, C , C w , Żł,
Z, N , Br, Pom, R ó ż , Pur, szarość;
d) w przypadku, gdy język koduje mniej niż 11 P K K , istnieją ścisłe
ograniczenia w tworzeniu zestawu tych kategorii;
e) choć możliwych jest aż 2048 kombinacji 11 P K K , rzeczywiście stoso­
wane są tylko 22 połączenia;
0 22 istniejące kombinacje nie są od siebie niezależne. Są tworzone wed­
ług prostej zasady, reprezentującej czasowo ewolucyjny porządek (przedsta­
wiony na ryc. la);
g) brak dowodu, że międzyjęzykowe różnice w złożoności słownictwa
podstawowych barw odbijają różnice możliwości percepcyjnych przedstawi­
cieli tych języków;
h) różnice w lokalizowaniu p u n k t ó w fokalnych barw (czyli ich najlepszych
przykładów) nie są większe między osobnikami różnych języków, niż osobni­
kami posługującymi się tym samym językiem;
i) możliwe, że w odniesieniu do wartości fizycznej danej kategorii barwnej
działanie percepcyjne mózgu skupia się zasadniczo na punktach spektrum
barwnego (lub bardzo małych odcinkach), a nie na szerokich zasięgach;
j) można sądzić, że kolor, a zapewne również inne domeny semantyczne,
takie jak węch, smak, słuch, mają specjalne właściwości leksykalne;
k) nie istnieją dane, które świadczyłyby o zaginięciu w którejkolwiek
z kultur dowolnego P N K ;
1) dany język, w danym momencie m o ż e znajdować się na jednym i tylko
jednym z siedmiu etapów rozwoju P N K , a także, język znajdujący się obec-

�93

WPROWADZENIE DO ANTROPOLOGII BARW

В

Zł

—

\

Cw '

\

С

II

Róż.
Br

Pur.

/

Zł-

Etap 1

Pom.

III b

IV

Szary

V
V

VII

VI

a

в
makrobiel

/

~B
makroczerwień

makro-czerń

makroczerń

\

makroczerwień
grue
С

~B

\

~B

в

Cw

Zł

Cw

grue

Zł
z
N

С

С

p

• Br

Róż.
+ Pom.
Pur.

VI

VII

-1

Cw

Zł

makroczerrS
•szary-

Etapl

II

III ь

IV

V

Ryc. 1. Schemat ewolucji P N K :
a - wg Berlin i Kay. 1969; h - wg wersji z 1975 r.

nie na danym etapie musiał historycznie przejść przez wszystkie poprzedza­
jące go fazy w przedstawionym na rys. l a porządku;
m)nie istnieje system, który zawierałby wyłącznie В lub wyłącznie C ;
n) istnieje pozytywna korelacja miedzy złożonością kultury i/lub pozio­
mem rozwoju technologicznego a złożonością słownictwa barw;
o) na wczesnych etapach rozwoju kategoryzowania kolorów istnieje paralelność z teorią rozwoju fonologieznego Jakobsona i Halle'a (zob. Jakobson,
Halle, 1964);
p) nie ma dostępnego materiału dowodowego mogącego wyjaśnić przed­
stawiony wyżej szczególny porządek rozwoju P N K ;
r) odkrycia te sugerują, że dziedzina semantyki opiera się na specyficz­
nościach gatunkowych struktur bio-morfologicznych. Szczególne struktury bio­
logiczne określają to, co lingwiści ogólnie nazywają semantyką (por. Durbin, 1972).

�94

WOJCIECH MICHERA

В. Dyskusja wywołana przez Basic
Color
Terms toczyła się na kilku
poziomach ogólności. Zapoznajmy się najpierw z tym jej nurtem, który nie
kwestionując samych podstaw teorii krytykował pewne jej szczegółowe roz­
wiązania.
Największe wątpliwości wzbudzały trzy sprawy:
1) treść P N K w językach I etapu;
2) fragment schematu ewolucyjnego dotyczący zimnych barw chroma­
tycznych (N — Z ) ;
3) miejsce szarości w tym schemacie.
Co do pierwszego punktu przypomnę, że Berlin i Kay w pracy z 1969 r.
przypisywali językowi I etapu dwie P N K - odpowiadające В i C . Wszystkie
zatem odcienie, także chromatyczne, cała przestrzeń barwna, miały być roz­
dzielone według kryterium jasności na dwie części — jasną i ciemną (zob.
ryc. 2a). Przykładem, który przedstawili Berlin i Kay, było nowogwinejskie
plemię Dugum Dani. Istniejące w jego języku dwie P N K miały oznaczać:
mola — biel (jasność) i mili — czerń (ciemność). Sprawa okazała się, jak to
zwykle bywa, bardziej skomplikowana niż sądzono. E . Rosch (występująca
też jako Rosch Heider) w trakcie swych badań terenowych spostrzegła, że
plemię to łączy np. stosunkowo ciemną C w z kategorią mola („biel"), a sto­
sunkowo jasną Z z kategorią mili („czerń") (Heider, 1972b). Model, który
wyjaśnia stosowany przez Dugum Dani s p o s ó b dzielenia przestrzeni barwnej,
uwzględniać zatem musi nie tylko kryterium jasności (co sugerowali Berlin
i K a y ) , lecz także kryterium „ciepłoty" odcieni chromatycznych (co na po­
ziomie neurofizjologicznym odpowiada wzbudzeniu lub hamowaniu komórek
antagonistycznych). Tak więc kategoria mola zawiera barwy nie tylko jasne,
ale i ciepłe (B, C w . Żł). a mili ciemne i zimne (C, N , Z — zob. ryc. 2b).

a

b

Ryc. 2. Kategoryzacja przestrzeni barwnej na etapie II w dwóch ujęciach:
a-z

1969 г.: h - 1975 r. (wg Kay. 1975. s. 259. lab. 2-3)

�WPROWADZENIE DO ANTROPOLOGII BARW

95

Punkt fokalny mili znajduje się między najciemniejszymi odcieniami N i Z ;
mola posiada dwa takie punkty — w ciemnej czerwieni (dla większości osób)
i. rzadziej, w odcieniu bladoróżowym.
Z interpretacją E . Heider nie zgodził się M . Sahlins (1976), który wyniki
jej badań wiąże ze zróżnicowanym odbijaniem światła przez tablice barwne
Munsella. S p o w o d o w a ć miało to przypisanie wzorcom C w większej jasności
{brightness)
niż Z i N . Pogląd Sahlinsa nie znalazł jednak większego uznania.
Drugim błędem autorów omawianej książki była sekwencja zimnych ko­
lorów chromatycznych (zob. Hickerson, 1971, s. 269-270; Broch, 1974,
s. 193-196). Schemat przedstawiony w Basic Color Terms (zob. rye. 1) jedno­
znacznie określa, że najpierw pojawia się nazwa dotycząca Z , a dopiero
później N . Wynika z tego, że jeśli język posiada określenie na N , to musi
też posiadać nazwę Z , choć nie odwrotnie. Tymczasem wiele faktów wska­
zuje, że w językach I V , a nawet I I I etapu (gdy więc, według wersji z 1969 г.,
wyodrębnia się dopiero Z) można spotkać N . Przykładem jest opisany przez
Brocha język Indian Hare, posiadający 5 P N K : B, C , C w , Żł i właśnie N .
Także w innych językach indiańskich trudno byłoby określić, posługując się
pojęciami Berlina i K a y a z 1969 г., czy nazwa dotyczy Z czy N (tak jak
np. w języku Navajo — zob. Landar, 1966, s. 49).
Aby zrozumieć to pomieszanie należy przyjąć, że autorzy omawianej książ­
ki popełnili błąd nie techniczny — związany z niedokładnością zbierania ma­
teriałów — lecz teoretyczny. W Basic Color
Terms przedstawili oni proces
ewolucji jako przyłączania kolejnych kolorów, rozumianych oczywiście jako
punkty fokalne. Różnicę między tym ujęciem a nowym, lepszym, wytłuma­
czyć można posługując się opisanym wcześniej modelem przestrzeni barwnej
wraz z jej szczególnym podobieństwem do globusa. Stosowane bowiem w nau­
ce sposoby określania poszczególnych kategorii kolorów przypominają spo­
soby określania państw — jednostek kulturowego podziału kuli ziemskiej.
Każde państwo posiada, poza nazwą, znak — flagę, godło, pozwalający
na jednoznaczną jego identyfikację. N a identyfikację taką pozwalają wszelako
także jego granice — określone współrzędnymi geograficznymi lub układające
się w charakterystyczny kształt „własnego kraju" lub np. włoskiego „buta"
czy skandynawskiego „psa". Także przy opisie kategorii koloru można zwra­
cać szczególną uwagę albo na jej zasięg — granice, albo na jej najbardziej
charakterystyczny odcień. Przed 1969 г., a więc w okresie dominowania
relatywizmu, podkreślano w szczególny sposób znaczenie granic. Wychodzo­
no z założenia, że jednolite spektrum barwne dzielone jest za pomocą ję­
zyka danego społeczeństwa na dowolne odcinki. Wzorcowe punkty danej
kategorii miały być pochodną jej granic — tzw. kolory o większej kodowalności, czyli precyzyjniej określane i lepiej zapamiętywane, miały leżeć w sa­
mym środku wyznaczonego odcinka widma.
Zupełnie odmiennie podeszli do tej sprawy Berlin i K a y . Szukając po­
dobieństw w systemach barwnych różnych kultur, a nie różnic, podstawowe
znaczenie przypisali nie granicom, lecz „najlepszym przykładom" danej ka-

�96

WOJCIECH MICHERA

tegorii — punktom fokalnym. Ich pogląd został potwierdzony przez psycholingwistyczne badania E . Rosch. Poddała ona testowi nie tylko plemię Dugum
Dani z Nowej Gwinei, ale także przedstawicieli dzisiejszego społeczeństwa
U S A . Stwierdziła, że P K K nie powstają w dowolny sposób, lecz zawsze sku­
piają się wokół tych samych na całym świecie odcieni. Te właśnie punkty
przestrzeni barwnej są łatwiejsze do zapamiętania i odczytania, są chętniej
nazywane i precyzyjniej przypominane — tak przez współczesnych Ameryka­
nów, jak i znajdujących się na poziomie epoki kamienia krajowców z No­
wej Gwinei (mimo że ci ostatni nie mieli przecież odrębnych nazw barw
chromatycznych) (Heider, 1972a,b). Także 3-4-letnie dzieci amerykańskie pre­
ferowały wybór tych kolorów, określając je dokładniej niż inne (Heider, 1971).
E . Rosch badała również porównawczo znaczenie tych p u n k t ó w i cen­
tralnych p u n k t ó w danej kategorii. Okazało się, że kolory fokalne były roz­
poznawane z mniejszą liczbą błędów oraz szybciej, a także szybciej się ich
uczono, bez względu na ich położenie — centralne lub peryferyczne. In­
formatorom Danii łatwiej było również nauczyć się zbioru kategorii barw
organizowanych wokół naturalnego (jednego z czterech) prototypu niż wokół
jakiegokolwiek innego obszaru przestrzeni barwnej (Rosch, 1973, s. 121-123).
Wszystkie przedstawione tu wnioski dotyczyły percepcji wzrokowej. Inne
doświadczenia tej samej badaczki wykazały jednak, że odpowiedzi są także
ułatwione w stosunku do kolorów fokalnych prezentowanych nie za p o m o c ą
b o d ź c ó w wzrokowych, lecz jako wypowiedziana nazwa. Wynika z tego, że
i dla nazwy kategorii tworzona jest reprezentacja poznawcza, specyficzna
raczej dla określonego koloru niż (reprezentatywna) dla wszystkich barw,
które m o g ą być określone za p o m o c ą tej nazwy (Rosch, 1975, s. 319). Wnio­
ski dotyczące kategorii barwnej E . Rosch próbuje rozszerzyć na pojęcie ka­
tegorii semantycznej w ogóle (por. Kielar, 1983).
Owymi kolorami, wokół których organizuje się cała przestrzeń barwna,
są oczywiście: B, C , Cw, Żł, Z , N . Ich właściwości wynikają z neuro­
fizjologicznej budowy aparatu wzrokowego. Wyjątkowe znaczenie czterech
kolorów chromatycznych — Cw, Żł, Z , N — zostało potwierdzone przez licz­
ne badania psychologiczne. Bornstein (i in., 1976) wykazał пр., że 4-miesięczne dzieci (nie posługujące się jeszcze językiem) dzielą wszystkie barwy
chromatyczne na te cztery kategorie (zob. też Fagan, 1974; Malrieu, 1957).
Również chorzy na afazję, z utrudnioną percepcją barw, najmniej błędów
popełniali przy nazywaniu tych właśnie kolorów (zob. Zollinger, 1979; a także
Sternheim i Boynton, 1966; von Wattenwyl, Zollinger, 1979).
Po tej dłuższej dygresji psycholingwistycznej wróćmy do krytyki książki
Berlina i Kaya. Jeśli bowiem słusznie podkreślali oni znaczenie punktów
fokalnych a nie granic, na czym polegał błąd, który niewątpliwie popełnili?
Było nim popadniecie w drugą skrajność — kolory fokalne odgrywają zasad­
niczą rolę jako punkty organizujące podział przestrzeni barwnej, jednak po­
dział ten ostatecznie polega na określeniu granic. Proces ewolucji systemów
P K K nie polegał na przyłączaniu kolejnych kategorii rozumianych jako

�WPROWADZENIE DO ANTROPOLOGII BARW

97

punkty fokalne, ale na coraz precyzyjniejszym podziale przestrzeni barwnej
na podstawie stałych, uniwersalnych punktów. T y m więc, co powstaje na
kolejnym etapie ewolucyjnym, nie jest tylko nowa nazwa bądź nowa perceptualna substancja, lecz nowa perceptualna r e l a c j a (Sahlins, 1976, s. 13).
W 1975 r. ukazały się nowe prace Berlina i K a y a , w których przedsta­
wili zmienioną wersję swej teorii (Berlin, Berlin, 1975; K a y , 1975). Pozostała
koncepcja siedmioetapowego rozwoju ewolucyjnego. W znacznym stopniu
zmieniła się jednak jej treść, szczególnie jeśli chodzi o cztery pierwsze eta­
py. Odrzucono pogląd, że kategorie tych etapów ściśle odpowiadają określa­
nym tą samą nazwą kategoriom z etapów późniejszych. Europejczyk (czyli
człowiek posługujący się językiem z etapu V I I ) m o ż e je zdefiniować poprzez
wyliczanie znanych mu kategorii wchodzących w ich skład.
Pierwszy etap wprowadza podział przestrzeni barwnej na dwie części.
Jedna obejmuje następujące odcienie chromatyczne i achromatyczne: B , bar­
dzo jasne odcienie wszystkich kolorów, C w i Żł wraz ze wszystkimi ich
odcieniami, czyli barwy ciepłe. Punkt fokalny tej kategorii m o ż e być umiesz­
czony w Cw, В lub ewentualnie w R ó ż . Kategoria ta nazywana jest bielą
I etapu lub — nieprecyzyjnie, acz praktycznie — makrobielą (terminy tego
typu zaproponowali Witkowski i Brown, 1977). W skład drugiej części
(makroczerni) wchodzi: C , bardzo ciemne Br i Pur, wszystkie, z wyjątkiem
najjaśniejszych, Z i N (Kay. 1975. s. 261). Przykładem społeczeństwa I eta­
pu są Dugum Danii z Nowej Gwinei.
Etap I I polega na rozdzieleniu kategorii makrobieli, utworzonej na pod­
stawie kryterium jasności i ciepłoty, na barwy chromatyczne i achromatyczne
(por. ryc. 3). Język tego etapu wyróżnia łącznie trzy P K K : В (odpowiada­
jącą naszemu pojmowaniu tej kategorii, co najwyżej z pewną domieszką
najjaśniejszych odcieni barw chromatycznych), makroczerń (bez zmian w sto-

Ryc. 3. Kategoryzacja przestrzeni barwnej na etapie II
wg Witkowski. Brown. 1977, s. 51. ryc. 2
Rys. W. Michera

7 - Etnografia Polska t. 31, z. I

�98

WOJCIECH MICHERA

sunku do etapu I) oraz kategorię łącząca w sobie wszystkie chromatyczr
barwy ciepłe (czyli dwa spośród uniwersalnych punktów organizującyc
przestrzeń barwną — C w i Żł). Kategoria ta bywa nazywana makroczerwi
nią, co jest o tyle uzasadnione, że jej punkt fokalny zawsze jest lokowan
w C w (choć teoretycznie mógłby nim być też Żł). Języki etapu I i spotykar
są najczęściej w Afryce środkowej, ale także np. na polinezyjskiej wyśpi
Bellona (zob. Kuschel, Monberg, 1974).
Dwie drogi doprowadzić mogą do zawierającego 4 P K K etapu I I I . Częścit
spotykany sposób określany jest jako I I I b. Polega on na rozdzieleni
makroczerwieni na elementarne już składniki, czyli C w i Żł. Pełen zesta\
P K K etapu I I I b to: B, C w , Żł i makroczerń. Wersja I I I a przynosi na
tomiast rozdzielenie makroczerni — od achromatycznej С oddzielają się chrc
matyczne kolory zimne.
Teoria Berlina i K a y a w swej wersji z 1969 r. przedstawiała ten pro
ces jako dodanie kolejnego podstawowego koloru, ale tylko jednego. Jeżel
rozumiało się go jako punkt fokalny, było niemożliwe połączenie Z i Iv
w jedną kategorię, konieczny był wybór. Względy statystyczne przemówiły
za Z ; jest to jeszcze jeden przykład niebezpieczeństwa wiążącego się z użyciem
tej metody matematycznej. Dlaczego jednak błąd teorii nie ujawnił się przy —
także przecież niewłaściwej — interpretacji kategorii makroczerwień (Cw —
Żł)? Odpowiedź jest prosta: czerwień jest kolorem silniejszym od innych
pod względem oddziaływania psychofizjologicznego i we wszystkich połącze­
niach jest elementem dominującym. M o ż n a powiedzieć, że na kuli barwnej
czerwień gwałtem podporządkowuje sobie wszystkie odmienne odcienie. W ka­
tegorii C w — Żł punkt fokalny leży więc zawsze w C w ; przy rozumieniu
kategorii jako tylko punktu wzorcowego kolorem, który pojawiał się na II
etapie, była zatem C w . Żadna natomiast z zimnych barw chromatycznych
nie przeważa psychofizjologicznie nad drugą. Punkt fokalny umieszczany jest
w jednym, w drugim lub w obu kolorach jednocześnie (lecz nie pomiędzy
nimi); w wyjątkowych wypadkach kategoria ta zawiera tylko jeden z tych
kolorów — drugi pozostaje wówczas w ramach okrojonej w ten sposób makro­
czerni. Z tego też powodu nie można, nawet przy założeniu umowności
terminu — jak w przypadku makrobieli lub makroczerwieni — nazwać tej
kategorii makrozieloną lub makroniebieską; w literaturze amerykańskiej roz­
powszechnił się wprowadzony przez Kaya i Berlina termin grue (green
+blue).
Językiem etapu I I I a posługują się Aguaruna z północno-centralnego
Peru (Berlin, Berlin, 1975). Etap I V jest wzajemnym uzupełnieniem form
III a i I l l b , zawiera więc: В, C , C w , Żł, i ostatnią jeszcze kategorię zło­
żoną — grue. W fazie przechodzenia z etapu I I I b na etap I V uchwycony
został język ludu Binumarien z Nowej Gwinei (Hage, Hawkes, 1975). N a
IV etapie znajduje się większość języków Nowego Świata. Przykładem może
być prawdopodobnie także starożytna Grecja i Rzym.
Języki etapów I - I V posiadają co najmniej jedną kategorię będącą połą­
czeniem dwóch lub trzech uniwersalnych punktów fokalnych. Powiększanie

�WPROWADZENIE DO ANTROPOLOGII BARW

99

zestawu P K K polega na rozdzielaniu takich kategorii. Jako ostatnia rozło­
żeniu ulega grue, stąd spotyka się ją najczęściej.
Po tej ostatniej redukcji, prowadzącej do etapu V , język rozróżnia 6 P K K ,
odpowiadających sześciu uniwersalnym organizatorom przestrzeni barwnej.
Przykładem V etapu jest język arabski (Durbin 1972, s. 273).
Dalszy rozwój systemu P K K polega na wydzielaniu tych obszarów prze­
strzeni barwnej, które leżą między głównymi punktami fokalnymi i 'gdzie
wpływy tych punktów krzyżują się.
Etap V I to wyodrębnienie się Br jako odcieni leżących między С a Żł.
Warto zauważyć, że specyfikę koloru brązowego podkreśla zjawisko BezoldaBrücke'a — barwa ta, choć z neurofizjologicznego punktu widzenia jest po­
łączeniem С i Żł (lub C w ) , zachowuje się pod jednym względem jak kolor
podstawowy, tzn. pozostaje niezmienna pod względem tonu mimo zmiany
jasności; pozostałe kolory przesuwają się w stronę jednego ze składających
się na nie elementów.
N a etapie V I I dochodzi jedna, dwie, trzy lub cztery kategorie, w do­
wolnej kombinacji, spośród: Pom (miejsce nachodzenia na siebie C w i Żł),
R ó ż (między C w a B), Pur (między C w a N) oraz budzący wiele wątpli­
wości kolor szary (między В a C ) . Ten ostatni został w pracy K a y a z 1975 r.
pozostawiony na etapie V I I , aczkolwiek przyznano mu specjalną pozycję
(wild card). Kolor ten, złożony z barw achromatycznych, powstawać może
niezależnie od ewolucji barw chromatycznych już na etapie wykrystalizowania
się В i С (etap I I I a lub I V ) (Kay, 1975, s. 251; zob. też Witkowski,
Brown, 1977; Hill, Hill, 1970; Le Querrec, 1978, s. 317).
W pracach etnograficznych można spotkać informacje (np. Jacobson-Widding, 1979), że kolor szary pojawia się nawet na etapie I I (oczywiście nie
jako P N K lecz D N K ) , choć jeden z wchodzących w jego skład kolorów
achromatycznych — С — nie został jeszcze wyodrębniony z kategorii złożo­
nej. Wydaje mi się, że jest to możliwe wtedy, gdy punkt fokalny makroczerni umieszczony jest w С (zob. ryc. Ib).
C . Krytyka teorii Berlina i K a y a dotyczyła również pewnych kwestii
metodologicznych. Zastrzeżenia budził np. fakt dwujęzyczności ich informa­
torów (Hickerson, 1971; Newcomer, Faris, 1971). O wpływie dwujęzyczności
na wyniki badań pisała w 1961 r. Susan M . Ervin: „Kategorie barwne
stosowane przez osoby dwujęzyczne systematycznie się różnią od norm jednojęzycznych" (zob. też Lenneberg, Roberts' 1956). Sami autorzy Basic
Color
Terms nie uważali, by znajomość drugiego języka mogła wpłynąć w istotny
sposób na lokalizację punktów fokalnych kategorii barwnych. Sprzeczność
tych p o g l ą d ó w wynika z nieporozumienia i jest właściwie pozorna. O ile
bowiem poprzednicy Berlina i K a y a , a także niektórzy krytycy ich książki,
kładli nacisk na granice kategorii, to oni sami brali pod uwagę przede
wszystkim foci (była j u ż o tym mowa). Ten nurt dyskusji stał się impulsem
do badań Leigh A . Caskey-Sirmonds i Nancy P. Hickerson (1977). Precy­
zyjnym badaniom poddano informatorów reprezentujących 5 języków azja-

�100

WOJCIECH MICHERA

tyckich — jedno- i dwujęzycznych (ci ostatni posługiwali się jako drugim ję­
zykiem angielskim). Zastosowane zostały testy — wzorce barwne — podobne
do tych, których używali Berlin i K a y . Stwierdzono, że u osób znających
dwa języki granice kategorii barw i punkty fokalne były bardziej zmienne,
lecz różnice między grupami informatorów jedno- i dwujęzycznych nie wy­
dają się być na tyle duże, by mogły zafałszować proponowany przez Berlina
i K a y a schemat — taki wniosek nasuwa się po przeanalizowaniu wykresów
zamieszczonych w omawianym artykule (Caskey-Sirmonds, Hickerson, 1977,
s. 359-365).
Podnoszono również sprawę akulturacji informatorów (Hickerson, 1971,
s. 261-263), a także zwrócono uwagę na fakt, że Berlin i K a y stosowali
wzory barwne o kilku poziomach jasności i różnych tonach, lecz zawsze
o maksymalnym nasyceniu. Tymczasem maksymalne nasycenie różnych od­
cieni nie oznacza tego samego poziomu nasycenia (w przypadku Żł będzie
np. niższe niż przy Cw) (Collier, 1973). Badania kontrolne wykazały jednak,
że ten czynnik nie wpływa istotnie na jakość w y n i k ó w i m o ż e zostać po­
minięty (Colier i in., 1976).
W dyskusji podnoszono również problemy dla teorii Berlina i K a y a zu­
pełnie zasadnicze. Po pierwsze, pojawiały się nadal głosy ortodoksyjnie re­
latywistyczne. Przykładem jest tekst Nabuko B. McNeil (1972), która c h o ć
zgadza się z istnieniem pewnych specyficzności aparatu wzrokowego czło­
wieka, podkreśla, że logika funkcjonalnego relatywizmu zapobiega możliwości
istnienia uniwersalnego, ewolucyjnego porządku; pewne podobieństwa między­
kulturowe wynikają wyłącznie z podobieństwa otaczającego człowieka środo­
wiska barwnego — wpływającego na percepcję barw i arbitralny z natury ich
podział.
Najważniejsze jednak były dwie powiązane ze sobą sprawy: stosowanie
w badaniach metody wzorców barwnych oraz możliwość wyróżniania grupy
P N K . Jak już wspominaliśmy, kontrowersyjną sprawę metody wzorców barw­
nych podniósł Conclin w 1955 г., a potem w 1973. W tym drugim artykule
(który zresztą podejmuje zagadnienie barw w bardzo szerokim zakresie kul­
turowym, znacznie przekraczającym horyzont zakreślony przez Basic
Color
Terms) stwierdził, że stosowanie jednolitych wzorców dystrybucji energii barw­
nej wprowadza sztuczne, nie istniejące w rzeczywistości granice. D o m a g a ł
się uwzględnienia innych, poza jasnością, tonem i nasyceniem, cech kolorów,
jak np. faktura powierzchni, połyskliwość czy zróżnicowanie na kolory wid­
mowe i przedmiotowe, a także kontekstu kulturowego, w jakim dana barwa
się pojawia.
Ostrą krytykę metody przeprowadził Jacques Dournes (1978, s. 391-393).
Postawił pytanie o cel eksperymentu Berlina i K a y a twierdząc, że nie moż­
na przeprowadzać badań za p o m o c ą wzorców barwnych (związanych z po­
ziomem percepcyjno-kognitywnym) oczekując odpowiedzi werbalnej (poziom
językowy). Oba te poziomy należy rozdzielić. Wzorce barwne mogą dostar­
czyć danych na temat percepcji — jeśli się je porównuje, grupuje itp. Jeżeli

�WPROWADZENIE DO ANTROPOLOGII BARW

101

natomiast chodzi o język i nazwy, trzeba ustalić: „kto co mówi, do kogo,
na jaki temat; uwzględnienie kontekstu jest warunkiem koniecznym dla otrzy­
mania reprezentatywnej listy nazw słownika barwnego w badanej kulturze".
Jeżeli bowiem badany podaje tylko pewne nazwy, to nie znaczy, że nie zna
innych, ale że nie jest sprowokowany do ich użycia, że ich „tu" nie widzi
(Dournes, 1978, s. 391, 393). Innych zestawów nazw informatorzy mogą uży­
wać między sobą, innych z obcymi, różnice słownictwa mogą wiązać się
z podziałem społecznym — płci albo zawodu.
Wiele z uwag Dournesa ma swoją wagę. Tym niemniej w żadnym wy­
padku nie rozbijają w puch koncepcji Berlina i Kaya. Po pierwsze są zna­
ne badania prowadzone inną metodą, które dowodzenia tych autorów potwier­
dzają (zob. np. Bolton, 1978). Po drugie natomiast, jak pisał Tornay (1978b,
s. 643), wobec kolorowych kartek z atlasu Munsella — które dla człowieka
zachodu różnią się jedynie odcieniem — informator m o ż e teoretycznie przy­
jąć różne postawy:
1) m o ż e odrzucić kryterium chromatyczne stwierdzając, że widzi tylko
kartki papieru;
2) może stwierdzić, że widzi pewne między nimi różnice, ale źe są tego
samego rodzaju — będzie to przewaga kryteriów dotyku i formy nad chro­
matycznym;
3) może wreszcie nazwać wzory zupełnie przypadkowo lub według swej
fantazji, co pociągnie za sobą istnienie różnic między odpowiedziami infor­
matorów. Lecz okazuje się zawsze, że wyniki tego typu badań są bardzo
zgodne, co więcej — duże nasycenie chromatyczne ułatwia nazywanie i zwięk­
sza zgodność odpowiedzi; dotyczy to również tych społeczeństw, które nie
przyjęły jeszcze zachodniego stylu myślenia.
Tak więc istnieje na poziomie percepcyjno-kognitywnym pewna „strukturyzacja" rzeczywistości barwnej. Jest ona wyrażana przez informatora za pomo­
cą wypowiedzi; te części tej wypowiedzi, które ściśle wiążą się z ową strukturyzacją barw, czyli części zmieniające się, będące funkcją przedstawianych
wzorów, mogą być określone jako „nazwy kolorów" (Tornay 1978b, s. 643).
Pozostaje jednak kwestia statusu owych nazw i możliwości wydzielenia
spośród nich grupy „podstawowych". Z pewnością ważna jest uwaga Dournesa
na temat konieczności uwzględniania kontekstu, w jakim barwy (i ich nazwy)
występują. Otwarte zostaje w ten sposób ogromne pole dla różnorodnych
badań (na szersze omówienie tego zagadnienia będzie miejsce w części
poświęconej symbolizmowi barw). Czy jednak nie może istnieć pewien ogól­
ny schemat, któremu są podporządkowane wszystkie, najprzeróżniejsze ter­
miny barwne danej kultury? Przykładem niech będzie społeczeństwo Bellony,
wyspy na Pacyfiku, nie znające słowa „kolor" i w którym „niewiele o ko­
lorach się mówi" (Kuschel, Monberg, 1974). Istnieją tam liczne nazwy wią­
żące się z kolorami, które wykraczają poza nasze rozumienie tego zjawiska.
Określają one np. barwę skóry zmieniającej się pod wpływem Słońca lub
choroby. C o jest jednak ważne, dają się one sprowadzić do trzech głów-

�102

WOJCIECH MICHERA

nych kategorii (zgodnych z II etapem Berlina i Kaya). Tornay (1978b,
s. 643) twierdzi, że nazwy kolorów danego społeczeństwa mogą mieć zróż­
nicowany status językowy: syntaktyczny i semantyczny. Sprzeciwia się też
próbom generalizacji i tworzenia lingwistycznych kryteriów wydzielania nazw
podstawowych w opozycji do drugorzędnych. Listy nazw otrzymywanych
za pomocą testów nie są — według niego — ..naturalnym nazewnictwem",
a jedynie wyborem jednostek leksykalnych określonym przez pewne szcze­
gólne działanie kognitywne. I ma w zasadzie Tornay rację, bo trudno utrzy­
mać całą koncepcję P N K i ich ewolucji na płaszczyźnie wyłącznie językowej.
Rzecz w tym jednak, że Berlin i K a y oraz ich współpracownicy nie próbują
tego uczynić. Wśród zaproponowanych przez nich 4 kryteriów wydzielania
P N K tylko 2 mają charakter lingwistyczny (1 i 3). Ich koncepcja dotyczy
także poziomu percepcyjno-kognitywnego. Przedmiotem ich zainteresowania
jest nie tylko czy nawet nie tyle nazwa koloru jako taka, ale raczej „pod­
stawowa kategoria", której pochodną dopiero jest nazwa. N a tym właśnie
poziomie — pośredniczącym między percepcją a językiem — leży uniwersalizm
omawianego zjawiska i rozgrywa się opisywana przez Berlina i K a y a ewo­
lucja. Zostało to dobitnie podkreślone w pracach omawiających związek
terminologii barw z neurofizjologią widzenia (zob. np. K a y , McDaniel, 1978).
Tematyka ta będzie szczegółowo omówiona w I I części „Wprowadzenia".
IV. EWOLUCJA

Zajmijmy się na koniec właśnie problemem ewolucji. Trzeba przyznać,
że jest on niezwykle kontrowersyjny i wzbudza duże emocje. Należy jednak
wznieść się ponad nie i rozważyć konkretne argumenty przemawiające za
interpretacją ewolucjonistyczną omawianych zjawisk lub przeciw niej.
A. Przypomnijmy, że według Basic Color Terms z 1969 r. schemat, w j a ­
ki można uszeregować wszystkie zestawy P N K , odbija rozwój ewolucyjny
tej terminologii. Według Berlina i K a y a :
1) jako pierwsze pojawiają się w każdym języku nazwy dotyczące jasności;
2) nowe P N K są dodawane w poszczególnych językach wtedy, gdy społe­
czeństwo posługujące się nimi osiąga wyższy stopień złożoności techno­
logicznej i kulturowej;
3) można stwierdzić empirycznie, że nieproporcjonalnie duża liczba stosun­
kowo prostych kultur znajduje się w tropikach, a nieproporcjonalnie du­
ża liczba stosunkowo złożonych kultur znajduje się w klimacie umiarko­
wanym („z jakiegobądź powodu").
Poglądy te spotkały się oczywiście ze sprzeciwem kulturalistów (zob. np.
McNeil, 1972, s. 21, 31). N . Hickerson (1971, s. 270) stwierdziła, że stopnia
złożoności społecznej nie można wiązać z rozwojem terminologii barw, a „co
najwyżej z teorią Berlina i Kaya".
Ciekawego spostrzeżenia dokonał wspominany już M . Durbin (1972,
s. 274-277). Ma ono charakter antyewolucjonistyczny, gdyż tłumaczy zróżni-

�WPROWADZENIE DO ANTROPOLOGII BARW

103

cowanie terminologii barw nie poprzez nierównomierny rozwój, lecz istnienie
centrów dyfuzji [!]. Rzeczywiście, powiązanie różnych systemów P K K (eta­
p ó w rozwoju, według Berlina i Kaya) z pewnymi regionami ich występowa­
nia jest bardzo silne:
etap
1 — 7 przypadków na 9 to Nowa Gwinea,
etap II — 17 przypadków na 21 to Czarna Afryka,
etap I I I — 12 przypadków na 16 to Czarna Afryka lub Pacyfik (bez Nowej
Gwinei),
etap I V — 13 przypadków na 18 to Nowy Świat,
etap V — 5 przypadków na 8 to Afryka,
tylko V I i V I I etap są rozpowszechnione na całym świecie (dane Durbina
uszczegółowione przez Hayes i in., 1972, s. 1108).
Tę dyfuzjonistyczną koncepcję odrzucił jednak sam Durbin formułując
w tej samej pracy hipotezę o uniwersalności pewnych fonologicznych cech
nazw kolorów achromatycznych — В i C .
Gruntowną krytykę samej idei neoewolucjonizmu Berlina i K a y a przepro­
wadził znów Tornay (1978a,b): „Nie istnieje w rzeczywistości przedmiot ewo­
lucji i dostrzeganie jej w sekwencji Berlina i K a y a jest błędną interpre­
tacją" (Tornay 1978b, s. X X X - X X X I ) . O co chodzi w tym stwierdzeniu
francuskiego badacza? Tornay posługuje się argumentami podobnymi do
tych, których użył w sprawie wzorców barwnych i możliwości wydzielenia
grupy P N K . Odrzuca możliwość istnienia determinizmu językowego. Twier­
dzi, że uniwersalizm dotyczy nie semantyki, lecz percepcji. Z drugiej strony
uważa, że to co jest interpretowane jako przymus ewolucyjny jest jedynie
przymusem historycznym, narzuconym przez popularyzowanie się modelu za­
chodniego. W zależności poziomu technologicznego społeczeństwa i nazew­
nictwa kolorów nie widzi żadnego związku uprawniającego do interpretacji
ewolucjonistycznej. Porządek, w jakim nabywane są w danym języku nowe
nazwy, odbija porządek ważności technologicznej, psychologicznej i ideolo­
gicznej tych samych nazw w języku, z którego są przejmowane. Propono­
wane zasadnicze rozróżnienie między historią a ewolucją ma uchronić antro­
pologa przed wpadnięciem w niezwykle groźny etnocentryzm.
Nie we wszystkim można się z Tornayem zgodzić. Po pierwsze, nie jest
prawdą, że Berlin i Kay wiążą ewolucję systemów P N K wyłącznie z po­
ziomem lingwistycznym. Jak mówiliśmy już wcześniej, bardzo silnie podkreś­
lali oni znaczenie zasad percepcji barw, o czym m. in. pisali w prywatnych
listach do Tornaya, przez tego ostatniego cytowanych (Tornay. I978a,
s. Х Х Г Х - Х Х Х ) . Ich teoria w wersji z 1975 г., a szczególnie z 1978 (Kay,
McDaniel, 1978), uwzględniająca znaczenie fizjologii i psychologii widzenia
i nazywania barw, mówi o P N K jako o pochodnej podstawowych kategorii
barw. Przypominam też, że koncepcja „dodawania nowych P N K " musiała
być przeformułowana na „szczegółowszy podział przestrzeni barwnej". Nie
istnieje sprzeczność między semantyką a percepcją, możliwy jest między nimi
stosunek zależności (Berlin i K a y pisali już o tym zresztą w 1969 г.).

�104

WOJCIECH MICHERA

Trudno również zgodzić się z Tornayem, że przymus historyczny — wpływ
cywilizacji europejskiej — wystarczy, by wyjaśnić zjawisko przechodzenia ję­
zyka z etapu na etap. Przeczą temu np. badania Katherine B. Branstetter
(1977) polegające na rekonstrukcji protopolinezyjskiej terminologii kolorów.
Zróżnicowane dzisiaj języki polinezyjskie pochodzą z jednego pnia, rozdzie­
lającego się w kolejnych okresach na coraz mniejsze odgałęzienia. Badania
polegały więc na ustaleniu stopnia rozpowszechnienia poszczególnych nazw
kolorów. Wyniki nie mogły zaskoczyć zwolenników koncepcji ewolucjonistycznej: В, С i C w wykazują wśród języków polinezyjskich bardzo małe
zmienności; nazwa Żł występuje również we wszystkich językach, lecz z ter­
minem tym wiążą się pewne pomieszania semantyczne. Zdecydowanie mniej
powszechne jest pojęcie grue — wystąpiło w 12 na 24 języki, a tylko w 3
miało wyraźnie określone nazwy. Forma ta przekształca się teraz w nazwę
N . Ten kolor z kolei jako oryginalna P N K pojawił się tylko w 2 językach.
M o ż n a dodać, że w językach polinezyjskich proces przemian systemu P K K
(od I I I do maksymalnie V, V I etapu) był bardzo powolny i trwał o k o ł o
3,5 tysiąca lat (Branstetter, 1977, s. 22).
Co do przemian ostatnich etapów ewolucji P N K po przykłady nie trzeba
zresztą sięgać na antypody. Ciekawych informacji mogą dostarczyć historycz­
ne źródła dotyczące języków europejskich. Jak już wiemy, starożytna Grecja
i Rzym słabo rozróżniały zimne barwy chromatyczne; staroangielski poemat
poświęcony bitwie Brunanbruh, zamieszczony w Kronice Anglo-Saksońskięj,
wymienia nazwę szarości (groege); nazwa purple przyszła według Old English
Dictionary
jako określenie pewnego specjalnego rodzaju ubrania, by następ­
nie stać się P N K : orange to jeszcze w X V I I w. wyłącznie nazwa owocu
przejęta z Hiszpanii (status P N K osiągnęła później); pink w O E D jest ciągle
jeszcze jedynie nazwą kwiatu (informacje staroangielskie, wg Mills, 1984,
s. 96-97).
Argument innego rodzaju przedstawił Marshall Durbin (1972). Oparł się
on na językoznawczym prawie mówiącym o skracaniu się długości wyrazów
wraz ze wzrostem względnej częstotliwości ich użycia. Z prawa tego wyni­
kają dla naszego problemu następujące wnioski:
a) jeśli wszystkie języki przeszły co najmniej przez I etap rozwoju P K K ,
to В i С były na pewnym etapie hitorycznym używane najczęściej;
b) wraz z wprowadzeniem nowych P N K względna częstotliwość używania
każdej z nich malała.
Powinien więc być zauważalny wzrost średniej długości nazw dodawanych
na kolejnych etapach. Zestawienie średniej liczby fonemów tych nazw, obli­
czonej łącznie dla wszystkich 7 etapów, w zasadzie przypuszczenie to po­
twierdza :
С
В

-

4,7
4,9

Z
Żł

5.0
5.1

Br
Pur -

5,8
6,1

Pom -- 6.4
szary — 5,5

Cw -

4,7

N

4,9

Róż -

6,1

średnia: 5,3

�WPROWADZENIE DO ANTROPOLOGII BARW

105

(Durbin, 1972, s. 271, wg tabeli I V — zawiera ona też bardziej szczegółowe
dane). Zestawienie to uwidacznia bardzo silnie, co podkreśla Durbin, zna­
czenie cezury oddzielającej sześć pierwszych P N K od pozostałych.
Warto dodać, że rozwój dziecięcej terminologii barw również jest zgodny
ze znanym nam schematem -- łącznie ze śladami obecności kategorii makro(B. C . C w . gnie) (Mills, 1984).
Nie m o ż n a wreszcie pominąć faktu, że wpływ jeżyków europejskich, choć
niezwykle przyspiesza proces przemian, nie ma w zasadzie charakteru j a ­
kościowego — nie wywołuje zarzucenia oryginalnych schematów i przejęcia
wprost pojęć właściwych językowi V I I etapu. Jest natomiast katalizatorem
wywołującym podporządkowany właściwym regułom proces przemian: języki
wcześniejszych etapów w wyniku kontaktów z językiem angielskim, hiszpań­
skim czy francuskim przechodzą, choć bardzo szybko, przez wszystkie etapy
przewidziane przez Berlina i K a y a . Pewne odstępstwa od schematu, wywo­
łane wpływem kulturowym, nie są zbyt duże (zob. Berlin, Berlin, 1975, s. 83).
Należy dodać, że większość badaczy podejmujących omawianą problema­
tykę zgadza się z podstawowymi założeniami Berlina i Kaya. Myślę, że
argumenty przemawiające za interpretacją ewolucjonistyczną są wystarczająco
silne, by rozważyć konsekwencje jej przyjęcia.
B. Uznaje się powszechnie, że bezpośrednią przyczyną diachronicznych
zmian językowych społeczeństwa i przejścia na następny etap rozwoju P N K
są synchroniczne różnice między przedstawicielami tego społeczeństwa (Kay,
1975; zob. też: Berlin, Berlin, 1975; Hage, Hawkes, 1975; Polnac, 1975).
Przyjęcie tego poglądu implikuje bezpośrednio konieczność uzupełnienia teorii
lingwistycznych przemian P N K o następujące elementy:
1) jeżeli zmienia się system nazw kolorów, to istnieją różnice międzyosobnicze;
2) jeżeli nie wszystkie aspekty języka zmieniają się w tym samym czasie,
można spodziewać się, że istnieją zarówno języki o dużym, jak i też o ma­
łym zróżnicowaniu międzyosobniczym (Kay, 1975, s. 263). Sam proces osobni­
czych i społecznych przemian w zakresie nazw kolorów podlegałby następu­
jącym zasadom:
a) jeżeli wszyscy mówiący danym językiem znajdują się pod względem
rozwoju P N K na etapie n, to najbardziej wyróżnionymi {salient)
D N K są
kolory n + 1 , n + 2, n + 3 itd.;
b) porządek, w jakim są relatywnie wyróżniane w danej kulturze D N K
zapowiada kolejność w sekwencji rozwojowej;
c) w społeczeństwie podlegającym zmianom w zakresie P N K nie wszyscy
osobnicy znajdują się na tym samym etapie, lecz każdy z nich może być
zaklasyfikowany do określonego etapu;
d) w społeczeństwie takim wszystkie z reprezentowanych etapów są eta­
pami kolejnymi w sekwencji;
e) w społeczeństwie takim trudności z zaklasyfikowaniem poszczególnych
osobników mogą dotyczyć jedynie etapów sąsiednich;

�106

WOJCIECH MICHERA

0 w społeczeństwie takim P N K dodane na ostatnim etapie są obecne
w słowniku osobników z wcześniejszego etapu jako D N K ;
g) w społeczeństwie takim etap rozwoju danego osobnika można korelo­
wać z różnymi miejscowymi czynnikami społecznymi. Szczególnie silna ko­
relacja dotyczy wieku — bardziej zaawansowani są osobnicy młodsi (Kay,
1975. s. 266-269).
Koncepcję tę chcę zilustrować trzema przykładami. Pierwszy dotyczy
przechodzenia z etapu I na I I i zaczerpnięty został z kultury Dugum Dani.
Jak już wiemy, społeczność ta stosowała dwie P K K : mola ( — makrobiel)
i mili ( = makroczerń). Znane jej były również inne nazwy, nie spełniające
jednak kryteriów P N K . Oto one:
C w — słowa: boksu (częściej używane) i pimu (rzadziej); jedno lub drugie
używane przez ok. 50% informatorów.
Żł — s ł o w o : bodli; używane przez ok. 45% informatorów.
N
— s ł o w o : junaiegeir.
używane przez ok. 28% informatorów.
Autorka badań, E . Rosch, nie zanotowała nazwy dla Z , również słowo
junaiegen
nie obejmowało tych odcieni chromatycznych. Wszystkie trzy wy­
mienione nazwy były znane jednocześnie 9 osobom, co stanowiło 23% ogółu
informatorów. Terminy te były nazwami zarówno kolorów, jak i określonych
obiektów. Odnosiły się tylko do barw nasyconych (Heider, 1972b, s. 451, 456).
Istnieje pewne zróżnicowanie w używaniu tych nazw, związane z płcią
i wiekiem ludności. Mężczyźni używali ich częściej niż kobiety, zarówno
jako określeń kolorów, jak i obiektów. Dorośli w stosunku do dzieci częściej
używali tych nazw w znaczeniu obiektów, ale nie częściej w znaczeniu ko­
lorów (Heider, 1972b, s. 455-456).
W związku z D N K u Dani E . Rosch wysunęła hipotezę, że społeczeń­
stwo to znajduje się na etapie wyodrębniania z kategorii makrobiol (mola)
kategorii makroczerwień. Wskazywać na to mogą następujące dane. Infor­
matorzy plemienia Dani nie byli zgodni co do lokalizacji punktu fokalnego mola. Część (przeważająca) wskazywała ciemną czerwień, pozostali ko­
lor jasnoróżowy. Ciekawa jest korelacja tych dwu grup ze znajomością D N K
oznaczających C w : w przypadku osobników grupy „ciemnoczerwonej" ko­
relacji takiej nie było, lecz spośród grupy „jasnoróżowej" prawie wszyscy
nazwy te znali. M o ż n a przypuszczać, że oryginalny focus mola znajdował
się w ciemnej czerwieni. W chwili, gdy dostępny stawał się osobny termin
na barwy ciepłe, podstawowe znaczenie mola przesunęło się ku kolorom
jasnym (Heider, 1972b, s. 464).
D u ż o gwałtowniejszy proces został zaobserwowany w polinezyjskim spo­
łeczeństwie z wyspy Bellona. D o niedawna znajdowało się ono na etapie I I
i rozróżniało 3 P N K : ungi — C , Z , N , ciemne Br, ciemne Pur; unga — Cw,
odcienie C w — Żł, odcienie С w — Pur, niektóre odcienie Żł — Z ; susungu —
B, barwy o najwyższej jasności, pewne jasne Z i Żł — Z (wpływ kulturowy —
uprawa żółtej rośliny — turmeryka) (Kuschel, Monberg, 1974). Obecne młode
pokolenie Bellony posługuje się P N K właściwymi etapowi V, a nawet V I .

�WPROWADZENIE DO ANTROPOLOGII BARW

107

Wśród D N K języka tradycyjnego najważniejszą rolę odgrywało słowo hengohengo — nazwa odnosząca się pierwotnie wyłącznie do koloru żółtej, waż­
nej gospodarczo rośliny, wspomnianego turmeryka. W tradycyjnym systemie
nazw kolorów hengohengo
należała do szerszej kategorii — unga. Obecnie
nabiera ona charakteru P N K . Inny termin — usiusi — określał pierwotnie
wegetację roślin i ocean. Jako kolor łączony był z kategorią ungi; nie roz­
dzielano go na N i Z . Pewne specyficzne obiekty, ogólnie określane jako
usiusi, nazywane były sinusinu. Taki system pojęciowy właściwy był starszym
osobom z Bellony, dla młodych usiusi nabiera cech P N K dla N , sinusinu
dla Z .
Aby zapoznać się z trzecim przykładem powrócić musimy na N o w ą
Gwineę, gdzie wśród licznych plemion austronezyjskich i papuaskich żyje
lud należący do odrębnej grupy językowej. Są to Binumarienowie. Badania
przeprowadzone wśród nich (zob. Hage, Hawkes, 1975) ujawniły obecność
wielu nazw kolorów, dających się jednak sprowadzić do kilku kategorii —
dla części społeczeństwa do 4, dla pozostałych do 5.
System P K K pierwszej grupy składał się więc z: B, C w , Żł, makr oczerni
(III b); system drugiej z: B, C w , Żł, C , i grue (IV). Autorzy badań zaobser­
wowali również szczegółowsze zróżnicowanie wewnątrzgrupowe. Wydaje się,
że odpowiada ono kolejnym podetapom przechodzenia z etapu I I I b na
etap I V . Spośród dorosłych informatorów 5 osób posiadało wprawdzie usta­
lony punkt fokalny dla grue, lecz nie potrafiło określić jego granic włącza­
jąc N i Z do makroczerni (jedna osoba nie wyróżniała nawet punktu fokalnego). Następna grupa 11 o s ó b określała także granice grue, zaliczając
jednak nadal tę kategorię do makroczerni. Wreszcie pozostałych 6 osób
wydzielało grue w opozycji do C . Hage i Hawkes sugerują więc, że w pro­
cesie tworzenia nowej kategorii najpierw zostaje rozpoznany jej punkt fokal­
ny, a następnie wyznaczone granice.
C . Pozostaje jeszcze omówienie poglądów na temat przyczyn nierówno­
miernego rozwoju w świecie terminologii barw.
Najwcześniej, bo już w X I X w. (H. Magnus), dostrzeżono korelację mię­
dzy stopniem złożoności społecznej a wielkością słownictwa. Pisali o tym
w 1969 r. Berlin i K a y , a silnych argumentów dostarczyły badania między­
kulturowe (cross-cultural)
(Ember, 1978; Hayes i in., 1972; Naroll, 1970).
Drugim czynnikiem jest szerokość geograficzna: najkrócej można powiedzieć,
że tropiki nie sprzyjają rozwojowi systemu nazw kolorów. Nie należy też —
zgodnie z wynikami badań Melvina Embera — obu wspomnianych czynni­
k ó w łączyć ze sobą; są one niezależne i nie wynikają z siebie nawzajem.
Opóźnienie rozwoju małych szerokości geograficznych próbowała wytłu­
maczyć w 1959 r. teoria H . A . C . W. van Wijk, wiążąca tereny o dużej
intensywności światła (czyli tropiki) ze szczególnym rozwojem nazw odno­
szących się do jasności i mniejszym znaczeniem kolorów chromatycznych.
Wraz ze zmniejszaniem się intensywności światła miałaby wzrastać pro­
porcjonalnie rola nazw kolorów chromatycznych. Hipoteza jest bardzo po-

�108

WOJCIECH

MICHERA

myślowa i, wydawałoby się, przez swą prostotę prawdopodobna — lecz na­
leży ją odrzucić: jak wielokrotnie powtarzaliśmy, nawet najprostsze sposoby
dzielenia przestrzeni barw uwzględniają jednakowo jasność, jak i „ciepłotę"
chromatyczną kolorów.
W inny zupełnie sposób próbuje wytłumaczyć specyfikę strefy ekwatoriałnej Marc Bornstein. Tytuł jednej z licznych jego prac poświęconych temu
zagadnieniu — Wpływ percepcji
wzrokowej na kulturę (1975) — dobrze określa
myśl autora; dodajmy, że jest to odwrócenie tytułu znanej książki Segalla,
Campbella i Herskovitza Wpływ kultury

na percepcję

wzrokową,

z r.

1966.

Pomysł Bornsteina nie jest oryginalny, powtarza w gruncie rzeczy tezy
wysunięte na przełomie wieków przez W. H . R . Riversa i dotyczy powiąza­
nia pigmentacji oka z widzeniem barw. Należy w związku z tym podkreślić,
że sposób widzenia kolorów jest wspólny całemu gatunkowi ludzkiemu. Jak
już mówiliśmy, różnice między kulturami lub rasami są nie większe niż
między przedstawicielami tej samej grupy. Jeżeli będziemy mówić o istnieją­
cej jednak pewnej specyfice aparatu wzrokowego niektórych ludów, to należy
pamiętać, że nie ma ona charakteru jakościowego (np. w lokalizowaniu
punktów fokalnych).
Zjawisko zwiększonej pigmentacji oka może mieć charakter genetyczny
(w przypadku pigmentów wewnątrzocznych) lub być efektem stosowanej diety
(pigment plamkowy). Jego efekt przejawia się w zmniejszeniu czułości na
światło krótkofalowe, czyli to, które widzimy jako kolor niebieski i fioletowy.
Podobieństwo do choroby — ślepoty na barwy — jest pozorne, gdyż la polega
na zaburzeniu działania jakiegoś typu komórek i jest bez porównania mniej
w danym społeczeństwie rozpowszechniona — o ile np. choroby widzenia
barw w populacji kaukaskiej obejmują jedynie ok. 4,3%, to efekt zwięk­
szonej pigmentacji jest u niektórych ludów w zasadzie jednolity. Dlaczego
jednak natura wyposażyła w ten sposób niektóre społeczeństwa? Nie po­
pełniła oczywiście błędu, zjawisko to ma charakter adaptacyjny. Żółty pig­
ment przez selektywną absorpcję fal bliskich ultrafioletowi i krótkich fal
widzialnych chroni komórki wzrokowe w oku przed rakotwórczymi promie­
niami aktynicznymi. Ponadto absorpcja taka redukuje produkowane przez
soczewkową aberację chromatyczną pozafokalne niebieskie światło zwiększa­
jąc w ten sposób ostrość wzroku.
Rozprzestrzenienie zwiększonej pigmentacji oczu zgodne jest z rozprze­
strzenieniem zwiększonej pigmentacji skóry — cechy te są właściwe ludom
ze strefy równikowej, której światło dzienne zawiera większy komponent
ultrafioletu. Wniosek Bornsteina jest już prosty: biologiczne właściwości
aparatu wzrokowego ludzi tego obszaru, a charakteryzujące się zmniejsze­
niem czułości w zakresie krótkich fal, powodują zahamowanie rozwoju szcze­
gółowych kategorii barwnych.
Teoria Bornsteina spotykała się z różnymi ocenami. Obok głosów przy­
chylnych (np. Witkowski, Brown, 1982, s. 411) pojawiły się opinie negatywne.
Dournes (1978, s. 393) ostro ją skrytykował z pozycji lingwistycznych, za-

�WPROWADZENIE DO ANTROPOLOGII BARW

109

rzucając dowodzenie izomorfizmu między językiem i percepcją. James Cairo
(1978, s. 40-41) zgodził się wprawdzie, że w specyficznych warunkach zdol­
ność rozróżniania C — N — Z odpowiada podziałowi na populacje, ale że
„w żadnym wypadku same różnice pigmentacji nie wyjaśnią pomieszania
terminologicznego". Przeciw Bornsteinowi świadczy fakt, że punkty fokalne
grue są lokalizowane nie przypadkowo, ale w bliskości N i Z (por. Berlin,
Berlin, 1975). Postawić m o ż n a też zarzut, że teoria Bornsteina dotyczy wy­
łącznie zimnych kolorów chromatycznych (kategorie makroczerń lub grue),
a przecież wiele społeczeństw strefy tropikalnej znajduje się na etapie I I lub
nawet I, czyli należałoby wytłumaczyć też wolniejsze tempo rozkładu jasnociepłej połówki przestrzeni barwnej. Nie m o ż n a jednak wykluczyć, że zja­
wisko opisane przez Riversa i Bornsteina jest jednym z czynników zwolnie­
nia procesu coraz precyzyjniejszej kategoryzacji barw.
Zagadnienie nierównomiernego rozwoju terminologii barw nie ma wiec
zadowalającego wyjaśnienia. Wydaje się jednak, że — jeśli w ogóle słuszna
jest interpretacja ewolucjonistyczna, a nie po prostu historyczna — rozwią­
zanie leży w sferze neurofizjologicznej. Będzie ona głównym przedmiotem
rozważań w II części „Wprowadzenia".

LITERATURA
Allen. G.
1878 Development of the Sense of Colour, "Mind", vol. 3, s. 129-132.
1879 The Colour Sense: Its Origin and Development. London, Trubner and Co.
Beaglehole, E.
1939 Tongan Colour-Vision, "Man", vol. 39, s. 170-172.
Berlin, В., Berlin. E . A.
1975 Aguaruna Color Categories. "American Ethnologist", vol. 2, s. 61-87.
Berlin, В., K a y , P.
1969 Basic Color Terms: Their Universality and Evolution, Berkeley, University of Cali­
fornia Press.
Berlin, В., K i m b a l l Romney, A.
1968
Tzeltal Numeral Classifiers: A Study in Ethnographic Semantics, The Hague, Mouton.
Bolton, R.
1978
Black, White aid Red All Over: The Riddle of Color Terms Salience, "Ethnology",
vol. 17, s. 287-312.
Bornstein. M. H.
1973a Color Naming and Color Vision: A Psychophysiological Hypothesis of Cultural Difference,
"Psychological Bulletin", vol. 80, s. 257-285.
1973b The Psychophisiological Component of Cultural Difference in Color Naming and Illusion
Susceptibility, "Behaviour Science Notes", vol. 8, s. 41-101.
1975 The Influence of Visual Perception on Culture, "American Anthropologist", vol. 77,
s. 774-798.
1978 Considerations sur Vorganisation des tonalités chromátiques, [w:] Voir et Nommer les
couleurs, Tornay S. (ed), Nanterre, Laboratoire d'Ethnologie et de Sociologie Comp­
arative, s. 71-82.
Bornstein, M. H., Kessen, W., Weiskopf, S.
1976
The Categories of flue in Infancy. "Science", vol. 191, s. 201-202.

�но

WOJCIECH MICHERA

Branstetter, К. В.
) 977 A Reconstruction of Proto-Polynesian Color Terminology, "Anthropological Linguistics",
vol. 19, s. 1-25.
Broch, H. B.
1974 A Note on the Hare Indian Color Termes Based on Brent Berlin and Paul Kay:
Basic Color Terms, Their Universality and Evolution, "Anthropological Linguistics",
vol. 16, s. 192-196.
Brown, R. W.
1976 In Memorial Tribute to Eric Lenneberg, "Cognition", vol. 4, s. 125-153.
Brown. R. W\, Lenneberg, E . H.
1954 A Study in Language and Cognition, "Journal of Abnormal and Social Psychology",
vol. 49. s. 454-462.
Burnham, R. W., C l a r k , J . R.
1955 A Test of Hue Memory, "Journal of Applied Psychology", vol. 39, s. 164-172.
C a i r o . J.
1979 Denomination des couleurs spectrales. Une théorie phisiologique, [w:] Voir et Nommer
les couleurs. Tornay S. (ed). Nanterre. Laboratoire d"Ethnologie et de Sociologie
Comparative, s. 39-70.
Caskey-Sirmonds, L. A., Hickerson, N. P.
1977 Semantic Shift and Bilingualism: Variation in the Color Terms of Five Languages,
"Anthropological Linguistics", vol. 19, s. 358-367.
Collier, G . A.
1973 [bez tytułu: recenzja z Berlin i Kay. 1969]. "Language", vol. 49. s. 245-248.
1976 Further Evidence for Universal Color Categories, "Language", vol. 52. s. 884-890.
C o n c l i n , H. C.
1955 Hanunóo Color Categories, "Southwestern Journal of Anthropology", vol. I I ,
s. 339-344.
1973 Color Categorization, "American Anthropologist", vol. 75, s. 931-942.
De Valois, R. L . . Jacobs, G . H.
1968 Primate Color Vision, "Science", vol. 162, s. 533-540.
Dournes, J.
1978 Les races de couleurs. Une optique jorai (Viet-Nam), |w:] Voir et Nommer les
couleurs, Tornay S. (ed), Nanterre Laboratoire d'Ethnologie et de Sociologie Comp­
arative, s. 369-399.
Durbin. M.
1972 Basic Terms - Off Color?, "Semiótica", vol. 6. s. 257-278.
Ember, M.
1978 Size of Color Lexicon: Interaciotn of Cultural and Biological Factors, "American
Anthropologist", vol. 80. s. 364-367.
Ervin. S. M.
1961 Semantic Shift in Bilingualism, "American Journal of Psychology", vol. 74, s. 227243.
Fagan, J. F.
1974 Infant Color Perception, ..Science", vol. 183, s. 973-975.
Gatschett, A. S.
1879 Adjectives of Color in Indian Languages, "American Naturalist", vol. 13. s. 475-485.
Geddes, W. R.
1946 The Colour Sense of Fijian Natives, "British Journal of Psychology", vol. 37,
s. 30-36.
Geiger. L.
1878 Der Ursprung der Sprache, Stuttgart, Vortrage.
1880 Contribution to the History of the Development of the Human Race, London, Trubner
and Co.

�WPROWADZENIE DO ANTROPOLOGII BARW

111

Gladstone, W. E .
1858 Studies in Homer and the Homeric Age, Oxford, Oxford University Press.
1877 The Colour Sense, "Nineteenth Century", vol. 2, s. 366-388.
Hage, P., Hawkes, K.
1975 Binumarien Color Categories, "Ethnology", vol. 14, s. 287-300.
Hayes. D. G., Margolis, E . , Narrol, R., Perkins, D. R.
1972 Color Term Salience, "American Anthropologist", vol. 74, s. 1107-1121.
Heider, E. R.
1971
'Focal' Color Areas and Development of Color Names, "Developmental Psychology",
vol. 4, s. 447-455.
1972a Universals in Color Naming and Memory, "Journal of Experimental Psychology",
vol. 93, s. 10-20.
1972b Probabilities. Sampling and Ethnographic Method: The Case of Dani Colour Names,
"Man" (ns). vol. 7. s. 448-466.
Hickerson, N. P.
1971 fbez tytułu:] recenzja z Berlin i Kay, 1969]. "International Journal of American
Linguistics", vol. 37. s. 257-270.
1983 Gladstone's Ethnolinguistics: The Language of Experience in the Nineteenth Century,
"Journal of Anthropological Research", vol. 39. s. 26-41.
H i l l . J. H.. H i l l , K . C.
I¿)70 A Note on Vto-Aztecan Color Terminologies, "Anthropological Linguistics", vol. 12,
s. 231-238.
Jacobson-Wtdding. A.
Red — White — Black as a Mode of Thought. A Study of Tradic Classification by
Colours in the Ritual Symbolism and Cognitive Thought of the People of the Lower
Congo, Uppsala, Almquist and Wikasell International.
Jacobson, R., Halle, M.
1964 Podstawy języka, Wrocław.
K a y , P.
1975 Synchronic Variability and Diachronic Change in Basic Color Terms, "Language in
Society", vol. 4, s. 257-270.
K a y , P., M c D a n i e l , C. K.
1978 The Linguistic Significance of the Meanings of Basic Color Terms, "Language",
vol. 54, s. 610-646.
Kersmaecker. A. de.
1883 Le sens des couleurs chez Homěre, b.m.w.
K i e l a r . M.
1983 Eleonory Rosch koncepcja kategorii semantycznych: badania własne, [w:] Studia z psycholingwistyki ogólnej i rozwojowej, I. Kurcz (red.), Wrocław, s. 145-162.
K i r s c h off, A.
1879 Uber Farbensinn und Farbenbezeichnung der Nubier, „Zeitschrift für Ethnologie",
vol. 11, s. 379-402.
Kuschel, R., Monberg, T.
1974
'We don't talk much about colour here': A Study of Colour Semantics on Bellona
Island, "Man" (ns), vol. 9, s. 213-242.
Landar. H.
1966 Language and Culture, New York, Oxford University Press.
Landar, H., E r v i n , S. M.. Horowitz. A. E.
1960 Navaho Color Categories, "Language", vol. 36, s. 368-382.
Lenneberg, E . H.
1953 Cognition in Ethnolinguistics, "Language", vol. 29, s. 463-471.
1961 Color Naming, Color Recognition, Color Discrimination: A Re-Appraisal, "Perceptual
and Motor Skills", vol. 12, s. 375-382.

�112

WOJCIECH MICHERA

1967 Biological Foundation of Language, New York, John Wiley.
Lenneberg, E . H., Roberts. J . M.
1956 The Language of Experience, A Study in Methodology, "International Journal of
American Linguistics", vol. 22 (suplement — memoir 13).
Le Qucrrec. J.
1978 Bilinguisme et spécificité culturelle. La denomination des couleurs chez les Bretons du
Trégor. |w:] Voir et Nommer les couleurs, S. Tornay (ed). Nanterre, Laboratoire
d'EthnoIogie et de Sociologie Comparative, s. 313-327.
Lévi-Strauss. С,
1969 Myśl nieoswojona. Warszawa.
Magnus, H.
1877 Die Geschichtliche Entwicklung des Farbensimies. Leipzig. Veit.
1880 Untersuchungen über den Farbensinn der Naturvolker, Jena, Sischer.
Malrieu, Ph.
1957 Développement de la perception des couleurs chezГ enfant, [w:] Problěmes de la couleur,
I. Meyerson (ed), Paris, s. 115-130.
M c N e i l , N. В.
1972 Colour and Co/our Terminology, "Journal of Linguistics", vol. 8, s. 21-33.
Mills, C .
1984 English Color Terms, "Semiótica", vol. 51, s. 95-109.
N a r r o l l , R.
1970
What have we learned from cross-cultural surveys? "American Anthropologist", vol.
72, s. 1227-1288.
Newcomber, P., Faris, J.
1971 [bez tytułu: recenzja z Berlin i Kay, 1979], "International Journal of American
Linguistics", vol. 37, s. 270-275.
Polnac. R. B.
1975 Intracultural Variability in the Structure of the Subiective Color Lexicon of Buganda,
"American Ethnologist", vol. 2, s. 89-109.
Ray, V. F.
1952 Techniques and Problems in the Study of Human Color Perception, "Southwestern
Journal of Anthropology", vol. 8, s. 251-259.
1953 Human Color Perception and Behavioural Response, "Transactions of the New York
Academy of Science", vol. 16, s. 98-104.
Rivers. W. H. R.
1901 Primitive Colour Vision. "Popular Science Monthly", vol. 59. s. 44-58
1903 Observations on the Vision of the Uralis and Sholagas, "Bulletin of the Madras
Government Museum", vol. 5, s. 3-18.
1905 Observations on the Senses of the Todas, "British Journal of Psychology", vol. 1,
s. 321-396.
Robertson, P. W.
1967 Colour Words and Colour Vision, "Biology and Human Affairs", vol. 33, s. 28-33.
Rosch, E . H.
1973 On the Internal Structure of Perceptual and Semantic Categories, [w:] Cognitive
Development and the Acquisition of Language, T. E . Moor (ed). New York, Academic
Press, s. 111-144.
1975 The Nature of Menthal Codes for Color Categories, "Journal of Experimental
Psychology: Human, Perception and Performance", vol. 1, s. 303-322.
Sahlins, M.
1976
Colors and Cultures, "Semiótica", vol. 16, s. 1-22.
Segall, M. H., Campbell, D. Т., Herskovitz, M . J .
1966 The Influence of Culture on Visual Perception, New York. Bobbs-Merrill.

�WPROWADZENIE DO ANTROPOLOGII BARW

113

Sternheim, C . D., Boynton, R. M.
1966 Uniqueness of Perceives Hues Investigated with a Continuous Judgmental Technique,
"Journal of Experimental Psychology", vol. 72, s. 770-776.
Titchner, E . B.
1916 On Ethnological Test of Sensation and Perception with Special Reference to Tests of
Color Vision and Vactile Discrimination in the Reports of the Cambridge Anthropo­
logical Expedition to the Torres Straits, "Proceedings of the American Philosophical
Society", vol. 55, s. 204-236.
Tornay, S.
1978a Introduction, [w:] Voir et Nommer les couleurs, S. Tornay (ed), Nanterre, Laboratoire
d'Ethnologie et de Sociologie Comparative, s. IX-LJ.
1978b L'étude de la denomination des couleurs. Reflexion méthodologique, Annexe, [w:] Voir
et Nommer les couleurs, S. Tornay (ed), Nanterre, Laboratoire d'Ethnologie et de
Sociologie Comparative, s. 639-668.
Van Wijk. H. A. C . W.
1959 A Cross-Cultural Theory of Colour and Brightness Nomenclature, "Bijdragen tot de
Taal-, Land-, en Volkenkunde", vol. 15, s. 113-137.
Voir et Nommer...
1978
Voir et Nommer les couleurs, S. Tornay (ed), Nanterre, Laboratoire d'Ethnologie
et de Sociologie Comparative.
Von Wattenwyl, A., Zollinger, H.
1979 Color-Term Salience and Neuropsychology of Color Vision, "American Anthropologist",
vol. 81, s. 279-288.
Wallace, F. E.
1927 Color in Homer and in Ancient Art, Northampton, Massachusetts.
White, L. A.
1943 Keresan Color Terms, "Papers of the Michigan Academy of Science. Arts, and
Letters", vol. 28, s. 559-563.
Witkowski. S. R., Brown, C . H.
1977 An Explanation of Color Nomenclature Universals, "American Anthropologist", vol. 79,
s. 50-57.
1982
Whorf and Universals of Color Nomenclature, "Journal of Anthropological Research",
vol. 38, s. 411-420.
Woodworth, R. S.
1910 The Puzzle of Color Vocabularies, "Psychological Bulletin", vol. 7, s. 325-334.
Wyburn, G . M., Pickford, R. W.
1970 Zmysły i odbiór wrażeń przez człowieka. Warszawa.
Zollinger, H .
1979 Correlation Between the Neurobiology of Colour Vision and Psycholinguistics of Colour
Naming, "Experientia". vol. 35, s. 1-8.

Wojciech Michera
AN I N T R O D U C T I O N TO T H E A N T H R O P O L O G Y O F C O L O U R S
Part I
Summary
This paper is the first of the three parts in view of the "Introduction to the anthropology
of colours". The second part will concern some attempts of a more particular, mainly
physiological explanations of the issues presented in the part I and in the third part the

8 -

Etnografia Polska t. 31. z. 1

�114

WOJCIECH MICHERA

author is going to discuss various theoretical approaches to the symbolism of colours.
In the first chapter of the "Introduction..." ("What is colour?") the physiological processes
underlying the perception of colours are presented shortly. The author points out, that colour
is not an attribute of the radiant energy in the visible spectrum but the product of the
activity of the primates' nerve system. The basic colours are: white, black, red, yellow, green
and blue. All the remaining mood tones are the combinations of stimulations of the cells
giving the impressions of the basic colours (excluding the joint impression of the antagonistic
pairs: red-green and yellow-blue).
The second chapter ("The riddle of the names of colours") presents the history of studies
on the intercultural variations in the naming of colours. The studies were started by W. Gladstone,
the author of "The Studies in Homer and the Homeric Age" in 1858. The Gladstone's
conclusion that the ancient Greek vocabulary concerning the colour terms was much more
limited than contemporary European languages found a strong support at the end of X I X
century in the numerous studies of non-European societies. There were two different approaches
to the explanation of that phenomenon: the evolutionary one (Magnus, Geiger, Gatschett,
KirschofT, Rivers) and the relativistic (Grant, Allen, Keerschaecker, Woodworth). Another
series of studies, much later inthe 50-ties and 60-ties of X X century (Ray, Conclin, Landar,
Lenneberg and others) tried to confirm the relativistic interpretation.
The next chapter of the paper (The Revolution of Berlin and Kay) presents the book
Basic Color Terms by the two mentioned authors, the debates following it and and the next
tide of studies, the third one already. The conception of the two scholars makes the basic
turning point in the anthropology of colours. Its initial assumption is the distinction of the
group of basic colour terms (BCT) determined by the linguistic and non-linguistic criteria.
The main purpose of Berlin and Kay is to present the intercultural diversity of the BCT
sets as the results of an evolutionary process.
Unlike the culturalists defining colour categories as derived from the boundaries of these
categories, Berlin and Kay recognized, that a category is produced basing on one focal point.
That assumption verified by psychological research (Heider, Rosch) allowed for defining of
colour categorization. Berlin and Kay made however a mistake presenting the evolution as an
adding of succesive colour categories-focal points. Actually colour categories being derived from
the focal points are all the same finally limited by their boundaries. So, the evolution lies
upon the more and more detailed partition of the entire colour space into categories, the
partition based on the 6 universal points. Thus, in the languages of the earlier stages there
are the categories embracing several basic colours in one (i.e. on the first stage there are
two categories only: white-red-yellow and black-green-blue).
The criticism of the Berlin and Kay's theory concerned some methodological issues as well,
the most important of them is the field research method based on demonstrating the samples
of colours and the validity of the BCT group.
The last chapter of the "Introduction..." concerns the problem of the evolution of the
BCT. The arguments supporting the possibility of evolution as well as the statements of its
opponents have been presented. Then the author writes about the theoretical principles of
a social phenomenon, namely the passing of a language into a higher stage of the development
of the BCT. The theory is illustrated with some ethnographic instances. That chapter and
the entire first part of the "Introduction... is closed with the presentation of some scholars'
opinions concerning the causes of the unequal evolutionary development of the BCT in
different societies.
Translated by Anna

Kuc:yńska-Skr:ypek

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9896" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9874">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ff2592ff9863d437be62442eba864572.pdf</src>
        <authentication>6f18e2a6bf89fac0bda039529e32dc80</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117753">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2892</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117754">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117755">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2696</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117756">
                <text>Kultura, empatia i techniki skrawania / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117757">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.3-4, s.23-25</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117758">
                <text>Michera, Wojciech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117759">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117760">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117761">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117762">
                <text>R

ozważania Dariusza Czai (które na swój użytek
nazwałem projektem „antropologii empatycznej") dotykają zagadnień tak fundamental­
nych, że nawet krótki do nich komentarz wymagałby
kompetencji, o jakich mogę tylko pomarzyć. Niemniej
złość, jaką ta lektura we mnie wywołała, pomnaża od­
wagę i zachęca do zasygnalizowania kilku wątpliwości.
Otóż denerwujący u Czai jest przede wszystkim ton nie tyle świętoszkowaty (wierzę, że Autor szczerze cier­
pi z powodu alienacji dyscypliny, którą - z dużym sma­
kiem! - uprawia od lat, a która, jak sądzi, traci kontakt
z „prawdziwym życiem"), ile dewocyjny: wyrażona tu ze
swadą dobrego kaznodziei niechęć do posługiwania się
pojęciem „kultury", zasłaniającej rzekomo tajemniczą
prawdę egzystencji, nabiera wartości niemalże przestro­
gi moralnej. Jak to dobrze opowiedzieć się po stronie
jednostki, konkretnego, żywego człowieka, jego zwy­
czajnej, samotnej egzystencji, a przeciw nieludzkim me­
chanizmom „kultury"! Stąd właśnie, jak mi się wydaje,
z tego ideowego przejęcia, biorą się demagogiczne zabie­
gi i bałamutne - choć bardzo zręczne, trzeba przyznać przemieszanie sprzecznych ze sobą twierdzeń,

POLEMIKI

Od redakcji
Ponieważ rytm. ukazywanie się „Kontekstów" nie
należy do najprędszych i nie mogą one z natury rzeczy
sprostać wymogom aktualności (por. na cen temat kil­
ka słów wyjaśnień w artykule wstępnym s. 3-5) a tak­
ie w trosce by artykuł Dariusza Czai nie przeszedł bez
echa, zwróciliśmy się do najbliższego kręgu współpra­
cowników z prośbą o uwagi i komentarz, rozpoczyna­
jąc tym samym dyskusję wokół tego tekstu, do której
serdecznie zapraszamy wszystkich chętnych

WOJCIECH

Gdy zatem pisze Dariusz Czaja, że słowo „kultura" sta­
ło się dla antropologów zwykłym liczmanem - pytam, czy
podobnej funkcji nie pełnią w jego tekście takie (słuszne)
pojęcia - powtarzane niczym akty strzeliste - jak „tajem­
nica", „niepoznawalne", „niepojęte", lub „wieloznacz­
ność" (a warto zauważyć, że to ostatnie ma naturę semiotyczną)? Czaja zdaje się zapominać, że i one są także ka­
tegoriami kulturowymi, których użycie (tak jak użycie
kategorii „kultury") nie jest bynajmniej „niewinne".
Czy zresztą samo odwołanie się na przykład do poję­
cia „tajemnicy" jest wystarczającym zabezpieczeniem
przed „obiektywizującym językiem semiotyki"?
A przede wszystkim: na jakiej podstawie uważa Czaja,
że „tajemnica" wyprowadza nas „poza kulturę"? N o bo
- „poza kulturę", to znaczy gdzie? Otóż - ponoć - w sa­
mo „życie". Co jednak można o nim powiedzieć?
Czaja błędnie - i nazbyt wygodnie - ustawia sobie
przeciwników do bicia, budując fałszywą alternatywę
badawczą. Z jednej strony mamy oto do czynienia
z ograniczoną, pozytywistyczną wizją ludzkiego świata,
której zwolennicy zabijają („roztajemniczają") „niepo­
znawalne" w swej istocie życie za pomocą (Gadamerowskiej) „metody" i rozmaitych kategoryzacji. Z dru­
giej — jest „dialogiczna formuła rozumienia", z którą łą­
czy się wrażliwość na niepowtarzalność jednostkowych
zdarzeń i nieredukowalną prawdę. Przez przywołanie
nazwisk takich myślicieli jak: Dilthey, Heidegger, Gadamer i Ricoeur, usiłuje Czaja tę drugą postawę powią­
zać z tradycją hermeneutyczną. Ale to właśnie wydaje
mi się pewnym nadużyciem - w zbyt wielu sformułowa­
niach prześwieca u niego myśl w gruncie rzeczy meta­
fizyczna (w sensie, w jakim używa tego pojęcia Heideg­
ger), czy też romantyczno-idealistyczna. Bo jak inaczej
rozumieć zachętę do stawiania pytań „metafizycznych"
(tym razem jednak, domyślam się, w sensie potocz­
nym), które nie ograniczałyby się do - jak pisze Czaja

23

MICHERA

Kultura, empatia
i techniki skrawania
- „powierzchniowego, widocznego, zewnętrznego wy­
miaru zjawisk"? Przecież użyte tu metafory („zewnę­
trze" ~vs- „wnętrze") nie są bynajmniej czysto opisowe
i filozoficznie obojętne.
Powiedziałbym tak (skrótowo i przenośnie): Dariusz
Czaja odwołuje się wprawdzie do tekstu Ricoeura Zycie
w poszukiwaniu opowieści (chodzi w nim o „literackie",
narracyjne porządkowanie chaosu życia), ale zapomina
o innym artykule tegoż autora, pod znamiennym tytu­
łem Hermeneutyczną funkcja dystansu. Mówiąc dokład­
niej: nie potrafię pogodzić kluczowego dla poheideggerowskiej hermeneutyki przekonania o nie-bezpośrednim odniesieniu tekstu do świata („pospieszne usuwa­
nie wszelkich oddaleń nie sprowadza żadnej bliskości" pisał Heidegger) z kluczowymi w tekście Czai wątkami
o swoiście bezpośrednim właśnie przyleganiu niektó­
rych tekstów do życia. Ow zaś hermeneutyczny dystans,
o którym mówi m.in. Ricoeur, to przestrzeń języka, języ­
ka poetyckiego, fikcji, metafory - czyli właśnie kultury.
[Choć sprawa jest oczywiście bardziej złożona. W isto­
cie Heidegger i kontynuatorzy jego dzieła (mniej lub bar­
dziej radykalni, tacy jak Gadamer, Beaufret, Ricoeur,
Derrida, John Sallis) wykraczają poza „kulturę", ale nie
po to, by - uwolniwszy się wreszcie od niej - dotrzeć do
idealistycznie pojmowanego „życia". Przeciwnie, robią to
ze względu na owo szczególne, trudne „miejsce" (chora),
w którym kultura (język, obraz, metafora, znaczące dys­
tynkcje i opozycje) dopiero właśnie się zjawia].
W każdym razie alternatywa nie wygląda tak, jak
w wygodny dla siebie sposób szkicuje to Czaja: dyskur-

�POLEMIKI

sywny, kategoryzujący dystans (pełen „statystycznych
przypadków" i bezproduktywnych podziałów na „znaki
arbitralne i naturalne") -vs- empatyczny brak dystansu
(„empatyczność", przyznaję, dodałem tu od siebie).
W żadnym razie hermeneutycznego dystansu nie nale­
ży mylić z potępianą przez Gadamera „metodą". Hemeneutyka nie obraża się też na strukturę - tak jak poeta
nie powinien się obrażać na gramatykę języka (nawet
jeśli przekracza językowe normy). Warto może byłoby
tu przypomnieć - czego nie zrobię z braku miejsca - co
pisał Gadamer o doświadczeniu dzieła sztuki jako
„grze", o „medialnym sensie" pojęcia „gry" i znaczeniu
dla tej „gry" reguł i zasad („Gra stanowi oczywiście
pewien porządek" - Gadamer, P J M II. 1. A.)

Czai), czyli dzięki literackiej zdolności (kon)figuracyjnej,
los Henryka Kwiatka otrzymuje kontekst, i to kontekst
właśnie kulturowy: rozpoznajemy w nim coś więcej
niż jednostkowy, co wcale nie znaczy „statystyczny"
przypadek. A w stwierdzeniu powyższym nieprzypadko­
wo akcent kładę na słowo „rozpoznajemy" - bo to jest
(hermeneutyczny) żywioł antropologii k u l t u r y .
A d (ii). Aktywność interpretacyjna (interpretacją
jest także aktywność artystyczna), rozumiana jako po­
szukiwanie kulturowych kon-tekstów, staje zawsze wo­
bec określonego zjawiska, czyli ostatecznie - życia.
Czym jednak ono jest? Czy (jeśli nie chcemy wpaść
w banał psychologiczny) możemy spokojnie powie­
dzieć, że na jego poziomie (na przykład na poziomie ży­
wego Henryka Kwiatka, rozmawiającego ze świętym
z obrazu) nie mamy do czynienia ze „skrawaniem"
i kontekstualizacją kulturową? Co to znaczy, że „życie
naprawdę ma strukturę narracjopodobną" - jak słusz­
nie przecież pisze Czaja, relacjonujący Ricoeura? Czy
owa struktura (u Ricoeura literacka fikcja, odpowied­
nik muthosu z Poetyki Arystotelesa) - wzorzec wprowa­
dzający sens (a zatem nieciągłość) w „chaos" realnego
życia - nie ma charakteru kulturowego? Dla Dariusza
Czai - chyba nie. Woli on bowiem w tym miejscu na­
dal pisać „o «życiu», które jest większe i bogatsze od
„kultury", które przerasta kulturę".

Pozbawioną kulturowej strukturyzacji oczywistością
może wydawać się życie jako osobiste doświadczenie począwszy od doświadczania codzienności (niekiedy
bolesnej, związanej na przykład z samotnością) po do­
świadczenie mistyczne. Ale to oczywiście złudzenie.
Czy owo doświadczenie życia istotnie wykracza poza
kulturę? Czy można - (i) cokolwiek o nim powiedzieć,
nie przywołując kulturowego kontekstu?; i (ii) czy po­
za tym kontekstem jest ono w ogóle możliwe?
A d (i). Sam Czaja, pisząc o bohaterach filmu Łoziń­
skiego, pozwala sobie na przykład na sformułowanie:
„okazało się, że zwykłe, zwyczajne, banalne skrawki życia
nabierają nieledwie epifanicznej gęstości". Oto dwie
kwestie: (a) co znaczy tu owa „epifaniczna gęstość"? Czy
jest to metafota? Jeśli tak (a raczej tak, sugetuje to ogra­
nicznik: „nieledwie"), to pokazane w dziele sztuki (w fil­
mie) „życie" ptzestaje być już „samym" życiem - metafo­
ra interpretatora dokonuje jego kulturowej (re)kontekstualizacji. Ale przecież i (b) sam film (jak to dzieło sztu­
ki, podobnie jak wykorzystany w artykule Czai wiersz
Marcina Swietlickiego), jest już w oczywisty sposób życia
„skrawaniem", co zauważa Czaja („banalne" - oczywiście
pozornie - „skrawki"), przez co zakwestionowana zostaje
owego życia idealistycznie rozumiana „ciągłość". Ozna­
cza to rezygnację z marzenia o bezpośredniej referencyjności tekstu (albo mimetyczności, rozumianej na sposób
Platoński). W to miejsce jednak pojawia się w dziele
sztuki możliwość „konfiguracyjnego" budowania zna­
czeń: twórca powraca do przedstawianego świata nie
„wprost", lecz „poprzez" skonfigurowane elementy - tak
w swojej Poetyce nauczał już Arystoteles, i tak to wielo­
krotnie i wyczerpująco opisywał Ricoeur (przede wszyst­
kim w ttzytomowym dziele Temps et recit z lat 80.).

Dodajmy przy okazji, że sformułowanie mówiące
o „wprowadzaniu" wzoru w chaos życia jest w gruncie
rzeczy Platońsko „metafizyczne", zakłada bowiem, że
„życie" już (jakieś) jest, a ład - zostaje dopiero do nie­
go niejako dodany.

*
Wszystkie te wątpliwości, przedstawione wyżej w bar­
dzo pospiesznym skrócie, odnoszą się też do Czajowego
omówienia książki Georges'a Pereca. Splecione są tu
dwa zupełnie nieprzystające poglądy. Jeden - bliski wąt­
kowi „strukturyzacji życia", wcześniej wprowadzonemu
za sprawą Ricoeura - mający tu mentora w Michale
Markowskim, przedstawia dzieło Pereca jako próbę
okiełznania chaosu świata, czego - jak myślę - nie spo­
sób inaczej rozumieć, niż jako kontekstualizację kulturo­
wą (cytowany Markowski pisze: „Wymyślić świat to go
zinterpretować, obdzierając z niewiadomego. Użyczyć
przedmiotom języka, odpamiętać to, co zapomniane").
Drugi pogląd - nie dający się uzgodnić z pierwszym wyraża nadzieję całkowicie idealistyczną. Pisze Czaja
o książce Pereca: „Detaliczny, indeksowy, ewidencyjny,
katalogujący opis bez imperatywu systematyzującej ana­
lizy. Próba maksymalnego przybliżenia się do żywej
tkanki życia. Pragnienie zapisu surowego życia, życia as
itself. Próba zbudowania jakiejś radykalnej postaci reali­
zmu obywającego się bez uprzednich założeń". Oczywi­
ście - nie jest to pogląd samego Dariusza Czai, lecz pró­
ba rekonstrukcji celów, jakie postawił przed sobą Perec.
Czaja czuje się zobowiązany zasygnalizować w tej kwe­
stii swoje wątpliwości („Ale czy jest to w ogóle możliwe,
zważywszy że rzeczy i obiekty nie skatalogują się raczej

Na podniosłe pytanie Dariusza: „co antropolog kultu­
ry ma do powiedzenia o przytoczonym przed chwilą jed­
nym ledwie fragmencie zwyczajnej egzystencji [Henryka
Kwiatka]? Co potrafi powiedzieć o tej zamkniętej
w trzech obrazach [wiersza Swietlickiego] historii prze­
raźliwej samotności i głodu rozmowy z niewidzialnym
[ . . . ] " - odpowiadam: w zasadzie nic. Gdyby jakiś praw­
dziwy Henryk Kwiatek był moim sąsiadem, to - bez
względu na moją profesję - mógłbym po prostu wpaść do
niego na pogawędkę. A jednak - dzięki wietszowi Swie­
tlickiego (a także zacytowanemu wyżej pytaniu Dariusza

24

�POLEMIKI

same?"). Przyznajmy jednak, że obiekcje te, wyrażone
niezbyt mocno i szybko też porzucone, to rodzaj aseku­
racji, coś na kształt podrobionego świadectwa metodo­
logicznej niewinności. Tymczasem dzieło Pereca jest dla
Czai cenne nie tylko jako próba (kulturowej) struktury­
zacji chaotycznej tkanki życia, ale właśnie jako niemal
bezpośrednie tego życia dotknięcie, dzieło niemal prze­
źroczyste (niczym ikona acheiropoiete, „nie ręką ludzką
uczyniona"), wolne od ludzkich uprzedzeń, ujawniające
— ale na szczęście nie rozwiązujące - nieprzeźroczystą
tajemnicę życia. Pisze więc Czaja o powieści Pereca:
„jest dla mnie jednym z najznakomitszych dzieł z antro­
pologii życia. Życia — nie kultury".
Powiedzmy jasno: taka domniemana kon-genialność
dzieła i realnego życia, swoista samoprzejrzystość owego
dzieła, jest romantycznym złudzeniem. Tak jak złudze­
niem jest na przykład domniemana „przezroczystość" fo­
tografii. Albo bezzałożeniowość filmu kręconego przez
bohatera Lisbon story Wima Wendersa — kamerą umiesz­
czoną na plecach. Lub też Dogma von Triera, rozumia­
na jako recepta na doskonały realizm, a nie jedna z wie­
lu formuł lub manier artystycznych. Co bynajmniej nie
znaczy (należy to bardzo mocno podkreślić!), że samo
to złudzenie nie jest realnym i fascynującym f a k t e m
kulturowym - częścią naszego życia i jednym z funda­
mentalnych zagadnień filozoficznych (na przykład
„przyległość" do życia, contingence, jest rzeczywistym
składnikiem fotografii, co podkreślał Barthes; należy
jednak dodać: fotografii jako kategorii kulturowej).
Również typ pisarstwa, jaki prezentuje Perec (a także
nieco podobne, choć odwołujące się do sfery sztuk wizual­
nych, marzenie jego bohatera Percivala Bartlebootha: ob­
raz wybranych fragmentów świata wykrawany jako puzzle;
dobrze to świadczy o samoświadomości Pereca), ma swoje
określone miejsce w dziejach kultury. Prawzorzec tytanicz­
nego i bluźnierczego w swej istocie przedsięwzięcia, prze­
pełnionego zazdrością wobec boga-stwórcy, ale też skaza­
nego na niepowodzenie, odnajdujemy właśnie w postaci
walczących z Zeusem tytanów z Hezjodowej Teogonii. Ale
łatwo odnajdziemy inne, bliższe projektowi Pereca-Bartlebootha, próby ogarnięcia świata (w jego makro- i mikro­
kosmicznym wymiarze), polegające właśnie na (pozornie)
beznamiętnym inwentaryzowaniu wszystkich jego składni­
ków. Przychodzą mi do głowy takie choćby przykłady, jak
„pomniejszające wszechświat" kolekcje muzealne i gabine­
ty osobliwości (viae prace Pomiana i Clifforda; jeden przy­
kład literacki: salon kapitana Nemo we wnętrzu Nautilusa); imponująco absurdalne projekty encyklopedyczne
(e.g. 100 opasłych tomów in octavo dzieła Diego Hervasa
z Rękopisu... Jana Potockiego); renesansowe „teatry pamię­
ci", w magiczny sposób - w znaczeniu „magii naturalnej" ogarniające całość wiedzy o świecie (cf. F. Yeates, Sztuka
pamięci; albo też „alef" z opowiadania Borgesa). Jeśli cho­
dzi o wymiar mikrokosmiczny, należałoby tu chyba wspo­
mnieć o kabalistyczno-alchemicznych procedurach i prak­
tykach, mających na celu preparowanie homunkulusów
i golemów (zob. „Kwartalnik filmowy" nr 31-32/2000).

Czaja oczywiście nie mógł przeoczyć, bez trudu odczytując
„cienką aluzję" ukrytą w imieniu głównego bohatera. Naj­
spokojniej jednak w świecie pisze: „Perceval Bartlebooth
ostatecznie nie dociera do swego Graala"... I со? I nic.
Ten kulturowy kontekst interpretacyjny okazuje się zno­
wu nic nie znaczącym ozdobnikiem.

*

Jak zatem zrozumieć „życie", a zarazem nie zniszczyć
go w metodycznych obiektywizacjach? Jak powiedzia­
łem, czuję się trochę zakłopotany podejmując tak fun­
damentalne zagadnienia filozoficzne. Jeśli jednak mowa
o hermeneutyce, to pamiętam, że proponuje ona w tej
kwestii „kolistą strukturę rozumienia". Różne jednak
można z niej wyciągnąć wnioski. Charakterystyczne jest
to, że Czaja powołuje się w swoim tekście przede wszyst­
kim na Diltheya, a nie Heideggera i jego kontynuato­
rów. Słabo znam Diltheya, ale (jak pisze Gadamer) ze
swoją kategorią „życia" reprezentuje on poznawczy
optymizm, wiarę w uniwersalny „zmysł historyczny",
oparty w gruncie rzeczy na romantycznej „sympatii",
pozwalający wyzwolić się z uprzedzeń określonych
przez własną współczesność, a zatem - tradycję (a za­
tem kulturę) i przynoszący obiektywne poznanie. Wie­
le tu z heglowskiego idealizmu; warto zauważyć, że
w późnych pismach pojęcie „życia" Dilthey zastępował
nawiązującym do Hegla pojęciem „ducha". Tymczasem
w „kole hermeneutycznym" Heideggera dystans histo­
ryczny (wynikający z uwikłania interpretatora we wła­
sną tradycję i język) jest radykalnie n i e u s u w a l n y .
Myślę, że także w sferze refleksji antropologicznej zwłaszcza jeśli odwołujemy się do przemyśleń współcze­
snej hermeneutyki - nie powinniśmy dążyć do likwida­
cji owego dystansu, jaki stwarza kontekst kulturowy.
Całkowicie fałszywa wydaje się więc alternatywa: „an­
tropologia k u l t u r y " albo (wykraczająca rzekomo po­
za nią) „antropologia ż y c i a " . Niewiele też pomoże nam
(bardzo uwarunkowane kulturowo) pojęcie „tajemnicy",
mające sugerować swoiście mistyczną apofatyczność ży­
cia. Nieprzejrzyste i „tajemnicze" jest (nie tylko) życie,
ale i (przede wszystkim) dotyczący tego życia kulturowy
tekst-obraz (jak powieść Pereca i puzzle Bartlebootha).
*

C'est la vie - powiada na koniec Dariusz Czaja, cytując
Francuzów. Lubię tę bezpretensjonalną i przydatną w wie­
lu życiowych sytuacjach mądrość. Ale rozumiem ją trochę
inaczej: zawarta w niej ostensywność („to jest...") nie tyle
wyraża chęć bezpośredniego dotknięcia życia (na wzór nie­
wiernego Tomasza), ile - życiu temu nadaje postać „zbio­
ru", „kolekcji", na którą składają się wyodrębnione przez
wskazanie exempla, „osobliwości" i „okazy". Chociaż... sko­
ro już wspomniałem apostoła Tomasza... to i w jego palcu
można dostrzec swoistą miarę, albo ślad hermeneutycznego dystansu... Ale o tym może innym razem...

Sam Perec podsuwa też wyraźny trop, którego Dariusz

25

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10007" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9985">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3af187559d8ec7b641c569d75bd7f635.pdf</src>
        <authentication>90ccc3902d4cad5158db2cd2e4852f18</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119051">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6250</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119052">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119053">
                <text>2006</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119054">
                <text>wizualność - aspekt antropologiczny</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119055">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5827</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119056">
                <text>Kompleks Edichny (Bestia wizualna) / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2006 t.60 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119057">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2006 t.60 z.1, s.47-67</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119058">
                <text>Michera, Wojciech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119059">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119060">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119061">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119062">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119063">
                <text>047-67 Kompleks Echidny.ps - 5/30/2006 9:34 AM

WOJCIECH MICHERA

nteresuje mnie tu pewien uporczywie od XIV w.
powracający wariant biblijnej sceny Kuszenia,
przedstawiający szatana w hybrydycznej postaci
węża z głową człowieka; dokładniej zaś - z głową
młodej dziewczyny (virgineum vultus habens, jak mó­
wią średniowieczne teksty), stanowiącą najczęściej
wierną kopię oblicza stojącej naprzeciwko Ewy. M o­
tyw ten pojawia się najpierw, począwszy od XII w.,
w komentarzach egzegetycznych (Petrus Comestor,
Historia scholastica), następnie zaś przejmują go dra­
maty liturgiczne oraz sztuki plastyczne. W XV-XVII
wieku jest już w malarstwie i rzeźbie tak popularny,
że Giorgio Vasari na przykład, opisujący w swoich
Żywotach najsławniejszych malarzy fresk dekorujący
sklepienie Kaplicy Sykstyńskiej, wyraża wprawdzie
zachwyt kunsztem malarskim Michała Anioła, ale
zachowuje szokujący nas dzisiaj spokój, jeśli idzie
o treść dzieła: „Z kolei - pisze - widać Adama, który
skuszony przez postać pół węża, pół kobiety odbiera
w owym jabłku swój i nasz los zgonu, i widać jak on
i Ewa wygnani są z raju.”1 Wiek później John Milton
w Raju utraconym (skomponowanym - jak się uważa
- pod dużym wpływem praktyki malarskiej i emblematycznej)2 czuje się nawet w obowiązku zaznaczyć,
że szatan wyruszający na spotkanie z Ewą to: Meer
serpent in appearance - „tylko wąż z wyglądu” (9,
413).3 Począwszy od końca XVII w. maniera ta, choć
nie znika zupełnie, staje się znacznie rzadsza (od wę­
ża alegorycznego bardziej interesuje badaczy wąż
poddający się klasyfikacji zoologicznej).
Literatura naukowa, dotycząca tej osobliwej ma­
niery malarskiej i literackiej, nie jest duża (jeśli nie li­
czyć okazjonalnych uwag typu: „stara tradycja malar­
ska”), składa się na nią bowiem kilka zaledwie prac.
Dzięki jednak takim badaczom, jak John K. Bonnell
(1917), John M. Steadman (1957), John B. Friedman
(1966) i Henry Ansgar Kelly (1971), wskazane zosta­
ły wszystkie jak się wydaje istotne źródła.4 Osobne
miejsce na tej liście zajmuje artykuł Nony Flores
(1996), która poddała subtelnej analizie ikonograficz­
nej kilka wybranych przykładów rzeźbiarskich i ma­
larskich, w ścisłym powiązaniu z tekstami literackimi.5 Są to przykłady, „które przedstawiają węża z gło­
wą kobiety w sposób podkreślający grzechy przypisy­
wane Ewie w [biblijnej scenie] Upadku - przede
wszystkim pożądliwość, wyniosłość, oszustwo - i przez
wieki stanowiące podstawę antyfeministycznego moralizatorstwa.”6 Flores omawia pewne warianty i zna­
czące szczegóły przedstawienia (łatwo je przeoczyć,
gdy zadowalamy się jego ogólną klasyfikacją), dzięki
którym ten figuratywny dyskurs teologiczno-moralny
ukazuje grzech i kuszenie jako: lubieżność, zwodnicze
piękno, wizualne złudzenie, manipulację słowną czyli te wszystkie właściwości, które dyskurs antyfeministyczny kojarzy z kobietą. Przy okazji Flores
przedstawia też krótko trzy analogiczne postacie zwie-

I

Kompleks Echidny
(Bestia wizualna)
Zaprawdę, materia nie ma nawet owego „jest”
—gdyby je zaś miała, to by miała tutaj coś z dobra
—lecz jej „jest” tylko brzmi jednako,
tak iż naprawdę znaczy tyle, co „nie jest”.
(Plotyn)
Trurl i Klapaucjusz byli uczniami wielkiego
Kerebrona Emtadraty, który w Wyższej Szkole
Neantycznej wykładał przez czterdzieści lat Ogólną
Teorię Smoków. Jak wiadomo, smoków nie ma.
(Stanisław Lem)
Kobieta nie istnieje.
(Jacques Lacan)

rzęce - żmiję (poza kontekstem rajskim), skorpiona
(opatrywanego niekiedy kobieca twarzą) i syreny które z wężem rajskim „dzielą łudzącą fizyczną dwukształtność”, a w konsekwencji także wiele innych
istotnych cech.
*
Nie jest moim celem uzupełnianie dotychczaso­
wych ustaleń, dotyczących bezpośrednich źródeł hi­
storycznych. Nie zajmuję się też interpretacją ikono­
graficzną interesującego mnie motywu. Zarazem jed­
nak - będzie tu mowa i o „źródłach”, i o „znaczeniu”,
ale w szerszym kontekście, wyprzedzającym niejako
analizę poszczególnych przykładów. Chciałbym mia­
nowicie pokazać zależność omawianej sceny od pew­
nej tradycji antycznej; nie mam jednak na myśli pro­
stej transmisji określonego „symbolu”, czy „hieroglifu”
- wizualnego lub literackiego - gotowego, kompletne­
go i autonomicznego. Interesuje mnie raczej kształtu­
jąca się u schyłku starożytności struktura konceptual­
na, uzasadniająca włączenie figury sfeminizowanego
węża w dyskurs na temat pochodzenia zła; dyskurs,
którego nie rozpoczęła przecież dopiero średniowiecz­
na egzegeza biblijna.
Ponieważ temat jest więcej niż obszerny, a także
składa się nań bardzo wiele kuszących wątków po­
bocznych, zamierzam konsekwentnie trzymać się jed­
nego śladu, choć jest on zawiły, wężowy; śladu, jaki
w tym toczącym się przez wieki namyśle nad istotą zła
odcisnęły dwie bardzo znane, „ponadczasowe” posta­
cie kobiece.

47

�047-67 Kompleks Echidny.ps - 5/30/2006 9:34 AM

Wojciech Michera • KOMPLEKS ECHIDNY (BESTIA WIZUALNA)

Michał Anioł, Grzech pierworodny, 1508-12 (Kaplica Sykstyńska, Rzym)
www.christusrex.org
Po obudzeniu szukał Herakles koni po całym kraju i przybył

(I)

wreszcie do zalesionej krainy, zwanej Hylaja. Tam znalazł w grocie
wężową dziewicę, niby Echidnę dwukształtną (miksoparthenon tina

Pierwszą z tych figur „długiego trwania” można za
Hezjodem nazwać „Echidną”. W Theogonii (295-308
i n.) jest potworem - na wpół dziewczyną, piękną
i młodą, na wpół ogromnym wężem - mieszkającym
w podziemnej grocie, z dala od ludzi i bogów: groźnym,
gwałtownym i monstrualnie płodnym.7 Trzeba tu za­
znaczyć, że greckie słowo ekhidna to po prostu „żmija”
i w bardzo wielu tekstach pojawia się w znaczeniu nie
mającym nic wspólnego z postacią Hezjoda. Czy jed­
nak tak jest istotnie? Wydaje się, że dwukształtna
Ekhidna bardzo silnie wpłynęła na grecką wyobraźnię,
rzucając swój mniej lub bardziej wyraźny cień na wie­
le pozornie naturalistycznych opisów, a tym bardziej
na obelżywe epitety.8 Ekhidna o pięknym obliczu (kalon prosopon) - zrodzona przez Phanesa - pojawia się
w orfickich spekulacjach kosmogonicznych;9 trafia
także - bez wątpienia już wzorowana na Hezjodowej do Dziejów Herodota.
Tutaj - nie zmieniając morfologii ciała ani cha­
rakteru swej siedziby - traci nieco z podkreślanej
w Theogonii brutalności, zyskując w zamian cechy
erotycznej, sprytnej kusicielki.10 Herodot nawiązuje
w swoim tekście do historii, która w Theogonii poja­
wia się bezpośrednio przed fragmentem poświęconym
Echidnie (287-294): mowa jest tam o Heraklesie,
który wyprawiwszy się na zachód, za Ocean, zabija
trójgłowego Geryona, by zdobyć jego słynne stado
krów.11 W racając stamtąd - już wedle Dziejów - H e­
rakles trafia do krainy nazwanej potem Scytią, gdzie
zasypia; gdy zaś śpi - ktoś kradnie jego konie:

Echidnan difuea), która powyżej pośladka była kobietą, poniżej zaś
wężem. Zdziwiony jej widokiem zapytał, czy widziała gdzie jego błą­
kające się konie, na co ona odpowiedziała, że je posiada i nie
wprzód mu zwróci, aż się z nią prześpi. To też Herakles za taką ce­
nę uczynił.12

Opowieść ta - podobnie jak całe dzieło Herodota
- była w starożytności bardzo popularna i jej echa
można odnaleźć zarówno w sztuce,13 jak i literaturze nawiązywali do niej m.in. Diodor Sycylijski (w I w.
przed Chr.) i Dion z Prusy, zwany Chryzostomem (w
I/II w po Chr.).14 Mnie jednak przede wszystkim inte­
resuje wzmianka, jaka się pojawiła w „heretyckiej”

Frankish Psalter 1279 (Biblioteka Katedralna Esztergom)
www.wga.hu

48

�047-67 Kompleks Echidny.ps - 5/30/2006 9:34 AM

Wojciech Michera • KOMPLEKS ECHIDNY (BESTIA WIZUALNA)

doktrynie Justyna, gnostyka żyjącego w 11/111 wieku po
Chr., streszczonej w Refutatio omnium haeresium św.
Hipolita Rzymskiego.15 Dzięki niej wkraczamy w czas
i środowisko intelektualne późnego antyku.

Oto więc Elohim i na wpół wężowa Edem, porów­
nana do Herodotowej Echidny20 - dwie boskie, od­
wieczne zasady świata, które „wzajemna namiętność
połączyła w małżeńskim łożu miłości”.21 Ten hieros gamos sprowadza następnie na świat 24 aniołów, spośród
których 12 przypomina ojca, 12 zaś matkę - to ich
miała Biblia alegorycznie przedstawić jako drzewa raj­
skie (zgodnie ze słowami Mojżesza: „Bóg zasadził na
Wschodzie ogród Eden”, Gen. 2.8). Dlatego też jeden
z aniołów Ojca, Baruch, tożsamy jest z Drzewem Ży­
cia, natomiast Naas (po hebr. „wąż”), z dwunastki
przypominającej matkę, to Drzewo Wiadomości D o­
brego i Złego. Później powstają ludzie, ukształtowani
z najszlachetniejszej ziemi ogrodu rajskiego, i relacja
łącząca parę Elohim— Edem przenosi się na parę A da­
m— Ewa. Kobieta staje się w ten sposób ludzkim odbi­
ciem wężowo-kobiecej prazasady - „obrazem i przykła­
dem, oraz na wieki już pieczęcią Edem” (V.21.10).
Ponieważ Elohim odchodzi następnie do nieba, za­
siadając tam u boku Dobra, Edem - porzucona i sfru­
strowana - zamienia się w siłę destrukcyjną.22 N aj­
pierw sama przyozdabia się, starając - bezskutecznie wzbudzić pożądanie w Elohimie i skłonić go do powro­
tu. „Potem poleciła Babel, którą jest Wenus [utożsa­
miona też z Omfale z mitologicznego cyklu Heraklesa
- WM], by ta skłaniała mężczyzn do cudzołóstwa.” Po­
tężną moc otrzymał Naas, mający mścić się na wszyst­
kich mężczyznach, noszących w sobie ducha Elohima.
Wówczas Elohim wysyła Barucha, który stojąc pośród
aniołów Edem (czyli alegorycznie: wśród drzew raj­
skich) zakazał jedzenia „owoców” z Drzewa Wiadomo­
ści (którym był Naas). „Naas jednak popełnił grzech,
gdyż udał się do Ewy, oszukał ją i zdeprawował, gwał­
cąc prawo. Ale poszedł również do Adama i miał z nim
stosunek niezgodny z naturą; a to jest także podłością,
z której powstało cudzołóstwo i sodomia.”

*

(Justyn)
W II-IV w. nie istnieje już żywa łączność z nauką
fundatorów głównych szkół filozoficznych i uwaga
skupia się przede wszystkim na piśmiennym dziedzic­
twie uznanych nauczycieli, takich jak Platon, Arysto­
teles, Chryzyp. Poszukiwanie prawdy przybiera postać
„dobrowolnego eklektyzmu”,16 polega na czytaniu
i komentowaniu dawnych tekstów. Ponadto na prak­
tykę filozoficzną w istotny sposób wpływa żywo rozwi­
jająca się teologia. Za jej sprawą filozofia nabiera bar­
dziej medytacyjno-mistycznego charakteru, teologia
zaś korzysta z metod i pojęć wypracowanych przez fi­
lozofię, co pozwala poddawać wnikliwej lekturze
święte teksty.17 W tych okolicznościach podejmowa­
ne są próby uzgodnienia tradycji biblijnej z grecką fi­
lozofią. Trzy też najważniejsze nurty intelektualne
późnego antyku - gnostycym, neoplatonizm i chrze­
ścijaństwo - choć doktrynalnie i instytucjonalnie
z zapałem się zwalczają, w znacznej mierze podzielają
repertuar pytań i tematów.18 Ich wzajemny wpływ do­
konuje się również - co jest tu nie mniej istotne - na
poziomie retoryki, w wyborze wykorzystywanych ob­
razów czy metafor.
Z licznych zatem dzieł Justyna znamy, właśnie dzię­
ki Hipolitowi, tylko jedno, ale najważniejsze - Baruch.
Zawiera ono synkretyczną doktrynę kosmogoniczną,
stanowiącą syntezę wątków greckich, biblijnych i chrze­
ścijańskich (być może, jak sugeruje Robert Grant, Ju­
styn wykorzystał w niej stary mit Ferekydesa).19 Jest to
w pewnym sensie alegoryczna interpretacja księgi Ro­
dzaju, wykorzystująca ‘akcesoria’ - motywy, postacie zaczerpnięte z mitologii greckiej (Herakles na przykład
staje się tu „nie obrzezanym prorokiem”).
Zgodnie z doktryną Justyna świat zawdzięcza swe
istnienie trzem uniwersalnym zasadom, niestworzo­
nym i wiecznym. Pierwszą, męską, jest Dobro, miesz­
kające w niebie i posiadające „zdolność przewidywa­
nia”. Dwie następne zasady zdolności tej są pozbawio­
ne: Elohim, Ojciec wszystkich rzeczy, i Edem (Eden) zasada żeńska, późniejsze źródło zła na świecie. Otóż
według Hipolita (który najpierw streścił właściwy frag­
ment z Herodota) właśnie owa Edem:

*
Oto mamy więc scenę kuszenia w jednym z jej gnostyckich wariantów: pierwsza kobieta staje przed wężem-kusicielem, reprezentującym na wpół wężowe,
utożsamione z grecką Echidną bóstwo kobiece, które­
go zresztą Ewa jest „obrazem, przykładem i pieczęcią”.
Czy to nie z tej heretyckiej teologii wykluła się później­
sza koncepcja egzegetyczna oraz konwencja malarska?
Otóż - mimo, że pomysł wydaje się kuszący - raczej
nie; w każdym razie - nie wprost. Jeśli przywołuję tu
doktrynę Justyna, to nie po to, by stwierdzić, że właśnie
ona była inspiracją średniowiecznych teologów i arty­
stów, że istnieje między nimi jakaś bezpośrednia zależ­
ność. (Tym bardziej, że Refutatio Hipolita pozostawało
w zapomnieniu od późnej starożytności aż po rok 1842,
kiedy to Minoides Mynas odnalazł w jednym z grec­
kich rękopisów na górze Atos większy fragment tego
dzieła, zrazu przypisanego zresztą Orygenesowi).23

Żeńska [zasada], nie mająca zdolności przewidywania, ulegają­
ca namiętnościom, o dwóch umysłach (dignomos) i podwójnym cie­
le (disomon), pod każdym względem odpowiada dziewczynie z opo­
wieści Herodota: aż do podbrzusza dziewica (parthenos), poniżej żmija (ekhidna), jak powiada Justyn. Dziewczyna ta zwie się Edem
albo Izrael. (V. 21. 3-4; PG 16, pod imieniem Orygenesa)

49

�047-67 Kompleks Echidny.ps - 5/30/2006 9:34 AM

Wojciech Michera • KOMPLEKS ECHIDNY (BESTIA WIZUALNA)

Co nie znaczy, że bimorficzna figura kojarzona z Echidną jest tu bez znaczenia. Jednak od prostej i bezpośred­
niej zależności genetycznej odległych czasowo tekstów,
między którymi miałaby dokonać się transmisja tego
gotowego „hieroglifu”, ważniejsze są relacje synchro­
niczne, „syntaktyczne”: znaczenie owej szczególnej po­
staci kobiecej jest funkcją jej „orkiestracji”, czyli sposo­
bu, w jaki wplata się ona w serię obrazów, przedsta­
wień, kategorii określonego dyskursu. Jest raczej „ele­
mentem znaczącym” , podporządkowanym logice i re­
toryce intelektualnego „modelu do składania”, niż
opatrzonym stabilnym znaczeniem i samowystarczal­
nym „symbolem”.
Mówiąc zaś dokładniej, owym modelem, lub
„kompleksem”, w który uwikłana jest „Echidna”, jest
filozoficzno-teologiczny dyskurs dotyczący „zła”, „ma­
terii” i „niebytu”.

ria, quam vocant hylen, pisze św. Ambroży, Exam. 1.1).
Mamy więc dwa greckie terminy (khora, hyle), które
należą do dwóch odmiennych ujęć filozoficznych,
w sensie filozoficznym zatem nie można ich traktować
jako synonimów.27 Historycznie jednak rzecz biorąc,
w filozofii postplatońskiej khora bardzo często była
właśnie z hyle utożsamiana - już przez samego Arysto­
telesa,28 potem w średnim platonizmie,29 dla Plotyna
zaś i innych neoplatoników, a także Ojców Kościoła,
identyfikacja ta była oczywistością.
W czasach Justyna i Hipolita (który z pracami Ary­
stotelesa był dobrze zaznajomiony: Ref. I.20) termino­
logia ta w każdym razie stanowi już potoczne wyposa­
żenie intelektualne, a spekulacje dotyczące ‘materii’
(hyle) to stały składnik refleksji zarówno filozoficznej,
jak i teologicznej.30 Jest to także trop, który ma nas
doprowadzić do drugiej z anonsowanych wcześniej
wężowych kobiet.

*

*
Jeżeli Justyn przyrównuje prazasadę Edem do
Echidny Herodota, to być może - choć to jedynie spe­
kulacja - nie tylko ze względu na jej bimorficzną ana­
tomię i wybujały seksualizm, ale także miejsce zamiesz­
kania, określone jako lesista kraina o nazwie Hylaia.
Hyle, las (słowo oznaczające także drzewo, drewno,
budulec; łac. silva), to typowy krajobraz mitologiczny,
wyobrażenie środowiska „pierwotnego”, „dzikiego”,
oddalonego od siedzib ludzkich, przez dzikich też jedy­
nie ludzi zamieszkiwanego; kategoria funkcjonująca
w kontekście kosmogonicznym (por. „puszcza” - za­
chodni odpowiednik „pustyni”).24 Platon (Fileb 54 bc) używa słowa hyle w znaczeniu budulca do produkcji
statku - co stanowi metaforę stanu genesis (“powsta­
wania”) - nie czyniąc z niego jednak kategorii filozo­
ficznej. W późniejszych tekstach religijno-filozoficznych, pod wpływem nie tylko tradycji mitologicznej,
ale i Arystotelesa (o czym za chwilę), słowem hyle za­
stępuje się niekiedy „chaos”, kategorię oznaczającą
pierwotną, nieuformowaną jeszcze postać świata
(Chaos, quem Graeci hylen, nos silvam vocamus..., pisze
w IV w. po Chr. Chalcydiusz, Comm. in Tim. II, 123).
Sam chaos - wcześniej pojmowany raczej jako życio­
dajna Matka - w pismach gnostyckich otrzymuje ko­
notację zdecydowanie negatywną i zostaje utożsamio­
ny z materią (łac. materia, od: mater, matka).25 Należy
dodać, że u Platona kategorią, która - mając wy­
dźwięk kosmogoniczny - bliska była łacińskiego poję­
cia „materii” (i - przy licznych zastrzeżeniach - także
chaosu), nie jest hyle, lecz opisana w Timaiosie khora
(określana tam m.in. jako „żywicielka”).26 Arystoteles
jednak - w kwestii materii pozostający z Platonem
w sporze - formułując swoją koncepcję hyle-morfizmu, używa właśnie słowa hyle, które dzięki temu
wchodzi na stałe do słownictwa filozoficznego (i na ła­
cinę tłumaczone jest nie jako silva, ale materia: Mate-

(Plotyn)
O ile dla gnostyków „materia” istnieje jako jedna
z odwiecznych prazasad,31 to w Enneadach jej etiologię
określa radykalny monizm Plotyna: materia powstaje
w procesie postępującej degradacji ontologicznej.32
W doktrynie trzech pierwszych bytów każdy kolejny
(bo nie pierwszy, rzecz jasna) jest emanacją wcześniej­
szego i w stosunku do niego zubożeniem: jest „naśla­
dowcą” (mimetes) i „obrazem” (eikon kai mimema), bo
„płód nie może być możniejszy” od rodzica (V.1)33
Z Jednego (hen) zatem, z jego nadmiaru, rodzi się
Umysł (nous), z Umysłu zaś Dusza (psyche); a raczej za
każdym razem rodzi się „coś”, co staje się Umysłem
i Duszą zwróciwszy wzrok (epistrophe) ku temu, z cze­
go pochodzi. Dusza „tedy nabiera światła, kiedy dąży
do tego, co przed nią [co ją poprzedza], bo napotyka
byt [czyli Umysł, Nous]”. Co jednak dzieje się z Duszą,
„kiedy opada w to, co po niej”? Otóż „po niej” jest „jej
obraz” (eidolon): „I jest to nieokreślone (to aoriston)
widmo (obraz, eidolon) ciemne zupełnie, albowiem
całkowicie brak mu rozumu i umysłu i daleko odbiega
od bytu” (III.9.3). Tym więc, co następuje po Duszy,
jej obrazem, jest materia, czyli „nie-byt”.34
Nie należy oczywiście zapominać, że materia nie
jest „ciałem”. Ciało (soma) powstaje wówczas, gdy ma­
teria (hyle) opatrzona zostanie stosowną „formą”
(eidos), czy „kształtem” (morfe).35 Sama materia jest
zatem „bezkształtem” (amorfia), jest „bezforemna”
(aneideon), „wolna od wszelkich jakości” (VI.9.7).
„Zaprawdę - pisze Plotyn - materia nie ma nawet
owego „jest” [...] lecz jej „jest” tylko brzmi jednako,
tak iż naprawdę znaczy tyle, co „nie jest”” (I.8.5).
*

50

�047-67 Kompleks Echidny.ps - 5/30/2006 9:34 AM

Wojciech Michera • KOMPLEKS ECHIDNY (BESTIA WIZUALNA)

Bracia Limbourg, Ogród rajski (fragment), 1415 (Chantilly, Musée Condé)
www.christusrex.org
Plotyn - podobnie jak jego poprzednicy okresu
zwanego średnim platonizmem, a także jego nauczy­
ciel Ammoniusz Sakkas36 - usiłował harmonizować
Platona i Arystotelesa. Również paradoks Plotynowej
materii-niebytu ma swoje źródło w Sofiście Platona
i Fizyce Arystotelesa.
Najodleglejszym jednak punktem odniesienia roz­
ważań na temat niebytu - zarówno dla Platona, jak
i Arystotelesa - jest traktat Parmenidesa O przyrodzie
(Peri tou physeos) z VI/V w. przed Chr. Otóż Parmeni­
des pisze, że są tylko dwie możliwe drogi poznania,
mianowicie: „że jest (eotin), i [wówczas] jest niemożli­
we, żeby nie było (ouk eoti mh einai)” (2.3); albo też:
„że nie jest (ouk eotin) i [wówczas] jest konieczne, że­
by nie było (cpeWn eoti mh elnai)” (2.5).37 Błąd śmier­
telników, zdaniem Eleaty, polega na tym, że stwierdza­
ją oni istnienie „nie-bytów”, zaprzeczając w ten sposób
ustalonej wcześniej formalnej opozycji. We fragm. 7.1
czytamy więc: „Dlatego nigdy nie da się udowodnić, że
nie ma tego, co jest”.
Twierdzenie Parmenidesa krytykuje w Sofiście Pla­
ton. Musi to zrobić, ponieważ usiłuje wykazać, że cechą
charakterystyczną „sofisty” (którego zamierza zdefinio­
wać, by odróżnić od „polityka” oraz „filozofa”) jest jego
pozorna, fałszywa, zaledwie „mniemana” wiedza.38
Tymczasem konstrukcja logiczna Parmenidesa, na któ­
rej opiera się argumentacja przypisywana samemu sofi­
ście, wyklucza możliwość istnienia takiej wiedzy: zda­
nia fałszywe musiałyby albo stwierdzać nieistnienie by­
tu, albo istnienie niebytu. Ponadto, jak pisał Parmeni­
des, niebytu „nie można ani poznać, ani zrozumieć”

(2.5-8). Stąd sofistyczne twierdzenie (zdaniem Platona
błędne), że twierdzenie błędne nie może istnieć.
Gość z Elei zatem (porte-parole Platona w Sofiście)
stara się wybrnąć z kłopotu przez wykazanie, że możliwe
jest „pozorne istnienie”.39 W tym celu rozważa roboczo

Jacopo della Quercia, Kuszenie, 1425-1438
(San Petronio, Bolonia),
www.wga.hu

51

�047-67 Kompleks Echidny.ps - 5/30/2006 9:34 AM

Wojciech Michera • KOMPLEKS ECHIDNY (BESTIA WIZUALNA)

kwestię z dziedziny sztuk plastycznych: „umiejętności
wykonywania podobizn”, „wyglądu” i „imitacji”, czyli
obrazu i reprezentacji. W efekcie, udowodniwszy moż­
liwość istnienia ‘fałszywego wyglądu’, stwierdza też, że
- wbrew Parmenidesowi - ‘nie-byt’ (jednak) jakoś
‘jest’. Ale ów nie-byt (to me on) nie jest zwykłym, ba­
nalnym ‘nieistnieniem’, niebytem absolutnym (237b:
to medamos on). Tym razem chodzi o pewien aspekt
samego istnienia - jedną z pięciu wyróżnionych w So­
fiście kategorii ontologicznych, mających udział w by­
cie, mianowicie o „różność” (przeciwstawioną „tożsa­
mości”); mówiąc dokładniej: chodzi o - jak pisze Pla­
ton (258de) - „tę część natury ‘różności’, która prze­
ciwstawia się bytowi każdej (hekastou) rzeczy: właśnie
to rzeczywiście jest nie-bytem”.
A zatem nie jest tak, jak się przyjmuje (przez nie­
potrzebne wprowadzenie poprawki) w większości wy­
dań Sofisty i opartych na nich tłumaczeń - na przykład
Witwickiego, który pisze tutaj: „każdą [hekaston]
cząstkę przeciwstawioną bytowi nazywamy niebytem”.
Jest wprost przeciwnie - chodzi nie o „każdą”, ale tyl­
ko „pewną”, „określoną” część natury różności, tę
mianowicie, która przeciwstawia się właśnie bytowi
każdej - hekastou - bez wyjątku rzeczy, stając się w ten
sposób nie-bytem; są bowiem też inne części natury
„różności”, które przeciwstawiając się np. pięknu,
wielkości albo sprawiedliwości, stają się nie-pięknem,
nie-wielkością, nie-sprawiedliwością.40
(Dodajmy, że ta Platońska „neantologia”, opisująca
ów istniejący jednak jakoś nie-byt, jest - w najbardziej
podstawowym sensie - warunkiem możliwości zarów­
no reprezentacji figuralnej, przeciwstawionej orygina­
łowi, jak i najszerzej rozumianej literatury jako fikcji.)41

Niezbędnych jest zatem kilka słów o Arystotelesie.
Pisząc o niebycie (Fizyka I 9, 192 a), na swój sposób
podejmuje on spór z Parmenidesem - stwierdza, że
‘niebyt’ jest dwojaki: akcydentalny i istotny. Pierw­
szym jest ‘materia’ (hyle), będąca „w pewnym sensie
niemal substancją”; drugim zaś - ‘brak’ (steresis, ra­
czej: ‘pozbawienie’, łac. privatio), nie będące substan­
cją „w ogóle w żadnym sensie”. Materia jest więc na­
znaczona brakiem - brakiem formy (morfe) - i to czy­
ni ją rodzajem niebytu. Arystoteles stwierdza jednak
dalej, że ów brak (formy w materii) wzbudza też ‘pożą­
danie’ (właśnie owej brakującej formy). Pisze zatem:
„Tym, co pożąda formy, jest materia; a pożąda jej tak,
jak osobnik żeński męskiego (thely arrenos), a brzydo­
ta - piękna (aiskhron kaloy)” (tłum. K. Leśniak).44
Czytamy następnie, że materia, jako niebyt akcyden­
talny, któremu brakuje formy - ginie, skoro tylko po­
żądaną formę otrzyma. Tak samo jak ginie brzydota,
gdy tylko otrzyma brakujące i pożądane piękno.
Porównania te budzą jednak istotne pytanie (po­
stawi je później Plotyn): jak to jest z pożądającą męż­
czyzny kobietą? Czy zaspokojona - też ginie (jak brzy­
dota, i jak materia)? W odpowiednim miejscu do tej
sprawy wrócimy.
*
Zdaniem Plotyna materia jest obrazem Duszy. Sa­
ma Dusza też jest obrazem - Umysłu (tak jak ten Jednego), ale dzięki gestowi epistrophe zyskuje ona
udział w bycie. „Dusza jako taka musi być podobna do
wzroku, a umysł być dla niej widzialnym przedmiotem
i musi dalej być „nieokreślona”, dopóki nie „ujrzy”, ale
z natury uzdolniona do umysłowego widzenia”
(III.9.5). Tymczasem materia, można by powiedzieć w przeciwieństwie do Duszy - nie ma zdolności widze­
nia: jest ślepa, nie ma mocy twórczej i nie może zwró­
cić się ku bytowi, który ją zrodził - jest całkowicie
wtórna, wyłącznie receptywna, i dlatego nigdy nie
przestaje być tylko martwym obrazem. Ale skoro tak skoro materia pozostaje zawsze zupełną nieokreślono­
ścią (to aoriston) i nieskończonością (apeiria), pozba­
wionym formy (aneideon) nie-istnieniem, którego ce­
chą konstytutywną jest amorfia (nie jest ani ruchem,
ani spoczynkiem, nie jest ani pojedyncza, ani mnoga,
ani mała, ani duża; a jednocześnie jest tym wszystkim
na raz, gdyż pozwala, by i małe, i duże się zjawiło)45 skoro tak, to jak w ogóle jest możliwe jej poznanie?
N a pytanie to Plotyn odpowiada w traktacie
0 dwóch materiach, cytując poświęcone khorze słowa
Platona z Timaiosa: „materia daje się ująć nieprawym
(vó9q ) rozumowaniem” (por. Tim. 52b, 2-3). Zasadą
poznawczą musi być w tym wypadku „nieokreśloność,
bo jeśli „podobne podobnym”, to i „nieokreślone nie­
określonym”” (II.4.10).
Wyobrażać sobie materię, to tworzyć obraz obrazu.46
1 jeżeli materia sama, jako obraz bez formy, pozostaje

*
Do tego konkretnie fragmentu Sofisty nawiązuje
Plotyn w traktacie O dwóch materiach (II.4.16), pisząc:
„Czy zatem materia jest tożsama także z różnością?
Ależ nie (e ou)! Chyba tylko z tą cząstką różności, ja­
ka się przeciwstawia bytom we właściwym znaczeniu,
a mianowicie formom (logoi)42”. W porównaniu z tek­
stem Sofisty Plotyn dokonuje tu istotnej modyfikacji,
pozwalającej odnieść nakreśloną tam definicję nie­
bytu do materii (o której u Platona mowy nie było):
tym, czemu się teraz nie-byt przeciwstawia, nie jest już
„byt każdej rzeczy”, ale „właściwy byt”, utożsamiony
z Arystotelesowską „formą”. Dzięki temu „nie-byt Plotyna okazuje się nie tylko nie-bytem, ale i nie-pięknem, nie-sprawiedliwością, nie-wielkością”,43 czyli
wszelką negacją. Stąd dalsze słowa rozpoczętego wyżej
fragmentu z Plotyna: „Dlatego właśnie będąc czymś
tego rodzaju, (materia) jest «niebytem», i jest tożsama
z pozbawieniem (steresis)”. W ten sposób Plotyn prze­
chodzi od Platońskiego nie-bytu ‘różności’ do Arysto­
telesowego nie-bytu jako ‘pozbawienia’.

52

�047-67 Kompleks Echidny.ps - 5/30/2006 9:34 AM

Wojciech Michera • KOMPLEKS ECHIDNY (BESTIA WIZUALNA)

czystą nieokreślonością i potencjalnością, to i obraz tego
obrazu musi brak właściwości zachować - musi figuro­
wać defigurację, za pomocą operacji intelektualnej, pole­
gającej na oddzieleniu ‘formy’ (eidos) od ‘myśli’ (dianoia)
(VI.6.3). Można powiedzieć, że w tym „bękarcim” (a
przymiotnik nothos znaczy też: „nieautentyczny”) proce­
derze poznawczym nie liczy się skuteczne uchwycenie
wzrokiem określonej treści obrazu (byłaby nią przecież
„materia”, a ta pozostaje do końca nieokreślona, nieprzedstawialna, pozazmysłowa [met’anaisthesias - Tim.
52b]), ile sama „obrazowość”; coś, co nie jest możliwe do
zobaczenia normalnym, „prawym” spojrzeniem, nie jest
bowiem „czymś” (tym lub tamtym), lecz istnieje wyłącz­
nie w owej nie-prawości, nie-autentyczności, nie-tożsamości, której nie można zredukować (“wyprostować”) do
żadnego prawowitego „porządku symbolicznego”.47
Poszukując stosownej reprezentacji dla materii, bę­
dącej samym obrazem (bez treści), Plotyn wybiera więc
obrazy o charakterze niejako autoreferencyjnym, zda­
jące sprawę z ich (choć zawsze tylko względnego - ob­
razy te jednak mają swoje granice) zamknięcia w samozwrotnej, „bez-foremnej” obrazowości. Chodzi o poka­
zanie, że materia - zgodnie z nauką Arystotelesa - nie
jest przeciwieństwem czegokolwiek; że jej natura jest
absolutnie od wszystkiego odmienna, odrębna, i że
choć wszystko w sobie zawiera (wszelkie sprzeczności
i przeciwieństwa), sama niczego nie doznaje, nic na nią
- ani ona na nic - nie oddziałuje (zob. III.6.10).
Wśród obrazów mogących - w jakiejś mierze sprostać tej funkcji, Plotyn wymienia na przykład
wosk, który pod wpływem odcisku nie ponosi żadnego
uszczerbku, a także „linię” - nie zmieniającą się wcale
pod wpływem nałożonej nań barwy (III.6.9). Najczę­
ściej jednak posługuje się obrazem lustra (katoptron).
Plotyn wygrywa całą ambiwalencję tego instrumentu,
podkreślając w nim cechy, które upodabniają go do
materii: (i) tworzy złudzenia; (ii) jest niezbędne, by
obraz mógł powstać; (iii) nie zmienia się pod wpływem
obrazów, które odbija; ale jednak (iv) zaciemnia przyj­
mowane nieustannie światło - jak materia zaciemnia
światło duszy, bowiem „materia jest cieniem”.48
Pojawiają się także postacie mitologiczne, w istot­
ny sposób kojarzone z lustrem, jak Dionizos (IV.3.12),
a zwłaszcza Narcyz: ofiara własnego, samozwrotnego
spojrzenia, który zakochany w nie prowadzącej nigdzie
obrazowości, sam niejako w cień się zamienia (I.6.8).49
Wielokrotnie też Plotyn przywołuje w roli obrazu ma­
terii - również „nieprawą”, „niestosowną”, „pozakategorialną” - postać kobiecą; jest nią Penia z opowieści
Platona o narodzinach Erosa.

biesiadowali bogowie, a pospołu z bogami biesiadował
Dostatni [Poros, dosł.: przejście, przeprawa, sposób,
spryt, dochód, zapas, dostatek - WM], syn Przemyśl­
nej [Metis - bogini sprytnej mądrości]. Gdy spożyli
wieczerzę, przyszła po prośbie Bieda [Penia], jako że
sutą odprawiano ucztę, i czekała u drzwi”. Wtedy zda­
rzyło się, że Poros, odurzony wypitym nektarem, wy­
szedł do ogrodu Zeusa i tam usnął, a z okazji tej sko­
rzystała Penia - „legła u jego boku i podniosła się brze­
mienna Erosem”. Dlatego Eros, „jako syn Dostatniego
i Biedy, los rodziców dzieli. [...] Po matce stałym jest
sąsiadem braku; a w ślady ojca podążając, zasadza się
na pięknych i dobrych” (Biesiada 203; tłum. Edward
Zwolski).
Przypowieść Platona interpretowano chętnie
i przed Plotynem, i po nim. Plutarch na przykład przedstawiciel średniego platonizmu - w O Izydzie
i Ozyrysie widzi w niej alegorię kosmogoniczną (gdzie
Eros oznacza stworzony Kosmos - tak jak w opowieści
Fajdrosa z tejże Biesiady): „Dostatek to przecież nic in­
nego jak to, co jako pierwsze zostało ukochane, upra­
gnione, doskonałe i samowystarczalne. Platon nazywa
materię imieniem Biedy, która sama z siebie pragnie
i dąży do dobra, napełnia się nim, wiecznie pragnie
i w nim uczestniczy”.50
Jak więc powiedziałem, w Enneadach postać spryt­
nej i chutliwej Biedy z Platona powraca wielokrotnie.
W traktacie O Erosie (III.5) czytamy na przykład, że
Poros (w tłumaczeniu Krokiewicza: „Spryt”), to
Umysł, „forma”, Bieda zaś - to materia, „ponieważ
właśnie materii brakuje wszystkiego”. I to z niej, z tej
nieokreślonej żądzy, żądzę i nienasycenie ma dajmonion Eros, będący „żądłem nienasyconym”. Pożądanie
- im większe - jest tym bardziej „materialne” (hylikos).
Także w O niedoznawaniu bytów niecielesnych Plo­
tyn pisze najpierw, że materia jest jak zwierciadło, nie­
zbędne dla powstających w nim obrazów, tak bardzo
jednak od nich „różne”, że odbite - pozostają bez żad­
nej zmiany. Zwierciadło musi użyczać siedliska formie,
która jednak nie przychodzi z własnej woli - materia
musi ją „swoją obecnością i zuchwalstwem i jakby że­
braniną oraz biedą swoją jakby gwałtem „zdobyć” i doznać „zawodu nie zdobycia” , ażeby jej bieda trwała
i ażeby wciąż żebrała. Bo skoro powstała raz na zawsze
w głębi, mit (Platona) przedstawia materię jako żebraczkę, dając przez to do zrozumienia, że nie ma [ona]
dobra z natury. A żebrze żebrak nie o to, co posiada
szafarz, lecz zadowala się tym, co dostanie” (111.6.14).
O biedzie (lub Biedzie) oraz problemie zła mowa
też w traktacie O dwóch materiach. To właśnie tam
Plotyn podejmuje kwestię problematycznej analogii
między materią i „tym, co żeńskie” - opisanej przez
Arystotelesa w Fizyce. Czy zatem (powróćmy do po­
stawionego wcześniej pytania) ginie materia-brak,
po otrzymaniu brakującej formy, której pożądała?
Arystoteles twierdzi, że właśnie jako brak - ginie.

*
Zgodnie z opowiadaniem mądrej Diotymy, zrefero­
wanym przez Sokratesa podczas biesiady u Agathona,
którą opisał Platon - „Kiedy narodziła się Afrodita,

53

�047-67 Kompleks Echidny.ps - 5/30/2006 9:34 AM

Wojciech Michera • KOMPLEKS ECHIDNY (BESTIA WIZUALNA)

terii’ (hyle) jest tylko jak przyodziewek narzucony na
żebraka dla ukrycia jego nędzy, albo jak „przystrojony
trup” (nekrdn kekosmemenon) (Enn. II.IV.5).
Materia nie ginie, tak jak nigdy nie ginie kobieta (z
przykładu Arystotelesa, do którego tu wprost nawią­
zuje Plotyn) - nawet zaspokojona, nadal (niestety)
pozostaje kobietą: „I nie ginie to, co żeńskie (thely),
lecz jeszcze bardziej żeńszczeje (mallon thelynetai), to
znaczy jest jeszcze bardziej tym, czym jest” (II.IV.16).
Jest to kluczowe miejsce w Plotyńskiej koncepcji zła
- jako materii-niebytu, przypominającej „nieprawą”,
pożądliwą, kobietę, istniejącą wyłącznie jako „brak”.
Pyta bowiem następnie Plotyn: „Czy więc pozostaje
złem materia mając udział dobra?” I odpowiada, czyniąc
oczywistą aluzję do opowieści Platona: „Tak, z powodu
potrzeby, bo przecież nie posiadała! [...] co [zaś] nie po­
siada niczego, bo cierpi biedę (penia), a raczej jest Bie­
dą (penia), to musi być złe (ananke kakon einai).52
*

(Orygenes)
Opowieść Diotymy, interpretowana alegorycznie,
to temat często powracający w pismach neoplatońskich, zarówno starożytnych jak i renesansowych.53
Jest to ponadto ślad prowadzący do dzieł „platonizujących” Ojców Kościoła, mianowicie Orygenesa i Euze­
biusza, którzy - co wydaje się tu nadzwyczaj interesu­
jące - zestawili historię narodzin Erosa z faktami opi­
sanymi w trzecim rozdziale księgi Rodzaju.
Orygenes (185-254) i Plotyn (204-269) studiowali platonizm u tego samego nauczyciela, Ammoniusza Saccasa. I na­
wet jeśli istotnie Orygenes, którego wspomina Porfiriusz
w swojej Vita Phtini jako osobę zaprzyjaźnioną z mistrzem,54
nie jest tym Orygenesem (taką identyfikację wyklucza raczej
chronologia: Orygenes był starszy od Plotyna), to nie ulega
wątpliwości (choćby w świetle świadectwa Euzebiusza, Histo­
ria Kościelna, VI), że Orygenesa chrześcijańskiego oraz Ploty­
na łączyła istotna więź intelektualna.55 Co do Euzebiusza
z Cezarei (ok. 260-339) - wiernego kontynuatora tradycji
Orygenesa, autora m.in. dzieł apologetycznych, będących od­
powiedzią na inwektywę Przeciw chrześcijanom wspomniane­
go Porfiriusza (232-303) - to oczywiste, że filozofię Plotyna
znał bardzo dobrze (choć pisma jego czytał raczej w zaginio­
nym dzisiaj wydaniu Eustochiusza, a nie Porfiriusza). Autorzy
ci poruszali się zatem w tym samym środowisku intelektual­
nym, doskonale znając i współdzieląc będące w obiegu inte­
lektualnym pojęcia, kategorie, metafory, formuły retoryczne;
uczestnicząc w procesie - być może w ich epoce najważniej­
szym - integracji doktryny chrześcijańskiej z platonizmem.56
Przeciw Celsusowi (Kata Kelsou) Orygenesa, w któ­
rym znajduje się interesujący nas fragment, powstało
w latach 245-248 (czyli na kilka lat zanim Plotyn zaczął
spisywać swoją doktrynę). Jest to niezwykle erudycyjna
polemika z greckim filozofem Kelsusem, który kilkadzie­
siąt lat wcześniej, w dziele Słowo prawdy (Alethes logos),

Masolino da Panicale, Kuszenie, 1426
(Kaplica Brancacci, Florencja)
www.abcgallery.com
Czy w takim razie ginie również „osobnik żeński”, za­
spokoiwszy swój brak formy, czyli brak „osobnika mę­
skiego”? Nie ma podstaw by wątpić, że Arystoteles tak
właśnie uważa.51
Dla obu więc filozofów materia jest ‘nie-bytem’,
‘brakiem’, przeciwstawionym wszelkim ‘formom’. Jed­
nak w tym samym fragmencie (II.4.16), w którym korzystając z Arystotelesowych pojęć - Plotyn mody­
fikuje Platońską koncepcję nie-bytu z Sofisty, teraz
z kolei poprawia Arystotelesa, posługując się obrazem
z Platońskiej Biesiady: w niezgodzie z autorem Fizyki
twierdzi, że materia nigdy się nie zmienia i nigdy nie
ginie. Zawsze pozostaje niespełniona, niezaspokojona,
nigdy nie przestaje być brakiem, ciemnością i absolut­
nym nieokreśleniem. Tego ‘braku’ nie likwiduje nawet
dołączenie do niej ‘formy’. ‘Forma’ (morphe) dla ‘ma­

54

�047-67 Kompleks Echidny.ps - 5/30/2006 9:34 AM

Wojciech Michera • KOMPLEKS ECHIDNY (BESTIA WIZUALNA)

sób na parę biblijną (Adam-Ewa). Oto grecka Penia
w realiach biblijnego raju okazuje się wężem! Gdzie
podziała się więc Ewa? Można by oczywiście uznać, że
razem z mężczyzną kryje się w ogólnej kategorii „czło­
wiek” (anthropos) - zgodnie jak się wydaje z sugestią
Orygenesa, który pisze kilka zdań dalej: „«Adam»
w języku hebrajskim oznacza człowieka” , oraz: „to, co
Mojżesz mówi o Adamie, odnosi się do natury ludz­
kiej” (IV.40). Jednak wersja Euzebiusza wyklucza taką
interpretację: najpierw pisze on o ‘człowieku’ (anthro­
pos), ale przeciwstawia go ‘kobiecie’ (gyne), następnie
zaś, na określenie biblijnego pierwowzoru Porosa, uży­
wa jednoznacznego pojęcia ‘pierwszy mężczyzna’ (pro­
tos aner). W strukturze tej kobieta zajmuje więc pozy­
cję niejednoznaczną, ambiwalentną, pośrednią - mię­
dzy człowiekiem a wężem; z pewnego punktu widzenia
- bliższą nawet tego drugiego. Sam wąż bowiem - co
trzeba podkreślić - ulega tu radykalnej feminizacji.
Relacja między Adamem i Ewą, w egzegezie Orygenesa i Euzebiusza, to nie jest już typowy, mitologiczny
hieros gamos, o prostej, symetrycznej strukturze, służą­
cej (jak sądzi wielu badaczy) wyrażeniu idei życiodajnej
płodności. Ale owo „nieistnienie” Ewy (czy też - w in­
nym aspekcie - feminizacja węża) nie jest pozbawione
znaczenia; tyle że chodzi o „znaczenie” perwersyjne, po­
żądliwe, opaczne, które ujawnia się jedynie w łudzeniu,
dzięki owej nieprawej gramatyce „zła”, definiowanego
w kosmogonicznych spekulacjach epoki jako niebyt-materia. „Brak” kobiety wydaje się właściwym jej spo­
sobem istnienia - ona jest, ale niewłaściwie, jako „brak”,
czyli Bieda; sama Bieda przywołana jest tu zatem (by
domknąć krąg) pro serpente deceptionem, zamiast wężo­
wego oszustwa. Wąż bowiem, to (podobny w charakte­
rze do lustra) opaczny instrument jej prezentacji, po­
zwalający owo kobiece nieistnienie zobaczyć.

poddał zjadliwej krytyce Biblię i chrześcijan.57 Kelsus
wychodzi z założenia, że to, co nowe (a nowe jest chrze­
ścijaństwo), nie może być prawdziwe: pisze o „odwiecz­
nej nauce” (arkhaios logos), którą zdaje się utożsamiać
z tytułowym „słowem prawdziwym” (zob. C C 1.14).
Orygenes odpowiada podkreślając starożytność narodu
żydowskiego (1.14) i Mojżesza (4.11), oraz wynikające
z tego pierwszeństwo Biblii wobec pism greckich (np.
0 kluczowym dla Platona dualizmie świata idealnego
1 zmysłowego czytamy jego zdaniem już u Mojżesza, zob.
7.31).58 Stwierdza też, że tak jak Kelsus wyśmiewa Bi­
blię, tak też bardzo łatwo można by wyśmiać grecką mi­
tologię, a nawet teksty filozoficzne, jeśli odczytywać je
dosłownie. Lepiej jednak w obu wypadkach starać się
(„jak przystoi filozofom”) wydobywać spod „alegorycznej
zasłony” duchowy sens każdego z tekstów.
Przykładem takiego działania jest także wykpiona
wcześniej przez Kelsusa biblijna opowieść o wężu raj­
skim, którą Orygenes zestawia z alegorią Platońską.
Po streszczeniu zarzutów Kelsusa, przytoczeniu obszer­
nego cytatu z Platona, pisze dalej tak:
Czytelnicy tego fragmentu [...] nie będą się mogli oprzeć podzi­
wowi nad tym, jak [Platon] posługując się mitem potrafił skryć zna­
ne sobie wielkie nauki przed pospólstwem, a jednocześnie odpowied­
nio odkrył je tym, którzy umieją w micie odkryć prawdziwą myśl au­
tora. Przytoczyłem ten mit wymyślony przez Platona albowiem ogród
Zeusa, o którym wspomina, wydaje się odpowiadać rajowi Bożemu,
Bieda (Penia) wężowi (ophis), a Dostatek (Poros), na który Bieda
urządziła zasadzkę, człowiekowi (anthropos) usidlonemu przez węża.59

Bardzo podobną interpretację, ale uzupełnioną
0 pewne szczegóły, znajdujemy w późniejszej o kilka­
dziesiąt lat Preparatio Evangelica Euzebiusza z Cezarei:
Zgodnie z pewnymi niewypowiedzianymi opowieściami (kata ti­

*

nas aporretous logous), Mojżesz donosił, że na początku, gdy stwarza­
ny był świat, istniał pewien raj Boga, i opisał człowieka oszukanego

Sprawa nie jest oczywiście zupełnie prosta. Mimo
ogromnego, wręcz decydującego wpływu (neo)platonizmu na rozwój doktryny chrześcijańskiej, a także istot­
nej zależności Orygenesa i Euzebiusza od Platona
i czerpiącej z niego greckiej filozofii, pojęć używanych
przez obie tradycje nie można mechanicznie utożsa­
miać. Przykładem takiej niezgodności jest właśnie kwe­
stia unde malum?, „skąd wzięło się zło?”, oraz związany
z tym odmienny stosunek do materii. Otóż chrześcijań­
stwo w żaden sposób nie mogło zaakceptować neoplatońskiego utożsamienia jej ze złem. Ponieważ - uważa­
li chrześcijanie - materia nie jest odwieczna, musiała
być stworzona przez Boga,60 nic zaś, co stworzył Bóg,
nie może być złe. Jak pisze jednak Clive Staples Lewis:
„choć chrześcijanie byli logicznie zobowiązani uznać
w materii dobro, nauka ta nie bardzo im smakowała”.61
Pogląd o materii jako przyczynie zła odrzuca więc tak­
że Orygenes, wskazując raczej na decydujące znaczenie

tam przez kobietę (ton anthropon epatesthai dia tes gynaikos) za namo­
wą węża (pros tou opheos). Jawnie te same niemal słowa powtórzył
Platon w swojej alegorii w Biesiadzie: zamiast raju opisał ogród Zeu­
sa; zamiast węża i jego oszustw (apates) - Biedę (Penian) z jej intry­
gą; zamiast pierwszego mężczyzny (protou andros), którego poczęła
jak swego syna Boża mądrość (metis) i opatrzność - Dostatek (Poron), będącego synem Mądrości (Metidos); zamiast mówić: „kiedy
świat (kosmos) został stworzony”, mówi - „gdy narodziła się Afrody­
ta” alegoryzując świat jako piękno (12,11).

Co wynika z tych zestawień? Nie dziwi w nich to,
że narodziny Afrodyty stają się alegorią stworzenia
świata (jako kosmicznego piękna), zaś ogród Zeusa ogrodu rajskiego; można nawet przyjąć utożsamienie
bogini Metis, matki Porosa, z mądrością Bożą. Zaska­
kujące są inne identyfikacje personalne: w interpreta­
cji Orygenesa i Euzebiusza grecka para (ojciec Poros
1 matka Penia) nie przekłada się bowiem w prosty spo-

55

�047-67 Kompleks Echidny.ps - 5/30/2006 9:34 AM

Wojciech Michera • KOMPLEKS ECHIDNY (BESTIA WIZUALNA)

indywidualnego wyboru (“wolna wola każdego czło­
wieka jest przyczyną jego indywidualnego zła” - C C
IV.66; por. III.42). Zarazem jednak za najistotniejszą
w charakterystyce zła uważa on jego negatywność zło jest bowiem „brakiem dobra” (O zasadach II.9.2).
Należy podkreślić, że formuła ta ma twarde, metafi­
zyczne znaczenie: użyte w niej pojęcie „braku”, czy ra­
czej „pozbawienia” (gr.: steresis; łac. privatio), nadaje
złu charakter „niebytu” ; zwłaszcza, że „dobro” utożsa­
miane jest z Bogiem, czyli „Tym, który jest”.62
Taka teologia zła (mocująca się z fundamentalną
sprzecznością między wszechmocą i dobrocią Boga
Stwórcy z jednej strony, oraz istnieniem grzechu
z drugiej) jest w tradycji chrześcijańskiej konsekwent­
nie podtrzymywana również po Orygenesie. Według
Ojców Kapadockich na przykład, pozostających pod
dużym wpływem Plotyna i Orygenesa, zło jest nieby­
tem (to me on); ale nie tym niebytem, absolutnym,
z którego Bóg stworzył świat: zło wprawdzie nie ma
własnej substancji, jest istnieniem pozbawionym ży­
cia, ale nie można przecież zaprzeczyć - pisze Św. Ba­
zyli w Hexameronie (II.4) - że z pewnością istnieje.63
Dla św. Grzegorza z Nyssy realne istnienie (to ontos
on) jest w sobie dobre, to zaś, co „poza dobrem” - nie
w pełni istnieje. Natura zła polega nie na tym, że jest
czymś, ale na tym, że nie jest dobrem: „Zło i dobro są
przeciwieństwami w taki sam sposób, jak nie-byt jest
odróżniany jako przeciwieństwo bytu” (Homilia
0 Eklezjastesie V, 406). Zło-niebyt jest jak ślepota. Po­
zbawione odrębnej tożsamości przypomina muły, nie
potrafiące spłodzić swoich własnych potomków (De
anima).64 Także Dionizy Areopagita - by wspomnieć
jeszcze tego z greckich teologów-neoplatoników, któ­
ry najsilniej oddziałał na średniowieczny Zachód - pi­
sze, że zło „przybiera nęcące zabarwienie (...) jednak
ono jest tylko ułudą (...) jest niedostatkiem (prywacją), ułomnością, słabością, nieporządkiem, wadą,
ułudą; jest bez piękności, bez życia, bez rozumu, bez
racji, niedoskonałe (...) bezpłodne, bez życia, bezsil­
ne, nieporządne, pełne sprzeczności, niepewności,
ciemności, nie ma substancji i jest niczym z tego, co
istnieje” (O imionach Bożych IV.32).65

1173), słynnego teologa związanego z paryską katedrą
Notre-Dame. W tym popularnym przez całe Średnio­
wiecze kompendium wiedzy biblijnej czytamy:
Ponieważ Lucyfer obawiał się, że mężczyzna może go przejrzeć,
naszedł kobietę, mającą mniej rozsądku i bardziej skłonną do grze­
chu, i zrobił to przez węża; gdyż wąż wówczas wznosił się jak czło­
wiek, poniżyło go bowiem [dopiero] przekleństwo, i aż po nasze cza­
sy, jak podają, fares kroczy uniesiony. Wybrał także jakiś r o d z a j
w ę ż o w y , jak powiada Beda, m a j ą c y t w a r z d z i e w i c y , g d y ż
p o d o b n e ws p i e r a p o d o b n e , i p o b u d z i ł do m ó w i e n i a
j ę z y k j e g o , nic nie rozumiejącego, [mówiąc przezeń] tak jak mó­
wi przez ogarniętych szałem lub opętanych”.66

W następnym stuleciu opinię Comestora powtarza
dominikanin Wincenty z Beauvais (ok. 1190-1264)
oraz dwóch teologów franciszkańskich - Aleksander
z Hales (zm. 1245; działający na uniwersytecie w Pa­
ryżu, łączący w swym nauczaniu filozofię augustyńską
ze zdobywającym wówczas popularność arystotelizmem, a także koncepcjami neoplatoników) oraz jego
najwybitniejszy student (w Paryżu, w latach 1243-45),
św. Bonawentura. Jeszcze później o rajskim wężu z gło­
wą kobiety będą pisać m.in. Hugh de St. Cher, Guido
de Columnis, autorzy utworów Speculum Humanae Salvationis, Piers Plowman.
Trudno zakładać, że bezpośrednią inspiracją dla
Comestora lub Aleksandra z Hales był Orygenes lub
Euzebiusz. Sądzę jednak, że nie jest bez znaczenia po­
tencjał owej (neo)platonizującej gramatyki konceptu­
alnej, odziedziczonej po późnym antyku, a w tym wy­
padku wzmacnianej raczej niż zastępowanej przez hylemorfizm Arystotelesowski, przywrócony w końcu
XII i w XIII w., głównie w środowisku zakonów żebra­
czych, dzięki odkryciu i tłumaczeniom pism Arystote­
lesa, wśród których były też Libri naturales, zawierają­
ce informacje na temat m.in. różnicy seksualnej, em­
briologii, monstrualności, itd.67 Ponadto wśród zja­
wisk, które w środowisku intelektualnym epoki sprzy­
jały wspomnianej „gramatyce”, wypada choćby zasy­
gnalizować jeszcze dwa: „bestiariusze” (jako odmienny
w stosunku do Arystotelesowskiego naturalizmu nurt
literatury na temat potworności, także kobiecej)68
oraz zadziwiająco pogańskie, platonizujące, mitologiczno-filozoficzne dzieło Bernarda Silvestris Cosmographia, z pocz. XII w.69

*
Feminizacja rajskiego węża to zatem szczególna
kwalifikacja zła. Zło zdiagnozowane jako kobiece przy­
ciąga do siebie takie pojęcia, jak: różnica, łudzenie,
pożądanie, pokusa; staje się kuszącym (intelektualnie
1 seksualnie) i zdradliwym „niebytem” słowa i obrazu.

*
Jak się wydaje, postać węża z głową dziewczyny
(używano też określenia dracontopedes, „smokonogi” miał to być gatunek wielkich węży o twarzy dziewicy,
facies virgineas habentes, jak pisze Vincent de Beauva­
is) wpisuje się u wspomnianych autorów w dwa przede
wszystkim zagadnienia teologiczne (a także - z metakrytycznego punktu widzenia - antropologiczne): „ję­
zyka” i „podobieństwa”.

II
Najstarszy średniowieczny ślad rajskiego węża
z głową kobiety, ślad pisany, pojawia się w połowie
XII w., w Historia scholastica Piotra Comestora (zm.

56

�047-67 Kompleks Echidny.ps - 5/30/2006 9:34 AM

Wojciech Michera • KOMPLEKS ECHIDNY (BESTIA WIZUALNA)

poza praktyczny kontekst realizacji teatralnej. Jej
ślad odnajdujemy jeszcze na przykład w Raju utraco­
nym: John Milton z wyraźnym kłopotem pisze o sza­
tanie (mającym tu, jak wspominałem, postać zwykłe­
go węża), który: „Językiem własnym węża lub też mo­
że / Ów przymusiwszy do wydania głosu / Tak swe
kuszenie podstępne rozpoczął”.72
Ludzka twarz pozwala rozwiązać anatomiczny pro­
blem artykułowanej mowy węża. Pozostaje kwestia,
w j a k im języku wąż przemówił do Ewy. Czy w tym
samym - jedynym zresztą - w którym Adam na co
dzień zwracał się do swojej żony? Trzeba by wtedy
jednak przyjąć, że Adamowa lingua humana dopuszcza
możliwość kłamstwa. Tymczasem język sprzed Upad­
ku - z założenia w sposób doskonały przylegając do
rzeczywistości - nie pozostawiał miejsca dla żadnej
ambiwalencji, niejasności, niedopowiedzenia, dla nę­
cącego ornamentu. Dlatego dramatyczny akt szatań­
skiego kuszenia nie mógł polegać na beznamiętnym
jedynie zakomunikowaniu wywrotowej treści; diabel­
skie verba deceptoria oznaczają p r ze m i a n ę (zepsu­
cie) samego języka: pokusa otwiera w nim przestrzeń
retorycznego suplementu; tworzy emocjonalny roz­
stęp, rozziew, różnicę - między słowem a rzeczą;
szczelinę, w którą niczym wąż wsuwa się kłamstwo
i złudzenie.73
To retoryczne przekształcenie języka - fakt, że sta­
je się on zdradliwie perswazyjny (chciałoby się tu sko­
rzystać z popularnego francuskiego określenia: langue
de vipère) - jest właśnie powodem, że ludzkie organum
mówiącego węża musi być obliczem (a w części i resz­
tą ciała - z włosami, ramionami, piersiami)74 ponętnej
kobiety; obliczem budzącym pożądanie, lecz jednocze­
śnie - pozorującym fałszywie niewinność dziewicy
(vultus virgineus). Jeśli wąż mówił - mowa jego miała
naturę kobiety.75

Łukasz Cranach Starszy, Kuszenie, 1522
www.threemonkeysonline.com

(Słowo)
Zagadnienie pierwsze, dotyczące rajskiej lingwisty­
ki, rozpada się na dwa dopełniające się problemy.
(a) Pierwszym jest domniemana lingua humana,
pierwotny język prarodziców, jakim posługiwać się
miał Adam, wtedy na przykład, gdy opatrywał nazwa­
mi żyjące w raju zwierzęta - język „naturalny” (a nie
sztuczny, konwencjonalny), który zachowując bezpo­
średni związek z rzeczami nie oddala od prawdy - wol­
ny jest od błędu i wszelkiej dwuznaczności. Czy był to
język hebrajski, jak uważał na przykład Izydor z Sewilii (VII w.), podobnie jak kilka wieków później Dante?
Pozostawmy tę kwestię, zaznaczając tylko, że rozważa­
nia na ten temat (przypominające treść Platonowego
Kritiasa) stanowią istotną część refleksji nad kondycją
ludzką, której źródłową formą była właśnie rajska eg­
zystencja prarodziców.70
(b) Drugi z problemów dotyczy komunikacji mię­
dzy szatanem a kobietą. Pytanie brzmi: czy wąż ku­
szący Ewę zwracał się do niej w ludzkim języku? Czy
naprawdę do niej mówił (a nie syczał po swojemu,
znajdując zrozumienie dzięki szczególnej sym-patii ze
strony kobiety)? Jeśli tak, to zagadnienie to rozpatry­
wać należy w trzech aspektach: „anatomicznym”,
„lingwistycznym” i „retorycznym”. Po pierwsze więc,
jak pisał Beda Venerabilis, „węże same z siebie mó­
wić nie mogą”, zatem szatanowi potrzebny był sto­
sowny organ (organum per quod articulatum sonum
emitteret).71 Co ciekawe, John Bonnel (autor wspo­
minanej już pracy z roku 1917) sugerował, że figura
węża z ludzką twarzą spopularyzowała się dzięki śre­
dniowiecznym dramatom liturgicznym, ułatwiała
w nich bowiem aktorski dialog między wężem i Ewą.
Jak widać jednak, niedogodność dotycząca porozu­
mienia między tymi postaciami wykracza zasadniczo

*

(Ciało)
Drugie zagadnienie (jest to w istocie inny aspekt
tego samego zagadnienia, mianowicie - „reprezenta­
cji”) wiąże się z kwestią „podobieństwa”. Przypomnij­
my słowa Piotra Comestora: „Wybrał [Lucyfer] także
jakiś rodzaj wężowy, jak powiada Beda, mający twarz
dziewicy, gdyż p o d o b n e w s p i e r a p o d o b n e ,
i pobudził do mówienia język jego”. Czy za sformuło­
waniem tym kryje się wyłącznie chęć zdefiniowania
i zdegradowania kobiety jako istoty bliskiej szatanowi?
Sprawa jest bez wątpienia bardziej złożona, zwłaszcza
w świetle słów Aleksandra z Hales: „Wąż ów bowiem,
jak mówi Beda, oblicze miał dziewicy, ab y p r z e z
p o d o b n e ł atwiej zwiódł, p o d o b i e ń s t w o
j e s t b o w i e m m a t k ą k ł a m s t w a (similitudo
enim mater est falsitatis).”76 Wypada zapytać, o jakim
podobieństwie jest tu mowa.

57

�047-67 Kompleks Echidny.ps - 5/30/2006 9:34 AM

Wojciech Michera • KOMPLEKS ECHIDNY (BESTIA WIZUALNA)

Rafael, Grzech pierworodny (fragment), 1518 (Palazzi Pontifici, Watykan)
www.bowdoin.edu
„prowadzi” (referre) w ogóle! Ona „zwodzi” - zawo­
dząc jako „medium”. I o tym przede wszystkim mówi
powtarzane przez wszystkich wspominanych autorów
sformułowanie „podobne wspiera podobne”: oznacza
ono narcystyczne, zwierciadlane zamknięcie w samej
obrazowości, która - zamiast prowadzić ku temu, co
naprawdę istnieje - produkuje kuszącą złudę (powie­
dzielibyśmy dzisiaj - używając spopularyzowanego
przez Baudrillarda łacińskiego słowa - „symulakr”; al­
bo słowa greckiego - „fazma”, które z większą nieco
odpowiedzialnością wprowadził w obieg refleksji nad
obrazem Georges Didi-Huberman80).
Warto może w tym miejscu podkreślić też dwu­
znaczność pojęcia „oblicze”, vultus, używanego konse­
kwentnie na określenie owej charakterystycznej
„ozdoby” zwieńczającej wężowe ciało. Otóż słowem
tym - robili tak Grecy, Rzymianie, a także ludzie Sredniowiecza - określano nie tylko twarz, twarz przed­
stawianą na obrazie, ale i sam przedstawiający ją ob­
raz. Najczęściej chodziło o oblicza/wizerunki Chrystu­
sa i świętych.81 Jednak przedmiotem refleksji moralnej
była też zawsze twarz kobiety: poddawana zabiegom
kosmetycznym, zwiększającym atrakcyjność seksualną
(odpowiednik retorycznej perswazji w domenie języ­
ka), sama stawała się nieprawym „obrazem”, a także
„obrazą” moralności, polegającą na odstąpieniu od re­
alnego piękna danego przez Boga.82 Czy zatem i po­
dwojony virgineus vultus szatana i Ewy nie wpisuje tej
sceny w teologiczną refleksję nad podobieństwem
i obrazem?

Najkrócej rzecz ujmując (problem bowiem zdecy­
dowanie wykracza poza zakres tego artykułu) - z pew­
nością nie chodzi tu o „obraz i podobieństwo” (imago et
similitudo Dei) z księgi Rodzaju 1,26-27, pozwalające
widzieć w człowieku „ikonę” Boga, prawdziwą Jego re­
prezentację. Jest to oczywiście podstawowy argument
wszystkich obrońców świętych obrazów - np. św. Jana
Damasceńskiego - w ich walce z ikonoklastami.77 Kult
obrazów jest możliwy, ponieważ „cześć oddawana obra­
zowi odnosi się do prototypu” (Ad prototypum referre
honorem adorationis) - to zdanie św. Bazylego (De spiritu sancto), przytoczone w VIII w. przez Jana Damasceń­
skiego w De fide orthodoxa, przetłumaczone w XII w.
powraca w tekstach bardzo wielu teologów, najpierw
Alberta Wielkiego, a potem także Aleksandra z Hales
i Bonawentury.78 W teologii średniowiecznej „podo­
bieństwo” jest pojęciem używanym również w opisie re­
lacji między osobami Ojca i Syna w Trójcy Świętej,
czyli między źródłowym „modelem” i jego prawdziwym
„obrazem”. W tym znaczeniu - jak pisał Hilary z Po­
itiers, apologeta z IV w., w tej sprawie główny autory­
tet dla scholastyków - podobieństwo (similitudo) jest
w stosunku do obrazowanej rzeczy „tożsame i nieodróż­
nialne” (unita et indiscreta).79
Obok więc podobieństwa doskonałego, „natural­
nego”, które - jako unitas, indiscretio - nie zależy od ja­
kiejkolwiek konwencji, istnieje inne: zwodzące, wpro­
wadzające w błąd (decipere), nazwane przez Aleksan­
dra mater falsitatis (po łacinie similitudo jest rodzaju
żeńskiego). Nie prowadzi ono (ona) - „beznamiętnie”
(indifferens) - ku prawdzie prototypu. Dokąd prowadzi
zatem? Otóż - i na tym polega jej grzeszność - nie

*

58

�047-67 Kompleks Echidny.ps - 5/30/2006 9:34 AM

Wojciech Michera • KOMPLEKS ECHIDNY (BESTIA WIZUALNA)

potrzebuje reprezentacji boskości i jej ucieleśnionej
formy. Obraz, o którym mówi księga Rodzaju oczywi­
ście nie jest zły; rzecz jednak w tym, że - na skutek
Upadku - jest on już nieobecny. Celem praktyki du­
chowej, pojmowanej jako poszukiwanie najwyższej
prawdy, powinien być więc ten jedynie prawdziwy „ob­
raz”, jakim jest czysty „umysł” (gr. nous) - uwolniony
od cielesnych obrazów, niepokojów serca (anxietas cordis), oczyszczony z tego wszystkiego, co pisarze ci okre­
ślali jako pogańskie, retoryczne, ozdobne, cielesne,
seksualne, kuszące, reprodukcyjne, reprezentacyjne,
materialne, kobiece - co naprawdę nie istnieje, a istnie­
je jako złudzenie podsuwane przez demona.84
Nie twierdzę oczywiście, że sformułowanie użyte
w Sumie Aleksandra - similitudo mater est falsitatis - na­
wiązuje wprost do późnoantycznych kontrowersji (moż­
na by się posłużyć innym przykładem nieufności wobec
obrazu, choćby tradycją karolińską i Libri carolini); są­
dzę jedynie, że jest ono rozpięte na podobnej struk­
turze logicznej, funkcjonującej także w XII-Xin w.
Strukturze, którą ujawnia na pozór absurdalne pyta­
nie: jeśli mianowicie „podobieństwo jest matką kłam­
stwa”, jakie pojęcie dałoby się w tym kontekście metaforyzować w znaczeniu - „matka prawdy”, mater veritatis? Otóż odpowiedź brzmieć powinna chyba tak:
metafizyczna „prawda” w ogóle nie ma matki! Obywa
się bez niej, bowiem - zgodnie z tą platonizującą logi­
ką - jako „tożsamość” wyłączona jest z wszelkiego pro­
cesu reprezentacji i reprodukcji.85

Rafael, Adam i Ewa (fragment), 1509-1511
(Watykan)
www.artxchangenetwork.com
Dotykamy tu jednej z najważniejszych chyba cech
myśli chrześcijańskiej, polegającej na swoistym napię­
ciu (i dynamicznym współistnieniu) między dwiema
tradycjami, dwiema postawami konceptualnymi wo­
bec obrazu: fundamentalnym ‘ikonizmem’ i równie
fundamentalnym ‘ikonoklazmem’. Tej dwoistości nieredukowalnego dylematu - nie można sprowadzać
do jednej, określonej sytuacji historycznej, tej lub in­
nej obrazoburczej wojny, bez względu na jej teologicz­
ne rozstrzygnięcia (w tym sensie słowa Leonida
Uspienskiego, który pisze: „Z doktrynalnego punktu
widzenia obrazoburstwo jest zjawiskiem złożonym i ja­
ko herezja jeszcze nie do końca poznanym”, uznać
trzeba za, wprawdzie wykazujący poznawczą otwar­
tość, ale jednak głos zwycięskiej partii).83 Ikonoklazm
istotnie przyjmuje wiele postaci; w interesującym nas
tu kontekście najbardziej stosownym jednak przykła­
dem wydają mi się kontrowersje orygenesowskie,
a zwłaszcza ów nurt ikonoklastyczny, naznaczony
przez neoplatonizm, którego apogeum tworzy w IV/V
w. (zatem długo już po śmierci samego Orygenesa)
ascetyczna doktryna takich pisarzy chrześcijańskich,
jak Ewagriusz Pontyjski, Jan Kassjan lub Nil z Ancyry
(któremu zresztą później przypisano autorstwo wielu
pism Ewagriusza, oskarżonego o orygenizm i potępio­
nego przez Kościół).
Otóż charakterystyczne dla tej post-orygenesowskiej myśli jest odrzucenie konieczności „antropomorfizmu” w praktyce duchowej, czyli odrzucenie po­
trzeby wspierania się w modlitwie obrazem i podobień­
stwem (w tym wypadku są to synonimy). Modlitwa nie

*

(Mizogynizm)
Feminizacja węża-kusiciela jest niewątpliwie ja­
skrawym przykładem antyfeminizmu. Wspominał
o nim już w 1917 r. John Bonnel, ale dzięki dokonanej
w ostatnich czasach nowej konceptualizacji płci - ja­
ko kategorii konstruowanej kulturowo (gender) w nowszych pracach ten właśnie aspekt omawianej tu
sceny coraz częściej jest dostrzegany i podkreślany.
Ciekawie, lub po prostu zwyczajnie, robi to Nona Flo­
res (zob. wyżej); niekiedy jednak nowy sposób mówie­
nia o kobiecie nazbyt łatwo pozwala - zresztą nie tyl­
ko w dziedzinie sztuki - zredukować złożoną sytuację
kulturową do prostej konstatacji o charakterze po­
znawczego gadżetu, mianowicie do stwierdzenia, że
w kulturze przejawia się „patriarchat” (“system władzy
dominacji mężczyzn nad kobietami, będący - za po­
średnictwem swoich instytucji społecznych, ekono­
micznych i politycznych [czyli także sztuki - WM] źródłem opresji kobiet”).86
Przykładem takiego interpretacyjnego uproszcze­
nia może być stwierdzenie Chiary Frugoni, która
w tekście poświęconym przedstawieniom kobiety w sztu­
ce średniowiecznej napisała: „Fakt, że wąż otrzymywał
twarz kobiecą, wskazuje że grzech był doświadczany

59

�047-67 Kompleks Echidny.ps - 5/30/2006 9:34 AM

Wojciech Michera • KOMPLEKS ECHIDNY (BESTIA WIZUALNA)

tłumaczonego zazwyczaj jako „żebro” (łac. costa) z którego miała powstać Ewa - ale oznaczającego rów­
nież „bok” (latus).91 Ta dwuznaczność językowa prze­
kładała się na konceptualną i pozwalała odróżnić męż­
czyznę - jako ‘formę’ (lub ‘umysł’, ‘duszę’) - od po­
wstałej z jego boku (latus) kobiety-materii (Gen.
2.21). Kobiety powstałej w geście bezpośrednio nastę­
pującym - i niejako do niego analogicznym - po lin­
gwistycznym akcie nadania nazwy żywym stworzeniom
w raju (Gen. 2.20). „Stworzenie kobiety jest synoni­
mem stworzenia metafory” - pisze R. Howard Bloch;
a także: „Perwersyjność Ewy jest ‘boczna’: jako ta, któ­
ra wyszła z boku Adama, z jego latus, zachowuje ona
status translacji, translatio, transferu, metafory, tro­
pu.”92 „Niebezpieczeństwo jakie stwarza kobieta,
zgodnie z tym odczytaniem zjawiska mizogynii, jest
niebezpieczeństwem samej literatury”.
Ontologiczny jej status przypomina więc status
‘słów’ bądź ‘obrazów’, zaś w sferze poznawczej (zgodnie
z tezą sformułowana jeszcze przez Filona z Aleksandrii)
przypomina zmysły, stając się synonimem iluzji. Kobie­
ta, jako kopia mężczyzny, jest j e g o zdolnością tworze­
nia reprezentacji, w słowie i w obrazie. Jak zauważa
Bloch, z tej konstrukcji konceptualnej wynika paradoks
dyskursu mizogynistycznego: (1) kobieta jest sztucznie,
fałszywie wytworzonym kuszącym pięknem - ciała i sło­
wa; (2) kobieta jest synonimem zmysłów. Zatem - po­
żądliwe spojrzenie mężczyzny na kuszące piękno kobie­
ty jest w istocie spojrzeniem „kobiecym”. Nie ma czegoś
takiego, jak „męskie” spojrzenie i pożądliwość.
Ta paradoksalna konstatacja pozostaje w ciekawej
zgodności (o czym Bloch nie wspomina) ze stwierdze­
niem Jacquesa Lacana, że kobieta „jest symptomem
mężczyzny”, ergo - „nie istnieje”. Teza ta - uchodząca
za skrajnie antyfeministyczną - wymagałaby oczywiście
subtelniejszego przedstawienia, powiedzmy więc tylko,
że - według Lacana - kobieta, jako symptom mężczy­
zny, nie istnieje poza relacją z nim; co nie znaczy, że jest
jedynie biernym elementem, przeciwstawionym mę­
skiej aktywności. Przeciwnie - to ona właśnie jest samą
tą aktywnością; mężczyzna istnieje więc wyłącznie po­
przez tę eksternalizację, w symptomie. Jak pisze Slavoj
Zizek, „mężczyzna dosłownie ex-zystuje: jego całe ist­
nienie leży „na zewnątrz”, w kobiecie”.93
Kobiecość zatem jest w Średniowieczu znakiem rela­
cji zmysłowej, grzesznej mediatyzacji - mediatyzacji, któ­
ra jest grzeszna ze swej istoty. W tej sytuacji mizogynizm
jawi się jako pragnienie, dążenie do osiągnięcia poznania
idealnego, bez-grzesznego, bez-pośredniego - również
metaforyzowanego jako kobiecość, ale idealizowana
w postaci stanu dziewiczego. Zagadnienie zaś dziewiczo­
ści, a przede wszystkim jej kresu, przywraca w pismach
egzegetów problem okoliczności życia i pożycia prarodziców w raju, problem upadku i pochodzenia zła. 94

Marc Chagall, Adam i Ewa, 1960
www.bwa.olsztyn.pl

i przedstawiany z czysto męskiego punktu widzenia.”87
O bezradności interpretacyjnej włoskiej badaczki, wy­
nikającej z uproszczonego rozumienia mizogynizmu,
świadczą jej słowa (nawet jeśli, a nawet tym bardziej,
że ironiczne): „Jest tu jednak pewna niekonsekwen­
cja: czyż dla Ewy nie byłaby bardziej pociągająca twarz
jakiegoś młodego mężczyzny niż młodej dziewczyny?”.
Jakkolwiek słusznie przywołany tu zostaje kontekst
erotycznego pożądania, to wręcz niestosowna jest pró­
ba jego psychologicznej racjonalizacji. Niewiele zrozu­
miemy z interesującej nas sceny, jeśli mizogynizm
traktować będziemy wyłącznie, czy nawet przede
wszystkim jako postawę psychologiczną - męską nie­
chęć do kobiet, irracjonalną, niezrozumiałą i odrażają­
cą88 - a nie jedną z fundamentalnych kategorii kultu­
ry, uwikłaną w najróżniejsze dyskursy danej epoki
(medyczny, teologiczny, astrologiczny, etyczny, poli­
tyczny, prawny, literacki, itd.). Jest to zjawisko wykra­
czające poza postawę społeczną mężczyzn, bowiem
uczestniczą w nim także kobiety.89
*
Średniowieczni komentatorzy księgi Rodzaju
utrzymywali, że pełne istnienie przysługuje jedynie
mężczyźnie, kobieta zaś jest wobec niego wtórna, sta­
nowiąc niejako „suplement”.90 Pogląd ten ujawniają
na przykład rozważania dotyczące dwuznaczności he­
brajskiego słowa zela (a także starofrancuskiego: cote),

60

�047-67 Kompleks Echidny.ps - 5/30/2006 9:34 AM

Wojciech Michera • KOMPLEKS ECHIDNY (BESTIA WIZUALNA)

Reprezentacja Grzechu Pierworodnego - w wa­
riancie ze sfeminizowanym wężem - pokazuje ów
grzech jako „grzech reprezentacji”: malarstwo (tak jak
i literatura) nie było potrzebne/możliwe przed upad­
kiem, bez kobiety. Dyskurs ten - zarówno w wersji pi­
sanej jak i malowanej - jest paradoksalny: chodzi
przecież o grzech, bez którego nie byłoby możliwe na­
malowanie nawet obrazu o Grzechu Pierworodnym.
Jest to tragiczny, choć nieunikniony, a nawet, jak są­
dzę, fundamentalny aspekt tego upadłego świata.95

11

12

13
14

Przypisy
1

Giorgio Vasari, Żywoty najsławniejszych malarzy, rzeźbiarzy i ar­
chitektów, przeł. Karol Estreicher, Warszawa 1990, s. 467
2 Cf. Ann Torday Gulden, Temptation in Paradise Lost Is Art „ni­
ce”? Art and Artifice at the Outset of Temptation in Paradise Lost,
„Milton Quarterly” 34.1/2000, s. 17-24. Zob. też Roland Mu­
shat Frye, Milton’s Imagery and the Visual Arts: Iconographic Tra­
dition in the Epic Poems, Princeton 1978.
3 W tłumaczeniu Słomczyńskiego: „postać węża zwykłego przy­
brawszy” (9.525).
4 John K. Bonnell, The Serpent with a Human Head in art and in
Mystery Play, „American Journal of Archaeology, 21.3/1917, s.
255-291. John M. Steadman, „Sin” and the Serpent of Genesis
3 „Paradise Lost”, II 650-53, „Modern Philology”, 54, 4/1957, s.
217-220. John B. Friedman, Eurydice, Heurodis, and the Noon­
-Day Demon, „Speculum” 41.1/1966, s. 25. Zob. też tego same­
go autora: Antichrist and the Iconography of Dante’s Geryon, „Jo­
urnal of the Warburg and Courtauld Institutes”, 35/1972, s 115
(Friedman sugeruje - przy okazji niejako, omawiając inne za­
gadnienie - że postać węża rajskiego z ludzką głową pojawiła się
w tekstach egzegetycznych pod wpływem komentarzy rabinicznych). Henry Ansgar Kelly, The Metamorphoses of the Eden Ser­
pent During the Middle Ages and Renaissance, „Viator” 2 (1971),
s 301-28. Nie udało mi się niestety dotrzeć do starszej literatu­
ry: Hugo Schmerber, Die Schlange des Paradies, Strassburg
1905; Alice Kemp-Welch, The Woman-headed Serpent in Art,
„The Nineteenth Century and After” 52 /1902, 983-91.
5 Nona C. Flores, „Effigies amicitiae... veritas inimicitiae”: Antifemi­
nism in the Iconography of the Woman-headed Serpent in Medieval
and Renaissance Art and Literature, w: N. Flores (red.), Animals
in the Middle Ages: A Book of Essays, New York 1996, s. 167-195
6 Ibid. s. 169
7 Zob. też Apollodoros, Bibl. 2,4. Fragment Theogonii poświęcony
Echidnie należy do części określanej jako ‘katalog potworów’
(270-336). Monstra tam opisane reprezentują chaotyczny aspekt
formującego się świata, który wymaga zdecydowanej, porządku­
jącej interwencji Zeusa. Zob. Jenny Strauss Clay, The generation
of monsters in Hesiod, „Classical Philology” 88/1993, s. 105-116
8 Jednym z przykładów jest nazwanie Klitajmestry przez Orestesa
„straszną żmiją”, deine ekhidne, w Ofiarnicach Ajschylosa, 241.
Przykładem pozornie naturalistycznego opisu jest De dipsadibus
Lukiana (zob. dalej, przyp. 14); ale także scena z Dz. Ap. 28, 1-8.
9 Fragm. orf. 58; cyt. przez Atenagorasa, Apologia 20.
10 Monica Visintin pisze: L ’Echidna de Esiodo non è una seduttrice
(s. 209). Za znak kuszenia uznać można jedynie konwencjonal­
ne określenie „dziewczyna o skrzących się oczach” - wzrok bo­
wiem w kulturze greckiej był podstawowym nośnikiem kobiecej
pokusy erotycznej (Di Echidna, e di altre femmine anguiformi,
„Metis” 12, 1997, s. 205-221, cyt. s. 209). Zob. też Françoise
Frontisi-Ducroux, Oko, wzrok, spojrzenie — kilka greckich wy­

15

16
17

18

61

obrażeń, „Konteksty” 3/2005, s. 5-11; Mauro Menichetti, Lu­
stro, odbicie i świat Dionizosa, „Konteksty” 3/2005, s. 12-21
N a temat wyprawy Heraklesa, zob. Colette Jourdain-Annequin, Héraclès aux portes du soir. Mythe et histoire, Paris 1989. Po­
stać trójgłowego, wężowego Geryona powraca - za pośrednic­
twem Wergiliusza - w ikonografii średniowiecznej jako Anti­
christus mysticus - zob. Friedman, Antichrist... dz. cyt. (przyp. 4).
Herodot, Dzieje, IV, 9 (przeł. Seweryn Hammer). W ten sposób
Scytowie - dla Greków wzorcowy przykład „obcych” - zostają nie­
jako utożsamieni z monstrualnym potomstwem Echidny Hezjoda.
Zob. np. Guitty Azarpay Laws, A Herodotean Echo in Pompeian
Art?, „American Journal of Archaeology” 65,1/1961, s. 31-35
N a temat „Echidny” Herodota u Diodora i Diona, zob. Monica
Visintin, dz. cyt. Nawiązująca do Herodota 5. mowa Diona od­
nosi się do tzw. „Mitu libijskiego”, stanowiąc z kolei (obok
rzymskiego Lukana, Pharsalia 9) ważne źródło dla Lukiana, pi­
szącego w De dipsadibus o wężach pustyni libijskiej (zob. Lukian,
Dialogi, T. III, tł. W. Mayda, Wrocław 1966, s. 304-306).
Wśród nich na uwagę zasługuje zwłaszcza wąż dipsas, którego
ukąszenie wywołuje śmierć z rozpalenia i pragnienia. Rzeczow­
nik dipsa, „pragnienie”, a zwłaszcza czasownik dipsao, ma w ję­
zyku greckim znaczenie także przenośne. O tym, że ‘pragnienie’
wywoływała także żmija-echidna, świadczy zwrot, który pojawia
się w Antologii palatyńskiej VII, 172: dipsas echidna. U Lukiana
postać niebezpiecznej, hybrydycznej kobiety pojawia się też
w Prawdziwej historii (zob. Lukian, Dialogi, T. I, tł. K. Bogucki,
Wrocław 1960, s. 8-38). Zob. też A. Georgiadou i D. Larmour,
Lucians Vine-women (VH 1,6-9) and Dio’s Libyan Women
(Orat. 5): Variations on Theme, „Mnemosyne”, 1, 2/1997, s.
205-09; Matthew Leigh, Lucan and the Libyan Tale, „The Jour­
nal of Roman Studies” 90/2000, s. 95-109. W tym kontekście
historycznym (mian. drugiej sofistyki) warto wspomnieć o fantomatycznym potworze-żmii, przyjmującej postać rozerotyzowanej kobiety, łudzącej mężczyzn i czyhającej na ich ciała, o któ­
rej pisze Filostrat w Żywocie Apoloniosa z Tyany (IV.25). Z ko­
nieczności wątek ten - podobnie jak całą tematykę legendar­
nych potworów o kobieco-wężowych kształtach, np. Meluzyny
- pozostawiam tu bez rozwinięcia.
Tytuł grecki: Katapason haireseon elenchos; dzieło powstałe mię­
dzy rokiem 222 a 235. Sam Hipolit to postać w istocie wielce
enigmatyczna (był jeden czy kilku?); zob. J. A. Cerrato, Hippolytus between East and West. The Commentaries and the Prove­
nance of the Corpus. Oxford 2002. Zob. też Henryk Pietras, Po­
śmiertna kariera św. Hipolita, „Vox Patrum” 17/1997, z. 32-33, s.
61-75; Berthold Altaner, Patrologia. Życie, pisma i nauka Ojców
Kościoła, przeł. P. Pachciarek, Warszawa 1990, s. 248-254.
Justyna gnostyka nie należy oczywiście mylić z św. Justynem Mę­
czennikiem, platonizującym pisarzem chrześcijańskim z II w..
Jean-François Pradeau, L ’imitation du principe. Plotin et la parti­
cipation, Paris 2003, s. 19
Brian Stock, Reading, Ethics, and the Literary Imagination, „New
Literary History”, 34/2003, s. 1-17. Zob. też Garth Fowden,
The Pagan Holy Man in Late Antique Society, „Journal of Helle­
nic Studies” 102/1982, s. 33-59
Dla przykładu, Plotyn potępia gnostyków (Enneada II.9), ale jak
pisze Joseph Katz:...it is amazing that almost all of the ideas that
Plotinus finds objectionable in the Gnostics have been asserted by
himself too in one form or another. The polemic against the Gno­
stics, consequently, turns out to reveal a vital tension in Plotinus’ own
system, rather than a mere external differentiation of his doctrines
from others. (Plotinus and the Gnostics, „Journal of the History of
Ideas” 15,2/1954, s. 289). Literatura jest ogromna. Z nowszych
prac, zob. np.: Ruth Majercik, The Existence-Life-Intellect Triad
in Gnosticism and Neoplatonism, „Classical Quarterly” 42,2/1992,
s. 475-488 [wzajemny wpływ gnostycyzmu i neoplatonizmu

�047-67 Kompleks Echidny.ps - 5/30/2006 9:34 AM

Wojciech Michera • KOMPLEKS ECHIDNY (BESTIA WIZUALNA)

19

20

21
22
23
24

25

26

27

28

29

post-plotyńskiego]; Henri Crouzel, Origène et Plotin. Compara­
isons doctrinales, Paris 1992; Paul Aubin, Plotin et le christiani­
sme: triade plotinienne et Trinité chrétienne, Paris 1992. G. Quispel, Origen and the Valentinian Gnosis, „Vigiliae Christianae”
28, 1/1974, s. 29-42. Bentley Layton, The Significance of Basilides in Ancient Christian Thought, „Representations” 28/1989, s.
135-151. Birger A. Pearson, Early Christianity and Gnosticism
in the History of Religion, „Studia Theologica” 55/2001,
s. 81-106
Robert M. Grant, Gnosis Revisited, „Church History”, 23,1/1954,
s. 36-45. Chodzi o Ferekydesa z Syros, żyjącego w VI w. pisarza
orfickiego, autora dzieła teologicznego, z którego zachował się
tylko początkowy fragment oraz wzmianki u późniejszych auto­
rów. Próba rekonstrukcji: M. West, Three Presocratic Cosmolo­
gies, „Classical Quarterly” 13,2/1963, s. 154-76 (Ferekydes: s.
157-72). Zob. też. G. S. Kirk, J. E. Raven, M. Schofield, Filozo­
fia przedsokratejska, przeł. Jacek Lang, Warszawa Poznań 1999, s.
64-83. Krytyka poglądu Granta: R. van der Broek, The Shape od
Edem According to Justin the Gnostic, „Vigiliae Christianae”
27/1973, s. 35-45. Zob. też Michael Allen Williams, Rethinking
‘Gnosticism’: Argument for Dismantling a Dubious Category, Prin­
ceton 1996 (rozdz. 1). Wpływ na Justyna mogły mieć też wspo­
mniane wcześniej orfickie spekulacje kosmogoniczne.
Robert M. Grant uważa, że przywołanie sceny z Herodota jest
raczej erudycyjnym popisem samego Hipolita i nie pochodzi
z oryginalnego dzieła Justyna (dz. cyt. s. 37). Zdaniem jednak
Buckleya: Hyppolytos’s own voice does not seriously disturb the ac­
count ((Transcendence and Sexuality in „The Book Baruch", „Hi­
story of Religions”, 24,4/1985, s. 328). Oprócz Herodota, któ­
rego wskazuje sam Hipolit, rozważane są inne możliwe źródła
tej szczególnej wizualizacji Edem: Ernst Haenchen podkreśla
wątek astrologiczny (Hipolit w 5,13.8 pisze o dwucielesnych, di­
soma, znakach zodiaku, wymieniając wśród nich, co oczywiste,
Bliźnięta, Strzelca i Ryby, ale także - Pannę); R. van der Broek
(dz. cyt.; za nim też przytaczam pogląd Haenchena) sugeruje
(moim zdaniem, mało przekonująco), że inspiracją Justyna była
popularna w Egipcie hellenistycznym Isis-Thermoutis. Dla po­
ruszanej tu sprawy kwestia ta ma w istocie drugorzędne znacze­
nie: zupełnie wystarczającą okolicznością jest pojawienie się
Echidny w opisie Hipolita.
Cf. Jarun Jacobsen Buckley, dz. cyt.
Por. G. C. Stead, The Valentinian Myth of Sophia, „Journal of
Theological Studies”, 20,1/1969, s. 96
Zob. przyp. 15.
Zob. np. Denise Fourgous, Les Dryopes: peuple sauvage ou divin?,
„Metis” 4, n. 1, 1989, s. 5-32. Zob. także W. Michera, Śmierć
Jasia i Małgosi, „Konteksty” nr 3-4, 1994, s. 85-89
N a temat pojęcia chaosu w filozofii starożytnej i w średniowiecz­
nej, zob. Hélène Merle, „Sic dissolutum est Chaos" Monographie
sur le mythe et la notion de Chaos, héritage de l’Antiquité au Moy­
en Age, dans L ’art des confins. Mélanges offerts à Maurice de Gandillac, A. Cazenave et J.-F. Lyotard (red.), Paris 1985, 365-386.
Zob. Luc Brisson, A quelles condotions peut-on parler de „matière"
dans le ‘Timée’ de Platon?, „Revue de Métaphysique et de Mora­
le” 1/2003, s. 5
For the identification of t lą with the cwpa, there is no basis in the
Timaeus —pisze John Sallis, Chorology. On Beginning in Plato’s
‘Timaeus’, Bloomington and Indianapolis, 1999, s. 152
W Fizyce (209b) krytykuje Platona za domniemane utożsamie­
nie materii (hyle) z miejscem (khora). Zob. też O powstawaniu
i niszczeniu, 329a. Por. M. L. Gill, Aristotle on substance. The Pa­
radox of Unity, Princeton 1989, s. 26-31
Plutarch, O tworzeniu duszy w Timaiosie (1024c): „Materią (hy­
le) jest to, co on (Platon) nazywa khora". Zob. na ten temat Sallis, s. 151-154

30

31

32

33
34

35

Dotyczy to oczywiście nie tylko doktryn gnostyckich, ale i chrze­
ścijańskich komentarzy do 1. rozdz. księgi Rodzaju, noszących za­
zwyczaj nazwę Hexameron. Zachodnim przykładem jest Hexameron św. Ambrożego, którego pierwsze zdanie jest zresztą streszcze­
niem kosmologii Platona (zob. J.C.M. van Winden OFM, St. Am­
brose’s Interpretation of the Concept of Matter, „Vigiliae Christia­
nae” 16, 3-4/1962, s. 205-15), na Wschodzie zaś - św. Bazylego
(zob. John F. Callahan, Greek Philosophy and the Cappadocian Co­
smology, „Dumbarton Oaks Papers”, 12/1958, s. 29-57). Dyskurs
filozoficzny przenikał też do teorii literatury i retoryki, opisującej
język w terminach i metaforach wyrażających podobną konstruk­
cję konceptualną. Termin ‘silva/hyle’ miał więc w Rzymie wyspe­
cjalizowane znaczenie w sferze literackiej - jako „temat-materia”,
opracowywany następnie przez autora. Zob. David Petrain, Hylas
and Silva: Etymological Wordplay in Propertius 1.20, „Harvard Stu­
dies in Classical Philology” 100/2000, s. 412
W micie walentyniańskim jednak (który przedstawia Hipolit
w VI księdze Ref.) Mądrość (Sophia) - będąca ostatnią emanacją Nous - określona jest jako „stwórca materii” (demiourgos ...
tes hyles, VI, 32,9), co zdaje się poświadczać obecność koncep­
cji stworzenia materii na kilkadziesiąt lat przed Plotynem.
Zwraca na to uwagę Denis O ’Brien, Théodicée plotinienne, théod­
icée gnostique, Leiden 1993, s. 21
Zob. John M. Rist, Monism: Plotinus and Some Predecessors,
„Harvard Studies in Classical Philology”, 69/1965, s. 329-44.
Zob. też Pradeau, dz. cyt. 135-8
Wszystkie cytaty z Plotyna podaję w tłumaczeniu Adama Krokiewicza, niekiedy je nieco zmieniając.
Czy materia stanowi integralną część tej kosmogonicznej „pro­
cesji”, wyznaczając jej kres? Czy zatem zrodziła ją Psyche, w niej
ostatecznie wyczerpując siłę twórczą? Czy też materia wcale nie
została stworzona, bo istniała już wcześniej (tym zaś, co stworzy­
ła Psyche, jest „ciało”, skutek przyjęcia przez materię formy)?
Toczy się oto spór wśród znawców Plotyna, w którym bardziej
przekonujące wydają się argumenty, jakie przedstawił Denis
O ’Brien, zwolennik „emanacji integralnej” (zwolennikiem po­
glądu przeciwnego są np. H.-R. Schwyzer i J.-M. Narbonne).
Zob. D. O ’Brien, Plotinus on the Origin of Matter. An exercise in
interpretation of the Enneads, Bibliopolos 1991; tenże, Théodicée
plotinienne..., wyd. cyt.
„Materia jest niecielesna, ponieważ ciało jest od niej późniejsze
i złożone i ponieważ ciało sprawia właśnie ona razem z innym

składnikiem” (II.6.7).
Zob. Pradeau, dz. cyt.; John Dillon, Plotinus at Work on Plato­
nism, „Greece &amp; Rome” 34,2/1992, s. 189-204.
37 N a temat tego fragmentu Parmenidesa (i błędnych jego tłuma­
czeń), zob Denis O ’Brien, Théories de la proposition dans ‘Sophi­
ste’ de Platon, w: Théories de la phrase et de la proposition de Pla­
ton à Averroès, Ph. Büttgen, S. Dieblet i M. Rashed (red.), Pa­
ryż 1999, s. 21-41 (Parmenides: s. 21-26).
38 Cf. Jean-François Mattéi, L ’Etranger et le Simulacre, Paryż 1983;
tenże, L ’ordre du monde, Paryż 1989; zob. też: Edward N. Lee,
Plato on Negation and Not-Being in the Sophist, „Philosophical
Review” 81,3/1972; Richard C. Marback, Rethinking Plato’s Le­
gacy: Neoplatonic Readings of Plato’s ‘Sophist’, „Rhetoric Review”
36

39

40

13,1/1994.
„Bo jak się trzeba wyrazić, żeby przyznać istnienie fałszywym
zdaniom albo fałszywym sądom i nie popaść w tym wyrażeniu
w sprzeczność?”, Sof. 236e, tłum. W. Witwicki.
Streszczam tu - i dalej - argumenty Denisa O ’Briena (La ma­
tière chez Plotin: son origine, sa nature, „Phronesis” 44-1/1999, s.
45-71). Na temat 5 ontologicznych klas wyróżnionych w Sofi­
ście (byt, spoczynek, ruch, identyczne, różne), zob. Jean­
-François Mattéi, L ’ordre du monde (rozdz. I: La symphonie de
l’être), s. 25-47

62

�047-67 Kompleks Echidny.ps - 5/30/2006 9:34 AM

Wojciech Michera • KOMPLEKS ECHIDNY (BESTIA WIZUALNA)

41

42

43
44
45

46

47

48
49
50

51

Pojęcie neantyki (lub neantologii) pojawia się w Cyberiadzie
Stanisława Lema (Wyprawa trzecia, czyli smoki prawdopodobień­
stwa), i to w zaskakującym powiązaniu z postacią Echidny. Nie­
zwykła ta koincydencja zasługuje jednak na osobny komentarz
(zob. O weterologii Stanisława Lema, w przygotowaniu). Na te­
mat Platońskiej koncepcji obrazu, zob.: Gilles Deleuze, Logique
du sens, Paris 1969 (rozdz. Simulacre et philosophie antique,
292-324; tłum. pol.: Platon i pozór, przeł. K. Matuszewski,
„Principia” 1988, s. 59-74); Jean-Pierre Vernant, Figuration et
image, „Métis” 5/1990; Monique Canto, Acts of Fake: The Icon
in Platonic Thought, „Representation” 10/1985; M.L. Desclos,
Idoles, icônes et phantasmes dans les dialogues de Platon, „Revue
de Métaphysique et de Morale” 3/2000, s. 301-327
Krokiewicz tłumaczy spermatikoi logoi jako „wątki rozumne”
(pojęcie zaadaptowane z doktryny stoickiej w znaczeniu form
kształtujących w materii indywidualne ciała, ale przekształcone
zgodnie z nauką Arystotelesa - zob. A. Krokiewicz, Wstęp, w:
Plotyn, Enneady, Warszawa 2000, s. 60, przyp. 21); w przekła­
dzie francuskim Narbonne’a mamy: des raisons; Denis O ’Brien,
na którego wywodzie konsekwentnie się tu opieram, dokonuje
pewnej redukcji, pisząc w tym miejscu po prostu: les formes.
O ’Brien, s. 60
Relację idea-materia Arystoteles porównuje też do zapłodnienia sa­
micy przez samca - w ramach krytyki poglądu Platona, Met. 988a.
Frédéric Fauquier, La matière comme miroir: pertinence et limites
d’une image selon Plotin et Proclus, „Revue de Métaphysique et
de Morale” 1/2003, s. 70
Tamże, s. 71. N a temat obrazu wizualnego i portretu u Plotyna,
zob.: M. J. Edwards, A Portrait of Plotinus, „Classical Quarterly”
43, 2/1993, s. 480-490; Raoul Mortley, Visage et image chez Plo­
tin, w: La connaissance de soi. Études sur le traité 49 de Plotin,
(ed.) Monique Dixsaut, Paris 2002, p. 157-170; Marback, dz.
cyt. (epistrophe: s. 37-38).
Jak się wydaje, za pomocą podobnej „a-logiki” Lacan definiuje,
wzbudzający pożądanie, objet petit ‘a ’. Jak pisze Slavoj Zizek:
„Obiekt ‘a’ zawsze, z definicji, jest postrzegany w sposób znie­
kształcony, ponieważ poza tym zniekształceniem, ‘sam w sobie’
nie istnieje, jako że jest tylko i wyłącznie ucieleśnieniem, mate­
rializacją samego zniekształcenia” (Patrząc z ukosa, Warszawa
2003, tłum J. Margański, s. 27). N a temat Objet petit ‘a ’ pisze
w tym numerze „Kontekstów” Jaś Elsner. Z innej perspektywy
(“różni”) o „nieprawej” logice (logosie) khory Platońskiej pisze
Jacques Derrida, Xwpa / Chora, tłum. Maria Gołębiewska,
Warszawa 1999, zob. zwł. s. 34. Zob. też John Sallis, dz. cyt.
Zob. Fauquier, dz. cyt., s. 79
Zob. Mortley, dz. cyt., s. 167-170
Plutarch, O Izydzie i Ozyrysie, 57d-e, przeł. Anna Pawlaczyk,
Poznań 2003, s. 71. Zob. też Daniel Richter, Plutarch on Isis and
Osiris: Text, Cult, and Cultural Appropriation, „Transactions of
the American Philological Association” 131/2001, s. 191-216
Przypuszczenie, że zaspokojona kobieta „ginie”, wydaje się
w pierwszej chwili zupełnie absurdalne. Tymczasem „nie-istnienie” kobiety nie jest wcale w pismach Arystotelesa czymś
wyjątkowym. Jako ta, która właściwie nie istnieje (nie istnieje
właściwie, lub też: istnieje nie-właściwie) jest istotnym ele­
mentem zarówno jego dyskursu społecznego (Polityka, ks. I),
jak i biologicznego (O rodzeniu się zwierząt, ks. IV). W pierw­
szym wypadku: osobna tożsamość kobiety (możliwość odróż­
nienia jej od niewolników bądź zwierząt) jest całkowicie zależ­
na od formującej mocy porządku obywatelskiego (zob. Micha­
el Davis, Cannibalism and Nature, „Metis” IV:1/1989, s. 33­
50). W drugim zaś: samo przyjście na świat kobiety zamiast
mężczyzny jest wedle Arystotelesa szczególnym przejawem „po­
tworności” w procesie reprodukcyjnym (którego kobieta jest
wszakże nieusuwalnym elementem), potworności definiowanej

52
53

54
55

56

57

58

59
60

61

63

tu jako logiczna „niekategorialność”, brak zgodności z pierwo­
wzorem - ojcem/formą, będącej efektem słabości formującej si­
ły męskiego nasienia (utożsamianego z formą). Arystoteles
zmaga się tu w istocie z następującą sprzecznością: (1) hyle-morficzny dualizm charakteryzuje wszystkie byty, bez względu
na płeć; (2) dualizm „materia-forma” odpowiada dualizmowi
płci (zasada męska = forma, zasada żeńska = materia jako
substrat formy). Zob. Françoise Collin, Evelyne Pisier, Eleni
Varikas, Les femmes de Platon à Derrida. Anthologie critique, Pa­
ris 2000 (wprowadzenie do tekstów Arystotelesa). Ogólne
wprowadzenie: Giulia Sissa, Philosophies du genre. Platon, Ari­
stote et la différence des sexes, w: Pauline Schmitt Pantel (ed.),
Histoire des femmes en Occident (I: L ’Antiquité), Paris 1991, s.
65-99. Pomijam tu wiążący się z tym zagadnieniem topos, ma­
jący sporą literaturę, który można zatytułować: „Wyobraźnia
macierzyńska a monstrualność”.
Krokiewicz tłumaczy tu penia jako „nędza”, co zaciera dość jaw­
ną aluzję do imienia Platońskiej Biedy.
Zob. Marback, dz. cyt.; Teresa Chevrolet, LEros de Diotime
comme mythe intertextuel: lectures néo-platoniciennes d’un passage
du ‘Banquet’, „Bibliothèque d’Humanisme et Renaissance”,
51,2/1989, s. 311-330
Porfiriusz, O życiu Plotyna i układzie jego ksiąg, 3, cf. 14.
„Porfirios [...] oszczerstwa miotał na egzegetów, a zwłaszcza na
Origenesa. Powiada, że go znał w jego latach mlodzieńczych
(...). Raz oskarża Origenesa, że jest chrześcijaninem, gdzie in­
dziej znowu opisuje jego powodzenie w naukach filozoficznych”
(Euzebiusz z Cezarei, Historia kościelna, przeł. A. Lisiecki, Po­
znań 1924, s. 272). Zob. Henri Crouzel, Origène et Plotin. Com­
paraisons doctrinales, Paryż 1992. Crouzel omawia też (s. 10 i n.)
kwestię tożsamości Orygenesa u Porfiriusza, omawiając różne
stanowiska i literaturę zagadnienia.
Zagadnienie wpływu platonizmu na doktrynę chrześcijańską
przedstawia C. J. De Vogel, Platonism and Christanity: A Mere
Antagonism or a Profound Common Ground?, „Vigiliae Christianae” 39, 1/1985, s. 1-62. Zob też Paul Kalligas, Traces of Longi­
nus Library in Eusebius Praeparatio Evangelica, „Classical Q u­
arterly” 51.2/2001, pp. 584-598
Zob. Louis H. Feldman, Origen’s „Contra Celsum” and Josephus’
„Contra Apionem”: The Issue of Jewish Origins, „Vigiliae Christianae” 44, 2/1990, s. 105-135
Pogląd, że źródłem filozofii greckiej były pisma hebrajskie, wy­
rażał już Filon Aleksandryjski. Jednym z pierwszych podzielają­
cych to przekonanie chrześcijan jest w II w. Justyn Męczennik
(Apol. I.59-60). Wielu pisarzy chrześcijańskich - Klemens, Eu­
zebiusz, Teodoret - powtarzało też chętnie słowa Numeniosa
(filozofa okresu średniego platonizmu): „Kim jest właściwie Pla­
ton, jak nie Mojżeszem, który przemawia po attycku” (Klemens
Aleksandryjski, Kobierce, I.XXII.150, tłum. J. Niemirska-Pliszczyńska). Sam Orygenes podziela ten pogląd, choć wypowiada
się z pewną powściągliwością (zob. CC. IV.39). Św. Augustyn
w Państwie Bożym (VIII, rozdz. 9) przedstawia opinię nieco bar­
dziej zniuansowaną historycznie. Ale jeszcze w XII w. Piotr Comestor oskarżał Platona o zafałszowanie Pisma (hunc locum ma­
le intellixi Plato...; 1057A), tradycyjnie wierząc (zgodnie z Orygenesem, wbrew opinii Augustyna), że filozof zapoznał się księ­
gami Mojżeszowymi podczas pobytu w Egipcie.
Orygenes, Przeciw Celsusowi, 4.39, tł. Stanisław Kalinkowski,
Warszawa 1986, s. 210
Pogańską koncepcję kosmogoniczną, wyprowadzającą świat
z chaosu-materii, krytykuje np. Laktancjusz (Divinae Institutio­
n s ) , św. Ambroży (Hexameron I,1), a także św. Augustyn (np.
w De Genesi ad litteram I, 2-3).
C. S. Lewis, Odrzucony obraz, przeł. W. Ostrowski, Kraków
1995, s. 58

�047-67 Kompleks Echidny.ps - 5/30/2006 9:34 AM

Wojciech Michera • KOMPLEKS ECHIDNY (BESTIA WIZUALNA)

62

63
64
65

66

67

68

69

70

71

72

Zob. Crouzel, dz. cyt., s. 436 n., por. też s. 410, 421, 430. Wg
Crouzela zło Orygenesa, definiowane jako, przesyt (koros) do­
brem, odraza do niego, upodabnia się do grzechu akedii, o któ­
rym pisali ojcowie pustyni.
John F. Callahan, dz. cyt. (przyp. 30), s. 51
Alden A. Mosshammer, Non-Being and Evil in Gregory of Nys­
sa, „Vigiliae Christianae” 44, 2/1990, s. 136-67
Pseudo-Dionizy Areopagita, O imionach Bożych, przeł. E. Buł­
hak, Lublin 1995. Zob. John H. Gay, Four Medieval Views of
Creation, „Harvard Theological Review”, 56, 4/1963, s. 243­
273 (Dionizy: 253-258, zło: 255).
Elegit etiam quoddam genus serpentis, ut ait Beda, virgineum vultus
habens, quia similia similibus applaudunt, et movit ad loquendum
linguam eius, tamen nescientes sicut et per fanaticos et energumenos
loquitur, nescientes (Patrol. Lat. CXCVIII, 1072).
Najpopularniejsze w XIII w. było tłumaczenie (z arabskiego)
Michaela Scota, pochodzące sprzed 1220, oraz o kilkadziesiąt
lat późniejsze Wilhelma z Moerbecke (z greckiego); zob. Carlos
Steel, Animaux de la Bible et animaux d’Aristote, w: Aristotle’s
Animals in the Middle Ages and Renaissance, C. Steel, G. Gul­
dentops, P. Beullens (red.), Leuven 1999, s. 11-30. Wcześniej
jednak tłumaczył Arystotelesa, jeszcze w XII w., i to z greckie­
go, Dawid z Dinant. Ten uczony medyk rozważał w swoim ko­
mentarzu zatytułowanym Quaternuli (potępionym następnie
przez Uniwersytet Paryski w 1210) złożone relacje między ma­
terią (hyle), umysłem (mens) i Bogiem (Deus), dochodząc do
swoiście panteistycznych wniosków. Pisał m.in: „Jeśli światem
jest sam Bóg, który jednak pozostaje niedostępny dla zmysłów
(preter se ipsum perceptible sensui), jak mówili Platon, Zenon,
Sokrates i wielu innych, materia świata jest samym Bogiem,
a forma, która przybywa do materii, jest niczym innym, jak Bo­
giem, który sam siebie czyni zmysłowym (forma vero adveniens
yle nil aliud quam id, quod facit Deus sensibile se ipsum). Za: Tri­
stan Dagron, David de Dinant. Sur le fragment &lt;Hyle, Mens,
D eus&gt; des ‘Quaternuli’, „Revue de Métaphysique et de Morale”
4/2003, s. 424-25. Zob. David de Dinant, Quaternulorum frag­
menta, wyd. M. Kurdziałek, „Studia Mediewistyczne”, 3/1963.
Porównanie tych dwóch nurtów: Michael Camille, Bestiary or
Biology? Aristotle’s Animals in Oxford, Merton College, MS 271, w:
Aristotle’s Animals... wyd. cyt., s. 355-396. Przykładem połącze­
nia dwóch tradycji literackich - dydaktyki miłosnej i dziedzictwa
Physiologosa - jest Li bestiaires damours Ryszarda z Fournival;
zob. Bruno Roy, La belle e(s)t la bete. Aspects du bestiaire féminin
au moyen âge, „Études françaises” 10,3/1974, s. 319-334
Przezwisko Bernarda (Silvestris) nie jest przypadkowe i stanowi
aluzję do stanu ‘materii’ jako bezkształtnego chaosu (silva,
w najradykalniejszej postaci otrzymuje u niego nazwę hyle), pożądajacej ‘formy'. Krótka prezentacja w: Ernst Robert Curtius,
Literatura europejska i łacińskie średniowiecze, przeł. A. Borowski,
Kraków 2005, s. 117-122. zob. Peter Dronke, Bernard Silvestris,
Natura, and Personification, „Journal of the Warburg and Courtauld Institutes” 43/1980, s. 16-31. Ponadto, o relacji między
mitem a teoretycznym dyskursem filozoficznym w XII w. oraz
formach, w jakich mogły wyrażać się pogańskie pojęcia filozo­
ficzne, zob. Brian Stock, Myth and Science in the Twelfth Centu­
ry: A Study of Bernard Sylvester, Princeton 1972.
Zob. David S. Katz, The Language of Adam in Seventeenth-Cent­
ury England, w: History and Imagination, H. Lloyd-Jones, V. Pe­
arl i B. Worden (red.), s. 132-145 (tam dalsza literatura, zob.
zwł. przypis nr 2).
Quaestiones super Genesim P.L. XCIII, 276. Przypuszcza się, że
ten właśnie tekst był powodem, że Petrus Comestor i późniejsi
autorzy piszący o wężu z głową dziewczyny wskazywali Bedę ja­
ko swe źródło.
Tłum. M. Słomczyńskiego 673-675; oryg.: 528-530.

73

74

75

76

77

78
79

80

81
82

64

Ten dia-belski rozstęp ujawnia już sama złożona (composita) kon­
strukcja kusiciela: wprawdzie węża rajskiego najczęściej po pro­
stu utożsamia się z szatanem, niekiedy jednak bywa przedstawia­
ny jako zaledwie diabelskie narzędzie, „powłoka” lub przebranie.
Piotr Comestor porównuje tę sytuację do „opętania”, podobnie
jak później John Milton (“Diabeł przez paszczę wszedł i jego
zmysły / Zwierzęce w sercu i głowie przechwycił”, 9.187-90;
Słomczyński: 9.239-241). Ten diabelsko-wężowy dualizm ma
jednak długą historię: wąż określany jako „naczynie” szatana czyli istnienie receptywne, pozbawione własnej tożsamości, jak
kobieta - pojawia się już w literaturze apokryficznej (Apokalipsa
Mojżesza), a także w Adversus haereses Ireneusza z Lyonu (II w.).
U tego ostatniego spostrzeżenie to powraca za każdym razem,
gdy mowa jest o związku między apostazją, „odpadnięciem” upa­
dłych aniołów, i upadkiem człowieka. Zob. D.R. Schultz, The
Origin of Sinn in Irenaeus and Jewish Pseudepigraphical Literature,
„Vigiliae Christianae” 32, 3/ 1978, s. 161-190
Wincenty z Beauvais podkreśla, że diabolus pokazał Ewie ludz­
ką twarz, przebiegle skrywając za drzewem wężową część ciała:
faciem ei tantum ostendit, et reliquam partem corporis arborum
frondibus occultavit (Speculum naturale, XX, rozdz. 33). Warian­
ty ikonograficzne fragmentarycznej feminizacji wężowego ciała:
Flores, dz. cyt.
Warto tu przypomnieć, że w teorii retoryki - począwszy od an­
tycznej, „cycerońskiej”, po klasycyzm - nadmierna zdobność
stylu była feminizowana i porównywana do kobiecego makija­
żu. Podkreślano zarazem (np. Pseudo-Longinus, O wzniosłości,
XVII, 1-2), że najbardziej skuteczną figurą retoryczną - najlep­
szą pułapką - jest ta, o której istnieniu zapominamy. Zob.
Jacqueline Lichtenstein, Making Up Representation: The Risk of
Feminity, „Representations” 20/1987; id. La couleur éloquente.
Rhétorique et peinture à l’âge classique, Paryż 1999 (zwł. rozdział
Farder, s. 201-211). O feminizacji obiektu retorycznego pisze
Jaś Elsner, Patrzeć i mówić: ekfraza w ujęciu psychoanalitycznym
(w tym numerze „Kontekstów”). „Nieprzyzwoitość” praktyk
perswazyjnych: zob. W. Michera, ‘Sex, drugs and rock’n’roll’ - ja ­
ko triada uniwersalnych wartości perswazyjnych, w: Sztuka per­
swazji, R. Garpiel i K. Leszczyńska (red), Kraków 2004, s. 13-26
Serpens enim ille sicut dicit beda, vultum habuit virgineum. ut per
simile facilius deciperet. similitudo enim mater est falsitatis (Summa
Theologiae, 119). Ściśle mówiąc Summa jest dziełem nie Alek­
sandra, lecz jego uczniów, którzy zebrali w niej fragmenty pism
mistrza.
Zob. Gerhart B. Ladner, The Concept of the Image in the Greek
Fathers and the Byzantine Iconoclastic Controversy, „Dumbarton
Oaks Papers” 7/1953, s. 1-34; Gilbert Dagron, Holy Images and
Likeness, „Dumbarton Oaks Papers” 45/1991, s. 23-33
Zob. Jean Wirth, L ’image à l’époque romane, Paris 1999, s. 41-44
Hilary, De Synodis, 13 (PL 10, 490). Zob. Jean Wirth, Structure
et fonction de l’image chez saint Thomas d’Aquin, „Cahiers du
Léopard d’O r”, 5/1996: L ’image. Fonctions et usages des images
dans l’Occident médiéval, Jérôme Baschet et Jean-Claude
Schmitt (red.), s. 39-57
Georges Didi-Huberman, Le paradoxe du phasme, w tegoż: Phasmes. Essais sur l’apparition, Paris 1998 (“Nie ma już tu modelu
i jego kopii: jest kopia, która pożera swój model”, s. 18).
Zob. Jean Wirth, L ’image..., s. 43-44. Słynny przykład, sięgający
XI w.: Volto santo z Lukki.
O metaforyzowaniu malarstwa (a zwłaszcza koloru) jako kobie­
ty i jej makijażu pisze Lichtenstein (zob. przyp. 75). W Średnio­
wieczu malarstwo określano często jako „cudzołóstwo”, koja­
rząc moechari z mechanicus (za: Lichtenstein, La couleur..., s.
266). Kilka średniowiecznych przykładów dotyczących potępie­
nia kobiecego makijażu przedstawia R. Pernoud, Kobieta w cza­
sach katedr, przeł. I. Badowska, Warszawa 1990, s. 93

�047-67 Kompleks Echidny.ps - 5/30/2006 9:34 AM

Wojciech Michera • KOMPLEKS ECHIDNY (BESTIA WIZUALNA)

83
84

85

86
87

Leonid Uspienski, Teologia ikony, przeł. M. Żurowska, Poznań
1993, s. 88
E. Clark, The Origenist Controversy. The Cultural Construction of
an Early Christian Debate, Princeton 1992 (zwł. rozdz. 2: Image
and Images: Evagrius Ponticus and the Anthropomorphite Contro­
versy, s. 43-84); zob. też Mary Carruthers, Machina memorialis.
Méditation, rhétorique et fabrication des images au Moyen Age,
z ang. przeł. F. Durand-Bogaert, Paris 2002.
Nie ma tu miejsca, by choćby krótko przedstawić, więc tylko sy­
gnalizuję daleko idącą współzależność obu odwołujących się do
pojęcia reprodukcji dyskursów - biologicznego i artystycznego.
Zob. przyp. 51.
Maggie Humm, Słownik teorii feminizmu, Warszawa 1993, s. 158
Chiara Frugoni, The Imagined Woman, w: A History of Woman
in the West, T. II: Silences of the Middle Ages, Christiane Klapisch-Zuber (red. tomu), G. Duby i M. Perrot (red. nacz.), H a­

91

Zajmował się tym na przykład Nicolas de Lyre (1270-1340) normandzki franciszkanin. egzegeta i teolog znający język he­
brajski; cf. Maaike van der Lugr, Pourquoi Dieu a-t-il créé la fem­
me? Différence sexuelle et théologie médiévale, w: Eve et Pandora,
Jean-Claude Schmitt (red.) Paryż 2001, s. 97. Przy okazji warto
zauważyć, że Nicolas de Lyre odniósł się też do kwestii wyglądu
rajskiego węża (w Expositiones librorum Testamenti Veteris ac N o­
vi): „Mówią niektórzy, że ów wąż miał pełne powabu oblicze
dziewicy. Jednak pogląd ten nie znajduje żadnego potwierdze­
nia w Piśmie”, Aliqui tamen dicunt quod ille serpens habebat fa­
ciem gratiosam &amp; virgineam. sed hoc de sriptura nullam habet autoritatem.
92 Bloch, s. 11 Nieco dalej autor ten pisze: „Ten związek między
derywatywną naturą kobiecości i reprezentacją figuralną tłuma­
czy, dlaczego wielcy pisarze mizogynistyczni pierwszych wieków
chrześcijaństwa - Paweł, Tertulian, Jan Chryzostom, Filon,
Hieronim - tak obsesyjnie powracali do relacji między kobietą
a ozdobą, dlaczego byli tak zafascynowani nakryciami, klejnota­
mi, make-upem, uczesaniem i kolorem włosów - krótko, tym
wszystkim, co ma związek z kosmetyką”.
93 Slavoj Zizek, Rossellini: Woman as Symptom of Man, „October”
54/1990, s. 21
94 Cf. R. Howard Bloch, Chaucer’s Maiden’s Head: „The Physi­
cian’s Tale” and the Poetics of Virginity, „Representations”

rvard 1994, s. 343
Przykładem takiej upraszczającej, „nazbyt etycznej” postawy,
może być książka Davida D. Gilmora Mizoginia, czyli męska cho­
roba (przeł. J. Margański, Kraków 2003), w której pisze on:
„przez «mizoginię» będę rozumiał irracjonalny strach przed ko­
bietami bądź nienawiść do nich, przybierającą w danym społe­
czeństwie namacalny kształt. Mizoginia to uczucie wrogości
w stosunku do płci żeńskiej, «odraza bądź wstręt» w stosunku
do kobiet jako niezróżnicowanej kategorii społecznej”.
89 R. Howard Bloch, Medieval Mizogyny, „Representations”
20/1987, s. 8. Tu i dalej idę za sformułowaną przez tego autora
koncepcją średniowiecznego mizogynizmu.
90 Feministyczną i narratologiczną interpretację tekstu biblijnego
w kwestii wtórności i niekompletności kobiety przedstawia
Mieke Bal, Sexuality, Sinn and Sorrow: The Emergence of the Fe­
male Character (A Reading of Genesis 1-3), „Poetics Today”, 6,
1-2/1985, s. 21-42
88

28/1989, s. 113-134
95 Jest to zmieniona i poszerzona wersja artykułu Kobieta—wąż.
O feminizacji zła, który ukazał się w książce Kobiety i religie, pod
red. Katarzyny Leszczyńskiej i Agnieszki Kościańskej, Kraków
2006, s. 537-554. Niektóre z zagadnień przedstawiłem też w re­
feracie De la féminisation du mal, na konferencji Réception et
représentation de l’Antiquité, Université de Lille, 28-30 września
2005.

65

�047-67 Kompleks Echidny.ps - 5/30/2006 9:34 AM

Wojciech Michera • KOMPLEKS ECHIDNY (BESTIA WIZUALNA)

Foto:Stéphanie Cuvilliez

66

�047-67 Kompleks Echidny.ps - 5/30/2006 9:34 AM

Wojciech Michera • KOMPLEKS ECHIDNY (BESTIA WIZUALNA)

Foto:Stéphanie Cuvilliez

67

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10421" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10399">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8cba2b4856062de0913e20fd802735aa.pdf</src>
        <authentication>2ba6c45fcfcaba215bbdce041de29536</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123906">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3627</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123907">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123908">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3404</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123909">
                <text>Tajemnica butów, czyli pochwała muzeum / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123910">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.1, s.17-18</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123911">
                <text>Michera, Wojciech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123912">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123913">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123914">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123915">
                <text>5

ale naszych własnych fetyszy. Ta taktyka, z konieczności
osobista, nadałaby kolekcjonowanym przedmiotom raczej
siłę przywiązywania niż samą tylko zdolność pouczania czy
informowania. Jeszcze raz artefakty z Afryki czy Oceanii
mogłyby stać się objets saumges, źródłem fascynacji zdolnym

wprawić w zakłopotanie. Widziane jako niepoddające się
klasyfikacji, mogłyby nam przypominać o naszym braku
zdolności posiadania siebie (self-possession), o sztuczkach,
do których się uciekamy usiłując gromadzić świat wokół
siebie.

Tajemnica butów, czyli pochwała muzeum*
Wojciech Michera

Przełożyła Joanna Iracka
PRZYPISY
1

O kolekcjonowaniu jako strategii dyktowanej pożądaniem zobacz leż bardzo
sugestywny katalog (Hainard i Kaehr 1982) wystawy zatytułowanej „Pasja kolekc­
jonowania", prezentowanej przez Musée d'Ethnogarphie w Neuchàlel od czerwca
do grudnia 1981. T a analityczna kolekcja była próbą siły refleksyjnej muzeologii
O kolekcjonowaniu i pożądaniu zobacz też błyskotliwą analizę American Muséum
of Natural History, kondycji człowieka amerykańskiego i zagrożenia dekadencją
w latach 1908-1936, dokonaną przez Donnę Haraway. W swej pracy sugeruje ona.
że pasja kolekcjonowania, przechowywania i wysławiania jest wyrażana w sposób
charakterystyczny dla każdego rodzaju oraz dla danego okresu historycznego.
Beaucage, Gomilia i Vallée (1976) prowadzą krytyczne rozważania na temat
złożonego doświadczania przedmiotów przez etnografa.
2

Esej Waltera Benjamina Rozpakowując
moją hibliolekf (1969:59-68) jesl
spojrzeniem refleksyjnego entuzjasty. Kolekcjonowanie staje się sztuką życia blisko
spokrewnionego ze wspomnieniami, obsesją, z ocalaniem porządku z nieporządku.
Benjamin widzi przypadkowość (i przynosi mu ona pewną przyjemność) subiektyw­
nej przestrzeni wytworzonej przez kolekcję. .,Każda pasja jest na granicy chaosu,
lecz pasja kolekcjonera graniczy z chaosem wspomnień. Nawet więcej: przypadek,
los, które na moich oczach przenikają przeszłość są potajemnie obecne w zamęcie
książek. Bo czymże jest ta kolekcja, jeśli nie bałaganem, w którym przyzwyczajenie
tak się zadomowiło, że może ona sprawiać wrażenie porządku? Wszyscy słyszeliście
o ludziach, którzy po utracie swoich książek stali się inwalidami, o tych. którzy aby
je zdobyć stali się przestępcami. Są to dziedziny, w których każdy porządek jest
chwiejnym aktem krańcowej przypadkowości." (s. 60)

' To, w jaki sposób rozumiem rolę fetysza jako oznaki inności w intelektualnej
historii Zachodu - od De Brossesa do Marksa. Freuda i Deleuze'a - w znacznym
stopniu zawdzięczam w większości nie publikowanej pracy Williama Pietza; zobacz
The Problem of ihe Fetish. 1 (1985).
* Publikacje artykułujące kulturatizm etnograficzny i formalizm estetyczny to:
Sieber 1971, Pncc i Price 1980. Vogel 1985 i Rubin 1984. Dwie pierwsze
z wymienionych prac dowodzą, że sztuka może być zrozumiana (a nie zaledwie
doceniona) jedynie w swym naturalnym kontekście. Vogel i Rubin twierdzą
natomiast, że wartości estetyczne przekraczają swą pierwotną, lokalną artykulację,
że „arcydzieła" oddziaływują na uniwersalną lub przynajmniej ponadkulturową
ludzką wrażliwość. Pewien pogląd na to. jak często niewspółmierne kategorie, takie
jak „doskonałość estetyczna", „zastosowanie", „unikalność", „wiek" i tym podob­
ne, dyskutowane są przy podejmowaniu prób przypisania autentycznej wartości
wyrobom plemiennym daje sympozjum na temat „Autentyzm w sztuce afrykańs­
kiej", zorganizowane przez czasopismo „African Arts" (Willett i in. 1976). które nie
przyniosło żadnych rozstrzygnięć.
* Opostfreudowskim rozmumieniu fetyszy zobacz też Leiris 1929, 1946; o rady­
kalnych możliwościach teorii fetyszy zobacz pracę Pietza 1985. czerpiącego
z Deleuze'a: natomiast o perwersyjnym rozumieniu fetyszy przez skruszonych
semiologów (punctum), które w ich ujęciu mają ściśle osobiste znaczenie nieformowane przez zapis kulturowy („studium") zobacz Barthes 1980. Gomila (1976)
analizuje etnograficzną kulturę materialną w tych surrealistyczno-psychoanalitycznych perspektywach.

BIBLIOGRAFIA
Ames, Michael. 1986. Museums, the Public, and Anthropology: A Study in the
Anthropology of Anthropology. Vancouver: University of British Columbia
Press.
Barthes. Roland. 1980. La chambre claire. Ttum. Richard Howard jako Camera
Lucida. New York: Hill and Wang, 1981.
Baudhllard, Jean. 1968. Le système des objects. Paris: Gallimard.
Beaucage, Pierre, Jacques Gomilia. i Lionel Vallee. 1976. L'expérience anthropologique, s. 71-133. Montréal: Presses de l'Université de Montréal.
Becker. Howard. 1982. Art Worlds. Berkeley: University of California Press.
Benjamin, Walter. 1969. Illuminations, wyd. Hannah Arendt. New York: Schocken
Books.
Bunn, James. 1980. The Aesthetics of British Mercantilism, ..New Literary History"
11:303-321.
Chapman, William. 1985. Arranging Ethnology: A. H. L . F. Pill Rivers and the
Typological Tradition. (w:) History of Anthropology. Vol. 3, Objects and others.
wyd. George Stocking, s.15-48. Madison: University of Wisconsin Press.
Clifford, James. 1986. On Ethnographic Allegory, (w:) Writing Culture, wyd. James
Clifford and George Marcus, s. 98 121. Berkeley: University of California
Press.
Coe. Ralph. 1986. Lost and Found Traditions: Native American Art: I96S 198S
Seattle: University of Washington Press.
Cole, Douglas. 1985. Captured Heritage: The Scramble for Northwest Coast
Artifacts. Seattle: University of Washington Press.
Defert, Daniel. 1982. The Collection of the World: Accounts of Voyages from the
Sixteenth to the Eighteenth Centuries, ..Dialectical Anthropology" 7: 11-20.
Dias, Nelia. 1985. La fondation du Musée d'Ethnographie du
Trocudéro
(1879-1900): Un aspect de l'histoire insiitutionelle de l'anthropologie française.
Thesis, troisième cycle. Ecole des Hautes Etudes en Sciences Sociales, Paris.
Fabian. Johannes. 1983. Time and the Other: How Anthropology Makes Its Object.
New York: Columbia University Press.
Feest, Christian. 1984. From North America, (w:) Primiiivism in Twentieth Century
Art, wyd. William Rubin, s. 85-95. New York: Museum of Modren Art.
Fenton, James. 1984. Children in Exile: Poems 1968-1984, New York: Random
House.
Fisher, Phillip. 1975. The Futures Past. ..New Literary History" 6(3):587-606.
Gomila. Jacques. 1976. Objectif, objectai, objecteur, objecte, (w:) Pierre Bcaucage.
Jacques Gomila i Lionel Vallée, Lexperience anthropologique, s. 71-133.
Montréal: Presses de l'Université de Montréal.
Grabum, Nelson, wyd. 1976. Ethnie and Tourist Arts. Berkeley: University of
California Press.
Greimas. A J , i François Rastier. 1968. The Interaction of Semiolic Constraints.
..Yale French Studies" no. 41:86-105.
Guidieri. Remo, i Francesco Pellizzi. 1981. Editorial. ..Res" 1:3-6.
Haacke. Hans. 1975. Framing and Being Framed. Halifax: The Press of the Nova
Scotia College of Art and Design.
Hainard, Jacques, i Rolland Kaehr, wyd. 1982. Collections passion. Neuchàlel:
Musée d'Ethnographie.

W o k ó ł tej pary wieśniaczych trzewików nie ma d o k ł a d n i e nic, co m o g ł o b y
określić miejsce, w którym się znajdują: nic poza nieokreśloną przestrzenią.
C h o ć b y grudki ziemi z pola lub ścieżki, wskazującej że były u ż y w a n e . Para
wieśniaczych trzewików i nic więcej. A tymczasem...
W ciemnej intymności wnętrza buta zapisane jest z m ę c z e n i e spracowanych
nóg. W ciężkiej prostocie i solidności trzewika zamknięty jest powolny
i wytrwały marsz poprzez pola. w z d ł u ż zawsze do siebie podobnych bruzd,
rozciągniętych daleko na wietrze. Skóra naznaczona jest tłustą i w i l g o t n ą
ziemią. Pod podeszwami rozciąga się s a m o t n o ś ć wiejskiej drogi, gubiącej się
wieczorem. (...)'.

powiedzieć, czy mimetyczne doświadczenie muzealne jest przeniesie­
niem widza w (od)tworzoną sytuację minioną, czy też przeniesieniem
tej sytuacji w rzeczywistość dzisiejszego obserwatora (a wątpliwość
ta jest tylko pozornie jałowym dzieleniem włosa na czworo). Wynika
zaś z tego, że nie wystarcza potoczne rozumienie pojęcia mimesis.
aktywności naśladowczej; trzeba zatem poświęcić mu więcej uwagi.
Ponieważ jednak nie ma tu miejsca, by referować całą bogatą,
filozoficzną i antropologiczną literaturę tematu, odwołam się tylko
do klasyków: Platona i Arystotelesa.
Platon uważał, jak wiadomo, żc wszelka ludzka twórczość ma
Wbrew wrażeniu, które można w pierwszej chwili odnieść, nic są
charakter mimetyczny. zawsze bowiem wzorcem dla niej są idee.
to słowa egzaltowanego etnografa, lecz tekst filozoficzny: próba
Cały świat zmysłowy jest ich kopią. Wszystkie ludzkie wytwory,
hermeneutycznego aktu zrozumienia. Jej autorem jest Martin
każdy stół, łóżko czy też bul. im zawdzięczają swe istnienie. Pisze
Heidegger, który podjął w ten sposób malarskie dzieło Vincenta van
Platon w X księdze Państwa, że poszczególnych stołów albo butów
Gogha.
jest wiele, lecz po jednym tylko dla nich wzorcu. Z konieczności
Gdy po raz pierwszy przeczytałem len tekst, przypomniało mi się
kopie są zawsze ułomne, choć oczywiście mogą być wśród nich
zdarzenie, które jako młody człowiek przeżyłem w jednym z muzeów
lepsze i gorsze (tak jak lepszy i gorszy bywa szewc).
archeologicznych. Byłem wówczas początkującym licealistą i miłoś­
Z twórczością artystyczną jest jeszcze gorzej. Oddajmy glos
nikiem wszelkich starożytności, z zapałem więc przemierzałem
samemu Sokratesowi:
kolejne sale pełne zabytków. Wśród nich szczególne zainteresowanie
Łóżko, czy je tam ktoś na ukos ogląda, czy na wprost, czy z którejkolwiek
wzbudził we mnie jeden: stare, zniszczone, średniowieczne buty;
strony, nie różni się samo od siebie, czy też nie różni się wcale, ale jego wygląd
strzęp skóry raczej, ledwie usiłujący odtworzyć pierwotny swój
wciąż się zmienia. (...) Do czego zmierza malarstwo w każdym wypadku? Czy
kształt. Ku zniecierpliwieniu towarzyszących mi osób kontemp­
do rzeczywistości, żeby naśladować ją samą, jaka ona jest. czy też do wyglądu
lowałem je przez długi czas, bo wzbudziły we mnie coś więcej niż
- jak ona się przedstawia? Malarstwo jest naśladowaniem widoku czy
zwykłe, naukowe zainteresowanie: moje młodzieńcze myśli, choć nie
naśladowaniem prawdy?
tak głębokie i subtelne jak opis niemieckiego filozofa, podążały
Ani Sokrates, ani przekonany przez niego rozmówca, nie mają
w podobnym co on kierunku.
wątpliwości: naśladownictwo malarskie dotyka wyłącznie, zaledwie,
Podobne doświadczenia spotykały mnie jeszcze wiele razy; pamię­
sfery doksycznej. mniemanej, a nigdy nie jesl rzeczywistym po­
tam choćby długie tygodnie spędzane w Biskupinie, gdzie w samo­
znaniem, zbliżeniem do prawdy. Już stolarz albo szewc są, jak
tności oddawałem się archeologicznym medytacjom. Skończyły się
mówiliśmy, naśladowcami, ale naśladowcami pierwszego, można
jednak, gdy archeologią zająłem się profesjonalnie. Dla ambitnego
rzec, stopnia. Platon nie odmawia im zatem tytułu wykonawcy
studenta muzeum stało się przede wszystkim zbiorem materiałów
i twórcy. Malarz jest naśladowcą dalszego stopnia, bo wykonuje
naukowo-dydaktycznych, rodzajem laboratorium, w którym do­
zaledwie kopię kopii:
świadczenie (experienlia) ustąpiło miejsca eksperymentowi (experi- Począwszy od Homera wszyscy poeci uprawiają naśladownictwo i stwarzają
mentum). Młodzieńcza, naturalna wrażliwość hermeneutyczna od­ widziadła dzielności i innych rzeczy, o których piszą, a prawdy nie dotykają.
żyła we mnie dopiero wtedy, gdy - po skończeniu studiów i rezyg­
W len sposób właśnie malarz, nie słysząc nic na lemal szewstwa, będzie
nacji z zawodu archeologa - stałem się na powrót amatorem. Znów
wytwarzał buty, które wydadzą się prawdziwe tym tylko, którzy nic więcej
słyszeli o szewstwie niż on, i którzy sąd wydają na podstawie kolorów
oddaję się kontemplacji zniszczonych butów i spróchniałych bier­
i pozorów.
wion starożytnej ulicy.
Malarz zatem, to
Tyle wspomnienia. Czy są one śladem jakiejś rzeczywistej dwois­
tości doświadczenia muzealnego?
lwórca widziadeł, naśladowca, nie zna się wcale na rzeczywistości, a tylko na

Handler. Richard. 1985. On Having a Culture: Nationalism and the Preservation of
Quebec's Patrimoine, (w:) History of Anthropology. Vol. 3. Objects and Others, wyd.
George Stocking, s. 192-217. Madison: University of Wisconsin Press.
Haraway. Donna. 1985. Teddv Bear Patriarchy: Taxtdermv in the Garden of Eden. J
New York City. 1908-1936. ..Social Text", Winter: 20-63.
Hiller, Susan. 1979. Review of ..Sacred Circles: 2.000 Years a/ North American Art",
..Studio International". Dec.: 8-15.
Honour, Hugh. 1975. The New Golden Land. New York: Pantheon.
Jameson, Fredric. 1981. The Political Unconscious: Narrative as a Socially Symbolic
Act. Ithaca: Cornell University Press.
Jamin, Jean. 1982. Objects trouves des paradis perdus: A propos de la Mission
Dakar-Djibouti, (w:) Collections passion, wyd J Hainard and R. Kaehr. s.
69-100. Neuchâtel: Musée d'Ethnographie.
Jules-Rosette, Benetta. 1984. The Messages of Tourist art. New York: Plenum.
Leiris, Michel. 1929. Alberto Ciacometti, ..Documents". I:(4)209-211. Tłum. J . f
Clifford w „Sulfur", I5(1986):38-41.
Leiris, Michel. 1946. L'aged"homme. Paris: Gallimard, Tłum. Richard Howard jako
Manhood. Berkeley: North Point Press, 1985.
Macpherson, C , B. 1962. 77ie Political Theory of Possessive Individualism. Oxford:
Oxford University Press.
Mullaney, Steven. 1983. Strange Things, Gross Terms. Curious Customs: The
Rehearsal of Cultures in the Late Renaissance, ..Representations", 3:40-67.
Pietz, William. 1985. The Problem of the Fetish. 1. ..Res", 9 (Spring): 5-17.
Pomian, Krzysztof 1978. Entre l'invisible et visible: La collection. ..Libre",
Przyjmijmy wstępną hipotezę, że muzeum (jako zdarzenie, a nie
78(3): 3-56.
instytucja), pełni funkcję naśladowczą, żc ma charakter mimeiyczny.
Price, Sally, i Richard Price. 1980. Afro-American Arts of the Suriname Rain Forest. Jest próbą stworzenia pewnego związku, relacji między dzisiejszym
Berkeley: University of California Press.
obserwatorem a dawnym wydarzeniem, faktem albo przedmiotem.
Pye. Michael. 1987. Whose Art Is II Anyway?. ..Connoisseur". March:78-85.
Sala muzealna jest przestrzenią wydzieloną, wyodrębnioną ze świata
Rabassa. Jose. 1985 Fantasy. Errancy, and Symbolism in New World Motifs: An
widza, w sposób przypominający nieco teatr. Mimetyczność wy­
Essay on Sixieemh-Century Spanish Historiography, rozprawa doktorska.
University of California, Santa Cruz.
stawy muzealnej dąży najczęściej do urealnienia dawnej sytuacji;
Rubin. William, wyd. 1984. Primiiivism in Modern Art: Affinity of the Tribal and the dążeniu temu towarzyszy jednak zawsze świadomość sztuczności
Modem. 2 vols. New York: Museum of Modern Art.
przedsięwzięcia, jego umowności, niepełnej prawdziwości. Nawet
Saissclin. Rémy. 1984. The Bourgeois and the Bibelot. New Brunswick, N.J.: Rutgers
jeśli wystrój zrekonstruowanej chaty jest oryginalny, a w przeniesio­
University Press.
nym do muzeum grobie leży prawdziwy nieboszczyk, pamiętamy, że
Sicber. Roy. 1971. The Aesthetics of Traditional African Art. (w:) Art and Aesthetics
nie przyszliśmy tu ani w odwiedziny do przyjaciół, ani złożyć
in Primitive Societies, wyd. Carol F . Jopling, s. 127-145. New York: Dulton.
kwiatów na mogile bliskiego. Mamy więc do czynienia z rzeczywis­
Stewart, Susan. 1984. On Longing: Narratives of the Miniature, the Gigantic, the
tością, jak powiedziałby Bruno Schulz, zdegradowaną, niekomplet­
Souvenir, the Collection. Baltimore: Johns Hopkins University Press.
Vogcl. Susan. 1985. Introduction, (w:) African Masterpieces from the Musée de ną.
l'Homme, s. 10-11. New York: Harry Abrams.
Pozostając w kręgu pojęć Schulza można by uznać, że twórczość
Willett. Frank i in. 1976. Authenticity in African Art. ..African Arts", 9(3):6-74 muzealna, rozumiana jako mimesis, jest tylko demiurgiczną uzurpa(specjalny wybór).
cją, że nie tworzy realnego bytu. Celem pracy muzealnika jest zatem
Williams. Elizabeth. 1985. Art and Artifact at lite Trocudero. (w:) History of eliminowanie owej sztuczności, niepełnej prawdziwości, pojmowanej
Anthropology. Vol. 3, Objects and Others, wyd. George Stocking, s. 145 166, jako brak, wada, ułomność. Celem, którego w pełni osiągnąć się nie
Madison: University of Wisconsin Press.
da.

Ale nie wszystko jest tu jasne. Status zjawiska muzealnego, które
pojawia się dzięki mimesis, nie jest oczywisty. Nie można bowiem
* Tekst w y g ł o s z o n y na sesji p o ś w i ę c o n e j problematyce muzealnej zor­
ganizowanej przez Muzeum Śląskie w Katowicach w kwietniu 1991

16

1

wyglądzie (doksa).

1

Bardziej skomplikowana jest sprawa mimesis w ujęciu Arys­
totelesa. Wprowadzona przez niego zmiana pozwala na odejście od
zasady, że naśladownictwo - jako prosta kopia, powtórzenie wobec
tożsamości - zawsze będzie oddalaniem się od wzorca.
Podstawowym tekstem Arystotelesa na ten temat jest Poetyka:
Tragedia jest naśladowczym przedstawieniem akcji (...) A zatem: naśladow­
czym przedstawieniem akcji (praxis) jesl fabuła (mulhos), przez którą rozu­
miem tu (artystycznie) uporządkowany układ zdarzeń ( 1 4 4 9 b ) \
Kapitalne znaczenie ma powiązanie mimesis z mulhos. Integral­
nym elementem mimesis staje się uporządkowanie faktów, ich
ułożenie w intrygę, ukosmicznienie. Mimesis z perspektywy mutlws
staje się dynamiczna, .jest aktywnością, i to aktywnością, która
uczy" '. Rzecz już nie w skopiowaniu uprzedniej rzeczywistości, lecz
raczej, według słow Paula Ricoeura, w jej przerwaniu, dokonaniu
wyrwy otwierającej przestrzeń fikcji. Posłuchajmy jeszcze raz, nieco
dłuższego tym razem, fragmentu Poetyki:
Skoro zatem poeta jest naśladowcą, podobnie jak malarz i rzeźbiarz, jego
naśladowcza twórczość musi i nalury rzeczy dotyczyć jednego z trzech
rodzajów przedmiotów: albo rzeczywistości takiej, j a k a była lub jest (realnej),
albo takiej, o jakiej się mówi lub myśli, że jest (pomyślanej), albo takiej, j a k a
powinna być (idealnej). Środkiem wyrażenia lego przedmiotu jest natomiast
język poetycki, który może zawierać metafory, glosy oraz inne, liczne środki
stylu, na jakie godzimy się u poetów Zupełnie inna jest przy tym zasada
poprawności w sztuce poetyckiej niż w polityce lub w jakiejś innej sztuce (np
w rzemiośle - przyp i podkr. WM). (...) Jeśli więc poeta podjął się
naśladowania, lecz nie przeprowadził go należycie ze względu na swą
nieudolność, popełnia błąd istotny dla sztuki poetyckiej. Jeśli natomiast
przedstawi coś niewłaściwie, jak np konia, który podnosi jednocześnie obie

17
f"

Blbhtiut.

ri

�prawe nogi, lub coś, co byłoby błędem z punklu widzenia medycyny czy jakiejś
innej sztuki (np. szewstwa - WM|, jego błąd nie dotyczy istoty sztuki
poetyckiej. (...) Mówi się: poeta popełnił błąd, ponieważ przedstawi! rzeczy
niemożliwe. Tymczasem jes! to dopuszczalne, jeśli dzięki temu osiągnie cel
właściwy sztuce (...). Mniejszy to przecież błąd. jeśli artysta nie wie. że sarna nie
ma rogów, niż jeśli ją przedstawi w sposób nienaśladowczy (czyli nieartystycz­
ny - przyp tłum). Jeśli z kolei stawia się poecie zarzut, że przedstawiona przez
niego rzeczywistość nie odpowiada prawdzie, można go odeprzeć w na­
stępujący sposób: być może przedstawił ją luką, jaka być powinna (idealną]
(1460b)'
Arystoteles daje więc artystom zupełnie inne możliwości niż
Platon. Tym. co według niego oni tworzą, nie są to prawda - same
rzeczy. Ale nie oznacza to deprecjacji dzieła sztuki. Pojawia się tu
bowiem relacja pośrednicząca: „jak-gdyby" *; dzięki niej artysta
uwalnia się od ciężaru, którego być może wcale nie chciał brać na
siebie.
Relacja ta. ..jak-gdyby" [comme-si). umożliwia rozpoczęcie ak­
tywnej penetracji w głąb rzeczywistości, bowiem jeżeli artystyczna
mimesis zawiera też mullws. to dzieło malarza, rzeźbiarza lub poety
jest nie tylko odbiciem (w X księdze Państwa pojawia się porównanie
obrazu do odbijającego tylko wyglądy lustra), ale także interpreta­
cją. Rzeczywistość, którą artysta naśladuje (mimesis), jest mu nie
tylko dana. ale i zadana.
Naśladownictwo w ujęciu Arystotelesa jest zatem zjawiskiem
złożonym. Ricocur wyróżnia w nim trzy aspekty, kolejne w stosunku
do siebie.
Mimesis I ma charakter paradygmatyczny: realne życie jest
wzorcem dla poezji. Jest to ten aspekt, który dostrzegał Platon.
Mimesis II (kluczowa dla całości aktu twórczego) jest syntagmatyczna: poezja jawi się tu jako aktywność konfiguracyjna,
porządkuje to. co w wymiarze życia jest przypadkiem. Związek
z realnością wynika z pośrednictwa struktury „jak-gdyby", struk­
tury o charakterze otwierającym.
Mimesis III jest konsekwencją mimesis II; jest to aspekt, który
włącza do sfery aktu twórczego odbiorcę: do tej sprawy jednak
wrócimy nieco dalej.
Sądzę, że te dwie koncepcje, platońska i aryslolelesowska (ta
druga poddana pewnej interpretacji), mogą być bardzo pomocne
w naszych próbach określenia mimesis jako podstawy zdarzenia
muzealnego.
Możemy zatem traktować zdarzenie to po plalońsku: jako
naśladowanie tego. co niegdyś istniało naprawdę, próbę zbliżenia się
do ideału, choć próbę zawsze mniej lub bardziej nieudaną. Po­
szczególne elementy stworzonej sytuacji muzealnej są wprawdzte
oryginalne, ale w całości jest ona tylko kopią. Jej wartość to stopień
podobieństwa do oryginału; w istocie liczy się tylko on. oryginał.
W tym ujęciu widza należy umieścić w kontekście oryginału,
przenieść w rzeczywistość minioną; kontekst aktualny, związany ze
światem widza, jest nieistotny, wręcz szkodliwy.
Inną stroną tak rozumianego muzeum jest jego inslruklażowość
i swoista depersonalizacja: zabytek, wystawa, jest zawsze przy­
kładem czegoś: tak mieszkano, tak lepiono garnki, takie robiono
wycinanki - przy czym użyta tu forma bezosobowa nie jest
przypadkiem. W gruncie rzeczy bowiem w takim muzeum nie jest
ważny len garnek, tu chata, ten twórca ludowy: to tylko przykłady.
Ich znaczenie polega wyłącznie na wskazywaniu wzorców, na
idealizacji. Zawsze można je zastąpić, jeden cep drugim, nawet
twórcę ludowego, bo ważna jest tylko cepowość i ludowość jako
pewna funkcja.
Należy zatem postawić pytanie, co się stanie, co nowego pojawi się
w sytuacji muzealnej, gdy w mimesis dostrzeżemy nie tylko działanie
paradygmatyczne mniej lub bardziej udolne kopiowanie wzorca,
lecz także syntagmatyczne, konfiguracyjne - nadające ład żywioło­
wi, czyli życiu przepełnionemu nieskończoną potencjaInością. Otóż
muzeum stanie się wtedy pr/estr/enią twórczą, przestrzenią aktyw­
nej penetracji rzeczywistości.
Owa nieunikniona sztuczność, odczuwana poprzednio jako boles­
na konieczność wszelkich przedsięwzięć muzealnych, teraz okazuje
się zaletą - jak w każdej zresztą sztuce, na przykład malarskiej albo

poetyckiej, z natury przecież sztucznej. W czynności naśladowczej;
nie próbujemy już przecież rywalizować z domniemaną, nieogar­
nioną sytuacją wzorcową, beznadziejnie rywalizować co do stopnia
realności. Pełnię i ciągłość życia zastępujemy cząstkowością i dys-,
krotnością naszej konfiguracji. Jest to zarazem rezygnacja z pretensji;
do quasi-magicznego przenoszenia się „tam", w tamten kontekst,
Nie zrywamy kontaktu z ,.tu", z horyzontem naszego życia
W zdarzeniu muzealnym ulega on jednak poszerzeniu, musi ot-|
worzyć się na obcy kontekst zjawiska, które napotkał. Jest to jedyny
sposób zachowania głęboko rozumianego autentyzmu całego przed­
sięwzięcia.
Na czym jednak polegu ten autentyzm? Otóż nie jest to już tylko
zgodność, adekwatność rekonstrukcji i oryginału (choć i te
aspektu pomijać nie można, bo przecież nie chodzi tu o jakieś
subiektywistyczne psychologizowanie); autentyzm, o którym mowa,
nabiera waloru symhaliczności. Oznacza to przede wszystkim od­
rzucenie złudzeń o jakimkolwiek bezpośrednim, prostym kontakcie
z odtworzoną rzeczywistością. Owa rzeczywistość zawsze jest skryta
poza symbolem. Symbol nie jest jednak pośrednikiem ograniczają­
cym nasze spojrzenie, przeciwnie: to środek, medium, wspierający
nasze zmysły, otwierający je. budzący. Bez niego tamten horyzont
rzeczywistości byłby dla nas w ogóle nieobecny.
Nasze otwarcie następuje nie mimo tego pośrednictwa, ale właśnie
dzięki niemu. Symbol nie dlatego wkracza w nasze poznanie, że
innych środków już nic mamy (jak z jedynym zachowanym zdjęciem
nieżyjącego lub nieobecnego człowieka); jest on niezbędny nawet
wtedy, gdy zdarzenie muzealne dotyczy czegoś, co ciągle istnieje
"Żadne trzewiki wieśniacze nie są prawdziwsze od tych z obrazu van
Gogha" - napisał pewien filozof komentujący słowa Heideggera
Ma rację Platon, że namalowanych butów nie da się założyć, że
szewc mógłby mieć do nich zastrzeżenia - zawierają one wymiar
fikcji; ale dzięki temu właśnie, dzięki zawieszeniu owego bezpośred­
niego odniesienia do rzeczywistości, możliwe jest otwarcie na innyjej
wymiar. Otwarcie to ma charakter symboliczny.
Autentyzm symboliczny to sformułowanie tylko pozornie para­
doksalne. W zdarzeniu muzealnym ma ono specjalne zastosowanie.
Tym bowiem, co wyróżnia prawdę symboliczną, jest jej dynamicz*
ność. ekstatyczność. Nie można bowiem o niej powiedzieć, że jest
(gotowa), ona jest odkrywana. Nic tkwi w dziele, lecz jest przez nił
wywoływana, ewokowana. by nie powiedzieć: prowokowana: wo
hec niego dopiero się ujawnia. Ma zatem charakter egzystencjalny,
bo z biernego „wystawiania" czyni „zdarzenie", a z widza - jegcf
uczestnika.
Taki jest właśnie sens naszej obecności w muzeum. Unikamy w ten
sposób naprawdę paradoksalnej sytuacji, gdy widz w muzeum jes
z jednej strony niewątpliwie niezbędny, z drugiej, wobec platoń­
skiego dążenia do prawdy o charakterze obiektywnym, zupełnie
niepotrzebny. Jeśli sytuacja muzealna rozumiana jest jako kopiowa­
nie rzeczywistości, widz jest tylko dodatkiem. On sam możj
wprawdzie odnieść w muzeum różnorakie korzyści, ale dla dzieł
muzealnego jest zbędny, jest wobec niego zewnętrzny.
Tymczasem, gdy prawda muzealna rozumiana jest w wymiarze
symbolicznym, następuje realne włączenie widza, jako uczestnika,
w muzealne imiwersum. Widz staje się jego integralną częścią.
Na koniec potrzebne są dwa zastrzeżenia. Po pierwsze, wbrew
może nastrojowi tych uwag, nie sądzę, by muzeum typu ..platon
skiego" nie miało racji istnienia. Rzecz w tym tylko, by uświadomi
sobie jego cele i fakt, że nie są one dla zjawiska muzealnego czym
oczywistym i przyrodzonym.
Po drugie, nic należy rozumieć moich uwag w kategoriac
psychologicznych. Choć w zdarzeniu muzealnym jest oczywiśc
miejsce na emocje i przeżycie, to prawda symboliczna nie może by
zrelalywizowana i zredukowana do ludzkiej psychiki. Buty va
Gogha, jak i buty z muzealnej gabloty, są nie tylko żródłei
w/ruszenia, ale i poznania. Tyle, że jest to poznanie o specjalnyt
charakterze: nie tylko informuje, ale i angażuje, ma wymiar egzyi
tencjalny.
Muzeum może być miejscem wtajemniczenia."
7

8

PRZYPISY
1

M. Heidegger, L'origine tle l'oeuvre tïiiri. w. Chemins qui ne mènent nulle
pari. (Holzwege) trad. W. Brokmeier. Paris 1962. s. 3.V34
Platon. Państwo, ks. X, przeł W. Witwicki. Warszawa 1990
ib. W miejscach, gdzie przekład W. Witwickiego staje się zupełnie
niezrozumiały, poprawiam go.
• Arystoteles. Retoryka. Poetyka, przeł. H. Podbielski, Warszawa 1988
P. Ricoeur, Temps el récit, t. I . Paris 1983, s. 6U
Na temat relacji .jak-gdyby" (comme-si) zob. R. Kearney. Poétique du
passible. Phénoménologie herméneutique tie ta figuration Paris 1984: por. też
P. Ricoeur, op. cit., s. lOln
2
J

!

6

18

7

L.-M. C'hauvet. Symbole el sacrement. Une relecture sacramentelle Ą
l'existence chrétienne. Paris 1987, s. 124
Por. P. Ricoeur, La fonction herméneutique
Je la distanciation, vA
F. Bovon i G. Rouiller (red.), Esegesis. Neuchaiel Pans 1975 (llum. polskiej
Hermeneutvcznu
funkcja dystansu, w: Jçzvk.
tekst, interpretacja,
nr/et
B

P. GralT i K. Rosner. Warszawa 1989).
" Próbą praktycznego zastosowania przedstawionej tu koncepcji ..zdarze-J
nia muzealnego" były warsztaty antropologiczne - Biskupin"91. Biskupin'9»
oraz Czarne'92 które prowadziłem z uczniami z XVII Społecznego Liceum!
Ogólnokształcącego w Warszawie Sprawozdanie z nich przedstawię w jedĄ
nym z najbliższych numerów „Kontekstów".

O „Epitafium i siedmiu przestrzeniach"
rozmowa z Jackiem Sempolińskim
Zbigniew Benedyktowicz

i oba aspekty w odbiorze sztuki są równorzędne pod względem
Z.B.: Panie Profesorze, bral Pan udział w pamiętnej wystawie
przygotowanej przez Janusza Boguckiego i Ninę Smolarz "Epita­ siły i znaczenia. I o ile, ja swoją osobistą twórczość traktuję tak,
fium i siedem przestrzeni" w Zachęcie. Wystawa ta spotkała się jak zarysowałem, tzn. że ona powstaje z dwóch źródeł, z potrze­
by tak konwencjonalnie czy umownie określając: kreatywności
zróżnvm przyjęciem. Obok licznych entuzjastów miała też i swoich
czy potrzeby piękna oraz z rzeczywistości, która jest rzeczywis­
przeciwników. Zarzucano jej, m.in. że manipulowała pracami
artystów, że wtłoczyła je w gorset, czy też ramy jednego tematu. tością ludzką, ogólną, generalną rzeczywistością ludzką,
i z mniejszym lub większym powodzeniem te dwa źródła chcę zc
Czym była dla Pana, jako dla uczestnika, la wystawa? Jaka jest
soba łączyć w zabiegu artystycznym, o tyle, jako artysta
Pańska opinia, teraz, już z dystansu, w tej sprawie?
nadający swoje dzieła, czy pokazując je na wystawach ludziom,
J.S.: Na wystawie w Zachęcie doszedł do głosu z siłą jakby
największą w porównaniu z dotychczasowymi wystawami pe­ też oba te punkty chcę wziąć pod uwagę. To znaczy: ja i moja
twórczość, i po drugie - ja i moja służba. Nawet z okazji tej
wien aspekt sztuki współczesnej czy może powiedzmy ogólniej:
wystawy w Zachęcie tak sobie (żartem) pomyślałem, jak mówi
Sztuki — współcześnie w niej jakby najsilniejszy, najbardziej
stare porzekadło, że mężczyźnie do twarzy jest w mundurze, że
twórczy. Mianowicie, nastąpiło w niej przeniesienie twórczości
mundur zdobi mężczyznę, tak uważam (poważnie), że artyście
artystycznej, zjawisk artystycznych z pola estetyki (powiedzmy,
przystoi służba. Oczywiście, ten współczynnik służby został
w przybliżeniu oczywiście) na pole antropologii. Nie jestem
zbanalizowany w przebiegu historycznym, na skutek tego teraz
antropologiem, nie miałem z tym wiele wspólnego, wobec tego
też jest interpretowany rozmaicie. A w ogóle, bardzo niechętnie
nie mogę tego głębiej rozwijać. Chciałbym tu tylko zasyg­
komu przychodzi do głowy, dlatego że sztuka to przede
nalizować: jak ja rozumiem taką „antropologiczność" zjawiska
wszystkim znaczy wolność. Ja po pierwsze, nie wiem co to
twórczości. Dlaczego sztuka i twórczość zbliżają się do ant­
„wolność", a po drugie tego znaku równości nie uznaję,
ropologii? Co w twórczości artystycznej upoważnia do tego,
ponieważ sztuka nie jest wolnością, tylko jest rodzajem zniewo­
żeby włączyć ją w ten obszar antropologii? Otóż uważam, że
lenia, zniewolenia artysty przez imperatyw sztuki.
twórczość jest rzeczą podwójną. Mamy tu do czynienia z dwoma
Więc służbę traktuje Pan jako konieczność?
zjawiskami: przyczyny, pochodzenie, źródła twórczości, sztuki
Właśnie o tym chciałem powiedzieć, bo służba, wziąwszy pod
oraz ich istnienie w obiegu ludzkim, szerszym. Mogę powiedzieć,
uwagę, że człowiek istnieje w rzeczywistości sprawia, że i artysta
że ta podwójność, leżąca u podstaw aktu twórczego, istnieje
w jakiś sposób jest w służbie rzeczywistości. Z tym, że żywość
pewno we wszystkich dziedzinach sztuki, ale ja biorę od­
słowa rzeczywistość chcę podkreślić. Nie chodzi mi o rzeczywis­
powiedzialność za słowo w dziedzinie malarstwa. U podstaw
tość społeczno-polityczną, tylko generalną, tzn. rzeczywistość
leżą więc jak gdyby dwa sprzeczne motywy: po pierwsze
- j a k to prof. Wiesław Juszczak za Claudelem i za innymi często
twórczość jako taka, jako jedna z sil władających człowiekiem,
podkreśla: rzeczywistość rzeczy widzialnych i niewidzialnych.
jako przedstawicielem gatunku, oraz coś innego, to znaczy coś.
To znaczy w takim szerokim i generalnym założeniu tę rzeczywi­
co nie jest twórczością, a co jest rzeczywistością, oczywiście
stość widzę. Chodzi mi więc o służbę tej rzeczywistości, bądź
w szerszym rozumieniu rzeczywistością, której człowiek sam jest
zespołowi już wybranych nawet idei. Wobec tych dwóch dezyde­
częścią. W której istnieje. Z tych dwu źródeł twórczość czerpie
ratów, takich generalnych, rozumiem służbę.
swoje soki. Rzeczywistość otaczająca, w której człowiek tkwi
Nawiązując do jednej z przestrzeni tej wystawy, myślę tu
i jest nią przeniknięty jest siłą, oraz ta już szczególna i po­
0 tradycji wschodniej, prawosławnej. To, co Pan profesor mówi
szczególna w człowieku siła, jaką jest twórczość, też jest siłą
przypomina len rodzaj rozumienia służby, jakim jest liturgia, gdzie
sprawczą. Z tych dwu sit powstaje kreacja artystyczna.
liturgia jest służbą I hogosłużenije 'j.
Tak właśnie, przecież, jak się sięgnie wstecz, nawet nie szukając
I teraz drugi aspekt: istnienie w obiegu, też według takiej
już Wschodu, ale Europy czy tradycji europejskiej, to twórczość
swoistej podwójnej zasady się odbywa: pierwsze - ja i moja
wiązała się z kultem zmarłych, bogów, czy Boga jednego,
kreacja, a po drugie - ja w służbie. Z rzeczywistości pochodzę,
niezależnie od rodzaju religii. Z kultem jest związana od grot.
rzeczywistości oddaję. Między nimi jest bardzo ścisła koniunkjaskiń, poprzez wszystkie Egipty i Grecje. Europę właściwie do
cja i bardzo trudno je rozdzielić, gdzie się jedna rola kończy,
dziś. Oczywiście był okres awangard, gdzie cały wysiłek umys­
a gdzie druga zaczyna, jaka jest między nimi granica. Nigdy to
łowy i twórczy był skierowany na to, żeby się z tej zależności od
nie jest lak jakby nożem odciął, ale w każdym bądź razie te dwa
kultu, zewnętrznego wobec sztuki, wyłaniać.
ogniska powodują, decydyją o obiegu. Te dwa bieguny w obiegu
Tak na przykład, podług mnie. o ile sam ten okres wyłamywa­
istnieją. Otóż według mnie, tracenie z oczu, ze świadomości
nia się był owocny, twórczy, bo wszelkie napięcia, które
artysty i odbiorcy - jeśli już takiego brzydkiego słowa użyć
powstają przy odstępstwach, przy konfrontacjach i takiej walce
- człowieka, który ze sztuką obcuje, jeśli któryś z tych dwóch
opozycji, takie napięcia są twórcze, natomiast, jak się skończył
punktów (w obu przypadkach), niknie z oczu, twórczość na tym
okres wyłamywania i tylko jest kontynuacja, to to się robi jałowe
traci, Naturalnie pozostaje zawsze kwestia temperamentu artys­
1 staje się powtarzaniem rzeczy coraz bledszych, coraz hardziej
ty i ludzi, którzy ze sztuką obcują, że są albo po jednej stronie
się to wycieńcza, ponieważ nie ma w tym soku. A k t twórczy nie
albo po drugiej, że bardziej są wrażliwi na twórczość czystą, na
jest więc wtedy włączony w szeroki obieg duchowy, jest eks­
sam akt czystej twórczości, natomiat na rzeczywistość, z której
ploatacją tylko czegoś, co już zostało wyłamane, zdobyte, jest
ta twórczość wytryska mniej, lub odwrotnie. To już są sprawy
powtarzaniem.
indywidualne, lecz ogólnie rzecz biorąc, oba źródła twórczości.
Wracając do głównych wątków. Włączenie aktu twórczego

19

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10512" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10490">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/2974395d6a09792adeefab76145e9929.pdf</src>
        <authentication>9a62241d3c72b052d414e5b418799dc3</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125167">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2490</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125168">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125169">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2313</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125170">
                <text>Śmierć Jasia i Małgosi / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125171">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.3-4, s.85-89</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125172">
                <text>Michera, Wojciech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125173">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125174">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125175">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125176">
                <text>Śmierć Jasia i Małgosi
Wojciech Michera

„Tam w głębi lasu, nic nie ma imienia..."
Lewis Carroll, O tym, co Alicja znalazła
po drugiej stronie lustra

Bardzo lubimy spędzać w lesie wolny czas. Zbieramy
jagody, grzyby, podpatrujemy zwierzęta, a nasze dzieci
biegają wśród drzew, budząc cierpliwe i zadowolone chyba
z towarzystwa Echo. W chwilach rozmarzenia zdaje się nam,
że słoneczne odblaski na wodzie to wiotkie nimfy w połys­
kujących szatach lub spragniony jelonek u wodopoju, a deli­
katny szum wiatru - to tajemnicza melodia fletni Pana... Jeśli
więc tylko pogoda dopisze, a komary nie są zbyt dokuczliwe,
czujemy się wolni i szczęśliwi, smakując w rozgryzanej
borówce odrobinę dzikości.
Las tworzy wspaniałą scenerię dla radosnych marzeń
o utraconej niegdyś wolności. Daje nadzieję na odnalezienie
w sobie mądrej prostoty życia, na przywrócenie czystości
pierwotnych związków z Naturą, która - jesteśmy tego pewni
- niczego, co jest nam istotnie potrzebne, nigdy nie poskąpi.
Mit dobrej Natury, Arkadii, jest chęcią zapomnienia o smut­
ku życia nadmiernie określonego prawami cywilizacji.
Jest jednak w tej postawie - bardzo mi czasem bliskiej duża naiwność, polegająca na przekonaniu, że Natura
z zasady jest nam przychylna, i że w lesie możemy zyskać
wolność nie tracąc bezpieczeństwa rodzinnego domu. W is­
tocie „ D o m " i „ N a t u r a " to radykalnie przeciwstawne kate­
gorie wyobraźni. Nie zapominajmy bowiem, że na wizeru­
nek lasu, jednego z najważniejszych obrazów „Natury",
w przemożny sposób wpływa podstawowa kategoria estetyki
śmierci - zmierzch. Oto zapadająca noc, ogarniając jasny
obszar radosnej zabawy, rozpuszcza znane kształty i wypeł­
nia je niepewnością. Ciemne drzewa tworzą groźną scenerię,
w której bożek Pan okazuje się dzikim Satyrem, a wdzięczne
nimfy - szalonymi menadami, rozrywającymi z wściekłym
okrzykiem młodego koziołka.
Owa dwoistość lasu - dziennej Arkadii i nocnej Otchłani
- jest jak złudzenie optyczne, rysunek przedstawiający za
pomocą tych samych kresek twarz młodą i starą, uśmiech­
niętą i ponurą. Owo złudzenie staje się istotną częścią
symbolicznej tożsamości lasu: jest w nim wszystko, co
zawiera się w łacińskim słowie creperus (zmrok) - posępność,
niepewność, niepokój, wątpienie, nie pozwalające liczyć na
znane, wydeptane przez człowieka ścieżki, podważające
dotychczasową pewność własnej tożsamości. Ale jednocześ­
nie w mrocznym gąszczu leśnym zawiera się też - oczekiwa­
nie i tajemnica.
Obraz Natury tworzą w naszej wyobraźni przede wszyst­
kim obszary wolne od śladów cywilizacji: góry, morza,
pustynie, puszcze. W miejscach tych trudno człowiekowi
zaspokoić nawet najbardziej podstawowe potrzeby biologi­
czne, takie jak oddychanie, utrzymanie odpowiedniej tem­
peratury ciała, jedzenie, picie. Jeśli więc spojrzeć na po­
szukiwaną w Naturze wolność (od zniewalających norm
cywilizacji) bez arkadyjskiego optymizmu, to okazuje się, że
jest ona tożsama ze śmiercią:
1

2

Jeździec w piaskach szuka drogi,
Szuka paszy białonogi,
Jeźdźcze, koniu, pusta praca,
Kto tu zaszedł, nie powraca.
Po tych drogach wiatr się błąka
Unosząc z sobą swe ślady;
Nie dla koni jest ta łąka,
Ona tylko pasie gady.
Tylko trupy tu nocują,
Tylko sępy tu koczują (A. Mickiewicz, Farys)
Mickiewicz pisze o wyprawie na pustynię, w przestrzeń
wrogą życiu w sposób nie budzący wątpliwości; ale przecież
jej nazwa mówi to samo, co słowo „puszcza", obszar pełen
roślin i zwierząt (do niedawna zresztą obie te nazwy dość
swobodnie wzajemnie zastępowano i jeszcze Mickiewicz
mógł pisać: „Są w Litwie pustynie j są głuche cienie
białowieskich lasów" . Decydujące jest tu przyjęcie ludz­
kiego punktu widzenia: tylko egzystencja człowieka liczy się
jako treść zapełniająca rzeczywistość. Co nie jest ludzkie, co
nie jest związane z człowiekiem, nie „jest" w ogóle, a jeśli
nawet istnieje, to „inaczej", gorzej, nieprawdziwie, jako
zaprzeczenie prawdziwego życia („Nie dla koni jest ta
łąka, / Ona tylko pasie gady"). Dlatego i las staje się
w tradycyjnej wyobraźni przestrzenią „nie-ludzką", a dzikie
zwierzęta - bestiami, których istnienie świadczy bardziej
0 demoniczności Natury, niż jej witalności.
Dlatego tam właśnie, w środku lasu, wspólnie ze zwierzę­
tami mieszkają takie istoty, jak smoki i czarownice. Nie lubią
one ludzi i nie tolerują ich obecności. Jak piszą bracia Grimm
w bajce o Jasiu i Małgosi: „Czarownice mają czerwone oczy
1 źle widzą, ale mają za to doskonały węch, jak zwierzęta,
i czują, kiedy zbliża się człowiek".
Las jako przestrzeń mityczną określa w znacznej mierze
jego niedostępność. Pełno w nim rozmaitych przeszkód,
które oddzielają radykalnie Cywilizację od Natury i uniemo­
żliwiają człowiekowi wniknięcie w tę zakazaną dla niego
strefę. Jeden z bardziej wyczerpujących opisów tej mitycznej
topografii lasu zawarł Mickiewicz w IV księdze Pana Tadeu­
sza. Przestrzeń litewskiej puszczy przedstawiona została tam
jako układ kręgów otaczających , j ą d r o gęstwiny" - matecz­
nik. Człowiekowi dostępny jest zaledwie zewnętrzny skra­
wek tej otchłani:
3

Któż zbadał puszcz litewskich przepastne krainy,
Aż do samego środka, do jądra gęstwiny?
Rybak ledwie u brzegów nawiedza dno morza;
Myśliwiec krąży koło puszcz litewskich łoża,
Zna je ledwie po wierzchu, ich postać, ich lice,
Lecz obce mu ich wnętrzne serca tajemnice;
Wieść tylko albo bajka wie, co się w nich dzieje,
Dalej - droga jest zamknięta; jak pisał Stefan Witwicki,
autor utworu, którego przeróbką jest Mickiewiczowski opis
matecznika: „Jak wspaniała i straszna tych tajemnic strona!
/ Natura jak potrójną miedzią (miedzą? - W M ) tam strzeżo­
na, / sama sobą oddycha.'" W Panu Tadeuszu po­
jawia się wytłumaczenie znaczenia owej potrójnej granicy
4

85

�Natury: „Szczęściem człowiek nie zbłądzi do tego ostępu, / Bo
Trud i Trwoga i Śmierć bronią mu przystępu". Są to
„Miejsca nigdy człowieka nie zgwałcone krokiem".
Pierwszą zatem przeszkodę stanowi Trud - ostateczna
granica wpływów cywilizacji. Ale choć strefa ta nie sprzyja
ludzkiemu w niej przebywaniu, ma jeszcze charakter, można
powiedzieć, naturalny:
Bo gdybyś przeszedł bory i podszyte knieje,
Trafisz w głębi na wielki wał pniów, kłód, korzeni,
Obronny trzęsawicą, tysiącami strumieni
I siecią zielsk zarosłych, i kopcami mrowisk,
Gniazdami os, szerszeniów, kłębami wężowisk.
Dopiero drugi krąg otchłani, określony jako Trwoga,
usprawiedliwia wstępną informację, że tajemnice puszczy
poznać można tylko ze źródeł o charakterze takim, jak
„wieść... albo bajka". Wkraczamy bowiem w obszar o ce­
chach trudnych do ujęcia w kategoriach przyrodniczych:
Gdybyś i te zapory zmógł nadludzkim męstwem,
Dalej spotkać się z większym masz niebezpieczeństwem;
Dalej co krok czyhają, niby wilcze doły,
Małe jeziorka, trawą zarosłe na poły,
Tak głębokie, że ludzie dna ich nie dośledzą
(Wielkie jest podobieństwo, że diabły tam siedzą).
Woda tych studni szkli się, plamista rdzą krwawą,
A z wnętrza ciągle dymi zionąc woń plugawą,
Od której drzewa wkoło tracą liść i korę;
Łyse, skarlowaciale, robaczliwe, chore,
Pochyliwszy konary mchem kołtunowate
I pnie garbiąc brzydkimi grzybami brodate,
Siedzą wokoło wody, jak czarownic kupa
Grzejąc się nad kotłem, w którym warzą trupa.
W tekście tym porównania wydają się równie ważne co
opisywane zjawiska. Dym, woń plugawa, jeziorka jak stu­
dnie sięgające najgłębszych podziemi, chorobliwość, kar­
łowatość, starość, oraz diabły i czarownice (skupione nad
magicznym kotłem) - wszystko to rekwizyty tworzące coś
więcej niż tylko „straszliwą" atmosferę. W tych bajkowych
realiach las staje się wręcz częścią, przedsionkiem samego
piekła.
Nie to jednak w „litewskiej puszczy" jest najgroźniejsze.
Oto bowiem przed nami ostatni krąg otchłani, przez Mic­
kiewicza jednoznacznie już określony jako: „Śmierć".
Za tymi jeziorkami już nie tylko krokiem,
Ale daremnie nawet zapuszczać się okiem;
Bo tam już wszystko mglistym zakryte obłokiem,
Co się wiecznie ze grzęskich oparzelisk wznosi.
Nie ma tu żadnych baśniowych strachów. Ale jest coś
gorszego: świat zakryty mglistym obłokiem, a zatem świat
w którym zmysły - zmysły żywego człowieka - tracą
przydatność;^ na nic się tu nie zda nawet największy wysiłek
i męstwo. „Śmierć" - niedostępna dla oczu - onajirzede
wszystkim określa charakter całej przestrzeni lasu. Śmierć,
której przejawem, symbolicznym równoważnikiem, a przy­
najmniej zapowiedzią staje się błądzenie.
W życiu wędrówce, na połowie czasu,
Straciwszy z oczu szlak niemylnej drogi,
W głębi ciemnego znalazłem się lasu.
Jak ciężko słowem opisać ten srogi
Bór, owe stromych puszcz pustynne dzicze,
Co mię dziś jeszcze nabawiają trwogi.
Gorzko - śmierć chyba większe zna gorycze;
Lecz dla korzyści, dobytych z przeprawy,
Opowiem lasu rzeczy tajemnicze.
Nie wiem, jak w one zaszedłem dzierżawy,
Bo mną owładła senność jakaś duża
W chwili, gdy drogi zaniechałem prawej.
(Dante, Boska Komedia, tł. E. Porębowicz)

86

Tak rozpoczęła się wyprawa Dantego. Ale bohaterów
błądzących po lesie było w literaturze bardzo wielu. Błąkają
się choćby bajkowi Jaś i Małgosia, którzy dali się zaskoczyć
nocy, poszerzającej gwałtownie niebezpieczny i wrogi czło­
wiekowi obszar lasu. Zarówno Dante, jak i dzieci z bajki,
zginęliby w ciemnym gąszczu (i nie odnieśli „korzyści,
dobytych z przeprawy"), gdyby nie napotkani przewodnicy.
Dantego prowadzi Wergiliusz; dzieci - biały ptaszek, który
zjawił się w trzecim dniu ich zagubienia (chyba jeden z tych,
które w dziele Wergiliusza pomogły schodzącemu do pod­
ziemi Eneaszowi odnaleźć drogę w głębi gęstwiny - Eneida
V I , 190n). Prowadzi je - niczym dusze opuszczające ten
świat. Tam, gdzie nie ma żadnych dróg, gdzie nie mogą ich
poprowadzić znaki uczynione ludzką ręką. Gdzie każdy
krok, to - błąd i zagubienie. Aż do drzwi chatki Baby Jagi
- jak do wrót budzących „trwogę" piekieł.
Inną bramą w zaświaty stał się też rozpalony nocą,
w środku lasu, stos, do którego dotarli bohaterowie filmu
Ingmara Bergmana Siódma pieczęć (środek lasu był tam
zarazem granicą parafii, a zatem i świata człowieka): taki
jego sens podkreśliła szczególnie drabina, do której przywią­
zano paloną na nim domniemaną czarownicę. W ten sposób
obraz ten upodobnił się do biblijnej albo mistycznej wizji
wstąpienia do nieba.
W Siódmej pieczęci śródleśnej granicy strzeże śmierć we
własnej postaci. W Boskiej Komedii Dante spotyka na swej
drodze dzikie zwierzęta. W Bajce o Jasiu i Małgosi ich rolę
przejmuje Baba Jaga. W innych opowieściach spotkać
można najrozmaitsze bestie i smoki.
Jednym z pierwszych w dziejach literatury potworów
leśnych jest Humbaba z Eposu o Gilgameszu:
Zęby ma Humbaba jako kly smoka, lwa oblicze, w starciu jest jak
potop! Przed czołem jego, co jednako żre drzewa i trzcinę, nikt się
ostać nie zdoła! Na czubku ogona swego i członka ma dwa łby
wężów jadowitych.
5

Humbaba mieszka w samym środku nieprzebytej puszczy
cedrowej. Po co wybrał się tam Gilgamesz? Otóż wyprawę tę
(budzącą w nim dojmujący lęk) podjął zamiast niezrealizo­
wanej próby zejścia do otchłani piekielnej. A zamierzał on
w ten sposób zdobyć skarb strzeżony przez potwora - wspa­
niałe drzewa gór Libanu.
Przystanęli [Gilgamesz i Enkidu] i dziwią się puszczy, widzą
cedrów ogromną wysokość, wypatrują wokół leśnych przesmyków,
gdzie Humbaba chodząc krok swój odcisnął. (...) Widzą górę
cedrów, mieszkanie bogów... (...)
Ledwie łoskot usłyszał Humbaba, gniew nim zatrząsł: A któż to
się zjawił? Kto drzewa bezcześcił z gór samych zrodzone, kto cedr
śmiał rąbać?
Walki bohaterów ze smokami i potworami (Heraklesa,
Perseusza, św. Jerzego i wielu innych) są transformacjami
mitu kosmogonicznego, za którego najważniejszy przykład
można chyba uznać babiloński poemat Enuma ełisz. Także
walka Gilgamesza z Humbaba - obraz mityczny o dużej
złożoności - zawiera podobny sens. Jeśli jednak w większości
bohaterskich mitów kosmogonicznych chaos przedstawiany
jest jako żywioł wody, to tutaj rolę tę przejmuje leśny gąszcz.
Trzeba zresztą przyznać, że stworzony został w ten sposób
obraz bardzo sugestywny: jeśli kreacja świata rozumiana jest
jako uporządkowanie chaosu, a zatem jeśli pierwotny chaos
traktowany jest w niej jako swoisty budulec, to pokonanie
potwora uosabiającego las, wycięcie drzew i zbudowanie
z nich murów obronnych miasta (a dokładniej - zamykającej
je bramy) dokładnie tę ideę odzwierciedla.
Mityczny i literacki obraz wycinania cedrów Libanu miał
też ciekawą kontynuację. Oto niektórzy władcy blisko-

�wschodni, podejmujący dzieło budownicze o charakterze
sakralnym, najpierw wyprawiali się demonstracyjnie po
budulec w góry Libanu. Jednym z nich był Gudea z miasta
Lagasz: „do gór cedrowych, gdzie nikt jeszcze nie odważył się
wkroczyć, on zbudował drogę, Gudea, kapłan Ningirsu,
i ściął cedry wielkimi siekierami" . Ten akt cywilizacyjny
(kreacyjny) powtórzył też rękami Hirama biblijny Salomon
( I K r 5.20).
Wizja cedrowych lasów Libanu jako obszaru dzikiego,
niebezpiecznego, nieopanowanego przez człowieka, jeszcze-niestworzonego chaosu, to ciekawy kontekst dla tej tak
ważnej w Biblii (między innymi w Psalmach, w Pieśni nad
Pieśniami) metafory boskiej potęgi i piękna. Oto z jednej
strony, z punktu widzenia człowieka, „dzikość" jest zła
i wymaga aktu kreacji, czyli jej pokonania; zarazem jednak
to właśnie owa nieopanowana dzikość jest świętością prze­
kraczającą wszystko, co dostępne człowiekowi. Zrozumiała
jest więc duma, z jaką Pan z Księgi Hioba opisuje potęgę
potwornego Behemota (bliskiego krewniaka, jak się wydaje,
zarówno Humbaby, jak i słynnego Tygrysa z wiersza Wil­
liama Blake'a ):

Dlatego też Bolesław Leśmian, znakomity znawca żywiołu
leśnego, nasyca swego „demona zieleni" silnym erotyzmem.
I choć trudno może byłoby doszukać się go w postaci
Humbaby czy innych potworów leśnych, nie można w próbie
charakterystyki Natury pominąć i tego jej aspektu. Przybiera
ona bowiem niekiedy postać kobiecego demona, kobiety
fatalnej, która kusząc swym czarem - jak Lilith z Eposu
0 Gilgameszu i Biblii, syreny Homera, nimfy ze źródła
leśnego w Mysji, Mickiewiczowska nimfa śródleśnego jezio­
ra Świteź, czy też nadreńska Lorelei - wciąga w podniecającą
topiel łatwowiernych mężczyzn. Jest to ten nieposkromiony
erotyzm, który wiotką nimfę wodną zamieniał w oszalałą
bachantkę, który „wabił", czarował niszczącą pieszczotą
(„zniszczotą"), „nęcił ust zdyszanych tajemnym bezśmie­
chem", „kusił coraz głębiej - w tę zieleń, w tę zieleń!",
w oszałamiające zagubienie.
Ta ponad-obfitość, życie nie ograniczone miarą człowie­
ka, pieniące się w nad-rniarze, „pośpiech nieustannych
rozkwitów", staje się wyuzdanym chaosem, orgiastycznym
żywiołem, przynoszącym w końcu śmierć. Czym jest jednak
ta śmierć - nie dowiemy się, póki jej nie zaznamy - póki
Oto Behemot, którego jak i ciebie stworzyłem. Tak jak wół żre żyjemy i póki nie zapłaciliśmy ceny, jaką jest „odczłowieczenie duszy".
trawę.
Patrz, jaka siła w jego lędźwiach i moc w mięśniach jego brzucha.
Erotyzm Natury, a także przekonanie, że rozsądek czło­
Prężny swój ogon niby cedr, ścięgna jego ud są mocno splecione. wieka i jego namiętności nie mogą iść w parze, spowodowały
Kości jego jak rury z brązu. Żebra jego jak pręty żelazne.
wygnanie miłości - uczucia wprowadzającego w życie zgub­
On jest przedniejszym z dzieł Bożych.
ny nieporządek, (albo też: ucieczkę miłości - uczucia nie
(Hiob 40, 15-19, tł. Cz. Miłosz)
potrafiącego znieść podporządkowania zniewalającym nor­
Natura to żywioł, życie nad-mierne, o nie dającym się mom rozumu) poza obszar świata kształtowanego racjonal­
opanować natężeniu, stające się przez to własnym zaprzecze­ nie przez człowieka - do lasu.
niem - chaosem, śmiercią. Naturę możemy obserwować
Stąd wziął się oczywiście mit Arkadii, wielka zawsze
wyłącznie spoza odgradzającej nas od niej granicy, będącej popularność literackich sielanek, sentymentalne ogrody. Ten
zarazem progiem naszego Domu. Tylko tu, w domu, czuje­ miłosny nurt kultury europejskiej pozbawiony jest jednak
my się bezpiecznie. Każdy zaś, kto usiłuje wedrzeć się świadomości, że patron Arkadii, bożek Pan - starzec o mło­
w niebezpieczną strefę lasu - musi porzucić kondycję ludzką. dzieńczych siłach - słynął z niezwykłej aktywności seksual­
Jak już mówiliśmy, i jak wiedzą słuchacze baśni, każda istota nej. Rezygnując więc z wyrazistego erotyzmu grzeszy naiw­
o „zapachu człowieka" traktowana jest tu jako intruz. Ginie nością, o której zdążyliśmy już tu powiedzieć, a nawet
- tracąc życie lub przybierając nową, nie-ludzką postać. obłudą.
Ginie - z nadmiaru życia.
Ciekawsze z naszego punktu widzenia są teksty, w których
pojawia się owa mroczna, krepuskularna dwuznaczność lasu
W zwiewnych nurtach kostrzewy, na leśnej polanie,
1 miłości. Jednym z nich jest średniowieczna opowieść
Gdzie się las upodobnia łące niespodzianie,
0 Tristanie i Izoldzie. Przedstawia ona miłość w sposób
Leżą zwłoki wędrowca, zbędne sobie zwłoki,
Przewędrował świat cały z obłoków w obłoki,
typowy dla dwunasto wiecznej kultury dworskiej, ostro prze­
Aż nagle w niecierpliwej zapragnął żałobie
ciwstawiając to uczucie nisko ocenianej normie społecznej,
Zwiedzić duchem na przełaj zieleń samą w sobie.
przejawiającej się jako instytucja małżeństwa. W planie
Wówczas demon zieleni wszechleśnym powiewem
przestrzennym konflikt ten pokazany jest jako wybór między
Ogarnął go, gdy w drodze przystanął pod drzewem,
dworem króla Marka a lasem: na zamku Izolda jest żoną,
I wabił nieustannym rozkwitów pośpiechem,
a Tristan wasalem; las pozwala odrzucić te role i oddać się
I nęcił ust zdyszanych tajemniczym bezśmiechem,
I czarował zniszczotą wonnych niedowcieleń,
uczuciu.
I kusił coraz głębiej - w tę zieleń, w tę zieleń!
Sytuacja ta przypomina swą niejednoznacznością ocenę
A on biegł wybrzeżami coraz innych światów,
potężnych
demonów leśnych - budzących lęk człowieka
Odczłowieczając duszę i oddech wśród kwiatów,
1 dumę Boga. Oto niektóre wersje legendy przedstawiają
W taką zamrocz paproci, w takich cisz kurchany,
pobyt kochanków w lesie jako grzeszne odstąpienie od
W taki bezświat zarośli, w taki bezbrzask głuchy,
W takich szumów ostatnie kędyś zawieruchy,
świętych praw moralnych - wtedy normy społeczne utoż­
Że oto martwy w stu wiosen bezdeni,
samione są z prawami boskimi; w innych jednak las jest
Cienisty, jak bór w borze - topielec zieleni.
przestrzenią świętą, władaną mocą ponad-ludzką, boską,
(B. Leśmian, Topielec)*
a zatem jest wolny od przymusu praw obyczajowych.
A jednak ten nieposkromiony żywioł ma w sobie coś Przeżywana w lesie miłość nabiera cech świętości i upodob­
pociągającego. Tak jak pociągające i kuszące potrafi być nia się do sakramentu. Dodajemy, że spełnienie miłości
„zagubienie", rozumiane jako stan egzystencjalny. Tylko Tristana i Izoldy jest w opowieści utożsamione ostatecznie
ono - ta metafora (metonimia?) śmierci - choć budzi lęk, z ich śmiercią, obdarzoną jednak cechami roślinnej płodno­
otwiera też drogę do tego, co naprawdę nowe, nieprzewidzia­ ści: z grobów obojga kochanków wyrastają przecież i splata­
ne, fascynujące; jest jak alchemiczna materia confusa, nie­ ją się gałązki wiciokrzewu.
zbędna w akcie indywidualnej przemiany, „niedowcielenie",
Myśl o magicznej, wolnej i leśnej miłości zawarta jest też
pozwalające odrzucić uciążliwą, nadmierną pewność dotych­ w Szekspirowskim Śnie nocy letniej. Jeden z bohaterów
czasowego istnienia.
utworu, Lizander, mówi wyraźnie: „...przybyłem tutaj (do
6

7

9

87

�lasu Ardeńskiego) / z Hermią - w obawie przed ateńskim
prawem / Mieliśmy zamiar żyć z dala od miasta...". I chociaż
pełno tu elfów, duszków, nimf i kupidynów - nie jest to
utwór sentymentalny. Wymagania gatunku sprawiły, że
w historii tej nie ma wprawdzie nastroju posępności, a na
dodatek kończy się ona dla wszystkich pomyślnie, ale jest
w niej jednak obecny nocny niepokój, niepewność, a także
- lekko tylko skrywany - erotyzm (Podszewka: „musimy
dobrze przećwiczyć różne śmiałe efekty sceniczne i ob­
sceniczne").
Prawdziwa miłość, miłość „leśna", nie jest jednak łatwa.
Wiemy już z Pana Tadeusza, że wnętrza puszczy bronią
Trud, Trwoga i Śmierć. W istocie jednak te przeszkody są
zarazem etapami trudnej drogi o charakterze wtajemnicze­
nia, bo przecież choć tekst Mickiewicza ma postać prze­
strogi, to prawdziwym jego bohaterem jest oczekiwany
śmiałek, który podejmie niewykonalne dzieło i dotrze do celu
- do matecznika.
Nadszedł czas, by dokończyć zaczęty wcześniej cytat:
10

A za tą mgłą na koniec (jak wieść gminna głosi)
Ciągnie się bardzo piękna, żyzna okolica,
Główna królestwa zwierząt i roślin stolica.
W niej są złożone wszystkich drzew i ziół nasiona,
Z których się rozrastają na świat ich plemiona;
W niej, jak w arce Noego, z wszystkich zwierząt rodu
Jedna przynajmniej para chowa się dla płodu.
Podobną w istocie myśl dostrzec można w słynnej Legen­
dzie o Graalu Chretiena de Troyes. Zapisana pod koniec X I I
w Szampanii, opowiada o odnowieniu świata w obu wymia­
rach: kosmicznym i egzystencjalnym, o potrzebie uratowania
„Ziemi Jałowej" przez doskonałego rycerza, oraz o doj­
rzewaniu Percevala. To nieokrzesane pacholę, nieświadome
nawet własnego imienia, staje się rycerzem godnym swego
przeznaczenia. A cała historia zaczyna się i kończy w lesie;
oto jej początek:
„Było to w porze, kiedy drzewa rozkwitają, w gajach puszcza się
listowie, a na łąkach zielona murawa, kiedy ptaki od świtu wywodzą
swą łaciną słodkie trele, a radość przenika serce wszelkiego stworze­
nia. Synaczek pani, wdowy po rycerzu, która ma dwór i włości wśród
Śmiertelnego Lasu, zerwał się z łoża, żwawo okulbaczył podjezdka (...). Wjeżdża w las i zaraz serce się mu rozwesela dla pięknej
pogody i radosnego świergotania ptasząt - bo wszystko to miłe mu
było."
11

Las Percevala pełen jest wiosennej radości, ptasiego
świergotu; nazywa się jednak Foret Gaste, co można prze­
tłumaczyć jako „zniszczony", „pusty", „śmiertelny" (w
tłumaczeniach na współczesny język francuski używa się
słowa deserte). Tylko tam bowiem, w pełnej niepokoju
krainie śmierci, warto poszukiwać skarbu życia.
Jego istnienie - jak pokazuje to Rilke - ma jednak
charakter dramatyczny:
W zwiędłym lesie jest ptaków wołanie,
wołanie bez powodu w zwiędłym lesie.
Lecz to okrągłe ptaków wołanie
spoczywa w chwili, co mu dała trwanie
wielkie jak niebo na zwiędłym lesie.
Posłusznie wszystko układa się w krzyk:
Krajobraz jakby leżał w jego dłoni,
gwałtowny wiatr jakby przylegał do niej,
a chwila, która chce ze siebie wyjść,
jest blada, niema, jakby znała ciszę
rzeczy, od których musi umrzeć każdy,
kto z tego krzyku wyszedł.
(R. M . Rilke, Niepokój tł. M . Jastrun)
Tylko zanurzenie się w mroczym lesie, wystawienie na jego
śmiertelną moc, zamieniającą w złudzenie wszystko, co

88

dotąd traktowaliśmy jako niepodważalną rzeczywistość,
pozwala odkryć nowy świat. Taki właśnie las przedstawia
Bergman w Siódmej pieczęci: zagubienie, nieprzydatność
ludzkich zmysłów i wiedzy, niepokój ludzi obserwujących
wyniesioną na stos czarownicę: w jej oczach, pustych, choć
sięgających już poza horyzont tego świata, nie udaje im się
niczego dojrzeć. Niczego - poza śmiercią, nie pozostawiającą
żadnej nadziei.
A jednak rodzinie kuglarza Jofa - a zatem ludziom, którzy
od tego, co w złudny sposób rzeczywiste, wyżej cenią
realność cudów, którzy nie mają stałego domu - udaje się
dotrwać do końca burzliwej nocy; o świcie (mimo, że ich wóz
w pewnej chwili się zatrzymał) osiągają kres lasu.
W pewnym sensie dzieło Bergmana składa się z dwóch
odrębnych części, z których pierwsza - to cały film, druga zaś
- t o zaledwie ostatnia, krótka scena, należąca w istocie już do
przyszłej, jeszcze nie opowiedzianej historii Jofa i M i i .
Podobną strukturę ma też film Felliniego Noce Cabirii.
Historia ta opowiada o życiu pełnym złudzeń, o niespeł­
nionych marzeniach i nieprawdziwych granicach, których
przekroczenie niczego nie zmienia. Prawdziwym kresem
ponownie jest dopiero las, dość jednoznacznie scharak­
teryzowany tu jako kraina śmierci (zachodzące słońce,
zapadający zmrok, prowadząca na zachód droga „na skró­
ty", dziwne, brzydko pachnące kwiaty, jakich Cabiria nigdy
jeszcze nie widziała). Istotnie ociera się tam o śmierć i traci
wszystko, co miało dotychczas jakiekolwiek znaczenie. Wte­
dy jednak rozpoczyna się właśnie druga część filmu - ostat­
nia jego scena, początek nowego życia Cabirii.
Podobnie dzieli się na dwie części i nasze życie: na
oswojoną, oraz dziką, obcą, „leśną". W tej pierwszej czuje­
my się bezpieczni; druga - ta, która zawsze ma dopiero
nadejść - budzi lęk. Zarazem jednak pierwsza, aktualna,
kojarzy się z egzystencją monotonną i nudną, druga - pobu­
dza wyobraźnię i kusi nieznanym.
Najczęściej jednak boimy się porzucić bezpieczną strefę,
boimy się chaosu i zagubienia. Jeśli ktoś sądzi jednak, że
pozostając w domu nie jest narażony na zagrożenie płynące
z lasu - myli się. Całą sprawę można bowiem ująć odwrotnie:
za każdym razem, gdy niszczymy pewien ustalony ład
- przywołujemy tym samym leśnego demona: „wywołujemy
wilka z lasu".
Na tym właśnie polegał przypadek Makbeta. Jest to
historia nie tylko ludzkich dylematów etycznych. Jest to
także historia braku odwagi. Można powiedzieć, że Makbet
pragnął skarbu, ale nie potrafił stoczyć o niego prawdziwej
walki z potworem leśnym. Jego zbrodnie zaburzyły jednak
porządek ludzkiego świata, a zatem - zamieniły go w chaos.
Potwór, wraz z wędrującym lasem, sam przyszedł do Mak­
beta.
Gdy w dzieciństwie słuchałem baśni o bohaterach udają­
cych się - wiadomo - za siedem gór, lasów, rzek, zadawałem
sobie jedno przede wszystkim pytanie: gdzie to jest? Aż
pewnego razu, w zupełnie dorosłym już wieku, przyszło mi
spędzić noc w głębi dużego lasu, pod gołym niebem.
Przebudziłem się wtedy w środku nocy i leżąc z głową na
mchu dałem się ponieść wyobraźni, uległem fascynującej sile
szumiących drzew (ledwie widzialnych na tle ciemnego
nieba), tajemniczych trzasków, delikatnego tupotu nóg
jakiegoś zwierzęcia... Było to zmysłowe dotykanie czegoś
nierealnego. A na dodatek - działo się nieopodal miasta
Avallon w Burgundii, którego nazwa w tradycji arturiańskiej
oznacza krainę pośmiertnej szczęśliwości...
Tajemnica lasu wymaga odwagi. Zstąpienie w jego otchłań
to obraz doświadczenia egzystencjalnego budującego nową
tożsamość człowieka, a zarazem - przywracającego niejako
1 2

13

�ponadindywidualną pamięć kultury, z tego doświadczenia
przecież wyrastającej. O tym tajemnym, leśnym przejściu
w strefę kryjącą w sobie pamięć ludzkości pisze Czesław
Miłosz:
Te korytarze, którymi idę przy blasku pochodni
Słysząc jako woda kapie na strzaskane płyty.
W głąb, w głąb góry. W niszach popiersia przyjaciół,
Oczy ich marmurowe, tylko światło i cień
Kładą krótko na twarzach cierpki grymas życia.
Tak, coraz dalej, labiryntem w ciemne wnętrze,
Bez koboldów, z echem własnych kroków.
Aż pochodnia zgaśnie na niewiadomym zakręcie
I tam gdzie przeznaczone zamienię się w kamień.
Ale u wejścia, które zamknięte głazem lawiny będzie zapomniane,
W jodłowym lesie nad spadającym z lodowca potokiem,
Łania urodzi cętkowanego jelonka i powietrze rozwinie
Swoje piękne liściaste spirale innym oczom, jak mnie kiedyś.
I odkryta będzie na nowo każda radość poranka,
Każdy smak jabłka zerwanego w wysokim sadzie.

Więc mogę żyć spokojny o to co kochałem,
Ziemia poniesie akwedukty, amfory, świeczniki mosiężne,
A kiedy któregoś dnia psy goniące niedźwiedzia
Wpadną w skalną szczelinę i ludzie dalekich pokoleń
Odczytają na ścianach kanciaste nasze litery Zdziwią się, że z tego co ich cieszyło znaliśmy tak wiele
Choć nasz daremny pałac znaczy już tak mało.
(Te korytarze)

Nie ma tu ponadobfitej, żywiołowej płodności, jest nato­
miast subtelna „radość poranka", „smak jabłka zerwanego
w wysokim sadzie" i łania rodząca cętkowanego jelonka.
Gwałtowną kreację zastępuje trwałość odciśniętej w kamie­
niu milczącej pamięci i dziedzictwo odradzających się poko­
leń. A jednak w tych wysmakowanych obrazach odnaleźć
można przejmujący nastrój otchłannej głębi czasu, nie
dającego się pokonać przemijania, nieludzka moc, a nawet
wspomnienie gwałtu („smak jabłka zerwanego w wysokim
sadzie"); odblask wieczności i ciągle żywe, płodne marzenie.

PRZYPISY
1

Owa arkadyjska naiwność w ciekawy sposób przejawia się dziś
w ideologii nazywanej ekologią. Słowo „ekologia" pochodzi bo­
wiem od greckiego oikos - „dom", a zatem sugeruje traktowanie
środowiska naturalnego jak własnego domu. A przecież dom, to
miejsce w którym - po pierwsze - powinienem czuć się bezpiecznie
i wygodnie, a po drugie - miejsce, które mogę kształtować i urządzać
całkowicie według mojej własnej woli (o tym mówi inne słowo
pochodzące od greckiego oikos - ekonomia). Obie te ideowe
właściwości domu są zresztą ze sobą ściśle powiązane: bezpiecznie
i wygodnie czuć się mogę tylko tam, gdzie zaprowadzony został
pewien odpowiadający mi porządek, Jest więc paradoksem, że
„święta ekologia" pragnie traktować Naturę jak wielki Dom,
zachowując ją zarazem w postaci nie zmienionej. Nie wiadomo też
w końcu, czy w tym ujęciu wysoko ceniona przez zwolenników
myślenia „ekologicznego" wolność właściwa będzie raczej niechętnej
zmianom naturze, czy też światu podporządkowanemu ludzkim
normom.
O estetyce śmierci pisze Michel Guiomar, Principes dune
2

esthetique de la mort, Paris 1967, zob. s. 135n
Wg. J. Rostafiński, Las, bór, puszcza oraz matecznik jako natura
3

Oczy nieśmiertelne, czyje
Ręce rzeźbiły twą symetrię straszną?
(...)

Jakie piece, jakie formy
Wypalały mózg potworny?
Jaki giął go młot czy kleszcze
Żeby siał śmiertelne dreszcze?
(...)
(W. Blake, Tygrys, przeł. J. Waczków)
8

Intuicja poetycka doskonale potrafi uchwycić tak ważną w wyo­
braźni symbolicznej tożsamość żywiołów związanych z rozmaitymi
formami anekumeny: topielec gnijący w gąszczu leśnym u Leśmiana;
wyprawa zbuntowanego beduina na pustynię porównana do po­
dróży przez morze w Farysie Mickiewicza; Przejście przez las
czerwony - tytuł wiersza Tymoteusza Karpowicza nawiązujący do
biblijnej przeprawy przez Morze Czerwone, itd. itd.
9

Podobnie niejednoznaczne oceny wywołują też rozmaite po­
stacie mądrości: od społecznej zapobiegliwości mieszczańskiej do
samotniczej kontemplacji mędrca chroniącego się (lub wygnanego)
w lesie, w górach lub na pustyni.

baśni w poezji Mickiewicza," Rozprawy PAN w Krakowie, wydział
filologiczny t. 60 nr 1, s. 10, Kraków 1921. Zob. też zacytowany dalej
Cytaty ze Snu nocy letniej Szekspira w tł. St. Barańczaka.
początek polskiego tłumaczenia Boskiej Komedii Dantego.
Tekst utworu Witwickiego podaje J. Rostafiński, op. cit., s.
Tłumaczenie Anny Tatarkiewicz. W przekładzie tym nazwa
19-21
foret gaste oddana została jako „Las Przeklęty".
Fragmenty z Eposu o Gilgameszu w tłumaczeniu R. Stillera,
Zbigniew Benedyktowicz podkreśla, że tematem filmu Berg­
wyd. Warszawa 1980
mana jest nie tylko śmierć, ale i miłość: „Są to niemal wszystkie jej
1 0

4

1 1

5

1 2

6

Arvid Kapel rud, Temple Building, a Task for Gods and Kings,

„Orientalia" 32, 1963, s. 56-62
Słowa: „Oto Behemot, którego jak i ciebie stworzyłem" brzmią
jak odpowiedź na pytanie zawarte w wierszu Blake'a:
Tygrys, Tygrys, blask twój bije
W borach nocy, ale czyje
7

twarze". Z. Benedyktowicz, Obraz i słowo (O scenariuszach Berg­
mana), w: Sztuka na wysokości oczu. Film i antropologia, Warszawa

(b.d.), s. 237
1 3

Zob. mój tekst Noce Cabirii Federico Felliniego,

Notatki

antropologiczne, „Kwartalnik filmowy" nr 2, 1993, s. 18-26

89

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10743" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10721">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d00db4bfdd360dc40b6433bb29ac591f.pdf</src>
        <authentication>abe6808bdafb19798738f0d6252d2356</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128054">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2531</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128055">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128056">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2351</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128057">
                <text>Gałązka Eneasza / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128058">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4, s.169-171</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128059">
                <text>Michera, Wojciech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128060">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128061">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128062">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128063">
                <text>Gałązka Eneasza
Wojciech Michera
„W powszechnym mniemaniu starożytnych owa fatalna gałąź arycyjska
była Złotą Gałęzią, którą Eneasz, posłuszny nakazowi Sybilli, ułamał
wybierając się w niebezpieczną podróż, do krainy umarłych. "
James F r a z e r .

Złota Gałąź.

Kędy złoto przez liście blask rzuca wesoły, / Jak pośród mrozów zimy
krzew bujny jemioły / Zielenią błyska nową z nie swojego drzewa
/1 smukłe pnie okiścią złocistą odziewa: / Tak z dębu gałąź, złota blask
sieje wspaniały, / Tak blaszki liści z. wiatrem lekko szeleściały.
Wergiliusz,

Eneida,

ks. V I

Czym jednak była Złota Gałąź pozwalająca bezpiecznie węd­
rować po zaświatach? Trudno zadowolić się prostą botaniczną
identyfikacją Frazera: „Zlotu Gałąź nie była niczym innym, jak
jemiołą widzianą przez poetycką mgiełkę lub ludowe wierzenie. "
- dzisiaj bardziej zajęłaby nas pewnie owa „poetycka mgiełka",
jako zasada mitotwórcza określająca porządek i sens naszych
wyobrażeń. Zachwyt jednak dla (ponad) wiekowego arcydzieła
etnologii - jedynego chyba z tamtego czasu, które nadal chce s i ę
czytać - każe zaniechać bezpośrednich polemik. Kilka tych
przedstawionych tu spostrzeżeń (dla etnologów często bardziej
niż oczywistych) niech raczej będzie skromnym wyrazem hołdu
dla angielskiego uczonego w 105 rocznicę pierwszego wydania
Złotej Gałęzi.
Obraz wędrowca udającego się w pełną grozy wędrówkę poza
bramę świata wyznaczonego ludziom przez bogów, wędrowca
zstępującego do krainy zmarłych w poszukiwaniu najgłębszej
prawdy o ludzkim życiu, jest niezmiernie trwały. Wiadomo - pisał
Wergiliusz swą Eneidę zasłuchany w rytmicznie dźwięczące
źródło greckiej wyobraźni - Homerową Odyseję, by po z górą
tysiącu lat samemu stać się bohaterem Boskiej Komedii i przewod­
nikiem Dantego po Piekle. Warto jednak zauważyć, że Eneasz
Wergiliusza uczestniczy w innej jeszcze sztafecie podobnych mu
podróżników. Proszę przypomnieć sobie, że przed przekrocze­
niem bramy Otchłani w Cumae pertraktuje z jej strażniczką,
kapłanką Apollina Sybillą:
1

0 jedno proszę: skoro tu brama jest blisko
Acherontu rozlane bagnisko.
Dozwól mi ujrzeć ojca drogiego oblicze.
Wskaż drogę i podwoje otwórz tajemnicze.
Eneida. ks. V I . tl. T. Karyłowski

Otóż szukając argumentów w rozmowie tej powołuje się Eneasz
na precedensy:
Jeśli cień żony Orfej, stroskany niezmiernie.
Mógł wywieść trackiej cytry struny dźwięczącemi,
Gdy mógł Pol luks za brata schodzić do podziemi
Tylekroć - o Tezeju zmilczę i A Icydzie 1 mój ród od Jowisza najwyższego idzie.
Eneida. ks. V I . tl. T . Karyłowski

Oto więc poprzednicy Eneasza: Orfeusz, Polluks, Tezeusz,
Herakles - czterej wędrowcy, którzy zdołali przekroczyć granicę
czasu i wieczności w obie strony. Czy mieli poza tym coś ze sobą
Wspólnego? Niewątpliwie posługiwali bardzo różnymi metodami
odmienne stawiali sobie cele. Tezeusz - pragnący zdobyć
Persefonę - poza zuchwałością niczym szczególnym się w Hade­
sie nie wykazał i ratować go musiał Herakles. Ten ostatni (u
Wergiliusza - „Alcyd'' (najskuteczniej posługiwał się swą fizycz*ł siłą (do Heraklesa wypadnie nam jeszcze wrócić). Polluks
Poszukiwał swego śmiertelnego brata, którego brak boleśnie
°dczuwał. Najciekawiej jednak prezentuje się w tej grupie
Orfeusz, potrafiący zawiesić kosmiczne prawa nieśmiertelnych
brzmieniem swojego głosu i dźwiękami lutni. Siła jego
1

muzyki wydaje się mieć coś wspólnego z blaskiem Eneaszowej
gałązki, złotej i „siejącej blask w s p a n i a ł y " :
Jakie wrażenie mogła w piekle wywrzeć gałąź Eneasza? To
zależy od tego, jak wyobrazimy sobie Otchłań. Trudno bowiem
powiedzieć (sprzeczne w tej mierze spotkać można opinie), czy
wypełniają żar tak duszny, że wrzeć w nim zaczyna chrześcijańs­
ka smoła, czy też - przenikliwy chłód, znieczulający wrażliwość
naszego ciała, spowalniający jego ruchy. Czy panuje tam zgiełk
i nieznośne pomieszanie głosów (i tych budzących przestrach
i tych przestraszonych), szaleństwo zmysłów, czy też - cisza,
w której błąkają się blade cienie opite wodą ze źródła Lete, nie
dające oparcia ani spojrzeniu, ani pamięci.
Jeżeli wybierzemy wariant pierwszy, orgiastyczny, blask (jak
i muzyka) stają się w otchłani zaświatów elementem obcym,
sprowadzającym w podziemia porządek dnia, budzący tu zgrozę
i obrzydzenie. Łatwo wyobrazić sobie niemal teatralną scenę, gdy
w mrokach piwnicznych pojawia się światło - zrazu migotliwe,
budzące dopiero cienie, które teraz coraz bardziej zaniepokojone,
w nerwowych ruchach gotują się na przyjęcie intruza - światło
odsyłające w końcu do niebytu wszelkie uciekające gdzieś po
ścianach ciemne ślady nocy.
Jeśli jednak przedstawimy sobie zaświaty na podobieństwo snu
i mglistych, chłodnych oparów, jako krainę wysuszoną z uczuć
(wariant Homcrycki) to zarówno ofiara Odyseusza, jak muzyka
śpiewaka z Tracji albo blask wniesiony przez Eneasza staje się
obiektem pożądania duchów tęskniących za ciałem i życiem
Krwawa obiata, blask Złotej Gałązi, tak jak śpiew, przywracają
pamięć, czucie w zeszty wniałych członkach: radość z odczuwania
parzącej palce filiżanki z gorącą kawą - przewaga, jaką mają
ludzie nad aniołami.
Każda podróż ma coś z wyprawy w zaświaty. Każdy bezpiecz­
ny powrót do domu jest zwycięstwem nad Otchłanią; zwycięstwo
to ma jednak wysoką cenę: powraca się często z niezagojoną raną
ciągłego odtąd niepokoju, nadwrażliwością słuchu nie potrafiące­
go uciszyć głosów przyzywających na powrót w mroki nocy. Jak
pisze Jacek Kozik w wierszu Wilki wyobraźni:
1

One tęsknią
Rzewnym wyciem nie pozwalają o sobie zapomnieć
(...)
We śnie słyszę ich pomruki
Kuszący odgłos uderzających o ziemię łap
To sprawia że wyruszam
Uzbrojony w mocne postanowienie
Nie baczenia na straty - a
Są wśród nich zapomniane kobiety
Porzucone dziecko
Trudno przestać być pielgrzymem. Tak było z Orfeuszem, który
wróciwszy na ziemię bez Eurydyki, nie potrafił między ludźmi
porzucić marzenia o ostatecznym odejściu (marzenia le dały
początek misteriom). Także Odys dwukrotnie powracał na Itakę
(pierwszy raz po wizycie na wyspie Eola), i dwukrotnie znów ją
porzucał, by zginąć wreszcie daleko na morzu. U Dantego
w Boskiej Komedii tak wspomina swoje życie:
Nie mógł powstrzymać syn mój ulubiony
Ni cześć starego ojca, ni miłości
Powinność, niegdyś szczęście lubej żony,
Nie mogły zdusić we mnie ciekawości
Zajrzenia w świata roboty misterne,
Poznania błędów ludzkich i dzielności.
Tt. E. Porębowicz

Jest to myśl, która może się też pojawić, gdy rozważamy
przypadek Syna Marnotrawnego z ewangelicznej przypowieści
(Łukasz 15): gdzie przebywał, gdy go nie było w domu? Czy
istotnie trawił czas i pieniądze na hulankach, w spelunkach? I co

169

�czuł, gdy w jakiś czas po powrocie żywa radość z serdecznego
powitania stała się już wspomnieniem? Wydaje się, że od Powrotu
nie mniej daje do myślenia Odejście syna marnotrawnego (jak
brzmi tytuł wiersza Rilkego):
Więc odejść z tego zamętu, zmącenia.
co nasze jest. lecz do nas nie należy,
co nas jak woda w starych studniach pełnych cienia
drżąco odbija i zaciera obraz świeży;
od wszystkich rzeczy, co się nas jak ciernie
czepiają, jeszcze raz - odejść od tego,
(•••)

A jednak odejść, odejść jak dłoń z dłoni,
jak gdyby bliznę rozdarto na powrót,
znów odejść: dokąd? W przestrzeń niewiadomą
(...)

Na siebie wszystko wziąć nie do pozbycia dać upaść temu, co się ma stałego,
by paść samotnie, nie wiedząc dlaczego Czy to jest wejście do nowego życia?
Tt. M. Jastrun

Wydaje się, że taką właśnie chwilę odejścia, rodzaj zawartej
w niej pokusy, pokazuje Rilke w innym jeszcze wierszu Doświadczenie
śmierci:
Lecz gdyś odchodził, zabłysło na scenie
pasmo rzeczywistości przez tę szparę,
gdzieś zniknął: zieleń prawdziwej zieleni,
prawdziwy promień, las, któremu dateś wiarę.
Tt. M. Jastrun

Powrót syna marnotrawnego był dość popularnym tematem
malarskim. Diirer, przedstawiając zdarzenie to wśród świń, przy
korycie, podkreśla jego pokutny sens, pokazuje skruchę i żal
powracającego. To samo jest u Rembrandta: widzimy młodzień­
ca, obdartego i naznaczonego trudami drogi, klęczącego przed
ojcem, który - wyraźnie wzruszony - przytula dziecko do piersi.
Ale jest w tym obrazie (ostatnim, jaki Rembrandt w swoim życiu
namalował) jeszcze coś: oto młody podróżnik ma na nogach
znoszone buty - saboty, które nie obejmują pięt. Nic więc
dziwnego, że w pozycji, jaką przyjął pokornie, lewy but zsunął mu
się z nogi. Niby nic; a może tylko dodatkowa oznaka szacunku
(bose stopy). Myślę jednak, że ta uchwycona przez malarza
naturalność, to także swoisty znak: w ten sposób przypomina
o sobie owa nieznana i kusząca dal - pewna, że nie straciła jeszcze
swego adepta.
Zaskakująco podobną scenę przynosi bowiem grecki mit
o Jazonie. Urodzony w bardzo niesprzyjającej politycznie sytuacji
dzieciństwo spędził pod znakiem śmierci: groziła mu ona z ręki
Peliasa, stryja uzurpującego tron w rodzinnym Jolkos; przede
wszystkim jednak - po to, by uchronić nowonarodzone dziecko
przed siepaczami - plotkę o jego śmierci rozpuściła jego matka.
W konsekwencji na kilkanaście lat zamieszkał w dzikich górach,
ojczyźnie centaurów i dzikich zwierząt - przestrzeni tradycyjnie
wyobrażającej zaświaty. Gdy wreszcie Jazon powrócił do kraju,
ubrany był w bardzo dziwny strój: skórę pantery (pozwalającą
zachować wygląd dziki i nieludzki: w takim też stroju Herakles
udał się był do Hadesu, gdy wyprowadzał stamtąd Cerbera) oraz
- tylko jeden sandał. I ten właśnie szczegół - brak buta na jednej
nodze - był ujawnioną wcześniej przez wyrocznię rozpoznawczą
cechą Jazona.
Bez względu na to, czy kryje się za tym jakiś historyczny
obyczaj greckich wojowników (co sugeruje Robert Graves),
myślę, że w ten sposób wyrażona została przede wszystkim pewna
mitologiczna informacja: brak jednego buta na nodze, tak jak
kulawość, albo np. kopyto zamiast stopy, to cecha właściwa
postaciom, które przybywają z odległych krain, z zaświatów,
przybywają do nas, ale (jak choćby diabeł) nawet jeśli są bardzo
do nas podobne, zachowują bliski kontakt z ową drugą, obcą nam
stroną istnienia (niejako jedną nogą pozostają ciągle T A M ) .
Istotnie - Jazon nie pozostał długo w rodzinnym Jolkos.
Wyruszył w drogę, by zdobyć Złote Runo. A załogę okrętu Argo
- prócz kilkudziesięciu mniej znanych śmiałków - stanowili:
Herakles, Kastor z Polluksem, Orfeusz i (w późniejszych,
rzymskich wersjach opowieści) Tezeusz. Czterej znani już nam

170

poprzednicy Eneasza (pięciu, jeśli liczyć Kastora). Czy nie jest to
wystarczający powód, by zastanowić się, czym było zdobycie
Złotego Runa? Szczególnie, że wyprawa ta ma też znamiona
poszukiwania cudownej rośliny.
Historycy sugerują, że w micie o Argonautach zachowało się
świadectwo starożytnej techniki wydobywania złota z piasków
złotonośnej rzeki. Jest to bardzo ciekawa informacja. Zapewne
dawni poszukiwacze złota rzeczywiście posługiwali się baranim
futrem, by na jego tłustych, wełnistych kosmykach zatrzymywać
płynące rzeką grudki kruszcu. Niewątpliwie też ozdobione w ten
sposób żółtym metalem kożuchy mogły stać się inspiracją dla
opowiadających historię o Jazonie.
Ale przecież informacja ta w żaden sposób nie wyjaśnia sensu
mitycznej opowieści, nie będącej kroniką wyprawy poszukiwaczy
złota. Dużo przydatniejsze dla zrozumienia jej sensu jest dość
zaskakujące spostrzeżenie francuskiego alchemika z X V I wieku,
zapisane w Rozprawie o Kamieniu Filozoficznym (Discours sur la
pierre des philosophes), a utożsamiające wyprawę Argonautów
z ostatnią ze słynnych 12 prac Heraklesa. Anonimowy autor pisze
m.in.: „Le grand roy Hercules et le prince Jason a la conąueste de
la riche Toison d'Or en File de Colchos...",
a następnie,
w wykwintnie (po francusku) ułożonym sonecie, rzetelnie wymie­
nia wszystkie 12 prac herosa. Przedostatnią jest wyprowadzenie
z Podziemi psa Cerbera (Et Cerbere aux trois chefs d'enfer attire
encor), jako ostatnią jednak przedstawia wcale nie zdobycie
złotych jabłek z ogrodu Hesperyd. ale właśnie - Złotego Runa
(Gaignant la Toison d'Or par subtile manierę).
Oczywiście francuski wyznawca filozofii hermetycznej pod­
porządkowuje logice jej symboli wszelkie obrazy mitologiczne,
ale niewątpliwie logika ta skuteczniejsza jest od płytkich eksplikacji historycznych. Historie podróży Jazona i Heraklesa
rzeczywiście są do siebie podobne. Nie tylko ich cel jest niemal
identyczny (ogród z drzewem dźwigającym cudowny, złoty
owoc; wąż-smok pilnujący drzewa; kobieta będąca kapłanką
sanktuarium); taki sam jest także punkt wyjścia: obaj chcieli
mianowicie odzyskać należący im się po przodkach tron.
W tym miejscu należy sobie uświadomić, jak wielka jest
symboliczna, religijna rola prawowitego władcy będącego gwa­
rantem świętego porządku na ziemi. Wprawdzie w żadnym z tych
dwóch mitów nie mówi się o zagrożeniach wynikających z nie­
obecności króla, ale sytuacja laka w kategoriach mitu równo­
znaczna jest z upadkiem i pogrążaniem się kraju w chaosie.
Klasycznym tego przykładem jest średniowieczna Opowieść
o Graalu, gdzie choroba króla (bezwład nóg spowodowany
zranieniem tych partii ciała, które odpowiedzialne są za płodność
mężczyzny) zamienia piękny kraj w Ziemię Jałową.
W opowieści o Graalu zbawienie - zarazem królowi i całej
krainie - może przynieść rycerz, który odnajdzie cudowne
naczynie zwane Graalem i będzie potrafił odpowiednio wykorzy­
stać jego moc. Ciekawe, że powołany do wypełnienia tej misji
Perceval (również on!) rodzi się i spędza dzieciństwo niejako
w krainie śmierci: w nieprzebytym lesie nazywanym Foret Caste,
co można przetłumaczyć jako las zniszczenia, pustki, śmierci.
A na dodatek i on. Perceval, pozbawiony jest swej królewskiej
tożsamości - nie wie, że pisany jest mu tron; co więcej - nie zna
nawet własnego imienia. A zatem historie Jazona, Heraklesa,
Percevala mają charakter inicjacyjny; zarazem jednak indywidua­
lne działania bohaterów i stan, w jakim się znajdują, osiągają też
wymiar kosmiczny.
Schemat podróży po skarb mający przynieść zbawienie zarów­
no jego znalazcy, jak i całemu światu, doczekał się niezliczonych
wcieleń i wariantów. Korzystają z niego twórcy dzisiejszej
kultury masowej (filmy typu Wodny świat), ale odnaleźć go
można przecież także w Biblii. Historia potopu na przykład
przedstawia świat człowieka w stanie upadku, zwyrodnienia,
w którym ginie ustanowiony na początku boski porządek.
Ocalenie może zaś przyjść ze strony wybrańca - Noego. Wpraw­
dzie świat Jazona lub Heraklesa nie zostaje dosłownie zalany
wodami potopu, ale i oni wyruszają przez morze w poszukiwania
ratunku. Na koniec zaś docierają do miejsca gdzie rośnie święte
drzewo. Pojawia się ono również w historii Noego, choć-podob­
nie jak w historii Eneasza - w postaci bardzo skromnej: jak '
gałązka, i tym razem dostarczona przez gołębia.
1

�Potop jest ideowym powtórzeniem kreacji świata, opisanej
w pierwszym rozdziale Księgi Rodzaju (wynurzeniu się ziemi
z otchłani ciemnych wód chaosu Techom odpowiada wynurzenie
się góry Ararat; w obu też wypadkach Bóg na koniec zwraca się do
człowieka w ten sam sposób: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się,
abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną"). Gałązka
oliwna przyniesiona przez ptaka, znak odradzającego się życia,
kojarzyć się może jednak raczej z drugim opisem stworzenia
świata, nie z wody, lecz. pustyni:
Gdy Pan Bóg uczynił ziemię i niebo, nie było jeszcze
żadnego krzewu polnego na ziemi ani żadna trawa polna
jeszcze nie wzeszła - ho Pan Bóg nie zsyłał deszczu na ziemię
i nie było człowieka, który by ją uprawiał. Lecz. źródło
wytrysnęło z ziemi i zwilżyło ląd. Wtedy Pan Bóg ulepił Adama
z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, i stał się
Adam istotą żywą.
A zasadziwszy ogród w Edenie na wschodzie. Pan Bóg
osadzi! tam Adama. I wywiódł Pan Bóg z. ziemi wszelakie
drzewo miłe z. wyglądu i smaczny owoc rodzące, oraz drzewo
Życia w środku tego ogrodu, i drzewo wiadomości dobrego

potopu, a następnie zasadzone w ogrodzie bogini Isztar. Wpraw­
dzie wyrosło, ale:
„Jego pień bez liści. Wąż nie znający czarów siadł w korze­
niach, gniazdo założył. Ptak Imdugud w szczycie się zagnieź­
dził, chowa pisklęta. W pośrodku drzewa gniazdo umościła
upiorzvca Lilit wabiąca mężów.''

Tł. R. Stiller
W tej sytuacji potrzebna była ingerencja Gilgamesza: wystraszył
ptaka, przegnał Lilit i - zabił węża. Ale czy węża rzeczywiście
można zabić? Spotkali się znowu: gdy Gilgamesz wyprawił się na
poszukiwanie „tajemnicy życia".Za górami i morzami, po drugiej
stronie wód śmierci, spotkał Utnapisztima. który - jak Noe
- przepłynął niegdyś Arką wody potopu i w ten sposób zdobył
nieśmiertelność. Tajemnicę wiecznego życia zdradził przybyszo­
wi: i ona wiązała się z czarodziejską rośliną, ziołem nieśmiertel­
ności, rosnącym na dnie podziemnego oceanu. Oto słowa Gil­
gamesza:
„To zioło to kwiat niezwykły, który leczy z. niepokoju, człowiek
może dzięki niemu życia dostąpić. Do Uruku warownego
wezmę to zioło, lud nim nakarmię i mocy doświadczę. To zioło
zwie się starzec-znowu-młody, jak ja. Jeżeli to się spełni, sam
go zażyję i młodość odzyskam.''

i'złego. (Rdz. 2.4-9)

Tym razem to nie suchy ląd wyłania się ze śmiertelnego chaosu
wody, lecz - na odwrót - ż y z n y ogród z suchej, jałowej pustyni
zroszonej wodą życia. Symboliczna struktura obu tych kosmogonii jest jednak podobna: pustynia, tak jak morze, wydaje się nie
mieć kresu, jest żywiołem wrogim ludzkiemu życiu i nie nadaje
się do zamieszkania. W tym sensie suchy ląd (jako przeciwieńst­
wo otchłannego oceanu) i wilgotna oaza (jako przeciwieństwo
równie otchłannej, suchej pustyni) stają się obrazem świata
przychylnego człowiekowi, świata stworzonego dla niego.
W raju najbardziej charakterystycznym elementem jest rosnące
w jego środku święte drzewo. Nie trzeba tu przedstawiać
uniwersalnej i tak dobrze znanej symboliki drzewa kosmicznego.
Przypomnę tylko, że w sensie mitologicznym zachowuje ono
pamięć kreacji, że zawarta jest w nim moc, która dokonała
przekształcania chaosu w porządek nazywany przez Greków
kosmosem. Dlatego też mity nadają często owym świętym
drzewom formę odzwierciedlającą porządek świata: mają one na
przykład tyle gałęzi ile miesięcy w roku, tyle owoców ile tygodni,
tyle liści ile dni. Podobnie opisuje drzewo św. Jan w swej
Apokalipsie: ,,A z tej i z tamtej strony rzeki [rosło] drzewo życia
przynoszące owoców dwanaście, dające owoc każdego miesiąca,
i liście drzewa moc miały uzdrawiania narodów".
Gałązka

zerwana z takiego drzewa potrafiłaby niewątpliwie powstrzymać
destrukcyjne, śmiercionośne siły piekieł. Gałązka z drzewa życia.
Człowiek, któremu wolno by skorzystać z jej mocy nic musiałby
obawiać się śmierci.
Miejsce piekielnej przygody Eneasza Wergiliusz określa jako
„brzeg Hesperii". Nic dziwnego, że w późniejszych czasach
„gałązka, co złotym prętem

wzrok zadziwia I I liśćmi"

utoż­

samiana bywała z cudownym drzewem z ogrodu Hesperyd. Tak
uczynił na przykład znany już nam autor Rozprawy o Kamieniu
Filozoficznym (powołujący się na jednego z. wczesnych al­
chemików Morienusa). Ale jabłoń Hesperyd, jak mówiliśmy, jest
dla niego tożsama symbolicznie także ze Złotym Runem. Co
więcej - złotonośna Kolchida to jednocześnie biblijny raj.
Istnieje niewątpliwie pewien syntetyczny wzorzec mitycznego
drzewa życia, którego ważnym elementem jest dwoje stojących
obok niego ludzi oraz smok - reminiscencja potwora uosabiające­
go pierwotny chaos. W ą ż owijający się wokół drzewa po raz
pierwszy chyba pojawia się w suineryjskim Eposie o Gilgameszu.
Wspominane tam drzewo przyniesione zostało przez wody

Nie należy oczywiście poszukiwać tego ziela w z w y k ł y c h
atlasach botanicznych, ani też racjonalizować jego działania,
sugerując na przykład, że mowa tu pewnie o roślinie obdarzonej
właściwościami leczniczo-dopingującymi. Potrzebny jest klucz
do oznaczania roślinności mitycznej, a w nim okaz nasz znajdzie
się zapewne na tej samej stronie, co gałązka Eneasza i rajskie
drzewo życia. Co do Gilgamesza - jak wiadomo, nie było mu dane
skorzystać z cudownych właściwości ziela:
„Ujrzał staw Gilgamesz, gdzie wody chłodne, wstąpił weń
i w wodzie jego się skąpał. Wąż poczuł zapach tego zioła,
z jamy swej wychynął i zioło porwał. Z powrotem uchodząc
skórę zrzucił.

Nieszczęśliwą tę przygodę można zapewne potraktować jako
zapowiedź upadku Adama i Ewy, którzy przez węża przecież
utracić mieli swe życie wieczne. Ale zarazem, czyż scena ta nic
wiąże czarodziejskiej mocy zioła nieśmiertelności właśnie z po­
stacią węża? Wydaje się, że ten pełzający po ziemi gad to ktoś
więcej, niż tylko kusiciel namawiający do grzechu; jest on także
pośrednikiem, i to podwójnym: między mężczyzną i kobietą, oraz
między życiem i śmiercią, łączącym w sobie obie te strony
egzystencji. Dlatego często - po to właśnie, by podkreślić tę
dwoistość węża, jego przynależność do obu światów - bardzo
często w scenach mitycznych zostaje on podwojony i występuje
w postaci wężowej pary. Tak jak na kaduceuszu - niczym
miniaturze drzewa życia - należącym do Hermesa (przewodnika
dusz, pośrednika między bogami i ludźmi, między tym i tamtym
światem), albo Asklepiosa, innego aktywnego uczestnika mis­
terium pośredniczenia między życiem a śmiercią, potrafiącego
przywracać życie lekarza, który na koniec znalazł miejsce wśród
gwiezdnych konstelacji jako Wężownik.
Podobieństwo do przygody Eneasza odnaleźć można także
w Misterium Paschalnym i zejściu Chrystusa do Otchłani.
Chrześcijański Bóg-Człowiek nie musiał jednak szukać cudow­
nego drzewa ani zrywać z niego gałązki: według zgodnej tradycji
Ojców Kościoła drzewem życia był bowiem krzyż. Nosząc tytuł
-jak Asklepios - Soter tou kosmou. Zbawca świata, w y w y ż s z o n y
na k r z y ż u tak, jak Mojżesz wywyższył

węża na pustyni (por. Jan

3,14)", sam stał się Owocem, zabitym barankiem o Złotym Runie,
obdarzającym innych swoją mocą życia. A to jest już zdarzenie
zupełnie innej natury.

PRZYPISY
W istocie ten szereg jest znacznie dłuższy: pomiędzy Odysa i Eneasza
' R. Graves, Mity greckie. Warszawa 1974, s. 531
należałoby na przykład wstawić Era z Platońskiego Państwa. O „homeryc* Discoursd'Auter Incertain sur la Pierre des Philosophies, wydanie w:
ko-platońskim rodowodzie idei człowieka-pielgrzyma" pisze Elżbieta
„Cahiers de 1'Hermetisme"- Alchimie, Paris 1978, s. 41-72
Wolicka w eseju Odyseja - Politeja: „Znak''nr I (440), I 1992, s. 14-33
Por. W. Michera, Śmierć Jasia i Małgosi, „Konteksty" nr 3-4, 1994, s.
Zarazem jednak te dwie postacie uosabiają dwie klasyczne definicje 85-89
P'ekna, jako consonantia et claritas, harmonia i blask.
* O podobieństwach między Asklepiosem i Chrystusem zob. J. Klinger,
Przywołuję tu oczywiście scenę zfilmuNieba nad Berlinem (Les uiles Z zagadnień wpływów archeologii biblijnej na nowe rozumienie nie­
'l" desir) Wima Wendersa.
których elementów doktryny wczesnochrześcijańskiej, w tegoż: O istocie
J. Kozik. Ślad po marz.eniu. Warszawa 1995, s. 25
prawosławia, Warszawa 1983. s. 91-109
1

1

4

17'l

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10786" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10764">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5795615037ed111eeda95ed07bf24465.pdf</src>
        <authentication>5d7f11fbf44cf9d780e3e05d2ecc259b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128563">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5341</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128564">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128565">
                <text>2003</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128566">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4962</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128567">
                <text>"Lathesthai" / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128568">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.3-4; s.217-222</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128569">
                <text>Michera, Wojciech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128570">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128571">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128572">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128573">
                <text>Theogonia zaczyna się urokliwie: Hezjod opisuje
korowody i wdzięczne tańce w wykonaniu Muz helikońskich, dziewic o „miękkich stopach”, na górze H e­
likon... Otóż one to - „piękne, budzące tęsknotę” bo­
ginie .. .kiedyś H ezjoda uczyły pięknego śpiewu

WOJCIECH MICHERA

Lathesthai.
O pokusie zapomnienia

kiedy owce wypasał u stóp Helikonu boskiego.1

W dalszym ciągu tej Dichterweihe, czyli sceny poetyc­
kiego powołania, Muzy zwracają się do pasterza
w trzywersowej apostrofie (ww. 26-28):
„O pastuchy wiejskie, zakały, brzuchy wyłączne!
W iele zmyślał mówiąc rzeczy do prawdy podobne

poimenes agrauloi, kak elenchea, gasteres oion

iske pseudea polla legon etumoisin homoia

Wiemy, jak głosić kłam stw a liczne do prawdy podobne,
idmen pseudea polla legein etymoisin homoia
wiemy też, gdy zechcemy, jak rzeczy prawdziwe obwieszczać”.
idmen d’, eut’ ethelomen, alethea gerysasthai

Pomijam tu subtelny sens linijki pierwszej.2 Dwie
następne - to jedno z najbardziej enigmatycznych
w całej literaturze greckiej stwierdzeń dotyczących
sztuki poetyckiej.3 Interpretuje się je zazwyczaj w ka­
tegoriach historycznych, jako polemikę Hezjoda z in­
nymi twórcami. Zgodnie z tym poglądem dwojakie
umiejętności, jakie przypisują sobie Muzy, odpowiada­
ją dwóm typom poezji. Cechą pierwszego (w. 27) były­
by - podobne do prawdy, ale jednak, i tym bardziej
niebezpieczne - kłamstwa. Cenniejszy typ poezji (w.
28), rzekomo uprawiany przez samego Hezjoda, miał­
by zawierać czystą prawdę.
Powstało wiele koncepcji naukowych, usiłujących
określić przedmiot tej domniemanej krytyki. Mówi się
na przykład, że Hezjod miał na myśli wszelką poezję poza swoją własną; albo też inne, powstałe wcześniej,
lokalne, beockie teogonie i genealogie (warto pamiętać
o kontekście społecznym greckiej poezji:4 była ona pre­
zentowana publicznie, często w sytuacjach ceremonialanych, którym towarzyszyły konkursy; kontekst agonistyczny właśnie mógłby tłumaczyć tu obecność moty­
wów „krytycznoliterackich”); najczęściej jednak uważa
się, że Hezjod zwraca się przeciw poezji epickiej - w ca­
łości, lub też przeciwko najważniejszemu jej przedsta­
wicielowi - Homerowi.5 Graziano Arrighetti usiłuje tę
koncepcję doprecyzować, wskazując jeszcze dokładniej
przedmiot Hezjodowego oburzenia.6 Jego argumenta­
cja opiera się przede wszystkim na (powszechnie zna­
nym) podobieństwie 27. wersu Theogonii Wiemy, jak głosić kłam stwa liczne do prawdy podobne,

Arrighetti uważa, że ten niemal dosłowny cytat
uznać należy za jednoznaczną referencję: Hezjod nie
przeciwstawia się całej poezji epickiej, ani nawet ca­
łemu Homerowi (przecież sam przychylnie nawiązuje
niekiedy do wydarzeń opisanych w Iliadzie), jego kry­
tyka ogranicza się do roli, jaką Homer pozwolił ode­
grać Odysowi. D la Hezjoda, natchnionego przez M u­
zy, usiłującego w swoim poem acie przedstaw iać
‘prawdę absolutną’, oburzająca jest ta Odysowa prze­
biegłość retoryczna, słowna „obrotność” ,7 dwuznacz­
na postaw a - lekceważąca to, jakim i rzeczy są „n a­
prawdę” , wykorzystująca zaś słowo jako narzędzie
kłamliwej, pokrętnej perswazji, skupiona na „czaro­
waniu” (thelxis) słuchaczy.
Interpretacja ta budzi jednak wątpliwości. Ja k za­
uważa Pietro Pucci, trudno pom inąć fakt, że Hezjodowe Muzy patron ują zarówno poezji „prawdziwej” ,
jak i „fałszyw ej” . Być może więc am biw alentna
zwodniczość (w. 27) ciąży na języku wszelkiej poezji
- także poezji H ezjoda, a słowo poetyckie zawsze za­
wiera zarazem prawdę i fałsz; fałsz jednak tak bardzo
podobny do prawdy, że w zasadzie z nią ‘identyczny’
(bo tak właśnie można też tłum aczyć przymiotnik
homoia).8
Argum entem przeciw „dualistycznej” interpretacji
owych dwóch linijek z apostrofy Muz jest, jak sądzę,
wymowa Theogonii jako całości. A le już nawet dalsze
fragmenty samego prologu zawierają przychylną ocenę
słownych praktyk perswazyjnych, realizujących nieja­
ko program z wiersza 27. W ocenie tych praktyk chęt­
nie użylibyśmy określenia „sofistyka”, gdyby nie fakt,
że historyczni sofiści pojawią się w Grecji dopiero 300
lat później.
*

idmen pseudea polla legein etumoisin homoia

do 203. wersu 19. księgi Odysei. Jest to scena, gdy
Odyseusz, ukrywający jeszcze swą tożsamość w prze­
braniu żebraka, opowiada Penelopie na poły zmyśloną
historię. A utor Odysei tak komentuje jego słowa:
217

Czytamy zatem (83-90) passus o królach - królach
dobrych, „czcigodnych” ! - którzy otrzymawszy „dar
święty Muz dla rodu ludzkiego”, potrafią bardzo sku­
tecznie przekonywać poddanych do swoich racji. Ko­
mu bowiem Muzy

�Wojciech Michera ♦ LATH ESTH A I. O POKUSIE ZAPOM NIENIA.

n a język rosę leją przesłodką wnet z ust jego popłyną słowa miodowe, a ludzie
wszyscy n a niego patrzą, kiedy rozsądza sprawy
prostym wyrokiem; a gdy nieomylnym słowem przemówi,
zaraz spór, choćby wielki, zręcznie do kresu przywiedzie.
W tedy bowiem rozumni królowie, kiedy to ludziom
pokrzywdzonym n a m iejscu dają zadośćuczynienie,
łatwo ich przekonując i łagodnymi słowami.
malakoisi paraifamenoi epeessin

Wprawdzie wyroki „rozumnych królów” (basilees
echefrones) są „proste”, a mowa „nieomylna” (asfaleos),
najważniejsza wydaje się słodka pieszczotliwość ich
słów - miodowych, łagodnych, ale i (właśnie przez to)
zręcznych. Wydawać się może, że sytuację tę rozważać
należy w kategoriach nie tylko estetycznych, ale
przede wszystkim retorycznych i socjotechnicznych.
„Święty dar Muz” służy tu bardzo skutecznemu prze­
konywaniu, ma coś z propagandy, która zastępuje, ale
i w jakimś sensie przypomina metody „przymusu bez­
pośredniego” . Znane są zresztą z literatury greckiej
przykłady łączenia obu tych form perswazji (pisze na
przykład Bakchylides, że „Słowami łagodnymi i siłą
rąk” powstrzymała króla Projtosa jego straż przybocz­
na, gdy ten usiłował targnąć się na swoje życie).9
Wspomnijmy też, że użyte w 90. wersie słowo parafemi, przez Jerzego Łanowskiego tłumaczone jako
„przekonywać” , dosłownie znaczy „z-wodzić”, „spro­
wadzać z dobrej drogi” , a stąd także - „mówić pod­
stępnie, nieszczerze, m am ić” .10 W Iliadzie czytamy na
przykład, że parfasis jest jednym ze składników słynnej
„przepaski” , kestos, z pom ocą której Afrodyta, z okrut­
ną bezwzględnością, kogo chciała, zmuszała do miłości.11 W przekładzie Kazimiery Jeżewskiej mamy w tym
miejscu „złudne podniety” (14.215-217):

wspólnego z poszukiwaniem „prawdy” . Perswazyjność
„miodowych słów” bardziej niż „przekonywaniem” jest
„upajaniem”, a nawet pętaniem umysłu i woli drugie­
go człowieka, przypominając agresywną magię miło­
sną, powab i pokusy erotyczne, „co zwodzą umysły n aj­
rozumniejszych” .12 D latego zresztą Peitho, bogini
uosabiająca siłę retoryczną - bez której nie byłoby też
„polityki”, czyli życia publicznego w greckiej polis należy do orszaku Afrodyty.13
Podobnie jak królowie, swą sztuką uwodzą też poeci-pieśniarze,14 o których dalej tak pisze (i to pisze
z uznaniem!) autor Theogonii (ww. 96-103):
i szęsny ten, kogo Muzy
ukochały, bo z ust mu głos płynie pełen słodyczy.
N aw et jeśli ktoś w piersi ból nosi świeżo doznany,
serce zgorzałe mu jęczy, to jednak gdy pieśniarz-aojdos,
sługa Muz, mu zaśpiewa o czynach ludzi dawniejszych
i o bogach szczęśliwych, co n a Olimpie mieszkają,
zaraz mu myśl odmieni, zapomni i nie spam ięta
aips' ho ge dysphrosyneon epilethetai oude ti kedeon
trosk swych, bo szybko odwróci wszystko dar bogiń.
memnetai

N atchniona pieśń odmienia zatem myśl i koi ból,
czyniąc go jakby niewidzialnym. Jest niczym sen albo
upojenie - winem lub właśnie m iodem .15 Określenie
„odwracać umysły” (od nieszczęść), paretrape z wersu
103., jak zauważa Pucci, przypomina paraifamenoi wer­
su 90., „zwodzącą” perswazję dobrych królów. M iodo­
we słowa tych ostatnich kładą kres wszelkim sporom pełna słodyczy pieśń pieśniarzy sprowadza zapomnie­
nie trosk.
I właśnie to sztucznie wywołane ‘zapomnienie’ 0 bólu i nieszczęściach, stan rozkoszny, ale i zgubny to ważny topos greckiej literatury.

W przepasce tej wszystkich rozkoszy uroki się mieszczą:

*

powab miłosny, tęsknota pożądań i zwierzeń poufność,
złudne

p o d n i e t y , co zwodzą umysły najrozumniejszych

p a r f a s i s he t’ eklepse noon puka per froneonton

Zwodniczość też, a nie tylko subtelność i delikat­
ność, kryje się za „łagodnością”, albo raczej „miękko­
ścią” (malakos) słów wypowiadanych przez królów,
którzy niczym psychoterapeuci pragną wzbudzić (czy
zawsze uczciwie?) zaufanie słuchaczy i zapanować nad
ich umysłem. Prawie identyczne sformułowanie a przy tym m ające jednoznaczny sens zwodzenia
i oszukiwania - pojawia się w Odysei (16.286-287).
O to Odyseusz, szykując się do krwawej rozprawy z za­
lotnikami, nakazuje synowi swemu, Telemachowi, by
zabrał z sali biesiadnej wszelką broń, i dodaje przy tym:
„zalotników zaś zagaduj miękkimi słowami”, mnesteras
malakois epeessin / parfasthai.
Mądrzy królowie działają zapewne - podobnie jak
pouczony przez ojca Telemach - w słusznej sprawie,
niemniej ich siła przekonywania nie musi mieć wiele

Cała Odyseja (stanowiąca istotny kontekst twór­
czości Hezjoda) jest opowieścią o pamięci, która - jako
swoisty ‘imperatyw etyczny’, i to bardzo ‘kategoryczny’
- skłania bohatera do powrotu (nostos) na Itakę. Jako
więc szczególnie niebezpieczna pokusa jawi się w niej
‘zapomnienie’ - „zapomnienie o powrocie” (nostou te
lathesthai). Tym bardziej że „powrót” (nostos) był
w Grecji archaicznej, i w samej Odysei, słowem i figurą
myślową ściśle związaną z ideą docierania do prawdy
(pokrewieństwo etymologiczne nostos i noos - umysł).16
To nie przypadek zatem, że w tak wielu scenach
Odysei tak wielką rolę odgrywają rozmaite „anestetyki”, skutecznie łagodzące ból i sprowadzające zapo­
mnienie. Środki te należą do jednej z trzech sfer: sek­
su, „farmaceutyków” (pharmaka) lub słowa (retoryka
1 poezja, oczywiście śpiewana). Te trzy zjawiska psy­
chospołeczne, trzy sfery rozkoszy, dopełniają się wza­
jemnie, służąc sobie w tekście jako kontekst metaforyzacyjny.17 W artością zaś, która je łączy, jest perswazyj­

218

�Wojciech Michera ♦ LATH ESTH A I. O POKUSIE ZAPOM NIENIA.

na moc (o)czarowywania (thelxis, od thelgo - głaskać,
stąd: zbałamucić, uwieść, uśpić, odurzyć, pomieszać
zmysły, oczarować).
Zapomnieniu ulegają zatem - wbrew swej woli - ci
towarzysze Odysa, którzy zjedli „lotosu miodny plon”
w krainie Lotofagów18 (9.82 n.); a także ci, których
później ugościła czarodziejka Kirke - dodając do po­
trawy „zgubnych ziół” (pharmaka lygr) - „by do szczę­
tu zapomnieli (hina panchu lathoiato) o ziemi ojczystej”
(9.235-236); po czym zamieniła w świnie.19 Sprytny
Odyseusz uratował wówczas towarzyszy; później jed­
nak sam ‘zapomniał’ (czy może: ‘zapomniał się’), pod­
dawszy się urokowi boskiego ciała czarodziejki. M inął
cały rok, nim przyszło ‘opam iętanie’, tym razem dzięki
towarzyszom, którzy mówili z wyrzutem: „Bóg cię opę­
tał (dosł.: daimoni, „daim onie”), czas przypomnieć so­
bie (mimneskeo) o ziemi ojczystej” (10.472).
Podobnie było potem z nimfą Kalipso, u której
Odys spędził samotnie ostatnie lata tułaczki. Niewola
ta również była rozkoszna, a piękna córka A tlasa sta­
rała się ze wszystkich sił, by heros na zawsze już pozo­
stał na jej wyspie. Nie karmiła go jednak ziołami, lecz
czarodziejskim (czarującym) słowem (1.55-57): „On
płacze, a ona wciąż miękkimi (malakoisi), pieszczotli­
wymi (kai haimuloisi) słowami (logoisin) czaruje (thelgei), iżby zapomniał Itaki (hopos Ithakes epilesetai)”.
Gdyby zapomniał - przestałby płakać. Ale „on śmierci
raczej wygląda” .
Kirke i Kalipso pełnią w Odysei bardzo podobną
funkcję: pięknej, niebezpiecznej, ale też - co należy
podkreślić - obdarzonej boską mądrością kusicielki.
0 pierwszej (trzykrotnie) i o drugiej (raz) Homer wy­
śpiewuje identyczną frazę:20 euplokamos, deine theos audeessa, co Parandowski tłumaczy jako „pięknowłosa,
dziwna bogini o ludzkim głosie” . Przekład ten jest jed­
nak mylący. Grecki tekst nie mówi wcale, jakoby głos
bogini był „ludzki”. Homer pisze jedynie, że zarówno
jedna, jak i druga, jest audeessa, czyli obdarzona „gło­
sem”. Jakim? Mamy prawo domyślać się, że właśnie ra­
czej „nie-ludzkim ” , nie-zwykłym, profetycznym.
Zwłaszcza że określający boginie przymiotnik deine zna­
czy nie tylko, i nie tyle, „dziwna”, w potocznym znacze­
niu słowa, ale i „straszna”, „przerażająca” , „niesamowi­
ta” . Straszna właśnie nieludzką potęgą pięknego ciała
1 słowa - zarazem uwodzącego, jak i objawiającego.
D o tej samej grupy przerażających kusicielek,21 i to
w najbardziej - a nawet wyłącznie! - destrukcyjnym
aspekcie, jako jej najstraszniejszy, wampiryczny wa­
riant, zaliczyć też trzeba na wpół ptasie Syreny (Seirenes) z księgi 9., które „czarują (thelgousin) wszystkich,
co do nich przychodzą” (9,40). Kto zaś „posłucha gło­
su Syren, temu już nie wrócić do domu i nie zobaczyć
żony i dziatek, idących naprzeciw z radością, bo go Sy­
reny uwiodą (thelgousin)” .
Wołały zatem do Odysa: „Chodź do nas” - „zatrzy­
maj statek, byś mógł słuchać naszego głosu. N ikt bo­
wiem tu nie przepłynie na czarnym okręcie, póki z na­

szych ust nie posłyszy słodkiej pieśni”. Jednak ta pęta­
jąca umysł, narkotyczna pieśń wyrażała nie tylko zmy­
słową pokusę erotyczną, ale również - poznawczą.
W dalszej części swej apostrofy do Odysa Syren śpie­
wały bowiem:
„ A k to się nią [pieśnią] nacieszy, odjeżdża mądrzej­
szy, bo w s z y s t k o w i e m y - i co z woli bogów
wycierpieli Argiwi na równinie trojańskiej, i co się
dzieje na całej ziemi żywiącej rzesze” .
Jednak tłumaczenie Parandowskiego i w tym wy­
padku gubi pewien istotny szczegół. Otóż owo kluczo­
we „wiemy”, idmen, w oryginale powtórzone jest dwu­
krotnie, i za każdym razem stoi na początku wersu
(12.189-191):
W ie m y .
idmen gar toi panth’, hos eni Troie eureie
Argeioi Troes te theon ioteti mogesai

219

wiemy

t e ż .

idmen d’, hoson genetai epi chtoni pouluboteir

co dokładnie przypomina (zapowiada?) podwójne id­
men z Prologu Theogonii Hezjoda (27-28), gdzie po­
dobne referencje przedstawiają Muzy:
W i e m y , jak głosić kłam stw a liczne do prawdy podobne,
idmen...
w i e m y t e ż , gdy zechcemy, jak rzeczy prawdziwe obwieszczać”
idmen d’...

Choć podobna konstrukcja powtórzonego idmen po­
jawia się u Homera kilkakrotnie, a także w tekstach in­
nych autorów, cały kontekst pozwala powiedzieć, że Sy­
reny przypisują tu sobie atrybuty Muz - kobiecych istot,
które pięknie śpiewają, radując słuchaczy, a zarazem ob­
darzone są „nie-ludzką” wiedzą.22 W starożytności istniał
nawet pogląd, że matką Syren była Muza Terpsychora.
Bez względu jednak na stopień rodzinnego pokrewień­
stwa, można uznać, że Syreny to niejako lustrzane odbi­
cie olimpijskich Muz. Nie wolno tylko im uwierzyć, bo
przecież na wybrzeżu ich wyspy „pełno jest kości tych, co
słuchali ich głosu, pełno butwiejących skór” (9.45-46).
Syreny dowodzą swoich kompetencji, zwracając się
do Odysa po imieniu, co bynajmniej nie jest takie oczy­
wiste, skoro inni bohaterowie Odysei, w tym istoty bo­
skie lub półboskie (jak choćby Kirke, Polifem albo Feakowie), wcale nie zawsze potrafią od razu rozpoznać
swego gościa. Szczegół ten potwierdza niejako deklaro­
wane aspiracje skrzydlatych śpiewaczek. Co więcej,
wnikliwa analiza filologiczna pokazuje, że ich wypo­
wiedź to swoista ‘intertekstualna’ stylizacja - napisana
językiem przypominającym bardziej Iliadę niż Odyseję.23
Nie m a wątpliwości: Syreny istotnie wiedzą, z kim m a­
ją do czynienia (z bohaterem - i to „bohaterem literac­
kim” - który zasłynął pod Troją), i dobrze znają opisa­
ne w Iliadzie minione zdarzenia (znają je właśnie jako
opisane w Iliadzie, czyli jako fakt już ‘poetycki’).24

�Wojciech Michera ♦ LATH ESTH A I. O POKUSIE ZAPOM NIENIA.

*

Boskie Muzy są córkami Pamięci-Mnemosyne, ale
już w chwili narodzin skojarzone zostały z zapomnie­
niem (Theogonia 53-55):
Urodziła je ojcu w Pierii z Kronidą złączona
M nemosyne, władczyni ziem Eleutheru,
jako klęsk z a p o m n i e n i e i uwolnienie od troski.
(lesmosunen)

Ta sama dwuznaczność naznacza ich „święty dar”:
oto poeta sprowadza swoim słowem kojące ból z a p o m n i e n i e , ale robi to opowiadając o „czynach
ludzi dawniejszych” , minionych i trwających w p a m i ę c i ; a także - „o bogach szczęśliwych, co na
Olimpie mieszkają”, czyli o sferze nie należącej w ogó­
le do ludzkiego świata (ww. 100-101).
Paradoks ten warto zestawić z pewnym szczegółem
poetyckiego w tajem niczenia, jakiego Hezjodowi
udzieliły Muzy. Porównajmy mianowicie „ramy czaso­
we” ich własnych kompetencji narracyjnych z tym, do
czego upoważniają one poetę.25 Otóż najpierw, w wer­
sie 32., pasterz wyznaje, że Muzy natchnęły go wiesz­
czym śpiewaniem abym wysławił, [ ] co będzie oraz co było dawniej
ta t’ essomena pro t’ eonta

Tymczasem one same (czytamy 6 wersów dalej) za­
bawiają na Olimpie swojego ojca Zeusa opowiadając, [CO JEST,] co będzie oraz co było,

działania będącego jej odwrotnością, wyostrzającego
zmysły, „otwierającego oczy” . Jeżeli bowiem pieśń,
znieczulając przez oczarowanie (thelxis, czasownik thelgein), przynosi ‘zapomnienie’ (najczęściej używane sło­
wo to lethe, w formie czasownikowej lathesthai, lub epi-lethetai) - teraz należałoby dokonać „od-czarowania”
i „przy-pomnienia”. Istotnie, „prawda” to po grecku
aletheia, słowo złożone z rzeczownika lethe i poprzedza­
jącej go partykuły przeczącej a.
I
właśnie tego słowa używają Muzy w Prologu
Theogonii, ale tylko w 28. wersie, tam zatem, gdzie m ó­
wią o swojej umiejętności głoszenia bezwarunkowej
prawdy. W wersie 27. owa „prawda”, do której „liczne
kłamstwa” (pseudea polla) są podobne (lub: z którą są
tożsame), określona jest za pom ocą słowa etumon
(słusznie kojarzącego się nam z pojęciem ‘etymologia’).
O ba te słowa są bardzo bliskie znaczeniowo, jed­
nak zdaniem Louise Pratt można wskazać różniące je
cechy. Aletheia zatem, zgodnie z etymologią, pokazuje
to, co jest ‘nie-skryte’, wolne od pozoru i złudzenia.
Zawiera element subiektywnej ‘naoczności’: ten, kto
mówi prawdę w znaczeniu aletheia, „jest w pełni świa­
domy tego, co się wydarzyło i pragnie o tym opowie­
dzieć uczciwie i wyczerpująco” .26 O d tego natomiast,
kto mówi o prawdzie w znaczeniu etumon (l.m.: etuma;
lub etetumon, etetuma), nie wymaga się takiej wiedzy
lub intencji. Prawda-etumon pojawia się zatem wtedy,
gdy przedstawiamy na przykład nasze intencje lub
przypuszczenia. O ba słowa można przeciwstawiać
„kłamstwu” (pseudos), ale etumos wtedy, gdy kłamstwo
jest typu nieintencjonalnego, aletheia zaś - gdy kłam ­
stwo jest umyślną fikcją.

ta t’ eonta ta t’ essomena pro t’ eonta

*

To przemilczenie ‘teraźniejszości’ (tego, „co jest” ,
ta t’eonta; dalsza część obu heksametrów, dotycząca
przyszłości i przeszłości, jest identyczna) w zakresie
poetyckich obowiązków Hezjoda, szczególne o niej
„zapom nienie” (swoista ideowa lacuna), jest wymow­
ne, w żadnym razie przypadkowe. Pietro Pucci pisze
nawet: The absence of the „present” is indeed shocking.
Wydaje się więc, że najtrudniejsza poznawczo jest
właśnie „teraźniejszość”, należąca wyłącznie do sfery
boskich kompetencji. (Z teraźniejszością m ają zresztą
problemy nawet Syreny. O ile świetnie radzą sobie
z przeszłością Odyseusza, która w ich wydaniu zdążyła
nawet nabrać cech „literackiego tekstu”, o tyle fatal­
nie mylą się w ocenie tego, co dzieje się teraz. Jak moż­
na im wierzyć, że istotnie wiedzą, „co się dzieje [do­
myślnie: teraz] na całej ziemi żywiącej rzesze, idmen
gar toi panth’ . . . ” , skoro nie wiedzą nawet, że Odys,
uprzedzony przez ich rywalkę Kirke, przywiązał się do
masztu, a swoim ludziom zatkał uszy woskiem; że cały
zatem ich wysiłek musi pójść na marne.)
Uzyskanie dostępu do tego, co „aktualne”, wyma­
ga niejako odwrócenia skutków wywołanych przez
„pełną słodyczy” pieśń aoida, czy raczej - wymaga
220

Kiedy Homer przystępuje (na początku Katalogu
okrętów w 2. księdze Iliady) do wyliczenia wszystkich
wodzów, jacy wzięli udział w oblężeniu Troi, wyznaje
najpierw swoją bezsilność,27 a potem zwraca się do
Muz z prośbą o wsparcie pamięci (2.484 n.):
Teraz powiedzcie mi, Muzy, mieszkanki pałaców Olimpu,
jako boginie obecne wszędzie i wszystkowiedzące,
iste te panta
kiedy my tylko słów pustych słuchamy, nie wiedząc niczego,
kleos oion

oude ti idmen

jacy wodzowie tam byli D anajów i jacy książęta?
Nazw ać nie zdołam ich wszystkich, nie zdołam ich czynów
wysłowić
[...]
jeśli m i nie przypomnicie, Olim pu Muzy
ei me... mnesaiath’

Można jednak zapytać: w jakiej mierze owa praw­
da o minionych wydarzeniach, wydobywana pamięcią
poetycką, zachowuje istotną aktualność? Opowieści
epickie, jak już wiemy, były lekiem ułatwiającym zapo­
mnienie o kłopotliwej teraźniejszości. Ale zarazem -

�Wojciech Michera ♦ LATH ESTH A I. O POKUSIE ZAPOM NIENIA.

skoro to, co aktualne, opiera się bezpośredniemu po­
znaniu - opowieść o rzeczywistości minionej lub odle­
głej jest jedynym sposobem choćby pośredniego dosię­
gnięcia „teraźniejszości”.
Hos logos, mawiali Grecy, „jak głosi opowieść”...
Przeszłość - nawet uznawana za historycznie prawdzi­
wą - z konieczności nabiera cech literackiej fikcji.
Trwa w postaci narracji epickiej. O tym, co było, choć­
by i było naprawdę, można przecież opowiadać na róż­
ne sposoby - jak gdyby istniały różne wersje prawdy.
I choć fikcja nie jest po prostu tożsama z kłamstwem,
Grecy w obu wypadkach używali tego samego słowa pseudos. W tym sensie poeci i aoidowie, zaufani Muz,
choć służyli społeczeństwu jako kustosze wspólnej pamięci-prawdy, tworząc fikcje (pseudea), stawali się
w pewnym sensie kłamcam i.28
Warto przy tym pam iętać o agonistycznym kontek­
ście, jaki zawsze towarzyszył greckiej poezji, zachęcają­
cym wręcz, by prezentować (tworzyć) wersję o naj­
większej skuteczności perswazyjnej, potrafiącej słu­
chaczy czarować i kusić. W ten sposób nieodłączną to­
warzyszką prawdy staje się tu „przyjemność” .29 Z pew­
nego jednak punktu widzenia (na przykład z punktu
widzenia Platona) właśnie towarzystwo „przyjemno­
ści” - a także „sprytu” (metis) - dyskwalifikuje poezję,
umieszcza ją bowiem poza zasadą prawdy.30
A jednak opowieść-pamięć można określić jako śro­
dowisko prawdy, prawdy o nas samych. Narracja bo­
wiem to nie tylko zdanie relacji z minionych wydarzeń.
Przede wszystkim dostarcza ona kategorii poznawczych,
pozwalających rozumieć skomplikowane sieci wszelkich,
także aktualnych działań i wydarzeń. Można powiedzieć,
że „opowiadanie” - opowiadanie jako takie - to szcze­
gólna, „źródłowa” sytuacja kulturowa, która łącząc i in­
tegrując wszelkie inne formy dyskursywnego i symbolicz­
nego pośrednictwa, tworzy symboliczną przestrzeń kul­
tury.31 Dlatego i poeci greccy, mimo „przekłamań”
w prezentowaniu przeszłości, mogli w oczach swych słu­
chaczy pozostawać nauczycielami; to właśnie dzięki te­
mu, że dokonywali wyboru i adaptacji (odwołując się
przy tym nie tylko do wyobraźni słuchaczy, ale także ich
zmysłu krytycznego), skomplikowany splot wydarzeń
opowiadanej historii - jako wzorzec, exemplum, paradeigma - nabierał aktualnego sensu.

Otóż sądzę, że aletheia z wersu 28. to prawda jako
„oczy-wistość” , na którą stać jedynie Muzy, dla czło­
wieka zaś - pozostająca nieosiągalnym marzeniem.
Realnością ludzką jest bowiem nieustanny i nieusu­
walny wysiłek - także wysiłek poety, który ‘prawdę’ (tę
możliwą, etumon) bezustannie ściga za p o ś r e d ­
n i c t w e m fikcji (czyli tego, co - paradoksalnie w kuturze trwałe, co ‘zawsze-już’ istnieje, jako zapis,
mit, historia), starając się, by fikcje te (pseudea), jako
kontekst aktualności, jak najbardziej do prawdy przy­
legały, najbardziej ją przypominały, a najlepiej - żeby
były z nią identyczne (homoia). A le nawet taka „iden­
tyczność” nie likwiduje całkowicie owej nieuniknionej
szczeliny, dramatycznego rozziewu, „nieoczywistości” ,
która od środka niejako rozsadza każdą rzecz, jaka się
nam w naszym świecie jawi.32
Taka wykładnia wydaje się dobrze zgadzać z kon­
cepcją, jaką H ezjod przedstaw ia w dalszej części
Theogonii: napięcie charakteryzujące sferę słowa po­
etyckiego odpowiada „chronologicznej” dychotomii,
porządkującej mityczne dzieje świata. Nasze czasy w przeciwieństwie do złotej epoki sprzed fatalnego
kryzysu (krinein - rozdzielać) w Mekonie, gdzie drogi
bogów i ludzi na zawsze się oddaliły (zob. Theogonia
535n.)33 - są naznaczone dramatycznym i nieodwra­
calnym niedostatkiem. Taki dziś jest świat i taka też
ludzka kondycja: perm anentnego niedo-magania, niedo-ganiania, życia pełnego niedo-godności. Jakie zaś
życie - taka poezja i sztuka: zawsze już spóźniona, go­
niąca, naśladującą, symulującą.
A le właśnie w tym zmuszającym do beznadziejne­
go pościgu nieredukowalnym dystansie poetyckiej pa­
mięci, mającej - niczym Syreny - kuszącą moc pętania
zmysłów i sprowadzania zapomnienia, w tym powab­
nym i łudzącym ciele-słowie, odzyskujemy jakiś dostęp
do „całej jaskrawości” owej dawno już utraconej teraź­
niejszości; choć już „tylko” jako obraz, jako fikcję; któ­
rą jednak jakże trudno od prawdy odróżnić.34

Przypisy:
1

Korzystam z tłum aczenia Jerzego Łanow skiego: Hezjod, N aro­
dziny bogów (Theogonia). Prace i dni. Tarcza, Warszawa 1999

2

Zob. Josh ua Katz i Katharina Volk, ‘Mere Bellies’?: A New Look
at Theogony 26-28, „Journal of H ellenic Stu d ies” 121/2001, s.

*

122-131

Co zatem miałaby wyrażać różnica między 27. i 28.
wersem Theogonii? Być może to, o czym śpiewa chór
w Agamemnonie Ajschylosa (1025-31, tł. Stefan Srebrny):

3

Pietro Pucci, Hesiod and the Language of Poetry, Baltim ore and

4

Zob. Bruno Gentili, Poetry and Its Public in Ancient Greece. From

London 1977
Homer to Fifth Century, tł. A . T Cole, Baltim ore 1988; Penelo­
pe Murray, Poetic Inspiration in Early Greece, „Journal of H elle­

Gdyby święta boża moc

nic Stu d ies” 101/1981, s. 87-100

nie znaczyła rzeczom wszem
granic i niezłomnych praw,

5

Krótki przegląd stanowisk i literaturę zagadnienia przedstaw ia­

6

Zob. G. Arrighetti, Hésiode et les muses: le don de la vérité et la

ją Joshua Katz i K atharina Volk, dz. cyt.

już by dawno sam, bez słów,
trysnął z serca prawdy z d r ó j .

conquçte de la parole, w: F. Blaise, P. Ju det de la Com be, P R ou s­

Tak zaś jeno głuchy ból

seau (red.), Le métier du mythe. Lectures de Hésiode, Villeneuve

szarpie j e .

1996, s. 53-70

221

�Wojciech Michera ♦ LATH ESTH A I. O POKUSIE ZAPOM NIENIA.

7

8
9

Polutropos, „wielce obrotny”, albo (jak tłumaczy Jan Parandow-

całkow itego oddania swej misji odnalezienia O jca - nieodpo­

ski) „pełen wykrętów” - przydomek Odysa, który pojaw ia się

wiedzialnie przedłuża pobyt w Sparcie (u M enelaosa i Heleny),

już w 1. wersie Odysei. Drugi z najczęściej przez H om era używa­

aż wreszcie sam a „Pallas A ten a przypomniała sobie, że trzeba

nych jego przydomków - polumetis.

świetnego syna O dysa skłonić do pow rotu”, nostou hypomneso-

Por. Pucci, dz. cyt., s. 12

usa kai otryneousa - 15.1-3

(...)mythoisi te meilichiois kai biiai cheiron, Epinikion 11, 90-91, tł.

20

Zob. Odyseja (Kirke:) 10.136; 11.8; 12.150; (Kalipso:) 12.449.

21

Zob. M ichael N. Nagler, Dread Goddess Revisited, w: Reading the

Jerzy Danielewicz, w: Liryka starożytnej Grecji, Warszawa-Poznań

Por. 7.245; 7.54 n.

1996, s. 306. Richard Seaford podkreśla, że są to - the two cha­
racteristic activities of male citizens (The Eleventh Ode of Bakchyli-

Odyssey. Selected Interpretive Essays, Seth L. Schein (red.), Prin­

des: Hera, Artemis, and the Absence of Dionysos, „Journal of H el­
lenic Stud ies” 108/1988, s. 132. W greckiej praktyce społecznej

ceton 1996, s. 141-161
22

on Homer, New York i Oxford 1998, s. 6. N a tem at Syren w Ody­

ważność. Platon np. opowiada się w Prawach (ks. IV) za tym, by

sei zob też A lain Ballabriga, Les fictions d’Homère. L'invention my­

prawny nakaz raczej przekonywał (peithein), niż przymuszał (ape-

thologique et cosmographique dans l’Odyssée, Paris 1998, s. 163-172

ile: groźba, bia: siła, tyrannikon epitagma: tyrański nakaz). Zob.

23

Christopher Bobonich, Persuasion, Compulsion and Freedom in

24

Plato’s ‘Law s’, „Classical Q uarterly” 41,2/1991, s. 365-388
10

Pucci, The Song... wyd. cyt., s. 1-9
N a tem at sam ośw iadom ości poetyckiej autora Odysei, ale także
Iliady zob. D avid Bouvier, Le sceptre et la lyre. LIliade ou les héros

Por. Pucci, dz. cyt., s. 17 (i przypisy s. 39 n .); M arcel Detienne,

de la mémoire, G renoble 2002

Les maîtres de vérité dans la Grèce archaïque, Paris 1973, s. 67 n.,

25

West, M. L., Hesiod: Theogony, O xford 1966, ad. loc.
11

Cf. Pucci, The Song of the Sirens, w: The Song of the Sirens. Essays

rozróżnienie między przymusem i perswazją zachowuje jednak

Zob. Pucci, H esiod..., s. 22. Kom petencjom Muz odpow iadają
um iejętności wieszczka K alch asa z Iliady (1,70); zob. J.-P. Ver-

Por. Cam pbell Bonner, ‘K E S T O S IM A S’ and the saltire of Aphro­

nant, Mityczne aspekty pamięci, tłum aczenie artykułu zamiesz­

dite, „A m erican Journal of Philology” 70, 1/1949, s. 1-6; Christo­

czone w tym numerze „Kontekstów ”.

pher A . Faraone, Ancient Love Magic, Cambridge Mass, London

26

Pratt, dz. cyt., s. 100

1999, s. 97-110. Por. też V Hymn Homerycki - Do Afrodyty, w.

27

Jego słowa są „puste”, oion - tak jak pusty był brzuch H ezjoda

28

M arcel Detienne (dz. cyt. s. 77) pisze o poecie G recji archaicz­

7 i 33 (Hymny Homeryckie, tł. W. Appel, Toruń 2001); A n n Bergren, The Homeric Hymn to Aphrodite: Tradition and Rhetoric, Pra­

przed poetycką inicjacją, por. Theogonia 26.

ise and Blame, „Classical Antiquity” 8/1989, s. 1-41. Por. Louise H.

nej: le maître de vérité est aussi le maître de tromperie. Por. Pratt,

Pratt, Lying and Poetry from Homer to Pindar. Falsehood and Decep­

dz. cyt., s. 3

tion an Archaic Greek Poetics, A n n Arbor 1993, s. 74-75

29

Pratt, dz. cyt., s. 73 n.

12

Pucci, dz. cyt., s. 17;

30

Z braku m iejsca całkowicie rezygnuję tu z choćby krótkiego

13

Zob. Richard Buxton, Persuasion in Greek Tragedy. A Study of

om ówienia problematyki „zapom nienia”, jaka wyłania się z pism

Peitho, Cam bridge 1982.

Platona, określonej zwłaszcza w sporze Sokratesa z sofistami.

14

N a tem at różnicy między pieśniarzem (aoidos) i poetą (tworzącym

W spomnę tylko, że „lekarstwo na pam ięć”, mnemes pharmakon,

utwory wykonywane przez chór) - zob. Murray, dz. cyt., s. 98

o którym P laton pisze w Phaidrosie, to jeden z kluczy otw ierają­

15

O miodzie, jako oszałam iającym napoju alkoholowym, pisze

cych złożone zagadnienie reprezentacji, pokusy, prawdy i złu­

Karl Kerényi, Dionizos. Archetyp życia niezniszczalnego, tł. I. K a ­

dzenia; zagadnienie, którego patronką-figurą jest w myśli grec­

nia, Kraków 1997, s. 40 n. Zob. też Pucci, dz. cyt., s. 20 n.

kiej spartańska H elena. D latego też w tym krótkim szkicu zupeł­

Zob. D avid Lachterm an, ‘N oos’ i ‘nostos’: Odyseja i źródła filozo­

nie świadomie pom inąłem (licząc, że brak ten uda się nadrobić

fii greckiej, w tym numerze „Kontekstów ”.

przy innej okazji) znaczący przecież udział tej niezwykłej kobiety

16
17

S ą to trzy wyjątkowo trwałe i związane ze sobą „uniwersalia

w procederze perswazyjnego oczarowywania, które sprowadza

perswazyjne”, które i w naszych czasach odnajdujem y jako tria­

zapomnienie (się); por. przede wszystkim Odyseja 4,218 n..

dę: „kobiety, wino i śpiew” , lub też w nowocześniejszym w arian­

O niebezpiecznym „lekarstw ie n a pam ięć” pisze oczywiście

cie: sex, drugs and rock’n’roll. Cf. artykuł Jenny Strauss Clay pod

Jacqu es Derrida, L a pharmacie de Platon, w tegoż: L a dissémina­

wymownym tytułem Sex, Drugs, an d ... Poetry, w: Epic and

tion, Paris 1972 (tłum. fragm entu Farmakon w: Derrida, Pismo

epoch. Esseys on the Interpretation and History of a Genre, Texas

filozofii, tł. Bogdan Banasiak, Kraków 1992). Zob. też: Jean n e­

Tech Univeristy Press 1994. Należy jednak powiedzieć, że

-Marie Gagnebin, Mort de la mémoire, mémoire de la mort: de

w greckiej retoryce perswazja słowna (peitho) częściej zestaw ia­

l’écriture chez Platon, „Les Etudes Philosophiques” 3/1997, s.

na była z „erosem ” oraz „siłą fizyczną” (bia). Zob. Joh n Kirby,

289-304

The ‘Great Triangle’ in Early Greek Rhetoric and Poetics, „Rheto18

31

rica” 8: 3/1990, s. 2 1 3 -2 8

CulturalMemory, „Culture and Psychology” 8 (1), 2002, s. 15-43.

Słowo lotos nie m a oczywiście nic wspólnego z rzeczownikiem le­

Tam też dalsza literatura na tem at pam ięci kulturowej.

the. Tak się jednak zaskakująco składa, że jest najpraw dopodob­

32

niej zapożyczeniem z języków sem ickich i łączy je pokrewieństwo

Por. inspirowane pracam i Jacq u es’a Derridy rozważania Pietro
Pucciego, Hesiod.

z hebrajskim lot (zob. Pierre Chantraine, Dictionnaire étymologi­

33

que de la langue grecque. Histoire des mots, T I, Paryż 1984, s.

, dz. cyt.

Zob. Jean-Pierre Vernant, Le mythe hésiodique des races, w tegoż:
Mythe et pensée chez les Grecs. Études de psychologie historique

654.). Pośrednio zatem przywołuje obraz bohatera, który wycho­

(nouvelle édition), Paris 1985, s. 9-106; tenże, Le mythe

dząc z przeznaczonej na zagładę Sodom y potrafił (w przeciwień­

prométhéen chez Hésiode, w tegoż: Mythe et société en grèce an ­

stwie do swojej żony) oprzeć się pokusie spojrzenia za siebie. Tra­

cienne, Paris 1974, s. 177-194; Jean-C laude Carière, Le mythe

dycja grecka analogiczną sytuację przedstawiła ze szczególnym

prométhéen, le mythe des races et l’émergence de a cité-état, w: F.

odwróceniem m ałżeńskich ról. N ie m a tu jednak m iejsca, by

Blaise, P Ju det de la Com be, P R ousseau (red.), Le métier du

choćby najkrócej omówić ten powracający w wielu tradycjach

mythe. Lectures de Hésiode, V illeneuve 1996, s. 393-429

topos mitologiczny, w bardzo ciekawy sposób ujaw niający kultu­
19

Zob. Jens Brockmeier, Remembering and Forgetting: Narrative as

34

Tekst jest niedokończonym , ale i radykalnie skróconym (zob.

rową ambiwalencję pamięci i zapomnienia.

przypis 30) fragm entem jednego rozdziału książki, zatytułow a­

W związku z tem atem „zapom nienia o powrocie” w Odysei moż­

nej roboczo Ciało i wyobraźnia.

na by jeszcze przywołać przypadek, Telem acha, który - mimo

222

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10800" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10778">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/455a9a28278ce6022c57c77ca0769533.pdf</src>
        <authentication>8cd899310da0642bcbb77b77d6d56256</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128731">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6566</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128732">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128733">
                <text>2014</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128734">
                <text>anthropology of film</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128735">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6137</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128736">
                <text>The "Image" in Blow-up- the Problem of Focalisation/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128737">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue s. 333-340</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128738">
                <text>Michera, Wojciech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128739">
                <text>ang</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128740">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128741">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128742">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128743">
                <text>O

bviously we are aware of the fact that a film’s
message can contain nearly all forms of arti­
stic statement, some (music) applied directly,
others (literature) potentially outright or completely
transformed, and all adjusted to its needs. In this bizar­
re, always fascinating mish-mash of quotes we can effor­
tlessly identify themes borrowed from literature, drama,
poetry, painting, or even other films. A t the same time,
a film envisaged as a complete work inspires us to reflect
that it may not signify much more than itself since its
meaning may be similar to that of an object: after all,
neither the former nor the latter has to appeal to our
mind. On the other hand, both can, and this is usually
the case, affect our silent ability to decipher and under­
stand the world, and to imagine the co-existence of per­
ceived objects, phenomena and people.1
It is true that in our ordinary lives we lose sight of this
aesthetic value of the tiniest perceived thing. It is also true
that the perceived form is never perfect in real life, that it has
always blurs, smudges, and superfluous matter, as it were.
Cinematographic drama is, so to speak, finer-grained than
real-life dramas; it takes place in a world that is more ex­
act than the real world, wrote Merleau-Ponty2. In what
sort of events, therefore, can a film be embroiled? What
sort of borrowings and quotes are involved: synthesis
or antithesis of reality? Probably all works of art within
the realm of culture, i.e. interpreted, are also directed
against or towards something. How is it that - we ask
further - sophisticated and strictly defined film reality
simultaneously reduces and intensifies external reality?
Assuming that we still remember Andrzej Wajda’s
Niewinni czarodzieje (Innocent Sorcerers) it is worth re­
calling that the critics’ reviews were not overly enthu­
siastic. With the exception of several interesting com­
ments the majority accused Wajda of making an insuf­
ficiently cinematic film and predominantly questioned
its authenticity.3
The contemporary reality presented in Innocent Sor­
cerers is highly irritating and provocative in its concise­
ness. The apathy and inertia of the young people, the
ambitionless “cool cats” - a more peaceful version of the
beatniks - is not assessed, not to mention subjected to
negative criticism.
They exist. They listen to jazz. The mask of osten­
sible life and illusion grows denser every day. We shall
not learn anything about them, because they play their
“innocent” roles vis d vis each other and the reality they
contest. Nor shall we find out anything about them be­
cause even feelings and love are but a slightly more so­
phisticated game, which becomes interrupted because its
score, known in advance, discourages all further moves.
I do not believe in the bitterness of Wajda’s protagonist,
wrote Aleksander Jackiewicz, nor in the scepticism of his
heroine. I even find it hard to believe in the probability of the
nighttime situation enacted in a small bachelor’s pad, where
a boy and a girl play a platonic game of masks. I prefer to
311

RYSZARD

CIARKA

Film and the True
State of Things

treat this motif of Innocent Sorcerers as a metaphor and a
generalisation.4
The entire film is also probably a metaphor, just as
all contestation movements, including the one depicted
by Wajda, are a specific form of metaphor and gener­
alisation. Each countercultural current usually opposes
the images and system of values of the dominating cul­
ture it had conceived. Protest against criticised values
can assume the form of, e.g. dressing and behaving in
a way that becomes either a caricature of the values in
question or an entirely alternative lifestyle. Similar phe­
nomena could be observed in the protest movements of
the 1970s and today. This is why Bazyli, the film’s main
protagonist, decides not to quit the game or face the
consequences of staying with the girl. He is not evil or
twisted; after all, his dreams about a home and affluence
do not seem to differ from the so-called “national aver­
age” of the period. A t the same time, each adjustment of
the mask may lead to an irreversible process of blending
into the well-known background of surrounding reality.
After all, right outside his bachelor pad an even more
masked world has settled down, an arena of the game of
ostensible life; this mundane reality is filtered by slogans
full of a false unity of minds and hearts.
The film’s title is also symptomatic, since “innocent
sorcerers” are yet another particle of the Romantic vi-

Innocent Sorcerers by Andrzej Wajda

�Ryszard C iarka • FILM AND THE TRUE STATE OF THINGS

sion of solitude and incapability of achieving autonomy,
with the artificial outer world forcing to seek enclosure
and wait things out. This is the motif ever present in
works by Byron, Mickiewicz, Słowacki, and the Roman­
ticists.
Their point of departure, wrote Juliusz Kleiner in his
sketch: Romantyzm, is discontent with present reality, es­
tablished social relations, the outcome of heretofore culture.
European culture resulted in a world that seems unnatural,
evil, soulless, and moribund. It is requisite to escape from it
or to transform it, and to reject the restrictions it imposes in
the name of an ideal of liberty.5
Each day from dullest memories returning
of dull folk, dull events, to books and yearning
and loneliness, my spirit to beguile,
like a voyager cast away on a desert isle:
each day on different sides he strains his eye
in hopes a fellow-being to espy —
and ever night he goes back to his lair,
mad fellow! having but increased despair.
Love but thy lonely walls, nor tug thy chain,
for all thou dost achieve is greater pain.
All hail, my lair! Prisoned in secular time,
let’s learn to be prisoners of our own free will —
shan’t we find many an art our time to fill?
Wise men of ages past shut themselves up
poisons and medicines to brew and cup,
or to seek treasures from alchemic slime;
we’re innocent young sorcerers, but still
let us seek drugs our foolish hopes to kill;
and if through books a way to death we win
let’s bury our own souls for life therein!6
The world depicted in Wajda’s film with the “eye of
the camera” is authentic. The clubs and cafés in which
its protagonists meet were real and actually frequented
by similar young people wearing the same distinctly
overlong coats and baggy sweaters. The backstreets and
courtyards where they aimlessly hang out and spontane-

Innocent Sorcerers by Andrzej Wajda
312

ously organise mini-shows - in the spirit of disorderly fun
- are also genuine, as is the ecstatic jazz music they listen
to and play. But it is precisely Wajda’s film that is neither
a dispassionate documentary record of one of the forms
of the contestation movement of the day nor a plot-driv­
en anecdote with a neat moral. Instead, it is a bizarre
dance of appearances, a truly unreal game - every film
is a game played with the appearances of reality - filled
with unnecessary motion and words. It seems to be a film
not about things or people, but about the distance be­
tween them, invisible in everyday life. This is film reality
but one carrying an excess load, faulty, and resembling
the outcome of an overexploitation of material.
The idea we have of the world, wrote Merleau-Ponty,
would be overturned if we could succeed in seeing the inter­
vals between the things (for example, the space between the
trees on the boulevard) as objects and, inversely, if we saw
the things themselves —the trees —as the ground.7
Is this the inversion we discern in the discussed film?
And yet the appearing image and recorded reality can­
not be endowed with those qualities. The image itself,
not to mention the film image, does not offer such a di­
rect opportunity, just as we do not have a direct oppor­
tunity to render, e.g. the essence of silence by using word
or sound. We can, however, describe the phenomenon
while, obviously, violating its reality and going beyond
the structure attributed to it.
Ostatni dzien lata (The Last Day of Summer) directed
by Tadeusz Konwicki is a film about two people meeting
on a strip of no man’s land, a barren desert, a border in
the most literal meaning of the word.
The tale is set amidst sandy dunes, between sea and
land and sand and water, along a territorial frontier
whose impassability is guarded by jets patrolling the sky.
The border is created (...) by a narrower or wider belt of
uncultivated land, wild or semi-wild, legally or customarily
separated from adjacent areas.8 In a ritual sense, a border is
the area furthest from the sacred. The interdependence
of the sacred and the borderland is also intriguing, since:
... Borders and holy places have —each in its own way —
the character of areas where unfettered sacredness manifests
itself. They also remain in direct relations with each other.9
Demons, the ghosts of those who died a tragic death, lu­
natics, suicide victims and unborn children usually bur­
ied there, all the “rejected”, roam the borderland. This
is a dangerous expanse in a dual meaning of the word
- it directly adjoins the demonic external world and the
force distinguishing it is equal to the one dominating the
sacred centre.
In this film the formulated image of the world also
succumbs to inversion. Here too we come across an
identical motif of loneliness, powerlessness, and seclu­
sion. Once again we discover something in-between the
tangle of ostensible gestures, the flood of words, the sub­
tle game, the excess of things.

�Ryszard C iarka • FILM AND THE TRUE STATE OF THINGS

This strip of genuine no man’s land, a borderland,
absorbs two people who are literally lonely if only be­
cause they are the only protagonists in the film. We fol­
low their game set against the background of highly con­
crete, static space. Here, words rarely have something in
common with gestures and complement each other just
to show the invisible area of meanings between them.
... The man begins to automatically flick sand off the
woman’s back.
M an: I just want to tell you that I am completely alone.
Close-up of the woman’s back. The man’s hand is brush­
ing off tiny sand grains.
M an: And I achieved nothing in life.
The boy begins stroking the clean surface of her back.
His fingertips move along the spine’s vertebrae. The woman’s
back begins to shiver barely noticeably.
Woman: And what are you doing here?
M an: Nothing. I am wandering... looking for...
Woman: A way to get out?
Silence. Sound of hiccups.
M an: Sorry... Where can one run away to? Maybe you
know?
The woman impulsively pushes his hand away. She ad­
justs her top and stands up.
Woman: Stop it. I don’t like this10.
Their meeting and contact are accidental, fleeting,
and just as uncertain as the dugout on a dune, with a
shirt spread across a bush, where they hide to wait out
the rain. This is no longer a cave convenient for a geta­
way or an apartment where “innocent sorcerers” can
safely play their game but a poor substitute of a home
amidst dunes and the ghosts of memories surrounding
them. Words follow once more, or rather a game played
with words and gestures.
..T h e man holds her in his arms, as if to protect her
from the rain.
M an: Move further in, we have to wait it out somehow.
At least we have a roof.
Woman: In a desert like this we shall be completely
soaked.
(...) They slide in deep under branches and lie down
next to each other. They are still breathing fast. The woman
looks into his eyes. He holds her in his arms. (...)
Woman: Oh, what rain, such a terrible downpour; look,
I don’t think it’s ever going to stop... In the end we’ll both
drown.
Close-up of the woman’s face with a heavy drop falling
on her cheek. Frightened, she gazes in the boy’s direction and
speaks rapidly and chaotically, to prevent the situation she
fears... .11
Once again the space covered by the camera is un­
questionably authentic. The dunes, the sea, the jets fly­
ing by are all real as are the people in a never-ending
dance of appearances, gestures, touches, and conver313

The Last Day of Summer by Tadeusz Konwicki

sation. If this dance had been rendered more rhyth­
mic and granted greater transparency by repeating the
same phrases, the result would have been undoubtedly
Salto, another film by Konwicki, in which Kowalski-Malinowski demonstrates a dance cum figuris, gestures that
do not mean a thing on the dance floor, but then again,
can they signify something?
The two films feature some sort of an imperceptible
space between things, whose presence is the reason why
screen reality, the whole realism of events, turns into a
game of appearances. Somehow it forces the viewers to
look for additional meanings, more comprehensible ap­
positions, somewhere already beyond the film frame and
even beyond what the film is about.
According to Merleau-Ponty, camouflage is the art of
masking a form by blending its principal defining lines into
other, more commanding forms. 12 And yet the film and
the film image are not only internally camouflaged form
and content existing on the outside; most of all, they
constitute images, as if the centre of the two extremi­
ties.
Does this mean that when examining film image,
analysing it from the viewpoint of form and contents,
in other words, studying both the deeply hidden and the
external, we have in mind emergent and fleeting film
images, brutal in their concreteness? While busy pursu­
ing content and form are we not losing the very value
that is of utmost importance but cannot be reduced to
image alone?
Briefly: film image is always real and contains the
same amount of the set designer’s patience, the direc­
tor’s concept, and the actor’s performance as it does of
accidentally intruding reality. Nonetheless, it is some­
thing that does not actually exist and that once recorded
on film or magnetic tape cannot be repeated or changed
but just played.
Film image is not static not only because it is in mo­
tion but also because the fragment of filmed reality it
contains is rendered dynamic and significantly marked
by the rhythm of subsequent takes. True, such rhythm
generally remains in accordance with the logical se-

�Ryszard C iarka • FILM AND THE TR uE STATE OF THINGS

The Last Day of Summer by Tadeusz Konwicki

quence known and comprehended in everyday experi­
ence, but newly created reality has nothing in common
with its everyday counterpart.
That what rhythm encompasses, wrote Lesmian, be­
comes immortal and unwittingly escapes earthly laws. Ob­
jects swept away by the flowing stream of rhythm discover
sudden and unexpected immortality. 13
I believe that we are dealing here with a highly in­
triguing problem and consider attempts aimed at iden­
tifying the differences and shared qualities of film image
and reality to be among the most interesting reflections
on film. 14 They involve material best at transferring re­
ality and emergent exact images.
We might say that we don’t know how to think of the
connection between a photograph and what it is a photo­
graph of, declared Stanley Cavell. The image is not a like­
ness; it is not exactly a replica, or a relic, or a shadow, or an
apparition either, though all of these natural candidates share
a striking feature with photographs —an aura or history of
magic surrounding them.
(...) Whereas we are not accustomed to seeing things that
are invisible, or not present to us, not present with us; or we
are not accustomed to acknowledging that we do (except for
314

dreams). Yet this seems, ontologically, to be what is happen­
ing when we look at a photograph: we see things that are not
present. (...)
Photography overcame subjectivity (...) by automatism,
by removing the human agent from the task of reproduction.
But what photography obtained is not presence. It ob­
tained the world, agreed, but only one of its possibilities. The
reality in photograph is present to me while I am not present
to it; and a world I know, and see, but to which I am never­
theless not present (...) is world past. 15
Does this not recall one of those instructive lessons
received by Alice when travelling across Wonderland?
“Well! I’ve often seen a cat without a grin” thought Al­
ice; “but a grin without a cat! It’s the most curious thing I
ever saw in my life!”.16
The grin that remained on a tree branch just a
minute ago belonged to a cat. Does it still belong to
the cat or is it simply just a grin? If the latter is the case
then it is already a smile-generalisation, an essence
and, simultaneously, something that cannot exist in
reality.
What is the film image then? A reflection of existing
reality or perhaps its essence revealed? After all, only the

�Ryszard C iarka • FILM AND THE TRUE STATE OF THINGS

grin itself, however paradoxical this may seem, offers us
the opportunity to experience the essence of the grin as
if “in itself’. Only the film image, or actually everything
it means, can make us aware of a certain feature of expe­
rienced reality even though I am absent in that image.
An equally paradoxical fact is discernible in film
studies: the disclosure of closeness with such cultural
phenomena as myth, symbolic thinking, fairy tale, ritual,
or rite sometimes has to be conciliated with the tech­
nique of registering, the technical option of developing
a true image of reality. Oneirism meets mechanical, dis­
passionate documentation.
Perhaps the cinema - to quote Pasolini - is based on
an irrational linguistic instrument, and this explains the
deeply oneiric quality of the cinema, and also its concreteness
as, let us say, an object, which is both absolute and impossible
to overlook.17
Image-signs, according to this intriguing proposal, are
a unity based on a highly significant opposition: arche­
typal complements and visual reality. And once again
the extraordinary nature of the film image reveals itself
in all its complexity. We can be familiar with, or more
specifically name, all of its elements. We can also pre­
sume what it is composed of, but its meaning continues
to evade us. We still cannot define its function or the
reality it exists in. This somewhat resembles a linguistic
task, an attempt at deciphering a sentence in an unfa­
miliar language using only a dictionary making it possi­
ble to read words without any knowledge of the rules of
grammar or potential idioms. And this is the form that
the film image has been assuming most frequently.
Recalling terminology connected with the sense of
sentences and idioms let us try to expand our reflections
so as to include connections between the film image and
poetics. After all, it was the film that, not by any means
through selected words and apt measures as if estab­
lished by law, led to the formation of images of reality,
“the real images of things”.
By paraphrasing a quote I refer to one of the canons
of ancient and Renaissance poetics, since we are trying
to compare film, and the image in film, to the rerum
simulacra rule, the essence of art, the unattainable idea
of poetry. After all, this is an inherent quality of film and,
paradoxically, its innate feature, “technical nature”.
The function of a poet, a Renaissance presentation of
poetics maintains, is to use speech and poems —entangled
in a decorative and rich whole —to recreate human behaviour, activities, accomplishments and places on earth, human
communities, location of countries, rivers, rotation of stars,
nature of the world; to use signs with a figurative meaning to
recreate states of mind and the agitation of hearts.. ,18.
Delving more deeply into the very meaning of the
Latin rerum simulacra we can interpret rerum (genitive
plural of res) as: things, objects, something, as well as the
world, universe, and nature; meanwhile, simulacra (plu­
ral of simulacrum) denotes images and portraits, but also
315

a dream apparition, a shadow of a dead man, an image of
character, a phenomenon, a spectre, an illusion.
Since a real image of things has been created,
Kracauer and Beniamin were right claiming that the
film image is dominated by a physical and material pic­
ture of the world. On the other hand, Morin and Susan
Langer were just as correct when comparing film to a
dream or to archaic cave paintings. Finally, Pasolini was
right while discussing death, film and montage.
Until I die, Pasolini wrote, no one can guarantee to really
know me, that is, to be able to give meaning to my action, which
therefore, as a linguistic moment, can be deciphered only with
difficulty. It is therefore absolutely necessary to die, because,
so long as we live, we have no meaning, and the language of
our lives (with which we express ourselves and to which we
therefore attribute the greatest importance) is untranslatable; a
chaos of possibilities, a search for relations and meanings with­
out resolution. Death affects an instantaneous montage of our
lives; that is, it chooses the truly meaningful moments (which
are no longer modifiable by other possible contrary or incoher­
ent moments) and puts them into a sequence, transforming an
infinite, unstable, and uncertain present into a clear, stable,
certain, and therefore describable past. (...)
Montage thus accomplishes for the material of film (con­
stituted of fragments, the longest or the shortest, of as many
long takes as there are subjectivities) what death accomplish­
es for life19.
In other words, what is affected by rhythm becomes im­
mortal, as Leśmian wrote. Everyone, Różewicz added, car­
ries within a stock of colourful and colourless films. Each film is
edited only in the memory of a single man and perishes together
with him. Timid attempts at recounting during the lifetime and
projecting after death are always doomed to fail. The light, the
takes, the angle shots and the dialogues are all false.20
These examples make it possible to present a much
more interesting interpretation of the meaning of the
memorable single-take closing sequence of The Passen­
ger. For long minutes the camera performs a remarkable
somersault, “leaving” the room, “squeezing” through the
bars, and “returning” to the same interior after the pro­
tagonist had already passed away.
Now, return to our focal reflections about the es­
sence and meaning of the image in film and the ways
it can be interpreted. All mentioned views about the
nature or specific character of the film image, albeit
dissimilar, ideally match the rerum simulacra formula
according to its expanded comprehension. The film’s
real image contains the same number of perfectly
reflected objects, things, and images as that of shad­
ows, illusions, and dream apparitions, and the same
number of images of the world and nature as that of
diverse, mythic, and mythological concepts about
their existence.
The real image of things, however, is not an accumu­
lation of the objects or shadows, which simply cannot be
separated.

�Ryszard C iarka • FILM AND THE TRUE STATE OF THINGS

It is not enough, declared the Renaissance scholar
Conradus Protucius Celtis, to encompass a certain number
of syllables within a defined measure if in this metre —with the
aid of diversified and appropriate figures —[the author] did
not express the real image of things and portray it so strikingly
that the words themselves come alive and carry the force of
granting objects life, so that it would seem that through writ­
ing they again come into being. The greatest glory of a writer
is to create an impression that while writing he produces and
brings forth into the light something, which apparently has
never existed before.21
But while a writer, a poet, has to use selected words
so that seemingly heretofore non-existent things might
exist anew, a director faces a different situation: he ap­
plies the photographic nature of his work, calling for
different rhythm and logic as well as a different way of
creating the “real image of things”.
In the introduction to this sketch I attempted to de­
scribe two films while intentionally seeking comparisons
to phenomena existing outside the film image, Romantic
symbolism, the anthropological concept of space, other
films, and problems of contemporary mass culture. I did
not claim, however, that without these supplements it
is impossible to interpret or comprehend the film’s con­
tent, the life existing in it and as if already beyond our
world. Have I, in the face of the merely outlined com­
plexity of the film image, actually strayed from what a
moment ago has been described as the “real image of
things”?
It is impossible to once again translate the reality
contained in film image into concrete terminology, to
describe it anew with some sort of an external language
of images. Here too we have to conduct - I resort to a
word with erratic meaning - a montage of the reality of
the film images surrounding us, a search for points of
reference, which alone make the world of “real images of
things” come into being as an instrument of cognition.
Images, according to Mircea Eliade, by their very
structure are multivalent. If the mind makes use of images
to grasp the ultimate reality of things, it is just because reality
manifests itself in contradictory ways and therefore cannot be
expressed in concepts. (...)
It is therefore the image as such, as a whole bundle of
meanings, that is true, and not any one of its meanings, nor
one alone of its many frames of reference.
To translate an image into a concrete terminology by re­
stricting to it any one of its frames of reference is to do worse
than mutilate it —it is to annihilate, to annul it as an instru­
ment of cognition.22
Naturally, it is better to say that we know that
a film’s message contains nearly all forms of artistic
statement. And that in this bizarre, always fascinat­
ing scrapheap of quotes, thefts or inspirations we can
effortlessly identify literature, drama, painting, poetry,
or simply other films and, let us add, a disturbing ex­
cess of reality.

According to Merleau-Ponty it is impossible to
misuse film, just as it is impossible, we should add, to
mistreat the film image when making attempts at its in­
terpretation. Therefore, after the technical instrument has
been invented, it must be taken up by an artistic will and, as
it were, re-invented before one can succeed in making real
films. Just, let us add, as we can hope to achieve the real
image of things in film.23

316

Endnotes
1

C f. M a u r ic e M e rlea u -P o n ty , The Film and the New
Psychology, in Sense and Non-Sense, tran s. H . D rey fu s a n d
P D rey fu s, N o r th w e ste r n U n iv e rsity P ress, E v a n sto n , 111
1964, p. 58

2
3
4
5

Ib id em , p. 58.

Andrzej Wajda, W arszaw a 1969.
Maski, „F ilm ” 1961, n o . 1.
Romantyzm, in: W kręgu historii i teorii lite­

C f. B a rb a r a M ru k lik ,

A le k sa n d e r Jack iew icz ,
Ju liu sz K leiner,

ratury, se le c tio n

a n d p rep. A r tu r H u tn ik iew icz, W arszaw a

1981, p. 185.

6

A d a m M ick iew icz,

Forefathers’ Eve: parts one and two,

tran s. fro m th e P olish b y C o u n t [W ład y sław ] P o to c k i o f
M o n ta lk , R ig h t R eview , L o n d o n 1944, p. 12.

7

M . M erleau -P o n ty ,

The Film and the New Psychology,

p.

4 8 -4 9 .

8
9
10

S t e fa n C zarn o w sk i, Podział przestrzeni i jej rozgraniczenie w
religii i magii, in : Dzieła, vol. III, W arszaw a 1956, p. 22 7 .
Ib id em , p. 229.

we, W arszaw a
11
12

Ostatni dzień lata, in: Scenariusze filmo­

T ad eu sz K on w ick i,

1966, pp. 6 1 -6 2 .

Ib id em .
M . M erleau -P o n ty ,

The Film and the New Psychology,

p.

49.

13

B o le sław L e śm ia n ,

U źródeł rytmu,

in:

Szkice literackie,

p r e p . a n d in tro d . Ja c e k T rzn ad el, W arszaw a 1959, p. 74.

14

M o re in: Z o fa W o źn icka, Problem kreacji i reprodukcji w fil­
mie, Studia z teorii filmu, vol. IX , W ro cław 1983,
15 S ta n le y C a v e ll, Sights and Sounds in: Reflections on the
Ontology of Film, H a r v a r d U n iv e rsity P ress 1 9 7 9 , pp.
22 -2 3 .

Alice’s Adventures in Wonderland, c h a p te r
Pig and Pepper.
17 P ier P a o lo P asolini, Heretical Empiricism, ed . L o u ise K .
16

L ew is C arro ll,

V I,

B e r n e tt,

tra n s.

Ben

L a w to n

an d

L o u ise

B e r n e tt,

B lo o m in g to n , In d ia n a U P 1988, p. 169.

18

De composicione materiali
Ars versificandi et carminum, L ip sia e 1486,
Poetyka okresu Renesansu, se lec tio n , in tro d . a n d

C f. C o n r a d u s P ro tu ciu s C e ltis,

carminum
Q u o te d in:

in:

p r e p . E lż b ie ta S arn o w sk a-T em eriu sz, W ro c ław 1 9 8 2 , p. 6.

19
20
21
22

Heretical Empiricism, p. 236.
Morze, in: Proza, W ro cław 1973, p. 79.
C o n r a d u s P ro tu ciu s C e ltis , De composiciones , p. 8
M ir c e a E lia d e , Images and Symbols. Studies in Religious
Symbolism, tran s. P hilip M a ire t, P rin c e to n U n iv e rsity P ress
P ier P ao lo P asolini,

T ad eu sz R óżew icz ,

1991, p. 15.

23

M . M erleau -P o n ty ,
59.

The Film and the New Psychology,

p.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11042" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11020">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/9a68b00194ac616d8966796f738be46e.pdf</src>
        <authentication>5c3eaf318e3230cfdab8ec99ede01d08</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131703">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2578</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131704">
                <text>1996</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131705">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2395</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131706">
                <text>Ikona i zapomniane przykazanie Dekalogu / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1996 t.50 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131707">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1996 t.50 z.3-4, s.37-38</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131708">
                <text>Michera, Wojciech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131709">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131710">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131711">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131712">
                <text>Ikona i zapomniane przykazanie Dekalogu
Wojciech Michera
W ikonosferze katolickiej ważne miejsce zajmują „święte
obrazki", male, kolorowe, malowane, lub w formie zdjęć,
rozdawane przy różnych okazjach dzieciom i dorosłym. Przed­
stawiają czasem świętych, czasem ładne widoki, bywają z pod­
pisami i bez. Najniezwyklejszy z tych, które widziałem,
przedstawia w technice trójwymiarowej Chrystusa na krzyżu,
mrugającego to jednym, to drugim okiem. Miejsce, w którym po
raz pierwszy dosięgło mnie owo traumatyczne przeżycie, nadaje
zdarzeniu sens anegdoty: było to w Rzymie, przed witryną
sklepu z dewocjonaliami, przy via delia Concilizionc, prowa­
dzącej wprost do Watykanu. W takim miejscu, i wobec takiego
zjawiska, trudno było nie pomyśleć o tym z przykazań Dekalo­
gu, które uległo zapomnieniu i na próżno szukać by go
w katolickim katechizmie.
Istnieją bowiem trzy sposoby dzielenia tekstu Dekalogu na
dziesięć stów. Pierwszy, żydowski, ujmuje jako pierwsze
przykazanie to, co w układzie chrześcijańskim jest wstępem:
Jam jest Pan, Bóg twój, który cię wywiódł z ziemi egipskiej,
Z domu niewoli. Chrześcijanie, pomijając w numeracji ową
preambułę, musieli rozdzielić na dwoje jedno z pozostałych
dziewięciu przykazań. Większość ojców Kościoła zrobiła to
z pierwszym (w Biblii hebrajskiej - drugim):
(/) Nie będziesz miał Bogów cudzych przede mną. (2) Nie uczynisz
sobie ryciny, ani żadnego podobieństwa,
które jest na niebie
w górze, i które na ziemi nisko, ani z. tych rzeczy, które są w wodach
pod ziemią. Nie będziesz się im kłaniał ani służył (...)

W Kościele rzymskim jednak przyjęło
ostatnie:

się, by rozdzielać

(9) Nie będziesz pożądał domu bliźniego twego: ani będziesz,
pragnął żony jego, nie sługi, nie służebnice, nie wołu, nie osła, (10)
ani żadnej rzeczy, która jego jest".
(Ks. Wyjścia 20, wg tłum. x. J. Wujka):

Jeśli porównać zapis dziesięciorga przykazań w szkolnych
katechizmach Kościoła katolickiego i prawosławnego, okaże
sie, że odmienność ta ma charakter nic tylko porządkowy: nie
chodzi tylko o to, które z przykazań zostaje rozdzielone, ale też
w jaki sposób. Mówiąc dokładniej: jak bardzo, na użytek
praktyczny, je skrócono. Oto bowiem dziesiąte przykazanie
w układzie prawosławnym zawiera treść zarówno dziewiątego,
jaki dziesiątego przykazania katolickiego (jest mowa i o „żonie
bliźniego", i o „każdej rzeczy, która jego jest"); pierwsze
natomiast przykazanie w układzie katolickim mówi o zakazie
zci dla „cudzych b o g ó w " , pomija jednak sprawę sporządzania
obrazów i podobizn.
Za katolicką redakcją Dekalogu poszli, o dziwo, luteranie,
eszcze bardziej jednak zaskakujący może się wydawać fakt, że
Pamięć tego przykazania trwa, w sposób nie naruszony, właśnie
prawosławiu, w tej tradycji chrześcijańskiej, która wykształ­
ca niezwykłą wrażliwość na obraz, która obrazowi - i szerzej:
Р'екпи nadała walor świętości. Jak to możliwe - narzuca się to
Pytanie by bez wpadnięcia w sprzeczność teologiczną łączyć ów
^onoklastyczny zakaz ze sztuką ikony? Czyż nie jest nazywane
wschodnim chrześcijaństwie świętem ortodoksji (obchodzoj.
drugą niedzielę Wielkiego Postu) zwycięstwo czcicieli
nad obrazoburcami? M o ż n a oczywiście tłumaczyć ten
foks powikłaną historią, swoistym przebiegiem wydarzeń
, y y c h , działaniem różnorakich sił dziejowych i społecztuvLw^
$
dopuszczają, a nawet wymuszają i utrwalają
ne sprzeczności. T y m razem jednak, jak sądzę, sprawa ma
c

wymiar czysto teologiczny i w pozornej sprzeczności kryje się
głęboki sens.
Nie tylko bowiem obrazoburstwo, ale i bezkrytyczność
wobec religijnych obrazów zagraża świętości ikony. Stojąc
przed witryną rzymskiego sklepu, wspomniałem też nauki
głoszone przez Martina Heideggera o „czasie marnym'', w któ­
rym przyszło nam żyć. Przypomnijmy tezę znanego eseju: czas
jest marny, gdyż nie odczuwamy potrzeby istnienia poetów,
a w konsekwencji brakuje w naszym świecie prawdy; to poeci
bowiem prawdę tę stanowią. Jak wiadomo, Heideggerowi nie
chodzi o prawdę rozumianą jako trafne odtworzenie rzeczywis­
tości. Mówi on o stanowieniu prawdy, bowiem za sprawą
poetów prawda rzeczywistości się dzieje.
1

1

Czas zatem jest marny, bo nie interesuje nas stanowienie
prawdy, bo nie chcemy być poetami: słowo ma wartość jedynie
środka technicznego, przekazu informacji, nie jest naszym
zamieszkiwaniem w świecie. Rzeczywistość dotykana wyłącz­
nie językiem technicznym zamyka się, kryje, pozbawiając nas
do siebie dostępu. Nie wiemy jednak o tym i tę zwiniętą
powłokę, zredukowaną do prostej obecności „tu-i-teraz", bie­
rzemy za autentyczną rzeczywistość.
Przed podobnym pójściem na łatwiznę przestrzegali już
biblijni prorocy, od Mojżesza począwszy, a ich zadanie było
równie trudne, co zadanie współczesnych hermeneutów. Spój­
rzmy tylko na biblijną historię początków Izraela. Jakże
nieracjonalne wydaje się zachowanie ludu wybranego przez
Boga. Zdumiewa, że namacalna wręcz bliskość Jahwe, jego
opieki i gniewu, mogła być nieustannie lekceważona. Lecz ta
historia nieustannych upadków, niekończących się rozstań
i powrotów, ma oczywiście głębszy sens. Jest transpozycją
najważniejszego chyba w religii zagadnienia: w całej swej
dialektyce pokazuje wątpliwości i ryzyko, na jakie skazany jest
człowiek podejmujący wyzwanie wiary. Człowiek zwracający
się do Boga słowem, gestem, myślą musi bowiem postawić
sobie pytanie: kim On jest? Drugie, nie mniej ważne pytanie
brzmi: czy uzasadniona jest nadzieja, że On wysłucha słów,
z którymi się do Niego zwracam?
K i m zatem jest Bóg? Najczęstsza odpowiedź mówi, że
wszystkim, wszechmocą, transcendencją. Nie ma sposobu, by
przeniknąć zasłonę kryjącą jego oblicze: „nie można Go ujrzeć
i pozostać ż y w y m " (Ex. 33, 20). Nawet Serafinom tylko dwa
spośród sześciu skrzydeł służyły do latania; pozostałymi za­
krywały sobie twarz i stopy, gdy wołając: „Święty, święty,
święty..." zbliżały sie do palącej Chwały Boga. Nawet blask
bijący z twarzy Mojżesza, konsekwencja rozmowy z Jahwe, był
nie do zniesienia dla jego braci. Każde spotkanie z Bogiem jest
porzuceniem wszystkiego co znane. Jest wejściem w nieskoń­
czoną ciemność, wywołującą lęk i drżenie.

w

w

n

czn

n

6

c

z

s

t

o

Kto więc odważy się wyjść na spotkanie osoby tak obcej, tak
odległej, a zarazem obdarzonej nieskończoną mocą? Kto
opanuje chęć uniknięcia niebezpieczeństwa, ominięcia ryzyka
spotkania? Przede wszystkim jednak musi paść pytanie o sens
podobnej próby, bo przecież wątpić można, czy Ktoś Taki
zechce w ogóle wysłuchać człowieka. Osoba wierząca może się
obawiać, że Bóg, w swym oddaleniu i odmienności, po prostu jej
nie potrzebuje (Kierkegaard przedstawia tę rozpaczliwą sytua­
cję przytaczając słowa: „Wróbel może żyć, to jest zrozumiałe,
bo on przecież nie wie, że istnieje wobec Boga. Ale wiedzieć, że
się jest w obliczu Boga i nie zwariować, albo nie stać się niczym
niepodobna!" ). Obie te wątpliwości nurtowały Izraelitów.
3

37

�Z jednej strony trwożnie unikali wypowiadania świętego,
groźnego imienia Boga; z drugiej jednak szukali bliskości,
kontaktu z nim tworzyli więc sami „świętość u d o m o w i o n ą " ,
złote cielce i bałwany na praktyczne, codzienne potrzeby.
Człowiek zawsze ufał nadmiernie technice. A technika skłaniała
do bałwochwalstwa.
Pierwszym zatem niebezpieczeństwem, które zagraża ikonie,
nie jest ikonoklazm, lecz czynienie z niej idola, zamykanie
transcendencji, inności Boga w tożsamości, prostej obecności,
dającej się opanować i zawładnąć. Jest to marny czas fał­
szowania i manipulacji prawdą. Reakcją na to zło (przypomina­
jące Kierkegaardowską rozpacz skończoności) jest owo drugie,
ikonoklastyczne przykazanie Dekalogu. Nie mogą się bez niego
obejść Żydzi, nie może również chrześcijańska ikona: zapobie­
ga ono sporządzaniu idoli, dokonuje otwarcia na nieobjęte, na
transcendencję. Dzięki niemu sens ikony nie może być już
limitowany, ograniczany, manipulowany. Można go określać
tylko w kategoriach nadmiaru. Jeśli ten nadmiar jest mocą, to nie
możemy się łudzić, że kiedykolwiek j ą usidlimy.
Lecz ikonoklazm to oczywiście bardzo niebezpieczny lek.
Związane z nim zagrożenie Kierkegaard nazwałby rozpaczą
nieskończoności.
Rzeczywistość dotknięta nihilizmem absolut­
nego braku, nihilistycznym sceptycyzmem, traci związek z kon­
kretem, zrywa swe kotwice, rozpływa w fantasmagoriach
i bezgraniczności. Wszystko jest w niej możliwe, ale nic pewne.
Wobec takiego radykalnego ikonoklazmu ikona traci rację
swego istnienia.
Te dwa niebezpieczeństwa to dwa bieguny, między którymi
zawieszone jest istnienie świętego obrazu, jak i cała ludzka
egzystencja, pozostająca w ciągłym napięciu, rozrywana prze­
ciwstawnymi siłami, czerpiąca jednak z tego swą moc. Dwa
niebezpieczeństwa i dwa wzajemne zabezpieczenia; jak woda
i ogień. Richard Kearney nazywa tę sytuację podwójną wierno­
ścią: wobec ikonoklazmu, nie pozwalającego zamknąć się na
transcendencję, oraz wobec wcielenia.*
Dzięki Wcieleniu ikona jest w ogóle możliwa. Pisze Olivier
Clement, że Wcielenie „jest podstawą ikony, a ikona objawia
Wcielenie (...). Przed Wcieleniem obraz był zakazany: musiałby
być idolem. Po Wcieleniu jest nie tylko możliwy, ale i koniecz­
ny: jego brak podważałby naszą wiarę we W c i e l e n i e " .
Starotestamentowy ikonoklazm przygotowywał Wcielenie
od strony, można powiedzieć, negatywnej. O. Clement zwraca
jednak też uwagę na przygotowanie mające charakter pozytyw­
ny: są nim biblijne koncepcje Oblicza, Imienia, Obecności czy
też Chwały Bożej. Teologicznie rzecz biorąc, Wcielenie po­
twierdziło, że prawdziwą ikoną jest - jako obraz Boga - sam
człowiek. Jest manifestacją transcendencji w konkrecie i otwar­
ciem konkretu na transcendencję. Twarz człowieka to moż­
liwość wyjścia poza wymiar dosłowności, możliwość istnienia
w wymiarze symbolicznym. Jest ona rozdarciem, „dziurą
transcendencji". W ikonie twarzy krzyżuje się skończoność
i nieograniczoność, upadek cierpienia i piękno chwały. Piękno
zjawia się w grymasie twarzy Izajaszowego „cierpiącego
s ł u g i " , w upadłej materii pozbawionej transcendencji - doko­
nując jej transfiguracji.
5

Niewolnika nie można było „ z o b a c z y ć " . Nie posiadał on
twarzy, był aprosopos. Ale to ogołocenie było ogołoceniem „ze
wszystkich masek n i c o ś c i " (O. Clement). W języku możliwa
jest gra słów, która doskonale wyraża tę myśl: chodzi tu
mianowicie o wyrzeczenie się dosłowności, można powiedzieć
PRZ
' M. Heidegger, Cóz po poecie?, w: Budować, mieszkać, myśleć, tłum. K.
Michalski, Warszawa 1977. „Cóż po poecie w czasie marnym" - jest to
zdanie z poematu Holderlina Chleb i wino.
M. Heidegger, L'origine de Voeuvre d'art, w: Chemins qui ne menenl
nullepart, (tytuł oryg. niemieckiego: Holzwege), tłum. W. Brokmeier, Paris
1962, s. 84; por. B. Baran, Saga Heideggera, Kraków 1990, s. 145 n.
S. Kierkegaard, Choroba na śmierć, tłum. J. Iwaszkiewicz, Warszawa
1982 s. 169.
!

5

38

wyrzeczenie pierwszego stopnia. Po nim mogło nastąpić wy.
rzeczenie (tym razem w sensie: wypowiedzenie) dosięgające
prawdy. Upadek i cierpienie prowadzą ku chwale i pięknu.
„Cierpiący s ł u g a " wyrzeka się twarzy, będącej technicznym
wymiarem obecności; ikona, będąca twarzą „ o d k r y t ą " , wy.
rzeka się technicznego, iluzyjnego uczestniczenia w rzeczywistości. Dzięki temu jednak może dopiero wypowiedzieć o niej
prawdę.
Ikona to zawsze więcej niż to, co jest. Przypominają się słowa
Blake'a: „Cysterna ma ile ma, źródło się przelewa". Ikona nie
pozwala na idolatryczną rozpacz skończoności. Nie pozwala
więc też na próżne lenistwo widza. Zmienia się zasada rozumie­
nia jej obecności. Nie można jej po prostu oglądać, nie można
ograniczyć się do biernej percepcji, nie chodzi o nasycenie
wzroku obserwatora. Ikona jest ekstatyczna, jest ucieczką ku
nadmiarowi, jest symboliczna. Jej właściwym stanem istnienia
nie jest aktualność, autotożsamość, lecz „dzianie s i ę " , stano­
wienie prawdy. Jeśli prawda się w niej dzieje, nie może być
dojrzana z jednego, statycznego punktu obserwacji. Przyjęcie
takiego punktu widzenia jest zabiegiem bałwochwalczym,
wywołuje złudzenie, że obraz jest bytowo tożsamy z tym, co
przedstawia. Tymczasem jest on miejscem spotkania, które
wymaga od człowieka zgody na nie i decyzji przyjścia.
Niebezpieczeństwo idolatrii zwiększa się tam, gdzie chcemy
powiedzieć zbyt dużo, lub zbyt dokładnie określająco, definiująco i decydująco. Pisze M . - L . Chauvet: „Punkt krytyczny
teologii chrześcijańskiej nie polega na apofatycznym oczysz­
czeniu naszych pojęć po to, by określić Boga (pour dire Dieu),
ale na naszym użyciu tych pojęć, czyli na postawie, idolatrycznej bądź nie, którą one wywołują z naszej strony. Tradycja
zresztą podkreślała to od dawna: pojęcia najbardziej wysubtelnione mogą pełnić funkcję idoli; przeciwnie, najbardziej mate­
rialne antropomorfizmy (Panie, jesteś moją skalą) mogą być
najprecyzyjniejszymi wyrażeniami radykalnej odmienności
i świętości B o g a . " Tajemnica objawia się nie w zracjonalizo­
wanym koncepcie (nie w słowie traktowanym jako zracjonali­
zowany koncept), lecz w posługującym się symbolem języku
Biblii, poezji, liturgii. Symbol bowiem nie jest zwykłym
ekwiwalentem sensu. Obraz symboliczny, ikona, jest oknem,
przez które możemy ów sens przywoływać, ewokować. A po­
nieważ wołanie można ponawiać, więc i odpowiedź przy­
chodząca w symbolu jest pełniejsza, ma zdolność ujmowania
sprzeczności.
6

Ikona domaga się tego wołania. Sama jest po-wołaniem. Jej
istnienie jest nierozdzielnie związane z modlitwą, choć niejesl
od niej zależne w sensie przyczyny i skutku. Ikona bowiem
zawsze poprzedza modlitwę, jest „ s y t u a c j ą " , w jakiej i wobec
której postawiony jest wierny. Ale ikonę da się zobaczyć tylko
w transfigurującym jej materialność świetle modlitwy.
Ikona nie może być prawdziwa lub fałszywa. Nie odtwarza
bowiem (lepiej lub gorzej) zaistniałej wcześniej sytuacji
Prawda zawarta w ikonie jest nierozdzielna z samym jej
istnieniem, a ono polega na zdolności objawiania. Dlatego
zbyteczna jest w niej iluzja trzeciego wymiaru i fotograficzna
dosłowność.
Ikona fałszywa nie jest ikoną lecz bałwanem, znakiem „czasu
marnego", którego fałszywi prorocy mrugają do nas z trój­
wymiarowych fotografii.
1991

PISY
4

1

R. Kearney, Poetique du possible. Phenominidogie hermeneutiqued ^
figuration, Paris 1984, s. 136n. Zob. też J.-L. Marion, L'idole el
„Revue metaphysique et de la morale" 4, 1979, oraz inne prace tego autoff
O. Clement, Apercus sur la spiritualite de /'/сипе, Paris, b.d.
^
L.-M. Chauvet, Symbole i sacrement. Une relecture sacramentM
l'existence chr'etienne, Paris 1987, s. 46
5

ft

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11064" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11042">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/63505c76039d955ee6184f6411573366.pdf</src>
        <authentication>9b7ebbfba194c86fab5eff0e64b2b515</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131935">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6520</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131936">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131937">
                <text>2015</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131938">
                <text>anthropology of memory</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="131939">
                <text>pamięć - aspekt antropologiczny</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131940">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6092</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131941">
                <text>Image, Crypt, Interpretation/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131942">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue 197-203</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131943">
                <text>Michera, Wojciech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131944">
                <text>ang</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131945">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131946">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131947">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131948">
                <text>D

eciphering a symbol consists of divided halves
of pre-symbolic unity re-assemblying into a
whole (syn-ballein). In the psychoanalytical
sense, the split of this original unity yields the possi­
bility of an emergence of the Unconscious. Nicolas
Abraham and Maria Torok wrote:
Psychoanalytical listening consists of a special way of
treating language. Whereas normally we are given mean­
ings, the analyst is given symbols. Symbols are data that
are missing an as yet undetermined part [...]. The special
aim of psychoanalytical listening is to find the symbol’s
complement, recovering it from indeterminacy. From the
beginning of psychoanalysis to the present, theoretical ef­
forts have been aimed at finding rules that will permit ut to
find the unknown missing complement, in other words, the
fragment that “symbolizes with” —or, we might say, that
"cosymbolizes". 1
If we were to treat thus understood "psychoanalyti­
cal listening” as a simple model, based on analogy, of
all sorts of interpretations of the narrative text - liter­
ary, film and painterly -then the task of the readerspectator would consist of an identification of the
concealed contents of the story (hidden deeper than
its open and easily denoted theme), rendered dialectic
by textual representation “interiorised” in it in such a
way as if it were the patient’s memory; it would also
involve striving towards the establishment of source
truth, the “primeval scene”, the genuine “theme”, the
penetration “to the end” of its sense, etc. The difficul­
ty of this task consists, however, of the fact that, as we
found out in another study by Abraham, the symbol is
the outcome of a covert operation.
So, originally, any symbol is a metaphor. It is the re­
pression of its metaphoric origin that makes the symbol.

Naturally, repression from the very onset as­
sumes a repression instrument. When, subsequent­
ly, the two parts are linked again the symbol ceases
to be a symbol.
Interpretation, therefore, does not consist only
of revealing the concealed (“repressed”) contents. A
condition for its effectiveness - and this is often for­
gotten - is to take into account also the instrument of
repression.

The symbol is thus a dual metaphor of that,
which is cut off and of the process of cutting as
such. When we listen to the patient and treat his
comments as symbolic we embark upon the rec­
reation of the cut off part together with the mo­
ment of cutting (an introjection of the repressed )
and the creation, on the level of the word, of new
integrity.2
197

WOJCIECH MICHERA

Image, Crypt,
Interpretation

This is not all, nor is it the entire difficulty that
can be posed by the interpreted story (of a patient). It
also happens that listening encounters a discourse,

which, apparently, does not wish to take part in the
quest for a co-symbol and rejects all attempts at
supplementation. This resembles a situation when
a puzzle totally conceals the discourse, much too
dense for deciphering in the course of ordinary lis­
tening, or when the discourse does not lead to any
sort of co-symbol or puzzle. 3
Metaphorisation does not succeed when instead of
symbols the analyst receives in the interpreted narra­
tion “true enigmas”. They come into being as a result
of shattering the traditional topic structure of the sym­
bol, i.e. when its second half - originally unclear and
absent, and now thanks to analysis recovered (as the
sought signifié) - becomes once again split apart; when
the line of the split transfers deep into the recesses of
the symbol, creating a “false”, “artificial” unconscious­
ness that cannot be named and metaphorised, a pros­
thetic installed in the split “Ego”. This is precisely the
“crypt” and its “effect”.
*

The concept of the “crypt” was proposed in the
1960s by Nicolas Abraham and Maria Tôrôk, French
psychoanalysts of Hungarian descent, who in a highly
original fashion developed the thoughts of Sândor
Ferenczi, student and collaborator of Sigmund Freud.
4 The “crypt effect” was also described by Jacques Der­
rida in Fors, a copious preface to a book by Abraham
and Tôrôk: Cryptonymie. Le verbier de l’homme aux
loups. 5
In the interpretation proposed by Derrida the
“crypt” is one of those conceits that serve probing the
boundaries of metaphysical spatial logic. A s the readers
of his successive books know such figures as: “supple­
ment”, tympanum, hymen, pharmakon, khora, parergon,
parages, “invagination”, etc. ..., in a model-like man­
ner (but rather emulating the graphic models of “im­

�Wojciech Michera • IMAGE, CRYPT, INTERPRETATION

possible figures”) deconstructed the simple antithesis
of the interior and exterior comprehended “rationally”
as cohesive, homogeneous, and symmetrical wholes. 6
With their assistance Derrida constructed paradoxical
topographies, in which this simple schematisation un­
expectedly lost its transparency and revealed the “vio­
lence” inscribed within it - it “grew wild” and gained
aporetic properties. In this la cartographie impossible,
to cite Derrida, or atopy, the boundary between those
two spheres shifted. In a classical interpretation, the
frame (e.g. of a painting) tightly “closes” the interior,
guaranteeing distinctness and intact original identity;
at the same time - from the perspective of this inte­
rior - it “does not exist”. Derrida claimed that such a
simple structure is impossible since total separation of
the interior and the exterior is also unfeasible: in the
text/image the cognitive (referential) aspect is always
joined by a performative force, making it impossible to
conclusively close the frames. This is the reason why
the “edge”, conceived as an indispensable condition
for “completing” the identity of the interior, becomes
in the latter an irremovable “fold” of the exterior, un­
dermining its completeness.
Such paradoxical spatiality is characteristic also for
the model of human subjectivity constructed by Abra­
ham and Tôrôk; hence Derrida’s interest in the con­
cept of the crypt, which he tried to describe by using,
i.a. the titular fors.
Since the French noun: for (plural: fors) is a greatly
ambiguous word, and difficult to translate to boot, let
us precede the quotation from Derrida with several
explanations. This spatial description is affiliated with
the Latin forum, i.e. a public square in Rome, the site
of court trials - it denotes a “justice tribunal”. This is
why the literary expression: le for intérieur (derived,
historically speaking, from old legal terminology refer­
ring to Church jurisdiction) described an inner, most
personal “tribunal of consciousness”, sui generis con­
science. On the other hand, the interesting etymology
of this word going back to the Indo-European language
(*dhuer, *dwer) discloses its specifically “penetrating”
sense (thus rendering it slightly similar to the Greek
krinein: to “separate”, to ”judge”, hence: ’’crisis” and
“critic”). Suffice to recall that the Latin verb: forare
means: “to perforate” (hence: “perforation”) and foris
means: “door”, adverb - “on the outside”, just as foris
signifies: “outside the door” (or from an opposite per­
spective: “go outside the door”, as in the Evangelical
summons by Jesus: Lazare, veni foras —Lazarus, come
forth). This is, therefore, the origin of the English: for­
eign, the Italian: fuori, or the French: hors, dehors as
well as the noun: forest, forêt referring to outer, “alien”
space, etc. Hence in French the form: fors (the plural)
is an archaic preposition, which means: “without”,
“ with the exception of“, “while preserving”.

Interestingly, this is also the etymology of the
Polish words: drzwi (doors) and dwór (outside). Not by
accident is the second used in the expression “outside”
(na dworze). It also signifies, as we know, a building
(manor house: dwór, dworek, dworzec), which makes it
possible to sometimes use the Old Polish fora ze dwora
(get outside), with dwór meaning the interior. It also
exists as podwórze and podwórzec (courtyard) or even
dwór królewski (royal court), i.e. courtyard, patio or
open space but inside a certain closed area. Already
in our times, dworzec (station) is a place, which albeit
localised within urban space opens up the town from
the inside, thus making possible communication with
the outside world.
With the assistance of the multi-meaning fors contrasted with the French hors (“outside”, “on the
outside”), or le tribunal de la conscience - Derrida at­
tempted to situate the paradoxical space of the “crypt”
in the construction of the subject. A t the onset, how­
ever, he sketched its place in the architectural model
(I cite this fragment while translating for as dwór)7 :
Constructing a system of partitions, with their inner
and outer surfaces, the cryptic enclave produces a cleft in
space, in the assembled system of various places, in the
architectonics of the open square within space, itself de­
limited by a generalized closure in the forum. Within this
forum, space where the free circulation and exchange of
objects and speeches can occur, the crypt constructs an­
other, more inward forum [...]: sealed and thus internal to
itself, a secret interior within the public square, but, by the
same token, outside it, external to the interior. Whatever
one might write upon them, the crypt’s parietal surfaces do
not simply separate an inner forum [un for interior] from
an outer forum [un for extérieur]. The inner forum is
(a) safe, an outcast inside the inside. This is the condition,
and the stratagem, of the cryptic enclave’s ability to isolate,
to protect, to shelter from any penetration, from anything
that can filter in from them outside along with air, light,
or sounds, along with the eye or the ear, the gesture or
the spoken word. Caulked or padded along its inner parti­
tion, with cement or concrete on the other side the cryptic
safe protects from the outside the very secret of its clandes­
tine inclusion or its internal exclusion. 8

198

The “crypt” thus denotes an inner split of the in­
terior, which in this fashion ceases being a simple sup­
plement of the exterior. It constitutes a concealed core
of this topical structure, preserving certain features of
alienness in relation to the interior, whose part it is.
Forum is part of social space that may be, for example,
delineated with ordinary cartographic methods, but
the crypt, that external dwór, cannot be either mapped
or discovered (even when magnified). All classical
topo-logies, -graphies, -nymies come across an insur­
mountable obstacle, i.e. the sort that simply cannot be

�Wojciech Michera • IMAGE, CRYPT, INTERPRETATION

overcome. This is “non-place” (non-lieu), which is not
situated somewhere (here or there), but (I would be in­
clined to say that in the manner of trompe I’oeil or fata
morgana) it exists exclusively as deformation.
*

Nicolas Abraham and Maria Torok were inter­
ested primarily in the “cryptonymic” (a-semantic,
“anasemic”) aspect of language that does not serve the
transmission of meanings but their concealment. This
conception attaches key significance to a reinterpre­
tation of two conceits well known to psychoanalysis:
introjection and incorporation, describing the relation
between the outer world of the subject and surround­
ing reality.
The first was introduced into the language of psy­
choanalysis by Sandor Ferenczi in 1909 while defin­
ing introjection (i.e. “projection to the interior”) as a
mechanism enabling the extension onto the outer

world of the originally auto-erotic involvement by
including objects of the outer world into the Ego. 9
To put it differently, this time in the words of Freud:

Love is initially auto-narcissistIc and subsequently
encompasses objects incorporated into the expand­
ed “Ego” . 10 Introjection was usually identified with
incorporation (or it was perceived as an earlier stage of
the same process), which in Mourning and Melancholia
(1915) Freud described as an economic response to
the loss of an object of love, with which the Ego wishes
to identify itself. 11 In the opinion of Abraham and
Torok, however, it is necessary to radically differenti­
ate or even counter the two concepts since each brings
totally different consequences. I n t r o j e c t i o n is
to correspond to “normal” mourning, while i n c o r p o r a t i o n is the “illness of mourning”, which ap­
pears whenever introjection for some reason fails.
Incorporation intends to recover, in secret and through
magic, an object: it acts suddenly, fantasmically, some­
times in a hallucinatory manner, resembling plunder
of sorts. It emerges, however, always along the border­
line of introjection and pretends to be it so under the
illusion of “ordinary” concealment that it may obliter­
ate the trace of hiding the incorporated object.
In the process of i n t r o j e c t i o n I ultimately
recognize and accept the actual death of the deceased
(or the loss of a person, object or animal close to me)
and do not identify it with my death; this is to say I
still love him/it but only as a well-integrated particle of
myself. Loss is compensated by recollection enhancing
the Ego, i.e. memorisation, the assimilation of certain
values or, as Freud put it, “’identification”. According
to Judith Butler: This identification is not simply momen­
tary or occasional, but becomes a new structure of iden­
tity; in effect, the other becomes part of the Ego through
the permanent internalization of the other’s attributes. 12
Essentially, it is even possible to define the Ego as a
199

system of numerous introjections attained slowly, dur­
ing a whole lifetime, in a laborious process of succes­
sive internalisations, adaptations, and assimilations of
assorted successively lost objects of love (and even in
the process of an anticipation of “possible deaths”).
Introjection is the reason why such partings (for the
child the first loss is the withdrawing mother), even if
painful, become bearable. 13
Meanwhile, i n c o r p o r a t i o n is a neurotic
obstacle for introjection, a response submerged in mel­
ancholy: the subject does not come to terms with the
loss because the lost object fulfilled the function of a
mediator with his inner world. He thus tries to fantasmically and magically dominate the object of desire
since, enclosed in the crypt, who becomes a “living
dead” or, to use an expression coined by Maria Tôrôk,
le cadaver exquis. Derrida thus wrote:
The inhabitant of a crypt is always a living dead, a
dead entity we are perfectly willing to keep alive, but
as dead, one we are willing to keep as long as we keep
it, within us, intact in any way save as living.
This is, Abraham and Tôrôk claimed, refoulement
conservateur. Unspeakable mourning creates inside
the subject un caveau secret. Dans la crypte repose,
vivant, reconstitué à partir de souvenirs de mots, d’images
et d’affects, le contenu objectai de la perte, en tant que
personne complète, avec sa propre topique, ainsi que les
moments traumatiques - effectifs ou supposés - qui avai­
ent rendu l’introjection impraticable. 14 The incorporated
object becomes included by the cryptophoric subject in
the domain of the subconscious, but at the same time,
in the manner of a parasite or a hardened cyst, it is
excluded from the system of introjections creating the
Ego, the sphere of the activity of any sort of a “tribunal
of conscience“, which would want to conduct coor­
dination and resolve emergent contradictions. Der­
rida wrote that this boundary (between introjection
and incorporation) is necessary for the localisation
of the crypt, since it encircles within the Ego (the
introjection system) a cryptic enclave as allogenic in­

corporation space.
The basically important fact is that i n t r o j e c t i o n speaks, names, enters into a dialogue, is ren­
dered dialectic (symbolised) by its representations, and
thus is subjected to ordinary psychoanalysis. Words re­
place that, which is lost - they represent lost presence.
This is progressing, fragmentary substitution, clearly
visible in the model-like sequence of the development
of a child: from a mouth full of the mother’s breast, via
the “empty mouth” to the subsequent cries and sobs
and a mouth full of words replacing the mother’s ab­
sence. Introjection is, therefore, “satisfaction”, “com­
munion” or the “’world of the empty mouth” signify­
ing self-understanding in the face of experienced lack.

�Wojciech Michera • IMAGE, CRYPT, INTERPRETATION

This also holds true for mourning: words simultane­
ously denote the object of desire and shift it, perform
the withdrawal of emotional involvement, the libido.
Butler wrote: This displacement from the original object
is an essentially metaphorical activity in which words “fig­
ure" the absence and surpass it. 15
Meanwhile, i n c o r p o r a t i o n appears at the
moment when the “emptiness of the mouth” in vain
summons introjective words; when it becomes impos­
sible to replace the lost object with words (because
this would reveal, for example, some sort of a shame­
ful secret of this ideal). If the subject is incapable of
self-satiation with words (metaphors) it embarks upon
more radical activity: it absorbs the imagined thing, a
fantasm, an object-fetish, isolating it far from the con­
scious part of the Ego, enclosing it in the crypt. In­
corporation is, therefore, a de-metaphorisation of the
word: by annulling its figurative meanings it preserves
the loss of an object as radically unnamable, in this
way guarding its secret. Words, however, which have
been deprived of their metaphorical carrying capacity
do not simply return to literal meaning; they continue
to act, performing a fantasmatic destruction of the
language itself and neutralising it as an instrument of
presentableness. 16
The crypt, declared Derrida, is lieu de silence. If in­
corporation is heard, then it is only to silence all suspi­
cion or revert attention from the incorporated object.
Incorporation thus differs from introjection primarily
due to the use to which language is put or the possibil­
ity of deciphering it. Cryptonymy turns out to be to
“cryptology”: burial in a crypt or, to put it differently,
ciphering (Crypter, cest chiffrer - Derrida).

That what is to be read is un texte crypté on the
walls of the crypt, a cipher on a crypt. The wall,
however, is not the first - the material of which it
is built constitutes the text. The cipher makes it
impossible to be deciphered on the surface of the
wall. 17
This is why an object “buried in a crypt” does not
succumb to ordinary analysis. The reason does not
lie in the fact that the crypt is localised somewhere
very deep, but in the material out of which it had been
built, i.e. language. The crypt is not a metaphor of or­
dinary unconsciousness (the interior of external con­
sciousness) but “false” or “artificial” unconsciousness,
which not only conceals something but also hides the
very fact of concealment, i.e. creates a linguistic op­
position to the efforts of the analyst. The crypt is lin­
guistic space. It speaks just like the unconscious, imi­
tating normal introjection, but in this way leaves that
inner non-place, which is not subjected to any sort of
symbolisation, excluded and untouched (sauf). It is,
therefore, impossible to simply open it, break the seal
200

and read the name because this would be a transfor­
mation of the crypt into an ordinary grave, le cadaver
exquis into a “dearly departed”, and incorporation into
introjection; this is, after all, of what the set trap con­
sists ...
*

In the conception devised by Abraham and Tôrôk
the “crypt effect” has much in common with what
these two researchers call: l’effet de fantôme - in both
cases it signifies the psychic structures of incorpora­
tion, radically “decentralising” ; in both instances the
concept of the “secret” assumes special status. As in
the case of the “living dead”, the phantom too cannot
be integrated with the rest of the psychic life of the Ego
- it puts up resistance and produces traumatic cracks.
The situations, however, are not identical. The first
was the outcome of failed mourning - the “alien” is
incorporated into the crypt of the Ego; the second has
a different etiology - the Ego encounters a “phantom”
arriving from the unconsciousness of the “other”.
An excellent literary example of this difference is
Shakespearean Hamlet. Without doubt, the problem
of the Danish prince does not consist of the fact that
he was unable to come to terms with the loss of his
father and preserved him in his inner crypt as a “living
dead” (subsequently enabling him to act secretly and
as if autonomously). Shakespeare did not write about
Hamlet’s crypt and his melancholy but, in the opinion
of Abraham, about the secret, which the father took
to his grave and which is now assumed by Hamlet. It
is the children’s or descendants’ lot to objectify these buried
tombs through diverse species of ghosts. 18
The appearance of the Father’s ghost at the start of
the play objectifies the son’s awareness-unawareness [la
science-nescience]. Awareness-unawareness of what?
Of his own uneasiness due to a circumstance not to be
doubted: the late King must have taken a secret with him
to the grave. Does the ghost appear in order to lift the state
of unawareness? If that were the case, the ghost’s objec­
tification would have no more object than Hamlet’s own
dubious “madness of doubt”. A ghost returns to haunt with
the intent of lying; its would-be “revelations" are false by
nature. 19
This is a hypothesis that for four centuries has been
ignored by the spectators and critics of Hamlet: the
“secret” disclosed by the ghost of old Hamlet contain­
ing the injunction to seek revenge is a trap. Actually,
it conceals yet another, true secret of the shame borne
by the father about which nothing can be said and of
which the son is unaware but which leaves behind a
certain trace. This is why the sui generis psychoana­
lytical investigation conducted by the young Hamlet,
summed up in a theatrical reconstruction-repetition

�Wojciech Michera • IMAGE, CRYPT, INTERPRETATION

based on the confession of the ghost, is doomed to fail.
The revealed “’truth” only calms that unease of igno­
rance, whose concretisation is the appearance of the
Ghost.
The phantom, according to the interpretation
proposed by Abraham and Torok, is a phenomenon
existing in a trans-generational dimension (one could
say: a transsexual one, since it resembles a quotation
although accepted together with the error or gap con­
tained in the original); it consists of the presence in
the living Ego of a deceased ancestor, albeit as a car­
rier of his trauma; the Ego is unaware of this presence
despite the fact that it is the cause of his disturbances.
Naturally, this has nothing in common with spiritual­
ism. It is a fact that the phantom, whatever its form, is
nothing but the invention of the living. Yes, an invention
in the sense that the phantom is meant to objectify, even
if under the guise of individual or collective hallucinations
the gap flacune], the concealment of some part of a loved
one’s life produced in us.... Consequently, what haunts are
not the dead, but the gaps left within us by the secrets of
others. 20
The “phantom effect” thus introduces an even
more radical” heterogeneity, because it assumed a
“heterocryptical” topos that does not concern the bur­
ial of an alien object in one’s crypt but the encounter
of the Ego and an object arriving from the crypt of an­
other unconsciousness (the corpse buried in the other).
Both “my” crypt, the effect of incorporation and the
absorption of an alien object, which I do not want to
lose, and the Phantom haunting me set into motion
strategies drawing attention away from their secret.
The law of the phantom obligates to remain ignorant.
The phantom is a formation of the unconscious,
which was never conscious and thus fulfils a func­
tion different than repression; nonetheless, it returns
periodically and resembles a trauma that never actu­
ally took place. According to Abraham, it works like
a ventriloquist, like a stranger within the subject’s mental
topography. Abraham mentioned: (...) by their gratui­
tousness in relation to the subject they create the impres­
sion of surrealistic flights of fancy or of oulipo-like verbal
feats. This is why the phantom is never experienced
by the subject as something real, and in the course
of analysis can only give rise to constructions with all
their attendant uncertainties. 21 This construction is dif­
ficult because the phantom resists “interpretation”,
words capable of integrating themselves with the
subconscious, i.e. libidinal introjection. The words,
with whose assistance the phantom returns, i.e. those
to which the child once paid attention when one of
the parents uttered them, do not constitute a source
of the phantom’s statement, but an interval in that,
which is tellable. This interval, accepted by the sub­
ject (since, as we have said, it is not the effect of its
repression) and blocking the path towards introjec201

tion, becomes for him the same sort of a wound that
it was for his ancestor.
Briefly, if the phantom haunting the Ego in some
way makes its presence known then it does so not to
confess the sins encumbering his heart or to get rid
of a traumatic (horrible and possibly shameful) secret,
but on the contrary, in order to “seal” it (to preserve
this “skeleton in the cupboard”, his silence, the gap in
the topography of his subjectivity). This is also why

the phantom in folk beliefs only objectifies the
metaphor, active in the subconscious, of burying
a shameful fact in an object. 22It is thus necessary
to treat with a great dose of suspicion the truthful­
ness of ghosts, including those haunting us in stories:
they come not only to make it possible for the living to
learn about the secret concealed in the grave but, on
the contrary, by proposing false secrets to preserve it
only as the unutterable.
*

Introjection appears to be a good model of the text/
image subjected to classical interpretation (analysis),
striving towards revealing c o n c e a l e d meanings we recognise then that the work has been constructed
in accordance with the classical logic of the symbol,
and as a consequence we seek the missing (co-)symbolic supplement, i.e. strive towards the recreation of
the ‘’pre-symbolic”, “homogeneous” and “metaphori­
cal” completeness of meaning. Is a text/image conceal­
ing a crypt, and inside the latter - “endocryptic life”,
an incorporated cadaver (and even more so a phan­
tom), possible? 23 Naturally, it is unnecessary to recall
that no text or image is a neurotic patient of Dr Freud
(even the author does not have to play this part - we
are not dealing with psycho-biographies). In this case,
the ”crypt” is a “mere metaphor” (in addition, second­
ary in relation to the psychoanalytical metaphor). But
this is a productive metaphor if we include psychoana­
lytical terminology into the interpretation procedure
so as to diagnose ”the illness”, which would summarise
the meaning of the analysed text; on the contrary, the
purpose should involve rather opening the text than
reducing its possible meanings. 24
Naturally, there comes to mind the question:
how to differentiate the cryptophoric (“cryptomi­
metic”) text from the same classical story (Abraham
and Torok: deprived of what would the Wolf Man
not be the Wolf Man but a classic patient?) 25 One
could formulate this doubt slightly differently: since
the object encoded in the crypt (encrypte) is radically
illegible and each attempt at deciphering his “name”
means the necessity of falling into a cleverly devised
trap, then is incorporation a concept possessing any
sort of operational usefulness? 26 The task we are fac­
ing does not consist of forcing the text to act in the
manner of an Egyptian mummy from a popular joke

�Wojciech Michera • IMAGE, CRYPT, INTERPRETATION

and “confess” its real name; on the contrary, we are
concerned with taking into account this uncertainty,
the “cracks” in the meaning, the retention of the text
in its "strangeness” and significant nonsense. The
model of the ”cryptophoric” text/image presupposes
(differently than the model, which could be called
“semiophoric”) an essential compilation of its “topical
structure”, which as a consequence complicates the
cognitive structure: the work resists classical ques­
tions about the “topic”, “message” and “sense”. We
would be dealing with an image that not only conceals
meaning (as an “ordinary” symbol) but also intermin­
gles traces - the interpreted traces lose their cognitive
credibility (mimetic value).
The “crypt” (as a conception that essentially ex­
pands the metaphoric of our understanding both of
literature and the visual arts) is a premise making it
possible to overcome a temptation typical for classical
interpretation, namely, to replace the radical ”hermeneutics” of the image (the absolute and irreducible 27
inaccessibility of its contents) with “hermeneutics”
offering hope for penetrating the interior in order to
decipher the text/image in a way resembling the one in
which, for instance, archaeologists opened the Coper­
nicus crypt in Frombork, i.e. in order to identity the
deceased and prepare something resembling a definite
death certificate (does this activity not bear the marks
of some sort of enlightened exorcism?). As Professor
Jerzy Gąssowski (also my professor when I was a stu­
dent of archaeology), who conducted this task, said in
a newspaper interview:
The research started with disinfecting the entry to
the crypt. The latter had been closed several decades
ago and its disinfection was indispensable so as not to
expose scientists entering it to any sort of danger.
If our intention is penetration of “cryptophoric”
books, paintings or films, then archaeological methods
applied to neutralise a similar risk - prepared for scien­
tists by a literary/painterly Copernicus or Tutankha­
men - are pointless since it is impossible to differenti­
ate the “crypt” from its “effect”, the danger created
by it from its valuable contents sought by us, namely,
the cadaver-death. The only real thing is precisely
that hidden activity of the “curse” or the “’microbes”
breeding in the anasemic environment (an exemplary
illustration of this paradox are the studies carried out
by William of Baskerville on the second book of Aris­
totle’s Poetics dealing with comedy - as we know, it was
dangerous both owing to its contents and the poison
protecting access to it and covering the pages of the
only existing copy). It is the deadly resistance put up
by the crypt (Derrida: la resistance interne du caveau),
its resilient matter or irremovable frame that could
prove to be the real stake in this research game, the
202

concealed name, the sought after Thing (La Chose).

That what is to be read is un texte crypté on the walls
of the crypt, a cipher on a crypt. The wall, however,
is not the first - the material of which it is built con­
stitutes the text. The cipher makes it impossible to
be deciphered on the surface of the wall. 28
Derrida radicalised both the “crypt effect” and the
“phantoms”. In accordance with the conception pro­
posed by Abraham if ghosts lie and cheat then they
should be subjected to suitable exorcisms, reintroduc­
ing their secret into the order of things (even if this
is an extremely difficult task). For Derrida, however,
incorporation, the crypt and the phantom cease being
a symptom of psycho-pathology; in the same way, the
status of the secret concealed in the crypt or brought
by the phantom haunting the subject also changes.
There is no way to tame it, domesticate it in the stable
domain of ontology or express it in the language of
k n o w l e d g e (o n the wall of the crypt). All opera­
tions serving its deciphering (the preparation of the
crypt for research) serve the process of concealing an
even greater mystery, namely, that there is no (other)
mystery (to be discovered as a primeval object to be
restored to knowledge). The only real thing is “endocryptic identification”, i.e. irreducible knowledge-non­
knowledge, and endless construction work. 29
*

In order to identify the valuable cadaver it is neces­
sary to localise its crypt; for this purpose we must iden­
tify the boundary between introjection and incorpora­
tion. This border, however, always appears at the end
of introjection, similar to it although always slightly
further, accessible not only as that word but merely as
its rhyme, deformation, shadow, trace of a trace... This
is precisely the death (lurking in the crypt) of the im­
age.

Endnotes
1 Nicolas Abraham and Maria Torok, Cryptonymie. Le
verbier de l’homme aux loups, Paris: Flammarion 1976, p.
230.
2 N. Abraham, L'unité duelle et le fantome, in: Nicolas
Abraham, Maria Torok, L'Écorce et le noyau, Flammarion:
Paris 1978, p. 394 [emphasis - W M.]. I explain the
concept of introjection slightly further on.
3 Abraham and Torok, Cryptonymie, op. cit., p. 230.
4 Their studies from the 1960s and 1970s were collected
in: L'Écorce et le noyau, supplemented by: Cryptonymie, a
“cryptonymic” reinterpretation of the famous case of the
Wolf Man. Sandor Ferenczi lived in 1873-1933; Nicolas
Abraham - in 1919-1975; Maria Torok - in 1926-1998.
5 Jacques Derrida, Fors: les mots anglés de Nicolas Abraham
et Maria Torok, in: Abraham and Torok, Cryptonymie,
op. cit., pp. 9-73.
6 See also, i.a. Derrida: O gramatologii (Warszawa 1999),
Marginesy filozofii (Warszawa 2002), La dissemination
(Paris 1972), Chora (Warszawa 1999), Prawda w malar-

�Wojciech Michera • IMAGE, CRYPT, INTERPRETATION

7

8
9
10

11

12
13

14
15
16
17
18

19
20

21

22

23

stwie (Gdańsk 2003), Survivre and La loi du genre, in:
Parages (Paris1986).
Barbara Johnson translated for into the English simply as
forum; one should keep in mind, however, that the two
words (for and forum) appear together in Derrida's text
and have a different meaning (see: Derrida, Fors: The
English Words of Nicolas Abraham and Maria Torok,
transl. Barbara Johnson, in: N. Abraham and M. Torok,
The Wolf Man’s Magic Word: A Cryptonymy, University
of Minnesota Press: Minneapolis l986, pp. XI-XLVIII).
Derrida, Fors, op. cit., pp. 12-13.
I quote after: M. Torok, Maladie du deuil et fantasme du
cadavre exquis, in: LÉcorce..., op. cit., p. 235.
S. Freud, Popędy i ich losy, in: Psychologia nieświadomości,
transl. R. Reszke, KR: Warszawa 2007, p. 74 (text from
1915).
Sigmund Freud, Żałoba i melancholia, in: idem, Psychologia
nieświadomości, op. cit., pp. 147-159, see: p. 152. Cf.
idem, i.a. Psychologia zbiorowości, where “introjection” is
used in reference to melancholy (transl. R. Reszke, in:
Pisma społeczne, KR: Warszawa 1998, p. 89); Popędy i ich
losy (in: Psychologia nieświadomości, op. cit., p. 72); „Ja” i
„to” (ibid., p. 235 sqq.).
Judith Butler, Gender Trouble, Routledge, New York
1990, p. 58.
See: Maria Yassa, Nicolas Abraham and Maria Torok The inner crypt, “Scandinavian psychoanalytic Review”
25, 2/2002, p. 7.
Abraham and Torok, Deuil ou mélancolie. Introjecter incorporer, in: LÉcorce..., op. cit., p. 266.
Butler, op. cit. p. 68.
See: Abraham and Torok, Deuil ou mélancolie, op. cit., p.
267.
Derrida, Fors, op. cit., p. 53.
Nicolas Abraham, Notules, in: LÉcorce et le noyau, op.
cit., p. 427. See also: Derrida, Fors, op. cit., note on p.
42.
Abraham, Le fantôme d’Hamlet, in: LÉcorce..., op. cit., p.
449.
Abraham, Notules, op. cit., p. 427. See also: Colin Davis,
Hauntology, Spectres and Phantoms, “French Studies”
59,3/2005, pp. 373-379.
Abraham, Notules, pp. 449-50. See also: Torok, Histoire
de peur. Le symptôme phobique: retour du refoulé ou retour
du fantôme?, in: LÉcorce..., op. cit., p. 439.
Abraham, Notules, p. 427. The conception proposed by
Abraham and Torok encouraged researches studying
literature to seek in literary texts such deceitful phan­
toms trying to conceal awkward family secrets uncon­
sciously inherited by authors or narrators. Several exam­
ples were discussed by Colin Davis, op. cit. Here,
however, this motif appears to be less essential.
Introjection and incorporation are concepts that, natu­
rally, can be used (even without leaving the sphere of
the psychoanalytical discourse) for describing the rela­
tion between the recipient and the work - if we recogni­
ze the “patient” experiencing loss to be a reader, and a
book, a film or a painting to be the lost object (suffice to
recall the sorrow we experience each time when at the
end of a favourite book were are forced to say farewell to
its protagonists). In a normal situation, therefore, I
accept the fact that the story has come to an end and its
fictitious characters “really” do not exist; nonetheless,
”I” can “symbolically” identify with them and accept the
”lesson” taught by the work and thus enhance and
203

24
25

26
27
28

29

expand my inner world. Sometimes, however, there
appears a fantasmatic wish on the part of the subject to
absorb, take over and keep this “object of desire”, to
preserve it in the permanent shape of “the living dead”
- outside the entire system of introjection and beyond
the supervision of tribunal de la conscience (this situation
is excellently exemplified by Annie Wilkes, the lead
protagonist of Misery, a novel by Stephen King and a
motion picture by Rob Reiner (1990) - an obsessive
reader of romantic novels about Misery Chastaine,
Annie imprisons their author so as to make it impossible
for him to “kill off” her favourite character. In an ano­
ther version, the heart of the matter would involve
“metalepsy” described by Gérard Genette, in this case
obliterating the boundary between the inner world of
the text and the empirical world).
See: Mieke Bal and Norman Bryson, Semiotics and Art
History, “Art Bulletin” 73,2/1991, p. 197.
Abraham and Torok, Cryptonymie, op. cit., p. 232. The
term: cryptomimesis was proposed by Jodey Castricano in
the book: Cryptomimesis: The Gothic and Jacques Derrida’s
Ghost Writing, McGill-Queen's University Press:
Montréal: 2001.
This question was posed by Eugenio Donato in: Qui
Signe ‘Flaubert’?, “MLN” 98, 4/1983, p. 591.
See: Umberto Eco, Imię róży, transl. Adam Szymanowski,
PIW: Warszawa 1996.
Derrida, Fors, p. 53, emphasis - W. M. Let us recall upon
this occasion that according to Freud Nicholas
Copernicus decided to decentralize man's cosmological
place in the universe (Sigmund Freud, Eine Schwierigkeit
der Psychoanalyse, 1917).
Derrida expanded his science about phantoms and
“hauntology” comprehended as “different ontology” similarly as reflections about the Ghost in Hamlet - in:
Spectres de Marx: l’état de la dette, le travail du deuil et la
nouvelle Internationale, Galilée: Paris 1993. More on this
topic in my book: Piękna jako bestia (in print); the pre­
sented text is an abbreviated and altered fragment.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="12846" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="13394">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d3c3b64a66a0d93094ca62ada6daba72.JPG</src>
        <authentication>e7acb5299f75a8f2007c4dd9da5e0a2b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="15">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154247">
                  <text>Kolekcja fotografii z badań terenowych PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154248">
                  <text>fotografia cyfrowa; badania terenowe ; </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154249">
                  <text>Kolekcja zdjęć Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego  utworzona z okazji obchodów 6. Ogólnopolskiego Dnia Etnografii, Etnologii i Antropologii Kulturowej ( 9 lutego). W 2025 roku  przypada 130. rocznica  powstania PTL, zatem świętowanie odbyło się  w sposób szczególny, przypominając wszystkim to, co stanowi fundament dyscypliny oraz naszej pracy  i pasji. To badania terenowe – nieustanne wędrowanie, odkrywanie, poznawanie nowych ludzi, rozmawianie z nimi oraz dokumentowanie. Zachwyca nas świat i ludzie, którzy go tworzą!&#13;
&#13;
Na akcję Etno-Foto-Teren odpowiedziało   34 badaczy z całej Polski. Publikujemy kolaże stworzone na podstawie przesłanych fotografii wraz z autorskimi opisami okoliczności, w jakich zdjęcia powstały.</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154250">
                  <text>Członkinie i członkowie Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154251">
                  <text>2025</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154252">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154253">
                  <text>jpg</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154499">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154500">
                  <text>Fotografia Cyfrowa</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154510">
                <text>ETNO-FOTO-TEREN 2025 / Kolekcja fotografii z badań terenowych PTL</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154511">
                <text>Badania terenowe ; Wielkanoc ; zwyczaje i obrzędy wielkanocne; muzyka ludowa ; Łużyce</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154512">
                <text>Tytuł zdjęcia: Śpiewaczki wielkanocne z Dissen, dolnołużyckie Dešno.&#13;
Fotografia przedstawia serbołużycki zwyczaj śpiewania wielkanocnego. Grupy dziewcząt i kobiet kroczyły odświętnie ubrane, w rzędach, przez wioski i pola uprawne i śpiewały pieśni kościelne. Te pieśni miały chronić mieszkańców wsi przed złem, a rolnikom zapewnić dobre zbiory. Współcześnie zwyczaj jest pielęgnowany jedynie w kilku wioskach.&#13;
Zdjęcie wykonałam we wsi Dissen, dolnołużyckie Dešno, niedaleko miasta Cottbus/Chósebuz. Udałam się na miejsce, ponieważ wiedziałam, że wielkanocne śpiewaczki będą w tym czasie przechodzić przez wieś i chciałam je zobaczyć. Byłam jedną z dwóch obserwujących je osób, ponieważ jest to żywy zwyczaj, a nie widowisko przyciągające turystów. Zdjęcie wykonano ‎11.03.2019. &#13;
Autorką zdjęcia jest Justyna Michniuk.&#13;
&#13;
</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154513">
                <text>Michniuk, Joanna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154514">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154515">
                <text>2025</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154516">
                <text>Licencja PTL</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154517">
                <text>jpg</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154518">
                <text>Fotografia cyfrowa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10574" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10552">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1225ade93a764e055d15c9baf5a46f0c.pdf</src>
        <authentication>9bde2ce40f58e1aa7adaac89e19e8e46</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="1">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="174">
                  <text>Książki</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125891">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6600</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125892">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125893">
                <text>2016</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125894">
                <text>mit - aspekt polityczny</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="125895">
                <text>magia</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="125896">
                <text>rytuał</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="125897">
                <text>kozioł ofiarny</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="125898">
                <text>antropologia polityki</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="125899">
                <text>antropologia symboliczna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125900">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6170</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125901">
                <text>Mechanizm rytualny</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125902">
                <text>261 s., il.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125903">
                <text>Michoń, Łukasz P.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125904">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125905">
                <text>Państwowe Pomaturalne Studium Kształcenia Animatorów Kultury i Bibliotekarzy</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125906">
                <text>książka</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125907">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125908">
                <text>�„Mamy do czynienia z Autorem o dużej erudycji, z dogłębną znajomością problematyki teoretycznej, z profesjonalną antropologiczną interpretacją mitu
biblijnego oraz z oryginalną ideą, w myśl której mit ów odtwarzany jest we
współczesnej historii Polski, rozgrywa się na naszych oczach, a właściwie
w nim uczestniczymy (tak jak czynnie uczestniczy w nim sam Autor tekstem
swym przyczyniając się nieuchronnie do jego powielania – przynajmniej na
poziomie świadomości)”.
Prof. dr hab. Michał Buchowski
Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UAM w Poznaniu
oraz Uniwersytet Europejski Viadrina we Frankfurcie n. Odrą
„Książka wrocławskiego antropologa kultury jest opracowaniem, które przeczytałem z satysfakcjonują i uwagą, aby – skończywszy lekturę – mieć poczucie, że inteligentne myślenie owocuje zawsze pracami nietuzinkowymi (...).
Kultura polityczna jest dramatem społecznym o strukturze mitu, jest ponawianym obrzędem przejścia, w którym nie chodzi jednak właściwie o zmianę
w sensie linearnym, ale o ciągle ponawiane próby czasu wahadłowego (bo takim jest w istocie czas w polityce). Stąd przyjdzie zgodzić się z sądem autora,
że „każdy kryzys ofiarny nieuchronnie wpisuje się w logikę dramatu społecznego, stając się wzorcem dla kolejnych prób jego rytualnego powtórzenia”.
Prof. Wojciech Józef Burszta
Katedra Antropologii Kultury
Uniwersytet SWPS w Warszawie

�„Łukasz P. Michoń trafnie pokazuje, że władza to również, a może przede wszystkim, zdolność do definiowania natury rzeczywistości społecznej i możliwość narzucania swoich definicji społeczeństwu”.
Dr hab. Krzysztof Jaskułowski, prof. SWPS Uniwersytet SWPS,
Wydział Zamiejscowy we Wrocławiu
Katedra Studiów Europejskich
„Zawarte w pracy studia przypadków łączy przeświadczenie o donośności roli,
jaką odgrywa połączenie performatywnego i semiotycznego wymiaru kultury.
Podejście to jest w polskojęzycznej literaturze przedmiotu nowatorskie i zasługuje na uwagę chociażby ze względu na to, jak dalece związek działania ludzkiego (polityki w tym przypadku) i symbolizacji (nadawania znaczeń) rzeczywistości
w ten sposób wytwarzanej jest nadal mało rozpoznany w polskich naukach społecznych i humanistyce. (...) Znajdujemy na przykładzie przedłożonej pracy wyjątkowy model uprawiania nauk społecznych, w Polsce często krytykowany i niezrozumiany – tj. podejście stricte interdyscyplinarne (lub „post-dyscyplinarne”
jakby powiedzieli zwolennicy studiów kulturowych), stojące w poprzek wąsko
pojmowanych dziedzin wiedzy. Dla autora tej pracy w istotny sposób ważny staje
się przedmiot analizy, nie zaś trzymanie się określonych norm tradycyjnych i skostniałych barw naukowej narracji. Język zresztą pełni tu rolę nie tylko deskryptywną, lecz również generuje określone fakty społeczne, co zresztą jest materią
badań autora. Mechanizm rytualny jest także rodzajem dyskursu kulturowego
i jako taki przez rzeczywistość kulturową jest warunkowany oraz jednocześnie
ją współtworzy. Po drugie praca dr. Michonia jest kolejnym krokiem w stronę
proliferacji antropologicznego spojrzenia w polskiej nauce w obszarach przedmiotowych zagarniętych i zazdrośnie chronionych przez inne dyscypliny, co jest
też odmianą swoistej interdyscyplinarności. Moim zdaniem praca ta wnosi wiele
świeżego spojrzenia do polskich badań nad kulturą i życiem publicznym pokazując jak dalece te sfery są ze sobą splątane”.
Dr Jarema Drozdowicz
Wydział Studiów Edukacyjnych
Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

��Łukasz P. Michoń
Mechanizm rytualny
O modelu ofiarniczego ustanawiania
nowego ładu politycznego

Wrocław 2016

�https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/pl/
Kanał YouTube Mechanizmu rytualnego:
https://www.youtube.com/channel/UCN-RAKhJrs8M-X31WERAYzg
Redakcja:
Łukasz P. Michoń
Recenzenci:
Michał Buchowski
Wojciech J. Burszta
Jarema Drozdowicz
Krzysztof Jaskułowski
Korekta:
Bożena Michoń
Maria Kulewska
Redakcja techniczna:
ARTE BUENA Monika Aleksandrowicz
www.artebuena.com
Skład wersji elektronicznej:
Michał Nakoneczny
88em.eu
Projekt okładki:
Łukasz P. Michoń
Monika Aleksandrowicz
Streszczenie w j. angielskim:
Ewa Herman-Włodarczyk
Streszczenie w j. niemieckim:
Marta Chanas-Nowicka
Streszczenie w j. rosyjskim:
Lidia Cichal
Streszczenie w j. węgierskim:
Gizella Csisztay
Na okładce zdjęcie fragmentu rzeźby zatytułowanej „Karma” autorstwa Do-ho Suh
https://en.wikipedia.org/wiki/Do-ho_Suh
Zdjęcie autora na okładce:
Jacek Świątek
Wydawca:
Państwowe Pomaturalne Studium Kształcenia Animatorów Kultury i Bibliotekarzy
50-238 Wrocław, ul. Niemcewicza 2
www.skiba.edu.pl
Wersja cyfrowa: ISBN 978-83-933530-7-1
Wersja drukowana: ISBN 978-83-933530-8-8
Wydanie I

�W ostatecznym rozrachunku ofiarą i sprawcą jest ta sama osoba. Jedność ludzkiej rasy uchwycić możemy dopiero wówczas,
gdy zdołamy pojąć prawdę owej ostatecznej równoważności
w całej grozie.
Jean Baudrillard, Zbrodnia doskonała, Warszawa 2008, s. 8.
Wiedza jest przerażająca, to prawda.
Ale jeśli wojownik zaakceptuje przerażającą naturę wiedzy,
to równocześnie usunie jej grozę.
Carlos Castaneda, Opowieści o mocy, Poznań 2001, s. 37.

�Łukasz P. Michoń (ur. 1981) doktor nauk
humanistycznych, animator, artysta, eksperymentator. Absolwent Państwowego Pomaturalnego Studium Kształcenia Animatorów
Kultury „SKiBA” we Wrocławiu oraz Katedry
Ethnologii i Antropologii Kulturowej UWr.
Skupia swoją uwagę badawczą na wszystkim,
co ukryte, tajemnicze, kontrowersyjne, fascynujące i nieoczywiste.

�Spis treści
Notka biograficzna  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  . 8
Od Autora  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  11
Pozostają już tylko egzorcyzmy?  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  13
ROZDZIAŁ I
Na szlaku dawnej drogi .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  23
Aaron rzuci losy o dwa kozły, jeden los dla Pana,
drugi dla Azazela .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  . 55
Dawid pojawia się na scenie .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  69
Model dla tego, który czysto i dokładnie chce
czynić swoją powinność .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  . 89
ROZDZIAŁ II
Świat zaczarowany, przemiany ogromne, skąd idą?
Dokąd płyną? Czy z bajek i czarów?  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  99
Rozgrzewanie mechanizmu do granic widzialności  .  .  .  .  .  .  .  125
Józef Piłsudski pojawia się na scenie .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  147
Ten, który czysto i dokładnie czynił swoją powinność?  .  .  .  .  .  169
ROZDZIAŁ III
Mechanizm ponownie zostaje wprawiony w ruch  .  .  .  .  .  .  .  .  . 179
Prawo i Sprawiedliwość pojawia się na scenie .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  193
Głębia tego problemu jest nawet głębsza niż nam się wydaje .  .  217
ZAKOŃCZENIE
Choroby sekretne leczy się ujawnieniem  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  239
Bibliografia  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  . 247
Netografia  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  . 255
Streszczenia  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  257

��Od Autora1

Publikując Mechanizm rytualny w formie darmowego i powszechnie
dostępnego e-booka starałem się spłacić dług jaki zaciągnąłem na mocy
umowy społecznej, dzięki której jako obywatele zdecydowaliśmy się opodatkować zapewniając każdemu darmowy proces edukacji, zdobywanie
wiedzy naukowej i wreszcie powszechne jej przekazywanie. Dojrzewając
w atmosferze „wolnej kultury” wyznaczającej sposób myślenia, dzielenia
się wiedzą i wspólnotowego rozwiązywania palących problemów współczesności uznałem, że udostępnienie wyników pracy jest moją powinnością jako obywatela, naukowca oraz urzędnika państwowego.
Upubliczniając za darmo wyniki pracy, liczę także na to, że – podobnie jak to ma miejsce w przypadku programów komputerowych – każdy będzie mógł przeanalizować moje próby i wnieść swój wkład w ulepszanie wiedzy na temat mechanizmu rytualnego oraz przyczynić się do
przezwyciężenia jego uroku. Warunkiem powodzenia tego projektu, jest
zatem współpraca. Wierzę, że zrozumienie i zastąpienie opisanego mechanizmu innym modelem przejścia z jednego stanu do drugiego, nie leży
w kompetencjach osiągnięć genialnej jednostki, ale jest możliwe dzięki
pracy „zbiorowego intelektu”. Jestem pewny, że działając wspólnie, jesteśmy zdolni podołać temu wielkiemu zadaniu.
Dziękuję wspólnocie Państwowego Pomaturalnego Studium Kształcenia Animatorów Kultury i Bibliotekarzy „SKiBA” we Wrocławiu, która
wsparła merytorycznie projekt publikacji e-booka oraz książki w formie drukowanej. Jestem szczególnie wdzięczny Monice Aleksandrowicz
za nieocenioną pomoc we wdrażaniu rozwiązań osadzających książkę
w eksperymentalnym nurcie liberatury naukowej.
Dziękuję wreszcie mojej rodzinie, za niesłabnącą miłość, wsparcie
i wiarę.
1

Link do zwiastunów Mechanizmu rytualnego: https://www.youtube.com/
watch?v=Qu6Nm0LeY1E, https://www.youtube.com/watch?v=BS9le4NseyM.

��WSTĘP
Pozostają już tylko egzorcyzmy2?

Pewnej wyborczej niedzieli, 25 września 2005 roku, podczas mszy
świętej, w której uczestniczyłem ogromne wrażenie zrobiło na mnie
przewidziane na 26. niedzielę zwykłą drugie czytanie pochodzące
z Listu św. Jakuba Apostoła:
Teraz wy, bogacze, zapłaczcie wśród narzekań na utrapienia, jakie was czekają. Bogactwo wasze zbutwiało, szaty wasze stały się żerem dla moli, złoto
wasze i srebro zardzewiało, a rdza ich będzie świadectwem przeciw wam
i toczyć będzie ciała wasze niby ogień. Zebraliście w dniach ostatecznych
skarby. Oto woła zapłata robotników, żniwiarzy pól waszych, którą zatrzymaliście, a krzyk ich doszedł do uszu Pana Zastępów. Żyliście beztrosko na
ziemi i wśród dostatków tuczyliście serca wasze w dniu rzezi. Potępiliście
i zabiliście sprawiedliwego: nie stawia wam oporu3.

Po mszy intuicyjnie zajrzałem do tygodnika Niedziela z tego samego dnia, w którym pojawił się równie zaskakujący „wywiad tygodnia”. W tym szczególnym numerze czasopisma rozmowa została
przeprowadzona tylko z jednym kandydatem na urząd Prezydenta – Lechem Kaczyńskim. Wywiad zatytułowany W trosce o silną
i uczciwą Polskę4 był w istocie streszczeniem programu wyborczego kandydata PiS-u. Tej niedzieli wyszedłem z kościoła z mocnym
postanowieniem, że do niego nie wrócę, dopóki dogłębnie nie zrozumiem związków, jakie zachodzą między tekstami świętymi, rywalizacją polityczną a rolą, w jakiej stawiają się politycy Prawa

2
3

4

J. Baudrillard, O uwodzeniu, Warszawa 2005, s. 5–6.
Jk 5, 1–6 Wszystkie cytaty biblijne wykorzystane w tej pracy pochodzą z Biblii
Jerozolimskiej, Poznań 2006.
http://www.niedziela.pl/artykul/77696/nd/W-trosce-o-silna- i-uczciwa-Polske
(dostęp: 16.01.2013).

�i Sprawiedliwości. Stopniowe odkrywanie mechanizmu, który organizuje te wyobrażenia z całą mocą przypomniały mi o tym, że
„nic nie jest oczywiste”5.
Kompozycja książki została w całości podporządkowana procesowi odkrywania mechanizmu rytualnego. Podejmując taką decyzję, bardzo mi zależało na tym, aby czytelnik śledzący ten proces
mógł z łatwością wejść w rolę czujnego obserwatora pracy badacza
postępującego niczym detektyw, który – zanim osiągnie zadowalający poziom wiedzy teoretycznej na temat interesującego go zjawiska
– na początku zawsze ma dostępne jedynie poszlaki. Żadna z nich,
wzięta z osobna, niczego na początku nie wyjaśnia, natomiast ujęte wszystkie w odpowiedni kontekst rytualny zaczynają układać
się w mito-logiczną całość, możliwą do zrozumienia i powtórzenia.
Postępując w ten sposób chciałem osiągnąć efekt, dzięki któremu
czytelnik mógłby odnieść wrażenie podążania razem ze mną od
jednego śladu do drugiego, poszerzając w ten sposób stopniowo swoją wiedzę o naturze mechanizmu rytualnego. W efekcie przyjętej
perspektywy chodziło mi o to, aby nie tyle „opowiedzieć historię”,
ale przedstawić proces polegający na jej „odtwarzaniu”6 – jak to ujął
Roger Caillois. Innymi słowy, wartość tak przedstawionej analizy
naukowo-kryminalnej „mierzy się w dużym stopniu tym, jak niepojęty jest dla rozumu i doświadczenia jej początek, a zrozumiały
i logiczny jej koniec”7.
Wszystkie zaproponowane i opisane w książce rozwiązania formalne pełnią rolę specyficznych egzorcyzmów, które zorientowane są na dostrzeżenie i tym samym uwolnienie się spod działania
niezwykle silnego uroku mechanizmu, który w sprzyjających warunkach dramatu społecznego zostaje wprawiony w ruch i niepostrzeżenie przenosi aktorów społecznych rywalizujących w polu
polityki w przestrzeń ofiarniczą. Ów mechanizm wrzuca następnie
5
6
7

M. Buchowski, Zrozumieć Innego, Kraków 2004, s. 4.
R. Caillois, Powieść kryminalna, [w:] Tenże, Siła powieści, Gdańsk 2008, s. 39.
Tamże, s. 47.
14

�przedstawicieli zantagonizowanych stron w konkretne role symboliczne, co narzuca kategorie myślenia o rzeczywistości oraz sposoby
zakończenia kryzysu za pomocą rytualnych mordów ze starannie
wyselekcjonowanych do poświęcenia przedstawicieli społeczeństwa. Podjęte przeze mnie badania nad mechanizmem rytualnym
przypominały zatem specyficzną sprawę kryminalną, w której
„ofiarnik” za każdym razem zostawia ślady, wzorując się na wcześniejszych „zbrodniach” przebiegających według tego samego schematu opartego na scenariuszu mito-logicznym. Ekscytujący okazał
się fakt, że na podstawie znajomości owego scenariusza oraz jego
paradygmatycznych realizacji staje się możliwe między innymi zdemaskowanie niedoszłego „zbrodniarza”, zanim dokona on kolejnej
rytualnej zbrodni. W ramach stopniowej rekonstrukcji mechanizmu rytualnego powstał zaskakujący kontekst, który pozwalał, co
było dla mnie dość dużym zaskoczeniem, doprecyzować wykorzystane w pracy teorie – co szczególnie jest widoczne w uszczegółowieniu mechanizmu kozła ofiarnego opisanego przez René Girarda.
Z premedytacją, już w pierwszym rozdziale, odwróciłem porządek odkrywania i skoncentrowałem się na przedstawieniu sytuacji
modelowej, która w istocie ujawniła się dopiero pod koniec śledztwa naukowego. Taką decyzję podjąłem, mając na uwadze wskazanie kolejności, dzięki której czytelnik łatwiej będzie mógł wczuć
się w rolę kogoś, kto zna schemat rytualny i może nim dowolnie zarządzać. Z tego też powodu, już na początku książki przedstawiam
specyfikę świadomości kosmologicznej, dla której tekst święty stanowi zawsze pewnego rodzaju wzorzec, schemat, dzięki któremu
mogą być interpretowane wydarzenia przeszłe, współczesne oraz
wizje przyszłości. Z powodu nagromadzenia różnych śladów, które szczegółowo opisuję w tym rozdziale, swoją uwagę badawczą
skierowałem w stronę motywu biblijnego zawartego w dwóch starotestamentowych Księgach Samuela. Dzięki analizie strukturalno-semiotycznej – nawiązującej do metody zaproponowanej przez
Edmunda Leacha i Daniela Alana Aycocka w podejściu do badań nad
15

�Biblią oraz uzupełnieniu jej o podejście charakterystyczne dla teorii
ofiarniczej Girarda – udało mi się nie tylko wskazać istnienie ram
strukturalno-rytualnych dla scenariusza mito-logicznego, ale także
uszczegółowić teorię o kontekst, którego francuski antropolog nie
uwzględnił w swoich analizach. Szczególnie ważne okazały się w tej
kwestii wspomniane badania Edmunda Leacha i Daniela Alana Aycocka, Władymira Proppa – nad bajką magiczną oraz Victora Turnera – nad dramatami społecznymi. Francuski badacz nie ukrywał,
że odkrycie przez niego mechanizmu ofiarniczego, któremu nadał
nazwę nawiązującą do starotestamentowego rytuału przebłagalnego, jest jedynie metaforycznym nawiązaniem do biblijnego rytuału.
Problem polega na tym, że w starotestamentowym rytuale są losowane dwa kozły, których losy – w strukturalnym splocie okoliczności – zaskakująco pokrywają się z dwoma mordami rytualnymi
dokonanymi według tej samej mito-logiki w interesujących mnie
Księgach Samuela. Co ciekawe, wspomniane mordy zostały dokonane na postaciach nabywających stygmaty ofiarnicze w sposób, który
dzięki strukturalnej analizie starotestamentowej sagi jest możliwy
do precyzyjnego zrekonstruowania i, co za tym idzie, powtórzenia.
Z mojego punktu widzenia ważnym okazało się odkrycie, że rytualne ofiary stanowią jednoczesną ramę strukturalną starotestamentowej sagi, której budowa, co także udało mi się wykazać, odpowiada trójfazowemu schematowi obrzędu przejścia. Dzięki wykazaniu
specyficznej budowy starotestamentowej sagi stało się w ten sposób
możliwe dostrzeżenie w tych dwóch ramowych mordach wydarzeń
umożliwiających przejście z jednej sekwencji rytualnej do kolejnej,
dając w ten sposób większą jasność, co do kontekstu, który sprzyjał
wprawianemu w ruch mechanizmowi ofiarniczemu.
W rozdziale drugim koncentruję się na rozwinięciu i uzupełnieniu analiz strukturalnych dwóch Ksiąg Samuela o ujęcie
charakterystyczne dla morfologii bajki magicznej Proppa. Dzięki
temu zabiegowi udało mi się wykazać, że starotestamentowa saga
odpowiada wszystkim elementom kompozycji bajki magicznej
16

�składającej się z trzech przebiegów, które, co warto w tym miejscu podkreślić raz jeszcze, pokrywają się także ze wspomnianym
trójfazowym schematem obrzędu przejścia. W efekcie przeprowadzonych analiz możliwe okazało się odczytanie schematu sagi
w kontekście specyficznej relacji między dwoma głównymi jej postaciami, czyli Saulem i Dawidem. Postępując w ten sposób udało
mi się udowodnić, że pierwszy przebieg odpowiada strukturalnie
losowi fałszywego bohatera (w tej roli występuje Saul – pierwszy
król Izraela), który z powodu „braku” zostaje posłany w drogę,
następnie łamie nakaz/zakaz, za co spotyka go kara. Drugi odpowiada relacjom bohatera fałszywego/króla i bohatera (dotyczy on relacji Saula, który nie sprostał próbie i został odrzucony
przez Boga, i Dawida). Trzeci i ostatni przebieg odpowiada natomiast losowi bohatera/króla (chodzi tu o Dawida), który ponownie przekracza zakaz, składając w ofierze rytualnej przedstawicieli rodu fałszywego bohatera/króla (siedmiu mężczyzn
z rodu Saula) sprowadzonych do roli antagonistów. W ten sposób
bohater/król niweluje „brak” i doprowadza do nastania „Złotego Wieku”. Bardzo mi zależało na tym, aby jeszcze w rozdziale
drugim przejść w miarę płynnie od analiz strukturalnych sytuacji modelowej zapisanej w Biblii do dramatu społecznego, który
byłby paradygmatyczną jej realizacją. Innymi słowy – chciałem
połączyć statyczny model strukturalny z podejściem procesualnym umożliwiającym jego realizację uwzględniającą
specyfikę dynamiki społecznej. W tym celu skoncentrowałem
się głównie na dwóch ujęciach, łącząc ze sobą wnioski z badań
i analiz prowadzonych przez Victora Turnera oraz Marshalla Sahlinsa. Uzbrojony w takie instrumentarium teoretyczne starałem
się wykazać to, co nie udało się Girardowi, czyli fakt, że kryzys
ofiarniczy oraz mito-logika kozła ofiarnego jest jednym z wielu
scenariuszy możliwych do zrealizowania w ramach schematu
dramatu społecznego. Innymi słowy – nie każdy dramat społeczny musi przebiegać według mito-logiki kryzysu ofiarniczego, lecz
17

�każdy kryzys ofiarniczy nieuchronnie wpisuje się w logikę dramatu społecznego, stając się wzorcem dla kolejnych prób jego rytualnego powtórzenia. W ten sposób na przykładzie dramatu społecznego ze szczególnym udziałem Józefa Piłsudskiego starałem
się zrekonstruować okoliczności, w których aktywuje się „pewien
paradygmat źródłowy” 8 – jakby go określił Victor Turner – czy też
próba „uhistorycznienia” 9 starotestamentowej sagi będącej jednoczesnym powtórzeniem wzorca tworzenia „nowego porządku”
w ramach gry wygenerowanej przez mechanizm.
W pogłębionym studium przedmiotu dotyczącym działań Józefa Piłsudskiego zrekonstruowałem proces, w którym wykorzystując uprzywilejowaną sytuację wyjściową, zostaje on stopniowo
pochłonięty przez symbol bohatera magicznego. Przeznaczeniem
symbolicznym bohatera magicznego jest ustanowienie „nowego
porządku świata” poprzez umiejętne skanalizowanie zbiorowej
przemocy. Starałem się także wykazać, jak – używając konsekwentnie języka magicznego – Piłsudski kieruje tę przemoc na
swoich przeciwników politycznych, wpisując ich w symboliczne
typy „zdrajców”, „buntowników” oraz „łotrów”, aż do ich wykluczenia z życia społecznego, poprzez ostateczne wpisanie ich
w symboliczną kategorię „kozłów ofiarnych”. W tym kontekście
podstawę moich analiz stanowią oficjalne odczyty, wywiady,
pisma, wystąpienia i korespondencja Józefa Piłsudskiego, które
zostały przeze mnie potraktowane w kategoriach odrębnego dyskursu, sprzyjającego wprawianiu w ruch mechanizmu ofiarniczego. Dzięki wyizolowaniu pewnych elementów pola historycznego
oraz przedstawieniu ich w specyficznym rytmie historycznym
starałem się uwidocznić ówczesny dramat społeczny, którego
wzór został wykorzystany następnie w dyskursie polityków Prawo i Sprawiedliwość.
8

9

V. Turner, Gry społeczne, pola i metafory. Symboliczne działanie w społeczeństwie, Kraków 2005.
P. Ricoeur, Symbolika zła, Warszawa 1986, s. 189.
18

�Po zrekonstruowaniu schematu scenariusza mito-logicznego,
a następnie jego paradygmatycznej realizacji w ramach dramatu
społecznego – z kluczowym udziałem Józefa Piłsudskiego – w rozdziale trzecim łatwiejsze stało się wskazanie strukturalnych ram
dla specyficznych działań dyskursywnych polityków partii Prawa
i Sprawiedliwości determinujących także ściśle określoną mito-poetykę. Kluczowym materiałem źródłowym wykorzystanym w tej
części analizy były różnego rodzaju teksty polityków PiS-u udostępnione w większości na stronach internetowych tej partii, na stronie
sejmu oraz dostępne za pośrednictwem autoryzowanych wywiadów. Szczególną uwagę poświęciłem dwóm kampaniom wyborczym tego ugrupowania – z 2005 roku (parlamentarna i na urząd
prezydenta) oraz z 2007 roku (parlamentarna), a także ich specyficznej kontynuacji, która miała miejsce po katastrofie smoleńskiej
w 2010 roku. Swoją analizę materiałów źródłowych zakończyłem
w grudniu 2012 roku. Okres kampanii wydał mi się szczególnie
interesujący z prostego powodu. W tym szczególnym czasie przedstawiona została bowiem spójna narracja mito-historyczna Prawa
i Sprawiedliwości na temat sytuacji w Polsce po 1989 roku, która
konsekwentnie była rozwijana aż do końca 2012 roku. W ostatnim
rozdziale zrekonstruowałem także kontekst mito-historyczny, który wyjątkowo sprzyja wprawianiu w ruch mechanizmu rytualnego
stymulującego dramat społeczny odpowiadający w istocie – jak już
wcześniej wykazałem – kryzysowi ofiarniczemu. Kryzys ów możliwy został do uchwycenia – dzięki dość prostej metodzie porównawczej polegającej na równoległym interpretowaniu współczesnych wydarzeń – symultanicznie na trzech zaproponowanych
poziomach jednocześnie. Postępując w ten sposób wierzę, że każdy
czytelnik łatwiej będzie w stanie zrozumieć, w jakim sensie próba
rytualnego powtórzenia wcześniejszego dramatu społecznego zestawionego ze strukturalnym wzorcem scenariusza mito-logicznego umożliwia świadome zarządzanie współczesnym oraz kolejnymi
dramatami społecznymi. Mam nadzieję, że wynikająca z tej wiedzy
19

�odpowiedzialność będzie dla czytelnika uderzająca. W tym kontekście postanowiłem także przywołać kilka nieudanych prób przywracania równowagi, których podjął się ówczesny prezes Polskiej
Akademii Nauk Michał Kleiber ukazując tym samym głębię istniejącego problemu.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że żyjemy obecnie w czasie wojen
kulturowych obejmujących wszystkie sfery naszego życia10, jest to
czas narastających niepokojów społecznych11, prób wskazania i zdefiniowania ich źródeł oraz propozycji ich rozwiązania12. Uświadomiłem sobie, że jeśli faktycznie widmo rewolucyjnych zmian ponownie stoi u bram naszego świata13, to w oparciu o dokonaną tutaj
analizę, istnieje ryzyko udoskonalenia i wykorzystania mechanizmu w sposób, który byłby daleki od moich intencji. Gdy uświadomiłem sobie istniejące splątania i zależności niemożliwe było przyjęcie któregokolwiek stanowiska skonfliktowanych stron. Nie mniej
czuję się zaangażowany w próbę zdemaskowania iluzoryczności,
w jakiej tkwimy, stojąc przed realną groźbą rozwiązania współczesnych nam konfliktów według szlaku „dawnej drogi”.
Musimy się liczyć także z tym, że profesjonalni reżyserzy dyskursu mogą udoskonalić swój scenariusz działań o brakujące elementy
kompozycji w celu skuteczniejszego stymulowania i zarządzania
urokliwym mechanizmem pochłaniającym uwagę uwikłanych aktorów. Możliwe staje się także jego wykorzystanie do konsekwentnego zwalczania wybranych środowisk. Uświadamiając sobie specyficzną powtarzalność i wewnętrzną dynamikę mechanizmu
– stosunkowo łatwe wydaje się także zarządzanie „stanem wyjątkowym” oraz utrzymywaniem zantagonizowanego społeczeństwa
10

11
12

13

W.J. Burszta, Kotwice pewności. Wojny kulturowe z popnacjonalizmem w tle,
Warszawa 2013.
S. Żiżek, Rok niebezpiecznych marzeń, Warszawa 2014.
E. Laclau, C. Mouffe, Hegemonia i socjalistyczna strategia. Przyczynek do projektu radykalnej polityki demokratycznej, Wrocław 2007, C. Mouffe, Paradoks
demokracji, Wrocław 2005.
W.I. Lenin, Rewolucja u bram. Pisma Lenina z roku 1917, (wybór i opracowanie)
S. Żiżek, Kraków 2007.
20

�w permanentnej pułapce symboliczno-rytualnej. Mam nadzieję, że
upublicznienie i powszechny dostęp do wiedzy na ten temat wywoła chęć refleksji i przyczyni się do wypracowania modeli przechodzenia z jednego stanu do drugiego bez konieczności składania ofiar
przebłagalnych.

21

��ROZDZIAŁ I
Na szlaku dawnej drogi
Wołanie proroków o „sprawiedliwość i prawo” – oto znaczeniowe podwaliny mitu14.

Znosząc, za namową Pierre’a Bourdieu, fałszywe granice między
sztucznie rozdzielonymi uniwersami teoretycznymi15, w relacji ze
swojego antropologicznego śledztwa będę korzystał z tych ujęć, które w istotny sposób przyczyniły się do wyśledzenia oraz zrozumienia działania interesującego mnie mechanizmu rytualnego. Tym
samym postanowiłem korzystać z dorobku antropologów prowadzących badania w szeroko rozumianym nurcie strukturalno-semiotycznym16. Wszyscy oni, mimo dzielących ich różnic, w logice
wszelkiego rodzaju tekstów kultury starają się odnaleźć choćby
częściowe i niepełne wzory17, prawidłowości charakterystyczne dla
magicznego użycia słowa18 oraz towarzyszące mu rytualne reguły
postępowania. W poszukiwaniu źródeł owych wzorów oraz pewnych regularności z jaką one występują, ich uwaga badawcza najczęściej kierowała się w stronę mitów interesującej ich społeczności
oraz świadomości magicznej, w kategoriach której są one wyrażane.

14
15
16

17
18

P. Ricoeur, dz. cyt., s. 10.
P. Bourdieu, Medytacje pascaliańskie, Warszawa 2006, s. 249.
Używając sformułowania „strukturalno-semiotyczny”, odwołuję się w tym
miejscu do wnikliwych i szczegółowych ustaleń Macieja Czeremskiego: „Zarówno pojęcie «strukturalizm», jak i «semiotyka» funkcjonują we współczesnej humanistyce w sposób wieloznaczny. Pierwszy z nich odnosi się jednak
zasadniczo do teorii kładących nacisk na relacyjne własności badanych
obiektów, drugi natomiast dotyczy badań nad znakami. Zestawienie obu tych
terminów w zwrocie «strukturalno-semiotyczny» sugeruje więc taki kierunek
badań, który postrzega obiekty swej analizy jako system istotnych relacji pomiędzy znakami”, [w:] M. Czeremski, Struktura mitów, Kraków 2009, s. 55.
A. Barnard, Antropologia, Warszawa 2006, s. 170.
J. Barański, Socjotechnika, między magią a analogią, Kraków 2001, s. 8.

�W badaniach dotyczących zagadnienia magii wyróżnić można
dwa podstawowe podejścia. Pierwsze z nich określane jest mianem
inwariantnego. W ramach tego paradygmatu badacze:
(…) starają się wskazać szereg cech strukturalnych, które mają być charakterystyczne dla działań magicznych pojawiających się w różnych systemach
społeczno-historycznych. Sam fakt wystąpienia określonych przez daną teorię
cech sprawia, iż konkretne zjawisko kulturowe zalicza się do domeny magii19.

W tym paradygmacie postanowiłem także prowadzić antropologiczne śledztwo. W konsekwencji przyjąłem, że:
(…) zespół pewnych skorelowanych ze sobą fenomenów zdefiniowanych
a priori, pojawiać się może w różnych układach społecznych i kulturowych.
Magia stanowi jakby konstelację cech, która ujawnić się może w każdej
chwili lub dryfować w czasie i przestrzeni 20.

Drugie z podejść, zwane kontekstowym, zakłada implicite, że zjawisko magii tworzy całościowy układ kultury, a nie wyodrębniony
z szerszego kontekstu typ zachowań i towarzyszących mu przekonań. Innymi słowy w tym paradygmacie:
Magia właściwa ma być dla określonego typu kultury – kultury pierwotnej
właśnie. W istocie rzeczy magia nie stanowi więc składnika kultury, lecz jej
charakterystyczną cechę21.

Dwa wymienione podejścia do magii nie muszą jednak wzajemnie
się wykluczać. Uważam, że w wielu przypadkach mogą się w ciekawy sposób uzupełniać. Ich komplementarność wyraża się jednak
najczęściej w próbach określenia funkcji i kontekstów, w jakich magiczna percepcja odgrywa rolę decydującą. Innymi słowy, w przypadku tej pracy, inspiracją są analizy antropologiczne dotyczące
magii rozumianej w ujęciu kontekstowym, dzięki czemu możliwe
19
20
21

M. Buchowski, Magia i rytuał, Warszawa 1993, s. 23.
Tamże, s. 24.
Tamże.
24

�okazało się odkrycie i przeanalizowanie konkretnych mechanizmów mito-logicznych, w postaci których przetrwała także w społeczeństwach nam współczesnych, czyli reprezentujących różny od
magicznego model kultury22. Kontynuując tę myśl, można z powodzeniem przyznać, że mity objawiają się w ramach pewnego rodzaju świadomości, którą – idąc za przykładem Uspienskiego – możemy
określić także mianem kosmologicznej23:
(...) świadomość kosmologiczna zakłada skorelowanie zdarzeń z jakimś pierwotnym, wyjściowym stanem, który jakby nigdy nie znika – w tym sensie,
że jego emanacja w każdym czasie jest nadal odczuwana. Zdarzenia zachodzące w tym pierwotnym czasie jawią się jako tekst, który stale się powtarza
(odtwarza się) w następnych zdarzeniach. Ten początkowy, ontologicznie
wyjściowy tekst, który się wiąże w jakiś sposób z tym wszystkim, co następuje później, odpowiada temu, co zwykle rozumiemy jako m i t 24.

Tłumacząc różnice między abstrakcyjnymi modelami percepcji
czasu charakterystycznymi dla świadomości historycznej oraz kosmologicznej, należy pamiętać, że współcześnie, w życiu konkretnych ludzi i złożonych zbiorowości – takich jak nam współczesne
społeczeństwo ponowoczesne – ciągle koegzystują one ze sobą25.
W zależności od specyficznych okoliczności, które będę starał się
tutaj zrekonstruować, jedna percepcja aktualizuje się kosztem drugiej. Należy przy tym pamiętać, że jeden, jak i drugi abstrakcyjny
model świadomości determinuje interpretację przeszłości, odbiór
teraźniejszości oraz wyobrażenia na temat przyszłości. I tak oto
świadomość historyczna, w odróżnieniu od kosmologicznej:

22
23

24

25

Tamże.
Ten typ świadomości – w zależności od szkoły i tradycji filozoficznej – różni
badacze określali odpowiednio inaczej, czyli mianem: „magicznej”, „archaicznej”, „sakralnej”, „nieoswojonej”, „mitologicznej”, „symbolicznej”, „rytualnej”
czy „religijnej”, co w żaden sposób nie wyczerpuje całego repertuaru określających ją pojęć.
B. Uspienski, Historia i semiotyka. Percepcja jako problem semiotyczny, [w:]
Tenże, Historia i semiotyka, Gdańsk 1998, s. 35.
Tamże, s. 37.
25

�(...) organizuje zdarzenia przeszłości w szereg przyczynowo-skutkowy. Zdarzenia przeszłości kolejno, jedno po drugim, ukazują się przy tym jako rezultaty jakichś innych, względnie wcześniejszych, zdarzeń: tym sposobem
świadomość historyczna za każdym razem zakłada odwoływanie się do
pewnego wcześniejszego – ale nie pierwotnego! – stanu, który z kolei powiązany jest takimi samymi (przyczynowo-skutkowymi) relacjami z poprzednim, jeszcze wcześniejszym stanem i tak dalej26.

Starając się zobrazować ową różnicę, przywołam przykład zaproponowany przez Lévi-Strauss’a. Jego zdaniem, gdy historyk pisze
o rewolucji francuskiej, odwołuje się do ciągu zdarzeń minionych,
których odległe konsekwencje pozwalają się odczuć poprzez nieodwracalne zdarzenia pośrednie27. Dla człowieka myślącego w kategoriach mito-logicznych ta sama rewolucja jest rzeczywistością
pochodzącą z innego porządku. Zatem rewolucja francuska jest dla
niego jednocześnie sekwencją zdarzeń minionych, a także „wyposażonym w trwałą skuteczność schematem”28 pozwalającym interpretować, przykładowo, współczesną mu strukturę społeczną dzisiejszej Francji, występujące w niej antagonizmy oraz przewidywać
zarysy przyszłej ewolucji 29. Rekonstruując cel działań świadomości
kosmologicznej, przyjmuję zatem perspektywę historyczną, procesualną – przycznowo-skutkową. Rekonstruując natomiast sam
organizacyjny schemat myślenia kosmologicznego, niezbędne jest
przyjęcie perspektywy strukturalnej, koncentrującej się nad wewnętrzną budową tekstu mitycznego oraz kontekstem społecznym,
w którym zostaje on rytualnie powtórzony. Dopiero sztuka połączenia tych dwóch perspektyw umożliwia dostrzeżenie fenomenu
przenoszenia rywalizacji w polu polityki30 (w którym jednostki walczą o władzę i dominację) w sferę rytualną. Dzięki skuteczności ma26
27

28
29

30

Tamże, s. 35.
C. Lévi-Strauss, Struktura mitów, [w:] Tenże, Antropologia strukturalna, Warszawa 2009, s. 210.
Tamże, s. 211.
Tamże, s. 210–211, C. Lévi-Strauss, Antropologia wobec problemów współczesnego świata, Kraków 2013, s. 80–88.
P. Bourdieu, L.J.D. Wacquant, Zaproszenie do socjologii refleksyjnej, Warszawa
2001, s. 78. Zob. także P. Bourdieu, Medytacje pascaliańskie…
26

�gicznego przeniesienia rywalizacji w sferę rytualną pretendenci do
zdobycia władzy potrafią wpisać się w uprzywilejowaną rolę będącą transformacją starotestamentowego Dawida, przy jednoczesnym
wrzuceniu swoich rywali w kategorię antagonisty – Saula, jego rodu
oraz ich kolejnych transformacji, których rytualna śmierć jest niezbędna po to, aby ufundować porządek będący z kolei transformacją mito-logicznego złotego wieku.
Kiedy wrócimy jednak do kosmologicznej percepcji czasu, kluczowym zadaniem staje się wskazanie tekstu wyjściowego, zatem
takiego, który stanowi model zdarzenia początkowego. Model ten
jest traktowany przeze mnie jak scenariusz, który bez względu na
zmieniający się kontekst historyczny, społeczny i kulturowy zostaje
w splocie sprzyjających okolicznościach aktywowany. Wysiłek rozpoznania owego tekstu staje się zatem kluczowy w celu dostrzeżenia
magicznego31 (według Proppa czy Bourdieu), sakralnego32 (według
Caillois), mitycznego33 (według Lévi-Strauss’a), mito-logicznego34
(według Leacha), mitopraktycznego35 (według Sahlinsa), rytualnego36 (według Turnera) lub ofiarniczego37 (według Girarda) charakteru działań dyskursywnych polityków wprowadzających w ruch
mechanizm stanowiący ukryty porządek dla gier społecznych.
Mam nadzieję, że wychodząc od tak postawionego problemu, nie
zostanę zbyt pochopnie posądzony o próbę manipulacji zebranym
materiałem dowodowym. Taki zarzut może się pojawić w momencie, gdy odwrócę porządek odkrywania zaproponowany przez mistrzów podobnych analiz, którzy zalecali, aby patrzeć na interesujące mnie procesy społeczne, tak jak na film, lecz wyświetlany od
tyłu. Klasyczna perspektywa jest niezwykle przydatna, bowiem
31

32
33
34
35
36
37

W. Propp, Transformacje bajek magicznych, [w:] Tenże, Nie tylko bajka, Warszawa 2000, s. 146, P. Bourdieu, Zmysł praktyczny, Kraków 2008, s. 302–303.
R. Caillois, Człowiek i sacrum, Warszawa 2009.
C. Lévi-Strauss, Antropologia strukturalna…, s. 167–244.
E. Leach, Kultura i komunikowanie, Warszawa 2010, s. 97–135.
M. Sahlins, Wyspy historii, Kraków 2006, s. 69–81.
V. Turner, Od rytuału do teatru, Warszawa 2005.
R. Girard, Sacrum i przemoc, Poznań 1994, cz. 1, s. 53–92.
27

�dzięki niej badacz może postępować niczym „retrospektywny obserwator”38, który jest w stanie dostrzec i zrekonstruować strukturę
organizującą kolejne następstwa zdarzeń na poziomie fabularnym
– poziomie analizy mitu-scenariusza. Konsekwentnie postępując
w ten sposób, może pójść dalej i ukaże mu się, ukryty dotąd kontekst
walki politycznej, dzięki któremu podmioty zaangażowane w walkę pochłaniane zostają przez kategorie mityczne. Ostatnim aktem
oglądanego filmu i jednocześnie pierwszym punktem analizy staje
się zawsze „centralne wydarzenie”39 czy, jak kto woli, „dominanta
semantyczna”40, która – znowu używając słów Uspienskiego:
(...) od razu oświetla wszystkie poprzednie zdarzenia – pozostaje w naszej
pamięci – determinując ich lekturę, czyli łącząc je związkami przyczynowo-skutkowymi, błyskawicznie wiążąc je w szereg fabularny. Końcowa interpretacja (percepcja, uchwycenie sensu), wyznacza, można powiedzieć, ten
punkt widzenia, tę perspektywę, z której owe zdarzenia są postrzegane. Jest
to swego rodzaju filtr, sito, poprzez które przesiewa się te obrazy. Te, które
nie wiążą się z finalnym (znaczącym) zdarzeniem, znikają z naszej pamięci,
są zapominane. To finalne zdarzenie każe nam nagle postrzegać wszystkie
pozostałe obrazy jako treściowo powiązane ze sobą, ułożyć je w fabularnej
następczości41.

Dominantą semantyczną w tej analizie jest złożenie ofiary
z osób, które w strukturalnym splocie okoliczności42 wpisane zostały w mito-logiczną kategorię fundatorów pierwszego, dwuznacznego i grzesznego porządku. Przyjęcie takiej, a nie innej kolejności
wyjaśniania ukrytej istoty interesującego mnie zjawiska związane
jest z próbą włączenia czytelnika w porządek odkrywania następujących po sobie funkcji43, które stopniowo składają się na powtó38

39
40
41
42

43

V. Turner, Gry społeczne i obrzędowe metafory, [w:] Tenże, Gry społeczne, pola
i metafory…, s. 25.
R. Girard, Dawna droga, którą kroczyli ludzie niegodziwi, Warszawa 1992, s. 26.
B. Uspienski, Historia i semiotyka…, s. 26.
Tamże.
„Jest to zestaw historycznych relacji, które jednocześnie reprodukują tradycyjne kategorie kulturowe i nadają im nową wartość wynikającą z pragmatycznego kontekstu” [za:] M. Sahlins, dz. cyt., s. 140.
W. Propp, dz. cyt., s. 143.
28

�rzenie kompozycji schematu mito-logicznego i, co ciekawe, przypominają sekwencję zaklęcia magicznego, którego każdorazowe
poprawne powtórzenie staje się modelem, dla kolejnych. Innymi
słowy – zastosowanie zaproponowanej przeze mnie kolejności wyjaśniania umożliwi czytelnikowi łatwiejsze dostrzeżenie reżyserów interesujących mnie dyskursów w roli tych, którzy postępując
wiernie ze scenariuszem mito-logicznym zdarzeń w jednym przypadku osiągają swój cel, a w drugim starają się powtórzyć ten sam
schemat działania niekoniecznie już nawiązując do tekstu wyjściowego. Zatem znajomość tekstu wzorcowego oraz jego rytualnego
powtórzenia umożliwi osiągnięcie takiego poziomu wiedzy, dzięki
której współczesny obserwator mógłby już w połowie rozgrywającego się w jego czasach dramatu społecznego, z dużym prawdopodobieństwem przewidzieć, „co stanie się dalej”44. Właśnie z myślą
o osiągnięciu tego szczególnego efektu równoległego odkrywania,
chciałbym ową dominantę semantyczną wskazać już w pierwszym
rozdziale, w ramach strukturalnej analizy ontologicznie wyjściowego tekstu, który w rzeczywistym procesie badawczym został
zrekonstruowany dopiero na samym końcu. Dzięki temu zabiegowi łatwiejsze staje się zrekonstruowanie zasady „uporządkowanej
odpowiedniości”45 czy też „homologacji”46 mitu i rytuału. Z mojego
punktu widzenia nieistotne jest na razie to, któremu zjawisku przypiszemy rolę oryginału, a któremu odbicia. Będę starał się jednak
udowodnić, że owo rozstrzygnięcie nie musi być wcale takie oczywiste, jeśli tylko zrozumiemy, że każde rytualne powtórzenie może
stanowić wzór dla następnego. Zanim rozwinięty zostanie i ten wątek, z mojego punktu widzenia kluczowe pozostaje założenie, że mit
i rytuał odtwarzają się nawzajem – „jeden na płaszczyźnie działania, drugi – na płaszczyźnie pojęć”47.

44
45
46
47

W. Propp, Bajka, [w:] Tenże, dz. cyt., s. 89.
C. Lévi-Strauss, Struktura i dialektyka, [w:] Tenże, dz. cyt., s. 233.
Tamże.
Tamże.
29

�W tym miejscu wypada przywołać pierwsze ślady, jakie doprowadziły mnie do Biblii rozumianej tutaj jako mit właśnie. Dla
antropologów, prowadzących swoje badania w nurcie strukturalno-semiotycznym, mit to historia święta, opowieść o pierwotnych
zdarzeniach konstytutywnych dla danej zbiorowości. Jak pisał
Lévi-Strauss:
Mit odnosi się zawsze do zdarzeń minionych: „przed stworzeniem świata” lub „podczas pierwszych wieków”, a w każdym razie: „dawno temu”.
Ale wewnętrzna wartość przypisywana mitowi bierze się z tego, że te zdarzenia, mające rozwijać się w jakimś momencie, tworzą zarazem trwałą
strukturę, która jednocześnie odnosi się do przeszłości, teraźniejszości
i przyszłości48.

Ten, kto odtwarza mit, „przywołuje i aktualizuje pierwotne moce
stwórcze”49, wykraczając w ten sposób poza czas historyczny,
w czas święty, czas początku. Gdy tak się dzieje, świadomość historyczna zostaje wzbogacona intuicją kosmologiczną. W konsekwencji rytualnie odtwarzany mityczny, święty akt kreacji,
wydarzenie konstytutywne, staje się jednocześnie modelem aksjologicznym funkcjonowania zbiorowości i przez okresowe powtórzenie jest właśnie utrwalany, co doskonale ujął w swojej definicji
mitu rumuński religioznawca, Mircea Eliade:
Mit opowiada historię świętą, opisuje wydarzenie, które miało miejsce
w okresie wyjściowym, legendarnym czasie „początków”. Inaczej mówiąc:
mit opowiada, w jaki sposób, za sprawą dokonań Istot Nadnaturalnych, zaistniała nasza rzeczywistość; bądź rzeczywistość globalna – Kosmos, bądź
tylko pewien jej fragment: wyspa, gatunek rośliny, ludzkie zachowania,
instytucja. Tak więc zawsze jest to opowieść o „stworzeniu”, relacja o tym,
jak coś powstało, zaczęło być 50.

48
49
50

C. Lévi-Strauss, Struktura mitów…, s. 210.
R. Marszałek, Mythos Redivivus, Warszawa 2010, s. 35.
M. Eliade, Aspekty mitu, Warszawa 1998, s. 11.
30

�W przekonaniu Eliadego od czasów oświecenia zaczyna się „sekularyzacja mitu”, którego struktury zaczynają rządzić myśleniem
ideologicznym i działaniami politycznymi51. Rozwijając tę myśl, rumuński badacz pisał w swoim Dzienniku emigranta:
Oto określenia pojawiające się w komunistycznych procesach, które cytuję
na chybił trafił: trockista, zwolennik Tity, morderca, agent imperializmu.
Chodzi tu o kategorie, charaktery i archetypy nieodpowiadające wcale historycznym, ludzkim osobowościom. Odnosi się wrażenie, że w sowieckich
procesach nie występują wcale ludzie jako „indywidua”, lecz typy, archetypy, role. Dokładnie tak samo jak w ahistorycznej perspektywie społeczności
archaicznych. Skąd bierze się potrzeba identyfikacji indywiduów (historycznych) z charakterem archetypalnym (mitycznym), potrzeba przekształcenia konkretnego człowieka w przykładową kategorię? Czyżby był to powrót
do „ludowej” myśli archaicznej? A może propaganda polityczna skazana jest
na to, by sięgać ponownie po kategorie „mentalności ludowej”?52.

Do podobnych wniosków doszedł Lévi-Strauss, który uważał, że:
(...) nic nie przypomina bardziej myśli mitycznej niż ideologia polityczna.
Być może w naszych współczesnych społeczeństwach druga z nich zastąpiła
tylko pierwszą53.

Zanim rozwinę i ten wątek myślenia mitycznego/kosmologicznego/magicznego/ludowego niezbędny wydaje mi się powrót do
mitu jako szczególnego rodzaju tekstu. Mit, według przykładowej definicji Roberta Segala, można rozumieć zatem jako historię
(znaczącą dla swoich wyznawców), której główni bohaterowie są
postaciami dokonującymi czegoś znaczącego dla jego zwolenników, uporczywie obstających przy micie54 . W interesującym mnie
kontekście czynem znaczącym i jednocześnie strukturyzującym
całość mito-logicznego modelu będzie, używając słów Mieletińskiego, „przekształcenie chaosu w kosmos”55, co zresztą stano51
52
53
54
55

Tamże, s. 174.
M. Eliade, Religia, literatura i komunizm. Dziennik emigranta, Londyn 1990, s. 224.
C. Lévi-Strauss, Struktura mitów… , s. 210.
R. Segal, Myth: A Very Short Introduction, Oxford 2004, s. 3–6.
E.M. Mieletinski, Poetyka mitu, Warszawa 1981, s. 209.
31

�wi podstawowy sens każdej mitologii. Należy jednak przy tym
pamiętać, że w micie „kosmos od początku zawiera wartościujący
aspekt etyczny”56 .
W tym miejscu kluczowe staje się zatem pytanie o to, co mają
wspólnego ze sobą struktury mitu z interesującymi mnie wydarzeniami historycznymi. Szukając odpowiedzi, niezmiernie
istotne staje się podporządkowanie śledztwa antropologicznego
nadrzędnemu celowi, jakim jest stopniowe rekonstruowanie procesu, w którym Józefa Piłsudskiego jak i polityków partii Prawo
i Sprawiedliwość pochłonął symbol bohatera mitycznego, którego rola polega na przeciwstawieniu się siłom będącym transformacją „pierwszego stworzenia i jego dwuznaczności”57. Tym
samym będę starał się przedstawić, w jakim sensie działania
i rola interesujących mnie polityków miały związek z motywem
mitycznym, który może być dla nich uświadomionym, bądź nieuświadomionym, wzorcem specyficznego postępowania na scenie politycznej. W tym miejscu analizy wystarczyć nam muszą
jedynie słowa prezydenta Lecha Kaczyńskiego sygnalizujące ten
trop rozumowania:
W XX wieku mieliśmy trzy wielkie postacie: Piłsudskiego i dwie w sutannach – Stefana Wyszyńskiego i Jana Pawła II. Gdyby mnie ktoś zapytał,
czy w sensie historycznym jestem piłsudczykiem, odpowiem, że tak” 58 .

56
57

58

Tamże.
E. Leach, Antropologiczne podejścia do badań nad Biblią w XX wieku, [w:] E. Leach, D.A. Aycock (red.), Siostra Mojżesza. Strukturalistyczne interpretacje mitu
biblijnego, Poznań 1998, s. 26.
Wywiad Pawła Wrońskiego z Lechem Kaczyńskim ukazał się w „Gazeta Wyborcza” z dnia 13–14 maja 2006 roku, s. 14–16. Pod tytułem: Lech Kaczyński:
Poparłbym zamach majowy ukazał się na oficjalnej stronie Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Prezydent.pl pod linkiem: http://www.prezydent.pl/archiwum/archiwum-strony-lecha-kaczynskiego/wypowiedzi-prezydenta/wywiady-krajowe/rok-2006/gazeta-wyborcza-13-maja-2006-r-/ (dostęp: 10.12.2012).
32

�Podobnym wypowiedziom można przypisać rolę „odcisków palców
zostawionych przez złodzieja”59 dyskursu. W tym miejscu naukowego śledztwa już nadanie nazwy partii–Prawo i Sprawiedliwość – stanowi, jakby to określił Kenneth Burke, przykład działania retorycznego wywodzącego się z magii, a polegającego na „użyciu słów przez
człowieka, aby wywołać pewne postawy albo spowodować działania innych ludzi”60. Ten fakt można skomentować, używając także
słów Rolanda Barthesa, że we wspomnianym zabiegu retorycznym
dokonał się „pewien rodzaj kuglarstwa”61, na które warto zwrócić
baczniejszą uwagę. Francuski strukturalista wyróżnia – za przykładem Ferdinanda de Saussure’a62 – w systemie lingwistycznym trzy
elementy: 1. znaczące (signifié), 2. znaczone (signifiant) oraz 3. znak
– przy czym uważa język mityczny za nadbudowany nad tym systemem. Dla niego „znaczące jest końcowym terminem systemu lingwistycznego, a jednocześnie początkowym terminem systemu mitycznego”63. Zatem już w przypadku interesującej mnie nazwy mamy
do czynienia z systemem wtórnym, jak gdyby językiem drugiego
stopnia, a zatem mitem, który przejawia się tutaj na przestawieniu
szeregów natury i kultury. W tym magicznym i perswazyjnym jednocześnie64 zabiegu nadania partii politycznej tej szczególnej nazwy kryje się „odwrócenie rzeczywistości, opróżnienie jej z historii
i wypełnienie jej naturą, które wyciągnęło z rzeczy ich ludzki sens
w taki sposób, żeby musiały oznaczać brak ludzkiego znaczenia”65.
59
60

61
62

63

64
65

M. Douglas, Znaczenie mitu, [w:] Taże, Ukryte znaczenia, Kęty 2007, s. 219.
K. Burke, A Rhetoric of Motives, Berkeley-Los Angeles 1969, s. 43 [za:] S.J. Tambiah, Magia, nauka, religia a zakres racjonalności, Kraków 2007, s. 92.
R. Barthes, Mit i znak, Warszawa 1970, s. 277.
F. de Saussure, Kurs językoznawstwa ogólnego, Warszawa 2002, s. 89–102, F. de
Saussure, Język jako system znaków, [w:] L. Rasiński (red.), Język, dyskurs, społeczeństwo, Warszawa 2009, s. 31–43.
B. Szacka, Mit a rzeczywistość społeczeństw europejskich, [w:] E. Mokrzycki,
M. Ofierska, J. Szacki (red.), O społeczeństwie i teorii społecznej, Warszawa
1985, s. 480.
S.J. Tambiah, dz. cyt., s. 87–90.
R. Barthes, dz. cyt., s. 277. Zdaniem strukturalisty „mit (…) ma podwójną funkcję – wskazuje i oznajmia, daje do zrozumienia i narzuca”, [za:] R. Barthes,
Mitologie, Warszawa 2000, s. 248.
33

�Jak będę się starał wykazać, Prawo i Sprawiedliwość nie jest zwykłą
partią założoną przez ludzi, ale ugrupowaniem, którego członkowie pochodzą wprost od Boga… Ich przeznaczeniem jest natomiast
rytualne powtórzenie mito-logicznego schematu stworzenia. Jak
będę starał się wykazać w dalszej części analizy, w tym szczególnym przypadku możemy także mówić o dość specyficznym typie
semiozy, „która sprowadza się – ogólnie rzecz biorąc – do procesu
n o m i n a c j i: znak w świadomości mitologicznej jest analogiczny
do nazwy własnej”66. Tak oto tłumaczył ten proces Uspienski:
Tak więc, jeśli zdanie „Jan to człowiek” nie odnosi się do świadomości mitologicznej, to jednym z możliwych rezultatów jej mitologizacji może być, na
przykład, zdanie „Jan to Człowiek” i w tym właśnie stopniu, w jakim słowo
„człowiek” w ostatnim zdaniu będzie występować jako nazwa własna, odpowiada ono personifikacji obiektu i nie daje się sprowadzić do „człowieczeństwa”. Porównajmy z drugiej strony analogiczną odpowiedniość zdań
„Jan to herkules” oraz „Jan to Herkules”, gdzie słowo „herkules” w jednym
wypadku występuje jako nazwa pospolita, w drugim zaś jako własna, odniesiona do konkretnej postaci, występującej w innej roli. W tym ostatnim
wypadku nie chodzi o charakterystykę Jana ze względu na jakąś cząstkową
cechę (na przykład siłę fizyczną), lecz o jego charakterystykę poprzez integralną całość – nazwanie. Łatwo się zgodzimy z tym, że ten przykład ma
nieco sztuczny charakter, ponieważ trudno nam w rzeczywistości utożsamiać konkretną osobę z mitologicznym Herkulesem, który kojarzy się nam
z określonym okresem kulturowo-historycznym. Ale oto całkowicie realny
przykład: W Rosji w XVIII wieku przeciwnicy Piotra I nazywali go „antychrystem”. Przy tym dla jednych był to sposób charakterystyki jego osoby
i działalności, inni zaś wierzyli, że Piotr rzeczywiście jest Antychrystem.
Jak widzimy, ten sam tekst może funkcjonować bardzo różnie67.

Innymi słowy – mit jest mową, która porusza się na „bardzo wysokim poziomie i gdzie znaczenie odrywa się, jeśli wolno tak powiedzieć, od podstawy językowej, po której początkowo się toczy”68. Podążając wiernie za tym przykładem, postarajmy się założyć, w tym
miejscu jedynie na wiarę, że nazywając partię polityczną: Pra66
67
68

B. Uspienski, Mit – imię – kultura, [w:] Tenże, dz. cyt., s. 65.
Tamże, s. 66.
C. Lévi-Strauss, Struktura mitów…, s. 211.
34

�wo i Sprawiedliwość, politycy tego ugrupowania zrobili coś dużo
poważniejszego, niż tak powszechne w polityce zastosowanie wybiegu jedenastego opisanego w Erystyce69. Interesujący mnie politycy, nazywając właśnie w ten szczególny sposób swoją partię, znacząco odnieśli się do metatekstu, czyli do tekstu spełniającego „funkcję
metalingwistyczną w stosunku do danego tekstu”70. Niezwykle ważne jest to, aby przyjąć, że owym metatekstem w tym przypadku jest
Biblia, a konkretnie starotestamentowe Księgi Samuela. W konsekwencji, interesujący mnie politycy wpisali się w rolę jednego z jej
głównych bohaterów mitycznych, czyli Dawida – „prawego i sprawiedliwego” właśnie.
Powinniśmy pamiętać, że pojęcie bohatera „implikuje właściwie
samo istnienie sytuacji mitycznych. Bohaterem jest ex definitione
ten, kto znajduje jakieś wyjście z danej sytuacji, pomyślne lub niepomyślne”71. Postępując w ten sam sposób – czyli przypisując sobie
wyłączne prawo do wyjścia z trudnej sytuacji w jakiej, ich zdaniem,
znalazła się Polska i Polacy – wspomniani politycy przenieśli dyskurs polityczny w sferę rytualną (betwixt and between72), wpisując
się przy tym w rolę, co warto kolejny raz powtórzyć, mitycznego bohatera, którego powinnością jest rozwiązanie trudnej sytuacji przy
jednoczesnym upoważnieniu siebie do nieuchronnego złamania
w tym celu zakazów społecznych73. Dzięki skuteczności tego zabiegu model historyczny percepcji czasu zostaje zastąpiony przez model kosmologiczny, który stopniowo i, dla nie wprawionego obserwatora, niezauważalnie zagarnia porządek dyskursu politycznego.
O dyskursie w tym miejscu myślę tak, jak zdefiniował go Foucault:
69

70
71
72
73

„To, czego się pragnie dowieść, naprzód wkłada się w wyraz, w nazwę, z której
potem wniosek wynika przy pomocy prostego analitycznego sądu (…) Z pomiędzy wszystkich wybiegów jest to najbardziej używany, instynktowny”, [w:]
A. Schopenhauer, Wybiegi, [w:] Tenże, Erystyka czyli sztuka prowadzenia sporów, Kraków 2006, s. 26.
Tamże, s. 64.
R. Caillois, Mit i człowiek, [w:] Tenże, Żywioł i ład, Warszawa 1993, s. 28.
V. Turner, Proces rytualny, Warszawa 2010.
R. Caillois, Mit i człowiek…
35

�Historia nieustannie dowodzi, że dyskurs jest nie tylko czymś, co tłumaczy
walki i systemy panowania, lecz również tym, dla czego i poprzez co walczymy – jest władzą, którą usiłujemy zdobyć74.

Zanim rozwinę i ten wątek, niezbędne jest dokładne zapoznanie się z „historią wzorcową”, czyli wspomnianymi już Księgami
Samuela ujętymi w specyficzne ramy interpretacji antropologicznej. Zainteresowania detektywów kulturowych Biblią mają bardzo
długą tradycję. Według Beaty Krzyżaniak najstarsze próby kulturoznawczego spojrzenia na Biblię sięgają tzw. „antropologii misyjnej” i wiążą się z etnograficzną aktywnością misjonarzy w okresie
wielkich odkryć geograficznych75. Od tamtego czasu, z różnym natężeniem, trwa niesłabnące zainteresowanie antropologów z jednym
z najważniejszych tekstów kultury. Nawiązując do tradycji hermeneutycznej, pozwolę sobie wyróżnić dwa podstawowe modele
interpretacji tekstu sakralnego. Jeden z nich wyraża się w postaci
interpretacji dogmatycznej (teologicznej), drugi natomiast – w interpretacji badawczej76. Mój stosunek do Biblii zdecydowanie będzie
realizował model interpretacji badawczej. W tym nurcie utrzymane
są także dwa najbardziej pomocne i jednocześnie inspirujące ujęcia
wpisujące się w kontekst badań strukturalistycznych, które związane są z analizami przede wszystkim takich badaczy, jak Edmund
Leach i René Girard. Co ważne, oprócz zainteresowania Biblią, ich
obu interesowała równie mocno zmiana i kryjąca się za nią dynamika społeczna. Obaj traktowali społeczeństwo jako pole bezustannych napięć między jednostkami rywalizującymi o władzę, które
dla osiągnięcia celu nieustannie modyfikują obowiązujące normy.

74
75

76

M. Foucault, Porządek dyskursu, Gdańsk 2002, s. 8.
B. Krzyżaniak, Biblia i antropologia. Spotkania niedokończone, Poznań 2004,
s. 21–32.
T. Buksiński, Zasady i metody interpretacji tekstów źródłowych, Poznań 1991,
s. 21–27.
36

�Pierwszy z nich – Edmund Leach łączył podejście funkcjonalistyczne z „różnymi odmianami metodologii strukturalistycznej”77
czy raczej, jak podkreślał, dwa komplementarne punkty widzenia:
„empiryczne” i „racjonalistyczne”78. Z jednej strony brytyjskiego
badacza interesowało zatem „wierne odtwarzanie obserwowanych
wprost, bezpośrednich zachowań członków społeczności lokalnych”79, z drugiej – przywiązywał on ogromną wagę do świata idei
tubylców oraz „skupiania się na tym, co się mówi, nie zaś na tym,
co się robi”80. W efekcie łączenia tych pozornie nieprzystających do
siebie podejść uznawał, że jedno jest transformacją drugiego i dlatego stanowią one współdziałającą całość, w której szczególne znaczenie ma mitologia badanej grupy społecznej oraz wypowiedzi
tubylców na temat tego, co powinno mieć miejsce. Jego zdaniem
punktem odniesienia przedstawicieli wszystkich grup ludzkich jest
układ podzielanych przez nich tych samych symboli wyrażanych
często w skonwencjonalizowany sposób, czyli w rytuałach. Owe zestawy symboli wyrażające się w rytuałach są jednak ambiwalentne,
a z tego powodu mogą być odczytywane bardzo różnie. Jego zdaniem
taka postawa wobec symboli wynika z tego, że ludzie bez względu
na różnice kulturowe starają się sankcjonować swoje poczynania,
które prowadzą ich do realizacji celów, takich jak zwiększenie swoich wpływów politycznych oraz dominacji. Rytuał według Edmunda Leacha stanowi zatem „pewien model dla uczestniczących w nim
ludzi”81, co powoduje, że ich działania są jedynie przybliżeniem abstrakcyjnego ideału. Swoje stanowisko ilustrował poniższą analogią:

77

78
79
80
81

E. Leach, Wprowadzenie, [w:] E. Leach, D. Alan Aycock (red.), Siostra Mojżesza…, s. 8.
Tenże, Kultura i komunikowanie…, s. 10.
Tamże, s. 7.
Tamże, s. 8.
M. Buchowski, Antropologia społeczna Edmunda Leacha: między funkcjonalizmem
a strukturalizmem. Przedmowa do wydania polskiego, [w:] E. Leach, Kultura
i komunikowanie, Warszawa 2010, s. XIV.
37

�Symfonia Beethovena „istnieje” jako partytura muzyczna, która może być interpretowana na wiele sposobów przez wszelkiego typu orkiestry. Fakt, iż jakieś niekompetentne wykonanie odbiega dalece od napisanej partytury, prowadzi nas do wniosku, że to „rzeczywiste” wykonanie symfonii było złe, a nie
wzorcowa partytura. W rozumieniu racjonalistycznych (strukturalistycznych)
antropologów społecznych „struktura” systemu idei społecznych ma się tak do
rzeczywistych wydarzeń, jak partytura muzyczna do jej wykonania. Partytura
jest, w pewnym sensie, „przyczyną” tego, co się wykonuje, ale nie możemy działać odwrotnie i wnioskować niezawodnie o partyturze na podstawie obserwacji pojedynczych zachowań wykonawcy82.

Stosując się ściśle do rady antropologa, należy wskazać ową partyturę muzyczną poprzez, jak sam to określił:
(…) badanie wielu różnorakich przykładów empirycznych (szeregu oddzielnych wykonań wielu orkiestr), zanim upewnimy się, że wiemy, co stanowi
wspólną abstrakcyjną rzeczywistość tkwiącą u podstaw ich wszystkich83.

Ułatwiając czytelnikowi analizę postanowiłem postępować wbrew
zaleceniom Leacha i ową partyturę muzyczną przedstawić, jak
wcześniej wspominałem, już w pierwszym rozdziale. Warto zaznaczyć, że uczeń Malinowskiego, stosując powyższy model badawczy,
najwięcej uwagi poświęcił właśnie analizom Biblii, którą – z jednej
strony traktował jak mit właśnie, a z drugiej – co powinno być szczególnie interesujące dla badaczy kultury zajmujących się badaniem
rytuałów – jako „jedyną monografię etnograficzną na jaką antropolog społeczny powinien zwrócić pilniejszą uwagę”84. Dla brytyjskiego antropologa częściowo85, jak sam podkreślał, czerpiącego
z dorobku Bronisława Malinowskiego, mit – podobnie jak dla jego
mistrza – pozostał sakralną opowieścią o wydarzeniach z przeszłości, której używa się dla usankcjonowania teraźniejszego działania
społecznego86:

82
83
84
85
86

E. Leach, Kultura i komunikowanie…, s. 8–9 i 59–66.
Tamże, s. 9.
Tamże, s. 2–3.
E. Leach, Antropologiczne podejścia do badań nad Biblią w XX wieku…, s. 17.
Tamże.
38

�W swej pierwotnej żywej postaci, (mit – Ł.P.M) jest nie tylko opowiadaniem,
lecz rzeczywistością. Nie ma on charakteru fikcji, z jaką spotykamy się w dzisiejszej powieści. Jest natomiast rzeczywistością, która, zgodnie z wierzeniami,
istniała w czasach najdawniejszych i od tamtej pory wpływa na świat i losy
ludzkie. Mit dla dzikiego człowieka jest tym samym, czym biblijna przypowieść
o Stworzeniu, Upadku i Zbawieniu przez Mękę Chrystusa na Krzyżu dla głęboko wierzącego chrześcijanina. Tak jak nasze święte przypowieści żyją w naszych rytuałach, w naszej moralności, kierują naszą wiarą i kontrolują nasze
zachowania, tak mit wpływa na dzikiego człowieka87.

Zatem Biblia, w ujęciu Leacha, jest historią świętą i prawdziwą
także dla tych, którzy w nią wierzą88. Brytyjski badacz z charakterystycznym dla siebie humorem nie chciał powiedzieć wprost, co
z jego analiz strukturalnych Biblii mogą wynieść antropolodzy89.
Ogromny błąd popełniają jednak ci interpretatorzy, którzy rozpatrują jego analizy tekstu świętego w oderwaniu od prowadzonych
przez niego badań terenowych90. Trzeba pamiętać, że w swoich relacjach z badań prowadzonych w latach 1939–1940 w Birmie Północnej Leach wspominał bardzo jasno, że gdy starał się należycie zrozumieć zjawiska społeczne, jakich był świadkiem, po prostu musiał
zająć się analizą Biblii. Powód był prosty. Zainteresowany ówczesną
rywalizacją polityczną oraz ustaleniami dotyczącymi praw do ziemi zgromadził w terenie trzy wersje wydarzeń reprezentowane
przez trzy rywalizujące ze sobą frakcje. Antropolog nie był w stanie
jednocześnie rozstrzygnąć tego, co się w istocie wydarzyło i która
wersja jest najbliższa niezależnie istniejącej „prawdzie”. Dostrzegł
natomiast, że w tym przypadku ma do czynienia z wewnętrznie

87

88

89
90

B. Malinowski, Mit w psychice człowieka pierwotnego, [w:] Tenże, Mit, magia,
religia, Warszawa 1990, t. 7, s. 302.
C. Lévi-Strauss miał podobny pogląd w tych sprawach, uważając, że skoro
tubylec wierzy w mitologię i jest członkiem wierzącego w nią społeczeństwa,
to nie ma znaczenia, iż mitologia „nie odpowiada rzeczywistości obiektywnej”
[za:] C. Lévi-Strauss, Skuteczność symboliczna, [w:] Tenże, Antropologia strukturalna, Warszawa 2009, s. 198.
E. Leach, Wprowadzenie…, s. 10.
Tak robi niestety Beata Krzyżaniak w rozdziale mu poświęconym, [w:] B. Krzyżaniak, dz. cyt., s. 102–115.
39

�nieredukowalnie sprzecznym rodzajem mito-historii strukturalnie
odpowiadającej kategoriom fabularnym, charakterystycznym dla
starotestamentowej sagi o Saulu i Dawidzie91. Po latach tak oto opisywał swoje wnioski:
Antropolodzy muszą dać do zrozumienia, iż żadna część Biblii nie jest zapisem
rzeczywistego przebiegu wydarzeń. W części pozytywnej swych prac wykazywać oni mogą następnie, że całość Biblii podziela właściwości takiego samego
rodzaju mitohistorii, z którymi antropolodzy systematycznie stykają się w trakcie prowadzenia przez nich współcześnie badań terenowych. Podobieństwo
jest kwestią struktury, a nie zawartości. Na koniec wreszcie pokazać oni mogą,
że jeśli teksty biblijne potraktować jako tego rodzaju mito-historie, to wykorzystane wówczas przez współczesną antropologię techniki interpretacji mitu
dadzą się z dużą precyzją stosować do materiałów biblijnych. Po dokonaniu
tego zabiegu niektóre części tekstu ukażą się w nowym świetle92.

Proponowane podejście Leacha wymaga od antropologa umiejętności symultanicznego czytania i interpretowania wydarzeń historycznych przez pryzmat tekstu mitologicznego, jak i mitu przez
pryzmat „bliskich” oraz „odległych” wydarzeń. Dla postępującego
w ten sposób badacza nie jest tak istotne, czy opisywane przez dany
tekst święty wydarzenia toczą się w ahistorycznej przestrzeni czasu
mitycznego czy w uporządkowanej datami przestrzeni czasu historycznego93. Kluczowe staje się jednak wypracowanie takiej metody
postępowania, w której uważny obserwator swobodnie przechodzi
od jednego tekstu do drugiego i z powrotem. Owe płynne przechodzenie staje się uzasadnione dzięki założeniu, leżącemu u podstaw
antropologii strukturalnej, zakładającemu, że istnieje ścisła korelacja między poziomami mitu, języka a zachowaniami społecznymi94.
Leach nie ukrywał, że wypracowanie jego własnej metodologii
analiz strukturalnych Biblii nigdy by nie powstały, gdyby nie inspiracje płynące z lektury szkiców Lévi-Strauss’a, takich jak Struktura
91

92
93
94

E. Leach, Political Systems of Highland Burma, Londyn 1954, s. 89–100, E. Leach,
Antropologiczne podejścia do badań nad Biblią w XX wieku…, s. 37–39.
Tamże, s. 36.
B. Krzyżaniak, dz. cyt., s. 111.
C. Lévi-Strauss Antropologia strukturalna…
40

�mitów95 oraz Czyny Asdiwala96. Problem pojawia się w momencie, gdy
brytyjski badacz zastosował metodę strukturalną w badaniu Biblii
traktowanej przez niego także jako mitologię. Claude Lévi-Strauss
zakładał bowiem, że jego metoda analizy strukturalnej może być
zastosowana jedynie w przypadku danych pochodzących ze społeczeństw tzw. „zimnych”, czyli „prymitywnych”, „preliterackich”
systemów kulturowych, „bez historii”, a nie do danych pochodzących ze społeczeństw „gorących”, które rozumiał jako „literackie”,
„historycznie zmienne” systemy społeczne97 – czyli nam współczesne. Lévi-Strauss omijał szerokim łukiem problem relacji między
historią a mitem i badał tylko takie społeczeństwa, które uważał
za niezmienne, „a ich teraźniejszość za ciągłe i bezpośrednie ponawianie się przeszłości”98. To był podstawowy powód, dla którego
francuski strukturalista nigdy nie zajął się analizą motywów mitycznych zapisanych w Starym i Nowym Testamencie. Z kolei uczeń
Malinowskiego wspomniany podział społeczeństw uznał za sztuczny i nieadekwatny, bowiem – jego zdaniem – powstał w wyniku
niedopuszczalnej „manipulacji materiałem antropologicznym”99,
jakiej dopuścił się francuski strukturalista. Brytyjski antropolog
reprezentujący nurt procesualizmu strukturalistycznego100 postulował, aby o kulturze myśleć jedynie w liczbie pojedynczej. W konsekwencji przyjętego założenia badawczego jego uwaga koncentrowała się na permutacjach i transformacjach modelowej struktury,
która ujawnia się wtedy, gdy jest odnajdowana „w obrębie jednego
systemu społecznego – zarówno synchronicznie w danym stadium
historii, jak i diachronicznie – w trakcie jego historycznego rozwoju”101. Innymi słowy, co jeszcze raz chciałbym podkreślić, Leach
95
96

97
98
99
100
101

Tenże, Struktura mitów…, s. 207–232.
Tenże, Czyny Asdiwala, [w:] Tenże, Antropologia strukturalna II, Warszawa
2001, s. 161–216.
Tenże, Pole antropologii, [w:] Tamże, s. 35.
E. Leach, Lévi-Strauss, Warszawa 1998, s. 72.
Tenże, Wprowadzenie…, s. 8.
A. Barnard, dz. cyt., s. 122.
E. Leach, Wprowadzenie…, s. 8.
41

�interesował się relacją między strukturą mitów a rzeczywistością
społeczną, w której są one wytwarzane i powtarzane102. Jako badacz
terenowy związek ten uważał za niezwykle ważny dla poznania mito-historycznego charakteru konfliktów, które tak bardzo go intrygowały.
Traktowanie Biblii przez Leacha wpisywało się zatem w szeroki nurt analiz strukturalnych, które charakteryzowały się „podejściem binarnym”103 zapożyczonym od Lévi-Strauss’a i charakterystycznym później dla niektórych antropologów brytyjskich104 .
Koncentrując się już na wypracowanej przez niego metodologii
strukturalistycznej, która – jak sam podkreślał – nie była jednak
metodologią Lévi-Straussowską105, traktował Biblię jak „zredagowane kompendium wielce różnorodnych dokumentów różnego
pochodzenia i z różnych czasów”106, w stosunku do których żąda
się od wierzących uznania. Co jest ważne dla mnie, Biblię traktuje
on jak tekst synchroniczny, co oznacza, że:
W opowieści jedna rzecz następuje po drugiej, gdyż jest to jedyny rodzaj narracji. Lecz prawda mitu, która jest prawdą religijną, zawarta jest w każdym
kawałku. Tak jak w marzeniu sennym koniec jest ukryty w początku: nie ma
tu rozwoju wypadków, lecz tylko inwersja dialektyczna. Chrystus jest drugim
Adamem; Bogurodzica Dziewica jest drugą Ewą; bezgrzeszna nieśmiertelność
zastępuje grzeszna śmiertelność itd.107.

102
103

104

105
106
107

M. Buchowski, Antropologia społeczna Edmunda Leacha…, s. XXVII.
M.W.G. Stibbe, John as Storyteller. Narrative Criticism and the Fourth Gospel,
Cambridge 1995, s. 39–45.
D. Pocock, North and South In the Book of Genesis, [w:] J. H. Beattie, R.G. Lienhardt (red.), Studies in Sociological Anthropology: Essays in memory of E.E.
Evans-Pritchard by his former Oxford Colleagues, Oxford 1975, s. 273–284.,
M. Douglas, Czystość i zmaza, Warszawa 2007, M. Douglas, Znaczenie mitu…,
s. 204–222.
E. Leach, Wprowadzenie…, s. 8.
Tenże, Antropologiczne podejścia do badań nad Biblią…, s. 18.
Tamże, s. 21.
42

�Interesuje go zatem Biblia ujęta w całość, tak samo jak wybrane jej motywy, które odczytuje w kontekście jej całości. Należy
jednak pamiętać o tym, że analizy strukturalne nie dostarczają rozwiązań, które są „dobre” bądź „złe”; pokazują one jedynie
istnienie niepełnych, częściowych wzorów 108 . Z mojego punktu
widzenia bardzo ważne wydaje się założenie brytyjskiego antropologa, że w istocie analiza strukturalna umożliwia odkrycie tajemnicy, jaką skrywa każdy tekst święty:
Teksty religijne mieszczą w sobie tajemnicę; tajemnica ta jest w jakiś sposób zakodowana w tekście i można ją rozszyfrować. Kod, tak jak we wszelkich formach komunikacji, opiera się na permutacji uwzorowanych struktur. Metoda dekodowania polega na wskazaniu tego, co się bezustannie
powtarza w następstwie transformacji109.

W wyniku dokonanych przez Leach’a analiz stało się możliwe
zdekodowanie wzorów, które wcześni Ojcowie Kościoła przyjmowali za oczywiste i których wielu współczesnych czytelników Biblii
nie potrafi już rozpoznać110. Zdaniem brytyjskiego strukturalisty
wspomniane wzory mogą być dowodem semiozy pewnych prototypowych zdarzeń, zapamiętanych w schematach, które opisuje ta
szczególna mitologia. W przypadku interesujących mnie Ksiąg ze
Starego Testamentu będzie to zapis modelowej sytuacji ustanowienia „nowego” porządku politycznego. Autor Kultury i komunikowania, analizując inny motyw biblijny, zwrócił uwagę na istnienie
identycznej w obu przypadkach struktury. Motyw, o który tutaj
chodzi dotyczy biblijnego Potopu. Funkcją tej opowieści jest:
Unicestwienie pierwszego stworzenia i jego dwuznaczności oraz rozpoczęcie wszystkiego od nowa. Koniec potopu oznacza początek prawdziwego czasu. Okres pośredni między pierwszym stworzeniem i potopem jest czymś w rodzaju betwixt and between, pewnym innym czasem

108
109
110

Tamże, s. 13.
Tenże, Wprowadzenie…, s. 9.
Tamże, s. 10.
43

�dostosowanym do Innego Świata zamieszkanego przez Inne Stworzenia,
nie będące w pełni ludźmi. Potomstwo pierwszych rodziców z ogrodu rajskiego oraz potomstwo pierwszych ludzkich przodków zachowanych po
potopie przeciwstawione jest sobie jako: nienormalne versus normalne,
grzeszne versus usankcjonowane111.

Kwintesencją metody strukturalistycznej, w ujęciu antropologa, jest zatem położenie akcentu na fakt, że „naprawdę znaczącymi elementami narracji biblijnej są sprzeczności”112 . Religijny
stan communitas leży zatem dokładnie na skraju pomiędzy „dopuszczalnym i niedopuszczalnym”113 i o tym właśnie, zdaniem badacza, traktują opowieści biblijne wzięte w całość. W tym sensie
opowieść mito-historyczna służy jako punkt odniesienia dla osób
znajdujących się w stanie liminalnym charakterystycznym dla bycia betwixt and between, w którym to stanie nie stosują się zasady ścisłej logiki, panuje za to zamęt i inwersja114 . Wśród aktorów
społecznych znajdujących się w tym szczególnym stanie opowieść
mito-historyczna, co chciałbym jeszcze raz podkreślić, staje się
istotnym punktem odniesienia i wzorem dla działań magicznych.
Co ciekawe, postępując konsekwentnie według tego założenia, badacz postanowił uznać wszystkie osoby w narracji biblijnej jako
zupełnie fikcyjne115:
Znajdują się tu one, ponieważ pełnią określone funkcje w całości opowieści sakralnej, a nie dlatego, że rzeczywiście pojawiły się w dziejach. Jeżeli
nawet niewiele z nich w jakiś sposób zaistniało w prawdziwym życiu, to
fakt ten pozostaje zupełnie bez znaczenia. Jeśli wymieniona z nazwy jednostka X „rzeczywiście istniała”, to przecież istniało także tysiące innych
jednostek, których imion nie znamy. To, co interesuje nas w X, to rola jaką
jej przypisano w opowieści sakralnej; na zainteresowanie to nie wpływa
pytanie o jego historyczność116.

111
112
113
114
115
116

Tenże, Antropologiczne podejścia do badań nad Biblią…, s. 26.
Tamże, s. 39.
Tamże, s. 46.
Tamże, s. 41.
Tamże, s. 20.
Tamże, s. 20–21.
44

�Należy pamiętać, że Leach istotnie przyczynił się do powstania
bardzo dynamicznie rozwijającej się subdyscypliny antropologii
określanej mianem „antropologii politycznej”117. W jej ramach widział ścisły związek swoich analiz Biblii z badaniami prowadzonymi przez Victora Turnera na temat struktury i antystruktury118.
W następnych rozdziałach będę starał się udowodnić słuszność założenia brytyjskiego antropologa, zdaniem którego strukturalna
analiza Biblii jest doskonałym punktem wyjścia dla analizy mitu
stanowiącego wzorzec dla konkretnych procesów ujętych w kontekst dramatów społecznych119.
Drugie, niezwykle inspirujące podejście badawcze do Biblii, które wykorzystałem w swoim antropologicznym śledztwie, dotyczy
nie mniej błyskotliwych analiz prowadzonych przez René Girarda.
Ten niezwykle kontrowersyjny i inspirujący naukowiec120, który porusza się na pograniczach socjologii, historii literatury, nauki o mitach, antropologii, psychologii i filozofii121, interesuje mnie przede
wszystkim jako interpretator mitów i Biblii właśnie. Temat, który
nadał kształt jego strukturom myślowym, był ściśle związany z dostrzeżeniem i opisaniem mechanizmu kozła ofiarnego. Mechanizm
ten – którego nazwę francuski badacz zapożyczył z biblijnego określenia ofiary przebłagalnej122 opisanej w Księdze Kapłańskiej (16, 21–
28)123 – najogólniej rzecz ujmując, polega na rytualnym przeniesieniu
grzechów wspólnoty na konkretną osobę lub grupę, która następnie

117
118
119
120

121
122
123

T.C. Lewellen, Antropologia polityczna, Kraków 2010.
E. Leach, Antropologiczne podejścia do badań nad Biblią…, s. 41–42.
V. Turner, Gry społeczne, pola i metafory…
I. Badowska, Kontrowersje i dyskusje wokół myśli René Girarda, „Literatura na
Świecie”, z. 12, 1983, s. 318–327.
C. Rowiński, Myśl René Girarda, „Literatura na Świecie”, z. 12, 1983, s. 297.
1 Kpł 16, 21–28, s. 137.
„Aaron położy obie ręce na głowę żywego kozła, wyzna nad nim wszystkie
winy Izraelitów, wszystkie ich przestępstwa, czyli wszelkie ich grzechy, złoży
je na głowę kozła i każe człowiekowi do tego wyznaczonemu wypędzić go na
pustynię. W ten sposób kozioł zabierze ze sobą wszystkie ich winy do ziemi
bezpłodnej. Ów człowiek wypędzi kozła na pustynię” [za:] 1 Kpł 16, 21–28,
cytat Biblia.
45

�wpisuje się w kategorię „kozła ofiarnego” i rytualnie zostaje złożona w ofierze, co z kolei staje się gwarantem zaprowadzenia utraconego poczucia społecznego ładu i harmonii. Innymi słowy, jądrem
koncepcji Girarda – jest, jak doskonale to ujął Maciej Kociuba: „pojęcie mordu założycielskiego, którego wielokształtne rytualizacje
wytworzyły mechanizmy generujące pierwotne sacrum, w następstwie wszystkie formy kulturowe”124. Aby zrozumieć wyjątkowość
podejścia tego naukowca, obraźliwie określanego przez jego krytyków, wywodzących się z tradycji strukturalistycznej, mianem
szkodliwego (pestiferously) księdza125 – należy pokrótce opisać, pod
kątem podejmowanego przeze mnie problemu, wypracowaną przez
niego teorię mimetyczną, dzięki której możliwe będzie zrekonstruowanie działania mechanizmu mimetycznego. Ów mechanizm leży
bowiem, zdaniem Girarda, u podstaw tworzenia wszelkich instytucji kulturowych oraz systemów społecznych, a zatem także tych,
w kontekście których doszło do aktywowania interesującego mnie
mechanizmu rytualnego.
W świetle teorii mimetycznej człowiek jest napędzany ogromną
siłą, jaką jest naśladownictwo. W ten sposób Girard przejął oraz rozwinął słynne stwierdzenie Arystotelesa, iż „tym właśnie człowiek
różni się od innych zwierząt, że jest istotą najbardziej zdolną do naśladowania”126. Francuski badacz mimetyzmowi właśnie przypisał
najwyższe znaczenie antropologiczne i społeczne, zakładając jednocześnie, że „człowiek nie jest wynalazcą kultury – jest jej naśladowcą”127. Jego zdaniem ludzie naśladują się we wszystkim, również

124

125

126

127

M. Kociuba, Geneza rytuału w kontekście antropologii René Girarda, [w:] M. Filipiak, M. Rajewski (red.), Rytuał. Przeszłość i teraźniejszość, Lublin 2006, s. 71.
Jest to lekceważące określenie wtedy, gdy pamiętać będziemy, że Lévi-Straussa
określa się mianem „papieża strukturalizmu” [za:] T.F. Bertonneau, Two Footnotes: On the Double Necessity of Girard and Gans, „Anthropoetics. The Journal
of Generative Anthropology”, vol. II, 1996, http://www.anthropoetics.ucla.edu/
archive/anth0201.pdf (dostęp: 2.05.2011).
P. Antonello, J.C. de Castro Rocha, Wprowadzenie. „Od początku do końca jedno
długie dowodzenie”, [w:] R. Girard, Początki kultury, Kraków 2006, s. 8.
R. Girard, Początki kultury…, s. 64.
46

�w pragnieniu posiadania tego samego przedmiotu, co prowadzi ich
często do rywalizacji mimetycznej, i w efekcie kryzysu, w który – co
jakiś czas – wszyscy popadają. Tym samym u Girarda:
Wyrażenie „mechanizm mimetyczny” obejmuje bardzo szerokie spektrum
zjawisk: oznacza cały proces, który rozpoczyna się pragnieniem mimetycznym, trwa w rywalizacji mimetycznej, dochodzi do wrzenia w kryzysie
mimetycznym lub ofiarniczym i kończy się rozwiązaniem, jakim jest kozioł
ofiarny128.

Opisując bardziej szczegółowo interesujący mnie proces, chciałbym
zwrócić uwagę na to, że pragnienie posiadania jakiegoś przedmiotu powstaje z naśladowania czyjegoś pragnienia wobec tego samego
przedmiotu i w ten oto sposób:
(…) naśladownictwo ma skłonność do tego, by stawać się antagonizmem: ów
mimetyzm rywalizacji może skutkować konfliktem między wzorcem a podmiotem, konfliktem w dążeniu do osiągnięcia przedmiotu ich wspólnego
pragnienia; wówczas przedmiot ten traci własne znaczenie, a jednocześnie
wzmaga się rywalizacja129.

W ujęciu Girarda rywalizacja dotycząca deficytowych przedmiotów staje się źródłem konfliktów, w których strona silniejsza potwierdza swą dominację130. W ich trakcie zawsze wybucha zbiorowa
przemoc, która – o ile nie jest kontrolowana – może prowadzić do
rozpadu rodzin, społeczeństw, kultur i całych cywilizacji. I właśnie
dlatego w drodze ewolucji – zdaniem Girarda – ludzie „wynaleźli”
mechanizm szukania ofiary, który stał się narzędziem pozwalającym kontrolować ową eskalację niszczącej rywalizacji. Ten specyficzny „wynalazek” polegał na skanalizowaniu zbiorowej przemocy
i skierowaniu jej na jedną osobę lub stosunkowo ograniczoną grupę

128
129
130

Tamże, s. 61.
P. Antonello, J.C. de Castro Rocha, dz. cyt., s. 8.
J. Bolewski, Mit i prawda kultury, Warszawa 2007, s. 44.
47

�posiadającą stygmaty ofiarnicze131, ofiarę należącą do kategorii „istot
do poświęcenia”132. Dzięki specyficznym stygmatom wspólnota jest
w stanie jednomyślnie obarczyć taką osobę, lub wspomnianą grupę,
odpowiedzialnością za kryzys powstały z przyczyn w istocie od niej
niezależnych i przypadkowych (głód, epidemia, kryzys gospodarczy, społeczny, polityczny, moralny, ekonomiczny itp.). Następnie
ofiara zostaje kolektywnie (jednomyślnie) uznana za winną i zamordowana, co w terminologii Girarda określane jest mianem kolektywnego gwałtu. Niezwykle ważne jest to, że dzięki temu kolektywnemu morderstwu ustanawiana jest sfera „archaicznego sacrum”133.
Tak oto przed zamordowaniem ofiara ogniskuje na sobie całe zło,
natomiast po zabiciu jest postrzegana jako wybawiciel pozwalający
wspólnocie opanować ryzyko rozlania się niszczącej przemocy. Co
ważne, wspólnota biorąca udział w tym procesie jest święcie przekonana, że interweniował sam Bóg. W konsekwencji możliwe staje
się skuteczne odsunięcie winy od siebie za dokonanie kolektywnego gwałtu na ofierze. Sposób argumentacji francuskiego myśliciela
sprowadza się zatem do odkrycia pragnienia mimetycznego, które
kierowało postępowaniem tak samo człowieka „archaicznego”, jak
i nam współczesnego. To założenie prowadzi go z kolei do innego,
zakładającego, że ludzie rozumowali zawsze w ten sam sposób. Innymi słowy nieustannie, dzięki skuteczności tego narzędzia jakim
jest mechanizm kozła ofiarnego, wspólnota potrafi z jednej strony
uspokoić chaos oraz zażegnać kolejne kryzysy, w jakie co pewien
czas popada. Z drugiej – takie postępowanie stanowi podstawę „procesu strukturotwórczego”134 każdego systemu kulturowego. Zatem
efektem działania tego mechanizmu jest tworzenie nowych instytu-

131

132
133

134

Są to różnice, które powodują, że przyszła ofiara jest postrzegana jako ta, która
przekracza powszechnie uznawane normy zachowania, statusu społecznego
itd., R. Girard, Kozioł ofiarny, Łódź 1987, s. 33–36.
Tenże, Sacrum i przemoc…, s. 141.
Tenże, Widziałem szatana spadającego z nieba jak błyskawica, Warszawa 2002,
s. 84.
Tenże, Sacrum i przemoc…, s. 129.
48

�cji, porządków społecznych czy też politycznych, których symbolem
– jak w dalszej analizie będę starał się wykazać – stają się między
innymi nowo ustanowione konstytucje.
W swoich badaniach porównawczych Girard, kontynuując tradycję Lévi-Straussowską, traktuje dane kulturowe podobnie jak języki
„składające się ze znaków, które nic nie znaczą, jeśli są od siebie odizolowane. Znaki wyrażają się jedynie poprzez drugie; tworząc tym
samym wewnętrznie spójne systemy, które nadają każdej kulturze,
każdej instytucji własną indywidualność”135. W „wynalezieniu” mechanizmu kozła ofiarnego, kluczowe jest założenie, że osoby biorące
w nim udział „od założenia świata”136 nie wiedzą w istocie, że biorą
udział w linczu niewinnej ofiary. Co więcej, wierzą one w to, że ofiara została wyznaczona, co jeszcze raz podkreślę, w sposób nadprzyrodzony, natomiast sam mord był interwencją sacrum (Boga):
Grupa dokonująca zabiegu ofiarniczego nie może być świadoma niewinności
ofiary, musi wierzyć, że ofiara jest winna i została wyznaczona do spełnienia
roli kozła ofiarnego w sposób nadprzyrodzony137.

Zdaniem Girarda – niewiedza co do istoty przeprowadzonego
gwałtu jest niezbędna do tego, aby każdy biorący w nim udział mógł
„trwać w złudnym przekonaniu, że ofiara jest naprawdę winna i już
z samego tego powodu zasługuje na karę”138. Innymi słowy: „chcąc
znaleźć kozła ofiarnego, nie można widzieć prawdy, a zatem nie
można przedstawić ofiary jako kozła ofiarnego, lecz jako człowieka,
który został słusznie skazany”139. W efekcie własna przemoc została
przez wspólnotę zsakralizowana i ukazywała się jej jako epifania
bóstwa. Ponadto przekonanie o sakralności założycielskiego gwałtu

135

136
137

138
139

Tenże, Rzeczy ukryte od założenia świata, „Literatura na Świecie”, z. 12, 1983,
s. 76–77.
Tamże, s. 74–82.
G. Sorman, Powrót człowieka religijnego, [w:] R. Girard, Dawna droga, którą
kroczyli ludzie niegodziwi…, s. 7.
R. Girard, Początki kultury…, s. 90.
Tamże.
49

�spowodowało, że te wydarzenia uległy stopniowej rytualizacji i zostały zapamiętane w mitach archaicznych. W ten sposób pierwotna
przemoc, która ma cechy „niepowtarzalności i spontaniczności”140
może być nadal powtarzana, a każde tego rodzaju powtórzenie
jest działaniem w swojej istocie rytualnym. Stąd Girard wyciągnął
wniosek, że rytuały są tym samym mimetycznie powiązane z pierwotnym mordem założycielskim, choć nigdy mu nie dorównują
swoją siłą, ponieważ nie są już spontaniczne ani żywiołowe. Innymi
słowy – rytuały są przypomnieniem kolektywnego i spontanicznego gwałtu, lecz w odróżnieniu od niego przebiegają w ściśle wyznaczonych ramach141.
Zdaniem francuskiego naukowca, którego analizy – jak sam to
określił – przypominają postępowanie detektywa142, każda kultura
ludzka ma za zadanie „ukrywanie własnych początków, a więc kolektywnego gwałtu”143. Jednak, dzięki bardzo drobiazgowej i rozbudowanej komparatystyce tekstów źródłowych, francuski intelektualista swoją uwagę skierował w stronę mitów, które jego zdaniem
powielały uniwersalny schemat144. Ów schemat nie odsłania się
jednak bezpośrednio podczas analizy jednego tekstu, ale dopiero
w procesie porównawczym wielu tekstów mitologicznych. Aby możliwe stało się odkrycie owego wzoru, niezbędne jest dokonanie na
tekstach mitologicznych swoistego gwałtu, aby, jak usprawiedliwiał
takie postępowanie autor Sacrum i przemocy, teksty te nie zadawały
już nigdy gwałtu swoim ofiarom145. Dopiero po wspomnianym zdemaskowaniu i zrozumieniu natury mitów możliwe staje się dostrzeżenie prześladowań przebiegających według wspomnianej logiki
ofiarniczej. Niezwykle interesujące i jednocześnie kontrowersyjne,
jest to, że w swoich analizach Girard traktował mity jak dokumenty
140
141
142
143
144
145

Tenże, Sacrum i przemoc…, s. 140.
Tamże, s. 137.
Tenże, Sacrum i przemoc, Poznań 1994, cz. 2, s. 46.
Tenże, Kozioł ofiarny…, s. 147.
Tamże, s. 37.
Tamże, s. 17.
50

�będące z jednej strony świadectwem rzeczywistych prześladowań,
jak i stanowiących wzór dla kolejnych, z drugiej jednak – teksty, które ukrywają swoją prawdziwą naturę. Francuski badacz uważał, że
niezwykle ważnym warunkiem uchwycenia tej dwojakiej natury
mitów jest, podobnie jak u Szekspira146, rozwinięcie specyficznego
rodzaju wyobraźni która określił mianem: mimetyczno-tragicznej147. Dzięki rozbudzeniu owej wyobraźni możliwe staje się dostrzeżenie, że każde kolejne przejście od jednego porządku do drugiego,
z jednego stadium do drugiego, dokonuje się za pośrednictwem kryzysów i mechanizmu kozła ofiarnego gwarantującego ich rytualne
zakończenie. Kluczowe dla dalszych badań staje się jednak zrozumienie, że owe kryzysy są:
(...) analogiczne z kryzysami, których ślady kryją w sobie mity, a także pewne zjawiska właściwe niektórym okresom w historii, obfitującym w akty
prześladowcze148.

W ten oto sposób, zdaniem filozofa, każdy mit jest świadectwem
kolektywnego prześladowania o ile zawiera następujące opisy:
(...) społecznego i kulturowego kryzysu, a więc ogólnego odróżnorodnienia
(pierwszy stereotyp), opis zbrodni „odróżnorodniających” (drugi stereotyp)
oraz czy desygnowani autorzy tych zbrodni posiadają znaki selekcji ofiarniczej, paradoksalne cechy odróżnorodnienia (trzeci stereotyp)149.

Girard uznał, że nagromadzenie powyższych stereotypów w jednym micie/dokumencie pozwala przypuszczać, że prześladowanie
jest autentyczne, ale jego przedstawienie jest fałszywe. Kontynuując, jego zdaniem, obecność trzech powyższych stereotypów może
świadczyć o tym, że:

146
147
148
149

Tenże, Szekspir. Teatr zazdrości, Warszawa 1996.
Tamże, s. 254.
Tenże, Kozioł ofiarny…, s. 147.
Tamże, s. 37.
51

�1) akty gwałtu są autentyczne, 2) kryzys jest autentyczny, 3) ofiary są wybierane nie na podstawie przypisywanych im zbrodni, lecz na zasadzie znaków ofiarniczych – wszystkiego, co sugeruje pokrewieństwo owych zbrodniczych znaków z kryzysem, 4) sensem tej operacji jest zrzucenie na ofiary
odpowiedzialności za ów kryzys i zadziałanie nań przez unicestwienie ofiar
lub, co najmniej, wyrzucenie ich ze wspólnoty, którą „skalały”150.

Na tym etapie prowadzonego śledztwa szczególnie interesujący
jest związek, jaki francuski badacz widzi między mitami a konkretnymi historycznymi prześladowaniami. Dla każdego detektywa
kultury, któremu uda się rozszyfrować przedstawienia prześladowcze, staną się one „prawdziwą nicią Ariadny”151 umożliwiającą
orientację tak samo w labiryncie mitologii jak i prześladowań, dla
których mit stanowi specyficzny model. Według Girarda mity opisują bowiem rzeczywiste prześladowania, natomiast koncentrując
na nich swoją uwagę, łatwiej jest dostrzec „zniekształcenia prześladowcze”152, które umykają podczas obserwowania współczesnym
nam prześladowaniom. Innymi słowy, podobieństwo między nimi
przebiega na poziomie „strukturalnym”153. Zatem jego hipoteza badawcza także musi być czysto „strukturalna”:
(...) podobnie jak „strukturalna” jest nasza analiza prześladowczych przedstawień w historii. Jedynie natura i porządek stereotypów prześladowczych
doprowadziły nas do teoretycznego sformułowania tezy o zakorzenieniu danego tekstu w rzeczywistym prześladowaniu. Dopóki nie zdecydujemy się
na wnioskowanie takiej właśnie genezy, nie wyjaśnimy sobie jak i dlaczego nieustannie powracają te same tematy i dlaczego organizują się właśnie
w ten, a nie inny sposób154.

Dzięki wypracowanej i konsekwentnie stosowanej metodzie porównawczej155 Girard dostrzegł, niezwykłą rolę Biblii na tle innych
mitologii. Po latach badań porównawczych uznał ją w końcu za
150
151
152
153
154
155

Tamże.
Tamże, s. 51.
Tamże, s. 61.
Tamże, s. 44.
Tamże.
Tenże, Widziałem szatana spadającego z nieba jak błyskawica…, s. 11.
52

�jedyny tekst na świecie stanowiący klucz do uniwersalnego kodu
cywilizacji156. W konsekwencji postanowił wyjaśnić wszystkie inne
mitologie przez pryzmat Biblii157. Jego zdaniem, to właśnie Biblia
ujawnia naturę mechanizmu mimetycznego, który w innych źródłach literackich był skrywany od założenia świata158. Chodzi o to,
że zdaniem Girarda, tylko redaktorzy Biblii „od początku stają po
stronie mordowanych ofiar, a także odsłaniają założycielski efekt
tych morderstw”159. Idąc dalej tym tropem, francuski badacz proponuje, aby stosując metodę porównawczą w badaniu mitów, wyjść
właśnie od analizy Biblii i Ewangelii160. Struktura mitów i Biblii jest
bowiem taka sama161, różni je zakończenie, o czym Biblia uprzedza
czytelnika dużo wcześniej162. Punktem kulminacyjnym biblijnego
objawienia są Ewangelie i opis niewinnej ofiary złożonej z Jezusa.
W Nowym Testamencie „objawia się nie tylko Jego niewinność, lecz
także niewinność wszystkich tego rodzaju «kozłów ofiarnych»”163.
Na potrzeby mojego śledztwa niezwykle ważne jest zrozumienie,
że motywy biblijne, jak i mitologiczne, mogą w ten sam sposób służyć jako scenariusz dla działań rytualnych, o ile zapomnimy tylko
o wydźwięku dominanty semantycznej tych przekazów. Ujmując
rzecz prościej, zakładam, że oba przekazy są identyczne tak długo,
jak niedostrzegalna pozostanie tajemnica zamordowania niewinnej
ofiary, która demaskuje ukrytą naturę wprawianego w ruch mechanizmu ofiarniczego. Zatem różnica między Biblią a mitem polega na
tym, że w tym drugim przypadku niemożliwe jest dostrzeżenie Jezusa i jego kolejnych transformacji symbolicznych traktowanych
jako niewinne w istocie ofiary, bowiem:
156

157
158
159
160
161
162
163

J.M. Domenach, René Girard – Hegel chrystianizmu, „Literatura na Świecie”,
z. 12, 1983, s. 311.
Tamże.
R. Girard, Rzeczy ukryte od założenia świata…, s. 74–182.
M. Goszczyńska, Posłowie, [w:] R. Girard, Kozioł ofiarny…, s. 319.
R. Girard, Widziałem szatana spadającego z nieba jak błyskawica…, s. 11.
Tamże, s. 12.
Tenże, Początki kultury…, s. 111.
Tenże, Widziałem szatana spadającego z nieba jak błyskawica…, s. 14.
53

�(...) ze śmiercią Jezusa ofiara przestaje być winna, ryt ofiarniczy nie ma już
sensu, upada logika kozła ofiarnego, idą w rozsypkę same podstawy cywilizacji antycznej. Chrystus zmusza nas do spojrzenia w twarz destrukcyjnej
przemocy, której nie chcemy widzieć. Jego objawienie jest zarazem racjonalne i Transcendentalne; to wszystko moglibyśmy sami zrozumieć, ale bez
Niego nie zrozumieliśmy164.

Co za tym idzie, myśl rytualna nie jest w stanie dostrzec transformacji mimetyzmu przemocy w mimetyzm wybaczania i miłości.
Współcześnie myślący ofiarniczo ludzie, zdaniem Girarda, nigdy
nie będą w stanie zrozumieć pełnych miłości słów konającego na
krzyżu Jezusa: „Ojcze przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”165.

164
165

G. Sorman, dz. cyt, s. 9.
Łk 23, 34.

�Aaron rzuci losy o dwa kozły, jeden los
dla Pana, drugi dla Azazela166
Transgresje są maskowane przez zbiorową inscenizację,
zmierzającą do nadania im wspólnie uznawanego znaczenia:
transgresje stają się ofiarą, co jest dokładnym przeciwieństwem ich społecznie uznanej, czyli równie obiektywnej
prawdy, prawdy zabójstwa. Cała prawda magii i zbiorowej
wiary zamyka się w tej grze podwójnej prawdy, w tej podwójnej grze z prawdą; dzięki niej grupa, odpowiedzialna za całą
obiektywność, w pewnym sensie kłamie sama sobie, tworząc
prawdę, której sensem i funkcją jest negowanie prawdy znanej wszystkim i przez wszystkich uznawanej: kłamstwo, które
nie oszukałoby nikogo, gdyby wszyscy nie byli zdecydowani,
aby siebie oszukać167.

Czas najwyższy przejść do przedstawienia konkretnej fabuły biblijnej, która stanowi strukturalny wzorzec „dla wszystkich czynności
i «sytuacji», w których następnie owo wydarzenie się powtórzy”168.
Tym samym powtórzenie tego mitu w konkretnym kontekście historycznym „pociąga za sobą zniesienie czasu świeckiego i przeniesienie człowieka w czas magiczno-religijny”169. Już wcześniej
wskazałem tropy, które doprowadziły mnie do zainteresowania
starotestamentową sagą o Saulu i Dawidzie. Niezwykle istotne jest
jednak to, aby czytelnik podążając za mną starał się go czytać za
przykładem Leacha i Girarda – symultanicznie. Zatem proponuję
aby temat biblijny potraktować jako mit autodemaskatorski170 odsłaniający logikę wprawianego w ruch mechanizmu rytualnego
pokrywającego się z konkretnymi dramatami społecznymi, odsłaniając ich ofiarniczy wymiar wraz z „brutalnym ukryciem przemo166
167
168
169
170

1 Kpł 16, 7–10.
P. Bourdieu, Zmysł praktyczny, Kraków 2008, s. 302–303.
M. Eliade, Traktat o historii religii, Warszawa 2000, s. 450.
Tamże, s. 451.
R. Girard, Dawna droga, którą kroczyli ludzie niegodziwi…

�cy”171. Z tego też powodu ważne jest, aby od samego początku o Saulu
i jego potomkach myśleć jak o postaciach, które idealnie pasują do
kategorii kozła ofiarnego. Takie ujęcie umożliwi uświadomienie sobie, że:
(...) kozioł ofiarny jest obalonym idolem. Wspinanie się i upadek wiążą się
ze sobą. Dobrze wiemy, że krańcowości stykają się ze sobą. Nie można ich
interpretować oddzielnie, jednak pierwszego nie można traktować jako
przyczyny drugiego. Domyślamy się tu jakiegoś zjawiska społecznego słabo
zdefiniowanego ale całkowicie realnego, o przebiegu niepewnym lecz przewidywalnym172.

Za Leachem natomiast wspomniany temat mito-logiczny potraktuję jako historię fikcyjną, natomiast jej bohaterów jako kategorie
symboliczne, których specyficzne relacje zostały przywołane i powtórzone w dwóch interesujących mnie dramatach społecznych.
Należy jednak pamiętać także, że saga odpowiada permutacjom
uwzorowanej struktury innych biblijnych opowieści. W tym przypadku dochodzi przykładowo do mito-logicznie przebiegającej inwersji dialektycznej, w ramach której Dawida traktować można
jak drugiego Kaina, natomiast Saula jak drugiego Abla173. Co za tym
idzie nie możemy zapominać o uwadze Leacha, który podkreślał że:
Kain był nie tylko mordercą i chronioną zbłąkaną owieczką, ale i zarazem
twórcą cywilizacji, przodkiem-założycielem, który zbudował pierwsze miasto (Rdz 4,17). W jednym sensie zabójstwo jego brata jest prototypem mitycznym „morderstwa”, ale w sensie drugim jest to także prototyp „ofiary”. Przez
zabicie Abla Kain zastępuje go, a jednocześnie czyni się osobą uświęconą174.

171
172
173

174

Tenże, Widziałem szatana spadającego z nieba jak błyskawica…, s. 14.
Tenże, Dawna droga, którą kroczyli ludzie niegodziwi…, s. 22–23.
Polecam schemat E. Leacha znajdujący się w: Wprowadzenie…, s. 12. Rozwinięcie tego problemu w: D. A. Aycock, Piętno Kaina, [w:] E. Leach, D.A. Aycock,
Siostra Mojżesza…, s. 156–163.
E. Leach, Antropologiczne podejścia do badań nad biblią w XX wieku…, s. 33.
56

�Podobną uwagę odnośnie tego motywu biblijnego czyni Girard,
który zaznacza, że:
(…) od kiedy zostaje ustanowiona kara śmierci, pierwotne zabójstwo powtarza się w ten sam sposób, to znaczy tak, aby wszyscy brali w tym udział,
a nikt nie był za nie odpowiedzialny. Z tego prototypicznego i rytualnego
zabójstwa wypływa kultura w swych rozmaitych aspektach: Biblia mówi, że
oprócz instytucji prawnej, począwszy od Kaina i jego potomstwa, narodziła się
hodowla zwierząt, muzyka i technika175.

Pamiętając o tych permutacjach, łatwiej jest dostrzec we wspomnianym motywie scenariusz demaskujący grę i ostateczny cel tych, którzy próbują go w specyficznym języku magiczno-rytualnym powtórzyć. Innymi słowy – przywołany mit warto potraktować jako plan
przyszłej akcji politycznej176. Parafrazując Hildę Kuper, proponuję
wejście w rolę antropologa, która sprowadza się do połączenia perspektywy wróżbity i detektywa. Gdy to się stanie, łatwiejsze będzie
zrozumienie, że „nawet jeśli brak jest widocznych śladów przestępstwa, można orzec o zabójstwie”177.
Wracając już do Biblii, należy wiedzieć, że Pierwsza i Druga Księga Samuela przedstawiają i jednocześnie demaskują mito-logikę
ustanawiania „nowego” porządku polityczno-społecznego. W tym
miejscu warto rozpocząć, moim zdaniem, od Księgi Psalmów. Według biblistów, autorstwo większości Psalmów (73)178 można przypisać bowiem Dawidowi – fundatorowi monarchii i jednemu z głównych bohaterów Ksiąg Samuela. Co ciekawe, Dawid wielokrotnie
jest wymieniany w Biblii jako poeta i muzyk179. Pozwala to przypuszczać, że mimo praktycznego działania politycznego i militarnego,

175
176
177

178

179

R. Girard, Początki kultury…, s. 85.
R. Marszałek, dz, cyt., s. 70.
H. Kuper, Wróżbita i detektyw, [w:] J.J. MacAloon (red.), Rytuał, dramat, święto,
spektakl. Wstęp do teorii widowiska kulturowego, Warszawa 2009, s. 223.
Wstęp do Księgi Psalmów, [w:] Biblia Jerozolimska…, s. 702, W.R.F. Browning,
Słownik biblijny, Warszawa 2009, s. 427.
1 Sm 16, 16–23; 1 Sm 18, 10; 2 Sm 1, 17–27.
57

�Dawida cechowało także poetyckie, teoretyczne uzasadnienie swoich czynów. Jak będę starał się przedstawić w kolejnych rozdziałach
książki, transformacje charakterystyczne dla myślenia magicznego
ujawniają się w dobrze rozpoznanych cechach języka magicznego,
który z kolei stanowi integralną część wprawianego w ruch mechanizmu rytualnego. Innymi słowy – nie sposób właściwie uchwycić skuteczności rytualnej (praktyki) bez uwzględnienia biegłości
w użyciu języka (teoretycznego uzasadnienia) w specyficznym kontekście społecznym i historycznym. Wracając jednak do Psałterza
Dawidowego, należy pamiętać, że jest on zbiorem specyficznych
tekstów magiczno-religijnych. Sam fakt, że zdanie: „On miłuje prawo i sprawiedliwość”180, wypowiedziane zostaje przez Dawida, króla Izraela, już może dawać do myślenia, parafrazując Ricoeura181.
Psalm 33, z którego pochodzi wspomniany cytat, rozpoczyna się następująco:
Sprawiedliwi, wołajcie radośnie na cześć Pana,
prawym przystoi pieśń chwały.
Sławcie Pana na cytrze,
grajcie mu na harfie dziesięciostrunnej.
Śpiewajcie Jemu pieśń nową,
pełnym głosem pięknie Mu śpiewajcie!
Bo słowo Pana jest prawe, a każde jego dzieło [oparte] na wierności.
On miłuje prawo i sprawiedliwość;
ziemia jest pełna łaskawości Pańskiej.
Przez słowo Pana powstały niebiosa
i wszystkie ich zastępy przez tchnienie ust Jego.
On gromadzi wody morskie jak w worze,
oceany umieszcza w zbiornikach.
Niech cała ziemia boi się Pana
i niech się go lękają wszyscy mieszkańcy świata!
Bo On przemówił, a wszystko powstało;
On rozkazał, i zaczęło istnieć182.

180
181

182

Ps 33, 5.
P. Ricoeur, Symbol daje do myślenia, [w:] Tenże, Egzystencja i hermeneutyka.
Rozprawy o metodzie, Warszawa 2003, s. 62–80.
Ps 33, 1–9.
58

�Jak wynika z tego fragmentu, „prawo i sprawiedliwość” były od zawsze u Boga, tak jak: słowo, niebiosa, wody, ziemia. Darczyńcą „prawa i sprawiedliwości” jest zatem odwieczny Bóg. W wielu Psalmach
pojawia się oczekiwanie na Boga, choć Jego przyjście, Jego obecność
zostały wyznaczone już wcześniej wraz z powstaniem świata. Jego
powtórne pojawienie, związane z pojawieniem się pomazańca Bożego – „prawego i sprawiedliwego” ma wynikać z nastania wyjątkowego momentu – „czasów utrapienia”. Treść psalmów, także wprost,
wskazuje na to, jaki los spotkać musi tych, którzy stają przeciwko
boskiemu prawu i sprawiedliwości:
(...) bo Pan miłuje sprawiedliwość
i nie opuszcza swych świętych;
nikczemni wyginą,
a potomstwo występnych będzie wytępione.
Sprawiedliwi posiądą ziemię
i będą mieszkać na niej na zawsze183.

Z treści Psalmu 37 jasno wynika, że przeznaczeniem sprawiedliwych jest posiąść ziemię, lecz zanim do tego dojdzie, nikczemni
muszą wyginąć. Należy pamiętać także, że Psalmy pełnią niezwykle
ważną rolę w kontekście biblijnej mito-historii. Zdaniem Girarda:
Psalmy odtwarzają wielkie kryzysy, oczywiście polityczne i społeczne,
lecz także religijne, które są tożsame ze schyłkiem systemów ofiarniczych
jeszcze funkcjonujących (…). Jesteśmy na styku religii jeszcze sensu stricto
ofiarniczej, oraz polityki ofiarniczej w szerszym znaczeniu. W niektórych
punktach można już przekładać język dyskursu religijnego na język dyskursu politycznego i vice versa184 .

Wracając do wspomnianych Ksiąg, warto podkreślić fakt, że
tytułowy prorok Samuel nie jest ich główną postacią, a jednak to
właśnie jego imieniem są one nazwane. Co prawda jest on postacią
183
184

Ps 37, 28–29.
R. Girard, Dawna droga, którą kroczyli ludzie niegodziwi…, s. 61.
59

�przełomową między tradycyjną, charyzmatyczną formą władzy
w Izraelu (okres Sędziów) a rodzącą się monarchią185 i to właśnie
w dużej mierze dzięki roli proroka czytelnik może odkryć autodemaskatorski charakter sagi. W sensie mito-logicznym głównymi bohaterami są natomiast Dawid, którego można wpisać równie dobrze
w kategorię bohatera prawdziwego186 i Saul – bohater fałszywy187 –
pierwszy król Izraela. Wyprzedzając fakty ten pierwszy – w efekcie
zwycięstw w wewnętrznych (z Saulem i jego rodem) i zewnętrznych
konfliktach – zdobywa władzę i ustanawia właściwą monarchię
oraz ma możliwość sprowadzenia po wielu latach Arkę Przymierza do Jerozolimy. Drugi ginie śmiercią tragiczną, a rytualna ofiara
złożona z przedstawicieli jego rodu kończy okres kryzysu w Izraelu
i toruje drogę do nastania złotego wieku Izraela. Ważny, z mojego
punktu widzenia, jest także fakt, że wspomniane Księgi opisują sytuację czasów przełomowych, niepewnych i kryzysowych. Były to
czasy nieustannych walk i chaosu, z którego wykluł się okres opisywany w źródłach biblijnych dosłownie jako złoty wiek Izraela188.
Postacie symboliczne tego scenariusza występują, co chciałbym
jeszcze raz z całą mocą podkreślić, w specyficznym okresie, który
można nazwać czasem mitycznym, odznaczającym się zasadniczą
dwoistością: jawi się bowiem w antytetycznych postaciach „Chaosu” i „Złotego Wieku” – fascynującej nieograniczoności towarzyszy
odstręczający zamęt i niepewność”189. Tym samym proponuję, żeby
o wspomnianej sadze myśleć jak o micie będącym „odmianą logicznego narzędzia, które ma dokonać mediacji”190 między okresem sędziów a monarchią, między końcem jednego porządku politycznego
185
186
187
188

189
190

Ze wstępu do Księgi Samuela, [w:] dz. cyt., s. 214.
W. Propp, Bajka…, s. 105.
Tamże.
„Ostatnie rozporządzenia Dawida wprowadzają na tron Salomona. Rządy jego
to najwspanialszy moment historii Izraela” Ze wstępu do Ksiąg Królewskich,
[w:] Biblia, s. 256, zob. także: Z. Kosidowski, Złoty wiek Izraela, [w:] Tenże, Opowieści Biblijne, Warszawa 1988, s. 240–301.
R. Caillois, Człowiek i sacrum…, s. 129.
C. Lévi-Strauss, Struktura mitów…, s. 223.
60

�a początkiem drugiego. Jest to czas rywalizacji między pierwszym
monarchą a drugim (właściwym), co prowadzi do nastania rządów
trzeciego (pożądanego).
Kluczowy – w przedstawieniu biblijnym – jest kontekst, w którym lud Izraela prosi podstarzałego proroka Samuela, pełniącego
także rolę sędziego, aby ten ustanowił nad nimi króla. Prośbę swą
motywują tym, że chcą być jak inni i stać się narodem191 z jednym
królem192. Prośba ludu w Biblii jest przedstawiona jako grzech bałwochwalstwa193, który niesie za sobą niebezpieczne konsekwencje:
Nie podobało się Samuelowi to, że mówili: „Daj nam króla, aby nami rządził”. Modlił się więc Samuel do Pana. A Pan rzekł do Samuela: „Wysłuchaj
głosu ludu we wszystkim, co mówi do ciebie, bo nie ciebie odrzucają, lecz
Mnie odrzucają, jako króla nad sobą. Podobnie jak postępowali od dnia,
w którym ich wyprowadziłem z Egiptu, aż do dnia dzisiejszego, porzucając
Mnie i służąc innym bogom, tak postępują i z tobą. Teraz jednak wysłuchaj
ich głosu, tylko wyraźnie ich ostrzeż i oznajmij im prawo króla, który ma
nad nimi panować”. I powtórzył Samuel wszystkie słowa Pana ludowi, który
od niego zażądał króla194.

191

192

193
194

Stawanie się „Narodem” jest w tym motywie ściśle związane ze stopniowym
osiąganiem jednomyślności co do przyzwolenia na śmierć Saula i jego rodu
oraz jednoczesnego umocnienia się na tronie „miotu Bożego” czyli Dawida
i jego potomków. W tym sensie można przyjąć, że Naród – pisany wielką literą
– powstaje w momencie osiągnięcia „jednomyślności prześladowców” Saula,
jakby to nazwał Girard. Trzeba jednak pamiętać, że przez dużą część tekstu
biblijnego, to Saul jest przedstawiony jako prześladowca „sprawiedliwego”
Dawida. Ta dialektyczna łamigłówka staje się jasna dopiero po prześledzeniu
całej fabuły interesującego mnie motywu. Dopiero po śmierci Saula i kolejnej
ofierze rytualnej złożonej z siedmiu mężczyzn jego potomstwa, którzy nie są
już zaliczani do ludu Izraela, staje się aż nadto jasne, że mamy w tym przypadku do czynienia z powtórzeniem mechanizmu pojednawczego w postaci wyselekcjonowania i zabicia kozła ofiarnego. Ten akt jest tak doniosły, że kończy
kryzys mimetyczny i kumuluje wystarczającą moc do pojednania ludu Izraela,
ufundowania monarchii oraz nastania złotego wieku Izraela.
1 Sm 8, 5. Ważna uwaga dotyczy tego, że lud Izraela był podzielony na dwa
obozy. Jeden, który żądał króla, drugi, który temu się sprzeciwiał. W ten sposób można mieć jasność, że istniały dwie skonfliktowane frakcje.
1 Sm 8, 1–18.
1 Sm 8, 6–10.
61

�Niezwykle ważne jest zwrócenie uwagi na fakt, że Samuel na prośbę Boga, nieustannie przestrzegał lud przed fatalnymi w skutkach
konsekwencjami ustanowienia króla. Nawet groźba, że Bóg nie wysłucha ludu, gdy ten będzie się na króla żalił, nie pomogła w zmianie
decyzji:
Sami będziecie narzekali na króla, którego sobie wybierzecie, ale Pan was
wtedy nie wysłucha. Odrzucił lud radę Samuela i wołał: „Nie, lecz król będzie nad nami, abyśmy byli jak wszystkie narody, aby nas sądził nasz król,
aby nam przewodził i prowadził nasze wojny!”. Samuel wysłuchał wszystkich słów ludu i przekazał je do uszu Pana. A Pan rzekł do Samuela: „Wysłuchaj ich głosu i ustanów im króla!”195.

Z powyższych fragmentów wyraźnie wynika, że Bóg zgodził się
na ustanowienie króla nad ludem wbrew swojej woli. Mało tego,
ustanowienie króla staje się faktycznym odrzuceniem Boga, co jest
kolejnym niezwykle istotnym tropem wskazującym na genezę mechanizmu ofiarniczego. Wprawienie go w ruch jest bowiem możliwe tylko wtedy, gdy dokonujący tego aktu przeciwstawia się Bogu.
Wtedy i tylko wtedy możliwe jest zachowanie niewiedzy, co do istoty wprawianego w ruch mechanizmu. Ten fragment, demaskatorski
w swojej istocie, doskonale potwierdza słuszność analiz Girarda,
który podkreśla, że ów mechanizm jest w istocie szatanem196, Bóg
natomiast poprzez proroków może jedynie objawiać jego naturę
i przestrzegać przed konsekwencjami wprawiania go w ruch. Warto
jeszcze raz powtórzyć i przypomnieć, że:
Pojawienie się Saula na scenie relacjonowanych w 1 Księdze Samuela wydarzeń jest ściśle związane z wielkimi społeczno-politycznymi przemianami
w Izraelu i wyznacza początek nowej epoki w jego biblijnej historii197.

195
196
197

1 Sm 8, 18–22.
R. Girard, Widziałem szatana spadającego z nieba jak błyskawica…, s. 44–58.
D. Dziadosz, Monarcha odrzucony przez Boga i lud, Przemyśl 2006, s. 21.
62

�Niezwykle inspirujący jest także sam wybór Saula na pierwszego
króla Izraela. Co ważne – Saul był bardzo wysoki i dorodny, „a nie
było od niego piękniejszego człowieka wśród synów izraelskich.
Wzrostem przewyższał cały lud”198. Ponadto Saul pochodził z pokolenia Beniamina z jednego z najmniejszych pokoleń izraelskich199,
natomiast jego ród jest przedstawiony jako najniższy ze wszystkich
rodów pokolenia Beniamina200. Już te wskazówki stanowią pewien
dowód wstępnej selekcji ofiarniczej. Saul posiadał znak ofiarniczy,
taki jak wzrost, który różnił go wyraźnie od pozostałych. Należy
także pamiętać o jego pochodzeniu z jednego z najmniejszych pokoleń i rodów Izraela, co w przypadku później rosnącej przemocy
w ramach wojny domowej z Dawidem o władzę w Izraelu będzie
miało fundamentalne znaczenie, bowiem będzie oznaczało, że
przemoc nie zostanie wprost proporcjonalnie odwzajemniona i wymordowanie przedstawicieli, stosunkowo nielicznego rodu, stanie
się gwarantem zaprowadzenia pożądanego ładu. Po namaszczeniu
Saula na króla ten zaczął, tak jak Samuel mu przepowiedział, modlić
się w prorockim uniesieniu wśród innych proroków i stał się „innym człowiekiem”. Saul z woli Boga został wybrany na króla jeszcze
raz, poprzez publiczne losowanie, lecz dotknięty Jego duchem bał
się brać w nim udziału:
Tymczasem Samuel zwołał lud do Mispa. Odezwał się wtedy do Izraelitów:
„Tak mówi Pan, Bóg Izraela: Wyprowadziłem Izraelitów z Egiptu i wyzwoliłem was z ręki Egiptu i z ręki wszystkich królestw, które was ciemiężyły.
Lecz wy teraz odrzuciliście Boga waszego, który uwolnił was od wszystkich
nieszczęść i ucisków, i rzekliście Mu: Ustanów króla nad nami. Ustawcie się
więc przed Panem według pokoleń i według rodów”. Samuel kazał wystąpić
wszystkim pokoleniom Izraela i padł los na pokolenie Beniamina. Nakazał
potem, by wystąpiło pokolenie Beniamina według swoich rodów i padł los
na ród Matriego. A los padł na Saula, syna Kisza. Szukano go, ale nie znaleziono. Jeszcze pytali się Pana: „Czy ten człowiek tu przybył?”. Odrzekł Pan:
„Oto tam ukrył się w taborze”. Pobiegli więc i przyprowadzili go stamtąd. Gdy

198
199
200

1 Sm 9, 2.
1 Sm 9, 21.
1 Sm 9, 21.
63

�stanął pośrodku ludu, wzrostem przewyższał cały lud o głowę. Rzekł wtedy
Samuel do całego narodu: „Czy widzicie, że temu, którego wybrał Pan, nikt
z całego ludu nie dorówna?” A wszyscy ludzie wydali okrzyk, wołając: „Niech
żyje król”. Wtedy Samuel ogłosił ludowi prawa władzy królewskiej, zapisał
je w księdze i złożył ją przed Panem. Następnie odprawił Samuel wszystkich
ludzi do domów. Również i Saul udał się do swego domu, w Gibea, a towarzyszyli mu wojownicy, których serca Bóg poruszył. Tymczasem synowie Beliala
mówili: „W czym ten może nam pomóc?” I wzgardzili nim, nie złożyli mu też
daru, ale on nie zwracał na to uwagi 201.

Niezwykle ważne jest zwrócenie uwagi na fakt, który nie umknie
czytelnikowi znającemu treść Biblii, że wspomniane losowanie jest
strukturalnym powtórzeniem mechanizmu ofiary przebłagalnej
w postaci kozła ofiarnego:
(Aaron) Weźmie dwa kozły i postawi je wobec Pana, przed wejściem do Namiotu Spotkania. Następnie Aaron rzuci losy o dwa kozły, jeden los dla Pana,
drugi dla Azazela. Potem Aaron przyprowadzi kozła, wylosowanego dla Pana,
i złoży go na ofiarę przebłagalną. Kozła wylosowanego dla Azazela postawi
żywego przed Panem, aby dokonać na nim przebłagania, a potem wypędzić
go dla Azazela na pustynię202.

Strukturalne i symboliczne podobieństwo między tymi fragmentami z Biblii polega na tym, że Saul został wylosowany na tej samej
zasadzie jak to miało miejsce w przypadku kozła ofiarnego przeznaczonego dla Azazela. Azazel jest natomiast interpretowany przez
tłumaczy biblijnych jako demon mieszkający na ziemi jałowej, tam
gdzie Bóg nie działa zapładniająco203. A zatem Saul jest przedstawiany od początku jako niechciana przez Boga, ale pożądana ofiara
przebłagalna zrodzona z grzechu ludu wynikającego z pragnienia
rywalizacji mimetycznej z innymi narodami, które posiadały króla.

201
202
203

1 Sm 10, 17–27.
1 Kpł 16, 7–10.
Przypis do 1 Kpł 16, 8. Azazel, [w:] W. Kopaliński, Słownik mitów i tradycji kultury, Warszawa 2007, t. 1, s. 72.
64

�Nieuchronnie Saul (i jak się później okaże, także jego potomkowie)
wszedł na utarty szlak 204 – jakby to określił Girard – i jego upadek od
początku jest wyraźnie zapowiedziany, bowiem:
Monarcha nie jest bynajmniej kimś, kto sprawuje władzę duchową, jest on
ofiarą, skazańcem, któremu zawieszono wykonanie wyroku, kimś, kogo lud
przygotował sobie jako przyszłego kozła ofiarnego205.

Bardzo ważna, z mojego punktu widzenia, jest informacja, że kluczowa rola Saula, o czym wprost jest mowa w Księdze, dotyczy wybawienia Izraela od jego wrogów206. W następstwie opieki Pana nad
pierwszym królem Izraela, ten pokonał Amonitów i Filistynów a także Amalekitów, co umocniło go w roli króla. Charakterystykę jego
rządów świetnie przedstawia kolejny fragment z Biblii: „W którąkolwiek stronę się zwrócił, zwyciężał, dając dowody męstwa”207. Należy
jednak pamiętać, że przyczyny początkowych sukcesów oraz upadku
Saula są ściśle ze sobą powiązane i stanowią jeden z kluczowych warunków umożliwiających dalszy rozwój akcji mitu. Saul staje przed
próbą, która ma określić, czy jest godny tego, aby być królem nad ludem Izraela208. Tą próbą ma być kara wymierzona Amalekitom, którzy w przeszłości stanęli na drodze Izraelitów, gdy ci szli z Egiptu do
Ziemi Obiecanej. Postać Amaleka209 będzie odgrywać ważną symbo204
205
206
207
208
209

R. Girard, Dawna droga, którą kroczyli ludzie niegodziwi…, s. 77.
G. Sorman, dz. cyt., s. 8–9.
1 Sm 10, 1.
1 Sm 14, 47–52.
1 Sm 15, 1.
Amalekici pojawiają się w interesującej mnie sekwencji w Księdze Wyjścia.
W opisywanym wydarzeniu warto zwrócić uwagę na kontekst. W trakcie
powrotu do Ziemi Obiecanej przez Boga zgromadzenie Izraela rozbiło obóz
w Refidim. W tym samym czasie do Refidim przybyli Amalekici, „aby walczyć
z Izraelitami”. Izraelici byli wtedy słabi, skłóceni i wystawiali Boga na próbę. Ostatecznie, dzięki modlitwom Mojżesza, Izraelici pokonali Amalekitów
w tym bardzo trudnym dla nich momencie. Na pamiątkę tego zwycięstwa
Bóg kazał zapamiętać, iż z powodu tego, że Amalekici podnieśli rękę „na tron
Pana”, wojna z nimi będzie trwać przez wszystkie pokolenia aż do zupełnego
zgładzenia pamięci o nich. W ten sposób Amalekici stali się ucieleśnieniem
symbolicznego zła, chaosu, czyhającego na słabość Izraela, aby go zniszczyć.
Czytaj: Wj 17, 8–16.
65

�liczną rolę w kolejnych przedstawieniach mitologicznych. Wracając
do Pierwszej Księgi Samuela, warto zwrócić uwagę na to, że Saul miał
pobić wspomnianego Amaleka, a następnie obłożyć klątwą wszystko to, co było jego własnością210. Samuel, będąc pośrednikiem między
królem a Bogiem, wyraził to tak, zwracając się do króla:
(...) nie lituj się nad nim, lecz zabijaj tak mężczyzn, jak i kobiety; młodzież
i dzieci, woły i owce, wielbłądy i osły211.

Ten barbarzyński nakaz łatwiej jest nam zrozumieć wtedy, gdy
przyjmiemy, że od pomazańca Bożego lud żąda bezwzględności, ponieważ chce dostrzegać w nim niezwyciężonego wodza, który morduje wrogów ludu z namaszczenia Bożego. Doskonale sens tej relacji
oddaje fragment Psalmu 18:
Bóg, co mocą mnie przepasuje
i nienaganną czyni moją drogę,
On daje moim nogom rączość nóg łani
i stawia mnie na wyżynach,
On ćwiczy moje ręce do bitwy,
a ramiona – do napinania spiżowego łuku.
Dajesz mi tarczę Twą dla ocalenia,
i wspiera mnie Twoja prawica,
a Twoja troskliwość czyni mnie wielkim.
Wydłużasz mi kroki na drodze
i stopy moje się nie chwieją.
Ścigam mych wrogów i dopadam,
a nie wracam, póki nie zginą.
Starłem ich, nie mogli się podnieść,
upadli pod moje stopy.
Mocą mnie przepasujesz do bitwy,
sprawiasz, że przeciwnicy gną się pode mną,
zmuszasz wrogów moich do ucieczki,
a wytracasz tych, co mnie nienawidzą.
Wołają – lecz nie ma wybawcy;

210
211

1 Sm 15, 1–3.
1 Sm 15, 1–3.
66

�do Pana – lecz im nie odpowiada.
Jak proch na wietrze ich rozrzucę,
zdepczę jak błoto uliczne212.

Uważny czytelnik Biblii wie doskonale, że Saul nie posłuchał Samuela. Mimo iż zgładził wszystkich Amalekitów, za namową swojego ludu, którego się bał 213, darował życie królowi Agagowi, zachowując także jego bardzo bogaty dobytek. Całą resztę, czyli wszystko to,
co było mało wartościowe, Saul i jego lud obłożył klątwą214. Żyjący
Agag symbolizuje tu napierający chaos, z którym wybraniec Boży
musi bezwzględnie i skutecznie walczyć, aby zachować ład i harmonię. Ten, który nie jest w stanie podołać temu zadaniu, sam staje się
stopniowo przyczyną chaosu, zepsucia oraz słabości wewnętrznej
swojego ludu. W konsekwencji miłosiernego przecież czynu Saula,
który – co należy podkreślić z całą mocą – wynikał z ogromnej presji
jego ludu, prorok Samuel oznajmia mu, że nie wykonał woli Boga,
dlatego Ten odrzuca go jako króla215. Saul nie sprostał próbie, przed
jaką stanął. Od tego momentu Saul staje się wewnętrznym wrogiem
Izraela. W konsekwencji następuje natychmiastowe i bezlitosne odrzucenie Saula przez Boga, pojawienie się na dworze królewskim Dawida, a następnie postępuje stopniowe deprecjonowanie Saula. Idąc
jednak za interpretacją Girarda, łatwo jest dostrzec, że Saul od tego
momentu popadł w niełaskę u swojego ludu, a nie Boga216. Natomiast
zarzuty wobec niego są bardzo wątpliwe, a przez to stereotypowe
w sensie, jaki nadał temu określeniu Girard. Zarzuty wobec Saula

212
213

214
215

216

Ps 18, 33–43.
„Saul odrzekł Samuelowi: «Popełniłem grzech: Przekroczyłem nakaz Pana
i twoje wskazania, bałem się bowiem ludu i usłuchałem jego głosu»”. 1 Sm
15, 24.
1 Sm 15, 9.
1 Sm 15, 22–23. Scena ta pokazuje istotę niewierności „wybrańca” Bożego, co
świetnie ilustruje kolejny fragment: „«Pan odebrał ci dziś królestwo izraelskie, a powierzył je komuś innemu, lepszemu od ciebie. Chwała Izraela nie
kłamie i nie żałuje, gdyż to nie człowiek, aby żałował»”. Samuel kończąc dzieło
Pana i pokazując wierność jego woli, zabija Agaga. Czytaj: 1 Sm 15, 28–33.
R. Girard, Dawna droga, którą kroczyli ludzie niegodziwi…, s. 21.
67

�dotyczą bowiem nadużycia władzy217 i są charakterystyczne dla
niebawem obalonego władcy. Innymi słowy – zarzuty tego rodzaju
muszą się pojawić, aby przygotować mu „dawną drogę”. W jednym
momencie najwyższe uwielbienie wobec Saula zamienia się w najwyższą odrazę218. W przypadku tych szczególnych postaci mitologicznych scenariusz wydarzeń zawsze przebiega w ten sam sposób
i sprowadza się do przygotowania ofiarniczego219 – „rozpoczyna
się od zaszczytów, od bogactwa, a kończy straszliwą klęską”220. Co
prawda to „Bóg go przeklina”221, ale nie może być inaczej, jeśli lud
ma pozostać nieświadomym mechanizmu ofiarniczego, w którym
bierze udział. Innymi słowy: „To bóg obala potężnych, lecz depcze
ich tłum”222.

217
218
219
220
221
222

Tamże.
Tamże, s. 22.
Tamże, s. 75.
Tamże, s. 24.
Tamże, s. 31.
Tamże, s. 26.

�Dawid pojawia się na scenie

Pojawienie się Dawida w logice fabuły tego mitu autodemaskatorskiego jest ściśle związane z grzechem Saula i wielkim rozczarowaniem, jakie w związku z tym wywołał wśród swojego ludu. Co ważne, kilkakrotnie w Biblii podkreślone zostają cechy różniące Saula
od Dawida. Ten pierwszy, jak już wspomniałem, był wysoki i dorodny223. Z kolei Dawid opisywany jest, jeszcze przed namaszczeniem,
jako najmniejszy i najmłodszy pośród synów Jessego, a do tego trudniący się wypasem owiec224. Dawida, w odróżnieniu od Saula, nie
cechował budzący respekt i na pierwszy rzut oka widoczny wygląd
fizyczny, ale to, co ukryte, czyli serce225. Co ważne, Saul z pozoru
był dorodny i godny realizacji woli Pana, natomiast Dawid, z pozoru
także, nie wydawał się godny tego, aby stać się pomazańcem Bożym.
Gdyby, wyprzedzając nieco kolejność wyjaśniania, ich wzajemną relację analizować w kontekście stałego układu funkcji składających
się na kompozycję bajki magicznej226, to – co warto przypomnieć
raz jeszcze – Saul wpisuje się w kategorię symboliczną „fałszywego
bohatera”, bowiem „prawdziwym bohaterem” – „sprawiedliwym”
okaże się dla każdego znającego treść starotestamentowej sagi – Dawid. Zanim jednak ukaże się nam cały temat mito-logiczny w swojej okazałości, możemy przyjrzeć się dokładniej tym fragmentom
scenariusza, które stanowią zapowiedź przyszłej ofiary złożonej
z Saula. Jednym z nich jest wygrana walka Dawida z Goliatem227.
223
224
225
226
227

1 Sm 9, 2–3.
1 Sm 16, 12–13.
1 Sm 16, 7.
W. Propp, Bajka…, s. 92.
Goliat był żołnierzem filistyńskim, który w wojnie z Izraelitami zaproponował
walkę z jednym z nich. Potyczka miała rozstrzygnąć o wyniku całej wojny. Ze
względu na posturę wojownika filistyńskiego, która wzbudzała przerażenie
wśród jego przeciwników, nikt nie chciał podjąć się tego wyzwania. W związku z tym król Saul obiecał temu, który pokona filistyńskiego harcownika,

�Goliat nie przypadkowo wyróżnia się wzrostem spośród innych
wojowników. Walka Dawida-pasterza228, delikatnego chłopca grającego opętanemu przez złego ducha królowi na cytrze229, z Goliatem
jest zapowiedzią walki między Dawidem a samym Saulem. Zwycięstwo Dawida nad Goliatem jest próbą, która symbolicznie potwierdza słabość Saula przed swoją armią i ludem, a co za tym idzie –
brak opieki Boga nad pierwszym królem Izraela przy jednoczesnym
potwierdzeniu opieki Boga nad „przypadkowo” pojawiającym się
chłopcem będącym jedynie giermkiem230 na dworze króla. To wydarzenie, jak już wiedzą uważni czytelnicy Biblii oraz zaznajomieni ze
strukturalną analizą bajek magicznych231 naukowcy, stanowi zapowiedź przejmowania władzy nad „Królestwem”.
Śledząc jednak dokładnie tekst biblijny, nie sposób pominąć
faktu, że w konsekwencji wygranej Dawida nad Goliatem, i mimo
licznych uników króla zazdrosnego o błyskotliwą karierę Dawida,
syn Jessego otrzymał w końcu obiecaną mu królewską córkę (Mikal)
za żonę, wchodząc w ten sposób do królewskiej rodziny. Następnie
został mianowany dowódcą wojska, co zdaniem króla miało spowodować rychłą śmierć Dawida. Mimo to, co charakterystyczne,
wszędzie tam, gdzie posłał go król, „wiodło mu się dobrze”232, w konsekwencji jego czyny prowadziły do wzrostu jego potęgi. Saul natomiast wprost proporcjonalnie tracił autorytet i wpływy233. Lud Izraela podsycał atmosferę rywalizacji mimetycznej, śpiewając na cześć
Dawida wielce znaczące, psalmy: „Pobił Saul tysiące, a Dawid dzie-

228
229
230
231

232
233

bogactwo oraz swoją córkę za żonę, a całą rodzinę śmiałka obiecał zwolnić
z płacenia danin. Dawid, znajdując się przez przypadek na miejscu bitwy,
zadeklarował, że skoro nikt nie chce walczyć z Goliatem urągającym wojskom
Boga żywego, to on go pokona, tak jak robił to wcześniej rozprawiając się
z groźnymi zwierzętami atakującymi jego trzodę. Czytaj: 1 Sm 17, 32–37.
1 Sm 16, 12–13.
1 Sm 16, 23.
1 Sm 16, 21.
C. Lévi-Strauss, Struktura i forma. Rozważania o pracy Vladimira Proppa, [w:]
Tenże, Antropologia strukturalna II…, s. 139–160.
1 Sm 18, 7.
1 Sm 18, 28–30.
70

�siątki tysięcy”234. W tych okolicznościach rywalizacja mimetyczna
między królem – Saulem a Dawidem nabierała na sile. Demonizowany Saul w przedstawieniu Pierwszej Księgi Samuela przeciwstawia
się swojemu narodowi mordując kapłanów i mieszkańców miast,
które okazały pomoc uciekającemu przed nim Dawidowi 235. Saul, tak
samo jak symboliczni Amalekici dla Izraela, stawał się dla swojego
ludu „wrogiem na zawsze”236. Stopniowe deprecjonowanie Saula jest
kolejnym stereotypem prześladowczym prowadzącym do wniosku,
że pierwszy król przestaje się zaliczać do ludu Izraela i czeka go los
kozła ofiarnego rytualnie wygnanego na pustynię. Jak się później
okaże, przedstawicieli jego rodu czeka natomiast los kozła złożonego Bogu w ofierze przebłagalnej.
Naród jest wyraźnie podzielony, przy czym z narracji biblijnej
wynika, że stopniowo staje przychylniejszy Dawidowi – „sprawiedliwemu”. Nie mniej Dawid, unikając otwartej konfrontacji z Saulem,
jest zmuszony do ucieczki i ukrywania się w niedostępnych miejscach na pustyni, tak samo jak kozioł przebłagalny ofiarowany Azazelowi. Kolejna analogia strukturalna do ofiary złożonej z kozła
ofiarnego jest tutaj bardzo czytelna. Różnica polega jednak na tym,
że o ile Saul stanie się faktycznie kozłem ofiarnym przeznaczonym
Azazelowi, to Dawid, będąc pomazańcem Boga, sprosta kolejnej próbie237 i cudownie powróci z pustyni, wsparty do tego specyficznymi
sprzymierzeńcami:
Zgromadzili się też wokół niego wszelkiego rodzaju uciśnieni i ci, którzy ścigani
byli przez wierzycieli, i ci, którym było ciężko na duszy, a on się stał dla nich
przywódcą238.

234
235
236
237
238

1 Sm 18, 7; 1 Sm 21, 12; 1 Sm 29, 5.
1 Sm 22, 13–23.
1 Sm 18, 29.
W. Propp, Bajka…, s. 104.
1 Sm 22, 2.
71

�To między innymi uciśnieni stają się świadkami kolejnej próby,
przed którą stanął Dawid. W czasie prześladowań Dawida przez
Saula doszło do ich przypadkowego i niezwykle ważnego spotkania w jaskini Engaddi. Saul prześladujący Dawida zatrzymał się tam
na noc, natomiast w tej samej jaskini, lecz nieco głębiej ukrywał się
Dawid. Ludzie Dawida wiedząc o tym, donieśli mu, posługując się
autorytetem boskim, że można łatwo, nie ryzykując przy tym zbyt
wiele, zabić Saula:
Właśnie to jest dzień, o którym Pan powiedział tobie: Oto ja wydaję w twe
ręce twojego wroga, abyś z nim uczynił, co ci się wyda słuszne239.

Dawid nie robi jednak tego, czego oczekują od niego doradcy. Zamiast
zabić Saula, odcina mu fragment płaszcza, z powodu czego spotkały
go wyrzuty sumienia podobne do tych, jakie miałby w przypadku
zabicia pomazańca Bożego240. Podążając za radą Girarda, nie możemy dać się zwieść tej ofiarniczej perspektywie oraz pozornej niewinności Dawida, bowiem powinniśmy cały czas pamiętać o tym,
że:
(...) w śmiertelnej walce politycznej słabsza strona powinna za wszelką cenę
uniknąć przemocy; gdy przemoc zdaje się nie do uniknięcia, niech będzie tak
ograniczona, wybiórcza i określona przez warunki, jak tylko można, tak legalna i prawowita, jak tylko przemoc może być, zakorzeniona w czymś, co jest
jeszcze święte w oczach ludu241.

Z im większą siłą Dawid jest przedstawiany w Biblii jako ten, który w żaden sposób nie chce śmierci Saula i jest prześladowany bez
powodu242, tym bardziej wydaje się podejrzanym zapowiadanego na
239
240
241
242

1 Sm 24, 5.
1 Sm 24, 5–6.
R. Girard, Szekspir. Teatr zazdrości…, s. 278.
Dawid zdaje się na wolę Boga, mówiąc: „Niechaj Pan dokona sądu między mną
a tobą, niechaj Pan na tobie się pomści za mnie, ale moja ręka nie zwróci się
przeciw tobie. Według tego, jak głosi starożytne przysłowie: «Od złych zło
72

�wiele sposobów mordu. Dawid bowiem zachowuje się jak przyszły
morderca, który jednak przytomnie unika bezpośredniego kontaktu z krwią ofiary243, budując sobie w ten sposób solidne alibi. Zatem,
w świetle analiz Girarda, powinniśmy raczej myśleć o tej scenie
w kategoriach podkreślania różnic między przemocą złą i dobrą:
Nawet najdziwniejsze aberracje myśli religijnej świadczą o prawdzie, którą
jest utożsamianie zła i środka zaradczego w kwestii przemocy. Raz przemoc
ukazuje ludziom swe straszliwe oblicze, mnoży spustoszenia, a kiedy indziej
wprost przeciwnie, ukazuje się jako siła pojednawcza, rozsiewając dookoła
siebie dobrodziejstwa ofiary. Ludzie nie mogą przeniknąć tajemnicy tego dualizmu. Potrzebują widocznego odróżnienia dobrej przemocy od złej, chcą
powtarzać bez przerwy tę pierwszą, aby uniknąć drugiej. Tym właśnie jest
rytuał i aby był skuteczny, co już zauważyliśmy, ofiarnicza przemoc musi
być podobna do nieofiarniczej244.

Zabójstwo śpiącego Saula grozi zatem rozlaniem się złej przemocy
zanieczyszczającej, dzielącej i dezintegrującej245 lud Izraela. Potencjalny ofiarnik, jakim jest tutaj Dawid, musi spełniać swoją pracę
spokojnie i czysto, co będzie świadczyło jak najlepiej o nim samym.
W innym wypadku Dawid nie będzie potrafił wywołać wśród ludu
jednoczącej jednomyślności ofiarniczej wokół śmierci Saula i sam

243
244
245

przychodzi», ręka moja nie zwróci się przeciw tobie. (…) Pan więc niech będzie
rozjemcą, niech rozsądzi między mną i tobą, niech wejrzy i poprowadzi moją
sprawę, niech obroni mnie przed twoją ręką!”. Saul przyznał Dawidowi, że
ten jest sprawiedliwy, bowiem jak sam przyznał: „Dziś dałeś mi dowód, że mi
dobro świadczyłeś, kiedy bowiem Pan wydał mnie w twoje ręce, ty mnie nie
zabiłeś. (…) Niech cię Pan nagrodzi szczęściem za to, coś mi dziś uczynił. Teraz
już wiem, że na pewno będziesz królem i że w twojej ręce utrwali się królowanie nad Izraelem. Przysięgnij mi więc wobec Pana, że nie wyniszczysz mego
potomstwa po mnie, że nie wytracisz też mego imienia z rodu mego ojca”.
Dawid obiecał Saulowi, że tak zrobi. Charakterystyczne jest to, że Saul obawiał
się analogicznej kary, do tej jaka spadła na Amalekitów. Jak później się okaże,
jego obawy nie były bezpodstawne. Bowiem wymordowanie przeciwników
politycznych Dawida staje się równoznaczne ze śmiercią „domu Saula” i przywróceniem ładu. Czytaj: 1 Sm 24, 13–23.
R. Girard, Szekspir. Teatr zazdrości…, s. 278.
Tenże, Sacrum i przemoc…, s. 49.
Tenże, Szekspir. Teatr zazdrości…, s. 272.
73

�stanie się potencjalną ofiarą246 rozlewającej się przemocy. Niechlujstwo w tym przypadku jest złym znakiem247, bowiem składanie
ofiary wyglądać będzie na morderstwo, które ustanawia zły przykład; staje się zachętą do dalszej przemocy248. Innymi słowy, Dawid
musi się wstrzymać z zabójstwem aż do momentu, w którym będzie
mogła zostać zastosowana dobra przemoc wobec Saula, czyli taka,
która spełni warunki przemocy ofiarniczej i z tego powodu będzie
w stanie uzdrowić, zjednoczyć i pogodzić podzielony lud Izraela249.
Dlatego tak ważne jest, aby pamiętać o tym, że:
W sprawie tak ryzykownej jak zamordowanie popularnego przywódcy
istnieje szereg rzeczy, które mordercy mogą uczynić w celu zwiększenia
swoich szans, i inne, których muszą unikać za wszelką cenę. Gdybyśmy
sporządzili listę wszystkich tych pozytywnych i negatywnych środków
ostrożności, zbiegałoby się to z nakazami i zakazami rytualnego składania
ofiary 250.

Zatem postępowanie Dawida staje się identyczne jak w przypadku
innych postaci znajdujących się w tego rodzaju strukturalnym splocie okoliczności:
Ofiarnicy zawsze są świadomi, że w ich słabych rękach różnica między
tymi dwoma rodzajami przemocy może łatwo zniknąć. Gdy tylko różnica
ta gubi się, składanie ofiary staje się znowu złą przemocą kryzysu, z którego przede wszystkim się wywodzi; czyni ona kryzys gorszym niż wówczas,
gdy nie próbowano składać ofiary 251.

Uważam, że problem z zamordowaniem Saula odpowiada problematyce związanej z zabiciem homo sacer („człowieka świętego”),
której tak wiele miejsca poświęcił w swoich analizach włoski filozof
246
247
248
249
250
251

Tamże, s. 269.
Tamże, s. 279.
Tamże.
Tamże, s. 272.
Tamże, s. 278.
Tamże, s. 273.
74

�Giorgio Agamben252. Homo sacer jest zatem banitą, którego można
zamordować, nie można go jednak złożyć Bogu w ofierze, gdyż na
mocy prawa jest on podwójnie wyłączony ze wspólnoty bowiem:
(...) homo sacer należy do Boga pod postacią niemożności złożenia w ofierze i włączony jest do społeczności pod postacią możliwości bycia zabitym.
Życie, którego nie można złożyć w ofierze, a które jednak można zabić, jest
życiem świętym 253.

Warto zwrócić uwagę, że los homo sacer strukturalnie pokrywa się
z losem kozła ofiarowanego Azazelowi. Odpowiadający mu strukturalnie Saul, który od momentu losowania potwierdzającego jego
wybór na króla żyje w permanentnej niepewności, co do swego losu,
natomiast od momentu niesprostania próbie w narracji biblijnej jest
przedstawiany jako osoba, która stopniowo stygmatyzowana i pozbawiana ludzkich cech, pozostaje jedynie chwilowo przy życiu.
Pierwszy król Izraela jest stopniowo wykluczany tak ze świata ludzi
(profanum) jak i bogów (sacrum), pozostając ciągle królem. W konsekwencji staje się postacią demoniczną, której śmierć staje się polityczną koniecznością wyznaczającą strefę „nierozróżnialności między ofiarą a morderstwem”254.
Wracając jednak do wydarzeń w jaskini Engaddi, należy zwrócić
uwagę, że pierwszy król Izraela w odpowiedzi Dawidowi, darującemu mu życie, przyznaje, że zgrzeszył, postępował nierozsądnie oraz
błędnie255. Na samym końcu postanowił on pobłogosławić Dawida
jak swojego syna256 i namaścić go na swojego prawowitego następcę.
Sama śmierć Saula jest w Biblii przedstawiona stereotypowo i z pozoru przypomina inne tego rodzaju śmierci mające potencjalną moc
kończącą okres chaosu. Chciałbym zwrócić uwagę na to, że po spotkaniu w jaskini Dawid i Saul toczyli jednoczesne wojny z zewnętrz252
253
254
255
256

G. Agamben, Homo sacer. Suwerenna władza i nagie życie, Warszawa 2008.
Tamże, s. 115.
Tamże, s. 116.
1 Sm 26, 21.
1 Sm 26, 25.
75

�nymi wrogami swojego ludu. Pierwszy walczył z Amalekitami, natomiast drugi z Filistynami. O ile syn Jessego pokonał Amalekitów,
o tyle Saul wraz ze swoimi synami poległ w starciu z Filistynami 257.
Opuszczony król nie zginął jednak z ręki swoich wrogów, ale sam
rzucił się na swój miecz, ginąc śmiercią samobójczą. „Radykalne
usunięcie”258 w formie samobójstwa Saula, wydaje się najlepszym
rozwiązaniem dla Dawida. Pozornie wszystkie warunki zostały
spełnione, aby zwyciężyła dobra przemoc259 i to zadana z ręki samej
ofiary. Samobójcza śmierć Saula wydaje się być idealną ofiarą rytualną, stanowiącą upragnione rozwiązanie mające moc ograniczającą do minimum ryzyko eskalacji niszczycielskiej przemocy wśród
ludu Izraela260, mimo to dzieje się inaczej. Śmierć Saula, podobnie
jak w przypadku postaci Alarbusa w Tytusie Andronikusie Szekspira261, okazuje się zatrutym lekarstwem (pharmakon)262 prowadzącym do spirali przemocy w postaci kolejnych odwetów opisanych
w Biblii jako wojna domowa w Izraelu.
Interpretacja śmierci Saula staje się bardzo problematyczna zaraz na początku Drugiej Księgi Samuela, gdy do Dawida przybywa
młody Amalekita, a nie Filistyn − jakby wynikało z logiki opowiadania, który następnie oczekuje od niego nagrody za zabicie Saula.
Na dowód swojego śmiałego czynu przynosi diadem i naramiennik
należący do Saula. Dawid w narracji biblijnej został przedstawiony
wprost jak zleceniodawca, prawdziwy, choć ukryty, ofiarnik Saula.
Od tej sceny śmierć Saula zaczyna przypominać krwawy mord wywołujący chaos263 symbolicznie przedstawiony w postaci sekwencji

257
258

259
260

261

262
263

1 Sm 31.
R. Girard, La voix méconnue du réel, Paryż 2002, s. 24, [za:] J. Bolewski, Mit
i prawda kultury…, s. 116.
R. Girard, Szekspir. Teatr zazdrości…, s. 272.
Doskonałą analizę na ten temat przeprowadził Girard. Czytaj: R. Girard, Teotihuakan, [w:] Tenże, Kozioł ofiarny…, s. 86–97.
M. Grzegorzewska, Scena we krwi. Szekspira tragedia zemsty, Kraków 2006,
s. 62. Czytaj także: W. Shakespeare, Tytus Andronikus, Warszawa 2000.
R. Girard, Kozioł ofiarny…, s. 181.
Tenże, Szekspir. Teatr zazdrości…., s. 274.
76

�kolejnych tragicznych wydarzeń. W jednym momencie zła przemoc
zaczyna brać górę nad dobrą. Dawid, chcąc zaradzić eskalacji złej
przemocy, w odpowiedzi na te demaskatorskie słowa Amalekity
rozkazuje natychmiast zabić młodzieńca:
Powiedział do niego Dawid: „Jak to? Nie bałeś się podnieść ręki na pomazańca Pańskiego?”. Wezwał więc Dawid jednego z młodzieńców i dał rozkaz:
„Podejdź i przebij go!”. Ten zadał mu taki cios, że umarł. Dawid zaś wołał
w jego stronę: „Odpowiedzialność za twoją krew [zrzucam] na twoją głowę!
Usta twe wydały o tobie świadectwo, gdy mówiły: Ja zabiłem pomazańca
Pańskiego”264.

Dopiero po tym akcie Dawid śpiewa pieśń żałobną o Saulu265, a następnie każe się jej uczyć kolejnym pokoleniom266. Powinniśmy jednak przez cały czas pamiętać, że w takich okolicznościach:
Rytuał negowania zabójstwa występuje wraz z aktami przebłagalnymi, mającymi sprzyjać wskrzeszeniu; wskrzeszenie zaś jest przywoływane i zarazem
zapowiadane przez performatywny język rytualnych pieśni, posługujących się
schematem łączenia przeciwieństw267.

Co prawda, po śmierci i pogrzebie Saula królem Judzkim zostaje
Dawid, niemniej cień odpowiedzialności za śmierć pierwszego króla Izraela ciąży na Dawidzie już do końca sagi. Należy jednocześnie
pamiętać, że dojście Dawida do władzy w Izraelu i w Judzie należałoby ocenić w kategorii zamachu stanu wymierzonego przeciw prawomocnej i formalnie panującej dynastii Saulidów268. W tym samym
czasie dowódca wojsk Saula, Abner, obwołał Iszbaala269 – syna Sau264
265
266
267
268
269

2 Sm 14–16.
2 Sm, 19–27.
2 Sm, 18.
P. Bourdieu, Zmysł praktyczny…, s. 304.
D. Dziadosz, dz. cyt., s. 435.
Imię Iszbaal w tekście hebrajskim brzmi Iszboszet. Imiona, mające w zakończeniu imię bożka kananejskiego, zostały zamienione w czasach późniejszych
na boszet – hańba. Ten przypis pochodzący od tłumaczy Biblii może sugerować, że syn Saula i cały jego dom został zdeprecjonowany aż do finałowej
77

�la, królem nad Izraelem. Od tego momentu toczy się już walka nie
tyle między Dawidem a Iszbaalem o to, kto stanie się królem całego
ludu, ale jako „wojna między domem Saula a domem Dawida”270. Co
istotne, w wyniku kolejnych wydarzeń – „Dawid stawał się mocniejszy, natomiast dom Saula coraz słabszy”271.
Odtąd Dawid przedstawiany jest z jednej strony jako ten, który
ze wszystkich sił stara się dotrzymać przysięgi złożonej Saulowi,
a z drugiej – jako próbujący ze wszystkich sił opanować chaos
rozlewającej się przemocy. W związku z tym, podczas wojny domowej w Izraelu nie chce śmierci nikogo z rodu królewskiego.
Nie sposób jednak nie zauważyć, że czerpie oczywiste korzyści ze
śmierci właśnie tych postaci, stopniowo, aczkolwiek bardzo konsekwentnie, umacniając swoją pozycję i władzę w Izraelu. Niech
takim przykładem będzie zabicie przez dwóch żołnierzy Dawida
wspomnianego Iszbaala. W tym miejscu znowu warto podkreślić,
że powtórzyli oni dokładnie ten sam schemat, co w przypadku
młodego Amalekity. Byli oni bowiem przekonani, że każdy, kto
zabije Iszbaala, może oczekiwać nagrody od Dawida, dlatego też
zrobili to bez jego zgody. Za karę ci dwaj giną, a Dawid lamentuje
po śmierci Iszbaala, tak samo jak wcześniej po śmierci Saula. Nie
mniej ta przemoc dokonana wobec Iszbaala otwiera mu ostatecznie drogę do stania się królem nad całym Izraelem i ustanowienia
stolicy w Jerozolimie272 .
W związku ze śmiercią kolejnych wewnętrznych wrogów Dawida ten „stawał się coraz potężniejszy, bo Pan, Bóg Zastępów, był
z nim”273. Dopiero po tych wydarzeniach Dawid stał się godny, aby

270
271
272
273

sceny, w której Saul, jak i jego synowie, przestają być uznani za pochodzący
z ludu Izraela, [w:] 2 Sm 21, 3–6. Ciekawą wskazówką jest to, że według Słownika Biblijnego Pierwszym imieniem Iszbaala było Eszbaal co oznaczało „mąż
należący do pana”. Redaktorzy biblijni zmienili je później na „męża wstydu”,
[za:] Iszbaal, [w:] W.R.F. Browing, dz. cyt., s. 200.
2 Sm 3, 1.
Tamże.
2 Sm 5, 1–3.
2 Sm 5, 10.
78

�wreszcie sprowadzić Arkę Przymierza274 do Jerozolimy i budować
Bogu dom na mieszkanie275. Należy zwrócić uwagę na to, że Arkę
mógł sprowadzić dopiero Dawid, a nie Saul lub jakikolwiek inny
przedstawiciel jego rodziny, co jest kolejnym dowodem na to, że to
Dawida Bóg sobie upodobał. Warto zwrócić uwagę na fakt, iż rozpoczęcie budowania Domu Bożego, powrót Arki do Ziemi Obiecanej
oraz wzrost potęgi Dawida są ściśle ze sobą związane. Dzisiaj byśmy
nazwali to teatralną legitymizacją władzy prawdziwego bohatera
sagi oraz ostatecznym odrzuceniem bohatera fałszywego. Żeby to
jednak dostrzec wyraźniej i w całej okazałości, chciałbym pominąć
kolejne wątki, pojawiające się Księdze Samuela, do których gorąco odsyłam wnikliwego czytelnika, i skoncentrować się na trzech
ostatnich. Niezwykle istotne jest to, że dwa pierwsze stanowią przykład podwójnego powtórzenia tej samej sekwencji, która jest zawarta w Księgach Samuela, co z kolei prowadzi do ofiary rytualnej
kończącej kryzys ofiarniczy. Nikogo nie powinno to jednak dziwić,
bowiem powtórzenie jest charakterystyczne dla wszelkiego rodzaju mitów i posiada funkcję „odsłonięcia struktury mitu”276. Bardzo
ważne jest dostrzeżenie faktu, że żadna z tych dwóch warstw mitu
nie jest identyczna277. Jeśli jednak będziemy poważnie traktować to,
że celem tego mitu, jak zresztą każdego innego, jest przede wszystkim „dostarczenie logicznego modelu rozwiązania sprzeczności”278
i dodamy do tego jeszcze odsłonięcie logiki mechanizmu ofiarniczego oraz wzięcie w obronę przypadkowych ofiar, co wyróżnia Biblię
spośród innych mitologii, wtedy łatwiej nam będzie dostrzec ukry274

275
276
277
278

Co ważne – w Arce znajdowały się dwie tablice stanowiące Prawo i przykazania ludu Izraela. Wspomniane przykazania spisane palcem Bożym na tablicach kamiennych stanowiły świadectwo opieki Boga nad swoim pomazańcem
(w Księdze Wyjścia był to Mojżesz, według Z. Freuda zamordowany fundator
nowej religii, [za:] Z. Freud, Człowiek imieniem Mojżesz a religia monoteistyczna, Warszawa 1994) oraz pouczenia dla całego ludu. Czytaj: Wj 24, 12;
Wj, 31, 18.
2 Sm 7, 4–6.
C. Lévi-Strauss, Struktura mitów…, s. 231.
Tamże.
Tamże.
79

�te, dla niewprawionego oka, znaczenie owych powtórzeń. Nie będę
ukrywał, że w takich przypadkach łatwo zostać posądzonym o nadmierny redukcjonizm i traktowanie strukturalnych jednostek mitu,
jakby były pozbawione niejednoznaczności 279. Nie mniej bronię tutaj poglądu Leacha, który uważał, że:
Jeśli zamęt i inwersja z łatwością dadzą się zastosować w działaniu rytualnym,
to użyte w narracji obracają się przeciwko niej. Jeśli opowieść mitohistoryczna
służyć ma jako punkt odniesienia do dzisiejszych zachowań religijnych i parareligijnych, to nie może być ona bełkotem; musi się jawić jako sensowna280.

Jeśli zatem będziemy pamiętali, że wspomniana saga opisuje
relacje bohaterów w stanie liminalnym, betwixt and between, pomiędzy pierwszym porządkiem (grzesznym) – a pożądanym (złoty
wiek Izraela), wtedy będzie dla nas w pełni jasne, że rolę mediatora
między tymi porządkami pełni Dawid. Jego rywalizacja z Saulem
i w konsekwencji śmierć pierwszego króla Izraela oraz jego potomków torują z kolei drogę do nastania złotego wieku Izraela i rządów
Salomona – jego syna. Niezwykle inspirujące jest zwrócenie uwagi
na to, że Dawida, którego czyny nie są mniej szkaradne niż zbrodnie
Saula, nie spotyka taka sama kara jak pierwszego króla Izraela:
Edytorzy tych złożonych pod względem literackim passusów nie ukrywają niegodziwości czynów obydwu monarchów, podkreślają ich skruchę, ale rozgrzeszają jedynie syna Jessego281.

Dopiero przyjmując perspektywę teoretyczną Girarda, możemy dostrzec ofiarniczy mechanizm kryjący się za śmiercią Saula wybranego w strukturalnym zbiegu okoliczności, a przez to wpisanego
wraz ze swoimi potomkami w kategorię „kozła ofiarnego”, czyli istot
przeznaczonych do poświęcenia. Postępując w ten sposób, odsłaniam głęboką strukturę intersującego mnie mitu, ulegającą takim
279
280
281

M. Douglas, Znaczenie mitu…, s. 217.
E. Leach, Antropologiczne podejścia do badań nad Biblią…, s. 41.
D. Dziadosz, dz. cyt., s. 492.
80

�transformacjom, aby „radykalna opozycja wyjściowa”282 (pierwszy porządek – pożądany porządek) odsłoniła specyficzną rolę mediatora (Dawida), którego konsekwentne działanie doprowadzi do
wyjścia z trudnej sytuacji, w jakiej się znajduje targany kolejnymi
kryzysami lud Izraela. Owym rozwiązaniem, co warto raz jeszcze
podkreślić, jest odróżnienie złej przemocy od dobrej i zastosowanie
tej drugiej wobec Saula i jego potomków składanych w rytualnej
ofierze, co spowoduje zakończenie trwającego trzy lata głodu, oraz
ostatecznie utoruje drogę do nadejścia złotego wieku.
Pierwsze z powtórzeń dotyczy, wspomnianego pokrótce pomysłu Dawida, wybudowania domu (świątyni) dla Arki Przymierza.
W odpowiedzi Bóg przez proroka Natana odpowiedział Dawidowi,
że nigdy i nikogo o taki dom nie prosił. I daje do zrozumienia, że
jest to kolejna innowacja powtarzająca sytuację tę, która dotyczyła ustanowienia monarchii w Izraelu. Nie mniej Bóg obiecuje, że
inaczej niż w przypadku Saula Pan nigdy nie odwróci się od Dawida, a jego potomek będzie kontynuował władzę rodu Dawidowego.
Ważne jest jednak to, o czym jasno jest napisane w Biblii, że z powodu grzechu Dawida to jego potomek, a nie on, dokończy budowę domu Pana283. Uradowany Dawid odprawia poetyckie modły284,
dziękując w ten sposób Panu za opiekę i łaskę. Następnie podbija
kolejne narody285, za każdym razem osobiście dowodząc w boju całym Izraelem. Działo się tak do czasu, gdy postanowił wysłać swoje
sługi przeciwko Ammonitom286, samemu pozostając w Jerozolimie.
W tym czasie wykorzystał Batszebę – żonę Uriasza Chittyty – swojego najemnika287. W wyniku tego zbliżenia Batszeba zachodzi w ciążę, natomiast Dawid postanawia zamordować jej męża, aby skandal
zdrady małżeńskiej nigdy nie wyszedł na jaw. Interesujące jest to,
282
283
284
285
286
287

M. Czeremski, dz. cyt., s. 77.
2 Sm 7, 1–17.
2 Sm 7, 18–29.
2 Sm 8, 1–14.
2 Sm 11, 1.
2 Sm 11, 3.
81

�że Uriasz ginie łudząco podobną śmiercią do tej, jaka spotkała Saula. Uriasz z rozkazu Dawida został wysłany bowiem na misję samobójczą, w czasie której podstępnie został wystawiony na śmierć288
w walce z Ammonitami. Bóg słowami proroka Natana uświadomił
Dawidowi, że ten jest winny morderstwa Uriasza i Bóg o tym wie289.
W związku z tym Bóg ukaże śmiercią syna z grzesznego związku.
Zdemaskowany przez Boga Dawid pości zatem przez cały okres ciąży Batszeby290. Po śmierci Uriasza i zakończonej żałobie Batszeby,
Dawid przygarnął ją do siebie, a ta urodziła mu martwego syna291.
Mimo to Dawid, skończywszy pokutę, powtórnie zaczął sypiać z Batszebą. Z tego związku rodzi się kolejny, warto zaznaczyć – drugi lub
raczej – „właściwy” syn, który otrzymuje imię Salomon. Prorok Natan nadaje mu jednak jeszcze jedno imię – Jedidiasz292. Warto dodać, że jest to ten sam Salomon, który jako jedyny spośród licznych
synów Dawida dostąpił ostatecznie zaszczytu panowania nad Izraelem w okresie jego złotego wieku.
Uważnemu czytelnikowi sagi nie trudno jest dostrzec transformacyjny schemat opozycji binarnych. Dawid jest zatem niczym lud
Izraela. Dawid pragnie sprowadzić Arkę do Jerozolimy i jako pierwszy wybudować dom Panu. Lud Izraela natomiast chce być jak inne
silne w wojnach narody i żąda od Boga, aby ten ustanowił nad nimi
pierwszego króla. Bóg traktuje jedną i drugą prośbę w kategoriach
grzechu bałwochwalstwa prowadzącego do nadużyć i śmierci niewinnych (Saula i Uriasza). Namacalnym dowodem grzechu Dawida
będzie pierwsze dziecko, które urodzi się martwe. W przypadku
Izraela jest to Saul, pierwszy i tragicznie zmarły król, bowiem od
początku był ofiarą, której wyrok został jedynie odłożony w czasie.
Po okresie przejściowym (pokuta Dawida − chaos w Izraelu) dopiero drugie dziecko (Salomon), (drugi król – Dawid), okazuje się tym
288
289
290
291
292

2 Sm 11, 1–26.
2 Sm 12, 1–14.
2 Sm 12, 15–23.
2 Sm 11, 26.
Imię to oznacza „Umiłowany przez Pana”.
82

�właściwym, którego syn będzie panował w okresie złotego wieku.
Muszę przy tym wyraźnie podkreślić, za Dariuszem Dziadoszem, że
grzech Dawida nie jest wcale mniejszy od grzechu Saula.
A zatem losy pierwszych dwu władców Izraela w kontekście popełnionych
przez nich błędów są zbieżne jedynie do pewnego punktu. Dla pro dawidowych redaktorów tradycji o Saulu i Dawidzie scenografia upadku i klęski
została zarezerwowana tylko dla pierwszego króla Izraela. W przypadku
natomiast Dawida, założyciela dynastii, która okaże się fundamentem monarchii i podstawą dla nieograniczonych czasem i przestrzenią mesjańskich
oczekiwań w Izraelu, nawet grzech i niewierność nie prowadzą do zguby,
lecz co najwyżej do krótkotrwałej Bożej reprymendy 293.

Uważam, że tragizmu Saula nie można tłumaczyć po prostu „paradoksem Bożego miłosierdzia”294, lecz konsekwentnie odsłanianym
przez autorów biblijnych strukturalnym zbiegiem okoliczności
wpisanym w logikę kryzysu ofiarniczego! Analizując sagę w tym
kontekście, dochodzę do wniosku, że pierwszy król Izraela i jego
potomkowie nabyli stygmaty ofiarnicze295, stając się w ten sposób
potencjalnymi ofiarami należącymi do kategorii istot do poświęcenia296.
Drugi wątek dotyczy konfliktu między Absalomem – młodszym
synem Dawida a Amnonem – jego synem pierworodnym. I w tym
przypadku mamy do czynienia z kolejną inwersją dialektyczną
w ramach sagi o Dawidzie i Saulu. Tym razem Amnon zapragnął
siostry swojego brata Absaloma 297. Następnie zgwałcił ją i kazał
wyrzucić na ulicę. Gwałt i kazirodztwo ustawia Amnona, prawowitego następcę Dawida, w bardzo złej sytuacji, bowiem jest to
kolejna postać, która za Saulem wchodzi na szlak „dawnej drogi”.
Tym razem na zlecenie Absaloma, niemal od razu, biorąc pod uwagę kolejność następujących po sobie wydarzeń mito-logicznych,
293
294
295
296
297

D. Dziadosz, dz. cyt., s. 498.
Tamże.
R. Girard, Kozioł ofiarny…, s. 33–36.
Tenże, Sacrum i przemoc…, s. 141.
2 Sm 13, 1.
83

�ginie pierworodny. Młodszy brat zabija najstarszego brata i od
tego momentu, mimo licznych prób ojca szukającego sposobów
załagodzenia kolejnego kryzysu targającego Izraelem 298 , znowu
wybucha wojna domowa 299, lecz tym razem między Dawidem
a jego zbuntowanym synem Absalomem. I tym razem jednak Dawid starał się unikać, jak mógł, śmierci swojego przeciwnika. Nie
mniej kolejny już raz zabijali za niego inni… Tym razem uciekający na mule przed sługami Dawida Absalom „zapuścił się pod
konary wielkiego terebintu”300, zaplątawszy swoje włosy w konarach drzewa, zawisł między niebem a ziemią. Słudzy Dawida nie
od razu postanowili zabić wiszącego Absaloma, bowiem bali się
kary, jaka mogła ich z tego powodu spotkać. Najbliższy dowódca
Dawida, który udał się w pogoń za Absalomem, wziął na siebie odpowiedzialność za ten czyn wbijając w jego serce trzy oszczepy 301.
Mimo zadania tych ciosów Absalom jeszcze żył, dlatego podbiegło
do niego dziesięciu giermków, którzy go dobili 302 . Tym razem zabójcy Absaloma, ani posłańcy, którzy donieśli o tym Dawidowi,
nie zostali ukarani śmiercią303 . Po śmierci Absaloma Dawid pogrążył się w żałobie. Taka postawa króla nie spodobała się jego
sługom, którzy wymusili na nim, aby zamiast pogrążać się w żałobie wystąpił przed swoim wojskiem, które walczyło przeciwko
wojskom Absaloma, dziękując im za wierność i oddanie w służbie304 . Słudzy Dawida, zagrozili mu, że jeśli tego nie zrobi spotka
go nieszczęście większe od nieszczęść, jakie dotykały go od młodości 305. Dawid ostatecznie ulega szantażowi, robiąc dokładnie to,
czego oni od niego oczekiwali.

298
299
300
301
302
303
304
305

2 Sm 14.
2 Sm 15–18.
2 Sm 18, 9.
2 Sm 18, 14.
2 Sm 18, 15.
2 Sm 18–19.
2 Sm 19, 5–9.
2 Sm 19, 8.
84

�W przypadku tego powtórzenia Amnon jest transformacją Saula,
który dokonuje jednak nieco innego, aczkolwiek jak najbardziej stereotypowego przewinienia, jakim jest kazirodztwo306. Absalom natomiast stanowi transformację Dawida, który jednak w odróżnieniu
od swojego ojca jednoznacznie dopuszcza się zemsty na starszym
bracie, dokonując „brudnego” morderstwa. Absalom mordujący publicznie Amnona myli w ten sposób złą przemoc z dobrą i dlatego
musi go spotkać taka sama kara, jaka spotkała jego starszego brata.
Śmierć Absaloma musi być zadana w sposób rytualny, czysty, tak
aby nie doprowadziła do eskalacji przemocy. Dawid mimo wszystko
wybaczający swojemu młodszemu synowi, w tym układzie wpisuje
się w kategorię miłosiernego Boga, który obiecuje, że nigdy nie opuści307 swojego syna ani go nie zabije, choć walczy z jego wojskami308,
chcąc opanować w ten sposób chaos wojny domowej. W ostateczności to stronnicy Dawida, kolejny raz wbrew jego woli, rytualnie mordują Absaloma. Tak oto kolejny raz mordu dopuszczają się stronnicy
Dawida, a nie on sam, z tą jednak różnicą, że nie spotyka ich tym
razem za to żadna kara. Mało tego − zmuszony przez nich Dawid
przerywa żałobę po stracie syna i pod wpływem oczywistego szantażu dziękuje im za wierne wypełnienie służby. Drugie powtórzenie
(w kontekście kolejnych strukturalnych powtórzeń motywu mitycznego), w którym uczestniczą tym razem synowie Dawida, otwiera
drogę309 do ostatecznego i właściwego mordu rytualnego.
Dopiero teraz, po być może nieco nużącej lecz niezbędnej analizie, możemy przejść do motywu biblijnego odpowiadającego
strukturalnie ofierze przebłagalnej w postaci kozła ofiarnego,
lecz złożonego Bogu. W kontekście głównego tematu sagi, jakim
jest przejście z jednego porządku do drugiego, nie ma już żadnych wątpliwości, że wszelkiego rodzaju mordy w tym okresie
306

307
308
309

R. Girard, „Totem i tabu” a zakazy kazirodztwa, [w:] Tenże, Sacrum i przemoc…,
s. 35–76.
2 Sm 7, 1–17.
2 Sm 17.
2 Sm 20, 14–23.
85

�przejściowym prowadziły do tego właściwego – pojednawczego
i oczyszczającego cały lud Izraela. Wracając już do tego konkretnego wydarzenia, należy podkreślić, że w tym czasie w całym
Izraelu nastał głód, który trwał trzy lata 310. Dawid, nie korzystając tym razem z pośrednictwa proroka, sam poprosił o pomoc
Pana, a ten dał mu taką oto odpowiedź:
Krew pozostaje na Saulu i jego domu: bo wymordował on Gibeonitów311.

Głód jest przedstawiany w Biblii jako bezpośrednia przyczyna domniemanego grzechu Saula wobec Gibeonitów, o którym
znacząco milczą autorzy biblijni 312 . Co ważne – ów grzech Saula
spada także na jego potomków, którzy stopniowo deprecjonowani w trzecim powtórzeniu ostatecznie nie są uznani za członków
ludu Izraela! Dawid natomiast przedstawiony jest jako król, który
zostaje oddelegowany do tego, aby zmierzyć się – jak to ujął Bourdieu – z niebezpieczeństwami nieodłącznymi transgresji 313 . Dawid wypełnia wolę ludu, który oczekuje od niego, że ten zamieni
zabójstwo w konieczną ofiarę albo raczej zaneguje świętokradztwo przez samo jego dokonanie314:
Dawid zapytał Gibeonitów: „Co wam winienem uczynić i czym was ułagodzić, abyście błogosławili dziedzictwo Pańskie?”. Oświadczyli mu Gibeonici: „Z Saulem i jego domem, nie chodzi nam o srebro ani złoto. Nie chcemy
również spowodować śmierci żadnego człowieka w Izraelu”315. Gdy Dawid
usłyszał te zapewnienia, postanowił uczynić wszystko, o co go poproszą.
Na co Gibeonici odpowiedzieli tak: „Z powodu człowieka, który nas niszczył i zamierzał naszą zgubę, żebyśmy przestali istnieć na całym obszarze

310
311
312

313
314
315

2 Sm 21, 1.
Tamże.
W przypisach istnieje tylko informacja dotycząca tego, że „opowieść o ich
zagładzie nie zachowała się”.
P. Bourdieu, Zmysł praktyczny…, s. 280.
Tamże.
2 Sm 21, 3–4.
86

�Izraela, niech wydadzą nam siedmiu mężczyzn z jego potomków. Powiesimy
ich wobec Pana na wzgórzu Saula, który był wybrańcem Pańskim”. Król odpowiedział: „Wydam ich wam”316.

Co ciekawe i warte podkreślenia, także i tym razem Dawida (ofiarnika, mediatora) wyręczają w mordzie inni (Gibeonici). W ten sposób
król Izraela unika po raz kolejny bezpośredniego kontaktu z krwią
ofiar, którzy tym razem nie są nawet uznani za członków ludu Izraela. Nie mniej, z narracji biblijnej jasno wynika, że to król właśnie,
a nie kto inny, bardzo dokładnie wyselekcjonował przyszłe ofiary317.
Poza tym zabito ich na tym samym wzgórzu, na którym wcześniej
zmarł opuszczony przez Boga Saul! Jest także ściśle określony czas,
kiedy to miało miejsce: „Zostali straceni w pierwsze dni żniw: był to
początek żniw jęczmienia”318. W konsekwencji tych działań:
Zrobiono wszystko tak, jak król zarządził. Potem dopiero Bóg okazał się dla
kraju łaskawy319.

316
317
318
319

2 Sm 21, 5–6.
2 Sm 21, 8.
2 Sm 21, 9.
2 Sm 21, 14.
87

��Model dla tego, który czysto i dokładnie
chce czynić swoją powinność
To, co rzeczywiste i to, co wyobrażeniowe istnieją jedynie wtedy, gdy patrzy się z pewnego dystansu. Co dzieje się wówczas,
gdy ów dystans, włączając w to dystans dzielący rzeczywistość od wyobrażenia, zaczyna zanikać, ulega wchłonięciu,
a na jego miejscu pojawia się model?320

Przechodząc do analizy strukturalnej sagi, chciałbym za Leachem jeszcze raz przypomnieć, że procedury tego rodzaju nigdy nie dostarczają
rozwiązań, które są „dobre” lub „złe”; pokazują one jednak istnienie
niepełnych, częściowych wzorów321. Nie istnieje zatem żaden ostateczny punkt dojścia, w którym badacz mógłby powiedzieć, że oto rozumie
już wszystko. Ich celem jest przede wszystkim odsłonięcie podstawy
(modelu), który następnie umożliwi przyjrzenie się interesującym mnie
zdarzeniom historycznym w zaskakujący być może dla wielu sposób.
Koncentrując się jednak na rekonstrukcji wspomnianego wzoru, pragnę
zwrócić uwagę na to, że forma kompozycyjna interesującej mnie sagi
ma strukturę charakterystyczną dla zjawiska występującego w tekstach
i znanego jako chiasmus. Chiasmus jest sekwencją, której elementy układają się następująco: a:b:c:c:b:a322. Edmund Leach, badając Biblię, słusznie
zauważył, że sekwencja typu chiasmus odpowiada także sekwencji rytualnej odkrytej i opisanej ponad sto lat temu przez francuskiego etnografa Arnolda van Gennepa323. Jednak zaskoczony czytelnik może zadać
pytanie: Co z tego wynika dla prowadzonego tutaj śledztwa?

320

321
322

323

J. Baudrillard, Symulacja i science-fiction, [w:] Tenże, Symulakry i symulacja,
Warszawa 2005, s. 149.
E. Leach, [w:] Wprowadzenie…, s. 13.
Tenże, Przeciw podziałowi na gatunki: Czy przypowieści stawiają światło na
świeczniku czy ukrywają je pod korcem, [w:] E. Leach, D.A. Aycock, Siostra Mojżesza…, s. 130.
Tamże, s. 131.

�Śpiesząc z odpowiedzią na to pytanie, uznałem, że warto pójść za
radą brytyjskiego antropologa i połączyć chiasmus biblijny z obrzędem przejścia324 z co najmniej pięciu powodów. Po pierwsze – w ten
sposób przedstawię kolejny istotny dowód na to, że saga stanowi
„przepis dla rytualnego wykonania”325. Po drugie – łatwiej mi będzie dowieść tego, w jaki sposób biblijna saga odpowiada modelowemu zapisowi trójfazowej struktury obrzędu przejścia326. Po trzecie –
taki zabieg umożliwi czytelnikowi dostrzeżenie wydarzeń, których
funkcja polega na umożliwieniu przejścia z jednej sekwencji rytualnej do kolejnej. Po czwarte – wskazanie wydarzeń następujących
po sobie diachronicznie wzdłuż pewnej osi (od lewej do prawej)327
w logice mitu pozwoli mi stworzyć, używając terminologii strukturalistycznej, szereg syntagmatyczny, odpowiadający ich wzajemnym relacjom. Po piąte wreszcie – na podstawie dokonanej analizy, będę mógł wykazać ich realizacje paradygmatyczne328 najpierw
w kontekście analiz morfologicznych bajki magicznej329, a następnie
w ramach interesujących mnie mito-historii ujętych w ramy dramatu społecznego. Postępując w ten sposób, dzięki łączeniu wydarzeń
synchronicznie (wzdłuż osi, z góry w dół)330, odkryję wiązki relacji331
odpowiadające mito-logice wprawienia w ruch mechanizmu rytualnego.
W tym miejscu chcę przyjrzeć się dokładnie teorii Arnolda van
Gennepa. Jego zdaniem obrzędy przejścia dotyczą tych dziedzin
życia, w których pojawia się zmiana. I tak oto:

324
325
326
327
328

329
330
331

A. van Gennep, Obrzędy przejścia, Warszawa 2006.
E. Leach, Przeciw podziałowi na gatunki…, s. 131.
A. van Gennep, dz. cyt.
C. Lévi-Strauss, Struktura mitów…, s. 213.
M. Czeremski, Oswojenie bajki. Morfologia Władimira Proppa, [w:] W. Propp,
Morfologia bajki magicznej, Kraków 2011, s. XIII.
W. Propp, Morfologia bajki magicznej…
C. Lévi-Strauss, Struktura mitów…, s. 213.
Tamże.
90

�(...) poczynając od różnych faz biograficznych (narodziny, dojrzewanie, małżeństwo, macierzyństwo i ojcostwo, śmierć) i zmieniającego się w związku z nimi
statusu społecznego, przez awansowanie w hierarchii grupowej, przystępowanie do właściwych grup wieku, płciowych czy zawodowych, aż po zmiany
w otaczającej przestrzeni wiążące się z przekraczaniem granic terytorialnych
i wszelkich innych. W każdej z wymienionej sytuacji właściwa jednostce grupa
społeczna symbolicznie, to jest przez stabilny i powtarzalny cykl obrzędów, komentuje zmianę dokonującą się w jej życiu332.

Van Gennep, analizując niezliczone przykłady obrzędów pochodzących z całego świata, poszukiwał zasady uniwersalnej, która pomogłaby zrozumieć te specyficzne przejścia tak indywidualne jak
i zbiorowe333. Dokonując licznych porównań, doszedł do wniosku,
że rytuały mogą się różnić od siebie formą, natomiast zasadniczo
odpowiada im ten sam mechanizm334. Ponadto każdy cykl rytualny
składa się z trzech następujących po sobie sekwencji, które „towarzyszą przechodzeniu z jednego stanu do innego, z jednego świata
(w ujęciu kosmicznym lub społecznym) do drugiego”335. Co ważne
– van Gennep podkreślał, że owe sekwencje należy badać w kolejności ich występowania, we wzajemnej relacji oraz za każdym razem ujmować je w całość. Dopiero postępując w ten sposób możliwe jest zrozumienie ich mechanizmu działania oraz specyficznej
symboliki, która im towarzyszy. Francuski naukowiec wspomniane
sekwencje podzielił tym samym na: „rytuały wyłączenia (separacji), rytuały okresu przejściowego (marginalnego) i rytuały włączenia (integracji)”336. Tak oto kompletny schemat rytuałów przejścia
składa się, jego zdaniem, z „rytuałów preliminalnych (wyłączenia),
rytuałów liminalnych (okresu przejściowego) oraz rytuałów postliminalnych (włączenia)”337. Należy przy tym cały czas pamiętać, że
w praktyce poszczególne grupy rytuałów różnią się od siebie wagą,
332
333
334
335
336
337

J. Tokarska-Bakir, Przemiany, [w:] A. van Gennep, dz. cyt., s. 7.
M. Segalen, Obrzędy i rytuały współczesne, Warszawa 2009, s. 38.
A. van Gennep, dz. cyt., s. 186.
Tamże, s. 36.
Tamże.
Tamże, s. 36–37.
91

�jaką im się przypisuje, oraz stopniem rozwinięcia. Przykładowo –
forma i czas trwania pierwszej (preliminalnej) i trzeciej (postliminalnej) fazy, czyli wyłączenia oraz włączenia, różnią się od siebie
w zależności od tego, czego konkretnie dotyczą. Tak oto rytuały wyłączenia dominują w ceremoniach pogrzebowych, a rytuały włączenia w zaślubinach338. Jednak, jak słusznie zauważył Leach, logika
zaproponowanej sekwencji rytu jasno wskazuje na to, że symbolika
rytuału separacji powinna być mniej więcej identyczna z rytuałami
integracji, z tą jednak różnicą, iż powinna być jej odwrotnością339.
To w zasadzie potwierdza interesujący mnie rytuał dwóch kozłów
ofiarnych.
Van Gennep dowodził także, że każdy rytuał przejścia jest
związany z przejściem ze sfery profanum do sacrum i z powrotem. Sacrum jednak rozumiał on jako kategorię „manifestującą
się w szczególnych sytuacjach”340, co określał mianem „oscylacji
sacrum”341. Jego zdaniem na co dzień człowiek żyje w rzeczywistości profanum, biorąc jednak udział w istotnym przejściu z jednego stanu do drugiego, z jednego miejsca do drugiego, znajduje
się w rzeczywistości sacrum. Świetnie tłumaczy tę problematykę
Buchowski:
W myśl jego (van Gennepa – Ł.P.M.) założeń sacrum zlokalizować można
„between and betwixt”, na styku nadprzyrodzonego i doczesnego. W tej
koncepcji obrzędów przejścia między dwoma stanami społecznymi istnieje zawsze faza pośrednia. W jej trakcie poddani zabiegom bywają separowani z grupy, traktowani jako niebezpieczni dla współbratyńców,
obłożeni tabu. Położenie przechodzących przez obrzędy jednostek ma
być efektem ich kontaktu z sacrum. W czasie rites de passage działanie
mocy sakralnych ulega intensyfikacji. Podejście rytualne wskazuje, że
mamy do czynienia z sytuacją wyjątkową, w którą włączone są bezpośrednio siły „mistyczne”. Poprzez swe „dotknięcie” sacrum zmienia wymiar czasu, miejsca, wydarzenia i osób. Jednostki bądź grupy znajdujące

338
339
340
341

Tamże, s. 36.
E. Leach, Przeciw podziałowi na gatunki…, s. 130.
A. van Gennep, dz. cyt., s. 37.
Tamże.
92

�się w fazie liminalnej są w stanie społecznego zawieszenia, społecznego
niebytu, przestrzennej i czasowej próżni. Sacrum van Gennepa to zatem
wszystko to, co znajduje się na skraju dwóch kategorii, obszar graniczny 342 .

Wszystkie osoby, czy grupy znajdujące się w fazie liminalnej, działają zatem, będąc w stanie zawieszenia, społecznego niebytu. W tym
czasie mogą robić wszystko to, co znajduje się na granicy tego, co
na co dzień uchodzi dla nich za dopuszczalne i niedopuszczalne,
legalne i nielegalne, dobre i złe, pożądane, lecz zakazane. Aktorzy
społeczni znajdujący się w liminalności są wyłączeni z działania
prawa, a także oceny moralnej, ponieważ znajdują się w kontakcie
z siłami ambiwalentnej mocy sacrum. Rytuał kończy się po sprostaniu niezwykle ważnej próbie, która wymaga złamania nakazów
i zakazów obowiązujących na co dzień, przez żyjących w sferze profanum. Po dokonaniu tych czynów w fazie marginalnej, rytualnie
jednostka lub grupa zostaje ponownie włączona do społeczeństwa.
Po integracji jednostka lub grupa znajduje się z powrotem w rzeczywistości profanum, czyli tam, gdzie wszelkich nakazów i zakazów,
podziałów społecznych, relacji między osobami i grupami należy
bezwzględnie przestrzegać.
Spróbujmy teraz przyjrzeć się starotestamentowej sadze, tak
jak proponował Leach, czyli w kontekście rytuałów przejścia odpowiadających sekwencji zwanej chiasmus. Następstwa zdarzeń będę
starał się zapisać, tak jak zalecał Lévi-Strauss, w jak najkrótszych
zdaniach343. Jak już wcześniej zaznaczyłem, saga o Saulu i Dawidzie
dzieje się pomiędzy dwoma porządkami politycznymi, odpowiadającymi okresowi sędziów oraz monarchii344.

342
343
344

M. Buchowski, Magia i rytuał…, s. 87.
C. Lévi-Strauss, Struktura mitów…, s. 212.
Należy także pamiętać o chronologicznym układzie starotestamentowych
ksiąg, z których wynika, że interesujące mnie dwie Księgi Samuela łączą wcześniejszą Księgę Sędziów i późniejszą Pierwszą Księgę Królewską. Księga Rut
znajdująca się między Księgą Sędziów a Księgami Samuela jest ważna o tyle,
o ile przypomina o rodowodzie Dawida.
93

�Przejście ze sfery profanum (okres sędziów) dotyczy całego ludu
Izraela i rozpoczyna się od jego prośby skierowanej do Samuela
(ostatniego sędziego), aby Bóg ustanowił nad nimi króla. Chcą bowiem, żeby to król właśnie prowadził w ich imieniu wojny z licznymi wrogami345. Powtórzę raz jeszcze, że prośba ta wynika z poczucia
braku rzekomej mocy sędziów, czyli dotychczasowych przedstawicieli tego ludu, w walce z wrogami Izraela. Co ważne – jeszcze przed
rozpoczęciem trójczłonowej sekwencji rytualnej Bóg ustami Samuela przestrzega lud przed konsekwencjami ich prośby:
A Pan rzekł do Samuela: „Wysłuchaj głosu ludu we wszystkim, co mówi
do ciebie, bo nie ciebie odrzucają, lecz Mnie odrzucają jako króla nad
sobą. Podobnie jak postępowali od dnia, w którym ich wyprowadziłem
z Egiptu, aż do dnia dzisiejszego, porzucając Mnie i służąc innym bogom,
tak postępują i z tobą. Teraz jednak wysłuchaj ich głosu, tylko wyraźnie
ich ostrzeż i oznajmij im prawo króla, który ma nad nimi panować” 346 .

A zatem rozpoczęcie sekwencji rytualnej w starotestamentowej sadze, niezwykle jasno i precyzyjnie określone jest jako grzech odrzucenia Boga i początek służeniem innym bogom.
Wybór pierwszego króla Izraela podkreśla symbolicznie fazę
separacji ludu Izraela od Boga. Saul zostaje najpierw wybrany
przez Samuela na przyszłego króla. Przed rytualnym losowaniem, mającym potwierdzić ten wybór, Saul zaczyna prorokować,
stając się innym człowiekiem. Po tym mistycznym doświadczeniu Saul ukrywa się, bojąc się, że w wyniku losowania zostanie
wybrany na króla. Jak wcześniej już podkreślałem, wybór Saula
w formie losowania strukturalnie pokrywa się z wyborem kozła
ofiarnego, jak się później okaże, poświęconego Azazelowi. Faza
separacji wchodzi w kulminacyjną fazę, od momentu, gdy Saul
staje przed próbą, której nie może sprostać. Chodzi oczywiście

345
346

1 Sm 8, 18–22.
1 Sm 8, 6–10.
94

�o darowanie życia Agagowi, królowi Amalekitów 347. Po tym wydarzeniu Bóg odrzuca Saula 348 i wybiera znów za pośrednictwem
Samuela − Dawida, który niemal od razu stoi przed próbą której
– w odróżnieniu od Saula – udaje mu się sprostać, zabijając Goliata 349 i ratując w ten sposób „honor ludu Izraela”.
Od momentu nieudanej próby Saula i udanej próby Dawida
rywalizacja tych dwóch postaci osiąga swój kulminacyjny etap.
Saul prześladujący Dawida stopniowo jest deprecjonowany, natomiast Dawid wprost proporcjonalnie rośnie w siłę, przechodząc pozytywnie kolejne próby świadczące o tym, że Bóg go sobie umiłował. W końcu dochodzi do spotkania Saula i Dawida
w jaskini Engaddi, w której Dawid daruje życie królowi. W tym
kontekście Dawid pozytywnie przechodzi kolejną próbę, nie zabijając Saula i rozróżniając w ten sposób dobrą przemoc od złej.
Opuszczony przez Boga Saul ostatecznie ginie śmiercią samobójczą na wzgórzu Gilboa, co stanowi wydarzenie centralne w fazie liminalnej. W tej fazie podkreślana jest ambiwalencja Saula
jako pomazańca Bożego, którego śmierć opłakuje Dawid, mimo
iż ten go wcześniej prześladował. Śmierć Saula jednak nie kończy chaosu, lecz powoduje jego rozlanie.
Od śmierci Saula trwają nieustanne próby przywrócenia
równowagi i ustanowienia odmienionej struktury. Po śmierci
Saula, w zasadzie od wydarzenia rozpoczynającego Drugą Księgę Samuela, mamy do czynienia z licznymi próbami rytualnej
przemocy mającymi na celu zatrzymanie rozlewającego się chaosu. Wszystkie opisane w tym okresie powtórzenia prowadzą
do odróżnienia dobrej przemocy od złej. Należy jednak cały
czas pamiętać, że w tym czasie Dawid dopuszcza się nie mniej

347

348
349

„Saul odrzekł Samuelowi: «Popełniłem grzech: Przekroczyłem nakaz Pana
i twoje wskazania, bałem się bowiem ludu i usłuchałem jego głosu»”. 1 Sm
15, 24.
1 Sm 15, 22–23; 1 Sm 15, 28–33.
1 Sm 17, 32–37.
95

�szkaradnych czynów niż Saul 350 . Istotna różnica polega jednak
na tym, że Bóg obiecał mu, iż mimo to nigdy nie opuści Dawida
i jego potomków.
Właściwa faza integracji rozpoczyna się od udanego rytuału,
w ramach którego Dawid otwarcie selekcjonuje siedmiu mężczyzn będących potomkami Saula (obdarzone stygmatami ofiarniczymi istoty do poświęcenia) i pozwala złożyć ich w ofierze
przebłagalnej. Nie robi tego jednak bezpośrednio, lecz czynią
to za niego Gibeonici, wieszając siedmiu wyselekcjonowanych
mężczyzn na tym samym wzgórzu, na którym zginął Saul 351. Należy z całą mocą podkreślić, że rytuał przebłagalny, który jest
jednocześnie rytuałem włączenia, stanowi kontynuację wyboru Saula na pierwszego króla Izraela. O ile jednak Saul był kozłem ofiarnym przeznaczonym dla Azazela, to jego potomkowie
odpowiadają strukturalnie drugiemu wylosowanemu kozłowi
przeznaczonemu na ofiarę przebłagalną dla Pana 352 . W istocie
dopiero ta druga precyzyjnie złożona ofiara ma moc kończącą
kryzys i jednoczącą lud Izraela! W przypadku drugiego mordu,
Dawid staje się ofiarnikiem, który czysto i dokładnie czyni swoją powinność. W konsekwencji Salomon – syn Dawida zostaje
królem Izraela i rządzi w okresie złotego wieku Izraela. Poniżej
przedstawiam schemat rytuału przejścia odpowiadający starotestamentowej sadze:

350
351
352

2 Sm 12, 1–14.
2 Sm 21, 6; 2 Sm 21, 12.
Przypominam fragment: „Zrobiono wszystko tak, jak król zarządził. Potem
dopiero Bóg okazał się dla kraju łaskawy”, 2 Sm 21, 14.
96

�FAZA LAMINALNA
E/F

G

H

I

SFERA SACRUM
SEPARACJA
D

WŁĄCZENIE
J

OKRES SĘDZIÓW
(BRAK MOCY)
A
SFERA PROFANUM

ZŁOTY WIEK IZRAELA
(POWRÓT MOCY)
B/C

K

L
SFERA PROFANUM

Schemat 1. Struktura obrzędu przejścia odpowiadająca starotestamentowej sadze.
Opis schematu:
A – brak mocy sędziów,
B – lud prosi Samuela, aby ten w imieniu Boga ustanowił króla nad nimi, co wiąże się
z odrzuceniem Boga,
C – Saul zostaje namaszczony na następcę Samuela i pierwszego króla Izraela,
D – wybór Saula potwierdza losowanie, które strukturalnie odpowiada losowaniu kozła ofiarnego,
E – Bóg opuszcza Saula po jego nieudanej próbie, jaką jest darowanie życia Agagowi,
F – Bóg wybiera Dawida, który sprostał próbie, jaką jest zabicie Goliata,
G – śmierć Saula na wzgórzu Gilboa odpowiadająca śmierci kozła wypędzonego dla
Azazela,
H – Dawid próbuje zatrzymać rozlewający się chaos, starając się cały czas odróżnić
dobrą przemoc od złej
I – Dawid dokonuje prawidłowej selekcji ofiarniczej (odróżnia dobrą przemoc od złej)
i, za pośrednictwem Gibeonitów, rytualnie morduje siedmiu mężczyzn z rodu Saula. Bóg okazuje się dla Izraela łaskawy (odwrotność E),
J – elekcja jest kontynuacją ofiary przebłagalnej (D) przebiegającej według logiki kozła ofiarnego z tą różnicą, że siedmiu mężczyzn z rodu Saula wpisuje się w kategorię kozła ofiarowanego Panu, a nie Azazelowi. Ofiara Dawida zostaje przyjęta
(drugi kozioł został poświęcony, rytuał przebłagalny został zakończony, „trwający
trzy lata głód” został zakończony), co jest ostatecznym dowodem opieki Boga nad
Dawidem,
K – pełen mocy Bożej Salomon (Jedidiasz – „umiłowany Jahwe”) zostaje namaszczony
przez Dawida na króla,
L – rozpoczyna się pełen mocy okres zwany złotym wiekiem Izraela.

97

��ROZDZIAŁ II
Świat zaczarowany, przemiany
ogromne, skąd idą? Dokąd płyną?
Czy z bajek i czarów?353
Znajdujemy się w strefie rządzonej logiką symulacji, nie mającej już nic wspólnego z logiką faktów i porządkiem racji. Symulacja charakteryzuje się precesją modelu, wszelkich modeli
wobec najzwyklejszego faktu – modele istnieją jako pierwsze,
a ich orbitalne, na wzór bomby, krążenie wytwarza prawdziwe pole magnetyczne wydarzenia354.

Edmund Leach w artykule355 przytoczonym w pierwszym rozdziale dowodzi, że wraz z narastaniem wiedzy specjalistycznej
w antropologii doszło do niepokojących podziałów na badaczy
mitów, specjalistów zajmujących się podaniami ludowymi oraz
tych, którzy koncentrowali się na bajce. W konsekwencji mity,
podania ludowe, bajki oraz inne teksty kultury zostały przez specjalistów w swoich dziedzinach tak zdefiniowane i rozróżnione,
aby wzajemnie się wykluczały 356 . Zdegustowany tym faktem antropolog przypomniał jednak, że wspomniane różnice zostały
wprowadzone i podkreślone raczej w celu „zadowolenia osobistej
ambicji uczonych”357 niż z myślą o pożytku poznawczym płynącym z koncentrowania się na istocie podziałów gatunkowych.
Leach, będący katem na wszelkiego rodzaju ortodoksje i sztucznie podkreślane różnice wynikające z niepotrzebnej rywalizacji
353

354

355
356
357

J. Piłsudski, Przemówienie przez radio w ósmą rocznicę odzyskania niepodległości, [w:] K. Świtalski (red.), Pisma zbiorowe. Józef Piłsudski, t. IX, Warszawa
1991, s. 48–52.
J. Baudrillard, Preceseja symulakrów, [w:] Tenże, Symulakry i symulacja…,
s. 24.
E. Leach, Przeciw podziałowi na gatunki…
Tamże, s. 126.
Tamże.

�między naukowcami reprezentujących różne szkoły i tradycje358 ,
zachęca jednocześnie, aby antropolodzy skoncentrowali się na
dużo ważniejszej kwestii. Chodzi oczywiście o skupienie uwagi
badawczej na dekodowaniu tekstów świętych, będących scenariuszami dla procesów rytualnych, modelami dla konkretnych
działań społecznych. W tym ujęciu zupełnie drugorzędne dla tak
zorientowanego naukowca będzie to, czy scenariusz przekazywany jest w jednym czy drugim gatunku za pomocą narracji bajki
magicznej, mitu, legendy, eposu czy plotki. Z mojego punktu widzenia wszystkie te gatunki nie są same w sobie tak interesujące
jak sposób, w który łączą się one z działaniami społecznymi ujętymi w analizie procesualnej359, która:
Zakłada analizę kultury, podobnie jak analizę strukturalno-funkcjonalną, z bardziej statyczną porównawczą analizą morfologiczną włącznie. Nie neguje ona żadnej z nich, lecz na pierwszym miejscu stawia dynamikę 360 .

Przyjmując tę nieortodoksyjną perspektywę, najważniejsze dla
prowadzonego tutaj śledztwa staje się zrekonstruowanie struktury organizującej te szczególne teksty oraz odtworzenie kategorii symbolicznych przez nią generowanych, po to aby możliwe
stało się dostrzeżenie, że stanowią one zapis modelu wprawienia w ruch oraz działania interesującego mnie mechanizmu rytualnego.
W tym miejscu moją uwagę badawczą koncentruję na niezwykle inspirujących analizach bajki magicznej dokonanych
przez Władimira Proppa. Analizy morfologiczne bajek magicznych przeprowadzone przez rosyjskiego badacza są niezwykle
358

359

360

A. Kuper, An Interview with Edmund Leach, Current Anthropology 27 (4) 1986,
s. 375–382, http://asc2.files.wordpress.com/2007/10/an-interview-with-edmund-leach.pdf (dostęp: 02.03.2012).
V. Turner, Dramaty społeczne i opowieści o nich, [w:] Tenże, Od rytuału do teatru…, s. 97–146.
Tenże, Gry społeczne i obrzędowe metafory…, s. 32.
100

�podobne do, o wiele późniejszych, choć niezależnie prowadzonych, analiz strukturalnych prowadzonych przez Claude Lévi-Straussa 361, które dotyczyły mitów. Idąc za namową Leacha, nie
będę wdawał się w tym miejscu w nadmierne podkreślanie różnic między tymi dwoma ujęciami 362 . To, co mnie szczególnie interesuje, jest związane z wykazaniem, jak ich połączenie może
korzystnie wpłynąć na bardziej szczegółową analizę mechanizmu rytualnego.
Władimir Propp skoncentrował się w swoich badaniach na
bajce magicznej, bowiem uznał ją za najbardziej archaiczną formę spośród innych narracji folklorystycznych, która – jego zdaniem – genetycznie wywodzi się z mitów 363 . Niezwykle istotne
jest to, że rosyjski folklorysta nie widział różnic w budowie formalnej między mitem a bajką 364 , otwarcie przyznając, iż:
(...) bajka magiczna, sprowadzona do swoich morfologicznych podstaw,
jest m i t e m 365 .

Mimo oczywistej zbieżności schematu kompozycyjnego mitu
i bajki366 różnice między tymi tekstami rosyjski badacz dostrzegał
przede wszystkim w ich funkcji społecznej. Tak oto przedstawiał
swoją argumentację:

361

362

363
364
365
366

C. Lévi-Strauss, Struktura i forma. Rozważania o pracy Vladymira Proppa, [w:]
Tenże, Antropologia strukturalna II…, s. 129–160. Odpowiedź Proppa na artykuł Lévi-Straussa ukazał się w postaci dodatku do włoskiego wydania Morfologii bajki magicznej. Angielska wersja tego artykułu została opublikowana
w połowie lat osiemdziesiątych: V. Propp, The structural and Historical Study of
the Wondertale, [w:] Tenże, Theory and History of Folklore, Minneapolis 1984,
s. 67–81.
Świetnie to uczynił Maciej Czeremski, [w:] M. Czeremski, Oswojenie bajki…,
s. XVII–XXV.
W. Propp, Historyczne korzenie bajki magicznej, Warszawa 2003, s. 19.
Tamże.
Tenże, Morfologia bajki magicznej…, s. 88.
Tenże, Pochwała bajki, [w:] Tenże, Nie tylko bajka…, s. 49.
101

�Mitów nie opowiadano dla rozry wki, choć ich intrygujące wątki dostarczały słuchaczom przyjemności. Wiązały się one z kultami, miały
obłaskawiać bogów, ci zaś – pomagać ludziom. Różnica między mitem
a bajką polega więc na funkcji społecznej. „Mit, który utracił znaczenie
społeczne, przekształca się w bajkę”. Mit jest opowiadaniem z porządku
religijnego, bajka natomiast reprezentuje porządek estetyczny. Mit jest
wcześniejszy, bajka zaś późniejsza. Tym samym różnią się one nie tyle
jako przekazy, ale raczej ze względu na odbiór 367.

Z mojego punktu widzenia i specyficznego charakteru poruszanego
tutaj problemu argumentacja Proppa rozróżniająca mit i bajkę ze
względu na ich specyficzny odbiór jest dla mnie wysoce niezadowalająca. O wiele istotniejsze są dla mnie bowiem te akcenty, które
podkreślają, że rosyjski badacz traktował bajkę magiczną niczym
wersję ludową mitu.
Chciałbym zwrócić uwagę na fakt, że Propp dostrzegał ścisły związek między bajką magiczną a obrzędami. Jego zdaniem
niektóre motywy bajek, jak także wykryte przez niego układy
bajkowych funkcji, mogą odpowiadać strukturze obrzędów inicjacji 368 . W związku z tym rosyjski badacz zwracał uwagę na to,
że w przypadkach, gdy obrzęd staje się całkowicie niejasny, wtedy bajka może stanowić tekst, w świetle którego możliwe stanie
się jego zrozumienie. Natomiast wtedy, gdy geneza jakiegoś zjawiska społecznego jest niejasna, bajka magiczna może z kolei
służyć za tekst, w świetle którego można odkryć jego dawno zapomniany charakter rytualny 369. Podsumowując, Propp uważał,
że:
Bajka nie narodziła się od razu jako gotowy gatunek. Wyrasta ona
z mitu, sięgając korzeniami życia obrzędowego i kultowego. Z mitu wywodzą się również trwające do dzisiaj formy jej wykonania 370 .

367
368

369
370

Tamże, s. 50.
Tenże, Historyczne korzenie bajki magicznej…, s. 17. Tenże, Bajka jako całość,
[w:] Tenże, Nie tylko bajka…, s. 171–184.
Tenże, Historyczne korzenie bajki magicznej…, s. 18.
Tenże, Życie bajki, [w:] Tenże, Nie tylko bajka…, s. 77.
102

�Zgadzam się z Lévi-Straussem, który uznał, że nie ma istotnych powodów, aby przywiązywać się do podkreślania różnic między bajką
magiczną i mitem. W konsekwencji francuski strukturalista zastanawiał się, czy lepszym określeniem dla bajki magicznej nie byłoby
określenie: „bajka mityczna”371. Propp zresztą sam skłaniał się ku tej
nazwie, przyznając, że z „historycznego punktu widzenia”372 byłaby
ona uzasadniona. Warto w tym miejscu wtrącić jedynie, że Marshall
Sahlins widział w bajce magicznej raczej ludową „teorię społeczeństwa”373 zanim ta stała się ostatecznie bajką. Pomijając na razie tę
kwestię, papież strukturalizmu otwarcie przyznawał, że każdy badacz mitów:
Prawie zawsze zauważa, iż te same opowiadania, postacie, moty wy –
w identycznej formie lub przekształcone – pojawiają się w mitach i bajkach jednej populacji. Co więcej: bardzo rzadko zdarza się: że gwoli
stworzenia pełnej serii przekształceń danego tematu mitycznego wystarczy odwołać się tylko do mitów (określanych w ten sposób przez tubylców). Niektórych z tych przekształceń trzeba szukać w bajkach, aczkolwiek można by wyprowadzić je na podstawie mitów w ścisłym tego
słowa znaczeniu 374 .

Rosyjski folklorysta podkreślał, że bajka magiczna stanowi
najwspanialszą odmianę ludowej prozy artystycznej, która na
wskroś przeniknięta jest wzniosłymi ideałami i dążeniem do
najwyższych wartości 375 . Zanim jednak dokładniej przyjrzymy
się wartościom przekazywanym przez ten szczególny typ bajki,
niezwykle ważne są kryteria, na podstawie których rosyjski badacz wyodrębnił bajkę magiczną spośród innych tekstów folklorystycznych. Autor Morfologii bajki magicznej, kontynuując
371

372
373

374

375

C. Lévi-Strauss, Struktura i forma. Rozważania o pracy Vladymira Proppa…,
s. 139.
W. Propp, Morfologia bajki magicznej…, s. 98.
M. Sahlins, Obcy-Król, czyli Dumézil wśród Fidżyjczyków, [w:] Tenże, Wyspy
historii…, s. 100.
C. Lévi-Strauss, Struktura i forma. Rozważania o pracy Vladymira Proppa…,
s. 142.
W. Propp, Bajki magiczne, [w:] Tenże, Nie tylko bajka…, s. 87.
103

�podejście formalistyczne charakterystyczne dla całego ruchu
znanego szerzej jako Opojaz 376 , w swoich analizach skoncentrował się na autonomicznym badaniu tekstów rozpatrywanych
pod kątem ich struktury czy raczej „morfologii” 377 właśnie:
Owa „morfologia” narracji nastawiona była na rozpoznanie, wyróżnienie
i obiektywny opis procesów literackich, co miało służyć dotarciu do „swoistości” danego tekstu czy grupy pewnych (na przykład poetyckich) tekstów.
Traktowanie poszczególnych dzieł lub ich grup jako zamkniętych struktur
z wewnątrzsystemowym konstytuowaniem znaczeń było analogiczne z założeniami językoznawstwa strukturalnego378.

W swojej teorii morfologicznej Propp wyodrębnił dwa rodzaje komponentów, z których składa się bajka magiczna. Były to
elementy stałe, oraz zmienne. Elementami stałymi, czyli tymi,
które nieustannie się powtarzają, nie są – według Proppa – tematy bajek, ale funkcje postaci występujących w danej grupie motywów 379. Podam przykład zaproponowany przez Proppa, który
świetnie ilustruje to podejście:
Król wysyła Iwana na poszukiwanie królewny. Iwan wyrusza w drogę.
Król wysyła Iwana po czarodziejski przedmiot. Iwan wyrusza w drogę.
Siostra wysyła brata po lekarstwo. Brat wyrusza w drogę.
Macocha wysyła pasierbicę po ogień. Dziewczynka wyrusza w drogę.
Kowal wysyła parobka po krowę. Parobek wyrusza w drogę, itd. 380 .

W tym przypadku „wyprawianie po coś” czy też „wyruszanie
w drogę” to wielkości stałe, czyli funkcje. Zatem każda z występujących postaci może być wymieniona na wiele innych postaci,
które będą realizowały te same funkcje. I tak na przykład zamiast
króla może pojawić się chłop, kupiec, ojciec czy też, przywołując
376
377
378
379
380

D. Ulicka, Wstęp, [w:] W. Propp, Nie tylko bajka…, s. 15.
M. Czeremski, Struktura mitów…, s. 64.
Tamże, s. 64–65.
M. Czeremski, Oswojenie bajki. Morfologia Władimira Proppa…, s. X.
W. Propp, Transformacje bajek magicznych, [w:] Tenże, Nie tylko bajka…, s. 143.
104

�bardziej współczesne jego transformacje, prezydent, klasa społeczna, mieszkańcy wioski, naród, generał, gospodyni domowa itd. itp.
Odpowiednio: Iwanem, bratem, dziewczynką, parobkiem może być
każda inna postać realizująca tę samą funkcję, czyli przykładowo:
sportowiec, Naród Wybrany, Batman, polityk PiS-u, Józef Piłsudski,
starotestamentowy Dawid, Bolek i Lolek, Reksio, Jezus Chrystus,
Czerwony Kapturek czy pasta Colgate z reklamy itd. itp. Ważne jest,
aby pamiętać, że konstytutywne dla tych wszystkich postaci jest,
w przypadku króla jak i jego transformacji, to samo działanie, czyli „posyłanie”, natomiast w przypadku Iwana i jego transformacji
– „wyruszanie w drogę”. W konsekwencji Propp nie myśli o bajce
w kategoriach motywów (jednostek tematycznych), lecz rozpatruje
ją jako kombinację funkcji, co prowadzi go do wniosku, że:
(...) można analizować części składowe bajki niezależnie od tego, do jakiej fabuły należą 381.

Na tym jednak nie koniec. Po analizie stu bajek, rosyjski badacz
uznał, że istnieje dokładnie 31 specyficznych funkcji, które mimo
przesunięć i wahnięć zachowują zawsze tę samą kolejność. Natomiast układ funkcji można nazwać właśnie kompozycją bajki.
W konsekwencji dla autora Morfologii…:
(...) bajka magiczna jest opowiadaniem, zbudowanym na właściwej kolejności przedstawionych funkcji w ich różnych odmianach, przy czym
niektóre z tych funkcji mogą się nie pojawiać, a inne mogą się powtarzać 382 .

Trzydzieści jeden funkcji, które poniżej przedstawię, są zatem
wszystkimi wykrytymi i wyabstrahowanymi funkcjami, a nie
tymi, które są wspólne dla wszystkich konkretnych bajek magicznych. Podsumowując, to właśnie wspomniany:
381
382

Tamże, s. 145.
Tenże, Morfologia bajki magicznej…, s. 98.
105

�(...) układ funkcji można nazwać kompozycją bajki. A zatem bajki magiczne
odznaczają się jednorodną kompozycją. To właśnie stanowi ich wyróżnik.
Gatunek bajki magicznej należy więc charakteryzować nie ze względu na
obecność cudownych momentów i nie na drodze wyliczania fabuł, lecz biorąc pod uwagę ich budowę lub kompozycję383.

Analiza morfologiczna doprowadziła Proppa do stworzenia modelu bajki magicznej, na który składały się wspomniane funkcje. Są
one z jednej strony tożsame z gatunkami działań siedmiu postaci384,
z drugiej odpowiadają właściwemu porządkowi funkcji. Niezwykle
ważne jest zrozumienie, że „krąg działań” postaci oznacza dystrybucję funkcji między rolami i jest w istocie modelem wtórnym, zależnym od modelu kolejności działań postaci385:
Funkcje (gatunki działań) pozostają w stosunku do siebie w takiej samej
relacji, jak kolejne nuty melodii (relacje poziome). Rodzaje działań wchodzących w skład tej samej funkcji odpowiadają natomiast różnym potencjalnym wysokościom pojedynczego dźwięku (relacje pionowe). W terminologii
strukturalistycznej funkcje tworzą zatem szereg syntagmatyczny, a rodzaje
działań to trzydzieści jeden odrębnych szeregów paradygmatycznych386.

Proponuję jednak, żeby podczas odczytywania zrekonstruowanego
przez Proppa układu funkcji, dla ułatwienia interpretować go jednocześnie w kontekście odkrytego przez van Gennepa schematu obrzędu przejścia. Postępując w ten sposób, nie tylko przekonamy się,
że budowa bajki magicznej odpowiada układowi typu chiasmus, na
co już zwrócił uwagę Leach, analizując mitologię biblijną, ale jest
także specyficznym modelem pokazującym żywotność scenariusza będącego wzorem dla rytualnych działań dla wszystkich tych,

383
384

385

386

Tenże, Bajki magiczne…, s. 92.
Postaciami tymi są: antagonista (złoczyńca), darczyńca (dawca), magiczny pomocnik, królewna lub jej ojciec, osoba posyłająca, bohater i fałszywy bohater
[za:] W. Propp, Morfologia bajki magicznej…, s. 75–79.
E. Mieletinski, Strukturalno-typologiczne badania bajki, [w:] W. Propp, Morfologia bajki magicznej..., s. 161.
M. Czeremski, Oswojenie bajki. Morfologia Władimira Proppa…, s. XIII.
106

�którzy mitu (w naszym przypadku są to dwie starotestamentowe
Księgi Samuela) znać nie muszą. Wystarczy bowiem, że uświadomimy sobie, jak ogromny wpływ na kształtowanie naszego odbioru
świata ma czytanie i opowiadanie bajek, narracje historyczne387,
wszelkie przekazy medialne388, relacje z wydarzeń historycznych389,
wydarzeń telewizyjnych transmitowanych na żywo390, jak ważne
w konstruowaniu wizji świata mają obejrzane filmy391, reklamy392,
czytanie tak popularnych powieści kryminalnych393, które wewnętrznie realizują układ funkcji odpowiadający w istocie kompozycji bajki magicznej. Zatem nie ma nic szczególnego w tym, że także
politycy sięgają po te schematy, aby rozumieć, opisywać świat oraz
wyznaczać i realizować cele, które następnie uważają za „konieczność historyczną”, za „naturalną kolej rzeczy” czy wręcz narzucającą się z dużą siłą „oczywistość”. Michel de Certeau w słynnej książce
Wynaleźć codzienność wskazał jednak na jeszcze jeden niezwykle
interesujący aspekt analiz Proppa:
Aktualne nowatorstwo Proppa polega na analizie taktyk, których zestaw
i kombinacje znajdują się w bajkach, dokonywanych na podstawie elementarnych jednostek niebędących znaczeniami ani postaciami, ale czynnościami odnoszącymi się do konfliktowych sytuacji. Interpretacja ta pozwala więc kolejnym badaczom uznać bajki za strategiczne dyskursy ludu. (…)
W historiach owych, odwracających nierzadko stosunki sił i – jak opowieści

387

388
389

390

391

392
393

P. Ricoeur, Intryga i historyczna opowieść, Kraków 2008, H. White, Poetyka
pisarstwa historycznego, Kraków 2000, H. White, Proza historyczna, Kraków
2009, J. Wasilewski, Opowieści o Polsce. Retoryka narracji, Warszawa 2012.
E.W. Rothenbuhler, Komunikacja rytualna, Kraków 2003, s. 99–120.
J. Tokarska-Bakir, Legendy o krwi. Antropologia przesądu, Warszawa 2008,
D. Kosiński, Teatra polskie: historie, Warszawa 2010, M. Sahlins, Z przeprosinami dla Tukidydesa. Rozumienie historii jako kultury i odwrotnie, Kraków 2011.
J. Baudrillard, Wojny w zatoce nie było, Warszawa 2006, D. Dayan, E. Katz, Wydarzenia medialne. Historia Transmitowana na żywo, Warszawa 2008, A. Jawłowski, Święty ład. Rytuał i mit mundialu, Warszawa 2007.
R. Stam, R. Burgoyne, S. Flitterman-Lewis, New Vocabularies in Film Semiotics.
Structuralism, Postructuralism and Beyond, London 2000, Ch. Vogel, Podróż
autora. Struktury mityczne dla scenarzystów i pisarzy, Warszawa 2010.
J. Barański, Socjotechnika, między magią a analogią…, s. 93–116.
U. Eco, Nieobecna struktura, Warszawa 2003, s. 395, M. Czubaj, dz. cyt., Gdańsk
2010, s. 80–81.
107

�o cudach – zapewniających słabemu zwycięstwo w utopijnej przestrzeni
cudowności, ujawniają się formalne struktury codziennych praktyk. Przestrzeń ta zabezpiecza broń słabego przed rzeczywistością ustalonego porządku. Skrywa ją także przed społecznymi kategoriami, które „nadają bieg
historii”, ponieważ nad nią panują. A tam, gdzie historiografia opowiada
w czasie przeszłym o strategiach ustanowionej władzy, historie „magiczne”
oferują swej publiczności (cześć uważnemu słuchaczowi) taktyki możliwe
do wykorzystania w przyszłości 394.

Zanim jednak stanie się jasne, na czym polega strategiczna siła
„dyskursu ludu”, ta specyficzna broń słabego przed rzeczywistością
ustalonego porządku, warto najpierw przyjrzeć się wymienionym
przez Proppa funkcjom, które z jednej strony pokrywają się ze schematem obrzędu przejścia, a z drugiej odpowiadają wspomnianej
sekwencji rytualnej opisanej przez Leacha i zastosowanej przeze
mnie do analizy starotestamentowej sagi. Właśnie z tych powodów
proponuję, żeby uważny czytelnik odczytywał starotestamentową
sagę i kręgi działań występujących tam postaci w kontekście funkcji
zaproponowanych przez Proppa.
Analizując bajkę magiczną, warto pamiętać, że rosyjski badacz
stworzył statyczny model uniwersalny (szereg syntagmatyczny),
natomiast sensy przypisywane postaciom oraz ich atrybutom –
w jego przypadku i w każdym kolejnym – mają charakter lokalny (realizacje paradygmatyczne). Dzieje się tak, bowiem zdaniem
Proppa, struktura nie występuje w postaci abstrakcyjnej, lecz jest
dostępna jedynie w konkretnej narracji, która realizowana jest
w charakterystycznych dla każdej kultury kodach. Dlatego tak
ważne jest, aby wychodząc od modelu Proppa, przenieść go w odmienny kontekst kulturowy w celu odkrycia interesującego mnie
słownika konkretnie stosowanych kodów. Postępując w ten sposób, łatwiej nam będzie zrozumieć, jak konkretne osoby pełniące
funkcje społeczne łączą się z kręgami działań postaci, co z kolei

394

M. de Certeau, Wynaleźć codzienność. Sztuki działania, Kraków 2008, s. 25.
108

�pozwoli wykazać istnienie kulturowych tendencji we wrzucaniu
konkretnych osób w symboliczne kategorie antagonisty, bohatera
czy fałszywego bohatera395.
Każda bajka magiczna zaczyna się od sytuacji początkowej,
w której następuje jakieś nieszczęście, stanowiące transformację b r a k u 396 . Propp podkreślał, że siedem pierwszych funkcji
bajki magicznej stanowi przygotowanie do właściwej akcji. I tak
oto funkcja I oznacza sytuację, w której jeden z członków rodziny
odchodzi z domu 397 (w starotestamentowej sadze oznacza to odejście od systemu politycznego opartego na Sędziach). Następnie
bohater otrzymuje zakaz (II funkcja). W kontekście sagi funkcja
ta realizowana jest poprzez ostrzeżenie Boga, że prośba ludu, aby
ustanowić króla nad nimi, jest grzechem bałwochwalstwa 398 . Naruszenie zakazu (III funkcja)399 jest ściśle związane z otrzymaniem zakazu (II funkcja). Tak więc funkcje II i III stanowią podwójny element, co oznacza, że druga połowa może się pojawiać
bez pierwszej. Bardzo ważne jest, że od tego momentu w narracji
bajki pojawia się postać antagonisty bohatera, złoczyńcy400:
Jego rolą jest zakłócenie spokoju szczęśliwej rodziny, wywołanie jakiegoś nieszczęścia, przyniesienie szkody, wyrządzenie krzywdy. Przeciwnikiem bohatera może być zarówno smok, jak i diabeł, rozbójnik, czarownica czy macocha (…) Przyszedł, zakradł się, czy przyleciał i zaczyna
działać 401.

395

396
397
398
399
400
401

J.J. Liszka, The Semiotic of Myth. A Critical Study of Symbol, Bloomington 1989,
s. 121–128.
W. Propp, Bajki magiczne…, s. 98, 1 Sm 8, 5.
Tenże, Morfologia bajki magicznej…, s. 28.
1 Sm 8, 1–18.
1 Sm 8, 18–22.
W. Propp, Morfologia bajki magicznej…, s. 29.
Tamże.
109

�Jak starałem się wykazać w rozdziale pierwszym, ustanowienie
króla związane jest z odrzuceniem Boga, co umożliwia wprawienie
w ruch mechanizmu, który zdaniem Girarda, jest w istocie szatanem402…
Funkcja IV polega na dokonywaniu zwiadu przez antagonistę.
Następnie antagonista otrzymuje informacje o swojej ofierze (lud
Izraela), co stanowi funkcję V. W konsekwencji złoczyńca usiłuje
oszukać swoją ofiarę, aby zapanować nad nią lub jej mieniem, co
określił Propp mianem podstępu (funkcja VI)403. W tym celu antagonista może zmienić postać, działać przez namowę, stosować
rozliczne oszustwa czy formy przemocy. Ostatecznie ofiara ulega
oszustwu i mimowolnie pomaga wrogowi, co stanowi funkcję VII.
Według Proppa bohater zawsze ulega namowom antagonisty, co
prowadzi do nieszczęścia przygotowawczego404. W kontekście sagi
ta funkcja odpowiada losowaniu, które z jednej strony publicznie
potwierdza wybór Saula na króla, z drugiej odpowiada strukturalnie losowaniu kozła ofiarnego przeznaczonego nie Panu, lecz – jak
wynika ze strukturalnej analizy sagi – Azazelowi oraz, jak wiemy,
stanowi stygmat ofiarniczy kozła, który stanie się ofiarą przebłagalną złożoną następnie w ofierze Bogu. W konsekwencji dochodzi do
niezwykle ważnej funkcji VIII, w której antagonista wyrządza jednemu z członków rodziny szkodę lub krzywdę, co w konsekwencji
uruchamia właściwą akcję całej bajki405:
Odejście, naruszenie zakazu, udzielenie informacji, udane oszustwo –
wszystko to przygotowuje tę funkcję, umożliwia ją lub przynajmniej ułatwia. Dlatego pierwsze siedem funkcji można traktować jako część przygotowawczą bajki, podczas gdy szkodzenie stanowi jej zawiązanie406.

402
403
404
405
406

R. Girard, Widziałem szatana spadającego z nieba jak błyskawica…, s. 44–58.
W. Propp, Morfologia bajki magicznej…, s. 31.
Tamże, s. 32.
Tamże.
Tamże.
110

�Antagonista szkodzi na bardzo wiele sposobów. Propp szczegółowo opisuje 19 z nich. Niezwykle ważne jest to, że nie wszystkie bajki
zaczynają się od szkodzenia (kradzieży, zabicia, wypędzenia, grożenia, dręczenia). Jego ekwiwalentem morfologicznym, jak zaznaczyłem nieco wcześniej, jest wspomniany już brak, niedostatek, który
prowadzi do poszukiwań407. W tym miejscu Propp wprowadza kolejną funkcję, którą oznacza jako VIIIa. Chodzi o to, jak to określił rosyjski badacz, że jednemu z członków rodziny czegoś brakuje, pragnie
on coś posiadać408. Gdyby Girard znał pracę Proppa, zapewne na tej
funkcji szczególnie skupiłby swoją uwagę. Co ciekawe – brak odpowiadający funkcji VIII lub VIIIa pojawia się z konieczności w każdej bajce i, zdaniem Proppa, nie ma innych form zawiązania akcji.
Zatem zawiązanie ma ścisły związek ze szczególnym rodzajem pragnienia, które Girard określił mianem pragnienia mimetycznego
prowadzącego do rywalizacji mimetycznej i w konsekwencji kryzysu ofiarniczego.
Funkcja IX opisana jest następująco: bohater dowiaduje się o nieszczęściu lub braku; zostaje wysłany lub pozwala mu się odejść. Ta
funkcja jest niezwykle ważna, ponieważ wprowadza do bajki postać
bohatera. Niestety, Propp w żaden sposób nie problematyzuje tej
funkcji, wprowadzając przy tej okazji postać bohatera fałszywego
(choć dostrzega w tym miejscu dwa rodzaje bohatera: pokrzywdzonego i poszukującego). Bohaterowi fałszywemu poświęca inne funkcje, co za chwilę zaprezentuję. Funkcja IX realizowana może być
także w ten sposób, że bohater zostaje wygnany, skazany na śmierć,
lecz zostaje potajemnie uwolniony, a zatem wyrusza w drogę wbrew
swojej woli lub musi wyruszyć w drogę, bowiem alternatywą jest
dla niego śmierć409. Z analizy starotestamentowej sagi jasno wynika,
że pragnienie ustanowienia monarchii w Izraelu płynęła z pragnienia ludu bycia jak inne narody, które posiadają króla, a dzięki temu
407
408
409

Tamże, s. 35.
Tamże, s. 36.
Tamże, s. 38–39.
111

�są skuteczniejsze w prowadzeniu wojen ze swoimi wrogami. Zatem
zadaniem Saula jako króla jest przede wszystkim zwyciężać wrogów Izraela.
Równie interesująca jest funkcja X, w której poszukujący zgadza
się lub decyduje na przeciwdziałanie. Należy jednak pamiętać, że
w przypadku wygnanych, zabitych, zaczarowanych i zamienionych
bohaterów ten element nie występuje, bowiem nie mają oni woli
wyzwolenia410. W ten sposób dochodzimy do funkcji XI, w której
bohater opuszcza dom. Funkcja ta jest realizowana na dwa różne
sposoby w zależności od tego, czy bohater jest poszukujący, czy też
pokrzywdzony. Pamiętając o wnioskach płynących z analizy strukturalnej starotestamentowej sagi, intuicja badawcza każe mi podążać za losem wygnanego bohatera, którego pozornie tylko czekają
przygody bez określonego celu411, bowiem należy pamiętać, że każda
bajka magiczna kończy się XXXI funkcją określaną mianem wesela,
co oznaczać może także zdobycie przedmiotu poszukiwań, jak również zostanie królem „innego”, „złotego” królestwa. Przypomnę raz
jeszcze, że jedyną alternatywą jest surowa kara i zdemaskowanie
bohatera jako bohatera fałszywego lub antagonisty, co określane
jest jako funkcja XXVIII.
Zanim jednak do tego przejdę, chciałbym zwrócić uwagę na to,
że w funkcji XI pojawia się nowa postać nazwana przez Proppa darczyńcą lub dawcą412. Darczyńcą, w kontekście tekstu mito-logicznego, jest, w mojej ocenie, prorok Samuel, przez którego przemawiał
Bóg. Przejdźmy jednak do funkcji XII, w której bohater zostaje poddany próbie przez darczyńcę, i tutaj znowu posłużę się cytatem: „co
przygotowuje otrzymanie przez niego magicznego środka lub pomocnika”413. Ta funkcja określana jest jako: pierwsza funkcja darczyńcy414. A zatem darczyńca wystawia bohatera na próbę. W Biblii
410
411
412
413
414

Tamże, s. 39.
Tamże.
Tamże, s. 40.
Tamże.
Tamże.
112

�paradygmatyczną realizacją tej funkcji będzie oczywiście scena,
która miała dać odpowiedź, czy Saul jest godny bycia królem nad
Izraelem415. Ową próbą, o czym warto kolejny raz przypomnieć,
miało być ukaranie Amalekitów polegające na ich wymordowaniu,
zniszczeniu wszystkiego, co do nich należało oraz nałożeniu na nich
klątwy416.
Kluczowa dla losów bohatera jest jego odpowiedź na działania
przyszłego darczyńcy (funkcja XIII). Jeśli bohater sprosta próbie,
wtedy otrzymuje magiczną pomoc (funkcja XIV), jeśli nie − wtedy
nie otrzymuje magicznego pomocnika lub środka, zostaje zdemaskowany jako fałszywy bohater i realizuje wspomnianą już wcześniej
funkcję XXVIII. Następnie zostaje surowo ukarany przez darczyńcę, realizując funkcję XXX, co strukturalnie odpowiada końcowi
bajki. Wiemy, że Saul nie sprostał próbie. Bojąc się swojego ludu,
oszczędził życie Agagowi, za co w konsekwencji Bóg się od niego odwrócił417. Od tego momentu postać Saula wpisuje się w krąg działań
bohatera fałszywego, co zapowiada nieuniknioną i straszną karę,
jaka go czeka.
Niezwykle ważne jest zrozumienie, że bajka może mieć kilka
przebiegów. A zatem powinniśmy pamiętać o tym, że:
Z punktu widzenia morfologii bajką można nazwać dowolną akcję rozwijającą się od szkody lub braku, przez pośrednie funkcje, aż do wesela lub do
innych funkcji, występujących w charakterze rozwiązania. (…) Taki rozwój
akcji nazwalibyśmy przebiegiem. Każde nowe wyrządzenie szkody, każda
nowa strata lub brak, tworzą nowy przebieg. Jedna bajka może mieć kilka przebiegów, więc w toku analizy należy przede wszystkim ustalić, z ilu
przebiegów się składa. Jeden przebieg może następować bezpośrednio po
drugim, mogą się one jednak również przeplatać, rozpoczęty przebieg może
się zatrzymywać, może pojawiać się nowy. Nie zawsze łatwo jest wydzielić
przebiegi akcji, ale zawsze jest to możliwe, i to z wielką ścisłością418.

415
416
417
418

1 Sm 15, 1.
1 Sm 15, 1–3.
1 Sm 15, 10–23.
W. Propp, Morfologia bajki magicznej..., s. 91.
113

�Analiza strukturalna starotestamentowej sagi odczytana w świetle teorii morfologicznej Proppa ukazała jak na razie dwa przebiegi.
Przypomnę, że w pierwszym – Saul zrealizował rolę zarezerwowaną dla fałszywego bohatera, który nie sprostał zadaniu i w konsekwencji Bóg się od niego odwrócił (bohater nie otrzymał magicznej
pomocy). Co oznacza, że pierwszy przebieg kończy się negatywnie.
Los fałszywego bohatera jest okrutny, bo musi on zostać surowo
ukarany, co w przypadku Saula oznacza, jak już wiemy, problematyczną śmierć na wzgórzu Gilboa. Zanim do niej jednak dochodzi,
w strukturze mitu pojawia się postać Dawida, co odpowiada rozpoczęciu drugiego przebiegu, który ostatecznie kończy się pozytywnie.
Chciałbym jednocześnie zaznaczyć, że Dawid realizuje wszystkie
przygotowawcze funkcje aż do XIII, kiedy – w odróżnieniu od Saula
– udaje mu się sprostać próbie (zabija Goliata), otrzymuje magiczną
pomoc (błogosławieństwo Boże) i, w następnej kolejności, realizuje
funkcję XV − zostaje przeniesiony z jednego królestwa do drugiego,
co oznacza także przeniesienie bohatera do miejsca, gdzie znajduje się przedmiot jego poszukiwań. W przypadku Dawida funkcja ta
jest realizowana przeniesieniem na dwór króla Saula. Król, jak dobrze pamiętamy, zazdrosny o rosnącą popularność Dawida posyła
go na bardzo niebezpieczne misje419. W tym miejscu staje się jasne,
że Saul przestaje realizować krąg działań bohatera. W drugim przebiegu zaczyna realizować bowiem krąg działań charakterystyczny
dla króla/fałszywego bohatera (ojca królewny)420, który jest zazdrosny o Dawida i w związku z tym wrogo do niego nastawiony,
co związane jest z zadawaniem mu trudnych zadań421. Powinniśmy
pamiętać cały czas o tym, że ród Saula od momentu nieudanej próby
zostaje w sadze stopniowo deprecjonowany i sprowadzony ostatecznie do jednej z transformacji postaci antagonisty, czyli złoczyńcy422.

419
420
421
422

1 Sm 18, 7.
Dawid po zabiciu Goliata dostał obiecaną córkę króla – Mikal.
W. Propp, Morfologia bajki magicznej…, s. 75–76. 1 Sm 18, 7.
1 Sm 18, 29.
114

�Stopniowo demonizowany król (realizujący wcześniej krąg działań
fałszywego bohatera), którego Bóg opuścił, umiera („samobójstwo”
Saula na wzgórzu Gilboa). Dzieje się tak ponieważ:
Zawsze istnieje jakiś złoczyńca, jakiś gnębiciel ludu. Był wszechmocny,
ale już nie jest. W końcu Bóg go przeklina. Dopada go pomsta wojsk niebieskich 423 .

Następnie Dawid zostaje królem Judy. Kolejna funkcja XVI polega na
walce bohatera i jego antagonisty. Strukturalnie ujmując tekst biblijny, uważam, że postacią będącą antagonistą Dawida jest syn Saula − Iszbaal424, z którym Dawid przystępuje do bezpośredniej walki.
Mimo to Iszbaal nie ginie z rąk Dawida, lecz zostaje zabity przez jego
dwóch żołnierzy. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na fakt, że
magicznym środkiem, czy raczej realizatorami magicznej pomocy
w kontekście całej mito-logicznej sagi o Saulu i Dawidzie, są postacie, które wyręczają Dawida w kolejnych zabójstwach. Dzieje się tak
aż do finalnego i najważniejszego mordu rytualnego, w wyniku którego Dawid przygotowuje grunt pod nastanie rządów Salomona rozpoczynającego złoty wiek Izraela. Ludzie – czy jak wolałby Girard –
tłum425, staje się „magicznym środkiem” niezbędnym do osiągnięcia
celu. Tłum jest bowiem przekonany, że realizuje wolę sacrum.
Po śmierci Iszbaala Dawid „stawał się coraz potężniejszy, bo Pan,
Bóg Zastępów był z nim”426. W konsekwencji Dawid realizuje funkcję
XIX, która oznacza usunięcie początkowego „nieszczęścia” lub „braku”427, co strukturalnie odpowiada sprowadzeniu Arki Przymierza
do Jerozolimy. Funkcji XX odpowiada natomiast powrót bohatera,
czyli zamieszkanie Dawida w Jerozolimie. Dla wnikliwego czytelnika staje się jasnym, że odtąd Dawid, podobnie jak wcześniej Saul,
423
424

425
426
427

R. Girard, Dawna droga…, s. 31.
Przypominam, że jego imię stopniowo deprecjonowane oznacza ostatecznie
„mąż wstydu”.
R. Girard, Dawna droga…, s. 26.
2 Sm 5, 10.
W. Propp, Morfologia bajki magicznej…, s. 52.
115

�zaczyna realizować więcej niż jeden krąg działań. O ile jednak Saul
realizował krąg działań bohatera fałszywego i króla, to postać Dawida łączy krąg akcji bohatera i króla. Stąd wynika odmienny los
Dawida, który mimo iż dopuszcza się szkaradnego czynu, jakim jest
wykorzystanie żony swojego żołnierza a następnie wysłanie go na
pewną śmierć428, nie spotyka go los tak okrutny jak Saula. Ważne
jest natomiast, że Dawid realizuje funkcję XXI, czyli ściganie bohatera429 i ratunek przed pościgiem (funkcja XXII), co często kończy
bajkę. Funkcje te odpowiadają strukturalnie konfliktowi Dawida
z jego najstarszym synem Absalomem, który zamordował swojego
starszego brata Amnona, a następnie wystąpił w otwartym konflikcie przeciwko swojemu ojcu. Warto przypomnieć, że Absalom także
ginie z rąk żołnierzy Dawida.
Pamiętajmy jednak cały czas o tym, że bajka może się składać
z wielu przebiegów i wszystkie one nie tylko stanowią kontynuację
danej bajki430, jak chciał Propp, ale także stanowią one specyficzne
powtórzenie, które ma na celu ujawniać ukrytą strukturę mitu. Z tej
perspektywy proponuję, żebyśmy przyjrzeli się trzeciemu i ostatniemu istotnemu przebiegowi (czy też powtórzeniu), który w kontekście analizy strukturalnej całej sagi miał charakter demaskatorski
i ujawniał rytualny charakter mordu kończącego kryzys. Strukturalnie pokrywa się on także z drugą, przebłagalną ofiarą złożoną
z kozła. Przypomnijmy, że Dawid stanął po raz kolejny przed trudnym zadaniem, realizując tym samym funkcję XXV. Propp podkreślał, że ta funkcja jest jednym z najbardziej lubianych przez odbiorców elementów bajki431. W sadze trudne zadanie związane było
z przezwyciężeniem trwającego trzy lata głodu, który zapanował
w całym Izraelu432. Co ciekawe, wśród 12 przykładowych realizacji
tej funkcji wymienia jedną łudząco pokrywającą się z paradygma428
429
430
431
432

2 Sm 11, 3; 2 Sm 11, 1–26.
W. Propp, Morfologia bajki magicznej…, s. 54.
Tamże, s. 56.
Tamże, s. 58.
2 Sm 21, 1.
116

�tyczną realizacją starotestamentowej sagi. Chodzi tutaj o dokonywanie wyboru, co oznaczało wskazanie poszukiwanej osoby spośród
dwunastu takich samych dziewczynek i takich samych chłopców433.
W przypadku mitu biblijnego chodziło oczywiście o selekcję siedmiu mężczyzn z rodu Saula. Nie ma sensu powtarzać raz jeszcze
dokładnej realizacji paradygmatycznej odpowiadającej kontekstowi starotestamentowej sagi, dlatego posłużę się jedynie kolejnymi
funkcjami. Prawidłowe wykonanie zadania przez Dawida (oznaczające u Proppa funkcję XXVI) wiązało się z rozpoznaniem bohatera
(funkcja XXVII), w konsekwencji fałszywy bohater lub antagonista
zostaje zdemaskowany (funkcja XXVIII). Następnie bohater przybiera nową postać, co także oznaczać może budowanie cudownego pałacu (domu dla Arki Przymierza) – realizacja funkcji XXIX. Ostatecznie, jak już wspomniałem wcześniej, bohater zawiera małżeństwo/
zostaje królem, co oznacza wesele (funkcja XXXI)434. W przypadku
biblijnej sagi oznacza to ostateczne umocnienie na tronie królewskim rodu Dawida i zapowiedź nastania okresu złotego wieku Izraela symbolicznie odpowiadającemu rządom jego syna Salomona.
Uważnemu czytelnikowi, który nie zniechęcił się powyższą
analizą, z pewnością nie umknął fakt, że starotestamentowa saga
odczytana w kategoriach teorii morfologicznej Proppa odpowiada
wszystkim elementom kompozycji bajki magicznej! Czy to oznacza,
że mamy do czynienia z uniwersalnym modelem ujawniającym
strukturę obrzędu przejścia? Moim zdaniem, tak może być. Jeśli
bowiem dostrzeżemy zbieżność trzech wymienionych przebiegów
składających się na interesujący mnie mit z trzema fazami obrzędu
przejścia: rytuałowi wyłączenia, rytuałowi liminalnemu oraz rytuałowi włączenia – wtedy łatwiej dostrzeżemy, że już układ funkcji
jest specyficznego rodzaju scenariuszem. Pierwszy przebieg odpowiada bowiem strukturalnie losowi fałszywego bohatera, który
z powodu „braku” zostaje posłany w drogę, następnie łamie nakaz/
433
434

W. Propp, Morfologia bajki magicznej…, s. 59.
Tamże, s. 61–62.
117

�zakaz, za co spotyka go kara, drugi odpowiada relacjom bohatera
fałszywego/króla i bohatera, trzeci i ostatni odpowiada losowi bohatera/króla, który przekracza zakaz, składając w ofierze rytualnej
przedstawicieli rodu fałszywego bohatera/króla sprowadzonych
do roli antagonistów, dzięki czemu niweluje „brak” i doprowadza
ostatecznie do nastania złotego wieku. Dla ułatwienia sporządziłem
poniższy schemat, który obrazuje tą strukturę:
I PRZEBIEG

II PRZEBIEG

III PRZEBIEG

RYTUAŁ WYŁĄCZENIA

BRAK

RYTUAŁ WŁĄCZENIA

RYTUAŁ LIMINALNY

NADMIAR

Schemat 2. Schemat strukturalny starotestamentowej sagi odpowiadający trzem
przebiegom bajki magicznej.
Opis schematu:
I) przebieg odpowiada losowi fałszywego bohatera,
II) przebieg relacji fałszywego bohatera/króla i bohatera,
III) przebieg odpowiada natomiast relacji bohatera/króla i przedstawicieli rodu fałszywego bohatera/króla.

W tym miejscu warto przejść do inspirujących i uzupełniających analiz Algirdasa Juliena Greimasa, jednego z najbardziej
znaczących reprezentantów współczesnej semiotyki 435 , który
podjął bardzo ciekawą próbę syntezy „syntagmatyki” Proppa
i „paradygmatyki” Lévi-Straussa. Badania Greimasa wpisują
się dzisiaj w nurt gramatyki narracyjnej i neostrukturalizmu
zwanego także strukturalizmem „antyhumanistycznym”, któ435

A. Grzegorczyk, Rekonstrukcja mitu w semiotyce A. J. Greimasa, [w:] A.J.
Greimas, E. Leach (red.), Rytuał i narracja, Warszawa 1989, s. 99.
118

�rego wyraźną cechą jest dążenie do scjentystycznej epistemologii pozbawionej antropologicznego punktu widzenia. Dla mnie
Greimas jest ważny przede wszystkim jako mistrz mitologicznej komparatystyki oraz wytrwały poszukiwacz uniwersaliów
kulturowych 436 . Greimas w swoich badaniach starał się osiągnąć
z jednej strony specyficznie rozumiany przez siebie, wcześniej
postulowany przez Lévi-Straussa, poziom mitologii powszechnej 437, z drugiej – starał się wdrożyć projekt polityczny, jakim
było zrekonstruowanie mitologii litewskiej z fragmentów bajek
i mitów uznanych przez badacza za kanoniczne 438 dla kultury
litewskiej. Zatem analizy Greimasa zaprowadziły go do miejsca,
w którym zrekonstruowana mitologia litewska stała się modelem „dla”439 – używając słów Geertza – współcześnie ciągle żywotnego dyskursu tożsamości narodowej na Litwie. Zanim jednak Greimas osiągnął ten poziom, jeszcze raz przypomnę:
(...) w swojej analizie bajki brał za podstawę Proppa, „poprawiając” go za
pomocą teorii Lévi-Straussa, a w analizie mitu – odwrotnie – wychodził
od Lévi-Straussa, uzupełniając go Proppem 440 .

Moim celem nie będzie przy tej okazji szczegółowe zrekonstruowanie wszystkich ustaleń tego bardzo inspirującego semiotyka, ani
tym bardziej przywołanie zaproponowanego przez niego bardzo
rozbudowanego i szczegółowego słownika, który może być rozwijany w zasadzie bez końca441. To, co mnie jednak szczególnie interesuje, związane jest ze wskazaniem przez Greimasa mechanizmu
zmiany ról tej samej postaci. W związku z tym francuski semiotyk
litewskiego pochodzenia rozwijający ustalenia Proppa postulował,
436

437
438
439
440
441

K. Rosner, Semiotyczne próby konstruowania gramatyk tekstowych: A. Greimas,
C. Bremond i inni, [w:] A. Grzegorczyk, Semiotyczne olśnienia. Szkice o teorii A.J.
Greimasa, Poznań 1997, s. 57.
C. Lévi-Strauss, Opowieść o rysiu, Łódź 1994.
A.J. Greimas, O bogach i ludziach. Studia o mitologii litewskiej, Kęty 2007.
C. Geertz, Interpretacja kultur, Kraków 2005, s. 115–117.
E. Mieletinski, Strukturalno-typologiczne badania bajki…, s. 174.
M. Czeremski, Struktura mitów…, s. 94.
119

�aby postacie, takie jak: osoba posyłająca bohatera i ojca królewny połączyć w jedną postać i określić ją mianem nadawcy. Postać
magicznego pomocnika i darczyńcy włączyć z kolei w postać pomocnika. Trzecia postać odbiorcy i podmiotu powinna, według
niego, łączyć się natomiast z bohaterem. W tym układzie królewna
jest, zdaniem Greimasa, przedmiotem442. Uważam, że doceniając
ten redukcjonistyczny sposób myślenia, należy pozostać sceptycznymw wobec tak sztywnej metody łączenia postaci, bowiem jak sam
Greimas szczerze przyznawał:
Możliwości popełnienia pomyłki kryją się na każdym zakręcie tekstu,
a granica pomiędzy intuicją a „wyobraźnią” nigdy nie jest oczy wista.
Jedynie porównanie tekstu z innymi tekstami, podobieństwa i różnice
oraz jego wewnętrzna spójność gwarantują „mityczną prawdę”443 .

Poza tym Greimas bazował na funkcjach i postaciach Proppa, które
traktował jak wyjściowe dane, w oderwaniu od kontekstu folklorystycznego, historycznego i, co dla mnie niezwykle istotne, społecznego w ujęciu procesualnym, co powodowało, że jego analizy opierały
się – co zapożyczył z kolei od Lévi-Straussa – na kulturowo-etnograficznych kodach (seksualnym, pokarmowym, naturalnym). Musimy
pamiętać o tych wszystkich uwagach, ponieważ wspomniany mechanizm łączenia i redukcji postaci pozwala nam wyjaśnić możliwość odgrywania przez Saula trzech wspomnianych ról, a przez
Dawida dwóch, co z kolei ściśle determinuje selekcję ofiarniczą osób
ze stopniowo degradowanego i, co dla nas nie może być żadnym zaskoczeniem, ostatecznie zantagonizowanego rodu Saula.

442

443

A.J. Greimas, Ku teorii interpretacji opowiadania mitycznego, [w:] Tenże, E. Leach (red.), Rytuał i narracja…, s. 133–167.
[Za:] M. Zowczak, O technikach tworzenia sensu według Algirdasa J. Greimasa,
[w:] A.J. Greimas, O bogach i ludziach…, s. 18.
120

�Kolejną inspiracją płynącą z analiz Greimasa jest zwrócenie
uwagi na to, że istotą mitu jest naruszenie umowy (co prowadzi do nieszczęść) oraz jej odnowienie 444 , na co jasno wskazują
mity445 , w tym także ten, który – w kontekście prowadzonego tutaj śledztwa – szczególnie mnie interesuje. Ten istotny element
naruszenia i odnowy umowy ukrywają z kolei analizy morfologiczne bajki magicznej. Co wydaje mi się równie ważne w kontekście prowadzonej tutaj analizy, Greimas powiązał syntagmatycznie początek bajki z negatywną serią podwójnych funkcji,
czyli nagromadzenia nieszczęść i alienacji bohatera z pozytywną serią związaną z jej zakończeniem, czyli usunięciem nieszczęścia i nagrodzeniem bohatera. Owa syntagma kontraktowa odpowiadała budowie kwadratu semiotycznego, który – zdaniem
twórcy gramatyki narracyjnej – jest konstruktem czysto logicznym, leżącym u podstaw szeregu dwóch innych syntagm narracyjnych (performatywnej – odpowiadającej próbom bohatera
oraz dysjunkcyjnej – odpowiadającej przemieszczeniom bohatera). Wszystkie trzy syntagmy odpowiadają strukturze głębokiej,
która determinuje działania konkretnych aktorów – realizatorów funkcji. W rezultacie połączenia owych syntagm powstaje,
zdaniem Greimasa, wspólna narracja 446 . Wszelkie próby bohatera w narracji bajki magicznej są, zdaniem badacza, środkiem
rozwiązywania konf liktowych stosunków przez transformację
sytuacji negatywnej w pozytywną. Greimas wprowadził przy
tym hierarchię tych prób, które co prawda dostrzeżone zostały w bajkach magicznych dzięki analizie morfologicznej Proppa, natomiast nie są bezpośrednio dostrzegalne dzięki analizie
strukturalnej mitów. Zatem wspomniane próby są odpowiednio:
próbą kwalifikująca, zasadniczą i gloryfikującą 447. Jeśli pomy444

445
446
447

A.J. Greimas, Porównawcza nauka o micie, [w:] Tenże, E. Leach (red.), Rytuał
i narracja…, s. 119–132.
E. Mieletinski, Poetyka mitu, Warszawa 1981, s. 118–120.
M. Czeremski, Struktura mitów…, s. 90.
A.J. Greimas, Ku teorii interpretacji opowiadania mitycznego…, s. 144–154.
121

�ślimy w tym kontekście o trzech interesujących mnie przebiegach bajki w kategoriach trójfazowego schematu obrzędu
przejścia, na który składają się rytuał separacji, liminalny i włączenia, wtedy łatwiej nam będzie zrozumieć związek wymienionych prób z punktami kulminacyjnymi odpowiadającymi trzem
fazom rytuału przejścia. W tym kontekście odpowiednio próba
kwalifikująca związana jest z losowaniem, które strukturalnie
pokrywa się z losowaniem kozła ofiarnego. Druga, zasadnicza,
przed którą staje Saul, faktycznie dyskwalifikuje tę postać i czyni ją bohaterem fałszywym. W konsekwencji Saul nie dochodzi do próby gloryfikującej, stając się jednocześnie bohaterem
fałszywym/królem/antagonistą. Dzieje się jednak coś jeszcze −
przedstawiciele jego rodu biorą udział w próbie gloryfikującej
jako symboliczne ofiary/antagoniści, strukturalnie odpowiadający kozłowi ofiarnemu przeznaczonemu Bogu. W przypadku
Dawida próba zasadnicza, której jego postać sprostała, otwiera
drogę do ostatniej – gloryfikującej, w której bierze udział jako
bohater/ofiarnik. W ten sposób Dawidowi/bohaterowi/ofiarnikowi udaje się zażegnać kryzys, składając w rytualnej ofierze
symbolicznych zdeprecjonowanych przedstawicieli pierwszego
porządku należących do rodu Saula/fałszywego bohatera/króla/
antagonisty.
Bajka magiczna, w ujęciu Greimasa, sama w sobie ma charakter mediacyjny448 − jest kodem, czy też specyficznym komunikatem 449, którego znajomość umożliwia generowanie kolejnych
opowieści mitycznych 450 . Postępując w ten sposób, można zatem
odkryć strukturalnie głębinowe treści, które generują diachroniczne wielości na poziomie dyskursów451, jak także umożliwiają odkrycie ogólnych zasad analizy dowolnych wątków

448
449
450
451

E. Mieletinski, Strukturalno-typologiczne badania bajki…, s. 177.
E.W. Rothenbuhler, dz. cyt., s. 73–92.
M. Zowczak, dz. cyt., s. 9.
E. Mieletinski, Strukturalno-typologiczne badania bajki…, s. 178.
122

�narracyjnych 452 . Innymi słowy, Greimas pokazał, że można przetworzyć „inwentarz elementów” narracji Proppa, uzupełniając
go o wnioski płynące z analizy strukturalnej mitu, co umożliwi
stworzenie dowolnego „systemu wtórnego”, który odpowiada
temu, co dziś określamy dyskursem 453 .

452

453

C. Bremond, Kombinacje syntaktyczne między funkcjami a sekwencjami narracyjnymi, „Pamiętnik Literacki” 1968, t. LIX, z. 4, s. 285–291.
A. Grzegorczyk, Niekartezjańskie współrzędne w dzisiejszej humanistyce, Poznań 1992, s. 75.
123

��Rozgrzewanie mechanizmu
do granic widzialności
Uważam, że jest to najlepszy moment do tego, aby wzbogacić dotychczasowe analizy o wybrane kwestie, które twórczo rozwinęli tacy antropolodzy, jak Victor Turner i Marshall Sahlins. Na
potrzeby prowadzonego tutaj śledztwa postanowiłem zacząć od
ustaleń brytyjskiego antropologa, uzupełniając je o perspektywę analiz Sahlinsa. W rozdziale pierwszym jedynie zasygnalizowałem, że w analizach strukturalnych Biblii Edmund Leach
wskazywał na związek struktury tekstu biblijnego z ustaleniami
Turnera dotyczącymi sfery liminalnej (betwixt and between) 454 .
Postępując w ten sposób, Leach postulował, aby szukać ściślejszych związków między strukturą tekstów sakralnych a konf liktami społecznymi ujętymi w rytualny kontekst procesów
społecznych 455 . Rozwijając ten bardzo ważny wątek, stworzymy
warunki do zastosowania statycznego modelu strukturalnego
w ujęciu procesualnym.
Turner jest niezwykle inspirującym badaczem, który mimo
że nie stworzył spójnego systemu teoretycznego na miarę prób
Lévi-Straussa czy Girarda i tak odcisnął ogromne piętno na badaczach zajmujących się problematyką dynamiki społecznej,
konf liktów społecznych oraz ich związku z gatunkami performatywnymi, takimi jak: teatr, rytuał, film, poezja, proza czy karnawał. Przez jednych był określany mianem strukturalisty456 ,
przez innych jako przedstawiciel antropologii symbolicznej 457,

454
455
456

457

E. Leach, Antropologiczne podejścia do badań nad Biblią…, s. 26.
Tamże, s. 4–42.
H. Czerwińska-Burszta, Teoria rytów przejścia Arnolda van Gennepa i jej recepcja na gruncie strukturalistycznym, „Lud”, t. 70, 1986, s. 51–65.
J. Drozdowicz, Symbole w działaniu. Akademickie konteksty nurtu symbolicznego, Poznań 2009, s. 151–178.

�procesualnego symbolizmu 458 , twórca antropologii widowisk459,
prekursor antropologii doświadczenia 460 , antropologii politycznej 461, był uznawany za jednego z ojców-założycieli nowej dyscypliny kulturoznawczej nazwanej ritual studies, co – jak dowodzi
Mathieu Def lem 462 – w żaden sposób nie wyczerpuje licznych
prób sklasyfikowania dorobku intelektualnego szkockiego antropologa.
Turner nie ukrywał, że ogromny wpływ na wypracowanie
jego podejścia do zmian społecznych miało przypadkowe odkrycie znanej koncepcji obrzędu przejścia wypracowanej przez –
przywoływanego już w pracy – Arnolda van Gennepa. Brytyjski
badacz dostrzegł w koncepcji francuskiego folklorysty strukturalny klucz do swoich dotychczasowych ustaleń dotyczących
większości rytuałów, które badał wcześniej w małym południowoafrykańskim plemieniu Ndembu 463 . W efekcie ponownego „odkrycia” i uznania koncepcji struktury obrzędu przejścia napisał
książkę pt. Proces rytualny: struktura i antystruktura 464 , która
stała się niemal od razu, z jednej strony manifestem jego antropologii procesualnej, z drugiej podsumowaniem badań Turnera
na temat związku między działaniami obrzędowymi a przemianami struktury społecznej 465 . W tej bardzo ważnej książce Turner dowodził, że wszelka dynamika społeczna odbywa się dzięki specyficznej umiejętności przechodzenia społeczeństw jak
i jednostek ze struktury do struktury poprzez antystrukturę,
458

459

460
461
462
463
464
465

M. Deflem, Rytuał, anty-struktura i religia, czyli Victora Turnera procesualna
analiza symboli, „Polska Sztuka Ludowa. Konteksty”, nr 1–2 (256–257), r. 2002,
s. 188–199.
L. Kolankiewicz (red.), Antropologia widowisk, Warszawa 2005, s. 9–32, J.J.
MacAloon (red.), Rytuał, dramat, święto, spektakl…, s. 11–35.
V. Turner, E.M. Bruner (red.), Antropologia doświadczenia, Kraków 2011.
T. C. Lewellen, dz. cyt.
M. Deflem, Rytuał, anty-struktura i religia…, s. 199.
V. Turner, Las symboli: aspekty rytuałów u ludu Ndembu, Kraków 2006.
Tenże, Proces rytualny…
A. Szyjewski, Człowiek w drodze do życia sakralnego; sacrum, rytuał i symbol
w koncepcji Victora Turnera, [w:] V. Turner, Las symboli…, s. XII.
126

�która odpowiada specyficznym relacjom ludzkim zwanym communitas. U van Gennepa owo przejście odpowiadało rytualnemu
wyjściu osoby lub grupy ze sfery profanum (rytuały wyłączenia)
przez sferę sacrum (rytuały liminalne, sfera najintensywniejszego oddziaływania sacrum, stan communitas), by następnie
odmieniona osoba lub grupa (po zmianie statusu społecznego)
mogła zostać ponownie włączona (rytuały włączenia) do sfery
profanum. Zatem sfera profanum u francuskiego folklorysty odpowiada strukturze w ujęciu Turnera – czyli społeczeństwu rozumianemu jako system zróżnicowanych, zhierarchizowanych
i zinstytucjonalizowanych pozycji, ról oraz statusów – innymi
słowy ten model charakteryzuje „normalne”, codzienne sposoby w jakich funkcjonuje społeczeństwo. Communitas odpowiada
zatem sferze intensywnego oddziaływania sacrum, sferze liminalnej, w której społeczeństwo jawi się jako niezróżnicowana
i nieustrukturyzowana wspólnota, gdzie ma miejsce całkowite
zrównanie jednostek podporządkowanych jedynie władzy rytualnej. Różnicę między właściwościami charakterystycznymi
dla liminalności a systemem hierarchicznym odpowiadającym
strukturze można wyrazić, za przykładem Lévi-Straussa, w formie wybranych przeze mnie binarnych opozycji 466 ujętych w poniższej tabeli:

466

communitas

struktura

przejście

stan

całość

częściowość

homogeniczność

heterogeniczność

równość

nierówność

anonimowość

system nazewnictwa

brak statusu społecznego

status społeczny

brak rangi

zróżnicowanie rang

V. Turner, Proces rytualny…, s. 124–125.
127

�brak samolubstwa

samolubstwo

całkowite posłuszeństwo

posłuszeństwo tylko dla starszych rangą

świętość

laickość

wiedza święta

wiedza techniczna

ciągłe odnoszenie się
do mocy mistycznych

okresowe odnoszenie się
do mocy mistycznych

prostota

złożoność

akceptacja bólu i cierpienia

unikanie bólu i cierpienia

Zdaniem Turnera każde ludzkie społeczeństwo jest zatem procesem
dialektycznym nieustannie następujących po sobie faz struktury
i antystruktury. W każdym społeczeństwie, w różnych okresach, jeden albo drugi z tych „nieśmiertelnych antagonistów” jest zawsze
górą467. Niezwykle ważne jest uświadomienie sobie, że – zdaniem
Turnera – żadne społeczeństwo nie może funkcjonować bez tej specyficznej dialektyki468, którą badacz określił na łamach swojej książki właśnie mianem procesu rytualnego:
Zachodzi tutaj proces dialektyczny, ponieważ bezpośredniość communitas
pozwala na pośredniość struktury, gdy tymczasem w obrzędach przejścia
ludzie są uwalniani od struktury i kierowani do communitas tylko po to, by
powrócić do struktury odrodzonej i wzmocnionej przez ich doświadczenie
communitas469.

Warto zaznaczyć, że autor Procesu rytualnego zwrócił szczególną uwagę na fazę środkową w strukturze obrzędu przejścia
van Gennepa (fazę liminalną), uznając ją za najważniejszą w tej
dynamice. Taką decyzję zdeterminowały jego wnioski płynące
z obserwacji i analiz symbolicznych działań uczestników w rytuałach Ndembu i, jak pisał, rozciągnięcie pojęcia liminalności

467
468
469

Tamże, s. 144.
Tamże, s. 141.
Tamże.
128

�do wszelkich stanów poza codziennym życiem 470 . Taka postawa
pozwoliła mu na analizowanie i porównywanie zjawisk społecznych pochodzących z zupełnie innych kontekstów społeczno-kulturowych 471, które strukturalnie przebiegały w ten sam
sposób. Każdy z tych przypadków ujawniał na swój sposób, że
właśnie „ta faza przejścia jest najbliższa kontaktowi z boskimi
albo nadludzkimi istotami lub mocami”472 . Innymi słowy to właśnie liminalność ujawnia, że:
(...) marginalność, strukturalna podrzędność są warunkami, w których często powstają mity, symbole, rytuały, systemy filozoficzne i dzieła sztuki. Te
formy kulturowe zaopatrują ludzi w zestaw wzorców czy modeli będących
na pewnym poziomie okresowymi reklasyfikacjami rzeczywistości i stosunku człowieka do społeczeństwa, przyrody i kultury. Są jednak czymś
więcej niż klasyfikacjami, ponieważ prowokują ludzi do działania i myślenia. Każdy z tych wytworów ma wielogłosowy charakter oraz wiele znaczeń i jest zdolny do poruszenia ludzi jednocześnie na wielu poziomach 473.

Badacz dynamiki procesów rytualnych podkreślał, że w fazie
liminalnej obrzędu przejścia, czyli w fazie, kiedy objawia się
communitas, ujawniają się także główne wartości kultury. To
w konsekwencji prowadzi do tego, że:
(...) stosunki społeczne ulegają uproszczeniu, a mit i rytuał rozwinięciu.
Można bez trudu zrozumieć, dlaczego tak jest: jeżeli liminalność traktujemy
jako czas i miejsce wycofania się z normalnych form działania społecznego,
to czas ten można postrzegać jako potencjalnie okres analizowania głównych wartości i pewników kultury, w której liminalność ta występuje 474.

I w innym miejscu uzupełnia tę myśl:

470
471
472

473
474

Tenże, Gry społeczne i obrzędowe metafory…, s. 40.
Tenże, Proces rytualny…, s. 138.
Tenże, Liminalność i communitas, [w:] M. Kempny, E. Nowicka-Rusek (red.), Badanie kultury. Elementy teorii antropologicznej – kontynuacje, Warszawa 2004,
s. 241.
Tenże, Proces rytualny…, s. 140–141.
Tamże, s. 168.
129

�Communitas ma tendencję do generowania metafor i symboli, które później
są transformowane w zespoły kulturowych wartości; symbole nabierają
„społeczno-strukturalnych” właściwości w otoczeniu uwarunkowań ekonomicznych i polityczno-prawnych. Ale te kulturowe i społeczno-strukturalne
ramy są interpretowane i nakładane przez konkretne indywidua dążące do
realizacji własnych celów, ideałów, miłości, nienawiści, władzy475.

Co ciekawe, brytyjski antropolog dostrzegał i rozróżniał dwa
główne typy rytuałów przejścia ze struktury do struktury poprzez
stan communitas, dzieląc je odpowiednio na obrzędy podwyższenia statusu (gdy jednostka przechodzi z niższej pozycji do wyższej,
podczas narodzin, wchodzenia w dojrzałość, małżeństwa czy przy
wprowadzeniu jednostki w obowiązki) oraz rytuały odwrócenia
statusu. Ze względu na tematykę pracy swoją uwagę badawczą skieruję w stronę zbiorowych rytuałów odwrócenia statusu, które towarzyszą zmianom społecznym. Ten specyficzny rodzaj rytuałów
Turner uważał za zdolny do przywrócenia prawidłowej wzajemnej
relacji pomiędzy strukturą a communitas w okresach spowodowanych katastrofami pojmowanymi przede wszystkim jako skutki
ciężkich przewinień społecznych476, wtedy gdy wybucha wojna,
w której bierze udział cała społeczność, a także w celu odwrócenia
skutków głodu, suszy lub plagi477. Niezwykle istotne jest to, że Turner rozwijając analizy formalne obrzędu przejścia van Gennepa,
widział ogromną potrzebę wzbogacenia ich o badania dotyczące
symboli używanych w konkretnych kontekstach procesów rytualnych478. Postępując w ten sposób, wpisał swój projekt badawczy
w kontekst symbologii komparatywnej479. Brytyjski badacz uznawał
bowiem rytuały za dynamiczne układy znaczących symboli.

475

476
477
478

479

Tenże, Od liminalności do liminoidalności w zabawie, przepływie i rytuale, [w:]
Tenże, Od rytuału do teatru…, s. 79.
Tenże, Proces rytualny…, s. 176–177.
Tamże, s. 170.
Tenże, Badania nad symbolami, [w:] M. Kempny, E. Nowicka-Rusek (red.), Badanie kultury. Elementy teorii antropologicznej, Warszawa 2003.
Tenże, Od liminalności do liminoidalności…, s. 29.
130

�Symbole są także mocno związane ze zmianą społeczną – są kojarzone z indywidualnymi i zbiorowymi interesami, celami, znaczeniami, aspiracjami, ideałami – o których dowiadujemy się wprost
lub wnioskujemy z obserwacji zachowania. Z tych powodów struktura i właściwości symboli rytualnych mają charakter dynamiczny,
przynajmniej w obrębie danego kontekstu działania480. Według Turnera symbolem może być przedmiot, działanie, relacja społeczna,
zdarzenie, gest, fragment przestrzeni, który jest arbitralnie uznawany za odwzorowujący lub przywodzący na myśl inny przedmiot,
działanie, ideę itp481:
Symbole wykazują właściwości kondensacji, jednoczenia odrębnych odnośników, a zarazem polaryzację znaczenia. Pojedynczy symbol reprezentuje
wiele rzeczy jednocześnie. Nie wszystkie odnośniki są tego samego rzędu
logicznego, niektóre zostają zaczerpnięte z wielu dziedzin doświadczenia
społecznego i sfery sądów etycznych482.

Wieloznaczność symboli jest w ujęciu tego uczonego sprawą kluczową, bowiem pozwala jednostkom i grupom wybierać w trakcie rytuału różne ich znaczenia, pozostając jednocześnie zjednoczonym
wokół wspólnego symbolu. Symbole są zatem nie tylko wieloznaczne, ale dzięki temu podatne na manipulację. Symbole są także z jednej strony inicjatorem, a z drugiej rezultatem procesów rytualnych
i dlatego zawierają w sobie jego właściwości483. Symbole, zarówno
ich zmysłowe środki wyrazu (znaczące), jak i zbiory znaczeń (znaczone) są zanurzone w przebogatym świecie żyjących, świadomych,
posiadających emocje i wolną wolę istot, które wykorzystują je nie
tylko do wprowadzenia porządku w uniwersum, ale także do zakwestionowania społecznych prawideł – jedno i drugie dzieje się poprzez ich rozszerzenie lub redukcję – a tym samym do podważenia

480
481
482
483

Tamże, s. 32.
Tenże, Las symboli…, s. 27.
Tenże, Proces rytualny…, s. 82.
Tamże.
131

�dotychczasowych aksjomatów, które zaczęły krępować rozumienie
i manipulowanie współczesnymi wydarzeniami484. W tym kontekście Turnera interesowało jednak to, kto manipuluje symbolami,
w jakim celu i na czym polega skuteczność symboliczna – czyli uczynienie z nich bodźca do działań. W tym sensie proponował, aby antropolodzy przyglądali się uważnie symbolom w działaniu, a zatem
ich „odrywaniu się” od abstrakcyjnych systemów symbolicznych,
w które były włączone i obserwowaniu kontekstów „wczepiania się”
w nowe, powstające ad hoc kombinacje symboli służących, jak sam
pisał:
(...) konstytuowaniu, legitymizacji lub podważeniu programów i obowiązujących scenariuszy działań zbiorowych485.

W kontekście prowadzonego tutaj śledztwa szczególnie interesować mnie będzie to, jak symbole „odrywają się” od abstrakcyjnego
scenariusza mitologicznego uszczegółowionego o wnioski płynące
z analizy morfologicznej bajki magicznej według Proppa. Następnie prześledzę proces ich „wczepiania się” w konkretne działania
społeczne rozgrzewające do granic widzialności – używając metafory Turnera – interesujący mnie mechanizm rytualny. Tym samym
w analizach konkretnych działań społecznych ujętych w kontekst
procesualny będę traktował symbole niczym:
(...) dynamiczny system złożony z elementów znaczących i znaczonych oraz
zmiennych sposobów nadawania znaczeń, działający w określonym czasowo procesie społeczno-kulturowym486.

Innymi słowy, za sugestią brytyjskiego antropologa będę się starał
traktować rytuały:

484
485
486

Tenże, Od liminalności do liminoidalności…, s. 33–34.
Tenże, Badania nad symbolami…, s. 93.
Tamże.
132

�(...) jako rozpoznawalne fazy w procesie społecznym, za pomocą których
grupy społeczne dostosowują się do wewnętrznych zmian (wywołanych
osobistymi czy frakcyjnymi walkami i konfliktami norm lub też innowacjami technicznymi, organizacyjnymi itd.) i adaptują się do środowiska zewnętrznego (społecznego i kulturowego, a także fizycznego i biotycznego).
Z tego punktu widzenia symbol rytualny staje się elementem w działaniu
społecznym, pozytywną siłą na tym polu wydarzeń487.

Turner konsekwentnie rozwijając swój projekt procesualnej dialektyki, skoncentrował się na badaniu gier społecznych.
W jego ujęciu oznaczają one: konf likty między paradygmatami, które ujawniają się w publicznych epizodach wybuchowego
rozładowania napięcia 488 . Paradygmaty oznaczają dla Turnera
zbiory zasad rywalizujących ze sobą grup. Zasady te stopniowo ulegają przekształceniu w metafory i symbole, mające moc
mobilizowania sił politycznych, antagonizując w ten sposób
rywalizujące grupy tworzące społeczeństwo. Tak zmobilizowani aktorzy społeczni doprowadzają z kolei do próby sił między wpływowymi nosicielami paradygmatów, zmieniając w ten
sposób układ sił, w ramach którego funkcjonują owe jednostki.
Zatem gry społeczne są dla Turnera procesami kontestacji rywalizujących ze sobą paradygmatów, które ujawniają sprzeczne interesy i postawy istniejące w każdym społeczeństwie bez
względu na jego wielkość i złożoność. Co ciekawe Turner porównując wiele gier tego typu, które pochodziły z zupełnie różnych
kontekstów społeczno-kulturowych i historycznych, dostrzegł,
że wszystkie one mają „w znacznym stopniu taką samą strukturę czasową i procesualną”489, jaką odkrył u ludu Ndembu. Nieważne przy tym było to, czy chodzi o sprawę Dreyfusa, aferę

487
488
489

Tenże, Od liminalności do liminoidalności…, s. 32.
Tenże, Gry społeczne i obrzędowe metafory…, s. 23.
Tamże.
133

�Watergate 490 , konf likt Tomasza Becketa z Henrykiem II491, powstanie księdza Hidalgo 492 czy też pielgrzymki do miejsc świętych 493 . Wszystkie one oglądane z meta-poziomu, niczym film,
zdradzają istnienie struktury, którą dostrzec i wyróżnić potrafi
retrospektywny obserwator494 . Odkrycie owej struktury w interesujących go grach społecznych umożliwiło mu wyróżnienie
tzw. „procesjonalnej formy” gry. Warto podkreślić, że Turner
myślał w tym kontekście o „temporalnej strukturze”495 , która
oznacza czasowe następstwo zdarzeń układających się w cztery główne fazy działania publicznego dostępnego obserwacji
i analizie. W ten oto sposób, zdaniem Turnera, „struktura fazowa gier społecznych” jest formą odgrywanych modeli i metafor,
które istnieją w umysłach aktorów. Cztery wspomniane fazy gry
społecznej przedstawiają się następująco:
1. Naruszenie ładu poprzez symboliczne jego zanegowanie.
2. Następną fazą jest kryzys, który pojawia się w następstwie naruszenia
		
zwykłych stosunków społecznych.
3. Działania przywracające równowagę.
4. Reintegracja lub schizma 496 .

Inaczej rzecz ujmując:
W najprostszym ujęciu model gry obejmuje cztery sceny i zaczyna się od
naruszenia jakichś relacji, uważanych za kluczowe w grupie odniesienia –
która nie tylko tworzy scenerię, lecz również wyznacza wiele celów gry –
by następnie przejść przez fazę szybko narastającej sytuacji kryzysowej ku

490

491

492
493

494
495
496

Tenże, Dramaty społeczne i opowieści o nich…, s. 117. Tenże, Dramaty społeczne
a brazylijska umbanda, [w:] Tenże, Antropologia widowiska, Warszawa 2008,
s. 49–110.
Tenże, Paradygmaty religijne a działanie polityczne: Tomasz Becket na radzie
w Northampton, [w:] Tenże, Gry społeczne, pola i metafory…, s. 47–80.
Tenże, Hidalgo: Historia jako gra społeczna, [w:] Tamże, s. 81–128.
Tenże, Pielgrzymki jako procesy społeczne, [w:] Tamże, s. 139–194, V. Turner,
E. Turner, Obraz i pielgrzymka w kulturze chrześcijańskiej, Kraków 2009.
Tenże, Gry społeczne i obrzędowe metafory…, s. 23.
Tamże, s. 26.
Tamże, s. 27–31, (podkreślenia Ł.P.M.).
134

�wyraźnemu dychotomicznemu podziałowi grupy, a następnie zastosowaniu
środków prawa lub obrzędu w celu przywrócenia równowagi lub pogodzenia stron konfliktu znajdujących się na scenie. Ostatnim stadium jest albo
publiczne i symboliczne zamanifestowanie pojednania albo nieunikniona
schizma. Sygnałem pierwszego stadium jest często otwarte, publiczne naruszenie jakiejś normy lub zasady rządzącej kluczową relacją, która została
przeobrażona z przyjaznej w opozycyjną497.

Dla uważnego czytelnika nie jest zaskoczeniem, że ten model gry
pokrywa się ze schematem starotestamentowej sagi i, jak wiemy,
z trzema przebiegami charakterystycznymi dla budowy bajki magicznej. Chciałbym jednak w tym miejscu skoncentrować się na
przejściu od struktury przez antystrukturę, do struktury uwzględniając w schemacie rytualnym cztery fazy charakterystyczne dla
gry społecznej:
SFERA LIMINALNOŚCI
II

STRUKTURA

III
ANTYSTRUKTURA
STAN COMMUNITAS

I

IV

STRUKTURA

Schemat 3. Proces rytualny odpowiadający czterem fazom gry społecznej.
Opis schematu:
I ) naruszenie ładu,
II) kryzys,
III) działania przywracające równowagę,
IV ) reintegracja lub schizma.

Autor Gier społecznych dostrzegał nie tylko ścisły związek między
grami społecznymi a rytuałami, ale także z przedstawieniami teatralnymi. Ta specyficzna relacja wynika z tego, że podobnie w sztuce

497

Tenże, Paradygmaty religijne a działanie polityczne…, s. 63–64.
135

�teatralnej jak i podczas rytuału, a co za tym idzie w każdej fazie gry
społecznej dochodzi, jego zdaniem, do publicznego wyeksponowania
zbiorowego doświadczenia498. Chodzi o ucieleśnianie „atemporalnych struktur” istniejących „w głowach” tubylców (zestawy idei, wyobrażeń, pojęć, schematów fabularnych), które są choćby częściowymi modelami dla „temporalnych struktur” – czyli pragmatycznymi
realizacjami owych gier. Zdaniem Turnera teatr wywodzi się z trzeciej fazy gier (działań przywracających równowagę), z jednej strony
ujawniając elementy procesu społecznego, z drugiej nadając znaczenia wydarzeniom oraz będąc ich uważnym metakomentarzem:
Teatr wywodzi się z trzeciej fazy dramatu społecznego, fazy, która w swej istocie jest próbą nadania znaczenia wydarzeniom „dramatu społecznego” w procesie nazwanym przez Richarda Schechnera „przywracaniem przeszłości”.
Teatr w rzeczy samej jest wyolbrzymieniem, hipertrofią procesu sądowego
i rytualnego; nie jest natomiast prostym powieleniem „naturalnego” wzorca
dramatu społecznego. Jest więc w teatrze coś ze śledztwa, coś z sądzenia, coś
z karania, ale także coś z praktyk religijnych499.

W ten oto sposób teatr oraz inne gatunki performatywne charakterystyczne dla naszego typu społeczeństwa są ściśle związane z grami społecznymi stymulując się wzajemnie. Dostrzeżenie tego sprzężenia zwrotnego skłoniło antropologa do zwrócenia większej uwagi
na teatralny charakter tego typu działań społecznych, który najlepiej
wyraża, jego zdaniem, termin – dramat społeczny. Mechanizm tej
wzajemnej stymulacji bardzo czytelnie obrazuje położona na boku
ósemka zapożyczona od Richarda Schechnera500, lecz szczegółowo
opisana przez Turnera:

498
499
500

J. Drozdowicz, dz. cyt., s. 157.
V. Turner, Od rytuału do teatru…, s. 14.
R. Schechner, Performatyka. Wstęp, Wrocław 2006, s. 96, V. Turner, Dramaty
społeczne i opowieści o nich…, s. 118.
136

�Schemat 4. Pętla dodatniego sprzężenia zwrotnego pomiędzy dramatem społecznym
a performansami estetycznymi wg. Richarda Schechnera: Dwa półkola ponad horyzontalną linią podziału reprezentują jawny i widoczny obszar życia publicznego, półkola poniżej to rzeczywistość utajona, ukryta, możliwe nawet, że nieświadoma. Lewa
pętla wyraża dramat społeczny, s k ł a d a j ą c y się z czterech faz: naruszenia ładu,
kryzysu, przywrócenia równowagi i pozytywnego lub negatywnego rozwiązania. Prawa pętla reprezentuje jakiś gatunek przedstawienia kulturowego – dla naszych celów
przyjmijmy, że jest to dramat sceniczny. Zauważmy, że jawny dramat społeczny zasila utajony obszar dramatu scenicznego; jego specyficzna forma w danej kulturze,
w danym miejscu i czasie, nieświadomie lub może przed-świadomie wpływa nie tylko na formę, ale także na treść dramatu scenicznego, dla którego stanowi aktywne,
„magiczne” lustro. Dramat sceniczny jest czymś więcej niż rozrywką, choć rozrywka
zawsze jest jednym z jego istotnych wymiarów, jest metakomentarzem, umyślnym lub
nieumyślnym, explicite lub implicite, do głównych dramatów społecznych danej epoki
(wojen, rewolucji, skandali, zmian instytucjonalnych). Ale to nie wszystko: Jego przesłanie i retoryka stanowią pożywkę dla utajonej struktury procesualnej dramatu
społecznego, co wyjaśnia jego podatność na rytualizację. Życie samo w sobie staje
się lustrem dla sztuki, żywi ludzie odgrywają swoje życie, dramat sceniczny wyposaża
protagonistów dramatu społecznego, owego „dramatu życia”, w najistotniejsze opinie, wyobrażenia, tropy i perspektywy ideologiczne501.

Ten niezwykle inspirujący związek między grami społecznymi, procesami rytualnymi a gatunkami performatywnymi ujętymi
w ramy dramatu społecznego stanowi także ciekawe uzupełnienie
teorii Girarda. Warto przypomnieć, że francuski myśliciel również
dostrzegał ścisły związek przedstawień teatralnych, które – jego
501

V. Turner, Przedstawienie w życiu codziennym, życie codzienne w przedstawieniu, [w:] Tenże, Od rytuału do teatru…, s. 179, (podkreślenia Ł.P.M.).
137

�zdaniem – wyrastają z kolektywnej przemocy i stanowią rodzaj
obrzędów502 gwarantujących rytualne oczyszczenie wspólnoty,
z tą jednak istotną różnicą, że są one jeszcze bardziej oczyszczone
z przemocy niż ofiary rzeczywistych zbrodni rytualnych:
(...) lecz bogatszych pod względem kulturowym, ponieważ zawsze – przynajmniej bezpośrednio – są to medytacje nad początkami tego, co religijne,
i nad początkami kultury w jej całokształcie, nad potencjalnymi źródłami
wiedzy.

Turnerowski dramat społeczny, tak samo jak kryzys ofiarniczy u Girarda, stanowi uniwersalny sposób rozwiązywania sytuacji konfliktowych i w dużym stopniu się z nim pokrywa:
Cóż, zatem życie społeczne, nawet w swoich pozornie najspokojniejszych chwilach, jest brzemienne w dramaty społeczne. Jakby każdy z nas przechowywał w domowym zaciszu dwa swoje oblicza: „pokojowe” obok „wojennego”,
pierwsze gotowe do współpracy, drugie odłożone na wypadek konfliktu. Ten
pierwotny i odwieczny model agonistyczny jest właśnie dramatem społecznym. Wraz z rozwojem naszego gatunku, wraz z nabywaniem coraz większej
zręczności w posługiwaniu się symbolami, postępującym opanowaniem natury, z nasileniem się naszych autodestrukcyjnych zapędów – staliśmy się mistrzami w opracowywaniu kulturowych modeli konfrontacji, rozumienia,
nadawania znaczenia, a niekiedy pokonywania kryzysów – to właśnie nic
innego jak druga faza permanentnego dramatu społecznego, który nęka nas
bez przerwy na wszystkich poziomach organizacji społeczno-kulturowej503.

Idąc dalej za wskazówkami Turnera, chciałbym zwrócić uwagę na
niezwykle inspirujący fakt, że osoby biorące udział w dramacie społecznym wpisują się – dokładnie tak samo jak w przypadku kryzysu
ofiarniczego – w „symboliczne typy”:
(...) zdrajców, buntowników, łotrów, męczenników, bohaterów, wyznawców,
kłamców, oszustów, kozły ofiarne504.

502
503
504

R. Girard, Widziałem szatana spadającego z nieba jak błyskawica…, s. 90.
V. Turner, Od rytuału do teatru…, s. 13, (podkreślenia Ł.P.M.).
Tenże, Dramaty społeczne i opowieści o nich…, s. 121.
138

�Innymi słowy, bycie w obsadzie tego specyficznego spektaklu,
który następnie staje się kulturowym paradygmatem, jest tak
samo – zdaniem Girarda i Turnera – najlepszą drogą do społecznej nieśmiertelności. Z racji poruszanego tutaj problemu oraz
wcześniejszych analiz jest kluczowe, aby powiększyć tę przykładową listę kategorii symbolicznych o te, które stały się widzialne dzięki analizie morfologicznej zaczerpniętej od Proppa
zastosowanej do interpretacji starotestamentowej sagi o Saulu
i Dawidzie. Są to oczywiście kategorie symboliczne: króla i bohatera, bohatera fałszywego i kozła ofiarnego. Turner ledwie
wymienił niezwykle istotny dla teorii Girarda typ symboliczny
kozła ofiarnego. Mimo to brytyjski antropolog wskazywał tropy
prowadzące do uznania „kryzysu ofiarniczego” Girarda za wart
rozwinięcia, wspominając choćby o tym, że:
(...) aby zatamować rozlewający się kryzys, liderzy walczących grup sięgają po mniej lub bardziej formalne procedury regulacyjne i naprawcze.
Różnią się one w zależności od stopnia skomplikowania kryzysu, natury
wspólnoty nim dotkniętej i zakresu jej autonomii w stosunku do szerszego systemu relacji społecznych. Owe procedury to zarówno osobiste
rady i pokątne arbitraże, formalne mechanizmy sądowo-prawne, jak
i publiczne rytuały. Te ostatnie wiążą się z „ofiarą”, w sensie ścisłym
lub moralnym; przysłowiowy kozioł ofiarny jest narzędziem przemocy symbolicznej użytej w celu przywrócenia równowagi 505 .

Wiele wskazuje zatem na to, że kryzys ofiarniczy oraz mito-logika kozła ofiarnego jest jednym z wielu modeli możliwych do
aktywowania w ramach schematu dramatu społecznego. Innymi słowy – nie każdy dramat społeczny musi przebiegać według
mito-logiki kryzysu ofiarniczego, lecz każdy kryzys ofiarniczy
wpisuje się w model dramatu społecznego, stając się wzorcem
konfrontacji oraz prób reintegracji dla kolejnych jego realizacji.

505

Tamże, s. 114, (podkreślenia Ł.P.M.).
139

�Równie inspirujące dla prowadzonego tutaj śledztwa antropologicznego jest wskazanie Turnera na istnienie tzw. „symboli dominujących” (zwanych także przez niego źródłowymi, kluczowymi, kardynalnymi, ześrodkowującymi, osiowymi czy centralnymi), które
pojawiają się w różnych kontekstach obrzędowych. Mają one siłę kontroli całej procedury rytualnej a czasami poszczególnych etapów dramatu społecznego. Co wydaje się jeszcze ciekawsze, ich znaczenie jest
w bardzo wysokim stopniu stałe i spójne w całym systemie symbolicznym. Dzieje się tak, według Turnera, z bardzo prostej przyczyny:
Właśnie dzięki tym właściwościom symbole dominujące dość łatwo poddają się analizie w obrębie kulturowego systemu odniesień. Można je
uznawać za „wieczne przedmioty” – nie tyle trwające w nieskończoność,
ile takie, do jakich kategoria czasu się nie odnosi. Stanowią tym samym
stosunkowo trwałe punkty zarówno w strukturze społecznej, jak i kulturowej, będąc miejscami styczności między tymi dwoma rodzajami
struktury506.

Niezwykle ważne jest jednak to żeby zrozumieć, iż w każdym przykładzie użycia symbolu dominującego istnieją co najmniej trzy porządki odniesienia:
(1) znaczenie jawne, którego podmiot jest w pełni świadom, odnoszące się
do jasno wyrażonych celów obrzędu; (2) znaczenie utajone, które podmiot
uświadamia sobie bardzo słabo, choć na późniejszym etapie może je sobie
w pełni uzmysłowić, odnoszące się do innych obrzędowych i pragmatycznych
kontekstów działania społecznego; (3) znaczenie ukryte, którego podmiot zupełnie sobie nie uświadamia507.

Symbole dominujące – czy jak wolała Sherry B. Ortner – symbole kardynalne 508 są jednocześnie „scenariuszami kardynalnymi”, czyli określają operacyjne formy podstawowych związ506

507
508

V. Turner, E. Turner, Obraz i pielgrzymka w kulturze chrześcijańskiej…, s. 216,
(podkreślenia Ł.P.M.).
Tamże, s. 216–217, (podkreślenia Ł.P.M.).
S.B. Ortner, O symbolach kardynalnych, [w:] M. Kempny, E. Nowicka-Rusek
(red.), Badanie kultury. Elementy teorii antropologicznej…, s. 106.
140

�ków pomiędzy celami a środkami działania 509. Ciekawe jest to,
że zdaniem Ortner każda kultura posiada pewną liczbę takich
scenariuszy, które jeszcze raz przypomnę:
(...) określają właściwe cele oraz wskazują skuteczny sposób ich osiągnięcia, formułując w ten sposób kardynalne strategie kulturowe 510 .

Turner w ciekawy sposób dowodził, że w dramatach społecznych wykorzystywane są symbole dominujące/kardynalne
organizujące realizację scenariusza konkretnych działań społecznych. Dzięki wcielającym się symbolom tego rodzaju możliwe staje się aktywowanie scenariusza kardynalnego, który
odpowiada w istocie interesującemu mnie mechanizmowi rytualnemu. W tym miejscu prowadzonego śledztwa ważne jest założenie, że takim symbolem będą różne realizacje jego kategorii,
począwszy od postaci biblijnego Dawida („prawego i sprawiedliwego”), bajkowego króla/bohatera poprzez jego paradygmatyczne realizacje zrekonstruowane w pogłębionym studium przedmiotu odpowiadającym dwóm grom społecznym z udziałem
odpowiednio Józefa Piłsudskiego oraz polityków partii Prawa
i Sprawiedliwości. Pogłębione studium przedmiotu oznacza tym
samym:
Historię pojedynczej grupy lub społeczności w dłuższym okresie, zestawionej jako następstwo różnego typu jednostek procesu, w tym wspomnianych już gier społecznych i przedsięwzięć społecznych. Jest czymś
więcej niż zwykłą historiografią, obejmuje bowiem również użytkowanie wszelkich narzędzi pojęciowych, które przekazują antropologia
społeczna i kulturowa 511.

509
510
511

Tamże, s. 111.
Tamże.
V. Turner, Gry społeczne i obrzędowe metafory…, s. 32.
141

�Najwyższy czas aby wzbogacić prowadzone śledztwo o podejście
właściwe dla strukturalnej antropologii historycznej w ujęciu Marshalla Sahlinsa512. Clifford Geertz uznawał tego bardzo inspirującego badacza za bezkompromisowego obrońcę poglądu o istnieniu
odrębnych kultur, z których każda nie tylko stanowi „totalny kulturowy system ludzkich działań”, ale może być rozumiana w kategoriach strukturalistycznych513. Spośród bardzo bogatego dorobku
tego amerykańskiego antropologa szczególnie zaintrygowały mnie
analizy okoliczności związanych ze śmiercią kapitana Jamesa Cooka. Marshall Sahlins na łamach dwóch książek Wyspy historii514
i Jak myślą „tubylcy”. O kapitanie Cooku, na przykład 515 dowodził, że
James Cook zginął na Hawajach zamordowany przez tubylców w –
niezwykle inspirującym dla historyków i antropologów – „strukturalnym splocie okoliczności”. Ów szczególnego rodzaju splot
wydarzeń związany był z tym, że James Cook – zwany Kolumbem
Pacyfiku zginął z rąk Hawajczyków 14 lutego 1779 roku przez błąd
i jego konsekwencje, w ramach którego został uznany 17 stycznia
1779 roku za wcielenie boga Lono516. Do tego brzemiennego w skutkach nieszczęśliwego splotu okoliczności doszło dlatego, że w zgodzie z obowiązującym kalendarzem tubylców James Cook pojawił
się w zatoce Kealakekua w czasie święta na cześć boga Lono. Postać
mitologiczna tego boga łączona jest:
(...) z naturalnym wzrostem i rozmnażaniem się ludzi, powracającym co
roku na wyspy wraz z użyźniającymi deszczami pory zimowej: jest także
starożytnym królem, który przybywa w poszukiwaniu swojej świętej panny
młodej517.

512

513
514
515
516
517

M.D. Sahlins, Inne czasy, inne zwyczaje. Antropologia historii, [w:] M. Kempny,
E. Nowicka-Rusek (red.), Badanie kultury. Elementy teorii antropologicznej – kontynuacje…, s. 145.
C. Geertz, Zastane światło, Kraków 2003, s. 125.
M. Sahlins, Wyspy historii…
Tenże, Jak myślą „tubylcy”. O kapitanie Cooku, na przykład, Kraków 2007.
Tenże, Kapitan James Cook, jako umierający Bóg, [w:] Tenże, Wyspy historii…
Tamże, s. 124.
142

�W konsekwencji przybycia Jamesa Cooka w tym specyficznym
kontekście czasu świątecznego, wielki odkrywca został poddany
przez kapłanów lokalnej społeczności zwyczajowym obrzędom
powitalnym przewidzianym właśnie dla tego hawajskiego boga.
Zdaniem Sahlinsa właśnie wtedy, podczas wielkiej ceremonii Makahiki, brytyjski kapitan statku Discovery stał się sobowtórem wizerunku Lono. Na tym epizodyczna historia kapitana Cooka pewnie
by się zakończyła, gdyby nie to, że kilka tygodni później – 13 lutego 1779 – któryś z tubylców nie ukradł szalupy należącej do statku
Discovery. To wydarzenie sprowokowało „rytualną kontynuację”
przybycia Cooka będącego, dla niektórych z mieszkańców wysp,
w istocie wcieleniem Lono. Rankiem 14 lutego 1779 roku James Cook
zszedł na ląd z grupą żeglarzy, żeby wziąć jako zakładnika hawajskiego króla – Kalaniopu’u, co miało wymusić od tubylców oddanie
skradzionej szalupy. Od tego momentu kapitan „zepsuł stworzony
dla siebie boski skrypt”518, wywołując swoim zachowaniem kryzys
mitopolityczny. Gdy kapitan wraz z żeglarzami dotarł do namiotu
króla, dla retrospektywnego badacza, jakim jest Sahlins, stało się
jasne, że w decydującym momencie Cook i Kalaniopu’u, czyli „Bóg
i Król, przeciwstawiają się sobie jako kosmiczni adwersarze”519.
W jednej magicznej chwili Cook, zdaniem Sahlinsa, przechodzi metamorfozę od istoty będącej obiektem czci do przedmiotu wrogości,
co ostatecznie prowadzi do jego zbiorowego mordu520, a następnie
rytualnego złożenia jego ciała w ofierze przez hawajskiego króla521.
Przykładowa analiza Sahlinsa, którą nie będę się teraz szczegółowo
zajmował, ponieważ nie jest to głównym celem mojej pracy, doskonale obrazowała proces, w którym dla aktorów społecznych zaciera
się różnica między historią a rytuałem.

518
519
520
521

T.H. Eriksen, Małe miejsca, wielkie sprawy, Warszawa 2009, s. 242.
M. Sahlins, Kapitan James Cook, jako umierający Bóg…, s. 124.
Tamże, s. 124.
Tamże, s. 125.
143

�Wnioski do jakich dochodzi Sahlins, spotkały się z ostrym sprzeciwem innego antropologa, Gananatha Obeyesekerego, który daje
im wyraz na łamach książki Apoteoza kapitana Cooka. Europejskie
mitotwórstwo w rejonie Pacyfiku522. Jak słusznie zauważa Geertz,
robi tak raczej z pobudek moralnych i politycznych, niż w wyniku
podważenia empirycznych dowodów, jakie zebrał i strukturalnie
opracował Sahlins523. Obeyesekere nie chce się zgodzić z Sahlinsem, który między innymi przedstawia tubylców, jego zdaniem,
jako irracjonalnych ludzi, którzy Cooka mylili z bogiem. Nie chcę
dalej wchodzić w szczegóły tego, w istocie ideologicznego sporu, jaki
wywołał Obeyesekere. Moim zdaniem, tubylcy ówcześnie zamieszkujący Hawaje stali przed takim samym problemem jak tubylcy
z Rosji czy współcześni nam Polacy, którzy w specyficznych okolicznościach mito-logicznych mają problem z odróżnieniem znaku od
nazwy własnej, możliwych narracji na temat rzeczywistości, które
są brane w istocie za samą rzeczywistość. Przypomnę raz jeszcze
przykład z Uspienskiego:
W Rosji w XVIII wieku przeciwnicy Piotra I nazywali go „antychrystem”.
Przy tym dla jednych był to sposób charakterystyki jego osoby i działalności, inni zaś wierzyli, że Piotr rzeczywiście jest Antychrystem. Jak widzimy,
ten sam tekst może funkcjonować bardzo różnie524.

Innymi słowy – nie chodzi o to, żeby uznać fakt, że dla wszystkich
Hawajczyków kapitan Cook był Lono, ale raczej o zrozumienie,
w jakim kontekście Cook ze statusem Lono wywołał kryzys strukturalny, który następnie został zażegnany wraz z jego śmiercią
(w kolektywnym mordzie) i rytualnym złożeniu w ofierze przez hawajskiego króla. Można sobie jednak zadać pytanie, co z tego specyficznego mordu – dokonanego pod koniec XVIII wieku gdzieś na

522

523
524

G. Obeyesekere, Apoteoza kapitana Cooka. Europejskie mitotwórstwo w rejonie
Pacyfiku, Kraków 2007.
C. Geertz, Stan antropologicznej sztuki…, s. 127.
B. Uspienski, Mit – imię – kultura…, s. 66.
144

�egzotycznych, dla współczesnych Polaków, Hawajach – wynika dla
prowadzonego tutaj śledztwa? Śpiesząc z odpowiedzią, chciałbym
za Sahlinsem zwrócić uwagę na fakt, że w sprzyjających okolicznościach dochodzi do sytuacji, w których historyczne działania stają
się projekcją relacji mitycznych525 właściwych dla każdej kultury.
Każde społeczeństwo, nie wykluczając także nam współczesnego,
ma osobliwą mitopoetykę, która kryje się za konkretnymi mitopraktykami526, możliwymi do rozszyfrowania przez antropologów, którzy starają się zrozumieć wydarzenia historyczne w ich specyficznie kulturowym kontekście. Tak właśnie dochodzi do możliwych
obserwacji „strukturalnych splotów okoliczności”, które w ujęciu
Sahlinsa oznaczają:
Praktyczną realizację kategorii kulturowych w określonym kontekście historycznym, wyrażających się w działaniu historycznych sprawców mających określone interesy (…). Struktura splotu okoliczności jako pojęcie ma
wartość strategiczną przy określaniu ryzyka symbolicznego (np. odniesienia) i selektywnych reifikacji (np. dokonywanych przez tych, którzy są
u władzy)527.

Zatem w ujęciu Sahlinsa każdy kryzys polityczny jest w istocie kryzysem mitopolitycznym528. Taki kontekst wydarzeń historycznych
powoduje, że kluczowi aktorzy społeczni, czyli tzw. postacie znaczące, które się nimi stały na mocy strukturalnego splotu okoliczności529, muszą dźwigać strukturalne brzemię530 swoich postaw i czynów, stając się częścią kryzysów mitopolitycznych w konkretnym
kontekście układów kulturowych i społecznych.

525

526
527
528
529

530

M. Sahlins, Różne czasy, różne zwyczaje: antropologia historii, [w:] Tenże, Wyspy historii…, s. 67.
Tamże, s. 67, M. Sahlins, Jak myślą „tubylcy…, s. 106.
Tenże, Wprowadzenie, [w:] Tenże, Wyspy historii…, s. 14.
Tenże, Kapitan James Cook, jako umierający Bóg…, s. 142.
Tenże, Kultura i sprawstwo w historii, [w:] Tenże, Z przeprosinami dla Tukidydesa…, s. 132.
Tenże, Różne czasy, różne zwyczaje: antropologia historii…, s. 62.
145

�Przechodząc do pogłębionego studium przedmiotu, chciałbym
wytłumaczyć się ze specyficznej postawy wobec wydarzeń historycznych. Za sugestią mistrzów, takich jak: Uspienski, Girard, Turner czy Sahlins, także i dla mnie opowiadanie historii to nic innego,
jak:
(...) relacjonowanie od początku tego, czego wynik jest już znany, przy czym
znajomość wyniku decyduje o doborze (z archiwum) kolejnych epizodów
opowieści 531.

Nie jest zatem zaskoczeniem, że właśnie stałe elementy kompozycyjne wyabstrahowane z analizy morfologicznej starotestamentowej
sagi ujętej w kontekst kryzysu ofiarniczego oraz dramatu społecznego zdeterminuje „rytm historyczny” prezentowanych wydarzeń.
Pod pojęciem „rytm historyczny”, znowu za Sahlinsem, rozumiem:
Zagęszczenie wydarzeń w danym przedziale czasowym, przy czym kryterium decydującym o tym, co liczy się jako wydarzenie, jest znaczenie dla
ostatecznego wyniku 532.

Zdaniem amerykańskiego antropologa – to właśnie wydarzenie wywołuje zmiany w postrzeganiu czasu przeszłego i nadaje moc szerszemu ładowi społecznemu, reifikując je i uosabiając w postaciach
konkretnych aktorów społecznych533, takich jak interesująca mnie
postać Józefa Piłsudskiego.

531
532
533

Tenże, Kultura i sprawstwo w historii…, s. 129–130.
Tamże, s. 131.
Tamże.

�Józef Piłsudski pojawia się na scenie534
Jeśli po wiekach historycy będą wyrokować o istnieniu ludzi
na podstawie zachowanych życiorysów – dojdą być może do
wniosku, że Piłsudski w ogóle nie istniał. Że został wymyślony
przez poetów ku pokrzepieniu serc małego, cierpiącego niewolę narodu 535.

Trudno się nie zgodzić z faktem, że Józef Piłsudski jest jedną z najbardziej zmitologizowanych postaci w historii Polski i jedną z najważniejszych postaci dwudziestolecia międzywojennego536. Dziesiątki książek, niezliczone ilości artykułów na jego temat już mogą
stanowić pewną miarę ważności tego bohatera w polskiej mito-historii537. Piłsudski już za życia konsekwentnie kreował swoją legendę, będąc nie tylko człowiekiem czynu – jak lubił o sobie mówić, ale
także człowiekiem słowa, który bardzo rzetelnie „przykładał się do
procesu mitologizacji własnej osoby”538. Ten płodny autor, który pozostawił po sobie bogatą spuściznę literacką, nigdy nie zapomniał,
że słowo ma „wielką magiczną moc”539. Z oczywistych względów
Józef Piłsudski interesuje mnie z jednej strony jako postać, która
stopniowo została pochłonięta przez symbol bohatera mitycznego,
którego mito-logicznym przeznaczeniem, jeszcze raz to przypomnę,
jest przeciwstawienie się siłom będącym transformacją pierwszego
534

535

536

537

538
539

Ta część rozdziału II jest rozwinięciem artykułu, który napisałem z Markiem
Pawlakiem: Antropologia dramatu społecznego. O mechanizmach wykluczenia
w walce politycznej Józefa Piłsudskiego, [w:] B. Płonka-Syroka, K. Marchel (red.),
Wykluczanie. Społeczno-kulturowe mechanizmy kreowania emocji, Wrocław
2010, s. 299–318.
B. Urbanowski, Józef Piłsudski marzyciel i strateg. Część pierwsza. Korekta mitów, Warszawa 1997, s. 11.
J. Faryś, Rola Józefa Piłsudskiego w II Rzeczypospolitej, [w:] J. Faryś, T. Sikorski
(red.), Józef Piłsudski (1867–1935). Polityk – wódz – mąż stanu, Szczecin 2006,
s. 7–16.
A. Czubiński, Józef Piłsudski (1867–1935). Legenda i rzeczywistość, [w:] A. Czybiński (red.), Józef Piłsudski i jego legenda, Warszawa 1988, s. 29–58.
W. Wójcik, Józef Piłsudski w legendzie literackiej, Kielce 1999, s. 7.
Tamże.

�stworzenia i jego dwuznaczności. Z drugiej strony Piłsudski interesuje mnie jako symbol kardynalny, który zrealizował scenariusz odpowiadający z grubsza strukturze postaci starotestamentowego Dawida lub, jak kto woli, mito-logice postaci bohatera bajki magicznej.
Pytanie, na ile świadomie Józef Piłsudski wpisał się w postać symboliczną, która wprawia w ruch mechanizm rytualny, pozostanie już
na zawsze bez jednoznacznej odpowiedzi. Mimo to nie chciałbym
z tego powodu zatrzymywać toku śledztwa. Są liczne poszlaki, takie
jak na przykład Przemówienie przez radio w ósmą rocznice odzyskania niepodległości autorstwa Józefa Piłsudskiego, które świadczyć
może o myśleniu synkretycznym silnie obecnym w przedstawieniu
ówczesnej sytuacji mito-politycznej w Polsce. Nie byłoby w nim nic
interesującego, gdyby nie dwa równie interesujące fakty. Po pierwsze, przemówienie zostało wygłoszone przez radio do narodu kilka
miesięcy po przewrocie majowym 1926 roku. Po drugie, jego budowa strukturalnie odpowiadała bajce magicznej. Dzięki takiemu zabiegowi Piłsudski postanowił wytłumaczyć wszystkim słuchaczom
radia, czym był zamach stanu i jaką odegrał w niej rolę nasz magiczny bohater. Zanim jednak przyjrzymy się nieco bliżej i tej poszlace,
musimy pamiętać, że śledztwo należy prowadzić po kolei i na tyle
szczegółowo, żeby dostrzec, iż sam życiorys Piłsudskiego w ciekawy
sposób pokrywa się z losem bohatera mito-logicznego, takiego jak
choćby starotestamentowy Dawid. Nie bez znaczenia jest także fakt,
że po zamachu majowym w 1926 roku piłsudczycy rozwijali własny
program wychowawczy we wszystkich ówczesnych podręcznikach
historii, w których silnie zmitologizowana postać Piłsudskiego stanowiła symbol cnót i zachowań narodowych. W ramach wychowania państwowego konsekwentnie zrównywano także interes państwowy z działalnością polityczną Marszałka540 co, w oczywisty

540

W. Paruch, Mit Rzeczypospolitej w piłsudczykowskiej myśli politycznej. Między
wiedzą historyczną a wizją polityczną, [w:] E. Ponczek, A. Sepkowski (red.),
Mity historyczno-polityczne, wyobrażenia zbiorowe, polityka historyczna. Studia
i materiały, Tom I, Toruń 2010, s. 320–330.
148

�sposób, przyczyniało się do umocnienia symbolu tego polityka541,
który kształtował i nadal kształtuje świadomość narodową i historyczną wielu Polaków542. Przez następne lata, aż po naszą współczesność, postać Piłsudskiego jak i kluczowe wydarzenia związane
z jego działalnością polityczną i wojskową stały się symbolami źródłowymi konsekwentnie wykorzystywanymi w rozmaitych rywalizacjach politycznych543.
Na tym etapie postępowania chciałbym przede wszystkim skoncentrować swoją uwagę badawczą na Józefie Piłsudskim, jako postaci mito-historycznej, która umiejętnie wykorzystywała swoją
wyjątkową pozycję do generowania dyskursu publicznego oraz
tworzenia specyficznej narracji, stosując przy tym foucaultiańskie
mechanizmy selekcji, kontroli i doboru. Owe mechanizmy konsekwentnie budowały grunt symboliczny pod proces selekcji ofiarniczej przeciwników politycznych Piłsudskiego, których wykluczenie
stworzyło z kolei okoliczności niezbędne do zakończenia ówczesnego dramatu społecznego. W ten sposób zrytualizowanie dyskursu
przez Piłsudskiego, służyło mu za niezbędną podstawę wprowadzanych w życie zabiegów mito-politycznych. Świetnie ujął to Michel
Foucault:
541

542

543

H. Składanowski, Postać Józefa Piłsudskiego w podręcznikach do nauczania
historii w szkołach powszechnych II Rzeczypospolitej, [w:] M. Wojciechowski,
Z. Karpus (red.), Józef Piłsudski wobec Europy i wybranych zagadnień wewnętrznych Drugiej Rzeczypospolitej (1918–1935). W 70. rocznicę śmierci, Włocławek–
Toruń 2007, s. 183–195, A. Sepkowski, Romantyczno-heroiczna mityzacja osoby
Józefa Piłsudskiego, [w:] Z. Karpusa, G. Radomski, W. Wojdyła (red.), Zamach
stanu Józefa Piłsudskiego i jego konsekwencje w interpretacjach polskiej myśli
politycznej XX wieku, Toruń 2008, s. 101–118.
P. Cichoracki, Legenda i polityka. Kształtowanie się wizerunku Marszałka Józefa Piłsudskiego w świadomości zbiorowej społeczeństwa polskiego w latach
1918–1939, Kraków 2005, H. Hein-Kircher, Kult Piłsudskiego i jego znaczenie dla
państwa polskiego 1926–1939, Warszawa 2008.
M. Golon, Józef Piłsudski w powojennej historiografii polskiej oraz propagandzie,
[w:] M. Wojciechowski, Z. Karpus (red.), dz. cyt., s. 196–221, A. Adamczyk, „Epoka geniuszu Komendanta”. Miejsce argumentacji historycznej w próbach kreowania politycznej rzeczywistości w amyśli obozu piłsudczykowskiego po 1939 roku,
[w:] E. Ponczek, A. Sepkowski (red.), Mity historyczno-polityczne, wyobrażenia
zbiorowe, polityka historyczna. Studia i materiały, t. 1, Toruń 2010, s. 331–343.
149

�Rytuał określa kwalifikację, jakie musi mieć jednostka, która mówi (i która w grze dialogu, interrogacji, recytacji powinna przyjmować taką, a nie
inną pozycję i formułować takie, a nie inne wypowiedzi), definiuje gesty,
zachowania, okoliczności i cały zbiór znaków nieodzownie towarzyszących
dyskursowi; wreszcie rytuał ustala domniemaną lub narzuconą skuteczność słów, ich oddziaływanie na tych, do których są skierowane, i wyznacza
granice ich wartości przymuszającej. Dyskursy religijne, prawne, terapeutyczne, a częściowo także polityczne nie dają się oddzielić od ustawionego
rytuału, który determinuje zarówno właściwości jednostkowe, jak i przyjęte
role podmiotów mówiących544.

W interesującym mnie kontekście dramatu społecznego, to właśnie osoba Józefa Piłsudskiego – pochłonięta przez symbol „prawego i sprawiedliwego” – zyskała owe „moce” selekcji i regulacji dyskursu. Uważam, iż Józef Piłsudski w doskonały sposób wpisuje się
w logikę dramatu społecznego, także dlatego że staje się postacią,
która kanalizuje zbiorową przemoc545, kierując ją na swoich przeciwników politycznych i wpisując ich we wspomniane już symboliczne typy. Używając konsekwentnie języka magicznego, Piłsudski
prowadzi do ich wykluczenia z życia społecznego, wrzucając ostatecznie w symboliczną kategorię „kozłów ofiarnych”. Zatem – to właśnie Piłsudski rytualizuje i kwalifikuje słowa, to on także ustala role
podmiotów mówiących, a w konsekwencji dystrybuuje i zawłaszcza
dyskurs wraz z jego władzą i wiedzą. Mechanizmy te wprowadza
zaś jako uprzywilejowana (symboliczna) w strukturalnym splocie
okoliczności postać dramatu społecznego. Tym samym Piłsudski
analogicznie – mimo zasadniczych różnic – do biblijnego Dawida,
posiadł moc, która predestynuje go do przeprowadzenia społeczeństwa przez cztery fazy dramatu społecznego wpisanego także
w mito-logikę kryzysu ofiarniczego. Pomijając, być może ważne dla
niektórych istotne, informacje dotyczące tej postaci, chciałbym się
skoncentrować tylko na wydarzeniach kluczowych, odpowiadających stałym elementom kompozycyjnym dramatu społecznego.

544
545

M. Foucault, dz. cyt., s. 28–29.
P.A.J. Cezar de Castro Rocha, dz. cyt., s. 11.
150

�Jak zaznaczyłem Marszałek używał biegle i powszechnie języka noszącego znamiona magicznego, bez użycia którego podział na
symboliczne typy nie mógłby być skutecznie zainicjowany. Specyfika tego języka polega na jego rytualizacji i pragmatyczności, która, jak łatwo się domyśleć jest ściśle związana z ostatecznym celem,
którego jest ilustracją, czyli przygotowaniem społeczeństwa do zgody na złożenie w ofierze symbolicznych przedstawicieli pierwszego
porządku uznawanego przez Piłsudskiego za przyczynę kryzysu
społecznego. Trzeba przy tym pamiętać, że zawsze:
Wróg musi się wcielić w konkretne osoby bądź – przynajmniej – w konkretne
grupy. Stąd pospieszne i spektakularne nominacje na wrogów. (…) W takich
przypadkach chodziło o szybkie wyznaczenie osób – symboli, ku którym winna
się skierować społeczna nienawiść. Symbol łatwych do manipulowania i podkreślających podział na swoich i obcych. (...) Wrogów traktowano w dwojaki
sposób. Jako potężną grupę, mającą tzw. zagraniczne powiązania (…), ale także
jako odseparowane jednostki, będące jakby ekspozyturami obcości i zakłócające normalny tok życia narodowego546.

Charakterystyczną procedurą dla tego typu języka:
(...) jest narzucanie wyrazistego znaku wartości; znak ten, prowadzący do
przejrzystych polaryzacji, nie ma prawa budzić wątpliwości, jego punktem docelowym jest zdecydowana, nie podlegająca zakwestionowaniu ocena. Częstokroć oceny prowadzące do podziałów dychotomicznych stają się ważniejsze od
znaczenia. Znaczenia mogą być niejasne i nieprecyzyjne, oceny zaś – muszą być
wyraziste i jednoznaczne. W konsekwencji powstaje zjawisko, które określiłbym jako luźną semantykę. Znaczenie zostaje podporządkowane ocenie; czasem nie jest ważne, co dane słowo znaczy, ważne jest zaś, jakie kwalifikatory
z nim się wiążą (dobry/zły, nasz/obcy, postępowy/wsteczny itp.). To, co ujawnia
się zwykle w wypowiedzi, tutaj występuje już na poziomie języka. (…) Można
by powiedzieć, że nowomowa – bądź język magiczny – w dużo większym stopniu niż inne style społeczne składa się z elementów przeinterpretowanych547.

546
547

M. Głowiński, Nowomowa po polsku, Warszawa 1990, s. 65–66.
Tamże, s. 8.
151

�Innymi słowy, język ten można określić jako jednowartościowy548, generujący transparentne układy polaryzacji, które z niebagatelną mocą
ingerują w istotny kształt rzeczywistości społeczno-kulturowej. Jeszcze raz warto przypomnieć, że to, co jest charakterystyczne dla magii, to właśnie jej fundamentalny związek z językiem. Mauss i Hubert
uważali, że:
(...) wszystkie magie spekulowały na przeciwieństwach, na opozycjach: powodzenie i pech, zimno i ciepło, woda i ogień, wolność i przymus itd. Wiele rzeczy
ugrupowano na zasadzie przeciwieństw i posługiwano się ich opozycyjnym charakterem. Będziemy zatem uważali pojęcie przeciwieństwa za specyficzne pojęcie
magii549.

Zatem stosowanie zasady binarności na płaszczyźnie językowej stanowi przesłankę wskazującą o użytych zabiegach magicznych charakterystycznych tak dla dramatów społecznych oraz ich specyficznych
rozwinięć będących w istocie kryzysami ofiarniczymi. Można zatem
zaryzykować stwierdzenie, iż istnieje ścisły związek pomiędzy teorią
magii a analizą dyskursu w okresach wprawiania w ruch rytualnych
modeli rywalizacji symbolicznej. W tym kontekście należy pamiętać
o niezwykle istotnych słowach Michela Foucaulta, który pisał, że:
(...) w każdym społeczeństwie wytwarzanie dyskursu jest równocześnie kontrolowane, selekcjonowane, organizowane i poddane redystrybucji przez
pewną liczbę procedur, których rolą jest zaklinać moce i niebezpieczeństwa,
zawładnąć przypadkowością zdarzeń, wymknąć się ciężkiej, niepokojącej materialności550.

Z mojego punktu widzenia warto pokrótce przedstawić kontekst
mito-historyczny, który ukształtował samego Piłsudskiego, jak i przygotował społeczeństwo na pojawienie się postaci historycznej, która

548
549

550

Tamże.
M. Mauss, H. Hubert, Zarys ogólnej teorii magii, [w:] M. Mauss (red.), Socjologia
i antropologia, Warszawa 2001, s. 95.
M. Foucault, dz. cyt.., s. 7.
152

�mogłaby być pochłonięta przez symbol kardynalny „prawego
i sprawiedliwego”. Przełom wieku XIX i XX podtrzymywał i sprzyjał romantycznym wzorcom myślenia mitycznego:
Wiara w Opatrzność i w to, że Opatrzność ześle genialną jednostkę, była
pochodną dominującego w naszej kulturze nurtu romantycznego i centralnego dla romantyzmu polskiego, mitu mesjanistycznego. Kult indywidualizmu i uznanie szczególnej roli wybitnej jednostki, apoteoza walki,
nurt autorytarny – sympatyzowanie z silną władzą, to wszystko bardzo
bliskie jest wyobrażeniom o praktyce politycznej okresu romantycznego, walce narodowo-wyzwoleńczej, działalności konspiracyjnej, która
wymagała takich postaw. (…) Wierzono w ideę ofiary, ofiary krwi, która
stanowi niezbędny składnik wypełnienia się mitu sprawiedliwości dziejowej. Silne były emocjonalnie motywowane pragnienia odegrania się za
wszystkie klęski i upokorzenia 551.

Powstańcza tradycja była silnie obecna w mentalności przedstawicieli zarówno środowisk prawicowych, jak i lewicowych.
Deklaracje polityczne sugerujące podział na lewicę i prawicę nie
odgrywały w przypadku „romantycznej mentalności”552 istotnej
roli. Warto jednak podkreślić istnienie innego ważnego elementu
silnie ugruntowanego w świadomości społecznej tamtego okresu,
chodzi tutaj o:
(...) ideał państwa, porządku prawno-politycznego, sprawiedliwości społecznej, jaki stanie się udziałem tych, którzy doczekają własnego państwa 553 .

To właśnie idea mesjanistyczna odgrywała fundamentalną rolę
w kreowaniu wizji nieistniejącej jeszcze Rzeczpospolitej. W tym
kontekście bardzo istotna wydaje się uwaga Andrzeja Walickiego,
przypominająca, że:

551

552
553

T. Biernat, Józef Piłsudski – Lech Wałęsa. Paradoks charyzmatycznego przywództwa, Toruń 1999, s. 103.
M. Janion, Romantyzm i historia, Warszawa 1978, s. 567.
T. Biernat, dz. cyt., s. 104.
153

�(...) w romantycznym mesjanizmie polskim przeważał aspekt uniwersalistyczny: odrodzenie Polski miało być przecież „początkiem nowego świata”, świata, w którym nastąpi „uspołecznienie społeczeństw” i powszechna
chrystianizacja stosunków politycznych554.

Ta, bardzo ogólnie naszkicowana, sytuacja polityczna panująca
w Polsce z grubsza określana jest przez historyków jako „wyjściowa” dla długo oczekiwanego przeobrażenia politycznego. Nie interesowałby mnie ten mniej lub bardziej faktyczny kontekst, gdyby
nie to, że sam Piłsudski w słynnym tekście Jak stałem się socjalistą
pisał w podobnym tonie o atmosferze panującej w swoim domu rodzinnym. Duch panujący w tym miejscu przepełniony był „świeżym
wspomnieniem o klęsce narodowej 1863 r.”555. Choć przyszły Naczelny Wódz urodził się cztery lata po upadku powstania styczniowego,
tak pisał o nastrojach, jakie temu wydarzeniu towarzyszyły w jego
domu:
Matka, nieprzejednana patriotka, nie starała się nawet ukrywać przed nami
bólu i zawodów z powodu upadku powstania, owszem, wychowywała nas,
robiąc właśnie nacisk na konieczność dalszej walki z wrogiem ojczyzny.
Od najwcześniejszego dzieciństwa zaznajamiano nas z utworami naszych
wieszczów, ze specjalnym uwzględnieniem utworów zakazanych, uczono
historii polskiej, kupowano książki wyłącznie polskie. Ten patriotyzm rewolucyjny nie miał określonego kierunku społecznego556.

Nie mniej istotne jest to, że jak sam Piłsudski wspominał, pozostawał pod wielkim wpływem twórczości Słowackiego, Krasińskiego i Mickiewicza. Co więcej, Józef Piłsudski nie ograniczał się
tylko i wyłącznie do literatury dotyczącej Polski. Jak sam pisał:

554

555

556

A. Walicki, Między filozofią, religią i polityką. Studia o myśli polskiej epoki romantyzmu, Warszawa 1983, s. 22.
J. Piłsudski, Jak stałem się socjalistą, [w:] L. Wasilewski (red.), Pisma zbiorowe.
Józef Piłsudski, t. II, Warszawa 1989, s. 49. Dla większej jasności wypowiedzi
J. Piłsudskiego, zrezygnowałem z archaicznej pisowni niektórych wyrazów,
ingerując tym samym w oryginalny tekst.
Tamże.
154

�Najwyższe wrażenie sprawiały na mnie książki opisujące byt narodów
klasycznych Greków i Rzymian. Prawdopodobnie dlatego, że były przepełnione szczegółami walk o ojczyznę i opisami bohaterskich czynów.
Oprócz tego byłem rozkochany w Napoleonie i wszystko, co się tego mego
bohatera tyczyło, przejmowało mnie wzruszeniem i rozpalało wyobraźnię. Wszystkie zaś marzenia moje koncentrowały się wówczas koło powstania i walki orężnej z Moskalami, których z całej duszy nienawidziłem, uważając każdego z nich za łajdaka i złodzieja 557.

Poza inspiracjami literackimi istotny dla mnie pozostaje fakt,
iż Piłsudski, jak zaznaczyłem wcześniej, postrzegał siebie jako
„człowieka czynu”. Mimo zmieniającej się sytuacji politycznej na
arenie międzynarodowej pozostawał zwolennikiem i inicjatorem
walki zbrojnej w celu odzyskania przez Polskę i Polaków upragnionej niepodległości:
Nasze klasy posiadające, zrażone wspomnieniami 1831 i 1863 roku (…)
uważają wszelką myśl o walce zbrojnej za szaleństwo, a wszelkie dążenie
w tym kierunku jako zasługujące na potępienie bezwzględne. Lecz rzućmy okiem na dzieje: nie było prądu politycznego, nie było hasła, które początkowo nie było potępiane; a zawsze najsilniej potępiano kierunki później zwycięskie. Ile gromów spadło na ideologów rewolucji francuskiej,
jak silnie potępiano początkowo hasło zjednoczenia Włoch. W ubiegłym
stuleciu pod koniec czwartego lat dziesiątka, kto nie brał za wariatów
ludzi, głoszących, że Węgry winny walczyć, by stać się autonomicznym
państwem? A jednakże – te swego czasu przez wszystkich trzeźwych za utopijne i szkodliwe uznane projekty, stały się rzeczywistością. To samo będzie
z hasłem powstania zbrojnego558.

Pomimo upływu lat Józef Piłsudski pozostawał nadal wierny ideom walki czynnej, co więcej – widział w nich symboliczną potrzebę i praktyczny sposób na odzyskanie niepodległości. Niech
dowodem owej radykalnej postawy będzie poniższy cytat z jednego z jego pism:

557
558

Tamże, (podkreślenia Ł.P.M.).
Tenże, Polityka walki czynnej, [w:] L. Wasilewski (red.), Pisma zbiorowe. Józef
Piłsudski, t. II, Warszawa 1989, s. 265–266.
155

�Chcę zwyciężyć, aby z walki i to walki na ostro, jestem nie zagajnikiem nawet
a wprost bydlęciem, okładanym kijem czy nahajką. (…) Nie rozpacz, nie poświęcenie mną kieruje a chęć zwyciężenia, przygotowania zwycięstwa. Ostatnią
moją ideą, której nie rozwinąłem nigdzie, jest konieczność w naszych warunkach wytworzenia każdej partii, a tym bardziej esowej funkcji siły fizycznej,
funkcji, że użyję tak nieznośnego dla „humanitarystów” określenia (histeryczne panny, nieznoszące drapania po szkle, ale znoszące pranie ich po pysku)
przemocy brutalnej. Tę ideę chciałem przeprowadzić w swojej działalności
ostatnich lat i przyrzekłem sobie, że albo swoje zrobię albo zginę. Zrobiłem już
dużo w tym kierunku, ale za mało, by móc wypocząć na laurach i zająć się serio
przygotowaniem bezpośrednim do walki i teraz stawiam siebie na kartę. Chcę
właśnie sobą, którego nazywano i szlachetnym socjalistą, i człowiekiem, o którym nawet wrogowie paskudztwa głośno nie powiedzą, człowiekiem zresztą,
który ma trochę zasługi w kulturze ogólnonarodowej, podkreślić tę gorzką,
bardzo gorzką prawdę, że w społeczeństwie, które walczyć o siebie nie umie,
które cofa się przed każdym batem, spadającym na twarz, ludzie ginąć muszą
nawet w tym, co nie jest szczytnym, pięknym i wielkim559.

Nie można w żaden sposób pominąć tego, że ogromną rolę w tworzeniu symbolu kardynalnego, którego ucieleśnieniem stał się Piłsudski, odegrały właśnie jego działania konspiracyjne przed I wojną światową oraz zwycięstwa militarne, mające miejsce w trakcie
jej trwania560. Szczególnie dzięki spektakularnym akcjom militarnym jeszcze przed 1918 rokiem Józef Piłsudski obrósł w legendę561
niezłomnego i zwycięskiego dowódcy. Mnie jednak nie interesują
szczegóły walk, jakie on toczył i konkretne zwycięstwa jakie odnosił, lecz mito-poetyka tych czynów, dzięki której Piłsudski konsekwentnie budował swoją legendę. W tym kontekście interesujący
wydaje się jego stosunek do wojny i to, w jakiej roli siebie stawiał:
Z garścią małą ludzi, źle uzbrojonych i źle wyposażonych, rozpocząłem wojnę.
Cały świat stanął wtedy do boju. Nie chciałem pozwolić, by w czasie, gdy na
żywym ciele naszej ojczyzny miano wyrąbać mieczami nowe granice państw
i narodów562.
559

560
561

562

[Za:] Z. Zygmuntowicz, J. Piłsudski o sobie. Z pism, rozkazów i przemówień komendanta, Warszawa 1989, s. 47.
W. Suleja, Józef Piłsudski, Wrocław 1995, s. 7–95.
B. Urbanowski, Józef Piłsudski marzyciel i strateg. Część pierwsza. Korekta mitów, Warszawa 1997, s. 155–268.
J. Piłsudski, Rozkaz na pierwszą rocznicę wojny, [w:] W. Lipiński (red.), Pisma
zbiorowe. Józef Piłsudski, t. IV, Warszawa 1989, s. 40.
156

�Ciekawe jest to, iż Piłsudski przedstawia tu siebie jako najważniejszego inicjatora czynnej walki w imię odzyskania długo oczekiwanej niepodległości Polski. Co ważne, czyni to tylko z garstką ludzi
źle uzbrojonych, stając z nimi przeciwko wielkim mocarstwom. Niezwykle istotnym jest fakt, że w polskiej mitopoetyce Józef Piłsudski
został zapamiętany jako wódz nieustępliwy i zwycięski w swojej
przed-niepodległościowej działalności militarnej. Stanowił on odpowiedź na potrzeby ówczesnego społeczeństwa, a odzwierciedleniem tego jest choćby sposób określania go przez jemu współczesnych:
Wielki człowiek to jakby wielkolud między karzełkami, jakby rosły dąb między marną krzewiną. Jakaż dziwna jest w nim siła, jakby cudownie dana od
Ducha Świętego, iskra Boża, z której się rozpalają ognie dla oświecenia i ogrzania całej ziemi. (…) Nam potrzeba takiego człowieka daleko więcej niż innym
szczęśliwym narodom; bo gdzie obcy zasiewają niezgodę, a jadem służalstwa
zatruwają dusze – tam tylko jedna żelazna ręka może skupić wszystkie siły narodowe, z gromady niewolników zrobić karną mocną społeczność, zdolną do
walki i zwycięstwa563.

Można zatem uznać, że grunt pod scenariusz dramatu społecznego został należycie przygotowany. Józef Piłsudski w doskonały
sposób wpisał się w kontekst mito-historyczny ówczesnych czasów.
Naszego aktora społecznego stopniowo zaczął pochłaniać symbol
kardynalny – symbol bohatera magicznego oraz reżysera zrytualizowanego dyskursu:
Dyskurs – zauważa Foucault – z trudem da się sprowadzić do czegoś nieznaczącego; zakazy, które go dotykają, ukazują bardzo wcześnie i szybko jego
związek z pożądaniem i władzą. Nie ma w tym nic dziwnego, skoro dyskurs
– jak pokazuje psychoanaliza – nie jest wyłącznie tym, co ujawnia (lub ukrywa)

563

[Za:] K. Kawalec, Państwo a naród w dwudziestoleciu międzywojennym – spory
nie zakończone, [w:] W. Wrzesiński (red.), Do niepodległości 1918, 1945, 1989.
Wizje – drogi – spełnienie, Warszawa 1998, s. 186 .
157

�pożądanie, lecz także samym jego przedmiotem. Historia nieustannie dowodzi,
że dyskurs jest nie tylko czymś, co tłumaczy walki i systemy panowania, lecz
również tym, dla czego i poprzez co walczymy – jest władzą, którą usiłujemy
zdobyć564.

Pojawienie się Polski niepodległej na arenie międzynarodowej
w 1918 roku, z mojego punktu widzenia, jest niezwykle istotne. To
wydarzenie, którego rocznicę obchodzą Polacy 11 listopada, stanowi wyraźny próg w historii Polski. Pozostając w poetyce myślenia
magiczno-religijnego, należy pamiętać, że:
(...) każdy początek rodzi pewien delikatny problem. Bez wątpienia powoduje
zachwianie równowagi, wprowadza nowy element, który musi zostać włączony w porządek świata przy możliwie najmniejszym jego zakłóceniu. Dlatego
składnik zapoczątkowujący każdą serię jest uważany za niebezpieczny. Nikt
nie waży się go przeznaczyć do powszechnego użytku. Z mocy prawa należy
bowiem do boskości: składany jest w ofierze li tylko dlatego, że jest pierwszy,
że zapoczątkowuje nowy ład, że jest przyczyną zmiany. Kiedy zbiór dojrzewa,
należy go przeto najpierw uwolnić od ciążącej na nim zmazy, a dopiero potem
przeznaczyć do spożycia. Tak więc bogom oddaje się pierwsze i najcięższe kłosy po zżęciu, pierwsze i najpiękniejsze owoce z sadów, pierwsze i najdorodniejsze warzywa z warzywników. Na jednostkach wyróżniających się szczególną
świętością ciąży obowiązek wchłonięcia siebie niebezpiecznej mocy, jaka kryje
się w ich nowości565.

Podobne myślenie mito-magiczne, czy jak kto woli, sakralne można
zauważyć w przedstawieniach politycznych Józefa Piłsudskiego, dotyczących odzyskania niepodległości:
Gdy stanąłem na ziemi polskiej – pisał polityk – i losy złożyły mi w ręce kierownictwo sterem nawy polskiej, zdecydowałem natychmiast spróbować
wyprzedzić wszystkich w Europie centralnej i wschodniej w pracy budownictwa państwowego wśród ogólnego chaosu. Spieszyć zaś trzeba było nie
tylko przez wzgląd na otoczenie Polski. Wewnątrz było już dosyć chaosu,
byłem nim po prostu przerażony. Przez pierwsze kilka tygodni nie napotkałem po prostu człowieka, grupy, partii, czy stronnictwa, które nie było
opanowane megalomanią wyjątkową. Twierdzenie: ja, lub my i naród, to

564
565

M. Foucault, dz. cyt., s. 8.
R. Caillois, Człowiek i sacrum…, s. 32.
158

�jedno – nie schodziło z ust, każdy to powtarzał, każdy rwał się do reprezentowania na swoją rękę Polski wewnątrz i zewnątrz. Byliśmy, zdaniem moim,
tak przesiąknięci chaosem, że naturalny rozwój musiał prowadzić nie do
praworządności (…), lecz do silnych starć wewnętrznych i do panowania samowoli grupowej czy partyjnej566.

Społeczeństwo polskie, wraz z odzyskaniem niepodległości, zdaniem Piłsudskiego – jest usytuowane w nieokreśloności; w stanie,
który można nazwać stanem liminalnym567. To, co charakterystyczne dla wewnętrznej sytuacji niepodległej Polski, to jej związek:
(...) z kosmicznym chaosem, będącym także polem pierwotnych możliwości,
możliwe jest powstanie czegoś nowego i zmiana, a także transformacja człowieka i społeczności 568.

Od tego symbolicznego momentu polskie społeczeństwo zostaje
przygotowywane do wzięcia udziału w rytuale przejścia. Nie przypadkiem Józef Piłsudski przedstawia je zatem jako „polityczne niemowlę”, które należy wychować, ukierunkować, nauczyć od początku właściwie odróżniać dobro od zła, prawdę od fikcji. Jednocześnie,
stawia on siebie w roli „ojca” narodu i niepodległej Polski, a zatem to
właśnie do niego należy podstawowe zadanie, jakim jest ukierunkowanie społeczeństwa i wytyczenie jedynej drogi rozwoju – wprowadzenie go w „dorosłość”:
Masa społeczeństwa polskiego – pisał Piłsudski w liście do Romana Dmowskiego – jest rzeczą niczyją, luźnie chodzącą, nie ujętą w żadne kadry organizacyjne, nie posiadającą żadnych właściwie przekonań, jest masą bez
kości i fizjonomii. O tę gawiedź politycznie bezmyślną, o przyciągnięcie jej
choćby na jeden moment w jedną lub drugą stronę chodzi w pierwszym rzędzie tym wszystkim, którzy robią w Polsce politykę. Cel ten zaślepia i przesłania oczy na wszystko inne działaczom zdolnym prowadzić tylko zajadłe
i konkurencyjne duszołapstwo. A ponieważ ogół społeczeństwa jest politycznym niemowlęciem, więc konkurencja musi dostosować swe metody do

566

567
568

J. Piłsudski, O powodach spiesznego powołania sejmu ustawodawczego, [w:]
K. Świtalski (red.), Pisma zbiorowe. Józef Piłsudski, t. V, Warszawa 1990, s. 182.
V. Turner, Od rytuału do teatru…, s. 73.
Ł. Trzciński, Mit bohaterski, Kraków 2006, s. 155–156.
159

�tego poziomu. Stąd spekulacja na najbardziej prymitywne i naiwne odruchy
masy, stąd zapominanie o interesach całości państwa – jest regułą i normą,
a deklaracja o Ojczyźnie – frazesem, z którym działalność deklamujących
stoi w najzupełniejszej sprzeczności 569.

Treść wspomnianego listu jest odzwierciedleniem stosunku Piłsudskiego do politycznego chaosu mającego miejsce w Polsce zaraz po
odzyskaniu niepodległości w 1918 roku. Piłsudski wiedział doskonale, że „nowy ład” musi zostać jak najszybciej ukonstytuowany,
chaos musi zostać zamieniony w kosmos, a zatem:
(...) złamawszy tysięczne przeszkody i silny opór wewnętrzny, mogłem złożyć swą władzę w ręce pierwszego Sejmu odrodzonej Polski 570.

Jednocześnie na mocy uchwały z 20 lutego 1919 roku zostało mu
powierzone dalsze sprawowanie urzędu Naczelnika Państwa, aż
do uchwalenia konstytucji. Z punktu widzenia analizy genezy sytuacji, która doprowadziła do dramatu społecznego, jest to jeden
z kluczowych epizodów, który ujawnia, że nad pracą dotyczącą
ustawy zasadniczej uwidoczniły się dwa obozy. Pierwszy z nich reprezentował swoją osobą Józef Piłsudski, który zmierzał do uchwalenia takich punktów konstytucji, które dawałyby prezydentowi
oraz rządowi zwiększoną władzę. Zwolennicy drugiego stanowiska
zmierzali z kolei do ograniczenia realnej władzy prezydenta i rządu. Wyrazem tego konfliktu są dzieje przesilenia rządowego w okresie czerwca i lipca 1922 roku. Symbolicznie rzecz ujmując, konflikt
wynikający z prac nad ustawą zasadniczą fundującą porządek polityczno-prawny Polski niepodległej unaocznił istnienie dwóch zwalczających się paradygmatów.

569

570

J. Piłsudski, List do Romana Dmowskiego na temat sytuacji politycznej w Polsce
i postawy Polaków wobec przedstawicieli obcych państw, [w:] J. Borkowski (red.)
Wybór pism: Józef Piłsudski – o państwie i armii, Warszawa 1985, s. 80–83.
Tenże, O powodach spiesznego powołania sejmu…, s. 182.
160

�W tym czasie Piłsudski rósł konsekwentnie w siłę, stając się „architektem zwycięstwa” w wojnie z bolszewicką Rosją z lat 1919–
1920. Naczelnik Państwa pełnił w tym okresie także funkcję Naczelnego Wodza. Zwycięska bitwa warszawska z 1920 roku przez
wielu historyków uznana za bitwę, która ocaliła Europę przed inwazją ze wschodu, przyczyniła się do umocnienia mitu zwycięskiego i niezłomnego wodza i strukturalnie odpowiadała próbie, której
sprostał Naczelnik Państwa, wpisując się w ten sposób w symboliczną rolę bohatera. W wyniku działań politycznych i nieustannego
szukania kompromisu między „dwoma” paradygmatami, 14 grudnia 1922 roku kompetencje Józefa Piłsudskiego przejmuje pierwszy
prezydent odrodzonej Polski – Gabriel Narutowicz. W ramach analizowanej tutaj gry społecznej można powiedzieć, że w efekcie rywalizacji dwóch obozów doszło do próby reintegracji społecznej, co
symbolicznie zostało potwierdzone uchwaleniem konstytucji, oraz
w akcie przekazania władzy przez Naczelnika Państwa – Piłsudskiego – 14 grudnia 1922 roku pierwszemu prezydentowi II Rzeczypospolitej – Gabrielowi Narutowiczowi. Fundamentalne dla rozwoju kolejnych wypadków tego szczególnego dramatu społecznego jest
to, że pierwszy prezydent reprezentował państwo na zasadach zapisanych w konstytucji marcowej 17 marca 1921 roku, co tutaj ważne – konstytucji, na której ostateczne zapisy nie zgadzał się Piłsudski. Prawdziwym szokiem dla Piłsudskiego i momentem zwrotnym
w jego karierze politycznej był zamach na prezydenta Narutowicza
(16 grudnia 1922 roku), który pełnił swoją funkcję jedynie kilka dni.
W narracji Piłsudskiego czas czynnego udziału w polityce zdawał
się zatrzymać wraz z tym morderstwem:
W literaturze przedmiotu, a zwłaszcza w tej jej części, która wyszła spod piór
piłsudczyków, przełom, który po śmierci prezydenta w psychice Piłsudskiego nastąpił, akcentuje się niezwykle silnie (…). Szok, jak się zdaje, polegał
przede wszystkim na ostatecznej utracie wiary w odrodzenie polskiej duszy
(…). Wiary, że polskie społeczeństwo w pełni dojrzało do suwerennego, niepodległego bytu. Dlatego też, w rozumieniu Marszałka, demoralizującym je
wciąż, a płynącym od politycznych partii prądom należało przeciwstawić
161

�i silny a niepodważalny autorytet, i w razie potrzeby nawet brutalność. Był
to, jak się zdaje, decydujący impuls, który w konsekwencji doprowadził do
maja 1926 roku 571.

Zamach na pierwszego prezydenta II RP stał się jawnym przekroczeniem zasad moralnych – i jednoczesnym punktem, w którym
świeżo ustanowiony ład polityczny zostaje ponownie naruszony,
wprawiając w ruch, kolejny raz, agonistyczny model dramatu społecznego. Przypomnijmy, że:
Owo naruszenie ładu może być wynikiem działania z premedytacją, sprokurowanego przez aktora/aktorów społecznych dla zademonstrowania
autorytetu, a także w celu jego podważenia (…), albo po prostu działaniem
spontanicznym572.

Zdaniem Piłsudskiego sytuacja, która doprowadziła do morderstwa
Narutowicza była ściśle związana z istnieniem w polskim społeczeństwie „stygmatów Wschodu”, które odtąd nieustannie przypisywał swoim przeciwnikom politycznym. Jak sam pisał:
Starałem się bronić społeczeństwo przed nimi. Jako iluzjonista, tęskniąc do
normalnego przejawu życia narodowego, jakim jest państwo polskie, szukałem czynników, danych, które niesie ze sobą rasa polska, w których się czuję dobrze, które potęgują siły jednostki i narodu. Bo cudza dusza – to rzecz
niebezpieczna. Stygmat obcego ducha istnieje we wszystkich trzech zaborach. Dla mnie upokarzająca w sprawie Niewiadomskiego jest ta tajemnica
Wschodu w nas573.

3 lipca 1923 roku Piłsudski wycofuje się z życia politycznego –
porzuca przewodnictwo Ścisłej Rady Wojennej, udając się – jak sam
to określa – na „emigrację” do Sulejówka. To wydarzenie strukturalnie odpowiada fazie kryzysu – symbolicznie rozpoczynając fazę
liminalną. W tym szczególnym okresie, aż do zamachu majowego
571
572
573

W. Suleja, Józef Piłsudski, Wrocław 1995, s. 300.
V. Turner, Od rytuału do teatru…, s. 112.
J. Piłsudski, Wywiady z redaktorem „Kuriera Polskiego”, [w:] K. Świtalski (red.),
Pisma zbiorowe. Józef Piłsudski, t. VI, Warszawa 1990, s. 6.
162

�w 1926 roku Piłsudski podkreślał, że jego odosobnienie było efektem zaistnienia sytuacji politycznej, która jest niezgodna z jego sumieniem. Jak twierdził, nie chce brać udziału w życiu politycznym,
w którym uczestniczą ludzie odpowiedzialni za śmierć pierwszego
prezydenta II Rzeczypospolitej:
W tej samej chwili, gdy Belweder, miejsce zaszczytu, miejsce honoru Polski, opuściłem, wszedł tam inny człowiek, wybrany legalnie aktem uroczystym, podpisanym przez marszałka sejmu. Oddałem mu władzę zgodnie
z Konstytucją. Na moje miejsce przyszedł dla reprezentacji narodu całego
i wszedł na tę ścieżkę, którą ja po trosze przetorowałem, człowiek inny. Nie
rozważam jego zalet ani wad, nie omawiam jego wartości. Człowiek ten, jak
ja, został wyniesiony ponad innych, dobrowolnym aktem włożony na niego obowiązek, że ma być naszym przedstawicielem, ma w pieczy mieć nasz
honor, naszą godność. Ta szajka, ta banda, która czepiała się mego honoru,
tu zechciała szukać krwi. Prezydent nasz zamordowany został po burdach
ulicznych, obniżających wartość pracy reprezentacyjnej przez tych samych
ludzi, którzy ongiś w stosunku do pierwszego reprezentanta, wolnym aktem
wybranego, tyle brudu, tyle potwornej, niskiej nienawiści wykazali. Teraz
spełnili zbrodnię. Mord karany przez prawo (…). Gdym sobie pomyślał na
chwilę, że ja tych panów, jako żołnierz, bronić będę, – zawahałem się w swoim sumieniu. A gdym się raz zawahał, zdecydowałem, że żołnierzem być
nie mogę. Podałem się do dymisji z wojska. To są, moi panowie, przyczyny
i motywy, dla których służbę państwową opuszczam574.

Według opisów Piłsudskiego z czasów „emigracji”, sytuacja polityczna, jaka nastała w Polsce, daleka była od sytuacji „odradzania
się” Polski tuż po odzyskaniu niepodległości, kiedy okrzyknięto go
Naczelnikiem. Z mojego punktu widzenia istotne jest to, że przez
całe cztery lata jego nieobecności w polityce zdawał się konsekwentnie konstruować swoisty etos samego siebie i swoich legionów.
Z pism tego okresu klaruje się jasna wizja Marszałka, z której wynika, że wraz ze swoimi żołnierzami posiadł „palmę pierwszeństwa”
w tworzeniu ładu niepodległej Polski – innymi słowy, to on miał jedyną spójną wizję, według której możliwe było pojawienie się silnej
i w pełni odrodzonej Polski wyłaniającej się z okresu chaosu. W ten
574

Tenże, Przemówienie wygłoszone na bankiecie w „Bristolu”, [w:] K. Świtalski
(red.), Pisma zbiorowe. Józef Piłsudski, t. VI, Warszawa 1990, s. 33–34.
163

�sposób stopniowo i konsekwentnie Naczelnik demonizował okres
„sejmokracji”, która wynikała z fatalnych zapisów w Konstytucji
marcowej oraz przedstawicieli klasy politycznej, która ufundowała
ten porządek. To myślenie, posiadające znamiona doktrynalne, miało na celu wykluczenie jakiejkolwiek innej wizji społeczeństwa niż
ta, którą reprezentował Piłsudski i jego obóz:
Doktryna – pisze Foucault – wiąże jednostki z określonymi typami wypowiedzi i w konsekwencji zakazuje im wszystkich innych. Działając zaś
w drugą stronę, posługuje się pewnymi typami wypowiedzi, aby związać
ze sobą jednostki i tym samym odróżnić je od wszystkich innych. Doktryna
dokonuje podwójnego ujarzmienia, podporządkowuje podmioty mówiące
dyskursom, natomiast dyskursy – co najmniej wirtualnym grupom mówiących jednostek 575.

W konsekwencji w narracji założyciela Legionów ci, którzy do tej
pory budowali ład świeżo odrodzonej Polski byli coraz radykalniej
deprecjonowani. Oto kolejny przykład:
Żyjemy w czasach, których prawo oszczerstwa i szarpania czci cieszy się
nadzwyczajną swobodą, a nawet uznaniem. Państwa i narody, które na
podstawie kłamstwa, na podstawie negowania prawdy podają myśl polityczną, dążą do zguby. Takie państwo zbliża się ku upadkowi. Prawo walki
o byt jest prawem istnienia życia w świecie. Ten jest słabszy, kto buduje
na kłamstwie i fałszu, w porównaniu z tym który buduje na prawdzie.
Jak w walce wódz, który opiera się na kłamliwych wieściach, który się
kłamliwymi raportami kieruje, idzie do przegranej, tak samo naród, który na kłamstwie buduje swe myśli, idzie do swej zguby. To dziwne prawo
oszczerstwa, sugestia kłamliwa istnieje przede wszystkim w stolicy państwa, w Warszawie576.

Dalej w tym samym wystąpieniu, Piłsudski – jako osoba niepiastująca żadnej funkcji politycznej – przedstawia swoją gotowość do
walki z kłamstwem oraz oszczerstwem, które symbolicznie ucieleśniają kolejne sejmy:
575
576

M. Foucault, dz. cyt., s. 31.
J. Piłsudski, Przemówienie na zjeździe legionistów we Lwowie, [w:] K. Świtalski
(red.), Pisma zbiorowe. Józef Piłsudski, t. VI, Warszawa 1990, s. 79–80.
164

�Dzięki Bogu język w buzi mam przywieszony po legionowemu. Mam środki i sposoby. Niełatwo przejść nad nimi do porządku dziennego. Nie jedno
z moich słów zostanie uwiecznione tam, gdzie oszczerstwa nie znajdą miejsca. W poszukiwaniu środków dla obrony czci, dla obrony honoru jestem
bezwzględny. Jestem zdecydowany wyjść naprzód, aby szacunek dla pracy
i państwa polskiego zdobyć577.

Należy pamiętać, że diagnozując sytuację społeczno-polityczną
kraju, Piłsudski konsekwentnie przedstawia historię Polski w kategoriach opozycji binarnych, stawiając jednocześnie na uprzywilejowanej pozycji siebie, oraz legiony, z którymi wziął czynny i skuteczny udział w walce o niepodległość:
Zaszczyty, honory, zaufanie, jednozgodnie wyrażone, znowu wywołały mi
gdzieś z zamierzchłej przeszłości wspomnienia dawne, wspomnienia przeklęte,
gdzie były te sejmy, które kiedyś, bezładne i krzykliwe, o jednozgodność wołały
i nigdy tej jednozgodności nie miały, gdyż jeden człowiek przez swawolę, jeden
człowiek, płatny szpieg, o duszy pełnej brudu, mógł pracę państwa zniweczyć.
Gdzie te wspomnienia, gdzie posłowie i dygnitarze na obcym żołdzie, w obcych
kieszeniach, w obcych będący rękach, obcych słuchający rozkazów, płaszczący
się, jak gad, przed obcymi, a tak dumni, a tak panoszący się w domu?! Gdzie te
wspomnienia? Pierzchły, zginęły, bo znowu był akt moralny, akt odrodzenia.
Znowu jest jednozgodność, ta niegdyś żądana, ta niegdyś wymarzona, ta niegdyś krzyczana i okrzyczana, ta jednozgodność w jednym akcie. Czy ktokolwiek
to robił pod strachem, czy przez przyzwoitość, czy z powodu niemożności znalezienia innego wyjścia, czy kto robił to biernie, czy czynnie – to jest wszystko
jedno, fakt jest, fakt historyczny, który skupił się na mojej osobie578.

Piłsudski przez swoje liczne wystąpienia i wykłady zdaje się
unikać komentowania ówczesnej mu sytuacji politycznej, wszak
jak wiemy, postanowił zejść ze sceny politycznej. Poprzez konstruowanie etosu legionów i własnej osoby konsekwentnie jednak deprecjonuje polityków reprezentujących inny, „wrogi” paradygmat.
Powołaniem Piłsudskiego według jego narracji jest przywrócenie

577
578

Tamże, s. 81.
Tenże, Przemówienie wygłoszone na bankiecie w Sali Malinowej hotelu „Bristol”, przedstawiające przyczyny, z powodu których Piłsudski postanowił odejść
ze służby wojskowej, [w:] J. Borkowski (red.), Pisma zbiorowe. Józef Piłsudski,
t. VIII, Warszawa 1990, s. 166.
165

�„jednozgodności” narodu w walce z nieustannie odradzającym się
wrogim „elementem” zagrażającym tak jemu jak i Polsce, a który nazywał „cieniem”:
Był cień, który biegł koło mnie. Czy na polu bitwy, czy w spokojnej pracy, czy
w pieszczotach dziecka – cień ten ścigał mnie i prześladował. Zapluty, potworny karzeł na krzywych nóżkach, wypluwający swoją brudną duszę, opluwający mnie zewsząd, nieszczędzący niczego co szczędzić trzeba – rodziny, stosunków, bliskich mi ludzi, śledzący moje kroki, przekształcający moją myśl – ten
potworny karzeł pełzał za mną, ubrany w chorągiewki różnych kolorów – to
obcego, to swego państwa, krzyczący frazesy, wymyślający jakieś historie, ten
karzeł był moim nieodstępnym towarzyszem doli i niedoli, szczęścia i nieszczęścia, zwycięstwa i klęski. Moi panowie, powtarzam, nie znam zjawiska bardziej
stałego metodycznie prowadzonego, jak to dotykania rodzinnych stosunków,
przed którymi każdy człowiek się zatrzymuje, jak to dotykanie moich przyjaciół, mojego otoczenia, każdego ledwie człowieka, który się do mnie zbliżył,
brudnymi rękami, brudną duszą, brudnymi słowami i brudnym, stęchłym powietrzem. Nie znam, moi panowie, zjawiska bardziej stałego, gdy przebiegam
swoją historię za ubiegłe lata (…), a plucie to chrzczono wysokimi słowami,
wysokimi hasłami. Była to praca tak zwana narodowa, praca tak zwana patriotyczna! Nie jest to tragizmem dla mnie. Wylęgać się takie zjawiska mogą tylko
w bagnie niewoli, przez które narody przechodzą579.

W słynnym odczycie z roku 1924 pt. Demokracja a wojsko Józef
Piłsudski użył rozpalającego wyobraźnię magiczną porównania
przedstawiającego „pochód ludzkości” w postaci konfliktu między
„dziećmi swobody” oraz „dziećmi nakazu”. W ten sposób przedstawił relację, jak to sam określił: „pomiędzy miłością dla siły i mocy
a między mdlejącą siłą swobody”580, między wojskiem a demokracją.
Oto jak Marszałek siebie widział w owym konflikcie:
Bóg zaszczepił w moje łono elementy siły i mocy nakazu, co posłuch wzbudzać
umie. Dał mi w zalążku, w uczuciu, miłość dla mocy i siły. A jednocześnie przez
długie życie przeszedłem z bojownikami demokracji. Dlatego to problemu owego szukałem. Szukałem rozwiązania, nie cofałem się przed załamaniami, które
ultrafiolet daje, które ultrafioletem oślepiają. Nie chciałem być niewolnikiem,

579
580

Tamże, s. 166.
Tenże, Odczyt „Demokracja a wojsko” wygłoszony w klubie społeczno-politycznym, [w:] J. Borkowski (red.), Pisma zbiorowe. Józef Piłsudski, t. VIII, Warszawa
1990, s. 178–185.
166

�szukałem swobody; byłem dzieckiem swobody – i dla niej, dla tej swobody mocy
szukałem. A mocy bez siły nakazu i przymusu nigdzie nie znalazłem. I w tym
wieczystym problemacie, w tej sprzeczności demokracji i wojska, byłem długo
chowany. Problemat ten ujmowałem w ręce, nie czując wstydu ani niechęci,
bo byłem dzieckiem swobody. Ale sprzeczności nakazu i swobody dotąd nie
rozwiązałem. Problem ujmuję w oprawę i, jak kamień, go podaję. Zostaje próba
rozstrzygnięcia581.

Wspomniany fragment doskonale obrazuje rolę, jaką sobie przypisuje Piłsudski. Niemal wprost autor wskazuje na siebie jako ucieleśnienie, czy raczej upostaciowienie sacrum. Jak pisał francuski antropolog Roger Caillois:
Świętość jako stała bądź ulotna własność przysługuje niektórym rzeczom
(narzędzia kultu), niektórym istotom (król, kapłan), niektórym przestrzeniom (świątynia, kościół, miejsce wysokie, wzniesienie), niektórym okresom (niedziela, dzień Wielkanocny, Bożego Narodzenia itp.). Wszystko może
się stać jego siedzibą i tym samym nabrać w oczach jednostki czy społeczeństwa nieporównywalnego z niczym prestiżu. Wszystko też może tę cechę
utracić. Rzeczy nie posiadają jej bowiem same z siebie: otrzymują ją na mocy
jakiejś tajemniczej łaski 582.

581
582

Tamże.
R. Caillois, Człowiek i sacrum…, s. 20.
167

��Ten, który czysto i dokładnie
czynił swoją powinność?
Z przedstawień publicznych polityka wynurza się klarowny obraz przyczyny kryzysu gospodarczego i politycznego w Polsce.
Winni takiej sytuacji są przeciwnicy polityczni pierwszego Marszałka, którzy stawiani są przez niego jako wrogowie narodu
i stopniowo stają się zrównani z siłami chaosu, z którymi Polska
już raz wygrała bój i zdobyła się tym samym na odzyskanie niepodległości. Z przedstawień Piłsudskiego wynika także, że społeczeństwo tkwi w pomieszaniu, natomiast Marszałek jest jedyną
osobą, która ma siłę i determinację, żeby przezwyciężyć napierające zewsząd niszczące siły, jak już to wcześniej udowodnił, zwyciężając w wojnie polsko-bolszewickiej. Warto zwrócić uwagę
na to, że nasz bohater występuje tutaj także w symbolicznej roli
oskarżyciela 583 , który inicjuje mimetyczną przemoc.
W maju 1926 roku Piłsudski uznał, że wybiła najdogodniejsza
godzina przeprowadzenia przygotowanego już od pewnego czasu
zamachu stanu 584 . W konsekwencji starć naruszających ład społeczny między piłsudczykami a przedstawicielami legalnej władzy politycznej pod przewodnictwem prezydenta Wojciechowskiego w ciągu trzech dni zginęło 379 żołnierzy i osób cywilnych,
a około 920 zostało rannych 585. Poddając te wydarzenia symboliczno-magicznej interpretacji, nie można pominąć faktu, że

583

584
585

„Satan oznacza po hebrajsku «wróg», «przeciwnik», co Septuaginta przełożyła
jako epiboulos («spiskujący przeciw»): znaczy również «oskarżyciel», co jest
tłumaczone jak ho diabolo («potwarca», «oszczerca»)”, [w:] R. Girard, Widziałem szatana spadającego z nieba…, s. 104.
H. Zieliński, dz. cyt., s. 183.
Tamże, s. 185.

�celem ataku oddziałów Piłsudskiego był Belweder. Istnieje tutaj
pewne ciekawe podobieństwo tego typu działań symbolicznych
kanalizujących przemoc. Jak zauważył Edmund Leach:
W wielu częściach współczesnej Ameryki Łacińskiej, Afryki i Azji normalną metodą zmiany politycznego reżimu jest przewrót wojskowy. W zdecydowanej większości przypadków wystąpienie rozlewu krwi nie ma znaczenia. Insurekcja zamyka się w kilku godzinach i przywódcy obalonego
rządu udają się na komfortową emigrację za granicę. Formy takiego zamachu są zupełnie zestandaryzowane: stanowi go militarny atak na Pałac
Prezydencki. W wielu przypadkach oznajmia się później, że Prezydent był
wówczas nieobecny. W całym tym przedsięwzięciu znaczną rolę odgrywają proklamacje (zaklęcia) prasowe i radiowe uzurpatorów wojskowych.
Największa różnica między tym rodzajem działania, a działaniem mego
wzorcowego czarownika jest taka, że włosy zamierzonej ofiary zastąpione
są przez Pałac Prezydencki. Przewrót jest raczej działaniem ekspresyjnym
niż technicznym, ale w dziewięciu wypadkach na dziesięć osiąga on zamierzony rezultat. Nie powinniście twierdzić, że magia i czary nigdy nie
odnoszą skutku!586.

Jak pokazuje ten przykład, działanie Piłsudskiego niewiele odbiega od praktyk stosowanych przez czarowników działających
w ramach myślenia magicznego i pozwala mieć pewność, że ludzie w sprzyjających okolicznościach mito-historycznych myślą
i starają się działać w bardzo podobny sposób587.
Ta krótko trwająca wojna domowa 588 , która na stałe wpisała
się w mito-historię Polski i stanowiła punkt centralny w fazie
kryzysu, doprowadziła do dymisji rządu Wojciechowskiego oraz
przejęcia władzy przez Piłsudskiego i jego współpracowników.
Przewrót majowy i w jego wyniku śmierć wielu ludzi stał się także kluczowym wydarzeniem odebranym jako sygnał do poszu-

586

587
588

E. Leach, Kultura i komunikowanie, [w:] Tenże, A.J. Greimas (red.), Rytuał i narracja…, s. 45.
R. Girard, Sacrum i przemoc…, s. 46.
M. Sioma (red.), Zamach stanu Józefa Piłsudskiego 1926 roku, Lublin 2007,
Z. Karpusa, G. Radomski, W. Wojdyła (red.), Zamach stanu Józefa Piłsudskiego
i jego konsekwencje w interpretacjach polskiej myśli politycznej XX wieku, Toruń
2008.
170

�kiwań kozłów ofiarnych 589. Nowy rząd rozpoczął daleko idące
zmiany personalne, które z naszej perspektywy można nazwać
rytualnymi. Henryk Zieliński tak opisuje ten okres:
W ciągu kilku zaledwie miesięcy zmieniono 11 wojewodów (na 17 województw) i około 1/3 wszystkich starostów w powiatach. Działo się to
często w atmosferze donosicielstwa i służalczej uległości niekiedy też
szantażu 590 . Marszałek Rataj pełniący tę funkcję przed jak i po przewrocie majowym tak opisy wał okres sanacji: „Zaczęła żerować na sytuacji
wszelkiego rodzaju kanalia. Podwładny mający urazę do swego przełożonego robił po prostu na niego donos, iż jest endek lub piastowiec,
a nieraz dorzucał, że i „złodziej”, którego należy wysanować 591.

Sanacja wymierzona była w ludzi uznanych za przyczynę nieustannego kryzysu. Język, jakim posługiwał się Piłsudski po
przewrocie majowym, przyzwalał na tego typu zachowania, które uznał za niezbędne do długo oczekiwanego odrodzenia duszy
narodu. Oto jeden z wielu cytatów:
Głównymi powodami obecnego stanu rzeczy w Polsce – to jest nędzy,
słabizny wewnętrznej i zewnętrznej – były złodziejstwa pozostające
bezkarne. Ponad wszystkim w Polsce zapanował interes jednostki i partii, zapanowała bezkarność za wszelkie nadużycia i zbrodnie. W odrodzonym państwie nie nastąpiło odrodzenie duszy narodu 592 .

W tym samym wywiadzie Piłsudski dokonuje niezwykle ważnej
oceny:

589

590
591
592

Tutaj rozumiem ten termin także za Turnerem jako „«ofiara», w sensie ścisłym
lub moralnym, która jest narzędziem przemocy symbolicznej użytej w celu
przywrócenia równowagi”, [w:] V. Turner, Od rytuału do teatru…, s. 114.
H. Zieliński, dz. cyt., s. 188.
[Za:] Tamże.
J. Piłsudski, Relacja prasowa „Kuriera Porannego” z przemówienia do przedstawicieli klubów poselskich, określającego stosunek do parlamentu, do posłów
i do metod rządzenia, [w:] J. Borkowski (red.), Pisma zbiorowe. Józef Piłsudski,
t. VIII, Warszawa 1990, s. 252–254.
171

�Naród odrodził się w jednej tylko dziedzinie, w dziedzinie walki orężnej,
tzn. pod względem odwagi osobistej i ofiarności względem państwa w czasie walki. Dzięki temu mogłem doprowadzić wojnę do zwycięskiego końca.
We wszystkich innych dziedzinach odrodzenia nie znalazłem. Ustawiczne
waśnie personalne i partyjne, jakieś dziwne rozpanoszenie się brudu i jakiejś bezczelnej, łajdackiej przewagi sprzedajnego nieraz elementu 593.

Oto jeszcze jeden cytat z Piłsudskiego:
Wydałem wojnę szujom, mordercom i złodziejom i w walce tej nie ulegnę594.

Podsumowując tę fazę dramatu społecznego, chciałbym jeszcze
raz podkreślić, że wskazanie na obecność elementu „obcego” w polskim narodzie jest zabiegiem rytualnym, który w przedstawieniach
Piłsudskiego uniemożliwia całkowite odrodzenie się właściwego
narodu. W maju roku 1926 jasne się stało, że przeciwstawić się temu
„obcemu elementowi” można tylko w walce orężnej, czyli w jedynej
dziedzinie, w której zdaniem marszałka: „Naród się odrodził”. Po
udanym zamachu stanu, jak zauważył Dariusz Kosiński, nastąpiło
wyraźne nasilenie wykorzystania ceremonii do budowania pozycji
i legendy Piłsudskiego595. Kolejne wydarzenia ukazywały, zdaniem
Kosińskiego, Piłsudskiego jako:
Bohatera, który wypełnił misję i testament wieków, dopełniając dramat rozpoczęty przez insurekcję kościuszkowską596.

Najważniejszą z tych „akcji performatywnych” zrealizowanych
przez Piłsudskiego w tym czasie był pogrzeb Juliusza Słowackiego na Wawelu w 1927 roku świetnie przedstawiony w szczegółach
przez Dariusza Kosińskiego w książce Teatra polskie: historie – do

593
594
595
596

Tamże.
Tamże.
D. Kosiński, dz. cyt., s. 303.
Tamże.
172

�lektury wszystkich zainteresowanych szczerze odsyłam. Z mojego
punktu widzenia istotny jest jednak ostateczny cel, jaki przy tej okazji chciał osiągnąć Józef Piłsudski:
Celem pogrzebu Słowackiego było nie tylko uczczenie poety – w większej
mierze stanowił on ceremonię potwierdzenia i umocnienia jedności odnowionego państwa (obejmującego też ziemie Słowackiemu jako polskie nieznane: Gdynię, Pomorze, Śląsk), które w jego osobie zyskiwało odnowionego patrona. Z tym patronem w sposób szczególny połączony, a nawet wręcz
utożsamiony, został Piłsudski, nazywany niekiedy kolejnym wcieleniem
Króla-Ducha. W tym kontekście rangę symbolu zyskiwała scena powitania
ciała Słowackiego przez Piłsudskiego na Wawelu – oto w siedzibie polskich
królów dwa „awatary” narodowego ducha – poeta i wódz – spotykały się,
by wzajemnie siebie uczcić, co jednocześnie oznaczało kolejne ustanowienie
Marszałka uosobieniem tradycji narodowej597.

W ten sposób rozpoczął się okres międzywojnia, który za Girardem można nazwać wyjątkowo obfitującym z jednej strony w akty
prześladowcze, z drugiej w performatywne próby reintegracji społeczeństwa. Dokonując rekonstrukcji interesującego mnie dramatu
społecznego, chciałbym skoncentrować się na dwóch wydarzeniach
symbolicznych, charakterystycznych dla fazy „reintegracji”, następujących po sobie i tworzących specyficzny rytm historyczny, który
odpowiada strukturalnie próbom skanalizowania przemocy i skierowania jej na przedstawicieli grup politycznych odpowiedzialnych,
zdaniem zwolenników Piłsudskiego, za kryzys w społeczeństwie
polskim. Chodzi tutaj oczywiście o najgłośniejszą w tych czasach
sprawę brzeską (w latach 1931–1933), w wyniku której osądzeni
i uwięzieni w twierdzy brzeskiej zostały osoby uznane za symbolicznych przedstawicieli opozycji politycznej rządów sanacji598 oraz
przedstawicieli porządku opartego na Konstytucji marcowej. Drugim wydarzeniem było utworzenie i działanie obozu odosobnienia

597
598

Tamże, s. 304.
R.M. Watt, Gorzka chwała. Polska i jej los 1918–1939, Warszawa 2005, s. 114.
173

�w Berezie Kartuskiej599, gdzie w latach 1934–1939 w głównej mierze osadzonymi byli ludzie uznani przez rosnącą w siłę dyktaturę
polityczną za różnego rodzaju „antypaństwowców”. Bezpośrednim
powodem powstania obozu był zamach 13 czerwca 1934 roku na ministra spraw wewnętrznych rządu sanacyjnego Bronisława Pierackiego. Wszystkie skazane i osadzone w twierdzy brzeskiej i Berezie
Kartuskiej osoby stały się tym samym „kozłami ofiarnymi” w strukturalnym splocie okoliczności wpisanymi w symboliczną kategorię
przedstawicieli zdeprecjonowanego porządku politycznego ufundowanego wraz z Konstytucją marcową. Surowa kara, która została im wymierzona, miała zagwarantować ostatecznie uspokojenie
chaosu, reintegrację społeczeństwa i wprowadzenie ustrukturyzowania w życiu społecznym poprzez ustanowienie nowego i stabilnego ładu polityczno-społecznego wraz z uchwaloną 23 kwietnia 1935
roku Konstytucją kwietniową. Józef Piłsudski umarł 12 maja 1935
roku zaraz po wprowadzeniu w życie nowej konstytucji. Co ciekawe, pogrzeb Piłsudskiego był swoistego rodzaju powtórzeniem pogrzebu Słowackiego600, co miało ostatecznie przekształcić zmarłego
polityka w obiekt kultu.
Czas aby podsumowując historię gry społecznej, której główną
postacią był Józef Piłsudski, ująć ją w ramy modelu trójfazowego
schematu dramatu społecznego. Chciałbym przy tej okazji przedstawić także wyszczególnione wydarzenia symboliczne, które odpowiadają stałym elementom kompozycyjnym mechanizmu rytualnego. Uzupełnię model o trzy przebiegi charakterystyczne dla
budowy bajki magicznej, które wyraźnie można wydzielić z mito-logiki życiorysu Piłsudskiego. Dzięki tym zabiegom stanie się jasne,
że ów model ściśle łączy się z mito-historycznymi losami Polski od
czasów odzyskania niepodległości w 1918 roku, aż po wejście w życie Konstytucji kwietniowej w 1935 roku. Postępując w ten sposób,
599

600

W. Śleszyński, Obóz odosobnienia w Berezie Kartuskiej 1934–1939, Białystok
2003.
D. Kosiński, dz. cyt., s. 304.
174

�chciałbym, aby czytelnik mógł także zrozumieć zrytualizowaną
mito-logikę przechodzenia z chaosu w złoty wiek w kontekście interesującego mnie pogłębionego studium przedmiotu.
Opis schematu, który znajduje się poniżej, postanowiłem rozpocząć od symbolicznej daty 11 listopada 1918 roku, kiedy to po 123
latach oficjalnie Polacy odzyskali niepodległość. W kontekście interesującego mnie dramatu społecznego data ta jest symbolicznym
progiem w mito-historii Polski, bowiem określa wyłonienie się niepodległego państwa z okresu chaosu i niebytu. Od 1918 roku do 1922
roku rytm historyczny wyraźnie przyśpiesza. Piłsudski pełni funkcję Naczelnika Państwa, a podczas zwycięskiej wojny z bolszewicką
Rosją nosi także tytuł Naczelnego Wodza. Jako bohater, który sprostał próbie zasadniczej – jakby ją nazwał Greimas – uchronił młode
państwo polskie przed napierającym chaosem stając się symbolem
paradygmatu, w ramach którego koncentrują się aktorzy niezgadzający się na ustanowienie ładu opartego na zapisach Konstytucji marcowej wprowadzonej w życie 17 marca 1921 roku. Politycy fundujący porządek polityczno-społeczny oparty na zapisach tej konstytucji
w strukturalnym splocie okoliczności zostali zakwalifikowani do
roli kozła ofiarnego przeznaczonego Azazelowi. Ich los miał przypieczętować proces brzeski. Józef Piłsudski w sprzyjającym kontekście mito-historycznym został natomiast pochłonięty przez symbol
bohatera magicznego/ofiarnika, który potrafi skutecznie odróżnić
złą przemoc od dobrej.
Zamach na Gabriela Narutowicza – pierwszego prezydenta II
RP, staje się wydarzeniem interpretowanym przez Piłsudskiego
jako naruszenie ładu nieakceptowanej przez niego konstytucji, jak
także słabości obozu politycznego, który nie był w stanie ochronić
młodego państwa przed rozkładem. W sposób magiczny wszystkie
środowiska polityczne przeciwne woli pierwszego Marszałka Polski sprowadzone zostają do kategorii symbolicznej bohatera fałszywego, bowiem nie sprostali próbie zasadniczej. W wyniku śmierci
Narutowicza, Piłsudski postanawia wycofać się z polityki, udając
175

�się na „emigrację” do Sulejówka, co odpowiada drugiemu przebiegowi, a także pokrywa się z okresem narastającego kryzysu. W tym
okresie Piłsudski konsekwentnie buduje mit siebie i swoich zwolenników, podkreślając konsekwentnie różnice między dwoma paradygmatami, które walczą między sobą o władzę polityczną nad
„słabą” Polską. Okres ten odpowiada symbolicznej relacji między
bohaterem (Piłsudskim – który sprostał próbie zasadniczej) a bohaterem fałszywym/królem (politykami, którzy nie sprostali próbie
zasadniczej).
W maju 1926 roku Józef Piłsudski prowadzi swoich żołnierzy do
udanego zamachu stanu, dzięki któremu, w ciągu kilku dni, udaje
mu się przejąć władzę w Polsce. Od tego symbolicznego wydarzenia
rozpoczyna się faza działań odpowiadających przywracaniu równowagi. Niedługo potem Piłsudski rozpoczyna pełnienie roli dyktatora rządów sanacyjnych. Okres działalności Berezy Kartuskiej
z jednej strony odpowiada strukturalnie próbie gloryfikującej Józefa Piłsudskiego, dzięki którym możliwe było osiągnięcie jednomyślności w procesie dążenia do przywrócenia równowagi. Z drugiej
strukturalnie pokrywa się z selekcją ofiarniczą postaci, które wrzucone zostają w rolę ofiary przebłagalnej złożonej Bogu. Dla uważnego czytelnika nie jest zaskoczeniem, że ten przebieg odpowiada losowi bohatera/króla, który przekracza zakazy, składając w ofierze
rytualnej przedstawicieli utożsamianych z fałszywym bohaterem/
królem sprowadzonych następnie do roli antagonistów, lub jak kto
woli – wewnętrznych wrogów narodu.
Wydarzeniem odpowiadającym fazie reintegracji jest oczywiście
ustanowienie nowego ładu opartego na zapisach Konstytucji kwietniowej z 23 kwietnia 1935 roku. Śmierć Piłsudskiego 12 maja 1935
roku kończy rolę tej postaci w dramacie społecznym okresu międzywojennego. Nie mniej wprowadzenie w życie „właściwej” konstytucji strukturalnie odpowiada konsekwencji sprostania próbie

176

�gloryfikującej, symbolizującej początek pożądanego ładu „Złotego Wieku” trwającego do 1 września 1939 roku, kiedy to wybucha
II wojna światowa.
1918–1922

1923–1926

1926–1935

Józef Piłsudski jako
Naczelnik Państwa
i Naczelny Wódz (bohater)

Józef Piłsudski na
emigracji w Sulejówku

Dyktatura
Józefa Piłsudskiego

III

II
1) Ujawnienie dwóch rywalizujących paradgymatów
2) Piłsudski jako Naczelnik Państwa i Naczelny Wódz wygrywa
wojnę z bolszewikami
3) Ład oparty na podstawie konstytucji z 17 marca 1921 roku

1918

4) Proces brzeski z 1930 roku
5) Obóz koncentracyjny w Berezie
Kartuskiej od 1934 roku
6) Śmierć Józefa Piłsudskiego
w 1935 roku

IV

I

1939

Schemat 5. Działania Józefa Piłsudskiego ujęte w ramy dramatu społecznego uwzględniającego także kluczowe wydarzenia w kontekście trzech przebiegów.
Opis schematu:
I) zamach na pierwszego prezydenta II RP 16 grudnia 1922 jako naruszenie ładu
opartego na Konstytucji marcowej,
II) Józef Piłsudski udaje się na dobrowolną emigrację do Sulejówka, „wycofując” się
z aktywnego życia politycznego. Trwają przygotowania dyskursywne do zamachu
stanu,
III) zamach stanu w maju 1926 roku. Rozpoczynają się rządy „sanacji”,
IV) ład oparty na Konstytucji kwietniowej z 23 marca 1935 roku strukturalnie odpowiada rozpoczęciu „Złotego Wieku” w Polsce, który kończy się wraz z rozpoczęciem
II wojny światowej.

177

��ROZDZIAŁ III
Mechanizm ponownie zostaje
wprawiony w ruch
Czy nadal istnieje szansa, że coś, co zostało opracowane i zaprogramowane w najdrobniejszych szczegółach, może się jeszcze wydarzyć? Czy prawda, która została drobiazgowo i pieczołowicie dowiedziona, nadal ma szansę być prawdziwa601?

Na moich oczach odbywał się proces, w którym przedstawiciele
rywalizujących paradygmatów zostają stopniowo pochłonięci
przez kategorie symboliczne, stając się paradygmatycznymi realizacjami scenariusza mito-logicznego. Rywalizacja polityczna
przeniosła się w sferę rytualną. Gdy już do tego doszło, wszyscy biorący w niej udział, stali się więźniami ukrytego porządku, generującego możliwy rozwój wypadków. Podejmując próbę analizy dramatu społecznego przeradzającego się stopniowo
w kryzys ofiarniczy moich czasów, musiałem przyjąć zatem specyficzną postawę. Jako antropolog nieuczestniczący w rywalizacji po żadnej ze skonf liktowanych stron przyjąłem perspektywę, która wydaje się niemożliwa do osiągnięcia przez osoby
bezpośrednio zaangażowane w tego rodzaju konf likt. Rację miał
Turner, podkreślając wielokrotnie, że aktorzy odgrywający role
symboliczne w tym, czy innym tego rodzaju dramacie społecznym nie mają, czy raczej, mieć nie mogą całościowej wizji procesu, któremu ulegają. Dzieje się tak, ponieważ ich perspektywa:
(...) jest ograniczona przez zajmowanie określonej pozycji czy nawet zespół sytuacyjnie sprzecznych pozycji, zarówno w trwałej strukturze swojej społeczności, jak i strukturze ról narzuconych przez dany rytuał. Co
więcej uczestnik najprawdopodobniej kieruje się w swoich działaniach

601

J. Baudrillard, Wojny w zatoce nie będzie, [w:] Tenże, Wojny w zatoce nie było,
Warszawa 2006.

�różnorodnymi interesami, celami, sentymentami, zależnymi od jego pozycji, które osłabiają jego rozumienie całokształtu sytuacji. Jeszcze większą
przeszkodą w obiektywnym oglądzie jest fakt, że ma on tendencję do uznawania za aksjomatyczne i podstawowe tych idei, wartości i norm, które są
otwarcie wyrażane bądź symbolizowane przez obrzęd 602 .

Podobnie myślał Girard, podkreślając, że uczestnicy kryzysu ofiarniczego, szukający kozła ofiarnego w celu jego rytualnego mordu
muszą pozostać w niewiedzy co do istoty mechanizmu, którego stają
się częścią. Dzieje się tak, bowiem jego zdaniem:
Niewiedza pozwala każdemu trwać w złudnym przekonaniu, że ofiara jest naprawdę winna i już z samego tego powodu zasługuje na karę.
Chcąc znaleźć kozła ofiarnego, nie można widzieć prawdy, a zatem nie
można przedstawić ofiary jako kozła ofiarnego, lecz jako człowieka, który został słusznie skazany (…) Znaleźć kozła ofiarnego to nie wiedzieć,
że się go znalazło 603 .

Czy mogę zachować niezależną postawę rozumiejąc, jednocześnie że politycy Prawa i Sprawiedliwości konsekwentnie
snują narrację której centralnym punktem staje się konieczność dokonania mordu rytualnego odpowiadającego losowi kozła ofiarnego, który w strukturalnym splocie okoliczności już
w 1989 roku mógł zostać przeznaczony Azazelowi? Czy mogę
zapomnieć, że w świadomości kosmologicznej tubylców, wśród
których żyję, skutecznie przeprowadzona ofiara przebłagalna
może stanowić warunek konieczny do nastania złotego wieku
zapowiedzianego w postaci IV RP? Czy możliwe jest zachowanie
dystansu badawczego, gdy jasnym się stało, że do „nowego ładu”
prowadzić może dawna droga mordów rytualnych możliwych
do dokonania jedynie w „stanie wyjątkowym” 604 , którego wprowadzenie umożliwia:
602
603
604

V. Turner, Las symboli…, s. 36.
R. Girard, Początki kultury…, s. 90.
G. Agamben, Stan wyjątkowy, Kraków 2008, s. 7.
180

�(...) fizyczną eliminację nie tylko przeciwników politycznych, ale również całych kategorii obywateli, których z jakichś przyczyn nie da się dopasować do
określonego systemu politycznego605?

Czy ujawnienie ukrytego porządku mechanizmu rytualnego pozwala zachować dystans do przedmiotu badań? Zdaniem Turnera –
co chciałbym jeszcze raz powtórzyć – pochłonięci przez symbole ludzie zawsze mają gotowy scenariusz dramatu społecznego z całym
repertuarem wzorców, poprzez które jest on kształtowany, a następnie kanalizowany w agonistycznym rozwoju wypadków, co objawia
się przede wszystkim w specyficznych narracjach606 konstruujących
specyficzne wyobrażenia „narodowe”607:
Narracje te rodzą się w wyniku projekcji niezliczonych dramatów społecznych spowodowanych przez owe strukturalne napięcia, stają się zarazem
pożywką dla kolejnych dramatów, dostarczając im retoryki i znaczeń608.

Właśnie dlatego ujawnienie powinno się rozpocząć od przedstawienia schematu narracyjnego, w formie sekwencji wydarzeń odpowiadających wzorcowi, według którego niezwykle konsekwentnie
była budowana opowieść o rzeczywistości Polski i Polaków po 1989
roku przez polityków Prawa i Sprawiedliwości. Decydując się na
taki krok, nie mogłem pominąć wniosków płynących z niezwykle
inspirujących analiz językowych z zakresu narratologii właśnie. To
właśnie one przypominały z całą mocą czym jest broń słabego przed
rzeczywistością ustalonego porządku – o czym wspominał Michel
de Certeau. Tak o tym pisał Głowiński:
(...) opowiadania tego typu, które w obrębie danej kultury uległy zaawansowanej schematyzacji, te, w których schematyzacja owa jest czynnikiem konstytutywnym i wyróżniającym, nie stanowi zaś elementu przypadkowego. Chodzi
zatem o takie odmiany przekazów narracyjnych, których nie charakteryzuje

605
606
607

608

Tamże, s. 9.
J. Wasilewski, Opowieści o Polsce…
W. Burszta, Od mowy magicznej do szumów popkultury, Warszawa 2009,
s. 78–92.
V. Turner, Dramaty społeczne i opowieści o nich…, s. 117.
181

�dążenie do indywidualnego kształtowania opowieści, ale o realizację pewnego
wzorca, najczęściej łatwo rozpoznawalnego i dobrze zakotwiczonego w danym
kręgu kulturowym. Uprzywilejowanym przedmiotem analizy będą tu zatem
wszelkiego rodzaju mity czy utwory ludowe, zwłaszcza w tradycji ustnej, o których identyczności decyduje nie istnienie ustalonego raz na zawsze tekstu, ale
powszechnie przyjęty, na swój sposób skamieniały układ elementów opowiadania609.

Proponowane ujęcie interesującego mnie mechanizmu jest doskonałym uzupełnieniem jego działania na poziomie dyskursywnym
ujawniając tym samym jego strategiczny cel. W tym kontekście
niezbędne jest przyjrzenie się działaniom narracyjnym polityków
PiS-u, którzy w jawny sposób, dla retrospektywnego badacza, nawiązywali do czynów Józefa Piłsudskiego oraz wydarzeń z czasem
uznanych w „naszej” mito-historii za rozpoznawalny, spektakularny i skuteczny sposób przejścia rytualnego z jednego porządku
do drugiego. Oczywiste jest zatem, że narratologia nie powinna się
ograniczać tylko do analizy języka bowiem
(...) jedną z cech charakterystycznych narracji jest to, że zawiera ona opisy
działania610.

Powinniśmy pamiętać, że to właśnie specyficzna narracja wskazuje aktorom społecznym z jednej strony kierunki rozwoju dramatu
społecznego przeradzającego się w kryzys ofiarniczy, a następnie
narzuca jako „oczywiste” rytualne sposoby jego zakończenia.
Pomocne w rekonstrukcji tego procesu okazało się wzbogacenie
perspektywy charakterystycznej także dla Krytycznej Analizy Dyskursu. Na polskim gruncie do tego ujęcia nawiązuje między innymi
cytowana już przeze mnie praca Michała Głowińskiego, dla której

609

610

M. Głowiński, Wokół narratologii, [w:] Tenże (red.), Narratologia, Gdańsk
2004, s. 10.
T. A. van Dijk, Działanie, opis działania a narracja, [w:] M. Głowiński (red.),
Narratologia…, s. 90.
182

�słowem kluczem jest zjawisko nowomowy611. Korzystając z inspiracji
analiz charakterystycznych dla KAD, łatwiejsze stanie się uchwycenie i opisanie specyficznego języka, który miał niezwykłą siłę przenoszenia rywalizacji symbolicznej w sferę rytualną. Zatem traktuję
KAD jako bardzo pomocny element wspierający analizę procesów
społecznych uwzględniającą także ich mito-poetycki kontekst:
(…) skupiającą się głównie na ich wymiarach semiotycznych – innymi słowy, jest to semiotyczny „punkt wejścia” w procesy społeczne, które są wewnętrznie ukonstytuowane jako dialektyczne relacje między rozmaitymi
elementami i momentami społecznymi, obejmującymi dyskurs i momenty
niedyskursywne. KAD nie zajmuje się językiem ani dyskursem samym w sobie, lecz po części dyskursywnymi procesami społecznymi (takimi jak: relacje, systemy, struktury) (…) zagadnieniami badawczymi są tu problemy
i kwestie życia społecznego612.

Czas najwyższy przejść do pogłębionego studium przedmiotu powtarzając procedurę opisaną w rozdziale drugim. W historii Polski
wolność odzyskana w 1989 roku – z mojej perspektywy badawczej
– stanowi kolejny próg odpowiadający strukturalnie odzyskaniu
niepodległości w 1918 roku, a na poziomie analizy starotestamentowej sagi – symbolicznemu przejściu z okresu sędziów do monarchii.
W każdym z dwóch wcześniej przedstawionych przypadków pierwszy porządek, cytując ponownie Caillois, powodował zachwianie
równowagi i dlatego też był bardzo niebezpieczny i, jak pamiętamy,
przeznaczony został do poświęcenia:
Nikt nie waży się go przeznaczyć do powszechnego użytku. Z mocy prawa należy bowiem do boskości: składany jest w ofierze li tylko dlatego, że
jest pierwszy, że zapoczątkowuje nowy ład, że jest przyczyną zmiany. Kiedy zbiór dojrzewa, należy go przeto najpierw uwolnić od ciążącej na nim
zmazy, a dopiero potem przeznaczyć do spożycia. Tak więc bogom oddaje

611

612

M. Głowiński, Nowomowa po polsku…, Tenże, Nowomowa i ciągi dalsze, Kraków 2009.
N. Fairclough, A. Duszak, Wstęp: Krytyczna analiza dyskursu – nowy obszar
badawczy, [w:] A. Duszak, N. Fairclough (red.), Krytyczna Analiza Dyskursu,
Kraków 2008, s. 15.
183

�się pierwsze i najcięższe kłosy po zżęciu, pierwsze i najpiękniejsze owoce
z sadów, pierwsze i najdorodniejsze warzywa z warzywników. Na jednostkach wyróżniających się szczególną świętością ciąży obowiązek wchłonięcia w siebie niebezpiecznej mocy, jaka kryje się w ich nowości613.

Owoce nowych porządków – symbolicznie utrwalonych w akcie wprowadzenia w życie odpowiednio rządów Saula, Konstytucji
marcowej z 1921 roku czy też Konstytucji III RP z 1997 roku – są
w ramach myślenia kosmologicznego nieczyste. W ramach tego
światopoglądu pierwsze porządki są zawsze wypełnione niebezpieczną mocą i właśnie dlatego przeznaczone być powinny nie do
powszechnego użycia, lecz właśnie do poświęcenia, a następnie rytualnego złożenia w ofierze. Właśnie taki los spotkał postacie symboliczne ze starotestamentowej sagi oraz tych, którzy uczestniczyli
w dramacie społecznym II RP. Uważny czytelnik w tym momencie
może już doskonale zdawać sobie sprawę z tego, że w sprzyjających
okolicznościach mito-historycznych rywalizujący ze sobą ludzie
mogą stać się inwersjami dialektycznymi symbolicznego Dawida,
Piłsudskiego czy też odpowiednio Saula, fałszywego bohatera/króla
oraz jego kolejnych magicznych transformacji.
W ramach przyjętej przeze mnie perspektywy badawczej niezwykle istotne jest to, że politycy PiS-u w okresie, który za Borisem
Budenem można określić mianem strefy przejścia między komunizmem a porządkiem, który jeszcze do końca się nie wykluł614, reprezentowali stanowisko jednego z dwóch rywalizujących ze sobą
paradygmatów. Najprościej rzecz ujmując, wyrażali oni stanowisko tych, którzy nie akceptowali porządku symbolizowanego przez
Konstytucję III RP615 i w konsekwencji traktowali go jako symbol
skandalicznego kompromisu między komunistami a rywalizującymi z nimi środowiskami wolnościowymi. Modelowo odpowiada ta
613
614
615

R. Caillois, Człowiek i sacrum…, s. 32.
B. Buden, Strefa przejścia, Warszawa 2012.
J. Bralczyk, J. Wasilewski, O języku preambuły do Konstytucji 1997. Retoryczna
inżynieria zgody, [w:] M. Czyżewski, S. Kowalski, T. Tabako (red.), Retoryka i polityka. Dwudziestolecie polskiej transformacji, Warszawa 2010, s. 83–128.
184

�sytuacja także społecznym wyobrażeniom i postawom, które bardzo dobrze przedstawił Sergiusz Kowalski, posługując się takimi
oto dwoma modelami:
Są z jednej strony ci, którzy akceptują istniejący ład, wręcz są z niego dumni. Według nich rewolucja udała się: Polska zrealizowała stare marzenie
o wolności i powrocie do Europy. Ma stabilną demokrację, związała się
instytucjonalnie i geopolitycznie z Zachodem, wchodząc kolejno do NATO,
Unii Europejskiej i Schengen; wkrótce wejdzie też do strefy euro, co dopełni przemianę. Pod słońcem wolności kraj rozkwita, zapewniając coraz powszechniejszy dobrobyt swoim obywatelom, i nawet z globalnym kryzysem
finansowo-ekonomicznym radzi sobie (gdy to piszę) rewelacyjnie. Nasze
perspektywy są najlepsze od stuleci, żyjemy w przyjaznym otoczeniu, pozostaje tylko doskonalenie szczegółowych rozwiązań. Co istotne, akceptacja istniejącego ładu nie oznacza akceptacji wszystkiego, co w jego ramach
istnieje: ustrój jest w tym rozumieniu instrumentarium politycznym, sumą
mechanizmów pozwalających rozwiązywać pojawiające się nieuchronnie
problemy. Borykamy się z trudnościami, ale nie przeciw systemowi, tylko
właśnie za jego pomocą616.

Z drugiej strony w społeczeństwie jest silnie reprezentowany
drugi paradygmat, w ramach którego istnieje silna niechęć do akceptacji istniejącego ładu ufundowanego podczas obrad Okrągłego
Stołu:
Według nich prawdziwa rewolucja jeszcze się nie dokonała. Wolność
i demokracja, które mamy, są ułomne lub zgoła iluzoryczne; co gorsza, nie
są tym, za co się podają: prawda musi przebijać się przez gęstą, celowo rozsnutą zasłonę pozorów. Również dobrobyt rozdzielany jest nierówno i niesprawiedliwie, bo nie decydują zdolności i wkład pracy, tylko usytuowanie
w układzie nieformalnych powiązań. Polska, owszem, winna wrócić do
Europy (gdzie jej miejsce), ale czujna, uzbrojona w pakiet słusznych, historycznie i moralnie uzasadnionych postulatów. Instytucje europejskie nie są
bowiem środowiskiem nam przyjaznym, tylko dżunglą, gdzie rządzą interesy, a zwyciężają nie prawda i racja moralna, tylko siła i spryt. Możliwe są
dwa warianty eksportowe: eurofobia lub postawa misyjna: odrzucić Europę

616

S. Kowalski, Konstrukcja i dekonstrukcja III RP: Symetrie i asymetrie, [w:]
M. Czyżewski, S. Kowalski, T. Tabako (red.), Retoryka i polityka. Dwudziestolecie polskiej transformacji, Warszawa 2010, s. 48–49, (podkreślenia Ł.P.M.).
185

�lub ją chrześcijańsko reformować. Wszystkie te poglądy nie są odosobnione,
tylko tworzą syndrom, nie pochodzą z różnych źródeł, ale z jednego, którym
jest pragnienie dokończenia rewolucji617.

Wielu ogólnie zorientowanych obserwatorów życia społecznego
w Polsce zgodzi się ze mną, że od 1989 roku zdążyły się wyklarować
dwa wyraźnie odrębne paradygmaty, które w sprzyjających warunkach przyjęły ponownie pozycje wyjściowe. Jedynym czego brakowało, aby rozpocząć kolejny dramat społeczny, było otwarte naruszenie ładu przez fundatorów pierwszego porządku. Innymi słowy,
chodzi o takie wydarzenie, które strukturalnie odpowiadałoby
nieudanej próbie zasadniczej Saula i jej dramatycznych konsekwencji. W czasach II RP tego rodzaju próbie strukturalnie odpowiadał
zamach na pierwszego prezydenta odrodzonej Polski – Gabriela
Narutowicza, co – jak wiemy – symbolicznie zostało wykorzystane
przez Józefa Piłsudskiego. W III RP jawnym naruszeniem porządku
mającym ogromną moc rozpalania wyobraźni wielu Polaków był
bez wątpienia skandal korupcyjny z 2002 roku nazwany z czasem
„aferą Rywina” lub też na wzór afery „Watergate” – „Rywingate”. Te
trzy wydarzenia, odpowiadające strukturalnie i symbolicznie skandalowi powstałemu z przyczyny niesprostania próbie zasadniczej
przedstawicieli pierwszego porządku, zadziałały niczym zapłon.
Nie sposób przeoczyć tego momentu, w którym dramat zaczyna wypełniać zrutynizowane życie społeczne. Tak o tym pisał Turner:
Zachowania jednostek przyjmują charakter, który neurobiolodzy nazywają
„ergo tropicznym” – co oznacza „pobudzoną, spotęgowaną aktywność i emocjonalną reakcję”. Jestem przekonany, że gdybym opanował odpowiednie narzędzia pomiarowe, byłbym w stanie odkryć w „aktorach” dramatu społecznego takie „wzmożone reakcje układu sympatycznego”, jak przyśpieszenie akcji
serca, wzrost ciśnienia krwi, nadmierne wydzielanie potu, rozszerzenie źrenic
i zahamowanie aktywności żołądkowo-jelitowej oraz funkcji wydzielniczych.
Innymi słowy, w czasie dramatów społecznych klimat emocjonalny wspólnoty
jest pełen grzmotów, błyskawic i szalejących zmiennych wichrów! Kiedy takie
publiczne zjawisko dotyka normalnie funkcjonującego społeczeństwa, nabiera

617

Tamże, s. 49, (podkreślenia Ł.P.M.).
186

�rangi poważnego przekroczenia zasad współżycia społecznego, na miarę użycia siły, a nawet zabójstw. Takie złamanie reguł może być rezultatem zarówno
kipiących emocji – zbrodnia w afekcie, jak i chłodnej kalkulacji – polityczne
działanie podjęte w celu zmiany istniejącego układu władzy618.

Być może wielu czytelników przyzna, że na wieści płynące z mediów dotyczące szczegółów tego skandalu także czuło spotęgowaną
aktywność i reagowało równie emocjonalnie. Od tego symbolicznego i dobrze znanego wydarzenia będę ponownie rekonstruował
kolejne w specyficznym rytmie historycznym pokrywającym się ze
stałymi elementami kompozycji scenariusza mito-logicznego.
W przedstawieniu tego skandalu na tyle, na ile jest to niezbędne
w toku prowadzonego tutaj śledztwa oraz po przyjęciu specyficznego rytmu historycznego prezentowanych wydarzeń, ważne jest
to, iż do Adama Michnika, redaktora naczelnego Gazety Wyborczej,
przyszedł Lew Rywin – znany producent filmowy i aktor – utrzymując, że jest kurierem „grupy trzymającej władzę”. Następnie jako
przedstawiciel tego tajemniczego środowiska złożył Michnikowi
propozycję zapłacenia łapówki przez spółkę Agora (właściciela Gazety Wyborczej) w wysokości 60 mln złotych dla owej „grupy trzymającej władzę”. Miało się to wszystko odbyć w zamian za przyjęcie korzystnych zapisów w nowelizowanej w tym czasie ustawie
o radiofonii i telewizji. W ramach korzystnych dla Agory ustaleń
właściciel gazety mógłby w konsekwencji kupić stację telewizyjną,
na czym, jak uważał Rywin, mogło jej w tym czasie bardzo zależeć.
Wiele wskazywało na to, że owa grupa ma związek z ówcześnie
rządzącą koalicją, w której główną siłą po zwycięskich wyborach
w 2001 roku byli politycy Sojuszu Lewicy Demokratycznej.
Dopiero cztery miesiące po spotkaniu Rywina z Michnikiem
zostały ujawnione nagrane przez Michnika taśmy z tego spotkania, a ich zapis oraz szczegóły śledztwa dziennikarskiego dotyczące kulisów tej propozycji zostały opublikowane na łamach Gazety

618

V. Turner, Od rytuału do teatru…, s. 10–11.
187

�Wyborczej. 10 lipca 2003 roku Sejm na wniosek polityków PiS-u, wtedy partii opozycyjnej, powołał komisję śledczą, która miała wyjaśnić całą sprawę. Z perspektywy czasu Elżbieta Matynia, ogromnie
wyczulona na wszelkiego rodzaju wydarzenia performatywne, tak
opisywała ten okres:
Skandal korupcyjny, ujawniony przez „Gazetę”, stał się przełomowym momentem politycznym i doprowadził do pierwszego publicznego, bo transmitowanego na żywo przez telewizję, śledztwa komisji parlamentarnej w demokratycznej Polsce. Przesłuchano wiele osób publicznych i polityków wśród nich
samego Adama Michnika619.

Przesłuchania komisji w sprawie „Afery Rywina” stały się wydarzeniem medialnym oglądanym przez miliony telewidzów.
Transmitowane na żywo przez 16 miesięcy (od stycznia 2003 roku
do kwietnia 2004 roku) posiedzenia sejmowej komisji śledczej dały
ogromną możliwość spektakularnemu skonfrontowaniu przedstawicieli dwóch rywalizujących paradygmatów. Pierwszy raz na taką
skalę Polacy mogli doświadczyć, czym jest skandal będący wydarzeniem medialnym620. W tym okresie właśnie rywalizacja polityczna
przeniosła się wyraźnie w sferę sacrum. Telewizyjny teatr dnia codziennego został zastąpiony teatrem permanentnej konfrontacji. To
właśnie w tym czasie pojawiały się wszelkie możliwe wyjaśnienia
tego, co się w istocie stało w gabinecie Adama Michnika. Wyjaśnienia te były jednak coraz bliższe myśleniu magicznemu, a osoby uwikłane w ten skandal coraz wyraźniej stawały się symbolami spatologizowanych elit pierwszego porządku. W zbliżających się wyborach
właśnie wyobrażenia na temat owych elit stały się kołem zamachowym kolejnych kampanii. Uważnych antropologów współczesności
specjalnie to nie zdziwiło i nie zaskoczyło, bowiem właśnie w ten
sposób dynamicznie kształtują się symbole, które jeszcze przez wie619
620

E. Matynia, Demokracja performatywna, Wrocław 2008, s. 96.
J.B. Thompson, Skandal polityczny. Władza i jawność w epoce medialnej, Warszawa 2010, s. 81–116.
188

�le lat będą regulować dyskurs na temat przyczyn kryzysu państwa
polskiego i polskiego społeczeństwa. Innymi słowy – w tym właśnie
czasie media stymulowały dynamiczny proces budujący symboliczny grunt pod rozpoczynający się dramat społeczny moich czasów.
Niezwykle ważny jest dla mnie fakt, że kluczową postacią
pierwszego tak poważnego skandalu w III RP został Adam Michnik, jedna z symbolicznych postaci porządku ufundowanego
w wyniku obrad Okrągłego Stołu w 1989 roku. To właśnie Michnik był pomysłodawcą nowatorskiego przejścia z komunizmu do
demokracji w formie, która miała zastąpić rewolucję zasadą negocjacji z rzecznikami systemu komunistycznego. On także, z nadania Lecha Wałęsy, założył pierwszy nie rządowy, ale oficjalny
dziennik „Gazeta Wyborcza”, którego utworzenie również wynegocjowano przy Okrągłym Stole. Gazeta ta była jednak czymś
dużo więcej niż tylko kolejną gazetą:
„Gazeta Wyborcza”, będąca największym dziennikiem w Europie Środkowej, szybko stała się polem kształtowania języka zdolnego opisać
i oddać nową rzeczywistość, forum dla najważniejszych debat na temat
demokratycznych przekształceń oraz głównym miejscem edukacji demokratycznej. Wzięła na siebie również rolę głównego „kuratora” młodego
demokratycznego państwa, rolę kontrowersyjną, z której powodu była
ostro krytykowana621.

Adam Michnik stał się nie tylko jednym z symbolicznych fundatorów nowego ładu w ramach negocjacji przy Okrągłym Stole, ale
w strukturalnym splocie okoliczności stał się także symbolem
środowisk, które zawarły „haniebny” akt ze środowiskami komunistycznymi, tworząc „system Rywina”622 , będący współczesną
realizacją paradygmatyczną biblijnego układu Saula z Agagiem.
W tym kontekście mito-historycznym, dzięki „aferze Rywina”, już
kilkanaście lat po obradach Okrągłego Stołu najbardziej podwa621
622

E. Matynia, dz. cyt., s. 86.
J. Skórzyński (red.), System Rywina, czyli druga strona III Rzeczypospolitej,
Warszawa 2003.
189

�żanym aktem okazał się właśnie ten symbol nowego ładu, który
przez jeden z paradygmatów był coraz głośniej określany mianem
„ustępstwa na rzecz komunistów i kompromitujące porozumienie
między elitami”623 , a nie „kulminacyjną lekcją w historii dialogu”624 – jakby woleli ich przeciwnicy.
Pod wpływem szoku wywołanym „Rywingate” socjolog Paweł
Śpiewak, autor między innymi bardzo ważnej książki Pamięć po
komunizmie 625, przejął już wcześniej wymyślone przez Rafała Matyję hasło budowania IV RP, które podjęte zostało następnie przez
środowiska konserwatywne 626 . Przedstawiciele tego obozu uważali, że nadszedł najwyższy czas, aby zacząć myśleć o budowaniu
IV RP 627, co wyrażało jego brak wiary w samonaprawę systemu III
RP, który zapadł na nieuleczalną chorobę rodem z PRL-u:
Okazało się, że ową chorobę przenieśliśmy razem z instytucjami i personelem z PRL. Z tą jedną różnicą, że teraz sekretarze Komitetu Centralnego, funkcjonariusze komunistycznych służb specjalnych wraz z działaczami ZSL, mogą powoływać się na mandat demokratyczny, a nie jak
dawniej na konieczność historyczną, geopolityczne racje lub wolę partii
rządzącej. Sprawują jednak władzę tak samo, jak przed wielu laty, lekceważąc prawo, partnerów politycznych i obyczaj społeczny 628 .

Dodatkowym wsparciem tego sposobu myślenia były między innymi bardzo rzetelne analizy innej znanej socjolożki – Jadwigi
Staniszkis. Autorka niezwykle ważnej książki Postkomunizm jasno i przekonująco dowodziła, że:

623
624
625
626

627

628

E. Matynia, dz. cyt., s. 88.
Tamże.
P. Śpiewak, Pamięć po komunizmie, Gdańsk 2005.
Krytykę III Rzeczypospolitej i projekty jej naprawy formułowali też: Ryszard
Legutko, Zdzisław Krasnodębski, Tomasz Merta, Marek A. Cichocki, Andrzej
Nowak, Bogdan Szlachta, Dariusz Gawin [za:] J. Sanecka-Tyczyńska, Państwo
obywatelskie i wspólnota polityczna. Studium o myśli politycznej Prawa i Sprawiedliwości, Lublin 2011, s. 30.
P. Śpiewak, Koniec złudzeń, „Rzeczpospolita” z dnia 23.01.2003 roku, http://
www.rp.pl/artykul/694102.html?p=1 (dostęp 20.11.2011).
Tamże.
190

�Mniej więcej połowa członków obecnej elity władzy i pieniądza w Polsce
zajmowała w czasach komunizmu stanowiska kierownicze, jedna trzecia
– wykonywała zawody „specjalistów”, a tylko 11 procent plasowało się na
niższych szczeblach drabiny społecznej. Koniec komunizmu bowiem, to –
przede wszystkim – swoista „rewolucja menedżerska”629.

W konsekwencji, zdaniem Staniszkis, układ oparty na kompromisie
zawartym podczas obrad Okrągłego Stołu był syndromem, który rozpoznał Alexis de Tocqueville, analizując rewolucję francuską630:
Dokonała się rewolucja polityczna, a właściwie już przed rozpoczęciem zakończyła społeczna. Hierarchie dawnego reżimu przetrwały, choć mechanizmy ich reprodukowania są już odmienne631.

629

630
631

J. Staniszkis, Postkomunizm, Gdańsk 2001, s. 5, J. Wasilewski, Elita polityczna
1998, Warszawa 1999, s. 35.
A. de Tocqueville, Dawny ustrój i rewolucja, Warszawa 1970.
J. Staniszkis, dz. cyt., s. 5.
191

��Prawo i Sprawiedliwość
pojawia się na scenie
Polska potrzebuje potężnej protekcji, by szczęśliwie po wyjściu z Egiptu przejść przez pustynię czasu wyrzeczeń i osiągnąć w końcu szczęśliwy byt, którego naród upatruje w budowie IV Rzeczypospolitej632.

Trudno się nie zgodzić z wymienionymi oraz wieloma innymi
analizami naukowymi dotyczącymi problematyki postkomunistycznej. Z mojego punktu widzenia ważniejsze staje się jednak
ich symboliczne wykorzystanie w ramach dyskursu polityków
Prawa i Sprawiedliwości. Dla potrzeb proponowanych tutaj analiz wystarczy zaznaczyć, że wspomniana partia została zarejestrowana 8 czerwca 2001 r.633 . W skład tego ugrupowania weszli wtedy politycy wywodzący się z wcześniejszych organizacji
politycznych, takich jak: Porozumienie Centrum, Zjednoczenie
Chrześcijańsko-Narodowe, Koalicja Konserwatywna oraz szeroko rozumiane środowiska chrześcijańsko-demokratyczne 634 . Politycy tej partii swoją wizją polityczną, wpisywali się otwarcie
w paradygmat podważający dorobek pokojowej rewolucji.
W zbliżających się wyborach w 2005 roku politycy Prawa
i Sprawiedliwości skrzętnie korzystali z wielu haseł, używając do tego celu specyficznego języka rytualnego, mającego siłę
przenoszenia rywalizacji politycznej w sferę sacrum, w przestrzeń, w której panują korzystne warunki do aktywowania się
632

633

634

Fragment wystąpienia posła PiS-u Andrzeja Górskiego z 24 maja 2006 roku
noszącego pełny tytuł: Oświadczenie w sprawie chrztu Mieszka I, koronacji Bolesława Chrobrego oraz wizyty Ojca Świętego Benedykta XVI i potrzeby podjęcia
przez Sejm RP uchwały o nadaniu Chrystusowi tytułu „Jezus Król Polski”, www.
sejm.gov.pl (dostęp 10.11. 2012).
J. Sanecka-Tyczyńska, Państwo obywatelskie i wspólnota polityczna. Studium
o myśli politycznej Prawa i Sprawiedliwości, Lublin 2011, s. 7.
Tamże, s. 18.

�świadomości kosmologicznej. Ta magiczna atmosfera udzieliła się
także bardzo wielu humanistom, którzy poczuli bardzo wyraźnie
„posmak skandalu wywołany mitologiczną narracją”635, co skłoniło ich do niemal natychmiastowego dzielenia się wiedzą na ten
temat. I jak to bywa, pozostawili po sobie różnego rodzaju mniej
lub bardziej rozproszone teksty refleksyjne, wskazujące na istnienie wielu elementów składowych opisywanego tutaj mechanizmu rytualnego 636 . Gorąco zachęcam moich kolegów i koleżanki,
aby przyjrzeli się swoim analizom ujmując je w kontekst działania mechanizmu, który wprawiany jest w ruch zawsze w ramach
konkretnej mito-historii oraz przez specyficzny dyskurs637 nawiązujący do charakterystycznych transformacji metaforyczno-metonimicznych wpisanych także, o czym warto zawsze pamiętać,
w przekształcenia odpowiadające stałym elementom kompozycji
charakterystycznych dla bajki magicznej638 .

635

636

637

638

H. Weinrich, Struktury narracyjne mitu, [w:] M. Głowiński (red.), Narratologia…, s. 178.
J. Chmielewska-Gnojewska, Mit IV RP jako narzędzie manipulacji w kampanii
wyborczej PiS w 2005 roku, [w:] B. Szklarski (red.), Mity, symbole i rytuały we
współczesnej polityce, Warszawa 2008, s. 55–61, R. Jaźwiński, Historiozoficzne
meandry mitu „nowego państwa” (mitu założycielskiego). Próba interpretacji
schematu dziejowego IV RP, [w:] Tamże, s. 70–83, R. Marzęcki, IV RP i mit liberalizmu – analiza mitów polskiej polityki w świetle koncepcji G. Sorela, R. Girardeta, E. Cassirera i R. Barthes’a, [w:] Tamże, s. 84–95, K. Michałowski, Rola mitu
krwi i ziemi w Państwie Platona, czyli o relacjach między ideą, mitem i praktyką
przez pryzmat mitu III RP i IV RP, [w:] Tamże, s. 96–112, A. Lipiński, Mitologizacja czy dyskursywna reprezentacja? Okrągły stół, Magdalenka i „gruba kreska”
jako kategorie dyskursu prawicy, [w:] Tamże, s. 277–292.
B. Juszczyszyn, Polityka historyczna w założeniach programowych i działaniach
parlamentarnych PiS w latach 2005–2007, [w:] E. Potoczka, A. Sepkowski (red.),
Mity hitoryczno-polityczne wyobrażenia zbiorowe polityka historyczna, Toruń
2010, t. I, s. 364–382, T. Sikorski, IV Rzeczpospolita – następstwo zmienności
dziejowej czy projekt modernizacji? (w programie politycznym Koalicji Konserwatywnej), [w:] Tamże, s. 383–405.
V. Wróblewska, Od bohatera mitycznego do bohatera bajkowego (na przykładzie
opowieści ludowych), [w:] P. Kowalski (red.), Mit, prawda, imaginacja, Wrocław
2011, s. 145–156. J. Hajduk-Nijakowska, Proces mityzacji współczesnych bohaterów, [w:] Tamże, s. 213–232. B. Schultze, „Z chłopa król”. Cztery wieki tradycji
tematu literackiego w Polsce, Kraków 2006.
194

�W tym miejscu wypada wyjaśnić, na czym polega istota transformacyjnego sposobu myślenia magicznego. Kontynuując tradycję
intelektualną Jerzego Kmity639, współczesny antropolog nacjonalizmu – Krzysztof Jaskułowski – tłumaczy tę kwestię w bardzo jasny
i przystępny sposób, stawiając znak równości między tym sposobem
myślenia a nacjonalizmem640:
Związek natury metonimicznej jest niezależny od ludzkiej myśli: występuje bez względu na to, czy ludzie zdają sobie z niego sprawę, czy nie. Jest to
zjawisko obiektywne typu: przyczyna-skutek lub część – całość (w sensie fizycznym). Natomiast związek symboliczny ma charakter arbitralny. Został
ukonstytuowany na mocy konwencji, która obowiązuje jedynie w określonej społeczności: zdecydowano, że pewna rzecz (na przykład flaga) będzie
reprezentacją innej rzeczy lub idei (na przykład pojęcia narodu). Myślenie
magiczne znamionuje nieustanna transformacja związków metonimiczno-przyczynowych w metaforyczno-symboliczne i na odwrót. (…) Przejawem
myślenia magicznego jest przekonanie o inherentnym związku języka i rzeczywistości (znaku i desygnatu), czego wyrazem jest obawa przed wypowiadaniem niektórych zdań czy słów, ponieważ mogą one „wywołać” opisywane przez siebie stany rzeczy 641.

Precyzując kwestię istoty myślenia magicznego, błędem byłoby upatrywanie skuteczności mowy, która byłaby wyrazem tego rodzaju
myślenia, w samym tylko narzędziu semiotycznym. Równie ważny
jest bowiem kontekst społeczny, sprzyjający takim aktom oraz towarzysząca im praktyka rytualna. Jak pisała Elżbieta Hałas:
W sytuacjach społecznych magia nie ma realnych skutków tylko wówczas,
gdy próbuje się działać za pomocą słów poza granicami delegowanego przez
instytucję autorytetu. Rytuał religijny jest szczególnym przypadkiem rytuałów społecznych, których magia nie tkwi w samym dyskursie, lecz w systemie relacji społecznych, które go tworzą, czynią możliwym i społecznie
skutecznym642.
639
640

641

642

J. Kmita, Kultura i poznanie, Warszawa 1985, s. 123–157.
W.J. Burszta, K. Jaskułowski, Nacjonalizm jako myślenie metonimiczne, „Sprawy
Narodowościowe” 2005, z. 27, s. 7–21.
K. Jaskułowski, Wspólnota symboliczna. W stronę antropologii nacjonalizmu,
Gdańsk 2012, s. 129–130.
E. Hałas, Symbole w interakcji, Warszawa 2001, s. 162.
195

�Idąc za wnioskami płynącymi z analiz Bourdieu, który
w swoich pracach poświęcił sporo miejsca dyskursom autorytetów, należy dodać, że język tego rodzaju, żeby był skuteczny, powinien być w ypowiadany w uprawomocnionej sytuacji,
a także według uprawomocnionych reguł. Dzięki spełnieniu
tych warunków dyskurs taki zyskuje siłę symboliczną, dzięki
której jest w stanie zniszczyć dominującą symbolicznie definicję zastanej rzeczy wistości, która także stała się dominująca
w efekcie podobnej wojny z innymi, ry walizującymi dyskursami. W konsekwencji, jak przyznaje Bourdieu, tworzenie rzeczywistości nigdy nie jest pokojowe i kooperaty wne, lecz zawsze
oparte na współzawodnictwie lub wręcz konf likcie i pozostaje
uwarunkowane kapitałem symbolicznym, czyli autorytetem
stron 643 . W tym kontekście warto się zastanowić nad tym, jak
przypisanie „prawa i sprawiedliwości” tylko jednej partii politycznej, w sprzyjających okolicznościach, zdeterminowało cały
dyskurs polityczny 64 4 .
Przed zwycięskimi dla polityków Prawa i Sprawiedliwości
wyborami w 2005 roku na urząd prezydenta oraz do sejmu i senatu ugrupowanie to wystartowało pod hasłem „IV Rzeczpospolita – sprawiedliwość dla Wszystkich”. W programie wyborczym
PiS-u z 2005 roku można było przeczytać, co następuje:
Państwo nasze musi być jednoznacznie osadzone w tej tradycji, którą
tworzą dzieje I Rzeczypospolitej, walki o niepodległość w czasie rozbiorów, II Rzeczypospolitej, walki przeciwko okupantom niemieckim i sowieckim w czasie II wojny światowej, a także dzieje walki przeciwko
rządom komunistycznym w Polsce, zwłaszcza „Solidarności”. Nie ma
takiej polskiej tradycji, w której mieszczą się jednocześnie Piłsudski
i Bierut, Witos i Wycech, niepodległościowa PPS i PPR, Dmowski i Piasecki. Nie da się, mimo wysiłku oszustów, zlać tradycji solidarnościowej i peerelowskiej, w jednym szeregu postawić katolickich duszpasterzy i urzędników od ateizacji, chrześcijaństwa i nihilizmu moralnego.

643
644

Tamże, s. 183.
A.M. Gill, K. Whedbee, Retoryka, [w:] T. Van Dijk (red.), Dyskurs jako struktura
i proces, Warszawa 2001, s. 201.
196

�Z perspekty wy historii bledną dawne spory. Ale rozróżnienia zdrady
i służby Polsce, odwagi i tchórzostwa, mądrości i głupoty nie da się zamazać 645 .

Jak łatwo jest zauważyć, politycy PiS-u wywodzą swoje korzenie z tradycji, w której jedną ze sztandarowych postaci, jak już
wspomniałem wcześniej, jest Józef Piłsudski, tuż obok innych,
jak można było przeczytać, „katolickich duszpasterzy”. Cytowany powyżej fragment wprost określa sposób przedstawiania
rzeczywistości, w której występuje ścisła relacja „władzy-mitusacrum” 646 . W przypadku powoływania się na związek ideologiczny ze zmitologizowanymi postaciami znanymi z mito-historii Polski, w sposób magiczny następuje sakralizacja autorytetu
politycznego polityków PiS-u. Nawiasem mówiąc, można przywołać jeden z wybiegów dialektycznych rozpoznanych i opisanych przez Schopenhauera. Wybieg ten opiera się na tym, aby:
(…) zamiast zasad uży wać autorytetów, stosownie do wiedzy przeciwnika. (…) Dlatego też łatwo prowadzić sprawę, kiedy masz za sobą autorytet poważany przez przeciwnika. Im więcej ograniczonymi są wiedza
i zdolności dysputującego, tym większa ilość autorytetów stanowi dla
niego powagę 647.

Z mojego punktu widzenia nawiązywanie do piłsudczykowskiego myślenia o państwie, a także bezwarunkowe uznanie
dla Józefa Piłsudskiego – jego ideologii oraz metod działania648
– stanowi nie tylko kolejny zabieg retoryczny, ale jest raczej konsekwentnym budowaniem kapitału symbolicznego tego ugrupowania politycznego uwzględniającego ich wyjątkową rolę,
która polega na skutecznym rozwiązaniu sytuacji kryzysowej
podobnej do tej, z którą skutecznie zmierzył się Piłsudski. Aby
645
646
647
648

http://www.pis.org.pl/dokumenty/program.htm (dostęp 11.03.2007).
S. Filipowicz, Mit i spektakl władzy, Warszawa 1988, s. 138.
A. Schopenhauer, dz. cyt., s. 33.
Wywiad z Lechem Kaczyńskim, Historia stosowana ukazał się w czasopiśmie
„Arcana” 2006, nr 4–5, s. 8.
197

�jednak zyskać zgodę na zostanie „ofiarnikem”, politycy tego
ugrupowania musieli skutecznie wpisać się w symboliczną rolę
„sprawiedliwego”, który ponownie przeprowadzić może Polskę
przez okres „sanacji”. Kolejną poważną próbą podjętą w tym
celu okazały się wybory w 2005 roku.
Sądzę, że w ustroju państwa demokratycznego okres kampanii wyborczej oraz samych wyborów przypomina czas odnowy.
Jest to czas przejściowy, liminalny. Czas ten pojawia się cyklicznie i przebiega w ściśle określony sposób 649. Uważam, że intersujący mnie okres kampanii jest swojego rodzaju inicjacją, ma
wprowadzać polityka w arkana sztuki czarowania. O skuteczności magicznej decyduje wynik wyborów. Polityk – czarownik
w relacji z wyborcami deklamuje mity, by dać dowód, iż jest wtajemniczony w sprawy, do których reprezentowania może zostać
powołany głosami elektoratu. Jak czytamy u Eliadego:
Widzimy zatem, że „historia” opowiadana przez mit stanowi rodzaj
„wiedzy” ezoterycznej nie tylko dlatego, że jest ona sekretna i przekazy wana w trakcie inicjacji, ale także dlatego, że „wiedza” ta oznacza
posiadanie mocy magiczno-religijnej 650 .

649

650

„Oczywiście pierwotni różnie rozumieją «Rok», a daty Nowego Roku zmieniają
się w zależności od klimatu, środowiska geograficznego, rodzaju kultury itp.
Zawsze chodzi tu o jakiś cykl, to znaczy o pewien przedział czasowy, który
ma początek i koniec. Otóż na końcu jednego cyklu i na początku drugiego
odprawia się cały szereg rytuałów mających na celu odnowę Świata. Jak
już wspomnieliśmy, to właśnie renovatio jest ponownym stworzeniem, które
przebiega zgodnie z modelem wyznaczonym przez kosmogonię. Najprostsze
przykłady odnaleźć można wśród aborygenów – chodzi tu o corocznie ponawiane mity pochodzenia. Zwierzęta i rośliny, stworzone in illo tempore przez
Istoty Nadnaturalne, zostają raz jeszcze rytualnie stworzone. Znajdujące się
w Kimberley malowidła naskalne uważane za dzieło mitycznych przodków są
odmalowywane gwoli przywrócenia im ich twórczej mocy, jaka po raz pierwszy ujawniła się w czasach mitycznych, to znaczy na początku Świata”, [za:]
M. Eliade, Aspekty…, s. 48–49, (podkreślenia Ł.P.M.).
Tamże, s. 20.
198

�Marek Kochan przyznaje, że są przynajmniej cztery powody, by
rozpatrywać sytuację wyborów prezydenckich i parlamentarnych
jako działań niepewnych, podległych „siłom magicznym”, a więc
– wymagających magii651. Powód pierwszy: z perspektywy nadawców, czyli polityków lub raczej czarowników:
(...) działania, którym towarzyszy masowa propaganda, są działaniami ważnymi – wiele zależy od ich sukcesu i angażuje się w nie duże środki, a zarazem
nie są one w pełni poddane racjonalnej kontroli. Można konstruować przekazy
w oparciu o racjonalne przesłanki – analizę opinii, wyniki badań i testów. Można wybierać optymalne kanały informowania potencjalnych wyborców (…),
aby jak największa ich liczba zetknęła się z przekazem. (…) Choć więc stosuje
się racjonalne środki zwiększania prawdopodobieństwa odniesienia sukcesu,
nigdy nie ma pewności co do jego wystąpienia. (…) Analizując slogany w tym
kontekście, można zauważyć, że mają one niekiedy wymiar zaklęć rzucanych,
by zjednać przychylność losu czy też, bardziej praktycznie, zaczarować ludzi
mających wpływ na sukces lub porażkę652.

Drugi powód związany jest z sytuacją odbiorców. Oni także
bowiem:
(...) nie mają pewności, że podejmowane przez nich działanie – głosowanie
(…) – będzie w pełni skuteczne, że przyniesie im pożądany efekt. Wyborcy
nie wiedzą, czy ich ugrupowanie uzyska odpowiednią ilość głosów, nie tylko po, to by objąć rządy, ale nawet, by wejść do parlamentu. Nie wiedzą, czy
dany kandydat na prezydenta ma szansę wygrać albo choćby przejść do drugiej tury. A więc potrzebują działania magii, bez której, jak stwierdził Bronisław Malinowski, mogliby ulec „nastrojom rozpaczy i niepokoju, lękowi
i nienawiści”. (…) A więc również i odbiorcy mogą często traktować reklamę
i politykę jako domenę działania sił magicznych. Ulegać tym sloganom, które
lepiej „czarują” (a więc mają większą „moc”), albo też wypowiadać slogany
jak zaklęcia w sytuacjach oczekiwania na pomoc sił nadprzyrodzonych653.

Trzeci powód związany jest ze stylistyką i zawartością komunikatów. Tak o tym pisał Kochan:

651
652
653

M. Kochan, Slogany w reklamie i polityce, Warszawa 2003, s. 67.
Tamże, s. 67–68.
Tamże, s. 69–70.
199

�W propagandzie politycznej zdarzają się przykłady komunikatów (wypowiedzi, ulotek, haseł) obiecujących takie skutki wyboru odpowiedniego
kandydata, w które nie sposób uwierzyć, posługując się racjonalnym oglądem sytuacji, które zwyczajnie okazują się nieprawdą, lub są niemożliwe do
zweryfikowania: „sto milionów” Wałęsy, Wspólna Polska albo „przyszłość”
Kwaśniewskiego, Milion nowych miejsc pracy Kongresu Liberalno – Demokratycznego czy Prawda zamiast haseł Pawlaka. W obietnicach polityków
zawsze istnieje pewne residuum magiczności, gdyż wyborcy nie rozumieją
w pełni działań, które mają zapewnić obiecywane im korzyści (też często
symboliczne, a więc nie poddające się racjonalnej analizie)654.

Z pewnością to samo można powiedzieć o haśle wyborczym PiS-u,
które brzmiało, jeszcze raz przypomnę: „IV Rzeczpospolita – Sprawiedliwość dla Wszystkich”. Po czwarte, zdaniem Kochana, niekiedy same przekazy nawiązują bezpośrednio do magii, a działanie
produktów czy ludzi „jest pokazywane, jakby zawierało pierwiastki
działania sił magicznych czy nadprzyrodzonych”655. W tym sensie
można uznać, że „slogan lub inne fragmenty tekstu będą tym, czym
w magii jest zaklęcie”656.
Z mojej perspektywy badawczej doskonałą analizę kampanii wyborczej PiS-u przeprowadził Tomasz Olczyk. Analizy Olczyka okazały się bardzo inspirujące także dlatego, że zostały przedstawione z perspektywy retrospektywnego obserwatora dostrzegającego
zmianę retoryki dwóch kolejnych kampanii oraz ich transformacyjny charakter. W świetnej książce zatytułowanej Politrozrywka i popperswazja w błyskotliwy sposób dowodził, że kampanii wyborczej
partii Prawa i Sprawiedliwości do parlamentu oraz na urząd prezydenta w 2005 roku, towarzyszyła specyficzna stylistyka w prezentowaniu katastroficznych obrazów rzeczywistości. Olczyk skoncentrował swoją uwagę szczególnie na procesie oddzielania przeszłości
od teraźniejszości oraz powiązane z tym aktem zjawisko zdominowania teraźniejszości przez obrazy dystopii, które stopniowo przekształciły się w nieustanną wizję kakotopii. Dla wielu czytelników
654
655
656

Tamże, s. 70.
Tamże, s. 71.
Tamże.
200

�zaskoczeniem może być odmienne definiowanie w tym kontekście
słów: dystopia, antyutopia oraz kakotopia, skoro w słownikach języka polskiego występują one zazwyczaj jako synonimy. Olczyk
zaproponował jednak inne podejście i nawiązał do związków etymologicznych pojęcia kakotopii z pojęciem kakofonii. W efekcie
terminem kakotopia określił wszystkie obrazy rzeczywistości społecznej, które akcentują dysharmonię, nierównowagę, konflikt oraz
wynikające z niewłaściwej dystrybucji różnego rodzaju zasobów
między grupami społecznymi, jaki i między nimi a różnego rodzaju
instytucjami, ze szczególnym uwzględnieniem instytucji jaką jest
państwo657. Badacz reklam politycznych interesującego mnie okresu wyborczego zauważył, że wszystkie partie oprócz tych, które
podczas afery „Rywingate” sprawowały władzę koalicyjną (SLD-UP
i PSL), konsekwentnie nie wspominały o swoim udziale w sprawowaniu władzy w całym okresie III RP bowiem, jak napisał Olczyk:
Przyjęcie przez większość politycznych „my” roli „opozycji” jest powiązanie
z nadaniem „onym” roli „wiecznej władzy”. Ponieważ „oni” sprawują władzę bez przerwy od początku III RP, cały okres III RP jest opisywany jako
czas dystopii658.

W przekazach wszystkich partii poza tymi, które tworzyły wtedy koalicję rządzącą, dominowało, zdaniem Olczyka, ukazywanie
całego okresu po 1989 roku jako procesu pogłębiającej się dystopii.
W okresie kampanii kreowany obraz świata przez większość ugrupowań opierał się zatem na dystopii teraźniejszości oraz arkadii
przyszłości. Na poziomie analizy treści spotów reklamowych badacz wydzielił trzy rodzaje dystopii:
– Dystopia tematyczna czy też opisowa, w której wykorzystuje się liczne
wskaźniki społeczno-gospodarcze i statystyki, za pomocą których kreowany jest względnie spójny obraz wszechogarniającego kryzysu obejmującego
najistotniejsze dziedziny życia.

657
658

P. Olczyk, Politrozrywka i popperswazja, Warszawa 2009, s. 324.
Tamże, s. 308.
201

�– Kakotopie to opisy zaburzeń równowagi wewnątrzspołecznej, czyli konfliktów między grupami oraz między grupami a instytucjami, opierające się
na dychotomicznych opozycjach, w których jedna strona binarnego podziału jest niesprawiedliwie uprzywilejowana kosztem drugiej.
– Dystopie metaforyczne i mitopodobne, przede wszystkim dotyczące niepewnej przyszłości Polski w Unii Europejskiej659.

Dystopia tematyczna będąca opisem rzeczywistości, w okresie wyborczym zawierała w sobie cztery podstawowe parametry:
– bezrobocie i emigracja zarobkowa;
– zniszczona i/lub wyprzedana gospodarka;
– bieda i życie dużej części społeczeństwa poniżej minimum socjalnego;
– głód i niedożywienie660.

Uzupełnieniem opisowej dystopii, zdaniem Olczyka, jest (konstruowany za pomocą odmiennych formalnie i treściowo środków)
opis rzeczywistości, który został przez niego określony mianem
kakotopii. Są to opisy, które spokojnie można uznać za charakterystyczne dla skonfliktowanych paradygmatów podważających
symboliczny porządek. Kakotopia występowała, zdaniem socjologa, najczęściej w reklamach partii Platformy Obywatelskiej oraz
Prawa i Sprawiedliwości. Kakotopia w ich przypadku oznaczała strukturę złożoną z prostych i czytelnych opozycji binarnych
opartych w istocie na transformacjach metaforyczno-metonimicznych:
Opozycje te w ostatecznym rozrachunku dają się sprowadzić do podziału
„my” – „oni” w najszerszym rozumieniu, a różne ich warianty są w dużej
mierze efektem swego rodzaju przymusu egzemplifikiacji i unaoczniania. Przymus ten (obecny zarówno w tabloidowej stylistyce, jak i w ramowaniu epizodycznym) prowadzi do ukazywania instytucji, grup i kategorii społecznych za pomocą ich jednostkowych, najczęściej wizualnych
reprezentacji 661.

659
660
661

Tamże, s. 315–316.
Tamże, s. 316.
Tamże, s. 325–326.
202

�Z mojego punktu widzenia ów zabieg jest niezwykle skuteczny
wtedy, gdy ktoś stara się dokonać skutecznej stygmatyzacji osób
publicznych, ugrupowań politycznych oraz środowisk, wpisując
w symboliczną rolę kozła ofiarnego. Postępując w ten sposób, reklamy polityczne tych dwóch ugrupowań bazowały na następujących opozycjach: bogaci przeciw biednym – PiS w swoich spotach
przeciwstawiał kilku najbogatszych Polaków (którzy zbili majątek
dzięki patologii utożsamionej z III RP) reszcie Polaków662. Drugą realizacją paradygmatyczną dychotomii „my” – „oni” było związane
z kolejnym zabiegiem metaforyczno-metonimicznym, który łączył
bogatych z liberałami. Ci ostatni w reklamach wyborczych pomagali bogatym „zjadać biednych”663 – jak to określał Olczyk. Kolejną
transformacją magiczną tej kategorii było przeciwstawienie różnego rodzaju aferzystów, złodziei i prezesów, którzy okradają emerytów z resztek pieniędzy, a dzieci z nadziei na świetlaną przyszłość664.
W końcu wszystkie te kakotopie łączyły się w kategorii, w której
„oni” oznaczało „władzę”. „Władza” owa przejęła państwo. Państwo
tym samym przestało służyć „zwykłym Polakom”, a wręcz odwróciło się do nich tyłem. W spotach reklamowych PO i PiS-u bardzo
wyraźne było zatem dążenie do dokończenia rewolucji z 1989 roku
po to, żeby wymarzone państwo miało być państwem, w którym będzie przywrócona sprawiedliwość i poczucie, że każdy otrzymuje
to, co mu się należy665. Podsumowując swoje wnioski płynące z analiz rzeczywistości kreowanej w reklamach politycznych tego okresu, badacz podkreślił taką oto ich wspólną cechę:
(...) zwłaszcza ostatnie 16 lat historii Polski, to okres narastającej katastrofy. Polska jest opisywana jako kraj postępującego bezrobocia, ubóstwa
i głodu. Obraz kryzysu pogłębia kakotopijna wizja rosnących nierówności
społecznych, niewłaściwych dystrybucji praw i przywilejów (…). Treściowemu aspektowi odpowiada stosowana w reklamie formuła katastroficznego

662
663
664
665

Tamże, s. 327–328.
Tamże, s. 329.
Tamże, s. 330–335.
Tamże, s. 339.
203

�filmu, horroru i tabloidowych obrazów nierówności społecznych. Ta retoryczna wizja wymaga uzupełnienia o kluczowy czynnik – opis „onych”, którzy do tej katastrofy doprowadzili666.

Kim są „oni”? Mógłbym powtórzyć za Olczykiem, że jest to
„unia personalna sił zła”, dodając jednocześnie, że stanowi ona
wieczną reprezentację nieustannie odradzającego się chaosu,
z którym skuteczną walkę mogą toczyć jedynie „prawi i sprawiedliwi” przedstawiciele narodu. Bardzo ciekawe w opracowaniu Olczyka okazało się ujęcie „onych” według wspólnych reguł
konstrukcyjnych. Ujawnienie tych reguł staje się niezwykle pomocne w celu zrekonstruowania ram dla kluczowych transformacji metaforyczno-metonimicznych w poszukiwaniu rytualnego mordu pierwszego jak i drugiego rodzaju. W tym miejscu,
chciałbym zacytować dłuższy fragment z książki Politrozrywka
i Popperswazja:
– „Oni” krzywdzą, lub planują skrzywdzić grupy kreowane w reklamie
politycznej na najsłabsze, przede wszystkim ludzi starszych, emerytów
i rencistów, ale również dzieci, młodzież, bezrobotnych, pracowników
budżetówki, ogólnie rzecz biorąc tych, z którymi „my polityczne” pozostaje w metonimicznych relacjach.
– „Oni” działają z niskich pobudek: dla zysku, ze strachu i posłuszeństwa,
żądzy władzy, niekompetencji i głupoty lub też czynią szkody i zło bez
żadnego wyraźnego powodu.
– „Oni” maskują się, przebierają, zmieniają nazwy, ukrywają swoje prawdziwe oblicza, oszukują, kłamią i konstruują symulacje, dlatego trzeba
ukazać ich prawdziwe „ja”, odrzeć z fasady i podać ich prawdziwe nazwy
i wizerunki.
– Elementem kamuflażu „onych” bywa upodabnianie się do „my”, jednak
prawdziwe oblicze „onych” w sensie moralnym, ideologicznym i etycznym jest zawsze dokładną odwrotnością czy też „negatywem” „my”.
– Różne grupy „onych” współpracują ze sobą dla osiągnięcia swoich celów, całokształt aktualnej rzeczywistości bywa wynikiem umowy między różnymi frakcjami „onych” zawartej na początku III RP lub też rozkazu wydanego przez „prawdziwych onych” ich eksponentom.

666

Tamże, s. 359–360.
204

�– Na poziomie całego obrazu rzeczywistości okazuje się, że „oni” są połączeni swego rodzaju unią personalną – te same postaci i organizacje są
reprezentantami różnych kategorii „onych” w przekazach różnych partii
a nawet w różnych przekazach tych samych partii.
– Personifikacje i reprezentacje „onych” są dobierane według co najmniej
jednej z poniższych reguł:
– przedstawicielami „onych” są dominujący na scenie politycznej kandydaci i dominujące ugrupowania polityczne;
– przedstawicielami „onych” są kandydaci (i ugrupowania) możliwie odlegli ideologicznie wobec sponsora reklamy;
– przedstawicielami „onych” są kandydaci (i ugrupowania) odwołujący
się do podobnego segmentu wyborców, co nadawca komunikatu reklamowego.
– W ostatecznym rozrachunku podziały między „onymi” mają charakter
drugorzędny, fasadowy i są elementem maskowania prawdziwej tożsamości „onych”. (…)
– Parlament i partie polityczne są opanowane przez „onych” zarówno
w kategoriach czysto ilościowych, jak i historycznych – „oni” sprawują
władzę niepodzielnie i bez przerwy od początku III RP 667.

Do różnego rodzaju transformacji „onych” zaliczali się przede
wszystkim „postkomuniści”, których personifikacją w licznych
spotach reklamowych tego czasu stali się przede wszystkim:
Aleksander Kwaśniewski, Wojciech Jaruzelski, Lech Wałęsa oraz
Adam Michnik.
Charakterystyczne dla kampanii wyborczej Prawa i Sprawiedliwości w roku 2005 było także to, że po kakotopijnych opisach
teraźniejszości odbiorcy spotów reklamowych dostawali jedyną odpowiedź na te wszystkie problemy, czyli arkadyjską wizję IV RP – lub jak kto woli – symboliczną zapowiedź „Złotego
Wieku” odpowiadającą strukturalnie złotemu wiekowi Izraela,
czy też – w kontekście II RP – porządkowi ufundowanemu wraz
z Konstytucją kwietniową. Zdaniem Olczyka, jak i bardzo wielu
naukowców analizujących tamte wybory, obietnica nastania IV
RP była jednym z najsilniejszych z magicznych słów, użytych

667

Tamże, s. 378–380.
205

�w kampaniach wyborczych tego okresu. Nie mogę jednak się
zgodzić z dość często powtarzanym wnioskiem, iż ów zabieg sugerował, że:
Cały system społeczny, ekonomiczny i polityczny może zostać zmieniony w wyniku zmiany jego nazwy. Dystopijne i kakotopijne charakterystyki rzeczy wistości ustąpią, kiedy zacznie ona funkcjonować pod nowym szyldem 668 .

Z mojego punktu widzenia zapowiedź zmiany nazwy porządku
była otwartą deklaracją wojny symbolicznej, jak i zapowiedzią
rozwiązania ofiarniczego leżącego u jego podstaw. Bowiem dopiero po rytualnym mordzie – jak wskazuje scenariusz mito-logiczny oraz jego paradygmatyczna realizacja – możliwe jest
nastanie arkadyjskiej rzeczywistości zapowiadanej w tym kontekście mito-historycznym jako IV RP.
Kolejna niezwykle ciekawa analiza Tomasza Olczyka dotyczyła analiz biografii startujących w wyborach polityków, w tym
oczywiście polityków Prawa i Sprawiedliwości. Jak błyskotliwie
dowodził ten badacz mediów, większość tego rodzaju tekstów
(w tym oczywiście narracja dotycząca kandydata na prezydenta
– Lecha Kaczyńskiego) zbudowana była według stałego wzorca
charakterystycznego dla bohatera magicznego, żywcem zbudowanego na podstawie stałych elementów kompozycji charakterystycznych dla bajki magicznej Proppa669! Co ciekawe, jedyną
różnicą jest to, że o ile w schemacie bajki magicznej nie wszystkie funkcje muszą występować, nie mniej ich kolejność powinna
pozostać niezmienna, o tyle w reklamie politycznej epizody z życia polityka-bohatera nie muszą następować po sobie w stałej
kolejności.

668
669

Tamże, s. 431.
Tamże, s. 439–454.
206

�Nie jest to niewinny zabieg retoryczny, bowiem należy pamiętać
o tym, że bajka magiczna oprócz tego, że jest scenariuszem mito-logicznym, a bohater magiczny – ofiarnikiem, to w przypadku projekcji tego modelu na życie konkretnego człowieka w istocie stanowi
to kolejny zabieg wspierający proces pochłaniania go przez symbol
„sprawiedliwego”. Z drugiej strony za Sahlinsem należy cały czas
pamiętać, że o ile bajka magiczna jest ludową teorią społeczeństwa,
to biografia polityka odpowiadająca strukturalnie losom bohatera
magicznego staje się ludową teorią bohatera, którego powołaniem
jest ufundowanie nowego porządku lub, w przypadku nieudanej
próby gloryfikującej, wpisanie się w mito-historyczny schemat martyrologiczny. Drugie rozwiązanie, jak się okazało po katastrofie
w Smoleńsku, czyni go w niemal niezauważalny sposób symbolem
„sprawiedliwego”, który zginął śmiercią męczeńską, starając się
osiągnąć cel, do którego został powołany w strukturalnym splocie
okoliczności…
W wyborach do parlamentu z wynikiem niemal 27% zdobytych głosów zwyciężyła partia Prawo i Sprawiedliwość. W wyborach prezydenckich wygrał kandydat tego samego ugrupowania
– Lech Kaczyński. W październiku 2005 roku został zaprzysiężony mniejszościowy rząd Prawa i Sprawiedliwości, na czele
którego stanął Kazimierz Marcinkiewicz. Rząd otrzymał wotum
zaufania dzięki głosom członków partii Samoobrony RP, Ligi
Polskich Rodzin oraz Polskiego Stronnictwa Ludowego. W lutym 2006 roku został podpisany „pakt stabilizacyjny” między
przedstawicielami Samoobrony RP, LPR-u oraz PiS-u. W maju te
ugrupowania stworzyły rząd koalicyjny, który – targany dwoma
poważnymi kryzysami – trwał do sierpnia 2007 roku.
Ku zdziwieniu Olczyka po zakończeniu wyborów specyficzna retoryka polityczna charakterystyczna dla okresu kampanii
wcale nie zelżała. W konsekwencji badacz odniósł wrażenie,
że kampania wyborcza skończyła się dopiero dwa lata później,
wyborami w 2007 roku. W tym okresie mieliśmy do czynienia
207

�z czymś, co nazwał on „bezprecedensową dwuletnią kampanią
parlamentarną” 670 . W tym niezwykle intensywnym okresie doszło do bardzo ważnego zjawiska, jakim było zradykalizowanie
i spolaryzowanie sceny politycznej na dwa otwarcie zwalczające się obozy: rządowy oraz opozycyjny. Najbardziej radykalne
wersje dystopii III RP, które były prezentowane przez skrajne
ugrupowania LPR i Samoobrony RP stały się podstawowym budulcem „oficjalnej” narracji rządzących:
Na mocy tej swoistej dyfuzji Samoobrona i LPR przejęły od PiS-u koncepcję arkadii przyszłości – IV Rzeczypospolitej. PiS zaś od koalicjantów
zapożyczył bądź wyeksponował, niewidoczne w jego reklamach politycznych wątki demokracji symulowanej z koncepcją „układu” i pozostających na usługach „onych” mediów wzbogaconą o „autorską” ideę
„łże-elit”, a przede wszystkim rozbudowaną definicję „onych” obejmującą nie tylko agenturę i „układ”, ale także sojusz postkomunistów z liberałami czy też, jak to określił Jarosław Kaczyński, lumpenliberałami 671.

Z mojej perspektywy w tym zjawisku nie ma niczego szczególnego, jeśli zrozumiemy, że ukrytym kontekstem działań dyskursywnych polityków Prawa i Sprawiedliwości jest dramat
społeczny stopniowo przeradzający się w kryzys ofiarniczy, który zakończyć może jedynie rytualnie złożona ofiara z przedstawicieli pierwszego porządku, jak i jego kolejnych transformacji.
Jak słusznie podkreślał Olczyk, po wyborach z 2005 roku narracyjno-retoryczna struktura, która leżała u podstaw kreowania
wirtualnego świata reklamy wyborczej, nieoczekiwanie po ich
zakończeniu stała się podstawą wyjaśniania i rozumienia rzeczywistości politycznej:
Co więcej, dominacja retorycznych mechanizmów sprowadzających
wszystkie polityczne podziały do jednoznacznej binarnej opozycji wydaje się korelować z postępująca polaryzacją i uproszczeniem sceny politycznej. W 2005 roku dwa największe ugrupowania (PiS i PO) uzyskały

670
671

Tamże, s. 471.
Tamże, s. 473.
208

�łącznie 48,87% głosów, wynik zbliżony do historycznej średniej. Po
dwóch latach retorycznej konfrontacji, na dwie największe partie zagłosowało 73,62% wyborców, co było wynikiem nienotowanym do tej
pory w polskim systemie politycznym 672 .

Stało się tak, ponieważ jako społeczeństwo stymulowane do
wzięcia udziału w dramacie społecznym utknęliśmy, jeśli mogę
tak napisać, w sferze liminalnej. Wydaje się, że nie ma innego sposobu do ruszenia dalej, bez rytualnego mordu na koźle
przeznaczonym dla Azazela, a zatem złożenia w ofierze postaci, która symbolicznie wpisuje się w rolę fundatora pierwszego
porządku. Język, jak i działania ekipy rządzącej w tym czasie,
konsekwentnie zmierzały do tego celu.
W artykule Dramat języka z nieukrywanym zdziwieniem Michał Głowiński podkreślał, że mowa ekipy rządzącej w okresie
2005–2007 w zaskakujący sposób zaczęła przypominać język
charakterystyczny dla władzy totalitarnej z czasów PRL:
Obserwujemy zjawisko, które wydawać się może paradoksalne i być traktowane jako swoista złośliwość historii: ugrupowanie, które z antykomunizmu uczyniło swój ideowy fundament, a z dekomunizacji – jedno z haseł naczelnych, operuje językiem w sposób, który nie tylko przypomina
praktyki obowiązujące za komunistycznej władzy, ale niekiedy bywa ich
zdumiewającym powtórzeniem673.

Fundamentem języka rządzącej ekipy były, zdaniem językoznawcy, trzy podstawowe elementy. Pierwszym z nich było
„konsekwentnie dychotomiczne widzenie świata” 674 , które nie
dopuszczało żadnych niuansów i zbędnych komplikacji:

672
673
674

Tamże, s. 477.
M. Głowiński, Dramat języka, [w:] Tenże, Nowomowa i ciągi dalsze…, s. 212.
Tamże.
209

�My jesteśmy przedstawicielami dobra (jeden z jej głównych polityków
określił się krótko i węzłowato jako jego uosobienie!), głosimy słuszne
idee, mamy najlepszy, a w swojej istocie jedyny, program naprawy kraju.
Ten, kto za nim się nie opowiada i zgłasza do niego zastrzeżenia, jest przeciwko nam675.

Z pierwszym z wymienionych elementów ściśle związany jest
kolejny, czyli wykorzystywanie „idei wroga” 676 . Niezwykle ważne jest jednak to, że wrogiem jest każdy, kto znajduje się po drugiej stronie, kto myśli inaczej niż wspomniani politycy, każdy,
kto proponuje inne rozwiązania legislacyjne, społeczne, ideologiczne:
Wynika z tego, że język ten nie jest językiem kompromisu, wszelkie rozwiązania ugodowe znajdują się poza jego granicami. A więc albo się podporządkujesz, i wtedy będziesz nasz, albo jeśli się przeciw nam zbuntujesz
lub w ogóle reprezentujesz poglądy i dążenia, których nie aprobujemy, jesteś
właśnie wrogiem677.

Świetnym przykładem było w tym czasie używanie formuły
„postkomunista”, która różniła się znacząco od kontekstu, w którym
używała tego słowa Jadwiga Staniszkis. Samo słowo, jak zauważył
Głowiński, jest wieloznaczne, co stwarza odpowiednie warunki do
różnego rodzaju manipulacji. W języku PiS-u z tego okresu słowo to
pozbawione zostało wszelkich realnych treści historycznych:
Postkomunę – w tym rozumieniu – tworzą ci, którzy są przeciw partii mającej jedyny słuszny program i jedynej uczciwej, tak jak za czasów Polski
Ludowej wrogami ludu ogłaszano tych, którzy byli przeciw PZPR. Tutaj podobieństwo narzuca się siłą wprost niebywałą. W takich przypadkach nie
chodzi o realne znaczenia, chodzi o napiętnowanie osób i grup, które uznaje
się za wrogie678.

675
676
677
678

Tamże.
Tamże.
Tamże, s. 213.
Tamże, s. 216.
210

�Z dwoma pierwszymi czynnikami ściśle łączy się z kolei trzeci, jakim jest „spiskowe widzenie świata”679:
Walczymy z tymi, którzy bez wytchnienia knują, tworzą tajemnicze układy,
usiłują przeszkodzić nam w naszych poczynaniach, działają na szkodę narodu, państwa, Kościoła, a przede wszystkim – przeciw interesom Polski680.

Trzy wymienione elementy wyrażane były w języku, który z jednej strony cechowała zaawansowana dowolność semantyczna. To
zjawisko przejawiało się w narzucaniu słowom i formułom „dogodnych dla siebie znaczeń, zakresów semantycznych, a także współczynników aksjologicznych”681 – jak tłumaczył Głowiński. Z drugiej
strony język ten cechowała niebywała agresja. Taki język nie ma za
zadanie nazywanie zjawisk, ale arbitralne narzucenie znaków wartości, które mają górować nad znaczeniem. Jest to także język dążący
do „zagarnięcia pełnej władzy”682. Świetnym tego przykładem staje
się także słowo „zmiana” użyte w tym jednowartościowym języku:
„Zmiana” jest zarezerwowana dla zwolenników IV Rzeczpospolitej, nie
mają do niej prawa ci, co od podstaw budowali III Rzeczpospolitą683.

W konsekwencji po dwóch latach dzielenia sceny politycznej na
dwa obozy, doszło do bardzo ciekawego zjawiska, o którym tak pisał Olczyk:
(…) jedynym wiarygodnym heroldem ramy dystopii III RP pozostałym na
placu boju okazał się PiS, a jedynym wiarygodnym głosicielem dystopii IV
RP Platforma Obywatelska. Można zatem postawić tezę, że retoryczna wersja rzeczywistości stała się symulakrem nieodróżnialnym już w żaden sposób od „prawdziwego” obrazu świata polityki. Politycy, dziennikarze i zwykli obywatele zostali niejako uwięzieni w owym schemacie i postawieni

679
680
681
682
683

Tamże, s. 213.
Tamże.
Tamże, s. 215.
Tamże, s. 219.
Tamże.
211

�przed wyborem rządowej bądź opozycyjnej wersji sinusoidy determinującej
trajektorie parametrów rzeczywistości. Na mocy swoistego mechanizmu samospełniającego się proroctwa rama stała się polityczną rzeczywistością684.

W wyniku skandalu korupcji politycznej koalicja rządząca rozpadła się i 7 września 2007 roku, Sejm podjął decyzję o skróceniu
kadencji. Bezpośrednią przyczyną wyborów była dymisja i aresztowanie ministra spraw wewnętrznych i administracji oraz zupełnie
bezprecedensowa w tamtym czasie relacjonowana na żywo multimedialna konferencja prasowa prokuratury ukazująca kulisy tej
sprawy. Kampania do parlamentu z roku 2007, kiedy urząd prezydenta piastował cały czas Lech Kaczyński, okazała się sequelem tej
z roku 2005. Najważniejsza zmiana dotyczyła jednak tego, że cały
przekaz zwielokrotniono i wyolbrzymiono. Jak zauważył Olczyk:
Analogiczne procesy stosuje się w sequelach klasycznych filmów rozrywkowych, gdzie w każdej kolejnej części podstawowa struktura, która przyniosła kasowy sukces pierwszego filmu (a więc ogólny schemat narracji i główne, znane już i lubiane przez widzów postacie), pozostaje niezmieniona,
zwiększa się za to liczba i potęga wrogów, brutalność akcji mierzona liczbą
zabitych antagonistów, szybkość montażu i jakość oraz liczba efektów specjalnych. Zrealizowanie megaspektaklu kampanii wyborczej 2007 roku według reguły „to samo tylko bardziej” nie oznacza, że nie pojawiły się nowe
zjawiska i tendencje685.

Owymi zjawiskami nowymi w kontekście kampanii z 2007 roku
były trzy duże debaty (w kolejności: Jarosław Kaczyński – Aleksander Kwaśniewski, Jarosław Kaczyński – Donald Tusk, Aleksander
Kwaśniewski – Donald Tusk), które określane były mianem „starcia gigantów”. Drugim ważnym zjawiskiem tamtego okresu było
nieustanne komentowanie kampanii wyborczej na niezliczonej
ilość portali internetowych, co spowodowało, że większość opinii
publicznej mogła dużo bardziej aktywnie brać udział w wyborach,
wypowiadając się na równi ze specjalistami na temat przebiegu
684
685

P. Olczyk, dz. cyt., s. 479.
Tamże, s. 483.
212

�rywalizacji politycznej. W ten sposób wszyscy chętni nie tylko stali się krytykami retoryki rywalizujących polityków, ale aktywnie
włączali się do udziału w tym dramacie, opowiadając się po stronie
jednego z rywalizujących paradygmatów.
Kolejnym zjawiskiem niezwykle istotnym z mojego punktu widzenia był wyraźny wzrost, w porównaniu z kampanią z 2005 roku,
negatywnych reklam. Słowem kluczem dla kampanii PiS-u w tym
czasie był układ. Słowo, które zdaniem jego pomysłodawcy PR-owca Prawa i Sprawiedliwości podczas tamtej kampanii – Michała
Kamińskiego – odwoływało się otwarcie do poetyki filmu sensacyjnego686. Większość spotów reklamowych tej partii opartych było
na zasadzie kojarzenia zła z rekwizytami i sytuacjami przypominającymi o skandalach ostatnich dwóch lat. Co charakterystyczne,
ów układ znów nie zawierał żadnych bezpośrednich wskazówek co
do tego, kogo można do niego zaliczyć687. Jedno było tylko pewne –
chcący wrócić do władzy, pragną się pozbyć polityków Prawa i Sprawiedliwości, którzy zdążyli przez te dwa ostanie lata napsuć im
sporo krwi, niwecząc ich niecne plany względem słabego państwa
jak i niepodejrzewającego niczego społeczeństwa. W konsekwencji
słowo układ stało się pewnego rodzaju workiem, do którego można
było wrzucić wszystkich, których politycy PiS-u uznali za wrogów.
Z drugiej strony, jak zauważył Głowiński, użycie tego słowa w ten
specyficzny sposób:
Ujawnia mechanizm magii językowej, wysoce charakterystycznej dla omawianych praktyk. Zakłada się, że ów mityczny układ
istnieje, nie precyzuje się jednak, na czym on polega, kto konkretnie nim kieruje, kto wchodzi w jego skład. Ważne jest to, by go demaskować w kategoriach najbardziej ogólnych i by mobilizować
do walki z nim niczym ze smokiem, to prawda, bardzo groźnym

686
687

Tamże, s. 494.
Tamże, s. 496, (podkreślenia Ł.P.M.).
213

�i podstępnym, mimo że nikt go na własne oczy nie widział688. Manipulowanie układem zdradza jednoznacznie, że w przypadku polityków, którzy korzystali z tego słowa w powyższym znaczeniu,
nie chodziło w istocie o poznawanie świata, ale jego konsekwentne
kreowanie w kategoriach charakterystycznych dla myślenia magicznego. Retoryka oskarżycielska połączona z pasją demaskatorską
charakteryzowała cały wspomniany okres aktywności politycznej
polityków PiS-u.
Wybory parlamentarne w 2007 roku wygrała Platforma Obywatelska, uzyskując ponad 41% poparcia obywateli, Prawo i Sprawiedliwość zyskało poparcie ponad 32% głosujących. W sumie na te
dwie partie zagłosowało ponad 72% biorących udział w wyborach,
co odpowiada 8 mln obywateli. Po tych wyborach politycy Prawa
i Sprawiedliwości przeszli do opozycji parlamentarnej, natomiast
prezydentem w tym czasie był polityk wywodzący się z tej partii –
Lech Kaczyński.

688

M. Głowiński, Czy totalitaryzacja języka?, [w:] Tenże, Nowomowa i ciągi dalsze…, s. 227.
214

���Głębia tego problemu jest
nawet głębsza niż nam się wydaje
Są sytuacje, w których najpraktyczniej jest oprzeć się żądzy
bezpośredniego udziału, „usiąść i czekać”, pozwolić sobie na
spokojną, krytyczną analizę. Wezwania do czynu zdają się napierać na nas z każdej strony 689.

Trzy lata później miało miejsce wydarzenie, które z jednej strony stało się istotnym punktem zwrotnym rozgrywającego się
dramatu społecznego moich czasów, z drugiej wpisane zostało
w specyficzną mito-poetykę dyskursu Prawa i Sprawiedliwości.
10 kwietnia 2010 roku około godziny 9:10 dziennikarz radia Tok
Fm Marcin Graczyk prowadzący program Ranni politycy poinformował słuchaczy: „– Jak podaje telewizja TVN 24, według wstępnych informacji, samolot z Prezydentem się rozbił. To wiadomość
nieoficjalna, ale podana przez MSZ”690. W tym momencie – z mojej
perspektywy rozpoczęło się największe wydarzenie medialne 691
XXI wieku w Polsce. W audycji radiowej prowadzący, przejętym
głosem, odesłał wszystkich słuchaczy do innego medium, jakim
jest telewizja. W pierwszych godzinach od katastrofy (10:00–
13:00) za pośrednictwem kanałów telewizyjnych wydarzenia
związane z katastrofą śledziło ponad 9,5 mln osób 692 , co stanowiło ponad 86% udziału w rynku telewizyjnym. Tego samego dnia
po południu Rada Ministrów na specjalnym posiedzeniu ogłosiła
ogólnonarodową żałobę, która miała trwać do 18 kwietnia 2010
689
690
691

692

S. Żiżek, Przemoc. Sześć spojrzeń z ukosa, Warszawa 2010, s. 11.
https://www.youtube.com/watch?v=W5grLvqgljs.
„Wydarzenie medialne to uroczystość, która stanowi urlop od codzienności,
której uświęcone treści traktowane są z namaszczeniem i której oddana widownia czynnie w niej uczestniczy” [za:] W. Godzic, Wstęp do wydania polskiego, [w:] D. Dayan, E. Katz, dz. cyt., s. 8.
Artykuł: Miliony oglądało po tragedii pod Smoleńskiem, oprac. Wirtualnemedia.pl http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/miliony-widzow-ogladalo-relacje-po-tragedii-pod-smolenskiem, (dostęp: 20.06.2012).

�roku. W niedzielę między 15:20 a 17:10 telewizje – transmitujące
przywitanie ciała prezydenta na Okęciu i kondukt żałobny idący
ulicami Warszawy – zebrały przed nadajnikami ponad 13 mln widzów, co stanowiło około 85% udziału w rynku693 .
Rywalizujące na co dzień o widza telewizje, w tym szczególnym czasie, przestały się od siebie różnić. Ich relacje, często łączone 694 , przebiegały według tego samego scenariusza i były identycznie narratywizowane i celebrowane. Wszystkie solidarnie
zrezygnowały z emitowania reklam, co niechybnie zapowiadało
nastrój niecodziennych wydarzeń. We wszystkich przekazach
komentatorzy w teatralnym skupieniu, podkreślali na wiele sposobów niewyrażalną w słowach, „ogromną stratę dla narodu”.
Dotychczasowi rywale polityczni mówili jednym głosem o ciepłych i bliskich relacjach, jakie łączyły ich z tragicznie zmarłymi
ludźmi, którzy, co prawda, byli ich przeciwnikami politycznymi,
ale prywatnie dobrymi kolegami, a nawet przyjaciółmi. W ten
sposób zmianę języka medialnego zdradzało przejście z czasu
profanicznego, codziennego, w czas święty, w stan communitas,
jakby określił to Victor Turner 695 i na co od razu zwrócili uwagę
antropolodzy 696 .
W relacjach medialnych społeczeństwo zostało przedstawione,
jakby znalazło się kolejny raz w fazie liminalnej. Według mediów
nastąpił czas wspólnotowy, czas jednomyślności i braku podziałów. W tym okresie dotychczasowe różnice statusów społecznych,
różnice polityczne i inne, tak charakterystyczne dla struktury
społecznej jak i dwóch rywalizujących paradygmatów, przestały
odgrywać dominującą rolę. Po raz kolejny telewizyjny teatr dnia

693
694

695
696

Tamże.
Artykuł: TVP, TVN i Polsat przez weekend razem, oprac. Wirtualnemedia.pl
http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/tvp-tvn-i-polsat-przez-weekend-razem
(dostęp: 10.07.2012).
V. Turner, Od liminalności do liminoidalności…, s. 92–93 i dalej.
J. Tokarska-Bakir, Karnawał smutku, „Gazeta Wyborcza” 2010, nr 96. http://wyborcza.pl/1,97863,7807919,Karnawal_smutku.html (dostęp: 6.03.2012).
218

�codziennego został zastąpiony teatrem święta – lecz tym razem
święta jedności w czasie żałoby narodowej. To właśnie w tym
szczególnym czasie spontanicznie, w ramach myślenia kosmologicznego, pojawiały się mito-logiczne wyjaśnienia tego, co się
stało w Smoleńsku. Cytowany już wcześniej poseł PiS-u i politolog
Artur Górski w wywiadzie Oskarżam Moskwę, który ukazał się na
łamach czasopisma Nasz Dziennik już dwa dni po katastrofie był
pewien, kto i dlaczego doprowadził do „nowego Katynia”697. Po
raz kolejny poetyka oparta na logice specyficznej dla transformacji metaforyczno-metonimicznych w zasadzie z miejsca dawała
odpowiedzi, kto zamordował prezydenta, kto stał za zamachem
wymierzonym w elity polityczne narodu polskiego 698 , determinując dyskurs Prawa i Sprawiedliwości na kolejne lata.
Wróćmy jednak do żałoby narodowej. Podczas jej trwania
„wszyscy” mogli poczuć się jedną wielką rodziną narodową. Przy
czym nikt nie musiał znać lokalnego kontekstu polityczno-społecznego. Wystarczyło bowiem rozumieć to wydarzenie, o ile potrafi się rozpoznać scenariusz, według którego było narratywizowane. A scenariusz był już gotowy od dawna. Gotowa była forma
opowieści, scenopis, który konstytuuje możliwości narracyjne
gatunku, jakim jest „Koronacja”. To według jej logiki następuje
przewidywalny podział ról w ramach relacjonowanego spektaklu oraz sposób, w jaki zostanie on przedstawiony. Innymi słowy, ceremonia przebiegała według reguł ustalonych przez tradycję, mimo iż całkiem niedawno wynalezioną699. Właśnie dlatego,
nawiązując do dobrze nam znanego dramatu społecznego II RP,

697

698

699

Wywiad Zenona Baranowskiego z Andrzejem Górskim, Oskarżam Moskwę,
http://stary.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100412&amp;typ=tk&amp;id=tk17.txt
(dostęp: 10.11.2012).
Artykuł: Antoni Macierewicz podsumował prace zespołu dot. katastrofy smoleńskiej http://www.pis.org.pl/article.php?id=20759 (dostęp: 12.12.2012), Artykuł:
Jarosław Kaczyński, Musimy zmierzyć się z prawdą http://www.pis.org.pl/article.php?id=21157 (dostęp: 18.12.2012).
Czytaj: E. Hobsbawn, T. Ranger, Tradycja wynaleziona, Kraków 2008.
219

�pogrzeb pary prezydenckiej opierał się m.in. na elementach scenariusza wydarzeń z 1927 r., kiedy to z rozkazu Józefa Piłsudskiego na Wawelu pochowano Juliusza Słowackiego700.
17 kwietnia 2010 roku o godzinie 12:00 na pl. Marszałka Józefa
Piłsudskiego w Warszawie odbyły się główne uroczystości żałobne.
Z całego świata do PAP wpłynęło ponad 3 tys. próśb701 o akredytacje
dziennikarskie. Relację z ceremonii pogrzebowej na Wawelu prowadziło na żywo 18702 zagranicznych stacji telewizyjnych, wśród
nich m.in. CNN i BBC. Jeśli wierzyć statystykom, polskie relacje telewizyjne z pogrzebu Lecha Kaczyńskiego na Wawelu, w przedsionku
krypty, w której spoczywa Józef Piłsudski703, zgromadziły przed telewizorami ok. 13 mln. osób704. Z mojego punktu widzenia, rytualny
pogrzeb na Wawelu – obok Piłsudskiego – był jasnym komunikatem
potwierdzającym fakt, że Lech Kaczyński starał się zrealizować ten
sam cel co Józef Piłsudski, stając się jego transformacją dialektyczną
w ramach współczesnego dramatu społecznego, o czym przekonało
się „na własne oczy” ponad 13 mln widzów…
Po żałobie narodowej polskie społeczeństwo jeszcze wyraźniej
podzieliło się na dwa obozy, które w istocie wpisywały się w kategorie dwóch rywalizujących dotąd paradygmatów. Jeden z nich, tworząc własne symbole705, zakładał, że katastrofa w Smoleńsku była
w istocie zamachem na niezależnego prezydenta Lecha Kaczyń700

701

702

703

704

705

Wywiad Romana Pawłowskiego z Dariuszem Kosińskim, Euro 2012 zamiast
Wawelu?, http://wyborcza.pl/1,76842,7830886,Euro_2012_zamiast_Wawelu_.
html (dostęp:19.09.2010), czytaj także: D. Kosiński, dz. cyt., s. 303–304.
J. Jałowiec, A. Zadroga, Kraków przeżywa najazd zagranicznych mediów, http://
krakow.gazeta.pl/krakow/1,35798,7776661,Krakow_przezywa_najazd_zagranicznych_mediow.html (dostęp: 22.09.2010).
Artykuł: Stacje z całego świata relacjonowały pogrzeb Lecha Kaczyńskiego,
oprac. Wirtualnemedia.pl http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/13-mln-widzow-ogladalo-pogrzeb-prezydenta-kaczynskiego, (dostęp: 4.10.2010).
Artykuł: Pogrzeb Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego i Jego małżonki Marii
http://www.pis.org.pl/article.php?id=17189 (dostęp: 17.04.2010).
Artykuł: Stacje z całego świata relacjonowały pogrzeb Lecha Kaczyńskiego,
oprac. Wirtualnemedia.pl http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/13-mln-widzow-ogladalo-pogrzeb-prezydenta-kaczynskiego, (dostęp 4.10.2010.).
K. Jaskułowski, Wspólnota symboliczna…, s. 145–164.
220

�skiego706 który dążył do sanacji Państwa. Za ten zamach odpowiada natomiast ówcześnie rządząca koalicja z politykami Platformy
Obywatelskiej (transformacja układu) na czele lub/i z władzami rosyjskimi, które wydatnie przyczyniły się do tej katastrofy poprzez
działania pośrednie lub nawet bezpośrednie707. Drugi modelowy paradygmat, pozbawiony równie czytelnych symboli, co ten pierwszy
uznawał, że katastrofa smoleńska miała miejsce z powodu bardzo
wielu nieintencjonalnych błędów i niedopatrzeń ze strony polskiej
i rosyjskiej. W jej wyniku nie tylko zginął Prezydent wraz z małżonką, ale także 94 wybitnych Polaków reprezentujących różne partie
i środowiska. W tej drugiej wersji tragiczna śmierć dotknęła wszystkich, bez względu na reprezentowane poglądy polityczne i ideologiczne. W ten sposób granica między dwoma skonfliktowanymi
paradygmatami przebiegać zaczęła według wiary w „prawdziwe”
bądź „fałszywe” przyczyny katastrofy smoleńskiej lub raczej, jak
słusznie zwrócił uwagę Jacek Wasilewski, w jedną z dwóch rywalizujących ze sobą narracji na jej temat, tworząc w ten sposób dwie
wyraźnie zantagonizowane wspólnoty wartości708.
Chciałbym podkreślić w tym miejscu za Leachem i Baudrillardem, że istota problemu polega na tym, że nie jesteśmy w stanie
ostatecznie stwierdzić, czy był to przejaw nieszczęśliwego wypadku
(przypadek), czy raczej był to zamach (działanie zaplanowane). Możemy ostatecznie zanotować jedną lub drugą narrację na temat katastrofy rozumiejąc w jaki sposób wspiera ona jeden bądź drugi paradygmat rywalizujący o władzę. W ramach dyskursu rytualnego
polityków Prawa i Sprawiedliwości stymulującego świadomość kosmologiczną, katastrofa samolotu w Smoleńsku po prostu nie może

706

707

708

W ten sposób Jarosław Kaczyński konsekwentnie buduje obraz swojego brata – Lecha Kaczyńskiego. Podaję jeden z ostatnich tego typu przykładów [w:]
Artykuł: Jarosław Kaczyński: Mój brat naraził się wielu http://www.pis.org.pl/
article.php?id=21199 (dostęp: 18.12.2012).
Artykuł: Jarosław Kaczyński: Tusk w sensie moralnym i politycznym ma na sumieniu 96 ludzi http://www.pis.org.pl/article.php?id=18273 (dostęp: 10.11. 2011).
J. Wasilewski, Opowieści o Polsce…, s. 247–265.
221

�być dziełem przypadku. Z zasady muszą odpowiadać za katastrofę
złe moce, co w sferze politycznej oznacza zawsze zamach na ład społeczny 709. Jest to przejaw pewnej „pierwotności”, jak to określał Jean
Baudrillard, która powodowała, że:
(…) każde wydarzenie, a zwłaszcza śmierć, uznawało się za dzieło jakiejś złośliwej mocy. Tę „pierwotność” (którą zarzucamy ludom pierwotnym, by ją wyegzorcyzmować) można jednak przypisy wać wyłącznie
nam samym (…) 710 .

Wyobraźnia ofiarnicza ciągle jest podgrzewana. Wybitnie do
tego procesu przyczyniły się nie tylko media, ale także artyści,
którzy starają się zgłębić symboliczny wymiar tej tragedii oraz
jej tajemniczy wpływ na tworzenie się spontanicznej wspólnoty,
a zaraz potem, jeszcze z większą siłą dzielącego się na dwa obozy społeczeństwa. Do końca 2012 roku powstało 14 filmów o tej
tematyce, kilka spektakli i książek, a kolejne realizacje są w drodze. Innymi słowy – w tym specyficznym czasie ponownie kształtują się symbole, które niedługo potem wykorzystane zostaną do
walki politycznej przez paradygmat reprezentowany przez polityków Prawa i Sprawiedliwości. Symbole te będą regulować dyskurs dotyczący szukania przyczyn tragedii w procesie wskazywania i oskarżania winnych w ramach mito-logiki wprawionego
w ruch od lat mechanizmu ofiarniczego. Ostatnim tego przykładem jest film Anity Gargas Anatomia upadku, którego wydźwięk
jest jasny – w Smoleńsku był zamach, a organy odpowiedzialne
za śledztwo w tej sprawie nie dopełniły swoich obowiązków i być
może zrobiły to celowo...
W tych okolicznościach ciągle nasila się wojna symboliczna,
którą liczni komentatorzy życia publicznego nazywają wojną
„polsko-polską”. Otwarta niechęć polityków reprezentujących
dwa paradygmaty zamienia się w nieukrywaną nienawiść. Od
709
710

J. Baudrillard, Wymiana symboliczna i śmierć, Warszawa 2007, s. 206.
Tamże, s. 207.
222

�czasu katastrofy nasiliły się w Polsce różnego rodzaju próby zamachów na przedstawicieli politycznych jednego, jak i drugiego
paradygmatu oraz na przedstawicieli klasy politycznej w ogóle.
Są to akty spontanicznej przemocy, które stanowią próby zażegnania tego narastającego konfliktu. Kolejne manifestacje podczas świąt narodowych i ważnych rocznic, zwolenników jednego
bądź drugiego paradygmatu odbywają się osobno lecz równolegle, konsekwentnie podkreślając w ten sposób podział społeczeństwa na dwa zantagonizowane paradygmaty. Jarosław Kaczyński
– lider PiS-u – wręcz podkreśla, że usunięcie od władzy Platformy Obywatelskiej jest zadaniem narodowym711 i mógłbym w tym
kontekście dodać, nawiązując do ustaleń Girarda, wymagającym
jednomyślności ofiarniczej. W tym samym czasie dyskutowany
staje się pomysł postawienia przed trybunałem stanu Jarosława
Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobrę, którzy w czasie dwóch lat sprawowania władzy mieli dopuścić się poważnych nadużyć w związku z pełnionymi stanowiskami państwowymi.
Działania zantagonizowanych paradygmatów cały czas się zaostrzają. Z analizy dyskursu Prawa i Sprawiedliwości jasno wynika, że odmieniony powrót do struktury (obietnica IV RP) jest
możliwy jedynie poprzez skuteczne wykorzystanie mechanizmu
rytualnego, w ramach którego złożeni w ofierze zostaną, z jednej strony fundatorzy porządku III RP (próba zasadnicza/rytuał
liminalny), a następnie postacie, które w strukturalnym splocie
okoliczności uznane zostaną za ich metaforyczno-metonimiczne
transformacje (próba gloryfikująca/rytuał włączenia). W ramach
mechanizmu ofiarniczego dopiero te dwa rytualne mordy umożliwią zakończenie dramatu społecznego oraz stworzą warunki
konieczne dla świadomości kosmologicznej do nastania „Złotego
Wieku Polski” w postaci obiecanej IV RP.
711

Artykuł: Jarosław Kaczyński na Radzie Politycznej „PiS”: Narodowe zadanie to jak najszybsze odsunięcie tej władzy, http://www.pis.org.pl/article.
php?id=21290 (dostęp: 18.12.2012).
223

�Uważny czytelnik zapewne dostrzegł, że współczesny dramat
społeczny przeniesiony w sferę rytualną odpowiadającą kryzysowi ofiarniczemu zrealizowany został niemal w połowie. Z analiz
strukturalnych modelowej sytuacji opisanej w Biblii oraz jego paradygmatycznej realizacji tworzącej mito-historię Polski jasno wynika natomiast, jaki może być jego dalszy przebieg. Póki co przedstawię jego schemat bez wydarzeń, które zapowiada jego rytualne
powtórzenie. Podobnie jak w przypadku dramatu, którego główną
postacią był Józef Piłsudski, chciałbym teraz ująć działania dyskursywne polityków Prawa i Sprawiedliwości w model rozbudowanego trójfazowego schematu dramatu społecznego. Chciałbym
przy tej okazji przedstawić także wyszczególnione wydarzenia
symboliczne, które odpowiadają stałym elementom kompozycyjnym mechanizmu rytualnego. Od centralnego wydarzenia, czyli
zapowiedzianego mordu rytualnego z fundatorów porządku III RP,
zależy, czy dramat społeczny po raz kolejny zostanie zrealizowany
według mito-logiki mechanizmu ofiarnego – tak jak to miało miejsce w przypadku dramatu społecznego z udziałem Józefa Piłsudskiego czy też starotestamentowego scenariusza mito-logicznego
z udziałem Dawida. Opis schematu 6, w jak najkrótszych zdaniach,
postanowiłem rozpocząć od symbolicznego roku 1989, kiedy to
podczas negocjacji przy Okrągłym Stole ustalono ostateczny kształt
zmian ustrojowych w Polsce po odrzuceniu systemu komunistycznego. Rok ten jest symbolicznym progiem w mito-historii Polski,
bowiem określa wyłonienie się nowego państwa z okresu komunistycznego. W 1997 roku weszła w życie Konstytucja III RP, która
stała się symbolem ponownego utwierdzenia kompromisu pomiędzy środowiskami, które przypieczętowały w ten sposób ustalenia
rozpoczęte przy Okrągłym Stole.
W 2002 roku, kiedy wybucha „afera Rywina”, rytm historyczny prezentowanych wydarzeń wyraźnie przyśpiesza. Skandal korupcyjny stanowi punkt zapalny wykorzystany przez przeciwników porządku wynegocjowanego przy Okrągłym Stole. Afera staje
224

�się symbolem słabości obozu politycznego, który nie był w stanie
uchronić państwa przed napierającym chaosem samemu stając
się w ten sposób jego uosobieniem. Po wyborach w 2005 roku reprezentantem politycznym paradygmatu odrzucającego porządek
oparty na pokojowych negocjacjach przy Okrągłym Stole zostaje
partia Prawo i Sprawiedliwość. Od czasu wyborów środowiska
polityczne przeciwne wizji PiS sprowadzone zostają, w ich dyskursie rytualnym, do kategorii symbolicznej bohatera fałszywego, bowiem nie sprostali próbie zasadniczej. W tym specyficznym
okresie politycy tej partii konsekwentnie budują specyficzny obraz podziałów polskiego społeczeństwa, podkreślając w ten sposób różnice między dwoma paradygmatami, które walczą między
sobą o władzę polityczną nad „słabą” Polską. Okres ten odpowiada
symbolicznej relacji między bohaterem (politycy Prawa i Sprawiedliwości) a bohaterem fałszywym/królem (politykami, którzy bronią ustaleń zawartych przy Okrągłym Stole oraz porządku
opartego na zapisach Konstytucji III RP z 1997 roku).
Od tamtego czasu trwa wojna „polsko-polska”, która po katastrofie smoleńskiej, w kwietniu 2010 roku, zaogniła się jeszcze
bardziej, odkąd politycy rządzącej wtedy partii PO są oskarżani
z jednej strony, o notoryczne kłamanie w sprawie prawdziwych
przyczyn katastrofy, z drugiej – o oczywiste korzyści płynące z doprowadzenia do niej, co w narracji polityków Prawa i Sprawiedliwości czyni ich głównymi i wręcz oczywistymi podejrzanymi w tej
sprawie. Powstaje zatem pytanie, co się stać może jeśli wiemy, że
wzorcem mito-logicznym określającym cel i sens działań polityków Prawa i Sprawiedliwości pozostaje historia Józefa Piłsudskiego, który strukturalnie, od zamachu stanu w 1926 roku realizował
przebieg odpowiadający losowi bohatera/króla, który przekracza
zakazy (bezprawne procesy polityczne), składając w ofierze rytualnej przedstawicieli utożsamianych z fałszywym bohaterem/
królem sprowadzonych następnie do roli antagonistów lub, jak
kto woli, wewnętrznych wrogów narodu?
225

�Zaryzykuję stwierdzenie, że wydarzenia uznane za konieczne
odpowiadające fazie reintegracji są ściśle związane z charakterem
próby zasadniczej, której starają się sprostać politycy Prawa i Sprawiedliwości. Podołanie dwóm pozostałym próbom stworzy niezbędne warunki w świadomości kosmologicznej do nastania złotego
wieku w jego paradygmatycznej realizacji odpowiadającego IV RP.

Dyskurs rytualny polityków „Prawa i Sprawiedliwości” zapowiadający
zakończenie dramatu
społecznego według schematu ofiarniczego
III
II
1) Przejście z systemu komunistycznego do systemu demokratycznego na mocy ustaleń podczas
obrad Okrągłego Stołu
2) Konstytucja z 1997 roku fundująca porządek III RP

1989

?
IV

I

IV RP

Schemat 6. Dramat społeczny według logiki dyskursu rytualnego polityków Prawa
i Sprawiedliwości.
Opis schematu:
I) „Afera Rywina” z 2002 roku, jako symboliczny przykład naruszenia ładu społecznego,
II) od 2005 roku konsekwentnie budowany dyskurs rytualny przenoszący rywalizację
dwóch paradygmatów w sferę liminalną dramatu społecznego,
III) zapowiedź wydarzenia będącego gwałtownym odsunięciem od władzy przedstawicieli III RP,
IV) zapowiedź wprowadzenia konstytucji IV RP będącej paradygmatyczną realizacją
nastania złotego wieku.

W międzyczasie zostały podjęte kolejne nieudane próby przywracania równowagi, w których kluczową rolę mieli odegrać naukowcy. 8 kwietnia 2013 roku, dwa dni przed trzecią rocznicą katastrofy smoleńskiej TVP 1 postanowiła wyemitować dwa filmy
przedstawiające próby dwóch radykalnie różnych rekonstrukcji
226

�przebiegu wypadku lotniczego, w którym zginęło 96 osób w tym
para prezydencka. O godzinie 20:20 telewizja publiczna pokazała
film zatytułowany: Katastrofa w przestworzach: Śmierć prezydenta
wyprodukowany przez Alexa Bystrama i Eda Sayera dla kanału National Geografic. Rekonstrukcja wydarzeń, której podjęli się autorzy
tego filmu opierała się na dwóch źródłach. Jednym z nich był raport
rosyjskiego Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK)712, drugim natomiast raport sporządzony przez polską Komisję Badania
Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego713, której przewodniczył ówczesny Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji – Jerzy Miller. Zaraz po nim, o godzinie 21:30, widzowie mogli zobaczyć
film dokumentalny wyreżyserowany przez Anitę Gargas. Film ten
określany przez Centrum Informacji TVP jako zapis dziennikarskiego śledztwa714 został wyprodukowany przez Niezależne Wydawnictwo Polskie – wydawcę Gazety Polskiej. Kilka miesięcy wcześniej,
16 stycznia 2013 roku, płyta DVD z filmem Anity Gargas została dołączona do wydania gazety w nakładzie przekraczającym 139 tys.
egz.715, z których sprzedanych zostało około 120 tys. egz. TVP pod
presją Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich716 zgodziła się ostatecznie na emisję dwóch filmów jednego wieczoru a następnie, w ramach specjalnego wydania programu Na pierwszym planie717, którego prowadzącym był Piotr Kraśko, na dyskusję naukowców, która
712

713

714

715
716

717

W polskiej wersji językowej raport MAK jest dostępny pod poniższym linkiem:
http://www.komisja.smolensk.gov.pl/kbw/komunikaty/8695,dok.html (dostęp:
11.09.2013).
Raport ten jest dostępny pod tym linkiem: http://komisja.smolensk.gov.pl/kbw/
komunikaty/8875,Raport-koncowy-w-sprawie-ustalenia-okolicznosci-i-przyczyn-katastrofy-samolotu-T.html (dostęp: 11.09.2013).
http://www.tvp.pl/o-tvp/centrum-prasowe/komunikaty-prasowe/8-kwietniajedynka-wyemituje-dwa-filmy-o-katastrofie-smolenskiej/10369540
(dostęp: 11.09.2013).
Za: http://pl.wikipedia.org/wiki/Anatomia_upadku (dostęp: 11.09.2013).
http://www.sdp.pl/aktualnosci/525,sdp-pisze-do-prezesa-tvp-w-sprawie-emisji-filmu-anity-gargas-,1359043316 (dostęp: 11.09.2013).
Gorąco zachęcam do obejrzenia całego programu dostępnego pod tym linkiem: http://vod.tvp.pl/audycje/publicystyka/na-pierwszym-planie/wideo/smolensk-2010-2013-wydanie-specjalne-08042013/10677788 (dostęp: 12.09.2013).
227

�miałaby wyjaśnić zgromadzonej przed telewizorami publiczności,
jak się ustosunkować do dwóch radykalnie różnych interpretacji
tego samego wydarzenia.
Według badań przeprowadzonych przez Wirtualne Media emisję
wspomnianych filmów tego wieczoru oglądało łącznie ponad 6 mln
widzów, z czego o 200 tys. więcej obejrzało Anatomię upadku718. Po
projekcji wspomnianych obrazów około godziny 22:50 w studiu
telewizyjnym na zaproszenie Piotra Kraśki, pojawili się dwaj naukowcy reprezentujący dwie skrajnie różne interpretacje przyczyn
katastrofy prezydenckiego samolotu. Program ten nie cieszył się już
tak wielką oglądalnością jak dwa poprzedzające go filmy. Według
badań Wirtualnych Mediów zgromadził przed telewizorami około
1,85 mln widzów 719. Zaproszeni do studia eksperci prawdopodobnie
nigdy nie wystąpili przed równie liczną publicznością odgrywając
swoje role w kolejnej odsłonie dramatu społecznego głęboko antagonizującego polskie społeczeństwo.
W pierwszej części programu w studiu telewizyjnym pojawili się
prof. Paweł Artymowicz720, a po jego przeciwnej stronie zajął miejsce
równie imponująco utytułowany prof. Jacek Rońda721. Jak nietrudno
się domyślić Paweł Artymowicz dowodził, że nie ma żadnych dowodów na to, że doszło do rzekomych wybuchów na pokładzie Tupolewa722. Pan Jacek Rońda, ekspert, którego analizy wspierały tezy, będące główną osią filmu Anity Gargas oraz zespołu parlamentarnego
ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy TU-154 M z 10 kwietnia 2010 roku
(założonego przez klub parlamentarny PiS723, którego cały skład sta-

718

719
720

721

722
723

http://m.wirtualnemedia.pl/m/artykul/film-anity-gargas-z-wieksza-widownianiz-smierc-prezydenta (dostęp: 11.09.2013).
Tamże (dostęp: 11.09.2013).
Pod tym linkiem znajduje się profil naukowy tego naukowca: http://pl.wikipedia.org/wiki/Pawe%C5%82_Artymowicz (dostęp: 12.09.2013).
Pod tym linkiem znajduje się profil naukowy tego naukowca: http://pl.wikipedia.org/wiki/Jacek_Ro%C5%84da (dostęp: 12.09.2013).
https://www.youtube.com/watch?v=DCi9UzIl9JY.
http://orka.sejm.gov.pl/ZespolSmolenskMedia.nsf/files/MJAI-96NDC4/%24File/
powolaniezespolu.jpg (dostęp: 15.09.2013).
228

�nowili parlamentarzyści opozycyjnej w tym czasie partii724) działającego pod przewodnictwem Antoniego Macierewicza bronił z kolei
stanowiska, że istnieje wiele poszlak, które sugerują, że na pokładzie samolotu miały miejsce eksplozje (być może intencjonalnie
wywołane), które nie zostały odnotowane podczas badań przeprowadzonych przez państwową komisję. W efekcie ustalenia komisji
pracującej pod przewodnictwem ówczesnego Ministra Spraw Wewnętrznych, zdaniem ekspertów współpracujących z komisją parlamentarną, są co najmniej niekompletne i nie oddają prawdziwego
przebiegu wypadków doprowadzających ostatecznie do katastrofy
lotniczej.
W studiu telewizyjnym dla potwierdzenia swoich tez profesor
Rońda posłużył się kilkoma atrybutami scenicznymi, które zostały
przedstawione w filmie Anity Gargas, stając się ilustracjami badań
i analiz przeprowadzonych przez ekspertów powołanych przez zespół parlamentarny. Jedną z takich ilustracji była kartka, na której
zostały wydrukowane dwa zdjęcia satelitarne z miejsca katastrofy
rządowego samolotu. Do tych zdjęć, zdaniem naukowca, nie miała dostępu państwowa komisja badająca przyczyny wypadku. Co
ciekawe profesor mimo wyraźnej i kilka razy powtórzonej prośby
redaktora prowadzącego program nie zgodził się ujawnić źródła
pochodzenia tego zdjęcia, ani uzasadnić w istocie tego, czego owa
fotografia ma być dowodem725. Wyraźnie zdegustowany tą sytuacją
Piotr Kraśko nerwowo uśmiechając się zwrócił się do naukowca
tymi słowami:
– Panie profesorze, ja mogę panu tylko wierzyć albo nie.
– Tak… – ledwo słyszalnie wtrącił naukowiec.
– Nie wypada mi powiedzieć, czy panu wierzę, czy nie. Widzę, że ta kartka
leży tu na stole. Tyle mogę powiedzieć – zakończył Kraśko.

724

725

http://www.smolenskzespol.sejm.gov.pl/zespolsmolensk.nsf/SkladZespolu.xsp
(dostęp: 15.09.2013).
Ten fragment programu można obejrzeć od 5 minuty i 10 sekundy: http://
vod.tvp.pl/audycje/publicystyka/na-pierwszym-planie/wideo/smolensk2010-2013-wydanie-specjalne-08042013/10677788.
229

�Profesor Rońda starając się uwiarygodnić stanowisko eksperta
w tej sprawie, skorzystał z kolejnego atrybutu scenicznego jakim
okazały się dwa zdjęcia pustej puszki po piwie Tyskie… Na jednym zdjęciu była ona zgnieciona, a na drugim rozerwana. Zdjęcie
miało, jego zdaniem, zilustrować wnioski płynące z eksperymentu przeprowadzonego przez profesora Piotra Witakowskiego726 ,
który w ten sposób starał się dowieść, że analogicznie do reakcji
puszki, zachowała się konstrukcja samolotu, której rozerwane
szczątki mają wygląd typowy dla wewnętrznej eksplozji. Ów dowód także zaprezentowany został wcześniej w filmie Anity Gargas. I tym razem wyraźnie zaniepokojony redaktor Kraśko zwrócił się do profesora nauk technicznych:
– Przepraszam ale mam pytanie… Czy to nie dowodzi, powiem delikatnie,
komplikacji tych badań. No jeżeli bierzemy puszkę, którą rozumiem, ktoś
trzymając w jednym miejscu rozrywa od środka i to może być dowód na
to, co się dzieje z kadłubem samolotu, który z prędkością 280 km/h uderza
w ziemię i… sugestia jest taka, że reakcje są podobne?

Profesor Rońda nie zgodził się z interpretacją Kraśki podkreślając parokrotnie, że przywołany eksperyment przeprowadzony
z puszkami po piwie dowodzi raczej uderzającego podobieństwa
„charakteru deformacji tego obiektu cienkościennego” do tych
deformacji, które eksperci państwowej komisji badającej tą katastrofę błędnie zinterpretowali jako typowe dla znanych im katastrof lotniczych.
Oglądający ten program w telewizji uważni widzowie, mogli
się w tym momencie złapać za głowę. Jasnym się stało, że stawką
w tym rozgrywającym się na oczach widzów spektaklem z kluczowym udziałem naukowców-ekspertów jest nie tylko „jednoznaczne” (czy takiego słowa może bezkarnie używać współcześnie
726

Tu profile naukowe profesora Witakowskiego: http://pl.wikipedia.org/wiki/
Piotr_Witakowski (dostęp: 12.09.2013), http://www.encyklopedia-solidarnosci.
pl/wiki/index.php?title=Piotr_Krzysztof_Witakowski (dostęp: 12.09.2013).
230

�naukowiec?) wyjaśnienie przyczyn katastrofy smoleńskiej, ale
także autorytet specjalistów w swoich dziedzinach, status nauki
jako takiej oraz odpowiedzialność za podsycanie antagonizmów
w polskim społeczeństwie, które skazane jest na wiarę w jedną
bądź drugą interpretację wypadku lotniczego! Paweł Artymowicz, proponując wyjście z tej, wydawałoby się, beznadziejnej
sytuacji, zaproponował kolejne rytualne działanie tamujące rozlewający się kryzys, w postaci organizacji wspólnej naukowej
konferencji, która przebiegałaby z uwzględnieniem wszystkich
dobrych praktyk naukowych:
– Powinniśmy wyjaśnić katastrofę smoleńską do końca, w sposób naukowy.
Nauka, to jest metoda naukowa. W nauce jest otwartość. Nie można mówić,
mam tutaj pewne dane, które sobie kupiłem, dostałem od jakiegoś tam szpiega, z jakiegoś kraju. To jest śmieszne. Trzeba pokazać dane, które się ma.
Trzeba pokazać metodę, jak się dochodziło do wniosków i trzeba zaprezentować wnioski. Wtedy dopiero to ma sens.

Sprawa nie jest jednak tak oczywista, jak mogłoby się w tym
momencie wielu widzom programu wydawać. Jacek Rońda zwrócił bowiem uwagę, że taka konferencja odbyła się już wcześniej
– 22 października 2012 roku727. Jego zdaniem, właśnie wtedy zostały przedstawione zrecenzowane wcześniej artykuły naukowe,
które w sposób rzetelny dowodziły podstaw dla uwiarygodnienia
alternatywnych, wobec oficjalnej wersji państwowej, przyczyn
katastrofy. Profesor przyznał, że organizacja wspólnej konferencji jest dobrym rozwiązaniem. Rozmowę z dwoma specjalistami
zakończył Kraśko niezwykle wymownym komentarzem, pod którym może się podpisać wielu ludzi, którym leży na sercu rozwiązanie tego współczesnego węzła gordyjskiego:
727

http://konferencjasmolenska.pl/ (dostęp: 12.09.2013) II konferencja odbyła
w dniach 21–22 października 2013 r. Jej temat brzmiał: „Aspekty techniczne,
medyczne, socjologiczne i prawne związane ze zniszczeniem samolotu TU-154
M w Smoleńsku w dniu 10.04.2010” http://www.konferencja.home.pl/aktualnosci/komkonf1.pdf (dostęp: 24.09.2013).
231

�– Mam tylko jedno pytanie, tak aby my laicy, którzy nie jesteśmy profesorami
i wykładowcami na uniwersytetach mogli powiedzieć po tej konferencji: Ok,
teraz wam wierzymy. Wydaje mi się, że jedno kryterium musi być spełnione.
Umawiamy się co do tego, że dane wyjściowe, na podstawie których pan i pan
– Kraśko zwrócił się w tym momencie w stronę jednego i drugiego profesora
– tworzycie swoje symulacje i modele są te same i się zgadzamy, że są spójne.
Czy my się co do tego możemy zgodzić?

Jak się okazało wypracowanie zgody, co do przyjęcia wspólnych
danych wyjściowych jest w istocie niemożliwe, o czym szybko przekonał widzów i prowadzącego program prof. Rońda. Ta akademicka
kwestia niemożliwości ustalenia „obiektywnych danych wyjściowych”, która jest oczywista dla współczesnych i dobrze wykształconych naukowców okazała się skandalem dla gospodarza programu
telewizyjnego i być może wielu widzów, którzy jeszcze o tej godzinie
siedzieli przed telewizorami, lub w innym terminie oglądali program za pośrednictwem Internetu.
W drugiej części programu w studiu telewizyjnym pojawili się
kolejni goście prowadzącego program. Wśród nich byli profesor Kleiber – ówczesny prezes Polskiej Akademii Nauk728, profesor Ireneusz Krzemiński729 – członek PAN-u oraz czterech dziennikarzy reprezentujących spolaryzowane stanowiska mediów konsekwentnie
przedstawiających różne przyczyny, przebieg jak i konsekwencje
katastrofy smoleńskiej730. Po krótkim przedstawieniu nowych gości
w studiu prowadzący program zwrócił się do prezesa PAN-u:
– Panie profesorze, bo to była moja największa wątpliwość w tej rozmowie. No
naprawdę, to że kłócą się politycy i dziennikarze, to jest zrozumiałe. Tak jest
w każdej sprawie. Tylko naprawdę wydaje mi się, że ludzie są bezradni, gdy

728

729

730

http://pl.wikipedia.org/wiki/Micha%C5%82_Kleiber (dostęp: 14.09.2013), http://
nauka-polska.pl/dhtml/raporty/ludzieNauki?rtype=opis&amp;objectId=54580&amp;lang=pl (dostęp: 15.09.2013).
http://pl.wikipedia.org/wiki/Ireneusz_Krzemi%C5%84ski (dostęp: 15.09.2013),
http://nauka-polska.pl/dhtml/raporty/ludzieNauki?rtype=opis&amp;objectId=55940&amp;lang=pl (dostęp: 15.09.2013).
Paweł Wroński – dziennikarz Gazety Wyborczej, Andrzej Stankiewicz – dziennikarz Rzeczpospolitej, Paweł Lisicki – dziennikarz Do Rzeczy, Jacek Karnowski – redaktor wSieci i wPolityce.pl.
232

�kłócą się ze sobą naukowcy. Ludzie oczekują, że siądzie przede mną profesor
i powie: można przeciąć tą brzozę, czy nie można, przeciąć tej brzozy. Czy pan,
jako naukowiec, prezes Polskiej Akademii Nauk, nie czuje się sfrustrowany i załamany tą sytuacją, że miliony Polaków opierają się tylko na tym: wierzę temu
profesorowi, lub wierzę tamtemu profesorowi (…).

Prezes PAN-u ze spuszczoną głową słuchał słów prowadzącego program. Gdy ten skończył, przedstawiciel instytucji skupiającej najwybitniejszych polskich uczonych, nie podnosząc wzroku, wyraźnie przejęty, odpowiedział tymi słowami:
– Mówiąc zupełnie szczerze (…) ja jestem przerażony całokształtem tej sytuacji,
a nie tylko tym jednym elementem.

Następnie prof. Kleiber złożył wyrazy współczucia wszystkim rodzinom ofiar katastrofy smoleńskiej i kontynuował swoją myśl:
– Rzeczywiście jest tak, że mamy bardzo głęboki problem, który przenosi się
także na debaty naukowe i w moim przekonaniu głębia tego problemu jest
nawet głębsza niż nam się wydaje, ponieważ ona nawiązuje do pewnych historycznych wręcz podziałów, które w polskim społeczeństwie istnieją. My,
od co najmniej czasów zaborów, a pewnie i jeszcze wcześniej, żeśmy mieli
część społeczeństwa, która wyznawała pewien model patriotyzmu oparty na
głębokim szacunku dla tradycji kulturowych, religijnych i która drugą część
społeczeństwa oskarżała o brak tego patriotyzmu, czy też zdradę narodową.
Z kolei zawsze byli też tacy obywatele Rzeczypospolitej, którzy dopatrywali się
jakichkolwiek sukcesów w życiu społecznym, w pracy organicznej, w pewnym
pragmatyzmie życiowym, i z kolei, zarzucali tamtym, pewną bezrozumność
i w ogóle szaleństwo. Część z tego konfliktu przenosi się na nasz dzisiejszy problem. Katastrofa smoleńska go jeszcze bardziej uwidoczniła i pogłębiła. Uwidoczniła, ale w stopniu, który jest dla mnie przerażający (…).

Prowadzący program zadał wyraźnie przejętemu prezesowi PAN-u
bardzo ważne pytanie:
– Czy Pan wierzy w to, jako prezes Polskiej Akademii Nauk, że naprawdę może
się odbyć ta konferencja i wszyscy naukowcy będą się opierać na tych samych
danych, co do których się zgodzimy. Czy to jest możliwe?

233

�Bardzo ciekawa okazała się odpowiedź profesora Kleibera:
– Ja uważam, że nie ma innego wyjścia jak tylko rozmawiać merytorycznie. Ja
jestem za tym, żeby spotkali się ze sobą eksperci. Ja nie myślę żeby zacząć trzeba było od konferencji. Myślę, że lepiej byłoby gdyby eksperci po obu stronach,
bez udziału polityków, spotkali się i spróbowali ze sobą rozmawiać.

Profesor nie skończył mówić, gdy przerwał mu prof. Krzemiński
wystąpieniem, które było niezwykle emocjonalne. Od tego momentu
dyskusja w studiu telewizyjnym znowu ujawniła głębokie podziały,
których doskonałą ilustracją, po raz kolejny, stały się rywalizujące
narracje na temat katastrofy. Nie widzę w tym miejscu głębszego
sensu przytaczania ich argumentów. To, co zrobiło na mnie olbrzymie wrażenie związane było jednak z ledwie słyszalnymi rozpaczliwymi pytaniami profesora Kleibera do zgromadzonych w studiu
– Co robić, panowie?
Kilkanaście dni później, 19 kwietnia, na łamach internetowego
wydania Gazety Wyborczej, przeczytałem wywiad przeprowadzony
przez Agnieszkę Kublik z prezesem PAN-u zatytułowany: Prof. Kleiber składa ofertę: Nauka może rozbroić Smoleńsk731. Za pośrednictwem gazety codziennej profesor zadeklarował organizację merytorycznego spotkania dwóch grup ekspertów bez udziału polityków
i mediów:
– Trzeba nadać debacie merytoryczny charakter, wykazać otwartość, nauczyć
się wreszcie rozmawiać także o trudnych sprawach. I dlatego musimy znaleźć
sposób, żeby maksymalnie wiarygodnie odnieść się do ustaleń komisji rządowej. Nie mam najmniejszej wątpliwości, że da się w tej sprawie zrobić dużo
dobrego. Tylko trzeba do tego podejść uczciwie. Wreszcie dobro wspólne musi
wziąć górę nad emocjami i partykularnymi interesami. To warunek wstępny
przed przystąpieniem do poważnego potraktowania głosów krytyki. Inaczej za
chwilę 70 proc. Polaków będzie uważało, że nie wszystko zostało dostatecznie
wyjaśnione732.

731

732

http://wyborcza.pl/1,76842,13763730,Prof__Kleiber_sklada_oferte__Nauka_
moze_rozbroic_Smolensk.html?as=1 (dostęp: 18.09.2013).
Tamże.
234

�Po kilku miesiącach propozycja prezesa Polskiej Akademii Nauk
nabrała bardziej konkretnych kształtów. Za pośrednictwem mediów, w programie Jeden na jeden733 emitowanym w TVN 24 prof.
Kleiber zapowiedział zorganizowanie wspólnej konferencji na
przełomie 2013/2014, na którą zamierza zaprosić przedstawicieli
dwóch zespołów starających się wyjaśnić katastrofę smoleńską. Dla
wielu badaczy współczesnej kultury próba rozwiązania „sprawy
smoleńskiej” przez prezesa PAN-u może przywoływać jak najbardziej uzasadnione skojarzenia z działaniami charakterystycznymi
dla trzeciej fazy gier społecznych734, wyodrębnionych przez Victora Turnera. Tę fazę cechują propozycje działań przywracających
równowagę735. Działania takie polegają na zastosowaniu środków
prawa lub obrzędu w celu przywrócenia równowagi lub pogodzenia stron konfliktu znajdujących się na scenie736. Tym razem kluczową rolę mieli odegrać naukowcy reprezentujący dwa rywalizujące o władzę paradygmaty. W tej, być może przerażającej dla wielu
walce, wyjątkowy wydaje się głos profesora Kleibera, który reprezentując Polską Akademię Nauk konsekwentnie starał się poszukiwać sposobów rozwiązania konfliktu proponując swoistą terapię na
formułowane smoleńskie hipotezy737. Od umiejętnego rozegrania tej
fazy gry społecznej zależy, czy następne jej stadium będzie polegało na publicznym i symbolicznym zamanifestowaniu pojednania
lub uznaniu nieuniknionej schizmy 738. Warto zwrócić uwagę, że
przy tej okazji ówczesny prezes PAN-u starał się pokazać korzyści
wynikające z umiejętnego użycia miękkiej siły w ramach tzw. naukowej dyplomacji, o której powstanie wyraźnie zabiegał w artykule opublikowanym w jednym z dzienników: Miękka siła dyplomacji
733

734
735
736
737

738

http://www.tvn24.pl/debata-ws-katastrofy-smolenskiej-nie-wczesniej-niz-za-kilka-miesiecy,356736,s.html (dostęp: 23.09.2013).
V. Turner, Gry społeczne i obrzędowe metafory…, s. 23.
Tamże.
Tenże, Paradygmaty religijne a działanie polityczne…, s. 63.
http://www.aktualnosci.pan.pl/index.php?option=com_content&amp;view=article&amp;id=1401:aaa&amp;catid=41:wywiady&amp;Itemid=56.
V. Turner, Gry społeczne i obrzędowe metafory…, s. 27–31.
235

�i nauki. Politycy i badacze powinni działać razem739. Czy możliwe jest
skuteczne zastosowanie miękkiej dyplomacji bez uwzględnienia
ukrytego porządku mechanizmu rytualnego stymulowanego przez
świadomość kosmologiczną? Moim zdaniem nie.
Prof. Kleiber, były już prezes PAN, podjął ostatnią spektakularną
i nieudaną próbę pogodzenia zantagonizowanych paradygmatów.
1 grudnia 2014 roku lider Platformy Obywatelskiej Donald Tusk
zajął prestiżowe stanowisko Przewodniczącego Rady Europejskiej,
przenosząc się tym samym z Warszawy do Brukseli. 6 sierpnia 2015
roku nowym prezydentem Polski zostaje kandydat Prawa i Sprawiedliwości Andrzej Duda, który zastąpił na tym stanowisku Bronisława Komorowskiego wywodzącego się z ugrupowania Donalda
Tuska. 25 października 2015 roku wybory parlamentarne w Polsce
wygrywa Prawo i Sprawiedliwość uzyskując bezwzględną większość w dwóch izbach parlamentu, co jest pierwszym takim przypadkiem od 1989 roku. W momencie oddania tekstu do publikacji
większość warunków koniecznych do rozegrania dramatu społecznego według ukrytego porządku odpowiadającego mito-logice mechanizmu rytualnego jest już zatem na swoim miejscu…

739

http://www.aktualnosci.pan.pl/images/2013/opinie_i_poglady/mie.pdf
(dostęp: 25.09.2013). Artykuł został pierwotnie opublikowany w numerze 181
Dzienniku Gazeta Prawna z dnia 18 września 2013 roku.
236

���ZAKOŃCZENIE
Choroby sekretne leczy się ujawnieniem
Odkrycie winnego mniej w gruncie rzeczy waży niż sprowadzenie niemożliwego do możliwego, niewytłumaczalnego do
wytłumaczalnego, nadprzyrodzonego do przyrodzonego740.

Mechanizm rytualny został wprawiony w ruch. Na naszych oczach
ludzie niszczą ludzi w nieszczęśliwych dla ofiar i sprzyjającym ofiarnikom strukturalnych splotach okoliczności. Gdy kończę pisać ten
tekst, społeczeństwo znalazło się w fazie liminalnej. Elementem koniecznym do tego, aby mechanizm wszedł w kolejną fazę, jest zapowiadane od dawna złożenie ofiary z przedstawicieli fundatorów III
RP. Po zrealizowaniu tego centralnego wydarzenia w trójfazowym
schemacie obrzędu przejścia, drugi mord rytualny odpowiadający
próbie gloryfikującej, jak również rytuałowi włączenia, narzuca się
w wyobraźni ofiarniczej jako element kompozycyjny będący oczywistą koniecznością w procesie ostatecznego odróżnienia przemocy
złej od dobrej i w efekcie doprowadzenia do zakończenia kryzysu.
Chciałbym z całą mocą podkreślić, że realizacja dramatu społecznego według mito-logiki kryzysu ofiarniczego, staje się jednoczesnym wzorcem dla kolejnych dramatów społecznych, które będą
się odbywać w naszej przyszłości. To stawia wszystkich biorących
w nich udział w roli osób nie tylko rywalizujących o władzę, rację
i sprawiedliwość dziejową, ale tych, od których zależy los przyszłych pokoleń. Dzieje się tak wtedy, gdy kolejne pokolenia przejmą
od nich „skuteczne” wzorce rozwiązywania konfliktowych sytuacji
w ramach dramatów społecznych, wpisanych w ich mito-historyczny kontekst. Uświadomienie sobie tego związku spowodowało, że –
co prawda – nie przyjąłem stanowiska żadnej ze skonfliktowanych

740

R. Caillois, Powieść kryminalna…, s. 181.

�stron, to jednak czuję się zaangażowany w próbę zdemaskowania
iluzoryczności, w jakiej tkwimy, pozwalając na zakończenie dramatu społecznego według schematu ofiarniczego. To jest najlepszy
moment, aby jeszcze raz przypomnieć, że prawdziwym reżyserem
kryzysu ofiarniczego, którego jesteśmy świadkami, jest w istocie
szatan741 – w sensie, w jakim go rozumie Girard. Szatan – to mito-logiczna nieosobowa siła, która podpowiada oczywiste rozwiązania,
wskazując oczywistych winnych:
Wielkie kryzysy prowadzą do prawdziwej tajemnicy Szatana, do jego najbardziej zdumiewającej mocy, jaką jest wyrzucanie samego siebie i zaprowadzanie ładu w ludzkich wspólnotach. (…) To za sprawą tego niebanalnego
bohaterskiego czynu staje on się niezbędny, a jego władza pozostaje olbrzymia742.

Widownia, czyli wszystkie osoby obserwujące wydarzenia, których inicjatorami są ludzie establishmentu politycznego, nie jest
nigdy niewinna, bowiem milcząc, przyzwala na rozwiązanie konfliktu według logiki ofiarniczej. Czyni to z nas wszystkich złowrogi
tłum czekający na rytualny mord jednej, a następnie drugiej ofiary,
aby w efekcie doczekać upragnionego „złotego wieku”. Każda męka
osoby, w strukturalnym splocie okoliczności wpisanej w demoniczną postać, zamienia nas zatem w uważną publiczność:
(...) tak samo zafascynowaną tym krwawym widowiskiem jak hollywoodzkimi horrorami. Kiedy widzowie nasycą się już przemocą, którą Arystoteles
określa mianem katartycznej, obojętne – rzeczywistą, czy wyobrażoną, wracają do siebie i zasypiają snem sprawiedliwego743.

W tym miejscu jeszcze raz czuję się w obowiązku przypomnieć,
że mechanizm ofiarniczy został już raz zdemaskowany poprzez
męczeńską śmierć Jezusa, który wywodził się, jak wiemy dzięki
741
742
743

R. Girard, Widziałem szatana…, s. 48.
Tamże, s. 46.
Tamże, s. 49.
240

�Ewangeliom synoptycznych, z rodu Dawida744 nazywanego także
jego praojcem745. Jestem przekonany, że już samo mito-historyczne
pochodzenie Jezusa stanowi czytelny przykład zamknięcia ram mechanizmu wraz ze zdemaskowaniem jego ukrytej natury. Mechanizm ów prędzej czy później dotyka każdego, nie oszczędzi zatem
rodzin polityków Prawa i Sprawiedliwości, jeśli nie w tym pokoleniu, to symbolicznie nawiązując do losów Jezusa, w dwudziestym
ósmym. Wtedy także może pojawić się człowiek będący ucieleśnieniem miłości i prawdy, którego mimo to spotka los kozła ofiarnego.
Stanie się tak, bowiem kolejne pokolenie pozostanie zaślepione mito-logiką selekcji ofiarniczej, nie licząc się z rzeczywistą winą czy
też niewinnością wskazywanych ludzi. Warto pamiętać o bardzo
przenikliwych słowach Nietzschego, iż:
O ofierze i ofiarowaniu myślą zwierzęta ofiarne inaczej niż widzowie: lecz
nie pozwalano im od dawna dojść do słowa746.

Dlatego tak ważne jest uważne śledzenie losów osób, które wrzucone w kategorie mito-logiczne stały się paradygmatycznymi realizacjami między innymi Saula czy Agaga. Muszę przyznać, że w pracy
nad tekstem będącym relacją z prowadzonego śledztwa obawiałem
się kilku konsekwencji. Po pierwsze – podjęcie tego skrajnie niebezpiecznego zadania może w przyszłości obrócić się przeciwko mnie
i mojej rodzinie, bowiem, jak słusznie zauważył Girard:
Jeśli ktoś obnaży mechanizm kozła ofiarnego, ale w końcu ten mechanizm
okaże się silniejszy, to wówczas sprawca zamieszania będzie wprost idealnym kandydatem na ofiarę747.

744
745
746
747

Mt 1, 1–17; J 7, 40–42.
Łk 1, 26–32.
F. Nietzsche, Wiedza Radosna, Kraków 2004, s. 132.
R. Girard, Początki…, s. 80.
241

�Po drugie – uświadomiłem sobie, że w oparciu o dokonaną tutaj analizę, istnieje ryzyko udoskonalenia i wykorzystania mechanizmu rytualnego w sposób, który byłby daleki od moich intencji.
Musimy się liczyć z tym, że z jednej strony reżyserzy dyskursu mogą
udoskonalić swój scenariusz działań o brakujące elementy kompozycji w celu skuteczniejszego zarządzania mechanizmem ofiarniczym. Po trzecie – możliwe staje się wykorzystanie tej samej wiedzy do konsekwentnego zwalczania wybranych środowisk. Stosując
mechanizm rytualny – stosunkowo łatwe jest także zarządzanie
„stanem wyjątkowym” oraz utrzymywanie zantagonizowanego
społeczeństwa w permanentnej pułapce symboliczno-rytualnej. Po
czwarte – dużo łatwiejsze wydaje się generowanie symboli kardynalnych, a co za tym idzie zarządzanie scenariuszami gier społecznych realizowanych w dowolnym społeczeństwie. Po piąte – ludzie
kościoła nie mogliby tak łatwo i bezrefleksyjnie wspierać polityków,
którzy proponują rozwiązania problemów wprawiając w ruch mechanizm ofiarniczy. Taki kościół staje się w istocie kościołem szatana reprodukującym mechanizmy zapewniające jego panowanie.
Taki kościół metodycznie redukuje swoich wiernych do roli niewolników odgrywających nieświadomie gotowe kategorie postaci
symbolicznych, które nieustannie rywalizują ze sobą, a w kulminacyjnych okresach dramatów społecznych prześladują, w końcu rytualnie mordując. Taki kościół nie jest moim kościołem. Mam jednak
nadzieję, że upublicznienie i powszechny dostęp do powyższej analizy utrudni, a być może nawet uniemożliwi, manipulowanie kimkolwiek, skoro wszyscy potencjalnie wiedzieć mogą, w co grają i jak
dalece gra jest odległa od „dobrej nowiny”, którą znamy, chociażby
dzięki narracji Nowego Testamentu.
Na te choroby znam tylko jedno lekarstwo: jawność. Choroby sekretne leczą
się tylko ujawnieniem748.

748

W. Gombrowicz, Dziennik 1953–1956, Kraków 2006, s. 80.
242

�Demaskatorska metoda wyzwolenia z obezwładniającego uroku mitów zaproponowana przez Gombrowicza znajduje tutaj swoje
doskonałe zastosowanie. Żeby dostrzec i przeciwdziałać mechanizmowi ofiarniczemu, należy najpierw zrozumieć, w jak wielu sytuacjach stosowaliśmy go sami lub stosowany był on wobec nas. Żeby
się od niego uwolnić powinniśmy przeanalizować jego działanie
w codziennych sytuacjach, w sposobach, w jakich rozwiązujemy
konfliktowe sytuacje, w kategoriach, w których odczytujemy relacje
z innymi i projektujemy wyobrażenia dotyczące „innych”. Powtarzając za Heideggerem, refleksji powinniśmy poddać to, jak budujemy, myślimy i mieszkamy w naszym świecie. Bez „zrozumienia
egzystencjonalnego”749 naszego udziału w stymulowaniu tego mechanizmu, uwolnienie się spod działania jego uroku wydaje się po
prostu niemożliwe. Dlatego też zachęcam wszystkich chętnych do
szukania rozwiązania przede wszystkim w konsekwentnym uprawianiu polityki rzeczy małych750, czyli tworzeniu alternatywnych
narracji wobec tych, które nam przekazują osoby zaślepione rywalizacją o władzę. Zachęcam także do refleksyjnego przyglądania się
swojemu teatrowi życia751 codziennego752, funkcjonowania swojej
społeczności w jej lokalnym wymiarze753 oraz mechanizmów instytucji754 naszego państwa. Zachęcam także do refleksyjnego stosunku
wobec mediów, które skrzętnie podsycają w nas strach, nienawiść
oraz rywalizację755 reprodukując tendencyjny obraz rzeczywistości
jednocześnie metodycznie dyskredytując wszystkich, którzy myślą

749
750

751
752
753

754
755

R. Girard, Początki..., s. 220.
J. C. Goldfarb, Polityka rzeczy małych. Siła bezsilnych w mrocznych czasach,
Wrocław 2012.
E. Goffman, Człowiek w teatrze życia codziennego, Warszawa 2000.
Np. Tenże, Rytuał interakcyjny, Warszawa 2006.
M. de Certeau, L. Giard, P. Mayol, Wynaleźć codzienność. 2 Mieszkać, gotować,
Kraków 2011.
M. Foucault, Nadzorować i karać. Narodziny więzienia, Warszawa 2009.
Y. Jewkes, Media i przestępczość, Kraków 2010, Z. Kloch, Odmiany dyskursu,
Wrocław 2006, s. 117–158.
243

�inaczej756. Innymi słowy – zastanówmy się, czy chcemy nadal współtworzyć cywilizację, którą możemy za socjolingwistyczką Deborah
Tannen nazwać – cywilizacją kłótni757?
Wymieniając tylko kilka z brzegu obszarów zainteresowania,
można dostrzec, jak wiele możemy jeszcze zrobić, aby nasze życie
nie toczyło się w iluzorycznej potrzebie kryzysów oraz towarzyszących im mordów rytualnych, które tworzą złudzenie ich zażegnania
oraz fundowania „nowych” porządków. Może dopiero dzięki temu
zwrotowi refleksyjnemu, będziemy gotowi do zrozumienia krzywd,
jakie wyrządzili oprawcy swoim ofiarom, nie wiedząc w istocie, co
czynią. Z drugiej strony uważam, że dopiero w przestrzeni nieofiarniczej, pozbawionej rywalizacji mimetycznej, możliwe jest rzetelne
poznanie mechanizmów, oczywistych nadużyć i mrocznych sekretów charakterystycznych dla okresu III RP. W innym wypadku, co
przecież nie powinno nas zbytnio dziwić, nikt w nie zamieszany
nie będzie chciał zaryzykować dobrowolnej spowiedzi na ten temat,
skoro czekają na niego przygotowane od dawna role kozła ofiarnego przeznaczonego dla Azazela czy też, w najlepszym wypadku,
ofiarowanego Panu. Innymi słowy, jeśli naprawdę chcemy znaleźć
wyjście z tej wirtualnej pułapki symboliczno-rytualnych mechanizmów, w którą wpadamy raz za razem, musimy zrozumieć, że tylko
miłość nas może uratować. Rozpoznanie starej gry, polegające na
wyjściu poza jej zniewalający schemat wydaje się dużo łatwiejsze
dzięki umiejętności metodycznego (rytualnego) wchodzenia w stan
poszerzonej świadomości758. Umiejętne korzystanie z technik i metod „psychomagicznych”759 jak je nazwał Alejandro Jodorowsky daje
bowiem obiecujące możliwości wglądu i rozumienia mechaniki
Umysłu Nieoswojonego w hiperrzeczywistym świecie symulacji.
756

757
758

759

M. Karwat, O złośliwej dyskredytacji. Manipulowanie wizerunkiem przeciwnika,
Warszawa 2007.
D. Tannen, Cywilizacja kłótni, Poznań 2003.
S. Grof, Kosmiczna podróż. O poznawaniu granic ludzkiej świadomości, Warszawa 2014.
A. Jodorowsky, Psychomagia, Warszawa 2012.
244

�Jeśli nas, naukowców działających w służbie publicznej, ma coś
różnić od manipulatorów zatrudnionych przez małe i wielkie gangi kształtujące ludzką świadomość, to właśnie głębokie rozumienie
owych procesów, wskazywanie kontekstów, w których występują
oraz domaganie się nieustannego upubliczniania „tajemnej” wiedzy na ich temat. Stójmy po stronie społeczeństwa. Ujawniajmy wiedzę na temat ukrytych mechanizmów głośno i wyraźnie! Bez względu na to, jak szokująca i skandaliczna wydaje się moja propozycja,
w świetle dokonanych tutaj ścisłych analiz strukturalno-semiotycznych leżących u podstaw skuteczności działań magiczno-rytualnych, fundamentalnie kształtujących naszą rzeczywistość, warto ją
wziąć bardzo poważnie pod uwagę.
Moja propozycja interpretacji wspomnianych procesów społecznych wpisuje się także w debatę na temat kryzysu rewolucji
w krajach postkomunistycznych760. Zgadzam się tutaj z Vladimirem
Tismaneanu, że wnioski płynące z lekcji tego rodzaju rewolucji,
transformacji czy też zmiany systemowej761 oraz przezwyciężania
ich kryzysów w krajach postkomunistycznych mogą stać się bardzo ważne dla społeczeństw całego świata. Szczególnie obiecujące w tym kontekście wydają się badania prowadzone w ramach
antropologii pojednania762. Jeśli zatem zrozumiemy mito-logiczny
kontekst naszych kryzysów oraz uświadomimy sobie działanie mechanizmu rytualnego, przezwyciężając w ten sposób jego sekretny
urok, wtedy staniemy się gotowi do szukania alternatywnych rozwiązań w tej bardzo ciekawej grze odbywającej się, tak w naszym

760

761

762

V. Tismeanu, Wizje zbawienia. Demokracja, nacjonalizm i mit w postkomunistycznej Europie, Warszawa 2000.
A. Kolasa-Nowak, Rewolucja, transformacja, zmiana systemowa. Przemiana retoryki analiz socjologicznych po 1989 roku, [w:] K. Brzechczyn, M. Nowak (red.),
O rewolucji. Obrazy radykalnej zmiany społecznej, Poznań 2007, s. 343–350.
J. Kurczewski (red.), Socjologia pojednania, Kraków 2012, J. Kurczewski,
A. Herman, Antagonizm i pojednanie w środowiskach wielokulturowych,
Gdańsk 2013.
245

�lokalnym kontekście społeczeństwa postkomunistycznego, jak i potencjalnie w każdym innym. Niech pocieszeniem będą dla nas słowa
Lévi-Straussa:
Jeżeli ludzie nie zabierali się nigdy do żadnej innej pracy prócz budowania
społeczeństwa zdolnego do życia, siły, które ożywiały naszych odległych
przodków, są także w nas. Nic nie jest rozegrane, możemy wszystko zacząć
od nowa. To, co zostało źle zrobione, można przerobić. „Złoty wiek, który ślepy przesąd umieścił za (lub przed) nami, jest w nas”. Braterstwo ludzi nabiera konkretnego sensu, w najbiedniejszym plemieniu widzimy potwierdzenie naszego obrazu i doświadczenie, które w połączeniu z innymi możemy
sobie przyswoić jako naukę763.

763

C. Lévi-Strauss, Smutek tropików, Warszawa 2008, s. 414.
246

�Bibliografia
1.

2.
3.
4.
5.
6.
7.
8.
9.
10.
11.
12.
13.
14.
15.
16.
17.
18.
19.
20.
21.
22.
23.
24.
25.
26.
27.
28.
29.
30.
31.
32.

Adamczyk A., „Epoka geniuszu Komendanta”. Miejsce argumentacji historycznej
w próbach kreowania politycznej rzeczywistości w myśli obozu piłsudczykowskiego po 1939 roku [w:] E. Ponczek, A. Sepkowski (red.), Mity historyczno-polityczne, wyobrażenia zbiorowe, polityka historyczna. Studia i materiały, t. 1,
Toruń 2010.
Agamben G., Homo sacer. Suwerenna władza i nagie życie, Warszawa 2008.
Agamben G., Stan wyjątkowy, Kraków 2008.
Antonello P., de Castro Rocha J.C., Wprowadzenie. Od początku do końca jedno
długie dowodzenie, [w:] R. Girard, Początki kultury, Kraków 2006.
Antropologia doświadczenia, Turner V., Bruner E.M. (red.), Kraków 2011.
Antropologia widowisk, Kolankiewicz L. (red.), Warszawa 2005.
Arystoteles, Dzieła wszystkie, t. 6, Warszawa 2001.
Badowska I., Kontrowersje i dyskusje wokół myśli René Girarda, [w:] „Literatura na Świecie”, z. 12, 1983.
Baudrillard J., O uwodzeniu, Warszawa 2005.
Baudrillard J., Symulakry i symulacja, Warszawa 2005.
Baudrillard J., Wymiana symboliczna i śmierć, Warszawa 2007.
Baudrillard J., Zbrodnia doskonała, Warszawa 2008.
Barański J., Socjotechnika, między magią a analogią, Kraków 2001.
Barnard A., Antropologia, Warszawa 2006.
Barthes R., Mit i znak, Warszawa 1970.
Barthes R., Mitologie, Warszawa 2000.
Bertonneau T.F., Two Footnotes: On the Double Necessity of Girard and Gans,
„Anthropoetics. The Journal of Generative Anthropology” 1996, vol. II, nr 1.
Biblia Jerozolimska, Poznań 2006.
Biernat T., Józef Piłsudski – Lech Wałęsa. Paradoks charyzmatycznego przywództwa, Toruń 1999.
Bolewski J., Mit i prawda kultury, Warszawa 2007.
Bourdieu P., Medytacje pascaliańskie, Warszawa 2006.
Bourdieu P., Wacquant L.J.D., Zaproszenie do socjologii refleksyjnej, Warszawa
2001.
Bourdieu P., Zmysł praktyczny, Kraków 2008.
Buchowski M., Antropologia społeczna Edmunda Leacha: między funkcjonalizmem a strukturalizmem. Przedmowa do wydania polskiego, [w:] E. Leach,
Kultura i komunikowanie, Warszawa 2010.
Buchowski M., Magia i rytuał, Warszawa 1993.
Buchowski M., Zrozumieć Innego, Kraków 2004.
Buden B., Strefa przejścia, Warszawa 2012.
Buksiński T., Zasady i metody interpretacji tekstów źródłowych, Poznań 1991.
Burke K., A Rhetoric of Motives, Berkeley-Los Angeles 1969.
Burszta W.J., Kotwice pewności. Wojny kulturowe z popnacjonalizmem w tle.
Warszawa 2013.
Burszta W.J., Od mowy magicznej do szumów popkultury, Warszawa 2009.
Burszta W.J., Jaskułowski K., Nacjonalizm jako myślenie metonimiczne, „Sprawy
Narodowościowe” 2005, z. 27.

247

�33. Bralczyk J., Wasilewski J., O języku preambuły do Konstytucji 1997. Retoryczna
inżynieria zgody, [w:] M. Czyżewski, S. Kowalski, T. Tabako (red.), Retoryka i polityka. Dwudziestolecie polskiej transformacji, Warszawa 2010.
34. Bremond C., Kombinacje syntaktyczne między funkcjami a sekwencjami narracyjnymi, „Pamiętnik Literacki” 1968, t. LIX, z. 4.
35. Browning W.R.F., Słownik biblijny, Warszawa 2009.
36. Caillois R., Człowiek i sacrum, Warszawa 2009.
37. Caillois R., Siła powieści, Gdańsk 2008.
38. Caillois R., Żywioł i ład, Warszawa 1993.
39. Castaneda C., Opowieści o mocy, Poznań 2001.
40. Certeau M. de, Wynaleźć codzienność. Sztuki działania, Kraków 2008.
41. Certeau M. de, Giard L., Mayol P., Wynaleźć codzienność. 2 Mieszkać, gotować,
Kraków 2011.
42. Cezar de Castro Rocha P.A.J., Wstęp, [w:] R. Girard, Początki kultury , Kraków
2006.
43. Chmielewska-Gnojewska J., Mit IV RP jako narzędzie manipulacji w kampanii
wyborczej PiS w 2005 roku, [w:] B. Szklarski (red.), Mity, symbole i rytuały we
współczesnej polityce, Warszawa 2008.
44. Cichoracki P., Legenda i polityka. Kształtowanie się wizerunku Marszałka Józefa
Piłsudskiego w świadomości zbiorowej społeczeństwa polskiego w latach 1918–
1939, Kraków 2005.
45. Czerwińska-Burszta H., Teoria rytów przejścia Arnolda van Gennepa i jej recepcja na gruncie strukturalistycznym, „Lud” 1986, t. 70.
46. Czeremski M., Oswojenie bajki. Morfologia Władimira Proppa, [w:] W. Propp,
Morfologia bajki magicznej, Kraków 2011.
47. Czeremski M., Struktura mitów, Kraków 2009.
48. Czubaj M., Etnolog w mieście grzechu, Gdańsk 2010.
49. Dayan D., Katz E., Wydarzenia medialne. Historia transmitowana na żywo, Warszawa 2008.
50. Deflem M., Rytuał, anty-struktura i religia, czyli Victora Turnera procesualna
analiza symboli, „Polska Sztuka Ludowa. Konteksty”, nr 1–2 (256–257), r. 2002.
51. Domenach J. M., René Girard – Hegel chrystianizmu, [w:] „Literatura na Świecie”, z. 12, 1983.
52. Douglas M., Czystość i zmaza, Warszawa 2007.
53. Douglas M., Ukryte znaczenia, Kęty 2007.
54. Drozdowicz J., Symbole w działaniu. Akademickie konteksty nurtu symbolicznego, Poznań 2009.
55. Dziadosz D., Monarcha odrzucony przez Boga i lud, Przemyśl 2006.
56. Eco U., Nieobecna struktura, Warszawa 2003.
57. Eliade M., Aspekty mitu, Warszawa 1998.
58. Eliade M., Religia, literatura i komunizm. Dziennik emigranta, Londyn 1990.
59. Eliade M., Traktat o historii religii, Warszawa 2000.
60. Eriksen T.H., Małe miejsca, wielkie sprawy, Warszawa 2009.
61. Filipowicz S., Mit i spektakl władzy, Warszawa 1988.
62. Foucault M., Nadzorować i karać. Narodziny więzienia, Warszawa 2009.
63. Foucault M., Porządek dyskursu, Gdańsk 2002.
64. Freud Z., Człowiek imieniem Mojżesz a religia monoteistyczna, Warszawa 1994.
65. „Gazeta Wyborcza” z dnia 13–14 maja 2006.
66. Geertz C., Interpretacja kultur, Kraków 2005.
67. Geertz C., Zastane światło, Kraków 2003.
248

�68. Gennep van A., Obrzędy przejścia, Warszawa 2006.
69. Gill A.M., Whedbee K., Retoryka, [w:] T. Van Dijk (red.), Dyskurs jako struktura
i proces, Warszawa 2001.
70. Girard R., Dawna droga, którą kroczyli ludzie niegodziwi, Warszawa 1992.
71. Girard R., Kozioł ofiarny, Łódź 1991.
72. Girard R., La voix méconnue du réel, Paris 2002.
73. Girard R., Początki kultury, Kraków 2006.
74. Girard R., Rzeczy ukryte od założenia świata, [w:] „Literatura na Świecie”, z. 12,
1983.
75. Girard R., Sacrum i przemoc, Poznań 1993, t. 1.
76. Girard R., Sacrum i przemoc, Poznań 1994, t. 2.
77. Girard R., Szekspir. Teatr zazdrości, Warszawa 1996.
78. Girard R., Widziałem szatana spadającego z nieba jak błyskawica, Warszawa
2002.
79. Głowiński M., Nowomowa po Polsku, Warszawa 1990.
80. Głowiński M., Nowomowa i ciągi dalsze, Kraków 2009.
81. Goffman E., Człowiek w teatrze życia codziennego, Warszawa 2000.
82. Goffman E., Rytuał interakcyjny, Warszawa 2006.
83. Goldfarb J. C., Polityka rzeczy małych. Siła bezsilnych w mrocznych czasach,
Wrocław 2012.
84. Golon M., Józef Piłsudski w powojennej historiografii polskiej oraz propagandzie,
[w:] M. Wojciechowski, Z. Karpus (red.), Józef Piłsudski wobec Europy i wybranych zagadnień wewnętrznych Drugiej Rzeczypospolitej (1918–1935). W 70.
rocznicę śmierci, Włocławek-Toruń 2007.
85. Gombrowicz W., Dziennik 1953–1956, Kraków 2006.
86. Greimas A.J., O bogach i ludziach. Studia o mitologii litewskiej, Kęty 2007.
87. Greimas A.J., E. Leach, Rytuał i narracja, Warszawa 1989.
88. Grof S., Kosmiczna podróż. O poznawaniu granic ludzkiej świadomości, Warszawa 2014.
89. Grzegorczyk A., Niekartezjańskie współrzędne w dzisiejszej humanistyce, Poznań 1992.
90. Grzegorzewska M., Scena we krwi. Szekspira tragedia zemsty, Kraków 2006.
91. Hajduk-Nijakowska J., Proces mityzacji współczesnych bohaterów, [w:] P. Kowalski (red.), Mit, prawda, imaginacja, Wrocław 2011.
92. Hałas E., Symbole w interakcji, Warszawa 2001.
93. Hein-Kircher H., Kult Piłsudskiego i jego znaczenie dla państwa polskiego 1926–
1939, Warszawa 2008.
94. Hobsbawn E., Ranger T., Tradycja wynaleziona, Kraków 2008.
95. Janion M., Romantyzm i historia, Warszawa 1978.
96. Jaskułowski K., Wspólnota symboliczna. W stronę antropologii nacjonalizmu,
Gdańsk 2012.
97. Jawłowski A., Święty ład. Rytuał i mit mundialu, Warszawa 2007.
98. Jaźwiński R., Historiozoficzne meandry mitu „nowego państwa” (mitu założycielskiego). Próba interpretacji schematu dziejowego IV RP, [w:] Szklarski
B. (red.), Mity, symbole i rytuały we współczesnej polityce, Warszawa 2008.
99. Jewkes Y., Media i przestępczość, Kraków 2010.
100. Jodorowsky A., Psychomagia, Warszawa 2012.

249

�101. Juszczyszyn B., Polityka historyczna w założeniach programowych i działaniach
parlamentarnych PiS w latach 2005–2007, [w:] Potoczka E., Sepkowski A. (red),
Mity hitoryczno-polityczne wyobrażenia zbiorowe polityka historyczna, t. 1,
Toruń 2010.
102. Józef Piłsudski i jego legenda, Czubiński A. (red.), Warszawa 1988.
103. Józef Piłsudski (1867–1935). Polityk – wódz – mąż stanu, Faryś J., Sikorski
T. (red.), Szczecin 2006.
104. Karwat M., O złośliwej dyskredytacji. Manipulowanie wizerunkiem przeciwnika,
Warszawa 2007.
105. Kawalec K., Państwo a naród w dwudziestoleciu międzywojennym – spory nie
zakończone, [w:] Wrzesiński W. (red.), Do niepodległości 1918, 1945, 1989. Wizje
– drogi – spełnienie, Warszawa 1998.
106. Kloch Z., Odmiany dyskursu, Wrocław 2006.
107. Kmita J., Kultura i poznanie, Warszawa 1985.
108. Kochan M., Slogany w reklamie i polityce, Warszawa 2003.
109. Kociuba M., Geneza rytuału w kontekście antropologii René Girarda, [w:] Filipiak M., Rajewski M. (red.), Rytuał. Przeszłość i teraźniejszość, Lublin 2006.
110. Kolasa-Nowak A., Rewolucja, transformacja, zmiana systemowa. Przemiana retoryki analiz socjologicznych po 1989 roku, [w:] Brzechczyn K., Nowak M. (red.),
O rewolucji. Obrazy radykalnej zmiany społecznej, Poznań 2007.
111. Kopaliński W., Słownik mitów i tradycji kultury, Warszawa 2007, t. 1.
112. Kosidowski Z., Opowieści Biblijne, Warszawa 1988.
113. Kosiński D., Teatra polskie: historie, Warszawa 2010.
114. Kowalski S., Konstrukcja i dekonstrukcja III RP: Symetrie i asymetrie, [w:] Czyżewski M., Kowalski S., Tabako T. (red.), Retoryka i polityka. Dwudziestolecie
polskiej transformacji, Warszawa 2010.
115. Kuper A., An Interview with Edmund Leach, „Current Anthropology”, 27 (4)
1986.
116. Kuper H., Wróżbita i detektyw, [w:] MacAloon J.J. (red.), Rytuał, dramat, święto,
spektakl. Wstęp do teorii widowiska kulturowego, Warszawa 2009.
117. Kurczewski J. (red.), Socjologia pojednania, Kraków 2012.
118. Kurczewski J., Herman A., Antagonizm i pojednanie w środowiskach wielokulturowych, Gdańsk 2013.
119. Krytyczna Analiza Dyskursu, Duszak A., Fairclough N. (red.), Kraków 2008.
120. Krzyżaniak B., Biblia i antropologia. Spotkania niedokończone, Poznań 2004.
121. Laclau E., Mouffe Ch., Hegemonia i socjalistyczna strategia. Przyczynek do projektu radykalnej polityki demokratycznej, Wrocław 2007.
122. Leach E., Kultura i komunikowanie, Warszawa 2010.
123. Leach E., Lévi-Strauss, Warszawa 1998.
124. Leach E., Political Systems of Highland Burma, Londyn 1954.
125. Leach E., Aycock D. A., Siostra Mojżesza. Strukturalistyczne interpretacje mitu
biblijnego, Poznań 1998.
126. Lenin W. I., Rewolucja u bram. Pisma Lenina z roku 1917, (wybór, wstęp i oprac.)
Żiżek S., Kraków 2007.
127. Lewellen T.C., Antropologia polityczna, Kraków 2010.
128. Lévi-Strauss C., Antropologia strukturalna, Warszawa 2009.
129. Lévi-Strauss C., Antropologia strukturalna II, Warszawa 2001.
130. Lévi-Strauss C., Antropologia wobec problemów współczesnego świata, Kraków
2013.
131. Lévi-Strauss C., Opowieść o rysiu, Łódź 1994.
250

�132. Lévi-Strauss C., Smutek tropików, Warszawa 2008.
133. Lipiński A., Mitologizacja czy dyskursywna reprezentacja? Okrągły stół, Magdalenka i „gruba kreska” jako kategorie dyskursu prawicy, [w:] Szklarski B. (red.),
Mity, symbole i rytuały we współczesnej polityce, Warszawa 2008.
134. Liszka J.J., The Semiotic of Myth. A Critical Study of Symbol, Bloomington 1989.
135. Malinowski B., Mit, magia, religia, t. 7, Warszawa 1990.
136. Marzęcki R., IV RP i mit liberalizmu – analiza mitów polskiej polityki w świetle koncepcji G. Sorela, R. Girardeta, E. Cassirera i R. Barthes’a, [w:] Szklarski
B. (red.), Mity, symbole i rytuały we współczesnej polityce, Warszawa 2008.
137. Matynia E., Demokracja performatywna, Wrocław 2008.
138. Mauss M., Socjologia i antropologia, Warszawa 2001.
139. Marszałek R., Mythos Redivivus, Warszawa 2010.
140. Michałowski K., Rola mitu krwi i ziemi w Państwie Platona, czyli o relacjach
między ideą, mitem i praktyką przez pryzmat mitu III RP i IV RP, [w:] Szklarski
B. (red.), Mity, symbole i rytuały we współczesnej polityce, Warszawa 2008.
141. Michoń Ł., Pawlak M., Antropologia dramatu społecznego. O mechanizmach wykluczenia w walce politycznej Józefa Piłsudskiego, [w:] B. Płonka-Syroka, K. Marchel (red.), Wykluczanie. Społeczno-kulturowe mechanizmy kreowania emocji,
Wrocław 2010.
142. Mieletinski E.M., Poetyka mitu, Warszawa 1981.
143. Mieletinski E.M., Strukturalno-typologiczne badania bajki, [w:] Propp W., Morfologia bajki magicznej, Kraków 2011.
144. Mouffe Ch., Paradoks demokracji, Wrocław 2005.
145. Narratologia, M. Głowiński (red.), Gdańsk 2004.
146. Nietzsche F., Wiedza radosna, Kraków 2004.
147. Obeyesekere G., Apoteoza kapitana Cooka. Europejskie mitotwórstwo w rejonie
Pacyfiku, Kraków 2007.
148. Olczyk T., Politrozrywka i popperswazja. Reklama telewizyjna w polskich kampaniach wyborczych XXI wieku, Warszawa 2009.
149. Ortner S.B., O symbolach kardynalnych, [w:] Kempny M., Nowicka-Rusek
E. (red.), Badanie kultury. Elementy teorii antropologicznej, Warszawa 2003.
150. Paruch W., Mit Rzeczypospolitej w piłsudczykowskiej myśli politycznej. Między
wiedzą historyczną a wizją polityczną, [w:] Ponczek E., Sepkowski A. (red.),
Mity historyczno-polityczne, wyobrażenia zbiorowe, polityka historyczna. Studia
i materiały, t. 1, Toruń 2010.
151. Piłsudski J., List do Romana Dmowskiego na temat sytuacji politycznej w Polsce i postawy Polaków wobec przedstawicieli obcych państw, [w:] Borkowski
J. (red.), Wybór pism: Józef Piłsudski – o państwie i armii, Warszawa 1985.
152. Pisma zbiorowe. Józef Piłsudski, Borkowski J. (red.), t. 8, Warszawa 1990.
153. Pisma zbiorowe. Józef Piłsudski, Lipiński W. (red.), t. 4, Warszawa 1989.
154. Pisma zbiorowe. Józef Piłsudski, Świtalski K. (red.), t. 5, Warszawa 1990.
155. Pisma zbiorowe. Józef Piłsudski, Świtalski K. (red.), t. 6, Warszawa 1990.
156. Pisma zbiorowe. Józef Piłsudski, Świtalski K. (red.), t. 9, Warszawa 1991.
157. Pisma zbiorowe. Józef Piłsudski, Wasilewski L. (red.), t. 2, Warszawa 1989.
158. Pocock D., North and South In the Book of Genesis, [w:] Beattie J. H., Lienhardt
R.G. (red.), Studies in Sociological Anthropology: Essays in memory of E.E. Evans-Pritchard by his former Oxford Colleagues, Oxford 1975.
159. Propp W., Historyczne korzenie bajki magicznej, Warszawa 2003.
160. Propp W., Morfologia bajki magicznej, Kraków 2011.
161. Propp W., Nie tylko bajka, Warszawa 2000.
251

�162. Propp V., Theory and History of Folklore, Minneapolis 1984.
163. Ricoeur P., Egzystencja i hermeneutyka. Rozprawy o metodzie, Warszawa 2003.
164. Ricoeur P., Intryga i historyczna opowieść, Kraków 2008.
165. Ricoeur P., Symbolika zła, Warszawa 1986.
166. Rosner K., Semiotyczne próby konstruowania gramatyk tekstowych: A. Greimas,
C. Bremond i inni, [w:] Grzegorczyk A., Semiotyczne olśnienia. Szkice o teorii A.J.
Greimasa, Poznań 1997.
167. Rothenbuhler E.W., Komunikacja rytualna, Kraków 2003.
168. Rowiński C., Myśl René Girarda, [w:] „Literatura na Świecie”, z. 12, 1983.
169. Rytuał, dramat, święto, spektakl. Wstęp do teorii widowiska kulturowego,
MacAloon J.J. (red.), Warszawa 2009.
170. Sahlins M.D., Inne czasy, inne zwyczaje. Antropologia historii, [w:] Kempny M.,
Nowicka-Rusek E. (red.), Badanie kultury. Elementy teorii antropologicznej –
kontynuacje, Warszawa 2004.
171. Sahlins M., Jak myślą „tubylcy”. O kapitanie Cooku, na przykład, Kraków 2007.
172. Sahlins M., Wyspy historii, Kraków 2006.
173. Sahlins M., Z przeprosinami dla Tukidydesa. Rozumienie historii jako kultury
i odwrotnie, Kraków 2011.
174. Sanecka-Tyczyńska J., Państwo obywatelskie i wspólnota polityczna. Studium
o myśli politycznej Prawa i Sprawiedliwości, Lublin 2011.
175. Saussure F. de, Język jako system znaków, [w:] Rasiński L. (red.), Język, dyskurs,
społeczeństwo, Warszawa 2009.
176. Saussure F. de, Kurs językoznawstwa ogólnego, Warszawa 2002.
177. Schechner R., Performatyka. Wstęp, Wrocław 2006.
178. Schopenhauer A., Erystyka czyli sztuka prowadzenia sporów, Kraków 2006.
179. Schultze B., „Z chłopa król”. Cztery wieki tradycji tematu literackiego w Polsce,
Kraków 2006.
180. Segal R., Myth: A Very Short Introduction, Oxford 2004.
181. Sepkowski A., Romantyczno-heroiczna mityzacja osoby Józefa Piłsudskiego, [w:]
Karpusa Z., Radomski G., Wojdyła W. (red.), Zamach stanu Józefa Piłsudskiego
i jego konsekwencje w interpretacjach polskiej myśli politycznej XX wieku, Toruń
2008.
182. Segalen M., Obrzędy i rytuały współczesne, Warszawa 2009.
183. Shakespeare W., Tytus Andronikus, Warszawa 2000.
184. Sikorski T., IV Rzeczpospolita – następstwo zmienności dziejowej czy projekt
modernizacji? (w programie politycznym Koalicji Konserwatywnej), [w:] Potoczka E., Sepkowski A., (red), Mity hitoryczno-polityczne wyobrażenia zbiorowe
polityka historyczna, t. 1., Toruń 2010.
185. Sioma M., Zamach stanu Józefa Piłsudskiego 1926 roku, Lublin 2007.
186. Składanowski H., Postać Józefa Piłsudskiego w podręcznikach do nauczania
historii w szkołach powszechnych II Rzeczypospolitej, [w:] Wojciechowski M.,
Karpus Z. (red.), Józef Piłsudski wobec Europy i wybranych zagadnień wewnętrznych Drugiej Rzeczypospolitej (1918–1935). W 70. rocznicę śmierci, Włocławek-Toruń 2007.
187. Sorman G., Powrót człowieka religijnego, [w:] R. Girard, Dawna droga, którą
kroczyli ludzie niegodziwi, Warszawa 1992.
188. Stam R., Burgoyne R., Flitterman-Lewis S., New Vocabularies in Film Semiotics.
Structuralism, Postructuralism and Beyond, London 2000.
189. Staniszkis J., Postkomunizm, Gdańsk 2001.
252

�190. Stibbe M.W.G., John as Storyteller. Narrative Criticism and the Fourth Gospel,
Cambridge 1995.
191. Suleja W., Józef Piłsudski, Wrocław 1995.
192. System Rywina, czyli druga strona III Rzeczypospolitej, Skórzyński J. (red.),
Warszawa 2003.
193. Szacka B., Mit a rzeczywistość społeczeństw europejskich, [w:] Mokrzycki E.,
Ofierska M., Szacki J., (red.), O społeczeństwie i teorii społecznej, Warszawa
1985.
194. Szyjewski A., Człowiek w drodze do życia sakralnego; sacrum, rytuał i symbol
w koncepcji Victora Turnera, [w:] Turner V., Las symbol: aspekty rytuałów
u ludu Ndembu, Kraków 2006.
195. Śleszyński W., Obóz odosobnienia w Berezie Kartuskiej 1934–1939, Białystok
2003.
196. Śpiewak P., Pamięć po komunizmie, Gdańsk 2005.
197. Tambiah S.J., Magia, nauka, religia a zakres racjonalności, Kraków 2007.
198. Tannen D., Cywilizacja kłótni, Poznań 2003.
199. Thompson J.B., Skandal polityczny. Władza i jawność w epoce medialnej, Warszawa 2010.
200. Tismeanu V., Wizje zbawienia. Demokracja, nacjonalizm i mit w postkomunistycznej Europie, Warszawa 2000.
201. Tokarska-Bakir J., Legendy o krwi. Antropologia przesądu, Warszawa 2008.
202. Tocqueville A. de, Dawny ustrój i rewolucja, Warszawa 1970.
203. Turner V., Antropologia widowiska, Warszawa 2008.
204. Turner V., Badania nad symbolami, [w:] Kempny M., Nowicka-Rusek E. (red.),
Badanie kultury. Elementy teorii antropologicznej, Warszawa 2003.
205. Turner V., Gry społeczne, pola i metafory, Kraków 2005.
206. Turner V., Las symbol: aspekty rytuałów u ludu Ndembu, Kraków 2006.
207. Turner V., Liminalność i communitas, [w:] Kempny M., Nowicka-Rusek E. (red.),
Badanie kultury. Elementy teorii antropologicznej - kontynuacje, Warszawa
2004.
208. Turner V., Turner E., Obraz i pielgrzymka w kulturze chrześcijańskiej, Kraków
2009.
209. Turner V., Od rytuału do teatru, Warszawa 2005.
210. Turner V., Proces rytualny: struktura i antystruktura, Warszawa 2010.
211. Trzciński Ł., Mit bohaterski, Kraków 2006.
212. Ulicka D., Wstęp, [w:] W. Propp, Nie tylko bajka, Warszawa 2000.
213. Urbanowski B., Józef Piłsudski marzyciel i strateg. Część pierwsza. Korekta mitów, Warszawa 1997.
214. Uspienski B., Historia i semiotyka, Gdańsk 1998.
215. Walicki A., Miedzy filozofią, religią i polityką. Studia o myśli polskiej epoki romantyzmu, Warszawa 1983.
216. Wasilewski J., Elita polityczna 1998, Warszawa 1999.
217. Wasilewski J., Opowieści o Polsce. Retoryka narracji, Warszawa 2012.
218. Watt R.M., Gorzka chwała. Polska i jej los 1918–1939, Warszawa 2005.
219. White H., Poetyka pisarstwa historycznego, Kraków 2000.
220. White H., Proza historyczna, Kraków 2009.
221. Wróblewska V., Od bohatera mitycznego do bohatera bajkowego (na przykładzie
opowieści ludowych), [w:] Kowalski P. (red.), Mit, prawda, imaginacja, Wrocław
2011.
222. Wójcik W., Józef Piłsudski w legendzie literackiej, Kielce 1999.
253

�223. Wywiad z Lechem Kaczyńskim, Historia stosowana, „Arcana” 2006, nr 4–5.
224. Vogel Ch., Podróż autora. Struktury mityczne dla scenarzystów i pisarzy, Warszawa 2010.
225. Zamach stanu Józefa Piłsudskiego i jego konsekwencje w interpretacjach polskiej
myśli politycznej XX wieku, Karpusa Z., Radomski G., Wojdyła W. (red.), Toruń
2008.
226. Zieliński H., Historia Polski 1914–1939, Wrocław 1982.
227. Zowczak M., O technikach tworzenia sensu według Algirdasa J. Greimasa, [w:]
Greimas A.J., O bogach i ludziach. Studia o mitologii litewskiej, Kęty 2007.
228. Zygmuntowicz Z., J. Piłsudski o sobie. Z pism, rozkazów i przemówień komendanta, Warszawa 1989.
229. Żiżek S., Przemoc. Sześć spojrzeń z ukosa, Warszawa 2010.
230. Żiżek S., Rok niebezpiecznych marzeń, Warszawa 2014.

254

�Netografia
1.
2.
3.
4.

5.
6.
7.
8.
9.
10.

11.
12.
13.
14.
15.
16.
17.
18.

Anatomia upadku. Artykuł na temat filmu na Wikipedia: http://pl.wikipedia.
org/wiki/Anatomia_upadku (dostęp: 11.09.2013).
Antoni Macierewicz podsumował prace zespołu dot. katastrofy smoleńskiej http://
www.pis.org.pl/article.php?id=20759 (dostęp: 12.12.2012).
Film Anity Gargas z większą widownią niż „Śmierć prezydenta” http://m.wirtualnemedia.pl/m/artykul/film-anity-gargas-z-wieksza-widownia-niz-smierc-prezydenta (dostęp: 11.09.2013).
Górski A., Oświadczenie w sprawie chrztu Mieszka I, koronacji Bolesława Chrobrego oraz wizyty Ojca Świętego Benedykta XVI i potrzeby podjęcia przez Sejm
RP uchwały o nadaniu Chrystusowi tytułu „Jezus Król Polski”, www.sejm.gov.pl.
(dostęp 10.11. 2012).
Jałowiec J., Zadroga A, Kraków przeżywa najazd zagranicznych mediów, http://
krakow.gazeta.pl/krakow/1,35798,7776661,Krakow_przezywa_najazd_zagranicznych_mediow.html (dostęp: 22.09.2010).
Jarosław Kaczyński: Musimy zmierzyć się z prawdą http://www.pis.org.pl/article.
php?id=21157 (dostęp: 18.12.2012).
Jarosław Kaczyński: Mój brat naraził się wielu http://www.pis.org.pl/article.
php?id=21199 (dostęp: 18.12.2012).
Jarosław Kaczyński na Radzie Politycznej „PiS”: Narodowe zadanie to jak najszybsze odsunięcie tej władzy, http://www.pis.org.pl/article.php?id=21290 (dostęp:
18.12.2012).
Jarosław Kaczyński: Tusk w sensie moralnym i politycznym ma na sumieniu 96
ludzi http://www.pis.org.pl/article.php?id=18273 (dostęp: 10.11. 2011).
Kleiber M, Miękka siła dyplomacji i nauki. Politycy i badacze powinni działać
razem http://www.aktualnosci.pan.pl/images/2013/opinie_i_poglady/mie.pdf
(dostęp: 25.09.2013). Artykuł został pierwotnie opublikowany w numerze 181
Dzienniku „Gazeta Prawna” z dnia 18 września 2013 roku,
Konferencja Smoleńska http://konferencjasmolenska.pl/ (dostęp: 12.09.2013).
Kuper A., An Interview with Edmund Leach, Current Anthropology 27 (4) 1986,
s. 375–382, http://asc2.files.wordpress.com/2007/10/an-interview-with-edmund-leach.pdf (dostęp: 02.03.2012).
Miliony oglądało po tragedii pod Smoleńskiem, oprac. Wirtualnemedia.pl http://
www.wirtualnemedia.pl/artykul/miliony-widzow-ogladalo-relacje-po-tragedii-pod-smolenskiem, (dostęp: 20.06.2012).
Na pierwszym planie. Smoleńsk 2010–2013, wydanie specjalne, http://vod.tvp.pl/
audycje/publicystyka/na-pierwszym-planie/wideo/smolensk-2010-2013-wydanie-specjalne-08042013/10677788 (dostęp: 12.09.2013).
Pogrzeb Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego i Jego małżonki Marii http://www.pis.
org.pl/article.php?id=17189 (dostęp: 17.04.2010).
Profile Ireneusza Krzemińskiego: http://pl.wikipedia.org/wiki/Ireneusz_Krzemi%C5%84ski, http://nauka-polska.pl/dhtml/raporty/ludzieNauki?rtype=opis&amp;objectId=55940&amp;lang=pl (dostęp: 15.09.2013).
Profil Jacka Rońdy na Wikipedia: http://pl.wikipedia.org/wiki/Jacek_Ro%C5%84da (dostęp: 12.09.2013).
Profile Michała Kleibera http://pl.wikipedia.org/wiki/Micha%C5%82_Kleiber, http://nauka-polska.pl/dhtml/raporty/ludzieNauki?rtype=opis&amp;objectId=54580&amp;lang=pl (dostęp: 15.09.2013).
255

�19. Profil Pawła Artymowicza na Wikipedia: http://pl.wikipedia.org/wiki/Pawe%C5%82_Artymowicz (dostęp: 12.09.2013).
20. Profile Piotra Witakowskiego: Tu profile naukowe profesora Witakowskiego:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Piotr_Witakowski, http://www.encyklopediasolidarnosci.pl/wiki/index.php?title=Piotr_Krzysztof_Witakowski (dostęp:
12.09.2013).
21. Program wyborczy Prawa i Sprawiedliwości z 2005 roku, http://www.pis.org.pl/
dokumenty/program.htm (dostęp 11.03.2007).
22. Raport Polskiej Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego
http://komisja.smolensk.gov.pl/kbw/komunikaty/8875,Raport-koncowy-w-sprawie-ustalenia-okolicznosci-i-przyczyn-katastrofy-samolotu-T.html (dostęp:
11.09.2013).
23. Raport Rosyjskiego Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK) http://www.
komisja.smolensk.gov.pl/kbw/komunikaty/8695,dok.html (dostęp: 11.09.2013).
24. Rozmowa Agnieszki Kublik z Michałem Kleiberem Prof. Kleiber składa ofertę:
Nauka może rozbroić Smoleńsk http://wyborcza.pl/1,76842,13763730,Prof__Kleiber_sklada_oferte__Nauka_moze_rozbroic_Smolensk.html?as=1 (dostęp:
18.09.2013).
25. Stacje z całego świata relacjonowały pogrzeb Lecha Kaczyńskiego, oprac. Wirtualnemedia.pl http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/13-mln-widzow-ogladalo-pogrzeb-prezydenta-kaczynskiego, (dostęp: 4.10.2010).
26. SDP pisze do prezesa TVP w sprawie emisji filmu Anity Gargas. http://www.sdp.
pl/aktualnosci/525,sdp-pisze-do-prezesa-tvp-w-sprawie-emisji-filmu-anity-gargas-,1359043316 (dostęp: 11.09.2013).
27. Śpiewak P., Koniec złudzeń, „Rzeczpospolita” z dnia 23.01.2003, http://www.
rp.pl/artykul/694102.html?p=1 (dostęp: 20.11.2011).
28. Tokarska-Bakir J., Karnawał smutku, „Gazeta Wyborcza” 2010, nr. 96. http://wyborcza.pl/1,97863,7807919,Karnawal_smutku.html (dostęp: 6.03.2012).
29. TVP, TVN i Polsat przez weekend razem, oprac. Wirtualnemedia.pl http://www.
wirtualnemedia.pl/artykul/tvp-tvn-i-polsat-przez-weekend-razem (dostęp:
10.07.2012).
30. Wywiad z J. Kaczyńskim, Musimy zmierzyć się z prawdą http://www.pis.org.pl/
article.php?id=21157 (dostęp: 18.12.2012).
31. Wywiad ks. inf. Ireneusza Skubisia z Lechem Kaczyńskim, W trosce o silną
i uczciwą Polskę http://www.niedziela.pl/artykul/77696/nd/W-trosce- o-silnai-uczciwa-Polske (dostęp: 16.01.2013).
32. Wywiad Pawła Wrońskiego z Lechem Kaczyńskim ukazał się w „Gazeta Wyborcza” z dnia 13-14 maja 2006, s. 14–16. Pod zmienionym tytułem: Lech Kaczyński: Poparłbym zamach majowy, dostępny jest na oficjalnej stronie Prezydenta
Rzeczypospolitej Polskiej Prezydent.pl pod linkiem: http://www.prezydent.pl/
archiwum/archiwum-strony-lecha-kaczynskiego/wypowiedzi-prezydenta/wywiady-krajowe/rok-2006/gazeta-wyborcza-13-maja-2006-r-/ (dostęp: 10.12.2012).
33. Wywiad Romana Pawłowskiego z Dariuszem Kosińskim, Euro 2012 zamiast Wawelu?, http://wyborcza.pl/1,76842,7830886,Euro_2012_zamiast_Wawelu_.html
(dostęp: 19.09.2010).
34. Wywiad Zenona Baranowskiego z Andrzejem Górskim, Oskarżam Moskwę,
http://stary.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100412&amp;typ=tk&amp;id=tk17.txt (dostęp: 10.11.2012).
35. Zespół parlamentarny ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy TU-154 M z 10 kwietnia
2010 roku www.smolenskzespol.sejm.gov.pl (dostęp: 15.09.2013).
256

�Streszczenia
Mechanizm rytualny
O modelu ofiarniczego ustanawiania nowego ładu politycznego
Kompozycja książki została w całości podporządkowana procesowi odkrywania mechanizmu rytualnego. Podejmując taką decyzję, zależało mi aby czytelnik mógł z łatwością wejść w rolę czujnego obserwatora pracy badacza, który postępuje niczym detektyw
kultury. Dzięki temu zabiegowi czytelnik-detektyw, na początku
intrygującej sprawy ma zawsze dostępne jedynie ślady i tropy, które
traktowane z osobna, niczego nie wyjaśniają. Ujęte jednak w rytualny kontekst układają się w logiczny wzór, według którego ofiarnik
zabija ofiary. Każda zbrodnia dostarcza kolejnych poszlak pozwalających stworzyć procesualny model dokonywanych morderstw,
ujawniając jednocześnie ich cel. W toku prowadzonego śledztwa
możliwe stało się także zrekonstruowanie ukrytego porządku wcielania się w role ofiarników i ofiar. Okazuje się, że w tej starej grze
każdy z nas może zostać pochłonięty przez mechanizm rytualny.
Wszystkie zaproponowane w książce rozwiązania formalne pełnią
zatem rolę specyficznych egzorcyzmów. Takie podejście stwarza
każdemu chętnemu możliwość uwolnienia się spod działania magicznego uroku podążania dawną drogą mordów rytualnych zapowiadających nadejście kolejnego „złotego wieku”.
Łukasz P. Michoń

257

�Zusammenfassung von „Mechanizm rytualny”
(Ritueller Mechanismus)
Über das Modell von dem Opfer-Beschließen
einer neuen politischen Ordnung
Der Aufbau des Buches wurde als Ganzes dem Prozess der Enthüllung eines rituellen Mechanismus untergeordnet. Als ich mich
dafür entschied, legte ich großen Wert darauf, dass sich der Leser
mit Leichtigkeit in die Rolle eines aufmerksamen Beobachters der
Arbeit eines Forschers hineinfühlen kann, der sich wie ein Detektiv
der Kultur benimmt. Dank einer solchen Methode verfügt der Leser-Detektiv am Anfang eines spannenden Falles immer nur über
Spuren, die, wenn sie getrennt behandelt werden, nichts erklären.
Wenn sie aber in einen rituellen Kontext gefasst werden, bilden sie
ein logisches Muster, nach dem der Opferpriester die Opfer tötet.
Jedes Verbrechen liefert weitere Indizien an, die ein prozessuales
Modell der begangenen Morde zu schaffen ermöglichen und damit
das Ziel dieser Morde offenbart wird. Während der Ermittlung war
auch möglich die versteckte Ordnung des Verkörperns der Rollen
von Opferpriestern und Opfern zu rekonstruieren. Es stellt sich heraus, dass jeder von uns in diesem alten Spiel in den rituellen Mechanismus einbezogen werden kann. Alle im Buch vorgeschlagenen
formalen Lösungen erfüllen also die Rolle spezifischer Exorzismen.
Eine solche Betrachtungsweise schafft für jeden Willigen die Möglichkeit der Befreiung von der Macht des Zaubers, der die Fortsetzung der alten rituellen Morde ist, welche das nächste “goldene Zeitalter”; ankündigen.
Marta Chanas-Nowicka

258

�The Synopsis of The Ritual Mechanism
On the Model of the Sacrificial Establishment
of a New Political Order
The composition of the book is entirely subordinated to the process of detecting the ritual mechanism, which aims at enabling the
reader to take the role of a vigilant observer of the work of an investigator who acts like a detective of culture. Thanks to this operation, at the beginning of an intriguing case, only traces and clues
are available for the reader-detective, which, treated separately, do
not explain anything. However, when placed in the ritual context,
they arrange themselves in a logical pattern, according to which the
sacrificer kills the sacrifice. Each crime provides further clues allowing to create a processual model of the commited murders and
reveal their purpose. In the course of the investigation, it becomes
possible to reconstruct the hidden order of embodying the roles of
sacrificers and sacrifices. It occurs that, in this old game, each of
us can be devoured by the ritual mechanism. Therefore all formal
solutions proposed in the book perform the role of specific exorcism.
Such an approach creates the possibility of liberation from the magic spell of following the old path of ritual murders announcing the
coming of another “Golden Age”.
Ewa Herman-Włodarczyk

259

�A szertartás mechanizmus
Minden uj politikai berendezkedés áldozatmodelljéről
A könyv kompoziciója teljes egészében a szertartások mechanizmusának feltárást szolgálja. A szerző ugy döntött,hogy az olvasót
bevezeti a kutatómunka folyamatába, mely a kultura-nyomozás része. Ennek köszönhetően az olvasó-detektiv először nyomokat, tetthelyeket talál és semmi sem világos. Bár a szertartásos kontexusban
logikus minta kerül elő, melynek alapján a tettes megöli áldozatát.
Ugy tünik,hogy ebben a régi játékban van gyilkossági modell mely
a gyilkosság célját is megmutatja. A feltárás folyamán áldozat és tettes szerepe is megvilágosodik. Ebben a régi játékban,bármelyikben
is részt vehet. Minden javaslat a könyvben az ördögüzés valamely
formája. Igy a rituális gyilkosságok is,melyek a soronkövetkező
„Aranykornak” is sajátjai.
Gizella Csisztay

260

�Резюме Оврядового механизма
Композиция книги целиком подчинена процессу расследования ритуального механизма. Принимая такое решение, я заинтересован был в том, штоб читатель мог легко войти в роль бдительного наблюдателя работы исследователя веущего себе будто
детектив. Благодря этому приёму читатель-сыщик, прежде чем
получит теоретическое знание на удовлетвояющем уровне про
интересующие его явления, сначала всегда распоминает лиш
только косвенными уликами. Но никакая из них, принята каждая в отдельности, ничего вначале не объясняет. Приём всех
предпосылок в соответствующем ритуальном котексте начинает складываться в легкопонятную и нетрудно предвиденную мифологическую целину. Мои исследования обрядового механизма напоминали таким образом криминальное дело, в катором
преступник каждый раз оставляет следы, принимая пример из
ранних преступлений проходящих по том же самом сценарию.
Экстраординарным оказался факт, что на основе знания этого
сценария и его очередных повторений возможным является разоблачение несостоявшегося преступника прежде тем, как совершит он очередное преступление учреждая «новый лад». Все
формальные разрешения, предложены и описаны в книге, исполняют роль особых экзорцизмов. Их разобрание, с одной стороны, создаёт возможность освобождения от сглазу механизма
приведенного в движение, механизма, который переносит общественных актёров соперничающих за власть в преступничем
пространстве. С второй стороны всё таки этотмеанизм осущесвляетса на наших глазах и при нашем удействие ставляя читателя не только в роль детектива, но тоже человека, который по
описанию внешности подходит на преступника или жертву, что
делает следствие глубоко личным вопросом.
Lidia Cichal
261

�ISBN 978-83-933530-7-1
ISBN 978-83-933530-8-8

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="12847" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="13395">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8dc5c113cddbbe4b028cc20063142538.jpeg</src>
        <authentication>88114a9278e14bf236d26bbee44d89b3</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="15">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154247">
                  <text>Kolekcja fotografii z badań terenowych PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154248">
                  <text>fotografia cyfrowa; badania terenowe ; </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154249">
                  <text>Kolekcja zdjęć Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego  utworzona z okazji obchodów 6. Ogólnopolskiego Dnia Etnografii, Etnologii i Antropologii Kulturowej ( 9 lutego). W 2025 roku  przypada 130. rocznica  powstania PTL, zatem świętowanie odbyło się  w sposób szczególny, przypominając wszystkim to, co stanowi fundament dyscypliny oraz naszej pracy  i pasji. To badania terenowe – nieustanne wędrowanie, odkrywanie, poznawanie nowych ludzi, rozmawianie z nimi oraz dokumentowanie. Zachwyca nas świat i ludzie, którzy go tworzą!&#13;
&#13;
Na akcję Etno-Foto-Teren odpowiedziało   34 badaczy z całej Polski. Publikujemy kolaże stworzone na podstawie przesłanych fotografii wraz z autorskimi opisami okoliczności, w jakich zdjęcia powstały.</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154250">
                  <text>Członkinie i członkowie Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154251">
                  <text>2025</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154252">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154253">
                  <text>jpg</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154499">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154500">
                  <text>Fotografia Cyfrowa</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154519">
                <text>ETNO-FOTO-TEREN 2025 / Kolekcja fotografii z badań terenowych PTL</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154520">
                <text>Badania terenowe ; religijność ludowa ; mała architektura sakralna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154521">
                <text>Tytuł: „Wytęsknisz duszę"&#13;
Opis fotografii: Drewniany krzyż na polu w zimowej aurze &#13;
Kiedy: 06.01.2025 &#13;
Gdzie: Lapidarium krzyży, Górka Kościelnicka, Kraków &#13;
&#13;
W jakich okolicznościach: &#13;
 &#13;
W ramach prac magisterskich zajmuję się religijnością chłopów w Galicji oraz zapomnianym tomikiem poezji z XIX wieku. Inspiracji szukam w drodze, w miejscach nieoczywistych, w zakamarkach wsi, przy bocznych drogach, tam, gdzie historia mówi szeptem. Zawsze, gdy trafiam do takich zakątków, odnajduję w sobie motywację do dalszych badań. Lapidarium krzyży powstało z inicjatywy proboszcza parafii, który nie chciał pozwolić na ich destrukcję. Scena, którą uchwyciłam, poruszyła mnie głęboko — piękno tego kadru dotarło nie tylko do oczu, lecz również do duszy. Drewniany krzyż, a w tle zimowy krajobraz. Krucyfiks to nie tylko znak wiary, ale i ślad ludzkiej obecności. Nawiązuje do moich badań, do świata, który próbuję opisać i zrozumieć. A tytuł zdjęcia to fragment wiersza z tomu, nad którym pracuję — słowa, które wróciły do mnie w tej chwili, jak echo dawno zapisanej modlitwy.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154522">
                <text>Midura, Tatiana</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154523">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154524">
                <text>2025</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154525">
                <text>Licencja PTL</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154526">
                <text>jpg</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154527">
                <text>Fotografia cyfrowa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="12815" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="13353">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/0683edc10a1f3efbbfd6ca3e575b605b.pdf</src>
        <authentication>7d67e61b5ab4628f900e0d8b07ffe239</authentication>
        <elementSetContainer>
          <elementSet elementSetId="4">
            <name>PDF Text</name>
            <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
            <elementContainer>
              <element elementId="52">
                <name>Text</name>
                <description/>
                <elementTextContainer>
                  <elementText elementTextId="154246">
                    <text>OSKAR KOLBERG. CZŁOWIEK I DZIEŁO

��OSKAR KOLBERG

DZIEŁA WSZYSTKIE

�O

S

K

A

R

K

O

L

B

E

DZIEŁA WSZYSTKIE
TOM 85/I

INSTYTUT im. OSKARA KOLBERGA
Pozna ń

R

G

�Elżbieta Millerowa i Agata Skrukwa

OSKAR KOLBERG
CZŁOWIEK I DZIEŁO
Część I

BIOGRAFIA

Poznań 2024

�Copyright © by: Instytut im. Oskara Kolberga &amp; authors
Poznań 2024

Rada Naukowa
Aleksander Posern-Zieliński – przewodniczący
Jan Adamowski, Ewa Antyborzec, Piotr Dahlig, Zbigniew Jasiewicz,
Jolanta Ługowska, Teresa Smolińska, Katarzyna Smyk, Violetta Wróblewska

Recenzenci
dr Hubert Czachowski
dr hab. Violetta Wróblewska, prof. UMK

Skład i łamanie
Jacek Grześkowiak

Projekt dofinansowany ze środków budżetu państwa,
przyznanych przez Ministra Edukacji i Nauki
w ramach Programu „Doskonała Nauka II”

ISBN 978-83-95-9125-7-3

Druk i oprawa
Zakład Poligraficzny Moś &amp; Łuczka

�Spis treści

Od autorek
s. 13

Wykaz skrótów
s. 16

Agata Skrukwa
Życie Oskara Kolberga w Warszawie (1814–1871)
s. 17
I.

Pochodzenie rodziny Oskara Kolberga. – Rodzice i bracia. – Związki Kolbergów z Przysuchą. – Środowisko, w którym dorastał. – Pierwsze spotkania z muzyką Chopina. – Śmierć ojca. – Sytuacja w Królestwie po powstaniu listopadowym. – Studia kompozycji w Berlinie. – Praca nauczyciela
muzyki na prowincji. – Powrót do Warszawy w końcu roku 1837. . . . . . . . 17

II.

Pierwsze kompozycje Oskara Kolberga. – Początki jego zainteresowania
się folklorem około roku 1839. – Zamiar wydania drukiem zebranych
w terenie pieśni ludowych. – Życie muzyczne Warszawy w okresie międzypowstaniowym. – Badania terenowe Kolberga w okolicach Warszawy
i w innych regionach Królestwa. – Początek przyjaźni z Józefem Konopką.
– Edycja pierwszego zbioru pieśni ludowych w latach 1842–1845 w Poznaniu i w „Przyjacielu Ludu” w latach 1846–1847. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 41

III.

Podjęcie pracy w dyrekcji kolei warszawsko-wiedeńskiej. – Kompozycje:
mazury i kujawiaki. – Druk zbiorków pieśni czeskich i litewskich (1846).
– Druk Pieśni ludu weselnych w „Bibliotece Warszawskiej” (1847–1849)
i Pieśni ludu obrzędowych w Album Literackim (1848). – Pierwsze spotkanie ze Stanisławem Moniuszką. – Początek pracy nad Królem pasterzy. – Wydanie Pieśni ludowych do śpiewu z towarzyszeniem fortepianu
(1862). – Reakcja na śmierć Fryderyka Chopina. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 74

5

�IV.

Premiera Króla pasterzy i Sceny w karczmie w prywatnym salonie muzycznym. – Następne kompozycje fortepianowe. – Badania terenowe w zaborze rosyjskim. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 98

V.

Sytuacja w Królestwie Polskim po klęsce Rosji w wojnie krymskiej. – Powstanie nowego programu edytorskiego Kolberga i wydanie przez niego
Pieśni ludu polskiego w latach 1856–1857. – Oceny tego zbioru przez
współczesnych. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 110

VI.

Pierwsze spotkanie z muzyką góralską w Tatrach latem 1857 r. – Podróż do
Wiednia, Lublany i Zagrzebia i jej wyniki – zapisy muzyki i zakupione druki, m.in. zbiór pieśni słoweńskich E. Korytki. – Początek pracy w zespole
autorów Encyklopedii powszechnej S. Orgelbranda. – Rezygnacja z pracy
etatowej w Dyrekcji Dróg i Mostów. – Kompozycje. – Podróże w latach
1859–1861. – Artykuł o ludowych źródłach muzyki J. Stefaniego do Krakowiaków i Górali W. Bogusławskiego. – Wystawienie Króla pasterzy
w operze warszawskiej. – Rozpoczęte dwa inne utwory sceniczne. . . . . . . . 129

VII.

Zmiana planu wydawniczego: oddanie do druku w 1862 r. Sandomierskiego – zbioru pieśni regionalnych prezentowanych wraz z opisami obrzędów
i zwyczajów. – Podróże w latach 1859 i 1860. – Druk artykułu Rzut oka na
pierwotne muzyki dzieje. – Wydarzenia w Warszawie poprzedzające powstanie styczniowe. – Podróż na Wołyń w 1862 r. i przywiezione stamtąd
materiały. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 149

VIII.

Królestwo po powstaniu styczniowym. – Ostateczna zmiana zakresu badań
i publikacji Kolberga — ukształtowanie w ciągu roku 1864 programu Ludu
przedstawionego w lutym 1865 r. w liście otwartym Do Redakcji „Biblioteki Warszawskiej”. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 169

IX.

Sandomierskie jako niepełna jeszcze monografia regionalna. – Nawiązanie kontaktów z wydziałem etnograficznym Rosyjskiego Towarzystwa
Geograficznego. – Badania terenowe na Kujawach w roku 1865. – Druk
pierwszego tomu monografii tego regionu. – Współudział w opracowaniu
Zbioru pieśni duchownych ewangelickich.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 185

X.

Zakończenie prac nad Encyklopedią powszechną (1868). Coraz trudniejsza sytuacja materialna Kolberga, zwłaszcza wobec druku Ludu na własny
koszt. – Druk drugiej części Kujaw. – Poszukiwanie instytucji i osób, które
mogłyby finansować prace nad Ludem. – Podróże w tym celu do Poznania, Lwowa i Krakowa w latach 1867–1870. – Obietnica częściowej pomocy ze strony Towarzystwa Naukowego Krakowskiego w 1869 r. – Decyzja
o przeniesieniu się do Galicji. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 208

6

�Elżbieta Millerowa
Lata krakowskie w życiu 0skara Kolberga (1871–1890)
s. 231
XI.

Warunki pracy literackiej i naukowej w Warszawie po powstaniu
styczniowym. – Cenzura carska. – Położenie materialne pisarzy
i uczonych. – Brak oparcia instytucjonalnego dla pracy badawczej.
– Wyjazd Kolberga do Krakowa (sierpień 1871). – Sytuacja w autonomicznej Galicji. – Swobody obywatelskie. – Życie umysłowe
i kulturalne Krakowa. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  231

XII.

Konopkowie, zainteresowania i działalność społecznikowska i patriotyczna braci Józefa, Romana i Juliana. – Modlnica i jej gospodarze – Julian
i Antonina. – Kolberg w nowych warunkach. – Dojazdy do Krakowa, kontakty z drukarnią, bibliotekami, archiwami i przedstawicielami środowiska
naukowego, możliwość uczestnictwa w życiu kulturalnym i umysłowym
miasta. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 244

XIII.

Cele i zadania działającej od 1873 roku Akademii Umiejętności i jej rola
w życiu naukowym i narodowym. – Kontynuacja dotacji na Lud Kolberga
przyznanej przez Towarzystwo Naukowe Krakowskie. – Członkostwo Kolberga w strukturach Akademii i działalność w Komisjach Archeologicznej
i Antropologicznej. – Funkcja przewodniczącego Sekcji Etnologicznej Komisji Antropologicznej, udział w pracach programowych Sekcji. – Współpraca z I. Kopernickim, redaktorem „Zbioru Wiadomości do Antropologii Krajowej”, i własne publikacje Kolberga w tym roczniku od 1877 r.
– Wkład badacza w dorobek etnograficzny Komisji Antropologicznej. . . . . 259

XIV.

Publikacje poza Ludem z lat 1871–1872: Obrazy Słowiańszczyzny południowej, Figury przydrożne, Rzecz o obchodach weselnych. – Kontynuacja
prac nad Krakowskiem. – Śmierć matki w 1872 r. – Korespondencja z bratową, Karoliną Kolberg – łącznikiem z rodziną w Warszawie. – Krakowskie
cz. I–IV z lat 1871–1875 jako modelowa monografia Kolberga. . . . . . . . . . . . . 288

XV.

Sytuacja finansowa Kolberga w latach 1871–1875, dotacja a koszty wydania. –Korespondencja z bratem Wilhelmem. – Śmierć Wilhelma w 1877 r.
– Kontakty listowne z Karoliną Kolberg i Jadwigą Wernerową. – Spotkanie
z Karoliną i jej córkami w Modlnicy w 1877 r. – Poczucie osamotnienia
i oddalenia od rodziny wyrażane w listach. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 307

XVI.

Podróże w latach 1871–1872 do Galicji Wschodniej, w Poznańskie, do Cieszyna. – Wyjazd na Wystawę Powszechną w Wiedniu w 1873 r. – Końcowe

7

�prace nad Krakowskiem i równoległe nad W. Ks. Poznańskiem. – Dotacja
Komisji Antropologicznej na badania w Wielkopolsce, Prusach Zachodnich i Wschodnich w 1875 r., przebieg i trasa tej podróży, kontakty, pozyskane w niej materiały i dorobek w świetle sprawozdania dla Akademii
i korespondencji. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 318
XVII. Prace nad tomami W. Ks. Poznańskiego po roku 1875, przekonanie o celowości edycji także ze względu na postępującą germanizację. – Kłopoty
z cenzurą warszawską kwestionującą fragmenty cz. II i III Krakowskiego.
– Odłożenie w czasie opracowania materiałów z Mazur i Pomorza. – Życie
i praca między Modlnicą a Krakowem, punkty kontaktowe w mieście,
uciążliwości dojazdów, równoległe prace nad kolejnymi monografiami,
wstępna redakcja cz. I Pokucia.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 338
XVIII. W nurcie życia naukowego Akademii. – Rzecz o mowie ludu wielkopolskiego (1876 i 1877 r.), znaczenie tej publikacji i innych materiałów
gwaroznawczych Kolberga dla dialektologii. – Rola dokumentacji języka
i słownictwa ludowego w badaniach etnograficznych Kolberga a program
prac leksykograficznych w Akademii. – Postulat gromadzenia i publikacji materiałów ikonograficznych przedstawiany przez Kolberga Komisji
Antropologicznej. – Studia nad kulturą i folklorem Łużyczan, ich związek
z podróżą 1875 r. i badaniami w Wielkopolsce. – Publikacja artykułu Obecne stanowisko etnografii w 1876 r.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 348
XIX.

Chopiniana w korespondencji z M.A. Szulcem i M. Karasowskim. – Wkład
Kolberga w prace biografistów Chopina i wydawców jego dzieł: prostowanie błędów i dopełnienia dotyczące życia i twórczości kompozytora, opinie
o charakterze, technice, stylu i ekspresji jego sztuki pianistycznej, o genezie
i edycjach utworów, zwłaszcza juweniliów, propozycje dotyczące kompletnego wydania dzieł Chopina. – Własne materiały o Chopinie i kopie jego
utworów. – Znaczenie tych materiałów i postulat zebrania w całość wiedzy Kolberga o Chopinie.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 363

XX.

Podróże na Pokucie i na Podole galicyjskie w latach 1876 i 1877. – Kontynuacja Poznańskiego i wydanie cz. II–IV (1876–1879). – Odwiedziny Karoliny z dziećmi w Modlnicy (lato 1877). – Wstępne prace nad cz. I Pokucia.
– Wyjazd na Wystawę Powszechną w Paryżu (wrzesień 1878), prezentacja tam m.in. tomów Ludu. – Przedłożenie Akademii pierwszej wersji cz.
I Pokucia (listopad 1878). – Odwiedziny Antoniego i Karoliny z dziećmi
w Modlnicy (lato 1879). – Wyjazd do Lwowa i Czortowca (wrzesień? 1879).
– Udział w obchodach jubileuszu Kraszewskiego (październik 1879). – Publikacja Pieśni ludu litewskiego, studium komparatystyczno-folklorystycz-

8

�nego, w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej” (1879). – Uwagi
do analizy tekstu Bogurodzicy (1879). . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 376
XXI.

Propozycja przyjęcia opieki naukowej nad wystawą etnograficzną w Kołomyi (marzec 1880). – Korespondencja z M. Wolffem: próba interwencji
w sprawie zakazu zbytu ocenzurowanych tomów w Królestwie Polskim
i w Rosji oraz odmowa udziału w rosyjskim wydawnictwie Żiwopisnaja
Rossija… (kwiecień 1880). – Ukończenie druku cz. V. Poznańskiego (maj
1880). – Udział w obchodach 400-lecia śmierci Długosza (maj 1880). – Wyjazd na Pokucie i współudział w organizowaniu wystawy etnograficznej
w Kołomyi (czerwiec–październik 1880), bogate zbiory z Pokucia jako wynik 4-miesięcznego pobytu w tym regionie. – Koncert warszawski na rzecz
wydawnictw Kolberga (maj 1881), dochód przeznaczony na sfinansowanie
cz. I i II Pokucia. – Wydanie cz. VI Poznańskiego i opracowanego przez
Kolberga zbioru polskich mazurków u Bretkopfa i Härtla w Lipsku (1881).
– Ukazanie się cz. I Pokucia oraz cz. VII, ostatniej, Poznańskiego (1882) – zamknięcie kolejnej monografii, jej koncepcja, współpracownicy i korespondenci z Wielkopolski. – Postawa Kolberga wobec germanizacji w świetle korespondencji z Wielkopolanami. – Śmierć brata Antoniego (grudzień 1882).
– Publikacja pracy Właściwości, pieśni i tańce ludu Ziemi Dobrzyńskiej
w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej” (1882). . . . . . . . . . . . . . . . 395

XXII. Spotkanie z J. Blizińskim i zaproszenie Kolberga do Bóbrki (maj 1883). –
Podróż w Sanockie i Przemyskie (lato 1883). – Uczestnictwo w obchodach
200-lecia zwycięstwa Sobieskiego pod Wiedniem (wrzesień 1883). – Wydanie cz. II Pokucia i cz. I Lubelskiego (1883). – Przyznanie Kolbergowi funduszu z Kasy im. J. Mianowskiego (1883) na dalsze wydawnictwo, tj. Mazowsze cz. I–V. – Recenzja C. Neymanna cz. I–II Pokucia (1884). – Wydanie cz. II Lubelskiego i wstępne prace nad cz. I Mazowsza (1884). – Udział
Kolberga w Zjeździe Historyczno-Literackim im. J. Kochanowskiego i jego
Głos w dyskusji nad referatem P. Chmielowskiego (maj 1884). – Spotkanie
w Krakowie z Karoliną i jej dziećmi (lipiec 1884). – Podróż w Sanockie
i Przemyskie (lipiec–październik 1884). – Opuszczenie Modlnicy i przeprowadzka do Krakowa (październik 1884) – zmiana warunków życia i pracy.
– Druk cz. I Mazowsza oraz publikacja opracowania pt. Zwyczaje i pieśni
ludu wielkopolskiego z rękopisu pozostałego po śp. Józefie Lipińskim
w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej” (1884). – Wydanie
cz. I Kieleckiego (1885). – Kolejna podróż „w okolice Przemyśla i Sanoka”
(lipiec–listopad 1885). Bogate materiały z podróży z lat 1883–1885. – Druk
cz. II Mazowsza oraz pracy Zagadki z Lubelskiego… w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej” (1885).. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 421

9

�XXIII. Starania w Akademii o osobny fundusz na wydanie materiałów z Rusi. –
Kontakty z folklorystami słowiańskimi, F.S. Kraussem (od 1886) i z L. Kubą
(od 1885). – Kłopoty mieszkaniowe – lato 1886 r. w Krakowie. – Wydanie cz. II Kieleckiego (1886) – ukończenie kolejnej monografii. – Udział
w nowych projektach badań Komisji Antropologicznej (1886). – Recenzja
H. Biegeleisena (1886) i Odpowiedź Kolberga na recenzję Biegeleisena. – Życie codzienne, kontakty towarzyskie i krąg przyjaciół Kolberga
w Krakowie. – Wydanie Mazowsza cz. III (1886). – Zaproszenie do udziału w pracach Komitetu organizującego dział etnograficzny Wystawy Krajowej (marzec 1887).. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 441
XXIV. Radomskie cz. I (lipiec 1887). – Długa choroba oczu (lato i jesień 1887).
– Wystawa Krajowa (wrzesień–październik 1887) i ograniczony udział
w pracach nad jej działem etnograficznym. – Starania o subwencję na
tomy poświęcone Galicji Wschodniej – petycja do Sejmu Krajowego (listopad 1887) i jej pozytywny wynik. – Uczestnictwo w pracach Komisji
Antropologicznej. – Pieśni ludu z Podola rosyjskiego w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej” (1888). – Wydanie trzech tomów: cz. II
Radomskiego, cz. IV Mazowsza, cz. III Pokucia (1888). – Radomskie –
kolejna ukończona monografia. – Spowodowana kłopotami z cenzurą
zmiana karty tytułowej cz. IV i V Mazowsza. – Recenzja W. Smoleńskiego cz. I–III Mazowsza (1887). – Trudne warunki bytowe Kolberga
i ich obraz w oczach jego gości. – Aktywności pozawydawnicze (opinia
o nowym czasopiśmie naukowym, „Wiśle”, sprawa E. Korytki i jego materiałów).. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 461
XXV. Udział w pracach Komisji Antropologicznej: ocena i opracowanie melodii litewskich Juszkiewicza (marzec 1889). – Jubileusz 50-lecia pracy Kolberga obchodzony w Krakowie (maj 1889). – Udział Kolberga w jubileuszu J. Kossaka
(czerwiec 1889). – Załamanie zdrowotne i przeprowadzka do domu Kopernickiego (lipiec 1889). – Łęczyckie i cz. IV Pokucia (1889). – Recenzja I. Franki cz.
III Pokucia (1889) i Krótka replika Kolberga (1890) oraz dwa artykuły z materiałami z Polesia w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej” (1889).
– Propozycja W. Dzieduszyckiego wydania Przemyskiego (1889). – Choroba,
ostatnie chwile: pożegnanie przyjaciół, cz. I Chełmskiego – ostatni tom w rękach Kolberga, testament i śmierć (3 czerwca 1890) w relacji Kopernickiego.
– Pogrzeb (5 czerwca 1890). . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 476
XXVI Trzy ostatnie tomy z 1890 roku: cz. V Mazowsza, cz. I Chełmskiego, Kaliskie [cz. I]. – Dwa pośmiertne tomy wydane przez Kopernickiego: cz. II
Chełmskiego – zamknięcie monografii regionu, Przemyskie. Zarys etnograficzny. – Dalsze działania Kopernickiego: zamiar druku cz. II Kaliskiego,

10

�starania w Kasie Mianowskiego o fundusz na cz. VI Mazowsza – plany
przerwane przez śmierć 24 IX 1891 roku. – Zobowiązania Kolberga wobec
drukarni. – Pamięć współczesnych Kolbergowi: nowy nagrobek wystawiony na cmentarzu Rakowickim w 1893 r. z funduszy zebranych z inicjatywy
W. Żeleńskiego, tablica epitafijna w kościele ewangelickim św. Marcina
w Krakowie.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 495

Spis ilustracji
s. 505

��Od autorek

Oddawana obecnie do rąk czytelnika trzyczęściowa publikacja Oskar
Kolberg. Człowiek i dzieło pomyślana była od początku edycji Dzieł wszystkich jako jej zwieńczenie. W zamierzeniu miała się opierać na wszystkich
dostępnych źródłach drukowanych i rękopiśmiennych, by podjąć próbę
możliwie całościowego spojrzenia na osobę i dorobek Kolberga w oparciu
o pełną zachowaną dokumentację.
Postać i dzieło Oskara Kolberga były przedmiotem zainteresowania jeszcze za życia badacza. Jego niezwykła wizja, determinacja, pracowitość
i konsekwencja z jednej strony, z drugiej zaś ogrom zgromadzonego materiału ze wszystkich ziem dawnej Rzeczypospolitej i kolejne wydawane tomy
monografii regionalnych, stanowiące dzieło jednego człowieka w czasach
niewoli w kraju podzielonym przez zaborców, fascynowały kolejne pokolenia, począwszy od współczesnych autorowi Ludu i świętujących jubileusz
50-lecia jego prac w 1889 roku aż po obchodzone w 2014 roku dwusetlecie
jego urodzin. Ukazujące się na przestrzeni tego czasu liczne publikacje biograficzne, bądź tylko przybliżające postać wielkiego etnografia i jego dzieło,
bądź też sięgające głębiej i analizujące jego dorobek, przynosiły materiały
do portretu zbieracza, badacza, wydawcy, wykorzystując dostępne źródła
z różnym efektem i w różnym zakresie. Odnotować tu trzeba przede wszystkim cenny artykuł Izydora Kopernickiego w „Nowej Reformie” z 1889 roku
(w nr 107–109), rozwinięty we wstępie do Przemyskiego (DWOK T. 35),
tomu wydanego w roku 1891 przez tego autora już po śmierci autora Ludu.
Kopernicki był bezpośrednim świadkiem życia i pracy, a także badań terenowych Kolberga, jego relacja ma więc wyjątkowe znaczenie dokumentacyjne, jako jedno z nielicznych świadectw z autopsji. W ciągu następnych
lat powstawały okazjonalne artykuły poświęcone i osobie, i pracom Kolberga,
a także obszerniejsze opracowania wykorzystujące dostępne wówczas źródła. Do najważniejszych należy biografia autorstwa Ryszarda Górskiego,
wydana pt. Oskar Kolberg. Zarys życia i działalności w 1970 roku (wyd. II:
13

�1974 r.), oraz obszerny artykuł Ludwika Bielawskiego zamieszczony w Encyklopedii muzycznej PWM (tom KLŁ, Kraków 1997, s. 136–151), a także
praca popularyzująca postać i dorobek Kolberga przygotowana przez Agatę
Skrukwę i wydana z okazji dwusetnej rocznicy urodzin badacza w 2014
roku. Publikacje te powstawały jednak bądź bez dostępu do spuścizny rękopiśmiennej Kolberga czy gruntowniejszych studiów nad nią, bądź też
abstrahowały od nich ze względu na profil skierowany do szerokiego kręgu
odbiorców, opierając się przy tym na tomach drukowanych za jego życia,
później na kolejnych, ukazujących się sukcesywnie już w ramach Dzieł
wszystkich. Siłą rzeczy przynosiły materiał bardziej lub mniej fragmentaryczny, zebrany bez pełnego rozpoznania w niespotykanym zasobie źródeł,
jakie kryje ogromne archiwum autora Ludu. A rękopisy w nim zachowane
mówią wiele o niezwykłej postaci i pracy badacza. Mówią tym więcej, że
on sam w swojej wyjątkowej skromności i świadomym samoograniczeniu
nie pozostawił szczegółowych wskazówek biograficznych i warsztatowych,
zapisów pamiętnikarskich czy notatek osobistych, a korespondencję badacza cechuje pełna dyscypliny rzeczowość i powściągliwość, z rzadko pojawiającymi się akcentami osobistymi.
Prezentowana tu część pierwsza publikacji przedstawia życie, działalność i prace Kolberga w ujęciu chronologicznym. Obejmuje ona dwa okresy
w biografii autora Ludu: życie w Warszawie do roku 1871 oraz lata krakowskie 1871–1890. Autorki wiążą bieg jego życia z ewolucją poglądów
od romantycznego zbieractwa „rzeczy” ludowych, a zwłaszcza folkloru muzycznego, do pozytywistycznej pracy nad całokształtem kultury ludowej
zgodnie z uformowanym już, dojrzałym programem jej badań, realizowanym poprzez monografie regionalne w seriach wydawniczych Lud i Obrazy etnograficzne. Konieczne było także ukazanie tła, jakie życiu i pracy
Kolberga stwarzał burzliwy w historii Polski wiek XIX, z jego powstaniami,
uporczywą refleksją nad utratą niepodległości i nadzieją na jej odzyskanie,
walką o zachowanie tożsamości i kultury narodowej poprzez świadomą
pracę na ich rzecz. Badacz był jedną z wielkich postaci tego wieku, których
dokonania w dziedzinie kultury i nauki zdecydowały o przetrwaniu polskiej
świadomości narodowej.
Część druga zawierać będzie sześć niezależnych prac kilku autorów,
sprofilowanych według dziedzin działalności i dorobku Kolberga: jako
muzykologa, muzyka-kompozytora, dokumentatora muzyki i literatury
ludowej (folkloru słownego), etnografa współtworzącego fundamenty tej
14

�nauki poprzez zgromadzenie unikatowego zasobu źródeł i ukształtowanie
modelu regionalnej monografii etnograficzno-folklorystycznej. Prace te –
jako od siebie niezależne – siłą rzeczy zawierać będą pewne powtórzenia
i nawiązania do faktów już znanych, oświetlanych jednak od różnych
stron, zależnie od tematów prac i założeń autorów.
W części ostatniej znajdą się teksty o charakterze dopełniającym dwie
poprzednie, tj. opis dziejów i edycji spuścizny Kolberga, łącznie z historią
i realizacją wydawnictwa Dzieł wszystkich oraz kilka opracowań pomocniczych. Na te ostatnie złożą się: kalendarium podróży Kolberga, bibliografia
jego prac z pełnymi notami pierwodruków i tomów Dzieł wszystkich oraz
wykaz zachowanych zespołów rękopisów składających się na jego archiwum. W tej części znajdą się także indeksy osób i nazw geograficznych
obejmujące pełny materiał trzytomowej biografii.
Tak pomyślana całość, przygotowana po latach studiów i analiz nad
zachowanymi i wydanymi materiałami Kolberga, przynosi – przynajmniej
w zamierzeniu autorów – możliwie pełny i zadowalający obraz „człowieka
i dzieła”. Jednak obraz ten jest odzwierciedleniem i efektem obecnego
etapu badań u końca edycji Dzieł wszystkich. Mamy nadzieję, że utoruje
drogę przyszłym autorom do dalszych studiów specjalistycznych nad unikatowym dziełem Oskara Kolberga i jego niezwykłą osobowością.

�Wykaz skrótów

Arch. PTL — Archiwum Naukowe Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego we
Wrocławiu
Arch. MEK — Archiwum Muzeum Etnograficznego w Krakowie
BJ — Biblioteka Jagiellońska
BN PAU i PAN — Biblioteka Naukowa Polskiej Akademii Umiejętności i Polskiej
Akademii Nauk w Krakowie
DWOK — Dzieła wszystkie Oskara Kolberga
k. — karta
MAAE — „Materiały Antropologiczno-Archeologiczne i Etnograficzne”, rocznik Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności
MEK — Muzeum Etnograficzne w Krakowie
MOK – Muzeum im. Oskara Kolberga w Przysusze
MWR — Muzeum Wsi Radomskiej w Radomiu
PBL — J. Krzyżanowski Polska bajka ludowa w układzie systematycznym, T. 1-2,
Wrocław 1961–1963
PTL — Polskie Towarzystwo Ludoznawcze
R. — rocznik
rkp. — rękopis
sygn. — sygnatura
t. — takt
T. — tom
T – typ bajki w polskiej systematyce wątków; numer po T wskazuje kolejność
wątku w całym układzie, zob. PBL
ZWAK — „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej”, rocznik Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności

�Agata Skrukwa

Życie Oskara Kolberga w Warszawie
(1814–1871)
I
[Pochodzenie rodziny Oskara Kolberga. – Rodzice i bracia. – Związki Kolbergów z Przysuchą. – Środowisko, w którym dorastał. – Pierwsze spotkania z muzyką Chopina. – Śmierć ojca. – Sytuacja w Królestwie po powstaniu listopadowym. – Studia kompozycji w Berlinie. – Praca nauczyciela
muzyki na prowincji. – Powrót do Warszawy w końcu roku 1837.]

Rodzice Oskara Kolberga pochodzili z Niemiec i jak wielu innych cudzoziemców podejmujących pracę w Polsce związali swe życie z nowym krajem. Ojciec, Krzysztof Juliusz Henryk Kolberg1, urodził się 7 lipca 1776 r.
w niewielkim mieście Woldegk w Meklemburgii. Jego ojciec, Julius Daniel
Friedrich Colberg (1747–1784), żonaty z Charlottą Dorotheą, z domu Fuchs
(1759?–1818), był radcą sądowym, a jego przodkowie – pastorami w sąsiednich miejscowościach, Warbende i Vietmannsdorf. Krzysztof Juliusz –
tego drugiego imienia używał i on sam, i inni – uczył się w szkole miejskiej, następnie przez dwa lata uczęszczał do gimnazjum w Strelitz, które
ukończył w r. 1793. Mając lat siedemnaście, rozpoczął praktykę u geometry
Dresckego, autora mapy księstwa meklemburskiego, u którego nauczył
1
Informacje o Juliuszu Kolbergu, ojcu Oskara, oparte są w znacznej części na opracowa­nym
przez K. Markiewicz katalogu wystawy Juliusz (Colberg) Kołobrzeg-Kolberg (1776–1831).
Kartograf, geodeta, metrolog, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, Przysucha 2004. Wystawę zorganizowała K. Markiewicz w Przysusze, w Muzeum im. O. Kolberga, gdzie znajdują
się w depozycie liczne dokumenty przekazane przez rodzinę Kolbergów. Cenne informacje
o przebiegu życia i pracy ojca zawiera też rękopis O. Kolberga Bieg życia z r. 1823 z jego
dopiskiem „z akt Kom. Spr. Wewn.” (rękopis w BN PAU i PAN, sygn. 2184, k. 331). Jest to
kopia odręcznego życiorysu Juliusza Kolberga złożonego Komisji Spraw Wewnętrznych, która
31 października 1823 r. mianowała go profesorem radnym. Oryginał tego dokumentu, zachowany w aktach uniwersytetu, przytoczył J. Bieliński w pracy Królewski Uniwersytet Warszawski (1816–1831), T. III, Warszawa 1912, s. 668–669. Dokument cytowany przez J. Bielińskiego
pisany jest w pierwszej osobie, rękopis O. Kolberga w osobie trzeciej i jest to jedyna różnica
między tymi tekstami.

17

�się miernictwa topograficznego. Od roku 1794 kontynuował naukę w Akademii Budownictwa w Berlinie, a po jej ukończeniu, mając lat dwadzieścia,
został zatrudniony jako inżynier topograf w ekipie zajmującej się pomiarami Prus Południowych. Była to prowincja utworzona przez rząd pruski
w 1795 r., po trzecim rozbiorze Polski, obejmująca tereny na lewym brzegu
Wisły oraz Warszawę z częścią Mazowsza. Pomiary triangulacyjne nowej
prowincji prowadzone były pod kierunkiem niemieckiego architekta Dawida Gillego. Na ich podstawie w latach 1802–1803 została wydana w Berlinie mapa Spezial Karte von Südpreußen w 13 sekcjach, z indeksem nazw
miejscowości. Juliusz Kolberg podczas kilku lat pracy w ekipie D. Gillego
uzyskał duże doświadczenie w zakresie geodezji i kartografii.
Po zakończeniu pomiarów Prus Południowych Juliusz Kolberg pozostał
w Warszawie i podjął pracę jako inspektor cła przy komorze na Solcu,
a 14 września 1806 r. ożenił się z Karoliną Fryderyką Mercoeur. Była ona
córką Henrietty von Arnim i Gotfrieda Mercoeura, potomka francuskich
emigrantów, którzy po zniesieniu w czasach Ludwika XIV edyktu nantejskiego (1685), zapewniającego swobody religijne, jako protestanci osiedlili
się w Prusach. Gotfried Mercoeur był inspektorem ceł w Fordonie koło
Bydgoszczy i tam w 1788 r. urodziła się Karolina. Później był zatrudniony
na podobnym stanowisku w Nieszawie i w Warszawie. W chwili ślubu
Karoliny z Juliuszem Kolbergiem już nie żył – Oskar pisze, że zmarł na
początku wieku XIX, ale dokładnej daty jego śmierci nie znamy.
O rodzinie matki Oskar Kolberg pisał w liście do redakcji „Nowej Reformy” w 1889 r., pod koniec swego życia:
Ojciec jej, a mój macierzysty dziad, Mercoeur, pochodził z tak zwanej francuskiej
kolonii, złożonej z emigracji, która jeszcze za czasów Ludwika XIV przeniosła się
do Prus i tam zamieszkawszy (przeważnie w Berlinie), rozrodziła się. Ożenił się
on w roku 1786 z panną von Arnim (z Pomeranii) i urzędował przy komorach
celnych w Fordonie blisko Torunia, w Nieszawie, a w końcu w Warszawie, gdzie
zmarł jako naczelnik komory wodnej na początku bieżącego stulecia, pozostawiając po sobie wdowę i córkę (a moją matkę). Ta ostatnia urodziła się w roku
1788 w Fordonie nad Wisłą, dzieckiem jeszcze będąc, przybyła wraz z rodzicami
do Warszawy, tu pobierała nauki i tu zaślubiła mego ojca1.
List O. Kolberga do redakcji „Nowej Reformy”, „Nowa Reforma” 1889, nr 246, opublikowany w: Korespondencja Oskara Kolberga cz. III (DWOK T. 66), s. 636–637. Tu i dalej w przypisach liczne odesłania do prac Kolberga w Dziełach wszystkich (DWOK) podano w wersji
skróconej, pełne noty zob. Bibliografia (DWOK T. 85/III).
1

18

�Kilka tygodni po ślubie Juliusza Kolberga z Karoliną Mercoeur, 27 listopada 1806 r., wojska Napoleona wkroczyły do Warszawy w zwycięskim
marszu po klęsce Prus pod Jeną i Auerstedt. Po pokoju w Tylży, zawartym
przez cara Aleksandra I z Napoleonem w r. 1807, z części zaboru pruskiego i rosyjskiego zostało utworzone Księstwo Warszawskie. Nowe państwo potrzebowało sprawnej administracji, w której chętnie zatrudniano
pozostałych w Warszawie urzędników, techników i innych specjalistów
niemieckich. W roku 1808 Juliusz Kolberg został inspektorem pomiarów
przy Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych i Policji, jednej z agend
rządu Księstwa Warszawskiego. Na polecenie Jana Pawła Łuszczewskiego, wówczas ministra spraw wewnętrznych, opracował mapę Wielkiego
Księstwa Warszawskiego (niedrukowaną), która była podstawą podziału
administracyjnego kraju. W roku 1810 otrzymał patent na geometrę i mógł
kontynuować karierę urzędniczą w Warszawie. Jednak już na początku
tego roku rodzina zdecydowała się na opuszczenie stolicy i zamieszkanie
w Przysusze. Przeprowadzkę tę spowodowało zapewne kilka okoliczności. W biografii ojca, powstałej około roku 1864, Wilhelm i Oskar piszą:
„Opuściwszy w czasie ciągłych zmian w kraju służbę rządową, od roku
1810 poświęcił się gospodarstwu i przemysłowi, kierując kilku zakładami fabrycznymi w powiecie opoczyńskim” 1. W Księstwie nie było spokojnie — wiosną 1809 r. Austria rozpoczęła wojnę z Francją i jej wojska
w kwietniu na kilka tygodni zajęły Warszawę, ale w lipcu, po zwycięstwie
Napoleona pod Wagram nastąpiło ogólne zawieszenie broni i Austriacy
wycofali się ze stolicy. Księstwo Warszawskie zostało wtedy powiększone
o część ziem zaboru austriackiego zajętą podczas antyaustriackiej kampanii
w r. 1809 przez wojska polskie pod dowództwem Józefa Poniatowskiego.
W tym czasie obydwa rywalizujące ze sobą mocarstwa europejskie – Rosja
cara Aleksandra I i Francja Napoleona – przygotowywały się do wojny
i w Warszawie oczekiwano bliskiego wybuchu zbrojnego konfliktu rosyjsko-francuskiego. Doszło do niego w czerwcu 1812 r., jednak mieszkańcom
1
Biografia Juliusza Kolberga napisana przez Oskara z licznymi poprawkami Wilhelma zamieszczona jest w tomie Studia, rozprawy i artykuły (DWOK T. 63), s. 433–439, przytoczony tu
fragment z s. 434 napisał Wilhelm. Rękopis Wilhelma i Oskara był podstawą biogramu Juliusza Kolberga opublikowanego w Encyklopedii powszechnej S. Orgelbranda (T. 15, Warszawa
1864, s. 42–44), a podpisanego przez F.H. Lewestama. Źródłami dla Wilhelma i Oskara był
m.in. wymieniony tu już rękopis Bieg życia z r. 1823 i wspomnienie Antoniego Blanka: A.Bl.
Kilka słów o życiu śp. Juliusza Colberg. „Dziennik Powszechny” 1831, nr 324 z 28 listopada.

19

�Warszawy już wcześniej towarzyszyła uzasadniona niepewność co do losów miasta. Była to prawdopodobnie główna przyczyna przeniesienia się
rodziny Kolbergów na prowincję. Ponadto koszty życia były tam wyraźnie
niższe, co mogło też mieć znaczenie: w roku 1807 urodził się Kolbergom
syn Wilhelm, za parę miesięcy spodziewali się następnego dziecka, a mieli
pod opieką także Henriettę Mercoeur, owdowiałą matkę Karoliny. Juliusz
Kolberg poszukał więc pracy poza Warszawą i na początku roku 1810
przeniósł się wraz z rodziną do Przysuchy1, prywatnego miasta w powiecie
opoczyńskim. Dobra przysuskie były własnością Ignacego Dembińskiego
(1765–1829), do którego należały też znajdujące się w okolicy huty żelaza. Hutnictwo na tym terenie rozwijało się dzięki złożom rudy i obfitości
drewna potrzebnego do opalania pieców i choć wytop żelaza oparty na
węglu drzewnym stawał się powoli anachronizmem, to jeszcze w pierwszych latach XIX w. był opłacalny. Huty w okolicy Przysuchy dzierżawił
od Dembińskich warszawski finansista, Samuel Fraenkel (1773–1833). Juliusz Kolberg po objęciu posady zarządcy zakładów metalurgicznych 2 zamieszkał z rodziną w Przysusze, w domu przy ul. Krakowskiej 5, dziś już
nieistniejącym. Tam przyszła na świat 24 kwietnia 1810 r. jedyna córka
Kolbergów, Julia.
Cztery lata później, 22 lutego 1814 r., w Przysusze urodził się następny
syn Kolbergów, Henryk Oskar, który — podobnie jak ojciec — przez całe
życie używał drugiego imienia. W Szkicu autobiografii pisał:
Urodziłem się w miasteczku Przysusze w r. 181[4] (na rynku polskim, bo są tam
trzy rynki: polski, żydowski i niemiecki)3.

W przysuskiej parafii pod wezwaniem św. Jana Nepomucena zachował
się w księdze Akta urodzonych odpowiedni wpis o chrzcie Oskara:
1
Prawdopodobnie Juliusz i jego żona odwiedzili Przysuchę już wcześniej, w aktach parafii
przysuskiej odnotowano, że byli oni 4 lutego 1809 r. rodzicami chrzestnymi Karoliny Barbary
Machalskiej, córki Tekli i Józefa, aptekarza w Przysusze. Machalscy byli z kolei rok później rodzicami chrzestnymi Julii, córki Kolbergów. Informacje te, podobnie jak i następne pochodzące
z akt parafialnych, przekazała p. Katarzyna Markiewicz.
2
W biogramach Oskara Kolberga drukowanych około roku 1889 i opartych na jego relacjach podawana jest informacja, że Juliusz Kolberg był w Przysusze także geometrą przysięgłym, czego nie potwierdzają inne dostępne dokumenty.
3
Rkp. O. Kolberga Szkic autobiografii, BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 68. Kolberg błędnie
podał tam rok swego urodzenia (1815 zamiast 1814).

20

�W dniu 23 lutego ochrzczone było dziecię płci męskiej, któremu dano imiona
Henryk Oskar w dniu 23 lutego, o godzinie 3 po południu. Dziecię jest urodzonego Juliusza Colberg, konduktora dóbr J.W. Ignacego Dembińskiego, starosty
wolbromskiego, i Karoliny z Mercoeurów, małżonków prawych wyznania akatolickiego. Trzymali go do chrztu Jaśnie Wielmożny Ignacy Rawicz Dembiński,
dziedzic dóbr Przysuchy z przyległościami, i urodzona Markerowa 1, oboje z miasta Przysuchy. Chrzest zaś ten odbytym został z wody tylko samej, dla zbytecznej
słabości dziecięcia, przeze mnie samego, co zaświadczam. Ksiądz Wawrzyniec
Goszczyński, pleban przysuski2.

W domu Kolbergów pojawiła się wtedy Zuska (Zuzanna?) Wawrzek,
młoda kobieta z Sandomierskiego, której piosenki Oskar wspominał w szkicu autobiografii: „Pamiętam, żem miał mamkę Zuskę, wieśniaczkę, która mi
ciągle nad kołyską wyśpiewywała (a była jeszcze u nas w służbie w Warsz[awie] r. 1822)”. Według relacji3 wnuczki Antoniego Kolberga, młodszego
brata Oskara, jakiś czas po przyjeździe do Warszawy Zuska Wawrzek przeszła na służbę do Chopinów, być może dlatego, że była gorąco wierzącą
katoliczką i źle się czuła w protestanckim domu Kolbergów.
Przez krótki okres Kolbergowie mieszkali w Machorach (dziś w powiecie
koneckim), gdzie znajdowały się huty żelaza zakupione przez S. Fraenkla od
Dembińskich. W tej miejscowości w roku 1815 urodził się trzeci syn Kolbergów, Antoni Karol. Nie wiadomo, kiedy rodzina wróciła do Przysuchy,
ale akta miejscowej szkoły elementarnej informują, że w latach 1816–1817
najstarszy z synów Wilhelm był już jej uczniem, otrzymywał dobre oceny
i według miejscowego nauczyciela miał opinię ucznia pojętnego, dowcipnego, żywego temperamentu i wesołego4.
W lutym 1817 r. zmarła Julia, siedmioletnia córka Kolbergów, a w czerwcu roku następnego Henrietta Mercoeur, matka Karoliny. Obydwie zostały
pochowane na cmentarzu parafialnym w Przysusze. Kamienna tablica nagrobna zachowała się do dzisiaj, jest wmurowana w ogrodzenie cmentarza,
ale napisy na niej są już całkiem zatarte. Niegdyś, poza imionami i datami
Tj. Henrietta Mercoeur, babka Oskara.
Przytoczono za K. Markiewicz Oskar Kolberg 1814–1890, Radom–Warszawa 2014, s. 30.
3
Zob. S. Dębicka W starym gnieździe, Warszawa 1989, s. 66 i 67. Autorka tej książki, Stanisława Dębicka, była córką Walentyny Kolberg, wnuczką Antoniego Kolberga, a prawnuczką
Juliusza.
4
Zob. K. Markiewicz Wilhelm Kolberg (1807–1877), kartograf, metrolog, inżynier budownictwa dróg i mostów, katalog wystawy, Przysucha 2006, s. 5.
1
2

21

�życia pochowanych tam dwu osób, można było przeczytać fragment wiersza wybranego przez Karolinę i Juliusza: „Das arme Hertz, hienieden vom
Kummer tief bewegt, erlangt nur den Frieden da, wo es nicht mehr schlägt”1.
Po ostatecznej klęsce Napoleona pod Waterloo 18 VI 1815 r. sytuacja
w Księstwie Warszawskim zmieniła się całkowicie. W czerwcu 1815 r.
uczestnicy kongresu wiedeńskiego, Anglia, Rosja, Prusy, Austria i Francja,
zdecydowali o utworzeniu z części Księstwa nowego organizmu politycznego, autonomicznego Królestwa Polskiego w unii personalnej z cesarzem rosyjskim. Królem był car, a rezydujący w Warszawie brat cara, wielki książę
Konstanty, był naczelnym wodzem armii polskiej i praktycznie sprawował
władzę. Północne i wschodnie tereny zaboru rosyjskiego zostały przyłączone do cesarstwa i były rządzone bezpośrednio przez cara według praw
obowiązujących w Rosji. Polacy tę część dawnej Rzeczypospolitej nazywali
Ziemiami Zabranymi. W Królestwie zachowano pozory rządów konstytucyjnych i autonomii — istniał sejm, istniało polskie wojsko, ale politycznie
nowe państwo było całkowicie zależne od Rosji. Polska nauka miała jednak
w Królestwie przez najbliższych kilkanaście lat jeszcze dość znaczne swobody i możliwość rozwoju, a młodzież z zaboru rosyjskiego i Ziem Zabranych – dobre możliwości kształcenia się. W Warszawie w oparciu o wyższe
szkoły zawodowe w roku 1816 powstał pierwszy w tym mieście uniwersytet. W następnym roku Juliusz Kolberg został powołany przez Stanisława
Potockiego, ministra Rządowej Komisji Wyznań Religijnych i Oświecenia
Publicznego, na stanowisko profesora tej uczelni. Rekomendował go Stanisław Staszic, wówczas jeden z najbliższych współpracowników Potockiego
i współorganizator uniwersytetu. List komisji rządowej podpisany przez
ministra Potockiego, z datą 24 maja 1817 r., brzmiał:
Chcąc JP. Juliuszowi Kolberg podać sposobność do posług publicznych w zawodzie nauczycielskim, [Komisja] postanowiła poruczyć mu katedrę praktycznego
miernictwa i niwelacji z topograficznym rysunkiem map w oddziale sztuk pięknych Królewskiej Warszawskiej Szkoły Głównej, z pensją roczną 4 500 złp. Tym
końcem wzywa tegoż JP. Kolberga, ażeby jak może być najrychlej stanąwszy
Napis z tablicy przytacza B. Paprocki w artykule Pamiątki Kolbergowskie w Przysusze,
„Biuletyn Kwartalny Radomskiego Towarzystwa Naukowego” T. XXIX: 1992, s. 60. Jest to trawestacja fragmentu wiersza Das Grab Johanna Gaudenza von Salis-Seewis (1762–1834), zob.
tegoż Gedichte, Zurich 1800, s. 49–50; w przekładzie: Biedne serce, na tym świecie głęboko
poruszone zmartwieniem, zdobywa spokój tylko tam, gdzie już nie bije.
1

22

�na miejscu swego przeznaczenia, objął wskazane sobie obowiązki nauczycielskie
do pomienionej katedry przywiązane1.

Dla katedry, którą miał objąć, Juliusz Kolberg opracował zasady organizacji, dwuletni program nauczania miernictwa i niwelacji oraz przygotował
wykaz instrumentów, narzędzi i literatury przedmiotu, niezbędnych do teoretycznych wykładów i ćwiczeń praktycznych2.
W roku 1818, przed osiedleniem się na stałe w Warszawie, Juliusz wyjechał do Berlina, gdzie wybrał przyrządy i literaturę dla katedry ”praktycznego miernictwa i niwelacji”, odwiedził też z żoną i dziećmi swą rodzinę
w Woldegk, gdzie 11 maja przyszedł na świat czwarty syn, Juliusz Adolf
Aleksander.
Nie wiadomo dokładnie, kiedy Juliusz i Karolina ostatecznie opuścili Przysuchę. Mimo kilkuletniego tylko pobytu w tym mieście, zapisali się życzliwie
w pamięci jej mieszkańców i kontakty z nimi podtrzymywali po przeniesieniu
się do Warszawy. Juliusz jest odnotowany w aktach tamtejszej parafii św.
Jana Nepomucena dnia 1 września 1825 r. jako ojciec chrzestny Józefa, syna
Antoniego i Józefy Kamińskich, mieszkańców Przysuchy, a Karolina była
tamże w kwietniu 1841 r. matką chrzestną Juliana Żurkowskiego, z którym
rodzina Oskara utrzymywała kontakty także później.
Nominacja Juliusza Kolberga na profesora zwyczajnego uniwersytetu
nosi datę 30 stycznia 1819 r. Krótko potem, w roku 1820, został on też
wykładowcą w Szkole Wyższej Leśnej, a w roku 1828 także w Instytucie
Agronomicznym w Marymoncie3. Pierwszy adres Kolbergów w Warszawie
nie jest znany, natomiast od roku 1820 mieszkali w oficynie Pałacu Kazimierzowskiego przeznaczonej dla kadry uniwersyteckiej. Tam urodził się
w r. 1821 ich ostatni syn, Gustaw Albert, który żył tylko dwa i pół roku.
J. Bieliński Królewski Uniwersytet Warszawski..., T. III, s. 669.
J. Bieliński (tamże, T. I, Warszawa 1907, s. 592) pisze: „W tym celu podał Kolberg Komisji rządowej wykaz najpotrzebniejszych przedmiotów, podług katalogu z Berlina nadesłanego,
na ogólną sumę 1 080 talarów, którą to sumę Komisja asygnowała dnia 6 września 1817 r., z zastrzeżeniem, aby prof. Kolberg, któremu wypadała podróż do Berlina, sam wybrał potrzebne
przedmioty, zakupił i do Warszawy odesłał.”
3
Kolejne stopnie kariery Juliusza Kolberga i sprawowane przez niego funkcje są przedstawione i udokumentowane w katalogu poświęconej mu wystawy w Muzeum im. Oskara
Kolberga w Przysusze, zob. K. Markiewicz Juliusz (Colberg) Kołobrzeg-Kolberg…; autorka przytacza dokumenty zgromadzone przez nią w muzeum, a także złożone tam jako depozyt przez
potomków Juliusza.
1
2

23

�Wiele lat później Oskar wspominał:
W prawym, długim (dwupiętrowym jak i lewy) pawilonie Pałacu Kazimierowskiego, czyli kadeckich niegdyś koszar (gdzie dziś biblioteka publiczna i uniwers[ytecka], a przedtem i Liceum było), mieszkali w tych czasach rektor Linde i profesorowie: Brodziński, Jarocki, Matuszewski, Kolberg, Blank, Brodowski, Chopin,
Piwarski, a sąsiadując z sobą, odwiedzali się czasami. Chopin mieszkał na drugim
piętrze (w środkowych pawilonu apartamentach). Pawilon (jeden i drugi) miał na
dole 4 drzwi wchodowych, te schody prowadziły na pierwsze i drugie piętro. Było
więc mieszkań 12, dla rektora i 8 profesorów, murgrabi, odźwiernego i służby,
każde mieszkanie miało mniej więcej po 4 lub 5 pokoi i kuchnię1.

W dalszym ciągu tych uwag, skierowanych do Maurycego Karasowskiego po wydaniu przez niego w 1877 r. pierwszej edycji biografii Fryderyka
Chopina, wspominał Oskar także własne dzieciństwo:
Między pawilonami był plac wolny przed frontem pałacu, który obsadzono
drzewkami i w skwer później zamieniono, a za pałacem obszerny ogród na
pochyłości ku Wiśle idącej. Od tyłu pawilonów były obszerne dziedzińce, gdzie
dzieci ich [tj. mieszkańców pawilonów] i uczniowie bawili się w piłkę lub figle
stroili. Tu mogę dokończyć słowami bajek naszych: i ja tam byłem, piłką w zadki biłem i sam razy odbierałem itd.2

Spośród rodzin profesorów Liceum i Uniwersytetu mieszkających w bezpośrednim sąsiedztwie najsilniej w pamięci Oskara zapisali się Chopinowie,
zwłaszcza Fryderyk, ale Juliuszowi, jego ojcu, bardzo bliski był poeta Kazimierz Brodziński (1791–1835). On właśnie napisał serdeczne wspomnienie
o Juliuszu Kolbergu:
Nie znałem człowieka w życiu moim z cichszym umysłem, pełniejszym głębokiej
prostoty, jak był Juliusz Kolberg. […] Powołany do wykładania w Uniwersytecie
topografii i niwelacji żył ze mną w ścisłej przyjaźni do śmierci. Kolberg pisał
wiele poezji w języku niemieckim, największą część z przygodnych zdarzeń, na
uroczystości kościelne, rodzinne i wolnomularskie. […] W obejściu swoim miał
Rkp. O. Kolberga w BN PAU i PAN, sygn. 2185/4, k. 338, są to uwagi do pierwszego niemieckiego wydania biografii Chopina opracowanej przez M. Karasowskiego: Friedrich Chopin.
Sein Leben, Seine Werke und Briefe, B. 1, Dresden 1877; przytoczona notatka odnosi się do
s. 14 pracy Karasowskiego.
2
Tamże.
1

24

�cierpliwość i wytrwałość, i łagodność obok najpowszechniejszego u Niemców
uczucia sprawiedliwości. Żadna obmowa, obraza i namiętność nie przylegała na
chwilę do tej czystej duszy. Miłośnik poetów, szczególniej Jean Paula [Richtera]
i Herdera, mało mógł się im oddawać, zajęty pracą nad mozolnymi mapami i rachunkami. Otoczony sześciorgiem1 dzieci, w szczupłym pomieszkaniu, między
mnóstwem kart i instrumentów mierniczych pracował cierpliwie, z najsłodszą
rezygnacją, pozbawiony poetycznej swobody widoków natury, które tak lubił2.

Własne utwory Juliusza Kolberga i dokonane przez niego przekłady wierszy poetów polskich na język niemiecki, o których wspominał Brodziński,
w większości nie dotrwały do naszych czasów. Zachowało się kilka okolicznościowych utworów3 pisanych dla loży wolnomularskiej „Zur Halle der
Beständigkeit”, której członkiem był od roku 1808. W Niemczech drukowany
był tekst hymnu Der Genius der Freudenschaft4 do muzyki Józefa Elsnera,
w Warszawie ukazała się drukiem już po śmierci autora kantata wykonana
też z muzyką Elsnera z okazji pięćdziesięciolecia poświęcenia kościoła ewangelickiego5. Elsner w spisie własnych utworów wymienia jeszcze kantatę na
obchód urodzin doktora Fryderyka Adolfa Roemera z niemieckim tekstem
Juliusza Kolberga6, a w zbiorach Oskara Kolberga przechowywany jest rękopis przekładu na język niemiecki Wiesława Brodzińskiego7.
Z sześciorga dzieci Kolbergów mieszkało w Warszawie pięciu synów, jedyna córka zmarła jeszcze przed wyjazdem rodziny z Przysuchy.
2
Wspomnienie Brodzińskiego jest przytoczone w biografii Juliusza Kolberga opublikowanej w Encyklopedii powszechnej S. Orgelbranda (zob. przyp. 1 na s. 19). Bibliografię publikacji
Juliusza Kolberga związanych z jego pracą zawodową zamieściła K. Markiewicz (zob. przypis
1 na s. 17).
3
L. Hass w opracowaniu Sekta farmazonii warszawskiej. Pierwsze stulecie wolnomularstwa w Warszawie (1721–1821), Warszawa 1980, na rycinie 85 zamieszcza reprodukcje
stron tytułowych siedmiu takich utworów Juliusza Kolberga znajdujących się w Archiwum
Głównym Akt Dawnych w Warszawie.
4
Druk przed r. 1821, muzyka Elsnera nie zachowała się, egzemplarz tekstu w zbiorach
Muzeum Fryderyka Chopina w Warszawie.
5
J. Colberg Cantate zur Jubel-Feier der vor 50-Jahren stattgefundenen Einweihung der
evang. Kirche U. A. C. Warszawa 1832.
6
J. Elsner Sumariusz moich utworów muzycznych z objaśnieniami o czynnościach
i działaniach moich jako artysty muzycznego, opracowała A. Nowak-Romanowicz, Kraków
1957, s. 50. Elsner wspomina też J. Kolberga wśród innych autorów tekstów do jego pieśni:
„Do tekstu niemieckiego pisałem bardzo wiele rozmaitych pieśni […]. Wierszy dostarczali mi
pp. Zobela, Engelke, Kolberg, Schwartz”, tamże, s. 54.
7
Rkp. J. Kolberga w Arch. PTL, teka 50, sygn. 1357, z. 29, k. 6–9.
1

25

�Juliusz Kolberg opublikował wiele prac z zakresu kartografii i miernictwa1 i za nie oraz za skonstruowanie planimetru Uniwersytet Warszawski
nadał mu w roku 1820 stopień magistra sztuk pięknych i doktora filozofii.
Krótko potem, w lutym 1822 r. Juliusz Kolberg został przyjęty w poczet
członków Warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, a był to wyraz
wysokiej oceny jego publikacji naukowych. W październiku 1823 r. mianowano go profesorem radnym, co upoważniało do zasiadania w radzie
wydziału. Z tą nominacją wiąże się sporządzenie przez Juliusza przytaczanego tu dokumentu Bieg życia z r. 1823, zachowanego w kopii Oskara.
W sierpniu 1829 r. w uznaniu zasług pedagogicznych i prac naukowych
został nobilitowany2. Profesorowi Kolbergowi car przyznał szlachectwo
dziedziczne, a Juliusz przyjął herb Kołobrzeg3 i przybrał nazwisko Kołobrzeg-Kolberg.
Cennym opracowaniem kartograficznym Juliusza Kolberga jest Mapa
pocztowa i podróżna Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Poznańskiego, wydana w Oleśnicy już w r. 1817 i zalecona do użytku szkolnego.
O mapie tej sam pisał: „[…] w tym względzie jest pierwsza w swoim rodzaju,
że na niej wszystkie nazwiska i intytulacje w polskim języku są wyrażone”4.
Za najważniejsze dokonanie Juliusza Kolberga uważany jest Atlas Królestwa Polskiego publikowany w latach 1825–1827. Składa się on z ośmiu
litografowanych i ręcznie kolorowanych map województw (Krakowskie,
Sandomierskie, Kaliskie, Lubelskie, Płockie, Mazowieckie, Podlaskie i Augustowskie) z tabelami statystycznymi, a ich bogata treść i starannie dopracowana forma sprawiają, że zalicza się je do wybitnych osiągnięć polskiej
kartografii. Wiele lat później posiłkował się nimi Oskar w swych podróżach
M.in. w 1819 r. wydał pionierską pracę Porównanie teraźniejszych i dawniejszych
miar i wag w Królestwie Polskim używanych z dodaniem ważniejszych europejskich i innych z potrzebniejszymi tablicami zamiany jednych na drugie; w „Sylwanie” w roku 1820
ukazał się artykuł Opisanie składu i użycia planimetru…, przetłumaczony pięć lat później
przez J.P. Grüsona na język niemiecki i wydany osobno przez berlińskiego księgarza Ludwiga
Oehmigke’a.
2
Dekretem z 1817 r. car Aleksander I dla podniesienia prestiżu społecznego profesorów
i nauczycieli szkół ponadelementarnych przewidział możliwość uzyskania przez nich nobilitacji po dziesięciu latach nienagannej pracy.
3
Rysunek herbu Kołobrzeg zamieściła K. Markiewicz m.in. w pracy Oskar Kolberg 1814–
1890, Radom–Warszawa 2014, s. 21.
4
Fragment rkp. J. Kolberga Bieg życia z r. 1823, przytoczonego przez J. Bielińskiego w publikacji Królewski Uniwersytet Warszawski…, T. III, s. 668–669.
1

26

�etnograficznych, a w tomach Ludu także uzupełniającą atlas Tabellą miast,
wsi, osad Królestwa Polskiego1.
Synowie Juliusza i Karoliny Kolbergów, mieszkając w Warszawie, mieli
bardzo dobre warunki do zdobywania wiedzy. Najstarszy z braci Wilhelm
w roku 1820 został uczniem Liceum Warszawskiego, znakomicie przygotowującego do studiów uniwersyteckich. Program Liceum obejmował m.in.
rysunek, łacinę, grekę i, poza polskim, trzy języki nowożytne: francuski,
niemiecki i rosyjski, a w starszych klasach np. geometrię wykreślną i botanikę2. Wilhelmowi, kończącemu w 1825 r. naukę, rektor Samuel Bogumił
Linde wpisał na świadectwie następującą ocenę:
Ciągle pilny i pracowity, znacznie korzystał z nauk, szczególniejszą zaś okazał
zdolność do rysunków i matematyki. Zawsze był obyczajnym i uległym wszelkim ustawom szkolnym, jednym słowem wzorowym3.

Oskar w Szkicu autobiografii pisze wprawdzie: „W szkole przysuskiej
nauczyłem się czytać i pisać” 4, ale przed przeniesieniem się rodziny do
Warszawy miał zaledwie pięć lat, nie osiągnął więc jeszcze wieku uprawniającego do przyjęcia do szkoły elementarnej. Ponadto w Opisie biegu
życia pochodzącym z roku 1845, więc dokumencie znacznie wcześniejszym od autobiografii i bliższym wydarzeniom, o których mowa, pisał:
„Początkowe nauki pobierałem w domu rodzicielskim” 5. W roku 1823
został przyjęty do Liceum 6, a w następnym rozpoczął regularne lekcje
Tabella miast, wsi, osad Królestwa Polskiego z wyrażeniem ich położenia i ludności,
alfabetycznie ułożona w Biórze Komisyi Rządowej Spraw Wewnętrznych i Policyi. T. 1–2,
Warszawa 1827. W nazwach miejscowości zdarzają się tam błędy.
2
Program Liceum Warszawskiego, tj. zakres przedmiotów i liczba godzin lekcyjnych przeznaczonych na nie w kolejnych klasach, zmieniał się dosyć często, zob. A. Winiarz Szkolnictwo
Księstwa Warszawskiego i Królestwa Polskiego (1807–1831), Lublin 2002, s. 196 i nast.
3
Zob. H. Wróblewska-Straus i K. Markiewicz Fryderyk Chopin i bracia Kolbergowie na
tle epoki. Przyjaźń. Praca. Fascynacje. Katalog wystawy zorganizowanej z okazji XV Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina, Warszawa 2005, tam na s. 122
reprodukcja świadectwa Wilhelma.
4
Rkp. O. Kolberga Szkic autobiografii…, k. 68.
5
Rkp. O. Kolberga Opis biegu życia z r. 1845, BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 64. Do szkoły
elementarnej przyjmowano dzieci po ukończeniu siedmiu lat, choć czasem także sześcioletnie,
ale Oskar ukończył sześć lat dopiero w czasie pobytu w Warszawie.
6
W Opisie biegu życia z r. 1845 (rkp. tamże, k. 64) pisze: „w roku 1823 do szkół Liceum
Warszawskiego oddany, pobierałem tamże nauki do sierpnia 1830 r.”, w pisanym ponad
1

27

�muzyki. Początkowo jego nauczycielem był Głogowski 1, po roku zastąpił
go Vetter2, jak pisze Oskar w Szkicu autobiografii: „Wend łużycki z Mużakowa, który mówił łamaną polszczyzną”3. Vetter był jego nauczycielem
przez następnych pięć lat. Młodszy brat Oskara, Antoni, do Liceum przyjęty został w roku 1825, a najmłodszy z rodzeństwa Juliusz edukowany był
zapewne jeszcze przez matkę. Rozwojowi młodych Kolbergów sprzyjało
wychowanie w rodzinnym domu, nacechowanym zamiłowaniem do nauki i sztuki, zwłaszcza muzyki i poezji, a także patriotyzmem, czego świadectwem jest działalność Juliusza. Jego synowie wynieśli też ze swego
protestanckiego domu pracowitość i odpowiedzialność, charakteryzujące
całe życie Wilhelma i Oskara.
Dla uzupełnienia obrazu domu rodzinnego przywołać jeszcze trzeba
wspomnienie Oskara o matce:
[…] starannym, wszechstronnym (sztukę śpiewu posiadała w wysokim stopniu),
a zawsze narodowym wychowaniem, również jak i przymiotami serca i umysłu,
umiała sobie zjednać przychylność licznych domu naszego przyjaciół i niewygasłą pozostawić pamięć i wdzięczność w łonie synów, do których wychowania
w wielkiej przyczyniła się części i których aż do zgonu swego (w r. 1872) macierzyńską otaczała miłością i opieką4.

„Narodowe wychowanie”, które wspomina Oskar, pisząc o swej matce,
cechowało także dom Kolbergów i wynikało na pewno również z woli ojca.
We wspomnieniach o Juliuszu Kolbergu opublikowanych przez Antoniego
czterdzieści lat później Szkicu autobiografii jako początek nauki w Liceum podaje rok 1824
(rkp. tamże, k. 68).
1
Nazwisko to wymienia Kolberg w Szkicu autobiografii (rkp. tamże, k. 68). Prawdopodobnie chodzi o Tomasza Głogowskiego, pianistę i muzyka działającego w Warszawie w I poł.
XIX wieku. Nieznane są lata jego życia i szczegóły biografii, wiadomo tylko, że od 1840 roku
był członkiem Towarzystwa Wspierania Artystów Muzycznych w Warszawie. Śladami jego
działalności są publikowane w latach 1840–1860 utwory fortepianowe: mazury, walce, polki,
pieśni, polonez i galop. Zob. Wanda Bogdany-Popielowa Rękopisy muzyczne 1. połowy XIX
wieku ze zbiorów Biblioteki Narodowej, Warszawa 1­ 997, s. 86, oraz W. Tomaszewski Bibliografia warszawskich druków muzycznych 1801–1850, Warszawa 1992, s. 371. Kolberg
wymienia T. Głogowskiego w Encyklopedii powszechnej Orgelbranda wśród kompozytorów
tańców, zob. O. Kolberg Pisma muzyczne, cz. II (DWOK T. 62), s. 626 i 664.
2
O Vetterze brak bliższych informacji.
3
Rkp. O. Kolberga Szkic autobiografii…, k. 68.
4
List O. Kolberga do redakcji..., „Nowa Reforma” 1889, nr 246, także w: Korespondencja…
cz. III (DWOK T. 66), s. 636–637.

28

�Blanka (1785–1844), profesora malarstwa na Uniwersytecie Warszawskim,
czytamy:
[…] większą część życia, [z 55] przeszło lat 34 przebył w Polszcze, uważał ją i kochał ją jak swoją ojczyznę i nie opuścił do zgonu, choć za granicą korzystniejsze
zapewniano mu miejsce1.

W rodzinnej tradycji przechowało się wspomnienie:
W domu Niemca Kolberga zakazane było używanie mowy niemieckiej, za zagwizdanie melodii z Wolnego strzelca C.M. Webera „szło się w szpangi” lub klęczało na grochu z fasolą, za wyrwanie się z jakimś cytatem niemieckim płaciło
się do skarbonki grosz „grzywny”2.

Juliusz Kolberg nauczył się języka polskiego jako dorosły człowiek,
wykładał i egzaminował w tym języku, po polsku pisał też swoje prace
naukowe. Jednak w monografii uniwersytetu warszawskiego Józef Bieliński przytacza opinię rektora Wojciecha Anzelma Szweykowskiego z 1823 r.,
który pisał o Juliuszu: „Bardzo pracowity i biegły w swoim przedmiocie,
pomimo przeszkody z języka dość znaczną korzyść w uczniach sprawuje” 3.
Juliusz Kolberg w tym samym roku stwierdza: „Zamieszkawszy w młodym
wieku w Polsce, łatwo mi było polski język sobie przywłaszczyć” 4. Trudno dziś ocenić stopień opanowania przez niego polszczyzny, wiadomo,
że okolicznościowe wiersze i teksty pieśni związane z lożą wolnomularską
i parafią ewangelicką pisał po niemiecku, ale językiem domowym był polski, a jego synowie posługiwali się nim wyłącznie, korespondowali ze sobą
i z matką przez całe życie tylko po polsku i w tym języku publikowali swe
prace.
W życiu Oskara odegrała dużą rolę przyjaźń między rodzinami Chopinów i Kolbergów. Ich wieloletnie sąsiedztwo w Pałacu Kazimierzowskim
dało mu możliwość bezpośredniego i częstego kontaktu z grą i twórczością
młodego wówczas kompozytora, co przyczyniło się w wielkim stopniu do
ukształtowania wrażliwości muzycznej Oskara. Przyjacielem Fryderyka był
A.Bl. [Antoni Blank] Kilka słów o życiu śp. Juliusza Colberg…, nr 324. W artykule A. Blanka błędnie „większą część życia, z 60 przeszło lat” .
2
S. Dębicka W starym gnieździe…, s. 62.
3
J. Bieliński Królewski Uniwersytet Warszawski…, T. III, s. 670.
4
Tamże, s. 668; Bieliński przytacza fragment tekstu J. Kolberga Bieg życia z r. 1823.
1

29

�Wilhelm, który w latach 1823–1825 uczęszczał do tej samej klasy licealnej, choć był o trzy lata starszy. Oskar, młodszy od Fryderyka i Wilhelma,
zdradzający wcześnie talent muzyczny, wykorzystywał każdą okazję, aby
słuchać gry Chopina, która fascynowała go od pierwszego z nią kontaktu.
Był świadkiem początków wykonawczej i kompozytorskiej drogi Chopina, mógł słyszeć jego utwory w jego własnym wykonaniu, a także grane
przez niego kompozycje innych muzyków, nie tylko podczas oficjalnych
koncertów. W roku 1876 w liście do Marcelego A. Szulca, autora biografii
Chopina, pisał:
Fakt, że lubił grywać o szarej godzinie, jest charakterystyczny, improwizacja wówczas dawała mu często wątek do nokturnów; a sam także pamiętam, jak parę razy
grał u moich rodziców, gdy się zmierzchało i prosząc, by świec nie było, z pamięci
uwerturę z Frejszyca i z Kopciuszka Rossiniego (na prośbę ojca mojego)1.

W roku 1879 pisał do jednego z kolegów Chopina z liceum, Tytusa
Wojciechowskiego:
A wtedy staje mi często na myśli, jakoby wspomnienie dnia wczorajszego, nasze
uczone kadeckie koszary i ów długi pawilon przy Liceum, gdzieśmy mieszkali,
i ćwiczenia Fryd[eryka] przy fortepianie, i nasze na dziedzińcu, postać starego
Chopina wołającego wieczorem z okna drugiego piętra na swoich elewów bawiących się na dole w piłkę: „Rentrez, messieurs, rentrez!”2.

Mikołaj Chopin, ojciec Fryderyka, wykładowca literatury i języka francuskiego w Liceum, prowadził pensjonat dla uczniów tej szkoły, stąd we
wspomnieniach Oskara obraz „starego Chopina” zwołującego swoich wychowanków z dziedzińca do domu. To, że Oskar był bezpośrednim świadkiem, a także uczestnikiem różnych wydarzeń w życiu młodego Fryderyka
Chopina, pozwoliło mu wiele lat później prostować nieścisłości i błędy
w wydawanych drukiem biografiach kompozytora.
Kolbergowie w roku 1825 przeprowadzili się z oficyny Pałacu Kazimierzowskiego3 do domu przy Krakowskim Przedmieściu, na rogu ul.
Brulion listu do M.A. Szulca, Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 563.
Brulion listu do T. Wojciechowskiego, Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 286–287.
3
Wilhelm Kolberg pisał w notatkach o Chopinie: „Od r. 1820 do 1825 mieszkałem przy
rodzicach w prawej oficynie Kazimierowskiego Pałacu na dole”. Notatki Wilhelma przytoczone
są w Pismach muzycznych O. Kolberga cz. II (DWOK T. 62), s. 461–462.
1
2

30

�Oboźnej. Chopinowie w roku 1827 również opuścili profesorski budynek
i zamieszkali w lewym pawilonie Pałacu Krasińskich przy Krakowskim
Przedmieściu. Ale Oskar nadal mógł słyszeć utwory Fryderyka w jego własnym wykonaniu w wielu innych sytuacjach, w domach obu rodzin i w czasie spotkań towarzyskich i koncertów. W Szkicu autobiografii wspomina:
[…] nieraz się przysłuchiwałem jego grze (a bywał on niekiedy i u moich rodziców) i dobrze mi utkwił w pamięci jego sposób traktowania instrumentu, lubo
za młody byłem wówczas i za wcześnie straciłem go potem z oczu, aby sobie
dokładną ze wszystkich szczegółów tej gry zdać sprawę1.

Bezpośrednie kontakty z kompozytorem przerwał dopiero jego wyjazd
do Paryża 2 listopada 1830 r. Styl gry Fryderyka Chopina zapamiętał Oskar
na zawsze, a uwielbienie dla jego muzyki, twórczości i sztuki pianistycznej
towarzyszyło mu do końca życia.
Spośród sąsiadów Oskara w pawilonie uniwersyteckim wspomnieć jeszcze trzeba dwu profesorów. Mieszkali tam także Samuel Bogumił Linde
(1771–1847) i Kazimierz Brodziński. Linde był rektorem Liceum i profesorem literatury greckiej i łacińskiej, a opracowany przez niego i wydany
w latach 1807–1814 Słownik języka polskiego należy do najwybitniejszych
osiągnięć ówczesnej nauki polskiej. Korzystał z niego Kolberg, przygotowując do druku w tomach Ludu zapisane przez siebie w terenie materiały
językowe, m.in. przy jego pomocy wyjaśniał znaczenie wyrażeń i zwrotów staropolskich. Brodziński, poeta, żołnierz napoleoński, później historyk
i teoretyk literatury, od roku 1821 wykładał w liceum, a po roku także na
uniwersytecie historię literatury polskiej i był uwielbiany przez studentów.
Do osób związanych z Liceum, których późniejsze kontakty z Oskarem są
udokumentowane, należy także Wacław Aleksander Maciejowski (1792–
1883), historyk i historyk literatury, który w Liceum Warszawskim był od
roku 1818 zastępcą profesora filologii klasycznej, a od 1819 r. wykładał
także prawo rzymskie na uniwersytecie.
Trudno dziś ocenić, jakie znaczenie dla rozwoju folklorystycznych zainteresowań Oskara i ukształtowania się jego poglądów na literaturę ludową miały kontakty z Kazimierzem Brodzińskim, bliskim przyjacielem
ojca, sąsiadem i profesorem literatury polskiej, którego wykładów słuchał
1

Rkp. O. Kolberga Szkic autobiografii…, k. 68.

31

�w Liceum. Juliusz Kolberg na pewno znał rozprawę Brodzińskiego O klasyczności i romantyczności, tudzież o duchu poezji polskiej, drukowaną
w „Pamiętniku Warszawskim” w roku 1818. Cenił utwory poety i – jak
już tu wspomniano – tłumaczył je na język niemiecki. W Kolbergowskim Ludzie znajdujemy potwierdzenie, że również Oskar znał twórczość
Brodzińskiego: przytoczył jego opis krakowiaka z Wiesława1 i fragmenty artykułu O tańcach narodowych 2, rozpoczął komponowanie „opery
sielskiej” z librettem opartym na Wiesławie, a w jednym z rękopisów
obok pieśni wykonanej przez mieszkankę dworku na Kujawach zanotował wydobyte z własnej pamięci nazwisko autora śpiewanego tekstu 3.
W 1857 r. we wstępie do tomu Pieśni ludu polskiego wymienił rozprawę
O klasyczności i romantyczności jako pierwszą publikację doceniającą
znaczenie pieśni ludowych. Brodziński już w roku 1821 postulował zebranie i opublikowanie polskich pieśni ludowych, a także pieśni innych
narodów słowiańskich 4, sam tłumaczył ludowe pieśni serbskie. W rozprawie O klasyczności i romantyczności... mocno akcentował potrzebę
odrodzenia literatury narodowej poprzez sięganie jej twórców do ustnej
literatury ludowej:
[...] niezawodną jest rzeczą, że pieśni ludu są źródłem najpiękniejszej poezji i że
sztuka robiąca z nich całość uwiecznia razem i charakter narodu, i jego oświecenie5.

Tak jak twórczość Brodzińskiego, tak i jego publicystykę krytyczno-literacką znał Oskar na pewno.
1
O. Kolberg Krakowskie cz. II (DWOK T. 6), s. 373–374. Brodziński pochodził z okolic
Tarnowa i znał folklor regionu krakowskiego.
2
Tamże, s. 368. Pierwodruk artykułu K. Brodzińskiego zamieszczony był w „Melitele” 1829,
T. 1, s. 85–101, Kolberg przytacza w Krakowskiem fragment o krakowiaku za przedrukiem:
K. Czerniawski O tańcach narodowych z poglądem historycznym i estetycznym na tańce
różnych narodów, a w szczególności na tańce polskie, Warszawa 1860, s. 108–109.
3
Pieśń Pasterz do Zosi z tekstem Brodzińskiego zanotował Kolberg w Piołunowie na Kujawach, zob. O. Kolberg Kujawy. Suplement do t. 3 i 4 cz. II (DWOK T. 72/II), s. 104, nr 112,
oraz w Radomiu, zob. O. Kolberg Radomskie. Suplement do t. 20-21 cz. II (DWOK T. 77/II),
s. 59, nr 860.
4
Zob. R. Wojciechowski Warszawskie, w: Dzieje folklorystyki polskiej. 1800–1863, pod
redakcją H. Kapełuś i J. Krzyżanowskiego, Wrocław 1970, s. 51–54.
5
K. Brodziński O klasyczności i romantyczności, tudzież o duchu poezji polskiej, w: tegoż
Wybór pism, oprac. A. Witkowska, Wrocław 1966, s. 265. Pierwodruk w „Pamiętniku Warszawskim” w roku 1818.

32

�Około roku 1828 stan zdrowia Juliusza Kolberga uległ pogorszeniu i zdecydowano się na kurację w Marienbadzie. Oskar towarzyszył wtedy rodzicom i wiele lat później, recenzując biografię Chopina autorstwa Maurycego
Karasowskiego, wspominał podróż powrotną do Warszawy:
Byłem i ja wówczas z rodzicami w Berlinie w powrocie (na Drezno i Berlin)
z Marienbadu, dokąd pojechaliśmy wprzódy na Wrocław i Pragę. Na Kolporterze był Ch[opin] z Jarockim w krzesłach, gdy my w loży. Na Il matrimonio
segreto był z nami w loży, pamiętam, jak na odgłos dętych instrumentów zatykał
sobie parę razy uszy z wykrzyknikiem: „A bodaj was, niegodziwe trąby!1

Fryderyk Chopin wyjechał z Warszawy do Berlina 9 września 1828 r.
z Feliksem Jarockim, przyjacielem ojca. W operze berlińskiej na Kolporterze George’a Onslowa i Potajemnym małżeństwie Domenica Cimarosy był
w drugiej połowie września2 i na ten okres datować można pobyt Oskara
z rodzicami w Berlinie. Podróż tę wspomniał Oskar jeszcze raz w r. 1880
w liście do redakcji czeskiego pisma „Světozor”:
Przy tej sposobności niech mi wolno będzie odświeżyć w pamięci wspomnienie
szczęśliwych chwil młodości spędzonych w Czechach, gdym w r. 182[8] towarzyszył rodzicom moim w podróży do Marienbadu. Przejeżdżaliśmy wówczas przez
Pragę, gdzie bawiąc trzy dni, zwiedzaliśmy wszystkie ciekawsze miasta Waszego
pomniki i budowle, które mi dotąd pozostały w pamięci [...]3.

W pierwszej połowie roku 1830 Oskar uczył się jeszcze w Liceum,
a w maju przystąpił do konfirmacji. Przez całe życie, obok innych ważnych
dokumentów, przechowywał także życzenia4, jakie dla niego napisał w tym
dniu pastor Georg Tetzner (1774–1841), wówczas proboszcz warszawskiej
parafii ewangelicko-augsburskiej pod wezwaniem Św. Trójcy. W sierpniu
Oskar uzyskał promocję do szóstej, ostatniej klasy Liceum, ale nauki nie
mógł już kontynuować. W Opisie biegu życia z 1845 r. pisał:
1
O. Kolberg Uwagi [...] odnoszące się do książki M. Karasowskiego…, w: Pisma muzyczne
cz. II (DWOK T. 62), s. 473.
2
Zob. M. Tomaszewski Chopin. Człowiek, dzieło, rezonans, Poznań 1998, s. 35.
3
Brulion listu O. Kolberga do redakcji „Světozora”, Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),
s. 407. Tam Kolberg podał błędnie rok 1829.
4
Rkp. zaginiony, znajdował się w zbiorach Bibl. PAU, sygn. 2030/III, k. 202, zachowała się
kopia M. Turczynowiczowej, obecnie w zbiorach Muzeum im. O. Kolberga w Przysusze.

33

�Zaraz po wyjściu ze szkół, podczas niespokojności w kraju, dla nauczenia się
buchalterii pracowałem w kantorze domu handlowego S.A. Fraenkel przez lat
4-ry (świadectwo tegoż)1.

Ta „niespokojność w kraju”, o której pisał Oskar w przytoczonym tekś­
cie, to powstanie listopadowe. Decyzję o zakończeniu już w sierpniu 1830 r.
edukacji szkolnej Oskara wymusiły na jego rodzicach panujące w Warszawie
napięcie i niepewność co do najbliższych wydarzeń. Juliusz Kolberg był też
świadomy stanu własnego zdrowia i wiążącej się z tym konieczności zapewnienia szesnastoletniemu Oskarowi przygotowania do samodzielnego zarabiania na życie. Dwaj młodsi synowie, Antoni i Juliusz, mieli 15 i 12 lat, najstarszy
Wilhelm miał już zapewniony zawód – po ukończeniu Liceum w roku 1825
został studentem Wydziału Nauk i Sztuk Pięknych Uniwersytetu Warszawskiego, w którego ramach działała Szkoła Inżynierii Cywilnej Dróg i Mostów.
Wstąpił także do Wojskowej Szkoły Aplikacyjnej, gdzie kształcili się kandydaci
na oficerów wojska polskiego Królestwa. Jesienią 1830 r. w mieście narastało
uzasadnione przekonanie, że wybuch walk zbrojnych jest coraz bliższy. Z tego
powodu rodzice Fryderyka Chopina przyspieszyli planowany wyjazd syna do
Paryża i 2 listopada na rogatkach Warszawy żegnali go przyjaciele i bliscy.
Wilhelm, wówczas adept Korpusu Inżynierów Wojska Polskiego, brał
od początku udział w powstaniu, które rozpoczęło się w Warszawie w nocy
z 29 na 30 listopada. Po czterech miesiącach, w marcu 1831 r. został awansowany rozkazem generała Jana Skrzyneckiego, naczelnego wodza powstania, na stopień podporucznika, a w maju otrzymał awans na porucznika. Juliusz Kolberg w tym czasie był już ciężko chory i zmarł 5 września
1831 r. Dramatyczne okoliczności jego pogrzebu następnego dnia po zdobyciu przez Rosjan szańców Woli opisał Kazimierz Władysław Wójcicki
(1807–1879), również powstaniec:
Pogrzeb Kolberga odbywał się po skończonym szturmie Warszawy i zdobyciu Woli w roku 1831. Na cmentarzu ewangelickim biwakowało strudzone
wojsko cesarsko-rosyjskie, bałwaniły dymem ogniska obozowe. Z miasta wyszedł smutny korowód żałobny i karawan wiozący martwe zwłoki Kolberga,
a prawie z nim wyległy matki, siostry i żony, z płaczem szukając swoich
pomiędzy trupami. Trumnę przeniesiono wpośród trupów i krwi świeżej, niedawno przelanej, do grobu, gdzie ręce rodziny i przyjaciół rzuceniem garści
1

Rkp. O. Kolberga Opis biegu życia…, k. 64.

34

�ziemi pożegnały na zawsze tego, którego kochał i wielbił nasz niezapomniany
śpiewak Wiesława1.

Po klęsce powstania car pozbawił Polaków w zaborze rosyjskim nawet
tej namiastki państwowości, jaką cieszyli się w latach 1815–1830. Nadany
zamiast konstytucji Statut Organiczny ograniczał odrębność państwową
Królestwa, zlikwidowany został sejm i polskie wojsko, atrybuty niezawisłości, namiestnikiem praktycznie rządzącym w Królestwie został feldmarszałek Iwan Paskiewicz, zdobywca Warszawy. Formalnie Królestwo nie
zostało włączone do cesarstwa rosyjskiego, nie pozwalały na to umowy
zawarte przez sojuszników w czasie kongresu wiedeńskiego, ale zawieszona
lub zlikwidowana została większość praw Polaków, a powstańców poddano
represjom. Wielu z nich musiało wybrać emigrację, ponieważ amnestia
ogłoszona przez cara nie objęła kilku kategorii uczestników powstania.
Między innymi wyłączeni z niej byli spiskowcy, którzy wszczęli powstanie, członkowie Rządu Narodowego, ochotnicy z Ziem Zabranych, tj. spoza
Królestwa, a także ci oficerowie, którzy nie ponowili przysięgi na wierność carowi. W procesach po powstaniu listopadowym sądy w Królestwie
wobec powstańców pochodzących z jego obszaru nie orzekały wprawdzie
kary śmierci, ale skazywano ich na zesłanie połączone z konfiskatą mienia, pojmani do niewoli żołnierze byli wcielani do wojska rosyjskiego na
15 lub 25 lat, zależnie od formacji, w której poprzednio służyli. Oficerom
groziła degradacja i również przymusowa wieloletnia służba w rosyjskim
wojsku. Społeczeństwo Królestwa obciążone zostało kontrybucją wynoszącą 22 miliony rubli, koniecznością utrzymywania stacjonującej w Królestwie armii i kosztami budowy twierdz i cytadeli w Warszawie. Represjom towarzyszyła stagnacja gospodarcza spowodowana m.in. nałożonymi
w listopadzie 1831 r. wysokimi cłami na towary wywożone z Królestwa
do cesarstwa. W roku 1833, po nieudanej próbie wywołania kolejnego powstania przez partyzantów pod wodzą Józefa Zaliwskiego, w Królestwie
wprowadzony został na przeciąg około dwudziestu pięciu lat stan wojenny,
przedłużający zawieszenie praw obywatelskich.
Ze szczególną siłą zemsta cara Mikołaja I po powstaniu listopadowym
dotknęła wszystkie instytucje oświatowe w Królestwie i na Ziemiach Zabranych. Liceum Warszawskie już po wybuchu powstania listopadowego
1
K.W. Wójcicki Cmentarz Powązkowski pod Warszawą, T. 3, Warszawa 1858, s. 226–227.
Śpiewakiem Wiesława nazywano Kazimierza Brodzińskiego, autora sielanki pod tym tytułem.

35

�zaprzestało działalności, a jego późniejsza likwidacja zamknęła Oskarowi ostatecznie tę drogę zdobycia wykształcenia. Zamknięte zostały obydwa uniwersytety polskie działające w zaborze rosyjskim – w Warszawie
i w Wilnie – oraz, poza warszawskim, także liceum istniejące w Krzemieńcu. Jerzy Jedlicki pisze:
Dla polskich warstw wykształconych i kształcących się była to prawdziwa katastrofa, ostateczne pogrzebanie epokowego dzieła Komisji Edukacji Narodowej
i brutalne zdławienie polskich aspiracji kulturalnych. O to też chodziło. Jeśli
zważyć, że kilka tysięcy słuchaczy i absolwentów obydwu uniwersytetów poszło
na emigrację, a trudna do oszacowania ich liczba została wcielona do carskiego
wojska lub zesłana „w głąb Rosji”, to jasno widać, że Królestwo, Litwa i gubernie
ukraińskie, ogołocone ze swych oświeconych warstw i ich warsztatów pracy,
stać się miały umysłową pustynią, uległą woli prawowitego monarchy1.

Zbiory biblioteczne i kolekcje naukowe zgromadzone przez uniwersytety w Warszawie i w Wilnie, przez Liceum Krzemienieckie i Warszawskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk, a także zbiory z zamku królewskiego
i kolekcje z prywatnych pałaców, jeżeli ich właściciele byli na emigracji, wywieziono do Petersburga, a w części także do Charkowa i Kijowa,
gdzie stały się uposażeniem nowych, zakładanych tam uniwersytetów.
W Warszawie z dawnej biblioteki uniwersyteckiej pozostały tylko druki
rosyjskie, dzieła z zakresu medycyny i książki potrzebne w obserwatorium astronomicznym. Było to około 40 tysięcy druków ze 134 tysięcy
znajdujących się w zbiorach przed powstaniem, ale ponieważ Rosjanie
zabrali także katalogi, dostęp do tych dzieł był bardzo utrudniony. Wśród
wywiezionych z Warszawy zbiorów służących nauce znajdowały się instrumenty, przyrządy i mapy gromadzone i używane przez Juliusza Kolberga w latach 1817–1830 w „gabinecie instrumentów matematycznych
do wykładów miernictwa i niwelacji” 2.
Po upadku powstania Wilhelm, jak znaczna część oficerów, pozostał
w kraju i złożył przysięgę na wierność cesarzowi, co uchroniło go przed
1
J. Jedlicki Błędne koło. 1832–1864. Dzieje inteligencji polskiej do roku 1918, T. II, Warszawa 2002, s. 44.
2
Wylicza je, wśród innych strat, J. Bieliński, zob. tegoż Królewski Uniwersytet Warszawski…, T. I, s. 592–593. Zob. też Z. Strzyżewska Konfiskaty warszawskich zbiorów publicznych
po powstaniu listopadowym: Biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego i Warszawskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk. Materiały i dokumenty z archiwów rosyjskich, Warszawa 2000.

36

�degradacją i wysłaniem na front kaukaski. Został wtedy wcielony do Korpusu Dróg i Mostów na stanowisku inżyniera. Dopiero w r. 1838 udało się
i jemu, i jego braciom potwierdzić swoje prawo do szlachectwa dziedzicznego, co dawało ważne przywileje, m.in. uwalniało wszystkich czterech
synów Juliusza Kolberga od przymusowego poboru do wojska carskiego.
W tym samym roku Wilhelm, korzystając z przywrócenia mu statusu szlacheckiego, mógł wreszcie odejść z przymusowej służby wojskowej w Korpusie Inżynierów i podjąć pracę jako urzędnik cywilny.
Karolina Kolberg, wdowa po profesorze uniwersytetu, miała prawo do
emerytury dla siebie i synów do czasu osiągnięcia przez nich pełnoletniości1. Znając te warunki i zdając sobie sprawę z krytycznego stanu swego
zdrowia, ojciec zapewnił Oskarowi jeszcze jesienią 1830 r. zdobycie zawodu przez praktykę w kantorze bankowym Samuela Fraenkla, niegdyś
– podobnie jak Juliusz Kolberg – członka masońskiej loży „Zur Halle der
Beständigkeit”2. Według zachowanego świadectwa3 Oskar pracował tam
jako wolontariusz od 20 listopada 1830 r. do 1 maja 1833 r. Bank Samuela
Fraenkla był wówczas jedną z potęg finansowych nie tylko w Królestwie,
ale także w cesarstwie rosyjskim, a spadkobiercy zmarłego w 1833 r. założyciela rozwinęli go na skalę europejską.
Antoni, młodszy brat Oskara, po zamknięciu Liceum podjął naukę malarstwa u profesorów dawnej uniwersyteckiej Szkoły Sztuk Pięknych, Antoniego Brodowskiego i Antoniego Blanka, a także w prywatnej szkole Aleksandra Kokulara. Najwcześniejszą spośród znanych jego prac jest rysunek
piórkiem z r. 1832, przedstawiający salon w ostatnim warszawskim mieszkaniu Fryderyka Chopina. Pod rysunkiem widnieje podpis autora i jego
J. Bieliński pisze: „Wdowa po Kolbergu, Karolina z Merkerów, podała prośbę o emeryturę d. 18 stycznia 1832 r. do Rautenstraucha. Ponieważ prof. opłacał składkę emerytalną
od 8000 zł, a jako profesor leśnictwa 3 000 zł i liczył ogółem 24 lat służby i 6 miesięcy, pozostawiając żonę lat 55 [!], synów 4, z nich Wilhelm pełnoletni i pracował w dyrekcji komunikacji
lądowych i wodnych, przeto emerytura obejmowała tylko troje niepełnoletnich, Oskara lat 17,
Antoniego lat 14 i Juliusza lat 12. Kolbergowa otrzymała emeryturę d. 3 grudnia 1832 r. w sumie 4 250 zł”. J. Bieliński Królewski Uniwersytet Warszawski…, T. III, s. 671. Karolina Kolberg
miała wówczas lat 44.
2
Zob. L. Hass Sekta farmazonii warszawskiej…, aneks V, s. 561–577, Juliusz Kolberg odnotowany jest przez L. Hassa jako Colberg Christian Heinrich Julius. Masoneria została w Królestwie Polskim rozwiązana dekretem cara Aleksandra I w 1822 r.
3
Rkp. nieznanego autora w zbiorach BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 39, zaświadczenie wystawione było w języku niemieckim z datą 27 września 1833 r. i podpisane przez S. Fraenkla.
1

37

�inicjały: „1832. Salon Chopinów w Pałacu Krasińskich, oficyna od korpusu
lewa, 2 piętro od ulicy – po wyjeździe Fryderyka – oryginał posłałem mu
do Paryża, AK.”1
W latach 1834–1840 Antoni studiował teorię malarstwa w Akademii
Sztuk Pięknych w Berlinie i pracował pod kierunkiem Karola W. Wacha,
malarza nadwornego, a później rektora Akademii. Na wystawie w Berlinie
przedstawiony był jego obraz Kazanie św. Jana na pustyni namalowany
dla jednego z kościołów berlińskich, wykonał w tym okresie także trzy
obrazy dla kościoła w Zabłudowie.
Oskar w czasie pracy w kantorze kształcił się nadal jako muzyk, najpierw w roku 1830 u Józefa Elsnera, później u Ignacego F. Dobrzyńskiego. W końcu roku 1834 lub na początku 1835 wyjechał do Berlina, gdzie
uczęszczał na kursy księgowości w akademii handlowej2, ale przede wszystkim studiował kompozycję u Carla Friedricha Girschnera i Carla Friedricha
Rungenhagena. C.F. Girschner (1794–1860) był kompozytorem, organistą
i dyrygentem, C.F. Rungenhagen (1778–1851) dyrygentem chórów, kompozytorem, a wówczas także dyrektorem berlińskiej Singakademie. Obaj
byli znanymi pedagogami, a C.F. Rungenhagen w dziejach muzyki polskiej
odnotowany jest też jako nauczyciel Stanisława Moniuszki.
W końcu roku 1836 Kolberg wrócił z Berlina do Warszawy i został przeegzaminowany przez Józefa Elsnera, który wystawił mu następującą opinię:
Odwołując się do mego zaświadczenia z roku 1834, nim J.P. Oskar Kolberg
udał się do Berlina w celu wydoskonalenia się w muzyce, do której wtenczas
już niepospolity talent i znaczne usposobienie widziałem. Zaświadczam teraz,
jako tenże po złożonym przede mną egzaminie okazał stopień celujący jako
fortepianista – generał basista i kompozytor muzyki, wskutek czego ma prawo
Przytoczono za K. Markiewicz Antoni Kolberg (1815–1882), warszawski malarz portretów, obrazów religijnych, scen rodzajowych. Katalog wystawy, Przysucha 2006, s. 8, reprodukcja kopii tamże, s. 68. Katalog ten zawiera najpełniejsze obecnie informacje o twórczości
Antoniego Kolberga.
2
O nauce księgowości Kolberg wspominał tylko w brulionach Opisu biegu życia, w jednym z nich pisał: „Następnie, udawszy się w r. 1835 za pasportem do Berlina, uczęszczałem
tamże do końca r. 1836 na kursa Akademii Handlowej (dowodu na to nie posiadam)” (rkp.
O. Kolberga w BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 64). Przytoczony tu Opis biegu życia napisał Kolberg w czasie starań o przyjęcie do pracy w Zarządzie Budowy Drogi Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej w r. 1844. Jako przygotowanie do pracy Kolberg wymienia tam naukę w Liceum
i praktykę w banku S.A. Fraenkla i dodaje za każdym razem, że dołącza odpowiednie świadectwo, brakowało mu jedynie świadectwa berlińskiej akademii handlowej.
1

38

�być policzonym i liczę go do rzędu znakomitszych artystów miasta Warszawy.
Dnia 14 grudnia 18361.

Następny rok spędził Kolberg w Mitawie (dziś Jełgawa) na Łotwie
jako nauczyciel muzyki w domu Karoliny de Kreutz 2. W Szkicu autobiografii pisał: „[…] rok 1837 przebyłem na wsi jako nauczyciel muzyki
prywatny” 3. Wśród dokumentów Kolberga zachowało się pismo z 30 listopada 1836 r., z którego wynika, że starał się o „uwolnienie od zaciągu, jako artyście dotąd od poboru oszczędzonemu, ażeby mógł udać się
do Rosji” 4. Potwierdzenie szlachectwa dziedzicznego, które uwalniało od
przymusowego poboru do wojska, Oskar uzyskał tak jak Wilhelm dopiero w 1838 r. i być może deklarowany dwa lata wcześniej wyjazd do Rosji
był pretekstem do starań o zwolnienie od powołania do służby wojskowej. Również wybór odległej Mitawy w końcu roku 1836 mógł wiązać
się z tymi staraniami.
Po roku pobytu w domu pani de Kreutz Oskar postanowił wrócić do
Warszawy, co z pewnym niezadowoleniem przyjął starszy brat, głowa rodziny. W grudniu 1837 r. Wilhelm starał się wyperswadować Oskarowi tę
decyzję i pisał do niego:
Gdybyś więc powrócił, nie mógłbyś odebrać Emilowi5 lekcji, jakieś miał,
a o nowe bardzo trudno, wkrótce więc wyczerpałby się mały Twój uzbierany
zapasik i zostałbyś w położeniu przykrym. Moją więc jest radą, abyś za rekomendacją Pani Generałowej mógł dostać miejsce jakie albo w Kurlandii, albo też
w Rosji […]. Najbardziej powinieneś myśleć o tym, aby przynajmniej rok jeszcze
jeden zabawić za granicą, bo przez to utrzymałbyś tu i sławę swoją, i może
przecie wziąłbyś się cokolwiek więcej do grania, i mógłbyś wyścignąć tutejszych
miernych artystów. Bo przyznaj sam, że kompozycje mało są cenione, dlatego
że mamy tak wiele kompozycji sławnych mistrzów i że wielką ich część radzi
byśmy kilkakrotnie słyszeć, większą nam nawet sprawia przyjemność słyszeć
piękną, znajomą sztukę aniżeli zupełnie nową – mówię tu nie o artystach, lecz
Rkp. J. Elsnera w papierach osobistych O. Kolberga, BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 37.
Świadectwo K. de Kreutz zamieszczone jest w Korespondencji… cz. III (DWOK T. 66) jako
aneks 2 na s. 707–708, ma datę 18 stycznia 1838 r.
3
Rkp. O. Kolberga Szkic autobiografii…, k. 68.
4
Rkp. nieznanego autora, BN PAU i PAN, sygn. 2185/3, k. 74, podpisany przez gen. Józefa
Rautenstraucha (1773–1842), wówczas zastępcę Iwana Paskiewicza w Radzie Stanu, m.in. jako
kierownika spisu i zaciągu wojskowego w Królestwie Polskim.
5
Chodzi tu o Emiliana Jenikego (1815–1852), pianistę, przyjaciela Oskara.
1
2

39

�o publiczności. Czas więc, który Ty poświęcasz na kompozycje, jest wprawdzie
dla Ciebie przyjemnym, lecz jest straconym, bo gdybyś go użył na egzercytowanie się, mógłbyś znacznej dojść biegłości, a tym sposobem większej ilości lekcji
i lepszej zapłaty, gdy zaś kompozycje nic Ci nie przyniosą. […] Matka nie wie
o tych radach, które Ci daję, Jej serce może nie zgodziłoby się z nimi. Ja mam
sobie za obowiązek udzielić Ci te uwagi, bo gdybym je zamilczał, nie kochałbym
Ciebie. Rób, jak Ci sumienie każe, i kochaj zawsze najprzywiązańszego Twojego
Wilhelma1.

Generałowa, którą Oskar miałby prosić o rekomendację, to Katarzyna Sowińska (1776–1860), wdowa po Józefie wsławionym obroną Woli
w ostatnich dniach powstania. W czasie walk prowadziła w swym domu
lazaret, potem, po śmierci męża na szańcach Woli i upadku powstania,
organizowała tajną pomoc dla rodzin zesłańców i uchodźców, za co została zmuszona do pobytu w klasztorze w Łomży w latach 1835–1837. Była
osobą bardzo popularną w Warszawie i powszechnie szanowaną za swą
patriotyczną postawę i czynne działania na rzecz powstańców. Jej pogrzeb
11 czerwca 1860 r. był wielką manifestacją ludności stolicy, od której rozpoczęły się demonstracje poprzedzające powstanie styczniowe.
Oskar nie posłuchał rady brata, wrócił do Warszawy i przez parę lat
starał się utrzymać z lekcji muzyki, a przede wszystkim komponować. Wilhelm, patrzący bardzo trzeźwo na życie, jeszcze kilka razy w następnych
latach tłumaczył Oskarowi niepraktyczność jego planów i działań. Jak się
później okazywało, nie zawsze miał rację, ale w razie potrzeby starał się
pomóc młodszemu bratu w uzyskaniu stabilizacji finansowej.

1
List Wilhelma Kolberga do Oskara z 10 XII 1837 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),
s. 2–3.

40

�II
[Pierwsze kompozycje Oskara Kolberga. – Początki jego zainteresowania się
folklorem około roku 1839.. – Zamiar wydania drukiem zebranych w terenie
pieśni ludowych.. – Życie muzyczne Warszawy w okresie międzypowstaniowym.. – Badania terenowe Kolberga w okolicach Warszawy i w innych
regionach Królestwa.. – Początek przyjaźni z Józefem Konopką.. – Edycja pierwszego zbioru pieśni ludowych w latach 1842–1845 w Poznaniu
i w „Przyjacielu Ludu” w latach 1846–1847.]

Lata 1838–1844, to jest okres między powrotem do Warszawy a podjęciem etatowej pracy księgowego, wypełniły Oskarowi Kolbergowi zajęcia
związane z muzyką. Jego publikacje z tych lat i nieliczne zachowane listy
wskazują, że zainteresowanie to było wielostronne. Komponował, uczył gry
na fortepianie, a także przeżywał pierwsze fascynacje muzyką ludową, usłyszaną i zapisywaną głównie na Mazowszu. Poza własną twórczością oraz
notowaniem ze słuchu i przygotowywaniem do druku melodii ludowych
zajmowało go ówczesne życie muzyczne w Warszawie, a także historia
muzyki polskiej i aktualne publikacje na temat folkloru.
Zarobkował wtedy lekcjami gry na fortepianie – mimo obaw Wilhelma
udało mu się znaleźć uczniów, ale praca ta męczyła go i nie dawała satysfakcji. Około roku 1841 pisał w jednym z listów: „[…] muszę na utrzymanie
życia, jak wół w jarzmie, pracować w zawodzie nauczycielskim”1. W roku
1844 złożył pierwszy egzamin na prywatnego nauczyciela muzyki i przygotowywał się do egzaminów wyższych, ale wkrótce zrezygnował z pracy
pedagoga. Kilkanaście lat później musiał wprawdzie wrócić do takiego sposobu zarabiania na życie, jednak nie polubił go nigdy.
Pierwsze utwory fortepianowe Oskara Kolberga wydane drukiem to
Six polonaises pour le pianoforte2. Kompozycje te ukazały się już w roku
1

s. 5.

Brulion listu do A. Woykowskiego, niedatowany, Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),

2
Przedruk w: O. Kolberg Kompozycje fortepianowe (DWOK T. 69), nr 63–68, s. 296–321.
Kolberg dedykował polonezy à Monsieur Lois Oehmigke, nazwisko adresata tej dedykacji
w DWOK T. 69, s. XI (dedykacja jest przytoczona w komentarzu rewizyjnym tamże, s. 687),
zostało błędnie zinterpretowane jako „Ludwik Jenike”. Kolberg tę kompozycję ofiarował Lud­
wigowi Oehmigke (1796–1870), berlińskiemu wydawcy i księgarzowi. Nie udało się odszukać
bliższych informacji o kontaktach rodziny Oskara z Ludwigiem Oehmigke’m, wiadomo tylko,
że wydał on w Berlinie w r. 1825 przekład pracy Juliusza Kolberga o planimetrze.

41

�1835 w Berlinie. Jego debiutem w Warszawie były ballada Talizman
i Valse pour le pianoforte, drukowane w roku 1836, to jest jeszcze przed
wyjazdem na Łotwę. Następnie w roku 1841 wydał Dwa mazury na pianoforte i Mazura ułożonego na fortepian i ofiarowanego Wnej pannie
Emilii Gronau.1 Mazur był prezentem dla przyszłej bratowej — w październiku tego roku odbył się ślub Emilii Gronau (1825–1865) z Wilhelmem. Starszy brat Oskara po uwolnieniu się w r. 1838 od przymusowej
służby wojskowej przeszedł do służby cywilnej i zdobywał nowe doświadczenia zawodowe. Już poprzednio w wojskowym Korpusie Dróg
i Mostów pracował przy budowie traktu od Ryk do Kurowa, w latach
1838–1839 w czasie studiów w Austrii brał udział w pracach nad regulacją Dunaju. Nabyte wtedy umiejętności wykorzystał po powrocie do
Polski — w latach 1839–1841 należał do komitetu budowy Kanału Augustowskiego, potem był referentem technicznym w Wydziale Komunikacji
Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych.
Wilhelm dbał też o spuściznę pozostawioną przez ojca. Już w roku 1832
wydał jego mapę ścienną Królestwa Polskiego2. Miała ona bardzo pochlebne recenzje i – aktualizowana przez Wilhelma – była kilkakrotnie wznawiana. W roku 1837 przygotował drugie wydanie podręcznika Wzory rysowania map i planów3, a rok później uzupełnione Porównanie miar i wag4.
Wilhelm i Emilia po ślubie pozostali w domu na rogu Krakowskiego
Przedmieścia i Oboźnej, w mieszkaniu, które Kolbergowie zajmowali od
czasu przeprowadzki z budynku uniwersyteckiego, a matka przeniosła się
na ul. Elektoralną. Razem z nią mieszkał w tym okresie Oskar. Sytuacja rodzinna szybko się skomplikowała, ponieważ Juliusz Adolf Aleksander, najmłodszy z żyjących wówczas braci, został ojcem dwu nieślubnych córek5.
Zob. O. Kolberg Kompozycje fortepianowe… (DWOK T. 69), s. 680.
J. Kolberg Mapa Królestwa Polskiego wraz z obwodem Wolnego Miasta Krakowa
i częścią pogranicznych państw ułożona przez …, Warszawa 1832, wznawiana w latach 1840,
1846, 1849, 1858, 1862, 1863 i 1868.
3
W. Kolberg Wzory rysowania map i planów, Warszawa 1837. Jest to rozszerzone wydanie pracy Juliusza opublikowanej w 1825 r.
4
Juliusz Kolberg Porównanie miar i wag teraźniejszych i dawniejszych w Królestwie
Polskim używanych z zagraniecznemi..., wydanie wtóre przerobił i powiększył Wilhelm Kolberg, Warszawa 1838. Pierwodruk: Warszawa 1819.
5
Dokumenty rodzinne Kolbergów, zawierające prawdopodobnie dokładniejsze informacje
o pochodzeniu córek Juliusza Adolfa Aleksandra, były przechowywane w Bibliotece Krasińskich w Warszawie i spłonęły w roku 1944 w czasie niszczenia Warszawy przez Niemców po
1
2

42

�Karolina Matylda i Julia Wanda, urodzone w roku 1841, otrzymały fikcyjne
nazwisko Gallasch (zapisywane także Gallash, Gallache i de Gallache) i dorastały pod opieką Karoliny Kolberg, ich babki. Juliusz miał niewiele ponad
dwadzieścia lat, gdy urodziły się jego córki, i żył krótko. W zachowanych
dokumentach rodzinnych brak informacji o kolejach życia najmłodszego
z braci Kolbergów. Według rodzinnych przekazów1 najpierw miał bliżej
nieokreśloną posadę w zarządzie dóbr w Nieborowie, być może był tam
praktykantem, później wyjechał z Królestwa. Zmarł w Borysowie 26 maja
1843 r., w wieku zaledwie dwudziestu pięciu lat. W nekrologu2 podano, że
był tam administratorem majątku. Córki Juliusza pozostawały pod opieką
babki przez wiele lat, a Karolina była jej ukochaną wnuczką i opiekunką
w ostatnich latach życia.
W domu matki zatrzymywał się też zapewne Antoni, który po studiach
w Berlinie wrócił do Warszawy w roku 1840 i brał czynny udział w życiu artystycznym miasta. W czerwcu 1841 r. prace Antoniego znalazły się
na wystawie w salach ratusza3 — opublikowany katalog wymienia pięć
jego obrazów. Znajdowała się wśród nich także scena rodzajowa Słowaki,
przedstawiająca wędrownych druciarzy zarobkujących zimą w Warszawie,
a jedno z prezentowanych dzieł, Św. Emilia, zostało nagrodzone srebrnym
medalem pierwszej klasy i rządowym stypendium, umożliwiającym wyjazd
na studia do Włoch. Pobyt Antoniego w Rzymie, Bolonii i Florencji, a następnie w Paryżu trwał ponad sześć lat. W czasie studiów we Włoszech
kopiował arcydzieła malarstwa i tworzył własne kompozycje. Obrazy te
były wystawione w Warszawie w czerwcu 1845 r., a w recenzji4 z uznaniem
pisano o prezentowanych tam portretach jego autorstwa. Dwa lata później w korespondencji prasowej z Rzymu jego malarstwo oceniano także
upadku powstania. Zachowane listy nie wyjaśniają, kim była matka dwu córek Juliusza, kiedy
i dlaczego znalazły się one pod opieką swej babki, ani czy matka brała jakiś udział w opiece
i finansowaniu ich bytu, czy też całkowite koszty utrzymania i kształcenia ponosiła od początku
tylko rodzina ich ojca.
1
Zob. S. Dębicka W starym gnieździe…, s. 140–144.
2
Nekrolog zamieszczony był w „Kurierze Warszawskim” w r. 1843, nr 151, tam notatka:
„Odebrano tu wiadomość z Litwy, że 26 maja rb. w Borysowie zszedł z tego świata za wcześnie, bo licząc lat 26, Juliusz Kolberg [...]”, nekrolog podpisał „przyjaciel rodziny”. Nie udało się
ustalić, czy chodziło o Borysów, miasto powiatowe w obwodzie mińskim, nad Berezyną, czy
o miejscowość o tej samej nazwie w ówczesnym powiecie kobryńskim.
3
Zob. K. Markiewicz Antoni Kolberg (1815–1882)…, s. 8–9.
4
„Gazeta Warszawska” 1845, nr 201.

43

�wysoko. Chwalono rysunek, koloryt, doświadczoną rękę, dodając, że choć
obrał on „skromny zawód robienia portretów”1, to portrety jego pędzla
oddają doskonale nie tylko rysy modeli, ale także ich osobowość. Pod koniec długiego pobytu za granicą Antoni pojechał do Paryża. Spotkał się
tam z Fryderykiem Chopinem i malował wówczas jego portret, ale pracy
tej nie ukończył2. Po powrocie z zagranicy w roku 1848 osiadł na stałe
w Warszawie.
Oskar w latach 1839–1840 znacznie poszerzył pole swoich zainteresowań. Wiele lat później w Szkicu autobiografii pisał:
Przed r. 1830 lubiłem (jak i bracia moi) taniec namiętnie. Tańczyło się też często
lub grało do tańca na wieczorkach prywatnych, a czynił to i Szopen, improwizując mazury i walce. Ale mazur ów był to mazur salonowy, szlachecki, do
którego tylko czasami dla odmiany i urozmaicenia go dodawano jakiś ustęp
wzięty z muzyki wieśniaczej (a styl ten zachował Szopen i w następstwie także).
Więc nie rozbudziło to jeszcze u mnie chęci pogoni za melodią ludową. Dopiero
ogólny prąd literatury skierowany ku rzeczom ludowym około r. 1834 i później,
zbiory Wacława z Oleska i Wójcickiego i osobista tego ostatniego zachęta do
poszukiwania melodii (których w jego dziele jest bardzo mało), jak i zachęta
Dobrzyńskiego, wreszcie słyszane oryginalne odgłosy piszczałek, skrzypeczek
i katarynek poza miastem (w Czerniakowie, Wilanowie itd.) skłoniły mnie do
poszukiwań w tym kierunku. Pierwszy połów na większe rozmiary dokonany
r. 1839 w Wilanowie dał mi już spory zasób nader ciekawych motywów i popchnął do dalszych poszukiwań na tym polu3.

„Ogólny prąd literatury skierowany ku rzeczom ludowym” wymieniony
przez Kolberga jako jeden z powodów skłaniających go do zwrócenia uwagi
na muzykę ludową to romantyzm. W Szkicu autobiografii Kolberg umiejscowił początki zajęcia się folklorem przez literatów i artystów w roku 1834,
ale był on przedmiotem badań i zainteresowania znacznie wcześniej. Już
działacze polityczni i uczeni epoki Oświecenia postulowali badanie kultury
Wiadomości bieżące, „Przegląd Poznański” 1847, T. 5, s. 676.
Oryginał portretu Chopina pędzla Antoniego Kolberga spłonął w 1944 r. w Bibliotece
Krasińskich. Znany jest dziś z fotografii i z kopii znajdującej się w zbiorach Muzeum Fryderyka
Chopina w Warszawie wykonanej przez Kazimierza Mordasewicza. Reprodukcje w katalogu
K. Markiewicz Antoni Kolberg (1815-1882)..., s. 64 i 65 oraz w H. Wróblewska-Straus, K. Markiewicz Fryderyk Chopin i bracia Kolbergowie na tle epoki..., s. 83.
3
Rkp. O. Kolberga Szkic autobiografii…, k. 68.
1
2

44

�ludowej, w tym także folkloru, aby opracować programy edukacyjne skierowane do ludu. Uważali, że są one konieczne, aby chłopi stali się świadomi
swej przynależności narodowej i gotowi do przyjęcia obiecywanej im wolności. Znany program zbadania kultury ludowej Hugona Kołłątaja, obejmujący także folklor, powstał jako plan jednego z czterech dzieł niezbędnych dla przedstawienia syntezy historii Polski, która miała obejmować
historię całego narodu, a nie tylko warstwy szlacheckiej. Jednak tworzone
w końcu XVIII i na początku XIX wieku programy, instrukcje i ankiety nie
doprowadziły do podjęcia kompleksowych badań kultury ludowej lub jej
części, folkloru, było to niemożliwe w ówczesnej sytuacji nauki polskiej
i społeczeństwa. Natomiast od dawna notowano1 pieśni ludowe, najczęściej
przyśpiewki do krakowiaków, których zbiorki w XVII, XVIII i na początku
XIX wieku bywały nawet wydawane (bez muzyki), często jako druki ulotne.
Z niektórych korzystał wiele lat później Kolberg2.
Romantyzm stawiał ponad wszystko wolność, tj. prawo do własnego,
indywidualnego rozwoju narodów, grup społecznych i jednostek, a wśród
nich zwłaszcza twórców. W romantycznych programach podkreślano
prawa każdego narodu do wolności, także ludów, które zostały przemocą
objęte władzą carów rosyjskich, królów pruskich, cesarzy austriackich i tureckich sułtanów. Przez cały wiek XIX, aż do kończącej go wojny światowej, trwały walki zbrojne i inne działania, które w końcu przywróciły lub
przyniosły niepodległość narodom bałkańskim, Włochom, a także narodom bałtyckim i Polakom. W działaniach na rzecz wyzwolenia niezwykle
ważna stawała się rola rodzimego folkloru. Odszukanie w folklorze mniej
lub bardziej prawdziwych zabytków własnej literatury pomagało obudzić
świadomość narodową wśród ludów od pokoleń rusyfikowanych lub germanizowanych, a dialekty ludowe stawały się podstawą dla ich języka literackiego. Romantycy „nobilitowali” folklor i nadali mu nowe znaczenie,
przekonani, że lud jest nosicielem najbardziej autentycznych składników
Zob. Cz. Hernas W kalinowym lesie, T. 1: U źródeł folklorystyki polskiej, Warszawa 1965,
m.in. rozdział „Zbieractwo pieśni ludowych w XVIII w.” (s. 143 i nast.).
2
Np. w Krakowskiem Kolberg odnotował druk Krakowiaki i inne wiersze wydany w Krakowie w latach 1820–1825, Pieśń światową (incipit „Moja dziewczyna robotna była”), wydaną
tamże, oraz inne druki ulotne publikowane tamże około roku 1820, zob. E. Millerowa i A. Skrukwa,
wstęp do: Krakowskie. Suplement do tomów 5–8 cz. I (DWOK T. 73/I), s. XLIV–XLV, (przypisy).
Druczki te (oprawione razem z innymi) mają w Bibliotece Jagiellońskiej tytuł Mieszaniny czyli
Zbiór wierszów luźnych wydawanych od roku 1820 do roku 1825 w Krakowie w drukarni
Akademickiej.
1

45

�kultury narodowej i w jego pieśniach, bajkach i podaniach przechowały
się najdawniejsze zabytki literatury i niepisanej historii lub co najmniej ich
wyraźne ślady pochodzące z epoki przedchrześcijańskiej. Tezy na temat
znaczenia literatury narodowej formułowane były przez poetów i pisarzy,
a także przez historyków i polityków, służąc ich programom literackim,
społecznym i narodowym. Poeci i pisarze romantyczni odkryli też walory
artystyczne „poezji gminnej” i innych form folkloru swego narodu i twórczo wykorzystywali je w literaturze, przenosząc do niej wybrane gatunki
(np. ballady), tematy, wątki, motywy, a także niektóre środki formalne (np.
paralelizm). Również dla muzyków folklor stał się źródłem inspiracji, a dla
malarzy coraz częściej interesującym tematem były wieś, jej mieszkańcy
i krajobraz.
Po powstaniu listopadowym, po którym na terenie zaboru rosyjskiego nasiliła się rusyfikacja, a w zaborze austriackim germanizacja, ocalenie
kultury narodowej było priorytetem polskich środowisk patriotycznych
i w ten nurt działań wpisywało się notowanie i wydawanie drukiem literatury ludowej, przede wszystkim pieśni i bajek. Fascynacja folklorem
była wówczas bardzo żywa w środowisku inteligencji, zwłaszcza literatów
i poetów, co później tak scharakteryzował Cyprian Norwid:
Czy pamiętasz te czasy, kiedy po 1830 roku całe prawie polskie piśmiennictwo
w góry i lasy poszło gminnych poszukiwać podań – kiedy wyraz b a j k a nabrał
powagi, wyraz g a w ę d a stał się między stylu rodzaje policzonym nazwiskiem,
wyraz nieznany pierwej k l e c h d a od-nie-pomniał się, kiedy p r z y s ł o w i e Salomonową nieledwie koronę filozoficzną wdziało, kiedy w kraju Wójcicki Kazimierz Władysław akcenta nieznane salonom świetnym bez fraka wprowadził
w towarzystwo, a w Paryżu Chopin grał mazurki i obertasa […]. Po listopadowego
powstania upadku, po upadku powstania, które gminnych elementów objąć
i uhistorycznić współ-udziałem nie mogło, czy nie umiało, czy nie chciało, nastąpiło przecież lat kilkanaście literatury wyłącznie gminnej […]1.

Owych kilkanaście lat mieściło się między powstaniem listopadowym
a rabacją galicyjską w 1846 r., która odegrała znaczącą rolę w zmianie stosunku do ludu i ludowości. W tym okresie widoczny jest gwałtowny rozwój
1
C. Norwid Do M… S… O „Balladynie”, w: tegoż Pisma wszystkie. Zebrał, tekst ustalił,
wstępem i uwagami krytycznymi opatrzył J.W. Gomulicki, T. 6, Pisma cz. I, Warszawa 1971,
s. 467.

46

�badań i publikacji folklorystycznych, a także dyskusji nad znaczeniem folkloru i metodami jego edycji1.
Oskar Kolberg za początek swego zainteresowania muzyką ludową uznał
zapisy melodii wykonane w roku 1839. Od czasu tych pierwszych podjętych
świadomie i celowo kontaktów z żywym folklorem w okolicach Warszawy
badania terenowe poświęcone muzyce ludowej stawały się dla niego coraz
ważniejsze. Ponieważ uważał melodie za integralny składnik pieśni, patrzył
krytycznie na wydawane dotychczas zbiory tekstów i omawiając w r. 1841
na łamach „Biblioteki Warszawskiej” publikację słowacką, pisał o pieśniach
ludowych:
Jednakże dotąd ceniono je li tylko według tekstu i niemych słów, nie zważając
bynajmniej na dźwięki i melodie, które wszakże z nie mniej obfitego płyną
źródła w narodzie; one to właśnie nadają im ruch i życie, najbardziej są zdolne
wykazać prawdziwego ducha, jaki w nich panuje. Pieśni ludu, w których rozkwita duchowe życie narodu, są wszystkie śpiewami, w których tak słowa, jak
i nuta z jednego źródła razem wytryskują i tak ściśle z sobą spojone, że jedno
bez drugiego ostać się nie może. Nawet śmiałbym twierdzić, że w większej ich
liczbie właśnie nuta stanowi istotę pieśni, a słowa są prostym tylko dodatkiem2.

Traktowanie pieśni ludowych jako nierozerwalnej całości dwu zależnych od siebie i wzajemnie się uzupełniających elementów – melodii i tekstu – charakteryzowało wszystkie badania i wypowiedzi Kolberga na ten
temat.
W publicystyce historycznoliterackiej w tym czasie podkreślana jest potrzeba szukania w ludowych pieśniach i bajkach śladów literatury najdawniejszej, pochodzącej z czasów przedchrześcijańskich, więc uważanej za
prawdziwie narodową. Podobnie w r. 1843 o muzyce ludowej jako źródle
do badania najdawniejszej historii muzyki pisał Józef Sikorski (1813–1896),
pisarz muzyczny, krytyk i kompozytor:
Zastanowiwszy się nad budową rytmiczną naszych melodii gminnych, można
z niej wysnuć prawidła ogólne, bo wprzód była sztuka niż przepisy do niej.
Zob. m.in. J. Maślanka Folklorystyka polska w latach 1831–1863, w: Literatura krajowa
w okresie romantyzmu 1831–1863, T. II, pod red. M. Janion, M. Dernałowcz i M. Maciejewskiego, Kraków 1988, s. 47–86.
2
O. Kolberg Melodie ludu słowiańskiego, „Biblioteka Warszawska” 1841, T. 3, s. 502–503;
przedruk: Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 583–584.
1

47

�Pole to u nas nietknięte jeszcze, a sam przedmiot znacznie by przeszedł zakres
niniejszego pisma. Idźmy raczej za geniuszem narodu i przypatrzmy się pamiątkom, jakie nam zostawił w melodiach gminnych, w tej muzyce pierwotnej, co
najmniej wpływom zewnętrznym uległa1.

Oskar Kolberg jako przyczynę zwrócenia uwagi na folklor muzyczny
podał w cytowanym wyżej Szkicu autobiografii zwiększające się zainteresowanie twórczością ludową i zachętę dwu osób: Kazimierza Władysława Wójcickiego, wydawcy przysłów, pieśni, bajek i legend2, oraz muzyka
i swego nauczyciela, Feliksa Dobrzyńskiego. W przytoczonym fragmencie autobiografii Kolberg wspomina też dokonany w r. 1839 w Wilanowie „pierwszy połów na większe rozmiary”. Następne wycieczki w okolice Warszawy znacznie wzbogaciły jego zbiory i Kolberg szybko z racji
wykształcenia, umiejętności zapisywania melodii ze słuchu i widocznego
zaangażowania w tę problematykę uznany został w środowisku literackim
i artystycznym stolicy za osobę najbardziej predestynowaną do zapisywania
i publikowania muzyki ludowej. On sam od początku swych badań nad
folklorem polskim zaznaczał chęć poszerzenia ich na muzykę ludową całej
Słowiańszczyzny, ponieważ traktował folklor nie tylko jako źródło interesujących motywów muzycznych i ważny składnik kultury narodowej, ale także jako przedmiot rozważań naukowych. W roku 1841 ówczesny redaktor
„Biblioteki Warszawskiej”, Antoni Józef Szabrański (1805–1882), w recenzji
na temat najnowszych zbiorów pieśni ludowych pisał:
U nas w Warszawie p. Oskar Kolberg, artysta muzyczny, zajmuje się zebraniem
pieśni ludu, a bardziej samych melodii, którymi pragnie oznaczyć i wykazać
charakter muzyki słowiańskiej3.

1
J. Sikorski O muzyce, „Biblioteka Warszawska” 1843, T. 2, s. 667–668. Sikorski w przypisie
do słów „w melodiach gminnych” dodał na s. 668: „Pod tę nazwę podciągamy także melodie
autorów do gminu nie należących, które jednak jako geniuszowi narodu odpowiadające, powszechnie są znane”.
2
O roli K.W. Wójcickiego w środowisku literackim Warszawy zob. m.in. M. Grabowska Kazimierz Władysław Wójcicki, w: Literatura krajowa w okresie romantyzmu..., T. II, s. 425–
–449, oraz R. Wojciechowski w: Dzieje folklorystyki polskiej 1800–1863. Epoka przedkolbergowska, pod red. H. Kapełuś i J. Krzyżanowskiego, Wrocław 1970, m.in. s. 97–100 i 111–128.
3
A.J.S. [Antoni Józef Szabrański] Zbiory pieśni ludu z r. 1840, „Biblioteka Warszawska”
1841, T. 1, s. 163.

48

�O tym, że Kolberg chciałby „wykazać charakter muzyki słowiańskiej”,
redaktor „Biblioteki Warszawskiej” usłyszał zapewne bezpośrednio od niego. Takie zamiary potwierdza również recenzja Melodii ludu słowiańskiego, której fragment wyżej przytoczono, zamieszczona przez Kolberga w tym
samym roku 1841 w „Bibliotece Warszawskiej”1. W tym czasie przymiotnik
„słowiańska”, dołączony w druku np. do terminu „muzyka” czy „pieśń”,
był często ustępstwem na rzecz cenzury. Używano go zamiast określenia
„muzyka polska”, uznawanego przez rosyjskich cenzorów za niedopuszczalne w druku zwłaszcza podczas trwania stanu wojennego, tj. aż do r. 1856.
Artykuły Kolberga w prasie warszawskiej i znacznie późniejsze przedmowy
do Pieśni ludu polskiego w 1857 r. i do Sandomierskiego w 1865 r. wskazują jednak, że słowa Kolberga o „muzyce słowiańskiej” nie były w tym
wypadku tylko kamuflażem. Rzeczywiście interesowały go związki ludowej
muzyki polskiej z muzyką innych narodów słowiańskich, a także geneza i charakter ludowej muzyki Słowian. Plany badań na ten temat zaczął
tworzyć już około roku 1841 – w prospekcie poprzedzającym pierwsze
wydanie zebranych przez siebie pieśni, drukowanych zresztą w Poznaniu,
poza zasięgiem cenzury rosyjskiej, pisał: „Rozpoczną dzieło pieśni polskie,
bo wśród całej Słowiańszczyzny dziś u tego plemienia muzyka najsamoistniej się rozwinęła”2. W tym samym okresie w przytaczanym już liście
do Antoniego Woykowskiego również informuje o szerszych zainteresowaniach: „Nie ograniczam zamysłów na polskie, ale później myślę ruskie
i czeskie pieśni zbierać, lecz jest to jeszcze zbyt dalekim; a potem skąd na
to funduszów”3. Adresat tych słów, Antoni Woykowski (1815–1850), utalentowany pianista, dziennikarz i pisarz, był autorem jednego z pierwszych
i znaczących wówczas artykułów o muzyce Chopina4. Kolberg poznał go
prawdopodobnie w czasie pobytu w Poznaniu w roku 1841, a później prosił
o pośrednictwo w czasie starań o wydanie swego pierwszego zbioru pieśni
ludowych. Miał go drukować Jan Konstanty Żupański (1804–1883), później
O.K. [O. Kolberg] Melodie ludu słowiańskiego…, przedruk w: Pisma muzyczne cz. II
(DWOK T. 62), s. 583–586.
2
O. Kolberg Prospekt na „Pieśni ludu polskiego”, datowany „dnia 3 grudnia 1841” i zamieszczony w dwu pismach poznańskich, przedruk w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II
(DWOK T. 62), s. 576–577, tam za „Tygodnikiem Literackim” 1842, nr 21, s. 168.
3
Brulion listu do A. Woykowskiego, niedatowany, Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),
s. 6.
4
A. Woykowski Chopin, „Przyjaciel Ludu” R. 2: 1836, T. 2, nr 28, s. 223–224, nr 29, s. 230–
–231, nr 30, s. 237–239 i replika na krytykę w numerze 35, s. 278–279.
1

49

�renomowany poznański księgarz i wydawca, a wówczas właściciel świeżo
założonej firmy publikującej także nuty. Kolberg zdecydował się na druk
u niego, ponieważ w Wielkim Księstwie Poznańskim w tych latach Polacy
mieli jeszcze swobody gwarantowane przez kongres wiedeński. W policyjnie rządzonym Królestwie Polskim panowała znacznie ostrzejsza cenzura
i Kolberg nie uzyskał zgody na druk zbioru polskich pieśni ludowych. Dla
autora takiej publikacji przeszkodą w realizacji szerokich planów był wtedy
nie tylko brak pieniędzy na badania na całym interesującym go terenie,
o czym pisał do Woykowskiego, ale także decyzje rosyjskich cenzorów,
które również wspomniał w tym liście. Przekazując mu — na pewno drogą
prywatną — rękopis pierwszego zeszytu Pieśni ludu polskiego, pisał w towarzyszącym liście:
Cenzura nasza odmówiła wręcz publikacji ich u nas, proszę jednak nie wspominać o tym wydawcy, boby to mogło mieć szkodliwy wpływ na honorarium
(w Rosji jednakże – nie zaś u nas — będą dozwolone)1.

Z ograniczeniami powodowanymi przez cenzurę spotykał się Kolberg
na pewno częściej niż wskazuje zachowana dokumentacja, jednak i ona
potwierdza trudności, z jakimi liczyć się musiał wówczas każdy autor, także
piszący o folklorze. Zachował się list redaktora „Biblioteki Warszawskiej”,
Antoniego Szabrańskiego do Kolberga:
Cenzura wstrzymała Twój artykuł – chce przerobienia i wyrzucenia miejsc i wyrazów o Rzeczypospolitej, Rusi itd. Wójcicki wyjechał, Majewski Józef zastępuje
go. Bez straty czasu po odebraniu tego biletu przybądź do mnie lub do Majewskiego, który mieszka naprzeciwko mnie. Trzeba się z nim rozmówić i razem
poprawić co można, bo inaczej artykuł już złożony na nic by się nie zdał2.

Nie dopuszczano, zwłaszcza w tytułach, określeń „polski”, „narodowy”,
ale także i innych, odwołujących się do historii Polski i uczuć patriotycznych.
Dlatego np. Stanisław Moniuszko musiał użyć tytułu Śpiewnik domowy,
1

s. 5.

Brulion listu do A. Woykowskiego, niedatowany, Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),

List A. Szabrańskiego, niedatowany, Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 687–688,
wiadomość dotyczy któregoś z artykułów Kolberga drukowanych w „Bibliotece Warszawskiej”, ale brak daty uniemożliwia wskazanie tytułu, być może chodziło o recenzję pt. Melodie
ludu słowiańskiego, już tu przywoływaną.
2

50

�wydając w Wilnie w roku 1843 pierwszy tom komponowanych przez siebie
pieśni, a K.W. Wójcicki swemu zbiorowi ludowych pieśni polskich wydanemu w Warszawie w roku 1836 dał tytuł Pieśni ludu Białochrobatów, Mazurów i Rusi znad Bugu. Ta restrykcyjna kontrola druków była po powstaniu
listopadowym jednym ze sposobów zwalczania przez władze carskie kultury
i nauki polskiej. Dotyczyła nie tylko prac wydawanych w Królestwie, ale
podlegały jej także książki, prasa i rękopisy przywożone z zagranicy oraz
korespondencja wysyłana i odbierana przez pocztę. Działania cenzury nasiliły się zresztą nie tylko w zaborze rosyjskim, ale również w austriackim,
a we wszystkich trzech zaborach po roku 1831 wzmożone zostało tropienie
tajnych związków niepodległościowych i represje wobec emisariuszy takich
organizacji przybywających z zagranicy. Szczególny niepokój władz carskich budziło środowisko literackie i dziennikarskie stolicy, które podlegało
nasilonej kontroli. Wielu poetów, dziennikarzy i ludzi znaczących w życiu
umysłowym Królestwa było rzeczywiście zaangażowanych w działania spiskowe. Aresztowani otrzymywali surowe wyroki, zagrożeni aresztowaniem
uciekali za granicę do Poznańskiego lub do Krakowa, a potem uchodzili
dalej na zachód śladem Wielkiej Emigracji. Atmosferę, w jakiej żyli wówczas
w Warszawie młodzi twórcy i odbiorcy kultury, ukazuje Cyprian Norwid:
Współczesność albowiem jest dwojaka. Kiedy w Warszawie 183[9] r. nocą budzeni bywaliśmy przez kolegów, aby choć obecnością naszą zasłać pożegnanie
wysyłanym na Sybir, Słowacki wtedy z drugiego końca Europy Anhellego ojczyźnie przysyłał – to jest pierwsza współczesność. Tej samej zaś zimy w zacnym polskim salonie mówiła mi pewna pani domu, „że rozpowiadają coś ciągle
o zsyłkach, a przecież z nas nikogo w czwartek nigdy nie brakuje”. Oto druga
współczesność1.

Jak już wspomniano, w zaborze rosyjskim pozbawiono Polaków wszystkich instytucji mogących podtrzymać rozwój nauki, zwłaszcza w zakresie
humanistyki. W Warszawie istniały jedynie półwyższe szkoły zawodowe,
a brak wykształconych nauczycieli i prawników z dyplomem uniwersyteckim starano się uzupełnić poprzez wykłady w ostatnich klasach gimnazjów bądź skrócone kursy. Zamarły prawie całkowicie czasopisma
literackie i kulturalne, a uzyskanie koncesji na nowy tytuł było prawie
1
C. Norwid O Juliuszu Słowackim w sześciu publicznych posiedzeniach, w: tegoż Pisma
wszystkie …, T. 6, cz. I, s. 463, pierwodruk: Paryż 1861.

51

�niemożliwe. Właściwie dopiero po dziesięciu latach od upadku powstania
zauważyć można w Warszawie stopniowe ożywienie życia umysłowego.
W styczniu 1841 r. pozwolenie na druk uzyskał miesięcznik naukowo-literacki „Biblioteka Warszawska”, redagowany początkowo przez Antoniego
Józefa Szabrańskiego, następnie w latach 1843–1844 i ponownie w latach
1850–1879 przez Kazimierza Władysława Wójcickiego. Drugim ważnym
pismem naukowo-literackim był „Przegląd Naukowy”, ukazujący się od
stycznia 1842 r. do lipca 1848, redagowany przez Hipolita Skimborowicza
(1815–1880) i Edwarda Dembowskiego (1822–1846). „Przegląd Naukowy”,
pismo najpierw dosyć radykalne, później umiarkowanie liberalne, było
przeciwwagą ugodowej, konserwatywnej „Biblioteki Warszawskiej”. W latach poprzedzających Wiosnę Ludów dyskusje na temat literatury, sztuki,
nauki, a także znaczenia folkloru toczyły się na łamach tych dwu pism
i w ich redakcjach, a poprzez recenzje i artykuły programowe także w innych, zwykle efemerycznych czasopismach literackich. Miejscem dyskusji
i ścierania się poglądów były również literacko-artystyczne salony prowadzone przez zamieszkałych w Warszawie pisarzy i pisarki, uczonych i artystów. Działania takie mogły jednak tylko w pewnym stopniu wyrównać
niedostatki wynikające z zaniku instytucjonalnego życia naukowego i braku
środowiska uniwersyteckiego, w którym uprawiana byłaby fachowa krytyka, a także wymiana poglądów. Kontakty z nauką europejską stały się
prywatną sprawą profesorów zamkniętego w 1831 r. uniwersytetu warszawskiego i wykształconych jeszcze przez nich absolwentów tej uczelni.
Podobnie jak nauka, z powodu braku zaplecza instytucjonalnego cierpiało również życie muzyczne w Warszawie, co Kolberga, jako kompozytora,
wykonawcę i słuchacza, musiało dotykać szczególnie. Elżbieta Dziębowska
o sytuacji muzyki polskiej w XIX wieku pisze:
Eksterminacyjna polityka zaborców, pociągająca za sobą zacofanie gospodarcze
i hamowanie rozwoju kulturalnego polskiego społeczeństwa, odbiła się dotkliwie na życiu muzycznym. Podczas gdy w innych krajach Europy powstają liczne sale koncertowe, mnożą się orkiestry symfoniczne, rozkwita piśmiennictwo
muzyczne, z roku na rok podnosi się poziom szkolnictwa muzycznego, w Polsce
nie ma elementarnych warunków dla zaistnienia ruchu koncertowego, brak
zespołów orkiestrowych, brak sal koncertowych, brak szkół muzycznych1.
1
E. Dziębowska O polskiej szkole narodowej, w: Szkice o kulturze muzycznej, pod red.
Z. Chechlińskiej, Warszawa 1971, s. 24–25.

52

�Zamknięta była Szkoła Główna Muzyki, wchodząca w skład Uniwersytetu Warszawskiego. Opera, która do czasu wybuchu powstania listopadowego była ważnym ośrodkiem kultury muzycznej, wznowiła wprawdzie
działalność w lutym 1833 r., a Karol Kurpiński, dyrektor sceny operowej,
starał się, by była ona nadal „instytucją wychowującą publiczność w duchu
patriotycznym wbrew polityce kół rządzących” 1. Kurpiński został jednak
zmuszony do podania się do dymisji i opera, kontrolowana przez namiestników carskich, ograniczała swój repertuar do błahych utworów rozrywkowych. Życie muzyczne po roku 1831 przeniosło się do mieszkań prywatnych i kościołów, a te mogły zastąpić sale koncertowe tylko w pewnym
stopniu. Jedyne koncerty publiczne odbywały się w Resursie Kupieckiej.
Resursa Kupiecka była stowarzyszeniem i przynależność do niego wymagała spełnienia określonych statutem warunków, ale po roku 1831 była też
w Warszawie jedyną polską instytucją bez bezpośredniego nadzoru władz
rosyjskich. Już wcześniej, przed powstaniem, w Resursie odbywały się
wieczory muzyczne, m.in. w grudniu roku 1829 koncertował tam Fryderyk Chopin. Od roku 1834 Resursa wznowiła tę działalność, początkowo
występował tam tylko kwartet smyczkowy, ale organizatorzy stopniowo
poszerzali możliwości wykonawcze i repertuar, przy czym opierali się i na
zawodowych muzykach, i na udziale amatorów. Koncerty w Resursie prezentowały obok utworów klasyków wiedeńskich także nowe kompozycje
polskich muzyków, wśród nich Ignacego Feliksa Dobrzyńskiego. T. Strumiłło (1929-1956) pisze:
Zarząd Resursy potrafił docenić potrzebę chwili i ocenić rolę muzyki już nie
tylko jako jednej z rozrywek czy też „tła spotkań towarzyskich”, lecz jako ważnego czynnika narodowej kultury, za którą trzeba było w takiej chwili podjąć
odpowiedzialność2.

W muzycznej działalności Resursy wielką rolę odegrał Józef Cichocki (1783–1849), członek-akcjonariusz stowarzyszenia, meloman, wydawca
zabytków polskiej muzyki i biegły flecista. Miejscem spotkań wykonawców, słuchaczy i krytyków był też jego prywatny salon, gdzie występowali
T. Przybylski Znaczenie twórczości kompozytorskiej i działalności muzyczno-organizacyjnej Karola Kurpińskiego na terenie Teatru Wielkiego w Warszawie w 1. poł. XIX w.,
w: Muzyka polska w okresie zaborów, pod red. K. Bilicy, Warszawa 1997, s. 64.
2
T. Strumiłło Szkice z polskiego życia muzycznego w XIX w., Kraków 1954, s. 134.
1

53

�artyści polscy i cudzoziemcy. Salony muzyczne prowadzili również inni
melomani i muzycy. Historycy muzyki polskiej1 wymieniają m.in. domy
Ignacego Feliksa Dobrzyńskiego, u którego grano kwartety smyczkowe,
oraz Józefa Sikorskiego, późniejszego wydawcy „Ruchu Muzycznego”, w latach 1843–1853 współpracownika „Biblioteki Warszawskiej”, a prywatnie
szkolnego kolegę Kolberga. Koncerty odbywały się także w salonach literackich, w których wieczory wypełnione były lekturą najnowszych utworów
poetów i pisarzy miejscowych a także dzieł literatury emigracyjnej, przemycanych przez granicę, oraz dyskusjami na tematy filozoficzne, społeczne,
literackie i wiążące się z bieżącymi wydarzeniami politycznymi. Część spotkań poświęcano przedstawieniom amatorskim i koncertom, których wykonawcami byli muzycy działający w Warszawie i cudzoziemcy – wirtuozi
i kompozytorzy zatrzymujący się zwykle w stolicy Królestwa po drodze do
Petersburga. Takie prywatne koncerty odbywały się m.in. w domach Seweryny Pruszakowej, Anny i Hipolita Skimborowiczów oraz Pauliny i Augusta
Wilkońskich. Umożliwiały one debiuty młodym wykonawcom i pozwalały
usłyszeć nowe kameralne utwory miejscowych kompozytorów. Ponieważ
wykonywane kompozycje miewały charakter patriotyczny, dawały słuchaczom ważną dla nich świadomość uczestniczenia w życiu narodowym.
Koncerty maskowały też w pewnym stopniu nielegalne działania osób gromadzących się u niektórych organizatorów tych spotkań – np. salony wymienionych wyżej literatek były miejscem kontaktów uczestników tajnych
spisków2, w których brali udział ich gospodynie i gospodarze.
Pamiętniki i inne źródła z okresu międzypowstaniowego zawierają niewiele informacji o udziale Kolberga w życiu muzycznym Warszawy. Wiadomo, że komponował, część utworów drukował, były one kupowane,
recenzowane i zapewne wykonywane. Zniszczenie archiwum rodziny Kolbergów, przechowywanego w Bibliotece Krasińskich, a także wielu innych
dokumentów i świadectw z lat po powstaniu listopadowym nie pozwala
odtworzyć dokładniej jego życia, zajęć i kontaktów w tym okresie. Ważnym
powodem tego stanu jest też celowe zacieranie śladów przez autorów w publikacjach, w które ingerowała cenzura, i w prywatnej korespondencji podlegającej kontroli policji. Sam Kolberg – o ile wiadomo – nie brał udziału
Zob. m.in. T. Strumiłło Szkice z polskiego życia muzycznego..., s. 134–140, o muzycznej
działalności członków Resursy tamże, s. 134–138.
2
Zob. H. Michałowska Salony artystyczno-literackie w Warszawie 1832–1860, Warszawa 1974, s. 117 i 137–140.
1

54

�w spiskach i działaniach tajnych ugrupowań, choć angażowało się w nie
w różnym stopniu wiele osób, które znał, z którymi się przyjaźnił i u których bywał. Ci, zagrożeni aresztowaniem, niszczyli notatki i listy, a rękopisy
i druki zagarnięte przez policję w czasie rewizji i aresztowań i następnie
wykorzystywane w śledztwach ginęły w urzędowych carskich archiwach.
Z kilkunastu lat następujących po powrocie Kolberga do Warszawy
udokumentowane są tylko nieliczne fakty, świadczące – czasem pośrednio – o jego udziale w artystycznym i naukowym życiu stolicy. W tym
okresie znał na pewno Józefa i Kornelię Paszkowskich. Józef Paszkowski
(1787–1858) był postacią powszechnie w stolicy szanowaną i cenioną – odznaczony złotym krzyżem orderu Virtuti Militari po kampanii roku 1812,
walczył pod Lipskiem, od roku 1822 był wykładowcą w Szkole Aplikacyjnej Artylerii i Inżynierii, kształcącej przyszłych oficerów wojska polskiego. Po powstaniu listopadowym, w którym swój udział zakończył jako
pułkownik artylerii, prowadził pensję dla chłopców. Kolberg wielokrotnie
w swoich rękopisach obok pieśni patriotycznych, wojskowych lub popularnych notował: „Paszkowski”, wskazując w ten sposób ich wykonawcę.
Te notatki, licznie zachowane wśród rękopisów pieśni, pozwalają przypuszczać, że Józef Paszkowski lubił i umiał śpiewać, a Kolberg często go słuchał
i wykorzystywał spotkania z nim do powiększenia swych zbiorów. Jego
żonie, Kornelii, dedykował pierwszy zeszyt Kujawiaków w stylu gminnym,
wydany w roku 1844. Nazwisko Paszkowskiego wymienia także wiele lat
później, gdy w liście do Maurycego Karasowskiego uzupełnia pewne fakty
w biografii Fryderyka Chopina wydanej przez adresata. Pisze tam m.in.:
I tak np. co do Fantazji op. 13 wiem, że pierwszy temat śpiewał mu pułkownik
Józef Paszkowski u generałowej Sowińskiej [...]1

Śladem kontaktów Kolberga z muzykami należącymi do jego pokolenia
jest rękopis utworu Michała Bergsona (1820–1898), pianisty i kompozytora, przechowywany w zbiorach Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego.
1
Brulion listu do M. Karasowskiego z 30 X 1881 r., Korespondencja … cz. II (DWOK T. 65),
s. 559. Pierwszy temat Fantazji op. 13 to melodia do sielanki Franciszka Karpińskiego Laura
i Filon, a właściwie jedna z kilku melodii służących do tego tekstu. Twórcy muzyki do słów
Karpińskiego, także melodii użytej przez Chopina i do dziś wykonywanej pozostają nieznani.
W rękopisach Kolberga i w tomach Ludu znaleźć można parę zapisów tej pieśni, wszystkie są
wariantami innej melodii, nie tej, którą Chopinowi zaśpiewał Józef Paszkowski.

55

�Jest to Mazur dedykowany „przyjacielowi swemu O. de Kolberg przez
Michała Bergson”1. Rękopis pochodzi prawdopodobnie sprzed 1840 r. –
w tym roku Bergson wyjechał na studia do Paryża, a potem osiadł na stałe zagranicą. Był, tak jak wcześniej Kolberg, uczniem C.F. Rungenhagena.
Nieco więcej wiadomo o przyjaźni Oskara ze wspomnianym już Emilianem
Jenike. Obaj należeli do warszawskiej gminy ewangelickiej, obaj też w tym
samym czasie studiowali w Berlinie. Emilian Jenike, pianista i kompozytor,
zmarł w 1852 r. i Oskar opublikował wtedy w „Bibliotece Warszawskiej”
poświęcone mu wspomnienie2.
Jadwiga Łuszczewska, pisząc w Pamiętniku o wysokiej ocenie, jaką jej
rodzice przyznawali malarstwu Aleksandra Lessera, dodaje: „Nie mniej zajął ich i Oskar Kolberg […]”3. Nina Łuszczewska, matka autorki pamiętnika,
prowadziła salon literacki od roku 1834 do czasu aresztowania i zesłania jej
męża w 1862 r. Z notatki Jadwigi Łuszczewskiej wynika, że Kolberg bywał
w salonie jej matki, ale nie wiadomo dokładnie, kiedy zaczął się tam pojawiać, prawdopodobnie około roku 1848. Być może na prośbę gospodyni
grywał tam utwory różnych kompozytorów, a także swoje własne i tym
„zajął” Ninę i Wacława Łuszczewskich.
Do bliskich znajomych Kolberga należeli Anna i Kazimierz Władysław
Wójciccy. Annie, żonie K.W. Wójcickiego, a siostrze Dominika Magnuszewskiego4, dedykował drugi zeszyt Kujawiaków w stylu gminnym, wydany
w roku 1845. O roli Wójcickiego w obudzeniu jego folklorystycznych zainteresowań wspominał Kolberg sam w przytaczanym tu fragmencie autobiografii, dla jego działań na tym polu ważna była też możliwość publikowania
w „Bibliotece Warszawskiej”, której Wójcicki był przez wiele lat redaktorem. Kolberg od początku istnienia pisma drukował w nim artykuły, zbiory pieśni ludowych i recenzje, a „Biblioteka” omawiała jego publikacje,
zarówno folklorystyczne, jak i wydawane drukiem kompozycje. Legalizm
„Biblioteki Warszawskiej”, rodzaj bezpiecznej bezstronności, który powodował pewną bezbarwność, pomogły jej przetrwać ponad siedemdziesiąt
1
Rękopis w zbiorach Biblioteki Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego, sygn. 12093.
Informację o istnieniu tej kompozycji przekazał M. Prochaska.
2
O. K. [O. Kolberg] Emilian Jenike. Wspomnienie pośmiertne, „Biblioteka Warszawska”
1852, T. 4, s. 374–375, przedruk w Pismach muzycznych… cz. II (DWOK T. 62), s. 479-480.
3
Jadwiga Łuszczewska Pamiętnik 1834–1897, wstępem i przypisami opatrzył J.W. Gomulicki, Warszawa 1968, s. 67.
4
Dominik Magnuszewski (1809–1845), poeta, powieściopisarz i dramaturg,

56

�lat, a w okresie międzypowstaniowym odegrać bardzo ważną rolę miejsca
dyskusji nie tylko literackich, ale i naukowych, zarówno na łamach pisma,
jak i w jego redakcji1. Te otwarte spotkania, w czasie których dyskutowano
na różne tematy artystyczne i naukowe, dotyczyły także znaczenia folkloru,
jego miejsca w polskiej kulturze i w badaniach historycznoliterackich oraz
metod publikowania utworów ludowych.
Odnotowane w szkicu autobiografii pierwsze zapisy melodii ludowych,
wykonane w roku 1839 w Wilanowie, zostały przez Kolberga i późniejszych
biografów uznane za początek jego badań etnograficznych, co zostało potwierdzone obchodami jubileuszu pięćdziesięciolecia w roku 1889. Niewątpliwie badania terenowe dla zapisywania melodii prowadził początkowo
przede wszystkim w okolicach Warszawy. M.in. pod datą roczną 1841 odnotował w itinerarium wędrówkę „pieszo do Czerska (z Konopką)” 2. Ruiny
zamku w Czersku, odległe od Warszawy o około 30 kilometrów, kusiły
młodzież warszawską. Były one celem pieszej wycieczki Romana Zmorskiego (1822-1867), poety, później wydawcy bajek ludowych, i jego szkolnych
kolegów już w roku 1840, a rok po Kolbergu Zmorski wybrał się ponownie
na wycieczkę do Czerska z kilkoma przyjaciółmi, literatami, którzy nazwali
się później Cyganerią Warszawską3.
Po ponad czterdziestu latach, w roku 1885, początki swych badań terenowych i wycieczkę do Czerska wspominał Kolberg we wstępie do Mazowsza, wymieniając wszystkich jej uczestników:
Więc już około r[oku] 1840 czy też rokiem wcześniej, poczęliśmy zbierać pieśni
i muzykę ludową w okolicach Warszawy. […] W roku 1840 atoli, w zaraniu prac
naszych etnograficznych, wzgląd na muzykę ludową […] przeważał i stanowił
główne dociekań naszych podścielisko. Wtedy to wychylaliśmy się często za
miasto w porze letniej, by świeżym, ożywczym na wsi odetchnąwszy powietrzem, zaczerpnąć też i świeżej melodii z tryskającego tam bezustannie narodowej muzyki źródła. A znaleźli się (zwłaszcza gdy horyzont badań się rozszerzał)
prawie zawsze do wędrówek naszych towarzysze, tymże samym ku rzeczom
sielskim ożywieni duchem, przelewający dosadnie na papier dziarskie włościan
typy i fizjognomie lub kreślący z zamiłowaniem myśli i wyrażenia poetyczne,
Zob. m.in. J.R. Błachnio Biblioteka Warszawska. Forum polskiej filozofii w latach
1841–1915, Bydgoszcz 1999, s. 7–8.
2
Wykaz podróży Oskara Kolberga, w: Korespondencja... cz. III (DWOK T. 66), s. 704–707.
3
Zob. W. Szymanowski i A. Niewiarowski Wspomnienia o „Cyganerii warszawskiej”,
zebrał i opracował J.W. Gomulicki, Warszawa 1964, s. 386–452.
1

57

�tak szczodrze w tych pieśniach i przysłowiach rozrzucone. Taką to wędrówkę
czterodniową z Warszawy do Czerska odbyliśmy w Zielone Świątki r[oku] 1841
w towarzystwie śp. Józefa Konopki, śp. Walentego Zakrzewskiego i śp. Emila
Jenikego1.

W dalszym ciągu wstępu do Mazowsza wspomina inne wycieczki w teren z tego wczesnego okresu:
Takie też [wędrówki odbyliśmy] i w następnych latach, zwracając się w inne
Warszawy i Pragi okolice, razem z T. Lenartowiczem, ś.p. [L.] Norwidem, ś.p. Ign.
Komorowskim, jak niemniej z malarzami: W. Gersonem, ś.p. Karolem Marconim,
ś.p. bratem moim Antonim — że już zamilczymy o wycieczkach w późniejszych
dokonywanych czasach2.

Józef Konopka (1818–1880), wędrujący z Kolbergiem w 1841 r. do Czerska, według wspomnień jego siostry Antoniny przyjechał z Modlnicy do
Warszawy w sprawach rodzinnych. Rok wcześniej wydał Pieśni ludu krakowskiego3. Kolberg poznał go prawdopodobnie u K.W. Wójcickiego, a nawiązana wówczas przyjaźń przetrwała do końca życia Józefa. Jak wynika
z późniejszej korespondencji i zachowanych rękopisów, Kolberg notował
w czasie wycieczki do Czerska głównie melodie, a Konopka teksty pieśni.
Rok później, po swej pierwszej wizycie w Modlnicy, pisał do Konopki: „pamiętaj o naszym zbiorku czerskim”4. Zachowany do dziś fragment „zbiorku
czerskiego” to wykonane przez Konopkę zapisy tekstów pieśni5, do których melodie notował Kolberg. Możliwość pracy „na cztery ręce”, taką jak
w roku 1841 w czasie wycieczki z Konopką, miał Kolberg kilkakrotnie.
W jego spuściźnie odnajdujemy także późniejsze ślady wspólnych badań,
O. Kolberg Mazowsze cz. I (DWOK T. 24), s. VIII–IX nlb.
Tamże, s. VII nlb.
3
J.K. [J. Konopka] Pieśni ludu krakowskiego, Kraków 1840; wydanie fototypiczne pierwodruku pod red. H. Kapełuś, posłowie i opracowanie E. Jaworska, Wrocław 1974.
4
List do J. Konopki z 13 VIII 1842 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 11.
5
Rkp. J. Konopki z zapisami z Czerska i okolicy znajduje się obecnie w Archiwum PTL
w tece 45 Miscellanea, sygn. 1419, k. 1–7, na obwolucie nieznaną ręką wpisana błędna notatka: „Ułamek z rękopisu Pieśni ludu krakowskiego przez Józefa Konopkę wydanych przez
Czecha w Krakowie r. 1840”, na pierwszej stronie tytuł wpisany przez Konopkę: „Pieśni ludu
z okolic Czerska, Piaseczna” oraz późniejsza notatka innej, nieznanej osoby: „śp. Józef Konopka
w pierwszej wycieczce etnogr. z Kolbergiem, Jenike i Zakrzewskim w r. 1841”. Wykonane
przez Kolberga zapisy terenowe melodii do tych tekstów nie zachowały się.
1
2

58

�w czasie których on zapisywał melodie, a teksty notowała osoba mu towarzysząca.
Z dwu pozostałych uczestników pieszej wędrówki do Czerska poeta
i dziennikarz Walenty Zakrzewski1, zaprzyjaźniony z Teofilem Lenartowiczem i Włodzimierzem Wolskim2, nie pojawia się później w zachowanej
dokumentacji dotyczącej Oskara Kolberga, choć niewątpliwie spotykali
się w warszawskich salonach literackich, m.in. u Seweryny Pruszakowej.
Wspomniany już poprzednio muzyk, Emilian Jenike, z którym, jak pisał
sam Kolberg, łączyła go kilkunastoletnia przyjaźń, towarzyszył mu w wycieczkach na wieś raczej tylko w początkowym okresie badań terenowych
przyszłego etnografa.
Wśród towarzyszy swoich pierwszych wycieczek folklorystycznych około roku 1840 wymienia Kolberg trzech malarzy: swego brata, Antoniego,
Karola Marconiego (1826–1864) i Wojciecha Gersona (1831–1901). Antoni mógł wędrować z Oskarem w okolicach Warszawy prawdopodobnie
w krótkim okresie między studiami w Berlinie a wyjazdem na stypendium
do Rzymu, tj. w latach 1840–1841. Jego przyjaciel, Karol Marconi, zapewne
też towarzyszył Kolbergowi tylko w tym początkowym okresie, ponieważ
nieco później, w latach 1844–1850, podobnie jak Antoni studiował w Rzymie. Ich szkice terenowe wykorzystał Kolberg do ilustrowania Pieśni ludu
polskiego wydanych w latach 1856–1857. Gerson, urodzony w roku 1831,
raczej nie brał udziału w badaniach terenowych Kolberga tak wcześnie, nie
ma też potwierdzenia, że wspólnie z Kolbergiem bywał w terenie w latach
późniejszych3. Natomiast przyszły etnograf i przyszły ilustrator Ludu4 spotykali się w Warszawie, zwłaszcza po zakończeniu przez Gersona studiów
w Petersburgu, tj. w latach 1855–1856 i później, po powrocie Gersona
Walenty Zakrzewski (1822–1862), literat, tłumacz, przełożył m.in. Don Kichota Miguela
Cervantesa, w 1855 r. wyjechał do Paryża i tam zmarł.
2
Włodzimierz Wolski (1824–1882), poeta, powieściopisarz, najbardziej znanym jego utworem jest libretto Halki Moniuszki napisane w 1846 r.
3
O podróżach terenowych W. Gersona zob.: A. Vetulani Wojciech Gerson, Warszawa 1952,
tenże Ludowe zainteresowania Wojciecha Gersona, „Polska Sztuka Ludowa” R. XXV: 1971,
nr 1, s. 47–51, A. Vetulani i A. Ryszkiewicz Materiały dotyczące życia i twórczości Wojciecha
Gersona, Wrocław 1951, „Źródła do Dziejów Sztuki Polskiej”, T. II.
4
W. Gerson ilustrował kilka tomów Ludu: Pieśni ludu polskiego, Sandomierskie, Kujawy,
Kaliskie, Mazowsze, częściowo Krakowskie, zob.: A. Skrukwa Ikonografia w pracach Oskara
Kolberga, w: Ja daję właśnie materiał… O dziele Kolberga w dwusetna rocznicę jego urodzin, pod red. E. Antyborzec, Poznań 2015, s. 148–154.
1

59

�z Paryża w r. 1858. Obaj publikowali w czasopismach warszawskich i bywali w ich redakcjach, obaj też byli czynnymi członkami gminy ewangelickiej skupionej w warszawskiej parafii pod wezwaniem św. Trójcy.
W cytowanym wyżej wstępie do Mazowsza wśród osób biorących
udział w wycieczkach w okolice Warszawy wspomina Kolberg także innych muzyków i literatów. Wymieniony w tym gronie Ignacy Komorowski
(1825–1857) był kompozytorem. Uznaniem cieszyły się jego pieśni, nawiązujące do polskiej muzyki ludowej, zwłaszcza Kalina do słów Teofila Lenartowicza. Norwid — to Ludwik (1818–1881), starszy brat Cypriana, poeta
i pisarz, mieszkający wówczas w rodzinnym dworze w Laskowo-Głuchach
(dziś w pow. wyszkowskim). W roku 1847 wyjechał za granicę i wrócił do
kraju dopiero w roku 1869. Poeta Teofil Lenartowicz (1822–1893) zaangażowany był w konspirację niepodległościową i jego wycieczki na wieś
związane były nie tylko z poszukiwaniem motywów ludowych, ale także
z nielegalną działalnością spiskową przygotowującą powstanie narodowe.
Z Kolbergiem łączyła go serdeczna przyjaźń, a także współpraca nad Królem pasterzy, pierwszym dziełem scenicznym kompozytora, przerwana
dopiero przez przymusową emigrację poety w r. 1848.
Jeszcze raz Kolberg wrócił do wycieczki odbytej w 1841 r., pisząc w szkicu autobiografii około roku 1889 o początkach badań terenowych:
Wszakże wycieczki najczęściej dokonywane w święta i w towarzystwie przyjaciół w lecie, na piechotę, odbywać się tylko mogły w najbliższe okolice Warszawy. Zapuszczać się dalej, zwłaszcza samemu, a choćby i we dwójkę lub trójkę,
z koszturem w ręku, nie było wówczas podobieństwem, bo bojaźliwi chłopi,
nieufni i podejrzliwi na każdym kroku, gotowi byli nieznajomych sobie apostołów chwytać i odstawiać do powiatu jako „missariuszów” narodowego rządu.
Doświadczyłem tego w r. 1841 robiąc z Konopką wycieczkę do Czerska, gdzie
oswobodzenie z ich rąk winni jedynie byliśmy rozumnej interwencji wójta miejscowej gminy1.

Użyty tu przez Kolberga zwrot „z koszturem w ręku” przywołuje wzorowany na Zorianie Dołędze Chodakowskim (1784–1825) obraz badacza
terenowego, który notuje folklor, wędrując od wsi do wsi w chłopskim
przebraniu. Po powstaniu listopadowym takie wędrówki w Królestwie Polskim, a tym bardziej na terenach Ziem Zabranych, były bardzo utrudnione
1

Rkp. O. Kolberg Szkic autobiografii…, k. 68.

60

�i w najlepszym wypadku kończyły się zatrzymaniem i tłumaczeniem przed
policją. Kontrola podróżnych w czasie trwającego ciągle stanu wojennego
była zaostrzona. Próby kontaktów z wiejskimi wykonawcami pieśni mogły
być bezowocne również z powodu wspomnianej przez Kolberga i trudnej
do przezwyciężenia nieufności chłopów i ich niechęci do „obcych”. O kłopotach towarzyszących kontaktom z ludowymi wykonawcami w czasie
badań terenowych pisał także K.W. Wójcicki we wstępie do swego zbioru
wydanego w roku 1836:
Przed trzynastu laty zacząłem zbierać pieśni ludu: rzecz ta nie tak łatwa, jak się
komu wydawać może. Z kosturem w ręku trzeba było każdą wieś odwiedzić,
zniżyć się pod dymiącą rolnika strzechę, badać i wymuszać niemal prośbami
i datkiem pieśń każdą, bo lud polski i ruski ma wstręt wyraźny udzielać takowych cudzemu, jako mówią, człowiekowi1.

Ale Wójcicki, który wspomina tu kurne chaty chłopskie i pieszą wędrówkę według wskazań Zoriana Dołęgi Chodakowskiego, rozpoczął poszukiwanie tekstów pieśni w Królestwie przed powstaniem listopadowym.
W epoce zwanej nocą Paskiewiczowską, po powstaniu, kiedy notowanie
pieśni i melodii ludowych podjął Kolberg, panowały inne prawa i kontakty
z wiejskimi wykonawcami były znacznie trudniejsze nie tylko z powodu
ich nieufności czy niechęci do obcych. Izydor Kopernicki, pierwszy biograf
Kolberga, o początkach jego badań terenowych pisał w roku 1891:
W owym czasie, gdy po wsiach nakazywano śledzić i chwytać emisariuszów
demokratycznych, podobnie jak dziś socjalistów, wędrowny etnograf z kosturem
dostałby się niechybnie w pierwszej wsi do aresztu, tak samo jak dzisiaj2.

Mimo wszystkich trudności towarzyszących wyprawom w teren te
pierwsze sezony wycieczek, a także starania o pozyskanie wykonawców
w Warszawie, pozwoliły Kolbergowi zapisać kilkaset melodii i część z nich
– jak już tu odnotowano – postanowił przygotować do druku. Przytaczane
1
K.W. Wójcicki Pieśni ludu Białochrobatów, Mazurów i Rusi znad Bugu z dołączeniem
odpowiednich pieśni ruskich, serbskich, czeskich i słowiańskich, T. 1, Warszawa 1836, s. 9;
wydanie fototypiczne pierwodruku pod red. H. Kapełuś, posłowie i opracowanie R. Wojciechowski, Wrocław 1976, s. 9.
2
Dr I.K. [I. Kopernicki] Przedmowa wydawcy, w: O. Kolberg Przemyskie (DWOK T. 35),
s. X.

61

�wyżej fragmenty listów Kolberga wyjaśniają, dlaczego musiał opublikować je Poznaniu, a nie w Warszawie. Wydawcą miał być Jan Konstanty
Żupański, korekty obiecał wykonywać Antoni Woykowski, wówczas wydawca i redaktor „Tygodnika Literackiego”. Pismo to należało w latach
1838–1845 do najciekawszych i wysoko cenionych periodyków polskich
i swym oddziaływaniem wykraczało poza Wielkopolskę. W domu Julii
i Antoniego Woykowskich w Poznaniu spotykali się literaci, działacze narodowi i współpracujący z tygodnikiem uczeni i pisarze, m.in. filozof Karol Libelt (1807–1875), historyk Jędrzej Moraczewski (1802–1855), poeta Ryszard
Berwiński (1919–1879), a także zmuszeni do ucieczki z Warszawy Edward
Dembowski i Roman Zmorski.
Planowany przez Kolberga zbiór pod tytułem Pieśni ludu polskiego1,
mieścił głównie pieśni zapisane przez niego samego. Autor włączył jednak
do tej publikacji także kilka melodii wydanych przez poprzedników i osiemdziesiąt jeden tekstów ze źródeł drukowanych. Najczęściej były to teksty,
do których w czasie własnych badań udało mu się zapisać melodie. Całość
miała ukazać się w dziesięciu zeszytach liczących po 25 pieśni każdy, czyli
w sumie zawierałaby 250 melodii z tekstami. W zbiorach pieśni ludowych,
wydawanych jako druki zwarte, publikowano dotychczas prawie wyłącznie
teksty. Edycje pieśni ludowych z lat 1833–1842 udostępniły ponad 2000
tekstów, ale zapisów nutowych było w nich łącznie tylko 228. Do Pieśni
polskich i ruskich ludu galicyjskiego2 Wacława Zaleskiego (1799–1849),
liczących ponad tysiąc tekstów, dołączony był osobno drukowany tomik
z 160 melodiami opracowanymi przez Karola Lipińskiego (1780–1861),
kompozytora i cenionego w Europie wirtuoza gry na skrzypcach. W Pieśniach ludu Białochrobatów, Mazurów i Rusi znad Bugu Kazimierz W.
O. Kolberg Pieśni ludu polskiego zebrał i rozwinął [...]. Oddział pierwszy poświęcony
Wacławowi Zaleskiemu, Józefowi Konopce, K. Wł. Wójcickiemu, Żegocie Paul[emu], niezmordowanym współpracownikom w odgrzebywaniu skarbów umysłowych ludu, z. 1–5,
Poznań 1842–1845. Przedruk w: O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu fortepianowym, cz. I (DWOK T.67/I), s. 1–349, zakres i charakter opracowania Kolberga omawia
A. Pawlak we wstępie do tomu Pieśni i melodie ludowe... cz. I (DWOK T. 67/I), s. VII–IX, a także M. Prochaska w pracy Kompozycje Oskara Kolberga, w: Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło
cz. II (DWOK T. 85/II).
2
[W. Zaleski] Wacław z Oleska Pieśni polskie i ruskie ludu galicyjskiego, z muzyką instrumentowaną przez Karola Lipińskiego zebrał i wydał […], Lwów 1833; K. Lipiński Muzyka
do „Pieśni polskich i ruskich ludu galicyjskiego” zebranych i wydanych przez Wacława
z Oleska, do śpiewu i na fortepian ułożył […], Lwów 1833.
1

62

�Wójcicki zamieścił 32 melodie opracowane przez Feliksa Dobrzyńskiego, do
pieśni z Krakowskiego opublikowanych przez Józefa Konopkę, dołączonych
było 16 zapisów nutowych, przygotowanych do druku przez osobę nieznaną, a w Piosnkach ludu wielkopolskiego1 wydanych przez Jana Józefa
Lipińskiego (1816–1864) znalazło się 20 melodii zapisanych przez nieznaną
dziś amatorkę grającą na fortepianie. Zbiór Żegoty Paulego (1814–1895)
Pieśni ludu polskiego w Galicji2, bardzo dobrze oceniany przez krytyków
współczesnych autorowi i przez dzisiejszych folklorystów, był całkowicie
pozbawiony zapisów nutowych. Wszystkie melodie wokalne w wymienionych drukach opatrzone były akompaniamentem fortepianowym. Pieśniom
zamieszczanym w czasopismach zapisy nutowe towarzyszyły sporadycznie
i tam miały też akompaniament. Najwcześniej melodie ludowe opublikował
Józef Franciszek Królikowski (1781–1839), teoretyk literatury, w obszernej
Rozprawie o śpiewach polskich3 zamieszczanej w „Pamiętniku Warszawskim” w latach 1817–1818, do której dołączył siedem zapisów nutowych.
Pisząc o potrzebie upowszechniania muzyki, postulował:
Z tego powodu sądziłbym rzeczą bardzo korzystną i celowi odpowiadającą,
ażeby wychodziły na widok publiczny śpiewy polskie historyczne, narodowe,
obyczajowe itp. z przygrywaniem klawikordu, bo ten rodzaj muzyki najprędzej
stanie się powszechnym, podoba się największej części i najłatwiej przylgnie do
serca i umysłu4.

W roku 1822 cztery melodie polskie i ukraińskie dołączone były do interesującego artykułu Karola Hüttnera Śpiewy ludu5 opublikowanego w „Pielgrzymie Lwowskim”. K. Hüttner (1793–1822), profesor prawa Uniwersytetu
J.J. Lipiński Piosnki ludu wielkopolskiego zebrał i wydał […], Poznań 1842.
Ż. Pauli Pieśni ludu polskiego w Galicji, Lwów 1838; wydanie fototypiczne pod red.
H. Kapełuś, posłowie i opracowanie R. Górski, Wrocław 1973.
3
Pełny tytuł: J.F. Królikowski Rozprawa o śpiewach polskich z muzyką do rozszerzenia
tej nauki w kraju naszym bardzo użytecznych i o zastosowaniu poezji do muzyki, „Pamiętnik Warszawski” 1817, T. 9, s. 145–174, 249–267, 377–407; 1818, T. 10, s. 3–35, 145–159, 273–
–307, 433–491. Przedruk z niewielkimi zmianami w: tegoż Prozodia polska, czyli o śpiewności
i miarach języka polskiego z przykładami w nutach muzycznych, Poznań 1821.
4
J.F. Królikowski Rozprawa o śpiewach polskich z muzyką…, „Pamiętnik Warszawski”
1817, T. 9, s. 147.
5
K. Hüttner Śpiewy ludu, „Pielgrzym Lwowski” na rok 1822, s. 86–88. Cztery melodie
z akompaniamentem zamieszczone tam na osobnej wkładce opracował nieznany bliżej Moroński.
1
2

63

�Lwowskiego i współredaktor „Pielgrzyma”, pisał jeszcze ostrożnie o znaczeniu muzyki dla interpretacji pieśni ludowych:
Lud nie deklamuje pieśni swoich, jak zwykł czynić świat uczony wedle utworzonych przez siebie prawideł, lecz śpiewa z ogniem i uczuciem i mniema[m] (nie
wiem czy słusznie), że śpiewność (melodia) jest drugą główną częścią śpiewu1.

Dwadzieścia lat później Kolberg podkreślił zasadniczą wagę muzyki zdaniem: „Melodia jest duszą pieśni gminnej […]”2.
Pierwszy zeszyt Kolbergowskiego zbioru pieśni ukazał się jesienią 1842 r.
Pierwotna umowa3 wydawnicza z Żupańskim, sporządzona 28 czerwca
1842 r., a spisana przez A. Woykowskiego, zobowiązywała Kolberga między innymi do sprzedaży w Królestwie 150 egzemplarzy każdego zeszytu.
Ponieważ cenzura zabroniła rozpowszechniania tego zbioru pieśni w Królestwie, przesyłanie go z Poznania do Warszawy jako nielegalne było bardzo utrudnione. Perypetie z przekazywaniem wydrukowanych zeszytów
do Warszawy i ze sprzedażą ich przez Kolberga oraz kolejne zmiany wzajemnych zobowiązań autora i wydawcy4 trwały aż do października 1845 r.,
kiedy to ukazał się piąty zeszyt Pieśni ludu polskiego. Zapewne wtedy na
własnym egzemplarzu umowy Kolberg zapisał: „Na całym tym interesie
wyszedłem jak najgorzej, bo z kwitkiem”5. Z powodu zakazu cenzora nie
mógł swojej części nakładu rozprowadzać poprzez warszawskie księgarnie, a drogi prywatne zawodziły, nie uzyskał więc z tej publikacji żadnego
dochodu. Na druku piątego zeszytu zakończył współpracę z Żupańskim
i rękopis pozostałych pieśni przekazał bezpłatnie redakcji „Przyjaciela
Ludu”, wydawanego w Lesznie. „Przyjaciel Ludu”, konserwatywny tygodnik popularno-naukowy, zajmował się popularyzacją wiedzy, również
o historii Polski, poprzez opisy i ryciny zabytków, życiorysy i portrety
Tamże, s. 86.
O. Kolberg Pieśni ludu polskiego, Poznań 1842, s. 1, zob. przedruk w: Pieśni i melodie
ludowe… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 1.
3
Rkp. A. Woykowskiego w BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 83–84. Tekst umowy zamieszczony
jest jako aneks 3 w: Korespondencj … cz. III (DWOK T. 66), s. 708–710.
4
Z lat 1841–1845 zachowało się czterdzieści listów i brulionów listów wymienianych między Żupańskim, Woykowskim i Kolbergiem, które ukazują narastające trudności z wydaniem
tego zbioru i jego sprzedażą w Warszawie, zob. Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), listy 2–5
i 7–42, s. 7–47.
5
Notatka na rkp. umowy, w zbiorach BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 83.
1
2

64

�sławnych Polaków itp., a także propagował twórczość ludową, drukując
bajki, przysłowia i pieśni oraz informacje o życiu ludu, m.in. krótkie opisy wesel oraz ryciny strojów z różnych regionów dawnej Polski. Na jego
łamach w latach 1846–1847 co tydzień drukowano melodię i tekst jednej
pieśni ze zbiorów przekazanych przez Kolberga. W sumie Żupański wydał
w pięciu zeszytach 125 pieśni z melodiami i 11 wariantów nieliczbowanych,
a w „Przyjacielu Ludu” ukazało się 100 pieśni.
W krótkim wstępie zamieszczonym w pierwszym zeszycie zbioru Kolberg przedstawił swoją rolę jako wydawcy:
Melodia jest duszą pieśni gminnej; w niej poznasz myśl i serce jak w zwierciadle,
ona znamionuje ducha każdego pokolenia. Wiernie ją schwycić i oddać w zupełności, ozdobić i ubrać w przegrywki, przystroić w harmonią było zadaniem
pracy mojej przy zbieraniu melodii, jako i tekstu samychże pieśni. […] sądzę, że
dogodzę potrzebie czasu i współziomków, gdy tyle ważną, a może ważniejszą
jeszcze pieśni tych część, to jest muzykę, dołączę do już istniejących zbiorów1.

Ta pierwsza folklorystyczna publikacja Kolberga miała więc być uzupełnieniem dotychczas wydawanych zbiorów tekstów. Przewidywał też, że
będzie pomocą dla kompozytorów tworzących w duchu narodowym:
Muzyk bowiem, który by chciał poznać i korzystać z upowszechnionych u nas
melodii, znajdzie tu zbiór bogatych, surowych, rodzimych, ale czerstwych, silnych i pięknych piosnek, a geniusz znajdzie obfity materiał do podsycania i rozwijania własnych pomysłów2.

Ale był to druk przeznaczony nie tylko dla zainteresowanych folklorem
kompozytorów, lecz również dla amatorów domowego muzykowania, dlatego jego autor miał nadzieję, że będzie to wydanie staranne i zachęcające
wykonawców pieśni do korzystania z niego. Przesyłając do druku rękopis
pierwszego zeszytu, pisał do Woykowskiego:
Co się tycze dzieła samego, życzyłbym sobie, ażeby powierzchowność była
ozdobną […]. Każda pieśń będzie na osobnej stronicy, słowa zaś pod nią osobno
powtórzone; przy dłuższych zaś pieśniach muzyka na jednej, słowa na drugiej
1
O. Kolberg Pieśni ludu polskiego…, Poznań 1842, s. 1, przedruk w: O. Kolberg Pieśni
i melodie ludowe… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 1.
2
Tamże, s. 2.

65

�stronicy (pierwsze strofy pod muzyką znajdujące się zawsze mają być powtórzone i na drugiej stronicy, ażeby całość pieśni łatwiej ogarniętą być mogła). Uwagi
moje i cytacje proszę również pod pieśniami zamieścić1.

Jednak Żupański nie spełnił wszystkich wymagań przekazanych przez
autora w tym liście, zwłaszcza co do rozmieszczenia nut i tekstów, prawdopodobnie dla zmniejszenia kosztów druku.
Zapis nutowy dla każdej pieśni obejmował melodię wokalną i akompaniament fortepianowy2. Dla części tych pieśni w spuściźnie Kolberga zachowały się oryginalne zapisy ze słuchu, co umożliwia porównanie wersji
drukowanej z zapisem pierwotnym. Według opinii muzykologów wydane
w tym zbiorze melodie wokalne nie różnią się w strukturze muzycznej
od zapisanych w czasie bezpośredniego wykonania. Tylko akompaniament fortepianowy i instrumentalne przygrywki są dziełem kompozytora-wydawcy. Prawie wszystkie pieśni mają noty lokalizacyjne – był to od
początku badań terenowych najważniejszy dla Kolberga element dokumentacji zapisu. Teksty i nieliczne melodie wokalne pochodzące ze zbiorów innych wydawców mają wskazane źródło. Dla kilku pieśni zamieścił
warianty tekstów, a część opatrzył odsyłaczami do wariantów wydanych
przez innych autorów.
W tym pierwszym zbiorze Kolberga zauważamy zarówno repertuar ludo­
wy, jak i należący do mieszkańców dworków i miast, jednak pieśni powstałych i wykonywanych w środowisku chłopskim jest zdecydowanie więcej.
Znajdują się tu m.in. obrzędowe pieśni weselne, jak Chmiel czy „Uciekła mi
przepióreczka w proso”, kolęda o złotym kielichu, ballady, krótkie liryki, ale
także tekst szlacheckiej pieśni myśliwskiej „Pojedziemy na łów, towarzyszu
mój” i jedna z chętnie śpiewanych piosenek Jakuba Jasińskiego (1761–1794)
Jaś i Zosia („Chciało się Zosi jagódek”). Czasem Kolberg dawał im przy
tytule uwagę: „P[ieśń] mieszczańska”, „mazur szlachecki”, pieśni ludowe miewają noty określające ich funkcję: „Pieśń częstokroć przy weselu śpiewana”,
„P[ieśń] weselna”, „kolęda”, „przy szopce, czyli jasełkach jako kolęda” itp.
1
Brulion listu do A. Woykowskiego, niedatowany, Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),
s. 5. Cytacjami nazywał Kolberg odsyłacze do źródeł tekstów i do wariantów pieśni zamieszczonych w innych zbiorach.
2
Akompaniamentu nie mają melodie do wariantów tekstów opatrzone takim samym numerem jak zasadniczy tekst: nr 54A, 81A, 99A, 112A, B i D oraz 122A, wariantem melodii wokalnej jest tylko nr 112C.

66

�Opracowanie pieśni na głos z towarzyszeniem fortepianu spełniało postulat Królikowskiego i odpowiadało potrzebom śpiewaków amatorów, dla
których także było przeznaczone, jednak spotykało się z krytyką. Recenzje
zbioru Kolberga ukazały się już w trakcie druku kolejnych zeszytów, ale
tylko w prasie poznańskiej. Jako druk niedopuszczony przez cenzurę do
rozpowszechniania w Królestwie publikacja ta nie mogła być omawiana
w prasie warszawskiej. Bardzo dobrze edycję tę ocenił Marceli Antoni Szulc
(1818–1898), wówczas recenzent „Tygodnika Literackiego”1, traktując publikację tylko jako zbiór pieśni przeznaczonych do domowego muzykowania.
Natomiast Karol Libelt, uznając za bardzo ważny sam fakt wydania melodii
ludowych, uważał, że powinny być one drukowane bez akompaniamentu,
jako dokumentacja wykonania pieśni przez ludowego śpiewaka:
Niechby autor tylko zawsze miał na uwadze, że idzie tu tylko o to, aby śpiew
ludu jak najwierniej był oddany, że zatem wszelkie zdobywanie się na sztukę,
wszelkie dodatki na koszt wierności i prostoty w oddaniu melodii ludowej nie
są na swoim miejscu2.

Najbardziej dziś znana i najczęściej cytowana przez dwudziestowiecznych biografów Kolberga jest opinia Fryderyka Chopina, któremu Pieśni
ludu polskiego autor przesłał do Paryża. Po otrzymaniu zbioru Chopin pisał
o nim w 1847 r. w jednym z listów do rodziny:
[…] dobre chęci, za wąskie plecy. Często podobne rzeczy widząc, myślę, że lepiej
nic, bo mozół ten tylko skrzywia i trudniejszą robi pracę geniuszowi, który kiedyś tam prawdę odwikła. A aż do czasu owego wszystkie te piękności zostaną
z przyprawionymi nosami, różowane, z poobcinanymi nogami albo na szczudłach i pośmiewiskiem będą tym, co lekko na nie spojrzą3.

Tej surowej oceny, brzmiącej jak wyrok, Kolberg prawdopodobnie nigdy nie poznał, była przekazana w prywatnym liście.
1
Pierwodruk recenzji M.A. Szulca w „Tygodniku Literackim” 1842, nr 42, s. 335–336, przedruk w tomie O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe… cz. II (DWOK T. 67/II), s. 272–274.
2
Pierwodruk recenzji w „Dzienniku Domowym” 1842, nr 21, s. 174, tam anonimowo, później przedruk w: K. Libelt Pisma pomniejsze (Pisma krytyczne T. 5), Poznań 1851, s. 232–234.
Tu przytoczono za przedrukiem w tomie O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe… cz. II (DWOK
T. 67/II), s. 275–276.
3
Przytoczone za: M. Tomaszewski Chopin. Człowiek…, s. 111.

67

�W trakcie druku swego pierwszego zbioru pieśni ludowych Kolberg nadal komponował i niektóre utwory wydawał drukiem. W roku 1841, poza
wymienionym tu już mazurem ofiarowanym bratowej, ukazały się także
Dwa mazury na pianoforte, w roku 1843 Kujawiak ułożony na pianoforte i Kujawiak według znanego tematu gminnego, rok później Mazur
ułożony na piano-forte i Six contredanses françaises pour le pianoforte
oraz pierwszy zeszyt Kujawiaków w stylu gminnym, zawierający dziesięć
utworów, w roku 1845 drugi i trzeci zeszyt Kujawiaków w stylu gminnym,
w każdym też po dziesięć tańców. Na pewno nie wszystkie powstające
wówczas jego utwory były drukowane, nie wszystkie też druki wymieniane były w recenzjach czy anonsowane we wzmiankach prasowych lub
ogłoszeniach. Nie mamy więc pełnego obrazu twórczości Kolberga, tym
bardziej że nawet część wydanych kompozycji odnotowanych w prasie nie
dotrwała do naszych czasów i nie odnaleziono ich egzemplarzy1. Utworom
zachowanym w rękopisach, ale nieopublikowanym za życia Kolberga brak
dat powstania i ustalenie ich chronologii nie jest możliwe.
Wśród utworów Kolberga drukowanych w latach 1836–1854 przeważają tańce, przede wszystkim kujawiaki i mazury, ale są tam także polonezy, walc i kontredanse. W przytaczanym już szkicu autobiografii z 1889 r.
Kolberg pisał, że przed r. 1830 i on, i dwaj bracia lubili taniec „namiętnie”.
Jego utwory świadczą, że pod urokiem tańców pozostawał również jako
kompozytor. Mogła powodować nim także świadomość, że utwory takie
cieszą się popularnością i będą chętnie nabywane. Jednak wynagrodzenia
za te kompozycje miały niewielki udział w dochodach Kolberga. Wiele lat
później, w roku 1880, przesłał Sikorskiemu swego mazura z uwagą: „wydał
go w przerobieniu moim Breitkopf i zapłacił – aż 10 talarów – zawsze więcej niż nasi warszawscy edytorowie”2. Pierwodruk owego mazura ukazał się
w roku 1844, nie wiemy jednak, jakie honorarium otrzymał wtedy Kolberg.
Z roku 1842, w którym ukazał się pierwszy zeszyt Pieśni ludu polskiego,
pochodzi także pierwsza publikacja świadcząca o zainteresowaniu się Kolberga dziejami profesjonalnej muzyki polskiej. Zamieścił wtedy na łamach
1
Nie udało się odszukać m.in. Krakowiaka omówionego w recenzji Józefa Sikorskiego („Biblioteka Warszawska” 1848, T. 3, s. 607–614) i Dwóch polek anonsowanych w roku 1848 przez
„Kurier Warszawski”. Zob. D. Idaszak Twórczość fortepianowa Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Kompozycje fortepianowe (DWOK T. 69), s. VIII–IX.
2
Brulion listu do J. Sikorskiego z 10 VIII 1880 r., Korespondencja... cz. II (DWOK T. 65),
s. 399.

68

�„Biblioteki Warszawskiej” recenzję Śpiewów kościelnych dawnych kompozytorów polskich wydanych przez Józefa Cichockiego1, a rok później opublikował tamże artykuł o odkrytym przez siebie zabytku muzycznym z roku
15332. Józef Cichocki wydał swe opracowanie w dwu częściach, pierwsza
zawierała Psalmy Mikołaja Gomółki, druga Msze Grzegorza Gerwazego
Gorczyckiego3. Kolberg w recenzji zwrócił m.in. uwagę na to, że publikacja
Cichockiego nie wywołała żadnej reakcji w prasie polskiej, a jest ważna dla
historii polskiej kultury:
Celem wydawcy bowiem nie tylko jest odgrzebać dawne kompozycje i od zatraty je chronić, ale nadto za pomocą przedstawionych materiałów przyczynić się
do historii muzyki w Polsce, a obudziwszy interes bibliografów, skierować go
i ku tej gałęzi sztuki, a gałęź ta zaprawdę nie była bez owocu, niejedno szacowne
dla nas ziarno ukrywającego […]4.

Wyraził też nadzieję, że autor tego opracowania nie będzie „ustawał
w tak chwalebnych przedsięwzięciach”. Drugi artykuł to krótki tekst informujący o istnieniu w prywatnych zbiorach rękopisu łacińskiego traktatu
o muzyce z roku 1533, wtedy przypisywanego nieznanemu bliżej Maciejowi
z Warszawy5. Również w latach następnych co jakiś czas Kolberg informował czytelników „Biblioteki Warszawskiej” bądź adresatów swoich listów
o istnieniu zapomnianych lub nieznanych dzieł ważnych dla badaczy dziejów polskiej muzyki.
Przed rokiem 1845, tj. przed podjęciem stałej pracy, często wyruszał
w okolice Warszawy lub do nieco dalszych miejscowości na Mazowszu, aby
notować melodie ludowe, a dwukrotnie wyjeżdżał za granicę. W roku 1841
O.K. [O. Kolberg] Śpiewy kościelne […] zebrane i wydane przez Józefa Cichockiego […],
„Biblioteka Warszawska” 1842, T. 4, s. 421–424. Przedruk w: O. Kolberg Pisma muzyczne…
cz. II (DWOK T. 62), s. 501–503, tekst nr 994.
2
O.K. [O. Kolberg] Rękopism o muzyce z r. 1533, „Biblioteka Warszawska” 1843, T. 1, s. 642.
Przedruk w: O. Kolberg Pisma muzyczne… cz. II (DWOK T. 62), s. 500–501, tekst nr 993.
3
J. Cichocki Śpiewy kościelne na kilka głosów dawnych kompozytorów polskich, zebrane i wydane przez […], z. 1: 10 psalmów M. Gomółki, zeszyt 2: Dwie msze G.G. Gorczyckiego,
Warszawa–Lipsk 1838–1839. Zeszyt pierwszy Cichocki opracował razem z J. Zandmannem,
zeszyt drugi z J. Krogulskim.
4
O. Kolberg Śpiewy kościelne…, przedruk w: O. Kolberg Pisma muzyczne… cz. II (DWOK
T. 62), s. 501.
5
Zob. O. Kolberg Pisma muzyczne… cz. II (DWOK T. 62), s. 500, przypis 1 i 2.
1

69

�odbył podróż „do Berlina, Lipska, Pragi (na Marienbad)”1. Wiele lat później,
pisząc przytaczany już tutaj list do redaktora czeskiego pisma „Světozor”,
wspominał tę swoją kolejną podróż do Czech:
W r[oku] 1841 byłem w Pradze po raz drugi, i choć bytność ta trwała równie
krótko jak pierwsza, to jednak cały kraj tak piękny i kwitnący, ludzie tak zacni
i gościnni na zawsze w miłej jak wprzód utkwiły mi pamięci2.

Nie znamy celu tego wyjazdu, nie zachowały się listy ani notatki na ten
temat, nie można też z nim powiązać rękopisów pieśni czeskich zachowanych w zbiorach Kolberga, lecz prawdopodobnie tylko jedną melodię drukowaną kilka lat później w artykule o pieśniach czeskich i słowackich3. Być
może Kolberg udał się do Mariańskich Łaźni na kurację. W roku następnym
pojechał do Lądka Zdroju – w itinerarium odnotował: „1842 – do Landek –
do kąpieli z matką (na Wrocław), do Johannisburga (Opawa)”4. Również ta
podróż nie pozostawiła śladów w zbiorach folklorystycznych zachowanych
w spuściźnie rękopiśmiennej Kolberga.
Latem 1842 r. odwiedził Kraków i Modlnicę, do której został zaproszony przez Józefa Konopkę. Modlnica była wówczas własnością Tadeusza
i Antoniny Konopków, rodziców Józefa. W liście wysłanym po tej wizycie
Kolberg prosił przyjaciela m.in., by pamiętał o tekstach pieśni zapisanych
w czasie wycieczki do Czerska i o przysłanie melodii, które obiecała mu
Antonina Męcińska5, mieszkająca już wówczas w Modlnicy. Czy panna
Męcińska zanotowała wtedy melodie ludowe dla Kolberga, nie wiadomo.
On sam w czasie badań w Modlnicy skupił się na zapisywaniu muzyki,
Wykaz podróży Oskara Kolberga, w: Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 704.
Brulion listu do redakcji „Svetozora” z datą 22 IX 1880, Korespondencja… cz. II (DWOK
T. 65), s. 407.
3
O. Kolberg Pieśni czeskie i słowackie, „Dzwon Literacki” 1846, T. 4, s. 272–284 i dodatek
nutowy, przedruk w: O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe... cz. I (DWOK T. 67/I), s. 373–401.
Z roku 1841 może pochodzić zapis ostatniej spośród zamieszczonych w tym artykule melodii
wokalnych.
4
Wykaz podróży Oskara Kolberga, w: Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 704. Wymieniony tam Johannisburg to prawdopodobnie uzdrowisko Jańskie Łaźnie, wówczas znane
pod niemiecką nazwą Johannisbad.
5
Antonina Męcińska była córką Antoniego, kompozytora i od r. 1809 organisty kościoła Mariackiego, w r. 1842, w czasie pierwszego pobytu Kolberga w Modlnicy była prawdopodobnie
towarzyszką Antoniny Konopczanki, później, po zamieszkaniu w Modlnicy trzech córek Józefa
Konopki, uczyła je muzyki i pomagała Antoninie w opiece nad nimi i w prowadzeniu domu.
1
2

70

�zwłaszcza że miał pod ręką teksty wydane drukiem przez Konopkę1. Krótki okres dzielący badania Konopki od pierwszych zapisów Kolberga w tej
miejscowości pozwala przypuszczać, że informatorami obu zbieraczy folkloru mogły być te same osoby. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że zapewne wykonawcami w obu wypadkach byli mieszkańcy Modlnicy, dobrze
znani Konopkom i pracujący w ich folwarku.
Już w czasie pobytu w Modlnicy w 1842 r. badania terenowe Kolberga przebiegały inaczej niż wycieczki po Mazowszu w latach poprzednich.
W Szkicu autobiografii, po przytoczonym tu wcześniej opisie wędrówki
do Czerska, pisał:
Więc podróże moje były obmyślane i uplanowane z góry, do przyjaciół i znajomych obywateli kraju w różnych mieszkających okolicach (lub do innych, za
tychże listem rekomendacyjnym). Przybywszy tam, badałem najprzód i kaptowałem sobie ludzi dworskich, którzy ośmieleni w służbie dworskiej, byli skorsi
do pogawędy i śpiewu, a zrozumiawszy, o co rzecz chodzi, namawiali i sprowadzali innych ze wsi, iż za napitek i wynagrodzenie udawali się w tym celu do
dworu, lub pozwalali do swojej przychodzić chaty. Ponieważ wszędzie nader
gościnnie byłem przyjmowany i konie do dalszej wycieczki miałem prawie zawsze na pogotowiu, przeto koszta takich podróży (ponoszone z oszczędzonych na
zajęciach lub pracach moich pieniędzy) nie były zbyt wielkie, a czasami ograniczały się jedynie na datkach włościanom za pozyskane materiały2.

Podobnie brzmi relacja I. Kopernickiego:
W tych ustawicznych pracowitych wędrówkach jego po kraju, mylnie byłoby
wyobrażać sobie Kolberga z kosturem w ręku, wędrującego od wsi do wsi, od
karczmy do karczmy, jak to czynił Chodakowski o pół wieku przed nim. […] Kolberg wędrówki swoje odbywał mniej efektownie, lecz bezpieczniej i skuteczniej.
Wybierając się w jakąś nieznaną sobie stronę kraju, starał się on pozyskać tam
sobie zawczasu gościnne przyjęcie i chętne poparcie u kilku osób miejscowych,
znających dobrze lud okoliczny i posiadających jego zaufanie, a przez to mogących pod każdym względem ułatwić mu jego badania3.
W Pieśniach ludu polskiego, publikowanych w „Przyjacielu Ludu” w latach 1846–1847,
co najmniej jeden tekst ze zbioru Konopki połączony jest z melodią zanotowaną przez Kolberga,
zob. w tomie O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 319, nr 192.
2
Rkp. O. Kolberga Szkic autobiografii…, k. 68.
3
Dr I.K. [I. Kopernicki] Przedmowa wydawcy..., s. X.
1

71

�Tak będzie organizował swe badania terenowe np. na Kujawach czy
w Lubelskiem, ale mimo starań nie zawsze notowanie folkloru, a później
informacji etnograficznych do Ludu przebiegało bez problemów. Kilkakrotnie w późniejszych dokumentach odnajdujemy relacje o kłopotach, na
jakie w czasie pobytów na wsi narażony bywał i on sam, i towarzyszące
mu osoby.
W ciągu trzech następnych lat prowadził badania w różnych miejscowościach w zaborze rosyjskim. W itinerarium pod datą roczną 1843 zapisał „Do Jadowa, Wyszkowa, Wysocego (Suskich, Norwida), do Czepielewa
pod Rożanem (Rzechowskich)”1. W Ciepielewie gościł jeszcze kilkakrotnie,
prawdopodobnie w latach 1845 i 1847, a Zofii Rzechowskiej dedykował Kujawiaki na pianoforte2. W wycieczce do Wysocego towarzyszem Kolberga
był Teofil Lenartowicz. Po kilkunastu latach Lenartowicz, już na emigracji
w Rzymie, dziękował za przysłane przez Kolberga Pieśni ludu polskiego
wydane w 1857 r. i wspominał w liście:
Nie mogę Ci opisać radości, jaką mi sprawiłeś Twoim zbiorem pieśni gminnych,
Kochany Oskarze, zdawało mi się, że jeszcze chodzimy razem po Wysoce[m]
i Mokrym Lesie, Ty za nutami, a ja za słowami, i że wieczorem, jak wówczas,
porządkujemy nasze zbiory w słomianym dworcu p. Ludwika Norwida3.

Oskar, odpowiadając na ten list, pisał:
Prawda, że to już dawno temu, kiedyśmy ze sobą chodzili po Mokrym Lesie, po
Wysoc[em], Wyszkowie i Głuchach. Pamiętam to jak dzisiaj4.

Byli wówczas gośćmi Pauliny Suskiej i Ludwika Norwida – starszego
rodzeństwa Cypriana, poety trwale zapisanego w literaturze polskiej. Lenartowicz, pisząc do Kolberga przytoczony list, był już od paru lat na emigracji – zaangażowany w antyrosyjskie spiski musiał w roku 1848 uciekać
z Warszawy. Paulina, siostra Cypriana i Ludwika Norwidów, wspomniana
1
Wykaz podróży Oskara Kolberga, w: Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 704.
Kolberg używał błędnej formy „Czepielew”, powinno być „Ciepielewo”.
2
Wydanie to zawierało sześć kujawiaków, ukazało się przed rokiem 1850, zob. w tomie
O. Kolberg Kompozycje fortepianowe (DWOK T. 69), nr 31–36, komentarz rewizyjny na s. 687.
Prawdopodobnie chodzi o Zofię Rzechowską, z d. Okońską, zmarłą w lutym 1868 r.
3
List T. Lenartowicza z 25 III 1857 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 66.
4
List do T. Lenartowicza z 5 V 1857 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 70.

72

�w itinerarium Kolberga i w liście Lenartowicza, razem z mężem, Janem
Suskim, gospodarowała do roku 1858 w rodzinnym majątku Laskowo-Głuchy. Jej dedykował Kolberg trzeci zeszyt Kujawiaków w stylu gminnym1
wydany w Warszawie w roku 1845.
W roku 1844 pojechał m.in. do Przysuchy i był tam wtedy prawdopodobnie ostatni raz. W itinerarium odnotował, że odwiedził nieznanych
bliżej Żurkowskich, z którymi Kolbergowie utrzymywali kontakty po wyjeździe do Warszawy2. W następnym roku prowadził badania w kilku miejscowościach w Kaliskiem, co później odnotował w itinerarium: „1845 – do
Cielc (Jab[ł]kowski), Brudzewa (Gorowskich), Łyskorni (Karśnickich), Stawiszyna, Zbierska (Kożuchowski)”3. Nie o wszystkich rodzinach goszczących
wówczas Kolberga można obecnie odszukać bliższe informacje, ale te, które
znajdujemy, potwierdzają, że jego pracami byli zainteresowani najczęściej
światli i patriotycznie nastawieni przedstawiciele ziemiaństwa. Pomagali
mu oni przede wszystkim przez ułatwienie kontaktów z wykonawcami
folkloru, zwykle bardzo nieufnymi wobec obcych, a także zapewniając
w swoich domach niezbędne warunki bytowe. Do takich rodzin należeli
m.in. Jabłkowscy, właściciele Cielc, gdzie zanotował wiele pieśni i melodii4.
Materiały pozyskane w tych latach w kilku miejscowościach Kaliskiego
wykorzystywał Kolberg w kolejnych swych publikacjach: w artykule Pieśni
ludu weselne, następnie w zbiorze ballad Pieśni ludu polskiego wydanym
w roku 1857 i wreszcie w Kaliskiem, monografii tego regionu, której tylko
pierwszą część zdążył wydać drukiem ponad czterdzieści lat później, pod
koniec życia, w roku 1890.

O. Kolberg Kujawiaki w stylu gminnym ofiarowane W-nej Pani Paulinie z Norwidów
Suskiej ułożył na piano-forte [...], Poszyt 3, Warszawa [1845]; przedruk w: O. Kolberg Kompozycje fortepianowe (DWOK T. 69), nr 21–30, s. 119–165 i s. 682.
2
Jak już wspomniano, Karolina Kolberg, matka Oskara, była chrzestną matką Juliana
Żurkowskiego, kilkakrotnie wymienianego w korespondencji Oskara.
3
Wykaz podróży Oskara Kolberga, w: Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 704, zob.
też E. Antyborzec, I. Chmielewska i M. Prochaska, wstęp do tomu Kaliskie. Suplement do tomu
23 (DWOK T. 79), s. IX–XI.
4
O kontaktach Kolberga z Józefem Jabłkowskim zob. tamże, s. X.
1

73

�III
[Podjęcie pracy w dyrekcji kolei warszawsko-wiedeńskiej. – Kompozycje:
mazury i kujawiaki. – Druk zbiorków pieśni czeskich i litewskich (1846).
– Druk Pieśni ludu weselnych w „Bibliotece Warszawskiej” (1847–1849)
i Pieś­ni ludu obrzędowych w Album Literackim (1848). – Pierwsze spotkanie ze Stanisławem Moniuszką. – Początek pracy nad Królem pasterzy.
– Wydanie Pieśni ludowych do śpiewu z towarzyszeniem fortepianu (1862).
– Reakcja na śmierć Fryderyka Chopina.]

W marcu 1845 r. Kolberg został przyjęty na stanowisko księgowego w Dyrekcji Eksploatacji Kolei Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej1. Zachowane
dwa bruliony Opisu biegu życia2, napisane przez niego podczas starań
o tę posadę, nie są datowane, ale ich treść wskazuje, że powstały w marcu
1845 r., po zaangażowaniu jako „buchaltera przy rozpoczynającej się wówczas
eksploatacji drogi żelaznej”. Wymienia tam dokumenty potwierdzające przygotowanie do pracy w księgowości: świadectwo szkolne otrzymane po ukończeniu klasy piątej Liceum Warszawskiego, z którego wynikała także znajomość języków obcych, i zaświadczenie o praktyce w kantorze domu handlowego S.A. Fraenkla w latach 1830–1833. W papierach osobistych Kolberga
zachowały się dwa dokumenty dotyczące tej praktyki. Wspomniano tu już
pierwszy, z roku 1833, w języku niemieckim, z podpisem S. Fraenkla. Drugi,
z datą 13 lipca 1844 i podpisem jego syna, wystawiony był w języku polskim:
Zaświadczam niniejszym, że J. P. Oskar de Kolberg pracował w kantorze moim
jako wolontariusz przeszło lat trzy i obok dostatecznych wiadomości w językach, korespondencji i rachunkowości, okazywał zawsze pilność i przyzwoicie
prowadził się3.
1
W Szkicu autobiografii pochodzącym z roku 1889 Kolberg pisał: „W r. 1843 brat Wilhelm
wyrobił mi posadę przy nowo budującej się drodze żelaznej Warsz.-Wied., gdzie w r. 1845 zostałem buchalterem […]” (rkp. O. Kolberga Szkic autobiografii…, k. 68). Jednak w Opisie biegu
życia (rkp. O. Kolberga, BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 64), chronologicznie znacznie bliższym
dacie podjęcia pracy urzędnika, pisał, że w r. 1844 przygotowywał się jeszcze do egzaminów
wyższych w zawodzie nauczyciela muzyki. Posadę buchaltera objął na pewno w marcu 1845 r.,
ale prawdopodobnie był zatrudniony nieco wcześniej, dlatego już w lipcu 1844 r. kompletował
dokumenty i wtedy otrzymał przytoczone niżej zaświadczenie z firmy Fraenkla.
2
Rkp. O. Kolberga Opis biegu życia…, k. 64 i 66.
3
Rkp. nieznanego autora, w zbiorach BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 41, bez daty, z podpisem
„A. Fraenkel” i pieczątką „SA Fraenkel Varsovie”.

74

�To świadectwo firmy S.A. Fraenkel w Warszawie jest więc dziesięć lat
późniejsze niż fakty, których dotyczy i podaje okres pracy, a nie jej daty.
Autorzy biografii Kolberga czasem pisali, że zatrudniony był ponownie1
w kantorze Fraenkla w latach 1841–1844, kierując się datą przytoczonego
wyżej zaświadczenia, które jest jednak tylko powtórzeniem wcześniejszego
niemieckiego oryginału. Wystawione zostało, gdy Kolberg starał się o posadę w księgowości i potrzebne mu było potwierdzenie przygotowania zawodowego do stanowiska, na jakie aplikował. Jak sam podaje w jednym z zachowanych brulionów Opisu biegu życia, nie miał świadectwa uczestnictwa
w kursach Akademii Handlowej w Berlinie i potwierdzenia ukończenia ich.
W Opisie biegu życia przeznaczonym dla Zarządu Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej pominął wykształcenie muzyczne, wspomniał tylko o nauczaniu
muzyki w domach prywatnych i przystąpieniu do egzaminu na nauczyciela
w tym zawodzie. Pismo z 19 lutego/3 marca 1845 r., potwierdzające powołanie Kolberga na posadę księgowego, skierowane jest do „pana Oskara
Kolberga, p.o. buchaltera przy Eksploatacji Drogi Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej”2, zatem pracę jako „pełniący obowiązki” podjął już wcześniej,
prawdopodobnie w drugiej połowie 1844 r. Posada ta zapewniała stabilizację finansową i większe dochody niż uczenie gry na fortepianie, ale w znacznie mniejszym stopniu mógł odtąd dysponować swoim czasem.
W uzyskaniu stałej pracy pomógł Oskarowi starszy brat, który już
w roku 1844 został członkiem zarządu budowy kolei warszawsko-wiedeńskiej, a później jej dyrekcji. Wilhelm, jeszcze jako referent techniczny
w Wydziale Komunikacji Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych, odbył
w latach 1841–1844 podróże do Austrii, Włoch, Prus, Belgii i Holandii,
dla zdobycia wiedzy i doświadczenia w zakresie budowy i organizacji
pracy kolei żelaznych. Wiadomości uzyskane w czasie pobytu w tych
krajach zebrał w artykule pt. Drogi żelazne w Europie 3, zamieszczonym
1
Informację o ponownej pracy w banku po powrocie Kolberga do Warszawy podaje m.in.
R. Zawiliński w artykule Pamięci Kolberga w setną rocznicę jego urodzin, „Czas” 1914, nr 54,
a za nim następni biografowie. Zawiliński korzystał z dokumentów pozostawionych przez Kolberga, przechowywanych w Sekcji Etnograficznej Akademii Umiejętności, ale opierał się na
dacie zaświadczenia wystawionego przez bank Fraenkla w 1844 r., a nie na znajdującym się
w tym samym zbiorze dokumencie wcześniejszym.
2
Rkp. nieznanego autora, podpisany przez E. Gerstfeldta, w zbiorach BN PAU i PAN, sygn.
2183, k. 43.
3
Wilhelm Kolberg Drogi żelazne w Europie, „Biblioteka Warszawska” 1843, T. 1, s. 56–96,
257–300 i 487–536, 1844, T. 1, s. 322–338, odbitka: Warszawa 1844.

75

�w „Bibliotece Warszawskiej” w latach 1843–1844. Ta obszerna publikacja
przedstawia istotne problemy techniczne i ekonomiczne związane z projektowaniem, budową i przyszłą eksploatacją kolei, od wyboru szerokości
torów w różnych krajach do kosztów utrzymania tego nowego środka
transportu ludzi i towarów oraz możliwości zwrotu kapitału włożonego
w jego budowę.
Po podjęciu pracy Kolberg przeprowadził się. W Książeczce legitymacyjnej1 w roku 1845 wpisano, że zamieszkał w budynku dworca przy Alejach Jerozolimskich. Dworzec Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej wzniesiono
według projektu Henryka Marconiego w latach 1844–1846, po przejęciu
finansowania budowy linii kolejowej przez skarb państwa w r. 1843. Pierwszy odcinek kolei z Warszawy do Grodziska otworzony został w czerwcu
1845 r., jesienią tego roku przedłużono linię do Skierniewic i zbudowano
odgałęzienie do Łowicza, a w kwietniu roku 1848 kolej dotarła do stacji
Granica, powstałej na gruntach wsi Maczki, przy granicy z Austrią2. Odtąd
Warszawa miała bezpośrednie połączenie z Wiedniem.
Zatrudnienie w Zarządzie Drogi Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej dawało Oskarowi Kolbergowi stałą płacę. Praca ta stwarzała też Kolbergowi
pewne nowe możliwości – ułatwiała podróż do miejscowości leżących na
trasie kolei, prawdopodobnie także wymagała służbowych wyjazdów najpierw na miejsce budowy, a później do czynnych już stacji. Mógł wtedy
spotykać pochodzących z sąsiednich wsi robotników zatrudnionych przy
budowie kolejnych odcinków torów lub pracujących przy ich utrzymaniu
i wykorzystać te kontakty do notowania pieśni i melodii.
Mimo podjęcia etatowej pracy Kolberg nie zaprzestał publikowania
swych kompozycji. Właśnie w latach 1845–1848 ukazało się drukiem dziewięć osobnych pozycji liczących najczęściej po kilka utworów, np. w Mazourkas pour le piano-forte wydanych w 1847 r. było ich dziesięć, tak
samo w każdym z dwu zeszytów Kujawiaków w stylu gminnym wydanych
w roku 1845. Kolberg był jednym z pierwszych kompozytorów zainteresowanych kujawiakami, które stały się jego ulubioną formą muzyczną. Etnomuzykolog Marian Sobieski (1908–1967) po ponad stu latach o tych utworach Kolberga pisał we wstępie do pierwszego tomu jego Dzieł wszystkich:
Dokument w zbiorach BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 6.
Zob. P.P. Pawlicki Droga Żelazna Warszawsko-Wiedeńska w 50-letnim okresie swego
istnienia od r. 1845 do 1895, Warszawa 1897, reprint: Szczecin 2012, s. 33–35.
1
2

76

�Właściwa wartość sztuki kompozytorskiej Kolberga, późniejszego folklorysty,
ujawnia się za to w całej pełni w stylu jego utworów związanych z muzyką ludową. Szczególnie cenną rolę odgrywają te utwory, w których Kolberg przenosi
właściwości tańców ludowych na formy tanecznej muzyki użytkowej. Najwyższy i najbardziej czysty poziom osiągają jego kujawiaki, będące czymś wyjątkowym w ówczesnej literaturze muzycznej tego typu1.

Ludwik Bielawski w encyklopedycznej biografii Kolberga także stwierdza, że wśród jego kompozycji wyróżniają się kujawiaki, i dodaje:
To właśnie Kolberg wyraźnie wyodrębnił formę kujawiaka w pol[skiej] muzyce
komponowanej na wzorach muzyki ludowej; u Chopina kujawiaki były jeszcze
odmianą mazurków2.

Ilość zachowanych w archiwum Kolberga zapisów terenowych melodii
tanecznych z Kujaw, pochodzących z badań prowadzonych w latach 1860
i 1865, ich kilkakrotne edytorskie opracowanie i ponawiane próby wydania3
pozwalają stwierdzić, że zafascynowany był ludowymi wersjami tego tańca,
komponowanymi i wykonywanymi przez wiejskich skrzypków.
Trzeciemu zeszytowi Kujawiaków Józef Sikorski poświęcił znaczną
część artykułu Muzyka taneczna, zamieszczonego w „Bibliotece Warszawskiej” na początku roku 1846. Recenzent, zaprzyjaźniony z Kolbergiem, ale
wymagający, nie oszczędzał autorowi krytycznych uwag. Analizę zakończył
oceną:
W ogóle mówiąc, za kilka błędów jest wiele piękności, rozmaitości ile można,
zważając na trudność wynalezienia zwrotów melodyjnych, w których by było
znać ducha wieśniaczego, który wszędzie prawie serdecznie do nas przemawia4.

Rok później Sikorski na łamach „Biblioteki Warszawskiej” zrecenzował
Fantaisie sur un thème polonais, a recenzję tego utworu – jego zdaniem
M. Sobieski Oskar Kolberg jako kompozytor i folklorysta muzyczny, w: O. Kolberg Pieśni
ludu polskiego (DWOK T. 1), s. XLIV.
2
L. Bielawski Kolberg Henryk Oskar, w: Encyklopedia muzyczna PWM, pod red.
E. Dziębowskiej, T. KLŁ Kraków 1997, s. 150.
3
Zob. D. Pawlak Zbiór tańców kujawskich Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Kujawy.
Suplement do tomów 3–4 (DWOK T. 72/I), s. V–XXIII.
4
J.S. [J. Sikorski] Muzyka taneczna, „Biblioteka Warszawska” 1846, T. 1, s. 186; przedruk
w: O. Kolberg Kompozycje fortepianowe (DWOK T. 69), s. 715.
1

77

�niezbyt udanego — zakończył krótką uwagą o świeżo wydanych przez Kolberga mazurach:
[…] dziesięć mazurów tegoż autora, nie do tańca przeznaczonych, o których powiedziawszy, że są prawie wszystkie wyborne, dodamy tylko, że duch kujawiaków bardzo silnie w nich się przebija. Ściśle rzecz biorąc mamy prawo żądać
w mazurach siły i wdzięku skocznego, w kujawiakach rubaszności i prostoty.
Jednak przeważny przykład Szopena mieszającego dwa te rodzaje, tak zresztą
blisko spowinowacone z sobą, wiele usprawiedliwia1.

Określenie mazurów jako wybornych na pewno przyniosło Kolbergowi
satysfakcję.
Dobrze ocenione przez recenzenta kujawiaki Kolberga podobały się także współczesnym mu słuchaczom. Paulina Wilkońska (1815–1875), wspominając spotkanie jesienią 1847 r. u Seweryny Pruszakowej, pisała:
Potem nastąpiła muzyka. Słuchaliśmy gry dźwięcznej na fortepianie, niezrównanej lekkości, wycieniowania i czucia, tyle zasłużonego Oskara Kolberga. I ożywiały nas jego kujawiaki ochocze, z cechą wybitnie swojską 2.

Paulina i August Wilkońscy zamieszkali w Warszawie w roku 1842 i bardzo szybko w ich salonie zaczęli gromadzić się ludzie pióra oraz artyści.
W swych Wspomnieniach… wśród warszawskich literatów i dziennikarzy
odwiedzających ich dom w latach 1842–1848 Wilkońska wymienia Oskara
Kolberga:
[…] któremu w czasie jego pierwszej wizyty kilkadziesiąt piosenek ludu poznańskiego zaśpiewać musiałam, a gorliwy badacz i rozmiłowany na tej niwie polskiej pracownik spisywał je zaraz3.

Przez cały czas pobytu Wilkońskich w Warszawie Kolberg należał do
ich stałych gości.
Często bywał też u Seweryny Pruszakowej (1816–1905), pisarki, publicystki i tłumaczki, wymienionej też w przytaczanych tu wspomnieniach
J.S. [J. Sikorski] Kompozycje na fortepian, „Biblioteka Warszawska” 1847, T. 1, s. 401–402,
przedruk w: O. Kolberg Kompozycje fortepianowe (DWOK T. 69), s. 718.
2
P. Wilkońska Moje wspomnienia o życiu towarzyskim w Warszawie, opracowała
Z. Lewinówna, pod red. J. W. Gomulickiego, Warszawa 1959, s. 132.
3
Tamże, s. 176.
1

78

�Pauliny Wilkońskiej. Pruszakowa po separacji z mężem Tomaszem przeprowadziła się do Warszawy i prowadziła salon literacki od jesieni 1847 r. aż
do roku 1863, kiedy musiała emigrować. Julian Bartoszewicz (1821–1870),
historyk i historyk literatury, wówczas nauczyciel gimnazjalny, później kustosz biblioteki Szkoły Głównej, pisał1, że Kolberga poznał w roku 1847
właśnie u Seweryny Pruszakowej, do której wprowadzili go Wilkońscy,
a spotykał go także u Wójcickich. W tych kręgach bywała również Narcyza
Żmichowska (1819–1876), poetka i pisarka, zaangażowana w działalność
polityczną. Kolberga poznała prawdopodobnie jeszcze przed końcem roku
1849 u Anny Skimborowiczowej, żony Hipolita, czynnej działaczki konspiracji niepodległościowej, albo u Seweryny Pruszakowej. Jedno ze spotkań
z nim opisała w znacznie późniejszym liście:
Pamiętam jak raz poczciwy p. Oskar Kolberg przez całą godzinę tłomaczył mi,
że muzyka jest sztuką piękną, działającą na uczucie, że jest smutna i wesoła,
i poważna, a ja, niegodziwa, nic mu za to wdzięczną nie byłam2.

Żmichowska, która należała do organizatorów tzw. spisku rzemieślników warszawskich, została aresztowana w październiku 1849 r. i do lutego
1852 r. była więziona w Lublinie, potem aż do lata roku 1855 nie wolno jej
było opuszczać tego miasta. List jest znacznie późniejszy, z roku 1866, i rozmowa z Kolbergiem, którą Żmichowska w nim wspominała, mogła odbyć
się już po jej powrocie do Warszawy, po roku 1855, niewątpliwie jednak
spotykała go wcześniej u wspólnych znajomych.
Fortepian rozbrzmiewał też w mieszkaniu Kolberga. Bywał wtedy u niego Maurycy Karasowski (1823–1892), pisarz muzyczny i krytyk, wiolonczelista, kompozytor. Wiele lat później, w r. 1885, gdy mieszkał już w Dreźnie,
wspominał spotkania u Kolberga w okresie, gdy ten pracował w Dyrekcji
Kolei Żelaznej:
Widzę cię, jak siedzisz w swoim pokoju na dworcu kolei w[arszawsko]-w[iedeńskiej] przy fortepianie, wygrywając fugi Bacha, melodie ludowe, krakowiaki,
mazury, swoje kompozycje…3
J. Bartoszewicz Z notatnika pamiętniczego, „Przegląd Historyczny” 1912, T. 14, z. 3, s. 391.
List N. Żmichowskiej do I. Zbiegniewskiej z 18 VI 1866 r., w: N. Żmichowska Listy, T. III:
Miodogórze, do druku przygotowała i komentarzem opatrzyła M. Romankówna, Wrocław
1967, s. 9.
3
List M. Karasowskiego z 15 IV 1885 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 242.
1
2

79

�W roku 1845, prawdopodobnie u Józefa Sikorskiego, poznał Kolberg
Stanisława Moniuszkę. Kompozytor przyjechał w lipcu do Warszawy
w związku z przygotowaniami do wystawienia w operze jego Loterii. Już
wcześniej korespondował z Sikorskim, który po wydaniu pierwszego zeszytu Śpiewnika domowego opublikował w „Bibliotece Warszawskiej” jego recenzję, bardzo pochlebną dla autora. Wracając do Wilna, Moniuszko zabrał
egzemplarze wydanych przez Kolberga w Poznaniu Pieśni ludu polskiego
i w listopadzie 1846 r. pisał do Sikorskiego:
Uśmiałem się serdecznie ze sceny z poczciwym Oskarem, któregoś tak żywo
przedstawił. Nie zawiódł się na mnie — mam dla niego cokolwiek pieniędzy, ale
to nie z prenumeraty, a za gotowe już poszyty pieśni ludu1.

W latach następnych Moniuszko w listach do Sikorskiego przekazywał
następne podobne informacje dla Kolberga lub pytał o niego i o innych muzyków warszawskich. M.in. w sierpniu 1856 r. pisał: „Kolberga pozdrawiaj
ode mnie częściej, niżeli piszę do Ciebie”2. Spotkali się ponownie dopiero
w r. 1857.
Około roku 1847 lub na początku 1848 Kolberg zainteresował się wydaną dwadzieścia lat wcześniej sielanką F.L. Jaskólskiego Pasterze na Bachorzy3. Uznał, że opisany tam zwyczaj kujawski może być kanwą libretta
„opery sielskiej”, która ostatecznie otrzymała tytuł Król pasterzy. Libretto według fabuły sielanki pisał Teofil Lenartowicz, ale nie wiadomo, czy
zdążył je skończyć. W liście do Sikorskiego na temat genezy tego utworu
o autorze libretta Kolberg pisał: „okoliczności spowodowały wszakże jego
wyjazd za granicę”4. Te okoliczności to wzmiankowany już udział Lenartowicza w działalności spiskowej. Już w 1843 r., zagrożony aresztowaniem, razem z Romanem Zmorskim i Karolem Brzozowskim schronił się
1
S. Moniuszko Listy zebrane, przygotował do druku W. Rudziński przy współpracy M. Stokowskiej, Kraków 1969, s. 115.
2
Tamże, s. 234.
3
[F.L. Jaskólski] F.L.J. Pasterze na Bachorzy. Sielanki kujawskie, Warszawa 1827, reedycja
w opracowaniu B. Burdzieja: Włocławek 2005. F. Jaskólski był podchorążym siódmego Pułku
Liniowej Piechoty Wojska Polskiego, w czasie powstania, 24 stycznia 1831 r. awansował na
podporucznika. Lata jego życia nie są znane. Te informacje o Jaskólskim podaje B. Burdziej
w przedmowie do opracowanej przez siebie edycji sielanki Pasterze na Bachorzy.
4
Niedatowany brulion listu do Józefa Sikorskiego, prawdopodobnie z roku 1859, z okresu
poprzedzającego premierę Króla pasterzy, Korespondencja … cz. III (DWOK T. 66), s. 682.

80

�w Poznaniu. Rok później, gdy okazało się, że policja nie uzyskała dowodów
przeciwko niemu, wrócił do Warszawy, gdzie jego twórczość poetycka,
zwłaszcza liryki często drukowane w czasopismach, zdobywała coraz większą popularność. Podobnie jak Kolberg był zaprzyjaźniony z Wilkońskimi
i współredagował z nimi „Dzwon Literacki” w 1847 r. Ponownie zagrożony
aresztowaniem, wyjechał do Krakowa w roku 1848 i po wędrówkach przez
Drezno, Poznań i Paryż osiadł ostatecznie we Włoszech.
Wspomniano tu już o aresztowaniu Narcyzy Żmichowskiej i emigracji
Romana Zmorskiego. Aresztowania i wyroki sądowe dotknęły także inne
osoby, z którymi Kolberg był zaprzyjaźniony. Anna Skimborowiczowa za
działalność spiskową została w 1848 r. skazana na zesłanie do Rosji, a jej
mąż na dwa miesiące twierdzy w Zamościu i wysiedlenie z Królestwa za tolerowanie działalności żony i udzielanie mieszkania spiskowcom. Po powrocie do Warszawy w 1852 r. Skimborowiczowie nadal prowadzili swój salon
literacki, u nich kilka lat później Kolberg poznał Bibiannę Moraczewską
(1811–1887). Poznańska działaczka polityczna i oświatowa, siostra Jędrzeja,
powstańca listopadowego, historyka, w 1856 r. przyjechała na parę tygodni
do Warszawy. Później, w czasie badań terenowych Kolberga w Wielkopolsce, pomagała mu gromadzić materiały etnograficzne z tego regionu i pośredniczyła w przekazywaniu prenumeratorom kolejnych tomów Poznańskiego. Po pierwszym spotkaniu scharakteryzowała go w dzienniku z właściwym sobie zwyczajem bezpośredniego wyrażania spostrzeżeń i wrażeń:
Oskar Kolberg, zbieracz pieśni i muzyki, 40-letni kawaler na wydaniu, chudy,
z fizjognomią czysto niemiecką, był bardzo dla nas uprzejmy. Ostatniego wieczoru przed moim odjazdem grał piosnki wielkopolskie, które łączył zręcznie,
improwizując. Grał to, jak mówił, dla mnie. Muzyka chleba mu nie daje i jest
urzędnikiem przy kolei żelaznej1.

Znajomość z Kolbergiem bardzo się przydała Moraczewskiej i jej przyjaciółce, Tekli Dobrzyńskiej, w dniu wyjazdu z Warszawy. W dzienniku
zanotowała:
Dość liczne grono osób odprowadziło nas na kolej, a bez tego bodaj byśmy nie
wyjechały. Prawda, że jechało jakie 600 osób, ale też się ani z rzeczami do wagi,
1
Dziennik Bibianny Moraczewskiej, wydany przez wnuczkę dr Dobrzyńską-Rybicką,
Poznań 1911, s. 46.

81

�ani z wizowaniem paszportów, ani do pojazdu prawie docisnąć się nie było
można. Znajome i znajomi nasi zajęli się tym wszystkim, a gdyby nie zbieracz
pieśni Kolberg, urzędnik kolei, byłybyśmy pozostały. Za jego wpływem założono nowy wagon, tak nareszcie, spocone i zmęczone tymi wszystkimi zachodami,
ruszyłyśmy z Teklą, aby zatrzymać się w Częstochowie1.

We wrześniu 1848 r. w wyniku prowokacji aresztowany został August
Wilkoński. Osądzony dopiero w listopadzie roku następnego, skazany został na rok twierdzy i przewieziony do Zamościa, dokąd pojechała za nim
żona. W listopadzie 1850 r. Wilkońscy wrócili do Warszawy, ale w maju
następnego roku zostali wysiedleni z Królestwa do Prus, których oboje
byli formalnie obywatelami. Zatrzymali się wtedy u siostry Pauliny, Anieli
Radońskiej, w Siekierkach. August Wilkoński już w powstaniu listopadowym odniósł poważne, niewyleczone do końca obrażenia, a schorowany
po ponad roku spędzonym w cytadeli warszawskiej i kolejnym w twierdzy
w Zamościu zmarł w lutym w 1852 r. Paulina Wilkońska jeszcze przed
przymusowym wyjazdem z Warszawy, zabiegając o uwolnienie męża, ciężko się rozchorowała. We wspomnieniach spisanych po blisko dwudziestu
latach odnotowała, że gdy zaczęła wracać do zdrowia i mogła przyjmować
przyjaciół, jedną z pierwszych przybyłych osób był „poczciwy Oskar Kolberg”. Później, gdy już musiała opuścić Warszawę i wyjechać do Wielkiego
Księstwa Poznańskiego, korespondowała z Kolbergiem i spotykała się z nim
w Poznaniu i w Warszawie, którą udało się jej odwiedzić w roku 1855. Siekierki w powiecie średzkim, należące do Anieli i Hipolita Radońskich, gdzie
Paulina Wilkońska często bywała, stanowiły kilkanaście lat później jeden
z ważniejszych punktów badań terenowych Kolberga w Poznańskiem.
Bardzo skąpa dokumentacja zachowana z tego okresu działalności Kolberga nie pozwala odtworzyć wszystkich nazwisk jego przyjaciół i znajomych w latach międzypowstaniowych. Świadectwem czynnego udziału
w życiu umysłowym i artystycznym Warszawy, a zwłaszcza muzycznym,
są artykuły publikowane przez niego nieco później w prasie oraz dokumentacja na temat współczesnych mu muzyków polskich opracowana dla
Encyklopedii powszechnej Samuela Orgelbranda. Na pewno związany był
z kręgiem autorów i sympatyków gromadzących się w redakcji „Biblioteki
Warszawskiej”. Tam właśnie mógł poznać Ludwika Zejsznera (1807–1871),
z którym spotykał się później w Krakowie. Zejszner, geolog, w czasie badań
1

Tamże, s. 48.

82

�Tatr poświęcił też czas na zapisanie tekstów pieśni góralskich i na obserwację życia Górali. W roku 1844 na łamach „Biblioteki Warszawskiej” zamieścił obszerny artykuł Rzut oka na Podhalan1. Również w latach następnych, gdy ponownie zamieszkał w Krakowie, nadsyłał do tego miesięcznika artykuły poświecone geografii oraz ludności Podhala i Spiszu. Zejszner
gromadził też pieśni nieludowe i z jego bogatych zbiorów korzystał Kolberg
później, przygotowując do druku Krakowskie.
Drugim wydawnictwem obok „Biblioteki Warszawskiej”, w którym Kolberg wówczas zamieszczał swe prace, był „Dzwon Literacki”, nieregularnie
wydawany pod redakcją najpierw Augusta Wilkońskiego, później K.W. Wójcickiego. W almanachu tym ukazały się w roku 1846 dwa folklorystyczne
artykuły Kolberga. Pierwszy opublikowany został niewielki zbiorek pt.
O pieś­niach litewskich2. Zawierał on 15 litewskich tekstów z melodiami
i z przekładami na język polski, melodiom wokalnym towarzyszył akompaniament fortepianowy, a wszystkie pieśni miały noty lokalizacyjne. Tłumaczenia dokonali dwaj literaci – jak pisze Kolberg – „znani w przedmiotach
litewskich i żmudzkich”: Franciszek Zatorski i Kajetan Niezabitowski. Dla
trzech pieśni podał Kolberg źródła: publikacje F. Zatorskiego z 1843 r.
i K. Brzozowskiego z 1844 r.3 Pozostałe pochodziły z własnych zapisów
Kolberga, być może ich wykonawcami byli wymienieni przez niego tłumacze. Zamieszczony w następnym tomie „Dzwonu Literackiego” zbiorek pieśni słowackich i czeskich4 ma odmienne źródło. Utwory te zostały pozyskane też w Warszawie, podobnie jak pieśni litewskie, ale wykonawcami byli
na pewno przedstawiciele ludu. Zbiór jest również niewielki – zawiera
21 pieśni i jedną melodię bez tekstu. Pieśni są przygotowane do wykonania
L. Zejszner Rzut oka na Podhalan, „Biblioteka Warszawska” 1844, T. 3, s. 113–149;
artykuł ten był później wstępem do wydanego przez niego zbioru Pieśni ludu Podhalan, czyli
Górali tatrowych polskich, Warszawa 1845.
2
O. Kolberg O pieśniach litewskich, „Dzwon Literacki” 1846, T. 3, z. 1-2, s. 93–107 i wkładka nutowa: Melodie do pieśni litewskich zebrał i na fortepian ułożył …, przedruk w: O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 350–372.
3
Zbiór F. Zatorskiego Witold nad Worsklą wydany był w Warszawie w 1844 r. Zatorski
zamieścił tam swoje przekłady pieśni ze zbioru L.J. Rhesy (Berlin 1843). K.M. Brzozowski wydał
w Poznaniu w roku 1844 Pieśni ludu nadniemeńskiego z okolic Aleksoty.
4
O. Kolberg Pieśni czeskie i słowackie, „Dzwon Literacki” 1846, T. 4, s. 272–284 i wkładka
nutowa, przedruk w: O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 373–
401. Pieśni te opublikowano także w tomie Materiały do etnografii Słowian zachodnich
i południowych cz. II: Czechy, Słowacja (DWOK T. 59/II), s. 49–75, nr 89–110.
1

83

�na głos z towarzyszeniem fortepianu, a tekstom nie towarzyszą tłumaczenia
na język polski. Każda pieśń ma notę lokalizacyjną, odtworzoną zapewne na
podstawie informacji wykonawcy. We wstępie Kolberg pisał:
Tak nazwani druciarze, pochodzący z tego narodu, po większej części Górale,
a wędrujący zimą po krajach słowiańskich i niemieckich dla zarobku, z wiosną
zaś wracający pod rodzinną strzechę, odśpiewali mi tu w Warszawie kilkanaście
poniżej umieszczonych pieśni1.

Sezonowi rzemieślnicy słowaccy, zajmujący się drutowaniem pękniętych
naczyń kamionkowych, byli zapewne stałą cząstką zimowego pejzażu Warszawy. Malował ich Antoni Kolberg i obraz ten był prezentowany w 1841 r.
na wystawie w ratuszu warszawskim2. Z innego źródła pochodziła ostatnia
spośród zamieszczonych w tym artykule melodii, usłyszał ją Kolberg – jak
pisze – „[...] w przejeździe z Krolodworu do Podiebradu. Śpiewała ją jakaś
baba tonem żałosnym i przeciągłym, słów nie pomnę”3. Miejscowości te
wymienia Kolberg także w przytaczanym tu wcześniej liście do redakcji
„Světozora”, wspominając swą podróż z rodzicami do Mariańskich Łaźni
w roku 1829, ale czy już wtedy zainteresowało go wykonanie ludowej melodii czeskiej, nie wiadomo. Przed opracowaniem do druku pieśni słowackich
i czeskich był w Pradze jeszcze raz w roku 1841, jednak brak informacji
o szczegółach tej podróży. Sądzić można, że raczej wtedy, w roku 1841,
a nie w 1829, zwracał uwagę na pieśni ludowe i zapamiętał lub zapisał czeską melodię, którą pięć lat później opublikował razem z innymi zanotowanymi w Warszawie. Spośród drukowanych przez Kolberga w tym okresie
melodii ludowych jest to jedna z niewielu pozbawionych akompaniamentu
fortepianu.
Wśród pieśni słowackich wydanych w tym niewielkim zbiorku znajduje się interesujący dla polskich folklorystów wariant melodii i tekstu
towarzyszących zabawie znanej u nas jako „Kaszubskie nuty” lub „Alfabet
O. Kolberg Pieśni czeskie i słowackie…, s. 272, przedruk w: O. Kolberg Pieśni i melodie
ludowe… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 373–374.
2
Zob. K. Markiewicz Antoni Kolberg…, s. 8, obraz Słowaki zaginął. W roku 1845 wystawiony był obraz Druciarz, nadesłany przez malarza z Rzymu, również zaginiony (zob. K. Markiewicz Antoni Kolberg…, s. 9), nie wiadomo jednak, czy przedstawiał też scenę rodzajową
z Warszawy, tak jak wymieniony poprzednio.
3
O. Kolberg Pieśni czeskie i słowackie…, s. 284, przedruk w: O. Kolberg Pieśni i melodie
ludowe… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 401.
1

84

�kaszubski”. Słowacki tekst „To je kratké, to je dluhé, to stolica rézacy” z lokalizacją „od Trenczyna i Hradisz[cz]a”, zapisany przez Kolberga w 1847
r. lub krótko przedtem, jest najstarszą opublikowaną wersją pieśni towarzyszącej tej zabawie, drugi wariant zapisany przez niego, a pochodzący
z Moraw, zachował się tylko w niedatowanym rękopisie 1. Polskie warianty
z Kaszub i Podhala zostały udokumentowane dopiero na początku XX
wieku, choć wiadomo, że np. na Kaszubach wykonywane były znacznie
wcześniej.
Rękopisy prymarne pieśni słowackich i czeskich zamieszczonych
w 1846 r. w „Dzwonie Literackim” nie przetrwały w całości. W notatkach
sporządzonych bezpośrednio ze słuchu zachowały się tylko dwie spośród
melodii drukowanych w tym artykule, natomiast dysponujemy rękopisem
dziewięciu tekstów. Mimo braku pełnej dokumentacji możemy być pewni,
że wszystkie melodie zapisał Kolberg, natomiast teksty notowały dwie osoby — drugą obok Kolberga był filolog Andrzej Kucharski (1795–1862). Nie
wiemy, kiedy i w jakich okolicznościach ci dwaj badacze folkloru spotkali
się po raz pierwszy. Zachowane do dziś w archiwum Kolberga rękopisy Kucharskiego mogłyby wskazywać na ich bliską znajomość. Prawdopodobne
jest, że spotkali się u Maciejowskich — obydwaj znali Wacława Aleksandra
Maciejowskiego i dzielili z nim zainteresowanie folklorem słowiańskim.
Jedynym śladem bezpośrednich ich kontaktów jest owa karta, na której
Kucharski zapisał teksty trzech pieśni, a Kolberg sześciu następnych, przy
czym bezspornie zapisy te wykonano w czasie wspólnego „odsłuchiwania”
słowackich górali.
Andrzej Kucharski był przewidziany przez władze uniwersytetu warszawskiego na wykładowcę języków słowiańskich. Aby mógł przygotować
się do objęcia tej posady, otrzymał specjalne stypendium na wyjazd2 do
Wiednia, Pragi, Zgorzelca, Drezna, Lublany i innych ośrodków naukowych,
w których rozwijała się slawistyka lub istniały zbiory druków i rękopisów
Zob. E. Millerowa Materiały czeskie i słowackie w zbiorach Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Materiały do etnografii Słowian… cz. II: Czechy. Słowacja (DWOK T. 59/II), s. XXXII–
–XXXIII, zob. tamże pieśni nr 96 i 111. Zob. też L. Bielawski i A. Mioduchowska Kaszuby cz. III,
Pieśni powszechne i zawodowe, w serii „Polska pieśń i muzyka ludowa. Źródła i materiały”,
T. 2, Warszawa 1998, s. 180–181.
2
Zachowała się kopia instrukcji, którą otrzymał Kucharski przed wyjazdem, ułożył ją prawdopodobnie S.B. Linde, zob. Instrukcja dla kandydata do słowiańskich dialektów, w: T. Wierzbowski Materiały do dziejów piśmiennictwa polskiego i biografii pisarzów polskich zebrał
[...], T. II, Warszawa 1904, s. 219–221.
1

85

�interesujące badaczy z tej dziedziny. W latach 1825–1830 odbył podróż po
krajach słowiańskich, w czasie której miał nauczyć się języków, poznać
miejscowych uczonych i nawiązać z nimi współpracę, dokonać zakupu potrzebnych książek i rękopisów oraz zebrać materiały dotyczące dialektów
i kultury ludowej odwiedzanych krajów1. Wrócił do Warszawy w roku
1830, krótko przed wybuchem powstania, w grudniu otrzymał nominację
na stanowisko zastępcy profesora „dialektów słowiańskich”, ale nie zdążył
już podjąć pracy na uniwersytecie zamkniętym po upadku powstania. Później musiał przyjąć posadę nauczyciela gimnazjum. Na podstawie zebranych materiałów opublikował w prasie warszawskiej tylko kilka artykułów, ale dorobku z pięcioletnich badań nie zdołał zdyskontować w poważnych i samodzielnych publikacjach naukowych2, czym zawiódł i uczonych
polskich, i współpracujących z nim w czasie podróży naukowców z innych
krajów słowiańskich.
Znane obecnie zapisy folkloru zgromadzone przez Kucharskiego w latach 1825–1830 na Łużycach i Słowacji, w Czechach oraz krajach południowo-słowiańskich, a także w Polsce, m.in. w Kaliskiem, znajdują się
w archiwum rękopiśmiennym Kolberga. Prawdopodobnie nie jest to całość
pierwotnych zbiorów folklorystycznych tego badacza3. Nie wiadomo też,
kiedy i jaką drogą Kolberg otrzymał zapisy Kucharskiego przechowywane
1
Zapisy folklorystyczne A. Kucharskiego pochodzące z tej podróży i odnalezione w zbiorach
Kolberga zostały wydane w Materiałach do etnografii Słowian zachodnich i południowych
(DWOK T. 59, cz. I–III). O badaniach Kucharskiego w Czechach i Słowacji zob. E. Millerowa
Materiały czeskie i słowackie w zbiorach Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Materiały do etnografii Słowian… cz. II: Czechy. Słowacja, (DWOK T. 59/II), s. XXXVIII–LIII, na Łużycach zob.
A Skrukwa Materiały łużyckie w zbiorach Oskara Kolberga... (DWOK T. 59/I), s. XII–XXIV,
w Słowenii i Chorwacji zob. E. Millerowa Materiały południowosłowiańskie w zbiorach
Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Materiały do etnografii Słowian zachodnich i południowych
cz. III: Słowiańszczyzna południowa (DWOK T. 59/III), s. LIX–LXV.
2
Poza korespondencjami z podróży informującymi o przebiegu podejmowanych badań
i kilkoma artykułami o przekładach Pisma Świętego wydał jedynie pracę Najdawniejsze pomniki prawodawstw słowiańskich (Warszawa 1838), opracowaną na podstawie materiałów
W.A. Maciejowskiego, bardzo nisko ocenioną przez recenzentów. Ludów pozaeuropejskich dotyczy artykuł A. Kucharskiego: Etnografia Turków i ich pobratymców, „Biblioteka Warszawska” 1854, T. 3, s. 548–561, oparty na pracy H. Berghausa, zob. Z. Jasiewicz Początki polskiej
etnologii i antropologii kulturowej, Poznań 2011, s. 129.
3
W tekach Kolberga nie ma prawdopodobnie całości notatek folklorystycznych i dialektologicznych Kucharskiego dotyczących Łużyc, zob. A. Skrukwa Materiały łużyckie w zbiorach
Oskara Kolberga... (DWOK T. 59/I), s. XX.

86

�do dziś w jego zbiorach. Dostał je lub pożyczył zapewne dopiero po roku
18621.
Druk kolejnego artykułu Kolberga pt. Pieśni ludu weselne2 rozpoczął się
w „Bibliotece Warszawskiej” w kwietniu 1847 r. i z przerwami trwał do jesieni 1849 r. Nie jest to tylko antologia pieśni weselnych, jak sugerowałby
tytuł – zamieścił tam Kolberg także oracje i melodie instrumentalne oraz
krótkie informacje o przebiegu obrzędu. Sam w roku 1885 wspominał ten
okres badań następująco:
Więc już około r. 1840, czy też rokiem wcześniej, poczęliśmy zbierać pieśni
i muzykę ludową w okolicach Warszawy. Wkrótce dostrzegliśmy ścisłą tych
utworów z obrzędami, zwyczajami i całym bytem ludu łączność. Wzgląd ten
nakazywał nam przy spisywaniu pieśni i ich melodii notować także i ich akcesoria (wedle ówczesnych naszych pojęć), tj. uwydatniać całą sytuacje, która je
zrodziła lub do działania powoływała3.

Ponad połowa materiałów Kolberga drukowanych przez blisko trzy lata
w „Bibliotece Warszawskiej” ukazuje folklor związany z obrzędami weselnymi w zaborze rosyjskim, w regionach, w których sam prowadził dotychczas badania. Spośród jedenastu opisów wesel sześć pierwszych opiera się
na wynikach jego własnych badań terenowych w powiecie opoczyńskim,
na Mazowszu i w Kaliskiem. Dwa następne przedstawiają przebieg wesela na Kurpiach i w powiecie łukowskim, czyli też w zaborze rosyjskim,
ale opracowane są na podstawie literatury, trzy pozostałe zawierają opisy
z Małopolski i zostały przygotowane na podstawie publikacji innych autorów. Ostatnia część Pieśni ludu weselnych w czwartym tomie „Biblioteki Warszawskiej” z roku 1849 kończy się notą zapowiadającą ciąg dalszy,
jednak następnych opisów wesel nie drukowano. Kolberg nie miał jeszcze
1
Józefa Kucharska po śmierci męża w 1862 r. wyszła ponownie za mąż za Władysława
Wierzbowskiego (1825–1876), inżyniera pracującego w dyrekcji kolei żelaznej, zaprzyjaźnionego z Kolbergiem. Być może za jego pośrednictwem Kolberg otrzymał część zapisów Kucharskiego przed sprzedaniem przez jego spadkobierców księgozbioru i archiwaliów bibliotece
uniwersytetu w Odessie.
2
O. Kolberg Pieśni ludu weselne. Z muzyką, „Biblioteka Warszawska” 1847, T. 2, s. 188–
206 oraz 649–661, T. 3, s. 582–595, T. 4, s. 625–639, 1848, T. 3, s. 615–632, 1849, T. 1, s. 605–623
i T. 4, s. 383–403; w latach 1847–1848 do każdego odcinka artykułu dołączone były wkładki
nutowe. Przedruk w: O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 442–674.
3
O. Kolberg Mazowsze, cz. I (DWOK T. 24), s. X.

87

�materiałów, aby przedstawić pieśni i melodie instrumentalne towarzyszące
obrzędowi w całej Polsce. Praktycznie poza Królestwem znał tylko Poznań
oraz Kraków, Mogilany i Modlnicę, które odwiedził zaproszony przez Konopkę. Aby przedstawić pieśni towarzyszące ludowym weselom w innych
regionach, musiałby sięgać do literatury, gdzie jednak zapisy nutowe były
bardzo rzadkie1. Dlatego zapewne zrezygnował z kontynuowania tej publikacji.
Wszystkie melodie wokalne i instrumentalne zamieszczone w Pieśniach
ludu weselnych mają dołączony akompaniament fortepianowy autorstwa
Kolberga. Takie opracowanie melodii sugerowałoby, że Pieśni ludu weselne są przeznaczone do domowego muzykowania, podobnie jak pieśni
wydane w Poznaniu u Żupańskiego w latach 1842–1845. Jednak w przeciwieństwie do edytorskiej formy tamtej publikacji, nuty zamieszczone
w „Bibliotece Warszawskiej”, a także w „Dzwonie Literackim” nie były dostosowane do potrzeb śpiewaków amatorów. Wydrukowano je na wiotkim
papierze i oddzielono od tekstów jako osobne wkładki, a melodie pieśni
weselnych w „Bibliotece Warszawskiej” dla oszczędzenia miejsca zamieszczono in continuo.
We wstępie Kolberg pisał, że obrzędy weselne były już wielokrotnie
przedmiotem zainteresowania zbieraczy folkloru, ale dotychczas pieśni im
towarzyszące drukowano bez zapisów nutowych. W tej publikacji zawierającej 309 pieśni znalazło się 86 melodii, prawie wszystkie w materiałach
z jego własnych badań2. Jest ich więc znacznie mniej niż tekstów, między
innymi dlatego, że w trakcie wesela ta sama melodia wykonywana jest
wielokrotnie w różnych sytuacjach i służy różnym tekstom, co Kolberg
wskazywał odsyłaczami, nie powtarzając zapisu nutowego. Część tekstów
zapisana była jednak bez właściwej dla nich melodii. Zauważyć można, że
i tym razem zaprezentował wprawdzie muzykę ludową, jej zróżnicowanie
1
Np. całkowicie pozbawiony był zapisów nutowych obszerny i szczegółowy artykuł Porządek obrzędu weselnego w Wielkim Księstwie Poznańskim opracowany przez J.J. Lipińskiego, wydawcę pieśni wielkopolskich, zamieszczony w „Bibliotece Warszawskiej” w r. 1842,
T. II, s. 285–308.
2
Osiemdziesiąt melodii zamieścił Kolberg w opisach wesel I-VI opracowanych na podstawie własnych badań, sześć włączył z własnych zapisów do wesela Kurpiów (nr VII), przytoczonego za materiałami opublikowanymi przez K.W. Wójcickiego. W przedruku w tomie O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe... cz. I (DWOK T. 67/I) dołączono jeszcze siedem weselnych melodii wokalnych i instrumentalnych pochodzących z rękopisów, gdzie były opracowane na głos
z towarzyszeniem fortepianu, są to w przedruku melodie nr 395, 397–399, 481, 490 i 491.

88

�i znaczenie w obrzędzie, ale w równej albo nawet w większej mierze przedstawił teksty i starał się ukazać ich tożsamość, podobieństwo lub całkowitą
odmienność w określonych momentach wesela w różnych regionach. Wielokrotnie więc zamieścił warianty tekstów bliskie sobie, ale pochodzące
z różnych okolic.
Opis obrzędu zwykle ograniczył Kolberg do krótkich informacji o sytuacji, w której są wykonywane przytoczone pieśni, i o tym, kto z uczestników
lub „urzędników weselnych” je śpiewa. Choć kilkakrotnie opisy są bardziej
rozbudowane, nigdy informacje te nie są tak szczegółowe, jak w drukowanych później monografiach regionalnych. Mimo tej lakoniczności pozwalają
one zauważyć i podobieństwa, i różnice między przebiegiem wesela w różnych regionach. Noty lokalizacyjne są uogólnione i wskazują dosyć rozległe
okolice, nie pojedyncze miejscowości.
Pieśni weselne pochodzące z własnych badań, zamieszczone w pierwszych sześciu opisach, przedrukował1 Kolberg później w monografiach
regionalnych Radomskie, Łęczyckie, Kaliskie i Mazowsze. Wydawał je
dopiero w latach 1885–1890 i z powodu dużego dystansu między czasem
pozyskania pieśni a rokiem ich druku w monografiach opatrywał te opisy wesel w Ludzie datami rocznymi wskazującymi, kiedy zapisał melodie
i teksty. W tomach Ludu i Obrazów etnograficznych opisy wesel opatrzone
są odsyłaczami do pierwodruków w „Bibliotece Warszawskiej”, a niektóre
także przypisami informującymi, że w obecnej wersji materiały te zostały uzupełnione, poszerzone lub poprawione. Zabiegi te polegały przede
wszystkim na usunięciu akompaniamentu oraz uzupełnieniu o pieśni
i melodie instrumentalne pominięte w pierwodruku lub później pozyskane, rozbudowane też zostały opisy przebiegu obrzędu, ponadto przedruki
w monografiach mają dokładniejsze noty lokalizacyjne2. W tych nowych
redakcjach melodia wokalna jest zwykle taka sama – sporadycznie Kolberg
korygował metrum i bardzo rzadko poprawiał zapis nutowy3. Porównanie
Wszystkie pieśni i melodie zamieszczone przez Kolberga ponownie w monografiach są zestawione w tomie O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe… cz. II (DWOK T. 67/II) w wykazie na
s. 280–305.
2
Np. dla „Wesela I” w pierwodruku w nocie wymieniony jest powiat opoczyński, a następnie nazwy 11 wsi, natomiast opis ten zamieszczony w: O. Kolberg Radomskie (DWOK T. 20,
s. 165) jako „wesele VI”, ma tam notę: „od Przysuchy, Skrzynna (Rdzuchów, Skrzyńsko), 1845”.
3
Zob. D. Pawlakowa Dokumentacja folkloru muzycznego w pracach Oskara Kolberga w:
Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło cz. II (DWOK T. 85/II).
1

89

�tekstów w zachowanych zapisach terenowych, np. z Kaliskiego i Radomskiego z drukiem w „Bibliotece Warszawskiej” w r. 1848 i z późniejszymi
przedrukami w monografiach w latach 1885–1890 wskazuje, że publikując
je w Ludzie, przywrócił niektóre cechy wymowy gwarowej zaznaczone
w zapisach wykonywanych bezpośrednio ze słuchu. Dotyczy to m.in. mazurzenia charakterystycznego dla gwar tych regionów – było ono odnotowane
w rękopisach, ale nieuwzględnione w druku w latach 1847–1849.
W trakcie druku Pieśni ludu weselnych Kolberg opracował jeszcze jeden, znacznie mniejszy zbiorek: Pieśni ludu obrzędowe. Kogutek. Gaik.
Okrężne1, drukowany w Album literackim, almanachu zredagowanym
przez K.W. Wójcickiego. Zamieścił tam dwadzieścia dwie pieśni z opisami obchodów wiosennych i żniwnych wskazanych tytułem. Osiemnaście
z nich ma melodie i teksty pochodzące z jego własnych zapisów, nawet jeżeli źródłem opisu była publikacja innego autora, a wszystkie melodie opatrzone są akompaniamentem fortepianowym. W części poświęconej zwyczajom związanym z okrężnym, czyli dożynkami, najpierw podał ich opis
i pieśni ze zbioru K.W. Wójcickiego oraz fragmenty anonimowego artykułu
z „Przyjaciela Ludu”2, potem przytoczył pieśni pochodzące z własnych zbiorów. Te ostatnie w druku mają bezpośrednie noty lokalizacyjne, a zapisane
były w zaborze rosyjskim — na Mazowszu, w Radomskiem i w Kaliskiem.
Ukazują one m.in. zróżnicowanie tekstów i melodii powszechnie wówczas
znanej i wykonywanej pieśni z incipitem lub refrenem „Plon niesiemy, plon,
jegomości w dom”, w której liczba i treść zwrotek limitowana była tylko
ochotą ich twórców i wykonawców do kpin i zabawy. O tekstach tych pisze:
Lud nasz, niewyczerpany w konceptach, przy lada okazji zręcznie je wtrącić
umie. Niepodobna zatem schwycić wszelkich jego wyskoków, ani można pamiętać i skreślić dowcipów co chwila w inną przybranych barwę. W każdej
prawie wsi są inne pieśni, tak jak inni ludzie i inne miejscowe okoliczności,
dające powód do ucinków szczodrze szafowanych i nieoszczędzających ani samego pana, ani urzędników i oficjalistów jego. Kto był na wsi przy podobnych
1
O. Kolberg Pieśni ludu obrzędowe. Kogutek. Gaik. Okrężne, w: Album literackie, Warszawa 1848, s. 331–350 i wkładka nutowa. Przedruk w tomie O. Kolberg Pieśni i melodie
ludowe… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 402–441.
2
K.W. Wójcicki Pieśni ludu Białochrobatów…, T. 1, s. 269–272; Mieszkańcy okolic Sandomierza i Radomia, „Przyjaciel Ludu” R. 13: 1846, T. 1, nr 25, s. 195 i 198. Cytując opis z „Przyjaciela Ludu”, Kolberg pominął zamieszczony tam tekst pieśni i zamiast niego dał własny zapis
(z melodią) z Radomskiego z lokalizacją „Rdzuchów pod Przysuchą”.

90

�okolicznościach, najlepiej osądzi znaczenie tego rodzaju pieśni, którym zapewne
niejedną winien chwilę prawdziwego zadowolenia1.

Pieśni ludu weselne i Pieśni ludu obrzędowe potwierdzają zróżnicowanie regionalne wybranych obrzędów. Mimo opracowania na głos z towarzyszeniem fortepianu, ułatwiającego ich wykonanie amatorom śpiewu, są
to zbiory prezentujące zmienność i podobieństwem określonych pieśni i ich
związki z kontekstem kulturowym – weselami i dożynkami, to jest obrzędami, które obok Godów, czyli cyklu Bożego Narodzenia, były najważniejsze
dla społeczności wiejskiej. Prezentowany materiał pochodził głównie z kilku regionów znajdujących się w zaborze rosyjskim, a przebieg obrzędów
był podany dość skrótowo, ale istotny był sam fakt zamieszczenia aż tylu
wariantów pieśni w jednej publikacji, co umożliwiało porównanie ich tekstów i miejsca w obrzędzie.
Idea prezentowania wariantów była w latach 1847–1848 nowa, wcześniej wydawcy poszukiwali nieznanych do tej pory tekstów i unikali druku
pieśni podobnych. Żegota Pauli we wstępie do Pieśni ludu polskiego w Galicji (1838) pisał, że porównał zapisane przez siebie teksty z drukowanymi
przez Wacława Zaleskiego i „wyłączył mniej odmienne”2, Kazimierzowi W.
Wójcickiemu recenzent3 wytknął druk tekstów, których warianty znajdowały się już u Zaleskiego, a Wójcicki sam o wydanych przez Jana Józefa
Lipińskiego pieśniach wielkopolskich pisał, że „mało tu takich, których by
już zbiory poprzedników p. Lipińskiego nie obejmowały”4. Kolberg, zapoznając się z muzyką ludową i tekstami pieśni coraz dokładniej, traktował je
nie tylko jako źródło inspiracji bądź skarbiec przechowujący relikty dawnej
narodowej kultury, widział w nich także przedmiot badań, interesujący
i ważny dla kultury narodowej, dlatego zwracał uwagę na ich podobieństwo lub odmienność w różnych regionach. We wstępie do Pieśni ludu
weselnych pisał:
O. Kolberg Pieśni ludu obrzędowe…, s. 348, w przedruku w tomie O. Kolberg Pieśni
i melodie ludowe… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 439.
2
Ż. Pauli Pieśni ludu polskiego…, s. 1.
3
Anonimowa recenzja w „Tygodniku Petersburskim” 1839, nr 47, s. 268.
4
Wł. [K.W. Wójcicki], recenzja w „Bibliotece Warszawskiej” 1842, T. 3, s. 631. Na tej samej
stronie do recenzji Wójcickiego dołączony został przypis Kolberga o melodiach pieśni wielko­
polskich zamieszczonych przez J.J. Lipińskiego, przedruk tego przypisu w tomie O. Kolberg
Pisma muzyczne… cz. II (DWOK T. 62), s. 578–579.
1

91

�[…] rozwijając jedne po drugich obrzędy weselne z różnych, mianowicie oddalonych od siebie stron, najlepiej przez porównanie ich między sobą rozróżnić, co
w nich pierwotnego, a co było napływowego z innych pieśni lub okolic, odgadnąć wzajemny wpływ, jaki na siebie wywierały, i ocenić ich wartość poetyczną
będziemy w możności1.

W wersji podobnej do przyjętej w Pieśniach ludu weselnych, tj. z własnym akompaniamentem, Kolberg przygotowywał do druku także inne
pieśni i melodie ludowe ze swego bogatego już zasobu zapisów terenowych. Miały to być zbiory utworów wybranych według różnych kryteriów,
m.in. takich jak temat tekstu czy sytuacja wykonawcza. Świadczą o tym
zachowane w Kolbergowskim archiwum karty, na których zestawił np.
kilka wariantów tekstowych wątku balladowego czy pieśni wojskowych 2
z melodiami opatrzonymi akompaniamentem. Zachował się także rękopis w znacznej mierze gotowy do druku, zatytułowany Zbiór mazurów
i obertasów gminnych wydany przez O. Kolberg[a]3. Na czterech kartach
sztywnego papieru nutowego wpisał Kolberg 72 melodie, z notami lokalizacyjnymi i nazwami tańców, bez tekstów przyśpiewek. Melodie te pochodzą
z różnych regionów leżących w Królestwie, co pozwala datować rękopis
na okres, w którym drukowane były Pieśni ludu weselne. Opracowanie to
pozostało niedokończone, kilkanaście końcowych zapisów nutowych ma
wpisany tylko szkic partii lewej ręki lub nie ma go wcale.
Pieśni ludu weselne były ostatnim opublikowanym przez Kolberga zbiorem pieśni dokumentującym folklor, w którym melodie ludowe badacz opatrywał swym akompaniamentem. Wprawdzie wydał jeszcze kilkanaście lat
później, w roku 1862, Pieśni ludowe do śpiewu z towarzyszeniem fortepianu4, ale wszystkie zawarte tam utwory są powtórzeniem melodii i tekstów
zamieszczonych w Pieśniach ludu polskiego wydanych w roku 1857. Pięć
lat po wydaniu tego tomu Kolberg wybrał z zamieszczonych tam pieśni
osiem wątków balladowych popularnych wśród ludowych wykonawców
O. Kolberg Pieśni ludu weselne, przedruk w: O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe…
cz. I (DWOK T. 67/I), s. 443.
2
Zostały one wydrukowane w tomie O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe... cz. II (DWOK
T. 67/II), zob. tam np. pieśni nr 607–614, 682–687, 693–694, 696–698.
3
Zbiór mazurów i obertasów gminnych opublikowany jest w tomie O. Kolberg Pieśni
i melodie ludowe… cz. II (DWOK T. 67/II), s. 197–268, nr 763–834.
4
Wydanie to przedrukowe zostało w tomie O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe…
cz. I (DWOK T. 67/I), s. 675–700.
1

92

�i osiem melodii tanecznych z przyśpiewkami i dodał do nich akompaniament, którego w pierwodruku tych utworów z roku 1857 nie było. Partia
fortepianu tym razem zasługuje na wyższą ocenę niż opracowanie dołączone do pieśni drukowanych1 w latach 1842–1845. Aleksander Pawlak,
omawiając wydawane przez Kolberga zbiory pieśni z akompaniamentem
fortepianu, pisze: „Najwyższy poziom wykazują Pieśni ludowe do śpiewu,
ostatnia tego rodzaju publikacja Kolberga”2. Nie było to jednak wydawnictwo źródłowe, przeznaczone dla badaczy muzyki czy literatury ludowej, ale
opracowanie przygotowane wyłącznie dla amatorów domowego muzykowania, mających pewne umiejętności wykonawcze. Szesnaście wybranych
utworów Kolberg ułożył przemiennie, po każdej balladzie następuje melodia taneczna z przyśpiewką. Melodia wokalna wszystkich utworów jest taka
sama jak w pierwodruku, pozostawione są też noty lokalizacyjne, natomiast
teksty ballad nie są wiernymi przedrukami. Sądzić można, że Kolberg chciał
wykonawcom zaprezentować utwory o pełnej fabule, zawierające tyle motywów danego wątku, ile było potrzebnych, aby opowieść prezentowana
w balladzie stała się zrozumiała i dramatyczna. Dlatego teksty, które w pierwodruku nie zawsze są kompletne, w tym wydaniu mają nieco zmienione
fragmenty lub interpolacje pochodzące z jednego lub nawet z kilku innych
wariantów. Redagując teksty ballad, Kolberg zachował taką ich postać językową, jaką im nadał w pierwodruku, tj. bliską ówczesnemu językowi
ogólnopolskiemu. Natomiast teksty przyśpiewek w Pieśniach ludowych do
śpiewu w stosunku do drukowanych w Pieśniach ludu polskiego z 1857 r.
wykazują różnice tylko w warstwie językowej. W edycji z 1862 r. wprowadził w nich Kolberg najbardziej wyraziste cechy fonetyczne wykonawców
(mazurzenie, zanik nosowości w wygłosie itp.), które odnotował wprawdzie
w czasie badań terenowych, ale w większości pominął w druku w roku
1857. Tym zabiegiem chciał może podkreślić, że teksty przyśpiewek są
„nieobrobione”, autentyczne w swej „gminnej” postaci. Rozmaitość i przemienność emocjonalna i językowa tekstów miały zapewne przyczynić się
1
W zbiorze wydanym w r. 1862 powtórzył Kolberg trzy ballady zamieszczone po raz pierwszy w wydaniu z lat 1842–1845 oraz ponownie w Pieśniach ludu polskiego z roku 1857; mają
one zgodną z pierwodrukiem linię melodyczną i notę lokalizacyjną, ale nowy akompaniament,
por. w tomie O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe… cz. I (DWOK T. 67/I), nr 156 i 583, 141 i 585
oraz 75 i 597.
2
A. Pawlak „Pieśni i melodie ludowe” w opracowaniu fortepianowym, w: O. Kolberg
Pieśni i melodie ludowe… (DWOK T. 67/I), s. VIII.

93

�do zainteresowaniu odbiorców. Pieśni ludowe do śpiewu oddał Kolberg do
druku, licząc na uzyskanie dochodu z ich sprzedaży. Czy było to działanie
skuteczne, nie wiemy.
Zamieszczone w „Bibliotece Warszawskiej” w latach 1847–1849 Pieśni
ludu weselne zakończyły pewien etap w edytorskiej działalności Kolberga jako wydawcy folkloru muzycznego. Podsumowując ten okres, przypomnieć trzeba recenzje drukowane bezpośrednio po opublikowaniu omówionych tu zbiorów Kolberga, a także przytoczyć opinie chronologicznie
znacznie późniejsze. Trzy zbiory pieśni drukowane przez Kolberga w latach
1847–1849 nie zostały zauważone przez recenzentów, być może dlatego,
że zamieścił je w czasopismach i w pracach zbiorowych. Najważniejszy
z nich i najobszerniejszy, Pieśni ludu weselne, opublikowała „Biblioteka
Warszawska”, więc zrozumiałe jest, że nie był tam recenzowany. Jedynie
Pieśni ludu polskiego wydane w latach 1842–1845 u Żupańskiego w Poznaniu były oceniane w prasie, nawet jeszcze przed zakończeniem druku,
na podstawie pierwszego lub dwu początkowych zeszytów.
Dodawanie do ludowych pieśni akompaniamentu fortepianowego
spotykało się, jak już tu wspominano, z krytyką niektórych recenzentów
współczesnych Kolbergowi, choć w latach 1818–1842 było stosowane przez
wszystkich wydawców folkloru. Przytoczono tu już krótką ocenę Fryderyka
Chopina, całkowicie deprecjonującą pracę Kolberga nad popularyzacją muzyki ludowej, ale zawartą w prywatnym liście. Rozbieżne były opinie dwu
innych autorów, K. Libelta i M.A. Szulca, których recenzje też tu wspominano. Libelt uznał akompaniament i przygrywki za dodatki „nie na swoim
miejscu”, ale podkreś­lił wartość pracy Kolberga — notowanie ze słuchu
melodii i fakt ich publikacji, ponieważ muzyka ludowa była dotąd rzadko prezentowana przez zbieraczy folkloru. Działalność autora Pieśni ludu
polskiego na tym polu uznał za godną wysokiej oceny i wsparcia rodaków.
M.A. Szulc potraktował ten pierwszy wydany przez Kolberga zbiór jako
edycję przeznaczoną dla amatorów śpiewu, do domowego muzykowania,
i chwalił jego opracowanie. Podkreślić trzeba, że recenzje Pieśni ludu polskiego wydanych u Żupańskiego ukazały się tylko w prasie poznańskiej.
Czasopisma warszawskie nie mogły o nich pisać, ponieważ rozpowszechnianie tej publikacji było w Królestwie zakazane.
Bliżsi nam chronologicznie autorzy zajmujący się dorobkiem Kolberga
z tego wczesnego okresu też reprezentują odmienne stanowiska, ale w nieco
innym zakresie. W 1961 r. Marian Sobieski we wstępie do pierwszego tomu
94

�Dzieł wszystkich Kolberga, oceniając m.in. jego kompozycje fortepianowe
i opracowania muzyki ludowej z lat 1842–1849, pisał:
Podobne stanowisko Kolberga-kompozytora widzimy w jego opracowaniach
pieś­ni ludowych, gdzie dyskretny i skromny akompaniament nie zaciera i nie
przytłacza oryginalnej melodii ludowej. Dowodzi to z jednej strony szacunku kompozytora dla twórczości ludowej, z drugiej strony jest świadectwem konsekwentnej realizacji programowych założeń muzyki domowej. Dostosowanie się autora
do możliwości wykonawczych szerokich rzesz amatorów-muzyków otworzyło
drogę do popularyzacji wśród nich polskich melodii ludowych, a tym samym
do przeniknięcia w nurt muzyki domowej elementów ludowych i narodowych1.

Po dokładniejszej charakterystyce jego pierwszych folklorystycznych
publikacji dodał:
Kolberg starał się urozmaicić akompaniament w duchu ludowym przez naśladowanie basowania kapeli ludowej (buczenie kwint), czy stosowanie nuty pedałowej, imitującej brzmienie dudów. Jedno jest pewne: że mimo tych uzasadnionych rozumowo starań brakło tu rzeczywiście talentu […]2.

Jednak nie zawsze te wczesne publikacje Kolberga były właściwie rozumiane3. Etnomuzykolodzy melodie wokalne wydawane przez Kolberga
M. Sobieski Oskar Kolberg jako kompozytor i folklorysta muzyczny..., s. XLIV–XLV.
M. Sobieski tamże , s. L–LI.
3
W roku 1988 Julian Maślanka pisał, że całość zapisu nutowego, tj. melodia wokalna i akompaniament w pierwszym zbiorze z lat 1842–1845 są autorstwa Kolberga, a „Pieśni ludu weselne
mają wprawdzie muzykę jeszcze komponowaną przez Kolberga, ale już z troską o upodobnienie jej do muzyki ludowej” (J. Maślanka Folklorystyka polska w latach 1831–1863... , s. 77).
Podobnie ocenę opracowania melodii ludowych przez Kolberga formułował nieco wcześniej
R. Górski, zob. w jego biografii Oskar Kolberg. Zarys życia i działalności, wyd. 2, Warszawa 1974, s. 50 i 59. Jednak zakres edytorskiego opracowania muzyki ludowej w Pieśniach
ludu polskiego wydanych w latach 1842–1845 w Poznaniu i w Pieśniach ludu weselnych z lat
1847–1849, wbrew twierdzeniu obu autorów, jest taki sam — melodie wokalne w obu tych
zbiorach nie były komponowane, były to melodie ludowe, komponowany był tylko akompaniament fortepianowy. Pewne nieporozumienia powodował też termin „rozwijać”, używany
czasem przez Kolberga, np. w tytule pierwszej publikacji folklorystycznej z roku 1842: Pieśni
ludu polskiego zebrał i rozwinął… O następnym zbiorze, Pieśni ludu weselne, R. Górski pisze,
że Kolberg melodii tam zamieszczonych „już nie usiłował »rozwijać« i poprawiać” (R. Górski
Oskar Kolberg. Zarys życia i działalności… s. 59). Jednak we wstępie do Pieśni ludu weselnych Kolberg użył również tego określenia: „[...] rozwijając jedne po drugich obrzędy weselne
[...]” , co znaczyło tylko, tak samo jak w r. 1842, że przedstawia ich liczne przykłady.
1
2

95

�w latach 1842–1849 traktowali tak samo jak zamieszczane w edycjach późniejszych. Natomiast akompaniament fortepianowy spotykał się ze strony
krytyków i innych zainteresowanych z różnymi, m.in. przytoczonymi wyżej
opiniami. Zależały one od tego, czy traktowali wydawane przez Kolberga
zbiory jako dokumentację folkloru muzycznego, czy jako środek popularyzacji muzyki ludowej lub szerzej – muzyki narodowej. Analizując od strony
muzycznej wczesne zbiory folklorystyczne, wydane przez Kolberga przed
podjęciem prac nad monografiami etnograficzno-folklorystycznymi, badacze muzyki ludowej odróżniają dwa problemy: ocenę towarzyszącej melodiom oprawy w postaci akompaniamentu oraz wartość prezentowanych
tam utworów ludowych jako dokumentów ówczesnego stanu folkloru. Tę
ostatnią może wskazać konfrontacja ich z zapisami terenowymi, bezpośrednimi wynikami badań Kolberga. Możliwość oceny zgodności pierwodruków tych melodii z podstawą, to jest z notacjami ze słuchu, ograniczona
jest tylko obecnym stanem zachowania spuścizny rękopiśmiennej Kolberga, a ta – jak wiadomo – nie przetrwała w całości. Poszerza tę możliwość
porównanie melodii drukowanych w tym pierwszym okresie działalności
Kolberga z materiałami zamieszczanymi później w regionalnych tomach
Ludu, w których wykorzystał te same zapisy prymarne. Porównanie licznych zapisów nutowych zamieszczonych w publikacjach z lat 1842–1849
z zachowanymi rękopisami wykonanymi ze słuchu wskazuje, że melodia
wokalna jest taka sama, a niewielkie korekty w niektórych nielicznych
przypadkach nie dotyczą zasadniczego jej przebiegu 1. Również zgodność
melodii wokalnych i instrumentalnych wydanych w latach 1842–1849
z późniejszymi ich przedrukami w Ludzie i Obrazach etnograficznych
może wskazywać na autentyczność muzyki prezentowanej w tych wczesnych zbiorach, nawet jeżeli nie dysponujemy dziś zapisami terenowymi
Kolberga, wykonanymi bezpośrednio w czasie badań, ponieważ monografie regionalne przygotowywał Kolberg do druku — jeżeli chodzi o muzykę przede wszystkim — na podstawie zapisów ze słuchu sporządzanych
w czasie badań terenowych.
W roku 1849 Kolberg opublikował także tekst całkowicie odmienny
od dotychczasowych. Dnia 17 października tamtego roku w Paryżu zmarł
Fryderyk Chopin. Na wiadomość o zgonie kompozytora Kolberg napisał
1

Zob. D. Pawlakowa Dokumentacja folkloru muzycznego… (DWOK T. 85/II).

96

�krótki, nacechowany emocjonalnie nekrolog Szopen umarł!1. W latach następnych starał się gromadzić informacje o życiu Chopina, prostował błędy
w wychodzących drukiem biografiach kompozytora, poszukiwał utworów,
które pamiętał z warszawskiego okresu jego życia i publikował odnalezione
juwenilia, ale wtedy, jesienią 1849 r., jedna stroniczka w „Bibliotece Warszawskiej” musiała zmieścić jego refleksje wywołane bezpośrednio przez
tę wiadomość. Dał tam wyraz swemu bólowi, ale także wierze, że muzyka
Chopina jest nieśmiertelna i zawsze będzie towarzyszyć ludziom szukającym pocieszenia.
Tak spontaniczną i silną reakcję Kolberga odnajdujemy potem zaledwie
kilka razy w listach związanych z wydarzeniami w rodzinie. Retoryka tekstu napisanego w chwili otrzymania wiadomości o śmierci kompozytora
i wyraźnie widoczne w nim emocjonalne zaangażowanie odbiegają od charakterystycznej dla Kolberga powściągliwości. Następne jego publikacje,
listy i notatki na temat dzieł i życia Chopina mają zawsze bardzo rzeczowy
charakter, nawet wtedy gdy są to jego osobiste wspomnienia dotyczące
wykonywania przez kompozytora własnych utworów. Uwielbienie dla
twórczości Chopina, a także świadomość, że słuchając go, obcuje z czymś
niezwykłym, towarzyszyły Kolbergowi przez całe życie, od pierwszego kontaktu w profesorskim domu w Warszawie, jednak raz tylko, właśnie w tym
nekrologu, odsłonił tak bardzo swe uczucia.
W listach z lat późniejszych wspominał niekiedy, że grywa utwory Chopina dla własnej przyjemności, z innych źródeł wynika, że czasem także dla
niewielkiego grona słuchaczy. Niewiele znamy relacji o Kolbergu–pianiście
i są to wypowiedzi amatorów, nie zawodowych krytyków muzycznych, ale
świadczą one, że osoby słyszące kompozycje Chopina w jego wykonaniu
były wyraźnie wzruszone, a jego gra podobała się. Paulina Wilkońska, opowiadając o spotkaniu u Seweryny Pruszakowej w styczniu 1851 r., kończy relację: „Potem Oskar Kolberg uproszony zagrał nam mazury Szopena
— i całe zachwycił zebranie”2. Przypuszczać można, że dzięki znakomitej
pamięci muzycznej żywy był w jego wykonawstwie sposób „traktowania
instrumentu” przez kompozytora.

1
O. Kolberg Szopen umarł! „Biblioteka Warszawska” 1849, T. 4, s. 436, przedruk w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 460, tekst nr 979.
2
P. Wilkońska Moje wspomnienia o życiu towarzyskim…, s. 134.

97

�IV
[Premiera Króla pasterzy i Sceny w karczmie w prywatnym salonie muzycznym. – Następne kompozycje fortepianowe. – Badania terenowe w zaborze
rosyjskim.]

W roku 1848 lub 1849 powstał pierwszy znany portret1 Oskara Kolberga, mającego wówczas około trzydziestu pięciu lat. Oryginał obrazu zaginął
w czasie powstania warszawskiego w roku 1944, zachowała się tylko jego
fotografia. Namalował go Antoni, który wrócił wtedy do Warszawy po długim pobycie w Rzymie i Paryżu.
Spośród dotychczasowego dorobku Antoniego najwyżej ceniono właśnie portrety – przysłane z Włoch chwalono już w recenzjach z wystawy
w salach Szkoły Malarstwa w czerwcu roku 1845. Nieco później, prawdopodobnie w roku 1850, Antoni wykonał portrety rodziców. Ojca, nieżyjącego
od kilkunastu lat, malował według litografii wykonanej w latach dwudziestych XIX w. w Berlinie lub według miniatury, matka do swego porteru
mogła mu pozować osobiście2. Wkrótce potem, w roku 1852, Antoni ożenił
się z Eleonorą Marconi (1832–1883), była ona siostrą jego przyjaciela, też
malarza, Karola Marconiego, z którym w latach następnych kilkakrotnie
współpracował przy wykonywaniu fresków w kościołach i gmachach publicznych Warszawy. Antoni nadal cieszył się renomą także jako autor obrazów religijnych – już w roku 1840 jego obraz Św. Trójca umieszczony
był w ołtarzu katedry Św. Jana w Warszawie, w roku 1854 wystawiony był
w salach Towarzystwa Dobroczynności obraz Matki Boskiej Szkaplerznej
przeznaczony dla kościoła w Żbikowie3.
W tym okresie, tj. w latach 1848–1849, bliski ukończenia był wspomniany już tutaj Król pasterzy, najbardziej znany utwór sceniczny Oskara
Kolberga, z librettem Lenartowicza. Fabuła jednoaktowej „opery sielskiej”,
zaczerpnięta z utworu F.L. Jaskólskiego Pasterze na Bachorzy4, opowiada o kujawskim zwyczaju wybierania króla spośród dziewcząt i chłopców
Zob. ryc. 3 w tym tomie.
Zob. ryc. 1 i 2 w tym tomie.
3
Donosiła o tym prasa warszawska, dodając: „Tym bardziej obraz ten godzien zastanowienia, iż obstalowany został przez żonę włościanina w wypełnieniu ostatniej woli jej męża,
co stosunkowo do jej możności bardzo wielki wydatek stanowi. Obraz ten przynosi zaszczyt
artyście […]”, „Dziennik Warszawski” 1854, nr 217 z 21 sierpnia.
4
Zob. przypis 3 na s. 80.
1
2

98

�wypasających bydło na rozległych bagnistych łąkach nazywanych Bachorzą.
Królem zostawał ten, kto pierwszy przypędził swe stado na Bachorzę rano
w dzień Zielonych Świąt. Według libretta jeden z pasterzy, Maciuś Ciemięga, postanowił przechytrzyć towarzyszy i w przeddzień konkursu zagrzebał
się w stogu siana, aby spędzić w nim noc i rano pojawić się jako pierwszy.
Zbudził się jednak za późno, gdy inni byli już na miejscu, a pierwsi przybyli
Rózia i Wojtek, którym gromada przyznała wieńce. Maciuś został wyśmiany,
a Rózia i Wojtek wyznali sobie miłość i królowali przez cały dzień.
Według listu Kolberga do Sikorskiego, libretto pozostawione w rękopisie
przez Lenartowicza przed jego nagłym wyjazdem w roku 1848 wymagało
uzupełnienia. Porównanie znanego libretta1 z jego wersją podpisaną pod
nutami w partyturze wskazuje, że różnice między tymi dwoma tekstami
(poza arią Rózi z III sceny) są niewielkie i wynikają prawdopodobnie z konieczności dostosowywania tekstu do śpiewu.
Prywatna premiera odbyła się 4 kwietnia 1853 r. w salonie Faustyna
Żylińskiego (1796–1867), tenora, dyrygenta i kompozytora. To pierwsze
przedstawienie Króla pasterzy miało formę koncertu z towarzyszeniem
fortepianu, a wykonawcami partii wokalnych byli amatorzy. Recenzji po tej
premierze nie opublikowano, wzmianki o niej pojawiły się tylko w „Dzienniku Warszawskim”2 i w Pamiętnikach miasta Warszawy Karola Kucza
(1815–1892), dziennikarza, komediopisarza i wydawcy:
Co zaś do prywatnych tego rodzaju wieczorów, jednym z znaczniejszych był
wieczór w domu znanego muzyka p. Żylińskiego, gdzie zebrani Amatorowie
i Amatorki wykonali pod przewodnictwem p. Kolberga dwie opery własnego
jego utworu, to jest Król pasterzy i Powrót Janka. Z tych pierwsza, na samych
ludowych motywach oparta, odznacza się nadzwyczajną melodią i znaczną liczbą wzniosłych ustępów i godną byłaby publicznego przedstawienia3.

Publiczna premiera Króla pasterzy na scenie opery warszawskiej odbyła
się parę lat później, w marcu 1859 r. Tu odnotować jednak trzeba, że w roku
1853 w „Dzienniku Warszawskim” nie podano nazwiska autora libretta,
1
T. Lenartowicz Król pasterzy. Obrazek z życia ludu wiejskiego, napisany w 1 akcie,
Warszawa 1859. Libretto zostało wydane równocześnie z wyciągiem fortepianowym utworu
Kolberga i prawdopodobnie jego tekst nie był konsultowany z autorem, który był już wtedy
od ponad dziesięciu lat na emigracji.
2
„Dziennik Warszawski” 1853, nr 92, notatka w dziale Wiadomości krajowe.
3
K. Kucz Pamiętniki miasta Warszawy z roku 1853, T. 1, Warszawa 1854, s. 235.

99

�informując tylko, że jest nim „jeden z poetów naszych” — wymienianie nazwiska Lenartowicza, zbiegłego za granicę, było wtedy zakazane. Ponadto
w krótkim artykuliku liczącym kilkanaście wierszy, choć zaznaczono, że Kolberg „znany jest tak zaszczytnie z wielu utworów muzycznych”, dwukrotnie
przypomniano, że jest on „sumiennym zbieraczem melodii ludowych”. W literackim i artystycznym świecie Warszawy miał wówczas ustaloną pozycję
przede wszystkim jako muzyk notujący w terenie i wydający drukiem folklor.
W tym samym dniu, tj. 4 kwietnia 1853 r. wykonany został w salonie
Żylińskiego drugi utwór sceniczny Kolberga: Scena w karczmie, czyli Powrót Janka1, napisany do tekstu Jana Kantego Gregorowicza (1818–1890).
Gregorowicz po śmierci ojca gospodarował w Bilczy, w pow. sandomierskim,
a około roku 1850, po próbach życia na wsi, zamieszkał w Warszawie i pracował jako dziennikarz i literat. Dosyć szybko stał się cenionym pisarzem dla
ludu i autorem książek dla dzieci. Kolberg poznał go zapewne u Wójcickich
lub w redakcji „Biblioteki Warszawskiej”, w której w roku 1850 zamieszczony
był literacki debiut Gregorowicza Obrazki wiejskie. W zbiorach Kolberga zachował się rękopis pt. Scena w karczmie, czyli Powrót Janka2 bez podpisu
autora — jest to prawdopodobnie oryginał libretta pióra Gregorowicza. Widnieją na nim poprawki i dopiski ręką Kolberga, m.in. w tytule, który pierwotnie był krótszy: Scena w karczmie, czyli Powrót. Fabuła utworu jest bardzo
prosta: zgromadzeni w karczmie wieśniacy bawią się po pracy, tylko Basia
jest smutna, tęskni za Jankiem, który ze swym panem pojechał do Warszawy. Jednak tego wieczoru Janek, również stęskniony za Basią i swą rodzinną wsią, szczęśliwie wraca ze stolicy, jego zdaniem zbyt ludnej i hałaśliwej;
wśród zgromadzonych w karczmie osób, pary zakochanych i ich krewnych
i przyjaciół, może znowu zapanować radość. Bardzo podobną treść ma też
„obrazek wiejski ze śpiewami” Janek spod Ojcowa Gregorowicza 3. Wpraw1
Utwór Scena w karczmie zachował się w postaci głosów wokalnych i niepełnej wersji
fortepianowej, opublikowany jest w tomie O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne,
zebrała i opracowała D. Idaszak (DWOK T. 68), s. 489–599. 		
2
Rękopis w tece 51 Miscellanea, Arch. PTL, sygn. 1358, k. 44–50.
3
K. Michałowski w katalogu Opery polskie, Kraków 1954, s. 61, jak wszyscy z Kolbergiem
włącznie, myląc Scenę w karczmie z utworem Gregorowicza Janek spod Ojcowa, podaje,
że premiera „obrazka wiejskiego” odbyła się w Warszawie 26 XII 1853 r. (5 stycznia 1854 r.),
a tekst opublikował Gregorowicz pod tym samym tytułem w roku 1862. Krótką recenzję
przedstawienia utworu Gregorowicza zamieściła „Gazeta Codzienna” w nr 14 z 16 stycznia
1854 r., ale nie ma tam wzmianki o muzyce do Janka spod Ojcowa, a trudno przypuszczać,
aby w dzienniku, którego Gregorowicz był wówczas współredaktorem, pominięto nazwisko

100

�dzie nie wiadomo dokładnie ani kiedy Kolberg rozpoczął i zakończył prace
nad Sceną w karczmie, ani kiedy Gregorowicz napisał Janka spod Ojcowa,
ale jest bardziej prawdopodobne, że libretto, krótsze i mniej rozbudowane,
powstało wcześniej niż „obrazek wiejski ze śpiewami”. Utwór Kolberga musiał być napisany najpóźniej na przełomie lat 1852 i 1853, ponieważ zespół
amatorów potrzebował czasu na przygotowanie premiery, która odbyła się
razem z Królem pasterzy, tj. 4 kwietnia 1853 r. Sztuka Gregorowicza wystawiona była dziewięć miesięcy później, w styczniu 1854 r., dlatego sądzić
można, że Gregorowicz najpierw napisał na prośbę Kolberga libretto Sceny
w karczmie, a dopiero potem Janka spod Ojcowa. W tym utworze przeniósł
akcję przed karczmę, na wolne powietrze, dodał dwie postacie i zmienił nieco przebieg wydarzeń, a także użył innego tytułu, aby odróżnić swój utwór
od kompozycji Kolberga, tym bardziej że nie była to już „scena w karczmie”.
Tylko dwa fragmenty tekstu: śpiewka Janka (nr 4) i chór kończący sztukę
(nr 8) są prawie identyczne z odpowiednimi tekstami Sceny w karczmie, ale
wszystkie inne partie śpiewane, pozostały tekst prozą i znana muzyka1 do
Janka spod Ojcowa są zupełnie inne.
Kolberg miał prawdopodobnie pewien udział w pierwotnym opracowaniu muzyki do Janka spod Ojcowa, sam pod koniec życia w Szkicu
autobiografii pisał:
Janek spod Ojcowa Gregorowicza był to tylko wodewil ze śpiewkami, do którego napisałem tylko śpiewkę Janka z chórem i duet. Miał być rozszerzony, ale
wypadki r. 1861 przeszkodziły2.
Kolberga, jeżeli by wykorzystano jego kompozycję. K. Michałowski informuje też, że w Poznaniu w 1857 r. wystawiono Janka spod Ojcowa z muzyką Adama Tarnowskiego (1816–1890),
wówczas kapelmistrza Teatru Rozmaitości w Warszawie, w którym odbyła się premiera. Sztukę Gregorowicza grano znowu w Warszawie w 1862 r., przedstawienie to wymienia „Pamiętnik Muzyczny i Teatralny” (1862, nr 52, s. 827) w zestawieniu utworów granych na scenach
warszawskich w dziale „Tragedie, dramaty i komedie”, a nie wśród oper i innych utworów
muzycznych, ale nazwisk autorów w zestawieniu nie podawano.
1
Jednoaktówka Janek spod Ojcowa wydana została w Warszawie w 1862 r. bez nazwiska
autora, następnie z nazwiskiem Gregorowicza w Poznaniu w r. 1903 z muzyką Adama Tarnowskiego i ponownie w Poznaniu z muzyką tego samego autora w r. 1912. W dostępnym egzemplarzu wydania Janka spod Ojcowa z 1862 r. nie było zapisów nutowych. Dla porównania
(wykonał je Ł. Smoluch) muzyki Tarnowskiego do Janka spod Ojcowa i Kolberga do Sceny
w karczmie wykorzystano wydanie z 1912 r.
2
Rkp. O. Kolberga Szkic autobiografii…, k. 68. Wspomniane tu przez Kolberga „wypadki
roku 1861” to tzw. rewolucja lutowa poprzedzająca powstanie styczniowe, zob. też s. 162.

101

�Te zdania mogą się odnosić wyłącznie do jednoaktówki Gregorowicza,
nie do Kolbergowskiej Sceny w karczmie, która jest w całości utworem
muzycznym. Sądzić więc można, że Kolberg po ponad trzydziestu latach
sam zapomniał o swej kompozycji, wystawionej tylko ten jeden raz w warszawskim salonie w kwietniu 1853 r. i niewydanej drukiem za życia autora. Wspominał tylko krótki moment współpracy z Gregorowiczem nad
nową wersją sceniczną jego obrazka. Późniejsi bibliografowie i biografowie
Kolberga i Gregorowicza utożsamiali kompozycję Kolberga z drukowanym
i grywanym „obrazkiem wiejskim” tego drugiego autora, choć są to dwa odmienne dziełka sceniczne. Dla Kolbergowskiej Sceny w karczmie używano
też wielokrotnie tytułu jednoaktówki Gregorowicza1. W przeciwieństwie do
Króla pasterzy, „opery sielskiej” Kolberga granej w operze warszawskiej
w 1859 r., której wyciąg fortepianowy został wydany drukiem w latach
1859–1860, drugi jego utwór teatralny, Scena w karczmie, niedrukowany
i niewystawiany publicznie w XIX wieku, popadł w niepamięć. Wydany
został dopiero w roku 1990 razem z innymi kompozycjami Kolberga w jego
Dziełach wszystkich, a ponownej prezentacji przed publicznością doczekał
się po ponad stu sześćdziesięciu latach, w roku 20142.
Lata 1849–1857, poza pracą zawodową w Dyrekcji Kolei Żelaznej, komponowaniem utworów scenicznych i przygotowywaniem ich koncertowej
premiery, wypełniały Kolbergowi także inne zajęcia związane z muzyką.
Kontynuował badania terenowe i przygotowywał ich wyniki do wydania
drukiem, tworzył kompozycje fortepianowe i wokalne i współpracował
K. Kucz w Pamiętnikach miasta Warszawy z roku 1853…, s. 235, w notatce sporządzonej bezpośrednio po premierze odnotował tytuł Powrót Janka. Tytuł Janek spod Ojcowa
dla utworu Kolberga pojawia się jednak już w poświęconym Kolbergowi artykule w tomie 15
Encyklopedii powszechnej Orgelbranda z roku 1864, którego treść znał on na pewno. Na podstawie Szkicu autobiografii tytuł Janek spod Ojcowa podał I. Kopernicki w artykule Oskar
Kolberg („Nowa Reforma” 1889, nr 108) i później w biografii Kolberga zamieszczonej we wstępie do Przemyskiego (zob. T. 35, s. IX). Za Kopernickim tytuł jednoaktówki Gregorowicza
zamiast tytułu Scena w karczmie, czyli Powrót Janka przytaczali kolejni autorzy biografii
Kolberga i bibliografowie. Zob. m.in. katalog K. Michałowskiego Opery polskie (Kraków 1954)
i Bibliografia literatury polskiej „Nowy Korbut” (T. 8: Wrocław 1969, s. 46).
2
Scenę w karczmie, czyli Powrót Janka wystawiono w roku 2014 w Poznaniu w reżyserii
Artura Romańskiego z okazji Roku Kolberga. Dla tego przedstawienia kompozycja Kolberga
została zinstrumentowana przez Macieja Prochaskę, a libretto zredagowane przez Ewę Antyborzec. Zob. też M. Prochaska Kompozycje Oskara Kolberga... (DWOK T. 85/II), oraz tenże
„Scena w karczmie”, nieznana opera Oskara Kolberga, „Przegląd Wielkopolski” R. 29: 2015,
nr 1, s. 38–41.
1

102

�z Józefem Sikorskim przy poszukiwaniu archiwaliów muzycznych potrzebnych do badania historii muzyki polskiej.
Józef Sikorski w roku 1849 zwrócił się listem otwartym1 do władz kościelnych z apelem o udostępnienie badaczom zabytków związanych z muzyką, znajdujących się w należących do nich świątyniach, archiwach i bibliotekach. Przedstawiony tam program badań był bardzo rozległy i zarazem konkretny, obejmował nie tylko nuty, informacje o organach, ich budowniczych
itp., ale także dzieła sztuki, malarstwo i rzeźbę, prezentujące np. instrumenty. W poszukiwaniach zabytków polskiej kultury muzycznej prowadzonych
przez Sikorskiego brał wówczas udział Kolberg. Zachował się brulion ich
wspólnego listu do Kapituły Łowickiej, w którym proszą o wypożyczenie
rękopisu „z XIV czy XV wieku […] dla bliższego rozpatrzenia się w nim”2.
Nie wiadomo, czy Kolberg towarzyszył Sikorskiemu także w innych ośrodkach poza biblioteką kolegiaty łowickiej, którą odwiedzili razem w 1851 r.
Podjęta wtedy akcja odniosła skutek. Sikorski zgromadził wiele materiałów,
na podstawie których pisał artykuły do „Ruchu Muzycznego” i później do
innych czasopism. Jego notatki wykorzystali następni autorzy opracowań
o historii polskiej muzyki, m.in. Aleksander Poliński i Adolf Chybiński.
Nadal ukazywały się kompozycje fortepianowe Kolberga, w roku 1850 były
to Dwa mazury na pianoforte oraz Sześć kujawiaków na fortepian, te ostatnie dedykowane Teofili Gregorowiczowej, żonie Jana Kantego. W roku 1853
do publikacji charytatywnej3 przekazał Romans Rózi, fragment Króla pasterzy,
a lata następne przyniosły druk innych jego kompozycji wokalnych: Pod twym
okienkiem…4, do słów zapomnianego dziś poety Juliusza Heppena (1828–1898)
i Trzy pieśni J. B. Zaleskiego5 dedykowane Karolinie Fryben (1823–?) śpie1
Tekst tego apelu przytacza K. Morawska w artykule Badania nad muzyką dawną w Polsce w XIX w., w: Szkice o kulturze muzycznej XIX w. Studia i materiały, T. 3, pod red.
Z. Chechlińskiej, Warszawa 1976, s. 43–45.
2
Brulion listu do Kapituły Łowickiej z 15 V 1851 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),
s. 48.
3
Romans Rózi drukowany był w pracy zbiorowej: Album muzyczne wydane przez
Komitet na korzyść Towarzystwa Wsparcia Artystów Muzyki tudzież pozostałych po nich
Wdów i Sierot, Lipsk [1853].
4
Pieśń była zamieszczona w serii Skarbiec salonowych śpiewów No 4, Warszawa 1855,
s. 3; przedruk w tomie O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne… (DWOK T. 68),
s. 7–12, nr 2.
5
Pełny tytuł: Rojenia wiosenne. Młodo zaswatana. Śpiew poety. Trzy pieśni J. B. Zales­
kiego ułożył do śpiewu […] Warszawa 1857; przedruk w tomie O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne… (DWOK T. 68), s. 13–27, nr 3–5.

103

�waczce, która w latach 1856–1857 występowała w Warszawie. Trzy pieśni
zrecenzował Sikorski w „Ruchu Muzycznym”. Jak wszyscy piszący w tym czasie o Kolbergu, niezależnie od omówienia utworów, które były przedmiotem
recenzji, przypomniał, że od wielu lat zbiera on i wydaje pieśni ludu. Pieśniom
do słów J.B. Zaleskiego nie odmówił pewnych walorów, ale ocenił je niezbyt
wysoko, natomiast wspominając poprzednie kompozycje, dodał:
Wyjątek stanowią dziarskie mazury i mistrzowskie obertasy (powtarzamy to
przy każdej sposobności), tak jędrne, tak skończone, tak ludowe, a jednak oryginalne, że najlepsze innych autorów z daleka za nimi zostają1.

Po sześcioletniej przerwie, w roku 1856, wydał Kolberg nowy utwór
fortepianowy: Grande marche, dedykowany „À son ami Mr Costantin Wolicki”2. Konstanty Wolicki (1805–1863), Kujawianin, muzyk wykształcony
w konserwatorium paryskim, za pomoc uczestnikom wyprawy Zaliwskiego został w 1834 r. skazany na utratę majątku i zesłanie na Syberię z nakazem stałego tam zamieszkania po odbyciu kary. W Tobolsku, później
w Omsku był dyrygentem i nauczycielem muzyki i sam wtedy komponował. W 1840 r. uzyskał zgodę na powrót do Królestwa Polskiego i pracował
w latach 1846–1856 w Dyrekcji Ubezpieczeń w Warszawie. Poświęconą
Wolickiemu kompozycję Kolberga krótko omówił Maurycy Karasowski,
który od roku 1854 zamieszczał recenzje w prasie warszawskiej, a o marszu
pisał na łamach „Biblioteki Warszawskiej”:
Jest to utwór większych rozmiarów, odznaczający się dobrym pomysłem i piękną harmonią, może za mało w nim melodii. Lecz nie wdając się w szczegółowy rozbiór, który bez użytku zabrałby nam wiele miejsca, śmiało go polecamy
wszystkim grającym na fortepianie jako dzieło rzeczywiście niemałej wartości3.

W zachowanej korespondencji znajdujemy informację o komponowaniu w tym okresie utworów zamówionych przez prywatnych odbiorców.
[J. Sikorski] Przegląd kompozycji. Trzy pieśni J. B. Zaleskiego ułożył do śpiewu O. Kolberg, „Ruch Muzyczny” 1858, nr 36, s. 283. Przedruk recenzji w tomie O. Kolberg Kompozycje
wokalno-instrumentalne… (DWOK T. 68), s. 659.
2
O. Kolberg Grande marche pour piano par […] à son ami Mr Constantin Wolicki, Varsovie [1856]. Przedruk w tomie O. Kolberg Kompozycje fortepianowe… (DWOK T. 69), nr 76,
s. 377–393, nota tamże, s. 683.
3
M. Karasowski Przegląd muzykalny, „Biblioteka Warszawska” 1856, T. 3, s. 389. Przedruk
w tomie O. Kolberg Kompozycje fortepianowe… (DWOK T. 69), s. 724–725.
1

104

�W liście ze stycznia 1853 r. nieznany bliżej Aszperger przypominał o terminie odebrania nut i prosił o drobne zmiany w tekście, do którego melodię
miał napisać Kolberg. Pieśń miała być wykonana na urodzinach jego teścia,
Matuszewskiego, o którym też nie udało się odszukać bliższych danych.
Kolberg w itinerarium odnotował pobyt w roku 1856 i 1858 u Matuszewskich w Mąkolinie, w powiecie płockim, oraz w 1862 r. u Matuszewskiego
w Jasienicy, być może adresat komponowanej kantaty i mieszkaniec Mąkolina lub Jasienicy goszczący zbieracza pieśni był tą samą osobą. Szkic
tego utworu znajduje się wśród Kolbergianów przechowywanych w Warszawskim Towarzystwie Muzycznym1. W tym samym liście Aszperger pisał
o terminie próby Króla pasterzy, więc prawdopodobnie należał do grona
amatorów biorących udział w prywatnej premierze u Faustyna Żylińskiego. Prośbę o skomponowanie muzyki napisał też nieznany autor w maju
1856 r., dołączając tekst wiersza2.
Jednak coraz więcej miejsca w pracach Kolberga zajmowała muzyka ludowa. Kontynuowanie przez niego badań nad folklorem po roku 1846 wymaga podkreślenia. Rabacja galicyjska zimą 1846 roku, tragiczna dla wielu
rodzin szlacheckich wymordowanych przez chłopów, nieudane powstanie
krakowskie, później przebieg Wiosny Ludów w Poznańskiem i w Galicji
i wynikające z tych wydarzeń wnioski spowodowały m.in. zmianę nastawienia do twórczości ludowej. Wielu z niedawnych apologetów literatury
ludowej przestało się nią w ogóle zajmować, uznając, że romantyczna teoria o inspirującej roli folkloru i o jego wielowiekowej tradycji jest błędna.
Formułowano też nowe tezy na temat folkloru, jego źródeł, stopnia zachowania w nim śladów dawnej literatury ustnej i przenikania do niego wątków i motywów z innych kręgów kulturowych – kościoła, dworów i miast,
a za ich pośrednictwem z całej literatury europejskiej i poza­europejskiej.
1
Faksymile szkicu tego utworu opublikowano w tomie O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne… (DWOK T. 68), s. 138–139, nr 34. W rękopisie nad nutami Kolberg zapisał:
„Matuszewska do Matuszewskiego”, a na końcu: „Powinszowania w dniu urodzin sędziwemu
mężowi od żony, z którą kilkadziesiąt lat przeżył”.
2
List nieznanego autora z 26 V 1856 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 60. Zachował się rękopis tej pieśni, zob. O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK
T. 68), s. 46–47, nr 10, w rkp. nad nutami notatka Kolberga: „Krakowiak posłany Frybenowi”
przytoczona w komentarzu rewizyjnym D. Idaszak, s. 151 tamże. Wydane w 1857 r. Trzy pieśni
J.B. Zaleskiego Kolberg dedykował Karolinie Fryben, śpiewaczce, która w latach 1856–1857
występowała w Warszawie. Nieznany bliżej Fryben, któremu Kolberg wysłał Krakowiaka, był
prawdopodobnie autorem listu, a także krewnym śpiewaczki.

105

�Krańcowe stanowisko w tej kwestii zajął Ryszard Berwiński (1819–1879),
przedtem rewolucyjny poeta romantyczny, parę lat wcześniej zbieracz bajek w Wielkopolsce. Osadzony w więzieniu w Berlinie za udział w spiskach w 1846 r., wstrząśnięty wypadkami w Galicji i załamaniem się Wios­
ny Ludów, zajął się studiami nad folklorem, a zwłaszcza nad wierzeniami.
Jeszcze w berlińskim Moabicie zebrał materiały, a że – jak ironicznie pisał
we wstępie – miał tam „obok dogodnego wczasu do pracy”, także dostęp
do literatury, głównie niemieckiej, przygotował pracę Studia o literaturze
ludowej ze stanowiska historycznej i naukowej krytyki, wydaną w dwu
tomach w roku 1854. Poznański wydawca parę lat później dał książce
nową kartę tytułową, bliższą jej treści: Studia o gusłach, czarach, zabobonach i przesądach ludowych. Zasadniczą tezę studium sam autor streścił
następująco:
Lud nie ma nawet samodzielnej twórczości ducha, a jeśli ją ma, to w takiej tylko
mierze mutatis mutandis jak dziecko. Siła jego ducha, a raczej wyobraźni, jest
tylko raczej reproduktywną1.

Teza ta była przedmiotem polemik, w których brał udział także Kolberg
w okresie pracy nad Krakowskiem, do czego trzeba będzie jeszcze wrócić.
Kolberg nie zaprzestał prowadzenia badań terenowych i przygotowywania do druku melodii ludowych, jego przekonanie o wysokiej wartości samodzielnej twórczości ludu i jego fascynacja wykonawstwem nieuczonych
instrumentalistów, śpiewaczek i śpiewaków były ugruntowane i pozostały
niezmienne. Równie ważne było dla niego archiwizowanie muzyki ludowej
na potrzeby przyszłych prac naukowych. W pierwotnej redakcji wstępu do
Pieśni ludu polskiego, powstałej prawdopodobnie około roku 1849, pisał:
Starannie wyświetlić początek, wpływ i ważność tych melodii będzie skutkiem
obecnych około zachowania ich zabiegów i popchnie naprzód wszelkie badania
historyczno-muzyczne2.

Dlatego w dalszym ciągu gromadził pieśni i melodie i przygotowywał
nowe ich edycje. Po zakończeniu druku Pieśni ludu weselnych, a przed
R.W. Berwiński Studia o literaturze ludowej ze stanowiska historycznej i naukowej
krytyki, T. 2, Poznań 1854, s. 216.
2
Rękopis tej pierwotnej wersji wstępu przytoczony jest w tomie O. Kolberg Pieśni ludu
polskiego. Suplement do t. 1 (DWOK T. 70), s. 3–5, przytoczone zdanie na s. 4.
1

106

�wydaniem nowego zbioru pieśni, tj. w latach 1849–1856, przeprowadził
badania terenowe w wielu regionach Królestwa i znacznie powiększył
swoje zbiory. Około czterdzieści lat później w itinerarium, spisując swe
wycieczki z tych lat, wymienił przede wszystkim miejscowości z Mazowsza, ale także z Radomskiego, Kieleckiego, Kaliskiego i z tej części Krakowskiego, która znajdowała się w granicach zaboru rosyjskiego, m.in. z okolic
Ojcowa. Były to podróże raczej krótkie, na niedzielę i święta, gdyż z powodu pracy zawodowej rzadko miał możliwość wyjazdu na dłużej. Nie znano
wówczas urlopów wypoczynkowych, a zwolnienie z pracy przysługiwało
tylko w bardzo ważnych sprawach rodzinnych i zdrowotnych, z czego co
najmniej trzykrotnie skorzystał Kolberg w latach 1855, 1857 i 1858. W jego
papierach osobistych zachowało się pismo z 23 sierpnia 1855 r. „Urlop dla
J.P. Oskara Kolberg, buchaltera Dyrekcji Drogi Żelaznej” o następującej
treści:
Wskutek prośby p. Kolberg na dniu wczorajszym wniesionej, Dyrekcja udziela
mu niniejszym urlop na dni 28 w celu udania się w gubernią radomską do Buska
i Solca dla poratowania zdrowia1 .

Każdy wyjazd poza rogatki warszawskie wymagał paszportu pozwalającego na pobyt tylko na określonym w nim terenie, a wydawanego po odpowiednim uzasadnieniu. Takim paszportem był przytoczony wyżej dokument,
który równocześnie umożliwiał poruszanie się po wyznaczonej w nim guberni radomskiej. Na jego odwrocie odnotowano powrót do Warszawy dnia
19 września, a wyżej widnieje kilka potwierdzeń pobytu, m.in. notatka:
Widziano w urzędzie wójta gminy Łubnice, gdzie W-y Oskar Kolberg kurację
solanką odbywał. Obecnie służy do powrotu do Warszawy, Sichów, dnia 28/9
września 18552.

Następny raz z urlopu dla poratowania zdrowia skorzystał dopiero po
zakończeniu druku Pieśni ludu polskiego, w połowie roku 1857. Wyjechał
wtedy na dłużej, m.in. był w Krakowie, w Zakopanem i Szczawnicy, a potem za granicą.

1
2

Dokument w zbiorach BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 49.
Tamże.

107

�Swe badania terenowe i kontakty z ludowymi wykonawcami w latach
poprzedzających wydanie Pieśni ludu polskiego opisał w liście do Józefa
Ignacego Kraszewskiego, któremu tom ten wysłał w czerwcu 1857 r.:
Co do sposobów zbierania i zdobywania tych pieśni, tyle tylko powiem, że niemało przy tym zaznałem trudności, a nawet i przykrości. Trudności te leżały
w nieufności naszego ludu, w niechęci, jaką ma do powierzania swoich pieśni
obcemu (tak nazywa każdego w paletocie lub surducie), w jego niecierpliwości
okazywanej przy powtarzaniu kilkakrotnym jednejże zwrotki itp. Nieraz przyszło mi w brudnej izbie, przy obawie o własną skórę, wśród duszącego dymu,
wyziewów i gwaru tłumnie zgromadzonego i cisnącego mnie ludu, bez światła prawie stenografować ulatujące dźwięki skrzypka i nieraz w lesie na pniu
drzewa lub w polu na własnym kolanie albo na karku towarzysza wędrówki
wpisywać nuty — a przy tym usuwać podejrzenia nastręczające się często co do
szkodliwych niby celów lub skutków mego zbierania itd.1

Tak trudne warunki zapisywania melodii i tekstów były częstsze
w pierwszych latach folklorystycznych wycieczek Kolberga, ale zdarzały się
także później, jeżeli prowadząc badania terenowe, nie miał oparcia w osobach mieszkających w danej okolicy, rozumiejących ich cel i znaczenie
i ułatwiających mu kontakty z ludowymi wykonawcami.
Jak już tu zaznaczono, Pieśni ludu weselne były ostatnią publikacją
folkloru, w której Kolberg wokalne melodie ludowe opatrywał własnym
akompaniamentem. Nie wiadomo dokładnie, kiedy zdecydował o zaniechaniu dotychczas stosowanej metody opracowywania melodii ludowych.
Stało się to na przestrzeni lat dzielących druk ostatnich fragmentów artykułu z pieśniami weselnymi w „Bibliotece Warszawskiej” i pierwszych anonsów prasowych o przygotowaniu nowego tomu, czyli między rokiem 1849
a początkiem 1854. W pracach o Kolbergu rezygnację z akompaniamentu
tłumaczono zwykle niskimi ocenami, dotyczącymi nie tylko opracowań pieśni ludowych, ale także jego własnych utworów. Dołączanie do oryginalnej melodii wokalnej akompaniamentu instrumentalnego, stosowane przez
Kolberga w latach 1842–1849, było przyjęte powszechnie wobec pieśni ludowych przez jego poprzedników, często znakomitych muzyków, i aprobowane przez zbieraczy tekstów. Ten sposób wydawania polskiego folkloru
sprzyjał jego popularyzacji w środowiskach uprawiających „muzykowanie
1

List do J.I. Kraszewskiego z 6 VI 1857 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 74.

108

�domowe”. Zaniechanie przez Kolberga oddawania do druku opracowania
służącego równocześnie i dokumentacji, i popularyzacji twórczości ludowej
wynikało raczej z własnej refleksji na temat zadania, jakie przed nim stoi,
niż z reakcji na recenzje, i wiązało się z dochodzeniem do głosu nowych
nurtów w poglądach na folklor i metody jego wydawania drukiem. Jakkolwiek oceniany jest akompaniament dodawany przez Kolberga do ludowych
melodii wokalnych, dziś stwierdzić możemy, że początkująca folklorystyka
około roku 1850 wyczerpała model opracowywania do druku pieśni ludowych przyjęty od czasu rozprawy Józefa Królikowskiego z roku 1818
i wydania przez Karola Lipińskiego melodii do Pieśni polskich i ruskich…
Wacława Zaleskiego w roku 1833. Zbiory pieśni nie mogły już pełnić dwu
różnych funkcji, innego opracowania wymagały publikacje potrzebne do
badań naukowych, a innego służące popularyzacji ludowej muzyki.
W połowie wieku XIX w wypowiedziach o folklorze w prasie i innych publikacjach nasiliły się głosy najpierw o zmianach w obserwowanej prawie od
początku wieku twórczości ludowej, a później wręcz o jej zanikaniu. Z naturalną zmiennością folkloru zbiegły się wtedy procesy gospodarcze i społeczne
wynikające ze stopniowej likwidacji pańszczyzny oraz z uprzemysłowienia
niektórych regionów, co powodowało przemieszczanie się ludności wiejskiej
do ośrodków fabrycznych. Pańszczyzna, a z nią przywiązanie chłopa do ziemi,
zostały zniesione w zaborze rosyjskim najpóźniej, dopiero w marcu 1864 r.
Jednak już likwidacja granicy celnej między Królestwem a Rosją w październiku 1850 r. przyczyniła się do szybkiego rozwoju przemysłu w Warszawie
i powstawania fabryk także w innych miastach, z czym wiązało się gwałtowne zapotrzebowanie na robotników. Najbardziej znanym skutkiem otwarcia
nowych rozległych rynków zbytu jest rozwój włókiennictwa w Łodzi.
Głosy o zanikaniu pieśni ludowych i potrzebie ich utrwalania pojawiały
się już wcześniej. M.in. poeta Stefan Witwicki (1802–1847) pisząc w r. 1830
o muzyce ludowej jako tworzywie dla kompozytorów opery narodowej,
stwierdzał: „[...] życzyć bardzo należy, aby nuty naszych śpiewów gminnych,
podobnież jak i same pieśni, zostały zebrane i ogłoszone, [...] gdy śpiewy
krajowe znacznie się już między ludem przytłumiają”1. J. Lipiński, opisując
w roku 1842 wesele w Wielkopolsce, dodał: „[...] ale pieśni przy tym obrzędzie używane giną powoli”2. W okresie szybkiej industrializacji Królestwa
1
2

S. Witwicki Piosnki sielskie, Warszawa 1830, s. XIX–XX.
J.J. Lipiński Porządek obrzędu weselnego ..., s. 285.

109

�wypowiedzi takie stają się alarmistyczne, np. w „Bibliotece Warszawskiej”
w roku 1859 czytamy:
Jak wszystko wokoło nas nagle się zmienia i przeistacza, tak i lud nasz ulega tym
zmianom. W pobliżu Warszawy i innych miast większych polskich traci właściwą charakterystykę, zrzuca ubiór dawny, zapomina melodii i piosnek swoich1.

Kolberg zauważał zjawisko zmienności folkloru związane z procesami
gospodarczymi i społecznymi, a także jego naturalną skłonność do tworzenia wariantów. We wstępie do Pieśni ludu polskiego wydanych w 1857 r.
pisał m.in.:
W jednej i tej samej wsi zdarzało mi się niekiedy słyszeć po parę odmian jednejże
pieśni; w sąsiedniej wsi już inaczej śpiewano, gdy tymczasem o kilkanaście mil
dalej pierwsza melodia znów wypływała. Bywały przypadki, że taż sama osoba po
kilku latach zmieniała nieco tok melodii, co już (choć nie ze wszystkim) zacierało
pierwotny jej wyraz; a cóż dopiero gdyby ją przyszło usłyszeć po latach kilku lub
kilkudziesięciu. Pieśń jest po większej części tradycyjną; więc czas, stosunki ludzi
zobopólne, zmiana trybu życia, moda, która z dworca szlacheckiego zaczyna już do
chaty wieśniaczej zaglądać, wreszcie osobistość śpiewaka (jego muzyczne usposobienie) i mnóstwo innych okoliczności wciąż na nią wpływają w nieskończonych
odcieniach. Ruch tu, jak wszędzie gdzie życie, nieustanny [...]2.

Pisał więc o zmienności pieśni, wskazywał niektóre przyczyny powstawania wariantów, stopniowego zapominania niektórych pieśni i pojawiania
się nowych, ale nie sugerował zanikania folkloru.
V
[Sytuacja w Królestwie Polskim po klęsce Rosji w wojnie krymskiej. – Powstanie nowego programu edytorskiego Kolberga i wydanie przez niego Pieśni ludu
polskiego w latach 1856–1857. – Oceny tego zbioru przez współczesnych.]

W marcu 1855 r. zmarł car Mikołaj I, po nim rosyjski tron objął Aleksander II (1818–1881). Z tymi faktami i Rosjanie, i Polacy wiązali nadzieje
na zmiany. W roku następnym, 30 marca, zawarty został w Paryżu pokój po
1
2

Wiadomości literackie, „Biblioteka Warszawska” 1859, T. 3, s. 260.
O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1 ), s. VI.

110

�przegranej przez Rosjan wojnie krymskiej toczonej z Turcją, Anglią, Francją i Sardynią od 1853 r. W rosyjskiej polityce wewnętrznej, także wobec
Polaków, nastąpiła „odwilż posewastopolska”, nazwana tak w związku ze
zdobyciem Sewastopola przez wojska koalicji antyrosyjskiej po blisko rocznej obronie twierdzy. Dla Polaków ważne było ogłoszenie amnestii, dzięki
czemu stopniowo zwalniano tysiące skazańców wywiezionych wcześniej na
Syberię lub wcielonych karnie do wojska rosyjskiego.
W Królestwie po objęciu władzy przez nowego panującego spodziewano się liberalizacji prawa. Doszło rzeczywiście do pewnego złagodzenia
cenzury, ułatwienia podróży zagranicznych, zawieszenia na kilka lat poboru do wojska i powstania w Warszawie pierwszej od wielu lat wyższej
uczelni – Akademii Medyko-Chirurgicznej. Zniesiony został stan wojenny
trwający w Królestwie od roku 1833. Większość nadziei przekreśliło słynne
zdanie Aleksandra II skierowane do przedstawicieli szlachty w czasie jego
wizyty w maju 1856 r. w Warszawie: „Żadnych marzeń, panowie! Szczęście
Polaków zamyka się tylko w zupełnym zlaniu się z Rosją”. Poszerzenie wolności słowa przez zniesienie części zapisów cenzury sprzyjało pewnemu
ożywieniu intelektualnemu, ale od wielu już lat brakowało w Warszawie
i w całym zaborze rosyjskim polskich instytucji naukowych, które mogłyby
finansować i koordynować badania.
Jerzy Jedlicki w drugim tomie Dziejów inteligencji polskiej dotyczącym
lat 1832–1864 pisze:
Kultura polska w połowie tak dumnego ze swych osiągnięć XIX wieku stawała się z wolna domeną cierpliwych, pracowitych, lecz niedokształconych
samouków. To dla nich i przez nich wymyślony został ideowy projekt prac
organicznych, jedyny, jaki mógł dać im poczucie użyteczności obliczonej na
daleką wprawdzie, ale, zdawało się, realną przyszłość. Jeśli patrzeć, co trwałego pozostawiło po sobie to pokolenie inteligencji, to wypadnie wskazać przede
wszystkim na zainicjowanie pomnikowych wydawnictw źródłowych1.

Nowe edycje źródeł i prac już znanych, lecz trudno dostępnych, a także pierwsze wydania ważnych zbiorów dokumentów i innych rękopisów
były konieczne dla kontynuowania badań nad historią Polski i jej kulturą
1
J. Jedlicki Błędne koło..., s. 179–180. J. Jedlicki dodaje: „Zasady sztuki edytorskiej dopiero
się ustalały i mierzyć tych publikacji dzisiejszą miarą niepodobna. Myślą, jaka im przyświecała,
było ocalenie przeszłości dla potomnych”.

111

�i niezbędne dla istnienia polskiej humanistyki. We Lwowie działania takie podjął historyk August Bielowski (1806–1876), dyrektor Ossolineum,
poddanego wprawdzie kurateli rządu austriackiego, ale jedynego wówczas
w zaborze austriackim polskiego ośrodka naukowego, niezależnego, ponieważ finansowanego z zapisów prywatnych. W roku 1852 opublikował
Program wydania pomników historycznych Polski, potem dwa początkowe tomy wielkiej edycji źródłowej Monumenta Poloniae historica (wyd.
1864 i 1872), kontynuowanej przez Akademię Umiejętności pod kierunkiem Wojciecha Kętrzyńskiego. Bielowski opracował też drugie wydanie
Słownika języka polskiego Samuela B. Lindego (wyd. 1854–1861), uzupełnione na podstawie rękopisów autora. W Wielkopolsce Tytus Działyński (1796–1861), założyciel Biblioteki Kórnickiej, udostępniał do publikacji
źródła historyczne ze swoich zbiorów i zapoczątkował Acta Tomiciana
(8 tomów w latach 1852–1860). J. Jedlicki, pisząc o wymienionych wyżej
pracach edytorskich, wskazuje także wydanie w Warszawie w r. 1853 oryginału łacińskiego O obrotach ciał niebieskich Mikołaja Kopernika razem
z pierwszym polskim przekładem tego dzieła autorstwa Jana Baranowskiego (1800–1879), dyrektora obserwatorium astronomicznego w Warszawie.
Do inicjatyw takich należała wydawana przez Samuela Orgelbranda Encyklopedia powszechna, opracowywana przy udziale przedstawicieli całego
polskiego środowiska naukowego (28 tomów w latach 1859–1868). Pewne
znaczenie dla popularyzacji dziejów Polski i jej literatury miała wydawana od roku 1855 przez Józefa Kazimierza Turowskiego w Sanoku seria
„Biblioteka Polska”. Były to tomiki zawierające głównie dzieła klasyków
staropolskich, w tym także kroniki, drukowane szybko i niedbale, ale tanie,
rozprowadzane w całej Galicji i przenikające do zaboru rosyjskiego i pruskiego. Działania te w większości miały charakter misji patriotycznych,
a nie dochodowych inicjatyw księgarskich. Do takich ambitnych przedsięwzięć edytorskich J. Jedlicki zalicza także Pieśni ludu polskiego Kolberga
z roku 1857 – „jakby zapowiedź monumentalnego dzieła, które należy już
do epoki postyczniowej”1.
Potrzeba badania i publikowania twórczości ludowej nie tylko jako materiału dla artystów piszących lub komponujących „w duchu narodowym”
czy świadectw zapomnianej pierwotnej kultury przedchrześcijańskiej, ale
jako jednego z elementów współczesnej kultury narodowej, stawała się
1

J. Jedlicki Błędne koło…, s. 180.

112

�coraz bardziej oczywista. Kolberg, należący wtedy do niewielkiego w Warszawie grona ludzi czynnie zainteresowanych folklorem, nie tylko zdawał
sobie sprawę z potrzeby naukowego badania muzyki ludowej, ale też był
twórcą i realizatorem nowego i nowoczesnego programu edytorskiego
w tym zakresie, czego pierwszym etapem był wydany w latach 1856–1857
tom Pieśni ludu polskiego. W czasie odwilży posewastopolskiej mógł pojawić się w tytule przymiotnik „polski”.
Kolberg w ciągu kilkunastu lat, które upłynęły od początku jego badań
terenowych i pierwszych wypowiedzi publicznych na temat muzyki ludowej, odczuwać musiał coraz silniejszą presję warszawskiego środowiska
– pisarzy, dziennikarzy i artystów, aby kontynuować gromadzenie i publikowanie folkloru muzycznego. Był uznawany za szczególnie uzdolnionego
w tym kierunku i dlatego zobowiązanego do utrwalenia muzyki ludowej,
tym bardziej że nikt inny nie zajmował się wówczas jej badaniem w terenie.
W roku 1856 rozpoczął edycję nowatorskiego zbioru pieśni i we wstępie
do niego pisał:
Muzyka jest głównym przedmiotem niniejszego zbioru. Do każdej pieśni dołączam właściwą jej nutę. Uderzony wcześniej oryginalnością i krzepkością pieśni ludowych, od lat kilkunastu robiłem wycieczki po kraju w celu skrzętnego
i wiernego ich spisywania; toteż pochlebiam sobie, że w nieprzebranym u nas
źródle melodyj zaczerpnąłem najciekawszy jej zapas; taki przynajmniej, jaki
już potrafi dokładnie oznaczyć muzykalność ludu naszego. Oddaję nutę w nieskażonej prostocie (tj. o ile skażenie nie pochodzi z winy śpiewających), tak jak
wybiegła z ust ludu, bez żadnego przystroju harmonijnego, bo mam przekonanie, że najdzielniejszą jest w samorodnej, niczym niezmąconej czystości, jak ją
natura natchnęła. […] Śledzenie szczegółowe rozwoju melodyj, je[go] przyczyn
i następstw, należy do historii i filozofii muzycznej i może mieć miejsce dopiero
po jak najdokładniejszym zebraniu melodyj nie już jednego ludu, ale wszystkich
innych ludów. Nim to nastąpi, rozpatrzenie się w tym, co się pozyskało, do nader
ciekawych doprowadzić nas może wniosków rozszerzających wiedzę i estetykę
muzyczną1.

Pieśni ludu polskiego wydane w sześciu zeszytach w latach 1856–1857
miały być pierwszym tomem zespołu źródeł służących do „oznaczenia muzykalności ludu naszego”. Rozpoczęty wówczas przez Kolberga program
1

O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. V–VI.

113

�edytorski miał służyć udokumentowaniu aktualnego stanu folkloru pieśniowego i muzycznego poprzez wydanie wielu wariantów wszystkich gatunków pieśni i melodii z całej Polski, z różnych regionów, a nawet z różnych
ich okolic, w odrębnych, specjalnie im poświęconych tomach. Nie zawsze
wówczas rozumiano ten zamysł, nie zawsze też był on aprobowany, ponieważ wydawanie drukiem tak licznych utworów ludowych i traktowanie
ich wariantów jako pełnoprawnych cząstek kultury narodowej nie było
oczywiste dla wszystkich krytyków, muzyków i literatów.
Plan nowej wielotomowej serii edytorskiej powstał zapewne około roku
1849, tj. w trakcie druku ostatniej części Pieśni ludu weselnych. Nie wiadomo, czy już wtedy Kolberg postanowił zaniechać opracowywania akompaniamentu do wydawanych melodii wokalnych, jest to jednak bardzo
prawdopodobne. W styczniu 1854 r. „Biblioteka Warszawska” donosiła, że
książka jest gotowa1. Zezwolenie cenzury, drukowane w tym czasie na odwrotach stron tytułowych, ma datę 14 lipca roku następnego, ale druk rozpoczął się dopiero w połowie roku 1856, ponieważ ponad dwa lata zajęły
Kolbergowi starania o nakładcę. Nie znalazł w tym czasie ani profesjonalnego wydawcy, ani innej osoby skłonnej zaryzykować pieniądze potrzebne
na druk. Rozpisał wprawdzie subskrypcję, nie zebrał jednak dostatecznej
sumy od przyszłych nabywców i w końcu sfinansował ten tom w znacznej mierze z własnych oszczędności. A w porównaniu do wydawanych
dotąd zbiorów pieśni ludowych koszt był duży, na co wpłynęło dziesięć
barwnych litografii i blisko 900 zapisów nutowych.
Tom Pieśni ludu polskiego, określony przez Kolberga jako „seria pierwsza” planowanego wielotomowego wydawnictwa, składa się z dwu odmiennych części. Pierwsza ma tytuł „Dumy i pieśni” i zawiera utwory z całej
Polski, tu podstawą wyboru był tekst, nie melodia. W drugiej, zatytułowanej „Tańce”, zamieszczone są melodie instrumentalne i wokalne z okolic
Warszawy, często z przyśpiewkami. Termin „duma” był wtedy stosowany
przez wydawców pieśni ludowych głównie dla ballad, a Kolberg dla tekstów w części pierwszej użył we wstępie określenia „dumy i pieśni dłuższe”.
Dumami nazywał pieśni fabularne, przede wszystkim te, które dziś nazywamy balladami. W pierwotnej wersji wstępu określił krótko ich specyfikę2,
Notatka w Doniesieniach literackich, „Biblioteka Warszawska” 1854, T. 1, s. 184, autorem
był prawdopodobnie K.W. Wójciki. Podobne informacje w „Dzienniku Warszawskim” 1854,
nr 27.
2
Zob. O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement... (DWOK T. 70), s. 3.
1

114

�ale pominął tę próbę zdefiniowania gatunku w ostatecznie drukowanym
wstępie. Zawarł w nim jednak inne ważne uwagi o muzyce i pieśniach
ludowych. Wskazał na ich zmienność, zależnie od okolicy i upływu czasu dzielącego wykonania tej samej pieśni, scharakteryzował śpiew i głos
ludowych wykonawców, rytm, tempo i akcentuację ich śpiewu, omówił
tańce, podając kilkanaście nazw stosowanych dla nich na wsiach, lecz nie
zajmując się choreografią, wymienił także najczęściej używane instrumenty
i opisał sposób gry na nich.
W części poświęconej balladom i „pieśniom dłuższym” prawie wszystkie
teksty opatrzone są zapisem nutowym, tylko 29 na 444 pozbawionych jest
melodii. O ważności muzyki i jej braku w zbiorach swoich poprzedników
pisał we wstępie:
A tak, prawie bez muzyki, rzec można, że zbiory ich objawiły się tylko w pół-życiu, w połowie swojej istoty, bo treść i melodia uzupełniają się, podnoszą
wzajemnie, jedną wspólną stanowiąc całość, a często melodia, ta część mniej
określona, mniej materialna, stanowi całą piękność pieśni1.

W pierwszej części Pieśni ludu polskiego opublikowane są warianty
czterdziestu jeden wątków, spośród których trzydzieści trzy są dziś klasyfikowane jako ballady2. Bogaty zasób zapisów terenowych i staranne wykorzystanie dostępnej literatury pozwoliły Kolbergowi przedstawić pieśni
balladowe w zróżnicowanych wersjach z terenu prawie całej Polski. Ponad
połowa z nich jest reprezentowana przez kilka lub kilkanaście wariantów,
a najbardziej znane mają ich po kilkadziesiąt, np. ballada „Stała się nam
nowina” ma 29 wariantów, „Wyjechał pan z chartami na pole” – 30 wariantów, a „Jasio konie poił” – aż 54. Najliczniejsze są warianty z regionów leżących w Królestwie, pochodzące zwykle z własnych materiałów
Kolberga. Spoza zaboru rosyjskiego, z okolic, w których bywał krótko lub
w których nie zdążył jeszcze sam przeprowadzić badań, zamieścił znacznie
mniej pieśni.
Wśród utworów zawartych w pierwszej części tomu znajdują się zapisy unikatowe, nienotowane przez poprzedników Kolberga i również później w badaniach innych folklorystów potwierdzone tylko sporadycznymi
1
2

O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. V.
Zob. E. Jaworska Katalog polskiej ballady ludowej, Wrocław 1990, m.in. s. 17.

115

�przykładami1. Poza właściwymi balladami uwagę Kolberga zwróciły teksty
nazwane przez Juliana Krzyżanowskiego bajkami-śpiewankami, to jest bajki, w których istotną funkcję pełnią pieśni nie występujące samodzielnie,
a znane jedynie z tych utworów. W Pieśniach ludu polskiego zamieścił
kilka przykładów takich „śpiewanek”. Należą do nich trzy warianty melodii i tekstu pochodzące z bajki „Maliny”, wykorzystanej przez Słowackiego
w Balladynie, a także cztery warianty z bajki „Wąż-narzeczony”. Zainteresował go też folklor złodziejski, zapisał aż dwanaście wariantów pieśni „Nasza
karczmareczka dobrze sobie żyje”.
Spośród kilkuset tekstów w części pierwszej tylko 85 pochodzi ze zbiorów wydanych drukiem wcześniej lub z badań innych osób. Zwraca przy
tym uwagę stosunkowo duża liczba ballad z Mazur. Zapisane one zostały
w latach 1836–1840 przez Gustawa Gizewiusza (1810–1848), protestanckiego kaznodzieję z Kraplewa. Jego rękopis pt. Pieśni ludu znad górnej
Drwęcy dotarł do zbiorów Kolberga za pośrednictwem Kazimierza W. Wójcickiego2.
Zauważyć trzeba, że do zapisów pieśni czerpanych z publikacji Kolberg
dodawał czasem zanotowane przez siebie melodie, jeżeli w wykorzystanym
źródle był tylko tekst. Sam o takiej praktyce pisał: „[…] nie omieszkałem
wcielić do mego zbioru i tego, co inni skrzętni badacze różnymi czasy nagromadzili, o ile mi się tylko właściwa melodia nawinęła”3. W nocie loka1
Do unikatów należy np. ballada „Gnała pastereczka doliną” (nr 21, s. 224 w DWOK T. 1)
opublikowana przez Kolberga na podstawie własnego zapisu terenowego, a także dwie ballady,
których teksty pochodzą z rękopisu G. Gizewiusza: „Był tam stołarz mieszkający” (nr 23, s. 235
w T. 1) i „Wszystkim ludziom jest świadomo” (nr 29, s. 255 w T. 1); zob. E. Jaworska Katalog
polskiej ballady ludowej…, tam wątki nr 11, 32 i 65.
2
K.W. Wójcicki manuskrypt ten dostał od G. Gizewiusza prawdopodobnie około roku
1844, ale nie wiadomo, kiedy przekazał go Kolbergowi. Zbiór Gizewiusza wykorzystał Kolberg w Pieśniach ludu polskiego, zamieszczając tam 35 tekstów i 8 melodii pochodzących
z tego źródła. We wstępie do Pieśni ludu polskiego pisał, że rękopis Gizewiusza wzbogacił
jego tom „trzydziestu kilku melodiami i znaczną ilością tekstu”, jednak Gizewiusz zapisał
melodie tylko do 32 pieśni z blisko 400 znajdujących się w jego rękopisie, w tym 8 do ballad. Zob. w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement… (DWOK T. 70), s. XXXI–XXXII.
Pozostałe zapisy wykorzystał Kolberg w monografii Mazury pruskie, pozostawionej w rękopisie, a wydanej w r. 1966 (T. 40 DWOK). Rękopis Gizewiusza, którego pełny tytuł brzmi:
Pieśni ludu znad górnej Drwęcy w parafiach ostródzkiej i kraplewskiej zbierane od 1836
do 1840 roku, został wydany w Poznaniu w 2000 r. w opracowaniu i ze wstępem Danuty
Pawlak.
3
O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. XI.

116

�lizacyjnej podawał wtedy zwykle nazwę miejscowości, z której pochodziła
muzyka. Łączenie melodii pochodzącej z własnych badań z tekstem zapisanym przez innych, tj. kontaminacje zapisów różnych osób wykonanych
w różnym czasie, zastosował Kolberg do niektórych tylko spośród pieśni
przejętych ze źródeł drukowanych lub z rękopisu Gizewiusza, jeśli tam
pozbawione były zapisu nutowego.
Innym zabiegiem redakcyjnym, przyjętym w tej części tomu dla pewnej
liczby pieśni, jest zamieszczanie w druku zamiast ich pełnego tekstu tylko
pierwszej zwrotki wpisanej pod melodią i opuszczanie zwrotek następnych
lub niektórych środkowych, podobnych do znajdujących się w wariantach
poprzedzających. Wtedy pominięte fragmenty zastępował odsyłaczami do
odpowiedniego pełnego tekstu. Dotyczy to częściej tych pieśni, które w tomie znalazły się w licznych odmianach1, przy czym – jak wskazują zapisy
terenowe – opuszczenia te często powstały już w trakcie notowania pieśni
podczas badań.
Jeżeli brać pod uwagę tylko część tomu poświęconą balladom, to uznać
trzeba, że zdanie ze wstępu: „Muzyka jest głównym przedmiotem niniejszego zbioru” nie oddaje w pełni jej zawartości. Równorzędny przedmiot stanowią tam teksty, wprawdzie prawie wszystkim towarzyszy zapis nutowy,
ale porządku materiałów nie wyznaczają melodie, a teksty — ich warianty
są grupowane razem pod wspólnym numerem, niezależnie od tego, jak
bardzo różnią się ich melodie.
Druga część ma tytuł „Tańce” i podtytuł: „Polskie tańce, mazury, kujawiaki (obertasy), walce” i zawiera 466 melodii, większość z tekstami przyśpiewek. Wśród nich tylko dwie mają podane metrum 44, wszystkie pozostałe są w metrach nieparzystych. Pochodzą z okolic Warszawy i były
zapisane w miejscowościach, które dziś często są dzielnicami tego miasta.
Nie wszystkie melodie i zamieszczone pod nutami przyśpiewki wykonywano w czasie tańca, o czym Kolberg pisał we wstępie:
Śpiewki takie nie zawsze lud w tańcu lub w karczmie przy kieliszku nuci, owszem słyszeć one się często dają przy robocie w domu i na polu, podczas żniw,
sianożęci, w ogrodzie, na paszy za bydłem, także przy dojeniu krów, w czasie jazdy, przy kołysce. Nieprzebrana ich mnogość jest owocem chwilowego
1
O ile zachował się rękopis pełnego tekstu takiej pieśni (np. dla nr 3l, 14i, 25h), brakujące
fragmenty przytaczano w przypisach źródłowych w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego.
Suplement… (DWOK T. 70).

117

�natchnienia podnieconego trunkiem i miejscowymi okolicznościami, do czego
lada codzienna przygoda dać może pochop; inne wszakże są znane i śpiewane
powszechnie na równi z dłuższymi pieśniami i dumami, zwłaszcza gdy w sobie
zawierają pewną sentencją. Niektóre są odłamkami większych dum1.

Teksty przyśpiewek musiał Kolberg poddać przed drukiem selekcji, odrzucając zbyt rubaszne, niecenzuralne, ponieważ „mimo rozlanego w nich
humoru i czucia nie zawsze godzą się z przyzwoitością i dobrym smakiem”2.
Poza ludowymi zanotował Kolberg i zamieścił wśród tańców także kilka utworów kompozytorów działających w Polsce w pierwszej połowie
XIX wieku, podając ich nazwiska nad melodiami. Są to kompozycje Józefa
Elsnera, Jana Stefaniego3, Józefa Damsego i Adama Tarnowskiego, pochodzące z ich utworów scenicznych. Trudno dziś w każdym z tych wypadków ocenić, czy kompozytorzy ci wykorzystali motywy ludowe, czy też ich
utwory stały się tak popularne, że zostały przeniesione przez publiczność
teatralną do folkloru podmiejskiego. Pewien wpływ na upowszechnianie się
utworów pochodzących ze sceny teatrów warszawskich mógł mieć repertuar katarynek, bardzo wówczas popularnych, których właściciele szybko
reagowali na nowości4.
Tom zamknął Kolberg obszerną „Tabellą miast i osad miejskich, o których uczyniono wzmiankę w niniejszym zbiorze z wykazaniem ich położenia geograficznego”. Była to odpowiedź na postulat Sikorskiego przedstawiony w recenzji dwu pierwszych zeszytów Pieśni ludu polskiego, więc
jeszcze przed zakończeniem druku książki, a dotyczący not lokalizacyjnych
zamieszczanych nad melodiami i określających geograficzne pochodzenie
pieśni. Kolberg formułował je najczęściej dwuczłonowo, np. „od Żychlina
O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. X.
Tamże.
3
O Janie Stefanim, kompozytorze muzyki do Krakowiaków i Górali W. Bogusławskiego, pisał K.W. Wójcicki: „[…] przejęty potrzebą poznania muzyki polskiej ludowej, co niedziela
i święto wyjeżdżał na wieś, aby się nasłuchał pieśni, napatrzył tańców ochoczego ludu naszego.
Wracał do miasta, a mając świeżo w pamięci sielską melodię, zasiadał i podkładał pod libretto
Bogusławskiego.” Zob. K.W. Wójcicki Cmentarz Powązkowski pod Warszawą, T. 1, Warszawa 1855, s. 67.
4
J. Sikorski w artykule Muzyka i katarynka („Kalendarz Astronomiczno-Gospodarski”
J. Jaworskiego na rok 1854, s. 102) pisze: „A i tak słyszeć można odwieczne piosnki na deskach
teatralnych posiwiałe, wygrywane po tysiączny raz na katarynce [...]”, katarynki wspomina też
Kolberg we wstępie do Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. IX oraz w przytaczanym już
szkicu autobiografii.
1
2

118

�(Chochołów)”, „od Wyszkowa (Głuchy, Niegów)”, „od Osterode (Kraplewo)”,
„od Łagowa (Paprocice, Lechówek)”. Pierwsza nazwa w intencji Kolberga
informowała o okolicy, w której pieśń czy melodia jest znana i popularna,
druga o miejscu zapisu lub miejscowości, z której pochodził wykonawca.
Sikorski w recenzji pisał:
Oznaczenie miejscowości, skąd pieśń i melodia wzięte, także wyraźniejsze by
się zdało. Mało to objaśnia, gdy przeczytamy, że te pieśni od Dzikowa, Łagowa,
Kowalewa itd., bo któż wie, o jakim Dzikowie, Łagowie i Kowalewie mowa. Nawet małe miasteczka wymienione niewiele pomogą, bo o wielu z nich mało kto
słyszał, mianowicie jeśli trochę odleglej od środka kraju leżą. Miasta powiatowe,
okręgowe, gubernialne, prowincja wreszcie wymieniona, lepiej sobie pomagają
w oznaczeniu miejscowości. Nastaję na ten szczegół, bo on tylko dla korzystniejszego użycia zbioru w mowie będącego posłuży, mianowicie pod względem
badania charakterystyki prowincji i miejscowości1.

Kolberg, syn kartografa, od lat podróżujący często po prowincji i mający do dyspozycji mapy ojca, nie miał kłopotów z ustaleniem położenia
małych nawet miasteczek i wsi. Jednak rozumiejąc kłopoty czytelników,
zgodnie z sugestią Sikorskiego w trakcie druku książki zestawił alfabetycznie w osobnej tabeli nazwy miejscowości określających okolice, dodając
nazwę powiatu i państwa, w którym leżały. Zaznaczyć trzeba, że podawał
nazwy trzech państw zaborczych i Królestwa Polskiego, czym podkreślał
istotne dla mieszkańców Królestwa przekonanie o jego odrębności od carskiej Rosji. Większość wymienionych w tabeli miejscowości nie występuje
w notach lokalizacyjnych w Pieśniach ludu polskiego, była więc ona pomyślana jako pomocniczy klucz do całej planowanej kilkutomowej serii
wydawniczej.
Ważnym elementem Pieśni ludu polskiego były barwne litografie
przedstawiające rysowanych z natury mieszkańców wsi w strojach regionalnych. Kolberg zamieścił je „dla dopełnienia charakterystyki naszych
wieśniaków”, a było to też do pewnego stopnia działanie marketingowe
– kolorowe ilustracje, nie tak częste w ówczesnych drukach, zachęcały do kupienia książki. Nazwiska autorów rysunków odnotował Kolberg
1
J. Sikorski Ruch muzyczny. Pieśni ludu wydawane przez O. Kolberga, „Gazeta Codzienna” 1856, nr 219. Przedruk tej części recenzji J. Sikorskiego w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego.
Suplement… (DWOK T. 70), s. 134.

119

�dopiero na nowej karcie tytułowej 1 dodrukowanej w r. 1867, gdy postanowił Pieśni ludu polskiego włączyć do Ludu jako tom pierwszy tej serii
wydawniczej. Wymienił tam Antoniego, swego brata, i Karola Marconiego, przyjaciela Antoniego, malarzy wspomnianych już wcześniej jako
uczestników wycieczek Kolberga w pierwszych sezonach jego badań terenowych. Zachowały się wszystkie bezpośrednie pierwowzory litografii2,
nie są to jednak rysunki powstałe podczas wędrówek po Mazowszu, lecz
późniejsze ich kopie sporządzone na potrzeby druku. Oryginalne szkice
terenowe Antoniego Kolberga i Karola Marconiego potrzebne do Pieśni
ludu polskiego skopiował Wojciech Gerson i jego rysunki wykonane piórkiem i barwione akwarelą były podstawą litografii3. Prymarne rysunki
dwu malarzy, Antoniego i Marconiego, nie zachowały się, brak też innych
informacji na ten temat, nie mamy więc możliwości przypisania bezspornie którejkolwiek ryciny jednemu z dwu wymienionych przez Kolberga
autorów4. Wykonanie litografii zlecił Kolberg firmie J.H.G. Rau w Dreźnie, z którą współpracował także później.
Zaraz po rozpoczęciu druku ukazała się w „Bibliotece Warszawskiej”
krótka informacja o nowym zbiorze pieśni, której autor, najpewniej ówczesny redaktor miesięcznika, K.W. Wójcicki, pisał o litografiach:
Jest ona reprodukowana we wstępie J. Gajka do O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK
T. 1) po s. VIII.
2
Przechowywane są w zbiorach Muzeum Etnograficznego im. F. Kotuli w Rzeszowie. Reprodukowała je K. Markiewicz w przywoływanym już tu katalogu wystawy malarstwa Antoniego
Kolberga, cztery są też reprodukowane w tomie O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement…
(DWOK T. 70). Na każdym rysunku, mimo zaznaczenia kolorów akwarelą, zamieszczony jest
też krótki opis ręką Gersona, podający barwy części ubrania i noty lokalizacyjne, powtórzone
przez Kolberga w podpisach i w opisie rycin na końcu książki.
3
W liście do firmy J.H.G. Rau u. Sohn w Dreźnie, która drukowała te litografie w 1856 r.,
Kolberg pisał, że ryciny strojów ludowych przesyła za pośrednictwem ich autora, Wojciecha
Gersona. Zob. brulion listu Kolberga z końca listopada 1856 r., Korespondencja... cz. I (DWOK
T. 64), s. 63–64.
4
Śladem wskazującym na autorstwo pierwowzorów dwu rycin mogą być informacje w Katalogu wystawy retrospektywnej nieżyjących malarzy polskich w salach redutowych w Warszawie (Warszawa 1898). Tam pod numerami 512–514 na s. 49 wymienione są trzy akwarele
Karola Marconiego: „Kobieta, wieś Czerniaków”, „Od Piaseczna” i „Od Warszawy”, wszystkie były
wtedy własnością syna Karola, Władysława Marconiego, i zaginęły w czasie powstania warszawskiego. Być może były to pierwowzory litografii zamieszczonych przez Kolberga w Pieśniach
ludu polskiego, tj. rycin nr 1 „od Warszawy (Czerniaków)” i nr 10 „od Piaseczna (Obory)”, trzecią
wymienioną w katalogu rycinę, „Od Warszawy”, trudno przypisać do którejś z litografii.
1

120

�Nie masz tu żadnej elegancji wymuskanej, jaką mamy we wszystkich dotąd
wydanych kostiumach ludu naszego, nie wyjmując i Gersona1, ani urojonych
fizjonomii, oblicza portretowane przedstawiają nam wiernie chłopków naszych,
równie jak cały ubiór z najsumienniejszą ścisłością wykonane2.

Wszyscy autorzy recenzji ukazujących się w latach 1856–1857 podkreślali dokumentacyjną wartość rycin dołączonych do Pieśni ludu polskiego,
niezależnie od oceny całej zawartości tej antologii ballad i tańców3. Sam
Kolberg miał zastrzeżenia do odwzorowania rysów dwu postaci, o czym pisał do firmy drezdeńskiej po odbiorze gotowych litografii4, ale poza tym był
zadowolony z jej pracy. W „Objaśnieniu rycin”, zamieszczonym na końcu
tomu, opisał stroje, podając ich kolory, wiele lokalnych nazw poszczególnych części ubiorów, a w dwu wypadkach także informacje pozwalające
zidentyfikować rzeczywiste, przedstawione na rysunkach osoby – karczmarkę z Raszyna i sołtysa z Czerniakowa.
Pieśni ludu polskiego zostały bardzo życzliwie przyjęte przez recenzentów i cieszyły się ich dużym zainteresowaniem — porównywalnej liczby
recenzji i wzmianek w prasie wszystkich trzech zaborów doczekały się
tylko pierwsze monografie wydawane w ramach Ludu. Omawiano przede
wszystkim zakres publikacji i jej układ, a zawsze podkreślano ogrom pracy
wykonanej przez Kolberga, od zapisywania ze słuchu melodii i tekstów
bezpośrednio w terenie, poprzez wybór utworów przeznaczonych do druku,
uporządkowanie ich według wątków tekstowych, wreszcie opracowanie redakcyjne. Nie wszystkie walory tej publikacji, istotne dziś dla folklorystów,
1
Wójcicki wspomina tu album: W. Gerson Ubiory ludu polskiego, Warszawa [1855], wersja
francuska: Costumes polonais dessinés d’aprés nature…, litogaphiés par E. Desmaisons. Publié
par Daziaro á Varsovie, Paris, Moscou et St. Petersbourg [1855]. Zob. też A. Jacher-Tyszkowa
Grafika polska XIX wieku jako źródło do badań nad strojem ludowym, „Polska Sztuka Ludowa” R. XXIX: 1975, nr 4, s. 220.
2
[K.W. Wójcicki] Doniesienia literackie, „Biblioteka Warszawska” 1856, T. 3, s. 422.
3
Tylko raz, kilka lat później, przy okazji wzmianki w prasie warszawskiej o podróży Kolberga na Kujawy, ryciny z Pieśni ludu polskiego spotkały się z pewnymi zarzutami: „Wiemy,
iż te postacie zdejmowano z natury z fotograficzną niejako dokładnością, lecz nam nie trzeba
wyłączności miejscowych, jak zyzowatego sołtysa z Czerniakowa, skrzywionego rakowskiego
chłopa, my prosimy o te ogólniejsze, że tak powiem zbiorowe oblicza i postawy, które właśnie
typują okolicę”, T.S…ki Wiadomości bieżące, „Kronika Wiadomości Krajowych i Zagranicznych” 1860, nr 195.
4
Zob. brulion listu do A. Karsta z 20 XI 1856, w: Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),
s. 62–63. Za odbiegające od przekazanych oryginałów uważał twarze postaci na rycinach nr 1 i 6.

121

�były zauważone i docenione przez współczesnych Kolbergowi, nie zawsze
też właściwie interpretowano zamiary i program wydawcy.
Już w marcu 1857 r. napisał do Kolberga przebywający na emigracji
Teofil Lenartowicz. Dziękował za książkę przypominającą mu młodość
spędzoną na Mazowszu, ale prosił, aby wydając wszystkie zapisane melodie, wybierał do druku tylko teksty zasługujące na rozpowszechnianie.
Wspomina „entuzjazm dla pieśni gminnych”, nadmierny i bezkrytyczny,
towarzyszący wypowiedziom o folklorze jeszcze kilkanaście lat wcześniej,
gdy obaj byli młodzi. Prosił więc Kolberga:
[…] nie zimnym rozsądkiem przeto, ale wyrobionym uczuciem piękności i wartości rzeczy trzeba sądzić utwory poetyczne, a co nas ujmie niewyszukanym
wdziękiem, to niezawodnie będzie miało dłuższą wartość i drukować to należy
na pociechę wspólną. Owoż daruj, Drogi Oskarze, ale nie trzymałeś się tej zasady, wydając swój nowy zbiór, znajduję w nim bowiem mnóstwo nędznych
wierszydeł, które się nikomu na nic nie przydadzą, trzeba to było pominąć, dla
muzyki jedynie po parę wierszy przytaczając, zresztą zostawiam to Twojemu
wyrozumieniu, jeśli myślisz, że się to przyda, drukuj […]1.

Lenartowicz – jak stwierdzał w liście – nie umiał sam odtworzyć melodii drukowanych w otrzymanym zbiorze i pisał z Rzymu do przyjaciela,
nazywając go zakochanym w wiejskich śpiewach Mazurem:
[…] jakże żałuję, że się nie znam na nutach, żeby sobie choć na cygańskiej drumli zadzwonić piosenkę od Mokrego Lasu, ani rusz, jak hieroglify egipskie pałeczki wyskakują mi przed oczami, jedne wyżej, drugie niżej, ale co one tam sobie śpiewają, nie
takiemu jak ja wiedzieć o tym, oj, doloż moja – Oskarze! Czemu Ciebie tu nie ma?2

Odpisując Lenartowiczowi, Kolberg wspominał też ze wzruszeniem
wspólne wędrówki, ale nie zgadzał się z oceną tekstów przyśpiewek, bo to
pewnie one, nie ballady, spowodowały krytyczne uwagi poety. Na zarzut
braku krytycyzmu wobec estetycznych walorów niektórych „wierszydeł”
odpowiedział:
[…] zapatrując się okiem poety, mogłeś wiele tu rzeczy niesmacznych dla siebie
dojrzeć, ależ ja nie zbieram pieśni li tylko dla poezji w nich zawartej. Są i będą
1
2

List T. Lenartowicza z 25 III 1857 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 67–68.
Tamże, s. 68.

122

�one skarbnicą ciekawą dla gramatyków, lingwistów, historyków, dla ludzi kreślić
mających nie tylko duchowość narodu, nie tylko całe jego moralne i niemoralne
usposobienie, jego obyczajowość, ale i zewnętrzną skorupę, wszystkie przypadłości słowa i dźwięku, przez jakie przechodził, a ci szukają prawdy, która jak
brzydkie obok pięknego w pieśniach każdego narodu leży. Takimi, jakimi są,
zbieracz ma je przedstawić, nie wolno mu w nich nic dodać ani ująć, jeżeli chce
być wiernym swemu zadaniu i zyskać zaufanie1.

Maurycy Karasowski, któremu Kolberg udostępnił rękopis jeszcze przed
drukiem, podkreślił wartość zapisów muzyki, których tak wielką liczbę prezentować będzie wydane dzieło, i zdał sprawę z jego zawartości, zwracając
specjalnie uwagę na pieśni złodziejskie i wspomniane tu już bajki-śpiewanki. Przedstawienie wyników analizy zebranych przez Kolberga melodii
odłożył na czas po wydaniu całości2.
Karol Estreicher (1827–1908) w lwowskim „Dzienniku Literackim”
scharakteryzował nowy tom na tle skrótowego przeglądu dotychczasowych badań i publikacji folkloru polskiego, litewskiego i ukraińskiego 3.
Potem podsumował pracę Kolberga, stwierdzając, że autorem kierowały
dwie myśli: „zestawienie wariantów melodii i tekstu” oraz wierne podanie
melodii „w jej surowym odłamie, tak jak ją lud wygłasza, bez względu na
to, że może razić nieforemnością”. Chwalił zamysł autora, ale wstrzymał
się od głębszej jego oceny do czasu wydania wszystkich planowanych
tomów i zalecał przeprowadzenie badań w Galicji, tj. w zaborze austriackim, zwłaszcza w górach. Estreicher docenił druk licznych wariantów
tekstów i melodii ukazujących regionalne zróżnicowanie folkloru, przede
wszystkim jednak podkreślał, i to kilkakrotnie, znaczenie publikacji Kolberga jako źródła dla muzyków pragnących komponować w duchu narodowym.
Józef Ignacy Kraszewski wielokrotnie w latach czterdziestych XIX w.
zabierał głos w toczącej się dyskusji na temat wartości folkloru, zwłaszcza
List do T. Lenartowicza z 5 V 1857 r., tamże s. 70.
M.K. [M. Karasowski] Kilka słów o dziele Oskara Kolberga pod tytułem „Pieśni ludu
polskiego” z melodiami i rycinami, „Kronika Wiadomości Krajowych i Zagranicznych” 1856,
nr 55. Przedruk w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement… (DWOK T. 70), s. 124–128.
Zapowiadanej analizy melodii M. Karasowski nie opublikował.
3
Gędźba [K. Estreicher] Pieśni ludu polskiego zebrał i wydał Oskar Kolberg, „Dziennik
Literacki” 1857, nr 94–96. Przedruk w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement… (DWOK
T. 70), s. 138–145.
1
2

123

�bajek, i metod jego wydawania drukiem. Przy zapisywaniu tekstów ludowych domagał się przede wszystkim wierności: „Inna cale rzecz zbierać,
inna obrabiać”1. W korespondencji z Żytomierza zamieszczonej w „Gazecie
Warszawskiej”2, której znaczną część poświęcił Pieśniom ludu polskiego,
kilkakrotnie wskazywał na złożoność pracy Kolberga, jego dokładność, staranność i determinację, aby przedstawić tak wielki zasób melodii ludowych.
Pisał, że „[...] namiętnemu tylko i obdarzonemu jak p. Kolberg zbieraczowi
mogło się udać pochwycić wszystkie te maluczkie zmiany, warianty, rozmaitości jednego i tegoż samego niemal motywu, które go coraz nowym
i świeżym czynią”3. Docenił to, że nowy zbiór pieśni ukazał się bez akompaniamentu fortepianu i melodie ludowe podane są z całą ich „pierwiastkową
prostotą i czystością”, co stanowiło kontrast z dotychczas drukowanymi
melodiami ludowymi, „wyjaśnianymi” przez dodanie harmonizacji zacierającej ich cechy pierwotne. Kraszewski podkreślił też, że ważna jest w tej publikacji Kolberga nie tylko muzyka, ale także zestawienie bezpośrednio koło
siebie wariantów tekstów z różnych okolic, nawet jeżeli znanych, to jednak
rozproszonych w dotychczas wydanych książkach i artykułach. Podkreślił
wartość rycin, które są nie tylko „wielką ozdobą wydania, uskutecznionego
bardzo starannie i wytwornie”, ale także prezentacją żywo nakreślonych
strojów z okolic Warszawy. Zauważył jak inni recenzenci, że zbiór Kolberga jest „dla muzyków skarbnicą niewyczerpanego natchnienia”, jednak
najważniejsza była konstatacja:
Dla historii muzyki naszej, a raczej dla poznania jej charakteru, jest to materiał
nieoszacowany i niewyczerpany, a wartość jego tym większa, że ścisłość była
głównym zadaniem autora4.

Tym wnioskiem Kraszewski potwierdził, że publikacja spełnia zasadniczy cel postawiony sobie przez Kolberga, tj. zebranie materiału do badań
nad muzyką polską, a zwłaszcza nad muzyką ludową.
Opublikowanie przez Kolberga muzyki ludowej bez harmonizacji, zauważone z aprobatą przez Kraszewskiego, nie znalazło uznania u wszystkich.
J. I. Kraszewski Podania gminne, w: tegoż Studia literackie, Wilno 1842, s. 99.
J.I. Kraszewski Listy do redakcji „Gazety Warszawskiej”, „Gazeta Warszawska” 1857,
nr 206–207. Przedruk w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement… (DWOK T. 70), s. 134–138.
3
Tamże, s. 135.
4
Tamże, s. 135.
1
2

124

�Anonimowy recenzent „Gazety W. Ks. Poznańskiego” 1 potraktował nową
pracę Kolberga jak kolejne wydanie pieśni dla amatorów muzykowania.
Pisał, że rozumie „szacunek dla czystości pieśni”, ale brak akompaniamentu
fortepianu sprawi kłopot mniej wprawnym odbiorcom, którzy nie potrafią
sami go opracować. Recenzent innego wielkopolskiego pisma, „Przeglądu
Poznańskiego”, stwierdza, że jest to zbiór „bardzo ważny i ciekawy”2, podanie melodii „tylko w szkicu” uważa za zaletę, dodaje jednak, że zebranie
tak wielkiej liczby wariantów było zbyteczne. Drobiazgowa praca zbieracza
i wydawcy dowodzi wprawdzie sumienności, ale nie przynosi pożytku i niepotrzebnie powiększa objętość ponieważ: „Charakterystyczne tylko prawdziwie, wybitne różnicą warianty należało autorowi podać, nie rozszerzać
za wiele objętości dzieła”3.
Dla pełniejszego ukazania atmosfery towarzyszącej badaniom i publikacjom Kolberga w okresie opracowywania przez niego nowych Pieśni
ludu polskiego można przytoczyć jeszcze wypowiedź Lucjana Siemieńskiego (1809–1877). Ten poeta i dziennikarz, niegdyś radykalny demokrata,
od paru już lat współredagował konserwatywny krakowski „Czas”. Sam
w roku 1845 wydał bajki i legendy4 ludowe, tłumaczył pieśni bretońskie
i skandynawskie, ale podobnie jak Berwiński, którego Studia o literaturze
ludowej już tu wymieniano, w późniejszym okresie życia walory tekstów
pieśni oceniał z większym sceptycyzmem:
Pojawienie się nowego zbioru pieśni ludu dokonanego przez p. Kolberga byłoby
niekonieczną nowością, gdyby nie przyniosło nic więcej, jak oklepane wyrzekanie Maćka na niestateczność Maryny, lub żale Kaśki za utraconym panieńskim
wiankiem, lecz prawdziwie rozmiłowany w swoim przedmiocie autor zbioru
i pojmujący pieśń gminną od strony jeszcze niezużytej i niewyzyskanej, nie poprzestał na samych słowach pieśni, ale co daleko trudniejsze i mozolniejsze,
zebrał do nich muzykę, tak jak mu ją lud śpiewał5.
B. Pieśni ludu polskiego…, „Gazeta W. Ks. Poznańskiego” 1857, nr 140, przedruk w: O. Kolberg
Pieśni ludu polskiego. Suplement… (DWOK T. 70), s. 145–147.
2
Anonimowa recenzja w „Przeglądzie Poznańskim” 1857, T. 24, z. 1, s. 53–54, przedruk w:
O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement… (DWOK T. 70), s. 148–149.
3
Tamże, w przedruku w T. 70, s. 148.
4
L. Siemieński Podania i legendy polskie, ruskie i litewskie, Poznań 1845; wydanie krytyczne: wybór, wstęp i opracowanie K. Pamuły, słowo wstępne J. Krzyżanowski, Warszawa 1975.
5
L. Siemieński Kilka rysów z literatury i społeczeństwa od roku 1848–1858, T. II,
Warszawa 1859, s. 280.
1

125

�Siemieński w następnych zdaniach swej dosyć zdawkowej recenzji zbioru wydanego przez Kolberga również stwierdzał, że zamieszczone tam melodie będą „prawdziwym skarbem dla każdego kompozytora muzycznego”,
nie zauważając zasadniczej idei autora. Podobnie jak muzykę potraktował
litografie zamieszczone w tomie, oceniając je wysoko jako dające „rzetelne
wyobrażenie” strojów ludowych i stanowiące wartościowy materiał dla
malarzy.
Dla Kolberga musiała być szczególnie istotna opinia Sikorskiego1, najwybitniejszego wówczas w Warszawie krytyka muzycznego, surowego
w swych sądach i zwykle bezkompromisowego. Pierwszą część artykułu
poświęconego Pieśniom ludu polskiego Sikorski drukował po ukazaniu się
dwu początkowych zeszytów. Podkreślił rozległość planu Kolberga i wyraził przekonanie, że publikowany przez niego materiał będzie dostateczny
do analizy „strony muzycznej” pieśni ludu, choćby dzięki wielkiej liczbie
melodii, przewyższając pod tym względem wszystkie dotychczas wydane
zbiory. Tak jak Kolberg uważał, że muzyka jest najważniejszą częścią pieśni
ludowych:
Bo gdy tekst rozsypuje się niekiedy na suche szczegółki w licznych czasem
pomieszczone zwrotkach, to muzyka treściwie przedstawia całość uczucia lub
dramatu, umiejąc równie dosadnie i szczegóły odtworzyć, ale tylko te, które do
głównych należą2.

Według Sikorskiego muzyka w nowym zbiorze Kolberga stanowi rzecz
główną, nie tylko dlatego, że pomaga poznać „ducha naszej muzyki domowej, jak dotąd jedynej prawie bezwarunkowo na to nazwisko zasługującej”,
ułatwia zrozumienie tekstu i zwraca uwagę słuchacza na przejawiające się
w niej uczucia ludu, ale ponadto:
[…] uczy nas poznawać charakter pojedynczych ludzi, których za twórców muzyki uważamy, jakkolwiek są nam nieznani i nieznanymi na zawsze pozostaną,
a co ważniejsze jeszcze, daje nam charakterystykę całej okolicy, której twórca
Recenzja J. Sikorskiego ukazała się w „Gazecie Codziennej” 1856, nr 219 i 297. Część
pierwsza z nr 219 przedrukowana w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement… (DWOK
T. 70), s. 128–134.
2
Tamże, nr 219, w przedruku w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement... (DWOK
T. 70), s. 130.
1

126

�muzyki musiał być reprezentantem duchowo-artystycznym choćby do jednej
pieśni, skoro ją przyjęto i przechowano w podaniu1.

Sikorski zauważył więc rolę anonimowych ludowych muzyków, których
twórczość jest przechowywana w regionalnej tradycji.
Po zapoznaniu się z dwoma zeszytami nowego tomu Sikorski oczekiwał,
że jego autor, od tak dawna notujący, poddający pewnej systematyce i publikujący muzykę ludową, dołączy do tomu rozprawę na jej temat, wnioski
wynikające z wieloletniego obcowania i pracy nad nią:
Bez tego przedsięwzięcie jego nie byłoby niejednemu tak korzystne i nauczające,
jak być może. Któż zresztą z materiałem tym tyle, co p. K[olberg] oznajmiony?
Kto tak dobrze jak on usprawiedliwi niektóre dziwactwa muzyczne ludu, kto
jego sposób śpiewania tak dobrze pojął, kto ważność podobnej publikacji tak
dosadnie okaże, jak sam wydawca, skoro przygotowaniu do niej tyle lat poświęcił, tyle trudu i kosztów?2

W imieniu nabywców książki stawiał wydawcy pytania o plan całości,
niezupełnie dla niego czytelny w dwu początkowych zeszytach, a przynajmniej nie taki, jakiego się spodziewał. Przedmowa Kolberga, spełniająca
w pewnym stopniu postulaty recenzenta, przekazana była odbiorcom dopiero razem z ostatnim zeszytem, więc pisząc tę recenzję, Sikorski jeszcze
jej nie znał. Pytał także o zasadniczy cel publikacji – czy jest nim pokazanie
wariantów tekstów, czy muzyki? Sam uważał, że wariantów, czasem mało
różniących się między sobą, jest zbyt wiele, a dotyczy to także melodii.
Następnie stwierdzał, że jeżeli zamiarem wydawcy była dokumentacja
wariabilności muzyki ludowej, to powinien zestawiać obok siebie melodie
zbliżone „podobnym sobie tokiem lub rodzajem taktu” i podawać je w tej
samej tonacji dla ułatwienia porównań, a tonacje dobierać tak, „jak tego
ogólna i zwyczajnie najdogodniejsza rozciągłość głosu ludzkiego żąda”. Dodał też, że „zawiłe harmonicznie miejsca” dobrze byłoby objaśniać „cyframi
i dodanym basem”. Spełnienie tych postulatów Sikorskiego zaprzeczałoby
idei Kolberga, tj. prezentacji źródeł do badań nad polską muzyką ludową.
Tamże, nr 219, w przedruku w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement… (DWOK
T. 70), s. 131.
2
Tamże, nr 219, w przedruku w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement… (DWOK
T. 70), s. 133.
1

127

�Zapisy ze słuchu, sporządzane w czasie bezpośredniego kontaktu z ludowymi wykonawcami, znormalizowane i „poprawione” według tych wskazówek przestałyby być wiarogodnymi źródłami.
Po ukazaniu się następnych zeszytów zbioru Sikorski opublikował drugą
część recenzji. Analiza dalszych przykładów muzyki ludowej pozwoliła mu
głębiej zapoznać się ze specyficznymi cechami melodii notowanych przez
Kolberga w terenie, a refleksja kończąca tę kwestię ujmuje szczerością:
W przeglądanych troskliwie tych zeszytach spotykamy, jakkolwiek w nielicznych jeszcze pieśniach, liczne dowody wielkiego ich znaczenia, o którym opowiadaliśmy obszerniej niedawno, przy wyjściu zeszytu pierwszego. Najwięcej
dają do myślenia dziwne niekiedy zwroty melodyjne, pełne siły i znaczenia,
a takiego charakteru i tak odrębnej faktury od wszystkiego, co dzisiejsi piszą
kompozytorowie, że nie podobna nie dojrzeć tam cech muzyki starodawnej, albo
– jeśli kto woli i co na jedno prawie wychodzi – dowodu pojęć inną zupełnie
drogą wyrabiających się u ludu wiejskiego, niż się one wyrabiają u obtartych
więcej o cywilizację mieszczan lub szlachty. Niekiedy zdaje się, czytając te melodie, że na innym zupełnie żyje się świecie, którego tajemnice czuć umie serce,
odgaduje [wyobraźnia1], ale usta z trudnością wypowiedzieć się odważą2.

Tańcom opublikowanym przez Kolberga w tym tomie Sikorski poświęcił
tylko kilka zdań, dziwiąc się zamieszczeniu wśród rodzimych polonezów,
mazurów i kujawiaków także walców pochodzących z Niemiec. Przy okazji
przypomniał czytelnikom obertasy i mazury autorstwa Kolberga, które zawsze uważał za świetne kompozycje.
W tej części recenzji Sikorski ponowił apel do wydawcy, aby przekazał
odbiorcom dzieła swe przemyślenia na temat muzyki ludowej, a także zapoznał ich z metodami rozwiązywania problemów pojawiających się w trakcie notowania ze słuchu i przygotowywaniu melodii do druku. Informacje
takie pozwoliłyby lepiej zrozumieć muzykę ludową, tak inną od tej, której
się uczyli i do której przywykli. Na pytania postawione w końcowej części
recenzji Kolberg dał częściową odpowiedź we wstępie, choć zapewne nie
zadowolił Sikorskiego.
Dziś w recenzjach Kraszewskiego, Estreichera i Sikorskiego zwracają uwagę określenia: „dziwactwo pieśni”, „dziwactwa muzyczne ludu”,
1
2

W druku w „Gazecie Codziennej”: „wyobrażenia”.
Recenzja J. Sikorskiego, „Gazeta Codzienna” 1856, nr 297.

128

�„dziwne niekiedy zwroty melodyjne”, „coś niepojęte wedle zwyczajnych
muzykalnych pojęć”, a także zdanie, że melodia ludowa „może razić nieforemnością”. Świadczą one, że odbiór tradycyjnej muzyki ludowej, takiej
jaką wykonywali wiejscy grajkowie i śpiewaczki dla swoich słuchaczy lub
dla własnej satysfakcji, zaprezentowanej przez Kolberga w nowym tomie,
był wówczas dla nabywców Pieśni ludu polskiego trudny i napotykał na
bariery.
VI
[Pierwsze spotkanie z muzyką góralską w Tatrach latem 1857 r. – Podróż
do Wiednia, Lublany i Zagrzebia i jej wyniki – zapisy muzyki i zakupione
druki, m.in. zbiór pieśni słoweńskich E. Korytki. – Początek pracy w zespole
autorów Encyklopedii powszechnej S. Orgelbranda. – Rezygnacja z pracy
etatowej w Dyrekcji Dróg i Mostów. – Kompozycje. – Podróże w latach 1859–
–1861. – Artykuł o ludowych źródłach muzyki J. Stefaniego do Krakowiaków i Górali W. Bogusławskiego. – Wystawienie Króla pasterzy w operze
warszawskiej. – Rozpoczęte dwa inne utwory sceniczne.]

Lata następujące bezpośrednio po wydaniu Pieśni ludu polskiego wypełniały Kolbergowi, obok prac zarobkowych, intensywne zajęcia związane z muzyką – ludową oraz komponowaną przez niego i przez innych
twórców. Podróżował i prowadził badania terenowe, które dały mu obfite
i interesujące wyniki w postaci licznych zapisów pieśni i melodii nie tylko
polskich, przygotowywał do premiery Króla pasterzy, swój jedyny wykonany publicznie utwór sceniczny, ponadto działał jako pisarz muzyczny
– w roku 1858 podjął wieloletnią pracę nad zespołem haseł dotyczących
muzyki w Encyklopedii powszechnej wydawanej przez Samuela Orgelbranda, a także publikował inne prace, spośród których na uwagę zasługuje
zwłaszcza analiza muzyki Jana Stefaniego do Cudu mniemanego, czyli
Krakowiaków i Górali.
Druk Pieśni ludu polskiego zakończył się w marcu 1857 roku, a latem
Kolberg wyruszył w długą podróż do nieznanych mu do tej pory regionów w Małopolsce, a także do Wiednia oraz Słowenii i Chorwacji, potem
do Triestu i Wenecji. Zachowana dokumentacja pozwala odtworzyć tylko
przybliżony przebieg i czas trwania tej podróży. Pismo przyznające mu
urlop, datowane na 3 lipca 1857 r. brzmi następująco:
129

�Na zasadzie decyzji Rady Administracyjnej Królestwa z dnia 14/26 czerwca rb.
No 20 955, objawionej reskryptem Komitetu Drogi Żelaznej z dnia 21 czerwca/3
lipca rb. No 476 Dyrekcja udziela p. Oskarowi Kolberg urlop na miesięcy trzy za
granicę do wód w Ems i kąpieli w Trieście z zasiłkiem pieniężnym w stosunku
trzechmiesięcznej płacy jego, tj. rsr. 150 […]1.

Jest mało prawdopodobne, aby Kolberg zamierzał jechać do Ems,
uzdrowiska w Nadrenii-Palatynacie, cieszącego się od dawna dużą sławą.
Otrzymał wprawdzie jeszcze jedno pismo z datą 9 lipca 1857 r., w którym
warszawska dyrekcja prosi zarząd kolei niemieckich o życzliwą pomoc
dla swego pracownika, ale nie korzystał z tej rekomendacji, ponieważ nie
planował wyjazdu do Niemiec. Wybrał całkiem inny kierunek podróży, której trasę znamy w ogólnym zarysie z Korespondencji2 drukowanej
w „Ruchu Muzycznym” i z paru wzmianek w itinerarium i listach. Z listu
do redaktora „Ruchu Muzycznego” wiadomo, że był w Tatrach i w Pieninach, potem w Krakowie, Modlnicy i Mogilanach, a następnie w Wiedniu,
Lublanie, Trieście i Wenecji. Na podstawie dostępnych źródeł nie da się
ustalić dokładnych dat pobytu w każdej z wymienionych miejscowości
czy okolicy, a czasem nawet kolejności, w jakiej je odwiedzał. Wyjechał
najpóźniej 10 lipca, po otrzymaniu pisma skierowanego do zarządu kolei niemieckich, zapisy pieśni wykonane w Modlnicy wspólnie z Józefem
Konopką3 mają datę 21 sierpnia 1857 r., list z Wiednia datowany jest na
11 września, a musiał wrócić do Warszawy po trzech miesiącach urlopu,
czyli nie później niż 10 października. Tylko te daty wynikają z zachowanych dokumentów.
Najpierw pojechał do Krakowa, potem podobnie jak wszyscy ówcześni
turyści góralską furmanką do Zakopanego i Szczawnicy. W górach spędził
prawie sześć tygodni i – jak pisze – krajobraz Tatr zrobił na nim wielkie
wrażenie:
Dokument w zbiorach BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 51. Z podanej kwoty zasiłku wynika,
że Kolberg w 1857 r. zarabiał 600 rubli rocznie, sprzeczne z tym wyliczeniem jest zaświadczenie
(rkp. w BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 45) o podwyżce do 750 rubli od 1 stycznia 1847 r.
2
O. Kolberg Korespondencja. Wiedeń, d. 11 września 1857, „Ruch Muzyczny” 1857, nr 26,
s. 203–206, przedruk: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 357–363. Tam tytuł:
Korespondencja z Wiednia.
3
Taką datę ma rękopis J. Konopki z zapisami tekstów skorelowany z niedatowanymi zapisami melodii w rkp. Kolberga. Rkp. J. Konopki w Arch. PTL, teka 43 Miscellanea, sygn. 1352,
k. 133–134, rkp. Kolberga tamże, k. 148.
1

130

�Szczawnica nie zawiodła moich oczekiwań, Morskie Oko i Kościeliska Dolina
przeszły je; Czorsztyn, Gąsienicowe Stawy, Biały Dunajec i Gewont pełne dzikiego są uroku; dolina Roztoka z wodospadem Siklawy i Pięcią Stawami może
najwspanialsze w Tatrach, a Łomnica, Krywań i Murań groźne, ponure, ogromne, często chmurami zalane1.

Następnie scharakteryzował Górali, zaprzeczając stereotypowym opiniom:
A wśród tego snują się arcytwory Boże: ludzie łagodni, dobrzy, uprzejmi, chętni, uczciwi, nie tak jak ich malowano, dzicy i szorstcy. Ale też równie naiwni,
natrętni, chciwi na grajcary (bo ubodzy) i lubiący się napić (choć to na szczęście
dzięki towarzystwom wstrzemięźliwości ustaje)2.

W Korespondencji z Wiednia drukowanej w „Ruchu Muzycznym”
poświęcił wiele uwagi muzyce góralskiej: charakteryzował śpiew, tańce,
instrumenty, wreszcie gwarę. Spośród poznanych w Zakopanem osób wymienił tylko rodzinę Homolaczów, ówczesnych właścicieli dóbr zakopiańskich mieszkających w Kuźnicach, których odwiedził wtedy pierwszy raz.
Następnie wrócił na kilka dni do Krakowa, co kwituje w Korespondencji...
czterema zdaniami. Wspomina tam krótki pobyt w Modlnicy, gdzie – jak
wiemy z datowanego rękopisu – wspólnie z Konopką 21 sierpnia zapisał
kilkanaście pieśni. Odnotował też spotkanie w Krakowie z Żegotą Paulim
(1814–1895). Osobisty kontakt z tym autorem wysoko cenionych zbiorów
pieśni był dla Kolberga bardzo ważny. Pisał w Korespondencji z Wiednia,
że nie omieszka korzystać z uwag co do „zbierania i spisywania pieśni”,
jakimi go wsparł autor Pieśni ludu polskiego w Galicji. Mógł wtedy od
niego otrzymać także informacje o proweniencji geograficznej niektórych
tekstów zamieszczonych w tym zbiorze wydanym w 1838 r. W druku Pauli
lokalizował zespoły krakowiaków, określając tylko obwody administracyjne, z których pochodzą, a nieliczne inne noty w przypisach, dotyczące miejsca zapisu pojedynczych tekstów, są też ogólnikowe 3. Zachowała
się notatka Kolberga – spis miejscowości z których pochodzi czterdzieści
O. Kolberg Korespondencja… , przedruk w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II (DWOK
T. 62), s. 357.
2
Tamże.
3
Takich określeń miejsca zapisu w zbiorze Paulego jest zaledwie kilka, zob. Pieśni ludu
polskiego w Galicji..., s. 63, 87–88 i 172.
1

131

�pieśni spośród wydanych przez Paulego1. Teksty zawarte w Pieśniach ludu
polskiego w Galicji Kolberg przytaczał we własnych publikacjach i dokładniejsze niż w druku informacje o miejscu ich pochodzenia były mu
bardzo potrzebne, ponieważ w jego edycjach folkloru był to najważniejszy
i stały element dokumentacji. Jeżeli któreś z tych czterdziestu pieśni przepisał i włączył do własnych publikacji, dawał im noty lokalizacyjne zgodne
z przywołaną tu notatką. Być może te dokładniejsze dane Kolberg uzyskał
właśnie w trakcie pierwszego spotkania z Paulim w Krakowie w 1857 r.
W Pieninach i Tatrach Kolberg wzbogacił swoje zbiory wieloma pieśniami, przyśpiewkami i melodiami instrumentalnymi, które zanotował,
jak sam podaje, „koczując parę razy przy ognisku z Góralami”. Pozyskał też
nowych znajomych i współpracowników w Krakowie i na Podhalu a także
odwiedził ludzi dawniej sobie znanych. M.in. bezpośrednio po powrocie
do Warszawy dostał od Józefa Riedmüllera, krakowskiego lekarza, teksty
pieśni wykonywanych przez górala z okolic Czerwonego Klasztoru, „Rus­
naka”, jak nazywano Rusinów. Mógł też spotkać się ponownie z Ludwikiem Zejsznerem, który w latach 1848–1857 wrócił do Krakowa i wykładał
na Uniwersytecie Jagiellońskim. W tym czasie był w górach także Lucjan
Siemieński, który wspominał spotkanie z Kolbergiem, intensywność jego
badań terenowych, widoczną dla obserwatora umiejętność nawiązywania
kontaktu z wykonawcami i okazywaną im uwagę:
Niedawno widziałem zacnego zbieracza pieśni i melodii u stóp czarujących
Pionin i w Tatrach, jak naprawiając słabe zdrowie powietrzem gór i leczącym
zdrojem, nie tracił ani jednej chwili i nawiedzał góralskie chaty, lub przestawał
z bacami i juhasami na polanach, od których umiał wyłudzać melodie i słowa,
zdaniem jego nie ustępujące pierwszeństwa innym. Wierny swemu zadaniu,
z dziwną cierpliwością i wytrwaniem prowadzi podjętą pracę, godną powszechnego uznania2.

Kolberg był w Tatrach jeszcze kilkakrotnie, na pewno w roku 1861
i 1863, a ponieważ prawie nigdy nie datował swoich rękopisów, trudno
dziś stwierdzić, które spośród jego licznych zapisów muzyki góralskiej powstały właśnie w roku 1857. W zachowanych rękopisach prymarnych nad
1
Rkp. O. Kolberga, Arch. PTL, teka 12a, sygn. 1190, k. 1. Spis dotyczy wybranych pieśni
z początkowej partii zbioru Paulego, s. 3–116.
2
L. Siemieński Kilka rysów z literatury i społeczeństwa…, s. 282.

132

�melodiami i pieśniami zanotował np.: „szałasy na Królowej koło Stawów
Gąsienicowych”, „Zakopane”, „Olcza”, „Szaflary”. Ponieważ jednak nie znamy tras jego wycieczek w góry z Zakopanego czy Szczawnicy i nazw pobliskich miejscowości, w których był w roku 1857, nie można dziś ustalić,
które z rękopisów wiążą się z tą pierwszą podróżą w Karpaty.
Kolbergowskie zbiory muzyki góralskiej analizował w 1954 r. Tadeusz
Strumiłło. Zauważył wtedy, że choć w rękopisach Kolberga najliczniejsze
są melodie wokalne i skrzypcowe, spotkać tam można także interesujące zapisy muzyki wykonywanej na trombicie i na dudach1. Podkreślił
przy tym, że Kolberg notował muzykę ludową na Podhalu stosunkowo
wcześnie, bo od 1857 r., i to nie tylko we wsiach, ale również wysoko w górach, wśród pasterzy, gdzie nawet później nie zawsze docierali
etnomuzykolodzy. Strumiłło w swoim artykule zamieścił kilka melodii
góralskich z rękopisów Kolberga i z nimi związana jest hipoteza Witolda
Rudzińskiego co do pochodzenia tańców góralskich w drugim akcie Halki Moniuszki. Rudziński po zapoznaniu się z przykładami przytoczonymi
przez Strumiłłę, wiedząc, że obu muzyków łączyła przyjaźń, wyraził przekonanie, że „od Kolberga otrzymał Moniuszko interesujące go materiały”2.
Niewątpliwie czas pierwszych badań terenowych Kolberga na Podhalu
zbiega się z okresem, w którym Moniuszko komponował tańce góralskie.
Jednak możliwe obecnie ustalenie dokładniejszych dat dla wielu faktów
1
T. Strumiłło Muzyka podhalańska u Kolberga, „Muzyka” 1954, nr 3–4, s. 8–12. Zapisy te,
podobnie jak inne z Podhala, zostały wydane dopiero w roku 1968 w tomach: O. Kolberg Góry
i Podgórze, cz. I–II (DWOK T. 44–45).
2
W. Rudziński Stanisław Moniuszko, w: Z dziejów polskiej kultury muzycznej, T. II,
Kraków 1966, s. 245–246. W partyturze opery wystawionej w Wilnie w 1854 r. tańców tych
jeszcze nie było, dopiero przed premierą w Warszawie Moniuszko uznał za konieczne dodanie
paru nowych fragmentów, w tym także tańców w drugim akcie. Z biografii Moniuszki wynika, że nie znał on z autopsji folkloru góralskiego, a ponieważ melodie z Podhala praktycznie
nie były drukowane przed warszawską premierą Halki, źródło pozwalające Moniuszce na
znakomite odtworzenie charakteru muzyki góralskiej pozostawało nieznane. Po zapoznaniu
się z artykułem Tadeusza Strumiłły o tece podhalańskiej Kolberga, w którym autor przytacza
kilka zapisów nutowych ze zbiorów Kolberga, Witold Rudziński stwierdził, że Moniuszko mógł
znać notatki terenowe Kolberga z pobytu w 1857 w Tatrach. Jednak Kolberg wrócił z podróży
koło 10 października, a Moniuszko był w Warszawie od 16 do 28 listopada i dopiero wtedy
mógł spotkać się z Kolbergiem i poznać jego zapisy z Tatr, zaś z korespondencji Moniuszki
wynika, że tańce góralskie do drugiego aktu Halki wysłał z Wilna do Warszawy we wrześniu,
a już 8 października Roman Turczynowicz, dyrektor baletu opery warszawskiej, kierował ich
próbami (zob. S. Moniuszko Listy zebrane…, m.in. s. 258, 270 i 276).

133

�z tego okresu życia obydwu muzyków nie potwierdza hipotezy Rudzińskiego o możliwości skorzystania przez autora Halki z zapisów Kolberga
wykonanych w 1857 r.
Fragment Korespondencji... dotyczący Wiednia jest w większości poświęcony życiu muzycznemu w stolicy Austrii i w tej kwestii Kolberg odnotował swe wyraźne rozczarowanie. Sam stwierdza, że być może trafił na
zły okres, bo istotnie sezon teatralny i koncertowy jeszcze się nie rozpoczął.
Zwiedzał kościoły, muzea, bibliotekę cesarską, gdzie życzliwy kustosz udostępniał do kopiowania stare muzykalia, był w księgarniach muzycznych
i w Kärntnerthor Theater na operze Charlesa L. Thomasa, słuchał koncertów orkiestry Johanna Straussa. Odwiedził cmentarze, na których pochowano Mozarta, Beethovena i Schuberta.
Z Wiednia Kolberg pojechał na południe, do krajów południowosłowiańskich1 znajdujących się wówczas w granicach Austro-Węgier. Opublikowaną w „Ruchu Muzycznym” relację kończy kilkoma zdaniami o pobycie
w Lublanie, Trieście i Wenecji. Nie można dziś uściślić ani czasu trwania,
ani trasy tej części podróży, tym bardziej że nie znamy dokładnej daty powrotu Kolberga do Warszawy. Skąpe wyniki badań wskazują, że w Słowenii i Chorwacji był raczej krótko. W drukowanej w „Ruchu Muzycznym” korespondencji podaje tylko, że był w Lublanie, wiele lat później, w roku 1881
w przypisku do jednego z listów2 wymienia poza Lublaną także Zagrzeb,
a w 1886 r. wspomina, że był w Lublanie, Zagrzebiu, Trieście i Primorju3,
przy czym dodaje, że był to pobyt krótki, bo zaledwie kilkutygodniowy. Czy
z Wenecji wrócił do Wiednia, skąd wysłał list do redakcji „Ruchu Muzycznego” datowany na 11 września, a potem jeszcze raz pojechał na południe,
czy też Lublanę i Zagrzeb zwiedzał tylko na przełomie sierpnia i września,
między 21 sierpnia a kilkudniowym pobytem w Wiedniu przed 11 września, nie wiadomo. Z tego etapu podróży pochodzą zapisy ze słuchu, na które składają się 42 melodie słoweńskie i chorwackie zanotowane na jednej
karcie, jedynej zachowanej karcie terenowej związanej z pobytem Kolberga
1
Ten fragment podróży Kolberga z roku 1857 oraz zachowane na jej temat źródła, zebrane wtedy materiały i kontakty z badaczami Słowian południowych omawia E. Millerowa we
wstępie pt. Materiały południowosłowiańskie w zbiorach Oskara Kolberga... (DWOK T. 59/
III), s. V–LXVIII, a teksty pieśni i ich źródła także M. Jakóbiec-Semkowowa, tamże, s. LXVIII-LXXXVII. Pieśni i melodie zapisane przez Kolberga w 1857 r. zostały opublikowane tamże.
2
Brulion listu do L. Jenikego z 31 I 1881 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 462.
3
Brulion listu do F.S. Kraussa z 1 VIII 1886 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 361.

134

�w tych krajach słowiańskich. Ponadto w archiwum Kolberga znajdują się
zapisy tekstów, częściowo skorelowane z wymienionymi melodiami, a wykonane przez niego i dwie inne, nieznane osoby. Kolberg przechowywał
też zakupione w Lublanie druki: zbiór pieśni słoweńskich zanotowanych
i przygotowanych do druku przez Emila Korytkę, dwa tomiki kalendarza
słoweńskiego na lata 1855 i 1856, a prawdopodobnie także kilka innych
książek i czasopism wydanych w Lublanie i zawierających pieśni i melodie
ludowe oraz utwory miejscowych kompozytorów.
Pieśniom słoweńskim zapisanym przez Korytkę poświęcił Kolberg wiele
uwagi. Emil Korytko (1813–1839)1, student filozofii uniwersytetu lwowskiego, za kolportaż tajnych druków Ossolineum i przynależność do również
tajnej organizacji studenckiej został w roku 1834 aresztowany i po długim
śledztwie skazany w 1836 r. na internowanie w Słowenii. W Lublanie, poddawanej germanizacji jak cała Słowenia, nawiązał kontakty z działaczami
słoweńskiego ruchu na rzecz odrodzenia narodowego i – kierując się świeżymi osiągnięciami ośrodka lwowskiego – zajął się notowaniem tekstów
pieśni ludowych i tworzeniem zbioru rycin strojów regionalnych. W roku
1838 opublikował w czasopiśmie „Illyrisches Blatt”2 odezwę zachęcającą do
badania kultury ludowej, anonsował tam także przygotowywany przez siebie zbiór Slovénske pésmi krajnskiga naróda. Sam zdążył wydać drukiem
pierwszy z przygotowanych tomików, cztery następne wydał Jožef Blaznik,
księgarz i drukarz. Cenzura zezwoliła na druk tekstów pieśni, usunęła jednak motto zaczerpnięte z Mickiewiczowskiego Konrada Wallenroda i napisany przez Korytkę wstęp, którego rękopis nie zachował się. W końcu roku
1838 Korytko był już ciężko chory, z tego zapewne powodu 10 stycznia 1839
r. uzyskał ułaskawienie i zgodę na powrót do Lwowa, lecz nie zdążył z nich
skorzystać. Zmarł 31 stycznia i został pochowany w Lublanie.
Pięć tomików pieśni słoweńskich Korytki zakupionych przez Kolberga
w Lublanie znajduje się dziś w Bibliotece Jagiellońskiej i jest to zapewne
jedyny pełny egzemplarz tego druku w polskich bibliotekach. Na karcie
tytułowej pierwszego tomiku Kolberg dopisał nazwisko autora: „zebrał Korytko Emil”, bo edycja była anonimowa, a na wklejce przed stroną tytułową
widnieją dwie notatki, u góry dyrektora biblioteki: „1887. A. 444. Poczciwy
1
Zob. E. Millerowa, wstęp pt. Materiały południowosłowiańskie w zbiorach Oskara Kolberga... (DWOK T. 59/III), s. XIX-XXIV.
2
W numerach z 25 i 30 z czerwca i lipca 1838 r.

135

�O. Kolberg darował d. 7 maja 1887. Estreicher” i niżej: „Pieśni słoweńskie
zebrane przez Emila Korytko – nabyłem w Lublanie w r. 1857. O. Kolberg”. Na końcu piątego tomiku doklejona jest karta z życiorysem Korytki
i notatkami o nim spisanymi przez Kolberga1. Większość książek i innych
druków zgromadzonych przez Kolberga w tekach regionalnych bądź przechowywanych osobno przekazał Bibliotece Jagiellońskiej Izydor Kopernicki, wykonawca testamentu autora Ludu. Zbiór Emila Korytki, zmarłego na
wygnaniu Polaka, który należał do inicjatorów badania folkloru Słowenii,
cenił Kolberg tak bardzo, że pod koniec życia, gdy był już pewien, że nie
zrealizuje żadnych planów związanych ze swymi materiałami południowosłowiańskimi, zabezpieczył los Slovénskich pésmi…, przekazując je Bibliotece Jagiellońskiej.
W Bibliotece Jagiellońskiej znajdują się obecnie także dwa inne druki na
pewno zakupione przez Kolberga w Lublanie. Pierwszy z zachowaną kartą
tytułową: Koledarček Slovenski za navadno leto 1855 wydany był w Lublanie przez Janeza Bleiweisa, a drukowany przez Jožefa Blaznika, drugi,
wydany na rok 1856, pozbawiony jest okładki i strony tytułowej. Obydwa
kalendarze noszą ślady pracy Kolberga, ale jego ołówkowe notatki i glosy
są dziś częściowo zatarte, częściowo zniszczone przez obcięcie kart przy
oprawie. Niektóre artykuły zamieszczone w kalendarzach wykorzystał Kolberg później w obszernym studium Obrazy Słowiańszczyzny południowej
zamieszczonym w latach 1871–1872 w „Gazecie Polskiej”2.
W Słowenii i Chorwacji Kolberg zakupił lub dostał również inne druki,
których tytuły znamy z notatki Kopernickiego3, ale egzemplarze ich nie zachowały się w archiwum Kolberga. Powoływał się na nie w artykule Ruch

Teksty te przytacza E. Millerowa we wstępie Materiały południowosłowiańskie… (DWOK
T. 59/III), s. XXIII–XXIV.
2
O. Kolberg Obrazy Słowiańszczyzny południowej z rozmaitych źródeł skreślił […],
„Gazeta Polska” 1871, nr 77–87, 1872, nr 1–7, 42–43, 109–110, 133–136, 176–179. Przedruk
w: O. Kolberg Studia, rozprawy i artykuły (DWOK T. 63), s. 26–258.
3
I. Kopernicki po śmierci Kolberga, jako wykonawca jego testamentu, przeglądał teki z rękopisami i na osobnych kartkach notował zawartość, tytuły i przeznaczenie poszczególnych
zespołów rękopisów i druków znajdujących się w spuściźnie autora Ludu. Część notatek Kopernickiego znajduje się dziś w zbiorach Muzeum Etnograficznego w Krakowie, część pozostała
w tekach. Do tych ostatnich należy sporządzony przez Kopernickiego spis druków przywiezionych w r. 1857 i znajdujących się niegdyś w zbiorach Kolberga. Przytacza go E. Millerowa we
wstępie: Materiały południowosłowiańskie… (DWOK T. 59/III), s. XXVII.
1

136

�muzykalny u niektórych plemion Słowian południowych1, drukowanym
blisko trzy lata po powrocie z podróży do Lublany i Zagrzebia, gdzie odnotował także publikacje poetów, muzyków, zbieraczy folkloru i działaczy na
rzecz słoweńskiego odrodzenia narodowego. Część tych prac wykorzystał
lub wymienił także w niedokończonym szkicu poświęconym pieśniom ludowym, a wydanym dopiero w Pismach muzycznych pt. Z notatek o zbiorach pieśni Słowian południowych2.
Przed podróżą mógł Kolberg otrzymać listy polecające od osób z Warszawy czy Krakowa znających środowisko naukowe Lublany. Nie mamy
informacji na ten temat, a jedynym śladem kontaktów Kolberga z miejscową inteligencją jest dwuwiersz3 otrzymany od Lovro Tomana (1827–1870),
poety, a także prawnika i polityka, założyciela pisma „Slovenska Matica”:
Ak smo ravno ločeni po kraju, času,
tak smo vonder snidjeni po duhu, glasu!

Autograf z tym utworem datowany jest: „V Ljubljani, 1. Septembra 1857”,
lecz nie wiadomo, czy Lovro Toman wręczył go Kolbergowi tego dnia na
miejscu, czy przysłał później.
W tym czasie zapoznał się, prawdopodobnie w Wiedniu, ze zbiorem
wydanym przez Alojzego Kalauza4. Teksty pieśni serbskich dzięki pracom
Vuka Karadżicia były znane w Europie, a także w Polsce wcześniej niż inne
południowosłowiańskie. Ale do wydanych przez Karadżicia pieśni dołączonych było tylko sześć melodii, zapisanych zresztą przez polskiego muzyka,
wówczas sekretarza Maksymiliana Ossolińskiego, Franciszka Mireckiego5
1
O. Kolberg Ruch muzykalny u niektórych plemion Słowian południowych, „Ruch Muzyczny” 1860, nr 12, s. 193–196, przedruk w O. Kolberg Pisma muzyczne… cz. II (DWOK
T. 62), s. 563–567 oraz w tomie O. Kolberg Materiały do etnografii Słowian… cz. III (T. 59/III),
s. 291–296.
2
Szkic ten zamieszczony jest w O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 586–
–581 i w tomie O. Kolberg Materiały do etnografii Słowian… cz. III (DWOK T. 59/III), s. 287–296.
3
Zamieszczony w Korespondencji… cz. I (DWOK T. 64), s. 76.
4
A. Kalauz Srbski napjevi. Sbirka serbski pjesama za fortepijano, sv. I, Wien [1850], sv. II,
Wien [1852].
5
Zob. D. Živanović Vuk Karadžić i jego polski współpracownik, Franciszek Mirecki,
w: Literatura, komparatystyka, folklor. Księga poświęcona Julianowi Krzyżanowskiemu,
pod red. M. Bokszczanin, S. Frybesa i E. Jankowskiego, Warszawa 1968, s. 815–823. Melodie
dołączone były przez V. Karadżicia do drugiego tomu pt. Narodna srbska pjesnarica wydanego w r. 1815. 		

137

�(1791–1862), który w Wiedniu studiował kompozycję i grę na fortepianie.
Zbiór Kalauza zainteresował zapewne Kolberga właśnie dlatego, że w dwu
zeszytach zawierał 43 pieśni serbskie z melodiami. Naszkicowany początek
recenzji tego wydawnictwa pozostał wśród prac niedokończonych i niedrukowanych1.
Krótki pobyt w Słowenii i zebrane tam wiadomości o życiu muzycznym
w Lublanie, słoweńskich kompozytorach i ich twórczości, a także usłyszana wtedy i zanotowana muzyka ludowa były inspiracją do napisania dwu
wspomnianych już tekstów: artykułu Ruch muzykalny…, drukowanego
w r. 1860 w „Ruchu Muzycznym”, i nieukończonego szkicu o muzyce ludowej. Kilkanaście lat później zajął się znowu krajami słowiańskimi znajdującymi się pod panowaniem Austro-Węgier i na podstawie literatury, w części
przynajmniej zakupionej podczas podróży w 1857 r., napisał wspomniane
już obszerne studium Obrazy Słowiańszczyzny południowej.
Jesienią 1857 r., po powrocie do Warszawy Kolberg zmienił miejsce
pracy — śladem swego brata Wilhelma zrezygnował z zatrudnienia w zarządzie kolei żelaznej. Kolej Warszawsko-Wiedeńska we wrześniu 1857 r.
przeszła w ręce prywatne z kapitałem niemieckim, na ważniejsze stanowiska angażowano Niemców. Wilhelm, który mógł odczuwać niepokój
co do swej przyszłości w firmie kierowanej przez nowy zarząd, przeniósł
się do Dyrekcji Dróg i Mostów w Komisji Skarbu. Tam znalazł nowa posadę także Oskar. Wilhelm został inspektorem w Zarządzie Komunikacji
i w trakcie pracy w nowym miejscu zajmował się m.in. pomiarami Wisły
w związku z planami jej regulacji i często podróżował, doglądając prac
w terenie. Przygotowywał do druku obszerne dzieło poświęcone Wiśle, ale
ukazała2 się tylko jego część druga i skorowidz do szczegółowych map tej
rzeki. Natomiast wielokrotnie wydawany był opracowany przez Wilhelma plan Warszawy z roku 1846, aktualizowany ukazał się m.in. w 1868,
1870 i 1873 r. Zainteresowany dziejami swego miasta Wilhelm poszukiwał
w różnych archiwach dawnych materiałów kartograficznych i przypominał

Szkic recenzji opublikowano w O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 591–593.
W. Kolberg Wisła, jej bieg, własności i spławność przez […], cz. II z 10 tablicami, Warszawa 1861, część pierwsza nie została wydana. Wcześniej ukazał się Skorowidz do planów rzeki
Wisły. Wykaz gmin odpowiedzialnych za słupy nadbrzeżne warstwowe. Położenie geograficzne i wykreślenie niektórych punktów wzdłuż rzeki Wisły. Wykaz miast, wsi i osad
położonych nad Wisłą. Warszawa 1860.
1
2

138

�o kwerendach na ten temat Oskarowi, gdy ten miał zamiar odwiedzić
w Krakowie i we Lwowie miejscowe biblioteki.
Przejście przez Oskara z prywatnego teraz przedsiębiorstwa do administracji rządowej powodowało konieczność zmiany mieszkania. Jak
wspomniano, Kolberg po podjęciu pracy w Zarządzie Drogi Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej w 1845 r. zamieszkał w budynku należącym do tego
zarządu i w listach jako adres zwrotny podawał dworzec przy ul. Marszałkowskiej. W połowie roku 1858 pisał1, że nie jest już urzędnikiem, ale
pracuje jako dietariusz2 w biurze gen. Jana Smolikowskiego. Czy tę formę
pracy podjął Kolberg bezpośrednio po powrocie z długiego urlopu, czy parę
miesięcy później, nie wiadomo.
Biografie Kolberga pisane z okazji jubileuszu jego badań obchodzonego
w Krakowie w roku 1889, a także późniejsze, podają, że jako księgowy
w Dyrekcji Dróg i Mostów pracował przez cztery lata, do połowy roku
1861. Sam Kolberg w Szkicu autobiografii pisał:
[…] w roku 1845 zostałem buchalterem i urząd ten piastowałem aż do roku 1857,
gdy droga żel[azna] przeszła w ręce spółki prywatnej. Odtąd pracowałem jeszcze
lat kilka w Komisji Skarbu i Dyrekcji Dróg i Mostów, gdzie złożone zostały akta
dawniejszej kolei rządowej. Od roku 1863 oddałem się już stale pracy literackiej,
pisząc do dzienników, pism ilustr., Encyklopedii itd. i porządkując nagromadzone
nabytki etnograficzne3.

Jednak możemy mieć dziś wątpliwości, czy dopiero w roku 1861, a tym
bardziej 1863, zaprzestał pracy jako księgowy. Wśród jego dokumentów
osobistych zachował się notatnik4, w którym na bieżąco zapisywał dochody i wydatki w latach 1859–1869. Są tam odnotowane honoraria autorskie
i inne dochody od 1 stycznia 1859 r., ale nie ma wpisów o wynagrodzeniach
1
Niedatowany brulion listu, odpowiedź na list Mikołaja Akielewicza (1829–1887) z 12 maja
1858 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 89.
2
Dietariusz to urzędnik pobierający płacę dzienną, niemający etatu. Wymieniony przez
Kolberga Jan Smolikowski (1796–1869) był wtedy dyrektorem XIII okręgu komunikacyjnego,
podlegała mu Dyrekcja Dróg i Mostów.
3
Rkp. O. Kolberga Szkic autobiografii…, k. 68.
4
Rkp. O. Kolberga Notatnik zawierający rachunki osobistych wydatków Oskara Kolberga za lata 1859–1869, w zbiorach BN PAU i PAN, sygn. 3210. Jest to jedyny taki dokument
w papierach osobistych Kolberga, prawdopodobnie w innych okresach prowadził podobne
notatki, ale zachowała się tylko jeden taki notes.

139

�za pracę w Dyrekcji Dróg i Mostów. Jeszcze w pierwszym półroczu
1959 r. Kolberg zanotował czterokrotnie przy różnych kwotach „od Wilhelma à conto roboty” lub „od Wilhelma za robotę”. Mogły to być wypłaty
za prace na rzecz rachuby w Dyrekcji Dróg i Mostów zlecane mu za pośrednictwem brata, jednak ostatnia taka notatka pochodzi z początku lipca
1859 r. Natomiast od kwietnia tego roku pojawiają się zapiski o honorariach
za artykuły drukowane w Encyklopedii, a od września – o otrzymywaniu
zapłaty za lekcje. Prawdopodobne jest zatem, że właśnie w 1859 r. przestał
pracować jako księgowy1 i zaczął znowu utrzymywać się z honorariów autorskich i z wynagrodzeń za lekcje muzyki. Na rezygnację ze stałej pracy
wskazują też podróże podejmowane przez niego w roku 1859 i w latach następnych, trwające od pięciu tygodni do trzech miesięcy. Te długie wyjazdy
przeznaczone na notowanie folkloru potwierdzają, że już wcześniej, przed
rokiem 1863, przestał być krępowany stałą pracą w biurze.
Przytoczone poprzednio pismo z lipca 1857 r. o udzieleniu Kolbergowi
urlopu informuje o przyznaniu mu 150 rubli jako zapomogi na wyjazd,
co stanowiło równowartość trzymiesięcznej pensji. Zatem rocznie zarabiał
wtedy 600 rubli, tyle samo ile otrzymywał w chwili przyjęcia do pracy dwanaście lat wcześniej. Pensja taka, jak pisze Ryszarda Czepulis-Rastenis, pozwalała urzędnikowi zatrudnionemu w służbie państwowej na skromne życie, o ile był samotny, ale nie wystarczała na utrzymanie rodziny2. Z notatek
w zeszycie z lat 1859–1869 dowiadujemy się, że w porównaniu z okresem
stałej pracy księgowego dochody Kolberga, składające się wtedy głównie
z honorariów autorskich i z opłat za lekcje muzyki, których udzielał w kilku domach, znacznie się zmniejszyły. Dodatkiem, ale nieregularnym, były
kwoty przekazywane przez księgarzy lub bezpośrednich nabywców Pieśni
ludu polskiego, tych z lat 1842–1845 i tych ostatnich, z roku 1857. Notował
też Kolberg wpływy za sprzedaż wydanych przez niego własnych kompozycji i znacznie mniejsze za artykuły publikowane w prasie. W 1863 r. zapisał
wynagrodzenie nie tylko za opracowania autorskie dla Encyklopedii, lecz
także niewielką sumę za korekty tego wydawnictwa. Z zapisków wiadomo, że kolejne tomy encyklopedii musiał kupować, dla autorów ceny były
W roku 1869 pisał w liście do A. Bielowskiego: „[…] przez lat trzynaście byłem buchalterem
przy kolei żelaz[nej]”, co wskazywałoby także na zakończenie pracy księgowego około roku
1858, zob. brulion listu z 15 III 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 299.
2
Zob. R. Czepulis-Rastenis „Klassa umysłowa”. Inteligencja Królestwa Polskiego 1832–
–1862, Warszawa 1973, s. 293–324.
1

140

�jednak znacznie zniżone. Niekiedy odnotowane są w zeszycie skomplikowane transakcje związane ze sprzedażą listów zastawnych lub zamianą ich na
weksle, wpływy z procentów od nich, pożyczki udzielane Antoniemu i znajomym, a potem ich zwroty. Kilkakrotnie zapisał prowizje – np. 29 czerwca
1859 r.: „z muzyki (sprzed. fortepianu) 15,– [rubli]”, 23 lutego 1860 r. „od
Krala za fortepianu sprzedaż 30,– [rubli]”, a 5 sierpnia 1864 „od Krala za
sprzedaż fortepianu Blumengartnerowi (38) i szlachcicowi z Kielc (15)”. Instrumenty wytwarzane w latach 1830–1896 przez warszawską firmę Krall
i Seidler ceniono i wielokrotnie nagradzano na wystawach fortepianów,
m.in. w Paryżu, Wiedniu, Moskwie i Petersburgu, a sporadycznie otrzymywane przez Kolberga prowizje od tej firmy były wyższe niż honoraria za
artykuły, jakie płacono mu w tym samym czasie.
Dodatkowym „kapitałem” Kolberga był pierścień z brylantem otrzymany od cara Aleksandra II w roku 1857 po przesłaniu do Petersburga Pieś­ni
ludu polskiego1. Była to zwyczajowa gratyfikacja przyznawana przez władze w podobnych okolicznościach autorom i artystom. Przeprowadzając
się z Warszawy do Modlnicy, Oskar zdeponował ten pierścień u Wilhelma,
wiedząc, że w razie potrzeby brat sprzeda go za możliwie wysoką cenę.
Spisy dochodów i wydatków, a Kolberg notował nawet bardzo drobne
sumy, pokazują, że w latach 1859–1869 bilansował obydwie strony swej
„księgi”, choć dochody miał znacznie niższe od poprzedniej stałej pensji.
Sumując przychody z różnych źródeł w tych latach, stwierdzić można, że
płacone przez Orgelbranda honoraria za artykuły i za inne prace dla Encyklopedii powszechnej stanowiły coraz większą część rocznego budżetu
Kolberga, a w latach 1861–1866 nawet nieco ponad połowę. Właśnie zaproszenie do zespołu autorów tego wydawnictwa, zaplanowanego pierwotnie
na kilka lat, umożliwiło Kolbergowi rezygnację z pracy w Dyrekcji Dróg
i Mostów.
Inicjatywa Samuela Orgelbranda (1810–1868), aby wydać w Warszawie
wielotomową encyklopedię powszechną, była ryzykowna z kilku powodów.
Sensowność takiej publikacji warunkowana była istnieniem szerokiego grona autorów i odpowiednio licznych odbiorców. Ten ostatni warunek wobec
materialnego ubóstwa inteligencji był trudny do osiągnięcia. Nieco wcześ­
niej, w latach 1836–1840, podobne wydawnictwo rozpoczęli w Warszawie
1
Donosił o tym „Tygodnik Petersburski. Gazeta Urzędowa Królestwa Polskiego” w roku
1857, nr 94.

141

�i w Wilnie Glücksbergowie, ale po ukazaniu się czterech tomów (tylko litery A–Czy) musieli je przerwać z braku nabywców. Sytuacja nauki polskiej
w tym czasie była bardzo trudna, we wszystkich zaborach władze nie tylko
nie wspierały instytucji wspomagających jej rozwój, ale uniemożliwiały powstawanie nowych i działanie już istniejących. W Poznaniu dawna Akademia Lubrańskiego, połączona w 1780 r. z kolegium jezuickim, natychmiast
po zajęciu miasta przez Prusaków w r. 1793 r. została zamknięta, a rząd
pruski nie zgadzał się na utworzenie nowej wyższej uczelni. Uniwersytety
w Krakowie i we Lwowie były zgermanizowane, wykładano w nich w języku niemieckim, ich absolwenci mieli tworzyć kadry austriackich urzędników, nie polskich naukowców. W Warszawie od czasu zamknięcia uniwersytetu po powstaniu listopadowym nie było wyższej uczelni, a dopiero za
czasów Aleksandra Wielopolskiego (1803–1877), od marca 1861 r. dyrektora
Komisji Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, otworzono kursy
przygotowujące do studiów i rok później Szkołę Główną. Tylko w zaborze
austriackim wiosną 1860 r. rozpoczęły się zmiany polityczne, które miały
później decydujące znaczenie dla rozwoju nauki i kultury polskiej przede
wszystkim w ośrodku krakowskim i lwowskim. Ale mimo braku finansowania ze strony państw zaborczych i restrykcji cenzury i policji nauka polska
istniała. Bogdan Suchodolski pisze:
Gdy Samuel Orgelbrand przystąpił w 1859 r. do wydawania Encyklopedii powszechnej, zmobilizował bez trudu 115 specjalistów z różnych dziedzin wiedzy. W warunkach, w których nie istniało polskie szkolnictwo wyższe, było to
wydarzenie niezwykłe, świadczące o wielkiej intensywności życia umysłowego
w kraju, którego rozwój był na każdym kroku hamowany1.

Samuel Orgelbrand rozpoczął prace przygotowawcze już w roku 1856,
zapraszając do współpracy uczonych ze wszystkich ziem dawnej Polski,
a także autorów spośród emigrantów. We wrześniu tego roku pisał o swoim
zamiarze w liście do Karola Szajnochy, proponując mu udział w pracach
nad encyklopedią:
Gdy inne narody nas pod tym względem daleko wyprzedziły, możemy więc
w wydaniu podobnego dzieła z ich prac korzystać, co nam robotę wielce ułatwi;
jakoż artykuły wiedzy powszechnej lub tyczące się różnych innonarodowych
miejscowości możemy z stosownymi zmianami z niemieckich, francuskich, ro1

B. Suchodolski Dzieje kultury polskiej, Warszawa 1980, s. 385.

142

�syjskich i angielskich encyklopedyj przyswoić; przedmioty zaś tyczące się nas
samych w szczególności, a w ogólności całej Słowiańszczyzny przez obcych
uczonych prawie nie tknięte, a jeżeli z potrzeby zaczepione, to z taką niedbałością, lekkością i grubą niewiadomością, że mimowolnie powstaje domysł, że
tylko niechętnie lub ironicznie traktują o naszych rzeczach. Te więc przedmioty
tak dla nas samych, jak i dla obcych o nas wiedzieć ciekawych, z dopiero [co]
wyłuszczonych powodów powinny i muszą być oryginalnie wypracowane1.

Pierwsza sesja komitetu redakcyjnego odbyła się w maju 1858 r. W prospekcie Orgelbrand pisał: „Przy całej swej obszerności Encyklopedia nie
przejdzie liczby dwudziestu tomów”2, ale w trakcie prac haseł przybywało,
a autorzy nie zawsze utrzymywali dyscyplinę, przekraczając przewidywaną
objętość artykułów. W rezultacie wydawnictwo składa się z 28 tomów wydanych w latach 1859–1868. Terminowe ukazywanie się zeszytów Orgelbrand
zapewnił przez wydrukowanie kilkunastu początkowych, zanim ogłosił ukazanie się pierwszego, przekazanego do rąk odbiorców na początku października 1859 r. Miał więc pewien zapas na wypadek opóźnień autorów bądź
przestojów w druku, a dotrzymywanie terminów wobec nabywców potwierdzało renomę wydawcy i było konieczne dla zapewnienia stałych wpływów
finansowych — Orgelbrand nie pobierał przedpłat, zeszyty encyklopedii były
płatne dopiero przy odbiorze. Zachwianie regularnego ukazywania się kolejnych zeszytów encyklopedii nastąpiło dopiero w latach 1863–1865.
W poświęconym Kolbergowi artykule w Encyklopedii czytamy:
[…] jest on jednym z bardzo czynnych współpracowników niniejszej Encyklopedii, która zawdzięcza mu zwłaszcza różne życiorysy znakomitych muzyków
i artykuły teoretyczne o wszystkich tej sztuki gałęziach3.

Autorski udział Kolberga w tomach Encyklopedii powszechnej w zakresie teorii i historii muzyki przedstawił Mieczysław Tomaszewski we wstępie4 do tomu Pisma muzyczne. Przypuszcza on, że współpraca Kolberga
Korespondencja Karola Szajnochy, zebrał, wstępem i przypisami opatrzył H. Barycz,
T. II, Wrocław 1959, s. 87, list z 3 IX 1856 r.
2
Prospekt zamieszczony był m.in. w pierwszym tomie encyklopedii po karcie tytułowej.
3
F.H.L. [F.H. Lewestam] Oskar Kolberg, w: Encyklopedia powszechna, T. XV, Warszawa
1864, s. 45.
4
M. Tomaszewski „Pisma muzyczne” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Pisma muzyczne…
cz. I (DWOK T. 61), s. XIII–XIV, XXXII–LIV. Zob. też P. Dahlig Oskar Kolberg jako muzykolog
i etnomuzykolog w: Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło cz. II (DWOK T. 85/II).
1

143

�w powstawaniu encyklopedii Orgelbranda rozpoczęła się już przy tworzeniu spisu haseł, tj. w roku 1858, ponieważ był on jedynym muzykiem
w zespole jej autorów. Wprawdzie za ten etap prac w zakresie nauk humanistycznych i sztuki odpowiedzialny był Fryderyk Henryk Lewestam (1817–
1876)1, historyk literatury, krytyk i dziennikarz, członek ścisłego kolegium
redakcyjnego, ale jest mało prawdopodobne, aby mógł on samodzielnie
zająć się problematyką muzyczną encyklopedii.
Publikowanie w tych latach artykułów w prasie nie przynosiło Kolbergowi znaczących dochodów, ale też nie honoraria były w tym wypadku
głównym celem. Bezpośredni kontakt z muzyką góralską w roku 1857 pozwolił mu zająć się analizą wykorzystania melodii ludowych przez Jana
Stefaniego w Krakowiakach i Góralach. W latach 1858–1859 w „Bibliotece Warszawskiej” ukazał się artykuł Maurycego Karasowskiego Rys historyczny opery polskiej, w którym autor podjął między innymi także ten
temat2. Kolberg, udostępniając własne zbiory terenowe z 1857 r., pomagał
Karasowskiemu w trakcie porównywania motywów z partytury Stefaniego
z muzyką ludową i obaj doszli wtedy do wniosku, że Jan Stefani wysnuł
te melodie „[...] z własnego natchnienia, że starał się tylko o naśladowanie
treścią i formą muzyki ludowej, lecz że główny tok i skład melodii jest
jego niezaprzeczoną własnością”3. Zainteresowanie związkami między operą polską a muzyką ludową kazało Kolbergowi wrócić do tego problemu
i jeszcze raz zabrał się — jak pisze — „do starannego przejrzenia” partytury Jana Stefaniego i przewertowania własnych zbiorów, czego wynikiem
jest artykuł Melodie ludowe w operze Jana Stefaniego... zamieszczony
w „Ruchu Muzycznym”4. Uważał, że ustalenie zależności dzieła Stefaniego
od folkloru jest istotne, ponieważ jest to pierwsza opera polska sięgająca do
motywów ludowych. Porównując własne zapisy z partyturą Krakowiaków
i Górali, wskazywał kolejno, które melodie Stefaniego są „szczero ludowe”,
1
Zob. K.W.Wł. Lewestam F.H., w: Encyklopedia powszechna, T. 16, Warszawa 1864,
s. 953–955.
2
M. Karasowski Rys historyczny opery polskiej, „Biblioteka Warszawska” 1858, T. 2, s. 94–122,
całość opracowania Karasowskiego drukowana była w „Bibliotece Warszawskiej” w r. 1857, T. 2–4
i 1858, T. 2, osobne wydanie pt. Rys historyczny opery polskiej poprzedzony szczegółowym poglądem na dzieje muzyki dramatycznej powszechnej ukazało się w Warszawie w 1859 r.
3
M. Karasowski Rys historyczny…, „Biblioteka Warszawska” 1858, T. 2, s. 100.
4
O. Kolberg Melodie ludowe w operze Jana Stefaniego „Krakowiacy i Górale”..., „Ruch
Muzyczny” 1858, nr 46, s. 361–363, przedruk w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II (DWOK
T. 62), s. 546–554.

144

�które „mają powinowactwo z ludowymi”, a które „należą do oryginalnych
pomysłów” kompozytora. Nie kwestionował wniosków podanych przez Karasowskiego w wyniku poprzedniej wspólnej analizy partytury Stefaniego
i własnych zapisów terenowych, ale uzasadniał je dokładniej, m.in. przytoczył melodię „od Babiej Góry” jako pierwowzór piosenki „Próżno Kaśka
od nas stroni”. Zastrzegał przy tym:
Zbiór mój pieśni i tańców ludowych, jakkolwiek liczny, nie może jednak obejmować wszystkich, jakie istnieją, tym bardziej że bezustannie tworzą się nowe,
a stare przetwarzają. Stąd też niepodobna wyrzec co do przytoczonych motywów,
czy Stefani brał je żywcem z ludu, czy tylko korzystał z nich po swojemu. […]
Przytoczone tu przykłady dość jasno wskazują stosunek motywów ludowych do
tych, jakie nam partycja Stefaniego przedstawia. Jeżeli przypuścimy, że charakter
pierwszych wiernie przez niego został schwycony i oddany, to przyznać trzeba,
że krakowiak ludowy od owego czasu wielce zyskał, nabrawszy mocy i dosadności tak w rytmie, jak i w konturze melodyjnym, co nie o wszystkich pieśniach
ludowych powiedzieć można, na które czas nieraz i ujemny wpływ wywierał1.

Wspominano już, że Kolberg zwracał uwagę na naturalną zmienność
folkloru, którą obserwował w czasie badań terenowych. Pozwoliło mu to
na konieczną refleksję przy porównywaniu utworów przedzielonych ponad
półwiekowym odstępem czasu, w tym wypadku partytury Stefaniego z roku
1794 i własnych zapisów melodii ludowych wykonanych latem 1857 r.
Artykuł o muzyce J. Stefaniego do Krakowiaków i Górali pokazuje też rolę
Kolberga w rozwoju badań muzykologicznych w Polsce. M. Tomaszewski
pisze:
Rozprawka o ludowych źródłach melodii Krakowiaków i Górali Stefaniego
stanowi pierwszą w polskim piśmiennictwie muzycznym udokumentowaną
źródłowo pracę porównawczą (chciałoby się rzec, iż w tym momencie rodzi się
polska muzykologia przeduniwersytecka)”2.

W tym samym okresie, w którym Kolberg pisał o melodiach ludowych
w kompozycji J. Stefaniego, jesienią 1858 roku, zarysowała się możliwość
O. Kolberg Melodie ludowe w operze Jana Stefaniego „Krakowiacy i Górale..., przedruk
w: O. Kolberg Pisma muzyczne… cz. II (DWOK T. 62), s. 553–554.
2
M. Tomaszewski „Pisma muzyczne” Oskara Kolberga…, w: O. Kolberg Pisma muzyczne... cz. I (DWOK T. 61), s. XI.
1

145

�wystawienia w teatrze Króla pasterzy. Autor libretta, Teofil Lenartowicz
był od dawna na emigracji, jednak można już było w druku, np. w recenzjach, wymienić jego nazwisko. Zachowana w zbiorach Warszawskiego
Towarzystwa Muzycznego kompletna partytura Króla pasterzy nosi adnotacje J. Quattriniego, ówczesnego dyrektora opery i dyrygenta, który ocenił
utwór Kolberga pozytywnie i przewidywał sukces przedstawienia. Podobne
zdanie na rękopisie partytury wyraził S. Moniuszko1. Te dwie opinie spowodowały decyzję prezesa Warszawskich Teatrów Rządowych, generała
Ignacego Abramowicza, który na początku października 1858 r. polecił rozpocząć próby utworu Kolberga. Przed kompozytorem otworzyła się scena
publiczna.
Przypuszczać można, że dużą rolę we wprowadzeniu Króla pasterzy
na scenę opery warszawskiej odegrał Moniuszko, który po sukcesie Halki
w styczniu 1858 r. został dyrygentem oper polskich tej sceny. Z Kolbergiem łączyła go przyjaźń, a w repertuarze brakowało utworów polskich,
zwłaszcza związanych z muzyką ludową i tematami wiejskimi. Prawdopodobnie części poprawek widocznych w partyturze dokonał Kolberg
za radą Moniuszki, który może być autorem innych korekt, wpisanych
nierozpoznaną ręką. Pod datą 19 lutego 1859 r. w zachowanym spisie
wydatków z tego roku Kolberg zapisał: „pałeczka dyr. dla Quattriniego
6 [rubli]”2 — ale utwory kompozytorów polskich w tym okresie prowadził
Moniuszko i on prawdopodobnie dyrygował Królem pasterzy. „Opera sielska” Kolberga miała premierę 2 marca 1859 r. Wśród wydatków Kolberg
odnotował pod tą datą: „kolacja u Zakrzewskiej 3,75 [rubla]”3, co zapewne
oznacza, że ugościł śpiewaczki i śpiewaków biorących udział w przedstawieniu. Utwór Kolberga był grany jeszcze pięciokrotnie w marcu i raz
w maju, po czym zszedł ze sceny. Król pasterzy podobał się przynajmniej
części publiczności – jeden z recenzentów, bardzo krytyczny wobec tej
kompozycji, wspomniał o aplauzie widzów z „jaskółki”, czyli z miejsc najtańszych:

1
Tę i wymienione poprzednio adnotacje przytacza D. Idaszak we wstępie do tomu O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68), s. XIX–XX, zob. też M. Prochaska
Kompozycje Oskara Kolberga... (DWOK T. 85/II), s. 0000.
2
Rkp. Kolberga, Notatnik… (BN PAU i PAN, sygn. 3210, k. 3); pałeczka była zwyczajowym
prezentem dla dyrygenta.
3
Tamże.

146

�Powodowani miłością sztuki ojczystej, nie chcemy zostawiać w błędzie muzyka
zasłużonego, który popchnięty niedorzecznym przywołaniem z paradyżu może
wejść na mylną drogę1.

Widocznie ktoś z najwyższego balkonu opery, zwanego wtedy paradyżem, wznosił okrzyki pochlebne dla autora. Aleksander Różnicki, autor przytoczonego zdania, nie znalazł w Królu pasterzy niczego godnego pochwały.
Ocenił, że jest to dzieło „mniej niż mierne” i zalecał autorowi zaprzestanie
prób komponowania na scenę. Bezpośrednio po premierze ukazały się także
dwie inne recenzje: M. Karasowskiego w prasie codziennej i J. Sikorskiego
w „Ruchu Muzycznym”2. Recenzenci wyrażali istotne zastrzeżenia, przede
wszystkim wskazywali błędy w instrumentacji, nieoryginalność niektórych
arii, stwierdzali także, że utwór jest zbyt krótki dla teatru i właściwie pozbawiony dramatycznej akcji. Sikorski chwalił arię Rózi „Skąd ten niepokój…”
i piosenkę Ciemięgi „Już się słonko w blasku toczy…”. Podobały mu się też
tańce i pisząc, że aria Rózi „jest prześliczna”, dodał:
Polonez na chór ubiega się z [nią] o pierwszeństwo, duch poloneza istotnie ludowego dobrze się w nim odbija i wypracowanie co do formy równie staranne,
jak w romansie poprzednim. Że mazur i kujawiak, gdzie się zdarzył, musi być
udany, domyśla się każdy, kto poznał dawniej, jaki p. K[olberg] majster na takie
rzeczy3.

Sikorski tłumaczył niedostatki utworu Kolberga, m.in. niedojrzałą instrumentację, tym, że utwór powstał dawno, bez nadziei na przestawienie
w teatrze, stąd jest też zbyt krótki i nie wykorzystuje możliwości, jakie dałoby np. rozszerzenie komicznej roli Maciusia. Wyrażał jednak nadzieję, że
Kolberg nie poprzestanie na tej pierwszej próbie; widział potrzebę istnienia
w repertuarze sceny operowej utworów „przedstawiających życie ludu”,
które autor Króla pasterzy zna tak dobrze i zdolny jest zobrazować muzyką.
A.R. [A. Różnicki] Król pasterzy – Małżeństwo przy latarniach, „Gazeta Codzienna” 1859,
nr 84. Przedruk w: O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68 ), s. 664.
2
M. Karasowski Koncerta – Król pasterzy – Małżeństwo przy latarniach, „Kronika Wiadomości Krajowych i Zagranicznych” 1859, nr 81; J. Sikorski Król pasterzy. Obrazek z życia
ludu wiejskiego, „Ruch Muzyczny” 1859, nr 10, s. 81–82. Recenzje te są przedrukowane w tomie
O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68 ), s. 660–663.
3
[J. Sikorski] Król pasterzy…, s. 82, w przedruku w O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68) s. 661.
1

147

�M. Karasowski również uważał instrumentację Króla pasterzy za całkowicie nieudaną, ale chwalił niektóre arie i poloneza, a o całości pisał:
Rzecz sama z siebie nie zajmująca wcale, pozbawiona wszelkiej sceniczności,
okraszona jednak skromną, często właściwą sielskiej prostocie muzyką, może
być słuchaną, szczególnie przez miłujących rzeczy miejscowe, z przyjemnością 1.

Zakończył swe uwagi zapewnieniem o szczerej życzliwości wobec kompozytora i przekonaniem, że wyrażona w recenzji krytyka pomoże w dalszej
jego pracy nad utworami scenicznymi. Kolberg opinie o swym utworze
potraktował bardzo poważnie, na zachowanym do dziś egzemplarzu czasopisma z recenzją Karasowskiego napisał na marginesie:
Co do instrumentacji ma rację i dlatego lepiej się to wydaje przy fortepianie, aria
Wojtka istotnie kiepska, bo niepotrzebnie ma włoski zakrój2.

Poza Królem pasterzy i wspominaną tu wcześniej Sceną w karczmie
znane są we fragmentach jeszcze dwa inne utwory sceniczne Kolberga:
Pielgrzymka do Częstochowy i Wiesław. Pierwszy z nich, planowany jako
dwuaktowy „obrazek sceniczny”, zachował się w postaci pozbawionych
tytułu szkiców kompozycji i libretta napisanego też przez Kolberga. Danuta
Idaszak, przygotowując te szkice do wydania drukiem, porównała libretto
w rękopisie Kolberga z utworem Seweryny Pruszakowej Pielgrzymka do
Częstochowy, wydanym w jej Obrazkach dramatycznych3. Po stwierdzeniu bezpośredniej zależności tekstu Kolberga od „obrazka” Pruszakowej
przyjęła dla tego utworu taki sam tytuł. Nie wiadomo, kiedy Kolberg podjął pracę nad Pielgrzymką do Częstochowy. Seweryna Pruszakowa wydała
swój tomik w roku 1857, ale nie można wykluczyć, że Kolberg poznał tekst
wcześniej w rękopisie. Bywał u autorki przez cały okres, w którym prowadziła salon literacki w Warszawie, tj. od jesieni 1847 r. do listopada 1863
r., kiedy jako osobie zaangażowanej w opiekę nad rodzinami powstańców
1
M. Karasowski Koncerta…, „Kronika Wiadomości Krajowych i Zagranicznych” 1859,
nr 81, w przedruku (DWOK T. 68) s. 663.
2
Notatka Kolberga na egzemplarzu „Kroniki Wiadomości…”, w BN PAU i PAN, sygn. 2184,
k. 360.
3
Zob. wstęp D. Idaszak w: O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK
T. 68), s. XXVII–XXVIII, zob. też S. Pruszakowa Pielgrzymka do Częstochowy, w: tejże Obrazki
dramatyczne, Warszawa 1857, s. 51–111.

148

�i zagrożonej aresztowaniem Rząd Narodowy polecił emigrować. Zachowane opracowanie fortepianowe i libretto Pielgrzymki do Częstochowy
z wyraźnie zarysowaną intrygą wskazują, że mógł to być utwór i scenicznie,
i kompozytorsko znacznie dojrzalszy od dwu poprzednich1.
Z planowanej opery Wiesław znamy tylko jedną niedokończoną pieśń2
z podpisanym incipitem „Niechże ja lepiej nie żyję”. W Szkicu autobiografii
Kolberg pisze o skomponowaniu „kilku ustępów”, być może inne fragmenty zaginęły lub wydane zostały w Dziełach wszystkich jako faksymilia,
ale bez podpisanego tekstu, i nieokreślone w rękopisie jako należące do
tej opery pozostały nierozpoznane. O pracy nad Wiesławem informowała
prasa warszawska3, podtrzymując zainteresowanie twórczością muzyczną
Kolberga, jednak po powstaniu styczniowym nie wrócił on już do utworów
scenicznych. Sam pisał w Szkicu autobiografii:
Wiesław, opera Pruszakowej, zacząłem ją pisać i naszkicowałem już kilka ustępów, ale wypadki r. 1863 znów przeszkodziły dalszej na tym polu pracy i rzecz
nie została odtąd wcale już podjętą. Są to zatem jedynie słabe okruchy czegoś,
co być miało, ale do skutku wcale nie przyszło i nie przyjdzie4.

VII
[Zmiana planu wydawniczego: oddanie do druku w 1862 r. Sandomierskiego
– zbioru pieśni regionalnych prezentowanych wraz z opisami obrzędów i zwyczajów. – Podróże w latach 1859 i 1860. – Druk artykułu Rzut oka na pierwotne muzyki dzieje. – Wydarzenia w Warszawie poprzedzające powstanie
styczniowe.vPodróż na Wołyń w 1862 r. i przywiezione stamtąd materiały.]

Równolegle z pracami nad artykułami do Encyklopedii powszechnej Kolberg zajęty był przygotowywaniem następnych zbiorów pieśni i melodii
poświęconych, podobnie jak Pieśni ludu polskiego, wybranemu gatunkowi,
1
Szkice fortepianowe Pielgrzymki do Częstochowy wydane zostały jako faksymilia w tomie O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68), s. 601–626, libretto, które
porządkuje fragmenty muzyczne i informuje o akcji tamże, s. 666–677.
2
Faksymile w tomie O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68),
nr 27, s. 131–132.
3
Zob. „Ruch Muzyczny” 1860, nr 12, s. 205 oraz „Gazeta Codzienna” 1861, nr 20.
4
Rkp. O. Kolberga Szkic autobiografii..., k. 68.

149

�tematowi lub utworom wykonywanym w czasie określonych obrzędów
rodzinnych czy dorocznych. Podczas badań terenowych gromadził nowe
materiały, a w posiadanych już zasobach wyszukiwał zapisy odpowiednich
wątków tekstowych razem z należącymi do nich melodiami i redagował je
do druku. Zaprojektowana w latach 1849–1856 seria wydawnicza miała
złożyć się na pełny obraz polskich pieśni ludowych.
W liście do Kraszewskiego, którego fragment już tu przytaczano, pisał
o świeżo wydanej książce:
Jest to tylko cząstka tego, co posiadam w tece, bo brak tu jeszcze pieśni obrzędowych, weselnych, wojackich, żartobliwych, miłosnych itp., a które zespolone
w jedno, stanowiłyby dopiero całość wykazującą dosadnie ducha muzyki ludowej.
Całość taka zapełniłaby z jakie 5 lub 6 tomów, a każdy objętości książki, którą
masz Pan przed sobą, gdyby tylko do wydania onych dostateczne były środki1.

Zamiar wydania przez Kolberga następnych zbiorów pieśni znany był
powszechnie. W „Bibliotece Warszawskiej” recenzent, zapewne K.W. Wójcicki, po otrzymaniu ostatniego zeszytu Pieśni ludu polskiego pisał:
O ile wiemy, szanowny wydawca ma się bezzwłocznie zająć wydaniem drugiej
serii tych pieśni ludowych z melodiami. Gdy to dzieło dojdzie braci naszych Słowian, nabiorą przekonania, że lud nasz pod względem melodii najwyżej w całej
Słowiańszczyźnie stoi2.

Żaden z planowanych tomów nie był jednak na tyle gotowy, aby Kolberg
mógł oddać go do druku bezpośrednio po wydaniu pierwszego. Wprawdzie we wstępie do Pieśni ludu polskiego pisał o następnych „seriach” już
przygotowanych, o ich zaawansowaniu świadczą też zachowane rękopisy
prezentujące po kilka lub kilkanaście wariantów pieśni, ale żaden tom nie
był jeszcze do końca zredagowany3. Ponadto sprzedaż wydanego własnym
nakładem zbioru bardzo powoli zwracała mu poniesione koszty i na razie
nie miał pieniędzy potrzebnych na druk następnego.
List do J.I. Kraszewskiego z 6 VI 1857, Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 73.
„Biblioteka Warszawska” 1857, T. 2, s. 913, notatka w dziale „Doniesienia literackie”.
3
Już w Pieśniach ludu polskiego (DWOK T. 1) spotykamy wskazówki o planowanych
i redagowanych tomach następnych, są to odsyłacze ogólne: „patrz seria II” lub kierujące do
konkretnej melodii lub do tekstu w następnym tomie, zob. O. Kolberg Pieśni ludu polskiego
(DWOK T. 1), np. s. 19, 149, 161, 163, 165 i in.
1
2

150

�Pewien dochód, choć niewielki, przynosiły Kolbergowi kompozycje,
które kupowali księgarze i osoby prywatne. W latach 1859–1860 ukazał
się w ośmiu zeszytach wyciąg fortepianowy Króla pasterzy, z opracowaną
przez Gersona stroną tytułową i z podtytułem „Obrazek z życia ludu wiejskiego w Kujawach”. W winiecie Gerson narysował postacie w kujawskich
strojach ludowych. Sikorski wydanie kompozycji w tej postaci potraktował
życzliwiej niż wersję sceniczną. W krótkiej recenzji zalecał to opracowanie amatorom, jako utwór stosunkowo łatwy do wykonania w warunkach
domowych:
Brak takich rzeczy zbyt wielki u nas, praca, o której mówimy zbyt wiele warta,
byśmy nie mogli powiedzieć, że p. Kolberg, wydając swego Króla pasterzy,
szczęśliwą myśl powziął i dobrze się z powziętej wywiązał1.

W roku 1861 ukazały się Nasze sioła, trzy zeszyty kujawiaków Kolberga zawierające dziesięć utworów wybranych z drukowanych piętnaście
lat wcześniej Kujawiaków w stylu gminnym i opracowanych na nowo.
Sikorski, który wykorzystywał każdą okazję, aby chwalić kujawiaki Kolberga, tym razem także poświęcił im kilka zdań w „Ruchu Muzycznym”2.
Inne kompozycje wydane drukiem w tym okresie nie były recenzowane.
Ukazały się też wtedy Pieśni ludowe do śpiewu, których treść i sposób
opracowania już tu przedstawiono.
Porzucenie stałej posady pozwoliło Kolbergowi przeznaczyć więcej czasu na badania terenowe. Jeszcze w roku 1858, w trakcie pracy w Dyrekcji
Dróg i Mostów uzyskał w sierpniu kolejny urlop, tym razem tylko na 20 dni
na wyjazd „w gubernię i powiat płocki dla załatwienia interesów familijnych”3. W itinerarium pod datą tego roku odnotował podróż nieco dalszą:
„1858 – do Ostrołęki, Łomży, Augustowa, Suwałk”, przekroczył więc znacznie granice guberni płockiej. Oczywiste jest, że owe „interesy familijne”
były tylko pretekstem koniecznym do uzyskania zgody na wyjazd. W papierach osobistych Kolberga brak pism o udzielaniu mu urlopu w latach
następnych, mogłoby to potwierdzać zakończenie w połowie 1859 r. pracy
[J. Sikorski] Król pasterzy…, „Ruch Muzyczny” 1860, nr 45, s. 731, przedruk w: O. Kolberg
Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68), s. 665.
2
[J. Sikorski] Przegląd kompozycji…, „Ruch Muzyczny” 1861, nr 19, szpalta 296–297,
przedruk w: O. Kolberg Kompozycje fortepianowe (DWOK T. 69), s. 725.
3
Dokument w BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 53.
1

151

�w Dyrekcji Dróg i Mostów, podobnie jak następujące potem długie wyjazdy
na badania terenowe: w roku 1859 po stronie rozchodów zanotował koszt
dwumiesięcznego pobytu w Radomskiem, Sandomierskiem i Lubelskiem,
a w następnym był przez pięć tygodni w Łęczyckiem i na Kujawach.
Wyjątkowo trasę dwu podróży z lat 1859 i 1860 oraz inne ich okoliczności znamy stosunkowo dokładnie, ponieważ Kolberg codzienne wydatki
notował na luźnej kartce, a podsumował je dopiero po powrocie do Warszawy i wtedy wynik jako ogólny koszt wyprawy wpisywał do cytowanego
tu już notatnika. Prawdopodobnie postępował tak przy każdym wyjeździe,
ale tylko z tych dwu podróży zachowały się osobne szczegółowe notatki,
dzięki czemu możemy dokładniej odtworzyć ich przebieg. W wykazie wydatków w roku 1859 zanotował: „1 lipca – dorożka z rzeczami do statku”,
a następnie: „3 września – podróż przez 2 miesiące po Radom[skiem], Sandomiersk[iem] i Lubelsk[iem]”1. Z notatek na oddzielnej kartce2 wiemy, że
trasa tej podróży prowadziła przez przystań w Świerżach Górnych, dokąd
dopłynął statkiem żeglugi wiślanej, dalej przez Kozienice, Jedlnię, Radom,
Orońsk, gdzie był gościem Amalii Pruszakowej, ponownie przez Radom
i Jedlnię do Kozienic, stamtąd do Bąkowca, Augustowa, następnie ponownie
przez Bąkowiec do Puław, Kurowa i do Lublina, potem do Piasków, Siedliszcza, Chojna, Bezka i Krasnego, ponownie do Chojna, znowu do Lublina,
stamtąd do Gałęzowa, do Woli Gałęzowskiej, Woli Sobieskiej i Tarnogóry,
skąd 1 września rozpoczął powrotną podróż do Warszawy. W ciągu tych
dwu miesięcy, poza niewieloma wydatkami na przejazd statkiem i pocztą,
na herbatę czy rzadziej na obiad, w każdej miejscowości, w której się zatrzymywał, notował osobno „tryngeldy”, czyli napiwki, a osobno kwoty „za
pieśni”, „na struny”, „skrzypkowi”, „za śpiewy”. Wykonawcy otrzymywali
po 15 lub 30 kopiejek, skrzypek w Chojnie dostał kopiejek 60 – przypuszczalnie wysokość tych opłat zależała od czasu, jaki poświęcili Kolbergowi
śpiewacy i instrumentaliś­ci. Podobnie dokładny spis zachował się z pobytu
w 1860 r. w Łęczyckiem i na Kujawach, gdzie był od 20 lipca do 24 sierpnia. Pojechał wtedy pociągiem do Łowicza, stamtąd przez Krośniewice do
Mazewa, potem do Bogusławic, Redcza, Kłonowa, Bodzanowa, Otmianowa i przez Kłodawę znów do Łowicza, skąd wrócił koleją do Warszawy.
Rkp. Kolberga Notatnik..., BN PAU i PAN, sygn. 3210, k. 4.
Rkp. Kolberga, tamże, k. 23. Jest to luźna kartka włożona między strony notesu ze spisem
wydatków i dochodów. Na tej samej karcie szczegółowy spis wydatków poniesionych w podróży po Kujawach w 1860 r.
1
2

152

�I tym razem w notatkach znajdujemy zapiski o opłatach dla wykonawców,
np. „w Mazewie za pieśni przez dni 15” śpiewaczki i śpiewacy otrzymali
w sumie 4 ruble i 75 kopiejek.
W następnym roku 1861 odnotował 3 lipca zapłatę za paszport i stemple, opłaty u konsula austriackiego, a potem pod datą 25 września: „Podróż
od 8 lipca do 24 września po Galicji (do Krakowa, Tatrów, Lwowa i Wę­
gier)”1. W itinerarium podał dodatkowe szczegóły: „do Tatrów i Bardiowa,
do Iskani, Leszczowatego, Zadwórza pod Lwów (u Załęskich, Kraińskich,
Bochdana)”2.
Do miejscowości w Królestwie i w Galicji wymienionych w przytoczonych tu notatkach wracał Kolberg jeszcze kilkakrotnie i zawsze w czasie
badań znajdował oparcie u gospodarzy tamtejszych dworów. Ci, znając
dobrze mieszkańców wsi i ludzi pracujących w ich folwarkach, mogli
znacznie ułatwić lub wręcz umożliwić nawiązanie kontaktów z najlepszymi miejscowymi wykonawcami i informatorami: znanymi w okolicy instrumentalistami, znawczyniami obrzędów weselnych czy cenionymi śpiewaczkami. Przytaczane tu wspomnienia Kolberga z pierwszych lat badań
terenowych, w czasie których nie miał takiego wsparcia, potwierdzają, jak
ważna była rekomendacja właścicieli dworu dla uzyskania zaufania i chęci współpracy ze strony mieszkańców wiejskich chat. W miejscowościach
z przewagą ludności ukraińskiej taka pomoc była jeszcze ważniejsza, ponieważ Kolberg był tam podwójnie obcy – jako nieznany we wsi przybysz „w surducie” i jako Polak, do tego wówczas nie rozumiejący jeszcze
dobrze dialektów ukraińskich. Ponadto zamieszkanie u zaprzyjaźnionej
rodziny we dworze zapewniało przyzwoite warunki bytowe, a ponieważ
alternatywą były brudne i zatłoczone karczmy, także ta forma pomocy
była bardzo cenna.
W itinerarium Kolberg wymienia trzy rodziny goszczące go w roku 1861:
Kraińskich, Załęskich i Bochdanów. Byli oni spokrewnieni lub spowinowaceni między sobą, a także z Konopkami, i to mogło przyczynić się do
zaproszenia etnografa. Takie rodzinne koneksje często pomagały Kolbergowi nawiązać kolejne kontakty, a od kilku już lat o jego badaniach pisała
prasa, co też przygotowywało w pewnym stopniu jego pobyt w terenie.
Ludzie goszczący Kolberga bywali działaczami społecznymi i badaczami
1
2

Rkp. Kolberga Notatnik..., BN PAU i PAN, sygn. 3210, k. 7.
Wykaz podróży Oskara Kolberga, w: Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 705.

153

�historii regionu lub kultury ludowej swej najbliższej okolicy i pisywali na te
tematy1. Do takich postaci należał np. Adolf Biesiekierski2 (1831–1881) z Bodzanowa na Kujawach, u którego Kolberg zatrzymał się w roku 1860 i 1865,
a także Edmund Kraiński3 (1804–1887), który zaprosił Kolberga w roku 1861
do Leszczowatego. Edmund Kraiński był inżynierem, absolwentem akademii wojskowej w Wiedniu, brał udział w powstaniu listopadowym i został
wtedy odznaczony Złotym Krzyżem Virtuti Militari. Po powstaniu wrócił
do rodzinnego Leszczowatego, a o zaufaniu, jakim cieszył się u chłopów,
najlepiej świadczy fakt, że obronili oni jego dwór w czasie rabacji 1846 r.
i nie dopuścili tam do zabójstw ani do grabieży. Kolberg był u Kraińskich
ponownie w roku 1863 i, po dłuższej przerwie, w latach 1883–1885; materiały zanotowane w należącym do nich Leszczowatem znacznie wzbogaciły
jego zbiory4.
W roku 1861, w czasie tej blisko trzymiesięcznej podróży po Galicji,
Kolberg po raz pierwszy prowadził badania wśród ludności ukraińskiej
w jej własnym środowisku. Poprzednio notował pieśni ukraińskie głównie w Warszawie, gdzie były wykonywane przez mieszkańców kresów
wschodnich odwiedzających stolicę. W 1861 r. zetknął się bezpośrednio
w terenie z ukraińskimi melodiami obrzędowymi o metrum swobodnym.
O problemach nastręczających się przy zapisywaniu takich melodii pisał
już we wstępie do Pieśni ludu polskiego5 w 1857 r. Szerzej poruszył ten
problem, recenzując w 1864 r. zbiór pieśni protestanckich wydany kilka
lat wcześniej przez pastora Fryderyka Wilhelma Altmanna (1824–1889)
w Odolanowie 6. Kolberg docenił tam walory melodii wydanych przez
Altmanna, ale nie uważał za słuszne stosowania zapisu ametrycznego
1
Być może właśnie spotkanie z Kolbergiem budziło zainteresowania, które później owocowały np. artykułami w miejscowej prasie, lub gromadzeniem eksponatów sztuki ludowej.
2
A. Biesiekierski opublikował w r. 1863 w „Tygodniku Ilustrowanym” (T. 7, nr 177) artykuł
pt. Typy włościan kujawskich oraz tamże (nr 189) artykuł o Płowcach, obydwa z własnymi
rycinami.
3
E. Kraiński opublikował artykuł o osadnictwie w Karpatach: Wołochy, pierwsi osadnicy
wsi zwanych wołoskiemi na północnych stokach Karpat, „Ruch Literacki” 1878, nr 22. Był też
autorem pracy O nędzy w Galicji i jej powodach, Przemyśl 1883.
4
Zapisy z Leszczowatego wydane zostały dopiero w ramach Dzieł wszystkich Kolberga
w monografii pt. Sanockie-Krosnieńskie (DWOK T. 49–51).
5
O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. VIII.
6
F.W. Altmann Zbiór II [drugi] melodyj chóralnych ułożony przez [...], Erfurt i Lipsk 1856.
Recenzja Kolberga zamieszczona była w „Zwiastunie Ewangelicznym”, dwutygodniku ewangelików warszawskich redagowanym przez pastora L. Otto, w r. 1864, nr 8, s. 125–127.

154

�przyjętego przez autora zbioru. Z problemem zanotowania i później zredagowania do druku ludowych melodii o metrum swobodnym borykał
się wielokrotnie, zwłaszcza przygotowując monografie regionów wschodniosłowiańskich1.
Nie możemy wskazać dziś w Kolbergowskim archiwum tych zapisów
folkloru, które powstały w czasie pierwszych badań np. w Leszczowatem
czy Zadwórzu, ponieważ badacz niezwykle rzadko notował na rękopisach
terenowych daty ich powstania, a w wymienionych miejscowościach był
wielokrotnie. Natomiast sądzić można, że w roku 1861 we Lwowie zapoznał
się z kilkoma drukami wydanymi wtedy przez Ukraińców. Wśród rękopisów Kolberga zachował się przekład pracy wydanej właśnie w roku 1861
przez Teodora Biełousa: Narodnyj prazdnyk kupała2. Rok wcześniej ukazała się we Lwowie obszerna praca zbiorowa Zorja Hałyckaja jako album
na hod 1860, w której poza tekstami literackimi i artykułami na tematy
historyczne zamieszczono kilka opracowań folklorystycznych o obrzędach
i zwyczajach. W archiwum Kolberga i w opracowanej przez niego wiele lat
później monografii Pokucia znajdujemy liczne wypisy z tego almanachu.
Wydawnictwa te, podobnie jak inne drukowane wówczas we Lwowie, służyły odrodzeniu się świadomości narodowej Ukraińców i ich literatury,
nad czym pracę w Galicji podjęli Jakow F. Hołowacki (1814–1888), Iwan
D. Wahylewycz (1811–1866) i Markijan R. Szaszkewicz (1811–1843), autorzy
almanachu pt. Rusałka dnistrowaja3 zawierającego pieśni ludowe i inne
utwory w języku ukraińskim.
Po powrocie do Warszawy Kolberg porządkował pozyskane w czasie
badań zapisy i przygotowywał do druku nowe tomy, z których każdy miał
Zob. D. Pawlakowa Dokumentacja folkloru muzycznego… (DWOK T. 85/II), s. 111. Zob.
także B. Linette „Ruś Czerwona” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Ruś Czerwona cz. I (DWOK
T. 56), s. LX–LXI, tenże „Ruś Karpacka” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Ruś Karpacka
cz. I (DWOK T. 54), s. XLVII–XLIX oraz M. Prochaska „Przemyskie” Oskara Kolbera, w: O.
Kolberg Przemyskie. Suplement do t. 35 cz. I (DWOK T. 83/I), s. LXXXIX–XC.
2
Rkp. O. Kolberga w Arch. PTL, teka 21/22, sygn. 1259, k. 1–4, jest to w części przekład,
w części transkrypcja pracy pt.: Narodnyj prazdnyk kupała, opysannyj i objasnennyj wedla sochraniwszychsia predanij i powierij naroda; praca ukazała się we Lwowie w 1861 r.
nakładem Teodora (Fiodora) Biełousa (1828–1892), działacza narodowego i pedagoga, który
zapewne był jej autorem. Przekład przeznaczony jest do druku w tomie O. Kolberg Materiały
do etnografii Słowian wschodnich (DWOK T. 58).
3
Rusałka dnistrowaja. Almanach, u Budime 1837 (właśc. 1836), teksty pieśni tam zamieszczone Kolberg przedrukował m.in. w Pokuciu.
1

155

�być poświęcony określonemu gatunkowi pieśni. Jednak już na początku
roku 1862 zmienił program edytorski – postanowił wydawać w kolejnych
tomach materiały pochodzące z określonego regionu, prezentujące wykonywane tam gatunki pieśni i muzyki instrumentalnej wraz z informacjami
o tych obrzędach i zwyczajach, którym one towarzyszą. Uznał, że dla dalszych badań i dla ukazania „ogólnego całej Polski muzykalnej zarysu”1 właściwsze będzie publikowanie zbiorów regionalnych. We wstępie do przygotowywanego wtedy tomu stwierdził, że układ pieśni przyjęty w zbiorze
z roku 1857, „wiążący w jedną całość mnóstwo wariantów zebranych z najodleglejszych (sprzecznych nawet formą z sobą) okolic kraju”2, nie pozwala
„wyróżnić szczegółów prowincjonalnych”. Natomiast poświęcenie każdemu
regionowi osobnego tomu, zawierającego „wszystkie w tych prowincjach
zebrane pieśni, obrzędy i muzykę, bez względu na rodzaj, treść i barwę”3,
ukaże ich muzykę dokładniej, pozwoli ocenić specyficzne cechy danej okolicy i ułatwi badania porównawcze.
Ponadto, chociaż w okresie następującym po wydaniu Pieśni ludu polskiego znacznie poszerzył zasięg geograficzny swoich badań terenowych,
wiedział, że nie zdoła w najbliższych latach poznać folkloru muzycznego
wielu regionów tak dokładnie, aby przygotować do druku zbiory naprawdę
reprezentatywne, zawierające pieśni określonego gatunku z całego interesującego go obszaru, tj. z przedrozbiorowej Rzeczypospolitej:
Obszerność bowiem przyjętego dawniej planu, według którego każda seria
obejmować miała jednego tylko rodzaju pieśni, np. same miłosne, weselne itp.,
nie dozwoliłaby mi może doczekać w ciągu długiego nawet życia szczęśliwego
końca w ten sposób przedsięwziętej publikacji4.

Nie znał jeszcze z autopsji, m.in. Wielkopolski, Śląska czy Pomorza i nie
mógł pozyskać potrzebnych zapisów nutowych inną drogą niż przez osobisty kontakt z żyjącymi tam muzykami i śpiewakami, czyli w trakcie przyszłych badań terenowych.

O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 5.
Tamże.
3
Tamże, s. 6.
4
Tamże, s. 5–6.
1
2

156

�W lipcu 1862 r. „Biblioteka Warszawska” informowała swych czytelników:
Oskar Kolberg, zasłużony zbieracz pieśni ludowych i melodii, przygotował
do druku wysokiej wartości pracę nową p.n. Lud w jego zwyczajach, obrzędach, zabawach, pieśniach, muzyce i tańcach. Seria I: Okolice Sandomierza.
W dziele tym daje nam szanowny badacz opisy wesel i obrzędów ludu, z głównie zwróconą uwagą na melodie; w przypisach pomieści, o ile się nadarzy,
opis guseł, gier itp., równie jak objaśni każdy obrzęd przywiedziony. Ażeby nie
powtarzać, opisze tylko te okolice, o których nie było jeszcze dotąd wzmianki.
Obejmuje w zakres swej pracy Królestwo Polskie, Galicję, Wielkopolskę, Ruś
i Litwę1.

Okolice Sandomierza, które wybrał na początek, znał z kilku już wycieczek, a nowym tytułem Lud w jego zwyczajach, obrzędach, zabawach,
pieśniach, muzyce i tańcach zapowiedział, że w publikacji przedstawi
muzykę i pieśni wraz z ich szerszym kontekstem kulturowym. Opisy wesel
i niektórych zwyczajów dorocznych publikował już wcześniej, ale w nowej
serii wydawniczej chciał zająć się folklorem muzycznym i wiążącymi się
z nim wybranymi przejawami kultury ludowej, przedstawiając je w tomach
osobnych dla każdego regionu. Zróżnicowanie regionalne folkloru obserwował od początku badań, notując pieśni i melodie na Mazowszu, w Krakowskiem, Kaliskiem i Kieleckiem, teraz chciał je pokazać wyraźniej. Ponieważ
lokalizacja geograficzna zapisywanych utworów była dla niego od początku
najważniejszym i konsekwentnie stosowanym elementem w dokumentacji
badań terenowych, mógł w tomach regionalnych wykorzystać wszystkie
zgromadzone poprzednio materiały. Podana w „Bibliotece Warszawskiej”
treść nowej książki Kolberga wpisywała się w postulaty wyrażone przez to
pismo nieco wcześniej. W 1859 r. można było tam przeczytać:
Są zakątki w samym Królestwie Polskim zupełnie nie zbadane. Tu tylko gorliwość obywatelska naszych ziemian mogłaby podać skuteczną pomoc, gdyby
każdy w swojej okolicy zajął się zbieraniem tak pieśni, jak melodii do nich, przysłów, podań, zwyczajów i charakterystyki. Do tego uwagę należałoby zwrócić na
rozmaitość ubiorów, zabudowań, narzędzi i sprzętów rolniczych i te w rysunku
przechować. Zebrane z różnych okolic tego rodzaju drogocenne materiały mogłyby dzielnie posłużyć do wydania najzupełniejszego zbioru pieśni ludowych,
1

[K. W. Wójcicki] Wiadomości literackie, „Biblioteka Warszawska” 1862, T. 3, s. 187.

157

�na którym nam zbywa dotąd. W księdze tej objąć by należało charakterystykę
każdej wydatniejszej okolicy, dołączyć rys zwyczajów, uroczystości, kostiumów,
w najwierniejszym oddaniu nie tylko właściwych ubiorów, ale fizjonomii i postaci kmiotków naszych1.

Kolberg należał od wielu lat do czynnych współpracowników „Biblioteki Warszawskiej” i był także w pewnym stopniu jej protegowanym. Rolę
Wójcickiego, członka redakcji i w latach 1850–1879 redaktora naczelnego „Biblioteki”, jako inspiratora swych badań terenowych zaznaczył sam
w przytaczanym tu wcześniej szkicu autobiografii. Trudno dziś ocenić,
w jakim stopniu na początku drugiej połowy wieku Wójcicki i inne osoby
skupione w redakcji miesięcznika i biorące udział w nieformalnych redakcyjnych spotkaniach oddziaływali na plany Kolberga, a w jakim on sam,
coraz lepiej znający folklor i życie chłopów, współtworzył formułowane
w tym piśmie postulaty. Sądzić można, że wpływy te działały w obydwu
kierunkach. Jednak w roku 1859, gdy Wójcicki pisał przytoczony wyżej
apel, Kolberg, choć notował i publikował opisy obrzędów, czuł się jeszcze przede wszystkim muzykiem i badaczem muzyki, odległym w swych
zainteresowaniach od kultury materialnej. Był też ciągle w środowisku
warszawskich artystów i literatów jedynym muzykiem notującym w terenie melodie ludowe.
Prace nad Sandomierskiem trwały długo, od początku roku 1862 do
wiosny roku 1865, m.in. dlatego, że Kolberg znowu sam finansował druk
i szybko zabrakło mu pieniędzy. Ze spisu wydatków, w którym odnotowywał także koszty tego tomu, wynika m.in., że w maju 1862 r. płacił
Gersonowi za akwarele do litografii, w czerwcu tego roku za wykonanie
drzeworytów, potem zanotował zakup papieru potrzebnego „do mego dzieła Lud”, wreszcie w grudniu 1863 r. zapisał opłacenie druku dwudziestego
piątego arkusza książki w zakładzie J. Jaworskiego i barwnych litografii
w firmie Maksymiliana Fajansa2. Praktycznie książka była już wtedy gotowa. W ciągu całego roku 1864, aż do marca roku następnego brak notatek
o wydatkach na ten tom.
[K.W. Wójcicki] Wiadomości literackie, „Biblioteka Warszawska” 1859, T. 3. s. 522.
Maksymilian Fajans (1825–1890), malarz, rysownik i litograf, po nauce i praktykach w Paryżu od r. 1851 prowadził w Warszawie zakład litograficzny. Był cenionym wydawcą licznych
prac z reprodukcjami dzieł sztuki, a w jego pracowni wykształciło się wielu samodzielnych
później litografów.
1
2

158

�Oddane do druku Sandomierskie zawierało opisy obrzędów (wesel, sobótki i okrężnego) z pieśniami i melodiami, informacje o dwu grach, pieśni
„powszechne”, tj. nie wiążące się z obrzędami, pieśni nieludowe, wykonywane przez mieszkańców dworków i miasteczek, i melodie tańców z przyśpiewkami. We wstępie do nowego tomu Kolberg zaznaczył, że regionalne
zbiory będą przydatniejsze dla nabywców interesujących się tylko jedną
okolicą, wskazał na rolę naturalnych granic dla różnicowania się folkloru,
ale także na oczywiste podobieństwa tam, gdzie granice te były przeprowadzone sztucznie, podając przykład współczesnego mu podzielenia granicami państwowymi Kujaw oraz Krakowskiego. Znaczną część wstępu przeznaczył na przedstawienie swych przemyśleń na temat muzyki, bo nadal
za swoje pierwszoplanowe zadanie uważał notowanie, wydawanie drukiem
i badanie folkloru muzycznego:
Do wydania następnych seryj prac moich w przywiedziony tu sposób, skłania
mnie nadto wzgląd na systematyczne i porządne, o ile być może, przedstawienie
wszelkich odmian, odcieni, ruchów, właściwości, zwichnień nawet, więc całego
nastroju i piętna muzyki naszej ludowej, której pochód i rozwój historyczno-obyczajowy nie przestaje być głównym usiłowań i śledzeń moich zadaniem1.

W przytoczonym fragmencie wstępu Kolberg wyróżnił w druku słowa
„muzyki naszej ludowej”, a całym tym zdaniem podkreślił ciągłość swych
zainteresowań i prac od czasu pierwszych kontaktów z folklorem, gdy pragnął „oznaczyć i wykazać charakter muzyki słowiańskiej”. Potwierdził więc,
że rozwój muzyki ludowej jest nadal głównym przedmiotem jego badań,
dodał też, że aby obraz kultury ludowej uczynić kompletnym, należałoby
poza opisami obrzędów i zwyczajów dołączyć także „wszelkie przypowiastki, klechdy, baśni, gadki, zagadki, przysłowia, sentencje, gusła, zabobony,
gry itp., wychodzące już poza obręb muzykalności”. Jednak tak rozległy
plan „przechodziłoby o wiele siły pojedynczej osoby”2.
Redagowanie do druku melodii z Sandomierskiego i ich analizy w trakcie tej pracy dostarczyły Kolbergowi materiału do próby rozważenia genezy tonalności polskiej muzyki ludowej i problemowi temu poświęcił
wiele miejsca i we wstępie, i dwukrotnie w innych miejscach książki3, nieO. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 7.
Tamże, s. 7–8.
3
Zob. tamże s. 8–16, 96–107 i 173–174.
1
2

159

�współmiernie więcej niż w pracach poprzednich i w tomach następnych.
Przedstawienie problematyki tak ściśle muzycznej uważał za celowe już na
tym etapie badań, choć zastrzegał, że pozyskane później materiały mogą
dotychczasowe wnioski zmodyfikować. Zaznaczył też wagę pieśni obrzędowych, zwłaszcza weselnych, które dostarczyły mu wiele materiału do
analiz:
Uwagi te dotyczą składu, budowy i piętna czyli charakteru melodii, nie mniej jej
miary i rytmu; rzucają obok tego i myśli co do jej pochodzenia, starości i rozrostu. Najwięcej podobnych myśli nastręczają nam pieśni obrzędowe, mianowicie
weselne1.

Z częścią wstępu do Sandomierskiego poświęconą „charakterowi muzyki słowiańskiej” wiąże się obszerny artykuł Kolberga Rzut oka na pierwotne muzyki dzieje z powodu pieśni „Bogarodzicy”2 opublikowany w „Pamiętniku Muzycznym i Teatralnym” w marcu 1862 r., jeszcze przed oddaniem do druku Sandomierskiego. Po zapoznaniu się z poglądami Gottfrieda
Wilhelma Finka (1783–1846) na temat genezy muzyki europejskiej 3 Kolberg
spróbował teorię niemieckiego uczonego dotyczącą migracyjnej dystrybucji
kultur przenieść na znaną sobie ludową muzykę polską, szukając jej źródeł
w odległych geograficznie i historycznie kulturach Azji i starożytnej Grecji4.
Sikorski, redaktor i wydawca „Pamiętnika”, kontynuacji „Ruchu Muzycznego”, przyjął do druku tekst Kolberga, ale prawdopodobnie był krytyczny wobec przedstawionej tam tezy. Śladem dyskusji toczącej się między
autorem i redaktorem na temat genezy muzyki polskiej jest zakończenie
artykułu, skierowane do Sikorskiego, redaktora pisma, pominięte w druku,
a znane nam z rękopisu:
Tamże, s. 8
Artykuł drukowany był w nr 12 i 13 „Pamiętnika Muzycznego i Teatralnego” w 1862 r.,
przedruk w O. Kolberg Pisma muzyczne… cz. II (DWOK T. 62), tekst nr 1021a, s. 536–544.
Wzmianki na temat tonalności polskiej muzyki ludowej i pieśni Bogurodzica zamieszczał Kolberg jeszcze kilkakrotnie, gdy wiązały się one z innymi informacjami o regionie, zob. m.in.
O. Kolberg Poznańskie cz. III (DWOK T. 11), s. 4 (przypis) i O. Kolberg Kaliskie cz. I (DWOK
T. 23), s. IV–V.
3
O. Kolberg powołuje się na pracę G.W. Finka Erste Wanderung der ältesten Tonkunst,
als Vorgeschichte der Musik oder als Erste Periode derselben, Essen 1831.
4
Zob. wstęp M. Tomaszewskiego w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. I (DWOK T. 61),
s. XI–XII i XXX–XXXI. Zob. także: P. Dahlig Oskar Kolberg jako muzykolog i etnomuzykolog...
(DWOK T. 85/II).
1
2

160

�Myślę więc, że twierdzenia mojego nie będziesz uważał za hipotezę tylko lub —
co gorsza — za fantazję, ale za fakt prawdopodobny, równie jak i badania Finka,
za którymi niezawodnie wiele przemawia1.

Zachowany rękopis artykułu, a właściwie rozprawy o początkach muzyki, jest brulionem z licznymi poprawkami i dopiskami Kolberga w tekście
i na marginesach, charakterystycznymi dla większości wstępnych wersji
jego prac. Tekst ostatecznie Kolberg znacznie skrócił, zapewne na życzenie
Sikorskiego, ale drukowana wersja artykułu i tak zdominowała dwa zeszyty czasopisma. W całości tekst opublikowany został dopiero w Pismach
muzycznych2.
W tym samym roku w jednym z ostatnich numerów „Pamiętnika Muzycznego i Teatralnego” Sikorski zamieścił krótki tekst Kolberga: Korespondencja w sprawie „Agatki” J.D. Hollanda3. O kompozycji Johanna Davida
Hollanda (1746 – ok. 1825) dowiedział się od bibliografa, bibliofila i kolekcjonera gromadzącego polonica, Cypriana Walewskiego (1820–1873).
Zainteresowała ona Kolberga z dwu powodów: jako wczesna zapomniana
opera polska i jako opera wykorzystująca tematy ludowe. Agatka czyli
przyjazd pana z librettem Macieja Radziwiłła była wystawiona w 1784 r.
w Nieświeżu z okazji odwiedzin Stanisława Augusta Poniatowskiego, a później w Warszawie i we Lwowie.
Po zredagowaniu i oddaniu do druku Sandomierskiego, latem 1862 roku,
Kolberg wyruszył w kolejną długą podróż, choć w Warszawie od dwu lat
narastał niepokój i można było przewidywać zbliżającą się konfrontację
1
Rkp. O. Kolberga Rzut oka na pierwotne muzyki dzieje…, Arch. PTL, teka 39, sygn. 1342
B, k. 3.
2
Rękopis rozprawy znajduje się w Archiwum PTL, teka 39, sygn. 1342 B, k. 1-3, ponadto
zachował się brulion (BN PAU i PAN, sygn. 2184, k. 4–9) zawierający wstęp, redakcyjnie nieco
odmienny od ostatecznie opublikowanego w „Pamiętniku”, oraz obszerne omówienie muzyki
chińskiej, brak tam ostatniej części dotyczącej Bogurodzicy. Te rękopisy były podstawą dla
dwu tekstów: O początkach rozwoju muzyki oraz O muzyce chińskiej, w: O. Kolberg Pisma
muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 5-31, teksty nr 619 i 620, zob. też tamże przypis 1 na s. 5.
W Pismach muzycznych w informacji o źródle tekstów 619 i 620 podawana jest dla rękopisu
ze zbiorów Biblioteki Naukowej PAU i PAN sygnatura 2183, k. 4-9, sygnaturę tę zmieniono
w r. 1964, obecnie rękopisy tu wymienione mają sygnaturę 2184, numeracja kart pozostała bez
zmian.
3
Korespondencja w sprawie Agatki… była drukowana w „Pamiętniku Muzycznym i Teatralnym” w r. 1862, nr 50, s. 798, przedruk w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62),
tekst 996, s. 504-505.

161

�zbrojną. Do pierwszych manifestacji patriotycznych doszło już w czerwcu
1860 r. podczas pogrzebu generałowej Katarzyny Sowińskiej. Uczestnicy
uroczystości udali się później na Wolę, na miejsce zgonu jej męża, Józefa
Sowińskiego, bohatera powstania listopadowego. Wtedy właśnie w Warszawie w czasie mszy odprawianych w intencji pomyślności ojczyzny modlitwę Alojzego Felińskiego „Boże, coś Polskę przez tak liczne wieki…” zaczęto śpiewać z refrenem „Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie”, w wersji
wykonywanej wcześniej na emigracji. Następne manifestacje odbyły się
w końcu listopada z okazji rocznicy wybuchu powstania w 1830 r. Schorowany i mało energiczny namiestnik, Michaił Gorczakow (1793–1861),
nie reagował na te wydarzenia i policja początkowo pozostawała bierna.
Do poważnych rozruchów doszło w końcu lutego 1861, gdy od salwy wojska zginęło pięciu demonstrantów, a wielu zostało rannych. Wydarzenia te
nazwano „rewolucją lutową”. W czasie uroczystego pogrzebu ofiar, który
stał się manifestacją narodową, wojsko i policję pozostawiono tym razem
w koszarach, aby nie prowokować wielotysięcznych tłumów. W kwietniu
została jednak brutalnie spacyfikowana kolejna manifestacja. Imienna lista
ofiar śmiertelnych podawała blisko sto nazwisk, ale było ich prawdopodobnie dwukrotnie więcej. Po tej masakrze kobiety zaczęły nosić żałobę
narodową. Zabronione zostało odprawianie mszy w intencji ojczyzny,
a nieprzestrzeganie tego zakazu powodowało represje policji. Nabożeństwa
patriotyczne organizował także pastor zboru ewangelicko-augsburskiego
Leopold Otto (1819–1882), aresztowany w październiku 1861 r. za udział
w pogrzebie arcybiskupa Antoniego Fijałkowskiego – jednej z ostatnich
manifestacji patriotycznych w Warszawie w tamtym roku. Demonstracje,
nabożeństwa za ojczyznę i rozruchy antyrosyjskie rozlały się także na prowincję. 14 października 1861 r. nowy namiestnik carski, Karol Lambert
(1815–1865), wprowadził w Królestwie stan wojenny. Zamknęło to okres
jawnych manifestacji ludności.
W zachowanych dokumentach, listach i notatkach Kolberga jedynym
śladem tych wydarzeń jest przytoczona tu poprzednio wzmianka 1 ze Szkicu autobiografii, gdzie wspomniał „wypadki r. 1861”. Szkic autobiografii urywa się właśnie na tym okresie życia, lecz w przeciwieństwie do
krótkiego wprawdzie, ale bogatego w realia opisu młodości nie zawiera
żadnych szczegółów ani refleksji na temat lat 1861–1863. Podobnie jak
1

Zob. s. 101 i 149.

162

�rok 1861, również cały okres powstania styczniowego w szkicu tym wspomniany jest tylko w jednym zdaniu, w którym Kolberg pisze, że porzucił
wtedy plan skomponowania utworu scenicznego z librettem opartym na
Wiesławie Kazimierza Brodzińskiego. Na tym zdaniu rękopis autobiografii
kończy się, a poniżej ręką Izydora Kopernickiego wpisane są daty i kierunki niektórych podróży badawczych Kolberga. Szkic autobiografii pisał
Kolberg zapewne w roku 1889, gdy jego danych biograficznych potrzebował Kopernicki do artykułu z okazji obchodów jubileuszu pięćdziesięciolecia badań terenowych autora Ludu, prawdopodobnie dlatego skupił
się tam na informacjach związanych z rozwojem swoich zainteresowań
etnograficznych. Jak już tu wspominano, z okresu, w którym Kolberg
jeszcze mieszkał w Warszawie, zachowało się bardzo mało listów i innych
dotyczących go dokumentów.
W roku 1862, jeszcze w trakcie prac nad Sandomierskiem i później, po
oddaniu tomu do drukarni, Kolberg kilkakrotnie wyjeżdżał z Warszawy.
W czerwcu odnotował koszt „paszportu krajowego”, ponieważ po ponownym wprowadzeniu stanu wojennego taki dokument był konieczny do wyjazdu poza rogatki Warszawy i do przekraczania granic między guberniami.
Wtedy potrzebny był Kolbergowi na pięciodniową wycieczkę w okolice
Radzymina, do Jasienicy i do Woli Cygowskiej, gdzie gościł u Adama Prota
Lelewela (1790–1884), brata historyka Joachima i inżyniera Jana Pawła.
W pierwszej połowie lipca Kolberg przez dziesięć dni był w Oleksiance, Parysowie i Latowiczu (wówczas w pow. mińskim), a w końcu lipca wyruszył
na ponad dwa miesiące na Wołyń. Był to jego pierwszy pobyt na Ziemiach
Zabranych, to jest terytoriach Rzeczypospolitej włączonych bezpośrednio
do cesarstwa rosyjskiego, odciętych granicą państwową od Królestwa.
19 lipca zanotował koszt paszportu, parę dni później cenę reperacji kuferka
podróżnego, po tygodniu zakupił „kapciuch podróżny skórzany” i wreszcie 30 lipca wydał drobną sumę na „tryngeldy na poczcie przy wyjeździe
na Wołyń”1. Wybór kierunku dyktowany mógł być kilkoma względami.
Narastające represje wobec obywateli Królestwa, w tym także ponowne
ogłoszenie stanu wojennego, i trudności w uzyskiwaniu paszportu mogły
szybko uniemożliwić podróżowanie, a dla Polaków w Królestwie, zwłaszcza w Warszawie, wyraźna była możliwość wybuchu działań zbrojnych.
Kolberg, zdając sobie sprawę z nastrojów panujących w całym zaborze
1

Rkp. O. Kolberga Notatnik..., BN PAU i PAN, sygn. 3210, k. 8.

163

�rosyjskim, mógł przypuszczać, że jeżeli nie pojedzie na Wołyń teraz, to
badania na terenach Ziem Zabranych będzie musiał odłożyć na długo. Nie
mamy pewności, czy wyjeżdżając dysponował zaproszeniami od mieszkających tam przedstawicieli miejscowej inteligencji i ziemian, jest to jednak
bardzo prawdopodobne. Wiadomo na przykład, że w Warszawie w roku
1862 w naradach przygotowujących powstanie pełnomocnikiem szlachty
wołyńskiej w komitecie białych był Michał Sołtan (1830–1892) z Bilcza,
u którego Kolberg był w tymże roku w sierpniu. Nie mamy jednak potwierdzenia, że poznał M. Sołtana lub innych mieszkańców Wołynia już
wcześniej w Warszawie.
Wybór Wołynia jako kolejnego terenu badań zapewne wiązał się przede
wszystkim z potrzebą dokładniejszego poznania folkloru ukraińskiego. Po
pobycie rok wcześniej na Podkarpaciu i w okolicach Lwowa Kolberg posiadał już pewną orientację w ludowej muzyce ukraińskiej, ale dla jej pełniejszego obrazu musiał usłyszeć ją i zapisać także w innych regionach
Ukrainy. Późniejsze plany wydawnicze wskazują, że tak jak wielu współczesnych mu Polaków, uważał wszystkie tereny dawnej przedrozbiorowej Rzeczypospolitej za jej niezbywalne części. Ludowa muzyka Ziem Zabranych,
tj. regionów leżących na Litwie, Białorusi i Ukrainie, należała do całości,
którą pragnął ogarnąć badaniami i publikacjami.
Przed rokiem 1861, przed pierwszym wyjazdem w okolice Lwowa, pieśni ukraińskie – jak już wspominano – zapisywał w Warszawie, a czasem
w innych miejscowościach zaboru rosyjskiego. W r. 1859 „Ruch Muzyczny”
zamieścił jego list, w którym czytamy:
[…] w tece mojej posiadam z jakie tysiąc melodii z Wołynia, Podola, Ukrainy,
Białorusi i Pokucia (w Galicji) pochodzących, które w Warszawie i Królestwie zebrałem i spisałem od przybyłych tu wychowańców stron tamtejszych, jak łaskawych obywateli i obywatelek, żołnierzy, służących itp., więc nieposzlakowanej
autentyczności. Stosunkowo do liczby tych pieśni żyjących między ludem zbiór
mój zbyt jest szczupły, mianowicie by dał dokładne wyobrażenie o różnicach
prowincjonalnych i pomniejszych cechach powiatowych. Dla dopełnienia braków czuję, ile pożądanym byłoby zwiedzenie osobiście stron tamtych. Podróży
wszakże w tym celu ani czas, ani środki jakimi dysponować mogłem i mogę,
dotąd odbyć mi nie pozwoliły1.
1
Do Redakcji „Ruchu Muzycznego”, „Ruch Muzyczny” R. 3:1859, nr 22, s. 193. Przedruk w:
O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 524 w przypisie.

164

�Istotnie, w archiwum Kolberga odnajdujemy dziś rękopisy pieśni ukraińskich wykonanych np. przez mieszkańców Rozalówki (wówczas pow.
wasilkowski), ale niewątpliwie zapisanych w Warszawie. Wiele lat później,
w roku 1888, zamieścił w roczniku Akademii Umiejętności niewielki artykuł pt. Pieśni ludu z Podola rosyjskiego w latach 1858 i 1862 zebrał […]1,
w którym znalazło się czterdzieści pieśni i melodii zapisanych przez niego poza Podolem, głównie w Warszawie. Dopiero dwa lata po ogłoszeniu
przez „Ruch Muzyczny” przytoczonego wyżej listu, choć środki finansowe nadal miał ograniczone, nie krępowany etatem urzędnika mógł odbyć
wspomnianą już tutaj pierwszą swą podróż w okolice Lwowa, a rok później
pojechał na Wołyń. Skrótowo trasę tej wyprawy odnotował w itinerarium:
„na Wołyń, do Tuliczowa (Dobrowolskich), do Turyczan (Sierakowskich),
Bilcza (Sołtanów), Wysoc[ka] nad Bugiem, Żytomierza”2.
Plon podróży po Wołyniu był bardzo bogaty3. W archiwum Kolberga
zachowało się kilkaset pieśni i melodii zanotowanych przez niego na Wołyniu w czasie wówczas przeprowadzonych badań, a także kilka opisów wesel
z pieśniami i melodiami z Tuliczowa, Bilcza, Bokujma, spod Łucka i z Wysocka oraz niewielka ilość notatek na temat innych obrzędów i zwyczajów.
Ponieważ był to jego jedyny pobyt na Wołyniu, możemy przyjąć, że zapisy
ze słuchu pochodzące z miejscowości wymienionych w itinerarium zostały
wykonane właśnie w sierpniu i wrześniu roku 1862. Treść zapisów terenowych w pełni oddaje zainteresowania Kolberga z tego okresu – gromadził
materiały potrzebne do regionalnego zbioru pieśni i muzyki z opisami obrzędów i zwyczajów, takiego jak pozostawione w drukarni Sandomierskie.
Jednak wśród materiałów z Wołynia zauważamy dziś kilka ołówkowych
szkiców stroju oraz chat, szczegółów ich wnętrza i sprzętów z wpisanymi
O. Kolberg Pieśni ludu z Podola rosyjskiego, „Zbiór Wiadomości do Antropologii
Krajowej” T. 12: 1888, s. 235–251. Przedruk w: O. Kolberg Podole (DWOK T. 47).
2
Wykaz podróży Oskara Kolberga, w: Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 705.
3
Materiałów zebranych na Wołyniu Kolberg nie zdążył sam opracować do druku. Znaczną
ich część wydał w 1907 r. Józef Tretiak. To wydanie zostało w Dziełach wszystkich Kolberga
powtórzone w reedycji fotooffsetowej jako tom 36. Pozostałe zapisy tekstów i melodii wydano
w tomie O. Kolberg Wołyń. Suplement do tomu 36 (DWOK T. 84). We wstępie do tomu suplementowego scharakteryzowane są zachowane rękopisy Kolberga, jego kontakty z osobami
mieszkającymi na Wołyniu i inne okoliczności badań w tym regionie w roku 1862, a także
edycja J. Tretiaka i zasady edycji tomu suplementowego. Zob. A. Skrukwa „Wołyń” Oskara
Kolberga w O. Kolberg Wołyń. Suplement… (DWOK T. 84), s. V–XXXVI i XLV–LIV, o zapisach
muzyki zob. tamże wstęp A. Rudej, s. XXXVI–XLV.
1

165

�ukraińskimi nazwami. Niewielką ich część niewątpliwie wykonał Kolberg,
on też wszystkie podpisał i odnotował, że pochodzą z Tuliczowa w powiecie kowelskim1. W jego planach badawczych zainteresowanie kulturą materialną pojawia się pierwszy raz dopiero dwa lata później, w liście2
z grudnia 1864 r., ale widocznie już wcześniej zwracał uwagę na pewne
jej przejawy, być może zauważywszy ich odmienność od znanych sobie
z regionów etnicznie polskich. Natomiast nieliczne zapiski na temat kultury
materialnej w notatkach powstałych w czasie tej podróży uznać trzeba raczej za wyjaśnienia słownikowe na marginesie tekstów pieśni niż za notatki
etnograficzne.
Jadąc na Wołyń, Kolberg nie znał języka ukraińskiego. Sam stwierdził
to wiele lat później w liście do Cesława Neymanna, po opublikowaniu monografii Pokucia, choć zamieszczone tam zapisy gwary oceniano bardzo
wysoko. Zaznaczył wtedy, że „spisywał mechanicznie” wszystko co słyszał,
„starając się o jak najwierniejsze oddanie dźwięków pisownią polską” 3. Starania o oddanie dźwięków języka ukraińskiego literami alfabetu polskiego
widoczne są już w zapisach z Wołynia z 1862 r. Kolberg zastosował wtedy
w swych notatkach terenowych tzw. pisownię piętrową, tj. nadpisywanie say
e
ó
mogłosek, gdy chciał wskazać wymowę pośrednią, np. ide, wyrad’, tatojku,
e
ó
e
a o
u
drobnyje ślozkie łyty, hołuwo czka, zaznaczał miękkość spółgłosek, a także akcenty, choć te niekonsekwentnie. Niektóre, nieliczne zresztą błędy
w rękopisach z Wołynia (niewłaściwy podział śpiewanej frazy na słowa)
potwierdzają, że Kolberg wówczas nie zawsze jeszcze dobrze rozumiał tekst
i czasem rzeczywiście „spisywał mechanicznie” to, co słyszał.
W podróży po Wołyniu spotkał Kolberg osoby, które bezpośrednio pomogły mu gromadzić materiały lub przekazały własne zapisy sporządzone
wcześniej, jednak nie zawsze znamy ich nazwiska. Wspomniany już Michał
Sołtan po powrocie Kolberga do Warszawy jesienią 1862 r. przysłał mu kilka notatek z Bilcza. W Żytomierzu Kolberg spotkał się z Janem Prusinowskim (1818–1892), adwokatem, a z zamiłowania literatem, który przekazał
mu swój młodzieńczy rękopis bajek. Prusinowski należał do najbliższych
1

1–7.

Opublikowane zostały w tomie O. Kolberg Białoruś-Polesie (DWOK T. 52), tam ryciny

Zob. brulion listu do ks. Kajetana Śmiechowskiego z 26 grudnia 1864 r., Korespondencja…
cz. I (DWOK T. 64), s. 97–99.
3
Brulion listu do Cesława Neymanna z 7 IV 1884 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66),
s. 142.
2

166

�współpracowników J.I. Kraszewskiego do czasu przeniesienia się pisarza
do Warszawy, a później kontynuował jego działania społecznikowskie, polegające także na animowaniu życia kulturalnego Polaków mieszkających
w Żytomierzu. Publikował swe utwory i artykuły w prasie warszawskiej
i zapewne bywał w Warszawie, z Kolbergiem poznał się jednak raczej na
miejscu, w Żytomierzu. Śladem ich kontaktów jest wiersz1 z datą „Żytomierz, 27 sierp./8 września 1862” oraz rękopis dwudziestu pięciu bajek,
facecji i anegdot w przekładzie na język polski pt.: Skazki ludu ruskiego
zebrane na Wołyniu w 1835 r. Rękopisu tego nie znajdujemy dziś w archiwum Kolberga, lecz miał go jeszcze w ręku Józef Tretiak, który teksty te
zamieścił w swojej edycji2 materiałów z Wołynia w 1907 r.
Nie wiadomo natomiast, komu Kolberg zawdzięcza zachowany w jego
zbiorach rękopis pt. Ukraińskie śpiewy i tańce3. Zawiera on ponad 100 teks­
tów pieśni i 74 melodie wokalne i instrumentalne. Autorem (autorką?) była
osoba mieszkająca w okolicy Kowla, a na podstawie nielicznych notatek
towarzyszących tekstom i nutom wnioskować można, że sporządzony został dla Kolberga i przekazany mu w czasie jego podróży po Wołyniu albo
krótko potem. Tak obszerny rękopis z zapisami melodii sporządzony przez
współpracownika jest unikatem w jego zbiorach.
Na Wołyniu przebywał Kolberg od 30 lipca do 3 października, następnie przez kilka dni w Lublinie, a 10 października był już znowu
w Warszawie. Po powrocie kontynuował prace nad Sandomierskiem,
nad artykułami dla Encyklopedii i nadal uczył gry na fortepianie. Na
początku roku 1863 oddał do druku w „Bibliotece Warszawskiej” recenzję 4 zbioru pieśni ludowych ze Śląska wydanych przez Juliusza Rogera
1
List Prusinowskiego z tym wierszem zamieszczono w cz. I Korespondencji… (DWOK
T. 64), s. 94–95.
2
J. Tretiak nie odczytał wtedy nazwiska ofiarodawcy, ale odnotował wpisaną przez niego
dedykację i datę: „Panu Oskarowi Kolbergowi jako nieudolny upominek (tu nieczytelny podpis) 25 sierpnia (6 września) 1862, Żytomierz”. Nazwisko autora znamy dzięki notatce Izydora
Kopernickiego, której Tretiak nie zauważył wśród rękopisów.
3
Rękopis znajduje się w tece z materiałami z Wołynia (BN PAU i PAN, sygn. 3206, k. 170–
186), dokładniej został scharakteryzowany we wstępie do tomu O. Kolberg Wołyń. Suplement…
(DWOK T. 84), s. XXXI–XXXII, pieśni tam zapisane w wyborze wydał J. Tretiak w tomie Wołyń (DWOK T. 36), a w całości rękopis ten, jako dokument w tej postaci cenny dla badaczy folkloru, został zamieszczony w tomie O. Kolberg Materiały do etnografii Słowian wschodnich
(DWOK T. 58, w opracowaniu).
4
O. Kolberg Pieśni ludu polskiego w Górnym Szląsku z muzyką zebrał i wydał Juliusz
Roger, doktor medycyny. Wrocław 1863, „Biblioteka Warszawska” 1863, T. 1, s. 153–156.

167

�(1819–1865). Pochodzący z Bawarii J. Roger od 1847 r. był nadwornym
lekarzem księcia raciborskiego, a życzliwość i charytatywna działalność
zjednały mu zaufanie chłopów. Przygotowany przez niego zbiór ponad
500 tekstów, zawierający także około 300 melodii, zyskał wysoką ocenę
Kolberga, który pisał, że jest on „dokładnym i zaokrąglonym”. Wspomniał
krótko o opublikowanych przez Rogera melodiach oraz ich powinowactwie z mazowieckimi i wielkopolskimi, zapowiadając, że melodie te muszą „pozostać przedmiotem obszerniejszego kiedyś rozbioru” 1 i zajął się
nieco szerzej problemem klasyfikacji pieśni, zwłaszcza koniecznym jego
zdaniem w publikacji tego rodzaju rozróżnieniem pieśni i przyśpiewek,
tj. „pios­nek tanecznych i ucinkowych” 2.
Jesienią, po powrocie Kolberga do Warszawy, wybuch powstania był
już oczywisty, planowano je na wiosnę, jednak wznowiony pobór do wojska wymusił rozpoczęcie w styczniu. Parę lat wcześniej, po klęsce w wojnie krymskiej, władze carskie zaniechały poboru, ale 6 października 1862
r. zapowiedziano jego przywrócenie. W Królestwie miał się on odbyć nie
w drodze losowania, jak dotąd, tylko przez powołanie młodych mężczyzn,
głównie z Warszawy, wskazanych przez policję. Tym razem od poboru mieli być zwolnieni chłopi, a branką miano objąć nieprawomyślną
politycznie młodzież miejską. Przyspieszyło to decyzję tajnego Komitetu
Centralnego Narodowego o rozpoczęciu wojny partyzanckiej. Do pierwszych walk doszło parę dni po brance przeprowadzonej w Warszawie
nocą z 14 na 15 stycznia 1863 r. W samej Warszawie nie dochodziło do
działań zbrojnych.
Pierwsze miesiące powstania spędził Kolberg w Warszawie, wyjechał
dopiero na początku lipca 1863 r. i przez ponad trzy miesiące podróżował
po Galicji. W spisie wydatków odnotował koszt pobytu w Szczawnicy, Krynicy, w Sanockiem, w Samborze, Lwowie i Olesku. Do Warszawy wrócił
około 26 października.

Przedruk w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 579–583, tekst nr 1030.
1
Tamże, w przedruku s. 580. Zapowiedzianego „rozbioru” melodii wydanych przez J. Rogera Kolberg nie napisał.
2
Tamże, s. 582.		

168

�VIII
[Królestwo po powstaniu styczniowym. – Ostateczna zmiana zakresu badań
i publikacji Kolberga — ukształtowanie w ciągu roku 1864 programu Ludu
przedstawionego w lutym 1865 r. w liście otwartym Do Redakcji „Biblioteki
Warszawskiej”.]

Powstanie upadło wiosną 1864 r., ale przez następne pięćdziesiąt lat jego
skutki w różny sposób i w różnych dziedzinach życia z olbrzymią siłą oddziaływały na mieszkańców Królestwa i Ziem Zabranych. Bezpośrednio po
klęsce powstania nastąpiły aresztowania, publiczne egzekucje, zsyłki na Sybir na katorgę i na przymusowe osiedlenie, wcielanie do rot aresztanckich,
konfiskaty majątków i represje nie tylko wobec pojmanych uczestników
walk, ale także wobec rodzin, które pomagały powstańcom. Z największą
surowością karano księży katolickich, nie tylko za udział w powstaniu lub
podejrzenie o taki udział, lecz nawet za oddanie ostatniej posługi śmiertelnie rannym powstańcom. Również na Ziemiach Zabranych najostrzej
traktowano księży katolickich, oszczędzano tam jednak chłopów. Część
czynnych uczestników powstania zdołała emigrować. Podobnie jak po powstaniu listopadowym, społeczeństwo Królestwa i pozostałych ziem zaboru
rosyjskiego przez zsyłki i emigrację pozbawiane było ludzi młodych, często
studiujących w otwartej niedawno Szkole Głównej lub wykształconych
na rosyjskich uniwersytetach w Petersburgu, Moskwie i Kijowie. Ponownie zaostrzone zostały zarządzenia cenzury, która stała się wszechwładna
i wszechobecna. Dla ruchu wydawniczego w Królestwie Polskim powstanie styczniowe nie stało się taką katastrofą, jaką przyniosło powstanie listopadowe. Istniała nadal polska prasa, ukazywały się polskie książki, ale
restrykcje Warszawskiego Komitetu Cenzury i samowola cenzorów, którzy poza urzędowymi wskazaniami kierowali się własnymi uprzedzeniami
i upodobaniami, niezwykle utrudniały pracę wydawców i autorów i wpływały na ostateczną treść publikowanych utworów.
Do zaprowadzenia „porządku” w Królestwie powołany został w roku
1864 Komitet Urządzający. Miał on za zadanie wprowadzenie reformy
uwłaszczeniowej i całkowite dostosowanie administracji i innych instytucji Królestwa do modelu rosyjskiego, a w rezultacie zniesienie dotychczasowej, już i tak niewielkiej ich odrębności w stosunku do cesarstwa.
Przeprowadzono likwidację odrębnych dotąd instytucji, na których miejsce
169

�ustanowiono w ciągu kilku lat takie same jak w carskiej Rosji. Przedłużono
stan wojenny, ograniczając możliwość podróżowania. Wprowadzono nowy
podział na gubernie, zwiększając ich liczbę i zmniejszając powierzchnię,
a poza ich granice można było wyjeżdżać tylko na podstawie paszportu. Ponadto nasiliła się rusyfikacja wielu dziedzin życia, przede wszystkim szkolnictwa i administracji przez wprowadzanie do nich języka rosyjskiego jako
obowiązkowego i zastępowanie Rosjanami pracujących tam dotychczas
Polaków, zwłaszcza na wyższych stanowiskach. W ciągu ośmiu lat działalności Komitet pod kierunkiem Nikołaja Milutina (1818–1872) osiągnął
założony cel. Widocznym etapem utraty pozornej nawet samodzielności
było wprowadzenie w roku 1867 nazwy Kraj Przywiślański, najpierw obok
dotychczas używanej nazwy Królestwo Polskie, a później zamiast niej.
Klęska powstania, a przedtem przygotowania do niego i jego przebieg
spowodowały wśród części społeczeństwa polskiego zmianę w postrzeganiu roli chłopów w życiu narodu. Nowy status prawny starały się nadać im
już konspiracyjne władze polskie przygotowujące powstanie. W czerwcu
1862 r. Komitet Centralny Narodowy w Programie organizacji narodowej
zapowiadał m.in. uwłaszczenie w zakresie szerszym niż stanowił wcześniejszy ukaz carski dla cesarstwa, w tym i dla Ziem Zabranych, pomijający
Królestwo. Dałoby to wolność osobistą chłopom stanowiącym ponad 70%
społeczeństwa. W styczniu 1863 r. w manifeście Tymczasowego Rządu Narodowego ogłoszono dekret o uwłaszczeniu, ale powstańcy nie mieli władzy i środków, aby treść dekretu wcielić w życie na całym terenie zaboru
rosyjskiego. Ponieważ Rosjanie obawiali się odebrania chłopom przyznanych, choć w większości niezrealizowanych praw, w marcu 1864 r., gdy
bliska była klęska powstania, wydany został carski ukaz uwłaszczeniowy.
Był znacznie korzystniejszy dla chłopów niż wcześniejsze podobne reformy
w zaborach austriackim i pruskim, co podsycało nieustający konflikt między dworem a wsią. Był też w pewnym stopniu nagrodą za nikłe uczestnictwo chłopów w powstańczej partyzantce antyrosyjskiej – miał im wskazać
prawdziwego obrońcę ich interesów.
Po powstaniu styczniowym w Królestwie nasiliły się procesy społeczne
i ekonomiczne widoczne już wcześniej, ale nie w takim natężeniu. Znacznemu przyspieszeniu uległy przemiany wsi, przeobrażając nie tylko jej gospodarkę, a z nią i kulturę materialną, ale także wszystkie inne aspekty
życia chłopów. Po upadku powstania oczywiste stało się, że odzyskanie
niepodległości będzie niemożliwe bez pozyskania dla tej idei chłopów,
170

�najliczniejszej warstwy narodu. Konieczne stało się przeciwdziałanie ich
wynarodowieniu i zapewnienie im możliwości realizacji praw i aspiracji.
Programy społeczne, a także naukowe i literackie musiały ulec zmianom,
a ich twórcy w trosce o dalszy los narodu podejmowali nowe metody działania. Idea pracy organicznej, powstała około roku 1848 w germanizowanym zaborze pruskim, a polegająca – określając ją w największym skrócie
– na pracy na rzecz reform cywilizacyjnych, została w części przyjęta przez
warszawskich pozytywistów. Bardzo ważne stało się zatem lepsze niż dotąd
poznanie obecnej sytuacji chłopów i ich kultury w całym znaczeniu tego
słowa. Było to potrzebne do budowania programów edukacyjnych, które miały z pańszczyźnianych do niedawna chłopów uczynić świadomych
członków polskiego społeczeństwa. Wynarodowienie groziło ludności polskiej we wszystkich trzech zaborach, jednak wówczas najgroźniejsza sytuacja była w zaborze rosyjskim. Znowu stawały się aktualne oświeceniowe
postulaty Towarzystwa Warszawskiego Przyjaciół Nauk i program badań
ludoznawczych sformułowany na początku wieku przez Hugona Kołłątaja1
i przypominany co jakiś czas przez różne środowiska naukowe i polityczne.
Prowadzenie potrzebnych prac na tym polu mogła zapewnić etnografia2.
W tym okresie, tj. po powstaniu styczniowym, nauce polskiej, zwłaszcza w zaborze pruskim i rosyjskim, nadal brakowało oparcia w instytucjach tworzących warunki do pracy badawczej i finansujących tę ważną dla
przyszłości narodu dziedzinę życia. Tylko w zaborze austriackim po klęsce
w wojnie z Włochami wiosną 1860 r. rozpoczęło się stopniowe łagodzenie
polityki rządu wiedeńskiego wobec Polaków, co dotyczyło także wyższych
uczelni, cenzury i możliwości badań. W zaborze pruskim dopiero w 1857
r. władze zgodziły się na utworzenie w Poznaniu Towarzystwa Przyjaciół
Nauk, jednak odmówiły mu finansowania. Członkowie założyciele przyjęli
dla Towarzystwa dewizę „unguibus et rostro” (pazurami i dziobem), która
postulowała działania na rzecz obrony i rozwoju polskiej kultury i polskiej
Zob. R. Wojciechowski Warszawskie, w: Dzieje folklorystyki polskiej 1800–1863. Epoka
przedkolbergowska, pod red. H. Kapełuś i J. Krzyżanowskiego, Wrocław 1970, s. 77–78. Pełny
tekst listu został udostępniony pierwszy raz w: Ks. Hugona Kołłątaja korespondencja listowna
z Tadeuszem Czackim..., T. 1, Kraków 1844, s. 12–30.
2
O stanie i sytuacji etnografii w Polsce w połowie wieku XIX zob. A. Posern-Zieliński
Kształtowanie się etnografii polskiej jako samodzielnej dyscypliny naukowej (do 1939 r.),
w: Historia etnografii polskiej, pod red. M. Terleckiej, Wrocław 1973, s. 61 i nast. oraz Z. Jasiewicz Początki polskiej etnologii i antropologii kulturowej (od końca XVIII wieku do roku
1918), Poznań 2011, s. 104–145.
1

171

�nauki coraz bardziej zagrożonych przez germanizację. Towarzystwo, mające
ograniczony budżet pochodzący tylko ze składek, nie mogło zastąpić wyższej
uczelni, której w Poznaniu brakowało już od dziesiątków lat. W zaborze
rosyjskim sytuacja zmieniła się nieco w roku 1862, gdy w Warszawie powstała Szkoła Główna z polskim językiem wykładowym. Była to pierwsza
w Królestwie od czasu likwidacji uniwersytetu uczelnia wyższa z szerokim
programem nauk humanistycznych. Na początku swego istnienia borykała
się z brakiem kadry naukowej, a już w r. 1869 została zamieniona na uniwersytet rosyjski. Mimo tylko siedmiu lat istnienia Szkoła Główna miała duże
znaczenie dla dalszych dziejów myśli naukowej oraz kultury polskiej – jej
wykładowcy i absolwenci kształtowali i realizowali idee pozytywizmu. Jednak badania etnograficzne we wszystkich trzech zaborach zdane były, tak
jak poprzednio, na inicjatywy prywatne. Dlatego K.W. Wójcicki w roku 1859
w przytaczanym tu apelu o zbieranie materiałów ludoznawczych odwoływał się do „gorliwości obywatelskiej naszych ziemian”. Również Kolberg,
podejmując kilka lat później program badań etnograficznych, zwracał się
o pomoc do współobywateli, licząc na ich patriotyczne zaangażowanie.
W Encyklopedii powszechnej S. Orgelbranda w tomie wydanym w roku
1861 miejsce etnografii w systemie nauki zostało określone następująco:
Etnografia (z greckiego ethnos, lud i graphein, pisać), właściwie opis ludów; tak
nazywano dotąd zbiór wiadomości o obyczajach i zwyczajach, ubiorach, religii
oraz o formie rządu u obcych, mniej zwłaszcza cywilizowanych narodów, który
to zbiór uważano zwykle za część dodatkową geografii. Szybkie jednak postępy
i zmiany, jakim podlegały w ostatnich czasach nauki przyrodzone, mianowicie
fizjologia oraz badania historyczne i filologiczne, dały także początek wielostronniejszemu i dokładniejszemu poglądowi naukowemu na człowieka, równie pod
względem fizycznym jak społecznym, a dwa te względy stały się podstawowymi
dwóch nowych nauk: antropogeografii i etnografii, które w ostatnich dopiero
dziesiątkach lat doszły do zupełnej samoistności. […] Antropogeografia, czyli (jak
ją nazywają niektórzy badacze angielscy) etnologia, zapatruje się na plemiona
i ludy jedynie jako na odmiany i dalsze odcienia ras, na te zaś rasy jako na gatunki zoologicznego rodzaju człowieka; przeciwnie etnografia, rozwijająca się
obecnie w gałąź nauki historycznej, uważa ludzi w narodach, a więc jako społeczności związane wspólnie węzłami duchowymi1.
1
F. H. L. [F.H. Lewestam] Etnografia, w: Encyklopedia powszechna, T. 8, Warszawa 1861,
s. 464.

172

�Już wcześniej, w latach 1850–1852, etnografia dzięki wykładom Wincentego Pola1 na Uniwersytecie Jagiellońskim stała się w Polsce na krótko
dyscypliną akademicką, wtedy umiejscowioną wśród nauk przyrodniczych
jako wykładana w ramach geografii powszechnej. Kolberg, należący do
grona „encyklopedystów” tworzącego w latach 1858–1868 najważniejsze
wówczas w Warszawie wydawnictwo, Encyklopedię powszechną, etnografię widział — tak jak autor przytoczonego artykułu — wśród nauk historycznych. Dla ustalenia takiego miejsca etnografii w systemie nauki w Polsce
największe znaczenie miała wspomniana już zmiana postrzegania sytuacji
ludu a także jego roli w społeczeństwie i w życiu narodu oraz przeobrażenia
widoczne w jego kulturze. Dyskusje na te tematy prowadzone były między
innymi w środowisku naukowym i literackim, ukształtowanym wokół „Bi­
b­lioteki Warszawskiej” i Encyklopedii powszechnej.
Kolberg był wówczas wysoko cenionym badaczem i uznanym autorem
interesujących i nowatorskich publikacji prezentujących folklor, zwłaszcza
muzyczny, jako ważną część kultury polskiej i przedmiot opracowań naukowych. Od paru lat przygotowywał zbiory pieśni regionalnych i w roku 1862
oddał do druku Sandomierskie, pierwszy tom tej serii edytorskiej, krótko
już tu scharakteryzowany. Jednak druk książki trwał blisko trzy lata, w ciągu których społeczeństwo Królestwa przeżyło wstrząs — przebieg i upadek
powstania przewartościowały wiele programów, także dotychczasowe plany badawcze i wydawnicze Kolberga. Dotychczas swe badania poświęcał najpierw muzyce, później także obrzędom i zwyczajom, a obserwacje
prowadzone w czasie podróży pozwoliły mu poznać życie mieszkańców
wsi w różnych odmiennych regionach. W naukowo-artystycznym środowisku warszawskim był wtedy niewątpliwie najbardziej doświadczonym
badaczem terenowym. Potrzeba czasu – konieczność zebrania źródeł dla
kształtującej się etnografii – spowodowała kolejną, tym razem jeszcze głębszą zmianę zakresu jego badań i publikacji. Za podstawowe swe zadanie
uznał wówczas zgromadzenie dokumentacji na temat całości kultury ludowej i udostępnienie jej nauce w wielotomowej serii, której dał tytuł Lud.
Jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła,
zabawy, pieśni, muzyka i tańce, planując poświęcenie każdemu regionowi
Wincenty Pol (1807–1872), poeta, geograf, uczestnik powstania listopadowego (odznaczony orderem Virtuti Militari). Współcześni cenili przede wszystkim jego twórczość literacką, działalność naukowa Pola jako geografa, a zwłaszcza etnografa została doceniona dopiero
w drugiej połowie XX wieku.
1

173

�dawnej Rzeczypospolitej osobną monografię. Ta zasadnicza zmiana wynikała z głębokiego zrozumienia zadań, jakie stanęły przed społeczeństwem
polskim po powstaniu styczniowym. Jego klęska, a później analiza przyczyn takiego biegu wydarzeń miały decydujący wpływ na biografie nie
tylko powstańców i Kolberg nie jest tu wyjątkiem, jednak w jego wypadku
zmiana była znaczna, konsekwentnie przeprowadzona i istotna dla rozwoju
etnografii w ciągu prawie pięćdziesięciu następnych lat.
Kolberg interesował się ludową muzyką wokalną i instrumentalną i jej
kulturowym kontekstem już od dwudziestu pięciu lat. W czasie badań
w terenie zauważał zmienność, powstawanie nowych utworów i zanikanie
dawnych, a także charakterystyczną dla folkloru właściwość tworzenia wariantów. W marcu 1865 r. pisał w jednym z listów: „[...] pieśń jest niewyczerpaną, sama się wciąż mnoży i odradza, i w liczne kształci warianty, tak pod
wglądem muzycznym, jak i opisowym”1. Ciągły kontakt z kulturą ludową
utwierdzał go w przekonaniu, że procesy te dotyczą jej jako całości i że
potrzeba systematycznych badań etnograficznych jest oczywista. Obserwowanie wsi wskazywało też, że w tym właśnie czasie, tj. na początku drugiej
połowy wieku, zwłaszcza po uwłaszczeniu chłopów, zmiany w kulturze ludowej następują szybciej niż dawniej i są radykalniejsze. Zbadanie i utrwalenie w druku wszystkich jej przejawów stało się już pilną koniecznością.
W niektórych opracowaniach na temat genezy Ludu można przeczytać,
że Kolberg podjął w roku 1865 nowy, znacznie szerszy program badawczy
i edytorski, ponieważ przekonał się, że jako kompozytor nie osiągnie wymarzonego sukcesu, że decyzja o opracowywaniu etnograficznych monografii
regionalnych była wynikiem jego rezygnacji z ambicji twórczych. Jest to
jednak ocena niepełna. Wprawdzie w przytaczanym już końcowym fragmencie Szkicu autobiografii sam pisał, że w dalszej pracy nad utworami
scenicznymi przeszkodziły mu „wypadki roku 1863”. Te zdania, napisane
dopiero około 1889 r., potwierdzają, że na zaniechanie pracy nad kompozycjami dla teatru bezpośredni wpływ miał przebieg i skutki powstania
styczniowego. Jednak w ciągu kilku poprzednich lat Kolberg przygotował
dla Encyklopedii powszechnej S. Orgelbranda dziesiątki tekstów na różne
tematy z historii i teorii muzyki, a przede wszystkim opublikował dwa ważne,
wymienione już tu artykuły: w r. 1857 o związkach kompozycji J. Stefaniego
z muzyką ludową oraz w r. 1862 dotyczący źródeł muzyki polskiej Rzut oka
1

Brulion listu do A. Osipowicza z 30 III 1865 r., Korespondencja... cz. I (DWOK T. 64), s. 114.

174

�na pierwotne muzyki dzieje z powodu pieśni „Bogarodzicy”1. M. Tomaszewski tekst ten nazywa „największą przygodą naukową twórcy Ludu”2.
Genezy polskiej muzyki dotyczyły też obszerne rozważania w przekazanym
do druku w 1862 r. Sandomierskim, we wstępie do którego Kolberg stwierdzał, że badanie muzyki ludowej, jej „pochód i rozwój historyczno-obyczajowy nie przestaje być głównym usiłowań i śledzeń moich zamiarem”. Jak
się dziś wydaje, ogłoszenie artykułu Rzut oka na pierwotne muzyki dzieje... i szerokie przedstawienie tego problemu we wstępie do Sandomierskiego dało Kolbergowi pewną satysfakcję, było częściową realizacją planów
naukowych budowanych od roku 1841. Zatem podjęcie w 1865 r. programu kompleksowych badań etnograficznych, programu Ludu, spowodowało
usunięcie z bieżących zadań, „odłożenie na bok” – później okazało się, że na
zawsze – nie tylko ambicji twórcy muzyki, ale przede wszystkim jej badacza. Wprawdzie dopiero w 1868 r. zakończyła się edycja Encyklopedii powszechnej i Kolberg wtedy właśnie zaprzestał działalności jako pisarz muzyczny, jednak podjęcie prac nad programem Ludu opracowanym w końcu
1864 r. i ogłoszonym w lutym 1865 r. spowodowało rezygnację z dalszych
badań nad genezą polskiej muzyki ludowej na rzecz tworzenia podstaw dla
etnografii, w której mieścił także folklor muzyczny. Czasem w późniejszych
tomach Ludu i w innych publikacjach nawiązywał do tematów przedstawionych we wstępie do Sandomierskiego, ale nie podejmował dalszych
badań nad problemami tam poruszonymi. Rozważania Kolberga na temat
genezy tonalności muzyki ludowej zawarte we wstępie do Sandomierskiego
nie miały kontynuacji, stały się w działalności naukowej Kolberga etapem
zamkniętym. Badacza muzyki zastąpił etnograf gromadzący, porządkujący
i publikujący dokumentację kultury ludu.
Planowaną tematykę Ludu Kolberg przedstawił, ogłaszając w lutym
1865 r. w „Bibliotece Warszawskiej” List otwarty3. Zamieścił go na łamach
liczącego się i popularnego czasopisma naukowego, aby zaapelować do
społeczeństwa o pomoc w gromadzeniu materiałów:
Zob. przypisy na s. 144–145 i 160–161.
M. Tomaszewski Pisma muzyczne..., w: O. Kolberg Pisma muzyczne (DWOK T. 61), s. XI.
3
O Kolberg Do Redakcji „Biblioteki Warszawskiej”. List otwarty, „Biblioteka Warszawska”
1865, T. 1, s. 306–308, przedruk w: Korespondencja... cz. I (DWOK T. 64), s. 102–106. Rękopis
Listu oddał Kolberg do druku zapewne w połowie grudnia, pozwolenie cenzury dotyczące
tego tomu „Biblioteki Warszawskiej” ma datę 19/31 XII 1864, zgodę na druk cenzura wydawała
dopiero po otrzymaniu gotowego składu tekstów.
1
2

175

�Zajmując się od lat wielu zbieraniem pieśni, podań i zwyczajów, robiłem w tym
celu nie bezowocne po kraju podróże, gdyż podróże te nagromadziły już do mojej teki mnóstwo nader ważnych szczegółów etnograficznych. [...] Pragnienie uzupełnienia podjętych już w tym przedmiocie wiadomości nabytkami pozyskać się
jeszcze mogącymi, ażeby je wszystkie później uporządkowane w stosownym zamieścić dziele i przedłożyć do użytku i dla nauki powszechnej, niepłonną budzi
we mnie ufność, że wezwanie moje poniżej skreślone, nie pozostanie bez skutku
i nakłoni szan. obywateli i obywatelki do zwracania na lud uwagi, do spisywania
swych spostrzeżeń, a następnie do udzielenie mi takowych listownie [...]1.

Problemy, na które przyszli współpracownicy mieliby zwrócić uwagę,
zestawił w jedenastu punktach: 1. wieś i chata, 2. praca i zajęcia domowe
i gospodarskie, 3. żywność, 4. ubiór mężczyzn, kobiet i dzieci, 5. mowa,
6. przysłowia, zdania, bajki, powiastki, klechdy, legendy, podania itp.,
7. zabobony, gusła, przesądy, 8. pieśni, 9. tańce, 10. obrzędy, 11. zwyczaje
„i piosnki przy różnych zatrudnieniach”. Większość tych tematów jest rozwinięta i wskazuje dokładniej, jakich informacji o życiu mieszkańców wsi
oczekiwał od swych korespondentów2.
Patrząc na kulturę ludową jako na organiczną całość, Kolberg chciał
udokumentować także związki łączące wszystkie jej dziedziny, nie zawsze
zauważane w dotychczasowych publikacjach. Dlatego pisząc np. o budowie chaty, pytał o zwyczaje, przesądy i zaklęcia towarzyszące tej pracy,
a w następnych punktach o inne wierzenia i zabobony związane z obrzędami i z codziennym życiem oraz o formuły zaklęć używanych w trakcie
różnych działań. Prosił o pieśni wykonywane przy uroczystościach i przy
wszystkich zajęciach domowych i gospodarskich. Kładł też nacisk na notowanie lokalnych nazw wytworów materialnych, od budynków i ich części
do sprzętów, narzędzi i naczyń, oraz na określanie stosowanych surowców.
Zwracał uwagę na rozróżnienie strojów codziennych i świątecznych, ich
krój i użyte tkaniny i ozdoby. Zalecał zapisywanie bajek, legend, podań itp.
„o ile możności (lubo nie koniecznie) w mowie potocznej, miejscowej”, prosił też o oddanie pieśni „mową miejscową”, choć osobny punkt poświęcił
„narzeczu prowincjonalnemu”. Pytał o koszt wesela czy pogrzebu, a przy
strojach także o cenę „krawiecczyzny”. W późniejszych tomach Ludu widać
O. Kolberg Do Redakcji „Biblioteki Warszawskiej”... w przedruku s. 102–103.
Program z Listu otwartego przytoczony jest przez E. Antyborzec w: Oskar Kolberg jako
badacz terenowy... w: Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło cz. II (DWOK T. 85/II), s. 432–436.
1

2

176

�starania o obserwacje zmian zachodzących w kulturze ludowej, w Liście
otwartym zaznaczył to w punkcie dotyczącym wsi i chaty, dodając „typ
tu stanowić ma najdawniejszy i najpowszechniejszy niegdyś sposób stawiania, o ile się zachował” oraz pytając, czy ubiór dawniej był inny i „jakim
ulegał odmianom”. Na końcu apelu dodał, że do wielu informacji przydatnym uzupełnieniem byłyby rysunki, „o ile takowe pozyskać się dadzą”.
List otwarty pokazuje, że pole badań etnografów widział wtedy Kolberg
bardzo szeroko: od kultury materialnej, poprzez folklor (teksty i muzykę),
obrzędy i zwyczaje, wierzenia, aż do gwary, wspominając nawet elementy
antropologii fizycznej (barwa cery i kolor włosów). Obejmował więc problematykę, której częścią dziś zajmują się odrębne dziedziny nauki. W ciągu
kilkudziesięciu lat od czasu ogłoszenia Listu otwartego, w wypadku np. dialektologii zaledwie kilkunastu, wykształciły one własne metody badań i własną terminologię, a antropologia fizyczna była już wówczas osobną nauką,
uprawianą przede wszystkim przez przedstawicieli medycyny. Zauważyć
też można, że termin „zwyczaje” miał wtedy dla niego nieco inne znaczenie
niż później w tomach Ludu. W Liście otwartym obejmował on: „zwyczaje
i piosnki przy różnych zatrudnieniach”, które wyliczył dosyć szczegółowo,
a chodziło mu o różne czynności gospodarskie, domowe i o zachowania poza
domem, na jarmarku, w karczmie itp. Natomiast w monografiach w rozdziale „Zwyczaje” znajdują się opisy, teksty i melodie związane z obrzędami
dorocznymi od Adwentu do Zaduszek, czyli to, co w liście otwartym zamieścił jako kolejny punkt podporządkowany obrzędom, obok wesel, chrzcin
i pogrzebów. Nieco szerszy zakres miał z początku w tomach regionalnych
rozdział poświęcony językowi. W Liście otwartym Kolberg prosił o próbki
mowy, prowincjonalizmy i słowniczek miejscowych wyrazów. W pierwszych monografiach (Kujawy i Krakowskie) zamieszczał obok słowników
także obszerne wykazy toponomastyczne, ale w następnych rezygnował
z tych materiałów, ograniczając też coraz bardziej rozdziały poświęcone
„mowie prowincjonalnej”, ponieważ zajmowała się nią dialektologia.
Zestawienie tematów podane przez Kolberga w Liście otwartym było
orientacyjnym wykazem dla osób, które zechcą podjąć z nim współpracę,
nie był to spis treści przewidywany dla tomów Ludu, co pokazuje porównanie z oddanymi do druku dwa lata później Kujawami, a także z następnymi
monografiami. Ostateczna zawartość kolejnych tomów ma inny porządek,
jest także zależna od specyfiki danego regionu — w każdej z nich pojawiają
się opisy zwyczajów, informacje o zatrudnieniach, obchodzonych świętach,
177

�strojach, potrawach itp., charakterystycznych tylko dla określonej okolicy,
nieznanych lub nieużywanych gdzie indziej.
Swój nowy program i sposób jego realizacji zaprezentował Kolberg
w roku 1865 także w artykule Polski lud zamieszczonym w Encyklopedii
powszechnej. Tam, po krótkiej charakterystyce najważniejszych grup etnicznych „lechickiego szczepu”, pisał:
Każden z tych ludów i ich odmian, mimo pewnej całego pokolenia wspólności,
ma właściwe sobie cechy duchowe i moralne, zawarte w miejscowych zwyczajach, gwarze, podaniach, przysłowiach, pieśniach, obrzędach, tańcach i muzyce,
nadto cechy fizyczne w cerze, usposobieniu, ruchach, ubiorze, sposobie życia,
mieszkaniu i rodzaju pracy leżące. Różnice te raz ukazują się wybitniejsze, to znów
słabsze, w wielu nawet razach ścierają się ze sobą, mieszają i krzyżują. Dokładniejsze o nich wiadomości, zebrane w jedno ognisko, wydobywając na jaśnią
wszelkie różnorodne owe szczegóły narodowego bytu, dadzą dopiero możność
powiązania ich z sobą w jedną całość, wykazania wzajemnego na siebie wpływu,
i tym samym skreślenia w ten sposób dokładnej kraju etnografii. Poprzedzić ją
zatem winny monografie, czyli opisy szczegółowe pojedynczych miejscowości1.

Lud miał być serią takich etnograficznych monografii niewielkich regionów.
Publikacje krajoznawczo-historyczne poświęcone jednemu regionowi
i zawierające mniej lub więcej informacji etnograficznych pojawiały się
od początku XIX w. Jedną z ważniejszych był tom Okolica zadniestrska…
Ignacego Lubicz-Czerwińskiego2 z 1811 r., uznawany za pierwszą monografię etnograficzną. Ze współczesnych Kolbergowi, już ściśle etnograficznych,
wymienić trzeba przede wszystkim Lud ukraiński Antoniego Marcinkowskiego3 i Lud Kornela Kozłowskiego4. Obydwa opracowania Kolberg oce1
O. Kolberg Polski lud, w: Encyklopedia powszechna, T. 21, Warszawa 1865, s. 217,
przedruk w: O. Kolberg Studia, rozprawy i artykuły (DWOK T. 63), s. 567.
2
Pełny tytuł pracy I. Lubicz-Czerwińskiego: Okolica zadniestrska między Stryjem i Łomnicą, czyli opis ziemi i dawnych klęsk lub odmian tej okolicy, tudzież jaki jest lud prosty
dla religii i dla pana swego? Zgoła jaki ón jest w całym sposobie życia swego, lub w swoich
zabobonach albo zwyczajach, Lwów 1811.
3
[A. Marcinkowski] A. Nowosielski Lud ukraiński, jego pieśni, bajki, podania, klechdy,
zabobony, obrzędy, zwyczaje, przysłowia, zagadki, zamawiania, sekreta lekarskie, ubiory,
tańce, gry itd., zebrał i stosownemi uwagami objaśnił […], T. 1–2, Wilno 1857.
4
K. Kozłowski Lud. Pieśni, podania, baśnie, zwyczaje i przesądy ludu z Mazowsza Czerskiego
wraz z tańcami i melodiami zebrał […], z. 1–4, Warszawa 1867–1868, całość: Warszawa 1869.

178

�niał wysoko. Nie wiadomo, czy znał osobiście Antoniego Marcinkowskiego
(1823–1880), jednak jest to bardzo prawdopodobne. W jednej ze swych tek
regionalnych przechowywał rękopis trzeciego tomu Ludu ukraińskiego1
poświęcony pieśniom, niewydany drukiem, a dwa pierwsze tomy i liczne artykuły tego autora wykorzystywał jako materiał porównawczy m.in.
w Krakowskiem i Pokuciu. Z Kornelem Kozłowskim (1834–1904) prowadził wspólnie badania terenowe w okolicy Czerska w czasie pobytu w Czaplinie w czerwcu 1865 r. i zapisy muzyczne wykonane podczas tych badań
przekazał Kozłowskiemu do druku w jego publikacji. Kozłowski w tytule
wymienił melodie jako część składową monografii i we wstępie dziękował
za nie Kolbergowi, ale ostatecznie ich nie zamieścił, być może z powodu
wysokiego kosztu druku nut. Przyglądając się pracom poprzedników Kolberga, a także niektórym jemu współczesnym, zauważyć można, że przed
podjęciem przez niego planu realizowanego w postaci tomów Ludu zbieranie i opracowywanie materiałów etnograficznych ograniczało się najczęściej do okolicy dobrze znanej autorowi, w której mieszkał i w której
najłatwiej było mu przeprowadzić potrzebne badania. Drukowane w prasie
lub czasem jako ozdobne albumy2, zwykle nie wyczerpywały tematyki etnograficznej, nawet ograniczonej do podstawowego wówczas jej zakresu,
i najczęściej nie zawierały zapisów nutowych do zamieszczanych tekstów
pieśni. Nie miewały też kontynuacji. Natomiast ideą Kolberga było opracowanie materiałów etnograficznych według wspólnego dla wszystkich regionów schematu, tak aby kolejne tomy złożyły się na dzieło o stanie kultury
ludowej na obszarze dawnej Polski.
Wykaz regionów, którym chciał poświęcić osobne tomy, poznajemy dopiero ze spisu3 o cztery lata późniejszego od Listu otwartego – sporządził
go w roku 1869, starając się w Zakładzie im. Ossolińskich o dotację na
podróże terenowe i druk. W liście tym podał tytuły wszystkich przewidywanych wtedy monografii. Już z poprzednich wypowiedzi Kolberga na
W spisie tek z r. 1886 odnotował, że rękopis ten znajduje się w tece 25 Ukraina, ale dziś
w spuściźnie rękopiśmiennej Kolberga nie znajdujemy go. Trzeci tom monografii A. Marcinkowskiego wspomina Kolberg już wcześniej w brulionie listu do A. Bielowskiego z 15 III 1869 r.,
zob. Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 305.
2
Np. W. Zawadzkiego Obrazy Rusi Czerwonej, Poznań 1869, z rys. J. Kossaka; pierwodruk
rozdziałów I–IV „Tygodnik Ilustrowany” 1864, T. IX, nr 223–232.
3
Brulion listu do A. Bielowskiego z 15 III 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s.
294–308.
1

179

�temat zbiorów pieśni wiadomo, że planował zbadanie muzyki ludowej na
całym terytorium przedrozbiorowej Rzeczypospolitej. Taki zasięg geograficzny przewidywał też dla badań etnograficznych, których wyniki w roku
1869 chciał pomieścić w sześćdziesięciu dwu tomach Ludu. Cztery pierwsze z nich to wydrukowane już wówczas „serie”: 1. Pieśni ludu polskiego,
2. Sandomierskie1, 3–4. Kujawy cz. I i II. Następne tytuły w tym spisie
uporządkował według stanu posiadanych do nich źródeł, od monografii,
które potrzebowały jeszcze zredagowania i pewnych uzupełnień, np. skompletowania rycin, do poświęconych regionom, z których miał materiały
„w małej dotąd zebrane liczbie”.
Na końcu spisu wysłanego do Ossolineum dodał uwagę: „Oczywiście porządek wszystkich serii w miarę nowych nabytków, dopełnień i opracowania ciągłej ulegać będzie zmianie”2. Tak też się działo, kolejność druku materiałów z określonego regionu (a stąd i numer tomu) zależała od wielu okoliczności, przede wszystkim od tego, kiedy były one na tyle kompletne, aby
Kolberg mógł podjąć redakcję monografii. Ponadto o ile pierwsze wydane
tytuły, jak Sandomierskie, Kujawy i Krakowskie, obejmowały niewielkie
regiony, ograniczone do jednego lub dwu powiatów, następne monografie
zawierały materiały ze znacznie większych terenów, np. z kilku powiatów,
jak dwutomowe Lubelskie. Dla Wielkopolski w granicach zaboru pruskiego przeznaczył pierwotnie siedem osobnych tomów i tyle jej ostatecznie
poświęcił, jednak pod wspólnym tytułem Wielkie Księstwo Poznańskie.
Zauważyć też trzeba, że Kolberg jako planowanych tytułów używał nazw
dawnych jednostek administracyjnych oraz nazw krain historycznych i geograficznych. Etnonimy jako tytuł pojawiają się tylko raz w odniesieniu do
mieszkańców Tatr i Beskidów (Górale), a trzykrotnie (Łemki, Hucuły, Bojki) jako uzupełnienia innych określeń. Musiał też respektować polityczne
granice wyznaczone przez zabory, np. osobne tomy poświęcone miały być
Podolu rosyjskiemu i galicyjskiemu, Śląskowi austriackiemu i pruskiemu,
rozdzielone zostało też Krakowskie, którego część po lewej stronie Wisły
1
Na karcie tytułowej Sandomierskiego widnieje nota „seria I”, dopiero wydając w roku
1867 część pierwszą Kujaw jako serię (tj. tom) III Ludu, Kolberg uznał Pieśni ludu polskiego
z 1857 r. za serię pierwszą, a Sandomierskie za drugą. Dodrukował wtedy nową kartę tytułową
dla Pieśni ludu polskiego, włączając ten tom ex post do cyklu wydawanego z tytułem Lud.
Jego zwyczaje, sposób życia, mowa itd.
2
Brulion listu do A. Bielowskiego z 15 III 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),
s. 305.

180

�miała być opisana jako Kieleckie. Kolberg zmuszony był do podporządkowania się realiom politycznym, zwłaszcza ze względu na cenzurą rosyjską,
tym bardziej że uściślenie granic regionów etnograficznych było możliwe
dopiero po dokładnych badaniach terenowych i ustaleniu kryteriów wskazujących istnienie odrębnej grupy etnicznej. Kolbergowski Lud miał służyć
zbadaniu także tych problemów.
Podkreślić też trzeba, że Kolberg zakładał od początku wyłącznie dokumentacyjny charakter planowanego wydawnictwa. W kwietniu 1865 r.
pisał w liście do Józefa Blizińskiego:
Etnografia jest nauką nową, nie wytrawną jeszcze, nie wyrobioną, lubo celu
swego świadomą; potrzeba do jej rozwinięcia materiałów jak do historii, więc
i moja praca niczym prawie jeszcze innym nie będzie, jak skrzętnym ich nagromadzeniem. Przede wszystkim postanowiłem sobie takowe nabytki uporządkować i usystematyzować, nim się do ich opracowania i dalszych wniosków
przejść będzie mogło1.

Lud nie mógł być obciążony próbami przedwczesnych wniosków, syntezami tworzonymi na podstawie niepełnych materiałów. Zatem Kolberg
programowo rezygnował z zamieszczania tam rozważań na temat np. wzajemnych związków kultury różnych regionów i różnych grup etnicznych
czy genezy wierzeń lub praktyk leczniczych. Stosował jedynie odsyłacze
łączące warianty melodii, pieśni i bajek jako wskazówki do późniejszych
badań porównawczych. Wyraźnie i wielokrotnie stwierdzał, że wydawnictwo to stanie się podstawą dla dalszych prac, dokumentacją dla badaczy różnych dziedzin życia ludu i jego kultury, zebraną i uporządkowaną
według jednolitego planu. Dopiero po wydaniu drukiem całości stanie się
możliwe podjęcie analiz oraz prac porównawczych i formułowanie teorii
na tematy, do których Lud dostarczy źródeł.
Publikując List otwarty, Kolberg liczył na współpracę osób, które zechcą
notować w swej okolicy i przesyłać mu informacje na wskazane tam tematy.
Zapewniał przyszłych współpracowników, że nie omieszka podać nazwiska „sprawę zdającej osoby, o ile takowa sprzeciwić się temu nie zechce”2.
Ogłoszenie planu badań i prośba o pomoc w gromadzeniu materiałów do
List do J. Blizińskiego z 13 IV 1865 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 116.
O. Kolberg Do Redakcji „Biblioteki Warszawskiej”..., w przedruku w Korespondencji…
cz. I (DWOK T. 64) s. 103.
1
2

181

�monografii nie wywołały wielu deklaracji współpracy – ważne jednak
było przedstawienie problematyki Ludu. Kierowało ono zainteresowanie
ewentualnych korespondentów na zagadnienia nowe w porównaniu z zawartymi w dotychczasowych apelach zwracających uwagę najczęściej na
pieśni i bajki. Ponadto List otwarty nadał pracy Kolberga pewien rozgłos,
co pomagało mu w nawiązywaniu kontaktów w czasie badań terenowych,
które nadal musiały być zasadniczą metodą pozyskiwania materiałów.
Zachowały się listy tylko czterech osób powołujących się bezpośrednio na apel ogłoszony przez Kolberga w „Bibliotece Warszawskiej”. Byli
to: Aleksander Osipowicz (zm. 1893) z Suwałk, M. Skotnicki z Moszczanki
w Lubelskiem, Józef Bliziński (1827–1893) z Kujaw i Władysław Ciesielski
(1844–1893?), młody powstaniec, wówczas przebywający w okolicy Opatowa. Przysyłali oni Kolbergowi swoje notatki bądź współpracowali w czasie
jego pobytów w terenie. W okresie późniejszym podobną pomoc w gromadzeniu materiałów kolejne osoby okazywały Kolbergowi bądź bezpośrednio w czasie badań, bądź przez nadsyłanie własnych opisów strojów,
obrzędów czy zapisów pieśni, bajek lub przysłów. Część takich notatek
pozostaje dla nas anonimowa, m.in. dlatego że zachowana korespondencja
Kolberga sprzed roku 1871 jest bardzo uboga i często nie możemy zapisów
wykonanych obcą, nieznaną ręką połączyć z listem, który wskazałby autora. Notatki takie były zresztą często przekazywane przez „okazje”, drogą
prywatną, gdyż przesyłanie pocztą narażało je na konfiskatę i zniszczenie.
Listy były wtedy kontrolowane przez policję i nie zawsze docierały do adresata. Ciesielski, po wysiedleniu z Opatowskiego mieszkający w Żółkiewce,
pisał do Kolberga:
[…] ale proszę pisać przez pocztę Zwierzyniec, powiat zamojski, wieś i gmina Tarnawa, ponieważ więcej niż poufali przyjaciele odbierają listy moje w Żółkiewce
i odczytawszy je bez skrupułów, gubią bez odpowiedzialności1.

Ciesielski przebywał w Żółkiewce pod nadzorem policji jako uczestnik
powstania, kontrolowana była jednak poczta nie tylko osób poddanych
takiemu rygorowi, ale także innych mieszkańców zaboru rosyjskiego, pozornie nie podejrzewanych przez władze. Dlatego współpracownicy Kolberga
starali się przekazywać notatki, często bez podpisu, pomijając pocztę lub
oddając je w czasie swego pobytu w Warszawie.
1

List W. Ciesielskiego z 25 VII 1866 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 173.

182

�Prawdopodobnie w okresie między ogłoszeniem Listu otwartego a przygotowaniem dla Ossolineum spisu planowanych monografii Kolberg uporządkował posiadane już materiały, zakładając osobne teki „regionalne”, które
w pewnej mierze przetrwały do naszych czasów1. Nie wiadomo, jaki porządek nadawał wcześniej swoim notatkom terenowym i innym rękopisom. Według wykazów sporządzanych przez niego pod koniec życia tek regionalnych
było trzydzieści i niektóre z nich miały tytuły takie same jak przewidywane
tomy, np. Górale, Ruś Czerwona, Podgórze Krakowskie, Lubelskie. Jednak
nie wszystkie planowane w 1869 r. monografie otrzymały osobne teki, być
może dlatego, że do niektórych miał wtedy jeszcze bardzo mało materiałów.
Uzupełniał też swoją podręczną bibliotekę. Pełnego spisu składających się na
nią książek nie udało się odtworzyć, zachowane notatki na ten temat są raczej przypadkowe i wskazują tylko niektóre tytuły. Na przykład z rachunku2
księgarni Gebethner i Wolff wiadomo, że w listopadzie 1865 r. kupił zbiory
bajek Karola Balińskiego (1812 – po 1850?) i Antoniego Józefa Glińskiego
(1817–1866)3, Klechdy wydane przez K.W. Wójcickiego4 miał już zapewne
wcześniej. Wykorzystał te zbiory już w roku 1867 w pierwszej części Kujaw,
wskazując zamieszczone w nich warianty drukowanych przez siebie bajek
kujawskich, tak jak we wcześniejszych publikacjach odsyłał do wariantów
pieśni w zbiorach swoich poprzedników.
Zakres badań przedstawiony w Liście otwartym, tak jak cały plan edytorski Ludu, przekraczał siły jednego człowieka. Kolberg przewidywał
opracowanie ponad sześćdziesięciu tomów, a z nieco późniejszych listów
wynika, że zakładał możliwość zebrania materiałów i przygotowanie do
druku jednego lub dwu tomów rocznie. Wydanie całego Ludu wymagałoby ponad trzydziestu lat przy doskonałej organizacji zarówno badań
terenowych, jak i późniejszej pracy przy biurku, a więc posiadania odpowiednich środków materialnych. Kolberg wiedział, że dla wykonania
1
Istniejące obecnie zespoły rękopisów Kolberga, w tym teki regionalne i Miscellanea,
zestawione są w Wykazie tek i innych zachowanych zespołów rękopisów O. Kolberga, w:
Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło cz. III (DWOK T. 83/III).
2
Rachunek księgarni w BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 103.
3
K. Baliński Powieści ludu spisane z podań. Wyboru i wydania K. Wł. Wójcickiego,
Warszawa1842; A.J. Gliński Bajarz polski. Zbiór baśni, powieści i gawęd ludowych opowiedział […], wyd. 2, T. 1–4, Wilno 1862.
4
K.W. Wójcicki Klechdy, starożytne podania i powieści ludu polskiego i Rusi, T. 1–2,
Warszawa1837; na podstawie wyd. III z 1876 r. kolejne wydanie: Warszawa 1972, wybór
i opracowanie R. Wojciechowskiego, słowo wstępne J. Krzyżanowskiego.

183

�tego planu konieczne jest poświęcenie się tylko temu zadaniu. Zbieranie
materiałów w terenie, ich opracowywanie i wydawanie co roku jednego
albo dwu nowych tomów Ludu nie pozostawiłoby już czasu na inną pracę,
a dotychczas z konieczności musiał godzić podróże i działalność badawczą,
naukową, a także wydawniczą, z zarabianiem na codzienny byt. Miał wtedy
już pięćdziesiąt lat — podjęcie tak rozległego i czasochłonnego programu
badawczego i wydawniczego świadczy o wielkiej determinacji. Wiedział,
jak cenne są gromadzone przez niego od roku 1839 zapisy folkloru i opisy
obrzędów i jak bardzo potrzebne są nowe, szersze niż dotąd badania etnograficzne w okresie coraz gwałtowniejszych przemian w życiu mieszkańców wsi i zanikania niektórych jego elementów. Wiedział też, że oparciem
będą mu doświadczenia zdobyte w czasie pobytów w terenie, kontakty nawiązane w różnych okolicach kraju, znajomość literatury przedmiotu oraz
duża praktyka edytorska w zakresie źródeł folklorystycznych. Miał także
zgromadzone już bogate materiały — zapisy muzyczne i opisy zwyczajów
i obrzędów z wielu regionów. Dlatego w latach 1865–1870 poświęcał wiele czasu i energii na starania we wszystkich trzech zaborach o dotację na
badania i druk.
Podjęcie przez Kolberga pracy nad tak szeroko zakrojonym planem badań etnograficznych i prac edytorskich oraz determinacja, z jaką plan ten
realizował w postaci wielotomowej serii wydawniczej, wynikały — jak już
tu wspomniano — z głębokiego przeświadczenia o potrzebie wszechstronnego poznania życia ludu właśnie teraz, po powstaniu styczniowym, gdy
wobec nasilającej się rusyfikacji i germanizacji wzrastała waga wszystkich
„szczegółów narodowego bytu”. Istotne znaczenie miała także osobowość
Kolberga, której kształtowanie się w latach młodzieńczych następująco
scharakteryzował Izydor Kopernicki:
Całe otoczenie, w jakim się on od dzieciństwa znajdował w Warszawie, a które
szczęśliwym trafem utworzyło się dlań pod jednym dachem z mieszkaniem jego
rodziców, łączyło się skutecznie do tej zbawiennej atmosfery rodzinnej, wśród
której bujnie rozwijały się: wrodzony artystyczny nastrój jego duszy, badawczość jego umysłu i głębokie narodowe poczucie1.

1

I. Kopernicki Oskar Kolberg, „Nowa Reforma” 1889, nr 107.

184

�IX
[Sandomierskie jako niepełna jeszcze monografia regionalna. – Nawiązanie
kontaktów z wydziałem etnograficznym Rosyjskiego Towarzystwa Geograficznego. – Badania terenowe na Kujawach w roku 1865. – Druk pierwszego
tomu monografii tego regionu. – Współudział w opracowaniu Zbioru pieśni
duchownych ewangelickich.]

Sandomierskie, które ostatecznie trafiło do rąk czytelników w roku 1865,
nie odbiegało zasadniczo treścią od tomu złożonego w drukarni w 1862 r.,
tj. zbioru pieśni regionalnych prezentowanych z opisem zwyczajów i obrzędów charakterystycznych dla okolicy objętej tytułem1. Jednak w ciągu
pierwszych miesięcy 1865 r. Kolberg starał się ten drukowany już od trzech
lat zbiór pieśni regionalnych dostosować do założeń etnograficznej monografii regionalnej2. Tom otrzymał wtedy nowy tytuł: Lud. Jego zwyczaje,
sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni,
muzyka i tańce i stał się pierwszą częścią zaplanowanej serii wydawniczej
poświęconej źródłom etnograficznym. Uzyskał też tytuł nadrzędny Materiały do etnografii słowiańskiej, co było koniecznym trybutem złożonym
rosyjskiej cenzurze. Kolorowe litografie mające za przedmiot stroje ludowe
różnią się od rycin w Pieśniach ludu polskiego, gdzie na każdej z nich
przedstawione były pojedyncze postaci. W Sandomierskiem Gerson, podobnie jak we własnym albumie3, zaprezentował na tle widoków wsi scenki rodzajowe z dwiema co najmniej osobami. Nie wiadomo, czy o tej zmianie decydował malarz, czy Kolberg, dla którego ryciny takie wzbogacały
dokumentację, nie zwiększając kosztu wydania książki.
Tak jak w wersji oddanej do druku w 1862 r. i zgodnie z jej pierwotnym
tytułem zasadniczą treść tomu stanowią rozdziały poświęcone obrzędom,
zwyczajom, pieśniom i muzyce. W sumie opublikował w tym tomie 325
Badania terenowe Kolberga w Sandomierskiem, materiały zamieszczone w monografii,
a także pozostałe notatki z tego regionu zachowane w zbiorach Kolberga oraz metody opracowania ich do druku przez Kolberga i przez współczesnych wydawców scharakteryzowane są
we wstępie do tomu O. Kolberg Sandomierskie. Suplement do tomu 2 (DWOK T. 71), zob. tam:
E. Antyborzec, A. Sawicka „Sandomierskie” Oskara Kolberga, s. V–XXXIV.
2
Na termin ten wskazują notatki Kolberga o wydatkach, gdzie po przerwie trwającej
od 17 grudnia 1863 r. zaczął znowu od 22 marca do 26 czerwca 1865 r. wpisywać sumy płacone
za druk Sandomierskiego (rkp. Kolberga Notatnik..., BN PAU i PAN, sygn. 3210, k. 13).
3
Zob. przyp. 1 na s. 121.
1

185

�pieśni i melodii. Uzupełnienia dodane do Sandomierskiego na początku
roku 1865 w niewielkim stopniu przystosowały do potrzeb programu Ludu
tekst powstały wcześniej i już wydrukowany. Nie miał wtedy jeszcze materiałów koniecznych do innych rozdziałów monografii etnograficznej,
zwłaszcza z zakresu kultury materialnej i wierzeń. Ponadto tom ten wydawał na własny koszt i nie mógł sobie pozwolić na stratę kapitału dotychczas wyłożonego na papier i druk oraz na dalsze przetrzymywanie książki
w drukarni. Zmieniając Sandomierskie w tom Ludu, Kolberg w marcu
1865 r. przedrukował drugi arkusz książki, dodając tam cztery strony „Wiadomości topograficzno-etnograficznych” i dał do składania zamykające
tom przypisy, „które za dopełnienie wiadomości krótko na s. 17–20 podanych i innych w dalszym ciągu dzieła rozrzuconych, uważane być mają”1.
W pierwszej części przypisów znalazły się przedruki z współczesnej prasy
oraz z Obrazków wiejskich i Zarysów J.K. Gregorowicza, a także fragmenty
dwu druków wcześniejszych, z roku 1830 i 1751. W drugiej, zatytułowanej
„Język”, autor zawarł słowniczek oparty na różnych źródłach, informacje
o gwarze, spisy toponomastyczne (nazwy miejscowości, rzek i jezior) oraz
kilkadziesiąt nazwisk rodowych i najczęściej używanych imion. Uzupełnieniem materiałów językowych są trzy bajki zamieszczone jako „Próbki języka”, z których dwie zachowały się w zapisach terenowych Kolberga, więc
pochodzą z jego badań. Mimo tych starań Sandomierskie tomem Ludu
zostało nazwane zdecydowanie na wyrost. Według Listu otwartego opracowanie takie, poza pieśniami i muzyką, powinno mieścić opisy kultury
materialnej i społecznej, informacje o świecie wierzeń i związanych z nim
praktykach oraz zapisy literatury ludowej i charakterystykę lokalnych gwar.
Warunki te spełniały dopiero oddane do druku dwa lata później Kujawy.
Wstęp do Sandomierskiego, poświęcony głównie rozważaniom o muzyce,
nie nawiązywał jeszcze do problemów przedstawionych w Liście otwartym,
pozostał w pierwotnej postaci z roku 1862. Kierunek swych badań określił
tam Kolberg wyraźnie, zgodnie jednak z planami z lat 1856–1862, stwierdzając, że muzyka ludowa „nie przestaje być głównym usiłowań i śledzeń
moim zdaniem”2. Jak sam pisał we wstępie do następnej monografii, Sandomierskie skreślił „z materiałów na jakie mnie stać było”3.
O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 237. Dodatki te obejmują około 20% ostatecznej objętości tomu.
2
O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 7.
3
O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 5.
1

186

�Sandomierskie spotkało się z mniejszym zainteresowaniem recenzentów
niż Pieśni ludu polskiego. Bezpośrednio po ukazaniu się książki omówił ją
w „Gazecie Warszawskiej” J. Papłoński, później w „Bluszczu” J. Sikorski
i na początku następnego roku K.W. Wójcicki w „Bibliotece Warszawskiej”.
Jan Papłoński (1819–1885), historyk i filolog, przedstawił w skrócie dotychczasowe zainteresowania pieśniami słowiańskimi, zaznaczając, że muzykę
im towarzyszącą przed Kolbergiem najpełniej zaprezentował Jan Arnošt
Smoleŕ (1816–1884) w zbiorze pieśni Łużyczan1. Papłoński porównał zalety
i wady wydawania pieśni jako zbiorów poświęcanych kolejno określonemu
gatunkowi z całej Polski lub jako zbiorów regionalnych, uznając obydwie
metody za właściwe, jeżeli edycja zostanie doprowadzona do końca i przedstawi pełny zasób polskich pieśni ludowych. Podkreślał wartość tekstów
dla badań językoznawczych, ale ostrzegał, że ani teksty, ani melodie opublikowane przez Kolberga nie oddają charakteru ludu:
Zdawałoby się, że lud ten tylko się kocha lub hula, tak w nim mało religijności,
wspomnień historycznych prawie żadnych, mało nawet uczciwości małżeńskiej,
o miłości bliźniego, o otarciu łez sierocie wzmianki prawie nie ma. Tymczasem
w rzeczywistości jakże różnym jest ten lud od własnej pieśni2.

Wójcicki polemizował z Papłońskim, m.in. przypomniał, że wydawcy pieśni ludowych publikują „pieśni światowe”, a religijne znajdują się
w edycjach kantyczek i innych podobnych śpiewnikach. Miał jednak także
zastrzeżenia do planu wydawniczego Kolberga i pisząc o Sandomierskiem,
wrócił do zawartości tomu Pieśni ludu polskiego. Jego zdaniem Kolberg
podawał tam za dużo wariantów, które dzieło „bez potrzeby powiększyły”3.
Dalsze rozważania na temat treści Sandomierskiego zakończył oceną programu edytorskiego przyjętego przez Kolberga:
Dalsze serie, utrzymując plan obecnej, obejmą dumy i pieśni też same prawie,
które są w Sandomierskiem, bo tego rodzaju utwory są wspólne wszystkim okolicom. Owoż radzimy, ażeby nie powtarzał ich dla małych zmian i wariantów,
L. Haupt, J.E. Smoleŕ Pjesnički hornych a deľnych Łužiskich Serbow, T. 1–2, Grymi
1841–1843.
2 J. Papłoński Lud, jego zwyczaje, sposób życia…, „Gazeta Warszawska” 1865, nr 183.
3
K.W. Wójcicki Lud, jego zwyczaje, sposób życia..., „Biblioteka Warszawska” 1866, T. 1,
s. 117.
1

187

�które rzeczy samej i treści nie zmieniają, ale podał nowe dumy i pieśni, nie znane
Sandomierskiemu, które niewątpliwie przy pilnym badaniu wyśledzi1.

Wójcicki, podobnie jak przedtem niektórzy recenzenci Pieśni ludu
polskiego, podważał sens publikowania wariantów, poza zdecydowanie
odmiennymi, nie rozumiejąc argumentów Kolberga, przedstawionych już
wcześniej we wstępie do Pieśni ludu polskiego z roku 1857 i jeszcze raz
sprecyzowanych w Sandomierskiem. Uprzedzając bowiem uwagi na ten
temat, Kolberg już w przypisie do pieśni obrzędowych zamieścił wyjaśnienie przyczyn, dla których tak postępuje:
Czuję, że spotkać może mnie tu zarzut, jakobym przytoczone parę melodii głównych zbyt często powtarzał, gdy różnice między wariantami bardzo są małe,
nieznaczące prawie, by je osobno i po szczególe wypisywać warto było, skoro
za pomocą znaku odsyłacza z łatwością do pierwotnej (raczej pierwszej) nuty
odnieść się można. Wszakże skłonił mnie do tego wzgląd tak na samą ważność
tych różnic, jak na dokładność oznaczenia ich w nutach. Ważność ta polega
według mnie na przekonaniu, że tylko większa liczba choćby drobniejszych
odmian i odcieni (które mimo to bynajmniej nie są i nie mogą być wyczerpane,
gdy lud coraz to nowe tworzy) obok wymienienia miejsca ich powstania lub
użytkowania, daje wyobrażenie o stopniowym (czy to dodatnim, czy ujemnym)
kształtowaniu czyli urabianiu się pieśni pod względem formy, rytmu i spójności
z tekstem, a urabianie to ma niewątpliwą swą logikę psychologiczną, którą tylko
szereg szczegółów tłumaczy, a na którą pragnę zwrócić uwagę2.

Folklorystyczne publikacje Kolberga miały służyć także badaniom, którymi dziś w ramach etnomuzykologii zajmuje się melogeografia, to jest
ustalaniu zasięgu i stopnia rozprzestrzenienia się poszczególnych wątków
muzycznych pieśni i tańców. Dokonywanie przed drukiem tak znacznej
selekcji, jaką proponował Wójcicki, uniemożliwiłoby używanie wydanych
przez Kolberga zbiorów do badań nad geograficznym zasięgiem melodii
i tekstów. Rygorystyczna redukcja materiału ograniczyłaby także źródła
potrzebne do analizy specyfiki repertuaru danego regionu i możliwości porównania go, jako niepełnego, z repertuarem sąsiednich lub odleglejszych
grup etnicznych.
1
2

Tamże, s. 117–118.
O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 70.

188

�Józef Sikorski, recenzując Sandomierskie w drukowanym w „Bluszczu”
artykule Ruch muzyczny1, zgodnie ze swymi zainteresowaniami zajął się
tylko stroną muzyczną nowej publikacji. Podkreślił wielką wartość zebranych przez Kolberga przykładów muzyki ludowej: „rzec się godzi skarbów”.
Przemyślenia Kolberga na temat genezy tonalności polskiej muzyki ludowej2
uznał za zbyt specjalistyczne i zbyt trudne „jak gdyby mówił o przedmiocie
najpopularniejszym w świecie”3, a do tego w książce rozproszone. Rozważania te były rzeczywiście zamieszczone w kilku miejscach tomu, a były też
zbyt hermetyczne dla większości czytelników nie znających teorii muzyki
i prac na temat jej historii. Sikorski podkreślił też, że w wydawanych przez
Kolberga zbiorach pieśni, a tak traktuje także Sandomierskie, zastosowany
układ materiałów narzucony jest przez teksty, nie muzykę, a „można było
obmyślić plan muzyczny po utworzeniu sobie jasnego poglądu na całość”4.
Żaden z trzech recenzentów nie powiązał nowej publikacji Kolberga
z treścią Listu otwartego zamieszczonego niedawno w czołowym naukowym miesięczniku warszawskim. Do repliki skłoniła autora Ludu tylko
opinia Sikorskiego. Był z nim zaprzyjaźniony od wielu lat i cenił go jako
krytyka surowego, ale sprawiedliwego. Tym razem Sikorski do oceny
edycji dodał uwagi dotyczące osoby, a nie tylko dzieła. Wspomniał roztargnienie autora Sandomierskiego, a całej recenzji nadał ton nieco protekcjonalny. Uraził tym Kolberga, co ochłodziło na pewien czas ich przyjaźń
trwającą od czasów szkolnych. W reakcji na opinię Sikorskiego Kolberg
napisał odpowiedź5, co było zdecydowanie wyjątkiem w jego dotychczasowej praktyce. Replika ta nie była drukowana w prasie XIX-wiecznej
i nie dotarła do czytelników znających tekst recenzji, nie wiadomo też,
czy poznał ją Sikorski.
Część uwag Sikorskiego mogła być echem nie do końca rozstrzygniętej
dyskusji między nim i Kolbergiem, rozpoczętej artykułem o Bogurodzicy
zamieszczonym w „Pamiętniku Muzycznym i Teatralnym” w roku 1862,
J. Sikorski Ruch muzyczny, „Bluszcz” 1865, nr 5, s. 20.
O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 8–16 i 97–107, uwagi o muzyce ludowej
i problemach edytorskich związanych z jej publikowaniem zamieścił Kolberg także na s. 70
w przytoczonym wyżej przypisie.
3
J. Sikorski Ruch muzyczny…, s. 20.
4
Tamże.
5
Brulion odpowiedzi przeznaczonej dla redakcji „Kłosów”, przytoczony w Korespondencji… cz. III (DWOK T. 66), s. 683–684. Inna, znacznie obszerniejsza wersja repliki Kolberga
zachowała się w rękopisie w zbiorach BN PAU i PAN, sygn. 2184, k. 322.
1

2

189

�o czym już tu wspominano. Kolberg mógł być zaskoczony także tym, że
Sikorski domagał się porządkowania zebranych materiałów etnograficznych według kryteriów muzycznych. Tymczasem w Liście otwartym,
drukowanym zaledwie przed paru miesiącami, wyraźnie zapowiadał, że
planuje wydawanie monografii etnograficznych, co potwierdzał także tytuł świeżo wydanego tomu. Według deklaracji w Liście otwartym muzyka miała być ważnym, ale nie głównym przedmiotem opracowania.
Recenzenci mogli jednak potraktować nową publikację jako kolejny zbiór
pieśni i melodii, ponieważ mimo zmiany tytułu dzieła Kolberg nie wspominał w Sandomierskiem o nowym programie edytorskim, nie przeredagował choćby początkowej części wstępu. Dla środowiska literackiego
i muzycznego Warszawy Kolberg był nadal zbieraczem i wydawcą pieśni
ludowych.
W okresie, gdy kończył się druk Sandomierskiego, tj. w pierwszej
połowie roku 1865, Kolberga absorbowało przede wszystkim szukanie wsparcia materialnego, koniecznego do realizacji programu Ludu.
W Królestwie nie było instytucji finansujących polską naukę, a brak zainteresowania księgarzy publikacjami takimi jak Pieśni ludu polskiego
i Sandomierskie tłumaczyć trzeba w dużej mierze ogólnym zubożeniem
społeczeństwa borykającego się m.in. z rekwizycjami i kontrybucjami nałożonymi przez władze carskie. Inteligencja skazana była w większości na
niskopłatne posady urzędnicze. Trudności finansowe miały wydawnictwa istniejące od wielu lat i cieszące się znakomitą opinią: po powstaniu
styczniowym liczba prenumeratorów „Biblioteki Warszawskiej” spadła
do trzystu1, a Encyklopedii Orgelbranda z początkowych trzech tysięcy
w roku 1859 do mniej niż pięciuset w 1864. Sytuacja ta skłoniła Kolberga
do nawiązania kontaktu z etnografami rosyjskimi działającymi w Cesarskim Rosyjskim Towarzystwie Geograficznym. W wykazie wydatków pod
datą 12 lutego 1865 r. odnotował: „List do Petersburga (kop. 40)” 2. Być
może notatka dotyczyła zachowanego tylko w brulionie listu3 do któregoś
z wysokich urzędników rosyjskich. Pisał tam o zbieraniu „pieśni ludowych
1
Pisał o tym K.W. Wójcicki w liście do K. Szajnochy z 24 V 1864 r., dodając: „ale utrzymujemy pismo, jakkolwiek z pracą i trudem”, Korespondencja Karola Szajnochy…, T. II, s. 287.
2
Rkp. O. Kolberga Notatnik…, BN PAU i PAN, sygn. 3210, k. 13.
3
Zob. brulion listu O. Kolberga do nieznanego adresata, bez daty, opublikowany w cz. I Korespondencji… (DWOK T. 64), s. 99–102. Podobną treść mają inne bruliony tego listu zachowane w zbiorach BN PAU i PAN, sygn. 2185/4, k. 381–384.

190

�słowiańskich”, wspomniał drukowane i jeszcze nieukończone Sandomierskie oraz zamiar publikowania dalszych prac, które przedstawiałyby
„życie i stan włościan słowiańskich”. Następnie przedstawił kosztorys,
na który złożyłby się fundusz w wysokości około 1300 rubli rocznie na
wydanie w Warszawie dwu tomów z rycinami, drzeworytami i nutami
oraz osobny fundusz dla autora na redagowanie tomów i coroczne podróże dla uzupełniania materiałów. W rękopisie zauważyć można kilka
poprawek ręką Wilhelma, być może starszy brat popierał podjęte przez
Oskara poszukiwania protekcji u rosyjskich etnografów i kierowanie do
władz carskich listu w sprawie finansowania Ludu. Kolberg wspomina
tam, że Sandomierskie oddane było do druku przed „trzema już blisko
laty”, wiec brulion powstał w pierwszej połowie roku 1865. Odpowiedzią
na te starania był datowany na 20 maja 1865 r. list Fiodora Osten-Sakena
(1832–1916), geografa, sekretarza Cesarskiego Rosyjskiego Towarzystwa
Geograficznego, zawiadamiający Kolberga, że wybrano go członkiem-korespondentem towarzystwa. Datę o dwa dni późniejszą ma list Władymira
Łamańskiego (1833–1914), slawisty, wówczas przewodniczącego Wydziału Etnografii tego towarzystwa. Łamański pisał, że w dowód szacunku dla
prac Kolberga „ważnych dla całej Słowiańszczyzny” został on przyjęty
do grona członków-współpracowników wydziału 1. Kolberg podziękował
za ten wybór, przesłał Łamańskiemu egzemplarz Pieśni ludu polskiego
i świeżo wydanego Sandomierskiego oraz memoriał. Ten ostatni tekst nie
zachował się, ale sądzić możemy, że dotyczył starań o dotację na opracowanie i druk Ludu i treścią był zbliżony do omówionego wyżej listu.
Listy i dyplomy członkowskie Towarzystwa Geograficznego latem
1865 r. przywiózł do Warszawy Aleksander Hilferding (1831–1872), rosyjski
slawista, nie jest jednak pewne, czy spotkał się wtedy z polskim etnografem. W zachowanym brulionie listu Kolberg pisał do Hilferdinga: „Przykro mi bardzo, żem przed wyjazdem Pańskim nie mógł się z Nim widzieć
i pożegnać, sam bowiem wyjechałem także do Lublina […]”2. A. Hilferding
był znany w Polsce – w 1862 r. ukazała się jego książka Ostatki Słowian
1
Listy F. Osten-Sakena i W. Łamańskiego zamieszczone są w Korespondencji… cz. I (DWOK
T. 64), s. 122–124.
2
Brulion listu do A. Hilferdinga, bez daty, Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 131; Kolberg wspomina w nim pobyt w Lublinie, w r. 1865 był tam dwa razy, pierwszy raz w kwietniu,
ale tu chodzi raczej o drugi pobyt, w lipcu, z którego do Warszawy wrócił 5 sierpnia, wtedy
prawdopodobnie napisał list do A. Hilferdinga.

191

�na południowym brzegu Bałtyckiego Morza1, wynik badań terenowych
prowadzonych w roku 1856 na Pomorzu, przede wszystkim na terenach
zamieszkałych przez Kaszubów i Słowińców. Kolberg ofiarował Hilferdingowi nowo wydane Sandomierskie i pisał o swych planach:
W podobny sposób i to systematyczniejszy jeszcze, życzyłbym sobie opracować
inne kraju prowincje. Wiadome już Panu Radcy są środki, jakimi by najprędzej
i najskuteczniej dojść można do zamierzonego celu2.

Jednak starania o uzyskanie dotacji na badania terenowe i druk tomów
Ludu przy poparciu Towarzystwa Geograficznego i jego Wydziału Etnografii
nie przyniosły rezultatu. Próby uzyskania pomocy finansowej od władz rosyjskich skończyły się jedynie uwikłaniem Kolberga we współudział w przygotowywaniu eksponatów na wystawę etnograficzną w Moskwie. Pomysł
zorganizowania takiej wystawy, obejmującej całe cesarstwo rosyjskie, od
Finlandii i Estonii do Kaukazu i od Królestwa Polskiego do wschodnich krańców Azji, powstał w roku 1864 w gronie „towarzystwa zwolenników nauk
naturalnych”, a po przyjęciu przez organizatorów poparcia rządu poszerzono
projekt o „oddział słowiański”. Oddział ten, dołączony do wystawy prezentującej ludy żyjące na terenie imperium carskiego, przedstawiał stroje i inne
elementy kultury ludowej Słowian zamieszkujących kraje Austro-Węgier.
Wśród dokumentów zachowanych w archiwum Kolberga jest brulion
pisma skierowanego do Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych w Warszawie, pochodzący sprzed maja 1866 r.:
Zawezwani na poufną naradę etnograficzną do Wydziału Przemysłu i Kunsztów w Kom. Rząd. Spraw Wewn. przez JW. Dyrektora tegoż wydziału, badacze
i artyści celem udzielenia zdania swego co do przedmiotów kwalifikujących się
do wysłania z Król. Polskiego na wystawę etnograficzną w Moskwie w r. 1867
1
Takiego tytułu użył Kolberg w swym przekładzie pracy Hilferdinga, tłumaczenie to zostało wydane w roku 1965 w tomie O. Kolberg Pomorze (DWOK T. 39), s. 305–457; w roku
1989 ukazał się w Gdańsku nowy przekład pt. Resztki Słowian na południowym wybrzeżu
Morza Bałtyckiego, tłum. N. Perczyńska, oprac. J. Treder. Praca Hilferdinga była wysoko ceniona przez jemu współczesnych, zob. np. R.Z. [R. Zmorski] O Kaszubach, „Przegląd Europejski
Naukowy, Literacki i Artystyczny” R. I: 1862, T. II, s. 213–240. Obecnie samodzielność i dokładność badań i opracowania Hilferdinga jest przez językoznawców i historyków oceniana różnie,
zob. Z. Szultka Wokół książki Aleksandra Hilferdinga o Kaszubach, „Zapiski Historyczne”
T. LXXVIII: 2013, z. 1, s. 147–167.
2
Brulion listu do A. Hilferdinga, bez daty, Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 131.

192

�otworzyć się mającą […] następujące poczynili spostrzeżenia tyczące się ubiorów
krajowych polskich1.

Znani z podejrzliwości urzędnicy carscy nawet naradzie w sprawie wyboru eksponatów na wystawę etnograficzną nadali charakter poufny. Napisany przez Kolberga brulion, którego początek tu przytoczono, podpisany
jest przez trzy osoby, podpis pierwszej jest nieczytelny, dwie następne to
Aleksander Lesser i Franciszek Kostrzewski. Lesser (1814–1884), malarz
i krytyk sztuki, jest m.in. autorem obrazu Pogrzeb pięciu poległych w Warszawie 2 marca 1861 na Cmentarzu Powązkowskim, niezwykłego portretu zbiorowego przedstawicieli inteligenckiego środowiska warszawskiego
i duchownych różnych wyznań, świadków i uczestników tego pogrzebu2.
Kostrzewski (1826–1911), malarz, najbardziej jest znany jako ilustrator prasy warszawskiej i karykaturzysta. Podpisu Kolberga w zachowanym brulionie nie ma, ale nie ulega wątpliwości, że jest on jego autorem i zapewne on
proponował, które grupy etniczne z terenu Królestwa należy zaprezentować
na wystawie. W omawianym tu brulionie wskazanych jest ich dziewięć:
Krakowiacy z okolic Skalbmierza i Działoszyc, Kaliszanie, Kujawiacy, Mazury: a) z okolic Warszawy, b) Kurpie znad Narwi, Podlasianie znad Bugu,
Lublinianie z okolic Biłgoraja, włościanie unici spod Hrubieszowa, Litwini
z pow. mariampolskiego. Następnie przedstawiony jest orientacyjny cennik
strojów i kosztorys wyjazdów w teren etnografa i rysownika, koniecznych
dla pozyskania eksponatów. Rola Kolberga w organizowaniu rosyjskiej wystawy etnograficznej skończyła się na wskazaniu przedstawicieli różnych
regionów Królestwa, których stroje powinny być na niej pokazane. Prawdopodobnie wezwany też został do oceny fotografii zebranych przez Komisję
Spraw Wewnętrznych – w liście do Blizińskiego pisał w maju 1866 r., że
oglądał razem z Gersonem fotografie, które mają być wysłane do Moskwy3.
Wystawa została otwarta w Moskwie w maju 1867 r. Jej program spotkał
się z oburzeniem w Galicji i w Austrii, o czym informował m.in. krakowski
„Czas”4. Powody były dwa – wśród eksponatów w oddziale słowiańskim
1
Rkp. O. Kolberga, BN PAU i PAN, sygn. 2184, k. 320–321, drugi brulion, zapewne nieco
wcześniejszy, tamże, k. 322.
2
Zob. s. 162.
3
List do J. Blizińskiego z 31 maja 1866 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s.161–162.
4
„Czas” w korespondencji ze Lwowa (w nr 120 z 1867 r.) i w artykule Rosja (nr 123 z 1867 r.)
przytoczył za prasą wiedeńską opinie, że wystawa uznana jest za antyaustriacką; o reakcji prasy

193

�znalazły się stroje ludowe wszystkich narodów słowiańskich mieszkających na terenie Austro-Węgier, a ponadto warszawski Komitet Urządzający
zorganizował na swój koszt wyjazd na wystawę dla grupy 60 działaczy,
głównie z Czech i Słowacji, nazwany „pielgrzymką słowiańską”. Objęcie
rosyjską wystawą etnograficzną Słowian z Austro-Węgier było tym bardziej
bulwersujące, że etnografowie z Moskwy starannie ominęli Słowian z Prus
– Polaków (Ślązaków, Wielkopolan, Kaszubów) i Łużyczan.
W archiwum Kolberga nie zachowały się inne dokumenty dotyczące
wystawy moskiewskiej, ale podany w prasie w 1867 r. szczegółowy opis 1
prezentowanych eksponatów potwierdza, że przedstawiono tam te grupy
etniczne, które wskazane były przez niego w przywoływanym tu brulionie.
Jednak w sprawozdaniu z wystawy przedrukowanym z prasy rosyjskiej
przez „Dziennik Warszawski” możemy przeczytać, że mieszkańców Lublina
i Hrubieszowa, sitarzy biłgorajskich i Podlasianina organizatorzy wystawy
zaliczyli do „oddziału ruskiego”2, nie do polskiego, a Kurpiów określono
jako „plemię mieszane”. Wskazuje to, w jakim kierunku musiałyby pójść
koncesje Kolberga w razie otrzymania pomocy finansowej władz rosyjskich.
Korzystając z dotacji rządu, musiałby uwzględniać głębokie ingerencje w zakres i treść swych publikacji. Już dotychczas, wydając swe prace
w Warszawie na własny koszt, cały czas liczyć się musiał z wymaganiami
cenzury, dlatego nie drukował pieśni patriotycznych, często używał określenia „słowiański” zamiast „polski” i dał Ludowi tytuł nadrzędny Materiały do etnografii słowiańskiej. Konsekwencją uzyskania dotacji od moskiewskiego towarzystwa byłoby znaczne zmniejszenie wartości źródłowej
Ludu, a także ostracyzm ze strony środowiska naukowego i literackiego
Warszawy.
Odnotowany w korespondencji z Aleksandrem Hilferdingiem wyjazd
w 1865 r. do Lublina wiązał się z badaniami etnograficznymi, ale prawdopodobnie także ze sprawami rodzinnymi. Mieszkała tam Julia, wspomniana już tutaj jedna z dwu córek Juliusza, nieżyjącego najmłodszego brata
austriackiej i polskiej z Galicji pisał też „Dziennik Warszawski” (nr 106 z 1867 r.). Zob. też [E. Kołodziejczyk] Zza kulis panslawizmu w r. 1867 (Przyczynek do genezy „pielgrzymki słowiańskiej”
na wystawę etnograficzną w Moskwie 1867 r.), „Świat Słowiański” 1912, nr 92–93, s. 598–610.
1
W „Dzienniku Warszawskim” (nr 106–108 z maja 1867 r.) zamieszczono tłumaczenie artykułu z prasy moskiewskiej opisującego większość eksponatów, a przedrukowano je w krakowskim „Czasie” (nr 120–123 z maja 1867 r.).
2
Wystawa etnograficzna w Moskwie, „Dziennik Warszawski” 1867, nr 108.

194

�Oskara. Julia wyszła za mąż za Seweryna Illukiewicza, urzędnika 1, i przeniosła się razem z nim do Lublina. W swoim spisie wydatków pod datą 20
stycznia 1861 r. zapisał Kolberg „prezent dla Julki”; ofiarował go zapewne z okazji ślubu bratanicy. W latach 1864 i 1865 odnotował kilkakrotnie
krótkie wyjazdy do Lublina, swoje i matki, która była bardzo związana
z wychowywanymi przez siebie wnuczkami.
Badania etnograficzne w okolicach Lublina prowadził już wcześniej,
w roku 1859, podczas dwumiesięcznej podróży zatrzymał się m.in. w Gałęzowie u Józefy i Henryka Koźmianów. W roku 1865 był w Lublinie kilka
dni w kwietniu i w lipcu i w czasie jednego z tych wyjazdów odwiedził
Koźmianów ponownie. Po tej wizycie Józefa Koźmianówna (1847–1874?),
córka właścicieli Gałęzowa, przysłała Kolbergowi opis wesela z tej wsi, do
którego później w osobnym liście dołączyła jeszcze kilka pieśni2.
Jako następną monografię planował Kolberg Kujawy, a ponieważ
z tego regionu brakowało mu wielu materiałów etnograficznych, musiał
pojechać tam ponownie. Badania na Kujawach 3 prowadził pierwszy raz
w sierpniu 1860 r., odwiedzając po drodze Mazew. Wieś tę dzierżawił
od roku 1846 Wacław Aleksander Maciejowski, który mieszkał na stałe w Warszawie, ale latem bywał w zarządzanym przez syna folwarku.
W Mazewie spędził wtedy Kolberg dwa tygodnie i pozyskał zapewne
wiele melodii, ponieważ w zachowanym spisie wydatków 4 poniesionych
w tej podróży czytamy, że w Mazewie „za pieśni” wykonawcy dostali 4,75 rubla. Materiały te wykorzystał wiele lat później w monografii
Łęczyckie. Z Mazewa pojechał na Kujawy, gdzie spędził 18 dni, zatrzymując się w Bogusławicach, Redczu, Kłonowie, Bodzanowie i Otmianowie. Pięć lat później, w roku 1865 pojechał tam na dłużej – przebywał
wtedy na Kujawach od 20 sierpnia do 7 października w wymienionych
już wsiach u poznanych wcześniej rodzin, a także w Głuszynie i w Ruszkowie. Z tych miejscowości lub z ich okolicy pochodzi znaczna część
O S. Illukiewiczu brak bliższych informacji, wiadomo tylko, że brał udział w pracach
Wilhelma przy pomiarach Wisły.
2
Zob. list J. Koźmianówny z końca roku 1865, Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 142–
–143.
3
Badania Kolberga na Kujawach, ich wyniki i opracowanie w postaci dwutomowej monografii są omówione dokładniej we wstępie D. Pawlakowej i A. Skrukwy do tomu Kujawy.
Suplement do t. 3-4 cz. II (DWOK T. 72/II), s. V–XCIX, a zbiór kujawiaków został scharakteryzowany przez D. Pawlakową w cz. I suplementu (DWOK T. 72/I), s. V–XXIII.
4
Rkp. O. Kolberga Notatnik..., BN PAU i PAN, sygn. 3210, k. 23.
1

195

�materiałów zamieszczonych w Kujawach. Badał wtedy kulturę ludową
w powiatach włocławskim i radziejowskim (później nazwanym nieszawskim) należących do zaboru rosyjskiego. Pozostała część regionu, powiat
inowrocławski, po trzecim rozbiorze znalazła się w Prusach. Z problemem podziału regionów etnograficznych i historycznych granicami politycznymi zaborów spotykał się także później – dotyczył on też Krakowskiego i południowej Wielkopolski.
Drugi pobyt na Kujawach przygotował mu w pewnym stopniu List
otwarty. Jedną z niewielu wspomnianych już osób, które bezpośrednio
odpowiedziały na apel ogłoszony w „Bibliotece Warszawskiej”, był Józef
Bliziński (1827–1893), wówczas początkujący literat, później ceniony komediopisarz. Bliziński był już autorem kilku artykułów na temat Kujaw
zamieszczonych w Encyklopedii powszechnej1 i w prasie, notował też
i przekazał do druku zapisy gwary kujawskiej2, gdy „Biblioteka Warszawska” apelowała o przysyłanie uzupełnień w związku z podjętą nową edycją
Słownika języka polskiego Lindego.
Józef Bliziński brał udział w powstaniu styczniowym, w którym zginął
jego brat. On sam po klęsce był uwięziony, ale dosyć szybko odzyskał
wolność. Prawdopodobnie należał do tych aresztowanych, których nie
schwytano z bronią w ręku i dlatego dzięki „okupowi” u odpowiednich
władz mogli uniknąć surowszej kary. Później bywał rezydentem w dworach krewnych i przyjaciół na Kujawach. Korespondencja nawiązana
z Kolbergiem po ogłoszeniu Listu otwartego zapoczątkowała ich wieloletnią współpracę i przyjaźń. Pierwszy raz spotkali się latem 1865 r., potem,
po powrocie Kolberga do Warszawy, Bliziński pośredniczył w pozyskiwaniu prenumeratorów na nowy tom Ludu i przesyłał zapisane przez siebie
materiały, a Kolberg pomagał mu załatwić różne sprawy, głównie druk
utworów w warszawskich czasopismach. W pierwszym liście, jeszcze przed
spotkaniem, Bliziński upoważnił Kolberga do odebrania z redakcji „Biblioteki Warszawskiej” przysłanych przed kilku laty dwudziestu pięciu melodii tańców kujawskich, których tam nie opublikowano, a także przekazał
ich prymarne zapisy. Był wśród znajomych i korespondentów Kolberga
jednym z nielicznych umiejących zapisać melodie i autorem unikatowego
W Encyklopedii powszechnej zamieszczone były trzy jego artykuły: Kujawiacy, Kujawiak
i Kujawy (T. XVI z 1864 r.).
2
M. Albiński i J. Bliziński Abecadłowy spis wyrazów języka ludowego w Kujawach
i Galicji zachodniej, „Biblioteka Warszawska” 1860, T. 4, s. 619–633.
1

196

�w archiwum etnografa zapisu kapeli1. Latem i wczesną jesienią 1865 roku
towarzyszył Kolbergowi w badaniach terenowych, później na jego prośbę
szukał fotografii Kujawian w strojach regionalnych potrzebnych jako wzory rycin do monografii. Bliziński był dobrym obserwatorem: jedna z rycin
związanych z Kujawami, ale ostatecznie tam nie zamieszczona, wywołała
jego żywiołową reakcję. Kolberg w 1866 r. dał do druku w „Tygodniku
Ilustrowanym” artykuł pt. Śródpoście na Kujawach2. O towarzyszącej tekstowi rycinie Kostrzewskiego Bliziński natychmiast napisał do Kolberga:
Ale! Całe Kujawy zgorszone, że w „Tygodniku”, obok Pańskiego artykułu o śródpościu, znalazła się rycina wystawiająca Kujawiaków tak nie po kujawsku. Rzeczywiście, nie ma tam ani jednego typu, ani jednej figury kujawskiej, począwszy
od włosów i czapek u chłopów i chustki u dziewki aż do butów. Wyborny układ,
rycina doskonała, gdyby rzecz działa się gdzieś na Mazurach. Wszystkim, komu
się dało, tłomaczyłem, żeś Pan ryciny nie widział — i tak też było zapewne3.

Prawdopodobnie Bliziński miał rację co do tego, że Kolberg nie widział
przed drukiem ryciny Kostrzewskiego, a ilustrator po otrzymaniu zlecenia
narysował znanych sobie chłopów z Mazowsza, nie biorąc pod uwagę wymagań dokumentacji etnograficznej.
Bliziński, przyszły komediopisarz, towarzysząc Kolbergowi w czasie badań terenowych na Kujawach, obserwował nie tylko stroje ludowe, ale
także etnografa, co miało po kilku latach niespodziewany efekt. W komedii
Marcowy kawaler Bliziński sportretował go jako Heliodora goszczącego na
wsi u pana Ignacego, głównego bohatera sztuki. Heliodor, przedstawiony
z sympatią i z humorem, to zapamiętały zbieracz przysłów i wyrażeń gwarowych. Jednoaktówka wystawiona w Warszawie w Teatrze Rozmaitości
w maju 1873 r. była debiutem scenicznym Blizińskiego, a grający Heliodora
Jan Chęciński (1824–1874), ceniony wówczas aktor, według współczesnych
świadków „z upoważnienia poczciwego pana Oskara nawet się na niego
Danuta Pawlak, która opracowała do druku Kolbergowskie zapisy muzyczne z Kujaw,
pisze o Blizińskim, że był on „o ile pozwalają to stwierdzić zachowane rękopisy, jedynym znajomym z Kujaw, który posiadał wiarygodną według Kolberga i zaakceptowaną przez niego umiejętność notowania melodii ludowych”. Zob. D. Pawlak „Kujawy” Oskara Kolberga, w: Kujawy.
Suplement… cz. II (DWOK T.72/II), s. LXXXV. Wspomniany zapis kapeli zob. w suplemencie do
Kujaw (DWOK T. 72/II), s. 147, nr 157.
2
O. Kolberg Śródpoście na Kujawach, „Tygodnik Ilustrowany” 1866, T. 13, nr 337, s. 115–116.
3
List J. Blizińskiego z 10–13 IV 1866 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 150.
1

197

�zupełnie charakteryzował na scenie”1. Kolberg jednak nie widział tej inscenizacji, wyjechał z Warszawy na stałe w roku 1871.
Zachowana do dziś stosunkowo obfita korespondencja Kolberga z Blizińskim pozwala docenić jego udział w pozyskiwaniu materiałów do monografii Kujaw. Równie ważne były kontakty etnografa także z innymi przedstawicielami rodzin ziemiańskich. Trudno dziś określić dokładniej ich rolę
w gromadzeniu różnych wiadomości czy tekstów i nie zawsze można wskazać konkretne zapisy przez nich przekazane, ale niewątpliwie w wielkim
stopniu od nich zależał kontakt Kolberga z informatorami i wykonawcami
rekrutującymi się spośród mieszkańców wsi. Niektórych wspomina Michał
Sokołowski, właściciel Głuszyna, w liście do Kolberga pisanym jesienią
1865 r.:
[…] z żalem rozstawaliśmy się z sobą, z tą wszakże nadzieją, że jeżeli już nie w tym
roku, to w następnym odnowimy tu, w Głuszynie, naszą znajomość, a przy niej
zbierzemy od niewyczerpanej naszej Plichciny lub Graszkowskiego znowu coś
nowego2.

Odpowiadając Michałowi Sokołowskiemu, w końcowych zdaniach listu
Kolberg również wymienia Plichcinę, ale nie wiemy, czy była ona śpiewaczką, czy może opowiadała bajki lub relacjonowała przebieg wesela. Plichcina
była mieszkanką Głuszyna – wśród nazwisk rodowych z tej miejscowości,
zamieszczonych przez Kolberga w drugiej części Kujaw, wymienione jest
nazwisko „Plichta”. Nie wiemy również, jakie utwory lub wiadomości przekazał wymieniony w tym liście Graszkowski. Natomiast odnotowane w jednym z rękopisów terenowych nazwisko Jana Maślonki dotyczy na pewno
skrzypka. Kolberg zapisał jego imię i nazwisko nad melodiami, a w cz. II
Kujaw, opisując grę kujawskich muzyków, poświęcił mu kilka zdań:
[…] między wielu innymi był w jednym dworze parobczak nazwiskiem Maślonka,
który będąc szmają (mańkutem, [lewo]rękim), wyuczył się grać na skrzypcach
na szmajndę, tj. lewą ręką smykował (wodził smyczek po strunach), palcami
zaś prawej ręki przebierał na strunach, które stosownie do tego działania, miał
nawiązane na opak3.
K. Zalewski Józef Bliziński, „Kurier Warszawski” 1893, nr 119.
List M. Sokołowskiego z 16 listopada 1865 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 139.
3
O. Kolberg Kujawy cz. II (DWOK T. 4), s. 209 (wyróżnienia w tekście od Kolberga), zob. też
w cz. I suplementu do Kujaw (DWOK T. 72/I) s. XIII i 270, przypis.
1
2

198

�Większość innych wiejskich informatorów i wykonawców pozostaje
anonimowa. Z zachowanych listów i paru notatek w rękopisach znamy jedynie nazwiska wykonawczyń pieśni zamieszczanych przez Kolberga w rozdziale „Dwory i miasta” i osób z tego kręgu, które przekazały potrzebne
informacje lub zanotowały np. przysłowia1.
Z tego drugiego sezonu badań terenowych na Kujawach pochodzą zapewne teksty bajek, facecji, anegdot i „gadki” naśladujące głosy ptaków
oraz kilkanaście opisów gier i zapiski dotyczące gwary, ale także nowe
pieśni i melodie. Uzupełnił więc Kolberg notatki przywiezione przed pięciu
laty, poszerzył je o nowe tematy i pozyskał kilku współpracowników, którzy w czasie jego pobytu sporządzali potrzebne szkice chat, ofiarowywali
prywatne fotografie, a potem przysyłali odpowiedzi na zadawane listownie
pytania lub przekazywali je w czasie spotkań w Warszawie. Zgromadził
też inne materiały ikonograficzne przygotowane później do druku przez
Wojciecha Gersona. Do dziś w archiwum Kolberga zachowały się fotografie
kujawskich piastunek, których nakrycia głowy były wzorami do drzeworytów ilustrujących stroje ludowe w Kujawach.
Zredagowanie do druku Kujaw wymagało od Kolberga rozwiązania
paru nowych problemów edytorskich, m.in. systematyki różnych gatunków
prozy, a także ustalenia metody zapisu gwary w tekstach folkloru, zwłaszcza
w bajkach i w materiałach dotyczących języka. Osobnym zadaniem był
wybór do druku melodii tańców, których w rękopisach miał liczbę trudną
dziś do oszacowania, na pewno przekraczającą tysiąc.
Dwutomowe Kujawy były pierwszym opracowaniem, w którym Kolberg
zrealizował plan etnograficznej monografii regionalnej. Złożyły się na nią
kolejno następujące rozdziały: w pierwszej części „Kraj”, „Lud”, poświęcony kulturze materialnej i charakterystyce cech fizycznych i psychicznych
Kujawian, a także wierzeniom, „Powieści” zawierające różne gatunki prozy, „Przysłowia. Zdania. Zagadki”, czyli małe formy folkloru, „Zwyczaje”,
ułożone w porządku kalendarzowym od Bożego Narodzenia do przesilenia
letniego, „Gry”, których opisał kilkanaście, następnie „Obrzędy polne”, zawsze w monografiach charakteryzowane oddzielnie, „Obrzędy domowe”
Zob. we wstępie do O. Kolberg Kujawy. Suplement… cz. II (DWOK T. 72/II) s. XLII–
–XLIII, XLVI–XLVII, LV–LXI, LXXXVI. Prawdopodobnie w tym środowisku zapisał też Kolberg
duży zespół kolęd i pastorałek z notą lokalizacyjną „Ruszkowo”, które opublikowano dopiero
w suplemencie do Kujaw. Zob. wstęp do O. Kolberg Kujawy. Suplement… cz. II (DWOK T. 72/
II), s. XXVI i XLVII oraz s. 3–42.
1

199

�związane z urodzinami, pogrzebem i weselem. W części drugiej zamieścił
„Pieśni i dumy”, „Tańce” z osobnym wstępem i „Język”, który znalazł się
dopiero po przypisach do rozdziałów poprzednich. Kolejność materiałów
w następnych monografiach bywała nieco zmieniona w porównaniu do
Kujaw, ponadto później zamieszczał Kolberg zapisy dotyczące wierzeń
w osobnym rozdziale lub nawet osobnym tomie. Natomiast proza ludowa,
zwłaszcza bajki, ale także inne jej gatunki, doczekała się w Kujawach obfitej reprezentacji dorównującej późniejszym monografiom — wydrukował
tam ponad 40 takich tekstów. Bogaty jest także rozdział „Język”, zawierający słowniczek, „Właściwości mowy”, tj. uwagi z zakresu fonetyki i zwroty charakterystyczne dla Kujawian, obszerny spis onomastyczny, szeroko
uwzględniający poza nazwami osad także hydronimy, nazwy pól, łąk, pastwisk itp. oraz osobno nazwiska i imiona włościan. „Właściwości mowy”
rozpoczął ważnymi obserwacjami dotyczącymi ogólnie gwary kujawskiej
i specyfiki języka pieśni:
Mowa Kujawiaków jest w ogóle czysta. Różni się głównie od sąsiedniej gwary
mazurskiej dobrym i wyraźnym wymawianiem spółgłosek szypiących (gardł.
zmiękcz.) cz, sz, ż, bez tak zwanego mazurzenia. Jeśli w mowie potocznej nieraz
wyrzucają oni lub dodają pewne głoski do wyrazów, to w pieśni zwykli tego
unikać i poprawniejszym odzywają się językiem1.

Te zdania i następujące po nich szczegółowe uwagi o wymowie, fleksji
i charakterystycznych zwrotach wskazują, że Kolberg zauważył i starał
się utrwalić w notatkach odmienność gwary Kujawian od innych znanych
mu już dialektów i od języka ogólnopolskiego, a także dostrzegał różnice między ich mową potoczną a artystycznym językiem pieśni. Gwarę
kujawską Kolberg opisał w rozdziałach poświęconych językowi, a zachowane rękopisy terenowe bajek z tego regionu wskazują, że w czasie
wywiadów starał się odnotować nie tylko treść tych tekstów, ale także
ich brzmienie.
W monografii Kujaw zwraca uwagę zespół ilustracji dokumentujących
stroje i budownictwo. Akwarele, podstawę barwnych litografii, namalował Wojciech Gerson, częściowo przerysowując fotografie wykonane we
włocławskim atelier W.M. Majorkiewicza, częściowo wykorzystując własne szkice z podróży studenckich w latach 1851 i 1853. Był on też autorem
1

O. Kolberg Kujawy cz. II (DWOK T. 4), s. 280, wyróżnienia od Kolberga.

200

�wielu rysunków reprodukowanych w tomie jako drzeworyty, te powstały
głównie na podstawie fotografii zgromadzonych przez Kolberga. Na stronach tytułowych Kolberg podał tylko nazwisko Gersona, choć nie wszystkie ilustracje były wykonane przez tego malarza. Trzy chaty z Bogusławic
i ich wnętrza1 oraz dworek w Bogusławicach narysowała prawdopodobnie
Ludwika Kretkowska (1843–1906), córka Ludwika Komeckiego, właściciela
tej wsi, u którego etnograf gościł w roku 1860 i 1865.
Omówieniu muzyki tego regionu poświęcił Kolberg osobne miejsce, najpierw we wstępie do monografii, potem w specjalnym wprowadzeniu do
rozdziału „Tańce”2. Problemy poruszane we wstępie do Sandomierskiego
wspomniał tylko w kilku zdaniach, natomiast uwagę skupił na opisie tańców i charakterystyce gry kujawskich instrumentalistów, przede wszystkim
skrzypków, ale także pastuszków grających na fujarkach. Wspomniał też
inne instrumenty i wymienił nazwy tańców. Wyraźnie w folklorze Kujaw
zafascynowały go usłyszane w czasie badań terenowych melodie kujawiaków i umiejętności miejscowych skrzypków. Fascynację tę czuje się, czyta­jąc
charakterystykę ich kompozycji i samej gry we wstępie, w którym Kolberg
oddaje swe bardzo osobiste wrażenia3. Kontrastuje ona z rzeczową uwagą
o jednym z wykonawców:
Skrzypek grający mi jedną z podobnych melodii zawieszonych na dominancie, gdym mu wskazywał w jaki sposób ma znowu przejść do toniki i na niej
zakończyć, po kilku z rozmaitym powodzeniem odbytych próbach, wracał do
dawnego trybu, w którym mu daleko gładziej szło, i w końcu zniecierpliwiony
rzekł: Eh! Jużcić to ta panowie musita lepij wiedziéć jak mo być, bo się uczyta
w szkole; a u nas, chłopstwa, to tylko się tak gro zwyczajnie, po prostu, jak Bóg
przykazoł!4

Kolberg z kujawiakami zetknął się bardzo wcześnie, wiele lat przed
pierwszą podróżą do regionu, od którego wzięły swoją nazwę. W uwagach
do biografii Fryderyka Chopina wydanej przez Marcelego Antoniego Szulca
pisał o melodii tego tańca użytej w Fantazji na tematy polskie op. 13:
Zob. O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 77 i 80–81, a także ryciny w cz. II suplementu
(DWOK T. 72/II) i wstęp tamże, s. LXXII. 		
2
O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 7–11 i Kujawy cz. II (DWOK T. 4), s. 199–212.
3
O. Kolberg Kujawy, cz. I (DWOK T. 3), s. 9.
4
Tamże, s. 9, przypis.
1

201

�Nie ma najmniejszej wątpliwości, że motyw ten jest ludowy. Nucił go Chopinowi
młody Wodzyński w mojej obecności w Warszawie i ja sam często go później
w Kujawach słyszałem […]1.

Kujawiaki miały też spośród wszystkich jego utworów najlepsze recenzje współczesnych krytyków, a dobrze oceniane były również później.
Melodie tych właśnie tańców zapisane w roku 1860 i 1865 były przedmiotem równie wielkiej troski Kolberga, jak jego własne kompozycje.
W drugiej części Kujaw zmieścił ich zaledwie dziewięćdziesiąt. Później
włożył wiele pracy w przygotowanie do wydania kolejnych wersji zgromadzonego materiału i w próby jego publikacji jako trzeciej części monografii.
Cenił wysoko miejscowych skrzypków i wiedział, że bez ich kompozycji
obraz muzyki tego regionu będzie zubożony. Opracował trzy kolejne redakcje zbioru tańców kujawskich, z których jedna pt. Chodzone, kujawiaki,
obertasy, mazury, najbliższa prymarnym zapisom terenowym i prawdopodobnie najwcześniejsza, została w całości opublikowana w tomie suplementowym dopiero 150 lat później. Zawartych jest tam 712 osobno numerowanych tańców, a większość z nich składa się z dwu lub trzech melodii,
stanowiących cykl, nazwany przez Kolberga „tańcem kujawskim”, na który
składają się: chodzony, czyli polski, kujawiak właściwy i mazur lub obertas. Sam Kolberg po wydaniu Kujaw nadal starał się udostępnić te melodie
i zamieścił niektóre z nich w roku 1880 w piątej części monografii Wielkopolski, gdzie zostały one rozproszone wśród innych zapisów tańców, a następnie w roku 1889 w Łęczyckiem, w osobnym rozdziale pt. „Kujawy”2.
Rękopis pierwszej części Kujaw miał Kolberg gotowy w ciągu roku 1866
i oddał go znowu do drukarni Jaworskiego, która miała wówczas opinię
najlepszej spośród takich zakładów w Warszawie i mogła drukować nuty.
Pierwsza część Kujaw ukazała się w roku 1867, część druga dwa lata później3. W okresie druku tych dwu tomów zasoby Kolberga były wyczerO. Kolberg Uwagi […] odnoszące się do książki M. A. Szulca „Fryderyk Chopin i utwory
jego muzyczne, Poznań 1873, w: Pisma muzyczne, cz. II (DWOK T. 62), s. 463–464. Zob. też
wstęp D. Pawlak w tomie suplementowym do Kujaw, cz. II (DWOK T. 72/II), s. XCV–XCVI.
2
Zob. D. Pawlak Zbiór tańców kujawskich Oskara Kolberga (DWOK T. 72/I), s. VI i nast.
Zob. też O. Kolberg Poznańskie cz. V (DWOK T. 13), m.in. s. 154–167, oraz Łęczyckie (DWOK
T. 22), s. 211–254.
3
Część II Kujaw ma na karcie tytułowej rok wydania 1867, ale jej druk zakończył się dwa
lata później. Właściwa data podana była na papierowej okładce, zwykle usuwanej w czasie
oprawy książki, ale czasem naklejanej na twardą okładkę introligatorską.
1

202

�pane i musiał szukać instytucji lub osób, które mogłyby sfinansować publikację Ludu. Jeszcze w październiku 1865 r. wydrukował 400 „biletów
prenumeracyjnych”, które rozprowadzali na Kujawach wśród swoich znajomych zaprzyjaźnieni mieszkańcy regionu, Józef Bliziński i Antoni Morzycki
(1801–1882) z Ruszkowa, a w Warszawie zapewne księgarze. Jednak nie
udało się tą drogą zebrać potrzebnego funduszu. Morzycki, który z trzydziestu pięciu powierzonych mu biletów zdołał sprzedać tylko część, za
pozostałe zapłacił sam i przysyłając należną kwotę, pisał do Kolberga:
Każdy rodak miłujący narodowe zabytki uznać musi w usiłowaniach Jego znakomitą zasługę, zwłaszcza przy względzie na środki, którymi rozporządzasz.
Z wydawnictwem pieśni i podań ludowych Kujawian trafiłeś na złe czasy, których opisywać nie potrzebuję, bo są, nie wątpię, dostatecznie Szan[ownemu]
Panu znane; zaręczyć tylko mogę o dobrych chęciach moich współobywateli,
które paraliżuje ciężka niedola1.

Istotnie, właściciele ziemscy na Kujawach, tak jak w całym Królestwie,
zostali w czasie powstania i w ciągu następnych lat obciążeni najpierw
daniną narodową na rzecz powstańców, potem przemarszami i rabunkami
wojsk rosyjskich, a po zakończeniu walk zbrojnych — kontrybucjami narzuconymi przez władze carskie i koniecznością opłacania urzędników rosyjskich, przyzwyczajonych do łapówek. Dodatkowym czynnikiem powodującym zubożenie części właścicieli folwarków były zmiany ekonomiczne – po uwłaszczeniu ogłoszonym w marcu 1864 r. nie wszyscy potrafili
szybko przystosować się do nowych warunków prowadzenia gospodarstw
rolnych.
Kolberg nie tylko nie miał pieniędzy na wydanie ogromnego zbioru tańców kujawskich, ale od roku 1865 zalegał Jaworskiemu za druk Sandomierskiego, a zadłużenie powiększało się w trakcie prac nad Kujawami.
Spłacał je stopniowo w ratach przez cały rok 1865 i dwa lata następne,
zwykle po 50 rubli co dwa – trzy miesiące. Jednak od lipca roku 1867
wpłaty takie są coraz rzadsze, a później, od połowy roku 1868 w spisie
wydatków nie ma już notatek o kwotach przekazanych Jaworskiemu. Przypomnieć tu trzeba, że w czerwcu 1868 r. zakończyły się prace nad Encyklopedią powszechną i dochody Kolberga nie tylko zmniejszyły się, ale stały
się też bardzo niepewne. Z późniejszej korespondencji wynika, że wtedy
1

List A. Morzyckiego z 28 XI 1867 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 217–218.

203

�nie wyrównał jeszcze zaległości u Jaworskiego za część pierwszą Kujaw,
a trwał druk części drugiej monografii. Aby zaoszczędzić na kosztach, postanowił w tym tomie wydać nuty tańszą techniką. W pierwszym zbiorze,
opublikowanym przez Żupańskiego w latach 1842–1845, nuty były litografowane. Nieco później nuty można było już drukować i tak zostały wydane
melodie w Pieśniach ludu polskiego, które ukazały się w roku 1857. K.W.
Wójcicki, recenzując pierwszą część Kujaw, pisał: „Wprowadzenie do naszej typografii nut drukowanych ułatwiło wielce wydanie w formie książki”1. Dzięki temu melodie z podpisaną pierwszą zwrotką tekstu znajdowały
się bezpośrednio nad pełnym tekstem. W pierwszej części Kujaw, gdzie
znalazło się tylko 101 zapisów nutowych zamieszczonych w opisach obrzędów, nuty były drukowane. W drugiej części monografii melodie, których
tam jest 346, były litografowane oddzielnie na całostronicowych planszach
zamieszczonych zbiorowo na końcu rozdziału zawierającego pełne teksty.
Zmniejszyło to koszt publikacji, ale utrudniało korzystanie z książki i dawało gorszy estetycznie efekt. W 1869 r., gdy kończył się druk drugiej części
Kujaw, starając się o subwencję w Ossolineum, Kolberg ocenił technikę
druku zastosowaną w tym tomie dosyć nisko: „Seria IV wydanego przez
mnie dzieła Lud ukazuje już w ten sposób litografowane dla taniości nuty;
pięknością się one nie zalecają […]”2. Podobnie pisał Wójcicki, recenzując
drugą część Kujaw: „Jest to oszczędność co do kosztów znaczna, lubo na
oko mniej powabna”3.
Recenzje zamieszczone w prasie po ukazaniu się Kujaw nie były tak wnikliwe, jak poświęcone Pieśniom ludu polskiego w 1857 r. Wtedy nowy tom
Kolberga oceniali przede wszystkim muzycy, a także pisarze zainteresowani
folklorem. Dziesięć lat później publikacje etnograficzne nie miały jeszcze
nie tylko wyrobionego kręgu odbiorców, ale także fachowych krytyków.
Recenzje, które ukazały się w „Bibliotece Warszawskiej” i w popularnych
tygodnikach miały na celu raczej zachęcenie czytelników do nabycia książki niż rzeczową ocenę jej zawartości. Podkreślano trudności w uzyskaniu
informacji od mieszkańców wsi i ponoszone przez Kolberga koszty badań
i druku. Taki charakter miały też omówienia Kujaw zamieszczone w prasie
K.W. Wójcicki Kronika literacka, „Biblioteka Warszawska” 1866, T. 1, s. 116.
Brulion listu do A. Bielowskiego z 15 III 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),
s. 296.
3
Recenzja K.W. Wójcickiego na temat cz. II Kujaw zamieszczona była w „Bibliotece Warszawskiej” 1869, T. 3, s. 451–453, przytoczony fragment na s. 452.
1
2

204

�wielkopolskiej krótko po pobycie Kolberga w Poznaniu1. Wspomnieć trzeba
jednak o paru problemach poruszanych przez recenzentów. W warszawskim „Przeglądzie Tygodniowym”, nowo założonym tygodniku społeczno-kulturalnym, odgrywającym dużą rolę jako organ pozytywistów warszawskich, o Kujawach pisał literat Mścisław Kamiński (1839–1868). Porównał
świeżo wydany tom trzeci Ludu z Sandomierskiem i zbyt optymistycznie
podkreślił wyczerpanie tematu przez Kolberga:
[…] część trzecia tak jest w nie [tj. materiały] obfitą, że przyszły po panu Kolbergu
etnograf wątpim, czy potrafi co nowego o Kujawach powiedzieć2.

Uważał jednak, że Kolberg, opisując kulturę ludową Kujaw, zamieścił
zbyt dużo szczegółów, w tym wariantów melodii, których starczyłaby połowa. W pierwszej części Kujaw jest jednak tylko 101 zapisów nutowych,
z czego 87 to melodie wokalne i instrumentalne zamieszczone w sześciu
opisach wesel. Z twierdzeniem, że Kolberg zamieszcza za dużo melodii, polemizował Zygmunt Gloger (1845–1910), wówczas student Szkoły Głównej.
W recenzji Kujaw pisał:
Niesłusznym jest zarzut, że p. Kolberg za wiele podał w swym dziele odmian
muzyki ludowej. Autor, sam będący muzykiem, a specjalnie poświęcający się
badaniu ludowych melodii, powinien jak najwięcej podawać nam tego, co niełatwo przyjść może komu innemu i czym podobno nikt więcej tak gorliwie u nas
się nie zajmuje3.

Wójcicki po opublikowaniu pierwszej części monografii przedstawił
szeroko jej treść w „Bibliotece Warszawskiej” i dodał, że Kolberg spełnia gorące życzenie Hugona Kołłątaja. Po ukazaniu się w 1869 r. części
drugiej Wójcicki podkreślał dokładność „etnograficznych opisów okolic
krajowych” i dokumentację muzyki ludowej. Jednak nawiązując do recenzji J. Papłońskiego na temat Sandomierskiego, przychylił się do jego zdania, że w monografii Kolberga brak charakterystyki religijnego życia ludu:
„Nie godzi się i nie można opuszczać licznych pieśni pobożnych, które są
[E. Kierski], „Przegląd Wielkopolski” 1867, s. 288–289; H. Feldmanowski, „Dziennik Poznański” 1868, nr 222.
2
M. Kamiński, „Przegląd Tygodniowy” 1867, nr 52.
3
Z. Gloger Kujawiacy, „Tygodnik Ilustrowany” 1868, T. II, nr 28, s. 16. Artykuł Glogera jest
ilustrowany dwoma drzeworytami według fotografii W.M. Majorkiewicza.
1

205

�w ustach ludu, ani też zaniedbywać bliższego rozpatrzenia się co do jego
gorącej wiary i praktyk z nią połączonych”1. Wójcicki poświęcił też sporo
miejsca folklorowi dziadowskiemu, którego brak zauważył w monografii.
Pieśni żebraczych dziadów uważał za bardzo dawne „pomniki odległych
wieków”, przechowujące „zabytki poezji pobożnej”. Kolberg jednak, choć
notował pieśni dziadowskie i pieśni religijne, w Kujawach zamieścił ich
tylko kilka2. Nie chciał powtarzać utworów już wydanych przez innych
i w odpowiednim rozdziale monografii opublikował np. tylko cztery kolędy,
poprzedzając je uwagą, że przytacza tylko kilka, „nieco odmienne mających
melodie”3, ponieważ na Kujawach krążą prawie takie same jak znajdujące
się w drukowanych zbiorach i śpiewnikach. Z tych powodów pominął Kolberg w druku kolędy z Ruszkowa, a także kilka pieśni religijnych z tej samej
miejscowości. W rękopisie większość z nich ma odsyłacze do zbiorów pastorałek i kolęd wskazanych przez Kolberga lub do Śpiewnika kościelnego
Mioduszewskiego4.
Mimo zastrzeżeń niektórych recenzentów Kolberg w latach następnych
poświęcał nadal muzyce dużo uwagi w trakcie badań terenowych i odpowiednie miejsce w tomach Ludu, a we wstępach do kolejnych monografii
tłumaczył to obecnością muzyki i pieśni we wszystkich obrzędach i w całym życiu ludu. Możemy dodać, że o ile badania etnograficzne w miarę
upływu czasu zaczynało prowadzić coraz więcej osób, to umiejętność zapisywania muzyki ze słuchu była dostępna dla niewielu i Kolberg był tego
świadomy. Dlatego uważał za swój obowiązek nadal notować w terenie
utwory instrumentalne i wokalne ludowych twórców.
1
K.W. Wójcicki Piśmiennictwo krajowe i zagraniczne, „Biblioteka Warszawska” 1869,
T. 1, s. 137.
2
Zob. w cz. I Kujaw (DWOK T. 3) kolędy na s. 208–210 i w cz. II (DWOK T. 4) s. 68,
w suplemencie do Kujaw (DWOK T. 72/II), s. 3–42 i 99–102, zob. też w suplemencie (DWOK
T. 72/II) przypis 1 na s. 3.
3
O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 208; Kolberg odsyła tu do zbiorów:
M.M. Mioduszewski Pastorałki i kolędy z melodyjami, czyli piosnki wesołe ludu w czasie
świąt Bożego Narodzenia po domach śpiewane, Kraków 1843, tegoż Dodatek do „Pastorałek
i kolęd z melodyjami”, Lipsk 1853, K. Antoniewicz Żłóbek. Kolęda dla dzieci, Poznań 1857.
4
M.M. Mioduszewski Śpiewnik kościelny, czyli pieśni nabożne z melodyjami w kościele katolickim używane, a dla wygody kościołów parafialnych przez […] zebrane. Kraków
1838; tegoż Dodatek do „Śpiewnika kościelnego z melodyjami”, Kraków 1842. Wspomniane
tu kolędy i pieśni religijne zostały opublikowane w tomie Kujawy. Suplement… cz. II (DWOK
T. 72/II).		

206

�W trakcie redagowania do druku materiałów do pierwszej części monografii Kujaw zajęty był Kolberg także innym opracowaniem muzycznym. Razem z Augustem Freyerem (1803–1868), wówczas organistą parafii
ewangelicko-augsburskiej św. Trójcy w Warszawie, przygotował Zbiór
pieśni duchownych ewangelickich i modlitw wydany nakładem Gebethnera i Wolffa w 1866 r. Służył on wiernym aż do roku 1899, do czasu wydania zbioru nowego, obszerniejszego. Opracowanie z roku 1866 powstało
z inicjatywy pastora Leopolda Otto. Wprawdzie cenzura zakwestionowała wiele tekstów i z 300 ostatecznie wydrukowano tylko 160, co bardzo
zubożyło publikację, jednak anonimowy recenzent „Zwiastuna Ewangelicznego” pisał, że Zbiór pieśni duchownych ewangelickich zasługuje
na „wszelkie uznanie” i że „chwalebnie postąpił Komitet, iż przed każdą
pieśnią wydrukowano melodię z nutami […]”1. Swój związek z warszawską
parafią ewangelicko-augsburską Św. Trójcy zaznaczył Kolberg nie tylko
udziałem w przygotowaniu strony muzycznej nowego kancjonału. Nie
znamy wprawdzie daty powstania utworu Psalm 85 „Nakłoń ucha Twego, Panie”2 do przekładu Franciszka Karpińskiego i nic nie wskazuje, aby
można było go łączyć bezpośrednio z przygotowaniem do druku melodii
do kancjonału, jednak zarówno kompozycja ta, jak i praca nad śpiewnikiem potwierdzają, że tak jak ojciec i Wilhelm, także Oskar był związany
ze swoją parafią.

Anonimowa recenzja w „Zwiastunie Ewangelicznym” 1866, nr 12, s. 192.
Utwór nie był drukowany za życia Kolberga, pierwodruk w: O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68), s. 108–126. Autorstwo tekstu wybranego przez Kolberga
ustaliła A. Nawrocka-Wysocka, zob. jej artykuł: Oskar Kolberg a tradycje polskich ewangelików — twórczość, krytyka, dokumentacja, w: Oskar Kolberg – Polak z wyboru, seminarium
[Warszawa 2014], s. 17, zeszyt z materiałami z sesji popularno-naukowej wydany w Roku Kolberga staraniem Parafii Ewangelicko-Augsburskiej Świętej Trójcy w Warszawie. A. Nawrocka-Wysocka wskazuje tam źródło tekstu: F. Karpiński Psałterz Dawida nowo przetłumaczony
cz. II, Warszawa 1786, s. 55–58. Nieco węższa wersja tego artykułu pt. Nurt ewangelicki w dokumentacji Oskara Kolberga ukazała się w „Polskim Roczniku Muzykologicznym”, T. XII:
2014, s. 81–95, autorka pominęła tam informacje o Psalmie.
1
2

207

�X
[Zakończenie prac nad Encyklopedią powszechną (1868). – Coraz trudniejsza sytuacja materialna Kolberga, zwłaszcza wobec druku Ludu na własny
koszt. – Druk drugiej części Kujaw. – Poszukiwanie instytucji i osób, które
mogłyby finansować prace nad Ludem. – Podróże w tym celu do Poznania,
Lwowa i Krakowa w latach 1867–1870. – Obietnica częściowej pomocy ze
strony Towarzystwa Naukowego Krakowskiego w 1869 r. – Decyzja o przeniesieniu się do Galicji.]

W połowie roku 1868 wydany został ostatni tom Encyklopedii powszechnej Orgelbranda. K.W. Wójcicki w artykule 1 zamieszczonym
w „Kłosach” z okazji zakończenia druku ostatniego zeszytu encyklopedii
wspomina, że autorów było łącznie stu piętnastu. Podsumowując dziesięć lat pracy nad wydaniem tego dzieła, Wójcicki pisał na ten temat na
łamach „Kłosów”:
Dwudziestu więc sześciu współpracowników spoczęło w mogiłach, prócz tego
znaczna część pozostałych przy życiu nie mogła dalej wspierać tego wydawnictwa. Komitet redakcyjny musiał nowe siły zdobywać, nowych współpracowników powoływać, ażeby chociaż w części zapełnić szczerby w poważnym pierwotnym ich zastępie, teraz znacznie zmalałym, to ciosami śmierci, to usunięciem
się wielu w bezczynne zacisze. […] Nie wszyscy dotrwali do końca, ale nie ich
było winą, ani redakcji, ani wydawcy, że wcześniej odstąpili od współpracownictwa Encyklopedii powszechnej2.

Tylko tak oględnie mógł wówczas dziennikarz i współautor Encyklopedii wspomnieć autorów represjonowanych lub przebywających na emigracji z powodu udziału w powstaniu styczniowym, ponieważ cenzura nie dopuszczała do wymienienia ich nazwisk w druku. Wójcicki pisał, że oprócz
czterech członków komitetu redakcyjnego jedynie dwanaście osób było
czynnych od początku pracy nad Encyklopedią do jej końca. Należał do
nich Oskar Kolberg, który był autorem prawie wszystkich haseł z zakresu
muzyki, zarówno osobowych, jak i rzeczowych. Hasła podpisane przez innych autorów zwykle dotyczą pogranicza nauk, np. muzyki i literatury, fizyki czy religioznawstwa. Znaczna część artykułów dotyczących muzyki nie
1
2

R. [K.W. Wójcicki] Encyklopedia powszechna S. Orgelbranda, „Kłosy” 1868, T. 6, nr 151.
Tamże.

208

�jest podpisana, ale domniemanie autorstwa Kolberga jest w ich wypadku
uzasadnione, co precyzyjnie wykazał Mieczysław Tomaszewski1. Omówił
on pracę Kolberga nad stroną muzyczną Encyklopedii, analizując autorstwo
haseł, źródła wykorzystane w trakcie ich opracowywania, a także ścisłość
informacji, którą ocenia wysoko, zwłaszcza w odniesieniu do kompozytorów i muzyków polskich:
Mocną stronę Kolbergowskich biografii stanowi niepomiernie wyższa niż u Sowińskiego2 wiarogodność danych. Większe niż w innych działach zagęszczenie
haseł podpisanych. Najcenniejsze — poświęcone Elsnerowi, Kurpińskiemu, Dobrzyńskiemu, Komorowskiemu, Chopinowi i Moniuszce — pochodzą z autopsji3.

Charakteryzując te biografie, M. Tomaszewski pisze:
W życiorysach ludzi, których znał, wyczuwa się autopsję (Chopin, Kurpiński,
Elsner), jednakże w nie narzucający się sposób. I właśnie spięcie tych trzech
elementów: możliwie maksymalnie zweryfikowanej faktografii, trafnie dobranej
anegdoty i własnej refleksji estetycznej i moralnej — daje swoistość Kolbergowskich życiorysów4.

W sumie bardziej lub mniej ważnych, dłuższych i krótszych artykułów
z zakresu muzyki opublikowanych przez Kolberga w Encyklopedii jest nieco ponad tysiąc5.
Jest też Kolberg autorem niewielkiej liczby drukowanych w Encyklopedii artykułów z innych dziedzin: etnografii, mitologii, historii starożytnej i współczesnej oraz geografii6. Spośród nich dla pełniejszego poznania poglądów Kolberga na zadania etnografii i jego późniejszych planów
Zob. M. Tomaszewski „Pisma muzyczne”…, w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. I (DWOK
T. 61), s. XXXII–XXXV.
2
Chodzi tu o pierwsze, francuskie wydanie: A. Sowiński Les musiciens polonais et slaves…,
Paris 1857.
3
M. Tomaszewski „Pisma Muzyczne”…, w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. I (DWOK
T. 61), s. LI.
4
Tamże, s. XLI.
5
Wszystkie opublikowane są w układzie rzeczowym nadanym przez M. Tomaszewskiego
w Pismach muzycznych (DWOK T. 61 i 62), zob. też A. Skrukwa Bibliografia prac O. Kolberga
w: Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło cz. III (DWOK T. 85/III) s. 190–200.
6
Opublikowano je w tomie O. Kolberg Studia, rozprawy i artykuły (DWOK T. 63), s. 449–
–588.
1

209

�badawczych i edytorskich istotny jest przytaczany już tutaj artykuł Polski
lud1, bowiem należy do niewielu nieco szerszych wypowiedzi programowych autora Ludu. Drukowany były w tomie Encyklopedii wydanym
w drugiej połowie roku 1865, czyli po ogłoszeniu przez niego własnego
planu badań etnograficznych.
Ponadto Kolberg pozostawił w rękopisach kilka tekstów prawdopodobnie przeznaczonych pierwotnie dla Encyklopedii, ale zamieszczonych tam
w postaci nadanej przez innego autora lub w ogóle niedrukowanych. Są
one poświęcone kulturom i krajom dla Polaków egzotycznym: Oceanii i obu
Amerykom2. Dziś stanowią tylko dowód rozległości zainteresowań i lektur
Kolberga, a także — podobnie jak niektóre drukowane, np. z zakresu mitologii greckiej — mogą być wynikiem konieczności podejmowania pewnych
tematów, gdy naglił czas, a zawiedli inni autorzy, mogły też być pisane dla
zarobku.
Podsumowując autorski udział Kolberga w Encyklopedii powszechnej
S. Orgelbranda, znów należy przytoczyć wnioski M. Tomaszewskiego, wynikające z wielostronnych analiz, jakim poddał on zespół tekstów stanowiących trzon tomu Pisma muzyczne. O całości tego zbioru artykułów
Kolberga pisał:
Pisma ukazują go jako kronikarza, recenzenta i popularyzatora, niekiedy jako
krytyka, edytora, historyka (i nawet teoretyka) muzyki, przede wszystkim jednak jako encyklopedystę muzycznego. Dzięki Kolbergowi przyswojona została
kulturze polskiej — zebrana, przemyślana co do potrzeb, zaadaptowana terminologicznie, usystematyzowana i zaprezentowana jako pewien całokształt — wiedza o muzyce, w rozmiarze przekraczającym wszystko, co dotychczas w języku
polskim na ten temat istniało3.

Po zakończeniu druku Encyklopedii sytuacja materialna Kolberga stała
się bardzo trudna, ponieważ honoraria od Orgelbranda były w ostatnich
latach największą i stałą częścią jego dochodów. Ostatnią wpłatę z tego
Zob. przypis 1 na s. 178.
Teksty te, ich źródła i wartość dla XIX-wiecznego czytelnika, a także inne artykuły
Kolberga dotyczące kultury krajów i ludów pozaeuropejskich scharakteryzował A. Posern-Zieliński we wstępie do tomu O. Kolberg Studia, rozprawy i artykuły (DWOK T. 63), s. XXIV–
–XXXVIII.
3
M. Tomaszewski „Pisma muzyczne”…, w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. I (DWOK
T. 61), s. LIV.
1
2

210

�źródła odnotował pierwszego czerwca 1868 r. Później w notatkach po stronie dochodów wpisywał opłaty za lekcje muzyki, sumy wpływające od
księgarzy za wydane zbiory pieśni, tomy Ludu i kompozycje oraz nieliczne
honoraria za artykuły w prasie. Po zamknięciu przez Sikorskiego „Pamiętnika Muzycznego i Teatralnego” w grudniu 1862 r. Kolberg publikował kilkakrotnie w latach 1865–1870 w „Kłosach” i w „Tygodniku Ilustrowanym”
okazjonalne życiorysy muzyków, rzadziej recenzje dotyczące współczesnych wydarzeń muzycznych1. W „Tygodniku Ilustrowanym” ukazały się
w latach 1867–1868 jedne z ostatnich drukowanych kompozycji Kolberga:
Mazur, Polka na fortepian i pieśń Do dziewczyny, nie wiadomo jednak,
kiedy były napisane.
Inne publikacje prasowe Kolberga z tych lat dotyczą w większości etnografii. W „Tygodniku Ilustrowanym” zamieszczone było w 1866 r. wspomniane już Śródpoście na Kujawach, a w „Kalendarzu Ilustrowanym” J. Jaworskiego na rok 1868 ukazał się artykuł Kujawiacy. Obydwa były oparte
na materiałach zawartych w drukującej się właśnie pierwszej części monografii Kujawy — dostarczały informacji o kulturze ludowej regionu i służyły
jako reklama tej książki. W „Kalendarzu Polskim Ilustrowanym” na rok
1867 J. Jaworski opublikował artykuł Sitarze biłgorajscy, przedrukowany
później w monografii Lubelskie. W tymże kalendarzu na rok 1869 zamieszczony został artykuł Proszowiacy, a w „Kalendarzu Warszawskim” Józefa
Ungra Opis wesela wiejskiego pod Poznaniem. Obydwa przedrukował
potem Kolberg odpowiednio w monografiach Kieleckiego i Poznańskiego.
„Biblioteka Warszawska” opublikowała recenzję kupionej przez Kolberga
w 1867 r. pracy Maxa Toeppena Abergluben aus Masuren2. Honoraria za
te artykuły były niewysokie, ale przypominały czytelnikom o pracach Kolberga i jednak oznaczały niewielki dochód, choć drukowanie w kalendarzu
Jaworskiego nie przynosiło zysku, a tylko redukowało dług; 15 stycznia
1867 r. odnotował Kolberg: „od Jaworskiego za 2 artykuły do kalendarza

1
Artykuły te są przedrukowane w części II Pism muzycznych Kolberga (DWOK T. 62),
s. 480–499, 505–511.
2
M. Toepen Aberglauben aus Masuren mit einem Anhange enthaltend: Masurische Sagen und Mährchen, Danzig 1867. Recenzja była drukowana w „Bibliotece Warszawskiej” 1868,
T. 2, s. 330–332, przedruk w tomie O. Kolberg Studia, rozprawy i artykuły (DWOK T. 63),
s. 421–424.

211

�18 [rubli]” i tegoż dnia tę samą kwotę po stronie wydatków: „Jaworskiemu
à conto Lud”1.
Po zakończeniu prac nad Encyklopedią powszechną Kolberg ratował
czasem swój budżet, pisząc na tematy odległe od jego prawdziwych zainteresowań. W „Kalendarzu Warszawskim” J. Ungra na rok 1870 znalazły
się artykuły o poławianiu pereł w Japonii i o wydobywaniu oraz obróbce
koralowców, a rok później Balet rumaków, na temat hiszpańskiej szkoły
jazdy konnej i jej pokazów w Wiedniu. W spisie dochodów z roku 1869
znajdujemy dwukrotnie notatkę o otrzymaniu wynagrodzenia „od Kucza
z Kuriera”2. Nie udało się ustalić, czy dotyczą one zamieszczonego artykułu
Kolberga, czy innej transakcji — w redagowanym przez K. Kucza „Kurierze Warszawskim” z tego roku nie odnaleziono tekstów, których autorstwo
można przypisać Kolbergowi. Natomiast odnotowane rok wcześniej honorarium „od Gregorowicza za art. rolnicze” dotyczyło niewątpliwie publikacji. J. Gregorowicz w tym czasie redagował „Przyjaciela Dzieci”, cenione
pismo dla młodych czytelników, i „Tygodnik Mód i Powieści”. W „Przyjacielu Dzieci” już w roku 1861 wydrukowany był anonimowo obszerny tekst
Kolberga pt. Elektryczność powietrza, ale „artykuły rolnicze”, drukowane
w roku 1868, zapewne też bez podpisu autora, pozostały niezidentyfikowane3. W wypadku tych publikacji liczyły się tylko honoraria, uzupełniające
inne niewielkie dochody.
W latach następujących po opublikowaniu Listu otwartego Kolberg
nieustannie szukał środków na finansowanie Ludu. Korespondencja kierowana od roku 1865 do różnych osób i instytucji we wszystkich trzech
zaborach pokazuje, zapewne tylko w części, szamotaninę autora starającego
się o pieniądze na realizację swojego wielkiego programu badań i publikacji
etnograficznych. Z listów tych wiadomo, że przedstawiał go kilku osobom
prywatnym w Poznańskiem i w Galicji, znanym ze wspomagania inicjatyw
obywatelskich, ale nie uzyskał ani obietnicy stałego wsparcia, ani dotacji
Rkp. O. Kolberga Notatnik..., BN PAU i PAN, sygn. 3210, k. 15 i 16.
Rkp. O. Kolberga, tamże, k. 17.
3
Artykuł Elektryczność powietrza zamieszczony był anonimowo w numerach 1–7 „Przyjaciela Dzieci” w roku 1861, na autorstwo wskazał Kolberg sam w Notatniku… (rkp. w BN PAU
i PAN, sygn. 3210, k. 7). Jednym z „artykułów rolniczych” był może tekst pt. Zbiór siana opublikowany anonimowo w numarze 324 „Przyjaciela Dzieci” w końcu roku 1867. W drugim
czasopiśmie redagowanym przez J. Gregorowicza, „Tygodniku Mód i Powieści” z tego okresu
nie zidentyfikowano tekstu, którego Kolberg mógłby być autorem.
1
2

212

�na zakończenie druku Kujaw. Znalezienie źródła finansowania Ludu w zaborze rosyjskim nie było możliwe, gdyż – jak już tu wspominano — od
czasu powstania listopadowego nie było tam polskiej instytucji wspierającej
badania i publikacje naukowe, a społeczeństwo było znacznie zubożone.
Potencjalnymi nabywcami książek byli przedstawiciele inteligencji miejskiej i rodziny ziemiańskie, kontynuujące tradycję wzbogacania domowej
biblioteki. Te dwie grupy obywateli Królestwa były wówczas tak ubogie,
że kupno książki dla wielu ich przedstawicieli stawało się nieosiągalnym
luksusem. Jakakolwiek pomoc ze strony władz lub instytucji rosyjskich
mogłaby być udzielona tylko za cenę koncesji, które zagroziłyby bardzo
poważnie wartości źródłowej Kolbergowskiego Ludu i które były dla Kolberga nie do przyjęcia. Ukazuje to w pewnym stopniu zachowany brulion
pt. Prospekt wydawnictwa dzieła pod tytułem „Lud. Jego zwyczaje” na
akcje1, pochodzący prawdopodobnie z połowy roku 1868. Pisał w nim Kolberg o „ludach słowiańskich”, o „podaniach słowiańskich”, o materiałach
zebranych „w naszym kraju”, co poprawił na: „w nadwiślańskim kraju”
— w Warszawie nie mógł wtedy publicznie użyć nazwy swego własnego
kraju ani nazwać jego mieszkańców „polskim ludem”2. Pomysł zebrania
pieniędzy poprzez sprzedaż akcji w Królestwie nie wyszedł poza ten projekt. Już wcześniej rozpisanie subskrypcji na Kujawy wśród mieszkańców
tego regionu przyniosło niewielkie sumy, nie mające znaczącego wpływu
na pokrycie długu w drukarni. Kolberg widział, że musi szukać pomocy
poza zaborem rosyjskim.
W tym okresie, tj. po powstaniu styczniowym, jedynie w zaborze austriackim nauka polska miała szanse na samodzielne istnienie. Po przegranych wojnach, najpierw we Włoszech, potem z Prusami, rząd austriacki
musiał poprzez reformy rozładować narastające w całym cesarstwie napięcia społeczne i polityczne i Austro-Węgry stopniowo przekształcane były
w federację krajów autonomicznych. Galicja była cywilizacyjnie zacofana
i gospodarczo zaniedbywana przez rząd austriacki tak bardzo, że później
przysłowiowa stała się „nędza galicyjska”, ale po otrzymaniu przez ten region autonomii Polacy mieli tam znaczące swobody w życiu narodowym.
W roku 1861 wprowadzono na Uniwersytecie Jagiellońskim język polski
Tekst zamieszczony jako aneks w: Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 754.
Użycie określeń „polski lud”, „polska muzyka”, „wojsko polskie”, itp. było możliwe jeszcze
w r. 1865 czy 1867 w tytułach haseł w Encyklopedii, ale już nie w roku 1868 w publikacjach
skierowanych do szerszego grona odbiorców, zwłaszcza w prasie.
1
2

213

�jako wykładowy dla większości zajęć, a w roku 1869 powołano katedrę
historii Polski, co zakończyło proces jego repolonizacji. We Lwowie językami wykładowymi na uniwersytecie zostały polski i ukraiński. W tych dwu
ośrodkach nauka polska uzyskiwała stopniowo coraz większe możliwości
rozwoju, zwłaszcza że została znacznie złagodzona cenzura.
O pomoc finansową Kolberg zwrócił się do dwu polskich towarzystw
naukowych działających poza zaborem rosyjskim – do Towarzystwa Przyjaciół Nauk Poznańskiego i do Towarzystwa Naukowego Krakowskiego
– oraz do biblioteki Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Lwowie,
której dokument fundacyjny przewidywał wydawanie dzieł naukowych.
Starania w tych trzech instytucjach prowadził równolegle w ciągu lat 1867–
1870 listownie i osobiście, wyjeżdżając z Warszawy co roku do Krakowa,
Lwowa i Poznania.
Na przełomie lipca i sierpnia 1867 r. pojechał na ponad dwa miesiące najpierw w Poznańskie, a później do Galicji. Już 16 lipca odnotował
w spisie wydatków „passport 1 rs. i łapowe”, co wskazuje, iż wydanie
paszportu musiał dodatkowo „opłacić”. W Poznaniu spotkał się z przedstawicielami Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Poznał wtedy
Emila Kierskiego (1810–1874), historyka, sekretarza wydziału historycznego Towarzystwa i redaktora „Przeglądu Wielkopolskiego”, oraz Karola Libelta, który w następnym roku został prezesem Towarzystwa. Prawdopodobnie spotkał się też z Władysławem Nehringiem (1830–1909), slawistą,
historykiem literatury i języka, wówczas wykładowcą w gimnazjum Marii
Magdaleny, i Leonem Wegnerem (1824–1873), prawnikiem, pierwszym sekretarzem generalnym Towarzystwa1. Starania Kolberga o wsparcie Ludu
przez Towarzystwo nie mogły odnieść skutku, ponieważ utrzymywało się
ono tylko z niewielkich składek członkowskich i mimo wielu starań nie
otrzymywało żadnej dotacji od władz pruskich; nie mogło wtedy finansować prac badawczych nawet swoich członków. Próby uzyskania dotacji
od poznańskiego Towarzystwa i od osób z Wielkopolski Kolberg ponawiał
także w latach następnych, ale były one bezskuteczne. Natomiast w czasie
pobytu w Poznaniu w r. 1867 nawiązał znowu współpracę z Żupańskim,
któremu chciał oddać do druku następny tom Ludu. Przewidywał wtedy,
Osobiste kontakty Kolberga z E. Kierskim i K. Libeltem dokumentuje ich późniejsza korespondencja, na W. Nehringa i L. Wegnera powołuje się, przypominając w liście do J.K. Żupańskiego swoje starania o pomoc materialną Towarzystwa, zob. brulion listu do J.K. Żupańskiego
z 9 XI 1867 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 209.
1

214

�że będzie to monografia okolic Warszawy, część Mazowsza1, do której
zamówił już akwarele u Wojciecha Gersona. Poznański księgarz podjął się
nakładu tego tomu i zgodził się na niewielkie honorarium dla autora po
ukazaniu się pracy drukiem.
Pobyt w Wielkopolsce w roku 1867 Kolberg wykorzystał przede wszystkim na badania terenowe. Prowadził je najpierw w Czeszewie na Pałukach, zaproszony tam przez Karola Libelta, potem w Siekierkach w pow.
średzkim, gdzie zatrzymał się u Anieli i Hipolita Radońskich. Odżyła wtedy
znajomość z Pauliną Wilkońską, siostrą Anieli, u której pisarka często przebywała. Różnorodne materiały z Siekierek i okolicy zamieszczone w tomach
W. Ks. Poznańskiego wskazują, że miał tam dobre warunki do wzbogacenia
swoich zbiorów. Również badania w Czeszewie, powtórzone w następnym
roku, dostarczyły wiele materiału do planowanej monografii Wielkopolski.
W spuściźnie Kolberga wśród niewielu zachowanych rękopisów z Poznańskiego stosunkowo liczne są właśnie zapisy terenowe z Siekierek i Czeszewa
oraz nieco późniejsze z Dębicza.
Z Wielkopolski Kolberg pojechał do Krakowa i Lwowa, aby tam również
prowadzić starania o finansowanie badań etnograficznych i druku Ludu.
Na początku października 1867 r. zwrócił się do Towarzystwa Naukowego
Krakowskiego z propozycją zobowiązania jego członków do zakupu wydawanych monografii. Taka forma pomocy nie obciążałaby budżetu Towarzystwa, a jemu pomogłaby opłacać druk kolejnych tomów. Towarzystwo
Naukowe Krakowskie istniało od roku 1818 i przez wiele lat było formalnie
oraz personalnie związane z Uniwersytetem Jagiellońskim; członkami byli
profesorowie, a prezesem zostawał każdorazowy rektor. Możliwości jego
działania były wtedy bardzo ograniczone przez germanizację polskich instytucji, trwającą w zaborze austriackim aż do roku 1860, a także przez brak
funduszy i niektóre zapisy w statucie. Dopiero w roku 1856 Towarzystwo
uzyskało samodzielność i w ciągu kilkunastu lat stało się jedną z najważniejszych polskich instytucji naukowych, a działaniami swymi wykraczało
poza granice zaboru austriackiego. Jego duża niezależność wynikała też
stąd, że swą działalność wydawniczą i badania naukowe w znacznej mierze
W brulionie listu do J.K. Żupańskiego z 20 X 1867 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),
s. 205, pisał m.in. „[…] przygotowanie dla Pana pierwszych arkuszy wydać się mającej serii V
Ludu. Ma ona zawierać opis okolic Warszawy […]”. Zob. też projekt umowy z J.K. Żupańskim,
podpisany przez autora i wydawcę w Poznaniu 28 VIII 1867 r., aneks w: Korespondencja…
cz. III (DWOK T. 66), s. 710.
1

215

�finansowało z dotacji osób prywatnych. Od roku 1860 prezesem odnowionego Towarzystwa był Józef Majer (1808–1899), lekarz, antropolog, którego Kolberg poznał prawdopodobnie w czasie pobytu w Krakowie jesienią
1867 r. W grudniu tegoż roku w odpowiedzi na pismo Kolberga prezes przekazał listownie decyzję zarządu: Towarzystwo, doceniając wartość Ludu,
zobowiązywało się do zapewnienia sumy 300 florenów (1200 zł pol.) po
ukazaniu się następnego tomu, w zamian za otrzymanie odpowiedniej ilości
wydrukowanych książek:
Kwota wyliczona przez Towarzystwo ma mu być zwrócona egzemplarzami dzieła liczonymi po 2/3 ceny handlowej. Według ustawy dzieła wydane z pomocą
Tow[arzystwa] członkowie jego otrzymują za połowę ceny, ściśle więc biorąc
Tow. nigdy zaliczonej kwoty nie otrzyma, choćby i wszystkie egzemplarze przez
członków rozebrane były, czego wszelako zaledwie w połowie spodziewać się
można. Chętnie jednak poniesie i stratę dla podtrzymania dzieła, którego znaczenie uznaje, żałuje nawet, że środki jego nie pozwalają na większą ofiarę1.

Wysoka ocena wartości Ludu przejawiła się także tym, że rok później,
14 listopada 1868 r. na plenarnym posiedzeniu Kolberg został przyjęty do
grona członków Towarzystwa2. Rekomendowali go Józef Łepkowski (1826–
1894), archeolog, i Władysław Łuszczkiewicz (1828–1900), malarz i historyk sztuki. Propozycja przekazania dotacji na druk, przedstawiona w liście
prezesa Majera, zawierała dwa dodatkowe warunki: objętość następnego
tomu miała być taka jak tomów poprzednich, a ponadto według statutu
Towarzystwa na karcie tytułowej znaleźć się powinna nota informująca,
że praca została wydana z jego pomocą. Suma przeznaczona ostatecznie
na wydanie Krakowskiego pochodziła z funduszu ks. J. Lubomirskiego,
członka Towarzystwa, wspierającego jego działania finansowo. Poniżej listu
Majera zanotował Kolberg obliczenia, z których wynikało, że po odjęciu
rabatu od ceny obowiązującej w warszawskich księgarniach Towarzystwo
dostawałoby 110 egzemplarzy książki, a dochód ze sprzedaży reszty nakładu należałby do autora. Kolberg natychmiast przystał na propozycję i poprosił o przysłanie zaliczki. Potrzebował pieniędzy, aby uregulować dług
u Jaworskiego, któremu w połowie roku 1867 przestał spłacać należność,
List J. Majera z 20 XII 1867 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 227.
Protokół z posiedzenia zarządu TNK zob. Inwentarz TNK, sygn. TNK-12, k. 57, http://
inwentarz.tnk.krakow.pl/#/unit/TNK-12 (dostęp: 28.10.2020).
1
2

216

�a drukował wtedy u niego dwa tomy Kujaw. Jednak cenzura rosyjska
sprzeciwiła się zamieszczeniu noty o pomocy TNK na karcie tytułowej drugiej części Kujaw i Kolberg nie mógł przeznaczyć proponowanej dotacji na
bieżące wyrównanie długu. Wyjściem było przeniesienie tej sumy na inny
tom Ludu drukowany poza zaborem rosyjskim:
W celu przyjścia w pomoc naukowym usiłowaniom p. Oskara Kolberga Zarząd
przeznaczył na wydanie III serii pisma tego autora pod tytułem Lud 300 zł w.a.
[waluty austriackiej], pod warunkiem, aby na tytule tejże serii III wyrażono, iż
książka ta wydana została z pomocą Towarzystwa Naukowego Krakowskiego.
Gdy atoli zamieszczenie tych wyrazów w książce wydawanej w Warszawie miało swoje trudności, przeto zasiłek ów przeniesiono na IV serię tegoż pisma we
Lwowie lub Poznaniu wyjść mającego1.

Pomoc finansowa Towarzystwa Naukowego Krakowskiego obiecana
przez prezesa Majera pomogłaby rozwiązać niektóre problemy Kolberga
– pokrywałaby część kosztów drukarni, a sprzedaż reszty nakładu, wprawdzie powoli, uzupełniałaby pozostałą część. Jednak w dalszym ciągu etnograf nie miałby pieniędzy na badania terenowe i na codzienne potrzeby,
a podjęcie pracy biurowej lub powiększenie liczby uczniów gry na fortepianie odbierałoby czas konieczny na opracowanie kolejnego tomu i na podróże, poniważ mimo skąpych środków finansowych nie zaprzestał badań
terenowych.
Dłuższe wyjazdy poza Warszawę Kolberg planował w tym okresie zwykle na lato i jesień. W maju 1868 r. pisał do Blizińskiego: „Wybieram się bowiem po św. Janie w podróż jak zwykle”2. Planowany blisko trzymiesięczny
pobyt poza zaborem rosyjskim poprzedził krótkimi wyjazdami do Woli
Rasztowskiej pod Radzyminem. Był tam dwukrotnie — w spisie wydatków
odnotował 3 czerwca 1868 wyjazd do Woli Rasztowskiej i Kraszewa, prawdopodobnie na jeden lub dwa dni, a miesiąc później, 10 lipca zapisał ponowny pobyt w Woli Rasztowskiej, tym razem pięciodniowy. Sądzić można,
że w czerwcu po raz pierwszy spotkał tam Koźlika, Ślązaka dysponującego
bogatym repertuarem bajkowym, i w lipcu pojechał na dłużej, aby wykorzystać obecność tego obiecującego narratora. Zapisał wtedy trzynaście
1
Fragment pisma J. Majera do członków zarządu z dnia 18 stycznia 1868 r., zob. tamże,
TNK-77, akta bieżące z roku 1868, k. 25.
2
List do J. Blizińskiego z 30 maja 1868 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 255.

217

�długich bajek, które w rękopisie mają lokalizacje „od Opola” albo „Śląsk”1.
Na ostatniej karcie tego rękopisu zanotował kilka nazwisk innych Ślązaków
i informację:
Ludzie ci ze Szląska byli w służbie u p. Młockiej przez lat 6–7 od r. 1860–8 we
Woli Rasztowskiej (pod Radzyminem) i tu opowiadał te bajki Koźlik w r. 18682.

Koźlik spod Opola pozostał nieznany z imienia, ale jest jednym z niewielu wykonawców, których nazwisko Kolberg odnotował w zapisach terenowych. Świadczy to o docenieniu przez etnografa jego talentu gawędziarskiego i ciekawego repertuaru.
Zapisując teksty opowiadane w gwarze śląskiej, z którą zetknął się wtedy pierwszy raz, starał się możliwie precyzyjnie oddać brzmienie tej gwary, stosując m.in. nadpisywanie samogłosek dla wskazania ich wymowy
pośredniej oraz inne oznaczenia dla zjawisk fonetycznych odmiennych od
mowy ogólnopolskiej. Taką metodę zapisu gwary stosował już w latach
1862 i 1865 w czasie badań na Wołyniu i na Kujawach, ale w bajkach
śląskich jest ona zastosowana ze znacznie większą konsekwencją. Monika
Gruchmanowa porównała Kolbergowski sposób zapisywania śląskich tekstów gwarowych z grafiką stosowaną współcześnie i dała wysoką ocenę
jego notacji bajek opowiadanych przez Koźlika:
Jak widać z powyższych zestawień, Kolberg nie tylko dostrzegł gwarowe niuanse fonetyczne, lecz potrafił je także oddać właściwym zapisem (piętrowym),
jakim posługuje się współczesna dialektologia przy szczegółowych opracowaniach systemów fonetyczno-fonologicznych3.

W tym samym roku 1868 około 10 sierpnia Kolberg wyjechał z Warszawy na trzy miesiące do Krakowa, potem do Poznania i do Lwowa, a głównym celem podróży było, jak poprzednio, znalezienie źródła finansowania
Teksty te pierwszy raz wydane były przez S. Udzielę w opracowaniu: Śląsk Górny. Materiały etnograficzne zebrane przez Oskara Kolberga, z papierów pośmiertnych wydał […] ,
„MAAE” T. VIII: 1906, s. 140–212 i odbitka: Kraków 1906. Udziela nie wprowadził tam zapisu
gwarowego widocznego w rękopisach. W Dziełach wszystkich bajki śląskie wydano ponownie, respektując notację Kolberga, zob. Śląsk (DWOK T. 43), s. 76–86, 89–93 i 98–147.
2
Notatka na końcu rękopisu bajek w tece 10 Szląsk, Arch. PTL, sygn. 1170, k. 42.
3
M. Gruchmanowa Oskar Kolberg jako gwaroznawca, w: Oskar Kolberg 1814–1890,
Seria „W Służbie Nauki” nr 1, Kraków 1998, s. 33.
1

218

�badań i druku Ludu. Jeszcze 28 lutego wysłał w tej sprawie list do Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, proponując zakup przez towarzystwo
lub jego członków po zniżonej cenie 200 egzemplarzy już wydanych czterech tomów1. Pobyt w Poznaniu i rozmowy z przedstawicielami zarządu nie
przyniosły oczekiwanego rezultatu, ale pozwoliły Kolbergowi zapoznać się
z wynikami specjalnej akcji prowadzonej nieco wcześniej przez Towarzystwo. W roku 1858 i w ciągu kilku lat następnych wydrukowało ono i rozesłało do różnych osób (ziemian, księży, nauczycieli) ze wszystkich praktycznie miejscowości Wielkopolski dwa tysiące starannie opracowanych
ankiet pt. Szemat do opisywania materiałów, mających służyć do opisu
statystycznego Wielkiego Księstwa Poznańskiego2. Szematy zawierały 22
pytania w trzech działach: topograficznym, etnograficznym i historiograficznym. W dziale etnograficznym pytano m.in. o ubiór, zwyczaje, oracje
towarzyszące zaręczynom i ślubom, a także o umiejętność czytania i pisania
mieszkańców danej wsi. W ciągu paru lat Towarzystwo otrzymało z powrotem ogółem 570 ankiet, w których dosyć często wpisano odpowiedzi
na pytania w dziale etnograficznym. Opracowanie zebranych materiałów
i wydanie ich drukiem przekraczało ówczesne możliwości Towarzystwa,
ale Kolberg, przeglądając ankiety w roku 1868, znalazł tam wiele potrzebnych mu informacji z zakresu kultury materialnej oraz opisów obrzędów.
W roku 1885 przynaglony do zwrotu wypożyczonych egzemplarzy, pisał do
ówczesnego sekretarza PTPN:
Przy zwiedzaniu zbiorów Towarzystwa w r. 1868 oglądałem też i nadesłane tam
z prowincji szemata. Widząc, że w nich jest niemało dla moich prac etnograficznych żywiołu, oświadczyłem to śp. Kierskiemu, uzyskałem od niego (wskutek
rekomendacji śp. Libelta) pozwolenie odpisu z nich wszystkich tych szczegółów,
które uznam za przydatne do moich wydawnictw. Chodziłem więc przez cały
tydzień do Muzeum Towarzystwa i robiłem kopie. Znaglony do wyjazdu, otrzymałem za pokwitowaniem skrypta rzeczone wyżej, których skopiować wtedy
nie zdążyłem3.
Czwarty tom Ludu (druga część Kujaw) był jeszcze w drukarni.
Zob. E. Antyborzec Dzieje „Szematów”, czyli ankiet Towarzystwa Przyjaciół Nauk
Poznańskiego, „Dziedzictwo Kulturowe Wsi” T. 1: 2017 (Szreniawa 2017), s. 97–105.
3
List do Poznańskiego Towarzystwa Naukowego z 18 XII 1885 r., Korespondencja… cz. III
(DWOK T. 66), s. 307. List był odpowiedzią na monit Towarzystwa, dotyczący zwrotu ankiet.
Kolberg pożyczył części etnograficzne lub całość trzydziestu ankiet, o których w liście pisze
„skrypta rzeczone wyżej”, zob. spisy w cz. III Korespondencji… (DWOK T. 66), s. 285 i 308–309.
1

2

219

�Siedmiotomowa monografia W. Ks. Poznańskie (tomy 9–15 Ludu) zawdzięcza Szematom wiele materiałów, sygnowanych w druku datami rocznymi 1858–1859. Kolberg zwrócił Towarzystwu prawie wszystkie wypożyczone niegdyś Szematy, ale prawdopodobnie przypadkiem w jego zbiorach
pozostała jedna pełna ankieta oraz fragmenty dwu innych i są to jedyne
zachowane oryginalne egzemplarze. Poza jednym artykułem opracowanym na podstawie tych ankiet przez Kierskiego1, przetrwało z nich tylko
to, co Kolberg odpisał i wydał lub zachował w swoich zbiorach. Wykorzystanie przez Kolberga ocaliło przynajmniej część wiadomości zawartych
w Szematach, bowiem ankiety zostały spalone przez Niemców w 1939 r.
razem z innymi archiwaliami i dokumentami Towarzystwa2.
W czasie pobytu w Wielkopolsce w 1868 r. Kolberg prowadził badania
terenowe w Dębiczu (pow. średzki), zaproszony przez Włodzimierza Wolniewicza (1814–1884), uczestnika powstań narodowych, wielkopolskiego
działacza społecznego i gospodarczego. Był także ponownie w Czeszewie
u Libelta i w Miłosławiu, gdzie prawdopodobnie poznał Seweryna Mielżyńskiego (1804–1872)3. W odwiedzanych wtedy miejscowościach pozyskał bogate materiały etnograficzne, wykorzystane kilka lat później w monografii Wielkopolski. Na początku roku następnego, wspominając pobyt
w Dębiczu, prosił Włodzimierza Wolniewicza o pośrednictwo w staraniach
o dotację u Seweryna Mielżyńskiego i przewidując, że list ten może być
pomocny adresatowi w bezpośredniej rozmowie, przedstawił kolejny raz
cel i charakter swojej pracy:
Wzbogacony doświadczeniem nabytym w ciągu blisko trzydziestoletniej po
kraju i wśród ludu naszego podróży, nieobcy także postępom, jakie nauka
etnografii w ogóle poczyniła za granicą, jak niemniej dalszym jej wymaga1
E. Kierski Opis statystyczno-historyczny obwodu boreckiego, „Roczniki Towarzystwa
Przyjaciół Nauk Poznańskiego” T. 3: 1865, s. 87–157.
2
Według ustnej relacji M. Turczynowiczowej, której bliska osoba obserwowała ten akt
wandalizmu, zbiory te spalono jesienią 1939 r. na dziedzińcu Towarzystwa.
3
W cytowanym niżej liście do W. Wolniewicza pisał Kolberg: „Między innymi wymieniono
i osobę Seweryna hr. Mielżyńskiego, którego miałem zaszczyt poznać w r.z.”, Korespondencja…
cz. I (DWOK T. 64), s. 279. S. Mielżyński, działacz narodowy, uczestnik powstania listopadowego, do 1842 przebywał na emigracji, brał wtedy udział w wyprawie sabaudzkiej G. Mazziniego
(1834). W czasie powstania 1848 r. w Wielkopolsce wspierał je organizacyjnie i finansowo.
Łożył duże sumy na kulturę i naukę w Wielkopolsce, m.in. ufundował gmach Poznańskiego
Towarzystwa Przyjaciół Nauk, w którym od 1879 r. do dziś mieści się jego siedziba i biblioteka.

220

�niom, rozwojowi i zastosowaniu, dbałem przede wszystkim o to, aby materiały
w dziele moim zawarte, mając służyć ku pożytkowi pracujących w różnych
gałęziach wiedzy badaczy, należycie były uporządkowane, ugrupowane i podane w sposób istotnie przydatny dla nauki, nie samej już specjalnie etnografii,
ale zarazem i lingwistyki, poetyki, rytmiki ojczystej itd. Porządek w ten sposób
zachowany, dozwolił mi lepiej w nabytym rozpatrzeć się materiale, podawać
rzeczy istotnie ważne, unikać powtarzania kilkakrotnego tychże samych szczegółów (o ile takowe nie są wariantami miejscowość wyraźnie odróżniającymi)
i wyłożyć jasno i treściwie wzajemny wielu szczegółów związek i ich pokrewieństwo1.

Podobnej treści listy kierował w latach 1868–1869 do kilku innych osób
w zaborze pruskim i w Galicji, ale nadal nie dawały one pożądanego rezultatu.
Z Poznania w roku 1868 Kolberg wrócił do Krakowa i wtedy prawdopodobnie spotkał się z Wincentym Polem, który po dłuższym pobycie we
Lwowie i okolicy wrócił do Krakowa we wrześniu 1867 r. Tracił wtedy
wzrok, co utrudniało mu pracę, jednak brał czynny udział w życiu środowiska naukowego tego miasta. Kolberg mógł poznać go już w roku poprzednim albo wcześniej we Lwowie, ale pierwsza chronologicznie wzmianka
o ich osobistym spotkaniu: „[…] Winc. Pol przyobiecał zasilać mnie swymi
uwagami”2 odnosi się do roku 1868. Kolberg cenił zwłaszcza publikacje
Pola dotyczące Górali zamieszkujących Karpaty, a także jego metody ustalania zasięgu grup etnicznych.
W czasie tego pobytu w Krakowie Kolberg wyjechał na pewien czas do
Lwowa, aby starać się o finansowanie druku przez Zakład Narodowy im.
Ossolińskich, którego dyrektor, August Bielowski, oceniał program Ludu
bardzo życzliwie. Jednak zgoda na udział Ossolineum w wydawaniu Ludu
zależała od kuratora zakładu, Jerzego Lubomirskiego (1817–1872). Możliwość finansowania wydawnictwa przez Ossolineum traktował Kolberg
na tyle poważnie, że rozważał osiedlenie się pod Lwowem w charakterze nauczyciela muzyki w domu zaprzyjaźnionej rodziny, Amelii i Hipolita
Bochdanów z Zadwórza3. Pertraktacje z Ossolineum przeciągnęły się na
1

279.

2
3

Brulion listu do W. Wolniewicza z 24 II 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s.
Brulion listu do A. Młockiego z 26 II 1869 r., tamże, s. 283.
Zob. list H. Bochdana z 2 XII 1868 r., tamże, s. 268.

221

�rok następny i w marcu 1869 r. Bielowski poprosił o przysłanie kosztorysu
wydania jednego tomu, pytał też, czy Kolberg ma gotowy rękopis i jakiego
regionu on dotyczy. Ostrzegł także, że kurator zakładu, choć o projekcie publikowania Ludu wyrażał się życzliwie, nie podjął jeszcze wiążącej decyzji,
a ponieważ dociera do niego wiele podobnych petycji, nie wiadomo, jaki
będzie ostateczny skutek starań1. Kolberg natychmiast napisał do J. Lubomirskiego, podając konieczne informacje, a parę dni później wystosował
osobny list do Bielowskiego. Zamieścił tam szczegółową kalkulację druku
w Warszawie, a przede wszystkim przedstawił stan prac i tytuły tomów
przygotowanych już do druku i tomów planowanych2. Jako gotową wskazał pierwszą część Krakowskiego i tę proponował Zakładowi do wydania
zaraz, a jej rękopis przekazał Lubomirskiemu. O dwu następnych częściach
pisał, że wymagają jeszcze „pewnego uzupełnienia” i mogłyby być oddane
do drukarni za pół roku. W październiku tegoż roku Lubomirski zwrócił
Kolbergowi rękopis Krakowskiego i proponował spotkanie dla uzgodnienia
warunków druku, ale w sprawie Ludu zamierzał przyjść „[…] w pomoc co
do nakładu tej części, która się tycze Rusi [….]”3. Jednak Kolberg nie miał
jeszcze z żadnego regionu Rusi całości materiałów etnograficznych i folklorystycznych potrzebnych do skonstruowania monografii. Starania o pomoc
Ossolineum na tym się skończyły.
Tymczasem stan finansów Kolberga był coraz gorszy, już w pierwszych
miesiącach 1869 r. pisał w jednym z listów:
O bytności mojej w Krakowie nic stanowczego powiedzieć nie mogę. Położenie
moje obecne zmusza mnie do szukania posady lub stałej jakiej roboty i, jeżeli
bym takowe otrzymał, to byłbym zmuszonym pilnować mojej roboty i nie mógłbym się stąd (przynajmniej w tym roku) oddalić4.

W tym trudnym okresie zapewne dużą odskocznią od codziennych kłopotów były dla Kolberga wizyty w Tarnowie, w pow. chełmskim, u Marii
i Aleksandra Hemplów. Ich córka, Maria Hemplówna (1834–1904), pomagała Kolbergowi w badaniach w rodzinnej miejscowości i w okolicy,
Zob. list A. Bielowskiego z 2 III 1869 r., tamże, s. 288.
Zestawienie tytułów monografii planowanych w r. 1869 wysłane do Ossolineum, zob.
brulion listu Kolberga do A. Bielowskiego z 15 III 1869 r., tamże, s. 301–305.
3
List J. Lubomirskiego z 27 X 1869 r., Korespondencja … cz. I (DWOK T. 64), s. 337.
4
Brulion listu do B. Hoffa z 29 IV 1869 r., tamże, s. 323.
1
2

222

�a także przez kilka lat następnych dostarczała materiały na interesujące
Kolberga tematy i liczne rysunki 1. Zachowane do dziś rękopisy pokazują
też, że w czasie pobytu w Tarnowie Kolberg razem z Hemplówną zapisywał niektóre pieśni „na cztery ręce” — ona notowała teksty, on melodie.
Zachowały się tylko cztery listy Hemplówny do Kolberga i nie wiadomo,
czy są to wszystkie przez nią wysłane. Jej korespondencja z Kolbergiem
napotykała przeszkody — rodzina Hemplów była zaangażowana w konspirację niepodległościową, w której Maria brała czynny udział, także
jako kurierka w czasie powstania styczniowego. W pierwszym z zachowanych listów pisała do Kolberga: „Adresować trzeba przez Warszawę,
Lublin, Urszulin (Tarnowa w adresie nie trzeba wspominać), to pewnie
dojdzie”2. Rodzina Hemplów była przedmiotem szczególnego zainteresowania policji carskiej kontrolującej także listy i prawdopodobnie zarówno
korespondencja, jak i przesyłki z notatkami etnograficznymi przekazywane były Kolbergowi przez krewnych lub przyjaciół, nie oficjalną pocztą.
Dzięki temu materiały zapisane przez Hemplównę i jej siostry, które wciągnęła do współpracy, docierały w całości do etnografa. Sam Kolberg był
w Tarnowie w roku 1869 na pewno dwukrotnie, od 13 do 20 maja i od 15
do 27 czerwca, i zgromadził w tym czasie wiele notatek etnograficznych
oraz zapisów pieśni i melodii. Jednak bez współpracy Marii Hemplówny
przy gromadzeniu materiałów z Chełmskiego monografia ta byłaby znacznie uboższa. O tym, ile Chełmskie zawdzięcza staraniom Hemplówny,
pisał Kolberg we wstępie do pierwszej części monografii tego regionu,
ostatniego tomu przygotowanego przez niego do druku. Jednak dopiero
analiza wszystkich zachowanych rękopisów pokazuje, jak wielką część
materiałów do tej publikacji przysłała Hemplówna 3. Kopernicki, znający
dobrze warunki i metody badań terenowych Kolberga, zwłaszcza z drugiej
połowy życia etnografa, w 1889 r. pisał:
Wyczerpawszy wszystko, co tylko można było na jednym miejscu i zyskawszy
sobie w gospodarzu samym lub innej osobie miejscowej chętnego i stałego ko1
Ryciny M. Hemplówny i przesłane przez nią rysunki innych autorów i fotografie zostały
odnaleziona dopiero we wrześniu w roku 2015, zob. O. Kolberg Chełmskie. Suplement do
tomów 33-34. Aneks (DWOK T. 82 Aneks).
2
List M. Hemplówny z 12 XI 1870 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 370.
3
Zob. E. Millerowa „Chełmskie” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Chełmskie. Suplement do
tomów 33 i 34 (DWOK T. 82), a także aneks do tego suplementu.

223

�respondenta na przyszłość, przenosił się on na inne miejsce, podobnież przysposobione1.

Kopernicki opisał sytuację idealną, w praktyce zdarzającą się nieczęsto,
stan rękopisów i korespondencja etnografa wskazują, że takich „chętnych
i stałych korespondentów” nie było wielu. Wśród nich wyróżnia się Maria
Hemplówna, dobrze rozumiejąca pracę Kolberga i umiejąca ją skutecznie
kontynuować podczas jego nieobecności. Spośród współpracowników Kolberga należy do kilku osób najbardziej zasłużonych dla realizacji Ludu.
Bezpośrednio w czasie pobytu Kolberga w Tarnowie pomoc Marii
Hemplówny nie ograniczała się do notowaniu tekstów. Hemplówna ułatwiała mu także nawiązywanie kontaktów z miejscowymi wykonawcami.
W Chełmskiem do naturalnej wszędzie nieufności chłopów w stosunku do
obcych dołączyły się problemy wynikające z likwidacji kościoła unickiego
przez władze carskie po powstaniu styczniowym. Z cerkwi usuwano ślady
obrządku unickiego (ołtarze w bocznych kaplicach, konfesjonały), a miejscową ludność zmuszano do przejścia na prawosławie, używając w razie
oporu wojska i policji. W roku 1874 doszło do krwawych starć wiernych
z wojskiem, ale już w latach poprzednich we wsiach unickich istniało silne napięcie. W takiej sytuacji bezcenna była pomoc osoby, która tak jak
Hemplówna znała mieszkańców wsi w Tarnowie i okolicy, cieszyła się ich
sympatią, znała też dobrze miejscowy dialekt i umożliwiała dotarcie do
właściwych informatorów i muzyków. Dla Kolberga, który wtedy pobytowi
w Chełmskiem mógł poświęcić tylko niespełna trzy tygodnie, a do tego nie
znał jeszcze dobrze języka ukraińskiego, współudział Hemplówny w badaniach był tym ważniejszy.
Latem 1869, mimo wyrażanych poprzednio zastrzeżeń, Kolberg udał się
kolejny raz do Krakowa, Lwowa i Poznania. Tej podróży dotyczy ostatni
zapis2 w zachowanym notesie z wykazem dochodów i wydatków, z którego wynika, że wyjechał z Warszawy 8 sierpnia, a wrócił do niej dopiero
20 stycznia 1870 r. W czasie pobytu w Poznaniu zarząd Towarzystwa Przyjaciół Nauk zawiadomił go, że zalecił członkom podjęcie prenumeraty na
wydany w przyszłości tom Ludu. Ta pomoc dotyczyć miała planowanej
monografii Wielkopolski, była więc bardzo odległa w czasie i niepewna co
1
Dr I. K. [I. Kopernicki] Przedmowa wydawcy…, w: O. Kolberg Przemyskie (DWOK T. 35),
s. X–XI.
2
Rkp. O. Kolberga Notatnik..., BN PAU i PAN, sygn. 3210, k. 19.

224

�do skutku. Kolberg pilnie potrzebował wtedy pieniędzy na zapłacenie Jaworskiemu za część drugą Kujaw, którą powinien był przesłać abonentom.
W czasie tego pobytu w Wielkopolsce odwiedził m.in. Ostrowo pod
Wieleniem, gdzie spotkał się z Pauliną Wilkońską, oraz Morownicę należącą do Władysława Niegolewskiego (1818–1885). Prowadził wtedy także
badania terenowe w południowej Wielkopolsce wspólnie z Bogumiłem
Hoffem (1829–1894), który pracował w administracji majątków ziemskich
w Szołdrach, później w Morownicy. Hoff o pracach Kolberga dowiedział się
z recenzji pierwszej części Kujaw i ogłoszenia Żupańskiego zamieszczonego
w prasie poznańskiej w roku 1867 o możliwości nabycia w jego księgarni
tomów Ludu. Hoff, z zamiłowania rysownik, jeszcze w grudniu 1867 r. zaproponował Kolbergowi listownie współpracę przy zbieraniu materiałów
z Poznańskiego. Do planowanej monografii Wielkopolski Kolberg potrzebował rysunków i mimo starań nie znalazł nikogo chętnego do przygotowania rycin do czasu otrzymania listu Hoffa1, podjął wiec korespondencję
ze zgłaszającym się rysownikiem-amatorem. Hoff miał zamiar przygotować
i wydać album z rycinami strojów ludowych i pierwotnie sądził, że uda się
połączyć planowaną przez niego edycję licznych rycin w dużym formacie
z krótkim opisem etnograficznym pióra Kolberga.
W marcu następnego roku Kolberg przedstawił Hoffowi dotychczasowe
trudności z uzyskaniem poparcia finansowego i wspomniał, że rozwiązaniem mogłoby być rozpisanie subskrypcji na następny tom Ludu, obejmujący jeden z regionów Wielkopolski. Hoff, który tymczasem wyjechał do
Krakowa uczyć się fotografii, podjął rozmowy z tamtejszymi drukarniami
na temat odbicia „Kartek przedpłaty”, zamieszczenia odpowiednich ogłoszeń w prasie, cen papieru i druku itp. Zaskoczył tym Kolberga, który miał
wątpliwości, czy z przedpłat zgromadzą sumę konieczną do podjęcia druku,
zwłaszcza że nie można było zbierać pieniędzy w ten sposób w Królestwie.
Cenzura rosyjska nie pozwalała ogłaszać subskrypcji, zanim dzieło nie
uzyskało jej aprobaty, konieczny byłby zatem gotowy czystopis z rycinami
i nutami, a opracowanie Poznańskiego było wtedy ledwo rozpoczęte.
Współpraca z Hoffem była dla autora Ludu trudna. Hoff szybko podejmował decyzje i natychmiast zaczynał je realizować. Kolberg w swych
odpowiedziach starannie wyliczał koszty druku i czas potrzebny na
1
O rycinach do Poznańskiego pisał Kolberg obszerniej w odpowiedzi na pierwszy list
B. Hoffa, zob. brulion z 30 XII 1867 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 230–233.

225

�przygotowanie rękopisu nowego tomu, wspominał też wielokrotnie doznane zawody, które nauczyły go ostrożności i dużej rozwagi w kontaktach z drukarzami i księgarzami oraz w podejmowaniu zobowiązań wobec
subskrybentów. Różnili się także wizją opracowywanych wspólnie tomów.
Hoff pisał m.in.: „Format nie da się inaczej urządzić jak in 4o, bo obrazy nie
mogą być tak ścieśnione, jak w formacie dotąd przez Pana używa[nym]”.
Kolberg nie miał jednak zamiaru rezygnować z druku monografii etnograficznych jako kolejnych tomów Ludu, o ustalonym dla nich formacie i zakresie rzeczowym, z czym Hoff musiał się pogodzić. Ponadto Kolberg chciał
wstrzymać się na jakiś czas z ogłoszeniem prenumeraty, bo wymagałoby to
szybkiego druku książki. Miał świeże doświadczenia z prenumeratą Kujaw,
która rozpisana została w październiku 1865 r., a dopiero po blisko czterech
latach mógł wysłać odbiorcom drugą część tej monografii. Hoff jednak
wydrukował w Krakowie kartki przedpłaty (jak się później okazało, nie
zapłacił za nie drukarni „Czasu”1) i Kolberg, choć wątpił w tak duży sukces
finansowy, jaki zapowiadał współpracownik, odpowiedział: „Ale cóż robić?
Kiedyś Pan odważny, to próbujmy”2.
Osobiście poznali się prawdopodobnie3 dopiero w sierpniu lub wrześniu
w 1869 r., kiedy Kolberg odwiedził kolejny raz Poznańskie. Wprawdzie był
w Wielkopolsce rok wcześniej, ale do planowanego przez Hoffa spotkania
w Morownicy wtedy nie doszło. W roku 1869 prowadzili badania w południowej Wielkopolsce, nie znamy jednak dokładnie trasy tej wędrówki,
a jedynie jeden z epizodów przypomniany wiele lat później przez Hoffa
w autobiografii4. Z relacji Hoffa wynika, że w którejś z odwiedzanych wsi
w trakcie wywiadu z parą młodych ludzi do izby szkolnej wpadli wrogo nastawieni inni mieszkańcy tej miejscowości, żądając wydania notatek i szkiców, jako szkodliwych „dla malowanych”. Hoff nie podał nazwy miejscowości, w której prowadził wtedy z Kolbergiem badania terenowe, nie podał
też dokładniejszej daty. Jego relacja wskazuje jednak, że tak jak trzydzieści
Zob. list F. Szlachtowskiego z 19 V 1874 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 489.
Brulion listu do B. Hoffa z 23 V 1868 r., tamże, s. 326.
3
Z listów Hoffa z września 1868 r. wynika, że w r. 1868 nie spotkali się.
4
L.S.K. Bogumił Hoff, „Wisła” T. VIII: 1894, s. 204–205. Autor artykułu cytuje fragmenty
rękopisu autobiografii B. Hoffa napisanej w 1891 r. Hoff nie podał tam roku, w którym towarzyszył Kolbergowi, ale ponieważ pisze dalej, że Kolberg następnie pojechał do Libelta do Czeszewa, sądzić można, że chodzi o rok 1868, choć z korespondencji wynika, że z Hoffem spotkał
się dopiero w 1869.
1
2

226

�lat wcześniej, tak i w 1869 r. bezpośrednie kontakty etnografa z ludnością
wiejską wymagały uprzedniego wprowadzenia w to środowisko przez osobę cieszącą się autorytetem – miejscowego dziedzica lub proboszcza.
W drugiej połowie roku 1869 Hoff zamieszkał w Poznaniu i założył tam
zakład fotograficzny. Na początku następnego roku planował znowu wspólne badania terenowe, proponował Kolbergowi objęcie posady dyrektora
muzyki w poznańskim teatrze, a już wcześniej myślał o wynajęciu domu
z ogrodem pod miastem, aby mogli tam razem pracować. O tych nierealnych planach musiał zapomnieć po wybuchu wojny francusko–pruskiej
w lipcu 1870 r. We wrześniu Hoff, już bardzo zaniepokojony, skarżył się
w liście Kolbergowi, że dostał nakaz wyjazdu z Prus. Pisał wtedy:
Rozdrażnienie między ludnością niemiecką i polską rośnie co dzień, już nie tylko
po polsku ubrany[m] nie można się pokazać na ulicy bez indultów [tj. zniewag],
ale i mówiący[ch] po polsku na ulicy może spotkać złość i grubiaństwo. Jak
długo tu zostanę, nie wiem, ale to wiem, że w razie wydalenia, co lada dzień
nastąpić może, nie mam żadnego przytułku zagranic[ą]. […] funduszu żadnego na
taką niespodziankę nie posiadam, a tu familia! Bóg niech się zlutuje!1.

Hoff jako syn pastora z Radomia, urodzony w Królestwie, uznany był
za obywatela rosyjskiego, dlatego został deportowany z Prus i na początku
października znalazł się w Cieszynie. Pieniądze zebrane za prenumeratę
od kilkunastu osób w Wielkopolsce przeznaczył na utrzymanie rodziny
w pierwszym okresie po wysiedleniu i nigdy ich Kolbergowi nie zwrócił.
W latach 1869 i 1870, mimo narastającego niepokoju co do przyszłości planowanej serii wydawniczej, Kolberg przygotowywał do druku dwie
monografie: Krakowskie i Poznańskie. Pomysł wydania pierwszej części
Mazowsza, podjęty w 1867 r. i przypieczętowany wtedy umową z Żupańskim, zarzucił dosyć szybko. Krakowskie miało największe szanse na druk
we Lwowie lub Krakowie i było już przygotowane na tyle, że pierwszą
część – jak wspomniano – przedstawił J. Lubomirskiemu, kuratorowi Ossolineum, w połowie roku 1869. Czuł się też zobowiązany do możliwie szybkiego wydania Poznańskiego, ponieważ czekali na nie nabywcy „biletów
przedpłaty”. Monografię Wielkopolski, która ostatecznie otrzymała tytuł
Wielkie Księstwo Poznańskie, miał zamiar wydać w Poznaniu. O druku
pierwszej jej części wiosną 1870 r. z poznańskim księgarzem i wydawcą,
1

List B. Hoffa z 16 IX 1870 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 363.

227

�Ludwikiem Merzbachem, rozmawiał Bogumił Hoff. Proponowane przez
Merzbacha ceny były nieco wyższe niż w Warszawie, ale po wybuchu wojny francusko-pruskiej dalsze pertraktacje z poznańskim wydawcą stały się
i tak bezprzedmiotowe. Hoff został wyrzucony z Poznania, a Kolberg, który
musiałby czuwać choćby tylko nad drukiem nut, jako obywatel rosyjski nie
byłby wpuszczony do Prus w czasie trwania wojny.
Pod koniec roku 1869 jedynie druk w Krakowie rysował się jako realny.
Tam książka mogłaby mieć na karcie tytułowej notę o pomocy finansowej
Towarzystwa Naukowego, a to spełniałoby warunki wynikające z jego statutu i Kolberg mógłby otrzymać dotację pokrywającą część kosztów wydania tomu. W październiku Lubomirski zwrócił rękopis pierwszej części
Krakowskiego i Kolberg przekazał go drukarni Uniwersytetu Jagiellońskiego, a sam około 20 stycznia 1870 r. wrócił do Warszawy. Druku nowego
tomu Ludu pilnował na miejscu Zygmunt Gloger, który Kolberga poznał
jeszcze w Warszawie. Wiele lat później, wspominając początki swych zainteresowań folklorem i chaotyczne wówczas próby zbierania przysłów, pisał:
„W r. 1865, zaprzyjaźniwszy się z Kolbergiem i po wstąpieniu do Szkoły
Głównej, zacząłem jaśniej pojmować zadania prac naukowych” 1. Gloger
po trzech latach studiów w Warszawie przeniósł się w 1868 r. na Uniwersytet Jagielloński, gdzie do roku 1872 studiował historię i archeologię. Zainteresowany etnografią, opracowywał wtedy Obchody weselne2, obszerne
i ambitne studium porównawcze, do którego zapisy nutowe otrzymał od
Kolberga. W pierwszej połowie roku 1870 kontrolował korekty Krakowskiego i pośredniczył między autorem a drukarnią. Wprowadzanie w ten
sposób poprawek w druku nie zdawało jednak egzaminu i w kwietniu 1870
r. pisał do Kolberga:
Korekty ostatnie robię ściśle, aby wszystko, co Pan zaznaczy, było dokładnie
poprawionym, ale uważałem, że pierwszą moją korektę poprawiają niedbale
i odsyłają do Warszawy z wieloma błędami, które ja już poprawiłem3.

Gloger w końcu czerwca wyjeżdżał na okres wakacji do Jeżewa, do
swego rodzinnego domu. Był to jeden z powodów, dla których Kolberg
w 1870 r. przyjechał kolejny raz do Krakowa, aby osobiście czuwać nad
Z. Gloger Przysłowia ludu z okolic Tykocina, „Wisła” 1896, z. 2, s. 349.
Pruski [Z. Gloger] Obchody weselne cz. I, Kraków 1869.
3
List Z. Glogera z 1 IV 1870 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 351.
1
2

228

�drukiem i kończyć redakcję następnych tomów monografii. Nie wiemy dokładnie, kiedy wyjechał z Warszawy — z zachowanych listów wynika, że
stało się to między końcem czerwca a połową września i przebywał w samym Krakowie lub w Modlnicy do końca stycznia roku 1871. Do Warszawy
wrócił wtedy tylko na pół roku. Już wyjeżdżając z Modlnicy wiedział, że
niedługo przybędzie tam na dłużej — we dworze Konopków zostawił rękopis następnych części Krakowskiego, a o ich wydaniu miał rozmawiać
w sierpniu z kierownikiem drukarni. Prawdopodobnie w czasie pobytu
Kolberga w Modlnicy lub w Mogilanach na przełomie lat 1870 i 1871 Józef
Konopka zaprosił go na dłużej i zapewne w ciągu roku 1871 Kolberg podjął
decyzję o skorzystaniu z tego zaproszenia.

��Elżbieta Millerowa

Lata krakowskie w życiu Kolberga
(1871–1890)

XI
[Warunki pracy literackiej i naukowej w Warszawie po powstaniu styczniowym. – Cenzura carska. – Położenie materialne pisarzy i uczonych. – Brak
oparcia instytucjonalnego dla pracy badawczej. – Wyjazd Kolberga do Krakowa (sierpień 1871). – Sytuacja w autonomicznej Galicji. – Swobody obywatelskie. – Życie umysłowe i kulturalne Krakowa.]

Propozycja zamieszkania pod Krakowem oraz oferowana przez Towarzystwo Naukowe Krakowskie dotacja na Lud otwierały przed Kolbergiem zupełnie nowe perspektywy. Coraz bardziej doskwierający mu
kryzys materialny i brak możliwości kontynuacji zaplanowanego wydawnictwa, związane z zarysowaną wcześniej sytuacją w popowstaniowej Warszawie pod rządami władz carskich, skłaniały do radykalnego
rozwiązania, jakim było opuszczenie zaboru rosyjskiego. Nie był w tym
zresztą Kolberg odosobniony; wielu mieszkańców Królestwa udawało się
wówczas na dobrowolną emigrację za granicę, a także do Galicji, gdzie
wraz z uzyskaniem autonomii i swobód obywatelskich warunki pracy naukowej i literackiej stały się znacznie bardziej sprzyjające. Po powstaniu
styczniowym w Królestwie Polskim działał cały wspominany już system
represji i zniewolenia, zaprowadzono stałe rządy wojskowo-policyjne.
Obok prześladowań, aresztowań i surowych wyroków dla powstańców
i konspiratorów, obok konfiskat majątków, karnych wcieleń do wojska,
masowej zsyłki na Syberię i przymusowych przesiedleń w głąb Rosji,
poddano społeczeństwo bezwzględnej rusyfikacji. Po nieudanym zamachu
na cara Aleksandra II w 1866 roku represje jeszcze się nasiliły, obejmując
wszystkie formy życia zbiorowego. Zwalczane były wszelkie przejawy
polskości i narodowego stanowienia na rzecz całkowitej integracji z cesarstwem rosyjskim poprzez zmianę ustroju, administracji i prawa na wzór
obowiązujących w Rosji carskiej. Począwszy od 1866 roku, likwidowano
231

�kolejne instytucje świadczące o odrębności Królestwa, znosząc stopniowo jego autonomię. Wszystkie urzędy poddano depolonizacji, usuwając
Polaków, zwłaszcza z wyższych stanowisk, i obsadzając je Rosjanami oraz
wprowadzając język rosyjski jako obowiązujący w całej administracji.
Bezwzględnie zwalczano przejawy świadomości narodowej, która miała
zostać wymazana. Szczególne restrykcje dotknęły więc szkolnictwo, język,
kulturę. Zakazano działalności wszystkich towarzystw oświatowych i kulturalnych. Zamkniętą w roku 1869 Szkołę Główną zastąpił uniwersytet carski
z językiem wykładowym rosyjskim. Od roku 1866 stopniowo rugowano
język polski ze szkół; nadzór nad edukacją miał stanowić główne narzędzie
wynaradawiania Polaków. Obowiązywała cenzura prewencyjna, czasopisma i książki musiały być przedstawiane w urzędach cenzury w rękopisach,
a następnie w odbitkach korektorskich, które porównywano z pierwotną,
dozwoloną wersją rękopiśmienną. Mnożyły się zakazy publikacji, gotowe
wydawnictwa nie zawsze dopuszczano do rozpowszechniania.
Choć w Królestwie pozostała polska prasa, wydawnictwa, teatry rządowe z polskim repertuarem i ukazywały się polskie książki, cenzura carska
krępowała swobodę wypowiedzi i wolną myśl nie tylko poprzez urzędnicze
zakazy i restrykcje, ale także poprzez autocenzurę autorów, którzy kontrolowali sami siebie, oraz poprzez podobne uprzedzające działania redaktorów i wydawców. Mechanizm paraliżowania swobody wypowiedzi objął
całe pokolenie ludzi pióra i wycisnął swoje piętno na ich twórczości i jej
społecznym odbiorze. Świadek tego czasu, historyk S. Krzemiński, opisując
narzucony przez zaborcę system polityczny, stwierdzał z goryczą:
Ale to jeszcze nie całe jarzmo; przybywa do niego niewola myśli, straszna, potworna, okrutna, jakiej już w wieku XIX żaden naród na świecie nie doznaje,
prócz Polaków w zaborze rosyjskim. W Europie cenzura należy już do rzędu
muzealnych zabytków przeszłości; u nas jest czynną, niestrudzoną, nieustającą
torturą, mającą swoich oprawców, swoich sędziów i swoje prawa. […] Myśl do
ciemnego lochu wtrącona – to stan dzisiejszy umysłowości polskiej w Królestwie wyrażającej się w druku. Cenzor jest wszechwładnym, nieodpowiedzialnym stróżem jej i katem. Za to, co pozwolił wydrukować, nie na nim ciąży
odpowiedzialność, ale na tym, kto z jego pozwolenia skorzystał1.

1
[S. Krzemiński] Dwadzieścia pięć lat Rosji w Polsce (1863–1888). Zarys historyczny,
Lwów 1892, s. 189.

232

�Trudne warunki życia umysłowego i kulturalnego w popowstaniowej
Warszawie dotykały także Kolberga; przyjęty do Towarzystwa Naukowego
Krakowskiego jako „literat z Warszawy” był przecież tego życia czynnym
uczestnikiem. Warto więc pokrótce przypomnieć ówczesną sytuację ludzi
pióra.
Położenie materialne twórców było bardzo ciężkie. Pisarze byli źle opłacani lub nie otrzymywali honorariów wcale, gdyż nie było jeszcze praktyką
powszechną wynagradzanie prac literackich lub też brakło na honoraria
pieniędzy. Redaktorzy czasopism, szczególnie naukowych, nie płacili regularnie honorariów, zwykle z powodu niskich nakładów, a więc braku dochodów. Autorzy zmuszeni byli do innych prac zarobkowych, by utrzymać
siebie i rodziny, a swoje publikacje musieli traktować jako wyraz poświęcenia dla dobra ogółu. Prasa codzienna stwarzała wprawdzie możliwość
zarobkowania, nie było to jednak wynagrodzenie wystarczające i regularne,
powstała więc praktyka brania zaliczek, często na teksty czy utwory jeszcze nienapisane, co oznaczało zależność finansową od wydawcy. Ponadto
opłacano autorów „od wiersza”, przy czym liczba wierszy na ogół zależała
od wydawcy, który licząc się z upodobaniami czytelników lub uprzedzając
cenzurę, mógł według uznania decydować o objętości tekstów i dokonywać
w nich zmian, często wbrew intencjom twórców. Nierzadkim zjawiskiem
była bieda zmuszająca pisarzy do zarobkowania na dodatkowych posadach,
do pracy ponad siły, często i tak prowadzącej do skrajnego ubóstwa. W sytuacji, gdy życie umysłowe nie miało żadnego instytucjonalnego oparcia,
funkcję integrującą środowisko literackie i naukowe pełniły w pewnym
stopniu jedynie nieformalne zebrania towarzyskie o charakterze „półkonspiracyjnym”, odbywające się w domach prywatnych i w redakcjach periodyków, np. „Kuriera Warszawskiego” czy „Biblioteki Warszawskiej”. Jednak
wobec wszechobecnej kontroli i zakazów zgromadzeń nie było już możliwości kontynuowania takich spotkań i bogatej tradycji salonów w skali
sprzed powstania.
W warunkach bezwzględnej rusyfikacji kolejnych dziedzin życia zbiorowego strefą polskości pozostawały dwie dziedziny: literatura i teatr. Polskie
słowo pisane stało się w okresie popowstaniowym ostoją narodowego trwania, narzędziem oporu i walki o zachowanie świadomości narodowej. Piś­
miennictwo, podobnie jak sami autorzy, poddane było jednak bezustannemu
dozorowi władz zaborczych, wszędzie dopatrujących się podstępu, ukrytych
intencji, aluzji, niesubordynacji. Kontrolę tę, której celem miała być całkowita
233

�neutralność treści, sprawowali nie tylko cenzorzy, ale i urzędnicy poczty,
policjanci, celnicy, dodatkowo sprawdzający się wzajemnie. Obowiązującą w
Imperium Ustawę o cenzurze i druku z roku 1857, wielokrotnie nowelizowaną w późniejszych latach, uzupełniały liczne jawne i tajne okólniki, wytyczne
i zarządzenia, a przepisy interpretowano zależnie od aktualnych okoliczności,
w których miała się ukazać publikacja, od wskazań politycznych władz centralnych, od warunków miejscowych czy indywidualnych ocen cenzora. Dotychczasowe formy działania cenzury ujednolicono i scentralizowano poprzez
utworzenie w roku 1869 Warszawskiego Komitetu Cenzury, który podlegał
władzom w Petersburgu. Sam system ulegał zresztą zmianom; bywały okresy
względnego liberalizmu i absurdalnej surowości. Jak pisze Maria Prussak w
pracy poświęconej temu zagadnieniu:
Cenzorzy rosyjscy często bywali niemal współautorami dzieł drukowanych
w Królestwie Kongresowym i granych w tutejszych teatrach […]. Ostateczny
kształt utworu literackiego zależał więc od postanowienia cenzora1.

Surowe rygory aktów ustawodawczych obok chwiejnych i nieprzewidywalnych decyzji urzędników stwarzały bariery trudne do pokonania dla
samych twórców, redaktorów i wydawców, uzależnionych materialnie od
kapitału i od sprzedaży swych wydawnictw. Obok cenzury wewnętrznej,
decydującej o zgodzie na druk w kraju, istniała też cenzura zewnętrzna, rozstrzygająca o dopuszczeniu do księgarń i prenumeratorów czasopism i książek opublikowanych za granicą, a także o przywiezieniu do kraju powstałych tam rękopisów. Z kolei obok bezwzględnego i często ograniczonego
urzędnika działała wspomniana już ingerencja redaktora i wydawcy, którzy
usuwali z tekstów wszystko, co mogło wzbudzić jakiekolwiek podejrzenia
cenzora. Praca twórcza stawała się często w takich warunkach męczącym
wyrobnictwem, zmuszając do rewizji pierwotnych pomysłów, używania
masek, aluzji, niedomówień, najrozmaitszych szyfrów i zabiegów skrywających prawdziwy sens. I tak np. naturalną konsekwencją tych warunków
była zauważana przez historyków „letniość” warszawskiej prasy, gdyż jak
pisze Kulczycka–Saloni:
M. Prussak Świat pod kontrolą, „Teksty Drugie. Teoria literatury, krytyka, interpretacja”
1991, nr 6 (12), s. 39–40. Por. też Świat pod kontrolą. Wybór materiałów z Archiwum Cenzury
Rosyjskiej w Warszawie, wybór, przekład i opracowanie M. Prussak, Warszawa 1994; R. Nycz
Literatura polska w cieniu cenzury, „Teksty Drugie…” 1998, nr 3 (51), s. 5–27.
1

234

�[…] unikano jasnego formułowania własnych postaw i jasnego stawiania zarzutów […]. Trzeba było bowiem nie tylko powiedzieć to, co się miało do powiedzenia i co powiedzieć się chciało, ale także powiedzieć w sposób tylko dla
pewnych adresatów zrozumiały. Inni powinni byli zatrzymać się na słowach,
nie docierając do sensu1.

W roku, w którym Kolberg opuszczał Warszawę, lwowski dziennik informował w anonimowej korespondencji:
Z Warszawy donoszą nam, że cenzura od niejakiego czasu stała się niezmiernie
ostrą. Petersburg sypie koncesje na nasze pisma, a Warszawa tępi każdy wyraz,
każdą myśl – już nie powiem, naszą, ale europejską. Od czasu Komuny Paryskiej
nie wolno w Warszawie pisać o sprawach społecznych, spółkach, stowarzyszeniach. Dzienniki są w kłopocie, czym zapełnić mają swoje kolumny. Dziwić się
przeto nie wypada, że „Gazeta Polska” we wstępnym artykule zajmuje się ospą2.

Pisarstwo i język pod cenzorską kontrolą określane były przez samych
pisarzy i dziennikarzy jako „styl więzienny”, „kajdany po piórze”. Niektóre poczynania cenzury stawały się wręcz absurdalne, granicząc niekiedy
z groteską, o czym świadczyć może przykład nakazu wykreślenia przymiotnika „polska” w botanicznej nazwie „pszenica polska (Triticulum polonicum)” i zastąpienia go przymiotnikiem „krajowa”, od czego ostatecznie cenzor jednak odstąpił3. Powszechnie narzucano używanie określeń:
„u nas”, „w kraju”, „naszej”, „krajowej”, zamiast niedozwolonych: „Polska”,
„polskiej”, choć czasami te ostatnie wykreślano jedynie z kart tytułowych,
pozostawiając w tekście książek. Usuwano z rękopisów do druku nazwy
godności narodowych, elementów stroju, muzyki, obyczaju polskiego (karabela, kontusz, konfederatka), „króla” zamieniano na „księcia”, bohatera
komedii przebierano z kontusza w surdut, okresami nie dopuszczano też
rzeczownika „ojczyzna” itd. Jeszcze surowsze kryteria obowiązywały w teatrach, gdzie wobec licznej widowni słowa i obrazy, np. strojów i rekwizytów historycznych, słyszane i pokazywane ze sceny stawały się groźniejsze niż w lekturze. W odpowiedzi pisarze uznali pokonanie barier cenzury
za swój patriotyczny obowiązek i szukali różnych sposobów walki z nią.
J. Kulczycka-Saloni Życie literackie Warszawy w latach 1864–1892, Warszawa 1970,
s. 201.
2
Ziemie polskie. Z Warszawy, „Dziennik Polski” 1871, nr 187, s. 1.
3
S. Górski Z dziejów cenzury w Polsce, „Biblioteka Warszawska” 1905, T. IV, s. 478.
1

235

�Powszechnie uciekano się do języka czy stylu ezopowego, który przy pomocy metafor, alegorii, symbolu, peryfrazy, wieloznaczności lub przemilczeń
wyrażał myśli nie wprost, maskował prawdziwy sens, który czytelny był
dla odbiorcy, a zmylić miał czujność cenzora. Pisano więc zastępczo: „ziemia rodzinna”, „kraj” zamiast: „Polska”; „burza” zamiast: „walka o wolność”;
„pożar”, „ów czas”, „wypadki”, „wydarzenia” zamiast: „powstanie” itp. Walka
pisarzy z dyktatem cenzury przybierała różne formy, stosowano najrozmaitsze wybiegi, by w wyniku cichej umowy z czytelnikiem kamuflować
rzeczywisty sens tekstów, domyślny jednak dla polskiego odbiorcy. Strategia języka ezopowego była kultywowana przez całe ówczesne pokolenie
pisarzy i uczonych, pozostające pod despotyczną władzą zaborców1.
Praca naukowa w takich warunkach stawała się bardziej bezinteresownym powołaniem niż pragmatycznie uprawianym zawodem. Dla młodych
naukowców ze wszystkich prawie dziedzin brakowało perspektyw pracy
i rozwoju, a także stypendiów, które przydzielano przybyszom z Rosji. Dzieła naukowe oryginalne należały do rzadkości z powodu braku warunków
dla swobodnych dociekań badawczych i trudności wydawniczych. Pierwszeństwo dawali wydawcy beletrystyce jako dostępniejszej dla ogółu. Po
zamknięciu Szkoły Głównej w 1869 r., z wyjątkiem Towarzystwa Lekarskiego działającego od 1820 r., nie było w Warszawie przez szereg lat żadnej instytucji popierającej polską naukę. Indywidualny wysiłek intelektualny i samouctwo zastępowały zorganizowane formy kształcenia, studiów
i kariery naukowej. Wybitny historyk, przedstawiciel szkoły warszawskiej,
Władysław Smoleński pisał:
Uniedostępniono Polakom katedry w Uniwersytecie Warszawskim, rugowano
ich nawet ze stanowisk nauczycieli gimnazjalnych. Uczeni pozbawieni pola pracy na terenie Królestwa odpływali do zaboru austriackiego, do wszechnic i gimnazjów galicyjskich. Dokonywał się w ten sposób proces emigracji najlepszych
sił naukowych pociągający za sobą zubożenie umysłowe społeczeństwa. Adepci
nauki zasiedziali w kraju, pozbawieni warsztatów pracy zawodowej i środków
1
Zob. m.in. A. Martuszewska Ezopowy język, w: Słownik literatury polskiej XIX wieku,
pod red. J Bachórza i A. Kowalczykowej, Wrocław 2002, s. 249–251; Z.J. Adamczyk Cenzura,
tamże, s. 125–131; B. Szyndler Dzieje cenzury w Polsce do 1918 roku, Kraków 1993; M. Prussak Świat pod kontrolą…, s. 39–49; W. Caban Cenzura w Królestwie Polskim w latach 1815–
1915, w: Granice wolności słowa. Materiały konferencji naukowej, Kielce, 4–5 maja 1995 r.,
red. naukowa G. Miernik, Kielce–Warszawa 1999, s. 9–18.

236

�jej uprawy, wyczerpywali swe siły udzielaniem lekcyj w szkołach i domach
prywatnych lub też zarobkowaniem w biurach kolejowych, bankowych i w kantorach przemysłowo-handlowych […] Uprawiano naukę dorywczo, poświęcając
jej niedospane godziny nocy i dni wypoczynków świątecznych. Oddawano się
jej bezinteresownie, bez widoków na jakiekolwiek korzyści materialne, w przeświadczeniu, że się spełnia obowiązek służby narodowej1.

Kolberg jako przedstawiciel tej generacji, pozostający w nurcie ówczesnego życia umysłowego Warszawy – tak jak całe społeczeństwo – boleśnie doświadczał traumy klęski i skutków powstania. I tym ostrzej rysował
mu się w Warszawie brak perspektyw realizacji zamierzeń badawczych
i wydawniczych o tak szeroko zakrojonym programie, kontynuacji edycji
planowanej jako seryjna na lata i jako taka wymagającej stałego funduszu.
Wcześniej przedstawiono jego borykanie się z trudnościami przy wydaniu
czterech pierwszych tomów, a także uciążliwe i bezowocne starania o pozyskanie środków na publikację dalszych. Zachowane źródła nie przekazują
nam bezpośrednich wypowiedzi Kolberga na temat aktualnej sytuacji politycznej w Królestwie i w Polsce, warunków życia i pracy w Warszawie lat
popowstaniowych. Na zachowanej korespondencji z tych lat, stosunkowo
nielicznej, ciąży w tych kwestiach przemilczenie zadekretowane kneblem
cenzury, szczelnie kontrolujące słowa. Zapewne zdecydowała o tym także
charakterystyczna dla Kolberga powściągliwość w słowie pisanym, która –
jak możemy się jedynie domyślać – w ówczesnej atmosferze powszechnego
poczucia zagrożenia dyktowała raczej nieodsłanianie osobistych kłopotów
i przeżyć traktowanych jako oczywiste dla ogółu. Mimo to w listach z tego
okresu daje się odczytać znużenie, zniechęcenie, a nawet zawód i gorycz badacza zmagającego się z przeciwnościami. Autocenzura wyziera też z nich
niejednokrotnie, mimo że ich część, jeśli nie większość, gdy tylko było to
możliwe, przekazywana była nie pocztą, lecz do rąk adresatów przez zaufanych pośredników. A tam, gdzie przemilczenie okazywało się niemożliwe,
pojawiał się charakterystyczny język ezopowy. Określenia czy zdania użyte
przez Kolberga w jednym z listów pod koniec lat sześćdziesiątych w rodzaju: „kraj, który zamieszkuję”, „ostatnie przeobrażenia w kraju”, „zwiedziłem
W. Smoleński Warunki pracy naukowej w b[yłym] Królestwie Polskim w okresie odwetu
rosyjskiego za powstanie styczniowe, „Nauka Polska. Jej potrzeby, organizacja i rozwój”
1923, R. IV, s. 358–359. Zob. też M. Micińska Inteligencja na rozdrożach 1864–1918. Dzieje
inteligencji polskiej do roku 1918, T. 3, Warszawa 2008, s. 63.
1

237

�dotąd małą tylko część krajów słowiańskich”, cel pracy określony jako „wyświecenie przeszłości słowiańskiego ludu”1, wydają się wyraźnie świadczyć
o zasłanianiu prawdziwego sensu. Wymowy nabiera wspomniany już fakt, że
i w tytule całej serii jego dzieła Lud, jego zwyczaje… zabrakło przymiotnika
polski, a nadtytuł brzmi „pojednawczo” z punktu widzenia władz: Materiały
do etnografii słowiańskiej. Żadne konkretne perypetie Kolberga z cenzurą
w okresie warszawskim, gdy wydawał pierwsze 4 tomy dzieła, nie są jednak
znane; możliwe, że zapobiegła temu przezorna refleksja samego autora.
Tak więc w ostateczności Kolberg uciekł się do rozwiązania radykalnego
i podjął decyzję o przeniesieniu się do Galicji. Z pewnością nie był to krok
łatwy; opuszczał Warszawę, w której pozostawiał rodzinę i przyjaciół, miasto młodości, z którym był związany od dzieciństwa. Jednak zaproponowana mu dotacja z Towarzystwa Naukowego Krakowskiego oraz zaproszenie
przez przyjaciela do własnego domu pod Krakowem okazały się w tych
warunkach optymalne i nie do odrzucenia. Definitywnie opuścił Warszawę latem 1871 roku, między 5 sierpnia, którą to datę sugeruje wzmianka
w liście Felicjana Faleńskiego do Karola Estreichera, a 16 sierpnia, kiedy
to Wilhelm potwierdza odbiór listu brata z informacją o odbytej podróży2.
Najpierw zatrzymał się w Mogilanach, gdzie gospodarował Józef Konopka,
później w Modlnicy, gdzie mieszkało rodzeństwo Józefa, Julian i Antonina,
i gdzie spędził następne 13 lat, nim przeniósł się do Krakowa w 1884 roku.
Wyjeżdżając z Warszawy, planował najprawdopodobniej długi pobyt
w Krakowie i Modlnicy. Sądzić tak można, ponieważ zabrał wtedy wszystkie materiały do Ludu – własne zapisy terenowe, inne rękopisy i ryciny,
a także książki, nuty, korespondencję, tj. otrzymane listy i bruliony własnych, oraz dokumenty osobiste. Pozostały w Warszawie niesprzedane do
tej pory egzemplarze czterech tomów wydanych u Jaworskiego i wcześ­
niejsze publikacje utworów muzycznych. W latach następnych będzie Kolberg korespondował z Wilhelmem, potem z bratową Karoliną na temat
Z niedatowanego brulionu listu Kolberga, prawdopodobnie do A. Przeździeckiego z 1869
roku, Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 346.
2
W liście Felicjana Faleńskiego do Karola Estreichera z 5 sierpnia 1871 roku czytamy: „Piszę na prędce parę słów przez odjeżdżającego do Was Oskara Kolberga […]” (Korespondencja
Karola Estreichera z Marią i Felicjanem Faleńskimi (1867–1903), z autografu wydała i komentarzem opatrzyła J. Rudnicka, „Archiwum Literackie”, pod red. K. Budzyka, T. Mikulskiego
i S. Pigonia, T. III, Wrocław 1957, s. 99). Zob. też list Wilhelma Kolberga, Korespondencja…
cz. I (DWOK T. 64), s. 383–384.
1

238

�egzemplarzy Ludu, nut i innych druków przechowywanych u Gebethnera,
a także fortepianu i mebli. Chyba jednak latem 1871 roku nie przewidywał,
że już do Warszawy nie wróci. To, że wyjazd w sierpniu tego roku będzie
ostateczny, okazało się znacznie później. Dopiero w itinerarium, w którym
w pierwszej połowie 1889 roku spisał swoje podróże, pod rokiem 1871
zanotował: „Do Krakowa, Mogilan i Modlnicy – na stałe […]”1.
Już wcześniej, przebywając często w Krakowie pod koniec lat sześćdziesiątych, Kolberg zetknął się z zupełnie innymi warunkami życia i działalności naukowej w zaborze austriackim i mógł się przekonać, że miasto oddychało nieznanymi w Warszawie swobodami obywatelskimi, które przyniosła doba autonomii. Sytuacja w zaborze austriackim wyglądała w tamtym
okresie rzeczywiście diametralnie inaczej niż w Królestwie. Stefan Kieniewicz tak pisał o różnych losach narodu w każdym z trzech zaborów:
[…] sytuacja ziem polskich pod panowaniem Rosji, Prus i Austrii różniła się zdecydowanie we wszystkich płaszczyznach rozwoju: demograficznego, gospodarczego (rolnictwo, przemysł, transport, handel), politycznego i kulturalnego. Różnice
te pogłębiały się w miarę przedłużania okresu niewoli; nie tylko dlatego, że każdy z trzech rządów zaborczych prowadził w poddanych sobie ziemiach polskich
odmienną politykę, lecz bardziej jeszcze dlatego, że stosunki w każdej z tych
dzielnic coraz wyraźniej upodabniały się do stosunków rosyjskich, niemieckich
lub austro–węgierskich. Warstwy społecznie świadome swej polskości – coraz
liczniejsze z upływem dziesięcioleci – czuły się oczywiście jednym narodem
pomimo kordonów; jednym zarówno w sensie kulturalnym, jak i moralno–politycznym. Tym dotkliwiej jednak odczuwały pogłębiające się kontrasty między
rozwojem gospodarczym, perspektywami politycznego bytu, a nawet stylem życia Polaków z Kongresówki, z Galicji, z Poznańskiego czy też z Górnego Śląska2.

W monarchii austriackiej zaszły w II połowie XIX wieku ważne przemiany
polityczne. Jak wspomniano wcześniej, po przegranej wojnie we Włoszech
w 1859 roku i po jej kolejnej całkowitej klęsce w wojnie z Prusami w 1866
roku ujawniła się ostatecznie wewnętrzna słabość Austrii. Rząd wiedeński zmuszony był do reform, by zapobiec rosnącym napięciom społecznym i politycznym i uniknąć rozpadu państwa. Na mocy konstytucji grudniowej z 1867 roku
Wykaz podróży Oskara Kolberga, w: Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 706.
S. Kieniewicz Przedmowa, w: Polska XIX wieku. Państwo. Kultura. Społeczeństwo, pod.
red. tegoż, Warszawa 1986, s. 7. Zob. też A. Chwalba Historia Polski 1795–1918, Kraków 2000,
s. 491–527 oraz M. Micińska Inteligencja na rozdrożach 1864–1918…, s. 1–25.
1
2

239

�przekształcono je w monarchię dualistyczną Austro-Węgry, dwa równorzędne człony połączone osobą cesarza. Franciszek Józef koronował się na króla
Węgier i oficjalnie 14 listopada 1868 roku wprowadzono nazwę Monarchia
Austro-Węgierska. Otworzyły się perspektywy reform w całej monarchii habsburskiej, co poprowadziło do stopniowego przyznawania autonomii poszczególnym krajom wchodzącym w jej skład.
W wyniku tych politycznych zmian i reform Polacy w Galicji uzyskali
na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych daleko idącą autonomię i znaczne swobody obywatelskie. Na terenie Galicji władzę rządową
sprawował powoływany przez cesarza namiestnik; do roku 1915 funkcję
tę sprawowali wyłącznie Polacy. Powstały autonomiczne instytucje: Sejm
Krajowy – główny organ władz samorządowych, Wydział Krajowy – odpowiedzialny za sprawy gospodarcze i kulturalne organ wykonawczy Sejmu
Krajowego oraz Rada Szkolna Krajowa, nadzorująca szkolnictwo podstawowe i średnie. W roku 1869 wprowadzono język polski do szkół, urzędów
i sądownictwa (obok ukraińskiego), przywrócono w Krakowie samorząd,
którego miasto było pozbawione od 1853 roku. Administracja i władza polityczna znalazły się w przeważającej części w rękach Polaków.
Sytuacja gospodarcza w Galicji u progu autonomii była katastrofalna,
zaistniały jednak sprzyjające warunki dla rozkwitu życia politycznego, kulturalnego i naukowego, odżyło polskie szkolnictwo i inicjatywy społeczne,
działały legalne stowarzyszenia polityczne, rozwijała się działalność czasopiśmiennicza i edytorska. Kraków II połowy XIX wieku, przekształcony
przez Austriaków w nadgraniczną twierdzę, peryferyjnie położony i pozbawiony możliwości ekonomicznego rozwoju, posiadał jednak potężny atut
w postaci materialnego i duchowego dziedzictwa kulturowego. Rozumiano
powszechnie jego symboliczną rolę, wręcz misję, która nabrała nowego
znaczenia wobec tragedii powstania styczniowego, popowstaniowych represji i żałoby na ziemiach zaboru rosyjskiego, a także postępującej germanizacji Polaków w zaborze pruskim. Kraków stał się ważnym ośrodkiem
polskiego życia ponadrozbiorowego, rozwijającej się kultury i nauki, pątnictwa narodowego i religijnego, miejscem obchodów i celebracji rocznic i uroczystości patriotycznych, zabronionych w pozostałych zaborach,
a będących manifestacją woli przetrwania narodu we wspólnocie1. Dzięki
1
Zob. S. Estreicher Znaczenie Krakowa dla życia narodowego polskiego w ciągu wieku XIX, Kraków 1931, s. 20 i nast. Por. też J. Purchla Matecznik polski. Pozaekonomiczne

240

�autonomii i swojemu wyjątkowemu położeniu politycznemu miasto pamiątek narodowych, pomników dziejowych, koronacji królów i ich nekropolii, sanktuariów i grobów świętych pełniło w drugiej połowie XIX wieku
funkcję „duchowej stolicy narodu”, „matecznika Polski”, „serca Polski”, „relikwiarza narodowych pamiątek”, „polskiej Jerozolimy” – jak rolę tę określali
badacze historii Krakowa1. Pod Wawel jako do centrum zbiorowej edukacji
narodowej peregrynowano ze wszystkich trzech zaborów, by w atmosferze
miasta, wśród jego zabytków i skarbów kultury umacniać ducha polskości
i kształtować pamięć historyczną. Krótkie lub dłuższe pobyty przybyszów
z Królestwa, Ziem Zabranych i z zaboru pruskiego w „polskim Rzymie”
dawały szansę na spotkanie z historią i tradycją, utrwalały poczucie tożsamości i dumę z polskości. Miasto było wówczas także najważniejszym obok
Jasnej Góry ośrodkiem życia religijnego w kraju, czego wyrazem był m.in.
pielęgnowany tu kult świętych – Stanisława, Floriana, Jana Kantego, Jacka
Odrowąża, Salomei, Jadwigi – stanowiący ważną sferę dziedzictwa historycznego w polskiej kulturze. W Krakowie wreszcie kultywowano zwyczaje
mieszczańskie i ludowe, właściwe tylko temu miastu, takie jak ożywione
w II połowie XIX wieku staropolskie chodzenie z szopką obnoszoną po
domach z towarzyszącymi temu przedstawieniami jasełkowymi, emaus,
rękawka, wianki, konik zwierzyniecki. Obchody te utrwalały poczucie ciągłości tradycji i były czynnikiem konsolidującym społeczność. W swojej
monografii Krakowskiego Kolberg poświęci tym faktom kulturowym i historycznym pamiątkom miasta ważne miejsce.
Na kształt życia politycznego Polaków w Galicji okresu autonomii
decydujący wpływ miały poglądy i działalność konserwatystów krakowskich, tzw. stańczyków (od pamfletu politycznego pt. Teka Stańczyka, publikowanego w 1869 r. w „Przeglądzie Polskim”). Choć często
sami uczestniczyli w powstaniu styczniowym, po jego upadku stali się
czynniki rozwoju Krakowa w okresie autonomii galicyjskiej, Kraków 1992, F. Ziejka „Tu
wszystko jest Polską…” (O roli Krakowa w życiu duchowym Polaków w wieku XIX), „Rocznik
Krakowski” T. LXII: 1996, s. 31–52, B. Wilk Autonomiczny Kraków skarbnicą narodowych
pamiątek, „Folia Historica Cracoviensia”, T. 10: 2004, s. 420–430.
1
Zob. m.in. J. Purchla Matecznik polski…, s. 38 i 47, tenże Kraków i Lwów: zmienność
relacji w XIX i XX wieku, w: Kraków i Lwów w cywilizacji europejskiej. Materiały międzynarodowej konferencji zorganizowanej w dniach 15–16 listopada 2002 r., red. J. Purchla, Kraków
2002, s. 82 i 84, F. Ziejka „Tu wszystko jest Polską”…, s. 35–50. „Relikwiarzem na piersiach Polski” nazwał Kraków J.I. Kraszewski w artykule Wycieczka do Krakowa („Tydzień Polityczny,
Naukowy, Literacki i Artystyczny” 1871, nr 14).

241

�krytykami i przeciwnikami polskich konspiracji i insurekcji. Nie wyrzekając się aspiracji narodowych, w duchu realizmu politycznego i pragmatyzmu przedkładali nad zbrojne zrywy i spiski niepodległościowe
rzetelną pracę dla dobra narodu, kultywację polskości i zabiegi o rozszerzenie praw narodowych Polaków, przy zachowaniu jednak lojalności wobec Austrii. Dominowali w Kole Polskim w austriackiej Radzie
Państwa i przyczynili się rzeczywiście do uzyskania szeregu koncesji
dla Polaków i poprawy ich sytuacji w zaborze austriackim. Czołowi
działacze obozu stańczyków: W. Kalinka, S. Tarnowski, J. Szujski, S. Koźmian, L. Wodzicki i M. Bobrzyński byli jednocześnie najwybitniejszymi
przedstawicielami naukowej i artystycznej elity Krakowa. Mając przygotowanie historyczne i głosząc swoje poglądy także w historiografii, filozofii, publicystyce, krytyce literackiej i teatralnej, wpłynęli inspirująco
– wbrew utartym poglądom – na rozkwit życia umysłowego w Galicji,
na kształtowanie się zmysłu państwowości, na integrację ponadzaborową wokół Krakowa – „duchowej stolicy Polski”. Z tymi osobistościami,
kształtującymi intelektualny pejzaż Krakowa, i z ich myślą polityczną
Kolberg zetknie się w ciągu swojej działalności, m.in. w Akademii.
Ośrodkiem życia naukowego pod Wawelem były Uniwersytet Jagielloński i Towarzystwo Naukowe Krakowskie. Na uniwersytecie stopniowo
dokonała się pełna repolonizacja, która trwała do roku akademickiego
1870/1871. W 1869 r. ustanowiono w nim na podstawie nominacji cesarskiej (z 28 września) pierwszą na ziemiach polskich Katedrę Historii Polski,
którą objął Józef Szujski (1835–1883), współtwórca krakowskiej szkoły historycznej, a proces ten całkowicie zakończyło uznanie 30 kwietnia 1870
roku języka polskiego jako wyłącznie obowiązującego języka wykładowego. Wielu profesorów podejmowało ogromny wysiłek, kumulując pracę
w kilku katedrach, znaczna ich część była wychowankami uniwersytetów
zachodnich, co umożliwiało polskiej nauce przyswajanie zdobyczy europejskich. Pracę naukową wiązano z życiem kulturalnym i z potrzebami kraju,
dzięki czemu rosła rola społeczna uczelni. Pełna repolonizacja uniwersytetu
krakowskiego spowodowała dalszy żywiołowy rozwój zarówno dyscyplin
matematyczno-przyrodniczych, jak i humanistycznych, a także uzyskanie
rangi ogólnonarodowej. Profesorowie polscy po reformie senatu w 1874
roku otrzymali znaczne uprawnienia do samodzielnej działalności i organizacji życia naukowego. Z kolei we Lwowie na Uniwersytecie Jana Kazimierza od 1871 roku obowiązywały dwa języki wykładowe: polski i ruski
242

�(ukraiński). Obie uczelnie mogły więc stanowić centra polskiego życia naukowego, promieniującego na cały kraj.
Działalność naukowo-oświatową prowadziło też Towarzystwo Naukowe Krakowskie, które posiadało duży dorobek i zasługi dla nauki polskiej,
wykraczając swoim oddziaływaniem poza Kraków i Galicję i wspierając
inicjatywy i osoby prywatne z zaboru pruskiego i rosyjskiego, czego przykładem jest członkostwo i dotacja przyznane Kolbergowi. Wkrótce prace Towarzystwa kontynuować będzie przekształcona z niego, a powstała
w roku 1872 w oparciu o tradycje i potencjał naukowy uniwersytetu Akademia Umiejętności. Stanie się ona naczelną polską instytucją naukową
w okresie zaborów i w latach międzywojennych, a jej zasługi dla rozwoju
i integracji działalności naukowej między trzema zaborami są nie do przecenienia. Promieniując na cały kraj, Akademia konsolidowała rozproszone
w trzech zaborach wysiłki na rzecz rozwoju nauki i podtrzymania ducha
narodowego. Jak wcześniej Towarzystwu Naukowemu Krakowskiemu, tak
i później Akademii Kolberg będzie zawdzięczać kontynuację swojego dzieła.
Warunki życia i pracy twórczej różniły się więc zasadniczo od panujących w Królestwie i opisanych wyżej. Kiedy Kolberg zamieszkał pod
Krakowem i stał się stałym bywalcem miasta, znalazł tu zupełnie inne
możliwości działania, pracy badawczej i kontaktów naukowych. W Krakowie i Lwowie chroniło się nie tylko wielu uciekinierów z Królestwa czy
z Ziem Zabranych, tam również powracali zesłańcy, wygnańcy, emigranci
z Zachodu. W latach 1867–1871 do Krakowa powrócili lub osiedlili się
w nim w poszukiwaniu możliwości pracy i rozwoju przedstawiciele świata
kultury i nauki, których Kolberg poznał już wcześniej lub z którymi będzie
się wkrótce spotykał i współpracował. Należeli do nich m.in. Józef Zejszner (1805–1871), geograf i geolog, Wincenty Pol (1807–1872), poeta i geograf, Karol Estreicher (1827–1908), historyk literatury i teatru, bibliograf
i wieloletni dyrektor Biblioteki Jagiellońskiej, Władysław Ludwik Anczyc
(1823–1883), poeta, dramatopisarz i wydawca, Adrian Baraniecki (1828–
1891), lekarz, działacz społeczny, założyciel i dyrektor Muzeum Techniczno-Przemysłowego w Krakowie, Juliusz Kossak (1824–1899), malarz, rysownik
i ilustrator, Jan Nepomucen Sadowski (1814–1897), archeolog i etnograf,
Adam Honory Kirkor (1818–1886), archeolog i wydawca, Izydor Kopernicki (1825–1891), lekarz, antropolog i etnograf. Wszyscy oni – podobnie jak
Kolberg – wiązali z Krakowem nadzieje na pomyślniejsze warunki pracy
i rozwoju, podejmując podobne decyzje wobec perspektyw otwierających
243

�się w Galicji, w większości znaleźli się też wkrótce w kręgu osób współpracujących i kontaktujących się z Kolbergiem, przeważnie w Akademii. Dla
autora Ludu otworzyła się także perspektywa stabilizacji upragnionej dla
realizacji dzieła, szansa wyrwania się z dusznej atmosfery Warszawy, choć
zmiana ta oznaczała zarazem porzucenie rodzinnego miasta, miasta młodości, rodziny, bliskich i przyjaciół, zerwanie więzów ze światem, w którym
ukształtował swój dojrzały program badawczy i rozpoczął jego realizację.
Wtedy jeszcze nie było wiadomo, że miało to być rozstanie na zawsze; Kolberg nigdy już nie przekroczył granicy zaboru rosyjskiego i nie odwiedził
Warszawy.
XII
[Konopkowie, zainteresowania i działalność społecznikowska i patriotyczna
braci Józefa, Romana i Juliana. – Modlnica i jej gospodarze – Julian i Antonina. – Kolberg w nowych warunkach. – Dojazdy do Krakowa, kontakty
z drukarnią, bibliotekami, archiwami i przedstawicielami środowiska naukowego, możliwość uczestnictwa w życiu kulturalnym i umysłowym miasta.]

Zaproszenie Konopki z serdeczną zachętą, by Kolberg „dom nasz uważał
za własny”, oznaczało przyjęcie do rodzinnego grona i odnalezienie w nim
uznania i zrozumienia dla jego pracy, a także wymiernej pomocy. Przyjaźń
z Józefem datująca się od 1841 roku, kiedy to poznali się w Warszawie,
rozwijana przez lata kolejnych odwiedzin Kolberga w dworach Konopków
w Mogilanach i Modlnicy, ugruntowała się także poprzez wspomniane
wcześniej wspólne zainteresowania, a okresami nawet terenową współpracę autora Ludu i autora Pieśni ludu krakowskiego.
Józef Konopka pochodził z zamożnej ziemiańskiej rodziny o żywych
i starannie kultywowanych tradycjach niepodległościowych i patriotycznych, a także społecznikowskich. Konopkowie herbu Nowina, z przydomkiem z Jałbrzykowskiego Stoku, osiedleni w Małopolsce w XVIII wieku,
pochodzili ze szlachty mazowieckiej, z ziemi łomżyńskiej1. Protoplasta tej
Informacje o Konopkach zob. m.in. Polski słownik biograficzny, T. XIII: 1867–1868 (hasła: Konopka Józef, Konopka Julian, Konopka Franciszek Ksawery); Archiwum Konopków
z Modlnicy i Mogilan, https://szukajwarchiwach.pl; E. Jaworska Posłowie, w: J. K[onopka]
Pieś­ni ludu krakowskiego, Wrocław 1974, wyd. fototypiczne pierwodruku z 1840 r. pod red.
1

244

�linii, dziad Józefa, Wojciech Józef Konopka (1733–1811), ożeniony z Teresą
Skotnicką, był marszałkiem dworu ks. Augusta Czartoryskiego, łowczym
sanockim, właścicielem zakupionych przez siebie wsi – Modlnicy i Mogilan
pod Krakowem oraz Zaleszan w powiecie tarnobrzeskim, które były wianem żony. Trzej jego synowie, Michał (1781–1833), Stanisław (1786–1850)
oraz Tadeusz (1782–1864), uczestniczyli w kampaniach napoleońskich. Po
powrocie bracia osiedlili się w rodzinnych majątkach: najstarszy Michał
odziedziczył wniesione w posagu matki i wykupione przez ojca z długów Zaleszany, Stanisław otrzymał Mogilany leżące między Myślenicami
a Krakowem, a Tadeusz – podkrakowską Modlnicę Wielką. Michał z Zaleszan, ożeniony z Balbiną Białobrzeską, miał syna Franciszka Ksawerego
(1828–1898), który udzielał się społecznie jako prezes Towarzystwa Pomocy
Weteranom Powstania Listopadowego. Stanisław z Mogilan, żonaty z Zofią
Kraińską, uzdolniony plastycznie autor obrazów i grafik, miłośnik sztuki
i literatury, gromadził dokumenty i notatki dotyczące dziejów rodziny. Był
ojcem Stefanii, późniejszej żony swego bratanka Józefa, oraz Julii, żony
Gabriela Załęskiego z Iskani pod Dobromilem, i Amelii, żony Hipolita Bochdana z Zadwórza pod Lwowem. Tadeusz sprawował funkcje wójta gminy,
sędziego pokoju w Krakowie i reprezentanta na sejm w czasach Rzeczypospolitej Krakowskiej. W rodzinnej wsi Konopków, Modlnicy, gospodarował
z zamiłowaniem, przeprowadzając renowację dworu, a także podejmując
budowę wodociągu dla browaru, gorzelni, dworu i części wsi. Ożenił się
z Antoniną Podlewską. Pisał ciekawe wspomnienia i pamiętniki oparte m.in.
na materiałach zebranych przez brata Stanisława. Pielęgnował tradycje
powstania kościuszkowskiego i epoki napoleońskiej oraz zainteresowanie
H. Kapełuś, posłowie i opracowanie E. Jaworska, s. III i nast.; M. Konopka Konopkowie herbu
Nowina. Z dziejów rodziny, „Strzyżowski Rocznik Muzealny” T. III: 2017, s. 205–231; O. Kolberg Józef Konopka, w: tegoż Studia, rozprawy i artykuły (DWOK T. 63), s 443–448 (pierwodruk: „Kłosy” 1880, T. XXXI, nr 792); P. Strzelichowski Mowy żałobne wypowiedziane
podczas pogrzebów śp. Józefa Konopki […] i śp. Romana Konopki […], Kraków 1891; H. Jost
Julian Konopka. Zapomniany technik polski, „Kwartalnik Historii Nauki i Techniki” 1959,
T. 4, nr 3, s. 521–527. O Konopkach, ich kontaktach z Kolbergiem, jego podróżach w Krakowskie, badaniach i współpracy z Konopkami zob. omówienie E. Millerowej i A. Skrukwy
„Krakowskie” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Krakowskie. Suplement do tomów 5–8 (DWOK
T. 73/I), s. XVI i nast. Cenne informacje o rodzinie i pobycie Kolberga w Modlnicy przynoszą
także opublikowane przez K. Markiewicz Wspomnienia Konopczanek z Modlnicy o Oskarze
Kolbergu, tj. Antoniny Konopczanki, siostry Józefa, oraz jego córek – Justyny Konopczanki
(1862–1957) i Michaliny z Konopków Paszkiewiczowej (ur. 1860), zob. „Wieś Radomska”, T. 11:
2018, s. 89–120. Dostępne źródła podają różne daty biograficzne Konopków.

245

�dla spraw publicznych, a pietyzm dla historii i patriotyzm przekazał czwórce swoich dzieci, urodzonych już po utracie niepodległości przez Polskę:
Romanowi (1813–1891), Julianowi (1814–1899), Józefowi (1818–1880) oraz
Antoninie (1828–1904). Z tym właśnie pokoleniem Konopków połączyła
Kolberga głęboka i wieloletnia przyjaźń.
Józef oraz jego dwaj bracia, Julian i Roman, otrzymali staranne wykształcenie. Uczyli się w krakowskich gimnazjach św. Anny i św. Barbary, potem
studiowali prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim, a Józef jeszcze dodatkowo filozofię1. Roman i Julian przez dwa lata dopełniali edukację w Paryżu,
pierwszy w zakresie prawa na Sorbonie, drugi w szkole górniczej, po której
ukończeniu uzyskał tytuł inżyniera górnictwa i odbywał praktykę w angielskich kopalniach. Po studiach wszyscy trzej Konopkowie osiedli na wsi,
gdzie pozostali do końca życia. Najstarszy Roman objął sąsiadujące z Modlnicą Tomaszowice i Podskalany, które ojciec dla niego zakupił, Julian z siostrą Antoniną – Modlnicę, Józef – Mogilany, które otrzymał jako wiano żony
po zawarciu związku małżeńskiego w 1843 roku ze Stefanią, córką swojego
stryja Stanisława, a także dokupiony Głogoczów. Wszyscy bracia obok działalności zmierzającej do unowocześnienia gospodarki na roli i uprzemysłowienia oraz podniesienia oświaty wsi sprawowali różne funkcje publiczne:
Roman jako sędzia pokoju, od roku 1848 członek Rady Administracyjnej dla
byłego Okręgu Wolnego Miasta Krakowa, od roku 1867 autonomicznej Rady
Powiatowej Krakowskiej, Julian był członkiem komitetu Towarzystwa Rolniczego Krakowskiego, a Józef współzałożycielem tego Towarzystwa (1845)
i wieloletnim członkiem jego zarządu, współzałożycielem i kuratorem szkoły
rolniczej w Czernichowie, członkiem Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego.
W roku 1849 wybrany został do sejmu austriackiego w Wiedniu, parę lat
przed śmiercią w 1877 roku – do Sejmu Krajowego Galicji. Roman zajmował
się z powodzeniem budową lokalnych dróg, Józef w swoim majątku w Mogilanach wprowadził racjonalną gospodarkę rolną, która stała się wzorem dla
okolicznych gospodarstw, i założył we wsi urząd pocztowy, wyróżnił się też
osobistym wkładem finansowym i rzeczowym (narzędzia rolnicze) dla szkoły
rolniczej w Czernichowie, która powstała ze składek i darów ziemiaństwa
tego regionu. Wspólnie z uzdolnionym technicznie bratem Julianem założyli
1
Według niektórych źródeł Julian studiował nie prawo, lecz matematykę na Wydziale Matematyczno-Fizycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego (zob. m.in. J. Samujłło Julian Konopka,
w: Polski słownik biograficzny, T. XIII: 1967–1968, s. 569).

246

�w 1849 roku w Modlnicy fabrykę maszyn i narzędzi rolniczych, przeniesioną potem do Mogilan i funkcjonującą tam do 1879 roku. Po 1863 roku
w Tomaszowicach i w Modlnicy znaleźli schronienie powstańcy; w pierwszej
posiadłości mieścił się szpital, w drugiej zatrzymał się uciekający z Krakowa
Władysław Jabłonowski, adiutant Langiewicza, a także bracia Rzewuscy,
Lesław i Walery (1837–1888), który później jako właściciel nowoczesnego
zakładu fotograficznego w Krakowie wykonywał także zdjęcia dla Ludu, oraz
Wincenty Konieczko, ukrywający się pod nazwiskiem Puchała i przyjęty na
stanowisko rządcy w Modlnicy.
Prospołeczna postawa Konopków, ich praca u podstaw i konkretne zaangażowanie dla dobra wspólnego w ówczesnych warunkach politycznych
były wyrazem głębokiego patriotyzmu, a zarazem świadomego wyboru tak
pojmowanego obowiązku służby narodowi, o którego przetrwanie walczyli na tej drodze. Kolberg ze swoim wykrystalizowanym programem badawczym, realizowanym poprzez pozytywistyczną pracę nad udokumentowaniem polskiej kultury ludowej, znalazł więc w rodzinie Konopków
zrozumienie i wsparcie dla swojego zamierzenia, które pojmowane było
zapewne nie tylko jako przyjacielska przysługa, ale rodzaj obywatelskiego
obowiązku pomocy dla niezamożnego badacza. Atmosfera domu, w którym
zaangażowanie społeczne i aspiracje kulturalne gospodarzy harmonizowały
z życiowym planem Kolberga, była więc szczególnie sprzyjająca. Znalazł
tu warunki do życia i pracy, życzliwą i konkretną pomoc gospodarzy w organizacji badań i kontaktach z ludnością wiejską, a także w gromadzeniu
materiału do monografii Krakowskiego, w czym zasłużyła się szczególnie
Antonina Konopczanka. Umożliwiali mu – zwłaszcza Roman Konopka –
wyjazdy do Krakowa, gdzie na miejscu doglądał druku, prowadził studia
w bibliotece i archiwach, nawiązywał kontakty i brał udział w pracach
Akademii i w życiu umysłowym miasta. Justyna Konopczanka wspominała:
Stryj Roman jako wiceprezes Rady Powiatu musiał jeździć dwa razy w tygodniu
na posiedzenia do Krakowa. Zwykle wstępował po Kolberga, który do Akademii
Umiejętności dla swoich wydawnictw pospieszał1.

Życie codzienne i działalność publiczną wzbogacały też inne zainteresowania braci Konopków. Julian gromadził materiały do pracy o historii
1

Cyt. za: K. Markiewicz Wspomnienia Konopczanek…, s. 109.

247

�przemysłu w Polsce, projektował maszyny rolnicze i zbierał stare, zabytkowe przedmioty i meble, Roman i Józef gromadzili pamiątki narodowe i rodzinne, stare książki i dokumenty, z których korzystał też Kolberg. Roman
pisał wiersze okolicznościowe, religijne i patriotyczne, Józef był autorem
prac o owadach szkodliwych dla zbóż oraz obszernej rozprawy o gospodarstwie góralskim z obszaru Karpat w Encyklopedii rolnictwa, opracował
też w 1878 r. monografię wsi Mogilany, wydaną przez jego syna, Tadeusza,
dopiero 5 lat po śmierci ojca1. Pozostawił ogromny zbiór przysłów, które
gromadził z zamiarem opracowania ich do druku. Znalazły się w nim także przekazane mu zapisy Kolberga, który z czasem mniej uwagi poświęcał
temu gatunkowi literackiemu, właśnie ze względu na plany wydawnicze
Józefa; te jednak nie doszły do skutku2. Antonina, osoba światła, o zdecydowanych poglądach i gustach, miała zdolności literackie i plastyczne,
które objawiły się m.in. w spisywanych dla Kolberga bajkach i wierzeniach
oraz w wykonywanych dla jego Ludu drzeworytach, dzięki czemu znacznie
wzbogaciła krakowską monografię Kolberga rycinami oraz swoimi zapisami folkloru, które sporządzała na dobrze sobie znanej wsi podkrakowskiej
od miejscowych narratorów i informatorów.
Gdy w 1871 roku Kolberg osiadł w Modlnicy na stałe, miał już za sobą
wcześniejsze wielokrotne pobyty u Konopków. Do Modlnicy został zaproszony po raz pierwszy już w 1842 roku. Jak wspomniano wcześniej, poznał
wtedy rodzinę Józefa, żyjących jeszcze rodziców, Antoninę z Podlewskich
i Tadeusza Konopków, braci i siostrę Józefa, Antoninę, oraz rezydentkę
i nauczycielkę, Antoninę Męcińską, córkę organisty kościoła Panny Marii w Krakowie, z którą już wtedy łączył oczekiwanie, że spisze dla niego
„muzyki modlnickie”. W świetle zachowanych dokumentów odnotować
możemy jako daty krótszego lub dłuższego pobytu (szczegółowych relacji
brak) lata 1843 i 1857, w którym to roku odwiedził również Zakopane,
Lublanę i Zagrzeb, później 1861 i 1863, gdy podróżował w Tatry i na kresy
południowo-wschodnie. Bliżej udokumentowane, zwłaszcza w listach, są
1
J. Konopka Gospodarstwo górskie, w: Encyklopedia rolnictwa i wiadomości związek
z nim mających, T. 2, Warszawa 1874, s. 812–846, tenże Wieś Mogilany. Monografia, Kraków
1885, zob. też tenże O owadach szkodliwych zasiewom, a w szczególności o niezmiarce, Kraków 1867 oraz Wyciąg ze sprawozdań o szkodach przez owady w roku 1870 zrządzonych.
Napisał […], Kraków 1870 (odb. ze „Sprawozdań Komisji Fizjograficznej” za r. 1870).
2
Materiał ten został częściowo wydany w tomie 60 Dzieł wszystkich Oskara Kolberga pt.
Przysłowia. Omawia go we wstępie do tomu S. Świrko, autor opracowania.

248

�podróże z lat 1867–1871, kiedy starał się o dotację na druk w Krakowie
i we Lwowie, gdy sfinalizowała się pomoc Towarzystwa Naukowego Krakowskiego i toczyły się już prace w drukarni nad Krakowskiem, a Antonina
Konopczanka intensywnie gromadziła dla Kolberga materiał do dalszych
tomów monografii. Lata stałego pobytu Kolberga w Modlnicy znalazły swój
oddźwięk w korespondencji, zwłaszcza z bratową, Karoliną Kolberg.
Gniazdo Konopków, Modlnica, duża, stara wieś o historii sięgającej XIII
wieku, oddalona o kilka kilometrów na północny zachód od Krakowa, była
usytuowana na granicy zaborów, między Galicją a Królestwem Polskim.
Miała rosyjską i austriacką komorę celną, dwór na wzgórzu, który po kolejnych renowacjach uzyskał klasycystyczny charakter, a obok niego rozległy
park ukształtowany w stylu barokowym w XVIII wieku. Niedaleko dworu,
po drugiej stronie drogi znajdował się drewniany kościółek św. Wojciecha
z XVI wieku, z zabytkowym obrazem łaskami słynącej Matki Bożej z Dzieciątkiem, wykonanym na lipowej desce przez nieznanego autora. Z nazwą
wsi związana jest ciągle żywa legenda o św. Wojciechu, który opuszczając
Kraków w drodze do Prus, zatrzymał się we wsi Zagórze, gdzie modlił się
z odprowadzającą go miejscową ludnością. Uchronił wieś od plagi żmij,
klęski gradu i posuchy, odnajdując dwa źródła wody: w Modlnicy i w sąsiednich Szycach. Odchodząc, wbił w ziemię w miejscu pożegnania swoją
laskę, z której wyrosła lipa1. Dziewiętnastowieczny opis tak podkreśla malownicze położenie wsi:
Modlnica albo Modlnica Wielka z Modlniczką […] mieszczą się na południowych
stokach wyżyny olkuskiej, stromo tutaj opadającej do doliny Wisły […] Ze wzgórzy modlnickich piękny widok na okolicę krakowską, dolinę nadwiślańską aż
po Tatry, które w dni pogodne zarysowują się na horyzoncie2.

Długą historią jako jedna z najdawniejszych osad polskich oraz pięknym
położeniem wyróżniały się też Mogilany, położone w ówczesnym powiecie
Wiadomość o tej tradycji zamieścił Kolberg w cz. I Krakowskiego (DWOK T. 5), s. 36–37
i 355–356 oraz w cz. III (DWOK T. 7), s. 59–60. Pisze też o niej Justyna Konopczanka (za:
K. Markiewicz Wspomnienia Konopczanek…, s. 108). Odpust w Modlnicy na św. Wojciecha
wspomina też Kolberg w brulionie listu do Karoliny Kolberg z 28 IV 1889 r., Korespondencja…
cz. II (DWOK T. 65), s. 358. Zob. też M. Bernasikowa Dwór w Modlnicy, „Zeszyty Naukowe
Uniwersytetu Jagiellońskiego. Prace z Historii Sztuki” 1965, T. 2, z. 2, s. 165–197.
2
B[ronisław] G[ustawicz] Modlnica, w: Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych
krajów słowiańskich, T. VI, Warszawa 1885, s. 568.
1

249

�wielickim, siedziba Józefa Konopki, w której Kolberg po opuszczeniu Warszawy zatrzymał się najpierw:
Mogilany, szczególnie dwór i kościół, mają wspaniały widok. W dzień pogodny,
zwłaszcza przed zachodem słońca, można gołym okiem przejrzeć dolinę Wisły.
Na sinym paśmie wzgórz olkuskiej wyżyny w Królestwie Kongresowym rysują
się jasno w promieniach słońca Bielany, Tyniec, Trenczyn, Kopiec Kościuszki,
Krakusa, wieże i baszty Wawelu i kościołów krakowskich aż po Mogiłę; jeżeli
zaś zwrócimy się ku południowi, to znowu na ciemnym tle szczerbatych Tatrów
i Babiej Góry rysują się białe szczyty Kalwarii i Lanckorony1.

Głównym ośrodkiem życia rodzinnego dla wszystkich Konopków była
Modlnica, i to nie tylko jako gniazdo rodowe. Gospodarował tu Julian,
kawaler podobnie jak Roman z Tomaszowic, a gospodarstwem kobiecym
zarządzała bardzo energicznie i sprawnie Antonina Konopczanka przy pomocy Antoniny Męcińskiej, zwanej „Melą”, „Melusią”. Mieszkały tu również
pod opieką ciotki trzy młodsze córki Józefa i Stefanii, Michalina, Justyna
i Seweryna, przyjęte na wychowanie dla odciążenia rodziców, którzy mieli
dwadzieścioro dwoje dzieci. Dziewczynki uczyły się muzyki, okresowo także pod kierunkiem Kolberga, który miewał również udział w ich domowej
edukacji. Bliskie sąsiedztwo dworów braci w Modlnicy, Tomaszowicach
i Mogilanach sprzyjało żywym kontaktom rodzinnym. Na codzienne obiady przyjeżdżał do Modlnicy z Tomaszowic Roman, w niedziele spędzał tu
z rodziną cały dzień. Dom wypełniała muzyka, dyskutowano na najróżniejsze tematy. Kolberg grywał sam lub na cztery ręce z Antoniną Męcińską, a koncerty te należały do ulubionych chwil w modlnickim dworze,
wspominanych po latach także przez najmłodszych domowników. Justyna
Konopczanka pisała:
Kolberg znał muzykę nie tylko teoretycznie, ale grał też biegle i pięknie, a nieraz,
gdy był do tego usposobionym, ślicznie improwizował. Panna Męcińska, czyli
Melusia, grała znakomicie. Więc Modlnica wtedy rozbrzmiewała koncertami.
Grali pojedynczo lub na cztery ręce. Z całą przyjemnością wsłuchiwałyśmy się
w cudne tony Haydna, Mozarta, Beethovena, Mendelssohna, a nade wszystko
Chopina. Ale i polityka nie próżnowała. Ileż to dyskusji poważnych się słysza-

1

[ M. Maciszewski] Mac. Mogilany, tamże, s. 579.

250

�ło – ile wróżb, nieledwie proroctw, odnośnie do przyszłości i wolnej Ojczyzny
ciotka moja, niezwykła patriotka, wypowiadała w przeczuciu1.

W dworach Konopków spotykała się też rodzina z dalszych stron; w Mogilanach Kolberg poznał w latach wcześniejszych Amelię i Hipolita Bochdanów z Zadwórza pod Lwowem, Julię i Gabriela Załęskich z Iskani pod
Dobromilem, prawdopodobnie też Maurycego i Władysława Kraińskich
z Wyszatyc pod Przemyślem2. U dwu pierwszych rodzin gościł, począwszy
od roku 1861, a gospodarze, znając jego prace i plany, ułatwiali mu chętnie
kontakty z wiejskimi informatorami i stwarzali warunki do badań terenowych, dzięki którym pozyskiwał cenny materiał przeznaczony do następnych monografii regionalnych. Wiadomo też, że niektóre notatki czy teksty
folkloru i melodie spisywał badacz w samej Modlnicy od zjeżdżających do
niej krewnych i ich służby. Zapewne kontaktów nawiązanych przy okazji
spotkań rodzinnych i towarzyskich w Modlnicy i Mogilanach było więcej
przez cały czas pobytu Kolberga u Konopków, co nie zostało jednak konkretnie udokumentowane, choć liczne wzmianki w listach na możliwość
taką zdają się wskazywać. Poza rodziną do Modlnicy i Mogilan przyjeżdżali
na przestrzeni lat liczni goście z Krakowa, ze środowiska artystycznego
i inteligenckiego, m.in. Artur Grottger, Zygmunt Gloger, Walery Eljasz–Radzikowski, Tadeusz Rybkowski, Józef Łepkowski, Kazimierz Chłędowski,
Izydor Kopernicki. Organizowano też wspólne wyjazdy do Krakowa, gdzie
Konopkowie i Kolberg uczestniczyli w różnego typu uroczystościach, jubileuszach, wydarzeniach kulturalnych:
A że Kraków był tak blisko, więc żyło się jego życiem, sztuką, uczonymi osobistościami i znakomitościami, a nie było obchodów, tak patriotycznych, jak
i religijnych, jubileuszów itp., aby się Modlnica w całości, wraz z Kolbergiem
nie znajdowała3.

Cyt. za: K. Markiewicz Wspomnienia Konopczanek…, s. 108–109.
W Wyszatycach pod Przemyślem gospodarował brat Zofii z Kraińskich Konopkowej,
Maurycy Kraiński, a od 1877 roku jego bratanek Władysław. O kontaktach i badaniach na
tych terenach zob. korespondencja Kolberga oraz wstępy M. Tarki do cz. I Rusi Czerwonej
i E. Miller do suplementu przemyskiego (odpowiednio DWOK T. 56 i 83/I). O poznaniu w Mogilanach Bochdanów i Załęskich wzmiankuje także Justyna Konopczanka (za: K. Markiewicz
Wspomnienia Konopczanek..., s. 107).
3
Cyt. za: K. Markiewicz Wspomnienia Konopczanek…, s. 109.
1
2

251

�W latach późniejszych oparciem dla przyjezdnych był dom Ksawerego Konopki, który gospodarował najpierw w Zaleszanach odziedziczonych
po ojcu, Michale, a na początku lat osiemdziesiątych osiadł w Krakowie,
żywo uczestniczył w jego życiu kulturalnym i towarzyskim i bywał częstym gościem w Modlnicy. Konopkowie, a wraz z nimi Kolberg, brali też
udział w świętowaniu na wsi, w obchodach świąt religijnych, w obrzędach
ludowych. Wiele uroczystości rodzinnych i związanych z kalendarzem obrzędowym modlniccy włościanie wręcz rozpoczynali we dworze, co dla
badacza stanowiło oczywiście znakomitą okazję do obserwacji i zapisu
dokonywanego ze słuchu. Z czasem jego obecność w Modlnicy stała się
oczywistym elementem życia mieszkańców wsi, co z pewnością skracało
dystans między nimi a badaczem.
Kolberg uczestniczył w życiu rodzinnym i towarzyskim Modlnicy, przede
wszystkim jednak, korzystając z dogodnych dla siebie warunków, zajmował się pracą badawczą. Mając zapewniony byt, otoczony troską i dbałością Antoniny o jego zdrowie i wygody, mimo pewnych ograniczeń, jak
rezydowanie w ciemnym, przejściowym pokoju czy kłopotliwe niekiedy
jazdy z Romanem do Krakowa, mógł poświęcić się wypadom terenowym,
gromadzeniu materiału w bibliotekach i archiwach Krakowa, opracowaniu
kolejnych tomów, a skromny fundusz własny1 przeznaczyć głównie na cele
naukowe, zwłaszcza kolejne podróże. Podejmował je latem i wczesną jesienią, by w pozostałym czasie zająć się porządkowaniem i redagowaniem
zbiorów. W pracy tej, zwłaszcza nad Krakowskiem, pomagali mu gospodarze, współuczestnicząc w badaniach, pozyskując informatorów i sami
notując dla niego teksty ludowe i informacje etnograficzne.
Szczególną rolę w tej współpracy odegrała Antonina Konopczanka, gospodyni Modlnicy. Zbieranie materiałów krakowskich dla Kolberga podjęła
1
E. Jaworska w Posłowiu do J. Konopki Pieśni ludu krakowskiego…, s. XVII podaje informację, że Kolberg pobierał rentę z Komisji Skarbu, gdzie w latach 1857–1861 (prawdopodobnie: do r. 1859, zob. wyżej, s. 139–140) był zatrudniony w Dyrekcji Dróg i Mostów. O „emeryturze otrzymywanej z Warszawy” z tytułu kilkunastoletniej prowadzonej tam do roku 1861 pracy
urzędniczej wspomina też W. Bieńkowski w pracy Oskar Kolberg a Akademia Umiejętności
w Krakowie, zob. „Prace Komisji Historii Nauki Polskiej Akademii Umiejętności w Krakowie”
1999, nr 1, s. 15. W świetle danych o emeryturach w Królestwie Polskim wiadomości te można
uznać za mało prawdopodobne, nie udało się ich potwierdzić w zachowanych dokumentach
Kolberga, a sam badacz nigdy i nigdzie o tym nie wspomina. Wiadomo jedynie o dochodzie,
jaki przynosiła niewielka kwota ulokowana w „papierach procentowych”, przekazywanym mu
co jakiś czas z Warszawy przez Wilhelma.

252

�jeszcze przed jego przeprowadzką z Warszawy; już od 1868 roku spisywała
dla niego pieśni, bajki, informacje i opowieści o wierzeniach, wiadomości
etnograficzne o kulturze materialnej i o zwyczajach, później także wykonywała rysunki i drzeworyty do Krakowskiego1. Jej materiały znacznie zasiliły tę monografię Kolberga, a rękopisy zbieraczki, które zachowały się częściowo w jego archiwum, zostały wykorzystane w ramach Dzieł Wszystkich do prac komentatorskich lub – jako nieuwzględnione przez Kolberga
w czterech XIX-wiecznych tomach Krakowskiego – opublikowane zostały
w trzyczęściowym suplemencie do tej monografii, dopełniając ją. Na uwagę
zasługuje tu szczególnie wydany tam w całości unikatowy rękopis nazwany
„modlnickim raptularzem Antoniny Konopczanki” 2, pochodzący z 1868 lub
1869 roku. Zbieraczka notowała w nim na gorąco swoje wywiady z wiejskimi narratorami z Modlnicy i sąsiednich wsi, którzy opowiadali jej bajki
i lokalne podania, „historyje” o stworzeniu świata, przyrodzie i żywiołach,
o zmorach, bogienkach, diabłach, duchach itp., o przesądach i praktykach
leczniczych. W formie dialogów z wymienionymi z nazwiska i utalentowanymi bajarzami, których zbieraczka znała i zapewne dlatego wybrała, udokumentowany został ówczesny żywy folklor wsi podkrakowskiej, poglądy
jej mieszkańców na świat, a nawet ich świadomość historyczna. Bratanica
Antoniny, Justyna, wspominała też szczególne przedsięwzięcia ciotki w celu
pozyskiwania materiału ikonograficznego:
[…] korzystając ze znajomości z zakładem fotograficznym W. Rzewuskiego, znajdującym się przy ulicy Wesołej w Krakowie, zorganizowała kilkakrotnie fotografowanie całych scen obrzędowych, gospodarskich i weselnych, a co najpiękniejsze dziewczęta, kobiety, parobcy wybierani byli. Było to mniej więcej w 1870–2
roku. Rzewuskiemu zawieziono do jego atelier przeróżne sprzęty i dekoracje.
Zob. m.in. listy Z. Glogera z 17 XII 1868 r. i z 1 IV 1870 r. oraz A. Konopczanki do Kolberga
z I połowy 1871 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), odpowiednio s. 272 i 351 oraz s. 372
i 378–379. Listy Antoniny Konopczanki ilustrują także stopień zażyłości rodziny i domowników
z Modlnicy i Mogilan z Kolbergiem.
2
Raptularz Konopczanki opublikowany został w suplemencie krakowskim (DWOK T. 73/III),
na s. 5–105. Autorką tytułu i pierwszego omówienia tego rękopisu (manuskrypt nie ma karty
lub kart początkowych i końcowych) była H. Kapełuś, zob. tejże Modlnicki raptularz Antoniny Konopczanki, w: W świecie pieśni i bajki. Studia folklorystyczne, pod red. R. Górskiego i J. Krzyżanowskiego, Wrocław 1969, s.179–195. Zob. też E. Miller Niezwykły dokument
zachowany w spuściźnie rękopiśmiennej Kolberga, „Wieś Radomska” T. 9: 2011, s. 233–245.
O współpracy Antoniny Konopczanki z Kolbergiem i jej wkładzie pracy w Krakowskie zob.
E. Millerowa, A. Skrukwa „Krakowskie” Oskara Kolberga… (DWOK T. 73/I), s. LXIX–LXXXII.
1

253

�Wykopano starą, rosochatą wierzbę, kilka pni brzozowych, [zabrano] kosy, sierpy, kądziele, ławy, misy, dzbany itp. W pogodne dni zimowe p. Puchała wyjeżdżał kilkoma wozami pełnymi ludzi. Były to całe wesela – z basami, klarnetami, skrzypkami, z drużbami, druhnami iskrzącymi się od wieńców, świecideł
i wstążek, chust bajecznie kolorowych i korali prawdziwych. […] Do wydawnictw
Kolberga drzeworyty z tych fotografii nie były dobre, a kolorowało się je w Modlnicy akwarelowymi farbami; kto żył, wtedy kolorować musiał. Ciotka, Freulein
Maria i nawet niżej podpisana z siostrami1.

Zaangażowani w pomoc bywali nie tylko domownicy z Modlnicy, ale
i z Mogilan. Tadeusz (1844–1903), syn Józefa, niedoszły, choć utalentowany malarz, wykonywał rysunki, z których część weszła do Krakowskiego,
a kontakty z mieszkańcami wsi ułatwiała tam Kolbergowi dobrze ich znająca Malwina Jastrzębska, nauczycielka starszych córek Józefa. Współdziałano też w późniejszym okresie w przygotowaniu ilustracji do Pokucia;
Tadeusz Konopka wykonywał też rysunki „paru typów z tamtych stron”2.
Kilkunastoletni pobyt Kolberga w Modlnicy w miarę upływu czasu
i kłopotów jej starzejących się mieszkańców, zwłaszcza po śmierci Józefa
w czerwcu 1880 roku, a także udarze, który dotknął Juliana w tym samym
czasie, miał swoje różne oblicza w codziennym bytowaniu. Niezależnie jednak od później narosłych trudności i konfliktów, wspomnienia o Oskarze
Kolbergu spisane przez Antoninę Konopczankę i przez jej bratanicę Justynę
wskazują, że jego osoba i praca cieszyły się nie tylko uznaniem i szacunkiem rodziny, ale także podziwem i przyjacielskim przywiązaniem. Po latach, u kresu życia, gdy wygasły już wcześniejsze emocje, Antonina pisała:
Do Krakowa z braćmi Konopkami wyjeżdżał dwa razy tygodniowo za korektą; zresztą po całych dniach siedząc w domu, pisał niezmordowanie. Nikomu
nie przeszkadzał w zatrudnieniach, był słodkim w pożyciu z drugimi osobami.
Wszyscy go też kochali i szanowali. Dnie świąteczne przepędzał na uczonych
rozmowach z Romanem Konopką, a wieczory z Julianem, obok którego mieszkał
w drugim pokoju. […] ze swej strony przedstawiał żyjącą encyklopedię. Jeżeli
czytając książkę, kto jakiego znaczenia wyrazów nie rozumiał, szedł do KolCyt. za: K. Markiewicz Wspomnienia Konopczanek…, s. 109–110. Jedna z takich fotografii
wykonanych w zakładzie W. Rzewuskiego reprodukowana jest w albumie K. Markiewicz
Oskar Kolberg (1814–1890), Radom 2014, s. 117.
2
Brulion listu do T. Rybkowskiego z 27 XI 1881 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),
s. 577.
1

254

�berga po wytłumaczenie i wykład obszerny otrzymał. Nie tylko zacnym co do
charakteru, ale i umiejętnym był bardzo. Znał historię, literaturę, język łaciński,
niemiecki, francuski, włoski, angielski wybornie, a nawet i rosyjski. Obdarzony
z natury niepospolitymi zdolnościami, cokolwiek umiał, to nie dla blagi, ale
naprawdę umiał teoretycznie. Potrafił pisać obcymi językami tak dobrze jak
własnym. Tak samo w rozmowie, jak w pisaniu miał głęboki pogląd logiczny,
zdrowy rozsądek i zdanie głębokiego myśliciela. […] Miły, skromny, cichy, łagodny jak dziecko, w ciemnym pokoju, przez który domownicy, nie mogąc go jako
między sobą pomieścić, musieli w czynnościach gospodarskich przechodzić, on
siedział skurczony nad stolikiem, pisał długie godziny (od rana do południa,
od obiadu do wieczora). Wieczor[em] zaś do późna czytywał książki. Nie było
nikogo w domu, ktoby go nie [czcił] i nie kochał. […] Każdego wieczora czynił
niespokojne zapytania paniom domowym, czy nie brakło nafty, bo tego braku
nadzwyczaj się obawiał. Mógł nic już nie pić, o to się nie troszczył, ale tylko
myślał o tym, żeby było przy czym pisać. Otóż więc jedną słabością jego była
nafta, a drugą atrament. Nikt mu niczym humoru nie zepsuł – nawet by po
papierach pozwolił dziatwie plądrować – aby tylko kałamarz jego w należytym
pozostawał szacunku. Przeto do sławnej, jesionowej, o jednym zawiasie szafy
chował go zapalczywie jak do fortecy przed swawolą wszelką1.

Obie panie Konopczanki, Antonina z pozycji gospodyni dworu, Justyna, patrząca z perspektywy dziecka i młodej dziewczyny, wspominają też
Kolberga jako ciekawego rozmówcę i uczestnika dysput i „dyskusji poważnych”, a przede wszystkim jako świetnego muzyka, który „grał biegle i pięknie”, sam lub na cztery ręce z Antoniną Męcińską, a nawet improwizował,
urozmaicając modlnickie życie swoimi koncertami. Według Justyny nie
miał specjalnego talentu pedagogicznego jako zbyt pedantyczny; zapamiętała jednak jego „ciekawe historyjki”, życzliwość i pogodę w obcowaniu
z ludźmi, chętne przebywanie z gośćmi. Przede wszystkim jednak to, że on
„wiecznie pisał i grał” i że „grał chętnie na każde zaproszenie i lubił, i grał
świetnie do tańca”2. Nie przeszkadzało mu to jednak interesować się także
edukacją panien, córek Józefa; sekundował im w nauce muzyki, akompaniował do śpiewu, poświęcał czas na wspólne spacery i rozmowy o sztuce,
literaturze, historii, a nawet towarzyszył w wyjazdach do Krakowa. Odbiciem ciepłych uczuć, jakie mieszkańcy Modlnicy i Mogilan dla niego żywili,
a także autorytetu, którym się cieszył wśród dorastających dziewcząt, mogą
1
2

Cyt. za: K. Markiewicz Wspomnienia Konopczanek…, s. 104 i przyp. 32.
Tamże, s. 109, 108, 107, 109.

255

�być listy pisane w okresie nieobecności Oskara w Modlnicy i dopiski tych
ostatnich dla „kochanego pana Oskara”1. Zaś wzruszające ślady stosunku
do badacza wiejskich mieszkańców, i to nie tylko Modlnicy, odnajdujemy
w jego rękopisach, gdzie zanotował miedzy setkami innych dwie następujące przyśpiewki:
Ciesy się pan Kolbr,		
ze idziemy z pola,		
ciesy się i Gacka,		
Maryna, Antola. 		

A jak ci ja umrę,
moja dusza wstanie,
jak ona usłyszy
pana Kolbra granie2

Obok spotkań z przedstawicielami świata umysłowego w samej Modlnicy, miał Kolberg możliwość rozleglejszych kontaktów z tym środowiskiem
w Krakowie, gdzie dojeżdżał z Konopkami, uzależniony jednak od dostępu
do środka transportu. Bliskość Krakowa była wielkim atutem Modlnicy;
dzięki niej „żyło się jego życiem” – jak to ujęła cytowana wyżej Justyna Konopczanka – i możliwe było uczestnictwo mieszkańców Modlnicy
w wydarzeniach kulturalnych, życiu umysłowym i artystycznym miasta,
obchodach świątecznych i jubileuszowych, spotkaniach i zjazdach Polaków spoza zaboru austriackiego. Dla Kolberga możliwość bywania w pobliskim Krakowie miała jednak pierwszorzędne znaczenie przede wszystkim
ze względu na postęp jego prac i zakres studiów. Mógł wtedy osobiście
doglądać druku i korekt, korzystać ze zbiorów bibliotecznych i archiwalnych, a także włączać się w życie intelektualne miasta i kontaktować się ze
środowiskiem naukowym skupionym wokół Uniwersytetu i Towarzystwa,
potem Akademii3. Stykał się z wybitnymi jego przedstawicielami – zarówno profesorami uczelni, jak i członkami Towarzystwa, którzy przeważnie
zostali później członkami Akademii Umiejętności. Do grona tego należeli
1
Zob. np. dopisek Justyny Konopczanki do listu Antoniny Konopczanki z 12 II 1871 r. oraz
list Józefy Konopczanki (z Mogilan) z 14 I 1878 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 376
i Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 101.
2
Zob. O. Kolberg Krakowskie. Suplement… (DWOK T. 73/I), s. 433, nr 633 i tenże Mazowsze
cz. VI (DWOK T. 41) s. 248, nr 465 (z okolic Kutna).
3
O kontaktach i współpracy Kolberga ze środowiskiem naukowym Krakowa zob. też
W. Bieńkowski Kolberg w Krakowie, „Rocznik Krakowski” T. XXXIX: 1968, s. 107–118, tenże
i A. Gruca Krakowskie koneksje Oskara Kolberga, „Rocznik Krakowski”, T. LIX: 1993, s. 63–76,
tenże Oskar Kolberg a Akademia Umiejętności w Krakowie, „Prace Komisji Historii Nauki
Polskiej Akademii Umiejętności” T. 1: 1999, s. 7–21.

256

�m.in. wymieniani wcześniej reprezentanci świata naukowego: Józef Majer, profesor i rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, od 1861 roku prezes
Towarzystwa, potem do roku 1890 Akademii; Józef Łepkowski, konserwator zabytków sztuki dla miasta Krakowa, pierwszy profesor archeologii na
pierwszej w Polsce katedrze archeologii na Uniwersytecie (od 1875 roku),
członek Towarzystwa, potem Akademii; Józef Szujski, historyk, profesor
Uniwersytetu Jagiellońskiego, członek i sekretarz Akademii Umiejętności
w latach 1872–1883; Władysław Łuszczkiewicz, sekretarz i przewodniczący Komisji Historii Sztuki Akademii Umiejętności, profesor Szkoły Sztuk
Pięknych; Lucjan Siemieński, poeta, publicysta i krytyk literacki, członek
Towarzystwa i Akademii.
Z częścią osób z tego kręgu naukowego Kolberg zetknął się bezpośrednio
w Krakowie jeszcze jako członek Towarzystwa; kontakty te kontynuować
będzie wkrótce w Akademii. Niektórych przedstawicieli życia umysłowego
miasta poznał jeszcze w Warszawie, z jeszcze innymi połączyły go dopiero później relacje ściślejsze. Niektóre kontakty przybliża korespondencja,
o innych niestety brak informacji i możemy się tylko domyślać, że współpraca z Akademią, penetracje w bibliotekach i archiwach, otwartość dworu
w Modlnicy odwiedzanego przez artystów i uczonych sprzyjały poszerzaniu
kręgu znajomych. I tak np. z kilkunastu zachowanych listów pisanych do
Kolberga w latach 1868–1884 przez Józefa Łepkowskiego wynika, że obaj
badacze niezależnie od profesjonalnej współpracy w jednej instytucji kontaktowali się często bezpośrednio (także w Modlnicy), że łączyły ich zażyłe
stosunki i że chętnie dzielili się wskazówkami i informacjami naukowymi.
Być może znajomość zawiązana została w Warszawie – Łepkowski należał
także do grona współpracowników Encyklopedii Orgelbranda. Kolberg
spotykał się również z Karolem Estreicherem, od 17 września 1868 roku
nieprzerwanie do roku 1905 dyrektorem Biblioteki Jagiellońskiej, z której
zbiorów autor Ludu systematycznie korzystał1. Poznał go jeszcze w Warszawie, gdzie w latach 1862–1868 Estreicher był bibliotekarzem w Szkole
Głównej, a do Krakowa wrócił, by kontynuować swoją Bibliografię polską. Obaj byli w tamtym czasie współautorami Encyklopedii powszechnej
S. Orgelbranda. Estreicher opublikował recenzję Kolbergowskich Pieśni
Do dziś w jej zbiorach odnaleźć można egzemplarze, które kiedyś były własnością Kolberga, z jego podpisem i z własnoręcznymi notatkami. O osobistych kontaktach Kolberga z uczonymi Krakowa zob. też E. Millerowa, A. Skrukwa „Krakowskie” Oskara Kolberga… (DWOK
T. 73/I), s. XXVI–XXX.
1

257

�ludu polskiego z 1857 roku, w której wysoko ocenił dorobek Kolberga1.
Z Żegotą Paulim, który przebywał w Krakowie od 1842 roku, współpracując z wydawnictwami naukowymi, zetknął się tam Kolberg już w roku
1857, w czasie podróży do Wiednia, Triestu, Zagrzebia i Lublany i – jak
wspomniano wcześniej – służył mu wówczas „swą pomocą i swymi uwagami co do zbierania i spisywania pieśni”2. Pauli od roku 1871 pracował
w Bibliotece Jagiellońskiej, opiekując się głównie starodrukami i archiwaliami, których był znawcą. Jako wybitny erudyta, obdarzony niezwykłą
pamięcią, bibliofil i wydawca z tytułem „historiografa Uniwersytetu Jagiellońskiego”, nazywany był „chodzącą biblioteką”. Zapewne obaj, Pauli i Estreicher, ułatwiali Kolbergowi dostęp do źródeł i służyli cennymi
informacjami bibliograficznymi. Wiadomo także, że wcześniej spotkał się
Kolberg w Krakowie z Wincentym Polem, który „przyobiecał zasilać [go]
swymi uwagami”3. Badacz ten po paru latach powrócił w 1868 roku do Krakowa, gdzie jednak zmarł 2 grudnia 1872 roku. Prawdopodobnie wcześniej,
może jeszcze w Warszawie, poznał Kolberg Ludwika Zejsznera, profesora
geologii na Uniwersytecie Jagiellońskim, z którego materiałów (m.in. z obszernej rozprawy Wiadomość o Podhalanach poprzedzającej Pieśni ludu
Podhalan… z 1845 r.), a przede wszystkim ze zbiorów pieśni drukowanych
i rękopiśmiennych korzystał. Zejszner zmarł w Krakowie 3 stycznia 1871
roku, jeszcze przed przeniesieniem się tam autora Ludu na stałe, ale w czasie jego pobytu w mieście. W części II Krakowskiego Kolberg wykorzystał
pozostałe po nim materiały, co odnotowuje we wstępie do tego tomu, sygnując odpowiednią informacją pochodzenie wybranych pieśni. Wątpliwość, czy doszło do osobistego spotkania, dotyczy osoby zmarłego w 1868
roku księdza M. Mioduszewskiego, profesora prawa kanonicznego w seminarium duchownym w Krakowie, autora cenionego Śpiewnika kościelnego
(wydanego w Krakowie w roku 1838 i uzupełnionego Dodatkami z lat 1842
i 1853) oraz Pastorałek i kolęd (Kraków 1843 oraz Dodatek, Lipsk 1853).
Także i z pozostałego po nim archiwum zaczerpnął Kolberg niektóre zapisy
pieśni opublikowane w tym tomie z odpowiednią adnotacją i z informacją
1
Recenzję tę pod pseudonimem „Gędźba” opublikował K. Estreicher w „Dzienniku Literackim” 1857, nr 94–96, przedruk w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement do tomu 1
(DWOK T. 70), s. 138–145.
2
O. Kolberg Korespondencja z Wiednia [z 11 IX 1857], w: tegoż Pisma muzyczne cz. II
(DWOK T. 62), s. 360.
3
Brulion listu do A. Młockiego z 26 II 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 283.

258

�we wstępie. W jakiej formie – oryginałów czy kopii – oraz jaką drogą dotarły do Kolberga materiały obu badaczy, nie wiadomo. Jeszcze z Warszawy
znał też Kolberg pisarza, redaktora i wydawcę, również współpracownika
Encyklopedii Orgelbranda, Władysława Ludwika Anczyca, prowadzącego
od 1875 roku drukarnię w Krakowie, odkupioną od Ludwika Gumplowicza,
w której wydana została w tym samym roku ostatnia, czwarta część Krakowskiego, czyli ósmy tom Ludu.
W Krakowie mógł mieć Kolberg także dostęp do innych niż Biblioteka
Jagiellońska zbiorów bibliotecznych i archiwalnych, takich jak biblioteka
kapitulna na Wawelu, biblioteka Czartoryskich czy archiwum Uniwersytetu
Jagiellońskiego, a także księgozbiory prywatne, np. Żegoty Paulego czy Teofila Żebrawskiego (1800–1887), matematyka, bibliofila, archeologa i architekta, z którym stykał się w Akademii. Na zapisy tekstów pieśni z Krakowa
lub z Krakowskiego otrzymane od tego ostatniego powołuje się także w cz.
II Krakowskiego (na s. IV). Możliwość czerpania ze zbiorów bibliotecznych
dawały też pobyty we Lwowie, gdzie w Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich Kolberg niejednokrotnie przeprowadzał kwerendy źródłowe, prawdopodobnie kontaktując się przy okazji z cenionymi historykami, badaczami
i wydawcami źródeł, a także kolejnymi dyrektorami tej instytucji, Augustem
Bielowskim (w latach 1869–1876) i Wojciechem Kętrzyńskim (1876–1918).

XIII
[Cele i zadania działającej od 1873 roku Akademii Umiejętności i jej rola
w życiu naukowym i narodowym. – Kontynuacja dotacji na Lud Kolberga
przyznanej przez Towarzystwo Naukowe Krakowskie. – Członkostwo Kolberga w strukturach Akademii i działalność w Komisjach Archeologicznej
i Antropologicznej. – Funkcja przewodniczącego Sekcji Etnologicznej Komisji Antropologicznej, udział w pracach programowych Sekcji. – Współpraca z I. Kopernickim, redaktorem „Zbioru Wiadomości do Antropologii
Krajowej”, i własne publikacje Kolberga w tym roczniku od 1877 r. – Wkład
badacza w dorobek etnograficzny Komisji Antropologicznej.]

Zacieśnienie związków Kolberga z życiem naukowym Krakowa związane
jest bezpośrednio z Akademią Umiejętności, w działalność której trwale się
włączył i której testamentem przekazał swoją spuściznę rękopiśmienną.
259

�Przekształcenie Towarzystwa w Akademię nie tylko nie wpłynęło na zmianę stosunku nowej instytucji do Kolberga, lecz bardziej go z nią związało.
Tam zresztą kontynuowała pracę naukową większość uczonych znanych
Kolbergowi jeszcze z Towarzystwa. To w ramach Akademii badacz najściślej współpracował po roku 1872 z osobistościami życia umysłowego
Krakowa. Na czoło tych relacji wysuwają się tu: Józef Majer, Józef Szujski, Józef Łepkowski, Karol Estreicher, a głównie wspominani już późniejsi przybysze do Krakowa: Jan Sadowski i Adam Honory Kirkor, przede
wszystkim zaś najbliżej zaprzyjaźniony Izydor Kopernicki.
Akademia zainicjowała swoją działalność w 1873 roku. Powołana już
w roku 1872 dzięki staraniom galicyjskich uczonych i polityków, w oparciu o prężne i przygotowane środowisko umysłowe Krakowa i dorobek
Towarzystwa Naukowego, stała się instytucją naukową o znaczeniu ogólnopolskim. Przekraczając granice zaborów, współorganizowała i wspomagała
finansowo prace i publikacje naukowe z obszaru całego kraju, odgrywając
przez długie, jeszcze międzywojenne lata integrującą rolę najważniejszego
polskiego ośrodka naukowego. W powszechnej opinii wyznaczyła rolę, jaką
nauka odegrać miała i odegrała dla zachowania „samoistnego bytu narodowego”. Jej pierwszym prezesem został bardzo przychylny Kolbergowi
Józef Majer, sekretarzem zasłużony dla organizacji i działalności instytucji
i równie mu życzliwy Józef Szujski. Statut zakładał powołanie trzech Wydziałów akademickich: I. Filologicznego, II. Historyczno-Filozoficznego i III.
Matematyczno-Przyrodniczego. W ramach tych Wydziałów ukonstytuowały się komisje o dużych uprawnieniach autonomicznych1. Wszystkie skupiały uczonych, także spoza ścisłego kręgu Akademii, i były głównymi
Statut Akademii, jej struktura wewnętrzna, fundusze i skład osobowy itd. zob. „Rocznik
Zarządu Akademii Umiejętności w Krakowie. Rok 1873”, Kraków 1874, s. 37 i nast. W obrębie Wydziału Filologicznego utworzono komisje: Bibliograficzną, Dla Historii Sztuki, Językową
i Dla Badań w Zakresie Literatury i Oświaty w Polsce. W Wydziale Historyczno-Filozoficznym
powstały: Komisja Historyczna, Prawnicza, Archeologiczna oraz Dla Filozofii, a w Wydziale Matematyczno-Przyrodniczym – Komisja Fizjograficzna, Antropologiczna i Balneologiczna. O działalności Akademii zob. m.in. Pamiętnik piętnastoletniej działalności Akademii Umiejętności
w Krakowie 1873–1888, Kraków 1889 (tam także statut AU w cz. II, s. 170–179); S. Smolka
Akademia Umiejętności w Krakowie 1873–1893, Kraków 1894; S. Kutrzeba Polska Akademia Umiejętności 1872–1938, Kraków 1939; J. Hulewicz Akademia Umiejętności w Krakowie
1873–1918. Zarys dziejów, Wrocław 1958 i 2013; Materiały do powstania Akademii Umiejętności w Krakowie w roku 1873, oprac. i przygot. do druku D. Rederowa i K. Stachowska,
Wrocław 1958, J. Dybiec Polska Akademia Umiejętności 1872–1952, Kraków 1993.
1

260

�ogniskami prac badawczych. Członkowie wybierani byli większością głosów, a dla członków zagranicznych wymagane było dodatkowo zatwierdzenie cesarza. Charakterystyczna przewaga reprezentacji humanistyki
(Wydziały I i II) nad naukami ścisłymi i przyrodniczymi (Wydział III) wiązała się z przeświadczeniem kierownictwa Akademii, zwłaszcza Szujskiego
i Majera, o prymacie tej pierwszej w sytuacji porozbiorowej Polski. Sytuacja
ta nakładała na jedyną tego rodzaju instytucję naukową w kraju szczególny
obowiązek dbałości o zachowanie tożsamości narodowej, o znajomość dawnej historii i piśmiennictwa, wiedzę o dziejach kultury, pietyzm dla języka,
tradycji, zabytków i pamiątek, ale także „przyrodoznawstwa krajowego”.
Obowiązek służby publicznej, związek prac Akademii z potrzebami i życiem
społeczeństwa był nie tylko eksponowany, ale i skutecznie praktykowany
przez cały czas jej działalności. Na corocznych otwartych dla publiczności
posiedzeniach Akademii systematycznie ponawiano apele o włączanie się
społeczeństwa w nurt jej działalności, m.in. poprzez nadsyłanie własnych
prac i obserwacji, udział w konkursach, dostarczanie informacji i materiałów potrzebnych dla rozwoju badań w różnych dziedzinach. Zabiegano
konsekwentnie o ponadzaborową integrację, koordynowanie rozproszonych wysiłków naukowych i pielęgnowanie kontaktów z nauką europejską poprzez wymianę publikacji i osobiste kontakty uczonych oraz udział
w kongresach międzynarodowych. Za pierwszorzędne zadanie organizatorzy życia naukowego Akademii uważali współdziałanie społeczeństwa
z „instytucją obdarzoną wolnością swobodnego rozwoju nauki w języku
narodowym – dla potrzeb i czci narodowej”. A powołując się na doświadczenie „w dziejach narodu polskiego”, przestrzegali:
[…] nakazuje ono, aby korzystać z sposobności podanej przez Opatrzność, aby
chwytać złotego ptaka sprzyjających okoliczności, aby nie odkładać na jutro pełnego rozwoju życia, bo korzystaniem z tego, co dzisiaj danym jest i dozwolonym,
żyją i mocnieją zdrowe społeczeństwa1.

Na publicznym otwartym posiedzeniu w maju 1874 roku prezes Majer,
mówiąc o kierunkach badań działającej już Akademii, wyjaśniał:
1
[J. Szujski] Zdanie sprawy z ruchu naukowego Akademii Umiejętności od 4 maja 1874 r.
podane przez sekretarza jeneralnego, „Rocznik Zarządu Akademii Umiejętności. Rok 1874”,
Kraków 1875, s. 191 oraz 189–190.

261

�Do nich to należeć musi wszystko, co dotyczy duchowych i fizycznych kraju
naszego właściwości, a zatem badanie jego dziejów politycznych i społecznych,
literatury, sztuki i języka, jak niemniej jego właściwości geograficznych i fizjograficznych w najobszerniejszym rozumieniu, nie wyłączającym badań antropologiczno-etnologicznych. […] Naród dawno poczuwał, że trzeba mu regulatora,
który by przyodziany należytą powagą, poruszał sprężyny pracy naukowej, niósł
jej zachętę i pomoc, a luźne prace zbierał, prowadził i skupiał dla uwydatnienia
ich skutku1.

Obok prac naukowo-badawczych i wydawniczych Akademia prowadziła działalność muzealną, biblioteczną i archiwalną, a także szeroko zakrojoną wymianę publikacji z dziesiątkami instytucji, towarzystw i ośrodków
naukowych w całej Polsce i w Europie. Według statutu działalność ta miała
się opierać na uposażeniu ze skarbu państwa (rządu austriackiego i sejmu galicyjskiego), w praktyce jednak głównym źródłem finansowym stał
się mecenat prywatny, który rozwinął się na niespotykaną dotąd w Polsce
skalę. Darowizny przekazywano ze wszystkich trzech zaborów, głównie
z Królestwa Polskiego, a także z emigracji. Pozwoliło to nie tylko na finansowanie działalności naukowo-badawczej, ale także na ufundowanie
stypendiów i nagród.
Kolberg –„literat w Krakowie, b[yły] członek Towarzystwa Naukowego
[Krakowskiego]” – został jednym z pierwszych członków korespondentów
Wydziału I Filologicznego dzięki staraniom Karola Mecherzyńskiego, dyrektora tego Wydziału, i Karola Estreichera, sekretarza, którzy 8 kwietnia
1873 roku pisemnie zgłosili jego kandydaturę. Wybory w ramach Wydziału odbyły się 6 maja tego roku z wynikiem pozytywnym, a kandydaturę
Kolberga na członka korespondenta i kandydatury innych osób pretendujących do członkostwa ogłoszono publicznie już na otwartym dla publiczności posiedzeniu inauguracyjnym Akademii Umiejętności w dniu 7 maja
1873 roku2. Wybór ten został ostatecznie zatwierdzony 7 lipca 1873 roku
Głos Józefa Majera, prezesa Akademii miany na publicznym posiedzeniu tejże, dnia
4 maja 1874 r. Pogląd ogólny na jej stan w r. 1873, „Rocznik Zarządu Akademii Umiejętności.
Rok 1873”, Kraków 1874, s. 132 i 135.
2
Zob. Dwa pierwsze publiczne posiedzenia Akademii Umiejętności w Krakowie. I. Posiedzenie w przeddzień czterechsetnej rocznicy urodzin Mikołaja Kopernika d. 18 lutego
1873 r. II. Posiedzenie inauguracyjne d. 7 maja 1873 r., Kraków 1873, s. 76. Zob. też „Rocznik
Zarządu Akademii... Rok 1873”, s. 31, gdzie nazwisko Kolberga figuruje na liście „proponowanych do najwyższego zatwierdzenia” członków zagranicznych, korespondentów. Relację z tego
1

262

�na posiedzeniu walnym Akademii. Ponieważ autor Ludu nie posiadał obywatelstwa austriackiego, mógł w rzeczywistości zostać jedynie członkiem
korespondentem zagranicznym. Zgodnie ze statutem wybór ten powinien
zatwierdzić cesarz, sankcji cesarskiej Kolberg jednak nigdy nie otrzymał1.
Nie wiadomo, dlaczego takiego zatwierdzenia nie przyznano i jakie względy na tym zaważyły. Brak zgody w przypadku innych uczonych wiązał
się z działalnością patriotyczną, udziałem w powstaniu czy emigracją polityczną, a odpowiednie opinie w tej kwestii przysyłały do Wiednia władze pruskie lub rosyjskie. Nie prolongując ważności paszportu i pozostając
formalnie obywatelem rosyjskim, Kolberg skazywał się na nieokreślony
status i po kilku latach sam tak opisywał swoją sytuację, pisząc do bratowej
Karoliny: „[...] teraz jestem tu poniekąd jakoby emigrantem”2. Dlaczego nie
przedłużał paszportu mimo przypomnień Wilhelma3 ani też nie ubiegał się
o obywatelstwo austriackie, nie wiadomo.
Akademia nie brała jednak tego braku urzędowego zatwierdzenia pod
uwagę i doceniając prace Kolberga, od początku włączała go w swoją działalność. Członkami Wydziału Filologicznego byli wówczas tacy uczeni i literaci jak historycy literatury – Stanisław Tarnowski i Karol Mecherzyński,
dyrektor Teatru Krakowskiego – Stanisław Koźmian, pisarze – Ignacy Kraszewski, Aleksander Fredro oraz wcześniej wymieniani: Władysław Łuszczkiewicz, Karol Estreicher, Lucjan Siemieński i Józef Łepkowski, w większości znający dorobek Kolberga i wspierający jego cele. O pracy autora Ludu
w ramach tego Wydziału brak jednak informacji, dostępne dokumenty nie
potwierdzają też jego członkostwa w żadnej z Komisji Wydziału Filologicznego. Poświadczona jest jedynie jego współpraca w 1876 roku z Komisją
Językową ukonstytuowaną w ramach tego Wydziału w marcu 1874 roku.
posiedzenia oraz nazwiska kandydatów, m.in. na członków korespondentów, a wśród nich
i Kolberga, podał też L. Siemieński (pseud.: Gerwazy) w Korespondencji czasopisna „Kłosy”.
Z Krakowa, 9 maja, zamieszczonej w „Kłosach” 1873, T. XVI, nr 411, s. 319. Zob. też W. Bieńkowski Kolberg w Krakowie…, s. 110.
1
Zob. Pamiętnik piętnastoletniej działalności… cz. II, s. 128 –130; tam w wykazie członków, w grupie członków korespondentów zagranicznych Akademii, „dla których najwyższe
zatwierdzenie nie nadeszło”, zapisano: „Oskar Kolberg, literat w Krakowie, b[yły] członek Towarzystwa Naukowego, wybrany d. 7 lipca 1873 r. członkiem Wydziału Filologicznego, od
r. 1873 członek Komisji Archeologicznej, zaś od r. 1874 także Komisji Antropologicznej”.
2
Brulion listu do Karoliny Kolberg z 15 IV 1877 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),
s. 14.
3
Zob. m.in. list Wilhelma z 14 I 1873 r., tamże, s. 437.

263

�Wiązała się ona z pracą Kolberga o gwarze wielkopolskiej oraz z debatą
o publikacji materiałów etnograficznych i dialektologicznych, o czym jeszcze będzie mowa.
Bezpośrednio po ukonstytuowaniu się władz Akademii Kolberg rozpoczął starania o kontynuację mecenatu finansowego nad swoim dziełem,
tj. o pozyskanie funduszu na druk II części Krakowskiego. W liście z 14
stycznia 1873 roku, powołując się na pomoc finansową udzieloną mu
przez Towarzystwo Naukowe Krakowskie na druk I części tej monografii,
zwracał się do Akademii jako „spadkobierczyni moralnej tak opieki naukowej, jak i szafunków b. Towarzystwa Naukowego”, wyrażając nadzieję,
że Akademia „nie zechce uchylić szczodrobliwej swej ręki od popierania
i dalszych prac moich na polu etnografii krajowej”. Dołączał jednocześnie
rachunek za dotychczasowy druk części II Krakowskiego, informując, że
przewidywany koszt całego tomu będzie znacznie wyższy od poprzednich
z powodu „druku mnóstwa w niej zawartych nut muzycznych, których złożenie nierównie od tekstu jest kosztowniejszym”1. Przedkładając Akademii
w październiku 1873 roku egzemplarz „świeżo wydanego dzieła pt. Lud,
seria VI”, o objętości dwukrotnie większej od wcześniejszych tomów, raz
jeszcze wyjaśniał tę specyfikę książki i ponawiał swoją prośbę o dotację
na nią „w nadziei życzliwej pomocy instytucji skorej zawsze do popierania
wszelkiego rodzaju usiłowań naukowych”2. Prośba Kolberga spotkała się
ze zrozumieniem i akceptacją i odtąd Akademia systematycznie udzielała mu subwencji w wysokości 300–500 florenów za tom, zwiększając ją
dopiero w dwu ostatnich latach jego życia do 1000 florenów. Do spraw
1
List do Akademii Umiejętności z 14 I 1873 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 435.
Rachunek ten, zachowany jako alegat do cytowanego listu (Arch. Nauki PAN i PAU, rkp. PAU
I – 12, nr 46), wymienia sumę 580 zł reń. za druk części tomu w nakładzie 800 egzemplarzy oraz
200 zł reń. 30 centów za papier. W. Bieńkowski mylnie podaje te kwoty jako całkowity koszt
tomu (w pracy Kolberg w Krakowie…, s. 111). W rzeczywistości wyniósł on za całą książkę we
wspomnianym nakładzie 1390 fl. (zob. notatki Kolberga w sporządzonym przez niego Wykazie
tek rękopiśmiennych, w: Korespondencja… cz. III, DWOK T. 66, aneks 12, s. 749, przypis *14;
Kolberg zakładał w cytowanym liście, że koszt może wynieść około 1200 fl. za druk i papier).
Złoty reński to srebrna moneta cesarstwa austriackiego tożsama z florenem (i guldenem).
2
List do Akademii Umiejętności z [22] X 1873 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),
s. 464. Taką datę dzienną nosi brulion tego listu (BN PAU i PAN, sygn. 2185/4, k. 1) i nota na oryginale wpisana nieznaną ręką: „Otrzymano dnia 22 paźdz. 1873”. Ponadto oryginał opatrzony
jest adnotacją prezesa Majera: „Do zasiłku w ilości 400 [!] do 500 fl. zobowiązywało Akad[emię]
jeszcze zobowiązanie Tow[arzystwa] Nauk[owego], d. 23 paźdz. 1873. J. Majer”.

264

�finansowych badacza i jego kłopotów z materialnym podołaniem swojemu
przedsięwzięciu trzeba będzie jeszcze wracać.
Już w trakcie wyboru na członka korespondenta Wydziału Filologicznego Akademii otrzymał Kolberg propozycję włączenia się w skład Komisji Archeologicznej, powołanej w Wydziale II Historyczno-Filozoficznym
na wniosek Józefa Łepkowskiego uchwałą z dnia 5 kwietnia 1873 roku.
O zaproszeniu do grona członków Komisji zawiadomił go oficjalnie Józef
Łepkowski w liście z 22 kwietnia 1873 roku, informując, że dotyczy ono
„udziału w czynnościach w kierunku studiów etnograficznych”1. Komisja
powstała w wyniku rozdzielenia zadań i prac Oddziału Archeologii i Sztuk
Pięknych działającego w Towarzystwie Naukowym od 1851 roku na dwa
kierunki: badania archeologiczne i studia nad zabytkami sztuki oraz odpowiadające im dwie Komisje: Komisję Sztuki (w Wydziale I Filologicznym)
i Komisję Archeologiczną (w Wydziale II Historyczno-Filozoficznym). O tej
drugiej orzeczono:
[…] w wydziale 2-gim istnieć powinna Komisja Archeologiczna w celu badań
archeologii kościelnej i domowej, wykopalisk, sfragistyki, numizmatyki, runografii itd., także w sprawie udzielania orzeczeń, jakich by wymagało krytyczne
roztrząsanie wychodzących w tym zakresie dzieł, oraz w myśli opiekowania się
istniejącym muzeum. Pierwszą czynnością owej Komisji byłoby już to pokończenie, już to dalsze prowadzenie spraw i prac przez b[yły] Oddział Archeologii i Sztuk Pięknych w Towarzystwie Naukowym przedsiębranych, a następnie
podjęcie w tym kierunku nowych […]2.

Na posiedzeniu w dniu 24 kwietnia 1873 roku, konstytuującym Komisję
z przewodniczącym Józefem Łepkowskim i określającym jej główne zdania,
poświadczono członkostwo Kolberga, które zgodnie ze statutem wcześniej
zatwierdził Wydział3. Obok niego w grupie wówczas przyjętych w skład
Komisji Archeologicznej członków przybranych znaleźli się także badacze
List J. Łepkowskiego z 22 IV 1873 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 450; tam
mowa o uchwale Komisji w sprawie członkostwa, m.in. Kolberga, podjętej 19 kwietnia i zatwierdzonej przez Wydział 21 kwietnia.
2
„Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Hist.-Filozof.”, T. I, Kraków 1874, s. IV–V
[XII–XIII] (Posiedzenie Wydziału dnia 5 IV 1873 r.).
3
Zob. tamże, s. VII [XV] (Posiedzenie Komisji Archeologicznej dnia 24 IV 1873 r.) oraz „Rocznik Zarządu Akademii Umiejętności. Rok 1873”, s. 122–123, a także Pamiętnik piętnastoletniej
działalności Akademii…, cz. II, s. 138.
1

265

�wkrótce blisko współpracujący z Kolbergiem: Jan N. Sadowski, Izydor Kopernicki, Michał Sołtan i wybrany równocześnie na sekretarza Komisji Piotr
Umiński (1830­–1906), numizmatyk i kolekcjoner, także sekretarz Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych. Członkami Komisji byli też Adam Honory
Kirkor, Władysław Łuszczkiewicz, Aleksander Kremer i Józef Friedlein.
Do najważniejszych zadań Komisji miało należeć systematyczne rejestrowanie znalezisk archeologicznych, a następnie przygotowanie cyklicznego wydawnictwa obejmującego wykaz zabytków przedhistorycznych na
ziemiach polskich (zwany roboczo „spisem wykopalisk”), w którym miały
być publikowane zebrane dotąd materiały do mapy archeologicznej ziem
polskich. Program badań obejmował też różnorodne prace wykopaliskowe
(m.in. Kirkora, Umińskiego i Sadowskiego w najbliższej okolicy Krakowa
i na Rusi Czerwonej, Kirkora na Podolu galicyjskim i na Pokuciu) oraz
omawianie ich przebiegu i wyników na kolejnych posiedzeniach. Kolejnym
zadaniem miało być uporządkowanie i skatalogowanie zbiorów archeologicznych Akademii oraz rozbiór i omawianie publikacji naukowych dotyczących tej dziedziny1. Później Komisja miała zająć się także zbieraniem
i badaniem materiału epigraficznego, tj. oryginalnych dawnych napisów
wyrytych lub wymalowanych na twardym materiale (kamieniu, metalu, glinie), zwłaszcza starszych, począwszy od średniowiecza poprzez renesans do
XVII wieku, gdyż te były najbardziej zagrożone zniszczeniem i zatarciem2.
Epigrafika, zainicjowana jeszcze w krakowskim Towarzystwie jako nowa
dyscyplina badawcza, miała być przydatna m.in. dla uchwycenia procesów
i zmian językowych, geografii dialektów, znajomości pisma i jego typów.
Komisja Archeologiczna kontynuowała program i w zasadzie przejęła
do realizacji zadania nakreślone w Oddziale Archeologii i Sztuk Pięknych
Towarzystwa Naukowego Krakowskiego. W jej działalności, podobnie jak
w Towarzystwie, podnoszona była wysoka ranga archeologii jako nauki
1
Zob. też Pamiętnik piętnastoletniej działalności…, cz. I, s. 110–116, gdzie omówienie
programu badań Komisji.
2
Sekcja Epigrafiki Polskiej pod kierunkiem I. Polkowskiego wymieniana jest w źródłach
dopiero w roku 1877 (zob. m.in. „Rocznik Zarządu Akademii Umiejętności. Rok 1877”, Kraków
1878, s. 51; w dwu rocznikach poprzednich z lat 1875 i 1876 figuruje z adnotacją: „obecnie
organizująca się”, zob. odpowiednio s. 62 i 68). Od roku 1874, kiedy to Komisja Archeologiczna
podzieliła się na sekcje, funkcjonowały w jej ramach trzy inne: Sekcja Wykopalisk pod kierunkiem A.H. Kirkora, Encyklopedii Starożytności Polskich z przewodniczącym A. Kremerem
i Muzealna pod kierunkiem W. Seredyńskiego (zob. „Rocznik Zarządu Akademii Umiejętności.
Rok 1874”, Kraków 1875, s. 114).

266

�i jej ważna rola w podtrzymywaniu poczucia tożsamości narodowej. Zainteresowanie materialnymi „starożytnościami”, potrzeba i postulat badania
dawnej przeszłości, korzeni i przedpiśmiennej historii narodu nabierały
szczególnego znaczenia wobec jego zagrożonego bytu. Obok prac starożytników–specjalistów na dużą skalę upowszechniło się kolekcjonerstwo
prywatne amatorów i koneserów zabytków przeszłości, a kolejne znaleziska
skłaniały do fachowego dyskursu o ich dawności, o przedhistorycznej przeszłości i metodach jej badania. Formułowano zasady metodycznego gromadzenia i porządkowania znalezisk, ich ochrony i inwentaryzacji, określania
wieku i interpretacji historycznej, naukowego rozpoznawania starożytności
człowieka i jego kultury. Z czasem już nie tylko romantyczny kult dawnego
rodowodu i postawa patriotyczna były inspiracją dla archeologii, stopniowo wdrażano ją w ramy i metody procedur naukowych, wyznaczających
rzetelne badania w duchu pozytywizmu. Stała się też dyscypliną uniwersytecką wraz z utworzeniem w 1866 roku poświęconej jej pierwszej katedry na Uniwersytecie Jagiellońskim, wtedy jeszcze tymczasowej, od 1874
roku stałej, kierowanej przez Józefa Łepkowskiego, także przewodniczącego
Komisji Archeologicznej. Przedmiot badań kontynuowanych w Akademii
pojmowano bardzo szeroko i traktowano interdyscyplinarnie, dostrzegając
ścisłe związki między archeologią, antropologią, historią sztuki i historią
kultury1. Dla wszechstronnego podejmowania tej problematyki w prace Komisji Archeologicznej zaangażowani byli nie tylko specjaliści w dziedzinie
archeologii (jak J. Łepkowski, A.H. Kirkor, J.N. Sadowski) i antropologii (J.
Majer, I. Kopernicki), ale i koneserzy–zbieracze zabytków starożytniczych
(P. Umiński), historycy sztuki (W. Łuszczkiewicz i J. Kremer), architekci (T.
Żebrawski, F. Pokutyński), artyści i jednocześnie znawcy kultury materialnej (J. Kossak), bibliotekarze i bibliofile (K. Estreicher, W. Seredyński)2.
Kolberg, uprawiający działalność „w kierunku studiów etnograficznych”,
jak to określił Łepkowski w cytowanym wyżej liście, był więc pożądanym
członkiem w tym gronie, gdyż jego ludoznawcze zainteresowania i prace
wiązały się z bliskimi także archeologii naukami historycznymi. Prowadząc
1
Zob. J. Chochorowski Między archeologią, antropologią i prehistorią – krakowskie środowisko naukowe w początkach działania Akademii Umiejętności (1873–1893) wobec problemu pochodzenia człowieka i jego kultury, „Historyka. Studia metodologiczne” 2016, T. 46,
s. 304–325. W artykule tym (s. 304–343) autor omawia stan, zadania i cele oraz związki ówczesnej
archeologii i antropologii w początkowych pracach obu Komisji poświęconych tym dyscyplinom.
2
Por. też W. Bieńkowski, A. Gruca Krakowskie koneksje…, s. 67.

267

�systematyczne badania terenowe i studia nad kulturą ludową różnych regionów Polski, stykał się także z tymi zagadnieniami i mógł żywo włączać
się w prace Komisji. Jego warsztat badawczy również od strony praktycznej
okazywał się przydatny dla nauk pokrewnych, m.in. dla archeologii. Z drugiej strony uczestnictwo w pracach Komisji Archeologicznej umożliwiało
mu bezpośredni kontakt z uczonymi i wgląd w ich prace, orientację w literaturze przedmiotu i bieżącym ruchu wydawniczym, udział w toczących
się dysputach, wymianę informacji i opinii. A to z kolei przyczyniło się do
wykorzystania wiadomości i wyników badań archeologicznych w kolejnych tomach Ludu.
Już na drugim posiedzeniu Komisji w dniu 23 maja 1873 roku powierzono Kolbergowi zadanie specjalne, o którym w sprawozdaniu z tego posiedzenia zapisano:
Przewodniczący Komisji [tj. Łepkowski] ze względu na coraz częściej powtarzające się po różnych pismach zarzuty o podrabianie i fałszowanie podań i legend
o Krakowie oraz o jego uroczystościach wzywa członka Kolberga do rozczytania
się w takowych i zbadania, a następnie orzeczenia, o ile te są autentycznymi lub
też bezzasadnymi”1.

Problematyka ta była Kolbergowi dobrze znana i świeża; w części I Krakowskiego wydanej w 1871 roku zamieścił w opisie kraju szereg podań
i legend związanych z Krakowem i jego bliską okolicą, a także obszernie
opisywał doroczne zwyczaje zarówno ludu wiejskiego spod Krakowa,
jak i mieszczańskie, właściwe tylko dla mieszkańców tego miasta, jak np.
emaus, rękawka, konik zwierzyniecki. W swoich rozległych kwerendach
sam natrafiał na różnego typu źródła dotyczące dawnych tradycji podaniowych i uroczystości obchodzonych w cyklu rocznym. Zachowały się
liczne materiały, notatki i wskazówki bibliograficzne z tego zakresu wykorzystane w różnym stopniu w monografii. W Krakowskiem przywołuje
Kolberg zarówno źródła sobie współczesne, jak i dawniejsze, cytując je lub
w różnej formie odwołując się do nich. I tak przytacza podania i legendy
z prac Józefa Mączyńskiego, Ambrożego Grabowskiego, Józefa Łepkowskiego, z dawnych kronik i druków ulotnych, z kalendarzy krakowskich,
czasopism systematycznie publikujących opisy ważnych dla tradycji miejsc
1
Posiedzenie Komisji Archeologicznej dnia 23 V 1873 r., „Rozprawy i Sprawozdania
z Posiedzeń Wydz. Hist.-Filozof.”, T. I, Kraków 1874, s. XXI–XXII.

268

�i sławnych czy legendarnych postaci oraz przywiązanych do nich podań
i legend1. W trakcie tej pracy, gromadząc bogaty i cenny materiał z literatury, sam nie ustrzegł się potknięć. Jednym z nich było np. było potraktowanie jako dokumentu falsyfikatu Konstantego Majeranowskiego, tj. tekstu
o święconem w zamożnym mieszczańskim domu przedstawionego jako list
z XVI wieku2. Wątpliwa wiarygodność tworów Majeranowskiego i innych
podobnych fabrykatów dała początek dyskusjom na temat autentyczności
powszechnie publikowanych, często bez należytego krytycyzmu, materiałów. I tak np. toczyła się wówczas dysputa na temat wieku i genezy konika
zwierzynieckiego (Lajkonika), prowadzona m.in. w krakowskim „Czasie”
i warszawskich „Kłosach” w 1872 roku3. Kolberg żywo się tym zagadnieniem interesował, gromadził notatki na ten temat z prasy, a także sam poszukiwał informacji źródłowych, m.in. w dokumentach cechu włóczków,
tj. flisaków, uczestników tego dawnego zwyczaju, oraz w relacjach wspomnieniowych krakowian. Relację taką przekazał mu w liście 27 czerwca
1873 roku, a więc już po powierzeniu Kolbergowi zajęcia się podaniami
i zwyczajami krakowskimi w Komisji Archeologicznej, Karol Mecherzyński,
sekretarz Wydziału Filologicznego Akademii (od 21 XII 1872 roku), filolog
związany od urodzenia z Krakowem4. Tak więc własne zainteresowania
i prace Kolberga spotykały się z prowadzonymi w ramach Komisji i na
odwrót, a przeplatając się, służyły zarówno autorowi Ludu, poszerzając
jego bazę źródłową, jak i badaniom Akademii, wzbogacając je o materiał
pozyskany w eksploracjach terenowych i studiach własnych Kolberga.
Przegląd wykorzystanych przez Kolberga w tym zakresie prac przynoszą przypisy źródłowe dotyczące głównie rozdziałów „Kraj” i „Zwyczaje”, zamieszczone w tomie 73/III DWOK
na s. 107–125 i 138–165. Zob. też obszerną bibliografię Kolberga przywoływaną w siedmiu
tomach Krakowskiego (T. 5–8 i T. 73/I–73/III DWOK), a zebraną w tomie 73/III.
2
[K. Majeranowski, pseud.:] Pielgrzym z Tenczyna Święcone wielkanocne, „Pszczółka Krakowska” 1822, T. 2, s. 8–16 (przedruki, m.in. w: Ł. Gołębiowskiego Ludzie polskim…, s. 305–309
oraz w „Przyjacielu Ludu” 1837, R. 3, T. 2, nr 39). Zob. O. Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK
T. 5), s. 369–373 i odpowiedni przypis źródłowy w: O. Kolberg Krakowskie. Suplement…
(DWOK T. 73/III), s. 170–171 oraz E. Millerowa, A. Skrukwa „Krakowskie” Oskara Kolberga…,
(DWOK T. 73/I), s. XXXVIII.
3
Rekapitulacja koncepcji na temat genezy Lajkonika por. też F. Gawełek Konik zwierzyniecki, „Rocznik Krakowski” T. XVIII: [1919], s. 144–154 (cały art. s. 129–181). Zob. też Ł. Olszewski Lajkonik. Legenda i tradycja, Kraków 2009.
4
Zob. list K. Mecherzyńskiego z 27 VI 1872 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 422–
–423. Zob. też E. Millerowa, A. Skrukwa „Krakowskie” Oskara Kolberga… (DWOK T. 73/1),
s. XXXVIII.
1

269

�Do innych działań Kolberga w ramach Komisji należał udział w re­
jestracji miejscowości, w których odkryto zabytki wykopaliskowe, pro­
wadzonej na potrzeby mapy archeologicznej, której koncepcja była autorstwa Łepkowskiego. Współpracował w tym zakresie z Kirkorem, Łepkowskim, Kopernickim i Sadowskim 1. Ze wszystkimi czterema badaczami był blisko zaprzyjaźniony i spotykał się z nimi często; tym bardziej
więc praktyką naturalną była wymiana informacji na temat znalezisk
archeologicznych, obserwowanych w trakcie własnych podróży, i wiadomości pozyskanych w Komisji, tak przecież uprawniona w pracach
naukowych. Uczestniczył też Kolberg w dyskusjach nad sprawozdaniami
z badań oraz nad omawianymi dziełami archeologicznymi i z dziedzin
pokrewnych, w czym także w naturalny sposób dzielił się swoją erudycją i wynikami ciągłych penetracji i studiów w Bibliotece Jagiellońskiej i lwowskim Ossolineum. Według Bieńkowskiego brał także udział
w zbieraniu zabytków epigrafiki polskiej od czasów najdawniejszych do
końca XVIII wieku, a także przekazał Komisji swoje materiały dotyczące
mitologii 2.
Zainteresowanie autora Ludu archeologią i kontakt z bieżącym dorobkiem badawczym tej dyscypliny znalazły swoje odbicie w kolejnych mono­
grafiach regionalnych3. Obok materiałów etnograficznych i folklorystycznych, które stanowią zawsze zrąb źródłowy tomów Ludu, zamieścił w nich
szereg wiadomości o ówczesnych pracach wykopaliskowych i znaleziskach
archeologicznych, a nawet niekiedy i własne wywody czy komentarze do­
tyczące tych zagadnień. Podobnie jak informacje historyczne i fizjograficzne
podawał je przeważnie przy charakterystyce ogólnej omawianego obszaru,
1
Zob. W. Bieńkowski, A. Gruca Krakowskie koneksje…, s. 68 oraz W. Bieńkowski Oskar
Kolberg a Akademia…, s. 13. Zob. też B. Schnaydrowa Mapa archeologiczna Józefa Łepkowskiego, geneza i okoliczności jej powstania, „Rocznik Biblioteki PAN w Krakowie”, R. 25: 1980,
s. 198–202.
2
Zob. W. Bieńkowski, A. Gruca Krakowskie koneksje…, s. 68 oraz W. Bieńkowski Oskar
Kolberg a Akademia…, s. 13. Przekazane Komisji materiały mitologiczne to prawdopodobnie
rękopis Kolberga pt. Potęgi nadprzyrodzone w wyobraźni Mazurów Pruskich. Studium
mytologiczne według [Maxa Polluxa] Toeppena skreślił […] (BN PAU i PAN, sygn. 3572),
stanowiący dokonany przez niego przekład fragmentu pracy Toeppena pt. Aberglauben aus
Masuren…, której recenzję opublikował w 1868 roku (zob. wyżej, s. 211, przyp. 2). Przekład
ten włączył Kolberg po niewielkim przeredagowaniu do swojego rękopisu Mazur pruskich
(DWOK T. 40, s. 52–82).
3
Jako pierwszy poruszył ten problem T. Malinowski w artykule Archeologia w dziełach
Oskara Kolberga, „Lud” T. XLII: 1956, s. 446–453.

270

�tj. w rozdziale „Kraj”, wiążąc je z opisywanymi miejscowościami i konkretnymi obiektami czy zabytkami z tego terenu. Szereg danych z zakresu archeologii odnajdujemy także w przypisach do tekstu, zwłaszcza zebranych
na końcu książki. Powołuje się w nich Kolberg (lub w różnym zakresie
cytuje) na prace Józefa Łepkowskiego, Franciszka M. Sobieszczańskiego,
Aleksandra Przeździeckiego, Adama H. Kirkora, artykuły, doniesienia i wiadomości z czasopism („Wiadomości Archeologicznych”, „Czasu”, „Biblioteki
Warszawskiej”, „Kłosów” itd.). Badający to zagadnienie Tadeusz Malinowski
stwierdzał:
Dużą zasługą Kolberga jest zinwentaryzowanie wielkiej liczby stanowisk archeologicznych rozsianych po wielu dzielnicach Polski i Rusi. […] Drugą wielką
zasługą Kolberga jest fakt zebrania w swych pracach ogromnego materiału bibliograficznego, odnoszącego się do odkryć archeologicznych, a zagubionego
często w rozmaitych zapomnianych, trudno dostępnych publikacjach i czasopismach. Śmiało rzec można, że prace Kolberga są niezastąpionym źródłem materiałowym dla wszelkiego rodzaju monografii powiatowych archeologicznych,
przygotowanych w wielu ośrodkach naukowych w Polsce1.

Autor uważał, że ten niewykorzystany przez archeologów materiał nie
tylko może stanowić źródło dla różnego rodzaju monografii lokalnych, ale
także przynosi nieznane późniejszym badaczom, cenne przyczynki do dziejów archeologii polskiej, a niejednokrotnie nawet informacje o dawnych
odkryciach ocalałe jedynie na kartach tomów Kolberga. Dla przykładu ilustrującego zainteresowanie Kolberga odkryciami archeologicznymi można
przywołać fakt, że w Krakowskiem sięgnął on nie tylko do prac J. Łepkowskiego, K. Rogawskiego czy A.H. Kirkora, do wiadomości z publikacji
Towarzystwa Naukowego czy Akademii lub rozsianych w prasie2, ale podjął próbę krótkiego omówienia aktualnych badań i ich wyników w okolicy Krakowa. Dokonał także wręcz wątpliwego merytorycznie zabiegu,
zamieszczając w przypisie do części IV monografii krakowskiej obszerny
wyciąg, prawdopodobnie we własnym przekładzie, z artykułu francuskiego
archeologa, L.F.A. Maury’ego, zamieszczonego w „Revue des Deux Monde”
z 1868 roku, a poświęconego dziejom badań archeologicznych w Babilonie
T. Malinowski Archeologia …, s. 451.
Zob. O. Kolberg Krakowskie. Suplement… (DWOK T. 73/III), s. 441–481 (Bibliografia.
Prace cytowane i odnotowane przez Kolberga).
1
2

271

�i Niniwie1. Sięgając w swoich ludoznawczych pracach po informacje z zakresu archeologii, wyrażał własne stanowisko wobec przydatności dla nich
dziedzin pokrewnych etnografii, a jednocześnie nawiązywał do idei badaczy starożytników skupionych w kręgu Akademii, według której badając
teraźniejszość kultury, nie można pominąć jej przeszłości, także najodleglejszej, utrwalonej m.in. w zachowanych śladach materialnego dziedzictwa
epoki przedchrześcijańskiej2.
Znaczniejszy niż w Komisji Archeologicznej był udział Kolberga
w działalności Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności3. O jej
powołaniu postanowiono na wniosek złożony przez A. Biesiadeckiego na
posiedzeniu Wydziału III Matematyczno-Przyrodniczego w październiku
1873 roku. Jako osobna Komisja w ramach tego Wydziału ukonstytuowała się później, bo dopiero 23 marca 1874 roku oraz w trakcie następnych posiedzeń 16 maja i 27 czerwca tego roku, kiedy też zarysowany
został ogólny program jej prac 4. Zwłoka wynikała z potrzeby porozumienia się z Komisją Archeologiczną co do zakresu badań, w dużej mierze
pokrywających się ze sobą. Głównym inicjatorem wyłonienia Komisji
Antropologicznej w ramach Wydziału III był obok Józefa Majera Izydor
Kopernicki. Pierwszy z badaczy pełnił funkcję jej prezesa od początku do
1894 roku, drugi sekretarzował Komisji od 1875 do 1891 roku, formułując
dla niej naukowy program badań. Dzięki rozległej wiedzy i swoim szerokim i wszechstronnym zainteresowaniom Kopernicki stał się niezwykle

Zob. O. Kolberg Krakowskie cz. IV (DWOK T. 8), s. 352 oraz 355–362, a także przypisy
źródłowe do tych tekstów w tomie 73/III DWOK, s. 436–437. Przytaczając tekst Maury’ego,
Kolberg błędnie podał tytuł czasopisma: „Revue Contemporaine”.
2
Pisał o tym m.in. we wstępach do swoich monografii, np. do cz. IV Krakowskiego (DWOK
T. 8), na s. XI w 1875 r. i do cz. II Radomskiego (DWOK T. 21), na s. V w 1888 r.
3
O działalności Komisji Antropologicznej zob. Pamiętnik piętnastoletniej działalności…
cz. I, s. 197–209, Materiały do powstania Akademii…, s. 89–91, W. Bieńkowski Badania etnograficzne Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności w Krakowie oraz Komisji etnograficznej Polskiej Akademii Umiejętności, „Lud” T. 51: 1967, s. 71–75, E. Jaworska
Działalność folklorystyczna Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności w Krakowie,
w: Dzieje folklorystyki polskiej 1864-1918, pod red. H. Kapełuś i J. Krzyżanowskiego, Warszawa 1982, s. 140–226, J. Chochorowski Między archeologią, antropologią i prehistorią…,
s. 328–333.
4
Zob. Posiedzenie Wydziału dnia 20 X oraz Posiedzenia Komisji Antropologicznej dnia
23 III, 16 V i 27 VI 1874 r., „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.” T. I,
s. XXVIII oraz s. LIV–LVI, LXVI–LXXXIV, LXXXVIII–XCV.
1

272

�zasłużonym, aktywnym i twórczym organizatorem i uczestnikiem prac
Komisji, nadając jej rangę instytucji o zasięgu europejskim 1.
Kolberg znalazł się od początku w gronie członków przybranych Komisji Antropologicznej (razem z J. Sadowskim i P. Umińskim), której skład
podany został już na pierwszym posiedzeniu, 23 marca 1874 roku2. Wśród
członków Komisji znalazło się też wielu wymienianych już uczonych,
z którymi zetknął się Kolberg wcześniej, m.in. J. Szujski, J. Łepkowski, W.
Łuszczkiewicz, A.H. Kirkor, T. Żebrawski. W gronie tym byli także przedstawiciele medycyny, fizyki, nauk przyrodniczych (lekarze: A. Baraniecki i L.
Teichmann, fizyk i meteorolog S. Kuczyński). W organizującej się Komisji
dokonano podziału na trzy (pierwotnie dwie) Sekcje: 1. Archeologiczno-Antropologiczną, 2. Antropologiczną „w ściślejszym rozumieniu” (tj. antropologii fizycznej) i 3. Etnologiczną, z wyznaczonym dla nich zakresem
badań. Zaraz po ukonstytuowaniu się Komisja ogłosiła Program badań
antropologicznych, w którym znalazła się też problematyka etnograficzna.
Opracowanie programu uznano od początku za zadanie pierwszoplanowe,
„ażeby zarysowały się wyraźniej granice działania każdej Sekcji, w wielu
razach zachodzące na siebie, żeby prócz tego uwidocznił się stosunek do
Komisji Archeologicznej, spotykającej się z Antropologiczną w przedmiocie
badań przedhistorycznych”. W programie wyznaczono trzy podstawowe
kierunki prac odpowiadające zakresowi wydzielonych Sekcji:
1
Izydor Kopernicki (1825–1891), lekarz, antropolog, etnograf, po studiach w zakresie medycyny na uniwersytecie kijowskim pracował jako lekarz wojskowy, m.in. w czasie wojny
krymskiej. Brał udział w powstaniu styczniowym i był więziony przez Austriaków w Ołomuńcu. Po uwolnieniu, w czasie wieloletniej tułaczki emigracyjnej przebywał m.in. w Paryżu,
gdzie studiował antropologię, anatomię i fizjologię. Następnie na uniwersytecie w Bukareszcie
zorganizował nauczanie anatomii i stworzył Muzeum Anatomiczne. W roku 1871 powrócił do
kraju i osiadł w Krakowie na zaproszenie Józefa Majera, lecz status emigranta i uczestnika powstania utrudniały mu znalezienie odpowiedniej posady. Do roku 1888 pracował w półroczu
letnim zarobkowo jako lekarz zdrojowy w Rabce, potem w Marienbadzie, a w półroczu zimowym zajmował się pracą naukową. W roku 1876 nostryfikował na UJ swój dyplom w zakresie
nauk lekarskich, w 1878 uzyskał tam habilitację z antropologii, a w 1886 roku jako pierwszy
na ziemiach polskich otrzymał tytuł profesora nadzwyczajnego antropologii. Poza nauczaniem
działał w kilku komisjach Akademii, której był członkiem korespondentem od 1877 roku,
członkiem czynnym od 1887 roku. Jako sekretarz Komisji Antropologicznej przyczynił się do
intensyfikacji jej prac i ich wysokiego poziomu naukowego. Był autorem wielu publikacji z zakresu antropologii i archeologii w języku polskim i w językach obcych, zajmował się także
badaniami ludoznawczymi, m.in. nad folklorem Górali karpackich i Cyganów polskich. Był
uczonym o europejskiej sławie; uważany jest za twórcę podstaw antropologii polskiej.
2
Zob. „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. 1, s. LV – LVI.

273

�Badać nam należy człowieka: I. pod względem najdawniejszych śladów jego
pobytu w naszym kraju; II. pod względem jego cech fizycznych, odznaczających
właściwość szczepową, plemienną i narodową; III. pod względem właściwości
jego duchowych, stosunków społecznych, zwyczajów i obyczajów. Pod I-szym
względem badania odnosić się muszą do czasów przedhistorycznych; pod II-gim wiadomości zbierać wypadnie z fizycznych poszukiwań właściwości ludów obecnie zamieszkałych lub zabytków pozostałych z czasów historycznych
w całym obszarze kraju; pod III-im – ich właściwości duchowych, zwyczajów
i obyczajów1.

Już w tym zarysie programu widoczne jest odbicie ówczesnego poglądu
o bliskim związku wiedzy o człowieku z przyrodoznawstwem. Antropologię traktowano wtedy bardzo szeroko, jako naukę o człowieku w ogóle,
lokując ją jako dziedzinę na pograniczu nauk humanistycznych i przyrodniczych. Mieściła się wówczas w tym ujęciu antropologii także etnografia.
Pod wpływem nauki europejskiej, m.in. prac przedstawiciela ewolucjonizmu, E.B. Tylora, i w duchu pozytywizmu próbowano wówczas przenieść
metody badań przyrodniczych do nauk humanistycznych. Stąd usytuowanie
etnologii w Komisji Antropologicznej Wydziału Matematyczno-Przyrodniczego Akademii. Z kolei częste pokrywanie się przedmiotu badań w obu
Komisjach – Antropologicznej i Archeologicznej – prowadziło w praktyce
do tego, że szereg prac realizowano i finansowano wspólnie; szczególnie
dotyczyło to badań wykopaliskowych i związanej z nimi inwentaryzacji
stanowisk archeologicznych. Tak też organizowane były niektóre wyprawy
naukowe, podejmowane „w kierunku badań przedhistorycznych” w latach
siedemdziesiątych2.
W podzielonej na Sekcje Komisji Antropologicznej przewodniczącym
Sekcji I został geolog A. Alth, sekretarzem – archeolog A.H. Kirkor, Sekcji
II przewodniczył anatomopatolog L. Teichmann, sekretarzował I. Kopernicki. Kierowanie Sekcją III – Etnologiczną powierzono w maju 1874 roku
Tamże, s. LXVI–LXVII. Przedstawiony przez J. Majera Program badań antropologicznych
opublikowany jest tamże, s. LXVII–LXXXIII.
2
Zob. J. Szujski Zdanie sprawy z ruchu naukowego Akademii Umiejętności od 3 maja
1877 roku, podane przez sekretarza jeneralnego, „Rocznik Zarządu Akademii Umiejętności.
Rok 1877”, Kraków 1878, s. 124. W sprawozdaniu tym zapisano: „W kierunku badań przed­
historycznych Komisja Antropologiczna jednoczy się z Archeologiczną; spólnym też staraniem
zarządzone były wycieczki naukowe odbyte przez pp. Przybysławskiego, Kirkora tudzież Kopernickiego”.
1

274

�Kolbergowi, sekretarzem został J.N. Sadowski1. Już w czerwcu tego samego
roku w Sekcji Etnologicznej gotowa była jako jedna z pierwszych jej inicjatyw opracowana przez Sadowskiego Instrukcja do badania właściwości
ludowych2. Obejmowała ona osiem działów głównych:
A. Nazwa badanej ludności, jej charakter i granice rozsiedlenia, B. Gwara, C. Poe­
zja, muzyka, taniec, D. Przysłowia, gadki (klechdy), zagadki, oracje, podania,
E. Obrzędy i uroczystości, F. Ubiór i stroje, G. Mieszkania, H. Narzędzia.

W każdym dziale znalazły się zwięzłe wyliczenia wyznaczonych do obserwacji i opisu problemów, zjawisk, zachowań, obiektów, przy czym zwraca uwagę nacisk, z jakim zaleca się „wierne spisanie wszystkich pieśni bez
najmniejszej zmiany i ogładzenia” oraz zapis dosłowny opowieści i oracji,
a także relacji o obrzędach i zwyczajach, „choćby to było nie tylko dziwacznym, ale nawet zupełnie niezrozumiałym” i bez względu na powtarzanie się
treści. Program ten, opracowany przez archeologa Sadowskiego, zbliżony
jest wyraźnie do Kolbergowskiego, przedstawionego w Liście otwartym
z 1865 roku i realizowanego w Ludzie. Wspólne jest przede wszystkim
założenie główne, tj. opis etnograficzny określonego obszaru, regionu jako
składowej obrazu całego kraju w ujęciu panoramicznym. Wpływ idei
i wzoru monografii Kolberga na środowisko Komisji Antropologicznej,
wręcz na całe pokolenie badaczy, okazał się trwały i miał dominować do
końca XIX wieku.
Do programu badań ujętego w Instrukcji dokładał Kolberg swoje dalsze
istotne postulaty. Wkrótce po jej ogłoszeniu, na styczniowym posiedzeniu
Komisji Antropologicznej w 1875 roku, na jego wniosek jako przewodniczącego Sekcji Etnologicznej zatwierdzono uchwałę „dotyczącą wydawania częściowo badań etnograficznych popartych dołączeniem wizerunków
typów ludowych, strojów, sprzętów itd., o ile można najstaranniejszych,
a w każdym razie najwierniejszych”. Przychylono się też do propozycji Kolberga, by dla realizacji tego zdania, odpowiadającej „ścisłym wymogom
nauki”, zwrócić się do znanych w kraju osób posiadających zbiory ikonograficzne z prośbą o ich użyczenie „czasowo do naukowego użytku”. Umożliwiłoby to wydawanie zeszytów obejmujących „umiejętny opis pewnej
1
Posiedzenie Komisji Antropologicznej dnia 16 V 1874 r., „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. I, s. LXVI.
2
Tamże, na s. XC–XCV oraz w osobnej odbitce: Kraków 1874.

275

�grupy etnograficznej, z dołączeniem wizerunków w drzeworytach, litografiach, chromolitografiach, a w razie potrzeby i nut muzycznych”. Przenosił
Kolberg w ten sposób na grunt Akademii swoją programową koncepcję,
w myśl której od początku działalności doceniane było dla etnografii znaczenie źródłowe dokumentacji ikonograficznej i muzycznej. Jednocześnie
była to próba wykorzystania rycin ze zbiorów prywatnych i muzealnych za
pośrednictwem Akademii do prac etnograficznych. Na tym samym posiedzeniu zobowiązywał się Kolberg konkretnie do porozumienia się w sprawie rycin z W. Dzieduszyckim, dyrektorem Muzeum Przyrodniczego we
Lwowie, i z J. Kossakiem1, mieszkającym w Krakowie. Rok później w liście do Akademii, zdając sprawę ze swojej podróży na Pokucie i Bukowinę, informował, że w Muzeum Dzieduszyckich we Lwowie sporządził
listę „wszelkich posiadanych przezeń akwarel, rycin i obrazów olejnych
przedstawiających typy i sceny ludowe” i że podobny spis przygotował
w muzeum Zakładu Ossolińskich2. Dołączył oba do swojego listu, wyrażając przeświadczenie, że „dostarczą one […] wątku do wygotowania obszernego i systematycznie ułożonego katalogu ubiorów na całym obszarze
Polski”. Zawiadamiał też, że oba muzea posiadają znaczny zbiór fotografii
„przedstawiających ubiory ludu, widoki wsi i cerkwi itp., których kopii na
żądanie Akademii jak najchętniej udzielą na użytek etnografii”. Gromadzeniem ikonografii był więc żywo zainteresowany nie tylko ze względu na jej
znaczenie dokumentacyjne dla monografii regionalnych własnych i innych
autorów z Akademii, ale także w związku z dalekosiężnym planem opracowania albumu polskich strojów ludowych.
Instrukcja przygotowana przez Sadowskiego w 1874 roku pomyślana była jako przewodnik w badaniach terenowych dla współpracowników i korespondentów, często amatorów w dziedzinie etnografii, którzy
1
Zob. Posiedzenie Komisji Antropologicznej dnia 13 I 1875 r., „Rozprawy i Sprawozdania
z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. II, Kraków 1875, s. VIII–IX. Już na kolejnym posiedzeniu
Kolberg mógł przekazać informację, że Kossak obiecał udostępnienie swoich zbiorów Komisji,
która wkrótce powołała go na swojego członka (Posiedzenie Komisji Antropologicznej dnia
13 III 1875 r., tamże, s. LIII).
2
Brulion listu do Akademii z 30 X 1876 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 659–660
(rkp. w zbiorach BN PAU i PAN, sygn. 2185/4, k. 2–3), dołączony spis akwarel z Muzeum im.
Dzieduszyckich obejmuje 105 pozycji (tamże, k. 4–5). Inna wersja redakcyjna sprawozdania
i tegoż spisu akwarel zachowała się w Muzeum Etnograficznym w Krakowie (Arch. MEK, sygn.
II/226, nr inw. I/3051 RKP). Brulion spisu rycin z Ossolineum w zbiorach BN PAU i PAN, sygn.
2184, k. 300 (21 pozycji).

276

�wspomagać mieli prace Sekcji swoimi materiałami opracowanymi według
wskazanego wzoru. Taką siatkę pomocników zamierzano utworzyć we
wszystkich trzech zaborach. Dzięki operatywności Kopernickiego kwestionariusz Sadowskiego został już w 1875 roku rozesłany do wskazanych osób.
Każdy z członków został też zobowiązany do pozyskiwania chętnych do
współpracy, bowiem przez cały okres swojej działalności Sekcja Etnologiczna opierała swoje badania na korespondentach. W pracach terenowych
spodziewano się udziału „przede wszystkim światłych duchownych wszelkiego obrządku, lekarzy i nauczycieli”, przy czym zaznaczano: „wszakże
i każdy obywatel ziemski miałby tu łatwą sposobność przysłużenia się publicznej sprawie tą naukową pomocą”1. Odzew społeczny na apel Komisji
i przebieg akcji zbierackiej okazały się zadowalające. Dzięki aktywności
korespondentów i napływowi licznych materiałów można było podjąć ich
planową publikację w wydawnictwie Akademii. Liczba nadsyłanych prac
etnograficznych dwukrotnie przewyższała ilość materiałów pozyskanych
przez dwie pozostałe sekcje Komisji, można więc sądzić, że impuls nadany
przez Sekcję Etnologiczną decydująco wpłynął na ożywienie ruchu ludoznawczego, zwłaszcza w Galicji.
Dorobek Komisji Antropologicznej znalazł swoje stałe miejsce publikacji
w wydawanym jej staraniem od roku 1877 (do 1895) roczniku pt. „Zbiór
Wiadomości do Antropologii Krajowej”. Był on podzielony na trzy części
odpowiadające profilem trzem sekcjom Komisji. W każdym roczniku sąsiadowała więc problematyka z trzech dziedzin wiedzy, które wówczas ściślej
wiązano ze sobą jako skupione na wspólnym przedmiocie badań, tj. na
człowieku, jego życiu i kulturze. Dział III przeznaczony był na materiały
etnograficzne; zamieszczano w nim napływające z terenu prace, uprzednio
ocenione i odpowiednio zredagowane. Zakres badań obejmował wprawdzie wszystkie ziemie dawnej Rzeczypospolitej, szczególną uwagę zamierzano jednak poświęcić jej Kresom Wschodnim. W niepodpisanym wstępie do pierwszego rocznika jego autor, Józef Majer, powtórzył w skrócie
główne tezy programowe Komisji, zaznaczając przy tym, że prace „zmierzać mają do badania ludności ziem polskich, a zwłaszcza północnych
Posiedzenie Komisji Antropologicznej dnia 5 III 1875 r., „Rozprawy i Sprawozdania
z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. II, s. XXXV. Część korespondentów zostawała członkami
przybranymi Komisji, choć nie posiadali oni stopni naukowych i członkostwa Akademii.
Wybierani byli na posiedzeniach Komisji, a następnie zatwierdzani przez Wydział.
1

277

�i północno-wschodnich stoków Karpat”1. Nie bez znaczenia było tu z pewnością świadome podkreślenie przynależności tych ziem do Polski, mimo
utraty niepodległości. Z czasem, gdy materiałów ruskich napłynęło sporo, Sekcja Etnologiczna zwróciła swoje apele w stronę Wielkopolski i Śląska, skąd w latach wcześniejszych nie było ich wiele2. „Zbiór Wiadomości
do Antropologii Krajowej” był pierwszym polskim czasopismem naukowym, w którym etnografia i folklorystyka znalazły swoje stałe miejsce.
Redaktorem rocznika został Izydor Kopernicki, sekretarz Komisji. Kolberg jako przewodniczący Sekcji Etnologicznej miał decydujący udział
w przygotowaniu do druku materiałów etnograficznych, przeznaczonych
do działu III, i ściśle współpracował w tym zakresie z Kopernickim. Odpowiadając za ten blok tematyczny czasopisma, miał stały wgląd w prace
etnograficzne napływające do Komisji. Recenzował artykuły przeznaczone do druku, wprowadzał poprawki redakcyjne, propozycje zmian i uzupełnień, wskazywał niedostatki i mocniejsze strony opracowania, wyrażał
swoją wiążącą opinię, oceniając studia innych autorów, najczęściej amatorów, rekrutujących się spośród księży, nauczycieli, lekarzy, urzędników
i ziemian. Udzielał wskazówek, zachęcał ich do pracy i dalszych badań,
podpowiadając problematykę, dzieląc się swoim doświadczeniem badacza
terenowego i promując w ten sposób chętnych do pracy i wzorujących się
na nim zbieraczy. Służył im radą i zachętą, a autorów prac pozytywnie
ocenianych rekomendował niejednokrotnie na członków przybranych
Komisji Antropologicznej. Obok działań programowych dotyczących badań etnograficznych Komisji podejmował także działania werbunkowe,
wykorzystując swoje rozległe kontakty i znajomości z podróży. W efekcie
zawiązywała się często współpraca naukowa, owocna nie tylko dla prac
Komisji, ale także dla Kolbergowskiego dzieła. Pozyskany członek Komisji
i autor zasilał swoimi pracami dział etnograficzny „Zbioru Wiadomości do Antropologii Krajowej”, a Kolberg korzystał z materiałów autora, przysyłanych niekiedy specjalnie dla jego Ludu, nieprzeznaczonych
do publikacji w roczniku. Charakter takiej opieki naukowej Kolberga
1
„Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej”, T. I: 1877, s. VIII. Badania te miały dotyczyć ludności „I. pod względem śladów ich najdawniejszego pobytu i życia w czasach przedhistorycznych; II. pod względem cech fizycznych, odznaczających obecnie właściwość szczepową, plemienną i narodową; III. pod względem właściwości duchowych, stosunków społecznych, zwyczajów i obrzędów”.
2
Por. E. Jaworska Działalność folklorystyczna Komisji Antropologicznej…, s. 154.

278

�i współpracy w dostarczaniu materiału dla niego dokumentuje korespondencja z lat 1876–1886 z kieleckim etnografem i historykiem, księdzem
Władysławem Siarkowskim (1840–1902), stanowiąca znakomity przykład
obustronnego zaangażowania 1. Mieszkający w Kielcach od 1866 roku autor prac poświęconych Kielecczyźnie znalazł się w gronie kandydatów
na współpracowników Sekcji Etnologicznej. W styczniu 1876 roku Kolberg skierował do niego list z propozycją współpracy z Komisją Antropologiczną, poszukującą korespondentów terenowych, którzy zbieraliby
materiały zgodnie ze wspomnianą instrukcją Sekcji. Oryginał tego listu
zaginął, lecz zachował się fragment końcowy brulionu, w którym Kolberg
przedstawił adresatowi warunki publikacji w wydawnictwach Akademii. Siarkowski propozycję przyjął z wdzięcznością i zobowiązał się do
współpracy. W dalszej korespondencji mowa o planowanych badaniach,
posiadanych materiałach i przygotowaniu prac Siarkowskiego do druku
w rocznikach Akademii oraz o zamiarze włączenia autora w krąg jej
współpracowników. Po zapoznaniu się z pierwszymi materiałami Kolberg wraz z Kopernickim rekomendowali kieleckiego badacza na członka korespondenta Akademii i już wiosną tego roku Siarkowski został
członkiem przybranym Komisji Antropologicznej 2. Kolberg pomagał mu
w opracowaniu materiałów etnograficznych z okolic Kielc, wydanych
później w „Zbiorze Wiadomości” w latach 1878–1885 3. Siarkowski informował o swoich planach, zbiorach i postępie prac, Kolberg podawał
wskazówki dotyczące sposobu ich opracowania redakcyjnego, radził położyć nacisk na zbieranie informacji szczegółowych bez ich interpretacji
1
Zob. A. Skrukwa Władysław Siarkowski – współpracownik Oskara Kolberga, w: W świecie pieśni i bajki. Studia folklorystyczne, pod red. R. Górskiego i J. Krzyżanowskiego, Wrocław
1969, s. 247–257. Współpracę tę oraz rękopiśmienny materiał Siarkowskiego zachowany w archiwum Kolberga omawia także E. Antyborzec we wstępie do tomu Kieleckie. Suplement do tomów 18–19 (DWOK T. 76), s. XII–XVII. Zob. też listy Kolberga i Siarkowskiego z lat 1876–1886,
Korespondencja… cz. I, II i III (DWOK T. 64–66).
2
Zob. brulion listu do W. Siarkowskiego z 20 I 1876 r., Korespondencja... cz. I (DWOK
T. 64), s. 557. Siarkowski został wybrany na posiedzeniu Komisji Antropologicznej dnia 31 maja
1876 r. (zob. „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. III, 1876, s. XLVI
i L–LI).
3
W „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej” (w dziale III, etnologicznym) ukazały się trzy prace Siarkowskiego: najobszerniejsza pt. Materiały do etnografii ludu polskiego
z okolic Kielc, T. II: 1878, s. 209–259,, T. III: 1879, s. 3–61, T. IV: 1880, s. 83–184 oraz Zagadki
ludowe z różnych miejscowości guberni kieleckiej, T. VI: 1882, s. 3–29 i Materiały do etnografii ludu polskiego z okolic Pińczowa, T. IX: 1885, s. 3–72.

279

�i analiz, pośredniczył w przekazywaniu materiałów Akademii. M.in. pisał
w 1877 roku, że odebrał pracę Siarkowskiego przedstawioną następnie
Akademii,
[…] która, jak to zwykle bywa w takich razach, udzieliła mi ją na powrót do przejrzenia i porobienia uwag, jakie uznam za stosowne. Wybacz zatem, Szan[owny]
Ks[ięże] Dobr[odzieju], że znając wymagania i formę publikacji naszej Akademii,
pozwoliłem sobie w manuskrypcie Jego zmienić porządek niektórych rozdziałów, dać odpowiednią temu numerację i intytulację przedmiotów, wykreślić
kilka pieśni (zwłaszcza drobniejszych rozmiarów i mniejszego znaczenia), które
pomieszczone już były bez żadnej zmiany w dawniejszych zbiorach, skrócić
niektóre Pańskie uwagi dobrze już skądinąd znane i pododawać odpowiednie
cytacje z moich dzieł i z Kozłowskiego, Wójcickiego i innych. Sądzę, że za złe
mi tego Jegomość nie weźmiesz, gdy ujrzysz rzecz w druku1.

A rok później Kopernicki przypominał Kolbergowi: „Tymczasem potrzebna tu koniecznie bytność Pańska dla ostatecznego przygotowania rękopimu ks. Siarkowskiego do druku”2. Z kolei Siarkowski dostarczał Kolbergowi materiały folklorystyczne do monografii Kieleckiego (teksty pieśni,
opowieści, przysłowia, modlitwy, opisy sobótek), które ten w niej skwapliwie wykorzystał jako wiarygodne. Zachowane w archiwum autora Ludu
rękopisy kieleckiego badacza wskazują, że udział Siarkowskiego w zakresie
dokumentacji folkloru był w monografii Kolberga znaczny.
Rekomendacji udzielił badacz także Józefowi Grajnertowi (1831–1910),
literatowi i etnografowi, znanemu sobie jeszcze z okresu warszawskiego.
Przysłane przez niego do Akademii w 1879 roku z inicjatywy i zachęty
Kolberga materiały etnograficzne z Kaliskiego zostały bardzo pozytywnie
ocenione przez Kopernickiego, a także przez Kolberga, który wsparł propozycję przyjęcia autora na członka Komisji Antropologicznej. Jako redaktor
wprowadził potrzebne poprawki, zmienił tytuł i układ treści oraz uzupełnił pracę Grajnerta o niezbędny komentarz rzeczowy i odsyłacze do wariantów. Już w roku następnym Zapiski etnograficzne z okolic Wielunia
i Radomska ukazały się w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej”, a Grajnert na wniosek Kolberga i Kopernickiego został przybranym
1

s. 15.
2

Brulion listu do W. Siarkowskiego z 19 IV 1877 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),
List Kopernickiego z 1878 roku, tamże, s. 193.

280

�członkiem Komisji1. W późniejszych latach, opracowując Kaliskie, Kolberg
odwoływał się do tej pracy, zwłaszcza przy charakterystyce ludu.
Przychylna opinia Kolberga przyczyniła się również do pozyskania dla
Komisji nowych członków przybranych w osobach: Sofrona Witwickiego
(1809–1879) z Żabiego na Huculszczyźnie, księdza grekokatolickiego i etnografa2; Władysława Przybysławskiego (1830­–1908), ziemianina, właściciela Czortowca i Uniża na Pokuciu, archeologa, etnografa i kolekcjonera
zabytków sztuki3; Władysława Kosińskiego z Wadowic (1844–1914), językoznawcy i etnografa4; Bronisława Gustawicza (1852–1915), krajoznawcy,
przyrodnika i etnografa z Krakowa5; Michała Greima (1828–1911), fotografa
i kolekcjonera starożytności z Kamieńca Podolskiego6. Wszyscy oni zbierali
materiały etnograficzne ze swoich stron, przeważnie publikowane potem
w postaci rozpraw czy studiów opisowych w wydawnictwach Akademii.
Często przekazywali też dla Komisji dary podchodzące z badań terenowych,
wykopaliskowych czy z kolekcji prywatnych. Przybysławski i Witwicki,
1
Zob. list J. Grajnerta z 14 XI 1879 r. oraz brulion listu Kolberga do Grajnerta z lutego
1880 r., tamże, s. 280–281 i s. 327–328. Zapiski ukazały się w tomie IV „Zbioru Wiadomości”
z 1880 r., na s. 285–361, a Grajnerta wybrano na członka w lutym 1880 r. (zob. „Rozprawy
i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.” T. VII, 1880, s. XVII i XXI).
2
Witwicki był autorem Rysu historycznego Hucułów (Lwów 1863), pracy wznowionej
w 1873 roku pt. O Hucułach. Rys historyczny. W 1875 roku należał do inicjatorów Oddziału Czarnohorskiego Towarzystwa Tatrzańskiego. Członkiem Komisji Antropologicznej został
w lis­topadzie 1875 roku (zob. „Rozprawy…” jw., T. II, 1875, s. LXXXIII i LXXIX).
3
Władysław Przybysławski wybrany został na członka Komisji w kwietniu 1877 roku
(zob. tamże, T. IV, 1877, s. LXII i LVI ). Był jednym z najaktywniejszych badaczy w Komisji Antropologicznej, jednocześnie równie owocnie działał w Komisji Archeologicznej, której
członkiem został wcześniej.
4
Władysława Kosińskiego wybrano na członka przybranego Komisji Antropologicznej
wiosną 1876 roku, równocześnie z Siarkowskim (zob. tamże, T. III, 1876, s. XLVI i L–LI).
5
Bronisław Gustawicz został członkiem przybranym Komisji Antropologicznej w styczniu
1882 roku (zob. tamże, T. X, 1883, s. XIX i XXV). Kolberg współredagował m.in. jego rozprawę
pt. Podania, przesądy, gadki i nazwy ludowe z dziedziny przyrody opublikowaną w „Zbiorze Wiadomości.” T. V: 1881, s. 102–186; zob. listy Kopernickiego, w których dziękuje Kolbergowi za „uwagi, notatki i uporządkowanie” rękopisu Gustawicza, deklarując, że do tych uwag
„zastosuje się w wydaniu” (Korespondencja… cz. III, DWOK T. 66, s. 696).
6
Michał Greim był twórcą fotografii przedstawiających Podole i Besarabię (widoki Kamieńca Podolskiego i innych miast, sceny rodzajowe, typy ludności). W latach 1875–1902 część
zbiorów ofiarowywał w darze Komisji Antropologicznej, której członkiem był od 1876 roku.
Zob. J.M. Dziewulska Świat Podola i Besarabii w obiektywie Michała Greima. Dary fotografii
dla Polskiej Akademii Umiejętności, „Rocznik Biblioteki Naukowej PAU i PAN w Krakowie”
R. 56: 2011, s. 378–420.

281

�podobnie jak Siarkowski, wspomagali także dzieło samego Kolberga, dostarczając mu notatek i informacji z własnych badań i wywiadów, które
wykorzystywał potem w Ludzie, i obaj gościli go u siebie, stwarzając odpowiednie warunki do pracy i wspierając jego badania i zbieranie materiałów
do monografii Pokucia, co zwłaszcza w przypadku Przybysławskiego dokumentuje obszernie korespondencja1. Brak natomiast informacji o bliższych
kontaktach Kolberga z Gustawiczem czy Kosińskim, badaczami młodszymi,
z którymi stykał się w Komisji i do których prac się odwoływał. Jest prawdopodobne, że bezpośrednio współpracował z Greimem w sprawie jego
fotografii z Podola przekazywanych Akademii, a przeznaczonych do zbiorów etnologicznych Komisji, jak np. kolekcja 39 fotografii „bardzo starannie
dokonanych ludowych typów z Podola rosyjskiego w formacie zwanym
gabinetowym oraz 3-ech widoków tamecznych miejscowości w większym
jeszcze formacie”, przedstawionych na posiedzeniu Komisji Antropologicznej 12 listopada 1875 roku2. Zapewne zbiór ten przesyłany do Akademii
oddany został w ręce Kolberga jako przewodniczącego Sekcji Etnologicznej,
podobnie jak następne z kolekcji tego autora. W kolejnych latach Greim
niejednokrotnie jeszcze ofiarowywał Akademii swoje fotografie.
Niezależnie od patronatu nad pracami Sekcji Etnologicznej, od zajęć
organizacyjnych i redakcyjnych, Kolberg sam publikował swoje artykuły
w „Zbiorze Wiadomości”, począwszy od pierwszego rocznika, gdzie drukowana była jego rozprawa poświęcona gwarze wielkopolskiej3. Przy okazji
planowanych przez Akademię edycji materiałów dialektologicznych wyłonił się wówczas problem rozdziału kompetencji Komisji Antropologicznej
i Komisji Językowej. Obu dostarczano materiały językowe, zwłaszcza zbiory
tzw. prowincjonalizmów: Antropologicznej – na podstawie wskazywanego w instrukcjach działu poświęconego mowie ludu, Językowej zaś – jako
z założenia zajmującej się dokumentacją języka. Wywiązała się dyskusja,
która z Komisji powinna zajmować się publikacją dialektyzmów, skoro
Zob. korespondencja z Witwickim z lat 1876–1878 oraz z Przybysławskim z lat 1876–
–1883, Korespondencja… cz. I–III (DWOK T. 64–66). O związanej z Pokuciem współpracy obu
badaczy z Kolbergiem zob. też wstęp A. Skrukwy w: O. Kolberg Pokucie. Suplement do tomów
29–32 (DWOK T. 81), s. X i nast.
2
Zob. „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. II, 1875, s. XXXII.
3
O. Kolberg Rzecz o mowie ludu wielkopolskiego, „Zbiór Wiadomości do Antropologii
Krajowej”, T. I: 1877, w III dziale etnologicznym: s. 3– 36; przedruk w: O. Kolberg Studia,
rozprawy… (DWOK T. 63), s. 342–388. O wydaniu tegoż w innej wersji redakcyjnej, z datą
1876 r. oraz o następnych pracach w „Zbiorze Wiadomości” będzie mowa dalej.
1

282

�przedmiotem obu od początku była „mowa ludu”. Dla ludoznawców były
to kwestie równie ważne, co znajdowało swoje odbicie w kwestionariuszach
etnograficznych i, w następstwie, w nadsyłanych pracach. Prowincjonalizmy, leksykalne materiały gwarowe, nazewnictwo, opis cech gramatycznych
i fonetycznych dialektów miejscowych, słowem, język regionu był stałym
elementem badań i dokumentacji etnograficznej. Rozprawa Kolberga o gwarze wielkopolskiej znalazła się najpierw na początku roku 1876 w Komisji
Językowej Wydziału Filologicznego, gdzie przekazano ją do oceny Władysławowi Wisłockiemu, który zakwalifikował tekst do druku1. Stamtąd przesłano ją jednak wkrótce do Komisji Antropologicznej. Tymczasem bowiem
na posiedzeniu pod koniec lutego 1876 roku swoje stanowisko w kwestii
wydawania leksykalizmów gwarowych określiła Komisja Antropologiczna.
W wyniku debaty, w której opinię swoją wyraził także Kolberg, ustalono:
[…] po uwagach wypowiedzianych w tym przedmiocie przez pp. Sadowskiego,
Teichmanna, Majera i Kopernickiego oraz pośrednio objawionym w tej mierze
zdaniu p. Kolberga stanęło na tym, że spostrzeżenia nad miejscowymi właściwościami mowy polskiej, ruskiej i litewskiej, o ile nie będą miały charakteru
wyraźnie teoretyczno-lingwistycznego, który by je tym samym kwalifikował do
Komisji Językowej, powinny być uważane jako jeden z bardzo ważnych materiałów etnograficznych i jako takie ogłaszane w dziale etnologicznym „Sprawozdań
Komisji Antropologicznej2.

Dopuszczono jednak możliwość wydawania takich materiałów w osobnych odbitkach jako publikacji należącej do obu Komisji. Ostatecznie pod
koniec maja, po wzajemnym porozumieniu się postanowiono, że mimo
nadsyłania prowincjonalizmów do obu Komisji materiały te złożą się na
publikację pt. Materiały do słownika prowincjonalnej mowy polskiej
wydawane staraniem Komisji Językowej i Sekcji Etnologicznej Komisji
Antropologicznej”3. W takiej też formie, z trzema innymi pracami ukazał
Posiedzenie Wydziału Filologicznego dnia 4 I 1876 r. oraz Posiedzenia Komisji Językowej
dnia 15 I i z 16 II 1876 r., „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Filolog.”, T. VI, 1878
(dopiero w tym roczniku sprawozdania z 1876 roku!), s. I, VI i VII.
2
Posiedzenie Komisji Antropologicznej dnia 25 II 1876 r., „Rozprawy i Sprawozdania
z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. III, 1876, s. VIII. W tym samym sprawozdaniu odnotowano,
że praca Kolberga znalazła się już w Komisji Antropologicznej, tamże, s. IX. Por. E. Jaworska
Działalność folklorystyczna Komisji Antropologicznej…, s. 164–165 i nast.
3
Posiedzenie Komisji Antropologicznej dnia 31 V 1876 r., „Rozprawy...” jw., s. XLV.
1

283

�się pierwodruk pracy Kolberga1. W innym układzie i w zmienionej wersji
redakcyjnej Rzecz o mowie ludu wielkopolskiego weszła do tomu pierwszego „Zbioru Wiadomości do Antropologii Krajowej”2, gdzie znalazły się
także te same trzy prace, które opublikowane zostały poprzednio w Materiałach do słownika prowincjonalizmów.
Z czasem powracała na nowo dyskusja i toczył się dalszy istotny spór
między folklorystami i językoznawcami; dotyczył on jednak przede wszystkim sposobu zapisywania tekstów ludowych, do czego wypadnie jeszcze
powrócić.
Nadmienić tu jeszcze należy, że w tym samym czasie – według sprawozdania Komisji Językowej – złożona w niej została inna praca Kolberga pt.
Zabytki piśmienne miasta Miłosławia w Wielkopolsce3. Ani sam tekst, ani
jego temat, geneza i późniejsze losy nie są jednak znane. Przewodniczący
Fryderyk Skobel (1806–1876), składając ją Komisji, nie wskazał referenta,
brak też informacji, co stało się z nią dalej, a nawet wzmianki, czy zgodnie
z procedurą była oceniana.
Kolberg należał również w Komisji Antropologicznej do grona jej członków – ofiarodawców. Do zbiorów etnologicznych przekazywał w formie
darów przedmioty użytkowe i akcesoria obrzędowe, a nawet teksty ludowe,
pozyskane w czasie swoich wypraw terenowych. I tak np. w 1876 roku
z podróży na Pokucie przywiózł:
a) ozdoby stroju i godła weselne (wieńce z barwinku z pozłotką, powismo, okazy
kwiatów używanych do ozdabiania korowaju); b) części stroju kobiet świątecznego; c) kilkanaście narzędzi i sprzętów domowych używanych na Pokuciu.
1
Rzecz o mowie ludu wielkopolskiego Kolberga zamieszczona została w zeszycie pt. Materiały do Słownika prowincjonalizmów polskich wydawane staraniem Komisji Językowej
i Sekcji Etnologicznej Komisji Antropologicznej w Akademii Umiejętności w Krakowie, z. I,
Kraków 1876, na s. 3–36; tam znalazły się też prace pióra W. Kosińskiego i P. Parylaka (prowincjonalizmy), obie także przekazane z Komisji Językowej, oraz Z. Glogera (nazwy weselne).
2
W niektórych egzemplarzach rocznika 1. „Zbioru Wiadomości do Antropologii Krajowej”
z 1877 r. tekst Kolberga wydrukowano w wersji identycznej jak w Materiałach, bez sygnalizowanych wyżej zmian, co było zapewne skutkiem prawie równoległych prac wydawniczych;
w połowie października 1876 r. materiały etnologiczne do „Zbioru Wiadomości” znajdowały
się już w druku (zob. Posiedzenie Komisji Antropologicznej dnia 14 X 1876 r., „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.- Przyr.”, T. IV, 1877, s. VII).
3
Zob. Posiedzenie Komisji Językowej dnia 23 III 1876 r., „Rozprawy i Sprawozdania
z Posiedzeń Wydz. Filolog.” T. VI, 1878, s. VII. Informował o tym również „Czas” 1876 (z 28 III)
w nr. 71, na s. 3. Pracy tej nie odnotowują bibliografie wydawnictw Akademii.

284

�A w roku 1877 przysłał do zbiorów Komisji „5 gadek ludowych huculskich spisanych przez niego z ust ludu w narzeczu miejscowym ruskim”
w Żabiu, też podczas podróży w 1876 roku1.
Cenną formą pomocy realizowanej przez Komisję było wspieranie badań terenowych Kolberga; z jej funduszy odbywał od roku 1875 podróże
naukowe, z których potem składał Akademii sprawozdania, o czym jeszcze
będzie mowa. Były to kwoty niezależne od dotacji Akademii przydzielanej
na druk kolejnych tomów Ludu.
Udział Kolberga w pracach Komisji Antropologicznej miał duże i wymierne znaczenie dla jego własnych studiów i opracowań kolejnych monografii. Usprawniał przepływ informacji i orientację w bieżącym ruchu naukowym, zbierackim i wydawniczym oraz aktualnej problematyce badawczej, stwarzał możliwość bezpośrednich kontaktów i dyskusji z autorami
i członkami Komisji. Z kolei ze zdaniem Kolberga liczono się powszechnie
w środowisku naukowym, a on sam dzielił się chętnie wiedzą i doświadczeniem z innymi badaczami, często amatorami i entuzjastami etnografii2,
dla których był przewodnikiem. Obustronna korzyść z tej wymiany była
bezsporna: uczestnictwo Kolberga w pracach Komisji okazało się istotne dla
jej funkcjonowania i kształtowania modelu badań na długie lata, zaś bezpośrednia styczność z ówczesnym dorobkiem naukowym Akademii przydatna
była dla jego własnej działalności badawczej i wydawniczej.
Zasadniczy kierunek ówczesnych działań Sekcji Etnologicznej, który wyznaczały prace zbierackie, gromadzenie materiału, miał swój ugruntowany cel. Podzielano tu mianowicie pogląd autora Ludu, że dopiero szeroka
i możliwie najpełniejsza dokumentacja może stworzyć bazę źródłową do
poważnych studiów analitycznych i porównawczych, a wtedy etnografia
od rzetelnego opisu, będącego jej aktualnym zadaniem, przejść będzie mogła do interpretacji. Zmiany warunków cywilizacyjnych i widoczny proces zanikania tradycyjnych form kultury utwierdzały zresztą ówczesnych
Posiedzenia Komisji Antropologicznej dnia 21 XII 1876 i 1 VI 1877 r., „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. IV, 1877, s. XXVII i LXXII. Opowieści te opublikował Kolberg w roku 1889 w części IV Pokucia (DWOK T. 32) na s. 271–294, opatrując je
tam przypisem: „Spisaliśmy je w obecności ks. Sofr. Witwickiego w roku 1876. Cztery z nich
opowiadał Hucuł Jura Skirczuk, piątą zaś fornal plebański”.
2
Zob. m.in. list do W. Dawida, nauczyciela i publicysty, z 10 IV 1883 r., Korespondencja…
cz. III (DWOK T. 66), s. 42–43, w którym na prośbę adresata Kolberg podaje listę 16 badaczy
i autorów publikujących prace etnograficzne w wydawnictwach Akademii.
1

285

�badaczy, podobnie jak Kolberga, który wielokrotnie o tym zjawisku pisał,
w wysiłkach tym pilniejszej rejestracji ginącego świata. Stąd sama koncepcja gromadzenia materiału długo nie podlegała w Komisji zmianom,
a kolejne jej inicjatywy zmierzały przede wszystkim do opracowania systematycznego programu badań, jego korekt i sprawniejszej ich organizacji.
I tak np. do późniejszych koncepcji i działań należały: przyjęcie wniosku
Kopernickiego z 1879 roku o potrzebie zebrania materiału do projektu
mapy etnograficznej Galicji, ostatecznie niezrealizowanego, decyzja z 1884
roku o niedrukowaniu w „Zbiorze Wiadomości” tekstów o treści rażąco
obscenicznej i pochodzenia wyraźnie nieludowego, ale ich gromadzenie do
naukowego wykorzystania, czy uchwalony w 1886 roku projekt, poparty
przez Kolberga, podjęcia systematycznych badań w całym kraju, zamiast
ogłaszania materiałów „dorywczo opracowanych” i preferujących pieśni
kosztem obrzędów, bajek czy wierzeń oraz nierównomiernie reprezentujących poszczególne regiony. Przygotowaniem takiego planu miał zająć się
komitet złożony z Kolberga, L. Malinowskiego, W. Kosińskiego, B. Gustawicza i I. Kopernickiego1.
W Komisji rozumiano też etnografię – podobnie jak Kolberg – jako
naukę nową, stopniowo się usamodzielniającą i autonomiczną, lecz także
bezpośrednio związaną z historią i lingwistyką i przydatną głównie dla
nich, a także dla archeologii i psychologii2. Postulowano jednak badania
nad ludem w duchu pozytywistycznego obiektywizmu, bez romantycznego aprioryzmu w doszukiwaniu się w jego kulturze śladów archaicznej
przeszłości narodu. Przedmiotem badań etnograficznych miała być rzeczywistość teraźniejsza, a ich celem – zebranie jak najbogatszego autentycznego materiału współczesnego. Kolekcjonowanie materiałów w głównej
mierze przez amatorów i entuzjastów twórczości ludowej praktykowane
było coraz powszechniej, a metody badawcze Kolberga stały się wzorem
dla ówczesnych ludoznawców. Jego koncepcje i przykład działalności
Zob. Posiedzenia Komisji Antropologicznej dnia 6 VI 1879 r., 8 III 1884 r. i 11 XI 1886 r.,
„Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, odpowiednio: T. VI, 1880, s. LXXXII;
T. XI, 1884, s. CIV–CV; T. XV, 1887, s. LXXIV.
2
Pogląd ten podzielał i uzasadniał także J. Karłowicz. W swoim Poradniku dla zbierających rzeczy ludowe (Warszawa 1871) pisał: „Językoznawstwo (filologia porównawcza, lingwistyka), mitologia (wiaroznawstwo) i ludoznawstwo (etnografia) czerpią bezpośrednio i żyją
prawie wyłącznie ze źródła rzeczy ludowych; dzieje, starożytnictwo (archeologia), dzieje prawodawstw, estetyka, poezja i muzyka bardzo z niego korzystają”. Opinię tę rozwijał w ciągu
dalszym Poradnika (s. 4–7).
1

286

�zbieracko–wydawniczej odcisnęły się na wiele lat na dorobku Komisji i ówczesnego ludoznawstwa. Elżbieta Jaworska pisze:
Dorobek Komisji tworzą badacze terenowi, którzy cel swój widzą w gromadzeniu materiałów ludoznawczych, a nie w ich interpretacji. Ten typ badań,
dominujący w drugiej połowie XIX wieku, ukształtowany został pod wpływem Kolberga. Jego poglądy na zadania i metody badawcze etnografii stały
się własnością ogółu ludoznawców i są reprezentatywne także dla środowiska
krakowskiego. W koncepcjach Kolbergowskich mieści się od początku działalność folklorystyczna Komisji Antropologicznej. O aprobacie Akademii dla badań
Kolberga świadczy przyznawanie zasiłków na wydawanie Ludu i wybór uczonego na członka Akademii Umiejętności oraz powierzenie mu funkcji pierwszego
przewodniczącego Sekcji Etnologicznej1.

Szczególne znaczenie miała dla Kolberga ścisła współpraca z Kopernickim, zwłaszcza w Komisji Antropologicznej. Ten wybitny uczony krakowski, lekarz z wykształcenia, współtwórca wraz z Majerem podstaw polskiej
antropologii i ośrodka badań w Krakowie o znaczeniu europejskim, a ponadto etnograf, zbieracz i wydawca tekstów ludowych, badacz ludności Galicji i Górali wschodniokarpackich, wysoko oceniał prace autora Ludu i był
z nim zaprzyjaźniony. Więzy te zacieśniły się, gdy Kopernicki został sekretarzem Komisji w 1875 roku i od początku bardzo zaangażował się w prace
Sekcji Etnologicznej, którą kierował Kolberg. Wspierając go, pozyskiwał
korespondentów terenowych, na których opierała się działalność Sekcji,
rozsyłał kwestionariusze, zgłaszał ważne postulaty badawcze, dotyczące
np. wspomnianej mapy etnograficznej Galicji czy sposobu wydawania tekstów ludowych. Jako sekretarz Komisji Antropologicznej opiekował się też
wydawnictwami wszystkich trzech Sekcji, więc i działem etnograficznym
„Zbioru Wiadomości”. Jego ogromny wkład w porządkowanie i opracowanie do druku materiałów ludoznawczych, często przygotowanych przez korespondentów niestarannie lub po dyletancku, był przeważnie anonimowy2.
Kolberg miał więc w osobie Kopernickiego niezastąpionego pomocnika,
doradcę i zastępcę w sprawach merytorycznych, wydawniczych i organizacyjnych. Udzielał on autorowi Ludu wsparcia dla jego własnych prac,
E. Jaworska Działalność folklorystyczna Komisji Antropologicznej…, s. 147–148.
O pracach Kopernickiego w Komisji Antropologicznej zob. m.in. E. Jaworska, tamże,
s. 172–181.
1
2

287

�w razie potrzeby pośredniczył między Modlnicą a drukarnią czy Akademią,
był powiernikiem w trudnych sprawach, a miało się okazać, że także oddanym opiekunem pod koniec życia. W zachowanej korespondencji datującej się od 1876 roku udokumentowana jest serdeczna osobista relacja obu
badaczy, ich ścisła współpraca i głębokie wzajemne zrozumienie. Było to
tym cenniejsze, że Kolberg stopniowo zmniejszać musiał swoje zaangażowanie w działalność Sekcji, gdyż coraz bardziej pochłaniały go prace nad
Ludem, które wymagały wielotorowych działań zbieracza, dokumentatora,
redaktora, wydawcy i kolportera. Ponadto w latach późniejszych toczyły się
one równolegle nad kilkoma monografiami. Badacz musiał podołać tym
wyzwaniom sam, mimo życzliwości i pomocy otoczenia, działając właściwie jak rozbudowana instytucja. Funkcję przewodniczącego Sekcji Etnologicznej i członka Komisji Archeologicznej sprawował jednak dożywotnio.
XIV
[Publikacje poza Ludem z lat 1871–1872: Obrazy Słowiańszczyzny południowej, Figury przydrożne, Rzecz o obchodach weselnych. – Kontynuacja prac
nad Krakowskiem. – Śmierć matki w 1872 r. – Korespondencja z bratową,
Karoliną Kolberg – łącznikiem z rodziną w Warszawie. – Krakowskie cz. I–
–IV z lat 1871–1875 jako modelowa monografia Kolberga.]

Pracując intensywnie nad Krakowskiem na początku lat siedemdziesią­
tych, przygotowywał Kolberg równolegle inne publikacje. Krótko przed
opuszczeniem Warszawy opracował obszerne studium etnograficzne pt. Obrazy Słowiańszczyzny południowej, które ukazało się w warszawskiej
„Gazecie Polskiej” w latach 1871–18721. Jego geneza jest dość zagadkowa.
Kolberg nie tylko nie wspomina nigdzie o zamiarze napisania obszernej
pracy o takiej tematyce, ale też nie wymienia jej w swoich notatkach autobiograficznych, bibliograficznych, opisie materiałów. W korespondencji
odnajdujemy jedynie dwie odnoszące się do niej formalne wzmianki, kierowane do Kolberga już do Krakowa: informację Wilhelma Kolberga pośredniczącego po wyjeździe Oskara w jego interesach warszawskich
1
O. Kolberg Obrazy Słowiańszczyzny południowej. Z rozmaitych źródeł skreślił…,
„Gazeta Polska” 1871, nr 77–87; 1872, nr 1–7, 42– 43, 109–110, 133–136, 176–179. Przedruk
w: O. Kolberg Studia, rozprawy… (DWOK T. 63), s. 26–258.

288

�o obiecanej przez redaktora „Gazety Polskiej”, Józefa Sikorskiego, sukcesywnej przesyłce egzemplarzy artykułu drukowanego przez niego w tym
czasopiśmie oraz zapowiedź Sikorskiego o przekazaniu Kolbergowi pozostałej części należnego honorarium za jego pracę1. W czasie swojej podróży
do Słowenii i Chorwacji, odbytej w 1857 roku, badacz zainteresowany był
przede wszystkim folklorem muzycznym; nic nie wskazuje na tak szeroki
plan obrazu etnograficznego różnych grup etnicznych Słowian południowych, jaki przynosi praca. Może wówczas trafił na niektóre przywoływane
w niej dzieła, brak jednak na ten temat informacji. Być może publikacja
była wynikiem poszukiwania środków materialnych w bardzo trudnym
okresie po zakończeniu prac nad Encyklopedią powszechną, gdy zabrakło
honorariów autorskich od S. Orgelbranda, a zaprzyjaźniony Józef Sikorski
wystąpił z propozycją druku jako formą pomocy finansowej. Nie jest też
wykluczone, że Kolberg zamierzał poprzez tę publikację zdyskontować zebrane materiały.
Studium, opatrzone podtytułem: Z rozmaitych źródeł skreślił…, ma
charakter kompilacyjny, przy czym status źródłowy tekstu jest bardzo
skomplikowany. Kolberg oparł się na drugiej edycji pracy węgierskiego
autora Johanna Schustera Illyrien und Dalmatien oder Sitten, Gebräuche und Trachten der Illyrier und Dalmatier, und ihrer Nachbarn. Aus
dem Französischen des Herrn Breton übersetzt von […] wydanej w Lipsku w 1830 roku pod pseudonimem Janus Pannonius. Jest to przekład na
niemiecki dzieła francuskiego autora, J.B. Bretona de la Martinière, które
zostało wydane w Paryżu w roku 1815 i które jest z kolei uzupełnionym
o nowe informacje przekładem pracy B. Hacqueta (1777–1852), lekarza,
przyrodnika i podróżnika, pt. Abbildung und besschreibung der Sudwestund Ostlischen, Wenden, Illyrer und Slaven…, opublikowanej w Lipsku
w 1801 roku. Tak więc prymarnym źródłem jest dzieło Hacqueta, kolejnym
– rozszerzone tłumaczenie francuskie Bretona, następnym dopiero, a bezpośrednim dla Kolberga, niemiecki przekład z francuskiego opracowany
przez Schustera (Pannoniusa). Kolberg dokonał bardziej lub mniej dokładnego przekładu prawie całego tekstu Schustera, za którym odwoływał się
do Bretona i Hacqueta, oraz uzupełnił ten podstawowy materiał (z końca
XVIII wieku) o opisy, informacje i pieśni z XIX-wiecznej (z lat 1830–1870)
1
Zob. list Wilhelma Kolberga z 15 II 1872 r. oraz Józefa Sikorskiego z 17–18 IV 1873 r.,
Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 414 i 448–449.

289

�literatury zachodnioeuropejskiej, słowiańskiej i polskiej, którą wykorzystał
w rozmaity sposób, w formie cytatów, komentarzy lub tylko wzmianek
czy not bibliograficznych. Przywołał w ten sposób prawie 70 publikacji
z około stuletniego okresu badań, przy czym blisko połowa z nich stanowi
odesłania wtórne za źródłem cytowanym. Do tekstu dołączył też pewną
ilość pieśni ze słowiańskiego południa w przekładzie polskim oraz kilka
z zapisów własnych. Cykl „obrazów” jest więc studium panoramicznym,
erudycyjnym, które wymagało z pewnością sporego nakładu pracy i jako
próba opisu tamtejszych grup etnicznych ma znaczenie historyczne, choć
nie zostało dostrzeżone przez ówczesnych badaczy. Publikacja ta dokumentuje też żywotność zainteresowań Kolberga kulturą Słowian południowych.
Wyjątkowej tematyce – kapliczkom i krzyżom stawianym przy drogach
– poświęcony jest artykuł Kolberga z 1872 roku pt. Figury przydrożne1,
który stanowi rezultat rozpoznawania topografii i historii okolic Modlnicy,
zapewne nie bez udziału Konopków. Rysunki do pięciu dołączonych do
tekstu drzeworytów wykonał prawdopodobnie Tadeusz Konopka. Artykuł
o tych rzeźbach był jedną z pierwszych polskich publikacji z dziedziny
sztuki ludowej.
Już w Krakowie w roku 1872 ukazała się Rzecz o obchodach weselnych… – pierwsza publikacja Kolberga, w której szerzej wykłada on swoje stanowisko teoretyczno-metodologiczne na temat etnografii i jej zadań2.
W rozprawie tej, dokonując analizy pracy Glogera, Kolberg podkreśla
przedwczesność uogólniającej tezy autora, który stwierdza, że „na całej
przestrzeni Polski […] obrzędy, zwyczaje, pieśni i charakter ich narodowy
stanowią odrębną, obyczajową i historyczną całość”. Gloger przyznaje
Opublikował go Kolberg w „Kalendarzu Warszawskim Popularno-Naukowym” J. Ungra
na rok zwyczajny 1872, na s. 138–142, przedruk w: O. Kolberg Studia, rozprawy… (DWOK
T. 63), s. 337–341 i ryc. 6 i 7 tamże.
2
O. Kolberg Rzecz o obchodach weselnych ludu w Polsce i na Rusi, ze szczegółowym
zwrotem do dzieła „Obchody weselne” przez Pruskiego (Zygmunta Glogera), czytana na
posiedzeniu Towarzystwa Naukowego Krakowskiego przez…, „Na Dziś, pismo zbiorowe,
poświęcone literaturze, naukom, sztuce, gospodarstwu krajowemu, handlowi i przemysłowi”
1872, T. 2, s. 235–255, T. 3, s. 266–285, przedruk w: tenże Studia, rozprawy… (DWOK T. 63),
s. 259–306. Część pierwsza pracy Glogera ukazała się w Krakowie w 1869 roku, planowana
część druga nie została wydana, lecz materiały do niej autor wykorzystywał w artykułach
poświęconych obrzędowi weselnemu (m.in. w tekście pt. Weselnicy we dworze, drukowanym w J. Jaworskiego „Kalendarzu Ilustrowanym na Rok Przestępny 1876”, Warszawa [1875],
na s. 94–98, jako „wyjątek z nieogłoszonego drugiego tomu”).
1

290

�wprawdzie, że dla całościowego obrazu potrzebne są opisy „szczegółowe”,
ale wobec stwierdzenia kulturowej jednorodności na całym obszarze Polski
stopień szczegółowości badań praktycznie nie ma już dla niego decydującego znaczenia. Nie negując poglądu Glogera o „odrębnej całości”, Kolberg
przede wszystkim wskazuje, że materiał źródłowy, na którym ten się oparł,
jest niewystarczający. Rozumie, że autor nie był w stanie „wywiązać się
w całej obszerności z położonego w ten sposób przez siebie zadania”, jakim
było syntetyczne ukazanie obrzędów weselnych w Polsce i na Rusi. Pisze, że
w jego pracy „brak wielu nawet ważniejszych (wedle naszego mniemania)
szczegółów i odmian, spowodowany, jak to zaraz wykażemy, niedostatecznością materiałów, z których korzystał”1. Wskazując kolejno te niedostatki, sprzeciwia się przedwczesności generalizujących sądów i interpretacji,
które poprzedzić winny wszechstronne, cząstkowe i systematyczne badania
o charakterze dokumentacyjnym. Dopiero na ich podstawie powinna nauka
formułować wnioski. Pisze:
Polska bowiem, jak każdy kraj, składała się z cząstek, z prowincji. Nim się zatem
skutecznie zdołamy rozpatrzeć po całym jej obszarze, wypada nam z konieczności zamknąć się poprzednio w ciasnym obrębie nie tylko jednej, ale każdej
z osobna prowincji i takową obejrzeć po szczególe, nie pomijając i drobniejszych cech, a tym mniej cech większego rozmiaru i znaczenia. Im mniejszą
będzie przestrzeń naszych poszukiwań (np. powiatami), tym większa urośnie
masa pozyskanych przez nas szczegółów i tym łatwiej, dokładniej i bezpieczniej dadzą się owe zbite w jedno wiadomości obejrzeć i opracować. Zbiorowe
dopiero a systematyczne części tak opracowanych zestawienie i porównanie
ukaże całość bez skazy i doprowadzić będzie mogło do wniosków ogółowych
i do pożądanego badań wypadku2.

Zdaniem Kolberga dostrzegane „niby czarne plamy liczne szczerby
w opisach pojedynczych ziem, których monografii dotąd nie skreślono”3,
uniemożliwiają wiarygodne prace porównawcze, a tym samym naukowy
obraz całości. Recenzent docenia wkład pracy i dociekliwość Glogera, zauważa jednak, że wbrew zakładanej przez autora tożsamości i jednolitości
omawianych zjawisk kulturowych zebrany przez niego samego materiał
O. Kolberg Rzecz o obchodach weselnych… (DWOK T. 63), s. 262.
Tamże, s. 262–263.
3
Tamże, s. 263.
1
2

291

�porównawczy wskazuje często nie podobieństwa, lecz różnice istotne dla
etnografa. W badaniach etnograficznych postuluje jako podstawę zgromadzenie odpowiedniego materiału:
Nim atoli do zadowalniających rezultatów dojść będzie można, starać się
potrzeba (zdaniem naszym), obok prac przygotowawczych, o nagromadzenie jak największej ilości zasobów, mianowicie z okolic etnograficznie mniej
znanych, o zestawienie systematyczne wszelkich różnic, odmian i drobnych
odcieni i o metodyczne ich porównanie. Działanie takie przyczyni się do łatwiejszego wyśledzenia, co w wyobrażeniach, pieśniach i zwyczajach jest
specyficzną własnością miejscowości, powiatu, prowincji, plemienia (dajmy
na to: słowiańskiego), a co i w jakiej dozie naleciałością obcego plemienia,
narodu, prowincji itd. […] Stąd też etnograf i w ogóle wszelkiego rodzaju badacz żadnym, by najmniejszym, gardzić nie powinien szczegółkiem (byle tylko autentyczność jego nie ulegała zaprzeczeniu) […]. Ileż to razy zdarzało się,
że na sztucznej, acz pozornie szerokiej podstawie budowano teorie, od powiewu gruntownej nauki kruszące się jak zamki na lodzie, gdy tymczasem
taż sama nauka zdołała oprzeć się niekiedy trwale, jak na granitowych opokach, na drobnych ziarenkach, na pyłkach w szczęśliwej odszukanych chwili1.

W dalszym ciągu Kolberg wyraża przekonanie o konieczności przygotowania teoretycznego, poprzedzającego wnioski porównawcze, tj. przyswojenia sobie terminologii, wyrobienia orientacji w pojęciach takich jak
„tożsamość, wspólność, jednolitość, bliskość, podobieństwo, odcień, odmiana, różnica, odrębność, przeciwieństwo itp. […], wariant, wersja, motyw itd. […]”2. W obszernym materiale analitycznym podaje przykłady ich
zastosowania w opisie sytuacji obrzędowych oraz analizie tekstów im towarzyszących, które zestawia pod względem zbieżności lub zróżnicowania w zakresie funkcji, treści i formy, występujących realiów, rekwizytów,
symboliki (np. kołacz i korowaj, kosa i warkocz, sadowienie na posadzie
i na dzieży, czepek i zawój, czyli namitka). Wskazuje znaczenie symboliczne roślin (ruty, barwinku, mięty, lilii, kaliny, jabłoni), ptaków, wianków,
chleba, pieniądza, pierścienia, wieńca, ręcznika lub chustki itd. Zwraca uwagę na wędrowność i zmienność form i elementów obrzędowości
weselnej, pieśni czy obchodów za sprawą m.in. migracji wewnętrznych
szlachty, a także ludu, np. osadników, pątników, dziadów, flisów, służby
1
2

Tamże, s. 265.
Tamże, s. 266.

292

�dworskiej itd., czego efektem są dostrzegane czasami w badaniach i materiale podobieństwa w oddalonych od siebie wsiach, a różnice w blisko
siebie położonych. Podkreśla wpływ Kościoła na obrzędowość weselną,
ale i obecność niektórych reliktów pogańskich, które pozostały jako nietępione przez duchownych, bo niepozostające w sprzeczności doktrynalnej.
Stwierdza, że zmienna pozostaje również funkcja, np. jedne pieśni śpiewane są powszechnie przy weselu i ściśle z nim związane, inne nie należą do
stałego repertuaru obrzędowego. Podobnie elementy stanowiące rezultat
wpływów obcych, tak jak i rodzime, samorodne, w ustach ludu ulegają
„przeróbkom, kalectwu, zepsuciu”, „bo gdzież jest prawo, które by rzeczy
ustnej, a tak ruchliwej stanowczość sakramentalną nadać i trwałość zapewnić bez skazy było w stanie?”1
Dokładny przegląd treści według rozdziałów recenzowanej pracy osadza Kolberg na szerokim tle etnograficznym i historycznym dawnej Rzeczypospolitej, odwołując się przy tym do literatury polskiej i europejskiej. Rozprawa znakomicie dokumentuje wyniki trzydziestoletniej pracy badawczej
Kolberga jako zbieracza i źródłoznawcy, pozyskane przez niego ogromne
doświadczenie i wiedzę w zakresie obrzędowości weselnej, którą interesował się szczególnie. Ukazuje też horyzonty naukowej refleksji Kolberga,
który w swoich pracach wyznaczył dalekosiężne perspektywy dla etnografii
jako „nauki nowej”, jak ją określił w 1865 roku2, a jednocześnie z pokorą
badacza określił dla siebie i swojego pokolenia zadanie wtedy pierwszorzędne, jakim było zebranie odpowiedniego zasobu źródeł dla późniejszych
analiz i syntez.
Formułując i uzasadniając na podstawie analizy pracy Glogera swoje
stanowisko badawcze, jest już Kolberg w trakcie pracy nad Krakowskiem,
monografią, która wyznaczy dalszy zaawansowany etap kształtowania się
jego metody pracy i wzorca monografii regionalnej. Ma za sobą lata pracy
terenowej, bezpośredniego obcowania z folklorem, studiów i doświadczeń
zbieracza i wydawcy, które pozwalają mu na własne oceny i wnioski.
Już krótko po przeniesieniu się w okolice Krakowa Kolberg dotkliwie
uprzytomnił sobie cenę emigracji z Warszawy i rozstania z najbliższymi.
8 stycznia 1872 roku zmarła matka Oskara, z którą zarówno on, jak i jego
Tamże, s. 305.
W cytowanym wyżej liście do J. Blizińskiego z 13 IV 1865 r., Korepondencja… cz. I (DWOK
T. 64), s. 116.
1
2

293

�bracia, Wilhelm i Antoni, byli bardzo związani. Kolberg nie pojechał na
pogrzeb, który odbył się 10 stycznia; nie zdążyłby na czas, ponadto nie
miał ważnego paszportu, koniecznego do przekroczenia granicy zaboru
rosyjskiego. W listach rodzinnych postać matki wspominana jest zawsze
z ciepłem i czułością jako osoby opiekuńczej, troskliwej, bez reszty oddanej
rodzinie, dzielącej jej wszystkie zmartwienia i kłopoty, scalającej bliskich
we wspólnym kręgu. Po otrzymaniu od Wilhelma wiadomości o jej śmierci
Kolberg napisał do brata:
Straty matki, mimo od dawna przewidywanej jej śmierci, nic nam wynagrodzić
nie zdoła, tym bardziej takiej matki, jaką była nasza, a wielki po niej żal pozostałych jest rzeczą bardzo prostą. Chciałbym Cię pocieszać, a czuję dobrze, ile
sam potrzebuję tej pociechy. Po takim ciosie blednąć musi wszelki inny, jaki
kogokolwiek spotkać może1.

Ostatnie chwile życia zmarłej opisała mu obszerniej wspomniana już
jej wychowanica i bratanica Oskara, Karolina Gallasch, wtedy już także
bratowa Oskara2. Antoni Kolberg rozwiódł się z pierwszą żoną Eleonorą
w 1868 roku, a trzy lata później, w październiku 1871 roku ożenił się z Karoliną. Ślub był pospieszny i utrzymany w tajemnicy, ponieważ ich pierwsza
córka, Antonina, urodziła się w kwietniu 1872 roku 3. Ta skomplikowana
sprawa rodzinna, napomykana jedynie lub pokrywana milczeniem w korespondencji, była – jak wynika z lakonicznych wzmianek w listach Wilhelma i Karoliny z tych lat – obok innych kłopotów rodzinnych, poważnym
zmartwieniem dla zmarłej matki i babki, poczuwającej się do odpowiedzialności zarówno za syna Antoniego, jak i swoją wychowankę Karolinę. Obszerne listy tej ostatniej, wskazujące na głębokie przywiązanie do Oskara,
odwzajemniane zresztą w równie serdecznych odpowiedziach do bratowej,
przynoszą mu przez lata krakowskie najobszerniejsze relacje o warszawskiej rodzinie, znajomych, czasem także o kulturalnym życiu miasta. Był
to najżywszy kontakt Kolberga z warszawską rodziną także w następnych
1
Zob. listy Wilhelma Kolberga z 8 i 21 I 1872 r. oraz brulion listu Oskara do Wilhelma z 4 II
1872 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 400–401 i 408.
2
List Karoliny z 21 I 1872 r., tamże, s. 403–404. Zob. też list Antoniego Kolberga z 23 I 1872 r.,
tamże, s. 406.
3
Jako datę urodzin Antoniny Kolberg przyjęto 2 kwietnia 1872 r. W sprzeczności z nią pozostaje wypowiedź Wilhelma Kolberga w liście do Oskara, z 12 grudnia 1871 roku, która wskazuje na wcześniejsze narodziny Antoniny jeszcze przed ślubem rodziców (tamże, s. 398–399).

294

�latach, zwłaszcza po śmierci Wilhelma w 1877 roku. Przetrwał z różnym
natężeniem do końca życia autora Ludu.
Na ten trudny okres przypada intensywna praca Kolberga nad edycją
czterotomowego Krakowskiego, która zamknęła się w pięciu latach: część
pierwsza ukazała się w 1871, część druga w 1873, dwie kolejne odpowiednio w 1874 i 1875 roku. Dopełniają je wydane współcześnie trzytomowe
suplementy, w których zebrano zachowany krakowski materiał rękopiśmienny, nieopublikowany przez Kolberga. Krakowskie było trzecią po
Sandomierskiem i Kujawach monografią regionalną, zaplanowaną w ramach całościowego panoramicznego programu wydawniczego Kolberga,
najpierw jako tomy 5–7 Ludu, ostatecznie jako tomy 5–8. Ukazała ona kolejny, dojrzały już etap dokumentacji kultury ludowej wybranego regionu
w opracowaniu Kolberga. Była monografią modelową, zarówno ze względu
na bogactwo materiału, zakres tematyczny przedstawianych zagadnień, jak
i metody wykorzystania źródeł, warsztat zbieracza i wydawcy oraz miejsce folkloru w ogólnym obrazie regionu. Prezentowała najpełniej przyjęte
przez Kolberga założenia teoretyczno–metodologiczne i egzemplifikowała
je na obszernym własnym materiale pozyskanym podczas bezpośrednich
eksploracji terenowych oraz na bogatej, wielostronnie wykorzystywanej
literaturze przedmiotu. Stanowiła też odbicie korzystnych możliwości pracy
badawczej Kolberga w terenie oraz rozległości studiów źródłoznawczych,
które umożliwił mu stały pobyt pod Krakowem.
Zasięg regionu omawianego w tej monografii odpowiadał założeniom
Kolberga, postulującego, m.in. w przywoływanej wyżej recenzji pracy Glogera, przyjęcie „mniejszej przestrzeni badań” dla śledzenia zjawisk kulturowych jako gwaranta ich szczegółowości i dokładności. Krakowskie obejmuje bowiem praktycznie obszar niewielki w stosunku do całego regionu,
tj. najbliższe okolice Krakowa. Podobnie postąpił badacz w poprzednich
monografiach, obejmujących w Sandomierskiem i Kujawach nieduże
stosunkowo „prowincje”. Dalsze połacie regionu krakowskiego planował
Kolberg przedstawić w osobnych monografiach1. Skoncentrowanie się na
terenach podkrakowskich w jednej monografii uznał za celowe ze względu
na reprezentatywność materiału z nich pozyskanego dla obrazu regionu,
1
Por. brulion listu do Augusta Bielowskiego z 15 III 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK
T. 64), s. 302–304. Por. też E. Millerowa, A. Skrukwa „Krakowskie” Oskara Kolberga… (DWOK
T. 73/I), s. XIII–XIV.

295

�którą oceniał na podstawie niezwykle bogatej zebranej w trakcie badań
dokumentacji źródłowej. Rozpoczynając rozdział „Kraj” w części I, pisał:
Okolica stanowiąca przedmiot moich poszukiwań składa się, prócz samego
Krakowa, z ziemi b. okręgu wolnego miasta, a następnie W. Ks. Krakowskiego
oraz z dwóch przyległych jej wąskich pasów nadgranicznych, z których jeden
ciągnie się długim szlakiem od północy w Królestwie Kongresowym, drugi zaś
od południa prawym brzegiem Wisły (w Galicji)1.

Szerokość owych „pasów nadgranicznych” nie jest jednak wyraźnie wykreślona. Ostra jest jedynie granica zachodnia biegnąca historycznie między
Małopolską i Śląskiem, a wówczas oddzielająca ziemie zaboru austriackiego
od pruskiego. Nieostrość pozostałych linii granicznych wynika zresztą nie
tylko z faktu przenikania się kultur na pograniczach etnograficznych i płynności pewnych zjawisk czy cech ujawniających się niejako ponad czy mimo
granic historycznych, politycznych, administracyjnych. Przyczyna chwiejności granic leży również w tym, że Kolberg sam wykraczał poza określone
przez siebie terytorium „wąskich pasów” wzdłuż Wisły2.
Najwięcej materiału zebrał Kolberg w Modlnicy, Tomaszowicach i w samym Krakowie, a także w okolicy Wieliczki. Zapisy melodii i tekstów folkloru (pieśni, bajek, zagadek) oraz informacje i opisy etnograficzne dokonane
zostały głównie w tych ośrodkach badań. Choć noty lokalizacyjne wskazują
szereg innych miejscowości z regionu, nie zawsze muszą oznaczać pobyt
w nich Kolberga i notację na miejscu, sam zapis mógł się dokonać gdzie indziej, a owe noty informują o pochodzeniu lub miejscu zamieszkania informatorów czy śpiewaków. Znając wielokrotnie wyrażaną przez samego badacza zasadę wykorzystywania każdej nadarzającej się okazji, by zapisywać
ludowe teksty i melodie także poza miejscem ich funkcjonowania, przyjąć
można z dużym prawdopodobieństwem, że nie we wszystkich wskazanych
w notach miejscowościach sam bywał, lecz że np. w Krakowie lub w często i chętnie odwiedzanej przez gości Modlnicy czy w Tomaszowicach pozyskał materiał z innych wsi. Obok miejscowości w dawnym powiecie
O. Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. 4.
Zob. wypowiedź samego Kolberga na temat przyczyn takiego „przekraczania” granic,
tj. dla pokazania cech „Krakowiaków w najściślejszym wyrazu tego znaczeniu”, w części I Krakowskiego (DWOK T. 5), s. 107 i 115, por. też E. Millerowa, A. Skrukwa „Krakowskie” Oskara
Kolberga… (DWOK T. 73/I), s. XVI.
1
2

296

�krakowskim badacz wymienia w swojej monografii także położone w powiatach wielickim, chrzanowskim i bocheńskim, a nawet w ówczesnej guberni kieleckiej, w powiecie olkuskim i miechowskim. Brak niestety wskazówek Kolberga określających trasy podróży oraz wszystkie miejscowości,
w których prowadził badania i sporządzał notatki ze słuchu. Dokładnych
danych w tym zakresie nie da się dziś ustalić. Wiadomo jednak, że warunki
zamieszkiwania w Modlnicy, bliskość zaprzyjaźnionego dworu w Tomaszowicach, ścisłe kontakty rodzinne z mieszkańcami Mogilan, towarzyskie,
artystyczne, naukowe z Krakowem i z okolicznym ziemiaństwem służyły
budowaniu i rozgałęzianiu swoistej siatki badań i pozyskiwaniu narratorów,
śpiewaków, informatorów i gawędziarzy. Bez życzliwości i pomocy zaprzyjaźnionych lub polecanych „obywateli”, wobec nieufności chłopów i ich
niechęci do obcych, obwarowanej urzędowymi zakazami i restrykcjami za
nawiązywanie z przybyszami kontaktów, dokumentowanie folkloru na taką
skalę nie byłoby możliwe. Nierzadko też pomocnicy Kolberga uczestniczyli
w badaniach i rejestracji żywych przekazów z ust chłopskich wykonawców
i znacznie je ułatwiali. Pozyskiwali przecież dla niego dobrze sobie znanych
mieszkańców wsi, osoby nieprzypadkowe, często utalentowane i wyjątkowe. Niekiedy współpraca ta szła jeszcze dalej, jak np. z Józefem Konopką, z którym to podczas pobytu w Modlnicy w 1857 roku i w Mogilanach
w 1861 roku notowali razem pieśni – Kolberg melodie, Konopka teksty 1,
czy z Antoniną Konopczanką, która spisywała dla Kolberga wspomniane
teksty folkloru. Od przyjezdnych i gości przybywających do Krakowa i do
podmiejskich wsi zbierał Kolberg zresztą materiały nie tylko z Krakowskiego i z ziem ówczesnej Galicji Wschodniej, ale także z regionów od wyjazdu
z Warszawy już przez siebie nieodwiedzanych, a należących wówczas do
Królestwa Polskiego2. Ponadto stosunki między podkrakowskimi dworami
Konopków a wsią były tradycyjnie dobre, jak wspominają ich mieszkańcy i bywalcy. Kolberg zaś ze swoją cierpliwością i łagodnością, a przede
Zob. np. zapisywane w ten sposób pieśni nr 129, 383 i 399 oraz 519 i 734 w tomie Krakowskie, Suplement… (DWOK T. 73/I) oraz tamże ryc. nr 2 (przed s. 243), przedstawiająca
zapis terenowy melodii z incipitem tekstu „Wędrowała Kasia” sporządzony przez Kolberga oraz
tekstu tej pieśni ręką Konopki.
2
O takich nabytkach mówią również rękopisy, np. zachowane manuskrypty Antoniny Konopczanki, która w Modlnicy, co odnotowane jest w rkp., sporządziła zapisy kilku bajek mazowieckich z okolic Łomży i Augustowa, z ust tamtejszego narratora, oznaczając ich proweniencję
geograficzną (rkp. Arch. PTL, teka 1, sygn. 1118, k. 73–77), zob. bajki w cz. VII Mazowsza
(DWOK T. 42), s. 450–452, 453–455, 468–469, 485–488.
1

297

�wszystkim z żywym i powszechnie znanym zainteresowaniem dla życia
wsi cieszył się sympatią miejscowej ludności i traktowany był życzliwie
i ciepło jako ważna i charakterystyczna postać modlnickiego pejzażu, czego
trwałym śladem mogą być odnalezione w jego rękopiśmiennych zbiorach
cytowane wcześniej, improwizowane przyśpiewki.
Poza istotnym wkładem Konopków niezidentyfikowani są pozostali
współpracownicy Kolberga z Krakowskiego w zakresie organizacji badań
i zasilania monografii własnymi materiałami. Ich zapisy pozostają anonimowe. Nieznani są także w większości informatorzy i wykonawcy ludowi
z tego regionu. Nieliczne i w skali całego dorobku Kolberga unikatowe
informacje uzyskujemy jedynie o kilku z tych ostatnich dzięki Antoninie Konopczance, która utrwaliła nazwiska swoich narratorów z Modlnicy i okolicznych wsi na kartach własnych zapisków1. W rękopisach odnotowane
są też nazwiska dwu bliżej nieznanych i wyjątkowych autorów: Michała
Szczurka z Mogilan, który niewprawnie, nienawykłą do pisania ręką zanotował kilkadziesiąt „śpiewek” i kilka opowiadań, oraz Jana Hyłki, autora
obszernego tekstu szopki2.
W czterotomowej monografii materiał podzielony jest na rozdziały:
„Kraj”, „Lud”, „Zwyczaje”, „Gry i zabawy” (część pierwsza); „Obrzędy”, „Pieśni i dumy”, „Tańce” (część druga); „Świat nadzmysłowy” (część trzecia); „Powieści”, „Zagadki. Przysłowia. Zdania”, „Język” (część czwarta). Każdy z tomów zamykają przypisy, zawierające uzupełnienia do podstawowego zrębu 3.
Układ ten, w zasadzie w swoich ramach głównych przyjęty już w Kujawach,
zastosował tu Kolberg dla znacznie bogatszego i zróżnicowanego tematycznie
i źródłowo materiału, co odzwierciedla układ wewnętrzny w obrębie działów głównych. Dzięki temu Krakowskie reprezentatywnie określa ustalony
schemat treściowy pełnej Kolbergowskiej monografii regionalnej, w której
badacz na obszernym materiale zweryfikował praktycznie swoje założenia
teoretyczno-metodologiczne i zaprezentował jej modelowy kształt. Schemat
Zob. E. Millerowa, A. Skrukwa „Krakowskie” Oskara Kolberga… (DWOK T. 73/I), s. LXX–
LXXII.
2
Zob. tamże, s. L i LXXXIII. Zapisy Szczurka opublikowane są w tomach 73/I DWOK,
s. 499–515, i 73/II DWOK, s. 472–475, 484, 487–489; zapis szopki Hyłki w tomie 73/I DWOK,
s. 23–38.
3
Charakterystyka zawartości poszczególnych rozdziałów monografii przedstawiona jest
obszerniej w przywołanym wyżej wstępie E. Millerowej i A. Skrukwy „Krakowskie” Oskara
Kolberga… (DWOK T. 73/I), zob. s. XXXI i nast.
1

298

�ten będzie się powtarzał w zasadniczej postaci we wszystkich późniejszych
monografiach regionalnych; jego modyfikacje podyktowane będą jedynie
specyfiką regionu, a także ilością i charakterem pozyskanego materiału,
którego wewnętrzne proporcje i wartość źródłowa pozostawały zależne od
możliwości i zakresu własnych penetracji terenowych i literackich. Warto
więc na przykładzie Krakowskiego przyjrzeć się pokrótce typowym wyróżniającym cechom i metodom dokumentacji właściwym dla monografii Kolberga z jednej strony, z drugiej zaś specyfice obrazu regionu okolic Krakowa.
W Krakowskiem zrealizował Kolberg wzorcowo swój programowy postulat wielotorowości wykorzystanych źródeł. Monografię zbudował z materiałów pozyskanych trzema drogami: z własnych obserwacji i przekazów
spisanych od ludowych informatorów i wykonawców; z różnorodnych źródeł pośrednich, wśród których wymienić należy przede wszystkim materiały pochodzące od współpracowników, a spisane specjalnie dla Kolberga
bądź przekazane mu do użytku z własnych zasobów; z zastanej literatury
i archiwaliów. Zgromadził i wyselekcjonował w ten sposób bogatą i różnorodną bazę źródłową dla obrazu etnograficzno-folklorystycznego okolic
Krakowa. Umożliwiły to wcześniejsze wielokrotne kontakty z tym terenem
i jego mieszkańcami, potem stały w nim pobyt, a także studia i kwerendy w bibliotekach i archiwach krakowskich oraz zbiorach prywatnych,
dworskich i kościelnych. Wyniki tych poszukiwań Kolberga wykorzystane w monografii są imponujące, zarówno w zakresie ilości, jak i profilu,
charakteru i chronologii cytowanych i przywołanych źródeł drukowanych
i rękopiśmiennych. Pogląd na skalę prac wykorzystanych przez Kolberga
w czterech tomach Krakowskiego oraz w trzyczęściowym suplemencie krakowskim przynosi bibliografia zestawiona w ostatnim z nich (DWOK T. 73/
III, s. 441–481). Wśród ponad 700 pozycji znalazły się kompendia i dzieła
autorów polskich i obcych, prace historyczne i etnograficzne, zbiory folkloru wydane przez poprzedników, publikacje krajoznawcze i podróżnicze,
dawne kroniki, utwory literatury pięknej polskiej i europejskiej, artykuły
z prasy współczesnej i starszej różnego profilu, od tytułów naukowych do
niskonakładowych kalendarzy, druki ulotne i efemeryczne, rękopisy często
dziś zagubione, zniszczone lub niedostępne. Chronologicznie sięga Kolberg
do dorobku kilku epok, począwszy od piśmiennictwa staropolskiego, aż po
czasy mu współczesne. Tak szeroka penetracja źródeł jest zaletą monografii i jest cenna dla obrazu etnograficznego regionu, gdyż z jednej strony
pozwoliła uchwycić w wielu kwestiach ciągłość oraz żywotność tradycji,
299

�np. trwałość i wiek niektórych wątków czy utworów folkloru pieśniowego,
podaniowego itp., a z drugiej ocalić od zapomnienia szereg świadectw dziś
niedostępnych, bo zaginionych, wydobyć informacje i teksty z rozmaitych
zakamarków literackich, niekiedy kryjących nieznane, a istotne wiadomości
dla historii, etnografii i dziejów folkloru. Ten aparat źródłowy przy wszystkich swoich zaletach sprawił jednak, że w praktyce nie ustrzegł się Kolberg
błędów, nieporozumień i mielizn. Jednak nie przekreślają one trafności
intuicji badacza, który okazał się prekursorem nowoczesnego stanowiska
w etnografii i folklorystyce, uwzględniającego wagę wszystkich, choćby pozornie błahych i drugorzędnych świadectw.
Z tym zagadnieniem łączy się kolejna istotna cecha warsztatu Kolberga
jako folklorysty, mianowicie dokumentowanie zjawiska przenikania i wędrówki folkloru do kultury wysokiej i na odwrót – utworów muzyki i literatury pięknej z kręgów ogólnopolskich do kultury wiejskiej, a także wzajemnych infiltracji twórczości wiejskiej i mieszczańskiej, środowiska chłopskiego i dworskiego. Świadomość ciągłych wędrówek ustnej i muzycznej
tradycji, płynności tego zjawiska i nieostrości granicy między twórczością
różnych nurtów i środowisk, uchwycona przez badacza w praktyce zbierackiej, znalazła odbicie w drukowanej monografii krakowskiej, a później
w następnych, zwłaszcza obszerniejszych, jak Poznańskie oraz Mazowsze.
Znajdujemy więc w części II Krakowskiego, w rozdziale poświęconym pieśniom, wyodrębniony dział pt. „Dwory i Miasta. Szkoła”, gdzie zamieszczone są również popularne arie, śpiewy teatralne, fragmenty znanych wodewilów, pieśni żakowskie, utwory znanych poetów, np. Kniaźnina, Karpińskiego, Pola, do których skomponowano melodie. Często pieśni te stały się
szerszą własnością; upowszechniły się, odrywając się od swojej scenicznej
i literackiej proweniencji. Również przedstawiając zwyczaje związane z cyklem rocznym, choć skupia się Kolberg głównie na wiejskich, uwzględnia
też uroczystości miejskie, charakterystyczne tylko dla Krakowa, takie jak
rękawka czy konik zwierzyniecki, a także popularne obchody i zabawy
mieszczan i ziemiaństwa, np. wybór króla kurkowego czy kuligi w czasie
karnawału. Z kolei w rozdziale „Kraj” sporo miejsca poświęca także historii
i zabytkom Krakowa, ilustrując opis przeglądem podań lokalnych, a także
ogólnonarodowych, słusznie doceniając promieniowanie miasta jako centrum polskiej kultury i historii na kraj, a więc i na podkrakowską wieś.
Dowodem takiego zjawiska w tomach krakowskich może być m.in. repertuar podaniowy znany ludowym narratorom w Modlnicy; zawiera on teksty
300

�i wątki upowszechniane dzięki kontaktom z miastem i dworem 1. Także
więc i w uchwyceniu zjawiska płynności granic kulturowych można uznać
trafność intuicji Kolberga praktyka, gdyż proces przenikania się twórczości
różnych społecznych i zawodowych środowisk jest obserwowany w folklorystyce współczesnej jako jedno ze zjawisk podstawowych i typowych.
Monografia krakowska prezentuje rozwinięty program dokumentacji
wszystkich przejawów kultury ludowej – materialnej, społecznej i duchowej – w jej integralnym, holistycznym ujęciu i z uwzględnieniem funkcji
folkloru w życiu codziennym i świątecznym. Pieśni obrzędowe i związane
ze zwyczajami publikowane są w ramach opisywanej uroczystości, zgodnie
z jej przebiegiem, w odpowiednim jej miejscu, podania i legendy (często bez
rozwiniętej fabuły, jedynie w postaci komunikatu o wątku) przypisane są
do miast i miasteczek opisywanych w rozdziale „Kraj” jako ilustracja żywej
tradycji lokalnej i historycznej, przysłowia i gwarowe wyrażenia, wkomponowane w charakterystykę ludu jako przykłady żywej mowy, mają obrazować cechy ludu, jego codzienne życie, pracę, miejscowe stosunki, opowieści
wierzeniowe o duchach, strachach, upiorach i diabłach zamieszczane są
w rozdziale poświęconym światu nadzmysłowemu, by – zgodnie z intencją
narratorów – uwiarygodnić opisywane wierzenia opowiadaniami niby to
„z życia” wziętymi, realnymi. Zatem w ujęciu Kolberga nie wszystkie teksty folkloru zostały przydzielone do działów poświęconych poszczególnym
gatunkom poezji i prozy ludowej; część z nich przypisana jest do obrazu
kultury społecznej i materialnej zgodnie z ich funkcją strukturalną (pieśni
obrzędowe) lub ilustratywną, niekiedy nadaną przez badacza (podania i legendy, przysłowia). Natomiast w osobnych rozdziałach monograficznych
zebrane są pieśni tzw. powszechne, tj. autonomiczne, śpiewane przy różnych okazjach, niezwiązane z obrzędami, a więc nieposiadające ściśle do
nich przypisanej funkcji, a także bajki o mniej lub bardziej rozwiniętym
kształcie fabularnym, przysłowia bez wyraźnie sprecyzowanych konotacji
okolicznościowych. Te pieśni i bajki klasyfikowane są wewnątrz rozdziałów
na mniejsze grupy. Pieśni porządkował Kolberg według kilku kryteriów:
gatunku (ballady, przyśpiewki taneczne), treści, tematu (miłosne, sieroce),
Mowa o kilkunastu podaniach, zapisanych w Modlnicy przez Antoninę Konopczanke
z ust miejscowych narratorów, np. „O panu Twardzickim”, „Wojsko św. Jadwigi śpiące
w Babiej Górze”, „O grenaterach polskich pod Krzysztoforami” itd. W Krakowskiem Kolberg
ich nie opublikował, po części zapewne ze względu na treści patriotyczne i wymogi cenzury;
wydrukowane zostały w suplementowym tomie 73/II DWOK, na s. 405 i nast.
1

301

�osoby wykonawcy (dziadowskie), środowiska, którego dotyczą (pasterskie,
rzemieślnicze, myśliwskie). Układ bajek jest ramowy i w swych działach
głównych w zasadzie zbliżony do podziału współcześnie stosowanego.
Obejmuje „gadki cudowne” (tj. bajki magiczne), „powieści moralne i legendy”, gadki różnego typu (o diabłach, strachach, złodziejach, głupcach,
tj. głównie anegdoty). Systematyka zarówno pieśni, jak i bajek nie jest jednak konsekwentna. Szczególnie w przypadku pieśni o jej niespójnościach
i sprzecznościach wewnętrznych zdecydowały takie czynniki, jak: krzyżujące się kryteria i ich niepewna hierarchia, zmienność sytuacji wykonawczej i funkcji (np. oderwanie się pieśni weselnej od sytuacji obrzędowej
lub przeciwnie), niejednoznaczność granicy miedzy utworami ludowymi
i nieludowymi wobec ich ciągłej międzyśrodowiskowej wędrówki, złożoność tematyczna niektórych tekstów, tworzących tzw. aglomeraty, a także
imperatyw uwzględnienia podobnych cech muzycznych niektórych utworów. Z kolei dla układu bajek zasadniczy kłopot stanowiła nieostrość wyznaczników podziału i kategoryzowania opowieści, mimo prób zestawiania
motywów dla poglądu na rozwój akcji i kształt fabuły. Trudności te, do
dziś zresztą w przypadku klasyfikacji pieśni nierozwiązane zadowalająco,
sprawiły, że te same wątki ludowej poezji i prozy odnaleźć można w różnych grupach. Kolberg, który dopiero przecierał drogę przyszłym pracom
w tym zakresie, był świadomy niedoskonałości swojego systemu klasyfikacji w praktyce, czemu niejednokrotnie, także w omawianym tomie, dawał
wyraz1. Cenne są jednak podjęte przez niego próby analizy morfologicznej
utworów prozatorskich i zestawianie motywów wyznaczających akcję dla
rozpoznania wątków. Zaznaczyć też należy, że w przeciwieństwie do poprzedników Kolberg w swoich bajkowych zapisach nie pomijał anegdot
i humoresek, nacechowanych często rubasznym humorem i dosadnym
słownictwem, co uzasadniał troską, „by […] żadnego z umysłowością ludu
związanego nie pominąć przedmiotu, owszem, zwrócić uwagę badaczy na
płody fantazji ludowej i na tym także objawiające się polu […]”2. Podobnie
postępował, spisując pieśni; wiele wśród nich zawiera akcenty obsceniczne, cechuje się dwuznacznym i niekiedy ciężkim dowcipem. Ze względu
na cenzurę obyczajową nie zawsze je publikował, niekiedy wykropkowywał opuszczane wyrazy lub podmieniał drastyczne na neutralne. Notował
1
2

Zob. Krakowskie cz. II (DWOK T. 6), s. 244 i 378–379.
Zob. Krakowskie cz. IV (DWOK T. 8), s. 226.

302

�jednak wszystkie, a współcześnie wydawane suplementy zawierają i takie
pomijane zazwyczaj w edycji XIX-wiecznej teksty.
Za jedno z najważniejszych osiągnięć Kolberga uznać trzeba zasadę zestawiania i wskazywania wariantów, traktowaną jako stały element opracowania tekstów folkloru. Warianty pieśni i bajek bywały wprawdzie nie
zawsze trafnie identyfikowane, ale praktyka ich rozpoznawania wdrożona
została trwale przez Kolberga już od Pieśni ludu polskiego. W Krakowskiem, a potem w następnych monografiach, wskazaniu wariantów, obok
sąsiedztwa w drukowanych tomach, służy system odsyłaczy filiacyjnych.
Kierują one nie tylko do wcześniejszych tomów Ludu, ale i do zbiorów
poprzedników, wiążąc w ten sposób zapisywane przez Kolberga teksty folkloru z dorobkiem innych zbieraczy i wydawców. Choć nie wszystkie odsyłacze są trafne – niekiedy bywają mechaniczne i wskazują na zbieżności
przypadkowe lub drugorzędne, a czasami są wręcz błędne – wielokrotnie
wskazują jednak istotne warianty pieśni, bajek, dokumentując mechanizm
funkcjonowania folkloru w jego ciągłej twórczej zmienności, wędrówkach
i przekształceniach.
Dla Krakowskiego, podobnie jak dla Kujaw, charakterystyczna jest także
uwaga, jaką Kolberg poświęcił językowi, tj. głównie słownictwu, onomastyce i toponomastyce. Poza gwarowym materiałem leksykalnym rozsianym
w całej monografii, zwłaszcza w opisie ludu, konstruuje Kolberg osobny
słownik, a charakteryzując podkrakowską wieś, podaje nazwy własne
zwierząt gospodarskich, nazwy młynów, karczem, pól, łąk i gajów, sięgając tu m.in. do dawnych inwentarzy dworskich i świadectw nawet z XVI
wieku. Wreszcie w rozbudowanym osobnym rozdziale znalazły się obszerne wykazy „nazw rodowych” chłopów z wsi podkrakowskich i mieszczan
z Krakowa, zebrane z różnych źródeł pisanych, a także z własnych badań.
Docenienie w takim stopniu języka jako integralnego aspektu kultury ludowej, wyrażane już wcześniej przez Kolberga w jego programie Ludu, jest
także odpowiedzią na postulat naukowy, wskazywany jako jeden z najważniejszych w badaniach ludoznawczych II połowy XIX wieku przez krąg
badaczy Akademii Umiejętności i krakowskiego uniwersytetu. To w tym
gronie realizowano utrwalone już przekonanie o potrzebie całościowego
spojrzenia na wszystkie aspekty życia i kultury ludu i praktyczny program
takich badań. Znalazło to odbicie m.in. we wspomnianej już, opracowanej przez J. Sadowskiego Instrukcji do badania właściwości ludowych
i w pracach Sekcji Etnologicznej Komisji Antropologicznej, której od 1874
303

�roku Kolberg przewodniczył. Język ludowy stanowił tam istotny przedmiot
badań jako element kultury wsi. Natomiast w Komisji Językowej od początku jej ukonstytuowania w marcu 1874 roku głównym przedmiotem prac
było programowe gromadzenie materiałów do słownika polskiego jako
dopełnienie Słownika Lindego i badanie w tym celu zasobów „z najdawniejszych zabytków piśmiennych, z zabytków literatury XVI, XVII i XVIII
wieku, pominiętych przez Lindego i z literatury najnowszej, po Lindem” 1.
Jak wspomniano, kompetencje Komisji Antropologicznej i Językowej trzeba było w pewnym momencie rozgraniczyć, ale w zakresie dokumentacji
języka współczesnego ich styczność okazywała się w praktyce nieunikniona. Postulat badania polszczyzny i jej dialektów był więc w ówczesnym
środowisku naukowym doceniany, choć z czasem przynależał głównie do
kompetencji językoznawców.
Ważnym i cennym elementem omawianej monografii jest jej dokumentacja ikonograficzna, której miejsce w Ludzie i znaczenie dla opisu etnograficznego doceniał Kolberg od początku swoich prac. W Krakowskiem
szczególnie bogato ilustrowany jest rozdział „Lud” w części I. Na zbiór rycin
składają się tam niewielkie drzeworyty wykonane przez Antoninę Konopczankę, ukazujące omawiane przez Kolberga stroje i ich elementy, zabudowania, wnętrza i plany izb mieszkalnych oraz sprzęty, a także ilustracje
wykonane według rysunków malarzy: Wojciecha Gersona, Tadeusza Konopki oraz według fotografii Walerego Rzewuskiego, przedstawiające wieś
i ubiory.
Krakowskie jako pełna monografia jest też reprezentatywne dla stosowanej przez Kolberga metody dokumentowania proweniencji źródeł. Sposób
opracowania potwierdza, że zgodnie z jego założeniem podstawowy i stały
element dokumentacji poszczególnych melodii i tekstów folkloru stanowią
noty informujące o lokalizacji geograficznej. Natomiast na ogół nie podaje
Kolberg informacji o wykonawcach i datach pozyskanych zapisów; takie
dane zdarzają się sporadycznie. W ówczesnym rozumieniu folklor był własnością zbiorową, przynależał do wspólnoty, w której funkcjonował i którą
twórczo określał. Wagę indywidualnego przekazu, osobowości narratora
Tak określono główne zadanie mającej powstać Komisji Językowej na posiedzeniu Wydziału Filologicznego, dnia 2 III 1874 r., „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Filolog.”,
T. I, 1874, s. XXVIII. Zob. też Posiedzenie Komisji Językowej dnia 29 III 1874 r., tamże, s. XXXIV,
inicjujące jej wieloletnią pracę w tym zakresie i dyskusję nad profilem słownika oraz sposobem
gromadzenia i opracowania materiału leksykalnego.
1

304

�i śpiewaka, specyficznych uwarunkowań i okoliczności konkretnej transmisji uwzględniali jako normę dopiero badacze późniejsi. Nie praktykował
Kolberg również systematycznego oznaczania autorskiego pochodzenia zapisów obcych, przekazanych mu specjalnie przez współpracowników czy
korespondentów, a także badaczy pracujących niezależnie. Niekiedy odnotowywał nazwiska tych osób we wstępach do monografii, nie sygnując jednak metodycznie w swoim tomie partii ich materiału, nierzadko dzielonego
tematycznie na cząstki w różnych miejscach. W Krakowskiem wdzięczność
swoją wobec Konopków pomocnych w opracowaniu monografii wyraził
dedykacją umieszczoną w I części, ale konkretnego wkładu np. Antoniny
Konopczanki, a także innych zbieraczy w drukowanych tomach nie dokumentował. W tym zakresie cenne informacje przynoszą zachowane rękopisy i korespondencja Kolberga, dzięki którym niejednokrotnie udaje się odtworzyć proweniencję autorską materiału, a nawet okoliczności i charakter
współpracy z autorem Ludu.
I tak analiza źródeł pozwoliła stwierdzić nie tylko sygnalizowany wyżej
znaczny wkład Antoniny Konopczanki w opis ludu, świata nadzmysłowego
i wierzeń, w zasób pieśni i bajek. Pozwoliła też z jednej strony prześledzić metodę i zakres pracy zbieraczki działającej ściśle według wskazań
Kolberga, z drugiej zaś docenić wyjątkowość tej współpracy w świetle
niezwykłego dokumentu przez nią pozostawionego i znajdującego się dziś
w archwum Kolberga. Jest nim wspomniany już obszerny rękopis, nazwany
współcześnie Modlnickim raptularzem Antoniny Konopczanki, w którym
zbieraczka notowała przeprowadzone przez siebie wywiady z miejscowymi, dobrze sobie znanymi informatorami i narratorami z Modlnicy i jej
najbliższej okolicy. Niespotykana ówcześnie, a utrwalona kolokwialna forma wywiadu, zapis dialogu z narratorami z pewnością wybranymi przez
znającą ich zbieraczkę, określenie okoliczności prowadzonych rozmów,
np. przy przędzeniu lnu, rwaniu konopii, kopaniu ziemniaków, wreszcie
nazwiska bajarzy i rozmówców badaczki oraz autentyzm prymarnego notatnika Konopczanki składają się na wyjątkowość tego dokumentu nie tylko w skali zbiorów Kolberga, ale i etapu badań nad folklorem. Pozwala
on ustalić, że większość przedstawianych przez Kolberga w części III i IV
monografii ludowych wierzeń i wyobrażeń o świecie realnym i nadzmysłowym oraz bajkowych opowieści prozatorskich pochodzi z tych zapisów
Konopczanki, sporządzonych bezpośrednio z przekazów znanych z nazwiska i profesji konkretnych informatorów. Zbieraczka redagowała później
305

�swój brulionowy rękopis z myślą o wykorzystaniu go przez Kolberga, a on
otrzymał te właśnie poprawiane przez nią czystopisy, w których zatarta
została forma dialogowa i po części autentyzm języka pierwowzoru. Szczęśliwie jednak prymarny manuskrypt zachował się do dziś i ze względu na
unikatowy walor źródłowy Raptularza opublikowano go w formie aneksu
w suplemencie, a niezależnie od tego ustalono – zgodnie z zasadami edytorskimi opracowania suplementów – zależność materiału drukowanego
w Krakowskiem od oryginału zbieraczki1.
Krakowskie doczekało się kilku recenzji, przeważnie ogłaszanych sukcesywnie po wydaniu kolejnych czterech części. Całość omówił Gloger 2,
podkreślając wartość pracy Kolberga dla kultury narodowej, bogactwo
zebranego materiału, szczególnie muzycznego, znaczenie źródłowe monografii dla dalszych badań, rzetelność i szczegółowość dokumentacji etnograficznej, celowość całościowego potraktowania rozmaitych przejawów
kultury materialnej, społecznej i duchowej. Za zbędne natomiast uznał opis
historyczno-topograficzny Krakowa i jego okolic oraz przedruki niektórych
publikacji niebędących „rzadkością bibliograficzną”.
Krakowskie Kolberga, a także kolejne tomy regionalne wydawane pod
patronatem Akademii wpisują się nie tylko w jej dorobek, ale także w wypracowany przez nią kierunek naukowy i model badań. Choć autor Ludu
ukształtował już wcześniej własny, oryginalny kształt monografii regionalnej, to jednak swoją koncepcję wydawniczą kontynuował i rozwijał
w kręgu krakowskiej instytucji, wnosząc w jej prace swój wzorcowy wkład.
Omawiając dokonania naukowego środowiska krakowskiego i prac Akademii po roku 1870, Stanisław Estreicher, syn Karola, pisał po latach, już
z perspektywy czasu:
Uczeni krakowscy zaczynają teraz stosować naukowe metody wyrobione od dawna na Zachodzie, ale dotychczas niemal nieznane w Polsce […], szerzą pracami
swymi dążność do docierania do źródeł, umiejętność krytycznego ich wydawania,
rozbijania problemów naukowych na monografie i stronienia od zbyt szybkich,
choć efektownych uogólnień. Rolę, jaką w naukach historycznych grają „źródła”,
gra w naukach przyrodniczych „eksperyment”, kryterium prawdy. Typ monoPor. też przypisy źródłowe do cz. III i IV Krakowskiego, w: O. Kolberg Krakowskie. Suplement… (DWOK T. 73/III), s. 309–403, w których materiał drukowany odniesiony jest do zapisów rękopiśmiennych zbieraczki.
2
Recenzja Z. Glogera ukazała się w „Przeglądzie Krytycznym” 1876, nr 3, na s. 87–91.
1

306

�grafii opracowującej wyniki oparte na źródłach lub na eksperymentach – i to
monografii możliwie szczegółowej – zaczyna odgrywać odtąd w nauce polskiej
pierwszorzędną rolę. Oczywiście byłoby przesadą twierdzić, że poza Krakowem
i przed r. 1870 metoda monograficzna w Polsce nie była znana, owszem, monografie zjawiały się, ale sporadycznie. Uznanie monografii jako równowartościowej z pracami o ogólnej treści i rozpowszechnianie typu monografii naukowej
jest pierwszorzędną zasługą uczonych krakowskich, a także Akademii skupiającej
elitę uczonych polskich. Nie osłabia tego wcale fakt, że ukazują się w Krakowie
także i dzieła syntetyczne, starające się ująć w całość wiedzę w pewnej dziedzinie
oraz liczne podręczniki naukowe, ale gruntowne monografie i krytyczne wydawnictwa źródłowe są mimo to najcharakterystyczniejszym składnikiem tego
dorobku, jaki do skarbnicy naukowej ogólnopolskiej dorzucił Kraków1.

Wydaje się, że dzieło Kolberga można umieścić w tym nurcie intelektualnym jako jego znaczące i specyficzne osiągnięcie.
XV
[Sytuacja finansowa Kolberga w latach 1871–1875, dotacja a koszty wydania. –Korespondencja z bratem Wilhelmem. – Śmierć Wilhelma w 1877 r.
– Kontakty listowne z Karoliną Kolberg i Jadwigą Wernerową. – Spotkanie
z Karoliną i jej córkami w Modlnicy w 1877 r. – Poczucie osamotnienia i oddalenia od rodziny wyrażane w listach.]

Jak wspomniano, dotację przyznaną Kolbergowi przez Towarzystwo Naukowe Krakowskie w wysokości 300, potem 400–500 florenów w zamian
za 100 egzemplarzy książki kontynuowała w dalszych latach Akademia
Umiejętności. Towarzystwo udzieliło funduszu na część I Krakowskiego (tom
5), wydaną w końcu 1871 roku, natomiast części II–IV tej monografii, które
wyszły odpowiednio w październiku 1873 roku (tom 6), w kwietniu 1874 roku
(tom 7) oraz w końcu 1874 lub na początku 1875 roku (tom 8)2, współfinansowała już Akademia, podtrzymując wcześniejsze zobowiązanie. Koszty wydania poszczególnych tomów znacznie jednak przewyższały wysokość dotacji.
S. Estreicher Znaczenie Krakowa dla życia narodowego polskiego w ciągu wieku XIX…,
s. 41–42.
2
Zob. listy do Akademii z [22] X 1873 r., z 14 IV i z 24 X 1874 r., Korespondencja…
cz. I (DWOK T. 64), s. 464, 485–486 i 495–496.
1

307

�Znamy je dzięki wspominanym już notatkom, poczynionym przez Kolberga
w brulionowej wersji jego Wykazu tek rękopiśmiennych z 10 stycznia 1886
roku. I tak przyznany zasiłek na cztery tomy Krakowskiego wynosił odpowiednio: 300 fl., 500 fl., 400 fl., 400 fl., natomiast koszt wydania: 700 fl., 1390
fl., 612 fl., 640 fl.1 Szczególnie drogi był druk nut, stąd taka dysproporcja
kwot w przypadku części II Krakowskiego, która zawierała bogaty materiał
muzyczny, co Kolberg uzasadniał w cytowanym wyżej liście, składając ten
tom Akademii w październiku 1873 roku. Jak wspomniano wyżej, na liście
tym widnieje notatka prezesa Majera, stwierdzająca, że Akademia przejęła
po Towarzystwie Naukowym zobowiązanie udzielania zasiłku dla Kolberga
w wysokości od 400 do 500 fl.2 Dalsze subwencje nie schodziły więc niżej niż
400 fl., by od 1883 roku uzyskać stałą wysokość 500 fl., a w ostatnich latach
życia Kolberga ulec podwojeniu, o czym będzie mowa dalej.
Mimo dobrej woli i konsekwencji władz Akademii w udzielaniu pomocy
finansowej dla Kolberga oznaczało to jednak tylko partycypację instytucji
w kosztach druku, nie zaś ich pełne pokrycie, gdyż – jak widać – były
one znacznie wyższe; niekiedy dotacja nie obejmowała nawet połowy ceny
wydania książki. Dla przykładu, w przypadku 4-tomowego Krakowskiego
dotacja wynosiła w sumie 1600 fl., natomiast łączny koszt druku – 3342 fl.,
co oznacza, że własna dopłata Kolberga do rzeczywistych kosztów druku
– według jego wyżej przytoczonych danych – wyniosła 1742 fl. Był więc
zmuszony pokrywać różnicę z dochodu pochodzącego ze sprzedaży tomu
poprzedniego. Ponieważ jednak nigdy nie udawało się sprzedać całego nakładu, uzyskana suma nie pokrywała różnicy między rachunkiem drukarni
a zasiłkiem Akademii; i tak np. dochód ze sprzedaży czterech tomów Krakowskiego uzyskany do 1879 roku wyniósł zaledwie 579, 50 fl.3 Pozostawała więc ciągła presja finansowego braku, konieczność maksymalnego
1
Zob. Wykaz tek rękopiśmiennych…, w: Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), aneks 12,
s. 749, przyp. *14. W tym brulionie Kolberg dopisał później ołówkiem kwoty dotacji i kosztów
druku tomów wydanych z materiałów z odpowiednich, wyszczególnianych tam tek. Oryginał
tego wykazu dołączył do swojego listu do J. Majera z 10 I 1886 r. (zob. tamże, s. 310–313). Identyczne dane dotyczące tomów Krakowskiego podał też w innych zapiskach rachunkowych (BN
PAU i PAN, sygn. 2183, k. nlb. po k. 140).
2
Zob. wyżej, s. 264, przyp. 2.
3
Zachowały się kolejne notatki rachunkowe Kolberga datowane 19 X 1879 r. (BN PAU
i PAN, sygn. 2183, k. 140), w których podał sumy dotacji Akademii na 8 tomów Ludu (od 5.
do 12.), koszty ich druku i papieru oraz wpływy ze sprzedaży. Kwoty subwencji na 4 tomy
Krakowskiego oraz suma wpływów z ich sprzedaży są w tym zestawieniu zgodne z cytowanymi

308

�oszczędzania i osobistych wyrzeczeń, by pokryć pełne koszty tomów z własnych ubogich zasobów. Te zaś nie są dokładnie znane, gdyż brak dokumentów, które jednoznacznie pozwoliłyby je określić, nie ma też spójnych
osobistych notatek rachunkowych Kolberga z tego okresu – poza zapiskami
kwot dotacji i kosztów druku, przy czym te ostatnie są po części sprzeczne.
Bieńkowski wprawdzie pisze: „Żył skromnie z renty otrzymywanej z Komisji Skarbu w Warszawie”1, jednak – jak wspomniano – nawet ta informacja
nie uzyskuje potwierdzenia w świetle zachowanych dokumentów. Nie znamy też szczegółów o materialnym bycie Kolberga w Modlnicy. Z pewnością zamieszkanie u Konopków odjęło mu większość wydatków związanych
z życiem codziennym, natomiast z własnej kieszeni opłacał papier do notatek, atrament, pocztę, przejazdy kolejowe, ewentualne książki, niezbędny
ubiór itp. Wiadomo z listów, że miał do dyspozycji złożony w Warszawie
pod pieczą Wilhelma niewielki kapitalik z uciułanych zarobków i z „papierów” po zmarłej matce, o którego zadysponowaniu mowa była w korespondencji braci na początku 1872 roku2. W miarę swoich potrzeb i możliwości
Wilhelma operowania tym funduszem uzyskiwał pewne sumy z tego depozytu3, przeznaczając je m.in. na wyrównanie pełnego pokrycia kosztów
Krakowskiego oraz na wyjazd w 1873 roku na wystawę w Wiedniu.
Izydor Kopernicki, powiernik i świadek późnej starości i śmierci Kolberga, odpowiadając na pytanie, skąd autor Ludu „zdobył się na środki tak
znaczne, ażeby nas zasypać tylu tomami dzieł swoich”, tak pisał już pod
koniec życia przyjaciela o jego finansowej strategii:
Przez bardzo drogie dla mnie, najserdeczniejsze stosunki przyjacielskie, które mię
łączą z O. Kolbergiem od lat kilkunastu, wtajemniczony w jego skarby naukowe,
wyżej, natomiast koszty druku tych tomów i papieru różnią się od tam przytoczonych i wynoszą
łącznie 2960,31 fl. (tam 3342. fl).
1
W. Bieńkowski Kolberg w Krakowie…, s. 111. Zob. też wyżej, s. 252, przyp. 1.
2
Zob. listy braci ze stycznia i lutego 1872 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 402,
409, 412–413.
3
Pod tekstem listu Wilhelma z 2 I 1874 r. Kolberg poczynił notatki dotyczące rozliczeń
z bratem, zgodnie z jego życzeniem, by rachunek „do porządku doprowadzić” (tamże, s. 467–
–468). W notatkach tych figurują kwoty przekazywane Oskarowi przez Wilhelma za pośrednictwem księgarni Friedleina w latach 1872 i 1873, wynoszące w sumie 330 rub. sr. Według
Bieńkowskiego Kolberg przywiózł do Krakowa „skromny kapitał wynoszący ok. 400 rubli,
który przeznaczył na dopłatę do kosztów wydania wcześniejszych tomów Ludu”. Brak jednak dokumentów, które potwierdzałyby tę informację i wysokość kwoty (zob. W. Bieńkowski
Oskar Kolberg a Akademia Umiejętności w Krakowie…, s. 15).

309

�a nawet w jego operacje finansowe, mam możność odpowiedzieć […]. Otóż cały
sekret jego zadziwiającej operacji wydawniczej zasadza się na tym, że w dodatku
do zapomogi rocznej, którą otrzymuje, a która mu nigdy nie wystarcza na pokrycie
każdorazowego nakładu, poświęca on na to cały przychód ze sprzedaży swoich
dzieł, dla siebie zaś samego skąpi we wszystkim, skąpi zaś dlatego, że musi1.

Wniosek ten poprzedził Kopernicki zwięzłym rachunkiem kosztów własnych Kolberga, dokonanym w oparciu o uzyskane od niego dane. Wyjaśniał
on, że otrzymane od Akademii subwencje w wysokości 300–600 zł reń.
nie wystarczały na pokrycie nakładów, więc dopłacać musiał do każdego tomu
po 60–890 zł reń. z tego, co mu przybywało ze sprzedaży uprzednio wydanych
tomów. Tym sposobem do 8 tys. zł reń. otrzymanych od Akademii w ciągu lat
17 dopłacił on przeszło 4 tys. własnych2.

Nawet jeśli dane Kopernickiego i samego Kolberga nie są ścisłe, cytowane informacje dają pogląd na skalę wydatków i potrzeb.
Mimo tej ciągłej finansowej presji warunki pracy i kontynuacji dzieła
okazały się pod Krakowem zdecydowanie sprzyjające. Opieka Akademii
była stała, możliwości badań i studiów wobec zaplecza naukowego Krakowa najlepsze z ówcześnie dostępnych, życzliwy dom Konopków stanowił
oparcie materialne, a przywiązanie jego mieszkańców łagodziło smutek
rozstania z rodziną w Warszawie i tęsknotę za rodzinnym miastem. Mimo
to pierwsze lata po przeniesieniu się Kolberga do Krakowa nie były łatwe
dla „przymusowego emigranta”, jak określał siebie on sam, a świadomość
utraty i swoistego wygnania towarzyszyła mu właściwie do końca życia.
Wobec poczucia oderwania od najbliższych i przyjaciół, szczególnie boleśnie doświadczonego wobec śmierci matki w 1872 roku i nieobecności
na jej pogrzebie, wielkie znaczenie w życiu Kolberga odegrała wówczas
korespondencja z bratem i bardzo mu oddaną Karoliną, żoną Antoniego. Po
śmierci Wilhelma w 1877 roku ta ostatnia pozostanie właściwie jedynym
pomostem łączącym Oskara z rodziną w Warszawie.
I. Kopernicki Oskar Kolberg, „Nowa Reforma” 1889, nr 109.
Tamże. Podane przez Kopernickiego kwoty dotyczące tomów Ludu pokrywają się ze spisanymi przez Kolberga w brulionie Wykazu tek rękopiśmiennych… (DWOK T. 66, s. 748–749),
gdzie także te same sumy łączne dotacji i dopłat własnych Kolberga do tomów wydanych
w ciągu 17 lat przy pomocy Akademii (1871–1887). O finansowaniu z innych źródeł edycji
Obrazów etnograficznych, tj. cz. I–II Pokucia i cz. I–V Mazowsza (DWOK T. 29 i 30 oraz
T. 24-28), będzie mowa dalej.
1

2

310

�Wilhelm jako najstarszy z braci troszczył się o Kolberga i jego sprawy,
jak w ogóle o sprawy rodzinne, z zaangażowaniem i poczuciem odpowiedzialności, ale nie bez pewnego ojcowskiego mentorstwa, które, jak się wydaje, Oskar rozumiał i przyjmował. Bracia wcześnie stracili ojca i Wilhelm
w jakimś stopniu go zastępował. Od dawna niepokoił się o przyszłość brata, także zaraz po wyjeździe do Krakowa, świadomy jego trudności z wydawaniem i zbytem książek, doradzał mu i przestrzegał:
Życząc Ci pomyślnego skutku w krzątaniu się około wydawnictwa pism Twoich,
nie mogę przecież pominąć przestrogi, ażebyś też już raz przecież zwrócił uwagę
szczególną na jakąśkolwiek materialną dla siebie korzyść, bo brniesz tylko coraz
bardziej w zamęt interesów, trzymając się dotychczasowej drogi i koniecznie Ci
potrzeba wyjść z tego kółka na nowe jakieś szlaki, pracując więcej dla pism periodycznych. Jakąkolwiek stąd osiągnąłbyś korzyść, to przynajmniej miałbyś ją
pewną i natychmiastową, kiedy wszystkie korzyści na książkach są tylko ułudne
i dla zasobnych przedsiębiorców stosowne1.

Nie doceniał jednak determinacji Oskara, który nie zamierzał w imię stabilizacji zrezygnować z realizacji swojego wielkiego planu badawczo-edytorskiego. W listach Wilhelma docierały do Kolberga wiadomości o ostatnich chwilach i pogrzebie matki, o życiu rodziny, o bratankach i krewnych,
o Karolinie, Antonim, ich małżeństwie i kłopotach materialnych, o kontaktach i spotkaniach ze wspólnymi znajomymi i przyjaciółmi, o ich zainteresowaniu Oskarem w Krakowie. Rysuje się w nich trudne, pełne kłopotów
i trosk życie ojca obarczonego licznym potomstwem i wdowca od 1865
roku, uwikłanego w niełatwe sprawy rodzinne, obciążonego zawodowymi
obowiązkami, a przy tym lojalnego i oddanego brata. Wilhelm opiekował
się też kapitalikiem Kolberga, starannie przedstawiał bratu jego stan i rozliczenia, zarządzając przekazami kierowanymi do Krakowa. Nie omieszkał
także występować z propozycjami zarobkowymi dla Oskara, przedstawiając
mu zaproszenie do współpracy z wydawaną w Warszawie Encyklopedią
rolnictwa, której sam był współautorem2. Oferta ta jednak nie została przyList Wilhelma Kolberga z 16 VIII 1871 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 383–384.
List Wilhelma z 1 IV 1872 r., tamże, s. 417. Encyklopedia rolnictwa i wiadomości związek
z nim mających wychodziła w Warszawie w latach 1873–1877 (5 tomów), jej współredaktorem
był fizyk, encyklopedysta, m.in. współautor Encyklopedii powszechnej Orgelbranda, Stanisław
Przystański (1820–1887), którego zaproszenie dla Oskara przekazywał Wilhelm.
1
2

311

�jęta. Nie brak w listach także akcentów innych, ukazujących pasję zawodową Wilhelma, jak np. jego żywe zainteresowanie projektem wodociągów
i kanalizacji w Krakowie, problemem bliskim mu jako członkowi komitetu
budowy wodociągów warszawskich, czy prośba do Oskara o wyszukanie
mu w krakowskich bibliotekach planów dawnej Warszawy1. Pojawiają się
też wyrazy żalu, pewnej goryczy, ale i troski o wzajemną relację: „Wprawdzie nawykliśmy już do tego, że się mało z rodziną komunikujesz, zwłaszcza
teraz, gdy nie żyje matka, ale boję się, ażebyśmy przez ten brak stosunków
nie stali się jakby zupełnie sobie obcymi” – pisał Wilhelm w 1873 roku2.
W następnych latach załatwiał w imieniu Oskara sprawę długu i zalegających tomów w drukarni Jaworskiego oraz zbytu pozostałego nakładu,
zabiegał w jego interesie o pozytywne rozliczenia z sukcesorami Jaworskiego, interweniował w rozwiązaniu problemu z cenzurą warszawską, która
zakwestionowała niektóre fragmenty w Krakowskiem3. Był rzecznikiem
interesów brata i skutecznym łącznikiem z Warszawą. Stąpając mocno po
ziemi, konkretnie wspierał go w kłopotach, nie odmawiał pomocy w żadnej z jego spraw. Z listów wynika, że Wilhelm parokrotnie przyjeżdżał do
Krakowa i widział się z Oskarem, brak jednak bliższych informacji o tych
spotkaniach.
Kolberg odpowiadał bratu serdecznie i z atencją, także w poczuciu głębokiej więzi. Interesował się sprawami rodziny i dzieci Wilhelma, odnosił
się do ich aktualnej sytuacji i problemów. Z całkowitym zaufaniem powierzał mu swoje sprawy, których w Warszawie nie mógł załatwić osobiście,
i prosił o pośrednictwo i pomoc. Zwracał się nie tylko bezpośrednio we
własnym interesie, ale także odwoływał się do wspólnych przeżyć i pasji młodości, oczekując np. od brata potrzebnych wiadomości i notatek
na temat warszawskiej młodości Chopina. Zdawał sobie sprawę, że często
nadmiernie obciąża Wilhelma, nie mając jednak wyjścia, pisał m.in.: „Bardzo mi przykro, że Ci odbiór tych książek po Jaworskim, ich umieszczenie
Zob. listy Wilhelma z 28 III 1872 r. i z 4 VIII 1874 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),
s. 415–416 i 459. O pracach i zainteresowaniach Wilhelma zob. też K. Markiewicz Wilhelm
Kolberg (1807–1877), kartograf, metrolog, inżynier budownictwa dróg i mostów, Przysucha
2006 oraz H. Wróblewska-Straus, K. Markiewicz Fryderyk Chopin i bracia Kolbergowie…,
s. 117–121.
2
List Wilhelma z 14 I 1873 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 436.
3
Zob. tamże, listy braci z okresu od 18 XII 1874 r. do 17 IV 1876 r., dotyczące m.in. sprawy
z Jaworskim, oraz listy od 18 XI 1875 r. do 18 X 1876 r., w których mowa o kłopocie z cenzurą.
1

312

�i przesyłka tyle sprawia ambarasu. Ale któż to dla mnie zrobi, jeżeli się Ty
do tego dzieła nie weźmiesz”?1 Wreszcie zwierzył się bratu w 1874 roku:
Mój Drogi, pisałem już do Karoliny o powodach, jakie mnie trzymają i zapewnie
niemały jeszcze czas trzymać będą w Galicji. Stosunek jednak do Konopków, jakkolwiek szczery i przyjacielski, nie jest przecież familijnym, więc na jego trwałości do końca mego życia polegać bezwzględnie nie jest politycznie i dlatego ja,
nie myśląc bynajmniej na teraz o ich opuszczeniu, mam się zawsze na baczności
i zawiązuję wiele innych stosunków, i tak się urządzę, żebym miał furtkę otwartą
[…], bym na niczyjej łasce bezwarunkowo znajdować [się] nie potrzebował2.

Niestety wspomniany list do Karoliny nie zachował się; być może powiedziałby o powodach opuszczenia Warszawy i zamieszkania w Krakowie więcej, niż możemy wnioskować z zachowanych świadectw. A może
i o nadziei na powrót do Warszawy? W liście Kolberga uderza gorzka świadomość ciężaru bycia rezydentem, nawet w tak przyjacielskim domu jak
u Konopków. Po latach miało się okazać, że nie pozostał on rzeczywiście
jego domem do końca życia.
Kiedy Wilhelm zmarł 4 czerwca 1877 roku, zdesperowany Kolberg wyruszył wbrew formalnym przeciwnościom w drogę do Warszawy. Został
jednak zatrzymany przez policję na stacji granicznej obu zaborów w Granicy, ponieważ nie posiadał paszportu. Na pogrzeb brata nie mógł więc
pojechać. Była to jedna z najbardziej bolesnych i dramatycznych sytuacji
w życiu dobrowolnego wygnańca. Opisując to wydarzenie w liście do drugiego brata, Antoniego, wyznawał wtedy:
Możesz sobie wyobrazić, jak dalece byłem przerażony śmiercią Wilhelma, nie
wiedząc ani słówka o poprzedzającej jego śmierć chorobie. Dotąd jeszcze zaledwo ochłonąć mogę z przerażenia. Był on bowiem dla nas więcej niż bratem, bo
jak wiesz, częstokroć i ojca zastępował3.

Łączność z rodziną w Warszawie podtrzymywała odtąd przede
wszystkim korespondencja Karoliny, primo voto Kolberg, secundo voto
Brulion listu do Wilhelma z grudnia 1875 r., tamże, s. 552.
Brulion listu do Wilhelma z 12 VI 1874 r., tamże, s. 490–491. W rkp. po słowach: „furtkę
otwartą” wyraz nieczytelny.
3
Brulion listu do Antoniego Kolberga z 8 VI 1877 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),
s. 29–30. Granica, stacja kolejowa na terenie osiedla Maczki, dziś stacja Sosnowiec-Maczki.
1
2

313

�Wąsowskiej. Zainicjowana przez nią pod koniec 1870 roku, jeszcze w okresie panieńskim, trwała nieprzerwanie do końca jego życia; ostatni list bratowa wysłała do niego na dwa tygodnie przed śmiercią, zaalarmowana
prasowymi doniesieniami o nagłym pogorszeniu się zdrowia stryja1. Po
śmierci Wilhelma ich wzajemna wymiana listów jeszcze się zintensyfikowała; w sumie zachowało się 61 listów bratowej do Kolberga i 36 jego
brulionów do Karoliny pisanych w ciągu 20 lat. Karolina pisze z łatwością,
chętnie przelewa na papier swoje emocje i nastroje, swobodnie i szczerze dzieli się swoimi uczuciami i przywiązaniem do Oskara, nie pomija
szczegółów z życia rodzinnego, których na ogół unikał Wilhelm, sugerując,
że „drobiazgi familijne” przekaże Karolina. Z listów tych przebija ciepło
i troska o stryja, ale też łatwość w wylewaniu żalów i udręk codzienności,
których autorce nie brakowało. Pisze o kłopotach materialnych i zdrowotnych swoich, Antoniego i ich dzieci, a także dzieci Antoniego z pierwszego małżeństwa z Eleonorą Marconi, o ustawicznych zabiegach o finanse
i uciążliwym zarobkowaniu lekcjami, o trudnościach bytowania z niezbyt
zapobiegliwym Antonim, o dodatkowych obowiązkach opieki nad dwójką
swoich osieroconych siostrzeńców, Władysławem i Karoliną Illukiewiczami. Przekazuje mu relacje o ostatnich chwilach matki Oskara i Antoniego,
a swojej ukochanej babki, o śmierci swojej siostry, Julii Illukiewiczowej,
potem o odejściu swojej kilkunastomiesięcznej córki Julci oraz o śmierci
Wilhelma i związanym z nią zamieszaniem w rodzinie2. Przesyła wiadomości w sprawie sprzedaży fortepianu i przechowywania mebli Oskara
pozostawionych w Warszawie, interesuje się jego zdrowiem i sytuacją. Pisząc w konwencji rozmowy, „pogawędki listownej” ze stryjem, ciągnącej
się czasami w odstępach kilku miesięcy, nawiązuje do znanych mu spraw,
miejsc i ludzi, przybliża mu klimat rodzinnego miasta, koleje losu znajomych i przyjaciół, odejścia i narodziny, śluby i jubileusze. Choć dominującym rysem jej korespondencji są zmartwienia, uginanie się pod ciężarem
kłopotów finansowych i odpowiedzialności za rodzinę, to jednak dzięki
1
Pierwszy list Karoliny Gallasch pochodzi z 1 XI 1870 r., ostatni, pisany przez Karolinę
Wąsowską, z 21 V 1890 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 367–368 oraz cz. III (DWOK
T. 66), s. 676.
2
Listy Karoliny z 21 I i z 17 X–22 XII 1872 r. oraz z 14 V 1876 r., tamże, cz. I (DWOK T. 64),
s. 403–404, 427–428 i 615 oraz z 14 VI 1877 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 32–33.
Siostra Karoliny, Julia Illukiewiczowa, zmarła 8 X 1872 r., córka Karoliny i Antoniego Kolberga,
Julia (ur. 17 XII 1874 r.) zmarła 3 IV 1876 r.

314

�bezpośredniości i swobodzie pióra, inteligencji i ciekawości świata Karolina
potrafi barwnie odmalować zwykłe dni w ówczesnej Warszawie. Niekiedy
odrywa się od wątków rodzinnych i osobistych, przekazując informacje
o niecodziennych uroczystościach i wydarzeniach w stolicy, takich jak np.
śmierć uwielbianego „muzyka i przyjaciela” Oskara, Moniuszki 4 czerwca
1872 roku, rocznicowe obchody 400-lecia urodzin Kopernika 19 lutego 1873
roku, bytność w teatrze latem tego samego roku na przedstawieniu komedii Blizińskiego, Marcowy kawaler, w której, jak wspomniano, w postaci
Heliodora sportretował autor zaprzyjaźnionego z nim Oskara Kolberga1.
Listy te były dla Kolberga z pewnością uczuciowym wparciem w jego
życiu z dala od rodziny i oderwaniem od natłoku własnych bieżących obowiązków, ale przynosiły też smutne wiadomości i wciągały w zmartwienia
i kłopoty bliskich mu osób. Sam wielokrotnie pocieszał i wspierał upadającą na duchu Karolinę, udzielał jej dyskretnie i po ojcowsku życiowych
rad, a niejednokrotnie sięgał też do swojej płytkiej sakiewki, żeby wspomóc
bratową finansowo, choćby skromnym darem, przeznaczonym np. na leczenie jej chorej córki Antoniny2. Zdarzało się i tak, że musiał dość stanowczo
powściągać jej desperację i zbyt natarczywe dopominanie się pomocy, na
którą nie miał przecież odpowiednich środków, choć nie odmawiał jej nigdy w zakresie dla siebie możliwym.
Latem w roku 1877 doszło do spotkania Oskara z Karoliną i z jej córkami, Antoniną i Walentyną, w Modlnicy. Na zaproszenie Antoniny i Juliana
Konopków rodzina zjechała tam na wakacyjny pobyt, który ułatwił i zorganizował stryj, m.in. zadbawszy o odpowiednie formalności, umożliwiające zmniejszenie kosztów paszportowych3. Z pewnością osobiste spotkanie
miało duże znaczenie dla obu stron; bezpośredni kontakt eliminował barierę, którą mimo wylewności Karoliny stanowił fakt, że jak to sama ujęła
wcześniej, „nie wszystko bowiem można powierzyć papierowi”4. Korespondencja Oskara z bratową będzie towarzyszyła losom obojga przez następne
kilkanaście lat.

1
Zob. listy Karoliny z 1 VI 1872 r., z 19 II i z 30 VII 1873 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T.
64), s. 419–420, 444 i 463. Marcowy kawaler wystawiany był w Warszawie od 15 maja 1873 r.
2
Zob. listy Karoliny ze stycznia oraz z 8 II 1874 r., tamże, s. 469 i 477.
3
List Karoliny z 14 VI i brulion listu Kolberga do Karoliny z 26 VI 1877 r., Korespondencja…
cz. II (DWOK T. 65), s. 33 i 47.
4
List Karoliny z 29 X 1871 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 391.

315

�Listowne kontakty z innymi osobami z rodziny, bratem Antonim, który
czasem dopisywał się jedynie do listów Karoliny, z jego córką z pierwszego
małżeństwa, Marią Elżbietą, później Królikiewiczową, z synami Wilhelma,
Bronisławem i Stanisławem, jego córką Marią Eleonorą, później Jasińską,
były sporadyczne i okazjonalne. Najczęściej pisywała do Oskara i najbliżej
się nim interesowała najstarsza z żyjących córek Wilhelma, Jadwiga Karolina, od r. 1871 żona Emila Wernera. To ona po śmierci ojca przechowała
tradycję pielęgnowania w rodzinie więzi starszego i młodszego pokolenia,
podtrzymywaną potem przez córki Karoliny i Antoniego, Antoninę (Tonię) i Walentynę (Walcię). Jadwiga i Emil Wernerowie pośredniczyli też
po śmierci Wilhelma w dysponowaniu złożonym na jego ręce kapitalikiem
Kolberga. W czerwcu 1877 roku Oskar pisał w tej sprawie do bratanicy:
[…] wyjeżdżając z Warszawy w r. 1871, pozostawiłem w jego [tj. Wilhelma] ręku
jako depozyt w listach zastawnych sumę rub. sr. 1200 uzbieraną z oszczędności
całego mego życia, którą mi miał wypłacać cząstkowo nadesłanymi kwotami
co rok lub w miarę potrzeby. Pozostawiłem zaś na jego własną prośbę, gdyż
sam wówczas potrzebował pieniędzy. Jakoż z sumy tej odbierałem kwoty, które
niniejszy rachunek wykazuje i w ogóle w wielu jego listach posiadam skreślony
dokładny stan całego interesu. Sadzę, że i w papierach po Twym Ojcu pozostałych musi o tym być jakaś wzmianka. Proszę Cię, moja Jadwiniu, przekonać
się o stanie rzeczy. Nie chodzi o to, aby rzecz tę w tej chwili uregulować, ale
przyznasz, że sam porządek tego wymaga, aby suma ta w wiadomej wysokości jako wierzytelność moja na masie była zapisaną. Czy z niej będę korzystał
i w jakiej części, tego dziś przewidzieć nie mogę. Pragnąłbym jej wcale nie tykać,
zostawiając dla moich naturalnych sukcesorów, gdyby własny często mój niedostatek na to pozwalał. Wiadomo Ci, że mieszkam u rodziny, która mi gościnnie
wszelkich użycza wygód i starań, jakoby we własnym domu. Niedelikatnie by
zatem było żądać od niej i jeszcze pieniędzy, których i tak nie ma zanadto. To,
co mi daje Akademia (a i tego niewiele), służy na wydawnictwo dzieł i podróże,
tak że na sprawunki i drobne a konieczne wydatki bardzo mała tylko sumka
się okroi. Pojmujesz więc, że w razie nagłej potrzeby, co się parę razy zdarzyło,
uciekam się zawsze do mego kapitaliku i Wilhelm mi chętnie, wiele żądałem
(kiedy mógł), przysyłał1.

Kolberg dołączył do tego listu rachunek z rozliczeniem kolejnych
sum przysyłanych mu do Krakowa lub wydatkowanych na jego życzenie
1

Brulion listu do J. Wernerowej z 23 VI 1877 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 35.

316

�w Warszawie w latach 1871–1875 i z określeniem pozostałej kwoty kapitału
w wysokości 875 rub. sr.1 Wernerowie zaś w następnych latach wywiązywali się z pośredniczenia w tej sprawie na rzecz Kolberga.
W listach rodzinnych powraca co jakiś czas naturalna nuta żalu, tęsknoty za Warszawą i bliskimi, a nawet pewien ton goryczy i zawodu. Wspominając w liście do Jadwigi Wernerowej letni pobyt Karoliny w Modlnicy
i późniejsze spotkanie we Lwowie z przyjacielem z czasów warszawskich,
Karolem Minterem, jego żoną i córką Zofią, Kolberg pisał:
Wyszedłszy już tak dawno ze stosunków z Warszawą, widzenie się osobiste w tym
roku z Karoliną i Zosią uważam za prawdziwe szczęście, bo ich ukazanie się przypomniało mi dni mej młodości, nim się tam później różnych doznało przeciwności
i zawodów, i rozczarowań, które mnie później do emigracji skłoniły.

Nawiązując zaś do spotkania z Minterem, zwierzał mu się: „Warszawa,
dawna znajoma, wabi mnie jak prawdziwa syrena. Czy jednak będę miał
łatwość i środki pojechania do niej, tego mimo najszczerszych chęci przewidzieć dziś jeszcze nie mogę”2.
Wiadomo, że opuszczenie Warszawy podyktowane było przede wszystkim niemożnością publikowania w niej Ludu; o sytuacji Kolberga i warunkach pracy naukowej i kulturalnej w Królestwie była wcześniej mowa.
Nieznane są inne osobiste „zawody i rozczarowania”, które mogły skłonić
Kolberga do porzucenia Warszawy. Nie ma o nich mowy w zachowanych
listach, nie pojawiają się też w nich żadne aluzje czy niedomówienia, które
wskazywałyby na osobiste powody emigracji3.
Powściągane przez charakterystyczną dla Kolberga dyscyplinę emocjonalną uczucia nostalgii i żalu będą powracać także w następnych latach,
zwłaszcza w korespondencji z rodziną i przyjaciółmi. Wydaje się, że czas
Zob. tamże, s. 36–37.
Bruliony listów do J. Wernerowej z 19 XI 1877 r. oraz do K. Mintera z 20 XI 1877 r., tamże,
s. 77 i 80.
3
Jednak W. Bieńkowski, pisząc o przyczynach przenosin do Krakowa, wymienia m.in. „niezbyt fortunnie kierowane afekty” (Kolberg w Krakowie…, s. 107), a w korespondencji Kolberga
odnajduje nie tylko „głęboką niechęć do politycznej atmosfery Warszawy w dobie popowstaniowych represji i ograniczeń (choćby tylko wymogami cenzury) stawianych przez rządy rosyjskie polskiemu życiu kulturalnemu”, ale także „ślady goryczy niezrealizowanych osobistych
planów życiowych (konkretniej: zawiedzionych uczuć)” – W. Bieńkowski, A. Gruca Krakowskie koneksje…, s. 63–64. Analiza zachowanych listów i innych znanych obecnie przekazów
źródłowych nie podsuwa jednak najmniejszej nawet sugestii na temat osobistego zawodu Kolberga. Nie wiadomo więc, na czym Bieńkowski oparł tę informację.
1
2

317

�i warunki, sprzyjające – mimo trudów i przeciwności – sukcesom wydawniczym, nie łagodziły poczucia osamotnienia i oddalenia od bliskich i środowiska, w którym wyrastał i żył ponad 50 lat.
XVI
[Podróże w latach 1871–1872 do Galicji Wschodniej, w Poznańskie, do Cieszyna. – Wyjazd na Wystawę Powszechną w Wiedniu w 1873 r. – Końcowe
prace nad Krakowskiem i równoległe nad W. Ks. Poznańskiem. – Dotacja
Komisji Antropologicznej na badania w Wielkopolsce, Prusach Zachodnich
i Wschodnich w 1875 r., przebieg i trasa tej podróży, kontakty, pozyskane
w niej materiały i dorobek w świetle sprawozdania dla Akademii i korespondencji.]

Po przeniesieniu się Kolberga pod Kraków przekroczenie granicy z Królestwem Polskim bez uregulowanych formalności paszportowych okazało
się, jak wiadomo, niemożliwe. Badacz podejmował jednak coroczne podróże w inne strony, podobnie jak poprzednio znajdując oparcie u zaprzyjaźnionych lub polecanych rodzin. Nie zawsze znamy szczegóły tych wypraw,
ich przebieg i wszystkie miejsca pobytu1. Zachowana dokumentacja na temat podróży i badań terenowych Kolberga po jego przeniesieniu się pod
Kraków nadal nie jest pełna, choć o wiele dokładniejsza niż dotycząca lat
warszawskich.
Według itinerarium w roku 1871, kiedy to przeniósł się do Krakowa, odwiedził Kolberg jeszcze Lwów i dwie miejscowości w Galicji Wschodniej,
Bołszowce i Barysz2. We Lwowie, wówczas już dogodnie połączonym linią
kolejową z Krakowem, często bywał wcześniej; korzystał wówczas ze zbiorów Biblioteki Ossolińskich, gdzie prowadził niezbędne kwerendy i studia,
Jak wiadomo, część listów i innych przekazów źródłowych nie zachowała się. Ponadto
można przypuszczać, że niektórych podróży, miejsc pobytu czy kontaktów Kolberg nie ujawniał,
m.in. ze względu na konotacje polityczne goszczących badacza rodzin, często uczestniczących
w działalności konspiracyjno-niepodległościowej lub goszczących u siebie emigrantów
i uciekinierów, dawnych powstańców i spiskowców. Stąd być może – dla uniknięcia inwigilacji
czy restrykcji ze strony władz zaborczych – zdarzały się niekiedy w listach bądź zapiskach
przemilczenia lub jedynie skąpe wzmianki o niektórych odwiedzanych miejscowościach
i osobach.
2
Wykaz podróży Oskara Kolberga, w: Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 706.
1

318

�a także kontaktował się z mieszkającymi i działającymi tam uczonymi, Augustem Bielowskim i Wojciechem Kętrzyńskim. Prawdopodobnie odwiedził
Kolberg Lwów już po zainstalowaniu się w sierpniu w Mogilanach, gdyż
w takiej kolejności wymienia swoje podróże z 1871 roku w itinerarium. Nie
wiemy jednak, czy, gdzie i jak długo zatrzymał się w mieście. Nie znamy
też dat, czasu i okoliczności pobytu w tym roku w Bołszowcach położonych
na południowy wschód od Lwowa, w dawnym powiecie rohatyńskim1.
W itinerarium miejscowość ta pojawia się tylko raz, pod datą 1871. Brak
też bliższych wiadomości o pobycie Kolberga w tym roku w Baryszu, miasteczku w powiecie buczackim, którego właścicielem był Tytus Szawłowski
(ur. 1819) i w którym gospodarowali jego syn Stanisław (ur. 1844) z żoną
Różą. Szawłowscy byli spokrewnieni z Bochdanami, których tu już wspomniano; żona Tytusa, Eleonora (ur. 1823), była siostrą Hipolita Bochdana
(1826–1911) z Zadwórza, gdzie Kolberg gościł kilkakrotnie już od początku
lat sześćdziesiątych. W Baryszu był już Kolberg w 1867 roku, potem odwiedził dom Szawłowskich w latach 1876 i 1877. W korespondencji Kolberga z gościnnymi mieszkańcami Zadwórza i Barysza widoczne są zażyłe
i serdeczne relacje, co z pewnością przyczyniło się do owocnych badań
i bogatych zbiorów pozyskanych w obu miejscowościach.
Późną jesienią 1871 roku Kolberg odbył jeszcze podróż w Poznańskie,
której wprawdzie sam nie wspomina w itinerarium, ale wskazuje na nią
korespondencja z rodziną, notatka prasowa w „Dzienniku Poznańskim” informująca o jego przybyciu do Poznania 14 października2, a przede wszystkim list z 4 lutego 1872 roku pisany już z Krakowa do Ludwika Merzbacha,
wydawcy poznańskiego, z którym uzgodnił druk pierwszej części Poznańskiego. Powołuje się tam Kolberg bezpośrednio na spotkanie z nim w Poznaniu w 1871 roku: „Za ostatnim naszym widzeniem się w październiku
1
Właścicielem tego miasteczka był wówczas Kornel Krzeczunowicz (1815–1881), polityk,
ziemianin, działacz społeczny, z wykształcenia prawnik i ekonomista, poseł na Sejm Krajowy
galicyjski i deputowany do wiedeńskiej Rady Państwa. Krzeczunowicz był postacią bardzo
szanowaną we Lwowie jako autor wielu publikacji prawniczych, specjalista od spraw
podatkowych, publicznie broniący polskich interesów. Być może Kolberg zetknął się z nim we
Lwowie lub Krakowie i na jego zaproszenie odwiedził Bołszowce.
2
Anons ten ukazał się w „Dzienniku Poznańskim” 1871, nr 236 (z 15 X) w rubryce „Przybyli
do Poznania”. Zob. też wzmianki w listach K. Mintera, Wilhelma i Karoliny z końca października
i początku listopada 1871 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 387, 388 i 390, a także
w pierwszym liście M. Szulca z 16 XI 1871 r. (tamże, s. 394), który wskazuje na wcześniej
zainicjowany kontakt z Kolbergiem w Poznaniu.

319

�obiecałem Panu przesłać w krótkim czasie pierwsze arkusze dzieła mego
o Wielkopolsce […]”1. Rękopis Poznańskiego wysyłany był sukcesywnie,
a Merzbach przekazywał go, zgodnie z życzeniem Kolberga, Emilowi Kierskiemu, poznańskiemu historykowi, którego autor Ludu poznał wcześniej.
Kierski przeglądał i recenzował tekst przed drukiem, opracowując uwagi,
sprostowania i uzupełnienia do całej książki w okresie od grudnia 1872
roku do początku lutego 1873. Jego rzetelne i wnikliwe notatki wraz z rękopisem części I monografii powróciły do Kolberga w lutym 1873 roku,
gdy zrezygnował z wydania książki u Merzbacha. Na uwagi Kierskiego
odpowiedział listownie, a wykorzystał je w tomie wydanym ostatecznie
w Krakowie w 1875 roku2.
Jak wynika z cytowanego wyżej listu do Merzbacha, Kolberg z Poznania
nie wrócił bezpośrednio do Krakowa:
Po wyjeździe moim z Poznania bawiłem parę tygodni na wsi, po czym wracając
na Oderberg [tj. Bogumin] do Krakowa, wstąpiłem do Cieszyna, gdzie mieszka
i pracuje u fotografisty p. Hoff, który jak Panu wiadomo, miał dzieło moje ilustrować i posiadał potrzebne do tego rysunki3.

Wynikałoby z tej relacji, że w Wielkopolsce przebywał Kolberg od października 1871 do stycznia 1872 roku, a powrót przez Cieszyn nastąpił dopiero na początku lutego, kiedy to pewnie świeżo po powrocie pisał jeszcze
z Krakowa 4 lutego do Wilhelma i do Merzbacha. Datę 1872 jako rok podróży do Wielkopolski wymienia zarówno w itinerarium i w swoich notatkach
biograficznych, jak i w jednym z tomów W. Ks. Poznańskiego4. Podróż ta
obok Poznania objęła według itinerarium Dębicz, Miłosław, Morownicę
i Targoszyce.
1 Brulion listu do L. Merzbacha z [4 II 1872 r.], tamże, s. 410. Zob. też wyjaśnienie datowania
tego brulionu w metryce listu, tamże, s. 412.
2
Zob. listy L. Merzbacha w tej sprawie z 13 XII 1872 r. oraz z 13 I, 3 II i 14 V 1873 r.,
Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 426, 434, 440 i 452, a także listy E. Kierskiego z 3 II
i z 16 V 1873 r., tamże, s. 439–440 i 454. Uwagi E. Kierskiego o cz. I „W. Ks. Poznańskiego”
O. Kolberga oraz Odpowiedź O. Kolberga na uwagi Kierskiego o cz. I „W. Ks. Poznańskiego”…
opublikowane zostały w: Korespondencja… cz.III (DWOK T. 66), s. 712–723 (aneks 6A i 6B).
3
Brulion listu do L. Merzbacha z [4 II 1872 r.], Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 410–
411.
4
Zob. Wykaz podróży… (DWOK T. 66), s. 706, a także notatka w brulionie listu z 22 IX
1880 r. do redakcji „Světozora”, Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 407 oraz datowana
obserwacja w Kościańskiem, odnotowana w cz. V W. Ks. Poznańskiego (DWOK T. 13), s. IX.

320

�W Dębiczu, miejscowości w powiecie średzkim, majątku Włodzimierza
Wolniewicza, gościł Kolberg już wcześniej, w 1868 roku, kiedy to zabiegał
o pomoc finansową i mecenat dla swojego wydawnictwa również u znanych i przychylnych działalności narodowej i społecznej Wielkopolan.
Wspomniany już Włodziemierz Wolniewicz był jednym z nich. Odwiedzając w 1871 lub 1872 roku ponownie Dębicz, miał Kolberg w pamięci
„uprzejme i gościnne jego progi i wywiezione stamtąd zbiory, tyle – jak
pisał – dla mnie jak i dla postępu etnografii krajowej przydatne”1.
O odwiedzinach Miłosławia, posiadłości w powiecie wrzesińskim, należącej do Mielżyńskich od początku XIX wieku, wzmiankuje Kolberg tylko
raz w itinerarium pod rokiem 1872. Zdążył jeszcze prawdopodobnie być
gościem Seweryna Mielżyńskiego, który zmarł w Miłosławiu 17 grudnia
1872 roku. Wcześniej wspomniano już o tym zasłużonym Wielkopolaninie,
którego Kolberg poznał w 1868 roku w trakcie starań o mecenat dla swojego dzieła w Towarzystwie Przyjaciół Nauk w Poznaniu. Malarz, kolekcjoner
i mecenas sztuki, fundator gmachu Towarzystwa i jego honorowy prezes
w latach 1865–1872, zgromadził w pałacu w Miłosławiu galerię obrazów,
bibliotekę i zbiór zabytków archeologicznych i przekazał je Towarzystwu
testamentem, by nie uległy rozproszeniu. Ofiarował też Towarzystwu wykupioną przez siebie ogromną kolekcję sztuki Edwarda Rastawieckiego, która stała się potem podstawą publicznego Muzeum im. Mielżyńskich. Zbiory te są do dziś zasadniczym zasobem Muzeum Narodowego w Poznaniu.
W Miłosławiu Mielżyński zorganizował ważny ośrodek życia kulturalnego.
Po śmierci Seweryna, fundatora i mecenasa Towarzystwa, finanse instytucji znacznie się skurczyły. Dwa lata później Libelt pisał do Kolberga: „Po
śmierci śp. Seweryna Mielżyńskiego, naszego dobrodzieja i mecenasa, który
nam nie tylko dom kupił, ale i podatki, i inne koszta opłacał, położenie
nasze na gorsze się zmieniło”2. Z sukcesorem Seweryna i kuratorem Towarzystwa, jego bratankiem, Józefem Mielżyńskim (1824–1900), nie miał już
Kolberg osobistych kontaktów.
Do Morownicy w powiecie kościańskim należącej do Władysława
i Wandy Niegolewskich przyjeżdżał Kolberg już wcześniej, w latach 1868
Brulion listu do W. Wolniewicza z 24 II 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 278.
W latach późniejszych po sprzedaży Dębicza Wolniewicz gospodarował w Źrenicy, majątku
w powiecie średzkim. O ostatnich latach Wolniewicza (zm. w 1884 r.) pisała B. Moraczewska
w liście do Kolberga z 16 VII 1884 r., zob. Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 180, przyp. 1.
2
List K. Libelta z 15 X 1874 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 494.
1

321

�i 1869, a będzie ich gościem także później, w roku 1875. Były to pobyty
szczególnie owocne dla jego badań w Wielkopolsce, a zażyłość z gospodarzami i ich życzliwość dla Kolberga znalazła swój wyraz w korespondencji
z Wandą Niegolewską1. Niestety brak bliższych informacji o kolejnych pobytach w Morownicy, ich datach i okolicznościach, nie możemy też powiązać z nimi konkretnych pozyskanych tam przez Kolberga materiałów.
W Targoszycach w powiecie krotoszyńskim odwiedził Kolberg Józefa
Łukaszewicza, jak to zaznaczył w itinerarium. Łukaszewicz (1799–1873),
historyk, publicysta, bibliotekarz i wydawca, wcześniej pracował w bibliotece Raczyńskich w Poznaniu jako jej pierwszy bibliotekarz, potem jako
archiwista miejski i nauczyciel w gimnazjum Fryderyka Wilhelma. Był
autorem pierwszej monografii miasta Poznania 2, często przywoływanej
przez Kolberga w Poznańskiem. Przez wiele lat związany z Poznaniem,
w 1852 roku osiadł wraz z żoną Seweryną w Targoszycach, majątku przez
nią odziedziczonym. W sumie zetknął się Kolberg w tej podróży z wybitnymi przedstawicielami nauki, kultury i życia umysłowego Wielkopolski, co
przyniosło wymierne korzyści dla dokumentacji zebranej w jego tomach
poświęconych temu regionowi.
Wracając z Wielkopolski przez Bogumin, zatrzymał się w Cieszynie,
gdzie odwiedził Bogumiła Hoffa, od którego odebrał rysunki potrzebne mu
do monografii wielkopolskiej, wspominane w cytowanym wyżej liście do L.
Merzbacha. Odwiedził też pastora Leopolda Otto, którego znał doskonale
z czasów warszawskich i o którym była już mowa wcześniej. Leopoldowi
Otto po ponownym aresztowaniu i osadzeniu w Cytadeli groziło wywiezienie do Rosji za sprzeciw wobec władz rosyjskich i za walkę o nabożeństwa w języku polskim zamiast w niemieckim. Zwolniony w 1862 roku za
wstawiennictwem Wielopolskiego wrócił na dawne stanowisko, ale wobec
niechęci i nacisków władz carskich wyjechał w roku 1866 z Warszawy
do Cieszyna, gdzie przebywał dziesięć lat. Do Warszawy wrócił w roku 1875.
Listy wymieniane z Niegolewską w latach 1874–1889, choć nieliczne, wskazują na wyjątkowe zrozumienie i uznanie właścicieli Morownicy dla prac Kolberga. Wynika z nich także,
że Niegolewska pomagała w kolportażu tomów Ludu wśród swoich znajomych.
2
Mowa o pracy Obraz historyczno-statystyczny miasta Poznania w dawniejszych
czasach (T. 1–2, Poznań 1838, reedycja: 1998 r.), z której Kolberg korzystał w swojej monografii
Poznańskiego. Łukaszewicz należał też do założycieli i współpracowników „Przyjaciela Ludu”,
w latach 1839–1845 pełnił funkcję głównego redaktora czasopisma. Był współredaktorem
„Tygodnika Literackiego”, współzałożycielem w 1840 r. „Orędownika Naukowego”, w 1841 r.
założył własną drukarnię i księgarnię pn. „Nowa”.
1

322

�Był wydawcą „Zwiastuna Ewangelickiego”, wybitnym kaznodzieją, autorem pism religijnych, zyskał opinię ojca ewangelizmu polskiego. Pamięć
Kolberga o odważnym warszawskim pastorze świadczy o szacunku, jakim
darzył jego bezkompromisową, patriotyczną postawę. Przechował też zapewne wspomnienie swoich osobistych kontaktów i współpracy z pastorem w parafii ewangelicko-augsburskiej św. Trójcy w Warszawie; to z jego
inicjatywy Kolberg opracował wspólnie z Augustem Freyerem kancjonał
pt. Zbiór pieśni duchownych ewangelickich, wydany w Warszawie w 1866
roku i popularny przez wiele lat.
W roku 1873 Kolberg wyjechał do Wiednia na Wystawę Powszechną (światową), która trwała od 1 maja do 2 listopada i zgromadziła wiele
eksponatów z rozmaitych dziedzin: przemysłu, rolnictwa i hodowli, techniki i rzemiosła oraz sztuk pięknych. Plan zwiedzenia Wystawy powziął
wcześniej, o czym świadczy wzmianka Hemplówny w jej liście z kwietnia
1873 roku, nawiązująca do informacji Kolberga o „zamierzonej przejażdżce
do Wiednia”. Zamiar ten skonkretyzował się dopiero po 4 sierpnia, kiedy
to Wilhelm na prośbę Oskara przysłał mu z jego depozytu odpowiednią
„asygnację na 70 rubli”, co rozwiązało sprawę funduszu na tę podróż. Nie
znamy jednak dat wyjazdu i pobytu w Wiedniu ani powrotu do Krakowa.
Luka w korespondencji aż do 22 października, kiedy doręczony został Akademii list Kolberga wysłany z Krakowa, wskazuje, że w Wiedniu mógł on
przebywać w okresie między pierwszą dekadą sierpnia a trzecią października1. Jak wynika z listu do Wilhelma z 1 sierpnia, z tym pobytem Oskar
wiązał pewne nadzieje, zarysowała się bowiem możliwość zaprezentowania
tam za pośrednictwem muzyków polskich jego kompozycji fortepianowych,
co mogłoby przyczynić się do wydania ich w Wiedniu2. Liczył także na
nawiązanie kontaktów z miejscowymi etnografami. W korespondencji brak
jednak opisów pobytu w Wiedniu, wrażeń z wystawy i z całej podróży,
informacji o jej przebiegu, trasie i kontaktach. Nie wiadomo, czy doszło
Zob. listy M. Hemplówny z 30 IV 1873 r. i Wilhelma Kolberga z 4 VIII 1873 r.,
Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 451 i 459, a także Oskara do Wilhelma z 1 VIII 1873 r.
i pisany już z Krakowa [22] X 1873 r. do Akademii, tamże, s. 457–458 i 464.
2
Z tymi nadziejami może się wiązać lakoniczna wzmianka o odwiedzinach „pianisty
Kolberga” w salonie Eleonory z Milieskich Elkanowej, żony wiedeńskiego bankiera, Leopolda,
chętnie goszczącej Polaków. Prawdopodobnie Kolberg wówczas grał swoje kompozycje i dał
się poznać jako pianista. Zob. [H. Dąbczańska-Budzynowska] Pamiętnik, oprac. J. Fijałek,
„Rocznik Biblioteki Polskiej Akademii Nauk w Krakowie”, R. 9: 1963 (druk 1964), s. 316.
1

323

�wtedy do spotkania obu braci; o takiej możliwości wspominał Wilhelm
w listach. Wynika z nich natomiast, że widzieli się latem w Krakowie, przed
wyjazdem do Wiednia. Było to ostatnie spotkanie Oskara z Wilhelmem1.
W roku 1874 Kolberg nie wyjeżdżał poza Modlnicę i Kraków. Prawdopodobnie zdecydowała o tym konieczność dopilnowania na miejscu druku
i korekt IV części Krakowskiego, która miała się ukazać pod koniec 1874
roku2, a także równoległa praca nad pierwszymi tomami W. Ks. Poznańskiego, którego część I wydana została w 1875 roku. Znaczenie miał tu
także brak środków na podróże, o czym świadczy ponawiana prośba do
Wilhelma „o przysłanie mi na rachunek mego kapitału, jeśli możesz, 300
rub. sr., a przynajmniej 200 rub. sr., bo mi te pieniądze są gwałtownie potrzebne”3.
W roku następnym 1875 Kolberg otrzymał dotację Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności na terenowe badania naukowe. Podróż objęła Poznańskie, Prusy Zachodnie i Wschodnie. Cel tej wyprawy określony
został w notatce sprawozdawczej z posiedzenia Komisji następująco:
Na wniosek Sekcji Etnologicznej udzielono P. Oskarowi Kolbergowi zasiłek
z funduszu Komisji w ilości 250 zł. a. [tj. fl.], który w dopełnieniu swojego zobowiązania odbył w ciągu 10 tygodni podróż naukową przez W. Ks. Poznańskie,
Prusy Zachodnie, do Kaszubów, z wycieczkami do Wejherowa, W[ielkie]go Kacu
i Pucka, a z powrotem przez Warmię i Ziemię Michałowską. Bliższym celem
tej podróży było poparcie P. Kolberga w zamiarze uzupełnienia wiadomości
etnologicznych do drukującego się obecnie przy pomocy Akademii 10-tej serii
jego dzieła [tj. cz. II W. Ks. Poznańskiego]; odnośnie zaś do samej Komisji zdanie
sprawy naukowej dla zamieszczenia go w materiałach publikować się mających,
zasilenie jej zbiorów okazami etnologicznymi w ciągu podróży uzyskać się mogącymi, wskazanie wreszcie osób, do których w tamtych stronach celem uzyskania
światłych i gorliwych spółpracowników komisja zgłosić by się mogła4.
1
Zob. m.in. brulion listu do Karoliny z 26 VII 1873 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),
s. 455.
2
W liście do Akademii z 24 X 1874 r. Kolberg informuje o kończącym się druku książki
i zapowiada jej przedłożenie „z początkiem listopada”, tamże s. 495–496. Data wydania podana
na karcie tytułowej to rok 1875.
3
Brulion listu do Wilhelma z 18 XII 1874 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 511,
a także wcześniejszy list do brata z 12 VI 1874 r., tamże, s. 491.
4
„Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. II, 1875, s. LXXXI (Posiedzenie Komisji Antropologicznej dnia 12 XI 1875 r.). Wniosek Sekcji Etnologicznej, zatwierdzony jednomyślnie, skierowany został pisemnie 5 VI 1875 r. przez Kopernickiego do władz

324

�Kolberg otrzymał od Zarządu Akademii odpowiednie dokumenty poręczające, co ułatwiało swobodne poruszanie się i nawiązywanie kontaktów
oraz pozwalało uniknąć przeszkód, trudności i podejrzeń ze strony pruskich władz administracyjnych i policyjnych. Z kolei regulamin Akademii
zobowiązywał go do złożenia po powrocie szczegółowego sprawozdania
z podróży i jej wyników naukowych.
Przebieg tej podróży Kolberga, jedynej odbytej przez niego na Pomorze i Mazury, należy do najlepiej udokumentowanych spośród wszystkich,
podejmowanych przez niego w ciągu niemal pięćdziesięciolecia. Do roku
1992 znany był jednak tylko niepełny brulion sprawozdania z niej, obejmujący etap poświęcony Wielkopolsce i Pomorzu1. Brulion ten urywa się
na wiadomości o dotarciu na Powiśle, w Malborskie. Natomiast informacje o dalszym przebiegu wyprawy uzupełniały jedynie listy. Tymczasem
w 1992 roku Wiesław Bieńkowski opublikował odnaleziony w archiwum
PAU nieznany oryginał pełnego sprawozdania Kolberga skierowanego do
Zarządu Komisji Antropologicznej i na jego ręce złożonym2. Nosi ono datę
4 listopada 1875 r. i zawiera opis całej podróży Kolberga, nakierowanej
jednak nie tyle na planowe badania terenowe, ile na kontakty ze znawcami regionu i zbieraczami miejscowego folkloru. Sprawozdanie rozpoczyna
Kolberg następująco:
Wskutek łaskawego Akademii Umiejętności wezwania, wybrawszy się r. b.
w podróż, miałem zamiar poznać bliżej Prusy Wschodnie i Zachodnie oraz
części Wielkopolski mało mi jeszcze dotąd znane. Ponieważ obszar kraju, który przebiec w różnych kierunkach postanowiłem, jest znaczny, przeto podróż
moja, trwająca zaledwie trzy miesiące, nie dozwoliła mi do każdego etnograficznie ważnego dotrzeć punktu (których jest mnóstwo) ani długo na jednym
zatrzymywać się miejscu, by w nim w szczegółowe, rzecz wyczerpujące zapuszczać się badania. I dlatego w miejscowościach, gdzie zabawić przydłużej
Komisji Antropologicznej, która zaakceptowała go i z kolei zwróciła się do Zarządu Akademii
„o potrzebne poparcie moralne i urzędowe” (zob. W. Bieńkowski Oskar Kolberg a Akademia
Umiejętności w Krakowie…, s. 17–18).
1
Rkp. BN PAU i PAN w Krakowie, sygn. 2184, k. 70. Trasę tej wyprawy przedstawił Kolberg
skrótowo w Wykazie podróży… (DWOK T. 66), s. 706.
2
Pismo Oskara Kolberga z 4 listopada 1875 roku do Zarządu Komisji Antropologicznej
Akademii Umiejętności w Krakowie, w: W. Bieńkowski Oskar Kolberg w Królewcu w 1875
roku, „Komunikaty Mazursko-Warmińskie” 1992, nr 3–4, s. 346–349. Cytaty z tego sprawozdania
Kolberga przywoływane są dalej za publikacją Bieńkowskiego.

325

�dla braku czasu nie mogłem, starałem się przynajmniej takie pozawiązywać
z ludźmi stosunki, aby te, pobudzając ich doświadczenie, światło i dobrą wolę,
o ile się do przedmiotu naszych prac odnoszą, z korzyścią dla nauki użyć się
w przyszłości dały1.

Podróż rozpoczęła się od odwiedzenia kilku miejscowości w Wielkopolsce południowej. Bawił tam „cokolwiek dłużej w Pakosławiu pod Rawiczem, u hr. Czarneckich oraz w Morownicy pod Szmiglem, u pp. Niegolewskich”. 22 lipca Kolberg zapowiada w liście do Wandy Niegolewskiej swój
przyjazd do Starego Bojanowa „w środę” (tj. 28 lipca), skąd wyruszy do Morownicy, siedziby Niegolewskich. Na swojej trasie wielkopolskiej wymienił
także Konojad w powiecie kościańskim, miejscowość należącą do Izabeli
z Działyńskich Czartoryskiej. Potem odwiedził Poznań, gdzie spotkał się
z Kazimierzem Szulcem (1825–1887), historykiem i etnografem, zasłużonym
działaczem narodowym w walce z germanizacją, sekretarzem Wydziału
Historycznego Towarzystwa Przyjaciół Nauk Poznańskiego2.
Następnie pojechał do Torunia, skąd udał się „na zwiedzenie Prus Zachodnich”3. Dłużej przebywał w Zakrzewku i Brąchnówku pod Chełmżą u braci Czarlińskich – w Zakrzewku u Leona i jego żony Bronisławy,
w Brąchnówku u jego starszego brata, Emila, i Hortensji. Bracia Czarlińscy,
Leon (1835–1918) i Emil (1833–1913), byli uczestnikami powstania styczniowego, działaczami narodowymi, społecznymi i gospodarczymi, posłami
na sejm pruski, przedstawicielami rodziny walczącej o utrzymanie polskości Pomorza i o jego gospodarczy rozwój. Z tych miejscowości odbywał
Kolberg „wycieczki do Tylic, gdzie są ślady zamczyska, do Łysomic i do
Tamże, s. 346. „Mało znane części Wielkopolski” to powiaty południowe i zachodnie.
Siedmioczęściową monografię W. Ks. Poznańskie wydał Kolberg w latach 1875–1882 jako
tomy 9–15 Ludu.
2
Zob. Pismo Oskara Kolberga z 4 listopada 1875 roku…, s. 347, brulion listu do W. Niegolewskiej z 22 VII 1875 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 534 oraz Wykaz podróży…
(DWOK T. 66), s. 706.
3
Pismo Oskara Kolberga…, s. 347. Pomorskie materiały Kolberga opublikowane zostały
w tomie Pomorze (DWOK T. 39). Omówienie tych materiałów, wyprawy, kontaktów i badań
Kolberga na Pomorzu w roku 1875 przedstawił w świetle znanych wówczas dokumentów
(a więc wspomnianego fragmentu brulionu sprawozdania i listów) J. Burszta we wstępie do
tego tomu pt. „Pomorze” Oskara Kolberga, na s XX–XXXIV. O badaczach folkloru na Pomorzu
w XIX wieku zob. też A. Bukowski Pomorze Gdańskie (od Ceynowy do „Gryfa”), w: Dzieje
folklorystyki polskiej 1864–1918…, s. 391–415.
1

326

�Turzna”1. Następnie pojechał do Nawry, gdzie zatrzymał się u Sczanieckich, Bogusławy z Kruszyńskich i Michała (1838–1920), również znanego
z działalności narodowej i społecznej, jednego z założycieli Towarzystwa
Naukowego w Toruniu2. Sczaniecki interesował się archeologią i antropologią, brał także udział w pracach Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności od 1875 roku3. Dalej Kolberg udał się przez Trzebcz4 do Chełmna,
gdzie spotkał się z pochodzącym z Kaszub ks. Juliuszem Pobłockim (1835–
–1916), miejscowym proboszczem, piszącym o Kaszubach. Brat Juliusza,
Gustaw Pobłocki (1840–1915), także ksiądz, badacz historii, folkloru i dialektów Pomorza, był autorem Słowniczka kaszubskiego5, którym Kolberg
się zainteresował i który wykorzystał w swoich pomorskich materiałach.
Z Łaszewa w powiecie Świecie, gdzie zatrzymał się u Leopolda i Olimpii
Mieczkowskich, podejmował „wycieczki na Tucholszczyznę i do Bukowca pod Terespolem”, gdzie spotkał się z Florianem Ceynową (1817–1881),
urzędującym w Bukowcu lekarzem i jednocześnie badaczem kultury, historii i języka Kaszubów, folklorystą i dialektologiem z zamiłowania. Kontakt
z tym najwybitniejszym w XIX wieku badaczem folkloru nie tylko Kaszub,
1
Pismo Oskara Kolberga…, s. 347. Właścicielami Tylic byli wówczas Honorata z Mazowieckich i January Wybicki (ok. 1830–1876), Łysomice należały do Edwarda Donimirskiego
(1844–1907), działacza społecznego i narodowego, uczestnika powstania styczniowego, od 1876
roku posła na sejm pruski, także zasłużonego w staraniach o utrzymanie polskości Pomorza.
Natomiast Turzno było wtedy własnością Łucji z Działowskich (1839–1899) i Józefa Gajewskiego (ok. 1830–1889); oboje udzielali się w polskich stowarzyszeniach, m.in. w Towarzystwie
Naukowym w Toruniu, w Turznie założyli kolekcję obrazów i bogatą bibliotekę. W Turznie
w 1827 r. w drodze do Gdańska zatrzymał się na kilka dni Chopin.
2
Zob. J. Dygdała i Sz. Wierzchosławski Nawra Kruszyńskich i Sczanieckich. Studium
z dziejów szlachty i ziemiaństwa ziemi chełmińskiej, Toruń, 1990, s. 127–158 (rozdział
Nawra w posiadaniu Sczanieckich 1865–1939). Autorzy wspominają na s. 156 pobyt Kolberga
w Nawrze w sierpniu 1875 roku oraz przytaczają pozyskane tam przez niego informacje
etnograficzne, opublikowane w Pomorzu (DWOK T. 39), s. 43, 51 i 57.
3
Gotowość współpracy wyraził w marcu 1875 roku, co zostało odnotowane w sprawozdaniu z posiedzenia Komisji Antropologicznej dnia 31 III 1875 r., zob. „Rozprawy i Sprawozdania
z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.” T. II, 1875, s. LIII.
4
W Trzebczu gospodarował Ludwik Ślaski (1818–1898), społecznik i działacz na rzecz
polskości Pomorza, udzielał finansowej pomocy i schronienia powstańcom 1863 roku, był
członkiem pruskiej Izby Panów i posłem Koła Polskiego w sejmie pruskim, a także jednym
z inicjatorów muzeum polskiego w Toruniu.
5
Praca ta opublikowana została w wydawanym przez Ludwika Rzepeckiego poznańskim
tygodniku „Warta” w R. 3: 1876, nr 87–92 (i odb.) Toż w wersji obszerniejszej pt. Słownik
kaszubski z dodatkiem idiotyzmów [tj. idiomów] chełmińskich i kociewskich, Chełmno 1887.

327

�ale całego Pomorza, świetnie zorientowanym w ówczesnym ruchu słowianoznawczym, skomentował Kolberg potem w sprawozdaniu dla Akademii:
„[…] poznawszy się ze znanym kaszubskim literatem, p. Ceynową, ze wskazówek i informacji odeń powziętych wielce w następstwie korzystałem”1.
W drugiej połowie sierpnia odwiedził Kolberg Pelplin, gdzie spotkał
się z Franciszkiem Rąbcą (1845–1904), długoletnim prefektem tamtejszego
Collegium Marianum, który mu opowiadał „pouczające szczegóły o życiu
Kaszubów i Koczewiaków (z okolic Gniewa i Tczewa)”. Nie zastał wówczas
wykładających także w Collegium Marianum „światłych księży zajmujących się ludem”, Ignacego Ograbiszewskiego (1841–1913) i Stanisława Kujota (1845–1914), wybitnego historyka Pomorza. Następnie z Gdańska przez
Oliwę udał się do „Zopotów” (Sopotu), gdzie mieszkał przez dwanaście dni
u Donimirskich, zażywając morskich kąpieli, i skąd odbywał wycieczki
„w głąb Kaszub, mianowicie do Wielkiego Kacu [Kacka], Oksywia, Pucka, Wejherowa itd., najczęściej w towarzystwie ks. Masłowskiego, dobrze
z obyczajami tamtejszego ludu obeznanego”2. W Wejherowie jego przewodnikiem był Ludwik Jakowicki (1819–1900), nauczyciel języków klasycznych
w Poznaniu i Trzemesznie, w 1873 roku karnie przesiedlony przez władze
pruskie do Wejherowa, gdzie także uczył greki i łaciny do roku 1886 i skąd
potem powrócił do Poznania.
Już z Królewca pisał Kolberg we wrześniu do Romana Konopki o tym
etapie podróży:
Następnie udałem się do Gdańska, skąd parę razy powałęsałem się i po morzu także, a zawsze w celach etnograficznych (by marynarzy poznać). Wreszcie
zwiedziwszy w najdrobniejszych szczegółach zamek krzyżacki w Malborku,
pojechałem do hr. Sierakowskich do Waplewa, gdzie mnie odwiózł czekający
już na mnie na dworcu hr. Sołtan, brat p. Sierakowskiej. Tu spędziłem jak
najprzyjemniej tydzień cały, a drugi równie przyjemnie u pp. Donimirskich
w sąsiedztwie mieszkających3.
Pismo Oskara Kolberga…, s. 347.
Tamże, s. 348. Ksiądz Leon Masłowski (1843–1886) był wikariuszem w Pelplinie, potem
w Brusach i Polskim Brzoziu (pow. Brodnica), gdzie w 1875 roku został proboszczem. Interesował się pieśniami ludowymi i obyczajami ludu pomorskiego. (Zob. H. Mross Leon Masłowski, w: Słownik biograficzny kapłanów diecezji chełmińskiej wyświęconych w latach
1821–1920, Pelplin 1995, s. 202).
3
List do R. Konopki z 19 IX 1875 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 537. Wspomniany brat Marii Sierakowskiej to Adam Lew Sołtan (1824–1901), starszy brat Michała, powstaniec
1
2

328

�Waplewo w powiecie sztumskim należało do Alfonsa Sierakowskiego
(1816–1886). Jego żona, Maria, była siostrą wspomnianego tu wcześniej
Michała Sołtana, u którego gościł Kolberg w Bilczach na Wołyniu w 1862
roku. Obaj spotykali się później w Krakowie, w Komisji Archeologicznej
i Antropologicznej Akademii Umiejętności, których Michał Sołtan także
był członkiem. Obie rodziny, Sołtanów i Sierakowskich, poza związkami
rodzinnymi łączyły ugruntowane tradycje patriotyczne i społecznikowskie.
Ziemiańska rodzina Sierakowskich należała do najbardziej zasłużonych na
Pomorzu dla podtrzymywania polskiej kultury i ducha narodowego w czasach nasilonej germanizacji. W Waplewie, które Alfons Sierakowski objął
w 1842 roku, po śmierci ojca, Antoniego, a w roku 1876 przekazał synowi, Adamowi, kontynuowano kolekcjonowanie dzieł sztuki i gromadzenie
książek, pielęgnowano zwyczaje, język i ducha polskości i tworzono w pałacu centrum życia kulturalnego Pomorza. Uporządkowany i skatalogowany przez Adama Lwa Sołtana tamtejszy księgozbiór, gromadzony od XVIII
wieku, należał do najbogatszych prywatnych na tym terenie; za czasów
Sołtanów liczył ponad 10 tys. tomów. Ponadto zebrana w pałacu cenna
kolekcja dzieł sztuki obejmowała obrazy różnych szkół malarskich, m.in.
Tycjana, Rubensa, Dürera, grafiki i rzeźby oraz przedmioty rzemiosła artystycznego, m.in. meble, wyroby z porcelany, brązu, kości słoniowej, dawne
stroje, wykopaliska, militaria. To właśnie Adam Lew Sołtan „ze zbiorami
waplewskimi zapoznawał goszczących tam Oskara Kolberga (we wrześniu
1875 r.), Jana Matejkę, Stanisława Tarnowskiego i in.”1 W sprawozdaniu
Kolberg zapisał: „W Malborskiem przebywałem głównie w Waplewie u hr.
Sierakowskich, gdzie wielce w poszukiwaniach byli mi pomocnymi hr. Sołtan i p. Szremowicz, podobnie jak w Telkwicach i Buchwałdzie pp. Donimirscy”2.
1863 roku, podobnie jak Michał, bibliofil. Mieszkał wówczas u siostry w Waplewie, opiekując się
tamtejszą ogromną biblioteką i zbiorami sztuki. Przyjaźnił się z J.I. Kraszewskim, z którym prowadził rozległą korespondencję i którego zainteresował problematyką Pomorza Nadwiślańskiego.
Działał na rzecz propagowania w tym regionie oświaty i świadomości narodowej (zob. E. Orman-Michta Sołtan Adam Lew, w: Polski słownik biograficzny, T. XL, 2000–2001, s. 346–348).
1
E. Orman-Michta Sołtan Adam Lew …, s. 347. O pobycie Kolberga w Waplewie zob. też
A. Bukowski Waplewo. Zapomniana placówka kultury polskiej na Pomorzu Nadwiślańskim,
Wrocław 1989, s. 117–127.
2
Pismo Oskara Kolberga…, s. 348. Władysław Szremowicz był pełnomocnikiem dóbr hr.
Sierakowskiego w Waplewie (zob. W. Rutkowski Towarzystwa Rolnicze polskie w Prusach
zachodnich, Poznań 1895, s. 16).

329

�Pobyt u Donimirskich w Telkwicach i w Buchwałdzie (dzisiaj Bukowo),
wsiach w powiecie sztumskim, należących od 1804 roku do tej kolejnej zasłużonej dla Pomorza rodziny, wymienił Kolberg również w itinerarium. Teodor
Donimirski (1805–1884), tak jak poprzedni goszczący autora Ludu przedstawiciele tamtejszego ziemiaństwa, był działaczem społecznym i narodowym,
pomagał powstańcom 1863 roku. Jego syn, Jan Donimirski (1847–1929),
działał podobnie jak ojciec, m.in. jako członek Towarzystwa Pomocy Naukowej dla Młodzieży Prus Zachodnich i Towarzystwa Ekonomiczno-Rolniczego
w Prusach Zachodnich. Tygodniowy pobyt u Donimirskich w Buchwałdzie
i w Telkwicach uznał Kolberg za owocny i spędzony „równie przyjemnie”
jak wcześniejszy w Waplewie u Sierakowskich. Według relacji w cytowanym
liście do Romana Konopki oba poprzedziła bytność w Malborku, gdzie – jak
pisze – zwiedził „w „najdrobniejszych szczegółach” zamek krzyżacki, a także
tamtejsze muzeum archeologiczne. Następnie odwiedził Kolberg Elbląg, gdzie
ze zbiorami Elbląskiego Towarzystwa Starożytności zapoznał go współtwórca i pierwszy prezes tegoż w latach 1874–1876, prawnik, radca sądu okręgowego, Ferdinand Jacob Kaminski (zm. po 1879 r.).
W Królewcu, kolejnej stacji swojej podróży, znalazł się Kolberg krótko
przed 19 września; taką datę nosi list do Romana Konopki, w którym pisze:
Królewiec wcale duże miasto, ma pyszne gmachy, jak np. zamek królewski,
kościoły, uniwersytet, teatr, a mianowicie giełda. Na Pregli [Pregole] mnóstwo
okrętów uwija się mniejszego kalibru. Kobiety bardzo ładne; szkoda, że tak mało
mam czasu poznać je bliżej, gdyż jutro odjeżdżam na Mazury pruskie. Wczoraj
znakomicie przedstawiono w tutejszym teatrze Żydówkę Halévy’ego; śpiewacy,
a osobliwie tancerze byli wyborni. Jest tu także i kościół polski, ewangelicki,
a również i litewski. Poznałem się z pastorami: ks. Pełką i Kurschatem, a ci mi
kilka udzielili pieśni polskich i litewskich1.

Zatem 20 września lub nieco później udał się Kolberg z Królewca na
Mazury pruskie2. W sprawozdaniu dla Akademii pisał:
Korespondencja... cz. I (DWOK T. 64), s. 537–538. Hermann Pełka (1831–1900), polski duchowny ewangelicki, pedagog, badacz mazurskiego folkloru, w latach 1864–1873 proboszcz parafii polskiej w Królewcu, od roku 1866 dyrektor i wykładowca języka polskiego w seminarium
polskim w Królewcu. Friedrich Kurschat (1806–1884), litewski duchowny ewangelicki, językoznawca i teolog, profesor uniwersytetu w Królewcu, wydał m.in. Wörterbuch der littauischen
Sprache (Th. 1–2, Halle 1870 i 1883) oraz Grammatik der littauischen Sprache (Halle 1876).
2
Podróż Kolberga na Mazury pruskie, jego zainteresowanie tym regionem, kontakty
i materiały omawiał w roku 1966 W. Ogrodziński we wstępie do tomu Kolberga Mazury pruskie
1

330

�W Lecu [dziś Giżycku] poznałem się z p. M. Gierszem1, prawnikiem, wydawcą
„Gazety Leckiej”, człowiekiem znającym dobrze miejscową gwarę i lud. W Ełku
ks. superintendent Remus2, rodem Poznańczyk, udzielił mi wiadomości o niektórych zwyczajach mazurskich i podał adresa do kilku księży na prowincji, zajmujących się poszukiwaniami etnograficznymi. Do ich liczby należy ks. Brzoska3
w Ostródzie (następca znanego w piśmiennictwie ks. Gizewiusza), lecz tego przy
przejeździe przez to miasto nie zastałem w domu. Oprócz tego podano mi jeszcze
w różnych miejscach adresa kilku księży katolickich i protestanckich oraz osób
świeckich obojej płci po Warmii i Ziemi Michałowskiej mieszkających, których
współudział w pracy, a przynajmniej wskazówki i zebrane szczegóły, nader byłyby pożądane i użyteczne. Przyszłość pokaże, o ile adresa te były trafne i skuteczne4.

Informacje o pobycie i kontaktach nawiązanych na Mazurach, zawarte
w sprawozdaniu, są krótkie i rzeczowe. Lakoniczna jest też relacja w liście
do Wilhelma, do którego pisał po powrocie o całej wyprawie:
Podróż moja odbyta po Wielkopolsce, Prusach Wschodnich i Zachodnich, z której dopiero onegdaj powróciłem, nie tylko znakomicie tekę moją zasiliła, ale nadto i na zdrowie jak najszczęśliwiej oddziaływała. Bardzo mi posłużyły kapiele
morskie przez 12 dni w Zoppot używane, skąd robiłem wycieczki i na Kaszuby.
[…] Z Królewca podług wskazań gen. superintendenta ks. Pełki zwiedziłem Mazury Pruskie, a w Ełku obiadowałem w superintendenta Remusa. Stąd na Osterode
[Ostródę], Toruń i Poznań wróciłem zdrów do Krakowa, zatrzymując się jeszcze
po drodze w różnych miejscach”5.

Wiadomości te uzupełniają listy Kolberga pisane już po powrocie z podróży, zimą i wiosną 1876 roku. Warto więc wybiec w przód i odwołać się
do nich, gdyż po części tłumaczą ową lakoniczność Kolberga. Z tej korespondencji dowiadujemy się, że w czasie krótkiego pobytu w Lecu – poza
(DWOK T. 40) pt. „Mazury pruskie” Oskara Kolberga, s. V–XLIV. Zob. też T. Oracki Mazury
i Warmia w okresie 1800–1914, w: Dzieje folklorystyki polskiej 1864–1918…, s. 443–447.
1
Marcin Giersz (także Gerss) (1808–1895), mazurski nauczyciel, pisarz, redaktor i wydawca,
działacz protestancki i regionalista. Zob. Marcin Giersz (Gerss). Człowiek z pogranicza, praca
zbior. pod red. Z. Chojnowskiego, Gołdap 2009.
2
Karol Remus (1817–1880), pastor i superintendent od 1861 roku w Ostrowie Wielkopolskim, w latach 1868–1876 był wicegeneralnym superintendentem w Ełku.
3
Gustaw Otto Brzoska (1834–1899), od 1868 roku pastor w Ostródzie, od 1877 super­
intendent.
4
Pismo Oskara Kolberga…, s. 349.
5
Brulion listu do Wilhelma z 20 X 1875 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 542.

331

�Marcinem Gierszem – odwiedził Kolberg także tamtejszego pastora Hermana Brauna, którego żona śpiewała mu „kilka bardzo ładnych piosenek”1.
Znajdujemy też potwierdzenie odwiedzin w Ełku u superintendenta Karla
Remusa, a także nową informację o spotkaniu niewymienianego w sprawozdaniu pastora Reinholda Giżyckiego2.
Na Prusy Wschodnie i Mazury pruskie w całej podróży Kolberga przypadł w sumie niespełna tydzień w ostatniej dekadzie września, podczas
gdy na wcześniejsze jej etapy niemal dwa miesiące, od końca lipca 3. Nie
tylko jednak tak krótki czas rzutował na znikome efekty, po części był
on bowiem wynikiem tamtejszych realiów. Na Mazurach nie było tak
sprzyjających warunków jak na Pomorzu, w ziemiańskich dworach Donimirskich, Sierakowskich, Czarlińskich i Sczanieckich, gdzie znalazł Kolberg życzliwą gościnę i pomoc w badaniach i nawiązywaniu szerszych
kontaktów. Bez takiego zaplecza, zdany wyłącznie na własne siły i inicjatywę, nie zdołał uzyskać spodziewanych efektów. O dalece niekorzystnej
dla ówczesnego polskiego badacza sytuacji na Mazurach Tadeusz Oracki
w 1982 roku pisał:
Folklorystyka miała na tym terenie wyjątkowo niesprzyjające warunki dla swego rozwoju. Nie istniały tu polskie instytucje i organizacje, nie było polskich
ośrodków naukowych i czasopism specjalistycznych ani form kulturalnego
mecenatu, jak np. w Poznańskiem i Galicji. […] sprawą najważniejszą dla folklorystów polskich tego regionu było ratowanie zabytków rodzimej literatury
i kultury w związku z germanizacją oraz kształtowanie ludowego patriotyzmu
[…]. Określenia „ludowy” i „polski” były na tym terenie niemal równoznaczne4.

Zob. bruliony listów do M. Giersza i do H. Brauna z 28 II 1876 r., tamże, s. 573–575
oraz 577–579. Herman Braun (1845–1931) był pastorem w Lecu (Lötzen, tj. Giżycku) w latach
1872–1881.
2
Zob. bruliony listów do K. Remusa oraz do R. Giżyckiego z 1 III 1876 r., tamże, s. 581–583.
Reinhold Giżycki (1836–1889) był pastorem w Ełku w latach 1872–1889.
3
Według W. Ogrodzińskiego na Mazury poświęcił Kolberg „niewiele więcej niż 10 dni”
(zob. tenże „Mazury pruskie”…, DWOK T. 40, s. IX). Korespondencja wskazuje jednak na niespełna tydzień, skoro 19 września 1875 r. Kolberg pisał do Romana Konopki, że „jutro odjeżdża
na Mazury prus­kie”, a z kolejnego listu do tego samego adresata wynika, że już 25 września był
na uroczystym otwarciu nowej sceny polskiej w Poznaniu, o czym donosi z Morownicy 3 października (zob. Korespondencja… cz. I, DWOK T. 64, s. 537 i 540).
4
T. Oracki Mazury i Warmia…, s. 423–424. W tej pracy obszerne omówienie stanu
i rozwoju folklorystyki tego regionu (s. 420–489).
1

332

�Kontakt z duchownymi ewangelickimi i nauczycielami na Mazurach okazał się przelotny i nie przyniósł rezultatów. Już po powrocie Kolberg zwracał się do kilku poznanych osób z prośbą o dostarczenie wiadomości i materiałów etnograficznych, skrupulatnie dziękując za pozyskane na miejscu
informacje i uwagi1. Listownych odpowiedzi i konkretnej pomocy jednak
nie otrzymał. Jak się okazuje, zdecydowało o tym niechętne nastawienie
ewangelickich duchownych do polskiego badacza Mazur, wysłannika czołowej polskiej instytucji naukowej. W lutym 1876 roku starał się nawiązać
kontakt z pastorem w Kraplewie, gdzie wcześniej działał Gustaw Gizewiusz,
by pozyskać melodie do pieśni spisanych przez tego wysoko przez siebie
cenionego zbieracza. Jak wspomniano wcześniej, od dawna był Kolberg
w posiadaniu rękopisu Gizewiusza Pieśni ludu znad górnej Drwęcy, w którym 32 zaledwie pieśni na kilkaset zawartych w zbiorze miało zanotowane
melodie. W przekonaniu, że zwraca się do aktualnego pastora w Kraplewie,
Karola Cludiusa, wystosował więc list ze starannie umotywowaną prośbą:
Z uwagi na to, że od wielu lat zajmuję się etnografią i w tym zakresie już sporą
ilość opublikowałem w języku polskim, przeto wymienione pieśni [ze zbioru
Gizewiusza] mają dla mnie niepospolitą wartość i mam zatem mocną wolę opublikowania ich (oczywiście jako pracy Gizewiusza) jako załącznika do obszerniejszej rozprawy o Mazurach, którą mam zamiar w bliskiej przyszłości napisać.

W dalszym ciągu, prosząc o zapis choćby części melodii w kluczu wiolinowym i podając incipity wybranych tekstów, wyrażał przekonanie, że
można je jeszcze usłyszeć, i argumentował:
Śpiewaczki wśród ludu (jeśli już nie te stare) dadzą się z pewnością jeszcze
odszukać w tej miejscowości, gdyż lud, przeważnie konserwatywny, nie jest
skorym do łatwego zapomnienia i zaniechania dawnych obyczajów i pieśni […],
chociaż i nowe pieśni, i tańce, jeśliby były wykonywane i nosiły cechę narodową, byłyby dla mnie wielce pożądane2.

1
Zob. przywoływane wyżej w przypisach bruliony listów do M. Giersza i H. Brauna oraz
K. Remusa i R. Giżyckiego.
2
Brulion listu do K. Cludiusa z 28 II 1875 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 576
i 577 (tłum. z niem.) Karol Cludius (1826–1889) był proboszczem w Kraplewie i Durągu w latach
1861–1873, potem w latach 1874–1876 w Węgorzewie. Pomyłkę Kolberga co do osoby adresata
wyjaśnił W. Ogrodziński we wstępie „Mazury pruskie”…, (DWOK T. 40), s. XI–XII.

333

�Zwracał się też do adresata o ewentualne wiadomości etnograficzne.
Karol Cludius, wówczas już superintendent w Węgorzewie, a wcześniej proboszcz w Kraplewie, któremu list przesłano, odpisał Kolbergowi 20 marca
1876 r., informując, że odesłał jego list do aktualnie urzędującego proboszcza w Kraplewie, Gustawa Koba, który – jak przypuszczał – zapewne poleci
spisać melodie swojemu organiście. Karol Cludius, gorliwy germanizator,
wyraził przy tym swoje własne stanowisko, które musiało być dla Kolberga
szokujące:
Natomiast nie wątpię, że w dawaniu odpowiedzi na pytanie etnograficzne weźmie on [ów proboszcz, G. Krob] pod uwagę inspiracje panslawistyczne tych zainteresowań naukowych. Podczas mojej działalności w Kraplewie od 1861–1873
odniósł element niemiecki szereg zwycięstw nad charakterem ludności polskiej,
był to przecież okres 1864, 1866, 1870/1, a stare obyczaje ulotniły się wraz ze
zmianą właścicieli gospodarstw wiejskich i ze stopniowym zanikaniem polskiej
mowy. Strona naukowa zagadnień etnograficznych interesowałaby nas – inaczej
niż proboszcza Giseviusa – gdyby ewangelia i pruski kościół narodowy wyznania ewangelickiego Polakom stały się miłe1.

Szowinistyczny wydźwięk listu, odwołanie się do pruskich zwycięstw
nad Austrią, Danią i Francją oraz wyzywające podkreślenie skutków germanizacji dla żywiołu polskiego na Mazurach, a także mentorski i pełen satysfakcji wobec polskiego badacza ton listu spotkały się z obszerną, stanowczą,
choć wyważoną reakcją Kolberga. W konkluzji listu napisał:
Jakkolwiek sprawa się przedstawia i jakikolwiek los ofiaruje przyszłość temu
pruskiemu ludowi mazurskiemu, to jednak na dzisiaj jest on jeszcze słowiańskim
i stanowi jako taki dla badacza bogaty i wdzięczny przedmiot dla jego studiów.
Chodzi w tej dziedzinie o możliwie wyczerpujące wyzyskanie skarbów etnograficznych i lingwistycznych, które tak w okolicach Ostródy, jak i w okolicach
Węgorzewa i gdzie indziej leżą jeszcze przeważnie odłogiem i na razie nastręczają więcej materiału badaczowi polskiemu i słowiańskiemu niż niemieckiemu,
chociaż i ten ostatni znajduje tu niejedne, dla niego cenne osobliwości. […] moją
opinię (jako Polak ewangelik) wyrażam z taką samą szczerością i bez stawania po
czyjejkolwiek stronie, jaką i Pan zaszczycił mnie ze swej strony w swym liście2.

1
2

List K. Cludiusa z 20 III 1876 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 584 (tłum. z niem.).
Brulion listu do K. Cludiusa z 29 IV 1876 r., tamże, s. 606–607 (tłum. z niem.).

334

�Cytowany tekst jasno wyraża pogląd Kolberga na sprawę Mazur pruskich z jednej strony, z drugiej ilustruje jego bezstronne i niezależne stanowisko badawczo-naukowe, niewarunkowane względami politycznymi
i wyznaniowymi. Nieco później Kolberg zwrócił się jeszcze do kraplewskiego organisty, Maleskiego1, o którym wspominał Cludius, z prośbą o zapisy
melodii do tekstów Gizewiusza, ale list ten pozostał bez echa.
Ostatni etap podróży przypadł w drodze powrotnej przez Ostródę
i Toruń znowu na Wielkopolskę. Odwiedził Kolberg ponownie Poznań
i Morownicę; 3 października pisze właśnie z Morownicy do Romana Konopki: „W Poznaniu bawiłem kilka dni i byłem na otwarciu teatru nowego
i pierwszym przedstawieniu w sobotę, jako i drugi raz w niedzielę”. Zapowiada też swój powrót do Modlnicy „za tydzień, a najdalej za dni dziesięć”2. Przedstawienia te miały miejsce w sobotę i niedzielę 25 i 26 września. W sobotę, w dniu otwarcia stałej sceny polskiej w Poznaniu, obok
koncertu i deklamacji wystawiono Zemstę za mur graniczny A. Fredry,
w dniu następnym grano komedię V. Sardou Poczciwi wieśniacy3. Zatem
Kolberg przyjechał do Poznania najpóźniej 25 września. 20 października
jest już z Modlnicy, skąd pisze do brata Wilhelma 4. W sprawozdaniu czytamy jedynie: „Wracając, miałem zamiar udać się z Poznania do Zakrzewa zachęcony odezwą Albina Węsierskiego, czemu jednak przeszkodziła
śmierć zacnego tego obywatela” 5.
Sprawozdanie Kolberga przyjęto na przywoływanym wyżej posiedzeniu
Komisji Antropologicznej z 12 listopada 1875 r., a w relacji z tego posiedzenia zanotowano:
Brulion listu do […] Maleskiego z 17 V 1876 r., tamże, s. 618–619 (tłum z niem.).
List do Romana Konopki z 3 X 1875 r., tamże, s. 540.
3
Informował o tym m.in. anons w „Dzienniku Poznańskim” 1875, nr 220 oraz artykuł
Otwarcie stałej sceny w Poznaniu, tamże, nr 221 (z omówieniem programu uroczystości
otwarcia teatru).
4
Brulion listu do Wilhelma z 20 X 1875 r., Korespondencja... cz. I (DWOK T. 64), s. 541–543.
5
Pismo Oskara Kolberga…, s. 349. Albin Węsierski (1812–1875), właściciel ziemski, uczestnik powstania listopadowego, podróżnik, miłośnik archeologii i historii. W swojej posiadłości
w Zakrzewie (w pow. gnieźnieńskim) gromadził znaleziska i pamiątki archeologiczne. W roku
1856 wykupił od rządu pruskiego wystawiony na licytację Ostrów Lednicki, ratując go przed
dewastacją i ocalając dla narodu. Dzięki jego staraniom uczeni z PTPN i AU podjęli tam prace
badawcze, na jego zaproszenie gościli w Zakrzewie najwybitniejsi ówcześni historycy i archeolodzy, a w rezultacie zainicjowano pierwsze publikacje naukowe na temat tego ważnego dla
dziejów Polski miejsca. Węsierski zmarł nagle 22 września 1875 roku.
1
2

335

�[…] sprawozdanie złożone przez p. Kolberga zaraz po jego powrocie zaznajamia
Komisję jedynie o miejscach przezeń zwiedzonych; więcej wyczerpujące wymaga uporządkowania dorywczo w ciągu podróży zebranego materiału. Co do
osób mogących być przydatnymi spółpracownikami przedstawia ich P. Kolberg
jedenaście. Zarząd, przeprowadziwszy z nimi korespondencję, zawiadomi o jej
skutku w swoim czasie Komisję1.

I tak jako kandydatów na przyszłych współpracowników z Pomorza
i Mazur rekomendował Kolberg: ks. Gustawa Pobłockiego z Chełmna,
Floriana Cejnowę z Bukowca pod Terespolem, księży Franciszką Rąbcę,
Ignacego Ograbiszewskiego i Stanisława Kujota z Pelplina, ks. Leona Masłowskiego w Sopocie, prof. Ludwika Jakowickiego w Wejherowie oraz
dr Friedriecha Kurschata z Królewca, Marcina Giersza z Lecu (Giżycka),
pastorów Karola Remusa z Ełku i Gustawa Ottona Brzoskę z Ostródy”2.
Nie wiadomo, czy i jak ułożyły się dalsze ewentualne kontakty z Akademią
wskazanych przez Kolberga osób z Pomorza i Mazur pruskich; dostępne źródła
nie potwierdzają ich członkostwa ani współpracy z instytucją. Jak wiadomo, sam Kolberg dla potrzeb swojego wydawnictwa nie uzyskał większych
rezultatów. Wspomógł go jedynie ks. Rąbca, z którym jakiś czas po powrocie korespondował. Przysłał mu dzieło W.J.A. Tettaua i I.D.H. Temmego
Die Volkssagen Ostpreussens, Lithauens u. Westpreussens, gesammelt von
[…] (Berlin 1837) oraz wybrane egzemplarze wychodzącego w Pelplinie czasopisma „Pielgrzym” z lat 1869–1875, z artykułami o historii i folklorze
Posiedzenie Komisji Antropologicznej dnia 12 XI 1875 r., „Rozprawy i Sprawozdania
z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.” T. II,1875, s. LXXXII.
2
Nazwiska tych osób odnajdujemy w zachowanym w archiwum Kolberga końcowym fragmencie oryginalnego protokołu pisanego ręką sekretarza Komisji Antropologicznej, Izydora
Kopernickiego (rkp. BN PAU i PAN, sygn. 2184, k. 380, punkt 6). Nazwisko Pobłockiego opatrzone jest tam dopiskiem: „Słownik wyrazów kaszubskich dał do „Warty” Rzepeckiemu [tj. wydawcy czasopisma]”. Ponadto w rkp. tym znajduje się pod punktem 9 notatka: „P. Sadowski
uczynił wniosek, by Komisja zgłosiła się do spadkobiercy śp. Węsierskiego w W. Ks. Poznańskiem z prośbą o przekazanie czaszek pochodzących z zamku na wyspie Lednickiej. Wniosek
przyjęto i do uskutecznienia polecono”. Jest to przyczynek do kontaktów naukowych Akademii
z badaczami spoza Krakowa i do sposobu pomnażania jej zbiorów. Zachowały się też niedatowane notatki adresowe z wykazem kilkunastu osób z Pomorza i Mazur sporządzone przez
Kolberga i po części obcą ręką (BN PAU i PAN, sygn. 2184, k. 381), związane prawdopodobnie
z jego podróżą i wspomniane w cytowanym wyżej sprawozdaniu. Obok osób znanych z innych
przekazów wymienione są tam nowe nazwiska działaczy narodowych, posłów na sejm, ziemian, księży i nauczycieli. Część tych nazwisk przytoczył W. Ogrodziński (zob. „Mazury pruskie”…, DWOK T. 40, s. XV–XVI), a także W. Bieńkowski (Oskar Kolberg w Królewcu…, s. 345).
1

336

�Pomorza. Podarował też niezwykle bogaty Zbiór pieśni nabożnych katolickich do użytku kościelnego i domowego (Pelplin 1871, 1886) wydany
przez Szczepana Kellera (1827–1872), także pochodzącego z Kaszub redaktora „Pielgrzyma”. Za pośrednictwem Rąbcy otrzymał też Kolberg od dwu
innych księży drobne materiały: od ks. Jana Zielińskiego (1843–1927), wykładowcy w Collegium Marianum w Pelplinie kilka pieśni, od ks. Kloki
z Nowego Miasta podanie o sielawach (marenkach)1. Od Juliusza Pobłockiego zaś uzyskał zachętę do wykorzystania drukującego się w Poznaniu
Słowniczka kaszubskiego autorstwa jego brata, Gustawa Pobłockiego,
którą to pracę po powrocie przepisał, a od Jakowickiego fotografię Kaszubki, pieśń żniwną i krótki opis kilku zwyczajów2.
Wśród materiałów pozyskanych z badań własnych Kolberga najcenniejsze są sporządzone przez niego na Pomorzu zapisy melodii ludowych,
stanowiące najwcześniejszą „utrwaloną w piśmie nutowym” dokumentację
folkloru muzycznego tego regionu3. Obok bezpośredniego plonu z podróży na Pomorze i znacznie uboższego z Mazur uzyskał Kolberg niezbędną
wiedzę o aktualnej sytuacji tych regionów, zwłaszcza Pomorza, w okresie
nasilonej germanizacji, otrzymał od regionalistów cenne wskazówki i wiadomości o ich historii, kulturze, folklorze i literaturze przedmiotu, poczynił
własne obserwacje w zakresie, o jakim zdecydowały warunki, czas i możliwości. Podróż Kolberga stanowi też ważne świadectwo daleko poza Kraków i Galicję sięgających zainteresowań Akademii i niewątpliwie jej troski
o stan ducha narodowego i kultury na tych ziemiach, germanizowanych
pod zaborem pruskim.

1
Zob. listy Kolberga i F. Rąbcy z okresu od września 1875 r. do marca 1876 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s 539, 543–544, 549–550 i 586–587, a także list J. Kloki do F. Rąbcy
(bez daty), Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 734–736 (aneks 9).
2
Zob. listy J. Pobłockiego z 28 X 1875 r. i L. Jakowickiego z 14 II 1876 r. oraz brulion listu
Kolberga do L. Jakowickiego z 8 IV 1876 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 545, 571
i 595–596.
3
Zob. L. Bielawski, A. Mioduchowska Historia badań, w: Kaszuby cz. I, Pieśni obrzędowe,
w serii Polska pieśń i muzyka ludowa, T. II, Warszawa 1997, s. 19. O materiale muzycznym
Kol­berga z Pomorza pisała D. Pawlakowa we wstępie „Pomorze” Oskara Kolberga… (DWOK
T. 39), s. XXXVI–XXXIX.

337

�XVII
[Prace nad tomami W. Ks. Poznańskiego po roku 1875, przekonanie o celowości edycji także ze względu na postępującą germanizację. – Kłopoty z cenzurą
warszawską kwestionującą fragmenty cz. II i III Krakowskiego. – Odłożenie
w czasie opracowania materiałów z Mazur i Pomorza. – Życie i praca między
Modlnicą a Krakowem, punkty kontaktowe w mieście, uciążliwości dojazdów,
równoległe prace nad kolejnymi monografiami, wstępna redakcja cz. I Pokucia.]

Po powrocie, który nastąpił około połowy października 1875 roku,
czekała Kolberga intensywna praca nad uporządkowaniem pozyskanych
w podróży materiałów oraz nad opracowaniem kolejnych tomów W. Ks.
Poznańskiego, siedmioczęściowej monografii, najobszerniejszej w całym
wydawnictwie. W pierwszej kolejności segregacji, selekcji i zredagowania
wymagały nabytki z Wielkopolski przeznaczone do tomu drugiego. Tom
pierwszy ukazał się wkrótce po powrocie do Modlnicy jesienią 1875 roku.
Druk tomu drugiego planował Kolberg rozpocząć już w grudniu. W listopadzie pisał do Leona Czarlińskiego z Zakrzewka, u którego gościł latem:
Zdrów, dzięki Bogu, wróciwszy do Krakowa i nie tracąc czasu, zająłem się uporządkowaniem zebranych w czasie mojej podróży materiałów, jako i przygotowaniem do druku nowego tomu, tj. dalszej części Poznańskiego, i mam nadzieję
druk ten w ciągu przyszłego miesiąca rozpocząć1.

W rzeczywistości druk części II został podjęty na początku roku 1876,
a tom ukazał się latem; w końcu czerwca Kolberg jeszcze czekał na ukończenie druku, zaś na początku sierpnia już wysyłał wydany „świeżutko
nowy tomik moich badań etnograficznych”2.
Charakterystyczna jest motywacja, jaką Kolberg wyraził na temat wydania monografii Poznańskiego kilka lat wcześniej. W liście do Hoffa tak ją
przedstawiał w 1869 roku w odniesieniu do części I:
Tom pierwszy zajmie się południowo-zachodnią częścią W. Ks. Poznańskiego
i będzie miał głównie na względzie przedstawienie właściwości pow[iatów]
Brulion listu do L. Czarlińskiego z listopada 1875 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),
s. 550.
2
Zob. bruliony listów do W. Siarkowskiego z 30 VI i do W. Niegolewskiej z 7 VIII 1876 r.,
tamże, s. 628 i 631.
1

338

�wschowskiego, kościańskiego, bukowskiego i kilku im przyległych. Strona ta
Wielkopolski najmniej była znaną, a wydanie jej tym bardziej powinno być pożądanym, że germanizm, wciskając się we wszelkie żywota tamtejszego stosunki,
zaciera powoli wszystko”1.

Na problem germanizacji był uwrażliwiony szczególnie, zwłaszcza po
powrocie ze swojej podróży w 1875 r., dając temu wyraz w licznych wypowiedziach w listach do zaprzyjaźnionych Wielkopolan, zwłaszcza Bibianny
Moraczewskiej i Wandy Niegolewskiej, a także mieszkańców Pomorza, np.
Leona Czarlińskiego. Nasilenie tego procesu w latach siedemdziesiątych,
w okresie rządów Bismarcka i zainicjowanego przez niego Kulturkampfu
obserwował w czasie swoich ówczesnych podróży, bezpośrednio zetknął
się z jego eskalacją w czasie kilkakrotnych pobytów w Wielkopolsce i ostatniego na Pomorzu. Znane mu więc były kolejne etapy i przejawy polityki
germanizacyjnej w Poznańskiem, ściśle połączonej z walką z kościołem katolickim: stopniowe rugowanie języka polskiego ze szkół, wprowadzenie
rozporządzeniem z 13 października 1873 roku języka niemieckiego jako wykładowego na wszystkich szczeblach nauczania, spychające język polski do
roli pomocniczej, uchwalenie przez sejm pruski 19 czerwca 1876 roku ustawy ostatecznie uznającej język niemiecki jako wyłączny urzędowy w administracji i sądownictwie, przemianowywanie historycznych nazw polskich
na niemieckie, usuwanie Polaków ze służby rządowej, uzależnienie kościoła od państwa itd. Restrykcje te budziły silny opór środowisk polskich,
a sprzeciwy polskich posłów wyrażane w debatach na forum parlamentarnym, jedynym formalnie dostępnym dla Polaków polu wyrażenia niezgody,
były na porządku dziennym. Jak wiadomo, Kolberg stykał się z wieloma patriotycznie nastawionymi przedstawicielami społeczeństwa wielkopolskiego
z zaboru pruskiego i jak wynika z nawiązań w korespondencji, te żywotne
problemy były omawiane w czasie jego pobytów w odwiedzanych domach.
Z pewnością podejmowano je m.in. w goszczących Kolberga dworach Niegolewskich w Morownicy czy Czarlińskich w Zakrzewku; obaj gospodarze
byli posłami na sejm pruski, a Niegolewski należał do najznakomitszych
i najodważniejszych obrońców polskości w parlamencie niemieckim. Podobnie działo się zapewne w czasie spotkań z Bibianną Moraczewską czy
Marcelim Szulcem w Poznaniu, co dokumentuje korespondencja, w której
1

Brulion listu do B. Hoffa z 23 V 1869 r., tamże, s. 328.

339

�przewijają się aktualne wątki i problemy polityczne. Wiadomości na ten
temat dostarczała też prasa krakowska. Żywo reagując na kolejne przejawy
wypierania polskości w szkolnictwie, administracji, kulturze w Wielkopolsce i na Pomorzu, Kolberg pisał np. do Czarlińskiego:
Cieszyliśmy się tu bardzo, żeście panowie posłowie tak dzielnie bronili naszych
praw, osobliwie sprawy językowej na sejmie berlińskim. Winszujemy Wam
talentu oratorskiego i cenić umiemy wysoko Wasz zapał i poświęcenie, lubo
znając zawziętość Waszych przeciwników z góry o bezskuteczności tych mów
i usiłowań byliśmy przekonani1.

Lub nieco później:
Nie uwierzysz Pan, jak nam tu wszystkim przykro, że wybory tegoroczne do sejmu wypadły dla nas tak niepomyślnie. Wiemy dobrze, że nieprzyjaciel posiada
daleko potężniejsze niż my środki kontrminowania wszelkich naszych usiłowań
publicznych, ale i to pewna, że w pracy przy domowym ognisku podjętej niewiele on nam zaszkodzić może2.

Warto podkreślić jasność postawy Kolberga, który wprost mówi o „przeciwnikach”, o „nieprzyjacielu” z jednej strony, z drugiej zaś o wartości pracy
„przy domowym ognisku” z pozytywistycznego stanowiska. Świadomość
postępującej germanizacji – o czym będzie jeszcze mowa – z pewnością
umacniała jego determinację, by z wydaniem monografii wielkopolskiej
nie zwlekać. Kolejne jej części ukazywały się co roku, w latach 1875–1882,
z przerwą jedynie w roku 1878.
1
Brulion listu do L. Czarlińskiego z 8 VIII 1876 r., tamże, s. 633. Mowa o obradach sejmu pruskiego nad wspomnianą uchwałą o języku niemieckim jako jedynym urzędowym
na wszystkich szczeblach administracji i sądownictwa, zatwierdzoną 19 czerwca 1876 roku.
O obradach tych pisała także prasa galicyjska. Kolberg znał zapewne przebieg procedowania
z bieżących doniesień krakowskiego „Czasu” z 1876 r. (zob. m.in. Korespondencja z Poznania,
6 kwietnia w nr. 82, z 9 IV), a wspomniane przez niego mowy posłów polskich w obronie języka polskiego, wygłoszone 19 czerwca na posiedzeniu Izby Wyższej, która uchwałę zatwierdziła
– z artykułu Ziemie polskie. Mowy hr. Józefa Mielżyńskiego i hr. Mieczysława Kwileckiego
w „Czasie” 1876, nr 141 (z 23 VI), gdzie zostały przytoczone.
2
Brulion listu do L. Czarlińskiego z listopada 1876 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),
s. 668–669. Wybory do sejmu pruskiego odbyły się 27 października 1876 roku. Obszerną
relację i analizę wyników pt. Rezultat wyborów podawał „Dziennik Poznański” 1876, nr 248
(z 29 X) i nr 251– 253 (z 3–5 XI). O wyniku wyborów informował także „Czas” 1876, nr 256,
w Korespondencji „Czasu” z Poznania, 2 Listopada.

340

�Tymczasem krótko po powrocie z podróży w 1875 roku wyłonił się
nowy kłopot. Jesienią Wilhelm, pośredniczący we wszystkich warszawskich sprawach Oskara, nie tylko rodzinnych, ale i wydawniczych, zawiadomił brata, że cenzura zakwestionowała niektóre fragmenty i miejsca w częś­ci
II i III Krakowskiego, tj. tomach 6 i 7 Ludu, uniemożliwiając tym samym
zbyt tych książek w Królestwie Polskim i Rosji. Wilhelm pisał: „[…] przez
nierozwagę utrudniłeś sobie odbyt w Królestwie i w Rosji tego, co wydajesz w Krakowie”, wyszczególniał też niedozwolone passusy w obu tomach,
obwarowane klauzulą: „pozwolono/dopuszczono z wyjątkami”, zwracając
uwagę na absurdalność niektórych zastrzeżeń. Nie mając zaś tomu 6., prosił
ze względu na trudność z wwiezieniem go: „Potrzeba, abyś co rychło znalazł
jakąś okazję do Warszawy i przesłał mi serię VI, którą przecież może kto
przywieźć w kieszeni”1. Zakwestionowane fragmenty dotyczyły w tomie 6.
pieśni w rozdziale Dwory i miasta, w których pojawiały się aluzje czy akcenty dotyczące wojska polskiego, bitwy pod Racławicami itp., a w tomie 7.
wyobrażeń ludu krakowskiego o kraju i ludach w okolicach Moskwy oraz
wszelkich fragmentów w opisie wierzeń, gdzie pojawia się słowo „Moskal”.
Stosowanym w takich sytuacjach zabiegiem pozwalającym ominąć zakaz
cenzora było przedrukowywanie kartek książki z kwestionowanymi partiami tekstu. Kolberg odpowiedział bratu szybko, tłumacząc się z „nierozwagi”
– jak to określił Wilhelm – i godząc na przedruk niektórych kart:
Mam zwyczaj przed oddaniem manuskryptu do druku przeglądać go jeszcze
i odkładać na bok wszystko, co tchnie patriotyzmem (gdyż wielka część drukuje
się z kartek, które czasami ktoś inny napisał, a ja tylko przejrzałem i poprawiłem). Otóż większa część wskazanych przez Ciebie (i cenzurę) miejsc była
prześlepioną przeze mnie, a korektor (gdyż prócz nut, nie zawsze dla krótko[ści]
czasu sam wszystko w Krakowie korygowałem) nie dbał wcale o usunięcie tych
kawałków, więc zostały wydrukowane. Choć przyznać się muszę, że parę miejsc
mniej drażliwych zostawiłem sam, nie sądząc, aby je cenzura brała na serio.
Masz rację, że dla tych kilku kartek nie należałoby tamować odbytu całemu
dziełu u Was i w Rosji, więc je trzeba będzie przedrukować. Uczyniwszy to,
nie omieszkam przesłać tak poprawionych egzemplarzy i spodziewam się, że
cenzura cofnie swój zakaz2.

1
2

List Wilhelma Kolberga z 18 XI 1875 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 547 i 548.
Brulion listu do Wilhelma z grudnia 1875 r., tamże, s. 553.

341

�Wspominana już wcześniej opresja nękająca autorów ze strony cenzury, często absurdalnie uznaniowej i groteskowej w swoich praktykach,
towarzyszyła Kolbergowi także przy kolejnych tomach przeznaczonych do
kolportażu i sprzedaży w zaborze rosyjskim 1. Owo nieszczęsne „odkładanie na bok wszystkiego, co tchnie patriotyzmem” było ceną, jaką płacili
pisarze polscy XIX wieku i z jaką musieli liczyć się również dokumentaliści pokroju Kolberga, dla których naukowym zadaniem była wierność
faktom.
Wyprawa na Pomorze, Powiśle i Mazury utrwaliła zainteresowanie
Kolberga tymi regionami. Choć ich już nigdy nie odwiedził, nie zaniedbał dalszych starań o opracowanie pozyskanych źródeł i o nowe nabytki stamtąd pochodzące i ich dotyczące. Choć za życia nie zdołał ich
wydać, wagi zebranych źródeł był jednak od początku świadomy, także ze
względu na systemowe wypieranie żywiołu polskiego z tych ziem i pilną
potrzebę zgromadzenia dokumentacji etnograficznej dla nich. Dokładnie
nie znamy jednak przebiegu dalszych prac nad materiałami do przyszłych
monografii tych regionów. Wiadomo, że po powrocie z podróży na Pomorze i Mazury nadal się nimi interesował, gromadził bibliografię i wiedzę z literatury, poszukiwał materiałów i kontaktów ze znawcami historii
i folkloru tych regionów. Zafascynowany szczególnie Kaszubami, około
roku 1877 przetłumaczył rozprawę Hilferdinga z 1862 roku, którą – jak
wspomniano – znał już wcześniej 2. Zachęcony przez Juliusza Pobłockiego sporządził też odpis wydanego w 1876 roku przez jego brata Gustawa
Słowniczka kaszubskiego. Obie prace pozostały w archiwum Kolberga wraz z dotyczącymi Pomorza notatkami bibliograficznymi i wypisami
z literatury, pochodzącymi głównie sprzed roku 1875. W archiwum tym
przechowały się także najcenniejsze i najbogatsze materiały Kolberga
z tego obszaru, tj. jego własne zapisy pieśni z melodiami, sporządzone
1
Zob. J. Kostecki, M. Rowicka Granice wolności słowa w zaborze rosyjskim w latach
1865–1904. Wykaz publikacji polskojęzycznych zakwestionowanych oraz dopuszczonych do obiegu przez carską cenzurę zagraniczną, T. 1, 1865–1889, Warszawa 2006 (indeks
w T. 3). Spośród pierwszych dwu monografii wydawanych w Krakowie w całości dopuszczono
do obiegu cz. I Krakowskiego oraz cz. I–VII W. Ks. Poznańskiego (DWOK T. 5 i 9–15); zastrzeżenia co do cz. II–IV Krakowskiego (DWOK T. 6–8) oraz wydanych w 1874 roku Krakowiaków
i mazurków z okolic Krakowa (przedruk rozdziału Tańce z tomu 6.) wskazane zostały w tej
publikacji przez podanie stron i w razie potrzeby wierszy.
2
Zob. wyżej, s. 191–192. Przekład Kolberga pt. Ostatki Słowian na południowym brzegu
Bałtyckiego Morza został opublikowany w jego tomie Pomorze (DWOK T. 39).

342

�z autopsji w trakcie badań terenowych. Jest to pierwsza – jak powiedziano wyżej – planowa dokumentacja folkloru muzycznego Pomorza i to
w okresie – jak pisze Józef Burszta – „gdy panowała ugruntowana przez
pastora Lorka z Cecenowa opinia, że Pomerania non cantat”1. Kolberg
nie podjął jednak opracowania swych rękopisów pomorskich do druku,
pozostały w jego spuściźnie aż do 1965 roku, kiedy to wydano je po 90
latach w ramach Dzieł wszystkich jako tom 39.
Natomiast przygotował do publikacji materiały z Mazur. Korzystał przy
tym przede wszystkim z pomocy i dorobku naukowego wybitnego historyka i znawcy regionu, W. Kętrzyńskiego, oraz z przechowywanego w swoim
archiwum rękopisu Gizewiusza, a także z prac M. Toeppena, J.J. Ossowskiego i K. Sembrzyckiego. Skompletowanie i opracowanie rękopisu Mazur
pruskich przypadło prawdopodobnie na czas późniejszy, od 1881 r., a zwrot
w postępie prac przyniosła konkretna pomoc Wojciecha Kętrzyńskiego,
który od 1883 r. przekazywał Kolbergowi własne materiały źródłowe,
zwłaszcza zapisy pieśni, zapewne także i literaturę i informacje o niej2. Obaj
badacze spotykali się we Lwowie, gdzie Kętrzyński pracował w Zakładzie
Narodowym im. Ossolińskich, najpierw jako sekretarz naukowy od 1870
roku, potem od 1874 jako kustosz, a od 1 listopada 1876 roku jako długoletni dyrektor. Był wydawcą źródeł, autorem pierwszej etnograficznej pracy
O Mazurach3, zasłużonym badaczem nie tylko historii Prus, ale i folkloru
mazurskiego. Mazur pruskich Kolberg jednak nie wydał; ukazały się dopiero w ramach Dzieł wszystkich jako tom 40.
W miarę upływu lat, przybywających materiałów, rosnących wysiłków, by podołać wielotorowym działaniom, a także narastającego zmęczenia nadmiarem pracy, ślęczeniem za biurkiem, wreszcie eksploatującym
siły podróżowaniem, Kolberg coraz silniej odczuwał presję czasu, ogromu
zadań i obaw o realizację swojego wielkiego planu. Mimo ustabilizowanej
sytuacji bytowej w Modlnicy nie był pozbawiony uciążliwości i kłopotów,
J. Burszta „Pomorze”… (DWOK T. 39), s. XXVII–XXVIII.
O współpracy tej oraz o przygotowanych przez Kolberga materiałach do druku zob.
W. Ogrodziński „Mazury pruskie”… (DWOK T. 40),, s. XIV i nast. W 1886 r. w Wykazie tek
rękopiśmiennych… (DWOK T. 66, aneks 12, s. 744) Kolberg wymienia Mazury pruskie jako
monografię „w znacznej części gotową do druku”.
3
Praca ta ukazała się w Poznaniu w 1872 roku, wcześniej drukowana była w odcinkach
w „Tygodniku Wielkopolskim” 1872, nr 90–91, 101–102, 113–114, 129–130, 141–143. Omówienie
działalności Kętrzyńskiego w tym zakresie zob. m.in. T. Oracki Mazury i Warmia…, s. 447–450.
1
2

343

�jakie poza ciągłą troską o finanse stanowiła konieczność przemieszczania
się do Krakowa i związane z tym uzależnienie od możliwości wyjazdu.
Podróże mimo niewielkiej odległości były męczące, drogi jesienią i zimą
często nieprzejezdne, konie z furką nie zawsze mogły być podstawiane.
Niejednokrotnie Kolberg nocował w Krakowie, korzystając z gościny
przyjaciół. W drodze powrotnej z Mazur pisał z Morownicy do Romana
Konopki:
Spodziewać się zatem mojego powrotu możesz mniej więcej za tydzień, a najdalej za dni dziesięć. Przyjadę wprost do Krakowa, bo mi to będzie najdogodniej,
o ile możności w dzień poniedziałkowy lub czwartkowy, i jeżeli koni od Was nie
zastanę, przenocuję u Kirkora lub Rybkowskiego1.

Z wspominanym już wcześniej Adamem Honorym Kirkorem Kolberg
stykał się i współpracował blisko w Akademii; nocleg w jego mieszkaniu
przy Małym Rynku był, jak wynika z listu, możliwością już sprawdzoną.
Tadeusz Rybkowski (1848–1926), malarz i ilustrator, w latach 1872–1875
studiował w Krakowie w Szkole Sztuk Pięknych i często bywał w Modlnicy,
gdzie mieszkała jego ciotka, Antonina Męcińska, rezydentka u Konopków
i wychowawczyni dzieci2, i gdzie poznał się z Kolbergiem. Z upodobaniem
podejmował wtedy wycieczki artystyczne, uprawiając malarskie studia
z natury, których tematem było życie ludu wiejskiego. Z Kolbergiem łączyło go więc wspólne zainteresowanie ludem i wsią. W 1875 roku sportretował autora Ludu3, a później przygotowywał dla niego ryciny przeznaczone do monografii Pokucia. Na dalsze studia wyjechał do Wiednia, gdzie
był uczniem L. Loefflera, potem H. Makarta i gdzie w latach 1878–1893
miał własną pracownię i niezwykle intensywnie pracował, uprawiając
malarstwo rodzajowe i historyczno-rodzajowe4. Zażyłość jednak pozostała;
w kwietniu 1876 roku Rybkowski pisał z Wiednia do Kolberga, uprzedzając
„zaproszenie do przesyłania artykułów z etnografii słowiańskiej, a głównie
List z 3 X 1875 r., Korespondencja cz. I (DWOK T. 64), s. 540.
Matka Tadeusza, Karolina Rybkowska, i Antonina Męcińska były córkami Antoniego
Męcińskiego, kompozytora i organisty w Kościele Mariackim w Krakowie.
3
Portret ten (miniatura, gwasz, akwarela) znajduje się w Muzeum im. Oskara Kolberga
w Przysusze. Reprodukcję opublikowała K. Markiewicz w albumie Oskar Kolberg 1814–1890,
Radom 2014, s. 116.
4
Zob. R. Biernacka Rybkowski Tadeusz, w: Polski słownik biograficzny, T. XXXIII, 1991–
1992, s. 357–359.
1
2

344

�Galicji i Krakowskiego” z redakcji tamtejszego czasopisma „Heimat”, gdzie
rekomendował go „jako członka Akademii Umiejętności i jedynego etnografa w całej Polsce”1.
W Krakowie miał Kolberg wypróbowane punkty kontaktowe, w których pozostawiał i odbierał wiadomości i listy w sprawach swoich krakowskich interesów i spotkań, a także dla i od przyjezdnych członków rodziny
i przyjaciół. W czasie zamieszkiwania w Modlnicy był to poza księgarnią
Friedleina sklep galanteryjny w Rynku Głównym Józefa Zaplatalskiego,
kupca, u którego zaopatrywał się modlnicki dwór. Za jego pośrednictwem
przekazywane były do Kolberga i od niego informacje o przyjazdach, zakwaterowaniu w Krakowie, propozycjach i terminach spotkań, a także wędrujące w obie strony przesyłki i listy. Liczne wskazówki w korespondencji
Kolberga do roku 1883, kierujące pod ten adres, wskazują na dogodność
sprawdzonego pośrednictwa Zaplatalskiego.
Wyjazdy z Modlnicy do Krakowa, uzależnione od pogody, zdrowia, kondycji i gotowości do męczącej jazdy do miasta, a przede wszystkim od
możliwości korzystania w razie potrzeby z oferowanych mu przez gospodarzy koni i furmanki, sprawiały, że podróże te stawały się z czasem rzadsze. Z kolei pobyt w Krakowie też bywał czasowo limitowany, zapewne ze
względu na transport. W listach częściej pojawiają się też wzmianki o tych
trudnościach. Już w lutym 1875 roku pisał o przyjazdach do Krakowa raz
w tygodniu:
Zajęcia moje etnograficzne dokonywane na wsi […], druk dzieł moich, stosunki
z Akademią, biblioteką, drobne sprawunki etc. powołują mnie prawie co tydzień
do Krakowa, gdzie zawsze kilka spędzam godzin dla załatwienia tych i tym podobnych interesów.

W liście do Siarkowskiego z maja 1876 roku, w którym wyjaśniał powody swojego milczenia i braku wiadomości, czytamy:
Przyczyny znów tego braku są te, że mieszkam o 1 1/2 mili od Krakowa, w Modlnicy i bywam zwykle tylko raz na tydzień w tym mieście dla interesów, sprawunków, korekty dzieła itp. Ostatnimi czasy bytność ta jeszcze stała się rzadszą
dla słabości zdrowia, niepogody, braku furmanki na zawołanie itd. Otóż tym
sposobem ani z prezesem, ani z sekretarzem Akad[emii] nie widziałem się od
1

List T. Rybkowskiego z 20 IV 1876 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 601.

345

�marca, a to tym mniej, że byli oni we Lwowie, skąd wrócili na parę dni na święta,
a ostatecznie dopiero na walne zebranie Akademii w d. 3 maja, na którym mnie
znów nie było dla słabości.

Do Władysława Wierzbowskiego krótko potem pisał w podobnym duchu, tłumacząc niemożność spotkania:
Bywam bowiem w Krakowie ledwie raz na tydzień i to na kilka godzin (jak to
wiesz) dla załatwienia interesów w drukarni, księgarni, bibliotece itd. i ledwie
czasami kilka chwil wolnych, [by] odwiedzić przyjaciół, mi pozostaje1.

Zimą wyjazdy te były jeszcze rzadsze, nieprzejezdne z powodu śniegów
lub roztopów drogi, zimno i niepogoda zmuszały do ich ograniczania i wyjaśnień w rodzaju: „[…] z powodu zasp śnieżnych rzadko teraz w Krakowie
bywam” lub:
Zimno, częste niepogody, złe drogi, trudność o konie w danym razie, a oraz
wiek i niezupełnie dobry stan mego zdrowia trzymają mnie na uwięzi w domu
i zapewne czas jakiś stale jeszcze trzymać będą. Nie gniewam się jednak o to,
bo mam spokój i zyskuję trochę czasu potrzebnego mi do wykończenia Pokucia,
które, jak sądzę, w początkach marca będzie gotowe2.

Ostatnia przytoczona wypowiedź z listu do Kopernickiego, o dwa lata
późniejsza, pochodzi już z okresu, kiedy w osobie adresata znalazł Kolberg
oddanego przyjaciela i pomocnika. Zawiązana w Krakowie bliska relacja
znajduje swoje odbicie w korespondencji zainicjowanej pod koniec 1876
roku, a ożywionej od 1878 roku. Widoczne jest w niej pogłębiające się zaufanie i wzajemny szacunek, gotowość pomocy i obustronne zrozumienie.
Jak już wspominano, Kopernicki z niezwykłą ofiarnością i operatywnością
wspomagał Kolberga w jego wszystkich sprawach, pośrednicząc między
nim a władzami Akademii, drukarnią i księgarnią Friedleina, ułatwiając
1
Zob. odpowiednio bruliony listów do M.A. Szulca z 26 II 1875 r., do W. Siarkowskiego z 23
V 1876 r., do W. Wierzbowskiego z 20 VI 1876 r., tamże, s. 520, 621 i 626.
2
Bruliony listów do B. Moraczewskiej z 30 I 1876 r. oraz do I. Kopernickiego prawdopodobnie
ze stycznia 1878 r., tamże, s. 559 oraz Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 94. Wersja wstępna
cz. I Pokucia (DWOK T. 29) przedstawiona została na posiedzeniu Komisji Antropologicznej 27
XI 1878 r. (zob. „Rozprawy i Sprawozdania z posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. V, 1878, s. CVIII),
tom ukazał się ostatecznie w 1882 roku, o czym mowa będzie dalej.

346

�kontakty z badaczami krakowskimi i terenowymi, niejednokrotnie zastępując go też w Sekcji Etnologicznej. Sam niezmordowany w pracy badawczej i w organizacji życia naukowego i łączący obie sfery działania,
rozumiał jak mało kto ze współczesnych dylemat Kolberga, uwikłanego
w ustawiczną sprzeczność między potrzebą spokojnej, mrówczej pracy
i skupienia nad kolejnymi tomami a innymi wyzwaniami, które go od tego
żywotnego zadania odrywały. Starał się też maksymalnie pomóc przyjacielowi nie tylko w obowiązkach związanych z Akademią, ale i w drobnych życiowych sprawach. Często dzięki temu Kolberg nie musiał wybierać się do Krakowa, zyskując spokój i czas na pracę w Modlnicy. Chętnie
użyczał też przyjacielowi noclegu i gościny w razie potrzeby, czasami
dłuższej. Niejednokrotnie Kolberg odwoływał się też do pośrednictwa
Kopernickiego w kontaktach z osobami odwiedzającymi Kraków. Liczne
przejawy i gesty takiej bezinteresownej troski i wsparcia dokumentuje
zachowana korespondencja 1. Przy niewiarygodnym tempie, jakie dla siebie w pracy autor Ludu wyznaczył, była to pomoc bezcennna. A tempo
to – jak się okaże – nie słabło już do końca, jeszcze nie było ukończone
W. Ks. Poznańskie, zamknięte dopiero VII częścią w roku 1882, a już
toczyły się równolegle prace nad kolejnymi monografiami; począwszy
od tego właśnie roku, ukazywać się będą systematycznie po dwa tomy
rocznie. Jednocześnie – poza nieprzerwanym gromadzeniem materiałów
drogą własnych i korespondencyjnych poszukiwań, korektami kolejnych
tomów, redakcją tekstów przeznaczonych do druku w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej” – Kolberg publikował także osobne artykuły, niezwiązane z Ludem.

1
Zob. np. niedatowany list Kopernickiego, najprawdopodobniej z 1878 roku, w którym
obiecuje załatwienie w Krakowie kilku spraw ważnych dla Kolberga, a jednocześnie zaprasza
go na kilkudniowy pobyt w swoim domu przy ulicy Sławkowskiej. Zob. też m.in. list Kolberga do J. Brandta z 20 II 1879 r., w którym informuje malarza, że wiadomość o nim mógłby
w Krakowie otrzymać u księgarza Friedleina, kupca Zaplatalskiego „albo też najdokładniej […]
u dr Kopernickiego na Sławkowskiej ulicy nr [29], w własnym jego domu niedaleko Akademii”
(Korespondencja… cz. II, DWOK T. 65, s. 193 i 220).

347

�XVIII
[W nurcie życia naukowego Akademii. – Rzecz o mowie ludu wielkopolskiego
(1876 i 1877 r.), znaczenie tej publikacji i innych materiałów gwaroznawczych
Kolberga dla dialektologii. – Rola dokumentacji języka i słownictwa ludowego
w badaniach etnograficznych Kolberga a program prac leksykograficznych
w Akademii. – Postulat gromadzenia i publikacji materiałów ikonograficznych
przedstawiany przez Kolberga Komisji Antropologicznej. – Studia nad kulturą
i folklorem Łużyczan, ich związek z podróżą 1875 r. i badaniami w Wielkopolsce. – Publikacja artykułu Obecne stanowisko etnografii w 1876 r.]

Jak wspominano poprzednio przy omawianiu udziału Kolberga w pracach Akademii, już w styczniu 1876 roku w Komisji Językowej Akademii
znalazła się i została zakwalifikowana do druku jego praca Rzecz o mowie ludu wielkopolskiego. Przekazana następnie Komisji Antropologicznej
i wydana najpierw z trzema innymi artykułami w zeszycie pod wspólnym
tytułem Materiały do słownika prowincjonalizmów polskich w 1876 roku,
a ponownie, choć w zmienionej wersji redakcyjnej, opublikowana w dziale etnologicznym „Zbioru Wiadomości do Antropologii Krajowej” w 1877
roku1, stanowi pozycję wyjątkową nie tylko w dorobku Kolberga, ale także w dziedzinie dialektologii. Jest to pierwsza próba zebrania, systemowego ujęcia i interpretacji materiału gwarowego z ówczesnego Wielkiego
Księs­twa Poznańskiego i choć dokonana została nie przez profesjonalistę
językoznawcę, ma znaczenie historyczne. We wstępie Kolberg stwierdzał,
że w czasie swoich podróży dostrzegł „pewne odrębności w wymawianiu,
składni itd.”, właściwe „środkowym, zachodnim, południowym oraz północno-wschodnim” powiatom tego regionu.
Że jednak pozyskany tu materiał – pisał – nie jest dość obfitym, by na podstawie danych różnic dozwolił zadawalniającą ustanowić klasyfikację, a tym
mniej oznaczyć granice i stopień powinowactwa sąsiednich sobie gwar prowincjonalnych, przeto ograniczam się obecnie na podaniu ogółowym spostrzeżeń
tyczących się głosowni (fonetyki), jak i form gramatycznych w obrębie całego
Wielkiego Księstwa Poznańskiego używanych, z oznaczeniem szczegółowym
miejsc i okolic, gdzie takowe zasłyszanymi były2.
Zob. wyżej, s. 282, przyp. 3 i s. 284, przyp. 1.
O. Kolberg Rzecz o mowie ludu…, w: tegoż Studia, rozprawy… (DWOK T. 63), s. 342.
W edycji Materiały do słownika… z r. 1876 podział geograficzny na cztery wymienione
1
2

348

�Przyjęta przez Kolberga formuła analizy językowej zgodna jest z ówczesnym modelem stosowanym dla prac językoznawczych; w obrębie
głosowni omawiane są kolejno samogłoski i spółgłoski, dalej w zakresie
morfologii wydziela autor poszczególne części mowy, po nich następują
przykłady wypowiedzi gwarowych, zapożyczenia (germanizmy), wreszcie
słowniczek, obejmujący około 800 haseł ułożonych w czterech osobnych
spisach (według wymienionych wyżej czterech grup powiatów), a na końcu każdego podane „wyrazy cudzoziemskie”. Opisywane zjawiska językowe odnosi autor do notowanych w innych regionach, niekiedy przy tym
typowe wielkopolskie cechy morfologiczne traktuje jako fonetyczne, nie
wszystkie zaobserwowane fakty wyjaśnia też prawidłowo w kategoriach
lingwistycznych. Materiał zebrany przez Kolberga w tej pracy został wykorzystany jedynie w zakresie zasobu leksykalnego; słownictwo weszło do
Słownika gwar polskich Karłowicza. Nie doceniono natomiast pierwszej
próby opisu wielkopolskich zjawisk językowych. Wybitny językoznawca,
Kazimierz Nitsch, przywołując tę pracę Kolberga, w 1915 roku zarzucał jej
niefachowość i pisał, że „ma ona wartość tylko dla słownika”1. Za sprawą
m.in. tej jego opinii stanowisko to utrwaliło się w nauce. Dopiero późniejsza specjalistyczna analiza językoznawcza rozprawy Kolberga, podjęta około roku 1970, przed jej wydaniem w Dziełach wszystkich przez
Monikę Gruchmanową wykazała pełniej wartość naukową i przydatność
obserwacji Kolberga dla dialektologii. Aby je właściwie ocenić, badaczka
zestawiła najistotniejsze cechy wyselekcjonowane z opracowania Kolberga
z potwierdzonymi przez późniejszych autorów zajmujących się dialektami
wielkopolskimi2. Analiza ta pozwoliła autorce stwierdzić, że „O. Kolberg zagrupy powiatów przyjął Kolberg także dla opisu cech fonetycznych i gramatycznych języka.
O rozprawie Kolberga zob. też analiza M. Gruchmanowej w: O. Kolberg Studia, rozprawy…
(DWOK T. 63), s. XXXVIII–XLIV oraz tejże autorki Oskar Kolberg jako gwaroznawca, w: Oskar
Kolberg 1814–1890, w serii: „W Służbie Nauki”, Kraków 1998, nr 1 (Materiały z sesji naukowej
w Krakowie 26 listopada 1994), s. 27–34. Przedruk w: M. Gruchmanowa Gwary w ojczyźnie
i na obczyźnie, Poznań 2003, s. 176–185.
1
K. Nitsch Dialekty języka polskiego, Wrocław–Kraków 1957 (reedycja, I wyd. 1915), s. 12.
2
Pierwsza dialektologiczna praca z obszaru Wielkopolski w XIX wieku to J. Leciejewskiego
Gwara Miejskiej Górki i okolicy, „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Filolog.”, T. IX:
1882, s. 108–148. Główne cechy gwar wielkopolskich scharakteryzował K. Nitsch w pracach
Mowa ludu polskiego, Kraków 1911 oraz Dialekty języka polskiego, w: Encyklopedia Polska,
T. 3, Kraków 1915, s. 238–343 (i reedycje). Pierwsze opracowanie poświęcone wyłącznie gwarom wielkopolskim, a zawierające też dane z prac Nitscha wydał A. Tomaszewski pt. Mowa

349

�uważył i zanotował bezbłędnie wiele cech typowych ogólnowielkopolskich
lub charakterystycznych tylko dla części Wielkopolski, wykazywanych także później przez dialektologów […]”1. Ustalenie to badaczka potwierdziła
niemal 30 lat później, formułując jednocześnie dalej idący wniosek udokumentowany konkretnymi przykładami:
Ze szczegółowego zestawienia wynika, że mimo niepełnego materiału gwarowego i nie zawsze podanej geografii Kolberg zapisał i opisał zdecydowaną większość cech typowych dla Wielkopolski. Interpretacja językoznawcza w dużej
części jest trafna […]. Oprócz cech potwierdzonych w pracach dialektologicznych
K. Nitscha i A. Tomaszewskiego Kolberg zapisał takie, których brak u wymienionych dialektologów, a na które zwrócono uwagę dopiero we współczesnych
badaniach2.

Wartość pracy Kolberga podsumowuje w konkluzji:
W sumie Rzecz o mowie ludu wielkopolskiego, mimo różnego rodzaju niedociągnięć, stanowi pierwszą próbę usystematyzowania i charakterystyki wielkopolskich zjawisk gwarowych. […] Niesłusznie zlekceważono wymienione opracowanie, jako dokumentację zebranych w terenie systemowych faktów dialektologicznych z drugiej połowy XIX wieku, ze stratą dla późniejszych badań terenowych […].

Podkreślając „dociekliwość językoznawczą” Kolberga, stwierdza wreszcie w oparciu o analizę także innych jego materiałów gwarowych: „Oskara
Kolberga ceniono dotychczas jako muzyka, etnografa, folklorystę, etnomuzykologa. Do wymienionych określeń należałoby dodać: gwaroznawca
– dokumentalista faktów językowych, przydatnych dla dialektologii historycznej”3. Warto może jeszcze pokusić się o przypuszczenie, że dla owej
dociekliwości Kolberga na tym przednaukowym etapie gwaroznawstwa
pierwszorzędne znaczenie miał jego doskonały słuch i związane z nim wyczulenie na odmianki lokalnej wymowy. Paradoksalnie brak wykształcenia
ludu wielkopolskiego, Poznań 1934. Gruchmanowa odnosi materiał Kolberga do publikacji
Leciejewskiego i Tomaszewskiego.
1
M. Gruchmanowa, wstęp do tomu 63 DWOK, s. XLIII–XLIV.
2
M. Gruchmanowa Kolberg jako gwaroznawca…, s. 28–29 oraz 29. W tej pracy autorka
analizuje też dwa inne opracowania gwaroznawcze Kolberga i ocenia ich wartość dla dialektologii: przekład wspomnianej rozprawy Hilferdinga oraz zbiór bajek śląskich spisanych własnoręcznie z ust ludowego narratora (zob. DWOK T. 39 i 43).
3
M. Gruchmanowa Kolberg jako gwaroznawca…, s. 31 i 34.

350

�językoznawczego mógł sprzyjać maksymalnej staranności w oddaniu tych
niuansów, np. cech wymowy sporadycznych czy zmiennych i niekonsekwentnych nawet w jednym przekazie. Z drugiej strony bliska współpraca
z członkami Komisji Językowej Akademii i orientacja w jej publikacjach
pozwoliła mu prawdopodobnie poznać podstawowe problemy warsztatu
kształtującej się dopiero dialektologii polskiej.
Przekonanie o wartości dla nauki zapisów „mowy ludowej” dokonanych
przez Kolberga potwierdziły i ugruntowały badania i prace językoznawców
analizujących jego przygotowywane do wydania materiały z tego zakresu,
pochodzące także z innych regionów Rzeczypospolitej, również z pogranicza
polsko–ukraińskiego na Kresach Wschodnich, do czego wypadnie jeszcze
powrócić. Późniejsi badacze materiałów Kolberga poszli już tym tropem.
W roku 2015 językoznawca Maciej Rak, analizując materiały podhalańskie
Kolberga pod kątem ich przydatności dla dialektologii, tak oceniał kwestionujące ją stanowisko Nitscha:
Po pierwsze Nitsch, nazywając prace Kolberga „niefachowymi zbiorami”, z pewnością miał na uwadze zapis, który nie oddaje cech fonetycznych gwary. Kolberg nie mógł jednak sprostać takim oczekiwaniom, gdyż w jego czasach nie
praktykowano fonetycznego zapisu materiałów pozyskiwanych u ludu. […] Po
drugie Nitsch ocenił dorobek Kolberga, przyjmując perspektywę naukowej dialektologii, która w XIX wieku dopiero się rodziła. Po trzecie Nitsch nie wziął pod
uwagę tego, że teksty folkloru (w szczególności pieśni) zgromadzone w Ludzie
reprezentują interdialekt, a nie taką gwarę, z którą mają i chcieliby mieć do
czynienia dialektolodzy1.

Opinia ta niezwykle celnie ujmuje istotę nienowego sporu językoznawców i folklorystów o zapis tekstu ludowego, który będzie się toczył
w Akademii od lat osiemdziesiątych, kiedy to powstał w Krakowie pierwszy naukowy ośrodek badań dialektologicznych z wybitnym językoznawcą, Lucjanem Malinowskim na czele. Twórca i jego uczniowie preferowali
znormalizowaną notację fonetyczną tekstów żywej mowy, badacze folkloru
– zapis gwarowy uproszczony, wystarczający dla ich potrzeb i praktycznie
M. Rak „Góry i Podgórze” Oskara Kolberga w ujęciu dialektologicznym, w: „Ja daję
właśnie materiał…”. O dziele Oskara Kolberga w dwusetną rocznicę Jego urodzin, pod red.
E. Antyborzec, Poznań 2015, s. 234–235. Zob. też m.in. H. Karaś Polska leksykografia gwarowa,
Warszawa 2011, s. 62–65, H. Skoczylas-Stawska Cechy gwar wieluńskich w dziele Oskara
Kolberga, „Prace Filologiczne”, T. XL: 1995, s. 385–395.
1

351

�dostępny niewykwalifikowanym lingwistycznie zbieraczom, korespondentom i współpracownikom Akademii. W spór ten włączona też zostanie
Komisja Antropologiczna wraz z jej Sekcją Etnologiczną.
Jak wspomniano wcześniej, w tym samym czasie co rozprawa o dialektach wielkopolskich w Komisji Językowej Akademii znalazła się inna praca
Kolberga pt. Zabytki piśmienne miasta Miłosławia w Wielkopolsce. Ten
nieznany dziś tekst, ani przez samego Kolberga, ani w pracach Komisji Językowej czy Antropologicznej później nie odnotowany, przemilczany także
w literaturze poświęconej dawnemu piśmiennictwu i jego zabytkom, wiąże
się zapewne z niedawnym pobytem w Poznańskiem. W zachowanych przekazach źródłowych dotyczących podróży Miłosław jest wprawdzie wymieniany
jedynie w 1872 roku, ale nie wszystkie odwiedzane miejscowości Kolberg
zawsze wymieniał, a ponadto odpowiednie informacje i materiał mógł pozyskać w Poznaniu, gdzie spotykał się z przedstawicielami środowiska naukowego i literackiego, członkami tamtejszego Towarzystwa Przyjaciół Nauk.
Podkreślić należy, że zainteresowanie Kolberga tzw. prowincjonalizmami
i szerzej – zróżnicowaniem regionalnym języka jako przedmiotem badań
etnografia akcentowane było od początku wyraźnie w skrystalizowanym
około roku 1865 programie wydawniczym autora Ludu. Dziesięć lat później
we wstępie do części I Poznańskiego pisał:
Do najważniejszych cech bytu i rozwoju każdego ludu należy niewątpliwie
jego język jako główny wszelkich potrzeb i całej działalności tłumacz. Stąd
też do oddania w pełni ludu każdego charakterystyki lingwistyka za niezbędną
u wszystkich etnografów służyła zawsze pomocnicę. W seriach też dzieła przez
nas wydawanego dbaliśmy wielce i dbać będziemy o uwydatnienie prowincjonalizmów wszędzie, gdzie tego znajdziemy potrzebę, czy to wyrażając w mowie
miejscowej zdania, czy dając w niej przykłady i nazwy przedmiotów. Artykuły
zaś językoznawcze obszerniejszego zakroju, nomenklatury nazw i imion własnych i pospolitych […], jak i słowniczki wyrazów i wyrażeń prowincjonalnych
(w obecnym razie wielkopolskich) nie omieszkamy przygotować i przedłożyć
Akademii […]1.

Jego ustalony pogląd, że jest to istotny, wyróżniający tożsamościowo
aspekt kultury poszczególnych regionów, a w sumie także narodu, zagrożonego poprzez zabory w swoim bycie i tożsamości, współgrał ściśle
1

O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. I (DWOK T. 9), s. IV.

352

�z założeniami i zadaniami naukowymi wytyczonymi w Wydziale Filologicznym Akademii, a szczególnie w działającej w jego ramach od 1874 roku
Komisji Językowej. Przyjęła ona od początku za główny przedmiot swych
prac zbieranie materiałów do słownika języka polskiego stanowiących dopełnienie słownika Lindego. Celem było „wciągnąć do słownika język całej
naszej literatury od najdawniejszych także czasów aż po chwilę obecną”.
Materiał miał objąć zatem również staropolski zasób leksykalny, pozyskany
na drodze analiz dawnych zabytków języka, a także słownictwo gwarowe,
co zapisano w programie:
Prowincjonalizmy […] powinny wejść także w skład słownika, można je bowiem
uważać za źródło język odżywiające i w istocie wiele wyrazów dziś w piśmiennej
mowie używanych przedtem było prowincjonalizmami; trudno także jest często
rozróżnić, co jest prowincjonalizmem, a co literackim wyrazem”1.

Kolberg, podzielający ten pogląd i wcześniej już dokumentujący „prowincjonalizmy”2, utożsamiał się z tym kierunkiem prac, sam w nich uczestniczył, a także zabierał niejednokrotnie głos w sprawie organizacji badań
nad językiem ludowym i prezentacji wyników. Zorientowany w dyskusji
dotyczącej profilu słownika i planu prac nad nim3, wyrażał aprobatę dla
programu równoległego zbierania leksykalizmów gwarowych i zamiaru,
by „takowe, nim użyte zostaną na karm dla tegoż słownika, w osobnym
zebrać dziele”.
Uznając właściwość tego kroku – pisał – poważam się wnieść, aby z nadsyłanych Sekcji [tj. Komisji Językowej] materiałów ogłaszać ona chciała bulletyny
objętości przynajmniej półarkuszowej, wymieniając skąd, kiedy i od kogo matePosiedzenie Komisji Językowej dnia 12 VI 1874 r., „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń
Wydz. Filolog.” T. III, 1875, s. XVII i XVIII. Cytowane fragmenty pochodzą z programu słownika,
opublikowanego w sprawozdaniu z tego posiedzenia tamże, s. XVI–XXIII.
2
Słowniczki gwarowe, opublikowane przez Kolberga w Sandomierskiem, Kujawach,
Krakowskiem (zob. DWOK T. 2, 3 i 8) i z Wielkopolski w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii
Krajowej”, H. Karaś uznała w 2011 roku „za najważniejsze słowniki najwcześniejszego etapu
dziejów polskiej leksykografii gwarowej” (Polska leksykografia gwarowa…, s. 62).
3
Dyskusja nad programem i strukturą słownika oraz metodami i organizacją prac nad nim
toczyła się nadal w następnych latach. Równolegle pozyskiwano nowych współpracowników
i do Komisji Językowej spływały materiały staropolskie i gwarowe, które postanowiono
gromadzić w pierwszej kolejności. O przebiegu tych prac informowano w sprawozdaniach
z posiedzeń Komisji Językowej zamieszczanych w „Rozprawach i Sprawozdaniach z Posiedzeń
Wydz. Filolog.” (zob. głównie T. I–VI, 1874–1878).
1

353

�riały otrzymała. Działanie to przedstawi tę korzyść, że poda wcześnie do wiadomości publicznej nabytki z różnych okolic kraju pozyskane, a stąd da możność
rychłego sprostowania uchybień i dopełnienia braków […]1.

Opinia Kolberga, zmierzająca do integrowania wysiłków badawczych,
nieodosobniona zresztą, z pewnością miała wpływ na decyzję o wydawaniu
zeszytami Materiałów do słownika prowincjonalizmów, gdzie ukazała się
najpierw Rzecz o mowie ludu wielkopolskiego. Jak powiedziano wyżej,
w latach następnych materiały takie, jeśli nie miały charakteru ściśle „teoretyczno-dialektologicznego”, przekazywane były Komisji Antropologicznej
i publikowane w jej „Sprawozdaniach” oraz w „Zbiorze do Antropologii
Krajowej”. Znamienne, że w tym samym czasie, gdy Kolberg składał w Akademii swoją rozprawę o gwarze wielkopolskiej z cennym materiałem leksykalnym, ukazał się obszerny tekst Jana Karłowicza o charakterze metodologicznym, dotyczący projektu wielkiego słownika języka polskiego, gdzie
jeszcze raz autor podkreślał wagę zbierania prowincjonalizów2. Projekt ten,
ujmujący całość zagadnień dotyczących struktury słownika, zreferowany
na posiedzeniu Komisji w lipcu 1876 roku przez jej przewodniczącego, F.
Skobla3, zakładał objęcie całego słownictwa polskiego do czasów najnowszych; jego urzeczywistnienie w postaci edycji przypadło już na pierwsze
dziesięciolecia następnego wieku. Wśród szeregu prac dokumentujących
słownictwo gwarowe i sukcesywnie spływających do Komisji prace Kolberga, wcześniejsze i późniejsze, okazały się jednymi z najwartościowszych
materiałów źródłowych dla tego wielkiego projektu ówczesnej polskiej humanistyki.
1
Brulion niedatowanego listu do Akademii Umiejętności, Korespondencja… cz. III (DWOK
T. 66), s. 690–691. Być może stanowi on szkic stanowiska Kolberga „pośrednio objawionego
w tej mierze”, na które powołano się na posiedzeniu Komisji Antropologicznej 25 lutego 1876
r. (zob. wyżej, s. 283, gdzie cytowany odpowiedni fragment sprawozdania z tego posiedzenia).
2
Ta obszerna praca pt. Przyczynki do projektu wielkiego słownika języka polskiego
zamieszczona została jako Dodatek w tomie IV „Rozpraw i Sprawozdań z Posiedzeń Wydz.
Filolog.” z r. 1876, s. XIV–CXVII (i osobna odbitka z r. 1876). Tam o potrzebie gromadzenia
dialektyzmów na. s. XVII.
3
Posiedzenie Komisji Językowej dnia 19 VII 1876 r., tamże. T. VI, 1878, s. VIII. Słownik
języka polskiego, pod red. J. Karłowicza, A. Kryńskiego i W. Niedźwiedzkiego, T. 1–8, wydany
został w Warszawie w latach 1900–1927. O działalności Komisji Językowej w latach 1874
–1898 zob. też S. Urbańczyk Językoznawstwo i slawistyka, w: Polska Akademia Umiejęt­ności
1872–1952. Nauki humanistyczne i społeczne. Materiały z sesji jublileuszowej, Kraków
3–4 V 1973, Wrocław 1974, s. 257–265.

354

�Innym, poruszanym też wyżej, ale ciągle żywotnym dla Kolberga problemem, z którym występował na posiedzeniach Komisji Antropologicznej,
był postulat gromadzenia materiałów ikonograficznych jako ważnych źródeł dla antropologii i etnografii. W niedatowanym brulionie, kierowanym
zapewne do Komisji i jej przedłożonym, pisał w tej sprawie jako przewodniczący Sekcji Etnologicznej, już po ogłoszeniu instrukcji Sadowskiego
w 1874 roku i po rozesłaniu ankiet do przyszłych współpracowników:
Ilustracje, jak wiadomo, ułatwiają zrozumienie wszelkich prac tak antropologicznych, jak i etnograficznych. Osobliwie dla etnografa są one niezbędnymi.
Tutaj dokładne oddanie typów ludu i jego ubioru, przedstawienie jego mieszkań,
sprzętów itd. jaśniejsze o wszystkim tym da wyobrażenie niż gołe jedynie opisy, choćby nawet drobiazgowo i wyczerpująco rzecz określiły. Z tego powodu
sądzę, że wielce byłaby pożądaną publikacja podobnych typów systematycznie,
pod dozorem jednego z doświadczonych prowadzona etnografów i głównie do
celów naukowych skierowana, która by z czasem dokładny utworzyć mogła
atlas etnograficzny, osobliwie ziem polskich dotyczący. Posiadając w tece mojej
dość znaczną rzeczonych typów kolekcję, już to ołówkiem, już wodną wykonanych farbą przez znakomitych artystów […], a nadto zbiór fotografii w tym
rodzaju, gotów jestem z kolekcji tej w miarę potrzeby na cel wspomniony ofiarować żądane ryciny, jeżeli Akademia, uznając korzyści podobnego wydawnictwa,
zgodzić się na nie zechce1.

Dodawał też, że do listu dołącza spis posiadanych rycin „z różnych prowincyj Polski”. Sprawa ilustracji, zabiegów o nie i podnoszenia ich wagi
jako materiału źródłowego będzie powracała do końca działalności Kolberga.
Prawdopodobnie z zainteresowaniami Kolberga polskimi ziemiami
zachodnimi i północnymi oraz z podróżami do Wielkopolski, zwłaszcza
podjętą w 1875 roku, a przede wszystkim z jego pracami nad W. Ks. Poznańskiem wiąże się zainteresowanie kulturą, językiem i folklorem Łużyc.
Podobna sytuacja Wielkopolan i Łużyczan, pozostających pod panowaniem niemieckim i poddanych restrykcyjnej germanizacji, stwarzała poczucie swoistej więzi i warunki do obustronnych kontaktów naukowych
Brulion niedatowanego listu Kolberga do Akademii Umiejętności, Korespondencja… cz. III
(DWOK T. 66), s. 692. Zagadnienie to poruszył Kolberg m.in. także na posiedzeniu Komisji
Antropologicznej 13 I 1875 r. (por. wyżej, s. 275-276). Spis rycin będących wówczas w jego
posiadaniu nie zachował się, zaginęła też większość rycin z jego kolekcji.
1

355

�i kulturalnych. Ponadto Kolberg jako etnograf obserwował podobieństwa
dotyczące obrzędowości i wierzeń Wielkopolski i Łużyc, zwłaszcza Dolnych, dawniej z nią graniczących. Mogły go szczególnie uderzyć przy pracy nad wydaną w 1877 roku częścią II („serią” X) W. Ks. Poznańskiego
poświęconą m.in. „okolicy Księstwa zachodniej”. Dostrzegł też być może
pewne pokrewne cechy dialektów zachodniej Wielkopolski z dialektami
Dolnych Łużyc. W każdym razie wyrazistym przejawem zainteresowania
Kolberga Łużycami było przede wszystkim wykorzystanie – prawdopodobnie w tym czasie – w formie notatek, odpisów, wyciągów i przekładu
fragmentów wysoko cenionej pracy L. Haupta i J.A. Smolerja Pjesnički
hornych a deľnych Łužiskich Serbow, podstawowego do dziś zbioru pieśni górno- i dolnołużyckich, wydanego w Grymi w latach 1841–1843 1.
Dwutomowa książka zawierała ponad 500 pieśni z Górnych (w części I)
i Dolnych (w części II) Łużyc, z melodiami dla około połowy z nich, a ponadto materiały do opisu ludu, języka, wierzeń, zwyczajów i obrzędów,
bajki, legendy i przysłowia. Nie znamy czasu i okoliczności podjęcia przez
Kolberga studiów nad tą pracą i tłumaczenia wybranych partii. Analiza jego rękopisów i przytaczanej w nich literatury wskazuje, że najprawdopodobniej nie mogło to nastąpić przed rokiem 18742. Tomy wydane
przez Kolberga wcześniej, przed monografią Wielkopolski, nie zawierają
żadnych odniesień czy wzmianek bibliograficznych kierujących do zbioru
Smolerja. Nic nie wskazuje na to, że planował osobną pracę poświęconą
Łużyczanom. Możliwe, że informację o tym autorze i jego dziele uzyskał już
wcześniej w Warszawie, a inspirację do konkretnego zainteresowania się
nimi przyniósł pobyt w Wielkopolsce czy na Pomorzu, np. dzięki kontaktowi z Florianem Ceynową, z którym spotkał się w Bukowcu pod Świeciem.
Badacz ten osobiście kontaktował się z Łużyczanami, przede wszystkim
właśnie z Arnoštem Smolerjem, jako członek Towarzystwa Literacko-Słowiańskiego we Wrocławiu. Do tego Towarzystwa należał też m.in.
Ignacy Łyskowski (1820–1886), wybitny pisarz, publicysta i poseł, pierwszy prezes Towarzystwa Naukowego w Toruniu, założonego w 1875 roku.
1
Autor tego podstawowego zbioru pieśni górno- i dolnołużyckich, Jan Arnošt (Ernst) Smoleŕ (1816–1884), to łużycki pisarz i zbieracz pieśni, zasłużony dla ruchu narodowego Łużyczan.
2
Zob. A. Skrukwa Materiały łużyckie w zbiorach Oskara Kolberga, w: O. Kolberg
Materiały do etnografii Słowian zachodnich i południowych, cz. I Łużyce (DWOK T. 59/I),
s. IX–XII. Autorka opracowania tych materiałów do druku przedstawia tam ich charakterystykę
i historię (s. V–XXV), a Frido Michałk analizę językoznawczą (s. XXVI–XXXIV).

356

�Bliższe kontakty Kolberga z nim nie są udokumentowane, lecz ich śladem
jest zachowany bilet wizytowy Łyskowskiego, niedatowany, lecz zapewne
wiążący się z podróżą na Pomorze, Powiśle i Mazury w 1875 roku, ze skierowanym do Kolberga apelem: „W etnografii polskiej racz Pan pamiętać
o Prusach polskich i powetować to, co W. Pol zaniedbał w Pieśni o ziemi
naszej”1. Wiedza o życiu naukowym i publikacjach naszych słowiańskich
sąsiadów była w środowisku uczonych i pisarzy Wielkopolski i Pomorza
propagowana i doceniana, tam więc mógł Kolberg konkretnie zainteresować się pracą Łużyczanina, być może dla celów porównawczych. Zebranych materiałów łużyckich autor Ludu nie opublikował; wydane dopiero
w ramach edycji Dzieł wszystkich składają się na tom, który obejmuje
poza wypisami i przekładami z Pjesniček, w tym tłumaczeniem całości
wesela najstaranniej zredagowanym przez Kolberga, jego własne nieliczne
notatki słownikowe i bibliograficzne oraz dział najobszerniejszy – materiały z archiwum wspomnianego wcześniej Andrzeja Kucharskiego, filologa,
który w latach 1826–1827 prowadził badania na Łużycach w ramach szerszej podróży naukowej po krajach zachodnio- i południowosłowiańskich.
Nie wiadomo, jaką drogą źródła te – w postaci około 230 tekstów pieśni
i notatek językowych, m.in. toponomastycznych – dotarły do rąk Kolberga,
a zachowane podobnie jak czeskie i słowackie w jego spuściźnie i uznawane za zaginione, zyskały swoje miejsce w edycji Kolbergowskiej 2.
Na rok 1876 przypada jeszcze jedna ważna publikacja Kolberga związana
z nurtem życia naukowego w Akademii, a także istotna dla samookreślenia
się autora Ludu jako etnografa. Mowa o artykule pt. Obecne stanowisko
etnografii ogłoszonym w lwowskim „Przewodniku Naukowym i Literackim”3. Tekst ten powstał jako rezultat studiów nad literaturą europejską
poświęconą antropologii i etnografii, a także jako odzwierciedlenie żywych
w Akademii debat na temat przedmiotu, zakresu i miejsca tych dyscyplin w całościowej nauce o człowieku. Jest też bardzo prawdopodobne,
Zob. Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 554.
O A. Kucharskim i jego materiałach zob. wyżej, s. 85–87.
3
O. Kolberg Obecne stanowisko etnografii, „Przewodnik Naukowy i Literacki”. Dodatek
miesięczny do „Gazety Lwowskiej” 1876, R. 4, nr 8, s. 710–726. Przedruk w: O. Kolberg Studia,
rozprawy… (DWOK T. 63), s. 3–25, zob. też tamże, wstęp J. Burszty, s. IX–XV oraz Z. Jasiewicz
Początki polskiej etnologii i antropologii kulturowej, Poznań 2011, s. 172 i W. Domański Poglądy
Kolberga na przedmiot, zakres i cel etnografii, w: Oskar Kolberg. Prekursor antropologii
kultury, red. L. Bielawski, J.K. Dadak-Kozicka, K. Lesień-Płachecka, Warszawa 1995, s. 73–92.
1
2

357

�że sięgnął Kolberg po ten temat nie bez inspiracji Kopernickiego, którego szczególnie żywo obchodziły teoretyczne i praktyczne założenia tych
kierunków badawczych. Genezy tej publikacji nie znamy, a sam Kolberg
nigdzie nie wspomina o tym tekście i nie odwołuje się do niego. Nie tyle podejmuje w nim sugerowaną tytułem próbę ujęcia teoretycznego stanowiska
ówczesnej etnografii, ile referuje w formie rozszerzonej recenzji poglądy na
jej przedmiot i zakres, przedstawione w trzech pracach niemieckojęzycznych autorów, tj. Maximiliana Perthy’ego Grundzüge der Ethnographie
(Leipzig, Heidelberg 1859), Friedricha Müllera Allgemeine Ethnographie
(Wien 1873) i Oskara Peschla Völkerkunde (Leipzig 1874)1, a przy okazji tego omówienia wyraża swoje spostrzeżenia i opinie, będące wynikiem
długoletniego doświadczenia i refleksji nad przedmiotem badań ludoznawczych. Już na wstępie tego studium określa własne stanowisko względem
etnografii, „nauki w bieżącym dopiero stuleciu obok antropologii do należytego podniesionej znaczenia”. Pisze:
Nowa ta nauka, nim samoistnie do działania na pole wiedzy została powołaną,
czerpała pożywcze swe soki z szeroko już rozrośniętego drzewa nauk historycznych, geograficznych i filologicznych, skąd oderwawszy się wskutek obficie
przybywającego jej zewsząd żywiołu i wywiązujących się zeń nowych wyników
naukowych, wreszcie konieczność własnego, samodzielnego zaznaczyła bytu.
Wyniki wspomnione, porównane z wynikami równie bogato pozyskanymi i dla
innych także, dziś dla niej pomocniczych nauk, dadzą nam możność ścisłego jej
odgraniczenia, stosownego uklasyfikowania, a skutkiem tego i poznania właściwych podstaw, na jakich oprzeć się nadal winny wszelkie prace i badania
ludoznawcze, aby odpowiednio znakomitemu stanowisku zasilać ją mogły2.

Dokonując krótkiego przeglądu „postępów” etnografii, zatrzymuje się
Kolberg na wymienionych wyżej trzech pracach: Perthy’ego (1804–1884),
niemieckiego przyrodnika, profesora uniwersytetu w Bernie, Müllera
Jeden z egzemplarzy drugiego wydania pracy Peschla, które ukazało się w Lipsku w 1875
roku, przechowywany w Bibliotece Jagiellońskiej (sygn. 2392 Geograph.) był darem I. Kopernickiego, który przekazał bibliotece książki należące kiedyś do Kolberga; prawdopodobnie także ta należała do jego zbiorów. Praca Peschla była więc w kręgu zainteresowania obu uczonych.
Ukazała się też po polsku w Warszawie w 1876 roku pt. Nauka o ludach (Ethnologia) Oskara
Peschel’a przełożona z niemieckiego i pomnożona przez prof. dr. T. Wis­łockiego, Warszawa
1876. Być może przekład ten dał bezpośredni impuls do recenzyjnego artykułu Kolberga.
2
O. Kolberg Obecne stanowisko etnografii… (DWOK T. 63), s. 3.
1

358

�(1834–1898), austriackiego lingwisty i etnografa, profesora językoznawstwa porównawczego w Wiedniu oraz Peschla (1826–1875), niemieckiego
geografa i etnografa. Wybiera je jako reprezentatywne dla swojego wywodu, ponieważ w badaniach nad rasami ludzkimi uwzględniają zarówno
pierwiastek fizyczny, jak i psychiczny, próbując „odnośnie do wymagań
etnografii uklasyfikować rasy ludzkie pod obustronnym, wyżej wykazanym względem fizycznym i psychicznym, czym się dziś w Niemczech więcej niż gdziekolwiek zajmują” 1. Choć Kolberg nie akceptuje nadmiernego
psychologizmu i ingerencji teorii psychologicznych czy przyrodniczych
w badaniach etnograficznych, opowiada się wyraźnie za koniecznością
zrównoważonego potraktowania obu sfer życia człowieka, a więc także
psychicznej, duchowej. W nawiązaniu do takiego założenia wyrażonego
w pracy Perthy’ego pisze:
Perthy […] mówi, że jakkolwiek etnografia ma za zadanie stawić charakterystykę
ras i ludów wedle cech tychże fizycznych, przez co praca jej spotyka się na tym
polu z antropologią, gdy jednak przedmiot, którym się zajmuje, tj. człowiek, obok
cech zwierzęcych, do ziemi go przykuwających, ukazuje razem i całe bogactwo
swej natury duchowej, jakoby świat drugi nadzmysłowo nad światem zmysłów
rozpięty, przeto aby nauce o nim potrzebną nadać pełność, w opis objawów bytu
jego zewnętrznego wciągnąć także należy cały tak widocznie od innych istot
odróżniający go żywot moralny, skłaniający go do społeczności z współbliźnim
równie potrzebą duchową, jak materialną […]”2.

Wojciech Domański, omawiając pracę Kolberga, trafnie zwraca uwagę
na podkreślony tu trzeci – społeczny – aspekt życia człowieka:
Wyróżniający człowieka „żywot moralny” – jak się wyraził Kolberg – „skłania go
do społeczności z współbliźnim”, a więc z natury człowiek jest istotą społeczną,
a potrzeby duchowe i materialne mogą być zaspokajane tylko w zbiorowości.
Z kontekstu całej wypowiedzi wynika, że społeczny charakter ludzkiego życia
jest zasadniczym źródłem kultury. Poglądy Kolberga w omawianym artykule należą do końcowego okresu samookreślenia naukowego. Świadczą o jego
szerokich horyzontach naukowych, o świadomej dążności do uwzględnienia
szerokiego zakresu problematyki, od psycho-fizjologicznej do społecznej3.
Tamże, s. 6.
Tamże, s. 7.
3
W. Domański Poglądy Kolberga…, s. 77.
1
2

359

�Tak szerokie i pełne widzenie kultury realizował praktycznie i konsekwentnie poprzez kolejne tomy Ludu, dostrzegając i dokumentując wzajemne wpływy i zależności między bytem materialnym, środowiskiem i pracą,
a zwyczajami, obrzędami, wierzeniami i twórczością mieszkańców wsi,
a także związki między kulturą wiejską, szlachecką i miejską.
Koncepcja etnografii oparta na programie pozyskania jak najbogatszej
i najwszechstronniejszej dokumentacji faktograficznej narzucała wyraźnie określony przez Kolberga postulat posiłkowania się dorobkiem innych
nauk, odpowiednio do ich kompetencji dotyczących różnorodnych aspektów natury i życia człowieka:
Stąd też ku wszechstronnemu natury ludzkiej zgłębieniu i ocenieniu nie dosyć
jest dla etnografa znać jednę tylko, ale trzeba wiele innych jeszcze posiąść nauk
[…] Obok znajomości przede wszystkim antropologii niezbędnymi stają się tu
wiadomości historyczne, archeologiczne, mitologiczne, lingwistyczne, statystyczne, geograficzne, geologiczne itd., których wyczerpująca znajomość przechodzi
siły pojedynczej osoby, tym bardziej gdy każda z tych umiejętności, rozprzestrzeniając się w miarę przyrostu zasiłków naukowych, ukazujących nierzadko
różnorodności do przyjętych już klasyfikacyj nieprzystające, zmuszoną jest rozgałęziać się w coraz to liczniejsze naukowe działy1.

Zatem oczywista jest konieczność odwołania się do wyników badań
interdyscyplinarnych, wspomagających i poszerzających prace etnograficzne, niezbędna okazuje się potrzeba wyjścia poza krąg własnej specjalizacji
i korzystania z dorobku innych dziedzin wiedzy o człowieku. Te zaś miały
pełnić funkcje pomocnicze wobec etnografii i etnologii, bo to do tych ostatnich w pierwszym rzędzie należeć powinno badanie kultury materialnej
i duchowej ludu. Domański, stwierdzając, że Kolberg był „zawsze ostrożny
w interpretacjach, nigdy nie wykraczał poza fakty, trzymając się materiału
empirycznego”, zauważał jednocześnie, że obawiał się „dysproporcji w zakresie badanych zjawisk i jednostronności w dokumentacji faktograficznej”2.
Nie akceptował więc nadmiernej ingerencji teorii psychologicznych czy
przyrodniczych w etnografię, ale też nie przekreślał ich pożytecznej roli pomocniczej, a zwłaszcza późniejszych badań przedstawicieli tych dyscyplin,
1
O. Kolberg Obecne stanowisko etnografii… (DWOK T. 63), s. 7–8. Por. W. Domański
Poglądy Kolberga…, s. 78.
2
W. Domański Poglądy Kolberga…, s. 76.

360

�gdy materiał etnograficzny będzie obejmował jak najwięcej bezstronnie,
skrupulatnie i rzetelnie pozyskanych przez etnografa faktów.
Rezultatem tych rozważań staje się próba określenia kompetencji poszczególnych nauk jako dotyczących różnych aspektów ludzkiej natury.
Omawiając pracę Müllera, przytacza Kolberg jego propozycję rozróżnienia
tych kompetencji dla antropologii i etnografii:
Etnografia, czyli etnologia, więc ludoznawstwo, jest, jak to orzeka jej nazwa,
umiejętnością o człowieku uważanym jako osobnik (indywiduum) zbiorowy.
Różni się ona zatem punktem zapatrywania się na człowieka od antropologii
badającej w człowieku jednostkę zmysłowo-rozumną przyrody, czyli osobnika
pojedynczego. Jeśli antropologia, widząc w człowieku okaz zoologiczny rodzaju
Homo, ma za zadanie rozwijać wszelkie fizyczne i psychiczne natury jego skłonności i objawy, to etnografia bada go jako członka towarzystwa zjednoczonego
wspólnym węzłem rodu, obyczaju i języka1.

Czyli – przywołując tu komentarz Domańskiego: „[…] antropologia powinna badać cechy gatunkowe człowieka, etnografia zaś zająć się jego życiem społecznym. […] Ludzkie cechy gatunkowe przysługują bowiem każdemu człowiekowi. Etnografii natomiast przypada w udziale badanie kultury, podstawy więzi społecznej”2. Badanie to dokonuje się w konkretnym
środowisku wiejskim poprzez metodyczną obserwację właściwych mu,
powszechnie uznawanych i aktualnie praktykowanych przejawów kultury,
wypracowanych w życiu zbiorowym. Etnografia zajmuje się więc badaniem
żywej, aktualnej kultury poszczególnych grup etnicznych. Zaś „śledzenie
genezy ewolucyjno-historycznej”3 tej kultury – jak to określa Domański – to
już przedmiot etnologii. W ten sposób Kolberg wyodrębnił dwie perspektywy i kierunki badań:
Jak bowiem etnografia miałaby za zadanie skreślić cechy zewnętrzne i wewnętrzne żywota każdego z ludów obecnie ziemię zamieszkujących, tak znowu
etnologia, cofnąwszy się w przeszłość, nierównie szerszy zakreśliłaby dla swych
prac program, szukając cech ludów dawniejszych od starego ich początku przy
pomocy archeologii i pokrewnych jej nauk, śledząc ludów tych rozrost lub przekwit, wyjaśniając wreszcie ich wzajemne na siebie czy to dodatnie, czy ujemne
O. Kolberg Obecne stanowisko etnografii… (DWOK T. 63), s. 17.
W. Domański Poglądy Kolberga…, s. 78–79.
3
Tamże, s. 79.
1
2

361

�oddziaływanie w pochodzie wieków aż po dzień dzisiejszy. Nie potrzebuję dowodzić, ile przy podobnym rozdziale pracy przysporzyłoby się także cennego
materiału ludoznawczego tak dla etnopsychologii, jak i etnofizjologii1.

Można zakładać, że rozgraniczenie dwu specjalności: etnopsychologii
i etnofizjologii, raczej robocze, służyć miało usprawnieniu prac porównawczych.
Stwierdzając dalej, że „u nas samych nauka etnografii, jak i antropologii
zaledwie kiełkować poczyna i dziś jeszcze głównie na skrzętnym zbieraniu
materiałów się ogranicza”, Kolberg wyłuszcza swój pogląd na ich przyszły
rozwój:
Jak każda umiejętność, a osobliwie historii i geografii dotycząca, oprzeć się winna na autentycznych dowodach leżących w kronikach, dokumentach, dyplomatach, mapach, planach itd., obok zabytków, jakie przynosi dla niej archeologia
– tak i etnografia, zarówno u nas, jak i wszędzie indziej, wzrost i korzyści swe
zawdzięczać będzie liczbie, dokładności i wiarogodności dostarczonych jej materiałów, typów, okazów, opisów, fotografij i rysunków szczegółowych i zbiorowych. Bez nich ani zdolności autora, ani jego zabiegi i prace na wnioskach
osobistych i domysłach częstokroć oparte, więc nie dające niezbitej pewności
i zupełnie jasnego o rzeczy wyobrażenia, pożądanego nie odniosą skutku2.

Artykuł kończy badacz zwięzłym przypomnieniem, że dla postępu etnografii i integracji jej naukowych dokonań, obok pism poświęconych jej
i dyscyplinom pokrewnym oraz publikacji ikonograficznych, duże znaczenie mają także kongresy i zjazdy krajowe i międzynarodowe, gromadzące
uczonych z różnych dziedzin, jak również wystawy okolicznościowe i stałe
oraz muzea prezentujące m.in. także okazy etnograficzne. Wymienia tu Muzeum Techniczno-Przemysłowe założone w 1868 w Krakowie przez Adriana
Baranieckiego. Wreszcie wspomina o Akademii Umiejętności, która „zwróciwszy równie baczną na tę naukę, jak i na inne uwagę, wygotowała instrukcję w przedmiocie zbierania i nadsyłania jej materiałów dla etnografii
i rozesłała ją po kraju, obecnie zaś gromadzi zasoby i okazy, które stanowić
mają zawiązek własnego jej muzeum”3.
O. Kolberg Obecne stanowisko etnografii… (DWOK T. 63), s. 18.
Tamże, s. 23.
3
Tamże, s. 25. Wspomniana przez Kolberga Instrukcja do badania właściwości ludowych
opublikowana została w roku 1874, zob. też wyżej, s. 275.
1
2

362

�Obecne stanowisko etnografii potwierdza, że u podstaw poglądów
autora Ludu leżała niezmiennie przez niego preferowana „faktograficzna
koncepcja etnografii”. Zgodnie z nią głównym przedmiotem etnografii jest
badanie „aktualnego życia grup etnicznych”, etnologia miałaby ją dopełniać
poprzez „bliższą interpretację materiału archaicznego”, a ten „mógłby być
jeszcze szczegółowiej analizowany przez etnopsychologię i etnofizjologię”.
Domański pisze:
Tego rodzaju przydział materiału etnograficznego innym naukom należy do metod badawczych reprezentowanych przez tradycyjny pozytywizm, który wszelkie
szersze uogólnienia rozumiał jako sumę wyników badań nauk szczegółowych1.

Nie znaczy to, że Kolberg, upatrując swoje zadanie na tym etapie rozwoju nauki w zbieraniu i systematyzowaniu materiału dla niej, nie widział
maksymalistycznych perspektyw dla etnografii w przyszłości, tj. szansy
wszechstronnej interpretacji, dopełnienia jej o wyniki badań dyscyplin pokrewnych i w rezultacie pożądanej syntezy.
XIX
[Chopiniana w korespondencji z M.A. Szulcem i M. Karasowskim. – Wkład
Kolberga w prace biografistów Chopina i wydawców jego dzieł: prostowanie błędów i dopełnienia dotyczące życia i twórczości kompozytora, opinie
o charakterze, technice, stylu i ekspresji jego sztuki pianistycznej, o genezie
i edycjach utworów, zwłaszcza juweniliów, propozycje dotyczące kompletnego wydania dzieł Chopina. – Własne materiały o Chopinie i kopie jego
utworów. – Znaczenie tych materiałów i postulat zebrania w całość wiedzy
Kolberga o Chopinie.]

Choć główny nurt życia Kolberga wyznaczała ustawiczna codzienna praca nad zebraniem, opracowaniem i wydaniem materiałów etnograficznych
i folklorystycznych oraz udział w działalności Akademii, znalazła się w nim
jednak przestrzeń na powrót w latach siedemdziesiątych do dawnej niegasnącej pasji, jaką był fenomen osobowości i twórczości Chopina. Zaangażowanie Kolberga w tę tematykę bogato dokumentuje jego korespondencja
1

W. Domański Poglądy Kolberga…, 79–80.

363

�z okresu pobytu w Krakowie, prowadzona przede wszystkim z biografami
Chopina, Marcelim Antonim Szulcem i Maurycym Karasowskim, przynosząc
jednocześnie cenny materiał źródłowy dla chopinologii. Czytelny impuls
dla ożywienia wcześniejszych zainteresowań Kolberga Chopinem stanowił
najpierw bezpośredni kontakt, potem korespondencja z Marcelim Antonim
Szulcem, poznańskim nauczycielem, autorem pierwszej polskiej biografii
Chopina wydanej w 1873 roku1. Korespondencja ta została zainicjowana
listem Szulca już w 1871 roku, lecz rozwinęła się kilka lat później, po wydaniu jego książki i nieprzerwanie, choć w różnych odstępach czasu, trwała
do roku 18882. Kolberg poznał Szulca najprawdopodobniej jesienią 1871
roku, kiedy to odwiedził Poznań w nieodnotowanej przez siebie w itinerarium podróży, potwierdzonej jednak w późniejszych listach i w „Dzienniku
Poznańskim”3. Od początku połączyły ich wspólne żywe zainteresowania
muzyczne, zarówno teoretyczne, jak i praktyczne. Szulc podobnie jak Kolberg grał na fortepianie, ponadto na skrzypcach i organach. Obaj śledzili
aktualne życie muzyczne, wydarzenia koncertowe, nowości bibliograficzne
i edytorskie, literaturę z dziedziny historii muzyki. Przede wszystkim jednak obaj zafascynowani byli postacią i twórczością Chopina. Kolberg jako
wykształcony muzyk, uzdolniony kompozytor i pianista, a także bezpośredni świadek młodzieńczych lat artysty z okresu wspólnego zamieszkiwania
obu rodzin w Pałacu Kazimierzowskim w latach 1820–1825, a potem słuchacz jego gry i obserwator niezwykłej drogi muzycznej Chopina w latach
warszawskich, okazał się dla Szulca biografisty bezcennym informatorem
i konsultantem. Z kolei on sam znalazł w poznańskim nauczycielu podobnego sobie pasjonata muzyki i możliwość porozumiewania się na jej temat wspólnym językiem. Już w pierwszym liście z 16 listopada 1871 roku
Szulc, nawiązując do osobistego spotkania, formułuje swoje oczekiwania:
„Ufny i w uczynność, i w obietnicę Pańską, śmiem udać się do WPana
1
M.A. Szulc (1818–1898), pedagog, z wykształcenia filolog klasyczny, autor podręczników
do nauki języka francuskiego, był do roku 1884 wieloletnim nauczycielem w gimnazjum św.
Marii Magdaleny w Poznaniu. Z tradycji rodzinnych i zamiłowania muzyk, wydał w Poznaniu
w 1873 roku cenioną pracę Fryderyk Chopin i utwory jego muzyczne. Przyczynek do życiorysu
i oceny kompozycji artysty. Pracę Szulca wznowiono w edycji PWM w Krakowie w 1986
roku, z wstępem Danuty Idaszak poświęconym sylwetce autora (s. 7–38) oraz z dodatkiem
późniejszych uzupełnień Szulca do swojej książki (s. 266–294).
2
W sumie zachowało się 46 listów wymienionych między Kolbergiem a Szulcem w latach
1871–1888; opublikowane zostały w Korespondencji… cz. I–III (DWOK T. 64–66).
3
Zob. wyżej, s. 319-320.

364

�Dobrodzieja z prośbą o łaskawe poparcie mnie swym współdziałaniem
w mej pracy o Chopinie”1. Kolberg świeżo po przeprowadzce, organizujący
wówczas swoje życie pod Krakowem, odpowiedział jednak dopiero trzy lata
później, 13 listopada 1874 roku, już po ukazaniu się biografii Chopina. Odpowiedział jednak konkretnie na prośbę adresata, dołączając do listu obok
wyrazów uznania dla autora swoje szczegółowe uwagi, sprostowania i uzupełnienia dotyczące książki. Miały one służyć do planowanej drugiej edycji
pracy Szulca. Do odpowiedzi tej był starannie przygotowany, ponieważ już
od kilkunastu lat, a szczególnie gorliwie od 1871 roku, gromadził materiały
o Chopinie, odwołując się przy tym również do informacji, pamięci i własnych zbiorów brata Wilhelma, który uczęszczając z Fryderykiem do jednej
klasy w Liceum Warszawskim, pozostawał z nim w bliskiej bezpośredniej
relacji i przyjaźni. Swoje notatki dla Szulca oparł więc Kolberg nie tylko
o własne wiadomości i obserwacje, ale uzupełniał je i weryfikował przy
pomocy Wilhelma2. Bracia spotkali się w 1873 roku w Krakowie i wówczas
Wilhelm przekazał Oskarowi zapamiętane fakty i szczegóły dotyczące życia i twórczości Chopina. Jednak Oskar nadal prosił brata o wiadomości
i o wszystkie posiadane materiały. Pisał:
Pan Szulc pisał do mnie z prośbą o udzielenie mu szczegółów i sprostowania
o Chopinie, o jakich mi wiadomo […], a które będą mu potrzebne do drugiej
edycji wyjść mającej za rok czy dwa. Więc mu posłałem wszystkie te uwagi,
Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 394.
Niedatowana brulionowa wersja Uwag O. Kolberga odnoszących się do pracy Szulca
o Chopinie, a przesłanych mu w listopadzie 1874 r. (zob. brulion listu do M.A. Szulca z 13 XI
1874 r., Korespondencja… cz. I, DWOK T. 64, s. 498–499), opublikowana została w III części
Korespondencji… (DWOK T. 66), na s. 724–729 jako ankes 7. Zachowały się też: inna wersja
Uwag Kolberga, mniej pełna niż poprzednia (rkp. w Muzeum Fryderyka Chopina w Warszawie, nr inw. M/66, s. 1–4) oraz rękopis notatek o Chopinie spisanych przez Wilhelma Kolberga
(tamże, nr inw. M/81, s. 1–4), której autorstwo przypisywane było Oskarowi. Pierwodruk dwu
ostatnich rękopisów w artykule K. Kobylańskiej Fryderyk Chopin i Oskar Kolberg, w: Studia
Hieronymo Feicht septuagenario dedicata, Kraków 1967, s. 386–389; tam (s. 388) jako autor
drugiego rkp. błędnie podany: Oskar Kolberg. Wszystkie trzy dokumenty zostały przedrukowane w tomie Kolberga Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), odpowiednio pod nr 982, 981
i 980. Tamże w przypisie do tekstu 982 (s. 461) M. Tomaszewski, autor opracowania, wyjaśnił
kwestię autorstwa Wilhelma. Do II edycji pracy Szulca nie doszło, natomiast później opublikował on w warszawskim „Echu Muzycznym” z r. 1880, w nr. 17 (s. 133–134), 18 (s. 144–146),
20 (s. 159–160) i 24 (s. 189–192) Zbiór wiadomości i uzupełnień dotyczących życia i utworów
Fryderyka Szopena, gdzie wykorzystał częściowo materiał pozyskany od Kolberga (przedruk
tegoż w edycji pracy Szulca z 1986 r., s. 273–294).
1

2

365

�które zanotowałem jeszcze za Twej bytności zeszłorocznej, obiecując pomnożyć je notatkami, jakie od Ciebie lub kogo innego uzyskam. Podziękował mi
i prosi szczególniej o przysłanie mu kopij tych listów czy liścików Ch[opin]a,
które do Ciebie pisał z Reinertz i Antonina, jako i o opis szczegółowy i wizerunek (fotogr[afię]) tablicy Twojej marmurowej u św. Krzyża. Wszystko to bądź
łaskaw przygotować i przysłać mi wkrótce, a może znajdzie się u Ciebie jeszcze
coś z jego kompozycji. Prosiłbym także i o owego Poloneza skomponowanego
przez znakomitego artystę zmarłego niedawno w Paryżu (bo pod tym tytułem
wyszedł u Kaufmana), a który był pomiędzy Twymi nutami na fortepianie1.

Gromadząc wiadomości o Chopinie i zabiegając przez wiele lat o jego
wiarygodną biografię i poprawne edycje utworów, Kolberg – jako kompetentny muzyk i świadek warszawskiego okresu życia i twórczości mistrza,
zafascynowany jednocześnie jego talentem i sztuką – miał w konsekwencji
przyczynić się znacząco do wzbogacenia wiedzy o wielkim kompozytorze2.
Począwszy od odpowiedzi Kolberga przesłanej Szulcowi w 1874 roku
z dołączonymi Uwagami, wymiana listów coraz bliższych sobie korespondentów stała się bardziej ożywiona; obaj skupiali się przede wszystkim
wokół problemów chopinowskich. Szulc z wdzięcznością przyjął przysłane
mu notatki Kolberga, wskazane w nich braki, błędy, nieścisłości. Kolberg
zaś nadal pracowicie zbierał informacje, przeprowadzał kwerendy, analizował ukazujące się na temat Chopina artykuły, prostował powstałe wokół jego osoby i twórczości dowolne interpretacje, narosłe mity i legendy.
Zarówno w zebranych przez siebie Uwagach dotyczących edycji Szulca,
jak i w dalszych listach spektrum poruszanych zagadnień jest bardzo szerokie. Dotyczą sztuki pianistycznej Chopina, indywidualnego charakteru jego
gry, okoliczności i sposobów improwizacji, pomysłów twórczych i źródeł
muzycznych, chronologii i genezy utworów, autorstwa i edytorstwa dzieł,
szczególnie juweniliów, kolejnych edycji pojedynczych kompozycji i wydań
zbiorowych, wydawców i autorów piszących o Chopinie, mniej lub bardziej
istotnych szczegółów biograficznych, takich jak próby ustalenia pochodzenia rodziny Fryderyka ze strony ojca czy informacji dotyczących przyjaciół,
Brulion listu do Wilhelma z 18 XII 1874 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 510.
Zob. M. Tomaszewski „Pisma muzyczne” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. I (DWOK T. 61), s. XVIII–XXII, K. Kobylańska Fryderyk Chopin i Oskar Kolberg...,
s. 378–390 oraz E. Sławińska-Dahlig Fryderyk Chopin w świetle korespondencji Oskara Kolberga, „Polski Rocznik Muzykologiczny” 2014, T. XII pt. Oskar Kolberg – prekursor europejskiej folklorystyki, s. 65–79.
1

2

366

�uczniów, spotkań, zdarzeń, upodobań kompozytora, wreszcie pamiątek po
nim. Czyni to Kolberg z wielkim zaangażowaniem, wnikliwością i widoczną pasją; u ich źródła jest nie tylko osobista fascynacja, ale i pietyzm dla
autentycznego portretu Chopina jako człowieka i twórcy, nie mitologizowanego, lecz prawdziwego w życiu i w swojej genialnej twórczości, oraz
odpowiedzialność świadka odznaczającego się doskonałą pamięcią zdarzeń,
muzyki, sposobu ekspresji artystycznej. Te rozproszone w listach i notatkach informacje i opinie najróżniejszego rodzaju składają się na bezcenne
dopełnienie biografii kompozytora, po części tylko wykorzystane przez badaczy jego dorobku i ciągle czekające na systematyczne i drobiazgowe ich
zanalizowanie przez specjalistów.
Działania Kolberga dotyczyły także edycji utworów Chopina. Autor
Ludu zbierał od wielu lat juwenilia oraz bezprawne, tzw. dzikie wydania pośmiertne. Wydawał opinie o praktykach różnych wydawców, np.
krytycznie oceniał w edycji Fontany celowość jego własnego pośmiertnego opusowania młodzieńczych i nienumerowanych utworów Chopina,
co powodowało, że wcześniejsze kompozycje miały numery wyższe od
dojrzałych. Proponował natomiast ułożenie tych utworów „w kolejności
rzeczowej i chronologicznej”. Tę swoją opinię przedstawiał późniejszym
wydawcom, odradzając stanowczo kontynuację tego zabiegu Fontany jako
niezgodnego z wolą i zapatrywaniami samego Chopina:
Znałem aż nazbyt dobrze usposobienie Chopina, abym nie był przekonany, że
nawet w wypadku, gdyby pozwolił opublikować te drobnostki za życia, nie
zniósłby, aby jego utwory młodzieńcze – zdając sobie sprawę z ich słabości –
zostały wydrukowane później […] po utworach najwyższej doskonałości. Różnica
jest zbyt jaskrawa, aby zaraz nie rzuciła się każdemu w oczy i uszy. Dlatego oznaczenia Fontany jako nieautoryzowane przez samego Chopina nie mają żadnego
uzasadnienia. Jest zatem nie tylko pożądane, ale nawet konieczne dla poznania
rozwoju ducha Chopina, zaniechanie oznaczeń Fontany – jako wyniku osobistego zapatrywania, a w żadnym razie woli Chopina […]1.
1
Brulion listu do Breitkopfa i Härtla z 3 XII 1878 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),
s. 181 (tłum. z niem.). Zob. też inne wypowiedzi Kolberga na ten temat, tamże, s. 291 (brulion
listu do R. Wolffa z 1879 r.) oraz Korespondencja…, cz. I (DWOK T. 64), s. 562–563 i 664 (bruliony listów do M. Szulca z 1876 r.). Julian Fontana (1810–1869), pianista, kompozytor, jeden z najbliższych przyjaciół Chopina, jego uczeń, powiernik, kopista i edytor Oeuvres posthumes pour
de piano de Fréd. Chopin. Publiés sur manuscrits originaux avec autorisation de sa famille
par […] op. 66–74, Berlin [1855 i 1859]. O opinii Kolberga na temat opusowania przyjętego przez

367

�Kolberg zabiegał też sam o wydanie chopinowskich ineditów. Już
w grudniu 1874 roku na ręce Szulca przesłał „drobiazgi chopinowskie”, tj.
kopie kilku utworów, m.in. trzech młodzieńczych mazurków Chopina oraz
Adagia, z życzeniem przekazania ich Leitgeberowi do publikacji1. O tych
mazurkach pisał w liście:
Co do kawałków Chopina, które oczywiście noszą na sobie piętno dorywczości
(lubo ducha jego cechujące niewątpliwie), nadmieniam, że trzy te mazury [tj.
Mazurek G-dur, B-dur i D-dur] były improwizowane wśród większej jeszcze
liczby innych […] na jakimś wieczorze tańcującym (zdaje się u rektora Lindego
w roku 1826 czy 7), gdzie Ch. w dobrym będąc humorze, sam siadał do fortepianu (nigdy go bowiem o to przy tańcach, szanując jego talent, nie proszono)
i puszczał wodze swojemu wesołemu usposobieniu. Mazurów takich krocie sypały się wówczas spod jego ręki jak z rogu obfitości, lecz tylko te trzy na żądanie
brata mego nazajutrz spisanymi być mogły, że jeszcze z pamięci nie uleciały.
Trzeci z nich (G-dur) nazwany został kulawym, dlatego że go grał, gdy tancerz
w obertasie na lewo (na kseb) przysiadał się czasami jedną nogą czy kolanem
do ziemi, udając niby kulawego czy pijanego lub chcącego upaść, lecz wnet się
podnosił, co mają oznaczać mocniej naciskane oktawy wiolinu i basu w drugim
takcie każdej części […]. Dwa te mazury: B-dur i G-dur mój brat następnie za
pozwoleniem jego litografował; na świstkach bez tytułu, w 30 tylko egzemplarzach odbite, rozdane one zostały znajomym (jeden egzemplarz mam u siebie).

W dalszym ciągu wyjaśniał Szulcowi, z jakim zamiarem Chopin skomponował Adagio dedykowane siostrze Ludwice, i informował:
Adagio to zamieszczone było drobnym pismem na ćwiartce listowej, w liście do
rodziców pisanym, a który zapewnie wraz z innymi zaginął w pamiętnym 1864
r. napadzie żołdactwa. Szczęściem, że ja już miałem kopię jego u siebie w teczce,
z której nową kopię Panu przesyłam2.
Fontanę, uznanej współcześnie za cenną, pisał Jan Ekier we Wstępie do wydania narodowego
„Dzieł” Fryderyka Chopina (Warszawa 1974), przytaczając w aneksie II (s. 161–163) odpowiednie cytaty z listów Kolberga.
1
Utwory te pt. Trzy mazury i Adagio, utwory młodości Chopina wyszły staraniem Szulca
u Leitgebera w Poznaniu w 1875 roku. Adagio tj. Lento con gran espressione (Nokturn cis-moll); Kolbergowską kopię tego utworu odnotowują bibliografie chopinowskie.
2
Brulion listu do M.A. Szulca z 15 XII 1874 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 507
i 508. Mowa o spustoszeniu 19 września 1863 roku (nie w 1864, jak pisze Kolberg) przez Rosjan
pałacu Zamoyskich na Krakowskim Przedmieściu w odwecie za nieudany zamach powstańców
na gen. Fiodora Berga, namiestnika Królestwa Polskiego. Demolując budynek pałacu, carscy

368

�Przy okazji do tego listu obok utworów Chopina dołączył też Kolberg
kilka „własnych polnych bławatków”, tj. „mazurów i obertasów”, które po
dłuższych perypetiach z wydawcą Leitgeberem ukazały się w Poznaniu
w 1876 roku pt. Mazurkas et autres danses polonaises pour le piano1.
Wyjaśniał Szulcowi ten pomysł z sentymentem i jednocześnie dystansem
jako formę powrotu do młodości:
[…] stanęły mi na myśli błogie chwile mojej takowej młodości około 1830–40,
kiedy się to na świat innym niż dzisiaj zapatrywało okiem, a w gronie życzliwych przyjaciół oddawało zabawie i wesołości, hasając nieraz do białego dnia.
Wtedy to pisywało się owe obertasy, kujawiaki i mazury i bez należytego opracowania i wykończenia na żądanie przyjaciół dawało czasami w 100 lub 200
egz. do druku na szarej, warszawskiej bibule, nie troszcząc się nawet wcale naówczas o porządną korektę. Ale młodość i myśl dobra krasiła wszystko. Ludzie
w najlepszej wierze wmawiali w człowieka, że jest kompozytorem i człowiek
nawzajem temu wierzył, zapominając, że to ziarko dobrego, jakie się w jego
utworach znaleźć może, bardzo często nie jego, ale poczciwego ludu jest własnością. Próbki, jakie Panu (z liczby całej setki w mojej tece) posyłam jedynie
dlatego tylko, że się sposobność do tego nadarza, powiedzą Panu więcej o tym
wszystkim, gdy je muzykalnie, pobłażliwie o to raczysz zapytać, niż wszelkie
tłumaczenia i komentarze2.

Jak wynika z listów, w roku 1875, podczas wspomnianego wyżej dwukrotnego pobytu w Poznaniu, Kolberg ponownie spotkał się z Szulcem.
Z pewnością dzielili się wówczas nowymi ustaleniami, wiadomościami
i uwagami, uzgadniali wątpliwości i potrzebę weryfikacji niepewnych faktów, a także cieszyli nawzajem swoją grą utworów Chopina. Kolberg, dziękując za to spotkanie, pisał:
[…] pospieszam jednak podzielić się z Panem wiadomośc[iami], jakie się jeszcze
dadzą zebrać o Chop[inie], z Panem, któryś mi tyle dał dowodów życzliwości
w ostatniej mojej podróży, że nie wiem, jakimi słowy za nią mam podziękować.
żołnierze obok sprzętów Izabeli, siostry Chopina, i Antoniego Barcińskich wyrzucili także na
bruk fortepian Fryderyka, który po śmierci rodziców pozostawał w posiadaniu Barcińskiej,
oraz zniszczyli część jego listów do rodziny.
1
Przedruk tychże w: O. Kolberg Kompozycje fortepianowe (DWOK T. 69), s. 189–193, nr 37,
s. 225–226, nr 43, s. 294–295, nr 62.
2
Brulion listu do M.A. Szulca z 15 XII 1874 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 506–507.

369

�O niektórych szczegółach napomknąłem już ustnie. Powtórzę je tu, ażebyś Pan
wiedział, o ile będziesz mógł lub chciał użytkować z nich przy drugiej edycji1.

Dalej następuje cała lista informacji bardziej lub mniej szczegółowych,
ilustrujących wielość wątków chopinowskich poruszanych w tej korespondencji.
Niewątpliwą zasługą Kolberga było również sporządzanie kopii utworów Chopina oraz gromadzenie niskonakładowych amatorskich druków
jego kompozycji wykonywanych dla przyjaciół i dla pamięci, a nie do
rozpowszechniania. Niektóre z wykonanych przez Kolberga kopii długo
uważane były nawet przez specjalistów za autografy Chopina 2. Dzięki
jednej z nich, odpisowi Poloneza b-moll (Les Adieux) z 1826 roku, dedykowanego Wilhelmowi, utwór ten jest znany, gdyż autograf Chopina
zaginął3. Odpisy Kolberga służyły też niejednokrotnie wydawcom dzieł
Chopina, u których zabiegał o ich kompletne wydanie i którym chętnie
udostępniał własne materiały, dzieląc się swoją wiedzą i profesjonalnymi
opiniami. Propozycja pomocy w tym zakresie złożona w styczniu 1878
roku lipskiemu wydawcy, Breitkopfowi i Härtlowi, okazała się jednak
spóźniona. Firma miała już innych współpracowników do realizowanego
właśnie pełnego wydania dzieł Chopina i mimo argumentu, że przydałby
się w tym gronie również Polak, oferta nie została formalnie przyjęta 4.
Kolberg mimo to okazał się pomocny przy kwerendzie źródeł, ustalaniu
Brulion listu do M. A.Szulca z 1 II 1876 r., tamże, s. 561.
Krystyna Kobylańska, badając autentyczność rękopisów Chopina, ustaliła np., że cztery
rękopisy uważane za jego autografy to kopie Kolberga. Są to: Lento con gran espressione
(Nokturn cis-moll); Piosenka litewska op. 74 nr 16, Ecossaise G-dur op. 72 nr 4, Ecossaise Des-dur op. 72 nr 5 (numery dwu ostatnich według edycji Fontany z 1855 roku). Zob. tejże Fryderyk
Chopin i Oskar Kolberg…, s. 379.
3
Swój odpis tego poloneza przesłał Kolberg w grudniu 1878 r. Bretkopfowi i Härtlowi,
z komentarzem, że utworu tego nie udało mu się odnaleźć po śmierci Wilhelma w 1877 r.
w jego papierach, choć pamięta jego dwie chopinowskie wersje w zbiorach brata, a kopię
z wersji staranniejszej sporządził „przed około 18 laty”, Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),
s. 182 (tłum. z niem.). O utworze tym pisał także do J. Kleczyńskiego w liście z 23 V 1881 r.
(tamże, s. 501–502; tam w przypisie 2 do tego listu podano błędnie, że rękopis tego poloneza
znajduje się w Bibliotece Jagiellońskiej).
4
Zob. w tej sprawie brulion listu do Breitkopfa i Härtla z 5 I 1878 r. oraz odpowiedź wydawcy z 8 I 1878 r. i kolejny brulion listu Kolberga z 20 II 1878 r., Korespondencja… cz. II
(DWOK T. 65), s. 95–96, 98–100, 110–113. Ta lipska edycja pt. Friedrich Chopin’s Werke. Erste
kritisch durchgesehene Gesamtausgabe herausgegeben von. W. Bargiel, J. Brahms, A. Franchomme, F. Liszt, C. Reinecke, E. Rudorff ukazała się w 14 tomach w latach 1878–1880.
1
2

370

�losów rękopisów i pojedynczych wydań, udzielał wydawcom cennych
informacji, m.in. o stylu gry Chopina, błędach poprzednich edycji, redakcji utworów, przesyłał kopie niektórych młodzieńczych kompozycji.
Już w grudniu 1878 roku przekazał do Lipska sporządzony przez siebie
Spis utworów Chopina z datami ich powstania (także z wątpliwościami
w tym zakresie) oraz z uwagami o ich wydaniach 1. Dalsza korespondencja w tej sprawie dokumentuje podobnie jak listy do Szulca niezwykłe
i bezinteresowne zaangażowanie Kolberga w szeroko rozumianą pomoc
przy nowej edycji, a także skwapliwość, z jaką lipscy wydawcy z cennych
uwag Kolberga korzystali, zgłaszając kolejne pytania i prośby. Swoistą
gratyfikację miał zapewne stanowić wydany przez nich w roku 1881 zbiór
50 polskich mazurków z lat 1817–1850, zebranych i opracowanych przez
Kolberga w układzie chronologicznym i opatrzonych jego przedmową2.
Swoje propozycje i poprawki co do koncepcji, układu i porządku w nowej
pełnej edycji dzieł Chopina przesłał Kolberg także Robertowi Wolffowi około roku 1879, uprzedzając inicjatywę warszawskich wydawców
i z góry proponując swoją pomoc przy korekcie. Przygotował też osobną
listę nutowych korekt uchybień zauważonych w poprzedniej edycji. Odpowiedzi udzielonej Kolbergowi nie znamy; firma Gebethnera i Wolffa,
publikując pełne wydanie dzieł Chopina, skorzystała jednak z pomocy
J. Kleczyńskiego3.
1
Dwie brulionowe wersje takiej listy (rkp. zaginiony, znany z odpisu M. Turczynowiczowej
sprzed 1839 r.) opublikowane zostały w cz. III Korespondencji… (DWOK T. 66), na s.730–734
jako aneks 8 pt. Spis utworów Chopina sporządzony przez O. Kolberga. Zestawienie utworów
Chopina dołączył Kolberg do listu do lipskiego wydawcy z 3 XII 1878 r. (zob. Korespondencja…
cz. II (DWOK T. 65), s. 181 (tłum. z niem.) i s. 182, przyp. 1.
2
Zbiór ten ukazał się pt. Polnische Tänze. Sammlung des beliebtesten Polnischen Mazurkas
für das Pianoforte, Leipzig [1881]. Współpracę Kolberga i wydawcy nad przygotowaniem go
do druku dokumentuje koresponedencja z lat 1880–1881.
3
Zob. niedatowany brulion listu do Roberta Wolffa (prawdopodobnie z roku 1879), Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 290–292. Nowa edycja Gebethnera i Wolffa, o której przyszłym kształcie pisze Kolberg, ukazała się w 1882 roku w Warszawie w 10 tomach pt. Frédéric
Chopin Oeuvres de Piano. Édition nouvelle revue, corrigée et doigtée par Jean Kleczyński,
avec variantes provenant de l’auteur lui-même et communiquées par ses meilleurs élèves.
Obok uczniów Chopina odnotowany jest tam także udział w opracowaniu Kolberga i Fontany. Wcześniejsze wydania dzieł Chopina przez Gebethnera i Wolffa ukazały się w Warszawie
w 1863 i 1877 roku. Zachowała się brulionowa wersja wspomnianej erraty nutowej Kolberga
do wcześniejszego wydania, dawniej uważana za zaginioną (rkp. BN PAU i PAN, sygn. 2184,
k. 183–184).

371

�Kolberg pozostawił też cenne, choć rozproszone w listach i notatkach wskazówki i informacje o grze Chopina i sposobie wykonywania jego utworów.
Jeden z najciekawszych opisów zawarł w liście do Szulca z wiosny 1879 roku:
Ja znajduję, że wszyscy grają go za prędko, a biorąc szalone tempo w allegrach,
gubią tym samym mnóstwo szczegółów, które właśnie u kompozytora, tyle
w piękne szczegóły obfitego jak Ch[opin], uwydatnione w grze być by powinny. Przy tym prawie każdy wpada w afektację, niestosowną przesadę albo też
inaczej cieniuje te dzieła (oprócz miejsc wyraźnie do wzmocnienia i osłabienia
wskazanych), każdy chce naśladować (a naśladuje według własnego pojęcia,
więc najczęściej bardzo nietrafnie) owe ociągania się, ową niezależność obu rąk
od siebie, które autor oznaczał wyrazem tempo rubato […]. Ja może dlatego tak
jestem wymagającym, żem słyszał samego Ch[opina] bardzo często bądź prywatnie, bądź i publicznie grajacego w czasie jego dojrzałości w latach 1827–1830,
a wrażenie tej gry (jakkolwiek byłem wówczas prawie dzieckiem jeszcze) niezatarte aż do dnia dzisiejszego pozostawiło na moim umyśle ślady, nie dozwalające
wcale porównań z nowszymi wykonawcami1.

W korespondencji Kolberga częstym tematem były też pamiątki pozostałe po Chopinie lub z nim związane. Wymienić tu można dla przykładu poświęconą Chopinowi tablicę epitafijną w kościele św. Krzyża w Warszawie,
wykonaną według projektu (szkicu) Wilhelma przez Leonarda Marconiego,
a upamiętniającą złożone tam serce kompozytora2. Losy pamiątek będących
w posiadaniu Wilhelma nie są do końca znane. Nie wszystkie przekazane
zostały Oskarowi, który wielokrotnie o nie prosił. Gdy się dowiedział, że
przed śmiercią w 1877 roku Wilhelm odnalazł i przekazał kilka takich pamiątek siostrze Fryderyka, Izabeli Barcińskiej, pisał do Karoliny z żalem:
„[…] czy to były listy, nuty lub co innego, nie wiem […]. Dziwi mnie mocno,
dlaczego mnie takowych nie przysłał do Krakowa, wiedząc, że ja zbieram
tego rodzaju rzeczy, zamyślam studium o Chopinie napisać”3. Sam Wilhelm
wcześniej utwierdzał zresztą Kolberga w tym zamiarze; obiecując, że przyśle
Brulion z 20 V 1879 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 234.
Zob. Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 510, 513, 517 i 521 oraz cz. II (DWOK T. 65),
s. 209. Epitafium wmurowane w filar kościoła ufundowano w 1879 r., uroczyste poświęcenie
nastąpiło 5 marca 1880 r., wkrótce po złożeniu w tym miejscu urny z sercem Chopina (zob.
„Kłosy” 1879, T. XXVIII, nr 708 (z 11 I) i 1880, T. XXX, nr 766 (z 4 III) oraz „Biblioteka Warszawska” 1880, T. 2, s. 179–180).
3
Brulion listu do Karoliny Kolberg z 22 X 1878 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),
s. 171.
1
2

372

�mu informacje o Chopinie, zastrzegał: „Szczegółów też o życiu Chopina
niewiele się zebrało, a jak się zbierze, to Ci je przeszlę dla ogłoszenia, a nie
dla odstąpienia Szulcowi”1.
Konsekwentne gromadzenie przez Kolberga materiałów o Chopinie,
wyniki jego wieloletnich kwerend, ustalenia, konsultacje, zebrana wiedza
o biografii i twórczości kompozytora w gruncie rzeczy posłużyły innym
biografom i badaczom. Wyżej przytoczona wypowiedź i inne mniej lub
bardziej wyraźne wzmianki pozwalają jednak wnioskować, że celem było
nie tylko udzielenie ich innym, ale zamysł samodzielnego studium poświęconego Chopinowi, powracający jako wyraz pielęgnowanych długie lata
osobistych uczuć dla mistrza. Kolejny ślad takiego zamiaru przynosi późniejszy list do Tytusa Wojciechowskiego, przyjaciela Chopina. Kolberg odnosi się w nim do wcześniejszych prac o Chopinie, prosi adresata o nowe
wiadomości i o kopie niektórych młodzieńczych utworów, których odpisów nie posiada, wykazując przy tym znakomitą orientację w twórczości
kompozytora. List jest brulionem; widnieje w nim skreślony ręką Kolberga
fragment, a w nim zdanie: „Być zatem może, że ja sam, mimo zajęć, jakie
mnie przygniatają, będę w konieczności podać niektóre wiadomości, by
zatraceniu nie uległy, do jakiego czasopisma, np. «Przeglądu Lwowskiego»,
«Echa» itd.”2. Wypowiedź ta, pochodząca z brulionu, być może nie znalazła się w wysłanym liście, ale ujawnia, jak żywotna była potrzeba pisania
i świadczenia o Chopinie, mimo ogromu innych pierwszoplanowych prac.
Kolberg korespondował także w latach 1876–1886 z innym biografem
Chopina, wspominanym już wcześniej Maurycym Karasowskim, muzykiem,
krytykiem i pisarzem muzycznym, którego znał z okresu warszawskiego
i z którym wówczas – jak wynika z listów – łączyły go przyjazne stosunki3.
Pracę Karasowskiego wydaną w Dreźnie w roku 1877 w języku niemieckim
(w tłumaczeniu autora) pt. Friedrych Chopin. Seine Leben, Seine Werke
und Briefe (Bd. 1–2) Kolberg znał i sporządzał na jej temat swoje uwagi,
sprostowania i uzupełnienia4. Książka ta była też omawiana wielokrotnie
List Wilhelma Kolberga z 31 I 1875 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 517.
Brulion listu do T. Wojciechowskiego z 15 XII 1879 r., Korespondencja… cz. II (DWOK
T. 65), s. 285–286.
3
Zachowana korespondencja Kolberga z Karasowskim obejmuje 18 listów (zob. DWOK
T. 64–66).
4
Notatki te zachowały się w archiwum Kolberga (BN PAU i PAN, sygn. 2185/4, k. 338–340).
Drugie wydanie pracy, Karasowskiego, znacznie skrócone i poprawione, ukazało się tamże
1
2

373

�w korespondencji z Szulcem, który oceniał ją krytycznie, zarzucając autorowi brak podania źródeł i nieład w przedstawianiu faktów. Kolberg nie polemizował z nim w tej sprawie, raczej przychylając się do tego stanowiska.
Z czasem jednak pozytywniej oceniał tę pracę. Początek listownego kontaktu z Karasowskim przypada na listopad 1876 roku, kiedy to Kolberg przesłał
mu melodię Chmiela potrzebną do przygotowywanej biografii Chopina 1.
Korespondencja urwała się potem na kilka lat, dopiero we wrześniu 1881
roku nawiązana została na nowo, koncentrując się odtąd wokół spraw chopinowskich. Kolberg w poczuciu wspólnego podziwu i uznania dla Chopina
chętnie dzielił się z Karasowskim – podobnie jak z Szulcem – swoimi przemyśleniami i informacjami; w listach podejmowane więc były najróżniejsze
wątki z życia i twórczości „naszego uwielbianego mistrza”. I podobnie jak
pierwszemu biografowi przesłał Kolberg Karasowskiemu po ukazaniu się
polskiej dwutomowej edycji jego biografii Chopina w 1882 roku swoje sprostowania i uwagi, dołączone do listu z 2 września 1882 roku2.
Chopinowskie realia pojawiają się także, choć sporadycznie, w korespondencji z lat 1880–1881 z innym zaprzyjaźnionym muzykiem i krytykiem
muzycznym z Warszawy – Janem Kleczyńskim. Ten ostatni zaprosił Kolberga pod koniec 1879 roku do współpracy z warszawskim dwutygodnikiem,
„Echem Muzycznym”, którego redakcję objął z początkiem 1880 roku Kolberg okazał zainteresowanie tą inicjatywą, docenił plany redaktora, który
– jak to określił – zamierzał nadać swemu pismu „kierunek poważny i o ile
możności narodowy”, ale z braku czasu konkretnego udziału jako autor odmówił. W roku 1880 poruszana była w listach sprawa interesujących Kleczyńskiego wiadomości na temat przodków ojca Fryderyka, Mikołaja Chopina, pozyskanych przez Kolberga w Nancy, gdzie zatrzymał się na krótko
w drodze na wystawę w Paryżu w 1878 r. Rok później Kleczyński należał do
grona organizatorów warszawskiego koncertu na rzecz Kolberga, przesłał
w 1878 roku, trzecie w 1881 roku i to ono stało się podstawą wersji polskiej wydanej w 1882
roku w Krakowie pt. Fryderyk Chopin. Życie. Listy. Dzieła. Wcześniej Karasowski opublikował
artykuł pt. Młodość Fryderyka Szopena w „Bibliotece Warszawskiej” 1862, T. 4, s. 1–40 oraz
Uzupełnienie, tamże, 1869, T. 1, s. 161–179 i 383–418.
1
Zob. brulion listu do Karasowskiego z 9 XI i odpowiedź adresata z 17 XI 1876 r.,
Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 661–662 i 665–666.
2
Zob. Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 689. Rękopis Uwag O. Kolberga odnoszących się do pracy Karasowskiego o Chopinie opublikowany został w cz. III Korespondencji
(DWOK T. 66), na s. 738–743 jako aneks 11; przedruk tegoż w: O. Kolberg Pisma muzyczne
cz. II (DWOK T. 62), s. 472–476, nr 983.

374

�też badaczowi na jego prośbę kopię jednego z młodzieńczych polonezów
Chopina (Ges-dur), drukowanego w wyczerpanej już wówczas edycji Kaufmanna z 1870 roku. Odpisu z tego wydania poszukiwał Kolberg w Warszawie od 1877 roku, wielokrotnie kierując prośby w tej sprawie do znanych sobie muzyków. Sam z kolei objaśniał Kleczyńskiemu okoliczności powstania
dedykowanego Wilhelmowi poloneza pożegnalnego b-moll (Les Adieux)1.
Omawiając wkład Kolberga w biografię i edycję dzieł Chopina, warto
zatrzymać się jeszcze na ocenach analizujących go muzykologów i oddać
im głos. Mieczysław Tomaszewski, autor opracowania i wstępu do Pism
muzycznych Kolberga, potwierdzając wagę zebranej przez niego faktografii
chopinowskiej, niewykorzystanej we własnych publikacjach, pisał w 1975
roku:
Poza tym miał sam doskonałą pamięć zdarzeń i muzyki, sposobu, w jaki ją Chopin wykonywał. Opis gry kompozytora, przesłany Szulcowi w liście z 20 maja
1979 roku, należy do najbardziej precyzyjnych i autentycznych, jakie nam przekazał wiek XIX, i zaświadcza, jak bardzo Kolberg predestynowany był do zadania, co do którego wykonania stale się wahał.

A dalej, oceniając wiedzę Kolberga przekazaną wydawcom dzieł Chopina, stwierdzał: „Był więc Kolberg bardziej edytorem in spe, ale edytorem
wysokiej klasy, uczulonym na problem autentyczności przekazu, właściwego odczytania intencji kompozytora, trafnego uchwycenia stylu, wiernego
przekazu tradycji wykonawczej”2.
W 2014 roku Ewa Sławińska-Dahlig podobnie podsumowała wkład Kolberga w tej dziedzinie:
Oskar Kolberg wniósł nieocenioną wiedzę faktograficzną (wzbogaconą o znakomite interpretacje) w pierwszym okresie badań nad Chopinem. Listy i teksty
Kolberga odnoszące się do kompozytora dowodzą jego kompetencji, szerokości
zainteresowań i dociekliwości. Są szczególnie cenne jako źródło z pierwszej ręki
1
O wspomnianych kwestiach chopinowskich zob. listy Kleczyńskiego i Kolberga nr 698
i 704; 729, 758 i 770; 837 i 840 w cz II Korespondencji (DWOK T. 65). Cytowane określenie
Kolberga dotyczące profilu „Echa” tamże, s. 309. O poszukiwanej przez Kolberga kopii poloneza
Ges-dur mowa też w korespondencji z J. Sikorskim, zob. tamże, s. 257, 396 i 398–399.
2
M. Tomaszewski „Pisma muzyczne” Oskara Kolberga…, (DWOK T. 61), s. XX i XXII. List,
na który się autor powołuje, zob. Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 233–236. Fragment
tego listu opisujący grę Chopina, zacytowano wyżej, zob. s. 372.

375

�– źródło pozostawione przez świadka warszawskiego okresu życia Fryderyka
Chopina, a także sumiennego obserwatora jego późniejszych emigracyjnych
dziejów1.

Postulat autorki: „W dalszych badaniach warto usystematyzować wszystkie wzmianki o kompozytorze zawarte w całym dziedzictwie kolbergowskim i dokonać syntezy dotychczasowych prac na ten temat […]” pozostaje
aktualny i czeka na zrealizowanie go przez specjalistów.
XX
[Podróże na Pokucie i na Podole galicyjskie w latach 1876 i 1877. – Kontynuacja Poznańskiego i wydanie cz. II–IV (1876–1879). – Odwiedziny Karoliny
z dziećmi w Modlnicy (lato 1877). – Wstępne prace nad cz. I Pokucia. – Wyjazd na Wystawę Powszechną w Paryżu (wrzesień 1878), prezentacja tam
m.in. tomów Ludu. – Przedłożenie Akademii pierwszej wersji cz. I Pokucia
(listopad 1878). – Odwiedziny Antoniego i Karoliny z dziećmi w Modlnicy
(lato 1879). – Wyjazd do Lwowa i Czortowca (wrzesień? 1879). – Udział
w obchodach jubileuszu Kraszewskiego (październik 1879). – Publikacja Pieśni ludu litewskiego, studium komparatystyczno-folklorystycznego, w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej” (1879). – Uwagi do analizy tekstu
Bogurodzicy (1879).]

Po wyprawie odbytej w roku 1875 na Pomorze i Mazury oraz w Poznańskie kolejnym obszarem eksploracji Kolberga stały się ziemie na południowo-wschodnich kresach Rzeczypospolitej. W dwu następnych latach,
1876 i 1877, odbył podróże badawcze na Pokucie i na Podole galicyjskie,
a obie wyprawy, podobnie jak poprzednia na północ, finansowane były
przez Akademię, która przeznaczyła na ten cel zasiłek z funduszu Komisji
Antropologicznej. Był to także okres intensywnej pracy nad monografią
Poznańskiego: w roku 1876 ukazała się jej część II, w następnym część III,
1
E. Sławińska-Dahlig Fryderyk Chopin w świetle korespondecji Oskara Kolberga…, s. 78
i 77. Z informacji Kolberga o Chopinie korzystały kolejne pokolenia biografów i wydawców
dzieł kompozytora aż do czasów najnowszych, jest to jednak materiał rozproszony. Zob. m.in.
J. Ekier Wstęp do wydania narodowego „Dzieł” Fryderyka Chopina…, M. Tomaszewski Chopin. Człowiek, dzieło rezonans, Poznań 1998, Korespondencja Fryderyka Chopina 1816–
–1831, T. 1, oprac. Z. Helman, Z. Skowron, H. Wróblewska-Straus, Warszawa 2009.

376

�dwa lata później, tj. w 1879 roku część IV (odpowiednio tomy 10–12 Ludu).
Plan badań etnograficznych na ziemiach wschodnich w obrębie ówczesnego zaboru austriackiego uważał Kolberg jednak za zadanie naukowe na
tyle pilne, że podjął je równolegle z zaabsorbowaniem innymi pracami nad
tomami Ludu i działalnością w ramach Akademii. Było to zresztą zgodne
ze wspomnianym wcześniej programem badawczym Akademii, który jako
priorytet wskazywał głównie ziemie „północnych i północno-wschodnich
stoków Karpat”1.
Podróż Kolberga w 1876 roku do Galicji Wschodniej, pierwsza dłuższa
na Pokucie i Podole galicyjskie, jest stosunkowo dobrze udokumentowana
w korespondencji i w materiałach sponsorującej ją Akademii. Pierwotne
projekty wyjazdu w czerwcu, potem w lipcu nie zostały zrealizowane; termin przesunął się w związku z koniecznością dopilnowania kończącego
się druku II części W. Ks. Poznańskiego, która ukazała się na początku
sierpnia 2. Ostatecznie Kolberg wyjechał po 10 sierpnia – taką datę nosi
ostatni zachowany list pisany jeszcze w Krakowie – a powrócił przed
12 października, po dwumiesięcznej wyprawie, zatrzymując się jeszcze w Krakowie 3. O swojej podróży wzmiankuje w listach, pisząc m.in.:
„W tym roku jeździłem na Pokucie, na Bukowinę, i byłem w Karpatach,
mianowicie miedzy Hucułami pod Czarną Górą [Czarnohorą]”, wspomina pobyt w Czortowcu u Przybysławskich, w Baryszu u Szawłowskich,
zwiedzanie okolic Lwowa i tygodniowy pobyt w samym mieście, gdzie
odwiedził muzea oraz Ossolineum 4. Najobszerniejszą relację przynosi
jednak złożone Akademii sprawozdanie z tej podróży z 30 października
1876 roku, omówione przez przewodniczącego, J. Majera, na posiedzeniu
Komisji Antropologicznej w listopadzie 1876 roku 5. Relacja ta wskazuje,
że główne stacje badawcze Kolberga stanowiły „w okolicy
Zob. wyżej, s. 277–278..
Zob. bruliony listów do W. Siarkowskiego z 30 VI oraz do W. Niegolewskiej z 7 VIII
1876 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 628 i 631.
3
Zob. bruliony listów do J. Florkiewicza z 10 VIII oraz do S. Czarneckiego z 12 X 1876 r.,
tamże, s. 633 i 645. Z Modlnicy pisał Kolberg dopiero 4 XI 1876 r., zob. tamże, s. 660.
4
Brulion listu do Czarneckiego tamże, s. 645. Zob. też brulion listu do W. Przybysławskiego
z 14 X 1876 r., tamże, s. 646.
5
Brulion sprawozdania skierowanego do Akademii z 30 X 1876 r. zob. Korespondencja…
cz. I (DWOK T. 64), s. 657–660. Zob. też omówienie sprawozdania na posiedzeniu Komisji z 16
XI 1876 r., „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. IV, 1877, s. XVIII oraz
informacje o tej podróży Kolberga i jej plonach, tamże, s. IX, XXVII.
1
2

377

�naddniestrzańskiej Barysz pod Buczaczem i Czortowiec pod Obertynem,
w górach zaś Żabie pod Czarnogórą, położone w pobliżu granicy Bukowiny i Kossowa” oraz że krótko przebywał też w miastach: Stanisławowie,
Kołomyi, Czerniowcach i Buczaczu, dłużej zaś we Lwowie, gdzie m.in.
sporządził w Muzeum Przyrodniczym im. Dzieduszyckich spis „akwarel, rycin i obrazów olejnych przedstawiających typy i sceny ludowe”,
a w Ossolineum spis akwarel 1. Temu ostatniemu zagadnieniu, tj. ikonografii, poświęcił Kolberg w sprawozdaniu szczególną uwagę – zgodnie
ze swoim utrwalonym i często na forum Akademii wyrażanym przekonaniem o szczególnej wartości dla etnografii tego rodzaju dokumentacji.
Pisał:
Niech mi tu wolno będzie zwrócić uwagę na przedmiot nader ważną specjalność etnograficzną stanowiący, jakim mianowicie jest ubiór ludu i kształt jego
mieszkań, narzędzi i sprzętów, gdyż przedmiot ten, wiążąc się z projektowanym
wydawnictwem wyrozumowanym kostiumów i budowli krajowych, w przyszłości dokonać się mającym, podać może materiał do zasilania okazami świeżo
powstającego Muzeum Akademickiego.

Zwracał następnie uwagę na wielkie zróżnicowanie strojów charakterystycznych dla zwiedzanych terenów, informował o swoich kontaktach
z fotografikami tamtych stron podejmowanych w celu zainteresowania ich
tematyką etnograficzną, informował, że sam, „acz niewprawną ręką”, sporządzał „wizerunki wielu chat, sprzętów, przedmiotów ubrania itd.”, które zamierzał przekazać do opracowania Kossakowi. Wreszcie postulował:
„Obok wizerunków [tj. szkiców, fotografii itp.] byłoby nader pożądanym
gromadzenie ubiorów w naturze lub też pojedynczych tychże części”2, zastrzegając jednak, że cena tych ostatnich jest tak wygórowana, że uniemożliwia kupno. Warto tu przypomnieć przywoływany wcześniej fakt, że
Kolberg przywiózł też z tej podróży i złożył Komisji do jej zbiorów etnograficznych rekwizyty weselne, części stroju, kilkanaście narzędzi i sprzętów
domowych z Pokucia, a także pięć „gadek huculskich”3. W swojej relacji dla
Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 658, 659 i 660. Oba spisy zachowały się w zbiorach
archiwalnych, zob. wyżej, s. 276
2
Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 658 i 659.
3
Odnotowano to w sprawozdaniach z posiedzeń Komisji Antropologicznej z dnia 21 XII
1876 r. i z 1 VI 1877 r., zob. wyżej, s. 285.
1

378

�Akademii zwracał też uwagę na problematykę i okoliczności swoich badań.
W cytowanym brulionie pisał:
Przedmiotem zbiorów były głównie zwyczaje, obrzędy, pieśni, muzyka, język itd.
Wszakże pobyt mój w pomienionych stronach pomimo obfitości dostarczonego
materiału bynajmniej go jeszcze nie wyczerpał. Stosunki więc pozawiązywane
z kilku obywatelami naukę miłującymi, a głównie z W. [Władysławem] Przybysławskim w Czortowcu, z W. [Stanisławem] Szawłowskim w Baryszu i z ks.
Sofronem Witwickim w Żabiu, i kilku innymi osobami, każą się spodziewać, że
odnośny materiał etnograficzny, jaki by się dał pozyskać, znacznie w następstwie będzie pomnożony na drodze korespondencji1.

Osoby te, wcześniej już tutaj przywołane, jako żywo zainteresowane
lokalnym folklorem, historią i kulturą ludową swojego regionu znacznie
przyczyniły się do pomnożenia zbiorów Kolberga z Pokucia oraz z okolic
Buczacza, goszcząc go w swoich domach, stwarzając warunki do pracy
badawczej i zasilając przyszłe monografie nowymi materiałami, wiadomościami i konsultacjami. Owocna współpraca i żywe kontakty z nimi udokumentowane są w korespondencji, szczególnie bogatej z Władysławem
Przybysławskim w latach 1876–18832.
W roku następnym 1877 Kolberg odbył również podróż do Galicji
Wschodniej, a jej koszty, podobnie jak rok wcześniej, pokrył fundusz Komisji Antropologicznej. Wcześniej jednak, w połowie lipca, przyjechała
do Modlnicy na wakacje Karolina z dwiema córkami, starszą Tonią i kilkumiesięczną Walentyną, oraz z siostrzenicą Lolą, osieroconą przez Julię
Illukiewiczową. Ich pobyt trwał do 19 sierpnia. To rodzinne spotkanie
miało dla Oskara i jego bratowej szczególne znaczenie wobec niedawnej
śmierci Wilhelma 4 czerwca tego roku. Dla Karoliny i jej dzieci były
to również wymarzone wakacje w życzliwym i zorganizowanym domu
Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 658.
Badania Kolberga na Pokuciu, pozyskane tam zbiory, m.in. z Czortowca, oraz jego współpracę z Przybysławskim i Witwickim omawia A. Skrukwa we wstępie do suplementu do Pokucia (DWOK T. 81), s. V–XLIX. Materiały z Huculszczyzny opublikowane zostały dopiero
w ramach DWOK w dwuczęściowej Rusi Karpackiej (DWOK T. 54–55); tam scharakteryzowali je we wstępie, w tomie 54 O. Gajkowa (s. V–XXVII), M. Tarko (s. XXVIII–XLIV), B. Linette (s.
XLV–LII) i A. Demartin (s. LIII–LXXII). Bogate materiały z Barysza znalazły się także dopiero
w nowej edycji, w trzech tomach Rusi Czerwonej (DWOK T. 56, 57/I i 57/II), zob. też wstęp
M. Tarki do tej monografii (w tomie 56, s. XXX–XXXIII).
1
2

379

�na wsi, w oderwaniu od miejskiej, uciążliwej codzienności, w bliskości
z kochanym stryjem. W Modlnicy odbył się wówczas chrzest urodzonej
26 lutego 1877 roku Walentyny, przy współudziale trzech par chrzestnych: Oskara i Antoniny Konopczanki, Juliana Konopki i Meli Męcińskiej
oraz Michaliny Konopczanki, córki Józefa, i jej kuzyna, Michała, syna
Ksawerego Konopki1.
Na wyprawę etnograficzną na Pokucie i Podole galicyjskie i w okolice
Lwowa Kolberg wyjechał więc dopiero 23 sierpnia, udając się przez Lwów
do Czortowca, gdzie spędził prawie miesiąc, serdecznie przyjmowany przez
Przybysławskich, i skąd planował odwiedzić jeszcze Barysz. W drodze powrotnej zatrzymał się także u Bochdanów w Zadwórzu oraz we Lwowie.
Wrócił do Krakowa w trzeciej dekadzie października. O tej dwumiesięcznej
podróży wzmiankował w listach2, szczególnie wspominając długi i owocny
pobyt w Czortowcu, jednej z najbardziej sprzyjających jego pracom stacji
badawczej, gdzie w atmosferze przyjacielskiej współpracy z gospodarzami,
Władysławem i Heleną Przybysławskimi, nie tylko pomnażał swoje zbiory
z Pokucia, ale cieszył się wspólnotą zainteresowań i pasji naukowej goszczącego go właściciela. Przybysławski jako badacz zabytków archeologicznych
w Galicji Wschodniej, m.in. w Horodnicy nad Dniestrem, miłośnik historii,
kolekcjoner książek, dokumentów, wykopalisk, przedmiotów użytkowych
i rzemieślniczych itp., członek Komisji Archeologicznej i Antropologicznej
Akademii i zamiłowany regionalista okazał się znakomitym towarzyszem
w badaniach, współpracownikiem i konsultantem Kolberga. O zrozumieniu
dla działalności autora Ludu, gotowości pomocy i stopniu zażyłości obu
badaczy świadczy korespondencja. Zapraszając Kolberga w czerwcu 1877
roku, Przybysławski przypominał „[…] w zeszłym roku daną nam obietnicę
odwiedzenia w tym roku Pokucia, a przy tym obrania sobie Czortowca za
główny punkt, z którego robiłbyś Szanowny Pan wycieczki we wszystkich
kierunkach, jakie za stosowne uznasz”. I deklarował dalej:
Zob. S. Dębicka W starym gnieździe: z sagi rodu Kolbergów, Warszawa 1989, s. 185–186 i 189.
Zob. m.in. bruliony listów do W. Przybysławskiego z 8 i 19 VIII 1877 r. (w sprawie daty
wyjazdu) oraz do B. Moraczewskiej z 27 X, do Akademii z 1 XI, do Jadwigi Wernerowej z 19
XI i do Karoliny z 10 XII 1877 r. (po powrocie), Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 54, 56,
67, 72, 76 i 84. W liście do Jadwigi wspomniał, że Helena Przybysławska to córka Kazimierza
Wessla zaprzyjaźnionego z Wilhelmem, któremu przekazywał tę informację rok wcześniej
(Korespondencja…, cz. II, DWOK T. 65, s. 76 oraz cz. I, DWOK T. 64, s. 649). U Wesslów
w Żyrzynie, w Lubelskiem, Kolberg gościł w 1848 r.
1
2

380

�Pisał do mnie dr Kopernicki, że Szanowny Pan masz myśl ułożenia monografii
etnograficznej Czortowca, cieszę się tym projektem bardzo i z mej strony dołożę
usilnych starań, ażeby Szanowny Pan wszelkie potrzebne do tego opisu materiały, czy żywe, czy też martwe, miał pod ręką, a tym samym mam przekonanie, że
tego rodzaju opis wyjdzie spod pióra Pańskiego kompletnym1.

W roku następnym – 1878 – Kolberg nie wyjeżdżał na badania terenowe, lecz wziął udział z ramienia Akademii w Wystawie Powszechnej
w Paryżu, która trwała od 1 maja do 20 października. Prezentował swoje
tomy Ludu oraz zbiór rysunków, szkiców i fotografii w części antropologiczno-etnologicznej działu austriackiego wystawy, w którego ramach
„urzędowo” uczestniczyła Akademia. Do eksponatów tejże należały fotografie zabytków archeologicznych z różnych stron Polski, okazy etnograficzne i antropologiczne wybrane z zasobów muzeum Akademii, a przygotowane przez Komisję Antropologiczną i Archeologiczną pod kierunkiem
Izydora Kopernickiego, który był także głównym organizatorem ekspedycji materiałów2. Według katalogu wystawy Kopernicki „jako członek Akademii” wystawiał w sekcji antropologicznej działu austriackiego „różne
czaszki”, a w jego sekcji etnologicznej album fotografii typów i strojów
Polaków, Rusinów i Żydów. Tamże odnotowano też – jednak bez konkretów – udział dwu „interesujących osób”: Oskara Kolberga „z zabytkami
etnograficznymi i z takimiż Władysława Przybysławskiego”3. W części
austriackiej wystawy znalazły się również eksponaty archeologiczne i etnograficzne pochodzące ze zbiorów Muzeum Dzieduszyckich we Lwowie i z Muzeum Techniczno-Przemysłowego Adriana Baranieckiego
List W. Przybysławskiego z 24 VI 1877 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 39.
Eksponaty ze zbiorów Akademii obejmowały „oprócz niektórych starożytności i ich fotografij” m.in. „czaszek sześć z czasów przedhistorycznych z różnych okolic kraju, zbiór 60 typowych tak zwanych pisanek, zbiór okazów włosów ludności polskiej, ruskiej i żydowskiej,
album fotografij typów ludności podolskiej” (zob. Posiedzenie Komisji Antropologicznej z 27 IV
1878 r., „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. V, 1878, s. LIV). Zob.
też list I. Kopernickiego z 2 III 1878 r., w którym informuje Kolberga o ustalonej przez Komisję w Wiedniu konieczności wcześniejszej przesyłki deklarowanych materiałów na wystawę
i obiecuje mu swoją pomoc w ich przygotowaniu, oraz kolejny list Kopernickiego, niedatowany
(Korespondencja... cz. II, DWOK T. 65, s. 117-118 i 119).
3
Cyt. za: A. Abramowicz Wystawa w Paryżu w 1878 roku, w: tegoż Dalecy i bliscy:
studia z dziejów archeologii, „Acta Archaeologica Lodziensia” 1974, nr 23, s. 103. Autor oparł
swój opis na oficjalnym katalogu wystawy pt. Exposition universelle internationale de 1878
à Paris. Catalogue spécial de l’exposition des sciences anthropologiques, Paris 1878.
1
2

381

�w Krakowie. Według korespondentki z Paryża, Seweryny Duchińskiej:
„Dzięki zbiorom hr. Dzieduszyckiego i p. Baranieckiego ten dział austriacki zachował przeważnie polski charakter” 1. Komisarzem wystawy
austriackiej na wystawie paryskiej był Włodzimierz Dzieduszycki, pasjonat muzealnictwa i mecenas naukowy różnych przedsięwzięć wystawienniczych w Galicji i w Europie.
Choć wystawcy polscy uczestniczyć mogli w wystawach światowych
w ramach ekspozycji kraju zaborców, co niejednokrotnie stwarzało dylematy moralne i stawiało Polaków przed alternatywą niewystawiania wcale, na wystawie paryskiej udało się dzięki pewnemu wybiegowi stworzyć
odrębną ekspozycję polską. Warto o niej wspomnieć, gdyż to zapewne był
dodatkowy powód szczególnej determinacji Kolberga, który deklarował nie
tylko chęć, ale wręcz koniczność odwiedzenia wystawy, i do wyjazdu przygotowywał się dużo wcześniej, organizując w tym celu fundusz wydzielony
ze swojego kapitału zdeponowanego w Warszawie i umawiając się na spotkanie z rodziną w Paryżu2.
Za urządzenie Wystawy Nauk Antropologicznych stanowiącej część
wystawy powszechnej w 1878 r. odpowiedzialne było paryskie Towarzystwo Antropologiczne, którego członkami było również wielu Polaków,
emigrantów, m.in. od 1867 r. Izydor Kopernicki. Środowisko to wraz ze
swoimi licznymi sympatykami założyło krótko przed wystawą i specjalnie w celu reprezentowania na niej Polski Towarzystwo Antropologiczne
i Etnograficzne Polskie w Paryżu, ukonstytuowane na wzór francuskiego
i stanowiące rodzaj jego oddziału3. Prezesem został Franciszek Duchiński
(1816–1893), etnograf i historyk, działacz emigracyjny, członek paryskiego Towarzystwa Antropologicznego od 1865 r. i główny inicjator przedsięwzięcia. W krótkim czasie wykonano olbrzymią pracę organizacyjną
1
[S. Duchińska] Z wystawy paryskiej, „Biblioteka Warszawska” 1878, T. 3, s. 114. Autorka
wymienia wśród eksponatów z tych zbiorów naczynia, kilimy, pisanki, hafty na płótnie, modele
chat i zagród wieśniaczych, znaleziska z wykopalisk.
2
Zob. Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 129, 132–133, 135, 136, 141–142, 149, 151
i 160, listy wymieniane w tej sprawie z Jadwigą i Emilem Wernerami w okresie od kwietnia
do sierpnia 1878 r. Kolberg pisał tam m.in., że paryską wystawę „koniecznie dla zbioru
etnograficznych tam okazów zwiedzić […] wypada, na który to cel nie mam i nie mogę mieć
innego funduszu jak wiadomą Ci sumkę u Was […]” (tamże, s. 135).
3
Zob. A. Abramowicz Société d’Anthropologie et d’Ethnographie Polonaise de Paris (1878
– ?), „Kwartalnik Historii Nauki i Techniki” 1975, T. 20, nr 1, s. 79–88. Według autora dalsze
losy i ślady działalności towarzystwa po wystawie 1878 r. nie są znane.

382

�i na Wystawie Nauk Antropologicznych pod szyldem nowo utworzonego
towarzystwa polskiego udało się zgromadzić wystawców polskich z emigracji i wszystkich zaborów, zarówno instytucje, jak osoby prywatne.
Zorganizowany udział Polaków w ekspozycji nauk antropologicznych był
wydarzeniem bez precedensu, gdyż polski dorobek naukowy zaprezentowano międzynarodowej rzeszy zwiedzających pod własnym, narodowym
szyldem. Wydarzenie to miało charakter manifestacji nie tylko naukowej,
ale i politycznej, tożsamościowej. W odezwie towarzystwa wydanej 1 marca 1878 roku z powodu wystawy, stanowiącej rodzaj kwestionariusza czy
ankiety badawczej napisano m.in.:
Pierwszy to raz od dawnych czasów kraj nasz na zewnątrz czynnie pod swym
własnym wystąpi mianem. Niechże to miano, które tak żywym przez dziesięć
wieków błyszczało światłem, na polu wiedzy zajaśnieje. Okażmy światu i goś­
cinnym a szlachetnym gospodarzom Wystawy, że Ojczyzna Kopernika i Śniadeckich gościnności tej godna – że istniejemy1.

Prawie sto lat później polski badacz, Andrzej Abramowicz, upomniał się
o przywrócenie naukowego znaczenia wystawie:
Chyba nie było w ciągu całego XIX w. większej zagranicznej manifestacji nauki
polskiej niż wystawa antropologiczna związana z międzynarodową wystawą
powszechną w 1878 r. w Paryżu. Mimo doniosłości wydarzenia nie znalazło ono
szerszego odbicia w historii nauki polskiej. Jest prawie zapomniane2.

Według katalogu w ramach nowo powstałego towarzystwa polskiego
swoje muzealne zbiory zaprezentowały w oddziale polskim: Poznańskie
Towarzystwo Przyjaciół Nauk, Towarzystwo Naukowe w Toruniu, Muzeum
Narodowe w Rapperswilu, Jan Zawisza z Warszawy, właściciel kolekcji
archeologicznej, oraz cała galeria wystawców prywatnych, m.in. Franciszek
Duchiński, Cyprian Godebski, Władysław Mickiewicz3. Tu także – niezależnie od udziału w części austriackiej wystawy – prezentował eksponaty
Cyt. za artykułem Abramowicza jw., s. 80.
A. Abramowicz Wystawa w Paryżu w 1878 roku…, s. 91.
3
Opis ekspozycji polskiej oparty na francuskim katalogu wystawy nauk antropologicznych
(w tłumaczeniu autora) podaje. A. Abramowicz w pracy Wystawa w Paryżu w 1878 roku…,
s. 91–107. Nie wiadomo, czy lista wystawców jest pełna, gdyż jak zauważa autor, zarówno
w katalogu, jak i w podpisach eksponatów stosowano swoisty kamuflaż (tamże, s. 107), oraz
1
2

383

�archeologiczne i etnograficzne ze zbiorów swego prywatnego muzeum we
Lwowie Włodzimierz Dzieduszycki; spośród nich szczególną uwagę zwracały 32 stroje ludowe z Galicji. W stoisku specjalnym towarzystwa spotykamy ponownie nazwisko Kopernickiego, który opracował przedstawiane
tam pomiary i tabele kraniometryczne, a w obszernym zestawie bibliograficznym publikacji polskich wymieniono Kolberga jako autora tomów 2–4
Ludu, tj. Sandomierskiego i Kujaw części I i II. Oddział polski zawierał
bogatą kolekcję strojów ludowych z różnych regionów Polski, zbiory rysunków i rycin, mapy, m.in. Chrzanowskiego z kilkudziesięcioma tablicami,
albumy przedstawiające typy i ubiory polskie, a także fotografie znalezisk
przedhistorycznych, liczne okazy archeologiczne z wykopalisk w całym kraju, różne obiekty etnograficzne, m.in. z zakresu rzemiosła, budownictwa itp.
Bogaty zbiór poloniców zgromadziła też osobna ekspozycja polskiej „sztuki
historycznej” zorganizowana na wystawie starożytności pod patronatem
Towarzystwa Historyczno-Literackiego w Paryżu, w specjalnie wydzielonej sali w pałacu Trocadéro. Znalazły się tam cenne pamiątki historyczne i narodowe, arcydzieła dawnej sztuki i rzemiosła, portrety i medaliony
zasłużonych Polaków, kolekcje miniatur, monet, broni itd., zgromadzone
w imponującej ilości, z czytelnym zamysłem ukazania bogactwa i starożytności polskiej historii i kultury, stanowiące – według słów Duchińskiej
– „drugie ognisko polskie przedstawione samoistnie pod opieką Francji”1.
Eksponaty pochodziły m.in. ze zbiorów Władysława Czartoryskiego oraz
Jana Działyńskiego z Kórnika.
Oddział polski na wystawie antropologiczno-etnograficznej został
wysoko oceniony w prasie francuskiej, opisywała go też prasa polska,
m.in. piórem stałej korespondentki z Paryża, Duchińskiej, w „Bibliotece Warszawskiej” i przebywającego wówczas w stolicy Francji Henryka
Sienkiewicza w „Nowinach”2. Ze względu na wymowę polityczną polskiej
ekspozycji nie o wszystkim jednak można było pisać, może dlatego
czy jest dokładny spis niektórych nazwisk powtarzających się (np. Kopernicki, Dzieduszycki)
w oddziałach pod patronatem zaborców i w ekspozycji polskiej.
1
[S. Duchińska] Z wystawy paryskiej…, s. 443.
2
Tamże, s. 115–118 (o wystawie antropologicznej) oraz s. 442–449 (o wystawie „sztuki
historycznej”); całość relacji autorki s. 111–133 , 305–331 oraz 434–458; H. Sienkiewicz Z wystawy antropologicznej w Paryżu, „Nowiny” 1878 nr 42 i 44. Pisarz uznał wystawę antropologiczną za niewątpliwy sukces polskiej nauki i pokreślał w swojej obszernej relacji powszechne
uznanie, z jakim się spotkała. Zob. także opis oddziału polskiego w: A. Abramowicz Wystawa
paryska w 1878 roku…

384

�niektóre krajowe instytucje i osoby przemilczały swój udział lub powściągliwie o nim wspominały. Duchińska opisała wprawdzie „zbiory
nasze”, ale samo istnienie oddziału polskiego skwitowała oględną informacją, że w osobnym gmachu, który „nosi ogólny tytuł sekcji antropologicznej […], zajmuje znaczną przestrzeń oddział antropologii i etnografii
polskiej wystawiony przez nowo utworzone Towarzystwo pod prezydencją Duchińskiego” 1. Akademia jako wystawca w oddziale austriackim w sprawozdaniu Komisji Antropologicznej podała ogólną, cytowaną
wyżej notatkę o wysłanych eksponatach, nie wspominając o oddziale
polskim 2. Sam Kolberg nie dzielił się w listach merytorycznymi opiniami na temat wystawy, choć jako etnograf pozyskał z niej zapewne sporo ciekawych materiałów i obserwacji, a rozmach i charakter tej wyjątkowej polskiej ekspozycji dostarczyły mu niezapomnianych przeżyć.
W korespondencji ograniczył się do wzmianek i ogólnych informacji
o zwiedzaniu wystawy 3, więcej miejsca poświęcając relacjom o podróży
i o sposobie spędzania czasu w Paryżu, co stanowi odbicie powszechnie
przyjętego, oszczędnego tonu recepcji polskiej wystawy. Czy odczuwał
zawód i rozgoryczenie, że zabrakło jego materiałów w oddziale polskim,
możemy tylko przypuszczać.
Z Krakowa wyjechał Kolberg po 6 września, w Paryżu spędził około
miesiąca, w drogę powrotną udał się 6 października, by 17 tego miesiąca
dotrzeć do Krakowa. Po powrocie do Modlnicy pisał do rodziny i przyjaciół o swojej podróży, jej trasie, zwiedzanych miastach, pobycie w Paryżu,
kontaktach itd. M.in. w liście do Karoliny czytamy:
Jechałem na Wiedeń, Münich, Zurych, stąd jeziorem do Rapperswyl, [na] Lucernę (byłem na górze Rigi), Bazyleę, Strasburg, Nancy, do Paryża. A wracałem
[S. Duchińska] Z wystawy paryskiej…, s. 112.
Ogólnikową informację, że na wystawę powszechną w Paryżu w 1878 r. „Komisja Antropologiczna wspólnie z Archeologiczną przygotowały i wysłały ciekawsze okazy archeologiczne
i etnograficzne ze zbiorów Akademii, które tam na siebie powszechną ściągały uwagę znawców
i zyskały ich uznanie” zamieszczono też w Pamiętniku piętnastoletniej działalności Akademii… w cz. I, na s. 209.
3
Wskazówka w liście do E. Wernera z 17 VII 1878 r. podana przed wyjazdem: „W Paryżu
dowiedzieć się o mnie będzie można na wystawie w austriackim oddziale, mianowicie w Ősterreichisch Antropologisch-Ethnographische Ausstelung […] lub w polskiej wystawie etnograficznej prof. Duchińskiego” (Korespondencja… cz. II, DWOK T. 65, s. 149) wydaje się świadczyć,
że Kolberg był doskonale zorientowany w sytuacji i w programie ekspozycji.
1
2

385

�na Brukselę, Liège, Akwizgran, Kolonię, stąd Renem do Bonn i Moguncji, dalej
do Wiesbaden, potem na Frankfurt, Eisenach, Lipsk, Berlin, Poznań i Wrocław
do Krakowa. W każdym z miast znaczniejszych zatrzymywałem się dzień jeden
lub dwa, by zwiedzić muzea i co było ciekawszego1.

W Paryżu spotkał się m.in. z Jadwigą Wernerową, z którą wcześniej
się umówił, oraz z Józefą Konopczanką z Mogilan, córką Józefa. Odwiedzał wystawę, muzea i biblioteki, bywał w teatrach i polskich domach
emigrantów, m.in. w domu Duchińskich, gdzie spotkał się z „prawdziwie
staropolskim przyjęciem”. Sewerynę Duchińską, primo voto Pruszakową,
znał doskonale z czasów warszawskich; jak wspomniano wyżej, spotykali się często w prowadzonym przez nią w Warszawie salonie literackim, nim w 1863 roku wyemigrowała do Paryża. A ponieważ jej drugi
mąż, Franciszek, opiekował się działem polskim wystawy, był Kolberg
u samego źródła informacji, zdarzeń, spotkań i opinii. W innych listach
wspomniał swoją bytność w operze wiedeńskiej w drodze do Paryża,
a przedstawiając trasę powrotną, wymienił także Lipsk. Z korespondencji
dowiadujemy się też, że w Lipsku odwiedził firmę Breitkopfa i Härtla,
gdzie omawiał koncepcję wydania młodzieńczych utworów Chopina,
w Monachium spotkał się z malarzem Józefem Brandtem, z którym „poruszył kwestię wydawnictwa kostiumów i typów narodowych z wizerunków i fotografii”, a w Nancy, mieście, z którego pochodził ojciec
Fryderyka, Mikołaj Chopin, usiłował zebrać wiadomości o przodkach
i rodzinie kompozytora 2.
Paryska wyprawa stanowiła ponadmiesięczną przerwę w intensywnej pracy nad materiałami pozyskanymi z Pokucia w czasie obu podróży
w 1876 i 1877 roku. Zbiory te były już wówczas na tyle bogate, choć później zostały jeszcze pomnożone, że Kolberg mógł planować stosunkowo
szybkie opracowanie pełnej monografii. Już 1 listopada 1877 roku pisał do
Akademii:
Ograniczając się obecnie jedynie na doniesieniu o pozyskaniu i w roku bieżącym
tamże równie obfitych nabytków, mam zaszczyt zawiadomić Akademię, że tak
z notatek zeszłorocznych, jak i z tegorocznych układam obszerniejszą monograBrulion listu do Karoliny z 22 X 1878 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 170.
Zob. informacje, relacje i wrażenia z tej podróży w brulionach późniejszych listów do innych adresatów, tamże, m.in. s. 173, 179, 183–184, 200–202, 219, 332–334.
1
2

386

�fię etnograficzną Pokucia (tyczącą się głównie włościan), którą to pracę wraz
z brulionami notatek nie omieszkam przedłożyć Akademii najdalej w pierwszych dniach kwietnia r[oku] p[rzyszłego]1.

Rzeczywiście, jeszcze przed wyjazdem do Paryża w sprawozdaniu z posiedzenia Komisji Antropologicznej z 27 kwietnia 1878 roku, tym samym,
w którym odnotowano wysyłkę materiałów na wystawę, znalazła się informacja Kolberga, który „zawiadamia, że ma na ukończeniu obszerną
monografię etnograficzną Pokucia jako owoc dwukrotnej wycieczki przedsięwziętej tamże z poleceniem Akad[emii] i z zasiłkiem Kom[isji] Antr[opologicznej]”2. Już w marcu 1878 roku otrzymał Kolberg od Antoniego Małeckiego (1821–1913), językoznawcy, profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego
i członka Akademii Umiejętności, pozytywną opinię na temat swojego opracowania o dialekcie Pokucia. Małecki zaakceptował nie tylko przyjęte przez
Kolberga zasady pisowni, ale i inne jego uwagi i spostrzeżenia dotyczące
miejscowej gwary jako zgodne z jego własnymi zapatrywaniami, a także
ocenił, że „wystarczają zupełnie w dziele etnograficznym”3. W czerwcu tego
roku Kolberg informował S. Witwickiego z Żabia, że ma już wykończoną
I część Pokucia, „dość gruby tom obejmujący okolice dolne, czyli podgórskie”, i zapowiadał: „Część II poświęcona będzie góralom Hucułom, do
czego zbieram i porządkuję obecnie materiały”4. Pierwszą część Pokucia
złożył w Akademii w listopadzie 1878 roku, co potwierdza sprawozdanie
z posiedzenia Komisji Antropologicznej z dnia 27 listopada 1878 roku5. Jednak na rychłą edycję nowej monografii brak było środków finansowych.
Akademia pokrywała wówczas jedynie koszty jednego tomu Kolberga rocznie, tj. wydawaną w latach 1875–1882 siedmiotomową monografię Wielkopolski, druk Pokucia musiał być zatem odłożony w czasie. Przedłożona
Akademii w 1878 r. pierwsza część Pokucia została po paru latach znacznie
poszerzona, a materiał do monografii rozrósł się na tyle, że wydana została
ostatecznie w czterech tomach w latach 1882 i 1883 (cz. I i II) oraz 1888
i 1889 (cz. III i IV). Przysłużyły się temu sprzyjające Kolbergowi okoliczności, zaistniałe w latach 1880 i 1881, które nie tylko pozwoliły mu znacznie
Tamże, s. 72.
„Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. V, 1878, s. LV.
3
List A. Małeckiego z 17 III 1878 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 122.
4
Brulion listu do S. Witwickiego z 15 VI 1878 r., tamże, s. 143.
5
Zob. „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. V, 1878, s. CVIII.
1
2

387

�wzbogacić wcześniejszy zasób źródłowy, ale także umożliwiły rozpoczęcie
edycji Pokucia i wydanie dwu pierwszych części, o czym będzie jeszcze
mowa.
Na Pokucie wybrał się Kolberg jeszcze w 1879 roku, na co wskazuje
jedynie wzmianka w itinerarium: „Do Lwowa, Czortowca”1. Brak jednak
bliższych informacji o tej podróży. Latem od 20 lipca do około 20 sierpnia
Kolberg nie wyjeżdżał, gdyż w tym czasie gościł w Modlnicy jego brat Antoni z żoną Karoliną i z dziećmi. Spotkanie z rodziną było dla Oskara radosnym przeżyciem i potrzebnym wytchnieniem w codziennych obowiązkach.
Pisał o tym do Kopernickiego:
Czuję, że potrzebuję wypoczynku i pokrzepienia sił. Otóż prawdziwą dla mnie
rozrywką stał się przyjazd brata mego, Antoniego, niewidzianego od lat ośmiu.
Razem więc z nim spędzam czas na przechadzkach, zwiedzaniu okolic i na rozmowie o domu i o swoich, a wspomnień jest bez liku2.

Prawdopodobnie Lwów i Czortowiec odwiedził Kolberg w drugiej połowie września i był to wyjazd krótki3.
Z początkiem października był już w Modlnicy i wziął udział w jubileuszowym obchodzie 50-lecia pracy literackiej Józefa Ignacego Kraszewskiego, który odbył się w Krakowie w dniach 2–7 października 1879 roku.
Obchody te zorganizowano z niezwykłym rozmachem i wystawnością. Połączone były z uroczystym podpisaniem 3 października aktu restauracji
świeżo odnowionych i przebudowanych Sukiennic, do których jako pierwszego wprowadzono jubilata w asyście władz miejskich i z towarzyszeniem kantaty na jego cześć, skomponowanej przez W. Żeleńskiego do słów
A. Asnyka. Po przemówieniu prezydenta Zyblikiewicza, wręczeniu Kraszewskiemu darów i adresów oraz jego mowie odbyła się w Sukiennicach
jubileuszowa uczta, w której wzięło udział ponad 800 osób. Dla uczczenia
obu faktów Henryk Siemiradzki ofiarował do otwartych dla publiczności
Zob. Wykaz podróży… (DWOK T. 66), s. 706.
Brulion z 1 VIII 1879 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 248. Zob. też list Antoniego
Kolberga do Oskara z 18 VII 1879 r., tamże, s. 246.
3
W korespondencji brak wprawdzie jakichkolwiek wzmianek o tym pobycie we Lwowie
i w Czortowcu, ale bieg zdarzeń w 1879 r. wydaje się wskazywać jedynie na ten okres. Po wyjeździe rodziny z Modlnicy, pod koniec sierpnia spotkał się z Kolberg z Jadwigą Wernerową
w Krakowie, gdzie wyprawiał się jeszcze kilkakrotnie w pierwszej połowie września; na wyprawę na Pokucie zabrakłoby więc wcześniej czasu.
1
2

388

�5 października Sukiennic swój obraz Pochodnie Nerona, przeznaczony dla
tworzącej się właśnie galerii Muzeum Narodowego w Krakowie. Spotkało
się to z wielkim uznaniem i entuzjazmem społecznym, których wyrazem był
zaimprowizowany pochód z pochodniami w dniu 6 października. Uroczystości zgromadziły ogromną liczbę uczestników przybyłych ze wszystkich
trzech zaborów, a także z zagranicy; Kraków świętował jubileusz cenionego
pisarza jako święto narodowe, okazję do patriotycznej manifestacji, a opisywała je cała polska prasa1. Kolberg brał udział w obchodach w ciągu
dwu pierwszych dni. Jednak wysiłek dojazdów do Krakowa i powrotów
do Modlnicy, tłumy i skala tej fety dały mu się zdrowotnie we znaki i z dalszego świętowania musiał zrezygnować. W liście do Karoliny w połowie
października pisał m.in.:
Nie będę Ci opisywał, co się tu działo w czasie jubileuszu Kraszew[skiego], bo
się dokładniej o tym wszystkim dowiesz z gazet lub z relacji jakiego naocznego
świadka, których mnóstwo tu było z Warszawy, jak i z innych stron kraju. Istotnie zjazd i uroczystości były wspaniałe. Konopkowie przez cztery dni jeździli
jak zapamiętali do miasta i siedzieli tam od rana do nocy […], by ceremonie dnia
pierwszego, jubilata i zgiełk ten zobaczyć […], a do zapału tego przyłączył się
potem i zapał dla Siemiradzkiego, fakelcugi itd. […] Co do mnie tyle tylko powiem, że po dwóch dniach takiej jazdy (bo w Krak[owie] przepełnionym ludźmi
nocować nie było podobieństwem) tak mi się słabemu już roztrzęsły kości,
żem […] cały następny tydzień przesiedzieć musiał w domu […], co po prawdzie
mówiąc, a po widzeniu rzeczy głównej, tj. przyjęcia, wcale mi przykrości nie
sprawiło; też o tym wiesz dobrze, że zabaw hałaśliwych i hucznych nie lubię
i tylko żałowałem, że nie mogłem powitać osób, z którymi widzieć się pragnąłem, a najbardziej z samym Kraszewskim […]2.

Obok wspomnianej w liście kiepskiej kondycji zdrowotnej charakterystyczna jest tu niechęć Kolberga do szumnych celebracji, głośnych
wystąpień i zgromadzeń. Jego uczestnictwo w obchodach zaznaczyło się
Zob. m.in. sprawozdanie pt. Obchód w Krakowie pięćdziesięcioletniej pracy literackiej
J. I. Kraszewskiego, „Czas” 1879, nr 228–231, Poświęcenie i otwarcie Sukiennic, tamże, nr 228
i 229 oraz artykuł podpisany inicjałami Z.C. Józef Ignacy Kraszewski i pięćdziesięcioletni
Jego jubileusz, tamże, nr 228–234. Uchwałę o utworzeniu Muzeum Narodowego w Krakowie,
pierwszego narodowego muzeum na ziemiach polskich, Rada Miejska podjęła 7 października
1879 r., otwarcie Muzeum dla zwiedzających w pierwszej siedzibie, w Sukiennicach, nastąpiło
11 września 1883 r., z okazji 200-lecia odsieczy wiedeńskiej.
2
Brulion listu do Karoliny z 16 X 1879 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 263.
1

389

�skromnie, bez wysuwania się na widok publiczny. Na uczcie ku czci Kraszewskiego nie był, swój hołd dla jubilata współwyraził natomiast jako
redaktor trzeciego tomu „Zbioru Wiadomości do Antropologii Krajowej”,
dedykowanego pisarzowi – członkowi Akademii, oraz w liście osobiście
do niego skierowanym z serdecznymi gratulacjami i z darem z „własnych
zapisków etnograficznych” 1.
Obok postępu prac nad Pokuciem oraz nad dalszymi tomami monografii o Wielkopolsce i edycją jej części IV (tom 12 Ludu), rok 1879
przynosi jeszcze ważną publikację Kolberga, tj. Pieśni ludu litewskiego zamieszczoną w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej”, we
wspomnianym tomie dedykowanym właśnie Kraszewskiemu 2. Tematyka
tej pracy Kolberga chyba nieprzypadkowo zbiega się z litewskimi zainteresowaniami, badaniami i publikacjami pisarza poświęconymi historii
i kulturze Litwy 3.
Ta największa lituanistyczna praca Kolberga składa się z obszernego
studium o pieśniach litewskich oraz ze zbioru 76 pieśni (67 z melodiami) pochodzących głównie z własnych zapisów oraz z kilkunastu pieśni
udzielonych mu przez innych zbieraczy. Sam autor informuje, że spisał
je w czasie podróży odbytej w Augustowskie w roku 1860, choć jak się
wydaje, po latach tę datę roczną podał błędnie, gdyż inne świadectwa
wskazują, że podróż w Augustowskie odbył w roku 1858 i ta data jest
bardziej prawdopodobna 4. Litewskimi pieśniami zainteresował się Kolberg dużo wcześniej; jego pierwsza publikacja, przynosząca kilkanaście
takich utworów, a zamieszczona w „Dzwonie Literackim”, pochodzi z roku
1
List do Kraszewskiego z 20 X 1879 r., tamże, s. 267–269. Nie wiadomo, jaki tom lub tomy
swojego Ludu wysłał Kolberg adresatowi, prawdopodobnie był to świeżo wydany tom 12,
tj. cz. IV W. Ks. Poznańskiego. Jak wynika z listu Kolberga, który stwierdza, że „część ich [tych
zapisków] już Mu [Kraszewskiemu] była znaną”, wcześniejsze tomy jubilat otrzymywał.
2
Tj. w tomie III z 1879 roku, na s. 167–230 (s. 167–187 – rozprawa, s. 188–230 – pieśni
z melodiami) oraz odbitka, Kraków 1879. Przedruk rozprawy w: O. Kolberg Studia, rozprawy…
(DWOK T. 63), s. 307–336, pieśni ponownie opublikowano w tomie Litwa (DWOK T. 53).
O badaniach, materiałach i kontaktach litewskich Kolberga zob. W. Armon „Litwa” Oskara
Kolberga, tamże, s. V–XV.
3
Należą tu m.in. monograficzne opracowania Kraszewskiego Wilno od początków jego
do roku 1750 (T. I–IV, Wilno 1838–1842) oraz Litwa. Starożytne dzieje, ustawy, język, wiara,
obyczaje, pieśni, przysłowia, podania itd. (T. 1–2, Wilno 1847–1850).
4
Zob. Wykaz podróży… (DWOK T. 66), s. 705, por. też W. Armon „Litwa”… (DWOK T. 53),
s. VIII–IX.

390

�1846 1. Zarówno wówczas, jak i później w przypadku litewskich pieśni
planowanych do wydania przez Akademię barierę stanowiły jednak trudności filologiczne. Kolberg nie znał języka litewskiego, potrzebował więc
fachowej pomocy, zwłaszcza w zakresie pisowni. W połowie roku 1877
zwrócił się więc do Jana Karłowicza, uznanego autorytetu lituanistycznego, autora pracy O języku litewskim wydanej w 1875 roku2. Karłowicz
obiecał współpracę, ale okazało się, że sam potrzebuje merytorycznej pomocy w kwestiach istotnych dla Kolberga. Ostatecznie udzielił jej chętnie
Jan Juszkiewicz, który wówczas przygotowywał do druku pieśni zebrane
przez swojego brata, Antoniego Juszkiewicza3. Rękopis Kolberga, wysłany
do Juszkiewicza za pośrednictwem Karłowicza we wrześniu 1878 roku,
wrócił tą samą drogą po dwu miesiącach z poprawioną i ujednoliconą pisownią4, po czym przez księgarnię Gebethnera i Wolffa przekazany został
Kolbergowi, a w następnym roku praca ukazała się w druku. W styczniu
1880 roku Kolberg wysłał Janowi Karłowiczowi i Janowi Juszkiewiczowi
odbitki Pieśni litewskich z podziękowaniem za pomoc przy ich opracowaniu5. A przy okazji ustaleń na temat pisowni tekstów litewskich Kolberg,
Opublikował tam Kolberg 15 pieśni (melodie z akompaniamentem, teksty oryginalne
z przekładem polskim), które znalazły się ponownie w artykule w „Zbiorze Wiadomości do
Antropologii Krajowej”. Zob. wyżej, s. 83.
2
Zob. brulion listu do Karłowicza z 1 VI 1877 r. Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),
s. 24–26. Jan Karłowicz (1836–1903), filolog i etnograf, autor prac z zakresu językoznawstwa,
etnografii, folklorystyki, archeologii, lituanistyki, redaktor „Wisły” w latach 1888–1889, wydał Słownik gwar polskich (Warszawa 1900–1911) oraz wydawał Słownik języka polskiego
z A. Kryńskim i W. Niedźwiedzkim (1900–1926, 8 tomów). Jego praca O języku litewskim
ukazała się w „Rozprawach i Sprawozdaniach z Posiedzeń Wydz. Filolog.”, T. II, Kraków 1875,
s.135–376. Jako uzupełnienie do tej pracy Kolberg przygotował obszerne zestawienie bibliograficzne, które świadczy o jego żywym zainteresowaniu językiem i kulturą Litwy (opublikowano
je w tomie Litwa, DWOK T. 53, na s. 483–511).
3
Jan Juszkiewicz (1815–1886), nauczyciel gimnazjalny w Kazaniu, filolog litewski. Dokonał
pierwszej klasyfikacji dialektów litewskich i próby reformy pisowni, przygotował do druku
i wydał pieśni zapisane przez brata, Antoniego. Antoni Juszkiewicz (1819–1880), ksiądz, zbieracz folkloru litewskiego, zgromadził około 7 tys. pieśni. W latach 1880–1882 w Kazaniu wydany został największy, trzytomowy ich zbiór, zawierający teksty pieśni pt. Lietuviškos dainos.
Niewielka ich część ukazała się wcześniej.
4
Współpracę tę, zainicjowaną przez Kolberga w czerwcu 1877 roku, dokumentuje dwanaście listów wymienianych z Karłowiczem do grudnia 1878 r., zob. Korespondencja… cz. II
(DWOK T. 65), listy 485, 491, 516, 520, 581, 590–592, 596, 600, 603, 609. Zob. też list J. Juszkiewicza do J. Karłowicza z 23 X 1878 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 765–766.
5
Zob. bruliony listów do J. Karłowicza i J. Juszkiewicza z 27 III 1880 r., Korespondencja... cz. II (DWOK T. 65), s. 341–342. Egzemplarz odbitki Pieśni litewskich wysłany do
1

391

�akceptując notację przyjętą przez Juszkiewicza i dobrze ocenioną przez
Karłowicza, nie zaś stosowaną przez badaczy niemieckich, napisał do tego
ostatniego:
P[an] Juszkiewicz, nie wiedząc, że jam się rodził w Polsce, więc biorąc mnie za
Niemca (a wszakże i moje nazwisko jest tylko pozornie niemieckie, gdyż rodzina
pochodzi z Pomorza Bałtyckiego, pierwotnie słowiańskiego, gdzie dotąd jeszcze
mieszka wielu ludzi koło brzegów morskich) wnioskuje, że nie przyjmę jego
pisowni […]1.

Niejedyna to tak charakterystyczna wypowiedź Kolberga na temat swojego rodowodu.
Studium ma charakter komparatystyczny i ściśle folklorystyczny. Jego
przedmiotem jest analiza porównawcza tekstów pieśni litewskich i polskich. Poprzedza ją krótkie omówienie zbiorów tych pierwszych, głównie najobszerniejszego z nich, gromadzącego dotychczas wydane pieśni
litewskie, tj. pracy Nesselmanna z 1853 roku 2. Uznając sumienność tego
opracowania, Kolberg kwestionuje jednak niekonsekwentną klasyfikację
pieśni, kilkakrotnie powtarzany zabieg łączenia kilku wariantów niepełnych lub kalekich w jeden całkowity, a przede wszystkim wytyka autorowi „niemniej dotkliwą wadę”, jaką jest „brak wskazówki miejsca urodzenia pieśni, jej metryki, a przynajmniej miejsca, gdzie była słyszaną
i spisaną”. –„Każdy bowiem badacz – dodaje – zna dostatecznie wagę takiego rodowodu przy pracach porównawczych, już dla samych własności
i różnic lingwistycznych” 3. Na ten ostatni brak Kolberg uwrażliwiony był
szczególnie, gdyż – jak wiadomo – określanie proweniencji geograficznej
utworów folkloru uczynił od początku pierwszoplanowym elementem ich
dokumentacji źródłowej.
Dokonując analizy porównawczej, Kolberg zestawia typowe i charakterystyczne – jego zdaniem – motywy pieśni litewskich z paralelnymi w pieśniach polskich, przede wszystkim pochodzących z dotąd wydanych tomów
Karłowicza zakwestionowała cenzura rosyjska i zwróciła go do Krakowa, Kolberg zatem
wysłał odbitkę ponownie do Kazania, by za pośrednictwem Juszkiewicza trafiła do Warszawy do Karło­wicza.
1
Brulion listu do J. Karłowicza z 21 X 1878 r., Korespondencja…cz. II (DWOK T. 65), s. 167.
2
G.H.F. Nesselmann Littauische Volkslieder gesammelt kritisch bearbeitet und metrisch
übersetzt von […] Mit einer Musikbeilage, Berlin 1853.
3
O. Kolberg Pieśni ludu litewskiego, w: tegoż Studia, rozprawy… (DWOK T. 63), s. 310.

392

�Ludu. Wskazuje różnice i podobieństwa funkcji, w jakich te wybrane motywy występują, charakter ich eksponowania w pieśni i znaczenie symboliczne. Zwraca uwagę na ich zmienne lub identyczne cechy w strukturze
pieśni i w sytuacjach lirycznych, na rozmaite relacje między nimi tradycyjnie utrwalone, a także porównuje ich popularność lub rzadkość w pieśniowym folklorze litewskim i polskim. Opierając się na jak największej ilości
reprezentatywnych wariantów, śledzi motywy takie jak np. słońce, księżyc,
woda, koń, kukułka, lipa, dąb, jawor, kalina, ruta, lilie, wianek, pierścień,
kołyska itd., występujące w bliskich lub odmiennych kontekstach treściowych, analizuje ich rolę w obrazowaniu, w odmalowaniu uczuć i nastrojów.
Wychwytując w ten sposób podobieństwa i różnice między pieśniami litewskimi i polskimi, zmierza Kolberg poprzez wyodrębnienie charakterystycznych motywów i wątków do uchwycenia specyfiki pieśni litewskich.
Sugeruje w końcu, że to jedynie zarys problemów zasługujących na głębsze
studia i analizy porównawcze, co tak uzasadnia:
Badania takie, obok tych, jakie lingwiści poczynili w kierunku językoznawczym,
odsłonią niewątpliwie całe znaczenie dziejowe i cywilizacyjne ludu, który aczkolwiek jako samodzielny działacz polityczny krótką tylko (przecież świetną)
zapełnił w historii kartę, jednakże ze względu na niepoślednie swe stanowisko w dziedzinie ludów rasy aryjskiej, której jednym z najwybitniejszych jest
przedstawicielem, na najwyższe zasługuje zajęcie i do usilnych a wdzięcznych
w każdym kierunku dla badacza zachęca studiów1.

Ta najobszerniejsza praca komparatystyczna Kolberga odzwierciedla
zatem po raz kolejny jego ugruntowane przekonanie, że w pieśniach odbijają się dzieje, kultura i tradycja, a także cechy umysłowe i psychiczne
tworzącego je ludu.
W roku 1879 Kolberg wypowiedział się jeszcze raz na interesujący go
od lat temat Bogurodzicy2. Skłoniła go do tego rozprawa Romana Pilata
(1846–1906), lwowskiego historyka literatury, pt. Pieśń „Bogarodzica. I. Restytucja tekstu pieśni wydana w Krakowie w 1879 roku. Kolberg spisał
uwagi na temat tej pracy, niedrukowany za życia rękopis podpisał i datował: „Modlnica, 30 kwietnia 1879 r. Oskar Kolberg” 3. Rozprawa Pilata
Tamże, s. 335.
Zob. wyżej, s. 160-161.
3
Opublikowano go pt. Uwagi na temat restytucji tekstu pierwotnego pieśni „Bogarodzica” w tomie Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 544–546, nr 1021b. Na końcu tego
1
2

393

�złożona została przez autora w Akademii już na początku listopada 1878
roku1, być może Kolberg tam zapoznał się z nią jeszcze przed ukazaniem się
w druku i zanotował swoje uwagi, mając zamiar zabrać głos na jej temat
na jednym z posiedzeń Komisji Językowej lub przekazać jej swój rękopis
do odczytania. W sprawozdaniach z posiedzeń Wydziału Filologicznego
i Komisji Językowej brak jednak informacji o dyskusji nad tym opracowaniem. Wypowiedź Kolberga ma przyczynkarski charakter, jest rodzajem
głosu w dyskusji, dopowiedzeniem kilku szczegółów odnoszących się do
tekstu. Dotyczy trzech form składniowych występujących w pieśni, których rozumienie, znaczenie oraz restytucję widzi i uzasadnia inaczej niż
autor. Charakterystyczne, że zdanie Kolberga co do rozumienia zapisu tych
dawnych form i poprawnej rekonstrukcji ich brzmienia zgodne są z wersją
kanoniczną, współcześnie przyjętą dla tej pierwszej polskiej pieśni religijnej. Niezależnie jednak od słuszności opinii Kolberga na uwagę zasługuje
tu jego językowa dociekliwość i zainteresowanie zabytkiem dawnej polszczyzny także od strony filologicznej.
Mimo wypełnionego tak intensywną pracą trybu życia Kolberg nie zarzucił swojej pianistycznej pasji i w miarę możliwości wracał do ulubionego muzykowania. W liście do warszawskiego przyjaciela, J. Sikorskiego,
pisał na ten temat we wrześniu 1879 roku:
Ja, chociaż już od dawna zajmuję się nią [muzyką] tylko pośrednio, jestem w tyle
szczęśliwym położeniu, że mam sposobność niekiedy, w chwilach wolnych, grywać na 4 ręce z zacną p. Męcińską, przyjaciółką pp. Kon[opków], która zarządzając tu domem od lat 30, lubi tę sztukę i jest wcale dobrą muzyczką, równie jak
i dwie z tutejszych panien, jej uczennice2.

tekstu Kolberg wskazuje swoją wcześniejszą pracę na temat tonalności Bogurodzicy (zob. tamże, s. 536–544, nr 1021a).
1
Informację o nadesłaniu Akademii rozprawy R. Pilata, członka Komisji Językowej, zamieszczono w sprawozdaniu z posiedzenia Wydziału Filologicznego w dniu 5 listopada 1878 r.,
zob. „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Filolog.” T. VII, 1880, s. VII. Praca Pilata
drukowana była w „Pamiętniku Akademii Umiejętności. Wydziały: Filologiczny i Historyczno-Filologiczny”, T. IV, 1880, s. 1–114 (i odbitka: Kraków 1879).
2
Brulion listu do J. Sikorskiego z 27 IX 1879 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 257.

394

�XXI
[Propozycja przyjęcia opieki naukowej nad wystawą etnograficzną w Kołomyi (marzec 1880). – Korespondencja z M. Wolffem: próba interwencji
w sprawie zakazu zbytu ocenzurowanych tomów w Królestwie Polskim
i w Rosji oraz odmowa udziału w rosyjskim wydawnictwie Żiwopisnaja
Rossija… (kwiecień 1880). – Ukończenie druku cz. V. Poznańskiego (maj
1880). – Udział w obchodach 400-lecia śmierci Długosza (maj 1880). –
Wyjazd na Pokucie i współudział w organizowaniu wystawy etnograficznej w Kołomyi (czerwiec–październik 1880), bogate zbiory z Pokucia jako
wynik 4-miesięcznego pobytu w tym regionie. – Koncert warszawski na
rzecz wydawnictw Kolberga (maj 1881), dochód przeznaczony na sfinansowanie cz. I i II Pokucia. – Wydanie cz. VI Poznańskiego i opracowanego
przez Kolberga zbioru polskich mazurków u Bretkopfa i Härtla w Lipsku
(1881). – Ukazanie się cz. I Pokucia oraz cz. VII, ostatniej, Poznańskiego
(1882) – zamknięcie kolejnej monografii, jej koncepcja, współpracownicy
i korespondenci z Wielkopolski. – Postawa Kolberga wobec germanizacji
w świetle korespondencji z Wielkopolanami. – Śmierć brata Antoniego
(grudzień 1882). – Publikacja pracy Właściwości, pieśni i tańce ludu Ziemi
Dobrzyńskiej w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej” (1882).]

Rok 1880 przyniósł ważne wydarzenie w życiu Kolberga, a zarazem
nowe doświadczenie, istotne dla postępu jego badań i prac nad Pokuciem.
Autor Ludu został zaproszony do udziału w organizowaniu wystawy etnograficznej w Kołomyi jako opiekun naukowy czuwający nad pozyskiwaniem i doborem eksponatów. Inicjatorami przedsięwzięcia byli przedstawiciele miejscowej inteligencji skupieni w Czarnohorskim Oddziale Towarzystwa Tatrzańskiego, który to Oddział ukonstytuował się w lutym 1878 roku.
Do grona tego należeli m.in. Jan Gregorowicz, zarządca dóbr hr. Skarbka
w Żabiu, Leopold Wajgel, nauczyciel gimnazjum w Kołomyi, oraz dobrze
znany Kolbergowi Władysław Przybysławski z Czortowca. Wszyscy oni
byli zamiłowanymi regionalistami, autorami prac poświęconych Pokuciu
i Huculszczyźnie1. Wystawa, otwarta od 15 do 30 września 1880 roku, zorganizowana przez Czarnohorski Oddział Towarzystwa Tatrzańskiego pod
protektoratem W. Dzieduszyckiego, była pierwszą polską wystawą etnograficzną, bowiem „wyodrębniała – jak to ujmuje autor jej opisu – z „dotychczasowego wystawiennictwa przemysłowo-gospodarczego element
1

Zob. też A. Skrukwa „Pokucie” Oskara Kolberga… (DWOK T. 81), s. XII–XIV.

395

�etnograficzny i nadawała mu samodzielny kierunek rozwojowy” 1. Miała
za zadanie jak najszerzej promować region, stąd obok eksponatów ściśle
etnograficznych, takich jak m.in. ubiory i wyroby tradycyjnego rzemiosła
z tkanin, drewna, skóry itd., narzędzia i sprzęty gospodarskie, przetwory
spożywcze, przedmioty artystyczne, ozdoby itd., wystawiane były także płody górskie, konie, owce i było huculskie, surowce naturalne (drewno, ropa
naftowa, węgiel, sól i inne kopaliny), a także narzędzia do ich pozyskiwania.
Zgromadzone eksponaty pochodziły z powiatów: kołomyjskiego, kossowskiego, horodeńskiego, śniatyńskiego, zaleszczyckiego i borszczowskiego,
czyli głównie z Pokucia, ale po części także z Podola. Komitet organizacyjny, któremu przewodniczył Władysław Przybysławski, wydał już w końcu
roku 1879 program planowanej wystawy, instrukcję do badania właściwości ludowych, formularz zgłoszenia okazów na wystawę oraz odezwę
z prośbą o udział w pozyskiwaniu eksponatów i o pomoc finansową2. Na
uwagę zasługuje w tych materiałach programowy rozmach projektu; obok
eksponatów z zakresu kultury materialnej uwzględniono też „rysunki, obrazy i fotografie okolic i typów ludowych” oraz mapy. Z kolei w „Instrukcji
do badania właściwości ludowych” wymienione były jako przedmiot dokumentacji: muzyka, pieśni i taniec, obrzędy i zwyczaje, przysłowia, gadki,
podania, przysłowia, zagadki, gwara, czyli wszystkie gatunki folkloru i jego
język. W rezultacie na wystawie znalazły się też rękopisy 3, a wśród nich
manuskrypt cz. I i II Pokucia w pierwotnej wersji, znacznie poszerzonej
po wystawie.
Inicjatywa powierzenia Kolbergowi opieki naukowej nad częścią etnograficzną wystawy wyszła od Władysława Przybysławskiego, który
najpierw przedstawił ten pomysł Kopernickiemu, najbliższemu współpracownikowi etnografa, oraz uzgodnił go zapewne z pozostałymi organizatorami wystawy. Już w marcu 1880 roku Kopernicki w imieniu Przybysławskiego informował Kolberga o tej propozycji i o planie zaproszenia
R. Brykowski O pierwszej polskiej wystawie etnograficznej, „Spotkania z Zabytkami”
1982, nr 6, s. 75. O wystawie pisała obszernie galicyjska i warszawska prasa, zob. m.in. W. Zawadzki Wystawa etnograficzna w Kołomyi, „Dziennik Polski” 1880, nr 230–231, M. Turkawski
Wystawa etnograficzna Pokucia w Kołomyi, „Czas” 1880, nr 266, tenże Wspomnienie wystawy etnograficznej w Kołomyi, „Kłosy” 1881, T. XXXII, nr 831–835.
2
Druki te opublikowane zostały ponownie w cz. III Korespondencji… (DWOK T. 66) jako
aneksy nr 23–26, na s. 767–777.
3
Wymienia je A. Skrukwa, zob. „Pokucie” Oskara Kolberga… (DWOK T. 81), s. XIV.
1

396

�go na całe lato do Czortowca oraz pokrycia kosztów podróży i pobytu.
Sugerował też przysyłanie korekt do Czortowca i uprzedzając niepokoje
Kolberga co do ich przebiegu, stwierdzał: „Zwłoka z druku nie byłaby
z tego powodu większa jak teraz, gdy korekta chodzi piechotą do Modlnicy lub czeka przybycia Pańskiego w drukarni” 1. Kolberg propozycję patronatu nad wystawą przyjął, a w kwietniu Przybysławski, dziękując mu
za gotowość współpracy, zasugerował termin jego pobytu w Czortowcu
już od maja. Kolberg jednak uznał tak wczesny przyjazd za nierealny ze
względu na konieczność przypilnowania prac nad kończącym się właśnie
w maju drukiem tomu 13. i rozpoczęciem druku tomu 14., tj. odpowiednio
cz. V i VI W. Ks. Poznańskiego2.
Wiosną 1880 roku Kolberg podjął jeszcze jedną decyzję wartą odnotowania. Była nią odmowa współudziału w rosyjskim wydawnictwie
Żiwopisnaja Rossija… i opracowania w nim opisu Królestwa Polskiego3.
Propozycję taką złożył Maurycy Wolff, księgarz i nakładca dzieł polskich
w Petersburgu, do którego Kolberg zwrócił się pod koniec 1879 r. o pomoc
w zabiegach o zniesienie zakazu cenzury i umożliwienie zbytu swoich tomów w Królestwie i w Rosji. Wolff starania takie obiecał podjąć, Kolberg
musiał więc przekazać odmowę dyplomatycznie ze względu na swój żywotny „interes cenzuralny”. Powołał się zatem na brak czasu i obciążenie pracą nad własnym wydawnictwem oraz na oddalenie od Królestwa, a także
uprzedzając wcześniej, że pisałby jedynie w języku polskim4. Wymowną
motywację odmowy publikacji o Królestwie Polskim z pozycji rosyjskiego
zaborcy ujawniają listy wymienione w tej sprawie z Kopernickim, który
rozumiejąc delikatną sytuację Kolberga, pisał jednak:
List I. Kopernickiego z 23 III 1880 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 339.
Zob. listy do W. Przybysławskiego z 30 III i 27 IV oraz list W. Przybysławskiego z 21 IV
1880 r, tamże, s. 345, 355 i 352.
3
Chodzi o publikację Żiwopisnaja Rossija, otieczestwo nasze w jego ziemielnom, istoriczeskom, plemiennom, ekonomiczeskom i bytowom znaczenii. Pod obszczej red. P.P. Siemionowa, T. 1–8, Petersburg 1863–1901. Królestwu Polskiemu poświęcony był w tej edycji tom
czwarty, Ukrainie, Wołyniowi i Podolu tom piąty – oba wydane w roku 1896 (Moskwa–Petersburg). Tom czwarty przygotowany został w części przez Polaków, m.in. A. Kirkora, po części
Rosjan, tom piąty prawie wyłącznie przez Rosjan.
4
Zob. listy Kolberga i M. Wolffa z końca 1879 roku oraz z marca i kwietnia 1880 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), nr 667 (z wykazem miejsc zastrzeżonych przez cenzurę w tomach 6 i 7 Ludu), 669, 671, 703 i 715. O kłopotach z cenzurą, która kwestionowała fragmenty
lub całe tomy Ludu, zob. też wyżej, s. 341-342.
1
2

397

�Inaczej nigdy bym Panu po przyjacielsku nie doradzał przyjęcia udziału w tej publikacji. – Czemu? Dla dwóch przyczyn: najprzód dlatego, że Polska nie jest „europejską Rosją”; jeżeli więc koniecznie chcą ją gwałtem tam wpakować, niech się do
tego posługują niepolskimi piórami. Po wtóre dlatego, że jestem zazdrosny o takie
poczciwe i takie zasłużone nauce i literaturze naszej imiona jak Pańskie; nie chcę
więc ich pożyczyć nawet Moskalom. Niech się sobie cieszą takimi amfibiami jak Kirkor, Juszkiewicz, Mierzyński itp. Kolberga pragnę, aby wyłącznie naszym pozostał.

Autor Ludu odpowiedział, że nie wahał się z odmową, ale w trosce o interes własny zmuszony był udzielić jej oględnie, po czym stwierdzał kategorycznie, dziękując jednocześnie za radę i moralne wsparcie:
Jużcić rzecz prosta, że wcale nie mam zamiaru dla jego [Wolffa] pięknych oczu,
kieszeni i choćby kilkunastu rzuconych rubli psuć na starość swej reputacji,
skoro w Warszawie, gdzie miałem większe do zwalczania pokusy, zbłaźnić mnie
i sprowadzić z prawej drogi nie zdołano. Wiem dobrze, że dając na 15 do 20
arkuszach druku w Petersburgu opis Królestwa nie tylko pod względem etnograficznym i geograficznym, ale historycznym i ekonomicznym […], musiałbym
nieodzownie diabłu palić kadzidła i świeczkę. […] Dziękuję Panu jak najserdeczniej za słowa wielkiej zacności i dobre rady w Jego zawarte liście. Dodają mi
one otuchy, umacniają w raz powziętym postanowieniu i nowy składają dowód,
że są jeszcze u nas ludzie niezłomni (w czym zresztą co do Pańskiej osoby ani
chwili nie wątpiłem), którzy jednemu tylko służąc Bogu, mają energię na cztery
wiatry wszelkie, nie tylko czartowskie, od siebie odegnać majaki i mamidła, ale
i życzliwie chronić od nich i drugich także1.

O ile wiadomo, interwencja M. Wolffa w Głównym Zarządzie Cenzury
nie przyniosła rezultatu.
Druk tomu 13., czyli cz. V Poznańskiego, ukończony został rzeczywiście
zgodnie z planem w maju 1880 roku, a w tym samym miesiącu Kolberg uczestniczył w obchodach 400 rocznicy śmierci Jana Długosza. Z tej okazji Komisja Historyczna Akademii Umiejętności zorganizowała w dniach 19–21 maja
w Krakowie Pierwszy Zjazd Historyczny Polski im. Jana Długosza2. Posiedze1
List I. Kopernickiego i brulion odpowiedzi Kolberga z 10 i 12 IV 1880 r., Korespondencja…
cz. II (DWOK T. 65), s. 347 i 348. W 1882 r. Wolff ponowił swoją propozycję opracowania
o Królestwie Polskim, Kolberg jednak znowu odmówił (zob. tamże, s. 710–711 i 718).
2
Odezwa z programem zjazdu oraz imienne zaproszenie Kolberga do czynnego udziału w obradach zachowały się w jego spuściźnie (BN PAU i PAN, sygn. 2185/3, k. 324–326).
O obchodach rocznicy Długosza informował m.in. „Czas” 1880, w nr. 112 i 113, szczegółowe

398

�nia naukowe Zjazdu poprzedziło doroczne, publiczne posiedzenie Akademii 18
maja w Sukiennicach, z referatem J. Szujskiego o Długoszu na tle historiografii
europejskiej. 19 maja odbył się ponowny, uroczysty pochówek Jana Długosza
w nowo powstałej z inicjatywy Łepkowskiego Krypcie Zasłużonych kościoła św. Stanisława na Skałce, przebudowanej w Panteon Narodowy dawnej
krypty zakonnej, w której dotąd spoczywały szczątki kronikarza, fundatora
skałecznego klasztoru paulinów. Rozpoczęte tego samego dnia obrady Zjazdu
miały na celu „porozumienie się w sprawach poszukiwania, gromadzenia,
obrobienia i wydawania materiałów historycznych tak do dziejów politycznych, jak i do dziejów oświaty, literatur i sztuki w Polsce”. Końcowe wnioski
i postulaty dotyczyły przede wszystkim potrzeby dokładniejszych penetracji
i rozbiorów materiałów z archiwów; objęcia poszukiwaniami i pracami nie
tylko „terytorium, w którym żywioł polski etnograficznie przeważa i panuje”,
ale i obszaru, „który albo siłą cywilizacji zdołaliśmy utrzymać, albo z którego
ustąpiliśmy wprawdzie, ale po bardzo długiej walce”; decentralizacji badań
historycznych i pozyskania współpracowników w całym kraju; ożywienia
zaniedbanych kierunków prac, m.in. publikacji źródeł do dziejów oświaty
i materiałów ekonomicznych1. Kolberg figuruje w spisie uczestników Zjazdu,
podobnie jak m.in. Kopernicki i Przybysławski2, który wcześniej planował
wspólny wyjazd z Kolbergiem bezpośrednio z Krakowa do Czortowca3.
Ostatecznie na Pokucie wyjechał Kolberg w połowie czerwca, najpierw
do Lwowa, potem do Czortowca, gdzie był już w końcu miesiąca i gdzie
dotarła do niego wiadomość o śmierci przyjaciela, Józefa Konopki, który
zmarł w Mogilanach w dniu 22 czerwca 1880 roku po długiej nieuleczalnej chorobie serca. Wiadomość tę przesłała do Czortowca Antonina Konopczanka, Kolberg przyjął ją z wielkim żalem i głęboko poruszony pisał
w odpowiedzi:
[…] nie mogę się jednak powstrzymać od łez – równie jak i Wasze, Szanowni Państwo, gorących po stracie nie tylko jednego z najdawniejszych i najżyczliwszych
sprawozdanie podał J. Kraszewski w „Bibliotece Warszawskiej” 1880, T. 4, s. 438–466. Dokładne omówienie uroczystości i przebiegu posiedzeń naukowych zjazdu (w oparciu o protokoły)
opublikowała Komisja Historyczna AU, zob. Pamiętnik Pierwszego Zjazdu Historycznego Polskiego, w tomie VI Scriptores Rerum Polonicarum, Kraków 1881. Z materiałów tych wynika,
że Kolberg głosu w dyskusjach nie zabierał.
1
Pamiętnik Pierwszego Zjazdu…, s. 7 (cel zjazdu) oraz s. 144–146 (postulaty końcowe).
2
Tamże, s. 153 i 154.
3
List W. Przybysławskiego z 21 IV 1880 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 352.

399

�mi zawsze przyjaciół, ale i po stracie człowieka, który i w życiu publicznym także tyle istotnych, niezapomnianych położył dla ojczyzny, obywatelstwa i nauki
zasług, a których pomnożyć śmierć mu już nie dozwoliła1.

Pamięć przyjaciela uczcił artykułem biograficznym opublikowanym
w warszawskich „Kłosach”2. Równolegle dotarła do Kolberga druga smutna
wiadomość o rozległym udarze, który dotknął w Krakowie Juliana Konopkę, z którym Oskar był bardzo zżyty przez wspólne lata spędzone w Modlnicy. Wobec swoich zobowiązań związanych z wystawą w Kołomyi nie
mógł jednak wrócić pod Kraków, swoje współczucie i bliskość, a także
zainteresowanie stanem zdrowia Juliana wyrażał więc w listach pisanych
wówczas do rodziny Konopków.
W Czortowcu, u Przybysławskich spędził Kolberg prawdopodobnie lipiec i większą część sierpnia, odwiedzając stamtąd inne miejscowości Pokucia. W końcu sierpnia, trzy tygodnie przed otwarciem wystawy wyjechał
wraz z Przybysławskim do Kołomyi, gdzie zamieszkał, współpracując przy
urządzeniu ekspozycji. Pobyt w Kołomyi przeciągnął się do października,
po czym Kolberg pojechał jeszcze do Czortowca, skąd dopiero w połowie
listopada wrócił do Modlnicy3. Tak więc jego wyprawa na Pokucie trwała
ponad 4 miesiące, co stanowiło najdłuższy okres ciągłego kontaktu z jednym, pozakrakowskim regionem. Z innych miejscowości Pokucia odwiedził wówczas jeszcze Horodenkę, Kornicz, Piadyki, Okno, Jasienów Polny,
wszędzie nawiązując z mieszkańcami przyjazne i owocne dla swoich prac
kontakty, które dokumentuje korespondencja. Tak długi pobyt na Pokuciu
dał możliwość gruntowniejszych i szerszych badań, lepszej, bezpośredniej
orientacji w ich życiu społecznym, języku i folklorze, a bogaty zasób eksponatów na wystawie umożliwił bliższe zapoznanie się z kulturą materialną regionu, co przysłużyło się monografii. Ponadto Kolberg wykorzystał
w Pokuciu niektóre prezentowane na wystawie materiały rękopiśmienne,
część pozyskał także dzięki pomocy poznanych w tym czasie i życzliwych
mu osób4. Okoliczności te znacząco wpłynęły na zasób ilościowy i wartość
List do Antoniny Konopczanki z 27 VI 1880 r., tamże, s. 375.
O. Kolberg Józef Konopka, „Kłosy” 1880, T. XXXI, nr 792. Przedruk w: tegoż Studia,
rozprawy… (DWOK T. 63), s. 443–448.
3
Zob. m.in. relacja Kolberga w brulionie listu do Karoliny z 3 XII 1880 r., Korespondencja…
cz. II (DWOK T. 65), s. 432–433.
4
Zob. A. Skrukwa „Pokucie” Oskara Kolberga… (DWOK T. 81), s. XIV–XV oraz XXX–XXXIV.
1
2

400

�źródłową czterotomowej ostatecznie monografii tego regionu; przynosi ona
bogatą dokumentację kultury ludowej Pokucia1. Sam Kolberg w liście do
Bibianny Moraczewskiej tak oceniał ten dorobek już po powrocie do Krakowa, w końcu 1880 roku:
Wystawa nadspodziewanie świetnie nam wypadła […]. Ja zaś tę wielką odniosłem korzyść, żem się mnóstwie okazów etnograf[icznych] mógł z bliska przypatrzeć, gromadzić je, porządkować, spisywać i porównywać. Toteż materiały
zebrane do opisu Pokucia nierównie obfitsze przyniosły plony niż wszystkie
inne, jakie zebrałem dotąd; dozwolą mi napisać dokładniejszą niż wszystkie
dotychczasowe monografię tej prowincji2.

A na początku swojego pobytu na Pokuciu pisał m.in.:
[…] w domu pp. Przybysławskich znajduję staropolską gościnność, uprzejmość
i nader wdzięczne do swoich studiów i zajęć pole. Wystawa etnograficzna w Kołomyi, do której robimy przygotowania, obiecuje nader obfity plon dla nauki;
krzątamy się też około jej urządzenia z całym zapałem, jaki przedmiot sam (nie
zaś wiek nasz, bo i Przybysławski nie jest już młodym) obudzić jeszcze może3.

Sprzyjające warunki dla własnych obserwacji i badań, oparcie w osobie
oddanego mu gospodarza Czortowca, ciekawy etnograficznie region, rozległe kontakty z jego mieszkańcami i miłośnikami, wreszcie współpraca
z regionalistami przy wystawie – wszystko to złożyło się na niezwykle pozytywny, a nawet entuzjastyczny obraz tych miesięcy i dokonań Kolberga
w tym czasie. Nie zabrakło też momentów emocjonujących, jakim były
odwiedziny cesarza Franciszka Józefa, który zwiedzał wystawę w dniu jej
otwarcia, tj. 15 września, w czasie swojej podróży po Galicji. Cesarzowi,
oprowadzanemu przez protektora wystawy, hr. Włodzimierza Dzieduszyckiego, oraz Władysława Przybysławskiego, przedstawiono cały Komitet
organizacyjny w liczbie 16 osób i gość – jak pisze Kolberg – „z każdym z nas
Są to tomy 29-32 DWOK. Niewydane przez Kolberga, a pozostawione w rękopisach materiały z Pokucia wraz z pochodzącymi z Huculszczyzny opublikowano w dwu tomach pt. Ruś
Karpacka (DWOK T. 54 i 55). Ponadto uzupełnienia do tych sześciu tomów wraz z omówieniem materiałów, komentarzami, bibliografią i indeksami zawiera przywoływany wyżej tom
suplementowy do Pokucia (DWOK T. 81).
2
Brulion listu do B. Moraczewskiej z XII 1880 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),
s. 427.
3
Brulion listu do A. Konopczanki z 27 VI 1880 r., tamże, s. 376.
1

401

�po parę słów przemówić raczył, dopytując się o Kołomyję, jej przemysł,
szkoły, ludność itd., na co jak zwykle jedni odpowiadali, jak się należy, drudzy byle co”. Gdy cesarz pochwalił wystawę, Dzieduszycki przedstawił mu
Kolberga jako jej organizatora, Franciszek Józef złożył Kolbergowi gratulacje i „mówił o ważności etnografii, jak i industrii wieśniaczej, miejscowej
i zachęcał do dalszych pożytecznych prac na tej drodze”1.
Wkrótce po powrocie z Pokucia, już pod koniec listopada, Kolberg przeniósł swoją uwagę z kresów południowo-wschodnich na ziemie północne
i przedstawił Akademii projekt wydania „rękopisu obejmującego wiadomości etnograficzne i lingwistyczne o Kaszubach”. Na materiał ten składać się
miały spostrzeżenia i notatki własne z Pomorza, a przede wszystkim opracowanie podstawowe, tj. własny przekład wspomnianej wcześniej obszernej rozprawy A. Hilferdinga Ostatki Słowian…2. Jak to się zdarzało coraz
częściej, z powodu trudności z dojazdem do Krakowa, kłopotów zdrowotnych i natłoku prac nie uczynił tego osobiście, lecz korespondencyjnie i za
pośrednictwem sekretarza Sekcji Etnograficznej Komisji Antropologicznej,
J.N. Sadowskiego, któremu przekazał rękopis. W tym samym liście do Akademii z końca listopada 1880 r., tłumacząc niemożność osobistego uczestnictwa w posiedzeniach Wydziałów i Komisji kłopotami komunikacyjnymi
„jak i wielu innymi przyczynami”, pisał jednocześnie:
[…] niech mi wolno będzie od czasu do czasu, choć na piśmie, udzielić Akademii
swych uwag i spostrzeżeń, które by (wnoszone przez uproszonych a łaskawych
kolegów na posiedzeniach antropologicznych, archeologicznych i lingwistycznych) przedstawiały zapatrywania moje w rzeczach etnografii i lingwistyki dotyczących.

Projekt wydania pomorskich materiałów nie został jednak zrealizowany,
co odnotował sam Kolberg w rękopisie cytowanego brulionu: „Akademia
się nie przychyliła, dlatego że to przekład”. Być może nie bez znaczenia
dla tej odmowy był też rusocentryczny panslawizm Hilferdinga i fakt jego
udziału w tzw. „eksperymencie słowianofilskim” z roku 1865, mającym
Brulion listu do A. Konopczanki z 24 IX 1880 r., tamże, s. 408 i 409. W liście tym Kolberg
barwnie opowiada m.in. o odwiedzinach cesarza, a także arcyksięcia Karola Ludwika. Zob. też
Podróż Najjaśniejszego Pana, „Czas” 1880, nr 214–215.
2
Zob. brulion listu do Akademii z 25 XI 1880 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),
s. 423.
1

402

�służyć rozwiązaniu „kwestii polskiej” poprzez włączenie polskich chłopów
do kulturowej i politycznej „wspólnoty słowiańskiej”1.
Także w listopadzie dotarła do Kolberga wiadomość z Warszawy, że
grono zaprzyjaźnionych z nim osób, głównie muzyków, zamierza urządzić
koncert na rzecz jego wydawnictw. Pomysłodawcą tego projektu był Bogumił Hoff, który od 1877 roku przebywał w Warszawie i pracował jako
urzędnik Drogi Żelaznej Warszawsko–Terespolskiej. Przekazał tę informację Kolbergowi w liście z 10 listopada 1880 r.2 Do grona przychylnych
przedsięwzięciu i jego organizatorów należeli znani Kolbergowi muzycy:
Jan Kleczyński, korespondujący z autorem Ludu na temat chopinianów redaktor „Echa Muzycznego”, Adam Müncheimer, kompozytor, ówczesny dyrektor opery warszawskiej, a także Władysław Wiślicki, pedagog i krytyk
muzyczny, Zygmunt Noskowski, dyrektor Towarzystwa Muzycznego, oraz
Ludwik Jenike, redaktor „Tygodnika Ilustrowanego”. O planach koncertu
informowała prasa warszawska, a grunt przygotowały artykuły publikowane w warszawskich tygodnikach: entuzjastyczna ocena wartości dzieła Kolberga pióra Józefa Kraszewskiego, wyrażona po zapoznaniu się pisarza ze
świeżo wydanym i ofiarowanym mu tomem 13. Ludu, oraz artykuł biograficzny o Kolbergu Zygmunta Glogera, w którym autor podał jego obszerny
życiorys, omówił stan prac i możliwości wydawniczych, informując opinię
publiczną o trudnościach finansowych, z jakimi zmaga się badacz3. Pierwot1
Choć Hilferding był zasłużonym badaczem ginącej kultury Słowińców, nie cieszył się
dobrą sławą wśród Polaków jako współtwórca tzw. „eksperymentu słowianofilskiego”. Wraz
z dwoma uczonymi polskimi opracował transliterację polskiej wersji łacinki na grażdankę
(nowszą wersję cyrylicy) w celu wprowadzenia tej pisowni do edukacji elementarnej, co miało
odciągnąć zwłaszcza chłopów od wpływów kultury Zachodu, reprezentowanego przez kościół, szlachtę i alfabet łaciński. Przyznawał wprawdzie narodom, jak i inni słowianofile, prawo
do ich języka, nauka miała się więc odbywać po polsku, ale obowiązywać miał zapis grażdanką. W latach 1865–1867 wydano w Petersburgu taką pisownią kilka podręczników, m.in.
elementarz dla szkół wiejskich, ale „słowianofilski eksperyment” carski, trwający kilka lat, nie
powiódł się jako zbyt utopijny.
2
Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 418–419.
3
Tekst J. Kraszewskiego w jego cyklicznym artykule Listy… pt. Lud i j jego zwyczaje, tom
XIII ukazał się w „Kłosach” 1880, T. XXXI, w nr. 784, Z. Glogera pt. Oskar Kolberg – w „Tygodniku Ilustrowanym” 1881, w nr. 273. Wcześniej Gloger też pisał o Kolbergu w artykule Oskar
Kolberg i jego prace, publikowanym w „Kłosach” 1880, nr 789–790. Doniesienie o koncercie
podały m.in. „Kłosy” 1880, w nr. 802, w rubryce Pokłosie oraz „Echo Muzyczne” 1881 w nr. 4,
w Kronice. O autorze Ludu pisał też J. Kleczyński w „Echu Muzycznym” 1881, w nr. 8, w artykule Oskar Kolberg, podpisanym inicjałami J.K.

403

�nie planowano koncert na 27 marca 1881 roku, ale obowiązująca żałoba po
śmierci cara Aleksandra II w zamachu, dokonanym w Petersburgu 1 marca,
wymusiła przesunięcie terminu. Koncert odbył się 6 maja w sali Resursy Obywatelskiej przy Krakowskim Przedmieściu, a ponieważ był dużym
sukcesem frekwencyjnym i spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem publiczności, powtórzono go 14 maja. Program, konsultowany z Kolbergiem,
obejmował muzykę polską w ujęciu historycznym: Bogurodzicę, utwory
Wacława z Szamotuł, Mikołaja Gomółki, Grzegorza Gerwazego Gorczyckiego, Macieja Kamieńskiego, Jana Stefaniego, Józefa Elsnera, Karola Kurpińskiego, Fryderyka Chopina, Ignacego Dobrzyńskiego, Stanisława Moniuszki
oraz polonez z Króla pasterzy Kolberga1. Przed zakończeniem drugiego koncertu, z 14 maja, bratanica Kolberga, córka Antoniego i Karoliny, podziękowała Müncheimerowi w imieniu Oskara, wręczając mu na estradzie bukiet
kwiatów. Koncerty przybrały formę uroczystości patriotycznej, wypadły
świetnie i zostały wysoko ocenione ze względu na poziom wykonawstwa
muzycznego2. Przyniosły też wymierny dochód; 20 maja Müncheimer mógł
donieść Kolbergowi: „Victoria! Udało nam się z koncertem historycznym;
oba koncerty przyniosły netto 2036 rubli 92 kop[iejki] według obrachunku,
który wraz z kwitami przedstawiłem W[ielmożnemu] Jenikemu”3, w tym
„czysty dochód” z pierwszego koncertu wyniósł 900 rubli, o czym informował Jenike4. Ujęty i wzruszony Kolberg podziękował listownie przyjacio1
Program ten został znacznie zmieniony w stosunku do pierwotnie sugerowanego, zob. list
A. Müncheimera z 2 II 1881 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 464–465. Drugi koncert
wykonano z niewielkimi zmianami utworów Chopina i Moniuszki, a fragment kompozycji
Kolberga zastąpiono utworem Wieniawskiego. Zob. tamże, s. 493, przyp. 2.
2
Sprawozdania z koncertu zamieściła cała warszawska prasa z 1881 r., m.in. „Gazeta Polska” w nr. 93 i 101, „Gazeta Warszawska” w nr. 106, „Echo Muzyczne” w nr. 10, w dziale
Zamiast „Kroniki”, „Kłosy” w nr. 828, w Pokłosiu, „Tygodnik Ilustrowany” w nr. 281 i 282,
w Kronice tygodniowej. Podziękowanie Kolberga organizatorom i wykonawcom opublikował
„Tygodnik Ilustrowany” w nr. 282, w Kronice tygodniowej, zob. brulion listu do L. Jenikego
z 13 V 1881 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 487–488.
3
Zob. tamże, s. 500. Dyrekcja Teatrów zażądała wprawdzie 6% procent od dochodu, mimo
wcześniejszej obietnicy rezygnacji z tej sumy, Müncheimer pisał jednak do Kolberga, że ma
zamiar nie dopuścić do tej płatności i ograniczyć ją co najmniej do połowy.
4
List L. Jenikego z 9 V 1881 r., tamże, s. 486. Kolberg odpowiedział po pierwszym koncercie: „Biorąc okrągło 900 rubli, dostanę za nie według lichego kursu dzisiejszego po 1.20 fl. za
rubla – fl. 1080” – i wyjaśniał: „[…] wydanie jednego tomu (najczęściej z nutami) kosztuje mnie
przeciętnie fl. 700” (brulion listu do L. Jenikego z 13 V 1881 r., tamże, s. 488). Zysk z obu koncertów w wysokości ponad 2000 rubli oznaczał zatem sumę około 2400 fl.

404

�łom, organizatorom i wykonawcom za okazaną mu życzliwość i ofiarność
na rzecz dalszej edycji Ludu, co wobec ciągłych tarapatów materialnych
było dla niego również wielkim wsparciem psychicznym. Do sukcesu
przyczyniły się inne poza artystami środowiska i osoby z Warszawy, które bezinteresownie zajęły się sprzedażą biletów i programów, pełnieniem
służby honorowej podczas koncertu, wydrukowaniem afiszy i biletów, wypożyczeniem fortepianu, popieraniem przedsięwzięcia w prasie. Dochód
z obu koncertów pozwolił na sfinansowanie druku dwu pierwszych części
Pokucia, na których wydanie Kolberg nie miał środków, gdyż – jak wspomniano – Akademia finansowała wówczas jeden tom rocznie, tj. drukujące
się wówczas siedmioczęściowe Poznańskie.
W tym okresie, nieco wcześniej, spotkał Kolberga jeszcze inny wyraz
uznania dla jego pracy. Wydział Krajowy we Lwowie zawiadomił go listem z marca 1881 roku, podpisanym przez ówczesnego namiestnika Galicji, Alfreda Potockiego, że otrzymał pamiątkowy medal i dyplom z francuskiego ministerstwa handlu za uczestnictwo w Wystawie paryskiej z 1878
roku1.
Po powrocie z Kołomyi w listopadzie 1880 roku zimę, wiosnę i dalsze
miesiące następnego 1881 roku spędził Kolberg w Modlnicy, skąd dalej nie
wyjeżdżał, intensywnie pracując nad Pokuciem i Poznańskiem, którego
część VI ukazała się w maju, a którego część VII, ostatnią, planował oddać
do druku wkrótce2. Uskarżał się jednak na kiepską kondycję zdrowotną
i bez pilnej konieczności nie odwiedzał nawet Krakowa. W marcu 1881
roku pisał do Müncheimera:
Co do mnie samego to tyle tylko powiem, że zdrowie moje w nienajlepszym
znajduje się stanie, lubo od pracy spokojnej przy biurku bynajmniej mnie słabość moja nie odrywa. Że zaś od Nowego Roku kwękam na katar, częsty zawrót
głowy, kaszel, że cierpię na nogę, osłabienie i tym podobne piękne rzeczy, więc
też postanowiłem (wedle rady doktora) przesiedzieć całą zimę w ciepłym pokoju i nie wytykać nosa z domu. […] interesa moje, aby się nie trząść na wózku,
odbywam przez posłańca3.
Zob. list Wydziału Krajowego we Lwowie z 19 III 1881 r., Korespondencja… cz. II (DWOK
T. 65), s. 471. Dyplom, jak wynika z listu, przyznawany był tylko „w pewnych wypadkach”.
2
Informował o tym w brulionach listów z 15 V 1881 r. do T. Klepaczewskiego i do B. Moraczewskiej, Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 493 i 495.
3
Brulion listu do A. Müncheimera z 4 III 1881 r., tamże, s. 467.
1

405

�Mimo tych kłopotów równoległe prace prowadził Kolberg z właściwą
sobie konsekwencją i gorliwością. Jeszcze w maju 1881 roku – zgodnie
z wcześniejszymi ustaleniami – przedłożył firmie Breitkopfa i Härtla opracowany przez siebie zbiór polskich mazurków1. Dołączył też krótkie omówienie rozwoju tego tańca i uzasadniał celowość wydania jego antologii:
Uważne przejrzenie całego zbioru wykaże, że taniec ten (a więc i jego muzyka) ze
skromnych, prawie nikłych początków (podobnie jak to było z walcem), dzięki
swemu rytmowi i sprzyjającym okolicznościom osiągnął powoli pewien stopień
rozwoju i rozkwitu. Wykazuje on prócz tego, jak górujący w nim duch narodowy
wywarł wpływ na Chopina, aby potem ze swej strony dzięki twórczości mistrza
spowodować pewne wtórne oddziaływanie w kraju. Sądzę, że ogólnonarodowe
cechy, które tak się uwydatniają w tych tańcach, niewątpliwie wywołają u publiczności żywe zainteresowanie zbiorem2.

Następnie zgodnie z życzeniem wydawców proponowaną przez siebie
listę utworów skrócił, skreślając dziesięć spośród sześćdziesięciu wskazanych pierwotnie utworów, dokonał też przekładu swojej przedmowy na
język niemiecki. Określił brak przeszkód druku co do prawa własności
innych nakładców, a w korekcie wprowadził jeszcze istotne poprawki
i zamianę jednego z mazurków, przykładając się starannie do wzorowego
opracowania zbioru, który ukazał się w grudniu 1881 roku i z którego edycji był bardzo zadowolony. Wcześniej, w połowie 1880 roku lipska firma
wydała też skomponowany przez Kolberga mazurek dedykowany Helenie
Przybysławskiej. Kolberg otrzymał wydrukowane egzemplarze tego utworu
w czerwcu, przed wyjazdem na Pokucie, był to zatem gest uprzedzający
„staropolskie przyjęcie” i serdeczną opiekę gospodyni dworu w czasie jego
pobytu w Czortowcu3.
1
Zob. wyżej, s. 371. Brulionowy spis 60 mazurków sporządzony przez Kolberga do tego zbioru opublikowany został w Korespondencji… cz. III (DWOK T. 66), jako aneks 10, na s. 736–738.
2
List do Bretkopfa i Härtla z 26 V 1881 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 503
(tłum. z niem).
3
Mazurka d’après un thème populaire composée pour le piano par […] à Madame Hélène
de Przybysławska née de Wessel, Leipzig [1880]. Była to kompozycja wcześniej dedykowana
Annie Czerniawskiej i – wbrew informacji Kolberga w liście do wydawców – w pierwotnej
wersji drukowana w 1844 roku. Przedruk w: O. Kolberg Kompozycje fortepianowe, (DWOK
T. 69), s. 238–241, nr 46, zob. też tamże, s. XIII. Por. listy do i od Breitkopfa i Härtla, Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 338 i 373 (tłum. z niem.), gdzie mowa o wydaniu tego utworu.

406

�Już w sierpniu 1881 roku Kolberg rozpoczął druk pierwszej części Pokucia wzbogaconej o materiał pozyskany dzięki wystawie w Kołomyi
i długiemu, owocnemu pobytowi w tym regionie. Jednocześnie prowadził
ożywioną korespondencję, m.in. z Władysławem Przybysławskim, który
nadal pomagał mu w uzupełnieniu potrzebnych materiałów, wiadomości1
i fotografii dotyczących Pokucia, oraz z malarzem Tadeuszem Rybkowskim,
który w Wiedniu przygotowywał ryciny do tej monografii. W listach z tego
okresu wracał również temat życia i twórczości Chopina poruszany z Szulcem, Karasowskim i Kleczyńskim.
Część I Pokucia, dedykowana Przybysławskiemu, ukazała się w marcu
1882 roku z nowym podtytułem Obraz etnograficzny, którym opatrzone
zostaną także trzy następne części tej monografii. Rezygnacja z dotychczasowego tytułu serii Lud, jego zwyczaje… i przyjęcie nowego podtytułu podyktowana była względami formalnymi, dla zaznaczenia różnicy w sposobie
finansowania w stosunku do równolegle wydawanych i dotowanych przez
Akademię tomów Ludu. Dwie pierwsze części Pokucia wydane zostały
z funduszów własnych Kolberga – bez wymaganej formuły o instytucji finansującej, a z notą: „nakładem autora”2, co zwalniało autora ze zobowiązania oddawania Akademii 100 egzemplarzy nakładu. Część trzecia i czwarta
W archiwum Kolberga zachowały się m.in. jego notatki z lat 1878 i 1881 z pytaniami
dotyczącymi zagadnień etnograficznych, skierowanymi do Przybysławskiego; opublikowano je
w suplemencie do Pokucia (DWOK T. 81), na s. 247–261 jako aneksy I–III.
2
Potwierdzają to również inne świadectwa Kolberga. M.in. w Wykazie tek rękopiśmiennych z 1886 r., wymieniając tekę 21 pt. Pokucie I, badacz zanotował, że materiały w niej zawarte posłużyły „do monografii, którą z własnych funduszów wydałem w latach 1882 i 1883 pt.
Pokucie, tom 1 i 2”, a w brulionowej wersji wykazu dopisał jeszcze notę o kosztach obu tomów:
„włas., fl. 867 + 632 (DWOK T. 66, s. 746 i 749, przyp. *18). Natomiast Kopernicki w artykule
o Kolbergu podaje wprawdzie te same sumy, ale jako uzyskane ze sprzedaży dzieł, a ponadto
informuje o sumie 500 zł reń. (=fl.), pozostałej z przychodu wystawy w Kołomyi w 1880 r.
i ofiarowanej na wydanie cz. I Pokucia („Nowa Reforma” 1889, nr 109). Nie wspomina przy
tym o koncercie warszawskim, z którego podany wyżej dochód około 2400 fl. pokrył koszt
obu tomów (1499 fl. według danych Kolberga), pozostawiając mu do dyspozycji około 900 fl.
na spłatę długów, broszurowanie poprzednich tomów, wydatki osobiste i dopłatę do drukujących się tomów. Sam Kolberg stwierdzał w październiku 1880 r., po zamknięciu obrachunku
z wystawy, że z jej przychodu funduszu na druk Pokucia zabrakło (Korespondencja… cz. II,
DWOK T. 65, s. 415). Trudno jednoznacznie wyjaśnić te rozbieżności w świetle dostępnych
danych. Może zdecydowała ostrożność wobec działań cenzury warszawskiej. W tym artykule
Kopernicki nie wymienia też z nazwy Kasy Pomocy im. K. Mianowskiego, sponsorującej kilka
lat później wydanie Mazowsza, pisząc jedynie o „skąd inąd zapewnionej sobie subwencji”.
Wobec kłopotów z cenzurą, Kasa Mianowskiego skłoniła Kolberga w 1886 r. do wycofania
1

407

�Pokucia były już finansowane przez Akademię, lecz i dla nich pozostał
dla ciągłości ten sam podtytuł, z dodaniem jedynie informacji o udziale
instytucji. Tomy Obrazów etnograficznych nie różniły się jednak profilem,
układem i metodą opracowania od kontynuowanej serii edytorskiej Ludu,
stąd w ramach edycji Dzieł wszystkich przyjęto dla czterech części Pokucia
kolejne numery tomów 29–32.
W tym samym czasie co część I Pokucia została też wydana część VII
W. Ks. Poznańskiego; już pod koniec marcu oba tomy wysyłał Kolberg
przyjaciołom i subskrybentom.
Ostatnia, siódma część W. Ks. Poznańskiego, czyli tom 15. Ludu, zamyka
monografię Wielkopolski, wydawaną od 1875 roku. Jest to najobszerniejsza
z monografii regionalnych, jakie ukazały się za życia Kolberga. Obejmuje
jednak znacznie większy obszar niż poprzednie Sandomierskie, dwutomowe Kujawy i czterotomowe Krakowskie. Wobec zbyt powolnego postępu prac wydawniczych i niedoboru środków materialnych, a także wobec
nierównomiernego napływu materiałów i pozyskiwanych źródeł, Kolberg
musiał bowiem rezygnować z zakładanej wcześniej szczegółowości dokumentacji, która dotyczyć miała mniejszych terytoriów, najpierw wręcz miejscowości, potem powiatów, co postulował jeszcze w 1872 roku1. Zamiar taki
zmuszony był z czasem uznać za zbyt kosztowny i rozciągnięty w czasie,
a więc nierealny. Zdając sobie jednak sprawę ze zróżnicowania wewnętrznego tego regionu, w monografii wielkopolskiej opisy kultury materialnej
i społecznej (rozdziały „Kraj”, „Lud”, „Zwyczaje” i „Obrzędy” – z przynależnymi do nich pieśniami) przedstawił kolejno w obrębie pięciu wydzielonych podregionów, grupujących po kilka powiatów, tj.: obejmującego
powiaty środkowe, w centrum regionu, z powiatem poznańskim (tom 9.);
„okolicę zachodnią” i „okolicę południową” (tom 10.) oraz „okolicę wschodnio–północną” i „okolicę zachodnio–północną” (tom 11.)2. Natomiast folklor
i wierzenia potraktował łącznie, zbierając utwory ludowe i wiadomości
o świecie nadzmysłowym z całego regionu (tomy 12. i 13. – pieśni i tańce,
tom 14. – opowieści, tom 15. – wierzenia). Było to novum w stosunku do
poprzednich monografii o znacznie skromniejszym zasięgu geograficznym;
z karty tytułowej cz. IV i V Mazowsza (DWOK T. 27 i 28) formuły o zapomodze Kasy, o czym
będzie mowa dalej. Powody przemilczenia koncertu przez Kopernickiego mogły być te same.
1
O. Kolberg Rzecz o obchodach weselnych… (DWOK T. 63), s. 262.
2
Por. E. Antyborzec Monografie regionalne Oskara Kolberga. Założenia i realizacja,
Poznań 2015, s. 174–176.

408

�stanowiło jednak konieczny kompromis wobec obiektywnych możliwości
badawczych i edytorskich. Natomiast inne zasady ogólne wypracowane
w trakcie przygotowywania Kujaw i Krakowskiego nie uległy zasadniczej
zmianie. Jak już wspominano, różnice między poszczególnymi monografiami wynikały z odmiennego zasięgu i warunków badań na danym obszarze,
możliwości i stopnia przebadania terenu, zasobu i charakteru pozyskanych
materiałów, które to okoliczności kształtowały się różnie w różnych regionach na przestrzeni pięćdziesięciolecia badań Kolberga. W Wielkopolsce
badacz bywał parokrotnie od 1867 do 1875 roku, znajdował tam oparcie,
zrozumienie i pomoc w odwiedzanych dworach ziemiańskich i wśród miejscowej inteligencji, a także dostęp do zbiorów bibliotecznych. W tomach
poświęconych Wielkopolsce metoda wykorzystywania trójwarstwowych
źródeł: z literatury zastanej, z własnych zapisów pozyskanych w trakcie
bezpośrednich badań oraz z materiałów pochodzących od innych zbieraczy,
a także sposób opracowania utworów folklorystycznych, ich klasyfikacji,
komentarza i odsyłaczy filiacyjnych pozostają co do zasad głównych takie
same jak w Krakowskiem. Dyskusyjny już wówczas tytuł Wielkie Księstwo
Poznańskie przyjął Kolberg ze względów praktycznych; to powszechnie
używane od czasu Kongresu Wiedeńskiego określenie nie budziło zastrzeżeń cenzury, także w Królestwie Polskim pod zaborem rosyjskim. W liście
do Moraczewskiej, już po wydaniu części III (tj. tomu 11.), Kolberg przyznawał, że może „byłoby korzystniej” użyć tytułu Wielkopolska lub Poznańskie, ale – jak tłumaczył – „utrudniłoby to jednak sprzedaż w Warszawie,
gdzie cenzura na lada wyrażenie veto kładzie”1. W tekście kolejnych tomów
używał natomiast określenia „Wielkopolska”, począwszy od pierwszego zdania wstępu do części I monografii, gdzie pisał: „Za jedną z najciekawszych
dla etnografa prowincyj uważać niewątpliwie należy Wielkopolskę […]”2.
Do szczególnie oddanych Kolbergowi pomocników w pracy nad Poznańskiem należała Bibianna Moraczewska, wspominana już literatka,
działaczka społeczna i niepodległościowa, zasłużona w obronie i propagowaniu polskości. Kolberg poznał ją w pierwszych dniach czerwca 1856
roku w Warszawie, spotykał się z nią później w latach sześćdziesiątych.
w Poznaniu, gdzie od 1842 roku wspólnie z bratem Jędrzejem prowadziła
1

s. 40.
2

Brulion listu do B. Moraczewskiej z 25 VI 1877 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),
O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. I (DWOK T. 9), s. I.

409

�salon literacko-intelektualny, który był ośrodkiem życia umysłowego miasta. Rodzeństwo zaprzyjaźnione było m.in. z Karolem Libeltem, Sewerynem
Mielżyńskim, Władysławem Bentkowskim, uczestnikami dysput i spotkań
bywali Ryszard Berwiński, Lucjan Siemieński, Roman Zmorski, Edward
Dembowski, Narcyza Żmichowska. Zawiązana w roku 1868 korespondencja Kolberga z Moraczewską, trwająca do końca życia tej zasłużonej Wielkopolanki1, dokumentuje jej niezwykle konsekwentne zainteresowanie dla
prac badacza, konkretną pomoc własną oraz pośrednictwo w organizowaniu i dostarczaniu materiału, pozyskiwaniu informatorów i współpracowników, wreszcie solidną obsługę kolportażu tomów Kolberga w Wielkopolsce, z ich wysyłką do prenumeratorów i rozliczaniem się z nimi oraz
z pozyskiwaniem nowych nabywców. Osoba niezwykle żywa intelektualnie,
działaczka o wszechstronnych zainteresowaniach, rozległych kontaktach
i znajomościach, uważna obserwatorka życia publicznego i politycznego,
w swoich barwnie i nie bez ironii, a nawet z sardonicznym dowcipem
pisanych listach przedstawia Kolbergowi obok stanu wspólnych interesów
związanych ze sprzedażą Ludu także poznańskie życie i stosunki, walkę
z germanizacją, losy miejscowej inteligencji i ziemian, których Kolberg znał
osobiście, bieżące wydarzenia polityczne, kulturalne i literackie, ścieranie
się opinii na ich temat. Pisze ze swobodą i swadą, nie unikając ostrych sądów i sformułowań, a Kolberg odpowiadając, odsłania też niejednokrotnie
swoje poglądy i refleksje na tematy polityczne i narodowe, rzadziej i mniej
swobodnie wyrażane wobec innych adresatów. Solidaryzuje się z jej zaangażowaniem patriotycznym, z troską o interesy polskie zagrożone germanizacją, o ziemię przejmowaną z polskich rąk przez Niemców, z postawą
oporu poprzez upartą pracę na rzecz dobra narodowego. Zwraca się też do
Moraczewskiej ze wszystkimi sprawami, dotyczącymi zarówno rozprowadzania i rozliczeń ze sprzedaży kolejnych tomów, za które należność przesyłała regularnie do księgarni Friedleina, jak i kompletowania materiałów.
I tak np., przygotowując tom 15. poświęcony wierzeniom i czarom, pisał
w roku 1880:
Ale chodzi mi jeszcze o kilka formułek zażegnań ludowych, o których Szanowna
Pani mogłabyś np. przez swoją służącą wywiedzieć się nawet w samym Pozna1
Pierwszy list pochodzi z 21 IX 1868 r., ostatni z 11 lipca 1887 r. (listy 192 w cz. I i nr 1336
w cz. III Korespondencji…, DWOK T. 64 i 66)); pisała go Moraczewska trzy miesiące przed
śmiercią, która nastąpiła 6 października. Zachowana korespondencja obejmuje 43 listy.

410

�niu. Posyłam próbkę podobnych formułek na wzór, jako i parę definicji istot
nadprzyrodzonych z zapytaniem, czy one są wiernie skreślone i nie potrzebują
jakich uzupełnień? A nadto może by się dały odszukać w jakiej księgarni, a raczej antykwarni u Żydów, broszurki, kalendarzyki, świstki itp. (bo większe dzieła
posiadam), obejmujące rady lecznicze, przestrogi, przepowiednie, skazówki dla
tak zwanych mądrych bab, inne zabobony itp. Wszystko to byłoby nader cennym i pożądanym dla mnie materiałem1.

Jest to jednocześnie przyczynek ilustrujący metody zbierackie Kolberga,
który wykorzystywał także świadectwa pozornie nieistotne, ulotne i zapomniane, ujawniając w ten sposób trafną intuicję badawczą, docenioną przez
współczesną folklorystykę.
To właśnie za radą Moraczewskiej Kolberg skontaktował się z prawnikiem poznańskim, Teobaldem Klepaczewskim (1822–1903), radcą konsystorza arcybiskupiego w Gnieźnie, który zajmował się badaniem i opisem
wierzeń, czarów i przesądów w Wielkopolsce2. Kolberg uzyskał od niego
w czerwcu 1881 roku oczekiwane materiały dotyczące wierzeń, a obszerny
rękopis Klepaczewskiego pt. Pogląd historyczny na zabobony w Polsce
z 1861 roku, stanowiący cenne opracowanie monograficzne, skwapliwie
wykorzystał następnie w części VII Poznańskiego3. Warto dodać, że czekając na materiały od Klepaczewskiego, przestawił nawet pierwotnie planowaną kolejność tomów i wydał najpierw opowieści ludowe w części VI,
a dopiero w VII zamieścił opis tzw. „świata nadzmysłowego” ludu wielkopolskiego.
Do innych osób zasłużonych dla Kolbergowskiej monografii Wielkopolski należy wspomniany wcześniej Emil Kierski, a także goszczący Kolberga w swoich dworach wymieniani już przy opisie podróży etnografa
po Wielkopolsce ziemianie, tj. przede wszystkim Władysław i Wanda Niegolewscy z Morownicy, Stanisław Czarnecki z Pakosławia, Karol Libelt
Brulion listu do B. Moraczewskiej z 12 II 1880 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),
s. 320–321.
2
Zob. listy z początku 1880 r.: B. Moraczewskiej do O. Kolberga z 7 I oraz dwa bruliony
O. Kolberga – do B. Moraczewskiej z 12 II oraz do T. Klepaczewskiego z 28 II, tamże,
odpowiednio: s. 299, 320 i 325–327.
3
Zob. brulion listu do T. Klepczewskiego z 12 VI 1881 r., tamże, s. 515. Rękopis rozprawy
Klepaczewskiego, z roboczymi notatkami na marginesach sporządzanymi ręką Kolberga, zachował się jego archiwum (Arch. PTL, teka 37, sygn. 1327). i w znacznym stopniu został przez
niego wykorzystany w cz. VII W. Ks. Poznańskiego (DWOK T. 15)
1

411

�z Czeszewa, Seweryn Mielżyński z Miłosławia, Włodzimierz Wolniewicz
z Dębicza, Aniela Radońska z Siekierek, Józef Łukaszewicz z Targoszyc.
Dzięki nim mógł etnograf prowadzić własne badania terenowe i pozyskiwać bezpośredni materiał z autopsji. Emil Kierski współpracował
z Kolbergiem jeszcze na etapie druku pierwszego tomu monografii u poznańskiego wydawcy Merzbacha, które to przedsięwzięcie edytorskie nie
doszło ostatecznie do skutku. Jako znawca historii regionu Kierski na życzenie Kolberga przeprowadzał na przełomie lat 1872 i 1873 korektę merytoryczną ówczesnej wersji części pierwszej W. Ks. Poznańskiego. Spisał
też swoje uwagi dotyczące tego tomu, które Kolberg wykorzystał w dalszej
pracy nad nim i na które odpowiedział Kierskiemu 1. Z tym wcześniejszym
etapem pracy nad Poznańskiem wiąże się też omawiane wyżej współdziałanie Hoffa, autora rysunków ubiorów i „typów ludowych” z Poznańskiego. Ogłoszona z jego inicjatywy, także w imieniu Kolberga – mimo
wątpliwości badacza – przedpłata na prenumeratę przyszłej monografii
zaowocowała sprzedażą w Wielkopolsce części wydrukowanych przez
Hoffa „biletów prenumeracyjnych” i pewnym zebranym na ten cel funduszem od pozyskanych subskrybentów. Hoff w roku 1870 zmuszony był
opuścić Wielkopolskę; pieniądze znajdujące się w jego rękach nigdy nie
dotarły do Kolberga2. W późniejszych latach, gdy Hoff upominał się u autora Ludu o swoje rysunki, ten nie bez goryczy zmuszony był przypomnieć nigdy nieuiszczony, choć darowany dług, który w swoim mniemaniu Hoff uznał za spłacony poprzez inicjatywę warszawskiego koncertu 3.
Sprawa ta stanowiła zresztą jedną z przyczyn, dla których Poznańskie
z braku środków finansowych było niezwykle ubogie w ilustracje, nad
czym Kolberg ubolewał:
Czujemy mocno, ile by dzieło etnograficznym poświęcone badaniom zyskało
na przedstawieniu w dokładnych rysunkach typów miejscowych, tak samychże
postaci ludzkich, jak i wszelkich ludzkiego przemysłu wytworów i wyrobów, jak
np. mieszkań, narzędzi, sprzętów, naczyń itp. Trudność otrzymania podobnych
wizerunków, których nabycie zawisło od chętnego współdziałania ludzi ołówka, pędzla i rylca, obok pomocy, jaką daje fotografia, jak niemniej zbyt wysokie
Zob. wyżej, s. 320.
O współpracy Kolberga z Hoffem zob. wyżej, s. 225–227.
3
List B. Hoffa z 19 I oraz brulion odpowiedzi Kolberga z 21 I 1882 r., Korespondencja… cz. II
(DWOK T. 65),, listy 916 i 917.
1
2

412

�nakładu ilustracyj tego rodzaju koszta nie dozwalają nam dzieła naszego uzupełnić nimi w sposób, jaki by wszechstronne rzeczy opisywanych przedstawienie
wymagało1.

Specyficznym zespołem źródeł wykorzystanych w tej monografii są
wspominane już ankiety Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Poznaniu, przygotowane i rozesłane do „obywateli świeckich i duchownych” Wielkopolski
w roku 1858 i kilku następnych latach. Ankiety te pt. Szemat do spisywania
materiałów mających służyć do opisu statystycznego W. Ks. Poznańskiego
obejmowały 22 pytania zebrane w trzech działach: topograficznym, etnograficznym i historiograficznym. Choć oddźwięk społeczny nie był wielki,
a odpowiedzi często zbyt ogólnikowe, Kolberg, który zapoznał się z tymi
materiałami w Poznaniu w Towarzystwie i częściowo je wypożyczył, zaczerpnął z nich niektóre wiadomości i opisy etnograficzne, zwłaszcza dotyczące ubiorów. Pisał:
[…] szemata wspomnione, które Towarzystwo łaskawie przejrzeć nam dozwoliło,
nie pomału przyczyniły się, obok wiadomości zaczerpniętych już dawniej z pism
czasowych […], do wzbogacenia i uzupełnienia własnych naszych spostrzeżeń
i notat w ciągu kilkakrotnych po Wielkopolsce podróży zdobytych, a kreślonych
i porządkowanych podług stale przez nas przyjętego planu i do wydania na
widok publiczny przeznaczonych2.

Choć Kolberg był zadowolony, że region tak bogaty i zróżnicowany
kulturowo zdołał scharakteryzować w siedmiu tomach i zadośćuczynić
wymogom objętościowym i finansowym sponsorującej dzieło Akademii,
zdawał sobie sprawę, że Wielkopolska, dzielnica będąca kolebką Polski,
zasługiwałaby na znacznie pełniejszą dokumentację. Wysyłając Stanisławowi Czarneckiemu do Pakosławia ostatni tom monografii, tak komentował ten fakt:
O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. I (DWOK T. 9), s. III–IV. Siedmiotomowa monografia
zawiera jedynie trzy ilustracje „podług rysunków Hoffa”: dwie w cz. I, jedną w cz. III. Wcześniej
ryciny przeznaczone do Poznańskiego drukowane były w artykule Kolberga pt. Lud z okolic
Poznania. (Wyjątek z drukującego się obecnie w Poznaniu dzieła O. Kolberga pt. Lud, jego
zwyczaje itd.), w „Kłosach” 1872, T. XIV (w nr. 358 s. 323–324 i nr 359 s. 335–336), gdzie zamieszczono cztery ryciny. Czwarta – niepublikowana w monografii – znajdzie się w suplemencie do W. Ks. Poznańskiego (DWOK T. 74 – w przygotowaniu do druku).
2
O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. I (DWOK T. 9), s. II–III. Zob. też wyżej, s. 219–220.
1

413

�Druk jego pozostawia mi tę satysfakcje, żem opis tej prowincji pod względem
etnograficznym nareszcie do szczęśliwego doprowadził końca, co nie każdego
autora, pracującego nad dziełem większego rozmiaru i przy ograniczonych środkach bywa udziałem. Nie do mnie należy sąd, czym się wywiązał, jak należy,
z zadania i czym odpowiedział w zupełności oczekiwaniom czytelników, kreśląc
właściwości wielkopolskiego ludu ze strony przez innych nie tykanej prawie.
Czuję bowiem sam, że dzieło mogłoby być pełniejsze, dokładniejsze, pomnożone
wielu jeszcze ciekaw[sz]ymi dla uczonych szczegółami niż te, które podaję, gdyby
wiek i stargane już siły moje dozwoliły mi nowe po Księstwie odbywać podróże
i nowe zbierać plony1.

Przymusowa minimalizacja zakresu badań terenowych i prac pod presją obiektywnych warunków i osobistych ograniczeń stawała się wyraźnie
coraz bardziej doskwierająca.
Korespondencja z poznańskimi współpracownikami i przyjaciółmi,
szczególnie z Moraczewską i Szulcem, a także po części z mieszkańcami Pomorza i Mazur, odsłania – chyba najwyraziściej w jego epistolografii – patriotyczną postawę Kolberga i jego ugruntowane poczucie narodowej tożsamości. Warto więc uczynić tu istotne dopełnienie, ilustrując to stanowisko
badacza jego wybranymi wypowiedziami. Określając się jednoznacznie jako
Polak i protestant, autor Ludu nie waha się wyrażać swojego sprzeciwu
i smutku wobec postępującej germanizacji, wobec restrykcji i prześladowań
zaborczych władz pruskich w stosunku do wszelkich przejawów polskości
w życiu publicznym, kulturalnym, w szkolnictwie, urzędach, kościele katolickim, kręgach ziemiaństwa i inteligencji. Odpowiadając na doniesienia
o kolejnych akcjach Kulturkampfu w zaborze pruskim, zorientowany w bieżącej pruskiej polityce wobec Polaków, m.in. w stosunku do duchownych
katolickich, wyraża swoją solidarność i ubolewanie: „Jakkolwiek protestant,
wielce ubolewam jako Polak nad wszystkim, co się tam u Was dzieje, nad
całą tą samowolą biurokracji niem[ieckiej] […]”. Dowiadując się, że kłopoty
ma teatr poznański, pisze: „A jednak szkoda, bo ta instytucja, byle tylko
mieć warunki egzystencji, mogłaby istotnie przynieść korzyści podtrzymywania podkopywanej systematycznie narodowości”. W liście do S. Czarneckiego stwierdza: „Wiem, z jakimi przeszkodami szanowni Państwo wraz
z całym Księstwem walczyć musicie, by zachować narodowość naszą i na
1
Brulion listu do S. Czarneckiego z 22 III 1882 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),
s. 626.

414

�korzystniejszym niż dotąd utrzymać się stanowisku ekonomicznym wobec
nieprzyjaciela”1. Niejednokrotnie zabiera głos w sprawie kłopotów ziemian
wielkopolskich z utrzymaniem ziemi i majątków:
Wszystko, co Pani piszesz o pp. Niegolewskich i całym obywatelstwie, zasmuca
mnie mocno, jak niemniej i to, co dokazują z nami Prusacy. Cóż bo na to dziś
kto poradzi? Może Pan Bóg w jakikolwiek sposób złe odwróci, a tymczasem
pracować nam trzeba w ciszy i wyrabiać siłę.

Jest przekonany, że słuszną drogą w tej tragicznej dla Polaków sytuacji jest „[…] prosty gościniec cywilizacyjny, na którym jedynie można było
równą bronią i z korzyścią walczyć z Niemcami i ich kulturą […]”. Wyraża
nadzieję, że słabnąca podaż polskich książek w Poznańskiem, m.in. Ludu,
ożywi się jednak na rzecz ich kupowania „z patriotyzmu”, tak jak w Galicji,
Królestwie i na Litwie, gdzie przedstawia się to lepiej, „by literatura nasza
nie stanęła à sec”. Uznaje za groźne dla bytu narodowego „pozbywanie się
ojcowizny na korzyść obcych” i „nieustanną emigrację naszych włościan
do Ameryki”, którą komentuje: ‘”Ubytek tej ludności jest tą prawdziwą dla
całej prowincji klęską, której atoli zapobiec skutecznie nikt widać dziś już
nie jest w możności”2. Gdy Moraczewska pisze: „Ze spraw publicznych nic
nie donoszę, czytasz Pan w dziennikach o ucisku naszym aż do znudzenia.
Najgorsze ze strony naszej, że ziemię w ręce niemieckie oddajemy i to tysiącami morgów naraz” – z goryczą odpowiada:
Ze spraw publicznych widzę, że nasi posłowie dzielnie się potykają z Niemcami
i biją ich w Sejmie na każdym kroku. Ale co to pomoże? […] Walka to baranka
z wilkiem. Jedyną realną dla nas zdobyczą byłoby coraz większe skarbienie sobie wyborców między chłopami i trzymanie się oburącz ziemi, a nie wyzuwanie
się z niej co chwila dla Niemców i Żydów. Ale i na to ostatnie, jak widzę niestety
z listów Pani, skutecznego już nie ma lekarstwa.

1
Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 521, 560, cytaty z brulionów listów (odpowiednio):
do M. Szulca z 26 II 1875 r. i do B. Moraczewskiej z 30 I 1876 r. oraz Korespondencja… cz. II
(DWOK T. 65), s. 262, brulion do S. Czarneckiego z 16 X 1879 r. Zob. też wyżej fragmenty listów
do L. Czarlińskiego, s. 340.
2
Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 41, 321, 426, i 494, cytaty z brulionów listów
(odpowiednio): do B. Moraczewskiej z 25 VI 1877 r., z 12 II i z XII 1880 r. oraz do S. Czarneckiego
z 15 V 1881 r.

415

�W tym samym liście z 1882 roku dodaje:
Niemcy chcą mnie koniecznie zrobić Niemcem. Dowiodłem im jednakże, że
skoro rodzina moja pochodzi z Pomeranii (dawnego lechickiego Pomorza), więc
też i nazwisko jej łączność ma z nazwą słowiańską pomorskiego Kołobrzega. Ja
zaś urodziłem się w Sandom[ierskiem].

Na co Moraczewska odpowiada:
Bardzoś Pan jasno dowiódł Niemcom, żeś Polakiem; gdyby pojedynczy ludzie
w narodach odwoływali się do protoplastów, to by wcale narodowości nie było.
A w dodatku słuszne twierdzenie Pana, że Jego rodzina pochodzi z krainy słowiańskiej, niewątpliwie z Pomorza. Czy bez tej tradycji duchowej wytrwałbyś
Pan przy swej znakomitej a tak mozolnej pracy w tyle utrudzonych warunkach?

Także w 1882 roku w liście do Szulca czytamy:
Piszesz i Pan także o swojej domowej niedoli, jak w ogóle o smutnym położeniu
całego Waszego Poznańskiego, nie rokując mu bynajmniej w przyszłości (jeśli
Polska powstanie lub utworzoną będzie) bytu narodowego – tak dalece warunki,
jakie by byt ten zapewnić mogły, są tam podkopane. […] Jest to skutkiem owego
fatalnego dla nas, a nieuniknionego niemieckiego Drang nach Osten, któremu
się à la longue oprzeć trudno przy tak mało sprzyjających [warunkach]. Wszakże
już i zachodnie powiaty Królestwa są tam zagrożone. Łódź mająca 100 000 mieszkańców jest już jakoby miastem czysto niemieckim, a Moskale mimo szalonej
zawiści do Niemców, nie tylko niemczeniu temu nie stawiają tamy, ale owszem,
dopomagają mu bezrozumnym swym uciskiem polonizmu1.

Gdy w innym miejscu Szulc skarży się:
U nas germanizowanie i wywłaszczanie szlachty idzie na potęgę. Oczy się dobrowolnie zamykają, nie chcąc patrzeć na to, co się dzieje. W Królestwie nielepiej.
[…] Jedna Galicja oddycha swobodnie. Oby tylko umiała rozsądnie korzystać
ze swych swobód i wolności, szerząc dobrobyt i oświatę.

1
Tamże, s. 543, 627, 642, 704–705, cytaty z listów (odpowiednio): B. Moraczewskiej z 1 IX
1881 r., brulionu Kolberga do B. Moraczewskiej z 22 III i tejże do Kolberga z 6 IV 1882 r. oraz
z brulionu do M. Szulca z października 1882 r.

416

�Kolberg w odpowiedzi podziela jego ubolewanie nad losem „naszego
nieszczęśliwego, skrępowanego narodu” i przyznaje, „[…] że nam tu w Krakowie stosunkowo wolniejszym nieco dano oddychać powietrzem”, lecz
trzeźwo komentuje politykę Austriaków, stwierdzając, że „[…] nasi protektorzy, równie niemal jak i Was tam w Wielkopolsce Prusacy, materialnym
obezwładniają uciskiem”1. Wybiegając naprzód, można jeszcze przytoczyć opinię z 1886 roku, kiedy to wobec zapowiedzi w sejmie pruskim
kolejnych działań germanizacyjnych Kolberg napisze do Moraczewskiej:
„Aż zgroza bierze czytać wszystkie te polakożercze elukubracje”. Mimo to
dodaje:
Mam jednak nadzieję, że sprężystość i siła odporna naszego ludu dosyć jeszcze
będzie wielką, aby tę zagrażającą mu z góry zmorę–dusicielkę, jeśli nie od razu,
to choć powolnym, ale ciągłym działaniem i nękaniem przeciwnika skutecznie
zrzucić ze swoich piersi.

I kończy zdaniem J.J. Rousseau na temat Polski „za czasów pierwszego
rozbioru”: „Pożarli Was sąsiedzi, starajcież się, by Was nie mogli strawić” 2.
Ten z konieczności krótki przegląd wypowiedzi Kolberga na temat sytuacji ówczesnej Polski można zamknąć zdaniem z jego listu do Seweryny
Duchińskiej, w której emigranckim domu w Paryżu bywał w 1878 roku,
w czasie swojego pobytu na Wystawie Powszechnej, i gdzie zapewne niejednokrotnie brał udział w toczących się tam rozmowach na temat sytuacji
kraju. Przesyłając jej kolejne dwa tomy (Lubelskie cz. I i Pokucie cz. II),
„w których nie ma nic pochodzącego z prowincji, gdzie stała Pani kolebka”,
napisał:

1
List M. Szulca z 30 I 1883 r. oraz brulion odpowiedzi Kolberga do M. Szulca z 20 II 1883 r.,
Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), cytaty (odpowiednio): s. 20–21 oraz s. 28.
2
Brulion listu do B. Moraczewskiej z 23 II 1886 r., tamże, s. 319. Przywołane zdanie J.J. Rousseau pochodzi z pracy Considérations sur le gouvernement de Pologne et sur sa réformation
projetée (wyd. 1782, pierwszy polski przekład M.F. Karpia w 1789 r.), zob. Uwagi o rządzie
polskim i jego projektowanej naprawie, w: J.J. Rousseau Umowa społeczna. Uwagi o rządzie
polskim…, tłum. M. Starzewski, Warszawa 1966, s. 193. Cytat ten w wersji: „Nie możecie przeszkodzić, aby sąsiedzi was nie połknęli, sprawcież przynajmniej, aby was strawić nie mogli”
przytacza W. Kalinka w artykule Jan Jakub Rousseau i jego wpływ w Polsce, zamieszczonym
w „Przeglądzie Polskim”, R. 20, T. 79: 1886, z. 235, s. 1–16. Może za tym artykułem przypomina
go Kolberg.

417

�Że jednak wspólna nam myśl całej niepodzielnej Polski każdy jej zakątek równą
każe nam ogarniać miłością, więc nie wątpię, że gdy zajrzysz Pani do tych zbiorów, to i Ruś zainteresuje Panią w tej samej co Korona mierze […]1.

Bez poczucia takiego związku z polskością rzeczywiście trudno byłoby
sobie wyobrazić determinację i wytrwałość w realizacji wydawniczego celu
Kolberga.
Po wydaniu Poznańskiego i części I Pokucia rozsyłanych w marcu, latem
i jesienią 1882 roku Kolberg, podobnie jak w roku poprzednim, nie wyjeżdżał na badania terenowe. Wcześniejsze plany wyjazdu na kilka tygodni
w okolice Lwowa nie zostały zrealizowane z powodu niepogody, względów
zdrowotnych i natłoku prac wymagających „bezustannego przeglądu, obróbki i ślęczenia” nad pozyskanymi materiałami. Odpowiadając na zaproszenie Glogera do jego rodzinnego Jeżewa, tłumaczył: „[…] nie wahałbym
się ani chwili pospieszyć do Was, gdyby nie to wątłe zdrowie i wiek, który
mi każe dobrze obliczać się z każdym uczynić się mającym krokiem”. Nie
skorzystał też z kilku innych zaproszeń. A jesienią pisał żartobliwie do Szulca: „[…] wycieczki tego roku wcale w świat nie robiłem, bo wtedy, gdy ją
rozpocząć miałem, lunęły deszcze, a gdy wreszcie zawitało słońce, już mnie
chęć do podróży ominęła”2.
Na początku czerwca 1882 roku dotarła do Modlnicy wiadomość od Karoliny o przebytym przez Antoniego nagłym, groźnym załamaniu się zdrowia. Był to prawdopodobnie rozległy udar i częściowe porażenie. Według
bratowej przyczyną były kłopoty zawodowe: utrata posady nauczyciela
w gimnazjum męskim i wymuszona dymisja w gimnazjum żeńskim. Z właściwą sobie wylewnością Karolina opisywała Oskarowi walkę o życie męża
i zażegnanie bezpośredniego niebezpieczeństwa oraz beznadziejną sytuację
materialną rodziny, która zawsze trudna, pogorszyła się skrajnie w związku
z tą chorobą i związanymi z nią wydatkami oraz z utratą części jej lekcji
podczas opieki nad chorym. Kolberg zmartwiony i bezradny, sam w kłopotach, próbował taktownie tłumaczyć swoją niemożność pomocy, ale wobec
uporczywych próśb Karoliny, jej rozpaczliwych utyskiwań i skarg na brak
wsparcia ze strony warszawskiej rodziny, zwrócił się z prośbą o pomoc
w tej sprawie do swojej bratanicy, Jadwigi Wernerowej, a sam przekazał
Brulion listu do S. Duchińskiej z 27 X 1883 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 80.
Bruliony listów do Z. Glogera z 10 IX 1882 r. i do M. Szulca z X 1882 r., Korespondencja…
cz. II (DWOK T. 65), s. 694 i 705.
1
2

418

�Karolinie za pośrednictwem Gebethnera sumę 60 rubli i próbował serdecznie wesprzeć, pocieszyć i uspokoić bratową. Stan chorego pogorszył się
jednak jesienią i 19 grudnia Antoni zmarł1. Oskar stracił kolejnego brata
i pozostał sam, bez rodzeństwa. A strapiona i rozgoryczona Karolina, świadoma dobroci i wyrozumiałej troski Oskara, wkrótce po pogrzebie napisała
do niego: „[…] rodziną Ty już tylko jesteś, bo inni Kolbergowie – to są inni
ludzie”2.
Zachowane świadectwa rodzinne wskazują na to, że zmarły był postacią
trudną. Utalentowany malarz, autor cenionych prac, pozostający w wiecznych kłopotach materialnych i długach, niedotrzymujący terminów i zobowiązań, niestabilny w pracy i zamiarach artystycznych – taki portret
wyłania się w zarysach z rodzinnej korespondencji, zresztą enigmatycznej
i aluzyjnej w tej kwestii. We wspomnieniu poświęconym Antoniemu Kolbergowi jego autor, zaprzyjaźniony z rodziną Wojciech Gerson, nie szczędzi
słów uznania sztuce zmarłego. Przedstawiając jego biografię i twórczość
malarską, złożoną z obrazów religijnych, portretów i scen rodzajowych,
pisze m.in.:
Szczególną właściwością uzdolnień Kolberga jako malarza była wielka wytrawność. Produkował mało, ale ze starannością posuniętą do przesady w wymaganiu zgodzenia z sobą różnorodnych zalet. Syn inżyniera i matematyka, z matematyczną zwrotnością i ścisłością rozwiązywał dylemata tworzenia plastycznego,
skąd płynęło niezadowolenie, zniechęcenie do pracy spowodowane brakiem
decyzji. Nie był w stanie częstokroć dokończyć zaczętej pracy, zmieniając co raz
pogląd na stopień i rodzaj obrobienia. A działo się to z wielką dla sztuki polskiej
i dla samego artysty szkodą, zwłaszcza że od pierwszej już młodości okazywał
talent bardzo wybitny3.
1
Zob. listy Karoliny i Oskara z czerwca i lipca 1882 r. (tamże, listy 968, 972, 974, 982
i 985). Dalsze wiadomości o sytuacji rodzinnej przekazywał Kolbergowi zaprzyjaźniony z nim
Władysław Podlewski, mieszkający w Warszawie krewny Konopków (tamże, listy 999, 1007,
1008), zob. też odpowiedź Kolberga z 27 XII 1882 r. (list 1011).
2
List Karoliny z 27 XII 1882 r., tamże, s. 722.
3
W. Gerson Antoni Kolberg. Artysta malarz, w: Sprawozdanie Komitetu Towarzystwa
Zachęty Sztuk Pięknych w Królestwie Polskim za rok 1882, s. 60. W końcu 1882 roku Towarzystwo to zakupiło obraz Kolberga Głowa starca (zob. listy J. Wernerowej z 15 XII 1882 r., Korespondencja… cz. II, DWOK T. 65, s. 714 oraz W. Podlewskiego z 5 I 1883 r., Korespondencja…
cz. III, DWOK T. 66, s. 3). Obecnie własność Muzeum Narodowego w Warszawie (tam tytuł:
Starzec), reprodukcja w katalogu K. Markiewicz Antoni Kolberg…, s. 37.

419

�Na spuściznę malarską po Antonim składało się kilkanaście obrazów
olejnych, w większości niewykończonych lub wymagających restauracji,
oraz około 40 kartonów z projektami fresków, które artysta wykonał kiedyś
wspólnie z Karolem Marconim dla sali posiedzeń Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego oraz dla sali głównej Hotelu Europejskiego w Warszawie.
Karolina miała zamiar urządzić wystawę prac męża, by je następnie sprzedać, ale przeszkodą była konieczność kosztownej renowacji obrazów. Oskar
postanowił pomóc Karolinie i jej dzieciom i w kwietniu 1883 roku poprosił
Ludwika Jenikego, redaktora „Tygodnika Ilustrowanego”, w imię „przyjaźni
dawnej”, o „zwrócenie na ten przedmiot uwagi” i opublikowanie na łamach
pisma informacji o spuściźnie malarskiej Antoniego, a także o potrzebie ich
bezinteresownej restauracji, by sprzedaż mogła przynieść dochód na rzecz
wdowy i dzieci. Notatka taka ukazała się w „Tygodniku”; mowa w niej
o dorobku malarza, projekcie wystawy jego prac i przeznaczenia dochodu
z niej na korzyść jego bliskich. Zawiera także apel o społeczne poparcie
tego pomysłu oraz o podjęcie się wykończenia i odnowienia obrazów, skierowany do artystów i przyjaciół zmarłego1. Jednak z inicjatywy tej nic nie
wyszło; chętnych do renowacji obrazów nie było, do planowanej ekspozycji
nie doszło.
Także w roku 1882 ukazała się w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii
Krajowej” kolejna praca Kolberga pt. Właściwości, pieśni i tańce ludu
Ziemi Dobrzyńskiej, oparta o materiały zebrane jeszcze w latach pięćdziesiątych.2 Ten obszerny artykuł pomyślany był jako uzupełnienie rozprawy
A. Petrowa Lud Ziemi Dobrzyńskiej z 1878 roku3; w informacji wstępnej
Kolberg podkreśla znaczenie swoich materiałów jako wcześniejszych od
publikowanych przez Petrowa, choć „pomnożonych jeszcze następnie
Brulion listu do L. Jenikego z 13 IV 1883 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 47.
Notatkę tę zamieszczono w Kronice tygodniowej „Tygodnika Ilustrowanego” 1883, w nr. 17
(z 28 IV).
2
Opublikowano ją w tomie VI z 1882 roku, na s. 86–158 oraz w postaci osobnej odbitki
w tym samym roku. We wstępie Kolberg podaje tam rok 1854 jako datę pozyskania zawartych
w pracy materiałów; jednak znane dokumenty wymieniają jego pobyt na Ziemi Dobrzyńskiej
w 1856, a nie 1854 roku. Materiał ten, dopełniony o zapisy z Ziemi Dobrzyńskiej z innych manuskryptów, znalazł się ponownie w ramach Dzieł wszystkich, w cz. VI Mazowsza (DWOK
T. 41), s. 1–150 (tam błędnie: „Wesele II” na s. 3; jest to cd. „Wesela I”).
3
Rozprawa A. Petrowa pt. Lud Ziemi Dobrzyńskiej, jego charakter, mowa, zwyczaje,
obrzędy, pieśni, przysłowia, zagadki zamieszczona została także w „Zbiorze Wiadomości do
Antropologii Krajowej”, T. II: 1878, s. 3–182.
1

420

�wiadomościami z gazet lub opowiadań ustnych”. Praca zawiera krótki opis
kraju, ludu, ubioru, mowy, wesela z Działynia z 22 pieśniami (i z datą: 1854
[!]) oraz najobszerniejszy dział, obejmujący 87 pieśni powszechnych i ponad
50 „śpiewek i tańców”. Zaletą publikacji są zapisy nutowe części melodii
wokalnych i instrumentalnych, co było praktyką wyjątkową dla tego rocznika, na ogół niedrukującego materiału muzycznego.

XXII
[Spotkanie z J. Blizińskim i zaproszenie Kolberga do Bóbrki (maj 1883). –
Podróż w Sanockie i Przemyskie (lato 1883). – Uczestnictwo w obchodach
200-lecia zwycięstwa Sobieskiego pod Wiedniem (wrzesień 1883). – Wydanie cz. II Pokucia i cz. I Lubelskiego (1883). – Przyznanie Kolbergowi funduszu z Kasy im. J. Mianowskiego (1883) na dalsze wydawnictwo, tj. Mazowsze
cz. I–V. – Recenzja C. Neymanna cz. I–II Pokucia (1884). – Wydanie cz. II
Lubelskiego i wstępne prace nad cz. I Mazowsza (1884). – Udział Kolberga w Zjeździe Historyczno-Literackim im. J. Kochanowskiego i jego Głos
w dyskusji nad referatem P. Chmielowskiego (maj 1884). – Spotkanie w Krakowie z Karoliną i jej dziećmi (lipiec 1884). – Podróż w Sanockie i Przemyskie (lipiec–październik 1884). – Opuszczenie Modlnicy i przeprowadzka
do Krakowa (październik 1884) – zmiana warunków życia i pracy. – Druk
cz. I Mazowsza oraz publikacja opracowania pt. Zwyczaje i pieśni ludu
wielkopolskiego z rękopisu pozostałego po śp. Józefie Lipińskim w „Zbiorze
Wiadomości do Antropologii Krajowej” (1884). – Wydanie cz. I Kieleckiego (1885). – Kolejna podróż „w okolice Przemyśla i Sanoka” (lipiec–listopad
1885). Bogate materiały z podróży z lat 1883–1885. – Druk cz. II Mazowsza
oraz pracy Zagadki z Lubelskiego… w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii
Krajowej” (1885).]

Wiosną 1883 roku doszło do nieoczekiwanego spotkania Kolberga z Józefem Blizińskim. Ich żywy i przyjacielski kontakt osobisty i korespondencyjny, zwłaszcza w okresie badań i prac Kolberga nad Kujawami,
urwał się w 1869 roku na kilkanaście lat z bliżej nieznanych przyczyn.
Być może zdecydowała po prostu przeprowadzka Kolberga do Krakowa, a Blizińskiego w 1873 roku z Kujaw do Warszawy i rozminięcie się
życiowych dróg. W Krakowie spotkali się znów w maju na publicznym
posiedzeniu Akademii, otwierającym jej roczną działalność. Bliziński wraz
421

�z żoną Pelagią mieszkali od 1876 roku w ówczesnym powiecie leskim, nad
Sanem, w Bóbrce Górnej, czyli Nowej, tzw. Damazówce, gdzie nabyli założony tam wcześniej folwark i dworek. Bliziński był już wówczas uznanym
komediopisarzem, Kolberg autorem cenionych tomów Ludu. W czerwcu
Kolberg pisał:
Szczęśliwe nasze spotkanie się na ostatnim tegorocznym otwarciu Akademii1
rozbudziło dawne wspomnienia i umocniło we mnie wiadomy Wam zamiar,
nie od dziś zresztą już powzięty, odwiedzenia Was kiedykolwiek w Waszej na
wpół górskiej rezydencji i pogadania o tym i o owym, a materii do pogadanki po
upływie lat 20 naszej rozłąki zapewne by nam wcale nie zabrakło. Nie odkładając tedy zamiaru tak pięknego ad calendas graecas, bo nie wiemy, co nas czeka
jutro, sądzę, że najlepiej by może było jeszcze w tym roku zjechać do Waszego
gościnnego domu, w którym, jak to już słyszałem z ust Waszych, chętnie i życzliwie będę przyjętym, bylebym tylko zgłosił się wśród lata2.

Plan został zrealizowany i pod koniec lipca Kolberg wyjechał do Bóbrki,
by letni sezon 1883 roku oraz dwa kolejne w następnych latach 1884 i 1885
spędzić z doskonałym dla swojego dzieła rezultatem w Sanockiem i Przemyskiem, dopełniając wcześniejsze badania podejmowane tam w latach
sześćdziesiątych. Wszystkie trzy podróże na te ziemie, ostatnie w swoim
życiu, odbył własnym kosztem. Dlatego też szczególne znaczenie dla efektywności jego prac miały bliskie więzi, a także relacje rodzinne i sąsiedzkie
między mieszkańcami zaprzyjaźnionych dworów, którzy badacza gościli
i ułatwiali mu penetrację obu sąsiadujących ze sobą regionów.
Wyprawa z roku 1883 jest stosunkowo dobrze udokumentowana w korespondencji. Wyjazd nastąpił prawdopodobnie 24 lipca pociągiem z Krakowa do Przemyśla, skąd dalej podróżował Kolberg koleją do Ustrzyk,
gdzie oczekiwał gościa Bliziński. W Bóbrce spędził badacz około miesiąca
w przyjacielskiej i serdecznej atmosferze i w dogodnych dla swych prac
warunkach. Stamtąd po 20 sierpnia wybrał się do Leszczowatego, do Edmunda i Katarzyny Kraińskich, u których gościł już w latach 1861 i 1863.
1
Uroczyste publiczne posiedzenie Akademii Umiejętności odbyło się w Krakowie 5 maja
1883 r. Zob. „Rocznik Zarządu Akademii Umiejętności. Rok 1882 [!]”, Kraków 1883, s. 85–108
oraz artykuł w „Czasie” 1883, w nr. 102 (z 6 V), na s. 3 pt. Posiedzenie publiczne Akademii
Umiejętności. W tym samym numerze „Czasu”, na s. 2 ukazało się doniesienie o pobycie w Krakowie Blizińskiego, „autora Pana Damazego i Rozbitków”.
2
List do J. Blizińskiego z 15 VI 1883 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 48.

422

�Edmund Kraiński – jak wspomniano – żywo interesował się etnografią,
prowadził własne obserwacje i studia ludoznawcze Był więc także świetnym partnerem dla Kolberga. Po dziesięciu dniach pobytu w Leszczowatem,
30 sierpnia, Kolberg przyjechał do odwiedzanej również 20 lat wcześniej
Iskani, gdzie gościli go związani też rodzinnie z Konopkami i już wymieniani
Gabriel i Julia Załęscy. 31 sierpnia pisał do Juliana Konopki: „Od wczorajszego dnia jestem w Iskani, dokąd przybyłem z Leszczowatego, gdzie jak
najprzyjemniej dni 10 spędziłem. Pp. Edmundowie Kr[aińscy] najserdeczniejsze ukłony zasyłają całemu domowi w Modlnicy i p. Romanowi. Toż
samo i p. Załęski”1. Do Krakowa wrócił Kolberg na początku września,
skąd po paru dniach dotarł do Modlnicy2. Plon z tej wyprawy był bogaty
we własne zapisy terenowe melodii i tekstów folkloru, opisy obrzędów
i zwyczajów, wiadomości etnograficzne, zwłaszcza pozyskane w Bóbrce, co
z wdzięcznością wyrażał w liście do Blizińskiego:
Pobyt wszakże u Was, przyznać to muszę, najobfitszego i najcenniejszego dostarczył mi materiału etnograficznego, do zebrania którego przyczyniła się i niezmordowana Wasza małżonka, a jej łaskawe zabiegi i pomoc, jak i gościnne
nader przyjęcie (mimo częstej migreny), obok wspomnień dawniejszych czasów
z Warszawy i z Kujaw, obok względów szanownej Waszej matki, kazały mi uważać dom Wasz jakoby mój własny, rodzinny i dlatego drogą mi zawsze zostanie
jego pamięć. A i zdrowie moje znacznie się wśród Was polepszyło3.

Dalsze cenne materiały z tego regionu gromadził Kolberg w czasie następnych dwu sezonów badawczych, kiedy przebywał także w tych miejscowościach w latach 1884 i 1885. Materiały te nie zostały wydane za życia
badacza. Wykorzystał je po części Kopernicki w drukowanym w 1890 r.,
już po śmierci Kolberga, niewielkim objętościowo Przemyskiem. Dopiero
w ramach Dzieł wszystkich opublikowano je w trzytomowym Sanockiem-Krośnieńskiem oraz w obszernym suplemencie do XIX-wiecznego Przemyskiego4.
Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 61.
Informacje o planach, przebiegu i szczegółach tej podróży zob. tamże, listy z okresu od 26
czerwca do 7 września 1883 r., nr 1045–1048 i 1051–1054.
3
List do J. Blizińskiego z 7 IX 1883 r., tamże, s. 63.
4
Tj. w tomach 49–51 DWOK (Sanockie-Krośnieńskie cz. I–III) oraz 83/I i 83/II DWOK
(Przemyskie. Suplement do tomu 35). Zob. tamże omówienie tych materiałów we wstępnych
opracowaniach T. Skuliny (w tomie 49 DWOK) oraz E. Millerowej (w tomie 83/I DWOK).
1
2

423

�Z podróży na południowy wschód Kolberg wracał już na początku września, „by – jak pisał do Karoliny – być obecnym na następnych uroczystościach jubileuszowych Sobieskiego […].” 1 Obchody dwusetnej rocznicy
zwycięstwa Sobieskiego pod Wiedniem, połączone z jubileuszem 25-lecia
pracy artystycznej Jana Matejki oraz ze Zjazdem Artystów i Literatów ze
wszystkich trzech zaborów, zorganizowane zostały w Krakowie z wielkim
rozmachem w dniach od 11 do 16 września. Na program składały się m.in.:
tzw. „uroczystość ludowa” w dniu 11 września, tj. zjazd delegacji wiejskich
i pielgrzymek ludowych ze wszystkich trzech zaborów, ich pochód na Wawel i dalej na Błonia oraz przyjęcie w ogrodach ks. Karmelitów, uroczysta
procesja ulicami miasta z udziałem wszystkich stanów, władz miejskich,
stowarzyszeń i instytucji w dniu 12 września, obchód jubileuszu Matejki
i odsłonięcie pomnika Jana III w Ogrodzie Strzeleckim – 13 września oraz
Zjazd Artystów i Literatów w dniach 13–16 września, zakończony wycieczką galarami przez Bielany do Tyńca i z powrotem Wisłą2. Kolberg brał
udział w uroczystościach w dwu pierwszych dniach. W liście do Blizińskiego z 28 września opisuje swoje wrażenia, rozpoczynając od zaprawionego
dystansem komentarza:
Otóż i przeminęły wszystkie uroczystości. Było jak zwykle i jak to wiecie z gazet,
wiele szumu i tłumu, huku i puku, i na tym koniec. Ja figurowałem 13 września
[pomyłka, chodzi o 12-go] na procesji – relacjonuje dalej – jako akademik nadzwyczajny między aspirantami Glogerem a Ossowskim (a przyłączył się do nas
i zacny Baraniecki), tuż za Majerem i Kuczyńskim, bo inni, zwyczajni akademicy porozpraszani byli po swoich Wydziałach jako profesorowie (w togach) lub
urzędnicy. Najbardziej jednak zajmującym był dla mnie dzień 12-go [pomyłka,
powinno być 11-go] września, gdym ujrzał chłopów z rozmaitych okolic Polski
w świątecznych swych szatach i miał przyjemność z tym i owym z nich wdać się
w pogawędkę. Do studiów jednak głębszych nad nimi ani było czasu ani sposobności, bo wciąż byli w ruchu. Żałuję tylko, że nie pomyślano (do kogo to należało)
o zdjęciu z nich fotografij, do czego byliby się, jak to uważałem, chętnie skłonili3.

Ta ostatnia uwaga – charakterystyczna dla praktycznego zmysłu badacza pasjonata – wiązała się z „uroczystością ludową”. Zmęczony tłumem
List z 23 IX 1883 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 68.
Szczegółowy program uroczystości opublikował m.in. „Czas” 1883, w nr. 204, obszerne
sprawozdanie z ich przebiegu podawał w nr. 206–212. Relacje zamieszczała cała polska prasa.
3
Zob. Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 71–72.
1

2

424

�i codziennymi dojazdami z Konopkami do Krakowa, nie wziął już udziału
w Zjeździe Artystów i Literatów, a o swoim powrocie do codzienności pisał
w tym samym liście z taką refleksją:
O zjeździe literatów nic Wam nie piszę, bo na nim nie byłem, trochę słaby
i zmęczony już poprzednimi przejażdżkami uroczystościowymi, na które wraz
z Konopkami dzień w dzień jeździłem do Krakowa. Zresztą ja już stary i pragnę
spokoju; mam też od dawna swój zawód wytknięty i stałą regularną robotę,
jak i umowę z księgarzami. Więc w tym punkcie nic się już podobno u mnie,
a zapewne także i u nich, nie zmieni. Byłbym jednakże z miłą chęcią przejechał
się z towarzystwem literackim do Tyńca, ale się za późno o wycieczce tej dowiedziałem.

Wreszcie wyraził tam po raz kolejny swoje zadowolenie z pobytu w Bóbrce i wdzięczność za gościnę, opiekę i stworzone mu znakomite warunki do
pracy:
Jakże się ma przezacna Wasza małżonka, pani Pelagia? Czy bóle głowy ustały?
Nigdy mi nie wyjdzie z pamięci Jej dobroć dla mnie i pragnienie przysłużenia się
szczerego mojej mrówczej (jak mi to mówią drudzy) pracy i krzątaninie. Zdaje
mi się, że jeszcze siedzę przy Waszym długim stole bibliotecznym, nastroszonym
papierami i piszę, a pani mi dyktuje lub objaśnia wyrażenia Halki, opowiadającej
dziwy o czarach lub nucącej po raz dziesiąty swą sanocką piosenkę. Jakże ze
zdrowiem sędziwej Waszej pani matki? Co porabia Marysia (czy sobie przypomniała jeszcze jaki szczegół weselny) i wszyscy domownicy?

Sanocki dom przyjaciela, jego rodzina, pomocnice w gospodarstwie i zarazem informatorki, Halka i Marysia, pozostały w żywej pamięci Kolberga,
a dawna zażyłość z Blizińskim pogłębiła się i umocniła na tyle, że wizyta
u niego miała się jeszcze dwukrotnie powtórzyć. Sam Bliziński okazywał
zresztą nie mniejszą serdeczność, jeszcze w sierpniu wyrzucając Kolbergowi
za wczesny wyjazd z Bóbrki i pisząc:
U mnie w domu pustki po Waszym wyjeździe, żona i matka lamentują, cieszą
się tylko nadzieją, że za rok wizyta się powtórzy. Halka uciekła, widocznie tylko
dla Was przyszła do służby na dni kilka. Żona brzdąka na fortepianie te sonaty
Beethovena, które Was przypominają, a ja błądzę po parku, nie wiedząc sam,
który zakątek nazwać Waszym imieniem1.
1

List J. Blizińskiego z 26 VIII 1883 r., tamże, s. 60.

425

�Po powrocie do zwykłego trybu pracy Kolberg zajął się dalszym opracowaniem Pokucia i Lubelskiego. We wrześniu ukończony został druk części
II Pokucia, sfinansowany z dochodu z koncertu, podobnie jak część I. Równolegle dobiegały końca prace nad wydaniem na koszt Akademii części
I Lubelskiego, która ukazała się również w 1883 roku. Materiały z Sanockiego i Przemyskiego musiał więc Kolberg na razie odłożyć. A w grudniu
tego roku miały się znaleźć nowe środki na wydawnictwo Kolberga, co
w kolejnych latach wymagało od niego jeszcze bardziej wytężonej pracy.
Pierwsze dwa wydane w 1882 i 1883 roku tomy Pokucia stanowiły część
czteroczęściowej monografii tego regionu; kolejne dwa ukazały się dopiero
w latach 1888 i 1889 (cz. III i IV). Była to jedyna wydana za życia Kolberga
pełna monografia regionalna zawierająca materiały ukraińskie. Jak wspomniano, wszystkie jej części nosiły podtytuł Obraz etnograficzny, inny ze
względów formalnych, całkowicie jednak zgodny koncepcją monografii Kolberga. Część pierwsza obejmowała zgodnie z ustalonym porządkiem tematycznym rozdziały „Kraj”, „Lud”, „Zwyczaje” i „Obrzędy”, część druga – „Pieśni
i dumy”, w dwu późniejszych tomach znalazły się rozdziały: „Taniec”, „Świat
nadzmysłowy”, „Przysłowia” oraz opowieści ludowe i zagadki. Opublikowane
w Pokuciu materiały1, zarówno etnograficzne, jak i folklorystyczne, należą
do najcenniejszych w dorobku Kolberga ze względu na ich proweniencję,
bowiem w większości pochodzą z własnych badań Kolberga, z jego obserwacji, wywiadów, bezpośredniej rejestracji oraz z zapisów znawców i nosicieli
miejscowego języka i folkloru. Już pierwsze dwa tomy doczekały się żywego
oddźwięku komentatorów i recenzentów. Ich obszerną i wnikliwą recenzję
opublikował kijowski adwokat, Cesław Neymann (1852–1906), zajmujący się
etnografią i folklorem i publikujący artykuły z tego zakresu w czasopismach
ukraińskich i polskich2. Bardzo pozytywnie oceniając tę „interesującą pracę
znakomitego polskiego etnografa-zbieracza, Oskara Kolberga” i omawiając
jej zawartość, Neymann podnosił trafność i szczegółowość informacji etnograficznych, „dostrzeżonych przez doświadczonego obserwatora”, szczególnie jednak wskazywał na wartość pieśni obrzędowych z rzadko przedtem
1
Jak wspomniano wcześniej, dopełnia je dwutomowa Ruś Karpacka oraz tom suplementowy (DWOK T. 54 i 55 oraz 81).
2
Recenzję opublikowała „Kijewskaja Starina” z 1884 r., T. VIII, s. 482–487 i T. IX, s. 126–130
(tam podpis: C. Nejman). Jej tekst w tłumaczeniu polskim E. Piasny-Kudyńskiej zob. w: O. Kolberg Pokucie. Suplement do tomów 29–32 (DWOK T. 81), s. 275–285, aneks VII. Cytowane
dalej fragmenty recenzji tamże, s. 275, 278. 281–282.

426

�notowanymi melodiami oraz dokumentacji zwyczajów, zabaw i obrzędów
przedstawianych w wariantach z różnych miejscowości. Zastrzeżenia autora
wzbudziły natomiast zamieszczone w części I uwagi Kolberga o języku mieszkańców Pokucia1, jako „zbyt pobieżne i krótkie” i „nie zawsze słuszne” oraz
w części II klasyfikacja pieśni „dość chwiejna, nie w pełni precyzyjna i zawiła”, wreszcie inne niż w folklorze ukraińskim rozumienie terminu „duma”,
w efekcie czego dział o takim tytule u Kolberga zawiera utwory wykraczające
poza znaczenie tego pojęcia przyjęte dla pieśni z tamtego obszaru. Warto podkreślić, że krytyka nie dotyczyła postaci fonetycznej zapisów gwarowych, ale
interpretacji zjawisk językowych, prób ich wyjaśniania, oceny form, ich genezy, zasięgu geograficznego itp. W nawiązanej z Kolbergiem korespondencji
Neymann przywołał następującą opinię wspartą autorytetem Konstantyna P.
Mychalczuka, badacza dialektów ukraińskich:
Pan Mychalczuk, dobry lingwista słowiański, tak się odezwał: teksty materiałów
znakomicie pod względem fonetycznym zostały oddane i to zupełnie jest dostatecznym dla takiego zbioru; artykuł zaś o właściwościach językowych, oprócz
kilku błędów ma tę wadę, że nie jest pełnym, gdyż zupełnie omija nawet bardzo
ważne dialektowe odcienia, lecz taka praca należy do lingwistów, a nie do etnografów, ich rzeczą tylko jest wiernie odtworzyć mowę, co też p. Kolberg wykonał
tak szczęśliwie jak dotąd nikt2.

Taką ocenę podzielają współcześni językoznawcy, uznając wiarygodność i dokładność notacji oddającej niuanse brzmienia jako walor główny
zapisów gwarowych Kolberga3. Odpowiadając na kwestie poruszone przez
recenzenta, Kolberg listownie wyjaśniał swoje założenia i praktyki edytorskie, a o językowym opracowaniu pisał m.in.:
Ja sam gruntownie języka ruskiego nie znam, robiłem wprawdzie wycieczki
w różne okolice Rusi i spisywałem mechanicznie wszystko, com zasłyszał, staW rozdzialiku „Język”, Pokucie cz. I (DWOK T. 29), s. 31–34.
List C. Neymanna z 11 III 1884 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 128–129.
Zob. też tamże, brulion odpowiedzi Kolberga z 7 IV oraz kolejny list C. Neymanna z 10 IV
i brulion Kolberga z 9 VI 1884 r., odpowiednio listy 1097, 1105, 1108 i 1120. Przedruk tychże
w: O. Kolberg Pokucie. Suplement… (DWOK T. 81), s. 265–275, aneks VI.
3
O dokumentacji dialektologicznej Kolberga z ziem ukraińskich pisali A. Demartin we
wstępie do Rusi Karpackiej, w tomie 54 DWOK, na s. LIII–LXXII, W. Kuraszkiewicz we wstępie do Rusi Czerwonej, w tomie 56 DWOK, na s. LXIII–LXXXI oraz T. Skulina we wstępie do
Sanockiego-Kroś­nieńskiego, w tomie 49 DWOK, na s. XLVI–LX.
1
2

427

�rając się o jak najwierniejsze oddanie dźwięków pisownią polską, lecz w studia
głębsze językowe nie wdawałem się wcale dla braku czasu. Stąd usterki, które
zatrzeć w przyszłości będzie usilnym mym staraniem, przy łaskawym i chętnym
współdziałaniu osób tak światłych jak Szan[owny] Pan1.

W dalszym ciągu tłumaczył, że jego uwagi nie były przeznaczone dla
filologa i lingwisty, ale miały służyć jedynie jako objaśnienia dla czytelników. W kwestii systematyki pieśni, którą sam uznawał za dyskusyjną i problematyczną, dając temu wyraz w swoich wcześniejszych wypowiedziach,
stwierdzał, że w zasadzie jest ona zgodna z układem przyjętym w tomach
Ludu, zatem „dla jednostajności” porządek taki został utrzymany, „o ile takowy do Rusi dał się zastosować”. Jednak świadomy trudności klasyfikacyjnych, zwłaszcza jeśli chodzi o pieśni o treści mieszanej i o krzyżujące się
kryteria przydziału (m.in. temat tekstu, wykonawca), dodawał: „Nie przeczę
bynajmniej, że niejedna rzecz dałaby się w niej poprawić […]”2.
Wiosną 1884 roku ukazał się też tom 17. Ludu, który wraz z wydanym
w roku poprzednim tomem 16. składa się na kolejną monografię – Lubelskie, obejmującą część zachodnią i środkową dawnej guberni lubelskiej.
O wydzieleniu tego regionu zdecydowało jednak nie kryterium administracyjne czy ściśle geograficzne, ale wyznaniowe i językowe. Obszar ten
zamieszkiwała bowiem w większości ludność polska i katolicka, w przeciwieństwie do części wschodniej guberni lubelskiej zasiedlonej przez Rusinów – unitów zmuszanych przez władze carskie do przejścia na prawosławie. Sam Kolberg uzasadniał w ten sposób zasięg swojego Lubelskiego we
wstępie do tej monografii3.
Jednocześnie Kolberg podjął wstępne prace nad kolejną monografią,
która miała być poświęcona Mazowszu. Jeszcze w grudniu 1883 roku otrzymał wiadomość z Warszawy o przyznaniu mu przez Kasę Pomocy dla Osób
Pracujących na Polu Naukowym im. Józefa Mianowskiego bezzwrotnej zapomogi na dalsze tomy swojego wydawnictwa4. Z wnioskiem takim wystąpił na posiedzeniu Komitetu Kasy w dniu 8 grudnia 1883 roku Piotr
Brulion listu do C. Neymanna z 7 IV 1884 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 142.
Brulion listu do C. Neymanna z 9 VI 1884 r., tamże, s. 163.
3
Lubelskie cz. I (DWOK T. 16), s. 1 i 2. Por też E. Antyborzec Monografie regionalne…,
s. 176–177.
4
Zob. list Komitetu Kasy im. J. Mianowskiego z 12 XII 1883 r., Korespondencja… cz. III
(DWOK T. 66), s. 99–101. Józef Mianowski (1804–1879), lekarz, profesor, społecznik, był rektorem Szkoły Głównej Warszawskiej w latach 1862–1869.
1
2

428

�Chmielowski (1848–1904), historyk literatury, krytyk, wydawca pisarzy
polskich, jeden z członków Komitetu Kasy. „Kasa Pomocy im. Mianowskiego dla osób pracujących na polu naukowym” działała od roku 1881
jako fundacja popierająca naukę dzięki zapisom i datkom społeczeństwa
i składkom członków. Była najważniejszą polską organizacją naukową
w zaborze rosyjskim. Jej pierwszym prezesem (do roku 1886) był wybitny lekarz i przyrodnik, współtwórca Towarzystwa Tatrzańskiego, jeden
z prekursorów i propagatorów turystyki w Tatrach, Tytus Chałubiński
(1820–1889), sekretarzem – Konrad Dobrski (1849–1915), lekarz i społecznik, skarbnikiem – Karol Deike (1845–1906), finansista, dyrektor Banku
Handlowego w Warszawie. Kolberg otrzymał zasiłek z procentów od funduszu wieczystego Jana Nepomucena Jaśkowskiego (1807–1882), pisarza
i poety. Fundusz ten, uruchomiony w postaci pierwszej raty równocześnie
z decyzją o przyznaniu go, przeznaczył Kolberg na edycję 5 tomów Mazowsza wydanych w latach 1885–1890 z podtytułem Obraz etnograficzny,
dla odróżnienia – podobnie jak w wypadku cz. I i II Pokucia – innego niż
Akademia sponsora edycji. Nowa dotacja przyspieszyła znacznie postępy
prac edytorskich, ale też postawiła Kolberga wobec konieczności jeszcze
większej mobilizacji sił i intensyfikacji wielotorowych prac. Już w kwietniu
1884 roku donosił Pelagii Blizińskiej:
Na warsztacie moim literackim mam teraz rozłożone materiały do trzech dzieł
jednocześnie się napisać mających. Jedno z nich: Lud, wspierane przez Akademię, postępuje naprzód zwykłym swoim trybem; drugie: Pokucie stanowi dalszy
ciąg wydanych już dotąd dwóch tomów o tej prowincji i ma wkrótce pójść pod
prasę; trzecie: Mazowsze jest również dziełem, którego tom pierwszy w tym
jeszcze roku ma być wydanym, bo na to dano fundusz z Warszawy. Robi się
też to wszystko naraz, więc trzeba tak rzeczy kombinować, żeby i drukarnia nie
próżnowała, i w domu szła ciągle robota […]”1.

Odtąd przez ostatnie lata życia Kolberg będzie wydawał dwa, a nawet
trzy tomy rocznie.
W maju 1884 roku Kolberg brał udział w Zjeździe Historyczno-Literackim im. Jana Kochanowskiego, który w dniach 28–30 maja zorganizowała
1
List do P. Blizińskiej z 7 IV 1884 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 145. Część
I Mazowsza (DWOK T. 24) nosi w druku datę wydania: 1885, ale z listów wynika, że tom ukazał
się już w listopadzie 1884 r., zob. bruliony z grudnia 1884 r. do K. Deikego, tamże, s. 217 i 220.

429

�w Krakowie Akademia Umiejętności z okazji trzysetnej rocznicy śmierci
poety. Zabrał głos w dyskusji „przyjęty hucznymi oklaskami” – jak odnotowano w stenogramie – nad referatem wygłoszonym przez Piotra Chmielowskiego pt. Jak należy traktować utwory poezji ludowej w historii literatury polskiej1. Podzielając opinię referenta o metryce poezji ludowej, mówił:
Rzeczywiście nie jest to literatura ludowa dawniejsza, tylko literatura nowa,
a tylko są pewne momenta, pewne wskazówki, które […] mogą mieć w sobie rzeczy nadzwyczaj stare, sięgające zamierzchłej przeszłości, które dopiero stamtąd
wydobyć należy, ale to należy nie tyle do literatury nadobnej, do poezji, jak do
literatury ściśle naukowej, historycznej.

Podkreślał, że pieśni podlegają ciągłym zmianom i przeobrażeniom,
kształtują się pod wpływem czasu, miejsca, warunków, wędrówek, a „forma ich zmieniła się, nie została taką, jaka była”. Przyznawał, że można
w nich odnaleźć elementy historyczne, pochodzące z dawnej przeszłości,
ale analiza pod tym kątem jest zadaniem nauki i musi być krytyczna, oparta na jak największym materiale, by uniknąć wniosków przedwczesnych.
Natomiast w literaturze pieśni „muszą być traktowane jako tylko dzisiaj
nabyte, a nie jako literatura ludowa przedchrześcijańska”. Powoływał się
przy tym na własne doświadczenie badacza i przeciwstawiał obserwowaną
zmienność pieśni znacznie mniej na nią podatnym wierzeniom, bardziej
zakorzenionym w tradycji: „Ja sam byłem świadkiem nieraz, jak te same
pieśni po upływie 10 lat w ustach tych samych brzmiały inaczej – nie każda, ale mniej więcej – gdy tymczasem zabobony, gusła niezmienione się
zachowały, jak jądro stare, któremu czas nie podołał, i zapewne długo się
jeszcze będą zachowywać […]”. Jednocześnie z właściwą sobie przenikliwością i perspektywą badawczą podkreślał konieczność systematycznego gromadzenia materiału, na podstawie którego dokonywać się dopiero powinny
przyszłe prace interpretacyjne i analityczne. Kolejny raz przedstawił swoje
Głos Kolberga w tej dyskusji został opublikowany na podstawie stenogramu debaty dwa
lata później w „Archiwum do dziejów literatury i oświaty w Polsce” (wydawnictwo Komisji dla
Badań w Zakresie Historii Literatury i Oświaty w Polsce, działającej w Wydziale Filologicznym
Akademii Umiejętności), w tomie V, obejmującym Pamiętnik Zjazdu Historyczno-Literackiego im. Jana Kochanowskiego (Kraków 1886), na s. 162–164; tekst referatu Chmielowskiego
tamże, s. 36–40. Przedruk Głosu w dyskusji… w: O. Kolberg Studia, rozprawy… (DWOK T. 63),
s. 416–418; poniższe cytaty z tego wydania, odpowiednio s. 416–417, 417, 416, 418. Sprawozdanie ze Zjazdu drukował „Czas” 1884 w nr. 124 (z 30 V), referat Chmielowskiego i dyskusja nad
nim miały miejsce na posiedzeniu II sekcji historyczno-literackiej w dniu 29 maja.
1

430

�fundamentalne założenie, że najpierw stworzona musi być odpowiednia
baza dokumentacyjna, by naukowa analiza była uprawniona i prawidłowa,
oraz że w miarę postępu prac zbieracko-wydawniczych poglądy i oceny na
temat pozyskanego materiału mogą ulegać zmianom:
Ja właśnie daję materiał do tych wszystkich prac i mam go dużo jeszcze w tece.
W miarę zaś postępu tego wydawnictwa, być może, że i poglądy w wielu razach
się zmienią […]. Ale w miarę postępu tych robót i przybytku materiału także
zmienić się może i pogląd cały w ogóle.

Dopiero przyszłe badania, oparte o wystarczający materiał źródłowy, będą
więc mogły zweryfikować aktualne stanowisko w zakresie „poznania rzeczy
ludowych”, a na obecnym etapie wiedzy „ostatecznego słowa żadną miarą powiedzieć nie można”. Zwraca uwagę zgodna opinia obu badaczy – referenta
Chmielowskiego jako historyka literatury i przedstawiciela warszawskiego
środowiska naukowego oraz dyskutanta Kolberga jako zbieracza i wydawcy
pieśni ludowych, reprezentanta krakowskiego kręgu uczonych. Wspólne jest
im obu pozytywistyczne stanowisko badawcze wobec poezji ludowej.
Mimo natłoku prac latem 1884 roku Kolberg wybrał się znowu w Sanockie i Przemyskie. Przedtem jednak spotkał się z Karoliną i z dziećmi 11 lipca
w Krakowie, gdyż pobyt rodziny w Modlnicy okazał się tamtego lata niemożliwy. Jednodniowe widzenie się i rozmowa z bratową i bratanicami
dwa lata po śmierci Antoniego i wobec nowych planów jej zamążpójścia
była dla obojga ważnym wydarzeniem rodzinnym1.
W podróż na południowy wschód wyjechał Kolberg około 20 lipca,
wracał 3 października. Zatrzymywał się w dobrze sobie znanych miejscach
u zaprzyjaźnionych i życzliwych gospodarzy, którzy ułatwiali mu kontakty
z miejscowymi informatorami, a także organizowali przejazdy i komunikację z kolejnymi „stacjami” badawczymi, wręcz przekazując sobie pożądanego gościa. Jeszcze w czerwcu 1884 roku, przedstawiając Blizińskiemu swoje
plany na lato, pisał: „[…] od Waszej odpowiedzi zależeć będzie postanowienie moje jazdy w pierwszym rzędzie do Was, do Bóbrki, by tam przepędzić
parę tygodni jak w roku zeszłym […]”. Jednocześnie dodawał: „[…] winienem
zwiedzić także i Leszczowate, dokąd mnie z całą staropolską szczerością
zaprasza jak najserdeczniej Kraiński, obiecując nawet zawieźć lub odesłać
1
Zob. listy Karoliny z 4 i 15 VII 1884 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 174–175
i 178–179.

431

�w okolice, gdzie by się bogatego etnograficznego spodziewać wypadało
plonu”1, na co Bliziński odpowiedział: „W dniu 20 lipca, tj. w niedzielę (czemu nie wcześniej?) czekam na Was w Ustrzykach, trzymając się tego, coście napisali, że w «pierwszym rzędzie do nas», nastrójcie się odpowiednio,
żeby nie przyszło do awantury z Kraińskim”2. Przebywał więc w Iskani
u Załęskich, w Leszczowatem u Kraińskich i kilkakrotnie w Bóbrce u Blizińskich, odwiedził też Czaszyn i Bukowsko w powiecie sanockim oraz
Procisne w powiecie leskim, gdzie zatrzymał się dwukrotnie w sierpniu
u bliżej nieznanych właścicieli tej wsi, Zduniów3. Aleksandrę Zduniową
wspominał po powrocie szczególnie ciepło i z wdzięcznością, dziękując
jej w liście „za wszystko dobro, jakiegom doznał w Ich gościnnym domu”
oraz za przysyłane później materiały z Procisnego. Pisał z żalem, że już nie
może być dla niej „przewodnikiem w oddaniu należytym dzieł Chopina”,
choć pewno sama odkryje „sposób prawdziwy oddania tych piękności”.
Wcześniej adresatka z sentymentem wspominała pobyt Kolberga i wspólne
muzykowanie, wyrażała też „nieograniczoną wdzięczność za poznajomienie
[jej] z utworami Chopina”, co zapewne stworzyło dodatkową płaszczyznę
porozumienia4. Wszędzie równie intensywnie jak w roku poprzednim badacz gromadził kolejne materiały, pracował też nad przysyłaną mu z Krakowa korektą części I Mazowsza5.
Po powrocie z tej wyprawy, na początku października 1884 roku dotknęło Kolberga bolesne doświadczenie, która miało spowodować radykalną
zmianę w jego życiu. Dowiedział się tuż po przyjeździe, że jego dalszy pobyt
w Modlnicy jest niemożliwy. Należało zatem szybko podjąć decyzję co do
przyszłego lokum. Przyczyny tej zmiany nastawienia ze strony Antoniny Konopczanki, od której wyszła ta inicjatywa, nie są znane. Można wprawdzie
przypuszczać, że w sytuacji, gdy dorosłe już modlnickie panny, córki Józefa,
powróciły do matki do Mogilan, Julian Konopka niedomagał, a starzejąca
się Antonina z coraz większym trudem radziła sobie z domem i gospodarstwem, opieka nad 70-letnim Kolbergiem stawała się coraz większym ciężarem. Jednak okoliczności i sposób, w jakich „prawie domownikowi” wypowiedziano dom, w którym spędził czternaście najbardziej ustabilizowanych
List do J. Blizińskiego z 17 VI 1884 r., tamże, s. 165 i 166.
List J. Blizińskiego z 29 VI 1884 r., tamże, s. 172.
3
Zob. też listy do i od J. Blizińskiego z sierpnia i września, tamże, s. 184 i nast.
4
Brulion listu do A. Zduniowej z 18 X i list adresatki z 10 X 1884 r., tamże, s. 201 i 196.
5
Zob. listy Kolberga i J. Blizińskiego z 11 VIII i 19 VIII 1884 r., tamże, s. 184 i 185.
1
2

432

�lat swojego życia, były co najmniej niezrozumiałe. Z goryczą i zażenowaniem pisał 15 października do Blizińskiego:
Trzeba Wam bowiem wiedzieć, że już od paru dni nie zamieszkuję więcej Modlnicy, którą z powodu nietaktownego postępowania zaraz na wstępie do Krakowa
panny Antoniny Konopczanki, wszechwładnej domu modlnickiego gospodyni,
opuścić byłem zmuszony. Rzucony tedy okolicznościami na bruk krakowski, ulokowałem się w tym grodzie tak, jak na to pozwalały moje stosunki i fundusze1.

W brulionie listu do Karoliny pisanym dwa dni później wspomina
wprawdzie, że nosił się już wcześniej z zamiarem przeniesienia się do Krakowa, zapewne obserwując zmiany zachodzące w życiu modlnickiego dworu, jednak samo rozstanie tak komentuje:
[…] nietaktowne i ubliżające postępowanie ze mną panny Antoniny (i to przez
trzecią osobę) zaraz na wstępie do Krakowa sprawiło, iż do Modlnicy na to tylko
wróciłem, ażeby stamtąd zabrać wszystkie swoje manatki i rekwizyta i z nimi
podążyć do miasta. Naturalnie, że przebywszy lat kilkanaście w domu, w którym mimo pewnych przykrości doznawałem też i oznak przyjaźni, i istotnych
dobrodziejstw, niepodobna mi było zupełnie chłodno się z nimi rozstać – a i oni
także, jak uważałem, żegnając się, byli wzruszeni. Więc też stosunki niby to nie
zostały zerwane, ja przyrzekłem bywać czasami w Modlnicy i ich też do siebie
zaprosiłem. Ale częstym gościem oczywiście dla braku czasu nie będę, tym mniej
że już w maju wszystkie trzy panienki stamtąd wyemigrowały do matki i to, jak
się zdaje, już na stałe2.

Zamieszkał Kolberg na stancji u przybyłych z Poznańskiego i osiadłych
w Krakowie Jasińskich (Jasieńskich?), przy ulicy Floriańskiej 53. W opłacie w wysokości 45 zł reń. miesięcznie mieściło się wyżywienie, pranie,
wygody – „słowem całe utrzymanie”. O swoich gospodarzach wyrażał się
z uznaniem jako o ludziach „bardzo zacnych i uprzejmych dla mnie”, o gospodyni zwłaszcza pisał jako o „troskliwej opiekunce”3.
Warunki te i koszty zainstalowania się w Krakowie okazały się dość
umiarkowane, dla Kolberga jednak zdobycie co miesiąc dodatkowej
sumy na pokrycie podstawowych życiowych wydatków stanowiło trudne
Tamże, s. 197.
Tamże, s. 200.
3
Tamże, s. 197 i 214.
1
2

433

�wyzwanie. Odtąd musiał się z nim borykać do końca życia. W liście do
Sikorskiego zwierzał się z goryczą:
Jakiś Ty szczęśliwy, że żyjącą i zacną rodziną pochwalić się możesz, gdy ja
tu żyję samotny i tylko garstkę papierów po sobie pozostawię. Bo trzeba Ci
wiedzieć, że moja własna rodzina (prócz Karoliny Antoniowej i Wernerowej)
prawie już o mnie zapomniała, a tej przybranej w Modlnicy (o której z sympatią
wspominasz) już się naprzykrzyłem. Więc doznawszy więcej w życiu zawodów
i przeciwności niż pomyślności, mieszkam po Sanockiem znów od paru miesięcy
sam, pozostawiony własnej pracy i przemysłowi w Krakowie, jak to niegdyś
było w Warszawie, z tą tylko różnicą, że tu nie ma już Matki-Opiekinki i lat
moich młodszych. Mutantur tempora et nos mutamur in illis – mówił niegdyś
niebosz[czyk] Linde w 5-ej klasie. Ale dosyć już o tym, o czym bym bez goryczy
pisać nie mógł. To tylko powiem, że pobyt w Krakowie, lubo utrudnia życie,
ułatwia mi znów pod pewnym względem wydawnictwo prac moich, stawiając
w bliskości bibliotek i drukarni, co zapewne potrwa tak długo, póki nie dopcham
ciężkiej tej taczki żywota do końca1.

Mimo zawodu i rozczarowania dostrzegał jednak korzyści płynące
z zamieszkania w Krakowie, tj. bliskość bibliotek, drukarni i Akademii.
Z późniejszych listów wyłania się też więcej kłopotliwych szczegółów
dotyczących ostatnich lat życia w Modlnicy, choć nie wiadomo, w jakim
stopniu wzmianki o nich powodował uraz Kolberga: skąpstwo i despotyzm Antoniny Konopczanki, „trzęsące jazdy” do Krakowa, prośby o konie,
których mu „prawie zawsze żałowano i tylko przyczepić się do jadących
(jeśli było miejsce) dozwalano”, choć dodawał: „Jeden tylko Roman jadący
z Tomaszowic, zawsze dla mnie grzeczny, wstępował i zabierając z sobą,
ułatwiał mi te jazdy czasami”. Nie rozumiał „wszystkich motywów niegrzecznego zerwania”, podejrzewał rodzaj czyjejś intrygi, doświadczał poczucia upokorzenia i „moralnej przykrości”, gdyż zaproszenie do Modlnicy
do końca jego życia i deklaracja, by uważał ich dom za własny wyszły od
samych Konopków. Nie zamierzał jednak kontestować tej nowej sytuacji
i już w styczniu 1885 roku stwierdzał: „Mimo tej separacji staramy się, by
najlepsza między nami panowała zgoda, chociaż oczywiście bywać już tam
ani mogę, ani chcę”2.
1
2

Brulion listu do J. Sikorskiego z 14 I 1885 r., tamże, s. 227–228.
Brulion listu do J. Wernerowej z 16 I 1885 r., tamże s. 229.

434

�Mimo wszystkich kłopotów i uciążliwości życia codziennego, które
wcześniej były mu odjęte, kontynuował wielotorowe prace z właściwą
sobie determinacją. Jak wspomniano, w końcu 1884 roku wyszła pierwsza
część Mazowsza, dedykowana Józefowi Majerowi, równolegle na ukończeniu było przygotowanie kolejnej monografii, tj. Kieleckiego, której część
pierwsza w kwietniu 1885 roku była w druku, a na początku czerwca
wydany już tom Kolberg rekomendował i wysyłał przyjaciołom1. Także w roku 1884 ukazała się następna praca w „Zbiorze Wiadomości do
Antropologii Krajowej”: opracowany przez Kolberga rękopis ze spuścizny
po Józefie Lipińskim, autorze Piosnek ludu wielkopolskiego wydanych
w Poznaniu w 1842 roku, który wdowa po zmarłym przekazała Akademii2.
Pracę opatrzył Kolberg komentarzem informującym, że do druku przeznaczył tylko materiał niepublikowany przez autora rękopisu, podkreślił, że
„wyprzedził on o lat 30 jego własne już ogłoszone drukiem poszukiwania”
oraz że dla porównania podał w przypisach odsyłacze do Ludu, głównie
do Poznańskiego. Obok krótkich opisów niektórych zwyczajów (kolędowania, podkoziołka, maika, dyngusu, wieńca) na treść tej pracy składają
się głównie pieśni (ponad 180 tekstów bez melodii), ułożone w zasadzie
zgodnie z planem podziału przyjętym przez Kolberga w jego Ludzie, oraz
około 120 przyśpiewek tanecznych.
Pod koniec roku 1884 w życiu warszawskiej rodziny Kolberga zaszła
zmiana od jakiegoś czasu przewidywana. Karolina zawarła związek małżeński z Antonim Wąsowskim, budowniczym gubernialnym z Radomia,
wdowcem z dorosłymi już córkami, znajomym z dawnych lat. Kolberg
wtajemniczany w listach w jej wahania i nadzieje wiązane z upragnioną
życiową stabilizacją odpowiadał bratowej z troską i zaangażowaniem; ten
temat był też zapewne jednym z ważniejszych w czasie ich spotkania latem
tego roku w Krakowie. Uderzające jest w korespondencji zaufanie Karoliny
1
Zob. bruliony listów do B. Moraczewskiej z 2 IV i do W. Siarkowskiego z 5 VI 1885 r.,
tamże, s. 235 i 263.
2
O. Kolberg Zwyczaje i pieśni ludu wielkopolskiego. Z rękopisu pozostałego po śp.
Józefie Lipińskim podał do druku…, „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej” T. VIII:
1884, s. 62–114. W sprawozdaniu z posiedzenia Komisji Antropologicznej w dniu 26 listopada
1883 r. odnotowano m.in. nadesłanie „do użytku Komisji” rękopisu po J. Lipińskim, który
Oskar Kolberg opracował, tj. „przejrzawszy, wybrał, uporządkował i uwagami swoimi objaśnił
rzeczy zasługujące na wydanie i takowe do druku należycie przygotował” (zob. „Rozprawy
i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. XI, 1884, s. LV, zob. także doniesienie tej
treści w nr. 272 „Czasu” z 1883 r.).

435

�okazywane stryjowi, a ze strony Kolberga ton opiekuńczy, cierpliwa perswazja i pełne serdeczności poczucie odpowiedzialności, z jakim jako jedyny żyjący stryj traktuje bratanicę, kiedyś ulubioną wychowanicę swojej
matki. W tym czasie Karolina próbuje też za pomocą Oskara sprzedać obraz
Antoniego Kolberga Portret Chopina malowany z natury w Paryżu około
1848 roku, lecz niedokończony. Nie znalazł on nabywcy w Warszawie i zawędrował do Krakowa. Portret ten, prawdopodobnie ostatni wykonany za
życia kompozytora, wystawiany był w Muzeum Narodowym w Sukiennicach w latach 1884–1888. Karolina prosiła Kolberga o złożenie propozycji
kupna Marcelinie Czartoryskiej, transakcja nie doszła jednak do skutku,
gdyż – jak donosił Kolberg – obraz nie został wykończony1. Pierwszy list
bratowej pisany już z Radomia 25 października 1885 roku przynosił wiadomości o jej nowej sytuacji rodzinnej w tym mieście2 i odtąd wieści z samej
Warszawy – siłą rzeczy pośrednie – są skąpe, czego nie rekompensują bardzo rzadkie listy Jadwigi Wernerowej.
Stopniowo Kolberg oswajał się z nową sytuacją w Krakowie. W miarę
czasu coraz bardziej doceniał bliskość instytucji, z którymi kontaktować się
wcześniej musiał, dojeżdżając z Modlnicy. Z drugiej strony znacznie trudniej było o oszczędności, by dokładać z nich – jak wcześniej – do kosztów
druku. W maju 1885 roku pisał do Blizińskiego:
Ja tu całą zimę spędziłem przy cichym stoliku, w najętym pokoiku. Warsztat
mój nie próżnuje, a praca o tyle jest wygodniejszą, że się obywa bez jazdy na
trzęsącym wózku i ma pod ręką na zawołanie bibliotekę, drukarnię, księgarnie
i Akademię. Wszystko to rzeczy nader dla mnie pożądane obok zdrowia, które
mi dosyć jeszcze dopisuje. Ale za to wydawnictwo trochę postępuje leniwiej, bo
funduszu ani nawet kredytu na zawołanie mieć nie można, a żyjąc z gotowego,
1
Zob. Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 216. Obraz kupił od Karoliny Wąsowskiej
około roku 1894–1895 Henryk Dobrzycki (1841–1914), członek zarządu Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego, któremu w 1912 r. dzieło to podarował. Dobrzycki opisywał portret
Chopina Antoniego Kolberga i jego historię z uznaniem dla artystycznej wartości dzieła malarza
jako „niepospolitego portrecisty” (zob. Kilka słów o portretach Chopina, „Tygodnik Ilustrowany” 1894, nr 7, s. 97, 103 i nr 8, s. 123–124, z portretem rytowanym przez J. Holewińskiego na
s. 97 oraz tegoż Portrety Chopina, tamże 1896, nr 8, s. 153–154). Jak już wspomniano, w 1944
roku oryginał spłonął w Bibliotece Krasińskich. Znany jest z fotografii oraz z kopii wykonanej
w 1900 r. lub nieco wcześniej przez Kazimierza Mordasewicza (1859–1923), znajdującej się
w Muzeum Fryderyka Chopina w Warszawie. Zob. też wyżej, s. 44, przyp. 2.
2
Zob. Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 286–287.

436

�jakie się nasunie, nie podobna odkładać na druki, choćby tyle tylko co dawniej.
I dlatego to w tym roku zapewne jeden tylko tom (akademicki) się ukaże1.

Rzeczywiście, w 1885 roku wydana została tylko część pierwsza Kieleckiego; tom ukazał się na początku czerwca2. Kwatera u Jasińskich okazała się początkowo dobrym wyborem; wielokrotnie Kolberg wspominał
w listach o ich życzliwości, opiece, dbałości o jego wygody, zwłaszcza ze
strony Jasińskiej. Wprawdzie w niedalekiej przyszłości wraz ze swoimi
gospodarzami zmuszony był niejednokrotnie zmieniać adres, ale czuł się
z nimi związany ze względu na przyjacielskie stosunki, zażyłość i stosunkowo niewysoki koszt wynajmu i opieki.
Wiosną 1885 roku planował w porozumieniu z Hoffem dwumiesięczną
podróż w połowie lipca na Śląsk Cieszyński, do Cieszyna i do Wisły i Ustronia, gdzie mieli się spotkać i gdzie Hoff planował wspólne badania. Projekt
był aktualny jeszcze w czerwcu, lecz został zarzucony na rzecz kolejnej
wyprawy Kolberga na południowy wschód. Pisząc do Hoffa o konieczności zmiany kierunku podróży na Przemyśl i Lwów, dyktowanej „interesem
wydawnictwa”, tak uzasadniał jej cel:
Pojmujesz, że jest to kwestia największej dla mnie wagi, kwestia żywotna, która
stawia wszelkie inne na drugim planie, osobliwie co do materiałów dotyczących
Rusi, których mam wielki zapas, a do których wydania dopomóc ma ktoś z osób
wpływowych3.

O takiej jego decyzji przesądziła więc przede wszystkim waga, jaką
przywiązywał do wydania materiałów ruskich oraz konkretna możliwość
pomnożenia zbiorów z tamtych ziem i nadzieja zyskania sponsora dla ich
edycji. Nie bez znaczenia była zapewne rysująca się perspektywa opuszczenia Bóbrki przez Blizińskich wobec niepowodzenia w tamtejszych interesach i możliwość skorzystania przy okazji raz jeszcze z wypróbowanych
wcześniej warunków pobytu i pracy w Sanockiem.
Podróż „w okolice Przemyśla i Sanoka” podjęta w lipcu trwała prawie
cztery miesiące, do początku listopada. Odwiedził Kolberg oczywiście
List do J. Blizińskiego z 9 V 1885 r., tamże, s. 247.
Zob. brulion listu do W. Siarkowskiego z 5 VI 1885 r., tamże, s. 263.
3
Brulion listu do B. Hoffa z 9 VII 1885 r., tamże, s. 276. Zob. też list do J. Blizińskiego z 21
VI, tamże, s. 268.
1
2

437

�Bóbrkę, tym razem bawiąc tam krócej ze względu na rozpoczętą już przeprowadzkę gospodarzy i ich wyjazd pod Sanok do rodziny. Przebywał
dłużej w Leszczowatem u Kraińskich oraz we Wzdowie w powiecie brzozowskim, skąd urządzał wycieczki do okolicznych miejscowości, odwiedził
też Sanoczany w powiecie przemyskim. Lakoniczne informacje źródłowe
wskazują jeszcze na: „Rymanów (Potockiej)” oraz „kilka dni w Iwoniczu”1.
We Wzdowie gościł u Teofila i Emmy Ostaszewskich, w Sanoczanach u Józefa i Heleny Jaruzelskich. Czy w Rymanowie był gościem Anny z Działyńskich Potockiej, nie wiadomo; bezpośredni kontakt z nią nie jest wprawdzie
pewny, ale z dalszej korespondencji wynika, że starał się przez Potocką
o fundusz na wydanie Rusi, jednak bezskutecznie 2. U kogo zatrzymał się
w Iwoniczu, również nie wiemy. Teofil Ostaszewski (1807–1889), właściciel
Wzdowa, ziemianin i pisarz, należał do zasłużonych działaczy społecznych
i gospodarczych, pracujących na rzecz rozwoju rolnictwa w Galicji, podniesienia oświaty i czytelnictwa dla chłopów. Był autorem programu zniesienia
pańszczyzny jako warunku odzyskania niepodległości oraz całościowego
projektu zmiany stosunków na wsi, a także twórcą wierszowanych zbiorów
bajek przeznaczonych głównie dla włościan. Działał w kierunku wzmacniania aspiracji polskich w zaborze austriackim. Właścicielami Rymanowa
byli zaś od 1872 roku Anna i Stanisław Potoccy; w roku 1885 już tylko
wdowa po Stanisławie zmarłym w 1884 roku. Anna z Działyńskich Potocka
(1846–1926), córka Tytusa, urodzona w Kórniku, współzałożycielka z mężem uzdrowiska w Rymanowie, prowadziła także działalność oświatową
i społeczną i wspomagała finansowo różne inicjatywy regionalne, m.in.
była założycielką szkoły rzeźbiarskiej dla chłopców i koronkarskiej dla
dziewcząt. Sąsiedzkie stosunki mieszkańców Wzdowa i Rymanowa przyczyniły się zapewne do rozszerzenia zasięgu penetracji terenowych Kolberga
oraz odwiedzin w Rymanowie i w pobliskim Iwoniczu. W swoim pamiętniku Anna Potocka wspomina: „Od strony Brzozowa sąsiadowali z nami państwo Ostaszewscy. Było tam przepiękne gospodarstwo we Wzdowie, śliczne inwentarze nagradzane wieloma nagrodami na wystawach krajowych
1
Zob. Wykaz podróży…, tamże, s. 707 i brulion listu do Z. Urbanowskiej z 9 XII 1885 r.,
tamże, s. 304.
2
W liście do J. Blizińskiego z 16 VII 1886 r. (tamże, s. 358) Kolberg pisze: „Do bied prywatnych, które mnie dręczą, przybywa i etnograficzna, tj. że nie wiadomo, kiedy i czy mi się uda
wyjednać od kogo jakiś fundusik roczny na wydanie Rusi, a przy tym naturalnie i Sanockiego.
Potocka tego dotąd dokazać nie potrafiła”.

438

�i zagranicznych. Pani, Załuska z domu, cudownie grała Chopina. Mieli kilka
prześlicznych majątków, Grabownica i najbliższa nam Klimkówka do nich
należała”1. Dwie ostatnie posiadłości Ostaszewskiego wymienione są także
w zapisach Kolberga, w przeważającej jednak części rękopisy pochodzące
z tej okolicy sporządzone zostały we Wzdowie, skąd 8 sierpnia 1885 roku
Kolberg pisał do Blizińskiego: „Ja tu siedzę od 10 dni i zbieram wciąż materiały, których liczba rośnie z dniem każdym; a zresztą jest mi tu jak u p[ana]
Boga za piecem”2. Przyjazną stację badawczą stanowiło też dobrze już znane
Kolbergowi z poprzednich lat sanockie Leszczowate, którego właściciele
więzami rodzinnymi połączeni byli z gospodarzami Kolberga w przemyskich Sanoczanach. Związki były tak ścisłe, że w obu dworach mógł zapisywać Kolberg folklor z obu sąsiadujących ze sobą regionów, jak o tym
świadczy notatka nad jedną z pieśni: „w Leszczowatem – pani Jaruzelska”3.
Mowa o Helenie Jaruzelskiej, żonie Józefa z Sanoczan, do której pomocy badacz przywiązywał szczególną wagę, a która zapewne przekazała Kolbergowi tę pieśń, bawiąc w Leszczowatem, w domu ojca, Edmunda Kraińskiego.
W czasie poprzedniej podróży w 1884 roku Kolberg pisał na ten temat do
Blizińskiego: „Do Sanoczan jednak już nie pojadę, gdyż pani Jaruzelska jest
w Leszczowatem, gdzie jeszcze parę dni (może do czwartku lub piątku) chce
u ojca zabawić, a bez niej nie byłoby w Sanoczanach rzeczy”4. W trakcie tej
podróży, podobnie jak poprzednio, zajął się też przysłaną z Krakowa pod
koniec lipca pilną korektą części II Mazowsza, która latem była w druku,
a w połowie listopada wydany tom już Kolberg rozsyłał. Zaś w grudniu
1885 roku składana już była część II Kieleckiego5.
Materiały z Sanockiego i Przemyskiego6, zebrane głównie w czasie trzykrotnych podróży w latach 1883–1885, należą do najcenniejszych
Anna Stanisławowa Potocka z Rymanowa, z Działyńskich ostatnia Mój pamiętnik, Kraków
1927, s. 327. Mowa o żonie Teofila, Emmie Ostaszewskiej, z domu Załuskiej.
2
Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 279.
3
Jest to pieśń „Buło ne kopaty pod porohom jamy…”, zob. Sanockie–Krośnieńskie cz. II
(DWOK T. 50), s. 169–170, nr 329.
4
List z 21 IX 1884 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 193–194.
5
O korekcie wędrującej za Kolbergiem z Krakowa w Sanockie mowa w listach od i do
Blizińskiego z lipca i sierpnia, zob. tamże, s. 278, 279 i 282. Na wysyłkę cz. II Mazowsza (DWOK
T. 25) w listopadzie wskazują notatki Kolberga w brulionie listu do S. Duchińskiej z 10 XI
1885 r., a o drukującej się w grudniu cz. II Kieleckiego (DWOK T. 19) – wzmianka w brulionie
do W. Siarkowskiego z 7 XII 1885 r., zob. tamże, s. 293 i 303.
6
Informacja o ich wydaniu, zob. wyżej, s. 423.
1

439

�w zbiorach Kolberga, zarówno ze względu na bogactwo i różnorodność
tematyczną i formalną, jak i na proweniencję źródłową oraz na autentyczność zapisów tekstów folkloru rusińskiego. Zdecydowana większość tych
materiałów, zwłaszcza sanockich, pochodzi z własnych badań i rejestracji
Kolberga w trakcie nieodległych od siebie etapów eksploracji terenowych.
Są to liczne zapisy pieśni z melodiami, duży, ponad 100 tekstów obejmujący
zbiór opowieści ludowych, inne drobne formy literatury ludowej (zagadki,
przysłowia), cenne opisy obrzędów, zwłaszcza weselnych, i zwyczajów dorocznych, wiadomości etnograficzne i bibliograficzne. W okresie tym Kolberg był już znacznie bardziej osłuchany z językiem ukraińskim, z którym
zetknął się praktycznie jeszcze w roku 1861. Wyczulone ucho muzyka z doskonałym słuchem, studia własne i konsultacje u znawców ukraińszczyzny,
m.in. Izydora Kopernickiego, sprawiły, że w dzisiejszej ocenie naukowej
dialektologów – jak to już wspomniano wcześniej – zapisy Kolberga przedstawiają dużą wartość jako wiarygodne, zwłaszcza w zakresie dokumentacji
prawidłowego brzmienia gwar lokalnych i charakterystycznych dla nich
zjawisk fonetycznych. W rezultacie Sanockie przynosi poza wartościowym materiałem etnograficznym, m.in. dotyczącym ubiorów, pożywienia,
budownictwa i gospodarki rolnej, poza oryginalnymi opisami zwyczajów,
obrzędów i wierzeń oraz bogatym zespołem najrozmaitszych pieśni powszechnych także „szczególnie cenny dla dialektologii zbiór autentycznych
tekstów gwarowych z XIX wieku” 1, który tworzą zebrane przez badacza
opowiadania, bajki i anegdoty.
W roku 1885, rok po wydaniu monografii Lubelszczyzny, ukazała się też
w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej” niewielka publikacja
Kolberga poświęcona zagadkom z Lubelskiego2. Przynosi ona trzydzieści
tekstów z lokalizacją generalną określoną w tytule pracy, z odniesieniem
ogólnym autora do zbiorów zagadek wcześniej opublikowanych w tym periodyku przez Kopernickiego, Petrowa, Siarkowskiego i Glogera. Nie wiadomo, czy pozyskał Kolberg zapisy tych drobnych form folkloru już po
ukazaniu się monografii regionu, czy też dysponował nimi wcześniej.
T. Skulina „Sanockie-Krośnieńskie”… (DWOK T. 49), s. XXXIII.
O. Kolberg Zagadki z Lubelskiego, od Krasnegostawu i Gorzkowa (Nowawieś, Jaślików, Krzywice, Piłaszkowice, Wielobycz), „Zbiór Wiadomości do Antopologii Krajowej” T. IX:
1885, s. 300–302 i odbitka 1885. Przedruk w: O. Kolberg Lubelskie. Suplement do tomów 16–
17 (DWOK T. 75), s. 216–219.
1
2

440

�XXIII
[Starania w Akademii o osobny fundusz na wydanie materiałów z Rusi. –
Kontakty z folklorystami słowiańskimi, F.S. Kraussem (od 1886) i z L. Kubą
(od 1885). – Kłopoty mieszkaniowe – lato 1886 r. w Krakowie. – Wydanie
cz. II Kieleckiego (1886) – ukończenie kolejnej monografii. – Udział w nowych projektach badań Komisji Antropologicznej (1886). – Recenzja H. Biegeleisena (1886) i Odpowiedź Kolberga na recenzję Biegeleisena. – Życie
codzienne, kontakty towarzyskie i krąg przyjaciół Kolberga w Krakowie. –
Wydanie Mazowsza cz. III (1886). – Zaproszenie do udziału w pracach Komitetu organizującego dział etnograficzny Wystawy Krajowej (marzec 1887).]

Troska o edycję zebranych materiałów, szczególnie ruskich z Galicji
Wschodniej, których wartości był świadomy, oraz obawa, że nie zdoła ich
wydać, skłaniały Kolberga do ponawiania zabiegów o pozyskanie dodatkowych funduszy. W styczniu 1886 roku wystosował do prezesa Akademii
petycję w tej sprawie z dołączonym do niej wykazem materiałów ręko­
piśmiennych, w której przedstawił stan dotychczasowych prac wydawniczych oraz możliwość ich ukończenia w zakresie monografii ziem polskich
przy dotychczasowym patronacie finansowym instytucji. Jednocześnie p
­ isał:
Ale w tekach moich znajdują się nadto, i to w nierównie znaczniejszej liczbie, materiały z Rusi (a w części i z Litwy) pozyskane, których publikacja – według mego
zdania – równie ważne, jeśli nie ważniejsze jeszcze niż dotychczas wydane, przyniosłaby dla nauki plony. O ważności tej przekonać mogą drukowane już przed kilku
laty 2 tomy Pokucia. – Na publikację atoli takową, a która by jednocześnie z wyżej
cytowaną (Lud) dokonywać się mogła, żadnych nie posiadam środków. A wszakże
wiek mój podeszły oraz przykład, jaki dają literaturze naszej rosyjskie, coraz gęściej
(za podnietą zakładów naukowych) ukazujące się publikacje etnologiczne, biorące
za przedmiot swych badań zachodnie cesarstwa gubernie, naglą – jak mniemam –
i nas także do pośpiechu w pracy i do szybszego na polu wydawniczym działania.

Wnioskował więc o osobny fundusz roczny, „[…] iżby dotyczące Rusi wydawnictwo, o ile możności za mego jeszcze żywota i pod moim okiem (więc
wedle programu, jaki dotąd moim pracom przewodniczy) dokonywane być
mogło w sposób, jak się to dzieje co do rzeczy polskich”1. Osobnego funduszu
1
Niedatowany brulion listu do J. Majera, prawdopodobnie z 10 I 1886 r., Korespondencja…
cz. III (DWOK T. 66), s. 311 i 312. Do oryginału dołączony został spis materiałów, którego

441

�Kolberg jednak wtedy nie otrzymał, dopiero w 1888 roku Akademia będzie
mogła zwiększyć swoją subwencję na rzecz jego wydawnictwa do 1000 zł.
reń. rocznie, z przyznawanych mu od 1878 roku 500 zł reń., o czym będzie
mowa dalej.
Dla orientacji autora Ludu w zakresie dokonań humanistyki słowiańskiej i europejskiej ważne znaczenie miał jego udział w pracach Akademii,
utrzymującej rozległe kontakty z instytucjami i ośrodkami zagranicznymi.
Szczególną rolę odegrało tu pośrednictwo i doradztwo Izydora Kopernickiego, który prowadził niezwykle żywą i szeroką działalność w tym zakresie jako aktywny członek wielu towarzystw europejskich, autor bogatej
korespondencji z przedstawicielami nauki w kraju i za granicą 1. Niejednokrotnie podejmował on bezpośrednią inicjatywę włączania Kolberga,
nadmiernie zaabsorbowanego swoją mrówczą pracą, w krąg tych kontaktów, także w obrębie pozapolskiego życia naukowego. I tak np. za pośrednictwem Kopernickiego nawiązał Kolberg kontakt z dużo młodszym
słoweńskim folklorystą i etnologiem, zajmującym się głównie Słowiańszczyzną południową, Fryderykiem Salomonem Kraussem (ur. w 1859 roku).
Ożywiona korespondencja obu badaczy, zainicjowana w kwietniu 1886
roku podziękowaniem Kolberga za przysłaną publikację Kraussa, trwała
do 1889 roku2. Kopernicki znał i cenił publikacje słoweńskiego naukowca,
poznał go osobiście w Wiedniu, sam pomagał Kolbergowi jako tłumacz
z serbskiego studiować niektóre jego prace przysyłane do Krakowa i pisał o nich. Krauss wspomina go zresztą w swoich listach wielokrotnie
jako wybitnie przez siebie cenionego człowieka i autora3. Korespondencja
brulion z 10 I 1886 r., zachowany w archiwum Kolberga, opublikowano jako aneks 12 tamże,
na s. 743–749.
1
Wydawca listów Kopernickiego, A. Wrzosek pisał: „W papierach po nim pozostałych
znalazły się setki listów doń w latach 1862–1891 od 380 osób i instytucji. […] W czasach Kopernickiego nie było ani jednego, cokolwiek wybitniejszego pracownika na niwie antropologii, etnografii, etnologii i archeologii przedhistorycznej w Polsce, który by nie korespondował z nim”.
(A. Wrzosek [wstęp do:] I. Kopernicki Listy do Jana Karłowicza, Adama Honoriusza Kirkora
i Benedykta Dybowskiego wydał i wstępem opatrzył…, „Przegląd Antropologiczny” T. XXVI:
1960, s. 59 i 60).
2
Zob. brulion listu do F.S. Kraussa z 12 IV 1886 r. oraz list tegoż z 28 XII 1889 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 328–329 i 653.
3
Zob. m.in. brulion listu do F.S. Kraussa z 14 V oraz list od tegoż z 8 VI 1886 r., tamże, s. 338
i 344. Kopernicki z uznaniem wspominał o zainteresowaniu Kraussa folklorem Serbów bośniackich w artykule O najnowszych zdobyczach pieśni ludowych serbskich, zamieszczonym
w „Ateneum” 1886, T. 3, s. 536–541.

442

�Kraussa i Kolberga poświęcona jest głównie omawianiu przekazywanych
sobie nawzajem publikacji, obaj wyrażają wzajemną satysfakcję, jaką
daje wymiana prac, możliwość bliższego poznawania folkloru i kultury
obu słowiańskich narodów, perspektywa badań porównawczych. Krauss
z zachwytem przyjmuje kolejne tomy Kolberga, pisze z pewną afektacją,
wręcz uwielbieniem dla „przybranego ojca”, czasami zadaje mu konkretne pytania i prosi o wskazówki dotyczące polskiego folkloru. Kolberg
odpowiada serdecznie, z taktem i z ciepłym zainteresowaniem dla kolejnych prac Kraussa, zachęca go do dalszych badań, inspiruje wskazówkami i przekazuje mu oczekiwane informacje, a także udziela nowych 1, ale
zastrzega jednocześnie, że wiek i ogrom własnych zadań nie pozwalają
mu na drobiazgowe kwerendy i analizy. Po latach Kolberg napisze w serdecznym tonie w jednym z ostatnich listów do Kraussa:
Przysyłane mi przez Was łaskawie książki odbieram regularnie […] Z nich to uczę
się coraz lepiej poznawać i pokochać lud południowosłowiański, nieodrodny
pod wielu względami od naszego. A mam nadzieje, że i Wy z dzieł moich coraz
lepiej poznacie i pokochacie nasz lud polski2.

W roku 1886 Kolberg kontynuował też wcześniej nawiązany kontakt
korespondencyjny z Ludwikiem Kubą (1863–1956), czeskim folklorystą
muzycznym, dotyczący przede wszystkim wzajemnej wymiany informacji
i publikacji. Ludwik Kuba, także malarz, pisarz i podróżnik, autor antologii liczącej ponad 1500 słowiańskich pieśni ludowych 3, kontaktował się
również z Kopernickim. Korespondencję z Kolbergiem nawiązał w maju
1
M.in. posyła Kraussowi przywieziony w 1857 r. z Lublany tomik Emila Korytki Slovénske pésmi…, informacje o autorze, polskim zesłańcu, który w Lublanie zajął się spisywaniem
pieśni słoweńskich, oraz własnoręczny odpis przysłów słoweńskich z druku odnalezionego
w pamiątkach po zmarłym Korytce u jego rodziny w Piadykach pod Kołomyją w 1880 r. (por.
listy F.S.Kraussa i bruliony Kolberga z listopada i grudnia 1886 r.., Korespondencja… cz. III,
DWOK T. 66, nr 1292, 1293 i 1298). O zainteresowaniu Kolberga Korytką i o materiałach Korytki w jego zbiorach por. też E. Millerowa, wstęp do tomu Słowiańszczyzna południowa.
Materiały do etnografii Słowian zachodnich i południowych cz. III (DWOK T. 59/III), s. XIX–
XXIV oraz XXXVII–XLI. Zob. też wyżej, s. 135–136.
2
Brulion listu do F.S. Kraussa z 1 VI 1889 r., Korespondencja…cz. III (DWOK T. 66), s. 609.
3
Praca pt. Slovanstvo ve svých zpěvech. Sbornik národnich a znarodnělných (vyznamných) pisni všech slovanských národou (Pardubice 1884–1895–1929) obejmowała pieśni
czeskie, słowackie, polskie, serbołużyckie, ukraińskie, rosyjskie, białoruskie, i południowosłowiańskie, zebrane w 15 księgach dzielących się na zeszyty. Była to część zbiorów Kuby

443

�1885 roku, przysyłając mu jedenaście pierwszych zeszytów swojego dzieła;
do roku 1889 objęła ona 16 wzajemnie wymienianych listów. Kuba darzył
Kolberga wyjątkową atencją i podziwem; w swoich pełnych uznania i szacunku listach zwracał się do niego jako do mistrza i naukowego autorytetu.
Przesyłał mu kolejne zeszyty swojej monumentalnej pracy, opowiadał o jej
przebiegu, dalszych planach i podróżach. Kolberg odwzajemniał się z serdecznością i uwagą, także wysyłał Kubie kolejne wydane tomy, z których
adresat korzystał w swojej pracy. Latem 1886 roku Kuba zatrzymał się
w Krakowie w przejeździe na Ukrainę i odwiedził Kolberga. Chciał usłyszeć polskie ludowe pieśni i „polskie skrzypki”, poznać niektóre obyczaje,
tańce i ubiory1. Efektem tych kontaktów i spotkania jest dużo późniejsza
osobista relacja Kuby, przejmująco ukazująca ówczesną sytuację bytową
autora Ludu, jego ascetyczne warunki życia i niepokój o losy niewydanych
materiałów2.
W kwietniu 1886 roku Kolberg wraz z Jasińskimi przeprowadził się
pod nowy adres na ulicę Warszawską 4. Przyczyną przenosin była sytuacja
materialna opiekujących się Kolbergiem Jasińskich. Mimo wyprowadzki
właścicielka dawnego domu zgłaszała wobec nich roszczenia finansowe
i sprawa miała swój finał w procesie sądowym, wygranym jednak po dwu
latach przez Jasińskich3. Kłopoty te były też powodem rezygnacji Kolberga
z letniej podróży. Wcześniej zamierzał odwiedzić Śląsk „w celach etnograficznych”, o czym informował Ludwika Kubę, Wernerową, Karolinę i Blizińskiego, co ten ostatni mu odradzał jako pomysł niebezpieczny, sądząc,
że Kolberg wybiera się w okolice Wrocławia i pisząc:
Gdyby tak jeszcze chodziło o zwykłego śmiertelnika, skończyłoby się na wytransportowaniu do granicy. Ale etnograf europejskiej sławy, który już napisał
tyle tomów i który obecnie w roku 1886 zbierałby dowody polskości owego

liczących około 4000 zapisów pieśni i muzyki ludowej (zob. list L. Kuby z 18 V 1885 r., Korespondencja… cz. III, DWOK T. 66, s. 255–256).
1
O swoich planach informował Kolberga w liście z 25 VI 1886 r., tamże, s. 347–348. O spotkaniu latem 1886 roku świadczą wzmianki w liście L. Kuby z 29 III 1887 r., tamże, s. 429–430
oraz w listach następnych.
2
Wspomnienie Kuby w artykule pt. Moje styky s Oskarem Kolbergem ukazało się w „Ludzie” T. XXIX: 1930, na s. 73–77.
3
Zob. list do A. Teichmannowej z 15 VI 1888 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66),
s. 510 oraz przyp. 1 do listu J. Blizińskiego z 19 VI 1886 r., tamże, s. 346.

444

�Śląska, który żelazny książę chce mieć niemieckim, na pewno padłby ofiarą na
podobieństwo Kraszewskiego1.

Kolberg wprawdzie odpowiedział, że miał w planie Śląsk austriacki, tj.
Cieszyński, gdzie nie spodziewałby się takich kłopotów, ale wyjaśniał, że
o zaniechaniu podróży w ogóle zdecydowały inne okoliczności. Pisał do
Blizińskiego:
Co do mojej własnej figury, muszą Wam oznajmić, że kłopoty i niepokoje, które
spowodowały przeprowadzkę moją w kwietniu, teraz zaczynają się ponawiać
i zapewne wkrótce przyjdzie się znów gdzieś wyprowadzić. Ci państwo Jasińscy,
u których mieszkam, są niewypłacalni i tylko żyją z lokatorów, dając im stancję
i wikt, a tych w lecie, gdy wszystko wyjeżdża, ściągnąć z niskąd nie mogą. Więc
gospodarz ich dusi, a i mnie razem z nimi; pieniędzy nie ma, a więc znów meble
jak wprzódy są w niebezpieczeństwie. Jest to powodem, że się zdecydować nie
mogę na wyjazd na prowincję, chyba by się okoliczności zmieniły na korzyść
Jasińskich, którym dałem słowo trzymać ich się, póki tylko będzie można2.

Rok 1886 przyniósł dwa nowe tomy Kolberga; w połowie roku wyszła
część II Kieleckiego, tj. tom 19. Ludu, pod koniec roku kończył się druk części III Mazowsza rozsyłanego odbiorcom z początkiem następnego, 1887
roku3.
Kolejna monografia regionalna, dwuczęściowe Kieleckie4, obejmowała część szeroko rozumianego Krakowskiego, tj. Stopnickie, Miechowskie,
Olkuskie i Kieleckie, co administracyjnie pokrywało się z obszarem dawnej
guberni kieleckiej. W ujęciu Kolberga granice Krakowskiego i Kieleckiego
1
Tamże, s. 345. Aluzja w cytowanym tekście dotyczy aresztowania Kraszewskiego w czerwcu 1882 r. w Berlinie i uwięzienia go w Moabicie do sierpnia 1883 r., za zbieranie dla rządu francuskiego tajnych wiadomości o wojsku i wojskowości pruskiej (por. Korespondencja… cz. III,
DWOK T. 66, s. 82–83, przyp. 1). Wzmianki o zamiarach podróży na Śląsk zob. też tamże, s. 330,
347 i 349.
2
List do J. Blizińskiego z 16 VII 1886 r., tamże, s. 357–358.
3
W brulionie listu do R. Wolffa z 20 X 1886 r. Kolberg informuje, że cz III Mazowsza
(DWOK T. 26) „jest już pod prasą” (tamże, s. 374), a już 17 I 1887 r. przesyła ten tom Komitetowi
Kasy im. Mianowskiego wraz z rozliczeniem za trzy wydane tomy Mazowsza, podając m.in.
koszty druku i ilustracji (tamże, s. 406–407). Zob. też notatka Kolberga o wysyłanych tomach
datowana 27 II 1887 r. w brulionie listu do L. Kuby z 13 VII 1886 r. (tamże, s. 356).
4
Zob. E. Antyborzec „Kieleckie” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Kieleckie. Suplement do
tomów 18–19 (DWOK T. 76), s. V–XXIII, por. tejże Monografie regionalne Oskara Kolberga…,
s. 177–178.

445

�pozostawały więc nieostre i miejscowości takie jak Olkusz, Ojców, Pieskowa Skała, Skalmierz powtarzają się w obu monografiach. Materiały
z tego regionu zbierane przez samego Kolberga pochodzą z lat czterdziestych i pięćdziesiątych, czyli z wczesnego etapu badań, dopełnia je jednak
w sposób znaczący dla wartości tomów bogaty materiał pozyskany w latach 1876–1886 od Władysława Siarkowskiego, o którym była już mowa.
Kolberg wysoko cenił etnograficzne prace i zbiory tego kieleckiego regionalisty; jak wyżej wspomniano – rekomendował go na członka Komisji
Antropologicznej, promował do druku i redagował jego prace w „Zbiorze
Wiadomości do Antropologii Krajowej”. Z kolei Siarkowski, korzystający
także z pomocy współpracowników, odwoływał się do autorytetu Kolberga,
chętnie przyjmował jego wskazówki i opinie przy gromadzeniu i publikacji
swoich materiałów. W Kieleckiem Kolberg korzystał z wydanych już prac
Siarkowskiego, a także z przekazanych mu przez tego autora „do użytku”
opracowań rękopiśmiennych, takich jak obszerny manuskrypt przysłany
około 1885 roku pt. Pieśni i opowieści ludowe z okolic Pińczowa zebrane przez… w latach od 1876–1881 czy dostarczone wcześniej Przysłowia
i zdania z okolic Kielc, a także zaproponowane Kolbergowi do wykorzystania w 1885 roku materiały dotyczące sobótek, które Siarkowski pozyskał
w postaci listów od miejscowych duchownych. Kieleckie Kolberga, obejmujące obszar pierwotnie planowany dla dwu monografii, mimo wartościowych materiałów źródłowych jest odbiciem jego nasilających się obaw
o kurczący się czas pozostały na wydanie całej spuścizny oraz ograniczeń
finansowych trapiących go w latach osiemdziesiątych. Wyrazem tych ostatnich jest m.in. brak ilustracji, do których, jak wiadomo, przykładał Kolberg
wielką wagę. Coraz boleśniej i widoczniej odczuwał konieczność redukowania zamierzeń pod presją rzeczywistych możliwości, a świadomość ta przewija się jako motyw przewodni całej jego korespondencji z tamtego okresu.
Pod koniec roku 1886 zaznaczył się też udział Kolberga w aktualnych
pracach Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności. Na posiedzeniu
Komisji w dniu 11 listopada przyjęto wzmiankowany już wniosek zgłoszony
przez sekretarza Izydora Kopernickiego, a „poparty przez przewodniczącego
Majera i p. Oskara Kolberga”, w którym postulowano „potrzebę rozpoczęcia
systematycznych badań etnograficznych w kraju według planu obmyślanego i przyjętego przez Komisję Antropologiczną, nie poprzestając na dotychczasowym ogłaszaniu materiałów dorywczo opracowywanych przez członków Komisji bądź przez współpracowników postronnych”, a „dla ułożenia
446

�planu przyszłych badań etnograficznych wyznaczono Komitet z grona Komisji, złożony z pp. O. Kolberga, prof. Malinowskiego, dr Kosińskiego, Gustawicza i wnioskodawcy”, tj. Kopernickiego1. Kolberg nie figuruje w spisie
obecnych na tym posiedzeniu, z pewnością miał jednak swój istotny, jeśli
nie decydujący udział w tej sprawie i uzgodnił z Kopernickim swoje stanowisko, skoro ten powołał się na poparcie autora Ludu i skoro Kolberg
znalazł się w składzie Komitetu. Taki kierunek badań wytyczany w Akademii zbieżny był z jego poglądami i doświadczeniami i odzwierciedlał troskę
o całościowe, systematyczne i planowe badanie polskiej kultury ludowej,
a co za tym idzie, równie konsekwentne ich finansowanie. Warto też zauważyć kolejny przejaw niezmiennie przyjacielskiej i solidarnościowej wobec
Kolberga postawy Kopernickiego, który zawsze, także mimo nieobecności
przyjaciela, występował w jego imieniu i w jego interesie.
Także ku końcowi roku 1886, w grudniowym zeszycie „Biblioteki Warszawskiej”, ukazała się obszerna recenzja 22 wydanych tomów Kolberga
autorstwa Henryka Biegeleisena, historyka literatury i ludoznawcy2. Miała charakter zdecydowanie krytyczny w stosunku do dzieła Kolberga, do
przyjętych przez niego założeń i metod. Jak się wydaje, na negatywną i jednostronną opinię Biegeleisena wpływ miała pewna uraza, u której podłoża leżała odmowa Kolberga, do którego zwrócił się jeszcze w 1884 roku
z prośbą o wskazówki potrzebne mu do pracy o balladzie Mickiewicza
Ucieczka. Prośba „do najznakomitszego badacza ludu” podbudowana była
wyrazami „uwielbienia dla Jego pracy i nauki”. Tym bardziej dziwi wręcz
napastliwy ton recenzji, gdyż Kolberg odpowiedział z szacunkiem, podał
kilka informacji, ale kwerendy i studiów na wskazany temat taktownie odmówił z powodu braku czasu3. W swojej recenzji Biegeleisen zarzucił autorowi Ludu brak krytycyzmu w doborze i ocenie źródeł, selekcji materiału
i sposobie opracowania, „manię kolekcjonowania”, chaotyczność i brak
1
Zob. Posiedzenie Komisji Antropologicznej w dniu 11 XI 1886 r., „Rozprawy i Sprawozdania Wydz. Mat.-Przyr.”, T. XV, Kraków 1887, s. LXXIV. Informację tę podał także „Czas” 1886,
w nr. 264. Zob. też wyżej, s. 286].
2
Opublikowała ją „Biblioteka Warszawska” z 1886 r., w tomie 4, na s. 431–441, w dziale
Piśmiennictwo krajowe i zagraniczne. Dotyczyła tomów 1–19 Ludu, cz. I i II Pokucia (DWOK
T. 29 i 30) oraz cz. I Mazowsza (DWOK T. 24).
3
Zob. niedatowane listy H. Biegeleisena z 1884 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66),
s. 110–111 i 132–133 oraz odpowiedź Kolberga z 24 III 1884 r., tamże, s. 134–135. Biegeleisen
przygotowywał wtedy pracę Tło ludowe ballady Adama Mickiewicza pt. „Ucieczka” opublikowaną w czasopiśmie „Świt” w 1885 r., T. 2, nr 50–56.

447

�planu, niekonsekwencje i błędy w traktowaniu tekstów folkloru, „eklektyzm
i kompilatywność”, brak jednolitych zasad opracowania merytorycznego
i językowego, właściwie brak kompetencji. Kolberg odpowiedział bardzo
szybko, przygotowując rzetelną, udokumentowaną replikę, w której metodycznie odniósł się do kolejnych zarzutów recenzenta. Już 12 lutego 1887
roku wysłał ją do ówczesnego redaktora „Biblioteki Warszawskiej”, Józefa
Plebańskiego, z prośbą o zamieszczenie swojej odpowiedzi na łamach „najbliższego zeszytu” czasopisma1. Jednak Plebański nie zaakceptował formuły
repliki z obszerną argumentacją Kolberga, nie pomijającą żadnego z krytykowanych aspektów jego dzieła. Nie odmówił publikacji wprost, lecz uznał,
że tekst jest za długi, w sposób pokrętny uzasadniał, że musiałby jednocześnie przytaczać „contre-replikę” Biegeleisena, któremu wysłał przekazany mu tekst, zwlekał mimo kilkakrotnych upomnień Kolberga. W końcu
po ośmiu miesiącach Kolberg zniecierpliwiony i zdegustowany sposobem
załatwiania sprawy, uznając polemikę za spóźnioną, a sugestię jej przeredagowania za niemożliwą do przyjęcia, wycofał się z zamiaru publikacji,
co Plebański skwapliwie przyjął, uważając problem za rozwiązany i dając
do zrozumienia, że z zadowoleniem przyjął wycofanie się z kłopotliwej dla
siebie riposty2. Niepublikowany rękopis Kolberga, zwrócony mu w październiku 1887 roku, bardzo istotny jako obszerna wypowiedź autora Ludu
na temat założeń, zasad i metod pracy badawczej i edytorskiej, zachował
się w jego spuściźnie i wydany został dopiero w ramach Dzieł wszystkich3.
Odpowiadając na zasadniczy zarzut Biegeleisena, że poza własnymi zapisami autora jego dzieło jest bezkrytyczną i chaotyczną „zbieraniną różnorodnych wiadomości”, Kolberg przypominał swoją fundamentalną zasadę:
Snać nie dostrzega on [autor recenzji] planu w jego układzie, gdzie materiał podany bezwzględnie ma dostarczać karmi i żywiołu naukowego różnym gałęziom
wiedzy z etnografią spowinowaconym do dalszego zużytkowania go i oczyszczenia. Autor jako zbieracz w nawale zatrudnień ograniczyć musiał swą czynność
Zob. Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 411–412.
Zob. korespondencja w tej sprawie J.K. Plebańskiego i Kolberga z okresu od marca do października 1887 r., tamże, listy 1319, 1321, 1322, 1325, 1330, 1346 i 1350.
3
Odpowiedź Kolberga na recenzję Biegeleisena, w: O. Kolberg Studia, rozprawy…
(DWOK T. 63), s. 391–411 (publikowana na podstawie rkp w BN PAU i PAN, sygn. 2184, k. 12–
–18; tamże na k. 20–21 inna wersja początku odpowiedzi, druga pełna wersja rkp. z niewielkimi różnicami, zachowana w zespole rękopisów później odnalezionych, obecnie w Arch. PTL,
w tece 47, sygn. 1354/III, k. 68–75).
1
2

448

�krytyczną na autentycznym i sumiennym przedstawieniu choćby najdziwaczniejszych piśmiennych i ustnych źródeł, na skromnej jedynie uwadze nad ich
kompetencją i krótkim na ich znaczenie poglądem. Ocenę ich rozleglejszą i gruntowniejszą, jak i głębsze nad nimi studia pozostawia on specjalistom w każdej
z owych gałęzi wiedzy1.

Wyjaśniał dalej, że wartościowanie źródeł w przypadku materiału
folklorystycznego i etnograficznego jest co najmniej problematyczne, gdyż
niejednokrotnie publikacje ulotne, peryferyjne, rzadkie czy mniej ambitne
i znane lub z drugiej strony przede wszystkim popularne przynoszą ważne
dla badacza szczegóły dotyczące życia i kultury ludu, jego tradycji i twórczości, a nawet konkretne przekazy tekstów folkloru. Etnograf i folklorysta
nie może kierować się tylko określoną wartością ideową i artystyczną źródeł jak historyk literatury, lecz wybierać musi takie, które przynoszą najwięcej konkretnych interesujących jego dyscyplinę informacji i przekazów.
Skąd pewność, że materiał dziś za lichy uważany – pyta Kolberg – nie nabierze
z czasem wagi przy bliższym rozpoznaniu go przez uczonych? Czyja powaga ma
ocenić wartość źródeł, skoro najznakomitsi nawet uczeni zagraniczni nie są co
do ich kompetencji w zgodzie? Dlaczego wiadomość przelotna ogłoszona w jakiejś gazecie niesumiennej (na czym polega ta niesumienność?) nie ma służyć za
materiał, jeśli zawiera jakiś szczegół dla etnografii przydatny, choćby wątpliwej
na razie wartości? Dlaczego szczegół ów etnograficzny nie ma być zanotowany, mimo że czyjś uśmiech wywołuje? Gdzież są owi wielcy pisarze i ludowi
znawcy, których by relacje (zapewne książkowe, czyli teoretyczne) uznane już
były przez wszystkich za najlepsze, więc lepszymi były od powziętych gdzieś
ze słuchu?2

W takim sensie dla etnografia kompetencja nie zawsze należy do „wielkich pisarzy i znawców ludu”; dla niego ważniejszym źródłem wiedzy może
być np. utwór o zwyczaju sobótkowym mniej znanego poety z XVII wieku,
Kaspra Twardowskiego, niż poemat na ten temat „najznakomitszego u nas
poety szesnastego wieku”, Jana Kochanowskiego, gdyż pierwszy przynosi
„nieco więcej o tym obrzędzie wiadomości”3. Kolberg wykazuje, że treści foOdpowiedź Kolberga… (DWOK T. 63), s. 392.
Tamże, s. 394; podkreślenia w tekście za wyróżnieniami Kolberga w rkp.
3
Tamże, s. 395. Mowa o utworze Twardowskiego Bylica świętojańska (Lwów 1630) oraz
o cyklu 12 pieśni J. Kochanowskiego pt. Pieśń świętojańska o Sobótce (pierwodruk: Kraków
1
2

449

�klorystyczne, np. wątki podaniowe czy legendowe, przysłowia, pieśni, badacz może wydobywać z rozmaitych źródeł: zarówno czerpać je z bezpośrednich relacji informatorów i śpiewaków, z literatury pięknej, z publikowanych opisów historycznych i geograficznych kraju czy poszczególnych
miejscowości, jak i z ulotnych kalendarzy, jarmarcznych druków, okolicznościowych broszur, lokalnych czasopism. Oponuje też Kolberg przeciwko
zarzutowi nieumiejętnego rozdzielania „rzeczy” ludowych od nieludowych,
mieszania ich ze sobą, wykazując nieostrość granicy między nimi, zmiany
przynależności i nieustające przenikanie się obu nurtów między środowiskami twórczymi i wykonawczymi, adaptacyjne procesy oraz przekształcenia
w ich obrębie. Krytyce recenzenta, dotyczącej niejednolitej postaci językowej
tekstów folkloru – zacierania cech gwarowych lub wiernego ich oddawania
– przeciwstawia fakt rozmaitego charakteru dokumentowanych przez badacza przekazów ludowych, z których jedne podawane były konsekwentną
gwarą, w innych cechy dialektologiczne są sporadyczne lub zatarte, jeszcze
inne mają kształt literacki aż do stylizacji włącznie, „których zatem języka
w niczym zmieniać się nam nie godziło”, gdyż są „spisane tak, jak je słyszeliśmy z ust opowiadaczy – wyjaśnia Kolberg. I dodaje: „Prawda, iż jedni
wygłaszali je w mowie gminnej, gdy inni posługiwali się już to mową ze
szkolnych ław, już z garderoby wyniesioną”. Tak więc w kolejnych tomach
[…] są pieśni wiernie w języku ludowym oddane, o ile przez włościan i włościanki były śpiewane, boć te, które dyktowała czeladź dworska (w różnym będące
stopniu ogłady) należało znów spisać w mowie jej właściwej, a nie naciąganej
do ludowej. W ogóle unikaliśmy wszelkiej modernizacji, o ile nie wtrącali jej
sami włościanie. Tam tylko, gdzie wiadomość lub opowieść jakaś podaną nam
została w sposób niegładki, zawiły, i to w mieszaninie językowej bez interesu dla
lingwisty, dozwalaliśmy sobie stylizacji wedle mowy ogólnej, gdyż tu chodziło
już o treść rzeczy, a nie o materiał językowy.

Tłumaczy także, że kwestionowana przez Biegeleisena chwiejna pisownia tych samych wyrazów jest wynikiem niekonsekwentnej wymowy narratorów, często nawet w obrębie jednego przekazu i że stanowi odbicie
wahań i niuansów fonetycznych żywej mowy. Na zarzut, że na takim zapisie
„filolog polegać nie może”, Kolberg replikuje:
1586). Fragmenty pierwszego utworu z opisem Sobótki cytuje Kolberg w cz. I Mazowsza
(DWOK T. 24), na s. 347.

450

�Na to odpowiadamy, że spisywaliśmy wyrazy tak, jak je słyszeliśmy wymawiane,
a nie sądzimy, aby nas zmysł słuchu bardzo oszukiwał; uderzyło nas to nawet
samych, gdy opowiadający pięciokrotnie zmieniał wymowę[…], tu zatem raczej
to jego wymowa była chwiejną, a nie nasza pisownia, która iść była powinna za
tą nieprawidłowością, nie zaś samowolnie na prawidłowość jakąś zamieniać1.

Replika Kolberga, poruszająca szereg drobniejszych jeszcze kwestii
warsztatu zbieracza i wydawcy, potwierdza z jednej strony wypracowaną
i sprawdzoną koncepcję jego dzieła jako zbioru źródeł, który to zbiór wyprzedzać powinien ich interpretację i dalsze badania, przy czym ukazuje
docenioną przez współczesną naukę trafną perspektywę i intuicję zbieracza
nie stroniącego od najróżniejszych przekazów źródłowych, respektującego
ich wieloraki kształt formalny. Z drugiej strony ilustruje ówczesne, a także
późniejsze niezrozumienie jego założeń i metod, nowatorstwa i dalekosiężnej perspektywy zbieracza pracującego dla przyszłych dokonań naukowych. Krytyka Biegeleisena, podjęta ze stanowiska historyka literatury i filologa, dysponującego odmiennym warsztatem, metodologią i stawiającego
sobie inne cele badawcze, okazała się całkowicie zawodna wobec encyklopedycznego zamierzenia Kolberga i jego panoramicznego obrazu kultury ludowej w ujęciu regionalnym. Można ubolewać, że odpowiedź autora Ludu
– jedyna tak obszerna w jego dorobku, analityczna i syntetyczna zarazem
– nie ukazała się drukiem wkrótce po recenzji Biegeleisena; może wyeliminowałaby szereg nieporozumień, jakie narosły wokół dzieła Kolberga i po
części przetrwały długo w postaci sztywnych, upraszczających stereotypów,
jak choćby przede wszystkim powtarzający się zarzut ograniczenia się do
bezkrytycznego zbieractwa.
W styczniu 1887 roku Kolberg otrzymał propozycję udziału w pracach
specjalnego Komitetu, powołanego do zorganizowania wystawy etnograficznej, która miała odbyć się w ramach Wystawy Krajowej (galicyjskiej)
zorganizowanej we wrześniu tego roku w Krakowie, a obejmującej działy
poświęcone rolnictwu, przemysłowi i rzemiosłu2. Wystawa otwarta od 1 do
Odpowiedź Kolberga… (DWOK T. 63), s. 405–406.
List Komitetu Wystawy Krajowej z 31 I 1887 r., Korespondencja... cz. III (DWOK T. 66), s.
407–408. Prezesami Komitetu Wystawy byli: hr. Artur Potocki (1850–1890), działacz gospodarczy, prezes Towarzystwa Rolniczego w Krakowie w latach 1887–1889, oraz Feliks Szlachtowski
(1820–1896), prawnik, prezydent Krakowa w latach 1884–1893, funkcję dyrektora Wystawy
pełnił Faustyn Jakubowski (1837–1898), adwokat, członek Krajowej Komisji Przemysłowej.
W skład Komitetu do zorganizowania wystawy etnograficznej wchodziło poza Kolbergiem
1
2

451

�12 września połączona była także z ekspozycją dzieł sztuki w Sukiennicach
(do 15 września). Kolberg uczestniczył w pracach związanych z wystawą
etnograficzną i w ich trakcie stykał się z wielu naukowcami i działaczami galicyjskimi, co znalazło wkrótce odbicie w jego dalszych staraniach
o wsparcie materialne dla swojego dzieła.
Życie codzienne Kolberga w tym okresie w Krakowie skąpo ilustrują
rzadsze wówczas listy do Karoliny, która wraz z mężem i rodziną przeprowadziła się do Sandomierza, oraz sporadyczne do Jadwigi Wernerowej.
Zawsze żywo zainteresowany sprawami rodzinnymi, edukacją bratanków
i bratanic, ich pracą i losami zawodowymi, o sobie pisze Kolberg z pewną
rezygnacją i niepokojem, a także z poczuciem osamotnienia i z tęsknotą za
rodzinną Warszawą, miastem swojej młodości. W lutym 1887 roku w liście
do Jadwigi wręcz skarży się:
Wszelki zarobek coraz trudniejszy, a życie coraz droższe i wiek coraz podeszlejszy,
i nie wiem, jak to dalej pójdzie. Przy takich danych trudno mi marzyć o tym, abym
kiedykolwiek ujrzał jeszcze ukochaną Warszawę. A pragnąłbym tego szczerze
z całej duszy. W Krakowie mimo wszelkich starań nie zdołałem się jeszcze zaaklimatyzować tak, jakby należało i jak tego położenie moje wymaga. Bo jakkolwiek
zawiodłem się na Konopkach (a raczej na Modlnicy tylko), to mam tu jeszcze
mnóstwo życzliwych mi osób, bywam na zebraniach literackich i muzycznych
(np. u prezesa Majera, u pp. Przezdzieckich, Cieszkowskiego, Tarnowskich itd.),
z kilku profesorami w ścisłej żyję przyjaźni, jak np. z Kopernickim, Sadowskim.
Ale wszystkie te stosunki, z wyjątkiem tylko Kopernickiego, więcej mi ukazują
zaszczytów i uznania itd., aniżeli dają chleba, zadośćuczynienia i pomocy w moich
pracach etnograficznych, które dość ciężko wywalczać sobie muszę, bo Kraków
jest ubogi i samolub. Towarzystwa te mimo grzeczności są zimne i nie zastąpią
nigdy owych niezapomnianych serdecznych związków (czy to rodzinnych, czy
przyjacielskich), jakie mnie łączyły niegdyś z naszą stolicą. Ale dosyć już o tym;
trzeba się poddać woli wyższej od naszych życzeń, skoro już inaczej być nie może1.

Wąski krąg wymienionych przez Kolberga osób to postacie, które odcisnęły swój wyrazisty ślad na życiu kulturalnym i naukowym Krakowa.
dziesięciu członków, działaczy kulturalnych i uczonych z Krakowa (wymienionych w liście,
przeważnie związanych z Akademią Umiejętności i znanych Kolbergowi; należeli do niej m.in.:
A. Baraniecki, W. Dzieduszycki, I. Kopernicki, K. Rogawski, P. Umiński).
1
Brulion listu do J. Wernerowej z 17 II 1887 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66),
s. 416. Fragment z nazwiskami osób, z którymi Kolberg kontaktował się bliżej, w rkp. skreślony.

452

�Pierwszy prezes Akademii, Józef Majer, wraz żoną, Karoliną z Friedlei­
nów, mieszkali przez wiele lat na Wiślnej, „Pod Zającem”, gdzie prowadzili salon artystyczny, a dwukrotnie w roku podejmowali szersze grono
członków Akademii. Majer, także miłośnik muzyki, chętnie grywający na
fortepianie, był postacią bardzo popularną w Krakowie; Józef Rostafiński
pisał, że „znał go ówczesny cały Kraków: od przekupki na Małym Rynku do
wszystkich dygnitarzy królewskiego miasta”1. Uczęszczany salon przy ulicy
Wolskiej, w którym bywał Kolberg, prowadzili też Konstanty Przezdziecki
(1846–1897), ziemianin, amator i mecenas sztuk i nauk, wraz z żoną Elżbietą
(Izabelą) Plater-Zyberk. Przezdziecki był postacią podobnie jak Majer zasłużoną dla Krakowa, m.in. przyczynił się do zbadania grobów królewskich na
Wawelu i współpracował z Józefem Łepkowskim przy ich odrestaurowaniu, był współwydawcą pomnikowej edycji Dzieł wszystkich Jana Kochanowskiego, kontynuatorem po ojcu Aleksandrze wydania dzieł Długosza,
pisał w „Czasie” felietony o wystawach malarstwa w Wiedniu. Własny
salon muzyczny prowadził też w Krakowie wymieniony przez Kolberga
Zygmunt Cieszkowski (1845–ok. 1914), publicysta, wiolonczelista, organizator życia muzycznego w mieście, sekretarz Towarzystwa Przyjaciół Sztuk
Pięknych w latach 1887–18942. Wreszcie we wspomnianym przez Kolberga
domu Tarnowskich, Stanisława i Róży Marii z Branickich, zwanym popularnie pałacem na Szlaku (tj. przy ulicy Szlak 71), funkcjonował jeden
z ważniejszych ośrodków życia towarzyskiego, intelektualnego i politycznego Krakowa3. Stanisław Tarnowski, historyk literatury, krytyk literacki,
profesor i rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, polityk, jedna z najważniejszych postaci galicyjskiego życia politycznego i naukowego przełomu XIX
i XX wieku, był bardzo życzliwy Kolbergowi i dobrze mu znany z kręgów
Akademii, której drugim prezesem został po Majerze. Łączyły go też z Kolbergiem wspólne zainteresowania postacią i twórczością Chopina.
O kontaktach towarzyskich Kolberga – poza jego własnymi skąpymi wypowiedziami – niewiele wiadomo z innych źródeł. Z innych zachowanych
1
J. Rostafiński Józef Majer. Szkic biograficzny, Kraków 1899, s. 3. Zob. też A. Gabryś Salony krakowskie, Kraków 2006, s. 68 oraz M. Dziadek Polskie salony muzyczne od początku
XIX wieku do 1939 roku, w: Władysław Żeleński i krakowski salon muzyczny: tożsamość
kulturowa w czasach braku państwowości, red. naukowa G. Mania, P. Różański, Kraków
2017, s. 76.
2
Zob. M. Dziadek Polskie salony muzyczne…, s. 75 i 76.
3
Zob. A. Gabryś Salony krakowskie…, s. 90–91 i 228.

453

�świadectw wynika, że bywał domu Władysława i Wandy Żeleńskich
i przyjaźnił się z gospodarzami. Żeleński (1837–1921), kompozytor, pianista
i pedagog, twórca oper, pieśni i muzyki instrumentalnej, osiadł w 1881
roku w Krakowie, gdzie był profesorem harmonii i kontrapunktu w Szkole
Towarzystwa Muzycznego. W 1888 roku doprowadził do jej przekształcenia w konserwatorium muzyczne i pełnił w nim funkcję dyrektora oraz
nauczyciela teorii, gry na organach i wyższego kursu fortepianu. Żeleńscy
mieszkali najpierw przy ulicy Gołębiej, potem w willi z ogrodem przy ulicy
św. Sebastiana i podejmowali gości w niedziele tradycyjnym proszonym
obiadem i słynną herbatą. „Salon państwa Żeleńskich nie pretendował do
roli salonu literackiego – pisała w roku 2017 Magdalena Dziadek – i nie
był salonem kobiecym, królował w nim pan domu i pod jego zapewne
dyktando dobierano gości – głównie spośród muzyków, aby oddawać się
wieczorami wspólnemu muzykowaniu” 1. Żeleński wspominał później, że
Oskar Kolberg był „upragnionym gościem” na owych niedzielnych obiadach, które „dały nam sposobność zbliżenia się i wymiany myśli”. Kompozytor niezwykle cenił i podziwiał wytrwałą, niezmordowaną pracę Kolberga, jego skromność i prostotę bycia, życzliwość i wyrozumiałość dla
ludzi. Rozumiał i podzielał pasję Kolberga dla muzyki, „która go zawsze
zajmowała w najwyższym stopniu”. Zażyłość z domem Żeleńskich musiała
być duża, skoro muzyk pisał:
Zdarzało się dawniej, że niekiedy powracając do domu, zastawałem go u siebie
przy fortepianie, próbował dawnych swoich utworów, a i rzecz sama, i sposób grania robiły wrażenie typowe czegoś przechowywanego wiernie z dalekiej
przeszłości2.

Jest to jedno z nielicznych świadectw powracania Kolberga w późnych
latach do instrumentu i jego trwałej potrzeby obcowania z muzyką. Żeleński będzie towarzyszył Kolbergowi w ostatnim okresie życia, stanie się
świadkiem jego ostatnich dni, a po jego śmierci – inicjatorem budowy pomnika nagrobnego ku jego pamięci.
Uczniem Żeleńskiego był m.in. Ferdynand Hoesick (1867–1941), pisarz, wydawca i księgarz, historyk literatury i muzykograf, który w latach
1
M. Dziadek Polskie salony muzyczne…, s. 76. Zob. też A. Gabryś Salony krakowskie…,
s. 68 i 229.
2
W. Żeleński W sprawie pomnika dla Oskara Kolberga, „Czas” 1892, nr 261 (z 13 XI).

454

�1888–1890 studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim i bywał u Władysława Żeleńskiego. W swoim pamiętniku Hoesick wspominał niedzielne
odwiedziny w domu nauczyciela:
[…] czułem się tam jak w domu, a przy wybornej herbacie z samowaru, słynnej
u Żeleńskich, aż nadto miałem okazji do kształcących rozmów z panią Żeleńską o literaturze, z „dyrektorem”, który wtedy komponował Goplanę, o muzyce.
Do tej herbaty często zasiadał również sędziwy Oskar Kolberg, znany zbieracz
pieśni ludu polskiego, u którego „dyrektor” jako u specjalnego znawcy melodii
ludowych nieraz przy mnie zasięgał rad co do niektórych pieśni i arii w Goplanie. Stary Kolberg jako kolega szkolny Chopina interesował mnie podwójnie,
zwłaszcza, że kiedym w salonie zasiadał do którego z dwóch fortepianów, przy
czym najczęściej grałem rzeczy Chopina, chwalił moją grę, dziwiąc się, skąd
miałem takie szopenowskie uderzenie. Wiem, że nieraz o tym rozmawiał z panią
Żeleńską, siedząc z nią w przyległym pokoju stołowym1.

Żeleński wspomina zainteresowanie Kolberga swoim uzdolnionym
uczniem, późniejszym wybitnym pianistą i kompozytorem o światowej sławie, bywającym w domu nauczyciela, Zygmuntem Stojowskim, którego
Kolberg często i chętnie słuchał, „znał od dziecka, zajmował się niemal do
chwil ostatnich, rozpytując się o rozwój jego talentu”2. Tak więc w domu
Żeleńskich, wypełnionym dobrą muzyką, także Chopina, i rozmowami o życiu muzycznym, przysłuchując się koncertom, mając dostęp do fortepianu i niekiedy grając samemu, z pewnością czuł się znakomicie. Bliższych
jednak okoliczności tych spotkań Kolberga i jego konsultacji związanych
z muzyką do Goplany3 z relacji samego badacza nie znamy. Koresponden1
F. Hoesick Powieść mojego życia (Dom rodzicielski). Pamiętniki, T. 1, Wrocław 1959,
s. 430 (pierwodruk: 1935 pt. Dom rodzicielski, w 4 tomach). Wspomniana przez Hoesicka
opera Goplana, z librettem Ludomiła Germana na podstawie Balladyny Juliusza Słowackiego,
miała premierę w Krakowie 23 lipca 1896 roku.
2
W. Żeleński W sprawie pomnika dla Oskara Kolberga…, nr 261. Zygmunt Stojowski
(1869 lub 1870–1946) uczył się od 1881 roku harmonii, kontrapunktu i gry fortepianowej u Żeleńskiego, jednocześnie uczęszczając do gimnazjum św. Anny. Wybitnie utalentowany, już jako
trzynastolatek występował publicznie ma koncertach Towarzystwa Muzycznego i w salonie
muzycznym Marceliny Czartoryskiej. W roku 1887 wyjechał na studia do Paryża, potem do
Nowego Jorku, gdzie zyskał międzynarodową sławę jako pianista, kompozytor i pedagog.
3
Konsultacje te potwierdza też muzykolog krakowski, Maciej Negrey, w artykule Władysław Żeleński 1837–1921, zmieszczonym w pracy Władysław Żeleński i krakowski salon
muzyczny…, s. 102, gdzie omawiając operę Goplana, stwierdza: „Konstruując sceny ludowe,
[Żeleński] konsultował się z Oskarem Kolbergiem”; nie podaje jednak źródła tej informacji, więc

455

�cji z kompozytorem brak, natomiast bliskie przyjacielskie stosunki także
z Wandą Żeleńską, żywo uczestniczącą w życiu kulturalno-literackim Krakowa, skąpo potwierdzają trzy późne listy. W związku z jubileuszem Kolberga w 1889 roku Żeleńska prosi go o informacje biograficzne potrzebne
dla prasy, a w ostatnich dniach życia chory już Kolberg wystosowuje do
niej 4 maja i 1 czerwca 1890 roku, tj. na dwa dni przed śmiercią, dwa lakoniczne i enigmatyczne listowne komunikaty, których treść ma charakter
sytuacyjny i jest po części niezrozumiała, lecz świadczy o zaufaniu wobec
adresatki i o jej opiece nad chorym1.
Ze wspomnień Żeleńskiego wyłania się też skład „ograniczonego koła
przyjaciół [Kolberga] w ostatnich czasach”. Jako należący wraz z żoną do
tego kręgu wymienia on Ksawerego i Tadeusza Konopków, prezesa Majera, Kopernickich, Blizińskich, którzy po sprzedaży Bóbrki w połowie 1888
roku przeprowadzili się do Krakowa, Tomasza Mączkę, lekarza, który opiekował się Kolbergiem w ostatnich miesiącach życia, pastora Jerzego Gabrysia, proboszcza parafii ewangelickiej św. Marcina w Krakowie, a także
Alfreda i Marię Stojowskich. Matka wspomnianego wyżej Zygmunta, Maria
z Bogdańskich Stojowska, była pianistką, osobą ustosunkowaną w sferach
towarzysko-artystycznych i naukowych, i w okresie, gdy rodzina mieszkała w Krakowie, prowadziła salon muzyczny2, w którym bywali artyści
o międzynarodowej sławie. M.in. w 1884 roku odwiedził go Józef Ignacy Paderewski, którego poznał wtedy kilkunastoletni Zygmunt Stojowski
i z którym zawiązał potem przyjaźń na całe życie. Poza tą wzmianką Żeleńskiego, który zaprzyjaźniony był z rodziną Stojowskich, brak informacji
o odwiedzinach Kolberga w ich domu.
Jako charakterystyczną postać Krakowa wspomina też Kolberga syn
Władysława, znany pisarz i publicysta, Tadeusz Boy-Żeleński. W jednym
być może przytacza ją za świadectwem Hoesicka. Podobnie W. Poźniak, który pisze: „Mało kto
wie, że kompozytor przyjaźnił się z Oskarem Kolbergiem i że właśnie w czasie komponowania
Goplany często zasięgał u niego porad. Rezultat tych konsultacji zasługuje na wielkie uznanie,
bo chyba żaden poważniejszy kompozytor operowy przed Żeleńskim – oczywiście z wyjątkiem
Moniuszki – nie podchodził tak trafnie do naszej muzyki ludowej jak twórca Goplany” (Opera
po Moniuszce, w: „Z dziejów polskiej kultury muzycznej, T. II, Kraków 1966, s. 287).
1
Zob. listy 1444, 1546 i 1548 w cz. III Korespondencji… (DWOK T. 66). Bliskość Żeleńskiej
przy Kolbergu w ostatnich chwilach życia potwierdzają również wspomnienia pośmiertne mu
poświęcone (zob. m.in. artykuł Oskar Kolberg, „Czas” 1890, nr 127 (z 7 VI)). O kontaktach towarzyskich Kolberga por. też W. Bieńkowski, A. Gruca Krakowskie koneksje…, s. 73.
2
Zob. A. Gabryś Salony krakowskie…, s. 68 i 69.

456

�z esejów ze zbioru Znasz-li ten kraj?... pisze: „W owym czasie osiadł w Krakowie sędziwy Oskar Kolberg. Przyjmowano go Pod Baranami i Na Szlaku”.
Dalej Boy przytacza zabawną anegdotę. Pewna dama pyta półgłosem drugą,
wskazując Kolberga: „Qui est-ce, ce vieux (Kto to jest, ten stary?) – C’est le
Loude (To jest Lud). – Qu’est ce que c’est le Loude?...(Kto to jest Lud?)”1.
Wspomniany pałac Potockich Pod Baranami, zakupiony w 1822 roku
przez Artura Potockiego i Zofię z Branickich, stał się „pierwszym salonem
Krakowa i jednym z najważniejszych opiniotwórczych ośrodków arystokratycznych w Galicji”2. Sam Kolberg nigdzie jednak nie wspomina o swoich
odwiedzinach w siedzibie Potockich przy Rynku Głównym, stanowiącej
centrum życia towarzyskiego i kulturalnego Krakowa. Podobnie brak jego
informacji o bywaniu w sławnym wówczas salonie muzycznym Marceliny Czartoryskiej, który w zimie mieścił się w centrum miasta, przy ulicy
Sławkowskiej, a latem w willi Decjusza w Woli Justowskiej. Marcelina
Czartoryska, pianistka i działaczka charytatywna, wróciła na stałe do Polski w 1867 roku, po okresie swojego bujnego życia towarzyskiego w Paryżu, gdzie spotykała się z wybitnymi muzykami, m.in. z Chopinem jako
jego uczennica, protektorka i opiekunka. W Krakowie od 1869 roku prowadziła dom otwarty, który wkrótce stał się pierwszym salonem muzycznym w mieście. Organizowała dwa rodzaje przyjęć: wielkie, otwarte dla
wszystkich, podczas których sama grywała często na fortepianie, i małe,
zamknięte wieczory muzyczne. Była zasłużoną animatorką życia muzycznego w mieście, protektorką krakowskiego Towarzystwa Muzycznego. Dzięki
swoim zabiegom dyplomatycznym u władz w Wiedniu przyczyniła się do
powstania w 1888 roku Konserwatorium Muzycznego. W jej eleganckiej
rezydencji wypełnionej dziełami sztuki i pamiątkami historycznymi bywali najwybitniejsi przedstawiciele życia kulturalnego i artystycznego miasta
i przyjezdni goście ze świata sztuki. Swój salon muzyczny prowadziła do
1886 roku, do śmierci męża Aleksandra. Jest bardzo prawdopodobne, że
T. Boy-Żeleński Znasz-li ten kraj?... Pisma T. II, Warszawa 1956, s. 402 (pierwodruk: 1932).
Encyklopedia Krakowa, red. D. Kalisiewicz i in., Kraków 2000, s. 723. Zob. też A. Gabryś
Salony krakowskie…, s. 26–31 i 228. Być może, Kolberg bywał też gościem Potockich w ich rezydencji w Krzeszowicach pod Krakowem. Wskazywałaby na to wzmianka M.A. Szulca w liście
z 30 VI 1875 r., nigdzie jednak niepotwierdzona (Korespondencja… cz. I, DWOK T. 64, s. 531),
a także zapisy terenowe Kolberga melodii do tekstów pieśni z Krzeszowic zanotowanych w zbiorku nieznanego autora oraz okolicznościowe pieśni związane z życiem rodzinnym Potockich (zob.
np. O. Kolberg Krakowskie cz. II, DWOK T. 6, s. 276–277, nr 495 i przyp. źródłowy do tej pieśni
w suplemencie krakowskim, DWOK T. 73/III, s. 223–224 oraz w T. 73/II DWOK, s. 119, nr 919).
1
2

457

�Kolberg, przynajmniej sporadycznie, bywał na muzycznych spotkaniach
u Czartoryskich, tym bardziej że Marcelina była uczennicą Chopina, miłośniczką jego gry i propagatorką kanonu interpretacyjnego utworów mistrza, oraz że gromadzili się tam dobrze mu znani krakowscy muzycy, m.in.
Władysław Żeleński i Zygmunt Cieszkowski, a także inne wybitne postacie,
jak np. Stanisław Tarnowski i Jan Matejko1. W korespondencji Kolberga
nazwisko Czartoryskiej przewija się wprawdzie kilkanaście razy, przeważnie przy okazji omawiania z Szulcem i Karasowskim biografii Chopina,
a także w okresie krakowskim w listach do Karoliny mowa o Czartoryskiej
jako o potencjalnej nabywczyni portretu Chopina pędzla Antoniego. Brak
tam jednak wyraźnych informacji o bezpośrednich kontaktach Kolberga
z Marceliną Czartoryską.
Ważnym dla Kolberga punktem Krakowa była księgarnia Friedleina
prowadzona po śmierci Daniela w 1855 roku przez jego syna Józefa, który
przejął rodzinną działalność po ojcu. Józef Friedlein (1831–1917), członek
Komisji Archeologicznej Akademii, był bibliofilem i kolekcjonerem, znawcą
i zbieraczem rzadkich druków i wydawcą cennych faksymiliów. Księgarnię
odrestaurował i uruchomił w kamienicy Hetmańskiej w Rynku Głównym
pod numerem 11. Rozwinął dział antykwaryczny, gromadził ryciny, mapy
i numizmaty, wydawał dzieła naukowe i literackie, podręczniki, albumy,
mapy i nuty. W roku 1884 został wiceprezydentem Krakowa, w roku 1893
prezydentem. Jego księgarnia rozprowadzała publikacje Akademii, wcześniej Towarzystwa Naukowego Krakowskiego, zajmowała się też powierzonym sobie kolportażem dzieła Kolberga. Była ważnym miejscem spotkań
Krakowian i przyjezdnych, ośrodkiem dyskusji i wymiany książek. Autor
Ludu bywał tam często, spotykając się z przyjaciółmi i znajomymi, mając okazję do rozmów i kontaktów, a także do rozpoznawania się w ruchu
wydawniczym i naukowym. Na adres księgarni Friedleina przychodziła
też do niego korespondencja krajowa i zagraniczna, a także książki i przesyłki pieniężne. Niedaleko, również w Rynku Głównym, pod numerem 23,
mieściła się filia krakowska księgarni Gebethnera i Wolffa, która z kolei
pośredniczyła w kolportażu Ludu na teren Królestwa Polskiego. Było to
również miejsce wizyt i spotkań Kolberga2.
Zob. M. Dziadek Polskie salony muzyczne…, s. 75 oraz A. Gabryś Salony krakowskie…,
s. 59–64 i 225.
2
Por. też W. Bieńkowski, A. Gruca Krakowskie koneksje…, s. 72–73. Tam mowa także (bez podania źródła informacji) o „bliskich kontaktach Kolberga z księdzem Józefem Pelczarem, profesorem
1

458

�Choć brakło badaczowi bliskich relacji rodzinnych, które były jego
udziałem w latach warszawskich, nie był zupełnie osamotniony w Krakowie; miał grono oddanych przyjaciół i był osobą rozpoznawaną w mieście.
Natomiast jego kontakty z Modlnicą urwały się prawie zupełnie. Informował o tym Karolinę w czerwcu 1886 roku:
Z Modlnicą stosunki są nader słabe jak zawsze, zapomnieli o mnie niemal zupełnie, więc i ja też nie mam powodów pamiętania o nich. Częściej już, lubo
także rzadko, spotykam się z Mogilanami (tj. z matką i pannami) u Ksawerego
lub Tadeusza K[onopki]1.

Podobnie pisał do bratowej w marcu 1887 roku:
Siedząc najczęściej przy pracy w domu, zwłaszcza wieczorem, rzadko kiedy wychodzę na herbatę, nawet do tych kilku, jakich mam, przyjaciół. Z Konopkami,
o ile nie spotkam czasami kogoś z ich rodu na ulicy, nie mam żadnych stosunków
i nie wiem, czy te się kiedy znów nawiążą. Bo ja, nie widząc z ich strony zbliżenia,
narzucać im się nie myślę2.

Czując coraz dotkliwiej ubytek sił i zdrowia, lecz pochłonięty bez reszty
wytężoną pracą, zmuszony był w miarę czasu ograniczać nawet skąpe kontakty z przyjaciółmi. Pozbawionemu troskliwej codziennej opieki doskwierała coraz bardziej samotnicza egzystencja. Żeleński wspomina, że zapytany
kiedyś o nią odpowiedział:
Mówią mi, że gdybym się był ożenił, byłbym mniej samotnym na starość. Zapewne. Ale czy ja wiem, czy mógłbym się tak w zupełności oddać pracy, czy
życie domowe nie odrywałoby mnie od niej? Czy towarzyszka zrozumiałaby
i lubiła moja pracę tak, żeby mi była pomocą? A może Bóg tak chciał, bym mojej
robocie już wyłącznie ślubował?3

Pod koniec marca 1887 roku otrzymał Kolberg oficjalne zaproszenie do
udziału w pracach Komitetu „Wystawy Krajowej Rolniczo-Przemysłowej
teologii i byłym rektorem Uniwersytetu Jagiellońskiego” oraz o „wspólnych zainteresowaniach muzycznych łączących Kolberga z organistą wawelskim, Wincentym Rychlingiem Bartoszewskim”
(tamże, s. 73); jednak brak potwierdzenia tych kontaktów w dostępnych świadectwach źródłowych.
1
Brulion listu do Karoliny z 27 VI 1886 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 350.
Matka to Stefania Konopkowa, wdowa po Józefie, panny to ich córki, które jako dorosłe opuściły Modlnicę, gdzie wcześniej przebywały pod opieką ciotki Antoniny. Ksawery Konopka, syn
Michała, a kuzyn Józefa, oraz Tadeusz, najstarszy syn Józefa, mieszkali w Krakowie.
2
Brulion listu do Karoliny z 6 III 1887 r., tamże, s. 421.
3
W. Żeleński W sprawie pomnika dla Oskara Kolberga…, nr 261.

459

�i Maszyn Pomocniczych dla Rolnictwa i Przemysłu oraz Wystawy Sztuki
Polskiej w Krakowie r. 1887”. Zaproszenie to przyjął1. Jednak początkowo
napięta sytuacja polityczna i groźba wybuchu wojny, a także przygotowania
wojenne m.in. w Austrii i we Francji podawały w wątpliwość celowość
realizacji tego przedsięwzięcia2. Ostatecznie jednak po uspokojeniu się sytuacji Komitet zdecydował na posiedzeniu 27 marca, że wystawa odbędzie się
zgodnie z planem w roku 18873. Kolberg podobnie jak inni członkowie Komitetu podjął działania zmierzające do pozyskania osób wspomagających
wystawę oraz eksponatów gromadzonych według określonego programu.
Nie wiadomo dokładnie, w jakiej zdołał to uczynić skali, gdyż zachowały
się jedynie nieliczne ślady jego korespondencyjnych zabiegów o zasilenie
działu etnograficznego wystawy4 oraz sporządzony przez niego niedatowany brulion odezwy ponawiającej z ramienia Komitetu wystawy apel wystosowany „do władz i publiczności krajowej” z prośbą „o łaskawe nadsyłanie
zgłoszeń w duchu programu, które przyjmowane będą w tutejszym magistracie do 15 lipca”5. Dalsze poczynania Kolberga nie są znane, nie wspomina o nich konkretnie w listach, ograniczając się do informacji o udziale
w przygotowaniu wystawy etnograficznej. Jednak większe zaangażowanie
w tym zakresie uniemożliwiły mu kłopoty mieszkaniowe i zdrowotne,
które dotknęły go wiosną i latem 1887 roku, co wynika z korespondencji.
Pisząc do F.S. Kraussa 16 kwietnia 1887 roku, Kolberg wyjaśnia opóźnienie swojej odpowiedzi niedawną przeprowadzką, o której brak bliższych
informacji, a w późniejszym liście do B. Hoffa z 19 grudnia tego samego
roku, prosząc o adresowanie następnych przesyłek dla niego do „księgarni
Friedleina w Rynku”, dodaje: „nie na ulicę Warszawską […], gdziem mieszkał
1
List Komitetu Wystawy Krajowej z 21 III 1887 r. i odpowiedź Kolberga z 25 III 1887 r.,
Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 426 i 428.
2
Zob. wzmianki o groźbie wojny w listach Kolberga z lutego i marca, tamże, s. 415 i 421.
Zaostrzający się konflikt niemiecko-rosyjski i rozruchy polityczne w Bułgarii groziły do połowy
marca interwencją zbrojną Rosji, a w konsekwencji wystąpieniem innych mocarstw Europy.
Ostatecznie konflikt zażegnany został na drodze rokowań dyplomatycznych Rosji oraz jej
porozumienia w sprawie bułgarskiej z Turcją.
3
O przebiegu tego posiedzenia, dyskusji i decyzji o terminie, przygotowaniach do wystawy
i jej budżecie pisał „Czas” 1887, w nr. 71 (z 29 III), w artykule Wystawa Krajowa.
4
Zob. brulion listu do Z. Glogera z 1 VI oraz oryginał listu do J. Blizińskiego z 6 VII 1887 r.,
Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 438 i 440–441.
5
Jest to rękopis z licznymi skreśleniami, poprawkami i dopiskami zachowany w zespole
manuskryptów odnalezionych dopiero w 2014 roku, obecnie w Arch. PTL, w tece 47, sygn.
1354/III, k. 66.

460

�przed rokiem i od tego czasu dwa razy już zmienił mieszkanie”1. Poza tymi
wzmiankami nic więcej o tych przeprowadzkach nie wiemy. Były one
zapewne wynikiem dalszych kłopotów gospodarzy Kolberga, Jasińskich,
z niewypłacalnością i brakiem wystarczających środków materialnych uzyskiwanych od lokatorów. W następnych latach nadal Kolberg zmuszony był
zmieniać mieszkanie, co w oczywisty sposób komplikowało jego niezwykle
pracowite i wypełnione obowiązkami życie.
XXIV
[Radomskie cz. I (lipiec 1887). – Długa choroba oczu (lato i jesień 1887). – Wystawa Krajowa (wrzesień–październik 1887) i ograniczony udział w pracach
nad jej działem etnograficznym. – Starania o subwencję na tomy poświęcone
Galicji Wschodniej – petycja do Sejmu Krajowego (listopad 1887) i jej pozytywny wynik. – Uczestnictwo w pracach Komisji Antropologicznej. – Pieśni
ludu z Podola rosyjskiego w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej”
(1888). – Wydanie trzech tomów: cz. II Radomskiego, cz. IV Mazowsza, cz. III
Pokucia (1888). – Radomskie – kolejna ukończona monografia. – Spowodowana kłopotami z cenzurą zmiana karty tytułowej cz. IV i V Mazowsza. – Recenzja
W. Smoleńskiego cz. I–III Mazowsza (1887). – Trudne warunki bytowe Kolberga i ich obraz w oczach jego gości. – Aktywności pozawydawnicze (opinia o nowym czasopiśmie naukowym, „Wiśle”, sprawa E. Korytki i jego materiałów).]

Na początku lipca badacz dysponował kolejnym gotowym tomem Ludu,
częścią I Radomskiego. Tę – według jego określenia – „nowo ukutą serię”
wysłał wtedy m.in. do Blizińskiego, którego informował też przy okazji
o niemożności wyjazdu latem z powodu tych samych kłopotów mieszkaniowych i obowiązków związanych z wystawą2. W tym czasie dopadła go
też poważna choroba oczu, o której wspomina później w listach do bliskich
i przyjaciół. W listopadzie pisał do B. Hoffa:
[…] w ciągu lata mocno cierpiałem na oczy, że oka prawego o mało nie straciłem
i przez parę miesięcy ani lekturą, ani pisaniem zajmować mi się wcale nie było
wolno. Leczyłem się w klinice. Teraz jest trochę lepiej, ale oszczędzać się muszę,
1
2

Zob. Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 431 i 432 (przyp. 2) oraz s. 477.
Zob. list do J. Blizińskiego z 6 VII 1887 r., tamże, s. 440–441.

461

�choć zajęcia bynajmniej mi nie brakuje, zaniechać też robót mego zawodu – już
z samej konieczności – w żaden sposób nie mogę1.

Obszerniej relacjonuje ten problem Jadwidze Wernerowej:
Co do mojej choroby oczu, o której wspominasz, to Ci tyle tylko powiem, że mocne zapalenie trapiło mnie przez całe lato i jesień, trzymając jak na uwięzi w Krakowie, minęło wreszcie – dzięki ciągłej i trafnej (w końcu) kuracji w tutejszym
Instytucie oftalmicznym dra Marcisiewicza; jemu to zawdzięczam, iż prawe oko
(które już za stracone uważałem) ocalonym zostało. Możesz sobie wyobrazić, ile
cierpieć musiałem, skazany na 4-miesięczną bezczynność, często na bezsenność
z bólem oka połączoną, siedzenie przeważnie w ciemnym pokoju przez parę miesięcy itd. Do tego wszystkiego ciągła obawa o stratę chorego oka, na którym się
i wrzód zrobił, oraz nadwerężenie drugiego, które już się mocno łzawić poczęło.
Wszystko to najczarniejsze przynosiło mi myśli do głowy, bo w moim położeniu
literata strata oczu równałaby się niemal śmierci – o chłodzie i głodzie. A tu
jeszcze na domiar poruczono mi pewne czynności przy tutejszej Wystawie Rolniczo-Przemysłowej, których naturalnie spełnić nie byłem w możności. Dzięki
Bogu, wszystko to przeszło i już od miesiąca prawie wolno mi się zajmować
pracą po dawnemu, ale zalecono mi oszczędzać się (przynajmniej w ciągu zimy)
i nie narażać zbytnio oczu – więc pracować mam tylko przy świetle dziennym,
przy lampie zaś tylko w razie koniecznym, i to nie dłużej nad parę godzin2.

Tak więc obowiązków związanych z Wystawą nie mógł Kolberg w oczekiwanym zakresie kontynuować, opóźnieniu uległy też jego terminowe prace nad częścią IV Mazowsza3, która ukazała się dopiero w roku następnym.
Tymczasem Wystawa Rolniczo-Przemysłowa, otwarta od 1 września do
12 października na miejskich Błoniach i urządzona z rozmachem, spotkała
się z żywym zainteresowaniem uczestników i odwiedzających. Skupiała
ponad 800 wystawców i połączona była z wystawą etnograficzną, wysoko ocenianą merytorycznie; recenzent „Czasu” pisał o niej: „Zdumiewa
Brulion listu do B. Hoffa z 14 XI 1887 r., tamże, s. 461.
Brulion listu do J. Wernerowej z 12 I 1888 r., tamże, s. 488–489. Pod użytą przez Kolberga nazwą „Instytut oftalmiczny” funkcjonował szpital okulistyczny w Warszawie; w Krakowie
jedynym specjalistycznym zakładem chorób oczu była wówczas Klinika Okulistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Feliks Marcisiewicz (1857–1923), lekarz okulista, studiował na Wydziale
Lekarskim UJ (1878–1883), w r. 1887 pełnił w tej klinice funkcję stałego asystenta.
3
Pisał o tym w brulionie listu do K. Dobrskiego z 7 XII 1887 r., Korespondencja… cz. III
(DWOK T. 66), s. 473.
1
2

462

�bogactwem materiału, poucza przejrzystym i wzorowym układem”1. Największym zainteresowaniem cieszyły się stroje ludowe z różnych ziem
Rzeczypospolitej (34 kompletne ubiory na manekinach umieszczonych
w osobnych szafach) oraz fragmenty innych, m.in. znad Czeremoszu, z Podola galicyjskiego, z Wielkopolski, Krakowskiego i Litwy, oryginalne hafty
z Kresów Wschodnich, fotografie typów ludowych, kolekcja pisanek, zbiory
ceramiczne i koszykarskie, instrumenty ludowe, jak lira ukraińska, dudki
i piszczałki, skrzypce góralskie (gęśliki). Ważnym kulturalnym wydarzeniem
była też towarzysząca powyższej Wystawa Sztuki Polskiej, otwarta w Sukiennicach, w której skład weszły w całości zbiory Muzeum Narodowego.
Starannie opracowany Katalog ilustrowany pierwszej wielkiej Wystawy
Sztuki Polskiej (wydany w Krakowie w 1887 roku) obejmował ponad 500
pozycji reprezentujących około 200 artystów z dziedziny malarstwa, rzeźby, sztuki graficznej i architektury. Ponadto na wystawie znalazły się także
eksponaty z zakresu „sztuki zastosowanej do przemysłu i rękodzielnictwa
artystycznego” oraz „okazy przemysłu artystycznego dawnego (starożytnictwo) i pamiątki historyczne”2.
Jeszcze w czasie trwania wystawy, która gromadziła w Krakowie ważne i wpływowe osobistości Galicji, Kolberg – mimo poważnych kłopotów zdrowotnych w lecie i jesienią, a raczej wbrew nim – z determinacją
podejmuje kolejne próby pozyskania funduszy na kontynuację swojego
wydawnictwa, tj. na edycję bogatych materiałów z Rusi. Spieszy się, by
wykorzystać ważne dla swoich starań rozmowy, spotkania i świeże kontakty, nawiązane przy okazji wystawy. Zabiega o przychylność i poparcie
dla planowanej inicjatywy wniesienia pod obrady Sejmu podstawowej dla
swego dzieła sprawy funduszu3. Uzyskuje życzliwą opinię dla tego projektu
Wystawa krajowa. Wystawa etnograficzna, „Czas” 1887, nr 208 (z 13 IX).
H. Struve Pierwsza Wystawa Sztuki Polskiej w Krakowie. Przegląd krytyczny przez…,
„Kłosy” 1887, T. XLV, nr 1161 (z 17 IX) i 1162 (z 24 IX). Relacje o Wystawie przynosiły cykliczne
sprawozdania i wiadomości organizacyjne w specjalnej rubryce pt. Wystawa Krajowa, „Czas”
1887, nr 199 (z 1 X) – nr 214 (z 20 IX) i 232 (z 11 X) – 240 (z 20 X); tam w nr. 208 (z 13 X) omówienie Wystawy Etnograficznej. Zob. też sprawozdanie z otwarcia ekspozycji Wystawa krajowa
w Krakowie, „Kłosy” 1887, nr 1160 (z 10 IX).
3
Zob. bruliony listów do W. Rebczyńskiego z 3 X i do L. Wierzbickiego z 6 X 1887 r.,
Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 453–457. Władysław Rebczyński (1836–1911), muzealnik, uczestnik powstania styczniowego, od 1878 roku był sekretarzem, zastępcą kustosza, od
1886 r. kustoszem, od 1904 roku wieloletnim dyrektorem Muzeum Przemysłowego we Lwowie, należał także do lwowskiego grona członków Komisji do Badania Historii Sztuki w Polsce
1
2

463

�ze strony Włodzimierza Dzieduszyckiego i prezesa Józefa Majera i 17 listopada wystosowuje petycję do Sejmu Krajowego z prośbą o subwencję na
wydawnictwo tych materiałów. Przedstawia najpierw pokrótce stan swojego wydawnictwa, sposób dotychczasowego finansowania przez Akademię
(około 500 fl. rocznie) oraz Kasę Mianowskiego (750 rub. sr. rocznie) i określa dalsze potrzeby w związku z ogromem posiadanego a jeszcze niewydanego materiału ruskiego:
Ale zbiory moje obejmują prócz wskazanych tu zasobów równie cenny, a niemniej obfity (bo na kilkanaście tomów obliczony, jak tego dowodzi załączony
przy niniejszym piśmie wykaz) materiał etnograficzny z Rusi, a osobliwie Rusi
halickiej pozyskany, na wydawnictwo którego Akademia Umiejętności, do której
się o poparcie na ten cel udałem, przy rozgałęzionych a licznych obecnie swych
wydatkach odpowiedniego funduszu nie posiada.

Wniosek ten Kolberg motywuje koniecznością przyspieszenia prac
w związku ze swoim podeszłym wiekiem i słabnącą kondycją fizyczną. Pisze:
Gdyby wiek mój nie był, tak jak jest, podeszły, gdybym więc mógł mieć nadzieję, że robiąc użytek z rękopisów mych w tak powolnym tempie, jak to dotąd
jedynie być mogło, zdołam zużytkować mozolnie zebrany materiał przy pomocy
rzeczonych korporacyj naukowych, to wstrzymałbym się od prośby, którą obecnie zanoszę do Wysokiego Sejmu. Że zaś lata mego życia nie dozwalają łudzić się
tym błogim widokiem, nie chcąc więc, żeby praca mego życia po mojej śmierci
zmarniała, upraszam, ażeby Wysoki Sejm wyznaczyć raczył łaskawie sumę fl.
2000 rocznie na wydanie dwóch tomów dzieła obejmującego opisy etnograficzne Galicji wschodniej; tom każdy po 20–23 arkuszy druku wraz z ilustracjami
i muzyką1.

Do petycji tej dołącza wykaz materiałów rękopiśmiennych złożonych w 30 tekach, a sporządzony wcześniej, bo z datą 26 września 1887
roku2. Przekazuje te dokumenty na ręce Michała Bobrzyńskiego, z prośbą
w Akademii Umiejętności. Ludwik Wierzbicki (1834–1912), inżynier, budowniczy i dyrektor
kolei żelaznych, współzałożyciel i współorganizator Muzeum Przemysłowego we Lwowie, był
docentem Politechniki Lwowskiej, radnym miasta Lwowa i posłem na Sejm Krajowy.
1
Zob. Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 463–465, cytowane fragmenty na s. 464.
2
Rękopis tego wykazu znajduje się podobnie jak list w zbiorach Biblioteki Narodowej,
(sygn. 3442, k. 47–48, list – k. 46). W archiwum Kolberga zachowały się także dwie identyczne
jak powyższa wersje spisu zawartości 30 tek, datowane 25 września 1887 r. (rkp. BN PAU i PAN,

464

�„o wniesienie i zalecenie” jego wniosku Sejmowi1, co jako posła i jednocześnie członka Akademii szczególnie go do tego uprawnia. Stara się dalej
o poparcie innych posłów i zwraca się prośbą o nie m.in. do Stanisława
Polanowskiego, przekazuje też swoje tomy dla księgozbioru Wydziału Krajowego we Lwowie, z prośbą o ich udostępnienie w czasie obrad sejmowych2. W sumie zabiega usilnie o właściwe postawienie sprawy na forum
sejmowym. Nad wnioskiem Kolberga obradowano w sejmie na posiedzeniu
20 stycznia 1888 roku, a o wyniku zawiadomił Kolberga Wydział Krajowy
pismem z 3 lutego. Petycję rozważono pozytywnie, rozwiązując problem
dodatkowej subwencji w ten sposób, że drogą uchwały podwyższono dotację Sejmu dla Akademii na wydawnictwa, „a przeto i na wydanie tego
dzieła, jeżeli Akademia uzna to za stosowne”3. Kolberg otrzymywał odtąd
od Akademii zasiłek w wysokości 1000 fl. rocznie – jak już wspominano –
podwojony w stosunku do dotychczasowych 500 fl.
Zimą, na przełomie roku 1887 i 1888, Kolberg znowu chorował, choć
stan oczu poprawił się, umożliwiając mu normalną pracę, o czym pod koniec stycznia donosił Blizińskiemu4. Narzuciwszy sobie plan jeszcze większej intensyfikacji prac wydawniczych, zobowiązany do ich przyspieszenia
przez podwyższoną dotację, wszystkie siły i czas poświęcał teraz swojemu
dziełu, redukując maksymalnie inne zajęcia i działania, a także ograniczając korespondencję. W styczniu 1888 roku pisał do Jadwigi Wernerowej
o swojej sytuacji życiowej, z goryczą powracając do zerwania z Modlnicą
i dając wyraz, jak bardzo je odczuł po spokojnych latach u Konopków:
Zresztą nic się w moim cichym trybie życia nie zmieniło, wyjąwszy to, że jako
coraz starszy, coraz bardziej dbać muszę o swą wygodę, lubo skromne moje
sygn. 2183, k. 77–78 i 79–80). Wcześniejszy, przywoływany już wykaz tek z 10 I 1886 r. zob.
Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), aneks 12.
1
Zob. brulion listu do M. Bobrzyńskiego z 21 XI 1887 r, Korespondencja… cz. III (DWOK
T. 66), s. 465–466. Michał Bobrzyński (1849–1935), prawnik, historyk, polityk, od 1877 r. profesor historii prawa polskiego i niemieckiego Uniwersytetu Jagiellońskiego, od 1878 r. członek
Akademii, współtwórca krakowskiej szkoły historycznej, był jednocześnie posłem na Sejm
Krajowy i do Rady Państwa w Wiedniu, a w l. 1908–1913 namiestnikem Galicji.
2
Zob. bruliony listów z 24 XI 1887 r. do S. Polanowskiego i do Wydziału Krajowego, Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 466–468. Stanisław Polanowski (1826–1898), ziemianin,
działacz gospodarczy, zajmujący się głównie rolnictwem, członek Izby Panów, poseł na Sejm
Krajowy.
3
Zob. Korespondencja…cz. III (DWOK T. 66), s. 497–498.
4
Zob. list do J. Blizińskiego z 29 I 1888 r., tamże, s. 494.

465

�potrzeby muszą się zastosować do przychodów. Toteż od trzech lat, jak jestem
lokatorem pp. Jasińskich, zubożałych, jak wiesz, obywateli z Wielkopolski, trzymam ich się stale, bo za tanie pieniądze mam tu wszystko, czego mi potrzeba,
ona zwłaszcza stała się prawdziwą przyjaciółką i opiekunką dla mnie, czego
dowiodła podczas ostatniej mojej choroby. Na miasto wychodzę przeważnie
tylko za interesami moich wydawnictw, a lubo mam tu mnóstwo życzliwych mi
znajomych, w ściślejszych jednak stosunkach żyję tylko z domem prezesa Majera
i domem dra Kopernickiego. Z Konopkami spotykam się czasami na ulicy, po
przywitaniu się atoli i pożegnaniu nader grzecznym rozchodzimy się. Do Tadeusza wszakże zachodzę niekiedy, a i on do mnie. Inni członkowie rodziny od
3 lat, jak mieszkam w Krakowie, wcale odwiedzić mnie nie raczyli. Odwiedziła
mnie tylko parę razy i odwiedza p. Antonina, cytowana sprawczyni zerwania,
racząc zasięgnąć wiadomości o moim zdrowiu, powodzeniu, niby to z wielkiej
troskliwości, lecz unikając przy tym starannie zapraszania mnie choćby na krótkie tylko odwiedziny na wieś do Modlnicy. A przecież było to miejsce, gdziem
w ich kółku wskutek ich własnej woli i chęci najspokojniej (choć niezbyt wygodnie) spędził lat 121.

Mimo ograniczeń nadal jednak brał udział w pracach Komisji Antropologicznej. W lutym 1888 roku na jej posiedzeniu przedstawił swoją opinię
o powierzonym mu do oceny rękopisie Kleczyńskiego „zawierającym zbiór
melodii pieśni i tańców Górali-Podhalan wraz z uwagami o właściwościach
muzycznych tychże”, który autor przesłał Akademii do publikacji. „Przyznając wysoką wartość etnograficzną” tej rozprawie, poinformował jednocześnie, że była już ogłoszona w „Echu Muzycznym”, co przesądziło o odmowie ponownego wydania, gdyż Akademia z zasady nie robiła przedruków.
Kolberg przyczynił się jednak swoją rekomendacją do publikacji pracy
Kleczyńskiego w „Pamiętniku Towarzystwa Tatrzańskiego” w 1888 roku2.
Na tym samym posiedzeniu wziął też udział w ważnej dyskusji nad wyborem do druku rodzaju pisowni tekstów białoruskich i ukraińskich, która
się wywiązała z powodu przysłanego Komisji przez Karłowicza rękopisu
Brulion listu do J. Wernerowej z 12 I 1888 r., tamże, s. 489–490.
Posiedzenie Komisji Antropologicznej dnia 3 II 1888 r., „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. XVIII, 1888, s. X. W „Echu Muzycznym” z 1884 r. opublikowana
została m.in. praca Kleczyńskiego pt. Zakopane i jego pieśni (nr 41, 42, 44, 46), a w „Pamiętniku
Towarzystwa Tatrzańskiego” z 1888 r. Melodie zakopiańskie i podhalskie (s. 39–102), przedruk w: O. Kolberg Góry i Podgórze cz. II (DWOK T. 45), s. 447–493. Zob. też w tej sprawie
brulion listu Kolberga do J. Kleczyńskiego z 7 II 1888 r., Korespondencja…cz. III (DWOK T. 66),
s. 498–500.
1
2

466

�bajek białoruskich w skomplikowanej transkrypcji. Kopernicki jako sekretarz Komisji dokonał porównania wyrozumowanej pisowni Karłowicza
z uproszczoną, używaną dotychczas w 11. tomach „Zbioru Wiadomości”,
którą Karłowicz wcześniej ostro krytykował. Wykazał, że ta druga „oddaje
każde bez wyjątku brzmienie tych języków równie dobrze jak pierwsza”
i zwrócił uwagę, że pisownia Karłowicza niedostępna byłaby dla osób bez
przygotowania lingwistycznego, mających spisywać teksty ludowe, stwarzałaby trudności w druku i korektach i stanowiła „odstręczającą” barierę
dla czytelników. Po dyskusji z udziałem Malinowskiego, Kolberga i Majera
jednogłośnie uchwalono, „aby przy wydawaniu utworów ludowych spisanych w języku ruskim i białoruskim trzymać się pisowni polskiej używanej
dotychczas w «Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej»”, tj. pozostać
przy transkrypcji uproszczonej1. Nieco później, na posiedzeniu w kwietniu
Kolberg zaproponował odstąpienie Komisji do druku swoich wybranych
materiałów, nieprzeznaczonych do wydania we własnych monografiach.
Propozycja ta wiązała się z sygnalizowanym na posiedzeniu brakiem około
3 arkuszy do zapełnienia w dziale etnograficznym tomu XII „Zbioru Wiadomości” z 1888 roku, lecz miała także dotyczyć dalszych tomów wydawnictwa. Zostało to pozytywnie przyjęte i już w tym tomie periodyku ukazał
się artykuł Kolberga pt. Pieśni ludu z Podola rosyjskiego w latach 1858
i 1862 zebrał…2. Zawiera on 40 pieśni i melodii instrumentalnych oraz
informacje o zwyczajach związanych z Bożym Narodzeniem i Wielkanocą.
Rok 1888 wypełniała jednak przede wszystkim praca nad trzema wydanymi wówczas tomami: częścią II Radomskiego, częścią IV Mazowsza
i częścią III Pokucia. Pierwszy z nich finansowany był jak dotychczasowe
tomy Ludu z dotacji Akademii, drugi z zasiłku Kasy Mianowskiego, trzeci
dzięki świeżo podwojonej przez Wydział Krajowy subwencji Akademii. Już
14 października Kolberg w brulionie listu do L. Kuby notuje informację
o wysyłce tych tomów do adresata3.
„Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Mat.-Przyr.”, T. XVIII, 1888, s. X–XI. O dyskusji
nad pisownią por. też E. Jaworska Działalność Komisji Antropologicznej…, s. 168.
2
Posiedzenie Komisji Antropologicznej dnia 11 IV 1888 r., „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat-Przyr.”, T. XVIII, 1888, s. XXXVII–XXXVIII. Praca Kolberga zamieszczona
została w tomie XII z 1888 r., na s. 235–251 (odb. Kraków 1888); przedruk w: O. Kolberg Podole
(DWOK T. 47).
3
Pod tekstem w brulionie listu do L. Kuby figuruje notatka: „Posyłam Lud XXI, Mazowsze
IV, Pokucie III [zob. DWOK T. 21, 27 i 31], arię z Króla pasterzy i mazur (d-moll)”, a w liście
1

467

�Materiały własne w dwuczęściowym Radomskiem, podobnie jak wcześ­
niej w Lubelskiem i Kieleckiem, pochodziły z badań Kolberga prowadzonych w czasie wielokrotnych podróży w latach czterdziestych i pięćdziesiątych, po rok 18601. Jak wiadomo, autor po przenosinach do Krakowa nigdy
już nie przekroczył granic zaboru rosyjskiego, tj. Królestwa Polskiego. Choć
większość publikacji, z których korzystał przy opracowaniu monografii, ma
wcześniejszą metrykę z tamtego okresu, sięgał także i później po wiadomości
i teksty folkloru od korespondentów, po nowszą literaturę. Obszar, któremu
poświęcona jest monografia, obejmuje Opatowskie, Opoczyńskie, Sandomierskie i Radomskie, tj. tereny, dla których wcześniej planował osobne
opracowania, pragnąc uzyskać bardziej szczegółowy obraz kultury regionalnej. Konieczność takiego komasowania obrazu etnograficznego mniejszych
obszarów, mikroregionów, w większy region, prezentujący w tym przypadku historyczną ziemię sandomierską, stała się praktyką stosowaną w miarę
upływu lat coraz częściej. Wymuszała to presja czasu, możliwości realizacji
ogromnego programu przez jednego człowieka, a przede wszystkim koszty
ograniczające bezwzględnie ilość planowanych wcześniej tomów. Radomskie
zawiera zgodnie ze stałym schematem treściowym monografii wiadomości
dotyczące kraju i ludu, opisy zwyczajów i obrzędów, tzw. „świata nadzmysłowego”, czyli wierzeń, opowieści, materiały słownikowe, przede wszystkim jednak pieśni i melodie bez tekstu, których jest – łącznie z zawartymi
w dwuczęściowym suplemencie – ponad tysiąc dziewięćset. Jak zauważyła
Ewa Antyborzec, omawiając radomskie materiały Kolberga: „Taki stan rzeczy odzwierciedla zarówno zainteresowania Kolberga, jak i jego kompetencje
w zapisywaniu melodii poparte gruntownym wykształceniem muzycznym”2.
Dodać jeszcze można, wzmacniając tę opinię, że jest również odbiciem niesłabnącej pasji muzycznej Kolberga, dla którego żywioł muzyczny pozostawał zawsze najważniejszy, nawet z perspektywy badacza kultury. Warto
także zaznaczyć, że zasób ten oddaje – być może w niezamierzony przez
Kolberga sposób – szczególny sentyment dla ziemi, w której się urodził.
Kolberg pisze: „[…] nowy dziś Panu posyłam materiał do obróbki […]”, Korespondencja... cz. III
(DWOK T. 66), s. 543 i 542.
1
Omówienie zasięgu geograficznego monografii, materiałów w niej opublikowanych przez
Kolberga oraz wydanych współcześnie w suplemencie, a także badań Kolberga w tym regionie
zob. E. Antyborzec „Radomskie” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Radomskie. Suplement do
tomów 20 i 21 (DWOK T. 77/I), s. V–XXXIX oraz A. Sawicka, tamże, s. XXXIX–LXII.
2
Tamże, s. XV.

468

�Czwarta już część Mazowsza, także wydana w 1888 roku, obejmuje kolejny podregion wydzielony przez Kolberga, tj. Mazowsze stare. Mazury.
Kurpie. Podobnie jak w Poznańskiem Kolberg podzielił całe Mazowsze,
ten największy terytorialnie i najliczniejszy ludnościowo region polski, na
cztery mniejsze, zróżnicowane geograficznie i kulturowo obszary, „podregiony”, poświęcając każdemu jeden, wyjątkowo dwa z pięciu tomów. I tak
części I i II obejmują tzw. Mazowsze polne, przy czym część I zawiera
opis kraju i ludu, zwyczajów i obrzędów, część druga – pieśni i tańce,
część III przedstawia według nomenklatury Kolberga Mazowsze leśne,
część IV – jak wspomniano – Mazowsze stare. Mazury. Kurpie, część V,
która wydana zostanie dopiero w roku 1890 – Mazowsze stare. Mazury.
Podlasie. W takim ujęciu badacz scharakteryzował w częściach I–V kraj,
lud, zwyczaje i obrzędy oraz zebrał pieśni, natomiast opis wierzeń i prozę
ludową z całego Mazowsza planował opublikować łącznie w następnych
osobnych tomach1.
Już dużo wcześniej, w lipcu 1886 roku, Kolberg dowiedział się od Roberta Wolffa spotkanego „w przejeździe”, że cenzura warszawska zakwestionowała część II Mazowsza i sprzedaż książki w Królestwie została zabroniona. Przypuszczając, że chodzi jedynie o kilka fragmentów w pieśniach, prosił Wolffa o przedrukowanie karty lub kart z zakazanymi tekstami, co było
praktyką w takich sytuacjach stosowaną, także przez Kolberga. Tymczasem
książka zakwestionowana została w całości2. W czerwcu 1888, przed ukończeniem druku Mazowsza IV, a już po wydaniu części III, Kolberg otrzymał
wiadomość od sekretarza Kasy Mianowskiego, Konrada Dobrskiego, że ze
względu na zakaz cenzury wycofano tom II z katalogu książek wydawanych z zapomogi Kasy, a jednocześnie poproszono, by na dalszych tomach
Mazowsza nie podawał informacji o subwencji Kasy i funduszu Jaśkowskiego, gdyż mogłoby się to negatywnie odbić na działalności instytucji
jako nakładcy. Kolberg ze zrozumieniem odniósł się do tej wymuszonej
Opracowanie poświęcone Kolbergowskiej monografii Mazowsza, zawartym w niej materiałom wydanym w pięciu tomach (cz. I–V, DWOK T. 24–28) w XIX wieku oraz współcześnie
w dwu (cz. VI i VI, DWOK T. 41 i 42), a także w trzyczęściowym suplemencie (DWOK T. 80/I–
–III) oraz badaniom Kolberga na tym obszarze, kontaktom, współpracownikom itd., zob. E. Antyborzec i H. Pawlak „Mazowsze” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Mazowsze. Suplement do
tomów 24–28 (DWOK T. 80/I), s. V–LXXXI.
2
Zob. bruliony listów do R. Wolffa z 6 i 20 X oraz z 20 XI 1886 r., Korespondencja… cz. III
(DWOK T. 66), s. 373–374 i 388–389. Zob. też J. Kostecki, M. Rowicka Granice wolności słowa
w zaborze rosyjskim… T. 1 (1865–1889), Warszawa 2006, poz. 5530.
1

469

�obiektywnymi okolicznościami sugestii i kolejne części IV i V Mazowsza
nie zawierają informacji o zapomodze Kasy ani na kartach tytułowych, ani
we wstępach. Jednak ze względu na wymogi cenzury austriackiej, która
nakazywała umieszczenie w książce nazwiska lub nazwy nakładcy, tomy
te na odwrocie karty tyłowej opatrzone są adnotacją „Nakładem autora”1.
Jak się później okazało, także część IV Mazowsza zakwestionowano w zaborze rosyjskim „w całości”, natomiast część II Radomskiego dopuszczono
do obiegu warunkowo, wskazując kilkanaście zakazanych stron. Podobnym
całościowym zakazem objęto też dwie inne wymienione wyżej prace Kolberga zamieszczone w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej”:
Pieśni ludu litewskiego wraz z całym rocznikiem trzecim (1879) periodyku
oraz Pieśni ludu z Podola rosyjskiego z rocznika dwunastego (1888)2.
Mazowsze było regionem, który Kolberg miał okazję penetrować najdłużej i najszerzej podczas ponad 30-letnich badań w okresie zamieszkiwania
w Warszawie do roku 1871 i związanych z tym licznych, bardzo rozgałęzionych kontaktów oraz pomocy udzielanej badaczowi w życzliwych i gościnnych dworach mazowieckich w czasie jego podróży. Efektem jest bogactwo
materiałów zebranych samodzielnie w różnych stronach regionu, a także
pozyskanych dzięki współpracy korespondentów. Monografia Mazowsza
jest najobszerniejszą w całym jego wydawnictwie; składają się na nią, poza
pięcioma tomami wydanymi przez samego Kolberga, dwa tomy kolejne
opublikowane z pozostałych rękopisów w ramach Dzieł wszystkich, tj.
tomy 41–42 oraz trzyczęściowy suplement (T. 80/I–III). Okoliczności życiowe sprawiły jednak, że do wydania pierwszych pięciu części autor przystąpił dopiero po kilkunastu latach od opuszczenia Warszawy i zarówno
rodzinnego miasta, jak i Mazowsza już nie odwiedził.
Pierwsze trzy części Mazowsza zrecenzował w „Kwartalniku Historycznym”, nowym periodyku lwowskim, warszawski historyk, Władysław
Smoleński3. Stwierdzając, że „odznaczył się p. Oskar Kolberg nie zdolnościami szczególnymi lub wiedzą, lecz mrówczą w gromadzeniu rzeczy

1
Zob. list Komitetu Kasy Mianowskiego z 20 VI i brulion odpowiedzi Kolberga z 2 VII 1888
r. oraz list Komitetu z 15 VII 1888 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 511, 514–515
i 521.
2
Zob. J. Kostecki, M. Rowicka Granice wolności słowa…, T. 1, poz. 6664, 6189, 2963 i 6665.
3
Recenzja Mazowsza cz. I i II, „Kwartalnik Historyczny” R. I: 1887, s. 280–282, Mazowsza
cz. III – tamże, s. 435–436.

470

�ludowych skrzętnością, przez co żniwo zebrał obfitsze niż inni”1, docenił
wprawdzie bogactwo i „ogrom” materiału, a nawet zawarte w jego dziele „nieocenione skarby”, lecz surowej krytyce poddał niektóre założenia
i metodę dokumentacji. Zarzucił autorowi brak precyzji i jednolitego kryterium przy podziale Mazowsza na podregiony, „nieokreśloność zasady”
podziału, tj. przyjęcie „nie wytrzymujących krytyki”, nieadekwatnych nazw
fizjograficznych (Mazowsze polne i leśne) obok historycznych (Mazowsze
stare i pruskie; to ostatnie w planach), podczas gdy podział powinien być
oparty „na dostrzeżonych odrębnościach etnograficznych”. Wytknął błędne
potraktowanie Podlasia, które stanowi pod względem historycznym i etnograficznym „jednostkę odrębną”, a jest przydzielone częściowo do Mazowsza leśnego, częściowo do starego, bo w całości rozciąga się po prawej
i lewej stronie Bugu. Skrytykował profil materiałów zawartych w części
I Mazowsza, w rozdziale „Kraj”, tj. opis Warszawy oraz innych miast i osad,
komentując:
Nie jest to więc ani geografia, ani historia i nie rozumiemy, z jakiej racji w dziele etnograficznym tego rodzaju wiadomości znalazły miejsce. Żadnego zgoła
z etnografią nie mają związku, najmniejszego bowiem nie dają pojęcia nawet
o własnościach topograficznych obszaru, gatunku gleby, sieci wód itp., nie potrącają również o właściwą historię2.

Podobnie w części III monografii, w opisie kraju – według recenzenta –
autor nie wyróżnił etnograficznie obszaru, nie uzasadnił nazwy Mazowsze
„leśne”, nie podał „cech znamiennych, odróżniających tę część kraju od
Mazowsza «polnego»”3. Niepochlebnie ocenił też Smoleński rozdział „Lud”,
gdzie znalazł się – jego zdaniem – pozbawiony krytycyzmu i bezładny zbiór
„nie zawsze wiążących się z sobą” wypisów z prac innych autorów, zamiast
opisu etnograficznego, jednolicie i spójnie skonstruowanego z materiałów
z własnej obserwacji, co sprawia, że materiał ten „nie daje obrazu, lecz
strzępy tylko i to wartości niepewnej, skoro autor, zawierzywszy korespondentom i kolaboratorom gazet, całymi garściami bez wyboru z nich czerpie”4. W efekcie nie wiadomo, jaki jest w rzeczywistości lud zamieszkujący
Tamże, s. 281.
Tamże, s. 282.
3
Tamże, s. 435.
4
Tamże, s. 282.
1
2

471

�Mazowsze polne i leśne i czym się różni. Natomiast za materiał, któremu
„wartości odmówić nie można”, uznaje recenzent pieśni i tańce, zarówno
pomieszczone w ramach zwyczajów i obrzędów, jak i autonomiczne w części II, „dość dobrze usystematyzowane”. Podkreśla wielką wartość źródłową
i bogactwo zapisów muzycznych Kolberga, stanowiących „materiał nader
szacowny”, bo pochodzący w własnych jego badań i rejestracji. W pewnym
sensie Smoleński sam skorygował swój dość bezwzględny sąd na temat
monografii mazowieckiej, a pośrednio i metody Kolberga, pisząc:
P. Kolberg nie jest pisarzem, lecz wybornym zbieraczem. Uchybił w tomie
pierwszym pod względem ogarnięcia przedmiotu, konstrukcji i krytyki, dobrze
wywiązał w drugim, surowy podając materiał. Nieudolność pisarska nie może
uwłaczać sławie, na którą jako zbieracz wytrwały i umiejętny niezaprzeczenie
zasłużył1.

Dodajmy, że owa „nieudolność pisarska” to nie tyle sprawa pióra Kolberga, ile eklektycznego doboru źródeł, a w efekcie nie zawsze fortunnego i spójnego w percepcji opisu, w którym przytaczane są różnego typu
przekazy, rozmaitej wagi relacje i wiadomości, a więc i „języki” cytowanych autorów. Inaczej niż chciałby to widzieć recenzent, który oczekiwałby własnego, obiektywnego i krytycznego opisu odautorskiego zagadnień
etnograficznych. Była już o tym mowa, że o ile wartość źródłowa i wybór
materiału w zakresie tych ostatnich mogły już wówczas bywać dyskusyjne,
o tyle w dziedzinie folkloru także współczesna nauka przyznała Kolbergowi
rację, doceniając wagę świadectw pozornie błahych, peryferyjnych i efemerycznych, ale niekiedy istotnych dla poznania zasobu i charakteru folkloru,
mechanizmu jego życia i funkcjonowania. Dopiero z dystansu wyraźniej
widoczna jest wyjątkowa perspektywa badawcza Kolberga, zwróconego
ku przyszłym pracom, interpretacjom i syntezom naukowym, dla których
dopiero gromadził on materiał. Autor Ludu wielokrotnie i przy różnych
okazjach, jak choćby w przywoływanej wyżej polemice z Biegeleisenem,
takie swoje stanowisko określał, będąc jednocześnie świadomym ograniczeń własnego warsztatu.
Jesienią 1888 roku w korespondencji Kolberga pojawia się nowy adres:
Pędzichów 3, co oznaczało kolejną przeprowadzkę, o której jednak brak
1

Tamże, s. 436 i 282.

472

�bliższych informacji1. Mieszkanie to, a raczej skromny pokój na Kleparzu, wspomina przyszły filolog, Franciszek Krček (1869–1916), wówczas
student Wydziału Filozoficznego Uniwersytetu Lwowskiego i bibliotekarz
Czytelni Akademickiej, który odwiedził tam Kolberga w 1889 roku. Młody
gość autora Ludu pisał: „Ubóstwo wyziera tu z każdego kąta. Szuflady
u biurka nie domykają się”, kanapa obita zieloną skórą „służy swemu
właścicielowi zarazem za łóżko […], obok zaś stoi szafa nieróżniąca się
od zwykłej spiżarki ani materiałem, ani wykończeniem. Zamku jej brak
nawet, choć kryje w sobie tyle skarbów wiedzy, nauki”. […] W tej szafie
„cztery czy pięć półek przedzielonych pionową ścianką na dwa razy tyle
przegródek, w których liczne, a ledwo zamykające się teki […]”2. W pamięci autora pozostała rozmowa ze zmęczonym, bardzo już wycieńczonym,
ale życzliwym Kolbergiem o jego dziele, o pracy i trosce o dalsze losy
wydawnictwa wobec świadomości skąpego czasu, jaki mu pozostał na
jego kontynuację. A także wyrażona bezpośrednio świadomość niedomogów edycji i po raz kolejny powtarzane przekonanie, że stanowi ona tylko
materiał dla przyszłych badaczy.
Podobnie jak w dwu latach poprzednich Kolberg nie wyjeżdżał latem
1888 roku z Krakowa. Jego położenie materialne ucierpiało jeszcze dodatkowo z powodu choroby; wiek i wyczerpanie przekreślało jakiekolwiek
plany podróży. Już w marcu pisał do Karoliny:
Co do mego położenia materialnego to ono się – zwłaszcza skutkiem choroby – polepszyć wcale nie mogło. Więc przy szczupłym zarobku ani marzyć mogę o podróżach gdziekolwiek (tym więcej, że już i wiek mój na to nie pozwala), ani o jakichś
wydatkach, które przechodzą miarę najskromniejszych nawet wymagań3.

Nie ustaje jednak w pracy nad dalszymi tomami, ale choć ogranicza
coraz bardziej inne zajęcia, żywo interesuje się bieżącą literaturą, zwłaszcza w zakresie etnografii. Z radością przyjmuje informację o założeniu
Taki adres widnieje na kartce pocztowej wysłanej do Kolberga przez Józefa Sikorskiego
2 X 1888 r., zob. Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 541.
2
F. Krček U Kolberga (Notatka z zeszłorocznych wspomnień), „Gazeta Narodowa” 1890,
nr 133 (z 12 VI). W roku 1889 i 1890 na prośbę Krčeka Kolberg przekazał bibliotece Czytelni
Akademickiej tomy Ludu i Obrazów etnograficznych za pół ceny. Zob. Korespondencja…
cz. III (DWOK T. 66), listy 1438, 1497, 1526, 1527, 1532 i 1536.
3
Brulion listu do Karoliny Wąsowskiej z 18 III 1888 r., Korespondencja… cz. III (DWOK
T. 66), s. 502.
1

473

�i programie nowego czasopisma, wychodzącej od 1887 roku w Warszawie
„Wisły”, „miesięcznika geograficzno–etnograficznego” pod redakcją najpierw Artura Gruszeckiego (do 1888 roku), potem, do 1899 roku, niestrudzonego Jana Karłowicza. Cieszy się, że etnografia znalazła nowe łamy
w specjalistycznym, wzorowo kierowanym periodyku i od początku skupiać
będzie prace wybitnych badaczy współpracujących z pismem, publikując
rozprawy etnograficzne, antropologiczne i folklorystyczne, sprawozdania,
recenzje, przekłady, bibliografię polską i obcą, ale także w dziale korespondencji materiały etnografów amatorów. Warto zauważyć, że pierwszy
rocznik „Wisły” otwiera kwestionariusz opracowany przez Romana Zawilińskiego O sposobie gromadzenia materiałów etnograficznych, w swoich
tezach głównych pokrywający się w dużej mierze z założeniami i praktykami badawczymi autora Ludu i stanowiący ich kontynuację1. W liście
skierowanym do Karłowicza we wrześniu 1888 roku Kolberg wysoko ocenia przysłane mu zeszyty drugiego rocznika, znajdując w nich „artykuły
pierwszorzędnej dla nauki wagi”. Pochwala „postanowienie umieszczania
na szpaltach „Wisły” wycinków z gazet, czasopism, broszur itp. w jakimkolwiek z etnografią pozostających związku – a to w celu skupienia w jedno
ognisko materiałów rozproszonych po tylu różnorodnych pismach, gdzie
nierzadko one dla nauki marnieją”. Odwołuje się przy tym do takiej samej
własnej i wypróbowanej praktyki. Nawiązując do treści niektórych artykułów i podając kilka swoich uwag i propozycji, zastrzega jednocześnie „[…]
żałować mi tylko przychodzi, że sam czynnej do rozwoju pisma przyłożyć
nie mogę ręki. Prace bowiem nad własnym zbiorów uporządkowaniem
i wydawnictwem, a zbiorów tych jest jeszcze pod dostatkiem, tak dalece
mój czas pochłaniają, że go dla innych pism już nie starczy”. Wreszcie
wypowiada się na temat terminu „folklore”, który uważa za obcy duchowi
języka polskiego i dodaje, że „głosowałby chętnie za wyrazem «demotyka»,
proponowanym przez portugalskiego autora Braga”2.
„Wisła” R. I: 1887, s. 3–8, 43–48, 83–86, 123–127. Zawiliński postuluje przede wszystkim (s.
3–4) zbieranie materiału na obszarze jak najmniejszym, z uwzględnieniem wszystkich warstw
społecznych, wierny opis i zapis tekstów folkloru (spisywać, „nic nie dodając ani ujmując”, nie
eliminować faktów i utworów znanych skądinąd), położenie większego nacisku w badaniach
na zagadnienia kultury materialnej. Por. też H. Kapełuś „Wisła” (1887–1905), w: Dzieje folklorystyki polskiej 1864–1918…, s. 266–267.
2
List do J. Karłowicza z 2 IX 1888 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 529–531.
Zob. też list Karłowicza z 8 IX i brulion odpowiedzi Kolberga z 23 IX 1888 r., tamże, s. 535–537
i 539–541.Teófilo Braga (1843–1924), portugalski poeta i krytyk literacki, profesor literatury na
1

474

�Inny przykład aktywności pozawydawniczej może stanowić list do
Maksymiliana Gumplowicza, słowianoznawcy, syna Ludwika, na temat
życia i dorobku Emila Korytki, którym – jak wiadomo – Kolberg interesował się od dawna, zbierając o nim wiadomości w czasie pobytu w 1857
roku w Lublanie i później. Odpowiada na skierowane do niego zapytanie
Gumplowicza o spuściznę po tym polskim zesłańcu i zbieraczu pieśni
słoweńskich, dzieląc się wiadomościami pozyskanymi w trakcie swoich
poszukiwań, i informuje o scedowaniu przez siebie Bibliotece Jagiellońskiej zbiorku pieśni Korytki oraz przepisanych własnoręcznie przysłów
ze słoweńskiego druku zachowanego w pamiątkach po zmarłym, na który natrafił w 1880 roku w Piadykach pod Kołomyją u rodziny Korytki1. Mimo że wyraźnie ogranicza korespondencję, podtrzymuje listowny
kontakt z Kraussem i Kubą, z aprobatą śledząc ich kolejne, często mu
przekazywane prace, i w zamian posyła tomy swojego dzieła, odbierając
za nie wyrazy uznania i podziwu. Konkretnym ich przejawem jest przysłana w październiku 1888 roku przez Kubę odbitka z jego artykułem
biograficznym o Kolbergu zamieszczonym w czeskim piśmie „Osvěta” 2. Na
przełomie 1888 i 1889 roku prowadzi też korespondencję ze spotkanym
w Krakowie w 1887 roku Gersonem w sprawie ilustracji do będącej na
ukończeniu części V Mazowsza oraz Kaliskiego, a także do planowanej
części VI Mazowsza, która miała być poświęcona Mazowszu pruskiemu,
a której Kolberg nie zdążył już wydać3. Sporo czasu pod koniec 1888 roku
pochłania też sprawa rozliczeń z Kasą Mianowskiego i regulaminowych
zabiegów o dalszą dotację, którą na rok 1889 otrzymuje.

uniwersytecie w Lizbonie, zamianę terminu „folklore” na „demotyka” zaproponował w pracy O Povo Portugues nos seus Costumes, Crenças e Tradiçoes (Lizbona 1886). Informacja ta
odnotowana została w „Wiśle” R. II: 1888, na s. 400, w artykule W. Lutosławskiego Folklore
w Hiszpanii i Portugalii, zamieszczonym w dziale Przegląd czasopism.
1
Zob. list M. Gumplowicza i brulion listu Kolberga do M. Gumplowicza z 5 i z 20 IX 1888 r.,
Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 532–534 i 538–539.
2
Artykuł L. Kuby pt. Oskar Kolberg – národopisec polský opublikowała „Osvěta” w 1888 r.,
z. 8, s. 733–740. Kolberg dziękuje Kubie za przesłany mu zeszyt czasopisma z artykułem i dodaje kilka sprostowań w brulionie listu z 14 X 1888 r., Korespondencja… cz. III, (DWOK T. 66),
s. 541–542.
3
Zob. listy do i od W. Gersona, tamże, nr 1416, 1421, 1428, 1432, 1441.

475

�XXV
[Udział w pracach Komisji Antropologicznej: ocena i opracowanie melodii
litewskich Juszkiewicza (marzec 1889). – Jubileusz 50-lecia pracy Kolberga
obchodzony w Krakowie (maj 1889). – Udział Kolberga w jubileuszu J. Kossaka (czerwiec 1889). – Załamanie zdrowotne i przeprowadzka do domu
Kopernickiego (lipiec 1889). – Łęczyckie i cz. IV Pokucia (1889). – Recenzja
I. Franki cz. III Pokucia (1889) i Krótka replika Kolberga (1890) oraz dwa
artykuły z materiałami z Polesia w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii
Krajowej” (1889). – Propozycja W. Dzieduszyckiego wydania Przemyskiego
(1889). – Choroba, ostatnie chwile: pożegnanie przyjaciół, cz. I Chełmskiego
– ostatni tom w rękach Kolberga, testament i śmierć (3 czerwca 1890) w relacji Kopernickiego. – Pogrzeb (5 czerwca 1890).]

W styczniu 1889 roku, dziękując Jadwidze Wernerowej za tradycyjnie
wysyłane mu na Boże Narodzenie życzenia, Kolberg pisze do niej w duchu
utrwalonej od jakiegoś czasu rezygnacji, ale i z dystansem, które cechują
trudne dla niego ostatnie lata:
[…] siedzę już od kilku lat jak zaklęty na krakowskim bruku i na wieś nawet w lecie wcale się nie wymykam. Przyczyną tego jest nie tylko wiek mój podeszły, do
wycieczek już nie tak skory jak dawniej, ale i brak czasu, bo wydawnictw opóźnić nie mogę, a z powodu osłabionego wzroku i dla oszczędzania jego nie mogę
pracy mojej dokonywać i załatwiać tak szybko, jak ona tego wymaga i jak bym
sam tego pragnął, a nadto stosunek mój do pp. Jasińskich (zrujnowanych obywateli, jak wiesz) jest tego rodzaju, że oddalenie moje kilkomiesięczne uszczupliłoby i im nieco dochodu z mej miesięcznej płacy pochodzącego – wreszcie
i moja własna bieda, na chleb codzienny pracować mi nakazująca1.

Prawdopodobnie to owa „bieda”, ciężar starości i trud codzienności wypełnionej nadmierną pracą skłoniły Kolberga do determinacji i ryzykownego kroku, jakim była próba powrotu pod dach Konopków w pierwszych
miesiącach 1889 roku. Nie zostało mu jednak oszczędzone kolejne gorzkie
rozczarowanie. W odpowiedzi na niezachowany list lub ustną, pośrednio
złożoną propozycję przyjęcia go na stały pobyt w Mogilanach, otrzymuje od
Stefanii Konopkowej, wdowy po Józefie, uprzejmą odmowę zamieszkania
u niej, umotywowaną brakiem warunków niezbędnych dla zapewnienia mu
1

Brulion listu do J. Wernerowej z 29 I 1889 r., tamże, s. 569.

476

�spokoju i wygody. Kłopoty w licznej rodzinie, letnie zjazdy jej członków,
konieczność sprowadzenia na stałe owdowiałej córki z wnuczką, „trudy codziennego mozolnego gospodarowania”, to realne powody, wyjaśniające odmowę. Jak się wydaje, Kolberg je zrozumiał, jednak pod listem zanotował:
Wszystko to piękne – brak tylko tych kilku wyrazów: „Z tych powodów i wielu
jeszcze innych, nie mogąc Pana przyjąć do siebie na stałe, miło by mi jednak
było ze względu na dawną naszą przyjaźń widzieć Pana od czasu do czasu
w mym domu, czy to w święto, czy w niedzielę jaką, o ile byś przybyć zechciał,
i chętnie bym wówczas przysłała syna po Sz. Pana”1.

W marcu 1889 roku Kolberg rozpoczął druk ostatniej, piątej części Mazowsza; ukończenie tego tomu przewidywał w styczniu 1890 roku2.
W tym czasie wypłynęła też w kręgach Akademii sprawa publikacji
melodii litewskich zebranych przez Antoniego Juszkiewicza. Po śmierci
w 1886 roku Jana Juszkiewicza, który wydał wcześniej teksty pieśni litewskich zgromadzone przez brata, Antoniego, rękopis melodii odnoszących się
do tych tekstów za pośrednictwem Jana Baudouina de Courtenay znalazł
się w gestii Jana Karłowicza, który zainteresował nim Izydora Kopernickiego, przysyłając mu „okaz”, tj. prawdopodobnie fragment rękopisu. Kopernicki z kolei, odpowiadając Karłowiczowi, uznał wysoką wartość zapisów
Juszkiewicza i celowość ich odrębnej publikacji przez Akademię, a także
wskazał Kolberga – za jego zgodą – jako potencjalnego autora muzycznego opracowania tych melodii do druku i przytoczył pozytywną opinię
autora Ludu: „Kolberg, obaczywszy okaz przez Pana przysłany, oświadczył,
że melodia jest umiejętnie i doskonale spisaną”3. Na posiedzeniu Komisji
Antropologicznej w marcu 1889 roku Kopernicki przedstawił w imieniu
Karłowicza i za zgodą rekomendującego rękopis Jana Baudouina de Courtenay zbiór 1740 melodii pieśni litewskich spisanych przez Juszkiewicza
jako kwalifikujący się do wydania „ze względu na nadzwyczajną doniosłość
naukową tego jedynego zbioru dla etnologii powszechnej”. Jednocześnie na
1
List Stefanii Konopkowej z 1 III 1889 r. oraz notatka Kolberga pod tym listem, tamże,
572–573.
2
Zob. informacje na ten temat w brulionach listów do K. Dobrskiego z 28 V i 26 XI 1889 r.,
tamże, s. 582 i 644.
3
I. Kopernicki Listy do Jana Karłowicza…, s. 76–77 i 78, listy z 1 i 5 II 1889 r. (cytowane
zdanie na s. 78). Z pomocy J. Juszkiewicza Kolberg korzystał w 1878 r., opracowując swój artykuł poświęcony pieśniom litewskim, zob. wyżej, s. 390–391.

477

�wniosek Kopernickiego przewodniczącemu Komisji, Majerowi, oraz Kolbergowi powierzono rozpatrzenie się w tym materiale i przygotowanie planu
jego edycji1. Kolberg zdołał jednak opracować jedynie 119 melodii, pracę
kontynuował Kopernicki, a całość opublikowana została dopiero w 1900
roku jako wydawnictwo Akademii2.
Także w marcu otrzymał wiadomość od Ksawerego Konopki – tym razem radosną i satysfakcjonującą – o inicjatywie obchodu jubileuszu 50-lecia jego działalności badawczej, który w dowód uznania dla zasług autora
Ludu i wdzięczności za jego pracę i dorobek postanowili zorganizować
w Krakowie przyjaciele3. Zasłużyli się tu szczególnie obaj Konopkowie:
Ksawery, prezes Komitetu organizacyjnego, oraz Tadeusz, podobno autor
pomysłu, a także Izydor Kopernicki, Józef Majer, Władysław Żeleński, Zygmunt Cieszkowski, tj. pozostali członkowie Komitetu jubileuszowego. Jako
formę obchodu 50-lecia pracy badawczej Kolberga (od pierwszych poszukiwań pieśni ludowych w okolicach Wilanowa) wybrano „wieczór deklamacyjno-muzyczny”, z którego dochód miał być przeznaczony na wsparcie
Posiedzenie Komisji Antropologicznej dnia 29 III 1889 r., „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. XIX, 1889, s. XLVI–XLVII, punkt 10 (na posiedzeniu tym Kolberg
był obecny). Zob. też I. Kopernicki Listy do Jana Karłowicza…, s. 80, list z 3 IV 1889 r., z informacją na temat rezultatu tego posiedzenia. Tam również (s. 80–81) opinia i kolejna rekomendacja autora listu dotycząca Kolberga: „Tymczasem przysposobieniem tych materiałów do
wydania zajmie się najchętniej nasz Kolberg stary. Stary on jest, to prawda, ale wyobrazić Pan
sobie nie może jego niezmordowanej pracowitości i ruchawości w przedmiocie tak przez siebie
umiłowanym. Co się tyczy jego znajomości rzeczy, to nie wiem, czy jest na świecie człowiek
znający się z własnego doświadczenia na muzyce ludowej w takim stopniu jak on, który całe
życie temu poświęcał się i zęby zjadł na tym. Doświadczenie jego i pamięć olbrzymia całego
materiału muzycznego jest rzadką. Tak sądzą o nim nie tylko nasi muzykalni koryfeusze, jak
np. Żeleński, który go wysoce ceni z tego względu i ciągle go się radzi w swoich pracach kompozytorskich, ale proszę przeczytać sąd sławnego muzyka–etnologa Kuby, Czecha, w artykule
jego o Kolbergu w zesz. 8 „Osvěty” za r. 1888. – Na tej podstawie mogę zapewnić Szanownego
Pana, że Kolberg znający jak mało kto muzykę ludową, nie tylko polską, ale i innych narodów,
a także litewską (bo przecież on pierwszy wydał największą dotąd liczbę melodii litewskich)
jest osobą najzupełniej ukwalifikowaną do podjęcia się tego zadania”.
2
Melodie ludowe litewskie zebrane przez św. pamięci Antoniego Juszkiewicza. Opracowane przez śp. Oskara Kolberga i śp. Izydora Kopernickiego, a ostatecznie opracowane, zredagowane i wydane przez Zygmunta Noskowskiego i Jana Baudouina de Courtenay, Kraków
1900. Przedruk 119 melodii opracowanych przez Kolberga w: O. Kolberg Litwa (DWOK T. 53).
3
List K. Konopki z 20 III 1889 r., Korespondencja... cz. III (DWOK T. 66), s. 575–576. Pierwsze informacje o planowanych obchodach podały dzienniki galicyjskie: „Czas” 1889, nr 84 (z 11
IV), w Kronice miejscowej i zagranicznej oraz „Gazeta Lwowska” 1889, nr 84 (z 12 IV), w dziale Kronika.
1

478

�dalszego wydawnictwa. Przewidziano ceny biletów w wysokości 1 oraz 2
zł. reń. i 50 centów za wstęp. Przedsprzedażą biletów zajęły się księgarnie
Krzyżanowskiego, Gebethnera i Friedleina. Jubileuszowy koncert, który
odbył się w dniu 31 maja w sali Towarzystwa Strzeleckiego (Bractwa Kurkowego), zgromadził tłumnie publiczność. Sprawozdawca „Czasu” pisał:
Widzieliśmy tam zgromadzenie prawdziwie doborowe: przedstawiciele wszystkich warstw społecznych, korporacyj naukowych, od prezesa Akademii, rektora
Uniwersytetu, aż do uczniów szkół niższych, piękne grono pań, zastęp artystów,
prezes Koła Literacko-Artystycznego i dziennikarstwo nasze w komplecie; nie
skończylibyśmy, chcąc wyliczać ten długi szereg osób, które należałoby wymienić1.

Zgromadziły się delegacje i przedstawiciele instytucji i towarzystw naukowych, artyści, profesorowie, dziennikarze z Krakowa, Lwowa, Warszawy i Poznania. Obecni byli m.in. Józef Majer, Stanisław Tarnowski, Jan
Matejko, Juliusz Kossak, Michał Bałucki, Mieczysław Pawlikowski. W uroczystości uczestniczyła Karolina ze starszą córką Antoniną, a także Justyna
Konopczanka z rodziną, serdecznie witani przez Kolberga. Koncert poprzedziła uroczystość wręczenia wieńców pamiątkowych i medali honorowych
od szeregu towarzystw naukowych oraz od delegacji chłopskiej z Modlnicy, a także odczytanie licznych pism, telegramów gratulacyjnych i adresów
okolicznościowych nadesłanych z całego kraju i z zagranicy. Ich nadawcami były redakcje pism warszawskich, lwowskich i poznańskich, towarzystwa naukowe, organizacje studenckie, towarzystwa i zespoły muzyczne
Poznania, Warszawy, Lwowa, organizacje Polaków na obczyźnie, wiele osób
prywatnych z całego kraju i zagranicy. Kolberga wprowadzono uroczyście
na scenę, gdzie otoczyło go grono członków Komitetu, rodzina i delegacja
chłopska. Pierwszy przemówił przewodniczący Komitetu, Ksawery Konopka, podkreślając, że Kolberg „obrał za przedmiot pracy to, co stanowi podwalinę narodu, zdrowy i pełen sił żywotnych lud polski”. – „Szczęśliwyś,
1
Jubileusz Kolberga, „Czas” 1889, nr 126 (z 2 VI). Dokładne sprawozdanie pt. Uczczenie zasług Oskara Kolberga, podpisane inicjałami A.K., zamieściła też m.in. „Nowa Reforma” 1889, nr
126 (z 2 VI). Ponadto z okazji jubileuszu ukazały się w 1889 roku artykuły biograficzne poświęcone
Kolbergowi, m.in. pióra J. Karłowicza w „Wiśle” T. III: 1889, s. 468–473, W. Korotyńskiego w „Tygodniku Ilustrowanym”, nr 332 (z 11 V) oraz I. Kopernickiego w „Nowej Reformie”, nr 107 (z 10
V) – 109 (z 12 V). Ten ostatni tekst, obszerny i bogaty faktograficznie, nie skrywa przyjaźni, która
łączyła autora z Kolbergiem. Cytowane dalej fragmenty pochodzą z relacji w nr. 126 „Czasu”.

479

�Jubilacie – mówił – bo dzieło Twoje nie zna podziału Ojczyzny, ale obejmuje cały lud obszar jej ziemi zamieszkujący”1. Z życzeniem ukończenia
rozpoczętej pracy „ku chlubie narodu” wręczył srebrny wieniec w imieniu
Komitetu, rodziny Konopków i wszystkich uczestników uroczystości. Żeleński, przekazując wieniec w imieniu Towarzystwa Muzycznego, zwrócił
uwagę „na muzyczną stronę wydawnictw Kolberga, z której i sam mówca,
i inni muzycy niejednokrotnie czerpali natchnienie do swoich kompozycji”.
Przyjęta z owacją delegacja chłopska z Modlnicy w osobach: Mikołaja Kozienia, Tomasza Janeckiego i Tadeusza Wyzgi wystąpiła z wieńcem „uwitym z polnych naszych kwiatów i zbóż”, a pierwszy z wymienionych wyraził
„wdzięczność ludu polskiego temu, który życie swe poświecił jego zbadaniu
i opisaniu”. Wzruszony Kolberg dziękował każdemu z mówców, wyrażając
nadzieję na kontynuację dzieła. Po wręczeniu jubilatowi wieńców i dyplomów odczytano liczne telegramy gratulacyjne i adresy okolicznościowe od
instytucji i osób prywatnych, towarzystw naukowych i artystycznych, profesorów, artystów, pisarzy z Krakowa, Lwowa i Warszawy, „prawie wszystkich redakcji polskich dzienników”, stowarzyszeń akademickich, osób publicznych i prywatnych, działaczy społecznych, przyjaciół, rodziny itd.2.
Następnie Kolberg zasiadł w gronie rodzinnym i rozpoczął się koncert. Na
program złożyły się następujące utwory: Polonez Żeleńskiego na orkiestrę
pod kierunkiem kompozytora, Romans Rózi z Króla pasterzy Kolberga,
pieśni: Niedziela Moniuszki oraz Posyłka Żeleńskiego odśpiewane przez
Rytę Andrzejkowiczównę, Baśń tęczowa Asnyka i Jagódka Lenartowicza
w recytacji Wandy Siemaszkowej, Fantazja na temata polskie Chopina
w wykonaniu Franciszka Bylickiego, z towarzyszeniem orkiestry 13 pułku
pod kierunkiem kapitana Hocka, kilka utworów wykonanych przez włościański chór mieszany z Bieżanowa, kierowany przez założyciela, ks. proboszcza Józefa Kufla i organistę Jakuba Jamka, Rondo à la Mazur Chopina
odegrane na fortepianie także przez Bylickiego. Zrezygnowano z ostatniego
Ten fragment mowy Konopki, przytoczony tu za artykułem Jubileusz Kolberga w „Czasie” 1889, nr 126, w sprawozdaniu A.K. Uczczenie zasług Oskara Kolberga w „Nowej Reformie” 1889, nr 126 podano w wersji: „Szczęśliwy jesteś, bo Twoje dzieło nie zna zbrodni
dokonanej na naszej kochanej matce Ojczyźnie, nie zna rozbioru Polski! Tyś ją opisał, jej ludy
dał poznać, jak to mówią, od morza do morza, Koronę i Litwę!”.
2
Telegramy te i adresy w większości zachowały się w spuściźnie Kolberga i publikowane
są w cz. III Korespondencji (DWOK T. 66). Ponadto ich spis podaje „Czas” w nr. 126, a pełne
teksty publikuje „Nowa Reforma” także w nr. 126; tam również cytowane są przemowy wygłoszone na uroczystości.
1

480

�punktu programu, czyli utworu Dobrzyńskiego Finale z symfonii, z powodu
spóźnionej pory i „niesłychanego upału” w sali1. Zakończenie uroczystości
stanowił pokaz ogni bengalskich.
Relacje z koncertu opublikowały liczne pisma wszystkich trzech zaborów. Opinia wszystkich co do podniosłości celu i wspaniałego rezultatu
była zgodna. Uroczystość okazała się wielkim i spontanicznym hołdem dla
osoby i dzieła Kolberga, dla jego pracy, trudu, wyrzeczeń i osobistej skromności. Dostarczyła mu też wielu wzruszeń i satysfakcji, choć ten publiczny
aplauz onieśmielał nienawykłego do takich wyróżnień, zawsze skromnego
jubilata. Jeszcze przez kilka tygodni Kolberg odbierał gratulacje, listy i dyplomy honorowego członkostwa z kraju i z zagranicy. Następnego dnia po
koncercie informował Kraussa: „Otóż koncert wczorajszy wypadł dla mnie
(jak na Kraków) wcale pomyślnie i świetnie”.
A pod koniec czerwca pisał do Kuby:
Dary, wieńce, adresy i telegramy, jakie przy tej sposobności otrzymałem, wzruszyły mnie do głębi, bo były wymownym dowodem uznanych mych dobrych
chęci i zajęć; najwspanialszym z tych darów był wieniec srebrny, od literatów
warszawskich mi nadesłany, najrzewniejszym – w[ieniec] z kwiatów polnych
od wieśniaków2.

Zaledwie trzy dni po koncercie wziął Kolberg udział w jubileuszowej
uroczystości z okazji 65-lecia urodzin Juliusza Kossaka, która odbyła się
3 czerwca w salach Towarzystwa Sztuk Pięknych w Sukiennicach. Obecność „jubilata Oskara Kolberga” w gronie szacownych osób: prezydenta
Szlachtowskiego, biskupa Krasińskiego i kanonika Pelczara, które obok rodziny zasiadły „najbliżej estrady”, odnotował „Czas”3. Jego obecność na
W 2015 roku w Krakowie odbył się koncert „pamięci Kolberga”, stanowiący replikę jubileuszowego koncertu z 1889 roku, zorganizowany w tym samym dniu, tj. 31 maja, w tym
samym miejscu (dawna Sala Strzelecka) i z tym samym programem (utwory Kolberga, Chopina, Moniuszki, Żeleńskiego, pieśni ludowe, wiersz Asnyka) przez Instytut Muzyki i Tańca oraz
Muzeum Historyczne Miasta Krakowa. Zob. K. Markiewicz Koncert pamięci Oskara Kolberga
– replika koncertu z 1889 roku, https//www.muzeum-radom.pl/muzeum-o-kolberga/koncert-pamięci-oskara-kolberga-replika-koncertu z 1889 roku (dostęp: 26.08.2020).
2
Bruliony listów do F.S. Kraussa z 1 VI i do L. Kuby z 25 VI 1889 r., Korespondencja… cz. III
(DWOK T. 66), s. 609 i 621.
3
Informację tę podał „Czas” 1889, nr 127 (z 4 VI), w sprawozdaniu pt. Jubileusz Juliusza
Kossaka. Zob. też ciąg dalszy sprawozdania, tamże, nr 128 (z 5 VI) oraz odrębny tekst biograficzny poświęcony artyście w nr. 127.
1

481

�głównej uroczystości w Sukiennicach podczas skierowanych do jubilata
mów oraz wręczania upominków, adresów i wieńców z całej Polski była
z pewnością wyrazem zażyłości i przyjacielskich relacji, jakie od dawna
łączyły go z Kossakiem. Ugruntowało je wspólne zamiłowanie do pamiątek
przeszłości, historii narodu i jej świadectw, do ikonografii dokumentującej kulturę polską, a także wspomniana wyżej współpraca nad tą ostatnią
dziedziną w ramach programu badań i prac w Komisji Antropologicznej.
Wzmianki w korespondencji Kolberga na ten temat świadczące o wzajemnych kontaktach i konsultacjach, a także serdeczny ton w zachowanym
liście Kolberga do Kossaka w odpowiedzi na zaproszenie na założycielskie
zebranie kierowanego przez malarza Koła Artystyczno-Literackiego w Krakowie1 są wyrazem zażyłości i wzajemnego zrozumienia. Brak jednak informacji, czy Kolberg bywał w otwartym domu artysty, w willi „Wygoda”,
nazwanej także „Kossakówką”, gdzie od 1869 roku, kiedy to Kossak osiadł
wraz z rodziną w Krakowie, odbywały się słynne spotkania towarzyskie
inteligencji, sfer artystycznych i arystokratycznych. Salon w neogotyckim
dworku Kossaków, prowadzony później przez syna i wnuki Juliusza, Wojciecha i jego dzieci – Jerzego, Marię i Magdalenę, trwał aż do II wojny
i gromadził najwybitniejszych przedstawicieli świata sztuki i kultury2.
Majowe uroczystości jubileuszowe, choć radośnie i głęboko przeżyte
przez Kolberga, były jednak dla niego z pewnością męczące, gdyż coraz
trudniej znosił tłumne zgromadzenia i niemożność pozostawania w cieniu.
Jego zdrowie i kondycja nadal były kiepskie. W kilka tygodni po majowych
uroczystościach zasłabł, coraz trudniej było mu pracować tak intensywnie
i wysiłek ten godzić z codziennymi niezbędnymi działaniami. Najbliżsi mu
przyjaciele dostrzegali tę sytuację od pewnego czasu i choć z pewnością jedną z odpowiedzi była inicjatywa uczczenia jubileuszu Kolberga, problemów
samodzielnego bytowania nie rozwiązywała. Potrzeba stałej opieki stawała
się coraz pilniejszą koniecznością. Wyjście znalazł niezawodny w staraniach
o Kolberga Izydor Kopernicki; zaprosił go na stałe do swojego domu, który
zresztą od początku był zawsze dla niego gościnnie otwarty. Na początku
1
Zob. brulion listu do J. Kossaka z 29 VI 1880 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),
s. 379. Drukowane zaproszenie na zebranie założycieli Koła Artystyczno-Literackiego, któremu
przewodniczył Kossak, z jego podpisem, przesłane Kolbergowi do Czortowca, gdzie przebywał
w związku z wystawą w Kołomyi, zachowało się w jego zbiorach (BN PAU i PAN, sygn. 2185/3,
k. 312–313).
2
Por. A. Gabryś Salony krakowskie…, s. 218 i 226.

482

�lipca autor Ludu przeprowadził się do domu przyjaciela przy ulicy Sławkowskiej 29, „trzeciego domu, idąc od plantów ku miastu”1. Ten wspaniałomyślny gest Kopernickiego zapewnił Kolbergowi w ostatnim roku życia
stałą troskę, opiekę i upragnione poczucie bezpieczeństwa. Gospodarz mógł
towarzyszyć mu teraz bezpośrednio w codziennej pracy, wciągnięty był
w jego zobowiązania, terminy, kontakty, wspomagał radą i dostarczanymi
lekturami, jeszcze intensywniej uczestniczył w jego życiu. Zawsze świadomy wartości i znaczenia prac Kolberga, nadal propagował jego dzieło, pośredniczył i orędował w jego sprawach w Akademii. Kolberg powierzał mu
też wszystkie swoje sprawy, wtajemniczał w konkretne problemy swojego
warsztatu, finanse, najbliższe i dalsze plany wydawnicze, życzenia co do losów swojego archiwum. Jako znakomity uczony był dla Kolberga nie tylko
opiekunem i lekarzem, oddanym przyjacielem i doradcą, ale i partnerem do
dyskusji i wymiany poglądów, konsultantem i recenzentem. Jego szacunek
i uznanie dla autora Ludu jako badacza i człowieka, a także niezwykle delikatnie okazywaną pomoc dokumentuje m.in. korespondencja prowadzona
przez Kopernickiego w latach 1887–1891 z Karłowiczem2. Świadczy o tym
choćby przytoczona wyżej rekomendacja Kopernickiego dotycząca kompetencji muzykologicznych Kolberga przekazana Karłowiczowi w związku z melodiami pieśni litewskich. Inny przykład stanowić może sugestia
elegancko wyrażona w liście do młodszego badacza, któremu Kopernicki
patronował, Seweryna Udzieli, by zwrócił się do Kolberga z prośbą „bardzo gorącą i serdeczną” o przysłanie mu tomów Ludu i Mazowsza dla
Zob. brulion listu do W. Wiślickiego z 2 VII 1889 r., Korespondencja… cz. III (DWOK
T. 66), s. 626.
2
Zob. I. Kopernicki Listy do Jana Karłowicza… s. 61–100. Za przykład, w jakim stylu
Kopernicki podkreślał rolę i miejsce Kolberga w etnografii, niech posłuży fragment wcześniejszego listu do Karłowicza z 4 kwietnia 1888 roku: „Łaskawie mi przysłany zeszyt „Wisły”, przeczytawszy z największym zajęciem, udzieliłem go Kolbergowi, który również oddaje Waszemu
pismu wielkie pochwały i szczerze się cieszy tym pismem. Z wyrażonego przezeń bardzo szczerego zadowolenia wnoszę, że lubo jest wielce zajęty i nad wiek swój przeciążony wydawnictwem swoich dzieł własnych, to mógłby i chętnie udzieliłby od czasu do czasu Pańskiej „Wiśle”
jaki kąsek pożądany ze swoich bogatych zasobów. Dlatego radziłbym Szanownemu Panu udać
się do niego z tą propozycją, ofiarując mu jeden egzemplarz „Wisły”, której współpracownik
taki doda niewątpliwie nie tylko splendoru, lecz i strawy dobrej” (tamże, s. 70). Jak wspomniano, Kolberg otrzymał od Karłowicza zeszyty „Wisły”, odpowiedział na propozycję współpracy
z pismem i życząc „najobfitszych plonów i jak najszerszego upowszechnienia”, wyraził przy
okazji kilka swoich uwag na temat jego profilu i zawartości (Korespondencja… cz. III, DWOK
T. 66, s. 529–531).
1

483

�tworzącego się pod jego kierunkiem Kółka Etnograficznego w Gorlicach,
gdyż on [Kolberg] „niezawodnie mi powie o Waszej odezwie, więc ja Waszą
prośbę poprę tak, że może bezpłatnie lub przynajmniej za pół ceny dostaniecie”1. Krótko potem Kopernicki informuje Udzielę, że został obrany
członkiem Komisji Antropologicznej „na przedstawienie moje i nieobecnego
na posiedzeniu O. Kolberga”. W ten sposób Kopernicki często eksponował
rolę Kolberga, którego skromność skłaniała raczej do pozostawania w cieniu. W jego listach, zwłaszcza pisanych do Karłowicza, osobie i dziełu Kolberga poświęconych jest szereg wzmianek i opinii. Poświadczają one także
pracę Kopernickiego nad spuścizną przyjaciela podjętą natychmiast po jego
śmierci oraz gorliwość i sumienność, z jaką realizował ostatnią wolę autora
Ludu jako wykonawca jego testamentu.
Po jubileuszu i przeprowadzce rygor pracy Kolberga, niezmiennie wytężonej i coraz pospieszniejszej, nie tylko nie uległ zmianie, ale jeszcze się
zaostrzył. Można to śmiało określić jako walkę z czasem człowieka świadomego w pełni, że czasu tego pozostało mu mało i że z każdym dniem jest
go mniej.
W roku 1889 ukazało się Łęczyckie oraz czwarty i ostatni tom Pokucia,
a na warsztacie Kolberga była piąta część Mazowsza, Kaliskie i pierwsza
część Chełmskiego.
Jednotomowa monografia Łęczyckiego (tom 22 Ludu) obejmuje niewielki obszar między Mazowszem, Kaliskiem i Kujawami; zgodnie z pierwotnymi planami Kolberga ziemię łęczycką i „gostyńską” [tj.gostynińską]2.
Zob. M. Rak Listy Izydora Kopernickiego do Seweryna Udzieli z lat 1887–1891, „Ling­
Varia” R. VIII: 2013, nr 1(15), s. 242 i 242–243 (listy z 24 XI i z 12 XII 1889 r.). Seweryn Udziela
(1857–1937), nauczyciel, zasłużony etnograf amator i badacz kultury ludowej Małopolski, w latach 1888–1893 był inspektorem szkolnym w powiecie gorlickim i grybowskim, a wyjazdy
łączył z badaniami i nawiązywaniem kontaktów z współpracownikami z kręgu nauczycieli
i uczniów. Kółko Etnograficzne skupiające nauczycieli założył 22 V 1889 r. Za radą Kopernickiego Udziela zwrócił się do Kolberga, a ten spełnił jego prośbę (zob. listy z 30 XI 1889 r. i z 20
I 1890 r., Korespondencja… cz. III, DWOK T. 66, s. 645 i 658). Na członka Komisji Antropologicznej Udziela wybrany został na posiedzeniu 11 XII 1889 r. (zob. „Rozprawy i Sprawozdania
z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. XX, 1890, s. XLIII). Z materiałów Kolberga wydał Śląsk
Górny (1906) i Tarnów-Rzeszów (1910), był współzałożycielem powstałego w 1895 r. we Lwowie Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego, twórcą i dyrektorem Muzeum Etnograficznego
w Krakowie.
2
Charakterystyka Łęczyckiego, materiałów źródłowych oraz badań Kolberga w tym regionie itd. przedstawione zostały przez E. Antyborzec we wstępie pt. „Łęczyckie” Oskara Kolberga
w: O. Kolberg Łęczyckie. Suplement do tomu 22 (DWOK T. 78), s. VII–XXXI.
1

484

�Ta ostatnia, jako należąca do historycznego Mazowsza, uwzględniona jest
także po części w tomie pierwszym Mazowsza, tzw. Mazowszu polnym,
co wskazuje, jak skomplikowany był podział na regiony według nieostrych
i krzyżujących się kryteriów, o czym tu już wspominano. Tom zawiera stosunkowo skromny materiał etnograficzny w postaci szczupłych zapisków
dotyczących kraju i ludu, a także skąpy zasób wierzeniowy oraz folklorystyczny w zakresie prozy ludowej, tj. bajek i podań, mimo że sam Kolberg
określa we wstępie Łęczyckie jako „ziemię tak płodną w tradycje”1. Zdecydowanie przeważają pieśni związane ze zwyczajami i obrzędami oraz „powszechne”, czyli autonomiczne. Osobliwością monografii jest dołączenie do
niej zbioru tańców kujawskich, które były przedmiotem szczególnego zainteresowania i analiz autora. W rozdziale zatytułowanym Kujawy pomieścił
więc w Łęczyckiem 147 melodii tanecznych, po części z przyśpiewkami,
traktując je jako kontynuację tańców opublikowanych w 1867 roku w monografii Kujaw, gdzie nie zdołał opublikować wszystkich „z powodów od
nas niezależnych”. Zabieg ten tłumaczył „łącznością ich z łęczyckimi, już
z samego obu tych prowincyj położenia, ułatwiającego ich wzajemne na
siebie wpływy, wynikającą”2, co jednak według muzykologów badających
ten materiał nie wyjaśnia wszystkiego, gdyż widoczna w rękopisach Kolberga pasja, z jaką pracował nad tańcami kujawskimi, nad ich specyficzną
trzyczęściową strukturą, oraz szczególne zainteresowanie, jakie okazywał
kujawiakom, przemawiają raczej za potrzebą ukazania całego zbioru, jakim
dysponował3.
Na czwartą część Pokucia, wydaną podobnie jak trzecia dzięki podwojonej dotacji Akademii, składa się zbiór „kazek”, w którym znalazły się baśnie
magiczne, legendy, anegdoty i opowieści wierzeniowe, bajki zwierzęce oraz
zagadki i łamigłówki. Wyjątkowo, gdyż na ogół badacz tego nie praktykował, wymienia we wstępie do tego tomu nazwiska „opowiadaczy: włościan,
włościanek, diaków i inne osoby (z różnych Pokucia pochodzące miejscowości), które nam spisane tu kazki w rodzinnej swej udzielali mowie […]”4.
O. Kolberg Łęczyckie (DWOK T. 22), s. IV.
Tamże, s. 211, rozdział „Kujawy”, przyp. 1.
3
Zob. D. Pawlakowa Zbiór tańców kujawskich Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Kujawy.
Suplement do tomów 3 i 4 (DWOK T. 72/I), s. VI–XXIII oraz Ł. Smoluch Zapisy muzyczne
w „Łęczyckiem”, w: O. Kolberg Łęczyckie. Suplement do tomu 22 (DWOK T. 78), s. XXXVII–
XLIII.
4
Pokucie cz. IV (DWOK T. 32), s. XI.
1
2

485

�Wśród wskazanych narratorów (osiem nazwiskiem, jedna inicjałem nazwiska), reprezentujących Kołomyję, Ispas, Horodnicę, Czortowiec i Jasienów
Polny, znalazł się nauczyciel, student, diak, a także ludowi wykonawcy1.
Jak wspomniano, na Pokuciu Kolberg miał bardzo sprzyjające warunki dla
swoich badań i kontaktów z informatorami dzięki pobytom u zaprzyjaźnionych rodzin, z Przybysławskimi z Czortowca na czele, oraz dzięki wystawie w Kołomyi. Stąd pozyskane materiały etnograficzne i folklorystyczne
wyróżniają się autentycznością i wiarygodnością. Wśród wymienionych
w cytowanym wstępie osób szczególnie cennym dla Kolberga współpracownikiem był Bazyli Jurczeńko, nauczyciel z Ispasa, potem student prawa
w Czerniowcach, którego materiały obejmowały nie tylko teksty bajkowe,
zamieszczone w części IV monografii, ale i pieśni, a także dotyczyły zwyczajów, obrzędów i wierzeń. Tym ostatnim poświęcona jest część III Pokucia
wydana rok wcześniej, która zawiera poza opisem „świata nadzmysłowego”
także rozdział „Tańce” oraz „Przysłowia”. Charakter materiałów do tej czterotomowej monografii, przeważnie pozyskanych z autopsji, z bezpośrednich
relacji i w dużej mierze dzięki wystawie oraz dodatkowo weryfikowanych
w trakcie szczegółowych konsultacji2, sytuuje Pokucie wysoko wśród Kolbergowskich monografii pod względem wartości źródłowej.
Trzecią część Pokucia zrecenzował w 1889 roku Iwan Franko (1856–
1916), ukraiński pisarz, poeta i slawista3. Z uznaniem wyraził się o zawartej w tomie rozprawie o tańcach ludowych na Pokuciu, zakwestionował
jednak sposób opracowania samych przyśpiewek, zarzucając ich zbiorowi
chaotyczność, brak metody w podziale materiału na zapisany oryginalnie
i przejęty z innych źródeł oraz „rozsiekanie” poszczególnych pieśni na kawałki, tj. rozerwanie zwrotek logicznie układających się w całość. Za wielką zaletę uznał transkrypcję tekstów rusińskich, która „u p. Kolberga jest
w ogóle bardzo trafną i świadczy o wysoce rozwiniętym u autora słuchu
i odczuciu właściwości danego dialektu”, co tak skomentował dalej: „Można
1 W materiałach do monografii Pokucia odnaleźć można więcej nazwisk i informacji
o wykonawcach i mieszkańcach wsi niż w źródłach Kolberga dotyczących innych regionów.
Pisze o tym A. Skrukwa, zob. „Pokucie” Oskara Kolberga… (DWOK T. 81), s. XXXVI–XXXIX.
2
Cennym przykładem charakteru, zakresu i szczegółowości tych konsultacji są spisane
przez Kolberga Pytania skierowane do W. Przybysławskiego z lat 1878 i 1881, opublikowane
w suplemencie do Pokucia (DWOK T. 81) jako aneksy I–III, na s. 247–261.
3
Tekst Franki ukazał się w „Kwartalniku Historycznym” R. III: 1889, na s. 740–741, przedruk w: O. Kolberg Pokucie. Suplement… (DWOK T. 81), aneks VIII, s. 286–288.

486

�śmiało powiedzieć, że dopiero od pojawienia się Pokucia Rusini otrzymali
sposobność poznania prawdziwej fonetyki tego wielce charakterystycznego
dialektu […]”1. Jednak i w tym zakresie wytknął autorowi niekonsekwencję zapisu gwarowego. Materiał w rozdziale „Świat nadzmysłowy” Franko
uznał za cenny, zwłaszcza w zakresie medycyny ludowej, wierzeń o roślinach i zwierzętach, ale zarzucił mu brak krytycyzmu wobec wykorzystanych źródeł i błędną ocenę ich autentyczności.
Kolberg odpowiedział recenzentowi na tych samych łamach2 z wyraźnym zniecierpliwieniem; po raz kolejny taka ocena jego dzieła wynikła bowiem, przynajmniej po części, z niezrozumienia założeń i metod jego pracy.
Zarzut „rozrywania” pieśni na pojedyncze zwrotki Kolberg odpiera najpierw kategorycznym stwierdzeniem, że ich w tym tomie nie ma, co następnie tak wyjaśnia:
Nikomu bowiem z dawniejszych nawet zbieraczy rzeczy ludowych nie przyszło
na myśl nazywać pieśniami kołomyjek, śpiewek krótkich, przyśpiewek, piosneczek okolicznościowych, wśród tańca najczęściej improwizowanych, równie jak krakowiaki urywkowych, nuconych już to w dwu- i czterowierszowych
zwrotkach, już zbitych w kilko- lub kilkunastozwrotkowe aglomeraty (odznaczone w naszej książce kreskami), a mogące równie dobrze w razie potrzeby
lub przypomnienia być rozbitymi, czyli (wedle słów sz. recenzenta) „posiekanymi” w drobniejsze, pojedyncze znów zwrotki, bo każda tworzy zwykle odrębną,
w sobie zamkniętą całość, a która to własność śpiewkę taką odróżnia stanowczo
od pieśni, gdzie ze względu na treść tej ostatniej wyrzucać zwrotek bez szkody
dla utworu nie można […]3.

O ruchliwości autonomicznych przyśpiewek i tworzeniu z nich różnych
konglomeratów decyduje więc sytuacja wykonawcza i inwencja śpiewającego, a zestawianie w tomie „przypadkowo spojonych w jedno dla zbliżonej
treści lub podobieństwa obrazów” ma dokumentować mechanizm funkcjonowania tych tekstów, a nie sztywną, ustaloną formę takiej okazjonalnej całości. W odpowiedzi na zarzut Franki, że brak przy tańcach wskazówek źródłowych, odpowiada, że podaje je dla tekstów przejętych z innych zbiorów
Tamże, aneks VIII, s. 287.
Krótka replika jako odpowiedź na recenzję III tomu „Pokucia”…, „Kwartalnik Historyczny” R. IV: 1890, s. 221–223. Przedruk w: O. Kolberg Studia, rozprawy… (DWOK T. 63), s.
412–415 oraz w: O. Kolberg Pokucie. Suplement… (DWOK T. 81), aneks VIII, s. 288–291.
3
Tamże, aneks VIII, s. 288.
1
2

487

�w formie odsyłaczy pod tekstami kołomyjek, a spisane przez siebie opatruje notą o lokalizacji geograficznej. Do zarzutu „niejednostajnej w dziele
pisowni” rozumianej przez recenzenta jako niekonsekwencja transkrypcji,
generalnie ocenianej przez niego bardzo pozytywnie, odnosi się, kierując
do swojego wstępu do części IV Pokucia, gdzie tłumaczy ich przyczyny1.
Pisze tam:
Pragnąc zebrane tu kazki wiernie oddać w narzeczu miejscowego ludu, trzymaliśmy się przy spisywaniu ich metody fonetycznej i dlatego wsłuchiwaliśmy się
pilnie w brzmienie każdej niemal przez opowiadacza wymówionej głoski.

Praktyka taka prowadzi go do wniosku, że „odmiany” wymowy właściwe są nie tylko różnym częściom regionu, lecz że bywają odbiciem wahań
wymowy lokalnej lub użycia dźwięku pośredniego, złożonego, nie dającego
się oznaczyć graficznie, a także mogą oddawać chwiejność wymowy jednego nawet narratora, i to w tej samej opowieści czy relacji. Wyczulone ucho
Kolberga obdarzonego znakomitym słuchem pozwalało na wychwytywanie
niuansów, a także na dokumentację żywego, konkretnego przekazu gwarowego, z wszystkimi jego odchyleniami i niekonsekwencjami, a nie ustabilizowanego, dialektologicznie poprawnego tekstu i „jednostajnej pisowni”. Te
walory dokumentacji Kolberga doceniła dopiero współczesna dialektologia,
o czym była już mowa wcześniej. Na zarzut braku krytycyzmu wobec źródeł ilustrujących świat wierzeń autor Ludu odpowiedział:
Prawda, żeśmy się starali o zdobycie jak największej liczby szczegółów, bo zasób
ich im obfitszy, tym się staje pożądańszym dla przyszłego rzeczy tych badacza.
Prawda też, żeśmy się nie zapuszczali w krytyczne każdego zdobytego szczegółu
ocenianie, gromadząc po największej części materiał surowy, bo czynność taka
należy do przyszłego mitologa, a nie do zbieracza, który – owszem – przedwczesnej krytyki jak najmocniej wystrzegać się powinien2.

Kolberg wytknął też France, że „zarzut bezkrytyczności i niesforności podanego materiału” nie powinien być gołosłowny, lecz wsparty konkretnymi
dowodami, bo bez nich nie posiada wartości naukowej.
1
Tamże, aneks VIII, s. 290–291; Kolberg kieruje do przedmowy do cz. IV Pokucia (DWOK
T. 32), zob. s. X–XI.
2
O. Kolberg Pokucie. Suplement… (DWOK T. 81), aneks VIII, s. 290.

488

�Ta replika Kolberga była jego ostatnim głosem polemicznym. Świadczy
ona z jednej strony o niezmienności principiów, z drugiej o nierzadkim
ówcześnie braku zrozumienia dla jego perspektywicznego planu, opartego
na poprzedzającej naukowe wnioski pracy zbieracza, na skrzętnym gromadzeniu odpowiedniej bazy źródłowej, by dopiero później możliwa była interpretacja i krytyka materiału, a także kompetentne badania porównawcze.
Także w roku 1889 ukazały się w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii
Krajowej” dwa artykuły Kolberga poświęcone baśniom, zwyczajom i obrzędom weselnym z Polesia1. Ich publikacja związana była ze wspomnianą
wyżej propozycją Kolberga z 1888 roku odstąpienia Komisji Antropologicznej do druku swoich materiałów, których już nie zamierzał wykorzystać
w monografiach. O genezie tych prac brak bliższych danych, wiadomo
jedynie z noty Kolberga, że są to materiały po części nadesłane, po części
przekazane przez osobę przybyłą z Polesia do Krakowa. Sześć tekstów bajkowych z artykułu pierwszego, pochodzących z okolic Pińska i Lubieszowa,
Kolberg określa jako dyktowane przez tę nieznaną osobę. Trzy opisy wesel
wraz z 90 tekstami pieśni (i jedną melodią) w artykule drugim dopełnia
kilka informacji o zwyczajach z ponad 30 tekstami pieśni (i jedną melodią),
31 zdań i przysłów oraz kilka przyczynków do wierzeń i języka.
W grudniu 1889 roku do licznych i pilnych prac Kolberga dołączone
zostało nowe wyzwanie. Od Włodzimierza Dzieduszyckiego, kuratora Muzeum Przyrodniczego im. Dzieduszyckich we Lwowie, badacz otrzymał
w darze jubileuszowym propozycję sfinansowania nakładu jednotomowej
„monografii części Rusi Czerwonej” o objętości około 20 arkuszy, za sumę
500 fl. reń. Odpowiadając darczyńcy, Kolberg poinformował sponsora, że
„do monografii w podobnych rozmiarach kwalifikuje się jedynie okolica
Przemyśla, lecz i ta wyczerpującą być nie może z powodu braku pewnych
szczegółów […]” i przedstawił zarys treści tomu2. Po zaakceptowaniu tego
planu przystąpił natychmiast do pracy nad materiałami przemyskimi, jednak nie zdążył tej monografii ukończyć.
Tymczasem bowiem coraz bardziej opuszczały go siły fizyczne. Kopernicki, w którego domu zamieszkał na początku lipca 1889 roku, miesiąc
O. Kolberg Baśni z Polesia, „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej” T. XIII: 1889,
s. 200–207 oraz Zwyczaje i obrzędy weselne z Polesia, tamże, s. 208–245. Przedruk w: O. Kolberg Białoruś–Polesie (DWOK T. 52).
2
List do W. Dzieduszyckiego z 14 XII 1889 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66),
s. 648–649.
1

489

�po uroczystościach jubileuszowych, najbliższy świadek ostatniego okresu
życia przyjaciela, tak pisał bezpośrednio po jego śmierci o tych wspólnych
miesiącach:
Przeszło od półtora roku coraz bardziej upadającego już na siłach na czas krótki
tylko pokrzepiły go i ożywiły owe powszechne wyrazy uznania. Od lipca roku
prz. [tj. 1889], gdy w moim domu zamieszkał, nieustannie zajęty wydawaniem
trzech dzieł naraz (Mazowsze T. V, Chełmskie T. 1, Kaliskie T. 1), użalał się
on nieraz, że go siły fizyczne coraz widoczniej opuszczają, tak iż nie mogąc jak
dawniej po kilkanaście godzin z rzędu pracować przy biurku, bywał coraz to
częściej zmuszony odrabiać to, co się dawało, leżąc w łóżku. Pomimo to wszakże
aż do później jesieni zwykł on był każdej niedzieli odwiedzać swoich znajomych,
a niekiedy i w dnie powszednie wychodził na parę godzin do miasta. Po tych
wycieczkach jednak powracał każdy raz wielce znużony i skutkiem tego z początkiem zimy wychodził już nader rzadko, a od Nowego Roku aż do wiosny nie
opuszczał wcale swego mieszkania. Do tego też zmuszało go dostrzeżone po raz
pierwszy już w styczniu [1890] znaczniejsze obrzęknięcie nóg, którym się słusznie
zaniepokoił, gdyż było to pierwszym zwiastunem ostatecznego osłabienia organizmu i wyczerpującej się u starca czynności serca i krwi krążenia. To obrzękniecie nóg wraz z osłabieniem ogólnym, przy dość zadawalniającym skądinąd
stanie zdrowia, powiększało się u niego powolnie do tego stopnia, iż śp. O. Kolberg był zmuszony coraz to dłużej przebywać w łóżku, którego na koniec od
początku kwietnia nie opuszczał już wcale. Widząc w tym zbliżający się już kres
życia swojego, coraz częściej odtąd zwykł on był mówić ze mną o tym, co się
stać ma z jego puścizną naukową i materialną. Co do pierwszej – wtajemniczał
on mnie ponownie w swoje dawne zamiary i wynurzał obecne życzenia, a co
do ostatniej – na kilka tygodni przed śmiercią upełnomocnił jednego ze swych
najszczerszych czcicieli, p. mecenasa dra Stan. Abłamowicza do zlikwidowania
swego jedynego mienia, tj. wszystkich swych nakładów zostających na składzie
w drukarniach i w komisie u księgarzy. Przy tym wszystkim, z umysłem po
dawnemu spokojnym, jasnym i czynnym zachował on do ostatniej chwili pamięć zadziwiającą, dokładną i pewną o wszystkich szczegółach tyczących swego
przedmiotu oraz prac przez siebie rozpoczętych lub zamierzonych i materiałów
do nich przysposobionych. […] Z tych zaś najbardziej zajmowała go monografia
Przemyskiego, którą w darze jublileuszowym dla O. Kolberga wspaniałomyślnie
ofiarował się wydać kosztem własnym szczery wielbiciel prac jego i zasług,
hrabia Wł. Dzieduszycki. Toteż porządkowaniem materiałów do tego dzieła
zajmował się on aż do ostatniej chwili niemal, a pomagała mu w tym najgorliwiej zacna przyjaciółka jego, pani Józefowa [Pelagia] Blizińska, przesiadując przy

490

�jego łożu po kilka godzin codziennie, które spędzała na przepisywaniu pod jego
kierunkiem i układaniu zebranych do tego dzieła materiałów i notatek1.

Ostatecznie, według świadectwa Kopernickiego, „[…] I-szy arkusz tylko
był przez samego O. Kolberga do druku podany”, a „dwa pierwsze arkusze
Przemyskiego miał zaś jeszcze sam w ręku i korektę sam zrobił”2. Kopernicki pisze, że jeszcze 1 czerwca wieczorem zastał Kolberga nad korektą
drugiego arkusza monografii i wspomina dalej:
Podczas parogodzinnej bytności mej u niego o niczym innym on już nie mówił,
tylko o tekach swoich i o dziełach przygotowanych do wydania i dawał mi tym
razem szczegółowe objaśnienia i wskazówki co do wydania Chełmskiego (T.
II i III), Mazowsza (T. VI i VII) i Kaliskiego [T. II], opowiadając dokładnie, co
i gdzie mam znaleźć po jego śmierci. Zapisawszy sobie to wszystko, odszedłem,
pocieszając jego i siebie nadzieją, że do spełnienia tych zleceń przyjdzie mi
jeszcze nierychło3.

Śmierć w dniu 3 czerwca 1890 roku przerwała tę prowadzoną do ostatnich chwil życia pracę. Przygotowanie Przemyskiego do wydania kontynuował Kopernicki i opublikował je w rok po śmierci przyjaciela, opatrując
tom przedmową zawierającą obszerny i rzetelny, najdokładniejszy z dotychczasowych „obraz życia, działalności i zasług naukowych Kolberga” i składając tym samym kolejny, już pośmiertny, hołd autorowi Ludu4. Kopernicki
zdążył jeszcze w tym samym 1891 roku wydać część II Chełmskiego. Jego
intensywne prace nad spuścizną Kolberga przerwała śmierć 25 września
1891 roku.

I. Kopernicki Śmierć O. Kolberga, „Wisła” T. IV: 1890, s. 509–510.
Dr I.K. [I. Kopernicki] Przedmowa wydawcy, w: O. Kolberg Przemyskie (DWOK T. 35),
s. XX oraz słowo wstępne Od nakładcy, tamże, s. III.
3
I. Kopernicki Śmierć O. Kolberga…, s. 510. Z relacji tej wynika, że w planach Kolberga
były jeszcze dwa tomy Mazowsza (cz. VI i VII), dwa tomy Chełmskiego (cz. II i III) oraz cz. II
Kaliskiego. Kopernicki zdołał wydać obok Przemyskiego jedynie cz. II Chełmskiego (DWOK
T. 34), gdyż niespełna półtora roku po Kolbergu zmarł. Części VI i VII Mazowsza oraz Mazury
pruskie ukazały się w ramach DWOK jako tomy 41, 42, 40, ponadto części I–VII Mazowsza dopełnione zostały trzema woluminami suplementowymi (DWOK T. 80/I–III). Natomiast niedrukowane materiały chełmskie znalazły się w suplementowym tomie 82 DWOK. Cz. I Kaliskiego
ukazała się w roku 1890, materiał tam niewydany pomieszczono w tomach 46 i 79 DWOK..
4
Dr I.K. [I. Kopernicki] Przedmowa wydawcy... (DWOK T. 35), s. V.
1
2

491

�Według cytowanej wyżej relacji Kopernickiego o ostatnich chwilach życia przyjaciela 2 czerwca gasnący już, ale całkowicie przytomny i pogodny
Kolberg wezwał zaprzyjaźnionego z nim pastora Jerzego Gabrysia, zdołał
pożegnać się z licznie odwiedzającymi go przyjaciółmi, a po ich odejściu,
wieczorem, w obecności pastora Gabrysia przekazywał Kopernickiemu
[…] ostatnie swe rozporządzenia i życzenia przedśmiertne, które z pogodą zazdrości godną zakończył tymi słowy: „Umieram, Bogu dzięki, z tą pociechą, że
według sił moich zrobiłem za życia, co mogłem, że nikt mię za próżniaka nie
ma i mieć nie będzie, a to, co po sobie zostawiam, przyda się ludziom na długo1.

Trzeciego czerwca około godziny 10 wobec pastora Gabrysia i Tadeusza Konopki oraz Kopernickiego spisany został przez mecenasa Stanisława
Abłamowicza testament. Oto jego pełny tekst:
Moja ostatnia wola
Książki, rękopisma w tekach, rysunki, nuty itp. materiały oddaję do dyspozycji
memu przyjacielowi, dr Izydorowi Kopernickiemu. Odda on Akademii, co za stosowne uzna. – Co do wydawnictw pod swoją opieką i kierunkiem porozumie się
z Akademią Umiejętności i z Kasą Mianowskiego, a nikt dr. Izydora Kopernickiego pod tym względem krępować ani kontrolować nie ma prawa. – Z pozostałej
gotówki wynoszącej około dwa tysiące pięćset zł reń. przeznaczam na pogrzeb
mój 200 zł reń., a nadto 300 zł reń., czyli razem 500 zł reń. do rąk pastora Gabrysia, który kwotę 300 zł reń. użyje według danych mu wskazówek na cele
dobroczynne i na potrzeby kościoła, na pomnik lub tablicę pamiątkową itd., na
co dodaję jeszcze dwieście zł reń., czyli razem z kosztami pogrzebu siedemset
zł reń do rąk p[asto]ra Gabrysia. – Drukarzowi [Franciszkowi] Łysakowskiemu
z Drukarni Uniwersyteckiej sto zł reń., drukarzom z tejże drukarni, Blaszkiemu
[Jan Blaschka] i Garsteckiemu [Ludwik Garsztecki], każdemu po pięćdziesiąt
zł reń. Resztę gotówki po opędzeniu wydatków ostatnich dni życia mego i po
moim pogrzebie oddaję do rozporządzenia Dra Izydora Kopernickiego na koszta
wydawnictwa Rusi Chełmskiej i innych materiałów.
Książki wydane moim nakładem, a znajdujące się w drukarniach i w księgarniach w Krakowie i Warszawie mój pełnomocnik, adw[okat] Dr Stanisław Abłamowicz, sprzeda której bądź firmie w Krakowie lub Lwowie czy Warszawie, a po
opłaceniu długów i rachunków z drukarniami, kosztów przeprowadzenia tego
1

I. Kopernicki Śmierć O. Kolberga…, s. 511.

492

�interesu, pozostałą resztę wyda mojej synowicy, Karolinie Wąsowskiej w Sandomierzu na potrzeby jej córek z Kolberga spłodzonych. – Wieniec srebrny i medal
z wystawy paryskiej oraz korespondencje odda P. dr Kopernicki Bibliotece Jagiellońskiej. – Odzież, bieliznę i pościel do dyspozycji p[asto]ra Gabrysia.– Wykonawcą mojej ostatniej woli naznaczam dra Izydora Kopernickiego i p[asto]ra
Gabrysia. Przy czym oświadczam, że o ile w tej mojej ostatnie woli specjalnych
nie poczyniłem zapisów, mianuję moim uniwersalnym spadkobiercą tegoż mojego przyjaciela, dra Izydora Kopernickiego.
Taka jest moja ostatnia wola, którą własnoręcznie wobec trzech uproszonych
świadków podpisuję – Kraków, dnia 3 czerwca 1890 – Oskar Kolberg1.

Dla prawnego zabezpieczenia testamentu wymagane było wyznaczenie
w nim obywatela państwa austriackiego jako uniwersalnego spadkobiercy
tego, co nie zostało objęte zapisami.
O godzinie pierwszej – wspomina Kopernicki – przyniesiono mu z drukarni
Uniwersyteckiej kilka egzemplarzy świeżo wydanego tomu pierwszego Chełmskiego, który przeglądał z błogim wyrazem zadowolenia i czynił uwagi o podanych w nim rycinach, a na jednym egzemplarzu ofiarowanym obecnemu p. Tadeuszowi Konopce, synowi najdawniejszego swego współpracownika i przyjaciela, śp. Józefa, na pamiątkę własną ręką kilka wyrazów, ostatnich w swym
życiu, bardzo wyraźnie napisał. Odtąd bez żadnych cierpień gasnął powolnie
i cicho; o kwadrans przed 5-tą ostatek sił go opuścił, tak iż mówić już przestał,
a o samej 5-ej po pd., wraz z otaczającymi go panią Blizińską i drem Abłamowiczem odebraliśmy ostatnie, wdzięczne jego spojrzenie pożegnalne i ze czcią mu
oczy zamknęliśmy na spoczynek wieczny. Tak oto umierał, jak żył – cicho i pogodnie – czczony powszechnie nasz śp. Oskar Kolberg2.

Rękopiśmienna kopia Mojej ostatniej woli Kolberga, sporządzona ręką Kopernickiego dla
Karoliny Wąsowskiej (w zbiorach Biblioteki Narodowej, sygn. II 6487). Kopernicki potwierdził
w niej – obok Kolbergowskiego – podpisy trzech świadków: Tadeusza Nowiny Konopki, pastora Jerzego Gabrysia, „proboszcza ewang. Ś. Marcina” i dr. Stanisława Abłamowicza, a na
końcu dokumentu zamieścił notatkę: „Dla W-ej Pani Karoliny Wąsowskiej z oryginału najwierniej przepisane przez Dr. IKopernickiego”. Zapisy testamentu Kolberga omówił też Kopernicki
w artykule Śmierć O. Kolberga…, s. 511–512.
2
Tamże, s. 512. Według relacji „Czasu”: „Do ostatnich chwil otaczali umierającego pp. Ksawery Konopka, Bliziński, tudzież panie [Pelagia] Blizińska i [Wanda] Żeleńska” (Oskar Kolberg,
„Czas” 1890, nr 127, z 5 VI). Ten dziennik zamieścił także w Kronice nr 130 (z 10 VI) nadesłany
do redakcji list Ksawerego Konopki ze wspomnieniem o należącym również do grona bliskich
przyjaciół zmarłego lekarzu, Tomaszu Mączce, „który przez szereg lat całkiem bezinteresownie
1

493

�Był to wtorek 3 czerwca 1890 roku.
Pogrzeb Kolberga na cmentarzu Rakowickim w Krakowie odbył się
w czwartek, 5 czerwca, o godzinie 17. Zgromadził licznie społeczność krakowską, zwłaszcza przedstawicieli inteligencji – według słów Kopernickiego: „począwszy od sędziwego prezesa Akademii Um[iejętności] i wszystkich
jej członków aż do najcichszego pracownika z drukarni”1. Obecni byli m.in.
obok prezesa Akademii, Józefa Majera i jej sekretarza, Stanisława Tarnowskiego, rektor Edward Korczyński i liczne grono profesorów uniwersytetu,
prezydent miasta Feliks Szlachtowski, wielu przedstawicieli świata nauki,
sztuki i literatury. Przybyło kilku członków najbliższej rodziny z Warszawy i z Sandomierza, zabrakło jednak liczniejszej reprezentacji chłopów
z Modlnicy i podkrakowskich wsi okolicznych, co tłumaczono faktem,
że ponieważ tego dnia przypadało święto Bożego Ciała, brali oni udział
w popołudniowych procesjach. Przy wynoszeniu trumny w bramie domu
pożegnał zmarłego Ksawery Konopka, dziękując jednocześnie Kopernickiemu za troskę i opiekę nad Kolbergiem w ostatnim okresie jego życia, a od
bram cmentarza trumnę poniosła młodzież akademicka. Prowadzący pogrzeb pastor Gabryś, żegnając zmarłego, nazwał go „człowiekiem pokoju”
i zwracał uwagę na jego miłość do kraju i ludzi, a zwłaszcza do wiejskiego
ludu. W imieniu Akademii Umiejętności przemawiał prof. Rostafiński, który
przyznał wprawdzie Kolbergowi wielkie zasługi za jego prace etnograficzne
i stwierdził, że cała Słowiańszczyzna nie ma równego Kolbergowi badacza
w dziedzinie krajoznawstwa, ale – jak to skomentował sprawozdawca „Nowej Reformy” – „zapuścił się wszakże w analizę krytyczną, odpowiednią
na katedrze prelekcyjnej, zakończoną pozytywnym orzeczeniem, iż dzieła
Kolberga nie są doskonałymi”. Uznano to za oczywisty nietakt i poważny

trafną kuracją utrzymywał go [Kolberga] przy życiu, osładzał mu chwile smutku i boleści, całe
dnie, w końcu i noce bezsenne mu poświęcał”.
1
I. Kopernicki Śmierć O. Kolberga…, s. 512, tam jedynie krótka informacja o pogrzebie.
Obszerniejsze sprawozdanie zamieściła m.in. „Nowa Reforma” 1890, w nr. 128 (z 7 VI), w dziale Kronika, Kraków, 6 czerwca, krótsze podał także „Czas” 1890, w nr. 128 (z 7 VI), w dziale
Z miasta i kraju. O śmierci i pogrzebie Kolberga informowały oba czasopisma w nr. 126
(z 4 VI) i 127 (z 5 VI), w obu zamieszczono też w nr. 127 obszerniejsze nekrologi. Nekrolog
i zwięzłą relację Pogrzeb śp. Oskara Kolberga opublikowała też m.in. „Gazeta Lwowska” 1890,
nr 127 (z 5 VI) i 129 (z 8 VI), w dziale Kronika, doniesienie o śmierci, nekrolog i relację z pogrzebu – „Dziennik Poznański” 1890, nr 127 (z 5 VI) i 129 (z 8 VI).

494

�dysonans „nad niezasypaną jeszcze mogiłą”1. Przemawiali jeszcze student
Józef Kazimierz Ehrenberg w imieniu „Czytelni Akademickiej” oraz po
ukraińsku Iwan Nawrocki, przewodniczący stowarzyszenia „Akademiczna
Hromada”. Wśród wieńców znalazły się m.in. przekazane przez Warszawskie Towarzystwo Muzyczne, warszawską „Lutnię”, Akademię Umiejętności,
krakowskie Towarzystwo Muzyczne, Akademiczną Hromadę, Koło Literacko-Artystyczne, drukarzy z Drukarni Uniwersyteckiej składających dzieła
Kolberga, włościan z Modlnicy, rodziny Konopków i Blizińskich. Kolberg
został pochowany w grobie, który na jego wyraźne życzenie przygotowano
obok grobowca śp. Józefa Szujskiego.
XXVI
[Trzy ostatnie tomy z 1890 roku: cz. V Mazowsza, cz. I Chełmskiego, Kaliskie [cz. I]. – Dwa pośmiertne tomy wydane przez Kopernickiego: cz. II
Chełmskiego – zamknięcie monografii regionu, Przemyskie. Zarys etnograficzny. – Dalsze działania Kopernickiego: zamiar druku cz. II Kaliskiego, starania w Kasie Mianowskiego o fundusz na cz. VI Mazowsza – plany
przerwane przez śmierć 24 IX 1891 roku. – Zobowiązania Kolberga wobec
drukarni. – Pamięć współczesnych Kolbergowi: nowy nagrobek wystawiony na cmentarzu Rakowickim w 1893 r. z funduszy zebranych z inicjatywy W. Żeleńskiego, tablica epitafijna w kościele ewangelickim św. Marcina
w Krakowie.]

Ogromny dorobek badawczy i wydawniczy opublikowany staraniem
samego Kolberga zamykają wspomniane już wyżej, a wydane w roku jego
odejścia, tj. 1890, trzy tomy: Mazowsze cz. V, Chełmskie cz. I oraz Kaliskie
[cz. I]. Te z kolei dopełniają dwa tomy ukończone i wydane pośmiertnie
w 1891 roku przez Izydora Kopernickiego, lecz zaplanowane i rozpoczęte
jeszcze przez samego Kolberga: Chełmskie cz. II oraz Przemyskie. Spośród wymienionych była już mowa o monografii Mazowsza. Natomiast
1
„Nowa Reforma” 1890, nr 128. Satyryczno-humorystyczne pismo krakowskie „Diabeł”
w swoim dodatku do nr. 12 (z 19 VI) 1890 r., w rubryce Kronika diabelska zamieściło zjadliwy
komentarz dotyczący nietaktu profesora Rostafińskiego, który w swojej mowie nad grobem,
mimo uznania zasług Kolberga, wyraził opinię o niedokładności jego prac, kwestionując z pozycji autorytetu profesora botaniki określenie „kwiat śląski” występujące w przytoczonej przez
Kolberga pieśni z okolic Cieszyna.

495

�dwutomowe Chełmskie, podobnie jak Pokucie i Mazowsze wydane z podtytułem Obraz etnograficzny, zasługuje na nieco dokładniejsze omówienie
ze względu na cenny materiał folklorystyczny, dialektologiczny i etnograficzny, zgromadzony po części w trakcie własnych badań terenowych Kolberga, a w przeważającej mierze przez Marię Hemplównę z Tarnowa pod
Chełmem. Była to jedna z najsumienniejszych współpracowniczek Kolberga; jej materiały cechuje staranność, kompetencja i wiarygodność1. Zbieraczka przekazywała Kolbergowi liczne zapisy tekstów ludowych: pieśni,
bajek, przysłów i dialogów chłopskich, wiadomości etnograficzne o kulturze materialnej, m.in. o gospodarstwie chłopskim, ubiorach, sprzętach,
zajęciach, narzędziach, wsparte jej licznymi rysunkami i szkicami, także
opisy zwyczajów i obrzędów, wierzeń i przesądów, a ponadto wysoko oceniane współcześnie zapisy gwarowe z okolic Tarnowa, gawędy chłopskie
stanowiące tzw. próbki żywej mowy oraz opracowany według samodzielnie
ustalonego systemu obszerny słownik miejscowych gwar wraz z charakterystyką form i zjawisk gramatycznych. Materiał ten znacznie wzbogacił
obraz regionu chełmskiego w ujęciu Kolberga i decydująco zaważył na
wartości jego monografii. Dopełniają ją niewydane w XIX wieku zapisy ujęte we współczesnym tomie suplementowym, na które składają się głównie
nowe pieśni i materiał leksykograficzny w postaci wspomnianego słownika.
Chełmskie przynosi również materiał ukazujący wzajemne przenikanie się
wpływów ruskich i polskich na obszarze etnicznego pogranicza, a także
Na wysoką wartość materiałów Hemplówny i ich decydujące znaczenie dla Chełmskiego
Kolberga zwrócili już uwagę ówcześni badacze: Izydor Kopernicki oraz Jan Karłowicz. Wydawca cz. II Chełmskiego określił zbieraczkę jako „nieocenioną współpracowniczkę i przyjaciółkę”, która „usuwała wszelkie trudności” w obcowaniu Kolberga ze słabo jeszcze w latach
sześćdziesiątych znanym mu językiem i folklorem rusińskim i „która nie tylko dopomagała
mu nieodstępnie w jego badaniach podczas trzykrotnego pobytu Kolberga w okolicy Sawina,
lecz i sama później, wtajemniczywszy się należycie w jego zadanie, zbierała dlań ustawicznie
i dostarczała mu wszelkich wiadomości i materiałów, spisywanych przez siebie aż do roku
1876” (Przedmowa wydawcy..., DWOK T. 35, s. VII–VIII). Podobna była ocena Karłowicza,
który recenzując ten tom („Kwartalnik Historyczny” R. VI: 1892, s. 112–118) jako należący „do
najciekawszych i najbardziej pouczających z szeregu ogromnego zbioru ludoznawczego, który
zawdzięczmy Kolbergowi”, pisał: „Przekonywa on nas także, iż p. Hemplówna, gdyby chciała,
mogłaby nas jeszcze obdarzyć pięknymi i ważnymi przyczynkami do etnografii krajowej, bo
to, co spod pióra jej wyszło, ma pierwszorzędną wartość jako materiał, a przypuszczamy, iż
nie wyczerpuje niezmiernego skarbu rzeczy ludowych tej okolicy” (tamże, s. 113). Zob. też
Karłowicza recenzja cz. I Chełmskiego (tamże, s. 109–112), gdzie autor podkreśla m.in. wagę
dokumentacji wzajemnych wpływów języka i folkloru rusińskiego i polskiego.
1

496

�dokumentuje przejściowy etap rozwoju gwar ukraińskich Chełmszczyzny,
szczególnie cenny dla dialektologii historycznej ze względu na brak źródłowych przekazów z tego zakresu1.
Kaliskie, ostatni, 23. tom wydany w ramach Ludu, prezentuje tylko część
materiału do planowanej przez Kolberga dwutomowej monografii, obejmującej stosunkowo duży obszar po obu stronach Warty, „sięgający terenów
na północ od Konina i Słupcy i na południe od Częstochowy”, sztucznie
wyodrębniony ze względu na ówczesne granice zaborów pruskiego i rosyjskiego2. Książka jest tomem skromnym; zawiera opis kraju i ludu oraz dwa
bardziej rozbudowane rozdziały „Zwyczaje” (z pieśniami głównie religijnymi) i „Obrzędy”, oba przedzielone relacją o „Wyżynku”. Na uwagę zasługuje
tu folklor pielgrzymkowy z zapisami muzycznymi zaprezentowany przez
Kolberga w „Przypisach” na końcu tomu. Pozostały materiał przynależny
według planu Kolberga każdej jego monografii, tj. przede wszystkim pieśni
w liczbie ponad 600 i prawie 240 tańców i melodii bez tekstu, opis świata
nadzmysłowego oraz opowieści i bajki, wydane zostały dopiero w ramach
Dzieł wszystkich i dopełnione osobnym tomem suplementowym. Stosunkowo nieliczne poza zapisami pieśniowo-muzycznymi, materiały własne,
terenowe Kolberga, składające się na ten tom, pochodzą sprzed 1871 roku,
sięgając początku lat czterdziestych; uzupełnione zostały przejętymi z literatury, także późniejszej i najnowszej, m.in. z prac badaczy tego regionu,
Ignacji Piątkowskiej, Józefa Grajnerta, Stanisława Ciszewskiego.
Przemyskie, tylko częściowo uporządkowane do druku przez Kolberga – jak wspomniano – opracował do końca, zredagował i wydał Kopernicki, nakładem Muzeum Przyrodniczego im. Dzieduszyckich we Lwowie.
Książka, obwarowana przez mecenasa limitem około 20-arkuszowej objętości, dotyczyła stosunkowo niewielkiego obszaru okolic Przemyśla jako
1
Zob. E. Millerowa „Chełmskie” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Chełmskie. Suplement
do tomów 33 i 34 (DWOK T. 82), s. V–LXVI i LXXVI–LXXXVI oraz B. Linette, tamże, s. LXVI–
LXXVI. Tam omówienie badań w regionie, pozyskanych zbiorów, zachowanych rękopisów oraz
współpracy z Hemplówną i działań Kopernickiego jako wydawcy części drugiej monografii.
2
Zob. E. Antyborzec, I. Chmielewska, M. Prochaska „Kaliskie” Oskara Kolberga oraz „Kaliskie–Sieradzkie”, w: O. Kolberg Kaliskie. Suplement do tomu 23 (DWOK T. 79), s. VII. Tam (s. V–
–XXXIII) omówienie badań Kolberga, planów wydania i materiałów zawartych w tomie 23
oraz w dopełniającym go tomie 46 DWOK pt. Kaliskie–Sieradzkie. Karłowicz w recenzji
Kaliskiego („Kwartalnik Historyczny” R. VI: 1892, s. 586–589) określa tom 23 jako należący
„do najmniej samodzielnych” i postuluje „dopełnienie tego tomu I. następnymi z papierów po
O. Kolbergu […]” (tamże, s. 586 i 587), czego realizacją jest wspomniany tom 46.

497

�„części Rusi Czerwonej” i nie jest monografią pełną, co uwidacznia podtytuł
nadany przez wydawcę Zarys etnograficzny1. Najwięcej miejsca przypadło
w niej pieśniom i opisom czterech wesel wraz z towarzyszącymi im pieśniami. Dokumentacja obrzędu weselnego pochodzi tu w całości z własnych
badań Kolberga, a związanych z nimi około 160 pieśni spisanych zostało
przez badacza ze słuchu. Jest to najcenniejszy materiał źródłowy tomu
obok pieśni autonomicznych w liczbie ponad stu, także zanotowanych przez
Kolberga w czasie badań terenowych. Znacznie skromniej przedstawia się
opis kultury materialnej, wierzeń i zasób innych tekstów folkloru reprezentowanych przez czternaście bajek. Podobnie jak w przypadku Chełmskiego
widoczne jest tu w materiale folklorystycznym zjawisko charakterystyczne
dla kultury ludowej pogranicza etnicznego, tj. przenikanie się ukraińskich
i polskich pierwiastków językowych i kulturowych, czasami wręcz żywotność utworów o charakterze mieszanym językowo. Z drugiej strony udokumentowane zostały elementy, realia i zwyczaje polskiemu ludowi nieznane,
często archaiczne, niknące lub już wówczas zanikłe2.
Śmierć Kolberga, która nastąpiła zaledwie rok po uroczystym krakowskim jubileuszu, odbiła się echem w środowiskach naukowych i literackich nie tylko Krakowa, ale i całego kraju. Szereg artykułów wspomnieniowych, biograficznych, rozbudowanych nekrologów opublikowały wzmiankowane wyżej pisma galicyjskie, a także warszawskie i poznańskie 3. We
wszystkich, obok świadomości zasług Kolberga dla kultury narodowej,
wyrazów wdzięczności i uznania dla uczonego i jego dzieła, przewija się
szacunek i podziw dla niezwykłego człowieka, jakim był, dla jego skromności, łagodności, cichej i niezmordowanej pracowitości, a jednocześnie
1
O przebiegu prac nad tomem, badaniach Kolberga i materiałach pozyskanych z Przemyskiego oraz o wkładzie I. Kopernickiego jako wydawcy zob. E. Millerowa „Przemyskie” Oskara
Kolberga, w: O. Kolberg Przemyskie. Suplement do tomu 35 (DWOK T. 82), s. V–LXXXI oraz
M. Prochaska, tamże, s. LXXXI–XCV. W dwu woluminach tego suplementu znalazły się wszystkie niewydane w XIX wieku materiały Kolberga.
2
Zwrócił na to uwagę i poparł tę opinię przykładami kompetentny i wnikliwy recenzent ostatnich tomów Kolberga Jan Karłowicz w swojej recenzji Przemyskiego opublikowanej
w „Kwartalniku Historycznym” R. VI: 1892, na s. 352–357.
3
O Kolbergu pisali w 1890 roku w obszerniejszych artykułach m.in.: W. Korotyński (Oskar
Kolberg, „Tygodnik Ilustrowany” 1890, T. I, nr 24, z. 14 VI), R. Lubicz [H. Łopaciński] (Oskar
Kolberg i ostatnia jego praca, „Ateneum” R. 15: 1890, T. III, s. 57– 74), L. Krzywicki (Oskar Kolberg [cz.] I, „Prawda” 1890, nr 24, s. 279–280 oraz H.B. [Henryk Biegeleisen?] [cz.] II i III, tamże,
nr 24, s. 280–281 i nr 25, s. 292–293). Spośród wymienionych artykułów najbardziej krytyczny
wobec metod pracy Kolberga i jej walorów naukowych jest tekst Krzywickiego.

498

�pogody, życzliwości, wyrozumiałości i uczynności wobec ludzi. Zaznaczył
on swoją obecność nie tylko w nauce, ale w sercach i pamięci tych, którzy
go znali, współpracowali i przyjaźnili się z nim lub po prostu przez lata
widywali go w Krakowie. Taki portret wyjątkowego badacza i pasjonata,
a także zwyczajnego przechodnia i mieszkańca miasta, wyróżniającego się
jednak z tłumu, odmalował Izydor Kopernicki; jemu więc oddajmy głos
raz jeszcze:
Jedną z takich postaci, które od lat kilkunastu spotykać się zwykło w Krakowie,
dawniej parę razy na tydzień, a od lat kilku codziennie, jest mężczyzna odziany
zawsze nader skromnie, a nawet ubogo, przygarbiony wiekiem i nałogową pracą
przy biurku. Pomimo tej powierzchowności, zacierającej jego osobistość wśród
snujących się ludzi, zastanawia on każdego niepospolitym wyrazem swej myślącej fizjonomii i właściwym jej wzrokiem, rzucanym przez okulary ze strudzonych
oczu, do którego dołączywszy również właściwą postawę głowy, wyciągniętej
na przód i niby w coś się wsłuchującej – mamy przed sobą typową, niezmiernie
wyrazistą postać badacza i szperacza naukowego. Przed tym szanownym staruszkiem, znanym niewątpliwie połowie krakowskiej inteligencji, każdy znający
go przechodzi z cichym uszanowaniem, żaden zaś znajomy nie pominie go przy
spotkaniu bez serdecznego powitania i pokłonu, należnego cichej a wielkiej jego
zasłudze. Czcigodną tą osobą w Krakowie jest Oskar Kolberg, szeroko w świecie
naukowym znany badacz i autor, członek naszej Akademii Umiejętności i wielu
towarzystw uczonych zagranicznych1.

A w znamiennym podsumowaniu dorobku autora Ludu czytamy:
Dotychczasowe tedy prace Kolberga razem wzięte stanowią niezmiernie bogatą
skarbnicę materiałów etnograficznych i są tak świetnym nabytkiem do etnologii
ojczystej, słowiańskiej i powszechnej, jakim jeszcze w żadnym kraju i w żadnym
narodzie nie obdarzyła nauki praca jednego człowieka2.

Do porządkowania materiałów Kolberga powierzonych testamentem
swojej opiece Kopernicki przystąpił prawie natychmiast po śmierci i pogrzebie przyjaciela z właściwym sobie zaangażowaniem. Już 10 czerwca
1890 roku pisał do Karłowicza: „Od czterech dni pogrążony jestem w przeglądaniu i porządkowaniu spuścizny po śp. Kolbergu. Od 6. z rana do
1
2

I. Kopernicki Oskar Kolberg, „Nowa Reforma” 1889, nr 107.
Tamże, nr 109.

499

�zmroku przesiaduję nad tym w jego pokoiku”1. Jednocześnie pracował nad
cz. II Chełmskiego i Przemyskiem. W marcu 1891 roku informował Karłowicza, precyzując jednocześnie swoje plany: „O. Kolberga Przemyskie
już ukończone wyjdzie po Świętach Wielkanocnych. Chełmskiego t. 2 jest
w druku i wyjdzie w lipcu. Kaliskiego t. 2 dam wkrótce do druku. O Mazowsze układam się z Kasą Mianowskiego”2. Nie będąc pewnym, czy Kasa
dalej finansować będzie Mazowsze, monitował w Warszawie u Chmielowskiego o dalszy fundusz na część VI monografii. Mimo choroby w kwietniu
pilnował druku Przemyskiego i Chełmskiego, a na początku maja pisał do
Karłowicza:
Pierwsze już mam gotowe i skoro tylko zdobędę się na napisanie jeszcze jednego
życiorysu Kolberga, którego wbrew memu usposobieniu napiera się hr. Włodz.
Dzieduszycki i skoro wizerunek Kolberga w medalionie, ilustrowanym przez Stachiewicza, będę miał gotów, to na rocznicę zgonu Kolberga wypuszczę w świat
ten tomik jako pierwszy nagrobek zmarłemu ze spuścizny jego zbudowany3.

Przemyskie, pomyślane jako dar jubileuszowy składany za życia Kolberga, lecz wydawane już po śmierci autora, zostało więc wzbogacone jego
biografią i portretem. Mimo kryzysu zdrowotnego Kopernicki nie tylko do
końca dopilnowywał korekt obu tomów Kolberga i kontynuował dalsze,
ale także nie ustawał w swych pracach autorskich i w systematycznych
studiach naukowych, o czym zdawał sprawę Karłowiczowi. Spracowany
i coraz ciężej chory, około 10 lipca wyjechał w końcu na kurację do Gleichenbergu w Austrii, skąd jeszcze 24 lipca donosił Karłowiczowi „o mających się zjawić niebawem Przemyskiem i Chełmskiem (t[om] drugi)”4 i skąd
przewieziono go już w krytycznym stanie do Krakowa, gdzie zmarł 24 września 1891 roku, podobnie jak Kolberg oddany pracy do końca, przeżywszy
I. Kopernicki Listy do Jana Karłowicza…, s. 89–90.
List I. Kopernickiego z 14 III 1891 r., tamże, s. 94.
3
List I. Kopernickiego z 2 V 1891 r., tamże, s. 94–95. Rycina, o której mowa, wykonana na
podstawie nieznanej fotografii, z ozdobną medalionową ramą, autorstwa Piotra Stachiewicza
(1858–1938), opublikowana została w Przemyskiem (DWOK T. 35), przed kartą tytułową. Litografia tego portretu przechowywana jest w Muzeum Wsi Radomskiej w Przysusze. Stachiewicz
wykonał też specjalnie zamówiony portret Kolberga do drzeworytu opublikowanego w związku z jubileuszem badacza w „Tygodniku Ilustrowanym” 1889, nr 332. Biografia Kolberga pióra
Kopernickiego, zamieszczona w Przedmowie wydawcy do Przemyskiego (DWOK T. 35, s. V–
–XX), podpisana inicjałami Dr. I.K., nosi w druku datę: „Kraków, 30 czerwca 1891 r.”
4
I. Kopernicki Listy do Jana Karłowicza…, s. 100.
1
2

500

�przyjaciela zaledwie o rok i kwartał. Z notatki prasowej wiadomo, że nie
doczekał wydania części II Chełmskiego, pierwsze „zbroszurowane” egzemplarze dostarczono Akademii Umiejętności 25 września, w kilkanaście
godzin po śmierci wydawcy1.
Po jego odejściu Karłowicz na zakończenie swojej recenzji Przemyskiego
pytał: „Kto i kiedy dostarczy nam reszty puścizny po Kolbergu? Przyjazną rękę Kopernickiego niestety śmierć już obezwładniła”2. Ten sam autor
wcześniej, przy okazji jubileuszu Kolberga w 1889 roku, nie zawahał się
wytknąć środowisku warszawskiemu:
I jeszcze jedna, gorzka niestety uwaga. Faktem jest, że kompletnych egzemplarzy
pism Kolberga jest w Warszawie najwyżej dwa. Czy tak się płaci za poświęcenie
i trud całego żywota sumiennemu pracownikowi? Czy takim sposobem daje się
dowód przywiązania do rzeczy krajowych? Postarajmy się, żeby było lepiej, dopóki żyje jeszcze Kolberg; a niech żyje jak najdłużej, na cześć i sławę plemienia
naszego!3

Śmierć Kopernickiego zaważyła na losach dzieła Kolberga; zabrakło
­bowiem starań ich największego rzecznika. Pozostawiony Kopernickiemu legat 1600 zł reń. w gotówce nie pokrywał wynoszących 2400 zł reń.
roszczeń Drukarni Uniwersyteckiej; na jej składzie i w komisie księgarni
Friedleina zalegały w ogromnej ilości ponad 11 tysięcy egzemplarzy rozchodzące się słabo tomy Ludu. Dopiero w 1905 roku cały ten zasób, liczący
nawet około połowy nakładu niektórych tomów, zakupiła Akademia Umiejętności, spłacając dług drukarni, a pozostałą sumę przeznaczając dla bratanic Kolberga: Antoniny z Kolbergów Brzozowskiej i Walentyny Kolberg.
Wiadomość tę, wraz z doniesieniem o śmierci Kopernickiego i wspomnieniem biograficznym, podał „Czas” 1891 w nr. 219 (z 26 IX), w dziale Kronika, Kraków 25 września. Tamże,
w nr. 220 i 221 (z 27 i z 29 IX), w Kronice, informacje o pogrzebie, na którym zgodnie z życzeniem zmarłego nie było wieńców na trumnie i mów pogrzebowych nad grobem. Nekrolog
opublikowała też „Nowa Reforma” 1891, w nr. 219 (z 26 IX), w Kronice. Obszerny artykuł pióra
Karłowicza ze wspomnieniem dorobku, zasług i osobowości zmarłego, biografią i bibliografią
prac oraz z fragmentami jego listów zamieściła „Wisła” T. V: 1891, s. 1001–1025 (odb. Kraków
1892), a w „Tygodniku Ilustrowanym” z 1891 r., w nr. 94 (z 17 X) ukazał się tekst tego samego
autora pt. Śp. Izydor Kopernicki. Wspomnienie pozgonne. Zob. też A. Wrześniowski Izydor
Kopernicki. Wspomnienie pośmiertne, „Gazeta Lekarska” 1891, nr 45 (z 7 XI) i odb.
2
„Kwartalnik Historyczny” R. VI: 1892, s. 357 (recenzja na s. 352–357).
3
Jan Karłowicz Oskar Kolberg, „Wisła”, T. III: 1889, s. 473.
1

501

�Archiwum Kolberga porządkowano i zabezpieczono w osobnym pomieszczeniu1. Dalsze burzliwe losy spuścizny rękopiśmiennej Kolberga, której nie
oszczędziła II wojna światowa, a przedtem niefrasobliwe działania niektórych penetrujących ją badaczy oraz nie zawsze kompetentnych wydawców
jej fragmentów, aż do decyzji i realizacji edycji Dzieł wszystkich, to już
przedmiot osobnego opracowania2.
Po dwu latach od śmierci Kolberga doczekał się też interwencji zaniedbany grób autora Ludu. W 1892 roku Władysław Żeleński podjął inicjatywę budowy pomnika nagrobnego ku czci Oskara Kolberga. Swój apel do
Krakowian o społeczną zbiórkę funduszy na ten cel, ogłoszony na łamach
„Czasu”, wsparł przypomnieniem zasług Kolberga dla nauki i kultury narodowej oraz długu pamięci, jaki ma do spłacenia wobec niego społeczność
miasta, z którym był związany. Podzielił się tam również osobistymi wspomnieniami, związanymi z zaprzyjaźnionym z nim autorem Ludu3. Na rzecz
budowy pomnika zorganizował Żeleński dwa koncerty, które odbyły się 16
listopada 1892 roku i 7 grudnia 1893 roku w sali Hotelu Saskiego4. Prezesem Komitetu organizującego tę akcję został Łepkowski. Pomnik nagrobny
przedstawiający popiersie Kolberga wykonał w brązie wybitny rzeźbiarz
i kostiumolog krakowski, Tadeusz Błotnicki (1858–1928). Dzięki mieszkańcom Krakowa, ze środków uzyskanych z koncertów, nowy nagrobek wystawiono na cmentarzu Rakowickim w 1893 roku. Na froncie obelisku wyryto
napis: „Oskar Kolberg 1814–1890 – Zasłużonemu Ojczyźnie – rodacy”, a na
bokach: „Polskę całą przeszedł, lud poznał i ukochał, zwyczaje jego i pieśni
w księgi złożył”5. Ponadto w kościele ewangelickim św. Marcina przy ulicy
Grodzkiej w Krakowie wmurowano, zapewne z inicjatywy pastora Gabrysia,
Zob. W. Bieńkowski Kolberg w Krakowie…, s. 116 i 117.
Zagadnienia te omawia A. Skrukwa w pracy Spuścizna rękopiśmienna Oskara Kolberga.
Jej dzieje, edycje i stan obecny w: Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło cz. III (DWOK T. 85/III).
3
W. Żeleński W sprawie pomnika dla Oskara Kolberga, „Czas” 1892, nr 261 (z 13 XI) i 262
(z 15 XI).
4
Informacje o koncertach oraz sprawozdania z nich zamieszczał „Czas”. Doniesienie o koncercie z 16 XI 1892 r. zob. Kronika, „Czas”, 1892, nr 263 (z 16 XI), sprawozdanie zob. Ruch artystyczny i umysłowy, tamże, nr 265 (z 18 XI) i Kronika, nr 268 (z 22 XI). Zapowiedzi koncertu
z 7 grudnia 1893 r. zob. Kronika, „Czas” 1893, nr 271 (z 26 XI), Ruch artystyczny i umysłowy,
tamże, nr 274 (z 30 XI), Kronika, tamże, nr 275 (z 1 XII) i nr 279 (z 6 XII), sprawozdanie zob.
Ruch artystyczny i umysłowy, tamże, nr 281 (z 8 XII).
5
3 czerwca w 2014 roku, ogłoszonym w dwusetną rocznicę urodzin „Rokiem Kolberga”,
uroczyście odsłonięto na cmentarzu Rakowickim ten nagrobek badacza po renowacji.
1
2

502

�tablicę pamiątkową poświęconą Kolbergowi, „etnografowi, miłośnikowi
i znawcy ludu”. W czasie wojny została jednak usunięta i zniszczona przez
hitlerowców. Dopiero w 2012 roku odnaleziono jej dwa roztrzaskane fragmenty i zaplanowano rekonstrukcję. Ponowne odsłonięcie odtworzonej
tablicy epitafijnej w kościele św. Marcina nastąpiło 12 października 2014
roku1. Najtrwalszym pomnikiem Oskara Kolberga dla kultury i nauki polskiej pozostaje jednak ogromny dorobek badacza zawarty w jego dziele –
nasze cenne dziedzictwo narodowe.

Tj. także w „Roku Kolberga”. Zob. Oskar Kolberg w Krakowie-Rok Kolberga; www.kolberg2014.org.pl/pl/2014/aktualności/oskar-kolberg-w-krakowie [wiadomość o odnalezieniu
fragmentów tablicy i planie jej odtworzenia] oraz https://repozytorium.uwb.edu.pl/jspui/bitstream/11320/8366/1/A-Rataj-Kolberg-i-Gloger.pdf [informacja o uroczystości odsłonięcia tablicy,
s. 332]; dostęp: 7 września 2020.
1

�Spis ilustracji

1. Portret Juliusza Kolberga, malował Antoni Kolberg około roku 1850 według
wcześniejszej litografii. Ze zbiorów prywatnych. Fot. Barbara Polakowska.
2. Portret Karoliny Kolberg, matki, malował Antoni Kolberg około roku 1850. Ze
zbiorów prywatnych. Fot. Barbara Polakowska.
3. Portret Oskara Kolberga, fotografia zaginionego portretu malowanego przez Antoniego Kolberga około roku 1848. Ze zbiorów Muzeum im. Oskara Kolberga
w Przysusze.
4. Widok dworca kolei żelaznej warszawsko-wiedeńskiej w Warszawie, litografia
J. Ceglińskiego. Ze zbiorów Muzeum im. Oskara Kolberga w Przysusze.
5. Szkic autobiografii Oskara Kolberga, rkp. w zbiorach Biblioteki Naukowej PAU
i PAN w Krakowie, sygn. 2183, k. 68, fragment.
6. Wykaz dochodów Oskara Kolberga z początku roku 1861, rkp. Oskara Kolberga
w zbiorach Biblioteki Naukowej PAU i PAN w Krakowie, sygn. 3210, k. 5, fragment.
7. Wykaz wydatków Oskara Kolberga z początku roku 1861, rkp. Oskara Kolberga
w zbiorach Biblioteki Naukowej PAU i PAN w Krakowie, sygn. 3210, k. 6, fragment.
8. Autoportret Antoniego Kolberga wykonany około r. 1850. Ze zbiorów prywatnych. Fot. Ryszard Petrajtis.
9. Józef Konopka, fotografia Walerego Rzewuskiego. Ze zbiorów Biblioteki Naukowej PAU i PAN w Krakowie.
10. Antonina Konopczanka, fotografia Walerego Rzewuskiego. Ze zbiorów prywatnych.
11. Widok dworu Konopków w Modlnicy, akwarela Tadeusza Rybkowskiego
z r. 1874. Ze zbiorów prywatnych.
12. Izydor Kopernicki. Fotografia ze zbiorów Biblioteki Naukowej PAU i PAN w Krakowie.
13. Józef Majer, drzeworyt Aleksandra Regulskiego według fotografii Walerego Rzewuskiego reprodukowany w „Tygodniku Ilustrowanym” 1878, T. 5, nr 110, s. 1.
14. Karolina Kolberg, żona Antoniego. Fotografia ze zbiorów Muzeum im. Oskara
Kolberga w Przysusze.
15. Portret Oskara Kolberga, malował Tadeusz Rybkowski w r. 1875, w zbiorach
Muzeum im. Oskara Kolberga w Przysusze. Fot. Barbara Polakowska.
16. Wilhelm Kolberg, drzeworyt Józefa Holewińskiego według rys. Franciszka Tegazzo reprodukowany w „Kłosach” 1877, T. 25, nr 627, s. 1.
Dziękujemy pani Katarzynie Markiewicz za pomoc w doborze ilustracji i ustaleniu
ich źródeł.

�505

��1. Juliusz Kolberg, mal. Antoni Kolberg

�2. Karolina Kolberg, matka, mal. Antoni Kolberg

�3. Oskar Kolberg, mal. Antoni Kolberg

�4. Dworzec kolei żelaznej warszawsko-wiedeńskiej w Warszawie,
litografia J. Ceglińskiego

�5. Szkic autobiografii, rękopis Oskara Kolberga

�6. Wykaz dochodów Oskara Kolberga z początku roku 1861,
rękopis Oskara Kolberga

�7. Wykaz wydatków Oskara Kolberga z początku roku 1861,
rękopis Oskara Kolberga

�8. Autoportret Antoniego Kolberga

�9. Józef Konopka, fotografia W. Rzewuskiego

�10. Antonina Konopczanka, fotografia W. Rzewuskiego

�11. Dwór Konopków w Modlnicy, mal. T. Rybkowski

�12. Izydor Kopernicki, fotografia A. Szuberta

�13. Józef Majer, drzeworyt A. Regulskiego według fot. W. Rzewuskiego

�14. Karolina Kolberg, żona Antoniego, fotografia nieznanego autora

�15. Oskar Kolberg, mal. T. Rybkowski

�16. Wilhelm Kolberg, drzeworyt J. Holewińskiego według rys. F. Tegazzo

��ISBN 978-83-95-9125-7-3

�</text>
                  </elementText>
                </elementTextContainer>
              </element>
            </elementContainer>
          </elementSet>
        </elementSetContainer>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="14">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154178">
                  <text>Oskar Kolberg.  Dzieła wszystkie </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154179">
                  <text>etnografia ; kultura tradycyjna ; folklor ;</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154180">
                  <text>Kolberg, Oskar (1916-1890)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154181">
                  <text>Instytut im. Oskara Kolberga</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154182">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154183">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154184">
                  <text>książka </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154185">
                <text>OSKAR KOLBERG. CZŁOWIEK I DZIEŁO&#13;
&#13;
��OSKAR KOLBERG&#13;
&#13;
DZIEŁA WSZYSTKIE&#13;
&#13;
�O&#13;
&#13;
S&#13;
&#13;
K&#13;
&#13;
A&#13;
&#13;
R&#13;
&#13;
K&#13;
&#13;
O&#13;
&#13;
L&#13;
&#13;
B&#13;
&#13;
E&#13;
&#13;
DZIEŁA WSZYSTKIE&#13;
TOM 85/I&#13;
&#13;
INSTYTUT im. OSKARA KOLBERGA&#13;
Pozna ń&#13;
&#13;
R&#13;
&#13;
G&#13;
&#13;
�Elżbieta Millerowa i Agata Skrukwa&#13;
&#13;
OSKAR KOLBERG&#13;
CZŁOWIEK I DZIEŁO&#13;
Część I&#13;
&#13;
BIOGRAFIA&#13;
&#13;
Poznań 2024&#13;
&#13;
�Copyright © by: Instytut im. Oskara Kolberga &amp; authors&#13;
Poznań 2024&#13;
&#13;
Rada Naukowa&#13;
Aleksander Posern-Zieliński – przewodniczący&#13;
Jan Adamowski, Ewa Antyborzec, Piotr Dahlig, Zbigniew Jasiewicz,&#13;
Jolanta Ługowska, Teresa Smolińska, Katarzyna Smyk, Violetta Wróblewska&#13;
&#13;
Recenzenci&#13;
dr Hubert Czachowski&#13;
dr hab. Violetta Wróblewska, prof. UMK&#13;
&#13;
Skład i łamanie&#13;
Jacek Grześkowiak&#13;
&#13;
Wydano ze środków Ministra Edukacji i Nauki&#13;
&#13;
ISBN 978-83-95-9125-7-3&#13;
&#13;
Druk i oprawa&#13;
Zakład Poligraficzny Moś &amp; Łuczka&#13;
&#13;
�Spis treści&#13;
&#13;
Od autorek&#13;
s. 13&#13;
&#13;
Wykaz skrótów&#13;
s. 16&#13;
&#13;
Agata Skrukwa&#13;
Życie Oskara Kolberga w Warszawie (1814–1871)&#13;
s. 17&#13;
I.&#13;
&#13;
Pochodzenie rodziny Oskara Kolberga. – Rodzice i bracia. – Związki Kolbergów z Przysuchą. – Środowisko, w którym dorastał. – Pierwsze spotkania z muzyką Chopina. – Śmierć ojca. – Sytuacja w Królestwie po powstaniu listopadowym. – Studia kompozycji w Berlinie. – Praca nauczyciela&#13;
muzyki na prowincji. – Powrót do Warszawy w końcu roku 1837. . . . . . . . 17&#13;
&#13;
II.&#13;
&#13;
Pierwsze kompozycje Oskara Kolberga. – Początki jego zainteresowania&#13;
się folklorem około roku 1839. – Zamiar wydania drukiem zebranych&#13;
w terenie pieśni ludowych. – Życie muzyczne Warszawy w okresie międzypowstaniowym. – Badania terenowe Kolberga w okolicach Warszawy&#13;
i w innych regionach Królestwa. – Początek przyjaźni z Józefem Konopką.&#13;
– Edycja pierwszego zbioru pieśni ludowych w latach 1842–1845 w Poznaniu i w „Przyjacielu Ludu” w latach 1846–1847. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 41&#13;
&#13;
III.&#13;
&#13;
Podjęcie pracy w dyrekcji kolei warszawsko-wiedeńskiej. – Kompozycje:&#13;
mazury i kujawiaki. – Druk zbiorków pieśni czeskich i litewskich (1846).&#13;
– Druk Pieśni ludu weselnych w „Bibliotece Warszawskiej” (1847–1849)&#13;
i Pieśni ludu obrzędowych w Album Literackim (1848). – Pierwsze spotkanie ze Stanisławem Moniuszką. – Początek pracy nad Królem pasterzy. – Wydanie Pieśni ludowych do śpiewu z towarzyszeniem fortepianu&#13;
(1862). – Reakcja na śmierć Fryderyka Chopina. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 74&#13;
&#13;
5&#13;
&#13;
�IV.&#13;
&#13;
Premiera Króla pasterzy i Sceny w karczmie w prywatnym salonie muzycznym. – Następne kompozycje fortepianowe. – Badania terenowe w zaborze rosyjskim. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 98&#13;
&#13;
V.&#13;
&#13;
Sytuacja w Królestwie Polskim po klęsce Rosji w wojnie krymskiej. – Powstanie nowego programu edytorskiego Kolberga i wydanie przez niego&#13;
Pieśni ludu polskiego w latach 1856–1857. – Oceny tego zbioru przez&#13;
współczesnych. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 110&#13;
&#13;
VI.&#13;
&#13;
Pierwsze spotkanie z muzyką góralską w Tatrach latem 1857 r. – Podróż do&#13;
Wiednia, Lublany i Zagrzebia i jej wyniki – zapisy muzyki i zakupione druki, m.in. zbiór pieśni słoweńskich E. Korytki. – Początek pracy w zespole&#13;
autorów Encyklopedii powszechnej S. Orgelbranda. – Rezygnacja z pracy&#13;
etatowej w Dyrekcji Dróg i Mostów. – Kompozycje. – Podróże w latach&#13;
1859–1861. – Artykuł o ludowych źródłach muzyki J. Stefaniego do Krakowiaków i Górali W. Bogusławskiego. – Wystawienie Króla pasterzy&#13;
w operze warszawskiej. – Rozpoczęte dwa inne utwory sceniczne. . . . . . . . 129&#13;
&#13;
VII.&#13;
&#13;
Zmiana planu wydawniczego: oddanie do druku w 1862 r. Sandomierskiego – zbioru pieśni regionalnych prezentowanych wraz z opisami obrzędów&#13;
i zwyczajów. – Podróże w latach 1859 i 1860. – Druk artykułu Rzut oka na&#13;
pierwotne muzyki dzieje. – Wydarzenia w Warszawie poprzedzające powstanie styczniowe. – Podróż na Wołyń w 1862 r. i przywiezione stamtąd&#13;
materiały. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 149&#13;
&#13;
VIII.&#13;
&#13;
Królestwo po powstaniu styczniowym. – Ostateczna zmiana zakresu badań&#13;
i publikacji Kolberga — ukształtowanie w ciągu roku 1864 programu Ludu&#13;
przedstawionego w lutym 1865 r. w liście otwartym Do Redakcji „Biblioteki Warszawskiej”. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 169&#13;
&#13;
IX.&#13;
&#13;
Sandomierskie jako niepełna jeszcze monografia regionalna. – Nawiązanie kontaktów z wydziałem etnograficznym Rosyjskiego Towarzystwa&#13;
Geograficznego. – Badania terenowe na Kujawach w roku 1865. – Druk&#13;
pierwszego tomu monografii tego regionu. – Współudział w opracowaniu&#13;
Zbioru pieśni duchownych ewangelickich.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 185&#13;
&#13;
X.&#13;
&#13;
Zakończenie prac nad Encyklopedią powszechną (1868). Coraz trudniejsza sytuacja materialna Kolberga, zwłaszcza wobec druku Ludu na własny&#13;
koszt. – Druk drugiej części Kujaw. – Poszukiwanie instytucji i osób, które&#13;
mogłyby finansować prace nad Ludem. – Podróże w tym celu do Poznania, Lwowa i Krakowa w latach 1867–1870. – Obietnica częściowej pomocy ze strony Towarzystwa Naukowego Krakowskiego w 1869 r. – Decyzja&#13;
o przeniesieniu się do Galicji. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 208&#13;
&#13;
6&#13;
&#13;
�Elżbieta Millerowa&#13;
Lata krakowskie w życiu 0skara Kolberga (1871–1890)&#13;
s. 231&#13;
XI.&#13;
&#13;
Warunki pracy literackiej i naukowej w Warszawie po powstaniu&#13;
styczniowym. – Cenzura carska. – Położenie materialne pisarzy&#13;
i uczonych. – Brak oparcia instytucjonalnego dla pracy badawczej.&#13;
– Wyjazd Kolberga do Krakowa (sierpień 1871). – Sytuacja w autonomicznej Galicji. – Swobody obywatelskie. – Życie umysłowe&#13;
i kulturalne Krakowa. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  231&#13;
&#13;
XII.&#13;
&#13;
Konopkowie, zainteresowania i działalność społecznikowska i patriotyczna braci Józefa, Romana i Juliana. – Modlnica i jej gospodarze – Julian&#13;
i Antonina. – Kolberg w nowych warunkach. – Dojazdy do Krakowa, kontakty z drukarnią, bibliotekami, archiwami i przedstawicielami środowiska&#13;
naukowego, możliwość uczestnictwa w życiu kulturalnym i umysłowym&#13;
miasta. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 244&#13;
&#13;
XIII.&#13;
&#13;
Cele i zadania działającej od 1873 roku Akademii Umiejętności i jej rola&#13;
w życiu naukowym i narodowym. – Kontynuacja dotacji na Lud Kolberga&#13;
przyznanej przez Towarzystwo Naukowe Krakowskie. – Członkostwo Kolberga w strukturach Akademii i działalność w Komisjach Archeologicznej&#13;
i Antropologicznej. – Funkcja przewodniczącego Sekcji Etnologicznej Komisji Antropologicznej, udział w pracach programowych Sekcji. – Współpraca z I. Kopernickim, redaktorem „Zbioru Wiadomości do Antropologii Krajowej”, i własne publikacje Kolberga w tym roczniku od 1877 r.&#13;
– Wkład badacza w dorobek etnograficzny Komisji Antropologicznej. . . . . 259&#13;
&#13;
XIV.&#13;
&#13;
Publikacje poza Ludem z lat 1871–1872: Obrazy Słowiańszczyzny południowej, Figury przydrożne, Rzecz o obchodach weselnych. – Kontynuacja&#13;
prac nad Krakowskiem. – Śmierć matki w 1872 r. – Korespondencja z bratową, Karoliną Kolberg – łącznikiem z rodziną w Warszawie. – Krakowskie&#13;
cz. I–IV z lat 1871–1875 jako modelowa monografia Kolberga. . . . . . . . . . . . . 288&#13;
&#13;
XV.&#13;
&#13;
Sytuacja finansowa Kolberga w latach 1871–1875, dotacja a koszty wydania. –Korespondencja z bratem Wilhelmem. – Śmierć Wilhelma w 1877 r.&#13;
– Kontakty listowne z Karoliną Kolberg i Jadwigą Wernerową. – Spotkanie&#13;
z Karoliną i jej córkami w Modlnicy w 1877 r. – Poczucie osamotnienia&#13;
i oddalenia od rodziny wyrażane w listach. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 307&#13;
&#13;
XVI.&#13;
&#13;
Podróże w latach 1871–1872 do Galicji Wschodniej, w Poznańskie, do Cieszyna. – Wyjazd na Wystawę Powszechną w Wiedniu w 1873 r. – Końcowe&#13;
&#13;
7&#13;
&#13;
�prace nad Krakowskiem i równoległe nad W. Ks. Poznańskiem. – Dotacja&#13;
Komisji Antropologicznej na badania w Wielkopolsce, Prusach Zachodnich i Wschodnich w 1875 r., przebieg i trasa tej podróży, kontakty, pozyskane w niej materiały i dorobek w świetle sprawozdania dla Akademii&#13;
i korespondencji. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 318&#13;
XVII. Prace nad tomami W. Ks. Poznańskiego po roku 1875, przekonanie o celowości edycji także ze względu na postępującą germanizację. – Kłopoty&#13;
z cenzurą warszawską kwestionującą fragmenty cz. II i III Krakowskiego.&#13;
– Odłożenie w czasie opracowania materiałów z Mazur i Pomorza. – Życie&#13;
i praca między Modlnicą a Krakowem, punkty kontaktowe w mieście,&#13;
uciążliwości dojazdów, równoległe prace nad kolejnymi monografiami,&#13;
wstępna redakcja cz. I Pokucia.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 338&#13;
XVIII. W nurcie życia naukowego Akademii. – Rzecz o mowie ludu wielkopolskiego (1876 i 1877 r.), znaczenie tej publikacji i innych materiałów&#13;
gwaroznawczych Kolberga dla dialektologii. – Rola dokumentacji języka&#13;
i słownictwa ludowego w badaniach etnograficznych Kolberga a program&#13;
prac leksykograficznych w Akademii. – Postulat gromadzenia i publikacji materiałów ikonograficznych przedstawiany przez Kolberga Komisji&#13;
Antropologicznej. – Studia nad kulturą i folklorem Łużyczan, ich związek&#13;
z podróżą 1875 r. i badaniami w Wielkopolsce. – Publikacja artykułu Obecne stanowisko etnografii w 1876 r.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 348&#13;
XIX.&#13;
&#13;
Chopiniana w korespondencji z M.A. Szulcem i M. Karasowskim. – Wkład&#13;
Kolberga w prace biografistów Chopina i wydawców jego dzieł: prostowanie błędów i dopełnienia dotyczące życia i twórczości kompozytora, opinie&#13;
o charakterze, technice, stylu i ekspresji jego sztuki pianistycznej, o genezie&#13;
i edycjach utworów, zwłaszcza juweniliów, propozycje dotyczące kompletnego wydania dzieł Chopina. – Własne materiały o Chopinie i kopie jego&#13;
utworów. – Znaczenie tych materiałów i postulat zebrania w całość wiedzy Kolberga o Chopinie.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 363&#13;
&#13;
XX.&#13;
&#13;
Podróże na Pokucie i na Podole galicyjskie w latach 1876 i 1877. – Kontynuacja Poznańskiego i wydanie cz. II–IV (1876–1879). – Odwiedziny Karoliny z dziećmi w Modlnicy (lato 1877). – Wstępne prace nad cz. I Pokucia.&#13;
– Wyjazd na Wystawę Powszechną w Paryżu (wrzesień 1878), prezentacja tam m.in. tomów Ludu. – Przedłożenie Akademii pierwszej wersji cz.&#13;
I Pokucia (listopad 1878). – Odwiedziny Antoniego i Karoliny z dziećmi&#13;
w Modlnicy (lato 1879). – Wyjazd do Lwowa i Czortowca (wrzesień? 1879).&#13;
– Udział w obchodach jubileuszu Kraszewskiego (październik 1879). – Publikacja Pieśni ludu litewskiego, studium komparatystyczno-folklorystycz-&#13;
&#13;
8&#13;
&#13;
�nego, w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej” (1879). – Uwagi&#13;
do analizy tekstu Bogurodzicy (1879). . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 376&#13;
XXI.&#13;
&#13;
Propozycja przyjęcia opieki naukowej nad wystawą etnograficzną w Kołomyi (marzec 1880). – Korespondencja z M. Wolffem: próba interwencji&#13;
w sprawie zakazu zbytu ocenzurowanych tomów w Królestwie Polskim&#13;
i w Rosji oraz odmowa udziału w rosyjskim wydawnictwie Żiwopisnaja&#13;
Rossija… (kwiecień 1880). – Ukończenie druku cz. V. Poznańskiego (maj&#13;
1880). – Udział w obchodach 400-lecia śmierci Długosza (maj 1880). – Wyjazd na Pokucie i współudział w organizowaniu wystawy etnograficznej&#13;
w Kołomyi (czerwiec–październik 1880), bogate zbiory z Pokucia jako wynik 4-miesięcznego pobytu w tym regionie. – Koncert warszawski na rzecz&#13;
wydawnictw Kolberga (maj 1881), dochód przeznaczony na sfinansowanie&#13;
cz. I i II Pokucia. – Wydanie cz. VI Poznańskiego i opracowanego przez&#13;
Kolberga zbioru polskich mazurków u Bretkopfa i Härtla w Lipsku (1881).&#13;
– Ukazanie się cz. I Pokucia oraz cz. VII, ostatniej, Poznańskiego (1882) – zamknięcie kolejnej monografii, jej koncepcja, współpracownicy i korespondenci z Wielkopolski. – Postawa Kolberga wobec germanizacji w świetle korespondencji z Wielkopolanami. – Śmierć brata Antoniego (grudzień 1882).&#13;
– Publikacja pracy Właściwości, pieśni i tańce ludu Ziemi Dobrzyńskiej&#13;
w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej” (1882). . . . . . . . . . . . . . . . 395&#13;
&#13;
XXII. Spotkanie z J. Blizińskim i zaproszenie Kolberga do Bóbrki (maj 1883). –&#13;
Podróż w Sanockie i Przemyskie (lato 1883). – Uczestnictwo w obchodach&#13;
200-lecia zwycięstwa Sobieskiego pod Wiedniem (wrzesień 1883). – Wydanie cz. II Pokucia i cz. I Lubelskiego (1883). – Przyznanie Kolbergowi funduszu z Kasy im. J. Mianowskiego (1883) na dalsze wydawnictwo, tj. Mazowsze cz. I–V. – Recenzja C. Neymanna cz. I–II Pokucia (1884). – Wydanie cz. II Lubelskiego i wstępne prace nad cz. I Mazowsza (1884). – Udział&#13;
Kolberga w Zjeździe Historyczno-Literackim im. J. Kochanowskiego i jego&#13;
Głos w dyskusji nad referatem P. Chmielowskiego (maj 1884). – Spotkanie&#13;
w Krakowie z Karoliną i jej dziećmi (lipiec 1884). – Podróż w Sanockie&#13;
i Przemyskie (lipiec–październik 1884). – Opuszczenie Modlnicy i przeprowadzka do Krakowa (październik 1884) – zmiana warunków życia i pracy.&#13;
– Druk cz. I Mazowsza oraz publikacja opracowania pt. Zwyczaje i pieśni&#13;
ludu wielkopolskiego z rękopisu pozostałego po śp. Józefie Lipińskim&#13;
w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej” (1884). – Wydanie&#13;
cz. I Kieleckiego (1885). – Kolejna podróż „w okolice Przemyśla i Sanoka”&#13;
(lipiec–listopad 1885). Bogate materiały z podróży z lat 1883–1885. – Druk&#13;
cz. II Mazowsza oraz pracy Zagadki z Lubelskiego… w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej” (1885).. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 421&#13;
&#13;
9&#13;
&#13;
�XXIII. Starania w Akademii o osobny fundusz na wydanie materiałów z Rusi. –&#13;
Kontakty z folklorystami słowiańskimi, F.S. Kraussem (od 1886) i z L. Kubą&#13;
(od 1885). – Kłopoty mieszkaniowe – lato 1886 r. w Krakowie. – Wydanie cz. II Kieleckiego (1886) – ukończenie kolejnej monografii. – Udział&#13;
w nowych projektach badań Komisji Antropologicznej (1886). – Recenzja&#13;
H. Biegeleisena (1886) i Odpowiedź Kolberga na recenzję Biegeleisena. – Życie codzienne, kontakty towarzyskie i krąg przyjaciół Kolberga&#13;
w Krakowie. – Wydanie Mazowsza cz. III (1886). – Zaproszenie do udziału w pracach Komitetu organizującego dział etnograficzny Wystawy Krajowej (marzec 1887).. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 441&#13;
XXIV. Radomskie cz. I (lipiec 1887). – Długa choroba oczu (lato i jesień 1887).&#13;
– Wystawa Krajowa (wrzesień–październik 1887) i ograniczony udział&#13;
w pracach nad jej działem etnograficznym. – Starania o subwencję na&#13;
tomy poświęcone Galicji Wschodniej – petycja do Sejmu Krajowego (listopad 1887) i jej pozytywny wynik. – Uczestnictwo w pracach Komisji&#13;
Antropologicznej. – Pieśni ludu z Podola rosyjskiego w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej” (1888). – Wydanie trzech tomów: cz. II&#13;
Radomskiego, cz. IV Mazowsza, cz. III Pokucia (1888). – Radomskie –&#13;
kolejna ukończona monografia. – Spowodowana kłopotami z cenzurą&#13;
zmiana karty tytułowej cz. IV i V Mazowsza. – Recenzja W. Smoleńskiego cz. I–III Mazowsza (1887). – Trudne warunki bytowe Kolberga&#13;
i ich obraz w oczach jego gości. – Aktywności pozawydawnicze (opinia&#13;
o nowym czasopiśmie naukowym, „Wiśle”, sprawa E. Korytki i jego materiałów).. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 461&#13;
XXV. Udział w pracach Komisji Antropologicznej: ocena i opracowanie melodii litewskich Juszkiewicza (marzec 1889). – Jubileusz 50-lecia pracy Kolberga obchodzony w Krakowie (maj 1889). – Udział Kolberga w jubileuszu J. Kossaka&#13;
(czerwiec 1889). – Załamanie zdrowotne i przeprowadzka do domu Kopernickiego (lipiec 1889). – Łęczyckie i cz. IV Pokucia (1889). – Recenzja I. Franki cz.&#13;
III Pokucia (1889) i Krótka replika Kolberga (1890) oraz dwa artykuły z materiałami z Polesia w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej” (1889).&#13;
– Propozycja W. Dzieduszyckiego wydania Przemyskiego (1889). – Choroba,&#13;
ostatnie chwile: pożegnanie przyjaciół, cz. I Chełmskiego – ostatni tom w rękach Kolberga, testament i śmierć (3 czerwca 1890) w relacji Kopernickiego.&#13;
– Pogrzeb (5 czerwca 1890). . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 476&#13;
XXVI Trzy ostatnie tomy z 1890 roku: cz. V Mazowsza, cz. I Chełmskiego, Kaliskie [cz. I]. – Dwa pośmiertne tomy wydane przez Kopernickiego: cz. II&#13;
Chełmskiego – zamknięcie monografii regionu, Przemyskie. Zarys etnograficzny. – Dalsze działania Kopernickiego: zamiar druku cz. II Kaliskiego,&#13;
&#13;
10&#13;
&#13;
�starania w Kasie Mianowskiego o fundusz na cz. VI Mazowsza – plany&#13;
przerwane przez śmierć 24 IX 1891 roku. – Zobowiązania Kolberga wobec&#13;
drukarni. – Pamięć współczesnych Kolbergowi: nowy nagrobek wystawiony na cmentarzu Rakowickim w 1893 r. z funduszy zebranych z inicjatywy&#13;
W. Żeleńskiego, tablica epitafijna w kościele ewangelickim św. Marcina&#13;
w Krakowie.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 495&#13;
&#13;
Spis ilustracji&#13;
s. 505&#13;
&#13;
��Od autorek&#13;
&#13;
Oddawana obecnie do rąk czytelnika trzyczęściowa publikacja Oskar&#13;
Kolberg. Człowiek i dzieło pomyślana była od początku edycji Dzieł wszystkich jako jej zwieńczenie. W zamierzeniu miała się opierać na wszystkich&#13;
dostępnych źródłach drukowanych i rękopiśmiennych, by podjąć próbę&#13;
możliwie całościowego spojrzenia na osobę i dorobek Kolberga w oparciu&#13;
o pełną zachowaną dokumentację.&#13;
Postać i dzieło Oskara Kolberga były przedmiotem zainteresowania jeszcze za życia badacza. Jego niezwykła wizja, determinacja, pracowitość&#13;
i konsekwencja z jednej strony, z drugiej zaś ogrom zgromadzonego materiału ze wszystkich ziem dawnej Rzeczypospolitej i kolejne wydawane tomy&#13;
monografii regionalnych, stanowiące dzieło jednego człowieka w czasach&#13;
niewoli w kraju podzielonym przez zaborców, fascynowały kolejne pokolenia, począwszy od współczesnych autorowi Ludu i świętujących jubileusz&#13;
50-lecia jego prac w 1889 roku aż po obchodzone w 2014 roku dwusetlecie&#13;
jego urodzin. Ukazujące się na przestrzeni tego czasu liczne publikacje biograficzne, bądź tylko przybliżające postać wielkiego etnografia i jego dzieło,&#13;
bądź też sięgające głębiej i analizujące jego dorobek, przynosiły materiały&#13;
do portretu zbieracza, badacza, wydawcy, wykorzystując dostępne źródła&#13;
z różnym efektem i w różnym zakresie. Odnotować tu trzeba przede wszystkim cenny artykuł Izydora Kopernickiego w „Nowej Reformie” z 1889 roku&#13;
(w nr 107–109), rozwinięty we wstępie do Przemyskiego (DWOK T. 35),&#13;
tomu wydanego w roku 1891 przez tego autora już po śmierci autora Ludu.&#13;
Kopernicki był bezpośrednim świadkiem życia i pracy, a także badań terenowych Kolberga, jego relacja ma więc wyjątkowe znaczenie dokumentacyjne, jako jedno z nielicznych świadectw z autopsji. W ciągu następnych&#13;
lat powstawały okazjonalne artykuły poświęcone i osobie, i pracom Kolberga,&#13;
a także obszerniejsze opracowania wykorzystujące dostępne wówczas źródła. Do najważniejszych należy biografia autorstwa Ryszarda Górskiego,&#13;
wydana pt. Oskar Kolberg. Zarys życia i działalności w 1970 roku (wyd. II:&#13;
13&#13;
&#13;
�1974 r.), oraz obszerny artykuł Ludwika Bielawskiego zamieszczony w Encyklopedii muzycznej PWM (tom KLŁ, Kraków 1997, s. 136–151), a także&#13;
praca popularyzująca postać i dorobek Kolberga przygotowana przez Agatę&#13;
Skrukwę i wydana z okazji dwusetnej rocznicy urodzin badacza w 2014&#13;
roku. Publikacje te powstawały jednak bądź bez dostępu do spuścizny rękopiśmiennej Kolberga czy gruntowniejszych studiów nad nią, bądź też&#13;
abstrahowały od nich ze względu na profil skierowany do szerokiego kręgu&#13;
odbiorców, opierając się przy tym na tomach drukowanych za jego życia,&#13;
później na kolejnych, ukazujących się sukcesywnie już w ramach Dzieł&#13;
wszystkich. Siłą rzeczy przynosiły materiał bardziej lub mniej fragmentaryczny, zebrany bez pełnego rozpoznania w niespotykanym zasobie źródeł,&#13;
jakie kryje ogromne archiwum autora Ludu. A rękopisy w nim zachowane&#13;
mówią wiele o niezwykłej postaci i pracy badacza. Mówią tym więcej, że&#13;
on sam w swojej wyjątkowej skromności i świadomym samoograniczeniu&#13;
nie pozostawił szczegółowych wskazówek biograficznych i warsztatowych,&#13;
zapisów pamiętnikarskich czy notatek osobistych, a korespondencję badacza cechuje pełna dyscypliny rzeczowość i powściągliwość, z rzadko pojawiającymi się akcentami osobistymi.&#13;
Prezentowana tu część pierwsza publikacji przedstawia życie, działalność i prace Kolberga w ujęciu chronologicznym. Obejmuje ona dwa okresy&#13;
w biografii autora Ludu: życie w Warszawie do roku 1871 oraz lata krakowskie 1871–1890. Autorki wiążą bieg jego życia z ewolucją poglądów&#13;
od romantycznego zbieractwa „rzeczy” ludowych, a zwłaszcza folkloru muzycznego, do pozytywistycznej pracy nad całokształtem kultury ludowej&#13;
zgodnie z uformowanym już, dojrzałym programem jej badań, realizowanym poprzez monografie regionalne w seriach wydawniczych Lud i Obrazy etnograficzne. Konieczne było także ukazanie tła, jakie życiu i pracy&#13;
Kolberga stwarzał burzliwy w historii Polski wiek XIX, z jego powstaniami,&#13;
uporczywą refleksją nad utratą niepodległości i nadzieją na jej odzyskanie,&#13;
walką o zachowanie tożsamości i kultury narodowej poprzez świadomą&#13;
pracę na ich rzecz. Badacz był jedną z wielkich postaci tego wieku, których&#13;
dokonania w dziedzinie kultury i nauki zdecydowały o przetrwaniu polskiej&#13;
świadomości narodowej.&#13;
Część druga zawierać będzie sześć niezależnych prac kilku autorów,&#13;
sprofilowanych według dziedzin działalności i dorobku Kolberga: jako&#13;
muzykologa, muzyka-kompozytora, dokumentatora muzyki i literatury&#13;
ludowej (folkloru słownego), etnografa współtworzącego fundamenty tej&#13;
14&#13;
&#13;
�nauki poprzez zgromadzenie unikatowego zasobu źródeł i ukształtowanie&#13;
modelu regionalnej monografii etnograficzno-folklorystycznej. Prace te –&#13;
jako od siebie niezależne – siłą rzeczy zawierać będą pewne powtórzenia&#13;
i nawiązania do faktów już znanych, oświetlanych jednak od różnych&#13;
stron, zależnie od tematów prac i założeń autorów.&#13;
W części ostatniej znajdą się teksty o charakterze dopełniającym dwie&#13;
poprzednie, tj. opis dziejów i edycji spuścizny Kolberga, łącznie z historią&#13;
i realizacją wydawnictwa Dzieł wszystkich oraz kilka opracowań pomocniczych. Na te ostatnie złożą się: kalendarium podróży Kolberga, bibliografia&#13;
jego prac z pełnymi notami pierwodruków i tomów Dzieł wszystkich oraz&#13;
wykaz zachowanych zespołów rękopisów składających się na jego archiwum. W tej części znajdą się także indeksy osób i nazw geograficznych&#13;
obejmujące pełny materiał trzytomowej biografii.&#13;
Tak pomyślana całość, przygotowana po latach studiów i analiz nad&#13;
zachowanymi i wydanymi materiałami Kolberga, przynosi – przynajmniej&#13;
w zamierzeniu autorów – możliwie pełny i zadowalający obraz „człowieka&#13;
i dzieła”. Jednak obraz ten jest odzwierciedleniem i efektem obecnego&#13;
etapu badań u końca edycji Dzieł wszystkich. Mamy nadzieję, że utoruje&#13;
drogę przyszłym autorom do dalszych studiów specjalistycznych nad unikatowym dziełem Oskara Kolberga i jego niezwykłą osobowością.&#13;
&#13;
�Wykaz skrótów&#13;
&#13;
Arch. PTL — Archiwum Naukowe Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego we&#13;
Wrocławiu&#13;
Arch. MEK — Archiwum Muzeum Etnograficznego w Krakowie&#13;
BJ — Biblioteka Jagiellońska&#13;
BN PAU i PAN — Biblioteka Naukowa Polskiej Akademii Umiejętności i Polskiej&#13;
Akademii Nauk w Krakowie&#13;
DWOK — Dzieła wszystkie Oskara Kolberga&#13;
k. — karta&#13;
MAAE — „Materiały Antropologiczno-Archeologiczne i Etnograficzne”, rocznik Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności&#13;
MEK — Muzeum Etnograficzne w Krakowie&#13;
MOK – Muzeum im. Oskara Kolberga w Przysusze&#13;
MWR — Muzeum Wsi Radomskiej w Radomiu&#13;
PBL — J. Krzyżanowski Polska bajka ludowa w układzie systematycznym, T. 1-2,&#13;
Wrocław 1961–1963&#13;
PTL — Polskie Towarzystwo Ludoznawcze&#13;
R. — rocznik&#13;
rkp. — rękopis&#13;
sygn. — sygnatura&#13;
t. — takt&#13;
T. — tom&#13;
T – typ bajki w polskiej systematyce wątków; numer po T wskazuje kolejność&#13;
wątku w całym układzie, zob. PBL&#13;
ZWAK — „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej”, rocznik Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności&#13;
&#13;
�Agata Skrukwa&#13;
&#13;
Życie Oskara Kolberga w Warszawie&#13;
(1814–1871)&#13;
I&#13;
[Pochodzenie rodziny Oskara Kolberga. – Rodzice i bracia. – Związki Kolbergów z Przysuchą. – Środowisko, w którym dorastał. – Pierwsze spotkania z muzyką Chopina. – Śmierć ojca. – Sytuacja w Królestwie po powstaniu listopadowym. – Studia kompozycji w Berlinie. – Praca nauczyciela&#13;
muzyki na prowincji. – Powrót do Warszawy w końcu roku 1837.]&#13;
&#13;
Rodzice Oskara Kolberga pochodzili z Niemiec i jak wielu innych cudzoziemców podejmujących pracę w Polsce związali swe życie z nowym krajem. Ojciec, Krzysztof Juliusz Henryk Kolberg1, urodził się 7 lipca 1776 r.&#13;
w niewielkim mieście Woldegk w Meklemburgii. Jego ojciec, Julius Daniel&#13;
Friedrich Colberg (1747–1784), żonaty z Charlottą Dorotheą, z domu Fuchs&#13;
(1759?–1818), był radcą sądowym, a jego przodkowie – pastorami w sąsiednich miejscowościach, Warbende i Vietmannsdorf. Krzysztof Juliusz –&#13;
tego drugiego imienia używał i on sam, i inni – uczył się w szkole miejskiej, następnie przez dwa lata uczęszczał do gimnazjum w Strelitz, które&#13;
ukończył w r. 1793. Mając lat siedemnaście, rozpoczął praktykę u geometry&#13;
Dresckego, autora mapy księstwa meklemburskiego, u którego nauczył&#13;
1&#13;
Informacje o Juliuszu Kolbergu, ojcu Oskara, oparte są w znacznej części na opracowa­nym&#13;
przez K. Markiewicz katalogu wystawy Juliusz (Colberg) Kołobrzeg-Kolberg (1776–1831).&#13;
Kartograf, geodeta, metrolog, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, Przysucha 2004. Wystawę zorganizowała K. Markiewicz w Przysusze, w Muzeum im. O. Kolberga, gdzie znajdują&#13;
się w depozycie liczne dokumenty przekazane przez rodzinę Kolbergów. Cenne informacje&#13;
o przebiegu życia i pracy ojca zawiera też rękopis O. Kolberga Bieg życia z r. 1823 z jego&#13;
dopiskiem „z akt Kom. Spr. Wewn.” (rękopis w BN PAU i PAN, sygn. 2184, k. 331). Jest to&#13;
kopia odręcznego życiorysu Juliusza Kolberga złożonego Komisji Spraw Wewnętrznych, która&#13;
31 października 1823 r. mianowała go profesorem radnym. Oryginał tego dokumentu, zachowany w aktach uniwersytetu, przytoczył J. Bieliński w pracy Królewski Uniwersytet Warszawski (1816–1831), T. III, Warszawa 1912, s. 668–669. Dokument cytowany przez J. Bielińskiego&#13;
pisany jest w pierwszej osobie, rękopis O. Kolberga w osobie trzeciej i jest to jedyna różnica&#13;
między tymi tekstami.&#13;
&#13;
17&#13;
&#13;
�się miernictwa topograficznego. Od roku 1794 kontynuował naukę w Akademii Budownictwa w Berlinie, a po jej ukończeniu, mając lat dwadzieścia,&#13;
został zatrudniony jako inżynier topograf w ekipie zajmującej się pomiarami Prus Południowych. Była to prowincja utworzona przez rząd pruski&#13;
w 1795 r., po trzecim rozbiorze Polski, obejmująca tereny na lewym brzegu&#13;
Wisły oraz Warszawę z częścią Mazowsza. Pomiary triangulacyjne nowej&#13;
prowincji prowadzone były pod kierunkiem niemieckiego architekta Dawida Gillego. Na ich podstawie w latach 1802–1803 została wydana w Berlinie mapa Spezial Karte von Südpreußen w 13 sekcjach, z indeksem nazw&#13;
miejscowości. Juliusz Kolberg podczas kilku lat pracy w ekipie D. Gillego&#13;
uzyskał duże doświadczenie w zakresie geodezji i kartografii.&#13;
Po zakończeniu pomiarów Prus Południowych Juliusz Kolberg pozostał&#13;
w Warszawie i podjął pracę jako inspektor cła przy komorze na Solcu,&#13;
a 14 września 1806 r. ożenił się z Karoliną Fryderyką Mercoeur. Była ona&#13;
córką Henrietty von Arnim i Gotfrieda Mercoeura, potomka francuskich&#13;
emigrantów, którzy po zniesieniu w czasach Ludwika XIV edyktu nantejskiego (1685), zapewniającego swobody religijne, jako protestanci osiedlili&#13;
się w Prusach. Gotfried Mercoeur był inspektorem ceł w Fordonie koło&#13;
Bydgoszczy i tam w 1788 r. urodziła się Karolina. Później był zatrudniony&#13;
na podobnym stanowisku w Nieszawie i w Warszawie. W chwili ślubu&#13;
Karoliny z Juliuszem Kolbergiem już nie żył – Oskar pisze, że zmarł na&#13;
początku wieku XIX, ale dokładnej daty jego śmierci nie znamy.&#13;
O rodzinie matki Oskar Kolberg pisał w liście do redakcji „Nowej Reformy” w 1889 r., pod koniec swego życia:&#13;
Ojciec jej, a mój macierzysty dziad, Mercoeur, pochodził z tak zwanej francuskiej&#13;
kolonii, złożonej z emigracji, która jeszcze za czasów Ludwika XIV przeniosła się&#13;
do Prus i tam zamieszkawszy (przeważnie w Berlinie), rozrodziła się. Ożenił się&#13;
on w roku 1786 z panną von Arnim (z Pomeranii) i urzędował przy komorach&#13;
celnych w Fordonie blisko Torunia, w Nieszawie, a w końcu w Warszawie, gdzie&#13;
zmarł jako naczelnik komory wodnej na początku bieżącego stulecia, pozostawiając po sobie wdowę i córkę (a moją matkę). Ta ostatnia urodziła się w roku&#13;
1788 w Fordonie nad Wisłą, dzieckiem jeszcze będąc, przybyła wraz z rodzicami&#13;
do Warszawy, tu pobierała nauki i tu zaślubiła mego ojca1.&#13;
List O. Kolberga do redakcji „Nowej Reformy”, „Nowa Reforma” 1889, nr 246, opublikowany w: Korespondencja Oskara Kolberga cz. III (DWOK T. 66), s. 636–637. Tu i dalej w przypisach liczne odesłania do prac Kolberga w Dziełach wszystkich (DWOK) podano w wersji&#13;
skróconej, pełne noty zob. Bibliografia (DWOK T. 85/III).&#13;
1&#13;
&#13;
18&#13;
&#13;
�Kilka tygodni po ślubie Juliusza Kolberga z Karoliną Mercoeur, 27 listopada 1806 r., wojska Napoleona wkroczyły do Warszawy w zwycięskim&#13;
marszu po klęsce Prus pod Jeną i Auerstedt. Po pokoju w Tylży, zawartym&#13;
przez cara Aleksandra I z Napoleonem w r. 1807, z części zaboru pruskiego i rosyjskiego zostało utworzone Księstwo Warszawskie. Nowe państwo potrzebowało sprawnej administracji, w której chętnie zatrudniano&#13;
pozostałych w Warszawie urzędników, techników i innych specjalistów&#13;
niemieckich. W roku 1808 Juliusz Kolberg został inspektorem pomiarów&#13;
przy Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych i Policji, jednej z agend&#13;
rządu Księstwa Warszawskiego. Na polecenie Jana Pawła Łuszczewskiego, wówczas ministra spraw wewnętrznych, opracował mapę Wielkiego&#13;
Księstwa Warszawskiego (niedrukowaną), która była podstawą podziału&#13;
administracyjnego kraju. W roku 1810 otrzymał patent na geometrę i mógł&#13;
kontynuować karierę urzędniczą w Warszawie. Jednak już na początku&#13;
tego roku rodzina zdecydowała się na opuszczenie stolicy i zamieszkanie&#13;
w Przysusze. Przeprowadzkę tę spowodowało zapewne kilka okoliczności. W biografii ojca, powstałej około roku 1864, Wilhelm i Oskar piszą:&#13;
„Opuściwszy w czasie ciągłych zmian w kraju służbę rządową, od roku&#13;
1810 poświęcił się gospodarstwu i przemysłowi, kierując kilku zakładami fabrycznymi w powiecie opoczyńskim” 1. W Księstwie nie było spokojnie — wiosną 1809 r. Austria rozpoczęła wojnę z Francją i jej wojska&#13;
w kwietniu na kilka tygodni zajęły Warszawę, ale w lipcu, po zwycięstwie&#13;
Napoleona pod Wagram nastąpiło ogólne zawieszenie broni i Austriacy&#13;
wycofali się ze stolicy. Księstwo Warszawskie zostało wtedy powiększone&#13;
o część ziem zaboru austriackiego zajętą podczas antyaustriackiej kampanii&#13;
w r. 1809 przez wojska polskie pod dowództwem Józefa Poniatowskiego.&#13;
W tym czasie obydwa rywalizujące ze sobą mocarstwa europejskie – Rosja&#13;
cara Aleksandra I i Francja Napoleona – przygotowywały się do wojny&#13;
i w Warszawie oczekiwano bliskiego wybuchu zbrojnego konfliktu rosyjsko-francuskiego. Doszło do niego w czerwcu 1812 r., jednak mieszkańcom&#13;
1&#13;
Biografia Juliusza Kolberga napisana przez Oskara z licznymi poprawkami Wilhelma zamieszczona jest w tomie Studia, rozprawy i artykuły (DWOK T. 63), s. 433–439, przytoczony tu&#13;
fragment z s. 434 napisał Wilhelm. Rękopis Wilhelma i Oskara był podstawą biogramu Juliusza Kolberga opublikowanego w Encyklopedii powszechnej S. Orgelbranda (T. 15, Warszawa&#13;
1864, s. 42–44), a podpisanego przez F.H. Lewestama. Źródłami dla Wilhelma i Oskara był&#13;
m.in. wymieniony tu już rękopis Bieg życia z r. 1823 i wspomnienie Antoniego Blanka: A.Bl.&#13;
Kilka słów o życiu śp. Juliusza Colberg. „Dziennik Powszechny” 1831, nr 324 z 28 listopada.&#13;
&#13;
19&#13;
&#13;
�Warszawy już wcześniej towarzyszyła uzasadniona niepewność co do losów miasta. Była to prawdopodobnie główna przyczyna przeniesienia się&#13;
rodziny Kolbergów na prowincję. Ponadto koszty życia były tam wyraźnie&#13;
niższe, co mogło też mieć znaczenie: w roku 1807 urodził się Kolbergom&#13;
syn Wilhelm, za parę miesięcy spodziewali się następnego dziecka, a mieli&#13;
pod opieką także Henriettę Mercoeur, owdowiałą matkę Karoliny. Juliusz&#13;
Kolberg poszukał więc pracy poza Warszawą i na początku roku 1810&#13;
przeniósł się wraz z rodziną do Przysuchy1, prywatnego miasta w powiecie&#13;
opoczyńskim. Dobra przysuskie były własnością Ignacego Dembińskiego&#13;
(1765–1829), do którego należały też znajdujące się w okolicy huty żelaza. Hutnictwo na tym terenie rozwijało się dzięki złożom rudy i obfitości&#13;
drewna potrzebnego do opalania pieców i choć wytop żelaza oparty na&#13;
węglu drzewnym stawał się powoli anachronizmem, to jeszcze w pierwszych latach XIX w. był opłacalny. Huty w okolicy Przysuchy dzierżawił&#13;
od Dembińskich warszawski finansista, Samuel Fraenkel (1773–1833). Juliusz Kolberg po objęciu posady zarządcy zakładów metalurgicznych 2 zamieszkał z rodziną w Przysusze, w domu przy ul. Krakowskiej 5, dziś już&#13;
nieistniejącym. Tam przyszła na świat 24 kwietnia 1810 r. jedyna córka&#13;
Kolbergów, Julia.&#13;
Cztery lata później, 22 lutego 1814 r., w Przysusze urodził się następny&#13;
syn Kolbergów, Henryk Oskar, który — podobnie jak ojciec — przez całe&#13;
życie używał drugiego imienia. W Szkicu autobiografii pisał:&#13;
Urodziłem się w miasteczku Przysusze w r. 181[4] (na rynku polskim, bo są tam&#13;
trzy rynki: polski, żydowski i niemiecki)3.&#13;
&#13;
W przysuskiej parafii pod wezwaniem św. Jana Nepomucena zachował&#13;
się w księdze Akta urodzonych odpowiedni wpis o chrzcie Oskara:&#13;
1&#13;
Prawdopodobnie Juliusz i jego żona odwiedzili Przysuchę już wcześniej, w aktach parafii&#13;
przysuskiej odnotowano, że byli oni 4 lutego 1809 r. rodzicami chrzestnymi Karoliny Barbary&#13;
Machalskiej, córki Tekli i Józefa, aptekarza w Przysusze. Machalscy byli z kolei rok później rodzicami chrzestnymi Julii, córki Kolbergów. Informacje te, podobnie jak i następne pochodzące&#13;
z akt parafialnych, przekazała p. Katarzyna Markiewicz.&#13;
2&#13;
W biogramach Oskara Kolberga drukowanych około roku 1889 i opartych na jego relacjach podawana jest informacja, że Juliusz Kolberg był w Przysusze także geometrą przysięgłym, czego nie potwierdzają inne dostępne dokumenty.&#13;
3&#13;
Rkp. O. Kolberga Szkic autobiografii, BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 68. Kolberg błędnie&#13;
podał tam rok swego urodzenia (1815 zamiast 1814).&#13;
&#13;
20&#13;
&#13;
�W dniu 23 lutego ochrzczone było dziecię płci męskiej, któremu dano imiona&#13;
Henryk Oskar w dniu 23 lutego, o godzinie 3 po południu. Dziecię jest urodzonego Juliusza Colberg, konduktora dóbr J.W. Ignacego Dembińskiego, starosty&#13;
wolbromskiego, i Karoliny z Mercoeurów, małżonków prawych wyznania akatolickiego. Trzymali go do chrztu Jaśnie Wielmożny Ignacy Rawicz Dembiński,&#13;
dziedzic dóbr Przysuchy z przyległościami, i urodzona Markerowa 1, oboje z miasta Przysuchy. Chrzest zaś ten odbytym został z wody tylko samej, dla zbytecznej&#13;
słabości dziecięcia, przeze mnie samego, co zaświadczam. Ksiądz Wawrzyniec&#13;
Goszczyński, pleban przysuski2.&#13;
&#13;
W domu Kolbergów pojawiła się wtedy Zuska (Zuzanna?) Wawrzek,&#13;
młoda kobieta z Sandomierskiego, której piosenki Oskar wspominał w szkicu autobiografii: „Pamiętam, żem miał mamkę Zuskę, wieśniaczkę, która mi&#13;
ciągle nad kołyską wyśpiewywała (a była jeszcze u nas w służbie w Warsz[awie] r. 1822)”. Według relacji3 wnuczki Antoniego Kolberga, młodszego&#13;
brata Oskara, jakiś czas po przyjeździe do Warszawy Zuska Wawrzek przeszła na służbę do Chopinów, być może dlatego, że była gorąco wierzącą&#13;
katoliczką i źle się czuła w protestanckim domu Kolbergów.&#13;
Przez krótki okres Kolbergowie mieszkali w Machorach (dziś w powiecie&#13;
koneckim), gdzie znajdowały się huty żelaza zakupione przez S. Fraenkla od&#13;
Dembińskich. W tej miejscowości w roku 1815 urodził się trzeci syn Kolbergów, Antoni Karol. Nie wiadomo, kiedy rodzina wróciła do Przysuchy,&#13;
ale akta miejscowej szkoły elementarnej informują, że w latach 1816–1817&#13;
najstarszy z synów Wilhelm był już jej uczniem, otrzymywał dobre oceny&#13;
i według miejscowego nauczyciela miał opinię ucznia pojętnego, dowcipnego, żywego temperamentu i wesołego4.&#13;
W lutym 1817 r. zmarła Julia, siedmioletnia córka Kolbergów, a w czerwcu roku następnego Henrietta Mercoeur, matka Karoliny. Obydwie zostały&#13;
pochowane na cmentarzu parafialnym w Przysusze. Kamienna tablica nagrobna zachowała się do dzisiaj, jest wmurowana w ogrodzenie cmentarza,&#13;
ale napisy na niej są już całkiem zatarte. Niegdyś, poza imionami i datami&#13;
Tj. Henrietta Mercoeur, babka Oskara.&#13;
Przytoczono za K. Markiewicz Oskar Kolberg 1814–1890, Radom–Warszawa 2014, s. 30.&#13;
3&#13;
Zob. S. Dębicka W starym gnieździe, Warszawa 1989, s. 66 i 67. Autorka tej książki, Stanisława Dębicka, była córką Walentyny Kolberg, wnuczką Antoniego Kolberga, a prawnuczką&#13;
Juliusza.&#13;
4&#13;
Zob. K. Markiewicz Wilhelm Kolberg (1807–1877), kartograf, metrolog, inżynier budownictwa dróg i mostów, katalog wystawy, Przysucha 2006, s. 5.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
21&#13;
&#13;
�życia pochowanych tam dwu osób, można było przeczytać fragment wiersza wybranego przez Karolinę i Juliusza: „Das arme Hertz, hienieden vom&#13;
Kummer tief bewegt, erlangt nur den Frieden da, wo es nicht mehr schlägt”1.&#13;
Po ostatecznej klęsce Napoleona pod Waterloo 18 VI 1815 r. sytuacja&#13;
w Księstwie Warszawskim zmieniła się całkowicie. W czerwcu 1815 r.&#13;
uczestnicy kongresu wiedeńskiego, Anglia, Rosja, Prusy, Austria i Francja,&#13;
zdecydowali o utworzeniu z części Księstwa nowego organizmu politycznego, autonomicznego Królestwa Polskiego w unii personalnej z cesarzem rosyjskim. Królem był car, a rezydujący w Warszawie brat cara, wielki książę&#13;
Konstanty, był naczelnym wodzem armii polskiej i praktycznie sprawował&#13;
władzę. Północne i wschodnie tereny zaboru rosyjskiego zostały przyłączone do cesarstwa i były rządzone bezpośrednio przez cara według praw&#13;
obowiązujących w Rosji. Polacy tę część dawnej Rzeczypospolitej nazywali&#13;
Ziemiami Zabranymi. W Królestwie zachowano pozory rządów konstytucyjnych i autonomii — istniał sejm, istniało polskie wojsko, ale politycznie&#13;
nowe państwo było całkowicie zależne od Rosji. Polska nauka miała jednak&#13;
w Królestwie przez najbliższych kilkanaście lat jeszcze dość znaczne swobody i możliwość rozwoju, a młodzież z zaboru rosyjskiego i Ziem Zabranych – dobre możliwości kształcenia się. W Warszawie w oparciu o wyższe&#13;
szkoły zawodowe w roku 1816 powstał pierwszy w tym mieście uniwersytet. W następnym roku Juliusz Kolberg został powołany przez Stanisława&#13;
Potockiego, ministra Rządowej Komisji Wyznań Religijnych i Oświecenia&#13;
Publicznego, na stanowisko profesora tej uczelni. Rekomendował go Stanisław Staszic, wówczas jeden z najbliższych współpracowników Potockiego&#13;
i współorganizator uniwersytetu. List komisji rządowej podpisany przez&#13;
ministra Potockiego, z datą 24 maja 1817 r., brzmiał:&#13;
Chcąc JP. Juliuszowi Kolberg podać sposobność do posług publicznych w zawodzie nauczycielskim, [Komisja] postanowiła poruczyć mu katedrę praktycznego&#13;
miernictwa i niwelacji z topograficznym rysunkiem map w oddziale sztuk pięknych Królewskiej Warszawskiej Szkoły Głównej, z pensją roczną 4 500 złp. Tym&#13;
końcem wzywa tegoż JP. Kolberga, ażeby jak może być najrychlej stanąwszy&#13;
Napis z tablicy przytacza B. Paprocki w artykule Pamiątki Kolbergowskie w Przysusze,&#13;
„Biuletyn Kwartalny Radomskiego Towarzystwa Naukowego” T. XXIX: 1992, s. 60. Jest to trawestacja fragmentu wiersza Das Grab Johanna Gaudenza von Salis-Seewis (1762–1834), zob.&#13;
tegoż Gedichte, Zurich 1800, s. 49–50; w przekładzie: Biedne serce, na tym świecie głęboko&#13;
poruszone zmartwieniem, zdobywa spokój tylko tam, gdzie już nie bije.&#13;
1&#13;
&#13;
22&#13;
&#13;
�na miejscu swego przeznaczenia, objął wskazane sobie obowiązki nauczycielskie&#13;
do pomienionej katedry przywiązane1.&#13;
&#13;
Dla katedry, którą miał objąć, Juliusz Kolberg opracował zasady organizacji, dwuletni program nauczania miernictwa i niwelacji oraz przygotował&#13;
wykaz instrumentów, narzędzi i literatury przedmiotu, niezbędnych do teoretycznych wykładów i ćwiczeń praktycznych2.&#13;
W roku 1818, przed osiedleniem się na stałe w Warszawie, Juliusz wyjechał do Berlina, gdzie wybrał przyrządy i literaturę dla katedry ”praktycznego miernictwa i niwelacji”, odwiedził też z żoną i dziećmi swą rodzinę&#13;
w Woldegk, gdzie 11 maja przyszedł na świat czwarty syn, Juliusz Adolf&#13;
Aleksander.&#13;
Nie wiadomo dokładnie, kiedy Juliusz i Karolina ostatecznie opuścili Przysuchę. Mimo kilkuletniego tylko pobytu w tym mieście, zapisali się życzliwie&#13;
w pamięci jej mieszkańców i kontakty z nimi podtrzymywali po przeniesieniu&#13;
się do Warszawy. Juliusz jest odnotowany w aktach tamtejszej parafii św.&#13;
Jana Nepomucena dnia 1 września 1825 r. jako ojciec chrzestny Józefa, syna&#13;
Antoniego i Józefy Kamińskich, mieszkańców Przysuchy, a Karolina była&#13;
tamże w kwietniu 1841 r. matką chrzestną Juliana Żurkowskiego, z którym&#13;
rodzina Oskara utrzymywała kontakty także później.&#13;
Nominacja Juliusza Kolberga na profesora zwyczajnego uniwersytetu&#13;
nosi datę 30 stycznia 1819 r. Krótko potem, w roku 1820, został on też&#13;
wykładowcą w Szkole Wyższej Leśnej, a w roku 1828 także w Instytucie&#13;
Agronomicznym w Marymoncie3. Pierwszy adres Kolbergów w Warszawie&#13;
nie jest znany, natomiast od roku 1820 mieszkali w oficynie Pałacu Kazimierzowskiego przeznaczonej dla kadry uniwersyteckiej. Tam urodził się&#13;
w r. 1821 ich ostatni syn, Gustaw Albert, który żył tylko dwa i pół roku.&#13;
J. Bieliński Królewski Uniwersytet Warszawski..., T. III, s. 669.&#13;
J. Bieliński (tamże, T. I, Warszawa 1907, s. 592) pisze: „W tym celu podał Kolberg Komisji rządowej wykaz najpotrzebniejszych przedmiotów, podług katalogu z Berlina nadesłanego,&#13;
na ogólną sumę 1 080 talarów, którą to sumę Komisja asygnowała dnia 6 września 1817 r., z zastrzeżeniem, aby prof. Kolberg, któremu wypadała podróż do Berlina, sam wybrał potrzebne&#13;
przedmioty, zakupił i do Warszawy odesłał.”&#13;
3&#13;
Kolejne stopnie kariery Juliusza Kolberga i sprawowane przez niego funkcje są przedstawione i udokumentowane w katalogu poświęconej mu wystawy w Muzeum im. Oskara&#13;
Kolberga w Przysusze, zob. K. Markiewicz Juliusz (Colberg) Kołobrzeg-Kolberg…; autorka przytacza dokumenty zgromadzone przez nią w muzeum, a także złożone tam jako depozyt przez&#13;
potomków Juliusza.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
23&#13;
&#13;
�Wiele lat później Oskar wspominał:&#13;
W prawym, długim (dwupiętrowym jak i lewy) pawilonie Pałacu Kazimierowskiego, czyli kadeckich niegdyś koszar (gdzie dziś biblioteka publiczna i uniwers[ytecka], a przedtem i Liceum było), mieszkali w tych czasach rektor Linde i profesorowie: Brodziński, Jarocki, Matuszewski, Kolberg, Blank, Brodowski, Chopin,&#13;
Piwarski, a sąsiadując z sobą, odwiedzali się czasami. Chopin mieszkał na drugim&#13;
piętrze (w środkowych pawilonu apartamentach). Pawilon (jeden i drugi) miał na&#13;
dole 4 drzwi wchodowych, te schody prowadziły na pierwsze i drugie piętro. Było&#13;
więc mieszkań 12, dla rektora i 8 profesorów, murgrabi, odźwiernego i służby,&#13;
każde mieszkanie miało mniej więcej po 4 lub 5 pokoi i kuchnię1.&#13;
&#13;
W dalszym ciągu tych uwag, skierowanych do Maurycego Karasowskiego po wydaniu przez niego w 1877 r. pierwszej edycji biografii Fryderyka&#13;
Chopina, wspominał Oskar także własne dzieciństwo:&#13;
Między pawilonami był plac wolny przed frontem pałacu, który obsadzono&#13;
drzewkami i w skwer później zamieniono, a za pałacem obszerny ogród na&#13;
pochyłości ku Wiśle idącej. Od tyłu pawilonów były obszerne dziedzińce, gdzie&#13;
dzieci ich [tj. mieszkańców pawilonów] i uczniowie bawili się w piłkę lub figle&#13;
stroili. Tu mogę dokończyć słowami bajek naszych: i ja tam byłem, piłką w zadki biłem i sam razy odbierałem itd.2&#13;
&#13;
Spośród rodzin profesorów Liceum i Uniwersytetu mieszkających w bezpośrednim sąsiedztwie najsilniej w pamięci Oskara zapisali się Chopinowie,&#13;
zwłaszcza Fryderyk, ale Juliuszowi, jego ojcu, bardzo bliski był poeta Kazimierz Brodziński (1791–1835). On właśnie napisał serdeczne wspomnienie&#13;
o Juliuszu Kolbergu:&#13;
Nie znałem człowieka w życiu moim z cichszym umysłem, pełniejszym głębokiej&#13;
prostoty, jak był Juliusz Kolberg. […] Powołany do wykładania w Uniwersytecie&#13;
topografii i niwelacji żył ze mną w ścisłej przyjaźni do śmierci. Kolberg pisał&#13;
wiele poezji w języku niemieckim, największą część z przygodnych zdarzeń, na&#13;
uroczystości kościelne, rodzinne i wolnomularskie. […] W obejściu swoim miał&#13;
Rkp. O. Kolberga w BN PAU i PAN, sygn. 2185/4, k. 338, są to uwagi do pierwszego niemieckiego wydania biografii Chopina opracowanej przez M. Karasowskiego: Friedrich Chopin.&#13;
Sein Leben, Seine Werke und Briefe, B. 1, Dresden 1877; przytoczona notatka odnosi się do&#13;
s. 14 pracy Karasowskiego.&#13;
2&#13;
Tamże.&#13;
1&#13;
&#13;
24&#13;
&#13;
�cierpliwość i wytrwałość, i łagodność obok najpowszechniejszego u Niemców&#13;
uczucia sprawiedliwości. Żadna obmowa, obraza i namiętność nie przylegała na&#13;
chwilę do tej czystej duszy. Miłośnik poetów, szczególniej Jean Paula [Richtera]&#13;
i Herdera, mało mógł się im oddawać, zajęty pracą nad mozolnymi mapami i rachunkami. Otoczony sześciorgiem1 dzieci, w szczupłym pomieszkaniu, między&#13;
mnóstwem kart i instrumentów mierniczych pracował cierpliwie, z najsłodszą&#13;
rezygnacją, pozbawiony poetycznej swobody widoków natury, które tak lubił2.&#13;
&#13;
Własne utwory Juliusza Kolberga i dokonane przez niego przekłady wierszy poetów polskich na język niemiecki, o których wspominał Brodziński,&#13;
w większości nie dotrwały do naszych czasów. Zachowało się kilka okolicznościowych utworów3 pisanych dla loży wolnomularskiej „Zur Halle der&#13;
Beständigkeit”, której członkiem był od roku 1808. W Niemczech drukowany&#13;
był tekst hymnu Der Genius der Freudenschaft4 do muzyki Józefa Elsnera,&#13;
w Warszawie ukazała się drukiem już po śmierci autora kantata wykonana&#13;
też z muzyką Elsnera z okazji pięćdziesięciolecia poświęcenia kościoła ewangelickiego5. Elsner w spisie własnych utworów wymienia jeszcze kantatę na&#13;
obchód urodzin doktora Fryderyka Adolfa Roemera z niemieckim tekstem&#13;
Juliusza Kolberga6, a w zbiorach Oskara Kolberga przechowywany jest rękopis przekładu na język niemiecki Wiesława Brodzińskiego7.&#13;
Z sześciorga dzieci Kolbergów mieszkało w Warszawie pięciu synów, jedyna córka zmarła jeszcze przed wyjazdem rodziny z Przysuchy.&#13;
2&#13;
Wspomnienie Brodzińskiego jest przytoczone w biografii Juliusza Kolberga opublikowanej w Encyklopedii powszechnej S. Orgelbranda (zob. przyp. 1 na s. 19). Bibliografię publikacji&#13;
Juliusza Kolberga związanych z jego pracą zawodową zamieściła K. Markiewicz (zob. przypis&#13;
1 na s. 17).&#13;
3&#13;
L. Hass w opracowaniu Sekta farmazonii warszawskiej. Pierwsze stulecie wolnomularstwa w Warszawie (1721–1821), Warszawa 1980, na rycinie 85 zamieszcza reprodukcje&#13;
stron tytułowych siedmiu takich utworów Juliusza Kolberga znajdujących się w Archiwum&#13;
Głównym Akt Dawnych w Warszawie.&#13;
4&#13;
Druk przed r. 1821, muzyka Elsnera nie zachowała się, egzemplarz tekstu w zbiorach&#13;
Muzeum Fryderyka Chopina w Warszawie.&#13;
5&#13;
J. Colberg Cantate zur Jubel-Feier der vor 50-Jahren stattgefundenen Einweihung der&#13;
evang. Kirche U. A. C. Warszawa 1832.&#13;
6&#13;
J. Elsner Sumariusz moich utworów muzycznych z objaśnieniami o czynnościach&#13;
i działaniach moich jako artysty muzycznego, opracowała A. Nowak-Romanowicz, Kraków&#13;
1957, s. 50. Elsner wspomina też J. Kolberga wśród innych autorów tekstów do jego pieśni:&#13;
„Do tekstu niemieckiego pisałem bardzo wiele rozmaitych pieśni […]. Wierszy dostarczali mi&#13;
pp. Zobela, Engelke, Kolberg, Schwartz”, tamże, s. 54.&#13;
7&#13;
Rkp. J. Kolberga w Arch. PTL, teka 50, sygn. 1357, z. 29, k. 6–9.&#13;
1&#13;
&#13;
25&#13;
&#13;
�Juliusz Kolberg opublikował wiele prac z zakresu kartografii i miernictwa1 i za nie oraz za skonstruowanie planimetru Uniwersytet Warszawski&#13;
nadał mu w roku 1820 stopień magistra sztuk pięknych i doktora filozofii.&#13;
Krótko potem, w lutym 1822 r. Juliusz Kolberg został przyjęty w poczet&#13;
członków Warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, a był to wyraz&#13;
wysokiej oceny jego publikacji naukowych. W październiku 1823 r. mianowano go profesorem radnym, co upoważniało do zasiadania w radzie&#13;
wydziału. Z tą nominacją wiąże się sporządzenie przez Juliusza przytaczanego tu dokumentu Bieg życia z r. 1823, zachowanego w kopii Oskara.&#13;
W sierpniu 1829 r. w uznaniu zasług pedagogicznych i prac naukowych&#13;
został nobilitowany2. Profesorowi Kolbergowi car przyznał szlachectwo&#13;
dziedziczne, a Juliusz przyjął herb Kołobrzeg3 i przybrał nazwisko Kołobrzeg-Kolberg.&#13;
Cennym opracowaniem kartograficznym Juliusza Kolberga jest Mapa&#13;
pocztowa i podróżna Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Poznańskiego, wydana w Oleśnicy już w r. 1817 i zalecona do użytku szkolnego.&#13;
O mapie tej sam pisał: „[…] w tym względzie jest pierwsza w swoim rodzaju,&#13;
że na niej wszystkie nazwiska i intytulacje w polskim języku są wyrażone”4.&#13;
Za najważniejsze dokonanie Juliusza Kolberga uważany jest Atlas Królestwa Polskiego publikowany w latach 1825–1827. Składa się on z ośmiu&#13;
litografowanych i ręcznie kolorowanych map województw (Krakowskie,&#13;
Sandomierskie, Kaliskie, Lubelskie, Płockie, Mazowieckie, Podlaskie i Augustowskie) z tabelami statystycznymi, a ich bogata treść i starannie dopracowana forma sprawiają, że zalicza się je do wybitnych osiągnięć polskiej&#13;
kartografii. Wiele lat później posiłkował się nimi Oskar w swych podróżach&#13;
M.in. w 1819 r. wydał pionierską pracę Porównanie teraźniejszych i dawniejszych&#13;
miar i wag w Królestwie Polskim używanych z dodaniem ważniejszych europejskich i innych z potrzebniejszymi tablicami zamiany jednych na drugie; w „Sylwanie” w roku 1820&#13;
ukazał się artykuł Opisanie składu i użycia planimetru…, przetłumaczony pięć lat później&#13;
przez J.P. Grüsona na język niemiecki i wydany osobno przez berlińskiego księgarza Ludwiga&#13;
Oehmigke’a.&#13;
2&#13;
Dekretem z 1817 r. car Aleksander I dla podniesienia prestiżu społecznego profesorów&#13;
i nauczycieli szkół ponadelementarnych przewidział możliwość uzyskania przez nich nobilitacji po dziesięciu latach nienagannej pracy.&#13;
3&#13;
Rysunek herbu Kołobrzeg zamieściła K. Markiewicz m.in. w pracy Oskar Kolberg 1814–&#13;
1890, Radom–Warszawa 2014, s. 21.&#13;
4&#13;
Fragment rkp. J. Kolberga Bieg życia z r. 1823, przytoczonego przez J. Bielińskiego w publikacji Królewski Uniwersytet Warszawski…, T. III, s. 668–669.&#13;
1&#13;
&#13;
26&#13;
&#13;
�etnograficznych, a w tomach Ludu także uzupełniającą atlas Tabellą miast,&#13;
wsi, osad Królestwa Polskiego1.&#13;
Synowie Juliusza i Karoliny Kolbergów, mieszkając w Warszawie, mieli&#13;
bardzo dobre warunki do zdobywania wiedzy. Najstarszy z braci Wilhelm&#13;
w roku 1820 został uczniem Liceum Warszawskiego, znakomicie przygotowującego do studiów uniwersyteckich. Program Liceum obejmował m.in.&#13;
rysunek, łacinę, grekę i, poza polskim, trzy języki nowożytne: francuski,&#13;
niemiecki i rosyjski, a w starszych klasach np. geometrię wykreślną i botanikę2. Wilhelmowi, kończącemu w 1825 r. naukę, rektor Samuel Bogumił&#13;
Linde wpisał na świadectwie następującą ocenę:&#13;
Ciągle pilny i pracowity, znacznie korzystał z nauk, szczególniejszą zaś okazał&#13;
zdolność do rysunków i matematyki. Zawsze był obyczajnym i uległym wszelkim ustawom szkolnym, jednym słowem wzorowym3.&#13;
&#13;
Oskar w Szkicu autobiografii pisze wprawdzie: „W szkole przysuskiej&#13;
nauczyłem się czytać i pisać” 4, ale przed przeniesieniem się rodziny do&#13;
Warszawy miał zaledwie pięć lat, nie osiągnął więc jeszcze wieku uprawniającego do przyjęcia do szkoły elementarnej. Ponadto w Opisie biegu&#13;
życia pochodzącym z roku 1845, więc dokumencie znacznie wcześniejszym od autobiografii i bliższym wydarzeniom, o których mowa, pisał:&#13;
„Początkowe nauki pobierałem w domu rodzicielskim” 5. W roku 1823&#13;
został przyjęty do Liceum 6, a w następnym rozpoczął regularne lekcje&#13;
Tabella miast, wsi, osad Królestwa Polskiego z wyrażeniem ich położenia i ludności,&#13;
alfabetycznie ułożona w Biórze Komisyi Rządowej Spraw Wewnętrznych i Policyi. T. 1–2,&#13;
Warszawa 1827. W nazwach miejscowości zdarzają się tam błędy.&#13;
2&#13;
Program Liceum Warszawskiego, tj. zakres przedmiotów i liczba godzin lekcyjnych przeznaczonych na nie w kolejnych klasach, zmieniał się dosyć często, zob. A. Winiarz Szkolnictwo&#13;
Księstwa Warszawskiego i Królestwa Polskiego (1807–1831), Lublin 2002, s. 196 i nast.&#13;
3&#13;
Zob. H. Wróblewska-Straus i K. Markiewicz Fryderyk Chopin i bracia Kolbergowie na&#13;
tle epoki. Przyjaźń. Praca. Fascynacje. Katalog wystawy zorganizowanej z okazji XV Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina, Warszawa 2005, tam na s. 122&#13;
reprodukcja świadectwa Wilhelma.&#13;
4&#13;
Rkp. O. Kolberga Szkic autobiografii…, k. 68.&#13;
5&#13;
Rkp. O. Kolberga Opis biegu życia z r. 1845, BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 64. Do szkoły&#13;
elementarnej przyjmowano dzieci po ukończeniu siedmiu lat, choć czasem także sześcioletnie,&#13;
ale Oskar ukończył sześć lat dopiero w czasie pobytu w Warszawie.&#13;
6&#13;
W Opisie biegu życia z r. 1845 (rkp. tamże, k. 64) pisze: „w roku 1823 do szkół Liceum&#13;
Warszawskiego oddany, pobierałem tamże nauki do sierpnia 1830 r.”, w pisanym ponad&#13;
1&#13;
&#13;
27&#13;
&#13;
�muzyki. Początkowo jego nauczycielem był Głogowski 1, po roku zastąpił&#13;
go Vetter2, jak pisze Oskar w Szkicu autobiografii: „Wend łużycki z Mużakowa, który mówił łamaną polszczyzną”3. Vetter był jego nauczycielem&#13;
przez następnych pięć lat. Młodszy brat Oskara, Antoni, do Liceum przyjęty został w roku 1825, a najmłodszy z rodzeństwa Juliusz edukowany był&#13;
zapewne jeszcze przez matkę. Rozwojowi młodych Kolbergów sprzyjało&#13;
wychowanie w rodzinnym domu, nacechowanym zamiłowaniem do nauki i sztuki, zwłaszcza muzyki i poezji, a także patriotyzmem, czego świadectwem jest działalność Juliusza. Jego synowie wynieśli też ze swego&#13;
protestanckiego domu pracowitość i odpowiedzialność, charakteryzujące&#13;
całe życie Wilhelma i Oskara.&#13;
Dla uzupełnienia obrazu domu rodzinnego przywołać jeszcze trzeba&#13;
wspomnienie Oskara o matce:&#13;
[…] starannym, wszechstronnym (sztukę śpiewu posiadała w wysokim stopniu),&#13;
a zawsze narodowym wychowaniem, również jak i przymiotami serca i umysłu,&#13;
umiała sobie zjednać przychylność licznych domu naszego przyjaciół i niewygasłą pozostawić pamięć i wdzięczność w łonie synów, do których wychowania&#13;
w wielkiej przyczyniła się części i których aż do zgonu swego (w r. 1872) macierzyńską otaczała miłością i opieką4.&#13;
&#13;
„Narodowe wychowanie”, które wspomina Oskar, pisząc o swej matce,&#13;
cechowało także dom Kolbergów i wynikało na pewno również z woli ojca.&#13;
We wspomnieniach o Juliuszu Kolbergu opublikowanych przez Antoniego&#13;
czterdzieści lat później Szkicu autobiografii jako początek nauki w Liceum podaje rok 1824&#13;
(rkp. tamże, k. 68).&#13;
1&#13;
Nazwisko to wymienia Kolberg w Szkicu autobiografii (rkp. tamże, k. 68). Prawdopodobnie chodzi o Tomasza Głogowskiego, pianistę i muzyka działającego w Warszawie w I poł.&#13;
XIX wieku. Nieznane są lata jego życia i szczegóły biografii, wiadomo tylko, że od 1840 roku&#13;
był członkiem Towarzystwa Wspierania Artystów Muzycznych w Warszawie. Śladami jego&#13;
działalności są publikowane w latach 1840–1860 utwory fortepianowe: mazury, walce, polki,&#13;
pieśni, polonez i galop. Zob. Wanda Bogdany-Popielowa Rękopisy muzyczne 1. połowy XIX&#13;
wieku ze zbiorów Biblioteki Narodowej, Warszawa 1­ 997, s. 86, oraz W. Tomaszewski Bibliografia warszawskich druków muzycznych 1801–1850, Warszawa 1992, s. 371. Kolberg&#13;
wymienia T. Głogowskiego w Encyklopedii powszechnej Orgelbranda wśród kompozytorów&#13;
tańców, zob. O. Kolberg Pisma muzyczne, cz. II (DWOK T. 62), s. 626 i 664.&#13;
2&#13;
O Vetterze brak bliższych informacji.&#13;
3&#13;
Rkp. O. Kolberga Szkic autobiografii…, k. 68.&#13;
4&#13;
List O. Kolberga do redakcji..., „Nowa Reforma” 1889, nr 246, także w: Korespondencja…&#13;
cz. III (DWOK T. 66), s. 636–637.&#13;
&#13;
28&#13;
&#13;
�Blanka (1785–1844), profesora malarstwa na Uniwersytecie Warszawskim,&#13;
czytamy:&#13;
[…] większą część życia, [z 55] przeszło lat 34 przebył w Polszcze, uważał ją i kochał ją jak swoją ojczyznę i nie opuścił do zgonu, choć za granicą korzystniejsze&#13;
zapewniano mu miejsce1.&#13;
&#13;
W rodzinnej tradycji przechowało się wspomnienie:&#13;
W domu Niemca Kolberga zakazane było używanie mowy niemieckiej, za zagwizdanie melodii z Wolnego strzelca C.M. Webera „szło się w szpangi” lub klęczało na grochu z fasolą, za wyrwanie się z jakimś cytatem niemieckim płaciło&#13;
się do skarbonki grosz „grzywny”2.&#13;
&#13;
Juliusz Kolberg nauczył się języka polskiego jako dorosły człowiek,&#13;
wykładał i egzaminował w tym języku, po polsku pisał też swoje prace&#13;
naukowe. Jednak w monografii uniwersytetu warszawskiego Józef Bieliński przytacza opinię rektora Wojciecha Anzelma Szweykowskiego z 1823 r.,&#13;
który pisał o Juliuszu: „Bardzo pracowity i biegły w swoim przedmiocie,&#13;
pomimo przeszkody z języka dość znaczną korzyść w uczniach sprawuje” 3.&#13;
Juliusz Kolberg w tym samym roku stwierdza: „Zamieszkawszy w młodym&#13;
wieku w Polsce, łatwo mi było polski język sobie przywłaszczyć” 4. Trudno dziś ocenić stopień opanowania przez niego polszczyzny, wiadomo,&#13;
że okolicznościowe wiersze i teksty pieśni związane z lożą wolnomularską&#13;
i parafią ewangelicką pisał po niemiecku, ale językiem domowym był polski, a jego synowie posługiwali się nim wyłącznie, korespondowali ze sobą&#13;
i z matką przez całe życie tylko po polsku i w tym języku publikowali swe&#13;
prace.&#13;
W życiu Oskara odegrała dużą rolę przyjaźń między rodzinami Chopinów i Kolbergów. Ich wieloletnie sąsiedztwo w Pałacu Kazimierzowskim&#13;
dało mu możliwość bezpośredniego i częstego kontaktu z grą i twórczością&#13;
młodego wówczas kompozytora, co przyczyniło się w wielkim stopniu do&#13;
ukształtowania wrażliwości muzycznej Oskara. Przyjacielem Fryderyka był&#13;
A.Bl. [Antoni Blank] Kilka słów o życiu śp. Juliusza Colberg…, nr 324. W artykule A. Blanka błędnie „większą część życia, z 60 przeszło lat” .&#13;
2&#13;
S. Dębicka W starym gnieździe…, s. 62.&#13;
3&#13;
J. Bieliński Królewski Uniwersytet Warszawski…, T. III, s. 670.&#13;
4&#13;
Tamże, s. 668; Bieliński przytacza fragment tekstu J. Kolberga Bieg życia z r. 1823.&#13;
1&#13;
&#13;
29&#13;
&#13;
�Wilhelm, który w latach 1823–1825 uczęszczał do tej samej klasy licealnej, choć był o trzy lata starszy. Oskar, młodszy od Fryderyka i Wilhelma,&#13;
zdradzający wcześnie talent muzyczny, wykorzystywał każdą okazję, aby&#13;
słuchać gry Chopina, która fascynowała go od pierwszego z nią kontaktu.&#13;
Był świadkiem początków wykonawczej i kompozytorskiej drogi Chopina, mógł słyszeć jego utwory w jego własnym wykonaniu, a także grane&#13;
przez niego kompozycje innych muzyków, nie tylko podczas oficjalnych&#13;
koncertów. W roku 1876 w liście do Marcelego A. Szulca, autora biografii&#13;
Chopina, pisał:&#13;
Fakt, że lubił grywać o szarej godzinie, jest charakterystyczny, improwizacja wówczas dawała mu często wątek do nokturnów; a sam także pamiętam, jak parę razy&#13;
grał u moich rodziców, gdy się zmierzchało i prosząc, by świec nie było, z pamięci&#13;
uwerturę z Frejszyca i z Kopciuszka Rossiniego (na prośbę ojca mojego)1.&#13;
&#13;
W roku 1879 pisał do jednego z kolegów Chopina z liceum, Tytusa&#13;
Wojciechowskiego:&#13;
A wtedy staje mi często na myśli, jakoby wspomnienie dnia wczorajszego, nasze&#13;
uczone kadeckie koszary i ów długi pawilon przy Liceum, gdzieśmy mieszkali,&#13;
i ćwiczenia Fryd[eryka] przy fortepianie, i nasze na dziedzińcu, postać starego&#13;
Chopina wołającego wieczorem z okna drugiego piętra na swoich elewów bawiących się na dole w piłkę: „Rentrez, messieurs, rentrez!”2.&#13;
&#13;
Mikołaj Chopin, ojciec Fryderyka, wykładowca literatury i języka francuskiego w Liceum, prowadził pensjonat dla uczniów tej szkoły, stąd we&#13;
wspomnieniach Oskara obraz „starego Chopina” zwołującego swoich wychowanków z dziedzińca do domu. To, że Oskar był bezpośrednim świadkiem, a także uczestnikiem różnych wydarzeń w życiu młodego Fryderyka&#13;
Chopina, pozwoliło mu wiele lat później prostować nieścisłości i błędy&#13;
w wydawanych drukiem biografiach kompozytora.&#13;
Kolbergowie w roku 1825 przeprowadzili się z oficyny Pałacu Kazimierzowskiego3 do domu przy Krakowskim Przedmieściu, na rogu ul.&#13;
Brulion listu do M.A. Szulca, Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 563.&#13;
Brulion listu do T. Wojciechowskiego, Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 286–287.&#13;
3&#13;
Wilhelm Kolberg pisał w notatkach o Chopinie: „Od r. 1820 do 1825 mieszkałem przy&#13;
rodzicach w prawej oficynie Kazimierowskiego Pałacu na dole”. Notatki Wilhelma przytoczone&#13;
są w Pismach muzycznych O. Kolberga cz. II (DWOK T. 62), s. 461–462.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
30&#13;
&#13;
�Oboźnej. Chopinowie w roku 1827 również opuścili profesorski budynek&#13;
i zamieszkali w lewym pawilonie Pałacu Krasińskich przy Krakowskim&#13;
Przedmieściu. Ale Oskar nadal mógł słyszeć utwory Fryderyka w jego własnym wykonaniu w wielu innych sytuacjach, w domach obu rodzin i w czasie spotkań towarzyskich i koncertów. W Szkicu autobiografii wspomina:&#13;
[…] nieraz się przysłuchiwałem jego grze (a bywał on niekiedy i u moich rodziców) i dobrze mi utkwił w pamięci jego sposób traktowania instrumentu, lubo&#13;
za młody byłem wówczas i za wcześnie straciłem go potem z oczu, aby sobie&#13;
dokładną ze wszystkich szczegółów tej gry zdać sprawę1.&#13;
&#13;
Bezpośrednie kontakty z kompozytorem przerwał dopiero jego wyjazd&#13;
do Paryża 2 listopada 1830 r. Styl gry Fryderyka Chopina zapamiętał Oskar&#13;
na zawsze, a uwielbienie dla jego muzyki, twórczości i sztuki pianistycznej&#13;
towarzyszyło mu do końca życia.&#13;
Spośród sąsiadów Oskara w pawilonie uniwersyteckim wspomnieć jeszcze trzeba dwu profesorów. Mieszkali tam także Samuel Bogumił Linde&#13;
(1771–1847) i Kazimierz Brodziński. Linde był rektorem Liceum i profesorem literatury greckiej i łacińskiej, a opracowany przez niego i wydany&#13;
w latach 1807–1814 Słownik języka polskiego należy do najwybitniejszych&#13;
osiągnięć ówczesnej nauki polskiej. Korzystał z niego Kolberg, przygotowując do druku w tomach Ludu zapisane przez siebie w terenie materiały&#13;
językowe, m.in. przy jego pomocy wyjaśniał znaczenie wyrażeń i zwrotów staropolskich. Brodziński, poeta, żołnierz napoleoński, później historyk&#13;
i teoretyk literatury, od roku 1821 wykładał w liceum, a po roku także na&#13;
uniwersytecie historię literatury polskiej i był uwielbiany przez studentów.&#13;
Do osób związanych z Liceum, których późniejsze kontakty z Oskarem są&#13;
udokumentowane, należy także Wacław Aleksander Maciejowski (1792–&#13;
1883), historyk i historyk literatury, który w Liceum Warszawskim był od&#13;
roku 1818 zastępcą profesora filologii klasycznej, a od 1819 r. wykładał&#13;
także prawo rzymskie na uniwersytecie.&#13;
Trudno dziś ocenić, jakie znaczenie dla rozwoju folklorystycznych zainteresowań Oskara i ukształtowania się jego poglądów na literaturę ludową miały kontakty z Kazimierzem Brodzińskim, bliskim przyjacielem&#13;
ojca, sąsiadem i profesorem literatury polskiej, którego wykładów słuchał&#13;
1&#13;
&#13;
Rkp. O. Kolberga Szkic autobiografii…, k. 68.&#13;
&#13;
31&#13;
&#13;
�w Liceum. Juliusz Kolberg na pewno znał rozprawę Brodzińskiego O klasyczności i romantyczności, tudzież o duchu poezji polskiej, drukowaną&#13;
w „Pamiętniku Warszawskim” w roku 1818. Cenił utwory poety i – jak&#13;
już tu wspomniano – tłumaczył je na język niemiecki. W Kolbergowskim Ludzie znajdujemy potwierdzenie, że również Oskar znał twórczość&#13;
Brodzińskiego: przytoczył jego opis krakowiaka z Wiesława1 i fragmenty artykułu O tańcach narodowych 2, rozpoczął komponowanie „opery&#13;
sielskiej” z librettem opartym na Wiesławie, a w jednym z rękopisów&#13;
obok pieśni wykonanej przez mieszkankę dworku na Kujawach zanotował wydobyte z własnej pamięci nazwisko autora śpiewanego tekstu 3.&#13;
W 1857 r. we wstępie do tomu Pieśni ludu polskiego wymienił rozprawę&#13;
O klasyczności i romantyczności jako pierwszą publikację doceniającą&#13;
znaczenie pieśni ludowych. Brodziński już w roku 1821 postulował zebranie i opublikowanie polskich pieśni ludowych, a także pieśni innych&#13;
narodów słowiańskich 4, sam tłumaczył ludowe pieśni serbskie. W rozprawie O klasyczności i romantyczności... mocno akcentował potrzebę&#13;
odrodzenia literatury narodowej poprzez sięganie jej twórców do ustnej&#13;
literatury ludowej:&#13;
[...] niezawodną jest rzeczą, że pieśni ludu są źródłem najpiękniejszej poezji i że&#13;
sztuka robiąca z nich całość uwiecznia razem i charakter narodu, i jego oświecenie5.&#13;
&#13;
Tak jak twórczość Brodzińskiego, tak i jego publicystykę krytyczno-literacką znał Oskar na pewno.&#13;
1&#13;
O. Kolberg Krakowskie cz. II (DWOK T. 6), s. 373–374. Brodziński pochodził z okolic&#13;
Tarnowa i znał folklor regionu krakowskiego.&#13;
2&#13;
Tamże, s. 368. Pierwodruk artykułu K. Brodzińskiego zamieszczony był w „Melitele” 1829,&#13;
T. 1, s. 85–101, Kolberg przytacza w Krakowskiem fragment o krakowiaku za przedrukiem:&#13;
K. Czerniawski O tańcach narodowych z poglądem historycznym i estetycznym na tańce&#13;
różnych narodów, a w szczególności na tańce polskie, Warszawa 1860, s. 108–109.&#13;
3&#13;
Pieśń Pasterz do Zosi z tekstem Brodzińskiego zanotował Kolberg w Piołunowie na Kujawach, zob. O. Kolberg Kujawy. Suplement do t. 3 i 4 cz. II (DWOK T. 72/II), s. 104, nr 112,&#13;
oraz w Radomiu, zob. O. Kolberg Radomskie. Suplement do t. 20-21 cz. II (DWOK T. 77/II),&#13;
s. 59, nr 860.&#13;
4&#13;
Zob. R. Wojciechowski Warszawskie, w: Dzieje folklorystyki polskiej. 1800–1863, pod&#13;
redakcją H. Kapełuś i J. Krzyżanowskiego, Wrocław 1970, s. 51–54.&#13;
5&#13;
K. Brodziński O klasyczności i romantyczności, tudzież o duchu poezji polskiej, w: tegoż&#13;
Wybór pism, oprac. A. Witkowska, Wrocław 1966, s. 265. Pierwodruk w „Pamiętniku Warszawskim” w roku 1818.&#13;
&#13;
32&#13;
&#13;
�Około roku 1828 stan zdrowia Juliusza Kolberga uległ pogorszeniu i zdecydowano się na kurację w Marienbadzie. Oskar towarzyszył wtedy rodzicom i wiele lat później, recenzując biografię Chopina autorstwa Maurycego&#13;
Karasowskiego, wspominał podróż powrotną do Warszawy:&#13;
Byłem i ja wówczas z rodzicami w Berlinie w powrocie (na Drezno i Berlin)&#13;
z Marienbadu, dokąd pojechaliśmy wprzódy na Wrocław i Pragę. Na Kolporterze był Ch[opin] z Jarockim w krzesłach, gdy my w loży. Na Il matrimonio&#13;
segreto był z nami w loży, pamiętam, jak na odgłos dętych instrumentów zatykał&#13;
sobie parę razy uszy z wykrzyknikiem: „A bodaj was, niegodziwe trąby!1&#13;
&#13;
Fryderyk Chopin wyjechał z Warszawy do Berlina 9 września 1828 r.&#13;
z Feliksem Jarockim, przyjacielem ojca. W operze berlińskiej na Kolporterze George’a Onslowa i Potajemnym małżeństwie Domenica Cimarosy był&#13;
w drugiej połowie września2 i na ten okres datować można pobyt Oskara&#13;
z rodzicami w Berlinie. Podróż tę wspomniał Oskar jeszcze raz w r. 1880&#13;
w liście do redakcji czeskiego pisma „Světozor”:&#13;
Przy tej sposobności niech mi wolno będzie odświeżyć w pamięci wspomnienie&#13;
szczęśliwych chwil młodości spędzonych w Czechach, gdym w r. 182[8] towarzyszył rodzicom moim w podróży do Marienbadu. Przejeżdżaliśmy wówczas przez&#13;
Pragę, gdzie bawiąc trzy dni, zwiedzaliśmy wszystkie ciekawsze miasta Waszego&#13;
pomniki i budowle, które mi dotąd pozostały w pamięci [...]3.&#13;
&#13;
W pierwszej połowie roku 1830 Oskar uczył się jeszcze w Liceum,&#13;
a w maju przystąpił do konfirmacji. Przez całe życie, obok innych ważnych&#13;
dokumentów, przechowywał także życzenia4, jakie dla niego napisał w tym&#13;
dniu pastor Georg Tetzner (1774–1841), wówczas proboszcz warszawskiej&#13;
parafii ewangelicko-augsburskiej pod wezwaniem Św. Trójcy. W sierpniu&#13;
Oskar uzyskał promocję do szóstej, ostatniej klasy Liceum, ale nauki nie&#13;
mógł już kontynuować. W Opisie biegu życia z 1845 r. pisał:&#13;
1&#13;
O. Kolberg Uwagi [...] odnoszące się do książki M. Karasowskiego…, w: Pisma muzyczne&#13;
cz. II (DWOK T. 62), s. 473.&#13;
2&#13;
Zob. M. Tomaszewski Chopin. Człowiek, dzieło, rezonans, Poznań 1998, s. 35.&#13;
3&#13;
Brulion listu O. Kolberga do redakcji „Světozora”, Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),&#13;
s. 407. Tam Kolberg podał błędnie rok 1829.&#13;
4&#13;
Rkp. zaginiony, znajdował się w zbiorach Bibl. PAU, sygn. 2030/III, k. 202, zachowała się&#13;
kopia M. Turczynowiczowej, obecnie w zbiorach Muzeum im. O. Kolberga w Przysusze.&#13;
&#13;
33&#13;
&#13;
�Zaraz po wyjściu ze szkół, podczas niespokojności w kraju, dla nauczenia się&#13;
buchalterii pracowałem w kantorze domu handlowego S.A. Fraenkel przez lat&#13;
4-ry (świadectwo tegoż)1.&#13;
&#13;
Ta „niespokojność w kraju”, o której pisał Oskar w przytoczonym tekś­&#13;
cie, to powstanie listopadowe. Decyzję o zakończeniu już w sierpniu 1830 r.&#13;
edukacji szkolnej Oskara wymusiły na jego rodzicach panujące w Warszawie&#13;
napięcie i niepewność co do najbliższych wydarzeń. Juliusz Kolberg był też&#13;
świadomy stanu własnego zdrowia i wiążącej się z tym konieczności zapewnienia szesnastoletniemu Oskarowi przygotowania do samodzielnego zarabiania na życie. Dwaj młodsi synowie, Antoni i Juliusz, mieli 15 i 12 lat, najstarszy&#13;
Wilhelm miał już zapewniony zawód – po ukończeniu Liceum w roku 1825&#13;
został studentem Wydziału Nauk i Sztuk Pięknych Uniwersytetu Warszawskiego, w którego ramach działała Szkoła Inżynierii Cywilnej Dróg i Mostów.&#13;
Wstąpił także do Wojskowej Szkoły Aplikacyjnej, gdzie kształcili się kandydaci&#13;
na oficerów wojska polskiego Królestwa. Jesienią 1830 r. w mieście narastało&#13;
uzasadnione przekonanie, że wybuch walk zbrojnych jest coraz bliższy. Z tego&#13;
powodu rodzice Fryderyka Chopina przyspieszyli planowany wyjazd syna do&#13;
Paryża i 2 listopada na rogatkach Warszawy żegnali go przyjaciele i bliscy.&#13;
Wilhelm, wówczas adept Korpusu Inżynierów Wojska Polskiego, brał&#13;
od początku udział w powstaniu, które rozpoczęło się w Warszawie w nocy&#13;
z 29 na 30 listopada. Po czterech miesiącach, w marcu 1831 r. został awansowany rozkazem generała Jana Skrzyneckiego, naczelnego wodza powstania, na stopień podporucznika, a w maju otrzymał awans na porucznika. Juliusz Kolberg w tym czasie był już ciężko chory i zmarł 5 września&#13;
1831 r. Dramatyczne okoliczności jego pogrzebu następnego dnia po zdobyciu przez Rosjan szańców Woli opisał Kazimierz Władysław Wójcicki&#13;
(1807–1879), również powstaniec:&#13;
Pogrzeb Kolberga odbywał się po skończonym szturmie Warszawy i zdobyciu Woli w roku 1831. Na cmentarzu ewangelickim biwakowało strudzone&#13;
wojsko cesarsko-rosyjskie, bałwaniły dymem ogniska obozowe. Z miasta wyszedł smutny korowód żałobny i karawan wiozący martwe zwłoki Kolberga,&#13;
a prawie z nim wyległy matki, siostry i żony, z płaczem szukając swoich&#13;
pomiędzy trupami. Trumnę przeniesiono wpośród trupów i krwi świeżej, niedawno przelanej, do grobu, gdzie ręce rodziny i przyjaciół rzuceniem garści&#13;
1&#13;
&#13;
Rkp. O. Kolberga Opis biegu życia…, k. 64.&#13;
&#13;
34&#13;
&#13;
�ziemi pożegnały na zawsze tego, którego kochał i wielbił nasz niezapomniany&#13;
śpiewak Wiesława1.&#13;
&#13;
Po klęsce powstania car pozbawił Polaków w zaborze rosyjskim nawet&#13;
tej namiastki państwowości, jaką cieszyli się w latach 1815–1830. Nadany&#13;
zamiast konstytucji Statut Organiczny ograniczał odrębność państwową&#13;
Królestwa, zlikwidowany został sejm i polskie wojsko, atrybuty niezawisłości, namiestnikiem praktycznie rządzącym w Królestwie został feldmarszałek Iwan Paskiewicz, zdobywca Warszawy. Formalnie Królestwo nie&#13;
zostało włączone do cesarstwa rosyjskiego, nie pozwalały na to umowy&#13;
zawarte przez sojuszników w czasie kongresu wiedeńskiego, ale zawieszona&#13;
lub zlikwidowana została większość praw Polaków, a powstańców poddano&#13;
represjom. Wielu z nich musiało wybrać emigrację, ponieważ amnestia&#13;
ogłoszona przez cara nie objęła kilku kategorii uczestników powstania.&#13;
Między innymi wyłączeni z niej byli spiskowcy, którzy wszczęli powstanie, członkowie Rządu Narodowego, ochotnicy z Ziem Zabranych, tj. spoza&#13;
Królestwa, a także ci oficerowie, którzy nie ponowili przysięgi na wierność carowi. W procesach po powstaniu listopadowym sądy w Królestwie&#13;
wobec powstańców pochodzących z jego obszaru nie orzekały wprawdzie&#13;
kary śmierci, ale skazywano ich na zesłanie połączone z konfiskatą mienia, pojmani do niewoli żołnierze byli wcielani do wojska rosyjskiego na&#13;
15 lub 25 lat, zależnie od formacji, w której poprzednio służyli. Oficerom&#13;
groziła degradacja i również przymusowa wieloletnia służba w rosyjskim&#13;
wojsku. Społeczeństwo Królestwa obciążone zostało kontrybucją wynoszącą 22 miliony rubli, koniecznością utrzymywania stacjonującej w Królestwie armii i kosztami budowy twierdz i cytadeli w Warszawie. Represjom towarzyszyła stagnacja gospodarcza spowodowana m.in. nałożonymi&#13;
w listopadzie 1831 r. wysokimi cłami na towary wywożone z Królestwa&#13;
do cesarstwa. W roku 1833, po nieudanej próbie wywołania kolejnego powstania przez partyzantów pod wodzą Józefa Zaliwskiego, w Królestwie&#13;
wprowadzony został na przeciąg około dwudziestu pięciu lat stan wojenny,&#13;
przedłużający zawieszenie praw obywatelskich.&#13;
Ze szczególną siłą zemsta cara Mikołaja I po powstaniu listopadowym&#13;
dotknęła wszystkie instytucje oświatowe w Królestwie i na Ziemiach Zabranych. Liceum Warszawskie już po wybuchu powstania listopadowego&#13;
1&#13;
K.W. Wójcicki Cmentarz Powązkowski pod Warszawą, T. 3, Warszawa 1858, s. 226–227.&#13;
Śpiewakiem Wiesława nazywano Kazimierza Brodzińskiego, autora sielanki pod tym tytułem.&#13;
&#13;
35&#13;
&#13;
�zaprzestało działalności, a jego późniejsza likwidacja zamknęła Oskarowi ostatecznie tę drogę zdobycia wykształcenia. Zamknięte zostały obydwa uniwersytety polskie działające w zaborze rosyjskim – w Warszawie&#13;
i w Wilnie – oraz, poza warszawskim, także liceum istniejące w Krzemieńcu. Jerzy Jedlicki pisze:&#13;
Dla polskich warstw wykształconych i kształcących się była to prawdziwa katastrofa, ostateczne pogrzebanie epokowego dzieła Komisji Edukacji Narodowej&#13;
i brutalne zdławienie polskich aspiracji kulturalnych. O to też chodziło. Jeśli&#13;
zważyć, że kilka tysięcy słuchaczy i absolwentów obydwu uniwersytetów poszło&#13;
na emigrację, a trudna do oszacowania ich liczba została wcielona do carskiego&#13;
wojska lub zesłana „w głąb Rosji”, to jasno widać, że Królestwo, Litwa i gubernie&#13;
ukraińskie, ogołocone ze swych oświeconych warstw i ich warsztatów pracy,&#13;
stać się miały umysłową pustynią, uległą woli prawowitego monarchy1.&#13;
&#13;
Zbiory biblioteczne i kolekcje naukowe zgromadzone przez uniwersytety w Warszawie i w Wilnie, przez Liceum Krzemienieckie i Warszawskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk, a także zbiory z zamku królewskiego&#13;
i kolekcje z prywatnych pałaców, jeżeli ich właściciele byli na emigracji, wywieziono do Petersburga, a w części także do Charkowa i Kijowa,&#13;
gdzie stały się uposażeniem nowych, zakładanych tam uniwersytetów.&#13;
W Warszawie z dawnej biblioteki uniwersyteckiej pozostały tylko druki&#13;
rosyjskie, dzieła z zakresu medycyny i książki potrzebne w obserwatorium astronomicznym. Było to około 40 tysięcy druków ze 134 tysięcy&#13;
znajdujących się w zbiorach przed powstaniem, ale ponieważ Rosjanie&#13;
zabrali także katalogi, dostęp do tych dzieł był bardzo utrudniony. Wśród&#13;
wywiezionych z Warszawy zbiorów służących nauce znajdowały się instrumenty, przyrządy i mapy gromadzone i używane przez Juliusza Kolberga w latach 1817–1830 w „gabinecie instrumentów matematycznych&#13;
do wykładów miernictwa i niwelacji” 2.&#13;
Po upadku powstania Wilhelm, jak znaczna część oficerów, pozostał&#13;
w kraju i złożył przysięgę na wierność cesarzowi, co uchroniło go przed&#13;
1&#13;
J. Jedlicki Błędne koło. 1832–1864. Dzieje inteligencji polskiej do roku 1918, T. II, Warszawa 2002, s. 44.&#13;
2&#13;
Wylicza je, wśród innych strat, J. Bieliński, zob. tegoż Królewski Uniwersytet Warszawski…, T. I, s. 592–593. Zob. też Z. Strzyżewska Konfiskaty warszawskich zbiorów publicznych&#13;
po powstaniu listopadowym: Biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego i Warszawskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk. Materiały i dokumenty z archiwów rosyjskich, Warszawa 2000.&#13;
&#13;
36&#13;
&#13;
�degradacją i wysłaniem na front kaukaski. Został wtedy wcielony do Korpusu Dróg i Mostów na stanowisku inżyniera. Dopiero w r. 1838 udało się&#13;
i jemu, i jego braciom potwierdzić swoje prawo do szlachectwa dziedzicznego, co dawało ważne przywileje, m.in. uwalniało wszystkich czterech&#13;
synów Juliusza Kolberga od przymusowego poboru do wojska carskiego.&#13;
W tym samym roku Wilhelm, korzystając z przywrócenia mu statusu szlacheckiego, mógł wreszcie odejść z przymusowej służby wojskowej w Korpusie Inżynierów i podjąć pracę jako urzędnik cywilny.&#13;
Karolina Kolberg, wdowa po profesorze uniwersytetu, miała prawo do&#13;
emerytury dla siebie i synów do czasu osiągnięcia przez nich pełnoletniości1. Znając te warunki i zdając sobie sprawę z krytycznego stanu swego&#13;
zdrowia, ojciec zapewnił Oskarowi jeszcze jesienią 1830 r. zdobycie zawodu przez praktykę w kantorze bankowym Samuela Fraenkla, niegdyś&#13;
– podobnie jak Juliusz Kolberg – członka masońskiej loży „Zur Halle der&#13;
Beständigkeit”2. Według zachowanego świadectwa3 Oskar pracował tam&#13;
jako wolontariusz od 20 listopada 1830 r. do 1 maja 1833 r. Bank Samuela&#13;
Fraenkla był wówczas jedną z potęg finansowych nie tylko w Królestwie,&#13;
ale także w cesarstwie rosyjskim, a spadkobiercy zmarłego w 1833 r. założyciela rozwinęli go na skalę europejską.&#13;
Antoni, młodszy brat Oskara, po zamknięciu Liceum podjął naukę malarstwa u profesorów dawnej uniwersyteckiej Szkoły Sztuk Pięknych, Antoniego Brodowskiego i Antoniego Blanka, a także w prywatnej szkole Aleksandra Kokulara. Najwcześniejszą spośród znanych jego prac jest rysunek&#13;
piórkiem z r. 1832, przedstawiający salon w ostatnim warszawskim mieszkaniu Fryderyka Chopina. Pod rysunkiem widnieje podpis autora i jego&#13;
J. Bieliński pisze: „Wdowa po Kolbergu, Karolina z Merkerów, podała prośbę o emeryturę d. 18 stycznia 1832 r. do Rautenstraucha. Ponieważ prof. opłacał składkę emerytalną&#13;
od 8000 zł, a jako profesor leśnictwa 3 000 zł i liczył ogółem 24 lat służby i 6 miesięcy, pozostawiając żonę lat 55 [!], synów 4, z nich Wilhelm pełnoletni i pracował w dyrekcji komunikacji&#13;
lądowych i wodnych, przeto emerytura obejmowała tylko troje niepełnoletnich, Oskara lat 17,&#13;
Antoniego lat 14 i Juliusza lat 12. Kolbergowa otrzymała emeryturę d. 3 grudnia 1832 r. w sumie 4 250 zł”. J. Bieliński Królewski Uniwersytet Warszawski…, T. III, s. 671. Karolina Kolberg&#13;
miała wówczas lat 44.&#13;
2&#13;
Zob. L. Hass Sekta farmazonii warszawskiej…, aneks V, s. 561–577, Juliusz Kolberg odnotowany jest przez L. Hassa jako Colberg Christian Heinrich Julius. Masoneria została w Królestwie Polskim rozwiązana dekretem cara Aleksandra I w 1822 r.&#13;
3&#13;
Rkp. nieznanego autora w zbiorach BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 39, zaświadczenie wystawione było w języku niemieckim z datą 27 września 1833 r. i podpisane przez S. Fraenkla.&#13;
1&#13;
&#13;
37&#13;
&#13;
�inicjały: „1832. Salon Chopinów w Pałacu Krasińskich, oficyna od korpusu&#13;
lewa, 2 piętro od ulicy – po wyjeździe Fryderyka – oryginał posłałem mu&#13;
do Paryża, AK.”1&#13;
W latach 1834–1840 Antoni studiował teorię malarstwa w Akademii&#13;
Sztuk Pięknych w Berlinie i pracował pod kierunkiem Karola W. Wacha,&#13;
malarza nadwornego, a później rektora Akademii. Na wystawie w Berlinie&#13;
przedstawiony był jego obraz Kazanie św. Jana na pustyni namalowany&#13;
dla jednego z kościołów berlińskich, wykonał w tym okresie także trzy&#13;
obrazy dla kościoła w Zabłudowie.&#13;
Oskar w czasie pracy w kantorze kształcił się nadal jako muzyk, najpierw w roku 1830 u Józefa Elsnera, później u Ignacego F. Dobrzyńskiego. W końcu roku 1834 lub na początku 1835 wyjechał do Berlina, gdzie&#13;
uczęszczał na kursy księgowości w akademii handlowej2, ale przede wszystkim studiował kompozycję u Carla Friedricha Girschnera i Carla Friedricha&#13;
Rungenhagena. C.F. Girschner (1794–1860) był kompozytorem, organistą&#13;
i dyrygentem, C.F. Rungenhagen (1778–1851) dyrygentem chórów, kompozytorem, a wówczas także dyrektorem berlińskiej Singakademie. Obaj&#13;
byli znanymi pedagogami, a C.F. Rungenhagen w dziejach muzyki polskiej&#13;
odnotowany jest też jako nauczyciel Stanisława Moniuszki.&#13;
W końcu roku 1836 Kolberg wrócił z Berlina do Warszawy i został przeegzaminowany przez Józefa Elsnera, który wystawił mu następującą opinię:&#13;
Odwołując się do mego zaświadczenia z roku 1834, nim J.P. Oskar Kolberg&#13;
udał się do Berlina w celu wydoskonalenia się w muzyce, do której wtenczas&#13;
już niepospolity talent i znaczne usposobienie widziałem. Zaświadczam teraz,&#13;
jako tenże po złożonym przede mną egzaminie okazał stopień celujący jako&#13;
fortepianista – generał basista i kompozytor muzyki, wskutek czego ma prawo&#13;
Przytoczono za K. Markiewicz Antoni Kolberg (1815–1882), warszawski malarz portretów, obrazów religijnych, scen rodzajowych. Katalog wystawy, Przysucha 2006, s. 8, reprodukcja kopii tamże, s. 68. Katalog ten zawiera najpełniejsze obecnie informacje o twórczości&#13;
Antoniego Kolberga.&#13;
2&#13;
O nauce księgowości Kolberg wspominał tylko w brulionach Opisu biegu życia, w jednym z nich pisał: „Następnie, udawszy się w r. 1835 za pasportem do Berlina, uczęszczałem&#13;
tamże do końca r. 1836 na kursa Akademii Handlowej (dowodu na to nie posiadam)” (rkp.&#13;
O. Kolberga w BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 64). Przytoczony tu Opis biegu życia napisał Kolberg w czasie starań o przyjęcie do pracy w Zarządzie Budowy Drogi Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej w r. 1844. Jako przygotowanie do pracy Kolberg wymienia tam naukę w Liceum&#13;
i praktykę w banku S.A. Fraenkla i dodaje za każdym razem, że dołącza odpowiednie świadectwo, brakowało mu jedynie świadectwa berlińskiej akademii handlowej.&#13;
1&#13;
&#13;
38&#13;
&#13;
�być policzonym i liczę go do rzędu znakomitszych artystów miasta Warszawy.&#13;
Dnia 14 grudnia 18361.&#13;
&#13;
Następny rok spędził Kolberg w Mitawie (dziś Jełgawa) na Łotwie&#13;
jako nauczyciel muzyki w domu Karoliny de Kreutz 2. W Szkicu autobiografii pisał: „[…] rok 1837 przebyłem na wsi jako nauczyciel muzyki&#13;
prywatny” 3. Wśród dokumentów Kolberga zachowało się pismo z 30 listopada 1836 r., z którego wynika, że starał się o „uwolnienie od zaciągu, jako artyście dotąd od poboru oszczędzonemu, ażeby mógł udać się&#13;
do Rosji” 4. Potwierdzenie szlachectwa dziedzicznego, które uwalniało od&#13;
przymusowego poboru do wojska, Oskar uzyskał tak jak Wilhelm dopiero w 1838 r. i być może deklarowany dwa lata wcześniej wyjazd do Rosji&#13;
był pretekstem do starań o zwolnienie od powołania do służby wojskowej. Również wybór odległej Mitawy w końcu roku 1836 mógł wiązać&#13;
się z tymi staraniami.&#13;
Po roku pobytu w domu pani de Kreutz Oskar postanowił wrócić do&#13;
Warszawy, co z pewnym niezadowoleniem przyjął starszy brat, głowa rodziny. W grudniu 1837 r. Wilhelm starał się wyperswadować Oskarowi tę&#13;
decyzję i pisał do niego:&#13;
Gdybyś więc powrócił, nie mógłbyś odebrać Emilowi5 lekcji, jakieś miał,&#13;
a o nowe bardzo trudno, wkrótce więc wyczerpałby się mały Twój uzbierany&#13;
zapasik i zostałbyś w położeniu przykrym. Moją więc jest radą, abyś za rekomendacją Pani Generałowej mógł dostać miejsce jakie albo w Kurlandii, albo też&#13;
w Rosji […]. Najbardziej powinieneś myśleć o tym, aby przynajmniej rok jeszcze&#13;
jeden zabawić za granicą, bo przez to utrzymałbyś tu i sławę swoją, i może&#13;
przecie wziąłbyś się cokolwiek więcej do grania, i mógłbyś wyścignąć tutejszych&#13;
miernych artystów. Bo przyznaj sam, że kompozycje mało są cenione, dlatego&#13;
że mamy tak wiele kompozycji sławnych mistrzów i że wielką ich część radzi&#13;
byśmy kilkakrotnie słyszeć, większą nam nawet sprawia przyjemność słyszeć&#13;
piękną, znajomą sztukę aniżeli zupełnie nową – mówię tu nie o artystach, lecz&#13;
Rkp. J. Elsnera w papierach osobistych O. Kolberga, BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 37.&#13;
Świadectwo K. de Kreutz zamieszczone jest w Korespondencji… cz. III (DWOK T. 66) jako&#13;
aneks 2 na s. 707–708, ma datę 18 stycznia 1838 r.&#13;
3&#13;
Rkp. O. Kolberga Szkic autobiografii…, k. 68.&#13;
4&#13;
Rkp. nieznanego autora, BN PAU i PAN, sygn. 2185/3, k. 74, podpisany przez gen. Józefa&#13;
Rautenstraucha (1773–1842), wówczas zastępcę Iwana Paskiewicza w Radzie Stanu, m.in. jako&#13;
kierownika spisu i zaciągu wojskowego w Królestwie Polskim.&#13;
5&#13;
Chodzi tu o Emiliana Jenikego (1815–1852), pianistę, przyjaciela Oskara.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
39&#13;
&#13;
�o publiczności. Czas więc, który Ty poświęcasz na kompozycje, jest wprawdzie&#13;
dla Ciebie przyjemnym, lecz jest straconym, bo gdybyś go użył na egzercytowanie się, mógłbyś znacznej dojść biegłości, a tym sposobem większej ilości lekcji&#13;
i lepszej zapłaty, gdy zaś kompozycje nic Ci nie przyniosą. […] Matka nie wie&#13;
o tych radach, które Ci daję, Jej serce może nie zgodziłoby się z nimi. Ja mam&#13;
sobie za obowiązek udzielić Ci te uwagi, bo gdybym je zamilczał, nie kochałbym&#13;
Ciebie. Rób, jak Ci sumienie każe, i kochaj zawsze najprzywiązańszego Twojego&#13;
Wilhelma1.&#13;
&#13;
Generałowa, którą Oskar miałby prosić o rekomendację, to Katarzyna Sowińska (1776–1860), wdowa po Józefie wsławionym obroną Woli&#13;
w ostatnich dniach powstania. W czasie walk prowadziła w swym domu&#13;
lazaret, potem, po śmierci męża na szańcach Woli i upadku powstania,&#13;
organizowała tajną pomoc dla rodzin zesłańców i uchodźców, za co została zmuszona do pobytu w klasztorze w Łomży w latach 1835–1837. Była&#13;
osobą bardzo popularną w Warszawie i powszechnie szanowaną za swą&#13;
patriotyczną postawę i czynne działania na rzecz powstańców. Jej pogrzeb&#13;
11 czerwca 1860 r. był wielką manifestacją ludności stolicy, od której rozpoczęły się demonstracje poprzedzające powstanie styczniowe.&#13;
Oskar nie posłuchał rady brata, wrócił do Warszawy i przez parę lat&#13;
starał się utrzymać z lekcji muzyki, a przede wszystkim komponować. Wilhelm, patrzący bardzo trzeźwo na życie, jeszcze kilka razy w następnych&#13;
latach tłumaczył Oskarowi niepraktyczność jego planów i działań. Jak się&#13;
później okazywało, nie zawsze miał rację, ale w razie potrzeby starał się&#13;
pomóc młodszemu bratu w uzyskaniu stabilizacji finansowej.&#13;
&#13;
1&#13;
List Wilhelma Kolberga do Oskara z 10 XII 1837 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),&#13;
s. 2–3.&#13;
&#13;
40&#13;
&#13;
�II&#13;
[Pierwsze kompozycje Oskara Kolberga. – Początki jego zainteresowania się&#13;
folklorem około roku 1839.. – Zamiar wydania drukiem zebranych w terenie&#13;
pieśni ludowych.. – Życie muzyczne Warszawy w okresie międzypowstaniowym.. – Badania terenowe Kolberga w okolicach Warszawy i w innych&#13;
regionach Królestwa.. – Początek przyjaźni z Józefem Konopką.. – Edycja pierwszego zbioru pieśni ludowych w latach 1842–1845 w Poznaniu&#13;
i w „Przyjacielu Ludu” w latach 1846–1847.]&#13;
&#13;
Lata 1838–1844, to jest okres między powrotem do Warszawy a podjęciem etatowej pracy księgowego, wypełniły Oskarowi Kolbergowi zajęcia&#13;
związane z muzyką. Jego publikacje z tych lat i nieliczne zachowane listy&#13;
wskazują, że zainteresowanie to było wielostronne. Komponował, uczył gry&#13;
na fortepianie, a także przeżywał pierwsze fascynacje muzyką ludową, usłyszaną i zapisywaną głównie na Mazowszu. Poza własną twórczością oraz&#13;
notowaniem ze słuchu i przygotowywaniem do druku melodii ludowych&#13;
zajmowało go ówczesne życie muzyczne w Warszawie, a także historia&#13;
muzyki polskiej i aktualne publikacje na temat folkloru.&#13;
Zarobkował wtedy lekcjami gry na fortepianie – mimo obaw Wilhelma&#13;
udało mu się znaleźć uczniów, ale praca ta męczyła go i nie dawała satysfakcji. Około roku 1841 pisał w jednym z listów: „[…] muszę na utrzymanie&#13;
życia, jak wół w jarzmie, pracować w zawodzie nauczycielskim”1. W roku&#13;
1844 złożył pierwszy egzamin na prywatnego nauczyciela muzyki i przygotowywał się do egzaminów wyższych, ale wkrótce zrezygnował z pracy&#13;
pedagoga. Kilkanaście lat później musiał wprawdzie wrócić do takiego sposobu zarabiania na życie, jednak nie polubił go nigdy.&#13;
Pierwsze utwory fortepianowe Oskara Kolberga wydane drukiem to&#13;
Six polonaises pour le pianoforte2. Kompozycje te ukazały się już w roku&#13;
1&#13;
&#13;
s. 5.&#13;
&#13;
Brulion listu do A. Woykowskiego, niedatowany, Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),&#13;
&#13;
2&#13;
Przedruk w: O. Kolberg Kompozycje fortepianowe (DWOK T. 69), nr 63–68, s. 296–321.&#13;
Kolberg dedykował polonezy à Monsieur Lois Oehmigke, nazwisko adresata tej dedykacji&#13;
w DWOK T. 69, s. XI (dedykacja jest przytoczona w komentarzu rewizyjnym tamże, s. 687),&#13;
zostało błędnie zinterpretowane jako „Ludwik Jenike”. Kolberg tę kompozycję ofiarował Lud­&#13;
wigowi Oehmigke (1796–1870), berlińskiemu wydawcy i księgarzowi. Nie udało się odszukać&#13;
bliższych informacji o kontaktach rodziny Oskara z Ludwigiem Oehmigke’m, wiadomo tylko,&#13;
że wydał on w Berlinie w r. 1825 przekład pracy Juliusza Kolberga o planimetrze.&#13;
&#13;
41&#13;
&#13;
�1835 w Berlinie. Jego debiutem w Warszawie były ballada Talizman&#13;
i Valse pour le pianoforte, drukowane w roku 1836, to jest jeszcze przed&#13;
wyjazdem na Łotwę. Następnie w roku 1841 wydał Dwa mazury na pianoforte i Mazura ułożonego na fortepian i ofiarowanego Wnej pannie&#13;
Emilii Gronau.1 Mazur był prezentem dla przyszłej bratowej — w październiku tego roku odbył się ślub Emilii Gronau (1825–1865) z Wilhelmem. Starszy brat Oskara po uwolnieniu się w r. 1838 od przymusowej&#13;
służby wojskowej przeszedł do służby cywilnej i zdobywał nowe doświadczenia zawodowe. Już poprzednio w wojskowym Korpusie Dróg&#13;
i Mostów pracował przy budowie traktu od Ryk do Kurowa, w latach&#13;
1838–1839 w czasie studiów w Austrii brał udział w pracach nad regulacją Dunaju. Nabyte wtedy umiejętności wykorzystał po powrocie do&#13;
Polski — w latach 1839–1841 należał do komitetu budowy Kanału Augustowskiego, potem był referentem technicznym w Wydziale Komunikacji&#13;
Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych.&#13;
Wilhelm dbał też o spuściznę pozostawioną przez ojca. Już w roku 1832&#13;
wydał jego mapę ścienną Królestwa Polskiego2. Miała ona bardzo pochlebne recenzje i – aktualizowana przez Wilhelma – była kilkakrotnie wznawiana. W roku 1837 przygotował drugie wydanie podręcznika Wzory rysowania map i planów3, a rok później uzupełnione Porównanie miar i wag4.&#13;
Wilhelm i Emilia po ślubie pozostali w domu na rogu Krakowskiego&#13;
Przedmieścia i Oboźnej, w mieszkaniu, które Kolbergowie zajmowali od&#13;
czasu przeprowadzki z budynku uniwersyteckiego, a matka przeniosła się&#13;
na ul. Elektoralną. Razem z nią mieszkał w tym okresie Oskar. Sytuacja rodzinna szybko się skomplikowała, ponieważ Juliusz Adolf Aleksander, najmłodszy z żyjących wówczas braci, został ojcem dwu nieślubnych córek5.&#13;
Zob. O. Kolberg Kompozycje fortepianowe… (DWOK T. 69), s. 680.&#13;
J. Kolberg Mapa Królestwa Polskiego wraz z obwodem Wolnego Miasta Krakowa&#13;
i częścią pogranicznych państw ułożona przez …, Warszawa 1832, wznawiana w latach 1840,&#13;
1846, 1849, 1858, 1862, 1863 i 1868.&#13;
3&#13;
W. Kolberg Wzory rysowania map i planów, Warszawa 1837. Jest to rozszerzone wydanie pracy Juliusza opublikowanej w 1825 r.&#13;
4&#13;
Juliusz Kolberg Porównanie miar i wag teraźniejszych i dawniejszych w Królestwie&#13;
Polskim używanych z zagraniecznemi..., wydanie wtóre przerobił i powiększył Wilhelm Kolberg, Warszawa 1838. Pierwodruk: Warszawa 1819.&#13;
5&#13;
Dokumenty rodzinne Kolbergów, zawierające prawdopodobnie dokładniejsze informacje&#13;
o pochodzeniu córek Juliusza Adolfa Aleksandra, były przechowywane w Bibliotece Krasińskich w Warszawie i spłonęły w roku 1944 w czasie niszczenia Warszawy przez Niemców po&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
42&#13;
&#13;
�Karolina Matylda i Julia Wanda, urodzone w roku 1841, otrzymały fikcyjne&#13;
nazwisko Gallasch (zapisywane także Gallash, Gallache i de Gallache) i dorastały pod opieką Karoliny Kolberg, ich babki. Juliusz miał niewiele ponad&#13;
dwadzieścia lat, gdy urodziły się jego córki, i żył krótko. W zachowanych&#13;
dokumentach rodzinnych brak informacji o kolejach życia najmłodszego&#13;
z braci Kolbergów. Według rodzinnych przekazów1 najpierw miał bliżej&#13;
nieokreśloną posadę w zarządzie dóbr w Nieborowie, być może był tam&#13;
praktykantem, później wyjechał z Królestwa. Zmarł w Borysowie 26 maja&#13;
1843 r., w wieku zaledwie dwudziestu pięciu lat. W nekrologu2 podano, że&#13;
był tam administratorem majątku. Córki Juliusza pozostawały pod opieką&#13;
babki przez wiele lat, a Karolina była jej ukochaną wnuczką i opiekunką&#13;
w ostatnich latach życia.&#13;
W domu matki zatrzymywał się też zapewne Antoni, który po studiach&#13;
w Berlinie wrócił do Warszawy w roku 1840 i brał czynny udział w życiu artystycznym miasta. W czerwcu 1841 r. prace Antoniego znalazły się&#13;
na wystawie w salach ratusza3 — opublikowany katalog wymienia pięć&#13;
jego obrazów. Znajdowała się wśród nich także scena rodzajowa Słowaki,&#13;
przedstawiająca wędrownych druciarzy zarobkujących zimą w Warszawie,&#13;
a jedno z prezentowanych dzieł, Św. Emilia, zostało nagrodzone srebrnym&#13;
medalem pierwszej klasy i rządowym stypendium, umożliwiającym wyjazd&#13;
na studia do Włoch. Pobyt Antoniego w Rzymie, Bolonii i Florencji, a następnie w Paryżu trwał ponad sześć lat. W czasie studiów we Włoszech&#13;
kopiował arcydzieła malarstwa i tworzył własne kompozycje. Obrazy te&#13;
były wystawione w Warszawie w czerwcu 1845 r., a w recenzji4 z uznaniem&#13;
pisano o prezentowanych tam portretach jego autorstwa. Dwa lata później w korespondencji prasowej z Rzymu jego malarstwo oceniano także&#13;
upadku powstania. Zachowane listy nie wyjaśniają, kim była matka dwu córek Juliusza, kiedy&#13;
i dlaczego znalazły się one pod opieką swej babki, ani czy matka brała jakiś udział w opiece&#13;
i finansowaniu ich bytu, czy też całkowite koszty utrzymania i kształcenia ponosiła od początku&#13;
tylko rodzina ich ojca.&#13;
1&#13;
Zob. S. Dębicka W starym gnieździe…, s. 140–144.&#13;
2&#13;
Nekrolog zamieszczony był w „Kurierze Warszawskim” w r. 1843, nr 151, tam notatka:&#13;
„Odebrano tu wiadomość z Litwy, że 26 maja rb. w Borysowie zszedł z tego świata za wcześnie, bo licząc lat 26, Juliusz Kolberg [...]”, nekrolog podpisał „przyjaciel rodziny”. Nie udało się&#13;
ustalić, czy chodziło o Borysów, miasto powiatowe w obwodzie mińskim, nad Berezyną, czy&#13;
o miejscowość o tej samej nazwie w ówczesnym powiecie kobryńskim.&#13;
3&#13;
Zob. K. Markiewicz Antoni Kolberg (1815–1882)…, s. 8–9.&#13;
4&#13;
„Gazeta Warszawska” 1845, nr 201.&#13;
&#13;
43&#13;
&#13;
�wysoko. Chwalono rysunek, koloryt, doświadczoną rękę, dodając, że choć&#13;
obrał on „skromny zawód robienia portretów”1, to portrety jego pędzla&#13;
oddają doskonale nie tylko rysy modeli, ale także ich osobowość. Pod koniec długiego pobytu za granicą Antoni pojechał do Paryża. Spotkał się&#13;
tam z Fryderykiem Chopinem i malował wówczas jego portret, ale pracy&#13;
tej nie ukończył2. Po powrocie z zagranicy w roku 1848 osiadł na stałe&#13;
w Warszawie.&#13;
Oskar w latach 1839–1840 znacznie poszerzył pole swoich zainteresowań. Wiele lat później w Szkicu autobiografii pisał:&#13;
Przed r. 1830 lubiłem (jak i bracia moi) taniec namiętnie. Tańczyło się też często&#13;
lub grało do tańca na wieczorkach prywatnych, a czynił to i Szopen, improwizując mazury i walce. Ale mazur ów był to mazur salonowy, szlachecki, do&#13;
którego tylko czasami dla odmiany i urozmaicenia go dodawano jakiś ustęp&#13;
wzięty z muzyki wieśniaczej (a styl ten zachował Szopen i w następstwie także).&#13;
Więc nie rozbudziło to jeszcze u mnie chęci pogoni za melodią ludową. Dopiero&#13;
ogólny prąd literatury skierowany ku rzeczom ludowym około r. 1834 i później,&#13;
zbiory Wacława z Oleska i Wójcickiego i osobista tego ostatniego zachęta do&#13;
poszukiwania melodii (których w jego dziele jest bardzo mało), jak i zachęta&#13;
Dobrzyńskiego, wreszcie słyszane oryginalne odgłosy piszczałek, skrzypeczek&#13;
i katarynek poza miastem (w Czerniakowie, Wilanowie itd.) skłoniły mnie do&#13;
poszukiwań w tym kierunku. Pierwszy połów na większe rozmiary dokonany&#13;
r. 1839 w Wilanowie dał mi już spory zasób nader ciekawych motywów i popchnął do dalszych poszukiwań na tym polu3.&#13;
&#13;
„Ogólny prąd literatury skierowany ku rzeczom ludowym” wymieniony&#13;
przez Kolberga jako jeden z powodów skłaniających go do zwrócenia uwagi&#13;
na muzykę ludową to romantyzm. W Szkicu autobiografii Kolberg umiejscowił początki zajęcia się folklorem przez literatów i artystów w roku 1834,&#13;
ale był on przedmiotem badań i zainteresowania znacznie wcześniej. Już&#13;
działacze polityczni i uczeni epoki Oświecenia postulowali badanie kultury&#13;
Wiadomości bieżące, „Przegląd Poznański” 1847, T. 5, s. 676.&#13;
Oryginał portretu Chopina pędzla Antoniego Kolberga spłonął w 1944 r. w Bibliotece&#13;
Krasińskich. Znany jest dziś z fotografii i z kopii znajdującej się w zbiorach Muzeum Fryderyka&#13;
Chopina w Warszawie wykonanej przez Kazimierza Mordasewicza. Reprodukcje w katalogu&#13;
K. Markiewicz Antoni Kolberg (1815-1882)..., s. 64 i 65 oraz w H. Wróblewska-Straus, K. Markiewicz Fryderyk Chopin i bracia Kolbergowie na tle epoki..., s. 83.&#13;
3&#13;
Rkp. O. Kolberga Szkic autobiografii…, k. 68.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
44&#13;
&#13;
�ludowej, w tym także folkloru, aby opracować programy edukacyjne skierowane do ludu. Uważali, że są one konieczne, aby chłopi stali się świadomi&#13;
swej przynależności narodowej i gotowi do przyjęcia obiecywanej im wolności. Znany program zbadania kultury ludowej Hugona Kołłątaja, obejmujący także folklor, powstał jako plan jednego z czterech dzieł niezbędnych dla przedstawienia syntezy historii Polski, która miała obejmować&#13;
historię całego narodu, a nie tylko warstwy szlacheckiej. Jednak tworzone&#13;
w końcu XVIII i na początku XIX wieku programy, instrukcje i ankiety nie&#13;
doprowadziły do podjęcia kompleksowych badań kultury ludowej lub jej&#13;
części, folkloru, było to niemożliwe w ówczesnej sytuacji nauki polskiej&#13;
i społeczeństwa. Natomiast od dawna notowano1 pieśni ludowe, najczęściej&#13;
przyśpiewki do krakowiaków, których zbiorki w XVII, XVIII i na początku&#13;
XIX wieku bywały nawet wydawane (bez muzyki), często jako druki ulotne.&#13;
Z niektórych korzystał wiele lat później Kolberg2.&#13;
Romantyzm stawiał ponad wszystko wolność, tj. prawo do własnego,&#13;
indywidualnego rozwoju narodów, grup społecznych i jednostek, a wśród&#13;
nich zwłaszcza twórców. W romantycznych programach podkreślano&#13;
prawa każdego narodu do wolności, także ludów, które zostały przemocą&#13;
objęte władzą carów rosyjskich, królów pruskich, cesarzy austriackich i tureckich sułtanów. Przez cały wiek XIX, aż do kończącej go wojny światowej, trwały walki zbrojne i inne działania, które w końcu przywróciły lub&#13;
przyniosły niepodległość narodom bałkańskim, Włochom, a także narodom bałtyckim i Polakom. W działaniach na rzecz wyzwolenia niezwykle&#13;
ważna stawała się rola rodzimego folkloru. Odszukanie w folklorze mniej&#13;
lub bardziej prawdziwych zabytków własnej literatury pomagało obudzić&#13;
świadomość narodową wśród ludów od pokoleń rusyfikowanych lub germanizowanych, a dialekty ludowe stawały się podstawą dla ich języka literackiego. Romantycy „nobilitowali” folklor i nadali mu nowe znaczenie,&#13;
przekonani, że lud jest nosicielem najbardziej autentycznych składników&#13;
Zob. Cz. Hernas W kalinowym lesie, T. 1: U źródeł folklorystyki polskiej, Warszawa 1965,&#13;
m.in. rozdział „Zbieractwo pieśni ludowych w XVIII w.” (s. 143 i nast.).&#13;
2&#13;
Np. w Krakowskiem Kolberg odnotował druk Krakowiaki i inne wiersze wydany w Krakowie w latach 1820–1825, Pieśń światową (incipit „Moja dziewczyna robotna była”), wydaną&#13;
tamże, oraz inne druki ulotne publikowane tamże około roku 1820, zob. E. Millerowa i A. Skrukwa,&#13;
wstęp do: Krakowskie. Suplement do tomów 5–8 cz. I (DWOK T. 73/I), s. XLIV–XLV, (przypisy).&#13;
Druczki te (oprawione razem z innymi) mają w Bibliotece Jagiellońskiej tytuł Mieszaniny czyli&#13;
Zbiór wierszów luźnych wydawanych od roku 1820 do roku 1825 w Krakowie w drukarni&#13;
Akademickiej.&#13;
1&#13;
&#13;
45&#13;
&#13;
�kultury narodowej i w jego pieśniach, bajkach i podaniach przechowały&#13;
się najdawniejsze zabytki literatury i niepisanej historii lub co najmniej ich&#13;
wyraźne ślady pochodzące z epoki przedchrześcijańskiej. Tezy na temat&#13;
znaczenia literatury narodowej formułowane były przez poetów i pisarzy,&#13;
a także przez historyków i polityków, służąc ich programom literackim,&#13;
społecznym i narodowym. Poeci i pisarze romantyczni odkryli też walory&#13;
artystyczne „poezji gminnej” i innych form folkloru swego narodu i twórczo wykorzystywali je w literaturze, przenosząc do niej wybrane gatunki&#13;
(np. ballady), tematy, wątki, motywy, a także niektóre środki formalne (np.&#13;
paralelizm). Również dla muzyków folklor stał się źródłem inspiracji, a dla&#13;
malarzy coraz częściej interesującym tematem były wieś, jej mieszkańcy&#13;
i krajobraz.&#13;
Po powstaniu listopadowym, po którym na terenie zaboru rosyjskiego nasiliła się rusyfikacja, a w zaborze austriackim germanizacja, ocalenie&#13;
kultury narodowej było priorytetem polskich środowisk patriotycznych&#13;
i w ten nurt działań wpisywało się notowanie i wydawanie drukiem literatury ludowej, przede wszystkim pieśni i bajek. Fascynacja folklorem&#13;
była wówczas bardzo żywa w środowisku inteligencji, zwłaszcza literatów&#13;
i poetów, co później tak scharakteryzował Cyprian Norwid:&#13;
Czy pamiętasz te czasy, kiedy po 1830 roku całe prawie polskie piśmiennictwo&#13;
w góry i lasy poszło gminnych poszukiwać podań – kiedy wyraz b a j k a nabrał&#13;
powagi, wyraz g a w ę d a stał się między stylu rodzaje policzonym nazwiskiem,&#13;
wyraz nieznany pierwej k l e c h d a od-nie-pomniał się, kiedy p r z y s ł o w i e Salomonową nieledwie koronę filozoficzną wdziało, kiedy w kraju Wójcicki Kazimierz Władysław akcenta nieznane salonom świetnym bez fraka wprowadził&#13;
w towarzystwo, a w Paryżu Chopin grał mazurki i obertasa […]. Po listopadowego&#13;
powstania upadku, po upadku powstania, które gminnych elementów objąć&#13;
i uhistorycznić współ-udziałem nie mogło, czy nie umiało, czy nie chciało, nastąpiło przecież lat kilkanaście literatury wyłącznie gminnej […]1.&#13;
&#13;
Owych kilkanaście lat mieściło się między powstaniem listopadowym&#13;
a rabacją galicyjską w 1846 r., która odegrała znaczącą rolę w zmianie stosunku do ludu i ludowości. W tym okresie widoczny jest gwałtowny rozwój&#13;
1&#13;
C. Norwid Do M… S… O „Balladynie”, w: tegoż Pisma wszystkie. Zebrał, tekst ustalił,&#13;
wstępem i uwagami krytycznymi opatrzył J.W. Gomulicki, T. 6, Pisma cz. I, Warszawa 1971,&#13;
s. 467.&#13;
&#13;
46&#13;
&#13;
�badań i publikacji folklorystycznych, a także dyskusji nad znaczeniem folkloru i metodami jego edycji1.&#13;
Oskar Kolberg za początek swego zainteresowania muzyką ludową uznał&#13;
zapisy melodii wykonane w roku 1839. Od czasu tych pierwszych podjętych&#13;
świadomie i celowo kontaktów z żywym folklorem w okolicach Warszawy&#13;
badania terenowe poświęcone muzyce ludowej stawały się dla niego coraz&#13;
ważniejsze. Ponieważ uważał melodie za integralny składnik pieśni, patrzył&#13;
krytycznie na wydawane dotychczas zbiory tekstów i omawiając w r. 1841&#13;
na łamach „Biblioteki Warszawskiej” publikację słowacką, pisał o pieśniach&#13;
ludowych:&#13;
Jednakże dotąd ceniono je li tylko według tekstu i niemych słów, nie zważając&#13;
bynajmniej na dźwięki i melodie, które wszakże z nie mniej obfitego płyną&#13;
źródła w narodzie; one to właśnie nadają im ruch i życie, najbardziej są zdolne&#13;
wykazać prawdziwego ducha, jaki w nich panuje. Pieśni ludu, w których rozkwita duchowe życie narodu, są wszystkie śpiewami, w których tak słowa, jak&#13;
i nuta z jednego źródła razem wytryskują i tak ściśle z sobą spojone, że jedno&#13;
bez drugiego ostać się nie może. Nawet śmiałbym twierdzić, że w większej ich&#13;
liczbie właśnie nuta stanowi istotę pieśni, a słowa są prostym tylko dodatkiem2.&#13;
&#13;
Traktowanie pieśni ludowych jako nierozerwalnej całości dwu zależnych od siebie i wzajemnie się uzupełniających elementów – melodii i tekstu – charakteryzowało wszystkie badania i wypowiedzi Kolberga na ten&#13;
temat.&#13;
W publicystyce historycznoliterackiej w tym czasie podkreślana jest potrzeba szukania w ludowych pieśniach i bajkach śladów literatury najdawniejszej, pochodzącej z czasów przedchrześcijańskich, więc uważanej za&#13;
prawdziwie narodową. Podobnie w r. 1843 o muzyce ludowej jako źródle&#13;
do badania najdawniejszej historii muzyki pisał Józef Sikorski (1813–1896),&#13;
pisarz muzyczny, krytyk i kompozytor:&#13;
Zastanowiwszy się nad budową rytmiczną naszych melodii gminnych, można&#13;
z niej wysnuć prawidła ogólne, bo wprzód była sztuka niż przepisy do niej.&#13;
Zob. m.in. J. Maślanka Folklorystyka polska w latach 1831–1863, w: Literatura krajowa&#13;
w okresie romantyzmu 1831–1863, T. II, pod red. M. Janion, M. Dernałowcz i M. Maciejewskiego, Kraków 1988, s. 47–86.&#13;
2&#13;
O. Kolberg Melodie ludu słowiańskiego, „Biblioteka Warszawska” 1841, T. 3, s. 502–503;&#13;
przedruk: Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 583–584.&#13;
1&#13;
&#13;
47&#13;
&#13;
�Pole to u nas nietknięte jeszcze, a sam przedmiot znacznie by przeszedł zakres&#13;
niniejszego pisma. Idźmy raczej za geniuszem narodu i przypatrzmy się pamiątkom, jakie nam zostawił w melodiach gminnych, w tej muzyce pierwotnej, co&#13;
najmniej wpływom zewnętrznym uległa1.&#13;
&#13;
Oskar Kolberg jako przyczynę zwrócenia uwagi na folklor muzyczny&#13;
podał w cytowanym wyżej Szkicu autobiografii zwiększające się zainteresowanie twórczością ludową i zachętę dwu osób: Kazimierza Władysława Wójcickiego, wydawcy przysłów, pieśni, bajek i legend2, oraz muzyka&#13;
i swego nauczyciela, Feliksa Dobrzyńskiego. W przytoczonym fragmencie autobiografii Kolberg wspomina też dokonany w r. 1839 w Wilanowie „pierwszy połów na większe rozmiary”. Następne wycieczki w okolice Warszawy znacznie wzbogaciły jego zbiory i Kolberg szybko z racji&#13;
wykształcenia, umiejętności zapisywania melodii ze słuchu i widocznego&#13;
zaangażowania w tę problematykę uznany został w środowisku literackim&#13;
i artystycznym stolicy za osobę najbardziej predestynowaną do zapisywania&#13;
i publikowania muzyki ludowej. On sam od początku swych badań nad&#13;
folklorem polskim zaznaczał chęć poszerzenia ich na muzykę ludową całej&#13;
Słowiańszczyzny, ponieważ traktował folklor nie tylko jako źródło interesujących motywów muzycznych i ważny składnik kultury narodowej, ale także jako przedmiot rozważań naukowych. W roku 1841 ówczesny redaktor&#13;
„Biblioteki Warszawskiej”, Antoni Józef Szabrański (1805–1882), w recenzji&#13;
na temat najnowszych zbiorów pieśni ludowych pisał:&#13;
U nas w Warszawie p. Oskar Kolberg, artysta muzyczny, zajmuje się zebraniem&#13;
pieśni ludu, a bardziej samych melodii, którymi pragnie oznaczyć i wykazać&#13;
charakter muzyki słowiańskiej3.&#13;
&#13;
1&#13;
J. Sikorski O muzyce, „Biblioteka Warszawska” 1843, T. 2, s. 667–668. Sikorski w przypisie&#13;
do słów „w melodiach gminnych” dodał na s. 668: „Pod tę nazwę podciągamy także melodie&#13;
autorów do gminu nie należących, które jednak jako geniuszowi narodu odpowiadające, powszechnie są znane”.&#13;
2&#13;
O roli K.W. Wójcickiego w środowisku literackim Warszawy zob. m.in. M. Grabowska Kazimierz Władysław Wójcicki, w: Literatura krajowa w okresie romantyzmu..., T. II, s. 425–&#13;
–449, oraz R. Wojciechowski w: Dzieje folklorystyki polskiej 1800–1863. Epoka przedkolbergowska, pod red. H. Kapełuś i J. Krzyżanowskiego, Wrocław 1970, m.in. s. 97–100 i 111–128.&#13;
3&#13;
A.J.S. [Antoni Józef Szabrański] Zbiory pieśni ludu z r. 1840, „Biblioteka Warszawska”&#13;
1841, T. 1, s. 163.&#13;
&#13;
48&#13;
&#13;
�O tym, że Kolberg chciałby „wykazać charakter muzyki słowiańskiej”,&#13;
redaktor „Biblioteki Warszawskiej” usłyszał zapewne bezpośrednio od niego. Takie zamiary potwierdza również recenzja Melodii ludu słowiańskiego, której fragment wyżej przytoczono, zamieszczona przez Kolberga w tym&#13;
samym roku 1841 w „Bibliotece Warszawskiej”1. W tym czasie przymiotnik&#13;
„słowiańska”, dołączony w druku np. do terminu „muzyka” czy „pieśń”,&#13;
był często ustępstwem na rzecz cenzury. Używano go zamiast określenia&#13;
„muzyka polska”, uznawanego przez rosyjskich cenzorów za niedopuszczalne w druku zwłaszcza podczas trwania stanu wojennego, tj. aż do r. 1856.&#13;
Artykuły Kolberga w prasie warszawskiej i znacznie późniejsze przedmowy&#13;
do Pieśni ludu polskiego w 1857 r. i do Sandomierskiego w 1865 r. wskazują jednak, że słowa Kolberga o „muzyce słowiańskiej” nie były w tym&#13;
wypadku tylko kamuflażem. Rzeczywiście interesowały go związki ludowej&#13;
muzyki polskiej z muzyką innych narodów słowiańskich, a także geneza i charakter ludowej muzyki Słowian. Plany badań na ten temat zaczął&#13;
tworzyć już około roku 1841 – w prospekcie poprzedzającym pierwsze&#13;
wydanie zebranych przez siebie pieśni, drukowanych zresztą w Poznaniu,&#13;
poza zasięgiem cenzury rosyjskiej, pisał: „Rozpoczną dzieło pieśni polskie,&#13;
bo wśród całej Słowiańszczyzny dziś u tego plemienia muzyka najsamoistniej się rozwinęła”2. W tym samym okresie w przytaczanym już liście&#13;
do Antoniego Woykowskiego również informuje o szerszych zainteresowaniach: „Nie ograniczam zamysłów na polskie, ale później myślę ruskie&#13;
i czeskie pieśni zbierać, lecz jest to jeszcze zbyt dalekim; a potem skąd na&#13;
to funduszów”3. Adresat tych słów, Antoni Woykowski (1815–1850), utalentowany pianista, dziennikarz i pisarz, był autorem jednego z pierwszych&#13;
i znaczących wówczas artykułów o muzyce Chopina4. Kolberg poznał go&#13;
prawdopodobnie w czasie pobytu w Poznaniu w roku 1841, a później prosił&#13;
o pośrednictwo w czasie starań o wydanie swego pierwszego zbioru pieśni&#13;
ludowych. Miał go drukować Jan Konstanty Żupański (1804–1883), później&#13;
O.K. [O. Kolberg] Melodie ludu słowiańskiego…, przedruk w: Pisma muzyczne cz. II&#13;
(DWOK T. 62), s. 583–586.&#13;
2&#13;
O. Kolberg Prospekt na „Pieśni ludu polskiego”, datowany „dnia 3 grudnia 1841” i zamieszczony w dwu pismach poznańskich, przedruk w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II&#13;
(DWOK T. 62), s. 576–577, tam za „Tygodnikiem Literackim” 1842, nr 21, s. 168.&#13;
3&#13;
Brulion listu do A. Woykowskiego, niedatowany, Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),&#13;
s. 6.&#13;
4&#13;
A. Woykowski Chopin, „Przyjaciel Ludu” R. 2: 1836, T. 2, nr 28, s. 223–224, nr 29, s. 230–&#13;
–231, nr 30, s. 237–239 i replika na krytykę w numerze 35, s. 278–279.&#13;
1&#13;
&#13;
49&#13;
&#13;
�renomowany poznański księgarz i wydawca, a wówczas właściciel świeżo&#13;
założonej firmy publikującej także nuty. Kolberg zdecydował się na druk&#13;
u niego, ponieważ w Wielkim Księstwie Poznańskim w tych latach Polacy&#13;
mieli jeszcze swobody gwarantowane przez kongres wiedeński. W policyjnie rządzonym Królestwie Polskim panowała znacznie ostrzejsza cenzura&#13;
i Kolberg nie uzyskał zgody na druk zbioru polskich pieśni ludowych. Dla&#13;
autora takiej publikacji przeszkodą w realizacji szerokich planów był wtedy&#13;
nie tylko brak pieniędzy na badania na całym interesującym go terenie,&#13;
o czym pisał do Woykowskiego, ale także decyzje rosyjskich cenzorów,&#13;
które również wspomniał w tym liście. Przekazując mu — na pewno drogą&#13;
prywatną — rękopis pierwszego zeszytu Pieśni ludu polskiego, pisał w towarzyszącym liście:&#13;
Cenzura nasza odmówiła wręcz publikacji ich u nas, proszę jednak nie wspominać o tym wydawcy, boby to mogło mieć szkodliwy wpływ na honorarium&#13;
(w Rosji jednakże – nie zaś u nas — będą dozwolone)1.&#13;
&#13;
Z ograniczeniami powodowanymi przez cenzurę spotykał się Kolberg&#13;
na pewno częściej niż wskazuje zachowana dokumentacja, jednak i ona&#13;
potwierdza trudności, z jakimi liczyć się musiał wówczas każdy autor, także&#13;
piszący o folklorze. Zachował się list redaktora „Biblioteki Warszawskiej”,&#13;
Antoniego Szabrańskiego do Kolberga:&#13;
Cenzura wstrzymała Twój artykuł – chce przerobienia i wyrzucenia miejsc i wyrazów o Rzeczypospolitej, Rusi itd. Wójcicki wyjechał, Majewski Józef zastępuje&#13;
go. Bez straty czasu po odebraniu tego biletu przybądź do mnie lub do Majewskiego, który mieszka naprzeciwko mnie. Trzeba się z nim rozmówić i razem&#13;
poprawić co można, bo inaczej artykuł już złożony na nic by się nie zdał2.&#13;
&#13;
Nie dopuszczano, zwłaszcza w tytułach, określeń „polski”, „narodowy”,&#13;
ale także i innych, odwołujących się do historii Polski i uczuć patriotycznych.&#13;
Dlatego np. Stanisław Moniuszko musiał użyć tytułu Śpiewnik domowy,&#13;
1&#13;
&#13;
s. 5.&#13;
&#13;
Brulion listu do A. Woykowskiego, niedatowany, Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),&#13;
&#13;
List A. Szabrańskiego, niedatowany, Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 687–688,&#13;
wiadomość dotyczy któregoś z artykułów Kolberga drukowanych w „Bibliotece Warszawskiej”, ale brak daty uniemożliwia wskazanie tytułu, być może chodziło o recenzję pt. Melodie&#13;
ludu słowiańskiego, już tu przywoływaną.&#13;
2&#13;
&#13;
50&#13;
&#13;
�wydając w Wilnie w roku 1843 pierwszy tom komponowanych przez siebie&#13;
pieśni, a K.W. Wójcicki swemu zbiorowi ludowych pieśni polskich wydanemu w Warszawie w roku 1836 dał tytuł Pieśni ludu Białochrobatów, Mazurów i Rusi znad Bugu. Ta restrykcyjna kontrola druków była po powstaniu&#13;
listopadowym jednym ze sposobów zwalczania przez władze carskie kultury&#13;
i nauki polskiej. Dotyczyła nie tylko prac wydawanych w Królestwie, ale&#13;
podlegały jej także książki, prasa i rękopisy przywożone z zagranicy oraz&#13;
korespondencja wysyłana i odbierana przez pocztę. Działania cenzury nasiliły się zresztą nie tylko w zaborze rosyjskim, ale również w austriackim,&#13;
a we wszystkich trzech zaborach po roku 1831 wzmożone zostało tropienie&#13;
tajnych związków niepodległościowych i represje wobec emisariuszy takich&#13;
organizacji przybywających z zagranicy. Szczególny niepokój władz carskich budziło środowisko literackie i dziennikarskie stolicy, które podlegało&#13;
nasilonej kontroli. Wielu poetów, dziennikarzy i ludzi znaczących w życiu&#13;
umysłowym Królestwa było rzeczywiście zaangażowanych w działania spiskowe. Aresztowani otrzymywali surowe wyroki, zagrożeni aresztowaniem&#13;
uciekali za granicę do Poznańskiego lub do Krakowa, a potem uchodzili&#13;
dalej na zachód śladem Wielkiej Emigracji. Atmosferę, w jakiej żyli wówczas&#13;
w Warszawie młodzi twórcy i odbiorcy kultury, ukazuje Cyprian Norwid:&#13;
Współczesność albowiem jest dwojaka. Kiedy w Warszawie 183[9] r. nocą budzeni bywaliśmy przez kolegów, aby choć obecnością naszą zasłać pożegnanie&#13;
wysyłanym na Sybir, Słowacki wtedy z drugiego końca Europy Anhellego ojczyźnie przysyłał – to jest pierwsza współczesność. Tej samej zaś zimy w zacnym polskim salonie mówiła mi pewna pani domu, „że rozpowiadają coś ciągle&#13;
o zsyłkach, a przecież z nas nikogo w czwartek nigdy nie brakuje”. Oto druga&#13;
współczesność1.&#13;
&#13;
Jak już wspomniano, w zaborze rosyjskim pozbawiono Polaków wszystkich instytucji mogących podtrzymać rozwój nauki, zwłaszcza w zakresie&#13;
humanistyki. W Warszawie istniały jedynie półwyższe szkoły zawodowe,&#13;
a brak wykształconych nauczycieli i prawników z dyplomem uniwersyteckim starano się uzupełnić poprzez wykłady w ostatnich klasach gimnazjów bądź skrócone kursy. Zamarły prawie całkowicie czasopisma&#13;
literackie i kulturalne, a uzyskanie koncesji na nowy tytuł było prawie&#13;
1&#13;
C. Norwid O Juliuszu Słowackim w sześciu publicznych posiedzeniach, w: tegoż Pisma&#13;
wszystkie …, T. 6, cz. I, s. 463, pierwodruk: Paryż 1861.&#13;
&#13;
51&#13;
&#13;
�niemożliwe. Właściwie dopiero po dziesięciu latach od upadku powstania&#13;
zauważyć można w Warszawie stopniowe ożywienie życia umysłowego.&#13;
W styczniu 1841 r. pozwolenie na druk uzyskał miesięcznik naukowo-literacki „Biblioteka Warszawska”, redagowany początkowo przez Antoniego&#13;
Józefa Szabrańskiego, następnie w latach 1843–1844 i ponownie w latach&#13;
1850–1879 przez Kazimierza Władysława Wójcickiego. Drugim ważnym&#13;
pismem naukowo-literackim był „Przegląd Naukowy”, ukazujący się od&#13;
stycznia 1842 r. do lipca 1848, redagowany przez Hipolita Skimborowicza&#13;
(1815–1880) i Edwarda Dembowskiego (1822–1846). „Przegląd Naukowy”,&#13;
pismo najpierw dosyć radykalne, później umiarkowanie liberalne, było&#13;
przeciwwagą ugodowej, konserwatywnej „Biblioteki Warszawskiej”. W latach poprzedzających Wiosnę Ludów dyskusje na temat literatury, sztuki,&#13;
nauki, a także znaczenia folkloru toczyły się na łamach tych dwu pism&#13;
i w ich redakcjach, a poprzez recenzje i artykuły programowe także w innych, zwykle efemerycznych czasopismach literackich. Miejscem dyskusji&#13;
i ścierania się poglądów były również literacko-artystyczne salony prowadzone przez zamieszkałych w Warszawie pisarzy i pisarki, uczonych i artystów. Działania takie mogły jednak tylko w pewnym stopniu wyrównać&#13;
niedostatki wynikające z zaniku instytucjonalnego życia naukowego i braku&#13;
środowiska uniwersyteckiego, w którym uprawiana byłaby fachowa krytyka, a także wymiana poglądów. Kontakty z nauką europejską stały się&#13;
prywatną sprawą profesorów zamkniętego w 1831 r. uniwersytetu warszawskiego i wykształconych jeszcze przez nich absolwentów tej uczelni.&#13;
Podobnie jak nauka, z powodu braku zaplecza instytucjonalnego cierpiało również życie muzyczne w Warszawie, co Kolberga, jako kompozytora,&#13;
wykonawcę i słuchacza, musiało dotykać szczególnie. Elżbieta Dziębowska&#13;
o sytuacji muzyki polskiej w XIX wieku pisze:&#13;
Eksterminacyjna polityka zaborców, pociągająca za sobą zacofanie gospodarcze&#13;
i hamowanie rozwoju kulturalnego polskiego społeczeństwa, odbiła się dotkliwie na życiu muzycznym. Podczas gdy w innych krajach Europy powstają liczne sale koncertowe, mnożą się orkiestry symfoniczne, rozkwita piśmiennictwo&#13;
muzyczne, z roku na rok podnosi się poziom szkolnictwa muzycznego, w Polsce&#13;
nie ma elementarnych warunków dla zaistnienia ruchu koncertowego, brak&#13;
zespołów orkiestrowych, brak sal koncertowych, brak szkół muzycznych1.&#13;
1&#13;
E. Dziębowska O polskiej szkole narodowej, w: Szkice o kulturze muzycznej, pod red.&#13;
Z. Chechlińskiej, Warszawa 1971, s. 24–25.&#13;
&#13;
52&#13;
&#13;
�Zamknięta była Szkoła Główna Muzyki, wchodząca w skład Uniwersytetu Warszawskiego. Opera, która do czasu wybuchu powstania listopadowego była ważnym ośrodkiem kultury muzycznej, wznowiła wprawdzie&#13;
działalność w lutym 1833 r., a Karol Kurpiński, dyrektor sceny operowej,&#13;
starał się, by była ona nadal „instytucją wychowującą publiczność w duchu&#13;
patriotycznym wbrew polityce kół rządzących” 1. Kurpiński został jednak&#13;
zmuszony do podania się do dymisji i opera, kontrolowana przez namiestników carskich, ograniczała swój repertuar do błahych utworów rozrywkowych. Życie muzyczne po roku 1831 przeniosło się do mieszkań prywatnych i kościołów, a te mogły zastąpić sale koncertowe tylko w pewnym&#13;
stopniu. Jedyne koncerty publiczne odbywały się w Resursie Kupieckiej.&#13;
Resursa Kupiecka była stowarzyszeniem i przynależność do niego wymagała spełnienia określonych statutem warunków, ale po roku 1831 była też&#13;
w Warszawie jedyną polską instytucją bez bezpośredniego nadzoru władz&#13;
rosyjskich. Już wcześniej, przed powstaniem, w Resursie odbywały się&#13;
wieczory muzyczne, m.in. w grudniu roku 1829 koncertował tam Fryderyk Chopin. Od roku 1834 Resursa wznowiła tę działalność, początkowo&#13;
występował tam tylko kwartet smyczkowy, ale organizatorzy stopniowo&#13;
poszerzali możliwości wykonawcze i repertuar, przy czym opierali się i na&#13;
zawodowych muzykach, i na udziale amatorów. Koncerty w Resursie prezentowały obok utworów klasyków wiedeńskich także nowe kompozycje&#13;
polskich muzyków, wśród nich Ignacego Feliksa Dobrzyńskiego. T. Strumiłło (1929-1956) pisze:&#13;
Zarząd Resursy potrafił docenić potrzebę chwili i ocenić rolę muzyki już nie&#13;
tylko jako jednej z rozrywek czy też „tła spotkań towarzyskich”, lecz jako ważnego czynnika narodowej kultury, za którą trzeba było w takiej chwili podjąć&#13;
odpowiedzialność2.&#13;
&#13;
W muzycznej działalności Resursy wielką rolę odegrał Józef Cichocki (1783–1849), członek-akcjonariusz stowarzyszenia, meloman, wydawca&#13;
zabytków polskiej muzyki i biegły flecista. Miejscem spotkań wykonawców, słuchaczy i krytyków był też jego prywatny salon, gdzie występowali&#13;
T. Przybylski Znaczenie twórczości kompozytorskiej i działalności muzyczno-organizacyjnej Karola Kurpińskiego na terenie Teatru Wielkiego w Warszawie w 1. poł. XIX w.,&#13;
w: Muzyka polska w okresie zaborów, pod red. K. Bilicy, Warszawa 1997, s. 64.&#13;
2&#13;
T. Strumiłło Szkice z polskiego życia muzycznego w XIX w., Kraków 1954, s. 134.&#13;
1&#13;
&#13;
53&#13;
&#13;
�artyści polscy i cudzoziemcy. Salony muzyczne prowadzili również inni&#13;
melomani i muzycy. Historycy muzyki polskiej1 wymieniają m.in. domy&#13;
Ignacego Feliksa Dobrzyńskiego, u którego grano kwartety smyczkowe,&#13;
oraz Józefa Sikorskiego, późniejszego wydawcy „Ruchu Muzycznego”, w latach 1843–1853 współpracownika „Biblioteki Warszawskiej”, a prywatnie&#13;
szkolnego kolegę Kolberga. Koncerty odbywały się także w salonach literackich, w których wieczory wypełnione były lekturą najnowszych utworów&#13;
poetów i pisarzy miejscowych a także dzieł literatury emigracyjnej, przemycanych przez granicę, oraz dyskusjami na tematy filozoficzne, społeczne,&#13;
literackie i wiążące się z bieżącymi wydarzeniami politycznymi. Część spotkań poświęcano przedstawieniom amatorskim i koncertom, których wykonawcami byli muzycy działający w Warszawie i cudzoziemcy – wirtuozi&#13;
i kompozytorzy zatrzymujący się zwykle w stolicy Królestwa po drodze do&#13;
Petersburga. Takie prywatne koncerty odbywały się m.in. w domach Seweryny Pruszakowej, Anny i Hipolita Skimborowiczów oraz Pauliny i Augusta&#13;
Wilkońskich. Umożliwiały one debiuty młodym wykonawcom i pozwalały&#13;
usłyszeć nowe kameralne utwory miejscowych kompozytorów. Ponieważ&#13;
wykonywane kompozycje miewały charakter patriotyczny, dawały słuchaczom ważną dla nich świadomość uczestniczenia w życiu narodowym.&#13;
Koncerty maskowały też w pewnym stopniu nielegalne działania osób gromadzących się u niektórych organizatorów tych spotkań – np. salony wymienionych wyżej literatek były miejscem kontaktów uczestników tajnych&#13;
spisków2, w których brali udział ich gospodynie i gospodarze.&#13;
Pamiętniki i inne źródła z okresu międzypowstaniowego zawierają niewiele informacji o udziale Kolberga w życiu muzycznym Warszawy. Wiadomo, że komponował, część utworów drukował, były one kupowane,&#13;
recenzowane i zapewne wykonywane. Zniszczenie archiwum rodziny Kolbergów, przechowywanego w Bibliotece Krasińskich, a także wielu innych&#13;
dokumentów i świadectw z lat po powstaniu listopadowym nie pozwala&#13;
odtworzyć dokładniej jego życia, zajęć i kontaktów w tym okresie. Ważnym&#13;
powodem tego stanu jest też celowe zacieranie śladów przez autorów w publikacjach, w które ingerowała cenzura, i w prywatnej korespondencji podlegającej kontroli policji. Sam Kolberg – o ile wiadomo – nie brał udziału&#13;
Zob. m.in. T. Strumiłło Szkice z polskiego życia muzycznego..., s. 134–140, o muzycznej&#13;
działalności członków Resursy tamże, s. 134–138.&#13;
2&#13;
Zob. H. Michałowska Salony artystyczno-literackie w Warszawie 1832–1860, Warszawa 1974, s. 117 i 137–140.&#13;
1&#13;
&#13;
54&#13;
&#13;
�w spiskach i działaniach tajnych ugrupowań, choć angażowało się w nie&#13;
w różnym stopniu wiele osób, które znał, z którymi się przyjaźnił i u których bywał. Ci, zagrożeni aresztowaniem, niszczyli notatki i listy, a rękopisy&#13;
i druki zagarnięte przez policję w czasie rewizji i aresztowań i następnie&#13;
wykorzystywane w śledztwach ginęły w urzędowych carskich archiwach.&#13;
Z kilkunastu lat następujących po powrocie Kolberga do Warszawy&#13;
udokumentowane są tylko nieliczne fakty, świadczące – czasem pośrednio – o jego udziale w artystycznym i naukowym życiu stolicy. W tym&#13;
okresie znał na pewno Józefa i Kornelię Paszkowskich. Józef Paszkowski&#13;
(1787–1858) był postacią powszechnie w stolicy szanowaną i cenioną – odznaczony złotym krzyżem orderu Virtuti Militari po kampanii roku 1812,&#13;
walczył pod Lipskiem, od roku 1822 był wykładowcą w Szkole Aplikacyjnej Artylerii i Inżynierii, kształcącej przyszłych oficerów wojska polskiego. Po powstaniu listopadowym, w którym swój udział zakończył jako&#13;
pułkownik artylerii, prowadził pensję dla chłopców. Kolberg wielokrotnie&#13;
w swoich rękopisach obok pieśni patriotycznych, wojskowych lub popularnych notował: „Paszkowski”, wskazując w ten sposób ich wykonawcę.&#13;
Te notatki, licznie zachowane wśród rękopisów pieśni, pozwalają przypuszczać, że Józef Paszkowski lubił i umiał śpiewać, a Kolberg często go słuchał&#13;
i wykorzystywał spotkania z nim do powiększenia swych zbiorów. Jego&#13;
żonie, Kornelii, dedykował pierwszy zeszyt Kujawiaków w stylu gminnym,&#13;
wydany w roku 1844. Nazwisko Paszkowskiego wymienia także wiele lat&#13;
później, gdy w liście do Maurycego Karasowskiego uzupełnia pewne fakty&#13;
w biografii Fryderyka Chopina wydanej przez adresata. Pisze tam m.in.:&#13;
I tak np. co do Fantazji op. 13 wiem, że pierwszy temat śpiewał mu pułkownik&#13;
Józef Paszkowski u generałowej Sowińskiej [...]1&#13;
&#13;
Śladem kontaktów Kolberga z muzykami należącymi do jego pokolenia&#13;
jest rękopis utworu Michała Bergsona (1820–1898), pianisty i kompozytora, przechowywany w zbiorach Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego.&#13;
1&#13;
Brulion listu do M. Karasowskiego z 30 X 1881 r., Korespondencja … cz. II (DWOK T. 65),&#13;
s. 559. Pierwszy temat Fantazji op. 13 to melodia do sielanki Franciszka Karpińskiego Laura&#13;
i Filon, a właściwie jedna z kilku melodii służących do tego tekstu. Twórcy muzyki do słów&#13;
Karpińskiego, także melodii użytej przez Chopina i do dziś wykonywanej pozostają nieznani.&#13;
W rękopisach Kolberga i w tomach Ludu znaleźć można parę zapisów tej pieśni, wszystkie są&#13;
wariantami innej melodii, nie tej, którą Chopinowi zaśpiewał Józef Paszkowski.&#13;
&#13;
55&#13;
&#13;
�Jest to Mazur dedykowany „przyjacielowi swemu O. de Kolberg przez&#13;
Michała Bergson”1. Rękopis pochodzi prawdopodobnie sprzed 1840 r. –&#13;
w tym roku Bergson wyjechał na studia do Paryża, a potem osiadł na stałe zagranicą. Był, tak jak wcześniej Kolberg, uczniem C.F. Rungenhagena.&#13;
Nieco więcej wiadomo o przyjaźni Oskara ze wspomnianym już Emilianem&#13;
Jenike. Obaj należeli do warszawskiej gminy ewangelickiej, obaj też w tym&#13;
samym czasie studiowali w Berlinie. Emilian Jenike, pianista i kompozytor,&#13;
zmarł w 1852 r. i Oskar opublikował wtedy w „Bibliotece Warszawskiej”&#13;
poświęcone mu wspomnienie2.&#13;
Jadwiga Łuszczewska, pisząc w Pamiętniku o wysokiej ocenie, jaką jej&#13;
rodzice przyznawali malarstwu Aleksandra Lessera, dodaje: „Nie mniej zajął ich i Oskar Kolberg […]”3. Nina Łuszczewska, matka autorki pamiętnika,&#13;
prowadziła salon literacki od roku 1834 do czasu aresztowania i zesłania jej&#13;
męża w 1862 r. Z notatki Jadwigi Łuszczewskiej wynika, że Kolberg bywał&#13;
w salonie jej matki, ale nie wiadomo dokładnie, kiedy zaczął się tam pojawiać, prawdopodobnie około roku 1848. Być może na prośbę gospodyni&#13;
grywał tam utwory różnych kompozytorów, a także swoje własne i tym&#13;
„zajął” Ninę i Wacława Łuszczewskich.&#13;
Do bliskich znajomych Kolberga należeli Anna i Kazimierz Władysław&#13;
Wójciccy. Annie, żonie K.W. Wójcickiego, a siostrze Dominika Magnuszewskiego4, dedykował drugi zeszyt Kujawiaków w stylu gminnym, wydany&#13;
w roku 1845. O roli Wójcickiego w obudzeniu jego folklorystycznych zainteresowań wspominał Kolberg sam w przytaczanym tu fragmencie autobiografii, dla jego działań na tym polu ważna była też możliwość publikowania&#13;
w „Bibliotece Warszawskiej”, której Wójcicki był przez wiele lat redaktorem. Kolberg od początku istnienia pisma drukował w nim artykuły, zbiory pieśni ludowych i recenzje, a „Biblioteka” omawiała jego publikacje,&#13;
zarówno folklorystyczne, jak i wydawane drukiem kompozycje. Legalizm&#13;
„Biblioteki Warszawskiej”, rodzaj bezpiecznej bezstronności, który powodował pewną bezbarwność, pomogły jej przetrwać ponad siedemdziesiąt&#13;
1&#13;
Rękopis w zbiorach Biblioteki Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego, sygn. 12093.&#13;
Informację o istnieniu tej kompozycji przekazał M. Prochaska.&#13;
2&#13;
O. K. [O. Kolberg] Emilian Jenike. Wspomnienie pośmiertne, „Biblioteka Warszawska”&#13;
1852, T. 4, s. 374–375, przedruk w Pismach muzycznych… cz. II (DWOK T. 62), s. 479-480.&#13;
3&#13;
Jadwiga Łuszczewska Pamiętnik 1834–1897, wstępem i przypisami opatrzył J.W. Gomulicki, Warszawa 1968, s. 67.&#13;
4&#13;
Dominik Magnuszewski (1809–1845), poeta, powieściopisarz i dramaturg,&#13;
&#13;
56&#13;
&#13;
�lat, a w okresie międzypowstaniowym odegrać bardzo ważną rolę miejsca&#13;
dyskusji nie tylko literackich, ale i naukowych, zarówno na łamach pisma,&#13;
jak i w jego redakcji1. Te otwarte spotkania, w czasie których dyskutowano&#13;
na różne tematy artystyczne i naukowe, dotyczyły także znaczenia folkloru,&#13;
jego miejsca w polskiej kulturze i w badaniach historycznoliterackich oraz&#13;
metod publikowania utworów ludowych.&#13;
Odnotowane w szkicu autobiografii pierwsze zapisy melodii ludowych,&#13;
wykonane w roku 1839 w Wilanowie, zostały przez Kolberga i późniejszych&#13;
biografów uznane za początek jego badań etnograficznych, co zostało potwierdzone obchodami jubileuszu pięćdziesięciolecia w roku 1889. Niewątpliwie badania terenowe dla zapisywania melodii prowadził początkowo&#13;
przede wszystkim w okolicach Warszawy. M.in. pod datą roczną 1841 odnotował w itinerarium wędrówkę „pieszo do Czerska (z Konopką)” 2. Ruiny&#13;
zamku w Czersku, odległe od Warszawy o około 30 kilometrów, kusiły&#13;
młodzież warszawską. Były one celem pieszej wycieczki Romana Zmorskiego (1822-1867), poety, później wydawcy bajek ludowych, i jego szkolnych&#13;
kolegów już w roku 1840, a rok po Kolbergu Zmorski wybrał się ponownie&#13;
na wycieczkę do Czerska z kilkoma przyjaciółmi, literatami, którzy nazwali&#13;
się później Cyganerią Warszawską3.&#13;
Po ponad czterdziestu latach, w roku 1885, początki swych badań terenowych i wycieczkę do Czerska wspominał Kolberg we wstępie do Mazowsza, wymieniając wszystkich jej uczestników:&#13;
Więc już około r[oku] 1840 czy też rokiem wcześniej, poczęliśmy zbierać pieśni&#13;
i muzykę ludową w okolicach Warszawy. […] W roku 1840 atoli, w zaraniu prac&#13;
naszych etnograficznych, wzgląd na muzykę ludową […] przeważał i stanowił&#13;
główne dociekań naszych podścielisko. Wtedy to wychylaliśmy się często za&#13;
miasto w porze letniej, by świeżym, ożywczym na wsi odetchnąwszy powietrzem, zaczerpnąć też i świeżej melodii z tryskającego tam bezustannie narodowej muzyki źródła. A znaleźli się (zwłaszcza gdy horyzont badań się rozszerzał)&#13;
prawie zawsze do wędrówek naszych towarzysze, tymże samym ku rzeczom&#13;
sielskim ożywieni duchem, przelewający dosadnie na papier dziarskie włościan&#13;
typy i fizjognomie lub kreślący z zamiłowaniem myśli i wyrażenia poetyczne,&#13;
Zob. m.in. J.R. Błachnio Biblioteka Warszawska. Forum polskiej filozofii w latach&#13;
1841–1915, Bydgoszcz 1999, s. 7–8.&#13;
2&#13;
Wykaz podróży Oskara Kolberga, w: Korespondencja... cz. III (DWOK T. 66), s. 704–707.&#13;
3&#13;
Zob. W. Szymanowski i A. Niewiarowski Wspomnienia o „Cyganerii warszawskiej”,&#13;
zebrał i opracował J.W. Gomulicki, Warszawa 1964, s. 386–452.&#13;
1&#13;
&#13;
57&#13;
&#13;
�tak szczodrze w tych pieśniach i przysłowiach rozrzucone. Taką to wędrówkę&#13;
czterodniową z Warszawy do Czerska odbyliśmy w Zielone Świątki r[oku] 1841&#13;
w towarzystwie śp. Józefa Konopki, śp. Walentego Zakrzewskiego i śp. Emila&#13;
Jenikego1.&#13;
&#13;
W dalszym ciągu wstępu do Mazowsza wspomina inne wycieczki w teren z tego wczesnego okresu:&#13;
Takie też [wędrówki odbyliśmy] i w następnych latach, zwracając się w inne&#13;
Warszawy i Pragi okolice, razem z T. Lenartowiczem, ś.p. [L.] Norwidem, ś.p. Ign.&#13;
Komorowskim, jak niemniej z malarzami: W. Gersonem, ś.p. Karolem Marconim,&#13;
ś.p. bratem moim Antonim — że już zamilczymy o wycieczkach w późniejszych&#13;
dokonywanych czasach2.&#13;
&#13;
Józef Konopka (1818–1880), wędrujący z Kolbergiem w 1841 r. do Czerska, według wspomnień jego siostry Antoniny przyjechał z Modlnicy do&#13;
Warszawy w sprawach rodzinnych. Rok wcześniej wydał Pieśni ludu krakowskiego3. Kolberg poznał go prawdopodobnie u K.W. Wójcickiego, a nawiązana wówczas przyjaźń przetrwała do końca życia Józefa. Jak wynika&#13;
z późniejszej korespondencji i zachowanych rękopisów, Kolberg notował&#13;
w czasie wycieczki do Czerska głównie melodie, a Konopka teksty pieśni.&#13;
Rok później, po swej pierwszej wizycie w Modlnicy, pisał do Konopki: „pamiętaj o naszym zbiorku czerskim”4. Zachowany do dziś fragment „zbiorku&#13;
czerskiego” to wykonane przez Konopkę zapisy tekstów pieśni5, do których melodie notował Kolberg. Możliwość pracy „na cztery ręce”, taką jak&#13;
w roku 1841 w czasie wycieczki z Konopką, miał Kolberg kilkakrotnie.&#13;
W jego spuściźnie odnajdujemy także późniejsze ślady wspólnych badań,&#13;
O. Kolberg Mazowsze cz. I (DWOK T. 24), s. VIII–IX nlb.&#13;
Tamże, s. VII nlb.&#13;
3&#13;
J.K. [J. Konopka] Pieśni ludu krakowskiego, Kraków 1840; wydanie fototypiczne pierwodruku pod red. H. Kapełuś, posłowie i opracowanie E. Jaworska, Wrocław 1974.&#13;
4&#13;
List do J. Konopki z 13 VIII 1842 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 11.&#13;
5&#13;
Rkp. J. Konopki z zapisami z Czerska i okolicy znajduje się obecnie w Archiwum PTL&#13;
w tece 45 Miscellanea, sygn. 1419, k. 1–7, na obwolucie nieznaną ręką wpisana błędna notatka: „Ułamek z rękopisu Pieśni ludu krakowskiego przez Józefa Konopkę wydanych przez&#13;
Czecha w Krakowie r. 1840”, na pierwszej stronie tytuł wpisany przez Konopkę: „Pieśni ludu&#13;
z okolic Czerska, Piaseczna” oraz późniejsza notatka innej, nieznanej osoby: „śp. Józef Konopka&#13;
w pierwszej wycieczce etnogr. z Kolbergiem, Jenike i Zakrzewskim w r. 1841”. Wykonane&#13;
przez Kolberga zapisy terenowe melodii do tych tekstów nie zachowały się.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
58&#13;
&#13;
�w czasie których on zapisywał melodie, a teksty notowała osoba mu towarzysząca.&#13;
Z dwu pozostałych uczestników pieszej wędrówki do Czerska poeta&#13;
i dziennikarz Walenty Zakrzewski1, zaprzyjaźniony z Teofilem Lenartowiczem i Włodzimierzem Wolskim2, nie pojawia się później w zachowanej&#13;
dokumentacji dotyczącej Oskara Kolberga, choć niewątpliwie spotykali&#13;
się w warszawskich salonach literackich, m.in. u Seweryny Pruszakowej.&#13;
Wspomniany już poprzednio muzyk, Emilian Jenike, z którym, jak pisał&#13;
sam Kolberg, łączyła go kilkunastoletnia przyjaźń, towarzyszył mu w wycieczkach na wieś raczej tylko w początkowym okresie badań terenowych&#13;
przyszłego etnografa.&#13;
Wśród towarzyszy swoich pierwszych wycieczek folklorystycznych około roku 1840 wymienia Kolberg trzech malarzy: swego brata, Antoniego,&#13;
Karola Marconiego (1826–1864) i Wojciecha Gersona (1831–1901). Antoni mógł wędrować z Oskarem w okolicach Warszawy prawdopodobnie&#13;
w krótkim okresie między studiami w Berlinie a wyjazdem na stypendium&#13;
do Rzymu, tj. w latach 1840–1841. Jego przyjaciel, Karol Marconi, zapewne&#13;
też towarzyszył Kolbergowi tylko w tym początkowym okresie, ponieważ&#13;
nieco później, w latach 1844–1850, podobnie jak Antoni studiował w Rzymie. Ich szkice terenowe wykorzystał Kolberg do ilustrowania Pieśni ludu&#13;
polskiego wydanych w latach 1856–1857. Gerson, urodzony w roku 1831,&#13;
raczej nie brał udziału w badaniach terenowych Kolberga tak wcześnie, nie&#13;
ma też potwierdzenia, że wspólnie z Kolbergiem bywał w terenie w latach&#13;
późniejszych3. Natomiast przyszły etnograf i przyszły ilustrator Ludu4 spotykali się w Warszawie, zwłaszcza po zakończeniu przez Gersona studiów&#13;
w Petersburgu, tj. w latach 1855–1856 i później, po powrocie Gersona&#13;
Walenty Zakrzewski (1822–1862), literat, tłumacz, przełożył m.in. Don Kichota Miguela&#13;
Cervantesa, w 1855 r. wyjechał do Paryża i tam zmarł.&#13;
2&#13;
Włodzimierz Wolski (1824–1882), poeta, powieściopisarz, najbardziej znanym jego utworem jest libretto Halki Moniuszki napisane w 1846 r.&#13;
3&#13;
O podróżach terenowych W. Gersona zob.: A. Vetulani Wojciech Gerson, Warszawa 1952,&#13;
tenże Ludowe zainteresowania Wojciecha Gersona, „Polska Sztuka Ludowa” R. XXV: 1971,&#13;
nr 1, s. 47–51, A. Vetulani i A. Ryszkiewicz Materiały dotyczące życia i twórczości Wojciecha&#13;
Gersona, Wrocław 1951, „Źródła do Dziejów Sztuki Polskiej”, T. II.&#13;
4&#13;
W. Gerson ilustrował kilka tomów Ludu: Pieśni ludu polskiego, Sandomierskie, Kujawy,&#13;
Kaliskie, Mazowsze, częściowo Krakowskie, zob.: A. Skrukwa Ikonografia w pracach Oskara&#13;
Kolberga, w: Ja daję właśnie materiał… O dziele Kolberga w dwusetna rocznicę jego urodzin, pod red. E. Antyborzec, Poznań 2015, s. 148–154.&#13;
1&#13;
&#13;
59&#13;
&#13;
�z Paryża w r. 1858. Obaj publikowali w czasopismach warszawskich i bywali w ich redakcjach, obaj też byli czynnymi członkami gminy ewangelickiej skupionej w warszawskiej parafii pod wezwaniem św. Trójcy.&#13;
W cytowanym wyżej wstępie do Mazowsza wśród osób biorących&#13;
udział w wycieczkach w okolice Warszawy wspomina Kolberg także innych muzyków i literatów. Wymieniony w tym gronie Ignacy Komorowski&#13;
(1825–1857) był kompozytorem. Uznaniem cieszyły się jego pieśni, nawiązujące do polskiej muzyki ludowej, zwłaszcza Kalina do słów Teofila Lenartowicza. Norwid — to Ludwik (1818–1881), starszy brat Cypriana, poeta&#13;
i pisarz, mieszkający wówczas w rodzinnym dworze w Laskowo-Głuchach&#13;
(dziś w pow. wyszkowskim). W roku 1847 wyjechał za granicę i wrócił do&#13;
kraju dopiero w roku 1869. Poeta Teofil Lenartowicz (1822–1893) zaangażowany był w konspirację niepodległościową i jego wycieczki na wieś&#13;
związane były nie tylko z poszukiwaniem motywów ludowych, ale także&#13;
z nielegalną działalnością spiskową przygotowującą powstanie narodowe.&#13;
Z Kolbergiem łączyła go serdeczna przyjaźń, a także współpraca nad Królem pasterzy, pierwszym dziełem scenicznym kompozytora, przerwana&#13;
dopiero przez przymusową emigrację poety w r. 1848.&#13;
Jeszcze raz Kolberg wrócił do wycieczki odbytej w 1841 r., pisząc w szkicu autobiografii około roku 1889 o początkach badań terenowych:&#13;
Wszakże wycieczki najczęściej dokonywane w święta i w towarzystwie przyjaciół w lecie, na piechotę, odbywać się tylko mogły w najbliższe okolice Warszawy. Zapuszczać się dalej, zwłaszcza samemu, a choćby i we dwójkę lub trójkę,&#13;
z koszturem w ręku, nie było wówczas podobieństwem, bo bojaźliwi chłopi,&#13;
nieufni i podejrzliwi na każdym kroku, gotowi byli nieznajomych sobie apostołów chwytać i odstawiać do powiatu jako „missariuszów” narodowego rządu.&#13;
Doświadczyłem tego w r. 1841 robiąc z Konopką wycieczkę do Czerska, gdzie&#13;
oswobodzenie z ich rąk winni jedynie byliśmy rozumnej interwencji wójta miejscowej gminy1.&#13;
&#13;
Użyty tu przez Kolberga zwrot „z koszturem w ręku” przywołuje wzorowany na Zorianie Dołędze Chodakowskim (1784–1825) obraz badacza&#13;
terenowego, który notuje folklor, wędrując od wsi do wsi w chłopskim&#13;
przebraniu. Po powstaniu listopadowym takie wędrówki w Królestwie Polskim, a tym bardziej na terenach Ziem Zabranych, były bardzo utrudnione&#13;
1&#13;
&#13;
Rkp. O. Kolberg Szkic autobiografii…, k. 68.&#13;
&#13;
60&#13;
&#13;
�i w najlepszym wypadku kończyły się zatrzymaniem i tłumaczeniem przed&#13;
policją. Kontrola podróżnych w czasie trwającego ciągle stanu wojennego&#13;
była zaostrzona. Próby kontaktów z wiejskimi wykonawcami pieśni mogły&#13;
być bezowocne również z powodu wspomnianej przez Kolberga i trudnej&#13;
do przezwyciężenia nieufności chłopów i ich niechęci do „obcych”. O kłopotach towarzyszących kontaktom z ludowymi wykonawcami w czasie&#13;
badań terenowych pisał także K.W. Wójcicki we wstępie do swego zbioru&#13;
wydanego w roku 1836:&#13;
Przed trzynastu laty zacząłem zbierać pieśni ludu: rzecz ta nie tak łatwa, jak się&#13;
komu wydawać może. Z kosturem w ręku trzeba było każdą wieś odwiedzić,&#13;
zniżyć się pod dymiącą rolnika strzechę, badać i wymuszać niemal prośbami&#13;
i datkiem pieśń każdą, bo lud polski i ruski ma wstręt wyraźny udzielać takowych cudzemu, jako mówią, człowiekowi1.&#13;
&#13;
Ale Wójcicki, który wspomina tu kurne chaty chłopskie i pieszą wędrówkę według wskazań Zoriana Dołęgi Chodakowskiego, rozpoczął poszukiwanie tekstów pieśni w Królestwie przed powstaniem listopadowym.&#13;
W epoce zwanej nocą Paskiewiczowską, po powstaniu, kiedy notowanie&#13;
pieśni i melodii ludowych podjął Kolberg, panowały inne prawa i kontakty&#13;
z wiejskimi wykonawcami były znacznie trudniejsze nie tylko z powodu&#13;
ich nieufności czy niechęci do obcych. Izydor Kopernicki, pierwszy biograf&#13;
Kolberga, o początkach jego badań terenowych pisał w roku 1891:&#13;
W owym czasie, gdy po wsiach nakazywano śledzić i chwytać emisariuszów&#13;
demokratycznych, podobnie jak dziś socjalistów, wędrowny etnograf z kosturem&#13;
dostałby się niechybnie w pierwszej wsi do aresztu, tak samo jak dzisiaj2.&#13;
&#13;
Mimo wszystkich trudności towarzyszących wyprawom w teren te&#13;
pierwsze sezony wycieczek, a także starania o pozyskanie wykonawców&#13;
w Warszawie, pozwoliły Kolbergowi zapisać kilkaset melodii i część z nich&#13;
– jak już tu odnotowano – postanowił przygotować do druku. Przytaczane&#13;
1&#13;
K.W. Wójcicki Pieśni ludu Białochrobatów, Mazurów i Rusi znad Bugu z dołączeniem&#13;
odpowiednich pieśni ruskich, serbskich, czeskich i słowiańskich, T. 1, Warszawa 1836, s. 9;&#13;
wydanie fototypiczne pierwodruku pod red. H. Kapełuś, posłowie i opracowanie R. Wojciechowski, Wrocław 1976, s. 9.&#13;
2&#13;
Dr I.K. [I. Kopernicki] Przedmowa wydawcy, w: O. Kolberg Przemyskie (DWOK T. 35),&#13;
s. X.&#13;
&#13;
61&#13;
&#13;
�wyżej fragmenty listów Kolberga wyjaśniają, dlaczego musiał opublikować je Poznaniu, a nie w Warszawie. Wydawcą miał być Jan Konstanty&#13;
Żupański, korekty obiecał wykonywać Antoni Woykowski, wówczas wydawca i redaktor „Tygodnika Literackiego”. Pismo to należało w latach&#13;
1838–1845 do najciekawszych i wysoko cenionych periodyków polskich&#13;
i swym oddziaływaniem wykraczało poza Wielkopolskę. W domu Julii&#13;
i Antoniego Woykowskich w Poznaniu spotykali się literaci, działacze narodowi i współpracujący z tygodnikiem uczeni i pisarze, m.in. filozof Karol Libelt (1807–1875), historyk Jędrzej Moraczewski (1802–1855), poeta Ryszard&#13;
Berwiński (1919–1879), a także zmuszeni do ucieczki z Warszawy Edward&#13;
Dembowski i Roman Zmorski.&#13;
Planowany przez Kolberga zbiór pod tytułem Pieśni ludu polskiego1,&#13;
mieścił głównie pieśni zapisane przez niego samego. Autor włączył jednak&#13;
do tej publikacji także kilka melodii wydanych przez poprzedników i osiemdziesiąt jeden tekstów ze źródeł drukowanych. Najczęściej były to teksty,&#13;
do których w czasie własnych badań udało mu się zapisać melodie. Całość&#13;
miała ukazać się w dziesięciu zeszytach liczących po 25 pieśni każdy, czyli&#13;
w sumie zawierałaby 250 melodii z tekstami. W zbiorach pieśni ludowych,&#13;
wydawanych jako druki zwarte, publikowano dotychczas prawie wyłącznie&#13;
teksty. Edycje pieśni ludowych z lat 1833–1842 udostępniły ponad 2000&#13;
tekstów, ale zapisów nutowych było w nich łącznie tylko 228. Do Pieśni&#13;
polskich i ruskich ludu galicyjskiego2 Wacława Zaleskiego (1799–1849),&#13;
liczących ponad tysiąc tekstów, dołączony był osobno drukowany tomik&#13;
z 160 melodiami opracowanymi przez Karola Lipińskiego (1780–1861),&#13;
kompozytora i cenionego w Europie wirtuoza gry na skrzypcach. W Pieśniach ludu Białochrobatów, Mazurów i Rusi znad Bugu Kazimierz W.&#13;
O. Kolberg Pieśni ludu polskiego zebrał i rozwinął [...]. Oddział pierwszy poświęcony&#13;
Wacławowi Zaleskiemu, Józefowi Konopce, K. Wł. Wójcickiemu, Żegocie Paul[emu], niezmordowanym współpracownikom w odgrzebywaniu skarbów umysłowych ludu, z. 1–5,&#13;
Poznań 1842–1845. Przedruk w: O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu fortepianowym, cz. I (DWOK T.67/I), s. 1–349, zakres i charakter opracowania Kolberga omawia&#13;
A. Pawlak we wstępie do tomu Pieśni i melodie ludowe... cz. I (DWOK T. 67/I), s. VII–IX, a także M. Prochaska w pracy Kompozycje Oskara Kolberga, w: Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło&#13;
cz. II (DWOK T. 85/II).&#13;
2&#13;
[W. Zaleski] Wacław z Oleska Pieśni polskie i ruskie ludu galicyjskiego, z muzyką instrumentowaną przez Karola Lipińskiego zebrał i wydał […], Lwów 1833; K. Lipiński Muzyka&#13;
do „Pieśni polskich i ruskich ludu galicyjskiego” zebranych i wydanych przez Wacława&#13;
z Oleska, do śpiewu i na fortepian ułożył […], Lwów 1833.&#13;
1&#13;
&#13;
62&#13;
&#13;
�Wójcicki zamieścił 32 melodie opracowane przez Feliksa Dobrzyńskiego, do&#13;
pieśni z Krakowskiego opublikowanych przez Józefa Konopkę, dołączonych&#13;
było 16 zapisów nutowych, przygotowanych do druku przez osobę nieznaną, a w Piosnkach ludu wielkopolskiego1 wydanych przez Jana Józefa&#13;
Lipińskiego (1816–1864) znalazło się 20 melodii zapisanych przez nieznaną&#13;
dziś amatorkę grającą na fortepianie. Zbiór Żegoty Paulego (1814–1895)&#13;
Pieśni ludu polskiego w Galicji2, bardzo dobrze oceniany przez krytyków&#13;
współczesnych autorowi i przez dzisiejszych folklorystów, był całkowicie&#13;
pozbawiony zapisów nutowych. Wszystkie melodie wokalne w wymienionych drukach opatrzone były akompaniamentem fortepianowym. Pieśniom&#13;
zamieszczanym w czasopismach zapisy nutowe towarzyszyły sporadycznie&#13;
i tam miały też akompaniament. Najwcześniej melodie ludowe opublikował&#13;
Józef Franciszek Królikowski (1781–1839), teoretyk literatury, w obszernej&#13;
Rozprawie o śpiewach polskich3 zamieszczanej w „Pamiętniku Warszawskim” w latach 1817–1818, do której dołączył siedem zapisów nutowych.&#13;
Pisząc o potrzebie upowszechniania muzyki, postulował:&#13;
Z tego powodu sądziłbym rzeczą bardzo korzystną i celowi odpowiadającą,&#13;
ażeby wychodziły na widok publiczny śpiewy polskie historyczne, narodowe,&#13;
obyczajowe itp. z przygrywaniem klawikordu, bo ten rodzaj muzyki najprędzej&#13;
stanie się powszechnym, podoba się największej części i najłatwiej przylgnie do&#13;
serca i umysłu4.&#13;
&#13;
W roku 1822 cztery melodie polskie i ukraińskie dołączone były do interesującego artykułu Karola Hüttnera Śpiewy ludu5 opublikowanego w „Pielgrzymie Lwowskim”. K. Hüttner (1793–1822), profesor prawa Uniwersytetu&#13;
J.J. Lipiński Piosnki ludu wielkopolskiego zebrał i wydał […], Poznań 1842.&#13;
Ż. Pauli Pieśni ludu polskiego w Galicji, Lwów 1838; wydanie fototypiczne pod red.&#13;
H. Kapełuś, posłowie i opracowanie R. Górski, Wrocław 1973.&#13;
3&#13;
Pełny tytuł: J.F. Królikowski Rozprawa o śpiewach polskich z muzyką do rozszerzenia&#13;
tej nauki w kraju naszym bardzo użytecznych i o zastosowaniu poezji do muzyki, „Pamiętnik Warszawski” 1817, T. 9, s. 145–174, 249–267, 377–407; 1818, T. 10, s. 3–35, 145–159, 273–&#13;
–307, 433–491. Przedruk z niewielkimi zmianami w: tegoż Prozodia polska, czyli o śpiewności&#13;
i miarach języka polskiego z przykładami w nutach muzycznych, Poznań 1821.&#13;
4&#13;
J.F. Królikowski Rozprawa o śpiewach polskich z muzyką…, „Pamiętnik Warszawski”&#13;
1817, T. 9, s. 147.&#13;
5&#13;
K. Hüttner Śpiewy ludu, „Pielgrzym Lwowski” na rok 1822, s. 86–88. Cztery melodie&#13;
z akompaniamentem zamieszczone tam na osobnej wkładce opracował nieznany bliżej Moroński.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
63&#13;
&#13;
�Lwowskiego i współredaktor „Pielgrzyma”, pisał jeszcze ostrożnie o znaczeniu muzyki dla interpretacji pieśni ludowych:&#13;
Lud nie deklamuje pieśni swoich, jak zwykł czynić świat uczony wedle utworzonych przez siebie prawideł, lecz śpiewa z ogniem i uczuciem i mniema[m] (nie&#13;
wiem czy słusznie), że śpiewność (melodia) jest drugą główną częścią śpiewu1.&#13;
&#13;
Dwadzieścia lat później Kolberg podkreślił zasadniczą wagę muzyki zdaniem: „Melodia jest duszą pieśni gminnej […]”2.&#13;
Pierwszy zeszyt Kolbergowskiego zbioru pieśni ukazał się jesienią 1842 r.&#13;
Pierwotna umowa3 wydawnicza z Żupańskim, sporządzona 28 czerwca&#13;
1842 r., a spisana przez A. Woykowskiego, zobowiązywała Kolberga między innymi do sprzedaży w Królestwie 150 egzemplarzy każdego zeszytu.&#13;
Ponieważ cenzura zabroniła rozpowszechniania tego zbioru pieśni w Królestwie, przesyłanie go z Poznania do Warszawy jako nielegalne było bardzo utrudnione. Perypetie z przekazywaniem wydrukowanych zeszytów&#13;
do Warszawy i ze sprzedażą ich przez Kolberga oraz kolejne zmiany wzajemnych zobowiązań autora i wydawcy4 trwały aż do października 1845 r.,&#13;
kiedy to ukazał się piąty zeszyt Pieśni ludu polskiego. Zapewne wtedy na&#13;
własnym egzemplarzu umowy Kolberg zapisał: „Na całym tym interesie&#13;
wyszedłem jak najgorzej, bo z kwitkiem”5. Z powodu zakazu cenzora nie&#13;
mógł swojej części nakładu rozprowadzać poprzez warszawskie księgarnie, a drogi prywatne zawodziły, nie uzyskał więc z tej publikacji żadnego&#13;
dochodu. Na druku piątego zeszytu zakończył współpracę z Żupańskim&#13;
i rękopis pozostałych pieśni przekazał bezpłatnie redakcji „Przyjaciela&#13;
Ludu”, wydawanego w Lesznie. „Przyjaciel Ludu”, konserwatywny tygodnik popularno-naukowy, zajmował się popularyzacją wiedzy, również&#13;
o historii Polski, poprzez opisy i ryciny zabytków, życiorysy i portrety&#13;
Tamże, s. 86.&#13;
O. Kolberg Pieśni ludu polskiego, Poznań 1842, s. 1, zob. przedruk w: Pieśni i melodie&#13;
ludowe… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 1.&#13;
3&#13;
Rkp. A. Woykowskiego w BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 83–84. Tekst umowy zamieszczony&#13;
jest jako aneks 3 w: Korespondencj … cz. III (DWOK T. 66), s. 708–710.&#13;
4&#13;
Z lat 1841–1845 zachowało się czterdzieści listów i brulionów listów wymienianych między Żupańskim, Woykowskim i Kolbergiem, które ukazują narastające trudności z wydaniem&#13;
tego zbioru i jego sprzedażą w Warszawie, zob. Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), listy 2–5&#13;
i 7–42, s. 7–47.&#13;
5&#13;
Notatka na rkp. umowy, w zbiorach BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 83.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
64&#13;
&#13;
�sławnych Polaków itp., a także propagował twórczość ludową, drukując&#13;
bajki, przysłowia i pieśni oraz informacje o życiu ludu, m.in. krótkie opisy wesel oraz ryciny strojów z różnych regionów dawnej Polski. Na jego&#13;
łamach w latach 1846–1847 co tydzień drukowano melodię i tekst jednej&#13;
pieśni ze zbiorów przekazanych przez Kolberga. W sumie Żupański wydał&#13;
w pięciu zeszytach 125 pieśni z melodiami i 11 wariantów nieliczbowanych,&#13;
a w „Przyjacielu Ludu” ukazało się 100 pieśni.&#13;
W krótkim wstępie zamieszczonym w pierwszym zeszycie zbioru Kolberg przedstawił swoją rolę jako wydawcy:&#13;
Melodia jest duszą pieśni gminnej; w niej poznasz myśl i serce jak w zwierciadle,&#13;
ona znamionuje ducha każdego pokolenia. Wiernie ją schwycić i oddać w zupełności, ozdobić i ubrać w przegrywki, przystroić w harmonią było zadaniem&#13;
pracy mojej przy zbieraniu melodii, jako i tekstu samychże pieśni. […] sądzę, że&#13;
dogodzę potrzebie czasu i współziomków, gdy tyle ważną, a może ważniejszą&#13;
jeszcze pieśni tych część, to jest muzykę, dołączę do już istniejących zbiorów1.&#13;
&#13;
Ta pierwsza folklorystyczna publikacja Kolberga miała więc być uzupełnieniem dotychczas wydawanych zbiorów tekstów. Przewidywał też, że&#13;
będzie pomocą dla kompozytorów tworzących w duchu narodowym:&#13;
Muzyk bowiem, który by chciał poznać i korzystać z upowszechnionych u nas&#13;
melodii, znajdzie tu zbiór bogatych, surowych, rodzimych, ale czerstwych, silnych i pięknych piosnek, a geniusz znajdzie obfity materiał do podsycania i rozwijania własnych pomysłów2.&#13;
&#13;
Ale był to druk przeznaczony nie tylko dla zainteresowanych folklorem&#13;
kompozytorów, lecz również dla amatorów domowego muzykowania, dlatego jego autor miał nadzieję, że będzie to wydanie staranne i zachęcające&#13;
wykonawców pieśni do korzystania z niego. Przesyłając do druku rękopis&#13;
pierwszego zeszytu, pisał do Woykowskiego:&#13;
Co się tycze dzieła samego, życzyłbym sobie, ażeby powierzchowność była&#13;
ozdobną […]. Każda pieśń będzie na osobnej stronicy, słowa zaś pod nią osobno&#13;
powtórzone; przy dłuższych zaś pieśniach muzyka na jednej, słowa na drugiej&#13;
1&#13;
O. Kolberg Pieśni ludu polskiego…, Poznań 1842, s. 1, przedruk w: O. Kolberg Pieśni&#13;
i melodie ludowe… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 1.&#13;
2&#13;
Tamże, s. 2.&#13;
&#13;
65&#13;
&#13;
�stronicy (pierwsze strofy pod muzyką znajdujące się zawsze mają być powtórzone i na drugiej stronicy, ażeby całość pieśni łatwiej ogarniętą być mogła). Uwagi&#13;
moje i cytacje proszę również pod pieśniami zamieścić1.&#13;
&#13;
Jednak Żupański nie spełnił wszystkich wymagań przekazanych przez&#13;
autora w tym liście, zwłaszcza co do rozmieszczenia nut i tekstów, prawdopodobnie dla zmniejszenia kosztów druku.&#13;
Zapis nutowy dla każdej pieśni obejmował melodię wokalną i akompaniament fortepianowy2. Dla części tych pieśni w spuściźnie Kolberga zachowały się oryginalne zapisy ze słuchu, co umożliwia porównanie wersji&#13;
drukowanej z zapisem pierwotnym. Według opinii muzykologów wydane&#13;
w tym zbiorze melodie wokalne nie różnią się w strukturze muzycznej&#13;
od zapisanych w czasie bezpośredniego wykonania. Tylko akompaniament fortepianowy i instrumentalne przygrywki są dziełem kompozytora-wydawcy. Prawie wszystkie pieśni mają noty lokalizacyjne – był to od&#13;
początku badań terenowych najważniejszy dla Kolberga element dokumentacji zapisu. Teksty i nieliczne melodie wokalne pochodzące ze zbiorów innych wydawców mają wskazane źródło. Dla kilku pieśni zamieścił&#13;
warianty tekstów, a część opatrzył odsyłaczami do wariantów wydanych&#13;
przez innych autorów.&#13;
W tym pierwszym zbiorze Kolberga zauważamy zarówno repertuar ludo­&#13;
wy, jak i należący do mieszkańców dworków i miast, jednak pieśni powstałych i wykonywanych w środowisku chłopskim jest zdecydowanie więcej.&#13;
Znajdują się tu m.in. obrzędowe pieśni weselne, jak Chmiel czy „Uciekła mi&#13;
przepióreczka w proso”, kolęda o złotym kielichu, ballady, krótkie liryki, ale&#13;
także tekst szlacheckiej pieśni myśliwskiej „Pojedziemy na łów, towarzyszu&#13;
mój” i jedna z chętnie śpiewanych piosenek Jakuba Jasińskiego (1761–1794)&#13;
Jaś i Zosia („Chciało się Zosi jagódek”). Czasem Kolberg dawał im przy&#13;
tytule uwagę: „P[ieśń] mieszczańska”, „mazur szlachecki”, pieśni ludowe miewają noty określające ich funkcję: „Pieśń częstokroć przy weselu śpiewana”,&#13;
„P[ieśń] weselna”, „kolęda”, „przy szopce, czyli jasełkach jako kolęda” itp.&#13;
1&#13;
Brulion listu do A. Woykowskiego, niedatowany, Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),&#13;
s. 5. Cytacjami nazywał Kolberg odsyłacze do źródeł tekstów i do wariantów pieśni zamieszczonych w innych zbiorach.&#13;
2&#13;
Akompaniamentu nie mają melodie do wariantów tekstów opatrzone takim samym numerem jak zasadniczy tekst: nr 54A, 81A, 99A, 112A, B i D oraz 122A, wariantem melodii wokalnej jest tylko nr 112C.&#13;
&#13;
66&#13;
&#13;
�Opracowanie pieśni na głos z towarzyszeniem fortepianu spełniało postulat Królikowskiego i odpowiadało potrzebom śpiewaków amatorów, dla&#13;
których także było przeznaczone, jednak spotykało się z krytyką. Recenzje&#13;
zbioru Kolberga ukazały się już w trakcie druku kolejnych zeszytów, ale&#13;
tylko w prasie poznańskiej. Jako druk niedopuszczony przez cenzurę do&#13;
rozpowszechniania w Królestwie publikacja ta nie mogła być omawiana&#13;
w prasie warszawskiej. Bardzo dobrze edycję tę ocenił Marceli Antoni Szulc&#13;
(1818–1898), wówczas recenzent „Tygodnika Literackiego”1, traktując publikację tylko jako zbiór pieśni przeznaczonych do domowego muzykowania.&#13;
Natomiast Karol Libelt, uznając za bardzo ważny sam fakt wydania melodii&#13;
ludowych, uważał, że powinny być one drukowane bez akompaniamentu,&#13;
jako dokumentacja wykonania pieśni przez ludowego śpiewaka:&#13;
Niechby autor tylko zawsze miał na uwadze, że idzie tu tylko o to, aby śpiew&#13;
ludu jak najwierniej był oddany, że zatem wszelkie zdobywanie się na sztukę,&#13;
wszelkie dodatki na koszt wierności i prostoty w oddaniu melodii ludowej nie&#13;
są na swoim miejscu2.&#13;
&#13;
Najbardziej dziś znana i najczęściej cytowana przez dwudziestowiecznych biografów Kolberga jest opinia Fryderyka Chopina, któremu Pieśni&#13;
ludu polskiego autor przesłał do Paryża. Po otrzymaniu zbioru Chopin pisał&#13;
o nim w 1847 r. w jednym z listów do rodziny:&#13;
[…] dobre chęci, za wąskie plecy. Często podobne rzeczy widząc, myślę, że lepiej&#13;
nic, bo mozół ten tylko skrzywia i trudniejszą robi pracę geniuszowi, który kiedyś tam prawdę odwikła. A aż do czasu owego wszystkie te piękności zostaną&#13;
z przyprawionymi nosami, różowane, z poobcinanymi nogami albo na szczudłach i pośmiewiskiem będą tym, co lekko na nie spojrzą3.&#13;
&#13;
Tej surowej oceny, brzmiącej jak wyrok, Kolberg prawdopodobnie nigdy nie poznał, była przekazana w prywatnym liście.&#13;
1&#13;
Pierwodruk recenzji M.A. Szulca w „Tygodniku Literackim” 1842, nr 42, s. 335–336, przedruk w tomie O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe… cz. II (DWOK T. 67/II), s. 272–274.&#13;
2&#13;
Pierwodruk recenzji w „Dzienniku Domowym” 1842, nr 21, s. 174, tam anonimowo, później przedruk w: K. Libelt Pisma pomniejsze (Pisma krytyczne T. 5), Poznań 1851, s. 232–234.&#13;
Tu przytoczono za przedrukiem w tomie O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe… cz. II (DWOK&#13;
T. 67/II), s. 275–276.&#13;
3&#13;
Przytoczone za: M. Tomaszewski Chopin. Człowiek…, s. 111.&#13;
&#13;
67&#13;
&#13;
�W trakcie druku swego pierwszego zbioru pieśni ludowych Kolberg nadal komponował i niektóre utwory wydawał drukiem. W roku 1841, poza&#13;
wymienionym tu już mazurem ofiarowanym bratowej, ukazały się także&#13;
Dwa mazury na pianoforte, w roku 1843 Kujawiak ułożony na pianoforte i Kujawiak według znanego tematu gminnego, rok później Mazur&#13;
ułożony na piano-forte i Six contredanses françaises pour le pianoforte&#13;
oraz pierwszy zeszyt Kujawiaków w stylu gminnym, zawierający dziesięć&#13;
utworów, w roku 1845 drugi i trzeci zeszyt Kujawiaków w stylu gminnym,&#13;
w każdym też po dziesięć tańców. Na pewno nie wszystkie powstające&#13;
wówczas jego utwory były drukowane, nie wszystkie też druki wymieniane były w recenzjach czy anonsowane we wzmiankach prasowych lub&#13;
ogłoszeniach. Nie mamy więc pełnego obrazu twórczości Kolberga, tym&#13;
bardziej że nawet część wydanych kompozycji odnotowanych w prasie nie&#13;
dotrwała do naszych czasów i nie odnaleziono ich egzemplarzy1. Utworom&#13;
zachowanym w rękopisach, ale nieopublikowanym za życia Kolberga brak&#13;
dat powstania i ustalenie ich chronologii nie jest możliwe.&#13;
Wśród utworów Kolberga drukowanych w latach 1836–1854 przeważają tańce, przede wszystkim kujawiaki i mazury, ale są tam także polonezy, walc i kontredanse. W przytaczanym już szkicu autobiografii z 1889 r.&#13;
Kolberg pisał, że przed r. 1830 i on, i dwaj bracia lubili taniec „namiętnie”.&#13;
Jego utwory świadczą, że pod urokiem tańców pozostawał również jako&#13;
kompozytor. Mogła powodować nim także świadomość, że utwory takie&#13;
cieszą się popularnością i będą chętnie nabywane. Jednak wynagrodzenia&#13;
za te kompozycje miały niewielki udział w dochodach Kolberga. Wiele lat&#13;
później, w roku 1880, przesłał Sikorskiemu swego mazura z uwagą: „wydał&#13;
go w przerobieniu moim Breitkopf i zapłacił – aż 10 talarów – zawsze więcej niż nasi warszawscy edytorowie”2. Pierwodruk owego mazura ukazał się&#13;
w roku 1844, nie wiemy jednak, jakie honorarium otrzymał wtedy Kolberg.&#13;
Z roku 1842, w którym ukazał się pierwszy zeszyt Pieśni ludu polskiego,&#13;
pochodzi także pierwsza publikacja świadcząca o zainteresowaniu się Kolberga dziejami profesjonalnej muzyki polskiej. Zamieścił wtedy na łamach&#13;
1&#13;
Nie udało się odszukać m.in. Krakowiaka omówionego w recenzji Józefa Sikorskiego („Biblioteka Warszawska” 1848, T. 3, s. 607–614) i Dwóch polek anonsowanych w roku 1848 przez&#13;
„Kurier Warszawski”. Zob. D. Idaszak Twórczość fortepianowa Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Kompozycje fortepianowe (DWOK T. 69), s. VIII–IX.&#13;
2&#13;
Brulion listu do J. Sikorskiego z 10 VIII 1880 r., Korespondencja... cz. II (DWOK T. 65),&#13;
s. 399.&#13;
&#13;
68&#13;
&#13;
�„Biblioteki Warszawskiej” recenzję Śpiewów kościelnych dawnych kompozytorów polskich wydanych przez Józefa Cichockiego1, a rok później opublikował tamże artykuł o odkrytym przez siebie zabytku muzycznym z roku&#13;
15332. Józef Cichocki wydał swe opracowanie w dwu częściach, pierwsza&#13;
zawierała Psalmy Mikołaja Gomółki, druga Msze Grzegorza Gerwazego&#13;
Gorczyckiego3. Kolberg w recenzji zwrócił m.in. uwagę na to, że publikacja&#13;
Cichockiego nie wywołała żadnej reakcji w prasie polskiej, a jest ważna dla&#13;
historii polskiej kultury:&#13;
Celem wydawcy bowiem nie tylko jest odgrzebać dawne kompozycje i od zatraty je chronić, ale nadto za pomocą przedstawionych materiałów przyczynić się&#13;
do historii muzyki w Polsce, a obudziwszy interes bibliografów, skierować go&#13;
i ku tej gałęzi sztuki, a gałęź ta zaprawdę nie była bez owocu, niejedno szacowne&#13;
dla nas ziarno ukrywającego […]4.&#13;
&#13;
Wyraził też nadzieję, że autor tego opracowania nie będzie „ustawał&#13;
w tak chwalebnych przedsięwzięciach”. Drugi artykuł to krótki tekst informujący o istnieniu w prywatnych zbiorach rękopisu łacińskiego traktatu&#13;
o muzyce z roku 1533, wtedy przypisywanego nieznanemu bliżej Maciejowi&#13;
z Warszawy5. Również w latach następnych co jakiś czas Kolberg informował czytelników „Biblioteki Warszawskiej” bądź adresatów swoich listów&#13;
o istnieniu zapomnianych lub nieznanych dzieł ważnych dla badaczy dziejów polskiej muzyki.&#13;
Przed rokiem 1845, tj. przed podjęciem stałej pracy, często wyruszał&#13;
w okolice Warszawy lub do nieco dalszych miejscowości na Mazowszu, aby&#13;
notować melodie ludowe, a dwukrotnie wyjeżdżał za granicę. W roku 1841&#13;
O.K. [O. Kolberg] Śpiewy kościelne […] zebrane i wydane przez Józefa Cichockiego […],&#13;
„Biblioteka Warszawska” 1842, T. 4, s. 421–424. Przedruk w: O. Kolberg Pisma muzyczne…&#13;
cz. II (DWOK T. 62), s. 501–503, tekst nr 994.&#13;
2&#13;
O.K. [O. Kolberg] Rękopism o muzyce z r. 1533, „Biblioteka Warszawska” 1843, T. 1, s. 642.&#13;
Przedruk w: O. Kolberg Pisma muzyczne… cz. II (DWOK T. 62), s. 500–501, tekst nr 993.&#13;
3&#13;
J. Cichocki Śpiewy kościelne na kilka głosów dawnych kompozytorów polskich, zebrane i wydane przez […], z. 1: 10 psalmów M. Gomółki, zeszyt 2: Dwie msze G.G. Gorczyckiego,&#13;
Warszawa–Lipsk 1838–1839. Zeszyt pierwszy Cichocki opracował razem z J. Zandmannem,&#13;
zeszyt drugi z J. Krogulskim.&#13;
4&#13;
O. Kolberg Śpiewy kościelne…, przedruk w: O. Kolberg Pisma muzyczne… cz. II (DWOK&#13;
T. 62), s. 501.&#13;
5&#13;
Zob. O. Kolberg Pisma muzyczne… cz. II (DWOK T. 62), s. 500, przypis 1 i 2.&#13;
1&#13;
&#13;
69&#13;
&#13;
�odbył podróż „do Berlina, Lipska, Pragi (na Marienbad)”1. Wiele lat później,&#13;
pisząc przytaczany już tutaj list do redaktora czeskiego pisma „Světozor”,&#13;
wspominał tę swoją kolejną podróż do Czech:&#13;
W r[oku] 1841 byłem w Pradze po raz drugi, i choć bytność ta trwała równie&#13;
krótko jak pierwsza, to jednak cały kraj tak piękny i kwitnący, ludzie tak zacni&#13;
i gościnni na zawsze w miłej jak wprzód utkwiły mi pamięci2.&#13;
&#13;
Nie znamy celu tego wyjazdu, nie zachowały się listy ani notatki na ten&#13;
temat, nie można też z nim powiązać rękopisów pieśni czeskich zachowanych w zbiorach Kolberga, lecz prawdopodobnie tylko jedną melodię drukowaną kilka lat później w artykule o pieśniach czeskich i słowackich3. Być&#13;
może Kolberg udał się do Mariańskich Łaźni na kurację. W roku następnym&#13;
pojechał do Lądka Zdroju – w itinerarium odnotował: „1842 – do Landek –&#13;
do kąpieli z matką (na Wrocław), do Johannisburga (Opawa)”4. Również ta&#13;
podróż nie pozostawiła śladów w zbiorach folklorystycznych zachowanych&#13;
w spuściźnie rękopiśmiennej Kolberga.&#13;
Latem 1842 r. odwiedził Kraków i Modlnicę, do której został zaproszony przez Józefa Konopkę. Modlnica była wówczas własnością Tadeusza&#13;
i Antoniny Konopków, rodziców Józefa. W liście wysłanym po tej wizycie&#13;
Kolberg prosił przyjaciela m.in., by pamiętał o tekstach pieśni zapisanych&#13;
w czasie wycieczki do Czerska i o przysłanie melodii, które obiecała mu&#13;
Antonina Męcińska5, mieszkająca już wówczas w Modlnicy. Czy panna&#13;
Męcińska zanotowała wtedy melodie ludowe dla Kolberga, nie wiadomo.&#13;
On sam w czasie badań w Modlnicy skupił się na zapisywaniu muzyki,&#13;
Wykaz podróży Oskara Kolberga, w: Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 704.&#13;
Brulion listu do redakcji „Svetozora” z datą 22 IX 1880, Korespondencja… cz. II (DWOK&#13;
T. 65), s. 407.&#13;
3&#13;
O. Kolberg Pieśni czeskie i słowackie, „Dzwon Literacki” 1846, T. 4, s. 272–284 i dodatek&#13;
nutowy, przedruk w: O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe... cz. I (DWOK T. 67/I), s. 373–401.&#13;
Z roku 1841 może pochodzić zapis ostatniej spośród zamieszczonych w tym artykule melodii&#13;
wokalnych.&#13;
4&#13;
Wykaz podróży Oskara Kolberga, w: Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 704. Wymieniony tam Johannisburg to prawdopodobnie uzdrowisko Jańskie Łaźnie, wówczas znane&#13;
pod niemiecką nazwą Johannisbad.&#13;
5&#13;
Antonina Męcińska była córką Antoniego, kompozytora i od r. 1809 organisty kościoła Mariackiego, w r. 1842, w czasie pierwszego pobytu Kolberga w Modlnicy była prawdopodobnie&#13;
towarzyszką Antoniny Konopczanki, później, po zamieszkaniu w Modlnicy trzech córek Józefa&#13;
Konopki, uczyła je muzyki i pomagała Antoninie w opiece nad nimi i w prowadzeniu domu.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
70&#13;
&#13;
�zwłaszcza że miał pod ręką teksty wydane drukiem przez Konopkę1. Krótki okres dzielący badania Konopki od pierwszych zapisów Kolberga w tej&#13;
miejscowości pozwala przypuszczać, że informatorami obu zbieraczy folkloru mogły być te same osoby. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że zapewne wykonawcami w obu wypadkach byli mieszkańcy Modlnicy, dobrze&#13;
znani Konopkom i pracujący w ich folwarku.&#13;
Już w czasie pobytu w Modlnicy w 1842 r. badania terenowe Kolberga przebiegały inaczej niż wycieczki po Mazowszu w latach poprzednich.&#13;
W Szkicu autobiografii, po przytoczonym tu wcześniej opisie wędrówki&#13;
do Czerska, pisał:&#13;
Więc podróże moje były obmyślane i uplanowane z góry, do przyjaciół i znajomych obywateli kraju w różnych mieszkających okolicach (lub do innych, za&#13;
tychże listem rekomendacyjnym). Przybywszy tam, badałem najprzód i kaptowałem sobie ludzi dworskich, którzy ośmieleni w służbie dworskiej, byli skorsi&#13;
do pogawędy i śpiewu, a zrozumiawszy, o co rzecz chodzi, namawiali i sprowadzali innych ze wsi, iż za napitek i wynagrodzenie udawali się w tym celu do&#13;
dworu, lub pozwalali do swojej przychodzić chaty. Ponieważ wszędzie nader&#13;
gościnnie byłem przyjmowany i konie do dalszej wycieczki miałem prawie zawsze na pogotowiu, przeto koszta takich podróży (ponoszone z oszczędzonych na&#13;
zajęciach lub pracach moich pieniędzy) nie były zbyt wielkie, a czasami ograniczały się jedynie na datkach włościanom za pozyskane materiały2.&#13;
&#13;
Podobnie brzmi relacja I. Kopernickiego:&#13;
W tych ustawicznych pracowitych wędrówkach jego po kraju, mylnie byłoby&#13;
wyobrażać sobie Kolberga z kosturem w ręku, wędrującego od wsi do wsi, od&#13;
karczmy do karczmy, jak to czynił Chodakowski o pół wieku przed nim. […] Kolberg wędrówki swoje odbywał mniej efektownie, lecz bezpieczniej i skuteczniej.&#13;
Wybierając się w jakąś nieznaną sobie stronę kraju, starał się on pozyskać tam&#13;
sobie zawczasu gościnne przyjęcie i chętne poparcie u kilku osób miejscowych,&#13;
znających dobrze lud okoliczny i posiadających jego zaufanie, a przez to mogących pod każdym względem ułatwić mu jego badania3.&#13;
W Pieśniach ludu polskiego, publikowanych w „Przyjacielu Ludu” w latach 1846–1847,&#13;
co najmniej jeden tekst ze zbioru Konopki połączony jest z melodią zanotowaną przez Kolberga,&#13;
zob. w tomie O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 319, nr 192.&#13;
2&#13;
Rkp. O. Kolberga Szkic autobiografii…, k. 68.&#13;
3&#13;
Dr I.K. [I. Kopernicki] Przedmowa wydawcy..., s. X.&#13;
1&#13;
&#13;
71&#13;
&#13;
�Tak będzie organizował swe badania terenowe np. na Kujawach czy&#13;
w Lubelskiem, ale mimo starań nie zawsze notowanie folkloru, a później&#13;
informacji etnograficznych do Ludu przebiegało bez problemów. Kilkakrotnie w późniejszych dokumentach odnajdujemy relacje o kłopotach, na&#13;
jakie w czasie pobytów na wsi narażony bywał i on sam, i towarzyszące&#13;
mu osoby.&#13;
W ciągu trzech następnych lat prowadził badania w różnych miejscowościach w zaborze rosyjskim. W itinerarium pod datą roczną 1843 zapisał „Do Jadowa, Wyszkowa, Wysocego (Suskich, Norwida), do Czepielewa&#13;
pod Rożanem (Rzechowskich)”1. W Ciepielewie gościł jeszcze kilkakrotnie,&#13;
prawdopodobnie w latach 1845 i 1847, a Zofii Rzechowskiej dedykował Kujawiaki na pianoforte2. W wycieczce do Wysocego towarzyszem Kolberga&#13;
był Teofil Lenartowicz. Po kilkunastu latach Lenartowicz, już na emigracji&#13;
w Rzymie, dziękował za przysłane przez Kolberga Pieśni ludu polskiego&#13;
wydane w 1857 r. i wspominał w liście:&#13;
Nie mogę Ci opisać radości, jaką mi sprawiłeś Twoim zbiorem pieśni gminnych,&#13;
Kochany Oskarze, zdawało mi się, że jeszcze chodzimy razem po Wysoce[m]&#13;
i Mokrym Lesie, Ty za nutami, a ja za słowami, i że wieczorem, jak wówczas,&#13;
porządkujemy nasze zbiory w słomianym dworcu p. Ludwika Norwida3.&#13;
&#13;
Oskar, odpowiadając na ten list, pisał:&#13;
Prawda, że to już dawno temu, kiedyśmy ze sobą chodzili po Mokrym Lesie, po&#13;
Wysoc[em], Wyszkowie i Głuchach. Pamiętam to jak dzisiaj4.&#13;
&#13;
Byli wówczas gośćmi Pauliny Suskiej i Ludwika Norwida – starszego&#13;
rodzeństwa Cypriana, poety trwale zapisanego w literaturze polskiej. Lenartowicz, pisząc do Kolberga przytoczony list, był już od paru lat na emigracji – zaangażowany w antyrosyjskie spiski musiał w roku 1848 uciekać&#13;
z Warszawy. Paulina, siostra Cypriana i Ludwika Norwidów, wspomniana&#13;
1&#13;
Wykaz podróży Oskara Kolberga, w: Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 704.&#13;
Kolberg używał błędnej formy „Czepielew”, powinno być „Ciepielewo”.&#13;
2&#13;
Wydanie to zawierało sześć kujawiaków, ukazało się przed rokiem 1850, zob. w tomie&#13;
O. Kolberg Kompozycje fortepianowe (DWOK T. 69), nr 31–36, komentarz rewizyjny na s. 687.&#13;
Prawdopodobnie chodzi o Zofię Rzechowską, z d. Okońską, zmarłą w lutym 1868 r.&#13;
3&#13;
List T. Lenartowicza z 25 III 1857 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 66.&#13;
4&#13;
List do T. Lenartowicza z 5 V 1857 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 70.&#13;
&#13;
72&#13;
&#13;
�w itinerarium Kolberga i w liście Lenartowicza, razem z mężem, Janem&#13;
Suskim, gospodarowała do roku 1858 w rodzinnym majątku Laskowo-Głuchy. Jej dedykował Kolberg trzeci zeszyt Kujawiaków w stylu gminnym1&#13;
wydany w Warszawie w roku 1845.&#13;
W roku 1844 pojechał m.in. do Przysuchy i był tam wtedy prawdopodobnie ostatni raz. W itinerarium odnotował, że odwiedził nieznanych&#13;
bliżej Żurkowskich, z którymi Kolbergowie utrzymywali kontakty po wyjeździe do Warszawy2. W następnym roku prowadził badania w kilku miejscowościach w Kaliskiem, co później odnotował w itinerarium: „1845 – do&#13;
Cielc (Jab[ł]kowski), Brudzewa (Gorowskich), Łyskorni (Karśnickich), Stawiszyna, Zbierska (Kożuchowski)”3. Nie o wszystkich rodzinach goszczących&#13;
wówczas Kolberga można obecnie odszukać bliższe informacje, ale te, które&#13;
znajdujemy, potwierdzają, że jego pracami byli zainteresowani najczęściej&#13;
światli i patriotycznie nastawieni przedstawiciele ziemiaństwa. Pomagali&#13;
mu oni przede wszystkim przez ułatwienie kontaktów z wykonawcami&#13;
folkloru, zwykle bardzo nieufnymi wobec obcych, a także zapewniając&#13;
w swoich domach niezbędne warunki bytowe. Do takich rodzin należeli&#13;
m.in. Jabłkowscy, właściciele Cielc, gdzie zanotował wiele pieśni i melodii4.&#13;
Materiały pozyskane w tych latach w kilku miejscowościach Kaliskiego&#13;
wykorzystywał Kolberg w kolejnych swych publikacjach: w artykule Pieśni&#13;
ludu weselne, następnie w zbiorze ballad Pieśni ludu polskiego wydanym&#13;
w roku 1857 i wreszcie w Kaliskiem, monografii tego regionu, której tylko&#13;
pierwszą część zdążył wydać drukiem ponad czterdzieści lat później, pod&#13;
koniec życia, w roku 1890.&#13;
&#13;
O. Kolberg Kujawiaki w stylu gminnym ofiarowane W-nej Pani Paulinie z Norwidów&#13;
Suskiej ułożył na piano-forte [...], Poszyt 3, Warszawa [1845]; przedruk w: O. Kolberg Kompozycje fortepianowe (DWOK T. 69), nr 21–30, s. 119–165 i s. 682.&#13;
2&#13;
Jak już wspomniano, Karolina Kolberg, matka Oskara, była chrzestną matką Juliana&#13;
Żurkowskiego, kilkakrotnie wymienianego w korespondencji Oskara.&#13;
3&#13;
Wykaz podróży Oskara Kolberga, w: Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 704, zob.&#13;
też E. Antyborzec, I. Chmielewska i M. Prochaska, wstęp do tomu Kaliskie. Suplement do tomu&#13;
23 (DWOK T. 79), s. IX–XI.&#13;
4&#13;
O kontaktach Kolberga z Józefem Jabłkowskim zob. tamże, s. X.&#13;
1&#13;
&#13;
73&#13;
&#13;
�III&#13;
[Podjęcie pracy w dyrekcji kolei warszawsko-wiedeńskiej. – Kompozycje:&#13;
mazury i kujawiaki. – Druk zbiorków pieśni czeskich i litewskich (1846).&#13;
– Druk Pieśni ludu weselnych w „Bibliotece Warszawskiej” (1847–1849)&#13;
i Pieś­ni ludu obrzędowych w Album Literackim (1848). – Pierwsze spotkanie ze Stanisławem Moniuszką. – Początek pracy nad Królem pasterzy.&#13;
– Wydanie Pieśni ludowych do śpiewu z towarzyszeniem fortepianu (1862).&#13;
– Reakcja na śmierć Fryderyka Chopina.]&#13;
&#13;
W marcu 1845 r. Kolberg został przyjęty na stanowisko księgowego w Dyrekcji Eksploatacji Kolei Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej1. Zachowane&#13;
dwa bruliony Opisu biegu życia2, napisane przez niego podczas starań&#13;
o tę posadę, nie są datowane, ale ich treść wskazuje, że powstały w marcu&#13;
1845 r., po zaangażowaniu jako „buchaltera przy rozpoczynającej się wówczas&#13;
eksploatacji drogi żelaznej”. Wymienia tam dokumenty potwierdzające przygotowanie do pracy w księgowości: świadectwo szkolne otrzymane po ukończeniu klasy piątej Liceum Warszawskiego, z którego wynikała także znajomość języków obcych, i zaświadczenie o praktyce w kantorze domu handlowego S.A. Fraenkla w latach 1830–1833. W papierach osobistych Kolberga&#13;
zachowały się dwa dokumenty dotyczące tej praktyki. Wspomniano tu już&#13;
pierwszy, z roku 1833, w języku niemieckim, z podpisem S. Fraenkla. Drugi,&#13;
z datą 13 lipca 1844 i podpisem jego syna, wystawiony był w języku polskim:&#13;
Zaświadczam niniejszym, że J. P. Oskar de Kolberg pracował w kantorze moim&#13;
jako wolontariusz przeszło lat trzy i obok dostatecznych wiadomości w językach, korespondencji i rachunkowości, okazywał zawsze pilność i przyzwoicie&#13;
prowadził się3.&#13;
1&#13;
W Szkicu autobiografii pochodzącym z roku 1889 Kolberg pisał: „W r. 1843 brat Wilhelm&#13;
wyrobił mi posadę przy nowo budującej się drodze żelaznej Warsz.-Wied., gdzie w r. 1845 zostałem buchalterem […]” (rkp. O. Kolberga Szkic autobiografii…, k. 68). Jednak w Opisie biegu&#13;
życia (rkp. O. Kolberga, BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 64), chronologicznie znacznie bliższym&#13;
dacie podjęcia pracy urzędnika, pisał, że w r. 1844 przygotowywał się jeszcze do egzaminów&#13;
wyższych w zawodzie nauczyciela muzyki. Posadę buchaltera objął na pewno w marcu 1845 r.,&#13;
ale prawdopodobnie był zatrudniony nieco wcześniej, dlatego już w lipcu 1844 r. kompletował&#13;
dokumenty i wtedy otrzymał przytoczone niżej zaświadczenie z firmy Fraenkla.&#13;
2&#13;
Rkp. O. Kolberga Opis biegu życia…, k. 64 i 66.&#13;
3&#13;
Rkp. nieznanego autora, w zbiorach BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 41, bez daty, z podpisem&#13;
„A. Fraenkel” i pieczątką „SA Fraenkel Varsovie”.&#13;
&#13;
74&#13;
&#13;
�To świadectwo firmy S.A. Fraenkel w Warszawie jest więc dziesięć lat&#13;
późniejsze niż fakty, których dotyczy i podaje okres pracy, a nie jej daty.&#13;
Autorzy biografii Kolberga czasem pisali, że zatrudniony był ponownie1&#13;
w kantorze Fraenkla w latach 1841–1844, kierując się datą przytoczonego&#13;
wyżej zaświadczenia, które jest jednak tylko powtórzeniem wcześniejszego&#13;
niemieckiego oryginału. Wystawione zostało, gdy Kolberg starał się o posadę w księgowości i potrzebne mu było potwierdzenie przygotowania zawodowego do stanowiska, na jakie aplikował. Jak sam podaje w jednym z zachowanych brulionów Opisu biegu życia, nie miał świadectwa uczestnictwa&#13;
w kursach Akademii Handlowej w Berlinie i potwierdzenia ukończenia ich.&#13;
W Opisie biegu życia przeznaczonym dla Zarządu Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej pominął wykształcenie muzyczne, wspomniał tylko o nauczaniu&#13;
muzyki w domach prywatnych i przystąpieniu do egzaminu na nauczyciela&#13;
w tym zawodzie. Pismo z 19 lutego/3 marca 1845 r., potwierdzające powołanie Kolberga na posadę księgowego, skierowane jest do „pana Oskara&#13;
Kolberga, p.o. buchaltera przy Eksploatacji Drogi Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej”2, zatem pracę jako „pełniący obowiązki” podjął już wcześniej,&#13;
prawdopodobnie w drugiej połowie 1844 r. Posada ta zapewniała stabilizację finansową i większe dochody niż uczenie gry na fortepianie, ale w znacznie mniejszym stopniu mógł odtąd dysponować swoim czasem.&#13;
W uzyskaniu stałej pracy pomógł Oskarowi starszy brat, który już&#13;
w roku 1844 został członkiem zarządu budowy kolei warszawsko-wiedeńskiej, a później jej dyrekcji. Wilhelm, jeszcze jako referent techniczny&#13;
w Wydziale Komunikacji Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych, odbył&#13;
w latach 1841–1844 podróże do Austrii, Włoch, Prus, Belgii i Holandii,&#13;
dla zdobycia wiedzy i doświadczenia w zakresie budowy i organizacji&#13;
pracy kolei żelaznych. Wiadomości uzyskane w czasie pobytu w tych&#13;
krajach zebrał w artykule pt. Drogi żelazne w Europie 3, zamieszczonym&#13;
1&#13;
Informację o ponownej pracy w banku po powrocie Kolberga do Warszawy podaje m.in.&#13;
R. Zawiliński w artykule Pamięci Kolberga w setną rocznicę jego urodzin, „Czas” 1914, nr 54,&#13;
a za nim następni biografowie. Zawiliński korzystał z dokumentów pozostawionych przez Kolberga, przechowywanych w Sekcji Etnograficznej Akademii Umiejętności, ale opierał się na&#13;
dacie zaświadczenia wystawionego przez bank Fraenkla w 1844 r., a nie na znajdującym się&#13;
w tym samym zbiorze dokumencie wcześniejszym.&#13;
2&#13;
Rkp. nieznanego autora, podpisany przez E. Gerstfeldta, w zbiorach BN PAU i PAN, sygn.&#13;
2183, k. 43.&#13;
3&#13;
Wilhelm Kolberg Drogi żelazne w Europie, „Biblioteka Warszawska” 1843, T. 1, s. 56–96,&#13;
257–300 i 487–536, 1844, T. 1, s. 322–338, odbitka: Warszawa 1844.&#13;
&#13;
75&#13;
&#13;
�w „Bibliotece Warszawskiej” w latach 1843–1844. Ta obszerna publikacja&#13;
przedstawia istotne problemy techniczne i ekonomiczne związane z projektowaniem, budową i przyszłą eksploatacją kolei, od wyboru szerokości&#13;
torów w różnych krajach do kosztów utrzymania tego nowego środka&#13;
transportu ludzi i towarów oraz możliwości zwrotu kapitału włożonego&#13;
w jego budowę.&#13;
Po podjęciu pracy Kolberg przeprowadził się. W Książeczce legitymacyjnej1 w roku 1845 wpisano, że zamieszkał w budynku dworca przy Alejach Jerozolimskich. Dworzec Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej wzniesiono&#13;
według projektu Henryka Marconiego w latach 1844–1846, po przejęciu&#13;
finansowania budowy linii kolejowej przez skarb państwa w r. 1843. Pierwszy odcinek kolei z Warszawy do Grodziska otworzony został w czerwcu&#13;
1845 r., jesienią tego roku przedłużono linię do Skierniewic i zbudowano&#13;
odgałęzienie do Łowicza, a w kwietniu roku 1848 kolej dotarła do stacji&#13;
Granica, powstałej na gruntach wsi Maczki, przy granicy z Austrią2. Odtąd&#13;
Warszawa miała bezpośrednie połączenie z Wiedniem.&#13;
Zatrudnienie w Zarządzie Drogi Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej dawało Oskarowi Kolbergowi stałą płacę. Praca ta stwarzała też Kolbergowi&#13;
pewne nowe możliwości – ułatwiała podróż do miejscowości leżących na&#13;
trasie kolei, prawdopodobnie także wymagała służbowych wyjazdów najpierw na miejsce budowy, a później do czynnych już stacji. Mógł wtedy&#13;
spotykać pochodzących z sąsiednich wsi robotników zatrudnionych przy&#13;
budowie kolejnych odcinków torów lub pracujących przy ich utrzymaniu&#13;
i wykorzystać te kontakty do notowania pieśni i melodii.&#13;
Mimo podjęcia etatowej pracy Kolberg nie zaprzestał publikowania&#13;
swych kompozycji. Właśnie w latach 1845–1848 ukazało się drukiem dziewięć osobnych pozycji liczących najczęściej po kilka utworów, np. w Mazourkas pour le piano-forte wydanych w 1847 r. było ich dziesięć, tak&#13;
samo w każdym z dwu zeszytów Kujawiaków w stylu gminnym wydanych&#13;
w roku 1845. Kolberg był jednym z pierwszych kompozytorów zainteresowanych kujawiakami, które stały się jego ulubioną formą muzyczną. Etnomuzykolog Marian Sobieski (1908–1967) po ponad stu latach o tych utworach Kolberga pisał we wstępie do pierwszego tomu jego Dzieł wszystkich:&#13;
Dokument w zbiorach BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 6.&#13;
Zob. P.P. Pawlicki Droga Żelazna Warszawsko-Wiedeńska w 50-letnim okresie swego&#13;
istnienia od r. 1845 do 1895, Warszawa 1897, reprint: Szczecin 2012, s. 33–35.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
76&#13;
&#13;
�Właściwa wartość sztuki kompozytorskiej Kolberga, późniejszego folklorysty,&#13;
ujawnia się za to w całej pełni w stylu jego utworów związanych z muzyką ludową. Szczególnie cenną rolę odgrywają te utwory, w których Kolberg przenosi&#13;
właściwości tańców ludowych na formy tanecznej muzyki użytkowej. Najwyższy i najbardziej czysty poziom osiągają jego kujawiaki, będące czymś wyjątkowym w ówczesnej literaturze muzycznej tego typu1.&#13;
&#13;
Ludwik Bielawski w encyklopedycznej biografii Kolberga także stwierdza, że wśród jego kompozycji wyróżniają się kujawiaki, i dodaje:&#13;
To właśnie Kolberg wyraźnie wyodrębnił formę kujawiaka w pol[skiej] muzyce&#13;
komponowanej na wzorach muzyki ludowej; u Chopina kujawiaki były jeszcze&#13;
odmianą mazurków2.&#13;
&#13;
Ilość zachowanych w archiwum Kolberga zapisów terenowych melodii&#13;
tanecznych z Kujaw, pochodzących z badań prowadzonych w latach 1860&#13;
i 1865, ich kilkakrotne edytorskie opracowanie i ponawiane próby wydania3&#13;
pozwalają stwierdzić, że zafascynowany był ludowymi wersjami tego tańca,&#13;
komponowanymi i wykonywanymi przez wiejskich skrzypków.&#13;
Trzeciemu zeszytowi Kujawiaków Józef Sikorski poświęcił znaczną&#13;
część artykułu Muzyka taneczna, zamieszczonego w „Bibliotece Warszawskiej” na początku roku 1846. Recenzent, zaprzyjaźniony z Kolbergiem, ale&#13;
wymagający, nie oszczędzał autorowi krytycznych uwag. Analizę zakończył&#13;
oceną:&#13;
W ogóle mówiąc, za kilka błędów jest wiele piękności, rozmaitości ile można,&#13;
zważając na trudność wynalezienia zwrotów melodyjnych, w których by było&#13;
znać ducha wieśniaczego, który wszędzie prawie serdecznie do nas przemawia4.&#13;
&#13;
Rok później Sikorski na łamach „Biblioteki Warszawskiej” zrecenzował&#13;
Fantaisie sur un thème polonais, a recenzję tego utworu – jego zdaniem&#13;
M. Sobieski Oskar Kolberg jako kompozytor i folklorysta muzyczny, w: O. Kolberg Pieśni&#13;
ludu polskiego (DWOK T. 1), s. XLIV.&#13;
2&#13;
L. Bielawski Kolberg Henryk Oskar, w: Encyklopedia muzyczna PWM, pod red.&#13;
E. Dziębowskiej, T. KLŁ Kraków 1997, s. 150.&#13;
3&#13;
Zob. D. Pawlak Zbiór tańców kujawskich Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Kujawy.&#13;
Suplement do tomów 3–4 (DWOK T. 72/I), s. V–XXIII.&#13;
4&#13;
J.S. [J. Sikorski] Muzyka taneczna, „Biblioteka Warszawska” 1846, T. 1, s. 186; przedruk&#13;
w: O. Kolberg Kompozycje fortepianowe (DWOK T. 69), s. 715.&#13;
1&#13;
&#13;
77&#13;
&#13;
�niezbyt udanego — zakończył krótką uwagą o świeżo wydanych przez Kolberga mazurach:&#13;
[…] dziesięć mazurów tegoż autora, nie do tańca przeznaczonych, o których powiedziawszy, że są prawie wszystkie wyborne, dodamy tylko, że duch kujawiaków bardzo silnie w nich się przebija. Ściśle rzecz biorąc mamy prawo żądać&#13;
w mazurach siły i wdzięku skocznego, w kujawiakach rubaszności i prostoty.&#13;
Jednak przeważny przykład Szopena mieszającego dwa te rodzaje, tak zresztą&#13;
blisko spowinowacone z sobą, wiele usprawiedliwia1.&#13;
&#13;
Określenie mazurów jako wybornych na pewno przyniosło Kolbergowi&#13;
satysfakcję.&#13;
Dobrze ocenione przez recenzenta kujawiaki Kolberga podobały się także współczesnym mu słuchaczom. Paulina Wilkońska (1815–1875), wspominając spotkanie jesienią 1847 r. u Seweryny Pruszakowej, pisała:&#13;
Potem nastąpiła muzyka. Słuchaliśmy gry dźwięcznej na fortepianie, niezrównanej lekkości, wycieniowania i czucia, tyle zasłużonego Oskara Kolberga. I ożywiały nas jego kujawiaki ochocze, z cechą wybitnie swojską 2.&#13;
&#13;
Paulina i August Wilkońscy zamieszkali w Warszawie w roku 1842 i bardzo szybko w ich salonie zaczęli gromadzić się ludzie pióra oraz artyści.&#13;
W swych Wspomnieniach… wśród warszawskich literatów i dziennikarzy&#13;
odwiedzających ich dom w latach 1842–1848 Wilkońska wymienia Oskara&#13;
Kolberga:&#13;
[…] któremu w czasie jego pierwszej wizyty kilkadziesiąt piosenek ludu poznańskiego zaśpiewać musiałam, a gorliwy badacz i rozmiłowany na tej niwie polskiej pracownik spisywał je zaraz3.&#13;
&#13;
Przez cały czas pobytu Wilkońskich w Warszawie Kolberg należał do&#13;
ich stałych gości.&#13;
Często bywał też u Seweryny Pruszakowej (1816–1905), pisarki, publicystki i tłumaczki, wymienionej też w przytaczanych tu wspomnieniach&#13;
J.S. [J. Sikorski] Kompozycje na fortepian, „Biblioteka Warszawska” 1847, T. 1, s. 401–402,&#13;
przedruk w: O. Kolberg Kompozycje fortepianowe (DWOK T. 69), s. 718.&#13;
2&#13;
P. Wilkońska Moje wspomnienia o życiu towarzyskim w Warszawie, opracowała&#13;
Z. Lewinówna, pod red. J. W. Gomulickiego, Warszawa 1959, s. 132.&#13;
3&#13;
Tamże, s. 176.&#13;
1&#13;
&#13;
78&#13;
&#13;
�Pauliny Wilkońskiej. Pruszakowa po separacji z mężem Tomaszem przeprowadziła się do Warszawy i prowadziła salon literacki od jesieni 1847 r. aż&#13;
do roku 1863, kiedy musiała emigrować. Julian Bartoszewicz (1821–1870),&#13;
historyk i historyk literatury, wówczas nauczyciel gimnazjalny, później kustosz biblioteki Szkoły Głównej, pisał1, że Kolberga poznał w roku 1847&#13;
właśnie u Seweryny Pruszakowej, do której wprowadzili go Wilkońscy,&#13;
a spotykał go także u Wójcickich. W tych kręgach bywała również Narcyza&#13;
Żmichowska (1819–1876), poetka i pisarka, zaangażowana w działalność&#13;
polityczną. Kolberga poznała prawdopodobnie jeszcze przed końcem roku&#13;
1849 u Anny Skimborowiczowej, żony Hipolita, czynnej działaczki konspiracji niepodległościowej, albo u Seweryny Pruszakowej. Jedno ze spotkań&#13;
z nim opisała w znacznie późniejszym liście:&#13;
Pamiętam jak raz poczciwy p. Oskar Kolberg przez całą godzinę tłomaczył mi,&#13;
że muzyka jest sztuką piękną, działającą na uczucie, że jest smutna i wesoła,&#13;
i poważna, a ja, niegodziwa, nic mu za to wdzięczną nie byłam2.&#13;
&#13;
Żmichowska, która należała do organizatorów tzw. spisku rzemieślników warszawskich, została aresztowana w październiku 1849 r. i do lutego&#13;
1852 r. była więziona w Lublinie, potem aż do lata roku 1855 nie wolno jej&#13;
było opuszczać tego miasta. List jest znacznie późniejszy, z roku 1866, i rozmowa z Kolbergiem, którą Żmichowska w nim wspominała, mogła odbyć&#13;
się już po jej powrocie do Warszawy, po roku 1855, niewątpliwie jednak&#13;
spotykała go wcześniej u wspólnych znajomych.&#13;
Fortepian rozbrzmiewał też w mieszkaniu Kolberga. Bywał wtedy u niego Maurycy Karasowski (1823–1892), pisarz muzyczny i krytyk, wiolonczelista, kompozytor. Wiele lat później, w r. 1885, gdy mieszkał już w Dreźnie,&#13;
wspominał spotkania u Kolberga w okresie, gdy ten pracował w Dyrekcji&#13;
Kolei Żelaznej:&#13;
Widzę cię, jak siedzisz w swoim pokoju na dworcu kolei w[arszawsko]-w[iedeńskiej] przy fortepianie, wygrywając fugi Bacha, melodie ludowe, krakowiaki,&#13;
mazury, swoje kompozycje…3&#13;
J. Bartoszewicz Z notatnika pamiętniczego, „Przegląd Historyczny” 1912, T. 14, z. 3, s. 391.&#13;
List N. Żmichowskiej do I. Zbiegniewskiej z 18 VI 1866 r., w: N. Żmichowska Listy, T. III:&#13;
Miodogórze, do druku przygotowała i komentarzem opatrzyła M. Romankówna, Wrocław&#13;
1967, s. 9.&#13;
3&#13;
List M. Karasowskiego z 15 IV 1885 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 242.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
79&#13;
&#13;
�W roku 1845, prawdopodobnie u Józefa Sikorskiego, poznał Kolberg&#13;
Stanisława Moniuszkę. Kompozytor przyjechał w lipcu do Warszawy&#13;
w związku z przygotowaniami do wystawienia w operze jego Loterii. Już&#13;
wcześniej korespondował z Sikorskim, który po wydaniu pierwszego zeszytu Śpiewnika domowego opublikował w „Bibliotece Warszawskiej” jego recenzję, bardzo pochlebną dla autora. Wracając do Wilna, Moniuszko zabrał&#13;
egzemplarze wydanych przez Kolberga w Poznaniu Pieśni ludu polskiego&#13;
i w listopadzie 1846 r. pisał do Sikorskiego:&#13;
Uśmiałem się serdecznie ze sceny z poczciwym Oskarem, któregoś tak żywo&#13;
przedstawił. Nie zawiódł się na mnie — mam dla niego cokolwiek pieniędzy, ale&#13;
to nie z prenumeraty, a za gotowe już poszyty pieśni ludu1.&#13;
&#13;
W latach następnych Moniuszko w listach do Sikorskiego przekazywał&#13;
następne podobne informacje dla Kolberga lub pytał o niego i o innych muzyków warszawskich. M.in. w sierpniu 1856 r. pisał: „Kolberga pozdrawiaj&#13;
ode mnie częściej, niżeli piszę do Ciebie”2. Spotkali się ponownie dopiero&#13;
w r. 1857.&#13;
Około roku 1847 lub na początku 1848 Kolberg zainteresował się wydaną dwadzieścia lat wcześniej sielanką F.L. Jaskólskiego Pasterze na Bachorzy3. Uznał, że opisany tam zwyczaj kujawski może być kanwą libretta&#13;
„opery sielskiej”, która ostatecznie otrzymała tytuł Król pasterzy. Libretto według fabuły sielanki pisał Teofil Lenartowicz, ale nie wiadomo, czy&#13;
zdążył je skończyć. W liście do Sikorskiego na temat genezy tego utworu&#13;
o autorze libretta Kolberg pisał: „okoliczności spowodowały wszakże jego&#13;
wyjazd za granicę”4. Te okoliczności to wzmiankowany już udział Lenartowicza w działalności spiskowej. Już w 1843 r., zagrożony aresztowaniem, razem z Romanem Zmorskim i Karolem Brzozowskim schronił się&#13;
1&#13;
S. Moniuszko Listy zebrane, przygotował do druku W. Rudziński przy współpracy M. Stokowskiej, Kraków 1969, s. 115.&#13;
2&#13;
Tamże, s. 234.&#13;
3&#13;
[F.L. Jaskólski] F.L.J. Pasterze na Bachorzy. Sielanki kujawskie, Warszawa 1827, reedycja&#13;
w opracowaniu B. Burdzieja: Włocławek 2005. F. Jaskólski był podchorążym siódmego Pułku&#13;
Liniowej Piechoty Wojska Polskiego, w czasie powstania, 24 stycznia 1831 r. awansował na&#13;
podporucznika. Lata jego życia nie są znane. Te informacje o Jaskólskim podaje B. Burdziej&#13;
w przedmowie do opracowanej przez siebie edycji sielanki Pasterze na Bachorzy.&#13;
4&#13;
Niedatowany brulion listu do Józefa Sikorskiego, prawdopodobnie z roku 1859, z okresu&#13;
poprzedzającego premierę Króla pasterzy, Korespondencja … cz. III (DWOK T. 66), s. 682.&#13;
&#13;
80&#13;
&#13;
�w Poznaniu. Rok później, gdy okazało się, że policja nie uzyskała dowodów&#13;
przeciwko niemu, wrócił do Warszawy, gdzie jego twórczość poetycka,&#13;
zwłaszcza liryki często drukowane w czasopismach, zdobywała coraz większą popularność. Podobnie jak Kolberg był zaprzyjaźniony z Wilkońskimi&#13;
i współredagował z nimi „Dzwon Literacki” w 1847 r. Ponownie zagrożony&#13;
aresztowaniem, wyjechał do Krakowa w roku 1848 i po wędrówkach przez&#13;
Drezno, Poznań i Paryż osiadł ostatecznie we Włoszech.&#13;
Wspomniano tu już o aresztowaniu Narcyzy Żmichowskiej i emigracji&#13;
Romana Zmorskiego. Aresztowania i wyroki sądowe dotknęły także inne&#13;
osoby, z którymi Kolberg był zaprzyjaźniony. Anna Skimborowiczowa za&#13;
działalność spiskową została w 1848 r. skazana na zesłanie do Rosji, a jej&#13;
mąż na dwa miesiące twierdzy w Zamościu i wysiedlenie z Królestwa za tolerowanie działalności żony i udzielanie mieszkania spiskowcom. Po powrocie do Warszawy w 1852 r. Skimborowiczowie nadal prowadzili swój salon&#13;
literacki, u nich kilka lat później Kolberg poznał Bibiannę Moraczewską&#13;
(1811–1887). Poznańska działaczka polityczna i oświatowa, siostra Jędrzeja,&#13;
powstańca listopadowego, historyka, w 1856 r. przyjechała na parę tygodni&#13;
do Warszawy. Później, w czasie badań terenowych Kolberga w Wielkopolsce, pomagała mu gromadzić materiały etnograficzne z tego regionu i pośredniczyła w przekazywaniu prenumeratorom kolejnych tomów Poznańskiego. Po pierwszym spotkaniu scharakteryzowała go w dzienniku z właściwym sobie zwyczajem bezpośredniego wyrażania spostrzeżeń i wrażeń:&#13;
Oskar Kolberg, zbieracz pieśni i muzyki, 40-letni kawaler na wydaniu, chudy,&#13;
z fizjognomią czysto niemiecką, był bardzo dla nas uprzejmy. Ostatniego wieczoru przed moim odjazdem grał piosnki wielkopolskie, które łączył zręcznie,&#13;
improwizując. Grał to, jak mówił, dla mnie. Muzyka chleba mu nie daje i jest&#13;
urzędnikiem przy kolei żelaznej1.&#13;
&#13;
Znajomość z Kolbergiem bardzo się przydała Moraczewskiej i jej przyjaciółce, Tekli Dobrzyńskiej, w dniu wyjazdu z Warszawy. W dzienniku&#13;
zanotowała:&#13;
Dość liczne grono osób odprowadziło nas na kolej, a bez tego bodaj byśmy nie&#13;
wyjechały. Prawda, że jechało jakie 600 osób, ale też się ani z rzeczami do wagi,&#13;
1&#13;
Dziennik Bibianny Moraczewskiej, wydany przez wnuczkę dr Dobrzyńską-Rybicką,&#13;
Poznań 1911, s. 46.&#13;
&#13;
81&#13;
&#13;
�ani z wizowaniem paszportów, ani do pojazdu prawie docisnąć się nie było&#13;
można. Znajome i znajomi nasi zajęli się tym wszystkim, a gdyby nie zbieracz&#13;
pieśni Kolberg, urzędnik kolei, byłybyśmy pozostały. Za jego wpływem założono nowy wagon, tak nareszcie, spocone i zmęczone tymi wszystkimi zachodami,&#13;
ruszyłyśmy z Teklą, aby zatrzymać się w Częstochowie1.&#13;
&#13;
We wrześniu 1848 r. w wyniku prowokacji aresztowany został August&#13;
Wilkoński. Osądzony dopiero w listopadzie roku następnego, skazany został na rok twierdzy i przewieziony do Zamościa, dokąd pojechała za nim&#13;
żona. W listopadzie 1850 r. Wilkońscy wrócili do Warszawy, ale w maju&#13;
następnego roku zostali wysiedleni z Królestwa do Prus, których oboje&#13;
byli formalnie obywatelami. Zatrzymali się wtedy u siostry Pauliny, Anieli&#13;
Radońskiej, w Siekierkach. August Wilkoński już w powstaniu listopadowym odniósł poważne, niewyleczone do końca obrażenia, a schorowany&#13;
po ponad roku spędzonym w cytadeli warszawskiej i kolejnym w twierdzy&#13;
w Zamościu zmarł w lutym w 1852 r. Paulina Wilkońska jeszcze przed&#13;
przymusowym wyjazdem z Warszawy, zabiegając o uwolnienie męża, ciężko się rozchorowała. We wspomnieniach spisanych po blisko dwudziestu&#13;
latach odnotowała, że gdy zaczęła wracać do zdrowia i mogła przyjmować&#13;
przyjaciół, jedną z pierwszych przybyłych osób był „poczciwy Oskar Kolberg”. Później, gdy już musiała opuścić Warszawę i wyjechać do Wielkiego&#13;
Księstwa Poznańskiego, korespondowała z Kolbergiem i spotykała się z nim&#13;
w Poznaniu i w Warszawie, którą udało się jej odwiedzić w roku 1855. Siekierki w powiecie średzkim, należące do Anieli i Hipolita Radońskich, gdzie&#13;
Paulina Wilkońska często bywała, stanowiły kilkanaście lat później jeden&#13;
z ważniejszych punktów badań terenowych Kolberga w Poznańskiem.&#13;
Bardzo skąpa dokumentacja zachowana z tego okresu działalności Kolberga nie pozwala odtworzyć wszystkich nazwisk jego przyjaciół i znajomych w latach międzypowstaniowych. Świadectwem czynnego udziału&#13;
w życiu umysłowym i artystycznym Warszawy, a zwłaszcza muzycznym,&#13;
są artykuły publikowane przez niego nieco później w prasie oraz dokumentacja na temat współczesnych mu muzyków polskich opracowana dla&#13;
Encyklopedii powszechnej Samuela Orgelbranda. Na pewno związany był&#13;
z kręgiem autorów i sympatyków gromadzących się w redakcji „Biblioteki&#13;
Warszawskiej”. Tam właśnie mógł poznać Ludwika Zejsznera (1807–1871),&#13;
z którym spotykał się później w Krakowie. Zejszner, geolog, w czasie badań&#13;
1&#13;
&#13;
Tamże, s. 48.&#13;
&#13;
82&#13;
&#13;
�Tatr poświęcił też czas na zapisanie tekstów pieśni góralskich i na obserwację życia Górali. W roku 1844 na łamach „Biblioteki Warszawskiej” zamieścił obszerny artykuł Rzut oka na Podhalan1. Również w latach następnych, gdy ponownie zamieszkał w Krakowie, nadsyłał do tego miesięcznika artykuły poświecone geografii oraz ludności Podhala i Spiszu. Zejszner&#13;
gromadził też pieśni nieludowe i z jego bogatych zbiorów korzystał Kolberg&#13;
później, przygotowując do druku Krakowskie.&#13;
Drugim wydawnictwem obok „Biblioteki Warszawskiej”, w którym Kolberg wówczas zamieszczał swe prace, był „Dzwon Literacki”, nieregularnie&#13;
wydawany pod redakcją najpierw Augusta Wilkońskiego, później K.W. Wójcickiego. W almanachu tym ukazały się w roku 1846 dwa folklorystyczne&#13;
artykuły Kolberga. Pierwszy opublikowany został niewielki zbiorek pt.&#13;
O pieś­niach litewskich2. Zawierał on 15 litewskich tekstów z melodiami&#13;
i z przekładami na język polski, melodiom wokalnym towarzyszył akompaniament fortepianowy, a wszystkie pieśni miały noty lokalizacyjne. Tłumaczenia dokonali dwaj literaci – jak pisze Kolberg – „znani w przedmiotach&#13;
litewskich i żmudzkich”: Franciszek Zatorski i Kajetan Niezabitowski. Dla&#13;
trzech pieśni podał Kolberg źródła: publikacje F. Zatorskiego z 1843 r.&#13;
i K. Brzozowskiego z 1844 r.3 Pozostałe pochodziły z własnych zapisów&#13;
Kolberga, być może ich wykonawcami byli wymienieni przez niego tłumacze. Zamieszczony w następnym tomie „Dzwonu Literackiego” zbiorek pieśni słowackich i czeskich4 ma odmienne źródło. Utwory te zostały pozyskane też w Warszawie, podobnie jak pieśni litewskie, ale wykonawcami byli&#13;
na pewno przedstawiciele ludu. Zbiór jest również niewielki – zawiera&#13;
21 pieśni i jedną melodię bez tekstu. Pieśni są przygotowane do wykonania&#13;
L. Zejszner Rzut oka na Podhalan, „Biblioteka Warszawska” 1844, T. 3, s. 113–149;&#13;
artykuł ten był później wstępem do wydanego przez niego zbioru Pieśni ludu Podhalan, czyli&#13;
Górali tatrowych polskich, Warszawa 1845.&#13;
2&#13;
O. Kolberg O pieśniach litewskich, „Dzwon Literacki” 1846, T. 3, z. 1-2, s. 93–107 i wkładka nutowa: Melodie do pieśni litewskich zebrał i na fortepian ułożył …, przedruk w: O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 350–372.&#13;
3&#13;
Zbiór F. Zatorskiego Witold nad Worsklą wydany był w Warszawie w 1844 r. Zatorski&#13;
zamieścił tam swoje przekłady pieśni ze zbioru L.J. Rhesy (Berlin 1843). K.M. Brzozowski wydał&#13;
w Poznaniu w roku 1844 Pieśni ludu nadniemeńskiego z okolic Aleksoty.&#13;
4&#13;
O. Kolberg Pieśni czeskie i słowackie, „Dzwon Literacki” 1846, T. 4, s. 272–284 i wkładka&#13;
nutowa, przedruk w: O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 373–&#13;
401. Pieśni te opublikowano także w tomie Materiały do etnografii Słowian zachodnich&#13;
i południowych cz. II: Czechy, Słowacja (DWOK T. 59/II), s. 49–75, nr 89–110.&#13;
1&#13;
&#13;
83&#13;
&#13;
�na głos z towarzyszeniem fortepianu, a tekstom nie towarzyszą tłumaczenia&#13;
na język polski. Każda pieśń ma notę lokalizacyjną, odtworzoną zapewne na&#13;
podstawie informacji wykonawcy. We wstępie Kolberg pisał:&#13;
Tak nazwani druciarze, pochodzący z tego narodu, po większej części Górale,&#13;
a wędrujący zimą po krajach słowiańskich i niemieckich dla zarobku, z wiosną&#13;
zaś wracający pod rodzinną strzechę, odśpiewali mi tu w Warszawie kilkanaście&#13;
poniżej umieszczonych pieśni1.&#13;
&#13;
Sezonowi rzemieślnicy słowaccy, zajmujący się drutowaniem pękniętych&#13;
naczyń kamionkowych, byli zapewne stałą cząstką zimowego pejzażu Warszawy. Malował ich Antoni Kolberg i obraz ten był prezentowany w 1841 r.&#13;
na wystawie w ratuszu warszawskim2. Z innego źródła pochodziła ostatnia&#13;
spośród zamieszczonych w tym artykule melodii, usłyszał ją Kolberg – jak&#13;
pisze – „[...] w przejeździe z Krolodworu do Podiebradu. Śpiewała ją jakaś&#13;
baba tonem żałosnym i przeciągłym, słów nie pomnę”3. Miejscowości te&#13;
wymienia Kolberg także w przytaczanym tu wcześniej liście do redakcji&#13;
„Světozora”, wspominając swą podróż z rodzicami do Mariańskich Łaźni&#13;
w roku 1829, ale czy już wtedy zainteresowało go wykonanie ludowej melodii czeskiej, nie wiadomo. Przed opracowaniem do druku pieśni słowackich&#13;
i czeskich był w Pradze jeszcze raz w roku 1841, jednak brak informacji&#13;
o szczegółach tej podróży. Sądzić można, że raczej wtedy, w roku 1841,&#13;
a nie w 1829, zwracał uwagę na pieśni ludowe i zapamiętał lub zapisał czeską melodię, którą pięć lat później opublikował razem z innymi zanotowanymi w Warszawie. Spośród drukowanych przez Kolberga w tym okresie&#13;
melodii ludowych jest to jedna z niewielu pozbawionych akompaniamentu&#13;
fortepianu.&#13;
Wśród pieśni słowackich wydanych w tym niewielkim zbiorku znajduje się interesujący dla polskich folklorystów wariant melodii i tekstu&#13;
towarzyszących zabawie znanej u nas jako „Kaszubskie nuty” lub „Alfabet&#13;
O. Kolberg Pieśni czeskie i słowackie…, s. 272, przedruk w: O. Kolberg Pieśni i melodie&#13;
ludowe… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 373–374.&#13;
2&#13;
Zob. K. Markiewicz Antoni Kolberg…, s. 8, obraz Słowaki zaginął. W roku 1845 wystawiony był obraz Druciarz, nadesłany przez malarza z Rzymu, również zaginiony (zob. K. Markiewicz Antoni Kolberg…, s. 9), nie wiadomo jednak, czy przedstawiał też scenę rodzajową&#13;
z Warszawy, tak jak wymieniony poprzednio.&#13;
3&#13;
O. Kolberg Pieśni czeskie i słowackie…, s. 284, przedruk w: O. Kolberg Pieśni i melodie&#13;
ludowe… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 401.&#13;
1&#13;
&#13;
84&#13;
&#13;
�kaszubski”. Słowacki tekst „To je kratké, to je dluhé, to stolica rézacy” z lokalizacją „od Trenczyna i Hradisz[cz]a”, zapisany przez Kolberga w 1847&#13;
r. lub krótko przedtem, jest najstarszą opublikowaną wersją pieśni towarzyszącej tej zabawie, drugi wariant zapisany przez niego, a pochodzący&#13;
z Moraw, zachował się tylko w niedatowanym rękopisie 1. Polskie warianty&#13;
z Kaszub i Podhala zostały udokumentowane dopiero na początku XX&#13;
wieku, choć wiadomo, że np. na Kaszubach wykonywane były znacznie&#13;
wcześniej.&#13;
Rękopisy prymarne pieśni słowackich i czeskich zamieszczonych&#13;
w 1846 r. w „Dzwonie Literackim” nie przetrwały w całości. W notatkach&#13;
sporządzonych bezpośrednio ze słuchu zachowały się tylko dwie spośród&#13;
melodii drukowanych w tym artykule, natomiast dysponujemy rękopisem&#13;
dziewięciu tekstów. Mimo braku pełnej dokumentacji możemy być pewni,&#13;
że wszystkie melodie zapisał Kolberg, natomiast teksty notowały dwie osoby — drugą obok Kolberga był filolog Andrzej Kucharski (1795–1862). Nie&#13;
wiemy, kiedy i w jakich okolicznościach ci dwaj badacze folkloru spotkali&#13;
się po raz pierwszy. Zachowane do dziś w archiwum Kolberga rękopisy Kucharskiego mogłyby wskazywać na ich bliską znajomość. Prawdopodobne&#13;
jest, że spotkali się u Maciejowskich — obydwaj znali Wacława Aleksandra&#13;
Maciejowskiego i dzielili z nim zainteresowanie folklorem słowiańskim.&#13;
Jedynym śladem bezpośrednich ich kontaktów jest owa karta, na której&#13;
Kucharski zapisał teksty trzech pieśni, a Kolberg sześciu następnych, przy&#13;
czym bezspornie zapisy te wykonano w czasie wspólnego „odsłuchiwania”&#13;
słowackich górali.&#13;
Andrzej Kucharski był przewidziany przez władze uniwersytetu warszawskiego na wykładowcę języków słowiańskich. Aby mógł przygotować&#13;
się do objęcia tej posady, otrzymał specjalne stypendium na wyjazd2 do&#13;
Wiednia, Pragi, Zgorzelca, Drezna, Lublany i innych ośrodków naukowych,&#13;
w których rozwijała się slawistyka lub istniały zbiory druków i rękopisów&#13;
Zob. E. Millerowa Materiały czeskie i słowackie w zbiorach Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Materiały do etnografii Słowian… cz. II: Czechy. Słowacja (DWOK T. 59/II), s. XXXII–&#13;
–XXXIII, zob. tamże pieśni nr 96 i 111. Zob. też L. Bielawski i A. Mioduchowska Kaszuby cz. III,&#13;
Pieśni powszechne i zawodowe, w serii „Polska pieśń i muzyka ludowa. Źródła i materiały”,&#13;
T. 2, Warszawa 1998, s. 180–181.&#13;
2&#13;
Zachowała się kopia instrukcji, którą otrzymał Kucharski przed wyjazdem, ułożył ją prawdopodobnie S.B. Linde, zob. Instrukcja dla kandydata do słowiańskich dialektów, w: T. Wierzbowski Materiały do dziejów piśmiennictwa polskiego i biografii pisarzów polskich zebrał&#13;
[...], T. II, Warszawa 1904, s. 219–221.&#13;
1&#13;
&#13;
85&#13;
&#13;
�interesujące badaczy z tej dziedziny. W latach 1825–1830 odbył podróż po&#13;
krajach słowiańskich, w czasie której miał nauczyć się języków, poznać&#13;
miejscowych uczonych i nawiązać z nimi współpracę, dokonać zakupu potrzebnych książek i rękopisów oraz zebrać materiały dotyczące dialektów&#13;
i kultury ludowej odwiedzanych krajów1. Wrócił do Warszawy w roku&#13;
1830, krótko przed wybuchem powstania, w grudniu otrzymał nominację&#13;
na stanowisko zastępcy profesora „dialektów słowiańskich”, ale nie zdążył&#13;
już podjąć pracy na uniwersytecie zamkniętym po upadku powstania. Później musiał przyjąć posadę nauczyciela gimnazjum. Na podstawie zebranych materiałów opublikował w prasie warszawskiej tylko kilka artykułów, ale dorobku z pięcioletnich badań nie zdołał zdyskontować w poważnych i samodzielnych publikacjach naukowych2, czym zawiódł i uczonych&#13;
polskich, i współpracujących z nim w czasie podróży naukowców z innych&#13;
krajów słowiańskich.&#13;
Znane obecnie zapisy folkloru zgromadzone przez Kucharskiego w latach 1825–1830 na Łużycach i Słowacji, w Czechach oraz krajach południowo-słowiańskich, a także w Polsce, m.in. w Kaliskiem, znajdują się&#13;
w archiwum rękopiśmiennym Kolberga. Prawdopodobnie nie jest to całość&#13;
pierwotnych zbiorów folklorystycznych tego badacza3. Nie wiadomo też,&#13;
kiedy i jaką drogą Kolberg otrzymał zapisy Kucharskiego przechowywane&#13;
1&#13;
Zapisy folklorystyczne A. Kucharskiego pochodzące z tej podróży i odnalezione w zbiorach&#13;
Kolberga zostały wydane w Materiałach do etnografii Słowian zachodnich i południowych&#13;
(DWOK T. 59, cz. I–III). O badaniach Kucharskiego w Czechach i Słowacji zob. E. Millerowa&#13;
Materiały czeskie i słowackie w zbiorach Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Materiały do etnografii Słowian… cz. II: Czechy. Słowacja, (DWOK T. 59/II), s. XXXVIII–LIII, na Łużycach zob.&#13;
A Skrukwa Materiały łużyckie w zbiorach Oskara Kolberga... (DWOK T. 59/I), s. XII–XXIV,&#13;
w Słowenii i Chorwacji zob. E. Millerowa Materiały południowosłowiańskie w zbiorach&#13;
Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Materiały do etnografii Słowian zachodnich i południowych&#13;
cz. III: Słowiańszczyzna południowa (DWOK T. 59/III), s. LIX–LXV.&#13;
2&#13;
Poza korespondencjami z podróży informującymi o przebiegu podejmowanych badań&#13;
i kilkoma artykułami o przekładach Pisma Świętego wydał jedynie pracę Najdawniejsze pomniki prawodawstw słowiańskich (Warszawa 1838), opracowaną na podstawie materiałów&#13;
W.A. Maciejowskiego, bardzo nisko ocenioną przez recenzentów. Ludów pozaeuropejskich dotyczy artykuł A. Kucharskiego: Etnografia Turków i ich pobratymców, „Biblioteka Warszawska” 1854, T. 3, s. 548–561, oparty na pracy H. Berghausa, zob. Z. Jasiewicz Początki polskiej&#13;
etnologii i antropologii kulturowej, Poznań 2011, s. 129.&#13;
3&#13;
W tekach Kolberga nie ma prawdopodobnie całości notatek folklorystycznych i dialektologicznych Kucharskiego dotyczących Łużyc, zob. A. Skrukwa Materiały łużyckie w zbiorach&#13;
Oskara Kolberga... (DWOK T. 59/I), s. XX.&#13;
&#13;
86&#13;
&#13;
�do dziś w jego zbiorach. Dostał je lub pożyczył zapewne dopiero po roku&#13;
18621.&#13;
Druk kolejnego artykułu Kolberga pt. Pieśni ludu weselne2 rozpoczął się&#13;
w „Bibliotece Warszawskiej” w kwietniu 1847 r. i z przerwami trwał do jesieni 1849 r. Nie jest to tylko antologia pieśni weselnych, jak sugerowałby&#13;
tytuł – zamieścił tam Kolberg także oracje i melodie instrumentalne oraz&#13;
krótkie informacje o przebiegu obrzędu. Sam w roku 1885 wspominał ten&#13;
okres badań następująco:&#13;
Więc już około r. 1840, czy też rokiem wcześniej, poczęliśmy zbierać pieśni&#13;
i muzykę ludową w okolicach Warszawy. Wkrótce dostrzegliśmy ścisłą tych&#13;
utworów z obrzędami, zwyczajami i całym bytem ludu łączność. Wzgląd ten&#13;
nakazywał nam przy spisywaniu pieśni i ich melodii notować także i ich akcesoria (wedle ówczesnych naszych pojęć), tj. uwydatniać całą sytuacje, która je&#13;
zrodziła lub do działania powoływała3.&#13;
&#13;
Ponad połowa materiałów Kolberga drukowanych przez blisko trzy lata&#13;
w „Bibliotece Warszawskiej” ukazuje folklor związany z obrzędami weselnymi w zaborze rosyjskim, w regionach, w których sam prowadził dotychczas badania. Spośród jedenastu opisów wesel sześć pierwszych opiera się&#13;
na wynikach jego własnych badań terenowych w powiecie opoczyńskim,&#13;
na Mazowszu i w Kaliskiem. Dwa następne przedstawiają przebieg wesela na Kurpiach i w powiecie łukowskim, czyli też w zaborze rosyjskim,&#13;
ale opracowane są na podstawie literatury, trzy pozostałe zawierają opisy&#13;
z Małopolski i zostały przygotowane na podstawie publikacji innych autorów. Ostatnia część Pieśni ludu weselnych w czwartym tomie „Biblioteki Warszawskiej” z roku 1849 kończy się notą zapowiadającą ciąg dalszy,&#13;
jednak następnych opisów wesel nie drukowano. Kolberg nie miał jeszcze&#13;
1&#13;
Józefa Kucharska po śmierci męża w 1862 r. wyszła ponownie za mąż za Władysława&#13;
Wierzbowskiego (1825–1876), inżyniera pracującego w dyrekcji kolei żelaznej, zaprzyjaźnionego z Kolbergiem. Być może za jego pośrednictwem Kolberg otrzymał część zapisów Kucharskiego przed sprzedaniem przez jego spadkobierców księgozbioru i archiwaliów bibliotece&#13;
uniwersytetu w Odessie.&#13;
2&#13;
O. Kolberg Pieśni ludu weselne. Z muzyką, „Biblioteka Warszawska” 1847, T. 2, s. 188–&#13;
206 oraz 649–661, T. 3, s. 582–595, T. 4, s. 625–639, 1848, T. 3, s. 615–632, 1849, T. 1, s. 605–623&#13;
i T. 4, s. 383–403; w latach 1847–1848 do każdego odcinka artykułu dołączone były wkładki&#13;
nutowe. Przedruk w: O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 442–674.&#13;
3&#13;
O. Kolberg Mazowsze, cz. I (DWOK T. 24), s. X.&#13;
&#13;
87&#13;
&#13;
�materiałów, aby przedstawić pieśni i melodie instrumentalne towarzyszące&#13;
obrzędowi w całej Polsce. Praktycznie poza Królestwem znał tylko Poznań&#13;
oraz Kraków, Mogilany i Modlnicę, które odwiedził zaproszony przez Konopkę. Aby przedstawić pieśni towarzyszące ludowym weselom w innych&#13;
regionach, musiałby sięgać do literatury, gdzie jednak zapisy nutowe były&#13;
bardzo rzadkie1. Dlatego zapewne zrezygnował z kontynuowania tej publikacji.&#13;
Wszystkie melodie wokalne i instrumentalne zamieszczone w Pieśniach&#13;
ludu weselnych mają dołączony akompaniament fortepianowy autorstwa&#13;
Kolberga. Takie opracowanie melodii sugerowałoby, że Pieśni ludu weselne są przeznaczone do domowego muzykowania, podobnie jak pieśni&#13;
wydane w Poznaniu u Żupańskiego w latach 1842–1845. Jednak w przeciwieństwie do edytorskiej formy tamtej publikacji, nuty zamieszczone&#13;
w „Bibliotece Warszawskiej”, a także w „Dzwonie Literackim” nie były dostosowane do potrzeb śpiewaków amatorów. Wydrukowano je na wiotkim&#13;
papierze i oddzielono od tekstów jako osobne wkładki, a melodie pieśni&#13;
weselnych w „Bibliotece Warszawskiej” dla oszczędzenia miejsca zamieszczono in continuo.&#13;
We wstępie Kolberg pisał, że obrzędy weselne były już wielokrotnie&#13;
przedmiotem zainteresowania zbieraczy folkloru, ale dotychczas pieśni im&#13;
towarzyszące drukowano bez zapisów nutowych. W tej publikacji zawierającej 309 pieśni znalazło się 86 melodii, prawie wszystkie w materiałach&#13;
z jego własnych badań2. Jest ich więc znacznie mniej niż tekstów, między&#13;
innymi dlatego, że w trakcie wesela ta sama melodia wykonywana jest&#13;
wielokrotnie w różnych sytuacjach i służy różnym tekstom, co Kolberg&#13;
wskazywał odsyłaczami, nie powtarzając zapisu nutowego. Część tekstów&#13;
zapisana była jednak bez właściwej dla nich melodii. Zauważyć można, że&#13;
i tym razem zaprezentował wprawdzie muzykę ludową, jej zróżnicowanie&#13;
1&#13;
Np. całkowicie pozbawiony był zapisów nutowych obszerny i szczegółowy artykuł Porządek obrzędu weselnego w Wielkim Księstwie Poznańskim opracowany przez J.J. Lipińskiego, wydawcę pieśni wielkopolskich, zamieszczony w „Bibliotece Warszawskiej” w r. 1842,&#13;
T. II, s. 285–308.&#13;
2&#13;
Osiemdziesiąt melodii zamieścił Kolberg w opisach wesel I-VI opracowanych na podstawie własnych badań, sześć włączył z własnych zapisów do wesela Kurpiów (nr VII), przytoczonego za materiałami opublikowanymi przez K.W. Wójcickiego. W przedruku w tomie O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe... cz. I (DWOK T. 67/I) dołączono jeszcze siedem weselnych melodii wokalnych i instrumentalnych pochodzących z rękopisów, gdzie były opracowane na głos&#13;
z towarzyszeniem fortepianu, są to w przedruku melodie nr 395, 397–399, 481, 490 i 491.&#13;
&#13;
88&#13;
&#13;
�i znaczenie w obrzędzie, ale w równej albo nawet w większej mierze przedstawił teksty i starał się ukazać ich tożsamość, podobieństwo lub całkowitą&#13;
odmienność w określonych momentach wesela w różnych regionach. Wielokrotnie więc zamieścił warianty tekstów bliskie sobie, ale pochodzące&#13;
z różnych okolic.&#13;
Opis obrzędu zwykle ograniczył Kolberg do krótkich informacji o sytuacji, w której są wykonywane przytoczone pieśni, i o tym, kto z uczestników&#13;
lub „urzędników weselnych” je śpiewa. Choć kilkakrotnie opisy są bardziej&#13;
rozbudowane, nigdy informacje te nie są tak szczegółowe, jak w drukowanych później monografiach regionalnych. Mimo tej lakoniczności pozwalają&#13;
one zauważyć i podobieństwa, i różnice między przebiegiem wesela w różnych regionach. Noty lokalizacyjne są uogólnione i wskazują dosyć rozległe&#13;
okolice, nie pojedyncze miejscowości.&#13;
Pieśni weselne pochodzące z własnych badań, zamieszczone w pierwszych sześciu opisach, przedrukował1 Kolberg później w monografiach&#13;
regionalnych Radomskie, Łęczyckie, Kaliskie i Mazowsze. Wydawał je&#13;
dopiero w latach 1885–1890 i z powodu dużego dystansu między czasem&#13;
pozyskania pieśni a rokiem ich druku w monografiach opatrywał te opisy wesel w Ludzie datami rocznymi wskazującymi, kiedy zapisał melodie&#13;
i teksty. W tomach Ludu i Obrazów etnograficznych opisy wesel opatrzone&#13;
są odsyłaczami do pierwodruków w „Bibliotece Warszawskiej”, a niektóre&#13;
także przypisami informującymi, że w obecnej wersji materiały te zostały uzupełnione, poszerzone lub poprawione. Zabiegi te polegały przede&#13;
wszystkim na usunięciu akompaniamentu oraz uzupełnieniu o pieśni&#13;
i melodie instrumentalne pominięte w pierwodruku lub później pozyskane, rozbudowane też zostały opisy przebiegu obrzędu, ponadto przedruki&#13;
w monografiach mają dokładniejsze noty lokalizacyjne2. W tych nowych&#13;
redakcjach melodia wokalna jest zwykle taka sama – sporadycznie Kolberg&#13;
korygował metrum i bardzo rzadko poprawiał zapis nutowy3. Porównanie&#13;
Wszystkie pieśni i melodie zamieszczone przez Kolberga ponownie w monografiach są zestawione w tomie O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe… cz. II (DWOK T. 67/II) w wykazie na&#13;
s. 280–305.&#13;
2&#13;
Np. dla „Wesela I” w pierwodruku w nocie wymieniony jest powiat opoczyński, a następnie nazwy 11 wsi, natomiast opis ten zamieszczony w: O. Kolberg Radomskie (DWOK T. 20,&#13;
s. 165) jako „wesele VI”, ma tam notę: „od Przysuchy, Skrzynna (Rdzuchów, Skrzyńsko), 1845”.&#13;
3&#13;
Zob. D. Pawlakowa Dokumentacja folkloru muzycznego w pracach Oskara Kolberga w:&#13;
Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło cz. II (DWOK T. 85/II).&#13;
1&#13;
&#13;
89&#13;
&#13;
�tekstów w zachowanych zapisach terenowych, np. z Kaliskiego i Radomskiego z drukiem w „Bibliotece Warszawskiej” w r. 1848 i z późniejszymi&#13;
przedrukami w monografiach w latach 1885–1890 wskazuje, że publikując&#13;
je w Ludzie, przywrócił niektóre cechy wymowy gwarowej zaznaczone&#13;
w zapisach wykonywanych bezpośrednio ze słuchu. Dotyczy to m.in. mazurzenia charakterystycznego dla gwar tych regionów – było ono odnotowane&#13;
w rękopisach, ale nieuwzględnione w druku w latach 1847–1849.&#13;
W trakcie druku Pieśni ludu weselnych Kolberg opracował jeszcze jeden, znacznie mniejszy zbiorek: Pieśni ludu obrzędowe. Kogutek. Gaik.&#13;
Okrężne1, drukowany w Album literackim, almanachu zredagowanym&#13;
przez K.W. Wójcickiego. Zamieścił tam dwadzieścia dwie pieśni z opisami obchodów wiosennych i żniwnych wskazanych tytułem. Osiemnaście&#13;
z nich ma melodie i teksty pochodzące z jego własnych zapisów, nawet jeżeli źródłem opisu była publikacja innego autora, a wszystkie melodie opatrzone są akompaniamentem fortepianowym. W części poświęconej zwyczajom związanym z okrężnym, czyli dożynkami, najpierw podał ich opis&#13;
i pieśni ze zbioru K.W. Wójcickiego oraz fragmenty anonimowego artykułu&#13;
z „Przyjaciela Ludu”2, potem przytoczył pieśni pochodzące z własnych zbiorów. Te ostatnie w druku mają bezpośrednie noty lokalizacyjne, a zapisane&#13;
były w zaborze rosyjskim — na Mazowszu, w Radomskiem i w Kaliskiem.&#13;
Ukazują one m.in. zróżnicowanie tekstów i melodii powszechnie wówczas&#13;
znanej i wykonywanej pieśni z incipitem lub refrenem „Plon niesiemy, plon,&#13;
jegomości w dom”, w której liczba i treść zwrotek limitowana była tylko&#13;
ochotą ich twórców i wykonawców do kpin i zabawy. O tekstach tych pisze:&#13;
Lud nasz, niewyczerpany w konceptach, przy lada okazji zręcznie je wtrącić&#13;
umie. Niepodobna zatem schwycić wszelkich jego wyskoków, ani można pamiętać i skreślić dowcipów co chwila w inną przybranych barwę. W każdej&#13;
prawie wsi są inne pieśni, tak jak inni ludzie i inne miejscowe okoliczności,&#13;
dające powód do ucinków szczodrze szafowanych i nieoszczędzających ani samego pana, ani urzędników i oficjalistów jego. Kto był na wsi przy podobnych&#13;
1&#13;
O. Kolberg Pieśni ludu obrzędowe. Kogutek. Gaik. Okrężne, w: Album literackie, Warszawa 1848, s. 331–350 i wkładka nutowa. Przedruk w tomie O. Kolberg Pieśni i melodie&#13;
ludowe… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 402–441.&#13;
2&#13;
K.W. Wójcicki Pieśni ludu Białochrobatów…, T. 1, s. 269–272; Mieszkańcy okolic Sandomierza i Radomia, „Przyjaciel Ludu” R. 13: 1846, T. 1, nr 25, s. 195 i 198. Cytując opis z „Przyjaciela Ludu”, Kolberg pominął zamieszczony tam tekst pieśni i zamiast niego dał własny zapis&#13;
(z melodią) z Radomskiego z lokalizacją „Rdzuchów pod Przysuchą”.&#13;
&#13;
90&#13;
&#13;
�okolicznościach, najlepiej osądzi znaczenie tego rodzaju pieśni, którym zapewne&#13;
niejedną winien chwilę prawdziwego zadowolenia1.&#13;
&#13;
Pieśni ludu weselne i Pieśni ludu obrzędowe potwierdzają zróżnicowanie regionalne wybranych obrzędów. Mimo opracowania na głos z towarzyszeniem fortepianu, ułatwiającego ich wykonanie amatorom śpiewu, są&#13;
to zbiory prezentujące zmienność i podobieństwem określonych pieśni i ich&#13;
związki z kontekstem kulturowym – weselami i dożynkami, to jest obrzędami, które obok Godów, czyli cyklu Bożego Narodzenia, były najważniejsze&#13;
dla społeczności wiejskiej. Prezentowany materiał pochodził głównie z kilku regionów znajdujących się w zaborze rosyjskim, a przebieg obrzędów&#13;
był podany dość skrótowo, ale istotny był sam fakt zamieszczenia aż tylu&#13;
wariantów pieśni w jednej publikacji, co umożliwiało porównanie ich tekstów i miejsca w obrzędzie.&#13;
Idea prezentowania wariantów była w latach 1847–1848 nowa, wcześniej wydawcy poszukiwali nieznanych do tej pory tekstów i unikali druku&#13;
pieśni podobnych. Żegota Pauli we wstępie do Pieśni ludu polskiego w Galicji (1838) pisał, że porównał zapisane przez siebie teksty z drukowanymi&#13;
przez Wacława Zaleskiego i „wyłączył mniej odmienne”2, Kazimierzowi W.&#13;
Wójcickiemu recenzent3 wytknął druk tekstów, których warianty znajdowały się już u Zaleskiego, a Wójcicki sam o wydanych przez Jana Józefa&#13;
Lipińskiego pieśniach wielkopolskich pisał, że „mało tu takich, których by&#13;
już zbiory poprzedników p. Lipińskiego nie obejmowały”4. Kolberg, zapoznając się z muzyką ludową i tekstami pieśni coraz dokładniej, traktował je&#13;
nie tylko jako źródło inspiracji bądź skarbiec przechowujący relikty dawnej&#13;
narodowej kultury, widział w nich także przedmiot badań, interesujący&#13;
i ważny dla kultury narodowej, dlatego zwracał uwagę na ich podobieństwo lub odmienność w różnych regionach. We wstępie do Pieśni ludu&#13;
weselnych pisał:&#13;
O. Kolberg Pieśni ludu obrzędowe…, s. 348, w przedruku w tomie O. Kolberg Pieśni&#13;
i melodie ludowe… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 439.&#13;
2&#13;
Ż. Pauli Pieśni ludu polskiego…, s. 1.&#13;
3&#13;
Anonimowa recenzja w „Tygodniku Petersburskim” 1839, nr 47, s. 268.&#13;
4&#13;
Wł. [K.W. Wójcicki], recenzja w „Bibliotece Warszawskiej” 1842, T. 3, s. 631. Na tej samej&#13;
stronie do recenzji Wójcickiego dołączony został przypis Kolberga o melodiach pieśni wielko­&#13;
polskich zamieszczonych przez J.J. Lipińskiego, przedruk tego przypisu w tomie O. Kolberg&#13;
Pisma muzyczne… cz. II (DWOK T. 62), s. 578–579.&#13;
1&#13;
&#13;
91&#13;
&#13;
�[…] rozwijając jedne po drugich obrzędy weselne z różnych, mianowicie oddalonych od siebie stron, najlepiej przez porównanie ich między sobą rozróżnić, co&#13;
w nich pierwotnego, a co było napływowego z innych pieśni lub okolic, odgadnąć wzajemny wpływ, jaki na siebie wywierały, i ocenić ich wartość poetyczną&#13;
będziemy w możności1.&#13;
&#13;
W wersji podobnej do przyjętej w Pieśniach ludu weselnych, tj. z własnym akompaniamentem, Kolberg przygotowywał do druku także inne&#13;
pieśni i melodie ludowe ze swego bogatego już zasobu zapisów terenowych. Miały to być zbiory utworów wybranych według różnych kryteriów,&#13;
m.in. takich jak temat tekstu czy sytuacja wykonawcza. Świadczą o tym&#13;
zachowane w Kolbergowskim archiwum karty, na których zestawił np.&#13;
kilka wariantów tekstowych wątku balladowego czy pieśni wojskowych 2&#13;
z melodiami opatrzonymi akompaniamentem. Zachował się także rękopis w znacznej mierze gotowy do druku, zatytułowany Zbiór mazurów&#13;
i obertasów gminnych wydany przez O. Kolberg[a]3. Na czterech kartach&#13;
sztywnego papieru nutowego wpisał Kolberg 72 melodie, z notami lokalizacyjnymi i nazwami tańców, bez tekstów przyśpiewek. Melodie te pochodzą&#13;
z różnych regionów leżących w Królestwie, co pozwala datować rękopis&#13;
na okres, w którym drukowane były Pieśni ludu weselne. Opracowanie to&#13;
pozostało niedokończone, kilkanaście końcowych zapisów nutowych ma&#13;
wpisany tylko szkic partii lewej ręki lub nie ma go wcale.&#13;
Pieśni ludu weselne były ostatnim opublikowanym przez Kolberga zbiorem pieśni dokumentującym folklor, w którym melodie ludowe badacz opatrywał swym akompaniamentem. Wprawdzie wydał jeszcze kilkanaście lat&#13;
później, w roku 1862, Pieśni ludowe do śpiewu z towarzyszeniem fortepianu4, ale wszystkie zawarte tam utwory są powtórzeniem melodii i tekstów&#13;
zamieszczonych w Pieśniach ludu polskiego wydanych w roku 1857. Pięć&#13;
lat po wydaniu tego tomu Kolberg wybrał z zamieszczonych tam pieśni&#13;
osiem wątków balladowych popularnych wśród ludowych wykonawców&#13;
O. Kolberg Pieśni ludu weselne, przedruk w: O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe…&#13;
cz. I (DWOK T. 67/I), s. 443.&#13;
2&#13;
Zostały one wydrukowane w tomie O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe... cz. II (DWOK&#13;
T. 67/II), zob. tam np. pieśni nr 607–614, 682–687, 693–694, 696–698.&#13;
3&#13;
Zbiór mazurów i obertasów gminnych opublikowany jest w tomie O. Kolberg Pieśni&#13;
i melodie ludowe… cz. II (DWOK T. 67/II), s. 197–268, nr 763–834.&#13;
4&#13;
Wydanie to przedrukowe zostało w tomie O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe…&#13;
cz. I (DWOK T. 67/I), s. 675–700.&#13;
1&#13;
&#13;
92&#13;
&#13;
�i osiem melodii tanecznych z przyśpiewkami i dodał do nich akompaniament, którego w pierwodruku tych utworów z roku 1857 nie było. Partia&#13;
fortepianu tym razem zasługuje na wyższą ocenę niż opracowanie dołączone do pieśni drukowanych1 w latach 1842–1845. Aleksander Pawlak,&#13;
omawiając wydawane przez Kolberga zbiory pieśni z akompaniamentem&#13;
fortepianu, pisze: „Najwyższy poziom wykazują Pieśni ludowe do śpiewu,&#13;
ostatnia tego rodzaju publikacja Kolberga”2. Nie było to jednak wydawnictwo źródłowe, przeznaczone dla badaczy muzyki czy literatury ludowej, ale&#13;
opracowanie przygotowane wyłącznie dla amatorów domowego muzykowania, mających pewne umiejętności wykonawcze. Szesnaście wybranych&#13;
utworów Kolberg ułożył przemiennie, po każdej balladzie następuje melodia taneczna z przyśpiewką. Melodia wokalna wszystkich utworów jest taka&#13;
sama jak w pierwodruku, pozostawione są też noty lokalizacyjne, natomiast&#13;
teksty ballad nie są wiernymi przedrukami. Sądzić można, że Kolberg chciał&#13;
wykonawcom zaprezentować utwory o pełnej fabule, zawierające tyle motywów danego wątku, ile było potrzebnych, aby opowieść prezentowana&#13;
w balladzie stała się zrozumiała i dramatyczna. Dlatego teksty, które w pierwodruku nie zawsze są kompletne, w tym wydaniu mają nieco zmienione&#13;
fragmenty lub interpolacje pochodzące z jednego lub nawet z kilku innych&#13;
wariantów. Redagując teksty ballad, Kolberg zachował taką ich postać językową, jaką im nadał w pierwodruku, tj. bliską ówczesnemu językowi&#13;
ogólnopolskiemu. Natomiast teksty przyśpiewek w Pieśniach ludowych do&#13;
śpiewu w stosunku do drukowanych w Pieśniach ludu polskiego z 1857 r.&#13;
wykazują różnice tylko w warstwie językowej. W edycji z 1862 r. wprowadził w nich Kolberg najbardziej wyraziste cechy fonetyczne wykonawców&#13;
(mazurzenie, zanik nosowości w wygłosie itp.), które odnotował wprawdzie&#13;
w czasie badań terenowych, ale w większości pominął w druku w roku&#13;
1857. Tym zabiegiem chciał może podkreślić, że teksty przyśpiewek są&#13;
„nieobrobione”, autentyczne w swej „gminnej” postaci. Rozmaitość i przemienność emocjonalna i językowa tekstów miały zapewne przyczynić się&#13;
1&#13;
W zbiorze wydanym w r. 1862 powtórzył Kolberg trzy ballady zamieszczone po raz pierwszy w wydaniu z lat 1842–1845 oraz ponownie w Pieśniach ludu polskiego z roku 1857; mają&#13;
one zgodną z pierwodrukiem linię melodyczną i notę lokalizacyjną, ale nowy akompaniament,&#13;
por. w tomie O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe… cz. I (DWOK T. 67/I), nr 156 i 583, 141 i 585&#13;
oraz 75 i 597.&#13;
2&#13;
A. Pawlak „Pieśni i melodie ludowe” w opracowaniu fortepianowym, w: O. Kolberg&#13;
Pieśni i melodie ludowe… (DWOK T. 67/I), s. VIII.&#13;
&#13;
93&#13;
&#13;
�do zainteresowaniu odbiorców. Pieśni ludowe do śpiewu oddał Kolberg do&#13;
druku, licząc na uzyskanie dochodu z ich sprzedaży. Czy było to działanie&#13;
skuteczne, nie wiemy.&#13;
Zamieszczone w „Bibliotece Warszawskiej” w latach 1847–1849 Pieśni&#13;
ludu weselne zakończyły pewien etap w edytorskiej działalności Kolberga jako wydawcy folkloru muzycznego. Podsumowując ten okres, przypomnieć trzeba recenzje drukowane bezpośrednio po opublikowaniu omówionych tu zbiorów Kolberga, a także przytoczyć opinie chronologicznie&#13;
znacznie późniejsze. Trzy zbiory pieśni drukowane przez Kolberga w latach&#13;
1847–1849 nie zostały zauważone przez recenzentów, być może dlatego,&#13;
że zamieścił je w czasopismach i w pracach zbiorowych. Najważniejszy&#13;
z nich i najobszerniejszy, Pieśni ludu weselne, opublikowała „Biblioteka&#13;
Warszawska”, więc zrozumiałe jest, że nie był tam recenzowany. Jedynie&#13;
Pieśni ludu polskiego wydane w latach 1842–1845 u Żupańskiego w Poznaniu były oceniane w prasie, nawet jeszcze przed zakończeniem druku,&#13;
na podstawie pierwszego lub dwu początkowych zeszytów.&#13;
Dodawanie do ludowych pieśni akompaniamentu fortepianowego&#13;
spotykało się, jak już tu wspominano, z krytyką niektórych recenzentów&#13;
współczesnych Kolbergowi, choć w latach 1818–1842 było stosowane przez&#13;
wszystkich wydawców folkloru. Przytoczono tu już krótką ocenę Fryderyka&#13;
Chopina, całkowicie deprecjonującą pracę Kolberga nad popularyzacją muzyki ludowej, ale zawartą w prywatnym liście. Rozbieżne były opinie dwu&#13;
innych autorów, K. Libelta i M.A. Szulca, których recenzje też tu wspominano. Libelt uznał akompaniament i przygrywki za dodatki „nie na swoim&#13;
miejscu”, ale podkreś­lił wartość pracy Kolberga — notowanie ze słuchu&#13;
melodii i fakt ich publikacji, ponieważ muzyka ludowa była dotąd rzadko prezentowana przez zbieraczy folkloru. Działalność autora Pieśni ludu&#13;
polskiego na tym polu uznał za godną wysokiej oceny i wsparcia rodaków.&#13;
M.A. Szulc potraktował ten pierwszy wydany przez Kolberga zbiór jako&#13;
edycję przeznaczoną dla amatorów śpiewu, do domowego muzykowania,&#13;
i chwalił jego opracowanie. Podkreślić trzeba, że recenzje Pieśni ludu polskiego wydanych u Żupańskiego ukazały się tylko w prasie poznańskiej.&#13;
Czasopisma warszawskie nie mogły o nich pisać, ponieważ rozpowszechnianie tej publikacji było w Królestwie zakazane.&#13;
Bliżsi nam chronologicznie autorzy zajmujący się dorobkiem Kolberga&#13;
z tego wczesnego okresu też reprezentują odmienne stanowiska, ale w nieco&#13;
innym zakresie. W 1961 r. Marian Sobieski we wstępie do pierwszego tomu&#13;
94&#13;
&#13;
�Dzieł wszystkich Kolberga, oceniając m.in. jego kompozycje fortepianowe&#13;
i opracowania muzyki ludowej z lat 1842–1849, pisał:&#13;
Podobne stanowisko Kolberga-kompozytora widzimy w jego opracowaniach&#13;
pieś­ni ludowych, gdzie dyskretny i skromny akompaniament nie zaciera i nie&#13;
przytłacza oryginalnej melodii ludowej. Dowodzi to z jednej strony szacunku kompozytora dla twórczości ludowej, z drugiej strony jest świadectwem konsekwentnej realizacji programowych założeń muzyki domowej. Dostosowanie się autora&#13;
do możliwości wykonawczych szerokich rzesz amatorów-muzyków otworzyło&#13;
drogę do popularyzacji wśród nich polskich melodii ludowych, a tym samym&#13;
do przeniknięcia w nurt muzyki domowej elementów ludowych i narodowych1.&#13;
&#13;
Po dokładniejszej charakterystyce jego pierwszych folklorystycznych&#13;
publikacji dodał:&#13;
Kolberg starał się urozmaicić akompaniament w duchu ludowym przez naśladowanie basowania kapeli ludowej (buczenie kwint), czy stosowanie nuty pedałowej, imitującej brzmienie dudów. Jedno jest pewne: że mimo tych uzasadnionych rozumowo starań brakło tu rzeczywiście talentu […]2.&#13;
&#13;
Jednak nie zawsze te wczesne publikacje Kolberga były właściwie rozumiane3. Etnomuzykolodzy melodie wokalne wydawane przez Kolberga&#13;
M. Sobieski Oskar Kolberg jako kompozytor i folklorysta muzyczny..., s. XLIV–XLV.&#13;
M. Sobieski tamże , s. L–LI.&#13;
3&#13;
W roku 1988 Julian Maślanka pisał, że całość zapisu nutowego, tj. melodia wokalna i akompaniament w pierwszym zbiorze z lat 1842–1845 są autorstwa Kolberga, a „Pieśni ludu weselne&#13;
mają wprawdzie muzykę jeszcze komponowaną przez Kolberga, ale już z troską o upodobnienie jej do muzyki ludowej” (J. Maślanka Folklorystyka polska w latach 1831–1863... , s. 77).&#13;
Podobnie ocenę opracowania melodii ludowych przez Kolberga formułował nieco wcześniej&#13;
R. Górski, zob. w jego biografii Oskar Kolberg. Zarys życia i działalności, wyd. 2, Warszawa 1974, s. 50 i 59. Jednak zakres edytorskiego opracowania muzyki ludowej w Pieśniach&#13;
ludu polskiego wydanych w latach 1842–1845 w Poznaniu i w Pieśniach ludu weselnych z lat&#13;
1847–1849, wbrew twierdzeniu obu autorów, jest taki sam — melodie wokalne w obu tych&#13;
zbiorach nie były komponowane, były to melodie ludowe, komponowany był tylko akompaniament fortepianowy. Pewne nieporozumienia powodował też termin „rozwijać”, używany&#13;
czasem przez Kolberga, np. w tytule pierwszej publikacji folklorystycznej z roku 1842: Pieśni&#13;
ludu polskiego zebrał i rozwinął… O następnym zbiorze, Pieśni ludu weselne, R. Górski pisze,&#13;
że Kolberg melodii tam zamieszczonych „już nie usiłował »rozwijać« i poprawiać” (R. Górski&#13;
Oskar Kolberg. Zarys życia i działalności… s. 59). Jednak we wstępie do Pieśni ludu weselnych Kolberg użył również tego określenia: „[...] rozwijając jedne po drugich obrzędy weselne&#13;
[...]” , co znaczyło tylko, tak samo jak w r. 1842, że przedstawia ich liczne przykłady.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
95&#13;
&#13;
�w latach 1842–1849 traktowali tak samo jak zamieszczane w edycjach późniejszych. Natomiast akompaniament fortepianowy spotykał się ze strony&#13;
krytyków i innych zainteresowanych z różnymi, m.in. przytoczonymi wyżej&#13;
opiniami. Zależały one od tego, czy traktowali wydawane przez Kolberga&#13;
zbiory jako dokumentację folkloru muzycznego, czy jako środek popularyzacji muzyki ludowej lub szerzej – muzyki narodowej. Analizując od strony&#13;
muzycznej wczesne zbiory folklorystyczne, wydane przez Kolberga przed&#13;
podjęciem prac nad monografiami etnograficzno-folklorystycznymi, badacze muzyki ludowej odróżniają dwa problemy: ocenę towarzyszącej melodiom oprawy w postaci akompaniamentu oraz wartość prezentowanych&#13;
tam utworów ludowych jako dokumentów ówczesnego stanu folkloru. Tę&#13;
ostatnią może wskazać konfrontacja ich z zapisami terenowymi, bezpośrednimi wynikami badań Kolberga. Możliwość oceny zgodności pierwodruków tych melodii z podstawą, to jest z notacjami ze słuchu, ograniczona&#13;
jest tylko obecnym stanem zachowania spuścizny rękopiśmiennej Kolberga, a ta – jak wiadomo – nie przetrwała w całości. Poszerza tę możliwość&#13;
porównanie melodii drukowanych w tym pierwszym okresie działalności&#13;
Kolberga z materiałami zamieszczanymi później w regionalnych tomach&#13;
Ludu, w których wykorzystał te same zapisy prymarne. Porównanie licznych zapisów nutowych zamieszczonych w publikacjach z lat 1842–1849&#13;
z zachowanymi rękopisami wykonanymi ze słuchu wskazuje, że melodia&#13;
wokalna jest taka sama, a niewielkie korekty w niektórych nielicznych&#13;
przypadkach nie dotyczą zasadniczego jej przebiegu 1. Również zgodność&#13;
melodii wokalnych i instrumentalnych wydanych w latach 1842–1849&#13;
z późniejszymi ich przedrukami w Ludzie i Obrazach etnograficznych&#13;
może wskazywać na autentyczność muzyki prezentowanej w tych wczesnych zbiorach, nawet jeżeli nie dysponujemy dziś zapisami terenowymi&#13;
Kolberga, wykonanymi bezpośrednio w czasie badań, ponieważ monografie regionalne przygotowywał Kolberg do druku — jeżeli chodzi o muzykę przede wszystkim — na podstawie zapisów ze słuchu sporządzanych&#13;
w czasie badań terenowych.&#13;
W roku 1849 Kolberg opublikował także tekst całkowicie odmienny&#13;
od dotychczasowych. Dnia 17 października tamtego roku w Paryżu zmarł&#13;
Fryderyk Chopin. Na wiadomość o zgonie kompozytora Kolberg napisał&#13;
1&#13;
&#13;
Zob. D. Pawlakowa Dokumentacja folkloru muzycznego… (DWOK T. 85/II).&#13;
&#13;
96&#13;
&#13;
�krótki, nacechowany emocjonalnie nekrolog Szopen umarł!1. W latach następnych starał się gromadzić informacje o życiu Chopina, prostował błędy&#13;
w wychodzących drukiem biografiach kompozytora, poszukiwał utworów,&#13;
które pamiętał z warszawskiego okresu jego życia i publikował odnalezione&#13;
juwenilia, ale wtedy, jesienią 1849 r., jedna stroniczka w „Bibliotece Warszawskiej” musiała zmieścić jego refleksje wywołane bezpośrednio przez&#13;
tę wiadomość. Dał tam wyraz swemu bólowi, ale także wierze, że muzyka&#13;
Chopina jest nieśmiertelna i zawsze będzie towarzyszyć ludziom szukającym pocieszenia.&#13;
Tak spontaniczną i silną reakcję Kolberga odnajdujemy potem zaledwie&#13;
kilka razy w listach związanych z wydarzeniami w rodzinie. Retoryka tekstu napisanego w chwili otrzymania wiadomości o śmierci kompozytora&#13;
i wyraźnie widoczne w nim emocjonalne zaangażowanie odbiegają od charakterystycznej dla Kolberga powściągliwości. Następne jego publikacje,&#13;
listy i notatki na temat dzieł i życia Chopina mają zawsze bardzo rzeczowy&#13;
charakter, nawet wtedy gdy są to jego osobiste wspomnienia dotyczące&#13;
wykonywania przez kompozytora własnych utworów. Uwielbienie dla&#13;
twórczości Chopina, a także świadomość, że słuchając go, obcuje z czymś&#13;
niezwykłym, towarzyszyły Kolbergowi przez całe życie, od pierwszego kontaktu w profesorskim domu w Warszawie, jednak raz tylko, właśnie w tym&#13;
nekrologu, odsłonił tak bardzo swe uczucia.&#13;
W listach z lat późniejszych wspominał niekiedy, że grywa utwory Chopina dla własnej przyjemności, z innych źródeł wynika, że czasem także dla&#13;
niewielkiego grona słuchaczy. Niewiele znamy relacji o Kolbergu–pianiście&#13;
i są to wypowiedzi amatorów, nie zawodowych krytyków muzycznych, ale&#13;
świadczą one, że osoby słyszące kompozycje Chopina w jego wykonaniu&#13;
były wyraźnie wzruszone, a jego gra podobała się. Paulina Wilkońska, opowiadając o spotkaniu u Seweryny Pruszakowej w styczniu 1851 r., kończy relację: „Potem Oskar Kolberg uproszony zagrał nam mazury Szopena&#13;
— i całe zachwycił zebranie”2. Przypuszczać można, że dzięki znakomitej&#13;
pamięci muzycznej żywy był w jego wykonawstwie sposób „traktowania&#13;
instrumentu” przez kompozytora.&#13;
&#13;
1&#13;
O. Kolberg Szopen umarł! „Biblioteka Warszawska” 1849, T. 4, s. 436, przedruk w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 460, tekst nr 979.&#13;
2&#13;
P. Wilkońska Moje wspomnienia o życiu towarzyskim…, s. 134.&#13;
&#13;
97&#13;
&#13;
�IV&#13;
[Premiera Króla pasterzy i Sceny w karczmie w prywatnym salonie muzycznym. – Następne kompozycje fortepianowe. – Badania terenowe w zaborze&#13;
rosyjskim.]&#13;
&#13;
W roku 1848 lub 1849 powstał pierwszy znany portret1 Oskara Kolberga, mającego wówczas około trzydziestu pięciu lat. Oryginał obrazu zaginął&#13;
w czasie powstania warszawskiego w roku 1944, zachowała się tylko jego&#13;
fotografia. Namalował go Antoni, który wrócił wtedy do Warszawy po długim pobycie w Rzymie i Paryżu.&#13;
Spośród dotychczasowego dorobku Antoniego najwyżej ceniono właśnie portrety – przysłane z Włoch chwalono już w recenzjach z wystawy&#13;
w salach Szkoły Malarstwa w czerwcu roku 1845. Nieco później, prawdopodobnie w roku 1850, Antoni wykonał portrety rodziców. Ojca, nieżyjącego&#13;
od kilkunastu lat, malował według litografii wykonanej w latach dwudziestych XIX w. w Berlinie lub według miniatury, matka do swego porteru&#13;
mogła mu pozować osobiście2. Wkrótce potem, w roku 1852, Antoni ożenił&#13;
się z Eleonorą Marconi (1832–1883), była ona siostrą jego przyjaciela, też&#13;
malarza, Karola Marconiego, z którym w latach następnych kilkakrotnie&#13;
współpracował przy wykonywaniu fresków w kościołach i gmachach publicznych Warszawy. Antoni nadal cieszył się renomą także jako autor obrazów religijnych – już w roku 1840 jego obraz Św. Trójca umieszczony&#13;
był w ołtarzu katedry Św. Jana w Warszawie, w roku 1854 wystawiony był&#13;
w salach Towarzystwa Dobroczynności obraz Matki Boskiej Szkaplerznej&#13;
przeznaczony dla kościoła w Żbikowie3.&#13;
W tym okresie, tj. w latach 1848–1849, bliski ukończenia był wspomniany już tutaj Król pasterzy, najbardziej znany utwór sceniczny Oskara&#13;
Kolberga, z librettem Lenartowicza. Fabuła jednoaktowej „opery sielskiej”,&#13;
zaczerpnięta z utworu F.L. Jaskólskiego Pasterze na Bachorzy4, opowiada o kujawskim zwyczaju wybierania króla spośród dziewcząt i chłopców&#13;
Zob. ryc. 3 w tym tomie.&#13;
Zob. ryc. 1 i 2 w tym tomie.&#13;
3&#13;
Donosiła o tym prasa warszawska, dodając: „Tym bardziej obraz ten godzien zastanowienia, iż obstalowany został przez żonę włościanina w wypełnieniu ostatniej woli jej męża,&#13;
co stosunkowo do jej możności bardzo wielki wydatek stanowi. Obraz ten przynosi zaszczyt&#13;
artyście […]”, „Dziennik Warszawski” 1854, nr 217 z 21 sierpnia.&#13;
4&#13;
Zob. przypis 3 na s. 80.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
98&#13;
&#13;
�wypasających bydło na rozległych bagnistych łąkach nazywanych Bachorzą.&#13;
Królem zostawał ten, kto pierwszy przypędził swe stado na Bachorzę rano&#13;
w dzień Zielonych Świąt. Według libretta jeden z pasterzy, Maciuś Ciemięga, postanowił przechytrzyć towarzyszy i w przeddzień konkursu zagrzebał&#13;
się w stogu siana, aby spędzić w nim noc i rano pojawić się jako pierwszy.&#13;
Zbudził się jednak za późno, gdy inni byli już na miejscu, a pierwsi przybyli&#13;
Rózia i Wojtek, którym gromada przyznała wieńce. Maciuś został wyśmiany,&#13;
a Rózia i Wojtek wyznali sobie miłość i królowali przez cały dzień.&#13;
Według listu Kolberga do Sikorskiego, libretto pozostawione w rękopisie&#13;
przez Lenartowicza przed jego nagłym wyjazdem w roku 1848 wymagało&#13;
uzupełnienia. Porównanie znanego libretta1 z jego wersją podpisaną pod&#13;
nutami w partyturze wskazuje, że różnice między tymi dwoma tekstami&#13;
(poza arią Rózi z III sceny) są niewielkie i wynikają prawdopodobnie z konieczności dostosowywania tekstu do śpiewu.&#13;
Prywatna premiera odbyła się 4 kwietnia 1853 r. w salonie Faustyna&#13;
Żylińskiego (1796–1867), tenora, dyrygenta i kompozytora. To pierwsze&#13;
przedstawienie Króla pasterzy miało formę koncertu z towarzyszeniem&#13;
fortepianu, a wykonawcami partii wokalnych byli amatorzy. Recenzji po tej&#13;
premierze nie opublikowano, wzmianki o niej pojawiły się tylko w „Dzienniku Warszawskim”2 i w Pamiętnikach miasta Warszawy Karola Kucza&#13;
(1815–1892), dziennikarza, komediopisarza i wydawcy:&#13;
Co zaś do prywatnych tego rodzaju wieczorów, jednym z znaczniejszych był&#13;
wieczór w domu znanego muzyka p. Żylińskiego, gdzie zebrani Amatorowie&#13;
i Amatorki wykonali pod przewodnictwem p. Kolberga dwie opery własnego&#13;
jego utworu, to jest Król pasterzy i Powrót Janka. Z tych pierwsza, na samych&#13;
ludowych motywach oparta, odznacza się nadzwyczajną melodią i znaczną liczbą wzniosłych ustępów i godną byłaby publicznego przedstawienia3.&#13;
&#13;
Publiczna premiera Króla pasterzy na scenie opery warszawskiej odbyła&#13;
się parę lat później, w marcu 1859 r. Tu odnotować jednak trzeba, że w roku&#13;
1853 w „Dzienniku Warszawskim” nie podano nazwiska autora libretta,&#13;
1&#13;
T. Lenartowicz Król pasterzy. Obrazek z życia ludu wiejskiego, napisany w 1 akcie,&#13;
Warszawa 1859. Libretto zostało wydane równocześnie z wyciągiem fortepianowym utworu&#13;
Kolberga i prawdopodobnie jego tekst nie był konsultowany z autorem, który był już wtedy&#13;
od ponad dziesięciu lat na emigracji.&#13;
2&#13;
„Dziennik Warszawski” 1853, nr 92, notatka w dziale Wiadomości krajowe.&#13;
3&#13;
K. Kucz Pamiętniki miasta Warszawy z roku 1853, T. 1, Warszawa 1854, s. 235.&#13;
&#13;
99&#13;
&#13;
�informując tylko, że jest nim „jeden z poetów naszych” — wymienianie nazwiska Lenartowicza, zbiegłego za granicę, było wtedy zakazane. Ponadto&#13;
w krótkim artykuliku liczącym kilkanaście wierszy, choć zaznaczono, że Kolberg „znany jest tak zaszczytnie z wielu utworów muzycznych”, dwukrotnie&#13;
przypomniano, że jest on „sumiennym zbieraczem melodii ludowych”. W literackim i artystycznym świecie Warszawy miał wówczas ustaloną pozycję&#13;
przede wszystkim jako muzyk notujący w terenie i wydający drukiem folklor.&#13;
W tym samym dniu, tj. 4 kwietnia 1853 r. wykonany został w salonie&#13;
Żylińskiego drugi utwór sceniczny Kolberga: Scena w karczmie, czyli Powrót Janka1, napisany do tekstu Jana Kantego Gregorowicza (1818–1890).&#13;
Gregorowicz po śmierci ojca gospodarował w Bilczy, w pow. sandomierskim,&#13;
a około roku 1850, po próbach życia na wsi, zamieszkał w Warszawie i pracował jako dziennikarz i literat. Dosyć szybko stał się cenionym pisarzem dla&#13;
ludu i autorem książek dla dzieci. Kolberg poznał go zapewne u Wójcickich&#13;
lub w redakcji „Biblioteki Warszawskiej”, w której w roku 1850 zamieszczony&#13;
był literacki debiut Gregorowicza Obrazki wiejskie. W zbiorach Kolberga zachował się rękopis pt. Scena w karczmie, czyli Powrót Janka2 bez podpisu&#13;
autora — jest to prawdopodobnie oryginał libretta pióra Gregorowicza. Widnieją na nim poprawki i dopiski ręką Kolberga, m.in. w tytule, który pierwotnie był krótszy: Scena w karczmie, czyli Powrót. Fabuła utworu jest bardzo&#13;
prosta: zgromadzeni w karczmie wieśniacy bawią się po pracy, tylko Basia&#13;
jest smutna, tęskni za Jankiem, który ze swym panem pojechał do Warszawy. Jednak tego wieczoru Janek, również stęskniony za Basią i swą rodzinną wsią, szczęśliwie wraca ze stolicy, jego zdaniem zbyt ludnej i hałaśliwej;&#13;
wśród zgromadzonych w karczmie osób, pary zakochanych i ich krewnych&#13;
i przyjaciół, może znowu zapanować radość. Bardzo podobną treść ma też&#13;
„obrazek wiejski ze śpiewami” Janek spod Ojcowa Gregorowicza 3. Wpraw1&#13;
Utwór Scena w karczmie zachował się w postaci głosów wokalnych i niepełnej wersji&#13;
fortepianowej, opublikowany jest w tomie O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne,&#13;
zebrała i opracowała D. Idaszak (DWOK T. 68), s. 489–599. 		&#13;
2&#13;
Rękopis w tece 51 Miscellanea, Arch. PTL, sygn. 1358, k. 44–50.&#13;
3&#13;
K. Michałowski w katalogu Opery polskie, Kraków 1954, s. 61, jak wszyscy z Kolbergiem&#13;
włącznie, myląc Scenę w karczmie z utworem Gregorowicza Janek spod Ojcowa, podaje,&#13;
że premiera „obrazka wiejskiego” odbyła się w Warszawie 26 XII 1853 r. (5 stycznia 1854 r.),&#13;
a tekst opublikował Gregorowicz pod tym samym tytułem w roku 1862. Krótką recenzję&#13;
przedstawienia utworu Gregorowicza zamieściła „Gazeta Codzienna” w nr 14 z 16 stycznia&#13;
1854 r., ale nie ma tam wzmianki o muzyce do Janka spod Ojcowa, a trudno przypuszczać,&#13;
aby w dzienniku, którego Gregorowicz był wówczas współredaktorem, pominięto nazwisko&#13;
&#13;
100&#13;
&#13;
�dzie nie wiadomo dokładnie ani kiedy Kolberg rozpoczął i zakończył prace&#13;
nad Sceną w karczmie, ani kiedy Gregorowicz napisał Janka spod Ojcowa,&#13;
ale jest bardziej prawdopodobne, że libretto, krótsze i mniej rozbudowane,&#13;
powstało wcześniej niż „obrazek wiejski ze śpiewami”. Utwór Kolberga musiał być napisany najpóźniej na przełomie lat 1852 i 1853, ponieważ zespół&#13;
amatorów potrzebował czasu na przygotowanie premiery, która odbyła się&#13;
razem z Królem pasterzy, tj. 4 kwietnia 1853 r. Sztuka Gregorowicza wystawiona była dziewięć miesięcy później, w styczniu 1854 r., dlatego sądzić&#13;
można, że Gregorowicz najpierw napisał na prośbę Kolberga libretto Sceny&#13;
w karczmie, a dopiero potem Janka spod Ojcowa. W tym utworze przeniósł&#13;
akcję przed karczmę, na wolne powietrze, dodał dwie postacie i zmienił nieco przebieg wydarzeń, a także użył innego tytułu, aby odróżnić swój utwór&#13;
od kompozycji Kolberga, tym bardziej że nie była to już „scena w karczmie”.&#13;
Tylko dwa fragmenty tekstu: śpiewka Janka (nr 4) i chór kończący sztukę&#13;
(nr 8) są prawie identyczne z odpowiednimi tekstami Sceny w karczmie, ale&#13;
wszystkie inne partie śpiewane, pozostały tekst prozą i znana muzyka1 do&#13;
Janka spod Ojcowa są zupełnie inne.&#13;
Kolberg miał prawdopodobnie pewien udział w pierwotnym opracowaniu muzyki do Janka spod Ojcowa, sam pod koniec życia w Szkicu&#13;
autobiografii pisał:&#13;
Janek spod Ojcowa Gregorowicza był to tylko wodewil ze śpiewkami, do którego napisałem tylko śpiewkę Janka z chórem i duet. Miał być rozszerzony, ale&#13;
wypadki r. 1861 przeszkodziły2.&#13;
Kolberga, jeżeli by wykorzystano jego kompozycję. K. Michałowski informuje też, że w Poznaniu w 1857 r. wystawiono Janka spod Ojcowa z muzyką Adama Tarnowskiego (1816–1890),&#13;
wówczas kapelmistrza Teatru Rozmaitości w Warszawie, w którym odbyła się premiera. Sztukę Gregorowicza grano znowu w Warszawie w 1862 r., przedstawienie to wymienia „Pamiętnik Muzyczny i Teatralny” (1862, nr 52, s. 827) w zestawieniu utworów granych na scenach&#13;
warszawskich w dziale „Tragedie, dramaty i komedie”, a nie wśród oper i innych utworów&#13;
muzycznych, ale nazwisk autorów w zestawieniu nie podawano.&#13;
1&#13;
Jednoaktówka Janek spod Ojcowa wydana została w Warszawie w 1862 r. bez nazwiska&#13;
autora, następnie z nazwiskiem Gregorowicza w Poznaniu w r. 1903 z muzyką Adama Tarnowskiego i ponownie w Poznaniu z muzyką tego samego autora w r. 1912. W dostępnym egzemplarzu wydania Janka spod Ojcowa z 1862 r. nie było zapisów nutowych. Dla porównania&#13;
(wykonał je Ł. Smoluch) muzyki Tarnowskiego do Janka spod Ojcowa i Kolberga do Sceny&#13;
w karczmie wykorzystano wydanie z 1912 r.&#13;
2&#13;
Rkp. O. Kolberga Szkic autobiografii…, k. 68. Wspomniane tu przez Kolberga „wypadki&#13;
roku 1861” to tzw. rewolucja lutowa poprzedzająca powstanie styczniowe, zob. też s. 162.&#13;
&#13;
101&#13;
&#13;
�Te zdania mogą się odnosić wyłącznie do jednoaktówki Gregorowicza,&#13;
nie do Kolbergowskiej Sceny w karczmie, która jest w całości utworem&#13;
muzycznym. Sądzić więc można, że Kolberg po ponad trzydziestu latach&#13;
sam zapomniał o swej kompozycji, wystawionej tylko ten jeden raz w warszawskim salonie w kwietniu 1853 r. i niewydanej drukiem za życia autora. Wspominał tylko krótki moment współpracy z Gregorowiczem nad&#13;
nową wersją sceniczną jego obrazka. Późniejsi bibliografowie i biografowie&#13;
Kolberga i Gregorowicza utożsamiali kompozycję Kolberga z drukowanym&#13;
i grywanym „obrazkiem wiejskim” tego drugiego autora, choć są to dwa odmienne dziełka sceniczne. Dla Kolbergowskiej Sceny w karczmie używano&#13;
też wielokrotnie tytułu jednoaktówki Gregorowicza1. W przeciwieństwie do&#13;
Króla pasterzy, „opery sielskiej” Kolberga granej w operze warszawskiej&#13;
w 1859 r., której wyciąg fortepianowy został wydany drukiem w latach&#13;
1859–1860, drugi jego utwór teatralny, Scena w karczmie, niedrukowany&#13;
i niewystawiany publicznie w XIX wieku, popadł w niepamięć. Wydany&#13;
został dopiero w roku 1990 razem z innymi kompozycjami Kolberga w jego&#13;
Dziełach wszystkich, a ponownej prezentacji przed publicznością doczekał&#13;
się po ponad stu sześćdziesięciu latach, w roku 20142.&#13;
Lata 1849–1857, poza pracą zawodową w Dyrekcji Kolei Żelaznej, komponowaniem utworów scenicznych i przygotowywaniem ich koncertowej&#13;
premiery, wypełniały Kolbergowi także inne zajęcia związane z muzyką.&#13;
Kontynuował badania terenowe i przygotowywał ich wyniki do wydania&#13;
drukiem, tworzył kompozycje fortepianowe i wokalne i współpracował&#13;
K. Kucz w Pamiętnikach miasta Warszawy z roku 1853…, s. 235, w notatce sporządzonej bezpośrednio po premierze odnotował tytuł Powrót Janka. Tytuł Janek spod Ojcowa&#13;
dla utworu Kolberga pojawia się jednak już w poświęconym Kolbergowi artykule w tomie 15&#13;
Encyklopedii powszechnej Orgelbranda z roku 1864, którego treść znał on na pewno. Na podstawie Szkicu autobiografii tytuł Janek spod Ojcowa podał I. Kopernicki w artykule Oskar&#13;
Kolberg („Nowa Reforma” 1889, nr 108) i później w biografii Kolberga zamieszczonej we wstępie do Przemyskiego (zob. T. 35, s. IX). Za Kopernickim tytuł jednoaktówki Gregorowicza&#13;
zamiast tytułu Scena w karczmie, czyli Powrót Janka przytaczali kolejni autorzy biografii&#13;
Kolberga i bibliografowie. Zob. m.in. katalog K. Michałowskiego Opery polskie (Kraków 1954)&#13;
i Bibliografia literatury polskiej „Nowy Korbut” (T. 8: Wrocław 1969, s. 46).&#13;
2&#13;
Scenę w karczmie, czyli Powrót Janka wystawiono w roku 2014 w Poznaniu w reżyserii&#13;
Artura Romańskiego z okazji Roku Kolberga. Dla tego przedstawienia kompozycja Kolberga&#13;
została zinstrumentowana przez Macieja Prochaskę, a libretto zredagowane przez Ewę Antyborzec. Zob. też M. Prochaska Kompozycje Oskara Kolberga... (DWOK T. 85/II), oraz tenże&#13;
„Scena w karczmie”, nieznana opera Oskara Kolberga, „Przegląd Wielkopolski” R. 29: 2015,&#13;
nr 1, s. 38–41.&#13;
1&#13;
&#13;
102&#13;
&#13;
�z Józefem Sikorskim przy poszukiwaniu archiwaliów muzycznych potrzebnych do badania historii muzyki polskiej.&#13;
Józef Sikorski w roku 1849 zwrócił się listem otwartym1 do władz kościelnych z apelem o udostępnienie badaczom zabytków związanych z muzyką, znajdujących się w należących do nich świątyniach, archiwach i bibliotekach. Przedstawiony tam program badań był bardzo rozległy i zarazem konkretny, obejmował nie tylko nuty, informacje o organach, ich budowniczych&#13;
itp., ale także dzieła sztuki, malarstwo i rzeźbę, prezentujące np. instrumenty. W poszukiwaniach zabytków polskiej kultury muzycznej prowadzonych&#13;
przez Sikorskiego brał wówczas udział Kolberg. Zachował się brulion ich&#13;
wspólnego listu do Kapituły Łowickiej, w którym proszą o wypożyczenie&#13;
rękopisu „z XIV czy XV wieku […] dla bliższego rozpatrzenia się w nim”2.&#13;
Nie wiadomo, czy Kolberg towarzyszył Sikorskiemu także w innych ośrodkach poza biblioteką kolegiaty łowickiej, którą odwiedzili razem w 1851 r.&#13;
Podjęta wtedy akcja odniosła skutek. Sikorski zgromadził wiele materiałów,&#13;
na podstawie których pisał artykuły do „Ruchu Muzycznego” i później do&#13;
innych czasopism. Jego notatki wykorzystali następni autorzy opracowań&#13;
o historii polskiej muzyki, m.in. Aleksander Poliński i Adolf Chybiński.&#13;
Nadal ukazywały się kompozycje fortepianowe Kolberga, w roku 1850 były&#13;
to Dwa mazury na pianoforte oraz Sześć kujawiaków na fortepian, te ostatnie dedykowane Teofili Gregorowiczowej, żonie Jana Kantego. W roku 1853&#13;
do publikacji charytatywnej3 przekazał Romans Rózi, fragment Króla pasterzy,&#13;
a lata następne przyniosły druk innych jego kompozycji wokalnych: Pod twym&#13;
okienkiem…4, do słów zapomnianego dziś poety Juliusza Heppena (1828–1898)&#13;
i Trzy pieśni J. B. Zaleskiego5 dedykowane Karolinie Fryben (1823–?) śpie1&#13;
Tekst tego apelu przytacza K. Morawska w artykule Badania nad muzyką dawną w Polsce w XIX w., w: Szkice o kulturze muzycznej XIX w. Studia i materiały, T. 3, pod red.&#13;
Z. Chechlińskiej, Warszawa 1976, s. 43–45.&#13;
2&#13;
Brulion listu do Kapituły Łowickiej z 15 V 1851 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),&#13;
s. 48.&#13;
3&#13;
Romans Rózi drukowany był w pracy zbiorowej: Album muzyczne wydane przez&#13;
Komitet na korzyść Towarzystwa Wsparcia Artystów Muzyki tudzież pozostałych po nich&#13;
Wdów i Sierot, Lipsk [1853].&#13;
4&#13;
Pieśń była zamieszczona w serii Skarbiec salonowych śpiewów No 4, Warszawa 1855,&#13;
s. 3; przedruk w tomie O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne… (DWOK T. 68),&#13;
s. 7–12, nr 2.&#13;
5&#13;
Pełny tytuł: Rojenia wiosenne. Młodo zaswatana. Śpiew poety. Trzy pieśni J. B. Zales­&#13;
kiego ułożył do śpiewu […] Warszawa 1857; przedruk w tomie O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne… (DWOK T. 68), s. 13–27, nr 3–5.&#13;
&#13;
103&#13;
&#13;
�waczce, która w latach 1856–1857 występowała w Warszawie. Trzy pieśni&#13;
zrecenzował Sikorski w „Ruchu Muzycznym”. Jak wszyscy piszący w tym czasie o Kolbergu, niezależnie od omówienia utworów, które były przedmiotem&#13;
recenzji, przypomniał, że od wielu lat zbiera on i wydaje pieśni ludu. Pieśniom&#13;
do słów J.B. Zaleskiego nie odmówił pewnych walorów, ale ocenił je niezbyt&#13;
wysoko, natomiast wspominając poprzednie kompozycje, dodał:&#13;
Wyjątek stanowią dziarskie mazury i mistrzowskie obertasy (powtarzamy to&#13;
przy każdej sposobności), tak jędrne, tak skończone, tak ludowe, a jednak oryginalne, że najlepsze innych autorów z daleka za nimi zostają1.&#13;
&#13;
Po sześcioletniej przerwie, w roku 1856, wydał Kolberg nowy utwór&#13;
fortepianowy: Grande marche, dedykowany „À son ami Mr Costantin Wolicki”2. Konstanty Wolicki (1805–1863), Kujawianin, muzyk wykształcony&#13;
w konserwatorium paryskim, za pomoc uczestnikom wyprawy Zaliwskiego został w 1834 r. skazany na utratę majątku i zesłanie na Syberię z nakazem stałego tam zamieszkania po odbyciu kary. W Tobolsku, później&#13;
w Omsku był dyrygentem i nauczycielem muzyki i sam wtedy komponował. W 1840 r. uzyskał zgodę na powrót do Królestwa Polskiego i pracował&#13;
w latach 1846–1856 w Dyrekcji Ubezpieczeń w Warszawie. Poświęconą&#13;
Wolickiemu kompozycję Kolberga krótko omówił Maurycy Karasowski,&#13;
który od roku 1854 zamieszczał recenzje w prasie warszawskiej, a o marszu&#13;
pisał na łamach „Biblioteki Warszawskiej”:&#13;
Jest to utwór większych rozmiarów, odznaczający się dobrym pomysłem i piękną harmonią, może za mało w nim melodii. Lecz nie wdając się w szczegółowy rozbiór, który bez użytku zabrałby nam wiele miejsca, śmiało go polecamy&#13;
wszystkim grającym na fortepianie jako dzieło rzeczywiście niemałej wartości3.&#13;
&#13;
W zachowanej korespondencji znajdujemy informację o komponowaniu w tym okresie utworów zamówionych przez prywatnych odbiorców.&#13;
[J. Sikorski] Przegląd kompozycji. Trzy pieśni J. B. Zaleskiego ułożył do śpiewu O. Kolberg, „Ruch Muzyczny” 1858, nr 36, s. 283. Przedruk recenzji w tomie O. Kolberg Kompozycje&#13;
wokalno-instrumentalne… (DWOK T. 68), s. 659.&#13;
2&#13;
O. Kolberg Grande marche pour piano par […] à son ami Mr Constantin Wolicki, Varsovie [1856]. Przedruk w tomie O. Kolberg Kompozycje fortepianowe… (DWOK T. 69), nr 76,&#13;
s. 377–393, nota tamże, s. 683.&#13;
3&#13;
M. Karasowski Przegląd muzykalny, „Biblioteka Warszawska” 1856, T. 3, s. 389. Przedruk&#13;
w tomie O. Kolberg Kompozycje fortepianowe… (DWOK T. 69), s. 724–725.&#13;
1&#13;
&#13;
104&#13;
&#13;
�W liście ze stycznia 1853 r. nieznany bliżej Aszperger przypominał o terminie odebrania nut i prosił o drobne zmiany w tekście, do którego melodię&#13;
miał napisać Kolberg. Pieśń miała być wykonana na urodzinach jego teścia,&#13;
Matuszewskiego, o którym też nie udało się odszukać bliższych danych.&#13;
Kolberg w itinerarium odnotował pobyt w roku 1856 i 1858 u Matuszewskich w Mąkolinie, w powiecie płockim, oraz w 1862 r. u Matuszewskiego&#13;
w Jasienicy, być może adresat komponowanej kantaty i mieszkaniec Mąkolina lub Jasienicy goszczący zbieracza pieśni był tą samą osobą. Szkic&#13;
tego utworu znajduje się wśród Kolbergianów przechowywanych w Warszawskim Towarzystwie Muzycznym1. W tym samym liście Aszperger pisał&#13;
o terminie próby Króla pasterzy, więc prawdopodobnie należał do grona&#13;
amatorów biorących udział w prywatnej premierze u Faustyna Żylińskiego. Prośbę o skomponowanie muzyki napisał też nieznany autor w maju&#13;
1856 r., dołączając tekst wiersza2.&#13;
Jednak coraz więcej miejsca w pracach Kolberga zajmowała muzyka ludowa. Kontynuowanie przez niego badań nad folklorem po roku 1846 wymaga podkreślenia. Rabacja galicyjska zimą 1846 roku, tragiczna dla wielu&#13;
rodzin szlacheckich wymordowanych przez chłopów, nieudane powstanie&#13;
krakowskie, później przebieg Wiosny Ludów w Poznańskiem i w Galicji&#13;
i wynikające z tych wydarzeń wnioski spowodowały m.in. zmianę nastawienia do twórczości ludowej. Wielu z niedawnych apologetów literatury&#13;
ludowej przestało się nią w ogóle zajmować, uznając, że romantyczna teoria o inspirującej roli folkloru i o jego wielowiekowej tradycji jest błędna.&#13;
Formułowano też nowe tezy na temat folkloru, jego źródeł, stopnia zachowania w nim śladów dawnej literatury ustnej i przenikania do niego wątków i motywów z innych kręgów kulturowych – kościoła, dworów i miast,&#13;
a za ich pośrednictwem z całej literatury europejskiej i poza­europejskiej.&#13;
1&#13;
Faksymile szkicu tego utworu opublikowano w tomie O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne… (DWOK T. 68), s. 138–139, nr 34. W rękopisie nad nutami Kolberg zapisał:&#13;
„Matuszewska do Matuszewskiego”, a na końcu: „Powinszowania w dniu urodzin sędziwemu&#13;
mężowi od żony, z którą kilkadziesiąt lat przeżył”.&#13;
2&#13;
List nieznanego autora z 26 V 1856 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 60. Zachował się rękopis tej pieśni, zob. O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK&#13;
T. 68), s. 46–47, nr 10, w rkp. nad nutami notatka Kolberga: „Krakowiak posłany Frybenowi”&#13;
przytoczona w komentarzu rewizyjnym D. Idaszak, s. 151 tamże. Wydane w 1857 r. Trzy pieśni&#13;
J.B. Zaleskiego Kolberg dedykował Karolinie Fryben, śpiewaczce, która w latach 1856–1857&#13;
występowała w Warszawie. Nieznany bliżej Fryben, któremu Kolberg wysłał Krakowiaka, był&#13;
prawdopodobnie autorem listu, a także krewnym śpiewaczki.&#13;
&#13;
105&#13;
&#13;
�Krańcowe stanowisko w tej kwestii zajął Ryszard Berwiński (1819–1879),&#13;
przedtem rewolucyjny poeta romantyczny, parę lat wcześniej zbieracz bajek w Wielkopolsce. Osadzony w więzieniu w Berlinie za udział w spiskach w 1846 r., wstrząśnięty wypadkami w Galicji i załamaniem się Wios­&#13;
ny Ludów, zajął się studiami nad folklorem, a zwłaszcza nad wierzeniami.&#13;
Jeszcze w berlińskim Moabicie zebrał materiały, a że – jak ironicznie pisał&#13;
we wstępie – miał tam „obok dogodnego wczasu do pracy”, także dostęp&#13;
do literatury, głównie niemieckiej, przygotował pracę Studia o literaturze&#13;
ludowej ze stanowiska historycznej i naukowej krytyki, wydaną w dwu&#13;
tomach w roku 1854. Poznański wydawca parę lat później dał książce&#13;
nową kartę tytułową, bliższą jej treści: Studia o gusłach, czarach, zabobonach i przesądach ludowych. Zasadniczą tezę studium sam autor streścił&#13;
następująco:&#13;
Lud nie ma nawet samodzielnej twórczości ducha, a jeśli ją ma, to w takiej tylko&#13;
mierze mutatis mutandis jak dziecko. Siła jego ducha, a raczej wyobraźni, jest&#13;
tylko raczej reproduktywną1.&#13;
&#13;
Teza ta była przedmiotem polemik, w których brał udział także Kolberg&#13;
w okresie pracy nad Krakowskiem, do czego trzeba będzie jeszcze wrócić.&#13;
Kolberg nie zaprzestał prowadzenia badań terenowych i przygotowywania do druku melodii ludowych, jego przekonanie o wysokiej wartości samodzielnej twórczości ludu i jego fascynacja wykonawstwem nieuczonych&#13;
instrumentalistów, śpiewaczek i śpiewaków były ugruntowane i pozostały&#13;
niezmienne. Równie ważne było dla niego archiwizowanie muzyki ludowej&#13;
na potrzeby przyszłych prac naukowych. W pierwotnej redakcji wstępu do&#13;
Pieśni ludu polskiego, powstałej prawdopodobnie około roku 1849, pisał:&#13;
Starannie wyświetlić początek, wpływ i ważność tych melodii będzie skutkiem&#13;
obecnych około zachowania ich zabiegów i popchnie naprzód wszelkie badania&#13;
historyczno-muzyczne2.&#13;
&#13;
Dlatego w dalszym ciągu gromadził pieśni i melodie i przygotowywał&#13;
nowe ich edycje. Po zakończeniu druku Pieśni ludu weselnych, a przed&#13;
R.W. Berwiński Studia o literaturze ludowej ze stanowiska historycznej i naukowej&#13;
krytyki, T. 2, Poznań 1854, s. 216.&#13;
2&#13;
Rękopis tej pierwotnej wersji wstępu przytoczony jest w tomie O. Kolberg Pieśni ludu&#13;
polskiego. Suplement do t. 1 (DWOK T. 70), s. 3–5, przytoczone zdanie na s. 4.&#13;
1&#13;
&#13;
106&#13;
&#13;
�wydaniem nowego zbioru pieśni, tj. w latach 1849–1856, przeprowadził&#13;
badania terenowe w wielu regionach Królestwa i znacznie powiększył&#13;
swoje zbiory. Około czterdzieści lat później w itinerarium, spisując swe&#13;
wycieczki z tych lat, wymienił przede wszystkim miejscowości z Mazowsza, ale także z Radomskiego, Kieleckiego, Kaliskiego i z tej części Krakowskiego, która znajdowała się w granicach zaboru rosyjskiego, m.in. z okolic&#13;
Ojcowa. Były to podróże raczej krótkie, na niedzielę i święta, gdyż z powodu pracy zawodowej rzadko miał możliwość wyjazdu na dłużej. Nie znano&#13;
wówczas urlopów wypoczynkowych, a zwolnienie z pracy przysługiwało&#13;
tylko w bardzo ważnych sprawach rodzinnych i zdrowotnych, z czego co&#13;
najmniej trzykrotnie skorzystał Kolberg w latach 1855, 1857 i 1858. W jego&#13;
papierach osobistych zachowało się pismo z 23 sierpnia 1855 r. „Urlop dla&#13;
J.P. Oskara Kolberg, buchaltera Dyrekcji Drogi Żelaznej” o następującej&#13;
treści:&#13;
Wskutek prośby p. Kolberg na dniu wczorajszym wniesionej, Dyrekcja udziela&#13;
mu niniejszym urlop na dni 28 w celu udania się w gubernią radomską do Buska&#13;
i Solca dla poratowania zdrowia1 .&#13;
&#13;
Każdy wyjazd poza rogatki warszawskie wymagał paszportu pozwalającego na pobyt tylko na określonym w nim terenie, a wydawanego po odpowiednim uzasadnieniu. Takim paszportem był przytoczony wyżej dokument,&#13;
który równocześnie umożliwiał poruszanie się po wyznaczonej w nim guberni radomskiej. Na jego odwrocie odnotowano powrót do Warszawy dnia&#13;
19 września, a wyżej widnieje kilka potwierdzeń pobytu, m.in. notatka:&#13;
Widziano w urzędzie wójta gminy Łubnice, gdzie W-y Oskar Kolberg kurację&#13;
solanką odbywał. Obecnie służy do powrotu do Warszawy, Sichów, dnia 28/9&#13;
września 18552.&#13;
&#13;
Następny raz z urlopu dla poratowania zdrowia skorzystał dopiero po&#13;
zakończeniu druku Pieśni ludu polskiego, w połowie roku 1857. Wyjechał&#13;
wtedy na dłużej, m.in. był w Krakowie, w Zakopanem i Szczawnicy, a potem za granicą.&#13;
&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
Dokument w zbiorach BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 49.&#13;
Tamże.&#13;
&#13;
107&#13;
&#13;
�Swe badania terenowe i kontakty z ludowymi wykonawcami w latach&#13;
poprzedzających wydanie Pieśni ludu polskiego opisał w liście do Józefa&#13;
Ignacego Kraszewskiego, któremu tom ten wysłał w czerwcu 1857 r.:&#13;
Co do sposobów zbierania i zdobywania tych pieśni, tyle tylko powiem, że niemało przy tym zaznałem trudności, a nawet i przykrości. Trudności te leżały&#13;
w nieufności naszego ludu, w niechęci, jaką ma do powierzania swoich pieśni&#13;
obcemu (tak nazywa każdego w paletocie lub surducie), w jego niecierpliwości&#13;
okazywanej przy powtarzaniu kilkakrotnym jednejże zwrotki itp. Nieraz przyszło mi w brudnej izbie, przy obawie o własną skórę, wśród duszącego dymu,&#13;
wyziewów i gwaru tłumnie zgromadzonego i cisnącego mnie ludu, bez światła prawie stenografować ulatujące dźwięki skrzypka i nieraz w lesie na pniu&#13;
drzewa lub w polu na własnym kolanie albo na karku towarzysza wędrówki&#13;
wpisywać nuty — a przy tym usuwać podejrzenia nastręczające się często co do&#13;
szkodliwych niby celów lub skutków mego zbierania itd.1&#13;
&#13;
Tak trudne warunki zapisywania melodii i tekstów były częstsze&#13;
w pierwszych latach folklorystycznych wycieczek Kolberga, ale zdarzały się&#13;
także później, jeżeli prowadząc badania terenowe, nie miał oparcia w osobach mieszkających w danej okolicy, rozumiejących ich cel i znaczenie&#13;
i ułatwiających mu kontakty z ludowymi wykonawcami.&#13;
Jak już tu zaznaczono, Pieśni ludu weselne były ostatnią publikacją&#13;
folkloru, w której Kolberg wokalne melodie ludowe opatrywał własnym&#13;
akompaniamentem. Nie wiadomo dokładnie, kiedy zdecydował o zaniechaniu dotychczas stosowanej metody opracowywania melodii ludowych.&#13;
Stało się to na przestrzeni lat dzielących druk ostatnich fragmentów artykułu z pieśniami weselnymi w „Bibliotece Warszawskiej” i pierwszych anonsów prasowych o przygotowaniu nowego tomu, czyli między rokiem 1849&#13;
a początkiem 1854. W pracach o Kolbergu rezygnację z akompaniamentu&#13;
tłumaczono zwykle niskimi ocenami, dotyczącymi nie tylko opracowań pieśni ludowych, ale także jego własnych utworów. Dołączanie do oryginalnej melodii wokalnej akompaniamentu instrumentalnego, stosowane przez&#13;
Kolberga w latach 1842–1849, było przyjęte powszechnie wobec pieśni ludowych przez jego poprzedników, często znakomitych muzyków, i aprobowane przez zbieraczy tekstów. Ten sposób wydawania polskiego folkloru&#13;
sprzyjał jego popularyzacji w środowiskach uprawiających „muzykowanie&#13;
1&#13;
&#13;
List do J.I. Kraszewskiego z 6 VI 1857 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 74.&#13;
&#13;
108&#13;
&#13;
�domowe”. Zaniechanie przez Kolberga oddawania do druku opracowania&#13;
służącego równocześnie i dokumentacji, i popularyzacji twórczości ludowej&#13;
wynikało raczej z własnej refleksji na temat zadania, jakie przed nim stoi,&#13;
niż z reakcji na recenzje, i wiązało się z dochodzeniem do głosu nowych&#13;
nurtów w poglądach na folklor i metody jego wydawania drukiem. Jakkolwiek oceniany jest akompaniament dodawany przez Kolberga do ludowych&#13;
melodii wokalnych, dziś stwierdzić możemy, że początkująca folklorystyka&#13;
około roku 1850 wyczerpała model opracowywania do druku pieśni ludowych przyjęty od czasu rozprawy Józefa Królikowskiego z roku 1818&#13;
i wydania przez Karola Lipińskiego melodii do Pieśni polskich i ruskich…&#13;
Wacława Zaleskiego w roku 1833. Zbiory pieśni nie mogły już pełnić dwu&#13;
różnych funkcji, innego opracowania wymagały publikacje potrzebne do&#13;
badań naukowych, a innego służące popularyzacji ludowej muzyki.&#13;
W połowie wieku XIX w wypowiedziach o folklorze w prasie i innych publikacjach nasiliły się głosy najpierw o zmianach w obserwowanej prawie od&#13;
początku wieku twórczości ludowej, a później wręcz o jej zanikaniu. Z naturalną zmiennością folkloru zbiegły się wtedy procesy gospodarcze i społeczne&#13;
wynikające ze stopniowej likwidacji pańszczyzny oraz z uprzemysłowienia&#13;
niektórych regionów, co powodowało przemieszczanie się ludności wiejskiej&#13;
do ośrodków fabrycznych. Pańszczyzna, a z nią przywiązanie chłopa do ziemi,&#13;
zostały zniesione w zaborze rosyjskim najpóźniej, dopiero w marcu 1864 r.&#13;
Jednak już likwidacja granicy celnej między Królestwem a Rosją w październiku 1850 r. przyczyniła się do szybkiego rozwoju przemysłu w Warszawie&#13;
i powstawania fabryk także w innych miastach, z czym wiązało się gwałtowne zapotrzebowanie na robotników. Najbardziej znanym skutkiem otwarcia&#13;
nowych rozległych rynków zbytu jest rozwój włókiennictwa w Łodzi.&#13;
Głosy o zanikaniu pieśni ludowych i potrzebie ich utrwalania pojawiały&#13;
się już wcześniej. M.in. poeta Stefan Witwicki (1802–1847) pisząc w r. 1830&#13;
o muzyce ludowej jako tworzywie dla kompozytorów opery narodowej,&#13;
stwierdzał: „[...] życzyć bardzo należy, aby nuty naszych śpiewów gminnych,&#13;
podobnież jak i same pieśni, zostały zebrane i ogłoszone, [...] gdy śpiewy&#13;
krajowe znacznie się już między ludem przytłumiają”1. J. Lipiński, opisując&#13;
w roku 1842 wesele w Wielkopolsce, dodał: „[...] ale pieśni przy tym obrzędzie używane giną powoli”2. W okresie szybkiej industrializacji Królestwa&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
S. Witwicki Piosnki sielskie, Warszawa 1830, s. XIX–XX.&#13;
J.J. Lipiński Porządek obrzędu weselnego ..., s. 285.&#13;
&#13;
109&#13;
&#13;
�wypowiedzi takie stają się alarmistyczne, np. w „Bibliotece Warszawskiej”&#13;
w roku 1859 czytamy:&#13;
Jak wszystko wokoło nas nagle się zmienia i przeistacza, tak i lud nasz ulega tym&#13;
zmianom. W pobliżu Warszawy i innych miast większych polskich traci właściwą charakterystykę, zrzuca ubiór dawny, zapomina melodii i piosnek swoich1.&#13;
&#13;
Kolberg zauważał zjawisko zmienności folkloru związane z procesami&#13;
gospodarczymi i społecznymi, a także jego naturalną skłonność do tworzenia wariantów. We wstępie do Pieśni ludu polskiego wydanych w 1857 r.&#13;
pisał m.in.:&#13;
W jednej i tej samej wsi zdarzało mi się niekiedy słyszeć po parę odmian jednejże&#13;
pieśni; w sąsiedniej wsi już inaczej śpiewano, gdy tymczasem o kilkanaście mil&#13;
dalej pierwsza melodia znów wypływała. Bywały przypadki, że taż sama osoba po&#13;
kilku latach zmieniała nieco tok melodii, co już (choć nie ze wszystkim) zacierało&#13;
pierwotny jej wyraz; a cóż dopiero gdyby ją przyszło usłyszeć po latach kilku lub&#13;
kilkudziesięciu. Pieśń jest po większej części tradycyjną; więc czas, stosunki ludzi&#13;
zobopólne, zmiana trybu życia, moda, która z dworca szlacheckiego zaczyna już do&#13;
chaty wieśniaczej zaglądać, wreszcie osobistość śpiewaka (jego muzyczne usposobienie) i mnóstwo innych okoliczności wciąż na nią wpływają w nieskończonych&#13;
odcieniach. Ruch tu, jak wszędzie gdzie życie, nieustanny [...]2.&#13;
&#13;
Pisał więc o zmienności pieśni, wskazywał niektóre przyczyny powstawania wariantów, stopniowego zapominania niektórych pieśni i pojawiania&#13;
się nowych, ale nie sugerował zanikania folkloru.&#13;
V&#13;
[Sytuacja w Królestwie Polskim po klęsce Rosji w wojnie krymskiej. – Powstanie nowego programu edytorskiego Kolberga i wydanie przez niego Pieśni ludu&#13;
polskiego w latach 1856–1857. – Oceny tego zbioru przez współczesnych.]&#13;
&#13;
W marcu 1855 r. zmarł car Mikołaj I, po nim rosyjski tron objął Aleksander II (1818–1881). Z tymi faktami i Rosjanie, i Polacy wiązali nadzieje&#13;
na zmiany. W roku następnym, 30 marca, zawarty został w Paryżu pokój po&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
Wiadomości literackie, „Biblioteka Warszawska” 1859, T. 3, s. 260.&#13;
O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1 ), s. VI.&#13;
&#13;
110&#13;
&#13;
�przegranej przez Rosjan wojnie krymskiej toczonej z Turcją, Anglią, Francją i Sardynią od 1853 r. W rosyjskiej polityce wewnętrznej, także wobec&#13;
Polaków, nastąpiła „odwilż posewastopolska”, nazwana tak w związku ze&#13;
zdobyciem Sewastopola przez wojska koalicji antyrosyjskiej po blisko rocznej obronie twierdzy. Dla Polaków ważne było ogłoszenie amnestii, dzięki&#13;
czemu stopniowo zwalniano tysiące skazańców wywiezionych wcześniej na&#13;
Syberię lub wcielonych karnie do wojska rosyjskiego.&#13;
W Królestwie po objęciu władzy przez nowego panującego spodziewano się liberalizacji prawa. Doszło rzeczywiście do pewnego złagodzenia&#13;
cenzury, ułatwienia podróży zagranicznych, zawieszenia na kilka lat poboru do wojska i powstania w Warszawie pierwszej od wielu lat wyższej&#13;
uczelni – Akademii Medyko-Chirurgicznej. Zniesiony został stan wojenny&#13;
trwający w Królestwie od roku 1833. Większość nadziei przekreśliło słynne&#13;
zdanie Aleksandra II skierowane do przedstawicieli szlachty w czasie jego&#13;
wizyty w maju 1856 r. w Warszawie: „Żadnych marzeń, panowie! Szczęście&#13;
Polaków zamyka się tylko w zupełnym zlaniu się z Rosją”. Poszerzenie wolności słowa przez zniesienie części zapisów cenzury sprzyjało pewnemu&#13;
ożywieniu intelektualnemu, ale od wielu już lat brakowało w Warszawie&#13;
i w całym zaborze rosyjskim polskich instytucji naukowych, które mogłyby&#13;
finansować i koordynować badania.&#13;
Jerzy Jedlicki w drugim tomie Dziejów inteligencji polskiej dotyczącym&#13;
lat 1832–1864 pisze:&#13;
Kultura polska w połowie tak dumnego ze swych osiągnięć XIX wieku stawała się z wolna domeną cierpliwych, pracowitych, lecz niedokształconych&#13;
samouków. To dla nich i przez nich wymyślony został ideowy projekt prac&#13;
organicznych, jedyny, jaki mógł dać im poczucie użyteczności obliczonej na&#13;
daleką wprawdzie, ale, zdawało się, realną przyszłość. Jeśli patrzeć, co trwałego pozostawiło po sobie to pokolenie inteligencji, to wypadnie wskazać przede&#13;
wszystkim na zainicjowanie pomnikowych wydawnictw źródłowych1.&#13;
&#13;
Nowe edycje źródeł i prac już znanych, lecz trudno dostępnych, a także pierwsze wydania ważnych zbiorów dokumentów i innych rękopisów&#13;
były konieczne dla kontynuowania badań nad historią Polski i jej kulturą&#13;
1&#13;
J. Jedlicki Błędne koło..., s. 179–180. J. Jedlicki dodaje: „Zasady sztuki edytorskiej dopiero&#13;
się ustalały i mierzyć tych publikacji dzisiejszą miarą niepodobna. Myślą, jaka im przyświecała,&#13;
było ocalenie przeszłości dla potomnych”.&#13;
&#13;
111&#13;
&#13;
�i niezbędne dla istnienia polskiej humanistyki. We Lwowie działania takie podjął historyk August Bielowski (1806–1876), dyrektor Ossolineum,&#13;
poddanego wprawdzie kurateli rządu austriackiego, ale jedynego wówczas&#13;
w zaborze austriackim polskiego ośrodka naukowego, niezależnego, ponieważ finansowanego z zapisów prywatnych. W roku 1852 opublikował&#13;
Program wydania pomników historycznych Polski, potem dwa początkowe tomy wielkiej edycji źródłowej Monumenta Poloniae historica (wyd.&#13;
1864 i 1872), kontynuowanej przez Akademię Umiejętności pod kierunkiem Wojciecha Kętrzyńskiego. Bielowski opracował też drugie wydanie&#13;
Słownika języka polskiego Samuela B. Lindego (wyd. 1854–1861), uzupełnione na podstawie rękopisów autora. W Wielkopolsce Tytus Działyński (1796–1861), założyciel Biblioteki Kórnickiej, udostępniał do publikacji&#13;
źródła historyczne ze swoich zbiorów i zapoczątkował Acta Tomiciana&#13;
(8 tomów w latach 1852–1860). J. Jedlicki, pisząc o wymienionych wyżej&#13;
pracach edytorskich, wskazuje także wydanie w Warszawie w r. 1853 oryginału łacińskiego O obrotach ciał niebieskich Mikołaja Kopernika razem&#13;
z pierwszym polskim przekładem tego dzieła autorstwa Jana Baranowskiego (1800–1879), dyrektora obserwatorium astronomicznego w Warszawie.&#13;
Do inicjatyw takich należała wydawana przez Samuela Orgelbranda Encyklopedia powszechna, opracowywana przy udziale przedstawicieli całego&#13;
polskiego środowiska naukowego (28 tomów w latach 1859–1868). Pewne&#13;
znaczenie dla popularyzacji dziejów Polski i jej literatury miała wydawana od roku 1855 przez Józefa Kazimierza Turowskiego w Sanoku seria&#13;
„Biblioteka Polska”. Były to tomiki zawierające głównie dzieła klasyków&#13;
staropolskich, w tym także kroniki, drukowane szybko i niedbale, ale tanie,&#13;
rozprowadzane w całej Galicji i przenikające do zaboru rosyjskiego i pruskiego. Działania te w większości miały charakter misji patriotycznych,&#13;
a nie dochodowych inicjatyw księgarskich. Do takich ambitnych przedsięwzięć edytorskich J. Jedlicki zalicza także Pieśni ludu polskiego Kolberga&#13;
z roku 1857 – „jakby zapowiedź monumentalnego dzieła, które należy już&#13;
do epoki postyczniowej”1.&#13;
Potrzeba badania i publikowania twórczości ludowej nie tylko jako materiału dla artystów piszących lub komponujących „w duchu narodowym”&#13;
czy świadectw zapomnianej pierwotnej kultury przedchrześcijańskiej, ale&#13;
jako jednego z elementów współczesnej kultury narodowej, stawała się&#13;
1&#13;
&#13;
J. Jedlicki Błędne koło…, s. 180.&#13;
&#13;
112&#13;
&#13;
�coraz bardziej oczywista. Kolberg, należący wtedy do niewielkiego w Warszawie grona ludzi czynnie zainteresowanych folklorem, nie tylko zdawał&#13;
sobie sprawę z potrzeby naukowego badania muzyki ludowej, ale też był&#13;
twórcą i realizatorem nowego i nowoczesnego programu edytorskiego&#13;
w tym zakresie, czego pierwszym etapem był wydany w latach 1856–1857&#13;
tom Pieśni ludu polskiego. W czasie odwilży posewastopolskiej mógł pojawić się w tytule przymiotnik „polski”.&#13;
Kolberg w ciągu kilkunastu lat, które upłynęły od początku jego badań&#13;
terenowych i pierwszych wypowiedzi publicznych na temat muzyki ludowej, odczuwać musiał coraz silniejszą presję warszawskiego środowiska&#13;
– pisarzy, dziennikarzy i artystów, aby kontynuować gromadzenie i publikowanie folkloru muzycznego. Był uznawany za szczególnie uzdolnionego&#13;
w tym kierunku i dlatego zobowiązanego do utrwalenia muzyki ludowej,&#13;
tym bardziej że nikt inny nie zajmował się wówczas jej badaniem w terenie.&#13;
W roku 1856 rozpoczął edycję nowatorskiego zbioru pieśni i we wstępie&#13;
do niego pisał:&#13;
Muzyka jest głównym przedmiotem niniejszego zbioru. Do każdej pieśni dołączam właściwą jej nutę. Uderzony wcześniej oryginalnością i krzepkością pieśni ludowych, od lat kilkunastu robiłem wycieczki po kraju w celu skrzętnego&#13;
i wiernego ich spisywania; toteż pochlebiam sobie, że w nieprzebranym u nas&#13;
źródle melodyj zaczerpnąłem najciekawszy jej zapas; taki przynajmniej, jaki&#13;
już potrafi dokładnie oznaczyć muzykalność ludu naszego. Oddaję nutę w nieskażonej prostocie (tj. o ile skażenie nie pochodzi z winy śpiewających), tak jak&#13;
wybiegła z ust ludu, bez żadnego przystroju harmonijnego, bo mam przekonanie, że najdzielniejszą jest w samorodnej, niczym niezmąconej czystości, jak ją&#13;
natura natchnęła. […] Śledzenie szczegółowe rozwoju melodyj, je[go] przyczyn&#13;
i następstw, należy do historii i filozofii muzycznej i może mieć miejsce dopiero&#13;
po jak najdokładniejszym zebraniu melodyj nie już jednego ludu, ale wszystkich&#13;
innych ludów. Nim to nastąpi, rozpatrzenie się w tym, co się pozyskało, do nader&#13;
ciekawych doprowadzić nas może wniosków rozszerzających wiedzę i estetykę&#13;
muzyczną1.&#13;
&#13;
Pieśni ludu polskiego wydane w sześciu zeszytach w latach 1856–1857&#13;
miały być pierwszym tomem zespołu źródeł służących do „oznaczenia muzykalności ludu naszego”. Rozpoczęty wówczas przez Kolberga program&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. V–VI.&#13;
&#13;
113&#13;
&#13;
�edytorski miał służyć udokumentowaniu aktualnego stanu folkloru pieśniowego i muzycznego poprzez wydanie wielu wariantów wszystkich gatunków pieśni i melodii z całej Polski, z różnych regionów, a nawet z różnych&#13;
ich okolic, w odrębnych, specjalnie im poświęconych tomach. Nie zawsze&#13;
wówczas rozumiano ten zamysł, nie zawsze też był on aprobowany, ponieważ wydawanie drukiem tak licznych utworów ludowych i traktowanie&#13;
ich wariantów jako pełnoprawnych cząstek kultury narodowej nie było&#13;
oczywiste dla wszystkich krytyków, muzyków i literatów.&#13;
Plan nowej wielotomowej serii edytorskiej powstał zapewne około roku&#13;
1849, tj. w trakcie druku ostatniej części Pieśni ludu weselnych. Nie wiadomo, czy już wtedy Kolberg postanowił zaniechać opracowywania akompaniamentu do wydawanych melodii wokalnych, jest to jednak bardzo&#13;
prawdopodobne. W styczniu 1854 r. „Biblioteka Warszawska” donosiła, że&#13;
książka jest gotowa1. Zezwolenie cenzury, drukowane w tym czasie na odwrotach stron tytułowych, ma datę 14 lipca roku następnego, ale druk rozpoczął się dopiero w połowie roku 1856, ponieważ ponad dwa lata zajęły&#13;
Kolbergowi starania o nakładcę. Nie znalazł w tym czasie ani profesjonalnego wydawcy, ani innej osoby skłonnej zaryzykować pieniądze potrzebne&#13;
na druk. Rozpisał wprawdzie subskrypcję, nie zebrał jednak dostatecznej&#13;
sumy od przyszłych nabywców i w końcu sfinansował ten tom w znacznej mierze z własnych oszczędności. A w porównaniu do wydawanych&#13;
dotąd zbiorów pieśni ludowych koszt był duży, na co wpłynęło dziesięć&#13;
barwnych litografii i blisko 900 zapisów nutowych.&#13;
Tom Pieśni ludu polskiego, określony przez Kolberga jako „seria pierwsza” planowanego wielotomowego wydawnictwa, składa się z dwu odmiennych części. Pierwsza ma tytuł „Dumy i pieśni” i zawiera utwory z całej&#13;
Polski, tu podstawą wyboru był tekst, nie melodia. W drugiej, zatytułowanej „Tańce”, zamieszczone są melodie instrumentalne i wokalne z okolic&#13;
Warszawy, często z przyśpiewkami. Termin „duma” był wtedy stosowany&#13;
przez wydawców pieśni ludowych głównie dla ballad, a Kolberg dla tekstów w części pierwszej użył we wstępie określenia „dumy i pieśni dłuższe”.&#13;
Dumami nazywał pieśni fabularne, przede wszystkim te, które dziś nazywamy balladami. W pierwotnej wersji wstępu określił krótko ich specyfikę2,&#13;
Notatka w Doniesieniach literackich, „Biblioteka Warszawska” 1854, T. 1, s. 184, autorem&#13;
był prawdopodobnie K.W. Wójciki. Podobne informacje w „Dzienniku Warszawskim” 1854,&#13;
nr 27.&#13;
2&#13;
Zob. O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement... (DWOK T. 70), s. 3.&#13;
1&#13;
&#13;
114&#13;
&#13;
�ale pominął tę próbę zdefiniowania gatunku w ostatecznie drukowanym&#13;
wstępie. Zawarł w nim jednak inne ważne uwagi o muzyce i pieśniach&#13;
ludowych. Wskazał na ich zmienność, zależnie od okolicy i upływu czasu dzielącego wykonania tej samej pieśni, scharakteryzował śpiew i głos&#13;
ludowych wykonawców, rytm, tempo i akcentuację ich śpiewu, omówił&#13;
tańce, podając kilkanaście nazw stosowanych dla nich na wsiach, lecz nie&#13;
zajmując się choreografią, wymienił także najczęściej używane instrumenty&#13;
i opisał sposób gry na nich.&#13;
W części poświęconej balladom i „pieśniom dłuższym” prawie wszystkie&#13;
teksty opatrzone są zapisem nutowym, tylko 29 na 444 pozbawionych jest&#13;
melodii. O ważności muzyki i jej braku w zbiorach swoich poprzedników&#13;
pisał we wstępie:&#13;
A tak, prawie bez muzyki, rzec można, że zbiory ich objawiły się tylko w pół-życiu, w połowie swojej istoty, bo treść i melodia uzupełniają się, podnoszą&#13;
wzajemnie, jedną wspólną stanowiąc całość, a często melodia, ta część mniej&#13;
określona, mniej materialna, stanowi całą piękność pieśni1.&#13;
&#13;
W pierwszej części Pieśni ludu polskiego opublikowane są warianty&#13;
czterdziestu jeden wątków, spośród których trzydzieści trzy są dziś klasyfikowane jako ballady2. Bogaty zasób zapisów terenowych i staranne wykorzystanie dostępnej literatury pozwoliły Kolbergowi przedstawić pieśni&#13;
balladowe w zróżnicowanych wersjach z terenu prawie całej Polski. Ponad&#13;
połowa z nich jest reprezentowana przez kilka lub kilkanaście wariantów,&#13;
a najbardziej znane mają ich po kilkadziesiąt, np. ballada „Stała się nam&#13;
nowina” ma 29 wariantów, „Wyjechał pan z chartami na pole” – 30 wariantów, a „Jasio konie poił” – aż 54. Najliczniejsze są warianty z regionów leżących w Królestwie, pochodzące zwykle z własnych materiałów&#13;
Kolberga. Spoza zaboru rosyjskiego, z okolic, w których bywał krótko lub&#13;
w których nie zdążył jeszcze sam przeprowadzić badań, zamieścił znacznie&#13;
mniej pieśni.&#13;
Wśród utworów zawartych w pierwszej części tomu znajdują się zapisy unikatowe, nienotowane przez poprzedników Kolberga i również później w badaniach innych folklorystów potwierdzone tylko sporadycznymi&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. V.&#13;
Zob. E. Jaworska Katalog polskiej ballady ludowej, Wrocław 1990, m.in. s. 17.&#13;
&#13;
115&#13;
&#13;
�przykładami1. Poza właściwymi balladami uwagę Kolberga zwróciły teksty&#13;
nazwane przez Juliana Krzyżanowskiego bajkami-śpiewankami, to jest bajki, w których istotną funkcję pełnią pieśni nie występujące samodzielnie,&#13;
a znane jedynie z tych utworów. W Pieśniach ludu polskiego zamieścił&#13;
kilka przykładów takich „śpiewanek”. Należą do nich trzy warianty melodii i tekstu pochodzące z bajki „Maliny”, wykorzystanej przez Słowackiego&#13;
w Balladynie, a także cztery warianty z bajki „Wąż-narzeczony”. Zainteresował go też folklor złodziejski, zapisał aż dwanaście wariantów pieśni „Nasza&#13;
karczmareczka dobrze sobie żyje”.&#13;
Spośród kilkuset tekstów w części pierwszej tylko 85 pochodzi ze zbiorów wydanych drukiem wcześniej lub z badań innych osób. Zwraca przy&#13;
tym uwagę stosunkowo duża liczba ballad z Mazur. Zapisane one zostały&#13;
w latach 1836–1840 przez Gustawa Gizewiusza (1810–1848), protestanckiego kaznodzieję z Kraplewa. Jego rękopis pt. Pieśni ludu znad górnej&#13;
Drwęcy dotarł do zbiorów Kolberga za pośrednictwem Kazimierza W. Wójcickiego2.&#13;
Zauważyć trzeba, że do zapisów pieśni czerpanych z publikacji Kolberg&#13;
dodawał czasem zanotowane przez siebie melodie, jeżeli w wykorzystanym&#13;
źródle był tylko tekst. Sam o takiej praktyce pisał: „[…] nie omieszkałem&#13;
wcielić do mego zbioru i tego, co inni skrzętni badacze różnymi czasy nagromadzili, o ile mi się tylko właściwa melodia nawinęła”3. W nocie loka1&#13;
Do unikatów należy np. ballada „Gnała pastereczka doliną” (nr 21, s. 224 w DWOK T. 1)&#13;
opublikowana przez Kolberga na podstawie własnego zapisu terenowego, a także dwie ballady,&#13;
których teksty pochodzą z rękopisu G. Gizewiusza: „Był tam stołarz mieszkający” (nr 23, s. 235&#13;
w T. 1) i „Wszystkim ludziom jest świadomo” (nr 29, s. 255 w T. 1); zob. E. Jaworska Katalog&#13;
polskiej ballady ludowej…, tam wątki nr 11, 32 i 65.&#13;
2&#13;
K.W. Wójcicki manuskrypt ten dostał od G. Gizewiusza prawdopodobnie około roku&#13;
1844, ale nie wiadomo, kiedy przekazał go Kolbergowi. Zbiór Gizewiusza wykorzystał Kolberg w Pieśniach ludu polskiego, zamieszczając tam 35 tekstów i 8 melodii pochodzących&#13;
z tego źródła. We wstępie do Pieśni ludu polskiego pisał, że rękopis Gizewiusza wzbogacił&#13;
jego tom „trzydziestu kilku melodiami i znaczną ilością tekstu”, jednak Gizewiusz zapisał&#13;
melodie tylko do 32 pieśni z blisko 400 znajdujących się w jego rękopisie, w tym 8 do ballad. Zob. w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement… (DWOK T. 70), s. XXXI–XXXII.&#13;
Pozostałe zapisy wykorzystał Kolberg w monografii Mazury pruskie, pozostawionej w rękopisie, a wydanej w r. 1966 (T. 40 DWOK). Rękopis Gizewiusza, którego pełny tytuł brzmi:&#13;
Pieśni ludu znad górnej Drwęcy w parafiach ostródzkiej i kraplewskiej zbierane od 1836&#13;
do 1840 roku, został wydany w Poznaniu w 2000 r. w opracowaniu i ze wstępem Danuty&#13;
Pawlak.&#13;
3&#13;
O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. XI.&#13;
&#13;
116&#13;
&#13;
�lizacyjnej podawał wtedy zwykle nazwę miejscowości, z której pochodziła&#13;
muzyka. Łączenie melodii pochodzącej z własnych badań z tekstem zapisanym przez innych, tj. kontaminacje zapisów różnych osób wykonanych&#13;
w różnym czasie, zastosował Kolberg do niektórych tylko spośród pieśni&#13;
przejętych ze źródeł drukowanych lub z rękopisu Gizewiusza, jeśli tam&#13;
pozbawione były zapisu nutowego.&#13;
Innym zabiegiem redakcyjnym, przyjętym w tej części tomu dla pewnej&#13;
liczby pieśni, jest zamieszczanie w druku zamiast ich pełnego tekstu tylko&#13;
pierwszej zwrotki wpisanej pod melodią i opuszczanie zwrotek następnych&#13;
lub niektórych środkowych, podobnych do znajdujących się w wariantach&#13;
poprzedzających. Wtedy pominięte fragmenty zastępował odsyłaczami do&#13;
odpowiedniego pełnego tekstu. Dotyczy to częściej tych pieśni, które w tomie znalazły się w licznych odmianach1, przy czym – jak wskazują zapisy&#13;
terenowe – opuszczenia te często powstały już w trakcie notowania pieśni&#13;
podczas badań.&#13;
Jeżeli brać pod uwagę tylko część tomu poświęconą balladom, to uznać&#13;
trzeba, że zdanie ze wstępu: „Muzyka jest głównym przedmiotem niniejszego zbioru” nie oddaje w pełni jej zawartości. Równorzędny przedmiot stanowią tam teksty, wprawdzie prawie wszystkim towarzyszy zapis nutowy,&#13;
ale porządku materiałów nie wyznaczają melodie, a teksty — ich warianty&#13;
są grupowane razem pod wspólnym numerem, niezależnie od tego, jak&#13;
bardzo różnią się ich melodie.&#13;
Druga część ma tytuł „Tańce” i podtytuł: „Polskie tańce, mazury, kujawiaki (obertasy), walce” i zawiera 466 melodii, większość z tekstami przyśpiewek. Wśród nich tylko dwie mają podane metrum 44, wszystkie pozostałe są w metrach nieparzystych. Pochodzą z okolic Warszawy i były&#13;
zapisane w miejscowościach, które dziś często są dzielnicami tego miasta.&#13;
Nie wszystkie melodie i zamieszczone pod nutami przyśpiewki wykonywano w czasie tańca, o czym Kolberg pisał we wstępie:&#13;
Śpiewki takie nie zawsze lud w tańcu lub w karczmie przy kieliszku nuci, owszem słyszeć one się często dają przy robocie w domu i na polu, podczas żniw,&#13;
sianożęci, w ogrodzie, na paszy za bydłem, także przy dojeniu krów, w czasie jazdy, przy kołysce. Nieprzebrana ich mnogość jest owocem chwilowego&#13;
1&#13;
O ile zachował się rękopis pełnego tekstu takiej pieśni (np. dla nr 3l, 14i, 25h), brakujące&#13;
fragmenty przytaczano w przypisach źródłowych w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego.&#13;
Suplement… (DWOK T. 70).&#13;
&#13;
117&#13;
&#13;
�natchnienia podnieconego trunkiem i miejscowymi okolicznościami, do czego&#13;
lada codzienna przygoda dać może pochop; inne wszakże są znane i śpiewane&#13;
powszechnie na równi z dłuższymi pieśniami i dumami, zwłaszcza gdy w sobie&#13;
zawierają pewną sentencją. Niektóre są odłamkami większych dum1.&#13;
&#13;
Teksty przyśpiewek musiał Kolberg poddać przed drukiem selekcji, odrzucając zbyt rubaszne, niecenzuralne, ponieważ „mimo rozlanego w nich&#13;
humoru i czucia nie zawsze godzą się z przyzwoitością i dobrym smakiem”2.&#13;
Poza ludowymi zanotował Kolberg i zamieścił wśród tańców także kilka utworów kompozytorów działających w Polsce w pierwszej połowie&#13;
XIX wieku, podając ich nazwiska nad melodiami. Są to kompozycje Józefa&#13;
Elsnera, Jana Stefaniego3, Józefa Damsego i Adama Tarnowskiego, pochodzące z ich utworów scenicznych. Trudno dziś w każdym z tych wypadków ocenić, czy kompozytorzy ci wykorzystali motywy ludowe, czy też ich&#13;
utwory stały się tak popularne, że zostały przeniesione przez publiczność&#13;
teatralną do folkloru podmiejskiego. Pewien wpływ na upowszechnianie się&#13;
utworów pochodzących ze sceny teatrów warszawskich mógł mieć repertuar katarynek, bardzo wówczas popularnych, których właściciele szybko&#13;
reagowali na nowości4.&#13;
Tom zamknął Kolberg obszerną „Tabellą miast i osad miejskich, o których uczyniono wzmiankę w niniejszym zbiorze z wykazaniem ich położenia geograficznego”. Była to odpowiedź na postulat Sikorskiego przedstawiony w recenzji dwu pierwszych zeszytów Pieśni ludu polskiego, więc&#13;
jeszcze przed zakończeniem druku książki, a dotyczący not lokalizacyjnych&#13;
zamieszczanych nad melodiami i określających geograficzne pochodzenie&#13;
pieśni. Kolberg formułował je najczęściej dwuczłonowo, np. „od Żychlina&#13;
O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. X.&#13;
Tamże.&#13;
3&#13;
O Janie Stefanim, kompozytorze muzyki do Krakowiaków i Górali W. Bogusławskiego, pisał K.W. Wójcicki: „[…] przejęty potrzebą poznania muzyki polskiej ludowej, co niedziela&#13;
i święto wyjeżdżał na wieś, aby się nasłuchał pieśni, napatrzył tańców ochoczego ludu naszego.&#13;
Wracał do miasta, a mając świeżo w pamięci sielską melodię, zasiadał i podkładał pod libretto&#13;
Bogusławskiego.” Zob. K.W. Wójcicki Cmentarz Powązkowski pod Warszawą, T. 1, Warszawa 1855, s. 67.&#13;
4&#13;
J. Sikorski w artykule Muzyka i katarynka („Kalendarz Astronomiczno-Gospodarski”&#13;
J. Jaworskiego na rok 1854, s. 102) pisze: „A i tak słyszeć można odwieczne piosnki na deskach&#13;
teatralnych posiwiałe, wygrywane po tysiączny raz na katarynce [...]”, katarynki wspomina też&#13;
Kolberg we wstępie do Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. IX oraz w przytaczanym już&#13;
szkicu autobiografii.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
118&#13;
&#13;
�(Chochołów)”, „od Wyszkowa (Głuchy, Niegów)”, „od Osterode (Kraplewo)”,&#13;
„od Łagowa (Paprocice, Lechówek)”. Pierwsza nazwa w intencji Kolberga&#13;
informowała o okolicy, w której pieśń czy melodia jest znana i popularna,&#13;
druga o miejscu zapisu lub miejscowości, z której pochodził wykonawca.&#13;
Sikorski w recenzji pisał:&#13;
Oznaczenie miejscowości, skąd pieśń i melodia wzięte, także wyraźniejsze by&#13;
się zdało. Mało to objaśnia, gdy przeczytamy, że te pieśni od Dzikowa, Łagowa,&#13;
Kowalewa itd., bo któż wie, o jakim Dzikowie, Łagowie i Kowalewie mowa. Nawet małe miasteczka wymienione niewiele pomogą, bo o wielu z nich mało kto&#13;
słyszał, mianowicie jeśli trochę odleglej od środka kraju leżą. Miasta powiatowe,&#13;
okręgowe, gubernialne, prowincja wreszcie wymieniona, lepiej sobie pomagają&#13;
w oznaczeniu miejscowości. Nastaję na ten szczegół, bo on tylko dla korzystniejszego użycia zbioru w mowie będącego posłuży, mianowicie pod względem&#13;
badania charakterystyki prowincji i miejscowości1.&#13;
&#13;
Kolberg, syn kartografa, od lat podróżujący często po prowincji i mający do dyspozycji mapy ojca, nie miał kłopotów z ustaleniem położenia&#13;
małych nawet miasteczek i wsi. Jednak rozumiejąc kłopoty czytelników,&#13;
zgodnie z sugestią Sikorskiego w trakcie druku książki zestawił alfabetycznie w osobnej tabeli nazwy miejscowości określających okolice, dodając&#13;
nazwę powiatu i państwa, w którym leżały. Zaznaczyć trzeba, że podawał&#13;
nazwy trzech państw zaborczych i Królestwa Polskiego, czym podkreślał&#13;
istotne dla mieszkańców Królestwa przekonanie o jego odrębności od carskiej Rosji. Większość wymienionych w tabeli miejscowości nie występuje&#13;
w notach lokalizacyjnych w Pieśniach ludu polskiego, była więc ona pomyślana jako pomocniczy klucz do całej planowanej kilkutomowej serii&#13;
wydawniczej.&#13;
Ważnym elementem Pieśni ludu polskiego były barwne litografie&#13;
przedstawiające rysowanych z natury mieszkańców wsi w strojach regionalnych. Kolberg zamieścił je „dla dopełnienia charakterystyki naszych&#13;
wieśniaków”, a było to też do pewnego stopnia działanie marketingowe&#13;
– kolorowe ilustracje, nie tak częste w ówczesnych drukach, zachęcały do kupienia książki. Nazwiska autorów rysunków odnotował Kolberg&#13;
1&#13;
J. Sikorski Ruch muzyczny. Pieśni ludu wydawane przez O. Kolberga, „Gazeta Codzienna” 1856, nr 219. Przedruk tej części recenzji J. Sikorskiego w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego.&#13;
Suplement… (DWOK T. 70), s. 134.&#13;
&#13;
119&#13;
&#13;
�dopiero na nowej karcie tytułowej 1 dodrukowanej w r. 1867, gdy postanowił Pieśni ludu polskiego włączyć do Ludu jako tom pierwszy tej serii&#13;
wydawniczej. Wymienił tam Antoniego, swego brata, i Karola Marconiego, przyjaciela Antoniego, malarzy wspomnianych już wcześniej jako&#13;
uczestników wycieczek Kolberga w pierwszych sezonach jego badań terenowych. Zachowały się wszystkie bezpośrednie pierwowzory litografii2,&#13;
nie są to jednak rysunki powstałe podczas wędrówek po Mazowszu, lecz&#13;
późniejsze ich kopie sporządzone na potrzeby druku. Oryginalne szkice&#13;
terenowe Antoniego Kolberga i Karola Marconiego potrzebne do Pieśni&#13;
ludu polskiego skopiował Wojciech Gerson i jego rysunki wykonane piórkiem i barwione akwarelą były podstawą litografii3. Prymarne rysunki&#13;
dwu malarzy, Antoniego i Marconiego, nie zachowały się, brak też innych&#13;
informacji na ten temat, nie mamy więc możliwości przypisania bezspornie którejkolwiek ryciny jednemu z dwu wymienionych przez Kolberga&#13;
autorów4. Wykonanie litografii zlecił Kolberg firmie J.H.G. Rau w Dreźnie, z którą współpracował także później.&#13;
Zaraz po rozpoczęciu druku ukazała się w „Bibliotece Warszawskiej”&#13;
krótka informacja o nowym zbiorze pieśni, której autor, najpewniej ówczesny redaktor miesięcznika, K.W. Wójcicki, pisał o litografiach:&#13;
Jest ona reprodukowana we wstępie J. Gajka do O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK&#13;
T. 1) po s. VIII.&#13;
2&#13;
Przechowywane są w zbiorach Muzeum Etnograficznego im. F. Kotuli w Rzeszowie. Reprodukowała je K. Markiewicz w przywoływanym już tu katalogu wystawy malarstwa Antoniego&#13;
Kolberga, cztery są też reprodukowane w tomie O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement…&#13;
(DWOK T. 70). Na każdym rysunku, mimo zaznaczenia kolorów akwarelą, zamieszczony jest&#13;
też krótki opis ręką Gersona, podający barwy części ubrania i noty lokalizacyjne, powtórzone&#13;
przez Kolberga w podpisach i w opisie rycin na końcu książki.&#13;
3&#13;
W liście do firmy J.H.G. Rau u. Sohn w Dreźnie, która drukowała te litografie w 1856 r.,&#13;
Kolberg pisał, że ryciny strojów ludowych przesyła za pośrednictwem ich autora, Wojciecha&#13;
Gersona. Zob. brulion listu Kolberga z końca listopada 1856 r., Korespondencja... cz. I (DWOK&#13;
T. 64), s. 63–64.&#13;
4&#13;
Śladem wskazującym na autorstwo pierwowzorów dwu rycin mogą być informacje w Katalogu wystawy retrospektywnej nieżyjących malarzy polskich w salach redutowych w Warszawie (Warszawa 1898). Tam pod numerami 512–514 na s. 49 wymienione są trzy akwarele&#13;
Karola Marconiego: „Kobieta, wieś Czerniaków”, „Od Piaseczna” i „Od Warszawy”, wszystkie były&#13;
wtedy własnością syna Karola, Władysława Marconiego, i zaginęły w czasie powstania warszawskiego. Być może były to pierwowzory litografii zamieszczonych przez Kolberga w Pieśniach&#13;
ludu polskiego, tj. rycin nr 1 „od Warszawy (Czerniaków)” i nr 10 „od Piaseczna (Obory)”, trzecią&#13;
wymienioną w katalogu rycinę, „Od Warszawy”, trudno przypisać do którejś z litografii.&#13;
1&#13;
&#13;
120&#13;
&#13;
�Nie masz tu żadnej elegancji wymuskanej, jaką mamy we wszystkich dotąd&#13;
wydanych kostiumach ludu naszego, nie wyjmując i Gersona1, ani urojonych&#13;
fizjonomii, oblicza portretowane przedstawiają nam wiernie chłopków naszych,&#13;
równie jak cały ubiór z najsumienniejszą ścisłością wykonane2.&#13;
&#13;
Wszyscy autorzy recenzji ukazujących się w latach 1856–1857 podkreślali dokumentacyjną wartość rycin dołączonych do Pieśni ludu polskiego,&#13;
niezależnie od oceny całej zawartości tej antologii ballad i tańców3. Sam&#13;
Kolberg miał zastrzeżenia do odwzorowania rysów dwu postaci, o czym pisał do firmy drezdeńskiej po odbiorze gotowych litografii4, ale poza tym był&#13;
zadowolony z jej pracy. W „Objaśnieniu rycin”, zamieszczonym na końcu&#13;
tomu, opisał stroje, podając ich kolory, wiele lokalnych nazw poszczególnych części ubiorów, a w dwu wypadkach także informacje pozwalające&#13;
zidentyfikować rzeczywiste, przedstawione na rysunkach osoby – karczmarkę z Raszyna i sołtysa z Czerniakowa.&#13;
Pieśni ludu polskiego zostały bardzo życzliwie przyjęte przez recenzentów i cieszyły się ich dużym zainteresowaniem — porównywalnej liczby&#13;
recenzji i wzmianek w prasie wszystkich trzech zaborów doczekały się&#13;
tylko pierwsze monografie wydawane w ramach Ludu. Omawiano przede&#13;
wszystkim zakres publikacji i jej układ, a zawsze podkreślano ogrom pracy&#13;
wykonanej przez Kolberga, od zapisywania ze słuchu melodii i tekstów&#13;
bezpośrednio w terenie, poprzez wybór utworów przeznaczonych do druku,&#13;
uporządkowanie ich według wątków tekstowych, wreszcie opracowanie redakcyjne. Nie wszystkie walory tej publikacji, istotne dziś dla folklorystów,&#13;
1&#13;
Wójcicki wspomina tu album: W. Gerson Ubiory ludu polskiego, Warszawa [1855], wersja&#13;
francuska: Costumes polonais dessinés d’aprés nature…, litogaphiés par E. Desmaisons. Publié&#13;
par Daziaro á Varsovie, Paris, Moscou et St. Petersbourg [1855]. Zob. też A. Jacher-Tyszkowa&#13;
Grafika polska XIX wieku jako źródło do badań nad strojem ludowym, „Polska Sztuka Ludowa” R. XXIX: 1975, nr 4, s. 220.&#13;
2&#13;
[K.W. Wójcicki] Doniesienia literackie, „Biblioteka Warszawska” 1856, T. 3, s. 422.&#13;
3&#13;
Tylko raz, kilka lat później, przy okazji wzmianki w prasie warszawskiej o podróży Kolberga na Kujawy, ryciny z Pieśni ludu polskiego spotkały się z pewnymi zarzutami: „Wiemy,&#13;
iż te postacie zdejmowano z natury z fotograficzną niejako dokładnością, lecz nam nie trzeba&#13;
wyłączności miejscowych, jak zyzowatego sołtysa z Czerniakowa, skrzywionego rakowskiego&#13;
chłopa, my prosimy o te ogólniejsze, że tak powiem zbiorowe oblicza i postawy, które właśnie&#13;
typują okolicę”, T.S…ki Wiadomości bieżące, „Kronika Wiadomości Krajowych i Zagranicznych” 1860, nr 195.&#13;
4&#13;
Zob. brulion listu do A. Karsta z 20 XI 1856, w: Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),&#13;
s. 62–63. Za odbiegające od przekazanych oryginałów uważał twarze postaci na rycinach nr 1 i 6.&#13;
&#13;
121&#13;
&#13;
�były zauważone i docenione przez współczesnych Kolbergowi, nie zawsze&#13;
też właściwie interpretowano zamiary i program wydawcy.&#13;
Już w marcu 1857 r. napisał do Kolberga przebywający na emigracji&#13;
Teofil Lenartowicz. Dziękował za książkę przypominającą mu młodość&#13;
spędzoną na Mazowszu, ale prosił, aby wydając wszystkie zapisane melodie, wybierał do druku tylko teksty zasługujące na rozpowszechnianie.&#13;
Wspomina „entuzjazm dla pieśni gminnych”, nadmierny i bezkrytyczny,&#13;
towarzyszący wypowiedziom o folklorze jeszcze kilkanaście lat wcześniej,&#13;
gdy obaj byli młodzi. Prosił więc Kolberga:&#13;
[…] nie zimnym rozsądkiem przeto, ale wyrobionym uczuciem piękności i wartości rzeczy trzeba sądzić utwory poetyczne, a co nas ujmie niewyszukanym&#13;
wdziękiem, to niezawodnie będzie miało dłuższą wartość i drukować to należy&#13;
na pociechę wspólną. Owoż daruj, Drogi Oskarze, ale nie trzymałeś się tej zasady, wydając swój nowy zbiór, znajduję w nim bowiem mnóstwo nędznych&#13;
wierszydeł, które się nikomu na nic nie przydadzą, trzeba to było pominąć, dla&#13;
muzyki jedynie po parę wierszy przytaczając, zresztą zostawiam to Twojemu&#13;
wyrozumieniu, jeśli myślisz, że się to przyda, drukuj […]1.&#13;
&#13;
Lenartowicz – jak stwierdzał w liście – nie umiał sam odtworzyć melodii drukowanych w otrzymanym zbiorze i pisał z Rzymu do przyjaciela,&#13;
nazywając go zakochanym w wiejskich śpiewach Mazurem:&#13;
[…] jakże żałuję, że się nie znam na nutach, żeby sobie choć na cygańskiej drumli zadzwonić piosenkę od Mokrego Lasu, ani rusz, jak hieroglify egipskie pałeczki wyskakują mi przed oczami, jedne wyżej, drugie niżej, ale co one tam sobie śpiewają, nie&#13;
takiemu jak ja wiedzieć o tym, oj, doloż moja – Oskarze! Czemu Ciebie tu nie ma?2&#13;
&#13;
Odpisując Lenartowiczowi, Kolberg wspominał też ze wzruszeniem&#13;
wspólne wędrówki, ale nie zgadzał się z oceną tekstów przyśpiewek, bo to&#13;
pewnie one, nie ballady, spowodowały krytyczne uwagi poety. Na zarzut&#13;
braku krytycyzmu wobec estetycznych walorów niektórych „wierszydeł”&#13;
odpowiedział:&#13;
[…] zapatrując się okiem poety, mogłeś wiele tu rzeczy niesmacznych dla siebie&#13;
dojrzeć, ależ ja nie zbieram pieśni li tylko dla poezji w nich zawartej. Są i będą&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
List T. Lenartowicza z 25 III 1857 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 67–68.&#13;
Tamże, s. 68.&#13;
&#13;
122&#13;
&#13;
�one skarbnicą ciekawą dla gramatyków, lingwistów, historyków, dla ludzi kreślić&#13;
mających nie tylko duchowość narodu, nie tylko całe jego moralne i niemoralne&#13;
usposobienie, jego obyczajowość, ale i zewnętrzną skorupę, wszystkie przypadłości słowa i dźwięku, przez jakie przechodził, a ci szukają prawdy, która jak&#13;
brzydkie obok pięknego w pieśniach każdego narodu leży. Takimi, jakimi są,&#13;
zbieracz ma je przedstawić, nie wolno mu w nich nic dodać ani ująć, jeżeli chce&#13;
być wiernym swemu zadaniu i zyskać zaufanie1.&#13;
&#13;
Maurycy Karasowski, któremu Kolberg udostępnił rękopis jeszcze przed&#13;
drukiem, podkreślił wartość zapisów muzyki, których tak wielką liczbę prezentować będzie wydane dzieło, i zdał sprawę z jego zawartości, zwracając&#13;
specjalnie uwagę na pieśni złodziejskie i wspomniane tu już bajki-śpiewanki. Przedstawienie wyników analizy zebranych przez Kolberga melodii&#13;
odłożył na czas po wydaniu całości2.&#13;
Karol Estreicher (1827–1908) w lwowskim „Dzienniku Literackim”&#13;
scharakteryzował nowy tom na tle skrótowego przeglądu dotychczasowych badań i publikacji folkloru polskiego, litewskiego i ukraińskiego 3.&#13;
Potem podsumował pracę Kolberga, stwierdzając, że autorem kierowały&#13;
dwie myśli: „zestawienie wariantów melodii i tekstu” oraz wierne podanie&#13;
melodii „w jej surowym odłamie, tak jak ją lud wygłasza, bez względu na&#13;
to, że może razić nieforemnością”. Chwalił zamysł autora, ale wstrzymał&#13;
się od głębszej jego oceny do czasu wydania wszystkich planowanych&#13;
tomów i zalecał przeprowadzenie badań w Galicji, tj. w zaborze austriackim, zwłaszcza w górach. Estreicher docenił druk licznych wariantów&#13;
tekstów i melodii ukazujących regionalne zróżnicowanie folkloru, przede&#13;
wszystkim jednak podkreślał, i to kilkakrotnie, znaczenie publikacji Kolberga jako źródła dla muzyków pragnących komponować w duchu narodowym.&#13;
Józef Ignacy Kraszewski wielokrotnie w latach czterdziestych XIX w.&#13;
zabierał głos w toczącej się dyskusji na temat wartości folkloru, zwłaszcza&#13;
List do T. Lenartowicza z 5 V 1857 r., tamże s. 70.&#13;
M.K. [M. Karasowski] Kilka słów o dziele Oskara Kolberga pod tytułem „Pieśni ludu&#13;
polskiego” z melodiami i rycinami, „Kronika Wiadomości Krajowych i Zagranicznych” 1856,&#13;
nr 55. Przedruk w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement… (DWOK T. 70), s. 124–128.&#13;
Zapowiadanej analizy melodii M. Karasowski nie opublikował.&#13;
3&#13;
Gędźba [K. Estreicher] Pieśni ludu polskiego zebrał i wydał Oskar Kolberg, „Dziennik&#13;
Literacki” 1857, nr 94–96. Przedruk w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement… (DWOK&#13;
T. 70), s. 138–145.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
123&#13;
&#13;
�bajek, i metod jego wydawania drukiem. Przy zapisywaniu tekstów ludowych domagał się przede wszystkim wierności: „Inna cale rzecz zbierać,&#13;
inna obrabiać”1. W korespondencji z Żytomierza zamieszczonej w „Gazecie&#13;
Warszawskiej”2, której znaczną część poświęcił Pieśniom ludu polskiego,&#13;
kilkakrotnie wskazywał na złożoność pracy Kolberga, jego dokładność, staranność i determinację, aby przedstawić tak wielki zasób melodii ludowych.&#13;
Pisał, że „[...] namiętnemu tylko i obdarzonemu jak p. Kolberg zbieraczowi&#13;
mogło się udać pochwycić wszystkie te maluczkie zmiany, warianty, rozmaitości jednego i tegoż samego niemal motywu, które go coraz nowym&#13;
i świeżym czynią”3. Docenił to, że nowy zbiór pieśni ukazał się bez akompaniamentu fortepianu i melodie ludowe podane są z całą ich „pierwiastkową&#13;
prostotą i czystością”, co stanowiło kontrast z dotychczas drukowanymi&#13;
melodiami ludowymi, „wyjaśnianymi” przez dodanie harmonizacji zacierającej ich cechy pierwotne. Kraszewski podkreślił też, że ważna jest w tej publikacji Kolberga nie tylko muzyka, ale także zestawienie bezpośrednio koło&#13;
siebie wariantów tekstów z różnych okolic, nawet jeżeli znanych, to jednak&#13;
rozproszonych w dotychczas wydanych książkach i artykułach. Podkreślił&#13;
wartość rycin, które są nie tylko „wielką ozdobą wydania, uskutecznionego&#13;
bardzo starannie i wytwornie”, ale także prezentacją żywo nakreślonych&#13;
strojów z okolic Warszawy. Zauważył jak inni recenzenci, że zbiór Kolberga jest „dla muzyków skarbnicą niewyczerpanego natchnienia”, jednak&#13;
najważniejsza była konstatacja:&#13;
Dla historii muzyki naszej, a raczej dla poznania jej charakteru, jest to materiał&#13;
nieoszacowany i niewyczerpany, a wartość jego tym większa, że ścisłość była&#13;
głównym zadaniem autora4.&#13;
&#13;
Tym wnioskiem Kraszewski potwierdził, że publikacja spełnia zasadniczy cel postawiony sobie przez Kolberga, tj. zebranie materiału do badań&#13;
nad muzyką polską, a zwłaszcza nad muzyką ludową.&#13;
Opublikowanie przez Kolberga muzyki ludowej bez harmonizacji, zauważone z aprobatą przez Kraszewskiego, nie znalazło uznania u wszystkich.&#13;
J. I. Kraszewski Podania gminne, w: tegoż Studia literackie, Wilno 1842, s. 99.&#13;
J.I. Kraszewski Listy do redakcji „Gazety Warszawskiej”, „Gazeta Warszawska” 1857,&#13;
nr 206–207. Przedruk w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement… (DWOK T. 70), s. 134–138.&#13;
3&#13;
Tamże, s. 135.&#13;
4&#13;
Tamże, s. 135.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
124&#13;
&#13;
�Anonimowy recenzent „Gazety W. Ks. Poznańskiego” 1 potraktował nową&#13;
pracę Kolberga jak kolejne wydanie pieśni dla amatorów muzykowania.&#13;
Pisał, że rozumie „szacunek dla czystości pieśni”, ale brak akompaniamentu&#13;
fortepianu sprawi kłopot mniej wprawnym odbiorcom, którzy nie potrafią&#13;
sami go opracować. Recenzent innego wielkopolskiego pisma, „Przeglądu&#13;
Poznańskiego”, stwierdza, że jest to zbiór „bardzo ważny i ciekawy”2, podanie melodii „tylko w szkicu” uważa za zaletę, dodaje jednak, że zebranie&#13;
tak wielkiej liczby wariantów było zbyteczne. Drobiazgowa praca zbieracza&#13;
i wydawcy dowodzi wprawdzie sumienności, ale nie przynosi pożytku i niepotrzebnie powiększa objętość ponieważ: „Charakterystyczne tylko prawdziwie, wybitne różnicą warianty należało autorowi podać, nie rozszerzać&#13;
za wiele objętości dzieła”3.&#13;
Dla pełniejszego ukazania atmosfery towarzyszącej badaniom i publikacjom Kolberga w okresie opracowywania przez niego nowych Pieśni&#13;
ludu polskiego można przytoczyć jeszcze wypowiedź Lucjana Siemieńskiego (1809–1877). Ten poeta i dziennikarz, niegdyś radykalny demokrata,&#13;
od paru już lat współredagował konserwatywny krakowski „Czas”. Sam&#13;
w roku 1845 wydał bajki i legendy4 ludowe, tłumaczył pieśni bretońskie&#13;
i skandynawskie, ale podobnie jak Berwiński, którego Studia o literaturze&#13;
ludowej już tu wymieniano, w późniejszym okresie życia walory tekstów&#13;
pieśni oceniał z większym sceptycyzmem:&#13;
Pojawienie się nowego zbioru pieśni ludu dokonanego przez p. Kolberga byłoby&#13;
niekonieczną nowością, gdyby nie przyniosło nic więcej, jak oklepane wyrzekanie Maćka na niestateczność Maryny, lub żale Kaśki za utraconym panieńskim&#13;
wiankiem, lecz prawdziwie rozmiłowany w swoim przedmiocie autor zbioru&#13;
i pojmujący pieśń gminną od strony jeszcze niezużytej i niewyzyskanej, nie poprzestał na samych słowach pieśni, ale co daleko trudniejsze i mozolniejsze,&#13;
zebrał do nich muzykę, tak jak mu ją lud śpiewał5.&#13;
B. Pieśni ludu polskiego…, „Gazeta W. Ks. Poznańskiego” 1857, nr 140, przedruk w: O. Kolberg&#13;
Pieśni ludu polskiego. Suplement… (DWOK T. 70), s. 145–147.&#13;
2&#13;
Anonimowa recenzja w „Przeglądzie Poznańskim” 1857, T. 24, z. 1, s. 53–54, przedruk w:&#13;
O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement… (DWOK T. 70), s. 148–149.&#13;
3&#13;
Tamże, w przedruku w T. 70, s. 148.&#13;
4&#13;
L. Siemieński Podania i legendy polskie, ruskie i litewskie, Poznań 1845; wydanie krytyczne: wybór, wstęp i opracowanie K. Pamuły, słowo wstępne J. Krzyżanowski, Warszawa 1975.&#13;
5&#13;
L. Siemieński Kilka rysów z literatury i społeczeństwa od roku 1848–1858, T. II,&#13;
Warszawa 1859, s. 280.&#13;
1&#13;
&#13;
125&#13;
&#13;
�Siemieński w następnych zdaniach swej dosyć zdawkowej recenzji zbioru wydanego przez Kolberga również stwierdzał, że zamieszczone tam melodie będą „prawdziwym skarbem dla każdego kompozytora muzycznego”,&#13;
nie zauważając zasadniczej idei autora. Podobnie jak muzykę potraktował&#13;
litografie zamieszczone w tomie, oceniając je wysoko jako dające „rzetelne&#13;
wyobrażenie” strojów ludowych i stanowiące wartościowy materiał dla&#13;
malarzy.&#13;
Dla Kolberga musiała być szczególnie istotna opinia Sikorskiego1, najwybitniejszego wówczas w Warszawie krytyka muzycznego, surowego&#13;
w swych sądach i zwykle bezkompromisowego. Pierwszą część artykułu&#13;
poświęconego Pieśniom ludu polskiego Sikorski drukował po ukazaniu się&#13;
dwu początkowych zeszytów. Podkreślił rozległość planu Kolberga i wyraził przekonanie, że publikowany przez niego materiał będzie dostateczny&#13;
do analizy „strony muzycznej” pieśni ludu, choćby dzięki wielkiej liczbie&#13;
melodii, przewyższając pod tym względem wszystkie dotychczas wydane&#13;
zbiory. Tak jak Kolberg uważał, że muzyka jest najważniejszą częścią pieśni&#13;
ludowych:&#13;
Bo gdy tekst rozsypuje się niekiedy na suche szczegółki w licznych czasem&#13;
pomieszczone zwrotkach, to muzyka treściwie przedstawia całość uczucia lub&#13;
dramatu, umiejąc równie dosadnie i szczegóły odtworzyć, ale tylko te, które do&#13;
głównych należą2.&#13;
&#13;
Według Sikorskiego muzyka w nowym zbiorze Kolberga stanowi rzecz&#13;
główną, nie tylko dlatego, że pomaga poznać „ducha naszej muzyki domowej, jak dotąd jedynej prawie bezwarunkowo na to nazwisko zasługującej”,&#13;
ułatwia zrozumienie tekstu i zwraca uwagę słuchacza na przejawiające się&#13;
w niej uczucia ludu, ale ponadto:&#13;
[…] uczy nas poznawać charakter pojedynczych ludzi, których za twórców muzyki uważamy, jakkolwiek są nam nieznani i nieznanymi na zawsze pozostaną,&#13;
a co ważniejsze jeszcze, daje nam charakterystykę całej okolicy, której twórca&#13;
Recenzja J. Sikorskiego ukazała się w „Gazecie Codziennej” 1856, nr 219 i 297. Część&#13;
pierwsza z nr 219 przedrukowana w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement… (DWOK&#13;
T. 70), s. 128–134.&#13;
2&#13;
Tamże, nr 219, w przedruku w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement... (DWOK&#13;
T. 70), s. 130.&#13;
1&#13;
&#13;
126&#13;
&#13;
�muzyki musiał być reprezentantem duchowo-artystycznym choćby do jednej&#13;
pieśni, skoro ją przyjęto i przechowano w podaniu1.&#13;
&#13;
Sikorski zauważył więc rolę anonimowych ludowych muzyków, których&#13;
twórczość jest przechowywana w regionalnej tradycji.&#13;
Po zapoznaniu się z dwoma zeszytami nowego tomu Sikorski oczekiwał,&#13;
że jego autor, od tak dawna notujący, poddający pewnej systematyce i publikujący muzykę ludową, dołączy do tomu rozprawę na jej temat, wnioski&#13;
wynikające z wieloletniego obcowania i pracy nad nią:&#13;
Bez tego przedsięwzięcie jego nie byłoby niejednemu tak korzystne i nauczające,&#13;
jak być może. Któż zresztą z materiałem tym tyle, co p. K[olberg] oznajmiony?&#13;
Kto tak dobrze jak on usprawiedliwi niektóre dziwactwa muzyczne ludu, kto&#13;
jego sposób śpiewania tak dobrze pojął, kto ważność podobnej publikacji tak&#13;
dosadnie okaże, jak sam wydawca, skoro przygotowaniu do niej tyle lat poświęcił, tyle trudu i kosztów?2&#13;
&#13;
W imieniu nabywców książki stawiał wydawcy pytania o plan całości,&#13;
niezupełnie dla niego czytelny w dwu początkowych zeszytach, a przynajmniej nie taki, jakiego się spodziewał. Przedmowa Kolberga, spełniająca&#13;
w pewnym stopniu postulaty recenzenta, przekazana była odbiorcom dopiero razem z ostatnim zeszytem, więc pisząc tę recenzję, Sikorski jeszcze&#13;
jej nie znał. Pytał także o zasadniczy cel publikacji – czy jest nim pokazanie&#13;
wariantów tekstów, czy muzyki? Sam uważał, że wariantów, czasem mało&#13;
różniących się między sobą, jest zbyt wiele, a dotyczy to także melodii.&#13;
Następnie stwierdzał, że jeżeli zamiarem wydawcy była dokumentacja&#13;
wariabilności muzyki ludowej, to powinien zestawiać obok siebie melodie&#13;
zbliżone „podobnym sobie tokiem lub rodzajem taktu” i podawać je w tej&#13;
samej tonacji dla ułatwienia porównań, a tonacje dobierać tak, „jak tego&#13;
ogólna i zwyczajnie najdogodniejsza rozciągłość głosu ludzkiego żąda”. Dodał też, że „zawiłe harmonicznie miejsca” dobrze byłoby objaśniać „cyframi&#13;
i dodanym basem”. Spełnienie tych postulatów Sikorskiego zaprzeczałoby&#13;
idei Kolberga, tj. prezentacji źródeł do badań nad polską muzyką ludową.&#13;
Tamże, nr 219, w przedruku w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement… (DWOK&#13;
T. 70), s. 131.&#13;
2&#13;
Tamże, nr 219, w przedruku w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement… (DWOK&#13;
T. 70), s. 133.&#13;
1&#13;
&#13;
127&#13;
&#13;
�Zapisy ze słuchu, sporządzane w czasie bezpośredniego kontaktu z ludowymi wykonawcami, znormalizowane i „poprawione” według tych wskazówek przestałyby być wiarogodnymi źródłami.&#13;
Po ukazaniu się następnych zeszytów zbioru Sikorski opublikował drugą&#13;
część recenzji. Analiza dalszych przykładów muzyki ludowej pozwoliła mu&#13;
głębiej zapoznać się ze specyficznymi cechami melodii notowanych przez&#13;
Kolberga w terenie, a refleksja kończąca tę kwestię ujmuje szczerością:&#13;
W przeglądanych troskliwie tych zeszytach spotykamy, jakkolwiek w nielicznych jeszcze pieśniach, liczne dowody wielkiego ich znaczenia, o którym opowiadaliśmy obszerniej niedawno, przy wyjściu zeszytu pierwszego. Najwięcej&#13;
dają do myślenia dziwne niekiedy zwroty melodyjne, pełne siły i znaczenia,&#13;
a takiego charakteru i tak odrębnej faktury od wszystkiego, co dzisiejsi piszą&#13;
kompozytorowie, że nie podobna nie dojrzeć tam cech muzyki starodawnej, albo&#13;
– jeśli kto woli i co na jedno prawie wychodzi – dowodu pojęć inną zupełnie&#13;
drogą wyrabiających się u ludu wiejskiego, niż się one wyrabiają u obtartych&#13;
więcej o cywilizację mieszczan lub szlachty. Niekiedy zdaje się, czytając te melodie, że na innym zupełnie żyje się świecie, którego tajemnice czuć umie serce,&#13;
odgaduje [wyobraźnia1], ale usta z trudnością wypowiedzieć się odważą2.&#13;
&#13;
Tańcom opublikowanym przez Kolberga w tym tomie Sikorski poświęcił&#13;
tylko kilka zdań, dziwiąc się zamieszczeniu wśród rodzimych polonezów,&#13;
mazurów i kujawiaków także walców pochodzących z Niemiec. Przy okazji&#13;
przypomniał czytelnikom obertasy i mazury autorstwa Kolberga, które zawsze uważał za świetne kompozycje.&#13;
W tej części recenzji Sikorski ponowił apel do wydawcy, aby przekazał&#13;
odbiorcom dzieła swe przemyślenia na temat muzyki ludowej, a także zapoznał ich z metodami rozwiązywania problemów pojawiających się w trakcie notowania ze słuchu i przygotowywaniu melodii do druku. Informacje&#13;
takie pozwoliłyby lepiej zrozumieć muzykę ludową, tak inną od tej, której&#13;
się uczyli i do której przywykli. Na pytania postawione w końcowej części&#13;
recenzji Kolberg dał częściową odpowiedź we wstępie, choć zapewne nie&#13;
zadowolił Sikorskiego.&#13;
Dziś w recenzjach Kraszewskiego, Estreichera i Sikorskiego zwracają uwagę określenia: „dziwactwo pieśni”, „dziwactwa muzyczne ludu”,&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
W druku w „Gazecie Codziennej”: „wyobrażenia”.&#13;
Recenzja J. Sikorskiego, „Gazeta Codzienna” 1856, nr 297.&#13;
&#13;
128&#13;
&#13;
�„dziwne niekiedy zwroty melodyjne”, „coś niepojęte wedle zwyczajnych&#13;
muzykalnych pojęć”, a także zdanie, że melodia ludowa „może razić nieforemnością”. Świadczą one, że odbiór tradycyjnej muzyki ludowej, takiej&#13;
jaką wykonywali wiejscy grajkowie i śpiewaczki dla swoich słuchaczy lub&#13;
dla własnej satysfakcji, zaprezentowanej przez Kolberga w nowym tomie,&#13;
był wówczas dla nabywców Pieśni ludu polskiego trudny i napotykał na&#13;
bariery.&#13;
VI&#13;
[Pierwsze spotkanie z muzyką góralską w Tatrach latem 1857 r. – Podróż&#13;
do Wiednia, Lublany i Zagrzebia i jej wyniki – zapisy muzyki i zakupione&#13;
druki, m.in. zbiór pieśni słoweńskich E. Korytki. – Początek pracy w zespole&#13;
autorów Encyklopedii powszechnej S. Orgelbranda. – Rezygnacja z pracy&#13;
etatowej w Dyrekcji Dróg i Mostów. – Kompozycje. – Podróże w latach 1859–&#13;
–1861. – Artykuł o ludowych źródłach muzyki J. Stefaniego do Krakowiaków i Górali W. Bogusławskiego. – Wystawienie Króla pasterzy w operze&#13;
warszawskiej. – Rozpoczęte dwa inne utwory sceniczne.]&#13;
&#13;
Lata następujące bezpośrednio po wydaniu Pieśni ludu polskiego wypełniały Kolbergowi, obok prac zarobkowych, intensywne zajęcia związane z muzyką – ludową oraz komponowaną przez niego i przez innych&#13;
twórców. Podróżował i prowadził badania terenowe, które dały mu obfite&#13;
i interesujące wyniki w postaci licznych zapisów pieśni i melodii nie tylko&#13;
polskich, przygotowywał do premiery Króla pasterzy, swój jedyny wykonany publicznie utwór sceniczny, ponadto działał jako pisarz muzyczny&#13;
– w roku 1858 podjął wieloletnią pracę nad zespołem haseł dotyczących&#13;
muzyki w Encyklopedii powszechnej wydawanej przez Samuela Orgelbranda, a także publikował inne prace, spośród których na uwagę zasługuje&#13;
zwłaszcza analiza muzyki Jana Stefaniego do Cudu mniemanego, czyli&#13;
Krakowiaków i Górali.&#13;
Druk Pieśni ludu polskiego zakończył się w marcu 1857 roku, a latem&#13;
Kolberg wyruszył w długą podróż do nieznanych mu do tej pory regionów w Małopolsce, a także do Wiednia oraz Słowenii i Chorwacji, potem&#13;
do Triestu i Wenecji. Zachowana dokumentacja pozwala odtworzyć tylko&#13;
przybliżony przebieg i czas trwania tej podróży. Pismo przyznające mu&#13;
urlop, datowane na 3 lipca 1857 r. brzmi następująco:&#13;
129&#13;
&#13;
�Na zasadzie decyzji Rady Administracyjnej Królestwa z dnia 14/26 czerwca rb.&#13;
No 20 955, objawionej reskryptem Komitetu Drogi Żelaznej z dnia 21 czerwca/3&#13;
lipca rb. No 476 Dyrekcja udziela p. Oskarowi Kolberg urlop na miesięcy trzy za&#13;
granicę do wód w Ems i kąpieli w Trieście z zasiłkiem pieniężnym w stosunku&#13;
trzechmiesięcznej płacy jego, tj. rsr. 150 […]1.&#13;
&#13;
Jest mało prawdopodobne, aby Kolberg zamierzał jechać do Ems,&#13;
uzdrowiska w Nadrenii-Palatynacie, cieszącego się od dawna dużą sławą.&#13;
Otrzymał wprawdzie jeszcze jedno pismo z datą 9 lipca 1857 r., w którym&#13;
warszawska dyrekcja prosi zarząd kolei niemieckich o życzliwą pomoc&#13;
dla swego pracownika, ale nie korzystał z tej rekomendacji, ponieważ nie&#13;
planował wyjazdu do Niemiec. Wybrał całkiem inny kierunek podróży, której trasę znamy w ogólnym zarysie z Korespondencji2 drukowanej&#13;
w „Ruchu Muzycznym” i z paru wzmianek w itinerarium i listach. Z listu&#13;
do redaktora „Ruchu Muzycznego” wiadomo, że był w Tatrach i w Pieninach, potem w Krakowie, Modlnicy i Mogilanach, a następnie w Wiedniu,&#13;
Lublanie, Trieście i Wenecji. Na podstawie dostępnych źródeł nie da się&#13;
ustalić dokładnych dat pobytu w każdej z wymienionych miejscowości&#13;
czy okolicy, a czasem nawet kolejności, w jakiej je odwiedzał. Wyjechał&#13;
najpóźniej 10 lipca, po otrzymaniu pisma skierowanego do zarządu kolei niemieckich, zapisy pieśni wykonane w Modlnicy wspólnie z Józefem&#13;
Konopką3 mają datę 21 sierpnia 1857 r., list z Wiednia datowany jest na&#13;
11 września, a musiał wrócić do Warszawy po trzech miesiącach urlopu,&#13;
czyli nie później niż 10 października. Tylko te daty wynikają z zachowanych dokumentów.&#13;
Najpierw pojechał do Krakowa, potem podobnie jak wszyscy ówcześni&#13;
turyści góralską furmanką do Zakopanego i Szczawnicy. W górach spędził&#13;
prawie sześć tygodni i – jak pisze – krajobraz Tatr zrobił na nim wielkie&#13;
wrażenie:&#13;
Dokument w zbiorach BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 51. Z podanej kwoty zasiłku wynika,&#13;
że Kolberg w 1857 r. zarabiał 600 rubli rocznie, sprzeczne z tym wyliczeniem jest zaświadczenie&#13;
(rkp. w BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 45) o podwyżce do 750 rubli od 1 stycznia 1847 r.&#13;
2&#13;
O. Kolberg Korespondencja. Wiedeń, d. 11 września 1857, „Ruch Muzyczny” 1857, nr 26,&#13;
s. 203–206, przedruk: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 357–363. Tam tytuł:&#13;
Korespondencja z Wiednia.&#13;
3&#13;
Taką datę ma rękopis J. Konopki z zapisami tekstów skorelowany z niedatowanymi zapisami melodii w rkp. Kolberga. Rkp. J. Konopki w Arch. PTL, teka 43 Miscellanea, sygn. 1352,&#13;
k. 133–134, rkp. Kolberga tamże, k. 148.&#13;
1&#13;
&#13;
130&#13;
&#13;
�Szczawnica nie zawiodła moich oczekiwań, Morskie Oko i Kościeliska Dolina&#13;
przeszły je; Czorsztyn, Gąsienicowe Stawy, Biały Dunajec i Gewont pełne dzikiego są uroku; dolina Roztoka z wodospadem Siklawy i Pięcią Stawami może&#13;
najwspanialsze w Tatrach, a Łomnica, Krywań i Murań groźne, ponure, ogromne, często chmurami zalane1.&#13;
&#13;
Następnie scharakteryzował Górali, zaprzeczając stereotypowym opiniom:&#13;
A wśród tego snują się arcytwory Boże: ludzie łagodni, dobrzy, uprzejmi, chętni, uczciwi, nie tak jak ich malowano, dzicy i szorstcy. Ale też równie naiwni,&#13;
natrętni, chciwi na grajcary (bo ubodzy) i lubiący się napić (choć to na szczęście&#13;
dzięki towarzystwom wstrzemięźliwości ustaje)2.&#13;
&#13;
W Korespondencji z Wiednia drukowanej w „Ruchu Muzycznym”&#13;
poświęcił wiele uwagi muzyce góralskiej: charakteryzował śpiew, tańce,&#13;
instrumenty, wreszcie gwarę. Spośród poznanych w Zakopanem osób wymienił tylko rodzinę Homolaczów, ówczesnych właścicieli dóbr zakopiańskich mieszkających w Kuźnicach, których odwiedził wtedy pierwszy raz.&#13;
Następnie wrócił na kilka dni do Krakowa, co kwituje w Korespondencji...&#13;
czterema zdaniami. Wspomina tam krótki pobyt w Modlnicy, gdzie – jak&#13;
wiemy z datowanego rękopisu – wspólnie z Konopką 21 sierpnia zapisał&#13;
kilkanaście pieśni. Odnotował też spotkanie w Krakowie z Żegotą Paulim&#13;
(1814–1895). Osobisty kontakt z tym autorem wysoko cenionych zbiorów&#13;
pieśni był dla Kolberga bardzo ważny. Pisał w Korespondencji z Wiednia,&#13;
że nie omieszka korzystać z uwag co do „zbierania i spisywania pieśni”,&#13;
jakimi go wsparł autor Pieśni ludu polskiego w Galicji. Mógł wtedy od&#13;
niego otrzymać także informacje o proweniencji geograficznej niektórych&#13;
tekstów zamieszczonych w tym zbiorze wydanym w 1838 r. W druku Pauli&#13;
lokalizował zespoły krakowiaków, określając tylko obwody administracyjne, z których pochodzą, a nieliczne inne noty w przypisach, dotyczące miejsca zapisu pojedynczych tekstów, są też ogólnikowe 3. Zachowała&#13;
się notatka Kolberga – spis miejscowości z których pochodzi czterdzieści&#13;
O. Kolberg Korespondencja… , przedruk w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II (DWOK&#13;
T. 62), s. 357.&#13;
2&#13;
Tamże.&#13;
3&#13;
Takich określeń miejsca zapisu w zbiorze Paulego jest zaledwie kilka, zob. Pieśni ludu&#13;
polskiego w Galicji..., s. 63, 87–88 i 172.&#13;
1&#13;
&#13;
131&#13;
&#13;
�pieśni spośród wydanych przez Paulego1. Teksty zawarte w Pieśniach ludu&#13;
polskiego w Galicji Kolberg przytaczał we własnych publikacjach i dokładniejsze niż w druku informacje o miejscu ich pochodzenia były mu&#13;
bardzo potrzebne, ponieważ w jego edycjach folkloru był to najważniejszy&#13;
i stały element dokumentacji. Jeżeli któreś z tych czterdziestu pieśni przepisał i włączył do własnych publikacji, dawał im noty lokalizacyjne zgodne&#13;
z przywołaną tu notatką. Być może te dokładniejsze dane Kolberg uzyskał&#13;
właśnie w trakcie pierwszego spotkania z Paulim w Krakowie w 1857 r.&#13;
W Pieninach i Tatrach Kolberg wzbogacił swoje zbiory wieloma pieśniami, przyśpiewkami i melodiami instrumentalnymi, które zanotował,&#13;
jak sam podaje, „koczując parę razy przy ognisku z Góralami”. Pozyskał też&#13;
nowych znajomych i współpracowników w Krakowie i na Podhalu a także&#13;
odwiedził ludzi dawniej sobie znanych. M.in. bezpośrednio po powrocie&#13;
do Warszawy dostał od Józefa Riedmüllera, krakowskiego lekarza, teksty&#13;
pieśni wykonywanych przez górala z okolic Czerwonego Klasztoru, „Rus­&#13;
naka”, jak nazywano Rusinów. Mógł też spotkać się ponownie z Ludwikiem Zejsznerem, który w latach 1848–1857 wrócił do Krakowa i wykładał&#13;
na Uniwersytecie Jagiellońskim. W tym czasie był w górach także Lucjan&#13;
Siemieński, który wspominał spotkanie z Kolbergiem, intensywność jego&#13;
badań terenowych, widoczną dla obserwatora umiejętność nawiązywania&#13;
kontaktu z wykonawcami i okazywaną im uwagę:&#13;
Niedawno widziałem zacnego zbieracza pieśni i melodii u stóp czarujących&#13;
Pionin i w Tatrach, jak naprawiając słabe zdrowie powietrzem gór i leczącym&#13;
zdrojem, nie tracił ani jednej chwili i nawiedzał góralskie chaty, lub przestawał&#13;
z bacami i juhasami na polanach, od których umiał wyłudzać melodie i słowa,&#13;
zdaniem jego nie ustępujące pierwszeństwa innym. Wierny swemu zadaniu,&#13;
z dziwną cierpliwością i wytrwaniem prowadzi podjętą pracę, godną powszechnego uznania2.&#13;
&#13;
Kolberg był w Tatrach jeszcze kilkakrotnie, na pewno w roku 1861&#13;
i 1863, a ponieważ prawie nigdy nie datował swoich rękopisów, trudno&#13;
dziś stwierdzić, które spośród jego licznych zapisów muzyki góralskiej powstały właśnie w roku 1857. W zachowanych rękopisach prymarnych nad&#13;
1&#13;
Rkp. O. Kolberga, Arch. PTL, teka 12a, sygn. 1190, k. 1. Spis dotyczy wybranych pieśni&#13;
z początkowej partii zbioru Paulego, s. 3–116.&#13;
2&#13;
L. Siemieński Kilka rysów z literatury i społeczeństwa…, s. 282.&#13;
&#13;
132&#13;
&#13;
�melodiami i pieśniami zanotował np.: „szałasy na Królowej koło Stawów&#13;
Gąsienicowych”, „Zakopane”, „Olcza”, „Szaflary”. Ponieważ jednak nie znamy tras jego wycieczek w góry z Zakopanego czy Szczawnicy i nazw pobliskich miejscowości, w których był w roku 1857, nie można dziś ustalić,&#13;
które z rękopisów wiążą się z tą pierwszą podróżą w Karpaty.&#13;
Kolbergowskie zbiory muzyki góralskiej analizował w 1954 r. Tadeusz&#13;
Strumiłło. Zauważył wtedy, że choć w rękopisach Kolberga najliczniejsze&#13;
są melodie wokalne i skrzypcowe, spotkać tam można także interesujące zapisy muzyki wykonywanej na trombicie i na dudach1. Podkreślił&#13;
przy tym, że Kolberg notował muzykę ludową na Podhalu stosunkowo&#13;
wcześnie, bo od 1857 r., i to nie tylko we wsiach, ale również wysoko w górach, wśród pasterzy, gdzie nawet później nie zawsze docierali&#13;
etnomuzykolodzy. Strumiłło w swoim artykule zamieścił kilka melodii&#13;
góralskich z rękopisów Kolberga i z nimi związana jest hipoteza Witolda&#13;
Rudzińskiego co do pochodzenia tańców góralskich w drugim akcie Halki Moniuszki. Rudziński po zapoznaniu się z przykładami przytoczonymi&#13;
przez Strumiłłę, wiedząc, że obu muzyków łączyła przyjaźń, wyraził przekonanie, że „od Kolberga otrzymał Moniuszko interesujące go materiały”2.&#13;
Niewątpliwie czas pierwszych badań terenowych Kolberga na Podhalu&#13;
zbiega się z okresem, w którym Moniuszko komponował tańce góralskie.&#13;
Jednak możliwe obecnie ustalenie dokładniejszych dat dla wielu faktów&#13;
1&#13;
T. Strumiłło Muzyka podhalańska u Kolberga, „Muzyka” 1954, nr 3–4, s. 8–12. Zapisy te,&#13;
podobnie jak inne z Podhala, zostały wydane dopiero w roku 1968 w tomach: O. Kolberg Góry&#13;
i Podgórze, cz. I–II (DWOK T. 44–45).&#13;
2&#13;
W. Rudziński Stanisław Moniuszko, w: Z dziejów polskiej kultury muzycznej, T. II,&#13;
Kraków 1966, s. 245–246. W partyturze opery wystawionej w Wilnie w 1854 r. tańców tych&#13;
jeszcze nie było, dopiero przed premierą w Warszawie Moniuszko uznał za konieczne dodanie&#13;
paru nowych fragmentów, w tym także tańców w drugim akcie. Z biografii Moniuszki wynika, że nie znał on z autopsji folkloru góralskiego, a ponieważ melodie z Podhala praktycznie&#13;
nie były drukowane przed warszawską premierą Halki, źródło pozwalające Moniuszce na&#13;
znakomite odtworzenie charakteru muzyki góralskiej pozostawało nieznane. Po zapoznaniu&#13;
się z artykułem Tadeusza Strumiłły o tece podhalańskiej Kolberga, w którym autor przytacza&#13;
kilka zapisów nutowych ze zbiorów Kolberga, Witold Rudziński stwierdził, że Moniuszko mógł&#13;
znać notatki terenowe Kolberga z pobytu w 1857 w Tatrach. Jednak Kolberg wrócił z podróży&#13;
koło 10 października, a Moniuszko był w Warszawie od 16 do 28 listopada i dopiero wtedy&#13;
mógł spotkać się z Kolbergiem i poznać jego zapisy z Tatr, zaś z korespondencji Moniuszki&#13;
wynika, że tańce góralskie do drugiego aktu Halki wysłał z Wilna do Warszawy we wrześniu,&#13;
a już 8 października Roman Turczynowicz, dyrektor baletu opery warszawskiej, kierował ich&#13;
próbami (zob. S. Moniuszko Listy zebrane…, m.in. s. 258, 270 i 276).&#13;
&#13;
133&#13;
&#13;
�z tego okresu życia obydwu muzyków nie potwierdza hipotezy Rudzińskiego o możliwości skorzystania przez autora Halki z zapisów Kolberga&#13;
wykonanych w 1857 r.&#13;
Fragment Korespondencji... dotyczący Wiednia jest w większości poświęcony życiu muzycznemu w stolicy Austrii i w tej kwestii Kolberg odnotował swe wyraźne rozczarowanie. Sam stwierdza, że być może trafił na&#13;
zły okres, bo istotnie sezon teatralny i koncertowy jeszcze się nie rozpoczął.&#13;
Zwiedzał kościoły, muzea, bibliotekę cesarską, gdzie życzliwy kustosz udostępniał do kopiowania stare muzykalia, był w księgarniach muzycznych&#13;
i w Kärntnerthor Theater na operze Charlesa L. Thomasa, słuchał koncertów orkiestry Johanna Straussa. Odwiedził cmentarze, na których pochowano Mozarta, Beethovena i Schuberta.&#13;
Z Wiednia Kolberg pojechał na południe, do krajów południowosłowiańskich1 znajdujących się wówczas w granicach Austro-Węgier. Opublikowaną w „Ruchu Muzycznym” relację kończy kilkoma zdaniami o pobycie&#13;
w Lublanie, Trieście i Wenecji. Nie można dziś uściślić ani czasu trwania,&#13;
ani trasy tej części podróży, tym bardziej że nie znamy dokładnej daty powrotu Kolberga do Warszawy. Skąpe wyniki badań wskazują, że w Słowenii i Chorwacji był raczej krótko. W drukowanej w „Ruchu Muzycznym” korespondencji podaje tylko, że był w Lublanie, wiele lat później, w roku 1881&#13;
w przypisku do jednego z listów2 wymienia poza Lublaną także Zagrzeb,&#13;
a w 1886 r. wspomina, że był w Lublanie, Zagrzebiu, Trieście i Primorju3,&#13;
przy czym dodaje, że był to pobyt krótki, bo zaledwie kilkutygodniowy. Czy&#13;
z Wenecji wrócił do Wiednia, skąd wysłał list do redakcji „Ruchu Muzycznego” datowany na 11 września, a potem jeszcze raz pojechał na południe,&#13;
czy też Lublanę i Zagrzeb zwiedzał tylko na przełomie sierpnia i września,&#13;
między 21 sierpnia a kilkudniowym pobytem w Wiedniu przed 11 września, nie wiadomo. Z tego etapu podróży pochodzą zapisy ze słuchu, na które składają się 42 melodie słoweńskie i chorwackie zanotowane na jednej&#13;
karcie, jedynej zachowanej karcie terenowej związanej z pobytem Kolberga&#13;
1&#13;
Ten fragment podróży Kolberga z roku 1857 oraz zachowane na jej temat źródła, zebrane wtedy materiały i kontakty z badaczami Słowian południowych omawia E. Millerowa we&#13;
wstępie pt. Materiały południowosłowiańskie w zbiorach Oskara Kolberga... (DWOK T. 59/&#13;
III), s. V–LXVIII, a teksty pieśni i ich źródła także M. Jakóbiec-Semkowowa, tamże, s. LXVIII-LXXXVII. Pieśni i melodie zapisane przez Kolberga w 1857 r. zostały opublikowane tamże.&#13;
2&#13;
Brulion listu do L. Jenikego z 31 I 1881 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 462.&#13;
3&#13;
Brulion listu do F.S. Kraussa z 1 VIII 1886 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 361.&#13;
&#13;
134&#13;
&#13;
�w tych krajach słowiańskich. Ponadto w archiwum Kolberga znajdują się&#13;
zapisy tekstów, częściowo skorelowane z wymienionymi melodiami, a wykonane przez niego i dwie inne, nieznane osoby. Kolberg przechowywał&#13;
też zakupione w Lublanie druki: zbiór pieśni słoweńskich zanotowanych&#13;
i przygotowanych do druku przez Emila Korytkę, dwa tomiki kalendarza&#13;
słoweńskiego na lata 1855 i 1856, a prawdopodobnie także kilka innych&#13;
książek i czasopism wydanych w Lublanie i zawierających pieśni i melodie&#13;
ludowe oraz utwory miejscowych kompozytorów.&#13;
Pieśniom słoweńskim zapisanym przez Korytkę poświęcił Kolberg wiele&#13;
uwagi. Emil Korytko (1813–1839)1, student filozofii uniwersytetu lwowskiego, za kolportaż tajnych druków Ossolineum i przynależność do również&#13;
tajnej organizacji studenckiej został w roku 1834 aresztowany i po długim&#13;
śledztwie skazany w 1836 r. na internowanie w Słowenii. W Lublanie, poddawanej germanizacji jak cała Słowenia, nawiązał kontakty z działaczami&#13;
słoweńskiego ruchu na rzecz odrodzenia narodowego i – kierując się świeżymi osiągnięciami ośrodka lwowskiego – zajął się notowaniem tekstów&#13;
pieśni ludowych i tworzeniem zbioru rycin strojów regionalnych. W roku&#13;
1838 opublikował w czasopiśmie „Illyrisches Blatt”2 odezwę zachęcającą do&#13;
badania kultury ludowej, anonsował tam także przygotowywany przez siebie zbiór Slovénske pésmi krajnskiga naróda. Sam zdążył wydać drukiem&#13;
pierwszy z przygotowanych tomików, cztery następne wydał Jožef Blaznik,&#13;
księgarz i drukarz. Cenzura zezwoliła na druk tekstów pieśni, usunęła jednak motto zaczerpnięte z Mickiewiczowskiego Konrada Wallenroda i napisany przez Korytkę wstęp, którego rękopis nie zachował się. W końcu roku&#13;
1838 Korytko był już ciężko chory, z tego zapewne powodu 10 stycznia 1839&#13;
r. uzyskał ułaskawienie i zgodę na powrót do Lwowa, lecz nie zdążył z nich&#13;
skorzystać. Zmarł 31 stycznia i został pochowany w Lublanie.&#13;
Pięć tomików pieśni słoweńskich Korytki zakupionych przez Kolberga&#13;
w Lublanie znajduje się dziś w Bibliotece Jagiellońskiej i jest to zapewne&#13;
jedyny pełny egzemplarz tego druku w polskich bibliotekach. Na karcie&#13;
tytułowej pierwszego tomiku Kolberg dopisał nazwisko autora: „zebrał Korytko Emil”, bo edycja była anonimowa, a na wklejce przed stroną tytułową&#13;
widnieją dwie notatki, u góry dyrektora biblioteki: „1887. A. 444. Poczciwy&#13;
1&#13;
Zob. E. Millerowa, wstęp pt. Materiały południowosłowiańskie w zbiorach Oskara Kolberga... (DWOK T. 59/III), s. XIX-XXIV.&#13;
2&#13;
W numerach z 25 i 30 z czerwca i lipca 1838 r.&#13;
&#13;
135&#13;
&#13;
�O. Kolberg darował d. 7 maja 1887. Estreicher” i niżej: „Pieśni słoweńskie&#13;
zebrane przez Emila Korytko – nabyłem w Lublanie w r. 1857. O. Kolberg”. Na końcu piątego tomiku doklejona jest karta z życiorysem Korytki&#13;
i notatkami o nim spisanymi przez Kolberga1. Większość książek i innych&#13;
druków zgromadzonych przez Kolberga w tekach regionalnych bądź przechowywanych osobno przekazał Bibliotece Jagiellońskiej Izydor Kopernicki, wykonawca testamentu autora Ludu. Zbiór Emila Korytki, zmarłego na&#13;
wygnaniu Polaka, który należał do inicjatorów badania folkloru Słowenii,&#13;
cenił Kolberg tak bardzo, że pod koniec życia, gdy był już pewien, że nie&#13;
zrealizuje żadnych planów związanych ze swymi materiałami południowosłowiańskimi, zabezpieczył los Slovénskich pésmi…, przekazując je Bibliotece Jagiellońskiej.&#13;
W Bibliotece Jagiellońskiej znajdują się obecnie także dwa inne druki na&#13;
pewno zakupione przez Kolberga w Lublanie. Pierwszy z zachowaną kartą&#13;
tytułową: Koledarček Slovenski za navadno leto 1855 wydany był w Lublanie przez Janeza Bleiweisa, a drukowany przez Jožefa Blaznika, drugi,&#13;
wydany na rok 1856, pozbawiony jest okładki i strony tytułowej. Obydwa&#13;
kalendarze noszą ślady pracy Kolberga, ale jego ołówkowe notatki i glosy&#13;
są dziś częściowo zatarte, częściowo zniszczone przez obcięcie kart przy&#13;
oprawie. Niektóre artykuły zamieszczone w kalendarzach wykorzystał Kolberg później w obszernym studium Obrazy Słowiańszczyzny południowej&#13;
zamieszczonym w latach 1871–1872 w „Gazecie Polskiej”2.&#13;
W Słowenii i Chorwacji Kolberg zakupił lub dostał również inne druki,&#13;
których tytuły znamy z notatki Kopernickiego3, ale egzemplarze ich nie zachowały się w archiwum Kolberga. Powoływał się na nie w artykule Ruch&#13;
&#13;
Teksty te przytacza E. Millerowa we wstępie Materiały południowosłowiańskie… (DWOK&#13;
T. 59/III), s. XXIII–XXIV.&#13;
2&#13;
O. Kolberg Obrazy Słowiańszczyzny południowej z rozmaitych źródeł skreślił […],&#13;
„Gazeta Polska” 1871, nr 77–87, 1872, nr 1–7, 42–43, 109–110, 133–136, 176–179. Przedruk&#13;
w: O. Kolberg Studia, rozprawy i artykuły (DWOK T. 63), s. 26–258.&#13;
3&#13;
I. Kopernicki po śmierci Kolberga, jako wykonawca jego testamentu, przeglądał teki z rękopisami i na osobnych kartkach notował zawartość, tytuły i przeznaczenie poszczególnych&#13;
zespołów rękopisów i druków znajdujących się w spuściźnie autora Ludu. Część notatek Kopernickiego znajduje się dziś w zbiorach Muzeum Etnograficznego w Krakowie, część pozostała&#13;
w tekach. Do tych ostatnich należy sporządzony przez Kopernickiego spis druków przywiezionych w r. 1857 i znajdujących się niegdyś w zbiorach Kolberga. Przytacza go E. Millerowa we&#13;
wstępie: Materiały południowosłowiańskie… (DWOK T. 59/III), s. XXVII.&#13;
1&#13;
&#13;
136&#13;
&#13;
�muzykalny u niektórych plemion Słowian południowych1, drukowanym&#13;
blisko trzy lata po powrocie z podróży do Lublany i Zagrzebia, gdzie odnotował także publikacje poetów, muzyków, zbieraczy folkloru i działaczy na&#13;
rzecz słoweńskiego odrodzenia narodowego. Część tych prac wykorzystał&#13;
lub wymienił także w niedokończonym szkicu poświęconym pieśniom ludowym, a wydanym dopiero w Pismach muzycznych pt. Z notatek o zbiorach pieśni Słowian południowych2.&#13;
Przed podróżą mógł Kolberg otrzymać listy polecające od osób z Warszawy czy Krakowa znających środowisko naukowe Lublany. Nie mamy&#13;
informacji na ten temat, a jedynym śladem kontaktów Kolberga z miejscową inteligencją jest dwuwiersz3 otrzymany od Lovro Tomana (1827–1870),&#13;
poety, a także prawnika i polityka, założyciela pisma „Slovenska Matica”:&#13;
Ak smo ravno ločeni po kraju, času,&#13;
tak smo vonder snidjeni po duhu, glasu!&#13;
&#13;
Autograf z tym utworem datowany jest: „V Ljubljani, 1. Septembra 1857”,&#13;
lecz nie wiadomo, czy Lovro Toman wręczył go Kolbergowi tego dnia na&#13;
miejscu, czy przysłał później.&#13;
W tym czasie zapoznał się, prawdopodobnie w Wiedniu, ze zbiorem&#13;
wydanym przez Alojzego Kalauza4. Teksty pieśni serbskich dzięki pracom&#13;
Vuka Karadżicia były znane w Europie, a także w Polsce wcześniej niż inne&#13;
południowosłowiańskie. Ale do wydanych przez Karadżicia pieśni dołączonych było tylko sześć melodii, zapisanych zresztą przez polskiego muzyka,&#13;
wówczas sekretarza Maksymiliana Ossolińskiego, Franciszka Mireckiego5&#13;
1&#13;
O. Kolberg Ruch muzykalny u niektórych plemion Słowian południowych, „Ruch Muzyczny” 1860, nr 12, s. 193–196, przedruk w O. Kolberg Pisma muzyczne… cz. II (DWOK&#13;
T. 62), s. 563–567 oraz w tomie O. Kolberg Materiały do etnografii Słowian… cz. III (T. 59/III),&#13;
s. 291–296.&#13;
2&#13;
Szkic ten zamieszczony jest w O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 586–&#13;
–581 i w tomie O. Kolberg Materiały do etnografii Słowian… cz. III (DWOK T. 59/III), s. 287–296.&#13;
3&#13;
Zamieszczony w Korespondencji… cz. I (DWOK T. 64), s. 76.&#13;
4&#13;
A. Kalauz Srbski napjevi. Sbirka serbski pjesama za fortepijano, sv. I, Wien [1850], sv. II,&#13;
Wien [1852].&#13;
5&#13;
Zob. D. Živanović Vuk Karadžić i jego polski współpracownik, Franciszek Mirecki,&#13;
w: Literatura, komparatystyka, folklor. Księga poświęcona Julianowi Krzyżanowskiemu,&#13;
pod red. M. Bokszczanin, S. Frybesa i E. Jankowskiego, Warszawa 1968, s. 815–823. Melodie&#13;
dołączone były przez V. Karadżicia do drugiego tomu pt. Narodna srbska pjesnarica wydanego w r. 1815. 		&#13;
&#13;
137&#13;
&#13;
�(1791–1862), który w Wiedniu studiował kompozycję i grę na fortepianie.&#13;
Zbiór Kalauza zainteresował zapewne Kolberga właśnie dlatego, że w dwu&#13;
zeszytach zawierał 43 pieśni serbskie z melodiami. Naszkicowany początek&#13;
recenzji tego wydawnictwa pozostał wśród prac niedokończonych i niedrukowanych1.&#13;
Krótki pobyt w Słowenii i zebrane tam wiadomości o życiu muzycznym&#13;
w Lublanie, słoweńskich kompozytorach i ich twórczości, a także usłyszana wtedy i zanotowana muzyka ludowa były inspiracją do napisania dwu&#13;
wspomnianych już tekstów: artykułu Ruch muzykalny…, drukowanego&#13;
w r. 1860 w „Ruchu Muzycznym”, i nieukończonego szkicu o muzyce ludowej. Kilkanaście lat później zajął się znowu krajami słowiańskimi znajdującymi się pod panowaniem Austro-Węgier i na podstawie literatury, w części&#13;
przynajmniej zakupionej podczas podróży w 1857 r., napisał wspomniane&#13;
już obszerne studium Obrazy Słowiańszczyzny południowej.&#13;
Jesienią 1857 r., po powrocie do Warszawy Kolberg zmienił miejsce&#13;
pracy — śladem swego brata Wilhelma zrezygnował z zatrudnienia w zarządzie kolei żelaznej. Kolej Warszawsko-Wiedeńska we wrześniu 1857 r.&#13;
przeszła w ręce prywatne z kapitałem niemieckim, na ważniejsze stanowiska angażowano Niemców. Wilhelm, który mógł odczuwać niepokój&#13;
co do swej przyszłości w firmie kierowanej przez nowy zarząd, przeniósł&#13;
się do Dyrekcji Dróg i Mostów w Komisji Skarbu. Tam znalazł nowa posadę także Oskar. Wilhelm został inspektorem w Zarządzie Komunikacji&#13;
i w trakcie pracy w nowym miejscu zajmował się m.in. pomiarami Wisły&#13;
w związku z planami jej regulacji i często podróżował, doglądając prac&#13;
w terenie. Przygotowywał do druku obszerne dzieło poświęcone Wiśle, ale&#13;
ukazała2 się tylko jego część druga i skorowidz do szczegółowych map tej&#13;
rzeki. Natomiast wielokrotnie wydawany był opracowany przez Wilhelma plan Warszawy z roku 1846, aktualizowany ukazał się m.in. w 1868,&#13;
1870 i 1873 r. Zainteresowany dziejami swego miasta Wilhelm poszukiwał&#13;
w różnych archiwach dawnych materiałów kartograficznych i przypominał&#13;
&#13;
Szkic recenzji opublikowano w O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 591–593.&#13;
W. Kolberg Wisła, jej bieg, własności i spławność przez […], cz. II z 10 tablicami, Warszawa 1861, część pierwsza nie została wydana. Wcześniej ukazał się Skorowidz do planów rzeki&#13;
Wisły. Wykaz gmin odpowiedzialnych za słupy nadbrzeżne warstwowe. Położenie geograficzne i wykreślenie niektórych punktów wzdłuż rzeki Wisły. Wykaz miast, wsi i osad&#13;
położonych nad Wisłą. Warszawa 1860.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
138&#13;
&#13;
�o kwerendach na ten temat Oskarowi, gdy ten miał zamiar odwiedzić&#13;
w Krakowie i we Lwowie miejscowe biblioteki.&#13;
Przejście przez Oskara z prywatnego teraz przedsiębiorstwa do administracji rządowej powodowało konieczność zmiany mieszkania. Jak&#13;
wspomniano, Kolberg po podjęciu pracy w Zarządzie Drogi Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej w 1845 r. zamieszkał w budynku należącym do tego&#13;
zarządu i w listach jako adres zwrotny podawał dworzec przy ul. Marszałkowskiej. W połowie roku 1858 pisał1, że nie jest już urzędnikiem, ale&#13;
pracuje jako dietariusz2 w biurze gen. Jana Smolikowskiego. Czy tę formę&#13;
pracy podjął Kolberg bezpośrednio po powrocie z długiego urlopu, czy parę&#13;
miesięcy później, nie wiadomo.&#13;
Biografie Kolberga pisane z okazji jubileuszu jego badań obchodzonego&#13;
w Krakowie w roku 1889, a także późniejsze, podają, że jako księgowy&#13;
w Dyrekcji Dróg i Mostów pracował przez cztery lata, do połowy roku&#13;
1861. Sam Kolberg w Szkicu autobiografii pisał:&#13;
[…] w roku 1845 zostałem buchalterem i urząd ten piastowałem aż do roku 1857,&#13;
gdy droga żel[azna] przeszła w ręce spółki prywatnej. Odtąd pracowałem jeszcze&#13;
lat kilka w Komisji Skarbu i Dyrekcji Dróg i Mostów, gdzie złożone zostały akta&#13;
dawniejszej kolei rządowej. Od roku 1863 oddałem się już stale pracy literackiej,&#13;
pisząc do dzienników, pism ilustr., Encyklopedii itd. i porządkując nagromadzone&#13;
nabytki etnograficzne3.&#13;
&#13;
Jednak możemy mieć dziś wątpliwości, czy dopiero w roku 1861, a tym&#13;
bardziej 1863, zaprzestał pracy jako księgowy. Wśród jego dokumentów&#13;
osobistych zachował się notatnik4, w którym na bieżąco zapisywał dochody i wydatki w latach 1859–1869. Są tam odnotowane honoraria autorskie&#13;
i inne dochody od 1 stycznia 1859 r., ale nie ma wpisów o wynagrodzeniach&#13;
1&#13;
Niedatowany brulion listu, odpowiedź na list Mikołaja Akielewicza (1829–1887) z 12 maja&#13;
1858 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 89.&#13;
2&#13;
Dietariusz to urzędnik pobierający płacę dzienną, niemający etatu. Wymieniony przez&#13;
Kolberga Jan Smolikowski (1796–1869) był wtedy dyrektorem XIII okręgu komunikacyjnego,&#13;
podlegała mu Dyrekcja Dróg i Mostów.&#13;
3&#13;
Rkp. O. Kolberga Szkic autobiografii…, k. 68.&#13;
4&#13;
Rkp. O. Kolberga Notatnik zawierający rachunki osobistych wydatków Oskara Kolberga za lata 1859–1869, w zbiorach BN PAU i PAN, sygn. 3210. Jest to jedyny taki dokument&#13;
w papierach osobistych Kolberga, prawdopodobnie w innych okresach prowadził podobne&#13;
notatki, ale zachowała się tylko jeden taki notes.&#13;
&#13;
139&#13;
&#13;
�za pracę w Dyrekcji Dróg i Mostów. Jeszcze w pierwszym półroczu&#13;
1959 r. Kolberg zanotował czterokrotnie przy różnych kwotach „od Wilhelma à conto roboty” lub „od Wilhelma za robotę”. Mogły to być wypłaty&#13;
za prace na rzecz rachuby w Dyrekcji Dróg i Mostów zlecane mu za pośrednictwem brata, jednak ostatnia taka notatka pochodzi z początku lipca&#13;
1859 r. Natomiast od kwietnia tego roku pojawiają się zapiski o honorariach&#13;
za artykuły drukowane w Encyklopedii, a od września – o otrzymywaniu&#13;
zapłaty za lekcje. Prawdopodobne jest zatem, że właśnie w 1859 r. przestał&#13;
pracować jako księgowy1 i zaczął znowu utrzymywać się z honorariów autorskich i z wynagrodzeń za lekcje muzyki. Na rezygnację ze stałej pracy&#13;
wskazują też podróże podejmowane przez niego w roku 1859 i w latach następnych, trwające od pięciu tygodni do trzech miesięcy. Te długie wyjazdy&#13;
przeznaczone na notowanie folkloru potwierdzają, że już wcześniej, przed&#13;
rokiem 1863, przestał być krępowany stałą pracą w biurze.&#13;
Przytoczone poprzednio pismo z lipca 1857 r. o udzieleniu Kolbergowi&#13;
urlopu informuje o przyznaniu mu 150 rubli jako zapomogi na wyjazd,&#13;
co stanowiło równowartość trzymiesięcznej pensji. Zatem rocznie zarabiał&#13;
wtedy 600 rubli, tyle samo ile otrzymywał w chwili przyjęcia do pracy dwanaście lat wcześniej. Pensja taka, jak pisze Ryszarda Czepulis-Rastenis, pozwalała urzędnikowi zatrudnionemu w służbie państwowej na skromne życie, o ile był samotny, ale nie wystarczała na utrzymanie rodziny2. Z notatek&#13;
w zeszycie z lat 1859–1869 dowiadujemy się, że w porównaniu z okresem&#13;
stałej pracy księgowego dochody Kolberga, składające się wtedy głównie&#13;
z honorariów autorskich i z opłat za lekcje muzyki, których udzielał w kilku domach, znacznie się zmniejszyły. Dodatkiem, ale nieregularnym, były&#13;
kwoty przekazywane przez księgarzy lub bezpośrednich nabywców Pieśni&#13;
ludu polskiego, tych z lat 1842–1845 i tych ostatnich, z roku 1857. Notował&#13;
też Kolberg wpływy za sprzedaż wydanych przez niego własnych kompozycji i znacznie mniejsze za artykuły publikowane w prasie. W 1863 r. zapisał&#13;
wynagrodzenie nie tylko za opracowania autorskie dla Encyklopedii, lecz&#13;
także niewielką sumę za korekty tego wydawnictwa. Z zapisków wiadomo, że kolejne tomy encyklopedii musiał kupować, dla autorów ceny były&#13;
W roku 1869 pisał w liście do A. Bielowskiego: „[…] przez lat trzynaście byłem buchalterem&#13;
przy kolei żelaz[nej]”, co wskazywałoby także na zakończenie pracy księgowego około roku&#13;
1858, zob. brulion listu z 15 III 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 299.&#13;
2&#13;
Zob. R. Czepulis-Rastenis „Klassa umysłowa”. Inteligencja Królestwa Polskiego 1832–&#13;
–1862, Warszawa 1973, s. 293–324.&#13;
1&#13;
&#13;
140&#13;
&#13;
�jednak znacznie zniżone. Niekiedy odnotowane są w zeszycie skomplikowane transakcje związane ze sprzedażą listów zastawnych lub zamianą ich na&#13;
weksle, wpływy z procentów od nich, pożyczki udzielane Antoniemu i znajomym, a potem ich zwroty. Kilkakrotnie zapisał prowizje – np. 29 czerwca&#13;
1859 r.: „z muzyki (sprzed. fortepianu) 15,– [rubli]”, 23 lutego 1860 r. „od&#13;
Krala za fortepianu sprzedaż 30,– [rubli]”, a 5 sierpnia 1864 „od Krala za&#13;
sprzedaż fortepianu Blumengartnerowi (38) i szlachcicowi z Kielc (15)”. Instrumenty wytwarzane w latach 1830–1896 przez warszawską firmę Krall&#13;
i Seidler ceniono i wielokrotnie nagradzano na wystawach fortepianów,&#13;
m.in. w Paryżu, Wiedniu, Moskwie i Petersburgu, a sporadycznie otrzymywane przez Kolberga prowizje od tej firmy były wyższe niż honoraria za&#13;
artykuły, jakie płacono mu w tym samym czasie.&#13;
Dodatkowym „kapitałem” Kolberga był pierścień z brylantem otrzymany od cara Aleksandra II w roku 1857 po przesłaniu do Petersburga Pieś­ni&#13;
ludu polskiego1. Była to zwyczajowa gratyfikacja przyznawana przez władze w podobnych okolicznościach autorom i artystom. Przeprowadzając&#13;
się z Warszawy do Modlnicy, Oskar zdeponował ten pierścień u Wilhelma,&#13;
wiedząc, że w razie potrzeby brat sprzeda go za możliwie wysoką cenę.&#13;
Spisy dochodów i wydatków, a Kolberg notował nawet bardzo drobne&#13;
sumy, pokazują, że w latach 1859–1869 bilansował obydwie strony swej&#13;
„księgi”, choć dochody miał znacznie niższe od poprzedniej stałej pensji.&#13;
Sumując przychody z różnych źródeł w tych latach, stwierdzić można, że&#13;
płacone przez Orgelbranda honoraria za artykuły i za inne prace dla Encyklopedii powszechnej stanowiły coraz większą część rocznego budżetu&#13;
Kolberga, a w latach 1861–1866 nawet nieco ponad połowę. Właśnie zaproszenie do zespołu autorów tego wydawnictwa, zaplanowanego pierwotnie&#13;
na kilka lat, umożliwiło Kolbergowi rezygnację z pracy w Dyrekcji Dróg&#13;
i Mostów.&#13;
Inicjatywa Samuela Orgelbranda (1810–1868), aby wydać w Warszawie&#13;
wielotomową encyklopedię powszechną, była ryzykowna z kilku powodów.&#13;
Sensowność takiej publikacji warunkowana była istnieniem szerokiego grona autorów i odpowiednio licznych odbiorców. Ten ostatni warunek wobec&#13;
materialnego ubóstwa inteligencji był trudny do osiągnięcia. Nieco wcześ­&#13;
niej, w latach 1836–1840, podobne wydawnictwo rozpoczęli w Warszawie&#13;
1&#13;
Donosił o tym „Tygodnik Petersburski. Gazeta Urzędowa Królestwa Polskiego” w roku&#13;
1857, nr 94.&#13;
&#13;
141&#13;
&#13;
�i w Wilnie Glücksbergowie, ale po ukazaniu się czterech tomów (tylko litery A–Czy) musieli je przerwać z braku nabywców. Sytuacja nauki polskiej&#13;
w tym czasie była bardzo trudna, we wszystkich zaborach władze nie tylko&#13;
nie wspierały instytucji wspomagających jej rozwój, ale uniemożliwiały powstawanie nowych i działanie już istniejących. W Poznaniu dawna Akademia Lubrańskiego, połączona w 1780 r. z kolegium jezuickim, natychmiast&#13;
po zajęciu miasta przez Prusaków w r. 1793 r. została zamknięta, a rząd&#13;
pruski nie zgadzał się na utworzenie nowej wyższej uczelni. Uniwersytety&#13;
w Krakowie i we Lwowie były zgermanizowane, wykładano w nich w języku niemieckim, ich absolwenci mieli tworzyć kadry austriackich urzędników, nie polskich naukowców. W Warszawie od czasu zamknięcia uniwersytetu po powstaniu listopadowym nie było wyższej uczelni, a dopiero za&#13;
czasów Aleksandra Wielopolskiego (1803–1877), od marca 1861 r. dyrektora&#13;
Komisji Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, otworzono kursy&#13;
przygotowujące do studiów i rok później Szkołę Główną. Tylko w zaborze&#13;
austriackim wiosną 1860 r. rozpoczęły się zmiany polityczne, które miały&#13;
później decydujące znaczenie dla rozwoju nauki i kultury polskiej przede&#13;
wszystkim w ośrodku krakowskim i lwowskim. Ale mimo braku finansowania ze strony państw zaborczych i restrykcji cenzury i policji nauka polska&#13;
istniała. Bogdan Suchodolski pisze:&#13;
Gdy Samuel Orgelbrand przystąpił w 1859 r. do wydawania Encyklopedii powszechnej, zmobilizował bez trudu 115 specjalistów z różnych dziedzin wiedzy. W warunkach, w których nie istniało polskie szkolnictwo wyższe, było to&#13;
wydarzenie niezwykłe, świadczące o wielkiej intensywności życia umysłowego&#13;
w kraju, którego rozwój był na każdym kroku hamowany1.&#13;
&#13;
Samuel Orgelbrand rozpoczął prace przygotowawcze już w roku 1856,&#13;
zapraszając do współpracy uczonych ze wszystkich ziem dawnej Polski,&#13;
a także autorów spośród emigrantów. We wrześniu tego roku pisał o swoim&#13;
zamiarze w liście do Karola Szajnochy, proponując mu udział w pracach&#13;
nad encyklopedią:&#13;
Gdy inne narody nas pod tym względem daleko wyprzedziły, możemy więc&#13;
w wydaniu podobnego dzieła z ich prac korzystać, co nam robotę wielce ułatwi;&#13;
jakoż artykuły wiedzy powszechnej lub tyczące się różnych innonarodowych&#13;
miejscowości możemy z stosownymi zmianami z niemieckich, francuskich, ro1&#13;
&#13;
B. Suchodolski Dzieje kultury polskiej, Warszawa 1980, s. 385.&#13;
&#13;
142&#13;
&#13;
�syjskich i angielskich encyklopedyj przyswoić; przedmioty zaś tyczące się nas&#13;
samych w szczególności, a w ogólności całej Słowiańszczyzny przez obcych&#13;
uczonych prawie nie tknięte, a jeżeli z potrzeby zaczepione, to z taką niedbałością, lekkością i grubą niewiadomością, że mimowolnie powstaje domysł, że&#13;
tylko niechętnie lub ironicznie traktują o naszych rzeczach. Te więc przedmioty&#13;
tak dla nas samych, jak i dla obcych o nas wiedzieć ciekawych, z dopiero [co]&#13;
wyłuszczonych powodów powinny i muszą być oryginalnie wypracowane1.&#13;
&#13;
Pierwsza sesja komitetu redakcyjnego odbyła się w maju 1858 r. W prospekcie Orgelbrand pisał: „Przy całej swej obszerności Encyklopedia nie&#13;
przejdzie liczby dwudziestu tomów”2, ale w trakcie prac haseł przybywało,&#13;
a autorzy nie zawsze utrzymywali dyscyplinę, przekraczając przewidywaną&#13;
objętość artykułów. W rezultacie wydawnictwo składa się z 28 tomów wydanych w latach 1859–1868. Terminowe ukazywanie się zeszytów Orgelbrand&#13;
zapewnił przez wydrukowanie kilkunastu początkowych, zanim ogłosił ukazanie się pierwszego, przekazanego do rąk odbiorców na początku października 1859 r. Miał więc pewien zapas na wypadek opóźnień autorów bądź&#13;
przestojów w druku, a dotrzymywanie terminów wobec nabywców potwierdzało renomę wydawcy i było konieczne dla zapewnienia stałych wpływów&#13;
finansowych — Orgelbrand nie pobierał przedpłat, zeszyty encyklopedii były&#13;
płatne dopiero przy odbiorze. Zachwianie regularnego ukazywania się kolejnych zeszytów encyklopedii nastąpiło dopiero w latach 1863–1865.&#13;
W poświęconym Kolbergowi artykule w Encyklopedii czytamy:&#13;
[…] jest on jednym z bardzo czynnych współpracowników niniejszej Encyklopedii, która zawdzięcza mu zwłaszcza różne życiorysy znakomitych muzyków&#13;
i artykuły teoretyczne o wszystkich tej sztuki gałęziach3.&#13;
&#13;
Autorski udział Kolberga w tomach Encyklopedii powszechnej w zakresie teorii i historii muzyki przedstawił Mieczysław Tomaszewski we wstępie4 do tomu Pisma muzyczne. Przypuszcza on, że współpraca Kolberga&#13;
Korespondencja Karola Szajnochy, zebrał, wstępem i przypisami opatrzył H. Barycz,&#13;
T. II, Wrocław 1959, s. 87, list z 3 IX 1856 r.&#13;
2&#13;
Prospekt zamieszczony był m.in. w pierwszym tomie encyklopedii po karcie tytułowej.&#13;
3&#13;
F.H.L. [F.H. Lewestam] Oskar Kolberg, w: Encyklopedia powszechna, T. XV, Warszawa&#13;
1864, s. 45.&#13;
4&#13;
M. Tomaszewski „Pisma muzyczne” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Pisma muzyczne…&#13;
cz. I (DWOK T. 61), s. XIII–XIV, XXXII–LIV. Zob. też P. Dahlig Oskar Kolberg jako muzykolog&#13;
i etnomuzykolog w: Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło cz. II (DWOK T. 85/II).&#13;
1&#13;
&#13;
143&#13;
&#13;
�w powstawaniu encyklopedii Orgelbranda rozpoczęła się już przy tworzeniu spisu haseł, tj. w roku 1858, ponieważ był on jedynym muzykiem&#13;
w zespole jej autorów. Wprawdzie za ten etap prac w zakresie nauk humanistycznych i sztuki odpowiedzialny był Fryderyk Henryk Lewestam (1817–&#13;
1876)1, historyk literatury, krytyk i dziennikarz, członek ścisłego kolegium&#13;
redakcyjnego, ale jest mało prawdopodobne, aby mógł on samodzielnie&#13;
zająć się problematyką muzyczną encyklopedii.&#13;
Publikowanie w tych latach artykułów w prasie nie przynosiło Kolbergowi znaczących dochodów, ale też nie honoraria były w tym wypadku&#13;
głównym celem. Bezpośredni kontakt z muzyką góralską w roku 1857 pozwolił mu zająć się analizą wykorzystania melodii ludowych przez Jana&#13;
Stefaniego w Krakowiakach i Góralach. W latach 1858–1859 w „Bibliotece Warszawskiej” ukazał się artykuł Maurycego Karasowskiego Rys historyczny opery polskiej, w którym autor podjął między innymi także ten&#13;
temat2. Kolberg, udostępniając własne zbiory terenowe z 1857 r., pomagał&#13;
Karasowskiemu w trakcie porównywania motywów z partytury Stefaniego&#13;
z muzyką ludową i obaj doszli wtedy do wniosku, że Jan Stefani wysnuł&#13;
te melodie „[...] z własnego natchnienia, że starał się tylko o naśladowanie&#13;
treścią i formą muzyki ludowej, lecz że główny tok i skład melodii jest&#13;
jego niezaprzeczoną własnością”3. Zainteresowanie związkami między operą polską a muzyką ludową kazało Kolbergowi wrócić do tego problemu&#13;
i jeszcze raz zabrał się — jak pisze — „do starannego przejrzenia” partytury Jana Stefaniego i przewertowania własnych zbiorów, czego wynikiem&#13;
jest artykuł Melodie ludowe w operze Jana Stefaniego... zamieszczony&#13;
w „Ruchu Muzycznym”4. Uważał, że ustalenie zależności dzieła Stefaniego&#13;
od folkloru jest istotne, ponieważ jest to pierwsza opera polska sięgająca do&#13;
motywów ludowych. Porównując własne zapisy z partyturą Krakowiaków&#13;
i Górali, wskazywał kolejno, które melodie Stefaniego są „szczero ludowe”,&#13;
1&#13;
Zob. K.W.Wł. Lewestam F.H., w: Encyklopedia powszechna, T. 16, Warszawa 1864,&#13;
s. 953–955.&#13;
2&#13;
M. Karasowski Rys historyczny opery polskiej, „Biblioteka Warszawska” 1858, T. 2, s. 94–122,&#13;
całość opracowania Karasowskiego drukowana była w „Bibliotece Warszawskiej” w r. 1857, T. 2–4&#13;
i 1858, T. 2, osobne wydanie pt. Rys historyczny opery polskiej poprzedzony szczegółowym poglądem na dzieje muzyki dramatycznej powszechnej ukazało się w Warszawie w 1859 r.&#13;
3&#13;
M. Karasowski Rys historyczny…, „Biblioteka Warszawska” 1858, T. 2, s. 100.&#13;
4&#13;
O. Kolberg Melodie ludowe w operze Jana Stefaniego „Krakowiacy i Górale”..., „Ruch&#13;
Muzyczny” 1858, nr 46, s. 361–363, przedruk w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II (DWOK&#13;
T. 62), s. 546–554.&#13;
&#13;
144&#13;
&#13;
�które „mają powinowactwo z ludowymi”, a które „należą do oryginalnych&#13;
pomysłów” kompozytora. Nie kwestionował wniosków podanych przez Karasowskiego w wyniku poprzedniej wspólnej analizy partytury Stefaniego&#13;
i własnych zapisów terenowych, ale uzasadniał je dokładniej, m.in. przytoczył melodię „od Babiej Góry” jako pierwowzór piosenki „Próżno Kaśka&#13;
od nas stroni”. Zastrzegał przy tym:&#13;
Zbiór mój pieśni i tańców ludowych, jakkolwiek liczny, nie może jednak obejmować wszystkich, jakie istnieją, tym bardziej że bezustannie tworzą się nowe,&#13;
a stare przetwarzają. Stąd też niepodobna wyrzec co do przytoczonych motywów,&#13;
czy Stefani brał je żywcem z ludu, czy tylko korzystał z nich po swojemu. […]&#13;
Przytoczone tu przykłady dość jasno wskazują stosunek motywów ludowych do&#13;
tych, jakie nam partycja Stefaniego przedstawia. Jeżeli przypuścimy, że charakter&#13;
pierwszych wiernie przez niego został schwycony i oddany, to przyznać trzeba,&#13;
że krakowiak ludowy od owego czasu wielce zyskał, nabrawszy mocy i dosadności tak w rytmie, jak i w konturze melodyjnym, co nie o wszystkich pieśniach&#13;
ludowych powiedzieć można, na które czas nieraz i ujemny wpływ wywierał1.&#13;
&#13;
Wspominano już, że Kolberg zwracał uwagę na naturalną zmienność&#13;
folkloru, którą obserwował w czasie badań terenowych. Pozwoliło mu to&#13;
na konieczną refleksję przy porównywaniu utworów przedzielonych ponad&#13;
półwiekowym odstępem czasu, w tym wypadku partytury Stefaniego z roku&#13;
1794 i własnych zapisów melodii ludowych wykonanych latem 1857 r.&#13;
Artykuł o muzyce J. Stefaniego do Krakowiaków i Górali pokazuje też rolę&#13;
Kolberga w rozwoju badań muzykologicznych w Polsce. M. Tomaszewski&#13;
pisze:&#13;
Rozprawka o ludowych źródłach melodii Krakowiaków i Górali Stefaniego&#13;
stanowi pierwszą w polskim piśmiennictwie muzycznym udokumentowaną&#13;
źródłowo pracę porównawczą (chciałoby się rzec, iż w tym momencie rodzi się&#13;
polska muzykologia przeduniwersytecka)”2.&#13;
&#13;
W tym samym okresie, w którym Kolberg pisał o melodiach ludowych&#13;
w kompozycji J. Stefaniego, jesienią 1858 roku, zarysowała się możliwość&#13;
O. Kolberg Melodie ludowe w operze Jana Stefaniego „Krakowiacy i Górale..., przedruk&#13;
w: O. Kolberg Pisma muzyczne… cz. II (DWOK T. 62), s. 553–554.&#13;
2&#13;
M. Tomaszewski „Pisma muzyczne” Oskara Kolberga…, w: O. Kolberg Pisma muzyczne... cz. I (DWOK T. 61), s. XI.&#13;
1&#13;
&#13;
145&#13;
&#13;
�wystawienia w teatrze Króla pasterzy. Autor libretta, Teofil Lenartowicz&#13;
był od dawna na emigracji, jednak można już było w druku, np. w recenzjach, wymienić jego nazwisko. Zachowana w zbiorach Warszawskiego&#13;
Towarzystwa Muzycznego kompletna partytura Króla pasterzy nosi adnotacje J. Quattriniego, ówczesnego dyrektora opery i dyrygenta, który ocenił&#13;
utwór Kolberga pozytywnie i przewidywał sukces przedstawienia. Podobne&#13;
zdanie na rękopisie partytury wyraził S. Moniuszko1. Te dwie opinie spowodowały decyzję prezesa Warszawskich Teatrów Rządowych, generała&#13;
Ignacego Abramowicza, który na początku października 1858 r. polecił rozpocząć próby utworu Kolberga. Przed kompozytorem otworzyła się scena&#13;
publiczna.&#13;
Przypuszczać można, że dużą rolę we wprowadzeniu Króla pasterzy&#13;
na scenę opery warszawskiej odegrał Moniuszko, który po sukcesie Halki&#13;
w styczniu 1858 r. został dyrygentem oper polskich tej sceny. Z Kolbergiem łączyła go przyjaźń, a w repertuarze brakowało utworów polskich,&#13;
zwłaszcza związanych z muzyką ludową i tematami wiejskimi. Prawdopodobnie części poprawek widocznych w partyturze dokonał Kolberg&#13;
za radą Moniuszki, który może być autorem innych korekt, wpisanych&#13;
nierozpoznaną ręką. Pod datą 19 lutego 1859 r. w zachowanym spisie&#13;
wydatków z tego roku Kolberg zapisał: „pałeczka dyr. dla Quattriniego&#13;
6 [rubli]”2 — ale utwory kompozytorów polskich w tym okresie prowadził&#13;
Moniuszko i on prawdopodobnie dyrygował Królem pasterzy. „Opera sielska” Kolberga miała premierę 2 marca 1859 r. Wśród wydatków Kolberg&#13;
odnotował pod tą datą: „kolacja u Zakrzewskiej 3,75 [rubla]”3, co zapewne&#13;
oznacza, że ugościł śpiewaczki i śpiewaków biorących udział w przedstawieniu. Utwór Kolberga był grany jeszcze pięciokrotnie w marcu i raz&#13;
w maju, po czym zszedł ze sceny. Król pasterzy podobał się przynajmniej&#13;
części publiczności – jeden z recenzentów, bardzo krytyczny wobec tej&#13;
kompozycji, wspomniał o aplauzie widzów z „jaskółki”, czyli z miejsc najtańszych:&#13;
&#13;
1&#13;
Tę i wymienione poprzednio adnotacje przytacza D. Idaszak we wstępie do tomu O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68), s. XIX–XX, zob. też M. Prochaska&#13;
Kompozycje Oskara Kolberga... (DWOK T. 85/II), s. 0000.&#13;
2&#13;
Rkp. Kolberga, Notatnik… (BN PAU i PAN, sygn. 3210, k. 3); pałeczka była zwyczajowym&#13;
prezentem dla dyrygenta.&#13;
3&#13;
Tamże.&#13;
&#13;
146&#13;
&#13;
�Powodowani miłością sztuki ojczystej, nie chcemy zostawiać w błędzie muzyka&#13;
zasłużonego, który popchnięty niedorzecznym przywołaniem z paradyżu może&#13;
wejść na mylną drogę1.&#13;
&#13;
Widocznie ktoś z najwyższego balkonu opery, zwanego wtedy paradyżem, wznosił okrzyki pochlebne dla autora. Aleksander Różnicki, autor przytoczonego zdania, nie znalazł w Królu pasterzy niczego godnego pochwały.&#13;
Ocenił, że jest to dzieło „mniej niż mierne” i zalecał autorowi zaprzestanie&#13;
prób komponowania na scenę. Bezpośrednio po premierze ukazały się także&#13;
dwie inne recenzje: M. Karasowskiego w prasie codziennej i J. Sikorskiego&#13;
w „Ruchu Muzycznym”2. Recenzenci wyrażali istotne zastrzeżenia, przede&#13;
wszystkim wskazywali błędy w instrumentacji, nieoryginalność niektórych&#13;
arii, stwierdzali także, że utwór jest zbyt krótki dla teatru i właściwie pozbawiony dramatycznej akcji. Sikorski chwalił arię Rózi „Skąd ten niepokój…”&#13;
i piosenkę Ciemięgi „Już się słonko w blasku toczy…”. Podobały mu się też&#13;
tańce i pisząc, że aria Rózi „jest prześliczna”, dodał:&#13;
Polonez na chór ubiega się z [nią] o pierwszeństwo, duch poloneza istotnie ludowego dobrze się w nim odbija i wypracowanie co do formy równie staranne,&#13;
jak w romansie poprzednim. Że mazur i kujawiak, gdzie się zdarzył, musi być&#13;
udany, domyśla się każdy, kto poznał dawniej, jaki p. K[olberg] majster na takie&#13;
rzeczy3.&#13;
&#13;
Sikorski tłumaczył niedostatki utworu Kolberga, m.in. niedojrzałą instrumentację, tym, że utwór powstał dawno, bez nadziei na przestawienie&#13;
w teatrze, stąd jest też zbyt krótki i nie wykorzystuje możliwości, jakie dałoby np. rozszerzenie komicznej roli Maciusia. Wyrażał jednak nadzieję, że&#13;
Kolberg nie poprzestanie na tej pierwszej próbie; widział potrzebę istnienia&#13;
w repertuarze sceny operowej utworów „przedstawiających życie ludu”,&#13;
które autor Króla pasterzy zna tak dobrze i zdolny jest zobrazować muzyką.&#13;
A.R. [A. Różnicki] Król pasterzy – Małżeństwo przy latarniach, „Gazeta Codzienna” 1859,&#13;
nr 84. Przedruk w: O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68 ), s. 664.&#13;
2&#13;
M. Karasowski Koncerta – Król pasterzy – Małżeństwo przy latarniach, „Kronika Wiadomości Krajowych i Zagranicznych” 1859, nr 81; J. Sikorski Król pasterzy. Obrazek z życia&#13;
ludu wiejskiego, „Ruch Muzyczny” 1859, nr 10, s. 81–82. Recenzje te są przedrukowane w tomie&#13;
O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68 ), s. 660–663.&#13;
3&#13;
[J. Sikorski] Król pasterzy…, s. 82, w przedruku w O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68) s. 661.&#13;
1&#13;
&#13;
147&#13;
&#13;
�M. Karasowski również uważał instrumentację Króla pasterzy za całkowicie nieudaną, ale chwalił niektóre arie i poloneza, a o całości pisał:&#13;
Rzecz sama z siebie nie zajmująca wcale, pozbawiona wszelkiej sceniczności,&#13;
okraszona jednak skromną, często właściwą sielskiej prostocie muzyką, może&#13;
być słuchaną, szczególnie przez miłujących rzeczy miejscowe, z przyjemnością 1.&#13;
&#13;
Zakończył swe uwagi zapewnieniem o szczerej życzliwości wobec kompozytora i przekonaniem, że wyrażona w recenzji krytyka pomoże w dalszej&#13;
jego pracy nad utworami scenicznymi. Kolberg opinie o swym utworze&#13;
potraktował bardzo poważnie, na zachowanym do dziś egzemplarzu czasopisma z recenzją Karasowskiego napisał na marginesie:&#13;
Co do instrumentacji ma rację i dlatego lepiej się to wydaje przy fortepianie, aria&#13;
Wojtka istotnie kiepska, bo niepotrzebnie ma włoski zakrój2.&#13;
&#13;
Poza Królem pasterzy i wspominaną tu wcześniej Sceną w karczmie&#13;
znane są we fragmentach jeszcze dwa inne utwory sceniczne Kolberga:&#13;
Pielgrzymka do Częstochowy i Wiesław. Pierwszy z nich, planowany jako&#13;
dwuaktowy „obrazek sceniczny”, zachował się w postaci pozbawionych&#13;
tytułu szkiców kompozycji i libretta napisanego też przez Kolberga. Danuta&#13;
Idaszak, przygotowując te szkice do wydania drukiem, porównała libretto&#13;
w rękopisie Kolberga z utworem Seweryny Pruszakowej Pielgrzymka do&#13;
Częstochowy, wydanym w jej Obrazkach dramatycznych3. Po stwierdzeniu bezpośredniej zależności tekstu Kolberga od „obrazka” Pruszakowej&#13;
przyjęła dla tego utworu taki sam tytuł. Nie wiadomo, kiedy Kolberg podjął pracę nad Pielgrzymką do Częstochowy. Seweryna Pruszakowa wydała&#13;
swój tomik w roku 1857, ale nie można wykluczyć, że Kolberg poznał tekst&#13;
wcześniej w rękopisie. Bywał u autorki przez cały okres, w którym prowadziła salon literacki w Warszawie, tj. od jesieni 1847 r. do listopada 1863&#13;
r., kiedy jako osobie zaangażowanej w opiekę nad rodzinami powstańców&#13;
1&#13;
M. Karasowski Koncerta…, „Kronika Wiadomości Krajowych i Zagranicznych” 1859,&#13;
nr 81, w przedruku (DWOK T. 68) s. 663.&#13;
2&#13;
Notatka Kolberga na egzemplarzu „Kroniki Wiadomości…”, w BN PAU i PAN, sygn. 2184,&#13;
k. 360.&#13;
3&#13;
Zob. wstęp D. Idaszak w: O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK&#13;
T. 68), s. XXVII–XXVIII, zob. też S. Pruszakowa Pielgrzymka do Częstochowy, w: tejże Obrazki&#13;
dramatyczne, Warszawa 1857, s. 51–111.&#13;
&#13;
148&#13;
&#13;
�i zagrożonej aresztowaniem Rząd Narodowy polecił emigrować. Zachowane opracowanie fortepianowe i libretto Pielgrzymki do Częstochowy&#13;
z wyraźnie zarysowaną intrygą wskazują, że mógł to być utwór i scenicznie,&#13;
i kompozytorsko znacznie dojrzalszy od dwu poprzednich1.&#13;
Z planowanej opery Wiesław znamy tylko jedną niedokończoną pieśń2&#13;
z podpisanym incipitem „Niechże ja lepiej nie żyję”. W Szkicu autobiografii&#13;
Kolberg pisze o skomponowaniu „kilku ustępów”, być może inne fragmenty zaginęły lub wydane zostały w Dziełach wszystkich jako faksymilia,&#13;
ale bez podpisanego tekstu, i nieokreślone w rękopisie jako należące do&#13;
tej opery pozostały nierozpoznane. O pracy nad Wiesławem informowała&#13;
prasa warszawska3, podtrzymując zainteresowanie twórczością muzyczną&#13;
Kolberga, jednak po powstaniu styczniowym nie wrócił on już do utworów&#13;
scenicznych. Sam pisał w Szkicu autobiografii:&#13;
Wiesław, opera Pruszakowej, zacząłem ją pisać i naszkicowałem już kilka ustępów, ale wypadki r. 1863 znów przeszkodziły dalszej na tym polu pracy i rzecz&#13;
nie została odtąd wcale już podjętą. Są to zatem jedynie słabe okruchy czegoś,&#13;
co być miało, ale do skutku wcale nie przyszło i nie przyjdzie4.&#13;
&#13;
VII&#13;
[Zmiana planu wydawniczego: oddanie do druku w 1862 r. Sandomierskiego&#13;
– zbioru pieśni regionalnych prezentowanych wraz z opisami obrzędów i zwyczajów. – Podróże w latach 1859 i 1860. – Druk artykułu Rzut oka na pierwotne muzyki dzieje. – Wydarzenia w Warszawie poprzedzające powstanie&#13;
styczniowe.vPodróż na Wołyń w 1862 r. i przywiezione stamtąd materiały.]&#13;
&#13;
Równolegle z pracami nad artykułami do Encyklopedii powszechnej Kolberg zajęty był przygotowywaniem następnych zbiorów pieśni i melodii&#13;
poświęconych, podobnie jak Pieśni ludu polskiego, wybranemu gatunkowi,&#13;
1&#13;
Szkice fortepianowe Pielgrzymki do Częstochowy wydane zostały jako faksymilia w tomie O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68), s. 601–626, libretto, które&#13;
porządkuje fragmenty muzyczne i informuje o akcji tamże, s. 666–677.&#13;
2&#13;
Faksymile w tomie O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68),&#13;
nr 27, s. 131–132.&#13;
3&#13;
Zob. „Ruch Muzyczny” 1860, nr 12, s. 205 oraz „Gazeta Codzienna” 1861, nr 20.&#13;
4&#13;
Rkp. O. Kolberga Szkic autobiografii..., k. 68.&#13;
&#13;
149&#13;
&#13;
�tematowi lub utworom wykonywanym w czasie określonych obrzędów&#13;
rodzinnych czy dorocznych. Podczas badań terenowych gromadził nowe&#13;
materiały, a w posiadanych już zasobach wyszukiwał zapisy odpowiednich&#13;
wątków tekstowych razem z należącymi do nich melodiami i redagował je&#13;
do druku. Zaprojektowana w latach 1849–1856 seria wydawnicza miała&#13;
złożyć się na pełny obraz polskich pieśni ludowych.&#13;
W liście do Kraszewskiego, którego fragment już tu przytaczano, pisał&#13;
o świeżo wydanej książce:&#13;
Jest to tylko cząstka tego, co posiadam w tece, bo brak tu jeszcze pieśni obrzędowych, weselnych, wojackich, żartobliwych, miłosnych itp., a które zespolone&#13;
w jedno, stanowiłyby dopiero całość wykazującą dosadnie ducha muzyki ludowej.&#13;
Całość taka zapełniłaby z jakie 5 lub 6 tomów, a każdy objętości książki, którą&#13;
masz Pan przed sobą, gdyby tylko do wydania onych dostateczne były środki1.&#13;
&#13;
Zamiar wydania przez Kolberga następnych zbiorów pieśni znany był&#13;
powszechnie. W „Bibliotece Warszawskiej” recenzent, zapewne K.W. Wójcicki, po otrzymaniu ostatniego zeszytu Pieśni ludu polskiego pisał:&#13;
O ile wiemy, szanowny wydawca ma się bezzwłocznie zająć wydaniem drugiej&#13;
serii tych pieśni ludowych z melodiami. Gdy to dzieło dojdzie braci naszych Słowian, nabiorą przekonania, że lud nasz pod względem melodii najwyżej w całej&#13;
Słowiańszczyźnie stoi2.&#13;
&#13;
Żaden z planowanych tomów nie był jednak na tyle gotowy, aby Kolberg&#13;
mógł oddać go do druku bezpośrednio po wydaniu pierwszego. Wprawdzie we wstępie do Pieśni ludu polskiego pisał o następnych „seriach” już&#13;
przygotowanych, o ich zaawansowaniu świadczą też zachowane rękopisy&#13;
prezentujące po kilka lub kilkanaście wariantów pieśni, ale żaden tom nie&#13;
był jeszcze do końca zredagowany3. Ponadto sprzedaż wydanego własnym&#13;
nakładem zbioru bardzo powoli zwracała mu poniesione koszty i na razie&#13;
nie miał pieniędzy potrzebnych na druk następnego.&#13;
List do J.I. Kraszewskiego z 6 VI 1857, Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 73.&#13;
„Biblioteka Warszawska” 1857, T. 2, s. 913, notatka w dziale „Doniesienia literackie”.&#13;
3&#13;
Już w Pieśniach ludu polskiego (DWOK T. 1) spotykamy wskazówki o planowanych&#13;
i redagowanych tomach następnych, są to odsyłacze ogólne: „patrz seria II” lub kierujące do&#13;
konkretnej melodii lub do tekstu w następnym tomie, zob. O. Kolberg Pieśni ludu polskiego&#13;
(DWOK T. 1), np. s. 19, 149, 161, 163, 165 i in.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
150&#13;
&#13;
�Pewien dochód, choć niewielki, przynosiły Kolbergowi kompozycje,&#13;
które kupowali księgarze i osoby prywatne. W latach 1859–1860 ukazał&#13;
się w ośmiu zeszytach wyciąg fortepianowy Króla pasterzy, z opracowaną&#13;
przez Gersona stroną tytułową i z podtytułem „Obrazek z życia ludu wiejskiego w Kujawach”. W winiecie Gerson narysował postacie w kujawskich&#13;
strojach ludowych. Sikorski wydanie kompozycji w tej postaci potraktował&#13;
życzliwiej niż wersję sceniczną. W krótkiej recenzji zalecał to opracowanie amatorom, jako utwór stosunkowo łatwy do wykonania w warunkach&#13;
domowych:&#13;
Brak takich rzeczy zbyt wielki u nas, praca, o której mówimy zbyt wiele warta,&#13;
byśmy nie mogli powiedzieć, że p. Kolberg, wydając swego Króla pasterzy,&#13;
szczęśliwą myśl powziął i dobrze się z powziętej wywiązał1.&#13;
&#13;
W roku 1861 ukazały się Nasze sioła, trzy zeszyty kujawiaków Kolberga zawierające dziesięć utworów wybranych z drukowanych piętnaście&#13;
lat wcześniej Kujawiaków w stylu gminnym i opracowanych na nowo.&#13;
Sikorski, który wykorzystywał każdą okazję, aby chwalić kujawiaki Kolberga, tym razem także poświęcił im kilka zdań w „Ruchu Muzycznym”2.&#13;
Inne kompozycje wydane drukiem w tym okresie nie były recenzowane.&#13;
Ukazały się też wtedy Pieśni ludowe do śpiewu, których treść i sposób&#13;
opracowania już tu przedstawiono.&#13;
Porzucenie stałej posady pozwoliło Kolbergowi przeznaczyć więcej czasu na badania terenowe. Jeszcze w roku 1858, w trakcie pracy w Dyrekcji&#13;
Dróg i Mostów uzyskał w sierpniu kolejny urlop, tym razem tylko na 20 dni&#13;
na wyjazd „w gubernię i powiat płocki dla załatwienia interesów familijnych”3. W itinerarium pod datą tego roku odnotował podróż nieco dalszą:&#13;
„1858 – do Ostrołęki, Łomży, Augustowa, Suwałk”, przekroczył więc znacznie granice guberni płockiej. Oczywiste jest, że owe „interesy familijne”&#13;
były tylko pretekstem koniecznym do uzyskania zgody na wyjazd. W papierach osobistych Kolberga brak pism o udzielaniu mu urlopu w latach&#13;
następnych, mogłoby to potwierdzać zakończenie w połowie 1859 r. pracy&#13;
[J. Sikorski] Król pasterzy…, „Ruch Muzyczny” 1860, nr 45, s. 731, przedruk w: O. Kolberg&#13;
Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68), s. 665.&#13;
2&#13;
[J. Sikorski] Przegląd kompozycji…, „Ruch Muzyczny” 1861, nr 19, szpalta 296–297,&#13;
przedruk w: O. Kolberg Kompozycje fortepianowe (DWOK T. 69), s. 725.&#13;
3&#13;
Dokument w BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 53.&#13;
1&#13;
&#13;
151&#13;
&#13;
�w Dyrekcji Dróg i Mostów, podobnie jak następujące potem długie wyjazdy&#13;
na badania terenowe: w roku 1859 po stronie rozchodów zanotował koszt&#13;
dwumiesięcznego pobytu w Radomskiem, Sandomierskiem i Lubelskiem,&#13;
a w następnym był przez pięć tygodni w Łęczyckiem i na Kujawach.&#13;
Wyjątkowo trasę dwu podróży z lat 1859 i 1860 oraz inne ich okoliczności znamy stosunkowo dokładnie, ponieważ Kolberg codzienne wydatki&#13;
notował na luźnej kartce, a podsumował je dopiero po powrocie do Warszawy i wtedy wynik jako ogólny koszt wyprawy wpisywał do cytowanego&#13;
tu już notatnika. Prawdopodobnie postępował tak przy każdym wyjeździe,&#13;
ale tylko z tych dwu podróży zachowały się osobne szczegółowe notatki,&#13;
dzięki czemu możemy dokładniej odtworzyć ich przebieg. W wykazie wydatków w roku 1859 zanotował: „1 lipca – dorożka z rzeczami do statku”,&#13;
a następnie: „3 września – podróż przez 2 miesiące po Radom[skiem], Sandomiersk[iem] i Lubelsk[iem]”1. Z notatek na oddzielnej kartce2 wiemy, że&#13;
trasa tej podróży prowadziła przez przystań w Świerżach Górnych, dokąd&#13;
dopłynął statkiem żeglugi wiślanej, dalej przez Kozienice, Jedlnię, Radom,&#13;
Orońsk, gdzie był gościem Amalii Pruszakowej, ponownie przez Radom&#13;
i Jedlnię do Kozienic, stamtąd do Bąkowca, Augustowa, następnie ponownie&#13;
przez Bąkowiec do Puław, Kurowa i do Lublina, potem do Piasków, Siedliszcza, Chojna, Bezka i Krasnego, ponownie do Chojna, znowu do Lublina,&#13;
stamtąd do Gałęzowa, do Woli Gałęzowskiej, Woli Sobieskiej i Tarnogóry,&#13;
skąd 1 września rozpoczął powrotną podróż do Warszawy. W ciągu tych&#13;
dwu miesięcy, poza niewieloma wydatkami na przejazd statkiem i pocztą,&#13;
na herbatę czy rzadziej na obiad, w każdej miejscowości, w której się zatrzymywał, notował osobno „tryngeldy”, czyli napiwki, a osobno kwoty „za&#13;
pieśni”, „na struny”, „skrzypkowi”, „za śpiewy”. Wykonawcy otrzymywali&#13;
po 15 lub 30 kopiejek, skrzypek w Chojnie dostał kopiejek 60 – przypuszczalnie wysokość tych opłat zależała od czasu, jaki poświęcili Kolbergowi&#13;
śpiewacy i instrumentaliś­ci. Podobnie dokładny spis zachował się z pobytu&#13;
w 1860 r. w Łęczyckiem i na Kujawach, gdzie był od 20 lipca do 24 sierpnia. Pojechał wtedy pociągiem do Łowicza, stamtąd przez Krośniewice do&#13;
Mazewa, potem do Bogusławic, Redcza, Kłonowa, Bodzanowa, Otmianowa i przez Kłodawę znów do Łowicza, skąd wrócił koleją do Warszawy.&#13;
Rkp. Kolberga Notatnik..., BN PAU i PAN, sygn. 3210, k. 4.&#13;
Rkp. Kolberga, tamże, k. 23. Jest to luźna kartka włożona między strony notesu ze spisem&#13;
wydatków i dochodów. Na tej samej karcie szczegółowy spis wydatków poniesionych w podróży po Kujawach w 1860 r.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
152&#13;
&#13;
�I tym razem w notatkach znajdujemy zapiski o opłatach dla wykonawców,&#13;
np. „w Mazewie za pieśni przez dni 15” śpiewaczki i śpiewacy otrzymali&#13;
w sumie 4 ruble i 75 kopiejek.&#13;
W następnym roku 1861 odnotował 3 lipca zapłatę za paszport i stemple, opłaty u konsula austriackiego, a potem pod datą 25 września: „Podróż&#13;
od 8 lipca do 24 września po Galicji (do Krakowa, Tatrów, Lwowa i Wę­&#13;
gier)”1. W itinerarium podał dodatkowe szczegóły: „do Tatrów i Bardiowa,&#13;
do Iskani, Leszczowatego, Zadwórza pod Lwów (u Załęskich, Kraińskich,&#13;
Bochdana)”2.&#13;
Do miejscowości w Królestwie i w Galicji wymienionych w przytoczonych tu notatkach wracał Kolberg jeszcze kilkakrotnie i zawsze w czasie&#13;
badań znajdował oparcie u gospodarzy tamtejszych dworów. Ci, znając&#13;
dobrze mieszkańców wsi i ludzi pracujących w ich folwarkach, mogli&#13;
znacznie ułatwić lub wręcz umożliwić nawiązanie kontaktów z najlepszymi miejscowymi wykonawcami i informatorami: znanymi w okolicy instrumentalistami, znawczyniami obrzędów weselnych czy cenionymi śpiewaczkami. Przytaczane tu wspomnienia Kolberga z pierwszych lat badań&#13;
terenowych, w czasie których nie miał takiego wsparcia, potwierdzają, jak&#13;
ważna była rekomendacja właścicieli dworu dla uzyskania zaufania i chęci współpracy ze strony mieszkańców wiejskich chat. W miejscowościach&#13;
z przewagą ludności ukraińskiej taka pomoc była jeszcze ważniejsza, ponieważ Kolberg był tam podwójnie obcy – jako nieznany we wsi przybysz „w surducie” i jako Polak, do tego wówczas nie rozumiejący jeszcze&#13;
dobrze dialektów ukraińskich. Ponadto zamieszkanie u zaprzyjaźnionej&#13;
rodziny we dworze zapewniało przyzwoite warunki bytowe, a ponieważ&#13;
alternatywą były brudne i zatłoczone karczmy, także ta forma pomocy&#13;
była bardzo cenna.&#13;
W itinerarium Kolberg wymienia trzy rodziny goszczące go w roku 1861:&#13;
Kraińskich, Załęskich i Bochdanów. Byli oni spokrewnieni lub spowinowaceni między sobą, a także z Konopkami, i to mogło przyczynić się do&#13;
zaproszenia etnografa. Takie rodzinne koneksje często pomagały Kolbergowi nawiązać kolejne kontakty, a od kilku już lat o jego badaniach pisała&#13;
prasa, co też przygotowywało w pewnym stopniu jego pobyt w terenie.&#13;
Ludzie goszczący Kolberga bywali działaczami społecznymi i badaczami&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
Rkp. Kolberga Notatnik..., BN PAU i PAN, sygn. 3210, k. 7.&#13;
Wykaz podróży Oskara Kolberga, w: Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 705.&#13;
&#13;
153&#13;
&#13;
�historii regionu lub kultury ludowej swej najbliższej okolicy i pisywali na te&#13;
tematy1. Do takich postaci należał np. Adolf Biesiekierski2 (1831–1881) z Bodzanowa na Kujawach, u którego Kolberg zatrzymał się w roku 1860 i 1865,&#13;
a także Edmund Kraiński3 (1804–1887), który zaprosił Kolberga w roku 1861&#13;
do Leszczowatego. Edmund Kraiński był inżynierem, absolwentem akademii wojskowej w Wiedniu, brał udział w powstaniu listopadowym i został&#13;
wtedy odznaczony Złotym Krzyżem Virtuti Militari. Po powstaniu wrócił&#13;
do rodzinnego Leszczowatego, a o zaufaniu, jakim cieszył się u chłopów,&#13;
najlepiej świadczy fakt, że obronili oni jego dwór w czasie rabacji 1846 r.&#13;
i nie dopuścili tam do zabójstw ani do grabieży. Kolberg był u Kraińskich&#13;
ponownie w roku 1863 i, po dłuższej przerwie, w latach 1883–1885; materiały zanotowane w należącym do nich Leszczowatem znacznie wzbogaciły&#13;
jego zbiory4.&#13;
W roku 1861, w czasie tej blisko trzymiesięcznej podróży po Galicji,&#13;
Kolberg po raz pierwszy prowadził badania wśród ludności ukraińskiej&#13;
w jej własnym środowisku. Poprzednio notował pieśni ukraińskie głównie w Warszawie, gdzie były wykonywane przez mieszkańców kresów&#13;
wschodnich odwiedzających stolicę. W 1861 r. zetknął się bezpośrednio&#13;
w terenie z ukraińskimi melodiami obrzędowymi o metrum swobodnym.&#13;
O problemach nastręczających się przy zapisywaniu takich melodii pisał&#13;
już we wstępie do Pieśni ludu polskiego5 w 1857 r. Szerzej poruszył ten&#13;
problem, recenzując w 1864 r. zbiór pieśni protestanckich wydany kilka&#13;
lat wcześniej przez pastora Fryderyka Wilhelma Altmanna (1824–1889)&#13;
w Odolanowie 6. Kolberg docenił tam walory melodii wydanych przez&#13;
Altmanna, ale nie uważał za słuszne stosowania zapisu ametrycznego&#13;
1&#13;
Być może właśnie spotkanie z Kolbergiem budziło zainteresowania, które później owocowały np. artykułami w miejscowej prasie, lub gromadzeniem eksponatów sztuki ludowej.&#13;
2&#13;
A. Biesiekierski opublikował w r. 1863 w „Tygodniku Ilustrowanym” (T. 7, nr 177) artykuł&#13;
pt. Typy włościan kujawskich oraz tamże (nr 189) artykuł o Płowcach, obydwa z własnymi&#13;
rycinami.&#13;
3&#13;
E. Kraiński opublikował artykuł o osadnictwie w Karpatach: Wołochy, pierwsi osadnicy&#13;
wsi zwanych wołoskiemi na północnych stokach Karpat, „Ruch Literacki” 1878, nr 22. Był też&#13;
autorem pracy O nędzy w Galicji i jej powodach, Przemyśl 1883.&#13;
4&#13;
Zapisy z Leszczowatego wydane zostały dopiero w ramach Dzieł wszystkich Kolberga&#13;
w monografii pt. Sanockie-Krosnieńskie (DWOK T. 49–51).&#13;
5&#13;
O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. VIII.&#13;
6&#13;
F.W. Altmann Zbiór II [drugi] melodyj chóralnych ułożony przez [...], Erfurt i Lipsk 1856.&#13;
Recenzja Kolberga zamieszczona była w „Zwiastunie Ewangelicznym”, dwutygodniku ewangelików warszawskich redagowanym przez pastora L. Otto, w r. 1864, nr 8, s. 125–127.&#13;
&#13;
154&#13;
&#13;
�przyjętego przez autora zbioru. Z problemem zanotowania i później zredagowania do druku ludowych melodii o metrum swobodnym borykał&#13;
się wielokrotnie, zwłaszcza przygotowując monografie regionów wschodniosłowiańskich1.&#13;
Nie możemy wskazać dziś w Kolbergowskim archiwum tych zapisów&#13;
folkloru, które powstały w czasie pierwszych badań np. w Leszczowatem&#13;
czy Zadwórzu, ponieważ badacz niezwykle rzadko notował na rękopisach&#13;
terenowych daty ich powstania, a w wymienionych miejscowościach był&#13;
wielokrotnie. Natomiast sądzić można, że w roku 1861 we Lwowie zapoznał&#13;
się z kilkoma drukami wydanymi wtedy przez Ukraińców. Wśród rękopisów Kolberga zachował się przekład pracy wydanej właśnie w roku 1861&#13;
przez Teodora Biełousa: Narodnyj prazdnyk kupała2. Rok wcześniej ukazała się we Lwowie obszerna praca zbiorowa Zorja Hałyckaja jako album&#13;
na hod 1860, w której poza tekstami literackimi i artykułami na tematy&#13;
historyczne zamieszczono kilka opracowań folklorystycznych o obrzędach&#13;
i zwyczajach. W archiwum Kolberga i w opracowanej przez niego wiele lat&#13;
później monografii Pokucia znajdujemy liczne wypisy z tego almanachu.&#13;
Wydawnictwa te, podobnie jak inne drukowane wówczas we Lwowie, służyły odrodzeniu się świadomości narodowej Ukraińców i ich literatury,&#13;
nad czym pracę w Galicji podjęli Jakow F. Hołowacki (1814–1888), Iwan&#13;
D. Wahylewycz (1811–1866) i Markijan R. Szaszkewicz (1811–1843), autorzy&#13;
almanachu pt. Rusałka dnistrowaja3 zawierającego pieśni ludowe i inne&#13;
utwory w języku ukraińskim.&#13;
Po powrocie do Warszawy Kolberg porządkował pozyskane w czasie&#13;
badań zapisy i przygotowywał do druku nowe tomy, z których każdy miał&#13;
Zob. D. Pawlakowa Dokumentacja folkloru muzycznego… (DWOK T. 85/II), s. 111. Zob.&#13;
także B. Linette „Ruś Czerwona” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Ruś Czerwona cz. I (DWOK&#13;
T. 56), s. LX–LXI, tenże „Ruś Karpacka” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Ruś Karpacka&#13;
cz. I (DWOK T. 54), s. XLVII–XLIX oraz M. Prochaska „Przemyskie” Oskara Kolbera, w: O.&#13;
Kolberg Przemyskie. Suplement do t. 35 cz. I (DWOK T. 83/I), s. LXXXIX–XC.&#13;
2&#13;
Rkp. O. Kolberga w Arch. PTL, teka 21/22, sygn. 1259, k. 1–4, jest to w części przekład,&#13;
w części transkrypcja pracy pt.: Narodnyj prazdnyk kupała, opysannyj i objasnennyj wedla sochraniwszychsia predanij i powierij naroda; praca ukazała się we Lwowie w 1861 r.&#13;
nakładem Teodora (Fiodora) Biełousa (1828–1892), działacza narodowego i pedagoga, który&#13;
zapewne był jej autorem. Przekład przeznaczony jest do druku w tomie O. Kolberg Materiały&#13;
do etnografii Słowian wschodnich (DWOK T. 58).&#13;
3&#13;
Rusałka dnistrowaja. Almanach, u Budime 1837 (właśc. 1836), teksty pieśni tam zamieszczone Kolberg przedrukował m.in. w Pokuciu.&#13;
1&#13;
&#13;
155&#13;
&#13;
�być poświęcony określonemu gatunkowi pieśni. Jednak już na początku&#13;
roku 1862 zmienił program edytorski – postanowił wydawać w kolejnych&#13;
tomach materiały pochodzące z określonego regionu, prezentujące wykonywane tam gatunki pieśni i muzyki instrumentalnej wraz z informacjami&#13;
o tych obrzędach i zwyczajach, którym one towarzyszą. Uznał, że dla dalszych badań i dla ukazania „ogólnego całej Polski muzykalnej zarysu”1 właściwsze będzie publikowanie zbiorów regionalnych. We wstępie do przygotowywanego wtedy tomu stwierdził, że układ pieśni przyjęty w zbiorze&#13;
z roku 1857, „wiążący w jedną całość mnóstwo wariantów zebranych z najodleglejszych (sprzecznych nawet formą z sobą) okolic kraju”2, nie pozwala&#13;
„wyróżnić szczegółów prowincjonalnych”. Natomiast poświęcenie każdemu&#13;
regionowi osobnego tomu, zawierającego „wszystkie w tych prowincjach&#13;
zebrane pieśni, obrzędy i muzykę, bez względu na rodzaj, treść i barwę”3,&#13;
ukaże ich muzykę dokładniej, pozwoli ocenić specyficzne cechy danej okolicy i ułatwi badania porównawcze.&#13;
Ponadto, chociaż w okresie następującym po wydaniu Pieśni ludu polskiego znacznie poszerzył zasięg geograficzny swoich badań terenowych,&#13;
wiedział, że nie zdoła w najbliższych latach poznać folkloru muzycznego&#13;
wielu regionów tak dokładnie, aby przygotować do druku zbiory naprawdę&#13;
reprezentatywne, zawierające pieśni określonego gatunku z całego interesującego go obszaru, tj. z przedrozbiorowej Rzeczypospolitej:&#13;
Obszerność bowiem przyjętego dawniej planu, według którego każda seria&#13;
obejmować miała jednego tylko rodzaju pieśni, np. same miłosne, weselne itp.,&#13;
nie dozwoliłaby mi może doczekać w ciągu długiego nawet życia szczęśliwego&#13;
końca w ten sposób przedsięwziętej publikacji4.&#13;
&#13;
Nie znał jeszcze z autopsji, m.in. Wielkopolski, Śląska czy Pomorza i nie&#13;
mógł pozyskać potrzebnych zapisów nutowych inną drogą niż przez osobisty kontakt z żyjącymi tam muzykami i śpiewakami, czyli w trakcie przyszłych badań terenowych.&#13;
&#13;
O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 5.&#13;
Tamże.&#13;
3&#13;
Tamże, s. 6.&#13;
4&#13;
Tamże, s. 5–6.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
156&#13;
&#13;
�W lipcu 1862 r. „Biblioteka Warszawska” informowała swych czytelników:&#13;
Oskar Kolberg, zasłużony zbieracz pieśni ludowych i melodii, przygotował&#13;
do druku wysokiej wartości pracę nową p.n. Lud w jego zwyczajach, obrzędach, zabawach, pieśniach, muzyce i tańcach. Seria I: Okolice Sandomierza.&#13;
W dziele tym daje nam szanowny badacz opisy wesel i obrzędów ludu, z głównie zwróconą uwagą na melodie; w przypisach pomieści, o ile się nadarzy,&#13;
opis guseł, gier itp., równie jak objaśni każdy obrzęd przywiedziony. Ażeby nie&#13;
powtarzać, opisze tylko te okolice, o których nie było jeszcze dotąd wzmianki.&#13;
Obejmuje w zakres swej pracy Królestwo Polskie, Galicję, Wielkopolskę, Ruś&#13;
i Litwę1.&#13;
&#13;
Okolice Sandomierza, które wybrał na początek, znał z kilku już wycieczek, a nowym tytułem Lud w jego zwyczajach, obrzędach, zabawach,&#13;
pieśniach, muzyce i tańcach zapowiedział, że w publikacji przedstawi&#13;
muzykę i pieśni wraz z ich szerszym kontekstem kulturowym. Opisy wesel&#13;
i niektórych zwyczajów dorocznych publikował już wcześniej, ale w nowej&#13;
serii wydawniczej chciał zająć się folklorem muzycznym i wiążącymi się&#13;
z nim wybranymi przejawami kultury ludowej, przedstawiając je w tomach&#13;
osobnych dla każdego regionu. Zróżnicowanie regionalne folkloru obserwował od początku badań, notując pieśni i melodie na Mazowszu, w Krakowskiem, Kaliskiem i Kieleckiem, teraz chciał je pokazać wyraźniej. Ponieważ&#13;
lokalizacja geograficzna zapisywanych utworów była dla niego od początku&#13;
najważniejszym i konsekwentnie stosowanym elementem w dokumentacji&#13;
badań terenowych, mógł w tomach regionalnych wykorzystać wszystkie&#13;
zgromadzone poprzednio materiały. Podana w „Bibliotece Warszawskiej”&#13;
treść nowej książki Kolberga wpisywała się w postulaty wyrażone przez to&#13;
pismo nieco wcześniej. W 1859 r. można było tam przeczytać:&#13;
Są zakątki w samym Królestwie Polskim zupełnie nie zbadane. Tu tylko gorliwość obywatelska naszych ziemian mogłaby podać skuteczną pomoc, gdyby&#13;
każdy w swojej okolicy zajął się zbieraniem tak pieśni, jak melodii do nich, przysłów, podań, zwyczajów i charakterystyki. Do tego uwagę należałoby zwrócić na&#13;
rozmaitość ubiorów, zabudowań, narzędzi i sprzętów rolniczych i te w rysunku&#13;
przechować. Zebrane z różnych okolic tego rodzaju drogocenne materiały mogłyby dzielnie posłużyć do wydania najzupełniejszego zbioru pieśni ludowych,&#13;
1&#13;
&#13;
[K. W. Wójcicki] Wiadomości literackie, „Biblioteka Warszawska” 1862, T. 3, s. 187.&#13;
&#13;
157&#13;
&#13;
�na którym nam zbywa dotąd. W księdze tej objąć by należało charakterystykę&#13;
każdej wydatniejszej okolicy, dołączyć rys zwyczajów, uroczystości, kostiumów,&#13;
w najwierniejszym oddaniu nie tylko właściwych ubiorów, ale fizjonomii i postaci kmiotków naszych1.&#13;
&#13;
Kolberg należał od wielu lat do czynnych współpracowników „Biblioteki Warszawskiej” i był także w pewnym stopniu jej protegowanym. Rolę&#13;
Wójcickiego, członka redakcji i w latach 1850–1879 redaktora naczelnego „Biblioteki”, jako inspiratora swych badań terenowych zaznaczył sam&#13;
w przytaczanym tu wcześniej szkicu autobiografii. Trudno dziś ocenić,&#13;
w jakim stopniu na początku drugiej połowy wieku Wójcicki i inne osoby&#13;
skupione w redakcji miesięcznika i biorące udział w nieformalnych redakcyjnych spotkaniach oddziaływali na plany Kolberga, a w jakim on sam,&#13;
coraz lepiej znający folklor i życie chłopów, współtworzył formułowane&#13;
w tym piśmie postulaty. Sądzić można, że wpływy te działały w obydwu&#13;
kierunkach. Jednak w roku 1859, gdy Wójcicki pisał przytoczony wyżej&#13;
apel, Kolberg, choć notował i publikował opisy obrzędów, czuł się jeszcze przede wszystkim muzykiem i badaczem muzyki, odległym w swych&#13;
zainteresowaniach od kultury materialnej. Był też ciągle w środowisku&#13;
warszawskich artystów i literatów jedynym muzykiem notującym w terenie melodie ludowe.&#13;
Prace nad Sandomierskiem trwały długo, od początku roku 1862 do&#13;
wiosny roku 1865, m.in. dlatego, że Kolberg znowu sam finansował druk&#13;
i szybko zabrakło mu pieniędzy. Ze spisu wydatków, w którym odnotowywał także koszty tego tomu, wynika m.in., że w maju 1862 r. płacił&#13;
Gersonowi za akwarele do litografii, w czerwcu tego roku za wykonanie&#13;
drzeworytów, potem zanotował zakup papieru potrzebnego „do mego dzieła Lud”, wreszcie w grudniu 1863 r. zapisał opłacenie druku dwudziestego&#13;
piątego arkusza książki w zakładzie J. Jaworskiego i barwnych litografii&#13;
w firmie Maksymiliana Fajansa2. Praktycznie książka była już wtedy gotowa. W ciągu całego roku 1864, aż do marca roku następnego brak notatek&#13;
o wydatkach na ten tom.&#13;
[K.W. Wójcicki] Wiadomości literackie, „Biblioteka Warszawska” 1859, T. 3. s. 522.&#13;
Maksymilian Fajans (1825–1890), malarz, rysownik i litograf, po nauce i praktykach w Paryżu od r. 1851 prowadził w Warszawie zakład litograficzny. Był cenionym wydawcą licznych&#13;
prac z reprodukcjami dzieł sztuki, a w jego pracowni wykształciło się wielu samodzielnych&#13;
później litografów.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
158&#13;
&#13;
�Oddane do druku Sandomierskie zawierało opisy obrzędów (wesel, sobótki i okrężnego) z pieśniami i melodiami, informacje o dwu grach, pieśni&#13;
„powszechne”, tj. nie wiążące się z obrzędami, pieśni nieludowe, wykonywane przez mieszkańców dworków i miasteczek, i melodie tańców z przyśpiewkami. We wstępie do nowego tomu Kolberg zaznaczył, że regionalne&#13;
zbiory będą przydatniejsze dla nabywców interesujących się tylko jedną&#13;
okolicą, wskazał na rolę naturalnych granic dla różnicowania się folkloru,&#13;
ale także na oczywiste podobieństwa tam, gdzie granice te były przeprowadzone sztucznie, podając przykład współczesnego mu podzielenia granicami państwowymi Kujaw oraz Krakowskiego. Znaczną część wstępu przeznaczył na przedstawienie swych przemyśleń na temat muzyki, bo nadal&#13;
za swoje pierwszoplanowe zadanie uważał notowanie, wydawanie drukiem&#13;
i badanie folkloru muzycznego:&#13;
Do wydania następnych seryj prac moich w przywiedziony tu sposób, skłania&#13;
mnie nadto wzgląd na systematyczne i porządne, o ile być może, przedstawienie&#13;
wszelkich odmian, odcieni, ruchów, właściwości, zwichnień nawet, więc całego&#13;
nastroju i piętna muzyki naszej ludowej, której pochód i rozwój historyczno-obyczajowy nie przestaje być głównym usiłowań i śledzeń moich zadaniem1.&#13;
&#13;
W przytoczonym fragmencie wstępu Kolberg wyróżnił w druku słowa&#13;
„muzyki naszej ludowej”, a całym tym zdaniem podkreślił ciągłość swych&#13;
zainteresowań i prac od czasu pierwszych kontaktów z folklorem, gdy pragnął „oznaczyć i wykazać charakter muzyki słowiańskiej”. Potwierdził więc,&#13;
że rozwój muzyki ludowej jest nadal głównym przedmiotem jego badań,&#13;
dodał też, że aby obraz kultury ludowej uczynić kompletnym, należałoby&#13;
poza opisami obrzędów i zwyczajów dołączyć także „wszelkie przypowiastki, klechdy, baśni, gadki, zagadki, przysłowia, sentencje, gusła, zabobony,&#13;
gry itp., wychodzące już poza obręb muzykalności”. Jednak tak rozległy&#13;
plan „przechodziłoby o wiele siły pojedynczej osoby”2.&#13;
Redagowanie do druku melodii z Sandomierskiego i ich analizy w trakcie tej pracy dostarczyły Kolbergowi materiału do próby rozważenia genezy tonalności polskiej muzyki ludowej i problemowi temu poświęcił&#13;
wiele miejsca i we wstępie, i dwukrotnie w innych miejscach książki3, nieO. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 7.&#13;
Tamże, s. 7–8.&#13;
3&#13;
Zob. tamże s. 8–16, 96–107 i 173–174.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
159&#13;
&#13;
�współmiernie więcej niż w pracach poprzednich i w tomach następnych.&#13;
Przedstawienie problematyki tak ściśle muzycznej uważał za celowe już na&#13;
tym etapie badań, choć zastrzegał, że pozyskane później materiały mogą&#13;
dotychczasowe wnioski zmodyfikować. Zaznaczył też wagę pieśni obrzędowych, zwłaszcza weselnych, które dostarczyły mu wiele materiału do&#13;
analiz:&#13;
Uwagi te dotyczą składu, budowy i piętna czyli charakteru melodii, nie mniej jej&#13;
miary i rytmu; rzucają obok tego i myśli co do jej pochodzenia, starości i rozrostu. Najwięcej podobnych myśli nastręczają nam pieśni obrzędowe, mianowicie&#13;
weselne1.&#13;
&#13;
Z częścią wstępu do Sandomierskiego poświęconą „charakterowi muzyki słowiańskiej” wiąże się obszerny artykuł Kolberga Rzut oka na pierwotne muzyki dzieje z powodu pieśni „Bogarodzicy”2 opublikowany w „Pamiętniku Muzycznym i Teatralnym” w marcu 1862 r., jeszcze przed oddaniem do druku Sandomierskiego. Po zapoznaniu się z poglądami Gottfrieda&#13;
Wilhelma Finka (1783–1846) na temat genezy muzyki europejskiej 3 Kolberg&#13;
spróbował teorię niemieckiego uczonego dotyczącą migracyjnej dystrybucji&#13;
kultur przenieść na znaną sobie ludową muzykę polską, szukając jej źródeł&#13;
w odległych geograficznie i historycznie kulturach Azji i starożytnej Grecji4.&#13;
Sikorski, redaktor i wydawca „Pamiętnika”, kontynuacji „Ruchu Muzycznego”, przyjął do druku tekst Kolberga, ale prawdopodobnie był krytyczny wobec przedstawionej tam tezy. Śladem dyskusji toczącej się między&#13;
autorem i redaktorem na temat genezy muzyki polskiej jest zakończenie&#13;
artykułu, skierowane do Sikorskiego, redaktora pisma, pominięte w druku,&#13;
a znane nam z rękopisu:&#13;
Tamże, s. 8&#13;
Artykuł drukowany był w nr 12 i 13 „Pamiętnika Muzycznego i Teatralnego” w 1862 r.,&#13;
przedruk w O. Kolberg Pisma muzyczne… cz. II (DWOK T. 62), tekst nr 1021a, s. 536–544.&#13;
Wzmianki na temat tonalności polskiej muzyki ludowej i pieśni Bogurodzica zamieszczał Kolberg jeszcze kilkakrotnie, gdy wiązały się one z innymi informacjami o regionie, zob. m.in.&#13;
O. Kolberg Poznańskie cz. III (DWOK T. 11), s. 4 (przypis) i O. Kolberg Kaliskie cz. I (DWOK&#13;
T. 23), s. IV–V.&#13;
3&#13;
O. Kolberg powołuje się na pracę G.W. Finka Erste Wanderung der ältesten Tonkunst,&#13;
als Vorgeschichte der Musik oder als Erste Periode derselben, Essen 1831.&#13;
4&#13;
Zob. wstęp M. Tomaszewskiego w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. I (DWOK T. 61),&#13;
s. XI–XII i XXX–XXXI. Zob. także: P. Dahlig Oskar Kolberg jako muzykolog i etnomuzykolog...&#13;
(DWOK T. 85/II).&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
160&#13;
&#13;
�Myślę więc, że twierdzenia mojego nie będziesz uważał za hipotezę tylko lub —&#13;
co gorsza — za fantazję, ale za fakt prawdopodobny, równie jak i badania Finka,&#13;
za którymi niezawodnie wiele przemawia1.&#13;
&#13;
Zachowany rękopis artykułu, a właściwie rozprawy o początkach muzyki, jest brulionem z licznymi poprawkami i dopiskami Kolberga w tekście&#13;
i na marginesach, charakterystycznymi dla większości wstępnych wersji&#13;
jego prac. Tekst ostatecznie Kolberg znacznie skrócił, zapewne na życzenie&#13;
Sikorskiego, ale drukowana wersja artykułu i tak zdominowała dwa zeszyty czasopisma. W całości tekst opublikowany został dopiero w Pismach&#13;
muzycznych2.&#13;
W tym samym roku w jednym z ostatnich numerów „Pamiętnika Muzycznego i Teatralnego” Sikorski zamieścił krótki tekst Kolberga: Korespondencja w sprawie „Agatki” J.D. Hollanda3. O kompozycji Johanna Davida&#13;
Hollanda (1746 – ok. 1825) dowiedział się od bibliografa, bibliofila i kolekcjonera gromadzącego polonica, Cypriana Walewskiego (1820–1873).&#13;
Zainteresowała ona Kolberga z dwu powodów: jako wczesna zapomniana&#13;
opera polska i jako opera wykorzystująca tematy ludowe. Agatka czyli&#13;
przyjazd pana z librettem Macieja Radziwiłła była wystawiona w 1784 r.&#13;
w Nieświeżu z okazji odwiedzin Stanisława Augusta Poniatowskiego, a później w Warszawie i we Lwowie.&#13;
Po zredagowaniu i oddaniu do druku Sandomierskiego, latem 1862 roku,&#13;
Kolberg wyruszył w kolejną długą podróż, choć w Warszawie od dwu lat&#13;
narastał niepokój i można było przewidywać zbliżającą się konfrontację&#13;
1&#13;
Rkp. O. Kolberga Rzut oka na pierwotne muzyki dzieje…, Arch. PTL, teka 39, sygn. 1342&#13;
B, k. 3.&#13;
2&#13;
Rękopis rozprawy znajduje się w Archiwum PTL, teka 39, sygn. 1342 B, k. 1-3, ponadto&#13;
zachował się brulion (BN PAU i PAN, sygn. 2184, k. 4–9) zawierający wstęp, redakcyjnie nieco&#13;
odmienny od ostatecznie opublikowanego w „Pamiętniku”, oraz obszerne omówienie muzyki&#13;
chińskiej, brak tam ostatniej części dotyczącej Bogurodzicy. Te rękopisy były podstawą dla&#13;
dwu tekstów: O początkach rozwoju muzyki oraz O muzyce chińskiej, w: O. Kolberg Pisma&#13;
muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 5-31, teksty nr 619 i 620, zob. też tamże przypis 1 na s. 5.&#13;
W Pismach muzycznych w informacji o źródle tekstów 619 i 620 podawana jest dla rękopisu&#13;
ze zbiorów Biblioteki Naukowej PAU i PAN sygnatura 2183, k. 4-9, sygnaturę tę zmieniono&#13;
w r. 1964, obecnie rękopisy tu wymienione mają sygnaturę 2184, numeracja kart pozostała bez&#13;
zmian.&#13;
3&#13;
Korespondencja w sprawie Agatki… była drukowana w „Pamiętniku Muzycznym i Teatralnym” w r. 1862, nr 50, s. 798, przedruk w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62),&#13;
tekst 996, s. 504-505.&#13;
&#13;
161&#13;
&#13;
�zbrojną. Do pierwszych manifestacji patriotycznych doszło już w czerwcu&#13;
1860 r. podczas pogrzebu generałowej Katarzyny Sowińskiej. Uczestnicy&#13;
uroczystości udali się później na Wolę, na miejsce zgonu jej męża, Józefa&#13;
Sowińskiego, bohatera powstania listopadowego. Wtedy właśnie w Warszawie w czasie mszy odprawianych w intencji pomyślności ojczyzny modlitwę Alojzego Felińskiego „Boże, coś Polskę przez tak liczne wieki…” zaczęto śpiewać z refrenem „Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie”, w wersji&#13;
wykonywanej wcześniej na emigracji. Następne manifestacje odbyły się&#13;
w końcu listopada z okazji rocznicy wybuchu powstania w 1830 r. Schorowany i mało energiczny namiestnik, Michaił Gorczakow (1793–1861),&#13;
nie reagował na te wydarzenia i policja początkowo pozostawała bierna.&#13;
Do poważnych rozruchów doszło w końcu lutego 1861, gdy od salwy wojska zginęło pięciu demonstrantów, a wielu zostało rannych. Wydarzenia te&#13;
nazwano „rewolucją lutową”. W czasie uroczystego pogrzebu ofiar, który&#13;
stał się manifestacją narodową, wojsko i policję pozostawiono tym razem&#13;
w koszarach, aby nie prowokować wielotysięcznych tłumów. W kwietniu&#13;
została jednak brutalnie spacyfikowana kolejna manifestacja. Imienna lista&#13;
ofiar śmiertelnych podawała blisko sto nazwisk, ale było ich prawdopodobnie dwukrotnie więcej. Po tej masakrze kobiety zaczęły nosić żałobę&#13;
narodową. Zabronione zostało odprawianie mszy w intencji ojczyzny,&#13;
a nieprzestrzeganie tego zakazu powodowało represje policji. Nabożeństwa&#13;
patriotyczne organizował także pastor zboru ewangelicko-augsburskiego&#13;
Leopold Otto (1819–1882), aresztowany w październiku 1861 r. za udział&#13;
w pogrzebie arcybiskupa Antoniego Fijałkowskiego – jednej z ostatnich&#13;
manifestacji patriotycznych w Warszawie w tamtym roku. Demonstracje,&#13;
nabożeństwa za ojczyznę i rozruchy antyrosyjskie rozlały się także na prowincję. 14 października 1861 r. nowy namiestnik carski, Karol Lambert&#13;
(1815–1865), wprowadził w Królestwie stan wojenny. Zamknęło to okres&#13;
jawnych manifestacji ludności.&#13;
W zachowanych dokumentach, listach i notatkach Kolberga jedynym&#13;
śladem tych wydarzeń jest przytoczona tu poprzednio wzmianka 1 ze Szkicu autobiografii, gdzie wspomniał „wypadki r. 1861”. Szkic autobiografii urywa się właśnie na tym okresie życia, lecz w przeciwieństwie do&#13;
krótkiego wprawdzie, ale bogatego w realia opisu młodości nie zawiera&#13;
żadnych szczegółów ani refleksji na temat lat 1861–1863. Podobnie jak&#13;
1&#13;
&#13;
Zob. s. 101 i 149.&#13;
&#13;
162&#13;
&#13;
�rok 1861, również cały okres powstania styczniowego w szkicu tym wspomniany jest tylko w jednym zdaniu, w którym Kolberg pisze, że porzucił&#13;
wtedy plan skomponowania utworu scenicznego z librettem opartym na&#13;
Wiesławie Kazimierza Brodzińskiego. Na tym zdaniu rękopis autobiografii&#13;
kończy się, a poniżej ręką Izydora Kopernickiego wpisane są daty i kierunki niektórych podróży badawczych Kolberga. Szkic autobiografii pisał&#13;
Kolberg zapewne w roku 1889, gdy jego danych biograficznych potrzebował Kopernicki do artykułu z okazji obchodów jubileuszu pięćdziesięciolecia badań terenowych autora Ludu, prawdopodobnie dlatego skupił&#13;
się tam na informacjach związanych z rozwojem swoich zainteresowań&#13;
etnograficznych. Jak już tu wspominano, z okresu, w którym Kolberg&#13;
jeszcze mieszkał w Warszawie, zachowało się bardzo mało listów i innych&#13;
dotyczących go dokumentów.&#13;
W roku 1862, jeszcze w trakcie prac nad Sandomierskiem i później, po&#13;
oddaniu tomu do drukarni, Kolberg kilkakrotnie wyjeżdżał z Warszawy.&#13;
W czerwcu odnotował koszt „paszportu krajowego”, ponieważ po ponownym wprowadzeniu stanu wojennego taki dokument był konieczny do wyjazdu poza rogatki Warszawy i do przekraczania granic między guberniami.&#13;
Wtedy potrzebny był Kolbergowi na pięciodniową wycieczkę w okolice&#13;
Radzymina, do Jasienicy i do Woli Cygowskiej, gdzie gościł u Adama Prota&#13;
Lelewela (1790–1884), brata historyka Joachima i inżyniera Jana Pawła.&#13;
W pierwszej połowie lipca Kolberg przez dziesięć dni był w Oleksiance, Parysowie i Latowiczu (wówczas w pow. mińskim), a w końcu lipca wyruszył&#13;
na ponad dwa miesiące na Wołyń. Był to jego pierwszy pobyt na Ziemiach&#13;
Zabranych, to jest terytoriach Rzeczypospolitej włączonych bezpośrednio&#13;
do cesarstwa rosyjskiego, odciętych granicą państwową od Królestwa.&#13;
19 lipca zanotował koszt paszportu, parę dni później cenę reperacji kuferka&#13;
podróżnego, po tygodniu zakupił „kapciuch podróżny skórzany” i wreszcie 30 lipca wydał drobną sumę na „tryngeldy na poczcie przy wyjeździe&#13;
na Wołyń”1. Wybór kierunku dyktowany mógł być kilkoma względami.&#13;
Narastające represje wobec obywateli Królestwa, w tym także ponowne&#13;
ogłoszenie stanu wojennego, i trudności w uzyskiwaniu paszportu mogły&#13;
szybko uniemożliwić podróżowanie, a dla Polaków w Królestwie, zwłaszcza w Warszawie, wyraźna była możliwość wybuchu działań zbrojnych.&#13;
Kolberg, zdając sobie sprawę z nastrojów panujących w całym zaborze&#13;
1&#13;
&#13;
Rkp. O. Kolberga Notatnik..., BN PAU i PAN, sygn. 3210, k. 8.&#13;
&#13;
163&#13;
&#13;
�rosyjskim, mógł przypuszczać, że jeżeli nie pojedzie na Wołyń teraz, to&#13;
badania na terenach Ziem Zabranych będzie musiał odłożyć na długo. Nie&#13;
mamy pewności, czy wyjeżdżając dysponował zaproszeniami od mieszkających tam przedstawicieli miejscowej inteligencji i ziemian, jest to jednak&#13;
bardzo prawdopodobne. Wiadomo na przykład, że w Warszawie w roku&#13;
1862 w naradach przygotowujących powstanie pełnomocnikiem szlachty&#13;
wołyńskiej w komitecie białych był Michał Sołtan (1830–1892) z Bilcza,&#13;
u którego Kolberg był w tymże roku w sierpniu. Nie mamy jednak potwierdzenia, że poznał M. Sołtana lub innych mieszkańców Wołynia już&#13;
wcześniej w Warszawie.&#13;
Wybór Wołynia jako kolejnego terenu badań zapewne wiązał się przede&#13;
wszystkim z potrzebą dokładniejszego poznania folkloru ukraińskiego. Po&#13;
pobycie rok wcześniej na Podkarpaciu i w okolicach Lwowa Kolberg posiadał już pewną orientację w ludowej muzyce ukraińskiej, ale dla jej pełniejszego obrazu musiał usłyszeć ją i zapisać także w innych regionach&#13;
Ukrainy. Późniejsze plany wydawnicze wskazują, że tak jak wielu współczesnych mu Polaków, uważał wszystkie tereny dawnej przedrozbiorowej Rzeczypospolitej za jej niezbywalne części. Ludowa muzyka Ziem Zabranych,&#13;
tj. regionów leżących na Litwie, Białorusi i Ukrainie, należała do całości,&#13;
którą pragnął ogarnąć badaniami i publikacjami.&#13;
Przed rokiem 1861, przed pierwszym wyjazdem w okolice Lwowa, pieśni ukraińskie – jak już wspominano – zapisywał w Warszawie, a czasem&#13;
w innych miejscowościach zaboru rosyjskiego. W r. 1859 „Ruch Muzyczny”&#13;
zamieścił jego list, w którym czytamy:&#13;
[…] w tece mojej posiadam z jakie tysiąc melodii z Wołynia, Podola, Ukrainy,&#13;
Białorusi i Pokucia (w Galicji) pochodzących, które w Warszawie i Królestwie zebrałem i spisałem od przybyłych tu wychowańców stron tamtejszych, jak łaskawych obywateli i obywatelek, żołnierzy, służących itp., więc nieposzlakowanej&#13;
autentyczności. Stosunkowo do liczby tych pieśni żyjących między ludem zbiór&#13;
mój zbyt jest szczupły, mianowicie by dał dokładne wyobrażenie o różnicach&#13;
prowincjonalnych i pomniejszych cechach powiatowych. Dla dopełnienia braków czuję, ile pożądanym byłoby zwiedzenie osobiście stron tamtych. Podróży&#13;
wszakże w tym celu ani czas, ani środki jakimi dysponować mogłem i mogę,&#13;
dotąd odbyć mi nie pozwoliły1.&#13;
1&#13;
Do Redakcji „Ruchu Muzycznego”, „Ruch Muzyczny” R. 3:1859, nr 22, s. 193. Przedruk w:&#13;
O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 524 w przypisie.&#13;
&#13;
164&#13;
&#13;
�Istotnie, w archiwum Kolberga odnajdujemy dziś rękopisy pieśni ukraińskich wykonanych np. przez mieszkańców Rozalówki (wówczas pow.&#13;
wasilkowski), ale niewątpliwie zapisanych w Warszawie. Wiele lat później,&#13;
w roku 1888, zamieścił w roczniku Akademii Umiejętności niewielki artykuł pt. Pieśni ludu z Podola rosyjskiego w latach 1858 i 1862 zebrał […]1,&#13;
w którym znalazło się czterdzieści pieśni i melodii zapisanych przez niego poza Podolem, głównie w Warszawie. Dopiero dwa lata po ogłoszeniu&#13;
przez „Ruch Muzyczny” przytoczonego wyżej listu, choć środki finansowe nadal miał ograniczone, nie krępowany etatem urzędnika mógł odbyć&#13;
wspomnianą już tutaj pierwszą swą podróż w okolice Lwowa, a rok później&#13;
pojechał na Wołyń. Skrótowo trasę tej wyprawy odnotował w itinerarium:&#13;
„na Wołyń, do Tuliczowa (Dobrowolskich), do Turyczan (Sierakowskich),&#13;
Bilcza (Sołtanów), Wysoc[ka] nad Bugiem, Żytomierza”2.&#13;
Plon podróży po Wołyniu był bardzo bogaty3. W archiwum Kolberga&#13;
zachowało się kilkaset pieśni i melodii zanotowanych przez niego na Wołyniu w czasie wówczas przeprowadzonych badań, a także kilka opisów wesel&#13;
z pieśniami i melodiami z Tuliczowa, Bilcza, Bokujma, spod Łucka i z Wysocka oraz niewielka ilość notatek na temat innych obrzędów i zwyczajów.&#13;
Ponieważ był to jego jedyny pobyt na Wołyniu, możemy przyjąć, że zapisy&#13;
ze słuchu pochodzące z miejscowości wymienionych w itinerarium zostały&#13;
wykonane właśnie w sierpniu i wrześniu roku 1862. Treść zapisów terenowych w pełni oddaje zainteresowania Kolberga z tego okresu – gromadził&#13;
materiały potrzebne do regionalnego zbioru pieśni i muzyki z opisami obrzędów i zwyczajów, takiego jak pozostawione w drukarni Sandomierskie.&#13;
Jednak wśród materiałów z Wołynia zauważamy dziś kilka ołówkowych&#13;
szkiców stroju oraz chat, szczegółów ich wnętrza i sprzętów z wpisanymi&#13;
O. Kolberg Pieśni ludu z Podola rosyjskiego, „Zbiór Wiadomości do Antropologii&#13;
Krajowej” T. 12: 1888, s. 235–251. Przedruk w: O. Kolberg Podole (DWOK T. 47).&#13;
2&#13;
Wykaz podróży Oskara Kolberga, w: Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 705.&#13;
3&#13;
Materiałów zebranych na Wołyniu Kolberg nie zdążył sam opracować do druku. Znaczną&#13;
ich część wydał w 1907 r. Józef Tretiak. To wydanie zostało w Dziełach wszystkich Kolberga&#13;
powtórzone w reedycji fotooffsetowej jako tom 36. Pozostałe zapisy tekstów i melodii wydano&#13;
w tomie O. Kolberg Wołyń. Suplement do tomu 36 (DWOK T. 84). We wstępie do tomu suplementowego scharakteryzowane są zachowane rękopisy Kolberga, jego kontakty z osobami&#13;
mieszkającymi na Wołyniu i inne okoliczności badań w tym regionie w roku 1862, a także&#13;
edycja J. Tretiaka i zasady edycji tomu suplementowego. Zob. A. Skrukwa „Wołyń” Oskara&#13;
Kolberga w O. Kolberg Wołyń. Suplement… (DWOK T. 84), s. V–XXXVI i XLV–LIV, o zapisach&#13;
muzyki zob. tamże wstęp A. Rudej, s. XXXVI–XLV.&#13;
1&#13;
&#13;
165&#13;
&#13;
�ukraińskimi nazwami. Niewielką ich część niewątpliwie wykonał Kolberg,&#13;
on też wszystkie podpisał i odnotował, że pochodzą z Tuliczowa w powiecie kowelskim1. W jego planach badawczych zainteresowanie kulturą materialną pojawia się pierwszy raz dopiero dwa lata później, w liście2&#13;
z grudnia 1864 r., ale widocznie już wcześniej zwracał uwagę na pewne&#13;
jej przejawy, być może zauważywszy ich odmienność od znanych sobie&#13;
z regionów etnicznie polskich. Natomiast nieliczne zapiski na temat kultury&#13;
materialnej w notatkach powstałych w czasie tej podróży uznać trzeba raczej za wyjaśnienia słownikowe na marginesie tekstów pieśni niż za notatki&#13;
etnograficzne.&#13;
Jadąc na Wołyń, Kolberg nie znał języka ukraińskiego. Sam stwierdził&#13;
to wiele lat później w liście do Cesława Neymanna, po opublikowaniu monografii Pokucia, choć zamieszczone tam zapisy gwary oceniano bardzo&#13;
wysoko. Zaznaczył wtedy, że „spisywał mechanicznie” wszystko co słyszał,&#13;
„starając się o jak najwierniejsze oddanie dźwięków pisownią polską” 3. Starania o oddanie dźwięków języka ukraińskiego literami alfabetu polskiego&#13;
widoczne są już w zapisach z Wołynia z 1862 r. Kolberg zastosował wtedy&#13;
w swych notatkach terenowych tzw. pisownię piętrową, tj. nadpisywanie say&#13;
e&#13;
ó&#13;
mogłosek, gdy chciał wskazać wymowę pośrednią, np. ide, wyrad’, tatojku,&#13;
e&#13;
ó&#13;
e&#13;
a o&#13;
u&#13;
drobnyje ślozkie łyty, hołuwo czka, zaznaczał miękkość spółgłosek, a także akcenty, choć te niekonsekwentnie. Niektóre, nieliczne zresztą błędy&#13;
w rękopisach z Wołynia (niewłaściwy podział śpiewanej frazy na słowa)&#13;
potwierdzają, że Kolberg wówczas nie zawsze jeszcze dobrze rozumiał tekst&#13;
i czasem rzeczywiście „spisywał mechanicznie” to, co słyszał.&#13;
W podróży po Wołyniu spotkał Kolberg osoby, które bezpośrednio pomogły mu gromadzić materiały lub przekazały własne zapisy sporządzone&#13;
wcześniej, jednak nie zawsze znamy ich nazwiska. Wspomniany już Michał&#13;
Sołtan po powrocie Kolberga do Warszawy jesienią 1862 r. przysłał mu kilka notatek z Bilcza. W Żytomierzu Kolberg spotkał się z Janem Prusinowskim (1818–1892), adwokatem, a z zamiłowania literatem, który przekazał&#13;
mu swój młodzieńczy rękopis bajek. Prusinowski należał do najbliższych&#13;
1&#13;
&#13;
1–7.&#13;
&#13;
Opublikowane zostały w tomie O. Kolberg Białoruś-Polesie (DWOK T. 52), tam ryciny&#13;
&#13;
Zob. brulion listu do ks. Kajetana Śmiechowskiego z 26 grudnia 1864 r., Korespondencja…&#13;
cz. I (DWOK T. 64), s. 97–99.&#13;
3&#13;
Brulion listu do Cesława Neymanna z 7 IV 1884 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66),&#13;
s. 142.&#13;
2&#13;
&#13;
166&#13;
&#13;
�współpracowników J.I. Kraszewskiego do czasu przeniesienia się pisarza&#13;
do Warszawy, a później kontynuował jego działania społecznikowskie, polegające także na animowaniu życia kulturalnego Polaków mieszkających&#13;
w Żytomierzu. Publikował swe utwory i artykuły w prasie warszawskiej&#13;
i zapewne bywał w Warszawie, z Kolbergiem poznał się jednak raczej na&#13;
miejscu, w Żytomierzu. Śladem ich kontaktów jest wiersz1 z datą „Żytomierz, 27 sierp./8 września 1862” oraz rękopis dwudziestu pięciu bajek,&#13;
facecji i anegdot w przekładzie na język polski pt.: Skazki ludu ruskiego&#13;
zebrane na Wołyniu w 1835 r. Rękopisu tego nie znajdujemy dziś w archiwum Kolberga, lecz miał go jeszcze w ręku Józef Tretiak, który teksty te&#13;
zamieścił w swojej edycji2 materiałów z Wołynia w 1907 r.&#13;
Nie wiadomo natomiast, komu Kolberg zawdzięcza zachowany w jego&#13;
zbiorach rękopis pt. Ukraińskie śpiewy i tańce3. Zawiera on ponad 100 teks­&#13;
tów pieśni i 74 melodie wokalne i instrumentalne. Autorem (autorką?) była&#13;
osoba mieszkająca w okolicy Kowla, a na podstawie nielicznych notatek&#13;
towarzyszących tekstom i nutom wnioskować można, że sporządzony został dla Kolberga i przekazany mu w czasie jego podróży po Wołyniu albo&#13;
krótko potem. Tak obszerny rękopis z zapisami melodii sporządzony przez&#13;
współpracownika jest unikatem w jego zbiorach.&#13;
Na Wołyniu przebywał Kolberg od 30 lipca do 3 października, następnie przez kilka dni w Lublinie, a 10 października był już znowu&#13;
w Warszawie. Po powrocie kontynuował prace nad Sandomierskiem,&#13;
nad artykułami dla Encyklopedii i nadal uczył gry na fortepianie. Na&#13;
początku roku 1863 oddał do druku w „Bibliotece Warszawskiej” recenzję 4 zbioru pieśni ludowych ze Śląska wydanych przez Juliusza Rogera&#13;
1&#13;
List Prusinowskiego z tym wierszem zamieszczono w cz. I Korespondencji… (DWOK&#13;
T. 64), s. 94–95.&#13;
2&#13;
J. Tretiak nie odczytał wtedy nazwiska ofiarodawcy, ale odnotował wpisaną przez niego&#13;
dedykację i datę: „Panu Oskarowi Kolbergowi jako nieudolny upominek (tu nieczytelny podpis) 25 sierpnia (6 września) 1862, Żytomierz”. Nazwisko autora znamy dzięki notatce Izydora&#13;
Kopernickiego, której Tretiak nie zauważył wśród rękopisów.&#13;
3&#13;
Rękopis znajduje się w tece z materiałami z Wołynia (BN PAU i PAN, sygn. 3206, k. 170–&#13;
186), dokładniej został scharakteryzowany we wstępie do tomu O. Kolberg Wołyń. Suplement…&#13;
(DWOK T. 84), s. XXXI–XXXII, pieśni tam zapisane w wyborze wydał J. Tretiak w tomie Wołyń (DWOK T. 36), a w całości rękopis ten, jako dokument w tej postaci cenny dla badaczy folkloru, został zamieszczony w tomie O. Kolberg Materiały do etnografii Słowian wschodnich&#13;
(DWOK T. 58, w opracowaniu).&#13;
4&#13;
O. Kolberg Pieśni ludu polskiego w Górnym Szląsku z muzyką zebrał i wydał Juliusz&#13;
Roger, doktor medycyny. Wrocław 1863, „Biblioteka Warszawska” 1863, T. 1, s. 153–156.&#13;
&#13;
167&#13;
&#13;
�(1819–1865). Pochodzący z Bawarii J. Roger od 1847 r. był nadwornym&#13;
lekarzem księcia raciborskiego, a życzliwość i charytatywna działalność&#13;
zjednały mu zaufanie chłopów. Przygotowany przez niego zbiór ponad&#13;
500 tekstów, zawierający także około 300 melodii, zyskał wysoką ocenę&#13;
Kolberga, który pisał, że jest on „dokładnym i zaokrąglonym”. Wspomniał&#13;
krótko o opublikowanych przez Rogera melodiach oraz ich powinowactwie z mazowieckimi i wielkopolskimi, zapowiadając, że melodie te muszą „pozostać przedmiotem obszerniejszego kiedyś rozbioru” 1 i zajął się&#13;
nieco szerzej problemem klasyfikacji pieśni, zwłaszcza koniecznym jego&#13;
zdaniem w publikacji tego rodzaju rozróżnieniem pieśni i przyśpiewek,&#13;
tj. „pios­nek tanecznych i ucinkowych” 2.&#13;
Jesienią, po powrocie Kolberga do Warszawy, wybuch powstania był&#13;
już oczywisty, planowano je na wiosnę, jednak wznowiony pobór do wojska wymusił rozpoczęcie w styczniu. Parę lat wcześniej, po klęsce w wojnie krymskiej, władze carskie zaniechały poboru, ale 6 października 1862&#13;
r. zapowiedziano jego przywrócenie. W Królestwie miał się on odbyć nie&#13;
w drodze losowania, jak dotąd, tylko przez powołanie młodych mężczyzn,&#13;
głównie z Warszawy, wskazanych przez policję. Tym razem od poboru mieli być zwolnieni chłopi, a branką miano objąć nieprawomyślną&#13;
politycznie młodzież miejską. Przyspieszyło to decyzję tajnego Komitetu&#13;
Centralnego Narodowego o rozpoczęciu wojny partyzanckiej. Do pierwszych walk doszło parę dni po brance przeprowadzonej w Warszawie&#13;
nocą z 14 na 15 stycznia 1863 r. W samej Warszawie nie dochodziło do&#13;
działań zbrojnych.&#13;
Pierwsze miesiące powstania spędził Kolberg w Warszawie, wyjechał&#13;
dopiero na początku lipca 1863 r. i przez ponad trzy miesiące podróżował&#13;
po Galicji. W spisie wydatków odnotował koszt pobytu w Szczawnicy, Krynicy, w Sanockiem, w Samborze, Lwowie i Olesku. Do Warszawy wrócił&#13;
około 26 października.&#13;
&#13;
Przedruk w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 579–583, tekst nr 1030.&#13;
1&#13;
Tamże, w przedruku s. 580. Zapowiedzianego „rozbioru” melodii wydanych przez J. Rogera Kolberg nie napisał.&#13;
2&#13;
Tamże, s. 582.		&#13;
&#13;
168&#13;
&#13;
�VIII&#13;
[Królestwo po powstaniu styczniowym. – Ostateczna zmiana zakresu badań&#13;
i publikacji Kolberga — ukształtowanie w ciągu roku 1864 programu Ludu&#13;
przedstawionego w lutym 1865 r. w liście otwartym Do Redakcji „Biblioteki&#13;
Warszawskiej”.]&#13;
&#13;
Powstanie upadło wiosną 1864 r., ale przez następne pięćdziesiąt lat jego&#13;
skutki w różny sposób i w różnych dziedzinach życia z olbrzymią siłą oddziaływały na mieszkańców Królestwa i Ziem Zabranych. Bezpośrednio po&#13;
klęsce powstania nastąpiły aresztowania, publiczne egzekucje, zsyłki na Sybir na katorgę i na przymusowe osiedlenie, wcielanie do rot aresztanckich,&#13;
konfiskaty majątków i represje nie tylko wobec pojmanych uczestników&#13;
walk, ale także wobec rodzin, które pomagały powstańcom. Z największą&#13;
surowością karano księży katolickich, nie tylko za udział w powstaniu lub&#13;
podejrzenie o taki udział, lecz nawet za oddanie ostatniej posługi śmiertelnie rannym powstańcom. Również na Ziemiach Zabranych najostrzej&#13;
traktowano księży katolickich, oszczędzano tam jednak chłopów. Część&#13;
czynnych uczestników powstania zdołała emigrować. Podobnie jak po powstaniu listopadowym, społeczeństwo Królestwa i pozostałych ziem zaboru&#13;
rosyjskiego przez zsyłki i emigrację pozbawiane było ludzi młodych, często&#13;
studiujących w otwartej niedawno Szkole Głównej lub wykształconych&#13;
na rosyjskich uniwersytetach w Petersburgu, Moskwie i Kijowie. Ponownie zaostrzone zostały zarządzenia cenzury, która stała się wszechwładna&#13;
i wszechobecna. Dla ruchu wydawniczego w Królestwie Polskim powstanie styczniowe nie stało się taką katastrofą, jaką przyniosło powstanie listopadowe. Istniała nadal polska prasa, ukazywały się polskie książki, ale&#13;
restrykcje Warszawskiego Komitetu Cenzury i samowola cenzorów, którzy poza urzędowymi wskazaniami kierowali się własnymi uprzedzeniami&#13;
i upodobaniami, niezwykle utrudniały pracę wydawców i autorów i wpływały na ostateczną treść publikowanych utworów.&#13;
Do zaprowadzenia „porządku” w Królestwie powołany został w roku&#13;
1864 Komitet Urządzający. Miał on za zadanie wprowadzenie reformy&#13;
uwłaszczeniowej i całkowite dostosowanie administracji i innych instytucji Królestwa do modelu rosyjskiego, a w rezultacie zniesienie dotychczasowej, już i tak niewielkiej ich odrębności w stosunku do cesarstwa.&#13;
Przeprowadzono likwidację odrębnych dotąd instytucji, na których miejsce&#13;
169&#13;
&#13;
�ustanowiono w ciągu kilku lat takie same jak w carskiej Rosji. Przedłużono&#13;
stan wojenny, ograniczając możliwość podróżowania. Wprowadzono nowy&#13;
podział na gubernie, zwiększając ich liczbę i zmniejszając powierzchnię,&#13;
a poza ich granice można było wyjeżdżać tylko na podstawie paszportu. Ponadto nasiliła się rusyfikacja wielu dziedzin życia, przede wszystkim szkolnictwa i administracji przez wprowadzanie do nich języka rosyjskiego jako&#13;
obowiązkowego i zastępowanie Rosjanami pracujących tam dotychczas&#13;
Polaków, zwłaszcza na wyższych stanowiskach. W ciągu ośmiu lat działalności Komitet pod kierunkiem Nikołaja Milutina (1818–1872) osiągnął&#13;
założony cel. Widocznym etapem utraty pozornej nawet samodzielności&#13;
było wprowadzenie w roku 1867 nazwy Kraj Przywiślański, najpierw obok&#13;
dotychczas używanej nazwy Królestwo Polskie, a później zamiast niej.&#13;
Klęska powstania, a przedtem przygotowania do niego i jego przebieg&#13;
spowodowały wśród części społeczeństwa polskiego zmianę w postrzeganiu roli chłopów w życiu narodu. Nowy status prawny starały się nadać im&#13;
już konspiracyjne władze polskie przygotowujące powstanie. W czerwcu&#13;
1862 r. Komitet Centralny Narodowy w Programie organizacji narodowej&#13;
zapowiadał m.in. uwłaszczenie w zakresie szerszym niż stanowił wcześniejszy ukaz carski dla cesarstwa, w tym i dla Ziem Zabranych, pomijający&#13;
Królestwo. Dałoby to wolność osobistą chłopom stanowiącym ponad 70%&#13;
społeczeństwa. W styczniu 1863 r. w manifeście Tymczasowego Rządu Narodowego ogłoszono dekret o uwłaszczeniu, ale powstańcy nie mieli władzy i środków, aby treść dekretu wcielić w życie na całym terenie zaboru&#13;
rosyjskiego. Ponieważ Rosjanie obawiali się odebrania chłopom przyznanych, choć w większości niezrealizowanych praw, w marcu 1864 r., gdy&#13;
bliska była klęska powstania, wydany został carski ukaz uwłaszczeniowy.&#13;
Był znacznie korzystniejszy dla chłopów niż wcześniejsze podobne reformy&#13;
w zaborach austriackim i pruskim, co podsycało nieustający konflikt między dworem a wsią. Był też w pewnym stopniu nagrodą za nikłe uczestnictwo chłopów w powstańczej partyzantce antyrosyjskiej – miał im wskazać&#13;
prawdziwego obrońcę ich interesów.&#13;
Po powstaniu styczniowym w Królestwie nasiliły się procesy społeczne&#13;
i ekonomiczne widoczne już wcześniej, ale nie w takim natężeniu. Znacznemu przyspieszeniu uległy przemiany wsi, przeobrażając nie tylko jej gospodarkę, a z nią i kulturę materialną, ale także wszystkie inne aspekty&#13;
życia chłopów. Po upadku powstania oczywiste stało się, że odzyskanie&#13;
niepodległości będzie niemożliwe bez pozyskania dla tej idei chłopów,&#13;
170&#13;
&#13;
�najliczniejszej warstwy narodu. Konieczne stało się przeciwdziałanie ich&#13;
wynarodowieniu i zapewnienie im możliwości realizacji praw i aspiracji.&#13;
Programy społeczne, a także naukowe i literackie musiały ulec zmianom,&#13;
a ich twórcy w trosce o dalszy los narodu podejmowali nowe metody działania. Idea pracy organicznej, powstała około roku 1848 w germanizowanym zaborze pruskim, a polegająca – określając ją w największym skrócie&#13;
– na pracy na rzecz reform cywilizacyjnych, została w części przyjęta przez&#13;
warszawskich pozytywistów. Bardzo ważne stało się zatem lepsze niż dotąd&#13;
poznanie obecnej sytuacji chłopów i ich kultury w całym znaczeniu tego&#13;
słowa. Było to potrzebne do budowania programów edukacyjnych, które miały z pańszczyźnianych do niedawna chłopów uczynić świadomych&#13;
członków polskiego społeczeństwa. Wynarodowienie groziło ludności polskiej we wszystkich trzech zaborach, jednak wówczas najgroźniejsza sytuacja była w zaborze rosyjskim. Znowu stawały się aktualne oświeceniowe&#13;
postulaty Towarzystwa Warszawskiego Przyjaciół Nauk i program badań&#13;
ludoznawczych sformułowany na początku wieku przez Hugona Kołłątaja1&#13;
i przypominany co jakiś czas przez różne środowiska naukowe i polityczne.&#13;
Prowadzenie potrzebnych prac na tym polu mogła zapewnić etnografia2.&#13;
W tym okresie, tj. po powstaniu styczniowym, nauce polskiej, zwłaszcza w zaborze pruskim i rosyjskim, nadal brakowało oparcia w instytucjach tworzących warunki do pracy badawczej i finansujących tę ważną dla&#13;
przyszłości narodu dziedzinę życia. Tylko w zaborze austriackim po klęsce&#13;
w wojnie z Włochami wiosną 1860 r. rozpoczęło się stopniowe łagodzenie&#13;
polityki rządu wiedeńskiego wobec Polaków, co dotyczyło także wyższych&#13;
uczelni, cenzury i możliwości badań. W zaborze pruskim dopiero w 1857&#13;
r. władze zgodziły się na utworzenie w Poznaniu Towarzystwa Przyjaciół&#13;
Nauk, jednak odmówiły mu finansowania. Członkowie założyciele przyjęli&#13;
dla Towarzystwa dewizę „unguibus et rostro” (pazurami i dziobem), która&#13;
postulowała działania na rzecz obrony i rozwoju polskiej kultury i polskiej&#13;
Zob. R. Wojciechowski Warszawskie, w: Dzieje folklorystyki polskiej 1800–1863. Epoka&#13;
przedkolbergowska, pod red. H. Kapełuś i J. Krzyżanowskiego, Wrocław 1970, s. 77–78. Pełny&#13;
tekst listu został udostępniony pierwszy raz w: Ks. Hugona Kołłątaja korespondencja listowna&#13;
z Tadeuszem Czackim..., T. 1, Kraków 1844, s. 12–30.&#13;
2&#13;
O stanie i sytuacji etnografii w Polsce w połowie wieku XIX zob. A. Posern-Zieliński&#13;
Kształtowanie się etnografii polskiej jako samodzielnej dyscypliny naukowej (do 1939 r.),&#13;
w: Historia etnografii polskiej, pod red. M. Terleckiej, Wrocław 1973, s. 61 i nast. oraz Z. Jasiewicz Początki polskiej etnologii i antropologii kulturowej (od końca XVIII wieku do roku&#13;
1918), Poznań 2011, s. 104–145.&#13;
1&#13;
&#13;
171&#13;
&#13;
�nauki coraz bardziej zagrożonych przez germanizację. Towarzystwo, mające&#13;
ograniczony budżet pochodzący tylko ze składek, nie mogło zastąpić wyższej&#13;
uczelni, której w Poznaniu brakowało już od dziesiątków lat. W zaborze&#13;
rosyjskim sytuacja zmieniła się nieco w roku 1862, gdy w Warszawie powstała Szkoła Główna z polskim językiem wykładowym. Była to pierwsza&#13;
w Królestwie od czasu likwidacji uniwersytetu uczelnia wyższa z szerokim&#13;
programem nauk humanistycznych. Na początku swego istnienia borykała&#13;
się z brakiem kadry naukowej, a już w r. 1869 została zamieniona na uniwersytet rosyjski. Mimo tylko siedmiu lat istnienia Szkoła Główna miała duże&#13;
znaczenie dla dalszych dziejów myśli naukowej oraz kultury polskiej – jej&#13;
wykładowcy i absolwenci kształtowali i realizowali idee pozytywizmu. Jednak badania etnograficzne we wszystkich trzech zaborach zdane były, tak&#13;
jak poprzednio, na inicjatywy prywatne. Dlatego K.W. Wójcicki w roku 1859&#13;
w przytaczanym tu apelu o zbieranie materiałów ludoznawczych odwoływał się do „gorliwości obywatelskiej naszych ziemian”. Również Kolberg,&#13;
podejmując kilka lat później program badań etnograficznych, zwracał się&#13;
o pomoc do współobywateli, licząc na ich patriotyczne zaangażowanie.&#13;
W Encyklopedii powszechnej S. Orgelbranda w tomie wydanym w roku&#13;
1861 miejsce etnografii w systemie nauki zostało określone następująco:&#13;
Etnografia (z greckiego ethnos, lud i graphein, pisać), właściwie opis ludów; tak&#13;
nazywano dotąd zbiór wiadomości o obyczajach i zwyczajach, ubiorach, religii&#13;
oraz o formie rządu u obcych, mniej zwłaszcza cywilizowanych narodów, który&#13;
to zbiór uważano zwykle za część dodatkową geografii. Szybkie jednak postępy&#13;
i zmiany, jakim podlegały w ostatnich czasach nauki przyrodzone, mianowicie&#13;
fizjologia oraz badania historyczne i filologiczne, dały także początek wielostronniejszemu i dokładniejszemu poglądowi naukowemu na człowieka, równie pod&#13;
względem fizycznym jak społecznym, a dwa te względy stały się podstawowymi&#13;
dwóch nowych nauk: antropogeografii i etnografii, które w ostatnich dopiero&#13;
dziesiątkach lat doszły do zupełnej samoistności. […] Antropogeografia, czyli (jak&#13;
ją nazywają niektórzy badacze angielscy) etnologia, zapatruje się na plemiona&#13;
i ludy jedynie jako na odmiany i dalsze odcienia ras, na te zaś rasy jako na gatunki zoologicznego rodzaju człowieka; przeciwnie etnografia, rozwijająca się&#13;
obecnie w gałąź nauki historycznej, uważa ludzi w narodach, a więc jako społeczności związane wspólnie węzłami duchowymi1.&#13;
1&#13;
F. H. L. [F.H. Lewestam] Etnografia, w: Encyklopedia powszechna, T. 8, Warszawa 1861,&#13;
s. 464.&#13;
&#13;
172&#13;
&#13;
�Już wcześniej, w latach 1850–1852, etnografia dzięki wykładom Wincentego Pola1 na Uniwersytecie Jagiellońskim stała się w Polsce na krótko&#13;
dyscypliną akademicką, wtedy umiejscowioną wśród nauk przyrodniczych&#13;
jako wykładana w ramach geografii powszechnej. Kolberg, należący do&#13;
grona „encyklopedystów” tworzącego w latach 1858–1868 najważniejsze&#13;
wówczas w Warszawie wydawnictwo, Encyklopedię powszechną, etnografię widział — tak jak autor przytoczonego artykułu — wśród nauk historycznych. Dla ustalenia takiego miejsca etnografii w systemie nauki w Polsce&#13;
największe znaczenie miała wspomniana już zmiana postrzegania sytuacji&#13;
ludu a także jego roli w społeczeństwie i w życiu narodu oraz przeobrażenia&#13;
widoczne w jego kulturze. Dyskusje na te tematy prowadzone były między&#13;
innymi w środowisku naukowym i literackim, ukształtowanym wokół „Bi­&#13;
b­lioteki Warszawskiej” i Encyklopedii powszechnej.&#13;
Kolberg był wówczas wysoko cenionym badaczem i uznanym autorem&#13;
interesujących i nowatorskich publikacji prezentujących folklor, zwłaszcza&#13;
muzyczny, jako ważną część kultury polskiej i przedmiot opracowań naukowych. Od paru lat przygotowywał zbiory pieśni regionalnych i w roku 1862&#13;
oddał do druku Sandomierskie, pierwszy tom tej serii edytorskiej, krótko&#13;
już tu scharakteryzowany. Jednak druk książki trwał blisko trzy lata, w ciągu których społeczeństwo Królestwa przeżyło wstrząs — przebieg i upadek&#13;
powstania przewartościowały wiele programów, także dotychczasowe plany badawcze i wydawnicze Kolberga. Dotychczas swe badania poświęcał najpierw muzyce, później także obrzędom i zwyczajom, a obserwacje&#13;
prowadzone w czasie podróży pozwoliły mu poznać życie mieszkańców&#13;
wsi w różnych odmiennych regionach. W naukowo-artystycznym środowisku warszawskim był wtedy niewątpliwie najbardziej doświadczonym&#13;
badaczem terenowym. Potrzeba czasu – konieczność zebrania źródeł dla&#13;
kształtującej się etnografii – spowodowała kolejną, tym razem jeszcze głębszą zmianę zakresu jego badań i publikacji. Za podstawowe swe zadanie&#13;
uznał wówczas zgromadzenie dokumentacji na temat całości kultury ludowej i udostępnienie jej nauce w wielotomowej serii, której dał tytuł Lud.&#13;
Jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła,&#13;
zabawy, pieśni, muzyka i tańce, planując poświęcenie każdemu regionowi&#13;
Wincenty Pol (1807–1872), poeta, geograf, uczestnik powstania listopadowego (odznaczony orderem Virtuti Militari). Współcześni cenili przede wszystkim jego twórczość literacką, działalność naukowa Pola jako geografa, a zwłaszcza etnografa została doceniona dopiero&#13;
w drugiej połowie XX wieku.&#13;
1&#13;
&#13;
173&#13;
&#13;
�dawnej Rzeczypospolitej osobną monografię. Ta zasadnicza zmiana wynikała z głębokiego zrozumienia zadań, jakie stanęły przed społeczeństwem&#13;
polskim po powstaniu styczniowym. Jego klęska, a później analiza przyczyn takiego biegu wydarzeń miały decydujący wpływ na biografie nie&#13;
tylko powstańców i Kolberg nie jest tu wyjątkiem, jednak w jego wypadku&#13;
zmiana była znaczna, konsekwentnie przeprowadzona i istotna dla rozwoju&#13;
etnografii w ciągu prawie pięćdziesięciu następnych lat.&#13;
Kolberg interesował się ludową muzyką wokalną i instrumentalną i jej&#13;
kulturowym kontekstem już od dwudziestu pięciu lat. W czasie badań&#13;
w terenie zauważał zmienność, powstawanie nowych utworów i zanikanie&#13;
dawnych, a także charakterystyczną dla folkloru właściwość tworzenia wariantów. W marcu 1865 r. pisał w jednym z listów: „[...] pieśń jest niewyczerpaną, sama się wciąż mnoży i odradza, i w liczne kształci warianty, tak pod&#13;
wglądem muzycznym, jak i opisowym”1. Ciągły kontakt z kulturą ludową&#13;
utwierdzał go w przekonaniu, że procesy te dotyczą jej jako całości i że&#13;
potrzeba systematycznych badań etnograficznych jest oczywista. Obserwowanie wsi wskazywało też, że w tym właśnie czasie, tj. na początku drugiej&#13;
połowy wieku, zwłaszcza po uwłaszczeniu chłopów, zmiany w kulturze ludowej następują szybciej niż dawniej i są radykalniejsze. Zbadanie i utrwalenie w druku wszystkich jej przejawów stało się już pilną koniecznością.&#13;
W niektórych opracowaniach na temat genezy Ludu można przeczytać,&#13;
że Kolberg podjął w roku 1865 nowy, znacznie szerszy program badawczy&#13;
i edytorski, ponieważ przekonał się, że jako kompozytor nie osiągnie wymarzonego sukcesu, że decyzja o opracowywaniu etnograficznych monografii&#13;
regionalnych była wynikiem jego rezygnacji z ambicji twórczych. Jest to&#13;
jednak ocena niepełna. Wprawdzie w przytaczanym już końcowym fragmencie Szkicu autobiografii sam pisał, że w dalszej pracy nad utworami&#13;
scenicznymi przeszkodziły mu „wypadki roku 1863”. Te zdania, napisane&#13;
dopiero około 1889 r., potwierdzają, że na zaniechanie pracy nad kompozycjami dla teatru bezpośredni wpływ miał przebieg i skutki powstania&#13;
styczniowego. Jednak w ciągu kilku poprzednich lat Kolberg przygotował&#13;
dla Encyklopedii powszechnej S. Orgelbranda dziesiątki tekstów na różne&#13;
tematy z historii i teorii muzyki, a przede wszystkim opublikował dwa ważne,&#13;
wymienione już tu artykuły: w r. 1857 o związkach kompozycji J. Stefaniego&#13;
z muzyką ludową oraz w r. 1862 dotyczący źródeł muzyki polskiej Rzut oka&#13;
1&#13;
&#13;
Brulion listu do A. Osipowicza z 30 III 1865 r., Korespondencja... cz. I (DWOK T. 64), s. 114.&#13;
&#13;
174&#13;
&#13;
�na pierwotne muzyki dzieje z powodu pieśni „Bogarodzicy”1. M. Tomaszewski tekst ten nazywa „największą przygodą naukową twórcy Ludu”2.&#13;
Genezy polskiej muzyki dotyczyły też obszerne rozważania w przekazanym&#13;
do druku w 1862 r. Sandomierskim, we wstępie do którego Kolberg stwierdzał, że badanie muzyki ludowej, jej „pochód i rozwój historyczno-obyczajowy nie przestaje być głównym usiłowań i śledzeń moich zamiarem”. Jak&#13;
się dziś wydaje, ogłoszenie artykułu Rzut oka na pierwotne muzyki dzieje... i szerokie przedstawienie tego problemu we wstępie do Sandomierskiego dało Kolbergowi pewną satysfakcję, było częściową realizacją planów&#13;
naukowych budowanych od roku 1841. Zatem podjęcie w 1865 r. programu kompleksowych badań etnograficznych, programu Ludu, spowodowało&#13;
usunięcie z bieżących zadań, „odłożenie na bok” – później okazało się, że na&#13;
zawsze – nie tylko ambicji twórcy muzyki, ale przede wszystkim jej badacza. Wprawdzie dopiero w 1868 r. zakończyła się edycja Encyklopedii powszechnej i Kolberg wtedy właśnie zaprzestał działalności jako pisarz muzyczny, jednak podjęcie prac nad programem Ludu opracowanym w końcu&#13;
1864 r. i ogłoszonym w lutym 1865 r. spowodowało rezygnację z dalszych&#13;
badań nad genezą polskiej muzyki ludowej na rzecz tworzenia podstaw dla&#13;
etnografii, w której mieścił także folklor muzyczny. Czasem w późniejszych&#13;
tomach Ludu i w innych publikacjach nawiązywał do tematów przedstawionych we wstępie do Sandomierskiego, ale nie podejmował dalszych&#13;
badań nad problemami tam poruszonymi. Rozważania Kolberga na temat&#13;
genezy tonalności muzyki ludowej zawarte we wstępie do Sandomierskiego&#13;
nie miały kontynuacji, stały się w działalności naukowej Kolberga etapem&#13;
zamkniętym. Badacza muzyki zastąpił etnograf gromadzący, porządkujący&#13;
i publikujący dokumentację kultury ludu.&#13;
Planowaną tematykę Ludu Kolberg przedstawił, ogłaszając w lutym&#13;
1865 r. w „Bibliotece Warszawskiej” List otwarty3. Zamieścił go na łamach&#13;
liczącego się i popularnego czasopisma naukowego, aby zaapelować do&#13;
społeczeństwa o pomoc w gromadzeniu materiałów:&#13;
Zob. przypisy na s. 144–145 i 160–161.&#13;
M. Tomaszewski Pisma muzyczne..., w: O. Kolberg Pisma muzyczne (DWOK T. 61), s. XI.&#13;
3&#13;
O Kolberg Do Redakcji „Biblioteki Warszawskiej”. List otwarty, „Biblioteka Warszawska”&#13;
1865, T. 1, s. 306–308, przedruk w: Korespondencja... cz. I (DWOK T. 64), s. 102–106. Rękopis&#13;
Listu oddał Kolberg do druku zapewne w połowie grudnia, pozwolenie cenzury dotyczące&#13;
tego tomu „Biblioteki Warszawskiej” ma datę 19/31 XII 1864, zgodę na druk cenzura wydawała&#13;
dopiero po otrzymaniu gotowego składu tekstów.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
175&#13;
&#13;
�Zajmując się od lat wielu zbieraniem pieśni, podań i zwyczajów, robiłem w tym&#13;
celu nie bezowocne po kraju podróże, gdyż podróże te nagromadziły już do mojej teki mnóstwo nader ważnych szczegółów etnograficznych. [...] Pragnienie uzupełnienia podjętych już w tym przedmiocie wiadomości nabytkami pozyskać się&#13;
jeszcze mogącymi, ażeby je wszystkie później uporządkowane w stosownym zamieścić dziele i przedłożyć do użytku i dla nauki powszechnej, niepłonną budzi&#13;
we mnie ufność, że wezwanie moje poniżej skreślone, nie pozostanie bez skutku&#13;
i nakłoni szan. obywateli i obywatelki do zwracania na lud uwagi, do spisywania&#13;
swych spostrzeżeń, a następnie do udzielenie mi takowych listownie [...]1.&#13;
&#13;
Problemy, na które przyszli współpracownicy mieliby zwrócić uwagę,&#13;
zestawił w jedenastu punktach: 1. wieś i chata, 2. praca i zajęcia domowe&#13;
i gospodarskie, 3. żywność, 4. ubiór mężczyzn, kobiet i dzieci, 5. mowa,&#13;
6. przysłowia, zdania, bajki, powiastki, klechdy, legendy, podania itp.,&#13;
7. zabobony, gusła, przesądy, 8. pieśni, 9. tańce, 10. obrzędy, 11. zwyczaje&#13;
„i piosnki przy różnych zatrudnieniach”. Większość tych tematów jest rozwinięta i wskazuje dokładniej, jakich informacji o życiu mieszkańców wsi&#13;
oczekiwał od swych korespondentów2.&#13;
Patrząc na kulturę ludową jako na organiczną całość, Kolberg chciał&#13;
udokumentować także związki łączące wszystkie jej dziedziny, nie zawsze&#13;
zauważane w dotychczasowych publikacjach. Dlatego pisząc np. o budowie chaty, pytał o zwyczaje, przesądy i zaklęcia towarzyszące tej pracy,&#13;
a w następnych punktach o inne wierzenia i zabobony związane z obrzędami i z codziennym życiem oraz o formuły zaklęć używanych w trakcie&#13;
różnych działań. Prosił o pieśni wykonywane przy uroczystościach i przy&#13;
wszystkich zajęciach domowych i gospodarskich. Kładł też nacisk na notowanie lokalnych nazw wytworów materialnych, od budynków i ich części&#13;
do sprzętów, narzędzi i naczyń, oraz na określanie stosowanych surowców.&#13;
Zwracał uwagę na rozróżnienie strojów codziennych i świątecznych, ich&#13;
krój i użyte tkaniny i ozdoby. Zalecał zapisywanie bajek, legend, podań itp.&#13;
„o ile możności (lubo nie koniecznie) w mowie potocznej, miejscowej”, prosił też o oddanie pieśni „mową miejscową”, choć osobny punkt poświęcił&#13;
„narzeczu prowincjonalnemu”. Pytał o koszt wesela czy pogrzebu, a przy&#13;
strojach także o cenę „krawiecczyzny”. W późniejszych tomach Ludu widać&#13;
O. Kolberg Do Redakcji „Biblioteki Warszawskiej”... w przedruku s. 102–103.&#13;
Program z Listu otwartego przytoczony jest przez E. Antyborzec w: Oskar Kolberg jako&#13;
badacz terenowy... w: Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło cz. II (DWOK T. 85/II), s. 432–436.&#13;
1&#13;
&#13;
2&#13;
&#13;
176&#13;
&#13;
�starania o obserwacje zmian zachodzących w kulturze ludowej, w Liście&#13;
otwartym zaznaczył to w punkcie dotyczącym wsi i chaty, dodając „typ&#13;
tu stanowić ma najdawniejszy i najpowszechniejszy niegdyś sposób stawiania, o ile się zachował” oraz pytając, czy ubiór dawniej był inny i „jakim&#13;
ulegał odmianom”. Na końcu apelu dodał, że do wielu informacji przydatnym uzupełnieniem byłyby rysunki, „o ile takowe pozyskać się dadzą”.&#13;
List otwarty pokazuje, że pole badań etnografów widział wtedy Kolberg&#13;
bardzo szeroko: od kultury materialnej, poprzez folklor (teksty i muzykę),&#13;
obrzędy i zwyczaje, wierzenia, aż do gwary, wspominając nawet elementy&#13;
antropologii fizycznej (barwa cery i kolor włosów). Obejmował więc problematykę, której częścią dziś zajmują się odrębne dziedziny nauki. W ciągu&#13;
kilkudziesięciu lat od czasu ogłoszenia Listu otwartego, w wypadku np. dialektologii zaledwie kilkunastu, wykształciły one własne metody badań i własną terminologię, a antropologia fizyczna była już wówczas osobną nauką,&#13;
uprawianą przede wszystkim przez przedstawicieli medycyny. Zauważyć&#13;
też można, że termin „zwyczaje” miał wtedy dla niego nieco inne znaczenie&#13;
niż później w tomach Ludu. W Liście otwartym obejmował on: „zwyczaje&#13;
i piosnki przy różnych zatrudnieniach”, które wyliczył dosyć szczegółowo,&#13;
a chodziło mu o różne czynności gospodarskie, domowe i o zachowania poza&#13;
domem, na jarmarku, w karczmie itp. Natomiast w monografiach w rozdziale „Zwyczaje” znajdują się opisy, teksty i melodie związane z obrzędami&#13;
dorocznymi od Adwentu do Zaduszek, czyli to, co w liście otwartym zamieścił jako kolejny punkt podporządkowany obrzędom, obok wesel, chrzcin&#13;
i pogrzebów. Nieco szerszy zakres miał z początku w tomach regionalnych&#13;
rozdział poświęcony językowi. W Liście otwartym Kolberg prosił o próbki&#13;
mowy, prowincjonalizmy i słowniczek miejscowych wyrazów. W pierwszych monografiach (Kujawy i Krakowskie) zamieszczał obok słowników&#13;
także obszerne wykazy toponomastyczne, ale w następnych rezygnował&#13;
z tych materiałów, ograniczając też coraz bardziej rozdziały poświęcone&#13;
„mowie prowincjonalnej”, ponieważ zajmowała się nią dialektologia.&#13;
Zestawienie tematów podane przez Kolberga w Liście otwartym było&#13;
orientacyjnym wykazem dla osób, które zechcą podjąć z nim współpracę,&#13;
nie był to spis treści przewidywany dla tomów Ludu, co pokazuje porównanie z oddanymi do druku dwa lata później Kujawami, a także z następnymi&#13;
monografiami. Ostateczna zawartość kolejnych tomów ma inny porządek,&#13;
jest także zależna od specyfiki danego regionu — w każdej z nich pojawiają&#13;
się opisy zwyczajów, informacje o zatrudnieniach, obchodzonych świętach,&#13;
177&#13;
&#13;
�strojach, potrawach itp., charakterystycznych tylko dla określonej okolicy,&#13;
nieznanych lub nieużywanych gdzie indziej.&#13;
Swój nowy program i sposób jego realizacji zaprezentował Kolberg&#13;
w roku 1865 także w artykule Polski lud zamieszczonym w Encyklopedii&#13;
powszechnej. Tam, po krótkiej charakterystyce najważniejszych grup etnicznych „lechickiego szczepu”, pisał:&#13;
Każden z tych ludów i ich odmian, mimo pewnej całego pokolenia wspólności,&#13;
ma właściwe sobie cechy duchowe i moralne, zawarte w miejscowych zwyczajach, gwarze, podaniach, przysłowiach, pieśniach, obrzędach, tańcach i muzyce,&#13;
nadto cechy fizyczne w cerze, usposobieniu, ruchach, ubiorze, sposobie życia,&#13;
mieszkaniu i rodzaju pracy leżące. Różnice te raz ukazują się wybitniejsze, to znów&#13;
słabsze, w wielu nawet razach ścierają się ze sobą, mieszają i krzyżują. Dokładniejsze o nich wiadomości, zebrane w jedno ognisko, wydobywając na jaśnią&#13;
wszelkie różnorodne owe szczegóły narodowego bytu, dadzą dopiero możność&#13;
powiązania ich z sobą w jedną całość, wykazania wzajemnego na siebie wpływu,&#13;
i tym samym skreślenia w ten sposób dokładnej kraju etnografii. Poprzedzić ją&#13;
zatem winny monografie, czyli opisy szczegółowe pojedynczych miejscowości1.&#13;
&#13;
Lud miał być serią takich etnograficznych monografii niewielkich regionów.&#13;
Publikacje krajoznawczo-historyczne poświęcone jednemu regionowi&#13;
i zawierające mniej lub więcej informacji etnograficznych pojawiały się&#13;
od początku XIX w. Jedną z ważniejszych był tom Okolica zadniestrska…&#13;
Ignacego Lubicz-Czerwińskiego2 z 1811 r., uznawany za pierwszą monografię etnograficzną. Ze współczesnych Kolbergowi, już ściśle etnograficznych,&#13;
wymienić trzeba przede wszystkim Lud ukraiński Antoniego Marcinkowskiego3 i Lud Kornela Kozłowskiego4. Obydwa opracowania Kolberg oce1&#13;
O. Kolberg Polski lud, w: Encyklopedia powszechna, T. 21, Warszawa 1865, s. 217,&#13;
przedruk w: O. Kolberg Studia, rozprawy i artykuły (DWOK T. 63), s. 567.&#13;
2&#13;
Pełny tytuł pracy I. Lubicz-Czerwińskiego: Okolica zadniestrska między Stryjem i Łomnicą, czyli opis ziemi i dawnych klęsk lub odmian tej okolicy, tudzież jaki jest lud prosty&#13;
dla religii i dla pana swego? Zgoła jaki ón jest w całym sposobie życia swego, lub w swoich&#13;
zabobonach albo zwyczajach, Lwów 1811.&#13;
3&#13;
[A. Marcinkowski] A. Nowosielski Lud ukraiński, jego pieśni, bajki, podania, klechdy,&#13;
zabobony, obrzędy, zwyczaje, przysłowia, zagadki, zamawiania, sekreta lekarskie, ubiory,&#13;
tańce, gry itd., zebrał i stosownemi uwagami objaśnił […], T. 1–2, Wilno 1857.&#13;
4&#13;
K. Kozłowski Lud. Pieśni, podania, baśnie, zwyczaje i przesądy ludu z Mazowsza Czerskiego&#13;
wraz z tańcami i melodiami zebrał […], z. 1–4, Warszawa 1867–1868, całość: Warszawa 1869.&#13;
&#13;
178&#13;
&#13;
�niał wysoko. Nie wiadomo, czy znał osobiście Antoniego Marcinkowskiego&#13;
(1823–1880), jednak jest to bardzo prawdopodobne. W jednej ze swych tek&#13;
regionalnych przechowywał rękopis trzeciego tomu Ludu ukraińskiego1&#13;
poświęcony pieśniom, niewydany drukiem, a dwa pierwsze tomy i liczne artykuły tego autora wykorzystywał jako materiał porównawczy m.in.&#13;
w Krakowskiem i Pokuciu. Z Kornelem Kozłowskim (1834–1904) prowadził wspólnie badania terenowe w okolicy Czerska w czasie pobytu w Czaplinie w czerwcu 1865 r. i zapisy muzyczne wykonane podczas tych badań&#13;
przekazał Kozłowskiemu do druku w jego publikacji. Kozłowski w tytule&#13;
wymienił melodie jako część składową monografii i we wstępie dziękował&#13;
za nie Kolbergowi, ale ostatecznie ich nie zamieścił, być może z powodu&#13;
wysokiego kosztu druku nut. Przyglądając się pracom poprzedników Kolberga, a także niektórym jemu współczesnym, zauważyć można, że przed&#13;
podjęciem przez niego planu realizowanego w postaci tomów Ludu zbieranie i opracowywanie materiałów etnograficznych ograniczało się najczęściej do okolicy dobrze znanej autorowi, w której mieszkał i w której&#13;
najłatwiej było mu przeprowadzić potrzebne badania. Drukowane w prasie&#13;
lub czasem jako ozdobne albumy2, zwykle nie wyczerpywały tematyki etnograficznej, nawet ograniczonej do podstawowego wówczas jej zakresu,&#13;
i najczęściej nie zawierały zapisów nutowych do zamieszczanych tekstów&#13;
pieśni. Nie miewały też kontynuacji. Natomiast ideą Kolberga było opracowanie materiałów etnograficznych według wspólnego dla wszystkich regionów schematu, tak aby kolejne tomy złożyły się na dzieło o stanie kultury&#13;
ludowej na obszarze dawnej Polski.&#13;
Wykaz regionów, którym chciał poświęcić osobne tomy, poznajemy dopiero ze spisu3 o cztery lata późniejszego od Listu otwartego – sporządził&#13;
go w roku 1869, starając się w Zakładzie im. Ossolińskich o dotację na&#13;
podróże terenowe i druk. W liście tym podał tytuły wszystkich przewidywanych wtedy monografii. Już z poprzednich wypowiedzi Kolberga na&#13;
W spisie tek z r. 1886 odnotował, że rękopis ten znajduje się w tece 25 Ukraina, ale dziś&#13;
w spuściźnie rękopiśmiennej Kolberga nie znajdujemy go. Trzeci tom monografii A. Marcinkowskiego wspomina Kolberg już wcześniej w brulionie listu do A. Bielowskiego z 15 III 1869 r.,&#13;
zob. Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 305.&#13;
2&#13;
Np. W. Zawadzkiego Obrazy Rusi Czerwonej, Poznań 1869, z rys. J. Kossaka; pierwodruk&#13;
rozdziałów I–IV „Tygodnik Ilustrowany” 1864, T. IX, nr 223–232.&#13;
3&#13;
Brulion listu do A. Bielowskiego z 15 III 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s.&#13;
294–308.&#13;
1&#13;
&#13;
179&#13;
&#13;
�temat zbiorów pieśni wiadomo, że planował zbadanie muzyki ludowej na&#13;
całym terytorium przedrozbiorowej Rzeczypospolitej. Taki zasięg geograficzny przewidywał też dla badań etnograficznych, których wyniki w roku&#13;
1869 chciał pomieścić w sześćdziesięciu dwu tomach Ludu. Cztery pierwsze z nich to wydrukowane już wówczas „serie”: 1. Pieśni ludu polskiego,&#13;
2. Sandomierskie1, 3–4. Kujawy cz. I i II. Następne tytuły w tym spisie&#13;
uporządkował według stanu posiadanych do nich źródeł, od monografii,&#13;
które potrzebowały jeszcze zredagowania i pewnych uzupełnień, np. skompletowania rycin, do poświęconych regionom, z których miał materiały&#13;
„w małej dotąd zebrane liczbie”.&#13;
Na końcu spisu wysłanego do Ossolineum dodał uwagę: „Oczywiście porządek wszystkich serii w miarę nowych nabytków, dopełnień i opracowania ciągłej ulegać będzie zmianie”2. Tak też się działo, kolejność druku materiałów z określonego regionu (a stąd i numer tomu) zależała od wielu okoliczności, przede wszystkim od tego, kiedy były one na tyle kompletne, aby&#13;
Kolberg mógł podjąć redakcję monografii. Ponadto o ile pierwsze wydane&#13;
tytuły, jak Sandomierskie, Kujawy i Krakowskie, obejmowały niewielkie&#13;
regiony, ograniczone do jednego lub dwu powiatów, następne monografie&#13;
zawierały materiały ze znacznie większych terenów, np. z kilku powiatów,&#13;
jak dwutomowe Lubelskie. Dla Wielkopolski w granicach zaboru pruskiego przeznaczył pierwotnie siedem osobnych tomów i tyle jej ostatecznie&#13;
poświęcił, jednak pod wspólnym tytułem Wielkie Księstwo Poznańskie.&#13;
Zauważyć też trzeba, że Kolberg jako planowanych tytułów używał nazw&#13;
dawnych jednostek administracyjnych oraz nazw krain historycznych i geograficznych. Etnonimy jako tytuł pojawiają się tylko raz w odniesieniu do&#13;
mieszkańców Tatr i Beskidów (Górale), a trzykrotnie (Łemki, Hucuły, Bojki) jako uzupełnienia innych określeń. Musiał też respektować polityczne&#13;
granice wyznaczone przez zabory, np. osobne tomy poświęcone miały być&#13;
Podolu rosyjskiemu i galicyjskiemu, Śląskowi austriackiemu i pruskiemu,&#13;
rozdzielone zostało też Krakowskie, którego część po lewej stronie Wisły&#13;
1&#13;
Na karcie tytułowej Sandomierskiego widnieje nota „seria I”, dopiero wydając w roku&#13;
1867 część pierwszą Kujaw jako serię (tj. tom) III Ludu, Kolberg uznał Pieśni ludu polskiego&#13;
z 1857 r. za serię pierwszą, a Sandomierskie za drugą. Dodrukował wtedy nową kartę tytułową&#13;
dla Pieśni ludu polskiego, włączając ten tom ex post do cyklu wydawanego z tytułem Lud.&#13;
Jego zwyczaje, sposób życia, mowa itd.&#13;
2&#13;
Brulion listu do A. Bielowskiego z 15 III 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),&#13;
s. 305.&#13;
&#13;
180&#13;
&#13;
�miała być opisana jako Kieleckie. Kolberg zmuszony był do podporządkowania się realiom politycznym, zwłaszcza ze względu na cenzurą rosyjską,&#13;
tym bardziej że uściślenie granic regionów etnograficznych było możliwe&#13;
dopiero po dokładnych badaniach terenowych i ustaleniu kryteriów wskazujących istnienie odrębnej grupy etnicznej. Kolbergowski Lud miał służyć&#13;
zbadaniu także tych problemów.&#13;
Podkreślić też trzeba, że Kolberg zakładał od początku wyłącznie dokumentacyjny charakter planowanego wydawnictwa. W kwietniu 1865 r.&#13;
pisał w liście do Józefa Blizińskiego:&#13;
Etnografia jest nauką nową, nie wytrawną jeszcze, nie wyrobioną, lubo celu&#13;
swego świadomą; potrzeba do jej rozwinięcia materiałów jak do historii, więc&#13;
i moja praca niczym prawie jeszcze innym nie będzie, jak skrzętnym ich nagromadzeniem. Przede wszystkim postanowiłem sobie takowe nabytki uporządkować i usystematyzować, nim się do ich opracowania i dalszych wniosków&#13;
przejść będzie mogło1.&#13;
&#13;
Lud nie mógł być obciążony próbami przedwczesnych wniosków, syntezami tworzonymi na podstawie niepełnych materiałów. Zatem Kolberg&#13;
programowo rezygnował z zamieszczania tam rozważań na temat np. wzajemnych związków kultury różnych regionów i różnych grup etnicznych&#13;
czy genezy wierzeń lub praktyk leczniczych. Stosował jedynie odsyłacze&#13;
łączące warianty melodii, pieśni i bajek jako wskazówki do późniejszych&#13;
badań porównawczych. Wyraźnie i wielokrotnie stwierdzał, że wydawnictwo to stanie się podstawą dla dalszych prac, dokumentacją dla badaczy różnych dziedzin życia ludu i jego kultury, zebraną i uporządkowaną&#13;
według jednolitego planu. Dopiero po wydaniu drukiem całości stanie się&#13;
możliwe podjęcie analiz oraz prac porównawczych i formułowanie teorii&#13;
na tematy, do których Lud dostarczy źródeł.&#13;
Publikując List otwarty, Kolberg liczył na współpracę osób, które zechcą&#13;
notować w swej okolicy i przesyłać mu informacje na wskazane tam tematy.&#13;
Zapewniał przyszłych współpracowników, że nie omieszka podać nazwiska „sprawę zdającej osoby, o ile takowa sprzeciwić się temu nie zechce”2.&#13;
Ogłoszenie planu badań i prośba o pomoc w gromadzeniu materiałów do&#13;
List do J. Blizińskiego z 13 IV 1865 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 116.&#13;
O. Kolberg Do Redakcji „Biblioteki Warszawskiej”..., w przedruku w Korespondencji…&#13;
cz. I (DWOK T. 64) s. 103.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
181&#13;
&#13;
�monografii nie wywołały wielu deklaracji współpracy – ważne jednak&#13;
było przedstawienie problematyki Ludu. Kierowało ono zainteresowanie&#13;
ewentualnych korespondentów na zagadnienia nowe w porównaniu z zawartymi w dotychczasowych apelach zwracających uwagę najczęściej na&#13;
pieśni i bajki. Ponadto List otwarty nadał pracy Kolberga pewien rozgłos,&#13;
co pomagało mu w nawiązywaniu kontaktów w czasie badań terenowych,&#13;
które nadal musiały być zasadniczą metodą pozyskiwania materiałów.&#13;
Zachowały się listy tylko czterech osób powołujących się bezpośrednio na apel ogłoszony przez Kolberga w „Bibliotece Warszawskiej”. Byli&#13;
to: Aleksander Osipowicz (zm. 1893) z Suwałk, M. Skotnicki z Moszczanki&#13;
w Lubelskiem, Józef Bliziński (1827–1893) z Kujaw i Władysław Ciesielski&#13;
(1844–1893?), młody powstaniec, wówczas przebywający w okolicy Opatowa. Przysyłali oni Kolbergowi swoje notatki bądź współpracowali w czasie&#13;
jego pobytów w terenie. W okresie późniejszym podobną pomoc w gromadzeniu materiałów kolejne osoby okazywały Kolbergowi bądź bezpośrednio w czasie badań, bądź przez nadsyłanie własnych opisów strojów,&#13;
obrzędów czy zapisów pieśni, bajek lub przysłów. Część takich notatek&#13;
pozostaje dla nas anonimowa, m.in. dlatego że zachowana korespondencja&#13;
Kolberga sprzed roku 1871 jest bardzo uboga i często nie możemy zapisów&#13;
wykonanych obcą, nieznaną ręką połączyć z listem, który wskazałby autora. Notatki takie były zresztą często przekazywane przez „okazje”, drogą&#13;
prywatną, gdyż przesyłanie pocztą narażało je na konfiskatę i zniszczenie.&#13;
Listy były wtedy kontrolowane przez policję i nie zawsze docierały do adresata. Ciesielski, po wysiedleniu z Opatowskiego mieszkający w Żółkiewce,&#13;
pisał do Kolberga:&#13;
[…] ale proszę pisać przez pocztę Zwierzyniec, powiat zamojski, wieś i gmina Tarnawa, ponieważ więcej niż poufali przyjaciele odbierają listy moje w Żółkiewce&#13;
i odczytawszy je bez skrupułów, gubią bez odpowiedzialności1.&#13;
&#13;
Ciesielski przebywał w Żółkiewce pod nadzorem policji jako uczestnik&#13;
powstania, kontrolowana była jednak poczta nie tylko osób poddanych&#13;
takiemu rygorowi, ale także innych mieszkańców zaboru rosyjskiego, pozornie nie podejrzewanych przez władze. Dlatego współpracownicy Kolberga&#13;
starali się przekazywać notatki, często bez podpisu, pomijając pocztę lub&#13;
oddając je w czasie swego pobytu w Warszawie.&#13;
1&#13;
&#13;
List W. Ciesielskiego z 25 VII 1866 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 173.&#13;
&#13;
182&#13;
&#13;
�Prawdopodobnie w okresie między ogłoszeniem Listu otwartego a przygotowaniem dla Ossolineum spisu planowanych monografii Kolberg uporządkował posiadane już materiały, zakładając osobne teki „regionalne”, które&#13;
w pewnej mierze przetrwały do naszych czasów1. Nie wiadomo, jaki porządek nadawał wcześniej swoim notatkom terenowym i innym rękopisom. Według wykazów sporządzanych przez niego pod koniec życia tek regionalnych&#13;
było trzydzieści i niektóre z nich miały tytuły takie same jak przewidywane&#13;
tomy, np. Górale, Ruś Czerwona, Podgórze Krakowskie, Lubelskie. Jednak&#13;
nie wszystkie planowane w 1869 r. monografie otrzymały osobne teki, być&#13;
może dlatego, że do niektórych miał wtedy jeszcze bardzo mało materiałów.&#13;
Uzupełniał też swoją podręczną bibliotekę. Pełnego spisu składających się na&#13;
nią książek nie udało się odtworzyć, zachowane notatki na ten temat są raczej przypadkowe i wskazują tylko niektóre tytuły. Na przykład z rachunku2&#13;
księgarni Gebethner i Wolff wiadomo, że w listopadzie 1865 r. kupił zbiory&#13;
bajek Karola Balińskiego (1812 – po 1850?) i Antoniego Józefa Glińskiego&#13;
(1817–1866)3, Klechdy wydane przez K.W. Wójcickiego4 miał już zapewne&#13;
wcześniej. Wykorzystał te zbiory już w roku 1867 w pierwszej części Kujaw,&#13;
wskazując zamieszczone w nich warianty drukowanych przez siebie bajek&#13;
kujawskich, tak jak we wcześniejszych publikacjach odsyłał do wariantów&#13;
pieśni w zbiorach swoich poprzedników.&#13;
Zakres badań przedstawiony w Liście otwartym, tak jak cały plan edytorski Ludu, przekraczał siły jednego człowieka. Kolberg przewidywał&#13;
opracowanie ponad sześćdziesięciu tomów, a z nieco późniejszych listów&#13;
wynika, że zakładał możliwość zebrania materiałów i przygotowanie do&#13;
druku jednego lub dwu tomów rocznie. Wydanie całego Ludu wymagałoby ponad trzydziestu lat przy doskonałej organizacji zarówno badań&#13;
terenowych, jak i późniejszej pracy przy biurku, a więc posiadania odpowiednich środków materialnych. Kolberg wiedział, że dla wykonania&#13;
1&#13;
Istniejące obecnie zespoły rękopisów Kolberga, w tym teki regionalne i Miscellanea,&#13;
zestawione są w Wykazie tek i innych zachowanych zespołów rękopisów O. Kolberga, w:&#13;
Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło cz. III (DWOK T. 83/III).&#13;
2&#13;
Rachunek księgarni w BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 103.&#13;
3&#13;
K. Baliński Powieści ludu spisane z podań. Wyboru i wydania K. Wł. Wójcickiego,&#13;
Warszawa1842; A.J. Gliński Bajarz polski. Zbiór baśni, powieści i gawęd ludowych opowiedział […], wyd. 2, T. 1–4, Wilno 1862.&#13;
4&#13;
K.W. Wójcicki Klechdy, starożytne podania i powieści ludu polskiego i Rusi, T. 1–2,&#13;
Warszawa1837; na podstawie wyd. III z 1876 r. kolejne wydanie: Warszawa 1972, wybór&#13;
i opracowanie R. Wojciechowskiego, słowo wstępne J. Krzyżanowskiego.&#13;
&#13;
183&#13;
&#13;
�tego planu konieczne jest poświęcenie się tylko temu zadaniu. Zbieranie&#13;
materiałów w terenie, ich opracowywanie i wydawanie co roku jednego&#13;
albo dwu nowych tomów Ludu nie pozostawiłoby już czasu na inną pracę,&#13;
a dotychczas z konieczności musiał godzić podróże i działalność badawczą,&#13;
naukową, a także wydawniczą, z zarabianiem na codzienny byt. Miał wtedy&#13;
już pięćdziesiąt lat — podjęcie tak rozległego i czasochłonnego programu&#13;
badawczego i wydawniczego świadczy o wielkiej determinacji. Wiedział,&#13;
jak cenne są gromadzone przez niego od roku 1839 zapisy folkloru i opisy&#13;
obrzędów i jak bardzo potrzebne są nowe, szersze niż dotąd badania etnograficzne w okresie coraz gwałtowniejszych przemian w życiu mieszkańców wsi i zanikania niektórych jego elementów. Wiedział też, że oparciem&#13;
będą mu doświadczenia zdobyte w czasie pobytów w terenie, kontakty nawiązane w różnych okolicach kraju, znajomość literatury przedmiotu oraz&#13;
duża praktyka edytorska w zakresie źródeł folklorystycznych. Miał także&#13;
zgromadzone już bogate materiały — zapisy muzyczne i opisy zwyczajów&#13;
i obrzędów z wielu regionów. Dlatego w latach 1865–1870 poświęcał wiele czasu i energii na starania we wszystkich trzech zaborach o dotację na&#13;
badania i druk.&#13;
Podjęcie przez Kolberga pracy nad tak szeroko zakrojonym planem badań etnograficznych i prac edytorskich oraz determinacja, z jaką plan ten&#13;
realizował w postaci wielotomowej serii wydawniczej, wynikały — jak już&#13;
tu wspomniano — z głębokiego przeświadczenia o potrzebie wszechstronnego poznania życia ludu właśnie teraz, po powstaniu styczniowym, gdy&#13;
wobec nasilającej się rusyfikacji i germanizacji wzrastała waga wszystkich&#13;
„szczegółów narodowego bytu”. Istotne znaczenie miała także osobowość&#13;
Kolberga, której kształtowanie się w latach młodzieńczych następująco&#13;
scharakteryzował Izydor Kopernicki:&#13;
Całe otoczenie, w jakim się on od dzieciństwa znajdował w Warszawie, a które&#13;
szczęśliwym trafem utworzyło się dlań pod jednym dachem z mieszkaniem jego&#13;
rodziców, łączyło się skutecznie do tej zbawiennej atmosfery rodzinnej, wśród&#13;
której bujnie rozwijały się: wrodzony artystyczny nastrój jego duszy, badawczość jego umysłu i głębokie narodowe poczucie1.&#13;
&#13;
1&#13;
&#13;
I. Kopernicki Oskar Kolberg, „Nowa Reforma” 1889, nr 107.&#13;
&#13;
184&#13;
&#13;
�IX&#13;
[Sandomierskie jako niepełna jeszcze monografia regionalna. – Nawiązanie&#13;
kontaktów z wydziałem etnograficznym Rosyjskiego Towarzystwa Geograficznego. – Badania terenowe na Kujawach w roku 1865. – Druk pierwszego&#13;
tomu monografii tego regionu. – Współudział w opracowaniu Zbioru pieśni&#13;
duchownych ewangelickich.]&#13;
&#13;
Sandomierskie, które ostatecznie trafiło do rąk czytelników w roku 1865,&#13;
nie odbiegało zasadniczo treścią od tomu złożonego w drukarni w 1862 r.,&#13;
tj. zbioru pieśni regionalnych prezentowanych z opisem zwyczajów i obrzędów charakterystycznych dla okolicy objętej tytułem1. Jednak w ciągu&#13;
pierwszych miesięcy 1865 r. Kolberg starał się ten drukowany już od trzech&#13;
lat zbiór pieśni regionalnych dostosować do założeń etnograficznej monografii regionalnej2. Tom otrzymał wtedy nowy tytuł: Lud. Jego zwyczaje,&#13;
sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni,&#13;
muzyka i tańce i stał się pierwszą częścią zaplanowanej serii wydawniczej&#13;
poświęconej źródłom etnograficznym. Uzyskał też tytuł nadrzędny Materiały do etnografii słowiańskiej, co było koniecznym trybutem złożonym&#13;
rosyjskiej cenzurze. Kolorowe litografie mające za przedmiot stroje ludowe&#13;
różnią się od rycin w Pieśniach ludu polskiego, gdzie na każdej z nich&#13;
przedstawione były pojedyncze postaci. W Sandomierskiem Gerson, podobnie jak we własnym albumie3, zaprezentował na tle widoków wsi scenki rodzajowe z dwiema co najmniej osobami. Nie wiadomo, czy o tej zmianie decydował malarz, czy Kolberg, dla którego ryciny takie wzbogacały&#13;
dokumentację, nie zwiększając kosztu wydania książki.&#13;
Tak jak w wersji oddanej do druku w 1862 r. i zgodnie z jej pierwotnym&#13;
tytułem zasadniczą treść tomu stanowią rozdziały poświęcone obrzędom,&#13;
zwyczajom, pieśniom i muzyce. W sumie opublikował w tym tomie 325&#13;
Badania terenowe Kolberga w Sandomierskiem, materiały zamieszczone w monografii,&#13;
a także pozostałe notatki z tego regionu zachowane w zbiorach Kolberga oraz metody opracowania ich do druku przez Kolberga i przez współczesnych wydawców scharakteryzowane są&#13;
we wstępie do tomu O. Kolberg Sandomierskie. Suplement do tomu 2 (DWOK T. 71), zob. tam:&#13;
E. Antyborzec, A. Sawicka „Sandomierskie” Oskara Kolberga, s. V–XXXIV.&#13;
2&#13;
Na termin ten wskazują notatki Kolberga o wydatkach, gdzie po przerwie trwającej&#13;
od 17 grudnia 1863 r. zaczął znowu od 22 marca do 26 czerwca 1865 r. wpisywać sumy płacone&#13;
za druk Sandomierskiego (rkp. Kolberga Notatnik..., BN PAU i PAN, sygn. 3210, k. 13).&#13;
3&#13;
Zob. przyp. 1 na s. 121.&#13;
1&#13;
&#13;
185&#13;
&#13;
�pieśni i melodii. Uzupełnienia dodane do Sandomierskiego na początku&#13;
roku 1865 w niewielkim stopniu przystosowały do potrzeb programu Ludu&#13;
tekst powstały wcześniej i już wydrukowany. Nie miał wtedy jeszcze materiałów koniecznych do innych rozdziałów monografii etnograficznej,&#13;
zwłaszcza z zakresu kultury materialnej i wierzeń. Ponadto tom ten wydawał na własny koszt i nie mógł sobie pozwolić na stratę kapitału dotychczas wyłożonego na papier i druk oraz na dalsze przetrzymywanie książki&#13;
w drukarni. Zmieniając Sandomierskie w tom Ludu, Kolberg w marcu&#13;
1865 r. przedrukował drugi arkusz książki, dodając tam cztery strony „Wiadomości topograficzno-etnograficznych” i dał do składania zamykające&#13;
tom przypisy, „które za dopełnienie wiadomości krótko na s. 17–20 podanych i innych w dalszym ciągu dzieła rozrzuconych, uważane być mają”1.&#13;
W pierwszej części przypisów znalazły się przedruki z współczesnej prasy&#13;
oraz z Obrazków wiejskich i Zarysów J.K. Gregorowicza, a także fragmenty&#13;
dwu druków wcześniejszych, z roku 1830 i 1751. W drugiej, zatytułowanej&#13;
„Język”, autor zawarł słowniczek oparty na różnych źródłach, informacje&#13;
o gwarze, spisy toponomastyczne (nazwy miejscowości, rzek i jezior) oraz&#13;
kilkadziesiąt nazwisk rodowych i najczęściej używanych imion. Uzupełnieniem materiałów językowych są trzy bajki zamieszczone jako „Próbki języka”, z których dwie zachowały się w zapisach terenowych Kolberga, więc&#13;
pochodzą z jego badań. Mimo tych starań Sandomierskie tomem Ludu&#13;
zostało nazwane zdecydowanie na wyrost. Według Listu otwartego opracowanie takie, poza pieśniami i muzyką, powinno mieścić opisy kultury&#13;
materialnej i społecznej, informacje o świecie wierzeń i związanych z nim&#13;
praktykach oraz zapisy literatury ludowej i charakterystykę lokalnych gwar.&#13;
Warunki te spełniały dopiero oddane do druku dwa lata później Kujawy.&#13;
Wstęp do Sandomierskiego, poświęcony głównie rozważaniom o muzyce,&#13;
nie nawiązywał jeszcze do problemów przedstawionych w Liście otwartym,&#13;
pozostał w pierwotnej postaci z roku 1862. Kierunek swych badań określił&#13;
tam Kolberg wyraźnie, zgodnie jednak z planami z lat 1856–1862, stwierdzając, że muzyka ludowa „nie przestaje być głównym usiłowań i śledzeń&#13;
moim zdaniem”2. Jak sam pisał we wstępie do następnej monografii, Sandomierskie skreślił „z materiałów na jakie mnie stać było”3.&#13;
O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 237. Dodatki te obejmują około 20% ostatecznej objętości tomu.&#13;
2&#13;
O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 7.&#13;
3&#13;
O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 5.&#13;
1&#13;
&#13;
186&#13;
&#13;
�Sandomierskie spotkało się z mniejszym zainteresowaniem recenzentów&#13;
niż Pieśni ludu polskiego. Bezpośrednio po ukazaniu się książki omówił ją&#13;
w „Gazecie Warszawskiej” J. Papłoński, później w „Bluszczu” J. Sikorski&#13;
i na początku następnego roku K.W. Wójcicki w „Bibliotece Warszawskiej”.&#13;
Jan Papłoński (1819–1885), historyk i filolog, przedstawił w skrócie dotychczasowe zainteresowania pieśniami słowiańskimi, zaznaczając, że muzykę&#13;
im towarzyszącą przed Kolbergiem najpełniej zaprezentował Jan Arnošt&#13;
Smoleŕ (1816–1884) w zbiorze pieśni Łużyczan1. Papłoński porównał zalety&#13;
i wady wydawania pieśni jako zbiorów poświęcanych kolejno określonemu&#13;
gatunkowi z całej Polski lub jako zbiorów regionalnych, uznając obydwie&#13;
metody za właściwe, jeżeli edycja zostanie doprowadzona do końca i przedstawi pełny zasób polskich pieśni ludowych. Podkreślał wartość tekstów&#13;
dla badań językoznawczych, ale ostrzegał, że ani teksty, ani melodie opublikowane przez Kolberga nie oddają charakteru ludu:&#13;
Zdawałoby się, że lud ten tylko się kocha lub hula, tak w nim mało religijności,&#13;
wspomnień historycznych prawie żadnych, mało nawet uczciwości małżeńskiej,&#13;
o miłości bliźniego, o otarciu łez sierocie wzmianki prawie nie ma. Tymczasem&#13;
w rzeczywistości jakże różnym jest ten lud od własnej pieśni2.&#13;
&#13;
Wójcicki polemizował z Papłońskim, m.in. przypomniał, że wydawcy pieśni ludowych publikują „pieśni światowe”, a religijne znajdują się&#13;
w edycjach kantyczek i innych podobnych śpiewnikach. Miał jednak także&#13;
zastrzeżenia do planu wydawniczego Kolberga i pisząc o Sandomierskiem,&#13;
wrócił do zawartości tomu Pieśni ludu polskiego. Jego zdaniem Kolberg&#13;
podawał tam za dużo wariantów, które dzieło „bez potrzeby powiększyły”3.&#13;
Dalsze rozważania na temat treści Sandomierskiego zakończył oceną programu edytorskiego przyjętego przez Kolberga:&#13;
Dalsze serie, utrzymując plan obecnej, obejmą dumy i pieśni też same prawie,&#13;
które są w Sandomierskiem, bo tego rodzaju utwory są wspólne wszystkim okolicom. Owoż radzimy, ażeby nie powtarzał ich dla małych zmian i wariantów,&#13;
L. Haupt, J.E. Smoleŕ Pjesnički hornych a deľnych Łužiskich Serbow, T. 1–2, Grymi&#13;
1841–1843.&#13;
2 J. Papłoński Lud, jego zwyczaje, sposób życia…, „Gazeta Warszawska” 1865, nr 183.&#13;
3&#13;
K.W. Wójcicki Lud, jego zwyczaje, sposób życia..., „Biblioteka Warszawska” 1866, T. 1,&#13;
s. 117.&#13;
1&#13;
&#13;
187&#13;
&#13;
�które rzeczy samej i treści nie zmieniają, ale podał nowe dumy i pieśni, nie znane&#13;
Sandomierskiemu, które niewątpliwie przy pilnym badaniu wyśledzi1.&#13;
&#13;
Wójcicki, podobnie jak przedtem niektórzy recenzenci Pieśni ludu&#13;
polskiego, podważał sens publikowania wariantów, poza zdecydowanie&#13;
odmiennymi, nie rozumiejąc argumentów Kolberga, przedstawionych już&#13;
wcześniej we wstępie do Pieśni ludu polskiego z roku 1857 i jeszcze raz&#13;
sprecyzowanych w Sandomierskiem. Uprzedzając bowiem uwagi na ten&#13;
temat, Kolberg już w przypisie do pieśni obrzędowych zamieścił wyjaśnienie przyczyn, dla których tak postępuje:&#13;
Czuję, że spotkać może mnie tu zarzut, jakobym przytoczone parę melodii głównych zbyt często powtarzał, gdy różnice między wariantami bardzo są małe,&#13;
nieznaczące prawie, by je osobno i po szczególe wypisywać warto było, skoro&#13;
za pomocą znaku odsyłacza z łatwością do pierwotnej (raczej pierwszej) nuty&#13;
odnieść się można. Wszakże skłonił mnie do tego wzgląd tak na samą ważność&#13;
tych różnic, jak na dokładność oznaczenia ich w nutach. Ważność ta polega&#13;
według mnie na przekonaniu, że tylko większa liczba choćby drobniejszych&#13;
odmian i odcieni (które mimo to bynajmniej nie są i nie mogą być wyczerpane,&#13;
gdy lud coraz to nowe tworzy) obok wymienienia miejsca ich powstania lub&#13;
użytkowania, daje wyobrażenie o stopniowym (czy to dodatnim, czy ujemnym)&#13;
kształtowaniu czyli urabianiu się pieśni pod względem formy, rytmu i spójności&#13;
z tekstem, a urabianie to ma niewątpliwą swą logikę psychologiczną, którą tylko&#13;
szereg szczegółów tłumaczy, a na którą pragnę zwrócić uwagę2.&#13;
&#13;
Folklorystyczne publikacje Kolberga miały służyć także badaniom, którymi dziś w ramach etnomuzykologii zajmuje się melogeografia, to jest&#13;
ustalaniu zasięgu i stopnia rozprzestrzenienia się poszczególnych wątków&#13;
muzycznych pieśni i tańców. Dokonywanie przed drukiem tak znacznej&#13;
selekcji, jaką proponował Wójcicki, uniemożliwiłoby używanie wydanych&#13;
przez Kolberga zbiorów do badań nad geograficznym zasięgiem melodii&#13;
i tekstów. Rygorystyczna redukcja materiału ograniczyłaby także źródła&#13;
potrzebne do analizy specyfiki repertuaru danego regionu i możliwości porównania go, jako niepełnego, z repertuarem sąsiednich lub odleglejszych&#13;
grup etnicznych.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
Tamże, s. 117–118.&#13;
O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 70.&#13;
&#13;
188&#13;
&#13;
�Józef Sikorski, recenzując Sandomierskie w drukowanym w „Bluszczu”&#13;
artykule Ruch muzyczny1, zgodnie ze swymi zainteresowaniami zajął się&#13;
tylko stroną muzyczną nowej publikacji. Podkreślił wielką wartość zebranych przez Kolberga przykładów muzyki ludowej: „rzec się godzi skarbów”.&#13;
Przemyślenia Kolberga na temat genezy tonalności polskiej muzyki ludowej2&#13;
uznał za zbyt specjalistyczne i zbyt trudne „jak gdyby mówił o przedmiocie&#13;
najpopularniejszym w świecie”3, a do tego w książce rozproszone. Rozważania te były rzeczywiście zamieszczone w kilku miejscach tomu, a były też&#13;
zbyt hermetyczne dla większości czytelników nie znających teorii muzyki&#13;
i prac na temat jej historii. Sikorski podkreślił też, że w wydawanych przez&#13;
Kolberga zbiorach pieśni, a tak traktuje także Sandomierskie, zastosowany&#13;
układ materiałów narzucony jest przez teksty, nie muzykę, a „można było&#13;
obmyślić plan muzyczny po utworzeniu sobie jasnego poglądu na całość”4.&#13;
Żaden z trzech recenzentów nie powiązał nowej publikacji Kolberga&#13;
z treścią Listu otwartego zamieszczonego niedawno w czołowym naukowym miesięczniku warszawskim. Do repliki skłoniła autora Ludu tylko&#13;
opinia Sikorskiego. Był z nim zaprzyjaźniony od wielu lat i cenił go jako&#13;
krytyka surowego, ale sprawiedliwego. Tym razem Sikorski do oceny&#13;
edycji dodał uwagi dotyczące osoby, a nie tylko dzieła. Wspomniał roztargnienie autora Sandomierskiego, a całej recenzji nadał ton nieco protekcjonalny. Uraził tym Kolberga, co ochłodziło na pewien czas ich przyjaźń&#13;
trwającą od czasów szkolnych. W reakcji na opinię Sikorskiego Kolberg&#13;
napisał odpowiedź5, co było zdecydowanie wyjątkiem w jego dotychczasowej praktyce. Replika ta nie była drukowana w prasie XIX-wiecznej&#13;
i nie dotarła do czytelników znających tekst recenzji, nie wiadomo też,&#13;
czy poznał ją Sikorski.&#13;
Część uwag Sikorskiego mogła być echem nie do końca rozstrzygniętej&#13;
dyskusji między nim i Kolbergiem, rozpoczętej artykułem o Bogurodzicy&#13;
zamieszczonym w „Pamiętniku Muzycznym i Teatralnym” w roku 1862,&#13;
J. Sikorski Ruch muzyczny, „Bluszcz” 1865, nr 5, s. 20.&#13;
O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 8–16 i 97–107, uwagi o muzyce ludowej&#13;
i problemach edytorskich związanych z jej publikowaniem zamieścił Kolberg także na s. 70&#13;
w przytoczonym wyżej przypisie.&#13;
3&#13;
J. Sikorski Ruch muzyczny…, s. 20.&#13;
4&#13;
Tamże.&#13;
5&#13;
Brulion odpowiedzi przeznaczonej dla redakcji „Kłosów”, przytoczony w Korespondencji… cz. III (DWOK T. 66), s. 683–684. Inna, znacznie obszerniejsza wersja repliki Kolberga&#13;
zachowała się w rękopisie w zbiorach BN PAU i PAN, sygn. 2184, k. 322.&#13;
1&#13;
&#13;
2&#13;
&#13;
189&#13;
&#13;
�o czym już tu wspominano. Kolberg mógł być zaskoczony także tym, że&#13;
Sikorski domagał się porządkowania zebranych materiałów etnograficznych według kryteriów muzycznych. Tymczasem w Liście otwartym,&#13;
drukowanym zaledwie przed paru miesiącami, wyraźnie zapowiadał, że&#13;
planuje wydawanie monografii etnograficznych, co potwierdzał także tytuł świeżo wydanego tomu. Według deklaracji w Liście otwartym muzyka miała być ważnym, ale nie głównym przedmiotem opracowania.&#13;
Recenzenci mogli jednak potraktować nową publikację jako kolejny zbiór&#13;
pieśni i melodii, ponieważ mimo zmiany tytułu dzieła Kolberg nie wspominał w Sandomierskiem o nowym programie edytorskim, nie przeredagował choćby początkowej części wstępu. Dla środowiska literackiego&#13;
i muzycznego Warszawy Kolberg był nadal zbieraczem i wydawcą pieśni&#13;
ludowych.&#13;
W okresie, gdy kończył się druk Sandomierskiego, tj. w pierwszej&#13;
połowie roku 1865, Kolberga absorbowało przede wszystkim szukanie wsparcia materialnego, koniecznego do realizacji programu Ludu.&#13;
W Królestwie nie było instytucji finansujących polską naukę, a brak zainteresowania księgarzy publikacjami takimi jak Pieśni ludu polskiego&#13;
i Sandomierskie tłumaczyć trzeba w dużej mierze ogólnym zubożeniem&#13;
społeczeństwa borykającego się m.in. z rekwizycjami i kontrybucjami nałożonymi przez władze carskie. Inteligencja skazana była w większości na&#13;
niskopłatne posady urzędnicze. Trudności finansowe miały wydawnictwa istniejące od wielu lat i cieszące się znakomitą opinią: po powstaniu&#13;
styczniowym liczba prenumeratorów „Biblioteki Warszawskiej” spadła&#13;
do trzystu1, a Encyklopedii Orgelbranda z początkowych trzech tysięcy&#13;
w roku 1859 do mniej niż pięciuset w 1864. Sytuacja ta skłoniła Kolberga&#13;
do nawiązania kontaktu z etnografami rosyjskimi działającymi w Cesarskim Rosyjskim Towarzystwie Geograficznym. W wykazie wydatków pod&#13;
datą 12 lutego 1865 r. odnotował: „List do Petersburga (kop. 40)” 2. Być&#13;
może notatka dotyczyła zachowanego tylko w brulionie listu3 do któregoś&#13;
z wysokich urzędników rosyjskich. Pisał tam o zbieraniu „pieśni ludowych&#13;
1&#13;
Pisał o tym K.W. Wójcicki w liście do K. Szajnochy z 24 V 1864 r., dodając: „ale utrzymujemy pismo, jakkolwiek z pracą i trudem”, Korespondencja Karola Szajnochy…, T. II, s. 287.&#13;
2&#13;
Rkp. O. Kolberga Notatnik…, BN PAU i PAN, sygn. 3210, k. 13.&#13;
3&#13;
Zob. brulion listu O. Kolberga do nieznanego adresata, bez daty, opublikowany w cz. I Korespondencji… (DWOK T. 64), s. 99–102. Podobną treść mają inne bruliony tego listu zachowane w zbiorach BN PAU i PAN, sygn. 2185/4, k. 381–384.&#13;
&#13;
190&#13;
&#13;
�słowiańskich”, wspomniał drukowane i jeszcze nieukończone Sandomierskie oraz zamiar publikowania dalszych prac, które przedstawiałyby&#13;
„życie i stan włościan słowiańskich”. Następnie przedstawił kosztorys,&#13;
na który złożyłby się fundusz w wysokości około 1300 rubli rocznie na&#13;
wydanie w Warszawie dwu tomów z rycinami, drzeworytami i nutami&#13;
oraz osobny fundusz dla autora na redagowanie tomów i coroczne podróże dla uzupełniania materiałów. W rękopisie zauważyć można kilka&#13;
poprawek ręką Wilhelma, być może starszy brat popierał podjęte przez&#13;
Oskara poszukiwania protekcji u rosyjskich etnografów i kierowanie do&#13;
władz carskich listu w sprawie finansowania Ludu. Kolberg wspomina&#13;
tam, że Sandomierskie oddane było do druku przed „trzema już blisko&#13;
laty”, wiec brulion powstał w pierwszej połowie roku 1865. Odpowiedzią&#13;
na te starania był datowany na 20 maja 1865 r. list Fiodora Osten-Sakena&#13;
(1832–1916), geografa, sekretarza Cesarskiego Rosyjskiego Towarzystwa&#13;
Geograficznego, zawiadamiający Kolberga, że wybrano go członkiem-korespondentem towarzystwa. Datę o dwa dni późniejszą ma list Władymira&#13;
Łamańskiego (1833–1914), slawisty, wówczas przewodniczącego Wydziału Etnografii tego towarzystwa. Łamański pisał, że w dowód szacunku dla&#13;
prac Kolberga „ważnych dla całej Słowiańszczyzny” został on przyjęty&#13;
do grona członków-współpracowników wydziału 1. Kolberg podziękował&#13;
za ten wybór, przesłał Łamańskiemu egzemplarz Pieśni ludu polskiego&#13;
i świeżo wydanego Sandomierskiego oraz memoriał. Ten ostatni tekst nie&#13;
zachował się, ale sądzić możemy, że dotyczył starań o dotację na opracowanie i druk Ludu i treścią był zbliżony do omówionego wyżej listu.&#13;
Listy i dyplomy członkowskie Towarzystwa Geograficznego latem&#13;
1865 r. przywiózł do Warszawy Aleksander Hilferding (1831–1872), rosyjski&#13;
slawista, nie jest jednak pewne, czy spotkał się wtedy z polskim etnografem. W zachowanym brulionie listu Kolberg pisał do Hilferdinga: „Przykro mi bardzo, żem przed wyjazdem Pańskim nie mógł się z Nim widzieć&#13;
i pożegnać, sam bowiem wyjechałem także do Lublina […]”2. A. Hilferding&#13;
był znany w Polsce – w 1862 r. ukazała się jego książka Ostatki Słowian&#13;
1&#13;
Listy F. Osten-Sakena i W. Łamańskiego zamieszczone są w Korespondencji… cz. I (DWOK&#13;
T. 64), s. 122–124.&#13;
2&#13;
Brulion listu do A. Hilferdinga, bez daty, Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 131; Kolberg wspomina w nim pobyt w Lublinie, w r. 1865 był tam dwa razy, pierwszy raz w kwietniu,&#13;
ale tu chodzi raczej o drugi pobyt, w lipcu, z którego do Warszawy wrócił 5 sierpnia, wtedy&#13;
prawdopodobnie napisał list do A. Hilferdinga.&#13;
&#13;
191&#13;
&#13;
�na południowym brzegu Bałtyckiego Morza1, wynik badań terenowych&#13;
prowadzonych w roku 1856 na Pomorzu, przede wszystkim na terenach&#13;
zamieszkałych przez Kaszubów i Słowińców. Kolberg ofiarował Hilferdingowi nowo wydane Sandomierskie i pisał o swych planach:&#13;
W podobny sposób i to systematyczniejszy jeszcze, życzyłbym sobie opracować&#13;
inne kraju prowincje. Wiadome już Panu Radcy są środki, jakimi by najprędzej&#13;
i najskuteczniej dojść można do zamierzonego celu2.&#13;
&#13;
Jednak starania o uzyskanie dotacji na badania terenowe i druk tomów&#13;
Ludu przy poparciu Towarzystwa Geograficznego i jego Wydziału Etnografii&#13;
nie przyniosły rezultatu. Próby uzyskania pomocy finansowej od władz rosyjskich skończyły się jedynie uwikłaniem Kolberga we współudział w przygotowywaniu eksponatów na wystawę etnograficzną w Moskwie. Pomysł&#13;
zorganizowania takiej wystawy, obejmującej całe cesarstwo rosyjskie, od&#13;
Finlandii i Estonii do Kaukazu i od Królestwa Polskiego do wschodnich krańców Azji, powstał w roku 1864 w gronie „towarzystwa zwolenników nauk&#13;
naturalnych”, a po przyjęciu przez organizatorów poparcia rządu poszerzono&#13;
projekt o „oddział słowiański”. Oddział ten, dołączony do wystawy prezentującej ludy żyjące na terenie imperium carskiego, przedstawiał stroje i inne&#13;
elementy kultury ludowej Słowian zamieszkujących kraje Austro-Węgier.&#13;
Wśród dokumentów zachowanych w archiwum Kolberga jest brulion&#13;
pisma skierowanego do Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych w Warszawie, pochodzący sprzed maja 1866 r.:&#13;
Zawezwani na poufną naradę etnograficzną do Wydziału Przemysłu i Kunsztów w Kom. Rząd. Spraw Wewn. przez JW. Dyrektora tegoż wydziału, badacze&#13;
i artyści celem udzielenia zdania swego co do przedmiotów kwalifikujących się&#13;
do wysłania z Król. Polskiego na wystawę etnograficzną w Moskwie w r. 1867&#13;
1&#13;
Takiego tytułu użył Kolberg w swym przekładzie pracy Hilferdinga, tłumaczenie to zostało wydane w roku 1965 w tomie O. Kolberg Pomorze (DWOK T. 39), s. 305–457; w roku&#13;
1989 ukazał się w Gdańsku nowy przekład pt. Resztki Słowian na południowym wybrzeżu&#13;
Morza Bałtyckiego, tłum. N. Perczyńska, oprac. J. Treder. Praca Hilferdinga była wysoko ceniona przez jemu współczesnych, zob. np. R.Z. [R. Zmorski] O Kaszubach, „Przegląd Europejski&#13;
Naukowy, Literacki i Artystyczny” R. I: 1862, T. II, s. 213–240. Obecnie samodzielność i dokładność badań i opracowania Hilferdinga jest przez językoznawców i historyków oceniana różnie,&#13;
zob. Z. Szultka Wokół książki Aleksandra Hilferdinga o Kaszubach, „Zapiski Historyczne”&#13;
T. LXXVIII: 2013, z. 1, s. 147–167.&#13;
2&#13;
Brulion listu do A. Hilferdinga, bez daty, Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 131.&#13;
&#13;
192&#13;
&#13;
�otworzyć się mającą […] następujące poczynili spostrzeżenia tyczące się ubiorów&#13;
krajowych polskich1.&#13;
&#13;
Znani z podejrzliwości urzędnicy carscy nawet naradzie w sprawie wyboru eksponatów na wystawę etnograficzną nadali charakter poufny. Napisany przez Kolberga brulion, którego początek tu przytoczono, podpisany&#13;
jest przez trzy osoby, podpis pierwszej jest nieczytelny, dwie następne to&#13;
Aleksander Lesser i Franciszek Kostrzewski. Lesser (1814–1884), malarz&#13;
i krytyk sztuki, jest m.in. autorem obrazu Pogrzeb pięciu poległych w Warszawie 2 marca 1861 na Cmentarzu Powązkowskim, niezwykłego portretu zbiorowego przedstawicieli inteligenckiego środowiska warszawskiego&#13;
i duchownych różnych wyznań, świadków i uczestników tego pogrzebu2.&#13;
Kostrzewski (1826–1911), malarz, najbardziej jest znany jako ilustrator prasy warszawskiej i karykaturzysta. Podpisu Kolberga w zachowanym brulionie nie ma, ale nie ulega wątpliwości, że jest on jego autorem i zapewne on&#13;
proponował, które grupy etniczne z terenu Królestwa należy zaprezentować&#13;
na wystawie. W omawianym tu brulionie wskazanych jest ich dziewięć:&#13;
Krakowiacy z okolic Skalbmierza i Działoszyc, Kaliszanie, Kujawiacy, Mazury: a) z okolic Warszawy, b) Kurpie znad Narwi, Podlasianie znad Bugu,&#13;
Lublinianie z okolic Biłgoraja, włościanie unici spod Hrubieszowa, Litwini&#13;
z pow. mariampolskiego. Następnie przedstawiony jest orientacyjny cennik&#13;
strojów i kosztorys wyjazdów w teren etnografa i rysownika, koniecznych&#13;
dla pozyskania eksponatów. Rola Kolberga w organizowaniu rosyjskiej wystawy etnograficznej skończyła się na wskazaniu przedstawicieli różnych&#13;
regionów Królestwa, których stroje powinny być na niej pokazane. Prawdopodobnie wezwany też został do oceny fotografii zebranych przez Komisję&#13;
Spraw Wewnętrznych – w liście do Blizińskiego pisał w maju 1866 r., że&#13;
oglądał razem z Gersonem fotografie, które mają być wysłane do Moskwy3.&#13;
Wystawa została otwarta w Moskwie w maju 1867 r. Jej program spotkał&#13;
się z oburzeniem w Galicji i w Austrii, o czym informował m.in. krakowski&#13;
„Czas”4. Powody były dwa – wśród eksponatów w oddziale słowiańskim&#13;
1&#13;
Rkp. O. Kolberga, BN PAU i PAN, sygn. 2184, k. 320–321, drugi brulion, zapewne nieco&#13;
wcześniejszy, tamże, k. 322.&#13;
2&#13;
Zob. s. 162.&#13;
3&#13;
List do J. Blizińskiego z 31 maja 1866 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s.161–162.&#13;
4&#13;
„Czas” w korespondencji ze Lwowa (w nr 120 z 1867 r.) i w artykule Rosja (nr 123 z 1867 r.)&#13;
przytoczył za prasą wiedeńską opinie, że wystawa uznana jest za antyaustriacką; o reakcji prasy&#13;
&#13;
193&#13;
&#13;
�znalazły się stroje ludowe wszystkich narodów słowiańskich mieszkających na terenie Austro-Węgier, a ponadto warszawski Komitet Urządzający&#13;
zorganizował na swój koszt wyjazd na wystawę dla grupy 60 działaczy,&#13;
głównie z Czech i Słowacji, nazwany „pielgrzymką słowiańską”. Objęcie&#13;
rosyjską wystawą etnograficzną Słowian z Austro-Węgier było tym bardziej&#13;
bulwersujące, że etnografowie z Moskwy starannie ominęli Słowian z Prus&#13;
– Polaków (Ślązaków, Wielkopolan, Kaszubów) i Łużyczan.&#13;
W archiwum Kolberga nie zachowały się inne dokumenty dotyczące&#13;
wystawy moskiewskiej, ale podany w prasie w 1867 r. szczegółowy opis 1&#13;
prezentowanych eksponatów potwierdza, że przedstawiono tam te grupy&#13;
etniczne, które wskazane były przez niego w przywoływanym tu brulionie.&#13;
Jednak w sprawozdaniu z wystawy przedrukowanym z prasy rosyjskiej&#13;
przez „Dziennik Warszawski” możemy przeczytać, że mieszkańców Lublina&#13;
i Hrubieszowa, sitarzy biłgorajskich i Podlasianina organizatorzy wystawy&#13;
zaliczyli do „oddziału ruskiego”2, nie do polskiego, a Kurpiów określono&#13;
jako „plemię mieszane”. Wskazuje to, w jakim kierunku musiałyby pójść&#13;
koncesje Kolberga w razie otrzymania pomocy finansowej władz rosyjskich.&#13;
Korzystając z dotacji rządu, musiałby uwzględniać głębokie ingerencje w zakres i treść swych publikacji. Już dotychczas, wydając swe prace&#13;
w Warszawie na własny koszt, cały czas liczyć się musiał z wymaganiami&#13;
cenzury, dlatego nie drukował pieśni patriotycznych, często używał określenia „słowiański” zamiast „polski” i dał Ludowi tytuł nadrzędny Materiały do etnografii słowiańskiej. Konsekwencją uzyskania dotacji od moskiewskiego towarzystwa byłoby znaczne zmniejszenie wartości źródłowej&#13;
Ludu, a także ostracyzm ze strony środowiska naukowego i literackiego&#13;
Warszawy.&#13;
Odnotowany w korespondencji z Aleksandrem Hilferdingiem wyjazd&#13;
w 1865 r. do Lublina wiązał się z badaniami etnograficznymi, ale prawdopodobnie także ze sprawami rodzinnymi. Mieszkała tam Julia, wspomniana już tutaj jedna z dwu córek Juliusza, nieżyjącego najmłodszego brata&#13;
austriackiej i polskiej z Galicji pisał też „Dziennik Warszawski” (nr 106 z 1867 r.). Zob. też [E. Kołodziejczyk] Zza kulis panslawizmu w r. 1867 (Przyczynek do genezy „pielgrzymki słowiańskiej”&#13;
na wystawę etnograficzną w Moskwie 1867 r.), „Świat Słowiański” 1912, nr 92–93, s. 598–610.&#13;
1&#13;
W „Dzienniku Warszawskim” (nr 106–108 z maja 1867 r.) zamieszczono tłumaczenie artykułu z prasy moskiewskiej opisującego większość eksponatów, a przedrukowano je w krakowskim „Czasie” (nr 120–123 z maja 1867 r.).&#13;
2&#13;
Wystawa etnograficzna w Moskwie, „Dziennik Warszawski” 1867, nr 108.&#13;
&#13;
194&#13;
&#13;
�Oskara. Julia wyszła za mąż za Seweryna Illukiewicza, urzędnika 1, i przeniosła się razem z nim do Lublina. W swoim spisie wydatków pod datą 20&#13;
stycznia 1861 r. zapisał Kolberg „prezent dla Julki”; ofiarował go zapewne z okazji ślubu bratanicy. W latach 1864 i 1865 odnotował kilkakrotnie&#13;
krótkie wyjazdy do Lublina, swoje i matki, która była bardzo związana&#13;
z wychowywanymi przez siebie wnuczkami.&#13;
Badania etnograficzne w okolicach Lublina prowadził już wcześniej,&#13;
w roku 1859, podczas dwumiesięcznej podróży zatrzymał się m.in. w Gałęzowie u Józefy i Henryka Koźmianów. W roku 1865 był w Lublinie kilka&#13;
dni w kwietniu i w lipcu i w czasie jednego z tych wyjazdów odwiedził&#13;
Koźmianów ponownie. Po tej wizycie Józefa Koźmianówna (1847–1874?),&#13;
córka właścicieli Gałęzowa, przysłała Kolbergowi opis wesela z tej wsi, do&#13;
którego później w osobnym liście dołączyła jeszcze kilka pieśni2.&#13;
Jako następną monografię planował Kolberg Kujawy, a ponieważ&#13;
z tego regionu brakowało mu wielu materiałów etnograficznych, musiał&#13;
pojechać tam ponownie. Badania na Kujawach 3 prowadził pierwszy raz&#13;
w sierpniu 1860 r., odwiedzając po drodze Mazew. Wieś tę dzierżawił&#13;
od roku 1846 Wacław Aleksander Maciejowski, który mieszkał na stałe w Warszawie, ale latem bywał w zarządzanym przez syna folwarku.&#13;
W Mazewie spędził wtedy Kolberg dwa tygodnie i pozyskał zapewne&#13;
wiele melodii, ponieważ w zachowanym spisie wydatków 4 poniesionych&#13;
w tej podróży czytamy, że w Mazewie „za pieśni” wykonawcy dostali 4,75 rubla. Materiały te wykorzystał wiele lat później w monografii&#13;
Łęczyckie. Z Mazewa pojechał na Kujawy, gdzie spędził 18 dni, zatrzymując się w Bogusławicach, Redczu, Kłonowie, Bodzanowie i Otmianowie. Pięć lat później, w roku 1865 pojechał tam na dłużej – przebywał&#13;
wtedy na Kujawach od 20 sierpnia do 7 października w wymienionych&#13;
już wsiach u poznanych wcześniej rodzin, a także w Głuszynie i w Ruszkowie. Z tych miejscowości lub z ich okolicy pochodzi znaczna część&#13;
O S. Illukiewiczu brak bliższych informacji, wiadomo tylko, że brał udział w pracach&#13;
Wilhelma przy pomiarach Wisły.&#13;
2&#13;
Zob. list J. Koźmianówny z końca roku 1865, Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 142–&#13;
–143.&#13;
3&#13;
Badania Kolberga na Kujawach, ich wyniki i opracowanie w postaci dwutomowej monografii są omówione dokładniej we wstępie D. Pawlakowej i A. Skrukwy do tomu Kujawy.&#13;
Suplement do t. 3-4 cz. II (DWOK T. 72/II), s. V–XCIX, a zbiór kujawiaków został scharakteryzowany przez D. Pawlakową w cz. I suplementu (DWOK T. 72/I), s. V–XXIII.&#13;
4&#13;
Rkp. O. Kolberga Notatnik..., BN PAU i PAN, sygn. 3210, k. 23.&#13;
1&#13;
&#13;
195&#13;
&#13;
�materiałów zamieszczonych w Kujawach. Badał wtedy kulturę ludową&#13;
w powiatach włocławskim i radziejowskim (później nazwanym nieszawskim) należących do zaboru rosyjskiego. Pozostała część regionu, powiat&#13;
inowrocławski, po trzecim rozbiorze znalazła się w Prusach. Z problemem podziału regionów etnograficznych i historycznych granicami politycznymi zaborów spotykał się także później – dotyczył on też Krakowskiego i południowej Wielkopolski.&#13;
Drugi pobyt na Kujawach przygotował mu w pewnym stopniu List&#13;
otwarty. Jedną z niewielu wspomnianych już osób, które bezpośrednio&#13;
odpowiedziały na apel ogłoszony w „Bibliotece Warszawskiej”, był Józef&#13;
Bliziński (1827–1893), wówczas początkujący literat, później ceniony komediopisarz. Bliziński był już autorem kilku artykułów na temat Kujaw&#13;
zamieszczonych w Encyklopedii powszechnej1 i w prasie, notował też&#13;
i przekazał do druku zapisy gwary kujawskiej2, gdy „Biblioteka Warszawska” apelowała o przysyłanie uzupełnień w związku z podjętą nową edycją&#13;
Słownika języka polskiego Lindego.&#13;
Józef Bliziński brał udział w powstaniu styczniowym, w którym zginął&#13;
jego brat. On sam po klęsce był uwięziony, ale dosyć szybko odzyskał&#13;
wolność. Prawdopodobnie należał do tych aresztowanych, których nie&#13;
schwytano z bronią w ręku i dlatego dzięki „okupowi” u odpowiednich&#13;
władz mogli uniknąć surowszej kary. Później bywał rezydentem w dworach krewnych i przyjaciół na Kujawach. Korespondencja nawiązana&#13;
z Kolbergiem po ogłoszeniu Listu otwartego zapoczątkowała ich wieloletnią współpracę i przyjaźń. Pierwszy raz spotkali się latem 1865 r., potem,&#13;
po powrocie Kolberga do Warszawy, Bliziński pośredniczył w pozyskiwaniu prenumeratorów na nowy tom Ludu i przesyłał zapisane przez siebie&#13;
materiały, a Kolberg pomagał mu załatwić różne sprawy, głównie druk&#13;
utworów w warszawskich czasopismach. W pierwszym liście, jeszcze przed&#13;
spotkaniem, Bliziński upoważnił Kolberga do odebrania z redakcji „Biblioteki Warszawskiej” przysłanych przed kilku laty dwudziestu pięciu melodii tańców kujawskich, których tam nie opublikowano, a także przekazał&#13;
ich prymarne zapisy. Był wśród znajomych i korespondentów Kolberga&#13;
jednym z nielicznych umiejących zapisać melodie i autorem unikatowego&#13;
W Encyklopedii powszechnej zamieszczone były trzy jego artykuły: Kujawiacy, Kujawiak&#13;
i Kujawy (T. XVI z 1864 r.).&#13;
2&#13;
M. Albiński i J. Bliziński Abecadłowy spis wyrazów języka ludowego w Kujawach&#13;
i Galicji zachodniej, „Biblioteka Warszawska” 1860, T. 4, s. 619–633.&#13;
1&#13;
&#13;
196&#13;
&#13;
�w archiwum etnografa zapisu kapeli1. Latem i wczesną jesienią 1865 roku&#13;
towarzyszył Kolbergowi w badaniach terenowych, później na jego prośbę&#13;
szukał fotografii Kujawian w strojach regionalnych potrzebnych jako wzory rycin do monografii. Bliziński był dobrym obserwatorem: jedna z rycin&#13;
związanych z Kujawami, ale ostatecznie tam nie zamieszczona, wywołała&#13;
jego żywiołową reakcję. Kolberg w 1866 r. dał do druku w „Tygodniku&#13;
Ilustrowanym” artykuł pt. Śródpoście na Kujawach2. O towarzyszącej tekstowi rycinie Kostrzewskiego Bliziński natychmiast napisał do Kolberga:&#13;
Ale! Całe Kujawy zgorszone, że w „Tygodniku”, obok Pańskiego artykułu o śródpościu, znalazła się rycina wystawiająca Kujawiaków tak nie po kujawsku. Rzeczywiście, nie ma tam ani jednego typu, ani jednej figury kujawskiej, począwszy&#13;
od włosów i czapek u chłopów i chustki u dziewki aż do butów. Wyborny układ,&#13;
rycina doskonała, gdyby rzecz działa się gdzieś na Mazurach. Wszystkim, komu&#13;
się dało, tłomaczyłem, żeś Pan ryciny nie widział — i tak też było zapewne3.&#13;
&#13;
Prawdopodobnie Bliziński miał rację co do tego, że Kolberg nie widział&#13;
przed drukiem ryciny Kostrzewskiego, a ilustrator po otrzymaniu zlecenia&#13;
narysował znanych sobie chłopów z Mazowsza, nie biorąc pod uwagę wymagań dokumentacji etnograficznej.&#13;
Bliziński, przyszły komediopisarz, towarzysząc Kolbergowi w czasie badań terenowych na Kujawach, obserwował nie tylko stroje ludowe, ale&#13;
także etnografa, co miało po kilku latach niespodziewany efekt. W komedii&#13;
Marcowy kawaler Bliziński sportretował go jako Heliodora goszczącego na&#13;
wsi u pana Ignacego, głównego bohatera sztuki. Heliodor, przedstawiony&#13;
z sympatią i z humorem, to zapamiętały zbieracz przysłów i wyrażeń gwarowych. Jednoaktówka wystawiona w Warszawie w Teatrze Rozmaitości&#13;
w maju 1873 r. była debiutem scenicznym Blizińskiego, a grający Heliodora&#13;
Jan Chęciński (1824–1874), ceniony wówczas aktor, według współczesnych&#13;
świadków „z upoważnienia poczciwego pana Oskara nawet się na niego&#13;
Danuta Pawlak, która opracowała do druku Kolbergowskie zapisy muzyczne z Kujaw,&#13;
pisze o Blizińskim, że był on „o ile pozwalają to stwierdzić zachowane rękopisy, jedynym znajomym z Kujaw, który posiadał wiarygodną według Kolberga i zaakceptowaną przez niego umiejętność notowania melodii ludowych”. Zob. D. Pawlak „Kujawy” Oskara Kolberga, w: Kujawy.&#13;
Suplement… cz. II (DWOK T.72/II), s. LXXXV. Wspomniany zapis kapeli zob. w suplemencie do&#13;
Kujaw (DWOK T. 72/II), s. 147, nr 157.&#13;
2&#13;
O. Kolberg Śródpoście na Kujawach, „Tygodnik Ilustrowany” 1866, T. 13, nr 337, s. 115–116.&#13;
3&#13;
List J. Blizińskiego z 10–13 IV 1866 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 150.&#13;
1&#13;
&#13;
197&#13;
&#13;
�zupełnie charakteryzował na scenie”1. Kolberg jednak nie widział tej inscenizacji, wyjechał z Warszawy na stałe w roku 1871.&#13;
Zachowana do dziś stosunkowo obfita korespondencja Kolberga z Blizińskim pozwala docenić jego udział w pozyskiwaniu materiałów do monografii Kujaw. Równie ważne były kontakty etnografa także z innymi przedstawicielami rodzin ziemiańskich. Trudno dziś określić dokładniej ich rolę&#13;
w gromadzeniu różnych wiadomości czy tekstów i nie zawsze można wskazać konkretne zapisy przez nich przekazane, ale niewątpliwie w wielkim&#13;
stopniu od nich zależał kontakt Kolberga z informatorami i wykonawcami&#13;
rekrutującymi się spośród mieszkańców wsi. Niektórych wspomina Michał&#13;
Sokołowski, właściciel Głuszyna, w liście do Kolberga pisanym jesienią&#13;
1865 r.:&#13;
[…] z żalem rozstawaliśmy się z sobą, z tą wszakże nadzieją, że jeżeli już nie w tym&#13;
roku, to w następnym odnowimy tu, w Głuszynie, naszą znajomość, a przy niej&#13;
zbierzemy od niewyczerpanej naszej Plichciny lub Graszkowskiego znowu coś&#13;
nowego2.&#13;
&#13;
Odpowiadając Michałowi Sokołowskiemu, w końcowych zdaniach listu&#13;
Kolberg również wymienia Plichcinę, ale nie wiemy, czy była ona śpiewaczką, czy może opowiadała bajki lub relacjonowała przebieg wesela. Plichcina&#13;
była mieszkanką Głuszyna – wśród nazwisk rodowych z tej miejscowości,&#13;
zamieszczonych przez Kolberga w drugiej części Kujaw, wymienione jest&#13;
nazwisko „Plichta”. Nie wiemy również, jakie utwory lub wiadomości przekazał wymieniony w tym liście Graszkowski. Natomiast odnotowane w jednym z rękopisów terenowych nazwisko Jana Maślonki dotyczy na pewno&#13;
skrzypka. Kolberg zapisał jego imię i nazwisko nad melodiami, a w cz. II&#13;
Kujaw, opisując grę kujawskich muzyków, poświęcił mu kilka zdań:&#13;
[…] między wielu innymi był w jednym dworze parobczak nazwiskiem Maślonka,&#13;
który będąc szmają (mańkutem, [lewo]rękim), wyuczył się grać na skrzypcach&#13;
na szmajndę, tj. lewą ręką smykował (wodził smyczek po strunach), palcami&#13;
zaś prawej ręki przebierał na strunach, które stosownie do tego działania, miał&#13;
nawiązane na opak3.&#13;
K. Zalewski Józef Bliziński, „Kurier Warszawski” 1893, nr 119.&#13;
List M. Sokołowskiego z 16 listopada 1865 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 139.&#13;
3&#13;
O. Kolberg Kujawy cz. II (DWOK T. 4), s. 209 (wyróżnienia w tekście od Kolberga), zob. też&#13;
w cz. I suplementu do Kujaw (DWOK T. 72/I) s. XIII i 270, przypis.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
198&#13;
&#13;
�Większość innych wiejskich informatorów i wykonawców pozostaje&#13;
anonimowa. Z zachowanych listów i paru notatek w rękopisach znamy jedynie nazwiska wykonawczyń pieśni zamieszczanych przez Kolberga w rozdziale „Dwory i miasta” i osób z tego kręgu, które przekazały potrzebne&#13;
informacje lub zanotowały np. przysłowia1.&#13;
Z tego drugiego sezonu badań terenowych na Kujawach pochodzą zapewne teksty bajek, facecji, anegdot i „gadki” naśladujące głosy ptaków&#13;
oraz kilkanaście opisów gier i zapiski dotyczące gwary, ale także nowe&#13;
pieśni i melodie. Uzupełnił więc Kolberg notatki przywiezione przed pięciu&#13;
laty, poszerzył je o nowe tematy i pozyskał kilku współpracowników, którzy w czasie jego pobytu sporządzali potrzebne szkice chat, ofiarowywali&#13;
prywatne fotografie, a potem przysyłali odpowiedzi na zadawane listownie&#13;
pytania lub przekazywali je w czasie spotkań w Warszawie. Zgromadził&#13;
też inne materiały ikonograficzne przygotowane później do druku przez&#13;
Wojciecha Gersona. Do dziś w archiwum Kolberga zachowały się fotografie&#13;
kujawskich piastunek, których nakrycia głowy były wzorami do drzeworytów ilustrujących stroje ludowe w Kujawach.&#13;
Zredagowanie do druku Kujaw wymagało od Kolberga rozwiązania&#13;
paru nowych problemów edytorskich, m.in. systematyki różnych gatunków&#13;
prozy, a także ustalenia metody zapisu gwary w tekstach folkloru, zwłaszcza&#13;
w bajkach i w materiałach dotyczących języka. Osobnym zadaniem był&#13;
wybór do druku melodii tańców, których w rękopisach miał liczbę trudną&#13;
dziś do oszacowania, na pewno przekraczającą tysiąc.&#13;
Dwutomowe Kujawy były pierwszym opracowaniem, w którym Kolberg&#13;
zrealizował plan etnograficznej monografii regionalnej. Złożyły się na nią&#13;
kolejno następujące rozdziały: w pierwszej części „Kraj”, „Lud”, poświęcony kulturze materialnej i charakterystyce cech fizycznych i psychicznych&#13;
Kujawian, a także wierzeniom, „Powieści” zawierające różne gatunki prozy, „Przysłowia. Zdania. Zagadki”, czyli małe formy folkloru, „Zwyczaje”,&#13;
ułożone w porządku kalendarzowym od Bożego Narodzenia do przesilenia&#13;
letniego, „Gry”, których opisał kilkanaście, następnie „Obrzędy polne”, zawsze w monografiach charakteryzowane oddzielnie, „Obrzędy domowe”&#13;
Zob. we wstępie do O. Kolberg Kujawy. Suplement… cz. II (DWOK T. 72/II) s. XLII–&#13;
–XLIII, XLVI–XLVII, LV–LXI, LXXXVI. Prawdopodobnie w tym środowisku zapisał też Kolberg&#13;
duży zespół kolęd i pastorałek z notą lokalizacyjną „Ruszkowo”, które opublikowano dopiero&#13;
w suplemencie do Kujaw. Zob. wstęp do O. Kolberg Kujawy. Suplement… cz. II (DWOK T. 72/&#13;
II), s. XXVI i XLVII oraz s. 3–42.&#13;
1&#13;
&#13;
199&#13;
&#13;
�związane z urodzinami, pogrzebem i weselem. W części drugiej zamieścił&#13;
„Pieśni i dumy”, „Tańce” z osobnym wstępem i „Język”, który znalazł się&#13;
dopiero po przypisach do rozdziałów poprzednich. Kolejność materiałów&#13;
w następnych monografiach bywała nieco zmieniona w porównaniu do&#13;
Kujaw, ponadto później zamieszczał Kolberg zapisy dotyczące wierzeń&#13;
w osobnym rozdziale lub nawet osobnym tomie. Natomiast proza ludowa,&#13;
zwłaszcza bajki, ale także inne jej gatunki, doczekała się w Kujawach obfitej reprezentacji dorównującej późniejszym monografiom — wydrukował&#13;
tam ponad 40 takich tekstów. Bogaty jest także rozdział „Język”, zawierający słowniczek, „Właściwości mowy”, tj. uwagi z zakresu fonetyki i zwroty charakterystyczne dla Kujawian, obszerny spis onomastyczny, szeroko&#13;
uwzględniający poza nazwami osad także hydronimy, nazwy pól, łąk, pastwisk itp. oraz osobno nazwiska i imiona włościan. „Właściwości mowy”&#13;
rozpoczął ważnymi obserwacjami dotyczącymi ogólnie gwary kujawskiej&#13;
i specyfiki języka pieśni:&#13;
Mowa Kujawiaków jest w ogóle czysta. Różni się głównie od sąsiedniej gwary&#13;
mazurskiej dobrym i wyraźnym wymawianiem spółgłosek szypiących (gardł.&#13;
zmiękcz.) cz, sz, ż, bez tak zwanego mazurzenia. Jeśli w mowie potocznej nieraz&#13;
wyrzucają oni lub dodają pewne głoski do wyrazów, to w pieśni zwykli tego&#13;
unikać i poprawniejszym odzywają się językiem1.&#13;
&#13;
Te zdania i następujące po nich szczegółowe uwagi o wymowie, fleksji&#13;
i charakterystycznych zwrotach wskazują, że Kolberg zauważył i starał&#13;
się utrwalić w notatkach odmienność gwary Kujawian od innych znanych&#13;
mu już dialektów i od języka ogólnopolskiego, a także dostrzegał różnice między ich mową potoczną a artystycznym językiem pieśni. Gwarę&#13;
kujawską Kolberg opisał w rozdziałach poświęconych językowi, a zachowane rękopisy terenowe bajek z tego regionu wskazują, że w czasie&#13;
wywiadów starał się odnotować nie tylko treść tych tekstów, ale także&#13;
ich brzmienie.&#13;
W monografii Kujaw zwraca uwagę zespół ilustracji dokumentujących&#13;
stroje i budownictwo. Akwarele, podstawę barwnych litografii, namalował Wojciech Gerson, częściowo przerysowując fotografie wykonane we&#13;
włocławskim atelier W.M. Majorkiewicza, częściowo wykorzystując własne szkice z podróży studenckich w latach 1851 i 1853. Był on też autorem&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Kujawy cz. II (DWOK T. 4), s. 280, wyróżnienia od Kolberga.&#13;
&#13;
200&#13;
&#13;
�wielu rysunków reprodukowanych w tomie jako drzeworyty, te powstały&#13;
głównie na podstawie fotografii zgromadzonych przez Kolberga. Na stronach tytułowych Kolberg podał tylko nazwisko Gersona, choć nie wszystkie ilustracje były wykonane przez tego malarza. Trzy chaty z Bogusławic&#13;
i ich wnętrza1 oraz dworek w Bogusławicach narysowała prawdopodobnie&#13;
Ludwika Kretkowska (1843–1906), córka Ludwika Komeckiego, właściciela&#13;
tej wsi, u którego etnograf gościł w roku 1860 i 1865.&#13;
Omówieniu muzyki tego regionu poświęcił Kolberg osobne miejsce, najpierw we wstępie do monografii, potem w specjalnym wprowadzeniu do&#13;
rozdziału „Tańce”2. Problemy poruszane we wstępie do Sandomierskiego&#13;
wspomniał tylko w kilku zdaniach, natomiast uwagę skupił na opisie tańców i charakterystyce gry kujawskich instrumentalistów, przede wszystkim&#13;
skrzypków, ale także pastuszków grających na fujarkach. Wspomniał też&#13;
inne instrumenty i wymienił nazwy tańców. Wyraźnie w folklorze Kujaw&#13;
zafascynowały go usłyszane w czasie badań terenowych melodie kujawiaków i umiejętności miejscowych skrzypków. Fascynację tę czuje się, czyta­jąc&#13;
charakterystykę ich kompozycji i samej gry we wstępie, w którym Kolberg&#13;
oddaje swe bardzo osobiste wrażenia3. Kontrastuje ona z rzeczową uwagą&#13;
o jednym z wykonawców:&#13;
Skrzypek grający mi jedną z podobnych melodii zawieszonych na dominancie, gdym mu wskazywał w jaki sposób ma znowu przejść do toniki i na niej&#13;
zakończyć, po kilku z rozmaitym powodzeniem odbytych próbach, wracał do&#13;
dawnego trybu, w którym mu daleko gładziej szło, i w końcu zniecierpliwiony&#13;
rzekł: Eh! Jużcić to ta panowie musita lepij wiedziéć jak mo być, bo się uczyta&#13;
w szkole; a u nas, chłopstwa, to tylko się tak gro zwyczajnie, po prostu, jak Bóg&#13;
przykazoł!4&#13;
&#13;
Kolberg z kujawiakami zetknął się bardzo wcześnie, wiele lat przed&#13;
pierwszą podróżą do regionu, od którego wzięły swoją nazwę. W uwagach&#13;
do biografii Fryderyka Chopina wydanej przez Marcelego Antoniego Szulca&#13;
pisał o melodii tego tańca użytej w Fantazji na tematy polskie op. 13:&#13;
Zob. O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 77 i 80–81, a także ryciny w cz. II suplementu&#13;
(DWOK T. 72/II) i wstęp tamże, s. LXXII. 		&#13;
2&#13;
O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 7–11 i Kujawy cz. II (DWOK T. 4), s. 199–212.&#13;
3&#13;
O. Kolberg Kujawy, cz. I (DWOK T. 3), s. 9.&#13;
4&#13;
Tamże, s. 9, przypis.&#13;
1&#13;
&#13;
201&#13;
&#13;
�Nie ma najmniejszej wątpliwości, że motyw ten jest ludowy. Nucił go Chopinowi&#13;
młody Wodzyński w mojej obecności w Warszawie i ja sam często go później&#13;
w Kujawach słyszałem […]1.&#13;
&#13;
Kujawiaki miały też spośród wszystkich jego utworów najlepsze recenzje współczesnych krytyków, a dobrze oceniane były również później.&#13;
Melodie tych właśnie tańców zapisane w roku 1860 i 1865 były przedmiotem równie wielkiej troski Kolberga, jak jego własne kompozycje.&#13;
W drugiej części Kujaw zmieścił ich zaledwie dziewięćdziesiąt. Później&#13;
włożył wiele pracy w przygotowanie do wydania kolejnych wersji zgromadzonego materiału i w próby jego publikacji jako trzeciej części monografii.&#13;
Cenił wysoko miejscowych skrzypków i wiedział, że bez ich kompozycji&#13;
obraz muzyki tego regionu będzie zubożony. Opracował trzy kolejne redakcje zbioru tańców kujawskich, z których jedna pt. Chodzone, kujawiaki,&#13;
obertasy, mazury, najbliższa prymarnym zapisom terenowym i prawdopodobnie najwcześniejsza, została w całości opublikowana w tomie suplementowym dopiero 150 lat później. Zawartych jest tam 712 osobno numerowanych tańców, a większość z nich składa się z dwu lub trzech melodii,&#13;
stanowiących cykl, nazwany przez Kolberga „tańcem kujawskim”, na który&#13;
składają się: chodzony, czyli polski, kujawiak właściwy i mazur lub obertas. Sam Kolberg po wydaniu Kujaw nadal starał się udostępnić te melodie&#13;
i zamieścił niektóre z nich w roku 1880 w piątej części monografii Wielkopolski, gdzie zostały one rozproszone wśród innych zapisów tańców, a następnie w roku 1889 w Łęczyckiem, w osobnym rozdziale pt. „Kujawy”2.&#13;
Rękopis pierwszej części Kujaw miał Kolberg gotowy w ciągu roku 1866&#13;
i oddał go znowu do drukarni Jaworskiego, która miała wówczas opinię&#13;
najlepszej spośród takich zakładów w Warszawie i mogła drukować nuty.&#13;
Pierwsza część Kujaw ukazała się w roku 1867, część druga dwa lata później3. W okresie druku tych dwu tomów zasoby Kolberga były wyczerO. Kolberg Uwagi […] odnoszące się do książki M. A. Szulca „Fryderyk Chopin i utwory&#13;
jego muzyczne, Poznań 1873, w: Pisma muzyczne, cz. II (DWOK T. 62), s. 463–464. Zob. też&#13;
wstęp D. Pawlak w tomie suplementowym do Kujaw, cz. II (DWOK T. 72/II), s. XCV–XCVI.&#13;
2&#13;
Zob. D. Pawlak Zbiór tańców kujawskich Oskara Kolberga (DWOK T. 72/I), s. VI i nast.&#13;
Zob. też O. Kolberg Poznańskie cz. V (DWOK T. 13), m.in. s. 154–167, oraz Łęczyckie (DWOK&#13;
T. 22), s. 211–254.&#13;
3&#13;
Część II Kujaw ma na karcie tytułowej rok wydania 1867, ale jej druk zakończył się dwa&#13;
lata później. Właściwa data podana była na papierowej okładce, zwykle usuwanej w czasie&#13;
oprawy książki, ale czasem naklejanej na twardą okładkę introligatorską.&#13;
1&#13;
&#13;
202&#13;
&#13;
�pane i musiał szukać instytucji lub osób, które mogłyby sfinansować publikację Ludu. Jeszcze w październiku 1865 r. wydrukował 400 „biletów&#13;
prenumeracyjnych”, które rozprowadzali na Kujawach wśród swoich znajomych zaprzyjaźnieni mieszkańcy regionu, Józef Bliziński i Antoni Morzycki&#13;
(1801–1882) z Ruszkowa, a w Warszawie zapewne księgarze. Jednak nie&#13;
udało się tą drogą zebrać potrzebnego funduszu. Morzycki, który z trzydziestu pięciu powierzonych mu biletów zdołał sprzedać tylko część, za&#13;
pozostałe zapłacił sam i przysyłając należną kwotę, pisał do Kolberga:&#13;
Każdy rodak miłujący narodowe zabytki uznać musi w usiłowaniach Jego znakomitą zasługę, zwłaszcza przy względzie na środki, którymi rozporządzasz.&#13;
Z wydawnictwem pieśni i podań ludowych Kujawian trafiłeś na złe czasy, których opisywać nie potrzebuję, bo są, nie wątpię, dostatecznie Szan[ownemu]&#13;
Panu znane; zaręczyć tylko mogę o dobrych chęciach moich współobywateli,&#13;
które paraliżuje ciężka niedola1.&#13;
&#13;
Istotnie, właściciele ziemscy na Kujawach, tak jak w całym Królestwie,&#13;
zostali w czasie powstania i w ciągu następnych lat obciążeni najpierw&#13;
daniną narodową na rzecz powstańców, potem przemarszami i rabunkami&#13;
wojsk rosyjskich, a po zakończeniu walk zbrojnych — kontrybucjami narzuconymi przez władze carskie i koniecznością opłacania urzędników rosyjskich, przyzwyczajonych do łapówek. Dodatkowym czynnikiem powodującym zubożenie części właścicieli folwarków były zmiany ekonomiczne – po uwłaszczeniu ogłoszonym w marcu 1864 r. nie wszyscy potrafili&#13;
szybko przystosować się do nowych warunków prowadzenia gospodarstw&#13;
rolnych.&#13;
Kolberg nie tylko nie miał pieniędzy na wydanie ogromnego zbioru tańców kujawskich, ale od roku 1865 zalegał Jaworskiemu za druk Sandomierskiego, a zadłużenie powiększało się w trakcie prac nad Kujawami.&#13;
Spłacał je stopniowo w ratach przez cały rok 1865 i dwa lata następne,&#13;
zwykle po 50 rubli co dwa – trzy miesiące. Jednak od lipca roku 1867&#13;
wpłaty takie są coraz rzadsze, a później, od połowy roku 1868 w spisie&#13;
wydatków nie ma już notatek o kwotach przekazanych Jaworskiemu. Przypomnieć tu trzeba, że w czerwcu 1868 r. zakończyły się prace nad Encyklopedią powszechną i dochody Kolberga nie tylko zmniejszyły się, ale stały&#13;
się też bardzo niepewne. Z późniejszej korespondencji wynika, że wtedy&#13;
1&#13;
&#13;
List A. Morzyckiego z 28 XI 1867 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 217–218.&#13;
&#13;
203&#13;
&#13;
�nie wyrównał jeszcze zaległości u Jaworskiego za część pierwszą Kujaw,&#13;
a trwał druk części drugiej monografii. Aby zaoszczędzić na kosztach, postanowił w tym tomie wydać nuty tańszą techniką. W pierwszym zbiorze,&#13;
opublikowanym przez Żupańskiego w latach 1842–1845, nuty były litografowane. Nieco później nuty można było już drukować i tak zostały wydane&#13;
melodie w Pieśniach ludu polskiego, które ukazały się w roku 1857. K.W.&#13;
Wójcicki, recenzując pierwszą część Kujaw, pisał: „Wprowadzenie do naszej typografii nut drukowanych ułatwiło wielce wydanie w formie książki”1. Dzięki temu melodie z podpisaną pierwszą zwrotką tekstu znajdowały&#13;
się bezpośrednio nad pełnym tekstem. W pierwszej części Kujaw, gdzie&#13;
znalazło się tylko 101 zapisów nutowych zamieszczonych w opisach obrzędów, nuty były drukowane. W drugiej części monografii melodie, których&#13;
tam jest 346, były litografowane oddzielnie na całostronicowych planszach&#13;
zamieszczonych zbiorowo na końcu rozdziału zawierającego pełne teksty.&#13;
Zmniejszyło to koszt publikacji, ale utrudniało korzystanie z książki i dawało gorszy estetycznie efekt. W 1869 r., gdy kończył się druk drugiej części&#13;
Kujaw, starając się o subwencję w Ossolineum, Kolberg ocenił technikę&#13;
druku zastosowaną w tym tomie dosyć nisko: „Seria IV wydanego przez&#13;
mnie dzieła Lud ukazuje już w ten sposób litografowane dla taniości nuty;&#13;
pięknością się one nie zalecają […]”2. Podobnie pisał Wójcicki, recenzując&#13;
drugą część Kujaw: „Jest to oszczędność co do kosztów znaczna, lubo na&#13;
oko mniej powabna”3.&#13;
Recenzje zamieszczone w prasie po ukazaniu się Kujaw nie były tak wnikliwe, jak poświęcone Pieśniom ludu polskiego w 1857 r. Wtedy nowy tom&#13;
Kolberga oceniali przede wszystkim muzycy, a także pisarze zainteresowani&#13;
folklorem. Dziesięć lat później publikacje etnograficzne nie miały jeszcze&#13;
nie tylko wyrobionego kręgu odbiorców, ale także fachowych krytyków.&#13;
Recenzje, które ukazały się w „Bibliotece Warszawskiej” i w popularnych&#13;
tygodnikach miały na celu raczej zachęcenie czytelników do nabycia książki niż rzeczową ocenę jej zawartości. Podkreślano trudności w uzyskaniu&#13;
informacji od mieszkańców wsi i ponoszone przez Kolberga koszty badań&#13;
i druku. Taki charakter miały też omówienia Kujaw zamieszczone w prasie&#13;
K.W. Wójcicki Kronika literacka, „Biblioteka Warszawska” 1866, T. 1, s. 116.&#13;
Brulion listu do A. Bielowskiego z 15 III 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),&#13;
s. 296.&#13;
3&#13;
Recenzja K.W. Wójcickiego na temat cz. II Kujaw zamieszczona była w „Bibliotece Warszawskiej” 1869, T. 3, s. 451–453, przytoczony fragment na s. 452.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
204&#13;
&#13;
�wielkopolskiej krótko po pobycie Kolberga w Poznaniu1. Wspomnieć trzeba&#13;
jednak o paru problemach poruszanych przez recenzentów. W warszawskim „Przeglądzie Tygodniowym”, nowo założonym tygodniku społeczno-kulturalnym, odgrywającym dużą rolę jako organ pozytywistów warszawskich, o Kujawach pisał literat Mścisław Kamiński (1839–1868). Porównał&#13;
świeżo wydany tom trzeci Ludu z Sandomierskiem i zbyt optymistycznie&#13;
podkreślił wyczerpanie tematu przez Kolberga:&#13;
[…] część trzecia tak jest w nie [tj. materiały] obfitą, że przyszły po panu Kolbergu&#13;
etnograf wątpim, czy potrafi co nowego o Kujawach powiedzieć2.&#13;
&#13;
Uważał jednak, że Kolberg, opisując kulturę ludową Kujaw, zamieścił&#13;
zbyt dużo szczegółów, w tym wariantów melodii, których starczyłaby połowa. W pierwszej części Kujaw jest jednak tylko 101 zapisów nutowych,&#13;
z czego 87 to melodie wokalne i instrumentalne zamieszczone w sześciu&#13;
opisach wesel. Z twierdzeniem, że Kolberg zamieszcza za dużo melodii, polemizował Zygmunt Gloger (1845–1910), wówczas student Szkoły Głównej.&#13;
W recenzji Kujaw pisał:&#13;
Niesłusznym jest zarzut, że p. Kolberg za wiele podał w swym dziele odmian&#13;
muzyki ludowej. Autor, sam będący muzykiem, a specjalnie poświęcający się&#13;
badaniu ludowych melodii, powinien jak najwięcej podawać nam tego, co niełatwo przyjść może komu innemu i czym podobno nikt więcej tak gorliwie u nas&#13;
się nie zajmuje3.&#13;
&#13;
Wójcicki po opublikowaniu pierwszej części monografii przedstawił&#13;
szeroko jej treść w „Bibliotece Warszawskiej” i dodał, że Kolberg spełnia gorące życzenie Hugona Kołłątaja. Po ukazaniu się w 1869 r. części&#13;
drugiej Wójcicki podkreślał dokładność „etnograficznych opisów okolic&#13;
krajowych” i dokumentację muzyki ludowej. Jednak nawiązując do recenzji J. Papłońskiego na temat Sandomierskiego, przychylił się do jego zdania, że w monografii Kolberga brak charakterystyki religijnego życia ludu:&#13;
„Nie godzi się i nie można opuszczać licznych pieśni pobożnych, które są&#13;
[E. Kierski], „Przegląd Wielkopolski” 1867, s. 288–289; H. Feldmanowski, „Dziennik Poznański” 1868, nr 222.&#13;
2&#13;
M. Kamiński, „Przegląd Tygodniowy” 1867, nr 52.&#13;
3&#13;
Z. Gloger Kujawiacy, „Tygodnik Ilustrowany” 1868, T. II, nr 28, s. 16. Artykuł Glogera jest&#13;
ilustrowany dwoma drzeworytami według fotografii W.M. Majorkiewicza.&#13;
1&#13;
&#13;
205&#13;
&#13;
�w ustach ludu, ani też zaniedbywać bliższego rozpatrzenia się co do jego&#13;
gorącej wiary i praktyk z nią połączonych”1. Wójcicki poświęcił też sporo&#13;
miejsca folklorowi dziadowskiemu, którego brak zauważył w monografii.&#13;
Pieśni żebraczych dziadów uważał za bardzo dawne „pomniki odległych&#13;
wieków”, przechowujące „zabytki poezji pobożnej”. Kolberg jednak, choć&#13;
notował pieśni dziadowskie i pieśni religijne, w Kujawach zamieścił ich&#13;
tylko kilka2. Nie chciał powtarzać utworów już wydanych przez innych&#13;
i w odpowiednim rozdziale monografii opublikował np. tylko cztery kolędy,&#13;
poprzedzając je uwagą, że przytacza tylko kilka, „nieco odmienne mających&#13;
melodie”3, ponieważ na Kujawach krążą prawie takie same jak znajdujące&#13;
się w drukowanych zbiorach i śpiewnikach. Z tych powodów pominął Kolberg w druku kolędy z Ruszkowa, a także kilka pieśni religijnych z tej samej&#13;
miejscowości. W rękopisie większość z nich ma odsyłacze do zbiorów pastorałek i kolęd wskazanych przez Kolberga lub do Śpiewnika kościelnego&#13;
Mioduszewskiego4.&#13;
Mimo zastrzeżeń niektórych recenzentów Kolberg w latach następnych&#13;
poświęcał nadal muzyce dużo uwagi w trakcie badań terenowych i odpowiednie miejsce w tomach Ludu, a we wstępach do kolejnych monografii&#13;
tłumaczył to obecnością muzyki i pieśni we wszystkich obrzędach i w całym życiu ludu. Możemy dodać, że o ile badania etnograficzne w miarę&#13;
upływu czasu zaczynało prowadzić coraz więcej osób, to umiejętność zapisywania muzyki ze słuchu była dostępna dla niewielu i Kolberg był tego&#13;
świadomy. Dlatego uważał za swój obowiązek nadal notować w terenie&#13;
utwory instrumentalne i wokalne ludowych twórców.&#13;
1&#13;
K.W. Wójcicki Piśmiennictwo krajowe i zagraniczne, „Biblioteka Warszawska” 1869,&#13;
T. 1, s. 137.&#13;
2&#13;
Zob. w cz. I Kujaw (DWOK T. 3) kolędy na s. 208–210 i w cz. II (DWOK T. 4) s. 68,&#13;
w suplemencie do Kujaw (DWOK T. 72/II), s. 3–42 i 99–102, zob. też w suplemencie (DWOK&#13;
T. 72/II) przypis 1 na s. 3.&#13;
3&#13;
O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 208; Kolberg odsyła tu do zbiorów:&#13;
M.M. Mioduszewski Pastorałki i kolędy z melodyjami, czyli piosnki wesołe ludu w czasie&#13;
świąt Bożego Narodzenia po domach śpiewane, Kraków 1843, tegoż Dodatek do „Pastorałek&#13;
i kolęd z melodyjami”, Lipsk 1853, K. Antoniewicz Żłóbek. Kolęda dla dzieci, Poznań 1857.&#13;
4&#13;
M.M. Mioduszewski Śpiewnik kościelny, czyli pieśni nabożne z melodyjami w kościele katolickim używane, a dla wygody kościołów parafialnych przez […] zebrane. Kraków&#13;
1838; tegoż Dodatek do „Śpiewnika kościelnego z melodyjami”, Kraków 1842. Wspomniane&#13;
tu kolędy i pieśni religijne zostały opublikowane w tomie Kujawy. Suplement… cz. II (DWOK&#13;
T. 72/II).		&#13;
&#13;
206&#13;
&#13;
�W trakcie redagowania do druku materiałów do pierwszej części monografii Kujaw zajęty był Kolberg także innym opracowaniem muzycznym. Razem z Augustem Freyerem (1803–1868), wówczas organistą parafii&#13;
ewangelicko-augsburskiej św. Trójcy w Warszawie, przygotował Zbiór&#13;
pieśni duchownych ewangelickich i modlitw wydany nakładem Gebethnera i Wolffa w 1866 r. Służył on wiernym aż do roku 1899, do czasu wydania zbioru nowego, obszerniejszego. Opracowanie z roku 1866 powstało&#13;
z inicjatywy pastora Leopolda Otto. Wprawdzie cenzura zakwestionowała wiele tekstów i z 300 ostatecznie wydrukowano tylko 160, co bardzo&#13;
zubożyło publikację, jednak anonimowy recenzent „Zwiastuna Ewangelicznego” pisał, że Zbiór pieśni duchownych ewangelickich zasługuje&#13;
na „wszelkie uznanie” i że „chwalebnie postąpił Komitet, iż przed każdą&#13;
pieśnią wydrukowano melodię z nutami […]”1. Swój związek z warszawską&#13;
parafią ewangelicko-augsburską Św. Trójcy zaznaczył Kolberg nie tylko&#13;
udziałem w przygotowaniu strony muzycznej nowego kancjonału. Nie&#13;
znamy wprawdzie daty powstania utworu Psalm 85 „Nakłoń ucha Twego, Panie”2 do przekładu Franciszka Karpińskiego i nic nie wskazuje, aby&#13;
można było go łączyć bezpośrednio z przygotowaniem do druku melodii&#13;
do kancjonału, jednak zarówno kompozycja ta, jak i praca nad śpiewnikiem potwierdzają, że tak jak ojciec i Wilhelm, także Oskar był związany&#13;
ze swoją parafią.&#13;
&#13;
Anonimowa recenzja w „Zwiastunie Ewangelicznym” 1866, nr 12, s. 192.&#13;
Utwór nie był drukowany za życia Kolberga, pierwodruk w: O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68), s. 108–126. Autorstwo tekstu wybranego przez Kolberga&#13;
ustaliła A. Nawrocka-Wysocka, zob. jej artykuł: Oskar Kolberg a tradycje polskich ewangelików — twórczość, krytyka, dokumentacja, w: Oskar Kolberg – Polak z wyboru, seminarium&#13;
[Warszawa 2014], s. 17, zeszyt z materiałami z sesji popularno-naukowej wydany w Roku Kolberga staraniem Parafii Ewangelicko-Augsburskiej Świętej Trójcy w Warszawie. A. Nawrocka-Wysocka wskazuje tam źródło tekstu: F. Karpiński Psałterz Dawida nowo przetłumaczony&#13;
cz. II, Warszawa 1786, s. 55–58. Nieco węższa wersja tego artykułu pt. Nurt ewangelicki w dokumentacji Oskara Kolberga ukazała się w „Polskim Roczniku Muzykologicznym”, T. XII:&#13;
2014, s. 81–95, autorka pominęła tam informacje o Psalmie.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
207&#13;
&#13;
�X&#13;
[Zakończenie prac nad Encyklopedią powszechną (1868). – Coraz trudniejsza sytuacja materialna Kolberga, zwłaszcza wobec druku Ludu na własny&#13;
koszt. – Druk drugiej części Kujaw. – Poszukiwanie instytucji i osób, które&#13;
mogłyby finansować prace nad Ludem. – Podróże w tym celu do Poznania,&#13;
Lwowa i Krakowa w latach 1867–1870. – Obietnica częściowej pomocy ze&#13;
strony Towarzystwa Naukowego Krakowskiego w 1869 r. – Decyzja o przeniesieniu się do Galicji.]&#13;
&#13;
W połowie roku 1868 wydany został ostatni tom Encyklopedii powszechnej Orgelbranda. K.W. Wójcicki w artykule 1 zamieszczonym&#13;
w „Kłosach” z okazji zakończenia druku ostatniego zeszytu encyklopedii&#13;
wspomina, że autorów było łącznie stu piętnastu. Podsumowując dziesięć lat pracy nad wydaniem tego dzieła, Wójcicki pisał na ten temat na&#13;
łamach „Kłosów”:&#13;
Dwudziestu więc sześciu współpracowników spoczęło w mogiłach, prócz tego&#13;
znaczna część pozostałych przy życiu nie mogła dalej wspierać tego wydawnictwa. Komitet redakcyjny musiał nowe siły zdobywać, nowych współpracowników powoływać, ażeby chociaż w części zapełnić szczerby w poważnym pierwotnym ich zastępie, teraz znacznie zmalałym, to ciosami śmierci, to usunięciem&#13;
się wielu w bezczynne zacisze. […] Nie wszyscy dotrwali do końca, ale nie ich&#13;
było winą, ani redakcji, ani wydawcy, że wcześniej odstąpili od współpracownictwa Encyklopedii powszechnej2.&#13;
&#13;
Tylko tak oględnie mógł wówczas dziennikarz i współautor Encyklopedii wspomnieć autorów represjonowanych lub przebywających na emigracji z powodu udziału w powstaniu styczniowym, ponieważ cenzura nie dopuszczała do wymienienia ich nazwisk w druku. Wójcicki pisał, że oprócz&#13;
czterech członków komitetu redakcyjnego jedynie dwanaście osób było&#13;
czynnych od początku pracy nad Encyklopedią do jej końca. Należał do&#13;
nich Oskar Kolberg, który był autorem prawie wszystkich haseł z zakresu&#13;
muzyki, zarówno osobowych, jak i rzeczowych. Hasła podpisane przez innych autorów zwykle dotyczą pogranicza nauk, np. muzyki i literatury, fizyki czy religioznawstwa. Znaczna część artykułów dotyczących muzyki nie&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
R. [K.W. Wójcicki] Encyklopedia powszechna S. Orgelbranda, „Kłosy” 1868, T. 6, nr 151.&#13;
Tamże.&#13;
&#13;
208&#13;
&#13;
�jest podpisana, ale domniemanie autorstwa Kolberga jest w ich wypadku&#13;
uzasadnione, co precyzyjnie wykazał Mieczysław Tomaszewski1. Omówił&#13;
on pracę Kolberga nad stroną muzyczną Encyklopedii, analizując autorstwo&#13;
haseł, źródła wykorzystane w trakcie ich opracowywania, a także ścisłość&#13;
informacji, którą ocenia wysoko, zwłaszcza w odniesieniu do kompozytorów i muzyków polskich:&#13;
Mocną stronę Kolbergowskich biografii stanowi niepomiernie wyższa niż u Sowińskiego2 wiarogodność danych. Większe niż w innych działach zagęszczenie&#13;
haseł podpisanych. Najcenniejsze — poświęcone Elsnerowi, Kurpińskiemu, Dobrzyńskiemu, Komorowskiemu, Chopinowi i Moniuszce — pochodzą z autopsji3.&#13;
&#13;
Charakteryzując te biografie, M. Tomaszewski pisze:&#13;
W życiorysach ludzi, których znał, wyczuwa się autopsję (Chopin, Kurpiński,&#13;
Elsner), jednakże w nie narzucający się sposób. I właśnie spięcie tych trzech&#13;
elementów: możliwie maksymalnie zweryfikowanej faktografii, trafnie dobranej&#13;
anegdoty i własnej refleksji estetycznej i moralnej — daje swoistość Kolbergowskich życiorysów4.&#13;
&#13;
W sumie bardziej lub mniej ważnych, dłuższych i krótszych artykułów&#13;
z zakresu muzyki opublikowanych przez Kolberga w Encyklopedii jest nieco ponad tysiąc5.&#13;
Jest też Kolberg autorem niewielkiej liczby drukowanych w Encyklopedii artykułów z innych dziedzin: etnografii, mitologii, historii starożytnej i współczesnej oraz geografii6. Spośród nich dla pełniejszego poznania poglądów Kolberga na zadania etnografii i jego późniejszych planów&#13;
Zob. M. Tomaszewski „Pisma muzyczne”…, w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. I (DWOK&#13;
T. 61), s. XXXII–XXXV.&#13;
2&#13;
Chodzi tu o pierwsze, francuskie wydanie: A. Sowiński Les musiciens polonais et slaves…,&#13;
Paris 1857.&#13;
3&#13;
M. Tomaszewski „Pisma Muzyczne”…, w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. I (DWOK&#13;
T. 61), s. LI.&#13;
4&#13;
Tamże, s. XLI.&#13;
5&#13;
Wszystkie opublikowane są w układzie rzeczowym nadanym przez M. Tomaszewskiego&#13;
w Pismach muzycznych (DWOK T. 61 i 62), zob. też A. Skrukwa Bibliografia prac O. Kolberga&#13;
w: Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło cz. III (DWOK T. 85/III) s. 190–200.&#13;
6&#13;
Opublikowano je w tomie O. Kolberg Studia, rozprawy i artykuły (DWOK T. 63), s. 449–&#13;
–588.&#13;
1&#13;
&#13;
209&#13;
&#13;
�badawczych i edytorskich istotny jest przytaczany już tutaj artykuł Polski&#13;
lud1, bowiem należy do niewielu nieco szerszych wypowiedzi programowych autora Ludu. Drukowany były w tomie Encyklopedii wydanym&#13;
w drugiej połowie roku 1865, czyli po ogłoszeniu przez niego własnego&#13;
planu badań etnograficznych.&#13;
Ponadto Kolberg pozostawił w rękopisach kilka tekstów prawdopodobnie przeznaczonych pierwotnie dla Encyklopedii, ale zamieszczonych tam&#13;
w postaci nadanej przez innego autora lub w ogóle niedrukowanych. Są&#13;
one poświęcone kulturom i krajom dla Polaków egzotycznym: Oceanii i obu&#13;
Amerykom2. Dziś stanowią tylko dowód rozległości zainteresowań i lektur&#13;
Kolberga, a także — podobnie jak niektóre drukowane, np. z zakresu mitologii greckiej — mogą być wynikiem konieczności podejmowania pewnych&#13;
tematów, gdy naglił czas, a zawiedli inni autorzy, mogły też być pisane dla&#13;
zarobku.&#13;
Podsumowując autorski udział Kolberga w Encyklopedii powszechnej&#13;
S. Orgelbranda, znów należy przytoczyć wnioski M. Tomaszewskiego, wynikające z wielostronnych analiz, jakim poddał on zespół tekstów stanowiących trzon tomu Pisma muzyczne. O całości tego zbioru artykułów&#13;
Kolberga pisał:&#13;
Pisma ukazują go jako kronikarza, recenzenta i popularyzatora, niekiedy jako&#13;
krytyka, edytora, historyka (i nawet teoretyka) muzyki, przede wszystkim jednak jako encyklopedystę muzycznego. Dzięki Kolbergowi przyswojona została&#13;
kulturze polskiej — zebrana, przemyślana co do potrzeb, zaadaptowana terminologicznie, usystematyzowana i zaprezentowana jako pewien całokształt — wiedza o muzyce, w rozmiarze przekraczającym wszystko, co dotychczas w języku&#13;
polskim na ten temat istniało3.&#13;
&#13;
Po zakończeniu druku Encyklopedii sytuacja materialna Kolberga stała&#13;
się bardzo trudna, ponieważ honoraria od Orgelbranda były w ostatnich&#13;
latach największą i stałą częścią jego dochodów. Ostatnią wpłatę z tego&#13;
Zob. przypis 1 na s. 178.&#13;
Teksty te, ich źródła i wartość dla XIX-wiecznego czytelnika, a także inne artykuły&#13;
Kolberga dotyczące kultury krajów i ludów pozaeuropejskich scharakteryzował A. Posern-Zieliński we wstępie do tomu O. Kolberg Studia, rozprawy i artykuły (DWOK T. 63), s. XXIV–&#13;
–XXXVIII.&#13;
3&#13;
M. Tomaszewski „Pisma muzyczne”…, w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. I (DWOK&#13;
T. 61), s. LIV.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
210&#13;
&#13;
�źródła odnotował pierwszego czerwca 1868 r. Później w notatkach po stronie dochodów wpisywał opłaty za lekcje muzyki, sumy wpływające od&#13;
księgarzy za wydane zbiory pieśni, tomy Ludu i kompozycje oraz nieliczne&#13;
honoraria za artykuły w prasie. Po zamknięciu przez Sikorskiego „Pamiętnika Muzycznego i Teatralnego” w grudniu 1862 r. Kolberg publikował kilkakrotnie w latach 1865–1870 w „Kłosach” i w „Tygodniku Ilustrowanym”&#13;
okazjonalne życiorysy muzyków, rzadziej recenzje dotyczące współczesnych wydarzeń muzycznych1. W „Tygodniku Ilustrowanym” ukazały się&#13;
w latach 1867–1868 jedne z ostatnich drukowanych kompozycji Kolberga:&#13;
Mazur, Polka na fortepian i pieśń Do dziewczyny, nie wiadomo jednak,&#13;
kiedy były napisane.&#13;
Inne publikacje prasowe Kolberga z tych lat dotyczą w większości etnografii. W „Tygodniku Ilustrowanym” zamieszczone było w 1866 r. wspomniane już Śródpoście na Kujawach, a w „Kalendarzu Ilustrowanym” J. Jaworskiego na rok 1868 ukazał się artykuł Kujawiacy. Obydwa były oparte&#13;
na materiałach zawartych w drukującej się właśnie pierwszej części monografii Kujawy — dostarczały informacji o kulturze ludowej regionu i służyły&#13;
jako reklama tej książki. W „Kalendarzu Polskim Ilustrowanym” na rok&#13;
1867 J. Jaworski opublikował artykuł Sitarze biłgorajscy, przedrukowany&#13;
później w monografii Lubelskie. W tymże kalendarzu na rok 1869 zamieszczony został artykuł Proszowiacy, a w „Kalendarzu Warszawskim” Józefa&#13;
Ungra Opis wesela wiejskiego pod Poznaniem. Obydwa przedrukował&#13;
potem Kolberg odpowiednio w monografiach Kieleckiego i Poznańskiego.&#13;
„Biblioteka Warszawska” opublikowała recenzję kupionej przez Kolberga&#13;
w 1867 r. pracy Maxa Toeppena Abergluben aus Masuren2. Honoraria za&#13;
te artykuły były niewysokie, ale przypominały czytelnikom o pracach Kolberga i jednak oznaczały niewielki dochód, choć drukowanie w kalendarzu&#13;
Jaworskiego nie przynosiło zysku, a tylko redukowało dług; 15 stycznia&#13;
1867 r. odnotował Kolberg: „od Jaworskiego za 2 artykuły do kalendarza&#13;
&#13;
1&#13;
Artykuły te są przedrukowane w części II Pism muzycznych Kolberga (DWOK T. 62),&#13;
s. 480–499, 505–511.&#13;
2&#13;
M. Toepen Aberglauben aus Masuren mit einem Anhange enthaltend: Masurische Sagen und Mährchen, Danzig 1867. Recenzja była drukowana w „Bibliotece Warszawskiej” 1868,&#13;
T. 2, s. 330–332, przedruk w tomie O. Kolberg Studia, rozprawy i artykuły (DWOK T. 63),&#13;
s. 421–424.&#13;
&#13;
211&#13;
&#13;
�18 [rubli]” i tegoż dnia tę samą kwotę po stronie wydatków: „Jaworskiemu&#13;
à conto Lud”1.&#13;
Po zakończeniu prac nad Encyklopedią powszechną Kolberg ratował&#13;
czasem swój budżet, pisząc na tematy odległe od jego prawdziwych zainteresowań. W „Kalendarzu Warszawskim” J. Ungra na rok 1870 znalazły&#13;
się artykuły o poławianiu pereł w Japonii i o wydobywaniu oraz obróbce&#13;
koralowców, a rok później Balet rumaków, na temat hiszpańskiej szkoły&#13;
jazdy konnej i jej pokazów w Wiedniu. W spisie dochodów z roku 1869&#13;
znajdujemy dwukrotnie notatkę o otrzymaniu wynagrodzenia „od Kucza&#13;
z Kuriera”2. Nie udało się ustalić, czy dotyczą one zamieszczonego artykułu&#13;
Kolberga, czy innej transakcji — w redagowanym przez K. Kucza „Kurierze Warszawskim” z tego roku nie odnaleziono tekstów, których autorstwo&#13;
można przypisać Kolbergowi. Natomiast odnotowane rok wcześniej honorarium „od Gregorowicza za art. rolnicze” dotyczyło niewątpliwie publikacji. J. Gregorowicz w tym czasie redagował „Przyjaciela Dzieci”, cenione&#13;
pismo dla młodych czytelników, i „Tygodnik Mód i Powieści”. W „Przyjacielu Dzieci” już w roku 1861 wydrukowany był anonimowo obszerny tekst&#13;
Kolberga pt. Elektryczność powietrza, ale „artykuły rolnicze”, drukowane&#13;
w roku 1868, zapewne też bez podpisu autora, pozostały niezidentyfikowane3. W wypadku tych publikacji liczyły się tylko honoraria, uzupełniające&#13;
inne niewielkie dochody.&#13;
W latach następujących po opublikowaniu Listu otwartego Kolberg&#13;
nieustannie szukał środków na finansowanie Ludu. Korespondencja kierowana od roku 1865 do różnych osób i instytucji we wszystkich trzech&#13;
zaborach pokazuje, zapewne tylko w części, szamotaninę autora starającego&#13;
się o pieniądze na realizację swojego wielkiego programu badań i publikacji&#13;
etnograficznych. Z listów tych wiadomo, że przedstawiał go kilku osobom&#13;
prywatnym w Poznańskiem i w Galicji, znanym ze wspomagania inicjatyw&#13;
obywatelskich, ale nie uzyskał ani obietnicy stałego wsparcia, ani dotacji&#13;
Rkp. O. Kolberga Notatnik..., BN PAU i PAN, sygn. 3210, k. 15 i 16.&#13;
Rkp. O. Kolberga, tamże, k. 17.&#13;
3&#13;
Artykuł Elektryczność powietrza zamieszczony był anonimowo w numerach 1–7 „Przyjaciela Dzieci” w roku 1861, na autorstwo wskazał Kolberg sam w Notatniku… (rkp. w BN PAU&#13;
i PAN, sygn. 3210, k. 7). Jednym z „artykułów rolniczych” był może tekst pt. Zbiór siana opublikowany anonimowo w numarze 324 „Przyjaciela Dzieci” w końcu roku 1867. W drugim&#13;
czasopiśmie redagowanym przez J. Gregorowicza, „Tygodniku Mód i Powieści” z tego okresu&#13;
nie zidentyfikowano tekstu, którego Kolberg mógłby być autorem.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
212&#13;
&#13;
�na zakończenie druku Kujaw. Znalezienie źródła finansowania Ludu w zaborze rosyjskim nie było możliwe, gdyż – jak już tu wspominano — od&#13;
czasu powstania listopadowego nie było tam polskiej instytucji wspierającej&#13;
badania i publikacje naukowe, a społeczeństwo było znacznie zubożone.&#13;
Potencjalnymi nabywcami książek byli przedstawiciele inteligencji miejskiej i rodziny ziemiańskie, kontynuujące tradycję wzbogacania domowej&#13;
biblioteki. Te dwie grupy obywateli Królestwa były wówczas tak ubogie,&#13;
że kupno książki dla wielu ich przedstawicieli stawało się nieosiągalnym&#13;
luksusem. Jakakolwiek pomoc ze strony władz lub instytucji rosyjskich&#13;
mogłaby być udzielona tylko za cenę koncesji, które zagroziłyby bardzo&#13;
poważnie wartości źródłowej Kolbergowskiego Ludu i które były dla Kolberga nie do przyjęcia. Ukazuje to w pewnym stopniu zachowany brulion&#13;
pt. Prospekt wydawnictwa dzieła pod tytułem „Lud. Jego zwyczaje” na&#13;
akcje1, pochodzący prawdopodobnie z połowy roku 1868. Pisał w nim Kolberg o „ludach słowiańskich”, o „podaniach słowiańskich”, o materiałach&#13;
zebranych „w naszym kraju”, co poprawił na: „w nadwiślańskim kraju”&#13;
— w Warszawie nie mógł wtedy publicznie użyć nazwy swego własnego&#13;
kraju ani nazwać jego mieszkańców „polskim ludem”2. Pomysł zebrania&#13;
pieniędzy poprzez sprzedaż akcji w Królestwie nie wyszedł poza ten projekt. Już wcześniej rozpisanie subskrypcji na Kujawy wśród mieszkańców&#13;
tego regionu przyniosło niewielkie sumy, nie mające znaczącego wpływu&#13;
na pokrycie długu w drukarni. Kolberg widział, że musi szukać pomocy&#13;
poza zaborem rosyjskim.&#13;
W tym okresie, tj. po powstaniu styczniowym, jedynie w zaborze austriackim nauka polska miała szanse na samodzielne istnienie. Po przegranych wojnach, najpierw we Włoszech, potem z Prusami, rząd austriacki&#13;
musiał poprzez reformy rozładować narastające w całym cesarstwie napięcia społeczne i polityczne i Austro-Węgry stopniowo przekształcane były&#13;
w federację krajów autonomicznych. Galicja była cywilizacyjnie zacofana&#13;
i gospodarczo zaniedbywana przez rząd austriacki tak bardzo, że później&#13;
przysłowiowa stała się „nędza galicyjska”, ale po otrzymaniu przez ten region autonomii Polacy mieli tam znaczące swobody w życiu narodowym.&#13;
W roku 1861 wprowadzono na Uniwersytecie Jagiellońskim język polski&#13;
Tekst zamieszczony jako aneks w: Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 754.&#13;
Użycie określeń „polski lud”, „polska muzyka”, „wojsko polskie”, itp. było możliwe jeszcze&#13;
w r. 1865 czy 1867 w tytułach haseł w Encyklopedii, ale już nie w roku 1868 w publikacjach&#13;
skierowanych do szerszego grona odbiorców, zwłaszcza w prasie.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
213&#13;
&#13;
�jako wykładowy dla większości zajęć, a w roku 1869 powołano katedrę&#13;
historii Polski, co zakończyło proces jego repolonizacji. We Lwowie językami wykładowymi na uniwersytecie zostały polski i ukraiński. W tych dwu&#13;
ośrodkach nauka polska uzyskiwała stopniowo coraz większe możliwości&#13;
rozwoju, zwłaszcza że została znacznie złagodzona cenzura.&#13;
O pomoc finansową Kolberg zwrócił się do dwu polskich towarzystw&#13;
naukowych działających poza zaborem rosyjskim – do Towarzystwa Przyjaciół Nauk Poznańskiego i do Towarzystwa Naukowego Krakowskiego&#13;
– oraz do biblioteki Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Lwowie,&#13;
której dokument fundacyjny przewidywał wydawanie dzieł naukowych.&#13;
Starania w tych trzech instytucjach prowadził równolegle w ciągu lat 1867–&#13;
1870 listownie i osobiście, wyjeżdżając z Warszawy co roku do Krakowa,&#13;
Lwowa i Poznania.&#13;
Na przełomie lipca i sierpnia 1867 r. pojechał na ponad dwa miesiące najpierw w Poznańskie, a później do Galicji. Już 16 lipca odnotował&#13;
w spisie wydatków „passport 1 rs. i łapowe”, co wskazuje, iż wydanie&#13;
paszportu musiał dodatkowo „opłacić”. W Poznaniu spotkał się z przedstawicielami Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Poznał wtedy&#13;
Emila Kierskiego (1810–1874), historyka, sekretarza wydziału historycznego Towarzystwa i redaktora „Przeglądu Wielkopolskiego”, oraz Karola Libelta, który w następnym roku został prezesem Towarzystwa. Prawdopodobnie spotkał się też z Władysławem Nehringiem (1830–1909), slawistą,&#13;
historykiem literatury i języka, wówczas wykładowcą w gimnazjum Marii&#13;
Magdaleny, i Leonem Wegnerem (1824–1873), prawnikiem, pierwszym sekretarzem generalnym Towarzystwa1. Starania Kolberga o wsparcie Ludu&#13;
przez Towarzystwo nie mogły odnieść skutku, ponieważ utrzymywało się&#13;
ono tylko z niewielkich składek członkowskich i mimo wielu starań nie&#13;
otrzymywało żadnej dotacji od władz pruskich; nie mogło wtedy finansować prac badawczych nawet swoich członków. Próby uzyskania dotacji&#13;
od poznańskiego Towarzystwa i od osób z Wielkopolski Kolberg ponawiał&#13;
także w latach następnych, ale były one bezskuteczne. Natomiast w czasie&#13;
pobytu w Poznaniu w r. 1867 nawiązał znowu współpracę z Żupańskim,&#13;
któremu chciał oddać do druku następny tom Ludu. Przewidywał wtedy,&#13;
Osobiste kontakty Kolberga z E. Kierskim i K. Libeltem dokumentuje ich późniejsza korespondencja, na W. Nehringa i L. Wegnera powołuje się, przypominając w liście do J.K. Żupańskiego swoje starania o pomoc materialną Towarzystwa, zob. brulion listu do J.K. Żupańskiego&#13;
z 9 XI 1867 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 209.&#13;
1&#13;
&#13;
214&#13;
&#13;
�że będzie to monografia okolic Warszawy, część Mazowsza1, do której&#13;
zamówił już akwarele u Wojciecha Gersona. Poznański księgarz podjął się&#13;
nakładu tego tomu i zgodził się na niewielkie honorarium dla autora po&#13;
ukazaniu się pracy drukiem.&#13;
Pobyt w Wielkopolsce w roku 1867 Kolberg wykorzystał przede wszystkim na badania terenowe. Prowadził je najpierw w Czeszewie na Pałukach, zaproszony tam przez Karola Libelta, potem w Siekierkach w pow.&#13;
średzkim, gdzie zatrzymał się u Anieli i Hipolita Radońskich. Odżyła wtedy&#13;
znajomość z Pauliną Wilkońską, siostrą Anieli, u której pisarka często przebywała. Różnorodne materiały z Siekierek i okolicy zamieszczone w tomach&#13;
W. Ks. Poznańskiego wskazują, że miał tam dobre warunki do wzbogacenia&#13;
swoich zbiorów. Również badania w Czeszewie, powtórzone w następnym&#13;
roku, dostarczyły wiele materiału do planowanej monografii Wielkopolski.&#13;
W spuściźnie Kolberga wśród niewielu zachowanych rękopisów z Poznańskiego stosunkowo liczne są właśnie zapisy terenowe z Siekierek i Czeszewa&#13;
oraz nieco późniejsze z Dębicza.&#13;
Z Wielkopolski Kolberg pojechał do Krakowa i Lwowa, aby tam również&#13;
prowadzić starania o finansowanie badań etnograficznych i druku Ludu.&#13;
Na początku października 1867 r. zwrócił się do Towarzystwa Naukowego&#13;
Krakowskiego z propozycją zobowiązania jego członków do zakupu wydawanych monografii. Taka forma pomocy nie obciążałaby budżetu Towarzystwa, a jemu pomogłaby opłacać druk kolejnych tomów. Towarzystwo&#13;
Naukowe Krakowskie istniało od roku 1818 i przez wiele lat było formalnie&#13;
oraz personalnie związane z Uniwersytetem Jagiellońskim; członkami byli&#13;
profesorowie, a prezesem zostawał każdorazowy rektor. Możliwości jego&#13;
działania były wtedy bardzo ograniczone przez germanizację polskich instytucji, trwającą w zaborze austriackim aż do roku 1860, a także przez brak&#13;
funduszy i niektóre zapisy w statucie. Dopiero w roku 1856 Towarzystwo&#13;
uzyskało samodzielność i w ciągu kilkunastu lat stało się jedną z najważniejszych polskich instytucji naukowych, a działaniami swymi wykraczało&#13;
poza granice zaboru austriackiego. Jego duża niezależność wynikała też&#13;
stąd, że swą działalność wydawniczą i badania naukowe w znacznej mierze&#13;
W brulionie listu do J.K. Żupańskiego z 20 X 1867 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),&#13;
s. 205, pisał m.in. „[…] przygotowanie dla Pana pierwszych arkuszy wydać się mającej serii V&#13;
Ludu. Ma ona zawierać opis okolic Warszawy […]”. Zob. też projekt umowy z J.K. Żupańskim,&#13;
podpisany przez autora i wydawcę w Poznaniu 28 VIII 1867 r., aneks w: Korespondencja…&#13;
cz. III (DWOK T. 66), s. 710.&#13;
1&#13;
&#13;
215&#13;
&#13;
�finansowało z dotacji osób prywatnych. Od roku 1860 prezesem odnowionego Towarzystwa był Józef Majer (1808–1899), lekarz, antropolog, którego Kolberg poznał prawdopodobnie w czasie pobytu w Krakowie jesienią&#13;
1867 r. W grudniu tegoż roku w odpowiedzi na pismo Kolberga prezes przekazał listownie decyzję zarządu: Towarzystwo, doceniając wartość Ludu,&#13;
zobowiązywało się do zapewnienia sumy 300 florenów (1200 zł pol.) po&#13;
ukazaniu się następnego tomu, w zamian za otrzymanie odpowiedniej ilości&#13;
wydrukowanych książek:&#13;
Kwota wyliczona przez Towarzystwo ma mu być zwrócona egzemplarzami dzieła liczonymi po 2/3 ceny handlowej. Według ustawy dzieła wydane z pomocą&#13;
Tow[arzystwa] członkowie jego otrzymują za połowę ceny, ściśle więc biorąc&#13;
Tow. nigdy zaliczonej kwoty nie otrzyma, choćby i wszystkie egzemplarze przez&#13;
członków rozebrane były, czego wszelako zaledwie w połowie spodziewać się&#13;
można. Chętnie jednak poniesie i stratę dla podtrzymania dzieła, którego znaczenie uznaje, żałuje nawet, że środki jego nie pozwalają na większą ofiarę1.&#13;
&#13;
Wysoka ocena wartości Ludu przejawiła się także tym, że rok później,&#13;
14 listopada 1868 r. na plenarnym posiedzeniu Kolberg został przyjęty do&#13;
grona członków Towarzystwa2. Rekomendowali go Józef Łepkowski (1826–&#13;
1894), archeolog, i Władysław Łuszczkiewicz (1828–1900), malarz i historyk sztuki. Propozycja przekazania dotacji na druk, przedstawiona w liście&#13;
prezesa Majera, zawierała dwa dodatkowe warunki: objętość następnego&#13;
tomu miała być taka jak tomów poprzednich, a ponadto według statutu&#13;
Towarzystwa na karcie tytułowej znaleźć się powinna nota informująca,&#13;
że praca została wydana z jego pomocą. Suma przeznaczona ostatecznie&#13;
na wydanie Krakowskiego pochodziła z funduszu ks. J. Lubomirskiego,&#13;
członka Towarzystwa, wspierającego jego działania finansowo. Poniżej listu&#13;
Majera zanotował Kolberg obliczenia, z których wynikało, że po odjęciu&#13;
rabatu od ceny obowiązującej w warszawskich księgarniach Towarzystwo&#13;
dostawałoby 110 egzemplarzy książki, a dochód ze sprzedaży reszty nakładu należałby do autora. Kolberg natychmiast przystał na propozycję i poprosił o przysłanie zaliczki. Potrzebował pieniędzy, aby uregulować dług&#13;
u Jaworskiego, któremu w połowie roku 1867 przestał spłacać należność,&#13;
List J. Majera z 20 XII 1867 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 227.&#13;
Protokół z posiedzenia zarządu TNK zob. Inwentarz TNK, sygn. TNK-12, k. 57, http://&#13;
inwentarz.tnk.krakow.pl/#/unit/TNK-12 (dostęp: 28.10.2020).&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
216&#13;
&#13;
�a drukował wtedy u niego dwa tomy Kujaw. Jednak cenzura rosyjska&#13;
sprzeciwiła się zamieszczeniu noty o pomocy TNK na karcie tytułowej drugiej części Kujaw i Kolberg nie mógł przeznaczyć proponowanej dotacji na&#13;
bieżące wyrównanie długu. Wyjściem było przeniesienie tej sumy na inny&#13;
tom Ludu drukowany poza zaborem rosyjskim:&#13;
W celu przyjścia w pomoc naukowym usiłowaniom p. Oskara Kolberga Zarząd&#13;
przeznaczył na wydanie III serii pisma tego autora pod tytułem Lud 300 zł w.a.&#13;
[waluty austriackiej], pod warunkiem, aby na tytule tejże serii III wyrażono, iż&#13;
książka ta wydana została z pomocą Towarzystwa Naukowego Krakowskiego.&#13;
Gdy atoli zamieszczenie tych wyrazów w książce wydawanej w Warszawie miało swoje trudności, przeto zasiłek ów przeniesiono na IV serię tegoż pisma we&#13;
Lwowie lub Poznaniu wyjść mającego1.&#13;
&#13;
Pomoc finansowa Towarzystwa Naukowego Krakowskiego obiecana&#13;
przez prezesa Majera pomogłaby rozwiązać niektóre problemy Kolberga&#13;
– pokrywałaby część kosztów drukarni, a sprzedaż reszty nakładu, wprawdzie powoli, uzupełniałaby pozostałą część. Jednak w dalszym ciągu etnograf nie miałby pieniędzy na badania terenowe i na codzienne potrzeby,&#13;
a podjęcie pracy biurowej lub powiększenie liczby uczniów gry na fortepianie odbierałoby czas konieczny na opracowanie kolejnego tomu i na podróże, poniważ mimo skąpych środków finansowych nie zaprzestał badań&#13;
terenowych.&#13;
Dłuższe wyjazdy poza Warszawę Kolberg planował w tym okresie zwykle na lato i jesień. W maju 1868 r. pisał do Blizińskiego: „Wybieram się bowiem po św. Janie w podróż jak zwykle”2. Planowany blisko trzymiesięczny&#13;
pobyt poza zaborem rosyjskim poprzedził krótkimi wyjazdami do Woli&#13;
Rasztowskiej pod Radzyminem. Był tam dwukrotnie — w spisie wydatków&#13;
odnotował 3 czerwca 1868 wyjazd do Woli Rasztowskiej i Kraszewa, prawdopodobnie na jeden lub dwa dni, a miesiąc później, 10 lipca zapisał ponowny pobyt w Woli Rasztowskiej, tym razem pięciodniowy. Sądzić można,&#13;
że w czerwcu po raz pierwszy spotkał tam Koźlika, Ślązaka dysponującego&#13;
bogatym repertuarem bajkowym, i w lipcu pojechał na dłużej, aby wykorzystać obecność tego obiecującego narratora. Zapisał wtedy trzynaście&#13;
1&#13;
Fragment pisma J. Majera do członków zarządu z dnia 18 stycznia 1868 r., zob. tamże,&#13;
TNK-77, akta bieżące z roku 1868, k. 25.&#13;
2&#13;
List do J. Blizińskiego z 30 maja 1868 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 255.&#13;
&#13;
217&#13;
&#13;
�długich bajek, które w rękopisie mają lokalizacje „od Opola” albo „Śląsk”1.&#13;
Na ostatniej karcie tego rękopisu zanotował kilka nazwisk innych Ślązaków&#13;
i informację:&#13;
Ludzie ci ze Szląska byli w służbie u p. Młockiej przez lat 6–7 od r. 1860–8 we&#13;
Woli Rasztowskiej (pod Radzyminem) i tu opowiadał te bajki Koźlik w r. 18682.&#13;
&#13;
Koźlik spod Opola pozostał nieznany z imienia, ale jest jednym z niewielu wykonawców, których nazwisko Kolberg odnotował w zapisach terenowych. Świadczy to o docenieniu przez etnografa jego talentu gawędziarskiego i ciekawego repertuaru.&#13;
Zapisując teksty opowiadane w gwarze śląskiej, z którą zetknął się wtedy pierwszy raz, starał się możliwie precyzyjnie oddać brzmienie tej gwary, stosując m.in. nadpisywanie samogłosek dla wskazania ich wymowy&#13;
pośredniej oraz inne oznaczenia dla zjawisk fonetycznych odmiennych od&#13;
mowy ogólnopolskiej. Taką metodę zapisu gwary stosował już w latach&#13;
1862 i 1865 w czasie badań na Wołyniu i na Kujawach, ale w bajkach&#13;
śląskich jest ona zastosowana ze znacznie większą konsekwencją. Monika&#13;
Gruchmanowa porównała Kolbergowski sposób zapisywania śląskich tekstów gwarowych z grafiką stosowaną współcześnie i dała wysoką ocenę&#13;
jego notacji bajek opowiadanych przez Koźlika:&#13;
Jak widać z powyższych zestawień, Kolberg nie tylko dostrzegł gwarowe niuanse fonetyczne, lecz potrafił je także oddać właściwym zapisem (piętrowym),&#13;
jakim posługuje się współczesna dialektologia przy szczegółowych opracowaniach systemów fonetyczno-fonologicznych3.&#13;
&#13;
W tym samym roku 1868 około 10 sierpnia Kolberg wyjechał z Warszawy na trzy miesiące do Krakowa, potem do Poznania i do Lwowa, a głównym celem podróży było, jak poprzednio, znalezienie źródła finansowania&#13;
Teksty te pierwszy raz wydane były przez S. Udzielę w opracowaniu: Śląsk Górny. Materiały etnograficzne zebrane przez Oskara Kolberga, z papierów pośmiertnych wydał […] ,&#13;
„MAAE” T. VIII: 1906, s. 140–212 i odbitka: Kraków 1906. Udziela nie wprowadził tam zapisu&#13;
gwarowego widocznego w rękopisach. W Dziełach wszystkich bajki śląskie wydano ponownie, respektując notację Kolberga, zob. Śląsk (DWOK T. 43), s. 76–86, 89–93 i 98–147.&#13;
2&#13;
Notatka na końcu rękopisu bajek w tece 10 Szląsk, Arch. PTL, sygn. 1170, k. 42.&#13;
3&#13;
M. Gruchmanowa Oskar Kolberg jako gwaroznawca, w: Oskar Kolberg 1814–1890,&#13;
Seria „W Służbie Nauki” nr 1, Kraków 1998, s. 33.&#13;
1&#13;
&#13;
218&#13;
&#13;
�badań i druku Ludu. Jeszcze 28 lutego wysłał w tej sprawie list do Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, proponując zakup przez towarzystwo&#13;
lub jego członków po zniżonej cenie 200 egzemplarzy już wydanych czterech tomów1. Pobyt w Poznaniu i rozmowy z przedstawicielami zarządu nie&#13;
przyniosły oczekiwanego rezultatu, ale pozwoliły Kolbergowi zapoznać się&#13;
z wynikami specjalnej akcji prowadzonej nieco wcześniej przez Towarzystwo. W roku 1858 i w ciągu kilku lat następnych wydrukowało ono i rozesłało do różnych osób (ziemian, księży, nauczycieli) ze wszystkich praktycznie miejscowości Wielkopolski dwa tysiące starannie opracowanych&#13;
ankiet pt. Szemat do opisywania materiałów, mających służyć do opisu&#13;
statystycznego Wielkiego Księstwa Poznańskiego2. Szematy zawierały 22&#13;
pytania w trzech działach: topograficznym, etnograficznym i historiograficznym. W dziale etnograficznym pytano m.in. o ubiór, zwyczaje, oracje&#13;
towarzyszące zaręczynom i ślubom, a także o umiejętność czytania i pisania&#13;
mieszkańców danej wsi. W ciągu paru lat Towarzystwo otrzymało z powrotem ogółem 570 ankiet, w których dosyć często wpisano odpowiedzi&#13;
na pytania w dziale etnograficznym. Opracowanie zebranych materiałów&#13;
i wydanie ich drukiem przekraczało ówczesne możliwości Towarzystwa,&#13;
ale Kolberg, przeglądając ankiety w roku 1868, znalazł tam wiele potrzebnych mu informacji z zakresu kultury materialnej oraz opisów obrzędów.&#13;
W roku 1885 przynaglony do zwrotu wypożyczonych egzemplarzy, pisał do&#13;
ówczesnego sekretarza PTPN:&#13;
Przy zwiedzaniu zbiorów Towarzystwa w r. 1868 oglądałem też i nadesłane tam&#13;
z prowincji szemata. Widząc, że w nich jest niemało dla moich prac etnograficznych żywiołu, oświadczyłem to śp. Kierskiemu, uzyskałem od niego (wskutek&#13;
rekomendacji śp. Libelta) pozwolenie odpisu z nich wszystkich tych szczegółów,&#13;
które uznam za przydatne do moich wydawnictw. Chodziłem więc przez cały&#13;
tydzień do Muzeum Towarzystwa i robiłem kopie. Znaglony do wyjazdu, otrzymałem za pokwitowaniem skrypta rzeczone wyżej, których skopiować wtedy&#13;
nie zdążyłem3.&#13;
Czwarty tom Ludu (druga część Kujaw) był jeszcze w drukarni.&#13;
Zob. E. Antyborzec Dzieje „Szematów”, czyli ankiet Towarzystwa Przyjaciół Nauk&#13;
Poznańskiego, „Dziedzictwo Kulturowe Wsi” T. 1: 2017 (Szreniawa 2017), s. 97–105.&#13;
3&#13;
List do Poznańskiego Towarzystwa Naukowego z 18 XII 1885 r., Korespondencja… cz. III&#13;
(DWOK T. 66), s. 307. List był odpowiedzią na monit Towarzystwa, dotyczący zwrotu ankiet.&#13;
Kolberg pożyczył części etnograficzne lub całość trzydziestu ankiet, o których w liście pisze&#13;
„skrypta rzeczone wyżej”, zob. spisy w cz. III Korespondencji… (DWOK T. 66), s. 285 i 308–309.&#13;
1&#13;
&#13;
2&#13;
&#13;
219&#13;
&#13;
�Siedmiotomowa monografia W. Ks. Poznańskie (tomy 9–15 Ludu) zawdzięcza Szematom wiele materiałów, sygnowanych w druku datami rocznymi 1858–1859. Kolberg zwrócił Towarzystwu prawie wszystkie wypożyczone niegdyś Szematy, ale prawdopodobnie przypadkiem w jego zbiorach&#13;
pozostała jedna pełna ankieta oraz fragmenty dwu innych i są to jedyne&#13;
zachowane oryginalne egzemplarze. Poza jednym artykułem opracowanym na podstawie tych ankiet przez Kierskiego1, przetrwało z nich tylko&#13;
to, co Kolberg odpisał i wydał lub zachował w swoich zbiorach. Wykorzystanie przez Kolberga ocaliło przynajmniej część wiadomości zawartych&#13;
w Szematach, bowiem ankiety zostały spalone przez Niemców w 1939 r.&#13;
razem z innymi archiwaliami i dokumentami Towarzystwa2.&#13;
W czasie pobytu w Wielkopolsce w 1868 r. Kolberg prowadził badania&#13;
terenowe w Dębiczu (pow. średzki), zaproszony przez Włodzimierza Wolniewicza (1814–1884), uczestnika powstań narodowych, wielkopolskiego&#13;
działacza społecznego i gospodarczego. Był także ponownie w Czeszewie&#13;
u Libelta i w Miłosławiu, gdzie prawdopodobnie poznał Seweryna Mielżyńskiego (1804–1872)3. W odwiedzanych wtedy miejscowościach pozyskał bogate materiały etnograficzne, wykorzystane kilka lat później w monografii Wielkopolski. Na początku roku następnego, wspominając pobyt&#13;
w Dębiczu, prosił Włodzimierza Wolniewicza o pośrednictwo w staraniach&#13;
o dotację u Seweryna Mielżyńskiego i przewidując, że list ten może być&#13;
pomocny adresatowi w bezpośredniej rozmowie, przedstawił kolejny raz&#13;
cel i charakter swojej pracy:&#13;
Wzbogacony doświadczeniem nabytym w ciągu blisko trzydziestoletniej po&#13;
kraju i wśród ludu naszego podróży, nieobcy także postępom, jakie nauka&#13;
etnografii w ogóle poczyniła za granicą, jak niemniej dalszym jej wymaga1&#13;
E. Kierski Opis statystyczno-historyczny obwodu boreckiego, „Roczniki Towarzystwa&#13;
Przyjaciół Nauk Poznańskiego” T. 3: 1865, s. 87–157.&#13;
2&#13;
Według ustnej relacji M. Turczynowiczowej, której bliska osoba obserwowała ten akt&#13;
wandalizmu, zbiory te spalono jesienią 1939 r. na dziedzińcu Towarzystwa.&#13;
3&#13;
W cytowanym niżej liście do W. Wolniewicza pisał Kolberg: „Między innymi wymieniono&#13;
i osobę Seweryna hr. Mielżyńskiego, którego miałem zaszczyt poznać w r.z.”, Korespondencja…&#13;
cz. I (DWOK T. 64), s. 279. S. Mielżyński, działacz narodowy, uczestnik powstania listopadowego, do 1842 przebywał na emigracji, brał wtedy udział w wyprawie sabaudzkiej G. Mazziniego&#13;
(1834). W czasie powstania 1848 r. w Wielkopolsce wspierał je organizacyjnie i finansowo.&#13;
Łożył duże sumy na kulturę i naukę w Wielkopolsce, m.in. ufundował gmach Poznańskiego&#13;
Towarzystwa Przyjaciół Nauk, w którym od 1879 r. do dziś mieści się jego siedziba i biblioteka.&#13;
&#13;
220&#13;
&#13;
�niom, rozwojowi i zastosowaniu, dbałem przede wszystkim o to, aby materiały&#13;
w dziele moim zawarte, mając służyć ku pożytkowi pracujących w różnych&#13;
gałęziach wiedzy badaczy, należycie były uporządkowane, ugrupowane i podane w sposób istotnie przydatny dla nauki, nie samej już specjalnie etnografii,&#13;
ale zarazem i lingwistyki, poetyki, rytmiki ojczystej itd. Porządek w ten sposób&#13;
zachowany, dozwolił mi lepiej w nabytym rozpatrzeć się materiale, podawać&#13;
rzeczy istotnie ważne, unikać powtarzania kilkakrotnego tychże samych szczegółów (o ile takowe nie są wariantami miejscowość wyraźnie odróżniającymi)&#13;
i wyłożyć jasno i treściwie wzajemny wielu szczegółów związek i ich pokrewieństwo1.&#13;
&#13;
Podobnej treści listy kierował w latach 1868–1869 do kilku innych osób&#13;
w zaborze pruskim i w Galicji, ale nadal nie dawały one pożądanego rezultatu.&#13;
Z Poznania w roku 1868 Kolberg wrócił do Krakowa i wtedy prawdopodobnie spotkał się z Wincentym Polem, który po dłuższym pobycie we&#13;
Lwowie i okolicy wrócił do Krakowa we wrześniu 1867 r. Tracił wtedy&#13;
wzrok, co utrudniało mu pracę, jednak brał czynny udział w życiu środowiska naukowego tego miasta. Kolberg mógł poznać go już w roku poprzednim albo wcześniej we Lwowie, ale pierwsza chronologicznie wzmianka&#13;
o ich osobistym spotkaniu: „[…] Winc. Pol przyobiecał zasilać mnie swymi&#13;
uwagami”2 odnosi się do roku 1868. Kolberg cenił zwłaszcza publikacje&#13;
Pola dotyczące Górali zamieszkujących Karpaty, a także jego metody ustalania zasięgu grup etnicznych.&#13;
W czasie tego pobytu w Krakowie Kolberg wyjechał na pewien czas do&#13;
Lwowa, aby starać się o finansowanie druku przez Zakład Narodowy im.&#13;
Ossolińskich, którego dyrektor, August Bielowski, oceniał program Ludu&#13;
bardzo życzliwie. Jednak zgoda na udział Ossolineum w wydawaniu Ludu&#13;
zależała od kuratora zakładu, Jerzego Lubomirskiego (1817–1872). Możliwość finansowania wydawnictwa przez Ossolineum traktował Kolberg&#13;
na tyle poważnie, że rozważał osiedlenie się pod Lwowem w charakterze nauczyciela muzyki w domu zaprzyjaźnionej rodziny, Amelii i Hipolita&#13;
Bochdanów z Zadwórza3. Pertraktacje z Ossolineum przeciągnęły się na&#13;
1&#13;
&#13;
279.&#13;
&#13;
2&#13;
3&#13;
&#13;
Brulion listu do W. Wolniewicza z 24 II 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s.&#13;
Brulion listu do A. Młockiego z 26 II 1869 r., tamże, s. 283.&#13;
Zob. list H. Bochdana z 2 XII 1868 r., tamże, s. 268.&#13;
&#13;
221&#13;
&#13;
�rok następny i w marcu 1869 r. Bielowski poprosił o przysłanie kosztorysu&#13;
wydania jednego tomu, pytał też, czy Kolberg ma gotowy rękopis i jakiego&#13;
regionu on dotyczy. Ostrzegł także, że kurator zakładu, choć o projekcie publikowania Ludu wyrażał się życzliwie, nie podjął jeszcze wiążącej decyzji,&#13;
a ponieważ dociera do niego wiele podobnych petycji, nie wiadomo, jaki&#13;
będzie ostateczny skutek starań1. Kolberg natychmiast napisał do J. Lubomirskiego, podając konieczne informacje, a parę dni później wystosował&#13;
osobny list do Bielowskiego. Zamieścił tam szczegółową kalkulację druku&#13;
w Warszawie, a przede wszystkim przedstawił stan prac i tytuły tomów&#13;
przygotowanych już do druku i tomów planowanych2. Jako gotową wskazał pierwszą część Krakowskiego i tę proponował Zakładowi do wydania&#13;
zaraz, a jej rękopis przekazał Lubomirskiemu. O dwu następnych częściach&#13;
pisał, że wymagają jeszcze „pewnego uzupełnienia” i mogłyby być oddane&#13;
do drukarni za pół roku. W październiku tegoż roku Lubomirski zwrócił&#13;
Kolbergowi rękopis Krakowskiego i proponował spotkanie dla uzgodnienia&#13;
warunków druku, ale w sprawie Ludu zamierzał przyjść „[…] w pomoc co&#13;
do nakładu tej części, która się tycze Rusi [….]”3. Jednak Kolberg nie miał&#13;
jeszcze z żadnego regionu Rusi całości materiałów etnograficznych i folklorystycznych potrzebnych do skonstruowania monografii. Starania o pomoc&#13;
Ossolineum na tym się skończyły.&#13;
Tymczasem stan finansów Kolberga był coraz gorszy, już w pierwszych&#13;
miesiącach 1869 r. pisał w jednym z listów:&#13;
O bytności mojej w Krakowie nic stanowczego powiedzieć nie mogę. Położenie&#13;
moje obecne zmusza mnie do szukania posady lub stałej jakiej roboty i, jeżeli&#13;
bym takowe otrzymał, to byłbym zmuszonym pilnować mojej roboty i nie mógłbym się stąd (przynajmniej w tym roku) oddalić4.&#13;
&#13;
W tym trudnym okresie zapewne dużą odskocznią od codziennych kłopotów były dla Kolberga wizyty w Tarnowie, w pow. chełmskim, u Marii&#13;
i Aleksandra Hemplów. Ich córka, Maria Hemplówna (1834–1904), pomagała Kolbergowi w badaniach w rodzinnej miejscowości i w okolicy,&#13;
Zob. list A. Bielowskiego z 2 III 1869 r., tamże, s. 288.&#13;
Zestawienie tytułów monografii planowanych w r. 1869 wysłane do Ossolineum, zob.&#13;
brulion listu Kolberga do A. Bielowskiego z 15 III 1869 r., tamże, s. 301–305.&#13;
3&#13;
List J. Lubomirskiego z 27 X 1869 r., Korespondencja … cz. I (DWOK T. 64), s. 337.&#13;
4&#13;
Brulion listu do B. Hoffa z 29 IV 1869 r., tamże, s. 323.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
222&#13;
&#13;
�a także przez kilka lat następnych dostarczała materiały na interesujące&#13;
Kolberga tematy i liczne rysunki 1. Zachowane do dziś rękopisy pokazują&#13;
też, że w czasie pobytu w Tarnowie Kolberg razem z Hemplówną zapisywał niektóre pieśni „na cztery ręce” — ona notowała teksty, on melodie.&#13;
Zachowały się tylko cztery listy Hemplówny do Kolberga i nie wiadomo,&#13;
czy są to wszystkie przez nią wysłane. Jej korespondencja z Kolbergiem&#13;
napotykała przeszkody — rodzina Hemplów była zaangażowana w konspirację niepodległościową, w której Maria brała czynny udział, także&#13;
jako kurierka w czasie powstania styczniowego. W pierwszym z zachowanych listów pisała do Kolberga: „Adresować trzeba przez Warszawę,&#13;
Lublin, Urszulin (Tarnowa w adresie nie trzeba wspominać), to pewnie&#13;
dojdzie”2. Rodzina Hemplów była przedmiotem szczególnego zainteresowania policji carskiej kontrolującej także listy i prawdopodobnie zarówno&#13;
korespondencja, jak i przesyłki z notatkami etnograficznymi przekazywane były Kolbergowi przez krewnych lub przyjaciół, nie oficjalną pocztą.&#13;
Dzięki temu materiały zapisane przez Hemplównę i jej siostry, które wciągnęła do współpracy, docierały w całości do etnografa. Sam Kolberg był&#13;
w Tarnowie w roku 1869 na pewno dwukrotnie, od 13 do 20 maja i od 15&#13;
do 27 czerwca, i zgromadził w tym czasie wiele notatek etnograficznych&#13;
oraz zapisów pieśni i melodii. Jednak bez współpracy Marii Hemplówny&#13;
przy gromadzeniu materiałów z Chełmskiego monografia ta byłaby znacznie uboższa. O tym, ile Chełmskie zawdzięcza staraniom Hemplówny,&#13;
pisał Kolberg we wstępie do pierwszej części monografii tego regionu,&#13;
ostatniego tomu przygotowanego przez niego do druku. Jednak dopiero&#13;
analiza wszystkich zachowanych rękopisów pokazuje, jak wielką część&#13;
materiałów do tej publikacji przysłała Hemplówna 3. Kopernicki, znający&#13;
dobrze warunki i metody badań terenowych Kolberga, zwłaszcza z drugiej&#13;
połowy życia etnografa, w 1889 r. pisał:&#13;
Wyczerpawszy wszystko, co tylko można było na jednym miejscu i zyskawszy&#13;
sobie w gospodarzu samym lub innej osobie miejscowej chętnego i stałego ko1&#13;
Ryciny M. Hemplówny i przesłane przez nią rysunki innych autorów i fotografie zostały&#13;
odnaleziona dopiero we wrześniu w roku 2015, zob. O. Kolberg Chełmskie. Suplement do&#13;
tomów 33-34. Aneks (DWOK T. 82 Aneks).&#13;
2&#13;
List M. Hemplówny z 12 XI 1870 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 370.&#13;
3&#13;
Zob. E. Millerowa „Chełmskie” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Chełmskie. Suplement do&#13;
tomów 33 i 34 (DWOK T. 82), a także aneks do tego suplementu.&#13;
&#13;
223&#13;
&#13;
�respondenta na przyszłość, przenosił się on na inne miejsce, podobnież przysposobione1.&#13;
&#13;
Kopernicki opisał sytuację idealną, w praktyce zdarzającą się nieczęsto,&#13;
stan rękopisów i korespondencja etnografa wskazują, że takich „chętnych&#13;
i stałych korespondentów” nie było wielu. Wśród nich wyróżnia się Maria&#13;
Hemplówna, dobrze rozumiejąca pracę Kolberga i umiejąca ją skutecznie&#13;
kontynuować podczas jego nieobecności. Spośród współpracowników Kolberga należy do kilku osób najbardziej zasłużonych dla realizacji Ludu.&#13;
Bezpośrednio w czasie pobytu Kolberga w Tarnowie pomoc Marii&#13;
Hemplówny nie ograniczała się do notowaniu tekstów. Hemplówna ułatwiała mu także nawiązywanie kontaktów z miejscowymi wykonawcami.&#13;
W Chełmskiem do naturalnej wszędzie nieufności chłopów w stosunku do&#13;
obcych dołączyły się problemy wynikające z likwidacji kościoła unickiego&#13;
przez władze carskie po powstaniu styczniowym. Z cerkwi usuwano ślady&#13;
obrządku unickiego (ołtarze w bocznych kaplicach, konfesjonały), a miejscową ludność zmuszano do przejścia na prawosławie, używając w razie&#13;
oporu wojska i policji. W roku 1874 doszło do krwawych starć wiernych&#13;
z wojskiem, ale już w latach poprzednich we wsiach unickich istniało silne napięcie. W takiej sytuacji bezcenna była pomoc osoby, która tak jak&#13;
Hemplówna znała mieszkańców wsi w Tarnowie i okolicy, cieszyła się ich&#13;
sympatią, znała też dobrze miejscowy dialekt i umożliwiała dotarcie do&#13;
właściwych informatorów i muzyków. Dla Kolberga, który wtedy pobytowi&#13;
w Chełmskiem mógł poświęcić tylko niespełna trzy tygodnie, a do tego nie&#13;
znał jeszcze dobrze języka ukraińskiego, współudział Hemplówny w badaniach był tym ważniejszy.&#13;
Latem 1869, mimo wyrażanych poprzednio zastrzeżeń, Kolberg udał się&#13;
kolejny raz do Krakowa, Lwowa i Poznania. Tej podróży dotyczy ostatni&#13;
zapis2 w zachowanym notesie z wykazem dochodów i wydatków, z którego wynika, że wyjechał z Warszawy 8 sierpnia, a wrócił do niej dopiero&#13;
20 stycznia 1870 r. W czasie pobytu w Poznaniu zarząd Towarzystwa Przyjaciół Nauk zawiadomił go, że zalecił członkom podjęcie prenumeraty na&#13;
wydany w przyszłości tom Ludu. Ta pomoc dotyczyć miała planowanej&#13;
monografii Wielkopolski, była więc bardzo odległa w czasie i niepewna co&#13;
1&#13;
Dr I. K. [I. Kopernicki] Przedmowa wydawcy…, w: O. Kolberg Przemyskie (DWOK T. 35),&#13;
s. X–XI.&#13;
2&#13;
Rkp. O. Kolberga Notatnik..., BN PAU i PAN, sygn. 3210, k. 19.&#13;
&#13;
224&#13;
&#13;
�do skutku. Kolberg pilnie potrzebował wtedy pieniędzy na zapłacenie Jaworskiemu za część drugą Kujaw, którą powinien był przesłać abonentom.&#13;
W czasie tego pobytu w Wielkopolsce odwiedził m.in. Ostrowo pod&#13;
Wieleniem, gdzie spotkał się z Pauliną Wilkońską, oraz Morownicę należącą do Władysława Niegolewskiego (1818–1885). Prowadził wtedy także&#13;
badania terenowe w południowej Wielkopolsce wspólnie z Bogumiłem&#13;
Hoffem (1829–1894), który pracował w administracji majątków ziemskich&#13;
w Szołdrach, później w Morownicy. Hoff o pracach Kolberga dowiedział się&#13;
z recenzji pierwszej części Kujaw i ogłoszenia Żupańskiego zamieszczonego&#13;
w prasie poznańskiej w roku 1867 o możliwości nabycia w jego księgarni&#13;
tomów Ludu. Hoff, z zamiłowania rysownik, jeszcze w grudniu 1867 r. zaproponował Kolbergowi listownie współpracę przy zbieraniu materiałów&#13;
z Poznańskiego. Do planowanej monografii Wielkopolski Kolberg potrzebował rysunków i mimo starań nie znalazł nikogo chętnego do przygotowania rycin do czasu otrzymania listu Hoffa1, podjął wiec korespondencję&#13;
ze zgłaszającym się rysownikiem-amatorem. Hoff miał zamiar przygotować&#13;
i wydać album z rycinami strojów ludowych i pierwotnie sądził, że uda się&#13;
połączyć planowaną przez niego edycję licznych rycin w dużym formacie&#13;
z krótkim opisem etnograficznym pióra Kolberga.&#13;
W marcu następnego roku Kolberg przedstawił Hoffowi dotychczasowe&#13;
trudności z uzyskaniem poparcia finansowego i wspomniał, że rozwiązaniem mogłoby być rozpisanie subskrypcji na następny tom Ludu, obejmujący jeden z regionów Wielkopolski. Hoff, który tymczasem wyjechał do&#13;
Krakowa uczyć się fotografii, podjął rozmowy z tamtejszymi drukarniami&#13;
na temat odbicia „Kartek przedpłaty”, zamieszczenia odpowiednich ogłoszeń w prasie, cen papieru i druku itp. Zaskoczył tym Kolberga, który miał&#13;
wątpliwości, czy z przedpłat zgromadzą sumę konieczną do podjęcia druku,&#13;
zwłaszcza że nie można było zbierać pieniędzy w ten sposób w Królestwie.&#13;
Cenzura rosyjska nie pozwalała ogłaszać subskrypcji, zanim dzieło nie&#13;
uzyskało jej aprobaty, konieczny byłby zatem gotowy czystopis z rycinami&#13;
i nutami, a opracowanie Poznańskiego było wtedy ledwo rozpoczęte.&#13;
Współpraca z Hoffem była dla autora Ludu trudna. Hoff szybko podejmował decyzje i natychmiast zaczynał je realizować. Kolberg w swych&#13;
odpowiedziach starannie wyliczał koszty druku i czas potrzebny na&#13;
1&#13;
O rycinach do Poznańskiego pisał Kolberg obszerniej w odpowiedzi na pierwszy list&#13;
B. Hoffa, zob. brulion z 30 XII 1867 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 230–233.&#13;
&#13;
225&#13;
&#13;
�przygotowanie rękopisu nowego tomu, wspominał też wielokrotnie doznane zawody, które nauczyły go ostrożności i dużej rozwagi w kontaktach z drukarzami i księgarzami oraz w podejmowaniu zobowiązań wobec&#13;
subskrybentów. Różnili się także wizją opracowywanych wspólnie tomów.&#13;
Hoff pisał m.in.: „Format nie da się inaczej urządzić jak in 4o, bo obrazy nie&#13;
mogą być tak ścieśnione, jak w formacie dotąd przez Pana używa[nym]”.&#13;
Kolberg nie miał jednak zamiaru rezygnować z druku monografii etnograficznych jako kolejnych tomów Ludu, o ustalonym dla nich formacie i zakresie rzeczowym, z czym Hoff musiał się pogodzić. Ponadto Kolberg chciał&#13;
wstrzymać się na jakiś czas z ogłoszeniem prenumeraty, bo wymagałoby to&#13;
szybkiego druku książki. Miał świeże doświadczenia z prenumeratą Kujaw,&#13;
która rozpisana została w październiku 1865 r., a dopiero po blisko czterech&#13;
latach mógł wysłać odbiorcom drugą część tej monografii. Hoff jednak&#13;
wydrukował w Krakowie kartki przedpłaty (jak się później okazało, nie&#13;
zapłacił za nie drukarni „Czasu”1) i Kolberg, choć wątpił w tak duży sukces&#13;
finansowy, jaki zapowiadał współpracownik, odpowiedział: „Ale cóż robić?&#13;
Kiedyś Pan odważny, to próbujmy”2.&#13;
Osobiście poznali się prawdopodobnie3 dopiero w sierpniu lub wrześniu&#13;
w 1869 r., kiedy Kolberg odwiedził kolejny raz Poznańskie. Wprawdzie był&#13;
w Wielkopolsce rok wcześniej, ale do planowanego przez Hoffa spotkania&#13;
w Morownicy wtedy nie doszło. W roku 1869 prowadzili badania w południowej Wielkopolsce, nie znamy jednak dokładnie trasy tej wędrówki,&#13;
a jedynie jeden z epizodów przypomniany wiele lat później przez Hoffa&#13;
w autobiografii4. Z relacji Hoffa wynika, że w którejś z odwiedzanych wsi&#13;
w trakcie wywiadu z parą młodych ludzi do izby szkolnej wpadli wrogo nastawieni inni mieszkańcy tej miejscowości, żądając wydania notatek i szkiców, jako szkodliwych „dla malowanych”. Hoff nie podał nazwy miejscowości, w której prowadził wtedy z Kolbergiem badania terenowe, nie podał&#13;
też dokładniejszej daty. Jego relacja wskazuje jednak, że tak jak trzydzieści&#13;
Zob. list F. Szlachtowskiego z 19 V 1874 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 489.&#13;
Brulion listu do B. Hoffa z 23 V 1868 r., tamże, s. 326.&#13;
3&#13;
Z listów Hoffa z września 1868 r. wynika, że w r. 1868 nie spotkali się.&#13;
4&#13;
L.S.K. Bogumił Hoff, „Wisła” T. VIII: 1894, s. 204–205. Autor artykułu cytuje fragmenty&#13;
rękopisu autobiografii B. Hoffa napisanej w 1891 r. Hoff nie podał tam roku, w którym towarzyszył Kolbergowi, ale ponieważ pisze dalej, że Kolberg następnie pojechał do Libelta do Czeszewa, sądzić można, że chodzi o rok 1868, choć z korespondencji wynika, że z Hoffem spotkał&#13;
się dopiero w 1869.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
226&#13;
&#13;
�lat wcześniej, tak i w 1869 r. bezpośrednie kontakty etnografa z ludnością&#13;
wiejską wymagały uprzedniego wprowadzenia w to środowisko przez osobę cieszącą się autorytetem – miejscowego dziedzica lub proboszcza.&#13;
W drugiej połowie roku 1869 Hoff zamieszkał w Poznaniu i założył tam&#13;
zakład fotograficzny. Na początku następnego roku planował znowu wspólne badania terenowe, proponował Kolbergowi objęcie posady dyrektora&#13;
muzyki w poznańskim teatrze, a już wcześniej myślał o wynajęciu domu&#13;
z ogrodem pod miastem, aby mogli tam razem pracować. O tych nierealnych planach musiał zapomnieć po wybuchu wojny francusko–pruskiej&#13;
w lipcu 1870 r. We wrześniu Hoff, już bardzo zaniepokojony, skarżył się&#13;
w liście Kolbergowi, że dostał nakaz wyjazdu z Prus. Pisał wtedy:&#13;
Rozdrażnienie między ludnością niemiecką i polską rośnie co dzień, już nie tylko&#13;
po polsku ubrany[m] nie można się pokazać na ulicy bez indultów [tj. zniewag],&#13;
ale i mówiący[ch] po polsku na ulicy może spotkać złość i grubiaństwo. Jak&#13;
długo tu zostanę, nie wiem, ale to wiem, że w razie wydalenia, co lada dzień&#13;
nastąpić może, nie mam żadnego przytułku zagranic[ą]. […] funduszu żadnego na&#13;
taką niespodziankę nie posiadam, a tu familia! Bóg niech się zlutuje!1.&#13;
&#13;
Hoff jako syn pastora z Radomia, urodzony w Królestwie, uznany był&#13;
za obywatela rosyjskiego, dlatego został deportowany z Prus i na początku&#13;
października znalazł się w Cieszynie. Pieniądze zebrane za prenumeratę&#13;
od kilkunastu osób w Wielkopolsce przeznaczył na utrzymanie rodziny&#13;
w pierwszym okresie po wysiedleniu i nigdy ich Kolbergowi nie zwrócił.&#13;
W latach 1869 i 1870, mimo narastającego niepokoju co do przyszłości planowanej serii wydawniczej, Kolberg przygotowywał do druku dwie&#13;
monografie: Krakowskie i Poznańskie. Pomysł wydania pierwszej części&#13;
Mazowsza, podjęty w 1867 r. i przypieczętowany wtedy umową z Żupańskim, zarzucił dosyć szybko. Krakowskie miało największe szanse na druk&#13;
we Lwowie lub Krakowie i było już przygotowane na tyle, że pierwszą&#13;
część – jak wspomniano – przedstawił J. Lubomirskiemu, kuratorowi Ossolineum, w połowie roku 1869. Czuł się też zobowiązany do możliwie szybkiego wydania Poznańskiego, ponieważ czekali na nie nabywcy „biletów&#13;
przedpłaty”. Monografię Wielkopolski, która ostatecznie otrzymała tytuł&#13;
Wielkie Księstwo Poznańskie, miał zamiar wydać w Poznaniu. O druku&#13;
pierwszej jej części wiosną 1870 r. z poznańskim księgarzem i wydawcą,&#13;
1&#13;
&#13;
List B. Hoffa z 16 IX 1870 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 363.&#13;
&#13;
227&#13;
&#13;
�Ludwikiem Merzbachem, rozmawiał Bogumił Hoff. Proponowane przez&#13;
Merzbacha ceny były nieco wyższe niż w Warszawie, ale po wybuchu wojny francusko-pruskiej dalsze pertraktacje z poznańskim wydawcą stały się&#13;
i tak bezprzedmiotowe. Hoff został wyrzucony z Poznania, a Kolberg, który&#13;
musiałby czuwać choćby tylko nad drukiem nut, jako obywatel rosyjski nie&#13;
byłby wpuszczony do Prus w czasie trwania wojny.&#13;
Pod koniec roku 1869 jedynie druk w Krakowie rysował się jako realny.&#13;
Tam książka mogłaby mieć na karcie tytułowej notę o pomocy finansowej&#13;
Towarzystwa Naukowego, a to spełniałoby warunki wynikające z jego statutu i Kolberg mógłby otrzymać dotację pokrywającą część kosztów wydania tomu. W październiku Lubomirski zwrócił rękopis pierwszej części&#13;
Krakowskiego i Kolberg przekazał go drukarni Uniwersytetu Jagiellońskiego, a sam około 20 stycznia 1870 r. wrócił do Warszawy. Druku nowego&#13;
tomu Ludu pilnował na miejscu Zygmunt Gloger, który Kolberga poznał&#13;
jeszcze w Warszawie. Wiele lat później, wspominając początki swych zainteresowań folklorem i chaotyczne wówczas próby zbierania przysłów, pisał:&#13;
„W r. 1865, zaprzyjaźniwszy się z Kolbergiem i po wstąpieniu do Szkoły&#13;
Głównej, zacząłem jaśniej pojmować zadania prac naukowych” 1. Gloger&#13;
po trzech latach studiów w Warszawie przeniósł się w 1868 r. na Uniwersytet Jagielloński, gdzie do roku 1872 studiował historię i archeologię. Zainteresowany etnografią, opracowywał wtedy Obchody weselne2, obszerne&#13;
i ambitne studium porównawcze, do którego zapisy nutowe otrzymał od&#13;
Kolberga. W pierwszej połowie roku 1870 kontrolował korekty Krakowskiego i pośredniczył między autorem a drukarnią. Wprowadzanie w ten&#13;
sposób poprawek w druku nie zdawało jednak egzaminu i w kwietniu 1870&#13;
r. pisał do Kolberga:&#13;
Korekty ostatnie robię ściśle, aby wszystko, co Pan zaznaczy, było dokładnie&#13;
poprawionym, ale uważałem, że pierwszą moją korektę poprawiają niedbale&#13;
i odsyłają do Warszawy z wieloma błędami, które ja już poprawiłem3.&#13;
&#13;
Gloger w końcu czerwca wyjeżdżał na okres wakacji do Jeżewa, do&#13;
swego rodzinnego domu. Był to jeden z powodów, dla których Kolberg&#13;
w 1870 r. przyjechał kolejny raz do Krakowa, aby osobiście czuwać nad&#13;
Z. Gloger Przysłowia ludu z okolic Tykocina, „Wisła” 1896, z. 2, s. 349.&#13;
Pruski [Z. Gloger] Obchody weselne cz. I, Kraków 1869.&#13;
3&#13;
List Z. Glogera z 1 IV 1870 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 351.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
228&#13;
&#13;
�drukiem i kończyć redakcję następnych tomów monografii. Nie wiemy dokładnie, kiedy wyjechał z Warszawy — z zachowanych listów wynika, że&#13;
stało się to między końcem czerwca a połową września i przebywał w samym Krakowie lub w Modlnicy do końca stycznia roku 1871. Do Warszawy&#13;
wrócił wtedy tylko na pół roku. Już wyjeżdżając z Modlnicy wiedział, że&#13;
niedługo przybędzie tam na dłużej — we dworze Konopków zostawił rękopis następnych części Krakowskiego, a o ich wydaniu miał rozmawiać&#13;
w sierpniu z kierownikiem drukarni. Prawdopodobnie w czasie pobytu&#13;
Kolberga w Modlnicy lub w Mogilanach na przełomie lat 1870 i 1871 Józef&#13;
Konopka zaprosił go na dłużej i zapewne w ciągu roku 1871 Kolberg podjął&#13;
decyzję o skorzystaniu z tego zaproszenia.&#13;
&#13;
��Elżbieta Millerowa&#13;
&#13;
Lata krakowskie w życiu Kolberga&#13;
(1871–1890)&#13;
&#13;
XI&#13;
[Warunki pracy literackiej i naukowej w Warszawie po powstaniu styczniowym. – Cenzura carska. – Położenie materialne pisarzy i uczonych. – Brak&#13;
oparcia instytucjonalnego dla pracy badawczej. – Wyjazd Kolberga do Krakowa (sierpień 1871). – Sytuacja w autonomicznej Galicji. – Swobody obywatelskie. – Życie umysłowe i kulturalne Krakowa.]&#13;
&#13;
Propozycja zamieszkania pod Krakowem oraz oferowana przez Towarzystwo Naukowe Krakowskie dotacja na Lud otwierały przed Kolbergiem zupełnie nowe perspektywy. Coraz bardziej doskwierający mu&#13;
kryzys materialny i brak możliwości kontynuacji zaplanowanego wydawnictwa, związane z zarysowaną wcześniej sytuacją w popowstaniowej Warszawie pod rządami władz carskich, skłaniały do radykalnego&#13;
rozwiązania, jakim było opuszczenie zaboru rosyjskiego. Nie był w tym&#13;
zresztą Kolberg odosobniony; wielu mieszkańców Królestwa udawało się&#13;
wówczas na dobrowolną emigrację za granicę, a także do Galicji, gdzie&#13;
wraz z uzyskaniem autonomii i swobód obywatelskich warunki pracy naukowej i literackiej stały się znacznie bardziej sprzyjające. Po powstaniu&#13;
styczniowym w Królestwie Polskim działał cały wspominany już system&#13;
represji i zniewolenia, zaprowadzono stałe rządy wojskowo-policyjne.&#13;
Obok prześladowań, aresztowań i surowych wyroków dla powstańców&#13;
i konspiratorów, obok konfiskat majątków, karnych wcieleń do wojska,&#13;
masowej zsyłki na Syberię i przymusowych przesiedleń w głąb Rosji,&#13;
poddano społeczeństwo bezwzględnej rusyfikacji. Po nieudanym zamachu&#13;
na cara Aleksandra II w 1866 roku represje jeszcze się nasiliły, obejmując&#13;
wszystkie formy życia zbiorowego. Zwalczane były wszelkie przejawy&#13;
polskości i narodowego stanowienia na rzecz całkowitej integracji z cesarstwem rosyjskim poprzez zmianę ustroju, administracji i prawa na wzór&#13;
obowiązujących w Rosji carskiej. Począwszy od 1866 roku, likwidowano&#13;
231&#13;
&#13;
�kolejne instytucje świadczące o odrębności Królestwa, znosząc stopniowo jego autonomię. Wszystkie urzędy poddano depolonizacji, usuwając&#13;
Polaków, zwłaszcza z wyższych stanowisk, i obsadzając je Rosjanami oraz&#13;
wprowadzając język rosyjski jako obowiązujący w całej administracji.&#13;
Bezwzględnie zwalczano przejawy świadomości narodowej, która miała&#13;
zostać wymazana. Szczególne restrykcje dotknęły więc szkolnictwo, język,&#13;
kulturę. Zakazano działalności wszystkich towarzystw oświatowych i kulturalnych. Zamkniętą w roku 1869 Szkołę Główną zastąpił uniwersytet carski&#13;
z językiem wykładowym rosyjskim. Od roku 1866 stopniowo rugowano&#13;
język polski ze szkół; nadzór nad edukacją miał stanowić główne narzędzie&#13;
wynaradawiania Polaków. Obowiązywała cenzura prewencyjna, czasopisma i książki musiały być przedstawiane w urzędach cenzury w rękopisach,&#13;
a następnie w odbitkach korektorskich, które porównywano z pierwotną,&#13;
dozwoloną wersją rękopiśmienną. Mnożyły się zakazy publikacji, gotowe&#13;
wydawnictwa nie zawsze dopuszczano do rozpowszechniania.&#13;
Choć w Królestwie pozostała polska prasa, wydawnictwa, teatry rządowe z polskim repertuarem i ukazywały się polskie książki, cenzura carska&#13;
krępowała swobodę wypowiedzi i wolną myśl nie tylko poprzez urzędnicze&#13;
zakazy i restrykcje, ale także poprzez autocenzurę autorów, którzy kontrolowali sami siebie, oraz poprzez podobne uprzedzające działania redaktorów i wydawców. Mechanizm paraliżowania swobody wypowiedzi objął&#13;
całe pokolenie ludzi pióra i wycisnął swoje piętno na ich twórczości i jej&#13;
społecznym odbiorze. Świadek tego czasu, historyk S. Krzemiński, opisując&#13;
narzucony przez zaborcę system polityczny, stwierdzał z goryczą:&#13;
Ale to jeszcze nie całe jarzmo; przybywa do niego niewola myśli, straszna, potworna, okrutna, jakiej już w wieku XIX żaden naród na świecie nie doznaje,&#13;
prócz Polaków w zaborze rosyjskim. W Europie cenzura należy już do rzędu&#13;
muzealnych zabytków przeszłości; u nas jest czynną, niestrudzoną, nieustającą&#13;
torturą, mającą swoich oprawców, swoich sędziów i swoje prawa. […] Myśl do&#13;
ciemnego lochu wtrącona – to stan dzisiejszy umysłowości polskiej w Królestwie wyrażającej się w druku. Cenzor jest wszechwładnym, nieodpowiedzialnym stróżem jej i katem. Za to, co pozwolił wydrukować, nie na nim ciąży&#13;
odpowiedzialność, ale na tym, kto z jego pozwolenia skorzystał1.&#13;
&#13;
1&#13;
[S. Krzemiński] Dwadzieścia pięć lat Rosji w Polsce (1863–1888). Zarys historyczny,&#13;
Lwów 1892, s. 189.&#13;
&#13;
232&#13;
&#13;
�Trudne warunki życia umysłowego i kulturalnego w popowstaniowej&#13;
Warszawie dotykały także Kolberga; przyjęty do Towarzystwa Naukowego&#13;
Krakowskiego jako „literat z Warszawy” był przecież tego życia czynnym&#13;
uczestnikiem. Warto więc pokrótce przypomnieć ówczesną sytuację ludzi&#13;
pióra.&#13;
Położenie materialne twórców było bardzo ciężkie. Pisarze byli źle opłacani lub nie otrzymywali honorariów wcale, gdyż nie było jeszcze praktyką&#13;
powszechną wynagradzanie prac literackich lub też brakło na honoraria&#13;
pieniędzy. Redaktorzy czasopism, szczególnie naukowych, nie płacili regularnie honorariów, zwykle z powodu niskich nakładów, a więc braku dochodów. Autorzy zmuszeni byli do innych prac zarobkowych, by utrzymać&#13;
siebie i rodziny, a swoje publikacje musieli traktować jako wyraz poświęcenia dla dobra ogółu. Prasa codzienna stwarzała wprawdzie możliwość&#13;
zarobkowania, nie było to jednak wynagrodzenie wystarczające i regularne,&#13;
powstała więc praktyka brania zaliczek, często na teksty czy utwory jeszcze nienapisane, co oznaczało zależność finansową od wydawcy. Ponadto&#13;
opłacano autorów „od wiersza”, przy czym liczba wierszy na ogół zależała&#13;
od wydawcy, który licząc się z upodobaniami czytelników lub uprzedzając&#13;
cenzurę, mógł według uznania decydować o objętości tekstów i dokonywać&#13;
w nich zmian, często wbrew intencjom twórców. Nierzadkim zjawiskiem&#13;
była bieda zmuszająca pisarzy do zarobkowania na dodatkowych posadach,&#13;
do pracy ponad siły, często i tak prowadzącej do skrajnego ubóstwa. W sytuacji, gdy życie umysłowe nie miało żadnego instytucjonalnego oparcia,&#13;
funkcję integrującą środowisko literackie i naukowe pełniły w pewnym&#13;
stopniu jedynie nieformalne zebrania towarzyskie o charakterze „półkonspiracyjnym”, odbywające się w domach prywatnych i w redakcjach periodyków, np. „Kuriera Warszawskiego” czy „Biblioteki Warszawskiej”. Jednak&#13;
wobec wszechobecnej kontroli i zakazów zgromadzeń nie było już możliwości kontynuowania takich spotkań i bogatej tradycji salonów w skali&#13;
sprzed powstania.&#13;
W warunkach bezwzględnej rusyfikacji kolejnych dziedzin życia zbiorowego strefą polskości pozostawały dwie dziedziny: literatura i teatr. Polskie&#13;
słowo pisane stało się w okresie popowstaniowym ostoją narodowego trwania, narzędziem oporu i walki o zachowanie świadomości narodowej. Piś­&#13;
miennictwo, podobnie jak sami autorzy, poddane było jednak bezustannemu&#13;
dozorowi władz zaborczych, wszędzie dopatrujących się podstępu, ukrytych&#13;
intencji, aluzji, niesubordynacji. Kontrolę tę, której celem miała być całkowita&#13;
233&#13;
&#13;
�neutralność treści, sprawowali nie tylko cenzorzy, ale i urzędnicy poczty,&#13;
policjanci, celnicy, dodatkowo sprawdzający się wzajemnie. Obowiązującą w&#13;
Imperium Ustawę o cenzurze i druku z roku 1857, wielokrotnie nowelizowaną w późniejszych latach, uzupełniały liczne jawne i tajne okólniki, wytyczne&#13;
i zarządzenia, a przepisy interpretowano zależnie od aktualnych okoliczności,&#13;
w których miała się ukazać publikacja, od wskazań politycznych władz centralnych, od warunków miejscowych czy indywidualnych ocen cenzora. Dotychczasowe formy działania cenzury ujednolicono i scentralizowano poprzez&#13;
utworzenie w roku 1869 Warszawskiego Komitetu Cenzury, który podlegał&#13;
władzom w Petersburgu. Sam system ulegał zresztą zmianom; bywały okresy&#13;
względnego liberalizmu i absurdalnej surowości. Jak pisze Maria Prussak w&#13;
pracy poświęconej temu zagadnieniu:&#13;
Cenzorzy rosyjscy często bywali niemal współautorami dzieł drukowanych&#13;
w Królestwie Kongresowym i granych w tutejszych teatrach […]. Ostateczny&#13;
kształt utworu literackiego zależał więc od postanowienia cenzora1.&#13;
&#13;
Surowe rygory aktów ustawodawczych obok chwiejnych i nieprzewidywalnych decyzji urzędników stwarzały bariery trudne do pokonania dla&#13;
samych twórców, redaktorów i wydawców, uzależnionych materialnie od&#13;
kapitału i od sprzedaży swych wydawnictw. Obok cenzury wewnętrznej,&#13;
decydującej o zgodzie na druk w kraju, istniała też cenzura zewnętrzna, rozstrzygająca o dopuszczeniu do księgarń i prenumeratorów czasopism i książek opublikowanych za granicą, a także o przywiezieniu do kraju powstałych tam rękopisów. Z kolei obok bezwzględnego i często ograniczonego&#13;
urzędnika działała wspomniana już ingerencja redaktora i wydawcy, którzy&#13;
usuwali z tekstów wszystko, co mogło wzbudzić jakiekolwiek podejrzenia&#13;
cenzora. Praca twórcza stawała się często w takich warunkach męczącym&#13;
wyrobnictwem, zmuszając do rewizji pierwotnych pomysłów, używania&#13;
masek, aluzji, niedomówień, najrozmaitszych szyfrów i zabiegów skrywających prawdziwy sens. I tak np. naturalną konsekwencją tych warunków&#13;
była zauważana przez historyków „letniość” warszawskiej prasy, gdyż jak&#13;
pisze Kulczycka–Saloni:&#13;
M. Prussak Świat pod kontrolą, „Teksty Drugie. Teoria literatury, krytyka, interpretacja”&#13;
1991, nr 6 (12), s. 39–40. Por. też Świat pod kontrolą. Wybór materiałów z Archiwum Cenzury&#13;
Rosyjskiej w Warszawie, wybór, przekład i opracowanie M. Prussak, Warszawa 1994; R. Nycz&#13;
Literatura polska w cieniu cenzury, „Teksty Drugie…” 1998, nr 3 (51), s. 5–27.&#13;
1&#13;
&#13;
234&#13;
&#13;
�[…] unikano jasnego formułowania własnych postaw i jasnego stawiania zarzutów […]. Trzeba było bowiem nie tylko powiedzieć to, co się miało do powiedzenia i co powiedzieć się chciało, ale także powiedzieć w sposób tylko dla&#13;
pewnych adresatów zrozumiały. Inni powinni byli zatrzymać się na słowach,&#13;
nie docierając do sensu1.&#13;
&#13;
W roku, w którym Kolberg opuszczał Warszawę, lwowski dziennik informował w anonimowej korespondencji:&#13;
Z Warszawy donoszą nam, że cenzura od niejakiego czasu stała się niezmiernie&#13;
ostrą. Petersburg sypie koncesje na nasze pisma, a Warszawa tępi każdy wyraz,&#13;
każdą myśl – już nie powiem, naszą, ale europejską. Od czasu Komuny Paryskiej&#13;
nie wolno w Warszawie pisać o sprawach społecznych, spółkach, stowarzyszeniach. Dzienniki są w kłopocie, czym zapełnić mają swoje kolumny. Dziwić się&#13;
przeto nie wypada, że „Gazeta Polska” we wstępnym artykule zajmuje się ospą2.&#13;
&#13;
Pisarstwo i język pod cenzorską kontrolą określane były przez samych&#13;
pisarzy i dziennikarzy jako „styl więzienny”, „kajdany po piórze”. Niektóre poczynania cenzury stawały się wręcz absurdalne, granicząc niekiedy&#13;
z groteską, o czym świadczyć może przykład nakazu wykreślenia przymiotnika „polska” w botanicznej nazwie „pszenica polska (Triticulum polonicum)” i zastąpienia go przymiotnikiem „krajowa”, od czego ostatecznie cenzor jednak odstąpił3. Powszechnie narzucano używanie określeń:&#13;
„u nas”, „w kraju”, „naszej”, „krajowej”, zamiast niedozwolonych: „Polska”,&#13;
„polskiej”, choć czasami te ostatnie wykreślano jedynie z kart tytułowych,&#13;
pozostawiając w tekście książek. Usuwano z rękopisów do druku nazwy&#13;
godności narodowych, elementów stroju, muzyki, obyczaju polskiego (karabela, kontusz, konfederatka), „króla” zamieniano na „księcia”, bohatera&#13;
komedii przebierano z kontusza w surdut, okresami nie dopuszczano też&#13;
rzeczownika „ojczyzna” itd. Jeszcze surowsze kryteria obowiązywały w teatrach, gdzie wobec licznej widowni słowa i obrazy, np. strojów i rekwizytów historycznych, słyszane i pokazywane ze sceny stawały się groźniejsze niż w lekturze. W odpowiedzi pisarze uznali pokonanie barier cenzury&#13;
za swój patriotyczny obowiązek i szukali różnych sposobów walki z nią.&#13;
J. Kulczycka-Saloni Życie literackie Warszawy w latach 1864–1892, Warszawa 1970,&#13;
s. 201.&#13;
2&#13;
Ziemie polskie. Z Warszawy, „Dziennik Polski” 1871, nr 187, s. 1.&#13;
3&#13;
S. Górski Z dziejów cenzury w Polsce, „Biblioteka Warszawska” 1905, T. IV, s. 478.&#13;
1&#13;
&#13;
235&#13;
&#13;
�Powszechnie uciekano się do języka czy stylu ezopowego, który przy pomocy metafor, alegorii, symbolu, peryfrazy, wieloznaczności lub przemilczeń&#13;
wyrażał myśli nie wprost, maskował prawdziwy sens, który czytelny był&#13;
dla odbiorcy, a zmylić miał czujność cenzora. Pisano więc zastępczo: „ziemia rodzinna”, „kraj” zamiast: „Polska”; „burza” zamiast: „walka o wolność”;&#13;
„pożar”, „ów czas”, „wypadki”, „wydarzenia” zamiast: „powstanie” itp. Walka&#13;
pisarzy z dyktatem cenzury przybierała różne formy, stosowano najrozmaitsze wybiegi, by w wyniku cichej umowy z czytelnikiem kamuflować&#13;
rzeczywisty sens tekstów, domyślny jednak dla polskiego odbiorcy. Strategia języka ezopowego była kultywowana przez całe ówczesne pokolenie&#13;
pisarzy i uczonych, pozostające pod despotyczną władzą zaborców1.&#13;
Praca naukowa w takich warunkach stawała się bardziej bezinteresownym powołaniem niż pragmatycznie uprawianym zawodem. Dla młodych&#13;
naukowców ze wszystkich prawie dziedzin brakowało perspektyw pracy&#13;
i rozwoju, a także stypendiów, które przydzielano przybyszom z Rosji. Dzieła naukowe oryginalne należały do rzadkości z powodu braku warunków&#13;
dla swobodnych dociekań badawczych i trudności wydawniczych. Pierwszeństwo dawali wydawcy beletrystyce jako dostępniejszej dla ogółu. Po&#13;
zamknięciu Szkoły Głównej w 1869 r., z wyjątkiem Towarzystwa Lekarskiego działającego od 1820 r., nie było w Warszawie przez szereg lat żadnej instytucji popierającej polską naukę. Indywidualny wysiłek intelektualny i samouctwo zastępowały zorganizowane formy kształcenia, studiów&#13;
i kariery naukowej. Wybitny historyk, przedstawiciel szkoły warszawskiej,&#13;
Władysław Smoleński pisał:&#13;
Uniedostępniono Polakom katedry w Uniwersytecie Warszawskim, rugowano&#13;
ich nawet ze stanowisk nauczycieli gimnazjalnych. Uczeni pozbawieni pola pracy na terenie Królestwa odpływali do zaboru austriackiego, do wszechnic i gimnazjów galicyjskich. Dokonywał się w ten sposób proces emigracji najlepszych&#13;
sił naukowych pociągający za sobą zubożenie umysłowe społeczeństwa. Adepci&#13;
nauki zasiedziali w kraju, pozbawieni warsztatów pracy zawodowej i środków&#13;
1&#13;
Zob. m.in. A. Martuszewska Ezopowy język, w: Słownik literatury polskiej XIX wieku,&#13;
pod red. J Bachórza i A. Kowalczykowej, Wrocław 2002, s. 249–251; Z.J. Adamczyk Cenzura,&#13;
tamże, s. 125–131; B. Szyndler Dzieje cenzury w Polsce do 1918 roku, Kraków 1993; M. Prussak Świat pod kontrolą…, s. 39–49; W. Caban Cenzura w Królestwie Polskim w latach 1815–&#13;
1915, w: Granice wolności słowa. Materiały konferencji naukowej, Kielce, 4–5 maja 1995 r.,&#13;
red. naukowa G. Miernik, Kielce–Warszawa 1999, s. 9–18.&#13;
&#13;
236&#13;
&#13;
�jej uprawy, wyczerpywali swe siły udzielaniem lekcyj w szkołach i domach&#13;
prywatnych lub też zarobkowaniem w biurach kolejowych, bankowych i w kantorach przemysłowo-handlowych […] Uprawiano naukę dorywczo, poświęcając&#13;
jej niedospane godziny nocy i dni wypoczynków świątecznych. Oddawano się&#13;
jej bezinteresownie, bez widoków na jakiekolwiek korzyści materialne, w przeświadczeniu, że się spełnia obowiązek służby narodowej1.&#13;
&#13;
Kolberg jako przedstawiciel tej generacji, pozostający w nurcie ówczesnego życia umysłowego Warszawy – tak jak całe społeczeństwo – boleśnie doświadczał traumy klęski i skutków powstania. I tym ostrzej rysował&#13;
mu się w Warszawie brak perspektyw realizacji zamierzeń badawczych&#13;
i wydawniczych o tak szeroko zakrojonym programie, kontynuacji edycji&#13;
planowanej jako seryjna na lata i jako taka wymagającej stałego funduszu.&#13;
Wcześniej przedstawiono jego borykanie się z trudnościami przy wydaniu&#13;
czterech pierwszych tomów, a także uciążliwe i bezowocne starania o pozyskanie środków na publikację dalszych. Zachowane źródła nie przekazują&#13;
nam bezpośrednich wypowiedzi Kolberga na temat aktualnej sytuacji politycznej w Królestwie i w Polsce, warunków życia i pracy w Warszawie lat&#13;
popowstaniowych. Na zachowanej korespondencji z tych lat, stosunkowo&#13;
nielicznej, ciąży w tych kwestiach przemilczenie zadekretowane kneblem&#13;
cenzury, szczelnie kontrolujące słowa. Zapewne zdecydowała o tym także&#13;
charakterystyczna dla Kolberga powściągliwość w słowie pisanym, która –&#13;
jak możemy się jedynie domyślać – w ówczesnej atmosferze powszechnego&#13;
poczucia zagrożenia dyktowała raczej nieodsłanianie osobistych kłopotów&#13;
i przeżyć traktowanych jako oczywiste dla ogółu. Mimo to w listach z tego&#13;
okresu daje się odczytać znużenie, zniechęcenie, a nawet zawód i gorycz badacza zmagającego się z przeciwnościami. Autocenzura wyziera też z nich&#13;
niejednokrotnie, mimo że ich część, jeśli nie większość, gdy tylko było to&#13;
możliwe, przekazywana była nie pocztą, lecz do rąk adresatów przez zaufanych pośredników. A tam, gdzie przemilczenie okazywało się niemożliwe,&#13;
pojawiał się charakterystyczny język ezopowy. Określenia czy zdania użyte&#13;
przez Kolberga w jednym z listów pod koniec lat sześćdziesiątych w rodzaju: „kraj, który zamieszkuję”, „ostatnie przeobrażenia w kraju”, „zwiedziłem&#13;
W. Smoleński Warunki pracy naukowej w b[yłym] Królestwie Polskim w okresie odwetu&#13;
rosyjskiego za powstanie styczniowe, „Nauka Polska. Jej potrzeby, organizacja i rozwój”&#13;
1923, R. IV, s. 358–359. Zob. też M. Micińska Inteligencja na rozdrożach 1864–1918. Dzieje&#13;
inteligencji polskiej do roku 1918, T. 3, Warszawa 2008, s. 63.&#13;
1&#13;
&#13;
237&#13;
&#13;
�dotąd małą tylko część krajów słowiańskich”, cel pracy określony jako „wyświecenie przeszłości słowiańskiego ludu”1, wydają się wyraźnie świadczyć&#13;
o zasłanianiu prawdziwego sensu. Wymowy nabiera wspomniany już fakt, że&#13;
i w tytule całej serii jego dzieła Lud, jego zwyczaje… zabrakło przymiotnika&#13;
polski, a nadtytuł brzmi „pojednawczo” z punktu widzenia władz: Materiały&#13;
do etnografii słowiańskiej. Żadne konkretne perypetie Kolberga z cenzurą&#13;
w okresie warszawskim, gdy wydawał pierwsze 4 tomy dzieła, nie są jednak&#13;
znane; możliwe, że zapobiegła temu przezorna refleksja samego autora.&#13;
Tak więc w ostateczności Kolberg uciekł się do rozwiązania radykalnego&#13;
i podjął decyzję o przeniesieniu się do Galicji. Z pewnością nie był to krok&#13;
łatwy; opuszczał Warszawę, w której pozostawiał rodzinę i przyjaciół, miasto młodości, z którym był związany od dzieciństwa. Jednak zaproponowana mu dotacja z Towarzystwa Naukowego Krakowskiego oraz zaproszenie&#13;
przez przyjaciela do własnego domu pod Krakowem okazały się w tych&#13;
warunkach optymalne i nie do odrzucenia. Definitywnie opuścił Warszawę latem 1871 roku, między 5 sierpnia, którą to datę sugeruje wzmianka&#13;
w liście Felicjana Faleńskiego do Karola Estreichera, a 16 sierpnia, kiedy&#13;
to Wilhelm potwierdza odbiór listu brata z informacją o odbytej podróży2.&#13;
Najpierw zatrzymał się w Mogilanach, gdzie gospodarował Józef Konopka,&#13;
później w Modlnicy, gdzie mieszkało rodzeństwo Józefa, Julian i Antonina,&#13;
i gdzie spędził następne 13 lat, nim przeniósł się do Krakowa w 1884 roku.&#13;
Wyjeżdżając z Warszawy, planował najprawdopodobniej długi pobyt&#13;
w Krakowie i Modlnicy. Sądzić tak można, ponieważ zabrał wtedy wszystkie materiały do Ludu – własne zapisy terenowe, inne rękopisy i ryciny,&#13;
a także książki, nuty, korespondencję, tj. otrzymane listy i bruliony własnych, oraz dokumenty osobiste. Pozostały w Warszawie niesprzedane do&#13;
tej pory egzemplarze czterech tomów wydanych u Jaworskiego i wcześ­&#13;
niejsze publikacje utworów muzycznych. W latach następnych będzie Kolberg korespondował z Wilhelmem, potem z bratową Karoliną na temat&#13;
Z niedatowanego brulionu listu Kolberga, prawdopodobnie do A. Przeździeckiego z 1869&#13;
roku, Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 346.&#13;
2&#13;
W liście Felicjana Faleńskiego do Karola Estreichera z 5 sierpnia 1871 roku czytamy: „Piszę na prędce parę słów przez odjeżdżającego do Was Oskara Kolberga […]” (Korespondencja&#13;
Karola Estreichera z Marią i Felicjanem Faleńskimi (1867–1903), z autografu wydała i komentarzem opatrzyła J. Rudnicka, „Archiwum Literackie”, pod red. K. Budzyka, T. Mikulskiego&#13;
i S. Pigonia, T. III, Wrocław 1957, s. 99). Zob. też list Wilhelma Kolberga, Korespondencja…&#13;
cz. I (DWOK T. 64), s. 383–384.&#13;
1&#13;
&#13;
238&#13;
&#13;
�egzemplarzy Ludu, nut i innych druków przechowywanych u Gebethnera,&#13;
a także fortepianu i mebli. Chyba jednak latem 1871 roku nie przewidywał,&#13;
że już do Warszawy nie wróci. To, że wyjazd w sierpniu tego roku będzie&#13;
ostateczny, okazało się znacznie później. Dopiero w itinerarium, w którym&#13;
w pierwszej połowie 1889 roku spisał swoje podróże, pod rokiem 1871&#13;
zanotował: „Do Krakowa, Mogilan i Modlnicy – na stałe […]”1.&#13;
Już wcześniej, przebywając często w Krakowie pod koniec lat sześćdziesiątych, Kolberg zetknął się z zupełnie innymi warunkami życia i działalności naukowej w zaborze austriackim i mógł się przekonać, że miasto oddychało nieznanymi w Warszawie swobodami obywatelskimi, które przyniosła doba autonomii. Sytuacja w zaborze austriackim wyglądała w tamtym&#13;
okresie rzeczywiście diametralnie inaczej niż w Królestwie. Stefan Kieniewicz tak pisał o różnych losach narodu w każdym z trzech zaborów:&#13;
[…] sytuacja ziem polskich pod panowaniem Rosji, Prus i Austrii różniła się zdecydowanie we wszystkich płaszczyznach rozwoju: demograficznego, gospodarczego (rolnictwo, przemysł, transport, handel), politycznego i kulturalnego. Różnice&#13;
te pogłębiały się w miarę przedłużania okresu niewoli; nie tylko dlatego, że każdy z trzech rządów zaborczych prowadził w poddanych sobie ziemiach polskich&#13;
odmienną politykę, lecz bardziej jeszcze dlatego, że stosunki w każdej z tych&#13;
dzielnic coraz wyraźniej upodabniały się do stosunków rosyjskich, niemieckich&#13;
lub austro–węgierskich. Warstwy społecznie świadome swej polskości – coraz&#13;
liczniejsze z upływem dziesięcioleci – czuły się oczywiście jednym narodem&#13;
pomimo kordonów; jednym zarówno w sensie kulturalnym, jak i moralno–politycznym. Tym dotkliwiej jednak odczuwały pogłębiające się kontrasty między&#13;
rozwojem gospodarczym, perspektywami politycznego bytu, a nawet stylem życia Polaków z Kongresówki, z Galicji, z Poznańskiego czy też z Górnego Śląska2.&#13;
&#13;
W monarchii austriackiej zaszły w II połowie XIX wieku ważne przemiany&#13;
polityczne. Jak wspomniano wcześniej, po przegranej wojnie we Włoszech&#13;
w 1859 roku i po jej kolejnej całkowitej klęsce w wojnie z Prusami w 1866&#13;
roku ujawniła się ostatecznie wewnętrzna słabość Austrii. Rząd wiedeński zmuszony był do reform, by zapobiec rosnącym napięciom społecznym i politycznym i uniknąć rozpadu państwa. Na mocy konstytucji grudniowej z 1867 roku&#13;
Wykaz podróży Oskara Kolberga, w: Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 706.&#13;
S. Kieniewicz Przedmowa, w: Polska XIX wieku. Państwo. Kultura. Społeczeństwo, pod.&#13;
red. tegoż, Warszawa 1986, s. 7. Zob. też A. Chwalba Historia Polski 1795–1918, Kraków 2000,&#13;
s. 491–527 oraz M. Micińska Inteligencja na rozdrożach 1864–1918…, s. 1–25.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
239&#13;
&#13;
�przekształcono je w monarchię dualistyczną Austro-Węgry, dwa równorzędne człony połączone osobą cesarza. Franciszek Józef koronował się na króla&#13;
Węgier i oficjalnie 14 listopada 1868 roku wprowadzono nazwę Monarchia&#13;
Austro-Węgierska. Otworzyły się perspektywy reform w całej monarchii habsburskiej, co poprowadziło do stopniowego przyznawania autonomii poszczególnym krajom wchodzącym w jej skład.&#13;
W wyniku tych politycznych zmian i reform Polacy w Galicji uzyskali&#13;
na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych daleko idącą autonomię i znaczne swobody obywatelskie. Na terenie Galicji władzę rządową&#13;
sprawował powoływany przez cesarza namiestnik; do roku 1915 funkcję&#13;
tę sprawowali wyłącznie Polacy. Powstały autonomiczne instytucje: Sejm&#13;
Krajowy – główny organ władz samorządowych, Wydział Krajowy – odpowiedzialny za sprawy gospodarcze i kulturalne organ wykonawczy Sejmu&#13;
Krajowego oraz Rada Szkolna Krajowa, nadzorująca szkolnictwo podstawowe i średnie. W roku 1869 wprowadzono język polski do szkół, urzędów&#13;
i sądownictwa (obok ukraińskiego), przywrócono w Krakowie samorząd,&#13;
którego miasto było pozbawione od 1853 roku. Administracja i władza polityczna znalazły się w przeważającej części w rękach Polaków.&#13;
Sytuacja gospodarcza w Galicji u progu autonomii była katastrofalna,&#13;
zaistniały jednak sprzyjające warunki dla rozkwitu życia politycznego, kulturalnego i naukowego, odżyło polskie szkolnictwo i inicjatywy społeczne,&#13;
działały legalne stowarzyszenia polityczne, rozwijała się działalność czasopiśmiennicza i edytorska. Kraków II połowy XIX wieku, przekształcony&#13;
przez Austriaków w nadgraniczną twierdzę, peryferyjnie położony i pozbawiony możliwości ekonomicznego rozwoju, posiadał jednak potężny atut&#13;
w postaci materialnego i duchowego dziedzictwa kulturowego. Rozumiano&#13;
powszechnie jego symboliczną rolę, wręcz misję, która nabrała nowego&#13;
znaczenia wobec tragedii powstania styczniowego, popowstaniowych represji i żałoby na ziemiach zaboru rosyjskiego, a także postępującej germanizacji Polaków w zaborze pruskim. Kraków stał się ważnym ośrodkiem&#13;
polskiego życia ponadrozbiorowego, rozwijającej się kultury i nauki, pątnictwa narodowego i religijnego, miejscem obchodów i celebracji rocznic i uroczystości patriotycznych, zabronionych w pozostałych zaborach,&#13;
a będących manifestacją woli przetrwania narodu we wspólnocie1. Dzięki&#13;
1&#13;
Zob. S. Estreicher Znaczenie Krakowa dla życia narodowego polskiego w ciągu wieku XIX, Kraków 1931, s. 20 i nast. Por. też J. Purchla Matecznik polski. Pozaekonomiczne&#13;
&#13;
240&#13;
&#13;
�autonomii i swojemu wyjątkowemu położeniu politycznemu miasto pamiątek narodowych, pomników dziejowych, koronacji królów i ich nekropolii, sanktuariów i grobów świętych pełniło w drugiej połowie XIX wieku&#13;
funkcję „duchowej stolicy narodu”, „matecznika Polski”, „serca Polski”, „relikwiarza narodowych pamiątek”, „polskiej Jerozolimy” – jak rolę tę określali&#13;
badacze historii Krakowa1. Pod Wawel jako do centrum zbiorowej edukacji&#13;
narodowej peregrynowano ze wszystkich trzech zaborów, by w atmosferze&#13;
miasta, wśród jego zabytków i skarbów kultury umacniać ducha polskości&#13;
i kształtować pamięć historyczną. Krótkie lub dłuższe pobyty przybyszów&#13;
z Królestwa, Ziem Zabranych i z zaboru pruskiego w „polskim Rzymie”&#13;
dawały szansę na spotkanie z historią i tradycją, utrwalały poczucie tożsamości i dumę z polskości. Miasto było wówczas także najważniejszym obok&#13;
Jasnej Góry ośrodkiem życia religijnego w kraju, czego wyrazem był m.in.&#13;
pielęgnowany tu kult świętych – Stanisława, Floriana, Jana Kantego, Jacka&#13;
Odrowąża, Salomei, Jadwigi – stanowiący ważną sferę dziedzictwa historycznego w polskiej kulturze. W Krakowie wreszcie kultywowano zwyczaje&#13;
mieszczańskie i ludowe, właściwe tylko temu miastu, takie jak ożywione&#13;
w II połowie XIX wieku staropolskie chodzenie z szopką obnoszoną po&#13;
domach z towarzyszącymi temu przedstawieniami jasełkowymi, emaus,&#13;
rękawka, wianki, konik zwierzyniecki. Obchody te utrwalały poczucie ciągłości tradycji i były czynnikiem konsolidującym społeczność. W swojej&#13;
monografii Krakowskiego Kolberg poświęci tym faktom kulturowym i historycznym pamiątkom miasta ważne miejsce.&#13;
Na kształt życia politycznego Polaków w Galicji okresu autonomii&#13;
decydujący wpływ miały poglądy i działalność konserwatystów krakowskich, tzw. stańczyków (od pamfletu politycznego pt. Teka Stańczyka, publikowanego w 1869 r. w „Przeglądzie Polskim”). Choć często&#13;
sami uczestniczyli w powstaniu styczniowym, po jego upadku stali się&#13;
czynniki rozwoju Krakowa w okresie autonomii galicyjskiej, Kraków 1992, F. Ziejka „Tu&#13;
wszystko jest Polską…” (O roli Krakowa w życiu duchowym Polaków w wieku XIX), „Rocznik&#13;
Krakowski” T. LXII: 1996, s. 31–52, B. Wilk Autonomiczny Kraków skarbnicą narodowych&#13;
pamiątek, „Folia Historica Cracoviensia”, T. 10: 2004, s. 420–430.&#13;
1&#13;
Zob. m.in. J. Purchla Matecznik polski…, s. 38 i 47, tenże Kraków i Lwów: zmienność&#13;
relacji w XIX i XX wieku, w: Kraków i Lwów w cywilizacji europejskiej. Materiały międzynarodowej konferencji zorganizowanej w dniach 15–16 listopada 2002 r., red. J. Purchla, Kraków&#13;
2002, s. 82 i 84, F. Ziejka „Tu wszystko jest Polską”…, s. 35–50. „Relikwiarzem na piersiach Polski” nazwał Kraków J.I. Kraszewski w artykule Wycieczka do Krakowa („Tydzień Polityczny,&#13;
Naukowy, Literacki i Artystyczny” 1871, nr 14).&#13;
&#13;
241&#13;
&#13;
�krytykami i przeciwnikami polskich konspiracji i insurekcji. Nie wyrzekając się aspiracji narodowych, w duchu realizmu politycznego i pragmatyzmu przedkładali nad zbrojne zrywy i spiski niepodległościowe&#13;
rzetelną pracę dla dobra narodu, kultywację polskości i zabiegi o rozszerzenie praw narodowych Polaków, przy zachowaniu jednak lojalności wobec Austrii. Dominowali w Kole Polskim w austriackiej Radzie&#13;
Państwa i przyczynili się rzeczywiście do uzyskania szeregu koncesji&#13;
dla Polaków i poprawy ich sytuacji w zaborze austriackim. Czołowi&#13;
działacze obozu stańczyków: W. Kalinka, S. Tarnowski, J. Szujski, S. Koźmian, L. Wodzicki i M. Bobrzyński byli jednocześnie najwybitniejszymi&#13;
przedstawicielami naukowej i artystycznej elity Krakowa. Mając przygotowanie historyczne i głosząc swoje poglądy także w historiografii, filozofii, publicystyce, krytyce literackiej i teatralnej, wpłynęli inspirująco&#13;
– wbrew utartym poglądom – na rozkwit życia umysłowego w Galicji,&#13;
na kształtowanie się zmysłu państwowości, na integrację ponadzaborową wokół Krakowa – „duchowej stolicy Polski”. Z tymi osobistościami,&#13;
kształtującymi intelektualny pejzaż Krakowa, i z ich myślą polityczną&#13;
Kolberg zetknie się w ciągu swojej działalności, m.in. w Akademii.&#13;
Ośrodkiem życia naukowego pod Wawelem były Uniwersytet Jagielloński i Towarzystwo Naukowe Krakowskie. Na uniwersytecie stopniowo&#13;
dokonała się pełna repolonizacja, która trwała do roku akademickiego&#13;
1870/1871. W 1869 r. ustanowiono w nim na podstawie nominacji cesarskiej (z 28 września) pierwszą na ziemiach polskich Katedrę Historii Polski,&#13;
którą objął Józef Szujski (1835–1883), współtwórca krakowskiej szkoły historycznej, a proces ten całkowicie zakończyło uznanie 30 kwietnia 1870&#13;
roku języka polskiego jako wyłącznie obowiązującego języka wykładowego. Wielu profesorów podejmowało ogromny wysiłek, kumulując pracę&#13;
w kilku katedrach, znaczna ich część była wychowankami uniwersytetów&#13;
zachodnich, co umożliwiało polskiej nauce przyswajanie zdobyczy europejskich. Pracę naukową wiązano z życiem kulturalnym i z potrzebami kraju,&#13;
dzięki czemu rosła rola społeczna uczelni. Pełna repolonizacja uniwersytetu&#13;
krakowskiego spowodowała dalszy żywiołowy rozwój zarówno dyscyplin&#13;
matematyczno-przyrodniczych, jak i humanistycznych, a także uzyskanie&#13;
rangi ogólnonarodowej. Profesorowie polscy po reformie senatu w 1874&#13;
roku otrzymali znaczne uprawnienia do samodzielnej działalności i organizacji życia naukowego. Z kolei we Lwowie na Uniwersytecie Jana Kazimierza od 1871 roku obowiązywały dwa języki wykładowe: polski i ruski&#13;
242&#13;
&#13;
�(ukraiński). Obie uczelnie mogły więc stanowić centra polskiego życia naukowego, promieniującego na cały kraj.&#13;
Działalność naukowo-oświatową prowadziło też Towarzystwo Naukowe Krakowskie, które posiadało duży dorobek i zasługi dla nauki polskiej,&#13;
wykraczając swoim oddziaływaniem poza Kraków i Galicję i wspierając&#13;
inicjatywy i osoby prywatne z zaboru pruskiego i rosyjskiego, czego przykładem jest członkostwo i dotacja przyznane Kolbergowi. Wkrótce prace Towarzystwa kontynuować będzie przekształcona z niego, a powstała&#13;
w roku 1872 w oparciu o tradycje i potencjał naukowy uniwersytetu Akademia Umiejętności. Stanie się ona naczelną polską instytucją naukową&#13;
w okresie zaborów i w latach międzywojennych, a jej zasługi dla rozwoju&#13;
i integracji działalności naukowej między trzema zaborami są nie do przecenienia. Promieniując na cały kraj, Akademia konsolidowała rozproszone&#13;
w trzech zaborach wysiłki na rzecz rozwoju nauki i podtrzymania ducha&#13;
narodowego. Jak wcześniej Towarzystwu Naukowemu Krakowskiemu, tak&#13;
i później Akademii Kolberg będzie zawdzięczać kontynuację swojego dzieła.&#13;
Warunki życia i pracy twórczej różniły się więc zasadniczo od panujących w Królestwie i opisanych wyżej. Kiedy Kolberg zamieszkał pod&#13;
Krakowem i stał się stałym bywalcem miasta, znalazł tu zupełnie inne&#13;
możliwości działania, pracy badawczej i kontaktów naukowych. W Krakowie i Lwowie chroniło się nie tylko wielu uciekinierów z Królestwa czy&#13;
z Ziem Zabranych, tam również powracali zesłańcy, wygnańcy, emigranci&#13;
z Zachodu. W latach 1867–1871 do Krakowa powrócili lub osiedlili się&#13;
w nim w poszukiwaniu możliwości pracy i rozwoju przedstawiciele świata&#13;
kultury i nauki, których Kolberg poznał już wcześniej lub z którymi będzie&#13;
się wkrótce spotykał i współpracował. Należeli do nich m.in. Józef Zejszner (1805–1871), geograf i geolog, Wincenty Pol (1807–1872), poeta i geograf, Karol Estreicher (1827–1908), historyk literatury i teatru, bibliograf&#13;
i wieloletni dyrektor Biblioteki Jagiellońskiej, Władysław Ludwik Anczyc&#13;
(1823–1883), poeta, dramatopisarz i wydawca, Adrian Baraniecki (1828–&#13;
1891), lekarz, działacz społeczny, założyciel i dyrektor Muzeum Techniczno-Przemysłowego w Krakowie, Juliusz Kossak (1824–1899), malarz, rysownik&#13;
i ilustrator, Jan Nepomucen Sadowski (1814–1897), archeolog i etnograf,&#13;
Adam Honory Kirkor (1818–1886), archeolog i wydawca, Izydor Kopernicki (1825–1891), lekarz, antropolog i etnograf. Wszyscy oni – podobnie jak&#13;
Kolberg – wiązali z Krakowem nadzieje na pomyślniejsze warunki pracy&#13;
i rozwoju, podejmując podobne decyzje wobec perspektyw otwierających&#13;
243&#13;
&#13;
�się w Galicji, w większości znaleźli się też wkrótce w kręgu osób współpracujących i kontaktujących się z Kolbergiem, przeważnie w Akademii. Dla&#13;
autora Ludu otworzyła się także perspektywa stabilizacji upragnionej dla&#13;
realizacji dzieła, szansa wyrwania się z dusznej atmosfery Warszawy, choć&#13;
zmiana ta oznaczała zarazem porzucenie rodzinnego miasta, miasta młodości, rodziny, bliskich i przyjaciół, zerwanie więzów ze światem, w którym&#13;
ukształtował swój dojrzały program badawczy i rozpoczął jego realizację.&#13;
Wtedy jeszcze nie było wiadomo, że miało to być rozstanie na zawsze; Kolberg nigdy już nie przekroczył granicy zaboru rosyjskiego i nie odwiedził&#13;
Warszawy.&#13;
XII&#13;
[Konopkowie, zainteresowania i działalność społecznikowska i patriotyczna&#13;
braci Józefa, Romana i Juliana. – Modlnica i jej gospodarze – Julian i Antonina. – Kolberg w nowych warunkach. – Dojazdy do Krakowa, kontakty&#13;
z drukarnią, bibliotekami, archiwami i przedstawicielami środowiska naukowego, możliwość uczestnictwa w życiu kulturalnym i umysłowym miasta.]&#13;
&#13;
Zaproszenie Konopki z serdeczną zachętą, by Kolberg „dom nasz uważał&#13;
za własny”, oznaczało przyjęcie do rodzinnego grona i odnalezienie w nim&#13;
uznania i zrozumienia dla jego pracy, a także wymiernej pomocy. Przyjaźń&#13;
z Józefem datująca się od 1841 roku, kiedy to poznali się w Warszawie,&#13;
rozwijana przez lata kolejnych odwiedzin Kolberga w dworach Konopków&#13;
w Mogilanach i Modlnicy, ugruntowała się także poprzez wspomniane&#13;
wcześniej wspólne zainteresowania, a okresami nawet terenową współpracę autora Ludu i autora Pieśni ludu krakowskiego.&#13;
Józef Konopka pochodził z zamożnej ziemiańskiej rodziny o żywych&#13;
i starannie kultywowanych tradycjach niepodległościowych i patriotycznych, a także społecznikowskich. Konopkowie herbu Nowina, z przydomkiem z Jałbrzykowskiego Stoku, osiedleni w Małopolsce w XVIII wieku,&#13;
pochodzili ze szlachty mazowieckiej, z ziemi łomżyńskiej1. Protoplasta tej&#13;
Informacje o Konopkach zob. m.in. Polski słownik biograficzny, T. XIII: 1867–1868 (hasła: Konopka Józef, Konopka Julian, Konopka Franciszek Ksawery); Archiwum Konopków&#13;
z Modlnicy i Mogilan, https://szukajwarchiwach.pl; E. Jaworska Posłowie, w: J. K[onopka]&#13;
Pieś­ni ludu krakowskiego, Wrocław 1974, wyd. fototypiczne pierwodruku z 1840 r. pod red.&#13;
1&#13;
&#13;
244&#13;
&#13;
�linii, dziad Józefa, Wojciech Józef Konopka (1733–1811), ożeniony z Teresą&#13;
Skotnicką, był marszałkiem dworu ks. Augusta Czartoryskiego, łowczym&#13;
sanockim, właścicielem zakupionych przez siebie wsi – Modlnicy i Mogilan&#13;
pod Krakowem oraz Zaleszan w powiecie tarnobrzeskim, które były wianem żony. Trzej jego synowie, Michał (1781–1833), Stanisław (1786–1850)&#13;
oraz Tadeusz (1782–1864), uczestniczyli w kampaniach napoleońskich. Po&#13;
powrocie bracia osiedlili się w rodzinnych majątkach: najstarszy Michał&#13;
odziedziczył wniesione w posagu matki i wykupione przez ojca z długów Zaleszany, Stanisław otrzymał Mogilany leżące między Myślenicami&#13;
a Krakowem, a Tadeusz – podkrakowską Modlnicę Wielką. Michał z Zaleszan, ożeniony z Balbiną Białobrzeską, miał syna Franciszka Ksawerego&#13;
(1828–1898), który udzielał się społecznie jako prezes Towarzystwa Pomocy&#13;
Weteranom Powstania Listopadowego. Stanisław z Mogilan, żonaty z Zofią&#13;
Kraińską, uzdolniony plastycznie autor obrazów i grafik, miłośnik sztuki&#13;
i literatury, gromadził dokumenty i notatki dotyczące dziejów rodziny. Był&#13;
ojcem Stefanii, późniejszej żony swego bratanka Józefa, oraz Julii, żony&#13;
Gabriela Załęskiego z Iskani pod Dobromilem, i Amelii, żony Hipolita Bochdana z Zadwórza pod Lwowem. Tadeusz sprawował funkcje wójta gminy,&#13;
sędziego pokoju w Krakowie i reprezentanta na sejm w czasach Rzeczypospolitej Krakowskiej. W rodzinnej wsi Konopków, Modlnicy, gospodarował&#13;
z zamiłowaniem, przeprowadzając renowację dworu, a także podejmując&#13;
budowę wodociągu dla browaru, gorzelni, dworu i części wsi. Ożenił się&#13;
z Antoniną Podlewską. Pisał ciekawe wspomnienia i pamiętniki oparte m.in.&#13;
na materiałach zebranych przez brata Stanisława. Pielęgnował tradycje&#13;
powstania kościuszkowskiego i epoki napoleońskiej oraz zainteresowanie&#13;
H. Kapełuś, posłowie i opracowanie E. Jaworska, s. III i nast.; M. Konopka Konopkowie herbu&#13;
Nowina. Z dziejów rodziny, „Strzyżowski Rocznik Muzealny” T. III: 2017, s. 205–231; O. Kolberg Józef Konopka, w: tegoż Studia, rozprawy i artykuły (DWOK T. 63), s 443–448 (pierwodruk: „Kłosy” 1880, T. XXXI, nr 792); P. Strzelichowski Mowy żałobne wypowiedziane&#13;
podczas pogrzebów śp. Józefa Konopki […] i śp. Romana Konopki […], Kraków 1891; H. Jost&#13;
Julian Konopka. Zapomniany technik polski, „Kwartalnik Historii Nauki i Techniki” 1959,&#13;
T. 4, nr 3, s. 521–527. O Konopkach, ich kontaktach z Kolbergiem, jego podróżach w Krakowskie, badaniach i współpracy z Konopkami zob. omówienie E. Millerowej i A. Skrukwy&#13;
„Krakowskie” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Krakowskie. Suplement do tomów 5–8 (DWOK&#13;
T. 73/I), s. XVI i nast. Cenne informacje o rodzinie i pobycie Kolberga w Modlnicy przynoszą&#13;
także opublikowane przez K. Markiewicz Wspomnienia Konopczanek z Modlnicy o Oskarze&#13;
Kolbergu, tj. Antoniny Konopczanki, siostry Józefa, oraz jego córek – Justyny Konopczanki&#13;
(1862–1957) i Michaliny z Konopków Paszkiewiczowej (ur. 1860), zob. „Wieś Radomska”, T. 11:&#13;
2018, s. 89–120. Dostępne źródła podają różne daty biograficzne Konopków.&#13;
&#13;
245&#13;
&#13;
�dla spraw publicznych, a pietyzm dla historii i patriotyzm przekazał czwórce swoich dzieci, urodzonych już po utracie niepodległości przez Polskę:&#13;
Romanowi (1813–1891), Julianowi (1814–1899), Józefowi (1818–1880) oraz&#13;
Antoninie (1828–1904). Z tym właśnie pokoleniem Konopków połączyła&#13;
Kolberga głęboka i wieloletnia przyjaźń.&#13;
Józef oraz jego dwaj bracia, Julian i Roman, otrzymali staranne wykształcenie. Uczyli się w krakowskich gimnazjach św. Anny i św. Barbary, potem&#13;
studiowali prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim, a Józef jeszcze dodatkowo filozofię1. Roman i Julian przez dwa lata dopełniali edukację w Paryżu,&#13;
pierwszy w zakresie prawa na Sorbonie, drugi w szkole górniczej, po której&#13;
ukończeniu uzyskał tytuł inżyniera górnictwa i odbywał praktykę w angielskich kopalniach. Po studiach wszyscy trzej Konopkowie osiedli na wsi,&#13;
gdzie pozostali do końca życia. Najstarszy Roman objął sąsiadujące z Modlnicą Tomaszowice i Podskalany, które ojciec dla niego zakupił, Julian z siostrą Antoniną – Modlnicę, Józef – Mogilany, które otrzymał jako wiano żony&#13;
po zawarciu związku małżeńskiego w 1843 roku ze Stefanią, córką swojego&#13;
stryja Stanisława, a także dokupiony Głogoczów. Wszyscy bracia obok działalności zmierzającej do unowocześnienia gospodarki na roli i uprzemysłowienia oraz podniesienia oświaty wsi sprawowali różne funkcje publiczne:&#13;
Roman jako sędzia pokoju, od roku 1848 członek Rady Administracyjnej dla&#13;
byłego Okręgu Wolnego Miasta Krakowa, od roku 1867 autonomicznej Rady&#13;
Powiatowej Krakowskiej, Julian był członkiem komitetu Towarzystwa Rolniczego Krakowskiego, a Józef współzałożycielem tego Towarzystwa (1845)&#13;
i wieloletnim członkiem jego zarządu, współzałożycielem i kuratorem szkoły&#13;
rolniczej w Czernichowie, członkiem Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego.&#13;
W roku 1849 wybrany został do sejmu austriackiego w Wiedniu, parę lat&#13;
przed śmiercią w 1877 roku – do Sejmu Krajowego Galicji. Roman zajmował&#13;
się z powodzeniem budową lokalnych dróg, Józef w swoim majątku w Mogilanach wprowadził racjonalną gospodarkę rolną, która stała się wzorem dla&#13;
okolicznych gospodarstw, i założył we wsi urząd pocztowy, wyróżnił się też&#13;
osobistym wkładem finansowym i rzeczowym (narzędzia rolnicze) dla szkoły&#13;
rolniczej w Czernichowie, która powstała ze składek i darów ziemiaństwa&#13;
tego regionu. Wspólnie z uzdolnionym technicznie bratem Julianem założyli&#13;
1&#13;
Według niektórych źródeł Julian studiował nie prawo, lecz matematykę na Wydziale Matematyczno-Fizycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego (zob. m.in. J. Samujłło Julian Konopka,&#13;
w: Polski słownik biograficzny, T. XIII: 1967–1968, s. 569).&#13;
&#13;
246&#13;
&#13;
�w 1849 roku w Modlnicy fabrykę maszyn i narzędzi rolniczych, przeniesioną potem do Mogilan i funkcjonującą tam do 1879 roku. Po 1863 roku&#13;
w Tomaszowicach i w Modlnicy znaleźli schronienie powstańcy; w pierwszej&#13;
posiadłości mieścił się szpital, w drugiej zatrzymał się uciekający z Krakowa&#13;
Władysław Jabłonowski, adiutant Langiewicza, a także bracia Rzewuscy,&#13;
Lesław i Walery (1837–1888), który później jako właściciel nowoczesnego&#13;
zakładu fotograficznego w Krakowie wykonywał także zdjęcia dla Ludu, oraz&#13;
Wincenty Konieczko, ukrywający się pod nazwiskiem Puchała i przyjęty na&#13;
stanowisko rządcy w Modlnicy.&#13;
Prospołeczna postawa Konopków, ich praca u podstaw i konkretne zaangażowanie dla dobra wspólnego w ówczesnych warunkach politycznych&#13;
były wyrazem głębokiego patriotyzmu, a zarazem świadomego wyboru tak&#13;
pojmowanego obowiązku służby narodowi, o którego przetrwanie walczyli na tej drodze. Kolberg ze swoim wykrystalizowanym programem badawczym, realizowanym poprzez pozytywistyczną pracę nad udokumentowaniem polskiej kultury ludowej, znalazł więc w rodzinie Konopków&#13;
zrozumienie i wsparcie dla swojego zamierzenia, które pojmowane było&#13;
zapewne nie tylko jako przyjacielska przysługa, ale rodzaj obywatelskiego&#13;
obowiązku pomocy dla niezamożnego badacza. Atmosfera domu, w którym&#13;
zaangażowanie społeczne i aspiracje kulturalne gospodarzy harmonizowały&#13;
z życiowym planem Kolberga, była więc szczególnie sprzyjająca. Znalazł&#13;
tu warunki do życia i pracy, życzliwą i konkretną pomoc gospodarzy w organizacji badań i kontaktach z ludnością wiejską, a także w gromadzeniu&#13;
materiału do monografii Krakowskiego, w czym zasłużyła się szczególnie&#13;
Antonina Konopczanka. Umożliwiali mu – zwłaszcza Roman Konopka –&#13;
wyjazdy do Krakowa, gdzie na miejscu doglądał druku, prowadził studia&#13;
w bibliotece i archiwach, nawiązywał kontakty i brał udział w pracach&#13;
Akademii i w życiu umysłowym miasta. Justyna Konopczanka wspominała:&#13;
Stryj Roman jako wiceprezes Rady Powiatu musiał jeździć dwa razy w tygodniu&#13;
na posiedzenia do Krakowa. Zwykle wstępował po Kolberga, który do Akademii&#13;
Umiejętności dla swoich wydawnictw pospieszał1.&#13;
&#13;
Życie codzienne i działalność publiczną wzbogacały też inne zainteresowania braci Konopków. Julian gromadził materiały do pracy o historii&#13;
1&#13;
&#13;
Cyt. za: K. Markiewicz Wspomnienia Konopczanek…, s. 109.&#13;
&#13;
247&#13;
&#13;
�przemysłu w Polsce, projektował maszyny rolnicze i zbierał stare, zabytkowe przedmioty i meble, Roman i Józef gromadzili pamiątki narodowe i rodzinne, stare książki i dokumenty, z których korzystał też Kolberg. Roman&#13;
pisał wiersze okolicznościowe, religijne i patriotyczne, Józef był autorem&#13;
prac o owadach szkodliwych dla zbóż oraz obszernej rozprawy o gospodarstwie góralskim z obszaru Karpat w Encyklopedii rolnictwa, opracował&#13;
też w 1878 r. monografię wsi Mogilany, wydaną przez jego syna, Tadeusza,&#13;
dopiero 5 lat po śmierci ojca1. Pozostawił ogromny zbiór przysłów, które&#13;
gromadził z zamiarem opracowania ich do druku. Znalazły się w nim także przekazane mu zapisy Kolberga, który z czasem mniej uwagi poświęcał&#13;
temu gatunkowi literackiemu, właśnie ze względu na plany wydawnicze&#13;
Józefa; te jednak nie doszły do skutku2. Antonina, osoba światła, o zdecydowanych poglądach i gustach, miała zdolności literackie i plastyczne,&#13;
które objawiły się m.in. w spisywanych dla Kolberga bajkach i wierzeniach&#13;
oraz w wykonywanych dla jego Ludu drzeworytach, dzięki czemu znacznie&#13;
wzbogaciła krakowską monografię Kolberga rycinami oraz swoimi zapisami folkloru, które sporządzała na dobrze sobie znanej wsi podkrakowskiej&#13;
od miejscowych narratorów i informatorów.&#13;
Gdy w 1871 roku Kolberg osiadł w Modlnicy na stałe, miał już za sobą&#13;
wcześniejsze wielokrotne pobyty u Konopków. Do Modlnicy został zaproszony po raz pierwszy już w 1842 roku. Jak wspomniano wcześniej, poznał&#13;
wtedy rodzinę Józefa, żyjących jeszcze rodziców, Antoninę z Podlewskich&#13;
i Tadeusza Konopków, braci i siostrę Józefa, Antoninę, oraz rezydentkę&#13;
i nauczycielkę, Antoninę Męcińską, córkę organisty kościoła Panny Marii w Krakowie, z którą już wtedy łączył oczekiwanie, że spisze dla niego&#13;
„muzyki modlnickie”. W świetle zachowanych dokumentów odnotować&#13;
możemy jako daty krótszego lub dłuższego pobytu (szczegółowych relacji&#13;
brak) lata 1843 i 1857, w którym to roku odwiedził również Zakopane,&#13;
Lublanę i Zagrzeb, później 1861 i 1863, gdy podróżował w Tatry i na kresy&#13;
południowo-wschodnie. Bliżej udokumentowane, zwłaszcza w listach, są&#13;
1&#13;
J. Konopka Gospodarstwo górskie, w: Encyklopedia rolnictwa i wiadomości związek&#13;
z nim mających, T. 2, Warszawa 1874, s. 812–846, tenże Wieś Mogilany. Monografia, Kraków&#13;
1885, zob. też tenże O owadach szkodliwych zasiewom, a w szczególności o niezmiarce, Kraków 1867 oraz Wyciąg ze sprawozdań o szkodach przez owady w roku 1870 zrządzonych.&#13;
Napisał […], Kraków 1870 (odb. ze „Sprawozdań Komisji Fizjograficznej” za r. 1870).&#13;
2&#13;
Materiał ten został częściowo wydany w tomie 60 Dzieł wszystkich Oskara Kolberga pt.&#13;
Przysłowia. Omawia go we wstępie do tomu S. Świrko, autor opracowania.&#13;
&#13;
248&#13;
&#13;
�podróże z lat 1867–1871, kiedy starał się o dotację na druk w Krakowie&#13;
i we Lwowie, gdy sfinalizowała się pomoc Towarzystwa Naukowego Krakowskiego i toczyły się już prace w drukarni nad Krakowskiem, a Antonina&#13;
Konopczanka intensywnie gromadziła dla Kolberga materiał do dalszych&#13;
tomów monografii. Lata stałego pobytu Kolberga w Modlnicy znalazły swój&#13;
oddźwięk w korespondencji, zwłaszcza z bratową, Karoliną Kolberg.&#13;
Gniazdo Konopków, Modlnica, duża, stara wieś o historii sięgającej XIII&#13;
wieku, oddalona o kilka kilometrów na północny zachód od Krakowa, była&#13;
usytuowana na granicy zaborów, między Galicją a Królestwem Polskim.&#13;
Miała rosyjską i austriacką komorę celną, dwór na wzgórzu, który po kolejnych renowacjach uzyskał klasycystyczny charakter, a obok niego rozległy&#13;
park ukształtowany w stylu barokowym w XVIII wieku. Niedaleko dworu,&#13;
po drugiej stronie drogi znajdował się drewniany kościółek św. Wojciecha&#13;
z XVI wieku, z zabytkowym obrazem łaskami słynącej Matki Bożej z Dzieciątkiem, wykonanym na lipowej desce przez nieznanego autora. Z nazwą&#13;
wsi związana jest ciągle żywa legenda o św. Wojciechu, który opuszczając&#13;
Kraków w drodze do Prus, zatrzymał się we wsi Zagórze, gdzie modlił się&#13;
z odprowadzającą go miejscową ludnością. Uchronił wieś od plagi żmij,&#13;
klęski gradu i posuchy, odnajdując dwa źródła wody: w Modlnicy i w sąsiednich Szycach. Odchodząc, wbił w ziemię w miejscu pożegnania swoją&#13;
laskę, z której wyrosła lipa1. Dziewiętnastowieczny opis tak podkreśla malownicze położenie wsi:&#13;
Modlnica albo Modlnica Wielka z Modlniczką […] mieszczą się na południowych&#13;
stokach wyżyny olkuskiej, stromo tutaj opadającej do doliny Wisły […] Ze wzgórzy modlnickich piękny widok na okolicę krakowską, dolinę nadwiślańską aż&#13;
po Tatry, które w dni pogodne zarysowują się na horyzoncie2.&#13;
&#13;
Długą historią jako jedna z najdawniejszych osad polskich oraz pięknym&#13;
położeniem wyróżniały się też Mogilany, położone w ówczesnym powiecie&#13;
Wiadomość o tej tradycji zamieścił Kolberg w cz. I Krakowskiego (DWOK T. 5), s. 36–37&#13;
i 355–356 oraz w cz. III (DWOK T. 7), s. 59–60. Pisze też o niej Justyna Konopczanka (za:&#13;
K. Markiewicz Wspomnienia Konopczanek…, s. 108). Odpust w Modlnicy na św. Wojciecha&#13;
wspomina też Kolberg w brulionie listu do Karoliny Kolberg z 28 IV 1889 r., Korespondencja…&#13;
cz. II (DWOK T. 65), s. 358. Zob. też M. Bernasikowa Dwór w Modlnicy, „Zeszyty Naukowe&#13;
Uniwersytetu Jagiellońskiego. Prace z Historii Sztuki” 1965, T. 2, z. 2, s. 165–197.&#13;
2&#13;
B[ronisław] G[ustawicz] Modlnica, w: Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych&#13;
krajów słowiańskich, T. VI, Warszawa 1885, s. 568.&#13;
1&#13;
&#13;
249&#13;
&#13;
�wielickim, siedziba Józefa Konopki, w której Kolberg po opuszczeniu Warszawy zatrzymał się najpierw:&#13;
Mogilany, szczególnie dwór i kościół, mają wspaniały widok. W dzień pogodny,&#13;
zwłaszcza przed zachodem słońca, można gołym okiem przejrzeć dolinę Wisły.&#13;
Na sinym paśmie wzgórz olkuskiej wyżyny w Królestwie Kongresowym rysują&#13;
się jasno w promieniach słońca Bielany, Tyniec, Trenczyn, Kopiec Kościuszki,&#13;
Krakusa, wieże i baszty Wawelu i kościołów krakowskich aż po Mogiłę; jeżeli&#13;
zaś zwrócimy się ku południowi, to znowu na ciemnym tle szczerbatych Tatrów&#13;
i Babiej Góry rysują się białe szczyty Kalwarii i Lanckorony1.&#13;
&#13;
Głównym ośrodkiem życia rodzinnego dla wszystkich Konopków była&#13;
Modlnica, i to nie tylko jako gniazdo rodowe. Gospodarował tu Julian,&#13;
kawaler podobnie jak Roman z Tomaszowic, a gospodarstwem kobiecym&#13;
zarządzała bardzo energicznie i sprawnie Antonina Konopczanka przy pomocy Antoniny Męcińskiej, zwanej „Melą”, „Melusią”. Mieszkały tu również&#13;
pod opieką ciotki trzy młodsze córki Józefa i Stefanii, Michalina, Justyna&#13;
i Seweryna, przyjęte na wychowanie dla odciążenia rodziców, którzy mieli&#13;
dwadzieścioro dwoje dzieci. Dziewczynki uczyły się muzyki, okresowo także pod kierunkiem Kolberga, który miewał również udział w ich domowej&#13;
edukacji. Bliskie sąsiedztwo dworów braci w Modlnicy, Tomaszowicach&#13;
i Mogilanach sprzyjało żywym kontaktom rodzinnym. Na codzienne obiady przyjeżdżał do Modlnicy z Tomaszowic Roman, w niedziele spędzał tu&#13;
z rodziną cały dzień. Dom wypełniała muzyka, dyskutowano na najróżniejsze tematy. Kolberg grywał sam lub na cztery ręce z Antoniną Męcińską, a koncerty te należały do ulubionych chwil w modlnickim dworze,&#13;
wspominanych po latach także przez najmłodszych domowników. Justyna&#13;
Konopczanka pisała:&#13;
Kolberg znał muzykę nie tylko teoretycznie, ale grał też biegle i pięknie, a nieraz,&#13;
gdy był do tego usposobionym, ślicznie improwizował. Panna Męcińska, czyli&#13;
Melusia, grała znakomicie. Więc Modlnica wtedy rozbrzmiewała koncertami.&#13;
Grali pojedynczo lub na cztery ręce. Z całą przyjemnością wsłuchiwałyśmy się&#13;
w cudne tony Haydna, Mozarta, Beethovena, Mendelssohna, a nade wszystko&#13;
Chopina. Ale i polityka nie próżnowała. Ileż to dyskusji poważnych się słysza-&#13;
&#13;
1&#13;
&#13;
[ M. Maciszewski] Mac. Mogilany, tamże, s. 579.&#13;
&#13;
250&#13;
&#13;
�ło – ile wróżb, nieledwie proroctw, odnośnie do przyszłości i wolnej Ojczyzny&#13;
ciotka moja, niezwykła patriotka, wypowiadała w przeczuciu1.&#13;
&#13;
W dworach Konopków spotykała się też rodzina z dalszych stron; w Mogilanach Kolberg poznał w latach wcześniejszych Amelię i Hipolita Bochdanów z Zadwórza pod Lwowem, Julię i Gabriela Załęskich z Iskani pod&#13;
Dobromilem, prawdopodobnie też Maurycego i Władysława Kraińskich&#13;
z Wyszatyc pod Przemyślem2. U dwu pierwszych rodzin gościł, począwszy&#13;
od roku 1861, a gospodarze, znając jego prace i plany, ułatwiali mu chętnie&#13;
kontakty z wiejskimi informatorami i stwarzali warunki do badań terenowych, dzięki którym pozyskiwał cenny materiał przeznaczony do następnych monografii regionalnych. Wiadomo też, że niektóre notatki czy teksty&#13;
folkloru i melodie spisywał badacz w samej Modlnicy od zjeżdżających do&#13;
niej krewnych i ich służby. Zapewne kontaktów nawiązanych przy okazji&#13;
spotkań rodzinnych i towarzyskich w Modlnicy i Mogilanach było więcej&#13;
przez cały czas pobytu Kolberga u Konopków, co nie zostało jednak konkretnie udokumentowane, choć liczne wzmianki w listach na możliwość&#13;
taką zdają się wskazywać. Poza rodziną do Modlnicy i Mogilan przyjeżdżali&#13;
na przestrzeni lat liczni goście z Krakowa, ze środowiska artystycznego&#13;
i inteligenckiego, m.in. Artur Grottger, Zygmunt Gloger, Walery Eljasz–Radzikowski, Tadeusz Rybkowski, Józef Łepkowski, Kazimierz Chłędowski,&#13;
Izydor Kopernicki. Organizowano też wspólne wyjazdy do Krakowa, gdzie&#13;
Konopkowie i Kolberg uczestniczyli w różnego typu uroczystościach, jubileuszach, wydarzeniach kulturalnych:&#13;
A że Kraków był tak blisko, więc żyło się jego życiem, sztuką, uczonymi osobistościami i znakomitościami, a nie było obchodów, tak patriotycznych, jak&#13;
i religijnych, jubileuszów itp., aby się Modlnica w całości, wraz z Kolbergiem&#13;
nie znajdowała3.&#13;
&#13;
Cyt. za: K. Markiewicz Wspomnienia Konopczanek…, s. 108–109.&#13;
W Wyszatycach pod Przemyślem gospodarował brat Zofii z Kraińskich Konopkowej,&#13;
Maurycy Kraiński, a od 1877 roku jego bratanek Władysław. O kontaktach i badaniach na&#13;
tych terenach zob. korespondencja Kolberga oraz wstępy M. Tarki do cz. I Rusi Czerwonej&#13;
i E. Miller do suplementu przemyskiego (odpowiednio DWOK T. 56 i 83/I). O poznaniu w Mogilanach Bochdanów i Załęskich wzmiankuje także Justyna Konopczanka (za: K. Markiewicz&#13;
Wspomnienia Konopczanek..., s. 107).&#13;
3&#13;
Cyt. za: K. Markiewicz Wspomnienia Konopczanek…, s. 109.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
251&#13;
&#13;
�W latach późniejszych oparciem dla przyjezdnych był dom Ksawerego Konopki, który gospodarował najpierw w Zaleszanach odziedziczonych&#13;
po ojcu, Michale, a na początku lat osiemdziesiątych osiadł w Krakowie,&#13;
żywo uczestniczył w jego życiu kulturalnym i towarzyskim i bywał częstym gościem w Modlnicy. Konopkowie, a wraz z nimi Kolberg, brali też&#13;
udział w świętowaniu na wsi, w obchodach świąt religijnych, w obrzędach&#13;
ludowych. Wiele uroczystości rodzinnych i związanych z kalendarzem obrzędowym modlniccy włościanie wręcz rozpoczynali we dworze, co dla&#13;
badacza stanowiło oczywiście znakomitą okazję do obserwacji i zapisu&#13;
dokonywanego ze słuchu. Z czasem jego obecność w Modlnicy stała się&#13;
oczywistym elementem życia mieszkańców wsi, co z pewnością skracało&#13;
dystans między nimi a badaczem.&#13;
Kolberg uczestniczył w życiu rodzinnym i towarzyskim Modlnicy, przede&#13;
wszystkim jednak, korzystając z dogodnych dla siebie warunków, zajmował się pracą badawczą. Mając zapewniony byt, otoczony troską i dbałością Antoniny o jego zdrowie i wygody, mimo pewnych ograniczeń, jak&#13;
rezydowanie w ciemnym, przejściowym pokoju czy kłopotliwe niekiedy&#13;
jazdy z Romanem do Krakowa, mógł poświęcić się wypadom terenowym,&#13;
gromadzeniu materiału w bibliotekach i archiwach Krakowa, opracowaniu&#13;
kolejnych tomów, a skromny fundusz własny1 przeznaczyć głównie na cele&#13;
naukowe, zwłaszcza kolejne podróże. Podejmował je latem i wczesną jesienią, by w pozostałym czasie zająć się porządkowaniem i redagowaniem&#13;
zbiorów. W pracy tej, zwłaszcza nad Krakowskiem, pomagali mu gospodarze, współuczestnicząc w badaniach, pozyskując informatorów i sami&#13;
notując dla niego teksty ludowe i informacje etnograficzne.&#13;
Szczególną rolę w tej współpracy odegrała Antonina Konopczanka, gospodyni Modlnicy. Zbieranie materiałów krakowskich dla Kolberga podjęła&#13;
1&#13;
E. Jaworska w Posłowiu do J. Konopki Pieśni ludu krakowskiego…, s. XVII podaje informację, że Kolberg pobierał rentę z Komisji Skarbu, gdzie w latach 1857–1861 (prawdopodobnie: do r. 1859, zob. wyżej, s. 139–140) był zatrudniony w Dyrekcji Dróg i Mostów. O „emeryturze otrzymywanej z Warszawy” z tytułu kilkunastoletniej prowadzonej tam do roku 1861 pracy&#13;
urzędniczej wspomina też W. Bieńkowski w pracy Oskar Kolberg a Akademia Umiejętności&#13;
w Krakowie, zob. „Prace Komisji Historii Nauki Polskiej Akademii Umiejętności w Krakowie”&#13;
1999, nr 1, s. 15. W świetle danych o emeryturach w Królestwie Polskim wiadomości te można&#13;
uznać za mało prawdopodobne, nie udało się ich potwierdzić w zachowanych dokumentach&#13;
Kolberga, a sam badacz nigdy i nigdzie o tym nie wspomina. Wiadomo jedynie o dochodzie,&#13;
jaki przynosiła niewielka kwota ulokowana w „papierach procentowych”, przekazywanym mu&#13;
co jakiś czas z Warszawy przez Wilhelma.&#13;
&#13;
252&#13;
&#13;
�jeszcze przed jego przeprowadzką z Warszawy; już od 1868 roku spisywała&#13;
dla niego pieśni, bajki, informacje i opowieści o wierzeniach, wiadomości&#13;
etnograficzne o kulturze materialnej i o zwyczajach, później także wykonywała rysunki i drzeworyty do Krakowskiego1. Jej materiały znacznie zasiliły tę monografię Kolberga, a rękopisy zbieraczki, które zachowały się częściowo w jego archiwum, zostały wykorzystane w ramach Dzieł Wszystkich do prac komentatorskich lub – jako nieuwzględnione przez Kolberga&#13;
w czterech XIX-wiecznych tomach Krakowskiego – opublikowane zostały&#13;
w trzyczęściowym suplemencie do tej monografii, dopełniając ją. Na uwagę&#13;
zasługuje tu szczególnie wydany tam w całości unikatowy rękopis nazwany&#13;
„modlnickim raptularzem Antoniny Konopczanki” 2, pochodzący z 1868 lub&#13;
1869 roku. Zbieraczka notowała w nim na gorąco swoje wywiady z wiejskimi narratorami z Modlnicy i sąsiednich wsi, którzy opowiadali jej bajki&#13;
i lokalne podania, „historyje” o stworzeniu świata, przyrodzie i żywiołach,&#13;
o zmorach, bogienkach, diabłach, duchach itp., o przesądach i praktykach&#13;
leczniczych. W formie dialogów z wymienionymi z nazwiska i utalentowanymi bajarzami, których zbieraczka znała i zapewne dlatego wybrała, udokumentowany został ówczesny żywy folklor wsi podkrakowskiej, poglądy&#13;
jej mieszkańców na świat, a nawet ich świadomość historyczna. Bratanica&#13;
Antoniny, Justyna, wspominała też szczególne przedsięwzięcia ciotki w celu&#13;
pozyskiwania materiału ikonograficznego:&#13;
[…] korzystając ze znajomości z zakładem fotograficznym W. Rzewuskiego, znajdującym się przy ulicy Wesołej w Krakowie, zorganizowała kilkakrotnie fotografowanie całych scen obrzędowych, gospodarskich i weselnych, a co najpiękniejsze dziewczęta, kobiety, parobcy wybierani byli. Było to mniej więcej w 1870–2&#13;
roku. Rzewuskiemu zawieziono do jego atelier przeróżne sprzęty i dekoracje.&#13;
Zob. m.in. listy Z. Glogera z 17 XII 1868 r. i z 1 IV 1870 r. oraz A. Konopczanki do Kolberga&#13;
z I połowy 1871 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), odpowiednio s. 272 i 351 oraz s. 372&#13;
i 378–379. Listy Antoniny Konopczanki ilustrują także stopień zażyłości rodziny i domowników&#13;
z Modlnicy i Mogilan z Kolbergiem.&#13;
2&#13;
Raptularz Konopczanki opublikowany został w suplemencie krakowskim (DWOK T. 73/III),&#13;
na s. 5–105. Autorką tytułu i pierwszego omówienia tego rękopisu (manuskrypt nie ma karty&#13;
lub kart początkowych i końcowych) była H. Kapełuś, zob. tejże Modlnicki raptularz Antoniny Konopczanki, w: W świecie pieśni i bajki. Studia folklorystyczne, pod red. R. Górskiego i J. Krzyżanowskiego, Wrocław 1969, s.179–195. Zob. też E. Miller Niezwykły dokument&#13;
zachowany w spuściźnie rękopiśmiennej Kolberga, „Wieś Radomska” T. 9: 2011, s. 233–245.&#13;
O współpracy Antoniny Konopczanki z Kolbergiem i jej wkładzie pracy w Krakowskie zob.&#13;
E. Millerowa, A. Skrukwa „Krakowskie” Oskara Kolberga… (DWOK T. 73/I), s. LXIX–LXXXII.&#13;
1&#13;
&#13;
253&#13;
&#13;
�Wykopano starą, rosochatą wierzbę, kilka pni brzozowych, [zabrano] kosy, sierpy, kądziele, ławy, misy, dzbany itp. W pogodne dni zimowe p. Puchała wyjeżdżał kilkoma wozami pełnymi ludzi. Były to całe wesela – z basami, klarnetami, skrzypkami, z drużbami, druhnami iskrzącymi się od wieńców, świecideł&#13;
i wstążek, chust bajecznie kolorowych i korali prawdziwych. […] Do wydawnictw&#13;
Kolberga drzeworyty z tych fotografii nie były dobre, a kolorowało się je w Modlnicy akwarelowymi farbami; kto żył, wtedy kolorować musiał. Ciotka, Freulein&#13;
Maria i nawet niżej podpisana z siostrami1.&#13;
&#13;
Zaangażowani w pomoc bywali nie tylko domownicy z Modlnicy, ale&#13;
i z Mogilan. Tadeusz (1844–1903), syn Józefa, niedoszły, choć utalentowany malarz, wykonywał rysunki, z których część weszła do Krakowskiego,&#13;
a kontakty z mieszkańcami wsi ułatwiała tam Kolbergowi dobrze ich znająca Malwina Jastrzębska, nauczycielka starszych córek Józefa. Współdziałano też w późniejszym okresie w przygotowaniu ilustracji do Pokucia;&#13;
Tadeusz Konopka wykonywał też rysunki „paru typów z tamtych stron”2.&#13;
Kilkunastoletni pobyt Kolberga w Modlnicy w miarę upływu czasu&#13;
i kłopotów jej starzejących się mieszkańców, zwłaszcza po śmierci Józefa&#13;
w czerwcu 1880 roku, a także udarze, który dotknął Juliana w tym samym&#13;
czasie, miał swoje różne oblicza w codziennym bytowaniu. Niezależnie jednak od później narosłych trudności i konfliktów, wspomnienia o Oskarze&#13;
Kolbergu spisane przez Antoninę Konopczankę i przez jej bratanicę Justynę&#13;
wskazują, że jego osoba i praca cieszyły się nie tylko uznaniem i szacunkiem rodziny, ale także podziwem i przyjacielskim przywiązaniem. Po latach, u kresu życia, gdy wygasły już wcześniejsze emocje, Antonina pisała:&#13;
Do Krakowa z braćmi Konopkami wyjeżdżał dwa razy tygodniowo za korektą; zresztą po całych dniach siedząc w domu, pisał niezmordowanie. Nikomu&#13;
nie przeszkadzał w zatrudnieniach, był słodkim w pożyciu z drugimi osobami.&#13;
Wszyscy go też kochali i szanowali. Dnie świąteczne przepędzał na uczonych&#13;
rozmowach z Romanem Konopką, a wieczory z Julianem, obok którego mieszkał&#13;
w drugim pokoju. […] ze swej strony przedstawiał żyjącą encyklopedię. Jeżeli&#13;
czytając książkę, kto jakiego znaczenia wyrazów nie rozumiał, szedł do KolCyt. za: K. Markiewicz Wspomnienia Konopczanek…, s. 109–110. Jedna z takich fotografii&#13;
wykonanych w zakładzie W. Rzewuskiego reprodukowana jest w albumie K. Markiewicz&#13;
Oskar Kolberg (1814–1890), Radom 2014, s. 117.&#13;
2&#13;
Brulion listu do T. Rybkowskiego z 27 XI 1881 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),&#13;
s. 577.&#13;
1&#13;
&#13;
254&#13;
&#13;
�berga po wytłumaczenie i wykład obszerny otrzymał. Nie tylko zacnym co do&#13;
charakteru, ale i umiejętnym był bardzo. Znał historię, literaturę, język łaciński,&#13;
niemiecki, francuski, włoski, angielski wybornie, a nawet i rosyjski. Obdarzony&#13;
z natury niepospolitymi zdolnościami, cokolwiek umiał, to nie dla blagi, ale&#13;
naprawdę umiał teoretycznie. Potrafił pisać obcymi językami tak dobrze jak&#13;
własnym. Tak samo w rozmowie, jak w pisaniu miał głęboki pogląd logiczny,&#13;
zdrowy rozsądek i zdanie głębokiego myśliciela. […] Miły, skromny, cichy, łagodny jak dziecko, w ciemnym pokoju, przez który domownicy, nie mogąc go jako&#13;
między sobą pomieścić, musieli w czynnościach gospodarskich przechodzić, on&#13;
siedział skurczony nad stolikiem, pisał długie godziny (od rana do południa,&#13;
od obiadu do wieczora). Wieczor[em] zaś do późna czytywał książki. Nie było&#13;
nikogo w domu, ktoby go nie [czcił] i nie kochał. […] Każdego wieczora czynił&#13;
niespokojne zapytania paniom domowym, czy nie brakło nafty, bo tego braku&#13;
nadzwyczaj się obawiał. Mógł nic już nie pić, o to się nie troszczył, ale tylko&#13;
myślał o tym, żeby było przy czym pisać. Otóż więc jedną słabością jego była&#13;
nafta, a drugą atrament. Nikt mu niczym humoru nie zepsuł – nawet by po&#13;
papierach pozwolił dziatwie plądrować – aby tylko kałamarz jego w należytym&#13;
pozostawał szacunku. Przeto do sławnej, jesionowej, o jednym zawiasie szafy&#13;
chował go zapalczywie jak do fortecy przed swawolą wszelką1.&#13;
&#13;
Obie panie Konopczanki, Antonina z pozycji gospodyni dworu, Justyna, patrząca z perspektywy dziecka i młodej dziewczyny, wspominają też&#13;
Kolberga jako ciekawego rozmówcę i uczestnika dysput i „dyskusji poważnych”, a przede wszystkim jako świetnego muzyka, który „grał biegle i pięknie”, sam lub na cztery ręce z Antoniną Męcińską, a nawet improwizował,&#13;
urozmaicając modlnickie życie swoimi koncertami. Według Justyny nie&#13;
miał specjalnego talentu pedagogicznego jako zbyt pedantyczny; zapamiętała jednak jego „ciekawe historyjki”, życzliwość i pogodę w obcowaniu&#13;
z ludźmi, chętne przebywanie z gośćmi. Przede wszystkim jednak to, że on&#13;
„wiecznie pisał i grał” i że „grał chętnie na każde zaproszenie i lubił, i grał&#13;
świetnie do tańca”2. Nie przeszkadzało mu to jednak interesować się także&#13;
edukacją panien, córek Józefa; sekundował im w nauce muzyki, akompaniował do śpiewu, poświęcał czas na wspólne spacery i rozmowy o sztuce,&#13;
literaturze, historii, a nawet towarzyszył w wyjazdach do Krakowa. Odbiciem ciepłych uczuć, jakie mieszkańcy Modlnicy i Mogilan dla niego żywili,&#13;
a także autorytetu, którym się cieszył wśród dorastających dziewcząt, mogą&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
Cyt. za: K. Markiewicz Wspomnienia Konopczanek…, s. 104 i przyp. 32.&#13;
Tamże, s. 109, 108, 107, 109.&#13;
&#13;
255&#13;
&#13;
�być listy pisane w okresie nieobecności Oskara w Modlnicy i dopiski tych&#13;
ostatnich dla „kochanego pana Oskara”1. Zaś wzruszające ślady stosunku&#13;
do badacza wiejskich mieszkańców, i to nie tylko Modlnicy, odnajdujemy&#13;
w jego rękopisach, gdzie zanotował miedzy setkami innych dwie następujące przyśpiewki:&#13;
Ciesy się pan Kolbr,		&#13;
ze idziemy z pola,		&#13;
ciesy się i Gacka,		&#13;
Maryna, Antola. 		&#13;
&#13;
A jak ci ja umrę,&#13;
moja dusza wstanie,&#13;
jak ona usłyszy&#13;
pana Kolbra granie2&#13;
&#13;
Obok spotkań z przedstawicielami świata umysłowego w samej Modlnicy, miał Kolberg możliwość rozleglejszych kontaktów z tym środowiskiem&#13;
w Krakowie, gdzie dojeżdżał z Konopkami, uzależniony jednak od dostępu&#13;
do środka transportu. Bliskość Krakowa była wielkim atutem Modlnicy;&#13;
dzięki niej „żyło się jego życiem” – jak to ujęła cytowana wyżej Justyna Konopczanka – i możliwe było uczestnictwo mieszkańców Modlnicy&#13;
w wydarzeniach kulturalnych, życiu umysłowym i artystycznym miasta,&#13;
obchodach świątecznych i jubileuszowych, spotkaniach i zjazdach Polaków spoza zaboru austriackiego. Dla Kolberga możliwość bywania w pobliskim Krakowie miała jednak pierwszorzędne znaczenie przede wszystkim&#13;
ze względu na postęp jego prac i zakres studiów. Mógł wtedy osobiście&#13;
doglądać druku i korekt, korzystać ze zbiorów bibliotecznych i archiwalnych, a także włączać się w życie intelektualne miasta i kontaktować się ze&#13;
środowiskiem naukowym skupionym wokół Uniwersytetu i Towarzystwa,&#13;
potem Akademii3. Stykał się z wybitnymi jego przedstawicielami – zarówno profesorami uczelni, jak i członkami Towarzystwa, którzy przeważnie&#13;
zostali później członkami Akademii Umiejętności. Do grona tego należeli&#13;
1&#13;
Zob. np. dopisek Justyny Konopczanki do listu Antoniny Konopczanki z 12 II 1871 r. oraz&#13;
list Józefy Konopczanki (z Mogilan) z 14 I 1878 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 376&#13;
i Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 101.&#13;
2&#13;
Zob. O. Kolberg Krakowskie. Suplement… (DWOK T. 73/I), s. 433, nr 633 i tenże Mazowsze&#13;
cz. VI (DWOK T. 41) s. 248, nr 465 (z okolic Kutna).&#13;
3&#13;
O kontaktach i współpracy Kolberga ze środowiskiem naukowym Krakowa zob. też&#13;
W. Bieńkowski Kolberg w Krakowie, „Rocznik Krakowski” T. XXXIX: 1968, s. 107–118, tenże&#13;
i A. Gruca Krakowskie koneksje Oskara Kolberga, „Rocznik Krakowski”, T. LIX: 1993, s. 63–76,&#13;
tenże Oskar Kolberg a Akademia Umiejętności w Krakowie, „Prace Komisji Historii Nauki&#13;
Polskiej Akademii Umiejętności” T. 1: 1999, s. 7–21.&#13;
&#13;
256&#13;
&#13;
�m.in. wymieniani wcześniej reprezentanci świata naukowego: Józef Majer, profesor i rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, od 1861 roku prezes&#13;
Towarzystwa, potem do roku 1890 Akademii; Józef Łepkowski, konserwator zabytków sztuki dla miasta Krakowa, pierwszy profesor archeologii na&#13;
pierwszej w Polsce katedrze archeologii na Uniwersytecie (od 1875 roku),&#13;
członek Towarzystwa, potem Akademii; Józef Szujski, historyk, profesor&#13;
Uniwersytetu Jagiellońskiego, członek i sekretarz Akademii Umiejętności&#13;
w latach 1872–1883; Władysław Łuszczkiewicz, sekretarz i przewodniczący Komisji Historii Sztuki Akademii Umiejętności, profesor Szkoły Sztuk&#13;
Pięknych; Lucjan Siemieński, poeta, publicysta i krytyk literacki, członek&#13;
Towarzystwa i Akademii.&#13;
Z częścią osób z tego kręgu naukowego Kolberg zetknął się bezpośrednio&#13;
w Krakowie jeszcze jako członek Towarzystwa; kontakty te kontynuować&#13;
będzie wkrótce w Akademii. Niektórych przedstawicieli życia umysłowego&#13;
miasta poznał jeszcze w Warszawie, z jeszcze innymi połączyły go dopiero później relacje ściślejsze. Niektóre kontakty przybliża korespondencja,&#13;
o innych niestety brak informacji i możemy się tylko domyślać, że współpraca z Akademią, penetracje w bibliotekach i archiwach, otwartość dworu&#13;
w Modlnicy odwiedzanego przez artystów i uczonych sprzyjały poszerzaniu&#13;
kręgu znajomych. I tak np. z kilkunastu zachowanych listów pisanych do&#13;
Kolberga w latach 1868–1884 przez Józefa Łepkowskiego wynika, że obaj&#13;
badacze niezależnie od profesjonalnej współpracy w jednej instytucji kontaktowali się często bezpośrednio (także w Modlnicy), że łączyły ich zażyłe&#13;
stosunki i że chętnie dzielili się wskazówkami i informacjami naukowymi.&#13;
Być może znajomość zawiązana została w Warszawie – Łepkowski należał&#13;
także do grona współpracowników Encyklopedii Orgelbranda. Kolberg&#13;
spotykał się również z Karolem Estreicherem, od 17 września 1868 roku&#13;
nieprzerwanie do roku 1905 dyrektorem Biblioteki Jagiellońskiej, z której&#13;
zbiorów autor Ludu systematycznie korzystał1. Poznał go jeszcze w Warszawie, gdzie w latach 1862–1868 Estreicher był bibliotekarzem w Szkole&#13;
Głównej, a do Krakowa wrócił, by kontynuować swoją Bibliografię polską. Obaj byli w tamtym czasie współautorami Encyklopedii powszechnej&#13;
S. Orgelbranda. Estreicher opublikował recenzję Kolbergowskich Pieśni&#13;
Do dziś w jej zbiorach odnaleźć można egzemplarze, które kiedyś były własnością Kolberga, z jego podpisem i z własnoręcznymi notatkami. O osobistych kontaktach Kolberga z uczonymi Krakowa zob. też E. Millerowa, A. Skrukwa „Krakowskie” Oskara Kolberga… (DWOK&#13;
T. 73/I), s. XXVI–XXX.&#13;
1&#13;
&#13;
257&#13;
&#13;
�ludu polskiego z 1857 roku, w której wysoko ocenił dorobek Kolberga1.&#13;
Z Żegotą Paulim, który przebywał w Krakowie od 1842 roku, współpracując z wydawnictwami naukowymi, zetknął się tam Kolberg już w roku&#13;
1857, w czasie podróży do Wiednia, Triestu, Zagrzebia i Lublany i – jak&#13;
wspomniano wcześniej – służył mu wówczas „swą pomocą i swymi uwagami co do zbierania i spisywania pieśni”2. Pauli od roku 1871 pracował&#13;
w Bibliotece Jagiellońskiej, opiekując się głównie starodrukami i archiwaliami, których był znawcą. Jako wybitny erudyta, obdarzony niezwykłą&#13;
pamięcią, bibliofil i wydawca z tytułem „historiografa Uniwersytetu Jagiellońskiego”, nazywany był „chodzącą biblioteką”. Zapewne obaj, Pauli i Estreicher, ułatwiali Kolbergowi dostęp do źródeł i służyli cennymi&#13;
informacjami bibliograficznymi. Wiadomo także, że wcześniej spotkał się&#13;
Kolberg w Krakowie z Wincentym Polem, który „przyobiecał zasilać [go]&#13;
swymi uwagami”3. Badacz ten po paru latach powrócił w 1868 roku do Krakowa, gdzie jednak zmarł 2 grudnia 1872 roku. Prawdopodobnie wcześniej,&#13;
może jeszcze w Warszawie, poznał Kolberg Ludwika Zejsznera, profesora&#13;
geologii na Uniwersytecie Jagiellońskim, z którego materiałów (m.in. z obszernej rozprawy Wiadomość o Podhalanach poprzedzającej Pieśni ludu&#13;
Podhalan… z 1845 r.), a przede wszystkim ze zbiorów pieśni drukowanych&#13;
i rękopiśmiennych korzystał. Zejszner zmarł w Krakowie 3 stycznia 1871&#13;
roku, jeszcze przed przeniesieniem się tam autora Ludu na stałe, ale w czasie jego pobytu w mieście. W części II Krakowskiego Kolberg wykorzystał&#13;
pozostałe po nim materiały, co odnotowuje we wstępie do tego tomu, sygnując odpowiednią informacją pochodzenie wybranych pieśni. Wątpliwość, czy doszło do osobistego spotkania, dotyczy osoby zmarłego w 1868&#13;
roku księdza M. Mioduszewskiego, profesora prawa kanonicznego w seminarium duchownym w Krakowie, autora cenionego Śpiewnika kościelnego&#13;
(wydanego w Krakowie w roku 1838 i uzupełnionego Dodatkami z lat 1842&#13;
i 1853) oraz Pastorałek i kolęd (Kraków 1843 oraz Dodatek, Lipsk 1853).&#13;
Także i z pozostałego po nim archiwum zaczerpnął Kolberg niektóre zapisy&#13;
pieśni opublikowane w tym tomie z odpowiednią adnotacją i z informacją&#13;
1&#13;
Recenzję tę pod pseudonimem „Gędźba” opublikował K. Estreicher w „Dzienniku Literackim” 1857, nr 94–96, przedruk w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement do tomu 1&#13;
(DWOK T. 70), s. 138–145.&#13;
2&#13;
O. Kolberg Korespondencja z Wiednia [z 11 IX 1857], w: tegoż Pisma muzyczne cz. II&#13;
(DWOK T. 62), s. 360.&#13;
3&#13;
Brulion listu do A. Młockiego z 26 II 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 283.&#13;
&#13;
258&#13;
&#13;
�we wstępie. W jakiej formie – oryginałów czy kopii – oraz jaką drogą dotarły do Kolberga materiały obu badaczy, nie wiadomo. Jeszcze z Warszawy&#13;
znał też Kolberg pisarza, redaktora i wydawcę, również współpracownika&#13;
Encyklopedii Orgelbranda, Władysława Ludwika Anczyca, prowadzącego&#13;
od 1875 roku drukarnię w Krakowie, odkupioną od Ludwika Gumplowicza,&#13;
w której wydana została w tym samym roku ostatnia, czwarta część Krakowskiego, czyli ósmy tom Ludu.&#13;
W Krakowie mógł mieć Kolberg także dostęp do innych niż Biblioteka&#13;
Jagiellońska zbiorów bibliotecznych i archiwalnych, takich jak biblioteka&#13;
kapitulna na Wawelu, biblioteka Czartoryskich czy archiwum Uniwersytetu&#13;
Jagiellońskiego, a także księgozbiory prywatne, np. Żegoty Paulego czy Teofila Żebrawskiego (1800–1887), matematyka, bibliofila, archeologa i architekta, z którym stykał się w Akademii. Na zapisy tekstów pieśni z Krakowa&#13;
lub z Krakowskiego otrzymane od tego ostatniego powołuje się także w cz.&#13;
II Krakowskiego (na s. IV). Możliwość czerpania ze zbiorów bibliotecznych&#13;
dawały też pobyty we Lwowie, gdzie w Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich Kolberg niejednokrotnie przeprowadzał kwerendy źródłowe, prawdopodobnie kontaktując się przy okazji z cenionymi historykami, badaczami&#13;
i wydawcami źródeł, a także kolejnymi dyrektorami tej instytucji, Augustem&#13;
Bielowskim (w latach 1869–1876) i Wojciechem Kętrzyńskim (1876–1918).&#13;
&#13;
XIII&#13;
[Cele i zadania działającej od 1873 roku Akademii Umiejętności i jej rola&#13;
w życiu naukowym i narodowym. – Kontynuacja dotacji na Lud Kolberga&#13;
przyznanej przez Towarzystwo Naukowe Krakowskie. – Członkostwo Kolberga w strukturach Akademii i działalność w Komisjach Archeologicznej&#13;
i Antropologicznej. – Funkcja przewodniczącego Sekcji Etnologicznej Komisji Antropologicznej, udział w pracach programowych Sekcji. – Współpraca z I. Kopernickim, redaktorem „Zbioru Wiadomości do Antropologii&#13;
Krajowej”, i własne publikacje Kolberga w tym roczniku od 1877 r. – Wkład&#13;
badacza w dorobek etnograficzny Komisji Antropologicznej.]&#13;
&#13;
Zacieśnienie związków Kolberga z życiem naukowym Krakowa związane&#13;
jest bezpośrednio z Akademią Umiejętności, w działalność której trwale się&#13;
włączył i której testamentem przekazał swoją spuściznę rękopiśmienną.&#13;
259&#13;
&#13;
�Przekształcenie Towarzystwa w Akademię nie tylko nie wpłynęło na zmianę stosunku nowej instytucji do Kolberga, lecz bardziej go z nią związało.&#13;
Tam zresztą kontynuowała pracę naukową większość uczonych znanych&#13;
Kolbergowi jeszcze z Towarzystwa. To w ramach Akademii badacz najściślej współpracował po roku 1872 z osobistościami życia umysłowego&#13;
Krakowa. Na czoło tych relacji wysuwają się tu: Józef Majer, Józef Szujski, Józef Łepkowski, Karol Estreicher, a głównie wspominani już późniejsi przybysze do Krakowa: Jan Sadowski i Adam Honory Kirkor, przede&#13;
wszystkim zaś najbliżej zaprzyjaźniony Izydor Kopernicki.&#13;
Akademia zainicjowała swoją działalność w 1873 roku. Powołana już&#13;
w roku 1872 dzięki staraniom galicyjskich uczonych i polityków, w oparciu o prężne i przygotowane środowisko umysłowe Krakowa i dorobek&#13;
Towarzystwa Naukowego, stała się instytucją naukową o znaczeniu ogólnopolskim. Przekraczając granice zaborów, współorganizowała i wspomagała&#13;
finansowo prace i publikacje naukowe z obszaru całego kraju, odgrywając&#13;
przez długie, jeszcze międzywojenne lata integrującą rolę najważniejszego&#13;
polskiego ośrodka naukowego. W powszechnej opinii wyznaczyła rolę, jaką&#13;
nauka odegrać miała i odegrała dla zachowania „samoistnego bytu narodowego”. Jej pierwszym prezesem został bardzo przychylny Kolbergowi&#13;
Józef Majer, sekretarzem zasłużony dla organizacji i działalności instytucji&#13;
i równie mu życzliwy Józef Szujski. Statut zakładał powołanie trzech Wydziałów akademickich: I. Filologicznego, II. Historyczno-Filozoficznego i III.&#13;
Matematyczno-Przyrodniczego. W ramach tych Wydziałów ukonstytuowały się komisje o dużych uprawnieniach autonomicznych1. Wszystkie skupiały uczonych, także spoza ścisłego kręgu Akademii, i były głównymi&#13;
Statut Akademii, jej struktura wewnętrzna, fundusze i skład osobowy itd. zob. „Rocznik&#13;
Zarządu Akademii Umiejętności w Krakowie. Rok 1873”, Kraków 1874, s. 37 i nast. W obrębie Wydziału Filologicznego utworzono komisje: Bibliograficzną, Dla Historii Sztuki, Językową&#13;
i Dla Badań w Zakresie Literatury i Oświaty w Polsce. W Wydziale Historyczno-Filozoficznym&#13;
powstały: Komisja Historyczna, Prawnicza, Archeologiczna oraz Dla Filozofii, a w Wydziale Matematyczno-Przyrodniczym – Komisja Fizjograficzna, Antropologiczna i Balneologiczna. O działalności Akademii zob. m.in. Pamiętnik piętnastoletniej działalności Akademii Umiejętności&#13;
w Krakowie 1873–1888, Kraków 1889 (tam także statut AU w cz. II, s. 170–179); S. Smolka&#13;
Akademia Umiejętności w Krakowie 1873–1893, Kraków 1894; S. Kutrzeba Polska Akademia Umiejętności 1872–1938, Kraków 1939; J. Hulewicz Akademia Umiejętności w Krakowie&#13;
1873–1918. Zarys dziejów, Wrocław 1958 i 2013; Materiały do powstania Akademii Umiejętności w Krakowie w roku 1873, oprac. i przygot. do druku D. Rederowa i K. Stachowska,&#13;
Wrocław 1958, J. Dybiec Polska Akademia Umiejętności 1872–1952, Kraków 1993.&#13;
1&#13;
&#13;
260&#13;
&#13;
�ogniskami prac badawczych. Członkowie wybierani byli większością głosów, a dla członków zagranicznych wymagane było dodatkowo zatwierdzenie cesarza. Charakterystyczna przewaga reprezentacji humanistyki&#13;
(Wydziały I i II) nad naukami ścisłymi i przyrodniczymi (Wydział III) wiązała się z przeświadczeniem kierownictwa Akademii, zwłaszcza Szujskiego&#13;
i Majera, o prymacie tej pierwszej w sytuacji porozbiorowej Polski. Sytuacja&#13;
ta nakładała na jedyną tego rodzaju instytucję naukową w kraju szczególny&#13;
obowiązek dbałości o zachowanie tożsamości narodowej, o znajomość dawnej historii i piśmiennictwa, wiedzę o dziejach kultury, pietyzm dla języka,&#13;
tradycji, zabytków i pamiątek, ale także „przyrodoznawstwa krajowego”.&#13;
Obowiązek służby publicznej, związek prac Akademii z potrzebami i życiem&#13;
społeczeństwa był nie tylko eksponowany, ale i skutecznie praktykowany&#13;
przez cały czas jej działalności. Na corocznych otwartych dla publiczności&#13;
posiedzeniach Akademii systematycznie ponawiano apele o włączanie się&#13;
społeczeństwa w nurt jej działalności, m.in. poprzez nadsyłanie własnych&#13;
prac i obserwacji, udział w konkursach, dostarczanie informacji i materiałów potrzebnych dla rozwoju badań w różnych dziedzinach. Zabiegano&#13;
konsekwentnie o ponadzaborową integrację, koordynowanie rozproszonych wysiłków naukowych i pielęgnowanie kontaktów z nauką europejską poprzez wymianę publikacji i osobiste kontakty uczonych oraz udział&#13;
w kongresach międzynarodowych. Za pierwszorzędne zadanie organizatorzy życia naukowego Akademii uważali współdziałanie społeczeństwa&#13;
z „instytucją obdarzoną wolnością swobodnego rozwoju nauki w języku&#13;
narodowym – dla potrzeb i czci narodowej”. A powołując się na doświadczenie „w dziejach narodu polskiego”, przestrzegali:&#13;
[…] nakazuje ono, aby korzystać z sposobności podanej przez Opatrzność, aby&#13;
chwytać złotego ptaka sprzyjających okoliczności, aby nie odkładać na jutro pełnego rozwoju życia, bo korzystaniem z tego, co dzisiaj danym jest i dozwolonym,&#13;
żyją i mocnieją zdrowe społeczeństwa1.&#13;
&#13;
Na publicznym otwartym posiedzeniu w maju 1874 roku prezes Majer,&#13;
mówiąc o kierunkach badań działającej już Akademii, wyjaśniał:&#13;
1&#13;
[J. Szujski] Zdanie sprawy z ruchu naukowego Akademii Umiejętności od 4 maja 1874 r.&#13;
podane przez sekretarza jeneralnego, „Rocznik Zarządu Akademii Umiejętności. Rok 1874”,&#13;
Kraków 1875, s. 191 oraz 189–190.&#13;
&#13;
261&#13;
&#13;
�Do nich to należeć musi wszystko, co dotyczy duchowych i fizycznych kraju&#13;
naszego właściwości, a zatem badanie jego dziejów politycznych i społecznych,&#13;
literatury, sztuki i języka, jak niemniej jego właściwości geograficznych i fizjograficznych w najobszerniejszym rozumieniu, nie wyłączającym badań antropologiczno-etnologicznych. […] Naród dawno poczuwał, że trzeba mu regulatora,&#13;
który by przyodziany należytą powagą, poruszał sprężyny pracy naukowej, niósł&#13;
jej zachętę i pomoc, a luźne prace zbierał, prowadził i skupiał dla uwydatnienia&#13;
ich skutku1.&#13;
&#13;
Obok prac naukowo-badawczych i wydawniczych Akademia prowadziła działalność muzealną, biblioteczną i archiwalną, a także szeroko zakrojoną wymianę publikacji z dziesiątkami instytucji, towarzystw i ośrodków&#13;
naukowych w całej Polsce i w Europie. Według statutu działalność ta miała&#13;
się opierać na uposażeniu ze skarbu państwa (rządu austriackiego i sejmu galicyjskiego), w praktyce jednak głównym źródłem finansowym stał&#13;
się mecenat prywatny, który rozwinął się na niespotykaną dotąd w Polsce&#13;
skalę. Darowizny przekazywano ze wszystkich trzech zaborów, głównie&#13;
z Królestwa Polskiego, a także z emigracji. Pozwoliło to nie tylko na finansowanie działalności naukowo-badawczej, ale także na ufundowanie&#13;
stypendiów i nagród.&#13;
Kolberg –„literat w Krakowie, b[yły] członek Towarzystwa Naukowego&#13;
[Krakowskiego]” – został jednym z pierwszych członków korespondentów&#13;
Wydziału I Filologicznego dzięki staraniom Karola Mecherzyńskiego, dyrektora tego Wydziału, i Karola Estreichera, sekretarza, którzy 8 kwietnia&#13;
1873 roku pisemnie zgłosili jego kandydaturę. Wybory w ramach Wydziału odbyły się 6 maja tego roku z wynikiem pozytywnym, a kandydaturę&#13;
Kolberga na członka korespondenta i kandydatury innych osób pretendujących do członkostwa ogłoszono publicznie już na otwartym dla publiczności posiedzeniu inauguracyjnym Akademii Umiejętności w dniu 7 maja&#13;
1873 roku2. Wybór ten został ostatecznie zatwierdzony 7 lipca 1873 roku&#13;
Głos Józefa Majera, prezesa Akademii miany na publicznym posiedzeniu tejże, dnia&#13;
4 maja 1874 r. Pogląd ogólny na jej stan w r. 1873, „Rocznik Zarządu Akademii Umiejętności.&#13;
Rok 1873”, Kraków 1874, s. 132 i 135.&#13;
2&#13;
Zob. Dwa pierwsze publiczne posiedzenia Akademii Umiejętności w Krakowie. I. Posiedzenie w przeddzień czterechsetnej rocznicy urodzin Mikołaja Kopernika d. 18 lutego&#13;
1873 r. II. Posiedzenie inauguracyjne d. 7 maja 1873 r., Kraków 1873, s. 76. Zob. też „Rocznik&#13;
Zarządu Akademii... Rok 1873”, s. 31, gdzie nazwisko Kolberga figuruje na liście „proponowanych do najwyższego zatwierdzenia” członków zagranicznych, korespondentów. Relację z tego&#13;
1&#13;
&#13;
262&#13;
&#13;
�na posiedzeniu walnym Akademii. Ponieważ autor Ludu nie posiadał obywatelstwa austriackiego, mógł w rzeczywistości zostać jedynie członkiem&#13;
korespondentem zagranicznym. Zgodnie ze statutem wybór ten powinien&#13;
zatwierdzić cesarz, sankcji cesarskiej Kolberg jednak nigdy nie otrzymał1.&#13;
Nie wiadomo, dlaczego takiego zatwierdzenia nie przyznano i jakie względy na tym zaważyły. Brak zgody w przypadku innych uczonych wiązał&#13;
się z działalnością patriotyczną, udziałem w powstaniu czy emigracją polityczną, a odpowiednie opinie w tej kwestii przysyłały do Wiednia władze pruskie lub rosyjskie. Nie prolongując ważności paszportu i pozostając&#13;
formalnie obywatelem rosyjskim, Kolberg skazywał się na nieokreślony&#13;
status i po kilku latach sam tak opisywał swoją sytuację, pisząc do bratowej&#13;
Karoliny: „[...] teraz jestem tu poniekąd jakoby emigrantem”2. Dlaczego nie&#13;
przedłużał paszportu mimo przypomnień Wilhelma3 ani też nie ubiegał się&#13;
o obywatelstwo austriackie, nie wiadomo.&#13;
Akademia nie brała jednak tego braku urzędowego zatwierdzenia pod&#13;
uwagę i doceniając prace Kolberga, od początku włączała go w swoją działalność. Członkami Wydziału Filologicznego byli wówczas tacy uczeni i literaci jak historycy literatury – Stanisław Tarnowski i Karol Mecherzyński,&#13;
dyrektor Teatru Krakowskiego – Stanisław Koźmian, pisarze – Ignacy Kraszewski, Aleksander Fredro oraz wcześniej wymieniani: Władysław Łuszczkiewicz, Karol Estreicher, Lucjan Siemieński i Józef Łepkowski, w większości znający dorobek Kolberga i wspierający jego cele. O pracy autora Ludu&#13;
w ramach tego Wydziału brak jednak informacji, dostępne dokumenty nie&#13;
potwierdzają też jego członkostwa w żadnej z Komisji Wydziału Filologicznego. Poświadczona jest jedynie jego współpraca w 1876 roku z Komisją&#13;
Językową ukonstytuowaną w ramach tego Wydziału w marcu 1874 roku.&#13;
posiedzenia oraz nazwiska kandydatów, m.in. na członków korespondentów, a wśród nich&#13;
i Kolberga, podał też L. Siemieński (pseud.: Gerwazy) w Korespondencji czasopisna „Kłosy”.&#13;
Z Krakowa, 9 maja, zamieszczonej w „Kłosach” 1873, T. XVI, nr 411, s. 319. Zob. też W. Bieńkowski Kolberg w Krakowie…, s. 110.&#13;
1&#13;
Zob. Pamiętnik piętnastoletniej działalności… cz. II, s. 128 –130; tam w wykazie członków, w grupie członków korespondentów zagranicznych Akademii, „dla których najwyższe&#13;
zatwierdzenie nie nadeszło”, zapisano: „Oskar Kolberg, literat w Krakowie, b[yły] członek Towarzystwa Naukowego, wybrany d. 7 lipca 1873 r. członkiem Wydziału Filologicznego, od&#13;
r. 1873 członek Komisji Archeologicznej, zaś od r. 1874 także Komisji Antropologicznej”.&#13;
2&#13;
Brulion listu do Karoliny Kolberg z 15 IV 1877 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),&#13;
s. 14.&#13;
3&#13;
Zob. m.in. list Wilhelma z 14 I 1873 r., tamże, s. 437.&#13;
&#13;
263&#13;
&#13;
�Wiązała się ona z pracą Kolberga o gwarze wielkopolskiej oraz z debatą&#13;
o publikacji materiałów etnograficznych i dialektologicznych, o czym jeszcze będzie mowa.&#13;
Bezpośrednio po ukonstytuowaniu się władz Akademii Kolberg rozpoczął starania o kontynuację mecenatu finansowego nad swoim dziełem,&#13;
tj. o pozyskanie funduszu na druk II części Krakowskiego. W liście z 14&#13;
stycznia 1873 roku, powołując się na pomoc finansową udzieloną mu&#13;
przez Towarzystwo Naukowe Krakowskie na druk I części tej monografii,&#13;
zwracał się do Akademii jako „spadkobierczyni moralnej tak opieki naukowej, jak i szafunków b. Towarzystwa Naukowego”, wyrażając nadzieję,&#13;
że Akademia „nie zechce uchylić szczodrobliwej swej ręki od popierania&#13;
i dalszych prac moich na polu etnografii krajowej”. Dołączał jednocześnie&#13;
rachunek za dotychczasowy druk części II Krakowskiego, informując, że&#13;
przewidywany koszt całego tomu będzie znacznie wyższy od poprzednich&#13;
z powodu „druku mnóstwa w niej zawartych nut muzycznych, których złożenie nierównie od tekstu jest kosztowniejszym”1. Przedkładając Akademii&#13;
w październiku 1873 roku egzemplarz „świeżo wydanego dzieła pt. Lud,&#13;
seria VI”, o objętości dwukrotnie większej od wcześniejszych tomów, raz&#13;
jeszcze wyjaśniał tę specyfikę książki i ponawiał swoją prośbę o dotację&#13;
na nią „w nadziei życzliwej pomocy instytucji skorej zawsze do popierania&#13;
wszelkiego rodzaju usiłowań naukowych”2. Prośba Kolberga spotkała się&#13;
ze zrozumieniem i akceptacją i odtąd Akademia systematycznie udzielała mu subwencji w wysokości 300–500 florenów za tom, zwiększając ją&#13;
dopiero w dwu ostatnich latach jego życia do 1000 florenów. Do spraw&#13;
1&#13;
List do Akademii Umiejętności z 14 I 1873 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 435.&#13;
Rachunek ten, zachowany jako alegat do cytowanego listu (Arch. Nauki PAN i PAU, rkp. PAU&#13;
I – 12, nr 46), wymienia sumę 580 zł reń. za druk części tomu w nakładzie 800 egzemplarzy oraz&#13;
200 zł reń. 30 centów za papier. W. Bieńkowski mylnie podaje te kwoty jako całkowity koszt&#13;
tomu (w pracy Kolberg w Krakowie…, s. 111). W rzeczywistości wyniósł on za całą książkę we&#13;
wspomnianym nakładzie 1390 fl. (zob. notatki Kolberga w sporządzonym przez niego Wykazie&#13;
tek rękopiśmiennych, w: Korespondencja… cz. III, DWOK T. 66, aneks 12, s. 749, przypis *14;&#13;
Kolberg zakładał w cytowanym liście, że koszt może wynieść około 1200 fl. za druk i papier).&#13;
Złoty reński to srebrna moneta cesarstwa austriackiego tożsama z florenem (i guldenem).&#13;
2&#13;
List do Akademii Umiejętności z [22] X 1873 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),&#13;
s. 464. Taką datę dzienną nosi brulion tego listu (BN PAU i PAN, sygn. 2185/4, k. 1) i nota na oryginale wpisana nieznaną ręką: „Otrzymano dnia 22 paźdz. 1873”. Ponadto oryginał opatrzony&#13;
jest adnotacją prezesa Majera: „Do zasiłku w ilości 400 [!] do 500 fl. zobowiązywało Akad[emię]&#13;
jeszcze zobowiązanie Tow[arzystwa] Nauk[owego], d. 23 paźdz. 1873. J. Majer”.&#13;
&#13;
264&#13;
&#13;
�finansowych badacza i jego kłopotów z materialnym podołaniem swojemu&#13;
przedsięwzięciu trzeba będzie jeszcze wracać.&#13;
Już w trakcie wyboru na członka korespondenta Wydziału Filologicznego Akademii otrzymał Kolberg propozycję włączenia się w skład Komisji Archeologicznej, powołanej w Wydziale II Historyczno-Filozoficznym&#13;
na wniosek Józefa Łepkowskiego uchwałą z dnia 5 kwietnia 1873 roku.&#13;
O zaproszeniu do grona członków Komisji zawiadomił go oficjalnie Józef&#13;
Łepkowski w liście z 22 kwietnia 1873 roku, informując, że dotyczy ono&#13;
„udziału w czynnościach w kierunku studiów etnograficznych”1. Komisja&#13;
powstała w wyniku rozdzielenia zadań i prac Oddziału Archeologii i Sztuk&#13;
Pięknych działającego w Towarzystwie Naukowym od 1851 roku na dwa&#13;
kierunki: badania archeologiczne i studia nad zabytkami sztuki oraz odpowiadające im dwie Komisje: Komisję Sztuki (w Wydziale I Filologicznym)&#13;
i Komisję Archeologiczną (w Wydziale II Historyczno-Filozoficznym). O tej&#13;
drugiej orzeczono:&#13;
[…] w wydziale 2-gim istnieć powinna Komisja Archeologiczna w celu badań&#13;
archeologii kościelnej i domowej, wykopalisk, sfragistyki, numizmatyki, runografii itd., także w sprawie udzielania orzeczeń, jakich by wymagało krytyczne&#13;
roztrząsanie wychodzących w tym zakresie dzieł, oraz w myśli opiekowania się&#13;
istniejącym muzeum. Pierwszą czynnością owej Komisji byłoby już to pokończenie, już to dalsze prowadzenie spraw i prac przez b[yły] Oddział Archeologii i Sztuk Pięknych w Towarzystwie Naukowym przedsiębranych, a następnie&#13;
podjęcie w tym kierunku nowych […]2.&#13;
&#13;
Na posiedzeniu w dniu 24 kwietnia 1873 roku, konstytuującym Komisję&#13;
z przewodniczącym Józefem Łepkowskim i określającym jej główne zdania,&#13;
poświadczono członkostwo Kolberga, które zgodnie ze statutem wcześniej&#13;
zatwierdził Wydział3. Obok niego w grupie wówczas przyjętych w skład&#13;
Komisji Archeologicznej członków przybranych znaleźli się także badacze&#13;
List J. Łepkowskiego z 22 IV 1873 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 450; tam&#13;
mowa o uchwale Komisji w sprawie członkostwa, m.in. Kolberga, podjętej 19 kwietnia i zatwierdzonej przez Wydział 21 kwietnia.&#13;
2&#13;
„Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Hist.-Filozof.”, T. I, Kraków 1874, s. IV–V&#13;
[XII–XIII] (Posiedzenie Wydziału dnia 5 IV 1873 r.).&#13;
3&#13;
Zob. tamże, s. VII [XV] (Posiedzenie Komisji Archeologicznej dnia 24 IV 1873 r.) oraz „Rocznik Zarządu Akademii Umiejętności. Rok 1873”, s. 122–123, a także Pamiętnik piętnastoletniej&#13;
działalności Akademii…, cz. II, s. 138.&#13;
1&#13;
&#13;
265&#13;
&#13;
�wkrótce blisko współpracujący z Kolbergiem: Jan N. Sadowski, Izydor Kopernicki, Michał Sołtan i wybrany równocześnie na sekretarza Komisji Piotr&#13;
Umiński (1830­–1906), numizmatyk i kolekcjoner, także sekretarz Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych. Członkami Komisji byli też Adam Honory&#13;
Kirkor, Władysław Łuszczkiewicz, Aleksander Kremer i Józef Friedlein.&#13;
Do najważniejszych zadań Komisji miało należeć systematyczne rejestrowanie znalezisk archeologicznych, a następnie przygotowanie cyklicznego wydawnictwa obejmującego wykaz zabytków przedhistorycznych na&#13;
ziemiach polskich (zwany roboczo „spisem wykopalisk”), w którym miały&#13;
być publikowane zebrane dotąd materiały do mapy archeologicznej ziem&#13;
polskich. Program badań obejmował też różnorodne prace wykopaliskowe&#13;
(m.in. Kirkora, Umińskiego i Sadowskiego w najbliższej okolicy Krakowa&#13;
i na Rusi Czerwonej, Kirkora na Podolu galicyjskim i na Pokuciu) oraz&#13;
omawianie ich przebiegu i wyników na kolejnych posiedzeniach. Kolejnym&#13;
zadaniem miało być uporządkowanie i skatalogowanie zbiorów archeologicznych Akademii oraz rozbiór i omawianie publikacji naukowych dotyczących tej dziedziny1. Później Komisja miała zająć się także zbieraniem&#13;
i badaniem materiału epigraficznego, tj. oryginalnych dawnych napisów&#13;
wyrytych lub wymalowanych na twardym materiale (kamieniu, metalu, glinie), zwłaszcza starszych, począwszy od średniowiecza poprzez renesans do&#13;
XVII wieku, gdyż te były najbardziej zagrożone zniszczeniem i zatarciem2.&#13;
Epigrafika, zainicjowana jeszcze w krakowskim Towarzystwie jako nowa&#13;
dyscyplina badawcza, miała być przydatna m.in. dla uchwycenia procesów&#13;
i zmian językowych, geografii dialektów, znajomości pisma i jego typów.&#13;
Komisja Archeologiczna kontynuowała program i w zasadzie przejęła&#13;
do realizacji zadania nakreślone w Oddziale Archeologii i Sztuk Pięknych&#13;
Towarzystwa Naukowego Krakowskiego. W jej działalności, podobnie jak&#13;
w Towarzystwie, podnoszona była wysoka ranga archeologii jako nauki&#13;
1&#13;
Zob. też Pamiętnik piętnastoletniej działalności…, cz. I, s. 110–116, gdzie omówienie&#13;
programu badań Komisji.&#13;
2&#13;
Sekcja Epigrafiki Polskiej pod kierunkiem I. Polkowskiego wymieniana jest w źródłach&#13;
dopiero w roku 1877 (zob. m.in. „Rocznik Zarządu Akademii Umiejętności. Rok 1877”, Kraków&#13;
1878, s. 51; w dwu rocznikach poprzednich z lat 1875 i 1876 figuruje z adnotacją: „obecnie&#13;
organizująca się”, zob. odpowiednio s. 62 i 68). Od roku 1874, kiedy to Komisja Archeologiczna&#13;
podzieliła się na sekcje, funkcjonowały w jej ramach trzy inne: Sekcja Wykopalisk pod kierunkiem A.H. Kirkora, Encyklopedii Starożytności Polskich z przewodniczącym A. Kremerem&#13;
i Muzealna pod kierunkiem W. Seredyńskiego (zob. „Rocznik Zarządu Akademii Umiejętności.&#13;
Rok 1874”, Kraków 1875, s. 114).&#13;
&#13;
266&#13;
&#13;
�i jej ważna rola w podtrzymywaniu poczucia tożsamości narodowej. Zainteresowanie materialnymi „starożytnościami”, potrzeba i postulat badania&#13;
dawnej przeszłości, korzeni i przedpiśmiennej historii narodu nabierały&#13;
szczególnego znaczenia wobec jego zagrożonego bytu. Obok prac starożytników–specjalistów na dużą skalę upowszechniło się kolekcjonerstwo&#13;
prywatne amatorów i koneserów zabytków przeszłości, a kolejne znaleziska&#13;
skłaniały do fachowego dyskursu o ich dawności, o przedhistorycznej przeszłości i metodach jej badania. Formułowano zasady metodycznego gromadzenia i porządkowania znalezisk, ich ochrony i inwentaryzacji, określania&#13;
wieku i interpretacji historycznej, naukowego rozpoznawania starożytności&#13;
człowieka i jego kultury. Z czasem już nie tylko romantyczny kult dawnego&#13;
rodowodu i postawa patriotyczna były inspiracją dla archeologii, stopniowo wdrażano ją w ramy i metody procedur naukowych, wyznaczających&#13;
rzetelne badania w duchu pozytywizmu. Stała się też dyscypliną uniwersytecką wraz z utworzeniem w 1866 roku poświęconej jej pierwszej katedry na Uniwersytecie Jagiellońskim, wtedy jeszcze tymczasowej, od 1874&#13;
roku stałej, kierowanej przez Józefa Łepkowskiego, także przewodniczącego&#13;
Komisji Archeologicznej. Przedmiot badań kontynuowanych w Akademii&#13;
pojmowano bardzo szeroko i traktowano interdyscyplinarnie, dostrzegając&#13;
ścisłe związki między archeologią, antropologią, historią sztuki i historią&#13;
kultury1. Dla wszechstronnego podejmowania tej problematyki w prace Komisji Archeologicznej zaangażowani byli nie tylko specjaliści w dziedzinie&#13;
archeologii (jak J. Łepkowski, A.H. Kirkor, J.N. Sadowski) i antropologii (J.&#13;
Majer, I. Kopernicki), ale i koneserzy–zbieracze zabytków starożytniczych&#13;
(P. Umiński), historycy sztuki (W. Łuszczkiewicz i J. Kremer), architekci (T.&#13;
Żebrawski, F. Pokutyński), artyści i jednocześnie znawcy kultury materialnej (J. Kossak), bibliotekarze i bibliofile (K. Estreicher, W. Seredyński)2.&#13;
Kolberg, uprawiający działalność „w kierunku studiów etnograficznych”,&#13;
jak to określił Łepkowski w cytowanym wyżej liście, był więc pożądanym&#13;
członkiem w tym gronie, gdyż jego ludoznawcze zainteresowania i prace&#13;
wiązały się z bliskimi także archeologii naukami historycznymi. Prowadząc&#13;
1&#13;
Zob. J. Chochorowski Między archeologią, antropologią i prehistorią – krakowskie środowisko naukowe w początkach działania Akademii Umiejętności (1873–1893) wobec problemu pochodzenia człowieka i jego kultury, „Historyka. Studia metodologiczne” 2016, T. 46,&#13;
s. 304–325. W artykule tym (s. 304–343) autor omawia stan, zadania i cele oraz związki ówczesnej&#13;
archeologii i antropologii w początkowych pracach obu Komisji poświęconych tym dyscyplinom.&#13;
2&#13;
Por. też W. Bieńkowski, A. Gruca Krakowskie koneksje…, s. 67.&#13;
&#13;
267&#13;
&#13;
�systematyczne badania terenowe i studia nad kulturą ludową różnych regionów Polski, stykał się także z tymi zagadnieniami i mógł żywo włączać&#13;
się w prace Komisji. Jego warsztat badawczy również od strony praktycznej&#13;
okazywał się przydatny dla nauk pokrewnych, m.in. dla archeologii. Z drugiej strony uczestnictwo w pracach Komisji Archeologicznej umożliwiało&#13;
mu bezpośredni kontakt z uczonymi i wgląd w ich prace, orientację w literaturze przedmiotu i bieżącym ruchu wydawniczym, udział w toczących&#13;
się dysputach, wymianę informacji i opinii. A to z kolei przyczyniło się do&#13;
wykorzystania wiadomości i wyników badań archeologicznych w kolejnych tomach Ludu.&#13;
Już na drugim posiedzeniu Komisji w dniu 23 maja 1873 roku powierzono Kolbergowi zadanie specjalne, o którym w sprawozdaniu z tego posiedzenia zapisano:&#13;
Przewodniczący Komisji [tj. Łepkowski] ze względu na coraz częściej powtarzające się po różnych pismach zarzuty o podrabianie i fałszowanie podań i legend&#13;
o Krakowie oraz o jego uroczystościach wzywa członka Kolberga do rozczytania&#13;
się w takowych i zbadania, a następnie orzeczenia, o ile te są autentycznymi lub&#13;
też bezzasadnymi”1.&#13;
&#13;
Problematyka ta była Kolbergowi dobrze znana i świeża; w części I Krakowskiego wydanej w 1871 roku zamieścił w opisie kraju szereg podań&#13;
i legend związanych z Krakowem i jego bliską okolicą, a także obszernie&#13;
opisywał doroczne zwyczaje zarówno ludu wiejskiego spod Krakowa,&#13;
jak i mieszczańskie, właściwe tylko dla mieszkańców tego miasta, jak np.&#13;
emaus, rękawka, konik zwierzyniecki. W swoich rozległych kwerendach&#13;
sam natrafiał na różnego typu źródła dotyczące dawnych tradycji podaniowych i uroczystości obchodzonych w cyklu rocznym. Zachowały się&#13;
liczne materiały, notatki i wskazówki bibliograficzne z tego zakresu wykorzystane w różnym stopniu w monografii. W Krakowskiem przywołuje&#13;
Kolberg zarówno źródła sobie współczesne, jak i dawniejsze, cytując je lub&#13;
w różnej formie odwołując się do nich. I tak przytacza podania i legendy&#13;
z prac Józefa Mączyńskiego, Ambrożego Grabowskiego, Józefa Łepkowskiego, z dawnych kronik i druków ulotnych, z kalendarzy krakowskich,&#13;
czasopism systematycznie publikujących opisy ważnych dla tradycji miejsc&#13;
1&#13;
Posiedzenie Komisji Archeologicznej dnia 23 V 1873 r., „Rozprawy i Sprawozdania&#13;
z Posiedzeń Wydz. Hist.-Filozof.”, T. I, Kraków 1874, s. XXI–XXII.&#13;
&#13;
268&#13;
&#13;
�i sławnych czy legendarnych postaci oraz przywiązanych do nich podań&#13;
i legend1. W trakcie tej pracy, gromadząc bogaty i cenny materiał z literatury, sam nie ustrzegł się potknięć. Jednym z nich było np. było potraktowanie jako dokumentu falsyfikatu Konstantego Majeranowskiego, tj. tekstu&#13;
o święconem w zamożnym mieszczańskim domu przedstawionego jako list&#13;
z XVI wieku2. Wątpliwa wiarygodność tworów Majeranowskiego i innych&#13;
podobnych fabrykatów dała początek dyskusjom na temat autentyczności&#13;
powszechnie publikowanych, często bez należytego krytycyzmu, materiałów. I tak np. toczyła się wówczas dysputa na temat wieku i genezy konika&#13;
zwierzynieckiego (Lajkonika), prowadzona m.in. w krakowskim „Czasie”&#13;
i warszawskich „Kłosach” w 1872 roku3. Kolberg żywo się tym zagadnieniem interesował, gromadził notatki na ten temat z prasy, a także sam poszukiwał informacji źródłowych, m.in. w dokumentach cechu włóczków,&#13;
tj. flisaków, uczestników tego dawnego zwyczaju, oraz w relacjach wspomnieniowych krakowian. Relację taką przekazał mu w liście 27 czerwca&#13;
1873 roku, a więc już po powierzeniu Kolbergowi zajęcia się podaniami&#13;
i zwyczajami krakowskimi w Komisji Archeologicznej, Karol Mecherzyński,&#13;
sekretarz Wydziału Filologicznego Akademii (od 21 XII 1872 roku), filolog&#13;
związany od urodzenia z Krakowem4. Tak więc własne zainteresowania&#13;
i prace Kolberga spotykały się z prowadzonymi w ramach Komisji i na&#13;
odwrót, a przeplatając się, służyły zarówno autorowi Ludu, poszerzając&#13;
jego bazę źródłową, jak i badaniom Akademii, wzbogacając je o materiał&#13;
pozyskany w eksploracjach terenowych i studiach własnych Kolberga.&#13;
Przegląd wykorzystanych przez Kolberga w tym zakresie prac przynoszą przypisy źródłowe dotyczące głównie rozdziałów „Kraj” i „Zwyczaje”, zamieszczone w tomie 73/III DWOK&#13;
na s. 107–125 i 138–165. Zob. też obszerną bibliografię Kolberga przywoływaną w siedmiu&#13;
tomach Krakowskiego (T. 5–8 i T. 73/I–73/III DWOK), a zebraną w tomie 73/III.&#13;
2&#13;
[K. Majeranowski, pseud.:] Pielgrzym z Tenczyna Święcone wielkanocne, „Pszczółka Krakowska” 1822, T. 2, s. 8–16 (przedruki, m.in. w: Ł. Gołębiowskiego Ludzie polskim…, s. 305–309&#13;
oraz w „Przyjacielu Ludu” 1837, R. 3, T. 2, nr 39). Zob. O. Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK&#13;
T. 5), s. 369–373 i odpowiedni przypis źródłowy w: O. Kolberg Krakowskie. Suplement…&#13;
(DWOK T. 73/III), s. 170–171 oraz E. Millerowa, A. Skrukwa „Krakowskie” Oskara Kolberga…,&#13;
(DWOK T. 73/I), s. XXXVIII.&#13;
3&#13;
Rekapitulacja koncepcji na temat genezy Lajkonika por. też F. Gawełek Konik zwierzyniecki, „Rocznik Krakowski” T. XVIII: [1919], s. 144–154 (cały art. s. 129–181). Zob. też Ł. Olszewski Lajkonik. Legenda i tradycja, Kraków 2009.&#13;
4&#13;
Zob. list K. Mecherzyńskiego z 27 VI 1872 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 422–&#13;
–423. Zob. też E. Millerowa, A. Skrukwa „Krakowskie” Oskara Kolberga… (DWOK T. 73/1),&#13;
s. XXXVIII.&#13;
1&#13;
&#13;
269&#13;
&#13;
�Do innych działań Kolberga w ramach Komisji należał udział w re­&#13;
jestracji miejscowości, w których odkryto zabytki wykopaliskowe, pro­&#13;
wadzonej na potrzeby mapy archeologicznej, której koncepcja była autorstwa Łepkowskiego. Współpracował w tym zakresie z Kirkorem, Łepkowskim, Kopernickim i Sadowskim 1. Ze wszystkimi czterema badaczami był blisko zaprzyjaźniony i spotykał się z nimi często; tym bardziej&#13;
więc praktyką naturalną była wymiana informacji na temat znalezisk&#13;
archeologicznych, obserwowanych w trakcie własnych podróży, i wiadomości pozyskanych w Komisji, tak przecież uprawniona w pracach&#13;
naukowych. Uczestniczył też Kolberg w dyskusjach nad sprawozdaniami&#13;
z badań oraz nad omawianymi dziełami archeologicznymi i z dziedzin&#13;
pokrewnych, w czym także w naturalny sposób dzielił się swoją erudycją i wynikami ciągłych penetracji i studiów w Bibliotece Jagiellońskiej i lwowskim Ossolineum. Według Bieńkowskiego brał także udział&#13;
w zbieraniu zabytków epigrafiki polskiej od czasów najdawniejszych do&#13;
końca XVIII wieku, a także przekazał Komisji swoje materiały dotyczące&#13;
mitologii 2.&#13;
Zainteresowanie autora Ludu archeologią i kontakt z bieżącym dorobkiem badawczym tej dyscypliny znalazły swoje odbicie w kolejnych mono­&#13;
grafiach regionalnych3. Obok materiałów etnograficznych i folklorystycznych, które stanowią zawsze zrąb źródłowy tomów Ludu, zamieścił w nich&#13;
szereg wiadomości o ówczesnych pracach wykopaliskowych i znaleziskach&#13;
archeologicznych, a nawet niekiedy i własne wywody czy komentarze do­&#13;
tyczące tych zagadnień. Podobnie jak informacje historyczne i fizjograficzne&#13;
podawał je przeważnie przy charakterystyce ogólnej omawianego obszaru,&#13;
1&#13;
Zob. W. Bieńkowski, A. Gruca Krakowskie koneksje…, s. 68 oraz W. Bieńkowski Oskar&#13;
Kolberg a Akademia…, s. 13. Zob. też B. Schnaydrowa Mapa archeologiczna Józefa Łepkowskiego, geneza i okoliczności jej powstania, „Rocznik Biblioteki PAN w Krakowie”, R. 25: 1980,&#13;
s. 198–202.&#13;
2&#13;
Zob. W. Bieńkowski, A. Gruca Krakowskie koneksje…, s. 68 oraz W. Bieńkowski Oskar&#13;
Kolberg a Akademia…, s. 13. Przekazane Komisji materiały mitologiczne to prawdopodobnie&#13;
rękopis Kolberga pt. Potęgi nadprzyrodzone w wyobraźni Mazurów Pruskich. Studium&#13;
mytologiczne według [Maxa Polluxa] Toeppena skreślił […] (BN PAU i PAN, sygn. 3572),&#13;
stanowiący dokonany przez niego przekład fragmentu pracy Toeppena pt. Aberglauben aus&#13;
Masuren…, której recenzję opublikował w 1868 roku (zob. wyżej, s. 211, przyp. 2). Przekład&#13;
ten włączył Kolberg po niewielkim przeredagowaniu do swojego rękopisu Mazur pruskich&#13;
(DWOK T. 40, s. 52–82).&#13;
3&#13;
Jako pierwszy poruszył ten problem T. Malinowski w artykule Archeologia w dziełach&#13;
Oskara Kolberga, „Lud” T. XLII: 1956, s. 446–453.&#13;
&#13;
270&#13;
&#13;
�tj. w rozdziale „Kraj”, wiążąc je z opisywanymi miejscowościami i konkretnymi obiektami czy zabytkami z tego terenu. Szereg danych z zakresu archeologii odnajdujemy także w przypisach do tekstu, zwłaszcza zebranych&#13;
na końcu książki. Powołuje się w nich Kolberg (lub w różnym zakresie&#13;
cytuje) na prace Józefa Łepkowskiego, Franciszka M. Sobieszczańskiego,&#13;
Aleksandra Przeździeckiego, Adama H. Kirkora, artykuły, doniesienia i wiadomości z czasopism („Wiadomości Archeologicznych”, „Czasu”, „Biblioteki&#13;
Warszawskiej”, „Kłosów” itd.). Badający to zagadnienie Tadeusz Malinowski&#13;
stwierdzał:&#13;
Dużą zasługą Kolberga jest zinwentaryzowanie wielkiej liczby stanowisk archeologicznych rozsianych po wielu dzielnicach Polski i Rusi. […] Drugą wielką&#13;
zasługą Kolberga jest fakt zebrania w swych pracach ogromnego materiału bibliograficznego, odnoszącego się do odkryć archeologicznych, a zagubionego&#13;
często w rozmaitych zapomnianych, trudno dostępnych publikacjach i czasopismach. Śmiało rzec można, że prace Kolberga są niezastąpionym źródłem materiałowym dla wszelkiego rodzaju monografii powiatowych archeologicznych,&#13;
przygotowanych w wielu ośrodkach naukowych w Polsce1.&#13;
&#13;
Autor uważał, że ten niewykorzystany przez archeologów materiał nie&#13;
tylko może stanowić źródło dla różnego rodzaju monografii lokalnych, ale&#13;
także przynosi nieznane późniejszym badaczom, cenne przyczynki do dziejów archeologii polskiej, a niejednokrotnie nawet informacje o dawnych&#13;
odkryciach ocalałe jedynie na kartach tomów Kolberga. Dla przykładu ilustrującego zainteresowanie Kolberga odkryciami archeologicznymi można&#13;
przywołać fakt, że w Krakowskiem sięgnął on nie tylko do prac J. Łepkowskiego, K. Rogawskiego czy A.H. Kirkora, do wiadomości z publikacji&#13;
Towarzystwa Naukowego czy Akademii lub rozsianych w prasie2, ale podjął próbę krótkiego omówienia aktualnych badań i ich wyników w okolicy Krakowa. Dokonał także wręcz wątpliwego merytorycznie zabiegu,&#13;
zamieszczając w przypisie do części IV monografii krakowskiej obszerny&#13;
wyciąg, prawdopodobnie we własnym przekładzie, z artykułu francuskiego&#13;
archeologa, L.F.A. Maury’ego, zamieszczonego w „Revue des Deux Monde”&#13;
z 1868 roku, a poświęconego dziejom badań archeologicznych w Babilonie&#13;
T. Malinowski Archeologia …, s. 451.&#13;
Zob. O. Kolberg Krakowskie. Suplement… (DWOK T. 73/III), s. 441–481 (Bibliografia.&#13;
Prace cytowane i odnotowane przez Kolberga).&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
271&#13;
&#13;
�i Niniwie1. Sięgając w swoich ludoznawczych pracach po informacje z zakresu archeologii, wyrażał własne stanowisko wobec przydatności dla nich&#13;
dziedzin pokrewnych etnografii, a jednocześnie nawiązywał do idei badaczy starożytników skupionych w kręgu Akademii, według której badając&#13;
teraźniejszość kultury, nie można pominąć jej przeszłości, także najodleglejszej, utrwalonej m.in. w zachowanych śladach materialnego dziedzictwa&#13;
epoki przedchrześcijańskiej2.&#13;
Znaczniejszy niż w Komisji Archeologicznej był udział Kolberga&#13;
w działalności Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności3. O jej&#13;
powołaniu postanowiono na wniosek złożony przez A. Biesiadeckiego na&#13;
posiedzeniu Wydziału III Matematyczno-Przyrodniczego w październiku&#13;
1873 roku. Jako osobna Komisja w ramach tego Wydziału ukonstytuowała się później, bo dopiero 23 marca 1874 roku oraz w trakcie następnych posiedzeń 16 maja i 27 czerwca tego roku, kiedy też zarysowany&#13;
został ogólny program jej prac 4. Zwłoka wynikała z potrzeby porozumienia się z Komisją Archeologiczną co do zakresu badań, w dużej mierze&#13;
pokrywających się ze sobą. Głównym inicjatorem wyłonienia Komisji&#13;
Antropologicznej w ramach Wydziału III był obok Józefa Majera Izydor&#13;
Kopernicki. Pierwszy z badaczy pełnił funkcję jej prezesa od początku do&#13;
1894 roku, drugi sekretarzował Komisji od 1875 do 1891 roku, formułując&#13;
dla niej naukowy program badań. Dzięki rozległej wiedzy i swoim szerokim i wszechstronnym zainteresowaniom Kopernicki stał się niezwykle&#13;
&#13;
Zob. O. Kolberg Krakowskie cz. IV (DWOK T. 8), s. 352 oraz 355–362, a także przypisy&#13;
źródłowe do tych tekstów w tomie 73/III DWOK, s. 436–437. Przytaczając tekst Maury’ego,&#13;
Kolberg błędnie podał tytuł czasopisma: „Revue Contemporaine”.&#13;
2&#13;
Pisał o tym m.in. we wstępach do swoich monografii, np. do cz. IV Krakowskiego (DWOK&#13;
T. 8), na s. XI w 1875 r. i do cz. II Radomskiego (DWOK T. 21), na s. V w 1888 r.&#13;
3&#13;
O działalności Komisji Antropologicznej zob. Pamiętnik piętnastoletniej działalności…&#13;
cz. I, s. 197–209, Materiały do powstania Akademii…, s. 89–91, W. Bieńkowski Badania etnograficzne Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności w Krakowie oraz Komisji etnograficznej Polskiej Akademii Umiejętności, „Lud” T. 51: 1967, s. 71–75, E. Jaworska&#13;
Działalność folklorystyczna Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności w Krakowie,&#13;
w: Dzieje folklorystyki polskiej 1864-1918, pod red. H. Kapełuś i J. Krzyżanowskiego, Warszawa 1982, s. 140–226, J. Chochorowski Między archeologią, antropologią i prehistorią…,&#13;
s. 328–333.&#13;
4&#13;
Zob. Posiedzenie Wydziału dnia 20 X oraz Posiedzenia Komisji Antropologicznej dnia&#13;
23 III, 16 V i 27 VI 1874 r., „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.” T. I,&#13;
s. XXVIII oraz s. LIV–LVI, LXVI–LXXXIV, LXXXVIII–XCV.&#13;
1&#13;
&#13;
272&#13;
&#13;
�zasłużonym, aktywnym i twórczym organizatorem i uczestnikiem prac&#13;
Komisji, nadając jej rangę instytucji o zasięgu europejskim 1.&#13;
Kolberg znalazł się od początku w gronie członków przybranych Komisji Antropologicznej (razem z J. Sadowskim i P. Umińskim), której skład&#13;
podany został już na pierwszym posiedzeniu, 23 marca 1874 roku2. Wśród&#13;
członków Komisji znalazło się też wielu wymienianych już uczonych,&#13;
z którymi zetknął się Kolberg wcześniej, m.in. J. Szujski, J. Łepkowski, W.&#13;
Łuszczkiewicz, A.H. Kirkor, T. Żebrawski. W gronie tym byli także przedstawiciele medycyny, fizyki, nauk przyrodniczych (lekarze: A. Baraniecki i L.&#13;
Teichmann, fizyk i meteorolog S. Kuczyński). W organizującej się Komisji&#13;
dokonano podziału na trzy (pierwotnie dwie) Sekcje: 1. Archeologiczno-Antropologiczną, 2. Antropologiczną „w ściślejszym rozumieniu” (tj. antropologii fizycznej) i 3. Etnologiczną, z wyznaczonym dla nich zakresem&#13;
badań. Zaraz po ukonstytuowaniu się Komisja ogłosiła Program badań&#13;
antropologicznych, w którym znalazła się też problematyka etnograficzna.&#13;
Opracowanie programu uznano od początku za zadanie pierwszoplanowe,&#13;
„ażeby zarysowały się wyraźniej granice działania każdej Sekcji, w wielu&#13;
razach zachodzące na siebie, żeby prócz tego uwidocznił się stosunek do&#13;
Komisji Archeologicznej, spotykającej się z Antropologiczną w przedmiocie&#13;
badań przedhistorycznych”. W programie wyznaczono trzy podstawowe&#13;
kierunki prac odpowiadające zakresowi wydzielonych Sekcji:&#13;
1&#13;
Izydor Kopernicki (1825–1891), lekarz, antropolog, etnograf, po studiach w zakresie medycyny na uniwersytecie kijowskim pracował jako lekarz wojskowy, m.in. w czasie wojny&#13;
krymskiej. Brał udział w powstaniu styczniowym i był więziony przez Austriaków w Ołomuńcu. Po uwolnieniu, w czasie wieloletniej tułaczki emigracyjnej przebywał m.in. w Paryżu,&#13;
gdzie studiował antropologię, anatomię i fizjologię. Następnie na uniwersytecie w Bukareszcie&#13;
zorganizował nauczanie anatomii i stworzył Muzeum Anatomiczne. W roku 1871 powrócił do&#13;
kraju i osiadł w Krakowie na zaproszenie Józefa Majera, lecz status emigranta i uczestnika powstania utrudniały mu znalezienie odpowiedniej posady. Do roku 1888 pracował w półroczu&#13;
letnim zarobkowo jako lekarz zdrojowy w Rabce, potem w Marienbadzie, a w półroczu zimowym zajmował się pracą naukową. W roku 1876 nostryfikował na UJ swój dyplom w zakresie&#13;
nauk lekarskich, w 1878 uzyskał tam habilitację z antropologii, a w 1886 roku jako pierwszy&#13;
na ziemiach polskich otrzymał tytuł profesora nadzwyczajnego antropologii. Poza nauczaniem&#13;
działał w kilku komisjach Akademii, której był członkiem korespondentem od 1877 roku,&#13;
członkiem czynnym od 1887 roku. Jako sekretarz Komisji Antropologicznej przyczynił się do&#13;
intensyfikacji jej prac i ich wysokiego poziomu naukowego. Był autorem wielu publikacji z zakresu antropologii i archeologii w języku polskim i w językach obcych, zajmował się także&#13;
badaniami ludoznawczymi, m.in. nad folklorem Górali karpackich i Cyganów polskich. Był&#13;
uczonym o europejskiej sławie; uważany jest za twórcę podstaw antropologii polskiej.&#13;
2&#13;
Zob. „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. 1, s. LV – LVI.&#13;
&#13;
273&#13;
&#13;
�Badać nam należy człowieka: I. pod względem najdawniejszych śladów jego&#13;
pobytu w naszym kraju; II. pod względem jego cech fizycznych, odznaczających&#13;
właściwość szczepową, plemienną i narodową; III. pod względem właściwości&#13;
jego duchowych, stosunków społecznych, zwyczajów i obyczajów. Pod I-szym&#13;
względem badania odnosić się muszą do czasów przedhistorycznych; pod II-gim wiadomości zbierać wypadnie z fizycznych poszukiwań właściwości ludów obecnie zamieszkałych lub zabytków pozostałych z czasów historycznych&#13;
w całym obszarze kraju; pod III-im – ich właściwości duchowych, zwyczajów&#13;
i obyczajów1.&#13;
&#13;
Już w tym zarysie programu widoczne jest odbicie ówczesnego poglądu&#13;
o bliskim związku wiedzy o człowieku z przyrodoznawstwem. Antropologię traktowano wtedy bardzo szeroko, jako naukę o człowieku w ogóle,&#13;
lokując ją jako dziedzinę na pograniczu nauk humanistycznych i przyrodniczych. Mieściła się wówczas w tym ujęciu antropologii także etnografia.&#13;
Pod wpływem nauki europejskiej, m.in. prac przedstawiciela ewolucjonizmu, E.B. Tylora, i w duchu pozytywizmu próbowano wówczas przenieść&#13;
metody badań przyrodniczych do nauk humanistycznych. Stąd usytuowanie&#13;
etnologii w Komisji Antropologicznej Wydziału Matematyczno-Przyrodniczego Akademii. Z kolei częste pokrywanie się przedmiotu badań w obu&#13;
Komisjach – Antropologicznej i Archeologicznej – prowadziło w praktyce&#13;
do tego, że szereg prac realizowano i finansowano wspólnie; szczególnie&#13;
dotyczyło to badań wykopaliskowych i związanej z nimi inwentaryzacji&#13;
stanowisk archeologicznych. Tak też organizowane były niektóre wyprawy&#13;
naukowe, podejmowane „w kierunku badań przedhistorycznych” w latach&#13;
siedemdziesiątych2.&#13;
W podzielonej na Sekcje Komisji Antropologicznej przewodniczącym&#13;
Sekcji I został geolog A. Alth, sekretarzem – archeolog A.H. Kirkor, Sekcji&#13;
II przewodniczył anatomopatolog L. Teichmann, sekretarzował I. Kopernicki. Kierowanie Sekcją III – Etnologiczną powierzono w maju 1874 roku&#13;
Tamże, s. LXVI–LXVII. Przedstawiony przez J. Majera Program badań antropologicznych&#13;
opublikowany jest tamże, s. LXVII–LXXXIII.&#13;
2&#13;
Zob. J. Szujski Zdanie sprawy z ruchu naukowego Akademii Umiejętności od 3 maja&#13;
1877 roku, podane przez sekretarza jeneralnego, „Rocznik Zarządu Akademii Umiejętności.&#13;
Rok 1877”, Kraków 1878, s. 124. W sprawozdaniu tym zapisano: „W kierunku badań przed­&#13;
historycznych Komisja Antropologiczna jednoczy się z Archeologiczną; spólnym też staraniem&#13;
zarządzone były wycieczki naukowe odbyte przez pp. Przybysławskiego, Kirkora tudzież Kopernickiego”.&#13;
1&#13;
&#13;
274&#13;
&#13;
�Kolbergowi, sekretarzem został J.N. Sadowski1. Już w czerwcu tego samego&#13;
roku w Sekcji Etnologicznej gotowa była jako jedna z pierwszych jej inicjatyw opracowana przez Sadowskiego Instrukcja do badania właściwości&#13;
ludowych2. Obejmowała ona osiem działów głównych:&#13;
A. Nazwa badanej ludności, jej charakter i granice rozsiedlenia, B. Gwara, C. Poe­&#13;
zja, muzyka, taniec, D. Przysłowia, gadki (klechdy), zagadki, oracje, podania,&#13;
E. Obrzędy i uroczystości, F. Ubiór i stroje, G. Mieszkania, H. Narzędzia.&#13;
&#13;
W każdym dziale znalazły się zwięzłe wyliczenia wyznaczonych do obserwacji i opisu problemów, zjawisk, zachowań, obiektów, przy czym zwraca uwagę nacisk, z jakim zaleca się „wierne spisanie wszystkich pieśni bez&#13;
najmniejszej zmiany i ogładzenia” oraz zapis dosłowny opowieści i oracji,&#13;
a także relacji o obrzędach i zwyczajach, „choćby to było nie tylko dziwacznym, ale nawet zupełnie niezrozumiałym” i bez względu na powtarzanie się&#13;
treści. Program ten, opracowany przez archeologa Sadowskiego, zbliżony&#13;
jest wyraźnie do Kolbergowskiego, przedstawionego w Liście otwartym&#13;
z 1865 roku i realizowanego w Ludzie. Wspólne jest przede wszystkim&#13;
założenie główne, tj. opis etnograficzny określonego obszaru, regionu jako&#13;
składowej obrazu całego kraju w ujęciu panoramicznym. Wpływ idei&#13;
i wzoru monografii Kolberga na środowisko Komisji Antropologicznej,&#13;
wręcz na całe pokolenie badaczy, okazał się trwały i miał dominować do&#13;
końca XIX wieku.&#13;
Do programu badań ujętego w Instrukcji dokładał Kolberg swoje dalsze&#13;
istotne postulaty. Wkrótce po jej ogłoszeniu, na styczniowym posiedzeniu&#13;
Komisji Antropologicznej w 1875 roku, na jego wniosek jako przewodniczącego Sekcji Etnologicznej zatwierdzono uchwałę „dotyczącą wydawania częściowo badań etnograficznych popartych dołączeniem wizerunków&#13;
typów ludowych, strojów, sprzętów itd., o ile można najstaranniejszych,&#13;
a w każdym razie najwierniejszych”. Przychylono się też do propozycji Kolberga, by dla realizacji tego zdania, odpowiadającej „ścisłym wymogom&#13;
nauki”, zwrócić się do znanych w kraju osób posiadających zbiory ikonograficzne z prośbą o ich użyczenie „czasowo do naukowego użytku”. Umożliwiłoby to wydawanie zeszytów obejmujących „umiejętny opis pewnej&#13;
1&#13;
Posiedzenie Komisji Antropologicznej dnia 16 V 1874 r., „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. I, s. LXVI.&#13;
2&#13;
Tamże, na s. XC–XCV oraz w osobnej odbitce: Kraków 1874.&#13;
&#13;
275&#13;
&#13;
�grupy etnograficznej, z dołączeniem wizerunków w drzeworytach, litografiach, chromolitografiach, a w razie potrzeby i nut muzycznych”. Przenosił&#13;
Kolberg w ten sposób na grunt Akademii swoją programową koncepcję,&#13;
w myśl której od początku działalności doceniane było dla etnografii znaczenie źródłowe dokumentacji ikonograficznej i muzycznej. Jednocześnie&#13;
była to próba wykorzystania rycin ze zbiorów prywatnych i muzealnych za&#13;
pośrednictwem Akademii do prac etnograficznych. Na tym samym posiedzeniu zobowiązywał się Kolberg konkretnie do porozumienia się w sprawie rycin z W. Dzieduszyckim, dyrektorem Muzeum Przyrodniczego we&#13;
Lwowie, i z J. Kossakiem1, mieszkającym w Krakowie. Rok później w liście do Akademii, zdając sprawę ze swojej podróży na Pokucie i Bukowinę, informował, że w Muzeum Dzieduszyckich we Lwowie sporządził&#13;
listę „wszelkich posiadanych przezeń akwarel, rycin i obrazów olejnych&#13;
przedstawiających typy i sceny ludowe” i że podobny spis przygotował&#13;
w muzeum Zakładu Ossolińskich2. Dołączył oba do swojego listu, wyrażając przeświadczenie, że „dostarczą one […] wątku do wygotowania obszernego i systematycznie ułożonego katalogu ubiorów na całym obszarze&#13;
Polski”. Zawiadamiał też, że oba muzea posiadają znaczny zbiór fotografii&#13;
„przedstawiających ubiory ludu, widoki wsi i cerkwi itp., których kopii na&#13;
żądanie Akademii jak najchętniej udzielą na użytek etnografii”. Gromadzeniem ikonografii był więc żywo zainteresowany nie tylko ze względu na jej&#13;
znaczenie dokumentacyjne dla monografii regionalnych własnych i innych&#13;
autorów z Akademii, ale także w związku z dalekosiężnym planem opracowania albumu polskich strojów ludowych.&#13;
Instrukcja przygotowana przez Sadowskiego w 1874 roku pomyślana była jako przewodnik w badaniach terenowych dla współpracowników i korespondentów, często amatorów w dziedzinie etnografii, którzy&#13;
1&#13;
Zob. Posiedzenie Komisji Antropologicznej dnia 13 I 1875 r., „Rozprawy i Sprawozdania&#13;
z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. II, Kraków 1875, s. VIII–IX. Już na kolejnym posiedzeniu&#13;
Kolberg mógł przekazać informację, że Kossak obiecał udostępnienie swoich zbiorów Komisji,&#13;
która wkrótce powołała go na swojego członka (Posiedzenie Komisji Antropologicznej dnia&#13;
13 III 1875 r., tamże, s. LIII).&#13;
2&#13;
Brulion listu do Akademii z 30 X 1876 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 659–660&#13;
(rkp. w zbiorach BN PAU i PAN, sygn. 2185/4, k. 2–3), dołączony spis akwarel z Muzeum im.&#13;
Dzieduszyckich obejmuje 105 pozycji (tamże, k. 4–5). Inna wersja redakcyjna sprawozdania&#13;
i tegoż spisu akwarel zachowała się w Muzeum Etnograficznym w Krakowie (Arch. MEK, sygn.&#13;
II/226, nr inw. I/3051 RKP). Brulion spisu rycin z Ossolineum w zbiorach BN PAU i PAN, sygn.&#13;
2184, k. 300 (21 pozycji).&#13;
&#13;
276&#13;
&#13;
�wspomagać mieli prace Sekcji swoimi materiałami opracowanymi według&#13;
wskazanego wzoru. Taką siatkę pomocników zamierzano utworzyć we&#13;
wszystkich trzech zaborach. Dzięki operatywności Kopernickiego kwestionariusz Sadowskiego został już w 1875 roku rozesłany do wskazanych osób.&#13;
Każdy z członków został też zobowiązany do pozyskiwania chętnych do&#13;
współpracy, bowiem przez cały okres swojej działalności Sekcja Etnologiczna opierała swoje badania na korespondentach. W pracach terenowych&#13;
spodziewano się udziału „przede wszystkim światłych duchownych wszelkiego obrządku, lekarzy i nauczycieli”, przy czym zaznaczano: „wszakże&#13;
i każdy obywatel ziemski miałby tu łatwą sposobność przysłużenia się publicznej sprawie tą naukową pomocą”1. Odzew społeczny na apel Komisji&#13;
i przebieg akcji zbierackiej okazały się zadowalające. Dzięki aktywności&#13;
korespondentów i napływowi licznych materiałów można było podjąć ich&#13;
planową publikację w wydawnictwie Akademii. Liczba nadsyłanych prac&#13;
etnograficznych dwukrotnie przewyższała ilość materiałów pozyskanych&#13;
przez dwie pozostałe sekcje Komisji, można więc sądzić, że impuls nadany&#13;
przez Sekcję Etnologiczną decydująco wpłynął na ożywienie ruchu ludoznawczego, zwłaszcza w Galicji.&#13;
Dorobek Komisji Antropologicznej znalazł swoje stałe miejsce publikacji&#13;
w wydawanym jej staraniem od roku 1877 (do 1895) roczniku pt. „Zbiór&#13;
Wiadomości do Antropologii Krajowej”. Był on podzielony na trzy części&#13;
odpowiadające profilem trzem sekcjom Komisji. W każdym roczniku sąsiadowała więc problematyka z trzech dziedzin wiedzy, które wówczas ściślej&#13;
wiązano ze sobą jako skupione na wspólnym przedmiocie badań, tj. na&#13;
człowieku, jego życiu i kulturze. Dział III przeznaczony był na materiały&#13;
etnograficzne; zamieszczano w nim napływające z terenu prace, uprzednio&#13;
ocenione i odpowiednio zredagowane. Zakres badań obejmował wprawdzie wszystkie ziemie dawnej Rzeczypospolitej, szczególną uwagę zamierzano jednak poświęcić jej Kresom Wschodnim. W niepodpisanym wstępie do pierwszego rocznika jego autor, Józef Majer, powtórzył w skrócie&#13;
główne tezy programowe Komisji, zaznaczając przy tym, że prace „zmierzać mają do badania ludności ziem polskich, a zwłaszcza północnych&#13;
Posiedzenie Komisji Antropologicznej dnia 5 III 1875 r., „Rozprawy i Sprawozdania&#13;
z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. II, s. XXXV. Część korespondentów zostawała członkami&#13;
przybranymi Komisji, choć nie posiadali oni stopni naukowych i członkostwa Akademii.&#13;
Wybierani byli na posiedzeniach Komisji, a następnie zatwierdzani przez Wydział.&#13;
1&#13;
&#13;
277&#13;
&#13;
�i północno-wschodnich stoków Karpat”1. Nie bez znaczenia było tu z pewnością świadome podkreślenie przynależności tych ziem do Polski, mimo&#13;
utraty niepodległości. Z czasem, gdy materiałów ruskich napłynęło sporo, Sekcja Etnologiczna zwróciła swoje apele w stronę Wielkopolski i Śląska, skąd w latach wcześniejszych nie było ich wiele2. „Zbiór Wiadomości&#13;
do Antropologii Krajowej” był pierwszym polskim czasopismem naukowym, w którym etnografia i folklorystyka znalazły swoje stałe miejsce.&#13;
Redaktorem rocznika został Izydor Kopernicki, sekretarz Komisji. Kolberg jako przewodniczący Sekcji Etnologicznej miał decydujący udział&#13;
w przygotowaniu do druku materiałów etnograficznych, przeznaczonych&#13;
do działu III, i ściśle współpracował w tym zakresie z Kopernickim. Odpowiadając za ten blok tematyczny czasopisma, miał stały wgląd w prace&#13;
etnograficzne napływające do Komisji. Recenzował artykuły przeznaczone do druku, wprowadzał poprawki redakcyjne, propozycje zmian i uzupełnień, wskazywał niedostatki i mocniejsze strony opracowania, wyrażał&#13;
swoją wiążącą opinię, oceniając studia innych autorów, najczęściej amatorów, rekrutujących się spośród księży, nauczycieli, lekarzy, urzędników&#13;
i ziemian. Udzielał wskazówek, zachęcał ich do pracy i dalszych badań,&#13;
podpowiadając problematykę, dzieląc się swoim doświadczeniem badacza&#13;
terenowego i promując w ten sposób chętnych do pracy i wzorujących się&#13;
na nim zbieraczy. Służył im radą i zachętą, a autorów prac pozytywnie&#13;
ocenianych rekomendował niejednokrotnie na członków przybranych&#13;
Komisji Antropologicznej. Obok działań programowych dotyczących badań etnograficznych Komisji podejmował także działania werbunkowe,&#13;
wykorzystując swoje rozległe kontakty i znajomości z podróży. W efekcie&#13;
zawiązywała się często współpraca naukowa, owocna nie tylko dla prac&#13;
Komisji, ale także dla Kolbergowskiego dzieła. Pozyskany członek Komisji&#13;
i autor zasilał swoimi pracami dział etnograficzny „Zbioru Wiadomości do Antropologii Krajowej”, a Kolberg korzystał z materiałów autora, przysyłanych niekiedy specjalnie dla jego Ludu, nieprzeznaczonych&#13;
do publikacji w roczniku. Charakter takiej opieki naukowej Kolberga&#13;
1&#13;
„Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej”, T. I: 1877, s. VIII. Badania te miały dotyczyć ludności „I. pod względem śladów ich najdawniejszego pobytu i życia w czasach przedhistorycznych; II. pod względem cech fizycznych, odznaczających obecnie właściwość szczepową, plemienną i narodową; III. pod względem właściwości duchowych, stosunków społecznych, zwyczajów i obrzędów”.&#13;
2&#13;
Por. E. Jaworska Działalność folklorystyczna Komisji Antropologicznej…, s. 154.&#13;
&#13;
278&#13;
&#13;
�i współpracy w dostarczaniu materiału dla niego dokumentuje korespondencja z lat 1876–1886 z kieleckim etnografem i historykiem, księdzem&#13;
Władysławem Siarkowskim (1840–1902), stanowiąca znakomity przykład&#13;
obustronnego zaangażowania 1. Mieszkający w Kielcach od 1866 roku autor prac poświęconych Kielecczyźnie znalazł się w gronie kandydatów&#13;
na współpracowników Sekcji Etnologicznej. W styczniu 1876 roku Kolberg skierował do niego list z propozycją współpracy z Komisją Antropologiczną, poszukującą korespondentów terenowych, którzy zbieraliby&#13;
materiały zgodnie ze wspomnianą instrukcją Sekcji. Oryginał tego listu&#13;
zaginął, lecz zachował się fragment końcowy brulionu, w którym Kolberg&#13;
przedstawił adresatowi warunki publikacji w wydawnictwach Akademii. Siarkowski propozycję przyjął z wdzięcznością i zobowiązał się do&#13;
współpracy. W dalszej korespondencji mowa o planowanych badaniach,&#13;
posiadanych materiałach i przygotowaniu prac Siarkowskiego do druku&#13;
w rocznikach Akademii oraz o zamiarze włączenia autora w krąg jej&#13;
współpracowników. Po zapoznaniu się z pierwszymi materiałami Kolberg wraz z Kopernickim rekomendowali kieleckiego badacza na członka korespondenta Akademii i już wiosną tego roku Siarkowski został&#13;
członkiem przybranym Komisji Antropologicznej 2. Kolberg pomagał mu&#13;
w opracowaniu materiałów etnograficznych z okolic Kielc, wydanych&#13;
później w „Zbiorze Wiadomości” w latach 1878–1885 3. Siarkowski informował o swoich planach, zbiorach i postępie prac, Kolberg podawał&#13;
wskazówki dotyczące sposobu ich opracowania redakcyjnego, radził położyć nacisk na zbieranie informacji szczegółowych bez ich interpretacji&#13;
1&#13;
Zob. A. Skrukwa Władysław Siarkowski – współpracownik Oskara Kolberga, w: W świecie pieśni i bajki. Studia folklorystyczne, pod red. R. Górskiego i J. Krzyżanowskiego, Wrocław&#13;
1969, s. 247–257. Współpracę tę oraz rękopiśmienny materiał Siarkowskiego zachowany w archiwum Kolberga omawia także E. Antyborzec we wstępie do tomu Kieleckie. Suplement do tomów 18–19 (DWOK T. 76), s. XII–XVII. Zob. też listy Kolberga i Siarkowskiego z lat 1876–1886,&#13;
Korespondencja… cz. I, II i III (DWOK T. 64–66).&#13;
2&#13;
Zob. brulion listu do W. Siarkowskiego z 20 I 1876 r., Korespondencja... cz. I (DWOK&#13;
T. 64), s. 557. Siarkowski został wybrany na posiedzeniu Komisji Antropologicznej dnia 31 maja&#13;
1876 r. (zob. „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. III, 1876, s. XLVI&#13;
i L–LI).&#13;
3&#13;
W „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej” (w dziale III, etnologicznym) ukazały się trzy prace Siarkowskiego: najobszerniejsza pt. Materiały do etnografii ludu polskiego&#13;
z okolic Kielc, T. II: 1878, s. 209–259,, T. III: 1879, s. 3–61, T. IV: 1880, s. 83–184 oraz Zagadki&#13;
ludowe z różnych miejscowości guberni kieleckiej, T. VI: 1882, s. 3–29 i Materiały do etnografii ludu polskiego z okolic Pińczowa, T. IX: 1885, s. 3–72.&#13;
&#13;
279&#13;
&#13;
�i analiz, pośredniczył w przekazywaniu materiałów Akademii. M.in. pisał&#13;
w 1877 roku, że odebrał pracę Siarkowskiego przedstawioną następnie&#13;
Akademii,&#13;
[…] która, jak to zwykle bywa w takich razach, udzieliła mi ją na powrót do przejrzenia i porobienia uwag, jakie uznam za stosowne. Wybacz zatem, Szan[owny]&#13;
Ks[ięże] Dobr[odzieju], że znając wymagania i formę publikacji naszej Akademii,&#13;
pozwoliłem sobie w manuskrypcie Jego zmienić porządek niektórych rozdziałów, dać odpowiednią temu numerację i intytulację przedmiotów, wykreślić&#13;
kilka pieśni (zwłaszcza drobniejszych rozmiarów i mniejszego znaczenia), które&#13;
pomieszczone już były bez żadnej zmiany w dawniejszych zbiorach, skrócić&#13;
niektóre Pańskie uwagi dobrze już skądinąd znane i pododawać odpowiednie&#13;
cytacje z moich dzieł i z Kozłowskiego, Wójcickiego i innych. Sądzę, że za złe&#13;
mi tego Jegomość nie weźmiesz, gdy ujrzysz rzecz w druku1.&#13;
&#13;
A rok później Kopernicki przypominał Kolbergowi: „Tymczasem potrzebna tu koniecznie bytność Pańska dla ostatecznego przygotowania rękopimu ks. Siarkowskiego do druku”2. Z kolei Siarkowski dostarczał Kolbergowi materiały folklorystyczne do monografii Kieleckiego (teksty pieśni,&#13;
opowieści, przysłowia, modlitwy, opisy sobótek), które ten w niej skwapliwie wykorzystał jako wiarygodne. Zachowane w archiwum autora Ludu&#13;
rękopisy kieleckiego badacza wskazują, że udział Siarkowskiego w zakresie&#13;
dokumentacji folkloru był w monografii Kolberga znaczny.&#13;
Rekomendacji udzielił badacz także Józefowi Grajnertowi (1831–1910),&#13;
literatowi i etnografowi, znanemu sobie jeszcze z okresu warszawskiego.&#13;
Przysłane przez niego do Akademii w 1879 roku z inicjatywy i zachęty&#13;
Kolberga materiały etnograficzne z Kaliskiego zostały bardzo pozytywnie&#13;
ocenione przez Kopernickiego, a także przez Kolberga, który wsparł propozycję przyjęcia autora na członka Komisji Antropologicznej. Jako redaktor&#13;
wprowadził potrzebne poprawki, zmienił tytuł i układ treści oraz uzupełnił pracę Grajnerta o niezbędny komentarz rzeczowy i odsyłacze do wariantów. Już w roku następnym Zapiski etnograficzne z okolic Wielunia&#13;
i Radomska ukazały się w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej”, a Grajnert na wniosek Kolberga i Kopernickiego został przybranym&#13;
1&#13;
&#13;
s. 15.&#13;
2&#13;
&#13;
Brulion listu do W. Siarkowskiego z 19 IV 1877 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),&#13;
List Kopernickiego z 1878 roku, tamże, s. 193.&#13;
&#13;
280&#13;
&#13;
�członkiem Komisji1. W późniejszych latach, opracowując Kaliskie, Kolberg&#13;
odwoływał się do tej pracy, zwłaszcza przy charakterystyce ludu.&#13;
Przychylna opinia Kolberga przyczyniła się również do pozyskania dla&#13;
Komisji nowych członków przybranych w osobach: Sofrona Witwickiego&#13;
(1809–1879) z Żabiego na Huculszczyźnie, księdza grekokatolickiego i etnografa2; Władysława Przybysławskiego (1830­–1908), ziemianina, właściciela Czortowca i Uniża na Pokuciu, archeologa, etnografa i kolekcjonera&#13;
zabytków sztuki3; Władysława Kosińskiego z Wadowic (1844–1914), językoznawcy i etnografa4; Bronisława Gustawicza (1852–1915), krajoznawcy,&#13;
przyrodnika i etnografa z Krakowa5; Michała Greima (1828–1911), fotografa&#13;
i kolekcjonera starożytności z Kamieńca Podolskiego6. Wszyscy oni zbierali&#13;
materiały etnograficzne ze swoich stron, przeważnie publikowane potem&#13;
w postaci rozpraw czy studiów opisowych w wydawnictwach Akademii.&#13;
Często przekazywali też dla Komisji dary podchodzące z badań terenowych,&#13;
wykopaliskowych czy z kolekcji prywatnych. Przybysławski i Witwicki,&#13;
1&#13;
Zob. list J. Grajnerta z 14 XI 1879 r. oraz brulion listu Kolberga do Grajnerta z lutego&#13;
1880 r., tamże, s. 280–281 i s. 327–328. Zapiski ukazały się w tomie IV „Zbioru Wiadomości”&#13;
z 1880 r., na s. 285–361, a Grajnerta wybrano na członka w lutym 1880 r. (zob. „Rozprawy&#13;
i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.” T. VII, 1880, s. XVII i XXI).&#13;
2&#13;
Witwicki był autorem Rysu historycznego Hucułów (Lwów 1863), pracy wznowionej&#13;
w 1873 roku pt. O Hucułach. Rys historyczny. W 1875 roku należał do inicjatorów Oddziału Czarnohorskiego Towarzystwa Tatrzańskiego. Członkiem Komisji Antropologicznej został&#13;
w lis­topadzie 1875 roku (zob. „Rozprawy…” jw., T. II, 1875, s. LXXXIII i LXXIX).&#13;
3&#13;
Władysław Przybysławski wybrany został na członka Komisji w kwietniu 1877 roku&#13;
(zob. tamże, T. IV, 1877, s. LXII i LVI ). Był jednym z najaktywniejszych badaczy w Komisji Antropologicznej, jednocześnie równie owocnie działał w Komisji Archeologicznej, której&#13;
członkiem został wcześniej.&#13;
4&#13;
Władysława Kosińskiego wybrano na członka przybranego Komisji Antropologicznej&#13;
wiosną 1876 roku, równocześnie z Siarkowskim (zob. tamże, T. III, 1876, s. XLVI i L–LI).&#13;
5&#13;
Bronisław Gustawicz został członkiem przybranym Komisji Antropologicznej w styczniu&#13;
1882 roku (zob. tamże, T. X, 1883, s. XIX i XXV). Kolberg współredagował m.in. jego rozprawę&#13;
pt. Podania, przesądy, gadki i nazwy ludowe z dziedziny przyrody opublikowaną w „Zbiorze Wiadomości.” T. V: 1881, s. 102–186; zob. listy Kopernickiego, w których dziękuje Kolbergowi za „uwagi, notatki i uporządkowanie” rękopisu Gustawicza, deklarując, że do tych uwag&#13;
„zastosuje się w wydaniu” (Korespondencja… cz. III, DWOK T. 66, s. 696).&#13;
6&#13;
Michał Greim był twórcą fotografii przedstawiających Podole i Besarabię (widoki Kamieńca Podolskiego i innych miast, sceny rodzajowe, typy ludności). W latach 1875–1902 część&#13;
zbiorów ofiarowywał w darze Komisji Antropologicznej, której członkiem był od 1876 roku.&#13;
Zob. J.M. Dziewulska Świat Podola i Besarabii w obiektywie Michała Greima. Dary fotografii&#13;
dla Polskiej Akademii Umiejętności, „Rocznik Biblioteki Naukowej PAU i PAN w Krakowie”&#13;
R. 56: 2011, s. 378–420.&#13;
&#13;
281&#13;
&#13;
�podobnie jak Siarkowski, wspomagali także dzieło samego Kolberga, dostarczając mu notatek i informacji z własnych badań i wywiadów, które&#13;
wykorzystywał potem w Ludzie, i obaj gościli go u siebie, stwarzając odpowiednie warunki do pracy i wspierając jego badania i zbieranie materiałów&#13;
do monografii Pokucia, co zwłaszcza w przypadku Przybysławskiego dokumentuje obszernie korespondencja1. Brak natomiast informacji o bliższych&#13;
kontaktach Kolberga z Gustawiczem czy Kosińskim, badaczami młodszymi,&#13;
z którymi stykał się w Komisji i do których prac się odwoływał. Jest prawdopodobne, że bezpośrednio współpracował z Greimem w sprawie jego&#13;
fotografii z Podola przekazywanych Akademii, a przeznaczonych do zbiorów etnologicznych Komisji, jak np. kolekcja 39 fotografii „bardzo starannie&#13;
dokonanych ludowych typów z Podola rosyjskiego w formacie zwanym&#13;
gabinetowym oraz 3-ech widoków tamecznych miejscowości w większym&#13;
jeszcze formacie”, przedstawionych na posiedzeniu Komisji Antropologicznej 12 listopada 1875 roku2. Zapewne zbiór ten przesyłany do Akademii&#13;
oddany został w ręce Kolberga jako przewodniczącego Sekcji Etnologicznej,&#13;
podobnie jak następne z kolekcji tego autora. W kolejnych latach Greim&#13;
niejednokrotnie jeszcze ofiarowywał Akademii swoje fotografie.&#13;
Niezależnie od patronatu nad pracami Sekcji Etnologicznej, od zajęć&#13;
organizacyjnych i redakcyjnych, Kolberg sam publikował swoje artykuły&#13;
w „Zbiorze Wiadomości”, począwszy od pierwszego rocznika, gdzie drukowana była jego rozprawa poświęcona gwarze wielkopolskiej3. Przy okazji&#13;
planowanych przez Akademię edycji materiałów dialektologicznych wyłonił się wówczas problem rozdziału kompetencji Komisji Antropologicznej&#13;
i Komisji Językowej. Obu dostarczano materiały językowe, zwłaszcza zbiory&#13;
tzw. prowincjonalizmów: Antropologicznej – na podstawie wskazywanego w instrukcjach działu poświęconego mowie ludu, Językowej zaś – jako&#13;
z założenia zajmującej się dokumentacją języka. Wywiązała się dyskusja,&#13;
która z Komisji powinna zajmować się publikacją dialektyzmów, skoro&#13;
Zob. korespondencja z Witwickim z lat 1876–1878 oraz z Przybysławskim z lat 1876–&#13;
–1883, Korespondencja… cz. I–III (DWOK T. 64–66). O związanej z Pokuciem współpracy obu&#13;
badaczy z Kolbergiem zob. też wstęp A. Skrukwy w: O. Kolberg Pokucie. Suplement do tomów&#13;
29–32 (DWOK T. 81), s. X i nast.&#13;
2&#13;
Zob. „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. II, 1875, s. XXXII.&#13;
3&#13;
O. Kolberg Rzecz o mowie ludu wielkopolskiego, „Zbiór Wiadomości do Antropologii&#13;
Krajowej”, T. I: 1877, w III dziale etnologicznym: s. 3– 36; przedruk w: O. Kolberg Studia,&#13;
rozprawy… (DWOK T. 63), s. 342–388. O wydaniu tegoż w innej wersji redakcyjnej, z datą&#13;
1876 r. oraz o następnych pracach w „Zbiorze Wiadomości” będzie mowa dalej.&#13;
1&#13;
&#13;
282&#13;
&#13;
�przedmiotem obu od początku była „mowa ludu”. Dla ludoznawców były&#13;
to kwestie równie ważne, co znajdowało swoje odbicie w kwestionariuszach&#13;
etnograficznych i, w następstwie, w nadsyłanych pracach. Prowincjonalizmy, leksykalne materiały gwarowe, nazewnictwo, opis cech gramatycznych&#13;
i fonetycznych dialektów miejscowych, słowem, język regionu był stałym&#13;
elementem badań i dokumentacji etnograficznej. Rozprawa Kolberga o gwarze wielkopolskiej znalazła się najpierw na początku roku 1876 w Komisji&#13;
Językowej Wydziału Filologicznego, gdzie przekazano ją do oceny Władysławowi Wisłockiemu, który zakwalifikował tekst do druku1. Stamtąd przesłano ją jednak wkrótce do Komisji Antropologicznej. Tymczasem bowiem&#13;
na posiedzeniu pod koniec lutego 1876 roku swoje stanowisko w kwestii&#13;
wydawania leksykalizmów gwarowych określiła Komisja Antropologiczna.&#13;
W wyniku debaty, w której opinię swoją wyraził także Kolberg, ustalono:&#13;
[…] po uwagach wypowiedzianych w tym przedmiocie przez pp. Sadowskiego,&#13;
Teichmanna, Majera i Kopernickiego oraz pośrednio objawionym w tej mierze&#13;
zdaniu p. Kolberga stanęło na tym, że spostrzeżenia nad miejscowymi właściwościami mowy polskiej, ruskiej i litewskiej, o ile nie będą miały charakteru&#13;
wyraźnie teoretyczno-lingwistycznego, który by je tym samym kwalifikował do&#13;
Komisji Językowej, powinny być uważane jako jeden z bardzo ważnych materiałów etnograficznych i jako takie ogłaszane w dziale etnologicznym „Sprawozdań&#13;
Komisji Antropologicznej2.&#13;
&#13;
Dopuszczono jednak możliwość wydawania takich materiałów w osobnych odbitkach jako publikacji należącej do obu Komisji. Ostatecznie pod&#13;
koniec maja, po wzajemnym porozumieniu się postanowiono, że mimo&#13;
nadsyłania prowincjonalizmów do obu Komisji materiały te złożą się na&#13;
publikację pt. Materiały do słownika prowincjonalnej mowy polskiej&#13;
wydawane staraniem Komisji Językowej i Sekcji Etnologicznej Komisji&#13;
Antropologicznej”3. W takiej też formie, z trzema innymi pracami ukazał&#13;
Posiedzenie Wydziału Filologicznego dnia 4 I 1876 r. oraz Posiedzenia Komisji Językowej&#13;
dnia 15 I i z 16 II 1876 r., „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Filolog.”, T. VI, 1878&#13;
(dopiero w tym roczniku sprawozdania z 1876 roku!), s. I, VI i VII.&#13;
2&#13;
Posiedzenie Komisji Antropologicznej dnia 25 II 1876 r., „Rozprawy i Sprawozdania&#13;
z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. III, 1876, s. VIII. W tym samym sprawozdaniu odnotowano,&#13;
że praca Kolberga znalazła się już w Komisji Antropologicznej, tamże, s. IX. Por. E. Jaworska&#13;
Działalność folklorystyczna Komisji Antropologicznej…, s. 164–165 i nast.&#13;
3&#13;
Posiedzenie Komisji Antropologicznej dnia 31 V 1876 r., „Rozprawy...” jw., s. XLV.&#13;
1&#13;
&#13;
283&#13;
&#13;
�się pierwodruk pracy Kolberga1. W innym układzie i w zmienionej wersji&#13;
redakcyjnej Rzecz o mowie ludu wielkopolskiego weszła do tomu pierwszego „Zbioru Wiadomości do Antropologii Krajowej”2, gdzie znalazły się&#13;
także te same trzy prace, które opublikowane zostały poprzednio w Materiałach do słownika prowincjonalizmów.&#13;
Z czasem powracała na nowo dyskusja i toczył się dalszy istotny spór&#13;
między folklorystami i językoznawcami; dotyczył on jednak przede wszystkim sposobu zapisywania tekstów ludowych, do czego wypadnie jeszcze&#13;
powrócić.&#13;
Nadmienić tu jeszcze należy, że w tym samym czasie – według sprawozdania Komisji Językowej – złożona w niej została inna praca Kolberga pt.&#13;
Zabytki piśmienne miasta Miłosławia w Wielkopolsce3. Ani sam tekst, ani&#13;
jego temat, geneza i późniejsze losy nie są jednak znane. Przewodniczący&#13;
Fryderyk Skobel (1806–1876), składając ją Komisji, nie wskazał referenta,&#13;
brak też informacji, co stało się z nią dalej, a nawet wzmianki, czy zgodnie&#13;
z procedurą była oceniana.&#13;
Kolberg należał również w Komisji Antropologicznej do grona jej członków – ofiarodawców. Do zbiorów etnologicznych przekazywał w formie&#13;
darów przedmioty użytkowe i akcesoria obrzędowe, a nawet teksty ludowe,&#13;
pozyskane w czasie swoich wypraw terenowych. I tak np. w 1876 roku&#13;
z podróży na Pokucie przywiózł:&#13;
a) ozdoby stroju i godła weselne (wieńce z barwinku z pozłotką, powismo, okazy&#13;
kwiatów używanych do ozdabiania korowaju); b) części stroju kobiet świątecznego; c) kilkanaście narzędzi i sprzętów domowych używanych na Pokuciu.&#13;
1&#13;
Rzecz o mowie ludu wielkopolskiego Kolberga zamieszczona została w zeszycie pt. Materiały do Słownika prowincjonalizmów polskich wydawane staraniem Komisji Językowej&#13;
i Sekcji Etnologicznej Komisji Antropologicznej w Akademii Umiejętności w Krakowie, z. I,&#13;
Kraków 1876, na s. 3–36; tam znalazły się też prace pióra W. Kosińskiego i P. Parylaka (prowincjonalizmy), obie także przekazane z Komisji Językowej, oraz Z. Glogera (nazwy weselne).&#13;
2&#13;
W niektórych egzemplarzach rocznika 1. „Zbioru Wiadomości do Antropologii Krajowej”&#13;
z 1877 r. tekst Kolberga wydrukowano w wersji identycznej jak w Materiałach, bez sygnalizowanych wyżej zmian, co było zapewne skutkiem prawie równoległych prac wydawniczych;&#13;
w połowie października 1876 r. materiały etnologiczne do „Zbioru Wiadomości” znajdowały&#13;
się już w druku (zob. Posiedzenie Komisji Antropologicznej dnia 14 X 1876 r., „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.- Przyr.”, T. IV, 1877, s. VII).&#13;
3&#13;
Zob. Posiedzenie Komisji Językowej dnia 23 III 1876 r., „Rozprawy i Sprawozdania&#13;
z Posiedzeń Wydz. Filolog.” T. VI, 1878, s. VII. Informował o tym również „Czas” 1876 (z 28 III)&#13;
w nr. 71, na s. 3. Pracy tej nie odnotowują bibliografie wydawnictw Akademii.&#13;
&#13;
284&#13;
&#13;
�A w roku 1877 przysłał do zbiorów Komisji „5 gadek ludowych huculskich spisanych przez niego z ust ludu w narzeczu miejscowym ruskim”&#13;
w Żabiu, też podczas podróży w 1876 roku1.&#13;
Cenną formą pomocy realizowanej przez Komisję było wspieranie badań terenowych Kolberga; z jej funduszy odbywał od roku 1875 podróże&#13;
naukowe, z których potem składał Akademii sprawozdania, o czym jeszcze&#13;
będzie mowa. Były to kwoty niezależne od dotacji Akademii przydzielanej&#13;
na druk kolejnych tomów Ludu.&#13;
Udział Kolberga w pracach Komisji Antropologicznej miał duże i wymierne znaczenie dla jego własnych studiów i opracowań kolejnych monografii. Usprawniał przepływ informacji i orientację w bieżącym ruchu naukowym, zbierackim i wydawniczym oraz aktualnej problematyce badawczej, stwarzał możliwość bezpośrednich kontaktów i dyskusji z autorami&#13;
i członkami Komisji. Z kolei ze zdaniem Kolberga liczono się powszechnie&#13;
w środowisku naukowym, a on sam dzielił się chętnie wiedzą i doświadczeniem z innymi badaczami, często amatorami i entuzjastami etnografii2,&#13;
dla których był przewodnikiem. Obustronna korzyść z tej wymiany była&#13;
bezsporna: uczestnictwo Kolberga w pracach Komisji okazało się istotne dla&#13;
jej funkcjonowania i kształtowania modelu badań na długie lata, zaś bezpośrednia styczność z ówczesnym dorobkiem naukowym Akademii przydatna&#13;
była dla jego własnej działalności badawczej i wydawniczej.&#13;
Zasadniczy kierunek ówczesnych działań Sekcji Etnologicznej, który wyznaczały prace zbierackie, gromadzenie materiału, miał swój ugruntowany cel. Podzielano tu mianowicie pogląd autora Ludu, że dopiero szeroka&#13;
i możliwie najpełniejsza dokumentacja może stworzyć bazę źródłową do&#13;
poważnych studiów analitycznych i porównawczych, a wtedy etnografia&#13;
od rzetelnego opisu, będącego jej aktualnym zadaniem, przejść będzie mogła do interpretacji. Zmiany warunków cywilizacyjnych i widoczny proces zanikania tradycyjnych form kultury utwierdzały zresztą ówczesnych&#13;
Posiedzenia Komisji Antropologicznej dnia 21 XII 1876 i 1 VI 1877 r., „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. IV, 1877, s. XXVII i LXXII. Opowieści te opublikował Kolberg w roku 1889 w części IV Pokucia (DWOK T. 32) na s. 271–294, opatrując je&#13;
tam przypisem: „Spisaliśmy je w obecności ks. Sofr. Witwickiego w roku 1876. Cztery z nich&#13;
opowiadał Hucuł Jura Skirczuk, piątą zaś fornal plebański”.&#13;
2&#13;
Zob. m.in. list do W. Dawida, nauczyciela i publicysty, z 10 IV 1883 r., Korespondencja…&#13;
cz. III (DWOK T. 66), s. 42–43, w którym na prośbę adresata Kolberg podaje listę 16 badaczy&#13;
i autorów publikujących prace etnograficzne w wydawnictwach Akademii.&#13;
1&#13;
&#13;
285&#13;
&#13;
�badaczy, podobnie jak Kolberga, który wielokrotnie o tym zjawisku pisał,&#13;
w wysiłkach tym pilniejszej rejestracji ginącego świata. Stąd sama koncepcja gromadzenia materiału długo nie podlegała w Komisji zmianom,&#13;
a kolejne jej inicjatywy zmierzały przede wszystkim do opracowania systematycznego programu badań, jego korekt i sprawniejszej ich organizacji.&#13;
I tak np. do późniejszych koncepcji i działań należały: przyjęcie wniosku&#13;
Kopernickiego z 1879 roku o potrzebie zebrania materiału do projektu&#13;
mapy etnograficznej Galicji, ostatecznie niezrealizowanego, decyzja z 1884&#13;
roku o niedrukowaniu w „Zbiorze Wiadomości” tekstów o treści rażąco&#13;
obscenicznej i pochodzenia wyraźnie nieludowego, ale ich gromadzenie do&#13;
naukowego wykorzystania, czy uchwalony w 1886 roku projekt, poparty&#13;
przez Kolberga, podjęcia systematycznych badań w całym kraju, zamiast&#13;
ogłaszania materiałów „dorywczo opracowanych” i preferujących pieśni&#13;
kosztem obrzędów, bajek czy wierzeń oraz nierównomiernie reprezentujących poszczególne regiony. Przygotowaniem takiego planu miał zająć się&#13;
komitet złożony z Kolberga, L. Malinowskiego, W. Kosińskiego, B. Gustawicza i I. Kopernickiego1.&#13;
W Komisji rozumiano też etnografię – podobnie jak Kolberg – jako&#13;
naukę nową, stopniowo się usamodzielniającą i autonomiczną, lecz także&#13;
bezpośrednio związaną z historią i lingwistyką i przydatną głównie dla&#13;
nich, a także dla archeologii i psychologii2. Postulowano jednak badania&#13;
nad ludem w duchu pozytywistycznego obiektywizmu, bez romantycznego aprioryzmu w doszukiwaniu się w jego kulturze śladów archaicznej&#13;
przeszłości narodu. Przedmiotem badań etnograficznych miała być rzeczywistość teraźniejsza, a ich celem – zebranie jak najbogatszego autentycznego materiału współczesnego. Kolekcjonowanie materiałów w głównej&#13;
mierze przez amatorów i entuzjastów twórczości ludowej praktykowane&#13;
było coraz powszechniej, a metody badawcze Kolberga stały się wzorem&#13;
dla ówczesnych ludoznawców. Jego koncepcje i przykład działalności&#13;
Zob. Posiedzenia Komisji Antropologicznej dnia 6 VI 1879 r., 8 III 1884 r. i 11 XI 1886 r.,&#13;
„Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, odpowiednio: T. VI, 1880, s. LXXXII;&#13;
T. XI, 1884, s. CIV–CV; T. XV, 1887, s. LXXIV.&#13;
2&#13;
Pogląd ten podzielał i uzasadniał także J. Karłowicz. W swoim Poradniku dla zbierających rzeczy ludowe (Warszawa 1871) pisał: „Językoznawstwo (filologia porównawcza, lingwistyka), mitologia (wiaroznawstwo) i ludoznawstwo (etnografia) czerpią bezpośrednio i żyją&#13;
prawie wyłącznie ze źródła rzeczy ludowych; dzieje, starożytnictwo (archeologia), dzieje prawodawstw, estetyka, poezja i muzyka bardzo z niego korzystają”. Opinię tę rozwijał w ciągu&#13;
dalszym Poradnika (s. 4–7).&#13;
1&#13;
&#13;
286&#13;
&#13;
�zbieracko–wydawniczej odcisnęły się na wiele lat na dorobku Komisji i ówczesnego ludoznawstwa. Elżbieta Jaworska pisze:&#13;
Dorobek Komisji tworzą badacze terenowi, którzy cel swój widzą w gromadzeniu materiałów ludoznawczych, a nie w ich interpretacji. Ten typ badań,&#13;
dominujący w drugiej połowie XIX wieku, ukształtowany został pod wpływem Kolberga. Jego poglądy na zadania i metody badawcze etnografii stały&#13;
się własnością ogółu ludoznawców i są reprezentatywne także dla środowiska&#13;
krakowskiego. W koncepcjach Kolbergowskich mieści się od początku działalność folklorystyczna Komisji Antropologicznej. O aprobacie Akademii dla badań&#13;
Kolberga świadczy przyznawanie zasiłków na wydawanie Ludu i wybór uczonego na członka Akademii Umiejętności oraz powierzenie mu funkcji pierwszego&#13;
przewodniczącego Sekcji Etnologicznej1.&#13;
&#13;
Szczególne znaczenie miała dla Kolberga ścisła współpraca z Kopernickim, zwłaszcza w Komisji Antropologicznej. Ten wybitny uczony krakowski, lekarz z wykształcenia, współtwórca wraz z Majerem podstaw polskiej&#13;
antropologii i ośrodka badań w Krakowie o znaczeniu europejskim, a ponadto etnograf, zbieracz i wydawca tekstów ludowych, badacz ludności Galicji i Górali wschodniokarpackich, wysoko oceniał prace autora Ludu i był&#13;
z nim zaprzyjaźniony. Więzy te zacieśniły się, gdy Kopernicki został sekretarzem Komisji w 1875 roku i od początku bardzo zaangażował się w prace&#13;
Sekcji Etnologicznej, którą kierował Kolberg. Wspierając go, pozyskiwał&#13;
korespondentów terenowych, na których opierała się działalność Sekcji,&#13;
rozsyłał kwestionariusze, zgłaszał ważne postulaty badawcze, dotyczące&#13;
np. wspomnianej mapy etnograficznej Galicji czy sposobu wydawania tekstów ludowych. Jako sekretarz Komisji Antropologicznej opiekował się też&#13;
wydawnictwami wszystkich trzech Sekcji, więc i działem etnograficznym&#13;
„Zbioru Wiadomości”. Jego ogromny wkład w porządkowanie i opracowanie do druku materiałów ludoznawczych, często przygotowanych przez korespondentów niestarannie lub po dyletancku, był przeważnie anonimowy2.&#13;
Kolberg miał więc w osobie Kopernickiego niezastąpionego pomocnika,&#13;
doradcę i zastępcę w sprawach merytorycznych, wydawniczych i organizacyjnych. Udzielał on autorowi Ludu wsparcia dla jego własnych prac,&#13;
E. Jaworska Działalność folklorystyczna Komisji Antropologicznej…, s. 147–148.&#13;
O pracach Kopernickiego w Komisji Antropologicznej zob. m.in. E. Jaworska, tamże,&#13;
s. 172–181.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
287&#13;
&#13;
�w razie potrzeby pośredniczył między Modlnicą a drukarnią czy Akademią,&#13;
był powiernikiem w trudnych sprawach, a miało się okazać, że także oddanym opiekunem pod koniec życia. W zachowanej korespondencji datującej się od 1876 roku udokumentowana jest serdeczna osobista relacja obu&#13;
badaczy, ich ścisła współpraca i głębokie wzajemne zrozumienie. Było to&#13;
tym cenniejsze, że Kolberg stopniowo zmniejszać musiał swoje zaangażowanie w działalność Sekcji, gdyż coraz bardziej pochłaniały go prace nad&#13;
Ludem, które wymagały wielotorowych działań zbieracza, dokumentatora,&#13;
redaktora, wydawcy i kolportera. Ponadto w latach późniejszych toczyły się&#13;
one równolegle nad kilkoma monografiami. Badacz musiał podołać tym&#13;
wyzwaniom sam, mimo życzliwości i pomocy otoczenia, działając właściwie jak rozbudowana instytucja. Funkcję przewodniczącego Sekcji Etnologicznej i członka Komisji Archeologicznej sprawował jednak dożywotnio.&#13;
XIV&#13;
[Publikacje poza Ludem z lat 1871–1872: Obrazy Słowiańszczyzny południowej, Figury przydrożne, Rzecz o obchodach weselnych. – Kontynuacja prac&#13;
nad Krakowskiem. – Śmierć matki w 1872 r. – Korespondencja z bratową,&#13;
Karoliną Kolberg – łącznikiem z rodziną w Warszawie. – Krakowskie cz. I–&#13;
–IV z lat 1871–1875 jako modelowa monografia Kolberga.]&#13;
&#13;
Pracując intensywnie nad Krakowskiem na początku lat siedemdziesią­&#13;
tych, przygotowywał Kolberg równolegle inne publikacje. Krótko przed&#13;
opuszczeniem Warszawy opracował obszerne studium etnograficzne pt. Obrazy Słowiańszczyzny południowej, które ukazało się w warszawskiej&#13;
„Gazecie Polskiej” w latach 1871–18721. Jego geneza jest dość zagadkowa.&#13;
Kolberg nie tylko nie wspomina nigdzie o zamiarze napisania obszernej&#13;
pracy o takiej tematyce, ale też nie wymienia jej w swoich notatkach autobiograficznych, bibliograficznych, opisie materiałów. W korespondencji&#13;
odnajdujemy jedynie dwie odnoszące się do niej formalne wzmianki, kierowane do Kolberga już do Krakowa: informację Wilhelma Kolberga pośredniczącego po wyjeździe Oskara w jego interesach warszawskich&#13;
1&#13;
O. Kolberg Obrazy Słowiańszczyzny południowej. Z rozmaitych źródeł skreślił…,&#13;
„Gazeta Polska” 1871, nr 77–87; 1872, nr 1–7, 42– 43, 109–110, 133–136, 176–179. Przedruk&#13;
w: O. Kolberg Studia, rozprawy… (DWOK T. 63), s. 26–258.&#13;
&#13;
288&#13;
&#13;
�o obiecanej przez redaktora „Gazety Polskiej”, Józefa Sikorskiego, sukcesywnej przesyłce egzemplarzy artykułu drukowanego przez niego w tym&#13;
czasopiśmie oraz zapowiedź Sikorskiego o przekazaniu Kolbergowi pozostałej części należnego honorarium za jego pracę1. W czasie swojej podróży&#13;
do Słowenii i Chorwacji, odbytej w 1857 roku, badacz zainteresowany był&#13;
przede wszystkim folklorem muzycznym; nic nie wskazuje na tak szeroki&#13;
plan obrazu etnograficznego różnych grup etnicznych Słowian południowych, jaki przynosi praca. Może wówczas trafił na niektóre przywoływane&#13;
w niej dzieła, brak jednak na ten temat informacji. Być może publikacja&#13;
była wynikiem poszukiwania środków materialnych w bardzo trudnym&#13;
okresie po zakończeniu prac nad Encyklopedią powszechną, gdy zabrakło&#13;
honorariów autorskich od S. Orgelbranda, a zaprzyjaźniony Józef Sikorski&#13;
wystąpił z propozycją druku jako formą pomocy finansowej. Nie jest też&#13;
wykluczone, że Kolberg zamierzał poprzez tę publikację zdyskontować zebrane materiały.&#13;
Studium, opatrzone podtytułem: Z rozmaitych źródeł skreślił…, ma&#13;
charakter kompilacyjny, przy czym status źródłowy tekstu jest bardzo&#13;
skomplikowany. Kolberg oparł się na drugiej edycji pracy węgierskiego&#13;
autora Johanna Schustera Illyrien und Dalmatien oder Sitten, Gebräuche und Trachten der Illyrier und Dalmatier, und ihrer Nachbarn. Aus&#13;
dem Französischen des Herrn Breton übersetzt von […] wydanej w Lipsku w 1830 roku pod pseudonimem Janus Pannonius. Jest to przekład na&#13;
niemiecki dzieła francuskiego autora, J.B. Bretona de la Martinière, które&#13;
zostało wydane w Paryżu w roku 1815 i które jest z kolei uzupełnionym&#13;
o nowe informacje przekładem pracy B. Hacqueta (1777–1852), lekarza,&#13;
przyrodnika i podróżnika, pt. Abbildung und besschreibung der Sudwestund Ostlischen, Wenden, Illyrer und Slaven…, opublikowanej w Lipsku&#13;
w 1801 roku. Tak więc prymarnym źródłem jest dzieło Hacqueta, kolejnym&#13;
– rozszerzone tłumaczenie francuskie Bretona, następnym dopiero, a bezpośrednim dla Kolberga, niemiecki przekład z francuskiego opracowany&#13;
przez Schustera (Pannoniusa). Kolberg dokonał bardziej lub mniej dokładnego przekładu prawie całego tekstu Schustera, za którym odwoływał się&#13;
do Bretona i Hacqueta, oraz uzupełnił ten podstawowy materiał (z końca&#13;
XVIII wieku) o opisy, informacje i pieśni z XIX-wiecznej (z lat 1830–1870)&#13;
1&#13;
Zob. list Wilhelma Kolberga z 15 II 1872 r. oraz Józefa Sikorskiego z 17–18 IV 1873 r.,&#13;
Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 414 i 448–449.&#13;
&#13;
289&#13;
&#13;
�literatury zachodnioeuropejskiej, słowiańskiej i polskiej, którą wykorzystał&#13;
w rozmaity sposób, w formie cytatów, komentarzy lub tylko wzmianek&#13;
czy not bibliograficznych. Przywołał w ten sposób prawie 70 publikacji&#13;
z około stuletniego okresu badań, przy czym blisko połowa z nich stanowi&#13;
odesłania wtórne za źródłem cytowanym. Do tekstu dołączył też pewną&#13;
ilość pieśni ze słowiańskiego południa w przekładzie polskim oraz kilka&#13;
z zapisów własnych. Cykl „obrazów” jest więc studium panoramicznym,&#13;
erudycyjnym, które wymagało z pewnością sporego nakładu pracy i jako&#13;
próba opisu tamtejszych grup etnicznych ma znaczenie historyczne, choć&#13;
nie zostało dostrzeżone przez ówczesnych badaczy. Publikacja ta dokumentuje też żywotność zainteresowań Kolberga kulturą Słowian południowych.&#13;
Wyjątkowej tematyce – kapliczkom i krzyżom stawianym przy drogach&#13;
– poświęcony jest artykuł Kolberga z 1872 roku pt. Figury przydrożne1,&#13;
który stanowi rezultat rozpoznawania topografii i historii okolic Modlnicy,&#13;
zapewne nie bez udziału Konopków. Rysunki do pięciu dołączonych do&#13;
tekstu drzeworytów wykonał prawdopodobnie Tadeusz Konopka. Artykuł&#13;
o tych rzeźbach był jedną z pierwszych polskich publikacji z dziedziny&#13;
sztuki ludowej.&#13;
Już w Krakowie w roku 1872 ukazała się Rzecz o obchodach weselnych… – pierwsza publikacja Kolberga, w której szerzej wykłada on swoje stanowisko teoretyczno-metodologiczne na temat etnografii i jej zadań2.&#13;
W rozprawie tej, dokonując analizy pracy Glogera, Kolberg podkreśla&#13;
przedwczesność uogólniającej tezy autora, który stwierdza, że „na całej&#13;
przestrzeni Polski […] obrzędy, zwyczaje, pieśni i charakter ich narodowy&#13;
stanowią odrębną, obyczajową i historyczną całość”. Gloger przyznaje&#13;
Opublikował go Kolberg w „Kalendarzu Warszawskim Popularno-Naukowym” J. Ungra&#13;
na rok zwyczajny 1872, na s. 138–142, przedruk w: O. Kolberg Studia, rozprawy… (DWOK&#13;
T. 63), s. 337–341 i ryc. 6 i 7 tamże.&#13;
2&#13;
O. Kolberg Rzecz o obchodach weselnych ludu w Polsce i na Rusi, ze szczegółowym&#13;
zwrotem do dzieła „Obchody weselne” przez Pruskiego (Zygmunta Glogera), czytana na&#13;
posiedzeniu Towarzystwa Naukowego Krakowskiego przez…, „Na Dziś, pismo zbiorowe,&#13;
poświęcone literaturze, naukom, sztuce, gospodarstwu krajowemu, handlowi i przemysłowi”&#13;
1872, T. 2, s. 235–255, T. 3, s. 266–285, przedruk w: tenże Studia, rozprawy… (DWOK T. 63),&#13;
s. 259–306. Część pierwsza pracy Glogera ukazała się w Krakowie w 1869 roku, planowana&#13;
część druga nie została wydana, lecz materiały do niej autor wykorzystywał w artykułach&#13;
poświęconych obrzędowi weselnemu (m.in. w tekście pt. Weselnicy we dworze, drukowanym w J. Jaworskiego „Kalendarzu Ilustrowanym na Rok Przestępny 1876”, Warszawa [1875],&#13;
na s. 94–98, jako „wyjątek z nieogłoszonego drugiego tomu”).&#13;
1&#13;
&#13;
290&#13;
&#13;
�wprawdzie, że dla całościowego obrazu potrzebne są opisy „szczegółowe”,&#13;
ale wobec stwierdzenia kulturowej jednorodności na całym obszarze Polski&#13;
stopień szczegółowości badań praktycznie nie ma już dla niego decydującego znaczenia. Nie negując poglądu Glogera o „odrębnej całości”, Kolberg&#13;
przede wszystkim wskazuje, że materiał źródłowy, na którym ten się oparł,&#13;
jest niewystarczający. Rozumie, że autor nie był w stanie „wywiązać się&#13;
w całej obszerności z położonego w ten sposób przez siebie zadania”, jakim&#13;
było syntetyczne ukazanie obrzędów weselnych w Polsce i na Rusi. Pisze, że&#13;
w jego pracy „brak wielu nawet ważniejszych (wedle naszego mniemania)&#13;
szczegółów i odmian, spowodowany, jak to zaraz wykażemy, niedostatecznością materiałów, z których korzystał”1. Wskazując kolejno te niedostatki, sprzeciwia się przedwczesności generalizujących sądów i interpretacji,&#13;
które poprzedzić winny wszechstronne, cząstkowe i systematyczne badania&#13;
o charakterze dokumentacyjnym. Dopiero na ich podstawie powinna nauka&#13;
formułować wnioski. Pisze:&#13;
Polska bowiem, jak każdy kraj, składała się z cząstek, z prowincji. Nim się zatem&#13;
skutecznie zdołamy rozpatrzeć po całym jej obszarze, wypada nam z konieczności zamknąć się poprzednio w ciasnym obrębie nie tylko jednej, ale każdej&#13;
z osobna prowincji i takową obejrzeć po szczególe, nie pomijając i drobniejszych cech, a tym mniej cech większego rozmiaru i znaczenia. Im mniejszą&#13;
będzie przestrzeń naszych poszukiwań (np. powiatami), tym większa urośnie&#13;
masa pozyskanych przez nas szczegółów i tym łatwiej, dokładniej i bezpieczniej dadzą się owe zbite w jedno wiadomości obejrzeć i opracować. Zbiorowe&#13;
dopiero a systematyczne części tak opracowanych zestawienie i porównanie&#13;
ukaże całość bez skazy i doprowadzić będzie mogło do wniosków ogółowych&#13;
i do pożądanego badań wypadku2.&#13;
&#13;
Zdaniem Kolberga dostrzegane „niby czarne plamy liczne szczerby&#13;
w opisach pojedynczych ziem, których monografii dotąd nie skreślono”3,&#13;
uniemożliwiają wiarygodne prace porównawcze, a tym samym naukowy&#13;
obraz całości. Recenzent docenia wkład pracy i dociekliwość Glogera, zauważa jednak, że wbrew zakładanej przez autora tożsamości i jednolitości&#13;
omawianych zjawisk kulturowych zebrany przez niego samego materiał&#13;
O. Kolberg Rzecz o obchodach weselnych… (DWOK T. 63), s. 262.&#13;
Tamże, s. 262–263.&#13;
3&#13;
Tamże, s. 263.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
291&#13;
&#13;
�porównawczy wskazuje często nie podobieństwa, lecz różnice istotne dla&#13;
etnografa. W badaniach etnograficznych postuluje jako podstawę zgromadzenie odpowiedniego materiału:&#13;
Nim atoli do zadowalniających rezultatów dojść będzie można, starać się&#13;
potrzeba (zdaniem naszym), obok prac przygotowawczych, o nagromadzenie jak największej ilości zasobów, mianowicie z okolic etnograficznie mniej&#13;
znanych, o zestawienie systematyczne wszelkich różnic, odmian i drobnych&#13;
odcieni i o metodyczne ich porównanie. Działanie takie przyczyni się do łatwiejszego wyśledzenia, co w wyobrażeniach, pieśniach i zwyczajach jest&#13;
specyficzną własnością miejscowości, powiatu, prowincji, plemienia (dajmy&#13;
na to: słowiańskiego), a co i w jakiej dozie naleciałością obcego plemienia,&#13;
narodu, prowincji itd. […] Stąd też etnograf i w ogóle wszelkiego rodzaju badacz żadnym, by najmniejszym, gardzić nie powinien szczegółkiem (byle tylko autentyczność jego nie ulegała zaprzeczeniu) […]. Ileż to razy zdarzało się,&#13;
że na sztucznej, acz pozornie szerokiej podstawie budowano teorie, od powiewu gruntownej nauki kruszące się jak zamki na lodzie, gdy tymczasem&#13;
taż sama nauka zdołała oprzeć się niekiedy trwale, jak na granitowych opokach, na drobnych ziarenkach, na pyłkach w szczęśliwej odszukanych chwili1.&#13;
&#13;
W dalszym ciągu Kolberg wyraża przekonanie o konieczności przygotowania teoretycznego, poprzedzającego wnioski porównawcze, tj. przyswojenia sobie terminologii, wyrobienia orientacji w pojęciach takich jak&#13;
„tożsamość, wspólność, jednolitość, bliskość, podobieństwo, odcień, odmiana, różnica, odrębność, przeciwieństwo itp. […], wariant, wersja, motyw itd. […]”2. W obszernym materiale analitycznym podaje przykłady ich&#13;
zastosowania w opisie sytuacji obrzędowych oraz analizie tekstów im towarzyszących, które zestawia pod względem zbieżności lub zróżnicowania w zakresie funkcji, treści i formy, występujących realiów, rekwizytów,&#13;
symboliki (np. kołacz i korowaj, kosa i warkocz, sadowienie na posadzie&#13;
i na dzieży, czepek i zawój, czyli namitka). Wskazuje znaczenie symboliczne roślin (ruty, barwinku, mięty, lilii, kaliny, jabłoni), ptaków, wianków,&#13;
chleba, pieniądza, pierścienia, wieńca, ręcznika lub chustki itd. Zwraca uwagę na wędrowność i zmienność form i elementów obrzędowości&#13;
weselnej, pieśni czy obchodów za sprawą m.in. migracji wewnętrznych&#13;
szlachty, a także ludu, np. osadników, pątników, dziadów, flisów, służby&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
Tamże, s. 265.&#13;
Tamże, s. 266.&#13;
&#13;
292&#13;
&#13;
�dworskiej itd., czego efektem są dostrzegane czasami w badaniach i materiale podobieństwa w oddalonych od siebie wsiach, a różnice w blisko&#13;
siebie położonych. Podkreśla wpływ Kościoła na obrzędowość weselną,&#13;
ale i obecność niektórych reliktów pogańskich, które pozostały jako nietępione przez duchownych, bo niepozostające w sprzeczności doktrynalnej.&#13;
Stwierdza, że zmienna pozostaje również funkcja, np. jedne pieśni śpiewane są powszechnie przy weselu i ściśle z nim związane, inne nie należą do&#13;
stałego repertuaru obrzędowego. Podobnie elementy stanowiące rezultat&#13;
wpływów obcych, tak jak i rodzime, samorodne, w ustach ludu ulegają&#13;
„przeróbkom, kalectwu, zepsuciu”, „bo gdzież jest prawo, które by rzeczy&#13;
ustnej, a tak ruchliwej stanowczość sakramentalną nadać i trwałość zapewnić bez skazy było w stanie?”1&#13;
Dokładny przegląd treści według rozdziałów recenzowanej pracy osadza Kolberg na szerokim tle etnograficznym i historycznym dawnej Rzeczypospolitej, odwołując się przy tym do literatury polskiej i europejskiej. Rozprawa znakomicie dokumentuje wyniki trzydziestoletniej pracy badawczej&#13;
Kolberga jako zbieracza i źródłoznawcy, pozyskane przez niego ogromne&#13;
doświadczenie i wiedzę w zakresie obrzędowości weselnej, którą interesował się szczególnie. Ukazuje też horyzonty naukowej refleksji Kolberga,&#13;
który w swoich pracach wyznaczył dalekosiężne perspektywy dla etnografii&#13;
jako „nauki nowej”, jak ją określił w 1865 roku2, a jednocześnie z pokorą&#13;
badacza określił dla siebie i swojego pokolenia zadanie wtedy pierwszorzędne, jakim było zebranie odpowiedniego zasobu źródeł dla późniejszych&#13;
analiz i syntez.&#13;
Formułując i uzasadniając na podstawie analizy pracy Glogera swoje&#13;
stanowisko badawcze, jest już Kolberg w trakcie pracy nad Krakowskiem,&#13;
monografią, która wyznaczy dalszy zaawansowany etap kształtowania się&#13;
jego metody pracy i wzorca monografii regionalnej. Ma za sobą lata pracy&#13;
terenowej, bezpośredniego obcowania z folklorem, studiów i doświadczeń&#13;
zbieracza i wydawcy, które pozwalają mu na własne oceny i wnioski.&#13;
Już krótko po przeniesieniu się w okolice Krakowa Kolberg dotkliwie&#13;
uprzytomnił sobie cenę emigracji z Warszawy i rozstania z najbliższymi.&#13;
8 stycznia 1872 roku zmarła matka Oskara, z którą zarówno on, jak i jego&#13;
Tamże, s. 305.&#13;
W cytowanym wyżej liście do J. Blizińskiego z 13 IV 1865 r., Korepondencja… cz. I (DWOK&#13;
T. 64), s. 116.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
293&#13;
&#13;
�bracia, Wilhelm i Antoni, byli bardzo związani. Kolberg nie pojechał na&#13;
pogrzeb, który odbył się 10 stycznia; nie zdążyłby na czas, ponadto nie&#13;
miał ważnego paszportu, koniecznego do przekroczenia granicy zaboru&#13;
rosyjskiego. W listach rodzinnych postać matki wspominana jest zawsze&#13;
z ciepłem i czułością jako osoby opiekuńczej, troskliwej, bez reszty oddanej&#13;
rodzinie, dzielącej jej wszystkie zmartwienia i kłopoty, scalającej bliskich&#13;
we wspólnym kręgu. Po otrzymaniu od Wilhelma wiadomości o jej śmierci&#13;
Kolberg napisał do brata:&#13;
Straty matki, mimo od dawna przewidywanej jej śmierci, nic nam wynagrodzić&#13;
nie zdoła, tym bardziej takiej matki, jaką była nasza, a wielki po niej żal pozostałych jest rzeczą bardzo prostą. Chciałbym Cię pocieszać, a czuję dobrze, ile&#13;
sam potrzebuję tej pociechy. Po takim ciosie blednąć musi wszelki inny, jaki&#13;
kogokolwiek spotkać może1.&#13;
&#13;
Ostatnie chwile życia zmarłej opisała mu obszerniej wspomniana już&#13;
jej wychowanica i bratanica Oskara, Karolina Gallasch, wtedy już także&#13;
bratowa Oskara2. Antoni Kolberg rozwiódł się z pierwszą żoną Eleonorą&#13;
w 1868 roku, a trzy lata później, w październiku 1871 roku ożenił się z Karoliną. Ślub był pospieszny i utrzymany w tajemnicy, ponieważ ich pierwsza&#13;
córka, Antonina, urodziła się w kwietniu 1872 roku 3. Ta skomplikowana&#13;
sprawa rodzinna, napomykana jedynie lub pokrywana milczeniem w korespondencji, była – jak wynika z lakonicznych wzmianek w listach Wilhelma i Karoliny z tych lat – obok innych kłopotów rodzinnych, poważnym&#13;
zmartwieniem dla zmarłej matki i babki, poczuwającej się do odpowiedzialności zarówno za syna Antoniego, jak i swoją wychowankę Karolinę. Obszerne listy tej ostatniej, wskazujące na głębokie przywiązanie do Oskara,&#13;
odwzajemniane zresztą w równie serdecznych odpowiedziach do bratowej,&#13;
przynoszą mu przez lata krakowskie najobszerniejsze relacje o warszawskiej rodzinie, znajomych, czasem także o kulturalnym życiu miasta. Był&#13;
to najżywszy kontakt Kolberga z warszawską rodziną także w następnych&#13;
1&#13;
Zob. listy Wilhelma Kolberga z 8 i 21 I 1872 r. oraz brulion listu Oskara do Wilhelma z 4 II&#13;
1872 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 400–401 i 408.&#13;
2&#13;
List Karoliny z 21 I 1872 r., tamże, s. 403–404. Zob. też list Antoniego Kolberga z 23 I 1872 r.,&#13;
tamże, s. 406.&#13;
3&#13;
Jako datę urodzin Antoniny Kolberg przyjęto 2 kwietnia 1872 r. W sprzeczności z nią pozostaje wypowiedź Wilhelma Kolberga w liście do Oskara, z 12 grudnia 1871 roku, która wskazuje na wcześniejsze narodziny Antoniny jeszcze przed ślubem rodziców (tamże, s. 398–399).&#13;
&#13;
294&#13;
&#13;
�latach, zwłaszcza po śmierci Wilhelma w 1877 roku. Przetrwał z różnym&#13;
natężeniem do końca życia autora Ludu.&#13;
Na ten trudny okres przypada intensywna praca Kolberga nad edycją&#13;
czterotomowego Krakowskiego, która zamknęła się w pięciu latach: część&#13;
pierwsza ukazała się w 1871, część druga w 1873, dwie kolejne odpowiednio w 1874 i 1875 roku. Dopełniają je wydane współcześnie trzytomowe&#13;
suplementy, w których zebrano zachowany krakowski materiał rękopiśmienny, nieopublikowany przez Kolberga. Krakowskie było trzecią po&#13;
Sandomierskiem i Kujawach monografią regionalną, zaplanowaną w ramach całościowego panoramicznego programu wydawniczego Kolberga,&#13;
najpierw jako tomy 5–7 Ludu, ostatecznie jako tomy 5–8. Ukazała ona kolejny, dojrzały już etap dokumentacji kultury ludowej wybranego regionu&#13;
w opracowaniu Kolberga. Była monografią modelową, zarówno ze względu&#13;
na bogactwo materiału, zakres tematyczny przedstawianych zagadnień, jak&#13;
i metody wykorzystania źródeł, warsztat zbieracza i wydawcy oraz miejsce folkloru w ogólnym obrazie regionu. Prezentowała najpełniej przyjęte&#13;
przez Kolberga założenia teoretyczno–metodologiczne i egzemplifikowała&#13;
je na obszernym własnym materiale pozyskanym podczas bezpośrednich&#13;
eksploracji terenowych oraz na bogatej, wielostronnie wykorzystywanej&#13;
literaturze przedmiotu. Stanowiła też odbicie korzystnych możliwości pracy&#13;
badawczej Kolberga w terenie oraz rozległości studiów źródłoznawczych,&#13;
które umożliwił mu stały pobyt pod Krakowem.&#13;
Zasięg regionu omawianego w tej monografii odpowiadał założeniom&#13;
Kolberga, postulującego, m.in. w przywoływanej wyżej recenzji pracy Glogera, przyjęcie „mniejszej przestrzeni badań” dla śledzenia zjawisk kulturowych jako gwaranta ich szczegółowości i dokładności. Krakowskie obejmuje bowiem praktycznie obszar niewielki w stosunku do całego regionu,&#13;
tj. najbliższe okolice Krakowa. Podobnie postąpił badacz w poprzednich&#13;
monografiach, obejmujących w Sandomierskiem i Kujawach nieduże&#13;
stosunkowo „prowincje”. Dalsze połacie regionu krakowskiego planował&#13;
Kolberg przedstawić w osobnych monografiach1. Skoncentrowanie się na&#13;
terenach podkrakowskich w jednej monografii uznał za celowe ze względu&#13;
na reprezentatywność materiału z nich pozyskanego dla obrazu regionu,&#13;
1&#13;
Por. brulion listu do Augusta Bielowskiego z 15 III 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK&#13;
T. 64), s. 302–304. Por. też E. Millerowa, A. Skrukwa „Krakowskie” Oskara Kolberga… (DWOK&#13;
T. 73/I), s. XIII–XIV.&#13;
&#13;
295&#13;
&#13;
�którą oceniał na podstawie niezwykle bogatej zebranej w trakcie badań&#13;
dokumentacji źródłowej. Rozpoczynając rozdział „Kraj” w części I, pisał:&#13;
Okolica stanowiąca przedmiot moich poszukiwań składa się, prócz samego&#13;
Krakowa, z ziemi b. okręgu wolnego miasta, a następnie W. Ks. Krakowskiego&#13;
oraz z dwóch przyległych jej wąskich pasów nadgranicznych, z których jeden&#13;
ciągnie się długim szlakiem od północy w Królestwie Kongresowym, drugi zaś&#13;
od południa prawym brzegiem Wisły (w Galicji)1.&#13;
&#13;
Szerokość owych „pasów nadgranicznych” nie jest jednak wyraźnie wykreślona. Ostra jest jedynie granica zachodnia biegnąca historycznie między&#13;
Małopolską i Śląskiem, a wówczas oddzielająca ziemie zaboru austriackiego&#13;
od pruskiego. Nieostrość pozostałych linii granicznych wynika zresztą nie&#13;
tylko z faktu przenikania się kultur na pograniczach etnograficznych i płynności pewnych zjawisk czy cech ujawniających się niejako ponad czy mimo&#13;
granic historycznych, politycznych, administracyjnych. Przyczyna chwiejności granic leży również w tym, że Kolberg sam wykraczał poza określone&#13;
przez siebie terytorium „wąskich pasów” wzdłuż Wisły2.&#13;
Najwięcej materiału zebrał Kolberg w Modlnicy, Tomaszowicach i w samym Krakowie, a także w okolicy Wieliczki. Zapisy melodii i tekstów folkloru (pieśni, bajek, zagadek) oraz informacje i opisy etnograficzne dokonane&#13;
zostały głównie w tych ośrodkach badań. Choć noty lokalizacyjne wskazują&#13;
szereg innych miejscowości z regionu, nie zawsze muszą oznaczać pobyt&#13;
w nich Kolberga i notację na miejscu, sam zapis mógł się dokonać gdzie indziej, a owe noty informują o pochodzeniu lub miejscu zamieszkania informatorów czy śpiewaków. Znając wielokrotnie wyrażaną przez samego badacza zasadę wykorzystywania każdej nadarzającej się okazji, by zapisywać&#13;
ludowe teksty i melodie także poza miejscem ich funkcjonowania, przyjąć&#13;
można z dużym prawdopodobieństwem, że nie we wszystkich wskazanych&#13;
w notach miejscowościach sam bywał, lecz że np. w Krakowie lub w często i chętnie odwiedzanej przez gości Modlnicy czy w Tomaszowicach pozyskał materiał z innych wsi. Obok miejscowości w dawnym powiecie&#13;
O. Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. 4.&#13;
Zob. wypowiedź samego Kolberga na temat przyczyn takiego „przekraczania” granic,&#13;
tj. dla pokazania cech „Krakowiaków w najściślejszym wyrazu tego znaczeniu”, w części I Krakowskiego (DWOK T. 5), s. 107 i 115, por. też E. Millerowa, A. Skrukwa „Krakowskie” Oskara&#13;
Kolberga… (DWOK T. 73/I), s. XVI.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
296&#13;
&#13;
�krakowskim badacz wymienia w swojej monografii także położone w powiatach wielickim, chrzanowskim i bocheńskim, a nawet w ówczesnej guberni kieleckiej, w powiecie olkuskim i miechowskim. Brak niestety wskazówek Kolberga określających trasy podróży oraz wszystkie miejscowości,&#13;
w których prowadził badania i sporządzał notatki ze słuchu. Dokładnych&#13;
danych w tym zakresie nie da się dziś ustalić. Wiadomo jednak, że warunki&#13;
zamieszkiwania w Modlnicy, bliskość zaprzyjaźnionego dworu w Tomaszowicach, ścisłe kontakty rodzinne z mieszkańcami Mogilan, towarzyskie,&#13;
artystyczne, naukowe z Krakowem i z okolicznym ziemiaństwem służyły&#13;
budowaniu i rozgałęzianiu swoistej siatki badań i pozyskiwaniu narratorów,&#13;
śpiewaków, informatorów i gawędziarzy. Bez życzliwości i pomocy zaprzyjaźnionych lub polecanych „obywateli”, wobec nieufności chłopów i ich&#13;
niechęci do obcych, obwarowanej urzędowymi zakazami i restrykcjami za&#13;
nawiązywanie z przybyszami kontaktów, dokumentowanie folkloru na taką&#13;
skalę nie byłoby możliwe. Nierzadko też pomocnicy Kolberga uczestniczyli&#13;
w badaniach i rejestracji żywych przekazów z ust chłopskich wykonawców&#13;
i znacznie je ułatwiali. Pozyskiwali przecież dla niego dobrze sobie znanych&#13;
mieszkańców wsi, osoby nieprzypadkowe, często utalentowane i wyjątkowe. Niekiedy współpraca ta szła jeszcze dalej, jak np. z Józefem Konopką, z którym to podczas pobytu w Modlnicy w 1857 roku i w Mogilanach&#13;
w 1861 roku notowali razem pieśni – Kolberg melodie, Konopka teksty 1,&#13;
czy z Antoniną Konopczanką, która spisywała dla Kolberga wspomniane&#13;
teksty folkloru. Od przyjezdnych i gości przybywających do Krakowa i do&#13;
podmiejskich wsi zbierał Kolberg zresztą materiały nie tylko z Krakowskiego i z ziem ówczesnej Galicji Wschodniej, ale także z regionów od wyjazdu&#13;
z Warszawy już przez siebie nieodwiedzanych, a należących wówczas do&#13;
Królestwa Polskiego2. Ponadto stosunki między podkrakowskimi dworami&#13;
Konopków a wsią były tradycyjnie dobre, jak wspominają ich mieszkańcy i bywalcy. Kolberg zaś ze swoją cierpliwością i łagodnością, a przede&#13;
Zob. np. zapisywane w ten sposób pieśni nr 129, 383 i 399 oraz 519 i 734 w tomie Krakowskie, Suplement… (DWOK T. 73/I) oraz tamże ryc. nr 2 (przed s. 243), przedstawiająca&#13;
zapis terenowy melodii z incipitem tekstu „Wędrowała Kasia” sporządzony przez Kolberga oraz&#13;
tekstu tej pieśni ręką Konopki.&#13;
2&#13;
O takich nabytkach mówią również rękopisy, np. zachowane manuskrypty Antoniny Konopczanki, która w Modlnicy, co odnotowane jest w rkp., sporządziła zapisy kilku bajek mazowieckich z okolic Łomży i Augustowa, z ust tamtejszego narratora, oznaczając ich proweniencję&#13;
geograficzną (rkp. Arch. PTL, teka 1, sygn. 1118, k. 73–77), zob. bajki w cz. VII Mazowsza&#13;
(DWOK T. 42), s. 450–452, 453–455, 468–469, 485–488.&#13;
1&#13;
&#13;
297&#13;
&#13;
�wszystkim z żywym i powszechnie znanym zainteresowaniem dla życia&#13;
wsi cieszył się sympatią miejscowej ludności i traktowany był życzliwie&#13;
i ciepło jako ważna i charakterystyczna postać modlnickiego pejzażu, czego&#13;
trwałym śladem mogą być odnalezione w jego rękopiśmiennych zbiorach&#13;
cytowane wcześniej, improwizowane przyśpiewki.&#13;
Poza istotnym wkładem Konopków niezidentyfikowani są pozostali&#13;
współpracownicy Kolberga z Krakowskiego w zakresie organizacji badań&#13;
i zasilania monografii własnymi materiałami. Ich zapisy pozostają anonimowe. Nieznani są także w większości informatorzy i wykonawcy ludowi&#13;
z tego regionu. Nieliczne i w skali całego dorobku Kolberga unikatowe&#13;
informacje uzyskujemy jedynie o kilku z tych ostatnich dzięki Antoninie Konopczance, która utrwaliła nazwiska swoich narratorów z Modlnicy i okolicznych wsi na kartach własnych zapisków1. W rękopisach odnotowane&#13;
są też nazwiska dwu bliżej nieznanych i wyjątkowych autorów: Michała&#13;
Szczurka z Mogilan, który niewprawnie, nienawykłą do pisania ręką zanotował kilkadziesiąt „śpiewek” i kilka opowiadań, oraz Jana Hyłki, autora&#13;
obszernego tekstu szopki2.&#13;
W czterotomowej monografii materiał podzielony jest na rozdziały:&#13;
„Kraj”, „Lud”, „Zwyczaje”, „Gry i zabawy” (część pierwsza); „Obrzędy”, „Pieśni i dumy”, „Tańce” (część druga); „Świat nadzmysłowy” (część trzecia); „Powieści”, „Zagadki. Przysłowia. Zdania”, „Język” (część czwarta). Każdy z tomów zamykają przypisy, zawierające uzupełnienia do podstawowego zrębu 3.&#13;
Układ ten, w zasadzie w swoich ramach głównych przyjęty już w Kujawach,&#13;
zastosował tu Kolberg dla znacznie bogatszego i zróżnicowanego tematycznie&#13;
i źródłowo materiału, co odzwierciedla układ wewnętrzny w obrębie działów głównych. Dzięki temu Krakowskie reprezentatywnie określa ustalony&#13;
schemat treściowy pełnej Kolbergowskiej monografii regionalnej, w której&#13;
badacz na obszernym materiale zweryfikował praktycznie swoje założenia&#13;
teoretyczno-metodologiczne i zaprezentował jej modelowy kształt. Schemat&#13;
Zob. E. Millerowa, A. Skrukwa „Krakowskie” Oskara Kolberga… (DWOK T. 73/I), s. LXX–&#13;
LXXII.&#13;
2&#13;
Zob. tamże, s. L i LXXXIII. Zapisy Szczurka opublikowane są w tomach 73/I DWOK,&#13;
s. 499–515, i 73/II DWOK, s. 472–475, 484, 487–489; zapis szopki Hyłki w tomie 73/I DWOK,&#13;
s. 23–38.&#13;
3&#13;
Charakterystyka zawartości poszczególnych rozdziałów monografii przedstawiona jest&#13;
obszerniej w przywołanym wyżej wstępie E. Millerowej i A. Skrukwy „Krakowskie” Oskara&#13;
Kolberga… (DWOK T. 73/I), zob. s. XXXI i nast.&#13;
1&#13;
&#13;
298&#13;
&#13;
�ten będzie się powtarzał w zasadniczej postaci we wszystkich późniejszych&#13;
monografiach regionalnych; jego modyfikacje podyktowane będą jedynie&#13;
specyfiką regionu, a także ilością i charakterem pozyskanego materiału,&#13;
którego wewnętrzne proporcje i wartość źródłowa pozostawały zależne od&#13;
możliwości i zakresu własnych penetracji terenowych i literackich. Warto&#13;
więc na przykładzie Krakowskiego przyjrzeć się pokrótce typowym wyróżniającym cechom i metodom dokumentacji właściwym dla monografii Kolberga z jednej strony, z drugiej zaś specyfice obrazu regionu okolic Krakowa.&#13;
W Krakowskiem zrealizował Kolberg wzorcowo swój programowy postulat wielotorowości wykorzystanych źródeł. Monografię zbudował z materiałów pozyskanych trzema drogami: z własnych obserwacji i przekazów&#13;
spisanych od ludowych informatorów i wykonawców; z różnorodnych źródeł pośrednich, wśród których wymienić należy przede wszystkim materiały pochodzące od współpracowników, a spisane specjalnie dla Kolberga&#13;
bądź przekazane mu do użytku z własnych zasobów; z zastanej literatury&#13;
i archiwaliów. Zgromadził i wyselekcjonował w ten sposób bogatą i różnorodną bazę źródłową dla obrazu etnograficzno-folklorystycznego okolic&#13;
Krakowa. Umożliwiły to wcześniejsze wielokrotne kontakty z tym terenem&#13;
i jego mieszkańcami, potem stały w nim pobyt, a także studia i kwerendy w bibliotekach i archiwach krakowskich oraz zbiorach prywatnych,&#13;
dworskich i kościelnych. Wyniki tych poszukiwań Kolberga wykorzystane w monografii są imponujące, zarówno w zakresie ilości, jak i profilu,&#13;
charakteru i chronologii cytowanych i przywołanych źródeł drukowanych&#13;
i rękopiśmiennych. Pogląd na skalę prac wykorzystanych przez Kolberga&#13;
w czterech tomach Krakowskiego oraz w trzyczęściowym suplemencie krakowskim przynosi bibliografia zestawiona w ostatnim z nich (DWOK T. 73/&#13;
III, s. 441–481). Wśród ponad 700 pozycji znalazły się kompendia i dzieła&#13;
autorów polskich i obcych, prace historyczne i etnograficzne, zbiory folkloru wydane przez poprzedników, publikacje krajoznawcze i podróżnicze,&#13;
dawne kroniki, utwory literatury pięknej polskiej i europejskiej, artykuły&#13;
z prasy współczesnej i starszej różnego profilu, od tytułów naukowych do&#13;
niskonakładowych kalendarzy, druki ulotne i efemeryczne, rękopisy często&#13;
dziś zagubione, zniszczone lub niedostępne. Chronologicznie sięga Kolberg&#13;
do dorobku kilku epok, począwszy od piśmiennictwa staropolskiego, aż po&#13;
czasy mu współczesne. Tak szeroka penetracja źródeł jest zaletą monografii i jest cenna dla obrazu etnograficznego regionu, gdyż z jednej strony&#13;
pozwoliła uchwycić w wielu kwestiach ciągłość oraz żywotność tradycji,&#13;
299&#13;
&#13;
�np. trwałość i wiek niektórych wątków czy utworów folkloru pieśniowego,&#13;
podaniowego itp., a z drugiej ocalić od zapomnienia szereg świadectw dziś&#13;
niedostępnych, bo zaginionych, wydobyć informacje i teksty z rozmaitych&#13;
zakamarków literackich, niekiedy kryjących nieznane, a istotne wiadomości&#13;
dla historii, etnografii i dziejów folkloru. Ten aparat źródłowy przy wszystkich swoich zaletach sprawił jednak, że w praktyce nie ustrzegł się Kolberg&#13;
błędów, nieporozumień i mielizn. Jednak nie przekreślają one trafności&#13;
intuicji badacza, który okazał się prekursorem nowoczesnego stanowiska&#13;
w etnografii i folklorystyce, uwzględniającego wagę wszystkich, choćby pozornie błahych i drugorzędnych świadectw.&#13;
Z tym zagadnieniem łączy się kolejna istotna cecha warsztatu Kolberga&#13;
jako folklorysty, mianowicie dokumentowanie zjawiska przenikania i wędrówki folkloru do kultury wysokiej i na odwrót – utworów muzyki i literatury pięknej z kręgów ogólnopolskich do kultury wiejskiej, a także wzajemnych infiltracji twórczości wiejskiej i mieszczańskiej, środowiska chłopskiego i dworskiego. Świadomość ciągłych wędrówek ustnej i muzycznej&#13;
tradycji, płynności tego zjawiska i nieostrości granicy między twórczością&#13;
różnych nurtów i środowisk, uchwycona przez badacza w praktyce zbierackiej, znalazła odbicie w drukowanej monografii krakowskiej, a później&#13;
w następnych, zwłaszcza obszerniejszych, jak Poznańskie oraz Mazowsze.&#13;
Znajdujemy więc w części II Krakowskiego, w rozdziale poświęconym pieśniom, wyodrębniony dział pt. „Dwory i Miasta. Szkoła”, gdzie zamieszczone są również popularne arie, śpiewy teatralne, fragmenty znanych wodewilów, pieśni żakowskie, utwory znanych poetów, np. Kniaźnina, Karpińskiego, Pola, do których skomponowano melodie. Często pieśni te stały się&#13;
szerszą własnością; upowszechniły się, odrywając się od swojej scenicznej&#13;
i literackiej proweniencji. Również przedstawiając zwyczaje związane z cyklem rocznym, choć skupia się Kolberg głównie na wiejskich, uwzględnia&#13;
też uroczystości miejskie, charakterystyczne tylko dla Krakowa, takie jak&#13;
rękawka czy konik zwierzyniecki, a także popularne obchody i zabawy&#13;
mieszczan i ziemiaństwa, np. wybór króla kurkowego czy kuligi w czasie&#13;
karnawału. Z kolei w rozdziale „Kraj” sporo miejsca poświęca także historii&#13;
i zabytkom Krakowa, ilustrując opis przeglądem podań lokalnych, a także&#13;
ogólnonarodowych, słusznie doceniając promieniowanie miasta jako centrum polskiej kultury i historii na kraj, a więc i na podkrakowską wieś.&#13;
Dowodem takiego zjawiska w tomach krakowskich może być m.in. repertuar podaniowy znany ludowym narratorom w Modlnicy; zawiera on teksty&#13;
300&#13;
&#13;
�i wątki upowszechniane dzięki kontaktom z miastem i dworem 1. Także&#13;
więc i w uchwyceniu zjawiska płynności granic kulturowych można uznać&#13;
trafność intuicji Kolberga praktyka, gdyż proces przenikania się twórczości&#13;
różnych społecznych i zawodowych środowisk jest obserwowany w folklorystyce współczesnej jako jedno ze zjawisk podstawowych i typowych.&#13;
Monografia krakowska prezentuje rozwinięty program dokumentacji&#13;
wszystkich przejawów kultury ludowej – materialnej, społecznej i duchowej – w jej integralnym, holistycznym ujęciu i z uwzględnieniem funkcji&#13;
folkloru w życiu codziennym i świątecznym. Pieśni obrzędowe i związane&#13;
ze zwyczajami publikowane są w ramach opisywanej uroczystości, zgodnie&#13;
z jej przebiegiem, w odpowiednim jej miejscu, podania i legendy (często bez&#13;
rozwiniętej fabuły, jedynie w postaci komunikatu o wątku) przypisane są&#13;
do miast i miasteczek opisywanych w rozdziale „Kraj” jako ilustracja żywej&#13;
tradycji lokalnej i historycznej, przysłowia i gwarowe wyrażenia, wkomponowane w charakterystykę ludu jako przykłady żywej mowy, mają obrazować cechy ludu, jego codzienne życie, pracę, miejscowe stosunki, opowieści&#13;
wierzeniowe o duchach, strachach, upiorach i diabłach zamieszczane są&#13;
w rozdziale poświęconym światu nadzmysłowemu, by – zgodnie z intencją&#13;
narratorów – uwiarygodnić opisywane wierzenia opowiadaniami niby to&#13;
„z życia” wziętymi, realnymi. Zatem w ujęciu Kolberga nie wszystkie teksty folkloru zostały przydzielone do działów poświęconych poszczególnym&#13;
gatunkom poezji i prozy ludowej; część z nich przypisana jest do obrazu&#13;
kultury społecznej i materialnej zgodnie z ich funkcją strukturalną (pieśni&#13;
obrzędowe) lub ilustratywną, niekiedy nadaną przez badacza (podania i legendy, przysłowia). Natomiast w osobnych rozdziałach monograficznych&#13;
zebrane są pieśni tzw. powszechne, tj. autonomiczne, śpiewane przy różnych okazjach, niezwiązane z obrzędami, a więc nieposiadające ściśle do&#13;
nich przypisanej funkcji, a także bajki o mniej lub bardziej rozwiniętym&#13;
kształcie fabularnym, przysłowia bez wyraźnie sprecyzowanych konotacji&#13;
okolicznościowych. Te pieśni i bajki klasyfikowane są wewnątrz rozdziałów&#13;
na mniejsze grupy. Pieśni porządkował Kolberg według kilku kryteriów:&#13;
gatunku (ballady, przyśpiewki taneczne), treści, tematu (miłosne, sieroce),&#13;
Mowa o kilkunastu podaniach, zapisanych w Modlnicy przez Antoninę Konopczanke&#13;
z ust miejscowych narratorów, np. „O panu Twardzickim”, „Wojsko św. Jadwigi śpiące&#13;
w Babiej Górze”, „O grenaterach polskich pod Krzysztoforami” itd. W Krakowskiem Kolberg&#13;
ich nie opublikował, po części zapewne ze względu na treści patriotyczne i wymogi cenzury;&#13;
wydrukowane zostały w suplementowym tomie 73/II DWOK, na s. 405 i nast.&#13;
1&#13;
&#13;
301&#13;
&#13;
�osoby wykonawcy (dziadowskie), środowiska, którego dotyczą (pasterskie,&#13;
rzemieślnicze, myśliwskie). Układ bajek jest ramowy i w swych działach&#13;
głównych w zasadzie zbliżony do podziału współcześnie stosowanego.&#13;
Obejmuje „gadki cudowne” (tj. bajki magiczne), „powieści moralne i legendy”, gadki różnego typu (o diabłach, strachach, złodziejach, głupcach,&#13;
tj. głównie anegdoty). Systematyka zarówno pieśni, jak i bajek nie jest jednak konsekwentna. Szczególnie w przypadku pieśni o jej niespójnościach&#13;
i sprzecznościach wewnętrznych zdecydowały takie czynniki, jak: krzyżujące się kryteria i ich niepewna hierarchia, zmienność sytuacji wykonawczej i funkcji (np. oderwanie się pieśni weselnej od sytuacji obrzędowej&#13;
lub przeciwnie), niejednoznaczność granicy miedzy utworami ludowymi&#13;
i nieludowymi wobec ich ciągłej międzyśrodowiskowej wędrówki, złożoność tematyczna niektórych tekstów, tworzących tzw. aglomeraty, a także&#13;
imperatyw uwzględnienia podobnych cech muzycznych niektórych utworów. Z kolei dla układu bajek zasadniczy kłopot stanowiła nieostrość wyznaczników podziału i kategoryzowania opowieści, mimo prób zestawiania&#13;
motywów dla poglądu na rozwój akcji i kształt fabuły. Trudności te, do&#13;
dziś zresztą w przypadku klasyfikacji pieśni nierozwiązane zadowalająco,&#13;
sprawiły, że te same wątki ludowej poezji i prozy odnaleźć można w różnych grupach. Kolberg, który dopiero przecierał drogę przyszłym pracom&#13;
w tym zakresie, był świadomy niedoskonałości swojego systemu klasyfikacji w praktyce, czemu niejednokrotnie, także w omawianym tomie, dawał&#13;
wyraz1. Cenne są jednak podjęte przez niego próby analizy morfologicznej&#13;
utworów prozatorskich i zestawianie motywów wyznaczających akcję dla&#13;
rozpoznania wątków. Zaznaczyć też należy, że w przeciwieństwie do poprzedników Kolberg w swoich bajkowych zapisach nie pomijał anegdot&#13;
i humoresek, nacechowanych często rubasznym humorem i dosadnym&#13;
słownictwem, co uzasadniał troską, „by […] żadnego z umysłowością ludu&#13;
związanego nie pominąć przedmiotu, owszem, zwrócić uwagę badaczy na&#13;
płody fantazji ludowej i na tym także objawiające się polu […]”2. Podobnie&#13;
postępował, spisując pieśni; wiele wśród nich zawiera akcenty obsceniczne, cechuje się dwuznacznym i niekiedy ciężkim dowcipem. Ze względu&#13;
na cenzurę obyczajową nie zawsze je publikował, niekiedy wykropkowywał opuszczane wyrazy lub podmieniał drastyczne na neutralne. Notował&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
Zob. Krakowskie cz. II (DWOK T. 6), s. 244 i 378–379.&#13;
Zob. Krakowskie cz. IV (DWOK T. 8), s. 226.&#13;
&#13;
302&#13;
&#13;
�jednak wszystkie, a współcześnie wydawane suplementy zawierają i takie&#13;
pomijane zazwyczaj w edycji XIX-wiecznej teksty.&#13;
Za jedno z najważniejszych osiągnięć Kolberga uznać trzeba zasadę zestawiania i wskazywania wariantów, traktowaną jako stały element opracowania tekstów folkloru. Warianty pieśni i bajek bywały wprawdzie nie&#13;
zawsze trafnie identyfikowane, ale praktyka ich rozpoznawania wdrożona&#13;
została trwale przez Kolberga już od Pieśni ludu polskiego. W Krakowskiem, a potem w następnych monografiach, wskazaniu wariantów, obok&#13;
sąsiedztwa w drukowanych tomach, służy system odsyłaczy filiacyjnych.&#13;
Kierują one nie tylko do wcześniejszych tomów Ludu, ale i do zbiorów&#13;
poprzedników, wiążąc w ten sposób zapisywane przez Kolberga teksty folkloru z dorobkiem innych zbieraczy i wydawców. Choć nie wszystkie odsyłacze są trafne – niekiedy bywają mechaniczne i wskazują na zbieżności&#13;
przypadkowe lub drugorzędne, a czasami są wręcz błędne – wielokrotnie&#13;
wskazują jednak istotne warianty pieśni, bajek, dokumentując mechanizm&#13;
funkcjonowania folkloru w jego ciągłej twórczej zmienności, wędrówkach&#13;
i przekształceniach.&#13;
Dla Krakowskiego, podobnie jak dla Kujaw, charakterystyczna jest także&#13;
uwaga, jaką Kolberg poświęcił językowi, tj. głównie słownictwu, onomastyce i toponomastyce. Poza gwarowym materiałem leksykalnym rozsianym&#13;
w całej monografii, zwłaszcza w opisie ludu, konstruuje Kolberg osobny&#13;
słownik, a charakteryzując podkrakowską wieś, podaje nazwy własne&#13;
zwierząt gospodarskich, nazwy młynów, karczem, pól, łąk i gajów, sięgając tu m.in. do dawnych inwentarzy dworskich i świadectw nawet z XVI&#13;
wieku. Wreszcie w rozbudowanym osobnym rozdziale znalazły się obszerne wykazy „nazw rodowych” chłopów z wsi podkrakowskich i mieszczan&#13;
z Krakowa, zebrane z różnych źródeł pisanych, a także z własnych badań.&#13;
Docenienie w takim stopniu języka jako integralnego aspektu kultury ludowej, wyrażane już wcześniej przez Kolberga w jego programie Ludu, jest&#13;
także odpowiedzią na postulat naukowy, wskazywany jako jeden z najważniejszych w badaniach ludoznawczych II połowy XIX wieku przez krąg&#13;
badaczy Akademii Umiejętności i krakowskiego uniwersytetu. To w tym&#13;
gronie realizowano utrwalone już przekonanie o potrzebie całościowego&#13;
spojrzenia na wszystkie aspekty życia i kultury ludu i praktyczny program&#13;
takich badań. Znalazło to odbicie m.in. we wspomnianej już, opracowanej przez J. Sadowskiego Instrukcji do badania właściwości ludowych&#13;
i w pracach Sekcji Etnologicznej Komisji Antropologicznej, której od 1874&#13;
303&#13;
&#13;
�roku Kolberg przewodniczył. Język ludowy stanowił tam istotny przedmiot&#13;
badań jako element kultury wsi. Natomiast w Komisji Językowej od początku jej ukonstytuowania w marcu 1874 roku głównym przedmiotem prac&#13;
było programowe gromadzenie materiałów do słownika polskiego jako&#13;
dopełnienie Słownika Lindego i badanie w tym celu zasobów „z najdawniejszych zabytków piśmiennych, z zabytków literatury XVI, XVII i XVIII&#13;
wieku, pominiętych przez Lindego i z literatury najnowszej, po Lindem” 1.&#13;
Jak wspomniano, kompetencje Komisji Antropologicznej i Językowej trzeba było w pewnym momencie rozgraniczyć, ale w zakresie dokumentacji&#13;
języka współczesnego ich styczność okazywała się w praktyce nieunikniona. Postulat badania polszczyzny i jej dialektów był więc w ówczesnym&#13;
środowisku naukowym doceniany, choć z czasem przynależał głównie do&#13;
kompetencji językoznawców.&#13;
Ważnym i cennym elementem omawianej monografii jest jej dokumentacja ikonograficzna, której miejsce w Ludzie i znaczenie dla opisu etnograficznego doceniał Kolberg od początku swoich prac. W Krakowskiem&#13;
szczególnie bogato ilustrowany jest rozdział „Lud” w części I. Na zbiór rycin&#13;
składają się tam niewielkie drzeworyty wykonane przez Antoninę Konopczankę, ukazujące omawiane przez Kolberga stroje i ich elementy, zabudowania, wnętrza i plany izb mieszkalnych oraz sprzęty, a także ilustracje&#13;
wykonane według rysunków malarzy: Wojciecha Gersona, Tadeusza Konopki oraz według fotografii Walerego Rzewuskiego, przedstawiające wieś&#13;
i ubiory.&#13;
Krakowskie jako pełna monografia jest też reprezentatywne dla stosowanej przez Kolberga metody dokumentowania proweniencji źródeł. Sposób&#13;
opracowania potwierdza, że zgodnie z jego założeniem podstawowy i stały&#13;
element dokumentacji poszczególnych melodii i tekstów folkloru stanowią&#13;
noty informujące o lokalizacji geograficznej. Natomiast na ogół nie podaje&#13;
Kolberg informacji o wykonawcach i datach pozyskanych zapisów; takie&#13;
dane zdarzają się sporadycznie. W ówczesnym rozumieniu folklor był własnością zbiorową, przynależał do wspólnoty, w której funkcjonował i którą&#13;
twórczo określał. Wagę indywidualnego przekazu, osobowości narratora&#13;
Tak określono główne zadanie mającej powstać Komisji Językowej na posiedzeniu Wydziału Filologicznego, dnia 2 III 1874 r., „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Filolog.”,&#13;
T. I, 1874, s. XXVIII. Zob. też Posiedzenie Komisji Językowej dnia 29 III 1874 r., tamże, s. XXXIV,&#13;
inicjujące jej wieloletnią pracę w tym zakresie i dyskusję nad profilem słownika oraz sposobem&#13;
gromadzenia i opracowania materiału leksykalnego.&#13;
1&#13;
&#13;
304&#13;
&#13;
�i śpiewaka, specyficznych uwarunkowań i okoliczności konkretnej transmisji uwzględniali jako normę dopiero badacze późniejsi. Nie praktykował&#13;
Kolberg również systematycznego oznaczania autorskiego pochodzenia zapisów obcych, przekazanych mu specjalnie przez współpracowników czy&#13;
korespondentów, a także badaczy pracujących niezależnie. Niekiedy odnotowywał nazwiska tych osób we wstępach do monografii, nie sygnując jednak metodycznie w swoim tomie partii ich materiału, nierzadko dzielonego&#13;
tematycznie na cząstki w różnych miejscach. W Krakowskiem wdzięczność&#13;
swoją wobec Konopków pomocnych w opracowaniu monografii wyraził&#13;
dedykacją umieszczoną w I części, ale konkretnego wkładu np. Antoniny&#13;
Konopczanki, a także innych zbieraczy w drukowanych tomach nie dokumentował. W tym zakresie cenne informacje przynoszą zachowane rękopisy i korespondencja Kolberga, dzięki którym niejednokrotnie udaje się odtworzyć proweniencję autorską materiału, a nawet okoliczności i charakter&#13;
współpracy z autorem Ludu.&#13;
I tak analiza źródeł pozwoliła stwierdzić nie tylko sygnalizowany wyżej&#13;
znaczny wkład Antoniny Konopczanki w opis ludu, świata nadzmysłowego&#13;
i wierzeń, w zasób pieśni i bajek. Pozwoliła też z jednej strony prześledzić metodę i zakres pracy zbieraczki działającej ściśle według wskazań&#13;
Kolberga, z drugiej zaś docenić wyjątkowość tej współpracy w świetle&#13;
niezwykłego dokumentu przez nią pozostawionego i znajdującego się dziś&#13;
w archwum Kolberga. Jest nim wspomniany już obszerny rękopis, nazwany&#13;
współcześnie Modlnickim raptularzem Antoniny Konopczanki, w którym&#13;
zbieraczka notowała przeprowadzone przez siebie wywiady z miejscowymi, dobrze sobie znanymi informatorami i narratorami z Modlnicy i jej&#13;
najbliższej okolicy. Niespotykana ówcześnie, a utrwalona kolokwialna forma wywiadu, zapis dialogu z narratorami z pewnością wybranymi przez&#13;
znającą ich zbieraczkę, określenie okoliczności prowadzonych rozmów,&#13;
np. przy przędzeniu lnu, rwaniu konopii, kopaniu ziemniaków, wreszcie&#13;
nazwiska bajarzy i rozmówców badaczki oraz autentyzm prymarnego notatnika Konopczanki składają się na wyjątkowość tego dokumentu nie tylko w skali zbiorów Kolberga, ale i etapu badań nad folklorem. Pozwala&#13;
on ustalić, że większość przedstawianych przez Kolberga w części III i IV&#13;
monografii ludowych wierzeń i wyobrażeń o świecie realnym i nadzmysłowym oraz bajkowych opowieści prozatorskich pochodzi z tych zapisów&#13;
Konopczanki, sporządzonych bezpośrednio z przekazów znanych z nazwiska i profesji konkretnych informatorów. Zbieraczka redagowała później&#13;
305&#13;
&#13;
�swój brulionowy rękopis z myślą o wykorzystaniu go przez Kolberga, a on&#13;
otrzymał te właśnie poprawiane przez nią czystopisy, w których zatarta&#13;
została forma dialogowa i po części autentyzm języka pierwowzoru. Szczęśliwie jednak prymarny manuskrypt zachował się do dziś i ze względu na&#13;
unikatowy walor źródłowy Raptularza opublikowano go w formie aneksu&#13;
w suplemencie, a niezależnie od tego ustalono – zgodnie z zasadami edytorskimi opracowania suplementów – zależność materiału drukowanego&#13;
w Krakowskiem od oryginału zbieraczki1.&#13;
Krakowskie doczekało się kilku recenzji, przeważnie ogłaszanych sukcesywnie po wydaniu kolejnych czterech części. Całość omówił Gloger 2,&#13;
podkreślając wartość pracy Kolberga dla kultury narodowej, bogactwo&#13;
zebranego materiału, szczególnie muzycznego, znaczenie źródłowe monografii dla dalszych badań, rzetelność i szczegółowość dokumentacji etnograficznej, celowość całościowego potraktowania rozmaitych przejawów&#13;
kultury materialnej, społecznej i duchowej. Za zbędne natomiast uznał opis&#13;
historyczno-topograficzny Krakowa i jego okolic oraz przedruki niektórych&#13;
publikacji niebędących „rzadkością bibliograficzną”.&#13;
Krakowskie Kolberga, a także kolejne tomy regionalne wydawane pod&#13;
patronatem Akademii wpisują się nie tylko w jej dorobek, ale także w wypracowany przez nią kierunek naukowy i model badań. Choć autor Ludu&#13;
ukształtował już wcześniej własny, oryginalny kształt monografii regionalnej, to jednak swoją koncepcję wydawniczą kontynuował i rozwijał&#13;
w kręgu krakowskiej instytucji, wnosząc w jej prace swój wzorcowy wkład.&#13;
Omawiając dokonania naukowego środowiska krakowskiego i prac Akademii po roku 1870, Stanisław Estreicher, syn Karola, pisał po latach, już&#13;
z perspektywy czasu:&#13;
Uczeni krakowscy zaczynają teraz stosować naukowe metody wyrobione od dawna na Zachodzie, ale dotychczas niemal nieznane w Polsce […], szerzą pracami&#13;
swymi dążność do docierania do źródeł, umiejętność krytycznego ich wydawania,&#13;
rozbijania problemów naukowych na monografie i stronienia od zbyt szybkich,&#13;
choć efektownych uogólnień. Rolę, jaką w naukach historycznych grają „źródła”,&#13;
gra w naukach przyrodniczych „eksperyment”, kryterium prawdy. Typ monoPor. też przypisy źródłowe do cz. III i IV Krakowskiego, w: O. Kolberg Krakowskie. Suplement… (DWOK T. 73/III), s. 309–403, w których materiał drukowany odniesiony jest do zapisów rękopiśmiennych zbieraczki.&#13;
2&#13;
Recenzja Z. Glogera ukazała się w „Przeglądzie Krytycznym” 1876, nr 3, na s. 87–91.&#13;
1&#13;
&#13;
306&#13;
&#13;
�grafii opracowującej wyniki oparte na źródłach lub na eksperymentach – i to&#13;
monografii możliwie szczegółowej – zaczyna odgrywać odtąd w nauce polskiej&#13;
pierwszorzędną rolę. Oczywiście byłoby przesadą twierdzić, że poza Krakowem&#13;
i przed r. 1870 metoda monograficzna w Polsce nie była znana, owszem, monografie zjawiały się, ale sporadycznie. Uznanie monografii jako równowartościowej z pracami o ogólnej treści i rozpowszechnianie typu monografii naukowej&#13;
jest pierwszorzędną zasługą uczonych krakowskich, a także Akademii skupiającej&#13;
elitę uczonych polskich. Nie osłabia tego wcale fakt, że ukazują się w Krakowie&#13;
także i dzieła syntetyczne, starające się ująć w całość wiedzę w pewnej dziedzinie&#13;
oraz liczne podręczniki naukowe, ale gruntowne monografie i krytyczne wydawnictwa źródłowe są mimo to najcharakterystyczniejszym składnikiem tego&#13;
dorobku, jaki do skarbnicy naukowej ogólnopolskiej dorzucił Kraków1.&#13;
&#13;
Wydaje się, że dzieło Kolberga można umieścić w tym nurcie intelektualnym jako jego znaczące i specyficzne osiągnięcie.&#13;
XV&#13;
[Sytuacja finansowa Kolberga w latach 1871–1875, dotacja a koszty wydania. –Korespondencja z bratem Wilhelmem. – Śmierć Wilhelma w 1877 r.&#13;
– Kontakty listowne z Karoliną Kolberg i Jadwigą Wernerową. – Spotkanie&#13;
z Karoliną i jej córkami w Modlnicy w 1877 r. – Poczucie osamotnienia i oddalenia od rodziny wyrażane w listach.]&#13;
&#13;
Jak wspomniano, dotację przyznaną Kolbergowi przez Towarzystwo Naukowe Krakowskie w wysokości 300, potem 400–500 florenów w zamian&#13;
za 100 egzemplarzy książki kontynuowała w dalszych latach Akademia&#13;
Umiejętności. Towarzystwo udzieliło funduszu na część I Krakowskiego (tom&#13;
5), wydaną w końcu 1871 roku, natomiast części II–IV tej monografii, które&#13;
wyszły odpowiednio w październiku 1873 roku (tom 6), w kwietniu 1874 roku&#13;
(tom 7) oraz w końcu 1874 lub na początku 1875 roku (tom 8)2, współfinansowała już Akademia, podtrzymując wcześniejsze zobowiązanie. Koszty wydania poszczególnych tomów znacznie jednak przewyższały wysokość dotacji.&#13;
S. Estreicher Znaczenie Krakowa dla życia narodowego polskiego w ciągu wieku XIX…,&#13;
s. 41–42.&#13;
2&#13;
Zob. listy do Akademii z [22] X 1873 r., z 14 IV i z 24 X 1874 r., Korespondencja…&#13;
cz. I (DWOK T. 64), s. 464, 485–486 i 495–496.&#13;
1&#13;
&#13;
307&#13;
&#13;
�Znamy je dzięki wspominanym już notatkom, poczynionym przez Kolberga&#13;
w brulionowej wersji jego Wykazu tek rękopiśmiennych z 10 stycznia 1886&#13;
roku. I tak przyznany zasiłek na cztery tomy Krakowskiego wynosił odpowiednio: 300 fl., 500 fl., 400 fl., 400 fl., natomiast koszt wydania: 700 fl., 1390&#13;
fl., 612 fl., 640 fl.1 Szczególnie drogi był druk nut, stąd taka dysproporcja&#13;
kwot w przypadku części II Krakowskiego, która zawierała bogaty materiał&#13;
muzyczny, co Kolberg uzasadniał w cytowanym wyżej liście, składając ten&#13;
tom Akademii w październiku 1873 roku. Jak wspomniano wyżej, na liście&#13;
tym widnieje notatka prezesa Majera, stwierdzająca, że Akademia przejęła&#13;
po Towarzystwie Naukowym zobowiązanie udzielania zasiłku dla Kolberga&#13;
w wysokości od 400 do 500 fl.2 Dalsze subwencje nie schodziły więc niżej niż&#13;
400 fl., by od 1883 roku uzyskać stałą wysokość 500 fl., a w ostatnich latach&#13;
życia Kolberga ulec podwojeniu, o czym będzie mowa dalej.&#13;
Mimo dobrej woli i konsekwencji władz Akademii w udzielaniu pomocy&#13;
finansowej dla Kolberga oznaczało to jednak tylko partycypację instytucji&#13;
w kosztach druku, nie zaś ich pełne pokrycie, gdyż – jak widać – były&#13;
one znacznie wyższe; niekiedy dotacja nie obejmowała nawet połowy ceny&#13;
wydania książki. Dla przykładu, w przypadku 4-tomowego Krakowskiego&#13;
dotacja wynosiła w sumie 1600 fl., natomiast łączny koszt druku – 3342 fl.,&#13;
co oznacza, że własna dopłata Kolberga do rzeczywistych kosztów druku&#13;
– według jego wyżej przytoczonych danych – wyniosła 1742 fl. Był więc&#13;
zmuszony pokrywać różnicę z dochodu pochodzącego ze sprzedaży tomu&#13;
poprzedniego. Ponieważ jednak nigdy nie udawało się sprzedać całego nakładu, uzyskana suma nie pokrywała różnicy między rachunkiem drukarni&#13;
a zasiłkiem Akademii; i tak np. dochód ze sprzedaży czterech tomów Krakowskiego uzyskany do 1879 roku wyniósł zaledwie 579, 50 fl.3 Pozostawała więc ciągła presja finansowego braku, konieczność maksymalnego&#13;
1&#13;
Zob. Wykaz tek rękopiśmiennych…, w: Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), aneks 12,&#13;
s. 749, przyp. *14. W tym brulionie Kolberg dopisał później ołówkiem kwoty dotacji i kosztów&#13;
druku tomów wydanych z materiałów z odpowiednich, wyszczególnianych tam tek. Oryginał&#13;
tego wykazu dołączył do swojego listu do J. Majera z 10 I 1886 r. (zob. tamże, s. 310–313). Identyczne dane dotyczące tomów Krakowskiego podał też w innych zapiskach rachunkowych (BN&#13;
PAU i PAN, sygn. 2183, k. nlb. po k. 140).&#13;
2&#13;
Zob. wyżej, s. 264, przyp. 2.&#13;
3&#13;
Zachowały się kolejne notatki rachunkowe Kolberga datowane 19 X 1879 r. (BN PAU&#13;
i PAN, sygn. 2183, k. 140), w których podał sumy dotacji Akademii na 8 tomów Ludu (od 5.&#13;
do 12.), koszty ich druku i papieru oraz wpływy ze sprzedaży. Kwoty subwencji na 4 tomy&#13;
Krakowskiego oraz suma wpływów z ich sprzedaży są w tym zestawieniu zgodne z cytowanymi&#13;
&#13;
308&#13;
&#13;
�oszczędzania i osobistych wyrzeczeń, by pokryć pełne koszty tomów z własnych ubogich zasobów. Te zaś nie są dokładnie znane, gdyż brak dokumentów, które jednoznacznie pozwoliłyby je określić, nie ma też spójnych&#13;
osobistych notatek rachunkowych Kolberga z tego okresu – poza zapiskami&#13;
kwot dotacji i kosztów druku, przy czym te ostatnie są po części sprzeczne.&#13;
Bieńkowski wprawdzie pisze: „Żył skromnie z renty otrzymywanej z Komisji Skarbu w Warszawie”1, jednak – jak wspomniano – nawet ta informacja&#13;
nie uzyskuje potwierdzenia w świetle zachowanych dokumentów. Nie znamy też szczegółów o materialnym bycie Kolberga w Modlnicy. Z pewnością zamieszkanie u Konopków odjęło mu większość wydatków związanych&#13;
z życiem codziennym, natomiast z własnej kieszeni opłacał papier do notatek, atrament, pocztę, przejazdy kolejowe, ewentualne książki, niezbędny&#13;
ubiór itp. Wiadomo z listów, że miał do dyspozycji złożony w Warszawie&#13;
pod pieczą Wilhelma niewielki kapitalik z uciułanych zarobków i z „papierów” po zmarłej matce, o którego zadysponowaniu mowa była w korespondencji braci na początku 1872 roku2. W miarę swoich potrzeb i możliwości&#13;
Wilhelma operowania tym funduszem uzyskiwał pewne sumy z tego depozytu3, przeznaczając je m.in. na wyrównanie pełnego pokrycia kosztów&#13;
Krakowskiego oraz na wyjazd w 1873 roku na wystawę w Wiedniu.&#13;
Izydor Kopernicki, powiernik i świadek późnej starości i śmierci Kolberga, odpowiadając na pytanie, skąd autor Ludu „zdobył się na środki tak&#13;
znaczne, ażeby nas zasypać tylu tomami dzieł swoich”, tak pisał już pod&#13;
koniec życia przyjaciela o jego finansowej strategii:&#13;
Przez bardzo drogie dla mnie, najserdeczniejsze stosunki przyjacielskie, które mię&#13;
łączą z O. Kolbergiem od lat kilkunastu, wtajemniczony w jego skarby naukowe,&#13;
wyżej, natomiast koszty druku tych tomów i papieru różnią się od tam przytoczonych i wynoszą&#13;
łącznie 2960,31 fl. (tam 3342. fl).&#13;
1&#13;
W. Bieńkowski Kolberg w Krakowie…, s. 111. Zob. też wyżej, s. 252, przyp. 1.&#13;
2&#13;
Zob. listy braci ze stycznia i lutego 1872 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 402,&#13;
409, 412–413.&#13;
3&#13;
Pod tekstem listu Wilhelma z 2 I 1874 r. Kolberg poczynił notatki dotyczące rozliczeń&#13;
z bratem, zgodnie z jego życzeniem, by rachunek „do porządku doprowadzić” (tamże, s. 467–&#13;
–468). W notatkach tych figurują kwoty przekazywane Oskarowi przez Wilhelma za pośrednictwem księgarni Friedleina w latach 1872 i 1873, wynoszące w sumie 330 rub. sr. Według&#13;
Bieńkowskiego Kolberg przywiózł do Krakowa „skromny kapitał wynoszący ok. 400 rubli,&#13;
który przeznaczył na dopłatę do kosztów wydania wcześniejszych tomów Ludu”. Brak jednak dokumentów, które potwierdzałyby tę informację i wysokość kwoty (zob. W. Bieńkowski&#13;
Oskar Kolberg a Akademia Umiejętności w Krakowie…, s. 15).&#13;
&#13;
309&#13;
&#13;
�a nawet w jego operacje finansowe, mam możność odpowiedzieć […]. Otóż cały&#13;
sekret jego zadziwiającej operacji wydawniczej zasadza się na tym, że w dodatku&#13;
do zapomogi rocznej, którą otrzymuje, a która mu nigdy nie wystarcza na pokrycie&#13;
każdorazowego nakładu, poświęca on na to cały przychód ze sprzedaży swoich&#13;
dzieł, dla siebie zaś samego skąpi we wszystkim, skąpi zaś dlatego, że musi1.&#13;
&#13;
Wniosek ten poprzedził Kopernicki zwięzłym rachunkiem kosztów własnych Kolberga, dokonanym w oparciu o uzyskane od niego dane. Wyjaśniał&#13;
on, że otrzymane od Akademii subwencje w wysokości 300–600 zł reń.&#13;
nie wystarczały na pokrycie nakładów, więc dopłacać musiał do każdego tomu&#13;
po 60–890 zł reń. z tego, co mu przybywało ze sprzedaży uprzednio wydanych&#13;
tomów. Tym sposobem do 8 tys. zł reń. otrzymanych od Akademii w ciągu lat&#13;
17 dopłacił on przeszło 4 tys. własnych2.&#13;
&#13;
Nawet jeśli dane Kopernickiego i samego Kolberga nie są ścisłe, cytowane informacje dają pogląd na skalę wydatków i potrzeb.&#13;
Mimo tej ciągłej finansowej presji warunki pracy i kontynuacji dzieła&#13;
okazały się pod Krakowem zdecydowanie sprzyjające. Opieka Akademii&#13;
była stała, możliwości badań i studiów wobec zaplecza naukowego Krakowa najlepsze z ówcześnie dostępnych, życzliwy dom Konopków stanowił&#13;
oparcie materialne, a przywiązanie jego mieszkańców łagodziło smutek&#13;
rozstania z rodziną w Warszawie i tęsknotę za rodzinnym miastem. Mimo&#13;
to pierwsze lata po przeniesieniu się Kolberga do Krakowa nie były łatwe&#13;
dla „przymusowego emigranta”, jak określał siebie on sam, a świadomość&#13;
utraty i swoistego wygnania towarzyszyła mu właściwie do końca życia.&#13;
Wobec poczucia oderwania od najbliższych i przyjaciół, szczególnie boleśnie doświadczonego wobec śmierci matki w 1872 roku i nieobecności&#13;
na jej pogrzebie, wielkie znaczenie w życiu Kolberga odegrała wówczas&#13;
korespondencja z bratem i bardzo mu oddaną Karoliną, żoną Antoniego. Po&#13;
śmierci Wilhelma w 1877 roku ta ostatnia pozostanie właściwie jedynym&#13;
pomostem łączącym Oskara z rodziną w Warszawie.&#13;
I. Kopernicki Oskar Kolberg, „Nowa Reforma” 1889, nr 109.&#13;
Tamże. Podane przez Kopernickiego kwoty dotyczące tomów Ludu pokrywają się ze spisanymi przez Kolberga w brulionie Wykazu tek rękopiśmiennych… (DWOK T. 66, s. 748–749),&#13;
gdzie także te same sumy łączne dotacji i dopłat własnych Kolberga do tomów wydanych&#13;
w ciągu 17 lat przy pomocy Akademii (1871–1887). O finansowaniu z innych źródeł edycji&#13;
Obrazów etnograficznych, tj. cz. I–II Pokucia i cz. I–V Mazowsza (DWOK T. 29 i 30 oraz&#13;
T. 24-28), będzie mowa dalej.&#13;
1&#13;
&#13;
2&#13;
&#13;
310&#13;
&#13;
�Wilhelm jako najstarszy z braci troszczył się o Kolberga i jego sprawy,&#13;
jak w ogóle o sprawy rodzinne, z zaangażowaniem i poczuciem odpowiedzialności, ale nie bez pewnego ojcowskiego mentorstwa, które, jak się wydaje, Oskar rozumiał i przyjmował. Bracia wcześnie stracili ojca i Wilhelm&#13;
w jakimś stopniu go zastępował. Od dawna niepokoił się o przyszłość brata, także zaraz po wyjeździe do Krakowa, świadomy jego trudności z wydawaniem i zbytem książek, doradzał mu i przestrzegał:&#13;
Życząc Ci pomyślnego skutku w krzątaniu się około wydawnictwa pism Twoich,&#13;
nie mogę przecież pominąć przestrogi, ażebyś też już raz przecież zwrócił uwagę&#13;
szczególną na jakąśkolwiek materialną dla siebie korzyść, bo brniesz tylko coraz&#13;
bardziej w zamęt interesów, trzymając się dotychczasowej drogi i koniecznie Ci&#13;
potrzeba wyjść z tego kółka na nowe jakieś szlaki, pracując więcej dla pism periodycznych. Jakąkolwiek stąd osiągnąłbyś korzyść, to przynajmniej miałbyś ją&#13;
pewną i natychmiastową, kiedy wszystkie korzyści na książkach są tylko ułudne&#13;
i dla zasobnych przedsiębiorców stosowne1.&#13;
&#13;
Nie doceniał jednak determinacji Oskara, który nie zamierzał w imię stabilizacji zrezygnować z realizacji swojego wielkiego planu badawczo-edytorskiego. W listach Wilhelma docierały do Kolberga wiadomości o ostatnich chwilach i pogrzebie matki, o życiu rodziny, o bratankach i krewnych,&#13;
o Karolinie, Antonim, ich małżeństwie i kłopotach materialnych, o kontaktach i spotkaniach ze wspólnymi znajomymi i przyjaciółmi, o ich zainteresowaniu Oskarem w Krakowie. Rysuje się w nich trudne, pełne kłopotów&#13;
i trosk życie ojca obarczonego licznym potomstwem i wdowca od 1865&#13;
roku, uwikłanego w niełatwe sprawy rodzinne, obciążonego zawodowymi&#13;
obowiązkami, a przy tym lojalnego i oddanego brata. Wilhelm opiekował&#13;
się też kapitalikiem Kolberga, starannie przedstawiał bratu jego stan i rozliczenia, zarządzając przekazami kierowanymi do Krakowa. Nie omieszkał&#13;
także występować z propozycjami zarobkowymi dla Oskara, przedstawiając&#13;
mu zaproszenie do współpracy z wydawaną w Warszawie Encyklopedią&#13;
rolnictwa, której sam był współautorem2. Oferta ta jednak nie została przyList Wilhelma Kolberga z 16 VIII 1871 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 383–384.&#13;
List Wilhelma z 1 IV 1872 r., tamże, s. 417. Encyklopedia rolnictwa i wiadomości związek&#13;
z nim mających wychodziła w Warszawie w latach 1873–1877 (5 tomów), jej współredaktorem&#13;
był fizyk, encyklopedysta, m.in. współautor Encyklopedii powszechnej Orgelbranda, Stanisław&#13;
Przystański (1820–1887), którego zaproszenie dla Oskara przekazywał Wilhelm.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
311&#13;
&#13;
�jęta. Nie brak w listach także akcentów innych, ukazujących pasję zawodową Wilhelma, jak np. jego żywe zainteresowanie projektem wodociągów&#13;
i kanalizacji w Krakowie, problemem bliskim mu jako członkowi komitetu&#13;
budowy wodociągów warszawskich, czy prośba do Oskara o wyszukanie&#13;
mu w krakowskich bibliotekach planów dawnej Warszawy1. Pojawiają się&#13;
też wyrazy żalu, pewnej goryczy, ale i troski o wzajemną relację: „Wprawdzie nawykliśmy już do tego, że się mało z rodziną komunikujesz, zwłaszcza&#13;
teraz, gdy nie żyje matka, ale boję się, ażebyśmy przez ten brak stosunków&#13;
nie stali się jakby zupełnie sobie obcymi” – pisał Wilhelm w 1873 roku2.&#13;
W następnych latach załatwiał w imieniu Oskara sprawę długu i zalegających tomów w drukarni Jaworskiego oraz zbytu pozostałego nakładu,&#13;
zabiegał w jego interesie o pozytywne rozliczenia z sukcesorami Jaworskiego, interweniował w rozwiązaniu problemu z cenzurą warszawską, która&#13;
zakwestionowała niektóre fragmenty w Krakowskiem3. Był rzecznikiem&#13;
interesów brata i skutecznym łącznikiem z Warszawą. Stąpając mocno po&#13;
ziemi, konkretnie wspierał go w kłopotach, nie odmawiał pomocy w żadnej z jego spraw. Z listów wynika, że Wilhelm parokrotnie przyjeżdżał do&#13;
Krakowa i widział się z Oskarem, brak jednak bliższych informacji o tych&#13;
spotkaniach.&#13;
Kolberg odpowiadał bratu serdecznie i z atencją, także w poczuciu głębokiej więzi. Interesował się sprawami rodziny i dzieci Wilhelma, odnosił&#13;
się do ich aktualnej sytuacji i problemów. Z całkowitym zaufaniem powierzał mu swoje sprawy, których w Warszawie nie mógł załatwić osobiście,&#13;
i prosił o pośrednictwo i pomoc. Zwracał się nie tylko bezpośrednio we&#13;
własnym interesie, ale także odwoływał się do wspólnych przeżyć i pasji młodości, oczekując np. od brata potrzebnych wiadomości i notatek&#13;
na temat warszawskiej młodości Chopina. Zdawał sobie sprawę, że często&#13;
nadmiernie obciąża Wilhelma, nie mając jednak wyjścia, pisał m.in.: „Bardzo mi przykro, że Ci odbiór tych książek po Jaworskim, ich umieszczenie&#13;
Zob. listy Wilhelma z 28 III 1872 r. i z 4 VIII 1874 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),&#13;
s. 415–416 i 459. O pracach i zainteresowaniach Wilhelma zob. też K. Markiewicz Wilhelm&#13;
Kolberg (1807–1877), kartograf, metrolog, inżynier budownictwa dróg i mostów, Przysucha&#13;
2006 oraz H. Wróblewska-Straus, K. Markiewicz Fryderyk Chopin i bracia Kolbergowie…,&#13;
s. 117–121.&#13;
2&#13;
List Wilhelma z 14 I 1873 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 436.&#13;
3&#13;
Zob. tamże, listy braci z okresu od 18 XII 1874 r. do 17 IV 1876 r., dotyczące m.in. sprawy&#13;
z Jaworskim, oraz listy od 18 XI 1875 r. do 18 X 1876 r., w których mowa o kłopocie z cenzurą.&#13;
1&#13;
&#13;
312&#13;
&#13;
�i przesyłka tyle sprawia ambarasu. Ale któż to dla mnie zrobi, jeżeli się Ty&#13;
do tego dzieła nie weźmiesz”?1 Wreszcie zwierzył się bratu w 1874 roku:&#13;
Mój Drogi, pisałem już do Karoliny o powodach, jakie mnie trzymają i zapewnie&#13;
niemały jeszcze czas trzymać będą w Galicji. Stosunek jednak do Konopków, jakkolwiek szczery i przyjacielski, nie jest przecież familijnym, więc na jego trwałości do końca mego życia polegać bezwzględnie nie jest politycznie i dlatego ja,&#13;
nie myśląc bynajmniej na teraz o ich opuszczeniu, mam się zawsze na baczności&#13;
i zawiązuję wiele innych stosunków, i tak się urządzę, żebym miał furtkę otwartą&#13;
[…], bym na niczyjej łasce bezwarunkowo znajdować [się] nie potrzebował2.&#13;
&#13;
Niestety wspomniany list do Karoliny nie zachował się; być może powiedziałby o powodach opuszczenia Warszawy i zamieszkania w Krakowie więcej, niż możemy wnioskować z zachowanych świadectw. A może&#13;
i o nadziei na powrót do Warszawy? W liście Kolberga uderza gorzka świadomość ciężaru bycia rezydentem, nawet w tak przyjacielskim domu jak&#13;
u Konopków. Po latach miało się okazać, że nie pozostał on rzeczywiście&#13;
jego domem do końca życia.&#13;
Kiedy Wilhelm zmarł 4 czerwca 1877 roku, zdesperowany Kolberg wyruszył wbrew formalnym przeciwnościom w drogę do Warszawy. Został&#13;
jednak zatrzymany przez policję na stacji granicznej obu zaborów w Granicy, ponieważ nie posiadał paszportu. Na pogrzeb brata nie mógł więc&#13;
pojechać. Była to jedna z najbardziej bolesnych i dramatycznych sytuacji&#13;
w życiu dobrowolnego wygnańca. Opisując to wydarzenie w liście do drugiego brata, Antoniego, wyznawał wtedy:&#13;
Możesz sobie wyobrazić, jak dalece byłem przerażony śmiercią Wilhelma, nie&#13;
wiedząc ani słówka o poprzedzającej jego śmierć chorobie. Dotąd jeszcze zaledwo ochłonąć mogę z przerażenia. Był on bowiem dla nas więcej niż bratem, bo&#13;
jak wiesz, częstokroć i ojca zastępował3.&#13;
&#13;
Łączność z rodziną w Warszawie podtrzymywała odtąd przede&#13;
wszystkim korespondencja Karoliny, primo voto Kolberg, secundo voto&#13;
Brulion listu do Wilhelma z grudnia 1875 r., tamże, s. 552.&#13;
Brulion listu do Wilhelma z 12 VI 1874 r., tamże, s. 490–491. W rkp. po słowach: „furtkę&#13;
otwartą” wyraz nieczytelny.&#13;
3&#13;
Brulion listu do Antoniego Kolberga z 8 VI 1877 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),&#13;
s. 29–30. Granica, stacja kolejowa na terenie osiedla Maczki, dziś stacja Sosnowiec-Maczki.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
313&#13;
&#13;
�Wąsowskiej. Zainicjowana przez nią pod koniec 1870 roku, jeszcze w okresie panieńskim, trwała nieprzerwanie do końca jego życia; ostatni list bratowa wysłała do niego na dwa tygodnie przed śmiercią, zaalarmowana&#13;
prasowymi doniesieniami o nagłym pogorszeniu się zdrowia stryja1. Po&#13;
śmierci Wilhelma ich wzajemna wymiana listów jeszcze się zintensyfikowała; w sumie zachowało się 61 listów bratowej do Kolberga i 36 jego&#13;
brulionów do Karoliny pisanych w ciągu 20 lat. Karolina pisze z łatwością,&#13;
chętnie przelewa na papier swoje emocje i nastroje, swobodnie i szczerze dzieli się swoimi uczuciami i przywiązaniem do Oskara, nie pomija&#13;
szczegółów z życia rodzinnego, których na ogół unikał Wilhelm, sugerując,&#13;
że „drobiazgi familijne” przekaże Karolina. Z listów tych przebija ciepło&#13;
i troska o stryja, ale też łatwość w wylewaniu żalów i udręk codzienności,&#13;
których autorce nie brakowało. Pisze o kłopotach materialnych i zdrowotnych swoich, Antoniego i ich dzieci, a także dzieci Antoniego z pierwszego małżeństwa z Eleonorą Marconi, o ustawicznych zabiegach o finanse&#13;
i uciążliwym zarobkowaniu lekcjami, o trudnościach bytowania z niezbyt&#13;
zapobiegliwym Antonim, o dodatkowych obowiązkach opieki nad dwójką&#13;
swoich osieroconych siostrzeńców, Władysławem i Karoliną Illukiewiczami. Przekazuje mu relacje o ostatnich chwilach matki Oskara i Antoniego,&#13;
a swojej ukochanej babki, o śmierci swojej siostry, Julii Illukiewiczowej,&#13;
potem o odejściu swojej kilkunastomiesięcznej córki Julci oraz o śmierci&#13;
Wilhelma i związanym z nią zamieszaniem w rodzinie2. Przesyła wiadomości w sprawie sprzedaży fortepianu i przechowywania mebli Oskara&#13;
pozostawionych w Warszawie, interesuje się jego zdrowiem i sytuacją. Pisząc w konwencji rozmowy, „pogawędki listownej” ze stryjem, ciągnącej&#13;
się czasami w odstępach kilku miesięcy, nawiązuje do znanych mu spraw,&#13;
miejsc i ludzi, przybliża mu klimat rodzinnego miasta, koleje losu znajomych i przyjaciół, odejścia i narodziny, śluby i jubileusze. Choć dominującym rysem jej korespondencji są zmartwienia, uginanie się pod ciężarem&#13;
kłopotów finansowych i odpowiedzialności za rodzinę, to jednak dzięki&#13;
1&#13;
Pierwszy list Karoliny Gallasch pochodzi z 1 XI 1870 r., ostatni, pisany przez Karolinę&#13;
Wąsowską, z 21 V 1890 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 367–368 oraz cz. III (DWOK&#13;
T. 66), s. 676.&#13;
2&#13;
Listy Karoliny z 21 I i z 17 X–22 XII 1872 r. oraz z 14 V 1876 r., tamże, cz. I (DWOK T. 64),&#13;
s. 403–404, 427–428 i 615 oraz z 14 VI 1877 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 32–33.&#13;
Siostra Karoliny, Julia Illukiewiczowa, zmarła 8 X 1872 r., córka Karoliny i Antoniego Kolberga,&#13;
Julia (ur. 17 XII 1874 r.) zmarła 3 IV 1876 r.&#13;
&#13;
314&#13;
&#13;
�bezpośredniości i swobodzie pióra, inteligencji i ciekawości świata Karolina&#13;
potrafi barwnie odmalować zwykłe dni w ówczesnej Warszawie. Niekiedy&#13;
odrywa się od wątków rodzinnych i osobistych, przekazując informacje&#13;
o niecodziennych uroczystościach i wydarzeniach w stolicy, takich jak np.&#13;
śmierć uwielbianego „muzyka i przyjaciela” Oskara, Moniuszki 4 czerwca&#13;
1872 roku, rocznicowe obchody 400-lecia urodzin Kopernika 19 lutego 1873&#13;
roku, bytność w teatrze latem tego samego roku na przedstawieniu komedii Blizińskiego, Marcowy kawaler, w której, jak wspomniano, w postaci&#13;
Heliodora sportretował autor zaprzyjaźnionego z nim Oskara Kolberga1.&#13;
Listy te były dla Kolberga z pewnością uczuciowym wparciem w jego&#13;
życiu z dala od rodziny i oderwaniem od natłoku własnych bieżących obowiązków, ale przynosiły też smutne wiadomości i wciągały w zmartwienia&#13;
i kłopoty bliskich mu osób. Sam wielokrotnie pocieszał i wspierał upadającą na duchu Karolinę, udzielał jej dyskretnie i po ojcowsku życiowych&#13;
rad, a niejednokrotnie sięgał też do swojej płytkiej sakiewki, żeby wspomóc&#13;
bratową finansowo, choćby skromnym darem, przeznaczonym np. na leczenie jej chorej córki Antoniny2. Zdarzało się i tak, że musiał dość stanowczo&#13;
powściągać jej desperację i zbyt natarczywe dopominanie się pomocy, na&#13;
którą nie miał przecież odpowiednich środków, choć nie odmawiał jej nigdy w zakresie dla siebie możliwym.&#13;
Latem w roku 1877 doszło do spotkania Oskara z Karoliną i z jej córkami, Antoniną i Walentyną, w Modlnicy. Na zaproszenie Antoniny i Juliana&#13;
Konopków rodzina zjechała tam na wakacyjny pobyt, który ułatwił i zorganizował stryj, m.in. zadbawszy o odpowiednie formalności, umożliwiające zmniejszenie kosztów paszportowych3. Z pewnością osobiste spotkanie&#13;
miało duże znaczenie dla obu stron; bezpośredni kontakt eliminował barierę, którą mimo wylewności Karoliny stanowił fakt, że jak to sama ujęła&#13;
wcześniej, „nie wszystko bowiem można powierzyć papierowi”4. Korespondencja Oskara z bratową będzie towarzyszyła losom obojga przez następne&#13;
kilkanaście lat.&#13;
&#13;
1&#13;
Zob. listy Karoliny z 1 VI 1872 r., z 19 II i z 30 VII 1873 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T.&#13;
64), s. 419–420, 444 i 463. Marcowy kawaler wystawiany był w Warszawie od 15 maja 1873 r.&#13;
2&#13;
Zob. listy Karoliny ze stycznia oraz z 8 II 1874 r., tamże, s. 469 i 477.&#13;
3&#13;
List Karoliny z 14 VI i brulion listu Kolberga do Karoliny z 26 VI 1877 r., Korespondencja…&#13;
cz. II (DWOK T. 65), s. 33 i 47.&#13;
4&#13;
List Karoliny z 29 X 1871 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 391.&#13;
&#13;
315&#13;
&#13;
�Listowne kontakty z innymi osobami z rodziny, bratem Antonim, który&#13;
czasem dopisywał się jedynie do listów Karoliny, z jego córką z pierwszego&#13;
małżeństwa, Marią Elżbietą, później Królikiewiczową, z synami Wilhelma,&#13;
Bronisławem i Stanisławem, jego córką Marią Eleonorą, później Jasińską,&#13;
były sporadyczne i okazjonalne. Najczęściej pisywała do Oskara i najbliżej&#13;
się nim interesowała najstarsza z żyjących córek Wilhelma, Jadwiga Karolina, od r. 1871 żona Emila Wernera. To ona po śmierci ojca przechowała&#13;
tradycję pielęgnowania w rodzinie więzi starszego i młodszego pokolenia,&#13;
podtrzymywaną potem przez córki Karoliny i Antoniego, Antoninę (Tonię) i Walentynę (Walcię). Jadwiga i Emil Wernerowie pośredniczyli też&#13;
po śmierci Wilhelma w dysponowaniu złożonym na jego ręce kapitalikiem&#13;
Kolberga. W czerwcu 1877 roku Oskar pisał w tej sprawie do bratanicy:&#13;
[…] wyjeżdżając z Warszawy w r. 1871, pozostawiłem w jego [tj. Wilhelma] ręku&#13;
jako depozyt w listach zastawnych sumę rub. sr. 1200 uzbieraną z oszczędności&#13;
całego mego życia, którą mi miał wypłacać cząstkowo nadesłanymi kwotami&#13;
co rok lub w miarę potrzeby. Pozostawiłem zaś na jego własną prośbę, gdyż&#13;
sam wówczas potrzebował pieniędzy. Jakoż z sumy tej odbierałem kwoty, które&#13;
niniejszy rachunek wykazuje i w ogóle w wielu jego listach posiadam skreślony&#13;
dokładny stan całego interesu. Sadzę, że i w papierach po Twym Ojcu pozostałych musi o tym być jakaś wzmianka. Proszę Cię, moja Jadwiniu, przekonać&#13;
się o stanie rzeczy. Nie chodzi o to, aby rzecz tę w tej chwili uregulować, ale&#13;
przyznasz, że sam porządek tego wymaga, aby suma ta w wiadomej wysokości jako wierzytelność moja na masie była zapisaną. Czy z niej będę korzystał&#13;
i w jakiej części, tego dziś przewidzieć nie mogę. Pragnąłbym jej wcale nie tykać,&#13;
zostawiając dla moich naturalnych sukcesorów, gdyby własny często mój niedostatek na to pozwalał. Wiadomo Ci, że mieszkam u rodziny, która mi gościnnie&#13;
wszelkich użycza wygód i starań, jakoby we własnym domu. Niedelikatnie by&#13;
zatem było żądać od niej i jeszcze pieniędzy, których i tak nie ma zanadto. To,&#13;
co mi daje Akademia (a i tego niewiele), służy na wydawnictwo dzieł i podróże,&#13;
tak że na sprawunki i drobne a konieczne wydatki bardzo mała tylko sumka&#13;
się okroi. Pojmujesz więc, że w razie nagłej potrzeby, co się parę razy zdarzyło,&#13;
uciekam się zawsze do mego kapitaliku i Wilhelm mi chętnie, wiele żądałem&#13;
(kiedy mógł), przysyłał1.&#13;
&#13;
Kolberg dołączył do tego listu rachunek z rozliczeniem kolejnych&#13;
sum przysyłanych mu do Krakowa lub wydatkowanych na jego życzenie&#13;
1&#13;
&#13;
Brulion listu do J. Wernerowej z 23 VI 1877 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 35.&#13;
&#13;
316&#13;
&#13;
�w Warszawie w latach 1871–1875 i z określeniem pozostałej kwoty kapitału&#13;
w wysokości 875 rub. sr.1 Wernerowie zaś w następnych latach wywiązywali się z pośredniczenia w tej sprawie na rzecz Kolberga.&#13;
W listach rodzinnych powraca co jakiś czas naturalna nuta żalu, tęsknoty za Warszawą i bliskimi, a nawet pewien ton goryczy i zawodu. Wspominając w liście do Jadwigi Wernerowej letni pobyt Karoliny w Modlnicy&#13;
i późniejsze spotkanie we Lwowie z przyjacielem z czasów warszawskich,&#13;
Karolem Minterem, jego żoną i córką Zofią, Kolberg pisał:&#13;
Wyszedłszy już tak dawno ze stosunków z Warszawą, widzenie się osobiste w tym&#13;
roku z Karoliną i Zosią uważam za prawdziwe szczęście, bo ich ukazanie się przypomniało mi dni mej młodości, nim się tam później różnych doznało przeciwności&#13;
i zawodów, i rozczarowań, które mnie później do emigracji skłoniły.&#13;
&#13;
Nawiązując zaś do spotkania z Minterem, zwierzał mu się: „Warszawa,&#13;
dawna znajoma, wabi mnie jak prawdziwa syrena. Czy jednak będę miał&#13;
łatwość i środki pojechania do niej, tego mimo najszczerszych chęci przewidzieć dziś jeszcze nie mogę”2.&#13;
Wiadomo, że opuszczenie Warszawy podyktowane było przede wszystkim niemożnością publikowania w niej Ludu; o sytuacji Kolberga i warunkach pracy naukowej i kulturalnej w Królestwie była wcześniej mowa.&#13;
Nieznane są inne osobiste „zawody i rozczarowania”, które mogły skłonić&#13;
Kolberga do porzucenia Warszawy. Nie ma o nich mowy w zachowanych&#13;
listach, nie pojawiają się też w nich żadne aluzje czy niedomówienia, które&#13;
wskazywałyby na osobiste powody emigracji3.&#13;
Powściągane przez charakterystyczną dla Kolberga dyscyplinę emocjonalną uczucia nostalgii i żalu będą powracać także w następnych latach,&#13;
zwłaszcza w korespondencji z rodziną i przyjaciółmi. Wydaje się, że czas&#13;
Zob. tamże, s. 36–37.&#13;
Bruliony listów do J. Wernerowej z 19 XI 1877 r. oraz do K. Mintera z 20 XI 1877 r., tamże,&#13;
s. 77 i 80.&#13;
3&#13;
Jednak W. Bieńkowski, pisząc o przyczynach przenosin do Krakowa, wymienia m.in. „niezbyt fortunnie kierowane afekty” (Kolberg w Krakowie…, s. 107), a w korespondencji Kolberga&#13;
odnajduje nie tylko „głęboką niechęć do politycznej atmosfery Warszawy w dobie popowstaniowych represji i ograniczeń (choćby tylko wymogami cenzury) stawianych przez rządy rosyjskie polskiemu życiu kulturalnemu”, ale także „ślady goryczy niezrealizowanych osobistych&#13;
planów życiowych (konkretniej: zawiedzionych uczuć)” – W. Bieńkowski, A. Gruca Krakowskie koneksje…, s. 63–64. Analiza zachowanych listów i innych znanych obecnie przekazów&#13;
źródłowych nie podsuwa jednak najmniejszej nawet sugestii na temat osobistego zawodu Kolberga. Nie wiadomo więc, na czym Bieńkowski oparł tę informację.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
317&#13;
&#13;
�i warunki, sprzyjające – mimo trudów i przeciwności – sukcesom wydawniczym, nie łagodziły poczucia osamotnienia i oddalenia od bliskich i środowiska, w którym wyrastał i żył ponad 50 lat.&#13;
XVI&#13;
[Podróże w latach 1871–1872 do Galicji Wschodniej, w Poznańskie, do Cieszyna. – Wyjazd na Wystawę Powszechną w Wiedniu w 1873 r. – Końcowe&#13;
prace nad Krakowskiem i równoległe nad W. Ks. Poznańskiem. – Dotacja&#13;
Komisji Antropologicznej na badania w Wielkopolsce, Prusach Zachodnich&#13;
i Wschodnich w 1875 r., przebieg i trasa tej podróży, kontakty, pozyskane&#13;
w niej materiały i dorobek w świetle sprawozdania dla Akademii i korespondencji.]&#13;
&#13;
Po przeniesieniu się Kolberga pod Kraków przekroczenie granicy z Królestwem Polskim bez uregulowanych formalności paszportowych okazało&#13;
się, jak wiadomo, niemożliwe. Badacz podejmował jednak coroczne podróże w inne strony, podobnie jak poprzednio znajdując oparcie u zaprzyjaźnionych lub polecanych rodzin. Nie zawsze znamy szczegóły tych wypraw,&#13;
ich przebieg i wszystkie miejsca pobytu1. Zachowana dokumentacja na temat podróży i badań terenowych Kolberga po jego przeniesieniu się pod&#13;
Kraków nadal nie jest pełna, choć o wiele dokładniejsza niż dotycząca lat&#13;
warszawskich.&#13;
Według itinerarium w roku 1871, kiedy to przeniósł się do Krakowa, odwiedził Kolberg jeszcze Lwów i dwie miejscowości w Galicji Wschodniej,&#13;
Bołszowce i Barysz2. We Lwowie, wówczas już dogodnie połączonym linią&#13;
kolejową z Krakowem, często bywał wcześniej; korzystał wówczas ze zbiorów Biblioteki Ossolińskich, gdzie prowadził niezbędne kwerendy i studia,&#13;
Jak wiadomo, część listów i innych przekazów źródłowych nie zachowała się. Ponadto&#13;
można przypuszczać, że niektórych podróży, miejsc pobytu czy kontaktów Kolberg nie ujawniał,&#13;
m.in. ze względu na konotacje polityczne goszczących badacza rodzin, często uczestniczących&#13;
w działalności konspiracyjno-niepodległościowej lub goszczących u siebie emigrantów&#13;
i uciekinierów, dawnych powstańców i spiskowców. Stąd być może – dla uniknięcia inwigilacji&#13;
czy restrykcji ze strony władz zaborczych – zdarzały się niekiedy w listach bądź zapiskach&#13;
przemilczenia lub jedynie skąpe wzmianki o niektórych odwiedzanych miejscowościach&#13;
i osobach.&#13;
2&#13;
Wykaz podróży Oskara Kolberga, w: Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 706.&#13;
1&#13;
&#13;
318&#13;
&#13;
�a także kontaktował się z mieszkającymi i działającymi tam uczonymi, Augustem Bielowskim i Wojciechem Kętrzyńskim. Prawdopodobnie odwiedził&#13;
Kolberg Lwów już po zainstalowaniu się w sierpniu w Mogilanach, gdyż&#13;
w takiej kolejności wymienia swoje podróże z 1871 roku w itinerarium. Nie&#13;
wiemy jednak, czy, gdzie i jak długo zatrzymał się w mieście. Nie znamy&#13;
też dat, czasu i okoliczności pobytu w tym roku w Bołszowcach położonych&#13;
na południowy wschód od Lwowa, w dawnym powiecie rohatyńskim1.&#13;
W itinerarium miejscowość ta pojawia się tylko raz, pod datą 1871. Brak&#13;
też bliższych wiadomości o pobycie Kolberga w tym roku w Baryszu, miasteczku w powiecie buczackim, którego właścicielem był Tytus Szawłowski&#13;
(ur. 1819) i w którym gospodarowali jego syn Stanisław (ur. 1844) z żoną&#13;
Różą. Szawłowscy byli spokrewnieni z Bochdanami, których tu już wspomniano; żona Tytusa, Eleonora (ur. 1823), była siostrą Hipolita Bochdana&#13;
(1826–1911) z Zadwórza, gdzie Kolberg gościł kilkakrotnie już od początku&#13;
lat sześćdziesiątych. W Baryszu był już Kolberg w 1867 roku, potem odwiedził dom Szawłowskich w latach 1876 i 1877. W korespondencji Kolberga z gościnnymi mieszkańcami Zadwórza i Barysza widoczne są zażyłe&#13;
i serdeczne relacje, co z pewnością przyczyniło się do owocnych badań&#13;
i bogatych zbiorów pozyskanych w obu miejscowościach.&#13;
Późną jesienią 1871 roku Kolberg odbył jeszcze podróż w Poznańskie,&#13;
której wprawdzie sam nie wspomina w itinerarium, ale wskazuje na nią&#13;
korespondencja z rodziną, notatka prasowa w „Dzienniku Poznańskim” informująca o jego przybyciu do Poznania 14 października2, a przede wszystkim list z 4 lutego 1872 roku pisany już z Krakowa do Ludwika Merzbacha,&#13;
wydawcy poznańskiego, z którym uzgodnił druk pierwszej części Poznańskiego. Powołuje się tam Kolberg bezpośrednio na spotkanie z nim w Poznaniu w 1871 roku: „Za ostatnim naszym widzeniem się w październiku&#13;
1&#13;
Właścicielem tego miasteczka był wówczas Kornel Krzeczunowicz (1815–1881), polityk,&#13;
ziemianin, działacz społeczny, z wykształcenia prawnik i ekonomista, poseł na Sejm Krajowy&#13;
galicyjski i deputowany do wiedeńskiej Rady Państwa. Krzeczunowicz był postacią bardzo&#13;
szanowaną we Lwowie jako autor wielu publikacji prawniczych, specjalista od spraw&#13;
podatkowych, publicznie broniący polskich interesów. Być może Kolberg zetknął się z nim we&#13;
Lwowie lub Krakowie i na jego zaproszenie odwiedził Bołszowce.&#13;
2&#13;
Anons ten ukazał się w „Dzienniku Poznańskim” 1871, nr 236 (z 15 X) w rubryce „Przybyli&#13;
do Poznania”. Zob. też wzmianki w listach K. Mintera, Wilhelma i Karoliny z końca października&#13;
i początku listopada 1871 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 387, 388 i 390, a także&#13;
w pierwszym liście M. Szulca z 16 XI 1871 r. (tamże, s. 394), który wskazuje na wcześniej&#13;
zainicjowany kontakt z Kolbergiem w Poznaniu.&#13;
&#13;
319&#13;
&#13;
�obiecałem Panu przesłać w krótkim czasie pierwsze arkusze dzieła mego&#13;
o Wielkopolsce […]”1. Rękopis Poznańskiego wysyłany był sukcesywnie,&#13;
a Merzbach przekazywał go, zgodnie z życzeniem Kolberga, Emilowi Kierskiemu, poznańskiemu historykowi, którego autor Ludu poznał wcześniej.&#13;
Kierski przeglądał i recenzował tekst przed drukiem, opracowując uwagi,&#13;
sprostowania i uzupełnienia do całej książki w okresie od grudnia 1872&#13;
roku do początku lutego 1873. Jego rzetelne i wnikliwe notatki wraz z rękopisem części I monografii powróciły do Kolberga w lutym 1873 roku,&#13;
gdy zrezygnował z wydania książki u Merzbacha. Na uwagi Kierskiego&#13;
odpowiedział listownie, a wykorzystał je w tomie wydanym ostatecznie&#13;
w Krakowie w 1875 roku2.&#13;
Jak wynika z cytowanego wyżej listu do Merzbacha, Kolberg z Poznania&#13;
nie wrócił bezpośrednio do Krakowa:&#13;
Po wyjeździe moim z Poznania bawiłem parę tygodni na wsi, po czym wracając&#13;
na Oderberg [tj. Bogumin] do Krakowa, wstąpiłem do Cieszyna, gdzie mieszka&#13;
i pracuje u fotografisty p. Hoff, który jak Panu wiadomo, miał dzieło moje ilustrować i posiadał potrzebne do tego rysunki3.&#13;
&#13;
Wynikałoby z tej relacji, że w Wielkopolsce przebywał Kolberg od października 1871 do stycznia 1872 roku, a powrót przez Cieszyn nastąpił dopiero na początku lutego, kiedy to pewnie świeżo po powrocie pisał jeszcze&#13;
z Krakowa 4 lutego do Wilhelma i do Merzbacha. Datę 1872 jako rok podróży do Wielkopolski wymienia zarówno w itinerarium i w swoich notatkach&#13;
biograficznych, jak i w jednym z tomów W. Ks. Poznańskiego4. Podróż ta&#13;
obok Poznania objęła według itinerarium Dębicz, Miłosław, Morownicę&#13;
i Targoszyce.&#13;
1 Brulion listu do L. Merzbacha z [4 II 1872 r.], tamże, s. 410. Zob. też wyjaśnienie datowania&#13;
tego brulionu w metryce listu, tamże, s. 412.&#13;
2&#13;
Zob. listy L. Merzbacha w tej sprawie z 13 XII 1872 r. oraz z 13 I, 3 II i 14 V 1873 r.,&#13;
Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 426, 434, 440 i 452, a także listy E. Kierskiego z 3 II&#13;
i z 16 V 1873 r., tamże, s. 439–440 i 454. Uwagi E. Kierskiego o cz. I „W. Ks. Poznańskiego”&#13;
O. Kolberga oraz Odpowiedź O. Kolberga na uwagi Kierskiego o cz. I „W. Ks. Poznańskiego”…&#13;
opublikowane zostały w: Korespondencja… cz.III (DWOK T. 66), s. 712–723 (aneks 6A i 6B).&#13;
3&#13;
Brulion listu do L. Merzbacha z [4 II 1872 r.], Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 410–&#13;
411.&#13;
4&#13;
Zob. Wykaz podróży… (DWOK T. 66), s. 706, a także notatka w brulionie listu z 22 IX&#13;
1880 r. do redakcji „Světozora”, Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 407 oraz datowana&#13;
obserwacja w Kościańskiem, odnotowana w cz. V W. Ks. Poznańskiego (DWOK T. 13), s. IX.&#13;
&#13;
320&#13;
&#13;
�W Dębiczu, miejscowości w powiecie średzkim, majątku Włodzimierza&#13;
Wolniewicza, gościł Kolberg już wcześniej, w 1868 roku, kiedy to zabiegał&#13;
o pomoc finansową i mecenat dla swojego wydawnictwa również u znanych i przychylnych działalności narodowej i społecznej Wielkopolan.&#13;
Wspomniany już Włodziemierz Wolniewicz był jednym z nich. Odwiedzając w 1871 lub 1872 roku ponownie Dębicz, miał Kolberg w pamięci&#13;
„uprzejme i gościnne jego progi i wywiezione stamtąd zbiory, tyle – jak&#13;
pisał – dla mnie jak i dla postępu etnografii krajowej przydatne”1.&#13;
O odwiedzinach Miłosławia, posiadłości w powiecie wrzesińskim, należącej do Mielżyńskich od początku XIX wieku, wzmiankuje Kolberg tylko&#13;
raz w itinerarium pod rokiem 1872. Zdążył jeszcze prawdopodobnie być&#13;
gościem Seweryna Mielżyńskiego, który zmarł w Miłosławiu 17 grudnia&#13;
1872 roku. Wcześniej wspomniano już o tym zasłużonym Wielkopolaninie,&#13;
którego Kolberg poznał w 1868 roku w trakcie starań o mecenat dla swojego dzieła w Towarzystwie Przyjaciół Nauk w Poznaniu. Malarz, kolekcjoner&#13;
i mecenas sztuki, fundator gmachu Towarzystwa i jego honorowy prezes&#13;
w latach 1865–1872, zgromadził w pałacu w Miłosławiu galerię obrazów,&#13;
bibliotekę i zbiór zabytków archeologicznych i przekazał je Towarzystwu&#13;
testamentem, by nie uległy rozproszeniu. Ofiarował też Towarzystwu wykupioną przez siebie ogromną kolekcję sztuki Edwarda Rastawieckiego, która stała się potem podstawą publicznego Muzeum im. Mielżyńskich. Zbiory te są do dziś zasadniczym zasobem Muzeum Narodowego w Poznaniu.&#13;
W Miłosławiu Mielżyński zorganizował ważny ośrodek życia kulturalnego.&#13;
Po śmierci Seweryna, fundatora i mecenasa Towarzystwa, finanse instytucji znacznie się skurczyły. Dwa lata później Libelt pisał do Kolberga: „Po&#13;
śmierci śp. Seweryna Mielżyńskiego, naszego dobrodzieja i mecenasa, który&#13;
nam nie tylko dom kupił, ale i podatki, i inne koszta opłacał, położenie&#13;
nasze na gorsze się zmieniło”2. Z sukcesorem Seweryna i kuratorem Towarzystwa, jego bratankiem, Józefem Mielżyńskim (1824–1900), nie miał już&#13;
Kolberg osobistych kontaktów.&#13;
Do Morownicy w powiecie kościańskim należącej do Władysława&#13;
i Wandy Niegolewskich przyjeżdżał Kolberg już wcześniej, w latach 1868&#13;
Brulion listu do W. Wolniewicza z 24 II 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 278.&#13;
W latach późniejszych po sprzedaży Dębicza Wolniewicz gospodarował w Źrenicy, majątku&#13;
w powiecie średzkim. O ostatnich latach Wolniewicza (zm. w 1884 r.) pisała B. Moraczewska&#13;
w liście do Kolberga z 16 VII 1884 r., zob. Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 180, przyp. 1.&#13;
2&#13;
List K. Libelta z 15 X 1874 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 494.&#13;
1&#13;
&#13;
321&#13;
&#13;
�i 1869, a będzie ich gościem także później, w roku 1875. Były to pobyty&#13;
szczególnie owocne dla jego badań w Wielkopolsce, a zażyłość z gospodarzami i ich życzliwość dla Kolberga znalazła swój wyraz w korespondencji&#13;
z Wandą Niegolewską1. Niestety brak bliższych informacji o kolejnych pobytach w Morownicy, ich datach i okolicznościach, nie możemy też powiązać z nimi konkretnych pozyskanych tam przez Kolberga materiałów.&#13;
W Targoszycach w powiecie krotoszyńskim odwiedził Kolberg Józefa&#13;
Łukaszewicza, jak to zaznaczył w itinerarium. Łukaszewicz (1799–1873),&#13;
historyk, publicysta, bibliotekarz i wydawca, wcześniej pracował w bibliotece Raczyńskich w Poznaniu jako jej pierwszy bibliotekarz, potem jako&#13;
archiwista miejski i nauczyciel w gimnazjum Fryderyka Wilhelma. Był&#13;
autorem pierwszej monografii miasta Poznania 2, często przywoływanej&#13;
przez Kolberga w Poznańskiem. Przez wiele lat związany z Poznaniem,&#13;
w 1852 roku osiadł wraz z żoną Seweryną w Targoszycach, majątku przez&#13;
nią odziedziczonym. W sumie zetknął się Kolberg w tej podróży z wybitnymi przedstawicielami nauki, kultury i życia umysłowego Wielkopolski, co&#13;
przyniosło wymierne korzyści dla dokumentacji zebranej w jego tomach&#13;
poświęconych temu regionowi.&#13;
Wracając z Wielkopolski przez Bogumin, zatrzymał się w Cieszynie,&#13;
gdzie odwiedził Bogumiła Hoffa, od którego odebrał rysunki potrzebne mu&#13;
do monografii wielkopolskiej, wspominane w cytowanym wyżej liście do L.&#13;
Merzbacha. Odwiedził też pastora Leopolda Otto, którego znał doskonale&#13;
z czasów warszawskich i o którym była już mowa wcześniej. Leopoldowi&#13;
Otto po ponownym aresztowaniu i osadzeniu w Cytadeli groziło wywiezienie do Rosji za sprzeciw wobec władz rosyjskich i za walkę o nabożeństwa w języku polskim zamiast w niemieckim. Zwolniony w 1862 roku za&#13;
wstawiennictwem Wielopolskiego wrócił na dawne stanowisko, ale wobec&#13;
niechęci i nacisków władz carskich wyjechał w roku 1866 z Warszawy&#13;
do Cieszyna, gdzie przebywał dziesięć lat. Do Warszawy wrócił w roku 1875.&#13;
Listy wymieniane z Niegolewską w latach 1874–1889, choć nieliczne, wskazują na wyjątkowe zrozumienie i uznanie właścicieli Morownicy dla prac Kolberga. Wynika z nich także,&#13;
że Niegolewska pomagała w kolportażu tomów Ludu wśród swoich znajomych.&#13;
2&#13;
Mowa o pracy Obraz historyczno-statystyczny miasta Poznania w dawniejszych&#13;
czasach (T. 1–2, Poznań 1838, reedycja: 1998 r.), z której Kolberg korzystał w swojej monografii&#13;
Poznańskiego. Łukaszewicz należał też do założycieli i współpracowników „Przyjaciela Ludu”,&#13;
w latach 1839–1845 pełnił funkcję głównego redaktora czasopisma. Był współredaktorem&#13;
„Tygodnika Literackiego”, współzałożycielem w 1840 r. „Orędownika Naukowego”, w 1841 r.&#13;
założył własną drukarnię i księgarnię pn. „Nowa”.&#13;
1&#13;
&#13;
322&#13;
&#13;
�Był wydawcą „Zwiastuna Ewangelickiego”, wybitnym kaznodzieją, autorem pism religijnych, zyskał opinię ojca ewangelizmu polskiego. Pamięć&#13;
Kolberga o odważnym warszawskim pastorze świadczy o szacunku, jakim&#13;
darzył jego bezkompromisową, patriotyczną postawę. Przechował też zapewne wspomnienie swoich osobistych kontaktów i współpracy z pastorem w parafii ewangelicko-augsburskiej św. Trójcy w Warszawie; to z jego&#13;
inicjatywy Kolberg opracował wspólnie z Augustem Freyerem kancjonał&#13;
pt. Zbiór pieśni duchownych ewangelickich, wydany w Warszawie w 1866&#13;
roku i popularny przez wiele lat.&#13;
W roku 1873 Kolberg wyjechał do Wiednia na Wystawę Powszechną (światową), która trwała od 1 maja do 2 listopada i zgromadziła wiele&#13;
eksponatów z rozmaitych dziedzin: przemysłu, rolnictwa i hodowli, techniki i rzemiosła oraz sztuk pięknych. Plan zwiedzenia Wystawy powziął&#13;
wcześniej, o czym świadczy wzmianka Hemplówny w jej liście z kwietnia&#13;
1873 roku, nawiązująca do informacji Kolberga o „zamierzonej przejażdżce&#13;
do Wiednia”. Zamiar ten skonkretyzował się dopiero po 4 sierpnia, kiedy&#13;
to Wilhelm na prośbę Oskara przysłał mu z jego depozytu odpowiednią&#13;
„asygnację na 70 rubli”, co rozwiązało sprawę funduszu na tę podróż. Nie&#13;
znamy jednak dat wyjazdu i pobytu w Wiedniu ani powrotu do Krakowa.&#13;
Luka w korespondencji aż do 22 października, kiedy doręczony został Akademii list Kolberga wysłany z Krakowa, wskazuje, że w Wiedniu mógł on&#13;
przebywać w okresie między pierwszą dekadą sierpnia a trzecią października1. Jak wynika z listu do Wilhelma z 1 sierpnia, z tym pobytem Oskar&#13;
wiązał pewne nadzieje, zarysowała się bowiem możliwość zaprezentowania&#13;
tam za pośrednictwem muzyków polskich jego kompozycji fortepianowych,&#13;
co mogłoby przyczynić się do wydania ich w Wiedniu2. Liczył także na&#13;
nawiązanie kontaktów z miejscowymi etnografami. W korespondencji brak&#13;
jednak opisów pobytu w Wiedniu, wrażeń z wystawy i z całej podróży,&#13;
informacji o jej przebiegu, trasie i kontaktach. Nie wiadomo, czy doszło&#13;
Zob. listy M. Hemplówny z 30 IV 1873 r. i Wilhelma Kolberga z 4 VIII 1873 r.,&#13;
Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 451 i 459, a także Oskara do Wilhelma z 1 VIII 1873 r.&#13;
i pisany już z Krakowa [22] X 1873 r. do Akademii, tamże, s. 457–458 i 464.&#13;
2&#13;
Z tymi nadziejami może się wiązać lakoniczna wzmianka o odwiedzinach „pianisty&#13;
Kolberga” w salonie Eleonory z Milieskich Elkanowej, żony wiedeńskiego bankiera, Leopolda,&#13;
chętnie goszczącej Polaków. Prawdopodobnie Kolberg wówczas grał swoje kompozycje i dał&#13;
się poznać jako pianista. Zob. [H. Dąbczańska-Budzynowska] Pamiętnik, oprac. J. Fijałek,&#13;
„Rocznik Biblioteki Polskiej Akademii Nauk w Krakowie”, R. 9: 1963 (druk 1964), s. 316.&#13;
1&#13;
&#13;
323&#13;
&#13;
�wtedy do spotkania obu braci; o takiej możliwości wspominał Wilhelm&#13;
w listach. Wynika z nich natomiast, że widzieli się latem w Krakowie, przed&#13;
wyjazdem do Wiednia. Było to ostatnie spotkanie Oskara z Wilhelmem1.&#13;
W roku 1874 Kolberg nie wyjeżdżał poza Modlnicę i Kraków. Prawdopodobnie zdecydowała o tym konieczność dopilnowania na miejscu druku&#13;
i korekt IV części Krakowskiego, która miała się ukazać pod koniec 1874&#13;
roku2, a także równoległa praca nad pierwszymi tomami W. Ks. Poznańskiego, którego część I wydana została w 1875 roku. Znaczenie miał tu&#13;
także brak środków na podróże, o czym świadczy ponawiana prośba do&#13;
Wilhelma „o przysłanie mi na rachunek mego kapitału, jeśli możesz, 300&#13;
rub. sr., a przynajmniej 200 rub. sr., bo mi te pieniądze są gwałtownie potrzebne”3.&#13;
W roku następnym 1875 Kolberg otrzymał dotację Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności na terenowe badania naukowe. Podróż objęła Poznańskie, Prusy Zachodnie i Wschodnie. Cel tej wyprawy określony&#13;
został w notatce sprawozdawczej z posiedzenia Komisji następująco:&#13;
Na wniosek Sekcji Etnologicznej udzielono P. Oskarowi Kolbergowi zasiłek&#13;
z funduszu Komisji w ilości 250 zł. a. [tj. fl.], który w dopełnieniu swojego zobowiązania odbył w ciągu 10 tygodni podróż naukową przez W. Ks. Poznańskie,&#13;
Prusy Zachodnie, do Kaszubów, z wycieczkami do Wejherowa, W[ielkie]go Kacu&#13;
i Pucka, a z powrotem przez Warmię i Ziemię Michałowską. Bliższym celem&#13;
tej podróży było poparcie P. Kolberga w zamiarze uzupełnienia wiadomości&#13;
etnologicznych do drukującego się obecnie przy pomocy Akademii 10-tej serii&#13;
jego dzieła [tj. cz. II W. Ks. Poznańskiego]; odnośnie zaś do samej Komisji zdanie&#13;
sprawy naukowej dla zamieszczenia go w materiałach publikować się mających,&#13;
zasilenie jej zbiorów okazami etnologicznymi w ciągu podróży uzyskać się mogącymi, wskazanie wreszcie osób, do których w tamtych stronach celem uzyskania&#13;
światłych i gorliwych spółpracowników komisja zgłosić by się mogła4.&#13;
1&#13;
Zob. m.in. brulion listu do Karoliny z 26 VII 1873 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),&#13;
s. 455.&#13;
2&#13;
W liście do Akademii z 24 X 1874 r. Kolberg informuje o kończącym się druku książki&#13;
i zapowiada jej przedłożenie „z początkiem listopada”, tamże s. 495–496. Data wydania podana&#13;
na karcie tytułowej to rok 1875.&#13;
3&#13;
Brulion listu do Wilhelma z 18 XII 1874 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 511,&#13;
a także wcześniejszy list do brata z 12 VI 1874 r., tamże, s. 491.&#13;
4&#13;
„Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. II, 1875, s. LXXXI (Posiedzenie Komisji Antropologicznej dnia 12 XI 1875 r.). Wniosek Sekcji Etnologicznej, zatwierdzony jednomyślnie, skierowany został pisemnie 5 VI 1875 r. przez Kopernickiego do władz&#13;
&#13;
324&#13;
&#13;
�Kolberg otrzymał od Zarządu Akademii odpowiednie dokumenty poręczające, co ułatwiało swobodne poruszanie się i nawiązywanie kontaktów&#13;
oraz pozwalało uniknąć przeszkód, trudności i podejrzeń ze strony pruskich władz administracyjnych i policyjnych. Z kolei regulamin Akademii&#13;
zobowiązywał go do złożenia po powrocie szczegółowego sprawozdania&#13;
z podróży i jej wyników naukowych.&#13;
Przebieg tej podróży Kolberga, jedynej odbytej przez niego na Pomorze i Mazury, należy do najlepiej udokumentowanych spośród wszystkich,&#13;
podejmowanych przez niego w ciągu niemal pięćdziesięciolecia. Do roku&#13;
1992 znany był jednak tylko niepełny brulion sprawozdania z niej, obejmujący etap poświęcony Wielkopolsce i Pomorzu1. Brulion ten urywa się&#13;
na wiadomości o dotarciu na Powiśle, w Malborskie. Natomiast informacje o dalszym przebiegu wyprawy uzupełniały jedynie listy. Tymczasem&#13;
w 1992 roku Wiesław Bieńkowski opublikował odnaleziony w archiwum&#13;
PAU nieznany oryginał pełnego sprawozdania Kolberga skierowanego do&#13;
Zarządu Komisji Antropologicznej i na jego ręce złożonym2. Nosi ono datę&#13;
4 listopada 1875 r. i zawiera opis całej podróży Kolberga, nakierowanej&#13;
jednak nie tyle na planowe badania terenowe, ile na kontakty ze znawcami regionu i zbieraczami miejscowego folkloru. Sprawozdanie rozpoczyna&#13;
Kolberg następująco:&#13;
Wskutek łaskawego Akademii Umiejętności wezwania, wybrawszy się r. b.&#13;
w podróż, miałem zamiar poznać bliżej Prusy Wschodnie i Zachodnie oraz&#13;
części Wielkopolski mało mi jeszcze dotąd znane. Ponieważ obszar kraju, który przebiec w różnych kierunkach postanowiłem, jest znaczny, przeto podróż&#13;
moja, trwająca zaledwie trzy miesiące, nie dozwoliła mi do każdego etnograficznie ważnego dotrzeć punktu (których jest mnóstwo) ani długo na jednym&#13;
zatrzymywać się miejscu, by w nim w szczegółowe, rzecz wyczerpujące zapuszczać się badania. I dlatego w miejscowościach, gdzie zabawić przydłużej&#13;
Komisji Antropologicznej, która zaakceptowała go i z kolei zwróciła się do Zarządu Akademii&#13;
„o potrzebne poparcie moralne i urzędowe” (zob. W. Bieńkowski Oskar Kolberg a Akademia&#13;
Umiejętności w Krakowie…, s. 17–18).&#13;
1&#13;
Rkp. BN PAU i PAN w Krakowie, sygn. 2184, k. 70. Trasę tej wyprawy przedstawił Kolberg&#13;
skrótowo w Wykazie podróży… (DWOK T. 66), s. 706.&#13;
2&#13;
Pismo Oskara Kolberga z 4 listopada 1875 roku do Zarządu Komisji Antropologicznej&#13;
Akademii Umiejętności w Krakowie, w: W. Bieńkowski Oskar Kolberg w Królewcu w 1875&#13;
roku, „Komunikaty Mazursko-Warmińskie” 1992, nr 3–4, s. 346–349. Cytaty z tego sprawozdania&#13;
Kolberga przywoływane są dalej za publikacją Bieńkowskiego.&#13;
&#13;
325&#13;
&#13;
�dla braku czasu nie mogłem, starałem się przynajmniej takie pozawiązywać&#13;
z ludźmi stosunki, aby te, pobudzając ich doświadczenie, światło i dobrą wolę,&#13;
o ile się do przedmiotu naszych prac odnoszą, z korzyścią dla nauki użyć się&#13;
w przyszłości dały1.&#13;
&#13;
Podróż rozpoczęła się od odwiedzenia kilku miejscowości w Wielkopolsce południowej. Bawił tam „cokolwiek dłużej w Pakosławiu pod Rawiczem, u hr. Czarneckich oraz w Morownicy pod Szmiglem, u pp. Niegolewskich”. 22 lipca Kolberg zapowiada w liście do Wandy Niegolewskiej swój&#13;
przyjazd do Starego Bojanowa „w środę” (tj. 28 lipca), skąd wyruszy do Morownicy, siedziby Niegolewskich. Na swojej trasie wielkopolskiej wymienił&#13;
także Konojad w powiecie kościańskim, miejscowość należącą do Izabeli&#13;
z Działyńskich Czartoryskiej. Potem odwiedził Poznań, gdzie spotkał się&#13;
z Kazimierzem Szulcem (1825–1887), historykiem i etnografem, zasłużonym&#13;
działaczem narodowym w walce z germanizacją, sekretarzem Wydziału&#13;
Historycznego Towarzystwa Przyjaciół Nauk Poznańskiego2.&#13;
Następnie pojechał do Torunia, skąd udał się „na zwiedzenie Prus Zachodnich”3. Dłużej przebywał w Zakrzewku i Brąchnówku pod Chełmżą u braci Czarlińskich – w Zakrzewku u Leona i jego żony Bronisławy,&#13;
w Brąchnówku u jego starszego brata, Emila, i Hortensji. Bracia Czarlińscy,&#13;
Leon (1835–1918) i Emil (1833–1913), byli uczestnikami powstania styczniowego, działaczami narodowymi, społecznymi i gospodarczymi, posłami&#13;
na sejm pruski, przedstawicielami rodziny walczącej o utrzymanie polskości Pomorza i o jego gospodarczy rozwój. Z tych miejscowości odbywał&#13;
Kolberg „wycieczki do Tylic, gdzie są ślady zamczyska, do Łysomic i do&#13;
Tamże, s. 346. „Mało znane części Wielkopolski” to powiaty południowe i zachodnie.&#13;
Siedmioczęściową monografię W. Ks. Poznańskie wydał Kolberg w latach 1875–1882 jako&#13;
tomy 9–15 Ludu.&#13;
2&#13;
Zob. Pismo Oskara Kolberga z 4 listopada 1875 roku…, s. 347, brulion listu do W. Niegolewskiej z 22 VII 1875 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 534 oraz Wykaz podróży…&#13;
(DWOK T. 66), s. 706.&#13;
3&#13;
Pismo Oskara Kolberga…, s. 347. Pomorskie materiały Kolberga opublikowane zostały&#13;
w tomie Pomorze (DWOK T. 39). Omówienie tych materiałów, wyprawy, kontaktów i badań&#13;
Kolberga na Pomorzu w roku 1875 przedstawił w świetle znanych wówczas dokumentów&#13;
(a więc wspomnianego fragmentu brulionu sprawozdania i listów) J. Burszta we wstępie do&#13;
tego tomu pt. „Pomorze” Oskara Kolberga, na s XX–XXXIV. O badaczach folkloru na Pomorzu&#13;
w XIX wieku zob. też A. Bukowski Pomorze Gdańskie (od Ceynowy do „Gryfa”), w: Dzieje&#13;
folklorystyki polskiej 1864–1918…, s. 391–415.&#13;
1&#13;
&#13;
326&#13;
&#13;
�Turzna”1. Następnie pojechał do Nawry, gdzie zatrzymał się u Sczanieckich, Bogusławy z Kruszyńskich i Michała (1838–1920), również znanego&#13;
z działalności narodowej i społecznej, jednego z założycieli Towarzystwa&#13;
Naukowego w Toruniu2. Sczaniecki interesował się archeologią i antropologią, brał także udział w pracach Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności od 1875 roku3. Dalej Kolberg udał się przez Trzebcz4 do Chełmna,&#13;
gdzie spotkał się z pochodzącym z Kaszub ks. Juliuszem Pobłockim (1835–&#13;
–1916), miejscowym proboszczem, piszącym o Kaszubach. Brat Juliusza,&#13;
Gustaw Pobłocki (1840–1915), także ksiądz, badacz historii, folkloru i dialektów Pomorza, był autorem Słowniczka kaszubskiego5, którym Kolberg&#13;
się zainteresował i który wykorzystał w swoich pomorskich materiałach.&#13;
Z Łaszewa w powiecie Świecie, gdzie zatrzymał się u Leopolda i Olimpii&#13;
Mieczkowskich, podejmował „wycieczki na Tucholszczyznę i do Bukowca pod Terespolem”, gdzie spotkał się z Florianem Ceynową (1817–1881),&#13;
urzędującym w Bukowcu lekarzem i jednocześnie badaczem kultury, historii i języka Kaszubów, folklorystą i dialektologiem z zamiłowania. Kontakt&#13;
z tym najwybitniejszym w XIX wieku badaczem folkloru nie tylko Kaszub,&#13;
1&#13;
Pismo Oskara Kolberga…, s. 347. Właścicielami Tylic byli wówczas Honorata z Mazowieckich i January Wybicki (ok. 1830–1876), Łysomice należały do Edwarda Donimirskiego&#13;
(1844–1907), działacza społecznego i narodowego, uczestnika powstania styczniowego, od 1876&#13;
roku posła na sejm pruski, także zasłużonego w staraniach o utrzymanie polskości Pomorza.&#13;
Natomiast Turzno było wtedy własnością Łucji z Działowskich (1839–1899) i Józefa Gajewskiego (ok. 1830–1889); oboje udzielali się w polskich stowarzyszeniach, m.in. w Towarzystwie&#13;
Naukowym w Toruniu, w Turznie założyli kolekcję obrazów i bogatą bibliotekę. W Turznie&#13;
w 1827 r. w drodze do Gdańska zatrzymał się na kilka dni Chopin.&#13;
2&#13;
Zob. J. Dygdała i Sz. Wierzchosławski Nawra Kruszyńskich i Sczanieckich. Studium&#13;
z dziejów szlachty i ziemiaństwa ziemi chełmińskiej, Toruń, 1990, s. 127–158 (rozdział&#13;
Nawra w posiadaniu Sczanieckich 1865–1939). Autorzy wspominają na s. 156 pobyt Kolberga&#13;
w Nawrze w sierpniu 1875 roku oraz przytaczają pozyskane tam przez niego informacje&#13;
etnograficzne, opublikowane w Pomorzu (DWOK T. 39), s. 43, 51 i 57.&#13;
3&#13;
Gotowość współpracy wyraził w marcu 1875 roku, co zostało odnotowane w sprawozdaniu z posiedzenia Komisji Antropologicznej dnia 31 III 1875 r., zob. „Rozprawy i Sprawozdania&#13;
z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.” T. II, 1875, s. LIII.&#13;
4&#13;
W Trzebczu gospodarował Ludwik Ślaski (1818–1898), społecznik i działacz na rzecz&#13;
polskości Pomorza, udzielał finansowej pomocy i schronienia powstańcom 1863 roku, był&#13;
członkiem pruskiej Izby Panów i posłem Koła Polskiego w sejmie pruskim, a także jednym&#13;
z inicjatorów muzeum polskiego w Toruniu.&#13;
5&#13;
Praca ta opublikowana została w wydawanym przez Ludwika Rzepeckiego poznańskim&#13;
tygodniku „Warta” w R. 3: 1876, nr 87–92 (i odb.) Toż w wersji obszerniejszej pt. Słownik&#13;
kaszubski z dodatkiem idiotyzmów [tj. idiomów] chełmińskich i kociewskich, Chełmno 1887.&#13;
&#13;
327&#13;
&#13;
�ale całego Pomorza, świetnie zorientowanym w ówczesnym ruchu słowianoznawczym, skomentował Kolberg potem w sprawozdaniu dla Akademii:&#13;
„[…] poznawszy się ze znanym kaszubskim literatem, p. Ceynową, ze wskazówek i informacji odeń powziętych wielce w następstwie korzystałem”1.&#13;
W drugiej połowie sierpnia odwiedził Kolberg Pelplin, gdzie spotkał&#13;
się z Franciszkiem Rąbcą (1845–1904), długoletnim prefektem tamtejszego&#13;
Collegium Marianum, który mu opowiadał „pouczające szczegóły o życiu&#13;
Kaszubów i Koczewiaków (z okolic Gniewa i Tczewa)”. Nie zastał wówczas&#13;
wykładających także w Collegium Marianum „światłych księży zajmujących się ludem”, Ignacego Ograbiszewskiego (1841–1913) i Stanisława Kujota (1845–1914), wybitnego historyka Pomorza. Następnie z Gdańska przez&#13;
Oliwę udał się do „Zopotów” (Sopotu), gdzie mieszkał przez dwanaście dni&#13;
u Donimirskich, zażywając morskich kąpieli, i skąd odbywał wycieczki&#13;
„w głąb Kaszub, mianowicie do Wielkiego Kacu [Kacka], Oksywia, Pucka, Wejherowa itd., najczęściej w towarzystwie ks. Masłowskiego, dobrze&#13;
z obyczajami tamtejszego ludu obeznanego”2. W Wejherowie jego przewodnikiem był Ludwik Jakowicki (1819–1900), nauczyciel języków klasycznych&#13;
w Poznaniu i Trzemesznie, w 1873 roku karnie przesiedlony przez władze&#13;
pruskie do Wejherowa, gdzie także uczył greki i łaciny do roku 1886 i skąd&#13;
potem powrócił do Poznania.&#13;
Już z Królewca pisał Kolberg we wrześniu do Romana Konopki o tym&#13;
etapie podróży:&#13;
Następnie udałem się do Gdańska, skąd parę razy powałęsałem się i po morzu także, a zawsze w celach etnograficznych (by marynarzy poznać). Wreszcie&#13;
zwiedziwszy w najdrobniejszych szczegółach zamek krzyżacki w Malborku,&#13;
pojechałem do hr. Sierakowskich do Waplewa, gdzie mnie odwiózł czekający&#13;
już na mnie na dworcu hr. Sołtan, brat p. Sierakowskiej. Tu spędziłem jak&#13;
najprzyjemniej tydzień cały, a drugi równie przyjemnie u pp. Donimirskich&#13;
w sąsiedztwie mieszkających3.&#13;
Pismo Oskara Kolberga…, s. 347.&#13;
Tamże, s. 348. Ksiądz Leon Masłowski (1843–1886) był wikariuszem w Pelplinie, potem&#13;
w Brusach i Polskim Brzoziu (pow. Brodnica), gdzie w 1875 roku został proboszczem. Interesował się pieśniami ludowymi i obyczajami ludu pomorskiego. (Zob. H. Mross Leon Masłowski, w: Słownik biograficzny kapłanów diecezji chełmińskiej wyświęconych w latach&#13;
1821–1920, Pelplin 1995, s. 202).&#13;
3&#13;
List do R. Konopki z 19 IX 1875 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 537. Wspomniany brat Marii Sierakowskiej to Adam Lew Sołtan (1824–1901), starszy brat Michała, powstaniec&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
328&#13;
&#13;
�Waplewo w powiecie sztumskim należało do Alfonsa Sierakowskiego&#13;
(1816–1886). Jego żona, Maria, była siostrą wspomnianego tu wcześniej&#13;
Michała Sołtana, u którego gościł Kolberg w Bilczach na Wołyniu w 1862&#13;
roku. Obaj spotykali się później w Krakowie, w Komisji Archeologicznej&#13;
i Antropologicznej Akademii Umiejętności, których Michał Sołtan także&#13;
był członkiem. Obie rodziny, Sołtanów i Sierakowskich, poza związkami&#13;
rodzinnymi łączyły ugruntowane tradycje patriotyczne i społecznikowskie.&#13;
Ziemiańska rodzina Sierakowskich należała do najbardziej zasłużonych na&#13;
Pomorzu dla podtrzymywania polskiej kultury i ducha narodowego w czasach nasilonej germanizacji. W Waplewie, które Alfons Sierakowski objął&#13;
w 1842 roku, po śmierci ojca, Antoniego, a w roku 1876 przekazał synowi, Adamowi, kontynuowano kolekcjonowanie dzieł sztuki i gromadzenie&#13;
książek, pielęgnowano zwyczaje, język i ducha polskości i tworzono w pałacu centrum życia kulturalnego Pomorza. Uporządkowany i skatalogowany przez Adama Lwa Sołtana tamtejszy księgozbiór, gromadzony od XVIII&#13;
wieku, należał do najbogatszych prywatnych na tym terenie; za czasów&#13;
Sołtanów liczył ponad 10 tys. tomów. Ponadto zebrana w pałacu cenna&#13;
kolekcja dzieł sztuki obejmowała obrazy różnych szkół malarskich, m.in.&#13;
Tycjana, Rubensa, Dürera, grafiki i rzeźby oraz przedmioty rzemiosła artystycznego, m.in. meble, wyroby z porcelany, brązu, kości słoniowej, dawne&#13;
stroje, wykopaliska, militaria. To właśnie Adam Lew Sołtan „ze zbiorami&#13;
waplewskimi zapoznawał goszczących tam Oskara Kolberga (we wrześniu&#13;
1875 r.), Jana Matejkę, Stanisława Tarnowskiego i in.”1 W sprawozdaniu&#13;
Kolberg zapisał: „W Malborskiem przebywałem głównie w Waplewie u hr.&#13;
Sierakowskich, gdzie wielce w poszukiwaniach byli mi pomocnymi hr. Sołtan i p. Szremowicz, podobnie jak w Telkwicach i Buchwałdzie pp. Donimirscy”2.&#13;
1863 roku, podobnie jak Michał, bibliofil. Mieszkał wówczas u siostry w Waplewie, opiekując się&#13;
tamtejszą ogromną biblioteką i zbiorami sztuki. Przyjaźnił się z J.I. Kraszewskim, z którym prowadził rozległą korespondencję i którego zainteresował problematyką Pomorza Nadwiślańskiego.&#13;
Działał na rzecz propagowania w tym regionie oświaty i świadomości narodowej (zob. E. Orman-Michta Sołtan Adam Lew, w: Polski słownik biograficzny, T. XL, 2000–2001, s. 346–348).&#13;
1&#13;
E. Orman-Michta Sołtan Adam Lew …, s. 347. O pobycie Kolberga w Waplewie zob. też&#13;
A. Bukowski Waplewo. Zapomniana placówka kultury polskiej na Pomorzu Nadwiślańskim,&#13;
Wrocław 1989, s. 117–127.&#13;
2&#13;
Pismo Oskara Kolberga…, s. 348. Władysław Szremowicz był pełnomocnikiem dóbr hr.&#13;
Sierakowskiego w Waplewie (zob. W. Rutkowski Towarzystwa Rolnicze polskie w Prusach&#13;
zachodnich, Poznań 1895, s. 16).&#13;
&#13;
329&#13;
&#13;
�Pobyt u Donimirskich w Telkwicach i w Buchwałdzie (dzisiaj Bukowo),&#13;
wsiach w powiecie sztumskim, należących od 1804 roku do tej kolejnej zasłużonej dla Pomorza rodziny, wymienił Kolberg również w itinerarium. Teodor&#13;
Donimirski (1805–1884), tak jak poprzedni goszczący autora Ludu przedstawiciele tamtejszego ziemiaństwa, był działaczem społecznym i narodowym,&#13;
pomagał powstańcom 1863 roku. Jego syn, Jan Donimirski (1847–1929),&#13;
działał podobnie jak ojciec, m.in. jako członek Towarzystwa Pomocy Naukowej dla Młodzieży Prus Zachodnich i Towarzystwa Ekonomiczno-Rolniczego&#13;
w Prusach Zachodnich. Tygodniowy pobyt u Donimirskich w Buchwałdzie&#13;
i w Telkwicach uznał Kolberg za owocny i spędzony „równie przyjemnie”&#13;
jak wcześniejszy w Waplewie u Sierakowskich. Według relacji w cytowanym&#13;
liście do Romana Konopki oba poprzedziła bytność w Malborku, gdzie – jak&#13;
pisze – zwiedził „w „najdrobniejszych szczegółach” zamek krzyżacki, a także&#13;
tamtejsze muzeum archeologiczne. Następnie odwiedził Kolberg Elbląg, gdzie&#13;
ze zbiorami Elbląskiego Towarzystwa Starożytności zapoznał go współtwórca i pierwszy prezes tegoż w latach 1874–1876, prawnik, radca sądu okręgowego, Ferdinand Jacob Kaminski (zm. po 1879 r.).&#13;
W Królewcu, kolejnej stacji swojej podróży, znalazł się Kolberg krótko&#13;
przed 19 września; taką datę nosi list do Romana Konopki, w którym pisze:&#13;
Królewiec wcale duże miasto, ma pyszne gmachy, jak np. zamek królewski,&#13;
kościoły, uniwersytet, teatr, a mianowicie giełda. Na Pregli [Pregole] mnóstwo&#13;
okrętów uwija się mniejszego kalibru. Kobiety bardzo ładne; szkoda, że tak mało&#13;
mam czasu poznać je bliżej, gdyż jutro odjeżdżam na Mazury pruskie. Wczoraj&#13;
znakomicie przedstawiono w tutejszym teatrze Żydówkę Halévy’ego; śpiewacy,&#13;
a osobliwie tancerze byli wyborni. Jest tu także i kościół polski, ewangelicki,&#13;
a również i litewski. Poznałem się z pastorami: ks. Pełką i Kurschatem, a ci mi&#13;
kilka udzielili pieśni polskich i litewskich1.&#13;
&#13;
Zatem 20 września lub nieco później udał się Kolberg z Królewca na&#13;
Mazury pruskie2. W sprawozdaniu dla Akademii pisał:&#13;
Korespondencja... cz. I (DWOK T. 64), s. 537–538. Hermann Pełka (1831–1900), polski duchowny ewangelicki, pedagog, badacz mazurskiego folkloru, w latach 1864–1873 proboszcz parafii polskiej w Królewcu, od roku 1866 dyrektor i wykładowca języka polskiego w seminarium&#13;
polskim w Królewcu. Friedrich Kurschat (1806–1884), litewski duchowny ewangelicki, językoznawca i teolog, profesor uniwersytetu w Królewcu, wydał m.in. Wörterbuch der littauischen&#13;
Sprache (Th. 1–2, Halle 1870 i 1883) oraz Grammatik der littauischen Sprache (Halle 1876).&#13;
2&#13;
Podróż Kolberga na Mazury pruskie, jego zainteresowanie tym regionem, kontakty&#13;
i materiały omawiał w roku 1966 W. Ogrodziński we wstępie do tomu Kolberga Mazury pruskie&#13;
1&#13;
&#13;
330&#13;
&#13;
�W Lecu [dziś Giżycku] poznałem się z p. M. Gierszem1, prawnikiem, wydawcą&#13;
„Gazety Leckiej”, człowiekiem znającym dobrze miejscową gwarę i lud. W Ełku&#13;
ks. superintendent Remus2, rodem Poznańczyk, udzielił mi wiadomości o niektórych zwyczajach mazurskich i podał adresa do kilku księży na prowincji, zajmujących się poszukiwaniami etnograficznymi. Do ich liczby należy ks. Brzoska3&#13;
w Ostródzie (następca znanego w piśmiennictwie ks. Gizewiusza), lecz tego przy&#13;
przejeździe przez to miasto nie zastałem w domu. Oprócz tego podano mi jeszcze&#13;
w różnych miejscach adresa kilku księży katolickich i protestanckich oraz osób&#13;
świeckich obojej płci po Warmii i Ziemi Michałowskiej mieszkających, których&#13;
współudział w pracy, a przynajmniej wskazówki i zebrane szczegóły, nader byłyby pożądane i użyteczne. Przyszłość pokaże, o ile adresa te były trafne i skuteczne4.&#13;
&#13;
Informacje o pobycie i kontaktach nawiązanych na Mazurach, zawarte&#13;
w sprawozdaniu, są krótkie i rzeczowe. Lakoniczna jest też relacja w liście&#13;
do Wilhelma, do którego pisał po powrocie o całej wyprawie:&#13;
Podróż moja odbyta po Wielkopolsce, Prusach Wschodnich i Zachodnich, z której dopiero onegdaj powróciłem, nie tylko znakomicie tekę moją zasiliła, ale nadto i na zdrowie jak najszczęśliwiej oddziaływała. Bardzo mi posłużyły kapiele&#13;
morskie przez 12 dni w Zoppot używane, skąd robiłem wycieczki i na Kaszuby.&#13;
[…] Z Królewca podług wskazań gen. superintendenta ks. Pełki zwiedziłem Mazury Pruskie, a w Ełku obiadowałem w superintendenta Remusa. Stąd na Osterode&#13;
[Ostródę], Toruń i Poznań wróciłem zdrów do Krakowa, zatrzymując się jeszcze&#13;
po drodze w różnych miejscach”5.&#13;
&#13;
Wiadomości te uzupełniają listy Kolberga pisane już po powrocie z podróży, zimą i wiosną 1876 roku. Warto więc wybiec w przód i odwołać się&#13;
do nich, gdyż po części tłumaczą ową lakoniczność Kolberga. Z tej korespondencji dowiadujemy się, że w czasie krótkiego pobytu w Lecu – poza&#13;
(DWOK T. 40) pt. „Mazury pruskie” Oskara Kolberga, s. V–XLIV. Zob. też T. Oracki Mazury&#13;
i Warmia w okresie 1800–1914, w: Dzieje folklorystyki polskiej 1864–1918…, s. 443–447.&#13;
1&#13;
Marcin Giersz (także Gerss) (1808–1895), mazurski nauczyciel, pisarz, redaktor i wydawca,&#13;
działacz protestancki i regionalista. Zob. Marcin Giersz (Gerss). Człowiek z pogranicza, praca&#13;
zbior. pod red. Z. Chojnowskiego, Gołdap 2009.&#13;
2&#13;
Karol Remus (1817–1880), pastor i superintendent od 1861 roku w Ostrowie Wielkopolskim, w latach 1868–1876 był wicegeneralnym superintendentem w Ełku.&#13;
3&#13;
Gustaw Otto Brzoska (1834–1899), od 1868 roku pastor w Ostródzie, od 1877 super­&#13;
intendent.&#13;
4&#13;
Pismo Oskara Kolberga…, s. 349.&#13;
5&#13;
Brulion listu do Wilhelma z 20 X 1875 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 542.&#13;
&#13;
331&#13;
&#13;
�Marcinem Gierszem – odwiedził Kolberg także tamtejszego pastora Hermana Brauna, którego żona śpiewała mu „kilka bardzo ładnych piosenek”1.&#13;
Znajdujemy też potwierdzenie odwiedzin w Ełku u superintendenta Karla&#13;
Remusa, a także nową informację o spotkaniu niewymienianego w sprawozdaniu pastora Reinholda Giżyckiego2.&#13;
Na Prusy Wschodnie i Mazury pruskie w całej podróży Kolberga przypadł w sumie niespełna tydzień w ostatniej dekadzie września, podczas&#13;
gdy na wcześniejsze jej etapy niemal dwa miesiące, od końca lipca 3. Nie&#13;
tylko jednak tak krótki czas rzutował na znikome efekty, po części był&#13;
on bowiem wynikiem tamtejszych realiów. Na Mazurach nie było tak&#13;
sprzyjających warunków jak na Pomorzu, w ziemiańskich dworach Donimirskich, Sierakowskich, Czarlińskich i Sczanieckich, gdzie znalazł Kolberg życzliwą gościnę i pomoc w badaniach i nawiązywaniu szerszych&#13;
kontaktów. Bez takiego zaplecza, zdany wyłącznie na własne siły i inicjatywę, nie zdołał uzyskać spodziewanych efektów. O dalece niekorzystnej&#13;
dla ówczesnego polskiego badacza sytuacji na Mazurach Tadeusz Oracki&#13;
w 1982 roku pisał:&#13;
Folklorystyka miała na tym terenie wyjątkowo niesprzyjające warunki dla swego rozwoju. Nie istniały tu polskie instytucje i organizacje, nie było polskich&#13;
ośrodków naukowych i czasopism specjalistycznych ani form kulturalnego&#13;
mecenatu, jak np. w Poznańskiem i Galicji. […] sprawą najważniejszą dla folklorystów polskich tego regionu było ratowanie zabytków rodzimej literatury&#13;
i kultury w związku z germanizacją oraz kształtowanie ludowego patriotyzmu&#13;
[…]. Określenia „ludowy” i „polski” były na tym terenie niemal równoznaczne4.&#13;
&#13;
Zob. bruliony listów do M. Giersza i do H. Brauna z 28 II 1876 r., tamże, s. 573–575&#13;
oraz 577–579. Herman Braun (1845–1931) był pastorem w Lecu (Lötzen, tj. Giżycku) w latach&#13;
1872–1881.&#13;
2&#13;
Zob. bruliony listów do K. Remusa oraz do R. Giżyckiego z 1 III 1876 r., tamże, s. 581–583.&#13;
Reinhold Giżycki (1836–1889) był pastorem w Ełku w latach 1872–1889.&#13;
3&#13;
Według W. Ogrodzińskiego na Mazury poświęcił Kolberg „niewiele więcej niż 10 dni”&#13;
(zob. tenże „Mazury pruskie”…, DWOK T. 40, s. IX). Korespondencja wskazuje jednak na niespełna tydzień, skoro 19 września 1875 r. Kolberg pisał do Romana Konopki, że „jutro odjeżdża&#13;
na Mazury prus­kie”, a z kolejnego listu do tego samego adresata wynika, że już 25 września był&#13;
na uroczystym otwarciu nowej sceny polskiej w Poznaniu, o czym donosi z Morownicy 3 października (zob. Korespondencja… cz. I, DWOK T. 64, s. 537 i 540).&#13;
4&#13;
T. Oracki Mazury i Warmia…, s. 423–424. W tej pracy obszerne omówienie stanu&#13;
i rozwoju folklorystyki tego regionu (s. 420–489).&#13;
1&#13;
&#13;
332&#13;
&#13;
�Kontakt z duchownymi ewangelickimi i nauczycielami na Mazurach okazał się przelotny i nie przyniósł rezultatów. Już po powrocie Kolberg zwracał się do kilku poznanych osób z prośbą o dostarczenie wiadomości i materiałów etnograficznych, skrupulatnie dziękując za pozyskane na miejscu&#13;
informacje i uwagi1. Listownych odpowiedzi i konkretnej pomocy jednak&#13;
nie otrzymał. Jak się okazuje, zdecydowało o tym niechętne nastawienie&#13;
ewangelickich duchownych do polskiego badacza Mazur, wysłannika czołowej polskiej instytucji naukowej. W lutym 1876 roku starał się nawiązać&#13;
kontakt z pastorem w Kraplewie, gdzie wcześniej działał Gustaw Gizewiusz,&#13;
by pozyskać melodie do pieśni spisanych przez tego wysoko przez siebie&#13;
cenionego zbieracza. Jak wspomniano wcześniej, od dawna był Kolberg&#13;
w posiadaniu rękopisu Gizewiusza Pieśni ludu znad górnej Drwęcy, w którym 32 zaledwie pieśni na kilkaset zawartych w zbiorze miało zanotowane&#13;
melodie. W przekonaniu, że zwraca się do aktualnego pastora w Kraplewie,&#13;
Karola Cludiusa, wystosował więc list ze starannie umotywowaną prośbą:&#13;
Z uwagi na to, że od wielu lat zajmuję się etnografią i w tym zakresie już sporą&#13;
ilość opublikowałem w języku polskim, przeto wymienione pieśni [ze zbioru&#13;
Gizewiusza] mają dla mnie niepospolitą wartość i mam zatem mocną wolę opublikowania ich (oczywiście jako pracy Gizewiusza) jako załącznika do obszerniejszej rozprawy o Mazurach, którą mam zamiar w bliskiej przyszłości napisać.&#13;
&#13;
W dalszym ciągu, prosząc o zapis choćby części melodii w kluczu wiolinowym i podając incipity wybranych tekstów, wyrażał przekonanie, że&#13;
można je jeszcze usłyszeć, i argumentował:&#13;
Śpiewaczki wśród ludu (jeśli już nie te stare) dadzą się z pewnością jeszcze&#13;
odszukać w tej miejscowości, gdyż lud, przeważnie konserwatywny, nie jest&#13;
skorym do łatwego zapomnienia i zaniechania dawnych obyczajów i pieśni […],&#13;
chociaż i nowe pieśni, i tańce, jeśliby były wykonywane i nosiły cechę narodową, byłyby dla mnie wielce pożądane2.&#13;
&#13;
1&#13;
Zob. przywoływane wyżej w przypisach bruliony listów do M. Giersza i H. Brauna oraz&#13;
K. Remusa i R. Giżyckiego.&#13;
2&#13;
Brulion listu do K. Cludiusa z 28 II 1875 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 576&#13;
i 577 (tłum. z niem.) Karol Cludius (1826–1889) był proboszczem w Kraplewie i Durągu w latach&#13;
1861–1873, potem w latach 1874–1876 w Węgorzewie. Pomyłkę Kolberga co do osoby adresata&#13;
wyjaśnił W. Ogrodziński we wstępie „Mazury pruskie”…, (DWOK T. 40), s. XI–XII.&#13;
&#13;
333&#13;
&#13;
�Zwracał się też do adresata o ewentualne wiadomości etnograficzne.&#13;
Karol Cludius, wówczas już superintendent w Węgorzewie, a wcześniej proboszcz w Kraplewie, któremu list przesłano, odpisał Kolbergowi 20 marca&#13;
1876 r., informując, że odesłał jego list do aktualnie urzędującego proboszcza w Kraplewie, Gustawa Koba, który – jak przypuszczał – zapewne poleci&#13;
spisać melodie swojemu organiście. Karol Cludius, gorliwy germanizator,&#13;
wyraził przy tym swoje własne stanowisko, które musiało być dla Kolberga&#13;
szokujące:&#13;
Natomiast nie wątpię, że w dawaniu odpowiedzi na pytanie etnograficzne weźmie on [ów proboszcz, G. Krob] pod uwagę inspiracje panslawistyczne tych zainteresowań naukowych. Podczas mojej działalności w Kraplewie od 1861–1873&#13;
odniósł element niemiecki szereg zwycięstw nad charakterem ludności polskiej,&#13;
był to przecież okres 1864, 1866, 1870/1, a stare obyczaje ulotniły się wraz ze&#13;
zmianą właścicieli gospodarstw wiejskich i ze stopniowym zanikaniem polskiej&#13;
mowy. Strona naukowa zagadnień etnograficznych interesowałaby nas – inaczej&#13;
niż proboszcza Giseviusa – gdyby ewangelia i pruski kościół narodowy wyznania ewangelickiego Polakom stały się miłe1.&#13;
&#13;
Szowinistyczny wydźwięk listu, odwołanie się do pruskich zwycięstw&#13;
nad Austrią, Danią i Francją oraz wyzywające podkreślenie skutków germanizacji dla żywiołu polskiego na Mazurach, a także mentorski i pełen satysfakcji wobec polskiego badacza ton listu spotkały się z obszerną, stanowczą,&#13;
choć wyważoną reakcją Kolberga. W konkluzji listu napisał:&#13;
Jakkolwiek sprawa się przedstawia i jakikolwiek los ofiaruje przyszłość temu&#13;
pruskiemu ludowi mazurskiemu, to jednak na dzisiaj jest on jeszcze słowiańskim&#13;
i stanowi jako taki dla badacza bogaty i wdzięczny przedmiot dla jego studiów.&#13;
Chodzi w tej dziedzinie o możliwie wyczerpujące wyzyskanie skarbów etnograficznych i lingwistycznych, które tak w okolicach Ostródy, jak i w okolicach&#13;
Węgorzewa i gdzie indziej leżą jeszcze przeważnie odłogiem i na razie nastręczają więcej materiału badaczowi polskiemu i słowiańskiemu niż niemieckiemu,&#13;
chociaż i ten ostatni znajduje tu niejedne, dla niego cenne osobliwości. […] moją&#13;
opinię (jako Polak ewangelik) wyrażam z taką samą szczerością i bez stawania po&#13;
czyjejkolwiek stronie, jaką i Pan zaszczycił mnie ze swej strony w swym liście2.&#13;
&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
List K. Cludiusa z 20 III 1876 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 584 (tłum. z niem.).&#13;
Brulion listu do K. Cludiusa z 29 IV 1876 r., tamże, s. 606–607 (tłum. z niem.).&#13;
&#13;
334&#13;
&#13;
�Cytowany tekst jasno wyraża pogląd Kolberga na sprawę Mazur pruskich z jednej strony, z drugiej ilustruje jego bezstronne i niezależne stanowisko badawczo-naukowe, niewarunkowane względami politycznymi&#13;
i wyznaniowymi. Nieco później Kolberg zwrócił się jeszcze do kraplewskiego organisty, Maleskiego1, o którym wspominał Cludius, z prośbą o zapisy&#13;
melodii do tekstów Gizewiusza, ale list ten pozostał bez echa.&#13;
Ostatni etap podróży przypadł w drodze powrotnej przez Ostródę&#13;
i Toruń znowu na Wielkopolskę. Odwiedził Kolberg ponownie Poznań&#13;
i Morownicę; 3 października pisze właśnie z Morownicy do Romana Konopki: „W Poznaniu bawiłem kilka dni i byłem na otwarciu teatru nowego&#13;
i pierwszym przedstawieniu w sobotę, jako i drugi raz w niedzielę”. Zapowiada też swój powrót do Modlnicy „za tydzień, a najdalej za dni dziesięć”2. Przedstawienia te miały miejsce w sobotę i niedzielę 25 i 26 września. W sobotę, w dniu otwarcia stałej sceny polskiej w Poznaniu, obok&#13;
koncertu i deklamacji wystawiono Zemstę za mur graniczny A. Fredry,&#13;
w dniu następnym grano komedię V. Sardou Poczciwi wieśniacy3. Zatem&#13;
Kolberg przyjechał do Poznania najpóźniej 25 września. 20 października&#13;
jest już z Modlnicy, skąd pisze do brata Wilhelma 4. W sprawozdaniu czytamy jedynie: „Wracając, miałem zamiar udać się z Poznania do Zakrzewa zachęcony odezwą Albina Węsierskiego, czemu jednak przeszkodziła&#13;
śmierć zacnego tego obywatela” 5.&#13;
Sprawozdanie Kolberga przyjęto na przywoływanym wyżej posiedzeniu&#13;
Komisji Antropologicznej z 12 listopada 1875 r., a w relacji z tego posiedzenia zanotowano:&#13;
Brulion listu do […] Maleskiego z 17 V 1876 r., tamże, s. 618–619 (tłum z niem.).&#13;
List do Romana Konopki z 3 X 1875 r., tamże, s. 540.&#13;
3&#13;
Informował o tym m.in. anons w „Dzienniku Poznańskim” 1875, nr 220 oraz artykuł&#13;
Otwarcie stałej sceny w Poznaniu, tamże, nr 221 (z omówieniem programu uroczystości&#13;
otwarcia teatru).&#13;
4&#13;
Brulion listu do Wilhelma z 20 X 1875 r., Korespondencja... cz. I (DWOK T. 64), s. 541–543.&#13;
5&#13;
Pismo Oskara Kolberga…, s. 349. Albin Węsierski (1812–1875), właściciel ziemski, uczestnik powstania listopadowego, podróżnik, miłośnik archeologii i historii. W swojej posiadłości&#13;
w Zakrzewie (w pow. gnieźnieńskim) gromadził znaleziska i pamiątki archeologiczne. W roku&#13;
1856 wykupił od rządu pruskiego wystawiony na licytację Ostrów Lednicki, ratując go przed&#13;
dewastacją i ocalając dla narodu. Dzięki jego staraniom uczeni z PTPN i AU podjęli tam prace&#13;
badawcze, na jego zaproszenie gościli w Zakrzewie najwybitniejsi ówcześni historycy i archeolodzy, a w rezultacie zainicjowano pierwsze publikacje naukowe na temat tego ważnego dla&#13;
dziejów Polski miejsca. Węsierski zmarł nagle 22 września 1875 roku.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
335&#13;
&#13;
�[…] sprawozdanie złożone przez p. Kolberga zaraz po jego powrocie zaznajamia&#13;
Komisję jedynie o miejscach przezeń zwiedzonych; więcej wyczerpujące wymaga uporządkowania dorywczo w ciągu podróży zebranego materiału. Co do&#13;
osób mogących być przydatnymi spółpracownikami przedstawia ich P. Kolberg&#13;
jedenaście. Zarząd, przeprowadziwszy z nimi korespondencję, zawiadomi o jej&#13;
skutku w swoim czasie Komisję1.&#13;
&#13;
I tak jako kandydatów na przyszłych współpracowników z Pomorza&#13;
i Mazur rekomendował Kolberg: ks. Gustawa Pobłockiego z Chełmna,&#13;
Floriana Cejnowę z Bukowca pod Terespolem, księży Franciszką Rąbcę,&#13;
Ignacego Ograbiszewskiego i Stanisława Kujota z Pelplina, ks. Leona Masłowskiego w Sopocie, prof. Ludwika Jakowickiego w Wejherowie oraz&#13;
dr Friedriecha Kurschata z Królewca, Marcina Giersza z Lecu (Giżycka),&#13;
pastorów Karola Remusa z Ełku i Gustawa Ottona Brzoskę z Ostródy”2.&#13;
Nie wiadomo, czy i jak ułożyły się dalsze ewentualne kontakty z Akademią&#13;
wskazanych przez Kolberga osób z Pomorza i Mazur pruskich; dostępne źródła&#13;
nie potwierdzają ich członkostwa ani współpracy z instytucją. Jak wiadomo, sam Kolberg dla potrzeb swojego wydawnictwa nie uzyskał większych&#13;
rezultatów. Wspomógł go jedynie ks. Rąbca, z którym jakiś czas po powrocie korespondował. Przysłał mu dzieło W.J.A. Tettaua i I.D.H. Temmego&#13;
Die Volkssagen Ostpreussens, Lithauens u. Westpreussens, gesammelt von&#13;
[…] (Berlin 1837) oraz wybrane egzemplarze wychodzącego w Pelplinie czasopisma „Pielgrzym” z lat 1869–1875, z artykułami o historii i folklorze&#13;
Posiedzenie Komisji Antropologicznej dnia 12 XI 1875 r., „Rozprawy i Sprawozdania&#13;
z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.” T. II,1875, s. LXXXII.&#13;
2&#13;
Nazwiska tych osób odnajdujemy w zachowanym w archiwum Kolberga końcowym fragmencie oryginalnego protokołu pisanego ręką sekretarza Komisji Antropologicznej, Izydora&#13;
Kopernickiego (rkp. BN PAU i PAN, sygn. 2184, k. 380, punkt 6). Nazwisko Pobłockiego opatrzone jest tam dopiskiem: „Słownik wyrazów kaszubskich dał do „Warty” Rzepeckiemu [tj. wydawcy czasopisma]”. Ponadto w rkp. tym znajduje się pod punktem 9 notatka: „P. Sadowski&#13;
uczynił wniosek, by Komisja zgłosiła się do spadkobiercy śp. Węsierskiego w W. Ks. Poznańskiem z prośbą o przekazanie czaszek pochodzących z zamku na wyspie Lednickiej. Wniosek&#13;
przyjęto i do uskutecznienia polecono”. Jest to przyczynek do kontaktów naukowych Akademii&#13;
z badaczami spoza Krakowa i do sposobu pomnażania jej zbiorów. Zachowały się też niedatowane notatki adresowe z wykazem kilkunastu osób z Pomorza i Mazur sporządzone przez&#13;
Kolberga i po części obcą ręką (BN PAU i PAN, sygn. 2184, k. 381), związane prawdopodobnie&#13;
z jego podróżą i wspomniane w cytowanym wyżej sprawozdaniu. Obok osób znanych z innych&#13;
przekazów wymienione są tam nowe nazwiska działaczy narodowych, posłów na sejm, ziemian, księży i nauczycieli. Część tych nazwisk przytoczył W. Ogrodziński (zob. „Mazury pruskie”…, DWOK T. 40, s. XV–XVI), a także W. Bieńkowski (Oskar Kolberg w Królewcu…, s. 345).&#13;
1&#13;
&#13;
336&#13;
&#13;
�Pomorza. Podarował też niezwykle bogaty Zbiór pieśni nabożnych katolickich do użytku kościelnego i domowego (Pelplin 1871, 1886) wydany&#13;
przez Szczepana Kellera (1827–1872), także pochodzącego z Kaszub redaktora „Pielgrzyma”. Za pośrednictwem Rąbcy otrzymał też Kolberg od dwu&#13;
innych księży drobne materiały: od ks. Jana Zielińskiego (1843–1927), wykładowcy w Collegium Marianum w Pelplinie kilka pieśni, od ks. Kloki&#13;
z Nowego Miasta podanie o sielawach (marenkach)1. Od Juliusza Pobłockiego zaś uzyskał zachętę do wykorzystania drukującego się w Poznaniu&#13;
Słowniczka kaszubskiego autorstwa jego brata, Gustawa Pobłockiego,&#13;
którą to pracę po powrocie przepisał, a od Jakowickiego fotografię Kaszubki, pieśń żniwną i krótki opis kilku zwyczajów2.&#13;
Wśród materiałów pozyskanych z badań własnych Kolberga najcenniejsze są sporządzone przez niego na Pomorzu zapisy melodii ludowych,&#13;
stanowiące najwcześniejszą „utrwaloną w piśmie nutowym” dokumentację&#13;
folkloru muzycznego tego regionu3. Obok bezpośredniego plonu z podróży na Pomorze i znacznie uboższego z Mazur uzyskał Kolberg niezbędną&#13;
wiedzę o aktualnej sytuacji tych regionów, zwłaszcza Pomorza, w okresie&#13;
nasilonej germanizacji, otrzymał od regionalistów cenne wskazówki i wiadomości o ich historii, kulturze, folklorze i literaturze przedmiotu, poczynił&#13;
własne obserwacje w zakresie, o jakim zdecydowały warunki, czas i możliwości. Podróż Kolberga stanowi też ważne świadectwo daleko poza Kraków i Galicję sięgających zainteresowań Akademii i niewątpliwie jej troski&#13;
o stan ducha narodowego i kultury na tych ziemiach, germanizowanych&#13;
pod zaborem pruskim.&#13;
&#13;
1&#13;
Zob. listy Kolberga i F. Rąbcy z okresu od września 1875 r. do marca 1876 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s 539, 543–544, 549–550 i 586–587, a także list J. Kloki do F. Rąbcy&#13;
(bez daty), Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 734–736 (aneks 9).&#13;
2&#13;
Zob. listy J. Pobłockiego z 28 X 1875 r. i L. Jakowickiego z 14 II 1876 r. oraz brulion listu&#13;
Kolberga do L. Jakowickiego z 8 IV 1876 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 545, 571&#13;
i 595–596.&#13;
3&#13;
Zob. L. Bielawski, A. Mioduchowska Historia badań, w: Kaszuby cz. I, Pieśni obrzędowe,&#13;
w serii Polska pieśń i muzyka ludowa, T. II, Warszawa 1997, s. 19. O materiale muzycznym&#13;
Kol­berga z Pomorza pisała D. Pawlakowa we wstępie „Pomorze” Oskara Kolberga… (DWOK&#13;
T. 39), s. XXXVI–XXXIX.&#13;
&#13;
337&#13;
&#13;
�XVII&#13;
[Prace nad tomami W. Ks. Poznańskiego po roku 1875, przekonanie o celowości edycji także ze względu na postępującą germanizację. – Kłopoty z cenzurą&#13;
warszawską kwestionującą fragmenty cz. II i III Krakowskiego. – Odłożenie&#13;
w czasie opracowania materiałów z Mazur i Pomorza. – Życie i praca między&#13;
Modlnicą a Krakowem, punkty kontaktowe w mieście, uciążliwości dojazdów,&#13;
równoległe prace nad kolejnymi monografiami, wstępna redakcja cz. I Pokucia.]&#13;
&#13;
Po powrocie, który nastąpił około połowy października 1875 roku,&#13;
czekała Kolberga intensywna praca nad uporządkowaniem pozyskanych&#13;
w podróży materiałów oraz nad opracowaniem kolejnych tomów W. Ks.&#13;
Poznańskiego, siedmioczęściowej monografii, najobszerniejszej w całym&#13;
wydawnictwie. W pierwszej kolejności segregacji, selekcji i zredagowania&#13;
wymagały nabytki z Wielkopolski przeznaczone do tomu drugiego. Tom&#13;
pierwszy ukazał się wkrótce po powrocie do Modlnicy jesienią 1875 roku.&#13;
Druk tomu drugiego planował Kolberg rozpocząć już w grudniu. W listopadzie pisał do Leona Czarlińskiego z Zakrzewka, u którego gościł latem:&#13;
Zdrów, dzięki Bogu, wróciwszy do Krakowa i nie tracąc czasu, zająłem się uporządkowaniem zebranych w czasie mojej podróży materiałów, jako i przygotowaniem do druku nowego tomu, tj. dalszej części Poznańskiego, i mam nadzieję&#13;
druk ten w ciągu przyszłego miesiąca rozpocząć1.&#13;
&#13;
W rzeczywistości druk części II został podjęty na początku roku 1876,&#13;
a tom ukazał się latem; w końcu czerwca Kolberg jeszcze czekał na ukończenie druku, zaś na początku sierpnia już wysyłał wydany „świeżutko&#13;
nowy tomik moich badań etnograficznych”2.&#13;
Charakterystyczna jest motywacja, jaką Kolberg wyraził na temat wydania monografii Poznańskiego kilka lat wcześniej. W liście do Hoffa tak ją&#13;
przedstawiał w 1869 roku w odniesieniu do części I:&#13;
Tom pierwszy zajmie się południowo-zachodnią częścią W. Ks. Poznańskiego&#13;
i będzie miał głównie na względzie przedstawienie właściwości pow[iatów]&#13;
Brulion listu do L. Czarlińskiego z listopada 1875 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),&#13;
s. 550.&#13;
2&#13;
Zob. bruliony listów do W. Siarkowskiego z 30 VI i do W. Niegolewskiej z 7 VIII 1876 r.,&#13;
tamże, s. 628 i 631.&#13;
1&#13;
&#13;
338&#13;
&#13;
�wschowskiego, kościańskiego, bukowskiego i kilku im przyległych. Strona ta&#13;
Wielkopolski najmniej była znaną, a wydanie jej tym bardziej powinno być pożądanym, że germanizm, wciskając się we wszelkie żywota tamtejszego stosunki,&#13;
zaciera powoli wszystko”1.&#13;
&#13;
Na problem germanizacji był uwrażliwiony szczególnie, zwłaszcza po&#13;
powrocie ze swojej podróży w 1875 r., dając temu wyraz w licznych wypowiedziach w listach do zaprzyjaźnionych Wielkopolan, zwłaszcza Bibianny&#13;
Moraczewskiej i Wandy Niegolewskiej, a także mieszkańców Pomorza, np.&#13;
Leona Czarlińskiego. Nasilenie tego procesu w latach siedemdziesiątych,&#13;
w okresie rządów Bismarcka i zainicjowanego przez niego Kulturkampfu&#13;
obserwował w czasie swoich ówczesnych podróży, bezpośrednio zetknął&#13;
się z jego eskalacją w czasie kilkakrotnych pobytów w Wielkopolsce i ostatniego na Pomorzu. Znane mu więc były kolejne etapy i przejawy polityki&#13;
germanizacyjnej w Poznańskiem, ściśle połączonej z walką z kościołem katolickim: stopniowe rugowanie języka polskiego ze szkół, wprowadzenie&#13;
rozporządzeniem z 13 października 1873 roku języka niemieckiego jako wykładowego na wszystkich szczeblach nauczania, spychające język polski do&#13;
roli pomocniczej, uchwalenie przez sejm pruski 19 czerwca 1876 roku ustawy ostatecznie uznającej język niemiecki jako wyłączny urzędowy w administracji i sądownictwie, przemianowywanie historycznych nazw polskich&#13;
na niemieckie, usuwanie Polaków ze służby rządowej, uzależnienie kościoła od państwa itd. Restrykcje te budziły silny opór środowisk polskich,&#13;
a sprzeciwy polskich posłów wyrażane w debatach na forum parlamentarnym, jedynym formalnie dostępnym dla Polaków polu wyrażenia niezgody,&#13;
były na porządku dziennym. Jak wiadomo, Kolberg stykał się z wieloma patriotycznie nastawionymi przedstawicielami społeczeństwa wielkopolskiego&#13;
z zaboru pruskiego i jak wynika z nawiązań w korespondencji, te żywotne&#13;
problemy były omawiane w czasie jego pobytów w odwiedzanych domach.&#13;
Z pewnością podejmowano je m.in. w goszczących Kolberga dworach Niegolewskich w Morownicy czy Czarlińskich w Zakrzewku; obaj gospodarze&#13;
byli posłami na sejm pruski, a Niegolewski należał do najznakomitszych&#13;
i najodważniejszych obrońców polskości w parlamencie niemieckim. Podobnie działo się zapewne w czasie spotkań z Bibianną Moraczewską czy&#13;
Marcelim Szulcem w Poznaniu, co dokumentuje korespondencja, w której&#13;
1&#13;
&#13;
Brulion listu do B. Hoffa z 23 V 1869 r., tamże, s. 328.&#13;
&#13;
339&#13;
&#13;
�przewijają się aktualne wątki i problemy polityczne. Wiadomości na ten&#13;
temat dostarczała też prasa krakowska. Żywo reagując na kolejne przejawy&#13;
wypierania polskości w szkolnictwie, administracji, kulturze w Wielkopolsce i na Pomorzu, Kolberg pisał np. do Czarlińskiego:&#13;
Cieszyliśmy się tu bardzo, żeście panowie posłowie tak dzielnie bronili naszych&#13;
praw, osobliwie sprawy językowej na sejmie berlińskim. Winszujemy Wam&#13;
talentu oratorskiego i cenić umiemy wysoko Wasz zapał i poświęcenie, lubo&#13;
znając zawziętość Waszych przeciwników z góry o bezskuteczności tych mów&#13;
i usiłowań byliśmy przekonani1.&#13;
&#13;
Lub nieco później:&#13;
Nie uwierzysz Pan, jak nam tu wszystkim przykro, że wybory tegoroczne do sejmu wypadły dla nas tak niepomyślnie. Wiemy dobrze, że nieprzyjaciel posiada&#13;
daleko potężniejsze niż my środki kontrminowania wszelkich naszych usiłowań&#13;
publicznych, ale i to pewna, że w pracy przy domowym ognisku podjętej niewiele on nam zaszkodzić może2.&#13;
&#13;
Warto podkreślić jasność postawy Kolberga, który wprost mówi o „przeciwnikach”, o „nieprzyjacielu” z jednej strony, z drugiej zaś o wartości pracy&#13;
„przy domowym ognisku” z pozytywistycznego stanowiska. Świadomość&#13;
postępującej germanizacji – o czym będzie jeszcze mowa – z pewnością&#13;
umacniała jego determinację, by z wydaniem monografii wielkopolskiej&#13;
nie zwlekać. Kolejne jej części ukazywały się co roku, w latach 1875–1882,&#13;
z przerwą jedynie w roku 1878.&#13;
1&#13;
Brulion listu do L. Czarlińskiego z 8 VIII 1876 r., tamże, s. 633. Mowa o obradach sejmu pruskiego nad wspomnianą uchwałą o języku niemieckim jako jedynym urzędowym&#13;
na wszystkich szczeblach administracji i sądownictwa, zatwierdzoną 19 czerwca 1876 roku.&#13;
O obradach tych pisała także prasa galicyjska. Kolberg znał zapewne przebieg procedowania&#13;
z bieżących doniesień krakowskiego „Czasu” z 1876 r. (zob. m.in. Korespondencja z Poznania,&#13;
6 kwietnia w nr. 82, z 9 IV), a wspomniane przez niego mowy posłów polskich w obronie języka polskiego, wygłoszone 19 czerwca na posiedzeniu Izby Wyższej, która uchwałę zatwierdziła&#13;
– z artykułu Ziemie polskie. Mowy hr. Józefa Mielżyńskiego i hr. Mieczysława Kwileckiego&#13;
w „Czasie” 1876, nr 141 (z 23 VI), gdzie zostały przytoczone.&#13;
2&#13;
Brulion listu do L. Czarlińskiego z listopada 1876 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),&#13;
s. 668–669. Wybory do sejmu pruskiego odbyły się 27 października 1876 roku. Obszerną&#13;
relację i analizę wyników pt. Rezultat wyborów podawał „Dziennik Poznański” 1876, nr 248&#13;
(z 29 X) i nr 251– 253 (z 3–5 XI). O wyniku wyborów informował także „Czas” 1876, nr 256,&#13;
w Korespondencji „Czasu” z Poznania, 2 Listopada.&#13;
&#13;
340&#13;
&#13;
�Tymczasem krótko po powrocie z podróży w 1875 roku wyłonił się&#13;
nowy kłopot. Jesienią Wilhelm, pośredniczący we wszystkich warszawskich sprawach Oskara, nie tylko rodzinnych, ale i wydawniczych, zawiadomił brata, że cenzura zakwestionowała niektóre fragmenty i miejsca w częś­ci&#13;
II i III Krakowskiego, tj. tomach 6 i 7 Ludu, uniemożliwiając tym samym&#13;
zbyt tych książek w Królestwie Polskim i Rosji. Wilhelm pisał: „[…] przez&#13;
nierozwagę utrudniłeś sobie odbyt w Królestwie i w Rosji tego, co wydajesz w Krakowie”, wyszczególniał też niedozwolone passusy w obu tomach,&#13;
obwarowane klauzulą: „pozwolono/dopuszczono z wyjątkami”, zwracając&#13;
uwagę na absurdalność niektórych zastrzeżeń. Nie mając zaś tomu 6., prosił&#13;
ze względu na trudność z wwiezieniem go: „Potrzeba, abyś co rychło znalazł&#13;
jakąś okazję do Warszawy i przesłał mi serię VI, którą przecież może kto&#13;
przywieźć w kieszeni”1. Zakwestionowane fragmenty dotyczyły w tomie 6.&#13;
pieśni w rozdziale Dwory i miasta, w których pojawiały się aluzje czy akcenty dotyczące wojska polskiego, bitwy pod Racławicami itp., a w tomie 7.&#13;
wyobrażeń ludu krakowskiego o kraju i ludach w okolicach Moskwy oraz&#13;
wszelkich fragmentów w opisie wierzeń, gdzie pojawia się słowo „Moskal”.&#13;
Stosowanym w takich sytuacjach zabiegiem pozwalającym ominąć zakaz&#13;
cenzora było przedrukowywanie kartek książki z kwestionowanymi partiami tekstu. Kolberg odpowiedział bratu szybko, tłumacząc się z „nierozwagi”&#13;
– jak to określił Wilhelm – i godząc na przedruk niektórych kart:&#13;
Mam zwyczaj przed oddaniem manuskryptu do druku przeglądać go jeszcze&#13;
i odkładać na bok wszystko, co tchnie patriotyzmem (gdyż wielka część drukuje&#13;
się z kartek, które czasami ktoś inny napisał, a ja tylko przejrzałem i poprawiłem). Otóż większa część wskazanych przez Ciebie (i cenzurę) miejsc była&#13;
prześlepioną przeze mnie, a korektor (gdyż prócz nut, nie zawsze dla krótko[ści]&#13;
czasu sam wszystko w Krakowie korygowałem) nie dbał wcale o usunięcie tych&#13;
kawałków, więc zostały wydrukowane. Choć przyznać się muszę, że parę miejsc&#13;
mniej drażliwych zostawiłem sam, nie sądząc, aby je cenzura brała na serio.&#13;
Masz rację, że dla tych kilku kartek nie należałoby tamować odbytu całemu&#13;
dziełu u Was i w Rosji, więc je trzeba będzie przedrukować. Uczyniwszy to,&#13;
nie omieszkam przesłać tak poprawionych egzemplarzy i spodziewam się, że&#13;
cenzura cofnie swój zakaz2.&#13;
&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
List Wilhelma Kolberga z 18 XI 1875 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 547 i 548.&#13;
Brulion listu do Wilhelma z grudnia 1875 r., tamże, s. 553.&#13;
&#13;
341&#13;
&#13;
�Wspominana już wcześniej opresja nękająca autorów ze strony cenzury, często absurdalnie uznaniowej i groteskowej w swoich praktykach,&#13;
towarzyszyła Kolbergowi także przy kolejnych tomach przeznaczonych do&#13;
kolportażu i sprzedaży w zaborze rosyjskim 1. Owo nieszczęsne „odkładanie na bok wszystkiego, co tchnie patriotyzmem” było ceną, jaką płacili&#13;
pisarze polscy XIX wieku i z jaką musieli liczyć się również dokumentaliści pokroju Kolberga, dla których naukowym zadaniem była wierność&#13;
faktom.&#13;
Wyprawa na Pomorze, Powiśle i Mazury utrwaliła zainteresowanie&#13;
Kolberga tymi regionami. Choć ich już nigdy nie odwiedził, nie zaniedbał dalszych starań o opracowanie pozyskanych źródeł i o nowe nabytki stamtąd pochodzące i ich dotyczące. Choć za życia nie zdołał ich&#13;
wydać, wagi zebranych źródeł był jednak od początku świadomy, także ze&#13;
względu na systemowe wypieranie żywiołu polskiego z tych ziem i pilną&#13;
potrzebę zgromadzenia dokumentacji etnograficznej dla nich. Dokładnie&#13;
nie znamy jednak przebiegu dalszych prac nad materiałami do przyszłych&#13;
monografii tych regionów. Wiadomo, że po powrocie z podróży na Pomorze i Mazury nadal się nimi interesował, gromadził bibliografię i wiedzę z literatury, poszukiwał materiałów i kontaktów ze znawcami historii&#13;
i folkloru tych regionów. Zafascynowany szczególnie Kaszubami, około&#13;
roku 1877 przetłumaczył rozprawę Hilferdinga z 1862 roku, którą – jak&#13;
wspomniano – znał już wcześniej 2. Zachęcony przez Juliusza Pobłockiego sporządził też odpis wydanego w 1876 roku przez jego brata Gustawa&#13;
Słowniczka kaszubskiego. Obie prace pozostały w archiwum Kolberga wraz z dotyczącymi Pomorza notatkami bibliograficznymi i wypisami&#13;
z literatury, pochodzącymi głównie sprzed roku 1875. W archiwum tym&#13;
przechowały się także najcenniejsze i najbogatsze materiały Kolberga&#13;
z tego obszaru, tj. jego własne zapisy pieśni z melodiami, sporządzone&#13;
1&#13;
Zob. J. Kostecki, M. Rowicka Granice wolności słowa w zaborze rosyjskim w latach&#13;
1865–1904. Wykaz publikacji polskojęzycznych zakwestionowanych oraz dopuszczonych do obiegu przez carską cenzurę zagraniczną, T. 1, 1865–1889, Warszawa 2006 (indeks&#13;
w T. 3). Spośród pierwszych dwu monografii wydawanych w Krakowie w całości dopuszczono&#13;
do obiegu cz. I Krakowskiego oraz cz. I–VII W. Ks. Poznańskiego (DWOK T. 5 i 9–15); zastrzeżenia co do cz. II–IV Krakowskiego (DWOK T. 6–8) oraz wydanych w 1874 roku Krakowiaków&#13;
i mazurków z okolic Krakowa (przedruk rozdziału Tańce z tomu 6.) wskazane zostały w tej&#13;
publikacji przez podanie stron i w razie potrzeby wierszy.&#13;
2&#13;
Zob. wyżej, s. 191–192. Przekład Kolberga pt. Ostatki Słowian na południowym brzegu&#13;
Bałtyckiego Morza został opublikowany w jego tomie Pomorze (DWOK T. 39).&#13;
&#13;
342&#13;
&#13;
�z autopsji w trakcie badań terenowych. Jest to pierwsza – jak powiedziano wyżej – planowa dokumentacja folkloru muzycznego Pomorza i to&#13;
w okresie – jak pisze Józef Burszta – „gdy panowała ugruntowana przez&#13;
pastora Lorka z Cecenowa opinia, że Pomerania non cantat”1. Kolberg&#13;
nie podjął jednak opracowania swych rękopisów pomorskich do druku,&#13;
pozostały w jego spuściźnie aż do 1965 roku, kiedy to wydano je po 90&#13;
latach w ramach Dzieł wszystkich jako tom 39.&#13;
Natomiast przygotował do publikacji materiały z Mazur. Korzystał przy&#13;
tym przede wszystkim z pomocy i dorobku naukowego wybitnego historyka i znawcy regionu, W. Kętrzyńskiego, oraz z przechowywanego w swoim&#13;
archiwum rękopisu Gizewiusza, a także z prac M. Toeppena, J.J. Ossowskiego i K. Sembrzyckiego. Skompletowanie i opracowanie rękopisu Mazur&#13;
pruskich przypadło prawdopodobnie na czas późniejszy, od 1881 r., a zwrot&#13;
w postępie prac przyniosła konkretna pomoc Wojciecha Kętrzyńskiego,&#13;
który od 1883 r. przekazywał Kolbergowi własne materiały źródłowe,&#13;
zwłaszcza zapisy pieśni, zapewne także i literaturę i informacje o niej2. Obaj&#13;
badacze spotykali się we Lwowie, gdzie Kętrzyński pracował w Zakładzie&#13;
Narodowym im. Ossolińskich, najpierw jako sekretarz naukowy od 1870&#13;
roku, potem od 1874 jako kustosz, a od 1 listopada 1876 roku jako długoletni dyrektor. Był wydawcą źródeł, autorem pierwszej etnograficznej pracy&#13;
O Mazurach3, zasłużonym badaczem nie tylko historii Prus, ale i folkloru&#13;
mazurskiego. Mazur pruskich Kolberg jednak nie wydał; ukazały się dopiero w ramach Dzieł wszystkich jako tom 40.&#13;
W miarę upływu lat, przybywających materiałów, rosnących wysiłków, by podołać wielotorowym działaniom, a także narastającego zmęczenia nadmiarem pracy, ślęczeniem za biurkiem, wreszcie eksploatującym&#13;
siły podróżowaniem, Kolberg coraz silniej odczuwał presję czasu, ogromu&#13;
zadań i obaw o realizację swojego wielkiego planu. Mimo ustabilizowanej&#13;
sytuacji bytowej w Modlnicy nie był pozbawiony uciążliwości i kłopotów,&#13;
J. Burszta „Pomorze”… (DWOK T. 39), s. XXVII–XXVIII.&#13;
O współpracy tej oraz o przygotowanych przez Kolberga materiałach do druku zob.&#13;
W. Ogrodziński „Mazury pruskie”… (DWOK T. 40),, s. XIV i nast. W 1886 r. w Wykazie tek&#13;
rękopiśmiennych… (DWOK T. 66, aneks 12, s. 744) Kolberg wymienia Mazury pruskie jako&#13;
monografię „w znacznej części gotową do druku”.&#13;
3&#13;
Praca ta ukazała się w Poznaniu w 1872 roku, wcześniej drukowana była w odcinkach&#13;
w „Tygodniku Wielkopolskim” 1872, nr 90–91, 101–102, 113–114, 129–130, 141–143. Omówienie&#13;
działalności Kętrzyńskiego w tym zakresie zob. m.in. T. Oracki Mazury i Warmia…, s. 447–450.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
343&#13;
&#13;
�jakie poza ciągłą troską o finanse stanowiła konieczność przemieszczania&#13;
się do Krakowa i związane z tym uzależnienie od możliwości wyjazdu.&#13;
Podróże mimo niewielkiej odległości były męczące, drogi jesienią i zimą&#13;
często nieprzejezdne, konie z furką nie zawsze mogły być podstawiane.&#13;
Niejednokrotnie Kolberg nocował w Krakowie, korzystając z gościny&#13;
przyjaciół. W drodze powrotnej z Mazur pisał z Morownicy do Romana&#13;
Konopki:&#13;
Spodziewać się zatem mojego powrotu możesz mniej więcej za tydzień, a najdalej za dni dziesięć. Przyjadę wprost do Krakowa, bo mi to będzie najdogodniej,&#13;
o ile możności w dzień poniedziałkowy lub czwartkowy, i jeżeli koni od Was nie&#13;
zastanę, przenocuję u Kirkora lub Rybkowskiego1.&#13;
&#13;
Z wspominanym już wcześniej Adamem Honorym Kirkorem Kolberg&#13;
stykał się i współpracował blisko w Akademii; nocleg w jego mieszkaniu&#13;
przy Małym Rynku był, jak wynika z listu, możliwością już sprawdzoną.&#13;
Tadeusz Rybkowski (1848–1926), malarz i ilustrator, w latach 1872–1875&#13;
studiował w Krakowie w Szkole Sztuk Pięknych i często bywał w Modlnicy,&#13;
gdzie mieszkała jego ciotka, Antonina Męcińska, rezydentka u Konopków&#13;
i wychowawczyni dzieci2, i gdzie poznał się z Kolbergiem. Z upodobaniem&#13;
podejmował wtedy wycieczki artystyczne, uprawiając malarskie studia&#13;
z natury, których tematem było życie ludu wiejskiego. Z Kolbergiem łączyło go więc wspólne zainteresowanie ludem i wsią. W 1875 roku sportretował autora Ludu3, a później przygotowywał dla niego ryciny przeznaczone do monografii Pokucia. Na dalsze studia wyjechał do Wiednia, gdzie&#13;
był uczniem L. Loefflera, potem H. Makarta i gdzie w latach 1878–1893&#13;
miał własną pracownię i niezwykle intensywnie pracował, uprawiając&#13;
malarstwo rodzajowe i historyczno-rodzajowe4. Zażyłość jednak pozostała;&#13;
w kwietniu 1876 roku Rybkowski pisał z Wiednia do Kolberga, uprzedzając&#13;
„zaproszenie do przesyłania artykułów z etnografii słowiańskiej, a głównie&#13;
List z 3 X 1875 r., Korespondencja cz. I (DWOK T. 64), s. 540.&#13;
Matka Tadeusza, Karolina Rybkowska, i Antonina Męcińska były córkami Antoniego&#13;
Męcińskiego, kompozytora i organisty w Kościele Mariackim w Krakowie.&#13;
3&#13;
Portret ten (miniatura, gwasz, akwarela) znajduje się w Muzeum im. Oskara Kolberga&#13;
w Przysusze. Reprodukcję opublikowała K. Markiewicz w albumie Oskar Kolberg 1814–1890,&#13;
Radom 2014, s. 116.&#13;
4&#13;
Zob. R. Biernacka Rybkowski Tadeusz, w: Polski słownik biograficzny, T. XXXIII, 1991–&#13;
1992, s. 357–359.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
344&#13;
&#13;
�Galicji i Krakowskiego” z redakcji tamtejszego czasopisma „Heimat”, gdzie&#13;
rekomendował go „jako członka Akademii Umiejętności i jedynego etnografa w całej Polsce”1.&#13;
W Krakowie miał Kolberg wypróbowane punkty kontaktowe, w których pozostawiał i odbierał wiadomości i listy w sprawach swoich krakowskich interesów i spotkań, a także dla i od przyjezdnych członków rodziny&#13;
i przyjaciół. W czasie zamieszkiwania w Modlnicy był to poza księgarnią&#13;
Friedleina sklep galanteryjny w Rynku Głównym Józefa Zaplatalskiego,&#13;
kupca, u którego zaopatrywał się modlnicki dwór. Za jego pośrednictwem&#13;
przekazywane były do Kolberga i od niego informacje o przyjazdach, zakwaterowaniu w Krakowie, propozycjach i terminach spotkań, a także wędrujące w obie strony przesyłki i listy. Liczne wskazówki w korespondencji&#13;
Kolberga do roku 1883, kierujące pod ten adres, wskazują na dogodność&#13;
sprawdzonego pośrednictwa Zaplatalskiego.&#13;
Wyjazdy z Modlnicy do Krakowa, uzależnione od pogody, zdrowia, kondycji i gotowości do męczącej jazdy do miasta, a przede wszystkim od&#13;
możliwości korzystania w razie potrzeby z oferowanych mu przez gospodarzy koni i furmanki, sprawiały, że podróże te stawały się z czasem rzadsze. Z kolei pobyt w Krakowie też bywał czasowo limitowany, zapewne ze&#13;
względu na transport. W listach częściej pojawiają się też wzmianki o tych&#13;
trudnościach. Już w lutym 1875 roku pisał o przyjazdach do Krakowa raz&#13;
w tygodniu:&#13;
Zajęcia moje etnograficzne dokonywane na wsi […], druk dzieł moich, stosunki&#13;
z Akademią, biblioteką, drobne sprawunki etc. powołują mnie prawie co tydzień&#13;
do Krakowa, gdzie zawsze kilka spędzam godzin dla załatwienia tych i tym podobnych interesów.&#13;
&#13;
W liście do Siarkowskiego z maja 1876 roku, w którym wyjaśniał powody swojego milczenia i braku wiadomości, czytamy:&#13;
Przyczyny znów tego braku są te, że mieszkam o 1 1/2 mili od Krakowa, w Modlnicy i bywam zwykle tylko raz na tydzień w tym mieście dla interesów, sprawunków, korekty dzieła itp. Ostatnimi czasy bytność ta jeszcze stała się rzadszą&#13;
dla słabości zdrowia, niepogody, braku furmanki na zawołanie itd. Otóż tym&#13;
sposobem ani z prezesem, ani z sekretarzem Akad[emii] nie widziałem się od&#13;
1&#13;
&#13;
List T. Rybkowskiego z 20 IV 1876 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 601.&#13;
&#13;
345&#13;
&#13;
�marca, a to tym mniej, że byli oni we Lwowie, skąd wrócili na parę dni na święta,&#13;
a ostatecznie dopiero na walne zebranie Akademii w d. 3 maja, na którym mnie&#13;
znów nie było dla słabości.&#13;
&#13;
Do Władysława Wierzbowskiego krótko potem pisał w podobnym duchu, tłumacząc niemożność spotkania:&#13;
Bywam bowiem w Krakowie ledwie raz na tydzień i to na kilka godzin (jak to&#13;
wiesz) dla załatwienia interesów w drukarni, księgarni, bibliotece itd. i ledwie&#13;
czasami kilka chwil wolnych, [by] odwiedzić przyjaciół, mi pozostaje1.&#13;
&#13;
Zimą wyjazdy te były jeszcze rzadsze, nieprzejezdne z powodu śniegów&#13;
lub roztopów drogi, zimno i niepogoda zmuszały do ich ograniczania i wyjaśnień w rodzaju: „[…] z powodu zasp śnieżnych rzadko teraz w Krakowie&#13;
bywam” lub:&#13;
Zimno, częste niepogody, złe drogi, trudność o konie w danym razie, a oraz&#13;
wiek i niezupełnie dobry stan mego zdrowia trzymają mnie na uwięzi w domu&#13;
i zapewne czas jakiś stale jeszcze trzymać będą. Nie gniewam się jednak o to,&#13;
bo mam spokój i zyskuję trochę czasu potrzebnego mi do wykończenia Pokucia,&#13;
które, jak sądzę, w początkach marca będzie gotowe2.&#13;
&#13;
Ostatnia przytoczona wypowiedź z listu do Kopernickiego, o dwa lata&#13;
późniejsza, pochodzi już z okresu, kiedy w osobie adresata znalazł Kolberg&#13;
oddanego przyjaciela i pomocnika. Zawiązana w Krakowie bliska relacja&#13;
znajduje swoje odbicie w korespondencji zainicjowanej pod koniec 1876&#13;
roku, a ożywionej od 1878 roku. Widoczne jest w niej pogłębiające się zaufanie i wzajemny szacunek, gotowość pomocy i obustronne zrozumienie.&#13;
Jak już wspominano, Kopernicki z niezwykłą ofiarnością i operatywnością&#13;
wspomagał Kolberga w jego wszystkich sprawach, pośrednicząc między&#13;
nim a władzami Akademii, drukarnią i księgarnią Friedleina, ułatwiając&#13;
1&#13;
Zob. odpowiednio bruliony listów do M.A. Szulca z 26 II 1875 r., do W. Siarkowskiego z 23&#13;
V 1876 r., do W. Wierzbowskiego z 20 VI 1876 r., tamże, s. 520, 621 i 626.&#13;
2&#13;
Bruliony listów do B. Moraczewskiej z 30 I 1876 r. oraz do I. Kopernickiego prawdopodobnie&#13;
ze stycznia 1878 r., tamże, s. 559 oraz Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 94. Wersja wstępna&#13;
cz. I Pokucia (DWOK T. 29) przedstawiona została na posiedzeniu Komisji Antropologicznej 27&#13;
XI 1878 r. (zob. „Rozprawy i Sprawozdania z posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. V, 1878, s. CVIII),&#13;
tom ukazał się ostatecznie w 1882 roku, o czym mowa będzie dalej.&#13;
&#13;
346&#13;
&#13;
�kontakty z badaczami krakowskimi i terenowymi, niejednokrotnie zastępując go też w Sekcji Etnologicznej. Sam niezmordowany w pracy badawczej i w organizacji życia naukowego i łączący obie sfery działania,&#13;
rozumiał jak mało kto ze współczesnych dylemat Kolberga, uwikłanego&#13;
w ustawiczną sprzeczność między potrzebą spokojnej, mrówczej pracy&#13;
i skupienia nad kolejnymi tomami a innymi wyzwaniami, które go od tego&#13;
żywotnego zadania odrywały. Starał się też maksymalnie pomóc przyjacielowi nie tylko w obowiązkach związanych z Akademią, ale i w drobnych życiowych sprawach. Często dzięki temu Kolberg nie musiał wybierać się do Krakowa, zyskując spokój i czas na pracę w Modlnicy. Chętnie&#13;
użyczał też przyjacielowi noclegu i gościny w razie potrzeby, czasami&#13;
dłuższej. Niejednokrotnie Kolberg odwoływał się też do pośrednictwa&#13;
Kopernickiego w kontaktach z osobami odwiedzającymi Kraków. Liczne&#13;
przejawy i gesty takiej bezinteresownej troski i wsparcia dokumentuje&#13;
zachowana korespondencja 1. Przy niewiarygodnym tempie, jakie dla siebie w pracy autor Ludu wyznaczył, była to pomoc bezcennna. A tempo&#13;
to – jak się okaże – nie słabło już do końca, jeszcze nie było ukończone&#13;
W. Ks. Poznańskie, zamknięte dopiero VII częścią w roku 1882, a już&#13;
toczyły się równolegle prace nad kolejnymi monografiami; począwszy&#13;
od tego właśnie roku, ukazywać się będą systematycznie po dwa tomy&#13;
rocznie. Jednocześnie – poza nieprzerwanym gromadzeniem materiałów&#13;
drogą własnych i korespondencyjnych poszukiwań, korektami kolejnych&#13;
tomów, redakcją tekstów przeznaczonych do druku w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej” – Kolberg publikował także osobne artykuły, niezwiązane z Ludem.&#13;
&#13;
1&#13;
Zob. np. niedatowany list Kopernickiego, najprawdopodobniej z 1878 roku, w którym&#13;
obiecuje załatwienie w Krakowie kilku spraw ważnych dla Kolberga, a jednocześnie zaprasza&#13;
go na kilkudniowy pobyt w swoim domu przy ulicy Sławkowskiej. Zob. też m.in. list Kolberga do J. Brandta z 20 II 1879 r., w którym informuje malarza, że wiadomość o nim mógłby&#13;
w Krakowie otrzymać u księgarza Friedleina, kupca Zaplatalskiego „albo też najdokładniej […]&#13;
u dr Kopernickiego na Sławkowskiej ulicy nr [29], w własnym jego domu niedaleko Akademii”&#13;
(Korespondencja… cz. II, DWOK T. 65, s. 193 i 220).&#13;
&#13;
347&#13;
&#13;
�XVIII&#13;
[W nurcie życia naukowego Akademii. – Rzecz o mowie ludu wielkopolskiego&#13;
(1876 i 1877 r.), znaczenie tej publikacji i innych materiałów gwaroznawczych&#13;
Kolberga dla dialektologii. – Rola dokumentacji języka i słownictwa ludowego&#13;
w badaniach etnograficznych Kolberga a program prac leksykograficznych&#13;
w Akademii. – Postulat gromadzenia i publikacji materiałów ikonograficznych&#13;
przedstawiany przez Kolberga Komisji Antropologicznej. – Studia nad kulturą&#13;
i folklorem Łużyczan, ich związek z podróżą 1875 r. i badaniami w Wielkopolsce. – Publikacja artykułu Obecne stanowisko etnografii w 1876 r.]&#13;
&#13;
Jak wspominano poprzednio przy omawianiu udziału Kolberga w pracach Akademii, już w styczniu 1876 roku w Komisji Językowej Akademii&#13;
znalazła się i została zakwalifikowana do druku jego praca Rzecz o mowie ludu wielkopolskiego. Przekazana następnie Komisji Antropologicznej&#13;
i wydana najpierw z trzema innymi artykułami w zeszycie pod wspólnym&#13;
tytułem Materiały do słownika prowincjonalizmów polskich w 1876 roku,&#13;
a ponownie, choć w zmienionej wersji redakcyjnej, opublikowana w dziale etnologicznym „Zbioru Wiadomości do Antropologii Krajowej” w 1877&#13;
roku1, stanowi pozycję wyjątkową nie tylko w dorobku Kolberga, ale także w dziedzinie dialektologii. Jest to pierwsza próba zebrania, systemowego ujęcia i interpretacji materiału gwarowego z ówczesnego Wielkiego&#13;
Księs­twa Poznańskiego i choć dokonana została nie przez profesjonalistę&#13;
językoznawcę, ma znaczenie historyczne. We wstępie Kolberg stwierdzał,&#13;
że w czasie swoich podróży dostrzegł „pewne odrębności w wymawianiu,&#13;
składni itd.”, właściwe „środkowym, zachodnim, południowym oraz północno-wschodnim” powiatom tego regionu.&#13;
Że jednak pozyskany tu materiał – pisał – nie jest dość obfitym, by na podstawie danych różnic dozwolił zadawalniającą ustanowić klasyfikację, a tym&#13;
mniej oznaczyć granice i stopień powinowactwa sąsiednich sobie gwar prowincjonalnych, przeto ograniczam się obecnie na podaniu ogółowym spostrzeżeń&#13;
tyczących się głosowni (fonetyki), jak i form gramatycznych w obrębie całego&#13;
Wielkiego Księstwa Poznańskiego używanych, z oznaczeniem szczegółowym&#13;
miejsc i okolic, gdzie takowe zasłyszanymi były2.&#13;
Zob. wyżej, s. 282, przyp. 3 i s. 284, przyp. 1.&#13;
O. Kolberg Rzecz o mowie ludu…, w: tegoż Studia, rozprawy… (DWOK T. 63), s. 342.&#13;
W edycji Materiały do słownika… z r. 1876 podział geograficzny na cztery wymienione&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
348&#13;
&#13;
�Przyjęta przez Kolberga formuła analizy językowej zgodna jest z ówczesnym modelem stosowanym dla prac językoznawczych; w obrębie&#13;
głosowni omawiane są kolejno samogłoski i spółgłoski, dalej w zakresie&#13;
morfologii wydziela autor poszczególne części mowy, po nich następują&#13;
przykłady wypowiedzi gwarowych, zapożyczenia (germanizmy), wreszcie&#13;
słowniczek, obejmujący około 800 haseł ułożonych w czterech osobnych&#13;
spisach (według wymienionych wyżej czterech grup powiatów), a na końcu każdego podane „wyrazy cudzoziemskie”. Opisywane zjawiska językowe odnosi autor do notowanych w innych regionach, niekiedy przy tym&#13;
typowe wielkopolskie cechy morfologiczne traktuje jako fonetyczne, nie&#13;
wszystkie zaobserwowane fakty wyjaśnia też prawidłowo w kategoriach&#13;
lingwistycznych. Materiał zebrany przez Kolberga w tej pracy został wykorzystany jedynie w zakresie zasobu leksykalnego; słownictwo weszło do&#13;
Słownika gwar polskich Karłowicza. Nie doceniono natomiast pierwszej&#13;
próby opisu wielkopolskich zjawisk językowych. Wybitny językoznawca,&#13;
Kazimierz Nitsch, przywołując tę pracę Kolberga, w 1915 roku zarzucał jej&#13;
niefachowość i pisał, że „ma ona wartość tylko dla słownika”1. Za sprawą&#13;
m.in. tej jego opinii stanowisko to utrwaliło się w nauce. Dopiero późniejsza specjalistyczna analiza językoznawcza rozprawy Kolberga, podjęta około roku 1970, przed jej wydaniem w Dziełach wszystkich przez&#13;
Monikę Gruchmanową wykazała pełniej wartość naukową i przydatność&#13;
obserwacji Kolberga dla dialektologii. Aby je właściwie ocenić, badaczka&#13;
zestawiła najistotniejsze cechy wyselekcjonowane z opracowania Kolberga&#13;
z potwierdzonymi przez późniejszych autorów zajmujących się dialektami&#13;
wielkopolskimi2. Analiza ta pozwoliła autorce stwierdzić, że „O. Kolberg zagrupy powiatów przyjął Kolberg także dla opisu cech fonetycznych i gramatycznych języka.&#13;
O rozprawie Kolberga zob. też analiza M. Gruchmanowej w: O. Kolberg Studia, rozprawy…&#13;
(DWOK T. 63), s. XXXVIII–XLIV oraz tejże autorki Oskar Kolberg jako gwaroznawca, w: Oskar&#13;
Kolberg 1814–1890, w serii: „W Służbie Nauki”, Kraków 1998, nr 1 (Materiały z sesji naukowej&#13;
w Krakowie 26 listopada 1994), s. 27–34. Przedruk w: M. Gruchmanowa Gwary w ojczyźnie&#13;
i na obczyźnie, Poznań 2003, s. 176–185.&#13;
1&#13;
K. Nitsch Dialekty języka polskiego, Wrocław–Kraków 1957 (reedycja, I wyd. 1915), s. 12.&#13;
2&#13;
Pierwsza dialektologiczna praca z obszaru Wielkopolski w XIX wieku to J. Leciejewskiego&#13;
Gwara Miejskiej Górki i okolicy, „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Filolog.”, T. IX:&#13;
1882, s. 108–148. Główne cechy gwar wielkopolskich scharakteryzował K. Nitsch w pracach&#13;
Mowa ludu polskiego, Kraków 1911 oraz Dialekty języka polskiego, w: Encyklopedia Polska,&#13;
T. 3, Kraków 1915, s. 238–343 (i reedycje). Pierwsze opracowanie poświęcone wyłącznie gwarom wielkopolskim, a zawierające też dane z prac Nitscha wydał A. Tomaszewski pt. Mowa&#13;
&#13;
349&#13;
&#13;
�uważył i zanotował bezbłędnie wiele cech typowych ogólnowielkopolskich&#13;
lub charakterystycznych tylko dla części Wielkopolski, wykazywanych także później przez dialektologów […]”1. Ustalenie to badaczka potwierdziła&#13;
niemal 30 lat później, formułując jednocześnie dalej idący wniosek udokumentowany konkretnymi przykładami:&#13;
Ze szczegółowego zestawienia wynika, że mimo niepełnego materiału gwarowego i nie zawsze podanej geografii Kolberg zapisał i opisał zdecydowaną większość cech typowych dla Wielkopolski. Interpretacja językoznawcza w dużej&#13;
części jest trafna […]. Oprócz cech potwierdzonych w pracach dialektologicznych&#13;
K. Nitscha i A. Tomaszewskiego Kolberg zapisał takie, których brak u wymienionych dialektologów, a na które zwrócono uwagę dopiero we współczesnych&#13;
badaniach2.&#13;
&#13;
Wartość pracy Kolberga podsumowuje w konkluzji:&#13;
W sumie Rzecz o mowie ludu wielkopolskiego, mimo różnego rodzaju niedociągnięć, stanowi pierwszą próbę usystematyzowania i charakterystyki wielkopolskich zjawisk gwarowych. […] Niesłusznie zlekceważono wymienione opracowanie, jako dokumentację zebranych w terenie systemowych faktów dialektologicznych z drugiej połowy XIX wieku, ze stratą dla późniejszych badań terenowych […].&#13;
&#13;
Podkreślając „dociekliwość językoznawczą” Kolberga, stwierdza wreszcie w oparciu o analizę także innych jego materiałów gwarowych: „Oskara&#13;
Kolberga ceniono dotychczas jako muzyka, etnografa, folklorystę, etnomuzykologa. Do wymienionych określeń należałoby dodać: gwaroznawca&#13;
– dokumentalista faktów językowych, przydatnych dla dialektologii historycznej”3. Warto może jeszcze pokusić się o przypuszczenie, że dla owej&#13;
dociekliwości Kolberga na tym przednaukowym etapie gwaroznawstwa&#13;
pierwszorzędne znaczenie miał jego doskonały słuch i związane z nim wyczulenie na odmianki lokalnej wymowy. Paradoksalnie brak wykształcenia&#13;
ludu wielkopolskiego, Poznań 1934. Gruchmanowa odnosi materiał Kolberga do publikacji&#13;
Leciejewskiego i Tomaszewskiego.&#13;
1&#13;
M. Gruchmanowa, wstęp do tomu 63 DWOK, s. XLIII–XLIV.&#13;
2&#13;
M. Gruchmanowa Kolberg jako gwaroznawca…, s. 28–29 oraz 29. W tej pracy autorka&#13;
analizuje też dwa inne opracowania gwaroznawcze Kolberga i ocenia ich wartość dla dialektologii: przekład wspomnianej rozprawy Hilferdinga oraz zbiór bajek śląskich spisanych własnoręcznie z ust ludowego narratora (zob. DWOK T. 39 i 43).&#13;
3&#13;
M. Gruchmanowa Kolberg jako gwaroznawca…, s. 31 i 34.&#13;
&#13;
350&#13;
&#13;
�językoznawczego mógł sprzyjać maksymalnej staranności w oddaniu tych&#13;
niuansów, np. cech wymowy sporadycznych czy zmiennych i niekonsekwentnych nawet w jednym przekazie. Z drugiej strony bliska współpraca&#13;
z członkami Komisji Językowej Akademii i orientacja w jej publikacjach&#13;
pozwoliła mu prawdopodobnie poznać podstawowe problemy warsztatu&#13;
kształtującej się dopiero dialektologii polskiej.&#13;
Przekonanie o wartości dla nauki zapisów „mowy ludowej” dokonanych&#13;
przez Kolberga potwierdziły i ugruntowały badania i prace językoznawców&#13;
analizujących jego przygotowywane do wydania materiały z tego zakresu,&#13;
pochodzące także z innych regionów Rzeczypospolitej, również z pogranicza&#13;
polsko–ukraińskiego na Kresach Wschodnich, do czego wypadnie jeszcze&#13;
powrócić. Późniejsi badacze materiałów Kolberga poszli już tym tropem.&#13;
W roku 2015 językoznawca Maciej Rak, analizując materiały podhalańskie&#13;
Kolberga pod kątem ich przydatności dla dialektologii, tak oceniał kwestionujące ją stanowisko Nitscha:&#13;
Po pierwsze Nitsch, nazywając prace Kolberga „niefachowymi zbiorami”, z pewnością miał na uwadze zapis, który nie oddaje cech fonetycznych gwary. Kolberg nie mógł jednak sprostać takim oczekiwaniom, gdyż w jego czasach nie&#13;
praktykowano fonetycznego zapisu materiałów pozyskiwanych u ludu. […] Po&#13;
drugie Nitsch ocenił dorobek Kolberga, przyjmując perspektywę naukowej dialektologii, która w XIX wieku dopiero się rodziła. Po trzecie Nitsch nie wziął pod&#13;
uwagę tego, że teksty folkloru (w szczególności pieśni) zgromadzone w Ludzie&#13;
reprezentują interdialekt, a nie taką gwarę, z którą mają i chcieliby mieć do&#13;
czynienia dialektolodzy1.&#13;
&#13;
Opinia ta niezwykle celnie ujmuje istotę nienowego sporu językoznawców i folklorystów o zapis tekstu ludowego, który będzie się toczył&#13;
w Akademii od lat osiemdziesiątych, kiedy to powstał w Krakowie pierwszy naukowy ośrodek badań dialektologicznych z wybitnym językoznawcą, Lucjanem Malinowskim na czele. Twórca i jego uczniowie preferowali&#13;
znormalizowaną notację fonetyczną tekstów żywej mowy, badacze folkloru&#13;
– zapis gwarowy uproszczony, wystarczający dla ich potrzeb i praktycznie&#13;
M. Rak „Góry i Podgórze” Oskara Kolberga w ujęciu dialektologicznym, w: „Ja daję&#13;
właśnie materiał…”. O dziele Oskara Kolberga w dwusetną rocznicę Jego urodzin, pod red.&#13;
E. Antyborzec, Poznań 2015, s. 234–235. Zob. też m.in. H. Karaś Polska leksykografia gwarowa,&#13;
Warszawa 2011, s. 62–65, H. Skoczylas-Stawska Cechy gwar wieluńskich w dziele Oskara&#13;
Kolberga, „Prace Filologiczne”, T. XL: 1995, s. 385–395.&#13;
1&#13;
&#13;
351&#13;
&#13;
�dostępny niewykwalifikowanym lingwistycznie zbieraczom, korespondentom i współpracownikom Akademii. W spór ten włączona też zostanie&#13;
Komisja Antropologiczna wraz z jej Sekcją Etnologiczną.&#13;
Jak wspomniano wcześniej, w tym samym czasie co rozprawa o dialektach wielkopolskich w Komisji Językowej Akademii znalazła się inna praca&#13;
Kolberga pt. Zabytki piśmienne miasta Miłosławia w Wielkopolsce. Ten&#13;
nieznany dziś tekst, ani przez samego Kolberga, ani w pracach Komisji Językowej czy Antropologicznej później nie odnotowany, przemilczany także&#13;
w literaturze poświęconej dawnemu piśmiennictwu i jego zabytkom, wiąże&#13;
się zapewne z niedawnym pobytem w Poznańskiem. W zachowanych przekazach źródłowych dotyczących podróży Miłosław jest wprawdzie wymieniany&#13;
jedynie w 1872 roku, ale nie wszystkie odwiedzane miejscowości Kolberg&#13;
zawsze wymieniał, a ponadto odpowiednie informacje i materiał mógł pozyskać w Poznaniu, gdzie spotykał się z przedstawicielami środowiska naukowego i literackiego, członkami tamtejszego Towarzystwa Przyjaciół Nauk.&#13;
Podkreślić należy, że zainteresowanie Kolberga tzw. prowincjonalizmami&#13;
i szerzej – zróżnicowaniem regionalnym języka jako przedmiotem badań&#13;
etnografia akcentowane było od początku wyraźnie w skrystalizowanym&#13;
około roku 1865 programie wydawniczym autora Ludu. Dziesięć lat później&#13;
we wstępie do części I Poznańskiego pisał:&#13;
Do najważniejszych cech bytu i rozwoju każdego ludu należy niewątpliwie&#13;
jego język jako główny wszelkich potrzeb i całej działalności tłumacz. Stąd&#13;
też do oddania w pełni ludu każdego charakterystyki lingwistyka za niezbędną&#13;
u wszystkich etnografów służyła zawsze pomocnicę. W seriach też dzieła przez&#13;
nas wydawanego dbaliśmy wielce i dbać będziemy o uwydatnienie prowincjonalizmów wszędzie, gdzie tego znajdziemy potrzebę, czy to wyrażając w mowie&#13;
miejscowej zdania, czy dając w niej przykłady i nazwy przedmiotów. Artykuły&#13;
zaś językoznawcze obszerniejszego zakroju, nomenklatury nazw i imion własnych i pospolitych […], jak i słowniczki wyrazów i wyrażeń prowincjonalnych&#13;
(w obecnym razie wielkopolskich) nie omieszkamy przygotować i przedłożyć&#13;
Akademii […]1.&#13;
&#13;
Jego ustalony pogląd, że jest to istotny, wyróżniający tożsamościowo&#13;
aspekt kultury poszczególnych regionów, a w sumie także narodu, zagrożonego poprzez zabory w swoim bycie i tożsamości, współgrał ściśle&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. I (DWOK T. 9), s. IV.&#13;
&#13;
352&#13;
&#13;
�z założeniami i zadaniami naukowymi wytyczonymi w Wydziale Filologicznym Akademii, a szczególnie w działającej w jego ramach od 1874 roku&#13;
Komisji Językowej. Przyjęła ona od początku za główny przedmiot swych&#13;
prac zbieranie materiałów do słownika języka polskiego stanowiących dopełnienie słownika Lindego. Celem było „wciągnąć do słownika język całej&#13;
naszej literatury od najdawniejszych także czasów aż po chwilę obecną”.&#13;
Materiał miał objąć zatem również staropolski zasób leksykalny, pozyskany&#13;
na drodze analiz dawnych zabytków języka, a także słownictwo gwarowe,&#13;
co zapisano w programie:&#13;
Prowincjonalizmy […] powinny wejść także w skład słownika, można je bowiem&#13;
uważać za źródło język odżywiające i w istocie wiele wyrazów dziś w piśmiennej&#13;
mowie używanych przedtem było prowincjonalizmami; trudno także jest często&#13;
rozróżnić, co jest prowincjonalizmem, a co literackim wyrazem”1.&#13;
&#13;
Kolberg, podzielający ten pogląd i wcześniej już dokumentujący „prowincjonalizmy”2, utożsamiał się z tym kierunkiem prac, sam w nich uczestniczył, a także zabierał niejednokrotnie głos w sprawie organizacji badań&#13;
nad językiem ludowym i prezentacji wyników. Zorientowany w dyskusji&#13;
dotyczącej profilu słownika i planu prac nad nim3, wyrażał aprobatę dla&#13;
programu równoległego zbierania leksykalizmów gwarowych i zamiaru,&#13;
by „takowe, nim użyte zostaną na karm dla tegoż słownika, w osobnym&#13;
zebrać dziele”.&#13;
Uznając właściwość tego kroku – pisał – poważam się wnieść, aby z nadsyłanych Sekcji [tj. Komisji Językowej] materiałów ogłaszać ona chciała bulletyny&#13;
objętości przynajmniej półarkuszowej, wymieniając skąd, kiedy i od kogo matePosiedzenie Komisji Językowej dnia 12 VI 1874 r., „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń&#13;
Wydz. Filolog.” T. III, 1875, s. XVII i XVIII. Cytowane fragmenty pochodzą z programu słownika,&#13;
opublikowanego w sprawozdaniu z tego posiedzenia tamże, s. XVI–XXIII.&#13;
2&#13;
Słowniczki gwarowe, opublikowane przez Kolberga w Sandomierskiem, Kujawach,&#13;
Krakowskiem (zob. DWOK T. 2, 3 i 8) i z Wielkopolski w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii&#13;
Krajowej”, H. Karaś uznała w 2011 roku „za najważniejsze słowniki najwcześniejszego etapu&#13;
dziejów polskiej leksykografii gwarowej” (Polska leksykografia gwarowa…, s. 62).&#13;
3&#13;
Dyskusja nad programem i strukturą słownika oraz metodami i organizacją prac nad nim&#13;
toczyła się nadal w następnych latach. Równolegle pozyskiwano nowych współpracowników&#13;
i do Komisji Językowej spływały materiały staropolskie i gwarowe, które postanowiono&#13;
gromadzić w pierwszej kolejności. O przebiegu tych prac informowano w sprawozdaniach&#13;
z posiedzeń Komisji Językowej zamieszczanych w „Rozprawach i Sprawozdaniach z Posiedzeń&#13;
Wydz. Filolog.” (zob. głównie T. I–VI, 1874–1878).&#13;
1&#13;
&#13;
353&#13;
&#13;
�riały otrzymała. Działanie to przedstawi tę korzyść, że poda wcześnie do wiadomości publicznej nabytki z różnych okolic kraju pozyskane, a stąd da możność&#13;
rychłego sprostowania uchybień i dopełnienia braków […]1.&#13;
&#13;
Opinia Kolberga, zmierzająca do integrowania wysiłków badawczych,&#13;
nieodosobniona zresztą, z pewnością miała wpływ na decyzję o wydawaniu&#13;
zeszytami Materiałów do słownika prowincjonalizmów, gdzie ukazała się&#13;
najpierw Rzecz o mowie ludu wielkopolskiego. Jak powiedziano wyżej,&#13;
w latach następnych materiały takie, jeśli nie miały charakteru ściśle „teoretyczno-dialektologicznego”, przekazywane były Komisji Antropologicznej&#13;
i publikowane w jej „Sprawozdaniach” oraz w „Zbiorze do Antropologii&#13;
Krajowej”. Znamienne, że w tym samym czasie, gdy Kolberg składał w Akademii swoją rozprawę o gwarze wielkopolskiej z cennym materiałem leksykalnym, ukazał się obszerny tekst Jana Karłowicza o charakterze metodologicznym, dotyczący projektu wielkiego słownika języka polskiego, gdzie&#13;
jeszcze raz autor podkreślał wagę zbierania prowincjonalizów2. Projekt ten,&#13;
ujmujący całość zagadnień dotyczących struktury słownika, zreferowany&#13;
na posiedzeniu Komisji w lipcu 1876 roku przez jej przewodniczącego, F.&#13;
Skobla3, zakładał objęcie całego słownictwa polskiego do czasów najnowszych; jego urzeczywistnienie w postaci edycji przypadło już na pierwsze&#13;
dziesięciolecia następnego wieku. Wśród szeregu prac dokumentujących&#13;
słownictwo gwarowe i sukcesywnie spływających do Komisji prace Kolberga, wcześniejsze i późniejsze, okazały się jednymi z najwartościowszych&#13;
materiałów źródłowych dla tego wielkiego projektu ówczesnej polskiej humanistyki.&#13;
1&#13;
Brulion niedatowanego listu do Akademii Umiejętności, Korespondencja… cz. III (DWOK&#13;
T. 66), s. 690–691. Być może stanowi on szkic stanowiska Kolberga „pośrednio objawionego&#13;
w tej mierze”, na które powołano się na posiedzeniu Komisji Antropologicznej 25 lutego 1876&#13;
r. (zob. wyżej, s. 283, gdzie cytowany odpowiedni fragment sprawozdania z tego posiedzenia).&#13;
2&#13;
Ta obszerna praca pt. Przyczynki do projektu wielkiego słownika języka polskiego&#13;
zamieszczona została jako Dodatek w tomie IV „Rozpraw i Sprawozdań z Posiedzeń Wydz.&#13;
Filolog.” z r. 1876, s. XIV–CXVII (i osobna odbitka z r. 1876). Tam o potrzebie gromadzenia&#13;
dialektyzmów na. s. XVII.&#13;
3&#13;
Posiedzenie Komisji Językowej dnia 19 VII 1876 r., tamże. T. VI, 1878, s. VIII. Słownik&#13;
języka polskiego, pod red. J. Karłowicza, A. Kryńskiego i W. Niedźwiedzkiego, T. 1–8, wydany&#13;
został w Warszawie w latach 1900–1927. O działalności Komisji Językowej w latach 1874&#13;
–1898 zob. też S. Urbańczyk Językoznawstwo i slawistyka, w: Polska Akademia Umiejęt­ności&#13;
1872–1952. Nauki humanistyczne i społeczne. Materiały z sesji jublileuszowej, Kraków&#13;
3–4 V 1973, Wrocław 1974, s. 257–265.&#13;
&#13;
354&#13;
&#13;
�Innym, poruszanym też wyżej, ale ciągle żywotnym dla Kolberga problemem, z którym występował na posiedzeniach Komisji Antropologicznej,&#13;
był postulat gromadzenia materiałów ikonograficznych jako ważnych źródeł dla antropologii i etnografii. W niedatowanym brulionie, kierowanym&#13;
zapewne do Komisji i jej przedłożonym, pisał w tej sprawie jako przewodniczący Sekcji Etnologicznej, już po ogłoszeniu instrukcji Sadowskiego&#13;
w 1874 roku i po rozesłaniu ankiet do przyszłych współpracowników:&#13;
Ilustracje, jak wiadomo, ułatwiają zrozumienie wszelkich prac tak antropologicznych, jak i etnograficznych. Osobliwie dla etnografa są one niezbędnymi.&#13;
Tutaj dokładne oddanie typów ludu i jego ubioru, przedstawienie jego mieszkań,&#13;
sprzętów itd. jaśniejsze o wszystkim tym da wyobrażenie niż gołe jedynie opisy, choćby nawet drobiazgowo i wyczerpująco rzecz określiły. Z tego powodu&#13;
sądzę, że wielce byłaby pożądaną publikacja podobnych typów systematycznie,&#13;
pod dozorem jednego z doświadczonych prowadzona etnografów i głównie do&#13;
celów naukowych skierowana, która by z czasem dokładny utworzyć mogła&#13;
atlas etnograficzny, osobliwie ziem polskich dotyczący. Posiadając w tece mojej&#13;
dość znaczną rzeczonych typów kolekcję, już to ołówkiem, już wodną wykonanych farbą przez znakomitych artystów […], a nadto zbiór fotografii w tym&#13;
rodzaju, gotów jestem z kolekcji tej w miarę potrzeby na cel wspomniony ofiarować żądane ryciny, jeżeli Akademia, uznając korzyści podobnego wydawnictwa,&#13;
zgodzić się na nie zechce1.&#13;
&#13;
Dodawał też, że do listu dołącza spis posiadanych rycin „z różnych prowincyj Polski”. Sprawa ilustracji, zabiegów o nie i podnoszenia ich wagi&#13;
jako materiału źródłowego będzie powracała do końca działalności Kolberga.&#13;
Prawdopodobnie z zainteresowaniami Kolberga polskimi ziemiami&#13;
zachodnimi i północnymi oraz z podróżami do Wielkopolski, zwłaszcza&#13;
podjętą w 1875 roku, a przede wszystkim z jego pracami nad W. Ks. Poznańskiem wiąże się zainteresowanie kulturą, językiem i folklorem Łużyc.&#13;
Podobna sytuacja Wielkopolan i Łużyczan, pozostających pod panowaniem niemieckim i poddanych restrykcyjnej germanizacji, stwarzała poczucie swoistej więzi i warunki do obustronnych kontaktów naukowych&#13;
Brulion niedatowanego listu Kolberga do Akademii Umiejętności, Korespondencja… cz. III&#13;
(DWOK T. 66), s. 692. Zagadnienie to poruszył Kolberg m.in. także na posiedzeniu Komisji&#13;
Antropologicznej 13 I 1875 r. (por. wyżej, s. 275-276). Spis rycin będących wówczas w jego&#13;
posiadaniu nie zachował się, zaginęła też większość rycin z jego kolekcji.&#13;
1&#13;
&#13;
355&#13;
&#13;
�i kulturalnych. Ponadto Kolberg jako etnograf obserwował podobieństwa&#13;
dotyczące obrzędowości i wierzeń Wielkopolski i Łużyc, zwłaszcza Dolnych, dawniej z nią graniczących. Mogły go szczególnie uderzyć przy pracy nad wydaną w 1877 roku częścią II („serią” X) W. Ks. Poznańskiego&#13;
poświęconą m.in. „okolicy Księstwa zachodniej”. Dostrzegł też być może&#13;
pewne pokrewne cechy dialektów zachodniej Wielkopolski z dialektami&#13;
Dolnych Łużyc. W każdym razie wyrazistym przejawem zainteresowania&#13;
Kolberga Łużycami było przede wszystkim wykorzystanie – prawdopodobnie w tym czasie – w formie notatek, odpisów, wyciągów i przekładu&#13;
fragmentów wysoko cenionej pracy L. Haupta i J.A. Smolerja Pjesnički&#13;
hornych a deľnych Łužiskich Serbow, podstawowego do dziś zbioru pieśni górno- i dolnołużyckich, wydanego w Grymi w latach 1841–1843 1.&#13;
Dwutomowa książka zawierała ponad 500 pieśni z Górnych (w części I)&#13;
i Dolnych (w części II) Łużyc, z melodiami dla około połowy z nich, a ponadto materiały do opisu ludu, języka, wierzeń, zwyczajów i obrzędów,&#13;
bajki, legendy i przysłowia. Nie znamy czasu i okoliczności podjęcia przez&#13;
Kolberga studiów nad tą pracą i tłumaczenia wybranych partii. Analiza jego rękopisów i przytaczanej w nich literatury wskazuje, że najprawdopodobniej nie mogło to nastąpić przed rokiem 18742. Tomy wydane&#13;
przez Kolberga wcześniej, przed monografią Wielkopolski, nie zawierają&#13;
żadnych odniesień czy wzmianek bibliograficznych kierujących do zbioru&#13;
Smolerja. Nic nie wskazuje na to, że planował osobną pracę poświęconą&#13;
Łużyczanom. Możliwe, że informację o tym autorze i jego dziele uzyskał już&#13;
wcześniej w Warszawie, a inspirację do konkretnego zainteresowania się&#13;
nimi przyniósł pobyt w Wielkopolsce czy na Pomorzu, np. dzięki kontaktowi z Florianem Ceynową, z którym spotkał się w Bukowcu pod Świeciem.&#13;
Badacz ten osobiście kontaktował się z Łużyczanami, przede wszystkim&#13;
właśnie z Arnoštem Smolerjem, jako członek Towarzystwa Literacko-Słowiańskiego we Wrocławiu. Do tego Towarzystwa należał też m.in.&#13;
Ignacy Łyskowski (1820–1886), wybitny pisarz, publicysta i poseł, pierwszy prezes Towarzystwa Naukowego w Toruniu, założonego w 1875 roku.&#13;
1&#13;
Autor tego podstawowego zbioru pieśni górno- i dolnołużyckich, Jan Arnošt (Ernst) Smoleŕ (1816–1884), to łużycki pisarz i zbieracz pieśni, zasłużony dla ruchu narodowego Łużyczan.&#13;
2&#13;
Zob. A. Skrukwa Materiały łużyckie w zbiorach Oskara Kolberga, w: O. Kolberg&#13;
Materiały do etnografii Słowian zachodnich i południowych, cz. I Łużyce (DWOK T. 59/I),&#13;
s. IX–XII. Autorka opracowania tych materiałów do druku przedstawia tam ich charakterystykę&#13;
i historię (s. V–XXV), a Frido Michałk analizę językoznawczą (s. XXVI–XXXIV).&#13;
&#13;
356&#13;
&#13;
�Bliższe kontakty Kolberga z nim nie są udokumentowane, lecz ich śladem&#13;
jest zachowany bilet wizytowy Łyskowskiego, niedatowany, lecz zapewne&#13;
wiążący się z podróżą na Pomorze, Powiśle i Mazury w 1875 roku, ze skierowanym do Kolberga apelem: „W etnografii polskiej racz Pan pamiętać&#13;
o Prusach polskich i powetować to, co W. Pol zaniedbał w Pieśni o ziemi&#13;
naszej”1. Wiedza o życiu naukowym i publikacjach naszych słowiańskich&#13;
sąsiadów była w środowisku uczonych i pisarzy Wielkopolski i Pomorza&#13;
propagowana i doceniana, tam więc mógł Kolberg konkretnie zainteresować się pracą Łużyczanina, być może dla celów porównawczych. Zebranych materiałów łużyckich autor Ludu nie opublikował; wydane dopiero&#13;
w ramach edycji Dzieł wszystkich składają się na tom, który obejmuje&#13;
poza wypisami i przekładami z Pjesniček, w tym tłumaczeniem całości&#13;
wesela najstaranniej zredagowanym przez Kolberga, jego własne nieliczne&#13;
notatki słownikowe i bibliograficzne oraz dział najobszerniejszy – materiały z archiwum wspomnianego wcześniej Andrzeja Kucharskiego, filologa,&#13;
który w latach 1826–1827 prowadził badania na Łużycach w ramach szerszej podróży naukowej po krajach zachodnio- i południowosłowiańskich.&#13;
Nie wiadomo, jaką drogą źródła te – w postaci około 230 tekstów pieśni&#13;
i notatek językowych, m.in. toponomastycznych – dotarły do rąk Kolberga,&#13;
a zachowane podobnie jak czeskie i słowackie w jego spuściźnie i uznawane za zaginione, zyskały swoje miejsce w edycji Kolbergowskiej 2.&#13;
Na rok 1876 przypada jeszcze jedna ważna publikacja Kolberga związana&#13;
z nurtem życia naukowego w Akademii, a także istotna dla samookreślenia&#13;
się autora Ludu jako etnografa. Mowa o artykule pt. Obecne stanowisko&#13;
etnografii ogłoszonym w lwowskim „Przewodniku Naukowym i Literackim”3. Tekst ten powstał jako rezultat studiów nad literaturą europejską&#13;
poświęconą antropologii i etnografii, a także jako odzwierciedlenie żywych&#13;
w Akademii debat na temat przedmiotu, zakresu i miejsca tych dyscyplin w całościowej nauce o człowieku. Jest też bardzo prawdopodobne,&#13;
Zob. Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 554.&#13;
O A. Kucharskim i jego materiałach zob. wyżej, s. 85–87.&#13;
3&#13;
O. Kolberg Obecne stanowisko etnografii, „Przewodnik Naukowy i Literacki”. Dodatek&#13;
miesięczny do „Gazety Lwowskiej” 1876, R. 4, nr 8, s. 710–726. Przedruk w: O. Kolberg Studia,&#13;
rozprawy… (DWOK T. 63), s. 3–25, zob. też tamże, wstęp J. Burszty, s. IX–XV oraz Z. Jasiewicz&#13;
Początki polskiej etnologii i antropologii kulturowej, Poznań 2011, s. 172 i W. Domański Poglądy&#13;
Kolberga na przedmiot, zakres i cel etnografii, w: Oskar Kolberg. Prekursor antropologii&#13;
kultury, red. L. Bielawski, J.K. Dadak-Kozicka, K. Lesień-Płachecka, Warszawa 1995, s. 73–92.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
357&#13;
&#13;
�że sięgnął Kolberg po ten temat nie bez inspiracji Kopernickiego, którego szczególnie żywo obchodziły teoretyczne i praktyczne założenia tych&#13;
kierunków badawczych. Genezy tej publikacji nie znamy, a sam Kolberg&#13;
nigdzie nie wspomina o tym tekście i nie odwołuje się do niego. Nie tyle podejmuje w nim sugerowaną tytułem próbę ujęcia teoretycznego stanowiska&#13;
ówczesnej etnografii, ile referuje w formie rozszerzonej recenzji poglądy na&#13;
jej przedmiot i zakres, przedstawione w trzech pracach niemieckojęzycznych autorów, tj. Maximiliana Perthy’ego Grundzüge der Ethnographie&#13;
(Leipzig, Heidelberg 1859), Friedricha Müllera Allgemeine Ethnographie&#13;
(Wien 1873) i Oskara Peschla Völkerkunde (Leipzig 1874)1, a przy okazji tego omówienia wyraża swoje spostrzeżenia i opinie, będące wynikiem&#13;
długoletniego doświadczenia i refleksji nad przedmiotem badań ludoznawczych. Już na wstępie tego studium określa własne stanowisko względem&#13;
etnografii, „nauki w bieżącym dopiero stuleciu obok antropologii do należytego podniesionej znaczenia”. Pisze:&#13;
Nowa ta nauka, nim samoistnie do działania na pole wiedzy została powołaną,&#13;
czerpała pożywcze swe soki z szeroko już rozrośniętego drzewa nauk historycznych, geograficznych i filologicznych, skąd oderwawszy się wskutek obficie&#13;
przybywającego jej zewsząd żywiołu i wywiązujących się zeń nowych wyników&#13;
naukowych, wreszcie konieczność własnego, samodzielnego zaznaczyła bytu.&#13;
Wyniki wspomnione, porównane z wynikami równie bogato pozyskanymi i dla&#13;
innych także, dziś dla niej pomocniczych nauk, dadzą nam możność ścisłego jej&#13;
odgraniczenia, stosownego uklasyfikowania, a skutkiem tego i poznania właściwych podstaw, na jakich oprzeć się nadal winny wszelkie prace i badania&#13;
ludoznawcze, aby odpowiednio znakomitemu stanowisku zasilać ją mogły2.&#13;
&#13;
Dokonując krótkiego przeglądu „postępów” etnografii, zatrzymuje się&#13;
Kolberg na wymienionych wyżej trzech pracach: Perthy’ego (1804–1884),&#13;
niemieckiego przyrodnika, profesora uniwersytetu w Bernie, Müllera&#13;
Jeden z egzemplarzy drugiego wydania pracy Peschla, które ukazało się w Lipsku w 1875&#13;
roku, przechowywany w Bibliotece Jagiellońskiej (sygn. 2392 Geograph.) był darem I. Kopernickiego, który przekazał bibliotece książki należące kiedyś do Kolberga; prawdopodobnie także ta należała do jego zbiorów. Praca Peschla była więc w kręgu zainteresowania obu uczonych.&#13;
Ukazała się też po polsku w Warszawie w 1876 roku pt. Nauka o ludach (Ethnologia) Oskara&#13;
Peschel’a przełożona z niemieckiego i pomnożona przez prof. dr. T. Wis­łockiego, Warszawa&#13;
1876. Być może przekład ten dał bezpośredni impuls do recenzyjnego artykułu Kolberga.&#13;
2&#13;
O. Kolberg Obecne stanowisko etnografii… (DWOK T. 63), s. 3.&#13;
1&#13;
&#13;
358&#13;
&#13;
�(1834–1898), austriackiego lingwisty i etnografa, profesora językoznawstwa porównawczego w Wiedniu oraz Peschla (1826–1875), niemieckiego&#13;
geografa i etnografa. Wybiera je jako reprezentatywne dla swojego wywodu, ponieważ w badaniach nad rasami ludzkimi uwzględniają zarówno&#13;
pierwiastek fizyczny, jak i psychiczny, próbując „odnośnie do wymagań&#13;
etnografii uklasyfikować rasy ludzkie pod obustronnym, wyżej wykazanym względem fizycznym i psychicznym, czym się dziś w Niemczech więcej niż gdziekolwiek zajmują” 1. Choć Kolberg nie akceptuje nadmiernego&#13;
psychologizmu i ingerencji teorii psychologicznych czy przyrodniczych&#13;
w badaniach etnograficznych, opowiada się wyraźnie za koniecznością&#13;
zrównoważonego potraktowania obu sfer życia człowieka, a więc także&#13;
psychicznej, duchowej. W nawiązaniu do takiego założenia wyrażonego&#13;
w pracy Perthy’ego pisze:&#13;
Perthy […] mówi, że jakkolwiek etnografia ma za zadanie stawić charakterystykę&#13;
ras i ludów wedle cech tychże fizycznych, przez co praca jej spotyka się na tym&#13;
polu z antropologią, gdy jednak przedmiot, którym się zajmuje, tj. człowiek, obok&#13;
cech zwierzęcych, do ziemi go przykuwających, ukazuje razem i całe bogactwo&#13;
swej natury duchowej, jakoby świat drugi nadzmysłowo nad światem zmysłów&#13;
rozpięty, przeto aby nauce o nim potrzebną nadać pełność, w opis objawów bytu&#13;
jego zewnętrznego wciągnąć także należy cały tak widocznie od innych istot&#13;
odróżniający go żywot moralny, skłaniający go do społeczności z współbliźnim&#13;
równie potrzebą duchową, jak materialną […]”2.&#13;
&#13;
Wojciech Domański, omawiając pracę Kolberga, trafnie zwraca uwagę&#13;
na podkreślony tu trzeci – społeczny – aspekt życia człowieka:&#13;
Wyróżniający człowieka „żywot moralny” – jak się wyraził Kolberg – „skłania go&#13;
do społeczności z współbliźnim”, a więc z natury człowiek jest istotą społeczną,&#13;
a potrzeby duchowe i materialne mogą być zaspokajane tylko w zbiorowości.&#13;
Z kontekstu całej wypowiedzi wynika, że społeczny charakter ludzkiego życia&#13;
jest zasadniczym źródłem kultury. Poglądy Kolberga w omawianym artykule należą do końcowego okresu samookreślenia naukowego. Świadczą o jego&#13;
szerokich horyzontach naukowych, o świadomej dążności do uwzględnienia&#13;
szerokiego zakresu problematyki, od psycho-fizjologicznej do społecznej3.&#13;
Tamże, s. 6.&#13;
Tamże, s. 7.&#13;
3&#13;
W. Domański Poglądy Kolberga…, s. 77.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
359&#13;
&#13;
�Tak szerokie i pełne widzenie kultury realizował praktycznie i konsekwentnie poprzez kolejne tomy Ludu, dostrzegając i dokumentując wzajemne wpływy i zależności między bytem materialnym, środowiskiem i pracą,&#13;
a zwyczajami, obrzędami, wierzeniami i twórczością mieszkańców wsi,&#13;
a także związki między kulturą wiejską, szlachecką i miejską.&#13;
Koncepcja etnografii oparta na programie pozyskania jak najbogatszej&#13;
i najwszechstronniejszej dokumentacji faktograficznej narzucała wyraźnie określony przez Kolberga postulat posiłkowania się dorobkiem innych&#13;
nauk, odpowiednio do ich kompetencji dotyczących różnorodnych aspektów natury i życia człowieka:&#13;
Stąd też ku wszechstronnemu natury ludzkiej zgłębieniu i ocenieniu nie dosyć&#13;
jest dla etnografa znać jednę tylko, ale trzeba wiele innych jeszcze posiąść nauk&#13;
[…] Obok znajomości przede wszystkim antropologii niezbędnymi stają się tu&#13;
wiadomości historyczne, archeologiczne, mitologiczne, lingwistyczne, statystyczne, geograficzne, geologiczne itd., których wyczerpująca znajomość przechodzi&#13;
siły pojedynczej osoby, tym bardziej gdy każda z tych umiejętności, rozprzestrzeniając się w miarę przyrostu zasiłków naukowych, ukazujących nierzadko&#13;
różnorodności do przyjętych już klasyfikacyj nieprzystające, zmuszoną jest rozgałęziać się w coraz to liczniejsze naukowe działy1.&#13;
&#13;
Zatem oczywista jest konieczność odwołania się do wyników badań&#13;
interdyscyplinarnych, wspomagających i poszerzających prace etnograficzne, niezbędna okazuje się potrzeba wyjścia poza krąg własnej specjalizacji&#13;
i korzystania z dorobku innych dziedzin wiedzy o człowieku. Te zaś miały&#13;
pełnić funkcje pomocnicze wobec etnografii i etnologii, bo to do tych ostatnich w pierwszym rzędzie należeć powinno badanie kultury materialnej&#13;
i duchowej ludu. Domański, stwierdzając, że Kolberg był „zawsze ostrożny&#13;
w interpretacjach, nigdy nie wykraczał poza fakty, trzymając się materiału&#13;
empirycznego”, zauważał jednocześnie, że obawiał się „dysproporcji w zakresie badanych zjawisk i jednostronności w dokumentacji faktograficznej”2.&#13;
Nie akceptował więc nadmiernej ingerencji teorii psychologicznych czy&#13;
przyrodniczych w etnografię, ale też nie przekreślał ich pożytecznej roli pomocniczej, a zwłaszcza późniejszych badań przedstawicieli tych dyscyplin,&#13;
1&#13;
O. Kolberg Obecne stanowisko etnografii… (DWOK T. 63), s. 7–8. Por. W. Domański&#13;
Poglądy Kolberga…, s. 78.&#13;
2&#13;
W. Domański Poglądy Kolberga…, s. 76.&#13;
&#13;
360&#13;
&#13;
�gdy materiał etnograficzny będzie obejmował jak najwięcej bezstronnie,&#13;
skrupulatnie i rzetelnie pozyskanych przez etnografa faktów.&#13;
Rezultatem tych rozważań staje się próba określenia kompetencji poszczególnych nauk jako dotyczących różnych aspektów ludzkiej natury.&#13;
Omawiając pracę Müllera, przytacza Kolberg jego propozycję rozróżnienia&#13;
tych kompetencji dla antropologii i etnografii:&#13;
Etnografia, czyli etnologia, więc ludoznawstwo, jest, jak to orzeka jej nazwa,&#13;
umiejętnością o człowieku uważanym jako osobnik (indywiduum) zbiorowy.&#13;
Różni się ona zatem punktem zapatrywania się na człowieka od antropologii&#13;
badającej w człowieku jednostkę zmysłowo-rozumną przyrody, czyli osobnika&#13;
pojedynczego. Jeśli antropologia, widząc w człowieku okaz zoologiczny rodzaju&#13;
Homo, ma za zadanie rozwijać wszelkie fizyczne i psychiczne natury jego skłonności i objawy, to etnografia bada go jako członka towarzystwa zjednoczonego&#13;
wspólnym węzłem rodu, obyczaju i języka1.&#13;
&#13;
Czyli – przywołując tu komentarz Domańskiego: „[…] antropologia powinna badać cechy gatunkowe człowieka, etnografia zaś zająć się jego życiem społecznym. […] Ludzkie cechy gatunkowe przysługują bowiem każdemu człowiekowi. Etnografii natomiast przypada w udziale badanie kultury, podstawy więzi społecznej”2. Badanie to dokonuje się w konkretnym&#13;
środowisku wiejskim poprzez metodyczną obserwację właściwych mu,&#13;
powszechnie uznawanych i aktualnie praktykowanych przejawów kultury,&#13;
wypracowanych w życiu zbiorowym. Etnografia zajmuje się więc badaniem&#13;
żywej, aktualnej kultury poszczególnych grup etnicznych. Zaś „śledzenie&#13;
genezy ewolucyjno-historycznej”3 tej kultury – jak to określa Domański – to&#13;
już przedmiot etnologii. W ten sposób Kolberg wyodrębnił dwie perspektywy i kierunki badań:&#13;
Jak bowiem etnografia miałaby za zadanie skreślić cechy zewnętrzne i wewnętrzne żywota każdego z ludów obecnie ziemię zamieszkujących, tak znowu&#13;
etnologia, cofnąwszy się w przeszłość, nierównie szerszy zakreśliłaby dla swych&#13;
prac program, szukając cech ludów dawniejszych od starego ich początku przy&#13;
pomocy archeologii i pokrewnych jej nauk, śledząc ludów tych rozrost lub przekwit, wyjaśniając wreszcie ich wzajemne na siebie czy to dodatnie, czy ujemne&#13;
O. Kolberg Obecne stanowisko etnografii… (DWOK T. 63), s. 17.&#13;
W. Domański Poglądy Kolberga…, s. 78–79.&#13;
3&#13;
Tamże, s. 79.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
361&#13;
&#13;
�oddziaływanie w pochodzie wieków aż po dzień dzisiejszy. Nie potrzebuję dowodzić, ile przy podobnym rozdziale pracy przysporzyłoby się także cennego&#13;
materiału ludoznawczego tak dla etnopsychologii, jak i etnofizjologii1.&#13;
&#13;
Można zakładać, że rozgraniczenie dwu specjalności: etnopsychologii&#13;
i etnofizjologii, raczej robocze, służyć miało usprawnieniu prac porównawczych.&#13;
Stwierdzając dalej, że „u nas samych nauka etnografii, jak i antropologii&#13;
zaledwie kiełkować poczyna i dziś jeszcze głównie na skrzętnym zbieraniu&#13;
materiałów się ogranicza”, Kolberg wyłuszcza swój pogląd na ich przyszły&#13;
rozwój:&#13;
Jak każda umiejętność, a osobliwie historii i geografii dotycząca, oprzeć się winna na autentycznych dowodach leżących w kronikach, dokumentach, dyplomatach, mapach, planach itd., obok zabytków, jakie przynosi dla niej archeologia&#13;
– tak i etnografia, zarówno u nas, jak i wszędzie indziej, wzrost i korzyści swe&#13;
zawdzięczać będzie liczbie, dokładności i wiarogodności dostarczonych jej materiałów, typów, okazów, opisów, fotografij i rysunków szczegółowych i zbiorowych. Bez nich ani zdolności autora, ani jego zabiegi i prace na wnioskach&#13;
osobistych i domysłach częstokroć oparte, więc nie dające niezbitej pewności&#13;
i zupełnie jasnego o rzeczy wyobrażenia, pożądanego nie odniosą skutku2.&#13;
&#13;
Artykuł kończy badacz zwięzłym przypomnieniem, że dla postępu etnografii i integracji jej naukowych dokonań, obok pism poświęconych jej&#13;
i dyscyplinom pokrewnym oraz publikacji ikonograficznych, duże znaczenie mają także kongresy i zjazdy krajowe i międzynarodowe, gromadzące&#13;
uczonych z różnych dziedzin, jak również wystawy okolicznościowe i stałe&#13;
oraz muzea prezentujące m.in. także okazy etnograficzne. Wymienia tu Muzeum Techniczno-Przemysłowe założone w 1868 w Krakowie przez Adriana&#13;
Baranieckiego. Wreszcie wspomina o Akademii Umiejętności, która „zwróciwszy równie baczną na tę naukę, jak i na inne uwagę, wygotowała instrukcję w przedmiocie zbierania i nadsyłania jej materiałów dla etnografii&#13;
i rozesłała ją po kraju, obecnie zaś gromadzi zasoby i okazy, które stanowić&#13;
mają zawiązek własnego jej muzeum”3.&#13;
O. Kolberg Obecne stanowisko etnografii… (DWOK T. 63), s. 18.&#13;
Tamże, s. 23.&#13;
3&#13;
Tamże, s. 25. Wspomniana przez Kolberga Instrukcja do badania właściwości ludowych&#13;
opublikowana została w roku 1874, zob. też wyżej, s. 275.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
362&#13;
&#13;
�Obecne stanowisko etnografii potwierdza, że u podstaw poglądów&#13;
autora Ludu leżała niezmiennie przez niego preferowana „faktograficzna&#13;
koncepcja etnografii”. Zgodnie z nią głównym przedmiotem etnografii jest&#13;
badanie „aktualnego życia grup etnicznych”, etnologia miałaby ją dopełniać&#13;
poprzez „bliższą interpretację materiału archaicznego”, a ten „mógłby być&#13;
jeszcze szczegółowiej analizowany przez etnopsychologię i etnofizjologię”.&#13;
Domański pisze:&#13;
Tego rodzaju przydział materiału etnograficznego innym naukom należy do metod badawczych reprezentowanych przez tradycyjny pozytywizm, który wszelkie&#13;
szersze uogólnienia rozumiał jako sumę wyników badań nauk szczegółowych1.&#13;
&#13;
Nie znaczy to, że Kolberg, upatrując swoje zadanie na tym etapie rozwoju nauki w zbieraniu i systematyzowaniu materiału dla niej, nie widział&#13;
maksymalistycznych perspektyw dla etnografii w przyszłości, tj. szansy&#13;
wszechstronnej interpretacji, dopełnienia jej o wyniki badań dyscyplin pokrewnych i w rezultacie pożądanej syntezy.&#13;
XIX&#13;
[Chopiniana w korespondencji z M.A. Szulcem i M. Karasowskim. – Wkład&#13;
Kolberga w prace biografistów Chopina i wydawców jego dzieł: prostowanie błędów i dopełnienia dotyczące życia i twórczości kompozytora, opinie&#13;
o charakterze, technice, stylu i ekspresji jego sztuki pianistycznej, o genezie&#13;
i edycjach utworów, zwłaszcza juweniliów, propozycje dotyczące kompletnego wydania dzieł Chopina. – Własne materiały o Chopinie i kopie jego&#13;
utworów. – Znaczenie tych materiałów i postulat zebrania w całość wiedzy&#13;
Kolberga o Chopinie.]&#13;
&#13;
Choć główny nurt życia Kolberga wyznaczała ustawiczna codzienna praca nad zebraniem, opracowaniem i wydaniem materiałów etnograficznych&#13;
i folklorystycznych oraz udział w działalności Akademii, znalazła się w nim&#13;
jednak przestrzeń na powrót w latach siedemdziesiątych do dawnej niegasnącej pasji, jaką był fenomen osobowości i twórczości Chopina. Zaangażowanie Kolberga w tę tematykę bogato dokumentuje jego korespondencja&#13;
1&#13;
&#13;
W. Domański Poglądy Kolberga…, 79–80.&#13;
&#13;
363&#13;
&#13;
�z okresu pobytu w Krakowie, prowadzona przede wszystkim z biografami&#13;
Chopina, Marcelim Antonim Szulcem i Maurycym Karasowskim, przynosząc&#13;
jednocześnie cenny materiał źródłowy dla chopinologii. Czytelny impuls&#13;
dla ożywienia wcześniejszych zainteresowań Kolberga Chopinem stanowił&#13;
najpierw bezpośredni kontakt, potem korespondencja z Marcelim Antonim&#13;
Szulcem, poznańskim nauczycielem, autorem pierwszej polskiej biografii&#13;
Chopina wydanej w 1873 roku1. Korespondencja ta została zainicjowana&#13;
listem Szulca już w 1871 roku, lecz rozwinęła się kilka lat później, po wydaniu jego książki i nieprzerwanie, choć w różnych odstępach czasu, trwała&#13;
do roku 18882. Kolberg poznał Szulca najprawdopodobniej jesienią 1871&#13;
roku, kiedy to odwiedził Poznań w nieodnotowanej przez siebie w itinerarium podróży, potwierdzonej jednak w późniejszych listach i w „Dzienniku&#13;
Poznańskim”3. Od początku połączyły ich wspólne żywe zainteresowania&#13;
muzyczne, zarówno teoretyczne, jak i praktyczne. Szulc podobnie jak Kolberg grał na fortepianie, ponadto na skrzypcach i organach. Obaj śledzili&#13;
aktualne życie muzyczne, wydarzenia koncertowe, nowości bibliograficzne&#13;
i edytorskie, literaturę z dziedziny historii muzyki. Przede wszystkim jednak obaj zafascynowani byli postacią i twórczością Chopina. Kolberg jako&#13;
wykształcony muzyk, uzdolniony kompozytor i pianista, a także bezpośredni świadek młodzieńczych lat artysty z okresu wspólnego zamieszkiwania&#13;
obu rodzin w Pałacu Kazimierzowskim w latach 1820–1825, a potem słuchacz jego gry i obserwator niezwykłej drogi muzycznej Chopina w latach&#13;
warszawskich, okazał się dla Szulca biografisty bezcennym informatorem&#13;
i konsultantem. Z kolei on sam znalazł w poznańskim nauczycielu podobnego sobie pasjonata muzyki i możliwość porozumiewania się na jej temat wspólnym językiem. Już w pierwszym liście z 16 listopada 1871 roku&#13;
Szulc, nawiązując do osobistego spotkania, formułuje swoje oczekiwania:&#13;
„Ufny i w uczynność, i w obietnicę Pańską, śmiem udać się do WPana&#13;
1&#13;
M.A. Szulc (1818–1898), pedagog, z wykształcenia filolog klasyczny, autor podręczników&#13;
do nauki języka francuskiego, był do roku 1884 wieloletnim nauczycielem w gimnazjum św.&#13;
Marii Magdaleny w Poznaniu. Z tradycji rodzinnych i zamiłowania muzyk, wydał w Poznaniu&#13;
w 1873 roku cenioną pracę Fryderyk Chopin i utwory jego muzyczne. Przyczynek do życiorysu&#13;
i oceny kompozycji artysty. Pracę Szulca wznowiono w edycji PWM w Krakowie w 1986&#13;
roku, z wstępem Danuty Idaszak poświęconym sylwetce autora (s. 7–38) oraz z dodatkiem&#13;
późniejszych uzupełnień Szulca do swojej książki (s. 266–294).&#13;
2&#13;
W sumie zachowało się 46 listów wymienionych między Kolbergiem a Szulcem w latach&#13;
1871–1888; opublikowane zostały w Korespondencji… cz. I–III (DWOK T. 64–66).&#13;
3&#13;
Zob. wyżej, s. 319-320.&#13;
&#13;
364&#13;
&#13;
�Dobrodzieja z prośbą o łaskawe poparcie mnie swym współdziałaniem&#13;
w mej pracy o Chopinie”1. Kolberg świeżo po przeprowadzce, organizujący&#13;
wówczas swoje życie pod Krakowem, odpowiedział jednak dopiero trzy lata&#13;
później, 13 listopada 1874 roku, już po ukazaniu się biografii Chopina. Odpowiedział jednak konkretnie na prośbę adresata, dołączając do listu obok&#13;
wyrazów uznania dla autora swoje szczegółowe uwagi, sprostowania i uzupełnienia dotyczące książki. Miały one służyć do planowanej drugiej edycji&#13;
pracy Szulca. Do odpowiedzi tej był starannie przygotowany, ponieważ już&#13;
od kilkunastu lat, a szczególnie gorliwie od 1871 roku, gromadził materiały&#13;
o Chopinie, odwołując się przy tym również do informacji, pamięci i własnych zbiorów brata Wilhelma, który uczęszczając z Fryderykiem do jednej&#13;
klasy w Liceum Warszawskim, pozostawał z nim w bliskiej bezpośredniej&#13;
relacji i przyjaźni. Swoje notatki dla Szulca oparł więc Kolberg nie tylko&#13;
o własne wiadomości i obserwacje, ale uzupełniał je i weryfikował przy&#13;
pomocy Wilhelma2. Bracia spotkali się w 1873 roku w Krakowie i wówczas&#13;
Wilhelm przekazał Oskarowi zapamiętane fakty i szczegóły dotyczące życia i twórczości Chopina. Jednak Oskar nadal prosił brata o wiadomości&#13;
i o wszystkie posiadane materiały. Pisał:&#13;
Pan Szulc pisał do mnie z prośbą o udzielenie mu szczegółów i sprostowania&#13;
o Chopinie, o jakich mi wiadomo […], a które będą mu potrzebne do drugiej&#13;
edycji wyjść mającej za rok czy dwa. Więc mu posłałem wszystkie te uwagi,&#13;
Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 394.&#13;
Niedatowana brulionowa wersja Uwag O. Kolberga odnoszących się do pracy Szulca&#13;
o Chopinie, a przesłanych mu w listopadzie 1874 r. (zob. brulion listu do M.A. Szulca z 13 XI&#13;
1874 r., Korespondencja… cz. I, DWOK T. 64, s. 498–499), opublikowana została w III części&#13;
Korespondencji… (DWOK T. 66), na s. 724–729 jako ankes 7. Zachowały się też: inna wersja&#13;
Uwag Kolberga, mniej pełna niż poprzednia (rkp. w Muzeum Fryderyka Chopina w Warszawie, nr inw. M/66, s. 1–4) oraz rękopis notatek o Chopinie spisanych przez Wilhelma Kolberga&#13;
(tamże, nr inw. M/81, s. 1–4), której autorstwo przypisywane było Oskarowi. Pierwodruk dwu&#13;
ostatnich rękopisów w artykule K. Kobylańskiej Fryderyk Chopin i Oskar Kolberg, w: Studia&#13;
Hieronymo Feicht septuagenario dedicata, Kraków 1967, s. 386–389; tam (s. 388) jako autor&#13;
drugiego rkp. błędnie podany: Oskar Kolberg. Wszystkie trzy dokumenty zostały przedrukowane w tomie Kolberga Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), odpowiednio pod nr 982, 981&#13;
i 980. Tamże w przypisie do tekstu 982 (s. 461) M. Tomaszewski, autor opracowania, wyjaśnił&#13;
kwestię autorstwa Wilhelma. Do II edycji pracy Szulca nie doszło, natomiast później opublikował on w warszawskim „Echu Muzycznym” z r. 1880, w nr. 17 (s. 133–134), 18 (s. 144–146),&#13;
20 (s. 159–160) i 24 (s. 189–192) Zbiór wiadomości i uzupełnień dotyczących życia i utworów&#13;
Fryderyka Szopena, gdzie wykorzystał częściowo materiał pozyskany od Kolberga (przedruk&#13;
tegoż w edycji pracy Szulca z 1986 r., s. 273–294).&#13;
1&#13;
&#13;
2&#13;
&#13;
365&#13;
&#13;
�które zanotowałem jeszcze za Twej bytności zeszłorocznej, obiecując pomnożyć je notatkami, jakie od Ciebie lub kogo innego uzyskam. Podziękował mi&#13;
i prosi szczególniej o przysłanie mu kopij tych listów czy liścików Ch[opin]a,&#13;
które do Ciebie pisał z Reinertz i Antonina, jako i o opis szczegółowy i wizerunek (fotogr[afię]) tablicy Twojej marmurowej u św. Krzyża. Wszystko to bądź&#13;
łaskaw przygotować i przysłać mi wkrótce, a może znajdzie się u Ciebie jeszcze&#13;
coś z jego kompozycji. Prosiłbym także i o owego Poloneza skomponowanego&#13;
przez znakomitego artystę zmarłego niedawno w Paryżu (bo pod tym tytułem&#13;
wyszedł u Kaufmana), a który był pomiędzy Twymi nutami na fortepianie1.&#13;
&#13;
Gromadząc wiadomości o Chopinie i zabiegając przez wiele lat o jego&#13;
wiarygodną biografię i poprawne edycje utworów, Kolberg – jako kompetentny muzyk i świadek warszawskiego okresu życia i twórczości mistrza,&#13;
zafascynowany jednocześnie jego talentem i sztuką – miał w konsekwencji&#13;
przyczynić się znacząco do wzbogacenia wiedzy o wielkim kompozytorze2.&#13;
Począwszy od odpowiedzi Kolberga przesłanej Szulcowi w 1874 roku&#13;
z dołączonymi Uwagami, wymiana listów coraz bliższych sobie korespondentów stała się bardziej ożywiona; obaj skupiali się przede wszystkim&#13;
wokół problemów chopinowskich. Szulc z wdzięcznością przyjął przysłane&#13;
mu notatki Kolberga, wskazane w nich braki, błędy, nieścisłości. Kolberg&#13;
zaś nadal pracowicie zbierał informacje, przeprowadzał kwerendy, analizował ukazujące się na temat Chopina artykuły, prostował powstałe wokół jego osoby i twórczości dowolne interpretacje, narosłe mity i legendy.&#13;
Zarówno w zebranych przez siebie Uwagach dotyczących edycji Szulca,&#13;
jak i w dalszych listach spektrum poruszanych zagadnień jest bardzo szerokie. Dotyczą sztuki pianistycznej Chopina, indywidualnego charakteru jego&#13;
gry, okoliczności i sposobów improwizacji, pomysłów twórczych i źródeł&#13;
muzycznych, chronologii i genezy utworów, autorstwa i edytorstwa dzieł,&#13;
szczególnie juweniliów, kolejnych edycji pojedynczych kompozycji i wydań&#13;
zbiorowych, wydawców i autorów piszących o Chopinie, mniej lub bardziej&#13;
istotnych szczegółów biograficznych, takich jak próby ustalenia pochodzenia rodziny Fryderyka ze strony ojca czy informacji dotyczących przyjaciół,&#13;
Brulion listu do Wilhelma z 18 XII 1874 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 510.&#13;
Zob. M. Tomaszewski „Pisma muzyczne” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. I (DWOK T. 61), s. XVIII–XXII, K. Kobylańska Fryderyk Chopin i Oskar Kolberg...,&#13;
s. 378–390 oraz E. Sławińska-Dahlig Fryderyk Chopin w świetle korespondencji Oskara Kolberga, „Polski Rocznik Muzykologiczny” 2014, T. XII pt. Oskar Kolberg – prekursor europejskiej folklorystyki, s. 65–79.&#13;
1&#13;
&#13;
2&#13;
&#13;
366&#13;
&#13;
�uczniów, spotkań, zdarzeń, upodobań kompozytora, wreszcie pamiątek po&#13;
nim. Czyni to Kolberg z wielkim zaangażowaniem, wnikliwością i widoczną pasją; u ich źródła jest nie tylko osobista fascynacja, ale i pietyzm dla&#13;
autentycznego portretu Chopina jako człowieka i twórcy, nie mitologizowanego, lecz prawdziwego w życiu i w swojej genialnej twórczości, oraz&#13;
odpowiedzialność świadka odznaczającego się doskonałą pamięcią zdarzeń,&#13;
muzyki, sposobu ekspresji artystycznej. Te rozproszone w listach i notatkach informacje i opinie najróżniejszego rodzaju składają się na bezcenne&#13;
dopełnienie biografii kompozytora, po części tylko wykorzystane przez badaczy jego dorobku i ciągle czekające na systematyczne i drobiazgowe ich&#13;
zanalizowanie przez specjalistów.&#13;
Działania Kolberga dotyczyły także edycji utworów Chopina. Autor&#13;
Ludu zbierał od wielu lat juwenilia oraz bezprawne, tzw. dzikie wydania pośmiertne. Wydawał opinie o praktykach różnych wydawców, np.&#13;
krytycznie oceniał w edycji Fontany celowość jego własnego pośmiertnego opusowania młodzieńczych i nienumerowanych utworów Chopina,&#13;
co powodowało, że wcześniejsze kompozycje miały numery wyższe od&#13;
dojrzałych. Proponował natomiast ułożenie tych utworów „w kolejności&#13;
rzeczowej i chronologicznej”. Tę swoją opinię przedstawiał późniejszym&#13;
wydawcom, odradzając stanowczo kontynuację tego zabiegu Fontany jako&#13;
niezgodnego z wolą i zapatrywaniami samego Chopina:&#13;
Znałem aż nazbyt dobrze usposobienie Chopina, abym nie był przekonany, że&#13;
nawet w wypadku, gdyby pozwolił opublikować te drobnostki za życia, nie&#13;
zniósłby, aby jego utwory młodzieńcze – zdając sobie sprawę z ich słabości –&#13;
zostały wydrukowane później […] po utworach najwyższej doskonałości. Różnica&#13;
jest zbyt jaskrawa, aby zaraz nie rzuciła się każdemu w oczy i uszy. Dlatego oznaczenia Fontany jako nieautoryzowane przez samego Chopina nie mają żadnego&#13;
uzasadnienia. Jest zatem nie tylko pożądane, ale nawet konieczne dla poznania&#13;
rozwoju ducha Chopina, zaniechanie oznaczeń Fontany – jako wyniku osobistego zapatrywania, a w żadnym razie woli Chopina […]1.&#13;
1&#13;
Brulion listu do Breitkopfa i Härtla z 3 XII 1878 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),&#13;
s. 181 (tłum. z niem.). Zob. też inne wypowiedzi Kolberga na ten temat, tamże, s. 291 (brulion&#13;
listu do R. Wolffa z 1879 r.) oraz Korespondencja…, cz. I (DWOK T. 64), s. 562–563 i 664 (bruliony listów do M. Szulca z 1876 r.). Julian Fontana (1810–1869), pianista, kompozytor, jeden z najbliższych przyjaciół Chopina, jego uczeń, powiernik, kopista i edytor Oeuvres posthumes pour&#13;
de piano de Fréd. Chopin. Publiés sur manuscrits originaux avec autorisation de sa famille&#13;
par […] op. 66–74, Berlin [1855 i 1859]. O opinii Kolberga na temat opusowania przyjętego przez&#13;
&#13;
367&#13;
&#13;
�Kolberg zabiegał też sam o wydanie chopinowskich ineditów. Już&#13;
w grudniu 1874 roku na ręce Szulca przesłał „drobiazgi chopinowskie”, tj.&#13;
kopie kilku utworów, m.in. trzech młodzieńczych mazurków Chopina oraz&#13;
Adagia, z życzeniem przekazania ich Leitgeberowi do publikacji1. O tych&#13;
mazurkach pisał w liście:&#13;
Co do kawałków Chopina, które oczywiście noszą na sobie piętno dorywczości&#13;
(lubo ducha jego cechujące niewątpliwie), nadmieniam, że trzy te mazury [tj.&#13;
Mazurek G-dur, B-dur i D-dur] były improwizowane wśród większej jeszcze&#13;
liczby innych […] na jakimś wieczorze tańcującym (zdaje się u rektora Lindego&#13;
w roku 1826 czy 7), gdzie Ch. w dobrym będąc humorze, sam siadał do fortepianu (nigdy go bowiem o to przy tańcach, szanując jego talent, nie proszono)&#13;
i puszczał wodze swojemu wesołemu usposobieniu. Mazurów takich krocie sypały się wówczas spod jego ręki jak z rogu obfitości, lecz tylko te trzy na żądanie&#13;
brata mego nazajutrz spisanymi być mogły, że jeszcze z pamięci nie uleciały.&#13;
Trzeci z nich (G-dur) nazwany został kulawym, dlatego że go grał, gdy tancerz&#13;
w obertasie na lewo (na kseb) przysiadał się czasami jedną nogą czy kolanem&#13;
do ziemi, udając niby kulawego czy pijanego lub chcącego upaść, lecz wnet się&#13;
podnosił, co mają oznaczać mocniej naciskane oktawy wiolinu i basu w drugim&#13;
takcie każdej części […]. Dwa te mazury: B-dur i G-dur mój brat następnie za&#13;
pozwoleniem jego litografował; na świstkach bez tytułu, w 30 tylko egzemplarzach odbite, rozdane one zostały znajomym (jeden egzemplarz mam u siebie).&#13;
&#13;
W dalszym ciągu wyjaśniał Szulcowi, z jakim zamiarem Chopin skomponował Adagio dedykowane siostrze Ludwice, i informował:&#13;
Adagio to zamieszczone było drobnym pismem na ćwiartce listowej, w liście do&#13;
rodziców pisanym, a który zapewnie wraz z innymi zaginął w pamiętnym 1864&#13;
r. napadzie żołdactwa. Szczęściem, że ja już miałem kopię jego u siebie w teczce,&#13;
z której nową kopię Panu przesyłam2.&#13;
Fontanę, uznanej współcześnie za cenną, pisał Jan Ekier we Wstępie do wydania narodowego&#13;
„Dzieł” Fryderyka Chopina (Warszawa 1974), przytaczając w aneksie II (s. 161–163) odpowiednie cytaty z listów Kolberga.&#13;
1&#13;
Utwory te pt. Trzy mazury i Adagio, utwory młodości Chopina wyszły staraniem Szulca&#13;
u Leitgebera w Poznaniu w 1875 roku. Adagio tj. Lento con gran espressione (Nokturn cis-moll); Kolbergowską kopię tego utworu odnotowują bibliografie chopinowskie.&#13;
2&#13;
Brulion listu do M.A. Szulca z 15 XII 1874 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 507&#13;
i 508. Mowa o spustoszeniu 19 września 1863 roku (nie w 1864, jak pisze Kolberg) przez Rosjan&#13;
pałacu Zamoyskich na Krakowskim Przedmieściu w odwecie za nieudany zamach powstańców&#13;
na gen. Fiodora Berga, namiestnika Królestwa Polskiego. Demolując budynek pałacu, carscy&#13;
&#13;
368&#13;
&#13;
�Przy okazji do tego listu obok utworów Chopina dołączył też Kolberg&#13;
kilka „własnych polnych bławatków”, tj. „mazurów i obertasów”, które po&#13;
dłuższych perypetiach z wydawcą Leitgeberem ukazały się w Poznaniu&#13;
w 1876 roku pt. Mazurkas et autres danses polonaises pour le piano1.&#13;
Wyjaśniał Szulcowi ten pomysł z sentymentem i jednocześnie dystansem&#13;
jako formę powrotu do młodości:&#13;
[…] stanęły mi na myśli błogie chwile mojej takowej młodości około 1830–40,&#13;
kiedy się to na świat innym niż dzisiaj zapatrywało okiem, a w gronie życzliwych przyjaciół oddawało zabawie i wesołości, hasając nieraz do białego dnia.&#13;
Wtedy to pisywało się owe obertasy, kujawiaki i mazury i bez należytego opracowania i wykończenia na żądanie przyjaciół dawało czasami w 100 lub 200&#13;
egz. do druku na szarej, warszawskiej bibule, nie troszcząc się nawet wcale naówczas o porządną korektę. Ale młodość i myśl dobra krasiła wszystko. Ludzie&#13;
w najlepszej wierze wmawiali w człowieka, że jest kompozytorem i człowiek&#13;
nawzajem temu wierzył, zapominając, że to ziarko dobrego, jakie się w jego&#13;
utworach znaleźć może, bardzo często nie jego, ale poczciwego ludu jest własnością. Próbki, jakie Panu (z liczby całej setki w mojej tece) posyłam jedynie&#13;
dlatego tylko, że się sposobność do tego nadarza, powiedzą Panu więcej o tym&#13;
wszystkim, gdy je muzykalnie, pobłażliwie o to raczysz zapytać, niż wszelkie&#13;
tłumaczenia i komentarze2.&#13;
&#13;
Jak wynika z listów, w roku 1875, podczas wspomnianego wyżej dwukrotnego pobytu w Poznaniu, Kolberg ponownie spotkał się z Szulcem.&#13;
Z pewnością dzielili się wówczas nowymi ustaleniami, wiadomościami&#13;
i uwagami, uzgadniali wątpliwości i potrzebę weryfikacji niepewnych faktów, a także cieszyli nawzajem swoją grą utworów Chopina. Kolberg, dziękując za to spotkanie, pisał:&#13;
[…] pospieszam jednak podzielić się z Panem wiadomośc[iami], jakie się jeszcze&#13;
dadzą zebrać o Chop[inie], z Panem, któryś mi tyle dał dowodów życzliwości&#13;
w ostatniej mojej podróży, że nie wiem, jakimi słowy za nią mam podziękować.&#13;
żołnierze obok sprzętów Izabeli, siostry Chopina, i Antoniego Barcińskich wyrzucili także na&#13;
bruk fortepian Fryderyka, który po śmierci rodziców pozostawał w posiadaniu Barcińskiej,&#13;
oraz zniszczyli część jego listów do rodziny.&#13;
1&#13;
Przedruk tychże w: O. Kolberg Kompozycje fortepianowe (DWOK T. 69), s. 189–193, nr 37,&#13;
s. 225–226, nr 43, s. 294–295, nr 62.&#13;
2&#13;
Brulion listu do M.A. Szulca z 15 XII 1874 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 506–507.&#13;
&#13;
369&#13;
&#13;
�O niektórych szczegółach napomknąłem już ustnie. Powtórzę je tu, ażebyś Pan&#13;
wiedział, o ile będziesz mógł lub chciał użytkować z nich przy drugiej edycji1.&#13;
&#13;
Dalej następuje cała lista informacji bardziej lub mniej szczegółowych,&#13;
ilustrujących wielość wątków chopinowskich poruszanych w tej korespondencji.&#13;
Niewątpliwą zasługą Kolberga było również sporządzanie kopii utworów Chopina oraz gromadzenie niskonakładowych amatorskich druków&#13;
jego kompozycji wykonywanych dla przyjaciół i dla pamięci, a nie do&#13;
rozpowszechniania. Niektóre z wykonanych przez Kolberga kopii długo&#13;
uważane były nawet przez specjalistów za autografy Chopina 2. Dzięki&#13;
jednej z nich, odpisowi Poloneza b-moll (Les Adieux) z 1826 roku, dedykowanego Wilhelmowi, utwór ten jest znany, gdyż autograf Chopina&#13;
zaginął3. Odpisy Kolberga służyły też niejednokrotnie wydawcom dzieł&#13;
Chopina, u których zabiegał o ich kompletne wydanie i którym chętnie&#13;
udostępniał własne materiały, dzieląc się swoją wiedzą i profesjonalnymi&#13;
opiniami. Propozycja pomocy w tym zakresie złożona w styczniu 1878&#13;
roku lipskiemu wydawcy, Breitkopfowi i Härtlowi, okazała się jednak&#13;
spóźniona. Firma miała już innych współpracowników do realizowanego&#13;
właśnie pełnego wydania dzieł Chopina i mimo argumentu, że przydałby&#13;
się w tym gronie również Polak, oferta nie została formalnie przyjęta 4.&#13;
Kolberg mimo to okazał się pomocny przy kwerendzie źródeł, ustalaniu&#13;
Brulion listu do M. A.Szulca z 1 II 1876 r., tamże, s. 561.&#13;
Krystyna Kobylańska, badając autentyczność rękopisów Chopina, ustaliła np., że cztery&#13;
rękopisy uważane za jego autografy to kopie Kolberga. Są to: Lento con gran espressione&#13;
(Nokturn cis-moll); Piosenka litewska op. 74 nr 16, Ecossaise G-dur op. 72 nr 4, Ecossaise Des-dur op. 72 nr 5 (numery dwu ostatnich według edycji Fontany z 1855 roku). Zob. tejże Fryderyk&#13;
Chopin i Oskar Kolberg…, s. 379.&#13;
3&#13;
Swój odpis tego poloneza przesłał Kolberg w grudniu 1878 r. Bretkopfowi i Härtlowi,&#13;
z komentarzem, że utworu tego nie udało mu się odnaleźć po śmierci Wilhelma w 1877 r.&#13;
w jego papierach, choć pamięta jego dwie chopinowskie wersje w zbiorach brata, a kopię&#13;
z wersji staranniejszej sporządził „przed około 18 laty”, Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),&#13;
s. 182 (tłum. z niem.). O utworze tym pisał także do J. Kleczyńskiego w liście z 23 V 1881 r.&#13;
(tamże, s. 501–502; tam w przypisie 2 do tego listu podano błędnie, że rękopis tego poloneza&#13;
znajduje się w Bibliotece Jagiellońskiej).&#13;
4&#13;
Zob. w tej sprawie brulion listu do Breitkopfa i Härtla z 5 I 1878 r. oraz odpowiedź wydawcy z 8 I 1878 r. i kolejny brulion listu Kolberga z 20 II 1878 r., Korespondencja… cz. II&#13;
(DWOK T. 65), s. 95–96, 98–100, 110–113. Ta lipska edycja pt. Friedrich Chopin’s Werke. Erste&#13;
kritisch durchgesehene Gesamtausgabe herausgegeben von. W. Bargiel, J. Brahms, A. Franchomme, F. Liszt, C. Reinecke, E. Rudorff ukazała się w 14 tomach w latach 1878–1880.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
370&#13;
&#13;
�losów rękopisów i pojedynczych wydań, udzielał wydawcom cennych&#13;
informacji, m.in. o stylu gry Chopina, błędach poprzednich edycji, redakcji utworów, przesyłał kopie niektórych młodzieńczych kompozycji.&#13;
Już w grudniu 1878 roku przekazał do Lipska sporządzony przez siebie&#13;
Spis utworów Chopina z datami ich powstania (także z wątpliwościami&#13;
w tym zakresie) oraz z uwagami o ich wydaniach 1. Dalsza korespondencja w tej sprawie dokumentuje podobnie jak listy do Szulca niezwykłe&#13;
i bezinteresowne zaangażowanie Kolberga w szeroko rozumianą pomoc&#13;
przy nowej edycji, a także skwapliwość, z jaką lipscy wydawcy z cennych&#13;
uwag Kolberga korzystali, zgłaszając kolejne pytania i prośby. Swoistą&#13;
gratyfikację miał zapewne stanowić wydany przez nich w roku 1881 zbiór&#13;
50 polskich mazurków z lat 1817–1850, zebranych i opracowanych przez&#13;
Kolberga w układzie chronologicznym i opatrzonych jego przedmową2.&#13;
Swoje propozycje i poprawki co do koncepcji, układu i porządku w nowej&#13;
pełnej edycji dzieł Chopina przesłał Kolberg także Robertowi Wolffowi około roku 1879, uprzedzając inicjatywę warszawskich wydawców&#13;
i z góry proponując swoją pomoc przy korekcie. Przygotował też osobną&#13;
listę nutowych korekt uchybień zauważonych w poprzedniej edycji. Odpowiedzi udzielonej Kolbergowi nie znamy; firma Gebethnera i Wolffa,&#13;
publikując pełne wydanie dzieł Chopina, skorzystała jednak z pomocy&#13;
J. Kleczyńskiego3.&#13;
1&#13;
Dwie brulionowe wersje takiej listy (rkp. zaginiony, znany z odpisu M. Turczynowiczowej&#13;
sprzed 1839 r.) opublikowane zostały w cz. III Korespondencji… (DWOK T. 66), na s.730–734&#13;
jako aneks 8 pt. Spis utworów Chopina sporządzony przez O. Kolberga. Zestawienie utworów&#13;
Chopina dołączył Kolberg do listu do lipskiego wydawcy z 3 XII 1878 r. (zob. Korespondencja…&#13;
cz. II (DWOK T. 65), s. 181 (tłum. z niem.) i s. 182, przyp. 1.&#13;
2&#13;
Zbiór ten ukazał się pt. Polnische Tänze. Sammlung des beliebtesten Polnischen Mazurkas&#13;
für das Pianoforte, Leipzig [1881]. Współpracę Kolberga i wydawcy nad przygotowaniem go&#13;
do druku dokumentuje koresponedencja z lat 1880–1881.&#13;
3&#13;
Zob. niedatowany brulion listu do Roberta Wolffa (prawdopodobnie z roku 1879), Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 290–292. Nowa edycja Gebethnera i Wolffa, o której przyszłym kształcie pisze Kolberg, ukazała się w 1882 roku w Warszawie w 10 tomach pt. Frédéric&#13;
Chopin Oeuvres de Piano. Édition nouvelle revue, corrigée et doigtée par Jean Kleczyński,&#13;
avec variantes provenant de l’auteur lui-même et communiquées par ses meilleurs élèves.&#13;
Obok uczniów Chopina odnotowany jest tam także udział w opracowaniu Kolberga i Fontany. Wcześniejsze wydania dzieł Chopina przez Gebethnera i Wolffa ukazały się w Warszawie&#13;
w 1863 i 1877 roku. Zachowała się brulionowa wersja wspomnianej erraty nutowej Kolberga&#13;
do wcześniejszego wydania, dawniej uważana za zaginioną (rkp. BN PAU i PAN, sygn. 2184,&#13;
k. 183–184).&#13;
&#13;
371&#13;
&#13;
�Kolberg pozostawił też cenne, choć rozproszone w listach i notatkach wskazówki i informacje o grze Chopina i sposobie wykonywania jego utworów.&#13;
Jeden z najciekawszych opisów zawarł w liście do Szulca z wiosny 1879 roku:&#13;
Ja znajduję, że wszyscy grają go za prędko, a biorąc szalone tempo w allegrach,&#13;
gubią tym samym mnóstwo szczegółów, które właśnie u kompozytora, tyle&#13;
w piękne szczegóły obfitego jak Ch[opin], uwydatnione w grze być by powinny. Przy tym prawie każdy wpada w afektację, niestosowną przesadę albo też&#13;
inaczej cieniuje te dzieła (oprócz miejsc wyraźnie do wzmocnienia i osłabienia&#13;
wskazanych), każdy chce naśladować (a naśladuje według własnego pojęcia,&#13;
więc najczęściej bardzo nietrafnie) owe ociągania się, ową niezależność obu rąk&#13;
od siebie, które autor oznaczał wyrazem tempo rubato […]. Ja może dlatego tak&#13;
jestem wymagającym, żem słyszał samego Ch[opina] bardzo często bądź prywatnie, bądź i publicznie grajacego w czasie jego dojrzałości w latach 1827–1830,&#13;
a wrażenie tej gry (jakkolwiek byłem wówczas prawie dzieckiem jeszcze) niezatarte aż do dnia dzisiejszego pozostawiło na moim umyśle ślady, nie dozwalające&#13;
wcale porównań z nowszymi wykonawcami1.&#13;
&#13;
W korespondencji Kolberga częstym tematem były też pamiątki pozostałe po Chopinie lub z nim związane. Wymienić tu można dla przykładu poświęconą Chopinowi tablicę epitafijną w kościele św. Krzyża w Warszawie,&#13;
wykonaną według projektu (szkicu) Wilhelma przez Leonarda Marconiego,&#13;
a upamiętniającą złożone tam serce kompozytora2. Losy pamiątek będących&#13;
w posiadaniu Wilhelma nie są do końca znane. Nie wszystkie przekazane&#13;
zostały Oskarowi, który wielokrotnie o nie prosił. Gdy się dowiedział, że&#13;
przed śmiercią w 1877 roku Wilhelm odnalazł i przekazał kilka takich pamiątek siostrze Fryderyka, Izabeli Barcińskiej, pisał do Karoliny z żalem:&#13;
„[…] czy to były listy, nuty lub co innego, nie wiem […]. Dziwi mnie mocno,&#13;
dlaczego mnie takowych nie przysłał do Krakowa, wiedząc, że ja zbieram&#13;
tego rodzaju rzeczy, zamyślam studium o Chopinie napisać”3. Sam Wilhelm&#13;
wcześniej utwierdzał zresztą Kolberga w tym zamiarze; obiecując, że przyśle&#13;
Brulion z 20 V 1879 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 234.&#13;
Zob. Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 510, 513, 517 i 521 oraz cz. II (DWOK T. 65),&#13;
s. 209. Epitafium wmurowane w filar kościoła ufundowano w 1879 r., uroczyste poświęcenie&#13;
nastąpiło 5 marca 1880 r., wkrótce po złożeniu w tym miejscu urny z sercem Chopina (zob.&#13;
„Kłosy” 1879, T. XXVIII, nr 708 (z 11 I) i 1880, T. XXX, nr 766 (z 4 III) oraz „Biblioteka Warszawska” 1880, T. 2, s. 179–180).&#13;
3&#13;
Brulion listu do Karoliny Kolberg z 22 X 1878 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),&#13;
s. 171.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
372&#13;
&#13;
�mu informacje o Chopinie, zastrzegał: „Szczegółów też o życiu Chopina&#13;
niewiele się zebrało, a jak się zbierze, to Ci je przeszlę dla ogłoszenia, a nie&#13;
dla odstąpienia Szulcowi”1.&#13;
Konsekwentne gromadzenie przez Kolberga materiałów o Chopinie,&#13;
wyniki jego wieloletnich kwerend, ustalenia, konsultacje, zebrana wiedza&#13;
o biografii i twórczości kompozytora w gruncie rzeczy posłużyły innym&#13;
biografom i badaczom. Wyżej przytoczona wypowiedź i inne mniej lub&#13;
bardziej wyraźne wzmianki pozwalają jednak wnioskować, że celem było&#13;
nie tylko udzielenie ich innym, ale zamysł samodzielnego studium poświęconego Chopinowi, powracający jako wyraz pielęgnowanych długie lata&#13;
osobistych uczuć dla mistrza. Kolejny ślad takiego zamiaru przynosi późniejszy list do Tytusa Wojciechowskiego, przyjaciela Chopina. Kolberg odnosi się w nim do wcześniejszych prac o Chopinie, prosi adresata o nowe&#13;
wiadomości i o kopie niektórych młodzieńczych utworów, których odpisów nie posiada, wykazując przy tym znakomitą orientację w twórczości&#13;
kompozytora. List jest brulionem; widnieje w nim skreślony ręką Kolberga&#13;
fragment, a w nim zdanie: „Być zatem może, że ja sam, mimo zajęć, jakie&#13;
mnie przygniatają, będę w konieczności podać niektóre wiadomości, by&#13;
zatraceniu nie uległy, do jakiego czasopisma, np. «Przeglądu Lwowskiego»,&#13;
«Echa» itd.”2. Wypowiedź ta, pochodząca z brulionu, być może nie znalazła się w wysłanym liście, ale ujawnia, jak żywotna była potrzeba pisania&#13;
i świadczenia o Chopinie, mimo ogromu innych pierwszoplanowych prac.&#13;
Kolberg korespondował także w latach 1876–1886 z innym biografem&#13;
Chopina, wspominanym już wcześniej Maurycym Karasowskim, muzykiem,&#13;
krytykiem i pisarzem muzycznym, którego znał z okresu warszawskiego&#13;
i z którym wówczas – jak wynika z listów – łączyły go przyjazne stosunki3.&#13;
Pracę Karasowskiego wydaną w Dreźnie w roku 1877 w języku niemieckim&#13;
(w tłumaczeniu autora) pt. Friedrych Chopin. Seine Leben, Seine Werke&#13;
und Briefe (Bd. 1–2) Kolberg znał i sporządzał na jej temat swoje uwagi,&#13;
sprostowania i uzupełnienia4. Książka ta była też omawiana wielokrotnie&#13;
List Wilhelma Kolberga z 31 I 1875 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 517.&#13;
Brulion listu do T. Wojciechowskiego z 15 XII 1879 r., Korespondencja… cz. II (DWOK&#13;
T. 65), s. 285–286.&#13;
3&#13;
Zachowana korespondencja Kolberga z Karasowskim obejmuje 18 listów (zob. DWOK&#13;
T. 64–66).&#13;
4&#13;
Notatki te zachowały się w archiwum Kolberga (BN PAU i PAN, sygn. 2185/4, k. 338–340).&#13;
Drugie wydanie pracy, Karasowskiego, znacznie skrócone i poprawione, ukazało się tamże&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
373&#13;
&#13;
�w korespondencji z Szulcem, który oceniał ją krytycznie, zarzucając autorowi brak podania źródeł i nieład w przedstawianiu faktów. Kolberg nie polemizował z nim w tej sprawie, raczej przychylając się do tego stanowiska.&#13;
Z czasem jednak pozytywniej oceniał tę pracę. Początek listownego kontaktu z Karasowskim przypada na listopad 1876 roku, kiedy to Kolberg przesłał&#13;
mu melodię Chmiela potrzebną do przygotowywanej biografii Chopina 1.&#13;
Korespondencja urwała się potem na kilka lat, dopiero we wrześniu 1881&#13;
roku nawiązana została na nowo, koncentrując się odtąd wokół spraw chopinowskich. Kolberg w poczuciu wspólnego podziwu i uznania dla Chopina&#13;
chętnie dzielił się z Karasowskim – podobnie jak z Szulcem – swoimi przemyśleniami i informacjami; w listach podejmowane więc były najróżniejsze&#13;
wątki z życia i twórczości „naszego uwielbianego mistrza”. I podobnie jak&#13;
pierwszemu biografowi przesłał Kolberg Karasowskiemu po ukazaniu się&#13;
polskiej dwutomowej edycji jego biografii Chopina w 1882 roku swoje sprostowania i uwagi, dołączone do listu z 2 września 1882 roku2.&#13;
Chopinowskie realia pojawiają się także, choć sporadycznie, w korespondencji z lat 1880–1881 z innym zaprzyjaźnionym muzykiem i krytykiem&#13;
muzycznym z Warszawy – Janem Kleczyńskim. Ten ostatni zaprosił Kolberga pod koniec 1879 roku do współpracy z warszawskim dwutygodnikiem,&#13;
„Echem Muzycznym”, którego redakcję objął z początkiem 1880 roku Kolberg okazał zainteresowanie tą inicjatywą, docenił plany redaktora, który&#13;
– jak to określił – zamierzał nadać swemu pismu „kierunek poważny i o ile&#13;
możności narodowy”, ale z braku czasu konkretnego udziału jako autor odmówił. W roku 1880 poruszana była w listach sprawa interesujących Kleczyńskiego wiadomości na temat przodków ojca Fryderyka, Mikołaja Chopina, pozyskanych przez Kolberga w Nancy, gdzie zatrzymał się na krótko&#13;
w drodze na wystawę w Paryżu w 1878 r. Rok później Kleczyński należał do&#13;
grona organizatorów warszawskiego koncertu na rzecz Kolberga, przesłał&#13;
w 1878 roku, trzecie w 1881 roku i to ono stało się podstawą wersji polskiej wydanej w 1882&#13;
roku w Krakowie pt. Fryderyk Chopin. Życie. Listy. Dzieła. Wcześniej Karasowski opublikował&#13;
artykuł pt. Młodość Fryderyka Szopena w „Bibliotece Warszawskiej” 1862, T. 4, s. 1–40 oraz&#13;
Uzupełnienie, tamże, 1869, T. 1, s. 161–179 i 383–418.&#13;
1&#13;
Zob. brulion listu do Karasowskiego z 9 XI i odpowiedź adresata z 17 XI 1876 r.,&#13;
Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 661–662 i 665–666.&#13;
2&#13;
Zob. Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 689. Rękopis Uwag O. Kolberga odnoszących się do pracy Karasowskiego o Chopinie opublikowany został w cz. III Korespondencji&#13;
(DWOK T. 66), na s. 738–743 jako aneks 11; przedruk tegoż w: O. Kolberg Pisma muzyczne&#13;
cz. II (DWOK T. 62), s. 472–476, nr 983.&#13;
&#13;
374&#13;
&#13;
�też badaczowi na jego prośbę kopię jednego z młodzieńczych polonezów&#13;
Chopina (Ges-dur), drukowanego w wyczerpanej już wówczas edycji Kaufmanna z 1870 roku. Odpisu z tego wydania poszukiwał Kolberg w Warszawie od 1877 roku, wielokrotnie kierując prośby w tej sprawie do znanych sobie muzyków. Sam z kolei objaśniał Kleczyńskiemu okoliczności powstania&#13;
dedykowanego Wilhelmowi poloneza pożegnalnego b-moll (Les Adieux)1.&#13;
Omawiając wkład Kolberga w biografię i edycję dzieł Chopina, warto&#13;
zatrzymać się jeszcze na ocenach analizujących go muzykologów i oddać&#13;
im głos. Mieczysław Tomaszewski, autor opracowania i wstępu do Pism&#13;
muzycznych Kolberga, potwierdzając wagę zebranej przez niego faktografii&#13;
chopinowskiej, niewykorzystanej we własnych publikacjach, pisał w 1975&#13;
roku:&#13;
Poza tym miał sam doskonałą pamięć zdarzeń i muzyki, sposobu, w jaki ją Chopin wykonywał. Opis gry kompozytora, przesłany Szulcowi w liście z 20 maja&#13;
1979 roku, należy do najbardziej precyzyjnych i autentycznych, jakie nam przekazał wiek XIX, i zaświadcza, jak bardzo Kolberg predestynowany był do zadania, co do którego wykonania stale się wahał.&#13;
&#13;
A dalej, oceniając wiedzę Kolberga przekazaną wydawcom dzieł Chopina, stwierdzał: „Był więc Kolberg bardziej edytorem in spe, ale edytorem&#13;
wysokiej klasy, uczulonym na problem autentyczności przekazu, właściwego odczytania intencji kompozytora, trafnego uchwycenia stylu, wiernego&#13;
przekazu tradycji wykonawczej”2.&#13;
W 2014 roku Ewa Sławińska-Dahlig podobnie podsumowała wkład Kolberga w tej dziedzinie:&#13;
Oskar Kolberg wniósł nieocenioną wiedzę faktograficzną (wzbogaconą o znakomite interpretacje) w pierwszym okresie badań nad Chopinem. Listy i teksty&#13;
Kolberga odnoszące się do kompozytora dowodzą jego kompetencji, szerokości&#13;
zainteresowań i dociekliwości. Są szczególnie cenne jako źródło z pierwszej ręki&#13;
1&#13;
O wspomnianych kwestiach chopinowskich zob. listy Kleczyńskiego i Kolberga nr 698&#13;
i 704; 729, 758 i 770; 837 i 840 w cz II Korespondencji (DWOK T. 65). Cytowane określenie&#13;
Kolberga dotyczące profilu „Echa” tamże, s. 309. O poszukiwanej przez Kolberga kopii poloneza&#13;
Ges-dur mowa też w korespondencji z J. Sikorskim, zob. tamże, s. 257, 396 i 398–399.&#13;
2&#13;
M. Tomaszewski „Pisma muzyczne” Oskara Kolberga…, (DWOK T. 61), s. XX i XXII. List,&#13;
na który się autor powołuje, zob. Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 233–236. Fragment&#13;
tego listu opisujący grę Chopina, zacytowano wyżej, zob. s. 372.&#13;
&#13;
375&#13;
&#13;
�– źródło pozostawione przez świadka warszawskiego okresu życia Fryderyka&#13;
Chopina, a także sumiennego obserwatora jego późniejszych emigracyjnych&#13;
dziejów1.&#13;
&#13;
Postulat autorki: „W dalszych badaniach warto usystematyzować wszystkie wzmianki o kompozytorze zawarte w całym dziedzictwie kolbergowskim i dokonać syntezy dotychczasowych prac na ten temat […]” pozostaje&#13;
aktualny i czeka na zrealizowanie go przez specjalistów.&#13;
XX&#13;
[Podróże na Pokucie i na Podole galicyjskie w latach 1876 i 1877. – Kontynuacja Poznańskiego i wydanie cz. II–IV (1876–1879). – Odwiedziny Karoliny&#13;
z dziećmi w Modlnicy (lato 1877). – Wstępne prace nad cz. I Pokucia. – Wyjazd na Wystawę Powszechną w Paryżu (wrzesień 1878), prezentacja tam&#13;
m.in. tomów Ludu. – Przedłożenie Akademii pierwszej wersji cz. I Pokucia&#13;
(listopad 1878). – Odwiedziny Antoniego i Karoliny z dziećmi w Modlnicy&#13;
(lato 1879). – Wyjazd do Lwowa i Czortowca (wrzesień? 1879). – Udział&#13;
w obchodach jubileuszu Kraszewskiego (październik 1879). – Publikacja Pieśni ludu litewskiego, studium komparatystyczno-folklorystycznego, w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej” (1879). – Uwagi do analizy tekstu&#13;
Bogurodzicy (1879).]&#13;
&#13;
Po wyprawie odbytej w roku 1875 na Pomorze i Mazury oraz w Poznańskie kolejnym obszarem eksploracji Kolberga stały się ziemie na południowo-wschodnich kresach Rzeczypospolitej. W dwu następnych latach,&#13;
1876 i 1877, odbył podróże badawcze na Pokucie i na Podole galicyjskie,&#13;
a obie wyprawy, podobnie jak poprzednia na północ, finansowane były&#13;
przez Akademię, która przeznaczyła na ten cel zasiłek z funduszu Komisji&#13;
Antropologicznej. Był to także okres intensywnej pracy nad monografią&#13;
Poznańskiego: w roku 1876 ukazała się jej część II, w następnym część III,&#13;
1&#13;
E. Sławińska-Dahlig Fryderyk Chopin w świetle korespondecji Oskara Kolberga…, s. 78&#13;
i 77. Z informacji Kolberga o Chopinie korzystały kolejne pokolenia biografów i wydawców&#13;
dzieł kompozytora aż do czasów najnowszych, jest to jednak materiał rozproszony. Zob. m.in.&#13;
J. Ekier Wstęp do wydania narodowego „Dzieł” Fryderyka Chopina…, M. Tomaszewski Chopin. Człowiek, dzieło rezonans, Poznań 1998, Korespondencja Fryderyka Chopina 1816–&#13;
–1831, T. 1, oprac. Z. Helman, Z. Skowron, H. Wróblewska-Straus, Warszawa 2009.&#13;
&#13;
376&#13;
&#13;
�dwa lata później, tj. w 1879 roku część IV (odpowiednio tomy 10–12 Ludu).&#13;
Plan badań etnograficznych na ziemiach wschodnich w obrębie ówczesnego zaboru austriackiego uważał Kolberg jednak za zadanie naukowe na&#13;
tyle pilne, że podjął je równolegle z zaabsorbowaniem innymi pracami nad&#13;
tomami Ludu i działalnością w ramach Akademii. Było to zresztą zgodne&#13;
ze wspomnianym wcześniej programem badawczym Akademii, który jako&#13;
priorytet wskazywał głównie ziemie „północnych i północno-wschodnich&#13;
stoków Karpat”1.&#13;
Podróż Kolberga w 1876 roku do Galicji Wschodniej, pierwsza dłuższa&#13;
na Pokucie i Podole galicyjskie, jest stosunkowo dobrze udokumentowana&#13;
w korespondencji i w materiałach sponsorującej ją Akademii. Pierwotne&#13;
projekty wyjazdu w czerwcu, potem w lipcu nie zostały zrealizowane; termin przesunął się w związku z koniecznością dopilnowania kończącego&#13;
się druku II części W. Ks. Poznańskiego, która ukazała się na początku&#13;
sierpnia 2. Ostatecznie Kolberg wyjechał po 10 sierpnia – taką datę nosi&#13;
ostatni zachowany list pisany jeszcze w Krakowie – a powrócił przed&#13;
12 października, po dwumiesięcznej wyprawie, zatrzymując się jeszcze w Krakowie 3. O swojej podróży wzmiankuje w listach, pisząc m.in.:&#13;
„W tym roku jeździłem na Pokucie, na Bukowinę, i byłem w Karpatach,&#13;
mianowicie miedzy Hucułami pod Czarną Górą [Czarnohorą]”, wspomina pobyt w Czortowcu u Przybysławskich, w Baryszu u Szawłowskich,&#13;
zwiedzanie okolic Lwowa i tygodniowy pobyt w samym mieście, gdzie&#13;
odwiedził muzea oraz Ossolineum 4. Najobszerniejszą relację przynosi&#13;
jednak złożone Akademii sprawozdanie z tej podróży z 30 października&#13;
1876 roku, omówione przez przewodniczącego, J. Majera, na posiedzeniu&#13;
Komisji Antropologicznej w listopadzie 1876 roku 5. Relacja ta wskazuje,&#13;
że główne stacje badawcze Kolberga stanowiły „w okolicy&#13;
Zob. wyżej, s. 277–278..&#13;
Zob. bruliony listów do W. Siarkowskiego z 30 VI oraz do W. Niegolewskiej z 7 VIII&#13;
1876 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 628 i 631.&#13;
3&#13;
Zob. bruliony listów do J. Florkiewicza z 10 VIII oraz do S. Czarneckiego z 12 X 1876 r.,&#13;
tamże, s. 633 i 645. Z Modlnicy pisał Kolberg dopiero 4 XI 1876 r., zob. tamże, s. 660.&#13;
4&#13;
Brulion listu do Czarneckiego tamże, s. 645. Zob. też brulion listu do W. Przybysławskiego&#13;
z 14 X 1876 r., tamże, s. 646.&#13;
5&#13;
Brulion sprawozdania skierowanego do Akademii z 30 X 1876 r. zob. Korespondencja…&#13;
cz. I (DWOK T. 64), s. 657–660. Zob. też omówienie sprawozdania na posiedzeniu Komisji z 16&#13;
XI 1876 r., „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. IV, 1877, s. XVIII oraz&#13;
informacje o tej podróży Kolberga i jej plonach, tamże, s. IX, XXVII.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
377&#13;
&#13;
�naddniestrzańskiej Barysz pod Buczaczem i Czortowiec pod Obertynem,&#13;
w górach zaś Żabie pod Czarnogórą, położone w pobliżu granicy Bukowiny i Kossowa” oraz że krótko przebywał też w miastach: Stanisławowie,&#13;
Kołomyi, Czerniowcach i Buczaczu, dłużej zaś we Lwowie, gdzie m.in.&#13;
sporządził w Muzeum Przyrodniczym im. Dzieduszyckich spis „akwarel, rycin i obrazów olejnych przedstawiających typy i sceny ludowe”,&#13;
a w Ossolineum spis akwarel 1. Temu ostatniemu zagadnieniu, tj. ikonografii, poświęcił Kolberg w sprawozdaniu szczególną uwagę – zgodnie&#13;
ze swoim utrwalonym i często na forum Akademii wyrażanym przekonaniem o szczególnej wartości dla etnografii tego rodzaju dokumentacji.&#13;
Pisał:&#13;
Niech mi tu wolno będzie zwrócić uwagę na przedmiot nader ważną specjalność etnograficzną stanowiący, jakim mianowicie jest ubiór ludu i kształt jego&#13;
mieszkań, narzędzi i sprzętów, gdyż przedmiot ten, wiążąc się z projektowanym&#13;
wydawnictwem wyrozumowanym kostiumów i budowli krajowych, w przyszłości dokonać się mającym, podać może materiał do zasilania okazami świeżo&#13;
powstającego Muzeum Akademickiego.&#13;
&#13;
Zwracał następnie uwagę na wielkie zróżnicowanie strojów charakterystycznych dla zwiedzanych terenów, informował o swoich kontaktach&#13;
z fotografikami tamtych stron podejmowanych w celu zainteresowania ich&#13;
tematyką etnograficzną, informował, że sam, „acz niewprawną ręką”, sporządzał „wizerunki wielu chat, sprzętów, przedmiotów ubrania itd.”, które zamierzał przekazać do opracowania Kossakowi. Wreszcie postulował:&#13;
„Obok wizerunków [tj. szkiców, fotografii itp.] byłoby nader pożądanym&#13;
gromadzenie ubiorów w naturze lub też pojedynczych tychże części”2, zastrzegając jednak, że cena tych ostatnich jest tak wygórowana, że uniemożliwia kupno. Warto tu przypomnieć przywoływany wcześniej fakt, że&#13;
Kolberg przywiózł też z tej podróży i złożył Komisji do jej zbiorów etnograficznych rekwizyty weselne, części stroju, kilkanaście narzędzi i sprzętów&#13;
domowych z Pokucia, a także pięć „gadek huculskich”3. W swojej relacji dla&#13;
Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 658, 659 i 660. Oba spisy zachowały się w zbiorach&#13;
archiwalnych, zob. wyżej, s. 276&#13;
2&#13;
Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 658 i 659.&#13;
3&#13;
Odnotowano to w sprawozdaniach z posiedzeń Komisji Antropologicznej z dnia 21 XII&#13;
1876 r. i z 1 VI 1877 r., zob. wyżej, s. 285.&#13;
1&#13;
&#13;
378&#13;
&#13;
�Akademii zwracał też uwagę na problematykę i okoliczności swoich badań.&#13;
W cytowanym brulionie pisał:&#13;
Przedmiotem zbiorów były głównie zwyczaje, obrzędy, pieśni, muzyka, język itd.&#13;
Wszakże pobyt mój w pomienionych stronach pomimo obfitości dostarczonego&#13;
materiału bynajmniej go jeszcze nie wyczerpał. Stosunki więc pozawiązywane&#13;
z kilku obywatelami naukę miłującymi, a głównie z W. [Władysławem] Przybysławskim w Czortowcu, z W. [Stanisławem] Szawłowskim w Baryszu i z ks.&#13;
Sofronem Witwickim w Żabiu, i kilku innymi osobami, każą się spodziewać, że&#13;
odnośny materiał etnograficzny, jaki by się dał pozyskać, znacznie w następstwie będzie pomnożony na drodze korespondencji1.&#13;
&#13;
Osoby te, wcześniej już tutaj przywołane, jako żywo zainteresowane&#13;
lokalnym folklorem, historią i kulturą ludową swojego regionu znacznie&#13;
przyczyniły się do pomnożenia zbiorów Kolberga z Pokucia oraz z okolic&#13;
Buczacza, goszcząc go w swoich domach, stwarzając warunki do pracy&#13;
badawczej i zasilając przyszłe monografie nowymi materiałami, wiadomościami i konsultacjami. Owocna współpraca i żywe kontakty z nimi udokumentowane są w korespondencji, szczególnie bogatej z Władysławem&#13;
Przybysławskim w latach 1876–18832.&#13;
W roku następnym 1877 Kolberg odbył również podróż do Galicji&#13;
Wschodniej, a jej koszty, podobnie jak rok wcześniej, pokrył fundusz Komisji Antropologicznej. Wcześniej jednak, w połowie lipca, przyjechała&#13;
do Modlnicy na wakacje Karolina z dwiema córkami, starszą Tonią i kilkumiesięczną Walentyną, oraz z siostrzenicą Lolą, osieroconą przez Julię&#13;
Illukiewiczową. Ich pobyt trwał do 19 sierpnia. To rodzinne spotkanie&#13;
miało dla Oskara i jego bratowej szczególne znaczenie wobec niedawnej&#13;
śmierci Wilhelma 4 czerwca tego roku. Dla Karoliny i jej dzieci były&#13;
to również wymarzone wakacje w życzliwym i zorganizowanym domu&#13;
Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 658.&#13;
Badania Kolberga na Pokuciu, pozyskane tam zbiory, m.in. z Czortowca, oraz jego współpracę z Przybysławskim i Witwickim omawia A. Skrukwa we wstępie do suplementu do Pokucia (DWOK T. 81), s. V–XLIX. Materiały z Huculszczyzny opublikowane zostały dopiero&#13;
w ramach DWOK w dwuczęściowej Rusi Karpackiej (DWOK T. 54–55); tam scharakteryzowali je we wstępie, w tomie 54 O. Gajkowa (s. V–XXVII), M. Tarko (s. XXVIII–XLIV), B. Linette (s.&#13;
XLV–LII) i A. Demartin (s. LIII–LXXII). Bogate materiały z Barysza znalazły się także dopiero&#13;
w nowej edycji, w trzech tomach Rusi Czerwonej (DWOK T. 56, 57/I i 57/II), zob. też wstęp&#13;
M. Tarki do tej monografii (w tomie 56, s. XXX–XXXIII).&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
379&#13;
&#13;
�na wsi, w oderwaniu od miejskiej, uciążliwej codzienności, w bliskości&#13;
z kochanym stryjem. W Modlnicy odbył się wówczas chrzest urodzonej&#13;
26 lutego 1877 roku Walentyny, przy współudziale trzech par chrzestnych: Oskara i Antoniny Konopczanki, Juliana Konopki i Meli Męcińskiej&#13;
oraz Michaliny Konopczanki, córki Józefa, i jej kuzyna, Michała, syna&#13;
Ksawerego Konopki1.&#13;
Na wyprawę etnograficzną na Pokucie i Podole galicyjskie i w okolice&#13;
Lwowa Kolberg wyjechał więc dopiero 23 sierpnia, udając się przez Lwów&#13;
do Czortowca, gdzie spędził prawie miesiąc, serdecznie przyjmowany przez&#13;
Przybysławskich, i skąd planował odwiedzić jeszcze Barysz. W drodze powrotnej zatrzymał się także u Bochdanów w Zadwórzu oraz we Lwowie.&#13;
Wrócił do Krakowa w trzeciej dekadzie października. O tej dwumiesięcznej&#13;
podróży wzmiankował w listach2, szczególnie wspominając długi i owocny&#13;
pobyt w Czortowcu, jednej z najbardziej sprzyjających jego pracom stacji&#13;
badawczej, gdzie w atmosferze przyjacielskiej współpracy z gospodarzami,&#13;
Władysławem i Heleną Przybysławskimi, nie tylko pomnażał swoje zbiory&#13;
z Pokucia, ale cieszył się wspólnotą zainteresowań i pasji naukowej goszczącego go właściciela. Przybysławski jako badacz zabytków archeologicznych&#13;
w Galicji Wschodniej, m.in. w Horodnicy nad Dniestrem, miłośnik historii,&#13;
kolekcjoner książek, dokumentów, wykopalisk, przedmiotów użytkowych&#13;
i rzemieślniczych itp., członek Komisji Archeologicznej i Antropologicznej&#13;
Akademii i zamiłowany regionalista okazał się znakomitym towarzyszem&#13;
w badaniach, współpracownikiem i konsultantem Kolberga. O zrozumieniu&#13;
dla działalności autora Ludu, gotowości pomocy i stopniu zażyłości obu&#13;
badaczy świadczy korespondencja. Zapraszając Kolberga w czerwcu 1877&#13;
roku, Przybysławski przypominał „[…] w zeszłym roku daną nam obietnicę&#13;
odwiedzenia w tym roku Pokucia, a przy tym obrania sobie Czortowca za&#13;
główny punkt, z którego robiłbyś Szanowny Pan wycieczki we wszystkich&#13;
kierunkach, jakie za stosowne uznasz”. I deklarował dalej:&#13;
Zob. S. Dębicka W starym gnieździe: z sagi rodu Kolbergów, Warszawa 1989, s. 185–186 i 189.&#13;
Zob. m.in. bruliony listów do W. Przybysławskiego z 8 i 19 VIII 1877 r. (w sprawie daty&#13;
wyjazdu) oraz do B. Moraczewskiej z 27 X, do Akademii z 1 XI, do Jadwigi Wernerowej z 19&#13;
XI i do Karoliny z 10 XII 1877 r. (po powrocie), Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 54, 56,&#13;
67, 72, 76 i 84. W liście do Jadwigi wspomniał, że Helena Przybysławska to córka Kazimierza&#13;
Wessla zaprzyjaźnionego z Wilhelmem, któremu przekazywał tę informację rok wcześniej&#13;
(Korespondencja…, cz. II, DWOK T. 65, s. 76 oraz cz. I, DWOK T. 64, s. 649). U Wesslów&#13;
w Żyrzynie, w Lubelskiem, Kolberg gościł w 1848 r.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
380&#13;
&#13;
�Pisał do mnie dr Kopernicki, że Szanowny Pan masz myśl ułożenia monografii&#13;
etnograficznej Czortowca, cieszę się tym projektem bardzo i z mej strony dołożę&#13;
usilnych starań, ażeby Szanowny Pan wszelkie potrzebne do tego opisu materiały, czy żywe, czy też martwe, miał pod ręką, a tym samym mam przekonanie, że&#13;
tego rodzaju opis wyjdzie spod pióra Pańskiego kompletnym1.&#13;
&#13;
W roku następnym – 1878 – Kolberg nie wyjeżdżał na badania terenowe, lecz wziął udział z ramienia Akademii w Wystawie Powszechnej&#13;
w Paryżu, która trwała od 1 maja do 20 października. Prezentował swoje&#13;
tomy Ludu oraz zbiór rysunków, szkiców i fotografii w części antropologiczno-etnologicznej działu austriackiego wystawy, w którego ramach&#13;
„urzędowo” uczestniczyła Akademia. Do eksponatów tejże należały fotografie zabytków archeologicznych z różnych stron Polski, okazy etnograficzne i antropologiczne wybrane z zasobów muzeum Akademii, a przygotowane przez Komisję Antropologiczną i Archeologiczną pod kierunkiem&#13;
Izydora Kopernickiego, który był także głównym organizatorem ekspedycji materiałów2. Według katalogu wystawy Kopernicki „jako członek Akademii” wystawiał w sekcji antropologicznej działu austriackiego „różne&#13;
czaszki”, a w jego sekcji etnologicznej album fotografii typów i strojów&#13;
Polaków, Rusinów i Żydów. Tamże odnotowano też – jednak bez konkretów – udział dwu „interesujących osób”: Oskara Kolberga „z zabytkami&#13;
etnograficznymi i z takimiż Władysława Przybysławskiego”3. W części&#13;
austriackiej wystawy znalazły się również eksponaty archeologiczne i etnograficzne pochodzące ze zbiorów Muzeum Dzieduszyckich we Lwowie i z Muzeum Techniczno-Przemysłowego Adriana Baranieckiego&#13;
List W. Przybysławskiego z 24 VI 1877 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 39.&#13;
Eksponaty ze zbiorów Akademii obejmowały „oprócz niektórych starożytności i ich fotografij” m.in. „czaszek sześć z czasów przedhistorycznych z różnych okolic kraju, zbiór 60 typowych tak zwanych pisanek, zbiór okazów włosów ludności polskiej, ruskiej i żydowskiej,&#13;
album fotografij typów ludności podolskiej” (zob. Posiedzenie Komisji Antropologicznej z 27 IV&#13;
1878 r., „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. V, 1878, s. LIV). Zob.&#13;
też list I. Kopernickiego z 2 III 1878 r., w którym informuje Kolberga o ustalonej przez Komisję w Wiedniu konieczności wcześniejszej przesyłki deklarowanych materiałów na wystawę&#13;
i obiecuje mu swoją pomoc w ich przygotowaniu, oraz kolejny list Kopernickiego, niedatowany&#13;
(Korespondencja... cz. II, DWOK T. 65, s. 117-118 i 119).&#13;
3&#13;
Cyt. za: A. Abramowicz Wystawa w Paryżu w 1878 roku, w: tegoż Dalecy i bliscy:&#13;
studia z dziejów archeologii, „Acta Archaeologica Lodziensia” 1974, nr 23, s. 103. Autor oparł&#13;
swój opis na oficjalnym katalogu wystawy pt. Exposition universelle internationale de 1878&#13;
à Paris. Catalogue spécial de l’exposition des sciences anthropologiques, Paris 1878.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
381&#13;
&#13;
�w Krakowie. Według korespondentki z Paryża, Seweryny Duchińskiej:&#13;
„Dzięki zbiorom hr. Dzieduszyckiego i p. Baranieckiego ten dział austriacki zachował przeważnie polski charakter” 1. Komisarzem wystawy&#13;
austriackiej na wystawie paryskiej był Włodzimierz Dzieduszycki, pasjonat muzealnictwa i mecenas naukowy różnych przedsięwzięć wystawienniczych w Galicji i w Europie.&#13;
Choć wystawcy polscy uczestniczyć mogli w wystawach światowych&#13;
w ramach ekspozycji kraju zaborców, co niejednokrotnie stwarzało dylematy moralne i stawiało Polaków przed alternatywą niewystawiania wcale, na wystawie paryskiej udało się dzięki pewnemu wybiegowi stworzyć&#13;
odrębną ekspozycję polską. Warto o niej wspomnieć, gdyż to zapewne był&#13;
dodatkowy powód szczególnej determinacji Kolberga, który deklarował nie&#13;
tylko chęć, ale wręcz koniczność odwiedzenia wystawy, i do wyjazdu przygotowywał się dużo wcześniej, organizując w tym celu fundusz wydzielony&#13;
ze swojego kapitału zdeponowanego w Warszawie i umawiając się na spotkanie z rodziną w Paryżu2.&#13;
Za urządzenie Wystawy Nauk Antropologicznych stanowiącej część&#13;
wystawy powszechnej w 1878 r. odpowiedzialne było paryskie Towarzystwo Antropologiczne, którego członkami było również wielu Polaków,&#13;
emigrantów, m.in. od 1867 r. Izydor Kopernicki. Środowisko to wraz ze&#13;
swoimi licznymi sympatykami założyło krótko przed wystawą i specjalnie w celu reprezentowania na niej Polski Towarzystwo Antropologiczne&#13;
i Etnograficzne Polskie w Paryżu, ukonstytuowane na wzór francuskiego&#13;
i stanowiące rodzaj jego oddziału3. Prezesem został Franciszek Duchiński&#13;
(1816–1893), etnograf i historyk, działacz emigracyjny, członek paryskiego Towarzystwa Antropologicznego od 1865 r. i główny inicjator przedsięwzięcia. W krótkim czasie wykonano olbrzymią pracę organizacyjną&#13;
1&#13;
[S. Duchińska] Z wystawy paryskiej, „Biblioteka Warszawska” 1878, T. 3, s. 114. Autorka&#13;
wymienia wśród eksponatów z tych zbiorów naczynia, kilimy, pisanki, hafty na płótnie, modele&#13;
chat i zagród wieśniaczych, znaleziska z wykopalisk.&#13;
2&#13;
Zob. Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 129, 132–133, 135, 136, 141–142, 149, 151&#13;
i 160, listy wymieniane w tej sprawie z Jadwigą i Emilem Wernerami w okresie od kwietnia&#13;
do sierpnia 1878 r. Kolberg pisał tam m.in., że paryską wystawę „koniecznie dla zbioru&#13;
etnograficznych tam okazów zwiedzić […] wypada, na który to cel nie mam i nie mogę mieć&#13;
innego funduszu jak wiadomą Ci sumkę u Was […]” (tamże, s. 135).&#13;
3&#13;
Zob. A. Abramowicz Société d’Anthropologie et d’Ethnographie Polonaise de Paris (1878&#13;
– ?), „Kwartalnik Historii Nauki i Techniki” 1975, T. 20, nr 1, s. 79–88. Według autora dalsze&#13;
losy i ślady działalności towarzystwa po wystawie 1878 r. nie są znane.&#13;
&#13;
382&#13;
&#13;
�i na Wystawie Nauk Antropologicznych pod szyldem nowo utworzonego&#13;
towarzystwa polskiego udało się zgromadzić wystawców polskich z emigracji i wszystkich zaborów, zarówno instytucje, jak osoby prywatne.&#13;
Zorganizowany udział Polaków w ekspozycji nauk antropologicznych był&#13;
wydarzeniem bez precedensu, gdyż polski dorobek naukowy zaprezentowano międzynarodowej rzeszy zwiedzających pod własnym, narodowym&#13;
szyldem. Wydarzenie to miało charakter manifestacji nie tylko naukowej,&#13;
ale i politycznej, tożsamościowej. W odezwie towarzystwa wydanej 1 marca 1878 roku z powodu wystawy, stanowiącej rodzaj kwestionariusza czy&#13;
ankiety badawczej napisano m.in.:&#13;
Pierwszy to raz od dawnych czasów kraj nasz na zewnątrz czynnie pod swym&#13;
własnym wystąpi mianem. Niechże to miano, które tak żywym przez dziesięć&#13;
wieków błyszczało światłem, na polu wiedzy zajaśnieje. Okażmy światu i goś­&#13;
cinnym a szlachetnym gospodarzom Wystawy, że Ojczyzna Kopernika i Śniadeckich gościnności tej godna – że istniejemy1.&#13;
&#13;
Prawie sto lat później polski badacz, Andrzej Abramowicz, upomniał się&#13;
o przywrócenie naukowego znaczenia wystawie:&#13;
Chyba nie było w ciągu całego XIX w. większej zagranicznej manifestacji nauki&#13;
polskiej niż wystawa antropologiczna związana z międzynarodową wystawą&#13;
powszechną w 1878 r. w Paryżu. Mimo doniosłości wydarzenia nie znalazło ono&#13;
szerszego odbicia w historii nauki polskiej. Jest prawie zapomniane2.&#13;
&#13;
Według katalogu w ramach nowo powstałego towarzystwa polskiego&#13;
swoje muzealne zbiory zaprezentowały w oddziale polskim: Poznańskie&#13;
Towarzystwo Przyjaciół Nauk, Towarzystwo Naukowe w Toruniu, Muzeum&#13;
Narodowe w Rapperswilu, Jan Zawisza z Warszawy, właściciel kolekcji&#13;
archeologicznej, oraz cała galeria wystawców prywatnych, m.in. Franciszek&#13;
Duchiński, Cyprian Godebski, Władysław Mickiewicz3. Tu także – niezależnie od udziału w części austriackiej wystawy – prezentował eksponaty&#13;
Cyt. za artykułem Abramowicza jw., s. 80.&#13;
A. Abramowicz Wystawa w Paryżu w 1878 roku…, s. 91.&#13;
3&#13;
Opis ekspozycji polskiej oparty na francuskim katalogu wystawy nauk antropologicznych&#13;
(w tłumaczeniu autora) podaje. A. Abramowicz w pracy Wystawa w Paryżu w 1878 roku…,&#13;
s. 91–107. Nie wiadomo, czy lista wystawców jest pełna, gdyż jak zauważa autor, zarówno&#13;
w katalogu, jak i w podpisach eksponatów stosowano swoisty kamuflaż (tamże, s. 107), oraz&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
383&#13;
&#13;
�archeologiczne i etnograficzne ze zbiorów swego prywatnego muzeum we&#13;
Lwowie Włodzimierz Dzieduszycki; spośród nich szczególną uwagę zwracały 32 stroje ludowe z Galicji. W stoisku specjalnym towarzystwa spotykamy ponownie nazwisko Kopernickiego, który opracował przedstawiane&#13;
tam pomiary i tabele kraniometryczne, a w obszernym zestawie bibliograficznym publikacji polskich wymieniono Kolberga jako autora tomów 2–4&#13;
Ludu, tj. Sandomierskiego i Kujaw części I i II. Oddział polski zawierał&#13;
bogatą kolekcję strojów ludowych z różnych regionów Polski, zbiory rysunków i rycin, mapy, m.in. Chrzanowskiego z kilkudziesięcioma tablicami,&#13;
albumy przedstawiające typy i ubiory polskie, a także fotografie znalezisk&#13;
przedhistorycznych, liczne okazy archeologiczne z wykopalisk w całym kraju, różne obiekty etnograficzne, m.in. z zakresu rzemiosła, budownictwa itp.&#13;
Bogaty zbiór poloniców zgromadziła też osobna ekspozycja polskiej „sztuki&#13;
historycznej” zorganizowana na wystawie starożytności pod patronatem&#13;
Towarzystwa Historyczno-Literackiego w Paryżu, w specjalnie wydzielonej sali w pałacu Trocadéro. Znalazły się tam cenne pamiątki historyczne i narodowe, arcydzieła dawnej sztuki i rzemiosła, portrety i medaliony&#13;
zasłużonych Polaków, kolekcje miniatur, monet, broni itd., zgromadzone&#13;
w imponującej ilości, z czytelnym zamysłem ukazania bogactwa i starożytności polskiej historii i kultury, stanowiące – według słów Duchińskiej&#13;
– „drugie ognisko polskie przedstawione samoistnie pod opieką Francji”1.&#13;
Eksponaty pochodziły m.in. ze zbiorów Władysława Czartoryskiego oraz&#13;
Jana Działyńskiego z Kórnika.&#13;
Oddział polski na wystawie antropologiczno-etnograficznej został&#13;
wysoko oceniony w prasie francuskiej, opisywała go też prasa polska,&#13;
m.in. piórem stałej korespondentki z Paryża, Duchińskiej, w „Bibliotece Warszawskiej” i przebywającego wówczas w stolicy Francji Henryka&#13;
Sienkiewicza w „Nowinach”2. Ze względu na wymowę polityczną polskiej&#13;
ekspozycji nie o wszystkim jednak można było pisać, może dlatego&#13;
czy jest dokładny spis niektórych nazwisk powtarzających się (np. Kopernicki, Dzieduszycki)&#13;
w oddziałach pod patronatem zaborców i w ekspozycji polskiej.&#13;
1&#13;
[S. Duchińska] Z wystawy paryskiej…, s. 443.&#13;
2&#13;
Tamże, s. 115–118 (o wystawie antropologicznej) oraz s. 442–449 (o wystawie „sztuki&#13;
historycznej”); całość relacji autorki s. 111–133 , 305–331 oraz 434–458; H. Sienkiewicz Z wystawy antropologicznej w Paryżu, „Nowiny” 1878 nr 42 i 44. Pisarz uznał wystawę antropologiczną za niewątpliwy sukces polskiej nauki i pokreślał w swojej obszernej relacji powszechne&#13;
uznanie, z jakim się spotkała. Zob. także opis oddziału polskiego w: A. Abramowicz Wystawa&#13;
paryska w 1878 roku…&#13;
&#13;
384&#13;
&#13;
�niektóre krajowe instytucje i osoby przemilczały swój udział lub powściągliwie o nim wspominały. Duchińska opisała wprawdzie „zbiory&#13;
nasze”, ale samo istnienie oddziału polskiego skwitowała oględną informacją, że w osobnym gmachu, który „nosi ogólny tytuł sekcji antropologicznej […], zajmuje znaczną przestrzeń oddział antropologii i etnografii&#13;
polskiej wystawiony przez nowo utworzone Towarzystwo pod prezydencją Duchińskiego” 1. Akademia jako wystawca w oddziale austriackim w sprawozdaniu Komisji Antropologicznej podała ogólną, cytowaną&#13;
wyżej notatkę o wysłanych eksponatach, nie wspominając o oddziale&#13;
polskim 2. Sam Kolberg nie dzielił się w listach merytorycznymi opiniami na temat wystawy, choć jako etnograf pozyskał z niej zapewne sporo ciekawych materiałów i obserwacji, a rozmach i charakter tej wyjątkowej polskiej ekspozycji dostarczyły mu niezapomnianych przeżyć.&#13;
W korespondencji ograniczył się do wzmianek i ogólnych informacji&#13;
o zwiedzaniu wystawy 3, więcej miejsca poświęcając relacjom o podróży&#13;
i o sposobie spędzania czasu w Paryżu, co stanowi odbicie powszechnie&#13;
przyjętego, oszczędnego tonu recepcji polskiej wystawy. Czy odczuwał&#13;
zawód i rozgoryczenie, że zabrakło jego materiałów w oddziale polskim,&#13;
możemy tylko przypuszczać.&#13;
Z Krakowa wyjechał Kolberg po 6 września, w Paryżu spędził około&#13;
miesiąca, w drogę powrotną udał się 6 października, by 17 tego miesiąca&#13;
dotrzeć do Krakowa. Po powrocie do Modlnicy pisał do rodziny i przyjaciół o swojej podróży, jej trasie, zwiedzanych miastach, pobycie w Paryżu,&#13;
kontaktach itd. M.in. w liście do Karoliny czytamy:&#13;
Jechałem na Wiedeń, Münich, Zurych, stąd jeziorem do Rapperswyl, [na] Lucernę (byłem na górze Rigi), Bazyleę, Strasburg, Nancy, do Paryża. A wracałem&#13;
[S. Duchińska] Z wystawy paryskiej…, s. 112.&#13;
Ogólnikową informację, że na wystawę powszechną w Paryżu w 1878 r. „Komisja Antropologiczna wspólnie z Archeologiczną przygotowały i wysłały ciekawsze okazy archeologiczne&#13;
i etnograficzne ze zbiorów Akademii, które tam na siebie powszechną ściągały uwagę znawców&#13;
i zyskały ich uznanie” zamieszczono też w Pamiętniku piętnastoletniej działalności Akademii… w cz. I, na s. 209.&#13;
3&#13;
Wskazówka w liście do E. Wernera z 17 VII 1878 r. podana przed wyjazdem: „W Paryżu&#13;
dowiedzieć się o mnie będzie można na wystawie w austriackim oddziale, mianowicie w Ősterreichisch Antropologisch-Ethnographische Ausstelung […] lub w polskiej wystawie etnograficznej prof. Duchińskiego” (Korespondencja… cz. II, DWOK T. 65, s. 149) wydaje się świadczyć,&#13;
że Kolberg był doskonale zorientowany w sytuacji i w programie ekspozycji.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
385&#13;
&#13;
�na Brukselę, Liège, Akwizgran, Kolonię, stąd Renem do Bonn i Moguncji, dalej&#13;
do Wiesbaden, potem na Frankfurt, Eisenach, Lipsk, Berlin, Poznań i Wrocław&#13;
do Krakowa. W każdym z miast znaczniejszych zatrzymywałem się dzień jeden&#13;
lub dwa, by zwiedzić muzea i co było ciekawszego1.&#13;
&#13;
W Paryżu spotkał się m.in. z Jadwigą Wernerową, z którą wcześniej&#13;
się umówił, oraz z Józefą Konopczanką z Mogilan, córką Józefa. Odwiedzał wystawę, muzea i biblioteki, bywał w teatrach i polskich domach&#13;
emigrantów, m.in. w domu Duchińskich, gdzie spotkał się z „prawdziwie&#13;
staropolskim przyjęciem”. Sewerynę Duchińską, primo voto Pruszakową,&#13;
znał doskonale z czasów warszawskich; jak wspomniano wyżej, spotykali się często w prowadzonym przez nią w Warszawie salonie literackim, nim w 1863 roku wyemigrowała do Paryża. A ponieważ jej drugi&#13;
mąż, Franciszek, opiekował się działem polskim wystawy, był Kolberg&#13;
u samego źródła informacji, zdarzeń, spotkań i opinii. W innych listach&#13;
wspomniał swoją bytność w operze wiedeńskiej w drodze do Paryża,&#13;
a przedstawiając trasę powrotną, wymienił także Lipsk. Z korespondencji&#13;
dowiadujemy się też, że w Lipsku odwiedził firmę Breitkopfa i Härtla,&#13;
gdzie omawiał koncepcję wydania młodzieńczych utworów Chopina,&#13;
w Monachium spotkał się z malarzem Józefem Brandtem, z którym „poruszył kwestię wydawnictwa kostiumów i typów narodowych z wizerunków i fotografii”, a w Nancy, mieście, z którego pochodził ojciec&#13;
Fryderyka, Mikołaj Chopin, usiłował zebrać wiadomości o przodkach&#13;
i rodzinie kompozytora 2.&#13;
Paryska wyprawa stanowiła ponadmiesięczną przerwę w intensywnej pracy nad materiałami pozyskanymi z Pokucia w czasie obu podróży&#13;
w 1876 i 1877 roku. Zbiory te były już wówczas na tyle bogate, choć później zostały jeszcze pomnożone, że Kolberg mógł planować stosunkowo&#13;
szybkie opracowanie pełnej monografii. Już 1 listopada 1877 roku pisał do&#13;
Akademii:&#13;
Ograniczając się obecnie jedynie na doniesieniu o pozyskaniu i w roku bieżącym&#13;
tamże równie obfitych nabytków, mam zaszczyt zawiadomić Akademię, że tak&#13;
z notatek zeszłorocznych, jak i z tegorocznych układam obszerniejszą monograBrulion listu do Karoliny z 22 X 1878 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 170.&#13;
Zob. informacje, relacje i wrażenia z tej podróży w brulionach późniejszych listów do innych adresatów, tamże, m.in. s. 173, 179, 183–184, 200–202, 219, 332–334.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
386&#13;
&#13;
�fię etnograficzną Pokucia (tyczącą się głównie włościan), którą to pracę wraz&#13;
z brulionami notatek nie omieszkam przedłożyć Akademii najdalej w pierwszych dniach kwietnia r[oku] p[rzyszłego]1.&#13;
&#13;
Rzeczywiście, jeszcze przed wyjazdem do Paryża w sprawozdaniu z posiedzenia Komisji Antropologicznej z 27 kwietnia 1878 roku, tym samym,&#13;
w którym odnotowano wysyłkę materiałów na wystawę, znalazła się informacja Kolberga, który „zawiadamia, że ma na ukończeniu obszerną&#13;
monografię etnograficzną Pokucia jako owoc dwukrotnej wycieczki przedsięwziętej tamże z poleceniem Akad[emii] i z zasiłkiem Kom[isji] Antr[opologicznej]”2. Już w marcu 1878 roku otrzymał Kolberg od Antoniego Małeckiego (1821–1913), językoznawcy, profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego&#13;
i członka Akademii Umiejętności, pozytywną opinię na temat swojego opracowania o dialekcie Pokucia. Małecki zaakceptował nie tylko przyjęte przez&#13;
Kolberga zasady pisowni, ale i inne jego uwagi i spostrzeżenia dotyczące&#13;
miejscowej gwary jako zgodne z jego własnymi zapatrywaniami, a także&#13;
ocenił, że „wystarczają zupełnie w dziele etnograficznym”3. W czerwcu tego&#13;
roku Kolberg informował S. Witwickiego z Żabia, że ma już wykończoną&#13;
I część Pokucia, „dość gruby tom obejmujący okolice dolne, czyli podgórskie”, i zapowiadał: „Część II poświęcona będzie góralom Hucułom, do&#13;
czego zbieram i porządkuję obecnie materiały”4. Pierwszą część Pokucia&#13;
złożył w Akademii w listopadzie 1878 roku, co potwierdza sprawozdanie&#13;
z posiedzenia Komisji Antropologicznej z dnia 27 listopada 1878 roku5. Jednak na rychłą edycję nowej monografii brak było środków finansowych.&#13;
Akademia pokrywała wówczas jedynie koszty jednego tomu Kolberga rocznie, tj. wydawaną w latach 1875–1882 siedmiotomową monografię Wielkopolski, druk Pokucia musiał być zatem odłożony w czasie. Przedłożona&#13;
Akademii w 1878 r. pierwsza część Pokucia została po paru latach znacznie&#13;
poszerzona, a materiał do monografii rozrósł się na tyle, że wydana została&#13;
ostatecznie w czterech tomach w latach 1882 i 1883 (cz. I i II) oraz 1888&#13;
i 1889 (cz. III i IV). Przysłużyły się temu sprzyjające Kolbergowi okoliczności, zaistniałe w latach 1880 i 1881, które nie tylko pozwoliły mu znacznie&#13;
Tamże, s. 72.&#13;
„Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. V, 1878, s. LV.&#13;
3&#13;
List A. Małeckiego z 17 III 1878 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 122.&#13;
4&#13;
Brulion listu do S. Witwickiego z 15 VI 1878 r., tamże, s. 143.&#13;
5&#13;
Zob. „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. V, 1878, s. CVIII.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
387&#13;
&#13;
�wzbogacić wcześniejszy zasób źródłowy, ale także umożliwiły rozpoczęcie&#13;
edycji Pokucia i wydanie dwu pierwszych części, o czym będzie jeszcze&#13;
mowa.&#13;
Na Pokucie wybrał się Kolberg jeszcze w 1879 roku, na co wskazuje&#13;
jedynie wzmianka w itinerarium: „Do Lwowa, Czortowca”1. Brak jednak&#13;
bliższych informacji o tej podróży. Latem od 20 lipca do około 20 sierpnia&#13;
Kolberg nie wyjeżdżał, gdyż w tym czasie gościł w Modlnicy jego brat Antoni z żoną Karoliną i z dziećmi. Spotkanie z rodziną było dla Oskara radosnym przeżyciem i potrzebnym wytchnieniem w codziennych obowiązkach.&#13;
Pisał o tym do Kopernickiego:&#13;
Czuję, że potrzebuję wypoczynku i pokrzepienia sił. Otóż prawdziwą dla mnie&#13;
rozrywką stał się przyjazd brata mego, Antoniego, niewidzianego od lat ośmiu.&#13;
Razem więc z nim spędzam czas na przechadzkach, zwiedzaniu okolic i na rozmowie o domu i o swoich, a wspomnień jest bez liku2.&#13;
&#13;
Prawdopodobnie Lwów i Czortowiec odwiedził Kolberg w drugiej połowie września i był to wyjazd krótki3.&#13;
Z początkiem października był już w Modlnicy i wziął udział w jubileuszowym obchodzie 50-lecia pracy literackiej Józefa Ignacego Kraszewskiego, który odbył się w Krakowie w dniach 2–7 października 1879 roku.&#13;
Obchody te zorganizowano z niezwykłym rozmachem i wystawnością. Połączone były z uroczystym podpisaniem 3 października aktu restauracji&#13;
świeżo odnowionych i przebudowanych Sukiennic, do których jako pierwszego wprowadzono jubilata w asyście władz miejskich i z towarzyszeniem kantaty na jego cześć, skomponowanej przez W. Żeleńskiego do słów&#13;
A. Asnyka. Po przemówieniu prezydenta Zyblikiewicza, wręczeniu Kraszewskiemu darów i adresów oraz jego mowie odbyła się w Sukiennicach&#13;
jubileuszowa uczta, w której wzięło udział ponad 800 osób. Dla uczczenia&#13;
obu faktów Henryk Siemiradzki ofiarował do otwartych dla publiczności&#13;
Zob. Wykaz podróży… (DWOK T. 66), s. 706.&#13;
Brulion z 1 VIII 1879 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 248. Zob. też list Antoniego&#13;
Kolberga do Oskara z 18 VII 1879 r., tamże, s. 246.&#13;
3&#13;
W korespondencji brak wprawdzie jakichkolwiek wzmianek o tym pobycie we Lwowie&#13;
i w Czortowcu, ale bieg zdarzeń w 1879 r. wydaje się wskazywać jedynie na ten okres. Po wyjeździe rodziny z Modlnicy, pod koniec sierpnia spotkał się z Kolberg z Jadwigą Wernerową&#13;
w Krakowie, gdzie wyprawiał się jeszcze kilkakrotnie w pierwszej połowie września; na wyprawę na Pokucie zabrakłoby więc wcześniej czasu.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
388&#13;
&#13;
�5 października Sukiennic swój obraz Pochodnie Nerona, przeznaczony dla&#13;
tworzącej się właśnie galerii Muzeum Narodowego w Krakowie. Spotkało&#13;
się to z wielkim uznaniem i entuzjazmem społecznym, których wyrazem był&#13;
zaimprowizowany pochód z pochodniami w dniu 6 października. Uroczystości zgromadziły ogromną liczbę uczestników przybyłych ze wszystkich&#13;
trzech zaborów, a także z zagranicy; Kraków świętował jubileusz cenionego&#13;
pisarza jako święto narodowe, okazję do patriotycznej manifestacji, a opisywała je cała polska prasa1. Kolberg brał udział w obchodach w ciągu&#13;
dwu pierwszych dni. Jednak wysiłek dojazdów do Krakowa i powrotów&#13;
do Modlnicy, tłumy i skala tej fety dały mu się zdrowotnie we znaki i z dalszego świętowania musiał zrezygnować. W liście do Karoliny w połowie&#13;
października pisał m.in.:&#13;
Nie będę Ci opisywał, co się tu działo w czasie jubileuszu Kraszew[skiego], bo&#13;
się dokładniej o tym wszystkim dowiesz z gazet lub z relacji jakiego naocznego&#13;
świadka, których mnóstwo tu było z Warszawy, jak i z innych stron kraju. Istotnie zjazd i uroczystości były wspaniałe. Konopkowie przez cztery dni jeździli&#13;
jak zapamiętali do miasta i siedzieli tam od rana do nocy […], by ceremonie dnia&#13;
pierwszego, jubilata i zgiełk ten zobaczyć […], a do zapału tego przyłączył się&#13;
potem i zapał dla Siemiradzkiego, fakelcugi itd. […] Co do mnie tyle tylko powiem, że po dwóch dniach takiej jazdy (bo w Krak[owie] przepełnionym ludźmi&#13;
nocować nie było podobieństwem) tak mi się słabemu już roztrzęsły kości,&#13;
żem […] cały następny tydzień przesiedzieć musiał w domu […], co po prawdzie&#13;
mówiąc, a po widzeniu rzeczy głównej, tj. przyjęcia, wcale mi przykrości nie&#13;
sprawiło; też o tym wiesz dobrze, że zabaw hałaśliwych i hucznych nie lubię&#13;
i tylko żałowałem, że nie mogłem powitać osób, z którymi widzieć się pragnąłem, a najbardziej z samym Kraszewskim […]2.&#13;
&#13;
Obok wspomnianej w liście kiepskiej kondycji zdrowotnej charakterystyczna jest tu niechęć Kolberga do szumnych celebracji, głośnych&#13;
wystąpień i zgromadzeń. Jego uczestnictwo w obchodach zaznaczyło się&#13;
Zob. m.in. sprawozdanie pt. Obchód w Krakowie pięćdziesięcioletniej pracy literackiej&#13;
J. I. Kraszewskiego, „Czas” 1879, nr 228–231, Poświęcenie i otwarcie Sukiennic, tamże, nr 228&#13;
i 229 oraz artykuł podpisany inicjałami Z.C. Józef Ignacy Kraszewski i pięćdziesięcioletni&#13;
Jego jubileusz, tamże, nr 228–234. Uchwałę o utworzeniu Muzeum Narodowego w Krakowie,&#13;
pierwszego narodowego muzeum na ziemiach polskich, Rada Miejska podjęła 7 października&#13;
1879 r., otwarcie Muzeum dla zwiedzających w pierwszej siedzibie, w Sukiennicach, nastąpiło&#13;
11 września 1883 r., z okazji 200-lecia odsieczy wiedeńskiej.&#13;
2&#13;
Brulion listu do Karoliny z 16 X 1879 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 263.&#13;
1&#13;
&#13;
389&#13;
&#13;
�skromnie, bez wysuwania się na widok publiczny. Na uczcie ku czci Kraszewskiego nie był, swój hołd dla jubilata współwyraził natomiast jako&#13;
redaktor trzeciego tomu „Zbioru Wiadomości do Antropologii Krajowej”,&#13;
dedykowanego pisarzowi – członkowi Akademii, oraz w liście osobiście&#13;
do niego skierowanym z serdecznymi gratulacjami i z darem z „własnych&#13;
zapisków etnograficznych” 1.&#13;
Obok postępu prac nad Pokuciem oraz nad dalszymi tomami monografii o Wielkopolsce i edycją jej części IV (tom 12 Ludu), rok 1879&#13;
przynosi jeszcze ważną publikację Kolberga, tj. Pieśni ludu litewskiego zamieszczoną w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej”, we&#13;
wspomnianym tomie dedykowanym właśnie Kraszewskiemu 2. Tematyka&#13;
tej pracy Kolberga chyba nieprzypadkowo zbiega się z litewskimi zainteresowaniami, badaniami i publikacjami pisarza poświęconymi historii&#13;
i kulturze Litwy 3.&#13;
Ta największa lituanistyczna praca Kolberga składa się z obszernego&#13;
studium o pieśniach litewskich oraz ze zbioru 76 pieśni (67 z melodiami) pochodzących głównie z własnych zapisów oraz z kilkunastu pieśni&#13;
udzielonych mu przez innych zbieraczy. Sam autor informuje, że spisał&#13;
je w czasie podróży odbytej w Augustowskie w roku 1860, choć jak się&#13;
wydaje, po latach tę datę roczną podał błędnie, gdyż inne świadectwa&#13;
wskazują, że podróż w Augustowskie odbył w roku 1858 i ta data jest&#13;
bardziej prawdopodobna 4. Litewskimi pieśniami zainteresował się Kolberg dużo wcześniej; jego pierwsza publikacja, przynosząca kilkanaście&#13;
takich utworów, a zamieszczona w „Dzwonie Literackim”, pochodzi z roku&#13;
1&#13;
List do Kraszewskiego z 20 X 1879 r., tamże, s. 267–269. Nie wiadomo, jaki tom lub tomy&#13;
swojego Ludu wysłał Kolberg adresatowi, prawdopodobnie był to świeżo wydany tom 12,&#13;
tj. cz. IV W. Ks. Poznańskiego. Jak wynika z listu Kolberga, który stwierdza, że „część ich [tych&#13;
zapisków] już Mu [Kraszewskiemu] była znaną”, wcześniejsze tomy jubilat otrzymywał.&#13;
2&#13;
Tj. w tomie III z 1879 roku, na s. 167–230 (s. 167–187 – rozprawa, s. 188–230 – pieśni&#13;
z melodiami) oraz odbitka, Kraków 1879. Przedruk rozprawy w: O. Kolberg Studia, rozprawy…&#13;
(DWOK T. 63), s. 307–336, pieśni ponownie opublikowano w tomie Litwa (DWOK T. 53).&#13;
O badaniach, materiałach i kontaktach litewskich Kolberga zob. W. Armon „Litwa” Oskara&#13;
Kolberga, tamże, s. V–XV.&#13;
3&#13;
Należą tu m.in. monograficzne opracowania Kraszewskiego Wilno od początków jego&#13;
do roku 1750 (T. I–IV, Wilno 1838–1842) oraz Litwa. Starożytne dzieje, ustawy, język, wiara,&#13;
obyczaje, pieśni, przysłowia, podania itd. (T. 1–2, Wilno 1847–1850).&#13;
4&#13;
Zob. Wykaz podróży… (DWOK T. 66), s. 705, por. też W. Armon „Litwa”… (DWOK T. 53),&#13;
s. VIII–IX.&#13;
&#13;
390&#13;
&#13;
�1846 1. Zarówno wówczas, jak i później w przypadku litewskich pieśni&#13;
planowanych do wydania przez Akademię barierę stanowiły jednak trudności filologiczne. Kolberg nie znał języka litewskiego, potrzebował więc&#13;
fachowej pomocy, zwłaszcza w zakresie pisowni. W połowie roku 1877&#13;
zwrócił się więc do Jana Karłowicza, uznanego autorytetu lituanistycznego, autora pracy O języku litewskim wydanej w 1875 roku2. Karłowicz&#13;
obiecał współpracę, ale okazało się, że sam potrzebuje merytorycznej pomocy w kwestiach istotnych dla Kolberga. Ostatecznie udzielił jej chętnie&#13;
Jan Juszkiewicz, który wówczas przygotowywał do druku pieśni zebrane&#13;
przez swojego brata, Antoniego Juszkiewicza3. Rękopis Kolberga, wysłany&#13;
do Juszkiewicza za pośrednictwem Karłowicza we wrześniu 1878 roku,&#13;
wrócił tą samą drogą po dwu miesiącach z poprawioną i ujednoliconą pisownią4, po czym przez księgarnię Gebethnera i Wolffa przekazany został&#13;
Kolbergowi, a w następnym roku praca ukazała się w druku. W styczniu&#13;
1880 roku Kolberg wysłał Janowi Karłowiczowi i Janowi Juszkiewiczowi&#13;
odbitki Pieśni litewskich z podziękowaniem za pomoc przy ich opracowaniu5. A przy okazji ustaleń na temat pisowni tekstów litewskich Kolberg,&#13;
Opublikował tam Kolberg 15 pieśni (melodie z akompaniamentem, teksty oryginalne&#13;
z przekładem polskim), które znalazły się ponownie w artykule w „Zbiorze Wiadomości do&#13;
Antropologii Krajowej”. Zob. wyżej, s. 83.&#13;
2&#13;
Zob. brulion listu do Karłowicza z 1 VI 1877 r. Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),&#13;
s. 24–26. Jan Karłowicz (1836–1903), filolog i etnograf, autor prac z zakresu językoznawstwa,&#13;
etnografii, folklorystyki, archeologii, lituanistyki, redaktor „Wisły” w latach 1888–1889, wydał Słownik gwar polskich (Warszawa 1900–1911) oraz wydawał Słownik języka polskiego&#13;
z A. Kryńskim i W. Niedźwiedzkim (1900–1926, 8 tomów). Jego praca O języku litewskim&#13;
ukazała się w „Rozprawach i Sprawozdaniach z Posiedzeń Wydz. Filolog.”, T. II, Kraków 1875,&#13;
s.135–376. Jako uzupełnienie do tej pracy Kolberg przygotował obszerne zestawienie bibliograficzne, które świadczy o jego żywym zainteresowaniu językiem i kulturą Litwy (opublikowano&#13;
je w tomie Litwa, DWOK T. 53, na s. 483–511).&#13;
3&#13;
Jan Juszkiewicz (1815–1886), nauczyciel gimnazjalny w Kazaniu, filolog litewski. Dokonał&#13;
pierwszej klasyfikacji dialektów litewskich i próby reformy pisowni, przygotował do druku&#13;
i wydał pieśni zapisane przez brata, Antoniego. Antoni Juszkiewicz (1819–1880), ksiądz, zbieracz folkloru litewskiego, zgromadził około 7 tys. pieśni. W latach 1880–1882 w Kazaniu wydany został największy, trzytomowy ich zbiór, zawierający teksty pieśni pt. Lietuviškos dainos.&#13;
Niewielka ich część ukazała się wcześniej.&#13;
4&#13;
Współpracę tę, zainicjowaną przez Kolberga w czerwcu 1877 roku, dokumentuje dwanaście listów wymienianych z Karłowiczem do grudnia 1878 r., zob. Korespondencja… cz. II&#13;
(DWOK T. 65), listy 485, 491, 516, 520, 581, 590–592, 596, 600, 603, 609. Zob. też list J. Juszkiewicza do J. Karłowicza z 23 X 1878 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 765–766.&#13;
5&#13;
Zob. bruliony listów do J. Karłowicza i J. Juszkiewicza z 27 III 1880 r., Korespondencja... cz. II (DWOK T. 65), s. 341–342. Egzemplarz odbitki Pieśni litewskich wysłany do&#13;
1&#13;
&#13;
391&#13;
&#13;
�akceptując notację przyjętą przez Juszkiewicza i dobrze ocenioną przez&#13;
Karłowicza, nie zaś stosowaną przez badaczy niemieckich, napisał do tego&#13;
ostatniego:&#13;
P[an] Juszkiewicz, nie wiedząc, że jam się rodził w Polsce, więc biorąc mnie za&#13;
Niemca (a wszakże i moje nazwisko jest tylko pozornie niemieckie, gdyż rodzina&#13;
pochodzi z Pomorza Bałtyckiego, pierwotnie słowiańskiego, gdzie dotąd jeszcze&#13;
mieszka wielu ludzi koło brzegów morskich) wnioskuje, że nie przyjmę jego&#13;
pisowni […]1.&#13;
&#13;
Niejedyna to tak charakterystyczna wypowiedź Kolberga na temat swojego rodowodu.&#13;
Studium ma charakter komparatystyczny i ściśle folklorystyczny. Jego&#13;
przedmiotem jest analiza porównawcza tekstów pieśni litewskich i polskich. Poprzedza ją krótkie omówienie zbiorów tych pierwszych, głównie najobszerniejszego z nich, gromadzącego dotychczas wydane pieśni&#13;
litewskie, tj. pracy Nesselmanna z 1853 roku 2. Uznając sumienność tego&#13;
opracowania, Kolberg kwestionuje jednak niekonsekwentną klasyfikację&#13;
pieśni, kilkakrotnie powtarzany zabieg łączenia kilku wariantów niepełnych lub kalekich w jeden całkowity, a przede wszystkim wytyka autorowi „niemniej dotkliwą wadę”, jaką jest „brak wskazówki miejsca urodzenia pieśni, jej metryki, a przynajmniej miejsca, gdzie była słyszaną&#13;
i spisaną”. –„Każdy bowiem badacz – dodaje – zna dostatecznie wagę takiego rodowodu przy pracach porównawczych, już dla samych własności&#13;
i różnic lingwistycznych” 3. Na ten ostatni brak Kolberg uwrażliwiony był&#13;
szczególnie, gdyż – jak wiadomo – określanie proweniencji geograficznej&#13;
utworów folkloru uczynił od początku pierwszoplanowym elementem ich&#13;
dokumentacji źródłowej.&#13;
Dokonując analizy porównawczej, Kolberg zestawia typowe i charakterystyczne – jego zdaniem – motywy pieśni litewskich z paralelnymi w pieśniach polskich, przede wszystkim pochodzących z dotąd wydanych tomów&#13;
Karłowicza zakwestionowała cenzura rosyjska i zwróciła go do Krakowa, Kolberg zatem&#13;
wysłał odbitkę ponownie do Kazania, by za pośrednictwem Juszkiewicza trafiła do Warszawy do Karło­wicza.&#13;
1&#13;
Brulion listu do J. Karłowicza z 21 X 1878 r., Korespondencja…cz. II (DWOK T. 65), s. 167.&#13;
2&#13;
G.H.F. Nesselmann Littauische Volkslieder gesammelt kritisch bearbeitet und metrisch&#13;
übersetzt von […] Mit einer Musikbeilage, Berlin 1853.&#13;
3&#13;
O. Kolberg Pieśni ludu litewskiego, w: tegoż Studia, rozprawy… (DWOK T. 63), s. 310.&#13;
&#13;
392&#13;
&#13;
�Ludu. Wskazuje różnice i podobieństwa funkcji, w jakich te wybrane motywy występują, charakter ich eksponowania w pieśni i znaczenie symboliczne. Zwraca uwagę na ich zmienne lub identyczne cechy w strukturze&#13;
pieśni i w sytuacjach lirycznych, na rozmaite relacje między nimi tradycyjnie utrwalone, a także porównuje ich popularność lub rzadkość w pieśniowym folklorze litewskim i polskim. Opierając się na jak największej ilości&#13;
reprezentatywnych wariantów, śledzi motywy takie jak np. słońce, księżyc,&#13;
woda, koń, kukułka, lipa, dąb, jawor, kalina, ruta, lilie, wianek, pierścień,&#13;
kołyska itd., występujące w bliskich lub odmiennych kontekstach treściowych, analizuje ich rolę w obrazowaniu, w odmalowaniu uczuć i nastrojów.&#13;
Wychwytując w ten sposób podobieństwa i różnice między pieśniami litewskimi i polskimi, zmierza Kolberg poprzez wyodrębnienie charakterystycznych motywów i wątków do uchwycenia specyfiki pieśni litewskich.&#13;
Sugeruje w końcu, że to jedynie zarys problemów zasługujących na głębsze&#13;
studia i analizy porównawcze, co tak uzasadnia:&#13;
Badania takie, obok tych, jakie lingwiści poczynili w kierunku językoznawczym,&#13;
odsłonią niewątpliwie całe znaczenie dziejowe i cywilizacyjne ludu, który aczkolwiek jako samodzielny działacz polityczny krótką tylko (przecież świetną)&#13;
zapełnił w historii kartę, jednakże ze względu na niepoślednie swe stanowisko w dziedzinie ludów rasy aryjskiej, której jednym z najwybitniejszych jest&#13;
przedstawicielem, na najwyższe zasługuje zajęcie i do usilnych a wdzięcznych&#13;
w każdym kierunku dla badacza zachęca studiów1.&#13;
&#13;
Ta najobszerniejsza praca komparatystyczna Kolberga odzwierciedla&#13;
zatem po raz kolejny jego ugruntowane przekonanie, że w pieśniach odbijają się dzieje, kultura i tradycja, a także cechy umysłowe i psychiczne&#13;
tworzącego je ludu.&#13;
W roku 1879 Kolberg wypowiedział się jeszcze raz na interesujący go&#13;
od lat temat Bogurodzicy2. Skłoniła go do tego rozprawa Romana Pilata&#13;
(1846–1906), lwowskiego historyka literatury, pt. Pieśń „Bogarodzica. I. Restytucja tekstu pieśni wydana w Krakowie w 1879 roku. Kolberg spisał&#13;
uwagi na temat tej pracy, niedrukowany za życia rękopis podpisał i datował: „Modlnica, 30 kwietnia 1879 r. Oskar Kolberg” 3. Rozprawa Pilata&#13;
Tamże, s. 335.&#13;
Zob. wyżej, s. 160-161.&#13;
3&#13;
Opublikowano go pt. Uwagi na temat restytucji tekstu pierwotnego pieśni „Bogarodzica” w tomie Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 544–546, nr 1021b. Na końcu tego&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
393&#13;
&#13;
�złożona została przez autora w Akademii już na początku listopada 1878&#13;
roku1, być może Kolberg tam zapoznał się z nią jeszcze przed ukazaniem się&#13;
w druku i zanotował swoje uwagi, mając zamiar zabrać głos na jej temat&#13;
na jednym z posiedzeń Komisji Językowej lub przekazać jej swój rękopis&#13;
do odczytania. W sprawozdaniach z posiedzeń Wydziału Filologicznego&#13;
i Komisji Językowej brak jednak informacji o dyskusji nad tym opracowaniem. Wypowiedź Kolberga ma przyczynkarski charakter, jest rodzajem&#13;
głosu w dyskusji, dopowiedzeniem kilku szczegółów odnoszących się do&#13;
tekstu. Dotyczy trzech form składniowych występujących w pieśni, których rozumienie, znaczenie oraz restytucję widzi i uzasadnia inaczej niż&#13;
autor. Charakterystyczne, że zdanie Kolberga co do rozumienia zapisu tych&#13;
dawnych form i poprawnej rekonstrukcji ich brzmienia zgodne są z wersją&#13;
kanoniczną, współcześnie przyjętą dla tej pierwszej polskiej pieśni religijnej. Niezależnie jednak od słuszności opinii Kolberga na uwagę zasługuje&#13;
tu jego językowa dociekliwość i zainteresowanie zabytkiem dawnej polszczyzny także od strony filologicznej.&#13;
Mimo wypełnionego tak intensywną pracą trybu życia Kolberg nie zarzucił swojej pianistycznej pasji i w miarę możliwości wracał do ulubionego muzykowania. W liście do warszawskiego przyjaciela, J. Sikorskiego,&#13;
pisał na ten temat we wrześniu 1879 roku:&#13;
Ja, chociaż już od dawna zajmuję się nią [muzyką] tylko pośrednio, jestem w tyle&#13;
szczęśliwym położeniu, że mam sposobność niekiedy, w chwilach wolnych, grywać na 4 ręce z zacną p. Męcińską, przyjaciółką pp. Kon[opków], która zarządzając tu domem od lat 30, lubi tę sztukę i jest wcale dobrą muzyczką, równie jak&#13;
i dwie z tutejszych panien, jej uczennice2.&#13;
&#13;
tekstu Kolberg wskazuje swoją wcześniejszą pracę na temat tonalności Bogurodzicy (zob. tamże, s. 536–544, nr 1021a).&#13;
1&#13;
Informację o nadesłaniu Akademii rozprawy R. Pilata, członka Komisji Językowej, zamieszczono w sprawozdaniu z posiedzenia Wydziału Filologicznego w dniu 5 listopada 1878 r.,&#13;
zob. „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Filolog.” T. VII, 1880, s. VII. Praca Pilata&#13;
drukowana była w „Pamiętniku Akademii Umiejętności. Wydziały: Filologiczny i Historyczno-Filologiczny”, T. IV, 1880, s. 1–114 (i odbitka: Kraków 1879).&#13;
2&#13;
Brulion listu do J. Sikorskiego z 27 IX 1879 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 257.&#13;
&#13;
394&#13;
&#13;
�XXI&#13;
[Propozycja przyjęcia opieki naukowej nad wystawą etnograficzną w Kołomyi (marzec 1880). – Korespondencja z M. Wolffem: próba interwencji&#13;
w sprawie zakazu zbytu ocenzurowanych tomów w Królestwie Polskim&#13;
i w Rosji oraz odmowa udziału w rosyjskim wydawnictwie Żiwopisnaja&#13;
Rossija… (kwiecień 1880). – Ukończenie druku cz. V. Poznańskiego (maj&#13;
1880). – Udział w obchodach 400-lecia śmierci Długosza (maj 1880). –&#13;
Wyjazd na Pokucie i współudział w organizowaniu wystawy etnograficznej w Kołomyi (czerwiec–październik 1880), bogate zbiory z Pokucia jako&#13;
wynik 4-miesięcznego pobytu w tym regionie. – Koncert warszawski na&#13;
rzecz wydawnictw Kolberga (maj 1881), dochód przeznaczony na sfinansowanie cz. I i II Pokucia. – Wydanie cz. VI Poznańskiego i opracowanego&#13;
przez Kolberga zbioru polskich mazurków u Bretkopfa i Härtla w Lipsku&#13;
(1881). – Ukazanie się cz. I Pokucia oraz cz. VII, ostatniej, Poznańskiego&#13;
(1882) – zamknięcie kolejnej monografii, jej koncepcja, współpracownicy&#13;
i korespondenci z Wielkopolski. – Postawa Kolberga wobec germanizacji&#13;
w świetle korespondencji z Wielkopolanami. – Śmierć brata Antoniego&#13;
(grudzień 1882). – Publikacja pracy Właściwości, pieśni i tańce ludu Ziemi&#13;
Dobrzyńskiej w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej” (1882).]&#13;
&#13;
Rok 1880 przyniósł ważne wydarzenie w życiu Kolberga, a zarazem&#13;
nowe doświadczenie, istotne dla postępu jego badań i prac nad Pokuciem.&#13;
Autor Ludu został zaproszony do udziału w organizowaniu wystawy etnograficznej w Kołomyi jako opiekun naukowy czuwający nad pozyskiwaniem i doborem eksponatów. Inicjatorami przedsięwzięcia byli przedstawiciele miejscowej inteligencji skupieni w Czarnohorskim Oddziale Towarzystwa Tatrzańskiego, który to Oddział ukonstytuował się w lutym 1878 roku.&#13;
Do grona tego należeli m.in. Jan Gregorowicz, zarządca dóbr hr. Skarbka&#13;
w Żabiu, Leopold Wajgel, nauczyciel gimnazjum w Kołomyi, oraz dobrze&#13;
znany Kolbergowi Władysław Przybysławski z Czortowca. Wszyscy oni&#13;
byli zamiłowanymi regionalistami, autorami prac poświęconych Pokuciu&#13;
i Huculszczyźnie1. Wystawa, otwarta od 15 do 30 września 1880 roku, zorganizowana przez Czarnohorski Oddział Towarzystwa Tatrzańskiego pod&#13;
protektoratem W. Dzieduszyckiego, była pierwszą polską wystawą etnograficzną, bowiem „wyodrębniała – jak to ujmuje autor jej opisu – z „dotychczasowego wystawiennictwa przemysłowo-gospodarczego element&#13;
1&#13;
&#13;
Zob. też A. Skrukwa „Pokucie” Oskara Kolberga… (DWOK T. 81), s. XII–XIV.&#13;
&#13;
395&#13;
&#13;
�etnograficzny i nadawała mu samodzielny kierunek rozwojowy” 1. Miała&#13;
za zadanie jak najszerzej promować region, stąd obok eksponatów ściśle&#13;
etnograficznych, takich jak m.in. ubiory i wyroby tradycyjnego rzemiosła&#13;
z tkanin, drewna, skóry itd., narzędzia i sprzęty gospodarskie, przetwory&#13;
spożywcze, przedmioty artystyczne, ozdoby itd., wystawiane były także płody górskie, konie, owce i było huculskie, surowce naturalne (drewno, ropa&#13;
naftowa, węgiel, sól i inne kopaliny), a także narzędzia do ich pozyskiwania.&#13;
Zgromadzone eksponaty pochodziły z powiatów: kołomyjskiego, kossowskiego, horodeńskiego, śniatyńskiego, zaleszczyckiego i borszczowskiego,&#13;
czyli głównie z Pokucia, ale po części także z Podola. Komitet organizacyjny, któremu przewodniczył Władysław Przybysławski, wydał już w końcu&#13;
roku 1879 program planowanej wystawy, instrukcję do badania właściwości ludowych, formularz zgłoszenia okazów na wystawę oraz odezwę&#13;
z prośbą o udział w pozyskiwaniu eksponatów i o pomoc finansową2. Na&#13;
uwagę zasługuje w tych materiałach programowy rozmach projektu; obok&#13;
eksponatów z zakresu kultury materialnej uwzględniono też „rysunki, obrazy i fotografie okolic i typów ludowych” oraz mapy. Z kolei w „Instrukcji&#13;
do badania właściwości ludowych” wymienione były jako przedmiot dokumentacji: muzyka, pieśni i taniec, obrzędy i zwyczaje, przysłowia, gadki,&#13;
podania, przysłowia, zagadki, gwara, czyli wszystkie gatunki folkloru i jego&#13;
język. W rezultacie na wystawie znalazły się też rękopisy 3, a wśród nich&#13;
manuskrypt cz. I i II Pokucia w pierwotnej wersji, znacznie poszerzonej&#13;
po wystawie.&#13;
Inicjatywa powierzenia Kolbergowi opieki naukowej nad częścią etnograficzną wystawy wyszła od Władysława Przybysławskiego, który&#13;
najpierw przedstawił ten pomysł Kopernickiemu, najbliższemu współpracownikowi etnografa, oraz uzgodnił go zapewne z pozostałymi organizatorami wystawy. Już w marcu 1880 roku Kopernicki w imieniu Przybysławskiego informował Kolberga o tej propozycji i o planie zaproszenia&#13;
R. Brykowski O pierwszej polskiej wystawie etnograficznej, „Spotkania z Zabytkami”&#13;
1982, nr 6, s. 75. O wystawie pisała obszernie galicyjska i warszawska prasa, zob. m.in. W. Zawadzki Wystawa etnograficzna w Kołomyi, „Dziennik Polski” 1880, nr 230–231, M. Turkawski&#13;
Wystawa etnograficzna Pokucia w Kołomyi, „Czas” 1880, nr 266, tenże Wspomnienie wystawy etnograficznej w Kołomyi, „Kłosy” 1881, T. XXXII, nr 831–835.&#13;
2&#13;
Druki te opublikowane zostały ponownie w cz. III Korespondencji… (DWOK T. 66) jako&#13;
aneksy nr 23–26, na s. 767–777.&#13;
3&#13;
Wymienia je A. Skrukwa, zob. „Pokucie” Oskara Kolberga… (DWOK T. 81), s. XIV.&#13;
1&#13;
&#13;
396&#13;
&#13;
�go na całe lato do Czortowca oraz pokrycia kosztów podróży i pobytu.&#13;
Sugerował też przysyłanie korekt do Czortowca i uprzedzając niepokoje&#13;
Kolberga co do ich przebiegu, stwierdzał: „Zwłoka z druku nie byłaby&#13;
z tego powodu większa jak teraz, gdy korekta chodzi piechotą do Modlnicy lub czeka przybycia Pańskiego w drukarni” 1. Kolberg propozycję patronatu nad wystawą przyjął, a w kwietniu Przybysławski, dziękując mu&#13;
za gotowość współpracy, zasugerował termin jego pobytu w Czortowcu&#13;
już od maja. Kolberg jednak uznał tak wczesny przyjazd za nierealny ze&#13;
względu na konieczność przypilnowania prac nad kończącym się właśnie&#13;
w maju drukiem tomu 13. i rozpoczęciem druku tomu 14., tj. odpowiednio&#13;
cz. V i VI W. Ks. Poznańskiego2.&#13;
Wiosną 1880 roku Kolberg podjął jeszcze jedną decyzję wartą odnotowania. Była nią odmowa współudziału w rosyjskim wydawnictwie&#13;
Żiwopisnaja Rossija… i opracowania w nim opisu Królestwa Polskiego3.&#13;
Propozycję taką złożył Maurycy Wolff, księgarz i nakładca dzieł polskich&#13;
w Petersburgu, do którego Kolberg zwrócił się pod koniec 1879 r. o pomoc&#13;
w zabiegach o zniesienie zakazu cenzury i umożliwienie zbytu swoich tomów w Królestwie i w Rosji. Wolff starania takie obiecał podjąć, Kolberg&#13;
musiał więc przekazać odmowę dyplomatycznie ze względu na swój żywotny „interes cenzuralny”. Powołał się zatem na brak czasu i obciążenie pracą nad własnym wydawnictwem oraz na oddalenie od Królestwa, a także&#13;
uprzedzając wcześniej, że pisałby jedynie w języku polskim4. Wymowną&#13;
motywację odmowy publikacji o Królestwie Polskim z pozycji rosyjskiego&#13;
zaborcy ujawniają listy wymienione w tej sprawie z Kopernickim, który&#13;
rozumiejąc delikatną sytuację Kolberga, pisał jednak:&#13;
List I. Kopernickiego z 23 III 1880 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 339.&#13;
Zob. listy do W. Przybysławskiego z 30 III i 27 IV oraz list W. Przybysławskiego z 21 IV&#13;
1880 r, tamże, s. 345, 355 i 352.&#13;
3&#13;
Chodzi o publikację Żiwopisnaja Rossija, otieczestwo nasze w jego ziemielnom, istoriczeskom, plemiennom, ekonomiczeskom i bytowom znaczenii. Pod obszczej red. P.P. Siemionowa, T. 1–8, Petersburg 1863–1901. Królestwu Polskiemu poświęcony był w tej edycji tom&#13;
czwarty, Ukrainie, Wołyniowi i Podolu tom piąty – oba wydane w roku 1896 (Moskwa–Petersburg). Tom czwarty przygotowany został w części przez Polaków, m.in. A. Kirkora, po części&#13;
Rosjan, tom piąty prawie wyłącznie przez Rosjan.&#13;
4&#13;
Zob. listy Kolberga i M. Wolffa z końca 1879 roku oraz z marca i kwietnia 1880 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), nr 667 (z wykazem miejsc zastrzeżonych przez cenzurę w tomach 6 i 7 Ludu), 669, 671, 703 i 715. O kłopotach z cenzurą, która kwestionowała fragmenty&#13;
lub całe tomy Ludu, zob. też wyżej, s. 341-342.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
397&#13;
&#13;
�Inaczej nigdy bym Panu po przyjacielsku nie doradzał przyjęcia udziału w tej publikacji. – Czemu? Dla dwóch przyczyn: najprzód dlatego, że Polska nie jest „europejską Rosją”; jeżeli więc koniecznie chcą ją gwałtem tam wpakować, niech się do&#13;
tego posługują niepolskimi piórami. Po wtóre dlatego, że jestem zazdrosny o takie&#13;
poczciwe i takie zasłużone nauce i literaturze naszej imiona jak Pańskie; nie chcę&#13;
więc ich pożyczyć nawet Moskalom. Niech się sobie cieszą takimi amfibiami jak Kirkor, Juszkiewicz, Mierzyński itp. Kolberga pragnę, aby wyłącznie naszym pozostał.&#13;
&#13;
Autor Ludu odpowiedział, że nie wahał się z odmową, ale w trosce o interes własny zmuszony był udzielić jej oględnie, po czym stwierdzał kategorycznie, dziękując jednocześnie za radę i moralne wsparcie:&#13;
Jużcić rzecz prosta, że wcale nie mam zamiaru dla jego [Wolffa] pięknych oczu,&#13;
kieszeni i choćby kilkunastu rzuconych rubli psuć na starość swej reputacji,&#13;
skoro w Warszawie, gdzie miałem większe do zwalczania pokusy, zbłaźnić mnie&#13;
i sprowadzić z prawej drogi nie zdołano. Wiem dobrze, że dając na 15 do 20&#13;
arkuszach druku w Petersburgu opis Królestwa nie tylko pod względem etnograficznym i geograficznym, ale historycznym i ekonomicznym […], musiałbym&#13;
nieodzownie diabłu palić kadzidła i świeczkę. […] Dziękuję Panu jak najserdeczniej za słowa wielkiej zacności i dobre rady w Jego zawarte liście. Dodają mi&#13;
one otuchy, umacniają w raz powziętym postanowieniu i nowy składają dowód,&#13;
że są jeszcze u nas ludzie niezłomni (w czym zresztą co do Pańskiej osoby ani&#13;
chwili nie wątpiłem), którzy jednemu tylko służąc Bogu, mają energię na cztery&#13;
wiatry wszelkie, nie tylko czartowskie, od siebie odegnać majaki i mamidła, ale&#13;
i życzliwie chronić od nich i drugich także1.&#13;
&#13;
O ile wiadomo, interwencja M. Wolffa w Głównym Zarządzie Cenzury&#13;
nie przyniosła rezultatu.&#13;
Druk tomu 13., czyli cz. V Poznańskiego, ukończony został rzeczywiście&#13;
zgodnie z planem w maju 1880 roku, a w tym samym miesiącu Kolberg uczestniczył w obchodach 400 rocznicy śmierci Jana Długosza. Z tej okazji Komisja Historyczna Akademii Umiejętności zorganizowała w dniach 19–21 maja&#13;
w Krakowie Pierwszy Zjazd Historyczny Polski im. Jana Długosza2. Posiedze1&#13;
List I. Kopernickiego i brulion odpowiedzi Kolberga z 10 i 12 IV 1880 r., Korespondencja…&#13;
cz. II (DWOK T. 65), s. 347 i 348. W 1882 r. Wolff ponowił swoją propozycję opracowania&#13;
o Królestwie Polskim, Kolberg jednak znowu odmówił (zob. tamże, s. 710–711 i 718).&#13;
2&#13;
Odezwa z programem zjazdu oraz imienne zaproszenie Kolberga do czynnego udziału w obradach zachowały się w jego spuściźnie (BN PAU i PAN, sygn. 2185/3, k. 324–326).&#13;
O obchodach rocznicy Długosza informował m.in. „Czas” 1880, w nr. 112 i 113, szczegółowe&#13;
&#13;
398&#13;
&#13;
�nia naukowe Zjazdu poprzedziło doroczne, publiczne posiedzenie Akademii 18&#13;
maja w Sukiennicach, z referatem J. Szujskiego o Długoszu na tle historiografii&#13;
europejskiej. 19 maja odbył się ponowny, uroczysty pochówek Jana Długosza&#13;
w nowo powstałej z inicjatywy Łepkowskiego Krypcie Zasłużonych kościoła św. Stanisława na Skałce, przebudowanej w Panteon Narodowy dawnej&#13;
krypty zakonnej, w której dotąd spoczywały szczątki kronikarza, fundatora&#13;
skałecznego klasztoru paulinów. Rozpoczęte tego samego dnia obrady Zjazdu&#13;
miały na celu „porozumienie się w sprawach poszukiwania, gromadzenia,&#13;
obrobienia i wydawania materiałów historycznych tak do dziejów politycznych, jak i do dziejów oświaty, literatur i sztuki w Polsce”. Końcowe wnioski&#13;
i postulaty dotyczyły przede wszystkim potrzeby dokładniejszych penetracji&#13;
i rozbiorów materiałów z archiwów; objęcia poszukiwaniami i pracami nie&#13;
tylko „terytorium, w którym żywioł polski etnograficznie przeważa i panuje”,&#13;
ale i obszaru, „który albo siłą cywilizacji zdołaliśmy utrzymać, albo z którego&#13;
ustąpiliśmy wprawdzie, ale po bardzo długiej walce”; decentralizacji badań&#13;
historycznych i pozyskania współpracowników w całym kraju; ożywienia&#13;
zaniedbanych kierunków prac, m.in. publikacji źródeł do dziejów oświaty&#13;
i materiałów ekonomicznych1. Kolberg figuruje w spisie uczestników Zjazdu,&#13;
podobnie jak m.in. Kopernicki i Przybysławski2, który wcześniej planował&#13;
wspólny wyjazd z Kolbergiem bezpośrednio z Krakowa do Czortowca3.&#13;
Ostatecznie na Pokucie wyjechał Kolberg w połowie czerwca, najpierw&#13;
do Lwowa, potem do Czortowca, gdzie był już w końcu miesiąca i gdzie&#13;
dotarła do niego wiadomość o śmierci przyjaciela, Józefa Konopki, który&#13;
zmarł w Mogilanach w dniu 22 czerwca 1880 roku po długiej nieuleczalnej chorobie serca. Wiadomość tę przesłała do Czortowca Antonina Konopczanka, Kolberg przyjął ją z wielkim żalem i głęboko poruszony pisał&#13;
w odpowiedzi:&#13;
[…] nie mogę się jednak powstrzymać od łez – równie jak i Wasze, Szanowni Państwo, gorących po stracie nie tylko jednego z najdawniejszych i najżyczliwszych&#13;
sprawozdanie podał J. Kraszewski w „Bibliotece Warszawskiej” 1880, T. 4, s. 438–466. Dokładne omówienie uroczystości i przebiegu posiedzeń naukowych zjazdu (w oparciu o protokoły)&#13;
opublikowała Komisja Historyczna AU, zob. Pamiętnik Pierwszego Zjazdu Historycznego Polskiego, w tomie VI Scriptores Rerum Polonicarum, Kraków 1881. Z materiałów tych wynika,&#13;
że Kolberg głosu w dyskusjach nie zabierał.&#13;
1&#13;
Pamiętnik Pierwszego Zjazdu…, s. 7 (cel zjazdu) oraz s. 144–146 (postulaty końcowe).&#13;
2&#13;
Tamże, s. 153 i 154.&#13;
3&#13;
List W. Przybysławskiego z 21 IV 1880 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 352.&#13;
&#13;
399&#13;
&#13;
�mi zawsze przyjaciół, ale i po stracie człowieka, który i w życiu publicznym także tyle istotnych, niezapomnianych położył dla ojczyzny, obywatelstwa i nauki&#13;
zasług, a których pomnożyć śmierć mu już nie dozwoliła1.&#13;
&#13;
Pamięć przyjaciela uczcił artykułem biograficznym opublikowanym&#13;
w warszawskich „Kłosach”2. Równolegle dotarła do Kolberga druga smutna&#13;
wiadomość o rozległym udarze, który dotknął w Krakowie Juliana Konopkę, z którym Oskar był bardzo zżyty przez wspólne lata spędzone w Modlnicy. Wobec swoich zobowiązań związanych z wystawą w Kołomyi nie&#13;
mógł jednak wrócić pod Kraków, swoje współczucie i bliskość, a także&#13;
zainteresowanie stanem zdrowia Juliana wyrażał więc w listach pisanych&#13;
wówczas do rodziny Konopków.&#13;
W Czortowcu, u Przybysławskich spędził Kolberg prawdopodobnie lipiec i większą część sierpnia, odwiedzając stamtąd inne miejscowości Pokucia. W końcu sierpnia, trzy tygodnie przed otwarciem wystawy wyjechał&#13;
wraz z Przybysławskim do Kołomyi, gdzie zamieszkał, współpracując przy&#13;
urządzeniu ekspozycji. Pobyt w Kołomyi przeciągnął się do października,&#13;
po czym Kolberg pojechał jeszcze do Czortowca, skąd dopiero w połowie&#13;
listopada wrócił do Modlnicy3. Tak więc jego wyprawa na Pokucie trwała&#13;
ponad 4 miesiące, co stanowiło najdłuższy okres ciągłego kontaktu z jednym, pozakrakowskim regionem. Z innych miejscowości Pokucia odwiedził wówczas jeszcze Horodenkę, Kornicz, Piadyki, Okno, Jasienów Polny,&#13;
wszędzie nawiązując z mieszkańcami przyjazne i owocne dla swoich prac&#13;
kontakty, które dokumentuje korespondencja. Tak długi pobyt na Pokuciu&#13;
dał możliwość gruntowniejszych i szerszych badań, lepszej, bezpośredniej&#13;
orientacji w ich życiu społecznym, języku i folklorze, a bogaty zasób eksponatów na wystawie umożliwił bliższe zapoznanie się z kulturą materialną regionu, co przysłużyło się monografii. Ponadto Kolberg wykorzystał&#13;
w Pokuciu niektóre prezentowane na wystawie materiały rękopiśmienne,&#13;
część pozyskał także dzięki pomocy poznanych w tym czasie i życzliwych&#13;
mu osób4. Okoliczności te znacząco wpłynęły na zasób ilościowy i wartość&#13;
List do Antoniny Konopczanki z 27 VI 1880 r., tamże, s. 375.&#13;
O. Kolberg Józef Konopka, „Kłosy” 1880, T. XXXI, nr 792. Przedruk w: tegoż Studia,&#13;
rozprawy… (DWOK T. 63), s. 443–448.&#13;
3&#13;
Zob. m.in. relacja Kolberga w brulionie listu do Karoliny z 3 XII 1880 r., Korespondencja…&#13;
cz. II (DWOK T. 65), s. 432–433.&#13;
4&#13;
Zob. A. Skrukwa „Pokucie” Oskara Kolberga… (DWOK T. 81), s. XIV–XV oraz XXX–XXXIV.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
400&#13;
&#13;
�źródłową czterotomowej ostatecznie monografii tego regionu; przynosi ona&#13;
bogatą dokumentację kultury ludowej Pokucia1. Sam Kolberg w liście do&#13;
Bibianny Moraczewskiej tak oceniał ten dorobek już po powrocie do Krakowa, w końcu 1880 roku:&#13;
Wystawa nadspodziewanie świetnie nam wypadła […]. Ja zaś tę wielką odniosłem korzyść, żem się mnóstwie okazów etnograf[icznych] mógł z bliska przypatrzeć, gromadzić je, porządkować, spisywać i porównywać. Toteż materiały&#13;
zebrane do opisu Pokucia nierównie obfitsze przyniosły plony niż wszystkie&#13;
inne, jakie zebrałem dotąd; dozwolą mi napisać dokładniejszą niż wszystkie&#13;
dotychczasowe monografię tej prowincji2.&#13;
&#13;
A na początku swojego pobytu na Pokuciu pisał m.in.:&#13;
[…] w domu pp. Przybysławskich znajduję staropolską gościnność, uprzejmość&#13;
i nader wdzięczne do swoich studiów i zajęć pole. Wystawa etnograficzna w Kołomyi, do której robimy przygotowania, obiecuje nader obfity plon dla nauki;&#13;
krzątamy się też około jej urządzenia z całym zapałem, jaki przedmiot sam (nie&#13;
zaś wiek nasz, bo i Przybysławski nie jest już młodym) obudzić jeszcze może3.&#13;
&#13;
Sprzyjające warunki dla własnych obserwacji i badań, oparcie w osobie&#13;
oddanego mu gospodarza Czortowca, ciekawy etnograficznie region, rozległe kontakty z jego mieszkańcami i miłośnikami, wreszcie współpraca&#13;
z regionalistami przy wystawie – wszystko to złożyło się na niezwykle pozytywny, a nawet entuzjastyczny obraz tych miesięcy i dokonań Kolberga&#13;
w tym czasie. Nie zabrakło też momentów emocjonujących, jakim były&#13;
odwiedziny cesarza Franciszka Józefa, który zwiedzał wystawę w dniu jej&#13;
otwarcia, tj. 15 września, w czasie swojej podróży po Galicji. Cesarzowi,&#13;
oprowadzanemu przez protektora wystawy, hr. Włodzimierza Dzieduszyckiego, oraz Władysława Przybysławskiego, przedstawiono cały Komitet&#13;
organizacyjny w liczbie 16 osób i gość – jak pisze Kolberg – „z każdym z nas&#13;
Są to tomy 29-32 DWOK. Niewydane przez Kolberga, a pozostawione w rękopisach materiały z Pokucia wraz z pochodzącymi z Huculszczyzny opublikowano w dwu tomach pt. Ruś&#13;
Karpacka (DWOK T. 54 i 55). Ponadto uzupełnienia do tych sześciu tomów wraz z omówieniem materiałów, komentarzami, bibliografią i indeksami zawiera przywoływany wyżej tom&#13;
suplementowy do Pokucia (DWOK T. 81).&#13;
2&#13;
Brulion listu do B. Moraczewskiej z XII 1880 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),&#13;
s. 427.&#13;
3&#13;
Brulion listu do A. Konopczanki z 27 VI 1880 r., tamże, s. 376.&#13;
1&#13;
&#13;
401&#13;
&#13;
�po parę słów przemówić raczył, dopytując się o Kołomyję, jej przemysł,&#13;
szkoły, ludność itd., na co jak zwykle jedni odpowiadali, jak się należy, drudzy byle co”. Gdy cesarz pochwalił wystawę, Dzieduszycki przedstawił mu&#13;
Kolberga jako jej organizatora, Franciszek Józef złożył Kolbergowi gratulacje i „mówił o ważności etnografii, jak i industrii wieśniaczej, miejscowej&#13;
i zachęcał do dalszych pożytecznych prac na tej drodze”1.&#13;
Wkrótce po powrocie z Pokucia, już pod koniec listopada, Kolberg przeniósł swoją uwagę z kresów południowo-wschodnich na ziemie północne&#13;
i przedstawił Akademii projekt wydania „rękopisu obejmującego wiadomości etnograficzne i lingwistyczne o Kaszubach”. Na materiał ten składać się&#13;
miały spostrzeżenia i notatki własne z Pomorza, a przede wszystkim opracowanie podstawowe, tj. własny przekład wspomnianej wcześniej obszernej rozprawy A. Hilferdinga Ostatki Słowian…2. Jak to się zdarzało coraz&#13;
częściej, z powodu trudności z dojazdem do Krakowa, kłopotów zdrowotnych i natłoku prac nie uczynił tego osobiście, lecz korespondencyjnie i za&#13;
pośrednictwem sekretarza Sekcji Etnograficznej Komisji Antropologicznej,&#13;
J.N. Sadowskiego, któremu przekazał rękopis. W tym samym liście do Akademii z końca listopada 1880 r., tłumacząc niemożność osobistego uczestnictwa w posiedzeniach Wydziałów i Komisji kłopotami komunikacyjnymi&#13;
„jak i wielu innymi przyczynami”, pisał jednocześnie:&#13;
[…] niech mi wolno będzie od czasu do czasu, choć na piśmie, udzielić Akademii&#13;
swych uwag i spostrzeżeń, które by (wnoszone przez uproszonych a łaskawych&#13;
kolegów na posiedzeniach antropologicznych, archeologicznych i lingwistycznych) przedstawiały zapatrywania moje w rzeczach etnografii i lingwistyki dotyczących.&#13;
&#13;
Projekt wydania pomorskich materiałów nie został jednak zrealizowany,&#13;
co odnotował sam Kolberg w rękopisie cytowanego brulionu: „Akademia&#13;
się nie przychyliła, dlatego że to przekład”. Być może nie bez znaczenia&#13;
dla tej odmowy był też rusocentryczny panslawizm Hilferdinga i fakt jego&#13;
udziału w tzw. „eksperymencie słowianofilskim” z roku 1865, mającym&#13;
Brulion listu do A. Konopczanki z 24 IX 1880 r., tamże, s. 408 i 409. W liście tym Kolberg&#13;
barwnie opowiada m.in. o odwiedzinach cesarza, a także arcyksięcia Karola Ludwika. Zob. też&#13;
Podróż Najjaśniejszego Pana, „Czas” 1880, nr 214–215.&#13;
2&#13;
Zob. brulion listu do Akademii z 25 XI 1880 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),&#13;
s. 423.&#13;
1&#13;
&#13;
402&#13;
&#13;
�służyć rozwiązaniu „kwestii polskiej” poprzez włączenie polskich chłopów&#13;
do kulturowej i politycznej „wspólnoty słowiańskiej”1.&#13;
Także w listopadzie dotarła do Kolberga wiadomość z Warszawy, że&#13;
grono zaprzyjaźnionych z nim osób, głównie muzyków, zamierza urządzić&#13;
koncert na rzecz jego wydawnictw. Pomysłodawcą tego projektu był Bogumił Hoff, który od 1877 roku przebywał w Warszawie i pracował jako&#13;
urzędnik Drogi Żelaznej Warszawsko–Terespolskiej. Przekazał tę informację Kolbergowi w liście z 10 listopada 1880 r.2 Do grona przychylnych&#13;
przedsięwzięciu i jego organizatorów należeli znani Kolbergowi muzycy:&#13;
Jan Kleczyński, korespondujący z autorem Ludu na temat chopinianów redaktor „Echa Muzycznego”, Adam Müncheimer, kompozytor, ówczesny dyrektor opery warszawskiej, a także Władysław Wiślicki, pedagog i krytyk&#13;
muzyczny, Zygmunt Noskowski, dyrektor Towarzystwa Muzycznego, oraz&#13;
Ludwik Jenike, redaktor „Tygodnika Ilustrowanego”. O planach koncertu&#13;
informowała prasa warszawska, a grunt przygotowały artykuły publikowane w warszawskich tygodnikach: entuzjastyczna ocena wartości dzieła Kolberga pióra Józefa Kraszewskiego, wyrażona po zapoznaniu się pisarza ze&#13;
świeżo wydanym i ofiarowanym mu tomem 13. Ludu, oraz artykuł biograficzny o Kolbergu Zygmunta Glogera, w którym autor podał jego obszerny&#13;
życiorys, omówił stan prac i możliwości wydawniczych, informując opinię&#13;
publiczną o trudnościach finansowych, z jakimi zmaga się badacz3. Pierwot1&#13;
Choć Hilferding był zasłużonym badaczem ginącej kultury Słowińców, nie cieszył się&#13;
dobrą sławą wśród Polaków jako współtwórca tzw. „eksperymentu słowianofilskiego”. Wraz&#13;
z dwoma uczonymi polskimi opracował transliterację polskiej wersji łacinki na grażdankę&#13;
(nowszą wersję cyrylicy) w celu wprowadzenia tej pisowni do edukacji elementarnej, co miało&#13;
odciągnąć zwłaszcza chłopów od wpływów kultury Zachodu, reprezentowanego przez kościół, szlachtę i alfabet łaciński. Przyznawał wprawdzie narodom, jak i inni słowianofile, prawo&#13;
do ich języka, nauka miała się więc odbywać po polsku, ale obowiązywać miał zapis grażdanką. W latach 1865–1867 wydano w Petersburgu taką pisownią kilka podręczników, m.in.&#13;
elementarz dla szkół wiejskich, ale „słowianofilski eksperyment” carski, trwający kilka lat, nie&#13;
powiódł się jako zbyt utopijny.&#13;
2&#13;
Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 418–419.&#13;
3&#13;
Tekst J. Kraszewskiego w jego cyklicznym artykule Listy… pt. Lud i j jego zwyczaje, tom&#13;
XIII ukazał się w „Kłosach” 1880, T. XXXI, w nr. 784, Z. Glogera pt. Oskar Kolberg – w „Tygodniku Ilustrowanym” 1881, w nr. 273. Wcześniej Gloger też pisał o Kolbergu w artykule Oskar&#13;
Kolberg i jego prace, publikowanym w „Kłosach” 1880, nr 789–790. Doniesienie o koncercie&#13;
podały m.in. „Kłosy” 1880, w nr. 802, w rubryce Pokłosie oraz „Echo Muzyczne” 1881 w nr. 4,&#13;
w Kronice. O autorze Ludu pisał też J. Kleczyński w „Echu Muzycznym” 1881, w nr. 8, w artykule Oskar Kolberg, podpisanym inicjałami J.K.&#13;
&#13;
403&#13;
&#13;
�nie planowano koncert na 27 marca 1881 roku, ale obowiązująca żałoba po&#13;
śmierci cara Aleksandra II w zamachu, dokonanym w Petersburgu 1 marca,&#13;
wymusiła przesunięcie terminu. Koncert odbył się 6 maja w sali Resursy Obywatelskiej przy Krakowskim Przedmieściu, a ponieważ był dużym&#13;
sukcesem frekwencyjnym i spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem publiczności, powtórzono go 14 maja. Program, konsultowany z Kolbergiem,&#13;
obejmował muzykę polską w ujęciu historycznym: Bogurodzicę, utwory&#13;
Wacława z Szamotuł, Mikołaja Gomółki, Grzegorza Gerwazego Gorczyckiego, Macieja Kamieńskiego, Jana Stefaniego, Józefa Elsnera, Karola Kurpińskiego, Fryderyka Chopina, Ignacego Dobrzyńskiego, Stanisława Moniuszki&#13;
oraz polonez z Króla pasterzy Kolberga1. Przed zakończeniem drugiego koncertu, z 14 maja, bratanica Kolberga, córka Antoniego i Karoliny, podziękowała Müncheimerowi w imieniu Oskara, wręczając mu na estradzie bukiet&#13;
kwiatów. Koncerty przybrały formę uroczystości patriotycznej, wypadły&#13;
świetnie i zostały wysoko ocenione ze względu na poziom wykonawstwa&#13;
muzycznego2. Przyniosły też wymierny dochód; 20 maja Müncheimer mógł&#13;
donieść Kolbergowi: „Victoria! Udało nam się z koncertem historycznym;&#13;
oba koncerty przyniosły netto 2036 rubli 92 kop[iejki] według obrachunku,&#13;
który wraz z kwitami przedstawiłem W[ielmożnemu] Jenikemu”3, w tym&#13;
„czysty dochód” z pierwszego koncertu wyniósł 900 rubli, o czym informował Jenike4. Ujęty i wzruszony Kolberg podziękował listownie przyjacio1&#13;
Program ten został znacznie zmieniony w stosunku do pierwotnie sugerowanego, zob. list&#13;
A. Müncheimera z 2 II 1881 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 464–465. Drugi koncert&#13;
wykonano z niewielkimi zmianami utworów Chopina i Moniuszki, a fragment kompozycji&#13;
Kolberga zastąpiono utworem Wieniawskiego. Zob. tamże, s. 493, przyp. 2.&#13;
2&#13;
Sprawozdania z koncertu zamieściła cała warszawska prasa z 1881 r., m.in. „Gazeta Polska” w nr. 93 i 101, „Gazeta Warszawska” w nr. 106, „Echo Muzyczne” w nr. 10, w dziale&#13;
Zamiast „Kroniki”, „Kłosy” w nr. 828, w Pokłosiu, „Tygodnik Ilustrowany” w nr. 281 i 282,&#13;
w Kronice tygodniowej. Podziękowanie Kolberga organizatorom i wykonawcom opublikował&#13;
„Tygodnik Ilustrowany” w nr. 282, w Kronice tygodniowej, zob. brulion listu do L. Jenikego&#13;
z 13 V 1881 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 487–488.&#13;
3&#13;
Zob. tamże, s. 500. Dyrekcja Teatrów zażądała wprawdzie 6% procent od dochodu, mimo&#13;
wcześniejszej obietnicy rezygnacji z tej sumy, Müncheimer pisał jednak do Kolberga, że ma&#13;
zamiar nie dopuścić do tej płatności i ograniczyć ją co najmniej do połowy.&#13;
4&#13;
List L. Jenikego z 9 V 1881 r., tamże, s. 486. Kolberg odpowiedział po pierwszym koncercie: „Biorąc okrągło 900 rubli, dostanę za nie według lichego kursu dzisiejszego po 1.20 fl. za&#13;
rubla – fl. 1080” – i wyjaśniał: „[…] wydanie jednego tomu (najczęściej z nutami) kosztuje mnie&#13;
przeciętnie fl. 700” (brulion listu do L. Jenikego z 13 V 1881 r., tamże, s. 488). Zysk z obu koncertów w wysokości ponad 2000 rubli oznaczał zatem sumę około 2400 fl.&#13;
&#13;
404&#13;
&#13;
�łom, organizatorom i wykonawcom za okazaną mu życzliwość i ofiarność&#13;
na rzecz dalszej edycji Ludu, co wobec ciągłych tarapatów materialnych&#13;
było dla niego również wielkim wsparciem psychicznym. Do sukcesu&#13;
przyczyniły się inne poza artystami środowiska i osoby z Warszawy, które bezinteresownie zajęły się sprzedażą biletów i programów, pełnieniem&#13;
służby honorowej podczas koncertu, wydrukowaniem afiszy i biletów, wypożyczeniem fortepianu, popieraniem przedsięwzięcia w prasie. Dochód&#13;
z obu koncertów pozwolił na sfinansowanie druku dwu pierwszych części&#13;
Pokucia, na których wydanie Kolberg nie miał środków, gdyż – jak wspomniano – Akademia finansowała wówczas jeden tom rocznie, tj. drukujące&#13;
się wówczas siedmioczęściowe Poznańskie.&#13;
W tym okresie, nieco wcześniej, spotkał Kolberga jeszcze inny wyraz&#13;
uznania dla jego pracy. Wydział Krajowy we Lwowie zawiadomił go listem z marca 1881 roku, podpisanym przez ówczesnego namiestnika Galicji, Alfreda Potockiego, że otrzymał pamiątkowy medal i dyplom z francuskiego ministerstwa handlu za uczestnictwo w Wystawie paryskiej z 1878&#13;
roku1.&#13;
Po powrocie z Kołomyi w listopadzie 1880 roku zimę, wiosnę i dalsze&#13;
miesiące następnego 1881 roku spędził Kolberg w Modlnicy, skąd dalej nie&#13;
wyjeżdżał, intensywnie pracując nad Pokuciem i Poznańskiem, którego&#13;
część VI ukazała się w maju, a którego część VII, ostatnią, planował oddać&#13;
do druku wkrótce2. Uskarżał się jednak na kiepską kondycję zdrowotną&#13;
i bez pilnej konieczności nie odwiedzał nawet Krakowa. W marcu 1881&#13;
roku pisał do Müncheimera:&#13;
Co do mnie samego to tyle tylko powiem, że zdrowie moje w nienajlepszym&#13;
znajduje się stanie, lubo od pracy spokojnej przy biurku bynajmniej mnie słabość moja nie odrywa. Że zaś od Nowego Roku kwękam na katar, częsty zawrót&#13;
głowy, kaszel, że cierpię na nogę, osłabienie i tym podobne piękne rzeczy, więc&#13;
też postanowiłem (wedle rady doktora) przesiedzieć całą zimę w ciepłym pokoju i nie wytykać nosa z domu. […] interesa moje, aby się nie trząść na wózku,&#13;
odbywam przez posłańca3.&#13;
Zob. list Wydziału Krajowego we Lwowie z 19 III 1881 r., Korespondencja… cz. II (DWOK&#13;
T. 65), s. 471. Dyplom, jak wynika z listu, przyznawany był tylko „w pewnych wypadkach”.&#13;
2&#13;
Informował o tym w brulionach listów z 15 V 1881 r. do T. Klepaczewskiego i do B. Moraczewskiej, Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 493 i 495.&#13;
3&#13;
Brulion listu do A. Müncheimera z 4 III 1881 r., tamże, s. 467.&#13;
1&#13;
&#13;
405&#13;
&#13;
�Mimo tych kłopotów równoległe prace prowadził Kolberg z właściwą&#13;
sobie konsekwencją i gorliwością. Jeszcze w maju 1881 roku – zgodnie&#13;
z wcześniejszymi ustaleniami – przedłożył firmie Breitkopfa i Härtla opracowany przez siebie zbiór polskich mazurków1. Dołączył też krótkie omówienie rozwoju tego tańca i uzasadniał celowość wydania jego antologii:&#13;
Uważne przejrzenie całego zbioru wykaże, że taniec ten (a więc i jego muzyka) ze&#13;
skromnych, prawie nikłych początków (podobnie jak to było z walcem), dzięki&#13;
swemu rytmowi i sprzyjającym okolicznościom osiągnął powoli pewien stopień&#13;
rozwoju i rozkwitu. Wykazuje on prócz tego, jak górujący w nim duch narodowy&#13;
wywarł wpływ na Chopina, aby potem ze swej strony dzięki twórczości mistrza&#13;
spowodować pewne wtórne oddziaływanie w kraju. Sądzę, że ogólnonarodowe&#13;
cechy, które tak się uwydatniają w tych tańcach, niewątpliwie wywołają u publiczności żywe zainteresowanie zbiorem2.&#13;
&#13;
Następnie zgodnie z życzeniem wydawców proponowaną przez siebie&#13;
listę utworów skrócił, skreślając dziesięć spośród sześćdziesięciu wskazanych pierwotnie utworów, dokonał też przekładu swojej przedmowy na&#13;
język niemiecki. Określił brak przeszkód druku co do prawa własności&#13;
innych nakładców, a w korekcie wprowadził jeszcze istotne poprawki&#13;
i zamianę jednego z mazurków, przykładając się starannie do wzorowego&#13;
opracowania zbioru, który ukazał się w grudniu 1881 roku i z którego edycji był bardzo zadowolony. Wcześniej, w połowie 1880 roku lipska firma&#13;
wydała też skomponowany przez Kolberga mazurek dedykowany Helenie&#13;
Przybysławskiej. Kolberg otrzymał wydrukowane egzemplarze tego utworu&#13;
w czerwcu, przed wyjazdem na Pokucie, był to zatem gest uprzedzający&#13;
„staropolskie przyjęcie” i serdeczną opiekę gospodyni dworu w czasie jego&#13;
pobytu w Czortowcu3.&#13;
1&#13;
Zob. wyżej, s. 371. Brulionowy spis 60 mazurków sporządzony przez Kolberga do tego zbioru opublikowany został w Korespondencji… cz. III (DWOK T. 66), jako aneks 10, na s. 736–738.&#13;
2&#13;
List do Bretkopfa i Härtla z 26 V 1881 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 503&#13;
(tłum. z niem).&#13;
3&#13;
Mazurka d’après un thème populaire composée pour le piano par […] à Madame Hélène&#13;
de Przybysławska née de Wessel, Leipzig [1880]. Była to kompozycja wcześniej dedykowana&#13;
Annie Czerniawskiej i – wbrew informacji Kolberga w liście do wydawców – w pierwotnej&#13;
wersji drukowana w 1844 roku. Przedruk w: O. Kolberg Kompozycje fortepianowe, (DWOK&#13;
T. 69), s. 238–241, nr 46, zob. też tamże, s. XIII. Por. listy do i od Breitkopfa i Härtla, Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 338 i 373 (tłum. z niem.), gdzie mowa o wydaniu tego utworu.&#13;
&#13;
406&#13;
&#13;
�Już w sierpniu 1881 roku Kolberg rozpoczął druk pierwszej części Pokucia wzbogaconej o materiał pozyskany dzięki wystawie w Kołomyi&#13;
i długiemu, owocnemu pobytowi w tym regionie. Jednocześnie prowadził&#13;
ożywioną korespondencję, m.in. z Władysławem Przybysławskim, który&#13;
nadal pomagał mu w uzupełnieniu potrzebnych materiałów, wiadomości1&#13;
i fotografii dotyczących Pokucia, oraz z malarzem Tadeuszem Rybkowskim,&#13;
który w Wiedniu przygotowywał ryciny do tej monografii. W listach z tego&#13;
okresu wracał również temat życia i twórczości Chopina poruszany z Szulcem, Karasowskim i Kleczyńskim.&#13;
Część I Pokucia, dedykowana Przybysławskiemu, ukazała się w marcu&#13;
1882 roku z nowym podtytułem Obraz etnograficzny, którym opatrzone&#13;
zostaną także trzy następne części tej monografii. Rezygnacja z dotychczasowego tytułu serii Lud, jego zwyczaje… i przyjęcie nowego podtytułu podyktowana była względami formalnymi, dla zaznaczenia różnicy w sposobie&#13;
finansowania w stosunku do równolegle wydawanych i dotowanych przez&#13;
Akademię tomów Ludu. Dwie pierwsze części Pokucia wydane zostały&#13;
z funduszów własnych Kolberga – bez wymaganej formuły o instytucji finansującej, a z notą: „nakładem autora”2, co zwalniało autora ze zobowiązania oddawania Akademii 100 egzemplarzy nakładu. Część trzecia i czwarta&#13;
W archiwum Kolberga zachowały się m.in. jego notatki z lat 1878 i 1881 z pytaniami&#13;
dotyczącymi zagadnień etnograficznych, skierowanymi do Przybysławskiego; opublikowano je&#13;
w suplemencie do Pokucia (DWOK T. 81), na s. 247–261 jako aneksy I–III.&#13;
2&#13;
Potwierdzają to również inne świadectwa Kolberga. M.in. w Wykazie tek rękopiśmiennych z 1886 r., wymieniając tekę 21 pt. Pokucie I, badacz zanotował, że materiały w niej zawarte posłużyły „do monografii, którą z własnych funduszów wydałem w latach 1882 i 1883 pt.&#13;
Pokucie, tom 1 i 2”, a w brulionowej wersji wykazu dopisał jeszcze notę o kosztach obu tomów:&#13;
„włas., fl. 867 + 632 (DWOK T. 66, s. 746 i 749, przyp. *18). Natomiast Kopernicki w artykule&#13;
o Kolbergu podaje wprawdzie te same sumy, ale jako uzyskane ze sprzedaży dzieł, a ponadto&#13;
informuje o sumie 500 zł reń. (=fl.), pozostałej z przychodu wystawy w Kołomyi w 1880 r.&#13;
i ofiarowanej na wydanie cz. I Pokucia („Nowa Reforma” 1889, nr 109). Nie wspomina przy&#13;
tym o koncercie warszawskim, z którego podany wyżej dochód około 2400 fl. pokrył koszt&#13;
obu tomów (1499 fl. według danych Kolberga), pozostawiając mu do dyspozycji około 900 fl.&#13;
na spłatę długów, broszurowanie poprzednich tomów, wydatki osobiste i dopłatę do drukujących się tomów. Sam Kolberg stwierdzał w październiku 1880 r., po zamknięciu obrachunku&#13;
z wystawy, że z jej przychodu funduszu na druk Pokucia zabrakło (Korespondencja… cz. II,&#13;
DWOK T. 65, s. 415). Trudno jednoznacznie wyjaśnić te rozbieżności w świetle dostępnych&#13;
danych. Może zdecydowała ostrożność wobec działań cenzury warszawskiej. W tym artykule&#13;
Kopernicki nie wymienia też z nazwy Kasy Pomocy im. K. Mianowskiego, sponsorującej kilka&#13;
lat później wydanie Mazowsza, pisząc jedynie o „skąd inąd zapewnionej sobie subwencji”.&#13;
Wobec kłopotów z cenzurą, Kasa Mianowskiego skłoniła Kolberga w 1886 r. do wycofania&#13;
1&#13;
&#13;
407&#13;
&#13;
�Pokucia były już finansowane przez Akademię, lecz i dla nich pozostał&#13;
dla ciągłości ten sam podtytuł, z dodaniem jedynie informacji o udziale&#13;
instytucji. Tomy Obrazów etnograficznych nie różniły się jednak profilem,&#13;
układem i metodą opracowania od kontynuowanej serii edytorskiej Ludu,&#13;
stąd w ramach edycji Dzieł wszystkich przyjęto dla czterech części Pokucia&#13;
kolejne numery tomów 29–32.&#13;
W tym samym czasie co część I Pokucia została też wydana część VII&#13;
W. Ks. Poznańskiego; już pod koniec marcu oba tomy wysyłał Kolberg&#13;
przyjaciołom i subskrybentom.&#13;
Ostatnia, siódma część W. Ks. Poznańskiego, czyli tom 15. Ludu, zamyka&#13;
monografię Wielkopolski, wydawaną od 1875 roku. Jest to najobszerniejsza&#13;
z monografii regionalnych, jakie ukazały się za życia Kolberga. Obejmuje&#13;
jednak znacznie większy obszar niż poprzednie Sandomierskie, dwutomowe Kujawy i czterotomowe Krakowskie. Wobec zbyt powolnego postępu prac wydawniczych i niedoboru środków materialnych, a także wobec&#13;
nierównomiernego napływu materiałów i pozyskiwanych źródeł, Kolberg&#13;
musiał bowiem rezygnować z zakładanej wcześniej szczegółowości dokumentacji, która dotyczyć miała mniejszych terytoriów, najpierw wręcz miejscowości, potem powiatów, co postulował jeszcze w 1872 roku1. Zamiar taki&#13;
zmuszony był z czasem uznać za zbyt kosztowny i rozciągnięty w czasie,&#13;
a więc nierealny. Zdając sobie jednak sprawę ze zróżnicowania wewnętrznego tego regionu, w monografii wielkopolskiej opisy kultury materialnej&#13;
i społecznej (rozdziały „Kraj”, „Lud”, „Zwyczaje” i „Obrzędy” – z przynależnymi do nich pieśniami) przedstawił kolejno w obrębie pięciu wydzielonych podregionów, grupujących po kilka powiatów, tj.: obejmującego&#13;
powiaty środkowe, w centrum regionu, z powiatem poznańskim (tom 9.);&#13;
„okolicę zachodnią” i „okolicę południową” (tom 10.) oraz „okolicę wschodnio–północną” i „okolicę zachodnio–północną” (tom 11.)2. Natomiast folklor&#13;
i wierzenia potraktował łącznie, zbierając utwory ludowe i wiadomości&#13;
o świecie nadzmysłowym z całego regionu (tomy 12. i 13. – pieśni i tańce,&#13;
tom 14. – opowieści, tom 15. – wierzenia). Było to novum w stosunku do&#13;
poprzednich monografii o znacznie skromniejszym zasięgu geograficznym;&#13;
z karty tytułowej cz. IV i V Mazowsza (DWOK T. 27 i 28) formuły o zapomodze Kasy, o czym&#13;
będzie mowa dalej. Powody przemilczenia koncertu przez Kopernickiego mogły być te same.&#13;
1&#13;
O. Kolberg Rzecz o obchodach weselnych… (DWOK T. 63), s. 262.&#13;
2&#13;
Por. E. Antyborzec Monografie regionalne Oskara Kolberga. Założenia i realizacja,&#13;
Poznań 2015, s. 174–176.&#13;
&#13;
408&#13;
&#13;
�stanowiło jednak konieczny kompromis wobec obiektywnych możliwości&#13;
badawczych i edytorskich. Natomiast inne zasady ogólne wypracowane&#13;
w trakcie przygotowywania Kujaw i Krakowskiego nie uległy zasadniczej&#13;
zmianie. Jak już wspominano, różnice między poszczególnymi monografiami wynikały z odmiennego zasięgu i warunków badań na danym obszarze,&#13;
możliwości i stopnia przebadania terenu, zasobu i charakteru pozyskanych&#13;
materiałów, które to okoliczności kształtowały się różnie w różnych regionach na przestrzeni pięćdziesięciolecia badań Kolberga. W Wielkopolsce&#13;
badacz bywał parokrotnie od 1867 do 1875 roku, znajdował tam oparcie,&#13;
zrozumienie i pomoc w odwiedzanych dworach ziemiańskich i wśród miejscowej inteligencji, a także dostęp do zbiorów bibliotecznych. W tomach&#13;
poświęconych Wielkopolsce metoda wykorzystywania trójwarstwowych&#13;
źródeł: z literatury zastanej, z własnych zapisów pozyskanych w trakcie&#13;
bezpośrednich badań oraz z materiałów pochodzących od innych zbieraczy,&#13;
a także sposób opracowania utworów folklorystycznych, ich klasyfikacji,&#13;
komentarza i odsyłaczy filiacyjnych pozostają co do zasad głównych takie&#13;
same jak w Krakowskiem. Dyskusyjny już wówczas tytuł Wielkie Księstwo&#13;
Poznańskie przyjął Kolberg ze względów praktycznych; to powszechnie&#13;
używane od czasu Kongresu Wiedeńskiego określenie nie budziło zastrzeżeń cenzury, także w Królestwie Polskim pod zaborem rosyjskim. W liście&#13;
do Moraczewskiej, już po wydaniu części III (tj. tomu 11.), Kolberg przyznawał, że może „byłoby korzystniej” użyć tytułu Wielkopolska lub Poznańskie, ale – jak tłumaczył – „utrudniłoby to jednak sprzedaż w Warszawie,&#13;
gdzie cenzura na lada wyrażenie veto kładzie”1. W tekście kolejnych tomów&#13;
używał natomiast określenia „Wielkopolska”, począwszy od pierwszego zdania wstępu do części I monografii, gdzie pisał: „Za jedną z najciekawszych&#13;
dla etnografa prowincyj uważać niewątpliwie należy Wielkopolskę […]”2.&#13;
Do szczególnie oddanych Kolbergowi pomocników w pracy nad Poznańskiem należała Bibianna Moraczewska, wspominana już literatka,&#13;
działaczka społeczna i niepodległościowa, zasłużona w obronie i propagowaniu polskości. Kolberg poznał ją w pierwszych dniach czerwca 1856&#13;
roku w Warszawie, spotykał się z nią później w latach sześćdziesiątych.&#13;
w Poznaniu, gdzie od 1842 roku wspólnie z bratem Jędrzejem prowadziła&#13;
1&#13;
&#13;
s. 40.&#13;
2&#13;
&#13;
Brulion listu do B. Moraczewskiej z 25 VI 1877 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),&#13;
O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. I (DWOK T. 9), s. I.&#13;
&#13;
409&#13;
&#13;
�salon literacko-intelektualny, który był ośrodkiem życia umysłowego miasta. Rodzeństwo zaprzyjaźnione było m.in. z Karolem Libeltem, Sewerynem&#13;
Mielżyńskim, Władysławem Bentkowskim, uczestnikami dysput i spotkań&#13;
bywali Ryszard Berwiński, Lucjan Siemieński, Roman Zmorski, Edward&#13;
Dembowski, Narcyza Żmichowska. Zawiązana w roku 1868 korespondencja Kolberga z Moraczewską, trwająca do końca życia tej zasłużonej Wielkopolanki1, dokumentuje jej niezwykle konsekwentne zainteresowanie dla&#13;
prac badacza, konkretną pomoc własną oraz pośrednictwo w organizowaniu i dostarczaniu materiału, pozyskiwaniu informatorów i współpracowników, wreszcie solidną obsługę kolportażu tomów Kolberga w Wielkopolsce, z ich wysyłką do prenumeratorów i rozliczaniem się z nimi oraz&#13;
z pozyskiwaniem nowych nabywców. Osoba niezwykle żywa intelektualnie,&#13;
działaczka o wszechstronnych zainteresowaniach, rozległych kontaktach&#13;
i znajomościach, uważna obserwatorka życia publicznego i politycznego,&#13;
w swoich barwnie i nie bez ironii, a nawet z sardonicznym dowcipem&#13;
pisanych listach przedstawia Kolbergowi obok stanu wspólnych interesów&#13;
związanych ze sprzedażą Ludu także poznańskie życie i stosunki, walkę&#13;
z germanizacją, losy miejscowej inteligencji i ziemian, których Kolberg znał&#13;
osobiście, bieżące wydarzenia polityczne, kulturalne i literackie, ścieranie&#13;
się opinii na ich temat. Pisze ze swobodą i swadą, nie unikając ostrych sądów i sformułowań, a Kolberg odpowiadając, odsłania też niejednokrotnie&#13;
swoje poglądy i refleksje na tematy polityczne i narodowe, rzadziej i mniej&#13;
swobodnie wyrażane wobec innych adresatów. Solidaryzuje się z jej zaangażowaniem patriotycznym, z troską o interesy polskie zagrożone germanizacją, o ziemię przejmowaną z polskich rąk przez Niemców, z postawą&#13;
oporu poprzez upartą pracę na rzecz dobra narodowego. Zwraca się też do&#13;
Moraczewskiej ze wszystkimi sprawami, dotyczącymi zarówno rozprowadzania i rozliczeń ze sprzedaży kolejnych tomów, za które należność przesyłała regularnie do księgarni Friedleina, jak i kompletowania materiałów.&#13;
I tak np., przygotowując tom 15. poświęcony wierzeniom i czarom, pisał&#13;
w roku 1880:&#13;
Ale chodzi mi jeszcze o kilka formułek zażegnań ludowych, o których Szanowna&#13;
Pani mogłabyś np. przez swoją służącą wywiedzieć się nawet w samym Pozna1&#13;
Pierwszy list pochodzi z 21 IX 1868 r., ostatni z 11 lipca 1887 r. (listy 192 w cz. I i nr 1336&#13;
w cz. III Korespondencji…, DWOK T. 64 i 66)); pisała go Moraczewska trzy miesiące przed&#13;
śmiercią, która nastąpiła 6 października. Zachowana korespondencja obejmuje 43 listy.&#13;
&#13;
410&#13;
&#13;
�niu. Posyłam próbkę podobnych formułek na wzór, jako i parę definicji istot&#13;
nadprzyrodzonych z zapytaniem, czy one są wiernie skreślone i nie potrzebują&#13;
jakich uzupełnień? A nadto może by się dały odszukać w jakiej księgarni, a raczej antykwarni u Żydów, broszurki, kalendarzyki, świstki itp. (bo większe dzieła&#13;
posiadam), obejmujące rady lecznicze, przestrogi, przepowiednie, skazówki dla&#13;
tak zwanych mądrych bab, inne zabobony itp. Wszystko to byłoby nader cennym i pożądanym dla mnie materiałem1.&#13;
&#13;
Jest to jednocześnie przyczynek ilustrujący metody zbierackie Kolberga,&#13;
który wykorzystywał także świadectwa pozornie nieistotne, ulotne i zapomniane, ujawniając w ten sposób trafną intuicję badawczą, docenioną przez&#13;
współczesną folklorystykę.&#13;
To właśnie za radą Moraczewskiej Kolberg skontaktował się z prawnikiem poznańskim, Teobaldem Klepaczewskim (1822–1903), radcą konsystorza arcybiskupiego w Gnieźnie, który zajmował się badaniem i opisem&#13;
wierzeń, czarów i przesądów w Wielkopolsce2. Kolberg uzyskał od niego&#13;
w czerwcu 1881 roku oczekiwane materiały dotyczące wierzeń, a obszerny&#13;
rękopis Klepaczewskiego pt. Pogląd historyczny na zabobony w Polsce&#13;
z 1861 roku, stanowiący cenne opracowanie monograficzne, skwapliwie&#13;
wykorzystał następnie w części VII Poznańskiego3. Warto dodać, że czekając na materiały od Klepaczewskiego, przestawił nawet pierwotnie planowaną kolejność tomów i wydał najpierw opowieści ludowe w części VI,&#13;
a dopiero w VII zamieścił opis tzw. „świata nadzmysłowego” ludu wielkopolskiego.&#13;
Do innych osób zasłużonych dla Kolbergowskiej monografii Wielkopolski należy wspomniany wcześniej Emil Kierski, a także goszczący Kolberga w swoich dworach wymieniani już przy opisie podróży etnografa&#13;
po Wielkopolsce ziemianie, tj. przede wszystkim Władysław i Wanda Niegolewscy z Morownicy, Stanisław Czarnecki z Pakosławia, Karol Libelt&#13;
Brulion listu do B. Moraczewskiej z 12 II 1880 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),&#13;
s. 320–321.&#13;
2&#13;
Zob. listy z początku 1880 r.: B. Moraczewskiej do O. Kolberga z 7 I oraz dwa bruliony&#13;
O. Kolberga – do B. Moraczewskiej z 12 II oraz do T. Klepaczewskiego z 28 II, tamże,&#13;
odpowiednio: s. 299, 320 i 325–327.&#13;
3&#13;
Zob. brulion listu do T. Klepczewskiego z 12 VI 1881 r., tamże, s. 515. Rękopis rozprawy&#13;
Klepaczewskiego, z roboczymi notatkami na marginesach sporządzanymi ręką Kolberga, zachował się jego archiwum (Arch. PTL, teka 37, sygn. 1327). i w znacznym stopniu został przez&#13;
niego wykorzystany w cz. VII W. Ks. Poznańskiego (DWOK T. 15)&#13;
1&#13;
&#13;
411&#13;
&#13;
�z Czeszewa, Seweryn Mielżyński z Miłosławia, Włodzimierz Wolniewicz&#13;
z Dębicza, Aniela Radońska z Siekierek, Józef Łukaszewicz z Targoszyc.&#13;
Dzięki nim mógł etnograf prowadzić własne badania terenowe i pozyskiwać bezpośredni materiał z autopsji. Emil Kierski współpracował&#13;
z Kolbergiem jeszcze na etapie druku pierwszego tomu monografii u poznańskiego wydawcy Merzbacha, które to przedsięwzięcie edytorskie nie&#13;
doszło ostatecznie do skutku. Jako znawca historii regionu Kierski na życzenie Kolberga przeprowadzał na przełomie lat 1872 i 1873 korektę merytoryczną ówczesnej wersji części pierwszej W. Ks. Poznańskiego. Spisał&#13;
też swoje uwagi dotyczące tego tomu, które Kolberg wykorzystał w dalszej&#13;
pracy nad nim i na które odpowiedział Kierskiemu 1. Z tym wcześniejszym&#13;
etapem pracy nad Poznańskiem wiąże się też omawiane wyżej współdziałanie Hoffa, autora rysunków ubiorów i „typów ludowych” z Poznańskiego. Ogłoszona z jego inicjatywy, także w imieniu Kolberga – mimo&#13;
wątpliwości badacza – przedpłata na prenumeratę przyszłej monografii&#13;
zaowocowała sprzedażą w Wielkopolsce części wydrukowanych przez&#13;
Hoffa „biletów prenumeracyjnych” i pewnym zebranym na ten cel funduszem od pozyskanych subskrybentów. Hoff w roku 1870 zmuszony był&#13;
opuścić Wielkopolskę; pieniądze znajdujące się w jego rękach nigdy nie&#13;
dotarły do Kolberga2. W późniejszych latach, gdy Hoff upominał się u autora Ludu o swoje rysunki, ten nie bez goryczy zmuszony był przypomnieć nigdy nieuiszczony, choć darowany dług, który w swoim mniemaniu Hoff uznał za spłacony poprzez inicjatywę warszawskiego koncertu 3.&#13;
Sprawa ta stanowiła zresztą jedną z przyczyn, dla których Poznańskie&#13;
z braku środków finansowych było niezwykle ubogie w ilustracje, nad&#13;
czym Kolberg ubolewał:&#13;
Czujemy mocno, ile by dzieło etnograficznym poświęcone badaniom zyskało&#13;
na przedstawieniu w dokładnych rysunkach typów miejscowych, tak samychże&#13;
postaci ludzkich, jak i wszelkich ludzkiego przemysłu wytworów i wyrobów, jak&#13;
np. mieszkań, narzędzi, sprzętów, naczyń itp. Trudność otrzymania podobnych&#13;
wizerunków, których nabycie zawisło od chętnego współdziałania ludzi ołówka, pędzla i rylca, obok pomocy, jaką daje fotografia, jak niemniej zbyt wysokie&#13;
Zob. wyżej, s. 320.&#13;
O współpracy Kolberga z Hoffem zob. wyżej, s. 225–227.&#13;
3&#13;
List B. Hoffa z 19 I oraz brulion odpowiedzi Kolberga z 21 I 1882 r., Korespondencja… cz. II&#13;
(DWOK T. 65),, listy 916 i 917.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
412&#13;
&#13;
�nakładu ilustracyj tego rodzaju koszta nie dozwalają nam dzieła naszego uzupełnić nimi w sposób, jaki by wszechstronne rzeczy opisywanych przedstawienie&#13;
wymagało1.&#13;
&#13;
Specyficznym zespołem źródeł wykorzystanych w tej monografii są&#13;
wspominane już ankiety Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Poznaniu, przygotowane i rozesłane do „obywateli świeckich i duchownych” Wielkopolski&#13;
w roku 1858 i kilku następnych latach. Ankiety te pt. Szemat do spisywania&#13;
materiałów mających służyć do opisu statystycznego W. Ks. Poznańskiego&#13;
obejmowały 22 pytania zebrane w trzech działach: topograficznym, etnograficznym i historiograficznym. Choć oddźwięk społeczny nie był wielki,&#13;
a odpowiedzi często zbyt ogólnikowe, Kolberg, który zapoznał się z tymi&#13;
materiałami w Poznaniu w Towarzystwie i częściowo je wypożyczył, zaczerpnął z nich niektóre wiadomości i opisy etnograficzne, zwłaszcza dotyczące ubiorów. Pisał:&#13;
[…] szemata wspomnione, które Towarzystwo łaskawie przejrzeć nam dozwoliło,&#13;
nie pomału przyczyniły się, obok wiadomości zaczerpniętych już dawniej z pism&#13;
czasowych […], do wzbogacenia i uzupełnienia własnych naszych spostrzeżeń&#13;
i notat w ciągu kilkakrotnych po Wielkopolsce podróży zdobytych, a kreślonych&#13;
i porządkowanych podług stale przez nas przyjętego planu i do wydania na&#13;
widok publiczny przeznaczonych2.&#13;
&#13;
Choć Kolberg był zadowolony, że region tak bogaty i zróżnicowany&#13;
kulturowo zdołał scharakteryzować w siedmiu tomach i zadośćuczynić&#13;
wymogom objętościowym i finansowym sponsorującej dzieło Akademii,&#13;
zdawał sobie sprawę, że Wielkopolska, dzielnica będąca kolebką Polski,&#13;
zasługiwałaby na znacznie pełniejszą dokumentację. Wysyłając Stanisławowi Czarneckiemu do Pakosławia ostatni tom monografii, tak komentował ten fakt:&#13;
O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. I (DWOK T. 9), s. III–IV. Siedmiotomowa monografia&#13;
zawiera jedynie trzy ilustracje „podług rysunków Hoffa”: dwie w cz. I, jedną w cz. III. Wcześniej&#13;
ryciny przeznaczone do Poznańskiego drukowane były w artykule Kolberga pt. Lud z okolic&#13;
Poznania. (Wyjątek z drukującego się obecnie w Poznaniu dzieła O. Kolberga pt. Lud, jego&#13;
zwyczaje itd.), w „Kłosach” 1872, T. XIV (w nr. 358 s. 323–324 i nr 359 s. 335–336), gdzie zamieszczono cztery ryciny. Czwarta – niepublikowana w monografii – znajdzie się w suplemencie do W. Ks. Poznańskiego (DWOK T. 74 – w przygotowaniu do druku).&#13;
2&#13;
O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. I (DWOK T. 9), s. II–III. Zob. też wyżej, s. 219–220.&#13;
1&#13;
&#13;
413&#13;
&#13;
�Druk jego pozostawia mi tę satysfakcje, żem opis tej prowincji pod względem&#13;
etnograficznym nareszcie do szczęśliwego doprowadził końca, co nie każdego&#13;
autora, pracującego nad dziełem większego rozmiaru i przy ograniczonych środkach bywa udziałem. Nie do mnie należy sąd, czym się wywiązał, jak należy,&#13;
z zadania i czym odpowiedział w zupełności oczekiwaniom czytelników, kreśląc&#13;
właściwości wielkopolskiego ludu ze strony przez innych nie tykanej prawie.&#13;
Czuję bowiem sam, że dzieło mogłoby być pełniejsze, dokładniejsze, pomnożone&#13;
wielu jeszcze ciekaw[sz]ymi dla uczonych szczegółami niż te, które podaję, gdyby&#13;
wiek i stargane już siły moje dozwoliły mi nowe po Księstwie odbywać podróże&#13;
i nowe zbierać plony1.&#13;
&#13;
Przymusowa minimalizacja zakresu badań terenowych i prac pod presją obiektywnych warunków i osobistych ograniczeń stawała się wyraźnie&#13;
coraz bardziej doskwierająca.&#13;
Korespondencja z poznańskimi współpracownikami i przyjaciółmi,&#13;
szczególnie z Moraczewską i Szulcem, a także po części z mieszkańcami Pomorza i Mazur, odsłania – chyba najwyraziściej w jego epistolografii – patriotyczną postawę Kolberga i jego ugruntowane poczucie narodowej tożsamości. Warto więc uczynić tu istotne dopełnienie, ilustrując to stanowisko&#13;
badacza jego wybranymi wypowiedziami. Określając się jednoznacznie jako&#13;
Polak i protestant, autor Ludu nie waha się wyrażać swojego sprzeciwu&#13;
i smutku wobec postępującej germanizacji, wobec restrykcji i prześladowań&#13;
zaborczych władz pruskich w stosunku do wszelkich przejawów polskości&#13;
w życiu publicznym, kulturalnym, w szkolnictwie, urzędach, kościele katolickim, kręgach ziemiaństwa i inteligencji. Odpowiadając na doniesienia&#13;
o kolejnych akcjach Kulturkampfu w zaborze pruskim, zorientowany w bieżącej pruskiej polityce wobec Polaków, m.in. w stosunku do duchownych&#13;
katolickich, wyraża swoją solidarność i ubolewanie: „Jakkolwiek protestant,&#13;
wielce ubolewam jako Polak nad wszystkim, co się tam u Was dzieje, nad&#13;
całą tą samowolą biurokracji niem[ieckiej] […]”. Dowiadując się, że kłopoty&#13;
ma teatr poznański, pisze: „A jednak szkoda, bo ta instytucja, byle tylko&#13;
mieć warunki egzystencji, mogłaby istotnie przynieść korzyści podtrzymywania podkopywanej systematycznie narodowości”. W liście do S. Czarneckiego stwierdza: „Wiem, z jakimi przeszkodami szanowni Państwo wraz&#13;
z całym Księstwem walczyć musicie, by zachować narodowość naszą i na&#13;
1&#13;
Brulion listu do S. Czarneckiego z 22 III 1882 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),&#13;
s. 626.&#13;
&#13;
414&#13;
&#13;
�korzystniejszym niż dotąd utrzymać się stanowisku ekonomicznym wobec&#13;
nieprzyjaciela”1. Niejednokrotnie zabiera głos w sprawie kłopotów ziemian&#13;
wielkopolskich z utrzymaniem ziemi i majątków:&#13;
Wszystko, co Pani piszesz o pp. Niegolewskich i całym obywatelstwie, zasmuca&#13;
mnie mocno, jak niemniej i to, co dokazują z nami Prusacy. Cóż bo na to dziś&#13;
kto poradzi? Może Pan Bóg w jakikolwiek sposób złe odwróci, a tymczasem&#13;
pracować nam trzeba w ciszy i wyrabiać siłę.&#13;
&#13;
Jest przekonany, że słuszną drogą w tej tragicznej dla Polaków sytuacji jest „[…] prosty gościniec cywilizacyjny, na którym jedynie można było&#13;
równą bronią i z korzyścią walczyć z Niemcami i ich kulturą […]”. Wyraża&#13;
nadzieję, że słabnąca podaż polskich książek w Poznańskiem, m.in. Ludu,&#13;
ożywi się jednak na rzecz ich kupowania „z patriotyzmu”, tak jak w Galicji,&#13;
Królestwie i na Litwie, gdzie przedstawia się to lepiej, „by literatura nasza&#13;
nie stanęła à sec”. Uznaje za groźne dla bytu narodowego „pozbywanie się&#13;
ojcowizny na korzyść obcych” i „nieustanną emigrację naszych włościan&#13;
do Ameryki”, którą komentuje: ‘”Ubytek tej ludności jest tą prawdziwą dla&#13;
całej prowincji klęską, której atoli zapobiec skutecznie nikt widać dziś już&#13;
nie jest w możności”2. Gdy Moraczewska pisze: „Ze spraw publicznych nic&#13;
nie donoszę, czytasz Pan w dziennikach o ucisku naszym aż do znudzenia.&#13;
Najgorsze ze strony naszej, że ziemię w ręce niemieckie oddajemy i to tysiącami morgów naraz” – z goryczą odpowiada:&#13;
Ze spraw publicznych widzę, że nasi posłowie dzielnie się potykają z Niemcami&#13;
i biją ich w Sejmie na każdym kroku. Ale co to pomoże? […] Walka to baranka&#13;
z wilkiem. Jedyną realną dla nas zdobyczą byłoby coraz większe skarbienie sobie wyborców między chłopami i trzymanie się oburącz ziemi, a nie wyzuwanie&#13;
się z niej co chwila dla Niemców i Żydów. Ale i na to ostatnie, jak widzę niestety&#13;
z listów Pani, skutecznego już nie ma lekarstwa.&#13;
&#13;
1&#13;
Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 521, 560, cytaty z brulionów listów (odpowiednio):&#13;
do M. Szulca z 26 II 1875 r. i do B. Moraczewskiej z 30 I 1876 r. oraz Korespondencja… cz. II&#13;
(DWOK T. 65), s. 262, brulion do S. Czarneckiego z 16 X 1879 r. Zob. też wyżej fragmenty listów&#13;
do L. Czarlińskiego, s. 340.&#13;
2&#13;
Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 41, 321, 426, i 494, cytaty z brulionów listów&#13;
(odpowiednio): do B. Moraczewskiej z 25 VI 1877 r., z 12 II i z XII 1880 r. oraz do S. Czarneckiego&#13;
z 15 V 1881 r.&#13;
&#13;
415&#13;
&#13;
�W tym samym liście z 1882 roku dodaje:&#13;
Niemcy chcą mnie koniecznie zrobić Niemcem. Dowiodłem im jednakże, że&#13;
skoro rodzina moja pochodzi z Pomeranii (dawnego lechickiego Pomorza), więc&#13;
też i nazwisko jej łączność ma z nazwą słowiańską pomorskiego Kołobrzega. Ja&#13;
zaś urodziłem się w Sandom[ierskiem].&#13;
&#13;
Na co Moraczewska odpowiada:&#13;
Bardzoś Pan jasno dowiódł Niemcom, żeś Polakiem; gdyby pojedynczy ludzie&#13;
w narodach odwoływali się do protoplastów, to by wcale narodowości nie było.&#13;
A w dodatku słuszne twierdzenie Pana, że Jego rodzina pochodzi z krainy słowiańskiej, niewątpliwie z Pomorza. Czy bez tej tradycji duchowej wytrwałbyś&#13;
Pan przy swej znakomitej a tak mozolnej pracy w tyle utrudzonych warunkach?&#13;
&#13;
Także w 1882 roku w liście do Szulca czytamy:&#13;
Piszesz i Pan także o swojej domowej niedoli, jak w ogóle o smutnym położeniu&#13;
całego Waszego Poznańskiego, nie rokując mu bynajmniej w przyszłości (jeśli&#13;
Polska powstanie lub utworzoną będzie) bytu narodowego – tak dalece warunki,&#13;
jakie by byt ten zapewnić mogły, są tam podkopane. […] Jest to skutkiem owego&#13;
fatalnego dla nas, a nieuniknionego niemieckiego Drang nach Osten, któremu&#13;
się à la longue oprzeć trudno przy tak mało sprzyjających [warunkach]. Wszakże&#13;
już i zachodnie powiaty Królestwa są tam zagrożone. Łódź mająca 100 000 mieszkańców jest już jakoby miastem czysto niemieckim, a Moskale mimo szalonej&#13;
zawiści do Niemców, nie tylko niemczeniu temu nie stawiają tamy, ale owszem,&#13;
dopomagają mu bezrozumnym swym uciskiem polonizmu1.&#13;
&#13;
Gdy w innym miejscu Szulc skarży się:&#13;
U nas germanizowanie i wywłaszczanie szlachty idzie na potęgę. Oczy się dobrowolnie zamykają, nie chcąc patrzeć na to, co się dzieje. W Królestwie nielepiej.&#13;
[…] Jedna Galicja oddycha swobodnie. Oby tylko umiała rozsądnie korzystać&#13;
ze swych swobód i wolności, szerząc dobrobyt i oświatę.&#13;
&#13;
1&#13;
Tamże, s. 543, 627, 642, 704–705, cytaty z listów (odpowiednio): B. Moraczewskiej z 1 IX&#13;
1881 r., brulionu Kolberga do B. Moraczewskiej z 22 III i tejże do Kolberga z 6 IV 1882 r. oraz&#13;
z brulionu do M. Szulca z października 1882 r.&#13;
&#13;
416&#13;
&#13;
�Kolberg w odpowiedzi podziela jego ubolewanie nad losem „naszego&#13;
nieszczęśliwego, skrępowanego narodu” i przyznaje, „[…] że nam tu w Krakowie stosunkowo wolniejszym nieco dano oddychać powietrzem”, lecz&#13;
trzeźwo komentuje politykę Austriaków, stwierdzając, że „[…] nasi protektorzy, równie niemal jak i Was tam w Wielkopolsce Prusacy, materialnym&#13;
obezwładniają uciskiem”1. Wybiegając naprzód, można jeszcze przytoczyć opinię z 1886 roku, kiedy to wobec zapowiedzi w sejmie pruskim&#13;
kolejnych działań germanizacyjnych Kolberg napisze do Moraczewskiej:&#13;
„Aż zgroza bierze czytać wszystkie te polakożercze elukubracje”. Mimo to&#13;
dodaje:&#13;
Mam jednak nadzieję, że sprężystość i siła odporna naszego ludu dosyć jeszcze&#13;
będzie wielką, aby tę zagrażającą mu z góry zmorę–dusicielkę, jeśli nie od razu,&#13;
to choć powolnym, ale ciągłym działaniem i nękaniem przeciwnika skutecznie&#13;
zrzucić ze swoich piersi.&#13;
&#13;
I kończy zdaniem J.J. Rousseau na temat Polski „za czasów pierwszego&#13;
rozbioru”: „Pożarli Was sąsiedzi, starajcież się, by Was nie mogli strawić” 2.&#13;
Ten z konieczności krótki przegląd wypowiedzi Kolberga na temat sytuacji ówczesnej Polski można zamknąć zdaniem z jego listu do Seweryny&#13;
Duchińskiej, w której emigranckim domu w Paryżu bywał w 1878 roku,&#13;
w czasie swojego pobytu na Wystawie Powszechnej, i gdzie zapewne niejednokrotnie brał udział w toczących się tam rozmowach na temat sytuacji&#13;
kraju. Przesyłając jej kolejne dwa tomy (Lubelskie cz. I i Pokucie cz. II),&#13;
„w których nie ma nic pochodzącego z prowincji, gdzie stała Pani kolebka”,&#13;
napisał:&#13;
&#13;
1&#13;
List M. Szulca z 30 I 1883 r. oraz brulion odpowiedzi Kolberga do M. Szulca z 20 II 1883 r.,&#13;
Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), cytaty (odpowiednio): s. 20–21 oraz s. 28.&#13;
2&#13;
Brulion listu do B. Moraczewskiej z 23 II 1886 r., tamże, s. 319. Przywołane zdanie J.J. Rousseau pochodzi z pracy Considérations sur le gouvernement de Pologne et sur sa réformation&#13;
projetée (wyd. 1782, pierwszy polski przekład M.F. Karpia w 1789 r.), zob. Uwagi o rządzie&#13;
polskim i jego projektowanej naprawie, w: J.J. Rousseau Umowa społeczna. Uwagi o rządzie&#13;
polskim…, tłum. M. Starzewski, Warszawa 1966, s. 193. Cytat ten w wersji: „Nie możecie przeszkodzić, aby sąsiedzi was nie połknęli, sprawcież przynajmniej, aby was strawić nie mogli”&#13;
przytacza W. Kalinka w artykule Jan Jakub Rousseau i jego wpływ w Polsce, zamieszczonym&#13;
w „Przeglądzie Polskim”, R. 20, T. 79: 1886, z. 235, s. 1–16. Może za tym artykułem przypomina&#13;
go Kolberg.&#13;
&#13;
417&#13;
&#13;
�Że jednak wspólna nam myśl całej niepodzielnej Polski każdy jej zakątek równą&#13;
każe nam ogarniać miłością, więc nie wątpię, że gdy zajrzysz Pani do tych zbiorów, to i Ruś zainteresuje Panią w tej samej co Korona mierze […]1.&#13;
&#13;
Bez poczucia takiego związku z polskością rzeczywiście trudno byłoby&#13;
sobie wyobrazić determinację i wytrwałość w realizacji wydawniczego celu&#13;
Kolberga.&#13;
Po wydaniu Poznańskiego i części I Pokucia rozsyłanych w marcu, latem&#13;
i jesienią 1882 roku Kolberg, podobnie jak w roku poprzednim, nie wyjeżdżał na badania terenowe. Wcześniejsze plany wyjazdu na kilka tygodni&#13;
w okolice Lwowa nie zostały zrealizowane z powodu niepogody, względów&#13;
zdrowotnych i natłoku prac wymagających „bezustannego przeglądu, obróbki i ślęczenia” nad pozyskanymi materiałami. Odpowiadając na zaproszenie Glogera do jego rodzinnego Jeżewa, tłumaczył: „[…] nie wahałbym&#13;
się ani chwili pospieszyć do Was, gdyby nie to wątłe zdrowie i wiek, który&#13;
mi każe dobrze obliczać się z każdym uczynić się mającym krokiem”. Nie&#13;
skorzystał też z kilku innych zaproszeń. A jesienią pisał żartobliwie do Szulca: „[…] wycieczki tego roku wcale w świat nie robiłem, bo wtedy, gdy ją&#13;
rozpocząć miałem, lunęły deszcze, a gdy wreszcie zawitało słońce, już mnie&#13;
chęć do podróży ominęła”2.&#13;
Na początku czerwca 1882 roku dotarła do Modlnicy wiadomość od Karoliny o przebytym przez Antoniego nagłym, groźnym załamaniu się zdrowia. Był to prawdopodobnie rozległy udar i częściowe porażenie. Według&#13;
bratowej przyczyną były kłopoty zawodowe: utrata posady nauczyciela&#13;
w gimnazjum męskim i wymuszona dymisja w gimnazjum żeńskim. Z właściwą sobie wylewnością Karolina opisywała Oskarowi walkę o życie męża&#13;
i zażegnanie bezpośredniego niebezpieczeństwa oraz beznadziejną sytuację&#13;
materialną rodziny, która zawsze trudna, pogorszyła się skrajnie w związku&#13;
z tą chorobą i związanymi z nią wydatkami oraz z utratą części jej lekcji&#13;
podczas opieki nad chorym. Kolberg zmartwiony i bezradny, sam w kłopotach, próbował taktownie tłumaczyć swoją niemożność pomocy, ale wobec&#13;
uporczywych próśb Karoliny, jej rozpaczliwych utyskiwań i skarg na brak&#13;
wsparcia ze strony warszawskiej rodziny, zwrócił się z prośbą o pomoc&#13;
w tej sprawie do swojej bratanicy, Jadwigi Wernerowej, a sam przekazał&#13;
Brulion listu do S. Duchińskiej z 27 X 1883 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 80.&#13;
Bruliony listów do Z. Glogera z 10 IX 1882 r. i do M. Szulca z X 1882 r., Korespondencja…&#13;
cz. II (DWOK T. 65), s. 694 i 705.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
418&#13;
&#13;
�Karolinie za pośrednictwem Gebethnera sumę 60 rubli i próbował serdecznie wesprzeć, pocieszyć i uspokoić bratową. Stan chorego pogorszył się&#13;
jednak jesienią i 19 grudnia Antoni zmarł1. Oskar stracił kolejnego brata&#13;
i pozostał sam, bez rodzeństwa. A strapiona i rozgoryczona Karolina, świadoma dobroci i wyrozumiałej troski Oskara, wkrótce po pogrzebie napisała&#13;
do niego: „[…] rodziną Ty już tylko jesteś, bo inni Kolbergowie – to są inni&#13;
ludzie”2.&#13;
Zachowane świadectwa rodzinne wskazują na to, że zmarły był postacią&#13;
trudną. Utalentowany malarz, autor cenionych prac, pozostający w wiecznych kłopotach materialnych i długach, niedotrzymujący terminów i zobowiązań, niestabilny w pracy i zamiarach artystycznych – taki portret&#13;
wyłania się w zarysach z rodzinnej korespondencji, zresztą enigmatycznej&#13;
i aluzyjnej w tej kwestii. We wspomnieniu poświęconym Antoniemu Kolbergowi jego autor, zaprzyjaźniony z rodziną Wojciech Gerson, nie szczędzi&#13;
słów uznania sztuce zmarłego. Przedstawiając jego biografię i twórczość&#13;
malarską, złożoną z obrazów religijnych, portretów i scen rodzajowych,&#13;
pisze m.in.:&#13;
Szczególną właściwością uzdolnień Kolberga jako malarza była wielka wytrawność. Produkował mało, ale ze starannością posuniętą do przesady w wymaganiu zgodzenia z sobą różnorodnych zalet. Syn inżyniera i matematyka, z matematyczną zwrotnością i ścisłością rozwiązywał dylemata tworzenia plastycznego,&#13;
skąd płynęło niezadowolenie, zniechęcenie do pracy spowodowane brakiem&#13;
decyzji. Nie był w stanie częstokroć dokończyć zaczętej pracy, zmieniając co raz&#13;
pogląd na stopień i rodzaj obrobienia. A działo się to z wielką dla sztuki polskiej&#13;
i dla samego artysty szkodą, zwłaszcza że od pierwszej już młodości okazywał&#13;
talent bardzo wybitny3.&#13;
1&#13;
Zob. listy Karoliny i Oskara z czerwca i lipca 1882 r. (tamże, listy 968, 972, 974, 982&#13;
i 985). Dalsze wiadomości o sytuacji rodzinnej przekazywał Kolbergowi zaprzyjaźniony z nim&#13;
Władysław Podlewski, mieszkający w Warszawie krewny Konopków (tamże, listy 999, 1007,&#13;
1008), zob. też odpowiedź Kolberga z 27 XII 1882 r. (list 1011).&#13;
2&#13;
List Karoliny z 27 XII 1882 r., tamże, s. 722.&#13;
3&#13;
W. Gerson Antoni Kolberg. Artysta malarz, w: Sprawozdanie Komitetu Towarzystwa&#13;
Zachęty Sztuk Pięknych w Królestwie Polskim za rok 1882, s. 60. W końcu 1882 roku Towarzystwo to zakupiło obraz Kolberga Głowa starca (zob. listy J. Wernerowej z 15 XII 1882 r., Korespondencja… cz. II, DWOK T. 65, s. 714 oraz W. Podlewskiego z 5 I 1883 r., Korespondencja…&#13;
cz. III, DWOK T. 66, s. 3). Obecnie własność Muzeum Narodowego w Warszawie (tam tytuł:&#13;
Starzec), reprodukcja w katalogu K. Markiewicz Antoni Kolberg…, s. 37.&#13;
&#13;
419&#13;
&#13;
�Na spuściznę malarską po Antonim składało się kilkanaście obrazów&#13;
olejnych, w większości niewykończonych lub wymagających restauracji,&#13;
oraz około 40 kartonów z projektami fresków, które artysta wykonał kiedyś&#13;
wspólnie z Karolem Marconim dla sali posiedzeń Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego oraz dla sali głównej Hotelu Europejskiego w Warszawie.&#13;
Karolina miała zamiar urządzić wystawę prac męża, by je następnie sprzedać, ale przeszkodą była konieczność kosztownej renowacji obrazów. Oskar&#13;
postanowił pomóc Karolinie i jej dzieciom i w kwietniu 1883 roku poprosił&#13;
Ludwika Jenikego, redaktora „Tygodnika Ilustrowanego”, w imię „przyjaźni&#13;
dawnej”, o „zwrócenie na ten przedmiot uwagi” i opublikowanie na łamach&#13;
pisma informacji o spuściźnie malarskiej Antoniego, a także o potrzebie ich&#13;
bezinteresownej restauracji, by sprzedaż mogła przynieść dochód na rzecz&#13;
wdowy i dzieci. Notatka taka ukazała się w „Tygodniku”; mowa w niej&#13;
o dorobku malarza, projekcie wystawy jego prac i przeznaczenia dochodu&#13;
z niej na korzyść jego bliskich. Zawiera także apel o społeczne poparcie&#13;
tego pomysłu oraz o podjęcie się wykończenia i odnowienia obrazów, skierowany do artystów i przyjaciół zmarłego1. Jednak z inicjatywy tej nic nie&#13;
wyszło; chętnych do renowacji obrazów nie było, do planowanej ekspozycji&#13;
nie doszło.&#13;
Także w roku 1882 ukazała się w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii&#13;
Krajowej” kolejna praca Kolberga pt. Właściwości, pieśni i tańce ludu&#13;
Ziemi Dobrzyńskiej, oparta o materiały zebrane jeszcze w latach pięćdziesiątych.2 Ten obszerny artykuł pomyślany był jako uzupełnienie rozprawy&#13;
A. Petrowa Lud Ziemi Dobrzyńskiej z 1878 roku3; w informacji wstępnej&#13;
Kolberg podkreśla znaczenie swoich materiałów jako wcześniejszych od&#13;
publikowanych przez Petrowa, choć „pomnożonych jeszcze następnie&#13;
Brulion listu do L. Jenikego z 13 IV 1883 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 47.&#13;
Notatkę tę zamieszczono w Kronice tygodniowej „Tygodnika Ilustrowanego” 1883, w nr. 17&#13;
(z 28 IV).&#13;
2&#13;
Opublikowano ją w tomie VI z 1882 roku, na s. 86–158 oraz w postaci osobnej odbitki&#13;
w tym samym roku. We wstępie Kolberg podaje tam rok 1854 jako datę pozyskania zawartych&#13;
w pracy materiałów; jednak znane dokumenty wymieniają jego pobyt na Ziemi Dobrzyńskiej&#13;
w 1856, a nie 1854 roku. Materiał ten, dopełniony o zapisy z Ziemi Dobrzyńskiej z innych manuskryptów, znalazł się ponownie w ramach Dzieł wszystkich, w cz. VI Mazowsza (DWOK&#13;
T. 41), s. 1–150 (tam błędnie: „Wesele II” na s. 3; jest to cd. „Wesela I”).&#13;
3&#13;
Rozprawa A. Petrowa pt. Lud Ziemi Dobrzyńskiej, jego charakter, mowa, zwyczaje,&#13;
obrzędy, pieśni, przysłowia, zagadki zamieszczona została także w „Zbiorze Wiadomości do&#13;
Antropologii Krajowej”, T. II: 1878, s. 3–182.&#13;
1&#13;
&#13;
420&#13;
&#13;
�wiadomościami z gazet lub opowiadań ustnych”. Praca zawiera krótki opis&#13;
kraju, ludu, ubioru, mowy, wesela z Działynia z 22 pieśniami (i z datą: 1854&#13;
[!]) oraz najobszerniejszy dział, obejmujący 87 pieśni powszechnych i ponad&#13;
50 „śpiewek i tańców”. Zaletą publikacji są zapisy nutowe części melodii&#13;
wokalnych i instrumentalnych, co było praktyką wyjątkową dla tego rocznika, na ogół niedrukującego materiału muzycznego.&#13;
&#13;
XXII&#13;
[Spotkanie z J. Blizińskim i zaproszenie Kolberga do Bóbrki (maj 1883). –&#13;
Podróż w Sanockie i Przemyskie (lato 1883). – Uczestnictwo w obchodach&#13;
200-lecia zwycięstwa Sobieskiego pod Wiedniem (wrzesień 1883). – Wydanie cz. II Pokucia i cz. I Lubelskiego (1883). – Przyznanie Kolbergowi funduszu z Kasy im. J. Mianowskiego (1883) na dalsze wydawnictwo, tj. Mazowsze&#13;
cz. I–V. – Recenzja C. Neymanna cz. I–II Pokucia (1884). – Wydanie cz. II&#13;
Lubelskiego i wstępne prace nad cz. I Mazowsza (1884). – Udział Kolberga w Zjeździe Historyczno-Literackim im. J. Kochanowskiego i jego Głos&#13;
w dyskusji nad referatem P. Chmielowskiego (maj 1884). – Spotkanie w Krakowie z Karoliną i jej dziećmi (lipiec 1884). – Podróż w Sanockie i Przemyskie (lipiec–październik 1884). – Opuszczenie Modlnicy i przeprowadzka&#13;
do Krakowa (październik 1884) – zmiana warunków życia i pracy. – Druk&#13;
cz. I Mazowsza oraz publikacja opracowania pt. Zwyczaje i pieśni ludu&#13;
wielkopolskiego z rękopisu pozostałego po śp. Józefie Lipińskim w „Zbiorze&#13;
Wiadomości do Antropologii Krajowej” (1884). – Wydanie cz. I Kieleckiego (1885). – Kolejna podróż „w okolice Przemyśla i Sanoka” (lipiec–listopad&#13;
1885). Bogate materiały z podróży z lat 1883–1885. – Druk cz. II Mazowsza&#13;
oraz pracy Zagadki z Lubelskiego… w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii&#13;
Krajowej” (1885).]&#13;
&#13;
Wiosną 1883 roku doszło do nieoczekiwanego spotkania Kolberga z Józefem Blizińskim. Ich żywy i przyjacielski kontakt osobisty i korespondencyjny, zwłaszcza w okresie badań i prac Kolberga nad Kujawami,&#13;
urwał się w 1869 roku na kilkanaście lat z bliżej nieznanych przyczyn.&#13;
Być może zdecydowała po prostu przeprowadzka Kolberga do Krakowa, a Blizińskiego w 1873 roku z Kujaw do Warszawy i rozminięcie się&#13;
życiowych dróg. W Krakowie spotkali się znów w maju na publicznym&#13;
posiedzeniu Akademii, otwierającym jej roczną działalność. Bliziński wraz&#13;
421&#13;
&#13;
�z żoną Pelagią mieszkali od 1876 roku w ówczesnym powiecie leskim, nad&#13;
Sanem, w Bóbrce Górnej, czyli Nowej, tzw. Damazówce, gdzie nabyli założony tam wcześniej folwark i dworek. Bliziński był już wówczas uznanym&#13;
komediopisarzem, Kolberg autorem cenionych tomów Ludu. W czerwcu&#13;
Kolberg pisał:&#13;
Szczęśliwe nasze spotkanie się na ostatnim tegorocznym otwarciu Akademii1&#13;
rozbudziło dawne wspomnienia i umocniło we mnie wiadomy Wam zamiar,&#13;
nie od dziś zresztą już powzięty, odwiedzenia Was kiedykolwiek w Waszej na&#13;
wpół górskiej rezydencji i pogadania o tym i o owym, a materii do pogadanki po&#13;
upływie lat 20 naszej rozłąki zapewne by nam wcale nie zabrakło. Nie odkładając tedy zamiaru tak pięknego ad calendas graecas, bo nie wiemy, co nas czeka&#13;
jutro, sądzę, że najlepiej by może było jeszcze w tym roku zjechać do Waszego&#13;
gościnnego domu, w którym, jak to już słyszałem z ust Waszych, chętnie i życzliwie będę przyjętym, bylebym tylko zgłosił się wśród lata2.&#13;
&#13;
Plan został zrealizowany i pod koniec lipca Kolberg wyjechał do Bóbrki,&#13;
by letni sezon 1883 roku oraz dwa kolejne w następnych latach 1884 i 1885&#13;
spędzić z doskonałym dla swojego dzieła rezultatem w Sanockiem i Przemyskiem, dopełniając wcześniejsze badania podejmowane tam w latach&#13;
sześćdziesiątych. Wszystkie trzy podróże na te ziemie, ostatnie w swoim&#13;
życiu, odbył własnym kosztem. Dlatego też szczególne znaczenie dla efektywności jego prac miały bliskie więzi, a także relacje rodzinne i sąsiedzkie&#13;
między mieszkańcami zaprzyjaźnionych dworów, którzy badacza gościli&#13;
i ułatwiali mu penetrację obu sąsiadujących ze sobą regionów.&#13;
Wyprawa z roku 1883 jest stosunkowo dobrze udokumentowana w korespondencji. Wyjazd nastąpił prawdopodobnie 24 lipca pociągiem z Krakowa do Przemyśla, skąd dalej podróżował Kolberg koleją do Ustrzyk,&#13;
gdzie oczekiwał gościa Bliziński. W Bóbrce spędził badacz około miesiąca&#13;
w przyjacielskiej i serdecznej atmosferze i w dogodnych dla swych prac&#13;
warunkach. Stamtąd po 20 sierpnia wybrał się do Leszczowatego, do Edmunda i Katarzyny Kraińskich, u których gościł już w latach 1861 i 1863.&#13;
1&#13;
Uroczyste publiczne posiedzenie Akademii Umiejętności odbyło się w Krakowie 5 maja&#13;
1883 r. Zob. „Rocznik Zarządu Akademii Umiejętności. Rok 1882 [!]”, Kraków 1883, s. 85–108&#13;
oraz artykuł w „Czasie” 1883, w nr. 102 (z 6 V), na s. 3 pt. Posiedzenie publiczne Akademii&#13;
Umiejętności. W tym samym numerze „Czasu”, na s. 2 ukazało się doniesienie o pobycie w Krakowie Blizińskiego, „autora Pana Damazego i Rozbitków”.&#13;
2&#13;
List do J. Blizińskiego z 15 VI 1883 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 48.&#13;
&#13;
422&#13;
&#13;
�Edmund Kraiński – jak wspomniano – żywo interesował się etnografią,&#13;
prowadził własne obserwacje i studia ludoznawcze Był więc także świetnym partnerem dla Kolberga. Po dziesięciu dniach pobytu w Leszczowatem,&#13;
30 sierpnia, Kolberg przyjechał do odwiedzanej również 20 lat wcześniej&#13;
Iskani, gdzie gościli go związani też rodzinnie z Konopkami i już wymieniani&#13;
Gabriel i Julia Załęscy. 31 sierpnia pisał do Juliana Konopki: „Od wczorajszego dnia jestem w Iskani, dokąd przybyłem z Leszczowatego, gdzie jak&#13;
najprzyjemniej dni 10 spędziłem. Pp. Edmundowie Kr[aińscy] najserdeczniejsze ukłony zasyłają całemu domowi w Modlnicy i p. Romanowi. Toż&#13;
samo i p. Załęski”1. Do Krakowa wrócił Kolberg na początku września,&#13;
skąd po paru dniach dotarł do Modlnicy2. Plon z tej wyprawy był bogaty&#13;
we własne zapisy terenowe melodii i tekstów folkloru, opisy obrzędów&#13;
i zwyczajów, wiadomości etnograficzne, zwłaszcza pozyskane w Bóbrce, co&#13;
z wdzięcznością wyrażał w liście do Blizińskiego:&#13;
Pobyt wszakże u Was, przyznać to muszę, najobfitszego i najcenniejszego dostarczył mi materiału etnograficznego, do zebrania którego przyczyniła się i niezmordowana Wasza małżonka, a jej łaskawe zabiegi i pomoc, jak i gościnne&#13;
nader przyjęcie (mimo częstej migreny), obok wspomnień dawniejszych czasów&#13;
z Warszawy i z Kujaw, obok względów szanownej Waszej matki, kazały mi uważać dom Wasz jakoby mój własny, rodzinny i dlatego drogą mi zawsze zostanie&#13;
jego pamięć. A i zdrowie moje znacznie się wśród Was polepszyło3.&#13;
&#13;
Dalsze cenne materiały z tego regionu gromadził Kolberg w czasie następnych dwu sezonów badawczych, kiedy przebywał także w tych miejscowościach w latach 1884 i 1885. Materiały te nie zostały wydane za życia&#13;
badacza. Wykorzystał je po części Kopernicki w drukowanym w 1890 r.,&#13;
już po śmierci Kolberga, niewielkim objętościowo Przemyskiem. Dopiero&#13;
w ramach Dzieł wszystkich opublikowano je w trzytomowym Sanockiem-Krośnieńskiem oraz w obszernym suplemencie do XIX-wiecznego Przemyskiego4.&#13;
Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 61.&#13;
Informacje o planach, przebiegu i szczegółach tej podróży zob. tamże, listy z okresu od 26&#13;
czerwca do 7 września 1883 r., nr 1045–1048 i 1051–1054.&#13;
3&#13;
List do J. Blizińskiego z 7 IX 1883 r., tamże, s. 63.&#13;
4&#13;
Tj. w tomach 49–51 DWOK (Sanockie-Krośnieńskie cz. I–III) oraz 83/I i 83/II DWOK&#13;
(Przemyskie. Suplement do tomu 35). Zob. tamże omówienie tych materiałów we wstępnych&#13;
opracowaniach T. Skuliny (w tomie 49 DWOK) oraz E. Millerowej (w tomie 83/I DWOK).&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
423&#13;
&#13;
�Z podróży na południowy wschód Kolberg wracał już na początku września, „by – jak pisał do Karoliny – być obecnym na następnych uroczystościach jubileuszowych Sobieskiego […].” 1 Obchody dwusetnej rocznicy&#13;
zwycięstwa Sobieskiego pod Wiedniem, połączone z jubileuszem 25-lecia&#13;
pracy artystycznej Jana Matejki oraz ze Zjazdem Artystów i Literatów ze&#13;
wszystkich trzech zaborów, zorganizowane zostały w Krakowie z wielkim&#13;
rozmachem w dniach od 11 do 16 września. Na program składały się m.in.:&#13;
tzw. „uroczystość ludowa” w dniu 11 września, tj. zjazd delegacji wiejskich&#13;
i pielgrzymek ludowych ze wszystkich trzech zaborów, ich pochód na Wawel i dalej na Błonia oraz przyjęcie w ogrodach ks. Karmelitów, uroczysta&#13;
procesja ulicami miasta z udziałem wszystkich stanów, władz miejskich,&#13;
stowarzyszeń i instytucji w dniu 12 września, obchód jubileuszu Matejki&#13;
i odsłonięcie pomnika Jana III w Ogrodzie Strzeleckim – 13 września oraz&#13;
Zjazd Artystów i Literatów w dniach 13–16 września, zakończony wycieczką galarami przez Bielany do Tyńca i z powrotem Wisłą2. Kolberg brał&#13;
udział w uroczystościach w dwu pierwszych dniach. W liście do Blizińskiego z 28 września opisuje swoje wrażenia, rozpoczynając od zaprawionego&#13;
dystansem komentarza:&#13;
Otóż i przeminęły wszystkie uroczystości. Było jak zwykle i jak to wiecie z gazet,&#13;
wiele szumu i tłumu, huku i puku, i na tym koniec. Ja figurowałem 13 września&#13;
[pomyłka, chodzi o 12-go] na procesji – relacjonuje dalej – jako akademik nadzwyczajny między aspirantami Glogerem a Ossowskim (a przyłączył się do nas&#13;
i zacny Baraniecki), tuż za Majerem i Kuczyńskim, bo inni, zwyczajni akademicy porozpraszani byli po swoich Wydziałach jako profesorowie (w togach) lub&#13;
urzędnicy. Najbardziej jednak zajmującym był dla mnie dzień 12-go [pomyłka,&#13;
powinno być 11-go] września, gdym ujrzał chłopów z rozmaitych okolic Polski&#13;
w świątecznych swych szatach i miał przyjemność z tym i owym z nich wdać się&#13;
w pogawędkę. Do studiów jednak głębszych nad nimi ani było czasu ani sposobności, bo wciąż byli w ruchu. Żałuję tylko, że nie pomyślano (do kogo to należało)&#13;
o zdjęciu z nich fotografij, do czego byliby się, jak to uważałem, chętnie skłonili3.&#13;
&#13;
Ta ostatnia uwaga – charakterystyczna dla praktycznego zmysłu badacza pasjonata – wiązała się z „uroczystością ludową”. Zmęczony tłumem&#13;
List z 23 IX 1883 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 68.&#13;
Szczegółowy program uroczystości opublikował m.in. „Czas” 1883, w nr. 204, obszerne&#13;
sprawozdanie z ich przebiegu podawał w nr. 206–212. Relacje zamieszczała cała polska prasa.&#13;
3&#13;
Zob. Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 71–72.&#13;
1&#13;
&#13;
2&#13;
&#13;
424&#13;
&#13;
�i codziennymi dojazdami z Konopkami do Krakowa, nie wziął już udziału&#13;
w Zjeździe Artystów i Literatów, a o swoim powrocie do codzienności pisał&#13;
w tym samym liście z taką refleksją:&#13;
O zjeździe literatów nic Wam nie piszę, bo na nim nie byłem, trochę słaby&#13;
i zmęczony już poprzednimi przejażdżkami uroczystościowymi, na które wraz&#13;
z Konopkami dzień w dzień jeździłem do Krakowa. Zresztą ja już stary i pragnę&#13;
spokoju; mam też od dawna swój zawód wytknięty i stałą regularną robotę,&#13;
jak i umowę z księgarzami. Więc w tym punkcie nic się już podobno u mnie,&#13;
a zapewne także i u nich, nie zmieni. Byłbym jednakże z miłą chęcią przejechał&#13;
się z towarzystwem literackim do Tyńca, ale się za późno o wycieczce tej dowiedziałem.&#13;
&#13;
Wreszcie wyraził tam po raz kolejny swoje zadowolenie z pobytu w Bóbrce i wdzięczność za gościnę, opiekę i stworzone mu znakomite warunki do&#13;
pracy:&#13;
Jakże się ma przezacna Wasza małżonka, pani Pelagia? Czy bóle głowy ustały?&#13;
Nigdy mi nie wyjdzie z pamięci Jej dobroć dla mnie i pragnienie przysłużenia się&#13;
szczerego mojej mrówczej (jak mi to mówią drudzy) pracy i krzątaninie. Zdaje&#13;
mi się, że jeszcze siedzę przy Waszym długim stole bibliotecznym, nastroszonym&#13;
papierami i piszę, a pani mi dyktuje lub objaśnia wyrażenia Halki, opowiadającej&#13;
dziwy o czarach lub nucącej po raz dziesiąty swą sanocką piosenkę. Jakże ze&#13;
zdrowiem sędziwej Waszej pani matki? Co porabia Marysia (czy sobie przypomniała jeszcze jaki szczegół weselny) i wszyscy domownicy?&#13;
&#13;
Sanocki dom przyjaciela, jego rodzina, pomocnice w gospodarstwie i zarazem informatorki, Halka i Marysia, pozostały w żywej pamięci Kolberga,&#13;
a dawna zażyłość z Blizińskim pogłębiła się i umocniła na tyle, że wizyta&#13;
u niego miała się jeszcze dwukrotnie powtórzyć. Sam Bliziński okazywał&#13;
zresztą nie mniejszą serdeczność, jeszcze w sierpniu wyrzucając Kolbergowi&#13;
za wczesny wyjazd z Bóbrki i pisząc:&#13;
U mnie w domu pustki po Waszym wyjeździe, żona i matka lamentują, cieszą&#13;
się tylko nadzieją, że za rok wizyta się powtórzy. Halka uciekła, widocznie tylko&#13;
dla Was przyszła do służby na dni kilka. Żona brzdąka na fortepianie te sonaty&#13;
Beethovena, które Was przypominają, a ja błądzę po parku, nie wiedząc sam,&#13;
który zakątek nazwać Waszym imieniem1.&#13;
1&#13;
&#13;
List J. Blizińskiego z 26 VIII 1883 r., tamże, s. 60.&#13;
&#13;
425&#13;
&#13;
�Po powrocie do zwykłego trybu pracy Kolberg zajął się dalszym opracowaniem Pokucia i Lubelskiego. We wrześniu ukończony został druk części&#13;
II Pokucia, sfinansowany z dochodu z koncertu, podobnie jak część I. Równolegle dobiegały końca prace nad wydaniem na koszt Akademii części&#13;
I Lubelskiego, która ukazała się również w 1883 roku. Materiały z Sanockiego i Przemyskiego musiał więc Kolberg na razie odłożyć. A w grudniu&#13;
tego roku miały się znaleźć nowe środki na wydawnictwo Kolberga, co&#13;
w kolejnych latach wymagało od niego jeszcze bardziej wytężonej pracy.&#13;
Pierwsze dwa wydane w 1882 i 1883 roku tomy Pokucia stanowiły część&#13;
czteroczęściowej monografii tego regionu; kolejne dwa ukazały się dopiero&#13;
w latach 1888 i 1889 (cz. III i IV). Była to jedyna wydana za życia Kolberga&#13;
pełna monografia regionalna zawierająca materiały ukraińskie. Jak wspomniano, wszystkie jej części nosiły podtytuł Obraz etnograficzny, inny ze&#13;
względów formalnych, całkowicie jednak zgodny koncepcją monografii Kolberga. Część pierwsza obejmowała zgodnie z ustalonym porządkiem tematycznym rozdziały „Kraj”, „Lud”, „Zwyczaje” i „Obrzędy”, część druga – „Pieśni&#13;
i dumy”, w dwu późniejszych tomach znalazły się rozdziały: „Taniec”, „Świat&#13;
nadzmysłowy”, „Przysłowia” oraz opowieści ludowe i zagadki. Opublikowane&#13;
w Pokuciu materiały1, zarówno etnograficzne, jak i folklorystyczne, należą&#13;
do najcenniejszych w dorobku Kolberga ze względu na ich proweniencję,&#13;
bowiem w większości pochodzą z własnych badań Kolberga, z jego obserwacji, wywiadów, bezpośredniej rejestracji oraz z zapisów znawców i nosicieli&#13;
miejscowego języka i folkloru. Już pierwsze dwa tomy doczekały się żywego&#13;
oddźwięku komentatorów i recenzentów. Ich obszerną i wnikliwą recenzję&#13;
opublikował kijowski adwokat, Cesław Neymann (1852–1906), zajmujący się&#13;
etnografią i folklorem i publikujący artykuły z tego zakresu w czasopismach&#13;
ukraińskich i polskich2. Bardzo pozytywnie oceniając tę „interesującą pracę&#13;
znakomitego polskiego etnografa-zbieracza, Oskara Kolberga” i omawiając&#13;
jej zawartość, Neymann podnosił trafność i szczegółowość informacji etnograficznych, „dostrzeżonych przez doświadczonego obserwatora”, szczególnie jednak wskazywał na wartość pieśni obrzędowych z rzadko przedtem&#13;
1&#13;
Jak wspomniano wcześniej, dopełnia je dwutomowa Ruś Karpacka oraz tom suplementowy (DWOK T. 54 i 55 oraz 81).&#13;
2&#13;
Recenzję opublikowała „Kijewskaja Starina” z 1884 r., T. VIII, s. 482–487 i T. IX, s. 126–130&#13;
(tam podpis: C. Nejman). Jej tekst w tłumaczeniu polskim E. Piasny-Kudyńskiej zob. w: O. Kolberg Pokucie. Suplement do tomów 29–32 (DWOK T. 81), s. 275–285, aneks VII. Cytowane&#13;
dalej fragmenty recenzji tamże, s. 275, 278. 281–282.&#13;
&#13;
426&#13;
&#13;
�notowanymi melodiami oraz dokumentacji zwyczajów, zabaw i obrzędów&#13;
przedstawianych w wariantach z różnych miejscowości. Zastrzeżenia autora&#13;
wzbudziły natomiast zamieszczone w części I uwagi Kolberga o języku mieszkańców Pokucia1, jako „zbyt pobieżne i krótkie” i „nie zawsze słuszne” oraz&#13;
w części II klasyfikacja pieśni „dość chwiejna, nie w pełni precyzyjna i zawiła”, wreszcie inne niż w folklorze ukraińskim rozumienie terminu „duma”,&#13;
w efekcie czego dział o takim tytule u Kolberga zawiera utwory wykraczające&#13;
poza znaczenie tego pojęcia przyjęte dla pieśni z tamtego obszaru. Warto podkreślić, że krytyka nie dotyczyła postaci fonetycznej zapisów gwarowych, ale&#13;
interpretacji zjawisk językowych, prób ich wyjaśniania, oceny form, ich genezy, zasięgu geograficznego itp. W nawiązanej z Kolbergiem korespondencji&#13;
Neymann przywołał następującą opinię wspartą autorytetem Konstantyna P.&#13;
Mychalczuka, badacza dialektów ukraińskich:&#13;
Pan Mychalczuk, dobry lingwista słowiański, tak się odezwał: teksty materiałów&#13;
znakomicie pod względem fonetycznym zostały oddane i to zupełnie jest dostatecznym dla takiego zbioru; artykuł zaś o właściwościach językowych, oprócz&#13;
kilku błędów ma tę wadę, że nie jest pełnym, gdyż zupełnie omija nawet bardzo&#13;
ważne dialektowe odcienia, lecz taka praca należy do lingwistów, a nie do etnografów, ich rzeczą tylko jest wiernie odtworzyć mowę, co też p. Kolberg wykonał&#13;
tak szczęśliwie jak dotąd nikt2.&#13;
&#13;
Taką ocenę podzielają współcześni językoznawcy, uznając wiarygodność i dokładność notacji oddającej niuanse brzmienia jako walor główny&#13;
zapisów gwarowych Kolberga3. Odpowiadając na kwestie poruszone przez&#13;
recenzenta, Kolberg listownie wyjaśniał swoje założenia i praktyki edytorskie, a o językowym opracowaniu pisał m.in.:&#13;
Ja sam gruntownie języka ruskiego nie znam, robiłem wprawdzie wycieczki&#13;
w różne okolice Rusi i spisywałem mechanicznie wszystko, com zasłyszał, staW rozdzialiku „Język”, Pokucie cz. I (DWOK T. 29), s. 31–34.&#13;
List C. Neymanna z 11 III 1884 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 128–129.&#13;
Zob. też tamże, brulion odpowiedzi Kolberga z 7 IV oraz kolejny list C. Neymanna z 10 IV&#13;
i brulion Kolberga z 9 VI 1884 r., odpowiednio listy 1097, 1105, 1108 i 1120. Przedruk tychże&#13;
w: O. Kolberg Pokucie. Suplement… (DWOK T. 81), s. 265–275, aneks VI.&#13;
3&#13;
O dokumentacji dialektologicznej Kolberga z ziem ukraińskich pisali A. Demartin we&#13;
wstępie do Rusi Karpackiej, w tomie 54 DWOK, na s. LIII–LXXII, W. Kuraszkiewicz we wstępie do Rusi Czerwonej, w tomie 56 DWOK, na s. LXIII–LXXXI oraz T. Skulina we wstępie do&#13;
Sanockiego-Kroś­nieńskiego, w tomie 49 DWOK, na s. XLVI–LX.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
427&#13;
&#13;
�rając się o jak najwierniejsze oddanie dźwięków pisownią polską, lecz w studia&#13;
głębsze językowe nie wdawałem się wcale dla braku czasu. Stąd usterki, które&#13;
zatrzeć w przyszłości będzie usilnym mym staraniem, przy łaskawym i chętnym&#13;
współdziałaniu osób tak światłych jak Szan[owny] Pan1.&#13;
&#13;
W dalszym ciągu tłumaczył, że jego uwagi nie były przeznaczone dla&#13;
filologa i lingwisty, ale miały służyć jedynie jako objaśnienia dla czytelników. W kwestii systematyki pieśni, którą sam uznawał za dyskusyjną i problematyczną, dając temu wyraz w swoich wcześniejszych wypowiedziach,&#13;
stwierdzał, że w zasadzie jest ona zgodna z układem przyjętym w tomach&#13;
Ludu, zatem „dla jednostajności” porządek taki został utrzymany, „o ile takowy do Rusi dał się zastosować”. Jednak świadomy trudności klasyfikacyjnych, zwłaszcza jeśli chodzi o pieśni o treści mieszanej i o krzyżujące się&#13;
kryteria przydziału (m.in. temat tekstu, wykonawca), dodawał: „Nie przeczę&#13;
bynajmniej, że niejedna rzecz dałaby się w niej poprawić […]”2.&#13;
Wiosną 1884 roku ukazał się też tom 17. Ludu, który wraz z wydanym&#13;
w roku poprzednim tomem 16. składa się na kolejną monografię – Lubelskie, obejmującą część zachodnią i środkową dawnej guberni lubelskiej.&#13;
O wydzieleniu tego regionu zdecydowało jednak nie kryterium administracyjne czy ściśle geograficzne, ale wyznaniowe i językowe. Obszar ten&#13;
zamieszkiwała bowiem w większości ludność polska i katolicka, w przeciwieństwie do części wschodniej guberni lubelskiej zasiedlonej przez Rusinów – unitów zmuszanych przez władze carskie do przejścia na prawosławie. Sam Kolberg uzasadniał w ten sposób zasięg swojego Lubelskiego we&#13;
wstępie do tej monografii3.&#13;
Jednocześnie Kolberg podjął wstępne prace nad kolejną monografią,&#13;
która miała być poświęcona Mazowszu. Jeszcze w grudniu 1883 roku otrzymał wiadomość z Warszawy o przyznaniu mu przez Kasę Pomocy dla Osób&#13;
Pracujących na Polu Naukowym im. Józefa Mianowskiego bezzwrotnej zapomogi na dalsze tomy swojego wydawnictwa4. Z wnioskiem takim wystąpił na posiedzeniu Komitetu Kasy w dniu 8 grudnia 1883 roku Piotr&#13;
Brulion listu do C. Neymanna z 7 IV 1884 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 142.&#13;
Brulion listu do C. Neymanna z 9 VI 1884 r., tamże, s. 163.&#13;
3&#13;
Lubelskie cz. I (DWOK T. 16), s. 1 i 2. Por też E. Antyborzec Monografie regionalne…,&#13;
s. 176–177.&#13;
4&#13;
Zob. list Komitetu Kasy im. J. Mianowskiego z 12 XII 1883 r., Korespondencja… cz. III&#13;
(DWOK T. 66), s. 99–101. Józef Mianowski (1804–1879), lekarz, profesor, społecznik, był rektorem Szkoły Głównej Warszawskiej w latach 1862–1869.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
428&#13;
&#13;
�Chmielowski (1848–1904), historyk literatury, krytyk, wydawca pisarzy&#13;
polskich, jeden z członków Komitetu Kasy. „Kasa Pomocy im. Mianowskiego dla osób pracujących na polu naukowym” działała od roku 1881&#13;
jako fundacja popierająca naukę dzięki zapisom i datkom społeczeństwa&#13;
i składkom członków. Była najważniejszą polską organizacją naukową&#13;
w zaborze rosyjskim. Jej pierwszym prezesem (do roku 1886) był wybitny lekarz i przyrodnik, współtwórca Towarzystwa Tatrzańskiego, jeden&#13;
z prekursorów i propagatorów turystyki w Tatrach, Tytus Chałubiński&#13;
(1820–1889), sekretarzem – Konrad Dobrski (1849–1915), lekarz i społecznik, skarbnikiem – Karol Deike (1845–1906), finansista, dyrektor Banku&#13;
Handlowego w Warszawie. Kolberg otrzymał zasiłek z procentów od funduszu wieczystego Jana Nepomucena Jaśkowskiego (1807–1882), pisarza&#13;
i poety. Fundusz ten, uruchomiony w postaci pierwszej raty równocześnie&#13;
z decyzją o przyznaniu go, przeznaczył Kolberg na edycję 5 tomów Mazowsza wydanych w latach 1885–1890 z podtytułem Obraz etnograficzny,&#13;
dla odróżnienia – podobnie jak w wypadku cz. I i II Pokucia – innego niż&#13;
Akademia sponsora edycji. Nowa dotacja przyspieszyła znacznie postępy&#13;
prac edytorskich, ale też postawiła Kolberga wobec konieczności jeszcze&#13;
większej mobilizacji sił i intensyfikacji wielotorowych prac. Już w kwietniu&#13;
1884 roku donosił Pelagii Blizińskiej:&#13;
Na warsztacie moim literackim mam teraz rozłożone materiały do trzech dzieł&#13;
jednocześnie się napisać mających. Jedno z nich: Lud, wspierane przez Akademię, postępuje naprzód zwykłym swoim trybem; drugie: Pokucie stanowi dalszy&#13;
ciąg wydanych już dotąd dwóch tomów o tej prowincji i ma wkrótce pójść pod&#13;
prasę; trzecie: Mazowsze jest również dziełem, którego tom pierwszy w tym&#13;
jeszcze roku ma być wydanym, bo na to dano fundusz z Warszawy. Robi się&#13;
też to wszystko naraz, więc trzeba tak rzeczy kombinować, żeby i drukarnia nie&#13;
próżnowała, i w domu szła ciągle robota […]”1.&#13;
&#13;
Odtąd przez ostatnie lata życia Kolberg będzie wydawał dwa, a nawet&#13;
trzy tomy rocznie.&#13;
W maju 1884 roku Kolberg brał udział w Zjeździe Historyczno-Literackim im. Jana Kochanowskiego, który w dniach 28–30 maja zorganizowała&#13;
1&#13;
List do P. Blizińskiej z 7 IV 1884 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 145. Część&#13;
I Mazowsza (DWOK T. 24) nosi w druku datę wydania: 1885, ale z listów wynika, że tom ukazał&#13;
się już w listopadzie 1884 r., zob. bruliony z grudnia 1884 r. do K. Deikego, tamże, s. 217 i 220.&#13;
&#13;
429&#13;
&#13;
�w Krakowie Akademia Umiejętności z okazji trzysetnej rocznicy śmierci&#13;
poety. Zabrał głos w dyskusji „przyjęty hucznymi oklaskami” – jak odnotowano w stenogramie – nad referatem wygłoszonym przez Piotra Chmielowskiego pt. Jak należy traktować utwory poezji ludowej w historii literatury polskiej1. Podzielając opinię referenta o metryce poezji ludowej, mówił:&#13;
Rzeczywiście nie jest to literatura ludowa dawniejsza, tylko literatura nowa,&#13;
a tylko są pewne momenta, pewne wskazówki, które […] mogą mieć w sobie rzeczy nadzwyczaj stare, sięgające zamierzchłej przeszłości, które dopiero stamtąd&#13;
wydobyć należy, ale to należy nie tyle do literatury nadobnej, do poezji, jak do&#13;
literatury ściśle naukowej, historycznej.&#13;
&#13;
Podkreślał, że pieśni podlegają ciągłym zmianom i przeobrażeniom,&#13;
kształtują się pod wpływem czasu, miejsca, warunków, wędrówek, a „forma ich zmieniła się, nie została taką, jaka była”. Przyznawał, że można&#13;
w nich odnaleźć elementy historyczne, pochodzące z dawnej przeszłości,&#13;
ale analiza pod tym kątem jest zadaniem nauki i musi być krytyczna, oparta na jak największym materiale, by uniknąć wniosków przedwczesnych.&#13;
Natomiast w literaturze pieśni „muszą być traktowane jako tylko dzisiaj&#13;
nabyte, a nie jako literatura ludowa przedchrześcijańska”. Powoływał się&#13;
przy tym na własne doświadczenie badacza i przeciwstawiał obserwowaną&#13;
zmienność pieśni znacznie mniej na nią podatnym wierzeniom, bardziej&#13;
zakorzenionym w tradycji: „Ja sam byłem świadkiem nieraz, jak te same&#13;
pieśni po upływie 10 lat w ustach tych samych brzmiały inaczej – nie każda, ale mniej więcej – gdy tymczasem zabobony, gusła niezmienione się&#13;
zachowały, jak jądro stare, któremu czas nie podołał, i zapewne długo się&#13;
jeszcze będą zachowywać […]”. Jednocześnie z właściwą sobie przenikliwością i perspektywą badawczą podkreślał konieczność systematycznego gromadzenia materiału, na podstawie którego dokonywać się dopiero powinny&#13;
przyszłe prace interpretacyjne i analityczne. Kolejny raz przedstawił swoje&#13;
Głos Kolberga w tej dyskusji został opublikowany na podstawie stenogramu debaty dwa&#13;
lata później w „Archiwum do dziejów literatury i oświaty w Polsce” (wydawnictwo Komisji dla&#13;
Badań w Zakresie Historii Literatury i Oświaty w Polsce, działającej w Wydziale Filologicznym&#13;
Akademii Umiejętności), w tomie V, obejmującym Pamiętnik Zjazdu Historyczno-Literackiego im. Jana Kochanowskiego (Kraków 1886), na s. 162–164; tekst referatu Chmielowskiego&#13;
tamże, s. 36–40. Przedruk Głosu w dyskusji… w: O. Kolberg Studia, rozprawy… (DWOK T. 63),&#13;
s. 416–418; poniższe cytaty z tego wydania, odpowiednio s. 416–417, 417, 416, 418. Sprawozdanie ze Zjazdu drukował „Czas” 1884 w nr. 124 (z 30 V), referat Chmielowskiego i dyskusja nad&#13;
nim miały miejsce na posiedzeniu II sekcji historyczno-literackiej w dniu 29 maja.&#13;
1&#13;
&#13;
430&#13;
&#13;
�fundamentalne założenie, że najpierw stworzona musi być odpowiednia&#13;
baza dokumentacyjna, by naukowa analiza była uprawniona i prawidłowa,&#13;
oraz że w miarę postępu prac zbieracko-wydawniczych poglądy i oceny na&#13;
temat pozyskanego materiału mogą ulegać zmianom:&#13;
Ja właśnie daję materiał do tych wszystkich prac i mam go dużo jeszcze w tece.&#13;
W miarę zaś postępu tego wydawnictwa, być może, że i poglądy w wielu razach&#13;
się zmienią […]. Ale w miarę postępu tych robót i przybytku materiału także&#13;
zmienić się może i pogląd cały w ogóle.&#13;
&#13;
Dopiero przyszłe badania, oparte o wystarczający materiał źródłowy, będą&#13;
więc mogły zweryfikować aktualne stanowisko w zakresie „poznania rzeczy&#13;
ludowych”, a na obecnym etapie wiedzy „ostatecznego słowa żadną miarą powiedzieć nie można”. Zwraca uwagę zgodna opinia obu badaczy – referenta&#13;
Chmielowskiego jako historyka literatury i przedstawiciela warszawskiego&#13;
środowiska naukowego oraz dyskutanta Kolberga jako zbieracza i wydawcy&#13;
pieśni ludowych, reprezentanta krakowskiego kręgu uczonych. Wspólne jest&#13;
im obu pozytywistyczne stanowisko badawcze wobec poezji ludowej.&#13;
Mimo natłoku prac latem 1884 roku Kolberg wybrał się znowu w Sanockie i Przemyskie. Przedtem jednak spotkał się z Karoliną i z dziećmi 11 lipca&#13;
w Krakowie, gdyż pobyt rodziny w Modlnicy okazał się tamtego lata niemożliwy. Jednodniowe widzenie się i rozmowa z bratową i bratanicami&#13;
dwa lata po śmierci Antoniego i wobec nowych planów jej zamążpójścia&#13;
była dla obojga ważnym wydarzeniem rodzinnym1.&#13;
W podróż na południowy wschód wyjechał Kolberg około 20 lipca,&#13;
wracał 3 października. Zatrzymywał się w dobrze sobie znanych miejscach&#13;
u zaprzyjaźnionych i życzliwych gospodarzy, którzy ułatwiali mu kontakty&#13;
z miejscowymi informatorami, a także organizowali przejazdy i komunikację z kolejnymi „stacjami” badawczymi, wręcz przekazując sobie pożądanego gościa. Jeszcze w czerwcu 1884 roku, przedstawiając Blizińskiemu swoje&#13;
plany na lato, pisał: „[…] od Waszej odpowiedzi zależeć będzie postanowienie moje jazdy w pierwszym rzędzie do Was, do Bóbrki, by tam przepędzić&#13;
parę tygodni jak w roku zeszłym […]”. Jednocześnie dodawał: „[…] winienem&#13;
zwiedzić także i Leszczowate, dokąd mnie z całą staropolską szczerością&#13;
zaprasza jak najserdeczniej Kraiński, obiecując nawet zawieźć lub odesłać&#13;
1&#13;
Zob. listy Karoliny z 4 i 15 VII 1884 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 174–175&#13;
i 178–179.&#13;
&#13;
431&#13;
&#13;
�w okolice, gdzie by się bogatego etnograficznego spodziewać wypadało&#13;
plonu”1, na co Bliziński odpowiedział: „W dniu 20 lipca, tj. w niedzielę (czemu nie wcześniej?) czekam na Was w Ustrzykach, trzymając się tego, coście napisali, że w «pierwszym rzędzie do nas», nastrójcie się odpowiednio,&#13;
żeby nie przyszło do awantury z Kraińskim”2. Przebywał więc w Iskani&#13;
u Załęskich, w Leszczowatem u Kraińskich i kilkakrotnie w Bóbrce u Blizińskich, odwiedził też Czaszyn i Bukowsko w powiecie sanockim oraz&#13;
Procisne w powiecie leskim, gdzie zatrzymał się dwukrotnie w sierpniu&#13;
u bliżej nieznanych właścicieli tej wsi, Zduniów3. Aleksandrę Zduniową&#13;
wspominał po powrocie szczególnie ciepło i z wdzięcznością, dziękując&#13;
jej w liście „za wszystko dobro, jakiegom doznał w Ich gościnnym domu”&#13;
oraz za przysyłane później materiały z Procisnego. Pisał z żalem, że już nie&#13;
może być dla niej „przewodnikiem w oddaniu należytym dzieł Chopina”,&#13;
choć pewno sama odkryje „sposób prawdziwy oddania tych piękności”.&#13;
Wcześniej adresatka z sentymentem wspominała pobyt Kolberga i wspólne&#13;
muzykowanie, wyrażała też „nieograniczoną wdzięczność za poznajomienie&#13;
[jej] z utworami Chopina”, co zapewne stworzyło dodatkową płaszczyznę&#13;
porozumienia4. Wszędzie równie intensywnie jak w roku poprzednim badacz gromadził kolejne materiały, pracował też nad przysyłaną mu z Krakowa korektą części I Mazowsza5.&#13;
Po powrocie z tej wyprawy, na początku października 1884 roku dotknęło Kolberga bolesne doświadczenie, która miało spowodować radykalną&#13;
zmianę w jego życiu. Dowiedział się tuż po przyjeździe, że jego dalszy pobyt&#13;
w Modlnicy jest niemożliwy. Należało zatem szybko podjąć decyzję co do&#13;
przyszłego lokum. Przyczyny tej zmiany nastawienia ze strony Antoniny Konopczanki, od której wyszła ta inicjatywa, nie są znane. Można wprawdzie&#13;
przypuszczać, że w sytuacji, gdy dorosłe już modlnickie panny, córki Józefa,&#13;
powróciły do matki do Mogilan, Julian Konopka niedomagał, a starzejąca&#13;
się Antonina z coraz większym trudem radziła sobie z domem i gospodarstwem, opieka nad 70-letnim Kolbergiem stawała się coraz większym ciężarem. Jednak okoliczności i sposób, w jakich „prawie domownikowi” wypowiedziano dom, w którym spędził czternaście najbardziej ustabilizowanych&#13;
List do J. Blizińskiego z 17 VI 1884 r., tamże, s. 165 i 166.&#13;
List J. Blizińskiego z 29 VI 1884 r., tamże, s. 172.&#13;
3&#13;
Zob. też listy do i od J. Blizińskiego z sierpnia i września, tamże, s. 184 i nast.&#13;
4&#13;
Brulion listu do A. Zduniowej z 18 X i list adresatki z 10 X 1884 r., tamże, s. 201 i 196.&#13;
5&#13;
Zob. listy Kolberga i J. Blizińskiego z 11 VIII i 19 VIII 1884 r., tamże, s. 184 i 185.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
432&#13;
&#13;
�lat swojego życia, były co najmniej niezrozumiałe. Z goryczą i zażenowaniem pisał 15 października do Blizińskiego:&#13;
Trzeba Wam bowiem wiedzieć, że już od paru dni nie zamieszkuję więcej Modlnicy, którą z powodu nietaktownego postępowania zaraz na wstępie do Krakowa&#13;
panny Antoniny Konopczanki, wszechwładnej domu modlnickiego gospodyni,&#13;
opuścić byłem zmuszony. Rzucony tedy okolicznościami na bruk krakowski, ulokowałem się w tym grodzie tak, jak na to pozwalały moje stosunki i fundusze1.&#13;
&#13;
W brulionie listu do Karoliny pisanym dwa dni później wspomina&#13;
wprawdzie, że nosił się już wcześniej z zamiarem przeniesienia się do Krakowa, zapewne obserwując zmiany zachodzące w życiu modlnickiego dworu, jednak samo rozstanie tak komentuje:&#13;
[…] nietaktowne i ubliżające postępowanie ze mną panny Antoniny (i to przez&#13;
trzecią osobę) zaraz na wstępie do Krakowa sprawiło, iż do Modlnicy na to tylko&#13;
wróciłem, ażeby stamtąd zabrać wszystkie swoje manatki i rekwizyta i z nimi&#13;
podążyć do miasta. Naturalnie, że przebywszy lat kilkanaście w domu, w którym mimo pewnych przykrości doznawałem też i oznak przyjaźni, i istotnych&#13;
dobrodziejstw, niepodobna mi było zupełnie chłodno się z nimi rozstać – a i oni&#13;
także, jak uważałem, żegnając się, byli wzruszeni. Więc też stosunki niby to nie&#13;
zostały zerwane, ja przyrzekłem bywać czasami w Modlnicy i ich też do siebie&#13;
zaprosiłem. Ale częstym gościem oczywiście dla braku czasu nie będę, tym mniej&#13;
że już w maju wszystkie trzy panienki stamtąd wyemigrowały do matki i to, jak&#13;
się zdaje, już na stałe2.&#13;
&#13;
Zamieszkał Kolberg na stancji u przybyłych z Poznańskiego i osiadłych&#13;
w Krakowie Jasińskich (Jasieńskich?), przy ulicy Floriańskiej 53. W opłacie w wysokości 45 zł reń. miesięcznie mieściło się wyżywienie, pranie,&#13;
wygody – „słowem całe utrzymanie”. O swoich gospodarzach wyrażał się&#13;
z uznaniem jako o ludziach „bardzo zacnych i uprzejmych dla mnie”, o gospodyni zwłaszcza pisał jako o „troskliwej opiekunce”3.&#13;
Warunki te i koszty zainstalowania się w Krakowie okazały się dość&#13;
umiarkowane, dla Kolberga jednak zdobycie co miesiąc dodatkowej&#13;
sumy na pokrycie podstawowych życiowych wydatków stanowiło trudne&#13;
Tamże, s. 197.&#13;
Tamże, s. 200.&#13;
3&#13;
Tamże, s. 197 i 214.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
433&#13;
&#13;
�wyzwanie. Odtąd musiał się z nim borykać do końca życia. W liście do&#13;
Sikorskiego zwierzał się z goryczą:&#13;
Jakiś Ty szczęśliwy, że żyjącą i zacną rodziną pochwalić się możesz, gdy ja&#13;
tu żyję samotny i tylko garstkę papierów po sobie pozostawię. Bo trzeba Ci&#13;
wiedzieć, że moja własna rodzina (prócz Karoliny Antoniowej i Wernerowej)&#13;
prawie już o mnie zapomniała, a tej przybranej w Modlnicy (o której z sympatią&#13;
wspominasz) już się naprzykrzyłem. Więc doznawszy więcej w życiu zawodów&#13;
i przeciwności niż pomyślności, mieszkam po Sanockiem znów od paru miesięcy&#13;
sam, pozostawiony własnej pracy i przemysłowi w Krakowie, jak to niegdyś&#13;
było w Warszawie, z tą tylko różnicą, że tu nie ma już Matki-Opiekinki i lat&#13;
moich młodszych. Mutantur tempora et nos mutamur in illis – mówił niegdyś&#13;
niebosz[czyk] Linde w 5-ej klasie. Ale dosyć już o tym, o czym bym bez goryczy&#13;
pisać nie mógł. To tylko powiem, że pobyt w Krakowie, lubo utrudnia życie,&#13;
ułatwia mi znów pod pewnym względem wydawnictwo prac moich, stawiając&#13;
w bliskości bibliotek i drukarni, co zapewne potrwa tak długo, póki nie dopcham&#13;
ciężkiej tej taczki żywota do końca1.&#13;
&#13;
Mimo zawodu i rozczarowania dostrzegał jednak korzyści płynące&#13;
z zamieszkania w Krakowie, tj. bliskość bibliotek, drukarni i Akademii.&#13;
Z późniejszych listów wyłania się też więcej kłopotliwych szczegółów&#13;
dotyczących ostatnich lat życia w Modlnicy, choć nie wiadomo, w jakim&#13;
stopniu wzmianki o nich powodował uraz Kolberga: skąpstwo i despotyzm Antoniny Konopczanki, „trzęsące jazdy” do Krakowa, prośby o konie,&#13;
których mu „prawie zawsze żałowano i tylko przyczepić się do jadących&#13;
(jeśli było miejsce) dozwalano”, choć dodawał: „Jeden tylko Roman jadący&#13;
z Tomaszowic, zawsze dla mnie grzeczny, wstępował i zabierając z sobą,&#13;
ułatwiał mi te jazdy czasami”. Nie rozumiał „wszystkich motywów niegrzecznego zerwania”, podejrzewał rodzaj czyjejś intrygi, doświadczał poczucia upokorzenia i „moralnej przykrości”, gdyż zaproszenie do Modlnicy&#13;
do końca jego życia i deklaracja, by uważał ich dom za własny wyszły od&#13;
samych Konopków. Nie zamierzał jednak kontestować tej nowej sytuacji&#13;
i już w styczniu 1885 roku stwierdzał: „Mimo tej separacji staramy się, by&#13;
najlepsza między nami panowała zgoda, chociaż oczywiście bywać już tam&#13;
ani mogę, ani chcę”2.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
Brulion listu do J. Sikorskiego z 14 I 1885 r., tamże, s. 227–228.&#13;
Brulion listu do J. Wernerowej z 16 I 1885 r., tamże s. 229.&#13;
&#13;
434&#13;
&#13;
�Mimo wszystkich kłopotów i uciążliwości życia codziennego, które&#13;
wcześniej były mu odjęte, kontynuował wielotorowe prace z właściwą&#13;
sobie determinacją. Jak wspomniano, w końcu 1884 roku wyszła pierwsza&#13;
część Mazowsza, dedykowana Józefowi Majerowi, równolegle na ukończeniu było przygotowanie kolejnej monografii, tj. Kieleckiego, której część&#13;
pierwsza w kwietniu 1885 roku była w druku, a na początku czerwca&#13;
wydany już tom Kolberg rekomendował i wysyłał przyjaciołom1. Także w roku 1884 ukazała się następna praca w „Zbiorze Wiadomości do&#13;
Antropologii Krajowej”: opracowany przez Kolberga rękopis ze spuścizny&#13;
po Józefie Lipińskim, autorze Piosnek ludu wielkopolskiego wydanych&#13;
w Poznaniu w 1842 roku, który wdowa po zmarłym przekazała Akademii2.&#13;
Pracę opatrzył Kolberg komentarzem informującym, że do druku przeznaczył tylko materiał niepublikowany przez autora rękopisu, podkreślił, że&#13;
„wyprzedził on o lat 30 jego własne już ogłoszone drukiem poszukiwania”&#13;
oraz że dla porównania podał w przypisach odsyłacze do Ludu, głównie&#13;
do Poznańskiego. Obok krótkich opisów niektórych zwyczajów (kolędowania, podkoziołka, maika, dyngusu, wieńca) na treść tej pracy składają&#13;
się głównie pieśni (ponad 180 tekstów bez melodii), ułożone w zasadzie&#13;
zgodnie z planem podziału przyjętym przez Kolberga w jego Ludzie, oraz&#13;
około 120 przyśpiewek tanecznych.&#13;
Pod koniec roku 1884 w życiu warszawskiej rodziny Kolberga zaszła&#13;
zmiana od jakiegoś czasu przewidywana. Karolina zawarła związek małżeński z Antonim Wąsowskim, budowniczym gubernialnym z Radomia,&#13;
wdowcem z dorosłymi już córkami, znajomym z dawnych lat. Kolberg&#13;
wtajemniczany w listach w jej wahania i nadzieje wiązane z upragnioną&#13;
życiową stabilizacją odpowiadał bratowej z troską i zaangażowaniem; ten&#13;
temat był też zapewne jednym z ważniejszych w czasie ich spotkania latem&#13;
tego roku w Krakowie. Uderzające jest w korespondencji zaufanie Karoliny&#13;
1&#13;
Zob. bruliony listów do B. Moraczewskiej z 2 IV i do W. Siarkowskiego z 5 VI 1885 r.,&#13;
tamże, s. 235 i 263.&#13;
2&#13;
O. Kolberg Zwyczaje i pieśni ludu wielkopolskiego. Z rękopisu pozostałego po śp.&#13;
Józefie Lipińskim podał do druku…, „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej” T. VIII:&#13;
1884, s. 62–114. W sprawozdaniu z posiedzenia Komisji Antropologicznej w dniu 26 listopada&#13;
1883 r. odnotowano m.in. nadesłanie „do użytku Komisji” rękopisu po J. Lipińskim, który&#13;
Oskar Kolberg opracował, tj. „przejrzawszy, wybrał, uporządkował i uwagami swoimi objaśnił&#13;
rzeczy zasługujące na wydanie i takowe do druku należycie przygotował” (zob. „Rozprawy&#13;
i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. XI, 1884, s. LV, zob. także doniesienie tej&#13;
treści w nr. 272 „Czasu” z 1883 r.).&#13;
&#13;
435&#13;
&#13;
�okazywane stryjowi, a ze strony Kolberga ton opiekuńczy, cierpliwa perswazja i pełne serdeczności poczucie odpowiedzialności, z jakim jako jedyny żyjący stryj traktuje bratanicę, kiedyś ulubioną wychowanicę swojej&#13;
matki. W tym czasie Karolina próbuje też za pomocą Oskara sprzedać obraz&#13;
Antoniego Kolberga Portret Chopina malowany z natury w Paryżu około&#13;
1848 roku, lecz niedokończony. Nie znalazł on nabywcy w Warszawie i zawędrował do Krakowa. Portret ten, prawdopodobnie ostatni wykonany za&#13;
życia kompozytora, wystawiany był w Muzeum Narodowym w Sukiennicach w latach 1884–1888. Karolina prosiła Kolberga o złożenie propozycji&#13;
kupna Marcelinie Czartoryskiej, transakcja nie doszła jednak do skutku,&#13;
gdyż – jak donosił Kolberg – obraz nie został wykończony1. Pierwszy list&#13;
bratowej pisany już z Radomia 25 października 1885 roku przynosił wiadomości o jej nowej sytuacji rodzinnej w tym mieście2 i odtąd wieści z samej&#13;
Warszawy – siłą rzeczy pośrednie – są skąpe, czego nie rekompensują bardzo rzadkie listy Jadwigi Wernerowej.&#13;
Stopniowo Kolberg oswajał się z nową sytuacją w Krakowie. W miarę&#13;
czasu coraz bardziej doceniał bliskość instytucji, z którymi kontaktować się&#13;
wcześniej musiał, dojeżdżając z Modlnicy. Z drugiej strony znacznie trudniej było o oszczędności, by dokładać z nich – jak wcześniej – do kosztów&#13;
druku. W maju 1885 roku pisał do Blizińskiego:&#13;
Ja tu całą zimę spędziłem przy cichym stoliku, w najętym pokoiku. Warsztat&#13;
mój nie próżnuje, a praca o tyle jest wygodniejszą, że się obywa bez jazdy na&#13;
trzęsącym wózku i ma pod ręką na zawołanie bibliotekę, drukarnię, księgarnie&#13;
i Akademię. Wszystko to rzeczy nader dla mnie pożądane obok zdrowia, które&#13;
mi dosyć jeszcze dopisuje. Ale za to wydawnictwo trochę postępuje leniwiej, bo&#13;
funduszu ani nawet kredytu na zawołanie mieć nie można, a żyjąc z gotowego,&#13;
1&#13;
Zob. Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 216. Obraz kupił od Karoliny Wąsowskiej&#13;
około roku 1894–1895 Henryk Dobrzycki (1841–1914), członek zarządu Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego, któremu w 1912 r. dzieło to podarował. Dobrzycki opisywał portret&#13;
Chopina Antoniego Kolberga i jego historię z uznaniem dla artystycznej wartości dzieła malarza&#13;
jako „niepospolitego portrecisty” (zob. Kilka słów o portretach Chopina, „Tygodnik Ilustrowany” 1894, nr 7, s. 97, 103 i nr 8, s. 123–124, z portretem rytowanym przez J. Holewińskiego na&#13;
s. 97 oraz tegoż Portrety Chopina, tamże 1896, nr 8, s. 153–154). Jak już wspomniano, w 1944&#13;
roku oryginał spłonął w Bibliotece Krasińskich. Znany jest z fotografii oraz z kopii wykonanej&#13;
w 1900 r. lub nieco wcześniej przez Kazimierza Mordasewicza (1859–1923), znajdującej się&#13;
w Muzeum Fryderyka Chopina w Warszawie. Zob. też wyżej, s. 44, przyp. 2.&#13;
2&#13;
Zob. Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 286–287.&#13;
&#13;
436&#13;
&#13;
�jakie się nasunie, nie podobna odkładać na druki, choćby tyle tylko co dawniej.&#13;
I dlatego to w tym roku zapewne jeden tylko tom (akademicki) się ukaże1.&#13;
&#13;
Rzeczywiście, w 1885 roku wydana została tylko część pierwsza Kieleckiego; tom ukazał się na początku czerwca2. Kwatera u Jasińskich okazała się początkowo dobrym wyborem; wielokrotnie Kolberg wspominał&#13;
w listach o ich życzliwości, opiece, dbałości o jego wygody, zwłaszcza ze&#13;
strony Jasińskiej. Wprawdzie w niedalekiej przyszłości wraz ze swoimi&#13;
gospodarzami zmuszony był niejednokrotnie zmieniać adres, ale czuł się&#13;
z nimi związany ze względu na przyjacielskie stosunki, zażyłość i stosunkowo niewysoki koszt wynajmu i opieki.&#13;
Wiosną 1885 roku planował w porozumieniu z Hoffem dwumiesięczną&#13;
podróż w połowie lipca na Śląsk Cieszyński, do Cieszyna i do Wisły i Ustronia, gdzie mieli się spotkać i gdzie Hoff planował wspólne badania. Projekt&#13;
był aktualny jeszcze w czerwcu, lecz został zarzucony na rzecz kolejnej&#13;
wyprawy Kolberga na południowy wschód. Pisząc do Hoffa o konieczności zmiany kierunku podróży na Przemyśl i Lwów, dyktowanej „interesem&#13;
wydawnictwa”, tak uzasadniał jej cel:&#13;
Pojmujesz, że jest to kwestia największej dla mnie wagi, kwestia żywotna, która&#13;
stawia wszelkie inne na drugim planie, osobliwie co do materiałów dotyczących&#13;
Rusi, których mam wielki zapas, a do których wydania dopomóc ma ktoś z osób&#13;
wpływowych3.&#13;
&#13;
O takiej jego decyzji przesądziła więc przede wszystkim waga, jaką&#13;
przywiązywał do wydania materiałów ruskich oraz konkretna możliwość&#13;
pomnożenia zbiorów z tamtych ziem i nadzieja zyskania sponsora dla ich&#13;
edycji. Nie bez znaczenia była zapewne rysująca się perspektywa opuszczenia Bóbrki przez Blizińskich wobec niepowodzenia w tamtejszych interesach i możliwość skorzystania przy okazji raz jeszcze z wypróbowanych&#13;
wcześniej warunków pobytu i pracy w Sanockiem.&#13;
Podróż „w okolice Przemyśla i Sanoka” podjęta w lipcu trwała prawie&#13;
cztery miesiące, do początku listopada. Odwiedził Kolberg oczywiście&#13;
List do J. Blizińskiego z 9 V 1885 r., tamże, s. 247.&#13;
Zob. brulion listu do W. Siarkowskiego z 5 VI 1885 r., tamże, s. 263.&#13;
3&#13;
Brulion listu do B. Hoffa z 9 VII 1885 r., tamże, s. 276. Zob. też list do J. Blizińskiego z 21&#13;
VI, tamże, s. 268.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
437&#13;
&#13;
�Bóbrkę, tym razem bawiąc tam krócej ze względu na rozpoczętą już przeprowadzkę gospodarzy i ich wyjazd pod Sanok do rodziny. Przebywał&#13;
dłużej w Leszczowatem u Kraińskich oraz we Wzdowie w powiecie brzozowskim, skąd urządzał wycieczki do okolicznych miejscowości, odwiedził&#13;
też Sanoczany w powiecie przemyskim. Lakoniczne informacje źródłowe&#13;
wskazują jeszcze na: „Rymanów (Potockiej)” oraz „kilka dni w Iwoniczu”1.&#13;
We Wzdowie gościł u Teofila i Emmy Ostaszewskich, w Sanoczanach u Józefa i Heleny Jaruzelskich. Czy w Rymanowie był gościem Anny z Działyńskich Potockiej, nie wiadomo; bezpośredni kontakt z nią nie jest wprawdzie&#13;
pewny, ale z dalszej korespondencji wynika, że starał się przez Potocką&#13;
o fundusz na wydanie Rusi, jednak bezskutecznie 2. U kogo zatrzymał się&#13;
w Iwoniczu, również nie wiemy. Teofil Ostaszewski (1807–1889), właściciel&#13;
Wzdowa, ziemianin i pisarz, należał do zasłużonych działaczy społecznych&#13;
i gospodarczych, pracujących na rzecz rozwoju rolnictwa w Galicji, podniesienia oświaty i czytelnictwa dla chłopów. Był autorem programu zniesienia&#13;
pańszczyzny jako warunku odzyskania niepodległości oraz całościowego&#13;
projektu zmiany stosunków na wsi, a także twórcą wierszowanych zbiorów&#13;
bajek przeznaczonych głównie dla włościan. Działał w kierunku wzmacniania aspiracji polskich w zaborze austriackim. Właścicielami Rymanowa&#13;
byli zaś od 1872 roku Anna i Stanisław Potoccy; w roku 1885 już tylko&#13;
wdowa po Stanisławie zmarłym w 1884 roku. Anna z Działyńskich Potocka&#13;
(1846–1926), córka Tytusa, urodzona w Kórniku, współzałożycielka z mężem uzdrowiska w Rymanowie, prowadziła także działalność oświatową&#13;
i społeczną i wspomagała finansowo różne inicjatywy regionalne, m.in.&#13;
była założycielką szkoły rzeźbiarskiej dla chłopców i koronkarskiej dla&#13;
dziewcząt. Sąsiedzkie stosunki mieszkańców Wzdowa i Rymanowa przyczyniły się zapewne do rozszerzenia zasięgu penetracji terenowych Kolberga&#13;
oraz odwiedzin w Rymanowie i w pobliskim Iwoniczu. W swoim pamiętniku Anna Potocka wspomina: „Od strony Brzozowa sąsiadowali z nami państwo Ostaszewscy. Było tam przepiękne gospodarstwo we Wzdowie, śliczne inwentarze nagradzane wieloma nagrodami na wystawach krajowych&#13;
1&#13;
Zob. Wykaz podróży…, tamże, s. 707 i brulion listu do Z. Urbanowskiej z 9 XII 1885 r.,&#13;
tamże, s. 304.&#13;
2&#13;
W liście do J. Blizińskiego z 16 VII 1886 r. (tamże, s. 358) Kolberg pisze: „Do bied prywatnych, które mnie dręczą, przybywa i etnograficzna, tj. że nie wiadomo, kiedy i czy mi się uda&#13;
wyjednać od kogo jakiś fundusik roczny na wydanie Rusi, a przy tym naturalnie i Sanockiego.&#13;
Potocka tego dotąd dokazać nie potrafiła”.&#13;
&#13;
438&#13;
&#13;
�i zagranicznych. Pani, Załuska z domu, cudownie grała Chopina. Mieli kilka&#13;
prześlicznych majątków, Grabownica i najbliższa nam Klimkówka do nich&#13;
należała”1. Dwie ostatnie posiadłości Ostaszewskiego wymienione są także&#13;
w zapisach Kolberga, w przeważającej jednak części rękopisy pochodzące&#13;
z tej okolicy sporządzone zostały we Wzdowie, skąd 8 sierpnia 1885 roku&#13;
Kolberg pisał do Blizińskiego: „Ja tu siedzę od 10 dni i zbieram wciąż materiały, których liczba rośnie z dniem każdym; a zresztą jest mi tu jak u p[ana]&#13;
Boga za piecem”2. Przyjazną stację badawczą stanowiło też dobrze już znane&#13;
Kolbergowi z poprzednich lat sanockie Leszczowate, którego właściciele&#13;
więzami rodzinnymi połączeni byli z gospodarzami Kolberga w przemyskich Sanoczanach. Związki były tak ścisłe, że w obu dworach mógł zapisywać Kolberg folklor z obu sąsiadujących ze sobą regionów, jak o tym&#13;
świadczy notatka nad jedną z pieśni: „w Leszczowatem – pani Jaruzelska”3.&#13;
Mowa o Helenie Jaruzelskiej, żonie Józefa z Sanoczan, do której pomocy badacz przywiązywał szczególną wagę, a która zapewne przekazała Kolbergowi tę pieśń, bawiąc w Leszczowatem, w domu ojca, Edmunda Kraińskiego.&#13;
W czasie poprzedniej podróży w 1884 roku Kolberg pisał na ten temat do&#13;
Blizińskiego: „Do Sanoczan jednak już nie pojadę, gdyż pani Jaruzelska jest&#13;
w Leszczowatem, gdzie jeszcze parę dni (może do czwartku lub piątku) chce&#13;
u ojca zabawić, a bez niej nie byłoby w Sanoczanach rzeczy”4. W trakcie tej&#13;
podróży, podobnie jak poprzednio, zajął się też przysłaną z Krakowa pod&#13;
koniec lipca pilną korektą części II Mazowsza, która latem była w druku,&#13;
a w połowie listopada wydany tom już Kolberg rozsyłał. Zaś w grudniu&#13;
1885 roku składana już była część II Kieleckiego5.&#13;
Materiały z Sanockiego i Przemyskiego6, zebrane głównie w czasie trzykrotnych podróży w latach 1883–1885, należą do najcenniejszych&#13;
Anna Stanisławowa Potocka z Rymanowa, z Działyńskich ostatnia Mój pamiętnik, Kraków&#13;
1927, s. 327. Mowa o żonie Teofila, Emmie Ostaszewskiej, z domu Załuskiej.&#13;
2&#13;
Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 279.&#13;
3&#13;
Jest to pieśń „Buło ne kopaty pod porohom jamy…”, zob. Sanockie–Krośnieńskie cz. II&#13;
(DWOK T. 50), s. 169–170, nr 329.&#13;
4&#13;
List z 21 IX 1884 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 193–194.&#13;
5&#13;
O korekcie wędrującej za Kolbergiem z Krakowa w Sanockie mowa w listach od i do&#13;
Blizińskiego z lipca i sierpnia, zob. tamże, s. 278, 279 i 282. Na wysyłkę cz. II Mazowsza (DWOK&#13;
T. 25) w listopadzie wskazują notatki Kolberga w brulionie listu do S. Duchińskiej z 10 XI&#13;
1885 r., a o drukującej się w grudniu cz. II Kieleckiego (DWOK T. 19) – wzmianka w brulionie&#13;
do W. Siarkowskiego z 7 XII 1885 r., zob. tamże, s. 293 i 303.&#13;
6&#13;
Informacja o ich wydaniu, zob. wyżej, s. 423.&#13;
1&#13;
&#13;
439&#13;
&#13;
�w zbiorach Kolberga, zarówno ze względu na bogactwo i różnorodność&#13;
tematyczną i formalną, jak i na proweniencję źródłową oraz na autentyczność zapisów tekstów folkloru rusińskiego. Zdecydowana większość tych&#13;
materiałów, zwłaszcza sanockich, pochodzi z własnych badań i rejestracji&#13;
Kolberga w trakcie nieodległych od siebie etapów eksploracji terenowych.&#13;
Są to liczne zapisy pieśni z melodiami, duży, ponad 100 tekstów obejmujący&#13;
zbiór opowieści ludowych, inne drobne formy literatury ludowej (zagadki,&#13;
przysłowia), cenne opisy obrzędów, zwłaszcza weselnych, i zwyczajów dorocznych, wiadomości etnograficzne i bibliograficzne. W okresie tym Kolberg był już znacznie bardziej osłuchany z językiem ukraińskim, z którym&#13;
zetknął się praktycznie jeszcze w roku 1861. Wyczulone ucho muzyka z doskonałym słuchem, studia własne i konsultacje u znawców ukraińszczyzny,&#13;
m.in. Izydora Kopernickiego, sprawiły, że w dzisiejszej ocenie naukowej&#13;
dialektologów – jak to już wspomniano wcześniej – zapisy Kolberga przedstawiają dużą wartość jako wiarygodne, zwłaszcza w zakresie dokumentacji&#13;
prawidłowego brzmienia gwar lokalnych i charakterystycznych dla nich&#13;
zjawisk fonetycznych. W rezultacie Sanockie przynosi poza wartościowym materiałem etnograficznym, m.in. dotyczącym ubiorów, pożywienia,&#13;
budownictwa i gospodarki rolnej, poza oryginalnymi opisami zwyczajów,&#13;
obrzędów i wierzeń oraz bogatym zespołem najrozmaitszych pieśni powszechnych także „szczególnie cenny dla dialektologii zbiór autentycznych&#13;
tekstów gwarowych z XIX wieku” 1, który tworzą zebrane przez badacza&#13;
opowiadania, bajki i anegdoty.&#13;
W roku 1885, rok po wydaniu monografii Lubelszczyzny, ukazała się też&#13;
w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej” niewielka publikacja&#13;
Kolberga poświęcona zagadkom z Lubelskiego2. Przynosi ona trzydzieści&#13;
tekstów z lokalizacją generalną określoną w tytule pracy, z odniesieniem&#13;
ogólnym autora do zbiorów zagadek wcześniej opublikowanych w tym periodyku przez Kopernickiego, Petrowa, Siarkowskiego i Glogera. Nie wiadomo, czy pozyskał Kolberg zapisy tych drobnych form folkloru już po&#13;
ukazaniu się monografii regionu, czy też dysponował nimi wcześniej.&#13;
T. Skulina „Sanockie-Krośnieńskie”… (DWOK T. 49), s. XXXIII.&#13;
O. Kolberg Zagadki z Lubelskiego, od Krasnegostawu i Gorzkowa (Nowawieś, Jaślików, Krzywice, Piłaszkowice, Wielobycz), „Zbiór Wiadomości do Antopologii Krajowej” T. IX:&#13;
1885, s. 300–302 i odbitka 1885. Przedruk w: O. Kolberg Lubelskie. Suplement do tomów 16–&#13;
17 (DWOK T. 75), s. 216–219.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
440&#13;
&#13;
�XXIII&#13;
[Starania w Akademii o osobny fundusz na wydanie materiałów z Rusi. –&#13;
Kontakty z folklorystami słowiańskimi, F.S. Kraussem (od 1886) i z L. Kubą&#13;
(od 1885). – Kłopoty mieszkaniowe – lato 1886 r. w Krakowie. – Wydanie&#13;
cz. II Kieleckiego (1886) – ukończenie kolejnej monografii. – Udział w nowych projektach badań Komisji Antropologicznej (1886). – Recenzja H. Biegeleisena (1886) i Odpowiedź Kolberga na recenzję Biegeleisena. – Życie&#13;
codzienne, kontakty towarzyskie i krąg przyjaciół Kolberga w Krakowie. –&#13;
Wydanie Mazowsza cz. III (1886). – Zaproszenie do udziału w pracach Komitetu organizującego dział etnograficzny Wystawy Krajowej (marzec 1887).]&#13;
&#13;
Troska o edycję zebranych materiałów, szczególnie ruskich z Galicji&#13;
Wschodniej, których wartości był świadomy, oraz obawa, że nie zdoła ich&#13;
wydać, skłaniały Kolberga do ponawiania zabiegów o pozyskanie dodatkowych funduszy. W styczniu 1886 roku wystosował do prezesa Akademii&#13;
petycję w tej sprawie z dołączonym do niej wykazem materiałów ręko­&#13;
piśmiennych, w której przedstawił stan dotychczasowych prac wydawniczych oraz możliwość ich ukończenia w zakresie monografii ziem polskich&#13;
przy dotychczasowym patronacie finansowym instytucji. Jednocześnie p&#13;
­ isał:&#13;
Ale w tekach moich znajdują się nadto, i to w nierównie znaczniejszej liczbie, materiały z Rusi (a w części i z Litwy) pozyskane, których publikacja – według mego&#13;
zdania – równie ważne, jeśli nie ważniejsze jeszcze niż dotychczas wydane, przyniosłaby dla nauki plony. O ważności tej przekonać mogą drukowane już przed kilku&#13;
laty 2 tomy Pokucia. – Na publikację atoli takową, a która by jednocześnie z wyżej&#13;
cytowaną (Lud) dokonywać się mogła, żadnych nie posiadam środków. A wszakże&#13;
wiek mój podeszły oraz przykład, jaki dają literaturze naszej rosyjskie, coraz gęściej&#13;
(za podnietą zakładów naukowych) ukazujące się publikacje etnologiczne, biorące&#13;
za przedmiot swych badań zachodnie cesarstwa gubernie, naglą – jak mniemam –&#13;
i nas także do pośpiechu w pracy i do szybszego na polu wydawniczym działania.&#13;
&#13;
Wnioskował więc o osobny fundusz roczny, „[…] iżby dotyczące Rusi wydawnictwo, o ile możności za mego jeszcze żywota i pod moim okiem (więc&#13;
wedle programu, jaki dotąd moim pracom przewodniczy) dokonywane być&#13;
mogło w sposób, jak się to dzieje co do rzeczy polskich”1. Osobnego funduszu&#13;
1&#13;
Niedatowany brulion listu do J. Majera, prawdopodobnie z 10 I 1886 r., Korespondencja…&#13;
cz. III (DWOK T. 66), s. 311 i 312. Do oryginału dołączony został spis materiałów, którego&#13;
&#13;
441&#13;
&#13;
�Kolberg jednak wtedy nie otrzymał, dopiero w 1888 roku Akademia będzie&#13;
mogła zwiększyć swoją subwencję na rzecz jego wydawnictwa do 1000 zł.&#13;
reń. rocznie, z przyznawanych mu od 1878 roku 500 zł reń., o czym będzie&#13;
mowa dalej.&#13;
Dla orientacji autora Ludu w zakresie dokonań humanistyki słowiańskiej i europejskiej ważne znaczenie miał jego udział w pracach Akademii,&#13;
utrzymującej rozległe kontakty z instytucjami i ośrodkami zagranicznymi.&#13;
Szczególną rolę odegrało tu pośrednictwo i doradztwo Izydora Kopernickiego, który prowadził niezwykle żywą i szeroką działalność w tym zakresie jako aktywny członek wielu towarzystw europejskich, autor bogatej&#13;
korespondencji z przedstawicielami nauki w kraju i za granicą 1. Niejednokrotnie podejmował on bezpośrednią inicjatywę włączania Kolberga,&#13;
nadmiernie zaabsorbowanego swoją mrówczą pracą, w krąg tych kontaktów, także w obrębie pozapolskiego życia naukowego. I tak np. za pośrednictwem Kopernickiego nawiązał Kolberg kontakt z dużo młodszym&#13;
słoweńskim folklorystą i etnologiem, zajmującym się głównie Słowiańszczyzną południową, Fryderykiem Salomonem Kraussem (ur. w 1859 roku).&#13;
Ożywiona korespondencja obu badaczy, zainicjowana w kwietniu 1886&#13;
roku podziękowaniem Kolberga za przysłaną publikację Kraussa, trwała&#13;
do 1889 roku2. Kopernicki znał i cenił publikacje słoweńskiego naukowca,&#13;
poznał go osobiście w Wiedniu, sam pomagał Kolbergowi jako tłumacz&#13;
z serbskiego studiować niektóre jego prace przysyłane do Krakowa i pisał o nich. Krauss wspomina go zresztą w swoich listach wielokrotnie&#13;
jako wybitnie przez siebie cenionego człowieka i autora3. Korespondencja&#13;
brulion z 10 I 1886 r., zachowany w archiwum Kolberga, opublikowano jako aneks 12 tamże,&#13;
na s. 743–749.&#13;
1&#13;
Wydawca listów Kopernickiego, A. Wrzosek pisał: „W papierach po nim pozostałych&#13;
znalazły się setki listów doń w latach 1862–1891 od 380 osób i instytucji. […] W czasach Kopernickiego nie było ani jednego, cokolwiek wybitniejszego pracownika na niwie antropologii, etnografii, etnologii i archeologii przedhistorycznej w Polsce, który by nie korespondował z nim”.&#13;
(A. Wrzosek [wstęp do:] I. Kopernicki Listy do Jana Karłowicza, Adama Honoriusza Kirkora&#13;
i Benedykta Dybowskiego wydał i wstępem opatrzył…, „Przegląd Antropologiczny” T. XXVI:&#13;
1960, s. 59 i 60).&#13;
2&#13;
Zob. brulion listu do F.S. Kraussa z 12 IV 1886 r. oraz list tegoż z 28 XII 1889 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 328–329 i 653.&#13;
3&#13;
Zob. m.in. brulion listu do F.S. Kraussa z 14 V oraz list od tegoż z 8 VI 1886 r., tamże, s. 338&#13;
i 344. Kopernicki z uznaniem wspominał o zainteresowaniu Kraussa folklorem Serbów bośniackich w artykule O najnowszych zdobyczach pieśni ludowych serbskich, zamieszczonym&#13;
w „Ateneum” 1886, T. 3, s. 536–541.&#13;
&#13;
442&#13;
&#13;
�Kraussa i Kolberga poświęcona jest głównie omawianiu przekazywanych&#13;
sobie nawzajem publikacji, obaj wyrażają wzajemną satysfakcję, jaką&#13;
daje wymiana prac, możliwość bliższego poznawania folkloru i kultury&#13;
obu słowiańskich narodów, perspektywa badań porównawczych. Krauss&#13;
z zachwytem przyjmuje kolejne tomy Kolberga, pisze z pewną afektacją,&#13;
wręcz uwielbieniem dla „przybranego ojca”, czasami zadaje mu konkretne pytania i prosi o wskazówki dotyczące polskiego folkloru. Kolberg&#13;
odpowiada serdecznie, z taktem i z ciepłym zainteresowaniem dla kolejnych prac Kraussa, zachęca go do dalszych badań, inspiruje wskazówkami i przekazuje mu oczekiwane informacje, a także udziela nowych 1, ale&#13;
zastrzega jednocześnie, że wiek i ogrom własnych zadań nie pozwalają&#13;
mu na drobiazgowe kwerendy i analizy. Po latach Kolberg napisze w serdecznym tonie w jednym z ostatnich listów do Kraussa:&#13;
Przysyłane mi przez Was łaskawie książki odbieram regularnie […] Z nich to uczę&#13;
się coraz lepiej poznawać i pokochać lud południowosłowiański, nieodrodny&#13;
pod wielu względami od naszego. A mam nadzieje, że i Wy z dzieł moich coraz&#13;
lepiej poznacie i pokochacie nasz lud polski2.&#13;
&#13;
W roku 1886 Kolberg kontynuował też wcześniej nawiązany kontakt&#13;
korespondencyjny z Ludwikiem Kubą (1863–1956), czeskim folklorystą&#13;
muzycznym, dotyczący przede wszystkim wzajemnej wymiany informacji&#13;
i publikacji. Ludwik Kuba, także malarz, pisarz i podróżnik, autor antologii liczącej ponad 1500 słowiańskich pieśni ludowych 3, kontaktował się&#13;
również z Kopernickim. Korespondencję z Kolbergiem nawiązał w maju&#13;
1&#13;
M.in. posyła Kraussowi przywieziony w 1857 r. z Lublany tomik Emila Korytki Slovénske pésmi…, informacje o autorze, polskim zesłańcu, który w Lublanie zajął się spisywaniem&#13;
pieśni słoweńskich, oraz własnoręczny odpis przysłów słoweńskich z druku odnalezionego&#13;
w pamiątkach po zmarłym Korytce u jego rodziny w Piadykach pod Kołomyją w 1880 r. (por.&#13;
listy F.S.Kraussa i bruliony Kolberga z listopada i grudnia 1886 r.., Korespondencja… cz. III,&#13;
DWOK T. 66, nr 1292, 1293 i 1298). O zainteresowaniu Kolberga Korytką i o materiałach Korytki w jego zbiorach por. też E. Millerowa, wstęp do tomu Słowiańszczyzna południowa.&#13;
Materiały do etnografii Słowian zachodnich i południowych cz. III (DWOK T. 59/III), s. XIX–&#13;
XXIV oraz XXXVII–XLI. Zob. też wyżej, s. 135–136.&#13;
2&#13;
Brulion listu do F.S. Kraussa z 1 VI 1889 r., Korespondencja…cz. III (DWOK T. 66), s. 609.&#13;
3&#13;
Praca pt. Slovanstvo ve svých zpěvech. Sbornik národnich a znarodnělných (vyznamných) pisni všech slovanských národou (Pardubice 1884–1895–1929) obejmowała pieśni&#13;
czeskie, słowackie, polskie, serbołużyckie, ukraińskie, rosyjskie, białoruskie, i południowosłowiańskie, zebrane w 15 księgach dzielących się na zeszyty. Była to część zbiorów Kuby&#13;
&#13;
443&#13;
&#13;
�1885 roku, przysyłając mu jedenaście pierwszych zeszytów swojego dzieła;&#13;
do roku 1889 objęła ona 16 wzajemnie wymienianych listów. Kuba darzył&#13;
Kolberga wyjątkową atencją i podziwem; w swoich pełnych uznania i szacunku listach zwracał się do niego jako do mistrza i naukowego autorytetu.&#13;
Przesyłał mu kolejne zeszyty swojej monumentalnej pracy, opowiadał o jej&#13;
przebiegu, dalszych planach i podróżach. Kolberg odwzajemniał się z serdecznością i uwagą, także wysyłał Kubie kolejne wydane tomy, z których&#13;
adresat korzystał w swojej pracy. Latem 1886 roku Kuba zatrzymał się&#13;
w Krakowie w przejeździe na Ukrainę i odwiedził Kolberga. Chciał usłyszeć polskie ludowe pieśni i „polskie skrzypki”, poznać niektóre obyczaje,&#13;
tańce i ubiory1. Efektem tych kontaktów i spotkania jest dużo późniejsza&#13;
osobista relacja Kuby, przejmująco ukazująca ówczesną sytuację bytową&#13;
autora Ludu, jego ascetyczne warunki życia i niepokój o losy niewydanych&#13;
materiałów2.&#13;
W kwietniu 1886 roku Kolberg wraz z Jasińskimi przeprowadził się&#13;
pod nowy adres na ulicę Warszawską 4. Przyczyną przenosin była sytuacja&#13;
materialna opiekujących się Kolbergiem Jasińskich. Mimo wyprowadzki&#13;
właścicielka dawnego domu zgłaszała wobec nich roszczenia finansowe&#13;
i sprawa miała swój finał w procesie sądowym, wygranym jednak po dwu&#13;
latach przez Jasińskich3. Kłopoty te były też powodem rezygnacji Kolberga&#13;
z letniej podróży. Wcześniej zamierzał odwiedzić Śląsk „w celach etnograficznych”, o czym informował Ludwika Kubę, Wernerową, Karolinę i Blizińskiego, co ten ostatni mu odradzał jako pomysł niebezpieczny, sądząc,&#13;
że Kolberg wybiera się w okolice Wrocławia i pisząc:&#13;
Gdyby tak jeszcze chodziło o zwykłego śmiertelnika, skończyłoby się na wytransportowaniu do granicy. Ale etnograf europejskiej sławy, który już napisał&#13;
tyle tomów i który obecnie w roku 1886 zbierałby dowody polskości owego&#13;
&#13;
liczących około 4000 zapisów pieśni i muzyki ludowej (zob. list L. Kuby z 18 V 1885 r., Korespondencja… cz. III, DWOK T. 66, s. 255–256).&#13;
1&#13;
O swoich planach informował Kolberga w liście z 25 VI 1886 r., tamże, s. 347–348. O spotkaniu latem 1886 roku świadczą wzmianki w liście L. Kuby z 29 III 1887 r., tamże, s. 429–430&#13;
oraz w listach następnych.&#13;
2&#13;
Wspomnienie Kuby w artykule pt. Moje styky s Oskarem Kolbergem ukazało się w „Ludzie” T. XXIX: 1930, na s. 73–77.&#13;
3&#13;
Zob. list do A. Teichmannowej z 15 VI 1888 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66),&#13;
s. 510 oraz przyp. 1 do listu J. Blizińskiego z 19 VI 1886 r., tamże, s. 346.&#13;
&#13;
444&#13;
&#13;
�Śląska, który żelazny książę chce mieć niemieckim, na pewno padłby ofiarą na&#13;
podobieństwo Kraszewskiego1.&#13;
&#13;
Kolberg wprawdzie odpowiedział, że miał w planie Śląsk austriacki, tj.&#13;
Cieszyński, gdzie nie spodziewałby się takich kłopotów, ale wyjaśniał, że&#13;
o zaniechaniu podróży w ogóle zdecydowały inne okoliczności. Pisał do&#13;
Blizińskiego:&#13;
Co do mojej własnej figury, muszą Wam oznajmić, że kłopoty i niepokoje, które&#13;
spowodowały przeprowadzkę moją w kwietniu, teraz zaczynają się ponawiać&#13;
i zapewne wkrótce przyjdzie się znów gdzieś wyprowadzić. Ci państwo Jasińscy,&#13;
u których mieszkam, są niewypłacalni i tylko żyją z lokatorów, dając im stancję&#13;
i wikt, a tych w lecie, gdy wszystko wyjeżdża, ściągnąć z niskąd nie mogą. Więc&#13;
gospodarz ich dusi, a i mnie razem z nimi; pieniędzy nie ma, a więc znów meble&#13;
jak wprzódy są w niebezpieczeństwie. Jest to powodem, że się zdecydować nie&#13;
mogę na wyjazd na prowincję, chyba by się okoliczności zmieniły na korzyść&#13;
Jasińskich, którym dałem słowo trzymać ich się, póki tylko będzie można2.&#13;
&#13;
Rok 1886 przyniósł dwa nowe tomy Kolberga; w połowie roku wyszła&#13;
część II Kieleckiego, tj. tom 19. Ludu, pod koniec roku kończył się druk części III Mazowsza rozsyłanego odbiorcom z początkiem następnego, 1887&#13;
roku3.&#13;
Kolejna monografia regionalna, dwuczęściowe Kieleckie4, obejmowała część szeroko rozumianego Krakowskiego, tj. Stopnickie, Miechowskie,&#13;
Olkuskie i Kieleckie, co administracyjnie pokrywało się z obszarem dawnej&#13;
guberni kieleckiej. W ujęciu Kolberga granice Krakowskiego i Kieleckiego&#13;
1&#13;
Tamże, s. 345. Aluzja w cytowanym tekście dotyczy aresztowania Kraszewskiego w czerwcu 1882 r. w Berlinie i uwięzienia go w Moabicie do sierpnia 1883 r., za zbieranie dla rządu francuskiego tajnych wiadomości o wojsku i wojskowości pruskiej (por. Korespondencja… cz. III,&#13;
DWOK T. 66, s. 82–83, przyp. 1). Wzmianki o zamiarach podróży na Śląsk zob. też tamże, s. 330,&#13;
347 i 349.&#13;
2&#13;
List do J. Blizińskiego z 16 VII 1886 r., tamże, s. 357–358.&#13;
3&#13;
W brulionie listu do R. Wolffa z 20 X 1886 r. Kolberg informuje, że cz III Mazowsza&#13;
(DWOK T. 26) „jest już pod prasą” (tamże, s. 374), a już 17 I 1887 r. przesyła ten tom Komitetowi&#13;
Kasy im. Mianowskiego wraz z rozliczeniem za trzy wydane tomy Mazowsza, podając m.in.&#13;
koszty druku i ilustracji (tamże, s. 406–407). Zob. też notatka Kolberga o wysyłanych tomach&#13;
datowana 27 II 1887 r. w brulionie listu do L. Kuby z 13 VII 1886 r. (tamże, s. 356).&#13;
4&#13;
Zob. E. Antyborzec „Kieleckie” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Kieleckie. Suplement do&#13;
tomów 18–19 (DWOK T. 76), s. V–XXIII, por. tejże Monografie regionalne Oskara Kolberga…,&#13;
s. 177–178.&#13;
&#13;
445&#13;
&#13;
�pozostawały więc nieostre i miejscowości takie jak Olkusz, Ojców, Pieskowa Skała, Skalmierz powtarzają się w obu monografiach. Materiały&#13;
z tego regionu zbierane przez samego Kolberga pochodzą z lat czterdziestych i pięćdziesiątych, czyli z wczesnego etapu badań, dopełnia je jednak&#13;
w sposób znaczący dla wartości tomów bogaty materiał pozyskany w latach 1876–1886 od Władysława Siarkowskiego, o którym była już mowa.&#13;
Kolberg wysoko cenił etnograficzne prace i zbiory tego kieleckiego regionalisty; jak wyżej wspomniano – rekomendował go na członka Komisji&#13;
Antropologicznej, promował do druku i redagował jego prace w „Zbiorze&#13;
Wiadomości do Antropologii Krajowej”. Z kolei Siarkowski, korzystający&#13;
także z pomocy współpracowników, odwoływał się do autorytetu Kolberga,&#13;
chętnie przyjmował jego wskazówki i opinie przy gromadzeniu i publikacji&#13;
swoich materiałów. W Kieleckiem Kolberg korzystał z wydanych już prac&#13;
Siarkowskiego, a także z przekazanych mu przez tego autora „do użytku”&#13;
opracowań rękopiśmiennych, takich jak obszerny manuskrypt przysłany&#13;
około 1885 roku pt. Pieśni i opowieści ludowe z okolic Pińczowa zebrane przez… w latach od 1876–1881 czy dostarczone wcześniej Przysłowia&#13;
i zdania z okolic Kielc, a także zaproponowane Kolbergowi do wykorzystania w 1885 roku materiały dotyczące sobótek, które Siarkowski pozyskał&#13;
w postaci listów od miejscowych duchownych. Kieleckie Kolberga, obejmujące obszar pierwotnie planowany dla dwu monografii, mimo wartościowych materiałów źródłowych jest odbiciem jego nasilających się obaw&#13;
o kurczący się czas pozostały na wydanie całej spuścizny oraz ograniczeń&#13;
finansowych trapiących go w latach osiemdziesiątych. Wyrazem tych ostatnich jest m.in. brak ilustracji, do których, jak wiadomo, przykładał Kolberg&#13;
wielką wagę. Coraz boleśniej i widoczniej odczuwał konieczność redukowania zamierzeń pod presją rzeczywistych możliwości, a świadomość ta przewija się jako motyw przewodni całej jego korespondencji z tamtego okresu.&#13;
Pod koniec roku 1886 zaznaczył się też udział Kolberga w aktualnych&#13;
pracach Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności. Na posiedzeniu&#13;
Komisji w dniu 11 listopada przyjęto wzmiankowany już wniosek zgłoszony&#13;
przez sekretarza Izydora Kopernickiego, a „poparty przez przewodniczącego&#13;
Majera i p. Oskara Kolberga”, w którym postulowano „potrzebę rozpoczęcia&#13;
systematycznych badań etnograficznych w kraju według planu obmyślanego i przyjętego przez Komisję Antropologiczną, nie poprzestając na dotychczasowym ogłaszaniu materiałów dorywczo opracowywanych przez członków Komisji bądź przez współpracowników postronnych”, a „dla ułożenia&#13;
446&#13;
&#13;
�planu przyszłych badań etnograficznych wyznaczono Komitet z grona Komisji, złożony z pp. O. Kolberga, prof. Malinowskiego, dr Kosińskiego, Gustawicza i wnioskodawcy”, tj. Kopernickiego1. Kolberg nie figuruje w spisie&#13;
obecnych na tym posiedzeniu, z pewnością miał jednak swój istotny, jeśli&#13;
nie decydujący udział w tej sprawie i uzgodnił z Kopernickim swoje stanowisko, skoro ten powołał się na poparcie autora Ludu i skoro Kolberg&#13;
znalazł się w składzie Komitetu. Taki kierunek badań wytyczany w Akademii zbieżny był z jego poglądami i doświadczeniami i odzwierciedlał troskę&#13;
o całościowe, systematyczne i planowe badanie polskiej kultury ludowej,&#13;
a co za tym idzie, równie konsekwentne ich finansowanie. Warto też zauważyć kolejny przejaw niezmiennie przyjacielskiej i solidarnościowej wobec&#13;
Kolberga postawy Kopernickiego, który zawsze, także mimo nieobecności&#13;
przyjaciela, występował w jego imieniu i w jego interesie.&#13;
Także ku końcowi roku 1886, w grudniowym zeszycie „Biblioteki Warszawskiej”, ukazała się obszerna recenzja 22 wydanych tomów Kolberga&#13;
autorstwa Henryka Biegeleisena, historyka literatury i ludoznawcy2. Miała charakter zdecydowanie krytyczny w stosunku do dzieła Kolberga, do&#13;
przyjętych przez niego założeń i metod. Jak się wydaje, na negatywną i jednostronną opinię Biegeleisena wpływ miała pewna uraza, u której podłoża leżała odmowa Kolberga, do którego zwrócił się jeszcze w 1884 roku&#13;
z prośbą o wskazówki potrzebne mu do pracy o balladzie Mickiewicza&#13;
Ucieczka. Prośba „do najznakomitszego badacza ludu” podbudowana była&#13;
wyrazami „uwielbienia dla Jego pracy i nauki”. Tym bardziej dziwi wręcz&#13;
napastliwy ton recenzji, gdyż Kolberg odpowiedział z szacunkiem, podał&#13;
kilka informacji, ale kwerendy i studiów na wskazany temat taktownie odmówił z powodu braku czasu3. W swojej recenzji Biegeleisen zarzucił autorowi Ludu brak krytycyzmu w doborze i ocenie źródeł, selekcji materiału&#13;
i sposobie opracowania, „manię kolekcjonowania”, chaotyczność i brak&#13;
1&#13;
Zob. Posiedzenie Komisji Antropologicznej w dniu 11 XI 1886 r., „Rozprawy i Sprawozdania Wydz. Mat.-Przyr.”, T. XV, Kraków 1887, s. LXXIV. Informację tę podał także „Czas” 1886,&#13;
w nr. 264. Zob. też wyżej, s. 286].&#13;
2&#13;
Opublikowała ją „Biblioteka Warszawska” z 1886 r., w tomie 4, na s. 431–441, w dziale&#13;
Piśmiennictwo krajowe i zagraniczne. Dotyczyła tomów 1–19 Ludu, cz. I i II Pokucia (DWOK&#13;
T. 29 i 30) oraz cz. I Mazowsza (DWOK T. 24).&#13;
3&#13;
Zob. niedatowane listy H. Biegeleisena z 1884 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66),&#13;
s. 110–111 i 132–133 oraz odpowiedź Kolberga z 24 III 1884 r., tamże, s. 134–135. Biegeleisen&#13;
przygotowywał wtedy pracę Tło ludowe ballady Adama Mickiewicza pt. „Ucieczka” opublikowaną w czasopiśmie „Świt” w 1885 r., T. 2, nr 50–56.&#13;
&#13;
447&#13;
&#13;
�planu, niekonsekwencje i błędy w traktowaniu tekstów folkloru, „eklektyzm&#13;
i kompilatywność”, brak jednolitych zasad opracowania merytorycznego&#13;
i językowego, właściwie brak kompetencji. Kolberg odpowiedział bardzo&#13;
szybko, przygotowując rzetelną, udokumentowaną replikę, w której metodycznie odniósł się do kolejnych zarzutów recenzenta. Już 12 lutego 1887&#13;
roku wysłał ją do ówczesnego redaktora „Biblioteki Warszawskiej”, Józefa&#13;
Plebańskiego, z prośbą o zamieszczenie swojej odpowiedzi na łamach „najbliższego zeszytu” czasopisma1. Jednak Plebański nie zaakceptował formuły&#13;
repliki z obszerną argumentacją Kolberga, nie pomijającą żadnego z krytykowanych aspektów jego dzieła. Nie odmówił publikacji wprost, lecz uznał,&#13;
że tekst jest za długi, w sposób pokrętny uzasadniał, że musiałby jednocześnie przytaczać „contre-replikę” Biegeleisena, któremu wysłał przekazany mu tekst, zwlekał mimo kilkakrotnych upomnień Kolberga. W końcu&#13;
po ośmiu miesiącach Kolberg zniecierpliwiony i zdegustowany sposobem&#13;
załatwiania sprawy, uznając polemikę za spóźnioną, a sugestię jej przeredagowania za niemożliwą do przyjęcia, wycofał się z zamiaru publikacji,&#13;
co Plebański skwapliwie przyjął, uważając problem za rozwiązany i dając&#13;
do zrozumienia, że z zadowoleniem przyjął wycofanie się z kłopotliwej dla&#13;
siebie riposty2. Niepublikowany rękopis Kolberga, zwrócony mu w październiku 1887 roku, bardzo istotny jako obszerna wypowiedź autora Ludu&#13;
na temat założeń, zasad i metod pracy badawczej i edytorskiej, zachował&#13;
się w jego spuściźnie i wydany został dopiero w ramach Dzieł wszystkich3.&#13;
Odpowiadając na zasadniczy zarzut Biegeleisena, że poza własnymi zapisami autora jego dzieło jest bezkrytyczną i chaotyczną „zbieraniną różnorodnych wiadomości”, Kolberg przypominał swoją fundamentalną zasadę:&#13;
Snać nie dostrzega on [autor recenzji] planu w jego układzie, gdzie materiał podany bezwzględnie ma dostarczać karmi i żywiołu naukowego różnym gałęziom&#13;
wiedzy z etnografią spowinowaconym do dalszego zużytkowania go i oczyszczenia. Autor jako zbieracz w nawale zatrudnień ograniczyć musiał swą czynność&#13;
Zob. Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 411–412.&#13;
Zob. korespondencja w tej sprawie J.K. Plebańskiego i Kolberga z okresu od marca do października 1887 r., tamże, listy 1319, 1321, 1322, 1325, 1330, 1346 i 1350.&#13;
3&#13;
Odpowiedź Kolberga na recenzję Biegeleisena, w: O. Kolberg Studia, rozprawy…&#13;
(DWOK T. 63), s. 391–411 (publikowana na podstawie rkp w BN PAU i PAN, sygn. 2184, k. 12–&#13;
–18; tamże na k. 20–21 inna wersja początku odpowiedzi, druga pełna wersja rkp. z niewielkimi różnicami, zachowana w zespole rękopisów później odnalezionych, obecnie w Arch. PTL,&#13;
w tece 47, sygn. 1354/III, k. 68–75).&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
448&#13;
&#13;
�krytyczną na autentycznym i sumiennym przedstawieniu choćby najdziwaczniejszych piśmiennych i ustnych źródeł, na skromnej jedynie uwadze nad ich&#13;
kompetencją i krótkim na ich znaczenie poglądem. Ocenę ich rozleglejszą i gruntowniejszą, jak i głębsze nad nimi studia pozostawia on specjalistom w każdej&#13;
z owych gałęzi wiedzy1.&#13;
&#13;
Wyjaśniał dalej, że wartościowanie źródeł w przypadku materiału&#13;
folklorystycznego i etnograficznego jest co najmniej problematyczne, gdyż&#13;
niejednokrotnie publikacje ulotne, peryferyjne, rzadkie czy mniej ambitne&#13;
i znane lub z drugiej strony przede wszystkim popularne przynoszą ważne&#13;
dla badacza szczegóły dotyczące życia i kultury ludu, jego tradycji i twórczości, a nawet konkretne przekazy tekstów folkloru. Etnograf i folklorysta&#13;
nie może kierować się tylko określoną wartością ideową i artystyczną źródeł jak historyk literatury, lecz wybierać musi takie, które przynoszą najwięcej konkretnych interesujących jego dyscyplinę informacji i przekazów.&#13;
Skąd pewność, że materiał dziś za lichy uważany – pyta Kolberg – nie nabierze&#13;
z czasem wagi przy bliższym rozpoznaniu go przez uczonych? Czyja powaga ma&#13;
ocenić wartość źródeł, skoro najznakomitsi nawet uczeni zagraniczni nie są co&#13;
do ich kompetencji w zgodzie? Dlaczego wiadomość przelotna ogłoszona w jakiejś gazecie niesumiennej (na czym polega ta niesumienność?) nie ma służyć za&#13;
materiał, jeśli zawiera jakiś szczegół dla etnografii przydatny, choćby wątpliwej&#13;
na razie wartości? Dlaczego szczegół ów etnograficzny nie ma być zanotowany, mimo że czyjś uśmiech wywołuje? Gdzież są owi wielcy pisarze i ludowi&#13;
znawcy, których by relacje (zapewne książkowe, czyli teoretyczne) uznane już&#13;
były przez wszystkich za najlepsze, więc lepszymi były od powziętych gdzieś&#13;
ze słuchu?2&#13;
&#13;
W takim sensie dla etnografia kompetencja nie zawsze należy do „wielkich pisarzy i znawców ludu”; dla niego ważniejszym źródłem wiedzy może&#13;
być np. utwór o zwyczaju sobótkowym mniej znanego poety z XVII wieku,&#13;
Kaspra Twardowskiego, niż poemat na ten temat „najznakomitszego u nas&#13;
poety szesnastego wieku”, Jana Kochanowskiego, gdyż pierwszy przynosi&#13;
„nieco więcej o tym obrzędzie wiadomości”3. Kolberg wykazuje, że treści foOdpowiedź Kolberga… (DWOK T. 63), s. 392.&#13;
Tamże, s. 394; podkreślenia w tekście za wyróżnieniami Kolberga w rkp.&#13;
3&#13;
Tamże, s. 395. Mowa o utworze Twardowskiego Bylica świętojańska (Lwów 1630) oraz&#13;
o cyklu 12 pieśni J. Kochanowskiego pt. Pieśń świętojańska o Sobótce (pierwodruk: Kraków&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
449&#13;
&#13;
�klorystyczne, np. wątki podaniowe czy legendowe, przysłowia, pieśni, badacz może wydobywać z rozmaitych źródeł: zarówno czerpać je z bezpośrednich relacji informatorów i śpiewaków, z literatury pięknej, z publikowanych opisów historycznych i geograficznych kraju czy poszczególnych&#13;
miejscowości, jak i z ulotnych kalendarzy, jarmarcznych druków, okolicznościowych broszur, lokalnych czasopism. Oponuje też Kolberg przeciwko&#13;
zarzutowi nieumiejętnego rozdzielania „rzeczy” ludowych od nieludowych,&#13;
mieszania ich ze sobą, wykazując nieostrość granicy między nimi, zmiany&#13;
przynależności i nieustające przenikanie się obu nurtów między środowiskami twórczymi i wykonawczymi, adaptacyjne procesy oraz przekształcenia&#13;
w ich obrębie. Krytyce recenzenta, dotyczącej niejednolitej postaci językowej&#13;
tekstów folkloru – zacierania cech gwarowych lub wiernego ich oddawania&#13;
– przeciwstawia fakt rozmaitego charakteru dokumentowanych przez badacza przekazów ludowych, z których jedne podawane były konsekwentną&#13;
gwarą, w innych cechy dialektologiczne są sporadyczne lub zatarte, jeszcze&#13;
inne mają kształt literacki aż do stylizacji włącznie, „których zatem języka&#13;
w niczym zmieniać się nam nie godziło”, gdyż są „spisane tak, jak je słyszeliśmy z ust opowiadaczy – wyjaśnia Kolberg. I dodaje: „Prawda, iż jedni&#13;
wygłaszali je w mowie gminnej, gdy inni posługiwali się już to mową ze&#13;
szkolnych ław, już z garderoby wyniesioną”. Tak więc w kolejnych tomach&#13;
[…] są pieśni wiernie w języku ludowym oddane, o ile przez włościan i włościanki były śpiewane, boć te, które dyktowała czeladź dworska (w różnym będące&#13;
stopniu ogłady) należało znów spisać w mowie jej właściwej, a nie naciąganej&#13;
do ludowej. W ogóle unikaliśmy wszelkiej modernizacji, o ile nie wtrącali jej&#13;
sami włościanie. Tam tylko, gdzie wiadomość lub opowieść jakaś podaną nam&#13;
została w sposób niegładki, zawiły, i to w mieszaninie językowej bez interesu dla&#13;
lingwisty, dozwalaliśmy sobie stylizacji wedle mowy ogólnej, gdyż tu chodziło&#13;
już o treść rzeczy, a nie o materiał językowy.&#13;
&#13;
Tłumaczy także, że kwestionowana przez Biegeleisena chwiejna pisownia tych samych wyrazów jest wynikiem niekonsekwentnej wymowy narratorów, często nawet w obrębie jednego przekazu i że stanowi odbicie&#13;
wahań i niuansów fonetycznych żywej mowy. Na zarzut, że na takim zapisie&#13;
„filolog polegać nie może”, Kolberg replikuje:&#13;
1586). Fragmenty pierwszego utworu z opisem Sobótki cytuje Kolberg w cz. I Mazowsza&#13;
(DWOK T. 24), na s. 347.&#13;
&#13;
450&#13;
&#13;
�Na to odpowiadamy, że spisywaliśmy wyrazy tak, jak je słyszeliśmy wymawiane,&#13;
a nie sądzimy, aby nas zmysł słuchu bardzo oszukiwał; uderzyło nas to nawet&#13;
samych, gdy opowiadający pięciokrotnie zmieniał wymowę[…], tu zatem raczej&#13;
to jego wymowa była chwiejną, a nie nasza pisownia, która iść była powinna za&#13;
tą nieprawidłowością, nie zaś samowolnie na prawidłowość jakąś zamieniać1.&#13;
&#13;
Replika Kolberga, poruszająca szereg drobniejszych jeszcze kwestii&#13;
warsztatu zbieracza i wydawcy, potwierdza z jednej strony wypracowaną&#13;
i sprawdzoną koncepcję jego dzieła jako zbioru źródeł, który to zbiór wyprzedzać powinien ich interpretację i dalsze badania, przy czym ukazuje&#13;
docenioną przez współczesną naukę trafną perspektywę i intuicję zbieracza&#13;
nie stroniącego od najróżniejszych przekazów źródłowych, respektującego&#13;
ich wieloraki kształt formalny. Z drugiej strony ilustruje ówczesne, a także&#13;
późniejsze niezrozumienie jego założeń i metod, nowatorstwa i dalekosiężnej perspektywy zbieracza pracującego dla przyszłych dokonań naukowych. Krytyka Biegeleisena, podjęta ze stanowiska historyka literatury i filologa, dysponującego odmiennym warsztatem, metodologią i stawiającego&#13;
sobie inne cele badawcze, okazała się całkowicie zawodna wobec encyklopedycznego zamierzenia Kolberga i jego panoramicznego obrazu kultury ludowej w ujęciu regionalnym. Można ubolewać, że odpowiedź autora Ludu&#13;
– jedyna tak obszerna w jego dorobku, analityczna i syntetyczna zarazem&#13;
– nie ukazała się drukiem wkrótce po recenzji Biegeleisena; może wyeliminowałaby szereg nieporozumień, jakie narosły wokół dzieła Kolberga i po&#13;
części przetrwały długo w postaci sztywnych, upraszczających stereotypów,&#13;
jak choćby przede wszystkim powtarzający się zarzut ograniczenia się do&#13;
bezkrytycznego zbieractwa.&#13;
W styczniu 1887 roku Kolberg otrzymał propozycję udziału w pracach&#13;
specjalnego Komitetu, powołanego do zorganizowania wystawy etnograficznej, która miała odbyć się w ramach Wystawy Krajowej (galicyjskiej)&#13;
zorganizowanej we wrześniu tego roku w Krakowie, a obejmującej działy&#13;
poświęcone rolnictwu, przemysłowi i rzemiosłu2. Wystawa otwarta od 1 do&#13;
Odpowiedź Kolberga… (DWOK T. 63), s. 405–406.&#13;
List Komitetu Wystawy Krajowej z 31 I 1887 r., Korespondencja... cz. III (DWOK T. 66), s.&#13;
407–408. Prezesami Komitetu Wystawy byli: hr. Artur Potocki (1850–1890), działacz gospodarczy, prezes Towarzystwa Rolniczego w Krakowie w latach 1887–1889, oraz Feliks Szlachtowski&#13;
(1820–1896), prawnik, prezydent Krakowa w latach 1884–1893, funkcję dyrektora Wystawy&#13;
pełnił Faustyn Jakubowski (1837–1898), adwokat, członek Krajowej Komisji Przemysłowej.&#13;
W skład Komitetu do zorganizowania wystawy etnograficznej wchodziło poza Kolbergiem&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
451&#13;
&#13;
�12 września połączona była także z ekspozycją dzieł sztuki w Sukiennicach&#13;
(do 15 września). Kolberg uczestniczył w pracach związanych z wystawą&#13;
etnograficzną i w ich trakcie stykał się z wielu naukowcami i działaczami galicyjskimi, co znalazło wkrótce odbicie w jego dalszych staraniach&#13;
o wsparcie materialne dla swojego dzieła.&#13;
Życie codzienne Kolberga w tym okresie w Krakowie skąpo ilustrują&#13;
rzadsze wówczas listy do Karoliny, która wraz z mężem i rodziną przeprowadziła się do Sandomierza, oraz sporadyczne do Jadwigi Wernerowej.&#13;
Zawsze żywo zainteresowany sprawami rodzinnymi, edukacją bratanków&#13;
i bratanic, ich pracą i losami zawodowymi, o sobie pisze Kolberg z pewną&#13;
rezygnacją i niepokojem, a także z poczuciem osamotnienia i z tęsknotą za&#13;
rodzinną Warszawą, miastem swojej młodości. W lutym 1887 roku w liście&#13;
do Jadwigi wręcz skarży się:&#13;
Wszelki zarobek coraz trudniejszy, a życie coraz droższe i wiek coraz podeszlejszy,&#13;
i nie wiem, jak to dalej pójdzie. Przy takich danych trudno mi marzyć o tym, abym&#13;
kiedykolwiek ujrzał jeszcze ukochaną Warszawę. A pragnąłbym tego szczerze&#13;
z całej duszy. W Krakowie mimo wszelkich starań nie zdołałem się jeszcze zaaklimatyzować tak, jakby należało i jak tego położenie moje wymaga. Bo jakkolwiek&#13;
zawiodłem się na Konopkach (a raczej na Modlnicy tylko), to mam tu jeszcze&#13;
mnóstwo życzliwych mi osób, bywam na zebraniach literackich i muzycznych&#13;
(np. u prezesa Majera, u pp. Przezdzieckich, Cieszkowskiego, Tarnowskich itd.),&#13;
z kilku profesorami w ścisłej żyję przyjaźni, jak np. z Kopernickim, Sadowskim.&#13;
Ale wszystkie te stosunki, z wyjątkiem tylko Kopernickiego, więcej mi ukazują&#13;
zaszczytów i uznania itd., aniżeli dają chleba, zadośćuczynienia i pomocy w moich&#13;
pracach etnograficznych, które dość ciężko wywalczać sobie muszę, bo Kraków&#13;
jest ubogi i samolub. Towarzystwa te mimo grzeczności są zimne i nie zastąpią&#13;
nigdy owych niezapomnianych serdecznych związków (czy to rodzinnych, czy&#13;
przyjacielskich), jakie mnie łączyły niegdyś z naszą stolicą. Ale dosyć już o tym;&#13;
trzeba się poddać woli wyższej od naszych życzeń, skoro już inaczej być nie może1.&#13;
&#13;
Wąski krąg wymienionych przez Kolberga osób to postacie, które odcisnęły swój wyrazisty ślad na życiu kulturalnym i naukowym Krakowa.&#13;
dziesięciu członków, działaczy kulturalnych i uczonych z Krakowa (wymienionych w liście,&#13;
przeważnie związanych z Akademią Umiejętności i znanych Kolbergowi; należeli do niej m.in.:&#13;
A. Baraniecki, W. Dzieduszycki, I. Kopernicki, K. Rogawski, P. Umiński).&#13;
1&#13;
Brulion listu do J. Wernerowej z 17 II 1887 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66),&#13;
s. 416. Fragment z nazwiskami osób, z którymi Kolberg kontaktował się bliżej, w rkp. skreślony.&#13;
&#13;
452&#13;
&#13;
�Pierwszy prezes Akademii, Józef Majer, wraz żoną, Karoliną z Friedlei­&#13;
nów, mieszkali przez wiele lat na Wiślnej, „Pod Zającem”, gdzie prowadzili salon artystyczny, a dwukrotnie w roku podejmowali szersze grono&#13;
członków Akademii. Majer, także miłośnik muzyki, chętnie grywający na&#13;
fortepianie, był postacią bardzo popularną w Krakowie; Józef Rostafiński&#13;
pisał, że „znał go ówczesny cały Kraków: od przekupki na Małym Rynku do&#13;
wszystkich dygnitarzy królewskiego miasta”1. Uczęszczany salon przy ulicy&#13;
Wolskiej, w którym bywał Kolberg, prowadzili też Konstanty Przezdziecki&#13;
(1846–1897), ziemianin, amator i mecenas sztuk i nauk, wraz z żoną Elżbietą&#13;
(Izabelą) Plater-Zyberk. Przezdziecki był postacią podobnie jak Majer zasłużoną dla Krakowa, m.in. przyczynił się do zbadania grobów królewskich na&#13;
Wawelu i współpracował z Józefem Łepkowskim przy ich odrestaurowaniu, był współwydawcą pomnikowej edycji Dzieł wszystkich Jana Kochanowskiego, kontynuatorem po ojcu Aleksandrze wydania dzieł Długosza,&#13;
pisał w „Czasie” felietony o wystawach malarstwa w Wiedniu. Własny&#13;
salon muzyczny prowadził też w Krakowie wymieniony przez Kolberga&#13;
Zygmunt Cieszkowski (1845–ok. 1914), publicysta, wiolonczelista, organizator życia muzycznego w mieście, sekretarz Towarzystwa Przyjaciół Sztuk&#13;
Pięknych w latach 1887–18942. Wreszcie we wspomnianym przez Kolberga&#13;
domu Tarnowskich, Stanisława i Róży Marii z Branickich, zwanym popularnie pałacem na Szlaku (tj. przy ulicy Szlak 71), funkcjonował jeden&#13;
z ważniejszych ośrodków życia towarzyskiego, intelektualnego i politycznego Krakowa3. Stanisław Tarnowski, historyk literatury, krytyk literacki,&#13;
profesor i rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, polityk, jedna z najważniejszych postaci galicyjskiego życia politycznego i naukowego przełomu XIX&#13;
i XX wieku, był bardzo życzliwy Kolbergowi i dobrze mu znany z kręgów&#13;
Akademii, której drugim prezesem został po Majerze. Łączyły go też z Kolbergiem wspólne zainteresowania postacią i twórczością Chopina.&#13;
O kontaktach towarzyskich Kolberga – poza jego własnymi skąpymi wypowiedziami – niewiele wiadomo z innych źródeł. Z innych zachowanych&#13;
1&#13;
J. Rostafiński Józef Majer. Szkic biograficzny, Kraków 1899, s. 3. Zob. też A. Gabryś Salony krakowskie, Kraków 2006, s. 68 oraz M. Dziadek Polskie salony muzyczne od początku&#13;
XIX wieku do 1939 roku, w: Władysław Żeleński i krakowski salon muzyczny: tożsamość&#13;
kulturowa w czasach braku państwowości, red. naukowa G. Mania, P. Różański, Kraków&#13;
2017, s. 76.&#13;
2&#13;
Zob. M. Dziadek Polskie salony muzyczne…, s. 75 i 76.&#13;
3&#13;
Zob. A. Gabryś Salony krakowskie…, s. 90–91 i 228.&#13;
&#13;
453&#13;
&#13;
�świadectw wynika, że bywał domu Władysława i Wandy Żeleńskich&#13;
i przyjaźnił się z gospodarzami. Żeleński (1837–1921), kompozytor, pianista&#13;
i pedagog, twórca oper, pieśni i muzyki instrumentalnej, osiadł w 1881&#13;
roku w Krakowie, gdzie był profesorem harmonii i kontrapunktu w Szkole&#13;
Towarzystwa Muzycznego. W 1888 roku doprowadził do jej przekształcenia w konserwatorium muzyczne i pełnił w nim funkcję dyrektora oraz&#13;
nauczyciela teorii, gry na organach i wyższego kursu fortepianu. Żeleńscy&#13;
mieszkali najpierw przy ulicy Gołębiej, potem w willi z ogrodem przy ulicy&#13;
św. Sebastiana i podejmowali gości w niedziele tradycyjnym proszonym&#13;
obiadem i słynną herbatą. „Salon państwa Żeleńskich nie pretendował do&#13;
roli salonu literackiego – pisała w roku 2017 Magdalena Dziadek – i nie&#13;
był salonem kobiecym, królował w nim pan domu i pod jego zapewne&#13;
dyktando dobierano gości – głównie spośród muzyków, aby oddawać się&#13;
wieczorami wspólnemu muzykowaniu” 1. Żeleński wspominał później, że&#13;
Oskar Kolberg był „upragnionym gościem” na owych niedzielnych obiadach, które „dały nam sposobność zbliżenia się i wymiany myśli”. Kompozytor niezwykle cenił i podziwiał wytrwałą, niezmordowaną pracę Kolberga, jego skromność i prostotę bycia, życzliwość i wyrozumiałość dla&#13;
ludzi. Rozumiał i podzielał pasję Kolberga dla muzyki, „która go zawsze&#13;
zajmowała w najwyższym stopniu”. Zażyłość z domem Żeleńskich musiała&#13;
być duża, skoro muzyk pisał:&#13;
Zdarzało się dawniej, że niekiedy powracając do domu, zastawałem go u siebie&#13;
przy fortepianie, próbował dawnych swoich utworów, a i rzecz sama, i sposób grania robiły wrażenie typowe czegoś przechowywanego wiernie z dalekiej&#13;
przeszłości2.&#13;
&#13;
Jest to jedno z nielicznych świadectw powracania Kolberga w późnych&#13;
latach do instrumentu i jego trwałej potrzeby obcowania z muzyką. Żeleński będzie towarzyszył Kolbergowi w ostatnim okresie życia, stanie się&#13;
świadkiem jego ostatnich dni, a po jego śmierci – inicjatorem budowy pomnika nagrobnego ku jego pamięci.&#13;
Uczniem Żeleńskiego był m.in. Ferdynand Hoesick (1867–1941), pisarz, wydawca i księgarz, historyk literatury i muzykograf, który w latach&#13;
1&#13;
M. Dziadek Polskie salony muzyczne…, s. 76. Zob. też A. Gabryś Salony krakowskie…,&#13;
s. 68 i 229.&#13;
2&#13;
W. Żeleński W sprawie pomnika dla Oskara Kolberga, „Czas” 1892, nr 261 (z 13 XI).&#13;
&#13;
454&#13;
&#13;
�1888–1890 studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim i bywał u Władysława Żeleńskiego. W swoim pamiętniku Hoesick wspominał niedzielne&#13;
odwiedziny w domu nauczyciela:&#13;
[…] czułem się tam jak w domu, a przy wybornej herbacie z samowaru, słynnej&#13;
u Żeleńskich, aż nadto miałem okazji do kształcących rozmów z panią Żeleńską o literaturze, z „dyrektorem”, który wtedy komponował Goplanę, o muzyce.&#13;
Do tej herbaty często zasiadał również sędziwy Oskar Kolberg, znany zbieracz&#13;
pieśni ludu polskiego, u którego „dyrektor” jako u specjalnego znawcy melodii&#13;
ludowych nieraz przy mnie zasięgał rad co do niektórych pieśni i arii w Goplanie. Stary Kolberg jako kolega szkolny Chopina interesował mnie podwójnie,&#13;
zwłaszcza, że kiedym w salonie zasiadał do którego z dwóch fortepianów, przy&#13;
czym najczęściej grałem rzeczy Chopina, chwalił moją grę, dziwiąc się, skąd&#13;
miałem takie szopenowskie uderzenie. Wiem, że nieraz o tym rozmawiał z panią&#13;
Żeleńską, siedząc z nią w przyległym pokoju stołowym1.&#13;
&#13;
Żeleński wspomina zainteresowanie Kolberga swoim uzdolnionym&#13;
uczniem, późniejszym wybitnym pianistą i kompozytorem o światowej sławie, bywającym w domu nauczyciela, Zygmuntem Stojowskim, którego&#13;
Kolberg często i chętnie słuchał, „znał od dziecka, zajmował się niemal do&#13;
chwil ostatnich, rozpytując się o rozwój jego talentu”2. Tak więc w domu&#13;
Żeleńskich, wypełnionym dobrą muzyką, także Chopina, i rozmowami o życiu muzycznym, przysłuchując się koncertom, mając dostęp do fortepianu i niekiedy grając samemu, z pewnością czuł się znakomicie. Bliższych&#13;
jednak okoliczności tych spotkań Kolberga i jego konsultacji związanych&#13;
z muzyką do Goplany3 z relacji samego badacza nie znamy. Koresponden1&#13;
F. Hoesick Powieść mojego życia (Dom rodzicielski). Pamiętniki, T. 1, Wrocław 1959,&#13;
s. 430 (pierwodruk: 1935 pt. Dom rodzicielski, w 4 tomach). Wspomniana przez Hoesicka&#13;
opera Goplana, z librettem Ludomiła Germana na podstawie Balladyny Juliusza Słowackiego,&#13;
miała premierę w Krakowie 23 lipca 1896 roku.&#13;
2&#13;
W. Żeleński W sprawie pomnika dla Oskara Kolberga…, nr 261. Zygmunt Stojowski&#13;
(1869 lub 1870–1946) uczył się od 1881 roku harmonii, kontrapunktu i gry fortepianowej u Żeleńskiego, jednocześnie uczęszczając do gimnazjum św. Anny. Wybitnie utalentowany, już jako&#13;
trzynastolatek występował publicznie ma koncertach Towarzystwa Muzycznego i w salonie&#13;
muzycznym Marceliny Czartoryskiej. W roku 1887 wyjechał na studia do Paryża, potem do&#13;
Nowego Jorku, gdzie zyskał międzynarodową sławę jako pianista, kompozytor i pedagog.&#13;
3&#13;
Konsultacje te potwierdza też muzykolog krakowski, Maciej Negrey, w artykule Władysław Żeleński 1837–1921, zmieszczonym w pracy Władysław Żeleński i krakowski salon&#13;
muzyczny…, s. 102, gdzie omawiając operę Goplana, stwierdza: „Konstruując sceny ludowe,&#13;
[Żeleński] konsultował się z Oskarem Kolbergiem”; nie podaje jednak źródła tej informacji, więc&#13;
&#13;
455&#13;
&#13;
�cji z kompozytorem brak, natomiast bliskie przyjacielskie stosunki także&#13;
z Wandą Żeleńską, żywo uczestniczącą w życiu kulturalno-literackim Krakowa, skąpo potwierdzają trzy późne listy. W związku z jubileuszem Kolberga w 1889 roku Żeleńska prosi go o informacje biograficzne potrzebne&#13;
dla prasy, a w ostatnich dniach życia chory już Kolberg wystosowuje do&#13;
niej 4 maja i 1 czerwca 1890 roku, tj. na dwa dni przed śmiercią, dwa lakoniczne i enigmatyczne listowne komunikaty, których treść ma charakter&#13;
sytuacyjny i jest po części niezrozumiała, lecz świadczy o zaufaniu wobec&#13;
adresatki i o jej opiece nad chorym1.&#13;
Ze wspomnień Żeleńskiego wyłania się też skład „ograniczonego koła&#13;
przyjaciół [Kolberga] w ostatnich czasach”. Jako należący wraz z żoną do&#13;
tego kręgu wymienia on Ksawerego i Tadeusza Konopków, prezesa Majera, Kopernickich, Blizińskich, którzy po sprzedaży Bóbrki w połowie 1888&#13;
roku przeprowadzili się do Krakowa, Tomasza Mączkę, lekarza, który opiekował się Kolbergiem w ostatnich miesiącach życia, pastora Jerzego Gabrysia, proboszcza parafii ewangelickiej św. Marcina w Krakowie, a także&#13;
Alfreda i Marię Stojowskich. Matka wspomnianego wyżej Zygmunta, Maria&#13;
z Bogdańskich Stojowska, była pianistką, osobą ustosunkowaną w sferach&#13;
towarzysko-artystycznych i naukowych, i w okresie, gdy rodzina mieszkała w Krakowie, prowadziła salon muzyczny2, w którym bywali artyści&#13;
o międzynarodowej sławie. M.in. w 1884 roku odwiedził go Józef Ignacy Paderewski, którego poznał wtedy kilkunastoletni Zygmunt Stojowski&#13;
i z którym zawiązał potem przyjaźń na całe życie. Poza tą wzmianką Żeleńskiego, który zaprzyjaźniony był z rodziną Stojowskich, brak informacji&#13;
o odwiedzinach Kolberga w ich domu.&#13;
Jako charakterystyczną postać Krakowa wspomina też Kolberga syn&#13;
Władysława, znany pisarz i publicysta, Tadeusz Boy-Żeleński. W jednym&#13;
być może przytacza ją za świadectwem Hoesicka. Podobnie W. Poźniak, który pisze: „Mało kto&#13;
wie, że kompozytor przyjaźnił się z Oskarem Kolbergiem i że właśnie w czasie komponowania&#13;
Goplany często zasięgał u niego porad. Rezultat tych konsultacji zasługuje na wielkie uznanie,&#13;
bo chyba żaden poważniejszy kompozytor operowy przed Żeleńskim – oczywiście z wyjątkiem&#13;
Moniuszki – nie podchodził tak trafnie do naszej muzyki ludowej jak twórca Goplany” (Opera&#13;
po Moniuszce, w: „Z dziejów polskiej kultury muzycznej, T. II, Kraków 1966, s. 287).&#13;
1&#13;
Zob. listy 1444, 1546 i 1548 w cz. III Korespondencji… (DWOK T. 66). Bliskość Żeleńskiej&#13;
przy Kolbergu w ostatnich chwilach życia potwierdzają również wspomnienia pośmiertne mu&#13;
poświęcone (zob. m.in. artykuł Oskar Kolberg, „Czas” 1890, nr 127 (z 7 VI)). O kontaktach towarzyskich Kolberga por. też W. Bieńkowski, A. Gruca Krakowskie koneksje…, s. 73.&#13;
2&#13;
Zob. A. Gabryś Salony krakowskie…, s. 68 i 69.&#13;
&#13;
456&#13;
&#13;
�z esejów ze zbioru Znasz-li ten kraj?... pisze: „W owym czasie osiadł w Krakowie sędziwy Oskar Kolberg. Przyjmowano go Pod Baranami i Na Szlaku”.&#13;
Dalej Boy przytacza zabawną anegdotę. Pewna dama pyta półgłosem drugą,&#13;
wskazując Kolberga: „Qui est-ce, ce vieux (Kto to jest, ten stary?) – C’est le&#13;
Loude (To jest Lud). – Qu’est ce que c’est le Loude?...(Kto to jest Lud?)”1.&#13;
Wspomniany pałac Potockich Pod Baranami, zakupiony w 1822 roku&#13;
przez Artura Potockiego i Zofię z Branickich, stał się „pierwszym salonem&#13;
Krakowa i jednym z najważniejszych opiniotwórczych ośrodków arystokratycznych w Galicji”2. Sam Kolberg nigdzie jednak nie wspomina o swoich&#13;
odwiedzinach w siedzibie Potockich przy Rynku Głównym, stanowiącej&#13;
centrum życia towarzyskiego i kulturalnego Krakowa. Podobnie brak jego&#13;
informacji o bywaniu w sławnym wówczas salonie muzycznym Marceliny Czartoryskiej, który w zimie mieścił się w centrum miasta, przy ulicy&#13;
Sławkowskiej, a latem w willi Decjusza w Woli Justowskiej. Marcelina&#13;
Czartoryska, pianistka i działaczka charytatywna, wróciła na stałe do Polski w 1867 roku, po okresie swojego bujnego życia towarzyskiego w Paryżu, gdzie spotykała się z wybitnymi muzykami, m.in. z Chopinem jako&#13;
jego uczennica, protektorka i opiekunka. W Krakowie od 1869 roku prowadziła dom otwarty, który wkrótce stał się pierwszym salonem muzycznym w mieście. Organizowała dwa rodzaje przyjęć: wielkie, otwarte dla&#13;
wszystkich, podczas których sama grywała często na fortepianie, i małe,&#13;
zamknięte wieczory muzyczne. Była zasłużoną animatorką życia muzycznego w mieście, protektorką krakowskiego Towarzystwa Muzycznego. Dzięki&#13;
swoim zabiegom dyplomatycznym u władz w Wiedniu przyczyniła się do&#13;
powstania w 1888 roku Konserwatorium Muzycznego. W jej eleganckiej&#13;
rezydencji wypełnionej dziełami sztuki i pamiątkami historycznymi bywali najwybitniejsi przedstawiciele życia kulturalnego i artystycznego miasta&#13;
i przyjezdni goście ze świata sztuki. Swój salon muzyczny prowadziła do&#13;
1886 roku, do śmierci męża Aleksandra. Jest bardzo prawdopodobne, że&#13;
T. Boy-Żeleński Znasz-li ten kraj?... Pisma T. II, Warszawa 1956, s. 402 (pierwodruk: 1932).&#13;
Encyklopedia Krakowa, red. D. Kalisiewicz i in., Kraków 2000, s. 723. Zob. też A. Gabryś&#13;
Salony krakowskie…, s. 26–31 i 228. Być może, Kolberg bywał też gościem Potockich w ich rezydencji w Krzeszowicach pod Krakowem. Wskazywałaby na to wzmianka M.A. Szulca w liście&#13;
z 30 VI 1875 r., nigdzie jednak niepotwierdzona (Korespondencja… cz. I, DWOK T. 64, s. 531),&#13;
a także zapisy terenowe Kolberga melodii do tekstów pieśni z Krzeszowic zanotowanych w zbiorku nieznanego autora oraz okolicznościowe pieśni związane z życiem rodzinnym Potockich (zob.&#13;
np. O. Kolberg Krakowskie cz. II, DWOK T. 6, s. 276–277, nr 495 i przyp. źródłowy do tej pieśni&#13;
w suplemencie krakowskim, DWOK T. 73/III, s. 223–224 oraz w T. 73/II DWOK, s. 119, nr 919).&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
457&#13;
&#13;
�Kolberg, przynajmniej sporadycznie, bywał na muzycznych spotkaniach&#13;
u Czartoryskich, tym bardziej że Marcelina była uczennicą Chopina, miłośniczką jego gry i propagatorką kanonu interpretacyjnego utworów mistrza, oraz że gromadzili się tam dobrze mu znani krakowscy muzycy, m.in.&#13;
Władysław Żeleński i Zygmunt Cieszkowski, a także inne wybitne postacie,&#13;
jak np. Stanisław Tarnowski i Jan Matejko1. W korespondencji Kolberga&#13;
nazwisko Czartoryskiej przewija się wprawdzie kilkanaście razy, przeważnie przy okazji omawiania z Szulcem i Karasowskim biografii Chopina,&#13;
a także w okresie krakowskim w listach do Karoliny mowa o Czartoryskiej&#13;
jako o potencjalnej nabywczyni portretu Chopina pędzla Antoniego. Brak&#13;
tam jednak wyraźnych informacji o bezpośrednich kontaktach Kolberga&#13;
z Marceliną Czartoryską.&#13;
Ważnym dla Kolberga punktem Krakowa była księgarnia Friedleina&#13;
prowadzona po śmierci Daniela w 1855 roku przez jego syna Józefa, który&#13;
przejął rodzinną działalność po ojcu. Józef Friedlein (1831–1917), członek&#13;
Komisji Archeologicznej Akademii, był bibliofilem i kolekcjonerem, znawcą&#13;
i zbieraczem rzadkich druków i wydawcą cennych faksymiliów. Księgarnię&#13;
odrestaurował i uruchomił w kamienicy Hetmańskiej w Rynku Głównym&#13;
pod numerem 11. Rozwinął dział antykwaryczny, gromadził ryciny, mapy&#13;
i numizmaty, wydawał dzieła naukowe i literackie, podręczniki, albumy,&#13;
mapy i nuty. W roku 1884 został wiceprezydentem Krakowa, w roku 1893&#13;
prezydentem. Jego księgarnia rozprowadzała publikacje Akademii, wcześniej Towarzystwa Naukowego Krakowskiego, zajmowała się też powierzonym sobie kolportażem dzieła Kolberga. Była ważnym miejscem spotkań&#13;
Krakowian i przyjezdnych, ośrodkiem dyskusji i wymiany książek. Autor&#13;
Ludu bywał tam często, spotykając się z przyjaciółmi i znajomymi, mając okazję do rozmów i kontaktów, a także do rozpoznawania się w ruchu&#13;
wydawniczym i naukowym. Na adres księgarni Friedleina przychodziła&#13;
też do niego korespondencja krajowa i zagraniczna, a także książki i przesyłki pieniężne. Niedaleko, również w Rynku Głównym, pod numerem 23,&#13;
mieściła się filia krakowska księgarni Gebethnera i Wolffa, która z kolei&#13;
pośredniczyła w kolportażu Ludu na teren Królestwa Polskiego. Było to&#13;
również miejsce wizyt i spotkań Kolberga2.&#13;
Zob. M. Dziadek Polskie salony muzyczne…, s. 75 oraz A. Gabryś Salony krakowskie…,&#13;
s. 59–64 i 225.&#13;
2&#13;
Por. też W. Bieńkowski, A. Gruca Krakowskie koneksje…, s. 72–73. Tam mowa także (bez podania źródła informacji) o „bliskich kontaktach Kolberga z księdzem Józefem Pelczarem, profesorem&#13;
1&#13;
&#13;
458&#13;
&#13;
�Choć brakło badaczowi bliskich relacji rodzinnych, które były jego&#13;
udziałem w latach warszawskich, nie był zupełnie osamotniony w Krakowie; miał grono oddanych przyjaciół i był osobą rozpoznawaną w mieście.&#13;
Natomiast jego kontakty z Modlnicą urwały się prawie zupełnie. Informował o tym Karolinę w czerwcu 1886 roku:&#13;
Z Modlnicą stosunki są nader słabe jak zawsze, zapomnieli o mnie niemal zupełnie, więc i ja też nie mam powodów pamiętania o nich. Częściej już, lubo&#13;
także rzadko, spotykam się z Mogilanami (tj. z matką i pannami) u Ksawerego&#13;
lub Tadeusza K[onopki]1.&#13;
&#13;
Podobnie pisał do bratowej w marcu 1887 roku:&#13;
Siedząc najczęściej przy pracy w domu, zwłaszcza wieczorem, rzadko kiedy wychodzę na herbatę, nawet do tych kilku, jakich mam, przyjaciół. Z Konopkami,&#13;
o ile nie spotkam czasami kogoś z ich rodu na ulicy, nie mam żadnych stosunków&#13;
i nie wiem, czy te się kiedy znów nawiążą. Bo ja, nie widząc z ich strony zbliżenia,&#13;
narzucać im się nie myślę2.&#13;
&#13;
Czując coraz dotkliwiej ubytek sił i zdrowia, lecz pochłonięty bez reszty&#13;
wytężoną pracą, zmuszony był w miarę czasu ograniczać nawet skąpe kontakty z przyjaciółmi. Pozbawionemu troskliwej codziennej opieki doskwierała coraz bardziej samotnicza egzystencja. Żeleński wspomina, że zapytany&#13;
kiedyś o nią odpowiedział:&#13;
Mówią mi, że gdybym się był ożenił, byłbym mniej samotnym na starość. Zapewne. Ale czy ja wiem, czy mógłbym się tak w zupełności oddać pracy, czy&#13;
życie domowe nie odrywałoby mnie od niej? Czy towarzyszka zrozumiałaby&#13;
i lubiła moja pracę tak, żeby mi była pomocą? A może Bóg tak chciał, bym mojej&#13;
robocie już wyłącznie ślubował?3&#13;
&#13;
Pod koniec marca 1887 roku otrzymał Kolberg oficjalne zaproszenie do&#13;
udziału w pracach Komitetu „Wystawy Krajowej Rolniczo-Przemysłowej&#13;
teologii i byłym rektorem Uniwersytetu Jagiellońskiego” oraz o „wspólnych zainteresowaniach muzycznych łączących Kolberga z organistą wawelskim, Wincentym Rychlingiem Bartoszewskim”&#13;
(tamże, s. 73); jednak brak potwierdzenia tych kontaktów w dostępnych świadectwach źródłowych.&#13;
1&#13;
Brulion listu do Karoliny z 27 VI 1886 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 350.&#13;
Matka to Stefania Konopkowa, wdowa po Józefie, panny to ich córki, które jako dorosłe opuściły Modlnicę, gdzie wcześniej przebywały pod opieką ciotki Antoniny. Ksawery Konopka, syn&#13;
Michała, a kuzyn Józefa, oraz Tadeusz, najstarszy syn Józefa, mieszkali w Krakowie.&#13;
2&#13;
Brulion listu do Karoliny z 6 III 1887 r., tamże, s. 421.&#13;
3&#13;
W. Żeleński W sprawie pomnika dla Oskara Kolberga…, nr 261.&#13;
&#13;
459&#13;
&#13;
�i Maszyn Pomocniczych dla Rolnictwa i Przemysłu oraz Wystawy Sztuki&#13;
Polskiej w Krakowie r. 1887”. Zaproszenie to przyjął1. Jednak początkowo&#13;
napięta sytuacja polityczna i groźba wybuchu wojny, a także przygotowania&#13;
wojenne m.in. w Austrii i we Francji podawały w wątpliwość celowość&#13;
realizacji tego przedsięwzięcia2. Ostatecznie jednak po uspokojeniu się sytuacji Komitet zdecydował na posiedzeniu 27 marca, że wystawa odbędzie się&#13;
zgodnie z planem w roku 18873. Kolberg podobnie jak inni członkowie Komitetu podjął działania zmierzające do pozyskania osób wspomagających&#13;
wystawę oraz eksponatów gromadzonych według określonego programu.&#13;
Nie wiadomo dokładnie, w jakiej zdołał to uczynić skali, gdyż zachowały&#13;
się jedynie nieliczne ślady jego korespondencyjnych zabiegów o zasilenie&#13;
działu etnograficznego wystawy4 oraz sporządzony przez niego niedatowany brulion odezwy ponawiającej z ramienia Komitetu wystawy apel wystosowany „do władz i publiczności krajowej” z prośbą „o łaskawe nadsyłanie&#13;
zgłoszeń w duchu programu, które przyjmowane będą w tutejszym magistracie do 15 lipca”5. Dalsze poczynania Kolberga nie są znane, nie wspomina o nich konkretnie w listach, ograniczając się do informacji o udziale&#13;
w przygotowaniu wystawy etnograficznej. Jednak większe zaangażowanie&#13;
w tym zakresie uniemożliwiły mu kłopoty mieszkaniowe i zdrowotne,&#13;
które dotknęły go wiosną i latem 1887 roku, co wynika z korespondencji.&#13;
Pisząc do F.S. Kraussa 16 kwietnia 1887 roku, Kolberg wyjaśnia opóźnienie swojej odpowiedzi niedawną przeprowadzką, o której brak bliższych&#13;
informacji, a w późniejszym liście do B. Hoffa z 19 grudnia tego samego&#13;
roku, prosząc o adresowanie następnych przesyłek dla niego do „księgarni&#13;
Friedleina w Rynku”, dodaje: „nie na ulicę Warszawską […], gdziem mieszkał&#13;
1&#13;
List Komitetu Wystawy Krajowej z 21 III 1887 r. i odpowiedź Kolberga z 25 III 1887 r.,&#13;
Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 426 i 428.&#13;
2&#13;
Zob. wzmianki o groźbie wojny w listach Kolberga z lutego i marca, tamże, s. 415 i 421.&#13;
Zaostrzający się konflikt niemiecko-rosyjski i rozruchy polityczne w Bułgarii groziły do połowy&#13;
marca interwencją zbrojną Rosji, a w konsekwencji wystąpieniem innych mocarstw Europy.&#13;
Ostatecznie konflikt zażegnany został na drodze rokowań dyplomatycznych Rosji oraz jej&#13;
porozumienia w sprawie bułgarskiej z Turcją.&#13;
3&#13;
O przebiegu tego posiedzenia, dyskusji i decyzji o terminie, przygotowaniach do wystawy&#13;
i jej budżecie pisał „Czas” 1887, w nr. 71 (z 29 III), w artykule Wystawa Krajowa.&#13;
4&#13;
Zob. brulion listu do Z. Glogera z 1 VI oraz oryginał listu do J. Blizińskiego z 6 VII 1887 r.,&#13;
Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 438 i 440–441.&#13;
5&#13;
Jest to rękopis z licznymi skreśleniami, poprawkami i dopiskami zachowany w zespole&#13;
manuskryptów odnalezionych dopiero w 2014 roku, obecnie w Arch. PTL, w tece 47, sygn.&#13;
1354/III, k. 66.&#13;
&#13;
460&#13;
&#13;
�przed rokiem i od tego czasu dwa razy już zmienił mieszkanie”1. Poza tymi&#13;
wzmiankami nic więcej o tych przeprowadzkach nie wiemy. Były one&#13;
zapewne wynikiem dalszych kłopotów gospodarzy Kolberga, Jasińskich,&#13;
z niewypłacalnością i brakiem wystarczających środków materialnych uzyskiwanych od lokatorów. W następnych latach nadal Kolberg zmuszony był&#13;
zmieniać mieszkanie, co w oczywisty sposób komplikowało jego niezwykle&#13;
pracowite i wypełnione obowiązkami życie.&#13;
XXIV&#13;
[Radomskie cz. I (lipiec 1887). – Długa choroba oczu (lato i jesień 1887). – Wystawa Krajowa (wrzesień–październik 1887) i ograniczony udział w pracach&#13;
nad jej działem etnograficznym. – Starania o subwencję na tomy poświęcone&#13;
Galicji Wschodniej – petycja do Sejmu Krajowego (listopad 1887) i jej pozytywny wynik. – Uczestnictwo w pracach Komisji Antropologicznej. – Pieśni&#13;
ludu z Podola rosyjskiego w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej”&#13;
(1888). – Wydanie trzech tomów: cz. II Radomskiego, cz. IV Mazowsza, cz. III&#13;
Pokucia (1888). – Radomskie – kolejna ukończona monografia. – Spowodowana kłopotami z cenzurą zmiana karty tytułowej cz. IV i V Mazowsza. – Recenzja&#13;
W. Smoleńskiego cz. I–III Mazowsza (1887). – Trudne warunki bytowe Kolberga i ich obraz w oczach jego gości. – Aktywności pozawydawnicze (opinia o nowym czasopiśmie naukowym, „Wiśle”, sprawa E. Korytki i jego materiałów).]&#13;
&#13;
Na początku lipca badacz dysponował kolejnym gotowym tomem Ludu,&#13;
częścią I Radomskiego. Tę – według jego określenia – „nowo ukutą serię”&#13;
wysłał wtedy m.in. do Blizińskiego, którego informował też przy okazji&#13;
o niemożności wyjazdu latem z powodu tych samych kłopotów mieszkaniowych i obowiązków związanych z wystawą2. W tym czasie dopadła go&#13;
też poważna choroba oczu, o której wspomina później w listach do bliskich&#13;
i przyjaciół. W listopadzie pisał do B. Hoffa:&#13;
[…] w ciągu lata mocno cierpiałem na oczy, że oka prawego o mało nie straciłem&#13;
i przez parę miesięcy ani lekturą, ani pisaniem zajmować mi się wcale nie było&#13;
wolno. Leczyłem się w klinice. Teraz jest trochę lepiej, ale oszczędzać się muszę,&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
Zob. Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 431 i 432 (przyp. 2) oraz s. 477.&#13;
Zob. list do J. Blizińskiego z 6 VII 1887 r., tamże, s. 440–441.&#13;
&#13;
461&#13;
&#13;
�choć zajęcia bynajmniej mi nie brakuje, zaniechać też robót mego zawodu – już&#13;
z samej konieczności – w żaden sposób nie mogę1.&#13;
&#13;
Obszerniej relacjonuje ten problem Jadwidze Wernerowej:&#13;
Co do mojej choroby oczu, o której wspominasz, to Ci tyle tylko powiem, że mocne zapalenie trapiło mnie przez całe lato i jesień, trzymając jak na uwięzi w Krakowie, minęło wreszcie – dzięki ciągłej i trafnej (w końcu) kuracji w tutejszym&#13;
Instytucie oftalmicznym dra Marcisiewicza; jemu to zawdzięczam, iż prawe oko&#13;
(które już za stracone uważałem) ocalonym zostało. Możesz sobie wyobrazić, ile&#13;
cierpieć musiałem, skazany na 4-miesięczną bezczynność, często na bezsenność&#13;
z bólem oka połączoną, siedzenie przeważnie w ciemnym pokoju przez parę miesięcy itd. Do tego wszystkiego ciągła obawa o stratę chorego oka, na którym się&#13;
i wrzód zrobił, oraz nadwerężenie drugiego, które już się mocno łzawić poczęło.&#13;
Wszystko to najczarniejsze przynosiło mi myśli do głowy, bo w moim położeniu&#13;
literata strata oczu równałaby się niemal śmierci – o chłodzie i głodzie. A tu&#13;
jeszcze na domiar poruczono mi pewne czynności przy tutejszej Wystawie Rolniczo-Przemysłowej, których naturalnie spełnić nie byłem w możności. Dzięki&#13;
Bogu, wszystko to przeszło i już od miesiąca prawie wolno mi się zajmować&#13;
pracą po dawnemu, ale zalecono mi oszczędzać się (przynajmniej w ciągu zimy)&#13;
i nie narażać zbytnio oczu – więc pracować mam tylko przy świetle dziennym,&#13;
przy lampie zaś tylko w razie koniecznym, i to nie dłużej nad parę godzin2.&#13;
&#13;
Tak więc obowiązków związanych z Wystawą nie mógł Kolberg w oczekiwanym zakresie kontynuować, opóźnieniu uległy też jego terminowe prace nad częścią IV Mazowsza3, która ukazała się dopiero w roku następnym.&#13;
Tymczasem Wystawa Rolniczo-Przemysłowa, otwarta od 1 września do&#13;
12 października na miejskich Błoniach i urządzona z rozmachem, spotkała&#13;
się z żywym zainteresowaniem uczestników i odwiedzających. Skupiała&#13;
ponad 800 wystawców i połączona była z wystawą etnograficzną, wysoko ocenianą merytorycznie; recenzent „Czasu” pisał o niej: „Zdumiewa&#13;
Brulion listu do B. Hoffa z 14 XI 1887 r., tamże, s. 461.&#13;
Brulion listu do J. Wernerowej z 12 I 1888 r., tamże, s. 488–489. Pod użytą przez Kolberga nazwą „Instytut oftalmiczny” funkcjonował szpital okulistyczny w Warszawie; w Krakowie&#13;
jedynym specjalistycznym zakładem chorób oczu była wówczas Klinika Okulistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Feliks Marcisiewicz (1857–1923), lekarz okulista, studiował na Wydziale&#13;
Lekarskim UJ (1878–1883), w r. 1887 pełnił w tej klinice funkcję stałego asystenta.&#13;
3&#13;
Pisał o tym w brulionie listu do K. Dobrskiego z 7 XII 1887 r., Korespondencja… cz. III&#13;
(DWOK T. 66), s. 473.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
462&#13;
&#13;
�bogactwem materiału, poucza przejrzystym i wzorowym układem”1. Największym zainteresowaniem cieszyły się stroje ludowe z różnych ziem&#13;
Rzeczypospolitej (34 kompletne ubiory na manekinach umieszczonych&#13;
w osobnych szafach) oraz fragmenty innych, m.in. znad Czeremoszu, z Podola galicyjskiego, z Wielkopolski, Krakowskiego i Litwy, oryginalne hafty&#13;
z Kresów Wschodnich, fotografie typów ludowych, kolekcja pisanek, zbiory&#13;
ceramiczne i koszykarskie, instrumenty ludowe, jak lira ukraińska, dudki&#13;
i piszczałki, skrzypce góralskie (gęśliki). Ważnym kulturalnym wydarzeniem&#13;
była też towarzysząca powyższej Wystawa Sztuki Polskiej, otwarta w Sukiennicach, w której skład weszły w całości zbiory Muzeum Narodowego.&#13;
Starannie opracowany Katalog ilustrowany pierwszej wielkiej Wystawy&#13;
Sztuki Polskiej (wydany w Krakowie w 1887 roku) obejmował ponad 500&#13;
pozycji reprezentujących około 200 artystów z dziedziny malarstwa, rzeźby, sztuki graficznej i architektury. Ponadto na wystawie znalazły się także&#13;
eksponaty z zakresu „sztuki zastosowanej do przemysłu i rękodzielnictwa&#13;
artystycznego” oraz „okazy przemysłu artystycznego dawnego (starożytnictwo) i pamiątki historyczne”2.&#13;
Jeszcze w czasie trwania wystawy, która gromadziła w Krakowie ważne i wpływowe osobistości Galicji, Kolberg – mimo poważnych kłopotów zdrowotnych w lecie i jesienią, a raczej wbrew nim – z determinacją&#13;
podejmuje kolejne próby pozyskania funduszy na kontynuację swojego&#13;
wydawnictwa, tj. na edycję bogatych materiałów z Rusi. Spieszy się, by&#13;
wykorzystać ważne dla swoich starań rozmowy, spotkania i świeże kontakty, nawiązane przy okazji wystawy. Zabiega o przychylność i poparcie&#13;
dla planowanej inicjatywy wniesienia pod obrady Sejmu podstawowej dla&#13;
swego dzieła sprawy funduszu3. Uzyskuje życzliwą opinię dla tego projektu&#13;
Wystawa krajowa. Wystawa etnograficzna, „Czas” 1887, nr 208 (z 13 IX).&#13;
H. Struve Pierwsza Wystawa Sztuki Polskiej w Krakowie. Przegląd krytyczny przez…,&#13;
„Kłosy” 1887, T. XLV, nr 1161 (z 17 IX) i 1162 (z 24 IX). Relacje o Wystawie przynosiły cykliczne&#13;
sprawozdania i wiadomości organizacyjne w specjalnej rubryce pt. Wystawa Krajowa, „Czas”&#13;
1887, nr 199 (z 1 X) – nr 214 (z 20 IX) i 232 (z 11 X) – 240 (z 20 X); tam w nr. 208 (z 13 X) omówienie Wystawy Etnograficznej. Zob. też sprawozdanie z otwarcia ekspozycji Wystawa krajowa&#13;
w Krakowie, „Kłosy” 1887, nr 1160 (z 10 IX).&#13;
3&#13;
Zob. bruliony listów do W. Rebczyńskiego z 3 X i do L. Wierzbickiego z 6 X 1887 r.,&#13;
Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 453–457. Władysław Rebczyński (1836–1911), muzealnik, uczestnik powstania styczniowego, od 1878 roku był sekretarzem, zastępcą kustosza, od&#13;
1886 r. kustoszem, od 1904 roku wieloletnim dyrektorem Muzeum Przemysłowego we Lwowie, należał także do lwowskiego grona członków Komisji do Badania Historii Sztuki w Polsce&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
463&#13;
&#13;
�ze strony Włodzimierza Dzieduszyckiego i prezesa Józefa Majera i 17 listopada wystosowuje petycję do Sejmu Krajowego z prośbą o subwencję na&#13;
wydawnictwo tych materiałów. Przedstawia najpierw pokrótce stan swojego wydawnictwa, sposób dotychczasowego finansowania przez Akademię&#13;
(około 500 fl. rocznie) oraz Kasę Mianowskiego (750 rub. sr. rocznie) i określa dalsze potrzeby w związku z ogromem posiadanego a jeszcze niewydanego materiału ruskiego:&#13;
Ale zbiory moje obejmują prócz wskazanych tu zasobów równie cenny, a niemniej obfity (bo na kilkanaście tomów obliczony, jak tego dowodzi załączony&#13;
przy niniejszym piśmie wykaz) materiał etnograficzny z Rusi, a osobliwie Rusi&#13;
halickiej pozyskany, na wydawnictwo którego Akademia Umiejętności, do której&#13;
się o poparcie na ten cel udałem, przy rozgałęzionych a licznych obecnie swych&#13;
wydatkach odpowiedniego funduszu nie posiada.&#13;
&#13;
Wniosek ten Kolberg motywuje koniecznością przyspieszenia prac&#13;
w związku ze swoim podeszłym wiekiem i słabnącą kondycją fizyczną. Pisze:&#13;
Gdyby wiek mój nie był, tak jak jest, podeszły, gdybym więc mógł mieć nadzieję, że robiąc użytek z rękopisów mych w tak powolnym tempie, jak to dotąd&#13;
jedynie być mogło, zdołam zużytkować mozolnie zebrany materiał przy pomocy&#13;
rzeczonych korporacyj naukowych, to wstrzymałbym się od prośby, którą obecnie zanoszę do Wysokiego Sejmu. Że zaś lata mego życia nie dozwalają łudzić się&#13;
tym błogim widokiem, nie chcąc więc, żeby praca mego życia po mojej śmierci&#13;
zmarniała, upraszam, ażeby Wysoki Sejm wyznaczyć raczył łaskawie sumę fl.&#13;
2000 rocznie na wydanie dwóch tomów dzieła obejmującego opisy etnograficzne Galicji wschodniej; tom każdy po 20–23 arkuszy druku wraz z ilustracjami&#13;
i muzyką1.&#13;
&#13;
Do petycji tej dołącza wykaz materiałów rękopiśmiennych złożonych w 30 tekach, a sporządzony wcześniej, bo z datą 26 września 1887&#13;
roku2. Przekazuje te dokumenty na ręce Michała Bobrzyńskiego, z prośbą&#13;
w Akademii Umiejętności. Ludwik Wierzbicki (1834–1912), inżynier, budowniczy i dyrektor&#13;
kolei żelaznych, współzałożyciel i współorganizator Muzeum Przemysłowego we Lwowie, był&#13;
docentem Politechniki Lwowskiej, radnym miasta Lwowa i posłem na Sejm Krajowy.&#13;
1&#13;
Zob. Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 463–465, cytowane fragmenty na s. 464.&#13;
2&#13;
Rękopis tego wykazu znajduje się podobnie jak list w zbiorach Biblioteki Narodowej,&#13;
(sygn. 3442, k. 47–48, list – k. 46). W archiwum Kolberga zachowały się także dwie identyczne&#13;
jak powyższa wersje spisu zawartości 30 tek, datowane 25 września 1887 r. (rkp. BN PAU i PAN,&#13;
&#13;
464&#13;
&#13;
�„o wniesienie i zalecenie” jego wniosku Sejmowi1, co jako posła i jednocześnie członka Akademii szczególnie go do tego uprawnia. Stara się dalej&#13;
o poparcie innych posłów i zwraca się prośbą o nie m.in. do Stanisława&#13;
Polanowskiego, przekazuje też swoje tomy dla księgozbioru Wydziału Krajowego we Lwowie, z prośbą o ich udostępnienie w czasie obrad sejmowych2. W sumie zabiega usilnie o właściwe postawienie sprawy na forum&#13;
sejmowym. Nad wnioskiem Kolberga obradowano w sejmie na posiedzeniu&#13;
20 stycznia 1888 roku, a o wyniku zawiadomił Kolberga Wydział Krajowy&#13;
pismem z 3 lutego. Petycję rozważono pozytywnie, rozwiązując problem&#13;
dodatkowej subwencji w ten sposób, że drogą uchwały podwyższono dotację Sejmu dla Akademii na wydawnictwa, „a przeto i na wydanie tego&#13;
dzieła, jeżeli Akademia uzna to za stosowne”3. Kolberg otrzymywał odtąd&#13;
od Akademii zasiłek w wysokości 1000 fl. rocznie – jak już wspominano –&#13;
podwojony w stosunku do dotychczasowych 500 fl.&#13;
Zimą, na przełomie roku 1887 i 1888, Kolberg znowu chorował, choć&#13;
stan oczu poprawił się, umożliwiając mu normalną pracę, o czym pod koniec stycznia donosił Blizińskiemu4. Narzuciwszy sobie plan jeszcze większej intensyfikacji prac wydawniczych, zobowiązany do ich przyspieszenia&#13;
przez podwyższoną dotację, wszystkie siły i czas poświęcał teraz swojemu&#13;
dziełu, redukując maksymalnie inne zajęcia i działania, a także ograniczając korespondencję. W styczniu 1888 roku pisał do Jadwigi Wernerowej&#13;
o swojej sytuacji życiowej, z goryczą powracając do zerwania z Modlnicą&#13;
i dając wyraz, jak bardzo je odczuł po spokojnych latach u Konopków:&#13;
Zresztą nic się w moim cichym trybie życia nie zmieniło, wyjąwszy to, że jako&#13;
coraz starszy, coraz bardziej dbać muszę o swą wygodę, lubo skromne moje&#13;
sygn. 2183, k. 77–78 i 79–80). Wcześniejszy, przywoływany już wykaz tek z 10 I 1886 r. zob.&#13;
Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), aneks 12.&#13;
1&#13;
Zob. brulion listu do M. Bobrzyńskiego z 21 XI 1887 r, Korespondencja… cz. III (DWOK&#13;
T. 66), s. 465–466. Michał Bobrzyński (1849–1935), prawnik, historyk, polityk, od 1877 r. profesor historii prawa polskiego i niemieckiego Uniwersytetu Jagiellońskiego, od 1878 r. członek&#13;
Akademii, współtwórca krakowskiej szkoły historycznej, był jednocześnie posłem na Sejm&#13;
Krajowy i do Rady Państwa w Wiedniu, a w l. 1908–1913 namiestnikem Galicji.&#13;
2&#13;
Zob. bruliony listów z 24 XI 1887 r. do S. Polanowskiego i do Wydziału Krajowego, Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 466–468. Stanisław Polanowski (1826–1898), ziemianin,&#13;
działacz gospodarczy, zajmujący się głównie rolnictwem, członek Izby Panów, poseł na Sejm&#13;
Krajowy.&#13;
3&#13;
Zob. Korespondencja…cz. III (DWOK T. 66), s. 497–498.&#13;
4&#13;
Zob. list do J. Blizińskiego z 29 I 1888 r., tamże, s. 494.&#13;
&#13;
465&#13;
&#13;
�potrzeby muszą się zastosować do przychodów. Toteż od trzech lat, jak jestem&#13;
lokatorem pp. Jasińskich, zubożałych, jak wiesz, obywateli z Wielkopolski, trzymam ich się stale, bo za tanie pieniądze mam tu wszystko, czego mi potrzeba,&#13;
ona zwłaszcza stała się prawdziwą przyjaciółką i opiekunką dla mnie, czego&#13;
dowiodła podczas ostatniej mojej choroby. Na miasto wychodzę przeważnie&#13;
tylko za interesami moich wydawnictw, a lubo mam tu mnóstwo życzliwych mi&#13;
znajomych, w ściślejszych jednak stosunkach żyję tylko z domem prezesa Majera&#13;
i domem dra Kopernickiego. Z Konopkami spotykam się czasami na ulicy, po&#13;
przywitaniu się atoli i pożegnaniu nader grzecznym rozchodzimy się. Do Tadeusza wszakże zachodzę niekiedy, a i on do mnie. Inni członkowie rodziny od&#13;
3 lat, jak mieszkam w Krakowie, wcale odwiedzić mnie nie raczyli. Odwiedziła&#13;
mnie tylko parę razy i odwiedza p. Antonina, cytowana sprawczyni zerwania,&#13;
racząc zasięgnąć wiadomości o moim zdrowiu, powodzeniu, niby to z wielkiej&#13;
troskliwości, lecz unikając przy tym starannie zapraszania mnie choćby na krótkie tylko odwiedziny na wieś do Modlnicy. A przecież było to miejsce, gdziem&#13;
w ich kółku wskutek ich własnej woli i chęci najspokojniej (choć niezbyt wygodnie) spędził lat 121.&#13;
&#13;
Mimo ograniczeń nadal jednak brał udział w pracach Komisji Antropologicznej. W lutym 1888 roku na jej posiedzeniu przedstawił swoją opinię&#13;
o powierzonym mu do oceny rękopisie Kleczyńskiego „zawierającym zbiór&#13;
melodii pieśni i tańców Górali-Podhalan wraz z uwagami o właściwościach&#13;
muzycznych tychże”, który autor przesłał Akademii do publikacji. „Przyznając wysoką wartość etnograficzną” tej rozprawie, poinformował jednocześnie, że była już ogłoszona w „Echu Muzycznym”, co przesądziło o odmowie ponownego wydania, gdyż Akademia z zasady nie robiła przedruków.&#13;
Kolberg przyczynił się jednak swoją rekomendacją do publikacji pracy&#13;
Kleczyńskiego w „Pamiętniku Towarzystwa Tatrzańskiego” w 1888 roku2.&#13;
Na tym samym posiedzeniu wziął też udział w ważnej dyskusji nad wyborem do druku rodzaju pisowni tekstów białoruskich i ukraińskich, która&#13;
się wywiązała z powodu przysłanego Komisji przez Karłowicza rękopisu&#13;
Brulion listu do J. Wernerowej z 12 I 1888 r., tamże, s. 489–490.&#13;
Posiedzenie Komisji Antropologicznej dnia 3 II 1888 r., „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. XVIII, 1888, s. X. W „Echu Muzycznym” z 1884 r. opublikowana&#13;
została m.in. praca Kleczyńskiego pt. Zakopane i jego pieśni (nr 41, 42, 44, 46), a w „Pamiętniku&#13;
Towarzystwa Tatrzańskiego” z 1888 r. Melodie zakopiańskie i podhalskie (s. 39–102), przedruk w: O. Kolberg Góry i Podgórze cz. II (DWOK T. 45), s. 447–493. Zob. też w tej sprawie&#13;
brulion listu Kolberga do J. Kleczyńskiego z 7 II 1888 r., Korespondencja…cz. III (DWOK T. 66),&#13;
s. 498–500.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
466&#13;
&#13;
�bajek białoruskich w skomplikowanej transkrypcji. Kopernicki jako sekretarz Komisji dokonał porównania wyrozumowanej pisowni Karłowicza&#13;
z uproszczoną, używaną dotychczas w 11. tomach „Zbioru Wiadomości”,&#13;
którą Karłowicz wcześniej ostro krytykował. Wykazał, że ta druga „oddaje&#13;
każde bez wyjątku brzmienie tych języków równie dobrze jak pierwsza”&#13;
i zwrócił uwagę, że pisownia Karłowicza niedostępna byłaby dla osób bez&#13;
przygotowania lingwistycznego, mających spisywać teksty ludowe, stwarzałaby trudności w druku i korektach i stanowiła „odstręczającą” barierę&#13;
dla czytelników. Po dyskusji z udziałem Malinowskiego, Kolberga i Majera&#13;
jednogłośnie uchwalono, „aby przy wydawaniu utworów ludowych spisanych w języku ruskim i białoruskim trzymać się pisowni polskiej używanej&#13;
dotychczas w «Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej»”, tj. pozostać&#13;
przy transkrypcji uproszczonej1. Nieco później, na posiedzeniu w kwietniu&#13;
Kolberg zaproponował odstąpienie Komisji do druku swoich wybranych&#13;
materiałów, nieprzeznaczonych do wydania we własnych monografiach.&#13;
Propozycja ta wiązała się z sygnalizowanym na posiedzeniu brakiem około&#13;
3 arkuszy do zapełnienia w dziale etnograficznym tomu XII „Zbioru Wiadomości” z 1888 roku, lecz miała także dotyczyć dalszych tomów wydawnictwa. Zostało to pozytywnie przyjęte i już w tym tomie periodyku ukazał&#13;
się artykuł Kolberga pt. Pieśni ludu z Podola rosyjskiego w latach 1858&#13;
i 1862 zebrał…2. Zawiera on 40 pieśni i melodii instrumentalnych oraz&#13;
informacje o zwyczajach związanych z Bożym Narodzeniem i Wielkanocą.&#13;
Rok 1888 wypełniała jednak przede wszystkim praca nad trzema wydanymi wówczas tomami: częścią II Radomskiego, częścią IV Mazowsza&#13;
i częścią III Pokucia. Pierwszy z nich finansowany był jak dotychczasowe&#13;
tomy Ludu z dotacji Akademii, drugi z zasiłku Kasy Mianowskiego, trzeci&#13;
dzięki świeżo podwojonej przez Wydział Krajowy subwencji Akademii. Już&#13;
14 października Kolberg w brulionie listu do L. Kuby notuje informację&#13;
o wysyłce tych tomów do adresata3.&#13;
„Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Mat.-Przyr.”, T. XVIII, 1888, s. X–XI. O dyskusji&#13;
nad pisownią por. też E. Jaworska Działalność Komisji Antropologicznej…, s. 168.&#13;
2&#13;
Posiedzenie Komisji Antropologicznej dnia 11 IV 1888 r., „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat-Przyr.”, T. XVIII, 1888, s. XXXVII–XXXVIII. Praca Kolberga zamieszczona&#13;
została w tomie XII z 1888 r., na s. 235–251 (odb. Kraków 1888); przedruk w: O. Kolberg Podole&#13;
(DWOK T. 47).&#13;
3&#13;
Pod tekstem w brulionie listu do L. Kuby figuruje notatka: „Posyłam Lud XXI, Mazowsze&#13;
IV, Pokucie III [zob. DWOK T. 21, 27 i 31], arię z Króla pasterzy i mazur (d-moll)”, a w liście&#13;
1&#13;
&#13;
467&#13;
&#13;
�Materiały własne w dwuczęściowym Radomskiem, podobnie jak wcześ­&#13;
niej w Lubelskiem i Kieleckiem, pochodziły z badań Kolberga prowadzonych w czasie wielokrotnych podróży w latach czterdziestych i pięćdziesiątych, po rok 18601. Jak wiadomo, autor po przenosinach do Krakowa nigdy&#13;
już nie przekroczył granic zaboru rosyjskiego, tj. Królestwa Polskiego. Choć&#13;
większość publikacji, z których korzystał przy opracowaniu monografii, ma&#13;
wcześniejszą metrykę z tamtego okresu, sięgał także i później po wiadomości&#13;
i teksty folkloru od korespondentów, po nowszą literaturę. Obszar, któremu&#13;
poświęcona jest monografia, obejmuje Opatowskie, Opoczyńskie, Sandomierskie i Radomskie, tj. tereny, dla których wcześniej planował osobne&#13;
opracowania, pragnąc uzyskać bardziej szczegółowy obraz kultury regionalnej. Konieczność takiego komasowania obrazu etnograficznego mniejszych&#13;
obszarów, mikroregionów, w większy region, prezentujący w tym przypadku historyczną ziemię sandomierską, stała się praktyką stosowaną w miarę&#13;
upływu lat coraz częściej. Wymuszała to presja czasu, możliwości realizacji&#13;
ogromnego programu przez jednego człowieka, a przede wszystkim koszty&#13;
ograniczające bezwzględnie ilość planowanych wcześniej tomów. Radomskie&#13;
zawiera zgodnie ze stałym schematem treściowym monografii wiadomości&#13;
dotyczące kraju i ludu, opisy zwyczajów i obrzędów, tzw. „świata nadzmysłowego”, czyli wierzeń, opowieści, materiały słownikowe, przede wszystkim jednak pieśni i melodie bez tekstu, których jest – łącznie z zawartymi&#13;
w dwuczęściowym suplemencie – ponad tysiąc dziewięćset. Jak zauważyła&#13;
Ewa Antyborzec, omawiając radomskie materiały Kolberga: „Taki stan rzeczy odzwierciedla zarówno zainteresowania Kolberga, jak i jego kompetencje&#13;
w zapisywaniu melodii poparte gruntownym wykształceniem muzycznym”2.&#13;
Dodać jeszcze można, wzmacniając tę opinię, że jest również odbiciem niesłabnącej pasji muzycznej Kolberga, dla którego żywioł muzyczny pozostawał zawsze najważniejszy, nawet z perspektywy badacza kultury. Warto&#13;
także zaznaczyć, że zasób ten oddaje – być może w niezamierzony przez&#13;
Kolberga sposób – szczególny sentyment dla ziemi, w której się urodził.&#13;
Kolberg pisze: „[…] nowy dziś Panu posyłam materiał do obróbki […]”, Korespondencja... cz. III&#13;
(DWOK T. 66), s. 543 i 542.&#13;
1&#13;
Omówienie zasięgu geograficznego monografii, materiałów w niej opublikowanych przez&#13;
Kolberga oraz wydanych współcześnie w suplemencie, a także badań Kolberga w tym regionie&#13;
zob. E. Antyborzec „Radomskie” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Radomskie. Suplement do&#13;
tomów 20 i 21 (DWOK T. 77/I), s. V–XXXIX oraz A. Sawicka, tamże, s. XXXIX–LXII.&#13;
2&#13;
Tamże, s. XV.&#13;
&#13;
468&#13;
&#13;
�Czwarta już część Mazowsza, także wydana w 1888 roku, obejmuje kolejny podregion wydzielony przez Kolberga, tj. Mazowsze stare. Mazury.&#13;
Kurpie. Podobnie jak w Poznańskiem Kolberg podzielił całe Mazowsze,&#13;
ten największy terytorialnie i najliczniejszy ludnościowo region polski, na&#13;
cztery mniejsze, zróżnicowane geograficznie i kulturowo obszary, „podregiony”, poświęcając każdemu jeden, wyjątkowo dwa z pięciu tomów. I tak&#13;
części I i II obejmują tzw. Mazowsze polne, przy czym część I zawiera&#13;
opis kraju i ludu, zwyczajów i obrzędów, część druga – pieśni i tańce,&#13;
część III przedstawia według nomenklatury Kolberga Mazowsze leśne,&#13;
część IV – jak wspomniano – Mazowsze stare. Mazury. Kurpie, część V,&#13;
która wydana zostanie dopiero w roku 1890 – Mazowsze stare. Mazury.&#13;
Podlasie. W takim ujęciu badacz scharakteryzował w częściach I–V kraj,&#13;
lud, zwyczaje i obrzędy oraz zebrał pieśni, natomiast opis wierzeń i prozę&#13;
ludową z całego Mazowsza planował opublikować łącznie w następnych&#13;
osobnych tomach1.&#13;
Już dużo wcześniej, w lipcu 1886 roku, Kolberg dowiedział się od Roberta Wolffa spotkanego „w przejeździe”, że cenzura warszawska zakwestionowała część II Mazowsza i sprzedaż książki w Królestwie została zabroniona. Przypuszczając, że chodzi jedynie o kilka fragmentów w pieśniach, prosił Wolffa o przedrukowanie karty lub kart z zakazanymi tekstami, co było&#13;
praktyką w takich sytuacjach stosowaną, także przez Kolberga. Tymczasem&#13;
książka zakwestionowana została w całości2. W czerwcu 1888, przed ukończeniem druku Mazowsza IV, a już po wydaniu części III, Kolberg otrzymał&#13;
wiadomość od sekretarza Kasy Mianowskiego, Konrada Dobrskiego, że ze&#13;
względu na zakaz cenzury wycofano tom II z katalogu książek wydawanych z zapomogi Kasy, a jednocześnie poproszono, by na dalszych tomach&#13;
Mazowsza nie podawał informacji o subwencji Kasy i funduszu Jaśkowskiego, gdyż mogłoby się to negatywnie odbić na działalności instytucji&#13;
jako nakładcy. Kolberg ze zrozumieniem odniósł się do tej wymuszonej&#13;
Opracowanie poświęcone Kolbergowskiej monografii Mazowsza, zawartym w niej materiałom wydanym w pięciu tomach (cz. I–V, DWOK T. 24–28) w XIX wieku oraz współcześnie&#13;
w dwu (cz. VI i VI, DWOK T. 41 i 42), a także w trzyczęściowym suplemencie (DWOK T. 80/I–&#13;
–III) oraz badaniom Kolberga na tym obszarze, kontaktom, współpracownikom itd., zob. E. Antyborzec i H. Pawlak „Mazowsze” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Mazowsze. Suplement do&#13;
tomów 24–28 (DWOK T. 80/I), s. V–LXXXI.&#13;
2&#13;
Zob. bruliony listów do R. Wolffa z 6 i 20 X oraz z 20 XI 1886 r., Korespondencja… cz. III&#13;
(DWOK T. 66), s. 373–374 i 388–389. Zob. też J. Kostecki, M. Rowicka Granice wolności słowa&#13;
w zaborze rosyjskim… T. 1 (1865–1889), Warszawa 2006, poz. 5530.&#13;
1&#13;
&#13;
469&#13;
&#13;
�obiektywnymi okolicznościami sugestii i kolejne części IV i V Mazowsza&#13;
nie zawierają informacji o zapomodze Kasy ani na kartach tytułowych, ani&#13;
we wstępach. Jednak ze względu na wymogi cenzury austriackiej, która&#13;
nakazywała umieszczenie w książce nazwiska lub nazwy nakładcy, tomy&#13;
te na odwrocie karty tyłowej opatrzone są adnotacją „Nakładem autora”1.&#13;
Jak się później okazało, także część IV Mazowsza zakwestionowano w zaborze rosyjskim „w całości”, natomiast część II Radomskiego dopuszczono&#13;
do obiegu warunkowo, wskazując kilkanaście zakazanych stron. Podobnym&#13;
całościowym zakazem objęto też dwie inne wymienione wyżej prace Kolberga zamieszczone w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej”:&#13;
Pieśni ludu litewskiego wraz z całym rocznikiem trzecim (1879) periodyku&#13;
oraz Pieśni ludu z Podola rosyjskiego z rocznika dwunastego (1888)2.&#13;
Mazowsze było regionem, który Kolberg miał okazję penetrować najdłużej i najszerzej podczas ponad 30-letnich badań w okresie zamieszkiwania&#13;
w Warszawie do roku 1871 i związanych z tym licznych, bardzo rozgałęzionych kontaktów oraz pomocy udzielanej badaczowi w życzliwych i gościnnych dworach mazowieckich w czasie jego podróży. Efektem jest bogactwo&#13;
materiałów zebranych samodzielnie w różnych stronach regionu, a także&#13;
pozyskanych dzięki współpracy korespondentów. Monografia Mazowsza&#13;
jest najobszerniejszą w całym jego wydawnictwie; składają się na nią, poza&#13;
pięcioma tomami wydanymi przez samego Kolberga, dwa tomy kolejne&#13;
opublikowane z pozostałych rękopisów w ramach Dzieł wszystkich, tj.&#13;
tomy 41–42 oraz trzyczęściowy suplement (T. 80/I–III). Okoliczności życiowe sprawiły jednak, że do wydania pierwszych pięciu części autor przystąpił dopiero po kilkunastu latach od opuszczenia Warszawy i zarówno&#13;
rodzinnego miasta, jak i Mazowsza już nie odwiedził.&#13;
Pierwsze trzy części Mazowsza zrecenzował w „Kwartalniku Historycznym”, nowym periodyku lwowskim, warszawski historyk, Władysław&#13;
Smoleński3. Stwierdzając, że „odznaczył się p. Oskar Kolberg nie zdolnościami szczególnymi lub wiedzą, lecz mrówczą w gromadzeniu rzeczy&#13;
&#13;
1&#13;
Zob. list Komitetu Kasy Mianowskiego z 20 VI i brulion odpowiedzi Kolberga z 2 VII 1888&#13;
r. oraz list Komitetu z 15 VII 1888 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 511, 514–515&#13;
i 521.&#13;
2&#13;
Zob. J. Kostecki, M. Rowicka Granice wolności słowa…, T. 1, poz. 6664, 6189, 2963 i 6665.&#13;
3&#13;
Recenzja Mazowsza cz. I i II, „Kwartalnik Historyczny” R. I: 1887, s. 280–282, Mazowsza&#13;
cz. III – tamże, s. 435–436.&#13;
&#13;
470&#13;
&#13;
�ludowych skrzętnością, przez co żniwo zebrał obfitsze niż inni”1, docenił&#13;
wprawdzie bogactwo i „ogrom” materiału, a nawet zawarte w jego dziele „nieocenione skarby”, lecz surowej krytyce poddał niektóre założenia&#13;
i metodę dokumentacji. Zarzucił autorowi brak precyzji i jednolitego kryterium przy podziale Mazowsza na podregiony, „nieokreśloność zasady”&#13;
podziału, tj. przyjęcie „nie wytrzymujących krytyki”, nieadekwatnych nazw&#13;
fizjograficznych (Mazowsze polne i leśne) obok historycznych (Mazowsze&#13;
stare i pruskie; to ostatnie w planach), podczas gdy podział powinien być&#13;
oparty „na dostrzeżonych odrębnościach etnograficznych”. Wytknął błędne&#13;
potraktowanie Podlasia, które stanowi pod względem historycznym i etnograficznym „jednostkę odrębną”, a jest przydzielone częściowo do Mazowsza leśnego, częściowo do starego, bo w całości rozciąga się po prawej&#13;
i lewej stronie Bugu. Skrytykował profil materiałów zawartych w części&#13;
I Mazowsza, w rozdziale „Kraj”, tj. opis Warszawy oraz innych miast i osad,&#13;
komentując:&#13;
Nie jest to więc ani geografia, ani historia i nie rozumiemy, z jakiej racji w dziele etnograficznym tego rodzaju wiadomości znalazły miejsce. Żadnego zgoła&#13;
z etnografią nie mają związku, najmniejszego bowiem nie dają pojęcia nawet&#13;
o własnościach topograficznych obszaru, gatunku gleby, sieci wód itp., nie potrącają również o właściwą historię2.&#13;
&#13;
Podobnie w części III monografii, w opisie kraju – według recenzenta –&#13;
autor nie wyróżnił etnograficznie obszaru, nie uzasadnił nazwy Mazowsze&#13;
„leśne”, nie podał „cech znamiennych, odróżniających tę część kraju od&#13;
Mazowsza «polnego»”3. Niepochlebnie ocenił też Smoleński rozdział „Lud”,&#13;
gdzie znalazł się – jego zdaniem – pozbawiony krytycyzmu i bezładny zbiór&#13;
„nie zawsze wiążących się z sobą” wypisów z prac innych autorów, zamiast&#13;
opisu etnograficznego, jednolicie i spójnie skonstruowanego z materiałów&#13;
z własnej obserwacji, co sprawia, że materiał ten „nie daje obrazu, lecz&#13;
strzępy tylko i to wartości niepewnej, skoro autor, zawierzywszy korespondentom i kolaboratorom gazet, całymi garściami bez wyboru z nich czerpie”4. W efekcie nie wiadomo, jaki jest w rzeczywistości lud zamieszkujący&#13;
Tamże, s. 281.&#13;
Tamże, s. 282.&#13;
3&#13;
Tamże, s. 435.&#13;
4&#13;
Tamże, s. 282.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
471&#13;
&#13;
�Mazowsze polne i leśne i czym się różni. Natomiast za materiał, któremu&#13;
„wartości odmówić nie można”, uznaje recenzent pieśni i tańce, zarówno&#13;
pomieszczone w ramach zwyczajów i obrzędów, jak i autonomiczne w części II, „dość dobrze usystematyzowane”. Podkreśla wielką wartość źródłową&#13;
i bogactwo zapisów muzycznych Kolberga, stanowiących „materiał nader&#13;
szacowny”, bo pochodzący w własnych jego badań i rejestracji. W pewnym&#13;
sensie Smoleński sam skorygował swój dość bezwzględny sąd na temat&#13;
monografii mazowieckiej, a pośrednio i metody Kolberga, pisząc:&#13;
P. Kolberg nie jest pisarzem, lecz wybornym zbieraczem. Uchybił w tomie&#13;
pierwszym pod względem ogarnięcia przedmiotu, konstrukcji i krytyki, dobrze&#13;
wywiązał w drugim, surowy podając materiał. Nieudolność pisarska nie może&#13;
uwłaczać sławie, na którą jako zbieracz wytrwały i umiejętny niezaprzeczenie&#13;
zasłużył1.&#13;
&#13;
Dodajmy, że owa „nieudolność pisarska” to nie tyle sprawa pióra Kolberga, ile eklektycznego doboru źródeł, a w efekcie nie zawsze fortunnego i spójnego w percepcji opisu, w którym przytaczane są różnego typu&#13;
przekazy, rozmaitej wagi relacje i wiadomości, a więc i „języki” cytowanych autorów. Inaczej niż chciałby to widzieć recenzent, który oczekiwałby własnego, obiektywnego i krytycznego opisu odautorskiego zagadnień&#13;
etnograficznych. Była już o tym mowa, że o ile wartość źródłowa i wybór&#13;
materiału w zakresie tych ostatnich mogły już wówczas bywać dyskusyjne,&#13;
o tyle w dziedzinie folkloru także współczesna nauka przyznała Kolbergowi&#13;
rację, doceniając wagę świadectw pozornie błahych, peryferyjnych i efemerycznych, ale niekiedy istotnych dla poznania zasobu i charakteru folkloru,&#13;
mechanizmu jego życia i funkcjonowania. Dopiero z dystansu wyraźniej&#13;
widoczna jest wyjątkowa perspektywa badawcza Kolberga, zwróconego&#13;
ku przyszłym pracom, interpretacjom i syntezom naukowym, dla których&#13;
dopiero gromadził on materiał. Autor Ludu wielokrotnie i przy różnych&#13;
okazjach, jak choćby w przywoływanej wyżej polemice z Biegeleisenem,&#13;
takie swoje stanowisko określał, będąc jednocześnie świadomym ograniczeń własnego warsztatu.&#13;
Jesienią 1888 roku w korespondencji Kolberga pojawia się nowy adres:&#13;
Pędzichów 3, co oznaczało kolejną przeprowadzkę, o której jednak brak&#13;
1&#13;
&#13;
Tamże, s. 436 i 282.&#13;
&#13;
472&#13;
&#13;
�bliższych informacji1. Mieszkanie to, a raczej skromny pokój na Kleparzu, wspomina przyszły filolog, Franciszek Krček (1869–1916), wówczas&#13;
student Wydziału Filozoficznego Uniwersytetu Lwowskiego i bibliotekarz&#13;
Czytelni Akademickiej, który odwiedził tam Kolberga w 1889 roku. Młody&#13;
gość autora Ludu pisał: „Ubóstwo wyziera tu z każdego kąta. Szuflady&#13;
u biurka nie domykają się”, kanapa obita zieloną skórą „służy swemu&#13;
właścicielowi zarazem za łóżko […], obok zaś stoi szafa nieróżniąca się&#13;
od zwykłej spiżarki ani materiałem, ani wykończeniem. Zamku jej brak&#13;
nawet, choć kryje w sobie tyle skarbów wiedzy, nauki”. […] W tej szafie&#13;
„cztery czy pięć półek przedzielonych pionową ścianką na dwa razy tyle&#13;
przegródek, w których liczne, a ledwo zamykające się teki […]”2. W pamięci autora pozostała rozmowa ze zmęczonym, bardzo już wycieńczonym,&#13;
ale życzliwym Kolbergiem o jego dziele, o pracy i trosce o dalsze losy&#13;
wydawnictwa wobec świadomości skąpego czasu, jaki mu pozostał na&#13;
jego kontynuację. A także wyrażona bezpośrednio świadomość niedomogów edycji i po raz kolejny powtarzane przekonanie, że stanowi ona tylko&#13;
materiał dla przyszłych badaczy.&#13;
Podobnie jak w dwu latach poprzednich Kolberg nie wyjeżdżał latem&#13;
1888 roku z Krakowa. Jego położenie materialne ucierpiało jeszcze dodatkowo z powodu choroby; wiek i wyczerpanie przekreślało jakiekolwiek&#13;
plany podróży. Już w marcu pisał do Karoliny:&#13;
Co do mego położenia materialnego to ono się – zwłaszcza skutkiem choroby – polepszyć wcale nie mogło. Więc przy szczupłym zarobku ani marzyć mogę o podróżach gdziekolwiek (tym więcej, że już i wiek mój na to nie pozwala), ani o jakichś&#13;
wydatkach, które przechodzą miarę najskromniejszych nawet wymagań3.&#13;
&#13;
Nie ustaje jednak w pracy nad dalszymi tomami, ale choć ogranicza&#13;
coraz bardziej inne zajęcia, żywo interesuje się bieżącą literaturą, zwłaszcza w zakresie etnografii. Z radością przyjmuje informację o założeniu&#13;
Taki adres widnieje na kartce pocztowej wysłanej do Kolberga przez Józefa Sikorskiego&#13;
2 X 1888 r., zob. Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 541.&#13;
2&#13;
F. Krček U Kolberga (Notatka z zeszłorocznych wspomnień), „Gazeta Narodowa” 1890,&#13;
nr 133 (z 12 VI). W roku 1889 i 1890 na prośbę Krčeka Kolberg przekazał bibliotece Czytelni&#13;
Akademickiej tomy Ludu i Obrazów etnograficznych za pół ceny. Zob. Korespondencja…&#13;
cz. III (DWOK T. 66), listy 1438, 1497, 1526, 1527, 1532 i 1536.&#13;
3&#13;
Brulion listu do Karoliny Wąsowskiej z 18 III 1888 r., Korespondencja… cz. III (DWOK&#13;
T. 66), s. 502.&#13;
1&#13;
&#13;
473&#13;
&#13;
�i programie nowego czasopisma, wychodzącej od 1887 roku w Warszawie&#13;
„Wisły”, „miesięcznika geograficzno–etnograficznego” pod redakcją najpierw Artura Gruszeckiego (do 1888 roku), potem, do 1899 roku, niestrudzonego Jana Karłowicza. Cieszy się, że etnografia znalazła nowe łamy&#13;
w specjalistycznym, wzorowo kierowanym periodyku i od początku skupiać&#13;
będzie prace wybitnych badaczy współpracujących z pismem, publikując&#13;
rozprawy etnograficzne, antropologiczne i folklorystyczne, sprawozdania,&#13;
recenzje, przekłady, bibliografię polską i obcą, ale także w dziale korespondencji materiały etnografów amatorów. Warto zauważyć, że pierwszy&#13;
rocznik „Wisły” otwiera kwestionariusz opracowany przez Romana Zawilińskiego O sposobie gromadzenia materiałów etnograficznych, w swoich&#13;
tezach głównych pokrywający się w dużej mierze z założeniami i praktykami badawczymi autora Ludu i stanowiący ich kontynuację1. W liście&#13;
skierowanym do Karłowicza we wrześniu 1888 roku Kolberg wysoko ocenia przysłane mu zeszyty drugiego rocznika, znajdując w nich „artykuły&#13;
pierwszorzędnej dla nauki wagi”. Pochwala „postanowienie umieszczania&#13;
na szpaltach „Wisły” wycinków z gazet, czasopism, broszur itp. w jakimkolwiek z etnografią pozostających związku – a to w celu skupienia w jedno&#13;
ognisko materiałów rozproszonych po tylu różnorodnych pismach, gdzie&#13;
nierzadko one dla nauki marnieją”. Odwołuje się przy tym do takiej samej&#13;
własnej i wypróbowanej praktyki. Nawiązując do treści niektórych artykułów i podając kilka swoich uwag i propozycji, zastrzega jednocześnie „[…]&#13;
żałować mi tylko przychodzi, że sam czynnej do rozwoju pisma przyłożyć&#13;
nie mogę ręki. Prace bowiem nad własnym zbiorów uporządkowaniem&#13;
i wydawnictwem, a zbiorów tych jest jeszcze pod dostatkiem, tak dalece&#13;
mój czas pochłaniają, że go dla innych pism już nie starczy”. Wreszcie&#13;
wypowiada się na temat terminu „folklore”, który uważa za obcy duchowi&#13;
języka polskiego i dodaje, że „głosowałby chętnie za wyrazem «demotyka»,&#13;
proponowanym przez portugalskiego autora Braga”2.&#13;
„Wisła” R. I: 1887, s. 3–8, 43–48, 83–86, 123–127. Zawiliński postuluje przede wszystkim (s.&#13;
3–4) zbieranie materiału na obszarze jak najmniejszym, z uwzględnieniem wszystkich warstw&#13;
społecznych, wierny opis i zapis tekstów folkloru (spisywać, „nic nie dodając ani ujmując”, nie&#13;
eliminować faktów i utworów znanych skądinąd), położenie większego nacisku w badaniach&#13;
na zagadnienia kultury materialnej. Por. też H. Kapełuś „Wisła” (1887–1905), w: Dzieje folklorystyki polskiej 1864–1918…, s. 266–267.&#13;
2&#13;
List do J. Karłowicza z 2 IX 1888 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 529–531.&#13;
Zob. też list Karłowicza z 8 IX i brulion odpowiedzi Kolberga z 23 IX 1888 r., tamże, s. 535–537&#13;
i 539–541.Teófilo Braga (1843–1924), portugalski poeta i krytyk literacki, profesor literatury na&#13;
1&#13;
&#13;
474&#13;
&#13;
�Inny przykład aktywności pozawydawniczej może stanowić list do&#13;
Maksymiliana Gumplowicza, słowianoznawcy, syna Ludwika, na temat&#13;
życia i dorobku Emila Korytki, którym – jak wiadomo – Kolberg interesował się od dawna, zbierając o nim wiadomości w czasie pobytu w 1857&#13;
roku w Lublanie i później. Odpowiada na skierowane do niego zapytanie&#13;
Gumplowicza o spuściznę po tym polskim zesłańcu i zbieraczu pieśni&#13;
słoweńskich, dzieląc się wiadomościami pozyskanymi w trakcie swoich&#13;
poszukiwań, i informuje o scedowaniu przez siebie Bibliotece Jagiellońskiej zbiorku pieśni Korytki oraz przepisanych własnoręcznie przysłów&#13;
ze słoweńskiego druku zachowanego w pamiątkach po zmarłym, na który natrafił w 1880 roku w Piadykach pod Kołomyją u rodziny Korytki1. Mimo że wyraźnie ogranicza korespondencję, podtrzymuje listowny&#13;
kontakt z Kraussem i Kubą, z aprobatą śledząc ich kolejne, często mu&#13;
przekazywane prace, i w zamian posyła tomy swojego dzieła, odbierając&#13;
za nie wyrazy uznania i podziwu. Konkretnym ich przejawem jest przysłana w październiku 1888 roku przez Kubę odbitka z jego artykułem&#13;
biograficznym o Kolbergu zamieszczonym w czeskim piśmie „Osvěta” 2. Na&#13;
przełomie 1888 i 1889 roku prowadzi też korespondencję ze spotkanym&#13;
w Krakowie w 1887 roku Gersonem w sprawie ilustracji do będącej na&#13;
ukończeniu części V Mazowsza oraz Kaliskiego, a także do planowanej&#13;
części VI Mazowsza, która miała być poświęcona Mazowszu pruskiemu,&#13;
a której Kolberg nie zdążył już wydać3. Sporo czasu pod koniec 1888 roku&#13;
pochłania też sprawa rozliczeń z Kasą Mianowskiego i regulaminowych&#13;
zabiegów o dalszą dotację, którą na rok 1889 otrzymuje.&#13;
&#13;
uniwersytecie w Lizbonie, zamianę terminu „folklore” na „demotyka” zaproponował w pracy O Povo Portugues nos seus Costumes, Crenças e Tradiçoes (Lizbona 1886). Informacja ta&#13;
odnotowana została w „Wiśle” R. II: 1888, na s. 400, w artykule W. Lutosławskiego Folklore&#13;
w Hiszpanii i Portugalii, zamieszczonym w dziale Przegląd czasopism.&#13;
1&#13;
Zob. list M. Gumplowicza i brulion listu Kolberga do M. Gumplowicza z 5 i z 20 IX 1888 r.,&#13;
Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 532–534 i 538–539.&#13;
2&#13;
Artykuł L. Kuby pt. Oskar Kolberg – národopisec polský opublikowała „Osvěta” w 1888 r.,&#13;
z. 8, s. 733–740. Kolberg dziękuje Kubie za przesłany mu zeszyt czasopisma z artykułem i dodaje kilka sprostowań w brulionie listu z 14 X 1888 r., Korespondencja… cz. III, (DWOK T. 66),&#13;
s. 541–542.&#13;
3&#13;
Zob. listy do i od W. Gersona, tamże, nr 1416, 1421, 1428, 1432, 1441.&#13;
&#13;
475&#13;
&#13;
�XXV&#13;
[Udział w pracach Komisji Antropologicznej: ocena i opracowanie melodii&#13;
litewskich Juszkiewicza (marzec 1889). – Jubileusz 50-lecia pracy Kolberga&#13;
obchodzony w Krakowie (maj 1889). – Udział Kolberga w jubileuszu J. Kossaka (czerwiec 1889). – Załamanie zdrowotne i przeprowadzka do domu&#13;
Kopernickiego (lipiec 1889). – Łęczyckie i cz. IV Pokucia (1889). – Recenzja&#13;
I. Franki cz. III Pokucia (1889) i Krótka replika Kolberga (1890) oraz dwa&#13;
artykuły z materiałami z Polesia w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii&#13;
Krajowej” (1889). – Propozycja W. Dzieduszyckiego wydania Przemyskiego&#13;
(1889). – Choroba, ostatnie chwile: pożegnanie przyjaciół, cz. I Chełmskiego&#13;
– ostatni tom w rękach Kolberga, testament i śmierć (3 czerwca 1890) w relacji Kopernickiego. – Pogrzeb (5 czerwca 1890).]&#13;
&#13;
W styczniu 1889 roku, dziękując Jadwidze Wernerowej za tradycyjnie&#13;
wysyłane mu na Boże Narodzenie życzenia, Kolberg pisze do niej w duchu&#13;
utrwalonej od jakiegoś czasu rezygnacji, ale i z dystansem, które cechują&#13;
trudne dla niego ostatnie lata:&#13;
[…] siedzę już od kilku lat jak zaklęty na krakowskim bruku i na wieś nawet w lecie wcale się nie wymykam. Przyczyną tego jest nie tylko wiek mój podeszły, do&#13;
wycieczek już nie tak skory jak dawniej, ale i brak czasu, bo wydawnictw opóźnić nie mogę, a z powodu osłabionego wzroku i dla oszczędzania jego nie mogę&#13;
pracy mojej dokonywać i załatwiać tak szybko, jak ona tego wymaga i jak bym&#13;
sam tego pragnął, a nadto stosunek mój do pp. Jasińskich (zrujnowanych obywateli, jak wiesz) jest tego rodzaju, że oddalenie moje kilkomiesięczne uszczupliłoby i im nieco dochodu z mej miesięcznej płacy pochodzącego – wreszcie&#13;
i moja własna bieda, na chleb codzienny pracować mi nakazująca1.&#13;
&#13;
Prawdopodobnie to owa „bieda”, ciężar starości i trud codzienności wypełnionej nadmierną pracą skłoniły Kolberga do determinacji i ryzykownego kroku, jakim była próba powrotu pod dach Konopków w pierwszych&#13;
miesiącach 1889 roku. Nie zostało mu jednak oszczędzone kolejne gorzkie&#13;
rozczarowanie. W odpowiedzi na niezachowany list lub ustną, pośrednio&#13;
złożoną propozycję przyjęcia go na stały pobyt w Mogilanach, otrzymuje od&#13;
Stefanii Konopkowej, wdowy po Józefie, uprzejmą odmowę zamieszkania&#13;
u niej, umotywowaną brakiem warunków niezbędnych dla zapewnienia mu&#13;
1&#13;
&#13;
Brulion listu do J. Wernerowej z 29 I 1889 r., tamże, s. 569.&#13;
&#13;
476&#13;
&#13;
�spokoju i wygody. Kłopoty w licznej rodzinie, letnie zjazdy jej członków,&#13;
konieczność sprowadzenia na stałe owdowiałej córki z wnuczką, „trudy codziennego mozolnego gospodarowania”, to realne powody, wyjaśniające odmowę. Jak się wydaje, Kolberg je zrozumiał, jednak pod listem zanotował:&#13;
Wszystko to piękne – brak tylko tych kilku wyrazów: „Z tych powodów i wielu&#13;
jeszcze innych, nie mogąc Pana przyjąć do siebie na stałe, miło by mi jednak&#13;
było ze względu na dawną naszą przyjaźń widzieć Pana od czasu do czasu&#13;
w mym domu, czy to w święto, czy w niedzielę jaką, o ile byś przybyć zechciał,&#13;
i chętnie bym wówczas przysłała syna po Sz. Pana”1.&#13;
&#13;
W marcu 1889 roku Kolberg rozpoczął druk ostatniej, piątej części Mazowsza; ukończenie tego tomu przewidywał w styczniu 1890 roku2.&#13;
W tym czasie wypłynęła też w kręgach Akademii sprawa publikacji&#13;
melodii litewskich zebranych przez Antoniego Juszkiewicza. Po śmierci&#13;
w 1886 roku Jana Juszkiewicza, który wydał wcześniej teksty pieśni litewskich zgromadzone przez brata, Antoniego, rękopis melodii odnoszących się&#13;
do tych tekstów za pośrednictwem Jana Baudouina de Courtenay znalazł&#13;
się w gestii Jana Karłowicza, który zainteresował nim Izydora Kopernickiego, przysyłając mu „okaz”, tj. prawdopodobnie fragment rękopisu. Kopernicki z kolei, odpowiadając Karłowiczowi, uznał wysoką wartość zapisów&#13;
Juszkiewicza i celowość ich odrębnej publikacji przez Akademię, a także&#13;
wskazał Kolberga – za jego zgodą – jako potencjalnego autora muzycznego opracowania tych melodii do druku i przytoczył pozytywną opinię&#13;
autora Ludu: „Kolberg, obaczywszy okaz przez Pana przysłany, oświadczył,&#13;
że melodia jest umiejętnie i doskonale spisaną”3. Na posiedzeniu Komisji&#13;
Antropologicznej w marcu 1889 roku Kopernicki przedstawił w imieniu&#13;
Karłowicza i za zgodą rekomendującego rękopis Jana Baudouina de Courtenay zbiór 1740 melodii pieśni litewskich spisanych przez Juszkiewicza&#13;
jako kwalifikujący się do wydania „ze względu na nadzwyczajną doniosłość&#13;
naukową tego jedynego zbioru dla etnologii powszechnej”. Jednocześnie na&#13;
1&#13;
List Stefanii Konopkowej z 1 III 1889 r. oraz notatka Kolberga pod tym listem, tamże,&#13;
572–573.&#13;
2&#13;
Zob. informacje na ten temat w brulionach listów do K. Dobrskiego z 28 V i 26 XI 1889 r.,&#13;
tamże, s. 582 i 644.&#13;
3&#13;
I. Kopernicki Listy do Jana Karłowicza…, s. 76–77 i 78, listy z 1 i 5 II 1889 r. (cytowane&#13;
zdanie na s. 78). Z pomocy J. Juszkiewicza Kolberg korzystał w 1878 r., opracowując swój artykuł poświęcony pieśniom litewskim, zob. wyżej, s. 390–391.&#13;
&#13;
477&#13;
&#13;
�wniosek Kopernickiego przewodniczącemu Komisji, Majerowi, oraz Kolbergowi powierzono rozpatrzenie się w tym materiale i przygotowanie planu&#13;
jego edycji1. Kolberg zdołał jednak opracować jedynie 119 melodii, pracę&#13;
kontynuował Kopernicki, a całość opublikowana została dopiero w 1900&#13;
roku jako wydawnictwo Akademii2.&#13;
Także w marcu otrzymał wiadomość od Ksawerego Konopki – tym razem radosną i satysfakcjonującą – o inicjatywie obchodu jubileuszu 50-lecia jego działalności badawczej, który w dowód uznania dla zasług autora&#13;
Ludu i wdzięczności za jego pracę i dorobek postanowili zorganizować&#13;
w Krakowie przyjaciele3. Zasłużyli się tu szczególnie obaj Konopkowie:&#13;
Ksawery, prezes Komitetu organizacyjnego, oraz Tadeusz, podobno autor&#13;
pomysłu, a także Izydor Kopernicki, Józef Majer, Władysław Żeleński, Zygmunt Cieszkowski, tj. pozostali członkowie Komitetu jubileuszowego. Jako&#13;
formę obchodu 50-lecia pracy badawczej Kolberga (od pierwszych poszukiwań pieśni ludowych w okolicach Wilanowa) wybrano „wieczór deklamacyjno-muzyczny”, z którego dochód miał być przeznaczony na wsparcie&#13;
Posiedzenie Komisji Antropologicznej dnia 29 III 1889 r., „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. XIX, 1889, s. XLVI–XLVII, punkt 10 (na posiedzeniu tym Kolberg&#13;
był obecny). Zob. też I. Kopernicki Listy do Jana Karłowicza…, s. 80, list z 3 IV 1889 r., z informacją na temat rezultatu tego posiedzenia. Tam również (s. 80–81) opinia i kolejna rekomendacja autora listu dotycząca Kolberga: „Tymczasem przysposobieniem tych materiałów do&#13;
wydania zajmie się najchętniej nasz Kolberg stary. Stary on jest, to prawda, ale wyobrazić Pan&#13;
sobie nie może jego niezmordowanej pracowitości i ruchawości w przedmiocie tak przez siebie&#13;
umiłowanym. Co się tyczy jego znajomości rzeczy, to nie wiem, czy jest na świecie człowiek&#13;
znający się z własnego doświadczenia na muzyce ludowej w takim stopniu jak on, który całe&#13;
życie temu poświęcał się i zęby zjadł na tym. Doświadczenie jego i pamięć olbrzymia całego&#13;
materiału muzycznego jest rzadką. Tak sądzą o nim nie tylko nasi muzykalni koryfeusze, jak&#13;
np. Żeleński, który go wysoce ceni z tego względu i ciągle go się radzi w swoich pracach kompozytorskich, ale proszę przeczytać sąd sławnego muzyka–etnologa Kuby, Czecha, w artykule&#13;
jego o Kolbergu w zesz. 8 „Osvěty” za r. 1888. – Na tej podstawie mogę zapewnić Szanownego&#13;
Pana, że Kolberg znający jak mało kto muzykę ludową, nie tylko polską, ale i innych narodów,&#13;
a także litewską (bo przecież on pierwszy wydał największą dotąd liczbę melodii litewskich)&#13;
jest osobą najzupełniej ukwalifikowaną do podjęcia się tego zadania”.&#13;
2&#13;
Melodie ludowe litewskie zebrane przez św. pamięci Antoniego Juszkiewicza. Opracowane przez śp. Oskara Kolberga i śp. Izydora Kopernickiego, a ostatecznie opracowane, zredagowane i wydane przez Zygmunta Noskowskiego i Jana Baudouina de Courtenay, Kraków&#13;
1900. Przedruk 119 melodii opracowanych przez Kolberga w: O. Kolberg Litwa (DWOK T. 53).&#13;
3&#13;
List K. Konopki z 20 III 1889 r., Korespondencja... cz. III (DWOK T. 66), s. 575–576. Pierwsze informacje o planowanych obchodach podały dzienniki galicyjskie: „Czas” 1889, nr 84 (z 11&#13;
IV), w Kronice miejscowej i zagranicznej oraz „Gazeta Lwowska” 1889, nr 84 (z 12 IV), w dziale Kronika.&#13;
1&#13;
&#13;
478&#13;
&#13;
�dalszego wydawnictwa. Przewidziano ceny biletów w wysokości 1 oraz 2&#13;
zł. reń. i 50 centów za wstęp. Przedsprzedażą biletów zajęły się księgarnie&#13;
Krzyżanowskiego, Gebethnera i Friedleina. Jubileuszowy koncert, który&#13;
odbył się w dniu 31 maja w sali Towarzystwa Strzeleckiego (Bractwa Kurkowego), zgromadził tłumnie publiczność. Sprawozdawca „Czasu” pisał:&#13;
Widzieliśmy tam zgromadzenie prawdziwie doborowe: przedstawiciele wszystkich warstw społecznych, korporacyj naukowych, od prezesa Akademii, rektora&#13;
Uniwersytetu, aż do uczniów szkół niższych, piękne grono pań, zastęp artystów,&#13;
prezes Koła Literacko-Artystycznego i dziennikarstwo nasze w komplecie; nie&#13;
skończylibyśmy, chcąc wyliczać ten długi szereg osób, które należałoby wymienić1.&#13;
&#13;
Zgromadziły się delegacje i przedstawiciele instytucji i towarzystw naukowych, artyści, profesorowie, dziennikarze z Krakowa, Lwowa, Warszawy i Poznania. Obecni byli m.in. Józef Majer, Stanisław Tarnowski, Jan&#13;
Matejko, Juliusz Kossak, Michał Bałucki, Mieczysław Pawlikowski. W uroczystości uczestniczyła Karolina ze starszą córką Antoniną, a także Justyna&#13;
Konopczanka z rodziną, serdecznie witani przez Kolberga. Koncert poprzedziła uroczystość wręczenia wieńców pamiątkowych i medali honorowych&#13;
od szeregu towarzystw naukowych oraz od delegacji chłopskiej z Modlnicy, a także odczytanie licznych pism, telegramów gratulacyjnych i adresów&#13;
okolicznościowych nadesłanych z całego kraju i z zagranicy. Ich nadawcami były redakcje pism warszawskich, lwowskich i poznańskich, towarzystwa naukowe, organizacje studenckie, towarzystwa i zespoły muzyczne&#13;
Poznania, Warszawy, Lwowa, organizacje Polaków na obczyźnie, wiele osób&#13;
prywatnych z całego kraju i zagranicy. Kolberga wprowadzono uroczyście&#13;
na scenę, gdzie otoczyło go grono członków Komitetu, rodzina i delegacja&#13;
chłopska. Pierwszy przemówił przewodniczący Komitetu, Ksawery Konopka, podkreślając, że Kolberg „obrał za przedmiot pracy to, co stanowi podwalinę narodu, zdrowy i pełen sił żywotnych lud polski”. – „Szczęśliwyś,&#13;
1&#13;
Jubileusz Kolberga, „Czas” 1889, nr 126 (z 2 VI). Dokładne sprawozdanie pt. Uczczenie zasług Oskara Kolberga, podpisane inicjałami A.K., zamieściła też m.in. „Nowa Reforma” 1889, nr&#13;
126 (z 2 VI). Ponadto z okazji jubileuszu ukazały się w 1889 roku artykuły biograficzne poświęcone&#13;
Kolbergowi, m.in. pióra J. Karłowicza w „Wiśle” T. III: 1889, s. 468–473, W. Korotyńskiego w „Tygodniku Ilustrowanym”, nr 332 (z 11 V) oraz I. Kopernickiego w „Nowej Reformie”, nr 107 (z 10&#13;
V) – 109 (z 12 V). Ten ostatni tekst, obszerny i bogaty faktograficznie, nie skrywa przyjaźni, która&#13;
łączyła autora z Kolbergiem. Cytowane dalej fragmenty pochodzą z relacji w nr. 126 „Czasu”.&#13;
&#13;
479&#13;
&#13;
�Jubilacie – mówił – bo dzieło Twoje nie zna podziału Ojczyzny, ale obejmuje cały lud obszar jej ziemi zamieszkujący”1. Z życzeniem ukończenia&#13;
rozpoczętej pracy „ku chlubie narodu” wręczył srebrny wieniec w imieniu&#13;
Komitetu, rodziny Konopków i wszystkich uczestników uroczystości. Żeleński, przekazując wieniec w imieniu Towarzystwa Muzycznego, zwrócił&#13;
uwagę „na muzyczną stronę wydawnictw Kolberga, z której i sam mówca,&#13;
i inni muzycy niejednokrotnie czerpali natchnienie do swoich kompozycji”.&#13;
Przyjęta z owacją delegacja chłopska z Modlnicy w osobach: Mikołaja Kozienia, Tomasza Janeckiego i Tadeusza Wyzgi wystąpiła z wieńcem „uwitym z polnych naszych kwiatów i zbóż”, a pierwszy z wymienionych wyraził&#13;
„wdzięczność ludu polskiego temu, który życie swe poświecił jego zbadaniu&#13;
i opisaniu”. Wzruszony Kolberg dziękował każdemu z mówców, wyrażając&#13;
nadzieję na kontynuację dzieła. Po wręczeniu jubilatowi wieńców i dyplomów odczytano liczne telegramy gratulacyjne i adresy okolicznościowe od&#13;
instytucji i osób prywatnych, towarzystw naukowych i artystycznych, profesorów, artystów, pisarzy z Krakowa, Lwowa i Warszawy, „prawie wszystkich redakcji polskich dzienników”, stowarzyszeń akademickich, osób publicznych i prywatnych, działaczy społecznych, przyjaciół, rodziny itd.2.&#13;
Następnie Kolberg zasiadł w gronie rodzinnym i rozpoczął się koncert. Na&#13;
program złożyły się następujące utwory: Polonez Żeleńskiego na orkiestrę&#13;
pod kierunkiem kompozytora, Romans Rózi z Króla pasterzy Kolberga,&#13;
pieśni: Niedziela Moniuszki oraz Posyłka Żeleńskiego odśpiewane przez&#13;
Rytę Andrzejkowiczównę, Baśń tęczowa Asnyka i Jagódka Lenartowicza&#13;
w recytacji Wandy Siemaszkowej, Fantazja na temata polskie Chopina&#13;
w wykonaniu Franciszka Bylickiego, z towarzyszeniem orkiestry 13 pułku&#13;
pod kierunkiem kapitana Hocka, kilka utworów wykonanych przez włościański chór mieszany z Bieżanowa, kierowany przez założyciela, ks. proboszcza Józefa Kufla i organistę Jakuba Jamka, Rondo à la Mazur Chopina&#13;
odegrane na fortepianie także przez Bylickiego. Zrezygnowano z ostatniego&#13;
Ten fragment mowy Konopki, przytoczony tu za artykułem Jubileusz Kolberga w „Czasie” 1889, nr 126, w sprawozdaniu A.K. Uczczenie zasług Oskara Kolberga w „Nowej Reformie” 1889, nr 126 podano w wersji: „Szczęśliwy jesteś, bo Twoje dzieło nie zna zbrodni&#13;
dokonanej na naszej kochanej matce Ojczyźnie, nie zna rozbioru Polski! Tyś ją opisał, jej ludy&#13;
dał poznać, jak to mówią, od morza do morza, Koronę i Litwę!”.&#13;
2&#13;
Telegramy te i adresy w większości zachowały się w spuściźnie Kolberga i publikowane&#13;
są w cz. III Korespondencji (DWOK T. 66). Ponadto ich spis podaje „Czas” w nr. 126, a pełne&#13;
teksty publikuje „Nowa Reforma” także w nr. 126; tam również cytowane są przemowy wygłoszone na uroczystości.&#13;
1&#13;
&#13;
480&#13;
&#13;
�punktu programu, czyli utworu Dobrzyńskiego Finale z symfonii, z powodu&#13;
spóźnionej pory i „niesłychanego upału” w sali1. Zakończenie uroczystości&#13;
stanowił pokaz ogni bengalskich.&#13;
Relacje z koncertu opublikowały liczne pisma wszystkich trzech zaborów. Opinia wszystkich co do podniosłości celu i wspaniałego rezultatu&#13;
była zgodna. Uroczystość okazała się wielkim i spontanicznym hołdem dla&#13;
osoby i dzieła Kolberga, dla jego pracy, trudu, wyrzeczeń i osobistej skromności. Dostarczyła mu też wielu wzruszeń i satysfakcji, choć ten publiczny&#13;
aplauz onieśmielał nienawykłego do takich wyróżnień, zawsze skromnego&#13;
jubilata. Jeszcze przez kilka tygodni Kolberg odbierał gratulacje, listy i dyplomy honorowego członkostwa z kraju i z zagranicy. Następnego dnia po&#13;
koncercie informował Kraussa: „Otóż koncert wczorajszy wypadł dla mnie&#13;
(jak na Kraków) wcale pomyślnie i świetnie”.&#13;
A pod koniec czerwca pisał do Kuby:&#13;
Dary, wieńce, adresy i telegramy, jakie przy tej sposobności otrzymałem, wzruszyły mnie do głębi, bo były wymownym dowodem uznanych mych dobrych&#13;
chęci i zajęć; najwspanialszym z tych darów był wieniec srebrny, od literatów&#13;
warszawskich mi nadesłany, najrzewniejszym – w[ieniec] z kwiatów polnych&#13;
od wieśniaków2.&#13;
&#13;
Zaledwie trzy dni po koncercie wziął Kolberg udział w jubileuszowej&#13;
uroczystości z okazji 65-lecia urodzin Juliusza Kossaka, która odbyła się&#13;
3 czerwca w salach Towarzystwa Sztuk Pięknych w Sukiennicach. Obecność „jubilata Oskara Kolberga” w gronie szacownych osób: prezydenta&#13;
Szlachtowskiego, biskupa Krasińskiego i kanonika Pelczara, które obok rodziny zasiadły „najbliżej estrady”, odnotował „Czas”3. Jego obecność na&#13;
W 2015 roku w Krakowie odbył się koncert „pamięci Kolberga”, stanowiący replikę jubileuszowego koncertu z 1889 roku, zorganizowany w tym samym dniu, tj. 31 maja, w tym&#13;
samym miejscu (dawna Sala Strzelecka) i z tym samym programem (utwory Kolberga, Chopina, Moniuszki, Żeleńskiego, pieśni ludowe, wiersz Asnyka) przez Instytut Muzyki i Tańca oraz&#13;
Muzeum Historyczne Miasta Krakowa. Zob. K. Markiewicz Koncert pamięci Oskara Kolberga&#13;
– replika koncertu z 1889 roku, https//www.muzeum-radom.pl/muzeum-o-kolberga/koncert-pamięci-oskara-kolberga-replika-koncertu z 1889 roku (dostęp: 26.08.2020).&#13;
2&#13;
Bruliony listów do F.S. Kraussa z 1 VI i do L. Kuby z 25 VI 1889 r., Korespondencja… cz. III&#13;
(DWOK T. 66), s. 609 i 621.&#13;
3&#13;
Informację tę podał „Czas” 1889, nr 127 (z 4 VI), w sprawozdaniu pt. Jubileusz Juliusza&#13;
Kossaka. Zob. też ciąg dalszy sprawozdania, tamże, nr 128 (z 5 VI) oraz odrębny tekst biograficzny poświęcony artyście w nr. 127.&#13;
1&#13;
&#13;
481&#13;
&#13;
�głównej uroczystości w Sukiennicach podczas skierowanych do jubilata&#13;
mów oraz wręczania upominków, adresów i wieńców z całej Polski była&#13;
z pewnością wyrazem zażyłości i przyjacielskich relacji, jakie od dawna&#13;
łączyły go z Kossakiem. Ugruntowało je wspólne zamiłowanie do pamiątek&#13;
przeszłości, historii narodu i jej świadectw, do ikonografii dokumentującej kulturę polską, a także wspomniana wyżej współpraca nad tą ostatnią&#13;
dziedziną w ramach programu badań i prac w Komisji Antropologicznej.&#13;
Wzmianki w korespondencji Kolberga na ten temat świadczące o wzajemnych kontaktach i konsultacjach, a także serdeczny ton w zachowanym&#13;
liście Kolberga do Kossaka w odpowiedzi na zaproszenie na założycielskie&#13;
zebranie kierowanego przez malarza Koła Artystyczno-Literackiego w Krakowie1 są wyrazem zażyłości i wzajemnego zrozumienia. Brak jednak informacji, czy Kolberg bywał w otwartym domu artysty, w willi „Wygoda”,&#13;
nazwanej także „Kossakówką”, gdzie od 1869 roku, kiedy to Kossak osiadł&#13;
wraz z rodziną w Krakowie, odbywały się słynne spotkania towarzyskie&#13;
inteligencji, sfer artystycznych i arystokratycznych. Salon w neogotyckim&#13;
dworku Kossaków, prowadzony później przez syna i wnuki Juliusza, Wojciecha i jego dzieci – Jerzego, Marię i Magdalenę, trwał aż do II wojny&#13;
i gromadził najwybitniejszych przedstawicieli świata sztuki i kultury2.&#13;
Majowe uroczystości jubileuszowe, choć radośnie i głęboko przeżyte&#13;
przez Kolberga, były jednak dla niego z pewnością męczące, gdyż coraz&#13;
trudniej znosił tłumne zgromadzenia i niemożność pozostawania w cieniu.&#13;
Jego zdrowie i kondycja nadal były kiepskie. W kilka tygodni po majowych&#13;
uroczystościach zasłabł, coraz trudniej było mu pracować tak intensywnie&#13;
i wysiłek ten godzić z codziennymi niezbędnymi działaniami. Najbliżsi mu&#13;
przyjaciele dostrzegali tę sytuację od pewnego czasu i choć z pewnością jedną z odpowiedzi była inicjatywa uczczenia jubileuszu Kolberga, problemów&#13;
samodzielnego bytowania nie rozwiązywała. Potrzeba stałej opieki stawała&#13;
się coraz pilniejszą koniecznością. Wyjście znalazł niezawodny w staraniach&#13;
o Kolberga Izydor Kopernicki; zaprosił go na stałe do swojego domu, który&#13;
zresztą od początku był zawsze dla niego gościnnie otwarty. Na początku&#13;
1&#13;
Zob. brulion listu do J. Kossaka z 29 VI 1880 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),&#13;
s. 379. Drukowane zaproszenie na zebranie założycieli Koła Artystyczno-Literackiego, któremu&#13;
przewodniczył Kossak, z jego podpisem, przesłane Kolbergowi do Czortowca, gdzie przebywał&#13;
w związku z wystawą w Kołomyi, zachowało się w jego zbiorach (BN PAU i PAN, sygn. 2185/3,&#13;
k. 312–313).&#13;
2&#13;
Por. A. Gabryś Salony krakowskie…, s. 218 i 226.&#13;
&#13;
482&#13;
&#13;
�lipca autor Ludu przeprowadził się do domu przyjaciela przy ulicy Sławkowskiej 29, „trzeciego domu, idąc od plantów ku miastu”1. Ten wspaniałomyślny gest Kopernickiego zapewnił Kolbergowi w ostatnim roku życia&#13;
stałą troskę, opiekę i upragnione poczucie bezpieczeństwa. Gospodarz mógł&#13;
towarzyszyć mu teraz bezpośrednio w codziennej pracy, wciągnięty był&#13;
w jego zobowiązania, terminy, kontakty, wspomagał radą i dostarczanymi&#13;
lekturami, jeszcze intensywniej uczestniczył w jego życiu. Zawsze świadomy wartości i znaczenia prac Kolberga, nadal propagował jego dzieło, pośredniczył i orędował w jego sprawach w Akademii. Kolberg powierzał mu&#13;
też wszystkie swoje sprawy, wtajemniczał w konkretne problemy swojego&#13;
warsztatu, finanse, najbliższe i dalsze plany wydawnicze, życzenia co do losów swojego archiwum. Jako znakomity uczony był dla Kolberga nie tylko&#13;
opiekunem i lekarzem, oddanym przyjacielem i doradcą, ale i partnerem do&#13;
dyskusji i wymiany poglądów, konsultantem i recenzentem. Jego szacunek&#13;
i uznanie dla autora Ludu jako badacza i człowieka, a także niezwykle delikatnie okazywaną pomoc dokumentuje m.in. korespondencja prowadzona&#13;
przez Kopernickiego w latach 1887–1891 z Karłowiczem2. Świadczy o tym&#13;
choćby przytoczona wyżej rekomendacja Kopernickiego dotycząca kompetencji muzykologicznych Kolberga przekazana Karłowiczowi w związku z melodiami pieśni litewskich. Inny przykład stanowić może sugestia&#13;
elegancko wyrażona w liście do młodszego badacza, któremu Kopernicki&#13;
patronował, Seweryna Udzieli, by zwrócił się do Kolberga z prośbą „bardzo gorącą i serdeczną” o przysłanie mu tomów Ludu i Mazowsza dla&#13;
Zob. brulion listu do W. Wiślickiego z 2 VII 1889 r., Korespondencja… cz. III (DWOK&#13;
T. 66), s. 626.&#13;
2&#13;
Zob. I. Kopernicki Listy do Jana Karłowicza… s. 61–100. Za przykład, w jakim stylu&#13;
Kopernicki podkreślał rolę i miejsce Kolberga w etnografii, niech posłuży fragment wcześniejszego listu do Karłowicza z 4 kwietnia 1888 roku: „Łaskawie mi przysłany zeszyt „Wisły”, przeczytawszy z największym zajęciem, udzieliłem go Kolbergowi, który również oddaje Waszemu&#13;
pismu wielkie pochwały i szczerze się cieszy tym pismem. Z wyrażonego przezeń bardzo szczerego zadowolenia wnoszę, że lubo jest wielce zajęty i nad wiek swój przeciążony wydawnictwem swoich dzieł własnych, to mógłby i chętnie udzieliłby od czasu do czasu Pańskiej „Wiśle”&#13;
jaki kąsek pożądany ze swoich bogatych zasobów. Dlatego radziłbym Szanownemu Panu udać&#13;
się do niego z tą propozycją, ofiarując mu jeden egzemplarz „Wisły”, której współpracownik&#13;
taki doda niewątpliwie nie tylko splendoru, lecz i strawy dobrej” (tamże, s. 70). Jak wspomniano, Kolberg otrzymał od Karłowicza zeszyty „Wisły”, odpowiedział na propozycję współpracy&#13;
z pismem i życząc „najobfitszych plonów i jak najszerszego upowszechnienia”, wyraził przy&#13;
okazji kilka swoich uwag na temat jego profilu i zawartości (Korespondencja… cz. III, DWOK&#13;
T. 66, s. 529–531).&#13;
1&#13;
&#13;
483&#13;
&#13;
�tworzącego się pod jego kierunkiem Kółka Etnograficznego w Gorlicach,&#13;
gdyż on [Kolberg] „niezawodnie mi powie o Waszej odezwie, więc ja Waszą&#13;
prośbę poprę tak, że może bezpłatnie lub przynajmniej za pół ceny dostaniecie”1. Krótko potem Kopernicki informuje Udzielę, że został obrany&#13;
członkiem Komisji Antropologicznej „na przedstawienie moje i nieobecnego&#13;
na posiedzeniu O. Kolberga”. W ten sposób Kopernicki często eksponował&#13;
rolę Kolberga, którego skromność skłaniała raczej do pozostawania w cieniu. W jego listach, zwłaszcza pisanych do Karłowicza, osobie i dziełu Kolberga poświęconych jest szereg wzmianek i opinii. Poświadczają one także&#13;
pracę Kopernickiego nad spuścizną przyjaciela podjętą natychmiast po jego&#13;
śmierci oraz gorliwość i sumienność, z jaką realizował ostatnią wolę autora&#13;
Ludu jako wykonawca jego testamentu.&#13;
Po jubileuszu i przeprowadzce rygor pracy Kolberga, niezmiennie wytężonej i coraz pospieszniejszej, nie tylko nie uległ zmianie, ale jeszcze się&#13;
zaostrzył. Można to śmiało określić jako walkę z czasem człowieka świadomego w pełni, że czasu tego pozostało mu mało i że z każdym dniem jest&#13;
go mniej.&#13;
W roku 1889 ukazało się Łęczyckie oraz czwarty i ostatni tom Pokucia,&#13;
a na warsztacie Kolberga była piąta część Mazowsza, Kaliskie i pierwsza&#13;
część Chełmskiego.&#13;
Jednotomowa monografia Łęczyckiego (tom 22 Ludu) obejmuje niewielki obszar między Mazowszem, Kaliskiem i Kujawami; zgodnie z pierwotnymi planami Kolberga ziemię łęczycką i „gostyńską” [tj.gostynińską]2.&#13;
Zob. M. Rak Listy Izydora Kopernickiego do Seweryna Udzieli z lat 1887–1891, „Ling­&#13;
Varia” R. VIII: 2013, nr 1(15), s. 242 i 242–243 (listy z 24 XI i z 12 XII 1889 r.). Seweryn Udziela&#13;
(1857–1937), nauczyciel, zasłużony etnograf amator i badacz kultury ludowej Małopolski, w latach 1888–1893 był inspektorem szkolnym w powiecie gorlickim i grybowskim, a wyjazdy&#13;
łączył z badaniami i nawiązywaniem kontaktów z współpracownikami z kręgu nauczycieli&#13;
i uczniów. Kółko Etnograficzne skupiające nauczycieli założył 22 V 1889 r. Za radą Kopernickiego Udziela zwrócił się do Kolberga, a ten spełnił jego prośbę (zob. listy z 30 XI 1889 r. i z 20&#13;
I 1890 r., Korespondencja… cz. III, DWOK T. 66, s. 645 i 658). Na członka Komisji Antropologicznej Udziela wybrany został na posiedzeniu 11 XII 1889 r. (zob. „Rozprawy i Sprawozdania&#13;
z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. XX, 1890, s. XLIII). Z materiałów Kolberga wydał Śląsk&#13;
Górny (1906) i Tarnów-Rzeszów (1910), był współzałożycielem powstałego w 1895 r. we Lwowie Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego, twórcą i dyrektorem Muzeum Etnograficznego&#13;
w Krakowie.&#13;
2&#13;
Charakterystyka Łęczyckiego, materiałów źródłowych oraz badań Kolberga w tym regionie itd. przedstawione zostały przez E. Antyborzec we wstępie pt. „Łęczyckie” Oskara Kolberga&#13;
w: O. Kolberg Łęczyckie. Suplement do tomu 22 (DWOK T. 78), s. VII–XXXI.&#13;
1&#13;
&#13;
484&#13;
&#13;
�Ta ostatnia, jako należąca do historycznego Mazowsza, uwzględniona jest&#13;
także po części w tomie pierwszym Mazowsza, tzw. Mazowszu polnym,&#13;
co wskazuje, jak skomplikowany był podział na regiony według nieostrych&#13;
i krzyżujących się kryteriów, o czym tu już wspominano. Tom zawiera stosunkowo skromny materiał etnograficzny w postaci szczupłych zapisków&#13;
dotyczących kraju i ludu, a także skąpy zasób wierzeniowy oraz folklorystyczny w zakresie prozy ludowej, tj. bajek i podań, mimo że sam Kolberg&#13;
określa we wstępie Łęczyckie jako „ziemię tak płodną w tradycje”1. Zdecydowanie przeważają pieśni związane ze zwyczajami i obrzędami oraz „powszechne”, czyli autonomiczne. Osobliwością monografii jest dołączenie do&#13;
niej zbioru tańców kujawskich, które były przedmiotem szczególnego zainteresowania i analiz autora. W rozdziale zatytułowanym Kujawy pomieścił&#13;
więc w Łęczyckiem 147 melodii tanecznych, po części z przyśpiewkami,&#13;
traktując je jako kontynuację tańców opublikowanych w 1867 roku w monografii Kujaw, gdzie nie zdołał opublikować wszystkich „z powodów od&#13;
nas niezależnych”. Zabieg ten tłumaczył „łącznością ich z łęczyckimi, już&#13;
z samego obu tych prowincyj położenia, ułatwiającego ich wzajemne na&#13;
siebie wpływy, wynikającą”2, co jednak według muzykologów badających&#13;
ten materiał nie wyjaśnia wszystkiego, gdyż widoczna w rękopisach Kolberga pasja, z jaką pracował nad tańcami kujawskimi, nad ich specyficzną&#13;
trzyczęściową strukturą, oraz szczególne zainteresowanie, jakie okazywał&#13;
kujawiakom, przemawiają raczej za potrzebą ukazania całego zbioru, jakim&#13;
dysponował3.&#13;
Na czwartą część Pokucia, wydaną podobnie jak trzecia dzięki podwojonej dotacji Akademii, składa się zbiór „kazek”, w którym znalazły się baśnie&#13;
magiczne, legendy, anegdoty i opowieści wierzeniowe, bajki zwierzęce oraz&#13;
zagadki i łamigłówki. Wyjątkowo, gdyż na ogół badacz tego nie praktykował, wymienia we wstępie do tego tomu nazwiska „opowiadaczy: włościan,&#13;
włościanek, diaków i inne osoby (z różnych Pokucia pochodzące miejscowości), które nam spisane tu kazki w rodzinnej swej udzielali mowie […]”4.&#13;
O. Kolberg Łęczyckie (DWOK T. 22), s. IV.&#13;
Tamże, s. 211, rozdział „Kujawy”, przyp. 1.&#13;
3&#13;
Zob. D. Pawlakowa Zbiór tańców kujawskich Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Kujawy.&#13;
Suplement do tomów 3 i 4 (DWOK T. 72/I), s. VI–XXIII oraz Ł. Smoluch Zapisy muzyczne&#13;
w „Łęczyckiem”, w: O. Kolberg Łęczyckie. Suplement do tomu 22 (DWOK T. 78), s. XXXVII–&#13;
XLIII.&#13;
4&#13;
Pokucie cz. IV (DWOK T. 32), s. XI.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
485&#13;
&#13;
�Wśród wskazanych narratorów (osiem nazwiskiem, jedna inicjałem nazwiska), reprezentujących Kołomyję, Ispas, Horodnicę, Czortowiec i Jasienów&#13;
Polny, znalazł się nauczyciel, student, diak, a także ludowi wykonawcy1.&#13;
Jak wspomniano, na Pokuciu Kolberg miał bardzo sprzyjające warunki dla&#13;
swoich badań i kontaktów z informatorami dzięki pobytom u zaprzyjaźnionych rodzin, z Przybysławskimi z Czortowca na czele, oraz dzięki wystawie w Kołomyi. Stąd pozyskane materiały etnograficzne i folklorystyczne&#13;
wyróżniają się autentycznością i wiarygodnością. Wśród wymienionych&#13;
w cytowanym wstępie osób szczególnie cennym dla Kolberga współpracownikiem był Bazyli Jurczeńko, nauczyciel z Ispasa, potem student prawa&#13;
w Czerniowcach, którego materiały obejmowały nie tylko teksty bajkowe,&#13;
zamieszczone w części IV monografii, ale i pieśni, a także dotyczyły zwyczajów, obrzędów i wierzeń. Tym ostatnim poświęcona jest część III Pokucia&#13;
wydana rok wcześniej, która zawiera poza opisem „świata nadzmysłowego”&#13;
także rozdział „Tańce” oraz „Przysłowia”. Charakter materiałów do tej czterotomowej monografii, przeważnie pozyskanych z autopsji, z bezpośrednich&#13;
relacji i w dużej mierze dzięki wystawie oraz dodatkowo weryfikowanych&#13;
w trakcie szczegółowych konsultacji2, sytuuje Pokucie wysoko wśród Kolbergowskich monografii pod względem wartości źródłowej.&#13;
Trzecią część Pokucia zrecenzował w 1889 roku Iwan Franko (1856–&#13;
1916), ukraiński pisarz, poeta i slawista3. Z uznaniem wyraził się o zawartej w tomie rozprawie o tańcach ludowych na Pokuciu, zakwestionował&#13;
jednak sposób opracowania samych przyśpiewek, zarzucając ich zbiorowi&#13;
chaotyczność, brak metody w podziale materiału na zapisany oryginalnie&#13;
i przejęty z innych źródeł oraz „rozsiekanie” poszczególnych pieśni na kawałki, tj. rozerwanie zwrotek logicznie układających się w całość. Za wielką zaletę uznał transkrypcję tekstów rusińskich, która „u p. Kolberga jest&#13;
w ogóle bardzo trafną i świadczy o wysoce rozwiniętym u autora słuchu&#13;
i odczuciu właściwości danego dialektu”, co tak skomentował dalej: „Można&#13;
1 W materiałach do monografii Pokucia odnaleźć można więcej nazwisk i informacji&#13;
o wykonawcach i mieszkańcach wsi niż w źródłach Kolberga dotyczących innych regionów.&#13;
Pisze o tym A. Skrukwa, zob. „Pokucie” Oskara Kolberga… (DWOK T. 81), s. XXXVI–XXXIX.&#13;
2&#13;
Cennym przykładem charakteru, zakresu i szczegółowości tych konsultacji są spisane&#13;
przez Kolberga Pytania skierowane do W. Przybysławskiego z lat 1878 i 1881, opublikowane&#13;
w suplemencie do Pokucia (DWOK T. 81) jako aneksy I–III, na s. 247–261.&#13;
3&#13;
Tekst Franki ukazał się w „Kwartalniku Historycznym” R. III: 1889, na s. 740–741, przedruk w: O. Kolberg Pokucie. Suplement… (DWOK T. 81), aneks VIII, s. 286–288.&#13;
&#13;
486&#13;
&#13;
�śmiało powiedzieć, że dopiero od pojawienia się Pokucia Rusini otrzymali&#13;
sposobność poznania prawdziwej fonetyki tego wielce charakterystycznego&#13;
dialektu […]”1. Jednak i w tym zakresie wytknął autorowi niekonsekwencję zapisu gwarowego. Materiał w rozdziale „Świat nadzmysłowy” Franko&#13;
uznał za cenny, zwłaszcza w zakresie medycyny ludowej, wierzeń o roślinach i zwierzętach, ale zarzucił mu brak krytycyzmu wobec wykorzystanych źródeł i błędną ocenę ich autentyczności.&#13;
Kolberg odpowiedział recenzentowi na tych samych łamach2 z wyraźnym zniecierpliwieniem; po raz kolejny taka ocena jego dzieła wynikła bowiem, przynajmniej po części, z niezrozumienia założeń i metod jego pracy.&#13;
Zarzut „rozrywania” pieśni na pojedyncze zwrotki Kolberg odpiera najpierw kategorycznym stwierdzeniem, że ich w tym tomie nie ma, co następnie tak wyjaśnia:&#13;
Nikomu bowiem z dawniejszych nawet zbieraczy rzeczy ludowych nie przyszło&#13;
na myśl nazywać pieśniami kołomyjek, śpiewek krótkich, przyśpiewek, piosneczek okolicznościowych, wśród tańca najczęściej improwizowanych, równie jak krakowiaki urywkowych, nuconych już to w dwu- i czterowierszowych&#13;
zwrotkach, już zbitych w kilko- lub kilkunastozwrotkowe aglomeraty (odznaczone w naszej książce kreskami), a mogące równie dobrze w razie potrzeby&#13;
lub przypomnienia być rozbitymi, czyli (wedle słów sz. recenzenta) „posiekanymi” w drobniejsze, pojedyncze znów zwrotki, bo każda tworzy zwykle odrębną,&#13;
w sobie zamkniętą całość, a która to własność śpiewkę taką odróżnia stanowczo&#13;
od pieśni, gdzie ze względu na treść tej ostatniej wyrzucać zwrotek bez szkody&#13;
dla utworu nie można […]3.&#13;
&#13;
O ruchliwości autonomicznych przyśpiewek i tworzeniu z nich różnych&#13;
konglomeratów decyduje więc sytuacja wykonawcza i inwencja śpiewającego, a zestawianie w tomie „przypadkowo spojonych w jedno dla zbliżonej&#13;
treści lub podobieństwa obrazów” ma dokumentować mechanizm funkcjonowania tych tekstów, a nie sztywną, ustaloną formę takiej okazjonalnej całości. W odpowiedzi na zarzut Franki, że brak przy tańcach wskazówek źródłowych, odpowiada, że podaje je dla tekstów przejętych z innych zbiorów&#13;
Tamże, aneks VIII, s. 287.&#13;
Krótka replika jako odpowiedź na recenzję III tomu „Pokucia”…, „Kwartalnik Historyczny” R. IV: 1890, s. 221–223. Przedruk w: O. Kolberg Studia, rozprawy… (DWOK T. 63), s.&#13;
412–415 oraz w: O. Kolberg Pokucie. Suplement… (DWOK T. 81), aneks VIII, s. 288–291.&#13;
3&#13;
Tamże, aneks VIII, s. 288.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
487&#13;
&#13;
�w formie odsyłaczy pod tekstami kołomyjek, a spisane przez siebie opatruje notą o lokalizacji geograficznej. Do zarzutu „niejednostajnej w dziele&#13;
pisowni” rozumianej przez recenzenta jako niekonsekwencja transkrypcji,&#13;
generalnie ocenianej przez niego bardzo pozytywnie, odnosi się, kierując&#13;
do swojego wstępu do części IV Pokucia, gdzie tłumaczy ich przyczyny1.&#13;
Pisze tam:&#13;
Pragnąc zebrane tu kazki wiernie oddać w narzeczu miejscowego ludu, trzymaliśmy się przy spisywaniu ich metody fonetycznej i dlatego wsłuchiwaliśmy się&#13;
pilnie w brzmienie każdej niemal przez opowiadacza wymówionej głoski.&#13;
&#13;
Praktyka taka prowadzi go do wniosku, że „odmiany” wymowy właściwe są nie tylko różnym częściom regionu, lecz że bywają odbiciem wahań&#13;
wymowy lokalnej lub użycia dźwięku pośredniego, złożonego, nie dającego&#13;
się oznaczyć graficznie, a także mogą oddawać chwiejność wymowy jednego nawet narratora, i to w tej samej opowieści czy relacji. Wyczulone ucho&#13;
Kolberga obdarzonego znakomitym słuchem pozwalało na wychwytywanie&#13;
niuansów, a także na dokumentację żywego, konkretnego przekazu gwarowego, z wszystkimi jego odchyleniami i niekonsekwencjami, a nie ustabilizowanego, dialektologicznie poprawnego tekstu i „jednostajnej pisowni”. Te&#13;
walory dokumentacji Kolberga doceniła dopiero współczesna dialektologia,&#13;
o czym była już mowa wcześniej. Na zarzut braku krytycyzmu wobec źródeł ilustrujących świat wierzeń autor Ludu odpowiedział:&#13;
Prawda, żeśmy się starali o zdobycie jak największej liczby szczegółów, bo zasób&#13;
ich im obfitszy, tym się staje pożądańszym dla przyszłego rzeczy tych badacza.&#13;
Prawda też, żeśmy się nie zapuszczali w krytyczne każdego zdobytego szczegółu&#13;
ocenianie, gromadząc po największej części materiał surowy, bo czynność taka&#13;
należy do przyszłego mitologa, a nie do zbieracza, który – owszem – przedwczesnej krytyki jak najmocniej wystrzegać się powinien2.&#13;
&#13;
Kolberg wytknął też France, że „zarzut bezkrytyczności i niesforności podanego materiału” nie powinien być gołosłowny, lecz wsparty konkretnymi&#13;
dowodami, bo bez nich nie posiada wartości naukowej.&#13;
1&#13;
Tamże, aneks VIII, s. 290–291; Kolberg kieruje do przedmowy do cz. IV Pokucia (DWOK&#13;
T. 32), zob. s. X–XI.&#13;
2&#13;
O. Kolberg Pokucie. Suplement… (DWOK T. 81), aneks VIII, s. 290.&#13;
&#13;
488&#13;
&#13;
�Ta replika Kolberga była jego ostatnim głosem polemicznym. Świadczy&#13;
ona z jednej strony o niezmienności principiów, z drugiej o nierzadkim&#13;
ówcześnie braku zrozumienia dla jego perspektywicznego planu, opartego&#13;
na poprzedzającej naukowe wnioski pracy zbieracza, na skrzętnym gromadzeniu odpowiedniej bazy źródłowej, by dopiero później możliwa była interpretacja i krytyka materiału, a także kompetentne badania porównawcze.&#13;
Także w roku 1889 ukazały się w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii&#13;
Krajowej” dwa artykuły Kolberga poświęcone baśniom, zwyczajom i obrzędom weselnym z Polesia1. Ich publikacja związana była ze wspomnianą&#13;
wyżej propozycją Kolberga z 1888 roku odstąpienia Komisji Antropologicznej do druku swoich materiałów, których już nie zamierzał wykorzystać&#13;
w monografiach. O genezie tych prac brak bliższych danych, wiadomo&#13;
jedynie z noty Kolberga, że są to materiały po części nadesłane, po części&#13;
przekazane przez osobę przybyłą z Polesia do Krakowa. Sześć tekstów bajkowych z artykułu pierwszego, pochodzących z okolic Pińska i Lubieszowa,&#13;
Kolberg określa jako dyktowane przez tę nieznaną osobę. Trzy opisy wesel&#13;
wraz z 90 tekstami pieśni (i jedną melodią) w artykule drugim dopełnia&#13;
kilka informacji o zwyczajach z ponad 30 tekstami pieśni (i jedną melodią),&#13;
31 zdań i przysłów oraz kilka przyczynków do wierzeń i języka.&#13;
W grudniu 1889 roku do licznych i pilnych prac Kolberga dołączone&#13;
zostało nowe wyzwanie. Od Włodzimierza Dzieduszyckiego, kuratora Muzeum Przyrodniczego im. Dzieduszyckich we Lwowie, badacz otrzymał&#13;
w darze jubileuszowym propozycję sfinansowania nakładu jednotomowej&#13;
„monografii części Rusi Czerwonej” o objętości około 20 arkuszy, za sumę&#13;
500 fl. reń. Odpowiadając darczyńcy, Kolberg poinformował sponsora, że&#13;
„do monografii w podobnych rozmiarach kwalifikuje się jedynie okolica&#13;
Przemyśla, lecz i ta wyczerpującą być nie może z powodu braku pewnych&#13;
szczegółów […]” i przedstawił zarys treści tomu2. Po zaakceptowaniu tego&#13;
planu przystąpił natychmiast do pracy nad materiałami przemyskimi, jednak nie zdążył tej monografii ukończyć.&#13;
Tymczasem bowiem coraz bardziej opuszczały go siły fizyczne. Kopernicki, w którego domu zamieszkał na początku lipca 1889 roku, miesiąc&#13;
O. Kolberg Baśni z Polesia, „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej” T. XIII: 1889,&#13;
s. 200–207 oraz Zwyczaje i obrzędy weselne z Polesia, tamże, s. 208–245. Przedruk w: O. Kolberg Białoruś–Polesie (DWOK T. 52).&#13;
2&#13;
List do W. Dzieduszyckiego z 14 XII 1889 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66),&#13;
s. 648–649.&#13;
1&#13;
&#13;
489&#13;
&#13;
�po uroczystościach jubileuszowych, najbliższy świadek ostatniego okresu&#13;
życia przyjaciela, tak pisał bezpośrednio po jego śmierci o tych wspólnych&#13;
miesiącach:&#13;
Przeszło od półtora roku coraz bardziej upadającego już na siłach na czas krótki&#13;
tylko pokrzepiły go i ożywiły owe powszechne wyrazy uznania. Od lipca roku&#13;
prz. [tj. 1889], gdy w moim domu zamieszkał, nieustannie zajęty wydawaniem&#13;
trzech dzieł naraz (Mazowsze T. V, Chełmskie T. 1, Kaliskie T. 1), użalał się&#13;
on nieraz, że go siły fizyczne coraz widoczniej opuszczają, tak iż nie mogąc jak&#13;
dawniej po kilkanaście godzin z rzędu pracować przy biurku, bywał coraz to&#13;
częściej zmuszony odrabiać to, co się dawało, leżąc w łóżku. Pomimo to wszakże&#13;
aż do później jesieni zwykł on był każdej niedzieli odwiedzać swoich znajomych,&#13;
a niekiedy i w dnie powszednie wychodził na parę godzin do miasta. Po tych&#13;
wycieczkach jednak powracał każdy raz wielce znużony i skutkiem tego z początkiem zimy wychodził już nader rzadko, a od Nowego Roku aż do wiosny nie&#13;
opuszczał wcale swego mieszkania. Do tego też zmuszało go dostrzeżone po raz&#13;
pierwszy już w styczniu [1890] znaczniejsze obrzęknięcie nóg, którym się słusznie&#13;
zaniepokoił, gdyż było to pierwszym zwiastunem ostatecznego osłabienia organizmu i wyczerpującej się u starca czynności serca i krwi krążenia. To obrzękniecie nóg wraz z osłabieniem ogólnym, przy dość zadawalniającym skądinąd&#13;
stanie zdrowia, powiększało się u niego powolnie do tego stopnia, iż śp. O. Kolberg był zmuszony coraz to dłużej przebywać w łóżku, którego na koniec od&#13;
początku kwietnia nie opuszczał już wcale. Widząc w tym zbliżający się już kres&#13;
życia swojego, coraz częściej odtąd zwykł on był mówić ze mną o tym, co się&#13;
stać ma z jego puścizną naukową i materialną. Co do pierwszej – wtajemniczał&#13;
on mnie ponownie w swoje dawne zamiary i wynurzał obecne życzenia, a co&#13;
do ostatniej – na kilka tygodni przed śmiercią upełnomocnił jednego ze swych&#13;
najszczerszych czcicieli, p. mecenasa dra Stan. Abłamowicza do zlikwidowania&#13;
swego jedynego mienia, tj. wszystkich swych nakładów zostających na składzie&#13;
w drukarniach i w komisie u księgarzy. Przy tym wszystkim, z umysłem po&#13;
dawnemu spokojnym, jasnym i czynnym zachował on do ostatniej chwili pamięć zadziwiającą, dokładną i pewną o wszystkich szczegółach tyczących swego&#13;
przedmiotu oraz prac przez siebie rozpoczętych lub zamierzonych i materiałów&#13;
do nich przysposobionych. […] Z tych zaś najbardziej zajmowała go monografia&#13;
Przemyskiego, którą w darze jublileuszowym dla O. Kolberga wspaniałomyślnie&#13;
ofiarował się wydać kosztem własnym szczery wielbiciel prac jego i zasług,&#13;
hrabia Wł. Dzieduszycki. Toteż porządkowaniem materiałów do tego dzieła&#13;
zajmował się on aż do ostatniej chwili niemal, a pomagała mu w tym najgorliwiej zacna przyjaciółka jego, pani Józefowa [Pelagia] Blizińska, przesiadując przy&#13;
&#13;
490&#13;
&#13;
�jego łożu po kilka godzin codziennie, które spędzała na przepisywaniu pod jego&#13;
kierunkiem i układaniu zebranych do tego dzieła materiałów i notatek1.&#13;
&#13;
Ostatecznie, według świadectwa Kopernickiego, „[…] I-szy arkusz tylko&#13;
był przez samego O. Kolberga do druku podany”, a „dwa pierwsze arkusze&#13;
Przemyskiego miał zaś jeszcze sam w ręku i korektę sam zrobił”2. Kopernicki pisze, że jeszcze 1 czerwca wieczorem zastał Kolberga nad korektą&#13;
drugiego arkusza monografii i wspomina dalej:&#13;
Podczas parogodzinnej bytności mej u niego o niczym innym on już nie mówił,&#13;
tylko o tekach swoich i o dziełach przygotowanych do wydania i dawał mi tym&#13;
razem szczegółowe objaśnienia i wskazówki co do wydania Chełmskiego (T.&#13;
II i III), Mazowsza (T. VI i VII) i Kaliskiego [T. II], opowiadając dokładnie, co&#13;
i gdzie mam znaleźć po jego śmierci. Zapisawszy sobie to wszystko, odszedłem,&#13;
pocieszając jego i siebie nadzieją, że do spełnienia tych zleceń przyjdzie mi&#13;
jeszcze nierychło3.&#13;
&#13;
Śmierć w dniu 3 czerwca 1890 roku przerwała tę prowadzoną do ostatnich chwil życia pracę. Przygotowanie Przemyskiego do wydania kontynuował Kopernicki i opublikował je w rok po śmierci przyjaciela, opatrując&#13;
tom przedmową zawierającą obszerny i rzetelny, najdokładniejszy z dotychczasowych „obraz życia, działalności i zasług naukowych Kolberga” i składając tym samym kolejny, już pośmiertny, hołd autorowi Ludu4. Kopernicki&#13;
zdążył jeszcze w tym samym 1891 roku wydać część II Chełmskiego. Jego&#13;
intensywne prace nad spuścizną Kolberga przerwała śmierć 25 września&#13;
1891 roku.&#13;
&#13;
I. Kopernicki Śmierć O. Kolberga, „Wisła” T. IV: 1890, s. 509–510.&#13;
Dr I.K. [I. Kopernicki] Przedmowa wydawcy, w: O. Kolberg Przemyskie (DWOK T. 35),&#13;
s. XX oraz słowo wstępne Od nakładcy, tamże, s. III.&#13;
3&#13;
I. Kopernicki Śmierć O. Kolberga…, s. 510. Z relacji tej wynika, że w planach Kolberga&#13;
były jeszcze dwa tomy Mazowsza (cz. VI i VII), dwa tomy Chełmskiego (cz. II i III) oraz cz. II&#13;
Kaliskiego. Kopernicki zdołał wydać obok Przemyskiego jedynie cz. II Chełmskiego (DWOK&#13;
T. 34), gdyż niespełna półtora roku po Kolbergu zmarł. Części VI i VII Mazowsza oraz Mazury&#13;
pruskie ukazały się w ramach DWOK jako tomy 41, 42, 40, ponadto części I–VII Mazowsza dopełnione zostały trzema woluminami suplementowymi (DWOK T. 80/I–III). Natomiast niedrukowane materiały chełmskie znalazły się w suplementowym tomie 82 DWOK. Cz. I Kaliskiego&#13;
ukazała się w roku 1890, materiał tam niewydany pomieszczono w tomach 46 i 79 DWOK..&#13;
4&#13;
Dr I.K. [I. Kopernicki] Przedmowa wydawcy... (DWOK T. 35), s. V.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
491&#13;
&#13;
�Według cytowanej wyżej relacji Kopernickiego o ostatnich chwilach życia przyjaciela 2 czerwca gasnący już, ale całkowicie przytomny i pogodny&#13;
Kolberg wezwał zaprzyjaźnionego z nim pastora Jerzego Gabrysia, zdołał&#13;
pożegnać się z licznie odwiedzającymi go przyjaciółmi, a po ich odejściu,&#13;
wieczorem, w obecności pastora Gabrysia przekazywał Kopernickiemu&#13;
[…] ostatnie swe rozporządzenia i życzenia przedśmiertne, które z pogodą zazdrości godną zakończył tymi słowy: „Umieram, Bogu dzięki, z tą pociechą, że&#13;
według sił moich zrobiłem za życia, co mogłem, że nikt mię za próżniaka nie&#13;
ma i mieć nie będzie, a to, co po sobie zostawiam, przyda się ludziom na długo1.&#13;
&#13;
Trzeciego czerwca około godziny 10 wobec pastora Gabrysia i Tadeusza Konopki oraz Kopernickiego spisany został przez mecenasa Stanisława&#13;
Abłamowicza testament. Oto jego pełny tekst:&#13;
Moja ostatnia wola&#13;
Książki, rękopisma w tekach, rysunki, nuty itp. materiały oddaję do dyspozycji&#13;
memu przyjacielowi, dr Izydorowi Kopernickiemu. Odda on Akademii, co za stosowne uzna. – Co do wydawnictw pod swoją opieką i kierunkiem porozumie się&#13;
z Akademią Umiejętności i z Kasą Mianowskiego, a nikt dr. Izydora Kopernickiego pod tym względem krępować ani kontrolować nie ma prawa. – Z pozostałej&#13;
gotówki wynoszącej około dwa tysiące pięćset zł reń. przeznaczam na pogrzeb&#13;
mój 200 zł reń., a nadto 300 zł reń., czyli razem 500 zł reń. do rąk pastora Gabrysia, który kwotę 300 zł reń. użyje według danych mu wskazówek na cele&#13;
dobroczynne i na potrzeby kościoła, na pomnik lub tablicę pamiątkową itd., na&#13;
co dodaję jeszcze dwieście zł reń., czyli razem z kosztami pogrzebu siedemset&#13;
zł reń do rąk p[asto]ra Gabrysia. – Drukarzowi [Franciszkowi] Łysakowskiemu&#13;
z Drukarni Uniwersyteckiej sto zł reń., drukarzom z tejże drukarni, Blaszkiemu&#13;
[Jan Blaschka] i Garsteckiemu [Ludwik Garsztecki], każdemu po pięćdziesiąt&#13;
zł reń. Resztę gotówki po opędzeniu wydatków ostatnich dni życia mego i po&#13;
moim pogrzebie oddaję do rozporządzenia Dra Izydora Kopernickiego na koszta&#13;
wydawnictwa Rusi Chełmskiej i innych materiałów.&#13;
Książki wydane moim nakładem, a znajdujące się w drukarniach i w księgarniach w Krakowie i Warszawie mój pełnomocnik, adw[okat] Dr Stanisław Abłamowicz, sprzeda której bądź firmie w Krakowie lub Lwowie czy Warszawie, a po&#13;
opłaceniu długów i rachunków z drukarniami, kosztów przeprowadzenia tego&#13;
1&#13;
&#13;
I. Kopernicki Śmierć O. Kolberga…, s. 511.&#13;
&#13;
492&#13;
&#13;
�interesu, pozostałą resztę wyda mojej synowicy, Karolinie Wąsowskiej w Sandomierzu na potrzeby jej córek z Kolberga spłodzonych. – Wieniec srebrny i medal&#13;
z wystawy paryskiej oraz korespondencje odda P. dr Kopernicki Bibliotece Jagiellońskiej. – Odzież, bieliznę i pościel do dyspozycji p[asto]ra Gabrysia.– Wykonawcą mojej ostatniej woli naznaczam dra Izydora Kopernickiego i p[asto]ra&#13;
Gabrysia. Przy czym oświadczam, że o ile w tej mojej ostatnie woli specjalnych&#13;
nie poczyniłem zapisów, mianuję moim uniwersalnym spadkobiercą tegoż mojego przyjaciela, dra Izydora Kopernickiego.&#13;
Taka jest moja ostatnia wola, którą własnoręcznie wobec trzech uproszonych&#13;
świadków podpisuję – Kraków, dnia 3 czerwca 1890 – Oskar Kolberg1.&#13;
&#13;
Dla prawnego zabezpieczenia testamentu wymagane było wyznaczenie&#13;
w nim obywatela państwa austriackiego jako uniwersalnego spadkobiercy&#13;
tego, co nie zostało objęte zapisami.&#13;
O godzinie pierwszej – wspomina Kopernicki – przyniesiono mu z drukarni&#13;
Uniwersyteckiej kilka egzemplarzy świeżo wydanego tomu pierwszego Chełmskiego, który przeglądał z błogim wyrazem zadowolenia i czynił uwagi o podanych w nim rycinach, a na jednym egzemplarzu ofiarowanym obecnemu p. Tadeuszowi Konopce, synowi najdawniejszego swego współpracownika i przyjaciela, śp. Józefa, na pamiątkę własną ręką kilka wyrazów, ostatnich w swym&#13;
życiu, bardzo wyraźnie napisał. Odtąd bez żadnych cierpień gasnął powolnie&#13;
i cicho; o kwadrans przed 5-tą ostatek sił go opuścił, tak iż mówić już przestał,&#13;
a o samej 5-ej po pd., wraz z otaczającymi go panią Blizińską i drem Abłamowiczem odebraliśmy ostatnie, wdzięczne jego spojrzenie pożegnalne i ze czcią mu&#13;
oczy zamknęliśmy na spoczynek wieczny. Tak oto umierał, jak żył – cicho i pogodnie – czczony powszechnie nasz śp. Oskar Kolberg2.&#13;
&#13;
Rękopiśmienna kopia Mojej ostatniej woli Kolberga, sporządzona ręką Kopernickiego dla&#13;
Karoliny Wąsowskiej (w zbiorach Biblioteki Narodowej, sygn. II 6487). Kopernicki potwierdził&#13;
w niej – obok Kolbergowskiego – podpisy trzech świadków: Tadeusza Nowiny Konopki, pastora Jerzego Gabrysia, „proboszcza ewang. Ś. Marcina” i dr. Stanisława Abłamowicza, a na&#13;
końcu dokumentu zamieścił notatkę: „Dla W-ej Pani Karoliny Wąsowskiej z oryginału najwierniej przepisane przez Dr. IKopernickiego”. Zapisy testamentu Kolberga omówił też Kopernicki&#13;
w artykule Śmierć O. Kolberga…, s. 511–512.&#13;
2&#13;
Tamże, s. 512. Według relacji „Czasu”: „Do ostatnich chwil otaczali umierającego pp. Ksawery Konopka, Bliziński, tudzież panie [Pelagia] Blizińska i [Wanda] Żeleńska” (Oskar Kolberg,&#13;
„Czas” 1890, nr 127, z 5 VI). Ten dziennik zamieścił także w Kronice nr 130 (z 10 VI) nadesłany&#13;
do redakcji list Ksawerego Konopki ze wspomnieniem o należącym również do grona bliskich&#13;
przyjaciół zmarłego lekarzu, Tomaszu Mączce, „który przez szereg lat całkiem bezinteresownie&#13;
1&#13;
&#13;
493&#13;
&#13;
�Był to wtorek 3 czerwca 1890 roku.&#13;
Pogrzeb Kolberga na cmentarzu Rakowickim w Krakowie odbył się&#13;
w czwartek, 5 czerwca, o godzinie 17. Zgromadził licznie społeczność krakowską, zwłaszcza przedstawicieli inteligencji – według słów Kopernickiego: „począwszy od sędziwego prezesa Akademii Um[iejętności] i wszystkich&#13;
jej członków aż do najcichszego pracownika z drukarni”1. Obecni byli m.in.&#13;
obok prezesa Akademii, Józefa Majera i jej sekretarza, Stanisława Tarnowskiego, rektor Edward Korczyński i liczne grono profesorów uniwersytetu,&#13;
prezydent miasta Feliks Szlachtowski, wielu przedstawicieli świata nauki,&#13;
sztuki i literatury. Przybyło kilku członków najbliższej rodziny z Warszawy i z Sandomierza, zabrakło jednak liczniejszej reprezentacji chłopów&#13;
z Modlnicy i podkrakowskich wsi okolicznych, co tłumaczono faktem,&#13;
że ponieważ tego dnia przypadało święto Bożego Ciała, brali oni udział&#13;
w popołudniowych procesjach. Przy wynoszeniu trumny w bramie domu&#13;
pożegnał zmarłego Ksawery Konopka, dziękując jednocześnie Kopernickiemu za troskę i opiekę nad Kolbergiem w ostatnim okresie jego życia, a od&#13;
bram cmentarza trumnę poniosła młodzież akademicka. Prowadzący pogrzeb pastor Gabryś, żegnając zmarłego, nazwał go „człowiekiem pokoju”&#13;
i zwracał uwagę na jego miłość do kraju i ludzi, a zwłaszcza do wiejskiego&#13;
ludu. W imieniu Akademii Umiejętności przemawiał prof. Rostafiński, który&#13;
przyznał wprawdzie Kolbergowi wielkie zasługi za jego prace etnograficzne&#13;
i stwierdził, że cała Słowiańszczyzna nie ma równego Kolbergowi badacza&#13;
w dziedzinie krajoznawstwa, ale – jak to skomentował sprawozdawca „Nowej Reformy” – „zapuścił się wszakże w analizę krytyczną, odpowiednią&#13;
na katedrze prelekcyjnej, zakończoną pozytywnym orzeczeniem, iż dzieła&#13;
Kolberga nie są doskonałymi”. Uznano to za oczywisty nietakt i poważny&#13;
&#13;
trafną kuracją utrzymywał go [Kolberga] przy życiu, osładzał mu chwile smutku i boleści, całe&#13;
dnie, w końcu i noce bezsenne mu poświęcał”.&#13;
1&#13;
I. Kopernicki Śmierć O. Kolberga…, s. 512, tam jedynie krótka informacja o pogrzebie.&#13;
Obszerniejsze sprawozdanie zamieściła m.in. „Nowa Reforma” 1890, w nr. 128 (z 7 VI), w dziale Kronika, Kraków, 6 czerwca, krótsze podał także „Czas” 1890, w nr. 128 (z 7 VI), w dziale&#13;
Z miasta i kraju. O śmierci i pogrzebie Kolberga informowały oba czasopisma w nr. 126&#13;
(z 4 VI) i 127 (z 5 VI), w obu zamieszczono też w nr. 127 obszerniejsze nekrologi. Nekrolog&#13;
i zwięzłą relację Pogrzeb śp. Oskara Kolberga opublikowała też m.in. „Gazeta Lwowska” 1890,&#13;
nr 127 (z 5 VI) i 129 (z 8 VI), w dziale Kronika, doniesienie o śmierci, nekrolog i relację z pogrzebu – „Dziennik Poznański” 1890, nr 127 (z 5 VI) i 129 (z 8 VI).&#13;
&#13;
494&#13;
&#13;
�dysonans „nad niezasypaną jeszcze mogiłą”1. Przemawiali jeszcze student&#13;
Józef Kazimierz Ehrenberg w imieniu „Czytelni Akademickiej” oraz po&#13;
ukraińsku Iwan Nawrocki, przewodniczący stowarzyszenia „Akademiczna&#13;
Hromada”. Wśród wieńców znalazły się m.in. przekazane przez Warszawskie Towarzystwo Muzyczne, warszawską „Lutnię”, Akademię Umiejętności,&#13;
krakowskie Towarzystwo Muzyczne, Akademiczną Hromadę, Koło Literacko-Artystyczne, drukarzy z Drukarni Uniwersyteckiej składających dzieła&#13;
Kolberga, włościan z Modlnicy, rodziny Konopków i Blizińskich. Kolberg&#13;
został pochowany w grobie, który na jego wyraźne życzenie przygotowano&#13;
obok grobowca śp. Józefa Szujskiego.&#13;
XXVI&#13;
[Trzy ostatnie tomy z 1890 roku: cz. V Mazowsza, cz. I Chełmskiego, Kaliskie [cz. I]. – Dwa pośmiertne tomy wydane przez Kopernickiego: cz. II&#13;
Chełmskiego – zamknięcie monografii regionu, Przemyskie. Zarys etnograficzny. – Dalsze działania Kopernickiego: zamiar druku cz. II Kaliskiego, starania w Kasie Mianowskiego o fundusz na cz. VI Mazowsza – plany&#13;
przerwane przez śmierć 24 IX 1891 roku. – Zobowiązania Kolberga wobec&#13;
drukarni. – Pamięć współczesnych Kolbergowi: nowy nagrobek wystawiony na cmentarzu Rakowickim w 1893 r. z funduszy zebranych z inicjatywy W. Żeleńskiego, tablica epitafijna w kościele ewangelickim św. Marcina&#13;
w Krakowie.]&#13;
&#13;
Ogromny dorobek badawczy i wydawniczy opublikowany staraniem&#13;
samego Kolberga zamykają wspomniane już wyżej, a wydane w roku jego&#13;
odejścia, tj. 1890, trzy tomy: Mazowsze cz. V, Chełmskie cz. I oraz Kaliskie&#13;
[cz. I]. Te z kolei dopełniają dwa tomy ukończone i wydane pośmiertnie&#13;
w 1891 roku przez Izydora Kopernickiego, lecz zaplanowane i rozpoczęte&#13;
jeszcze przez samego Kolberga: Chełmskie cz. II oraz Przemyskie. Spośród wymienionych była już mowa o monografii Mazowsza. Natomiast&#13;
1&#13;
„Nowa Reforma” 1890, nr 128. Satyryczno-humorystyczne pismo krakowskie „Diabeł”&#13;
w swoim dodatku do nr. 12 (z 19 VI) 1890 r., w rubryce Kronika diabelska zamieściło zjadliwy&#13;
komentarz dotyczący nietaktu profesora Rostafińskiego, który w swojej mowie nad grobem,&#13;
mimo uznania zasług Kolberga, wyraził opinię o niedokładności jego prac, kwestionując z pozycji autorytetu profesora botaniki określenie „kwiat śląski” występujące w przytoczonej przez&#13;
Kolberga pieśni z okolic Cieszyna.&#13;
&#13;
495&#13;
&#13;
�dwutomowe Chełmskie, podobnie jak Pokucie i Mazowsze wydane z podtytułem Obraz etnograficzny, zasługuje na nieco dokładniejsze omówienie&#13;
ze względu na cenny materiał folklorystyczny, dialektologiczny i etnograficzny, zgromadzony po części w trakcie własnych badań terenowych Kolberga, a w przeważającej mierze przez Marię Hemplównę z Tarnowa pod&#13;
Chełmem. Była to jedna z najsumienniejszych współpracowniczek Kolberga; jej materiały cechuje staranność, kompetencja i wiarygodność1. Zbieraczka przekazywała Kolbergowi liczne zapisy tekstów ludowych: pieśni,&#13;
bajek, przysłów i dialogów chłopskich, wiadomości etnograficzne o kulturze materialnej, m.in. o gospodarstwie chłopskim, ubiorach, sprzętach,&#13;
zajęciach, narzędziach, wsparte jej licznymi rysunkami i szkicami, także&#13;
opisy zwyczajów i obrzędów, wierzeń i przesądów, a ponadto wysoko oceniane współcześnie zapisy gwarowe z okolic Tarnowa, gawędy chłopskie&#13;
stanowiące tzw. próbki żywej mowy oraz opracowany według samodzielnie&#13;
ustalonego systemu obszerny słownik miejscowych gwar wraz z charakterystyką form i zjawisk gramatycznych. Materiał ten znacznie wzbogacił&#13;
obraz regionu chełmskiego w ujęciu Kolberga i decydująco zaważył na&#13;
wartości jego monografii. Dopełniają ją niewydane w XIX wieku zapisy ujęte we współczesnym tomie suplementowym, na które składają się głównie&#13;
nowe pieśni i materiał leksykograficzny w postaci wspomnianego słownika.&#13;
Chełmskie przynosi również materiał ukazujący wzajemne przenikanie się&#13;
wpływów ruskich i polskich na obszarze etnicznego pogranicza, a także&#13;
Na wysoką wartość materiałów Hemplówny i ich decydujące znaczenie dla Chełmskiego&#13;
Kolberga zwrócili już uwagę ówcześni badacze: Izydor Kopernicki oraz Jan Karłowicz. Wydawca cz. II Chełmskiego określił zbieraczkę jako „nieocenioną współpracowniczkę i przyjaciółkę”, która „usuwała wszelkie trudności” w obcowaniu Kolberga ze słabo jeszcze w latach&#13;
sześćdziesiątych znanym mu językiem i folklorem rusińskim i „która nie tylko dopomagała&#13;
mu nieodstępnie w jego badaniach podczas trzykrotnego pobytu Kolberga w okolicy Sawina,&#13;
lecz i sama później, wtajemniczywszy się należycie w jego zadanie, zbierała dlań ustawicznie&#13;
i dostarczała mu wszelkich wiadomości i materiałów, spisywanych przez siebie aż do roku&#13;
1876” (Przedmowa wydawcy..., DWOK T. 35, s. VII–VIII). Podobna była ocena Karłowicza,&#13;
który recenzując ten tom („Kwartalnik Historyczny” R. VI: 1892, s. 112–118) jako należący „do&#13;
najciekawszych i najbardziej pouczających z szeregu ogromnego zbioru ludoznawczego, który&#13;
zawdzięczmy Kolbergowi”, pisał: „Przekonywa on nas także, iż p. Hemplówna, gdyby chciała,&#13;
mogłaby nas jeszcze obdarzyć pięknymi i ważnymi przyczynkami do etnografii krajowej, bo&#13;
to, co spod pióra jej wyszło, ma pierwszorzędną wartość jako materiał, a przypuszczamy, iż&#13;
nie wyczerpuje niezmiernego skarbu rzeczy ludowych tej okolicy” (tamże, s. 113). Zob. też&#13;
Karłowicza recenzja cz. I Chełmskiego (tamże, s. 109–112), gdzie autor podkreśla m.in. wagę&#13;
dokumentacji wzajemnych wpływów języka i folkloru rusińskiego i polskiego.&#13;
1&#13;
&#13;
496&#13;
&#13;
�dokumentuje przejściowy etap rozwoju gwar ukraińskich Chełmszczyzny,&#13;
szczególnie cenny dla dialektologii historycznej ze względu na brak źródłowych przekazów z tego zakresu1.&#13;
Kaliskie, ostatni, 23. tom wydany w ramach Ludu, prezentuje tylko część&#13;
materiału do planowanej przez Kolberga dwutomowej monografii, obejmującej stosunkowo duży obszar po obu stronach Warty, „sięgający terenów&#13;
na północ od Konina i Słupcy i na południe od Częstochowy”, sztucznie&#13;
wyodrębniony ze względu na ówczesne granice zaborów pruskiego i rosyjskiego2. Książka jest tomem skromnym; zawiera opis kraju i ludu oraz dwa&#13;
bardziej rozbudowane rozdziały „Zwyczaje” (z pieśniami głównie religijnymi) i „Obrzędy”, oba przedzielone relacją o „Wyżynku”. Na uwagę zasługuje&#13;
tu folklor pielgrzymkowy z zapisami muzycznymi zaprezentowany przez&#13;
Kolberga w „Przypisach” na końcu tomu. Pozostały materiał przynależny&#13;
według planu Kolberga każdej jego monografii, tj. przede wszystkim pieśni&#13;
w liczbie ponad 600 i prawie 240 tańców i melodii bez tekstu, opis świata&#13;
nadzmysłowego oraz opowieści i bajki, wydane zostały dopiero w ramach&#13;
Dzieł wszystkich i dopełnione osobnym tomem suplementowym. Stosunkowo nieliczne poza zapisami pieśniowo-muzycznymi, materiały własne,&#13;
terenowe Kolberga, składające się na ten tom, pochodzą sprzed 1871 roku,&#13;
sięgając początku lat czterdziestych; uzupełnione zostały przejętymi z literatury, także późniejszej i najnowszej, m.in. z prac badaczy tego regionu,&#13;
Ignacji Piątkowskiej, Józefa Grajnerta, Stanisława Ciszewskiego.&#13;
Przemyskie, tylko częściowo uporządkowane do druku przez Kolberga – jak wspomniano – opracował do końca, zredagował i wydał Kopernicki, nakładem Muzeum Przyrodniczego im. Dzieduszyckich we Lwowie.&#13;
Książka, obwarowana przez mecenasa limitem około 20-arkuszowej objętości, dotyczyła stosunkowo niewielkiego obszaru okolic Przemyśla jako&#13;
1&#13;
Zob. E. Millerowa „Chełmskie” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Chełmskie. Suplement&#13;
do tomów 33 i 34 (DWOK T. 82), s. V–LXVI i LXXVI–LXXXVI oraz B. Linette, tamże, s. LXVI–&#13;
LXXVI. Tam omówienie badań w regionie, pozyskanych zbiorów, zachowanych rękopisów oraz&#13;
współpracy z Hemplówną i działań Kopernickiego jako wydawcy części drugiej monografii.&#13;
2&#13;
Zob. E. Antyborzec, I. Chmielewska, M. Prochaska „Kaliskie” Oskara Kolberga oraz „Kaliskie–Sieradzkie”, w: O. Kolberg Kaliskie. Suplement do tomu 23 (DWOK T. 79), s. VII. Tam (s. V–&#13;
–XXXIII) omówienie badań Kolberga, planów wydania i materiałów zawartych w tomie 23&#13;
oraz w dopełniającym go tomie 46 DWOK pt. Kaliskie–Sieradzkie. Karłowicz w recenzji&#13;
Kaliskiego („Kwartalnik Historyczny” R. VI: 1892, s. 586–589) określa tom 23 jako należący&#13;
„do najmniej samodzielnych” i postuluje „dopełnienie tego tomu I. następnymi z papierów po&#13;
O. Kolbergu […]” (tamże, s. 586 i 587), czego realizacją jest wspomniany tom 46.&#13;
&#13;
497&#13;
&#13;
�„części Rusi Czerwonej” i nie jest monografią pełną, co uwidacznia podtytuł&#13;
nadany przez wydawcę Zarys etnograficzny1. Najwięcej miejsca przypadło&#13;
w niej pieśniom i opisom czterech wesel wraz z towarzyszącymi im pieśniami. Dokumentacja obrzędu weselnego pochodzi tu w całości z własnych&#13;
badań Kolberga, a związanych z nimi około 160 pieśni spisanych zostało&#13;
przez badacza ze słuchu. Jest to najcenniejszy materiał źródłowy tomu&#13;
obok pieśni autonomicznych w liczbie ponad stu, także zanotowanych przez&#13;
Kolberga w czasie badań terenowych. Znacznie skromniej przedstawia się&#13;
opis kultury materialnej, wierzeń i zasób innych tekstów folkloru reprezentowanych przez czternaście bajek. Podobnie jak w przypadku Chełmskiego&#13;
widoczne jest tu w materiale folklorystycznym zjawisko charakterystyczne&#13;
dla kultury ludowej pogranicza etnicznego, tj. przenikanie się ukraińskich&#13;
i polskich pierwiastków językowych i kulturowych, czasami wręcz żywotność utworów o charakterze mieszanym językowo. Z drugiej strony udokumentowane zostały elementy, realia i zwyczaje polskiemu ludowi nieznane,&#13;
często archaiczne, niknące lub już wówczas zanikłe2.&#13;
Śmierć Kolberga, która nastąpiła zaledwie rok po uroczystym krakowskim jubileuszu, odbiła się echem w środowiskach naukowych i literackich nie tylko Krakowa, ale i całego kraju. Szereg artykułów wspomnieniowych, biograficznych, rozbudowanych nekrologów opublikowały wzmiankowane wyżej pisma galicyjskie, a także warszawskie i poznańskie 3. We&#13;
wszystkich, obok świadomości zasług Kolberga dla kultury narodowej,&#13;
wyrazów wdzięczności i uznania dla uczonego i jego dzieła, przewija się&#13;
szacunek i podziw dla niezwykłego człowieka, jakim był, dla jego skromności, łagodności, cichej i niezmordowanej pracowitości, a jednocześnie&#13;
1&#13;
O przebiegu prac nad tomem, badaniach Kolberga i materiałach pozyskanych z Przemyskiego oraz o wkładzie I. Kopernickiego jako wydawcy zob. E. Millerowa „Przemyskie” Oskara&#13;
Kolberga, w: O. Kolberg Przemyskie. Suplement do tomu 35 (DWOK T. 82), s. V–LXXXI oraz&#13;
M. Prochaska, tamże, s. LXXXI–XCV. W dwu woluminach tego suplementu znalazły się wszystkie niewydane w XIX wieku materiały Kolberga.&#13;
2&#13;
Zwrócił na to uwagę i poparł tę opinię przykładami kompetentny i wnikliwy recenzent ostatnich tomów Kolberga Jan Karłowicz w swojej recenzji Przemyskiego opublikowanej&#13;
w „Kwartalniku Historycznym” R. VI: 1892, na s. 352–357.&#13;
3&#13;
O Kolbergu pisali w 1890 roku w obszerniejszych artykułach m.in.: W. Korotyński (Oskar&#13;
Kolberg, „Tygodnik Ilustrowany” 1890, T. I, nr 24, z. 14 VI), R. Lubicz [H. Łopaciński] (Oskar&#13;
Kolberg i ostatnia jego praca, „Ateneum” R. 15: 1890, T. III, s. 57– 74), L. Krzywicki (Oskar Kolberg [cz.] I, „Prawda” 1890, nr 24, s. 279–280 oraz H.B. [Henryk Biegeleisen?] [cz.] II i III, tamże,&#13;
nr 24, s. 280–281 i nr 25, s. 292–293). Spośród wymienionych artykułów najbardziej krytyczny&#13;
wobec metod pracy Kolberga i jej walorów naukowych jest tekst Krzywickiego.&#13;
&#13;
498&#13;
&#13;
�pogody, życzliwości, wyrozumiałości i uczynności wobec ludzi. Zaznaczył&#13;
on swoją obecność nie tylko w nauce, ale w sercach i pamięci tych, którzy&#13;
go znali, współpracowali i przyjaźnili się z nim lub po prostu przez lata&#13;
widywali go w Krakowie. Taki portret wyjątkowego badacza i pasjonata,&#13;
a także zwyczajnego przechodnia i mieszkańca miasta, wyróżniającego się&#13;
jednak z tłumu, odmalował Izydor Kopernicki; jemu więc oddajmy głos&#13;
raz jeszcze:&#13;
Jedną z takich postaci, które od lat kilkunastu spotykać się zwykło w Krakowie,&#13;
dawniej parę razy na tydzień, a od lat kilku codziennie, jest mężczyzna odziany&#13;
zawsze nader skromnie, a nawet ubogo, przygarbiony wiekiem i nałogową pracą&#13;
przy biurku. Pomimo tej powierzchowności, zacierającej jego osobistość wśród&#13;
snujących się ludzi, zastanawia on każdego niepospolitym wyrazem swej myślącej fizjonomii i właściwym jej wzrokiem, rzucanym przez okulary ze strudzonych&#13;
oczu, do którego dołączywszy również właściwą postawę głowy, wyciągniętej&#13;
na przód i niby w coś się wsłuchującej – mamy przed sobą typową, niezmiernie&#13;
wyrazistą postać badacza i szperacza naukowego. Przed tym szanownym staruszkiem, znanym niewątpliwie połowie krakowskiej inteligencji, każdy znający&#13;
go przechodzi z cichym uszanowaniem, żaden zaś znajomy nie pominie go przy&#13;
spotkaniu bez serdecznego powitania i pokłonu, należnego cichej a wielkiej jego&#13;
zasłudze. Czcigodną tą osobą w Krakowie jest Oskar Kolberg, szeroko w świecie&#13;
naukowym znany badacz i autor, członek naszej Akademii Umiejętności i wielu&#13;
towarzystw uczonych zagranicznych1.&#13;
&#13;
A w znamiennym podsumowaniu dorobku autora Ludu czytamy:&#13;
Dotychczasowe tedy prace Kolberga razem wzięte stanowią niezmiernie bogatą&#13;
skarbnicę materiałów etnograficznych i są tak świetnym nabytkiem do etnologii&#13;
ojczystej, słowiańskiej i powszechnej, jakim jeszcze w żadnym kraju i w żadnym&#13;
narodzie nie obdarzyła nauki praca jednego człowieka2.&#13;
&#13;
Do porządkowania materiałów Kolberga powierzonych testamentem&#13;
swojej opiece Kopernicki przystąpił prawie natychmiast po śmierci i pogrzebie przyjaciela z właściwym sobie zaangażowaniem. Już 10 czerwca&#13;
1890 roku pisał do Karłowicza: „Od czterech dni pogrążony jestem w przeglądaniu i porządkowaniu spuścizny po śp. Kolbergu. Od 6. z rana do&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
I. Kopernicki Oskar Kolberg, „Nowa Reforma” 1889, nr 107.&#13;
Tamże, nr 109.&#13;
&#13;
499&#13;
&#13;
�zmroku przesiaduję nad tym w jego pokoiku”1. Jednocześnie pracował nad&#13;
cz. II Chełmskiego i Przemyskiem. W marcu 1891 roku informował Karłowicza, precyzując jednocześnie swoje plany: „O. Kolberga Przemyskie&#13;
już ukończone wyjdzie po Świętach Wielkanocnych. Chełmskiego t. 2 jest&#13;
w druku i wyjdzie w lipcu. Kaliskiego t. 2 dam wkrótce do druku. O Mazowsze układam się z Kasą Mianowskiego”2. Nie będąc pewnym, czy Kasa&#13;
dalej finansować będzie Mazowsze, monitował w Warszawie u Chmielowskiego o dalszy fundusz na część VI monografii. Mimo choroby w kwietniu&#13;
pilnował druku Przemyskiego i Chełmskiego, a na początku maja pisał do&#13;
Karłowicza:&#13;
Pierwsze już mam gotowe i skoro tylko zdobędę się na napisanie jeszcze jednego&#13;
życiorysu Kolberga, którego wbrew memu usposobieniu napiera się hr. Włodz.&#13;
Dzieduszycki i skoro wizerunek Kolberga w medalionie, ilustrowanym przez Stachiewicza, będę miał gotów, to na rocznicę zgonu Kolberga wypuszczę w świat&#13;
ten tomik jako pierwszy nagrobek zmarłemu ze spuścizny jego zbudowany3.&#13;
&#13;
Przemyskie, pomyślane jako dar jubileuszowy składany za życia Kolberga, lecz wydawane już po śmierci autora, zostało więc wzbogacone jego&#13;
biografią i portretem. Mimo kryzysu zdrowotnego Kopernicki nie tylko do&#13;
końca dopilnowywał korekt obu tomów Kolberga i kontynuował dalsze,&#13;
ale także nie ustawał w swych pracach autorskich i w systematycznych&#13;
studiach naukowych, o czym zdawał sprawę Karłowiczowi. Spracowany&#13;
i coraz ciężej chory, około 10 lipca wyjechał w końcu na kurację do Gleichenbergu w Austrii, skąd jeszcze 24 lipca donosił Karłowiczowi „o mających się zjawić niebawem Przemyskiem i Chełmskiem (t[om] drugi)”4 i skąd&#13;
przewieziono go już w krytycznym stanie do Krakowa, gdzie zmarł 24 września 1891 roku, podobnie jak Kolberg oddany pracy do końca, przeżywszy&#13;
I. Kopernicki Listy do Jana Karłowicza…, s. 89–90.&#13;
List I. Kopernickiego z 14 III 1891 r., tamże, s. 94.&#13;
3&#13;
List I. Kopernickiego z 2 V 1891 r., tamże, s. 94–95. Rycina, o której mowa, wykonana na&#13;
podstawie nieznanej fotografii, z ozdobną medalionową ramą, autorstwa Piotra Stachiewicza&#13;
(1858–1938), opublikowana została w Przemyskiem (DWOK T. 35), przed kartą tytułową. Litografia tego portretu przechowywana jest w Muzeum Wsi Radomskiej w Przysusze. Stachiewicz&#13;
wykonał też specjalnie zamówiony portret Kolberga do drzeworytu opublikowanego w związku z jubileuszem badacza w „Tygodniku Ilustrowanym” 1889, nr 332. Biografia Kolberga pióra&#13;
Kopernickiego, zamieszczona w Przedmowie wydawcy do Przemyskiego (DWOK T. 35, s. V–&#13;
–XX), podpisana inicjałami Dr. I.K., nosi w druku datę: „Kraków, 30 czerwca 1891 r.”&#13;
4&#13;
I. Kopernicki Listy do Jana Karłowicza…, s. 100.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
500&#13;
&#13;
�przyjaciela zaledwie o rok i kwartał. Z notatki prasowej wiadomo, że nie&#13;
doczekał wydania części II Chełmskiego, pierwsze „zbroszurowane” egzemplarze dostarczono Akademii Umiejętności 25 września, w kilkanaście&#13;
godzin po śmierci wydawcy1.&#13;
Po jego odejściu Karłowicz na zakończenie swojej recenzji Przemyskiego&#13;
pytał: „Kto i kiedy dostarczy nam reszty puścizny po Kolbergu? Przyjazną rękę Kopernickiego niestety śmierć już obezwładniła”2. Ten sam autor&#13;
wcześniej, przy okazji jubileuszu Kolberga w 1889 roku, nie zawahał się&#13;
wytknąć środowisku warszawskiemu:&#13;
I jeszcze jedna, gorzka niestety uwaga. Faktem jest, że kompletnych egzemplarzy&#13;
pism Kolberga jest w Warszawie najwyżej dwa. Czy tak się płaci za poświęcenie&#13;
i trud całego żywota sumiennemu pracownikowi? Czy takim sposobem daje się&#13;
dowód przywiązania do rzeczy krajowych? Postarajmy się, żeby było lepiej, dopóki żyje jeszcze Kolberg; a niech żyje jak najdłużej, na cześć i sławę plemienia&#13;
naszego!3&#13;
&#13;
Śmierć Kopernickiego zaważyła na losach dzieła Kolberga; zabrakło&#13;
­bowiem starań ich największego rzecznika. Pozostawiony Kopernickiemu legat 1600 zł reń. w gotówce nie pokrywał wynoszących 2400 zł reń.&#13;
roszczeń Drukarni Uniwersyteckiej; na jej składzie i w komisie księgarni&#13;
Friedleina zalegały w ogromnej ilości ponad 11 tysięcy egzemplarzy rozchodzące się słabo tomy Ludu. Dopiero w 1905 roku cały ten zasób, liczący&#13;
nawet około połowy nakładu niektórych tomów, zakupiła Akademia Umiejętności, spłacając dług drukarni, a pozostałą sumę przeznaczając dla bratanic Kolberga: Antoniny z Kolbergów Brzozowskiej i Walentyny Kolberg.&#13;
Wiadomość tę, wraz z doniesieniem o śmierci Kopernickiego i wspomnieniem biograficznym, podał „Czas” 1891 w nr. 219 (z 26 IX), w dziale Kronika, Kraków 25 września. Tamże,&#13;
w nr. 220 i 221 (z 27 i z 29 IX), w Kronice, informacje o pogrzebie, na którym zgodnie z życzeniem zmarłego nie było wieńców na trumnie i mów pogrzebowych nad grobem. Nekrolog&#13;
opublikowała też „Nowa Reforma” 1891, w nr. 219 (z 26 IX), w Kronice. Obszerny artykuł pióra&#13;
Karłowicza ze wspomnieniem dorobku, zasług i osobowości zmarłego, biografią i bibliografią&#13;
prac oraz z fragmentami jego listów zamieściła „Wisła” T. V: 1891, s. 1001–1025 (odb. Kraków&#13;
1892), a w „Tygodniku Ilustrowanym” z 1891 r., w nr. 94 (z 17 X) ukazał się tekst tego samego&#13;
autora pt. Śp. Izydor Kopernicki. Wspomnienie pozgonne. Zob. też A. Wrześniowski Izydor&#13;
Kopernicki. Wspomnienie pośmiertne, „Gazeta Lekarska” 1891, nr 45 (z 7 XI) i odb.&#13;
2&#13;
„Kwartalnik Historyczny” R. VI: 1892, s. 357 (recenzja na s. 352–357).&#13;
3&#13;
Jan Karłowicz Oskar Kolberg, „Wisła”, T. III: 1889, s. 473.&#13;
1&#13;
&#13;
501&#13;
&#13;
�Archiwum Kolberga porządkowano i zabezpieczono w osobnym pomieszczeniu1. Dalsze burzliwe losy spuścizny rękopiśmiennej Kolberga, której nie&#13;
oszczędziła II wojna światowa, a przedtem niefrasobliwe działania niektórych penetrujących ją badaczy oraz nie zawsze kompetentnych wydawców&#13;
jej fragmentów, aż do decyzji i realizacji edycji Dzieł wszystkich, to już&#13;
przedmiot osobnego opracowania2.&#13;
Po dwu latach od śmierci Kolberga doczekał się też interwencji zaniedbany grób autora Ludu. W 1892 roku Władysław Żeleński podjął inicjatywę budowy pomnika nagrobnego ku czci Oskara Kolberga. Swój apel do&#13;
Krakowian o społeczną zbiórkę funduszy na ten cel, ogłoszony na łamach&#13;
„Czasu”, wsparł przypomnieniem zasług Kolberga dla nauki i kultury narodowej oraz długu pamięci, jaki ma do spłacenia wobec niego społeczność&#13;
miasta, z którym był związany. Podzielił się tam również osobistymi wspomnieniami, związanymi z zaprzyjaźnionym z nim autorem Ludu3. Na rzecz&#13;
budowy pomnika zorganizował Żeleński dwa koncerty, które odbyły się 16&#13;
listopada 1892 roku i 7 grudnia 1893 roku w sali Hotelu Saskiego4. Prezesem Komitetu organizującego tę akcję został Łepkowski. Pomnik nagrobny&#13;
przedstawiający popiersie Kolberga wykonał w brązie wybitny rzeźbiarz&#13;
i kostiumolog krakowski, Tadeusz Błotnicki (1858–1928). Dzięki mieszkańcom Krakowa, ze środków uzyskanych z koncertów, nowy nagrobek wystawiono na cmentarzu Rakowickim w 1893 roku. Na froncie obelisku wyryto&#13;
napis: „Oskar Kolberg 1814–1890 – Zasłużonemu Ojczyźnie – rodacy”, a na&#13;
bokach: „Polskę całą przeszedł, lud poznał i ukochał, zwyczaje jego i pieśni&#13;
w księgi złożył”5. Ponadto w kościele ewangelickim św. Marcina przy ulicy&#13;
Grodzkiej w Krakowie wmurowano, zapewne z inicjatywy pastora Gabrysia,&#13;
Zob. W. Bieńkowski Kolberg w Krakowie…, s. 116 i 117.&#13;
Zagadnienia te omawia A. Skrukwa w pracy Spuścizna rękopiśmienna Oskara Kolberga.&#13;
Jej dzieje, edycje i stan obecny w: Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło cz. III (DWOK T. 85/III).&#13;
3&#13;
W. Żeleński W sprawie pomnika dla Oskara Kolberga, „Czas” 1892, nr 261 (z 13 XI) i 262&#13;
(z 15 XI).&#13;
4&#13;
Informacje o koncertach oraz sprawozdania z nich zamieszczał „Czas”. Doniesienie o koncercie z 16 XI 1892 r. zob. Kronika, „Czas”, 1892, nr 263 (z 16 XI), sprawozdanie zob. Ruch artystyczny i umysłowy, tamże, nr 265 (z 18 XI) i Kronika, nr 268 (z 22 XI). Zapowiedzi koncertu&#13;
z 7 grudnia 1893 r. zob. Kronika, „Czas” 1893, nr 271 (z 26 XI), Ruch artystyczny i umysłowy,&#13;
tamże, nr 274 (z 30 XI), Kronika, tamże, nr 275 (z 1 XII) i nr 279 (z 6 XII), sprawozdanie zob.&#13;
Ruch artystyczny i umysłowy, tamże, nr 281 (z 8 XII).&#13;
5&#13;
3 czerwca w 2014 roku, ogłoszonym w dwusetną rocznicę urodzin „Rokiem Kolberga”,&#13;
uroczyście odsłonięto na cmentarzu Rakowickim ten nagrobek badacza po renowacji.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
502&#13;
&#13;
�tablicę pamiątkową poświęconą Kolbergowi, „etnografowi, miłośnikowi&#13;
i znawcy ludu”. W czasie wojny została jednak usunięta i zniszczona przez&#13;
hitlerowców. Dopiero w 2012 roku odnaleziono jej dwa roztrzaskane fragmenty i zaplanowano rekonstrukcję. Ponowne odsłonięcie odtworzonej&#13;
tablicy epitafijnej w kościele św. Marcina nastąpiło 12 października 2014&#13;
roku1. Najtrwalszym pomnikiem Oskara Kolberga dla kultury i nauki polskiej pozostaje jednak ogromny dorobek badacza zawarty w jego dziele –&#13;
nasze cenne dziedzictwo narodowe.&#13;
&#13;
Tj. także w „Roku Kolberga”. Zob. Oskar Kolberg w Krakowie-Rok Kolberga; www.kolberg2014.org.pl/pl/2014/aktualności/oskar-kolberg-w-krakowie [wiadomość o odnalezieniu&#13;
fragmentów tablicy i planie jej odtworzenia] oraz https://repozytorium.uwb.edu.pl/jspui/bitstream/11320/8366/1/A-Rataj-Kolberg-i-Gloger.pdf [informacja o uroczystości odsłonięcia tablicy,&#13;
s. 332]; dostęp: 7 września 2020.&#13;
1&#13;
&#13;
�Spis ilustracji&#13;
&#13;
1. Portret Juliusza Kolberga, malował Antoni Kolberg około roku 1850 według&#13;
wcześniejszej litografii. Ze zbiorów prywatnych. Fot. Barbara Polakowska.&#13;
2. Portret Karoliny Kolberg, matki, malował Antoni Kolberg około roku 1850. Ze&#13;
zbiorów prywatnych. Fot. Barbara Polakowska.&#13;
3. Portret Oskara Kolberga, fotografia zaginionego portretu malowanego przez Antoniego Kolberga około roku 1848. Ze zbiorów Muzeum im. Oskara Kolberga&#13;
w Przysusze.&#13;
4. Widok dworca kolei żelaznej warszawsko-wiedeńskiej w Warszawie, litografia&#13;
J. Ceglińskiego. Ze zbiorów Muzeum im. Oskara Kolberga w Przysusze.&#13;
5. Szkic autobiografii Oskara Kolberga, rkp. w zbiorach Biblioteki Naukowej PAU&#13;
i PAN w Krakowie, sygn. 2183, k. 68, fragment.&#13;
6. Wykaz dochodów Oskara Kolberga z początku roku 1861, rkp. Oskara Kolberga&#13;
w zbiorach Biblioteki Naukowej PAU i PAN w Krakowie, sygn. 3210, k. 5, fragment.&#13;
7. Wykaz wydatków Oskara Kolberga z początku roku 1861, rkp. Oskara Kolberga&#13;
w zbiorach Biblioteki Naukowej PAU i PAN w Krakowie, sygn. 3210, k. 6, fragment.&#13;
8. Autoportret Antoniego Kolberga wykonany około r. 1850. Ze zbiorów prywatnych. Fot. Ryszard Petrajtis.&#13;
9. Józef Konopka, fotografia Walerego Rzewuskiego. Ze zbiorów Biblioteki Naukowej PAU i PAN w Krakowie.&#13;
10. Antonina Konopczanka, fotografia Walerego Rzewuskiego. Ze zbiorów prywatnych.&#13;
11. Widok dworu Konopków w Modlnicy, akwarela Tadeusza Rybkowskiego&#13;
z r. 1874. Ze zbiorów prywatnych.&#13;
12. Izydor Kopernicki. Fotografia ze zbiorów Biblioteki Naukowej PAU i PAN w Krakowie.&#13;
13. Józef Majer, drzeworyt Aleksandra Regulskiego według fotografii Walerego Rzewuskiego reprodukowany w „Tygodniku Ilustrowanym” 1878, T. 5, nr 110, s. 1.&#13;
14. Karolina Kolberg, żona Antoniego. Fotografia ze zbiorów Muzeum im. Oskara&#13;
Kolberga w Przysusze.&#13;
15. Portret Oskara Kolberga, malował Tadeusz Rybkowski w r. 1875, w zbiorach&#13;
Muzeum im. Oskara Kolberga w Przysusze. Fot. Barbara Polakowska.&#13;
16. Wilhelm Kolberg, drzeworyt Józefa Holewińskiego według rys. Franciszka Tegazzo reprodukowany w „Kłosach” 1877, T. 25, nr 627, s. 1.&#13;
Dziękujemy pani Katarzynie Markiewicz za pomoc w doborze ilustracji i ustaleniu&#13;
ich źródeł.&#13;
&#13;
�505&#13;
&#13;
��1. Juliusz Kolberg, mal. Antoni Kolberg&#13;
&#13;
�2. Karolina Kolberg, matka, mal. Antoni Kolberg&#13;
&#13;
�3. Oskar Kolberg, mal. Antoni Kolberg&#13;
&#13;
�4. Dworzec kolei żelaznej warszawsko-wiedeńskiej w Warszawie,&#13;
litografia J. Ceglińskiego&#13;
&#13;
�5. Szkic autobiografii, rękopis Oskara Kolberga&#13;
&#13;
�6. Wykaz dochodów Oskara Kolberga z początku roku 1861,&#13;
rękopis Oskara Kolberga&#13;
&#13;
�7. Wykaz wydatków Oskara Kolberga z początku roku 1861,&#13;
rękopis Oskara Kolberga&#13;
&#13;
�8. Autoportret Antoniego Kolberga&#13;
&#13;
�9. Józef Konopka, fotografia W. Rzewuskiego&#13;
&#13;
�10. Antonina Konopczanka, fotografia W. Rzewuskiego&#13;
&#13;
�11. Dwór Konopków w Modlnicy, mal. T. Rybkowski&#13;
&#13;
�12. Izydor Kopernicki, fotografia A. Szuberta&#13;
&#13;
�13. Józef Majer, drzeworyt A. Regulskiego według fot. W. Rzewuskiego&#13;
&#13;
�14. Karolina Kolberg, żona Antoniego, fotografia nieznanego autora&#13;
&#13;
�15. Oskar Kolberg, mal. T. Rybkowski&#13;
&#13;
�16. Wilhelm Kolberg, drzeworyt J. Holewińskiego według rys. F. Tegazzo&#13;
&#13;
��ISBN 978-83-95-9125-7-3&#13;
&#13;
�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154186">
                <text>Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło : część I: Biografia</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154187">
                <text>Kolberg, Oskar (1816-1890) ; biografie ; folklor tradycyjne ; etnografia</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154188">
                <text>Oskar Kolberg - Dzieła wszystkie, tom 85/I; 526 stron, 16 ilustracji kolorowych &#13;
</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154189">
                <text>Millerowa, Elżbieta&#13;
&#13;
</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="154190">
                <text>Skrukwa, Agata</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154191">
                <text>Instytut im. Oskara Kolberga</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154192">
                <text>pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154193">
                <text>2024</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154194">
                <text>Licencja PTL</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154195">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154196">
                <text>książka</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="12817" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="13351">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8925a58b3e26b48fdade0ac237f19f85.pdf</src>
        <authentication>cb2715eaca2e1beceacc5066124cf57d</authentication>
        <elementSetContainer>
          <elementSet elementSetId="4">
            <name>PDF Text</name>
            <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
            <elementContainer>
              <element elementId="52">
                <name>Text</name>
                <description/>
                <elementTextContainer>
                  <elementText elementTextId="154244">
                    <text>OSKAR KOLBERG. CZŁOWIEK I DZIEŁO

��OSKAR KOLBERG

DZIEŁA WSZYSTKIE

�O

S

K

A

R

K

O

L

B

E

DZIEŁA WSZYSTKIE
TOM 85/III

INSTYTUT im. OSKARA KOLBERGA
Pozna ń

R

G

�Elżbieta Millerowa i Agata Skrukwa

OSKAR KOLBERG
CZŁOWIEK I DZIEŁO
Część III

SPUŚCIZNA RĘKOPIŚMIENNA.
KALENDARIUM PODRÓŻY.
BIBLIOGRAFIA

Poznań 2024

�Copyright © by: Instytut im. Oskara Kolberga &amp; authors
Poznań 2024

Rada Naukowa
Aleksander Posern-Zieliński – przewodniczący
Jan Adamowski, Ewa Antyborzec, Piotr Dahlig, Zbigniew Jasiewicz,
Jolanta Ługowska, Teresa Smolińska, Katarzyna Smyk, Violetta Wróblewska

Recenzenci
dr hab. Anna Engelking, prof. IS PAN
dr Katarzyna Ceklarz

Skład i łamanie
Jacek Grześkowiak

Projekt dofinansowany ze środków budżetu państwa,
przyznanych przez Ministra Edukacji i Nauki
w ramach Programu „Doskonała Nauka II”

ISBN 978-83-95-9125-9-7

Druk i oprawa
Zakład Poligraficzny Moś &amp; Łuczka

�Spis treści

Agata Skrukwa

Spuścizna rękopiśmienna Oskara Kolberga.
Jej dzieje, edycje i stan obecny
s. 7
Elżbieta Millerowa

Kalendarium podróży Oskara Kolberga
s. 103
Agata Skrukwa

Bibliografia prac Oskara Kolberga
s. 159
Agata Skrukwa

Wykaz tek Oskara Kolberga i pozostałych zachowanych zespołów
jego rękopisów
s. 221

Indeks osób
s. 287

Indeks geograficzny
s. 321

��Agata Skrukwa

Spuścizna rękopiśmienna Oskara Kolberga.
Jej dzieje, edycje i stan obecny

Testament Kolberga i wiążące się z nim działania Izydora Kopernickiego, s. 8
– Prace nad edycją rękopisów Kolberga w latach 1891–1914, s. 18 – Działania Komisji Etnograficznej PAU do roku 1939, s. 35 – Stan archiwum Kolberga po roku 1939, s. 45 – Prace nad wydaniem Dzieł wszystkich Kolberga,
s. 58 – Ogólna charakterystyka obecnego stanu spuścizny rękopiśmiennej
Kolberga, s. 80

Rękopisy Oskara Kolberga opublikowane w monografiach wydanych
w ramach Dzieł wszystkich oraz wcześniej w drukowanych przez niego
w XIX wieku tomach Ludu i Obrazów etnograficznych są charakteryzowane we wstępach do tomów, w których je wykorzystano (T. 39–69) oraz
w suplementach (T. 70–84). Tu, w tomie zamykającym Dzieła wszystkie
i prezentującym dokonania Kolberga, należy te szczegółowe charakterystyki
zrekapitulować i uzupełnić, wskazując czytelnikom uwarunkowania, które miały decydujące znaczenie dla obecnego stanu źródeł zgromadzonych
przez Kolberga i ich wydania w Dziełach wszystkich. Opisać zatem trzeba
działania zmierzające do udostępnienia jego spuścizny w latach 1890–1961
i wydarzenia, które miały wpływ na stan rękopisów, oraz scharakteryzować obecny zasób archiwum Kolberga mający zasadnicze znaczenie dla
ostatecznego kształtu Dzieł wszystkich. Zebrane niżej informacje dotyczące tych zagadnień są wynikiem analizy dokumentacji zawartej przede
wszystkim w wydawnictwach Polskiej Akademii Umiejętności, Polskiej
Akademii Nauk, Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego i Redakcji Dzieł
Wszystkich O. Kolberga oraz w niedrukowanych archiwaliach tych instytucji. Dokumentacja ta pozwoliła w pewnej mierze zapoznać się z ponad stuletnimi dziejami spuścizny Kolberga, historią opracowywania jej do druku
i stosowanymi w tym czasie zasadami wydawania źródeł zgromadzonych
przez tego muzyka, folklorystę i etnografa. Wskazała też, jakim zmianom
7

�podlegało jego archiwum. Prezentowane opracowanie to w dużym stopniu
także wynik wielostronnej i wieloletniej analizy rękopisów Kolberga wykonanej przez zespół pracujący od 1963 r. nad ich inwentaryzacją oraz nad
przygotowaniem do druku kolejnych tomów jego Dzieł wszystkich.
Testament Oskara Kolberga i wiążące się z nim
działania Izydora Kopernickiego
Ostatnie lata życia Oskara Kolberga wypełniała coraz bardziej dojmująca troska o opublikowanie dokumentacji kultury ludowej zgromadzonej
przez niego w ciągu wieloletnich badań. Już w 1882 r. w liście do Zygmunta
Glogera pisał:
Materiał tak liczny, który w ciągu lat tylu zdobyłem, wymaga bezustannego
przeglądu, obróbki i ślęczenia, ażeby się istotnie kiedyś mógł badaczom na
cośkolwiek przydać. Co będę mógł za życia mego odrobić, to odrobię, resztę
szpargałów pozostawię Akad[emii] Um[iejętności], wierząc, że zużytkować go
naukowo potrafi.1

Przygotowywał wtedy do druku rocznie dwa, a nawet trzy tomy Ludu
i Obrazów etnograficznych, przeprowadzał ich korekty, ciągle zabiegał
o pieniądze na druk i porządkował swe materiały, jednak był w pełni świadomy, że sam nie zdąży już wydać planowanych tomów. W czerwcu 1890 r.
miał jeszcze w ręku pierwszą część Chełmskiego i korekty dwu początkowych arkuszy Przemyskiego, ale obie te monografie dokończył już kto inny.
W testamencie sporządzonym 3 czerwca 1890 r. przekazał w ręce Izydora
Kopernickiego wszystkie uprawnienia do dysponowania zgromadzonymi
zbiorami etnograficznymi:
Książki, rękopisma w tekach, rysunki, nuty itp. materiały oddaję do dyspozycji
memu przyjacielowi, dr Izydorowi Kopernickiemu. Odda on Akademii, co za
stosowne uzna. Co do wydawnictwa pod swoją opieką i kierunkiem porozumie
się z Akademią Umiejętności i z Kasą Mianowskiego, a nikt dr. Izydora Kopernickiego pod tym względem krępować ani kontrolować nie ma prawa2.
1 Brulion

listu do Z. Glogera z 10 IX 1882 r., Korespondencja Oskara Kolberga cz. II (DWOK
T. 65), s. 694.
2 Odpis testamentu ręką I. Kopernickiego z notą: „Dla W. Pani Kar. Wąsowskiej z oryginału
najwierniej przepisane przez dr I. Kopern.” Odpis ten znajduje się w Bibliotece Narodowej

8

�Dokładnego stanu spuścizny wymienionej w tej części testamentu nie
znamy, jednak w świetle dostępnych dziś źródeł możemy mieć pewność, że
była ona do pewnego stopnia rozproszona już za życia Kolberga, a potem
ulegała dalszym podziałom.
W roku 1871 Kolberg, zachęcony obietnicą dotacji ze strony Towarzystwa Naukowego Krakowskiego i zaproszony przez Józefa Konopkę,
przeniósł się z Warszawy w okolice Krakowa. Wyjeżdżając, zabrał – jak
sądzić można – wszystkie materiały zgromadzone do Ludu, zabrał też
zapewne książki potrzebne do dalszej pracy oraz druki i rękopisy wybranych własnych kompozycji i utwory innych muzyków. Ale w Warszawie,
poza jego fortepianem, zostały inne nuty i książki oraz większość egzemplarzy wydanych czterech tomów Ludu. Książki i nuty przechowywane
były w firmie wydawniczej Gebethner i Wolff, nuty także u jednego
z przyjaciół, Władysława Wierzbowskiego1 , a w drukarni J. Jaworskiego pozostały tomy Ludu wydawane nakładem autora w latach 1857–
–1869, tj. Pieśni ludu polskiego, Sandomierskie i Kujawy. Pieczę nad
majątkiem pozostawionym w Warszawie sprawował Wilhelm, starszy
brat Oskara. W roku 1877, po śmierci Wilhelma, Oskar pisał do Gustawa
Gebethnera:
Co do papierów, nut i książek moich pozostawionych u Panów przy moim odjeździe z Warszawy, to istotnie postanowienia jeszcze żadnego względem nich
dotąd powziąć nie mogłem2.

U Gustawa Gebethnera, księgarza i wydawcy, znajdowały się wtedy
także egzemplarze trzech monografii odzyskane z drukarni Jaworskiego przez Wilhelma. Te tomy Oskar sprowadzał do Krakowa w miarę
(sygn. II 6487), przytoczony jest w cz. I tomu Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło (DWOK T. 85/I)
s. 493-494. Karolina Wąsowska była wychowanicą Karoliny Kolberg, matki Oskara i żoną jego
młodszego brata, Antoniego. Kilka lat po śmierci Antoniego Kolberga wyszła za mąż za Antoniego Wąsowskiego.
1 W. Wierzbowski w liście z 1 IV 1876 r. pisał: „Wyjeżdżając z Warszawy, Kochany Oskarze,
zostawiłeś u mnie paczkę różnych nut, miedzy którymi są i tańce, i kościelne melodie. Są to
rzeczy, z których zdaje mi się nie zamierzasz korzystać, czybyś więc nie zgodził się, aby te nuty
przesłać do biblioteki Towarzystwa Muzycznego, lub też wskaż, jaki by z nich użytek zrobić”,
Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 589.
2 Brulion listu do Gebethnera i Wolffa z 19 VIII 1877 r., Korespondencja... cz. II (DWOK
T. 65), s. 58.

9

�potrzeby, ale nie podjął decyzji co do innych książek i nut pozostawionych w Warszawie. Jak wynika z późniejszej korespondencji z rodziną
oraz z firmą Gebethner i Wolff, a także z testamentu, swój księgozbiór
zamierzał oddać Bibliotece Jagiellońskiej. Dziś w tej bibliotece znajdują
się egzemplarze różnych książek z wyraźnymi śladami pracy Kolberga,
pochodzące niewątpliwie z jego podręcznego zbioru, ale nie zawsze wiadomo, czy są to jego bezpośrednie dary, czy też druki przekazane przez
Kopernickiego, wykonawcę testamentu 1. O pozostawionych u Gebetnera
książkach i nutach brak informacji.
Nie wiadomo też, jakie dokumenty osobiste pozostały w Warszawie, ponieważ archiwum rodzinne złożone w Bibliotece Krasińskich
przez potomków profesora Juliusza Kolberga, tj. przez rodziny Wilhelma
i Antoniego, dwu braci Oskara, spłonęło w czasie niszczenia Warszawy
przez Niemców po upadku powstania jesienią 1944 r.
Następna przeprowadzka Kolberga – z Modlnicy do Krakowa, nie była
tak dokładnie zaplanowana jak wyjazd z Warszawy do Modlnicy. W październiku 1884 r. pisał do Karoliny Kolberg, bratowej, po przyjeździe z kilkumiesięcznych badań terenowych w Sanockiem:
[…] do Modlnicy na to tylko wróciłem, ażeby stamtąd zabrać wszystkie moje
manatki i rekwizyta i z nimi podążyć do miasta2.

Nie mógł wtedy, czy nie chciał zabrać całości swych materiałów
i część z nich pozostała w Modlnicy. Nie zabrał ich także później, a po
śmierci Kolberga rodzina Konopków, choć jej członkowie znali postanowienia testamentu3, nie przekazała posiadanych materiałów ani w ręce
Kopernickiego bezpośrednio po śmierci etnografa, ani później do zbiorów
1

Niektóre z nich mają w XIX-wiecznym katalogu adnotację „od Kopernickiego” lub „darem dra I. Kopernickiego”, jest to m.in. egzemplarz Littauische Volkslieder G. H. Nesselmanna
(Berlin 1853), z widocznymi jeszcze ołówkowymi notatkami wykonanymi charakterystycznym
pismem Kolberga, a także A. Schleichera Litauische Märchen, Sprichworte, Rätsel und Lieder
(Weimar 1857). Część posiadanych druków Kolberg sam ofiarował Bibliotece Jagiellońskiej,
np. pięć tomików zbioru słoweńskich pieśni Emila Korytki, które nabył w Lublanie w 1857 r.,
a także kupione tam wtedy dwa kalendarze: „Koledarček Slovenski za navadno leto 1855” i następne wydanie tegoż na rok 1856, obydwa z jego glosami.
2 Brulion listu O. Kolberga do Karoliny Kolberg z 17 X 1884 r., Korespondencja... cz. III
(DWOK T. 66), s. 200.
3 Tadeusz Konopka (1844–1903), syn Józefa, przyjaciela O. Kolberga, był jednym ze świadków spisania i odczytania testamentu etnografa.

10

�Akademii Umiejętności. Maria Turczynowiczowa, muzykolożka, która
w latach 1937–1939 miała zamiar przygotować do druku korespondencję Kolberga i gromadziła potrzebną dokumentację, pisała, że w Modlnicy
w okresie jej poszukiwań znajdowały się należące niegdyś do Kolberga
rysunki, fotografie, notatki, listy i nuty1. Nie precyzowała dokładniej, czy
te ostatnie to kompozycje Kolberga, czy jego zapisy folkloru muzycznego, jednak późniejsze informacje wskazują, że były to materiały nie tylko
folklorystyczne, a wśród nut znajdowały się rękopisy i druki kompozycji
Kolberga. W Modlnicy pozostały prawdopodobnie także nuty wielu utworów różnych autorów, które grywał tam Kolberg sam lub na cztery ręce
z Antoniną Męcińską.
Tak więc w chwili śmierci Kolberga jego zbiory były już rozproszone. W Warszawie nie pozostały zapewne żadne rękopisy związane z badaniami etnograficznymi. Sądzić też można, że zasadnicza część materiałów
źródłowych do wydanych i niewydanych monografii, tzw. teki2 Kolberga,
bezpośrednio po jego śmierci znajdowała się u Kopernickiego, u którego
etnograf mieszkał w ostatnich miesiącach życia. Ale niewątpliwie ich część
pozostała we dworze Konopków w Modlnicy, a wśród nich były ryciny,
akwarele i fotografie gromadzone przez Kolberga jako źródła etnograficzne
w specjalnym albumie i w osobnej tece.
Wykonawca naukowej części testamentu, Izydor Kopernicki, już
w czerwcu 1890 r. zajął się Kolbergowskimi tekami z materiałami etnograficzno-folklorystycznymi i sporządził cenne notatki3 o ich zawartości oraz
o pochodzeniu i przeznaczeniu niektórych rękopisów. Sam pisał do Jana
Karłowicza kilka dni po śmierci przyjaciela:
1

M. Pleuss-Turczynowiczowa Niewydane zbiory Oskara Kolberga, „Ruch Muzyczny”
1948, nr 10, s. 13, zob. też jej wstęp do cz. I Korespondencji… (DWOK T. 64, s. VII), taki stan
rzeczy opisywała również w ustnych relacjach.
2 Teki Kolberga i inne zespoły jego rękopisów są zestawione w: A. Skrukwa Wykaz tek
Oskara Kolberga i pozostałych zachowanych zespołów jego rękopisów, w: Oskar Kolberg.
Człowiek i dzieło cz. III (DWOK T. 85/III).
3 Większość notatek Kopernickiego znajduje się dziś w Muzeum Etnograficznym w Krakowie w zbiorach Seweryna Udzieli, tylko część zachowała się w tekach, których dotyczą. W Muzeum mają nadany przez Udzielę tytuł: Kopernickiego charakterystyka tek Kolbergowskich
(Arch. MEK, sygn. II/155, nr inw. I/191/RKP). Notatki te mają tak duże znaczenie, ponie­waż
w stosunku do niektórych rękopisów są jedynymi informacjami z XIX w.; wykorzystywano je
przy opracowywaniu tomów Dzieł wszystkich Kolberga, a przytoczono także w: A. Skrukwa
Wykaz tek Oskara Kolberga… (DWOK T. 85/III).

11

�Od czterech dni pogrążony jestem w przeglądaniu i porządkowaniu spuścizny
po śp. Kolbergu. Od 6 z rana do zmroku przesiaduję nad tym w jego pokoiku1.

Informacje odnoszące się do całej teki notował Kopernicki na osobnych
kartkach, czasem zapiski dotyczące tylko niektórych rękopisów zamieszczał bezpośrednio na obejmującej je obwolucie lub na pierwszej ich karcie.
Z niektórych takich notatek wynika, że Kopernicki przemieszczał rękopisy
miedzy tekami. Np. na pierwszej karcie rękopisu Augustowskie. Ubiory włościan2, z notatką Kolberga na marginesie „Litwa”, zanotował „Przeniesione
z teki 4”. Dziś dysponujemy notatkami Kopernickiego dotyczącymi większości tek3, ale brak ich dla niektórych zespołów istniejących w okresie, gdy
opiekował się on rękopisami Kolberga. Sądzić można, że albo nie objął nimi
całej spuścizny rękopiśmiennej Kolberga, albo część kart zaginęła.
Notatki Kopernickiego na temat rękopisów składają się na jedyny inwentarz Kolbergowskiego archiwum informujący o jego stanie w roku
1890. Jest on jednak niekompletny i w odniesieniu do większości tek ograniczony do kilku zaledwie krótkich zdań. Nieco wcześniejsze dane o ilości
tek z rękopisami, ich tytuły, a także zawartość, choć tę ostatnią też bardzo
ogólnie, znamy z kilku wykazów4 z lat 1883–1887. Sporządzał je Kolberg dla
Akademii Umiejętności oraz dla innych instytucji, do których zwracał się
z petycjami o finansowanie badań i druku Ludu, a także dołączał do brulionów testamentu, przekazując zebrane przez siebie materiały Akademii
Umiejętności. Jednak dziś trudno porównać obecny stan spuścizny etnografa z przedstawionym przez niego i przez Kopernickiego z powodu lakoniczności wykazów obydwu autorów. Charakteryzowali oni w kilku słowach
tylko większe zespoły notatek, ale nie podawali liczby kart ani choćby przybliżonej objętości zapisów. Jedynie spis zawartości nieistniejącej dziś teki
3 Mazury pruskie wykonany przez Kopernickiego jest tak szczegółowy, że
1 I. Kopernicki Listy do Jana Karłowicza, Adama Honoriusza Kirkora i Benedykta Dybowskiego, wydał i wstępem opatrzył A. Wrzosek, „Przegląd Antropologiczny” T. XXVI: 1960,
s. 90, list z 10 VI 1890 r.
2 Rkp. prawdopodobnie Aleksandra Osipowicza, dziś w Arch. PTL, teka 30 Litwa, sygn.
1198, k. 42.
3 W zbiorach Udzieli w Muzeum Etnograficznym w Krakowie zachowały się notatki Kopernickiego dotyczące tek: 1-9, 12-17 i 19-38.
4 Zachowały się wykazy z r. 1883, 1886 i 1887 (rkp. w BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 71–80),
spis z 10 stycznia 1886 r. został opublikowany w aneksach do Korespondencji... cz. III (DWOK
T. 66), aneks 12, s. 743-749.

12

�pozwala odtworzyć jej pierwotną zawartość i ustalić, jakie materiały z niej
zaginęły. Notatki Kopernickiego nie dotyczą korespondencji i innych dokumentów osobistych Kolberga ani jego kompozycji.
Z korespondencji Kopernickiego wynika, że niektóre swe decyzje co do
rękopisów Kolberga konsultował z Karłowiczem, który na miejscu w Krakowie zapoznał się z częścią przynajmniej tek Kolberga. W grudniu 1890 r.
Kopernicki pisał do niego:
[…] nie odmów przyrzeczonej interwencji swej w Szan. Towarzystwie Muzycznym Warszawskim, co do znanych Panu rękopisów muzycznych śp. O. Kolberga.
Czy przyjmą je do swoich archiwów, czy nie? A w razie odmowy proszę o radę,
co mam z tym zrobić1.

Zatem znajdujące się w spuściźnie Kolberga rękopisy kompozycji Kopernicki zamierzał wtedy przesłać do zbiorów Warszawskiego Towarzystwa
Muzycznego i prosił Karłowicza o wywiedzenie się, czy Towarzystwo przyjmie ten dar. Nie wiadomo jednak, czy zdążył doprowadzić ten zamiar do
końca. Obecnie biblioteka Towarzystwa nie ma informacji o pochodzeniu
przechowywanych tam utworów Kolberga i daty ich otrzymania, mógł jednak przekazać je około roku 1876 Wierzbowski, o czym już tu wspomniano.
Druga część znanych dziś rękopisów Kolbergowskich kompozycji, licząca
ponad 200 kart, znajduje się w jednej z tek w archiwum Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego, ale nie wiadomo, czy jest to całość muzykaliów
pozostałych po jego śmierci w Krakowie w r. 1890.
Karłowicz, do którego w przytoczonym fragmencie listu zwraca się Kopernicki, mógł zapoznać się w końcu roku 1890 nie tylko z rękopisami
kompozycji Kolberga, ale prawdopodobnie przeglądał także inne interesujące go materiały. Można tak przypuszczać, ponieważ na obwolucie jednego
z rękopisów z teki 30. Litwa obok notatki Kopernickiego: „Nie wiele, ale
rzeczy ciekawe, z których da się ułożyć przyczynek niezły do »Zbioru Wiadomości«” widnieje notatka Karłowicza sygnowana jego inicjałami: „Trzeba
bardzo ostrożnie korzystać z tych przyczynków, J.K.” 2.
Prawdopodobnie w roku 1890 lub 1891, tj. w okresie gdy rękopisami Kolberga opiekował się Kopernicki, z materiałów znajdujących się
1
2

1298.

I. Kopernicki Listy do Jana Karłowicza ..., s. 91, list z 14 grudnia 1890 r.
Notatki Kopernickiego i Karłowicza na obwolucie rękopisów w Arch. PTL, teka 30, sygn.

13

�w spuściźnie etnografa korzystał Samuel Adalberg, przygotowując Księgę
przysłów, przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich1. W spisie
wykorzystanych prac wymienia on tomy Ludu i Obrazów etnograficznych Kolberga, a także rękopis W. Siarkowskiego2 znajdujący się i wówczas, i dziś w jednej z Kolbergowskich tek, nie notuje tam jednak innych
rękopisów autora Ludu ani ogromnego zbioru Konopki liczącego ponad
12 tysięcy tekstów. Uwagę Adalberga na rękopisy Kolberga, a także na obfity zbiór Józefa Konopki3 skierował za pośrednictwem Karłowicza właśnie
Kopernicki jeszcze za życia etnografa. W marcu 1888 r. pisał do Karłowicza:
Choć nieproszony, mam sobie za obowiązek za pośrednictwem Szanownego
Pana zawiadomić p. Adalberga, że olbrzymi zbiór przysłów polskich istnieje tu
o 2 mile od Krakowa, u p. Tadeusza Konopki, właściciela Mogilan4.

Kopernicki wymienia też autora Księgi przysłów w opisie jednej z Kolbergowskich tek Miscellanea: „Trochę przysłów z Poznańskiego (wypisane
z »Prz[yjaciela] Ludu« i innych, mogą się przydać Adalbergowi” 5. W dokumentach dotyczących Kolberga i jego spuścizny zachowały się tylko te
wzmianki o Adalbergu. Nie ulega jednak wątpliwości, że sięgał on do części
przynajmniej materiałów znajdujących się w tekach autora Ludu, m.in. do
wymienionego wyżej rękopisu Siarkowskiego. Wobec zniszczenia w czasie
wojny archiwum Adalberga, głównie analiza zasobu tekstów w jego Księdze przysłów potwierdza dziś, że korzystał on w jakimś stopniu ze zbiorów
Kolberga i Konopki. Pisze o tym Stanisław Świrko we wstępie do Kolbergowskiego tomu Przysłowia:
Dowodem ostatnim, materiałowym i chyba najważniejszym, jest wreszcie wielokrotne cytowanie przez Adalberga, bez podania źródeł, przysłów rzadkich,
a występujących w zbiorach rękopiśmiennych Kolberga i Konopki. Wgląd Adalberga w rękopisy obu zbieraczy musiał być jednak pobieżny, gdyż nie wszystkie
1

S. Adalberg Księga przysłów, przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich, Warszawa 1889–1894.
2 W. Siarkowski Przysłowia i zdania z okolic Kielc, rkp. w Arch. PTL, teka 14, sygn. 1200,
k. 1–6.
3 Zbiór przysłów J. Konopki mieści się dziś w tece 44 Przysłowia, sygn. Arch. PTL 1416,
k. 59–270.
4 I. Kopernicki Listy do Jana Karłowicza..., s. 69, list z 27 III 1888 r.
5 Rkp. Kopernickiego charakterystyka tek Kolbergowskich…, k. 27. Notatki te dotyczą zawartości teki 37. Miscellanea.

14

�przysłowia nowe lub ciekawe warianty zostały z nich wyłowione. Być może
Adalberg czynił to już w trakcie druku Księgi i tylko niektóre, najciekawsze
materiały mógł do niej włączyć1.

Kopernicki przeżył Kolberga zaledwie o nieco ponad rok i w tym czasie,
kosztem własnych badań i wielkiego wysiłku, zdążył zakończyć prace nad
dwoma wspomnianymi już tomami: Przemyskiem i częścią II Chełmskiego2. We wstępie dołączonym do Przemyskiego zamieścił życiorys autora
oraz cenne wiadomości o jego badaniach terenowych, bowiem podał tam
nie tylko roczne daty pobytu Kolberga w różnych regionach, ale także opisał jego sposób przeprowadzania wywiadów z informatorami, czego bywał naocznym świadkiem, i scharakteryzował stosunek Kolberga do wykonawców folkloru. Obydwie monografie zawierały jednak tylko część ze
zgromadzonej przez Kolberga dokumentacji kultury ludowej tych regionów,
bowiem Kopernicki musiał, podobnie jak Kolberg, w wydawanych przez
siebie tomach, przeprowadzić pewną selekcję materiałów do Chełmskiego,
a objętość Przemyskiego ograniczona była do dwudziestu arkuszy druku
przez finansujące ten tom Muzeum Przemysłowe im. Dzieduszyckich we
Lwowie3. Monografie wydawane przez Kolberga dzięki dotacji Akademii
Umiejętności lub finansowane z innych źródeł, obejmujące region porównywalny obszarem, zwykle miewały nie jeden, a dwa lub więcej tomów i to
o nieco większej objętości.
Z relacji4 Kopernickiego wiadomo, że w ostatnich dniach życia Kolberg
przekazał mu wskazówki dotyczące materiałów do kilku tomów: drugiej części Chełmskiego, Przemyskiego, części VI i VII Mazowsza5 oraz
1

S. Świrko wstęp w: O. Kolberg Przysłowia (DWOK T. 60), s. XXVIII.

2 O udziale I. Kopernickiego w opracowaniu tych dwu monografii zob. E. Millerowa „Chełm-

skie” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Chełmskie. Suplement do tomów 33 i 34 (DWOK T. 82),
s. XXXVII i nast., oraz tejże „Przemyskie” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Przemyskie. Suplement do tomu 35 (DWOK T. 83/I), s. XXXVI i nast.
3 Materiały źródłowe zebrane przez Kolberga w Przemyskiem, pominięte z konieczności
w edycji monografii tego regionu z 1891 r. finansowanej przez Muzeum Dzieduszyckich, wydano w 2012 r. w suplemencie (DWOK T. 83), zajęły tam blisko 50 arkuszy druku. W. Bieńkowski
w artykule Oskar Kolberg a Akademia Umiejętności w Krakowie („Prace Komisji Historii Nauki Polskiej Akademii Umiejętności w Krakowie” T. 1: 1999, s. 15 i 19) mylnie podaje, że druk
Przemyskiego w 1891 r. opłaciła Akademia.
4 I. Kopernicki Śmierć Oskara Kolberga, „Wisła” T. 4: 1890, s. 510.
5 Miały to być tomy zawierające monografię Mazury pruskie oraz zapisy mazowieckich
bajek i wierzeń. Zob. E. Antyborzec „Mazowsze” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Mazowsze.
Suplement do tomów 24–28 (DWOK T. 80/1), m.in. s. XXXVI, LXXIV–LXXVII.

15

�drugiej części Kaliskiego. Kopernicki zamierzał wydać ponadto rękopisy
opublikowane później w Dziełach wszystkich w tomach Sanockie-Krośnieńskie. Niektóre zespoły materiałów uznał za zbyt szczupłe i niekompletne, aby „złożyć tom osobny” i zamierzał wydrukować je w „Zbiorze
Wiadomości do Antropologii Krajowej”, roczniku Akademii, albo w oddzielnym tomie gromadzącym dokumentację Kolbergowską z różnych regionów.
Niektóre, jako cząstkowe tylko lub bardzo szczupłe, chciał włączyć do prac
innych autorów. Część wreszcie uznał za nieprzydatne do jakichkolwiek
publikacji i albo je usunął, albo zostawił w tece jako świadectwo pracy
Kolberga. Np. o zawartości jednej z tek pisał:
Muzykalia, obertasy, pieśni itd. Zawiera poprzekreślane, a więc wydane już
melodie i pieśni, w brulionach najpierwotniejszych, tak jak były zapisywane.
Nie tykając ich, zachowałem jako autografy i okazy, dające wyobrażenie o tym,
w jaki sposób śp. O. Kolberg spisywał te rzeczy z ust ludu1.

W testamencie Kolberg przekazał swemu przyjacielowi i zarazem wykonawcy ostatniej woli nieograniczone prawo dysponowania pozostawionymi
materiałami etnograficzno-folklorystycznymi. Jeżeli chodzi o rękopisy wykorzystane w Ludzie i Obrazach etnograficznych, „nieograniczone prawo”
oznaczało także możliwość usunięcia ich, czyli praktycznie zniszczenia. Stąd
o niektórych tekach lub zespołach rękopisów Kopernicki pisał np.:
Teka 28 [...] Na koniec niewielka paczka pieśni przez kogoś spisanych w Borowej,
w Pińszczyźnie, nie wiadomo czy dobrze, bo językiem wołyńskim, lecz nie poleskim, białoruskim, zupełnie odmiennym od Zienkiewicza. Te pieśni wszystkie
były już drukowane w XIII tomie „Zbioru Wiadomości” i na rękopisie poprzekreślane. Wszystkie wyrzuciłem2.

Uwagę „poprzekreślane, więc wydane” zauważamy kilkakrotnie, np.
w notatkach o tekach 16, 17, 20 i 35. Niektóre z tak charakteryzowanych
zespołów Kopernicki usunął bezpowrotnie. Potrzebę zachowania innych
rękopisów, określał też często według tego kryterium, np. o części zawartości teki 7. Kujawy pisał:
1 Rkp. Kopernickiego charakterystyka tek Kolbergowskich..., k. 24, prawdopodobnie notatka ta dotyczy rękopisów znajdujących się dziś w tece 43 Miscellanea, o czym niżej.
2 Tamże, k. 19.

16

�Wszystko wyczerpane w serii III–IV (Kujawy) i XXII (Łęczyckie). Zostały odpadki muzyczne: melodie pieśni i tańców, nie przekreślone przez O.K., więc mogące
się przydać komuś, o ile podobne lub takie same nie zostały już podane przez
O.K. w innych seriach1.

Dziś wiemy, że Kolberg swe zapisy terenowe przygotowywał do druku
i przepisywał czasem nawet kilkakrotnie, ponieważ służyły mu one do
różnie sprofilowanych publikacji, które wydawał od roku 1842. Przekreślenie w notatkach terenowych skośną kreską całej pieśni lub melodii na ogół wskazuje, że sporządził czystopis tego utworu, selekcjonując materiały do planowanego, lecz nie zawsze ostatecznie oddanego do
druku tomu. Dokładniejsze analizy w trakcie inwentaryzacji rękopisów
potwierdziły, że nie wszystkie skreślone zapisy były opublikowane. Pamiętać musimy, że Kopernicki miał prawo usunąć wybrane materiały, ale
wartość oryginalnych rękopisów Kolberga, zwłaszcza jego bezpośrednich
zapisów ze słuchu, nawet jeżeli były wydane w Ludzie, oceniamy obecnie inaczej niż wykonawca testamentu, a także sam ich autor w ostatnim okresie życia. Pewną część swych rękopisów usunął bowiem już
wcześniej Kolberg, co kilkakrotnie odnotował w wykazie tek z 1886 r.
O zapisach z Poznańskiego pisał np.: „Odpadki od materiałów z Wielkopolski, użytych w latach 1875–1882 przy wydawnictwie[…]”, o zapisach
z Krakowskiego: „Odpadki od drukowanych już rzeczy w 4 tomach […]”,
podobne informacje podał przy spisie zawartości teki 7. Kujawy, 17. Lubelskie i 21. Pokucie 2.
Korespondencja Kolberga według testamentu miała być oddana Bibliotece Jagiellońskiej. Składały się nią listy otrzymane od rodziny, przyjaciół,
współpracowników, wydawców i uczonych oraz bruliony listów pisanych
przez niego. Dziś wiemy o dwu jej zespołach. Jeden zawierający przede
wszystkim listy związane z badaniami Kolberga i jego publikacjami to blisko 900 listów i brulionów znajdujących się w Bibliotece Naukowej PAU
i PAN3. W drugim, mniejszym, znajdującym się już przed rokiem 1936
1

Tamże, k. 5.
Zob. sporządzony przez Kolberga Wykaz tek rękopiśmiennych z datą 10 stycznia 1886 r.
w: Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 744–746, oraz opis zawartości odpowiednich
zespołów rękopiśmiennych w: A. Skrukwa Wykaz tek Oskara Kolberga… (DWOK T. 85/III).
3 W zbiorach BN PAU i PAN mają one sygnaturę 2185, t. 1-4. Wymieniony dalej drugi zespół
listów przechowywany przed rokiem 1936 w bibliotece PAU miał sygn. 2030.
2

17

�w zbiorach Biblioteki PAU przechowywane były głównie listy do i od rodziny. Nie udało się ustalić, czy na dwa odrębne zespoły korespondencję podzielił jeszcze Kolberg, czy też zrobił to Kopernicki w trakcie przeglądania
rękopisów pozostawionych przez przyjaciela. Najbardziej prawdopodobne
jest, że dokonał tego dopiero Roman Zawiliński, który w lutym 1914 r. na
uroczystym posiedzeniu Komisji Antropologicznej zobowiązany został do
napisania biografii Kolberga. Z późniejszych informacji wynika, że wypożyczył wtedy dokumenty osobiste Kolberga przechowywane w sali Komisji
Antropologicznej Akademii, w tym potrzebną mu część korespondencji.
Interesowały go prawdopodobnie głównie listy dotyczące kontaktów Kolberga ze światem nauki, więc jeżeli korespondencja nie była podzielona
wcześniej, on właśnie mógł przeprowadzić tę selekcję, zabierając część listów i pozostawiając w zbiorach Komisji inne, w większości poruszające
sprawy ściślej prywatne.
Prace nad edycją rękopisów Kolberga w latach 1891–1914
Teki Kolberga po śmierci Kopernickiego we wrześniu 1891 r. zostały
przekazane Akademii do dyspozycji Sekcji Etnologicznej Komisji Antropologicznej AU. Nie były one włączone do zbiorów biblioteki Akademii 1.
W gmachu Akademii przy ul. Sławkowskiej znalazła się wtedy także korespondencja Kolberga oraz jego dokumenty osobiste. Księgozbiór zdążył
przynajmniej w części przekazać Bibliotece Jagiellońskiej jeszcze Kopernicki, podobnie jak niektóre wyselekcjonowane rękopisy2, które uznał za
cenne, ale nieprzydatne do dalszych tomów Ludu.
Po śmierci wykonawcy testamentu prace nad przygotowaniem do druku
spuścizny Kolberga zostały na około dziewięć lat zarzucone. J. Karłowicz
po wydaniu Przemyskiego zadał retoryczne pytanie:
1

Potwierdza to późniejsza dokumentacja: Katalog rękopisów Akademii Umiejętności
w Krakowie wydany przez J. Czubka w 1906 r. nie wymienia tek Kolberga, jego nazwisko
widnieje tam dwukrotnie w związku z innymi materiałami: w informacji o rękopisie pieśni
litewskich zebranych przez J. Juszkiewicza (sygn. 1438), ponieważ Kolberg przygotował do
druku część melodii z tego rkp., oraz jako darczyńcy autografu F. Chopina: Wariacje E-dur na
temat piosenki „Steh’ auf, steh’ auf, o du Schweitzer Bub” (sygn. 1439).
2 Zob. np. spis zawartości teki 24, 30 i 38 w notatkach Kopernickiego przytoczonych
w: A. Skrukwa Wykaz tek Oskara Kolberga… (DWOK T. 85/III).

18

�Kto i kiedy dostarczy nam reszty spuścizny po Kolbergu? Przyjazną rękę Kopernickiego niestety śmierć już ubezwładniła1.

Na przerwanie prac nad rękopisami Kolberga złożyło się wiele przyczyn.
Jednym z powodów było to, że wśród niedrukowanych rękopisów przeważały pieśni i melodie, a Sekcja Etnologiczna Komisji Antropologicznej AU
otrzymywała tak wiele materiałów pieśniowych, że zdominowałyby one
przeznaczony dla niej dział rocznika „Zbiór Wiadomości do Antropologii
Krajowej” i jego kontynuacji – „Materiałów Antropologiczno-Archeologicznych i Etnograficznych”. Już znacznie wcześniej zarząd Sekcji starał się
ograniczyć zarówno napływ, jak i druk pieśni, ponieważ zapisywane były
najczęściej bez melodii, a przysyłane bez krytycznego opracowania stawały
się gąszczem nieuporządkowanych materiałów trudnym do wykorzystania
w dalszych pracach naukowych. Ponadto zredagowanie do druku zapisów
Kolberga wymagało specjalistycznych umiejętności, takich jakie miał ich
autor – wykształcony muzyk, a w kręgu Sekcji Etnologicznej brakowało ludzi o takim przygotowaniu. Niewątpliwie zabrakło też osoby tak zdeterminowanej jak Izydor Kopernicki, który przekonany o znaczeniu materiałów
przyjaciela, skłonny był odłożyć własne prace, aby przygotować do druku
kolejny tom Ludu.
Spuścizna Kolberga została na około dziesięć lat zapomniana. Jedynie
w roku 1897 jego materiałami śląskimi zainteresował się Władysław Nehring, historyk literatury i językoznawca, wówczas profesor Uniwersytetu
Wrocławskiego, a także członek krakowskiej Akademii Umiejętności. Kolberga poznał prawdopodobnie jeszcze w roku 1865, gdy autor Ludu starał
się o pomoc materialną na druk swoich prac w Poznańskim Towarzystwie
Przyjaciół Nauk, Nehring był wtedy jeszcze profesorem gimnazjum Św.
Marii Magdaleny w Poznaniu. W 1897 r. Nehring wypożyczył tekę Kolberga
z rękopisami dotyczącymi Śląska i zdał sprawę z jej zawartości w artykule
zamieszczonym w „Mitteilungen der Schlesischen Gesellschaft für Volkskunde”. Szczególną uwagę poświęcił tekstom bajek śląskich zapisanych
przez Kolberga w roku 1868, podając treść kilku z nich2.
1

Tak J. Karłowicz zakończył recenzję Przemyskiego w „Kwartalniku Historycznym” T. VI:
1892, s. 357.
2 W. Nehring Zweiter Bericht über Aberglauben, Sagen und Märchen in Oberschlesien,
“Mitteilungen der Schlesischen Gesellschaft für Volkskunde” 1897, H. IV, No 4, s. 75–87, część
pierwsza artykułu tamże H. III, No 1.

19

�Starania o wydanie spuścizny Kolberga zostały wznowione dopiero dzięki inicjatywie Romana Zawilińskiego, sekretarza Komisji Antropologicznej
w latach 1891-1903. Zawiliński 30 października 1900 r. na posiedzeniu Komisji poinformował zebranych, że po śmierci Kolberga pozostało do opublikowania 21 tek materiałów o różnej objętości i postulował:
Chodzi tu o to, aby opracować wszystko i w krótkim czasie wydać; uczynić to
można przy współpracownictwie członków Komisji krajowych, którym po porozumieniu się należy przesłać rękopisy z instrukcją, celem jednolitości w opracowaniu. Ponieważ się znaleźli ochotnicy, należy rzecz bezzwłocznie rozpocząć 1.

Wniosek Zawilińskiego Komisja uchwaliła. Trzy lata później w sprawozdaniu z posiedzenia odbytego dnia 31 marca 1903 r. czytamy:
Sekretarz p. Zawiliński zdał następnie sprawę z dalszych przygotowań do wydania materiałów etnograficznych po Kolbergu i wyjaśnił stronę finansową
tego wydawnictwa. Po ożywionej dyskusji, która rozwinęła się nad sposobem
dalszego wydania tych materiałów przyjęto za zasadę, aby materiały będące
wycinkami z rzadkich czasopism i dzienników drukować, natomiast wyjątki
z dzieł tylko zacytować2.

W latach 1902–1912 podjęto prace nad kilkoma zespołami rękopisów
i starania Zawilińskiego i innych członków Komisji doprowadziły do opu­
blikowania czterech pozycji: uzupełnień do Pokucia3 przygotowanych
przez Stanisława Zdziarskiego w 1904 r., Szląska Górnego4 przez Sewe­ryna
Udzielę w 1906 r., Wołynia5 przez Józefa Tretiaka w 1907 r. i Tarnowa–
1 Sprawozdanie z posiedzeń Komisji odbytych r. 1900, MAAE T. V: 1901, s. VII. Określenie
„członków krajowych” wskazywało na współpracowników Komisji mieszkających w Galicji.
2 Sprawozdanie z posiedzeń Komisji odbytych w roku 1903 i 1904, MAAE T. VII: 1904,
s. VIII. „Zacytować” – tu w znaczeniu: zamieścić jako notę bibliograficzną.
3 O. Kolberg Pokucie. Uzupełnienia dawniej ogłoszonego dzieła śp. Oskara Kolberga z rękopisów pozgonnych wydał dr S. Zdziarski, MAAE T. VII: 1904, s. 174–194. Teksty i melodie
tam zamieszczone zostały na podstawie zachowanych rękopisów opracowane na nowo i w ramach Dzieł wszystkich wydane w tomie Ruś Karpacka (DWOK T. 54–55).
4 O. Kolberg Szląsk Górny. Materiały etnograficzne zebrane przez Oskara Kolberga z papierów pośmiertnych wydał S. Udziela, MAAE T. VIII: 1906, s. 140–212 i odbitka: Kraków 1906.
Rękopisy wykorzystane przez Udzielę zostały opracowane na nowo i wydane razem z innymi
dotyczącymi Śląska w tomie Śląsk (DWOK T. 43).
5 O. Kolberg Wołyń. Obrzędy, melodie, pieśni. Z brulionów pośmiertnych przy współudziale St. Fischera i F. Szopskiego wydał J. Tretiak, Kraków 1907; wydanie Tretiaka w Dziełach wszystkich przedrukowano w serii fotooffsetowej jako tom 36.

20

�–Rzeszowa1 w 1910 r. również przez Udzielę. Kilka innych opracowań,
w różnym stopniu zaawansowanych, drukiem się nie ukazało, głównie
z powodu braku pieniędzy.
Pewne znaczenie dla prac nad rękopisami Kolberga miała dyskusja
wokół zasad drukowania folkloru tocząca się w latach 1888-1900 w Komisji Antropologiczno-Archeologicznej, do której należała Sekcja Etnologiczna. Językoznawcy postulowali zapisywanie w terenie i wydawanie
tekstów ludowych w pisowni fonetycznej (zwanej wówczas także pisownią
organiczną). Etnografowie byli przeciwni takiej metodzie notowania
i publikowania bajek i pieśni2. W czasie posiedzenia 19 grudnia 1900 r.
R. Zawiliński dramatycznie pytał:
Dialektologia zażądała od etnografii materiału i zaprzągłszy ją do swego pługa,
poganiała nią do ostateczności. Powstało hasło przeciwne dawnemu zwyczajowi: pisać wszystko jak najwierniej, a że do tej wierności nie wystarczał zasób
grafiki języka literackiego, potworzono nowe znaki i znaczki, ciągle nowe i ciągle
inne, a zawsze jeszcze niewystarczające. Nad rozwojem naszej etnografii zaciążyła klątwa, podana w służbę językoznawcom zaledwie dycha. Czyśmy nie zaszli
za daleko?3

Na tym posiedzeniu uchwalono, że teksty ludowe Komisja drukować
będzie w swoich wydawnictwach „wiernie podług opowiadania ludu, ale
środkami graficznymi języka literackiego, z dodaniem do abecadła st.pol.
á, é”4.
Już w marcu w r. 1902 Zawiliński zawiadomił Komisję, że Śląsk Górny
opracowany przez Jana Bystronia jest gotowy5, jednak do wydania tej pozycji nie doszło. Bystroń, członek utworzonej w 1895 r. komisji Akademii
do uporządkowania metod zapisu tekstów ludowych, był zwolennikiem
1 O. Kolberg Tarnów-Rzeszów. Materiały etnograficzne. Zebrał, uporządkował i wydał
S. Udziela, MAAE T. XI: 1910, s. 116–323 i odbitka: Kraków 1910. Materiały z tego regionu, także
te opublikowane przez S. Udzielę, zostały opracowane na nowo i wydane w tomie Tarnowskie-Rzeszowskie (DWOK T. 48).
2 Sprzeciw wobec stosowania pisowni fonetycznej dla druku folkloru już w r. 1888 wyrażał
Kopernicki, zob. jego Listy do Jana Karłowcza..., list z 15 I 1888 r., s. 65–66.
3

Sprawozdanie z posiedzeń Komisji odbytych w r. 1900, MAAE T. V: 1901, s. IX.
Tamże.
5 Sprawozdanie z posiedzeń Komisji odbytych w latach 1901/1902, MAAE T. VI: 1903,
s. XII.
4

21

�notacji fonetycznej. Na jego wniosek komisja postanowiła w 1898 r. wydać
bajki śląskie Lucjana Malinowskiego w pisowni stosowanej w pracach dialektologicznych. Zapisane one były tą metodą przez autora, językoznawcę,
już w czasie badań terenowych. Teksty bajek śląskich Kolberga, najcenniejszą część przygotowywanej publikacji, poddał Bystroń transkrypcji wbrew
uchwale Komisji z 1900 r. i chciał je w takiej postaci oddać do druku. Jego
rękopis Kolbergowskiej bajki Jak to syn rzeźnicki został królem w notacji fonetycznej zachował się w tece śląskiej1 wraz z notatką sporządzoną
prawdopodobnie przez Jana Łosia, kwestionującą celowość takiego opracowania:
Teksty zebrane przez Kolberga drukujemy tak, jak przez niego zostały zapisane,
z zachowaniem wszystkich właściwości jego ortografii. Pisownia ta nie zawsze
jest konsekwentna; do sprawdzenia jednak, o ile ona odpowiada istotnemu
wymawianiu ludowemu, należałoby tekst zapisany sprawdzić w tych samych
okolicach Szląska, które badał Kolberg. Bez tego każdy językoznawca z równą
łatwością poprawi to, co mu się wyda błędnym, jak by to zrobił redaktor, wydający pracę Kolberga. Lepiej ściśle wydać tekst tak, jak został zapisany, aniżeli
narażać się na niebezpieczeństwo zepsucia go przez poprawki, które choćby
z pozoru najracjonalniejsze, mogłyby nie zgadzać się z faktycznym wymawianiem ludu szląskiego2.

Bajki śląskie Malinowskiego zapisane były przez językoznawcę w pisowni fonetycznej i taką postać otrzymały w druku, natomiast śląskie bajki Kolberga, zapisane jego własną metodą w znacznej mierze oddającą wymowę
narratora, zanotowane były w roku 1868, ponad trzydzieści lat przed próbą
ich transkrypcji. Weryfikacja ich brzmienia u informatora Kolberga była
nie tylko niemożliwa, ale z racji upływu czasu także pozbawiona sensu.
Prawdopodobnie opinia Łosia i głos Zawilińskiego, przeciwnika stosowania
zapisu fonetycznego w publikowaniu materiałów folklorystycznych, zaważyły na tym, że opracowania Bystronia nie oddano do druku.
1

Rękopis J. Bystronia w Arch. PTL, teka 10, sygn. 1170, k. 27, oryginał Kolberga tamże,
k. 25; tekst tej bajki opublikowany jest według zapisu Kolberga w tomie Śląsk (DWOK T. 43),
s. 109–119.
2 Notatka zachowana w tece Śląsk (Arch. PTL, teka 10, sygn. 1170, k. 1) nie ma daty i nie jest
podpisana, pod tekstem inną ręką (prawdopodobnie przez S. Udzielę) dopisane „prof. dr Jan
Łoś”. Tekst ten Udziela przytoczył w całości (bez podania autora) w swoim krótkim wstępie do
Szląska Górnego, zamieszczonym w T. VIII MAAE w r. 1906, s. 140. Tam w końcowym zdaniu
błędnie „fonetycznym” zamiast „faktycznym” jak w oryginale notatki.

22

�Kolbergowski Śląsk przygotował do wydania cztery lata później Seweryn Udziela, od roku 1903 redaktor „Materiałów Antropologiczno-Archeologicznych i Etnograficznych”. W tym roczniku Komisji Antropologicznej
Udziela w roku 1906 oddał do druku 13 bajek, 21 pieśni, garść notatek
słownikowych, noty bibliograficzne różnych publikacji dotyczących regionu, kilka wypisów z prasy z połowy XIX w. oraz szkic stroju „wieśniaka ze
Szląska Górnego” 1. Nie wprowadził pisowni fonetycznej, ale nie odwzorował też w tekstach bajek pisowni Kolberga2, przyjętej przez tego muzyka
o znakomitym słuchu i równie znakomitej umiejętności notowania odcieni
wymowy narratora. Kolberg używał zapisu piętrowego, więc trzeba by było
w drukarni sporządzać odlewy wielu nowych, specjalnych czcionek, co
by znacznie utrudniło składanie i spowodowało wyraźny wzrost kosztów
druku. Monika Gruchmanowa, która przygotowała bajki śląskie do druku
w Dziełach wszystkich, nie zgadzała się z powtórzoną przez Udzielę za Łosiem opinią o niekonsekwencji zapisów Kolberga: „Sądzę, że to informator
miał już rozchwiany system gwarowy, zaś Kolberg po prostu zapisów nie
ujednolicał”3. Analizując notację bajek śląskich Kolberga, M. Gruchmanowa
podsumowała swe rozważania następująco:
Kolberg nie tylko dostrzegał gwarowe niuanse fonetyczne, lecz potrafił je także oddać właściwym zapisem (piętrowym), jakim posługuje się współczesna
dialektologia przy szczegółowych opracowaniach systemów fonetyczno-fonologicznych4.

Jeszcze przed wydaniem Śląska Górnego, na początku roku 1902 był
gotowy do druku tom zatytułowany Galicja Wschodnia5. Na podstawie
rękopisów z teki 19. Ruś Czerwona II i 20. Ruś Czerwona III przygotował go Wojciech Grzegorzewicz, filolog, od r. 1897 nauczyciel gimnazjum
we Lwowie. Grzegorzewicz pisał do Zawilińskiego, że rękopisy przeczytał,
1 Wszystkie zgromadzone przez Kolberga materiały ze Śląska, także nieliczne znajdujące się
w innych tekach i pominięte przez Udzielę, zostały wydane w T. 43 Dzieł wszystkich.
2 Zob. M. Gruchmanowa Oskar Kolberg jako gwaroznawca, w: Oskar Kolberg 1814–1890,
Kraków 1998, seria „W Służbie Nauki” nr 1, s. 27–34, tam o zapisach bajek śląskich s. 31–33.
3 Tamże, s. 31.
4 Tamże, s. 33.
5 Mówił o tym R. Zawiliński na posiedzeniu Komisji Antropologicznej 20 marca 1902 r., zob.
Sprawozdanie z posiedzeń Komisji odbytych w latach 1901/1902, MAAE T. VI: 1903, s. XII.
Nie był to nowy rękopis, ale znajdujące się dziś w tekach 19 i 20 uporządkowane geograficznie
i następnie tematycznie rękopisy Kolberga, a w części ich kopie.

23

�miejsca trudniejsze do odczytania przepisał, zawartość tek ułożył według
powiatów, a w obrębie materiałów z jednego powiatu zgodnie z porządkiem, jaki „zaprowadził sam Kolberg w [...] dziele Lud”1. Informował wtedy
o ukończeniu pracy nad tomem pierwszym, wkrótce też miał odesłać drugi. Śladem pracy Grzegorzewicza są liczne kopie sporządzone przez niego
i umieszczone bezpośrednio obok oryginałów Kolberga w tekach 19 i 20,
a także wprowadzony – również przez niego – nowy układ materiałów,
zapewne odmienny od pozostawionego przez Kolberga. Na posiedzeniu
Komisji 20 marca 1902 r., na którym Zawiliński przedstawił stan prac nad
materiałami Kolberga, postanowiono „zwrócić się do Wydziału III z prośbą,
aby wyznaczył stosowną kwotę na wydawnictwo dawniej przerwane”2. Galicja Wschodnia miała być wydana w dwu tomach, na co potrzebne było
„około 6 200 koron”. W protokole dodano zastrzeżenie, że koszt ten ma być
pokryty „z dochodów nadzwyczajnych, o ile zdoła je Komisja uzyskać”3.
Jednak potrzebnej dotacji Komisja nie otrzymała i opracowanie Grzegorzewicza nie zostało wydane. W trakcie przygotowywania do druku w ramach
Dzieł wszystkich monografii Ruś Czerwona (tomy 56-57 DWOK) porównano kopie Grzegorzewicza z oryginałami i stwierdzono, że jego odpisy
tekstów i nut są dokładne. Dlatego wydawcy postanowili wykorzystać je
w kilku przypadkach, gdy były jedynymi śladami dokumentacji Kolberga,
tj. gdy oryginały zaginęły.
W 1904 roku w „Materiałach Antropologiczno-Archeologicznych i Etnograficznych” Stanisław Zdziarski zamieścił część niedrukowanych tekstów
z teki 21/22 jako uzupełnienie do Pokucia, monografii wydanej przez Kolberga w latach 1882–1889. Wybrał do publikacji m.in. niedrukowane przez
Kolberga teksty z rękopisu Bazylego Jurczeńki4. Mimo wcześniejszej uchwały komisji zapisy te Zdziarski dał do druku w transkrypcji fonetycznej.
1 List W. Grzegorzewicza do R. Zawilińskiego z 5 II 1902 r., rkp. w BN PAU i PAN, sygn.
2185, t. 3, k. 338.
2 Sprawozdanie z posiedzeń Komisji odbytych w latach 1901/1902, Protokół z posiedzenia 20 III 1902 r., MAAE T. VI: 1903, s. XII.
3 Sprawozdanie z posiedzeń Komisji odbytych w roku 1903 i 1904, Protokół z posiedzenia 20 XI 1903 r., MAAE T. VII: 1904, s. IX. Tam tytuł tomu przygotowanego przez W. Grzegorzewicza: Ruś Czerwona.
4 O udziale B. Jurczeńki w gromadzeniu materiałów do monografii Pokucia zob. A. Skrukwa „Pokucie” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Pokucie. Suplement do tomów 29–32 (DWOK
T. 81), s. XXX–XXXIII. Tam też charakterystyka rękopisów Jurczeńki i innych materiałów
wybranych do druku przez Zdziarskiego.

24

�Jurczeńko sporządził swoje rękopisy alfabetem łacińskim jako eksponat na
wystawę etnograficzną w Kołomyi, która odbyła się we wrześniu 1880 r.;
był wtedy młodym nauczycielem w Ispasie. Jego manuskrypt to 62 karty
zawierające 74 pieśni i 189 przyśpiewek, wszystkie z notami lokalizacyjnymi, ale bez melodii. Znaczną część materiału z tego rękopisu Kolberg zamieścił w Pokuciu, uzupełniając tam niekiedy zapis nutowy1, część pominął,
przede wszystkim dlatego że nie pochodziły z „dolnego Pokucia”, które
było przedmiotem monografii. Zapisy z Huculszczyzny (m.in. z Kosmacza)
Kolberg zamierzał wydać w osobnej monografii poświęconej „górnemu
Pokuciu”, czyli Huculszczyźnie i wybór tych właśnie opublikował Zdziarski2. Porównał on dokładnie zawartość rękopisu Jurczeńki z monografią
Kolberga i teksty już drukowane opatrzył w rękopisie odsyłaczami do Pokucia, sygnując te notatki swoim podpisem. W krótkim wstępie zaznaczył,
że rękopis pieśni pochodzi z roku 1880, nie podał jednak nazwiska autora3
i nie poinformował, że sam dokonał transkrypcji oryginalnych zapisów.
Celowość takiego potraktowania ukraińskich tekstów Jurczeńki po dwudziestu czterech latach od daty ich powstania jest tym bardziej wątpliwa, że
już notacja autora zapisu była uproszczona. Zatem autorytet Zdziarskiego,
filologa i folklorysty, mógł sugerować, że rękopisy Jurczeńki sporządzone
były od początku metodą fonetyczną i zamieszczone w takiej postaci w druku oddają wymowę mieszkańców „górnego” Pokucia około roku 1880.
Na początku roku 1905 Zdziarski zakończył również prace nad dwuczęściowym tomem Sąde[c]czyzna i Podhale4 zawierającym materiały
z teki 11. Górale. Zawartość rękopisu pierwszego tomu z tytułem Sąde[c]
1 Kolberg był w 1880 r. kuratorem naukowym wystawy etnograficznej w Kołomyi, znał
Jurczeńkę i jego rękopisy eksponowane na tej wystawie, ponadto w okresie organizacji wystawy przebywał od połowy czerwca do połowy listopada na Pokuciu i odwiedził tam wiele miejscowości. Mógł wtedy usłyszeć i zanotować melodie do tekstów znajdujących się w rękopisie
Jurczeńki.
2 Materiały dotyczące „górnego Pokucia” zawarte były głównie w tece 23, zatytułowanej
Huculi, natomiast w tece 21/22 Pokucie znajdowały się tylko te z huculskich, które na jednej
karcie lub w jednym zespole przemieszane były z pochodzącymi z „dolnego Pokucia” lub z innych regionów Ukrainy.
3 S. Zdziarski mógł nie dotrzeć do wskazówek na temat autorstwa tego rękopisu znajdujących się m.in. w notatkach Kopernickiego i w korespondencji Kolberga, nie podał jednak
informacji, że autorem opracowywanego rękopisu nie był Kolberg, ale inna osoba.
4 Rękopis S. Zdziarskiego Sąde[c]czyzna i Podhale znajdował się do roku 1936 w Kolbergowskiej tece 11 Górale, został z niej wyjęty prawdopodobnie jeszcze przez S. Udzielę, obecnie
znajduje się w zbiorach Muzeum Etnograficznego w Krakowie (sygn. archiwum MEK I/369/ RKP).

25

�czyzna to pieśni, a w większości tylko ich teksty, do drugiego, pt. Podhale,
Zdziarski znalazł w tece materiały także do kilku innych rozdziałów, choć
i tu przeważają pieśni. W krótkim wstępie zwrócił uwagę na ograniczony
zakres rzeczowy zawartych w tece zapisów, podkreślił bogactwo melodii
z Podhala i na końcu zauważył:
Co się tyczy strony czysto wydawniczej, nie mam nic do dodania, gdyż stosując
się do uchwały Komisji Antropologicznej, przyjąłem układ rzeczy taki, jakim
posługiwał się śp. Kolberg1.

Do druku przeznaczył jednak tylko część materiałów znajdujących się
w tece i odnoszących się do regionów podanych w tytule. Dla swoich potrzeb rękopisy w Kolbergowskiej tece ułożył w trzech działach: materiały
oryginalne (tj. notatki z badań Kolberga), materiały wypisane i – na końcu – dotyczące Spiszu. Karol Hławiczka, kompozytor, pedagog, historyk
muzyki, który w 1936 r. zapoznał się z tekami Kolberga, pisał, że przygotowany przez Zdziarskiego rękopis monografii, przechowywany wówczas
w tece 11, zawiera m.in. 689 pieśni, w tym 363 z melodiami, i dodał:
Tom Sądecczyzna i Podhale jest zbiorem tak cennych materiałów, że można
wyrazić tylko zdziwienie, iż możliwy jest fakt zapomnienia co najmniej przez
30 lat gotowego do druku manuskryptu2.

Opracowany przez historyka literatury Józefa Tretiaka i wydany
w 1907 r. Wołyń3 jest najobszerniejszym spośród tytułów opublikowanych w latach 1890–1914 na podstawie materiałów Kolbergowskich. Wydawca dał mu podtytuł Obrzędy, melodie, pieśni, a z teki wołyńskiej
1

S. Zdziarski Sąde[c]czyzna i Podhale... , k. 1 nlb. Zdziarski do swego opracowania włączył jedną kartę z czystopisami ośmiu melodii tańców wyjętą z manuskryptów Kolberga z teki
11, pozostałe karty w jego rękopisie są kopiami. Materiały ujęte w opracowaniu Zdziarskiego
zostały razem z innymi zapisami z tych regionów opublikowane w tomach Góry i Podgórze
(DWOK T. 44-45) na podstawie oryginałów Kolberga. Z pracy Zdziarskiego wykorzystano tylko oryginalny rękopis wyjęty przez niego z teki 11 (w tomie Góry i Podgórze cz II, DWOK T. 45,
melodie nr 1937, 1955, 1956, 1996, 1997, 2036, 2079 i 2122).
2 K. Hławiczka Niewydane zbiory Oskara Kolberga, „Pion” R. IV : 1936, nr 47.
3 Edycja Tretiaka została bez zmian i uzupełnień włączona do Dzieł wszystkich Kolberga
jako ostatni tom z serii wydawanych techniką fotooffsetową (DWOK T. 36), niedrukowane tam
materiały wołyńskie z tek Kolberga i przypisy źródłowe do wydania Tretiaka zamieszczone są
w: O. Kolberg Wołyń. Suplement do tomu 36 (DWOK T. 84).

26

�wybrał do druku opisy wesel z trzech miejscowości, 148 pieśni obrzędowych, głównie weselnych, 484 pieśni innych i 25 tekstów prozatorskich.
Jako zasadę przyjął publikowanie tylko materiałów zebranych przez Kolberga w terenie, a pomijanie wszystkich odpisów i wyciągów z druków.
Porównanie obecnej zawartości teki wołyńskiej1 z edycją Tretiaka pozwala stwierdzić, że kryteria jego wyboru nie są czytelne, nie uwzględnił
bowiem wielu zapisów z badań terenowych Kolberga, choć nie są one
wariantami tekstów przez niego opublikowanych. Niemniej udostępnił
do dalszych badań duży, bo liczący ponad 630 utworów zbiór pieśni,
w większości z melodiami, zanotowanych przez Kolberga głównie w ciągu
sierpnia i września 1862 roku, oraz znacznie wcześniejsze zapisy prozy
Jana Prusinowskiego2.
J. Tretiak, podobnie jak inni współcześni mu wydawcy materiałów Kolberga, nie odtworzył w druku pisowni badacza. We wstępie zaznaczył:
Co się tyczy gwarowych właściwości pod względem wymowy pewnych głosek
(w szczególności samogłosek), to i te właściwości widocznie starał się Kolberg
uwzględniać, ale bardzo często, jak to widać z jego brulionów, wahał się między
użyciem takiej lub innej litery. Już z tego tylko powodu ubieganie się o zupełną
ścisłość dialektologiczną przy wydaniu niniejszego zbioru jego pieśni uważałem
za rzecz niewłaściwą, bo niepodobną w danych warunkach do osiągnięcia. […]
Trzeba więc było zrezygnować z tego, aby zbiór niniejszy mógł być materiałem
dialektologicznym, za jaki np. może być uważane Pokucie, owoc ostatnich lat
pracy Kolberga i dlatego sądziłem, że wypada mi w pewnej mierze ujednostajnić
pisownię, albo raczej wymowę3.

Brulionami nazywa Tretiak zapisy prymarne, wykonane ze słuchu
w czasie badań terenowych, a zastosowana w nich notacja nie ukazuje wahania Kolberga co do „użycia takiej lub innej litery”, ale jest udaną próbą
odtworzenia głosek pośrednich przez zapis piętrowy. Taką metodę zapisu
1

Teka ta miała w spisach Kolberga numer 26. Dziś są to dwa zespoły rękopisów opatrzone
w BN PAU i PAN w Krakowie sygnaturami 3206 i 3207.
2 Tretiak nie wiedział, kto zapisał zamieszczone w Wołyniu bajki, podpis autora uznał za
nieczytelny. Na podstawie notatki Kopernickiego i listów Kolberga, do których Tretiak zapewne nie mógł wtedy dotrzeć, wiemy dziś, że teksty te zapisał około roku 1835 Jan Prusinowski
(1818–1882), wówczas student, później adwokat z zawodu, a literat z zamiłowania, mieszkający
w Żytomierzu. Rękopis Prusinowskiego zaginął.
3 J. Tretiak Od wydawcy, w: O. Kolberg Wołyń (DWOK T. 36), s. X–XI.

27

�stosował Kolberg także później, m.in. w czasie badań terenowych na Kujawach w 1865 r. i w trakcie wywiadów ze Ślązakami w 1868 r.
Po wydaniu Wołynia na trzy lata zamarły prace nad rękopisami Kolberga. Jedynie w r. 1909 odnotowano, że na posiedzeniu Komisji Antropologicznej 16 grudnia „prof. Rostafiński wyraził życzenie, aby Komisja zajęła
się sporządzeniem i wydaniem indeksu do dzieł Kolberga”1. Propozycji tej
jednak nie podjęto.
W roku 1910 Seweryn Udziela ponownie zajął się spuścizną Kolberga
i opublikował materiały z teki 15 Tarnów–Rzeszów. Tak jak inni ówcześni
edytorzy rękopisów Kolberga do wydania przeznaczył tylko zapisy z tej
teki, choć zapisy pochodzące z opracowywanego przez niego regionu znajdowały się także w innych zespołach. Wybrane materiały w druku ułożył
według porządku stosowanego przez Kolberga w tomach Ludu, nadał również rękopisom nowy układ według kolejności tekstów i melodii przyjętej
w edycji. Recenzent, Mieczysław Treter, pisząc o tej publikacji, podkreślił
zasługi wydawcy:
Na gorące uznanie jednak zasługuje sumienna praca wydawnicza Seweryna
Udzieli, który sam będąc jednym z najwybitniejszych polskich etnologów, skąpy
czas swój poświęca na rzecz tak żmudną, niewdzięczną, zamiast obracać go na
własne prace krytyczne, które przecież o tyle więcej zadowolenia przynoszą2.

Dodać tu trzeba, że członkowie Sekcji Etnologicznej zarabiali na życie
najczęściej jako nauczyciele, zaś Udziela był w tym okresie inspektorem
szkolnym. Dlatego własnym badaniom i opracowywaniu ich wyników nie
mogli poświęcić wiele czasu – na przygotowanie do druku zbiorów Kolberga oddawali skąpe godziny kosztem własnych badań naukowych lub
wypoczynku, a za prace na rzecz Akademii nad edycją Kolbergowskich
rękopisów nie otrzymywali honorariów.
Tarnów-Rzeszów opracowany przez Udzielę był ostatnim zbiorem
materiałów Kolberga opublikowanym przed pierwszą wojną światową. Nie oddano bowiem do druku, poza wcześniej opracowanymi przez
1

Sprawozdania z posiedzeń Komisji odbytych w roku 1908 i 1909. Protokół z posiedzenia
16 XII 1909 r., MAAE T. XI: 1910, s. XIII. Józef Rostafiński (1850–1928), botanik, był członkiem
czynnym Akademii od 1887 r.
2 Recenzja M. Tretera była zamieszczona w czasopiśmie „Lud. Kwartalnik Etnograficzny”,
R. 16: 1910, s. 410-411.

28

�W. Grzegorzewicza Galicją wschodnią i przez S. Zdziarskiego Sąde[c]czyzną..., także przygotowanych przez Jana Bielę w 1911 r. Materiałów etnograficznych z Podkarpacia1 i nieco późniejszego Podgórza zachodniej
Galicji Władysława Kosińskiego.
Jan Biela2, filolog, pedagog, zajął się rękopisami znajdującymi się wówczas w tece 18. Ruś Czerwona I. Jasło, Sanok, Sambor, Przemyśl. Starannie przepisał notatki Kolberga, opatrując je własnym wstępem datowanym „Lwów, we wrześniu 1911”. Przepisując materiały Kolberga, zgodnie
z instrukcją Komisji opuścił niektóre teksty zaczerpnięte z druków i parę
innych, nie mających not lokalizacyjnych, bądź treścią wykraczających jego
zdaniem poza Kolbergowski Lud. Porównał materiały przejęte ze zbiorów
poprzedników z ich podstawą, m.in. z Pieśniami ludu ruskiego Ż. Paulego
i Ruskim weselem J. Łozińskiego, a we wstępie scharakteryzował odpisy
Kolberga z tych źródeł3. Redagując materiały, zachował pisownię oryginałów, a przepisane teksty uporządkował według planu, jaki w monografiach stosował Kolberg. Z zapisów dotyczących okolic Przemyśla wybrał
do druku pominięte w tomie przygotowywanym w r. 1890 przez Kolberga,
a ukończonym przez Kopernickiego. Tekturową teczkę, do której włożył
swój rękopis, opatrzył tytułem: „18. teka Kolberga przygotowana do druku, J. Biela”. Przygotował więc do wydania rękopisy z określonej teki, nie
materiały do planowanej przez Kolberga monografii regionalnej. Rękopis
ten, wzorowo wręcz kaligrafowany, nie doczekał się druku.
W roku 1912 miał też być gotowy obszerny tom Podgórze zachodniej
Galicji4 przygotowywany przez Władysława Kosińskiego, wówczas emerytowanego nauczyciela gimnazjum. Kosiński, badający wcześniej gwary
1

Taki tytuł opracowania J. Bieli podany był w protokole z posiedzenia Komisji dnia 21 XII
1911 r., zob. MAAE T. XII: 1912, s. XVIII. Niewątpliwie chodziło o zachowany do dziś rękopis
J. Bieli znajdujący się obecnie w tece 18a. Rękopis nie ma tytułu, swój wstęp Biela zatytułował
Materiały etnograficzne zebrał Oskar Kolberg, wydał Jan Biela.
2 W spisie członków przybranych Komisji Antropologicznej przy nazwisku J. Bieli do roku
1910 jest nota „Drohobycz” (np. MAAE T. V: 1901, s. XI), był tam wtedy zapewne nauczycielem – tekturowa teczka, w której umieścił swój rękopis Rusi Czerwonej, ma nadruk „Szkoła
przygotowawcza uzup. w Drohobyczu. Ćwiczenia polskie i rysunkowe”. Później J. Biela był
nauczycielem w liceum we Lwowie.
3 O Kolbergowskich odpisach z pracy Ż. Paulego i tłumaczeniu J. Łozińskiego zob. też
E. Millerowa „Przemyskie” Oskara Kolberga… (DWOK T. 83/I), s. LXVI–LXXIV.
4 Zob. Z. Jasiewicz „Góry i Podgórze” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Góry i Podgórze
cz. I (DWOK T. 44), s. XXVI.

29

�i folklor mieszkańców Beskidów, wybrał do opracowania do druku tekę 12.
Podgórze krakowskie i sporządził kopie większości zapisów terenowych
i innych notatek Kolberga tam przechowywanych. Tytuły i własne notatki
na obwolutach do rękopisów Kolberga wpisywał notacją stenograficzną.
Kopie Kosińskiego, przemieszane z oryginałami Kolberga znajdują się dziś
w tece 12a Podgórze utworzonej specjalnie dla tych materiałów oraz w zespole rękopisów nazwanych później teką 50. Miscellanea. Po porównaniu
kopii z zapisami Kolberga można było stwierdzić, że odpisy Kosińskiego są
dokładne, dlatego użyto ich kilkakrotnie w edycji Dzieł wszystkich, jeżeli
oryginały Kolberga zaginęły1. Jednak opracowanie Kosińskiego nie zostało
ukończone, na co wskazuje dzisiejszy stan jego kopii. Również w protokołach z posiedzeń Komisji Antropologicznej przed wybuchem wojny nie ma
o nim wzmianki.
Prawdopodobnie w tym okresie, tj. przed rokiem 1914, niekiedy sięgano do spuścizny rękopiśmiennej Kolberga, traktując zawarte tam rękopisy
jako materiały przydatne do własnych prac. Korzystał z tej możliwości
Adam Fischer, etnograf zainteresowany kulturą ludową Rusinów. W jego
materiałach wśród jego własnych maszynopisów znajduje się ponad trzydzieści kart pochodzących niewątpliwie z archiwum Kolberga2. Są to trzy
rękopisy wspominanego tu już Bazylego Jurczeńki: Piosnki huculskie,
Przysłowia i gadki i Przyzwoitsze huculskie przekleństwa, oraz rękopis nieznanego autora, prawdopodobnie Sofrona Witwickiego – odpowiedź na listę pytań Kolberga na temat wypasu bydła przez Hucułów.
Pierwotnie znajdowały się one na pewno w zbiorach Kolberga, widać
na nich ślady jego pracy w postaci drobnych dopisków, poprawek i wyjaśnień słownikowych, jednak jako materiały z Huculszczyzny teksty te
nie weszły do czterotomowego Pokucia. Zostały opublikowane dopiero w Dziełach wszystkich w monografii Ruś Karpacka razem z innymi
1 Kosiński kilkakrotnie wyciął z manuskryptu Kolberga fragment z zapisem nutowym lub
rysunek i przykleił go nad swoja kopią tekstu pieśni czy opisu. Pozostałe fragmenty oryginalnego rękopisu Kolberga zaginęły. Zob. np. w tece 12a, sygn. 1185, k. 9–10, 19, 24–27 oraz ryc.
w T. 73/I, na której przedstawiony jest rysunek czepca wycięty z oryginalnej karty, naklejony
na nowej kartce przez Kosińskiego i przez niego podpisany.
2 Rękopisy A. Fischera przechowywane są obecnie w Archiwum Naukowym PTL we Wrocławiu, wywiezione zostały ze Lwowa razem z dokumentacją Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego przez Olgę i Józefa Gajków w 1945 r., bezpośrednio po wojnie. Karty pochodzące
ze spuś­cizny Kolberga, a znajdujące się obecnie w zespole „Ze zbiorów śp. A. Fischera” mają
w Archiwum PTL sygn. 99 (dawniej 323).

30

�zgromadzonymi przez Kolberga na temat Hucułów i Bojków 1. Fischer
zainteresował się rękopisami Kolberga, przygotowując w 1914 r. rocznicowy artykuł2 o nim zamieszczony w „Ziemi”; m.in. pisał tam, że spuścizna
autora Ludu zawiera materiały na co najmniej trzydzieści następnych
tomów. Wśród regionów, których monografie można opracować na podstawie zachowanych rękopisów, wymienia np. Mazury pruskie, Pomorze
i Spisz. Nie zachowały się jednak dokumenty pozwalające ustalić datę
wypożyczenia wymienionych wyżej rękopisów wyjętych przez niego z tek
Kolbergowskich. Można tylko stwierdzić, że mieszkający i pracujący we
Lwowie Adam Fischer, wypożyczył interesujące go manuskrypty, ale nie
zwrócił ich do przechowywanej w Krakowie spuścizny Kolberga.
Wydawcy rękopisów Kolberga w latach 1902–1914 spośród jego tek
wybierali do opracowania tę, która miała zawierać materiały z regionu
nie objętego jeszcze tomami Ludu, kierowali się przy tym nazwą regionu
w tytule. Jednak w archiwum Kolberga wielokrotnie nie tylko w jednej
tece, ale i na jednej karcie zauważamy melodie i teksty pochodzące z różnych regionów. Dotyczy to między innymi czystopisów redagowanych do
publikacji podobnych do Pieśni ludu weselnych z lat 1847–1849 i Pieśni
ludu polskiego z roku 1857, tj. do monograficznych zbiorów pieśni. Wtedy na jednej karcie zapisane są pochodzące z różnych regionów warianty
wątku tekstowego z melodiami i notami o ich lokalizacji. Również w zapisach terenowych na jednej karcie wielokrotnie notował Kolberg utwory
wykonane przez kilku instrumentalistów czy śpiewaków, pochodzących
z różnych miejscowości. Karty takie znajdują się dziś w jednej z tek regionalnych, choć nie wszystkie zapisane na nich utwory pochodzą z tego
właśnie regionu. Ówcześni edytorzy kierowali się tylko tytułem, choć do
wybranego regionu odnoszą się także zapisy zawarte w kilku lub kilkunastu innych tekach. Nie zawsze zdawali sobie z tego sprawę, nie mieli też
wówczas „klucza”, aby dotrzeć do rękopisów znajdujących się poza teką,
która ich zainteresowała. Część takich problemów rozwiązałyby indeksy
geograficzne do wszystkich tek, choć nie byłyby one wystarczające, ponieważ część rękopisów Kolberga nie miała odnotowanej lokalizacji. Jak
1

Zob. m.in. w: O. Kolberg Ruś Karpacka cz. I (DWOK T. 54), tam s. 172–175 – pytania i odpowiedzi na temat wypasu na połoninach, tamże cz. II (DWOK T. 55) s. 446–447 – przysłowia,
s. 449–450 – przekleństwa, natomiast liczne pieśni rozproszone są w różnych rozdziałach obu
części tomu Ruś Karpacka.
2 A. Fischer Oskar Kolberg, „Ziemia” R. V: 1914, nr 8, s. 113-115 i nr 9, s. 129-132.

31

�pokazały wyniki prac prowadzonych wiele lat później, w czasie redagowania Dzieł wszystkich, dopiero wielostronne analizy rękopisów
i publikacji autora Ludu pozwoliły zadowalająco uściślić pochodzenie
regionalne większości znajdujących się w spuściźnie Kolberga zapisów
pozbawionych not lokalizacyjnych.
Niektórzy z ówczesnych wydawców materiałów Kolberga pomijali też
fakt, że w każdej z wybranych tek są mniej lub bardziej liczne materiały
dotyczące innych regionów i publikowali je także, mimo oznaczonej proweniencji, wskazującej, że powinny być zamieszczone w innej monografii.
Udziela, przygotowując Śląsk Górny, wziął pod uwagę tylko materiały śląskie, natomiast w przygotowanym przez niego Tarnowie-Rzeszowie znalazły
się, nieliczne wprawdzie, pieśni ze Lwowa, z Krakowa czy z Sandomierskiego.
Tretiak, redagując Wołyń, zauważał, że „nie wszędzie wreszcie oznaczoną
była miejscowość lub okolica, gdzie pieśń zapisano”1, ale selekcjonując pieśni
do druku nie kierował się czytelnym kryterium, jakim mogła być ich lokalizacja (tj. nota o miejscu zapisu) lub jej brak. W swej edycji zamieścił pieśni
pozbawione w rękopisie lokalizacji (możliwej jednak często do odtworzenia
np. przez porównanie zapisów terenowych i czystopisów, gdzie była ona odnotowana), ale także pieśni z notami „od Kamieńca Podolskiego”, „od Kijowa”,
„od Nieświeża”, czyli z okolic i miejscowości spoza Wołynia2.
Opracowując do druku wybrane materiały, ówcześni wydawcy spuścizny
Kolberga starali się ułożyć je według planu przyjętego w Ludzie, uwzględniali na ogół noty lokalizacyjne i zwykle także odsyłacze do wariantów wpisane w czystopisach, ale tylko niekiedy informowali o autorze rękopisu, chociaż nie zawsze był nim Kolberg. Wydawali we własnym wyborze rękopisy
znajdujące się w danym zespole archiwalnym, a nie zapisy do planowanej
przez Kolberga monografii, ponieważ nie orientowali się w charakterze jego
spuścizny. Chodzi tu m.in. o nawarstwienie się w niej wersji pochodzących
z różnych etapów dokumentowania i redagowania wyników badań terenowych przechowywanych w różnych tekach, a przygotowywanych do różnych
1

J. Tretiak Od wydawcy, w: O. Kolberg Wołyń (DWOK T. 36), s. X.
W opracowaniach obu autorów, tj. w Wołyniu Tretiaka i Tarnowie-Rzeszowie Udzieli niektóre pieśni pochodzące z innych regionów bywają wariantami tekstów zanotowanych
w regionie tytułowym, czasem w czystopisach zapisane są one przez Kolberga na tej samej
karcie, na której znajduje się wariant właściwy dla opracowywanego regionu. Nie dotyczy to
jednak większości pieśni z notami lokalizacyjnymi spoza regionu tytułowego opublikowanych
przez Tretiaka i Udzielę.
2

32

�planowanych i nie zawsze wydanych publikacji oraz o wspomniane już częste notowanie przez Kolberga na jednej karcie folkloru z różnych regionów.
Po śmierci Kopernickiego, znającego plany i warsztat edytorski Kolberga, zabrakło osoby, która chciałaby zapoznać się z całością pozostawionych przez
niego materiałów oraz z ich zróżnicowanym profilem źródłowym i mogła
dzięki temu koordynować prace wydawnicze.
Jak już tu wspominano, wydawcy z lat 1902–1912 „porządkowali” zawartość wybranych tek. Zmieniali wtedy układ rękopisów nadany przez Kolberga, zacierając stan pierwotny, a nie dysponujemy dziś żadnym dokumentem
pozwalającym odtworzyć dokładniej zawartość tek z okresu poprzedzającego
ich działania. Dotyczy to zarówno liczby kart, jak i ich kolejności w zbiorze.
To ostatnie mogło mieć jednak znaczenie dla interpretacji zapisanych tekstów, do czego trzeba będzie jeszcze wrócić1. Niektórzy edytorzy notowali
swe uwagi bezpośrednio na kartach z zapisami Kolberga lub jego współpracowników, nie zawsze sygnując swoje dopiski. Dotyczą one najczęściej klasyfikacji pieśni lub innych tekstów, zauważyć też można wskazówki wydawcy
tekstów dla współpracownika opracowującego melodie. Niekiedy posuwali
się do działań jeszcze bardziej radykalnych, wyjmując oryginalny rękopis
z teki lub wycinając jego fragment i włączając go do swojego manuskryptu.
Stwierdzić też trzeba, że w każdej tece, której zawartość była wówczas opracowywana, brakuje obecnie kilku lub kilkunastu pojedynczych kart, a czasem
nawet większych zespołów. O ich zniknięciu świadczy istnienie kopii sporządzonych w trakcie przygotowywania materiałów Kolberga do druku, a także
zamieszczenie w wydanym drukiem opracowaniu tekstów i melodii, których
dziś nie znajdujemy2 w spuściźnie Kolberga. Zaginął np. „Rękopism oprawny
Prusinowskiego, bajki wołyńskie, spisane przez niego w r. 1835 i opowiedziane przez niego, bardzo ciekawe […]”3. O bajkach tych wspomniano już
charakteryzując Wołyń przygotowany do druku przez Tretiaka.
Czasem rękopisy Kolberga nieznaną dziś drogą dostawały się do
popularnych w XIX w. kolekcji autografów. Np. w takich zbiorach

1

Zob. informacje o układzie zawartości dawnej teki 34, s. 90–91.
Informacje o takich faktach są zamieszczane w monografiach i innych tomach wydawanych na podstawie rękopisów (T. 39–63 DWOK) i w przypisach źródłowych w tomach suplementowych (T. 70–84 DWOK).
3 Notatka I. Kopernickiego dotycząca dawnej teki 26 Wołyń, obecnie w zbiorach Muzeum
Etnograficznego w Krakowie, zob. przypis 3 na s. 11.
2

33

�przechowywanych dziś w Bibliotece Jagiellońskiej znalazły się dwie karty
z pieśniami z Wołynia oraz karta z pieśniami z Wielkopolski1.
Po roku 1910 nie ukazały się drukiem nowe opracowania rękopisów
Kolberga. Problem edycji jego zbiorów na forum Akademii wrócił dopiero
na początku roku 1914, gdy Komisja Antropologiczna postanowiła uczcić
stulecie urodzin etnografa. Na zorganizowanym 24 lutego uroczystym posiedzeniu komisji R. Zawiliński przedstawił fragment przygotowywanej przez
siebie biografii Kolberga. W sprawozdaniu z posiedzenia czytamy:
Po odczycie rozwinęła się ożywiona dyskusja, podczas której obecni członkowie
Komisji przypominali z własnego życia stosunki z Kolbergiem, który był też członkiem Komisji Antropologicznej. Sekretarz generalny Akademii postawił wniosek,
aby uprosić p. Romana Zawilińskiego, by opracował całą monografię O. Kolberga,
którą Akademia Umiejętności wyda własnym nakładem. Wniosek uchwalono.
Prof. Ciechanowski wniósł, by wydać muzykę O. Kolberga, a do opracowania
i przygotowania tego wydawnictwa uproszono prof. Z. Jachimeckiego2.

Zawiliński wypożyczył wtedy ze spuścizny rękopiśmiennej Kolberga
potrzebne mu dokumenty i listy, o czym już wyżej wspomniano, jednak
do wydania biografii jego autorstwa3, ani „muzyki O. Kolberga”, czyli kompozycji, ani nowych monografii regionalnych nie doszło. Wybuch wojny
w sierpniu 1914 roku praktycznie przerwał działalność Komisji Antropologicznej na ponad cztery lata.
1

Zbiór autografów Ciechanowskiej, sygn. Biblioteki Jagiellońskiej 7891, k. 107 i 108, oraz
zbiór autografów Dynowskiej, tamże, sygn. 7892, k. 41.
2 Sprawozdania z posiedzeń Komisji Antropologicznej jakie odbyły się w latach 1914–
–1919, Protokół z posiedzenia 24 II 1914 roku, MAAE T. XIV: 1919, s. VIII. Sekretarzem generalnym Akademii był wówczas Bolesław Ulanowski, prawnik i historyk prawa. Wymieniony w sprawozdaniu Stanisław Ciechanowski był lekarzem anatomopatologiem, a Zdzisław
Jachimecki, któremu powierzono wydanie twórczości muzycznej Kolberga – kompozytorem
i historykiem muzyki.
3 R. Zawiliński opublikował kilka rocznicowych artykułów w prasie krakowskiej i warszawskiej: Skarby Oskara Kolberga (W setną rocznicę jego urodzin), „Świat” 1914, nr 10; Pamięci
Kolberga w setną rocznicę jego urodzin (1814–1914), „Czas” 1914, nr 54; Kolberg a Jenike, „Tygodnik Ilustrowany” 1914, nr 9; Kolberg a Bliziński, „Nowa Reforma” 1914, nr 50. W dwu ostatnich artykułach opierał się na listach pisanych do Kolberga i brulionach jego odpowiedzi znajdujących się obecnie w zbiorach BN PAU i PAN, wydanych w Korespondencji… (DWOK T. 64–66).
Ponadto w „Nowej Reformie” Zawiliński opublikował w r. 1926 (nr 272 i 273) artykuł pt. Kolberg
a Chopin, oparty na korespondencji Kolberga z M. A. Szulcem i M. Karasowskim znajdującej się
obecnie w zbiorach BN PAU i PAN, a wydanej także w Korespondencji… (DWOK T. 64–66).

34

�Działania Komisji Etnograficznej PAU do roku 1939
W okresie międzywojennym nie podjęto opracowania żadnej spośród
planowanych przez Kolberga monografii, nie wydano tomów przygotowanych przed wybuchem wojny przez Zdziarskiego, Bielę i Grzegorzewicza, nie próbowano też dokończyć pracy Kosińskiego. Przez kilkanaście
lat o tym, że teki z rękopisami Kolberga znajdują się w siedzibie Akademii
Umiejętności wiedzieli prawdopodobnie tylko Seweryn Udziela, wówczas
zastępca przewodniczącego Komisji Etnograficznej PAU, a później Tadeusz
Seweryn, od r. 1929 zastępca jej sekretarza, a w latach 1935–1952 sekretarz.
On właśnie starał się zainteresować władze Akademii opublikowaniem materiałów Kolberga. W maju 1931 r. Stanisław Kutrzeba, wówczas sekretarz
generalny PAU pisał do Udzieli: „Dr Seweryn dał mi wykaz rkp. Kolb[ergowskich…]. Podaje, że do druku nadaje się 128 arkuszy, w tym wymienia
tekę Górale tatrzańscy i beskidowi”1. Działania Seweryna nie odnosiły
jednak wtedy skutku.
Treść testamentu Kolberga i fakt zdeponowania tek z jego rękopisami w Akademii były całkowicie nieznane innym członkom Komisji Etnograficznej i zaskoczeniem dla nich stało się odnalezienie tych rękopisów
właśnie w jej pomieszczeniach. Odkrycia tego dokonano, gdy w 1933 r.
zwrócone zostały materiały Kolberga wypożyczone przed pierwszą wojną
światową przez R. Zawilińskiego, a równocześnie S. Udziela na posiedzeniu komisji podniósł sprawę druku niewydanych dotąd rękopisów autora
Ludu. Tym dwu wydarzeniom związanym ze sobą trzeba tu poświęcić nieco więcej miejsca.
Na początku roku 1933 dwaj badacze kultury ludowej Podhala, Juliusz
Zborowski i Adolf Chybiński, poszukiwali zapisów Kolberga z tego regionu
i zwrócili się w tej sprawie do Udzieli. Kierowali się informacjami zaczerpniętymi z artykułów Łopacińskiego i Fischera2, w których wymienione są
m.in. teki o tytułach Górale tatrzańscy i nowotarscy oraz Spisz. Z nieznanych powodów Udziela nie udostępnił wtedy teki 11 Górale, natomiast
1 Przytoczono za: Z. Jasiewicz „Góry i Podgórze” Oskara Kolberga (DWOK T. 44), s. XXVI.
Teka 11 w spisach Kolberga miała osobne tytuły dla dwu odrębnych części: Górale tatrzańscy
i nowotarscy oraz Spisz. Na zachowanej do dziś okładce teki widnieje tytuł: Górale. Nowy
Targ, Nowy Sącz, Jasło. Spisz.
2 H. Łopaciński Oskar Kolberg, w: Album biograficzne zasłużonych Polaków i Polek wieku XIX, T. 1 Warszawa 1901, s. 480; A. Fischer Oskar Kolberg…, s. 130.

35

�wypożyczył Chybińskiemu tekę 12 Podgórze krakowskie, co doprowadziło
do nieporozumień. Zborowski, mylnie poinformowany przez Udzielę, że
tek o wymienionych przez niego tytułach w spuściźnie Kolberga nie ma,
zamieścił w roczniku „Wierchy” list pt. Rzekome teki Oskara Kolberga
o Podhalu i Spiszu.1 Zawartą w tytule tezę odwołał cztery lata później oraz
ponownie w „Ludzie” w roku 1946.
Prawdopodobnie zainteresowanie Chybińskiego i Zborowskiego przypomniało Udzieli o istnieniu niedrukowanych rękopisów, ponieważ 12 maja
1933 r. na posiedzeniu Komisji Etnograficznej poruszył on „sprawę dalszego
druku prac O. Kolberga”2. Z protokołu z następnego posiedzenia, odbytego
dnia 19 marca 1934 roku wynika, że rękopisy Kolberga, o których wydaniu
Udziela mówił poprzednio, to właśnie teka 12 Podgórze, którą tymczasem
udostępnił już Chybińskiemu. Reakcja członków Komisji była jednoznaczna, w protokole zanotowano:
Komisja uchwaliła prosić p. Udzielę, by zwrócił się do prof. Chybińskiego z zapytaniem, czy wspomniane rękopisy bezwarunkowo do druku przygotuje i w razie odpowiedzi przeczącej, by rękopisy od niego wycofał, zwracając je Komisji3.

Brak dziś informacji, czy Chybiński zamierzał opracować do druku4
część zapisów Kolberga, czy też zainteresowany muzyką góralską chciał
1 J. Zborowski Legendy i błędy w dawniejszych i nowszych wydawnictwach o góralszczyźnie, „Wierchy” T. XI: 1933, s. 249, list Zborowskiego do redakcji „Wierchów” ma datę „maj
1933”. Odwołanie zamieszczone było w „Wierchach” T. XV: 1937, s. 253, oraz w „Ludzie” T.
XXXVI za lata 1939-1945, s. 402-403.
2 Protokół 15. posiedzenia Komisji Etnograficznej w dniu 12 V 1933 r., Archiwum PAU,
sygn. PAU I – 29, k. 20.
3 Protokół 16. posiedzenia Komisji Etnograficznej w dniu 19 III 1934 r., Archiwum PAU,
sygn. PAU I – 29, k. 23.
4 Wprawdzie W. Bieńkowski, pisząc o działalności Komisji Etnograficznej w latach 19331937, dodaje m.in.: „Prócz tego część tek Kolberga (Sandeckie, Od Wisły po Górali beskidowych) przygotował do druku Adolf Chybiński, a Mazury pruskie – Karol Hławiczka”
(zob. W. Bieńkowski Etnografia, w: Polska Akademia Umiejętności 1872-1954, Wrocław
1974, s. 145), nie podał jednak źródeł, które potwierdzałyby istnienie opracowania Chybińskiego, jego tytuł albo obecne miejsce przechowywania. Tak samo Bieńkowski informował
później w r. 1996, m.in. w artykule: Działalność Tadeusza Seweryna w Polskiej Akademii
Umiejętności w latach 1924-1952 („XIII Rocznik Muzeum Etnograficznego w Krakowie” 1996,
s. 37). Bieńkowski powoływał się w swych artykułach na protokóły z 15 i 16 posiedzenia
Komisji Etnograficznej PAU (sygn. PAU I – 29, k. 20 i 23), w których jest tylko przytoczona
wyżej informacja o wypożyczeniu Chybińskiemu w roku 1933 teki 12 Podgórze. Chybiński

36

�jedynie zapoznać się z jej stosunkowo wczesnymi zapisami wykonanymi przez Kolberga. Data zwrotu wypożyczonych przez niego rękopisów
z teki 12. Podgórze nie jest znana, wiadomo tylko, że znalazły się ponownie
w zbiorach Komisji przed rokiem 19391.
Zainteresowanie się w tym czasie rękopisami Kolberga przez Komisję
Etnograficzną PAU było spowodowane także zwrotem jego dokumentów
osobistych przez spadkobierców R. Zawilińskiego. Jak już tu wspomniano,
został on w roku 1914 zobowiązany do napisania biografii autora Ludu
i wypożyczył jego papiery osobiste i korespondencję. W aktach Komisji
szukano rewersu Zawilińskiego potwierdzającego przynależność tych dokumentów do zbiorów PAU, ale pisma takiego nie odnaleziono, odkryto natomiast istnienie rękopisów Kolberga, przekazanych Akademii testamentem
etnografa. W protokole Komisji Etnograficznej PAU odnotowano 19 marca
1934 r.:
Prof. Semkowicz 2 w r. 1933 zawiadomił sekr[etarza] 3, że w posiadaniu rodziny śp. R. Zawilińskiego znajduje się teka z dokumentami osobistymi po
O. Kolbergu. Zachodziła wątpliwość, czyją ta teka jest własnością. Sekretarz poszukiwał odpowiednich śladów co do ewentualnego wypożyczenia itp.
w dawnych protokółach. Przy tej sposobności stwierdził, o czym ani jemu, ani
jego poprzednikowi, prof. Bystroniowi4 nie było wiadome, że w posiadaniu
Komisji znajduje się szafa nr [tu w oryginale brak liczby] w pokoju 22. W szafie
tej obok klisz itp. przedmiotów znajdują się teki po O. Kolbergu. Inwentarza
brak. Śladów wypożyczenia teki z dokumentami osobistymi śp. R. Zawilińskiemu nie odnaleziono. Wobec tego poprzestano na zeznaniu piśmiennym dyr.
interesował się muzyką góralską, ale nie ma w jego dorobku śladów opracowania do druku
rękopisów Kolberga. Podobnie Hławiczka nie przygotował do druku ani Mazur pruskich, ani
innych materiałów Kolberga. W latach 1936-1937 Mazury pruskie, rękopis tomu pozostawionego przez Kolberga w postaci praktycznie gotowej do wydania, Hławiczka przepisał, ale nie
wiadomo, czy zamierzał to opracowanie wydać. Gajek w roku 1957 korespondował z nim na
temat druku tej kopii, zanim dowiedział się o odnalezieniu oryginału Kolberga w stopniowo
porządkowanych po wojnie zbiorach krakowskiej Biblioteki PAU.
1 W inwentarzu z 1934 r. (o którym nieco dalej) obok nazwy teki 12 notatka: „Teki 12 brak”,
ale obok inną ręką dopisano „jest”, notatki te nie są datowane.
2Władysław Semkowicz, prawnik, historyk i geograf, członek Polskiej Akademii Umiejętności, był od 1926 r. członkiem Komisji Etnograficznej PAU, a w latach 1935–1937 jej przewodniczącym.
3 Sekretarzem Komisji w tym czasie (do 1 IX 1935 r.) był Kazimierz Moszyński.
4 Jan Stanisław Bystroń był sekretarzem Komisji Etnograficznej PAU w latach 1926–1932.

37

�S. Udzieli, któremu również i spadkobiercy śp. Zawilińskiego zaufali (odpis
zeznania w załączeniu)1.

Komisja Etnograficzna uchwaliła na posiedzeniu 19 marca 1934 r., że odzyskane papiery osobiste etnografa należy przekazać do Biblioteki PAU.
Wśród zwróconych wtedy przez rodzinę R. Zawilińskiego materiałów,
poza dokumentami (m.in. świadectwa pracy i paszporty) była także znaczna
część korespondencji Kolberga – blisko 900 listów skierowanych do niego
i bruliony jego listów, a prawdopodobnie także inne rękopisy złożone później w tece Miscellanea2. Korespondencja podzielona była wcześniej – jak
już wspomniano – na dwie części, prawdopodobnie właśnie przez Zawilińskiego. Rękopisy Kolberga oraz dokumenty oddane przez rodzinę Zawilińskiego w 1934 r. zostały wpisane do inwentarza biblioteki PAU z notą:
„Zapis Oskara Kolberga”.
Zbiór listów przekazany w 1934 r. bibliotece PAU został znacznie wzbogacony trzydzieści lat później. W sierpniu 1963 r. dołączono do niego sto
listów, brulionów i ich fragmentów. Znajdowały się one w tece 35 Miscellanea, gdzie sześćdziesiąt z nich miało obwolutę z notatką: „Listy wyłączone
z tek Kolbergowskich przez prof. dr Tadeusza Seweryna”, czterdzieści następnych włożono do teki 35 w latach 1959–1961 w czasie prac nad rękopisami Kolberga w Pracowni Kolbergowskiej we Wrocławiu. Redakcja Dzieł
Wszystkich Kolberga, działająca w Poznaniu, listy te na prośbę Zbigniewa
Jabłońskiego, dyrektora Biblioteki PAN w Krakowie, przekazała tej bibliotece w sierpniu 1963 r. przed ostatecznym skatalogowaniem i oprawieniem
korespondencji znajdującej się już w jej zbiorach3.
W marcu 1934 r., po nieoczekiwanym odnalezieniu tek Kolberga, na
posiedzeniu Komisji Etnograficznej postanowiono sporządzić inwentarz
rękopisów znajdujących się w archiwum komisji i wystąpić do zarządu
1 Protokół 18. posiedzenia Komisji Etnograficznej w dniu 23 stycznia 1936 r., w Archiwum
PAU, sygn. PAU I-29, k. 26. W aktach Komisji znajduje się wspomniane w protokóle oświadczenie S. Udzieli z 12 lipca 1933 r. potwierdzające, że rękopisy znajdujące się u rodziny Zawilińskiego są częścią spuścizny Kolberga należącej do Akademii oraz że kilkakrotnie upominał się
on u Zawilińskiego o ich zwrot.
2 Korespondencja podzielona na cztery woluminy otrzymała w Bibliotece PAU sygnaturę
2185, t. 1-4, dokumenty osobiste Kolberga miały pierwotnie sygnaturę 2184 (obecnie 2183),
a pozostałym rękopisom nadano tytuł Miscellanea i sygnaturę 2183 (obecnie 2184).
3 Przekazane wówczas rękopisy zostały włączone do zespołu o sygn. BN PAU i PAN 2185,
t. 1-4.

38

�Akademii o specjalny zasiłek na ten cel. W aktach Komisji istnieje niedatowany, wykonany prawdopodobnie wtedy wykaz1 rękopisów znajdujących
się w jej posiadaniu, w którym na pierwszym miejscu wpisano 41 tek z manuskryptami Kolberga2. Powstały wtedy inwentarz nie był jednak spisywany po dokładnym zapoznaniu się z zawartością tek odkrytych w jednej
z akademickich szaf. Jest on praktycznie powtórzeniem wykazu3 sporządzonego przez Kolberga 10 stycznia 1886 r., znajdującego się wówczas (a także
obecnie) wśród papierów osobistych, a drobne różnice miedzy inwentarzem
a spisem Kolberga wynikają z nielicznych prób dostosowania tekstu z roku
1886 do stanu o pół wieku późniejszego.
Zbiegiem okoliczności w roku 1936 dwie wspomniane już tu osoby –
Maria Turczynowiczowa i Karol Hławiczka – niezależnie od siebie poszukiwały Kolbergianów. Turczynowiczowa interesowała się przede wszystkim
korespondencją Kolberga, którą miała zamiar opracować do druku, i starała się dotrzeć także do innych dokumentów, aby zebrać materiały do planowanej biografii. Poszukiwała ich w Modlnicy u Konopków i w Krakowie,
w Komisji Etnograficznej PAU. W maju 1936 r. skontaktowała się z Sewerynem, sekretarzem Komisji, i otrzymała od niego spis, który – jak stwierdza – wykonany był w 1886 r. przez Kolberga, „a prof. Seweryn uzupełnił
go swymi uwagami”4. Spis ten znamy z jej artykułu drukowanego w roku
1948, nie jest to jednak wierny odpis wykazu tek Kolberga z 10 stycznia
1886 r. ani żadnego z kilku sporządzonych później, ale wyciąg z inwentarza
Komisji Etnograficznej z dodatkowymi uwagami Seweryna.
1

Inwentarz ten jest obecnie w aktach Komisji Etnograficznej PAU, sygn. PAU I – 29f,
rękopisów Kolberga dotyczą k. 1–5 (rękopis) i k. 7-8 (maszynopis, nieco późniejszy, być może
już powojenny). Znajdował się on w dokumentach Akademii Umiejętności złożonych w Muzeum Etnograficznym w Krakowie jako depozyt, a zwróconych Akademii dopiero w roku
1986, zob. A. Rataj Kolbergowskie ślady w Muzeum Etnograficznym im. Seweryna Udzieli
w Krakowie, w: Ja daję właśnie materiał… O dziele Oskara Kolberga w dwusetną rocznice
Jego urodzin, pod red. E. Antyborzec, Poznań 2015, s. 486.
2 W inwentarzu wymieniono teki o numerach 1 do 25, 27 do 31 oraz 33 do 43. Odnotowano
tam wypożyczenie teki 3 Mazury do biblioteki PAU oraz istnienie nowych tek 41-43, pominięto
tekę 32, którą zlikwidował Kopernicki, nie wpisano także teki 26 z materiałami z Wołynia – nie
wiadomo, gdzie się ona wówczas znajdowała.
3 Oryginał tego spisu tek (rkp. w BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 75-76) opublikowany jest
w aneksach do korespondencji Kolberga, zob. Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 743–
–749. Próby przystosowania tekstu Kolbergowskiego wykazu do sytuacji o wiele lat późniejszej
są w inwentarzu nieliczne i niekonsekwentne.
4 M. Pleuss-Turczynowiczowa Niewydane zbiory Oskara Kolberga…, s. 12–13.

39

�Poszukując korespondencji Kolberga, Turczynowiczowa zwróciła się
także do rodziny Konopków. We wstępie do części I Korespondencji… Kolberga, wydanej w 1965 r., o jego materiałach znajdujących się przed rokiem
1939 w posiadaniu Konopków pisała:
Z informacji córki ostatniego właściciela Modlnicy, Marii, dowiedziałam się,
że ojciec jej, Adam Konopka, w latach trzydziestych materiały Kolbergowskie
uporządkował i zinwentaryzował. Oprócz Kolbergianów modlnickich w rękach
Konopków znajdowała się jeszcze jedna ich grupa. Józef Konopka z Warszawy,
wnuk i imiennik autora Pieśni ludu krakowskiego, posiadał listy, nuty, notatki
Kolberga, wypełniające, jak doniósł w swym liście z 25 III 1937 r., dużą skrzynię1.

Autorka przytoczonych słów nie zdążyła przed wojną zapoznać się z tą
częścią spuścizny Kolberga, którą mieli Konopkowie w Modlnicy i w Warszawie. Jak już wspomniano, dotarła tylko do korespondencji Kolberga
przechowywanej w bibliotece PAU, na którą składały się 624 listy, dotyczące przede wszystkim spraw rodzinnych. Kto i kiedy przekazał je do
zbiorów biblioteki, nie udało się ustalić, można jedynie przypuszczać, że
zostały one przyjęte do Biblioteki PAU nieco wcześniej niż zespół listów
zwróconych przez spadkobierców Zawilińskiego2. W 1936 r. ten mniejszy
objętościowo zbiór listów wypożyczono do biblioteki Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, gdzie w latach 1936–1939 Turczynowiczowa mogła wykonywać ich kopie3. Wspomnianego już tu obszerniejszego zespołu
listów, dotyczących głównie badań i prac edytorskich Kolberga, wtedy M.
Turczynowiczowej nie udostępniono. Być może nie był on jeszcze włączony
do katalogu biblioteki.
Drugą znaną nam osobą poszukującą Kolbergianów w tym okresie był
Karol Hławiczka, który kompletował Lud potrzebny mu do pracy nad
1

M. Turczynowiczowa Przedmowa, w: Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. VII.
Miały sygnaturę 2030, czyli nieco wcześniejszą od listów przekazanych w roku 1934 mających sygn. 2185.
3 M. Turczynowiczowa mieszkała wówczas w Poznaniu i na jej prośbę ten zespół listów
(sygn. Bibl. PAU 2030) został wówczas przesłany do Poznania do biblioteki Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Tam sporządziła ona przed rokiem 1939 kopie wszystkich listów
i innych dokumentów znajdujących się w zespole wypożyczonym z biblioteki PAU; kopie te
znajdują się obecnie w Muzeum im. Oskara Kolberga w Przysusze. M. Turczynowiczową z rodziną wysiedlili Niemcy z Poznania późną jesienią 1939 r., przedtem kopie Kolbergowskiej
korespondencji oraz oryginały wspomnień Konopczanek i córek Antoniego Kolberga pozostawiła u dozorcy domu, w którym mieszkała. Otrzymała je nienaruszone po powrocie w 1945 r.
2

40

�polską muzyką ludową. Mając część pierwszą Kaliskiego, starał się kupić w antykwariatach część drugą tej monografii z nadzieją, że będą tam
melodie tańców, które go szczególnie interesowały. Dopiero z przedmowy Kopernickiego zamieszczonej w Przemyskiem dowiedział się, że część
druga Kaliskiego pozostała w rękopisie. Rękopisów Kolberga szukał m.in.
w Bibliotece Akademii Umiejętności, w Muzeum Etnograficznym i w Komisji Językowej Akademii. O odnalezieniu ich Hławiczka pisał w 1936 r.:
[…] dotarłem w końcu do osoby kompetentnej, zasłużonego etnografa, dr. Tadeusza Seweryna, który potrafił mi udzielić wyczerpujących informacji co do
spuścizny Kolbergowskiej. Przejrzałem więc niedawno sporządzony katalog zawartości teczek pozostałych po Kolbergu i same teczki znajdujące się w salach
Komisji Etnograficznej A.U. Dłuższe studium tych teczek podczas następnego
pobytu w Krakowie pozwoliło mi zdać sobie sprawę z olbrzymiej ilości materiałów etnograficznych, częściowo przygotowanych do druku, częściowo wymagających jeszcze uporządkowania, a dotychczas nie wydanych1.

W dalszym ciągu przytaczanego wyżej obszernego artykułu o Kolbergowskich rękopisach Hławiczka pisał m.in.:
[…] olbrzymia ilość materiałów pośmiertnych Kolberga (zaznaczmy to zaraz
z góry – niezwykle cennych) od czasu śmierci Kolberga w roku 1890 czeka na
wydawcę. Pewna część tych materiałów została co prawda opublikowana, nie
są to jednak materiały najwartościowsze. […] Ponieważ materiały pozostawione
przez Kolberga przedstawiają, jak to już zaznaczyłem, wartość niezwykłą (niektóre zapiski sięgają roku 1843) i zasługują na to, by je jak najszybciej wydano,
chciałbym przedstawić zawartość choćby kilku teczek i podkreślić ich znaczenie. Zaznaczam przy tym, że jako muzyk interesowałem się przede wszystkim
tym działem, który Kolbergowi szczególnie był bliski i z tego punktu widzenia
głównie będę przedstawiał spuściznę Kolberga2.

Hławiczka scharakteryzował w tym artykule zawartość teki 3. Mazury
pruskie, opisał tekę 8, zawierającą rękopisy do drugiej części Kaliskiego,
oraz teki 11. Górale i 6. Prusy zachodnie, Kaszuby, Połaby, Łużyce, a krótko omówił także materiały do Rusi Czerwonej z tek 18., 18a., 19. i 20.
1 K. Hławiczka Niewydane zbiory Oskara Kolberga…, s. 3, tu i w cytacie następnym wyróżnienia fragmentów tekstu pochodzą od autora przytaczanego artykułu.
2 Tamże, s. 3.

41

�Zafascynowany zawartością zapomnianych rękopisów Kolberga zwrócił
szczególną uwagę na znaczenie zapisów folkloru z Mazur, podlegających
stałemu naciskowi germanizacyjnemu i konsekwentnie badanych przez
uczonych niemieckich. Sporządził też wtedy odpis gotowej już do druku monografii tego regionu opracowanej przez Kolberga w roku 1889
i znajdującej się w tece nr 3. Sporo uwagi poświęcił materiałom z Podhala i odnotował wspomniany już rękopis tomu Sąde[c]czyzna i Podhale,
przygotowany do druku w 1905 r. przez S. Zdziarskiego, a znajdujący się
wtedy w tece 11.
Następnie Hławiczka przytoczył też stwierdzenia A. Fischera z roku
1914, że Kolberg „[…] pozostawił w rękopisie w swych słynnych tekach
na drugie trzydzieści tomów materiału”1. Dlatego ze zdziwieniem cytuje
nieuzasadnione opinie późniejsze (opatrując niektóre sformułowania wykrzyknikami):
[…] urobiło się przekonanie, że wszystko, co Kolberg zebrał, zostało bądź to
przez niego, bądź to przez jego następców wydane. Dr Zdz. Jachimecki2 pisze
w wydawnictwie zbiorowym Polska, jej dzieje i kultura na s. 670: „Po śmierci Kolberga w r. 1890 doprowadzili jego dzieło do końca (!), wydając zebrane
przez twórcę Ludu materiały, dr I. Kopernicki i S. Udziela”. Podobnie pisze dr
St. Łobaczewska3 w artykule Muzykologia polska w wydawnictwie Muzyka
polska, Warszawa 1927: „Pośmiertne materiały po Kolbergu zostały wydane
przez Polską Akademię Um. w Krakowie oraz uzupełnione melodiami z ziem
poznańskich przez Kantora (?!) i Szembekównę”4.

W swym artykule Hławiczka pominął ciąg dalszy wypowiedzi S. Łobaczewskiej:
Poza tym posiadamy jeszcze zbiory tekstów i melodyj ludowych w tekach rękopiśmiennych Muzeum Etnograficznego w Krakowie; niestety ta praca zbieracka
została przerwana z wybuchem wojny […]5.
1

Zob. A. Fischer Oskar Kolberg…, s. 130.
Z. Jachimecki Muzyka polska, w: Polska, jej dzieje i kultura, Warszawa 1932, s. 670.
3 S. Łobaczewska Muzykologia polska, w: Muzyka polska, Warszawa 1927, monografia
zbiorowa pod red. M. Glińskiego wydana jako zeszyty 7-9 miesięcznika „Muzyka” R. 4: 1927,
s. 150.
4 K. Hławiczka Niewydane zbiory Oskara Kolberga…, s. 3, przypis.
5 S. Łobaczewska Muzykologia polska…, s. 150.
2

42

�Hławiczka pisał o dorobku Kolberga z wielkim szacunkiem, stwierdzał,
że potrzeba wydania go w całości nie ulega żadnym wątpliwościom, ale
nie ukrywał, że jego notacje melodii i tekstów nie spełniają wszystkich wymogów dokumentacji źródłowej obowiązujących w XX w. Mocno jednak
podkreślał, że znaczenie tej dokumentacji jest bezsporne i potrzeba wydania
jej w całości nie ulega żadnym wątpliwościom:
Mimo to materiały zebrane przez Kolberga przedstawiają wartość bezcenną,
ponieważ niczym nie dadzą się zastąpić i sięgają czasów, kiedy kultura ludowa
była mniej narażona na unifikujący wpływ komunikacji i radia1.

Z przytoczonych wyżej wypowiedzi wynika, że w okresie dwudziestolecia
międzywojennego niewydane drukiem rękopisy Kolberga były właściwie
zapomniane, być może dlatego, że w kilku publikacjach bezzasadnie uznano je za opublikowane w całości lub godne wydania tylko w niewielkiej
części. Nawet władze Akademii nie zawsze były informowane o rzeczywistej wartości spuścizny rękopiśmiennej Kolberga. Kutrzeba, odpowiadając
prawdopodobnie na nalegania Seweryna, pisał do niego w maju 1937 r.:
Był u mnie p. insp. Udziela, który mnie jednak poinformował, że warte są druku
tylko materiały tyczące się Sandomierszczyzny i Beskidu2.

Opinia Udzieli była całkowicie błędna, o czym świadczą wydane w ramach Dzieł wszystkich nowe monografie, na przykład Pomorze, Mazury
pruskie, trzyczęściowe Sanockie-Krośnieńskie, czy zbiór bajek i wierzeń
uzupełniający wydaną przez Kolberga monografię Mazowsza (DWOK
T. 42) albo zapisy melodii góralskich wydane w tomach Góry i Podgórze.
Teki Kolberga nie objęte katalogami Biblioteki PAU „zniknęły” z pola
widzenia osób z zewnątrz, niezwiązanych bezpośrednio z Komisją Etnograficzną PAU i nie wykazujących dostatecznej determinacji (jak Hławiczka
i Turczynowiczowa), aby do nich dotrzeć. Wspomniany przez Hławiczkę
„niedawno sporządzony katalog zawartości teczek pozostałych po Kolbergu”, tj. inwentarz zbiorów Komisji Etnograficznej, z którego korzystał on
w roku 1936, był prawdopodobnie dostępny tylko dla osób zgłaszających
się bezpośrednio do przewodniczącego lub sekretarza Komisji Etnograficznej. Szukał tego katalogu Józef Burszta po objęciu w roku 1961 redakcji
1
2

K. Hławiczka Niewydane zbiory Oskara Kolberga…, s. 4.
List S. Kutrzeby przytoczono tu za: Z. Jasiewicz Góry i Podgórze Oskara Kolberga…, s. 3.

43

�Dzieł wszystkich Kolberga, jednak w zbiorach Akademii nie udało się
wówczas trafić na jego ślad. Znacznie później okazało się, że inwentarz
rękopisów będących w posiadaniu Komisji Etnograficznej, zawierający spis
tek z rękopisami Kolberga, zdeponowany był wtedy w krakowskim Muzeum Etnograficznym razem z wieloma innymi dokumentami Komisji Etnograficznej PAU, wówczas niezinwentaryzowanymi. Andrzej Rataj w artykule
Kolbergowskie ślady w Muzeum Etnograficznym im. Seweryna Udzieli
w Krakowie pisze:
A o bogactwie zbiorów Muzeum może także świadczyć fakt, że w roku 1986 na
prośbę reaktywowanej Polskiej Akademii Umiejętności, popartej zresztą przez
władze Polskiej Akademii Nauk, Muzeum przekazało tam część swoich zbiorów
zakwalifikowanych wcześniej jako „depozyt Polskiej Akademii Umiejętności”,
aczkolwiek brak w Muzeum dokumentacji dotyczącej zdeponowania tych zbiorów przez Akademię 1.

Rataj dodaje, że wśród zwróconych dokumentów była m.in. wspominana tu już Księga inwentarzowa Komisji Etnograficznej PAU, która rozpoczyna się spisem tek Kolberga.
Spuścizna rękopiśmienna Kolberga do roku 1939 była w gestii Akademii, najpierw Sekcji Etnologicznej Komisji Antropologicznej, później Komisji Etnograficznej powołanej w r. 1926. W roku 1939 była już podzielona:
korespondencja i inne dokumenty osobiste oraz część tek regionalnych (26
Wołyń, 27 Ruś Chełmska i 34 zawierająca rękopisy wydane później jako Sanockie-Krośnieńskie) a także jedna teka Miscellanea znajdowały się w zbiorach Biblioteki PAU. Pozostałe teki regionalne i miscellanea oraz znaczna
część kompozycji przechowywane były w sali Komisji Etnograficznej. Przez
cały ten okres, od śmierci Kopernickiego w r. 1891 do wybuchu wojny
w 1939 r., o rękopisach Kolberga i udostępnianiu ich badaczom decydowali
w zasadzie sekretarze tych komisji, przy czym udokumentowane są działania
w tym zakresie trzech osób. W latach 1891–1903, po śmierci Kopernickiego,
sekretarzem Komisji był Roman Zawiliński, którego starania o opublikowanie dorobku Kolberga już tu przedstawiono. Następnie do roku 1925 funkcję
tę pełnił Seweryn Udziela, wówczas także organizator i pierwszy dyrektor
Muzeum Etnograficznego w Krakowie, a po utworzeniu Komisji Etnograficznej Polskiej Akademii Umiejętności zastępca jej przewodniczącego w latach
1

Zob. A. Rataj Kolbergowskie ślady w Muzeum Etnograficznym…, s. 486.

44

�1926–1937. Od r. 1935 do końca działalności Komisji w r. 1952 sekretarzem
był Tadeusz Seweryn, kustosz, a po śmierci Udzieli także dyrektor krakowskiego Muzeum Etnograficznego. Z racji łączenia dwu funkcji przez Udzielę,
później także przez Seweryna, informacje o losach spuścizny rękopiśmiennej
Kolberga splatają się z historią zbiorów krakowskiego Muzeum Etnograficznego i w jego archiwum znajdują się do dziś niektóre dokumenty dotyczące
tek Kolberga oraz rękopisy z nich wyjęte1.
Stan archiwum Kolberga po roku 1939
Po zakończeniu drugiej wojny światowej okazało się, że część spuścizny
rękopiśmiennej Kolberga została bezpowrotnie zniszczona, część zaginęła
i rozpoznana została dopiero po latach, część zaś – i to jak sądzić można
najważniejsza i największa – ocalała, więc choć podzielona i przechowywana w różnych miejscach, mogła być później podstawą edycji nowych
monografii, kontynuacji Kolbergowskiego Ludu.
Dramatyczne niekiedy losy rękopisów Kolberga w latach 1939–1945 znane są tylko częściowo. Już jesienią 1939 r. Niemcy na dziedzińcu siedziby
Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk spalili wiele dokumentów ze
zbiorów PTPN, m.in. trzy teki z listami Kolberga wypożyczone z Biblioteki
PAU2. Niemcy zniszczyli wtedy także odpowiedzi na ankietę Towarzystwa,
tzw. Szematy […] do opisu statystycznego W. Ks. Poznańskiego3. Ankiety
rozsyłane były od r. 1858 do wielu miejscowości w Wielkopolsce, zawierały
22 pytania w trzech działach: topograficznym, etnograficznym i historiograficznym. W dziale etnograficznym pytano m.in. o ubiór, zwyczaje, przebieg
obrzędów, oracje towarzyszące zaręczynom i weselom, a także o umiejętność czytania i pisania mieszkańców danej wsi. W ciągu paru lat Towarzystwo otrzymało z powrotem ogółem 570 ankiet wypełnionych zwykle
przez miejscowych księży i właścicieli majątków. Dosyć często w ankietach
1

Zob. A. Skrukwa Wykaz tek Oskara Kolberga… (DWOK T. 85/III).
Według ustnych informacji Marii Turczynowiczowej świadkiem spalenia tych i innych
rękopisów ze zbiorów PTPN była Wiesława Turczynowicz, pracująca wówczas w Bibliotece
PTPN. Obserwowała ona zza zasłony okna działania Niemców na dziedzińcu PTPN i relację
swą przekazała Marii Turczynowiczowej. M. Turczynowiczowa częściowo wykorzystała te informacje we wstępie do Korespondencji Oskara Kolberga (DWOK T. 64).
3 Zob. E. Antyborzec Dzieje „Szematów”, czyli ankiet Towarzystwa Przyjaciół Nauk Poznańskiego, „Dziedzictwo Kulturowe Wsi” T. 1: 2017 (Szreniawa 2017), s. 97–105.
2

45

�wpisane były odpowiedzi na pytania w dziale etnograficznym i po zapoznaniu się z nimi w roku 1868 Kolberg wypożyczył 31 ankiet lub ich fragmenty.
Jednak po wykorzystaniu w monografii Wielkopolski informacji zapisanych
w Szematach… nie zwrócił wszystkich do zbiorów Towarzystwa. Dlatego
zbiegiem okoliczności jedynymi ocalałymi oryginalnymi dokumentami tej
wielkiej akcji są zachowane w archiwum Kolberga dwa fragmenty i jeden
cały egzemplarz Szematów.
W Warszawie w roku 1944, w czasie niszczenia miasta przez Niemców
po powstaniu, w mieszkaniach potomków braci Oskara, Wilhelma i Antoniego, spłonęły dokumenty rodzinne, portrety malowane przez Antoniego,
muzykalia i listy, w tym także portret Oskara1 i jego kompozycje. W tym
czasie również zostały zniszczone albo rozgrabione Kolbergiana przywiezione do Warszawy przez Józefa Konopkę2, wnuka XIX-wiecznego właściciela Mogilan, zawierające m.in. – o ile wiadomo – ważną część kolekcji
ikonograficznej autora Ludu. Na pewno spłonęły dokumenty złożone przez
rodzinę Kolbergów w Bibliotece Krasińskich, wśród nich listy pisane przez
Oskara do rodziny; ich treść zapewne pomogłaby wyjaśnić przyczyny niektórych podejmowanych przez niego decyzji.
Spalona mogła też zostać część spuścizny Kolberga pozostawiona przez
niego we dworze Konopków. Według ustnej relacji Marii Turczynowiczowej, która po powstaniu dotarła z rodziną do Modlnicy, archiwum Konopków na początku wojny zostało zamurowane w korytarzu piwnicznym,
a nową ściankę osłonięto drewnem opałowym. Biwakujący w ogrodzie żołnierze Armii Czerwonej po zużyciu drewna dotarli do świeżego muru i zburzyli go, a nie znalazłszy niczego cennego, do palenia ognisk użyli odkrytych tam papierów. M. Turczynowiczowa w r. 1948 pisała: „[…] w Modlnicy
1

Zob. K. Markiewicz Antoni Kolberg (1815–1882). Warszawski malarz portretów, obrazów religijnych, scen rodzajowych. Katalog wystawy, Przysucha 2006, s. 61 i 63.
2 W roku 2004 rodzina Józefa Konopki odzyskała obraz Madonny z XV-wiecznego
tryptyku pozostawiony w 1944 r. w mieszkaniu w Warszawie. Odnaleziono go w Stanach
Zjednoczonych, a po powrocie obrazu do Polski rodzina Konopków złożyła go jako depozyt
w Muzeum Narodowym w Krakowie. Z tej okazji, po rozmowie z Anną Konopką-Unrug,
córką Józefa, autor artykułu w „Gazecie Wyborczej” pisał: „Podczas ewakuacji po powstaniu nietknięte mieszkanie zamknięto na klucz. Wszyscy domownicy zostali wywiezieni przez
Niemców do obozu w Pruszkowie. Po wojnie matka Anny Konopki-Unrug zastała mieszkanie
całkowicie rozgrabione” (W. Kalicki Jest Madonna! „Gazeta Wyborcza” z 10 grudnia 2004 r.,
s. 17). Przypuszczać więc można, że również zbiór rycin Kolberga mógł zostać wtedy zagrabiony i być może ocalał.

46

�przepadła skrzynia, w której z wielką czcią i pietyzmem zebrane były listy,
fotografie itp., należące ongiś do Kolberga”1. Jak się później okazało, niektóre znajdujące się w Modlnicy materiały Kolberga lub rękopisy związane
z jego pracami jednak wtedy ocalały.
Ocalała także największa i niezwykle ważna część archiwum Kolberga
– jego teki z materiałami etnograficzno-folklorystycznymi znajdujące się
przed wybuchem wojny w sali Komisji Etnograficznej PAU i w Bibliotece
PAU. Trudno jednak dziś ustalić, w jakim stopniu ich zawartość pozostała
nienaruszona. Zbiory Polskiej Akademii Umiejętności zostały na polecenie Niemców przetransportowane na początku 1940 r. do nowego, jeszcze pustego gmachu Biblioteki Jagiellońskiej, gdzie znalazły się również
zbiory Muzeum Etnograficznego usunięte z Wawelu. Część spuścizny rękopiśmiennej Kolberga, na pewno teka 3. Mazury pruskie, pozostała jednak
w Akademii przy ul. Sławkowskiej. Seweryn w rozmowie telefonicznej2
z Bursztą mówił, że po wkroczeniu Niemców teki Kolberga były w Akademii i chowano je „za szafami wraz z tablicami owadów […]. Po wyzwoleniu
[przeniesiono] teki do muzeum na Karmelicką 70 – tam wszystkie te, co
[były] w AU”. Również Władysław Ogrodziński, pracownik Akademii Umiejętności przed wojną, pisał, że rękopis Mazury pruskie i część pozostałej
zawartości teki o tym tytule „zakonspirowana została w czasie okupacji
hitlerowskiej w Muzeum Przyrodniczym PAU”3.
Bezpośrednio po wyzwoleniu budynek Akademii Umiejętności był częściowo zajęty przez Uniwersytet Jagielloński i dopiero od połowy roku
1948, po opróżnieniu pomieszczeń i pozyskaniu niezbędnych sprzętów
zbiory Biblioteki PAU stopniowo wracały z nowej Biblioteki Jagiellońskiej
do swego macierzystego gmachu i tam były katalogowane i inwentaryzowane4. Spuścizna rękopiśmienna Kolberga – jak wspominano już wcześniej – była wtedy podzielona: kilka tek znajdowało się w Bibliotece PAU,
większość do września 1939 r. przechowywana była również w gmachu
1

M. Pleuss-Turczynowiczowa Niewydane zbiory Oskara Kolberga…, s. 13.
Dalej przytoczono fragmenty odręcznej notatki sporządzonej przez J. Bursztę w trakcie tej
rozmowy w r. 1964, notatka w aktach Instytutu im. O. Kolberga.
3 W. Ogrodziński „Mazury pruskie” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Mazury pruskie
(DWOK T. 40), s. XVIII. Władysław Ogrodziński w latach 1935–1939 studiował prawo na
Uniwersytecie Jagiellońskim i równocześnie pracował w Bibliotece PAU.
4 Zob. D. Rederowa, Z. Jabłoński Zarys dziejów Biblioteki PAN w Krakowie w latach
1856–1956. „Rocznik Biblioteki Polskiej Akademii Nauk w Krakowie” R. 1: 1955 (Wrocław
1957), s. 40–43.
2

47

�PAU, ale należała razem z rękopisami innych autorów do Komisji Etnograficznej. W okresie porządkowania i katalogowania zbiorów Polskiej Akademii Umiejętności w latach 1948–1957 teki 26. Wołyń, 27. Ruś Chełmska
i Podlaska oraz 34. Sanockie były już w posiadaniu Biblioteki PAU, gdzie
podzielono je na mniejsze jednostki i każdą z nich opatrzono sygnaturami
tej biblioteki. W publikowanych drukiem katalogach zbiorów rękopisów
Biblioteki Naukowej PAU i PAN mają one notę „dar Komisji Etnograficznej PAU”. Także zachowane, choć rozproszone fragmenty teki 3. Mazury
Pruskie po wojnie wpisano do inwentarza tej biblioteki i każdemu nadano
odrębną sygnaturę1. Znajdujący się pierwotnie w tej tece ukończony przez
Kolberga rękopis monografii Mazury pruskie przez dziesięć lat uchodził
za zaginiony, a ponieważ pozbawiony był karty tytułowej i wstępu Kolberga, rozpoznany został dopiero w roku 1955 w trakcie katalogowania
zbiorów w Bibliotece PAN2. Związek innych fragmentów dawnej teki Mazury pruskie ze spuścizną Kolberga został na wiele lat zatarty. Dotyczy
to m.in. rękopisów Gustawa Gizewiusza, Wojciecha Kętrzyńskiego i innych osób, a także map i druków wymienionych w notatce Kopernickiego
z roku 1890.
Jednak większość spuścizny rękopiśmiennej Kolberga, tj. teki regionalne i miscellanea o numerach 1–2, 4–25, 28–31, 33, 35–42, razem z innymi rękopisami należącymi do Komisji Etnograficznej, bezpośrednio
po wojnie trafiła – jak wynika z cytowanej tu już notatki Burszty – do
tymczasowej siedziby Muzeum Etnograficznego przy ul. Karmelickiej.
Stało się tak dlatego, że opiekunem ich był Seweryn, wówczas sekretarz Komisji Etnograficznej a równocześnie dyrektor Muzeum Etnograficznego, odpowiedzialny za zbiory tych dwu instytucji, a budynek PAU
był wówczas jeszcze niedostępny. Potem przez jakiś czas manuskrypty
Kolberga razem ze zbiorami muzealnymi znajdowały się w dawnych koszarach wojskowych przy ul. Warszawskiej. W połowie roku 1948 Muzeum Etnograficzne otrzymało jako stałą siedzibę dawny ratusz dzielnicy
Kazimierz przy placu Wolnica i tam stopniowo przenoszono jego zbiory,
1 Zawartość dawnej teki 3. Mazury pruskie została wyjątkowo dokładnie podana w notatkach Kopernickiego z roku 1890, zob. A. Skrukwa Wykaz tek Oskara Kolberga… (DWOK T. 85/
III). Notatki Kopernickiego nie były znane redakcji Dzieł Kolberga w czasie przygotowywania
do druku tomu Mazury pruskie. Znajdowały się wtedy w nieskatalogowanej jeszcze spuściźnie
S. Udzieli w Muzeum Etnograficznym w Krakowie.
2 Zob. W. Ogrodziński „Mazury pruskie” Oskara Kolberga…, s. XVIII.

48

�a z nimi także teki Kolberga. Pozostawały one jednak własnością Komisji
Etnograficznej PAU 1.
Dla późniejszych wydawców przydatne byłyby informacje o stanie tek
Kolberga i o podejmowanych wobec nich działaniach nazywanych „porządkowaniem rękopisów” w latach 1945–1961, ale informacji na ten temat
jest niewiele i są one czasem sprzeczne. Wiadomo, że w krótkim okresie,
gdy teki Kolberga znajdowały się razem z biurem, biblioteką i archiwum
Muzeum Etnograficznego w jego prowizorycznej siedzibie przy ul. Karmelickiej, zgodę i pieniądze na uporządkowanie ich otrzymał z Ministerstwa
Kultury i Sztuki muzyk, pedagog i kompozytor, Czesław Kozietulski2. Przeglądał on część Kolbergowskiego archiwum i szczegółowo spisał zawartość
teki 1 Mazowsze. Po powrocie Seweryna3 do obowiązków sekretarza Ko1 Dokładne poznanie wszystkich wydarzeń wpływających na spuściznę Kolberga od września 1939 r. do marca 1953 r. jest dziś praktycznie niemożliwe. Andrzej Rataj, pracownik krakowskiego Muzeum Etnograficznego, w artykule Kolbergowskie ślady w Muzeum Etnograficznym…, s. 483, pisze: „Losy tek Kolbergowskich jak widać ciągle wiązały się z Muzeum, ale
od okresu okupacji niemieckiej do dziś pozostają nieco tajemnicze”. Istotnie, „nieco tajemnicze”,
bo nie w pełni udokumentowane są działania dotyczące rękopisów Kolberga w okresie od początku wojny w roku 1939 do momentu wpisania większości z nich w roku 1953 do inwentarza
Archiwum PTL.
2 W lutym 1964 r. Janusz Kamocki na prośbę Burszty rozmawiał z Kozietulskim na temat
jego udziału w pracy nad rękopisami Kolberga bezpośrednio po wojnie. Odpowiedni fragment
listu J. Kamockiego brzmi: „Teki, o których mowa znajdowały się w piwnicach koszar przy ul.
Warszawskiej 24 (obecnie Politechnika, przed wojną żandarmeria). Prof. Seweryn przewoził
je do prof. Reinfussa (wtedy jeszcze doktora) na Karmelicką 70, a dopiero stamtąd brał Kozietulski do opracowywania. Opracował szczegółowo 1-ą tekę – spis zawartości włożył do teki,
a odpis wysłał do prof. Zofii Lissy. Następnie teki zostały zwrócone do P.A.U., gdzie mógłby
opracowywać je tylko przed południem, wobec czego musiał zaprzestać tej pracy” (list w archiwum Instytutu im. Oskara Kolberga w Poznaniu). Marian Sobieski, który przed r. 1964 rozmawiał z Kozietulskim, poinformował Bursztę, że według Kozietulskiego teki Kolberga odnalezione zostały po wojnie w styczniu 1945 r. w piwnicach koszar przy ul. Warszawskiej (notatki
J. Burszty w archiwum Instytutu). Być może wersja o odnalezieniu rękopisów Kolberga w tych
koszarach utrwaliła się w pamięci Kozietulskiego i przekazana została przez niego innym osobom, ponieważ do tego budynku przeniesiono czasowo zbiory Muzeum, wśród nich także rękopisy Kolberga, ale działo się to prawdopodobnie w r. 1946, nie bezpośrednio w styczniu 1945 r.
Zob. E. Pietraszek Muzeum Etnograficzne w Krakowie w pierwszym okresie istnienia (1910–
–1948), „Lud” T. LXXVI za r. 1993, s. 86–87. Z innej notatki zachowanej w archiwum Instytutu im.
O. Kolberga wynika, że w jednej z rozmów telefonicznych na podstawie relacji Kozietulskiego poinformowano Bursztę o odnalezieniu (po wyzwoleniu Krakowa) „tek Kolberga na kupie w śniegu
na dziedzińcu 20 pułku”. Potwierdzenia tego faktu u innych osób później nie uzyskano.
3 T. Seweryn, zaangażowany głęboko w działalność konspiracyjną, już na początku okupacji niemieckiej przekazał sprawy muzeum ówczesnemu kustoszowi, Romanowi Reinfussowi,

49

�misji Etnograficznej PAU i dyrektora Muzeum Etnograficznego, Kozietulski
nie pracował już nad zbiorami Kolberga. W sprawozdaniu Komisji Etnograficznej Akademii Umiejętności z lat 1947–1948 czytamy:
W okresie sprawozdawczym odszukano zaginione materiały rękopiśmienne po
Kolbergu i zinwentaryzowano je szczegółowo. Dotychczas nie odnaleziono tek
zawierających materiały z Podhala i Sądecczyzny. Inwentaryzację spuścizny
rękopiśmiennej po O. Kolbergu przeprowadził prof. Cz. Kozietulski w bibliotece
Państwowego Muzeum Etnograficznego w Krakowie, gdzie wszystkie odnalezione teki zostały tymczasowo zdeponowane1.

Dodać trzeba, że zwrot „zinwentaryzowano je szczegółowo” w tym
sprawozdaniu dotyczy tylko teki 1. Mazowsze, to jest niewielkiej cząstki
archiwum Kolberga. Kozietulski na oryginalnych kartach z tej teki zanotował nadane przez siebie tytuły zapisanym na nich tekstom lub streścił je
oraz podał ich źródła, jeżeli zaznaczone były w rękopisie przez Kolberga,
sporządził też spis zawartości teki powtarzający te notatki. W roku następnym w sprawozdaniu Komisji Etnograficznej jest tylko krótka informacja:
„Dr Anna Kutrzebianka i Lutosława Hajówna inwentaryzowały materiały
rękopiśmienne po O. Kolbergu”2. Inwentarzy tych oraz spisu wykonanego
przez Kozietulskiego szukał Burszta po objęciu w październiku 1961 r. stanowiska redaktora Dzieł wszystkich Kolberga, ale mimo starań nie udało
się ich wtedy uzyskać3.
który na polecenie władz konspiracyjnych pracował w czasie wojny w muzeum jako dozorca,
a według E. Pietraszka „techniczna pomoc konserwatorska”. Po wyzwoleniu Krakowa Seweryn
został aresztowany w kwietniu 1945 r. przez UB, zwolniono go z więzienia po kilku miesiącach
i wtedy wrócił do organizowania Muzeum Etnograficznego i Komisji Etnograficznej PAU. Zob.
A. Jacher-Tyszkowa Tadeusz Seweryn (1894-1975), w: Etnografowie i ludoznawcy polscy.
Sylwetki, szkice biograficzne, T. 1, Kraków 2002, s. 266–271, oraz E. Pietraszek Muzeum Etnograficzne w Krakowie…, s. 86.
1 Sprawozdanie z czynności i wydawnictw Polskiej Akademii Umiejętności od lipca 1947
do czerwca 1948, „Rocznik Polskiej Akademii Umiejętności” lata 1947/1952, Kraków 1953, s. 5–6.
2 Sprawozdanie z czynności i wydawnictw Polskiej Akademii Umiejętności od lipca
1948 do czerwca 1949, tamże s. 72. Być może wynikiem pracy A. Kutrzebianki i L. Hajówny
jest wspomniany już maszynopis, kopia sporządzonego odręcznie w 1934 r. inwentarza tek
Kolberga i innych rękopisów znajdujących się w zbiorach Komisji Etnograficznej PAU (zob.
przypis 1 na s. 39).
3 Instytut im. Oskara Kolberga dostał dopiero w 2014 r. kopię spisu zawartości teki 1. Mazowsze wykonanego przez Cz. Kozietulskiego, stało się to tak późno, ponieważ znajdował się on
w nieskatalogowanych poprzednio zbiorach Udzieli w Muzeum Etnograficznym w Krakowie.

50

�W 1951 r. powołano Polską Akademię Nauk z siedzibą w Warszawie,
która decyzją rządu przejęła majątek Polskiej Akademii Umiejętności. Krótko potem została zlikwidowana Komisja Etnograficzna PAU. Na początku
roku 1953 według protokołu z 31 marca teki Kolberga zostały przez Tadeusza Seweryna, dyrektora Muzeum Etnograficznego w Krakowie, „w którym
znajdowały się one jako depozyt PAU” przekazane Witoldowi Dynowskiemu, stałemu przedstawicielowi „Komisji Etnograficznej przy Komisji Organizacyjnej Instytutu Historii Kultury Materialnej PAN” 1 . Krótko potem,
2 maja 1953 r., ten największy zachowany zespół rękopisów Kolberga został
za zgodą Ministerstwa Kultury i Sztuki przekazany przez Komisję Organizacyjną IHKM PAN jako depozyt do Archiwum Naukowego Polskiego
Towarzystwa Ludoznawczego, mającego wówczas siedzibę w Poznaniu2.
W Archiwum Naukowym PTL znalazły się te teki, które od wielu lat
znajdowały się pod bezpośrednią opieką Komisji Etnograficznej PAU, a po
wojnie przechowywane były razem ze zbiorami Muzeum Etnograficznego,
to jest teki regionalne o numerach 1–2, 4–25 i 28–30, teki miscellanea nr
31, 33, 35–40 oraz utworzone po roku 1890, po śmierci Kolberga, teki 12a,
18a, 41–42 i 43. W protokole nie wymieniono teki 32 zlikwidowanej przez
Kopernickiego oraz tek o numerach 26, 27, 34, a także listów i dokumentów osobistych. Znalazły się one wcześniej, część już przed wojną, inne
prawdopodobnie po wojnie, ale przed rokiem 1953, w Bibliotece PAU. Nie
wymieniono też teki 3, jej rozproszona zawartość, jak już wspominano,
znajdowała się również w zbiorach Biblioteki PAU.
Protokół przekazania tek Kolberga z Muzeum Etnograficznego w Krakowie przedstawicielowi Komisji Organizacyjnej IHKM w Warszawie
z 31 marca 1953 r. jest bardziej szczegółowy niż sporządzane przed tą datą
wykazy autora Ludu i będący ich powtórzeniem inwentarz Komisji Etnograficznej z roku 1934. Zawartość każdej teki podzielona jest na „podteczki”; podział ten być może w części dokonany był już przez Kolberga,
ale sądzić można, że w większości raczej przez osoby przygotowujące do
druku którąś z tek przed pierwszą wojną światową, albo podejmujące próby
„porządkowania” rękopisów. Dla części podteczek starano się w protokole
1

Protokół w aktach Muzeum Etnograficznego w Krakowie, tu przytoczono fragmenty według kopii znajdującej się w aktach Instytutu im. O. Kolberga w Poznaniu.
2 Kopia protokołu i spisu rękopisów w aktach Instytutu im. Oskara Kolberga w Poznaniu.
W imieniu Towarzystwa teki przyjęła Olga Gajkowa, a spis otrzymanych rękopisów sporządziły M. Turczynowiczowa i H. Przesławska w Poznaniu 26 czerwca 1953 r.

51

�podać ich objętość (np. „kart 7”, „kartek 5”, „arkuszy 17”, „stron 21”, „stron
105”, „13 notatek”), a treść zawartych w nich rękopisów charakteryzowano
różnie, niekiedy bardziej szczegółowo, niekiedy ogólnie (np.: „Przysłowia
z okolic Kielc, kartek 6 + 2”, „Nazwy wsi w Lipnowskiem i rodowe Kurpiów,
10 kartek”, „Pieśni ludowe z nutami i bez (kartek 111)”, „Pieśni ukraińskie”,
„Nuty, 2 karty”, „Notatki muzyczne”, „Piosenki rozmaite”).
W Archiwum PTL sporządzono ogólny inwentarz depozytu, przy czym
zachowano numerację tek, a także ich tytuły nadane przez Kolberga, jeśli
istniały jeszcze pierwotne okładki, na których on sam je wpisał1. Zachowano także podział na podteczki. Wtedy też zostały one ujęte w papierowe
obwoluty, zwykle z tytułami lub krótkimi określeniami ich zawartości zanotowanymi wcześniej przez różnych autorów, albo wprowadzonymi dopiero wówczas. W archiwum PTL każdy z tych zespołów otrzymał odrębną
sygnaturę, a zawartym w nich kartom nadano paginację. Poprzednio dotyczyło to tylko części rękopisów – całostki wyraźnie jednorodne miewały
karty numerowane wcześniej przez Kolberga lub przez autora przysyłającego swoje zapiski do użytku w Ludzie, a niekiedy także przez późniejszych wydawców. Podział na podteczki, a także paginacja kart – jak ocenić
dziś można – były czasem przypadkowe, ponieważ przeprowadzono je bez
wnikliwej analizy związków miedzy poszczególnymi rękopisami, a czasem
nawet wbrew ich widocznej korelacji.
Razem z tekami przekazano wtedy do archiwum PTL kopertę z rycinami. Nie towarzyszyła jej dokładna informacja o pochodzeniu znajdujących
się tam obiektów, jedynie z nielicznych notatek dołączonych do niektórych
kart wnioskować można było, że wyjęto je z tek Kolberga w Muzeum Etnograficznym w ramach prowadzonej pod kierunkiem Seweryna kwerendy
pod kątem ikonografii etnograficznej. Koperta zawierała ryciny wykonane
różnymi technikami, a także fotografie i odbitki drzeworytów. Później, w latach 1954–1961, w Archiwum PTL dołączono do nich inne wyjmowane z tek
materiały ikonograficzne i utworzono z nich tekę rycin2, nadając jej nr 47.
1 Inwentarz opracowała do druku Zofia Staszczak, informacje o każdej tece obejmują jej
nazwę, sygnatury poszczególnych podteczek oraz bardzo krótką charakterystykę zawartości,
zob.: Z. Staszczak Wykaz zawartości Archiwum Naukowego Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego 1945–1955, Wrocław 1955, w serii „Archiwum Etnograficzne” nr 11, tam pozycje
426–465, s. 11–15.
2 W sprawozdaniu Komitetu Kolbergowskiego, istniejącego wówczas przy Zarządzie
Głównym PTL, z działalności za rok 1959 odnotowano: „Wysegregowano rysunki z całości

52

�W 1959 r. archiwum PTL, przeniesione tymczasem do Wrocławia,
wzbogaciło się o nowe manuskrypty Kolberga i dokumenty z nim związane.
W kwietniu tego roku Towarzystwo kupiło w warszawskim antykwariacie
trzynaście rękopisów1, z których każdy miał na pierwszej karcie owalną
pieczęć „Archiwum Familii Nowina-Konopków”. W Archiwum PTL zakupione materiały podzielono na trzy części, jedna otrzymała tytuł Przysłowia
i numer teki 44, a dwie tytuły Miscellanea i numery tek 45–46. Zakupione
wtedy rękopisy w części były fragmentami archiwum Konopków, w części
były to materiały pozostawionych przez Kolberga w roku 1884 w Modlnicy.
Podział ich na trzy zespoły nie zawsze był konsekwentny.
W nowej tece 44 znalazły się rękopiśmienne zbiory przysłów kilku
autorów, spośród których największy jest rękopis Józefa Konopki2 (ponad
200 kart), wynik wieloletniej kwerendy literatury przedmiotu dokonanej
przez tego badacza. Umieszczony został tam także oprawiony rękopis Kolberga Przysłowia polskie z datą 1872 (23 karty), obszerny, liczący ponad
1000 tekstów rękopis nieznanego bliżej Leśniewskiego (25 kart) oraz o wiele szczuplejsze zbiory innych osób – Andrzeja Jakubowskiego, notującego
przysłowia w okolicy Lwowa, nieznanego bliżej Marcina Prawdzica, a także
niewielki rękopis pt. Niektóre przysłowia litewskie z notą Kolberga o autorze: „Akielewicz z Mariampolskiego”. Kilka kart to rękopisy przysłów
innych nieznanych osób. Cała zawartość obecnej teki 44 należała do Józefa
materiałów Kolbergowskich i część przeznaczoną do przerysowania oddano rysownikom”.
Rysunki i inne materiały ikonograficzne na polecenie ówczesnego redaktora Dzieł Kolberga,
J. Gajka, wyjmowano z tek także później, do roku 1961, w trakcie sporządzania odręcznych kopii rękopisów i większość z nich włączono do utworzonej wtedy teki rycin o numerze 47 (zob.
Sprawozdanie z działalności ..., „Lud” T. XLVI za rok 1960, s. 539–540).
1 Antykwariusz, do którego trafiły te rękopisy, zawiadomił o możliwości ich zakupu Zofię
Lissę, wówczas kierowniczkę Zakładu Muzykologii Uniwersytetu Warszawskiego. Ona z kolei
poinformowała o nich Zarząd Główny PTL, dodając w liście 18 sierpnia 1954 r., że rękopisy
należą do Archiwum Konopków i są sprzedawane przez osobę prywatną z Warszawy (list
Z. Lissy w Archiwum PTL). Na polecenie Zarządu Głównego PTL archiwalia te zakupił Bolesław Kuźmicz, protokół ich przekazania znajduje się w archiwum PTL we Wrocławiu. Podział
zakupionych materiałów na trzy teki dokonany został w archiwum PTL we Wrocławiu i był
kilkakrotnie zmieniany w latach 1959-1961, o czym świadczą notatki Gajka w jego rękopisie
pt. Zarządzenia w pracowni Kolbergowskiej w roku 1961 (rkp. w Archiwum PTL).
2 Rękopis Konopki ma tytuł: Polskie przysłowia, przypowieści i różne wyrażenia przysłowiowe zebrał i z przysłowiami w językach słowiańskich i innych europejskich toż samo
znaczenia mających zestawił…, dziś w tece 44, sygn. Arch. PTL 1416, k. 59–270. Wszystkie
przysłowia polskie z rkp. J. Konopki oraz innych osób przechowywane w tej tece (razem 8287
tekstów) wydane zostały w T. 60 DWOK, zob. tam wstęp S. Świrki s. XIII i XVII–XX.

53

�Konopki, a później do jego syna Tadeusza. Dotyczy to także rękopisów
Kolberga i niektórych innych autorów, ponieważ Kolberg po zapoznaniu
się z planami Konopki co do wydania pełnego zbioru przysłów polskich,
zrezygnował z drukowania większości tych tekstów w Ludzie i oddał mu
posiadane zapisy, a później przekazywał otrzymane rękopisy innych osób.
W tece 45. Miscellanea znajdują się w części rękopisy stanowiące dawniej również własność Konopków Do najciekawszych należy tzw. Raptularz Konopczanki1, tj. wykonane przez Antoninę Konopczankę zapisy ze
słuchu bajek i informacji o wierzeniach. Autor Ludu nie otrzymał tego
prymarnego rękopisu, ale sporządzone przez Konopczankę czystopisy, które
stały się jednym ze źródeł do Krakowskiego. Do archiwaliów Konopków
należało także kilka znajdujących się w tej tece listów Kolberga do Romana i Józefa Konopków, kopia biogramu Józefa napisanego przez Kolberga
dla „Kłosów” po śmierci przyjaciela w 1880 r. oraz rękopis utworu Józefa
Konopki zatytułowanego Imienie wsi Modlnicy Wielkiej… , który jest wierszowaną historią rodzinnej wsi autora2.
Natomiast ze zbiorów Kolberga pochodzą znajdujące się dziś w tece 45
obszerne fragmenty (ponad 80 kart) Kolbergowskiego rękopisu części pierwszej i drugiej Krakowskiego. Mają one wpisany nieznaną ręką tytuł: „Oskar
Kolberg Ułomki z rękopismu Lud »Krakowskie«”. Kilkakrotnie zauważyć
tam można wskazówki dla drukarza, informujące, w którym miejscu mają
być włamane drzeworyty. Rękopis ten wrócił do autora po wydrukowaniu
tomu, podobnie jak znajdujące się tam trzy arkusze korekty tegoż tomu. Do
zbiorów Kolberga należał też rękopis Józefa Konopki Pieśni ludu z okolic
Czerska, Piaseczna. Powstał on w roku 1841, podczas wspólnej z Kolbergiem i dwoma innymi osobami czterodniowej pieszej wycieczki z Warszawy do Czerska, w czasie której Kolberg zapisywał melodie, a Konopka
teksty. Pieśni z tego rękopisu opublikował Kolberg w części II monografii
1 Tak nazwany został rękopis A. Konopczanki zawierający zapisane przez nią wywiady,
głównie z mieszkańcami Modlnicy. Zob. H. Kapełuś Modlnicki raptularz Antoniny Konopczanki, w: W świecie pieśni i bajki. Studia folklorystyczne, pod red. R. Górskiego i J. Krzyżanowskiego, Wrocław 1969, s. 179–195, oraz E. Millerowa Niezwykły dokument zachowany
w spuściźnie rękopiśmiennej Kolberga, „Wieś Radomska” T. 9: 2011, s. 233–245. W całości
Raptularz został opublikowany w tomie: O. Kolberg Krakowskie. Suplement do tomów 5–8
(DWOK T. 73, cz. III, s. 5–105).
2 J.K. [Józef Konopka] Imienie wsi Modlnicy Wielkiej na pamiątkę dla rodziny opowiedział rymem… , z datą: „1874 w Mogilanach”, rkp. w Arch. PTL w tece 45, sygn. 1419, k. 1–28,
z dopiskiem Tadeusza Konopki na k. 29.

54

�Mazowsza. Scharakteryzowane tu krótko materiały należały do rękopisów
pozostawionych przez Kolberga w Modlnicy w 1884 r.
Niewielka objętościowo teka 46. Miscellanea zawiera materiały w całości należące dawniej do Kolberga, pozostawione przez niego w Modlnicy
w 1884 r., podobnie jak znajdujące się w tece 45. Są to głównie pisma
związane z organizacją wystawy etnograficznej w Kołomyi w 1880, której
Kolberg był kuratorem naukowym: bruliony listów do kilku osób przypominające o terminie przysłania zgłoszonych okazów, brulion katalogu
zgromadzonych na wystawie przedmiotów oraz kopia artykułu z „Gazety
Narodowej” poświęconego również wystawie. Ponadto znajdują się w tej
tece – prawdopodobnie przypadkiem – także uwagi Emila Kierskiego dotyczące wstępnej redakcji monografii Poznańskiego, której część pierwsza
miała być drukowana w Poznaniu w roku 1870.
Kolejne zespoły rękopisów pochodzących ze spuścizny Kolberga Archiwum PTL otrzymało w roku 1963. W Instytucie Historii Kultury Materialnej PAN w Warszawie odnaleziono i przekazano działającej już wtedy w Poznaniu redakcji Dzieł Kolberga cztery paczki, z których trzy1 zawierały rękopisy autora Ludu oraz innych osób bezpośrednio związane
z pracami nad tą serią wydawniczą. Były to zapewne fragmenty zespołu
rękopisów przesłanego Komisji Organizacyjnej IHKM w 1953 r. w Warszawie przez dyrektora Muzeum Etnograficznego w Krakowie. Jak już tu
wspomniano, przekazane wówczas rękopisy zostały z Warszawy oddane do Archiwum Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego, ale widocznie
część przypadkiem została w Warszawie. Odnalezione w 1963 r. fragmenty spuścizny Kolberga otrzymały w Archiwum PTL tytuły Miscellanea
i kolejne numery 48, 50 i 51. W trzech przekazanych wówczas zespołach
znajdują się materiały bardzo zróżnicowane: liczne rękopisy kompozycji
Kolberga, w tym fragmenty jego utworów scenicznych i libretta do nich,
dwie redakcje kujawskich melodii tanecznych, każda obejmująca zapisy
ponad 700 tańców, które Kolberg chciał wydać jako część trzecią monografii Kujawy, duża liczba rękopisów Kolberga z dawnej teki 12 wraz
z kopiami W. Kosińskiego redagującego przed rokiem 1914 tom, któremu
nadał tytuł Podgórze zachodniej Galicji, Kolbergowskie zapisy pieśni
1 Czwarta paczka zawierała rękopis (w części maszynopis) pracy H. Biegeleisena Obchód
weselny ludu polskiego na tle indoeuropejskiego rytuału, wydanej pt. Wesele w 1929 r. we
Lwowie. Rękopis ten otrzymał numer 49, choć nie jest to „teka Kolbergowska”.

55

�i melodii tanecznych z różnych regionów, a także inne drobne rękopisy,
m.in. przekład na język niemiecki Wiesława Kazimierza Brodzińskiego
pióra Juliusza Kolberga, ojca Oskara. Te trzy nowe zespoły rękopisów
zawierają materiały wyjęte z różnych tek prawdopodobnie w r. 1953. Być
może wydzielone zostały w Muzeum Etnograficznym w trakcie pakowania
rękopisów Kolberga przed przewiezieniem ich do Warszawy. Takie wrażenie z racji swego formatu i objętości sprawia np. zawartość obecnej teki
51, na którą składają się muzykalia o różnym charakterze (kompozycje Kolberga1 i dwie redakcje kujawskich melodii tanecznych), ale o takim samym
formacie i zewnętrznie podobne. W czasie przekazywania tek Kolberga do
Archiwum PTL w 1953 r. zapomniano o tych czterech paczkach; rozpoznane zostały dopiero po dziesięciu latach i wtedy połączono je z podstawowym zespołem rękopisów autora Ludu.
Do opisanego wyżej korpusu materiałów w latach następnych dołączone zostały jedynie dwa zespoły rycin, które – choć niewielkie – są cenną dokumentacją etnograficzną i wzbogacają wiedzę o ikonograficznych
zbiorach Kolberga. Pierwszy z nich to część dawnej kolekcji Kolberga
zakupiona krótko po wojnie przez Muzeum Etnograficzne w Rzeszowie
od nieznanej dziś osoby, a jako materiały związane z Ludem rozpoznana
nieco później2. Jest to zbiór 25 akwarel, rysunków i szkiców Wojciecha
Gersona potrzebnych autorowi do ilustrowania Ludu. Część z nich to
akwarele, według których wykonywano w Dreźnie w firmie JHG Rau
&amp; Sohn litografie do Pieśni ludu polskiego, Sandomierskiego, Kujaw,
Krakowskiego i Lubelskiego. Akwarele te odsyłano Kolbergowi z Drezna razem z litografiami gotowymi do wklejenia do drukowanej książki.
Wskazane tu tomy wydał Kolberg przed przeniesieniem się z Modlnicy
do Krakowa jesienią 1884 r. Również znajdującą się w tym zbiorze akwarelę Gersona przygotowaną do Mazowsza (wydanego w 1885 r.) odesłano Kolbergowi z Drezna do Modlnicy jeszcze w lipcu 1884 r. Ponieważ
1

Wcześniej, w r. 1883. stanowiły być może zawartość jednej z tek Miscellanea, określonej
tam: „Prywatne (teksta oper itd.)”, taka notatka widnieje przy tytule teki 40 w spisie dołączonym
do konceptu ostatniej woli z 7 maja 1883 r. (rkp. Kolberga, sygn. BN PAU i PAN 2183, k. 72),
w późniejszym spisie z roku 1886 nie ma już tego podtytułu.
2 Zob. K. Ruszel Rysunki Wojciecha Gersona polskich strojów ludowych w zbiorach Muzeum Okręgowego w Rzeszowie, „Polska Sztuka Ludowa” R. XXXIII: 1979, nr 3, s. 161–170.
Zob. też A. Skrukwa Ikonografia w pracach Oskara Kolberga, w: Ja daję właśnie materiał...
s. 171–172.

56

�rysunki, szkice i akwarele ze zbioru znajdującego się obecnie w muzeum
w Rzeszowie były w posiadaniu Kolberga przed końcem lata 1884 r.,
sądzić można, że ryciny te są fragmentem materiałów pozostawionych
przez niego w Modlnicy u Konopków, gdy przeprowadzał się do Krakowa
w październiku 1884 r.
Drugi zespół stanowią ryciny odnalezione stosunkowo niedawno w papierach przekazanych do Archiwum PTL przez krewnego bezpośrednich
spadkobierców Józefa Gajka. Gajek, który w latach 1959–1961 był redaktorem Dzieł Kolberga, o czym będzie mowa dalej, polecił osobom przepisującym rękopisy w archiwum Towarzystwa we Wrocławiu, aby wyjmowały
z tek Kolberga wszystkie znajdujące się w nich rysunki i przekazywały takie
karty bezpośrednio jemu. Większość z nich włączono do utworzonej krótko
przedtem Teki rycin noszącej w archiwum PTL numer 47. Jednak część
wyjmowanych z tek rysunków, szkiców i fotografii pozostała w prywatnych
papierach Gajka razem z niektórymi dokumentami Towarzystwa. Zostały
one zwrócone do Archiwum Naukowego PTL1 w roku 2013 po ponad pięćdziesięciu latach od czasu ich zabrania ze spuścizny Kolberga. Wśród nich
znajdują się 63 rysunki i fotografie z dawnej teki Chełmskie, w znacznej
części autorstwa Marii Hemplówny, oraz pięć z teki 6. Pomorze2. Ryciny
z Chełmskiego3, odkryte kilka lat po wydaniu suplementu do monografii
tego regionu, tj. tomu 82. Dzieł, zostały opublikowane w aneksie do tego
suplementu w roku 2020. Ryciny wyjęte przez Gajka z teki 6 otrzymał Kolberg prawdopodobnie w czasie badań terenowych prowadzonych przez
niego na Pomorzu w roku 1875. Znajduje się wśród nich niewielki szkic
nieznanego autora podpisany przez Kolberga „Baba” z notą lokalizacyjną
„Grudziądz” również wpisaną przez niego. Babą nazywany był ostatni snop
zwożony z pola po zakończeniu grabienia zboża, był on znacznie większy
od poprzednich i bywał ubierany i przyozdabiany4. Rysunek dokumentuje
istnienie tego zwyczaju około roku 1875 także w okolicy Grudziądza. Obok
1

Pochodzące z tek Kolberga ryciny znajdujące się w papierach po J. Gajku zwróconych do
Archiwum PTL przez krewnego jego spadkobierców, zidentyfikował w 2013 r. etnolog Filip
Wróblewski.
2 Ryciny pochodzące z teki 6. Pomorze zostały zamieszczone w: Oskar Kolberg. Człowiek
i dzieło cz. II (DWOK T. 85/II).
3 O autorstwie tych rycin i ich znaczeniu dla całości monografii Chełmskiego zob. wstęp
E. Millerowej w: O. Kolberg Chełmskie. Suplement do tomów 33 i 34. Aneks do T. 82 (DWOK
T. 82 aneks), s. V i nast.
4 Zob. Słownik gwar polskich T. 1, Wrocław 1980, hasło „baba 13”.

57

�rycin jest wśród odzyskanych w 2013 r. fragmentów spuścizny Kolberga
także rękopis odpowiedzi na recenzję Biegeleisena 1, wykazujący drobne
różnice redakcyjne w stosunku do wersji znanej poprzednio.
Prace nad wydaniem Dzieł wszystkich Kolberga
Już bezpośrednio po wyzwoleniu w 1945 r. badacze kultury ludowej
różnych specjalności upomnieli się o druk zbiorów Kolberga. Chodziło
przy tym nie tylko o dokumentację pozostającą od ponad pięćdziesięciu
lat w rękopisach, ale także o reedycję Ludu i Obrazów etnograficznych.
Zniszczenie i rozgrabienie w czasie wojny wielu bibliotek naukowych, także
prywatnych, przymusowe pozostawienie znacznej części zbiorów bibliotecznych i innych na terenach przyłączonych do ZSRR, organizacja nowych
ośrodków naukowych na Śląsku, Pomorzu, Warmii i Mazurach, powodowały potrzebę wznowień lub nowych opracowań wielu dzieł literackich
i edycji źródłowych. O udostępnienie Ludu Kolberga i pełne wydanie zgromadzonych przez niego materiałów zabiegali przede wszystkim etnografowie, folkloryści, etnomuzykolodzy i literaci2. A. Chybiński pisał w 1947 r.:
Należy przede wszystkim raz nareszcie postawić jasno i zdecydowanie sprawę
wydania rękopiśmiennych tek O. Kolberga, mającą już swą dość osobliwą i niezbyt pochlebną dla Kolbergowskiego „kultu” historię. […] Nie jest do pomyślenia,
aby jakiekolwiek państwo nie wydało dotychczas zbiorów rękopiśmiennych
swego folkloru muzycznego, gdyby ich twórcą był folklorysta wielkości O. Kol1 Recenzja Biegeleisena dotyczyła 22. tomów Ludu i Obrazów etnograficznych wydanych
przed rokiem 1886, opublikowana była w „Bibliotece Warszawskiej” w r. 1886, T. 4, s. 431–441.
Zob. E. Millerowa Krakowskie lata Oskara Kolberga, w: Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło cz.
I (DWOK T. 85/I), s. 448–452. Tekst odpowiedzi Kolberga, niedrukowanej w XIX w., w redakcji
zachowany w BN PAU i PAN (sygn. 2183, k. 12–18) opublikowano w tomie: O. Kolberg Studia,
rozprawy i artykuły (DWOK T. 63), s. 391–411.
2 Trudności w dotarciu do Kolbergowskiego Ludu odnotował także znany bibliofil, Julian
Tuwim:
„Na co mam przysiąc, Piękna, że z żalu umieram?
Że mi się na Twój widok serce w pieśń rozdzwania?
Na komplety Kolberga, »Wisły«, Estreichera!
Na dziadowskich kantyczek groszowe wydania!”

(J. Tuwim Zakochany bibliofil. Ballada tragiczna, w: tegoż Dzieła T. 3, oprac. J. Stradecki,
Warszawa 1958, s. 314.)

58

�berga. Paradoksalny jest fakt, że istnieje wydany kilkutomowy zbiór muzyki
ludowej Pokucia, a więc ostatecznie nie rdzennie polskiej ziemi, opracowany
przez Kolberga, a równocześnie jego zbiory z niektórych ziem polskich czekają
dziesiątki lat na wydanie, co tak utrudnia lub wręcz uniemożliwia pracę naukową nad całością polskiej muzyki ludowej1.

Starania o druk zgromadzonych przez Kolberga źródeł długo nie przynosiły rezultatów. Z początku zresztą nie było jednomyślności co do kształtu
przyszłej edycji. W roku 1949 J. Gajek, charakteryzując w czasie walnego
zgromadzenia zadania Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego, mówił:
Od kilku zresztą lat powtarza się w różnych środowiskach etnograficznych myśl
reedycji dzieł Kolberga. Reedycja w dosłownym znaczeniu nie wydaje mi się
słuszna – należałoby raczej pomyśleć wpierw o przeprowadzeniu zdjęcia etnograficznego na całym obszarze Polski, a następnie, uwzględniając dzieło Kolberga i późniejszy dorobek etnografii polskiej – o opracowaniu poszczególnych
monografii2.

Byłoby to wydawnictwo o charakterze podobnym do Nowego Adalberga
lub Nowego Korbuta3, w których pierwotna autorska formuła jest znacznie poszerzona i wypełniana w większości nowym materiałem lub notami
bibliograficznymi nowych opracowań. O ile postępowanie takie było uzasadnione w wypadku zbioru przysłów pochodzących z różnych publikacji
i rękopisów czy bibliografii historyczno-literackiej, to nie mogło dotyczyć
dziewiętnastowiecznych źródeł dla folklorystyki, etnomuzykologii i etnografii. Proponowanej wówczas postaci przyszłych Dzieł Kolberga sprzeciwiło
1 A. Chybiński O potrzebach polskiej etnografii muzycznej, w: tegoż O polskiej muzyce ludowej. Wybór prac etnograficznych, przygotował do druku L. Bielawski, Kraków 1961,
s. 82–83; pierwodruk: „Polska Sztuka Ludowa” 1947, nr 1–2, oraz 1948 nr 1. Chybiński pisał
tamże [s. 84]: „Komplet Ludu Kolberga należy już obecnie niemal do »białych kruków«”.
2 J. Gajek Zadania Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego w okresie najbliższego 6-cio
lecia. (Przemówienie wygłoszone na XXIV Walnym Zgromadzeniu PTL w Toruniu w 1949 r.)
„Lud” T. XXXIX za lata 1948-1951, s. 607.
3 Nowym Adalbergiem nazywane jest czterotomowa Nowa księga przysłów i wyrażeń
przysłowiowych polskich opracowana przez zespół redakcyjny pod kierunkiem J. Krzyżanowskiego, T. 1–4, Warszawa 1969-1978; Nowy Korbut to dziewiętnastotomowa obecnie Bibliografia literatury polskiej „Nowy Korbut” wydawana od 1963 r. przez Instytut Badań Literackich PAN; Nowym Kolbergiem nazywana jest seria Polska Pieśń i Muzyka Ludowa. Źródła
i Materiały, wydawana przez Instytut Sztuki PAN, ukazały się już tomy poświęcone Kujawom,
Kaszubom, Warmii i Mazurom, Lubelskiemu oraz Podlasiu.

59

�się wielu obecnych na tym spotkaniu etnografów i folklorystów. Głosy
podobne do przytoczonego postulatu J. Gajka, pojawiały się prawdopodobnie wcześniej, dlatego A. Chybiński już w 1947 r. pisał:
Niekiedy można się również spotkać z inną jeszcze sugestią: aby „nowe wydanie”
dzieła Kolberga „uzupełnić” nowymi materiałami zebranymi już po Kolbergu
w nowszych, a nawet najnowszych czasach, a równocześnie „usunąć” z dzieła
Kolberga te jego „teoretyczne” wywody, które nie wytrzymują krytyki w świetle wyników nowoczesnej etnografii muzycznej wraz z całą jej problematyką.
Jednakże system i metody Kolbergowskie są tak jednolite, a materiały jego tak
dalece „historyczne”, że „klasyczność” publikacji Kolberga wymaga zachowania
pierwotnej postaci. […] Magnum opus O. Kolberga może mieścić w sobie tylko
to, co zebrał sam Kolberg. Nie jest to wymaganie wynikające z pietyzmu wobec jego pracy. Jeśli już chodzi o „teoretyczne” wywody Kolberga w zakresie
etnografii, względnie nawet etnologii muzycznej, to i one pozostać musiałyby
w pierwotnej postaci, jako ważny bardzo rozdział w historii polskich badań
w tych zakresach. Są one integralną częścią Kolbergowskiego dzieła. Bezcelowe
z naukowego punktu widzenia byłoby jakiekolwiek „uzupełnianie”, „ulepszanie”
monumentalnej publikacji Oskara Kolberga, ponieważ w pracy naukowej nie
można by żadną miarą pominąć pierwotnej jej postaci1.

Projekt fotooffsetowego wydania tomów Kolberga drukowanych w XIX w.
został przegłosowany jednomyślnie na walnym zgromadzeniu PTL
w 1953 r. Ważnym wydarzeniem dla dalszych starań o edycję spuścizny
Kolberga stała się sesja naukowa poświęcona dorobkowi etnografa, zorganizowana przez Zarząd Główny Towarzystwa w 1954 r. w Jeleniej Górze.
Jej pokłosiem była uchwała o wydaniu przez Towarzystwo Dzieł wszystkich Oskara Kolberga (przewidywano wówczas, że Dzieła wszystkie obejmą czterdzieści cztery tomy) oraz tom „Ludu”, rocznika PTL, zawierający
wygłoszone podczas sesji referaty2. Opublikowane tam artykuły były
w tym okresie najpełniejszą prezentacją stanu wiedzy o badaniach i dorobku Kolberga na podstawie dostępnych wówczas jego publikacji, głównie
Ludu i Obrazów etnograficznych.
Wysiłki naukowców działających w Towarzystwie na rzecz pełnej edycji Kolbergowskich materiałów odniosły sukces dopiero w okresie przygotowań do obchodów 1000-lecia państwa polskiego. W kwietniu 1959 r.
1
2

A. Chybiński O potrzebach polskiej etnografii muzycznej… , s. 84–85.
Jest to tom 42 „Ludu” wydany w roku 1956.

60

�Towarzystwo wystąpiło z wnioskiem o włączenie dzieł Kolberga do programu obchodów Millenium jako wydawnictwa pomnikowego. Wniosek
ten poparła Polska Akademia Nauk oraz sejmowa Komisja Nauki i Oświaty1, a następnie zatwierdziła Rada Ministrów, przyznając kwotę 8 milionów
złotych na opracowanie i druk dzieł w latach 1959–1966. Rada Państwa
uchwałą2 z dnia 13 lipca 1960 r. uznała wydanie Dzieł wszystkich Oskara
Kolberga za jeden z pomników tysiąclecia i zatwierdziła finansowanie ich
edycji ze środków przeznaczonych na uczczenie tej rocznicy3. Do koordynowania prac edytorskich Towarzystwo powołało Komitet Kolbergowski
pełniący rolę rady naukowej z przewodniczącym Julianem Krzyżanowskim
na czele, a przy Zarządzie Głównym we Wrocławiu powstała Pracownia
Kolbergowska zajmująca się pracami przygotowawczymi. Już od września
1959 r. wykonywano w Pracowni Kolbergowskiej odręczne odpisy materiałów znajdujących się w spuściźnie rękopiśmiennej Kolberga oraz sporządzano kartkowy indeks incipitów tekstów pieśni opublikowanych w Ludzie
i w Obrazach etnograficznych. Redaktorem naczelnym Dzieł został Józef
Gajek, prezes Towarzystwa w latach 1953–1956, a następnie jego sekretarz
generalny do roku 1961. Świadkowie starań Gajka o edycję Dzieł Kolberga
1 Sejmowa Komisja Nauki i Oświaty zwróciła się 21 X 1959 r. do Prezesa Rady Ministrów
o polecenie umieszczenia i wyodrębnienia w budżecie PAN odpowiedniej kwoty na koszt druku tomów Dzieł Kolberga na rok 1960 oraz o „polecenie, by Ministerstwo Kultury i Sztuki
zarezerwowało niezbędną moc produkcyjną drukarń (na około 200 arkuszy) i odpowiednie
zaopatrzenie w papier” (odpis tego pisma w aktach PTL, podkreślenia autorki
2 Na uchwałę tę (nr 45/60) powoływali się wszyscy zainteresowani podjęciem i kontynuowaniem edycji dzieł Kolberga, nie udało się jednak odszukać jej w oficjalnych wydawnictwach
sejmowych i rządowych. W aktach ZG PTL jest jej odpis, którego zgodność z oryginałem potwierdzona jest podpisem Pauliny Segalewicz, wicedyrektorki Biura Prawnego Kancelarii Rady
Państwa i pieczęcią Komitetu Obchodów Tysiąclecia Państwa Polskiego.
3 Organizatorzy obchodów tysiąclecia uzależnili wyrażenie zgody na finansowanie druku
Dzieł wszystkich Kolberga ze swoich funduszy od zebrania zgłoszeń 1200 subskrybentów. Ten
warunek udało się spełnić szybko, ponieważ inspektoraty szkolne poleciły podjęcie subskrypcji szkołom, a Zjednoczone Stronnictwo Ludowe przez swoje lokalne struktury nakazało subskrypcję Gminnym Spółdzielniom Samopomoc Chłopska. Wpłata na rzecz subskrypcji była
w finansowej działalności tych spółdzielni kwotą niewiele znaczącą, a otrzymywane później
książki przekazywały one lokalnym lub szkolnym bibliotekom. Gminne Spółdzielnie stanowiły
około 10% subskrybentów, a większość to były szkoły, biblioteki (m.in. powiatowe), instytucje naukowe i odbiorcy prywatni. Na początku subskrybentów było 1642, ale stopniowo ich
liczba z wielu różnych przyczyn malała. Zob. też D. Pawlak Odbiorcy dzieł Oskara Kolberga,
w: Z zagadnień twórczości ludowej. Studia folklorystyczne, pod red. R. Górskiego i J. Krzyżanowskiego, Wrocław 1972, s. 307–320.

61

�podkreślają jego energię i wieloletni wysiłek włożony w uzyskanie zgody
i środków finansowych na realizację tego zadania.
Komitet Kolbergowski przewidywał wtedy reedycję fotooffsetową tomów Ludu i Obrazów etnograficznych wydanych w XIX w., edycję nowych monografii etnograficzno-folklorystycznych na podstawie zachowanych rękopisów oraz wydanie drukiem korespondencji Kolberga, jego
kompozycji, pism muzycznych i biografii. Niezależnie od ilości przyznanych
pieniędzy wydanie Dzieł wszystkich Kolberga w przewidzianym okresie,
tj. do końca 1966 r., było niemożliwe. Dlatego władze Wydziału Nauk Społecznych PAN, któremu podlegało Towarzystwo Ludoznawcze, początkowo
nie zgadzały się na podjęcie przez nie tak wielkich zobowiązań, przewidując
słusznie, że po zakończeniu obchodów tysiąclecia zostaną obciążone dalszym finansowaniem prac nad tym wydawnictwem.
Nieco wcześniej, przed ogłoszeniem uchwały Rady Państwa, mając już
zapewnienie dotacji z funduszu obchodów tysiąclecia, zarząd Towarzystwa
rozpoczął wielokierunkowe działania przygotowujące edycję Dzieł Kolberga. Pierwszoplanowe było zgromadzenie informacji o wszystkich istniejących rękopisach Kolberga i innych materiałach z nim związanych.
Archiwum PTL posiadało jako depozyt już od roku 1953 większość tzw. tek
Kolberga., tj. jego zachowanych rękopisów. Wypożyczono też wtedy pozostałe teki regionalne oraz korespondencję i papiery osobiste przechowywane w Bibliotece PAN w Krakowie. W poszukiwaniu rękopisów Kolberga
zwrócono się do innych bibliotek naukowych, ponadto we wszystkich czasopismach poświęconych życiu umysłowemu, kulturze i literaturze zamieszczono apel do szerszej publiczności o informacje na ten temat. Działania
te przyniosły tylko ograniczoną ilość liczących się odkryć. Napłynęły wiadomości o pewnej liczbie oryginałów listów Kolberga, jego kompozycjach
i brulionach artykułów drukowanych w XIX w. Do większych objętościowo
zespołów materiałów znajdujących się poza Archiwum PTL i Biblioteką
PAN, o których uzyskano wtedy informacje, należy rękopis Przemyskiego,
monografii, którą przygotowywał Kolberg w ostatnich miesiącach życia
i dokończył Izydor Kopernicki. Jest on przechowywany w zbiorach Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego jako depozyt Warszawskiego Towarzystwa Naukowego. Ponadto potwierdzono istnienie rękopisów wielu kompozycji Kolberga w bibliotece Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego.
Zaznaczyć jednak trzeba, że w okresie tych poszukiwań jeszcze nie wszystkie zasoby bibliotek, muzeów i archiwów były zinwentaryzowane i niektóre
62

�cenne materiały Kolbergowskie, takie jak np. wspomniany już tu zespół
rycin znajdujący się w Muzeum Etnograficznym w Rzeszowie czy rękopis
Kopernickiego charakterystyka tek Kolbergowskich w zbiorach Muzeum
Etnograficznego w Krakowie odnajdywano lub rozpoznawano także znacznie później.
Po podjęciu decyzji o fotooffsetowym wydaniu Ludu najpilniejszym zadaniem było wyszukanie i zakupienie wydanych w XIX w. egzemplarzy
w nienagannym stanie i z wszystkimi ilustracjami, niezbędnych do wykonania klisz, podstawy druku fotooffsetowego1. Nie było to łatwe, zwłaszcza
jeżeli chodzi o ryciny. Tomy Ludu pojawiały się wprawdzie w handlu antykwarycznym, ale najczęściej pozbawiono je litografii, które bywały wyrywane z książek i po oprawieniu sprzedawane jako dekoracyjne obrazki.
Barwne litografie zamieszczane w wielu tomach Ludu, wykonywane najczęściej według akwarel Gersona, Kolberg zamawiał w renomowanej firmie
w Dreźnie; nie tylko stanowiły one znakomitą dokumentacją etnograficzną,
ale miały także dużą wartość artystyczną. Natomiast egzemplarze tomów
ilustrowanych czarno-białymi drzeworytami miewały ryciny ręcznie kolorowane, jeżeli były przeznaczone przez Kolberga dla prenumeratorów lub
odbiorców płacących wyższą cenę. Odnalezienie nielicznych egzemplarzy
z barwnymi ilustracjami wymagało kwerend w wielu zbiorach, także prywatnych, i nie do końca się powiodło2.
Plan wydawniczy Dzieł wszystkich Kolberga przyjęty przez Komitet
Kolbergowski w roku 1959 obejmował początkowo 59 tomów. Lud liczył
23 tomy, Obrazy etnograficzne 9 tomów, poza tymi seriami wydał Kolberg pierwszą część Chełmskiego, a Kopernicki drugą część tej monografii
i Przemyskie. Stanowiło to 35 tomów przeznaczonych do wydania fotooffsetowego. Pierwotnie chciano do nich dołączyć także Śląsk i Tarnów-Rzeszów opracowane przez S. Udzielę, fragmenty materiałów z Huculszczyzny
wydane przez S. Zdziarskiego i Wołyń J. Tretiaka, ale ostatecznie w tej
części Dzieł pozostał tylko Wołyń jako tom 36. Pozostałe 23 tomy były
przeznaczone na nowe monografie, pisma muzyczne, studia i rozprawy,
1 Fotooffsetowa część Dzieł wszystkich, tj. reedycja Ludu i Obrazów etnograficznych,
drukowana była za pośrednictwem Polskiego Wydawnictwa Muzycznego w Krakowie i Ludowej Spółdzielni Wydawniczej w Warszawie. Niezbędny retusz wszystkich tomów wykonywany był w odpowiedniej pracowni Polskiego Wydawnictwa Muzycznego.
2 Nie odnaleziono wtedy egzemplarza tomu W. Ks. Poznańskie cz. II (DWOK T. 10) z ryciną, choć na karcie tytułowej pierwodruku Kolberg dał notę: „Z ryciną wedle rysunku B. Hoffa”.

63

�kompozycje, korespondencję oraz biografię Kolberga. Według sporządzonych wtedy planów każdy tom wydawany fotooffsetowo miał być opatrzony wstępami etnografa, muzykologa, folklorysty i dialektologa, komentarzami dotyczącymi tekstów i melodii, bibliografią, indeksami oraz nowym
materiałem ikonograficznym pochodzącym spoza spuścizny Kolberga1.
W tomach tych miały też być opublikowane znajdujące się w rękopisach
niewydane dotąd materiały odnoszące się do regionu przedstawionego
w XIX-wiecznej monografii, czyli suplementy.
Osobnym problemem było utworzenie listy ineditów, tj. nowych tomów
publikowanych na podstawie rękopisów. Wiadomo było od początku, że
posłużenie się wykazem tytułów proponowanych przez Kolberga w roku
1869 w liście2 do Augusta Bielowskiego, wówczas dyrektora Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Lwowie, dziewięćdziesiąt lat później jest
niemożliwe. Nie wszystkie regiony udało się Kolbergowi przebadać; nie
starczyłoby na przykład jego materiałów na planowane dwa osobne tomy
poświęcone Podolu, czy na cztery tomy Śląska pruskiego i Śląska austriackiego. W niektórych wypadkach wyznaczone przez Kolberga regiony
w mniejszym lub większym stopniu pokrywały się (np. Polesie pińskie
i wołyńskie oraz Wołyń zachodni). Największą pomocą w ustaleniu tytułów ineditów byłoby na tym etapie dokładne rozpoznanie regionalnej przynależności wszystkich tekstów i melodii oraz notatek zawartych w tekach
z rękopisami i porównanie ich z tomami Ludu. Przyniosłoby to podstawowe informacje służące do ustalenia zasobu źródeł niepublikowanych przez
Kolberga. Niestety w trybie działań przyjętym w latach 1959-1961 nie było
przewidziane równoległe analizowanie całości spuścizny rękopiśmiennej
i drukowanej Kolberga, co okazać się miało wkrótce zasadniczym błędem,
a wynikało m.in. z nieznajomości warsztatu autora Ludu jako badacza terenowego i wydawcy, a także ze zbyt krótkiej perspektywy czasowej przewidzianej na wydanie całości Dzieł wszystkich.
Duże problemy stwarzały nowej edycji także warunki stawiane wówczas planom wydawniczym, ograniczające ostatecznie na początku roku
1961 Dzieła wszystkie Kolberga do sześćdziesięciu sześciu tomów. Aby
1

Przewidywano zamieszczenie fotografii i rysunków wykonanych współcześnie, ale prezentujących obiekty pochodzące z czasów badań Kolberga oraz reprodukowanie obrazów i rycin malarzy XIX-wiecznych przedstawiających polską wieś i życie chłopów.
2 Brulion listu do A. Bielowskiego z 15 III 1869, Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),
s. 301–305.

64

�wydać wtedy książkę naukową, należało mieć nie tylko zgodę cenzury i na
jej treść, i na wysokość planowanego nakładu, ale także przydział papieru1 zależny od decyzji odpowiedniej jednostki w Ministerstwie Kultury
i umowę z koncesjonowanym wydawnictwem, które miało dostęp do również koncesjonowanych drukarni. Polskie Towarzystwo Ludoznawcze nawiązało współpracę z dwoma wydawnictwami: Polskim Wydawnictwem
Muzycznym w Krakowie i Ludową Spółdzielnią Wydawniczą w Warszawie. Wydawnictwo krakowskie było oczywistym wyborem ze względu na
konieczność składania w ineditach dużej ilości nut, ponadto już wcześniej
jego dyrekcja planowała reedycję Ludu Kolberga, a w roku 1957 zgłosiła
chęć współpracy tym zakresie z Towarzystwem Ludoznawczym. Mieczysław Tomaszewski, redaktor naczelny PWM od r. 1954, później dyrektor
tego wydawnictwa, wiedział, jak ważny dla dalszego rozwoju badań etnomuzykologicznych jest dostęp do źródeł zgromadzonych przez Kolberga.
Udział Ludowej Spółdzielni Wydawniczej w druku tej serii, zawierającej
dokumentację XIX-wiecznej kultury ludowej, wiązał się po części z rolą
Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego (do którego należała wówczas LSW)
w uzyskaniu zgody władz na druk Dzieł wszystkich.
W połowie roku 1961 w druku był tom pierwszy Dzieł Kolberga: fotooffsetowa reedycja Pieśni ludu polskiego z 1857 r., kilka tomów następnych przekazanych było do retuszowania2 w PWM w Krakowie, ale nie
przygotowano do nich jeszcze planowanych uzupełnień z rękopisów ani
komentarzy, indeksów itp., a nawet nie ustalono autorów większości tych
opracowań. Natomiast spośród przewidzianych ineditów jako możliwe
w najbliższych latach rysowało się jedynie wydanie korespondencji i Mazur pruskich. Korespondencja była wtedy jedynym zespołem materiałów
formalnie łatwych do wydzielenia z całości spuścizny Kolberga, wiadomo
też było, że nad jej przygotowaniem do druku pracuje od dawna M. Turczynowiczowa. Tom Mazury pruskie istniał w postaci opracowanego przez
Kolberga rękopisu, który – jak się wtedy wydawało – zawiera całość zbiorów Kolberga z tego regionu. Niewłaściwe planowanie i ogromne opóźnienie prac nad Dziełami Kolberga były między innymi przyczyną, dla której
na walnym zjeździe Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego we wrześniu
1

Zob. przypis 1 na s. 61.
Przed sporządzeniem klisz do druku fotooffsetowego retuszowano egzemplarz tomu: poprawiano niewyraźne czy odwrócone czcionki oraz błędy wskazane przez Kolberga w erracie,
o ile wprowadzenie erraty możliwe było w obrębie jednego wiersza lub jednego taktu w nutach.
2

65

�1961 r. przyjęto rezygnację Józefa Gajka ze wszystkich pełnionych wówczas przez niego funkcji. Redaktorem Dzieł wszystkich został wtedy Józef
Burszta, a redakcję przeniesiono z Wrocławia do Poznania1. Formalnie stało
się to w październiku 1961 r., ale praktycznie przekazanie nowemu redaktorowi uprawnień i dokumentacji trwało rok.
Józef Burszta, po wstępnym zapoznaniu się ze stanem prac wydawniczych i będącym wówczas w drukarni pierwszym tomem Dzieł wszystkich
Kolberga postanowił zmienić część przyjętych zasad. Konieczne dla każdej
monografii regionalnej charakterystyki zebranych przez Kolberga źródeł,
materiały uzupełniające (suplementy) pochodzące z rękopisów, komentarze
źródłowe do tekstów i melodii zamieszczonych w danej monografii, zestawienia bibliograficzne, a także indeksy, nowy redaktor postanowił publikować w zeszytach odrębnych dla każdego regionu. Zeszyty te razem złożyłyby się na tomy 37-38, następujące bezpośrednio po części reedycyjnej
Dzieł. Przyczyn tej decyzji było kilka, m.in. stan prac nad planowanymi
opracowaniami, które w większości nie były jeszcze w ogóle podjęte przez
autorów2, a przede wszystkim bardzo ograniczona wówczas orientacja
w zawartości zachowanych rękopisów Kolberga. Do Pieśni ludu polskiego, pierwszego tomu Dzieł, który był antologią polskich ballad ludowych
i tańców, nie przewidywano suplementów, były one jednak konieczne dla
innych wznawianych tomów zawierających materiały regionalne, a opracowanie ich bez pełnego rozpoznania spuścizny rękopiśmiennej Kolberga
było niemożliwe. Również niemożliwe było przygotowanie komentarzy źródłowych do melodii i tekstów wydanych przez autora Ludu w XIX w. bez
wskazania i scharakteryzowania ich zapisów zachowanych w spuściźnie
rękopiśmiennej. Przedwczesne byłoby nawet zestawienie literatury wykorzystanej przez Kolberga w danej monografii bez wyłonienia wszystkich
odnoszących się do niej materiałów zawartych w tekach. Pewne znaczenie
miało także znaczne opóźnienie w przekazywaniu obiecanych tomów subskrybentom 3.
1 Zob. Sprawozdanie z XXXVI Walnego Zgromadzenia Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego w Białymstoku w dniach 15. i 16. IX 1961 r., „Lud” T. XLVII za rok 1961, s. 628.
2 Jedynie wstępy do Pieśni ludu polskiego (T. 1 DWOK) były już przygotowane przez autorów, ale do tomów następnych nie było jeszcze podobnych opracowań.
3 Przedpłaty subskrybentów osiągnęły wtedy ponad milion złotych, zawarta z nimi umowa
przewidywała przekazanie im w roku 1961 sześciu tomów, a całości dzieł Kolberga do roku
1966.

66

�Koncepcja ta, tj. oddzielenie komentarzy, suplementów i innych uzupełnień od fotooffsetowo drukowanych tomów, została w listopadzie 1961 r.
zaakceptowana przez Komitet Redakcyjny działający pod kierunkiem Juliana Krzyżanowskiego i przez Wydział Nauk Społecznych PAN, sprawujący
opiekę naukową nad edycją Dzieł wszystkich Kolberga. Druk 36 tomów
techniką fotooffsetową, więc nie wymagający prac autorskich i redakcyjnych, udostępniał etnografom, folklorystom, muzykologom i regionalistom
dużą część potrzebnych im źródeł, a wydawcy dawał nieco czasu potrzebnego na opracowanie do druku tomów opartych na zachowanych rękopisach. Ponadto pozwalało to stosunkowo szybko spełnić choć w części
zobowiązania wobec subskrybentów, którym Towarzystwo w roku 1960,
ogłaszając przedpłaty, obiecało dostarczenie całości Dzieł Kolberga w ciągu pięciu lat.
Do najpilniejszych zadań nowego redaktora należało skompletowanie
zespołu stałych pracowników redakcji, zorganizowanie warsztatu edytorskiego, zweryfikowanie dotychczasowego planu tytułowego i szybkie podjęcie prac nad tomami edycyjnymi Dzieł Kolberga, tj. nad tomami opracowywanymi na podstawie rękopisów1. W ciągu dwu początkowych lat
w redakcji zatrudnione zostały, poza sekretarzem redakcji, trzy redaktorki,
z których dwie były polonistkami, a tylko jedna muzykolożką. Przez kilkanaście lat następnych nie udało się powiększyć tego zespołu z powodu
narzucanych przez władze ograniczeń w tworzeniu nowych etatów i braku
pieniędzy na zatrudnienie nowych osób. Powracające co jakiś czas rządowe nakazy tzw. „kompresji etatów”, a przede wszystkim stałe ograniczanie
funduszy na wydanie Dzieł Kolberga uniemożliwiały zaangażowanie kolejnych pracowników, a ze względu na specyfikę Kolbergowskich źródeł,
w których tak wiele miejsca zajmuje muzyka, konieczne było od początku
przede wszystkim zatrudnienie jeszcze co najmniej jednego muzykologa,
a także poszerzenie zespołu o innych specjalistów.
1 Zob.

J. Burszta „Dzieła wszystkie” Oskara Kolberga. Historia i zasady wydania, „Literatura Ludowa” R. VIII: 1964, nr 4–6, s. 34–47; J. Burszta i M. Tarko Wydanie „Dzieł wszystkich”
Oskara Kolberga, „Sprawozdania z Prac Naukowych Wydziału I PAN” 1964, z. 4, s. 45–56;
J. Burszta Spuścizna rękopiśmienna Oskara Kolberga i jej opracowanie, w: O. Kolberg Pomorze (DWOK T. 39), s. V–XIX; tegoż Oskara Kolberga opus magnum, „Nowe Książki” 1980,
nr 12, s. 1–6. Zob. też A. Skrukwa Dzieje edycji „Dzieł wszystkich” O. Kolberga, „Twórczość
Ludowa” R. V: 1990, nr 4/17, s. 17–21, oraz tejże Profesor Józef Burszta – redaktor „Dzieł
wszystkich” Oskara Kolberga, w: Od etnografii wsi do antropologii współczesności, pod red.
W. Dohnala, Poznań 2014, s. 303-314.

67

�Redakcja Dzieł wszystkich Kolberga w Poznaniu dopiero we wrześniu 1962 r. otrzymała uprawnienia zapewniające jej w ramach Polskiego
Towarzystwa Ludoznawczego konieczny zakres samodzielności. Wówczas przekazano też do Poznania rękopisy z Pracowni Kolbergowskiej we
Wrocławiu. Upłynęły wtedy już ponad dwa lata z sześciu przewidzianych
przez uchwałę z 1960 r., a ten ogromny zespół rękopisów – jak się wówczas okazało – nadal pozostawał praktycznie nierozpoznany. Dlatego bez
względu na czasochłonność tego zadania konieczne było wykonanie szczegółowej i dokładnej inwentaryzacji całości Kolbergowskiego archiwum.
Przed podjęciem jakichkolwiek prac edytorskich trzeba było ustalić, które
zapisy opublikowane już były w XIX w. przez autora Ludu, a które należy
wydać obecnie, oraz jakich regionów dotyczą materiały dotąd nie drukowane. Ponadto ze względu na charakter spuścizny rękopiśmiennej Kolberga
wyjaśnienia wymagały nie tylko relacje miedzy zachowanymi rękopisami
a drukowanymi tomami Ludu i Obrazów etnograficznych, ale także wzajemne zależności miedzy tekstami i melodiami znajdującymi się w rękopisach (zapisy ze słuchu, tzw. terenowe, oraz ich kopie, tj. czystopisy zredagowane do różnych publikacji), do czego trzeba będzie tu jeszcze wrócić.
Wyłonienie materiałów do tomów o profilu rzeczowym, takich jak Pisma
muzyczne, Kompozycje oraz Studia, rozprawy i artykuły, wymagało, poza
rozpoznaniem rękopisów, także kwerend1 w prasie i innych publikacjach
XIX-wiecznych oraz w zbiorach bibliotek i archiwów, ponieważ bibliografie
etnograficzne, muzyczne i historyczno-literackie zawierały noty tylko cząstki drukowanych prac i utworów Kolberga.
Ministerstwo Kultury przed przekazaniem następnych rat dotacji wymagało podania planu tytułowego Dzieł wszystkich, dlatego zanim można było podjąć rzeczywistą inwentaryzację, konieczne było szybkie, ale
z konieczności dosyć ogólne rozpoznanie rękopiśmiennej i drukowanej
spuścizny Kolberga. W połowie roku 1964 zapoznanie się z rękopisami,
1

Kwerendy niezbędne do ustalenia wykazu publikacji Kolberga przeznaczonych do Pism
muzycznych (DWOK T. 61-62), m.in. w całości Encyklopedii powszechnej S. Orgelbranda
i „Ruchu Muzycznego”, wykonał wydawca tych tomów, Mieczysław Tomaszewski. Poszuki­
wania kompozycji Kolberga w zbiorach różnych instytucji w Polsce i poza krajem przeprowadziła Danuta Idaszak, która także przygotowała je do druku (DWOK T. 68 i 69). Kwerendy
w XIX wiecznej prasie polskiej i innych wydawnictwach w poszukiwaniu tekstów Kolberga
zamieszczonych później w tomie Studia, rozprawy i artykuły (DWOK T. 63) przeprowadziły
Elżbieta Millerowa i Agata Skrukwa.

68

�trzeba podkreślić że jeszcze bardzo ogólne, pozwoliło ustalić ten plan Dzieł
wszystkich Kolberga na 70 tomów1. Na poszerzenie liczby tomów z przewidzianych poprzednio 66 oraz na nowe tytuły i inne zmiany planów wyraził
zgodę Komitet Redakcyjny oraz władze PAN.
Już to wstępne zapoznanie się z rękopisami Kolberga w latach 1963
i 1964 wskazało, że spośród materiałów dotąd niepublikowanych najłatwiejsze do wyodrębnienia są zapisy dotyczące Pomorza i Mazur. Decyzja
o przygotowaniu do druku monografii tych regionów przed wykonaniem
inwentaryzacji całości rękopisów była trudna i nieco ryzykowna, ale jak
się później okazało niezbędna, ponieważ po zakończeniu obchodów Millenium dalsze finansowanie edycji Dzieł wszystkich Kolberga i przydział
papieru na druk były bardzo niepewne. Przez cały czas trwania „realnego
socjalizmu” papier drukarski był towarem deficytowym. Już w roku 1964,
gdy dobiegało końca wydawanie części fotooffsetowej Dzieł, delegacja
Komitetu Redakcyjnego starająca się w Ministerstwie Kultury o przydział
papieru na tomy następne, usłyszała od ówczesnej dyrektorki departamentu książki: „Przecież macie już swojego Kolberga, czego więcej chcecie”.
Dlatego Burszta, redaktor Dzieł wszystkich, postanowił możliwie szybko,
jeszcze przed zakończeniem finansowania obchodów Millenium, wydać
dwie monografie: Pomorze i Mazury pruskie (tomy 39 i 40) jako początek
serii ineditów oraz w tym samym czasie oddać do druku Korespondencję
Oskara Kolberga (tomy 64–66). Uważał, że nieodzowne jest stworzenie faktów dokonanych w postaci druku tych tomów, aby wypełnienie luki między
nimi było niepodważalną koniecznością. Dodać tu trzeba, że do monografii
Pomorza i Mazur w latach następnych nie odkryto w zbiorach Kolberga
materiałów innych poza pierwotnie wskazanymi2, nie odnaleziono także
nowych tekstów do Korespondencji3. Natomiast przygotowanie do druku listów pisanych przez Kolberga i przez niego otrzymanych przed zinwentaryzowaniem i dokładnym poznaniem całości jego spuścizny rękopiśmiennej,
1

Plan wydawniczy z 1964 przedstawiony jest m.in. w artykule J. Burszty i M. Tarki Wydanie „Dzieł wszystkich” Oskara Kolberga…, s. 52-53. Wykaz wydanych tomów Dzieł wszystkich znajduje się w Bibliografii prac Oskara Kolberga w: Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło
cz. III (DWOK T. 85/III).
2 Jedynie w roku 2013 wśród kilkudziesięciu rycin wyjętych z tek Kolberga w okresie, gdy
redaktorem Dzieł był Gajek, tj. przed rokiem 1962, odnaleziono pięć rysunków otrzymanych
przez Kolberga w czasie badań na Pomorzu w 1875 r., zob. s. 57.
3 Korespondencja Oskara Kolberga została wydana jako tomy 64-66 Dzieł wszystkich w
latach 1965-1969.

69

�choć przyniosło poprawnie wydane teksty, uniemożliwiło opracowanie
zadowalającego komentarza do tej korespondencji1.
W trakcie redagowania Pomorza i Mazur pruskich zostały ustalone
i spisane w odpowiednich instrukcjach ogólne zasady opracowania nowych
monografii2. Po analizach treści tomów wydanych przez Kolberga przyjęty
został ramowy porządek rzeczowy dla nowych monografii regionalnych,
wzorowany na stosowanym przez autora Ludu. Powstały też specjalistyczne instrukcje dotyczące m.in. zasad odczytywania melodii w zapisach terenowych, systematyki pieśni, porządkowania w druku melodii tańców3,
zakresu modernizacji pisowni oraz transkrypcji tekstów gwarowych4. Instrukcje dotyczące języka musiały uwzględnić jego znaczne zróżnicowanie
ponieważ w spuściźnie Kolberga, poza polszczyzną potoczną, np. w spisanych przez niego relacjach o obrzędach czy w opisach strojów, znajdujemy zapisy literatury ludowej z różnych regionów, przede wszystkim Polski
i Ukrainy, tj. język artystyczny folkloru polskiego i ukraińskiego, przykłady
potocznej mowy ludowych informatorów polskich i ukraińskich oraz polski
język literacki z różnych epok, np. w przytaczanych fragmentach dawnych
dzieł, m.in. kronik, utworów Jana Kochanowskiego, Wespazjana Kochowskiego, Jędrzeja Kitowicza, renesansowych zielników, fragmentów literatury
sowizdrzalskiej czy prac XVIII i XIX-wiecznych historyków i historyków
literatury. Dla notowanych przez Kolberga (lub jego współpracowników)
informacji pochodzących z wywiadów i obserwacji, m.in. opisów z zakresu
kultury materialnej, notatek na temat przebiegu obrzędów, wierzeń, praktyk
leczniczych itp. w zakresie modernizacji języka i interpunkcji przyjęto zasady edytorskie stosowane przy wydawaniu XIX-wiecznych źródeł literackich
i historycznych. Osobne instrukcje dotyczyły zapisów tekstów folkloru, aby
1

M.in. nie można było wskazać miejsca druku materiałów etnograficznych dołączonych
przez autora listu, ponieważ odpowiednie tomy nie były jeszcze opracowane, nie zawsze też
można było powiązać treść listu z notatkami zawartymi w innych rękopisach.
2 Zasady opracowania nowych tomów przedstawił ogólnie J. Burszta m.in. we wstępie do
tomu Pomorze (DWOK T. 39), s. V-XIX. On też był autorem instrukcji ramowej i niektórych
szczegółowych.
3 Instrukcje związane z przygotowaniem do druku zapisów nutowych Kolberga i ich porządkowaniem w nowych tomach przygotowali Marian Sobieski i Danuta Pawlakowa.
4 Instrukcję taką dla tekstów polskich opracowała Monika Gruchmanowa, dla ukraińskich Władysław Kuraszkiewicz. W rękopisach znajdują się również teksty w innych językach
słowiańskich oraz litewskie, których opracowanie wymagało każdorazowo konsultacji ze specjalistami.

70

�prawidłowo oddać w druku notację Kolberga. Specjalnego potraktowania
wymagały też liczne przykłady wyrażeń i zwrotów gwarowych zestawiane
w osobnych słownikach lub wplatane w opis, ponieważ dokumentowały
one stan gwar danego regionu w okresie prowadzonych przez Kolberga
badań, a dla niektórych dialektów bywały dokumentacją najwcześniejszą.
Konstruując plan wydawniczy w 1964 r. na podstawie wstępnego rozpoznania rękopisów, postanowiono wydać jedenaście nowych monografii, tj.
wspomniane już tu Pomorze i Mazury pruskie oraz Śląsk, Góry i Podgórze,
Podole, Tarnowskie–Rzeszowskie, Sanockie–Krośnieńskie, Białoruś–Polesie, Litwa, Ruś Karpacka i Ruś Czerwona. Planowano ponadto wydanie
trzech tomów uzupełniających monografie, których druk rozpoczął Kolberg:
Mazowsze cz. VI i VII i Kaliskie cz. II. Pozostałe materiały etnograficzne
i folklorystyczne miały się znaleźć w suplementach do Ludu i Obrazów etnograficznych oraz w tomach Przysłowia, Materiały do etnografii Słowian
i Miscellanea. Ponadto zaplanowano osobne tomy na opracowania melodii
ludowych, kompozycje Kolberga, jego pisma muzyczne, studia rozprawy
i artykuły oraz korespondencję. Dla przygotowania tych 34 tomów oraz
planowanych zeszytów przeznaczonych na uzupełnienia dla tomów 1–36
i komentarze do nich konieczna była – jak już tu stwierdzano – inwentaryzacja wszystkich rękopisów, tj. szczegółowe rozpoznanie zawartości całej
zachowanej spuścizny Kolberga.
W trakcie inwentaryzacji dla każdej teki lub innego zespołu rękopisów
mającego własną sygnaturą archiwalną założono odrębną „księgę inwentarzową” i notowano w niej wszystkie zapisy znajdujące się na kolejnych
kartach w danej tece, niezależnie od ich autorstwa, treści, formy, postaci czy
gatunku folkloru. Notowano więc incipity wszystkich pełnych i fragmentarycznych utworów, wszystkich opisów, notatek i not bibliograficznych, wykonanych zarówno przez Kolberga, jak i jego współpracowników, znanych
z nazwiska bądź nieznanych, a także kolejny numer melodii służący do
identyfikacji zapisów nutowych bez tekstu. Zapisów takich na niektórych
kartach jest nawet ponad pięćdziesiąt na jednej stronie, ponieważ Kolberg
w czasie badań terenowych notował melodie często in continuo, po kilka
na jednej pięciolinii. Równocześnie sprawdzano, czy były one zamieszczone w którymś z tomów Ludu i po ustaleniu miejsca druku, wpisywano
informacje o tym w inwentarzu, a w roboczym egzemplarzu tomu na odpowiedniej stronie notowano dane o rękopisie. Dla zapisów niedrukowanych przez Kolberga wpisywano w inwentarzu na podstawie proweniencji
71

�geograficznej informację o regionie, którego dotyczą. Przedtem po analizie
tomów wydanych przez Kolberga i innych jego wypowiedzi uściślono zasięgi poszczególnych monografii składających się na Lud i Obrazy etnograficzne, nanosząc je na mapę z zaznaczonymi granicami administracyjnymi
obowiązującymi w XIX w. Granice terytoriów objętych monografiami najczęściej nie były przez Kolberga dokładnie precyzowane, w znacznej też
mierze zależały od obowiązujących w jego czasach podziałów politycznych
i administracyjnych, co dotyczy zwłaszcza granic zaborów. Ściślejsze wyznaczenie zasięgów regionów etnograficznych było też niemożliwe przed
zbadaniem ich kultury ludowej, a publikacje Kolberga bywały w tym zakresie pionierskie. On sam dla określenia terytorium objętego monografią
z konieczności posługiwał się często terminem „powiat”, a jego monografie
obejmowały najpierw jedną taką jednostkę administracyjną lub dwie (jak
Sandomierskie i Kujawy), później kilka lub kilkanaście (jak Poznańskie
czy Radomskie). Zresztą dość często wydając kolejny tom, „wkraczał” na
teren monografii sąsiedniego regionu, np. zapisy folkloru z Sandomierskiego wydał już w 1865 r. w osobnej monografii, w drugim tomie Ludu,
a późniejsze materiały uzupełniające z tego regionu zamieścił w wydanym
w latach 1887–1888 Radomskiem. Przyczyną bywało nie tylko pozyskanie
materiałów uzupełniających, ale także sztuczność granic politycznych, m.in.
dzielących Kujawy granicą prusko-rosyjską, a Krakowskie między zabór
rosyjski i austriacką Galicję. Np. część zapisanych przez siebie pieśni reprezentujących folklor krakowski z okolic Olkusza, Ojcowa i paru innych miejscowości leżących w zaborze rosyjskim, opublikował Kolberg w monografii
Krakowskie, a wiele lat później inne pieśni i melodie z tych miejscowości
w Kieleckiem. Jednak w trakcie ustalania przeznaczenia niedrukowanych
dotąd materiałów trzeba było rozstrzygać takie problemy jednoznacznie,
kierując się wynikami wspomnianych analiz i ustaleń.
Inwentaryzacja rękopisów była bardzo czasochłonna między innymi dlatego, że znaczna część zawartości tek to pieśni, często z melodiami, oraz melodie tańców i melodie wokalne bez tekstów. W sumie w charakteryzowanym
tu archiwum znajduje się nieco ponad 25 000 melodii w różnym stadium
opracowania, a tekstów pieśni i przyśpiewek jest znacznie więcej1. Są to zapisy Kolberga ze słuchu i kopie znacznej ich części przygotowywane przez
1 Np. w dwu rękopisach z przyśpiewkami (bez melodii), które będą scharakteryzowane
nieco dalej, jest około 5000 jedno- i dwuzwrotkowych tekstów.

72

�niego do różnie sprofilowanych, ale nie zawsze wydanych publikacji, a także
pewna liczba kopii sporządzanych przez późniejszych wydawców w latach
1900–1914. Jednak te kolejno powstające „warstwy”, tj. prymarne rękopisy
Kolberga i późniejsze ich wersje redakcyjne nie przetrwały w całości, a zachowane ich fragmenty przechowywane są dziś w różnych tekach niezależnie
od pochodzenia regionalnego, o czym już tu wspominano. Melodii i tekstów
pieśni zapisanych na kartach z odnotowaną lokalizacją1 szukano w trakcie
inwentaryzacji w monografii określonej przez tę notę. Zwykle trzeba było
starannie przeglądać cały tom, aby upewnić się, czy dany utwór był drukowany, czy jednak nie, bowiem w rękopisach znaczna część pieśni i melodii
nie ma adnotacji dotyczącej ich funkcji. Jednak nawet jeżeli w rękopisie melodia miała np. notę „weselna” lub „dożynkowa”, to nie zawsze można było
być pewnym, że w druku znalazła się w rozdziale określonym taką notatką.
Jak sam Kolberg pisał, melodie służyły do różnych tekstów i wykonywane
były w różnych sytuacjach, a teksty – zwłaszcza przyśpiewki – podkładano
pod różne melodie. Dlatego dopiero dokładne przejrzenie całej monografii
dawało pewność, że analizowana pieśń czy melodia nie była rzeczywiście
przez Kolberga opublikowana. Znacznie więcej pracy wymagało ustalenie
przynależności regionalnej pieśni i melodii oraz miejsca ich druku, jeżeli na
karcie nie było noty lokalizacyjnej, a w wypadku tych utworów zdarzało się
to stosunkowo częściej niż w rękopisach pozostałych gatunków folkloru czy
w notatkach etnograficznych. Dotyczyło to także zapisów terenowych. Uszkodzenia narożnika2, na którym była wpisana nota lokalizacyjna, albo zatarcie
jej, co zdarzało się po latach w wypadku notatek ołówkowych, utrudniało
odczytanie lub próby rekonstrukcji tych not, tj. odtworzenia pochodzenia
regionalnego utworów znajdujących się na karcie. Podobne problemy stwarzały przypadkowe podziały kart czy arkuszy dokonywane przez wydawców
1 Problemy związane z interpretacją not lokalizacyjnych w rękopisach Kolberga szerzej
omawia E. Milller w artykule Kolbergowskie metody zbierania i wydawania tekstów ludowych w świetle rękopisów, w: Oskar Kolberg. Prekursor antropologii kultury, red. L. Bielawski, J.K. Dadak-Kozicka, K. Lesień-Płachecka, Warszawa 1995, zob. tam zwłaszcza s. 17–26.
Zob. też: E. Millerowa Literatura ludowa w zbiorach Oskara Kolberga, w: Oskar Kolberg.
Człowiek i dzieło cz. II (DWOK T. 85/II).
2 Jedną z przyczyn takich uszkodzeń było to, że tekturowe teczki używane przez Kolberga
do przechowywania rękopisów mają zwykle wymiary 34,3 × 22,5 cm albo nieco mniejsze, a np.
używany przez niego papier nutowy ma wymiary 35 × 27,2 cm, dlatego jego brzegi wystawały
poza okładkę teki i z czasem ulegały uszkodzeniom. W Archiwum PTL w roku 1953 umieszczono rękopisy razem z oryginalnymi tekami w nowych odpowiednio większych okładkach.

73

�materiałów Kolberga i osoby „porządkujące” rękopisy po śmierci Kopernickiego, tj. po roku 1891. Ponieważ notę lokalizacyjną zapisywał Kolberg często
tylko u góry pierwszej strony złożonego na pół arkusza1, tworzącego dwie
połączone karty, po rozdzieleniu takich połówek na osobne karty, do czego
dochodziło po wielokrotnym ich rozkładaniu, druga pozbawiona była lokalizacji. W sumie kart, dla których lokalizację regionalną trzeba było odtwarzać,
było wiele. Dla odszukania miejsca druku pieśni i melodii zanotowanych na
takich kartach lub właściwego przypisania ich do którejś z planowanych nowych monografii regionalnych trzeba było często przeprowadzać szersze analizy i poszukiwania w wielu tomach, a także w innych zespołach rękopisów.
Przy ustalaniu miejsca druku tekstów pieśni możliwe było w pewnym
stopniu wykorzystanie indeksów incipitów sporządzonych do tomów Ludu
i Obrazów etnograficznych. Jednak Kolberg w wielu monografiach łączył
przyśpiewki w kilkuzwrotkowe „aglomeraty” (tak sam nazywał takie zestawienia tekstów zamieszczone pod jedną melodią), czasem nawet kilkunastozwrotkowe, a w pierwotnym indeksie incipitów ujęta była tylko ich
pierwsza zwrotka. Dopiero wykonany w latach 1965–1966 indeks incipitów
zwrotek obejmujący wszystkie tomy serii fotooffsetowej i część wydanych
już tomów edycyjnych ułatwiał wyszukiwanie tekstów przyśpiewek. Indeks
incipitów tekstów pieśni i przyśpiewek był jednak narzędziem tyko pomocniczym. Redagowanie przez Kolberga do druku melodii wiązało się często z powstawaniem drobnych odmianek w incipitach (np. obecność albo
brak interiekcji oj, da, da dana, ej itp.), nieistotnych dla identyfikacji tekstu
pieśni, ale wpływających na miejsce jej incipitu w alfabetycznie szeregowanym indeksie. Te drobne różnice między zapisanym ze słuchu tekstem,
a ostateczną jego postacią w drukowanym tomie, utrudniały odszukanie
tekstu przy pomocy indeksu incipitów.
Próby skonstruowania indeksów zapisów nutowych dla tomów Kolberga nastąpiły już po zinwentaryzowaniu znacznej części jego tek i również
nie zawsze były pomocą wystarczającą w wyszukiwaniu w druku melodii
znajdujących się w rękopisach2. Obecnie funkcjonuje Elektroniczny Indeks
1 Tak zapisane są noty lokalizacyjne np. w większości rękopisów terenowych pochodzących prawdopodobnie z lat 1839–1870, znajdujących się dziś w tece 43 Miscellanea (Arch.
PTL, sygn. 1352, np. k. 34-62, 70-71).
2 Już w 1955 r. Adam Rieger pisał: „Indeks melodyczny do zbiorów Kolberga z przytoczeniem początkowych fragmentów melodii pozwoliłby w pełni wyzyskać trudno dostępny
materiał muzyczny z prac Kolberga i ułatwiłby konieczną konfrontację z obecnie zbieranymi

74

�Folkloru Muzycznego (EIFM) Instytutu im. Oskara Kolberga1 , który pozwala przeszukiwać incipity melodii i tekstów zapisanych pod nimi i kieruje do
miejsca druku w Dziełach wszystkich Kolberga.
Pozostałe gatunki folkloru i notatki dotyczące języka, zwyczajów, wierzeń czy kultury materialnej nasuwały zwykle nieco mniej problemów
w trakcie ustalania miejsca ich druku w Ludzie, choć i one zamieszczane
były przez Kolberga nie tylko w osobnych, wyłącznie im poświęconych
rozdziałach. Np. informacje o wierzeniach i podania wierzeniowe ilustrowały czasem materiały na temat budowy chaty czy prac polowych.
Podobnie przysłowia wykorzystywał Kolberg m.in. do charakteryzowania w rozdziale „Lud” stosunku miejscowej ludności do bliższych i dalszych sąsiadów i innych grup etnicznych. Natomiast słownictwo gwarowe
znajduje się praktycznie w każdym rozdziale – nazwy narzędzi, naczyń,
części stroju, czynności podawał Kolberg w tym miejscu tekstu, w którym jest o nich mowa. Czynił tak nawet w początkowych monografiach
(Kujawy, Krakowskie i Poznańskie), mimo że liczne przykłady miejscowego dialektu podawał tam w osobnych rozdziałach i zestawieniach
słownikowych2.
Wyjaśnienia przynależności regionalnej wymagały też często rękopisy
innych osób, które przekazały Kolbergowi swe zbiorki pieśni lub notatki,
zwłaszcza jeżeli w korespondencji nie zachowały się ślady ich wzajemnych
kontaktów, a rękopis był pozbawiony noty lokalizacyjnej i podpisu autora.
Ustalenia wymagało wtedy nie tylko miejsce sporządzenia zapisów, ale i ich
autorstwo. Jak wspominano już w biografii Kolberga, jego współpracownicy starali się przekazywać swe notatki osobiście lub przez okazje, aby
uniknąć dosyć wygórowanych opłat pocztowych, a przede wszystkim kontroli poczty stosowanej w zaborze rosyjskim nie tylko na granicy, ale także
wewnątrz Królestwa. Nie wszyscy z nich podawali miejsce zanotowania
melodiami”, A. Rieger Zagadnienia leksykalnego indeksowania melodii ludowych, „Lud”
T. XLII za rok 1955, s. 554–606. Zob. też E. Dahlig Z zagadnień komputerowej archiwizacji
i analizy melodii ludowych, „Muzyka” R. XLIV: 1999, nr 2, s. 101–113; E. Antyborzec i Ł. Smoluch Kolberg multimedialny. Między technologią a prawdą etnograficzną, „Lud” T. 98: 2014,
s. 109–112; E. Antyborzec, S. Zielonka Cyfrowy świat Kolberga, „Dziedzictwo Kulturowe Wsi”
T. 4 za rok 2020, s. 11–21.
1 Dostępny jest na stronie: www.oskarkolberg.pl, zakładka Archiwum/Indeksy.
2 Dialektom wielkopolskim poświęcił nie rozdział w monografii, a osobną pracę Rzecz
o mowie ludu wielkopolskiego (ZWAK T. I: 1877, s. 3-36), przedruk w tomie Studia, rozprawy
i artykuły (T. 63 DWOK), s. 342–388.

75

�przysyłanych materiałów, mimo że Kolberg przypominał o tym, prosząc
o zapisanie i dostarczenie potrzebnych mu informacji lub dziękując za
otrzymane teksty. Nie wszyscy też podpisywali się, zwłaszcza gdy była to
kartka z pojedynczym tekstem pieśni. Niekiedy Kolberg sam na rękopisach swych korespondentów odnotował nazwisko osoby, która je przysłała, a czasem notatki włączone były bezpośrednio do listu, co wskazywało
i autora, i miejsce zapisu oraz graniczną datę powstania rękopisu. W szczególnych sytuacjach pochodzenie regionalne zapisu można było ustalić przy
pomocy kopii sporządzonych przez Kolberga. Np. porównanie pieśni znajdujących się w ofiarowanym Kolbergowi w 1862 r. rękopisie pt. Ukraińskie
śpiewy i tańce1 z wykonanymi przez niego kopiami tych tekstów i melodii,
mającymi notę „od Kowla” lub „z Polesia (od Kowla)”, pozwoliło uściślić
pochodzenie tego zbioru obejmującego ponad 100 tekstów i 74 melodie,
którego autor nie odnotował lokalizacji geograficznej. Nazwisko autora (autorki?) tego obszernego rękopisu pozostało jednak nieznane. Na nieco inną
sytuację wskazuje związek kilku zapisów nutowych Kolberga ze zbiorkiem
pieśni zanotowanych bez melodii przez nieznanego autora w niewielkim zeszyciku2. W jednym z rękopisów Kolberga znajduje się sześć początkowych
tekstów z tego zbiorku w tej samej kolejności, są tam opatrzone melodiami i notą „Krzeszowice”. Sądzić można, że Kolberg po otrzymaniu zeszytu
skłonił autora do zaśpiewania zapisanych tam pieśni, a nota „Krzeszowice”
nad każdą z melodii wskazuje lokalizację tych i innych pieśni ze zbiorku
tekstów3. Takie możliwości porównania pozbawionego lokalizacji rękopisu anonimowego autora z zapisem lub kopią Kolberga nie są jednak zbyt
liczne.
1

Rękopis Ukraińskich śpiewów i tańców znajduje się w tece z materiałami z Wołynia (BN
PAU i PAN, sygn. 3206, k. 170-186), dokładniej został scharakteryzowany we wstępie do tomu
Wołyń. Suplement do tomu 36 (DWOK T. 84), zob. tam s. XXXI-XXXII. Większość Kolbergowskich kopii pieśni z tego zbioru przechowywana jest w tece 28. Polesie (Arch. PTL) oraz
w zbiorach o sygnaturach 3206 i 3207 Wołyń (BN PAU i PAN).
2 Rkp. nieznanego autora w Arch. PTL, teka 36. Miscellanea, sygn. 1325, k. 39–79.
3 Zob. np. pieśni 873, 879, 886, 891, 896, 909 oraz 912 w: O. Kolberg Krakowskie. Suplement do tomów 5–8 cz. II (DWOK T. 73/II). Dodatkową przesłanką było opatrzenie przez
autora rękopisu tekstu jednej z pieśni notą „Krakowiak z dn. 21/6 z r. 1868”, tj. datą ślubu Róży
Potockiej z Władysławem Krasińskim, który odbył się w Krzeszowicach. Melodię tej pieśni
z pierwszą zwrotką tekstu (z notą „włościanie krzeszowieccy w dn. 21/6 1868”) zamieścił Kolberg w Krakowskiem cz. II (DWOK T. 6), s. 276, nr 495, pełny tekst znajduje się w: O. Kolberg
Krakowskie. Suplement… cz. III (DWOK T. 73/III), s. 223.

76

�Wyniki inwentaryzacji wskazały, w których tekach znajdują się materiały do planowanych nowych monografii, a okazało się także, że dla większości regionów objętych monografiami wydanymi przez Kolberga istnieją
w rękopisach obfite i cenne materiały, które z różnych powodów nie zostały przez niego opublikowane w tomach Ludu i Obrazów etnograficznych.
Najbardziej oczywiste są przyczyny pomijania przez Kolberga tekstów patriotycznych, zwłaszcza pieśni i podań związanych z historią Polski, ponieważ na druk ich w tomach wydawanych w Warszawie nie dawała zgody
cenzura rosyjska, a zamieszczenie takich utworów w późniejszych tomach
drukowanych w Krakowie zamykało książce drogę do odbiorców w zaborze rosyjskim1 – na granicy rosyjskiej cenzurowane były wszystkie przewożone lub przesyłane druki i rękopisy. W innych przypadkach wynikało
to stąd, że część zapisów uzyskał już po wydaniu odpowiedniej monografii, np. tekst szopki2 Jana Hyłki, murarza krakowskiego, otrzymał Kolberg
w roku 1887, wiele lat po wydaniu Krakowskiego. Niektóre inne materiały,
np. rysunki3 zabudowań z Lubelskiego wykonane przez Ciesielskiego były
nieudolne i wymagały poprawek z udziałem dobrego rysownika, na co
Kolberg widocznie nie mógł się zdecydować. Część wreszcie została pominięta przez Kolberga, gdyż ograniczony objętością książki selekcjonował
zebrane materiały, kierując się ich reprezentatywnością dla kultury ludowej
regionu, a w wypadku utworów wiejskich instrumentalistów, śpiewaków
i narratorów – jak można dziś sądzić – także wartością artystyczną. Teksty,
melodie i opisy pominięte przez autora Ludu, niezależnie od powodów
tej selekcji, podczas inwentaryzacji przeznaczane były do druku w suplemencie do danej monografii, a zapisy nierozpoznane co do przynależności
regionalnej miały być zamieszczone w tomie Miscellanea, ponieważ od
początku prac nad spuścizną Kolberga przyjęto, że opublikowane powinny
być wszystkie zgromadzone przez niego źródła.
W trakcie inwentaryzacji zidentyfikowano też wiele rękopisów, które
były podstawą druku melodii i tekstów zamieszczonych przez Kolberga
1 Zob. J. Kostecki, M. Rowicka Granice wolności słowa w zaborze rosyjskim w latach
1865–1904. Wykaz publikacji polskojęzycznych zakwestionowanych oraz dopuszczonych
do obiegu przez carska cenzurę zagraniczną, T. 1-3, Warszawa 2006. Tam wymieniono
wszystkie prace Kolberga wydane w Krakowie, a zakazane w Warszawie w całości lub w części.
2 Tekst opublikowany w: O. Kolberg Krakowskie. Suplement… cz. I (DWOK T. 73/I), s. 23–38.
3 Zob. w O. Kolberg Lubelskie. Suplement do tomów 16–17 (DWOK T. 75), ryc. 11–25 oraz
uwagi Wilhelma Kolberga o rysunkach Ciesielskiego tamże, s. 360–362.

77

�w Ludzie i Obrazach etnograficznych, czyli istotnym materiałem do komentarzy źródłowych dotyczących zapisów opublikowanych w XIX w. Komentarze te są ważną częścią suplementów uzupełniających monografie
wydane przez Kolberga, tj. tomów 70-84 Dzieł wszystkich. W roku 1963
zaplanowano dla nich zaledwie dwa tomy, czego przyczyną była nie tylko wspomniana już ograniczona wówczas liczba tomów dzieł Kolberga,
ale także nieznajomość niezinwentaryzowanych jeszcze rękopisów. Pełne
rozpoznanie zawartości tek Kolberga oraz zmiany w statusie redakcji i polityce wydawniczej spowodowały wiele lat później decyzję o przeznaczeniu w Dziełach wszystkich osobnej serii dla uzupełnień oraz komentarzy i zamieszczenie ich w tomach 70–84, odrębnych dla każdej z piętnastu
monografii wydanych techniką fotooffsetową. Przewidziano, że znajdą się
tam materiały dotyczące danego regionu odnalezione w rękopisach i dotąd
niedrukowane (tj. suplementy), komentarze źródłowe do tekstów i melodii
opublikowanych przez Kolberga oraz charakterystyka jego pracy nad monografią i zgromadzonych do niej materiałów, wykaz cytowanej i odnotowanej w niej literatury a także indeksy obejmujące całość materiałów z danego regionu, tj. tomy wydane w XIX w. i tom suplementowy. Komentarze
miały za zadanie wskazanie wykorzystanych przez Kolberga źródeł, bardzo
zróżnicowanych autorsko i formalnie. Są to przede wszystkim rękopisy pochodzące z jego własnych badań, zachowane w wersji prymarnej, powstającej w czasie bezpośredniego kontaktu z wykonawcami i informatorami. Nie
przetrwały one wprawdzie w całości, ale w różnym stopniu dla różnych
regionów, jednak nawet w takim stanie pozwalają formułować wnioski na
temat badań terenowych Kolberga w danym regionie i metod jego pracy.
W komentarzach wykorzystano także sporządzane przez Kolberga kopie
własnych zapisów, pochodzące dosyć często jeszcze z okresu przed podjęciem edytorskiego programu Ludu. Czasem są one jedynym świadectwem
potwierdzającym pochodzenia melodii czy tekstu z badań Kolberga. Zachowane rękopisy innych autorów wskazują, że część z nich powstała na
prośbę Kolberga, a część to zbiorki pieśni lub notatki etnograficzne spisane
dla własnych potrzeb i przekazane mu przez osoby nie zawsze dziś znane.
Zgodnie z wolą autorów Kolberg w druku często nie informował o autorskim pochodzeniu uzyskanych od nich materiałów. Gdy zachowały się ich
rękopisy, możemy dziś część takich danych uzupełnić.
Przypisy źródłowe do monografii wydanych przez Kolberga dotyczą także wykorzystanych przez niego publikacji. Literatura cytowa78

�na lub przywoływana w monografiach jest bardzo zróżnicowana – od
współczesnych mu zbiorów pieśni, podań i bajek, prac historyków i ludoznawców, artykułów etnograficznych i krajoznawczych ogłaszanych
w prasie itd., do dawnych kronik i tekstów literackich, a także druków
straganowych, np. przyśpiewek i pieśni dziadowskich oraz funkcjonujących jako popularne piosenki fragmentów oper i wodewilów. Wobec częstego w tomach wydanych przez Kolberga podawania odsyłaczy do literatury przedmiotu w postaci niepełnej, a czasem nawet ich braku, wszystkie
wskazówki bibliograficzne trzeba było weryfikować, aby w przypisach
źródłowych znalazły się pełne adresy bibliograficzne prac cytowanych
lub odnotowanych w danej monografii. Czasem w ustaleniu lub uściśleniu not bibliograficznych cytatów, wyciągów i odesłań znajdujących się
w Ludzie pomagają zachowane rękopisy.
Poza identyfikacją źródeł komentarze zawierają informacje o sposobie
ich wykorzystania przez Kolberga oraz o istotnych różnicach między zachowanymi rękopisami lub oryginałami cytowanych prac a tekstami i melodiami zamieszczonymi w monografiach wydanych. Chodzi tu m.in. o teksty
pieśni, które w druku bywają skrócone i zamiast kolejnych zwrotek mają
odsyłacz do bliskiego wariantu, a także o teksty w druku zniekształcone.
Najbardziej wyrazistymi przykładami przywracania w komentarzach pierwotnego brzmienia tekstu zapisanego w terenie są podania i pieśni wzmiankujące o wydarzeniach z historii Polski i odwołujące się do uczuć patriotycznych. Kolberg zwykle rezygnował z publikowania takich tekstów, ale
czasem, aby jednak zamieścić ich melodię w monografii, stosował „retusz”,
zamieniając w druku np. Rosjan na Francuzów. Podobne praktyki dotyczyły
tekstów obscenicznych, w których Kolberg wyrazy niecenzuralne również
w druku kamuflował.
Koncepcja i zasady opracowania suplementów i komentarzy przedstawione1 zostały we wstępie do pierwszego ich tomu wydanego w 2003 r.,
odnoszącego się do Pieśni ludu polskiego z 1857 r.

1

Zob. E. Millerowa i D. Pawlakowa „Suplementy” do monografii wydanych przez Oskara
Kolberga, w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement do tomu 1 (DWOK T. 70), s. V–XVIII.
Zob. też E. Miller Suplementy do monografii regionalnych Kolberga. Koncepcja i funkcja tej
serii w edycji „Dzieł wszystkich”, w: Ja daję właśnie materiał..., s. 505–527.

79

�Ogólna charakterystyka obecnego stanu
spuścizny rękopiśmiennej Kolberga
Jak zaznaczono na początku, większość rękopisów została scharakteryzowana we wstępach towarzyszących tomom Dzieł wszystkich Kolberga.
Tu natomiast można przedstawić jedynie ogólnie obecny stan jego archiwum, a także opisać te manuskrypty, które z racji swego charakteru nie
były przedmiotem analiz w dotychczasowych opracowaniach.
Już przeglądając wszystkie rękopisy w trakcie wstępnego rozpoznania,
można było dość szybko zauważyć, że Kolberg, orientujący się doskonale
w zawartości swoich zbiorów, nie pozostawił spisanych wskazówek dotyczących chronologii i przeznaczenia posiadanych materiałów i ich związku
z kolejnymi podróżami badawczymi. O stanie swoich zbiorów informował
tylko bardzo ogólnie we wspominanych już tu spisach tek sporządzanych
pod koniec życia, a jedynym pozostawionym przez niego wykazem podróży,
w większości poświęcanych na badania terenowe, jest itinerarium1. Zawiera
ono jednak tylko roczne daty wyjazdów oraz nazwy odwiedzanych miejscowości i regionów, czasem także nazwiska goszczących go osób, a w konfrontacji z innymi źródłami stwierdzić można, że nie jest to wykaz kompletny.
Itinerarium spisane zostało pod koniec życia Kolberga, prawdopodobnie na
prośbę Kopernickiego, w okresie przygotowań do obchodów jubileuszu pięćdziesięciolecia pracy autora Ludu. Jednak bardzo trudno połączyć podane
tam roczne daty pobytu w różnych miejscowościach z zachowanymi zapisami folkloru i notatkami etnograficznymi. Nieco dokładniejsze informacje na
temat podróży przynoszą zapiski w notatniku zawierającym spisy dochodów
i wydatków2, ale dotyczą one jedynie lat 1859–1869 i tylko w niewielkim
stopniu pozwalają powiązać materiały znajdujące się w tekach regionalnych
z konkretną podróżą. Dokumentację wyników badań terenowych ograniczał
Kolberg do odnotowania lokalizacji geograficznej zapisu, a w wypadku pieśni i melodii także informacji o ich związku z obrzędami, jeżeli taki zachodził. W całej zachowanej spuściźnie nie znajdujemy wykazów zapisanych
1 Itinerarium zamieszczone zostało jako aneks w Korespondencji… cz. III (DWOK T. 66),
s. 704–707. Prawdopodobnie sporządzone zostało dla Kopernickiego jako materiał do rocznicowego artykułu zamieszczonego w „Nowej Reformie” w r. 1889, nr 107–109. Zob. też E. Millerowa Kalendarium podróży Oskara Kolberga, w: Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło cz. III
(DWOK T. 85/III).
2 Rkp. Kolberga w zbiorach BN PAU i PAN, sygn. 3210.

80

�w terenie źródeł ani osobnych wskazówek dotyczących planowanego wykorzystania posiadanych materiałów. Wiadomości na te tematy przekazane
w sporządzanych przez Kolberga spisach tek są bardzo skrótowe, a innymi
nie dysponujemy. Jedynie rękopis melodii przechowywany dziś w tece 33.
Miscellanea i powiązane z nim rękopisy przyśpiewek z teki 13. Kraków i 16.
Radom, Opatów, Sandomierz zdają się wskazywać na tworzenie przez Kolberga katalogu melodii, do czego wrócimy nieco dalej. Z nielicznych świadectw wynika, że sam zdawał sobie sprawę z trudności, jakie może mieć
wydawca jego spuścizny. Już w roku 1873 pisał o niej:
[…] życzyć by wypadało, aby jeszcze zanim do druku oddana zostanie, została
opracowana przeze mnie, świadomego znaczenia wszelkich szczegółów1.

Poznanie całości stworzonego przez Kolberga archiwum pozwoliło
w pewnym stopniu odkryć specyfikę warsztatu terenowego i edytorskiego
autora Ludu, a przede wszystkim właściwą mu wielowarstwowość łatwą
do zauważenia nawet przy jego pobieżnym oglądzie: zachowane rękopisy
reprezentują różne etapy prac badawczych i redakcyjnych. Z wypowiedzi
i drukowanego dorobku Kolberga wiadomo, że ostateczny program badań
etnograficznych ukształtował on w latach 1864–1865, a wynikiem była
seria etnograficzno-folklorystycznych monografii regionalnych wydawanych jako Lud i Obrazy etnograficzne. Początkowo, od pierwszych badań
w roku 1839, swe zapisy melodii uważał za materiał do badania „charakteru muzyki” ludowej, a równocześnie publikował pieśni ludowe z akompaniamentem fortepianu, aby spopularyzować je jako muzykę narodową.
Następnie planował dokumentację folkloru poprzez monograficzne zbiory
różnych gatunków pieśni, czego wynikiem są pieśni weselne drukowane
w „Bibliotece Warszawskiej” w latach 1847–1849, a przede wszystkim cenny zbiór ballad, tj. Pieśni ludu polskiego z 1857 r. Kolejny plan, dotyczący
również folkloru, przewidywał wydawanie zbiorów pieśni regionalnych na
tle opisu zwyczajów i obrzędów, którym towarzyszą – taką zawartość miał
mieć pierwotnie tom Sandomierskie oddany do druku w r. 1862. Ostateczny program edytorski, polegający na wydawaniu regionalnych monografii
etnograficzno-folklorystycznych, przedstawił Kolberg publicznie w lutym
1865 r. w Liście otwartym do Redakcji „Biblioteki Warszawskiej” i zawarł
1 Brulion listu do nieznanego adresata z datą „Kraków, 10 lutego 1873”, Korespondencja...
cz. I (DWOK T. 64), s. 442, tekst napisany nieznaną ręką i podpisany przez Kolberga.

81

�go w tytule: Lud. Jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia,
obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka i tańce. Do tych kolejnych wydawnictw służyły mu gromadzone podczas badań w terenie od roku 1839
melodie i teksty i część z nich, zwłaszcza ta najdawniejsza, była kilkakrotnie
przepisywana i opracowywana. Żadna z tych „warstw”, tj. prymarne zapisy
terenowe, następne ich wersje redakcyjne ani rękopisy ostatecznie oddane
do drukarni, nie przetrwała do naszych czasów w całości, nienaruszona
i zebrana w jednym miejscu. Wprost przeciwnie – jak już tu wspominano –
rękopisy bywały usuwane i przemieszczane między tekami przez Kolberga,
następnie przez Kopernickiego, upoważnionego do takich działań, a potem
przez osoby, które sięgały do spuścizny Kolberga, aby jej wybrane cząstki
przygotować do druku lub wykorzystać we własnych pracach. Duży wpływ
na obecną zawartość tek Kolberga i utworzenie nowych zespołów, a zubożenie dawniej istniejących, miały nie do końca wyjaśnione losy rękopisów
w czasie wojny i w ciągu kilku lat bezpośrednio po niej.
Część zapisów prymarnych, tj. powstających w czasie bezpośredniego
kontaktu Kolberga z wykonawcami folkloru lub informatorami, usunął on
sam po wydaniu monografii, w której zostały wykorzystane. Stało się tak
z rękopisami użytymi w tomach wydanych przed rokiem 1883, w Kujawach, Poznańskiem i Lubelskiem, a po części także w Krakowskiem i Pokuciu. W spisie tek z roku 1883, najwcześniejszym z zachowanych, notatka
„odpadki od […]” widnieje przy tytułach tek nr 7, 9, 13 i 17, w których przechowywał rękopisy do wymienionych monografii. Częściowo opróżnione
zostały także dawne teki nr 21. Pokucie I i 22. Pokucie II, z których większość materiałów po wydaniu czterotomowej monografii została usunięta,
a pozostawione karty połączono później w jedną tekę. Sądzić więc można,
że Kolberg starannie przechowywał notatki terenowe i czystopisy powstające na ich podstawie do chwili wydania danej monografii, później usuwał
część z nich, uznając, że w przyszłości nie będą już potrzebne. Niektóre
zapisy dotyczące tych regionów ocalały, ponieważ z powodu tematyki lub
lokalizacji zawartych tam zapisów pojedyncze karty lub całostki z zapisami
prymarnymi po wydrukowaniu monografii bywały przez niego przenoszone z tek regionalnych do innych. Np. złożony na pół arkusz z zapisanymi
ze słuchu pieśniami i melodiami wykonanymi w większości w Lubelskiem1
1 Chodzi tu o kartę (Arch. PTL, teka 36. Miscellanea, sygn. 1320, k. 51) z zapisami terenowymi pieśni z notami lokalizacyjnymi: Zamość, Bortatycze, Lublin, Lubartów, Tatary, Miechów,

82

�znajduje się obecnie w tece 36. Miscellanea, której zawartość Kolberg
w swoim spisie określił jako „Pieśni patriotyczne i szlacheckie”. Na karcie
tej zapisanych jest blisko sto pieśni, z których tylko 28 zamieścił Kolberg
w tomach Lubelskiego. Pozostałe, m.in. patriotyczne, wśród nich mało znaną pieśń związaną z Wiosną Ludów na Węgrzech, opublikowano dopiero
w uzupełnieniach do Kolbergowskiej monografii1. Podobnie niektóre ze
źródeł do Poznańskiego, jako nie w pełni wykorzystane, przeniósł Kolberg
do teki 37. Miscellanea mającej podtytuł Czary. Wierzenia. Przysłowia
i zdania. Mieszczą się tam teraz, obok zapisów z innych regionów, także
własne notatki Kolberga na temat wierzeń w Poznańskiem i dwa teksty
innych autorów: obszerna praca Teobalda Klepaczewskiego Pogląd historyczny na zabobony w Polsce, zawierająca głównie materiały z Poznania,
i niewielki rękopis Emila Kierskiego Cośkolwiek o czarownicach, osobliwie
w Wielkopolsce2. Z tych samych powodów pozostał w tece 21/22. Pokucie
rękopis3 Bazylego Jurczeńki, ponieważ nie został wykorzystany w całości.
Poza pieśniami z Pokucia „dolnego” zawiera teksty z Huculszczyzny, którą
Kolberg zamierzał objąć osobną monografią.
Nie zawsze oczywiste jest, dlaczego i przez kogo rękopis został przeniesiony do innej teki, nie znamy np. przyczyny, dla której kilkadziesiąt
kart z zapisami terenowymi z Mazewa (Łęczyckie) znajduje się obecnie
w tece 38. Miscellanea, a kilka kart z takimi zapisami z Wielkopolski umieszczonych jest w tece 35. Miscellanea. Najczęściej nie wiemy
też, jaki był udział późniejszych wydawców w przemieszczaniu rękopisów miedzy tekami. Dodać trzeba, że przemieszczane były nie tylko
całe rękopisy i pojedyncze karty, ale także fragmenty kart. W trakcie
opracowywania tomów suplementowych zauważyć było można, że czasem wycięty fragment znajduje się w innej tece 4 niż „macierzysta” karta.
W takich sytuacjach w większości wypadków również nie można dziś
Firlej, zob. w: O. Kolberg Lubelskie. Suplement… (DWOK T. 75), m.in. pieśni nr 119–121 i 139–
–141.
1 Tamże, pieśń nr 141, s. 103.
2 Rkp. T. Klepaczewskiego znajduje się w tece 37. Miscellanea (Arch. PTL, teka 37, sygn.
1327, strony 1–59), rkp. E. Kierskiego tamże (sygn. 1328, k. 111–112). Obydwa opracowania są
często cytowane przez Kolberga w cz. VII Poznańskiego (DWOK T. 15).
3 Rkp. B. Jurczeńki znajduje się w Arch. PTL, teka 21/22, sygn. 1258, k. 13–75.
4 Np. z karty z zapisami terenowymi z Jarochowa (wówczas pow. Łęczyca) znajdującej się
dziś w tece 7. Kujawy (sygn. Arch. PTL 1157, k. 5a) wycięta jest prawa górna ćwiartka, która
przeniesiona została do jednej z tek Miscellanea (teka 38, sygn. Arch. PTL 1134, k. 29);

83

�jednoznacznie stwierdzić, czy podziałów tych dokonał już Kolberg, czy
też późniejsi użytkownicy jego rękopisów. Niektóre pojedyncze zapisy ze
słuchu zachowały się w swych macierzystych zbiorach zapewne dlatego,
że zawierają, poza wydanymi drukiem, także zapisy tekstów i melodii
nieopublikowanych w monografii, np. w tece 7. Kujawy niektóre bajki
i kilka kart z pieśniami z Bodzanowa na Kujawach czy w tece 17. Lublin
karta z trzema bajkami zapisanymi na lubelskim przedmieściu Piaski.
W tece tej znajdują się też niewykorzystane w tomach Lubelskiego wspomniane już rysunki Ciesielskiego i innych autorów. W tece 14. Kielce
pozostały nie w pełni wykorzystane rękopisy ks. Władysława Siarkowskiego. Podobnie w innych tekach regionalnych zachowały się rękopisy
z melodiami i tekstami pominięte w druku przez Kolberga, a dziś zamieszczane w tomach suplementowych.
Największym zachowanym zbiorem zapisów terenowych są rękopisy
przechowywane obecnie w tece 43. Miscellanea1. Samych melodii teka
ta zawiera nieco ponad cztery tysiące, a są to w przeważającej większości
Kolbergowskie prymarne zapisy ze słuchu. Niegdyś znajdowały się one
prawdopodobnie w tece 33. Miscellanea – o nich Kopernicki napisał, że
zostawia je jako „okazy dające wyobrażenie o tym, w jaki sposób śp. O.
Kolberg spisywał te rzeczy z ust ludu”2. W większości zapisy te wykonane
były w różnych regionach Królestwa Polskiego, głównie na Mazowszu, ale
także w Kaliskiem, Kieleckiem, Radomskiem i Łęczyckiem oraz na Kujawach, ­niewielką część stanowią zapisy z Małopolski wydane w Krakowskiem i w tomach Góry i Podgórze, a kilka zaledwie pochodzi z Wielkopolski. Rękopisy te pochodzą w całości sprzed roku 1871, tj. z okresu gdy
Kolberg mieszkał i pracował w Warszawie3, a badania terenowe prowadził
przede wszystkim w zaborze rosyjskim. W sumie jest tam 129 kart zawierających pieśni z melodiami lub bez nich oraz melodie instrumentalne
i wokalne bez tekstów. Wśród nich jest kilka kart papieru nutowego, na
których Kolberg zapisał od trzydziestu do ponad pięćdziesięciu melodii
na jednej stronie. Poza rękopisami Kolberga znajduje się w tej tece zaledwie kilka kart z tekstami pieśni zanotowanymi przez inne osoby, między
1

Teka ta zawiera obecnie ogółem 129 kart numerowanych 1–100 i 126–154, karty 101–125
zaginęły przed wrześniem 1962 r.
2 Rkp. Kopernickiego charakterystyka tek…, k. 24.
3 Świadczą o tym m.in. noty lokalizacyjne wskazujące miejscowości, w których Kolberg
bywał tylko w tym okresie.

84

�innymi dwie z dopisaną przez Kolberga lokalizacją: „Wysoce” i „Mokrylas”1.
W miejscowościach tych był w roku 1843 w towarzystwie Teofila Lenartowicza, którego list z 1857 r., napisany po otrzymaniu Pieśni ludu polskiego
potwierdza, że poeta i przyszły etnograf razem odwiedzili tamtejszy dworek
Norwidów:
[…] zdawało mi się, że jeszcze chodzimy razem po Wysoce[m] i Mokrym Lesie, Ty
za nutami, a ja za słowami, i że wieczorem, jak wówczas, porządkujemy nasze
zbiory w słomianym dworcu p. Ludwika Norwida2.

Z badań w Wysocem nie zachowały się zapisy melodii wykonane przez
Kolberga ze słuchu, a jedynie teksty pieśni pióra nieznanego autora, prawdopodobnie Lenartowicza. Ekspertyza grafologiczna nie potwierdziła jego
autorstwa ani też mu nie zaprzeczyła3. Drugą osobą, której rękopis z tekstami znajduje się w tej tece jest Józef Konopka. Jego zapisy4 noszą datę 21
sierpnia 1857 r. i są wynikiem wspólnych badań prowadzonych w okolicy
Krakowa podczas pobytu Kolberga u Konopki.
Nie wiadomo, kiedy rękopisy krótko tu scharakteryzowane wyjęto z teki
33. i włożono do osobnej okładki, nadając jej kolejny numer 43 i tytuł Miscellanea. Teka ta nie była odnotowana w wykazach Kolberga, wymieniona
jest dopiero w inwentarzu zbiorów Komisji Etnograficznej PAU wykonanym
w roku 1934 jako „43. Miscellanea. Pieśni”. Przechowywany w niej zespół
stanowi bezcenny materiał do badań nad folklorem, zwłaszcza muzycznym,
jako bezpośrednia dokumentacja wykonań ludowych instrumentalistów
i śpiewaków z lat 1839–1871. Zawarte tam zapisy w trakcie edycji Dzieł
wszystkich zamieszczane były w odpowiednich tomach suplementów bądź
służyły jako materiał do komentarzy źródłowych dotyczących pieśni i melodii publikowanych przez Kolberga w Ludzie i Obrazach etnograficznych.
Podobnie jak zapisy prymarne, także czystopisy, tj. teksty i melodie zredagowane na podstawie zapisów terenowych, nie zachowały się w całości.
Pojedyncze ich karty znajdują się dziś w prawie każdej tece, nie zawsze
1

Są to karty 36-37 w Arch. PTL, teka 43, sygn. 1352, być może jest to rękopis Lenartowicza.
List T. Lenartowicza z 25 marca 1857 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 66;
w Wysocem (wówczas pow. Ostrów Mazowiecka) Kolberg i Lenartowicz byli gośćmi Pauliny
Suskiej i Ludwika Norwida, siostry i brata Cypriana.
3 Ekspertyzę wykonano w r. 1968 na zlecenie Redakcji Dzieł Wszystkich Oskara Kolberga.
4 Rkp. J. Konopki z datą 21 sierpnia 1857 r. znajduje się w Arch. PTL, teka 43. Miscellanea,
sygn. 1352, k. 133–134.
2

85

�umieszczone tam zgodnie z jej tytułem. Często są to pieśni i melodie przygotowywane do publikacji przewidzianych jako kontynuacja zbiorów wydawanych w latach 1842–1849 lub do planowanych tomów monograficznych,
takich jak zbiór ballad w Pieśniach ludu polskiego z 1857 r. Zachowały
się więc redakcyjne wersje pieśni z melodiami z akompaniamentem fortepianu1, a także późniejsze rękopisy zawierające na jednej karcie pieśni
z różnych regionów, będące wariantami tego samego wątku lub zebrane
razem ze względu na temat czy sytuację wykonawczą2. Te ostatnie są fragmentami przygotowywanych, ale nie ukończonych monograficznych zbiorów pieśni, których publikowania Kolberg zaniechał. Zachowały się także
czystopisy materiałów do tomów nie zawsze przez niego dokończonych
w postaci pełnej monografii. Np. wśród zapisów z Wołynia pochodzących
z badań w 1862 r. znajduje się wiele czystopisów pieśni oraz opisy wesel
zredagowane na podstawie notatek terenowych. Jednak krótko po podróży
na Wołyń Kolberg ogłosił program Ludu, a z tego regionu Ukrainy nie
miał wszystkich materiałów potrzebnych do monografii, brakowało mu
m.in. zapisów dotyczących kultury materialnej i wierzeń. Dlatego zapewne
dokończenie prac nad Wołyniem odłożył, a po powstaniu styczniowym,
a tym bardziej po zamieszkaniu3 w Galicji nie mógł już powtórzyć badań
w tym regionie i uzupełnić zbiorów.
Jedynym zachowanym w całości rękopisem tomu Ludu, który Kolberg
uważał za gotowy, choć sam nie zdążył oddać go do drukarni, są Mazury
pruskie4. Dziś jest on pozbawiony karty tytułowej i wstępu, ale poza tym
zawiera całość monografii. Rękopis ten został wydany w tomie 40 Dzieł
1 Zostały one wydane w tomie Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu fortepianowym
(DWOK T. 67), tam nr 599-834.
2 Np. zapisane na jednej karcie trzy kołysanki z melodiami i melodia z notą „usypiająca”
w tece 42. Miscellanea (sygn. Arch. PTL 1349, k. 6) z lokalizacjami: „Przysucha”, „od Poznania”
i „od Warszawy”; piętnaście wariantów z melodiami pieśni rekruckiej „Oj, wyjechał Jasieńko…”
z całego Królestwa Polskiego tamże (k. 21–22), cztery warianty z melodiami pieśni „Z tamtej
strony jeziora stoi lipka zielona” w tece 33. Miscellanea (sygn. Arch. PTL 1308/I, k. 12) zapisane
w Łeczyckiem, na Mazowszu i w Kaliskiem lub dziewięć wariantów tejże pieśni z melodiami
zapisanych w różnych regionach Królestwa Polskiego (tamże k. 16–17).
3 Kolberg przeniósł się w roku 1871 do Galicji, tj. do zaboru austriackiego, a ponieważ nie
przedłużył ważności rosyjskiego paszportu, po upływie sześciu miesięcy stał się emigrantem
i miałby duże kłopoty i koszty związane z uzyskaniem nowego paszportu. Zresztą można wątpić, czy po powstaniu styczniowym polski etnograf uzyskałby paszport umożliwiający podróż
po Wołyniu.
4 Rękopis ten znajduje się w BN PAU i PAN, sygn. 3208.

86

�wszystkich, a w aneksach do niego zamieszczono pieśni i inne materiały z Mazur pochodzące z odnalezionych fragmentów dawnej teki nr 3.
W spisie tek w 1886 r. przy tytule Mazury Kolberg zapisał: „Monografia
w znacznej części gotowa do druku”, Kopernicki cztery lata później w informacjach o tej tece opisał część jej zawartości jako „Materiały przysposobione już przez O.K.”. Rękopis Mazur pruskich sporządził Kolberg na
ćwiartkach arkuszy i zwykle zapełniał obydwie strony karty, czasem tylko
wykorzystywał niezapisane odwrotne strony niepotrzebnych już fragmentów innych własnych czystopisów, np. monografii Radomskiego. Staranne
pismo, stosunkowo niewielka liczba poprawek w tekście i w numeracji
pieśni, wpisanie odsyłaczy do źródeł, a także odsyłaczy do wariantów
w tomach poprzednio wydanych wskazuje, że Mazury pruskie były przygotowane w stosunkowo dobrych warunkach, wprawdzie w pośpiechu,
który towarzyszył wszystkim pracom Kolberga, zwłaszcza w ostatnich
latach życia, ale nie tak gorączkowym, jak w czasie opracowywania Przemyskiego.
Zachował się także rękopis przygotowywanej przez Kolberga trzeciej
części Kujaw, to jest zbiór tańców z tego regionu. Dysponujemy dziś trzema
kolejnymi wersjami1 tego planowanego tomu, z których każda obejmuje
ponad 700 tańców składających się z jednej, dwu lub trzech części: chodzony, czyli polski, odsibka, czyli kujawiak właściwy i ksebka, tj. mazur lub
obertas. Ta planowana trzecia część Kujaw pozostała w rękopisie z braku
pieniędzy na druk. Kolberg zalegał Jaworskiemu z zapłatą za wydanie drugiej części Kujaw w 1869 r. Jedynie fragmenty zbioru kujawiaków opublikował później w monografii Łęczyckiego jako osobny rozdział, a nieliczne
melodie zamieścił rozproszone w Poznańskiem. Fakt istnienia trzech kolejnych rękopiśmiennych redakcji zbioru tańców z Kujaw świadczy o przywiązywaniu przez autora Ludu dużej wagi do tych utworów i determinacji
w próbach ich opublikowania.
Druga część Kaliskiego, oceniana przez autora jako „monografia w połowie dokończona”, a przez Kopernickiego jako zawierająca: „materiały
o ile możności uporządkowane i przysposobione do druku […]”2, nie została
1

Zbiór tańców kujawskich wydany został w tomie Kujawy. Suplement do tomów 3 i 4
cz. I (DWOK T. 72/I), zob. tam wstęp D. Pawlakowej. Rękopis, który był podstawą druku znajduje się w Arch. PTL w tece 42. Miscellanea (sygn. 1350, k. 139-184), a dwie inne jego redakcje
tamże w tece 51. Miscellanea (sygn. 1358, k. 1-40).
2 Rkp. Kopernickiego charakterystyka tek…, k. 5.

87

�przez Kolberga opracowana do końca. Przeznaczone do tego tomu melodie
tańców są w większości zredagowane, ponumerowane oraz opatrzone notami lokalizacyjnymi i odsyłaczami do utworów zamieszczonych w tomach
wydanych wcześniej. Jednak redakcja tych materiałów wymagała jeszcze
dalszej pracy, m.in. dlatego że numeracja melodii jest niekonsekwentna,
melodie powtarzają się, a te same teksty przyśpiewek wpisywane są pod
różnymi melodiami. Jeszcze Hławiczka o zbiorze melodii tańców w tece 8
pisał: „Materiały te rzeczywiście są uporządkowane i ponumerowane przez
Kolberga, wymagają jednak jeszcze pewnych – niewielkich zresztą – uzupełnień”1. Niestety obecny stan tego rękopisu, głównie powtórzenia wielu
materiałów i wyraźne braki kart, uniemożliwił rekonstrukcję Kolbergowskiej wersji tej części tomu. Ponadto nie zostały przygotowane przez Kolberga pozostałe rozdziały monografii: bajki i inne utwory prozą oraz wierzenia.
W przeciwieństwie do Mazur pruskich drugą część Kaliskiego opracowano
w ramach Dzieł wszystkich na nowo.
Rękopisów służących bezpośrednio do druku Kolberg nie przechowywał po ukazaniu się monografii i sądzić można, że znane dziś takie manuskrypty zachowały się przypadkiem. Są to wspominane już tutaj dość
obszerne fragmenty rękopisu pierwszej i drugiej części Krakowskiego
znajdujące się wśród rękopisów pozostawionych przez Kolberga w Modlnicy w 1884 r., przechowywane dziś w tece 45. Miscellanea oraz prawie
kompletny rękopis tomu Przemyskie2. Redakcję tej monografii rozpoczął
Kolberg w ostatnich miesiącach życia, a zakończył ją Kopernicki w roku
1891. Autograf tomu po wydrukowaniu, razem z pozostałymi materiałami
z Przemyskiego (a także z innych regionów), nieznaną dziś drogą dostał się
do rąk Michała Federowskiego, etnografa, folklorysty i kolekcjonera dokumentów. Zbiory swe Federowski testamentem przekazał Towarzystwu
Naukowemu Warszawskiemu, a archiwum TNW, razem z Przemyskiem
Kolberga, trafiło po roku 1945 jako wieczysty depozyt do Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego. Rękopis Przemyskiego jest jednak w znacznej
mierze rezultatem pracy Kopernickiego, nosi też jej liczne ślady3. Rękopis
ten oraz inne źródła wskazują, że mocno już schorowany Kolberg skupił się
przede wszystkim na opracowaniu zapisów nutowych, w przepisywaniu
1

K. Hławiczka Niewydane zbiory Oskara Kolberga…, s. 3.
Zob. E. Millerowa „Przemyskie” Oskara Kolberga… (DWOK T. 83/I), s. XLVII–LII.
3 Zob. tamże, s. XXXV–XXXVI.
2

88

�tekstów pieśni pomagała mu Pelagia Blizińska, żona przyjaciela, a inne
notatki redagował do druku Kopernicki. Kolberg i Blizińska często używali czystych stron mających na odwrocie zapisy do monografii już wydrukowanych, m.in. Poznańskiego, Łęczyckiego, Mazowsza i Kujaw, a że
Kopernicki włączał do przygotowywanego rękopisu oryginały notatek
Kolberga o różnym formacie, manuskrypt Przemyskiego stanowi dziś po
części swoistą wyklejankę.
Do nielicznych przykładów czystopisów przygotowanych przez Kolberga do druku i do dziś zachowanych należą też niewielkie fragmenty Mazowsza Leśnego (DWOK T. 26) znajdujące się w tece 2. Mazury podlaskie1,
oraz Obrazów Słowiańszczyzny południowej, obszernego studium drukowanego w latach 1871–1872 w „Gazecie Polskiej”2.
W kilku tekach znajdujemy kopie zapisów Kolberga wykonane przez
późniejszych wydawców, którzy w latach 1900–1914 przygotowywali do
druku nowe tomy z polecenia Komisji Antropologicznej AU. Wspominano
już tu o kopiach wykonanych przez J. Bielę, W. Grzegorzewicza, S. Zdziarskiego i W. Kosińskiego. Redagując odpowiednie monografie, porównywano te kopie z oryginałami Kolberga, a ponieważ stwierdzano, że zarówno
teksty, jak i nuty zostały przepisane dokładnie, użyto ich w nielicznych wypadkach jako podstawy druku lub materiału do komentarzy źródłowych,
gdy oryginały Kolberga zaginęły.
Wspomnieć tu jeszcze można o odnalezieniu wśród rękopisów odbitek
korektorskich z poprawkami Kolberga. Jest ich niewiele: w trzech zachowanych arkuszach drukowanej w roku 1871 pierwszej części Krakowskiego
zauważyć można tylko oczywiste poprawki błędów literowych w tekstach
i nieliczne w zapisach nutowych, korygujące ten sam typ błędów. Kilka kartek korekty Kaliskiego, wydanego w 1890 r., wskazuje, że jeszcze w trakcie
druku wprowadzał w tym tomie3, poza poprawkami także szersze uzupełnienia.
1

Zob. E. Antyborzec Mazowsze Oskara Kolberga w: O. Kolberg Mazowsze. Suplement do
tomów 24-28, DWOK T. 80/I, s. XXXVIII.
2 Czystopis ten znajduje się w tece 40. Miscellanea (Arch. PTL, sygn. 1345, k. 13-16), tam
skierowane do drukarza notatki dotyczące stopnia pisma. Przedruk całego artykułu w: O. Kolberg Studia, rozprawy i artykuły (DWOK T. 63), s. 26-258.
3 Korekty trzech arkuszy Krakowskiego cz. I znajdują się w tece 45. (sygn. Arch. PTL 1418/
II, k. 36–40)), korekty Kaliskiego w tece 8 (sygn. 1160, k. 365-347), zob. też ryc. 8 przed s. 143
w tomie Kaliskie. Suplement do tomu 23 (DWOK T. 79).

89

�Nie zachowały się żadne wypowiedzi Kolberga na temat stosowanego
przez niego systemu w układzie rękopisów w tekach regionalnych. Nie wiemy, jaki porządek nadawał swoim zbiorom folklorystyczno-etnograficznym;
zapewne zmieniał się on w ciągu lat, zwłaszcza z powodu podejmowania
nowych planów wydawniczych i narastania ilości zapisów po każdym sezonie badań terenowych. Porządek ten został w większości zatarty przez
późniejszych wydawców i archiwistów. J. Biela i W. Grzegorzewicz w opracowywanych przez siebie tekach gromadzili razem karty z materiałami
z danej miejscowości czy powiatu, a te układali alfabetycznie. Podobnie
około roku 1972 postąpili archiwiści z rękopisami Kolberga pochodzącymi
z trzech ostatnich lat jego badań terenowych. Przechowywane były one
niegdyś w tece 34., a opublikowane zostały w tomach Sanockie-Krośnieńskie w latach 1972-1974. Rękopisy te pierwotnie były podzielone rzeczowo
na osiem „podteczek”, dziś stanowiących odrębne jednostki archiwalne1.
Każda z nich zawierała zapisy określonych gatunków folkloru lub notatki
na jeden z głównych tematów monografii. Np. zapisy dotyczące obrzędów
dorocznych z pieśniami i melodiami znajdowały się w osobnej podteczce,
a wewnątrz niej ułożone były chronologicznie od Adwentu do kończącego
rok obrzędowy dnia św. Andrzeja. Zebrane w innej składce materiały na
temat obrzędów rodzinnych podzielone były również rzeczowo (chrzciny,
wesele i pogrzeb) niezależnie od miejscowości, w której zostały sporządzone w czasie badań. Widać więc, że dla Kolberga w ostatnim okresie życia
– zapisy z Sanockiego wykonane były w przeważającej większości w latach
1883-1885 – nadrzędne było wydzielenie w osobnej tece materiałów do
1 Materiały z dawnej teki 34. (dziś w BN PAU i PAN objęte sygnaturami 3194–3201) nie
były porządkowane przez późniejszych wydawców i dysponentów spuścizny Kolberga do roku
1972. Układ ich został zmieniony w Bibliotece PAN dopiero w trakcie redagowania odpowiedniego tomu inwentarza rękopisów drukowanego w r. 1973. Wtedy w każdej pierwotnej „podteczce” ułożono zapisy według not lokalizacyjnych, tj. nazw miejscowości, w których zostały
wykonane, lub której dotyczyły, a następnie alfabetycznie według tych nazw geograficznych.
Zatarło to związek niektórych pieśni z obrzędem, o ile ich przynależność do niego nie była
wprost zapisana na karcie. Ponieważ inwentaryzację tych rękopisów wykonano w redakcji
Dzieł Kolberga przed zmianą układu, można było odtworzyć pierwotną kolejność kart nadaną przez Kolberga i powiązać wszystkie teksty z ich miejscem w roku obrzędowym. Przed
drukiem inwentarza w Bibliotece PAN przemieszczono także niektóre karty między dawnymi
zespołami, np. cztery karty znajdujące się w zespole o sygnaturze 3200 przeniesiono do zespołu
o sygnaturze 3194. Przemieszczono też karty z zapisami z Wołynia w obrębie dawnej teki 26,
stanowiącej dziś dwa zespoły o sygnaturach BN PAU i PAN 3206 i 3207 i zmieniono ich kolejność w każdym z nich.

90

�regionu, w tym wypadku obejmującego Sanockie i Krośnieńskie, a dopiero
wewnątrz teki przyjęcie porządku rzeczowego podobnego do kolejności
problemów w monografii. Być może układ rzeczowy miały także rękopisy
przechowywane np. w tekach zatytułowanych Ruś Czerwona, ale został on
całkowicie zatarty przez późniejszych wydawców.
Rzeczowego układu nie mógł Kolberg stosować dla wszystkich materiałów, ponieważ często, nawet już po podjęciu prac nad monografiami
regionalnymi notował na jednej karcie opisy, teksty i melodie przeznaczone później do różnych rozdziałów tomu, a nawet do różnych monografii.
Wynikało to zapewne – jak już wspominano – z repertuaru informatora,
z którym miał do czynienia, a po części także z konieczności oszczędzania
papieru zabranego na parotygodniowy wyjazd.
Dokumentację kultury ludowej zebraną w ciągu pięćdziesięciu lat badań pozostawił Kolberg w trzydziestu tekach regionalnych i w niektórych
z dziesięciu tek zatytułowanych Miscellanea. Dziś dysponujemy blisko
siedemdziesięcioma odrębnymi jednostkami archiwalnymi, w części tylko
odpowiadającymi dawnym tekom1 i już to świadczy, że w stanie źródeł
zgromadzonych przez Kolberga zaszły zmiany. Zachowane spisy Kolberga
pochodzące z lat 1883–1887 obejmują 40 tek z bardzo ogólnymi uwagami
o ich zawartości. Jak już tu wspominano, w roku 1965 w zbiorach Muzeum
Etnograficznego w Krakowie w papierach S. Udzieli odnaleziono notatki
Kopernickiego na temat zawartości niektórych z nich2. Notatki te są również
skrótowe, ale w połączeniu z zapiskami w innych dokumentach pozwalają
stwierdzić, że po śmierci Kolberga z jego archiwum zaginęło co najmniej
kilka obszerniejszych rękopisów oraz druków z jego glosami. Ustalenia te
dotyczyć mogą tylko większych całostek wymienionych w spisach Kolberga lub Kopernickiego, albo zamieszczonych w tomach wydanych i opracowanych już po śmierci Kolberga w latach 1902-1914. Między innymi
z dawnej teki 26 Wołyń zaginął zeszyt z tekstami 25 bajek i innych tekstów
1

Zob. A. Skrukwa Wykaz tek Oskara Kolberga… (DWOK T. 85/III). Wykorzystując spis
Kolberga z 1886 r. i późniejsze notatki Kopernickiego, wskazano tam ogólnie jakie zmiany zaszły w zawartości poszczególnych tek i w skrócie opisano obecną zawartość każdej z nich.
2 Większość notatek Kopernickiego wyjął z tek Kolberga Udziela i opatrzył tytułem Kopernickiego charakterystyka tek Kolbergowskich (zob. przyp. 3 na s. 11); w zbiorach S. Udzieli
w Muzeum Etnograficznym w Krakowie, wówczas nieskatalogowanych, odszukał je w roku
1965 Kamocki, który na prośbę Burszty przeprowadził kwerendę w papierach pozostawionych
przez Udzielę w Muzeum Etnograficznym w Krakowie. Wszystkie notatki Kopernickiego przytoczone są w Wykazie tek Oskara Kolberga… (DWOK T. 85/III).

91

�prozą spisanych około roku 1835 przez Jana Prusinowskiego1, wręczony
Kolbergowi przez autora w 1862 r. w Żytomierzu. Z teki tej zaginął także
Kolbergowski zapis terenowy wesela z okolic Łucka2, który zachował się
tylko w czystopisie. W tece 25. Ukraina znajdował się rękopis Antoniego
Marcinkowskiego zawierający pieśni i opis wesela przeznaczone przez tego
autora do druku jako trzecia część jego Ludu ukraińskiego3. W tece 18
brakuje drukowanego zbioru bajek z glosami Kolberga, o którym J. Biela
w roku 1911 pisał:
Kazki zobraw Ignatij z Nikołowicz (Karpiński w Samborskiem – dopisek Kolberga) nakładem Jakoba Sawczyńskoho, Lwow 1861, stron 98, 8o . Mieści się
tutaj 26 podań ludowych, drukowanych cyrylicą. Tytuł zbiorku i nagłówki poszczególnych kazek przepisał Kolberg ołówkiem w alfabecie łacińsko-polskim
i dodał po prze[d]mowie spis rzeczy4.

Z teki 34. zaginął wydany przez J.K. Turowskiego Dodatek do zbiorów
pieśni ludu polskiego i ruskiego (Lwów 1846) zawierający teksty zapisane
w okolicy Sanoka. Z teki Chełmskie usunięte zostały odbitki prac Marii
Hemplówny5 ofiarowane Kolbergowi przez autorkę.
1 Rękopis Prusinowskiego miał jeszcze w ręku J. Tretiak, opublikował zawarte tam teksty
w Wołyniu w 1907 r. (zob. O. Kolberg Wołyń, T. 36 DWOK, s. 412-450), ponadto z teki tej zaginęło także kilka rękopisów pojedynczych pieśni wydanych przez Tretiaka, dwa z nich znajdują
się dziś w zbiorze autografów M. Ciechanowskiej (zob. A. Skrukwa Wykaz tek Oskara Kolberga… DWOK T. 85/III, s 282).
2 O ile udało się ustalić, Kolberg nie usuwał zapisów terenowych przed wydaniem drukiem
monografii, do której służyły, więc rękopis ten zaginął raczej po jego śmierci, tj. po roku 1890.
Opis wesela z Łucka zachował się tylko w czystopisie (BN PAU i PAN, sygn. 3206, k. 60–61),
opublikował go J. Tretiak (T. 36, s. 51–58).
3 Rękopis ten wymienia Kolberg w koncepcie ostatniej woli z 7 maja 1883 r., tam dodał
o nim notatkę „w ręku dra Kopernickiego” (rkp. O. Kolberga, BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 72).
W spisach tek z lat 1886 i 1887 (rkp. tamże, k. 76 i 80) wymienia również rękopis Marcinkowskiego, ale bez uwagi o przekazaniu go Kopernickiemu. Rękopis Marcinkowskiego jako znajdujący się w tece 25 wymieniony jest także w inwentarzu Komisji Etnograficznej PAU z 1934 r., ale
inwentarz ten – jeżeli chodzi o rękopisy Kolberga – jest dosyć mechanicznie sporządzoną kopią
własnoręcznego spisu etnografa z 1886 r., wiec nie jest miarodajny. Dziś w spuściźnie Kolberga
rękopisu Marcinkowskiego nie ma.
4 Wstęp J. Bieli do rękopisu Rusi Czerwonej, rkp. w Arch. PTL, teka 18a, sygn. 1230, k. 1.
5 Były to dwa artykuły: M. Hempel Spis roślin jawnokwiatowych dziko rosnących w Słupi
Nadbrzeżnej, zebranych przez…, „Pamiętnik Fizjograficzny” T. 5: 1885, s. 135–153, oraz tejże
Spis rzadszych roślin jawnokwiatowych rosnących w Teresinie, zebranych przez…, tamże,
s. 154–159.

92

�Nie ma dziś w spuściźnie Kolberga rękopisu pieśni żniwiarskich odnotowanego przez niego w spisach z lat 1883 i 1886 jako część teki 31, przeniesiona później do teki 33. Nie wiadomo nawet, czy był to tylko zespół
luźnych zapisów, czy materiał już uporządkowany, np. według wariantów
tekstowych lub geograficznie. Nie ma też w spuściźnie Kolberga notatek
o gwarze złodziejskiej wymienionych przez niego w spisie tek z roku 1883.
Poza tekami Kolberga przechowywany jest obecnie rękopis Zdziarskiego
Sąde[c]czyzna i Podhale, opracowany na podstawie rękopisów z teki 11
Górale. Wyjęty z tej teki znalazł się po roku 1936 w zbiorach Muzeum Etnograficznego w Krakowie1. Tamże jest teraz przechowywany brulion spisu
rycin strojów ludowych wykonany przez Kolberga w Muzeum Dzieduszyckich we Lwowie dla Sekcji Etnologicznej Komisji Antropologicznej AU obejmujący 127 obiektów. Poza tekami Kolberga znajdują się też wspomniane
już tutaj rękopisy otrzymane przez Kolberga od Bazylego Jurczeńki i Sofrona Witwickiego, a wypożyczone przez Adama Fischera2 i razem z innymi
materiałami tego etnografa przechowywane dziś w Archiwum PTL. Z teki
43 zaginęły przed rokiem 1962 karty 101-125 zawierające zapisy terenowe
Kolberga. Czasem jego rękopisy dostawały się do popularnych w XIX w.
kolekcji autografów3, przy czym nie wiemy, czy działo się to zawsze za
wiedzą i zgodą autora lub późniejszych dysponentów jego spuścizny. Jedynie Cyprian Walewski, zaprzyjaźniony z Kolbergiem bibliograf i bibliofil,
rękopis jednej z jego recenzji do swej kolekcji dostał zapewne od autora4.
Ze spuścizny rękopiśmiennej Kolberga zaginęły nie tylko materiały folklorystyczne i etnograficzne. Zaginęły lub zostały rozproszone druki i rękopisy utworów wielu polskich kompozytorów z końca XVIII w. i pierwszej
połowy wieku XIX. Kolberg gromadził utwory kompozytorów współczesnych sobie i nieco wcześniejszych, a jego zbiór tańców był zapewne reprezentatywny dla polskiej twórczości w tym zakresie z pierwszej połowy XIX
w. W roku 1881 wydał w firmie Breitkopfa i Härtla pięćdziesiąt utworów
polskich kompozytorów z lat 1790–1850 pt. Polnische Tänze. Mazurkas
für das Pianoforte. Publikacja ta była pomyślana jako przegląd tego specyficznie polskiego gatunku ukazujący jego historyczny rozwój w latach
1

Rękopis ten znajdował się w tece 11 jeszcze w roku 1936, wspomina go K. Hławiczka,
zob. s. 42.
2 Zob. s. 30.
3 Zob. A. Skrukwa Wykaz tek Oskara Kolberga… (DWOK T. 85/III), s. 282.
4 Zob. tamże, s. 270.

93

�1790-1850. Planował też wydanie podobnie pomyślanego zbioru polonezów.
W roku 1884 pisał do Juliana Horoszkiewicza, zbieracza i wydawcy polskich pieśni wojskowych i patriotycznych:
Polonezów dawnych z akompan[iamentem] fortepianu przez różnych napisanych
autorów i anonimów posiadam kilkadziesiąt i zbieram ich więcej, by je kiedyś
sam publikować, jakem to już zrobił z mazurami […]1.

Obecnie w zachowanej spuściźnie Kolberga nie ma druków ani rękopisów mazurków i polonezów polskich kompozytorów, które wydał lub
zamierzał wydać jako antologie ukazujące stan tych gatunków przed pojawieniem się kompozycji Chopina.
Teki regionalne i miscellanea o numerach od 1 do 40 powstały za życia
Kolberga i przynajmniej w części z nich obecna zawartość bliska jest pozostawionej przez autora. W każdej z tek regionalnych (tj. 1–30) znajdują
się materiały z tytułowego regionu, choć obok nich są tam także zapisy
pochodzące z innych terenów. W pewnej mierze spowodowane jest to metodą zapisywania folkloru przez Kolberga. Wiele kart z zapisami melodii
i pieśni, zwłaszcza pochodzącymi z badań prowadzonych przed podjęciem
programu Ludu, zawiera utwory notowane w kilku miejscowościach leżących czasem w różnych regionach. Mogło to wynikać – jak już wspomniano – z konieczności oszczędzania papieru zabranego na wycieczkę
przebiegającą przez kilka miejscowości albo z nawiązywania w jednym
miejscu kontaktów z wykonawcami pochodzącymi z różnych okolic. Niektóre zachowane zapisy prymarne wskazują, że zwłaszcza podczas badań
prowadzonych w początkowych latach Kolberg notował repertuar spotykanych muzyków kolejno na jednej karcie. Karty takie zapisane obustronnie zawierają niekiedy ponad sto melodii, a nowa nota lokalizacyjna nad
którąś z kolejnych wskazuje, że zmienił się instrumentalista albo śpiewak.
Również część tek Miscellanea2 utworzonych przez Kolberga i zachowanych do dziś zawiera rękopisy o treści określonej ich podtytułem, choć
1 Brulion listu do J. Horoszkiewicza z 29 III 1884 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66),
s. 137.
2 Pierwotnie tek Miscellanea było 10, obecnie spośród utworzonych przez Kolberga istnieją teki Miscellanea o numerach 31, 33, 35–40, jednak ich zawartość nie zawsze odpowiada
pozostawionej przez Kolberga. W brulionie spisu z roku 1883, dołączonym do konceptu testamentu (BN PAU i PAN, sygn. 2183, k.74), odnotowane są także teki o numerach 41 i 42, ale opis

94

�w każdej zauważymy także karty włożone tam raczej przypadkowo1. Dosyć
jednolity charakter mają manuskrypty z teki 31. Miscellanea z podtytułem Bibliografia, notatki, które w większości powstały zapewne krótko po
opracowaniu programu Ludu, tj. około roku 1865. Są to wyniki dokładnych i systematycznych kwerend całych roczników czasopism, np. na k.
1–4 zestawione są wszystkie przydatne dla etnografa artykuły z leszczyńskiego „Przyjaciela Ludu”, wydawanego w latach 1834–1849, na kartach
następnych znajdują się podobne spisy zawartości roczników wileńskiego „Athenaeum” z lat 1841–1851, poznańskiego „Tygodnika Literackiego”
z lat 1842–1844 czy znacznie wcześniejszego „Dziennika Wileńskiego” z lat
1806–1830. Spisy te obejmują zawartość kilkunastu czasopism polskich,
głównie wydawanych w pierwszej połowie wieku XIX. Na wielu innych
kartach zanotowane są informacje o drukowanych w różnych czasopismach
artykułach związanych z określonym regionem lub tematem, tj. zestawione rzeczowo, a nie według źródeł. Razem spisane są np. noty artykułów
o ludach azjatyckich zamieszkujących Syberię, a także noty zbiorów bajek
ludowych wydanych w języku niemieckim w latach 1836–1869. Notatki
z systematycznych kwerend2 dotyczą w większości publikacji sprzed roku
1865, rzadko odnotowane są artykuły z późniejszych roczników „Kłosów”
czy „Tygodnika Ilustrowanego”. W sumie jest tam ponad 1800 not bibliograficznych, głównie artykułów z czasopism i prac zbiorowych, rzadziej
prac zwartych, na temat folkloru i innych dziedzin kultury ludowej, a także
zawierających opisy podróży, informacje o zabytkach, ryciny strojów ludowych, podania i legendy związane z różnymi miejscowościami. Sądzić więc
zawartości tek Miscellanea 39–42 i ich numeracja są poprawiana i teki 41 i 42 zostały tam
ostatecznie skreślone.
1 Np. w tece 31. po arkuszach z notami bibliograficznymi znajduje się czystopis artykułu
o rodzinie muzyków francuskich Philidor Danican przeznaczony do Encyklopedii powszechnej, ale tam niedrukowany, zob. w Pismach muzycznych (DWOK T. 62), s. 191–192,
2 W trakcie poszukiwań bibliograficznych Kolberg korzystał z czasopism, których część
znajduje się obecnie w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego. Na paru egzemplarzach gazet
warszawskich i innych czasopism w tej bibliotece zobaczyć można charakterystyczne zakreślenia ołówkiem, takie same, jakie zauważamy w drukach pochodzących z podręcznej biblioteki
Kolberga lub na fragmentach czasopism przechowywanych w tekach z jego rękopisami. Widoczne są one w egzemplarzach w zbiorach Biblioteki Uniwersyteckiej na marginesach artykułów cytowanych lub odnotowanych w Ludzie. Niekiedy są to nawet notatki, np. obok artykułu
O. Grudy Ślesin w „Dzienniku Warszawskim” 1851, nr 70, 71, 73–75. Te ostatnie zauważył
W. Sobisiak, wydawca materiałów Kolberga z Kaliskiego, zob. O. Kolberg Kaliskie i Sieradzkie
(DWOK T. 46), przypis we wstępie W. Sobisiaka na s. XII.

95

�można, że bezpośrednio po opracowaniu programu Ludu i ogłoszeniu Listu
otwartego w 1865 r. podjął Kolberg poszukiwania literatury na temat kultury ludowej i wtedy powstała większość notatek mieszczących się w tece 31.
Miscellanea. Później w kolejnych tomach zamieszczał wyciągi, streszczenia
i cytaty z artykułów odnotowanych w tym zespole.
Materiały w większości jednorodne treściowo zawierają także trzy wspominane tu już teki Miscellanea: teka 33 z dłuższym podtytułem Muzykalia,
odpadki od serii I („Pieśni ludu polskiego”); P[ieśni] żniwiarskie, teka 36.
z podtytułem Pieśni patriotyczne i szlacheckie i 37. mająca podtytuł Czary.
Wierzenia. Przysłowia, zdania. Do charakterystyki rękopisów z teki 33.
trzeba będzie tu jeszcze wrócić, natomiast w dwu pozostałych tekach (tj. 36.
i 37.) przechowywane są rękopisy umieszczone tam przez Kolberga i odpowiadające w dużej mierze tytułowi. Podobnie w tekach 39. i 40. znajdują
się nadal materiały dotyczące folkloru Łużyczan i innych narodów Słowian
zachodnich i południowych a po części także wschodnich. Natomiast rękopisy znajdujące się obecnie w dwu innych tekach Miscellanea nie mają
wiele wspólnego z wcześniejszą zawartością, tj. manuskryptami dawniej
złożonymi tam przez Kolberga. Przeciwnie – układem i treścią sprawiają
wrażenie materiałów zebranych razem raczej przypadkowo. Dotyczy to
teki 35., której pierwotną zawartość usunął Kopernicki, a także teki 38.,
której skład najpierw zmienił Kolberg, a później prawdopodobnie osoby
„porządkujące” jego spuściznę. Obydwie zawierają dziś materiały etnograficzne i folklorystyczne z różnych regionów, w większości w rękopisach
Kolberga, a zebranie ich razem nie jest uzasadnione ani treścią zapisów, ani
ich charakterem czy lokalizacją geograficzną.
Dziełem późniejszych wydawców, archiwistów i innych osób odpowiedzialnych za spuściznę etnografa jest utworzenie tek o numerach 41–51. Powody wydzielenia znajdujących się w nich obecnie rękopisów nie zawsze
są znane. Teka 41. to rękopis Kolberga, który odnotowany jest z tym numerem i z tytułem Pieśni ludowe religijne w inwentarzu Komisji Etnograficznej w 1934 r., gdzie opatrzony jest notatką „przygotowane do druku”. We
wcześniejszych spisach Kolberga i innych dokumentach nie ma wzmianek
o istnieniu takiej pracy autora Ludu. Przekazana była w osobnej kopercie
w roku 1953 do Archiwum PTL i tam została zapisana jako teka 41 Materiały
do pracy o śpiewach religijnych ludowych. Również teki Miscellanea o numerach 42 i 43 są wymienione po raz pierwszy dopiero w inwentarzu z roku
1934, z nich teka 42 jest dosyć przypadkowym zbiorem rękopisów o różnym
96

�charakterze, a zawartość teki 43 i znajdujące się w niej rękopisy z badań
terenowych już tu wspominano. Obydwie powstały prawdopodobnie przed
rokiem 1914, tj. w okresie, gdy teki Kolberga znajdowały się już pod opieka
Komisji Antropologicznej i korzystały z nich osoby przygotowujące wybrane
rękopisy do druku lub szukające materiałów do własnych prac.
Odmienne jest pochodzenie trzech następnych tek o numerach 44–46.
Rękopisy tam zawarte mają pieczęcie „Archiwum familii Nowina Konopków” i pochodzą ze zbiorów niegdyś przechowywanych w Modlnicy lub
w Mogilanach. Jak podano wyżej, zostały one nabyte przez Polskie Towarzystwo Ludoznawcze w jednym z antykwariatów warszawskich w roku
1959. Część z nich to fragmenty rękopisów Kolberga pozostawionych przez
niego w Modlnicy w 1884 r., ale znaczna część zakupionych manuskryptów nie należała do Kolberga, a do Konopków. Z trzynastu pozyskanych
wtedy odrębnych rękopisów w archiwum PTL we Wrocławiu utworzono
trzy nowe teki, kierując się ich treścią, a po części autorstwem i nadano im
kolejne numery i tytuły: tece 44 tytuł Przysłowia a następnym 45 i 46 –
Miscellanea.
Również teka 47 została utworzona w archiwum PTL we Wrocławiu
z rycin otrzymanych w roku 1953 z krakowskiego Muzeum Etnograficznego w osobnej kopercie, poza tekami, oraz wyjętych z tek później, w latach
1956–1961 w Pracowni Kolbergowskiej działającej przy Zarządzie Głównym PTL. Dołączono do nich w 2013 r. wspominane już tutaj ryciny odnalezione w papierach J. Gajka. Razem ze szkicami, rysunkami oraz fotografiami
zachowanymi w tekach regionalnych stanowią one ważną dokumentację
uzupełniającą opisy strojów, chat, naczyń itd., i są publikowane w nowych
monografiach regionalnych i w suplementach. Nie jest to jednak kontynuacja zgromadzonej przez Kolberga kolekcji, składającej się m.in. z fotografii
specjalnie na potrzeby Ludu wykonywanych w Krakowie w firmie W. Rzewuskiego i w Kołomyi u J. Dutkiewicza, a także z rysunków i akwarel, m.in.
W. Gersona, T. Konopki i T. Rybkowskiego. W wykazie tek z 10 stycznia
1886 r. na końcu Kolberg odnotował:
A nadto zbiór fotografij, akwarel, rysunków, szkiców itp., przedstawiających
przeważnie typy i ubiory włościan, objęty osobnym spisem. Ze zbioru tego korzystano już w pewnej części przy wydawnictwach1.
1 Wykaz tek rękopiśmiennych sporządzony przez O. Kolberga, Korespondencja… cz. III
(DWOK T. 66), aneks 12, s. 748.

97

�Wspomniany przez Kolberga „osobny spis” rycin nie zachował się,
a późniejsze losy kolekcji, opisanej tak skrótowo w przytoczonym wykazie,
nie są znane. Ta część zbiorów ikonograficznych Kolberga prawdopodobnie
zaginęła w Warszawie w 1944 r., po powstaniu, lub w Modlnicy. Jej odpryskiem jest kolekcja rysunków i akwarel W. Gersona przechowywana
obecnie w Muzeum Etnograficznym w Rzeszowie.
Rękopisy przechowywane dziś w tekach Miscellanea 48, 50 i 51 robią
wrażenie zespołów utworzonych przypadkowo. Wspomniano już, że jako
trzy pakunki zostały odnalezione w Instytucie Historii Kultury Materialnej
PAN w Warszawie prawie dziesięć lat po przekazaniu przez Muzeum Etnograficzne w Krakowie spuścizny rękopiśmiennej Kolberga do tworzonego
w roku 1953 Instytutu Historii Kultury Materialnej. Odnalezione w pomieszczeniach IHKM na początku roku 1963 r. pakunki zostały przywiezione do
redakcji Dzieł Kolberga w Poznaniu. W archiwum PTL otrzymały numery
kolejnych tek i tytuły Miscellanea. Trudno dziś ustalić, w której z tek założonych przez Kolberga znajdowały się dawniej. Np. rękopisy kompozycji
Kolberga wypełniające dziś znaczną część nowej teki 51 (tam karty 41–232)
nie były ujęte1 w spisie z 1886 r.
Stwierdzano już tutaj, że nie odnaleziono w spuściźnie Kolberga wykazów czy indeksów zawartości tek, poza konceptem ostatniej woli z roku
1883 i spisami dołączonymi w latach 1886 i 1887 do pism kierowanych do
Akademii Umiejętności i Wydziału Krajowego we Lwowie, a te są bardzo
skrótowe. Dlatego trudno dziś porównać obecną zawartość tek ze stanem
zostawionym przez Kolberga oraz bezspornie ustalić wiele faktów z dziejów
rękopisów pozostawionych przez niego testamentem w roku 1890 do dyspozycji Akademii Umiejętności.
Za jedyny odkryty w zbiorach Kolberga swoisty katalog dotyczący zapisanych przez niego melodii tańców, ślad warsztatu edytorskiego z lat
1845–1857, uznać można trzy odrębne rękopisy przechowywane obecnie
w różnych tekach. Jeden z nich to obszerny czystopis melodii2, znajdujący
1 W spisie tek dołączonym do konceptu ostatniej woli (rkp. Kolberga, sygn. BN PAU i PAN,
2183, k. 72) z 7 maja 1883 r. przy tytule teki 40. widnieje notatka „Prywatne (teksta oper itd.)”,
być może później, po roku 1883, Kolberg własne kompozycje przeniósł do innego zespołu –
w spisie z roku 1886 nie ma tego podtytułu. Zbiór autografów znajdujący się dziś w tece, której
nadano w 1963 r. tytuł Miscellanea i numer 51, jest być może fragmentem zbioru własnych
utworów przechowywanych dawniej przez Kolberga w tece 40.
2 Rkp. O. Kolberga w Arch. PTL, teka 33, sygn. 1305, k. 1-81; karty tego rękopisu są błędnie
ponumerowane: k. 1–28 zawierają melodie nieparzyste nr 1535–2606, k. 29–44 melodie parzyste

98

�się w tece 33. Miscellanea, zawierający ponad 3200 zapisów. Melodie te
skorelowane są z tekstami przyśpiewek zawartych w dwu innych manuskryptach1 i połączonych z tymi melodiami systemem odsyłaczy. Zapisy
nutowe znajdujące się dziś w tece 33 są kopiami melodii z notatek terenowych. Obejmują one prawdopodobnie znaczną część (być może nawet
całość) melodii tanecznych zapisanych od początku badań do połowy roku
1857. Jest to 81 kart grubego papieru nutowego, na których wpisanych jest
dwukolumnowo 2605 melodii tanecznych w metrum nieparzystym, 591
w metrum parzystym, ponadto kilkanaście melodii nieliczbowanych z tytulikiem „Kozaki”, ponad trzydzieści określonych jako „Polki” oraz kilkanaście
innych, też nieliczbowanych. Dla każdej melodii Kolberg przeznaczył dwie
pięciolinie połączone akoladą i kreskami taktowymi. Wskazuje to na zamiar wpisywania na dolnej pięciolinii akompaniamentu, który został jednak
opracowany tylko dla niewielkiej części, w sumie mniej niż stu zawartych
tam melodii. Na początku rękopisu, w obu grupach tańców, nieparzystych
i parzystych, na górnej pięciolinii Kolberg wpisał kolejno melodie tańców
(tylko tańców, melodie pieśni opuszczał) wydane w jego pierwszym zbiorze2
drukowanym w latach 1842–1845, z odsyłaczami do tego druku, następnie
wpisywał melodie taneczne z różnych regionów, głównie z Królestwa Polskiego, pochodzące z narastających stopniowo zapisów terenowych. Pod
nutami często widnieją incipity przyśpiewek, niekiedy ograniczone do jednego lub dwu słów. Wszystkie melodie mają noty lokalizacyjne dotyczące
pojedynczych utworów albo kilku czy kilkunastu następujących kolejno po
sobie.
Znaczna część zapisów nutowych zawartych w tym rękopisie połączona
jest odsyłaczami z dwoma zbiorami tekstów przyśpiewek, przechowywanych dziś w innych tekach. Jeden z nich to znajdujący się w tece 16. Radom.
Opatów. Sandomierz rękopis pt. Obertasy i mazurki. Zawiera on ponad
1900 tekstów, w większości jedno- i dwuzwrotkowych przyśpiewek, między
nr 1–595, k. 45–46 nieliczbowane kozaki i inne tańce (50 melodii), k. 47–81 melodie nieparzyste
nr 1–1534.
1 Jeden to Krakowiaki i polki, obecnie w Arch. PTL teka 13, sygn. 1193, k. 1–34, drugi –
Obertasy i mazury tamże, teka 16, sygn. 1209, k. 1–25.
2 Tj. w Pieśniach ludu polskiego drukowanych w Poznaniu u Żupańskiego. A. Pawlak we
wstępie do Pieśni i melodii ludowych… (DWOK T. 67/I), s. XV, pisze mylnie, że w omawianym
rękopisie z teki 33 na początku wpisane są melodie z Pieśni ludu polskiego wydanych w 1857 r.
i z tego powodu ocenia jego powstanie na lata 1857–1862.

99

�którymi sporadycznie zapisane są teksty pieśni. Przyśpiewki te pochodzą
z własnych badań Kolberga, prowadzonych głównie w regionach leżących
w Królestwie Polskim. Wiele z nich ma zwrotne odsyłacze do melodii znajdujących się w zbiorze nut z teki 33. Drugi rękopis to teksty pt. Krakowiaki i polki, dziś przechowywany w tece 13. Kraków. Wpisanych jest
tam ponad 2900 przyśpiewek, również jedno lub dwuzwrotkowych i tak
jak teksty w Obertasach połączonych zwrotnymi odsyłaczami z melodiami
z teki 33. Większość przyśpiewek w tym rękopisie jest przepisana przez
Kolberga z kilku zbiorów pieśni innych wydawców z lat 1833–1856, a blisko 750 wpisanych na końcu pochodzi z jego własnych badań terenowych.
Ostatnie z nich (w sumie 157 tekstów) mają noty lokalizacyjne: „Zakopane,
Hamry”, „Czorsztyn”, „Szczawnica” i „Mogilany”. Te nazwy miejscowości
mogą wskazywać, że ostatnie przyśpiewki w rękopisie Krakowiaki i polki
wpisał Kolberg po swej wycieczce w roku 1857 do Zakopanego i okolic.
Były to jego pierwsze badania terenowe na Podhalu i prowadził je w tych
właśnie miejscowościach. Natomiast zanotowanych wtedy melodii już nie
włączył do rękopisu z teki 33. Miscellanea – nie ma tam zapisów z Podhala
i Tatr, co być może znaczy, że uzupełnianie w nim melodii zakończył przed
pobytem w Zakopanem w roku 1857.
Trzy rękopisy tu scharakteryzowane stanowiły prawdopodobnie – jak
już zaznaczono – rodzaj katalogu czy kartoteki służącej do wyszukiwania
potrzebnych melodii tańców, a następnie odpowiadających im przyśpiewek.
Tworzenie omawianego zespołu Kolberg rozpoczął po zredagowaniu zbioru
Pieśni ludu polskiego drukowanego w latach 1842–1845 w Poznaniu albo
nawet dopiero po jego wydaniu, a „zamknął” jako uzupełniany na bieżąco
rękopis prawdopodobnie w połowie roku 1857, po kolejnej zmianie programu wydawniczego. Przedtem mógł mu służyć jako pomoc we wstępnym
wyborze materiałów do różnie sprofilowanych gatunkowo i tematycznie
zbiorów tańców z przyśpiewkami i melodii instrumentalnych. Zgromadzone tam zapisy nutowe łatwiej było przeglądać i wybrane melodie odszukać potem w rękopisach terenowych, aby włączyć je do przygotowywanej
publikacji. Wskazówką służącą do wyszukiwania i identyfikacji melodii
w prymarnych zapisach ze słuchu były noty lokalizacyjne. Prawdopodobnie już wtedy, tj. przed rokiem 1857, założył Kolberg część przynajmniej
tek regionalnych, w których przechowywał narastające zapisy terenowe.
Po podjęciu pracy nad regionalnymi zbiorami pieśni i tańców, a tym bardziej po stworzeniu programu Ludu, gdy nadrzędnym kryterium wyboru
100

�do druku stało się pochodzenie geograficzne materiałów, te trzy rękopisy
przestały służyć jako swoisty indeks zapisanych w terenie melodii tańców.
Później, już tylko niekiedy wpisywał Kolberg przy zapisach nutowych i tekstach przyśpiewek odsyłacze z tytułem lub numerem tomu Ludu, w którym
zostały opublikowane.
*
Cała zachowana spuścizna Oskara Kolberga, drukowana i rękopiśmienna, została opublikowana w 84 tomach jego Dzieł wszystkich. Pierwsza
część Dzieł (tomy 1-36) to reedycja fotooffsetowa monografii regionalnych,
tj. Ludu i Obrazów etnograficznych wydanych w latach 1857–1890, obok
których znalazły się wydane poza tymi cyklami Chełmskie i Przemyskie
oraz Wołyń, jedno z opracowań późniejszych wydrukowane w roku 1907
na podstawie rękopisów Kolberga. W drugiej części Dzieł w tomach 37–69
opublikowano zgromadzone przez niego i zachowane w rękopisach źródła folklorystyczne i etnograficzne oraz artykuły i inne drukowane jego
prace, materiały i utwory o bardzo zróżnicowanym charakterze, tj. kompozycje, artykuły z zakresu historii i teorii muzyki oraz korespondencję.
Najobszerniejsza w tej części edycji jest bogata dokumentacja kultury ludowej, co najmniej dorównująca wartością, znaczeniem i objętością tomom
wydanych przez Kolberga w XIX w. Ostatnie tomy 70–84 to suplementy
i komentarze źródłowe do monografii opracowanych przez Kolberga. Trzyczęściowy tom Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło zamyka Dzieła wszystkie.
Warto jeszcze na zakończenie przypomnieć najważniejsze zasady edycji
Dzieł wszystkich Kolberga. Dla wydawców spuścizny autora Ludu podstawowe było założenie, że źródła przez niego zebrane powinny być przygotowane do druku zgodnie z jego koncepcją monografii regionalnej, do
której były ostatecznie przeznaczone, tzn. w takim układzie treści, jaki dla
niej przyjął on w tomach Ludu i Obrazów etnograficznych. Kontynuacja
Kolbergowskiego modelu monografii uznana została za zabieg celowy już
na początku edycji Dzieł wszystkich przez Józefa Bursztę, ich redaktora
od jesieni 1961 do lata roku 1987. Zdanie to podzielał Komitet Redakcyjny
kierowany w latach 1962–1976 przez Juliana Krzyżanowskiego, w latach
1976–2010 przez Gerarda Labudę, a później przez Aleksandra Posern-Zielińskiego. Założenie to realizował zorganizowany przez Józefa Bursztę
w latach 1962–1963 niewielki zespół stałych pracowników Redakcji Dzieł
101

�Wszystkich Oskara Kolberga, przekształconej w roku 1997 w Instytut im.
Oskara Kolberga. Z upływem czasu zespół ten nieco się zmieniał, jednak
zawsze pozostawał zbyt szczupły w stosunku do zadań, jakie trzeba było
wykonać.
Równie istotna była zasada, że różne typy źródeł zgromadzonych przez
Kolberga w czasie badań terenowych, przekazanych mu przez współpracowników, a także pochodzących z jego kwerend w drukach XIX-wiecznych
i wcześniejszych powinny zostać potraktowane w edycji Dzieł wszystkich
równorzędnie, zgodnie z założeniami i praktyką autora Ludu. Do druku
przeznaczono więc wszystkie materiały etnograficzne i folklorystyczne zachowane w archiwum Kolberga, bez ich wartościowania czy selekcjonowania, niezależnie od autorstwa, charakteru czy stopnia opracowania. On sam
mógł przed zakończeniem prac nad monografią uzupełnić i weryfikować
swe notatki, powtarzając badania lub odwołując się do współpracowników i literatury, mógł także dokonywać ich selekcji, wybierając pewne
materiały do opublikowania, a zostawiając inne niedrukowane w archiwum. Współcześni wydawcy możliwości takich nie mieli, miedzy innymi
dlatego, że Kolberg nie pozostawił w tym zakresie żadnych wskazówek.
Ostateczny kształt przygotowanych przez nich monografii może więc być
nieco inny od tego, jaki oddałby do druku on sam. Zawartość nowych tomów jest jednak uwarunkowana zwłaszcza stanem zachowania rękopisów
Kolberga, a u podstaw edycji jego spuścizny leży przede wszystkim przekonanie, że zgromadzone przez niego i do dziś zachowane materiały folklorystyczne i etnograficzne są niepowtarzalnymi źródłami do dziejów kultury
ludowej, które powinny być opublikowane w całości, ponieważ nie można
ich niczym zastąpić.

�Elżbieta Millerowa

Kalendarium podróży Oskara Kolberga

W ciągu półwiecza swojej działalności Kolberg nie prowadził systematycznie diariusza podróży badawczych. Nie zachowały się też w jego
archiwum rękopiśmiennym regularne notatki dotyczące kontaktów z regionalistami, współpracownikami i życzliwymi mu osobami, które gościły
go w swoich dworach i miejskich domach w trakcie wypraw terenowych
podejmowanych w latach 1839–1885. Informacje o podróżach rozproszone
są w zachowanych rękopisach i drukowanych tomach autora Ludu, a próba
pełnej rekonstrukcji jego wędrówek etnograficznych, nawet w zakresie podstawowym, tj. dat rocznych, odwiedzanych miejscowości i kontaktów, osób
gospodarzy i współpracowników oraz konkretnych zbiorów wiążących się
z tymi eksploracjami, napotyka na zasadnicze trudności. Powodują je nie
tylko luki w faktografii, ale także częsta ogólnikowość informacji i liczne
sprzeczności danych z różnych źródeł, co stwarza dylematy, które komplikują, niekiedy wręcz uniemożliwiają jednoznaczne ustalenie faktów, pewne
i prawidłowe wnioski co do miejsc pobytu, trasy podróży, a nawet jej czasu.
Tak więc zastrzeżenie podstawowe dotyczy nie tylko kompletności i jednoznaczności, ale i wiarygodności przekazów dokumentujących wyprawy
Kolberga. Z pewnością przedstawiany tu wykaz nie obejmuje wszystkich
podróży badacza, niektóre w rzeczywistości mogły przebiegać inaczej, zaś
jeszcze inne nie zawsze musiały być poświęcone badaniom etnograficznym.
Analiza zachowanych źródeł umożliwiła zbudowanie kalendarium, które
opiera się wprawdzie na całej dostępnej dokumentacji, z odnotowaniem zawartych w niej danych także sprzecznych lub wątpliwych, ale nie rozstrzyga wszystkich problemów dotyczących chronologii, kierunków i etapów
poszczególnych podróży. Z konieczności pozostało więc ograniczenie się do
rzetelnej prezentacji zachowanego materiału źródłowego i ewentualnych
wniosków z niego wynikających, często jedynie hipotetycznych.
Opracowując kalendarium, wykorzystano wyniki wieloletnich kwerend
dokonywanych w trakcie prac redakcyjnych i edytorskich nad materiałami
103

�Kolberga i obejmujących cały zachowany zasób rękopiśmienny i publikowany. Uwzględniono także literaturę przedmiotu, XIX-wieczną prasę, publikacje wspomnieniowe i pamiętnikarskie, rozpoznane jako przydatne do
przygotowania biografii Oskara Kolberga. W sumie opracowanie stanowi rezultat wieloletnich analiz i badań nad jego życiem, działalnością i spuścizną.
Jedynym i najpełniejszym dokumentem sporządzonym przez Kolberga
jako wykaz odbytych podróży jest brulionowy szkic, z lapidarnie ujętymi
informacjami o miejscowościach i czasami związanymi z nimi osobach odwiedzanych w poszczególnych latach, począwszy od roku 1836 do 1885.
Powstał pod koniec życia: w rękopisie widnieją na końcu wykazu lata 1886,
1887 i 1888 niewypełnione danymi, co zgodne jest z faktem, że nie odbył
już wtedy dłuższych podróży. Najprawdopodobniej spis ten sporządzony
został około 1889 roku na prośbę Izydora Kopernickiego, który z okazji
jubileuszu 50-lecia pracy naukowo-badawczej Kolberga przygotowywał
biografię jubilata. W rękopisie wykazu widoczne są wahania i poprawki,
informacje podane zostały wyraźnie skrótowo, są często niepełne i jak się
wydaje, nie zostały ponownie zweryfikowane. Brulion ten ma charakter roboczego zestawienia ewidencyjnego dla celów własnych; nie stanowi próby
usystematyzowania danych do publikacji. Spis tego rodzaju, sporządzany
po latach, kiedy daty i miejsca mogły się już zatrzeć w pamięci, zawiera też
niedokładności i błędy, co powoduje wspomniane komplikacje i wątpliwości co do chronologii, dat i kierunków wędrówek.
Omawiany wykaz, zwany dalej itinerarium (rkp. BN PAU i PAN, sygn.
2183, k. 69, opublikowany w części III Korespondencji Oskara Kolberga,
DWOK T. 66, s. 704–706 aneks 1), jako zestawienie własne Kolberga dotyczące podróży z lat 1836–1885, cytowany jest pod każdą datą roczną, przy
czym niejednokrotnie przywoływany jest pierwszoplanowo jako jedyny lub
najpełniejszy, choć niekoniecznie precyzyjny przekaz świadczący o odbytej
wyprawie. Odsyłając do tego źródła, nie podaje się każdorazowo sygnatury
i karty rękopisu (jest jedna).
W zebranej dokumentacji wykorzystane zostały także inne zachowane
świadectwa, tj.:
– rkp. Kolberga Szkic autobiografii obejmujący okres do 1861 roku (BN
PAU i PAN, sygn. 2183, k. 68);
– rkp. Kolberga pt. Notatnik zawierający rachunki osobistych wydatków Oskara Kolberga za lata 1859–1869 (BN PAU i PAN, sygn. 3210,
k.1– 24), w którym znalazły się m.in. informacje o podróżach i ich kosztach,
104

�zapisywane jednak z różnym stopniem szczegółowości – dalej w odesłaniach do tego manuskryptu podaje się jego sygnaturę i kartę;
– korespondencja z rodziną, przyjaciółmi, mecenasami itd., w której temat wypraw Kolberga przewija się w różnym kontekście i formie, od lakonicznych wzmianek do obszerniejszych opisów i relacji (Korespondencja
Oskara Kolberga, cz. I–III, DWOK T. 64–66);
– informacje podawane przez Kolberga we wstępach do tomów Ludu
i Obrazów etnograficznych, w których niekiedy wymienia on lata badań,
najważniejsze dla swoich eksploracji i zbiorów miejscowości pobytu i prac
terenowych, współpracujące z nim osoby;
– sprawozdania z podróży bądź opracowane przez Kolberga dla Akademii Umiejętności, która poza finansowaniem jego wydawnictwa w niektórych latach przyznawała specjalne fundusze na wyprawy badawcze (zob.
np. rok 1875), bądź publikowane w formie korespondencji prasowych z odwiedzanych miejscowości czy krajów (zob. np. rok 1857);
– dokumenty poświadczające urlopy Kolberga, paszporty podróżne,
określające cel i kierunek wypraw, z potwierdzeniem miejsca i daty wyjazdu, pobytu i powrotu do Warszawy, zachowane w tece z papierami osobistymi Kolberga (BN PAU i PAN, sygn. 2183);
– luźne i rozproszone notatki Kolberga, drukowane i rękopiśmienne,
w których okazjonalnie wymienia niekiedy daty i miejsca przez siebie odwiedzane;
– materiały do biografii Kolberga zebrane przez Izydora Kopernickiego, przyjaciela, świadka pracy autora Ludu w latach krakowskich, wykonawcy jego testamentu i pierwszego biografa, tj.: rękopiśmienne notatki
tego autora, dotyczące podróży Kolberga (BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 68)
oraz opracowana przez niego biografia Kolberga, opublikowana jako studium wstępne do tomu Przemyskie wydanego po śmierci przyjaciela w 1891
roku (Przedmowa wydawcy, w: O. Kolberg Przemyskie, DWOK T. 35,
s. V–XX).
Notatki swe sporządził Kopernicki jako uzupełnienie rękopiśmiennego
Szkicu autobiografii Kolberga, obejmującego okres do roku 1861 (zamieścił
je na tej samej karcie manuskryptu). Powstały zapewne w oparciu o wspólne z Kolbergiem ustalenia, choć są fragmentaryczne, zawierają skomasowane daty roczne podróży w poszczególne regiony bądź do konkretnych
miejscowości Rzeczypospolitej od 1842 do 1870 roku. Nie obejmują jednak
wszystkich lat z tego okresu.
105

�Z kolei w ramach drukowanej Przedmowy wydawcy Kopernicki zamieścił (na s. IX, X i XI) sumaryczny spis podróży Kolberga do poszczególnych regionów (bez podawania miejscowości i goszczących Kolberga
osób) uporządkowany chronologicznie (daty roczne). Dane zawarte w obu
opracowaniach Kopernickiego po części potwierdzają informacje podane
przez Kolberga w itinerarium i w pozostałych źródłach, inne dopełniają
je, jeszcze inne są jednak odmienne bądź z nimi sprzeczne i podważające
materiał Kolberga. Niezależnie od tego wszystkie zostały przytoczone w kalendarium, gdyż nie zawsze mamy pewność, które informacje są prawdziwe
i wiarygodne.
Dalej przy opisie poszczególnych podróży nie przywołuje się każdorazowo sygnatury i karty notatek Kopernickiego z rękopisu (jedna karta),
natomiast odesłania do napisanej przez niego biografii Kolberga podaje się
w formie skróconej do tytułu i strony.
W kalendarium przywołano także odnalezione świadectwa spoza archiwum badacza, takie jak np. notatka prasowa o pobycie Kolberga w Mazewie
w Łęczyckiem w lipcu 1860 roku lub wzmianka w liście Felicjana Faleńskiego do Karola Estreichera o wyjeździe Kolberga do Krakowa w sierpniu
1871 roku czy wspomnienie Lucjana Siemieńskiego o spotkaniu Kolberga
w Tatrach i Pieninach w 1857 roku.
Można uznać, choć jedynie w pewnym przybliżeniu, że poszczególne
świadectwa różnią się stopniem wiarygodności. Największą posiada zapewne Notatnik z rachunkami obejmujący jednak tylko jedenaście lat
(1859–1869) i korespondencja, prowadzona także na bieżąco, sprawozdania
składane Akademii Umiejętności (np. z podróży w 1875 roku), doniesienia
i korespondencje prasowe oraz potwierdzenia pobytu odnotowane w paszportach. Przekazy podawane po latach dzielących je od dawnych podróży,
np. we wstępach do poszczególnych tomów wydawanych niekiedy dużo
później niż pozyskanie zbiorów z wypraw terenowych Kolberga, nie pokrywają się niekiedy z innymi danymi źródłowymi.
Zakres i charakter dokumentacji źródłowej dla podróży odbytych w poszczególnych latach jest bardzo zróżnicowany. Niektóre wyprawy poświadczane są jedynie lakonicznymi informacjami z itinerarium, inne również
pojedynczymi przekazami spoza tego rękopisu Kolberga, jeszcze inne mają
bogatsze potwierdzenie i opis w zachowanych źródłach. Nie zawsze wiadomo, czy wymieniana miejscowość (np. w sformułowaniu: „na Kielce”)
oznaczała jedynie kierunek podróży czy miejsce pobytu, czy stanowiła
106

�stację pośrednią w drodze, gdzie następowała tylko przesiadka lub zmiana
rodzaju transportu z pociągu na konie przysłane przez zapraszającego Kolberga właściciela dworu, czy też była stacją docelową, w której badacz się
zatrzymał i prowadził badania. Niejednokrotnie nie znamy też okoliczności
podróży Kolberga, jej ram czasowych i tras, związanych z nią kontaktów,
konkretnych stacji badawczych, warunków pobytu itd.
Nierównomiernie zasobna jest też dokumentacja zawarta w korespondencji. Znacznie uboższe informacje o wędrówkach Kolberga przynoszą
listy z lat warszawskich, tj. do roku 1871, i to nie tylko dlatego, że zachowało się ich o wiele mniej niż z lat późniejszych, tj. z okresu pobytu w Modlnicy i w Krakowie, gdyż po części zostały zniszczone w czasie wojny.
W dużej mierze o oszczędnym informowaniu Kolberga o swoich podróżach lub wręcz o ich przemilczaniu w listach i notatkach osobistych, pisanych w Warszawie decydowała sytuacja polityczna w zaborze rosyjskim.
Szczególnie nasilone w Królestwie Polskim restrykcje policyjne zaborców,
podejrzliwość i inwigilacja władz, kontrolowanie korespondencji, zwalczanie wszelkich propolskich działań wymuszały autocenzurę i krępowały
swobodę wypowiedzi. Niektórzy współpracownicy i gospodarze goszczący
Kolberga woleli zapewne pozostać anonimowymi, a może i rezygnowali
z listów lub szyfrowali ich treści z obawy przed prześladowaniami za udział
w walkach czy akcjach niepodległościowych, pomoc powstańcom itd. Niekiedy współpracownicy Kolberga wręcz prosili w listach o nieujawnianie
ich nazwisk w drukowanych przez niego tomach i niesygnowanie imienne
pozyskanych od nich a publikowanych tam materiałów. Sytuacja ta skłaniała także do częstej praktyki przekazywania korespondencji przez zaufanych
pośredników, nie pocztą, lub ograniczała wymianę listów Kolberga z mieszkańcami Królestwa Polskiego. Dużo pełniejszą dokumentację podróży
Kolberga przynosi natomiast jego korespondencja z czasów krakowskich,
za autonomii Galicji, której mieszkańcy cieszyli się po 1867 roku znacznie
większymi swobodami obywatelskimi niż Polacy w zaborze rosyjskim.
Kalendarium jest więc wykazem pełnym w takim zakresie, jaki umożliwiły zachowane źródła rękopiśmienne i drukowane, którymi dziś dysponujemy, nie jest natomiast opracowaniem wyczerpującym, jeśli chodzi o faktograficzny obraz podróży Kolberga. Ma charakter porządkujący
i pomocniczy jako załącznik do biografii badacza, podobnie jak bibliografia jego prac i wykaz materiałów rękopiśmiennych. Jest jedynie rodzajem podręcznego przewodnika, który orientuje w przedsięwzięciach
107

�peregrynacyjnych Kolberga, ich skali i zasięgu na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej.
Warto tu przypomnieć, że omówienie podróży badawczych Kolberga i pozyskanych w ich trakcie materiałów przedstawiają w ujęciu
regionalnym wstępy do wydawanych po raz pierwszy w Dziełach wszystkich nowych monografii regionalnych oraz do suplementów dopełniających tomy opublikowane za życia Kolberga, tj. odpowiednio do tomów
39–59 i 70–84 DWOK.
W kalendarium nie uwzględniono miejscowości, które w rękopisach
terenowych i w drukowanych tomach lokalizują zapisane teksty i melodie
Kolberga, gdyż ze względu na jego metodę rejestracji folkloru takie noty
lokalizacyjne nie muszą oznaczać miejsca pobytu Kolberga. Dokumentował on folklor przy każdej nadarzającej się okazji, także poza miejscem
jego pochodzenia i funkcjonowania, zatem noty takie nie wskazują jednoznacznie, że zapisy wykonane zostały w czasie bezpośredniego kontaktu
z informatorem w odwiedzanej przez Kolberga miejscowości. Daty występują zaś w zapisach terenowych Kolberga niezwykle rzadko, a materiały datowane w druku (np. niektóre opisy wesela) nie muszą oznaczać
bytności Kolberga w danej miejscowości, a np. czas pozyskania ich od
współpracownika.
Nie objaśnia się tutaj wymienionych przez Kolberga w cytowanym itinerarium postaci przyjmujących go gospodarzy, właścicieli dworów i innych
osób. Informacje o nich zawiera korespondencja Kolberga, wspomniane
wyżej wstępy do nowych monografii regionalnych i do tomów suplementowych, a także część I – biograficzna – tego opracowania (tj. T. 85/I). Indeks
osób do trzech części pracy Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło znajdzie
czytelnik w tym woluminie (tj. T. 85/III).
Orientację w geograficznym usytuowaniu poszczególnych miejscowości,
z określeniem ich ówczesnej przynależności administracyjnej na podstawie
Słownika geograficznego Królestwa Polskiego… (T. 1–15 Warszawa 1880–
1902), umożliwi z kolei indeks geograficzny zamieszczony także w tym woluminie (tj. T. 85/III) .
Cytując Notatnik zawierający rachunki… , pomija się w kalendarium
kwoty wydatków wyszczególnianie przez Kolberga w rękopisie i dla większej przejrzystości potrzebnych tu informacji o trasach podróży nie zaznacza
tego pominięcia trzykropkiem w klamrze. Pełne zapisy z tego manuskryptu razem z kwotami cytowane są we wstępach do odpowiednich tomów
108

�suplementowych, przynosząc ciekawe informacje o kosztach i realiach podróży, a także o okolicznościach badań terenowych, takich jak np. opłaty
dla wykonawców za śpiewanie i granie.
1829 Podróż z rodzicami do Mariańskich Łaźni (wówczas Marienbad)
przez Wrocław i Pragę (trzydniowy pobyt), powrót do Warszawy
przez Drezno i Berlin.
Informację o tej wyprawie oraz o bytności w operze berlińskiej
w drodze powrotnej „na (Drezno i Berlin) z Marienbadu, dokąd pojechaliśmy wprzódy na Wrocław i Pragę”, podał Kolberg w swoich
notatkach dotyczących biografii Fryderyka Chopina wydanej przez
Maurycego Karasowskiego w 1882 roku (zob. Uwagi O. Kolberga
odnoszące się do książki M. Karasowskiego… , w: O. Kolberg Pisma
muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 473). Inne szczegóły znamy z listu
Kolberga z 22 IX 1880 r. do redakcji czeskiego „Světozora”, gdzie
wspomniał trzydniowy pobyt w Pradze i inne miejscowości na
trasie swojej podróży z 1829 roku: „Kralovyhrad, Podiebrad, Cheb,
Pilzno, Karlsbad, Saatz, Bilin i Teplice” (zob. brulion tego listu, Korespondencja… cz. II, DWOK T. 65, s. 407). Podróż do Czech i pobyt
z rodzicami w Marienbadzie w 1829 roku wymienił także w notatce
zamieszczonej w brulionie listu do Ludwika Jenikego z 31 I 1881 r.
(zob. tamże, s. 462).
1834 (lub 1835) – 1836 – Pobyt w Berlinie prawdopodobnie od końca 1834
lub początku 1835 roku, do końca 1836 roku; w tym czasie kursy
księgowości w akademii handlowej i studia muzyczne kompozycji
u Carla Friedricha Girschnera i Carla Friedricha Rungenhagena.
Dokładna data wyjazdu do Berlina nie jest znana, powrót do
Warszawy w drugiej połowie lub pod koniec listopada 1836 roku
ustalić można na podstawie daty pisma z 30 XI 1836 r. skierowanego
do Kolberga w sprawie zwolnienia go od poboru do wojska (BN PAU
i PAN, sygn. 2185/3, k. 74) i świadectwa umiejętności muzycznych
wystawionego Kolbergowi przez Józefa Elsnera 14 XII 1836 roku
w Warszawie po odbytym u niego egzaminie (BN PAU i PAN, sygn.
2183, k. 37).
W itinerarium do roku 1836 przypisał Kolberg podróż „do Homla, Mińska, Wilna, Mitawy, Rygi, Windawy i powrót [przez] Wilno,
109

�Białystok”, ale w świetle innych dokumentów informacja ta jest
błędna (zob. rok 1837).
1837 Pobyt w Mitawie (dziś Jełgawa) na Łotwie, gdzie pracował jako
nauczyciel muzyki, zapewne przez blisko rok, następnie powrót do
Warszawy przez Homel.
W itinerarium pod rokiem 1837 Kolberg zapisał tylko: „Białystok (Michałowscy, Daszkiewicze)”. Tamże odnotował jako odbytą
w 1836 roku podróż „do Homla, Mińska, Wilna, Mitawy, Rygi, Windawy, powrót [przez] Wilno, Białystok”, ale notatka ta jest sprzeczna
z innymi dokumentami. Może dotyczyć tylko 1837 roku, lecz została
mylnie przypisana do roku wcześniejszego (zob. też rok 1836).
W Szkicu autobiografii Kolberg zanotował : „Rok 1837 przebyłem na wsi jako nauczyciel muzyki prywatny” (rkp. BN PAU i PAN,
sygn. 2183, k. 68), a Mitawę (dziś Jełgawa) jako miejsce pracy wskazuje świadectwo Karoliny de Kreutz wystawione 18 I 1838 roku
(zob. Korespondencja… cz. III, DWOK T. 66, s. 707-708, aneks 2),
w którym potwierdza ona roczny pobyt Kolberga w jej domu, nie
podając jednak dokładnych dat. Pobyt w Homlu w końcu 1837 roku
poświadcza adresowany do tej miejscowości list Wilhelma Kolberga do brata z 10 XII 1837 r. (Korespondencja… cz. I, DWOK T. 64,
s. 1–3). Miejscowości wymienione przez Kolberga w itinerarium pod
rokiem 1836 i notatka o pobycie w Białymstoku w 1837 roku wskazują więc zapewne trasę podróży na przełomie lat 1836–1837 oraz
powrotu do Warszawy w końcu roku 1837.
1838 Według itinerarium: „Do Tretek (do Czajkowskich)”.
1839 Według itinerarium: „Do Tretek (do Czajkowskich)”. Notatki biograficzne Kolberga wskazują także na okolice Warszawy, Czerniaków
i Wilanów.
Ze Szkicu autobiografii wynika, że w roku 1839 Kolberg zaczął
notować melodie ludowe w okolicach Warszawy: „[…] słyszane oryginalne odgłosy piszczałek, skrzypeczek i katarynek poza miastem
(w Czerniakowie, Wilanowie itd.) skłoniły mnie do poszukiwań
w tym kierunku. Pierwszy połów na większe rozmiary dokonany
w r. 1839 w Wilanowie dał mi już spory zasób ciekawych motywów
110

�i popchnął do dalszych poszukiwań na tym polu” (rkp. BN PAU
i PAN, sygn. 2183, k. 68).
1840 Według itinerarium: „W okolice Warszawy, do Tretek”.
1841 Według itinerarium: „Pieszo do Czerska (z Konopką), do Tretek; do
Berlina, Lipska, Pragi (na Marienbad).” Prawdopodobnie tego roku
Kolberg był po raz pierwszy w Poznaniu, wracając z Mariańskich
Łaźni przez Pragę i Berlin lub w drodze do Czech.
Wędrówkę do Czerska wspomina badacz także w Szkicu autobiografii (rkp. sygn. Bibl. PAU i PAN 2183, k. 68) oraz w swoim
wstępie do części I Mazowsza (DWOK T. 24, s. XI), gdzie podaje
informację, że była to czterodniowa wyprawa w okresie Zielonych
Świąt, odbyta wspólnie z Józefem Konopką, Walentym Zakrzewskim
i Emilianem Jenikem. Informację o drugim, równie krótkim pobycie w Pradze znajdujemy w przytoczonym wyżej liście do redakcji
„Světozora” z 22 IX 1880 r. (por. wyżej, rok 1829), jednak tam nie
została podana trasa podróży wskazana w itinerarium. Wzmiankę
o bytności w 1841 i wcześniej w 1829 roku „w Czechach (w Marienbadzie z rodzicami”) Kolberg podał także w notatce zamieszczonej w
brulionie listu do Ludwika Jenikego z 31 I 1881 r. (Korespondencja…
cz. II, DWOK T. 65, s. 462). Tu omyłkowo połączył z datą 1841 oboje
rodziców; zapewne wówczas podróżował tylko z matką, gdyż ojciec
wówczas już nie żył (zmarł w 1831 roku.)
W niedatowanym brulionie listu do Antoniego Woykowskiego
Kolberg wspomina swoją wcześniejszą bytność w Poznaniu, która
przypadła zapewne na rok 1841. Brulion tego listu mógł być pisany
w pierwszej połowie roku 1842, między początkiem tego roku, a 28
czerwca. Na pierwszą datę graniczną wskazuje znajdujące się w nim
wspomnienie publikacji „pieśni ostatnich” Woykowskiego, którą
Kolberg miał już w ręku – jak wyraźnie pisze –wymieniając zawarty w niej utwór Do gwiazdy (Korespondencja… cz. I, DWOK T. 64,
s. 5). Pieśń ta z tekstem Edmunda Wasilewskiego ukazała się jako nr
1 w liczącym trzy utwory zeszycie II zbiorku Piosnki polskie z towarzyszeniem fortepianu, wydanym przez Woykowskiego na początku 1842 roku (nr 2 i 3 to Marzenie Stefana Witwickiego oraz
Pieśń gminna Wincentego Pola). Recenzję wydania tego zeszytu
111

�zamieścił Marceli A. Szulc w „Gazecie Wielkiego Księstwa Poznańskiego”, w nr. 37 z 14 lutego 1842 roku (opatrując tekst datą: 8 lutego). Ponieważ 28 czerwca 1842 roku Kolberg podpisał w Poznaniu
umowę wydawniczą z Janem Konstantym Żupańskim na druk Pieśni ludu polskiego (zob. Korespondencja… cz. III, DWOK T. 66,
s. 708–710, aneks 3), list do Woykowskiego musiał być napisany
w 1842 roku, przed tą datą, nie zaś – jak podano w części I Korespondencji (DWOK T. 64, w metryce listu, na s. 6) – w roku 1840
lub 1841. Wzmianka w brulionie do Woykowskiego o wcześniejszej
bytności Kolberga w Poznaniu odnosi się więc zapewne do roku
1841, kiedy to odwiedził miasto po raz pierwszy w drodze do Mariańskich Łaźni przez Berlin i Pragę albo podczas powrotu tą samą
trasą do Warszawy.
1842 Według itinerarium: „Do Landek [tj. Lądka Zdroju] – do kąpieli,
z matką (na Wrocław), do [Johannisbadu] (Opawa); do Krakowa
i Modlnicy; powrót na Kielce”. Umowa wydawnicza zawarta przez
Kolberga w Poznaniu (zob. niżej) wskazuje na pobyt w tym mieście,
może tylko w przejeździe na kurację.
W notatce o bytności w Lądku Zdroju i po czeskiej stronie
Sudetów oraz w Opawie Kolberg zapewne omyłkowo wpisał Johannisburg; to niemiecka nazwa ówczesnego Jańsborka, miasta
powiatowego na Mazurach (dziś: Pisz), prawdopodobnie chodziło
o ówczesny Johannisbad (tj. Janské Lázně, Jańskie Łaźnie), miejscowość uzdrowiskową leżącą po czeskiej stronie Karkonoszy.
Pobyt w Lądku Zdroju poświadcza brulion listu Kolberga do Jana
Konstantego Żupańskiego z 12 IX 1842 r., gdzie podaje on także datę
powrotu do Warszawy w dniu 20 sierpnia (Korespondencja… cz. I,
DWOK T. 64, s. 9 – tam w druku błędna data roczna: 1841 zamiast
1842.) Z kolei odwiedziny Krakowa i Modlnicy w drodze powrotnej
do Warszawy potwierdza list Kolberga do Józefa Konopki z 13 VIII
1842 r. (tamże, s. 11).
Według Kopernickiego odwiedził Kolberg wówczas Modlnicę
i Mogilany (notatki rękopiśmienne oraz Przedmowa wydawcy….
s. IX).
Na bytność w Poznaniu wskazuje podpisana tam przez Kolberga 28 czerwca 1842 roku umowa wydawnicza z J. K. Żupańskim
112

�na edycję Pieśni ludu polskiego (rkp. sporządzony przez A. Woykowskiego jako świadka tej umowy, zob. Korespondencja… cz. III,
DWOK T. 66, s. 708–710, aneks 3).
1843 Według itinerarium: „Do Jadowa, Wyszkowa, Wysocego (Suskich,
Norwida); do Czepielewa [Ciepielewa] pod Rożanem (Rzechowskich)”.
Wędrówki po „Mokrym Lesie, po Wysoc[em], Wyszkowie i Głuchach” oraz pobyt „w słomianym dworcu p. Ludwika Norwida”
wspominane są, choć bez podania dat, w korespondencji Kolberga z Teofilem Lenartowiczem, towarzyszem tych wycieczek (zob.
listy z 25 III i z 5 V 1857 r., Korespondencja… cz. I, DWOK T. 64,
s. 66 i 70, zob. też E. Antyborzec „Mazowsze” Oskara Kolberga,
w: O. Kolberg Mazowsze. Suplement do tomów 24–28, DWOK
T. 80, s. XXI–XXII).
Natomiast Kopernicki w swoich. notatkach zapisał: „Do Kurpiów,
z Warszawy na Jadów, Wyszków, do Ostrołęki i do wsi Wysoce,
do Cypr[iana; błędnie, powinno być: Ludwika] Norwida i do Czepielewa [Ciepielewa] do p. Rzechowskich pod Rożanem w r. 1844,
45 i 47”, powtarzając w drukowanej biografii, że Kolberg odwiedził
„w latach 1844, 1845 i 1847 krainę Kurpiów”. Tamże pod rokiem
1843 wymienił Kopernicki natomiast inne podróże Kolberga, pisząc,
że „powtórnie zwiedził Krakowskie, Podgórze Beskidowe, Podhale
i Śląsk” (Przedmowa wydawcy…, s. IX). Żadne inne dokumenty informacji tych jednak nie poświadczają.
Rok 1843 podaje też Kolberg jako datę swojej podróży w Kaliskie we wstępie do monografii tego regionu, przywołując: „krótki i dorywczy, acz kilkokrotny nasz w Kaliskiem pobyt (w latach
1843 i 1863), głównie we wsiach Rusocice, Zbiersk, Cielce, Rudlice,
Łyskornie [Łyskornia] i Krasice […]” (Kaliskie, DWOK T. 23, s. III),
nie wiadomo jednak, które z tych miejscowości odwiedził w 1843,
a które później, w roku 1863.
1844 Według itinerarium: „Do Gończyc (do Kiwerskich) pod Garwolinem,
Łaskarzewem, do Przysuchy (do Żurkowskich)”.
Wyjazdu w tym roku w okolice Garwolina i do Przysuchy nie
potwierdzają inne źródła.
113

�Kopernicki wymienia natomiast w tym roku podróż „do Kurpiów
[…] i do Czepielewa [Ciepielewa]” (zob. wyżej, rok 1843).
1845 Według itinerarium: „Do Cielc (Jab[ł]kowski), Brudzewa (Gorowskich [Gurowskich]), Łyskorni (Karśnickich), Stawiszyna, Zbierska
(Kożuchowski)”.
Kopernicki nie wspomina w tym roku wyprawy Kolberga w Kaliskie, podaje natomiast podróż „do Kurpiów[…] i do Czepielewa [Ciepielewa]” (zob. wyżej, rok 1843).
1846 Według itinerarium: „Koleją do Rudy [Guzowskiej], do Kromnowa
(Czerwińska)”.
We wstępie do części II Radomskiego (DWOK T. 21, s. III) Kolberg informuje, że materiały zawarte w tomie zebrane zostały
„w guberni radomskiej w latach 1846, 1847, 1854, 1859 […]”. Podróży
po Mazowszu, wskazanej w itinerarium ani pobytu w Radomskiem
w roku 1846 nie potwierdzają inne źródła.
1847 Według itinerarium: „Koleją; Tretki, Sójki, Sierakówek”.
Brak innych danych źródłowych, które dokumentowałyby tę podróż Kolberga w okolice Kutna oraz Gostynina. Nie wiadomo też, dokąd
podróżował w tym roku koleją. Kolej warszawsko-bydgoską otwarto
w 1862 roku, a odcinek łączący Łowicz z Kutnem w 1861 roku – może
był to wyjazd służbowy na trasie kolei warszawsko-wiedeńskiej.
W cytowanym wyżej wstępie do części II Radomskiego Kolberg
przywołuje jeszcze rok 1847 jako jeden z kilku, gdy zbierał materiały „w guberni radomskiej”, nie podaje jednak miejscowości ani trasy
tej podróży (zob. wyżej, rok 1846).
Według notatek Kopernickiego w roku 1847 podróżował Kolberg
jeszcze „do Kurpiów […] i do Czepielewa [Ciepielewa]” (zob. wyżej,
rok 1843).
1848 Według itinerarium: „Do Wes[s]lów, do Zyrzyna, Osin, Puław”.
Podróż tę potwierdza Kopernicki w swoich notatkach: „W Lubelskie – do Zyrzyna i Osin, i okolicy pod Puławami, do pp. Wesslów
w r. 1848 i 1849”, zaś w Przedmowie wydawcy… (s. IX) pod rokiem
1848 i 1849 informuje ogólnie: „Lubelskie”.
114

�1849 Według itinerarium: „Koleją do Rudy [Guzowskiej], Płochocina”.
Przed wyjazdem do Rudy Kolberg prawdopodobnie był w Pruszkowie, miejscowości na trasie kolei miedzy Warszawą a Rudą Guzowską. Wskazuje na to jedyny zachowany list jego matki z roku
1849 (bez daty miesięcznej i dziennej), w którym zachęca ona Oskara
do przyjazdu z Pruszkowa do Rudy, gdzie przebywa z wnukiem (Korespondencja… cz. I, DWOK T. 64, s. 47).
Kopernicki wymienia natomiast w tym roku podróż w Lubelskie
(zob. wyżej, rok 1848).
1850 Według itinerarium: „Do Kozienic (do Rychterów)”.
Jedynym śladem tej podróży mógłby być niedatowany brulion
listu Kolberga do nieznanego adresata, w którym pisze: „[…] od paru
dni bawię w domu p. Richtera [Rychtera]” i informuje, że pośredniczy w załatwieniu u niego praktyki agronomicznej dla niezidentyfikowanego „p. Ludwika” w prowadzonym „wzorowo i energicznie”
gospodarstwie (zob. Korespondencja… cz. III, DWOK T. 66, s. 678–
679). List ten nie wnosi jednak niezbędnych informacji na temat tego
pobytu, ponieważ Kolberg nie podaje w nim imion gospodarzy ani
miejscowości i daty, a do Kozienic podróżował jeszcze kilkakrotnie
później, może również do nieznanej rodziny Rychterów, jak w roku
1850 i 1851.
1851 Według itinerarium: „Tamże [tj. do Kozienic (do Rychterów), zob.
wyżej, rok 1850]; do Baszowic, Św. Krzyża”.
1852 Według itinerarium: „Do Jakuszewskich, do Lewińskich w Rzeczycy
n[ad] Pilicą”. Z innych źródeł (zob. niżej) wynika, że poza Mazowszem odwiedził też Kolberg Kieleckie.
Podróż w tym roku w Kieleckie poświadcza badacz we wstępie do części I monografii tego regionu (DWOK T. 18, s. I), gdzie
pisze: „Szczegóły zwyczajów, mianowicie weselnych, […] spisywaliśmy w latach 1852–1856 w różnych tej prowincji okolicach, a przeważnie pod Chmielnikiem, Szydłowem, Stopnicą, Wiślicą, Koszycami, Szkalmierzem, Miechowem, Skałą, Olkuszem, Pilicą, Ogrodzieńcem, Siewierzem i Będzinem”. Datą roczną 1852 opatrzył też
Kolberg w druku trzy opisy wesel pochodzących z wymienionych
115

�miejscowości Kieleckiego i ich okolic (tamże, wesela VIII, IX i XI),
czego nie praktykował w swoich materiałach systematycznie.
Na pobyt w Będzinie może dodatkowo wskazywać zachowane w jego spuściźnie urzędowe pozwolenie na zwiedzenie kopalni
„Ksawery” pod Będzinem i hut cynkowych tamże, wystawione dla
Kolberga 16 VIII 1852 r. przez naczelnika Zakładów Górniczych
Oddziału Dąbrowa i podpisane przez jego zastępcę nieczytelnym
nazwiskiem (BN PAU i PAN, sygn. 2185/3, k. 242–243). Czy jednak
Kolberg wykorzystał to pozwolenie, nie wiadomo.
Z kolei o pobycie w Szycach w 1852 roku, w czasie wędrówki
m. in. po Olkuskiem, może świadczyć znajdująca się także w archiwum Kolberga niedatowana notatka zapewne jego matki, Karoliny
Kolberg: „Gdyby Oskar wyjechał z Szyc, uprasza się o podanie listu
za nim” (Arch. PTL, teka 36, sygn. 1317d, k. 37), adresowana do
syna jako „Urzędnika Dr[ogi] Ż]elaznej]”. Może ona jednak dotyczyć
pobytu w Szycach w trakcie etnograficznych lub służbowych podróży w latach wcześniejszych lub następnych (1853–1856). Szyce
Duchowne, wówczas miejscowość na samej granicy Galicji i Królestwa Polskiego, posiadająca komorę celną, położone były przy
trakcie z Olkusza do Krakowa, prowadzącym także przez Modlnicę,
z którą graniczą od południa. Może więc notatka matki dotyczy
innego pobytu w Szycach, odwiedzanych np. na trasie z Królestwa
do Galicji.
1853 Według itinerarium: „Do tychże [tj. do Jakuszewskich, do Lewińskich w Rzeczycy nad Pilicą, zob. wyżej, rok 1852], koleją do Częst[ochowy], Ząbkowic, Ojcowa”.
Pobyt w Kieleckiem w tym roku potwierdza informacja we wstępie do monografii tego regionu (zob. wyżej, rok 1852).
Podróż „w okolicę Częstochowy i Ojcowa” w roku 1853 odnotowuje też Kopernicki w Przedmowie wydawcy… (s. IX).
Być może w roku 1853 odwiedził Kolberg również Mazew w Łęczyckiem, na co wydaje się wskazywać notatka „Mazew 1853”
w jego rękopisie terenowym z zapisami melodii (Arch. PTL, teka
42, sygn. 1350, k. 185). Daty tej podróży do Mazewa, która byłaby
pierwszą do tej miejscowości, nie wymieniają jednak żadne inne
dokumenty.
116

�1854 Według itinerarium: „Do Radomia, Bilczy, Sandomierza, do Gór
[Wysokich] (Kol[l]atorowiczów), Baszowic”.
We wstępie do Sandomierskiego wymienia Kolberg „dłuższy nieco” pobyt w trzech miejscowościach tego regionu: w Bilczy, Górach
Wysokich nad rzeką Łukawą i w Rytwianach nad rzeką Czarną,
nie podaje jednak dat (DWOK T. 2, s. 8). Z rokiem 1854 wiąże też
Kolberg podróż w Kieleckie, wymieniając we wstępie do części I tej
monografii (DWOK T. 18) pięć kolejnych lat badań, od 1852 do 1856
roku i swoje stacje badawcze w tym regionie (zob. wyżej, rok 1852).
W rękopiśmiennych notatkach Kopernicki zapisał: „W Sandomierskie – do Bilczy (Gregorowicza) w r. 1854”, a w drukowanej
biografii Kolberga odnotował w tym roku jedynie: „Sandomierskie”
(Przedmowa wydawcy…, s. IX).
Sprzeczna z danymi w itinerarium, a wskazująca być może na
pierwszy pobyt na Ziemi Dobrzyńskiej jest wypowiedź Kolberga we
wstępie do pracy pt. Właściwości, pieśni i tańce ludu Ziemi Dobrzyńskiej, opublikowanej w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii
Krajowej” z 1882 roku (T. VI, w dziale III, s. 86–158), gdzie powołuje
się na swoje „materiały zebrane jeszcze w roku 1854” (zob. przedruk
w : O. Kolberg Mazowsze cz. VI, DWOK T. 41, s. 3). Mogły to być
jednak materiały uzyskane drogą pośrednią, co po latach się zatarło. Inne źródła tej podróży nie potwierdzają, w itinerarium podróż
na Ziemię Dobrzyńską datuje Kolberg na rok 1856 (zob. niżej, rok
1856).
1855 Według itinerarium: „Do Kozienic, Radom, Skarysz[ew], Sandom[ierz], Staszów, Stopnica, Wiślica, Chmielnik (Potok)”.
Według informacji we wstępie do części I Kieleckiego (DWOK
T. 18, s. I) odwiedził Kolberg także inne miejscowości tego regionu
poza wymienionymi w itinerarium Stopnicą, Wiślicą, Chmielnikiem
i Potokiem (zob. wyżej, rok 1852).
Miesięczną podróż w Kieleckie dokumentuje także zachowane świadectwo urlopowe wystawione dla Kolberga, „buchaltera
Dyrekcji Drogi Żelaznej Warszawsko–Wiedeńskiej” 23 VII 1855 r.
na 28 dni celem udania się do guberni radomskiej, do Buska i Solca dla poratowania zdrowia”(BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 49). Na
dokumencie widnieją ostemplowane i podpisane przez urzędników
117

�notatki potwierdzające kolejno: wyjazd z datą „30 VII/11 VIII 1855”,
podróż statkiem parowym Wisłą, z adnotacją: „13/8 55”, bytność
w Łubnicach przed powrotem poświadczona notatką: „Widziano
w urzędzie wójta gminy Łubnice, gdzie Wny Oskar Kolberg kurację
solanką odbywał. Obecnie służy do powrotu do Warszawy. Sichów
dnia 28 [VIII]/9 IX 855”. Odnotowana jest także data powrotu do
Warszawy – „Warsz. 29/9 55”. Busko, Solec, Łubnice i Sichów to
miejscowości w ówczesnym powiecie stopnickim. Czy Kolberg odbył kurację w Solcu i Busku, czy i jakie jeszcze miejscowości wówczas odwiedził, nie wiadomo.
Kopernicki w Przedmowie wydawcy... (s. IX) informuje: „1855
i 1856 – Radomskie, Kieleckie, Krakowskie w granicach Królestwa
Polskiego i Płockie”, przy czym według itinerarium podróże w Krakowskie i Płockie przypadły na drugi wymieniony w notatce rok
(zob. niżej, rok 1856). Natomiast w swoim rękopiśmiennym uzupełnieniu do autobiografii Kolberga Kopernicki notuje: „W r. [18]55,
[18]56 do Kozienic, pod Radom; Kielce, Stopnica i Ojców”.
1856 Według itinerarium: „Do Kozienic, Radomia (Gołębiów) statkiem
par[owym], koleją do Ojcowa, do Sterdyni (w kwietniu), do Mąkolina (Matuszewskich), do Dziewanowsk[ich], do Działynia, do Łążyna
(Zielińskich)”.
We wstępie do części I monografii Kieleckiego (DWOK T. 18)
Kolberg potwierdza badania w tym regionie w 1856 roku (zob. wyżej, rok 1852).
Pobyt na historycznym Podlasiu, w Sterdyni, określony w itinerarium na kwiecień, może z kolei wiązać się z wyjazdem na Święta Wielkanocne. 4 kwietnia 1856 roku Kolberg pisze do firmy Rau
u. Sohn w Dreźnie, że odebrał list od nich późno, bo „dopiero po
Świętach Wielkanocnych, które spędził na wsi” (Korespondencja…
cz. I, DWOK T. 64, s. 58 i 59). W 1856 roku Wielkanoc przypadała
na 23 marca, może zatem w Sterdynii przebywał jeszcze w pierwszych dniach kwietnia. Żaden inny przekaz źródłowy nie potwierdza
pobytu Kolberga w tej miejscowości.
Kopernicki zarówno w Przedmowie wydawcy, jak i w rękopisie
wymienia podróże w Radomskie, Kieleckie i Krakowskie w granicach Królestwa Polskiego oraz w Płockie (zob. wyżej, rok 1855),
118

�a w notatkach informuje jeszcze: „do Płockiego – w [r.] 1856, do Dziewanowskiego i Gust[awa]. Zielińskiego”, tj. do Działynia i do Łążyna
na Ziemi Dobrzyńskiej (zob. wyżej, rok 1854).
Mąkolin w Płockiem badacz odwiedził prawdopodobnie
w drodze do Działynia.
1857 Trzymiesięczna podróż (od lipca do października), przebiegająca na
trasie: Kraków, Modlnica, Mogilany, Zakopane, Tatry, Szczawnica,
Czorsztyn i Krynica, następnie znowu Kraków, potem Wiedeń, Lublana, Zagrzeb, Primorje (wybrzeże dalmatyńskie), Triest i Wenecja.
W itinerarium jedynie zapis: „Do Wiednia, Triestu, Wenecji; do
Szczawnicy”.
W Korespondencji nadesłanej z Wiednia i opublikowanej w „Ruchu Muzycznym” z 1857 roku, w nr. 26, datowanej 11 września 1857
roku, Kolberg relacjonuje szerzej 6-tygodniowy pobyt w Tatrach.
Odwiedził wówczas Morskie Oko, Dolinę Kościeliską, Stawy Gąsienicowe, Dolinę Roztoki, Dolinę Pięciu Stawów, Giewont, Biały Dunajec, a poza Tatrami także Szczawnicę, Czorsztyn i Krynicę. Wspomina o „dłuższej bytności” w domach Homolaczów w Zakopanem
i Konopków w Modlnicy i Mogilanach, o „paru dniach” w Krakowie,
zwiedzaniu Wiednia, krótkim pobycie w Lublanie, Trieście i Wenecji” (zob. przedruk w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II, DWOK T.
62, s. 357–363).
Podróż tę dokumentują też lakoniczne wzmianki w późniejszej
korespondencji: w roku 1881 w notatkach dołączonych do listu z 31
stycznia zapisał m. in. : „[…] 1857 – w Lublanie i Zagrzebiu w Ilirii”,
a 1 sierpnia 1886 roku w liście do F. S. Kraussa wspomina „krótki (bo kilkotygodniowy) pobyt w r. 1857 w Lublanie, Zagrzebiu,
Trieście i Primorju” (Korespondencja… cz. II, DWOK T. 65, s. 462
i tamże, cz. III, DWOK T. 66, s. 361). Tu wymienia Kolberg Zagrzeb
i Primorje, o których nie ma mowy w wyżej cytowanych źródłach.
Zachowało się świadectwo urlopowe wystawione „dla Oskara
Kolberga, buchaltera Dyrekcji Drogi Żelaznej Warszawsko–Wiedeńskiej” 21 VI 1857 r., przyznające mu urlop „na miesięcy trzy za
granicę do wód w Ems i kąpieli w Trieście” (BN PAU i PAN, sygn.
2183, k. 51), a także pismo Dyrekcji kolei do zarządu kolei niemieckich z prośbą o udzielenie „panu Oskarowi Kolbergowi życzliwej
119

�pomocy” w czasie jego podróży przez Niemcy z datą 9 VII 1857 r.
(tamże, k. 47). Kolberg jednak do Ems nie pojechał; nie wiadomo,
czy zmienił plany, czy też kuracja była pretekstem dla uzyskania
dłuższego urlopu. Wyjechał z Warszawy zapewne około 10 lipca,
zamiast do Ems udał się, zapewne z przerwą na Kraków, w Tatry,
do Zakopanego i w Pieniny, potem do Mogilan, Modlnicy i Krakowa,
następnie do Wiednia i dalej na południe.
Pobyt w Pieninach i Tatrach potwierdza też Lucjan Siemieński,
który spotkał tam Kolberga. Pisze on: „Niedawno widziałem zacnego
zbieracza pieśni i melodyj u stóp czarujących Pionin i w Tatrach, jak
[…] nie tracił ani jednej chwili i nawiedzał góralskie chaty lub przestawał z bacami i juhasami na polanach, od których umiał wyłudzać melodie i słowa […]”(zob. L. Siemieński Kilka rysów literatury
i społeczeństwa od roku 1848–1858, T. II, Warszawa 1859, s. 282).
Data powrotu Kolberga z tej trzymiesięcznej wyprawy nie jest
znana; prawdopodobnie zgodnie z urzędowym zezwoleniem nastąpił
on około 10 października.
Według biogramu badacza opublikowanego przez Kopernickiego
(Przedmowa wydawcy…, s. IX) Kolberg odwiedził w roku 1857 „po
raz trzeci okolice Krakowa po drodze do Wiednia, Chorwacji, Triestu i Wenecji”. W rękopiśmiennych notatkach Kopernicki potwierdza także podróż Kolberga do Modlnicy i Mogilan, m. in. w 1857
roku.
1858 Według itinerarium: „Do Ostrołęki, Łomży, Augustowa, Suwałk
(z Wierzbowskim); do Mąkolina (Matuszewskich)”.
Podróż w Augustowskie potwierdza wzmianka w „Bibliotece
Warszawskiej” z 1858 roku (T. 4, s. 260, w dziale „Doniesienia literackie”). Przy okazji informacji o ówczesnych pracach Kolberga napisano tam: „Świeżo wykonał nasz zbieracz wycieczkę w Augustowskie, w strony sobie nieznane, skąd niemały zbiór pieśni i melodyj
przywiózł, zwracał przy tym baczną uwagę na zmiany wydatniejsze,
językowe”.
Prawdopodobnie Kolberg odwiedził wówczas także Litwę.
Wprawdzie ponad 20 lat później w przedmowie do Pieśni ludu litewskiego wydanych w roku 1879 (w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej” T. III, na s 167–187, zob. przedruk w: O. Kolberg
120

�Studia, rozprawy i artykuły, DWOK T. 63, s. 307–336) wymienia
rok 1860 jako datę podróży w Augustowskie, podczas której sam
spisywał pieśni ogłoszone „przy niniejszej rozprawie” (zob. tamże,
s. 308), ale inne źródła (m.in. itinerarium, zob. niżej, rok 1860) wiążą
z tą datą badania na Kujawach. Wszystkie miejscowości wymienione
wyżej pod rokiem 1858 z wyjątkiem Mąkolina (w powiecie płockim)
leżały wówczas na terenie guberni augustowskiej (przemianowanej
później na gubernię suwalską), która sięgała aż do Kowna. W jej
granicach leżały też ówczesne miejscowości z etnicznego obszaru
Litwy: Kalwaria, Mariampol, Sejny oraz „okolice Simna”, w których
Kolberg prawdopodobnie przebywał i skąd pochodzą jego bezpośrednie zapisy (zob. W. Armon „Litwa” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Litwa, DWOK. T. 53, s. VIII–IX).
Zachowało się świadectwo urlopowe wystawione dla Kolberga
8 sierpnia 1858 r. na 20 dni, uprawniające do wyjazdu „w gubernię i powiat płocki dla załatwienia interesów familijnych” (BN PAU
i PAN, sygn. 2183, k. 53). Nie wiadomo, jakie rodzinne sprawy mógł
Kolberg załatwiać w Płockiem; być może był to jedynie pretekst dla
uzyskania urlopu. Okoliczności jego pobytu w Mąkolinie, w powiecie płockim, są nieznane (por. wyżej, rok 1856).
Kopernicki w Przedmowie wydawcy… (s. IX) wymienia w roku
1858 jedynie: „Augustowskie”.
1859 Dwumiesięczna podróż (od 2 lipca do 2 września) w Radomskie,
Chełmskie i Lubelskie, przebiegająca na trasie: Kozienice, Radom,
Jedlnia, Orońsk, Bąkowiec, Puławy, Kurów, Lublin, Piaski, Siedliszcze, Chojno, Bezek, Krasne, Lublin, Gałęzów, Wola Gałęzowska,
Wola Sobieska, Tarnogóra, Lublin.
Według itinerarium: „Do Orońska (Pruszakowej), Radomia,
do Lublina, do Chojna, Bezka i Krasnego (Piotrowscy i Kosińscy), do
Gałęzowa (do Koźmianów)”.
Podróż ta udokumentowana jest najdokładniej w Notatniku z rachunkami z lat 1859–1869 (rkp. sygn. 3210, k. 4 i 23). Odnotował
tam Kolberg (pod datą 3 września, tj. dzień po powrocie z wyprawy),
że trwała ona dwa miesiące (k. 4), a poczynione w jej trakcie wydatki spisał na osobnej karcie (k. 23), oznaczając przy tym dzienne
daty poszczególnych etapów podróży i jej trasę: „2 lipca – jazda do
121

�Kozienic [wyżej dopisek w rkp.: „Świerzów”; chodzi o Świerze, wieś
pod Kozienicami, pod którą funkcjonowała wówczas przeprawa
przez Wisłę, z której Kolberg zapewne skorzystał, bo odnotował
dalej wydatek „na statku”], 3–5 lipca – w Kozienicach, 6–7 lipca –
jazda do Radomia (obiad w Jedlni), w Radomiu, jazda do Orońska,
8–11 lipca – w Orońsku, 12–13 lipca – w Radomiu, w Jedlni popas,
14–15 lipca – Kozienice, 16–21 lipca – Bąkowiec, 22 lipca –Augustów, 24–26 lipca – [miejscowość nieczytelna], 29 lipca – Bąkowiec,
Puławy, droga do Puław, przewóz, 30 lipca – Kurów, droga do Kurowa, Lublin, droga do Lublina (kurierka), ekstrapoczta do Piasek, Piaski, konie do Siedliszcza, 31 lipca – Siedliszcze, konie do Chojna, 1–4
sierpnia – Chojno, 7 sierpnia – Bezek, 12 sierpnia – Krasne, 13–16
sierpnia – Chojno, 16– 22 sierpnia – Lublin, 24 sierpnia – Gałęzów,
25–27 sierpnia – Wola Gałęzowska, 28 sierpnia – Wola Sobieska,
31 sierpnia – Tarnogóra, 1 września – Lublin, 2 września – Lublin,
jazda do Warszawy”. Notatnik z rachunkami poświadcza więc –
tak jak itinerarium – bytność Kolberga w Radomskiem, Lubelskiem
i Chełmskiem. (Cytując tu i dalej to źródło, pomija się koszty wyszczególnione w rękopisie przez Kolberga, zob. uwagi wstępne.)
W Notatniku… (k. 4) zanotował Kolberg jeszcze pod datą 8 czerwca: „jazda do Wilanowa (omnibusem)”; była to prawdopodobnie wycieczka w ciągu jednego dnia.
Kopernicki w Przedmowie wydawcy (s. IX) podaje jedynie:
„W 1859 [roku] powtórnie Lubelskie”.
1860 Według itinerarium: „Do Dłutowa (do Kamockich) pod Piotrków
– na Wielkanoc; do Mazewa (Maciejowskich) i do Kujaw – [do Bogusławic] (u Komeckich), do Bodz[anowa] (Biesiek[ierskich]), Redcza, Kłonowa, Otmianowa (Glińsk[ich])”. Z innych źródeł (zob. niżej) wynika, że Kolberg odwiedził wówczas także Służewo i Płowce
na Kujawach, a także Grodzisk, Łowicz i Krośniewice, trzy ostatnie
miejscowości może tylko przejazdem.
Wymienione podróże w Kaliskie (Dłutów), Łęczyckie (Mazew)
oraz na Kujawy poświadczają zapiski Kolberga z rachunkami. I tak
odnotowany jest tam pobyt na święta wielkanocne w Dłutowie
u Kamockich (rkp. sygn. 3210, k. 4): „13 kwiet[nia] – podróż do Dłutowa (do Kamockich i tam na święta) […]”, przy czym Wielkanoc
122

�wypadała w tym roku 8 kwietnia, zatem data 13 kwietnia podana
w rękopisie wskazywałaby, że notatkę tę sporządził Kolberg po powrocie do Warszawy, gdzie od 2 maja zapisywał kolejne wydatki.
Z kolei pod datą 24 czerwca widnieje zapis: „jazda do Grodziska
[…]” (k. 5). W Grodzisku była stacja kolei warszawsko-wiedeńskiej,
prawdopodobnie podróżował więc Kolberg koleją, był to jednak
wyjazd niedługi, gdyż już pod datą 30 czerwca zapisał: „Kąpiele
wiślane (od 10-go)”.
Podróż latem do Mazewa i na Kujawy udokumentowana jest również w Notatniku z rachunkami (sygn. 3210, k. 5 i 23). Kolberg zanotował tam już pod datą 23 sierpnia – „podróż do Mazewa i Kujaw
(5 tygodni)” (k. 5), a szczegółowiej spisał na luźnej karcie wydatki
w czasie tej podróży oraz jej trasę, podając daty dzienne (k. 23): „Lipiec 1860: 20 – jazda do Łowicza (do Grodz[iska…], ze Skiern[iewic]
do Ło[wicza [przez Grodzisk i Skierniewice prowadziła trasa kolei
warszawsko-wiedeńskiej, trasa ze Skierniewic do Łowicza była jej
odgałęzieniem], 21 – jazda do Krośniewic, jazda do Mazewa, 31 –
w Mazewie. Sierp[ień]: 4 – w Mazewie, 5 – jazda do Bogusławic, 9–10
– w Bogusł[awicach], [10?] – w Redczu i Kłonowie, 17 – w Bodzanowie, 20 – w Otmianowie, 23 – poczta w Kłodawie (do Łowicza), 24
– kolej w Łowiczu”. Z podanych dat wynika, że w Mazewie spędził
dwa tygodnie, a na Kujawy przeznaczył prawie trzy.
Pobyt Kolberga w Mazewie w ostatniej dekadzie w lipcu – nieco jednak wcześniejszy niż podany w cytowanych wyżej zapiskach
rachunkowych – odnotowuje też „Kronika Wiadomości Krajowych
i Zagranicznych” z 1860 roku, w nr. 191 (z 12/24 VII) i w nr. 195
(z 16/28 VII), w dziale „Wiadomości bieżące”.
Kujawską podróż wspomina Kolberg natomiast w późniejszym
liście do Józefa Blizińskiego z 13 IV 1865 r.: „W r. 1860 zwiedzałem
na krótki czas Kujawy i byłem w domach zacnych obywateli, pp.
Komeckiego w Bogusławicach, Mąkowskiego w Kłonowie, Biesiekierskich w Bodzanowie i Płowcach, Glińskiego [w Otmianowie],
Wodzyńskiego [w Służewie] itd.” (Korespondencja… cz. I, DWOK
T. 64, s. 117). Zatem był wówczas także w Płowcach i w Służewie,
których to miejscowości nie wymienia w itinerarium.
Nie potwierdzona w innych źródłach pozostaje notatka Kolberga
wskazująca na pobyt w Staszowie pod Sandomierzem w 1860 roku,
123

�zamieszczona w części I Radomskiego (DWOK T. 20, s. 102) wydanym w 1887 roku, a więc dużo później, co mogło spowodować
zatarcie się dat w pamięci. Publikowane tam pieśni religijne opatrzył
Kolberg uwagą: „Notujemy je tak, jak je słyszeliśmy w Staszowie
r. 1860”.
Kopernicki wymienia w roku 1860 zarówno w drukowanej biografii (Przedmowa wydawcy…, s. IX), jak i w notatkach rękopiśmiennych: „Kujawy i Łęczyckie”.
1861 Według itinerarium: „Do Tatrów i Bardyowa, do Iskani, Leszczowatego, Zadwórza pod Lwów (u Załęskich, Kraińskich, Bochdana)”.
Inne źródła (zob.niżej) dokumentują też pobyt Kolberga wiosną
w Zegrzynku nad Narwią, pod Pułtuskiem oraz latem w Krakowie
i Lwowie, a także bytność w lipcu w Mogilanach.
W Notatniku z rachunkami (rkp. sygn. 3210, k. 6) Kolberg zapisał:
„20 maja – u Łapińskiego (w Zegrzynku)”. W Zegrzynku wybudowany został w 1860 roku przez firmę „Aleksander Łapiński i Spółka”
nowoczesny młyn parowy. Chodzi zapewne o odwiedziny Kolberga
u przemysłowca, Aleksandra Łapińskiego (1818–1900), wspomnianego po latach w liście do Wilhelma z 1875 roku, w którym Oskar
pisał do brata o spotkaniu w katedrze na Wawelu „z naszym dawnym znajomym, mech[anikiem] Łapińskim […]” (Korespondencja…
cz. I, DWOK T. 64, s. 543).
Także w tym Notatniku (sygn. 3210, k. 7) Kolberg odnotował
swoją wyprawę na południe i dalej na wschód, cytowaną za itinerarium. Pod datą 25 września, już po powrocie do Warszawy zapisał:
„Podróż od 8 lipca do 24 września po Galicji (do Krakowa, Tatrów,
Lwowa i Węgier [tj. Słowacji]”. W drodze na Podhale i do Galicji
Wschodniej odwiedził Kraków, a także zaprzyjaźnione Mogilany.
O bytności w Krakowie świadczą poczynione tam zakupy, które odnotował Kolberg tamże (k. 7). Zaś na pobyt pod Krakowem wskazuje bezpośrednia współpraca z Józefem Konopką, udokumentowana
w rękopisach; kilkadziesiąt podkrakowskich pieśni notowali obaj
zbieracze wspólnie – Kolberg melodie i incipity lub pierwszą zwrotkę tekstu, Konopka pełne teksty. Manuskrypt ma lokalizację „Mogilany” i opatrzony jest datą: „11/7 [1]861”, wpisaną ręką Konopki
(Arch. PTL, teka 43, sygn. 1352, k. 139 i 140 oraz k. 147–149, zob.
124

�Krakowskie. Suplement…, DWOK T. 73/I, np. pieśni nr 345, 519,
706).
Na trasie dalszej wyprawy do Galicji Wschodniej znalazł się też
Lwów; nie wiadomo jednak, czy i jak długo badacz zatrzymał się
w tym mieście.
Kopernicki również pisze w Przedmowie wydawcy… (s. IX), że
w roku 1861 Kolberg odwiedził „po raz czwarty okolice Krakowa po
drodze do Galicji Wschodniej i na Węgry”, a w notatkach rękopiśmiennych wymienia także i ten rok wśród kolejnych dat pobytów
w swoich najważniejszych stacjach badawczych tego obszaru: „do
Modlnicy i Mogilan w r. 1842, [18]57, [18]61, [18]63, a także w [18]61
i [18]63 do Leszczowatego w Sanockiem (Kraiński), Iskani (Załęski),
Zadwórza pod Lwowem (do Bochdanów)”.
1862 Według itinerarium: „Do Jasienicy pod Jadów (do Matuszewskiego),
do Lelewela do Cygowa [właściwie: do Woli Cygowskiej], do Oleksianki (Parysowa, Latowicza); na Wołyń, do Tuliczowa (Dobrowolskich), do Turyczan (Sierakowskich), Bilcza (Sołtanów), Wysoc[ka]
nad Bugiem [w rkp. błędnie: „Wysocego nad Bugiem”], Żytomierza”.
W innych dokumentach (zob. niżej) wymienił Kolberg także Kołbiel
w powiecie mińskim oraz Lublin, ten ostatni może tylko przejazdem
w drodze powrotnej do Warszawy.
W Notatniku z rachunkami pod rokiem 1862 Kolberg zapisał:
„8–12 czerwca – jazda i pobyt u Matuszewskiego (w Jasienicy)”
oraz: „Od 6 do 15 lipca – na wsi u Oleksińskiego” (rkp. sygn. 3210,
k. 8). Prawdopodobnie był to pobyt w wymienionej w itinerarium
Oleksiance, gdzie Kolberg był gościem synów lub kogoś z krewnych
nieżyjącego już właściciela tego majątku, Kazimierza Oleksińskiego
(1796–1861), oficera powstania listopadowego, generała-majora korpusu inżynierów komunikacji, pochowanego w Latowiczu.
Zachowały się dwa paszporty Kolberga z tego roku uprawniające
do podróży: pierwszy – „do różnych okolic” i „wszystkich guberni”
Królestwa Polskiego (BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 32), drugi – do
guberni wołyńskiej (tamże, k. 34–35).
W pierwszym potwierdzona jest urzędowo jazda koleją warszawsko-wiedeńską z datami 8 i 11 czerwca, co zgodne jest z wyżej przytoczonym zapisem z Notatnika o pobycie w czerwcu w Jasienicy.
125

�W paszporcie tym figuruje również informacja: „Do Kołbieli 4/7 62”,
co sugeruje przyjazd lub pobyt w tej niewymienianej w itinerarium
miejscowości powiatu mińskiego, poprzedzający bytność Kolberga
w Oleksiance (w Notatniku wskazaną z datą od 6 lipca) oraz w Latowiczu, miejscowościach z tego samego powiatu, a także w Parysowie pod Garwolinem (zob. wyżej).
Drugi paszport podróżny – do guberni wołyńskiej, wystawiony na 4 miesiące w lipcu potwierdza wyjazd Kolberga z Warszawy
29 lipca, powrót 3 października oraz pobyt w Żytomierzu 25 sierpnia. Informacje te są zgodne z notatkami rachunkowymi, gdzie wyprawa na Wołyń została również udokumentowana.
Odnotował ją tam Kolberg jako trwającą od 30 lipca do 3 października (sygn. 3210, k. 9). Pod datą 10 października, już po powrocie, zapisał: „Podróż na Wołyniu w ciągu sierpnia, września do
3 października”, a niżej wymienił wydatki „w Lublinie” i na „podróż
do Warszawy”, nie wiadomo jednak, czy w drodze powrotnej w Lublinie miała miejsce tylko przerwa w podróży, czy zatrzymał się
w tym mieście jakiś czas.
Wyprawę na Wołyń wspomina też Kolberg w późniejszym liście
do Henryka Szopowicza z 18 VI 1870 r., gdy pisze: „[…] w r. 1862,
zwiedziwszy część Wołynia, miałem sam sposobność w okolicy Łucka i Kowla zanotować paręset melodii wcale mi dotąd nieznanych
i bardzo charakterystycznych […]” (Korespondencja… cz. I, DWOK
T. 64, s. 361).
Kopernicki w drukowanym biogramie Kolberga zapisał pod rokiem 1862 jedynie: „Wołyń aż do Żytomierza” (Przedmowa wydawcy…, s. IX).
1863 Według itinerarium: „Do Tatrów, Krynicy, na Jasło, do Leszczowat[ego], Iskani, Sambora (Dolińskich), Gródka (Doliniańskich), Zadwórza, Oleska, Borszow[a]”. Inne źródła (zob. niżej) dokumentują
także pobyt w Pieninach, w Nowym Sączu, w Miejscu pod Jasłem
i w Dubiecku, wskazują również na odwiedziny Krakowa, prawdopodobnie też Modlnicy i Mogilan oraz Lwowa.
W Notatniku z rachunkami, między zapiskami wydatków z 5 lipca a 27 października 1863 roku Kolberg zapisał: „Podróż do Galicji
w ciągu lipca, sierp[nia], wrześ[nia] i paźdz[iernika]: Szczawnica,
126

�Krynica, Sanockie, Sambor, Lwów, Olesko”, a także odnotował tam
zakupy w Krakowie i kontakt z Konopką (rkp. sygn. 3210, k. 10).
Zachowała się też luźna notatka Kolberga z wykazem wydatków
na terenie Pienin, w Krynicy i w Nowym Sączu oraz w drodze do
Dubiecka i Iskani w Przemyskiem (Arch. PTL, teka 11, sygn. 1175,
k. 9). Nie zawiera ona jednak pełnych danych co do trasy i kalendarza podróży. Wynika z niej jedynie, że w czasie pobytu w Pieninach
badacz opłacał m.in. śpiewaków wykonujących spisywane przez
niego pieśni, że 31 lipca był w Krynicy, gdzie spędził trzy dni, oraz
że nocował w Nowym Sączu, gdzie przybył pocztą i skąd z kolei
takim samym środkiem transportu przyjechał 1 sierpnia do Miejsca pod Jasłem, by dalej udać się tego samego dnia do Dubiecka,
a 3 sierpnia do Iskani.
Przed wyruszeniem w Tatry i Pieniny Kolberg zatrzymał się jak
zwykle w Krakowie i prawdopodobnie pod Krakowem – w Modlnicy i Mogilanach, a udając się dalej z Jasła na wschód, odwiedził
i Lwów, być może także Przemyśl.
Podróżom do Galicji Wschodniej sprzyjał w tym czasie fakt
otwarcia w 1861 roku linii kolejowej łączącej Kraków ze Lwowem.
Trasa galicyjskiej kolei im. Karola Ludwika, wybudowanej w latach
1856–1861, prowadziła przez Bochnię, Tarnów, Dębicę (1856), Ropczyce, Sędziszów, Rzeszów (1858), Łańcut, Przeworsk (1859), Radymno, Przemyśl (1860), Mościska, Sądową Wisznię i Gródek do Lwowa.
W drukowanej biografii Kolberga Kopernicki wymienił podróże
badacza łącznie, z trzech lat: „[…] w latach 1863–1865 zwiedził on powtórnie Kujawy, Łęczyckie i Płockie, po raz piąty okolice Krakowa,
Beskidy, Tatry i sanockie strony w Galicji wschodniej” (Przedmowa
wydawcy…, s. X); zob. też niżej lata 1864 i 1865. Natomiast w notatkach rękopiśmiennych zapisał: „do Kujaw i w Łęczyckie w r. 1860,
[18]63 i [18]64”. Inne dane źródłowe nie dokumentują podróży Kolberga w Płockie w 1863 roku oraz na Kujawy i w Łęczyckie w latach
1863 i 1864 (zob. też niżej, rok 1864).
1864 Według itinerarium: „Do Czajkowskiego do Kosina (Płock), do Złotopolic pod Modlin (Gregorowiczów)”.
W zapiskach rachunkowych Kolberga (rkp. sygn. 3210, k. 12) między 14 września a 6 października widnieje notatka potwierdzająca tę
127

�wyprawę, sporządzona po powrocie: „Podróż do Czajkowskiego pod
Płock, do Kosina, Złotopolic w ciągu trzech tygodni”.
Bytność w Kosinie dokumentuje zaświadczenie w języku rosyjskim, wystawione 17 IX 1864 r. w Drobinie, miejscowości położonej
także w powiecie płockim, z nieczytelnym podpisem naczelnika tej
gminy (rkp. zaginiony, Bibl. PAU, sygn. 2030, t. I, k. nlb, po k. 120;
tu oparto się na kopii sporządzonej przed 1939 rokiem przez Marię Turczynowiczową, znajdującej się w Muzeum Oskara Kolberga
w Przysusze, sygn. MWR/MOK/2004/1). Stwierdza on, że według
przedłożonego mu paszportu Kolberga wydanego do wsi Kosino
termin pobytu w tej miejscowości został przekroczony z powodu
trwającej od 10 września choroby, w związku z czym prosi odpowiednie władze „o nieczynienie przeszkód w czasie powrotnej drogi”. Prawdopodobnie Kolberg opuścił więc Kosino po 17 września,
skąd udał się do Złotopolic.
W liście z 26 XII 1864 r. do księdza Kajetana Śmiechowskiego
Kolberg wspomina swój pobyt w Złotopolicach u zaprzyjaźnionych
z nim Gregorowiczów i wieczór, w którym poznał adresata, swojego
późniejszego informatora, i rozmawiał z nim „wiele i szczegółowo
o zwyczajach narodowych” (Korespondencja…, cz. I, DWOK T. 64,
s. 97).
Kopernicki obok cytowanych wyżej (zob. rok 1863) informacji podanych w drukowanej biografii Kolberga i w notatkach
rękopiśmiennych zapisał jeszcze w tym ostatnim dokumencie: „[…]
w r. 1864 i [18]65 do Mąkolina, do prof. Matuszewskiego”. Informacji
o pobycie w Mąkolinie (także w Płockiem jak Kosino wymienione
w itinerarium) w 1864 i 1865 roku nie potwierdzają inne przekazy
źródłowe, podobnie jak odnotowanych przez Kopernickiego podróży w 1864 roku na Kujawy i w Łęczyckie (zob. niżej, rok 1865).
1865 Według itinerarium: „Do Czerska (do Czaplina Kozłowskich), do Lublina (Illukiewicz) i Gałęzowa; do Kujaw, do Komeckich (Bogusł[awice]), Biesiekierskich (Bodzan[owo], Płowce), Sokołowskich (Głuszyn),
Morzyckich (Ruszków)”. Kolberg dopisał w rkp. nad poszczególnymi
miejscowościami nazwy miesięcy określające czas etapów podróży:
nad etapem mazowieckim – czerwiec, nad lubelskim – lipiec, nad
kujawskim – sierp[ień], wrzes[ień].
128

�W Notatniku z rachunkami (rkp. sygn. 3210, k. 13 i 14) zanotował: „12 kwietnia – paszport do Lublina, kurierka, 21 kwietnia,
w Lublinie i kurierka, 13 czerwca – podróż do Czaplina na dni pięć,
18 lipca – kurierka do Lublina, omnibus, 5 sierp[nia] – pobyt w Lublinie i powrót. 8 paźdz[iernika] – podróż po Kujawach (u Biesiekierskich, Komeck[ich], Sokołowsk[ich], Morzyckiego – od 20 sierp[nia]
do 7 paźdz]iernika]”(ostatniego zapisu dokonał więc już po powrocie
z Kujaw). Zatem zanotowane w itinerarium miesiące pokrywają się
z cytowanymi z Notatnika.
W innych źródłach nie potwierdzona jest jedynie informacja
o czasie pobytu w Lublinie w kwietniu, choć do niego właśnie może
się odnosić nawiązanie w niedatowanym brulionie listu Kolberga do
Aleksandra Hilferdinga, gdzie pisze, że „dopiero przed kilku dniami”
wrócił z Lublina i wtedy dowiedział się o powołaniu go w maju na
członka Cesarskiego Towarzystwa Geograficznego (zob. Korespondencja… cz. I, DWOK T. 64, s. 131, zob. też s. 130 i 122–124).
Wycieczkę czerwcową do Czerska, odbytą z Czaplina z Kornelem
Kozłowskim potwierdza wspomnienie tego ostatniego we wstępie
do jego zbioru pt. Lud. Pieśni, podania, baśnie, zwyczaje i przesądy ludu z Mazowsza Czerskiego, wraz z tańcami i melodiami
(Warszawa 1867, s. 23). Kozłowski zaznaczył tam z wdzięcznością, że
2/3 melodii z „części muzykalnej” jego pracy zebrał Kolberg w czasie
tej właśnie wspólnej wyprawy w 1865 roku.
Pobyt w Gałęzowie u Koźmianów w lipcu, także odnotowany
w itinerarium, poświadcza list Józefy Koźmianówny, prawdopodobnie z listopada lub grudnia 1865 roku, nawiązujący do spotkania
latem, przed czterema miesiącami (Korespondencja… cz. I, DWOK
T. 64, s. 142–143).
Po powrocie z podróży, 9 października zapisał Kolberg jeszcze
w Notatniku z wydatkami: „dorożka do Wilanowa”; notka wskazuje
na krótki wypad.
W korespondencji poświadczone są niektóre fakty z kujawskiego
etapu podróży, w której odwiedził ponownie Bodzanowo, Płowce,
Bogusławice, a po raz pierwszy Głuszyn i Ruszkowo. Kolberg zapowiada w liście do Biesiekierskiego przyjazd koleją do Włocławka w
dniu 21 sierpnia 1865 roku, Biesiekierski odpowiada 20 sierpnia, że
„dziś posyła konie do Włocławka” (Korespondencja… cz. I, DWOK
129

�T. 64, s. 128 i 129) – data przyjazdu na Kujawy zgodna jest więc
z cytowanymi wyżej notatkami. Michał Sokołowski w liście z 16
XI 1865 r. wspomina pobyt Kolberga w Głuszynie (tamże, s. 139),
25 listopada badacz z wdzięcznością pisze „o uprzejmym przyjęciu”
w domu Morzyckich w Ruszkowie (tamże, s. 140), a w liście do Ludwika Komeckiego, prawdopodobnie z grudnia (Komecki odpowiada 20 stycznia 1866 roku) powołuje się na bytność w Bogusławicach
(tamże, s. 145).
Informacje Kopernickiego cytowane wyżej (zob. rok 1863 i 1864)
są nieprecyzyjne bądź sprzeczne z tymi przekazami: w biogramie
podaje on łącznie podróże z trzech lat, co powoduje niejasność co do
poszczególnych wypraw (Przedmowa wydawcy…, s. X), w notatkach
przywołuje wyjazd do Mąkolina w roku 1864 i 1865 nie wskazywany gdzie indziej.
1866 Według itinerarium: „Do Lublina (Illuk[iewicz], na krótko)”.
Brak innych informacji źródłowych potwierdzających tę podróż,
odbytą zapewne w sprawach rodzinnych – Julia Illukiewiczowa (zm.
1872), żona Seweryna, urzędnika z Lublina, była bratanicą Oskara.
W liście do Józefa Blizińskiego z 31 V 1866 r. Kolberg wyraża
niepewność co do swoich letnich wędrówek tego roku. Pisze, że
plan wyjazdu „za granicę” (tj. poza zabór rosyjski) jest nierealny,
więc „podrynda się w kraju”, może wstąpi do Ruszkowa, gdyby jechał w Kaliskie, a wyjechać zamierza dopiero w środku lipca (Korespondencja… cz. I, DWOK T. 64, s. 162). Lista wydatków w notatniku rachunkowym Kolberga nie wskazuje jednak na żaden wyjazd
z Warszawy w tym roku (sygn. 3210, k. 15).
Informacje Kopernickiego są z kolei niejasne, gdyż ujmują podróże z kilku lat łącznie lub są sprzeczne z notatką w itinerarium:
w biografii Kolberga Kopernicki pisze: „1866–1868 – Poznańskie”
(Przedmowa wydawcy…,s. X), w rękopisie: „W Chełmskie do pp.
Hemplów, pułkownika, do Tarnowa pod Chełmem i do [Tuchowicza] pod Łukowem, także do pp. Hemplów w r. 1866, [18]67, [18]68”.
Podróże w Poznańskie i Chełmskie podejmował Kolberg w latach
następnych, zob. niżej.

130

�1867 Według itinerarium: „Do Poznania, do Siekierek (Radońskich), do
Libelta (Czeszewo), do Krak[owa], Lwowa, Barysza (Szawłowskich)”.
W Notatniku z rachunkami Kolberg zapisał pod datą 29 lipca
(rkp. sygn. 3210, k. 16) wydatki na podróż do Aleksandrowa Kujawskiego oraz „na podróż do Pozn[ania] i Krakowa”, a po powrocie, 15
października (tamże, k. 17) koszt wyprawy w Poznańskie oraz wydatki „w Galicji (Lwów, Krak[ów], Barysz)”. Aleksandrów był miejscowością ze stacją pograniczną drogi żelaznej warszawsko–bydgoskiej; w grudniu 1862 roku wybudowano tu dworzec i uruchomiono
linię kolejową. Kolberg podróżował więc z Warszawy w Poznańskie
zapewne tą koleją i w Aleksandrowie przekraczał granicę zaborów
rosyjskiego i pruskiego.
W liście do Blizińskiego z 29 I 1867 r. zawiadamiał: „Będę
w Sędzinie, jadąc w Poznańskie”, a 24 lutego Bliziński przebywający w Sędzinie powołuje się na tę zapowiedź przyjaciela (Korespondencja… cz. I, DWOK T. 64, s. 196 i 198). Sędzin leżał tak jak
Aleksandrowo w powiecie nieszawskim, stąd zapewne ta sugestia;
brak jednak informacji o ewentualnym zatrzymaniu się Kolberga
na Kujawach w drodze do Poznania. Nie może go też jednoznacznie
potwierdzić ciepłe wspomnienie bytności Kolberga w domu Sokołowskich w Głuszynie (również w powiecie nieszawskim), wyrażone
w liście Michała Sokołowskiego z 6 I 1868 r. (tamże, s. 237), gdyż
nie wiadomo, czy nie odnosi się do pobytu Kolberga na Kujawach
w latach wcześniejszych.
Korespondencja dokumentuje natomiast niektóre inne fakty dotyczące podróży w roku 1867. Bliziński przypomina 1 października zapowiedź Kolberga, że planuje powrót do Warszawy „dopiero
w końcu września lub na początku października” (tamże, s. 202).
20 października Kolberg donosi Żupańskiemu, że dopiero przed kilku dniami wrócił do Warszawy z podróży „ostatecznie do Galicji
odbytej” (tamże, s. 205), a do Libelta pisze 27 grudnia: „Po wycieczce […] odbytej w Ks[ięstwie] Pozn[ańskim] wyjechałem, jak Panu
wiadomo, do Galicji i dotarłem za Lwów, aż na Podole galicyjskie
[w itinerarium Kolberg wymienia jedynie Barysz pod Buczaczem,
por. też rok 1876] i do Bukowiny, wszędzie równie obfite po drodze
zbierając dla siebie plony” (tamże, s. 227–228). W liście do Bogumiła
Hoffa z 30 XII 1867 r. wspomina: „W roku bieżącym byłem w lecie
131

�w W[ielkim] Ks[ięstwie Pozn[ańskim] i bawiłem czas jakiś u p. Libelta w Czeszewie i u p. Radońskich w Siekierkach itd.”, skąd udał
się do Poznania, gdzie spędził cały tydzień (tamże, s. 231). Wreszcie w liście do Aleksandra Osipowicza pisze, że dopiero w połowie
października wrócił „z podróży po Poznańskiem i Galicji odbytej”
(tamże, s. 234). Zatem podróż Kolberga w Poznańskie i do Galicji
trwała prawdopodobnie od końca lipca do połowy października.
Pobyty Kolberga w Poznaniu w sierpniu i wrześniu poświadczają: brulionowy, datowany w Poznaniu 18 VIII 1867 r. projekt
umowy wydawniczej z Janem Konstantym Żupańskim na druk
Mazowsza, który ostatecznie nie doszedł do skutku (zob. Korespondencja… cz. III, DWOK T. 66, s. 710, aneks 4) oraz wystawiony 19 IX rachunek za pobyt w hotelu Berlińskim w Poznaniu
w dniach 16–19 IX 1867 r. (rkp. zaginiony, Bibl. PAU, sygn. 2030,
t. II, k. 11; tu oparto się na kopii Marii Turczynowiczowej sprzed
1939 roku, znajdującej się w Muzeum Oskara Kolberga w Przysusze, sygn. MWR/MOK/2004/1).
W sprzeczności z tymi informacjami pozostaje wypowiedź Kolberga we wstępie do części I Chełmskiego (DWOK T. 33, s. X), gdzie
pisząc o owocnych badaniach w okolicy Chełma, zwłaszcza w gościnnym domu Hemplów w Tarnowie, wymienia daty swojego tam
pobytu: 1867, 1869, 1870.
W rękopiśmiennych notatkach Kopernickiego mowa z kolei o pobycie Kolberga u Hemplów w Tarnowie pod Chełmem i w Tuchowiczu pod Łukowem w latach 1866, 1867 i 1868 (zob. wyżej, rok 1866)).
Jednak zarówno Kolberg w itinerarium, jak i Kopernicki w biografii Kolberga (Przedmowa wydawcy…, s. X) wymieniają jedynie lata
1869 i 1870 jako daty roczne pobytu u Hemplów w Tarnowie.
1868 Według itinerarium: „Do Woli Rasztows[kiej] i Kraszewa pod Radzymin (do Komierowskich), do Pozn[ania], do Czeszewa (Libelt), do
Dębicza, Miłosławia, Morownicy; do Krak[owa], Lwowa, Zadwórza”.
Pierwotnie zapisał tu Kolberg jeszcze: „Barysza”, potem miejscowość
tę skreślił.
W zapiskach rachunkowych odnotował pod datą 3 czerwca
podróż „pod Radzymin (Wola Rasztowska, Kraszew)”, pod datą
10 lipca – „przez 5 dni w Woli Rasztowskiej”, a między 9 sierpnia
132

�a 15 listopada podróż „do Galicji, Poznania i Lwowa w ciągu trzech
miesięcy” oraz „sprawunki w Krakowie” (rkp. sygn. 3210, k. 17 i 18).
Pobyt i badania w Woli Rasztowskiej pod Radzyminem w 1868
roku dokumentują także datowane wyjątkowo zapisy terenowe
kilkunastu bajek śląskich, spisanych przez Kolberga z ust jednego
z kilku wymienionych w rękopisie sezonowych robotników rolnych,
pracujących w tamtejszym folwarku (zob. M. Gładysz „Śląsk” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Śląsk, DWOK T. 43, s. VII–VIII oraz
tamże, s. 76, przyp. 1). Wyjazd pod Radzymin na początku czerwca
zapowiadał też Kolberg w liście do Blizińskiego z 30 V 1868 r., pisząc, że wybiera się na pięć dni „na wieś o parę mil od Warszawy
odległą” (Korespondencja…, cz. I, DWOK T. 64, s. 254) .
Informacje w listach tylko po części pokrywają się jednak z podanymi w itinerarium. 21 września Kolberg otrzymuje za pośrednictwem Bibianny Moraczewskiej zaproszenie od Pauliny Wilkońskiej
do Ostrowa pod Wieleniem (tamże, s. 262), gdzie według itinerarium
był dopiero w roku następnym, w liście do Leona Wegnera z 22 XI
1868 r. wspomina spotkanie sprzed dwóch miesięcy w Poznaniu
i dodaje: „[…] w krótkim tym przeciągu czasu obiegłem kawał kraju,
bo byłem pod Krakowem, Lwowem, a teraz znajduję się jakoby
w porcie spokojności, w Warszawie (tamże, s. 264–265). 29 listopada
Bliziński wytyka Kolbergowi, że do Sędzina „nie zajrzał”, bo „bujał
po Krakowie” (tamże, s. 266), 2 grudnia Hipolit Bochdan nawiązuje
do spotkania z „przyjacielem naszej rodziny” w Zadwórzu (tamże,
s. 268), a 5 marca 1869 r. w liście do Jerzego Lubomirskiego Kolberg powołuje się na swoją bytność we Lwowie w roku zeszłym,
tj. 1868, i na rozmowy z Augustem Bielowskim w sprawie funduszy
na kontynuację Ludu (tamże, s. 289). Natomiast w liście do Józefa
Blizińskiego z 7 XII 1868 r. pisze, że w Warszawie jest od 15 listopada, że na wyprawę wyruszył w sierpniu i był tydzień w Poznaniu
„ku końcowi września”, ale musiał wrócić do Krakowa, „gdyż samo
tylko to miasto figurowało w moim paszporcie i zapuszczać się dalej w Poznańskie nie mogłem” (tamże, s. 270). Tymczasem wielkopolska trasa z 1868 roku wymieniona w itinerarium przeczy temu
stwierdzeniu. Także wzmianki w korespondencji nie potwierdzają
jednoznacznie – poza pobytem w Poznaniu – dalszej wędrówki Kolberga w Poznańskiem. Pewną wskazówkę stanowić może jedynie
133

�informacja w liście Kolberga do właściciela Dębicza, Włodzimierza
Wolniewicza, z 24 II 1869 r. Wspominając w nim z wdzięcznością
„gościnne progi” w Dębiczu i „wywiezione stamtąd zbiory” (tamże,
s. 278), nawiązuje Kolberg do swojego wcześniejszego pobytu pod
Środą, który według itinerarium przypadł na 1868 rok. Tak więc nie
wydaje się pewna cytowana wyżej wypowiedź, że nie mógł „zapuszczać się dalej w Poznańskie”.
Pobyt w Krakowie i pod Krakowem potwierdza z kolei wzmianka w liście Józefa Łepkowskiego z 25 X 1868 r. o spotkaniu z Oskarem w Krakowie i wyrażona tam prośba o pozdrowienie Konopki
(bez podania imienia), zatem sugerująca bytność w Mogilanach lub
w Modlnicy (tamże, s. 263–264). O bytności Kolberga w Krakowie
świadczy też informacja Kazimierza Władysława Wójcickiego, który
opisując swoje wrażenia z podróży do Krakowa w sierpniu 1868
roku, wspomina zwiedzanie miasta w towarzystwie Jana K. Gregorowicza i Oskara Kolberga oraz pożegnanie na dworcu kolejowym
z Oskarem i Franciszkiem Matejką (zob. K. W. Wójcicki Wycieczka
do Krakowa [cz.] III, „Kłosy” 1868, „Dodatek Nadzwyczajny do nr
170 „Kłosów”, s. 177 i 179) .
Według nieprecyzyjnego świadectwa Kopernickiego, cytowanego
wyżej (zob. rok 1866 i 1867), w latach 1866–1868 Kolberg podróżował w Poznańskie (Przedmowa wydawcy…., s. X) oraz w Chełmskie
(do Tarnowa) i na Podlasie (do Tuchowicza pod Łukowem) w latach
1866, 1867, 1868.
1869 Według itinerarium: „Do Tarnowa (Hemplów), do Raszt[owskiej]
Woli, do Poznania (do Wielenia, Morownicy), do Krak[owa], Mogilan i Modl[nicy]”. Z Notatnika z rachunkami (zob. niżej) wynika, że
w Wielkopolsce Kolberg odwiedził także Kórnik, odnotowane jest
tam również Bojanowo Stare, skąd dalej udawał się końmi do Morownicy, a w Krakowskiem – Oświęcim, zapewne również w przejeździe.
Kalendarza tych podróży dotyczą notatki rachunkowe Kolberga
(rkp. sygn. 3210, k. 18 i 19): „13–20 maja – podróż koleją i pobyt
u Hemplów w Tarnowie”, „15–27 czerwca – na wsi u Hemplów
i podróż na Lublin”, „12 lipca – tydzień pobytu u Młockich w Raszt[owskiej] Woli”, „2 sierpnia – paszport do Krakowa”, „8 sierpnia
134

�– wyjazd koleją żel[azną]”. – Podsumowując koszty dalszego etapu
podróży, zapisał: „Do nowego roku 1870 wydałem w Krakowie i Poznaniu (do 20 stycz[nia] 70 [r.]) 40. rub. sr.”, przy czym wlicza w tę
sumę także kolejne podróże z Poznania „do Wielenia, Morownicy,
Kórnika”.
Majowy pobyt u Hemplów w Tarnowie pod Chełmem potwierdzony jest w korespondencji; 23 maja Kolberg pisze do Bogumiła
Hoffa, że odebrał jego listy 22 maja, po powrocie „z tygodniowej
wycieczki w Podlaskie” (Korespondencja… cz. I, DWOK T. 64, s.
326), natomiast brak innych danych źródłowych na temat drugiego
pobytu w Tarnowie w czerwcu oraz w Rasztowskiej Woli w lipcu.
Odwiedziny u Hemplów w roku 1869 wymienia też Kolberg we
wstępie do części I Chełmskiego, podaje tam jednak tylko datę roczną (DWOK T. 33, s. X); zob. też wyżej, rok 1867.
Dodatkowe informacje dotyczące etapu podróży do Krakowa
i w Poznańskie przynoszą zapisy wydatków Kolberga na luźnej
kartce zachowanej w Notatniku rachunkowym (sygn. 3210, k. 20),
sporządzone jednak bez podania bliższych dat, a jedynie z notą
ogólną: „1869 sierpień i wrzesień”. Odnotowuje tam Kolberg koszty
poniesione wówczas na przejazdy koleją do Granicy, do Krakowa
i do Oświęcimia, pobytów „na wsi u Konop[ków]”, a następnie w Poznaniu, przejazdów kolejowych z Poznania, najpierw do Wielenia,
potem do Bojanowa, drobne wydatki w Morownicy i w Pozn[aniu]
oraz na powrót koleją do Oświęcimia.
Według tych zapisków rachunkowych Kolberg odbył podróż
do Krakowa i w Poznańskie w sierpniu i wrześniu, udając się koleją najpierw do Granicy, następnie do Krakowa i do Oświęcimia,
pod Kraków do Konopków i następnie dalej do Poznania, skąd udał
się do Kórnika, potem znowu z Poznania do Wielenia, a następnie
z Poznania dotarł najpierw pociągiem do Starego Bojanowa, skąd
konie przysłane przez Niegolewskich zabrały go do Morownicy. Do
Krakowa udał się ponownie znowu przez Oświęcim. Z tych zapisów
nie wynika jednak, że pobyt w Krakowskiem, Poznańskiem i znowu
w Krakowskiem trwał aż do stycznia następnego 1870 roku, co odnotował w cytowanym wyżej Notatniku (na k. 19).
Poszczególne etapy tej podróży poświadczone są częściowo w korespondencji. Pierwszą bytność w Krakowie w sierpniu dokumentuje
135

�brulion listu Kolberga pisany w Krakowie 15 VIII do lipskiej firmy
Beritkopfa i Härtla oraz odpowiedź tejże z 17 VIII adresowana do
księgarni D. E. Friedleina w Krakowie, która była stałym miejscem
kontaktów Kolberga i odbioru poczty (Korespondencja…, DWOK
T. 64, s. 331–334).
Pobyt w Poznaniu i odwiedziny w Ostrowie pod Wieleniem
potwierdzają listy Pauliny Wilkońskiej z sierpnia, października i listopada 1868 r. (tamże, s. 335 i 338–342) oraz odpowiedź Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk z 15 IX na wniosek Kolberga
złożony osobiście 23 VIII w sprawie funduszy na jego wydawnictwo (tamże, s. 335–336). O powrocie Kolberga z Wielkopolski do
Krakowa przed 15 października informuje z kolei wzmianka w tak
datowanym liście Fryderyka Skobla pisanym ze Lwowa (tamże,
s. 336). Świadczy też o tym pytanie w liście Pauliny Wilkońskiej
z 27 X, jak powodzi się Kolbergowi w Krakowie (tamże, s. 338)
oraz wątpliwość Bogumiła Hoffa, który niepokoi się, czy jego list
z 30 XI zastanie Kolberga jeszcze w Mogilanach (tamże, s. 342).
W Krakowie ku końcowi roku 1869 złożył Kolberg w drukarni do
składania pierwszy tom swojej monografii Krakowskiego, planując jednocześnie przeniesienie się z Warszawy wobec otrzymanej
z Towarzystwa Naukowego Krakowskiego dotacji. Cytowane notatki rachunkowe (k 19) wskazują na powrót do Warszawy dopiero
w styczniu 1870 roku; podsumowując koszt wyprawy w Krakowskie i Poznańskie w roku 1869, Kolberg podaje jej datę końcową:
„do 20 stycz[nia 18]70 r.”
Według biogramu Kolberga napisanego przez Kopernickiego podróżował Kolberg w latach 1869 i 1870 w „Chełmskie i powtórnie
Augustowskie” (Przedmowa…, s. X), natomiast w swoich notatkach
uzupełniających szkic autobiografii Kolberga Kopernicki zanotował:
„W Łomżyńskie i Augustowskie – w r. 1869 i 1870”. Informacje te są
sprzeczne z pozostałymi przekazami.
1870 Według itinerarium: „Do Hemplów (na Siedlce, Kodeń, Włodawę)”.
Korespondencja Kolberga (zob. niżej) wskazuje na pobyt w Krakowie i pod Krakowem w ciągu drugiego półrocza.
Brak bliższych danych o podróży w Chełmskie i na Podlasie.
Prawdopodobnie nastąpiła ona wiosną, gdyż w liście z 12 XI 1870 r.
136

�Maria Hemplówna pisze do Kolberga: „I ja również niewymownie
żałuję, że nie wypadło Szanownemu Panu być tego lata w Tarnowie,
ale umiałam uwzględnić bardziej konieczną potrzebę Jego obecności tam, gdzie chodziło o dopełnienie i dopilnowanie wychodzącego
dzieła […]” (Korespondencja… cz. I. DWOK T. 64, s. 369). Kolberg
przebywał zapewne latem i jesienią w Krakowie, zajęty monografią Krakowskiego. Jego list do Hemplówny, w którym wyjaśniał
tę okoliczność, co wynika z cytowanego wyżej tekstu autorki, nie
zachował się, podobnie jak wszystkie inne skierowane do tej współpracownicy. W Chełmskie podróżował więc najprawdopodobniej
z Warszawy, dokąd powrócił w styczniu z Krakowa (por. wyżej, rok
1869), a przed kolejnym wyjazdem do Krakowa latem. Brak listów
Kolberga z pierwszego półrocza 1870 roku może wskazywać na jego
nieobecność w tym okresie w Warszawie, natomiast listy kierowane
wówczas do niego wysyłane były m. in. z Krakowa i z Modlnicy,
gdzie zatem wówczas nie przebywał (zob. tamże, s. 348, 351, 355,
357, 359).
Rok 1870 jako datę roczną pobytu w Tarnowie wymienia też
Kolberg we wstępie do części I Chełmskiego (DWOK T. 33, s. X)
oraz Kopernicki w drukowanym biogramie (Przedmowa wydawcy…, s. X); zob. też wyżej, rok 1869.
Pobyt lub pobyty w Krakowie w ciągu drugiego półrocza nie
są dokładnie udokumentowane, lecz korespondencja wskazuje na
dłuższy okres zatrzymania się w mieście lub raczej u Konopków pod
Krakowem. W brulionie listu do Henryka Szopowicza już 18 czerwca Kolberg prosi adresata o przesłanie ewentualnych materiałów na
adres Friedleina w Krakowie i dodaje: „Co rok bowiem bywam po
kilka razy w Krakowie i tam się zwykle papiery do mnie adresowane składają” (Korespondencja… cz. I, DWOK T. 64, s. 362). W cytowanym wyżej liście Hemplówna wyraża żal, że badacz latem nie
odwiedził Tarnowa, ale i zrozumienie, że ważniejszy był dla niego
wówczas pobyt w Krakowie. W październiku Kolberg swój list do
Towarzystwa Naukowego Krakowskiego pisze z Krakowa, a Hoff
wspomina o jego pobycie w Mogilanach i Krakowie, na początku
listopada przyszła bratowa Oskara, Karolina, dopomina się o jego
powrót spod Krakowa do Warszawy, zaś 18 grudnia Oskar pisze
do Walerego Rzewuskiego jeszcze z Modlnicy (tamże, s. 365, 366,
137

�367–368 i 371). Można więc przyjąć, że drugą połowę roku 1870
spędził Kolberg pod Krakowem i w Krakowie.
Niejasna i prawdopodobnie błędna jest późniejsza informacja badacza we wstępie do części I Pokucia, w której wśród dat rocznych
podróży na Pokucie wymienił także rok 1870 (DWOK T. 29, s. XI).
Odwiedzin tego regionu w tym roku nie poświadcza żaden inny
przekaz.
Z kolei dane Kopernickiego są po części sprzeczne z informacjami Kolberga; zob. wyżej, rok 1869.
1871 Według itinerarium: „Do Krakowa, Mogilan i Modlnicy – na stałe; do
Lwowa, Bołszowiec, Barysza”. Inne źródła (zob. niżej) poświadczają
też pobyt Kolberga w Poznaniu i w Poznańskiem.
Korespondencja wskazuje, że w styczniu Kolberg przebywał jeszcze w Modlnicy, a do Warszawy wyjechał w końcu tego miesiąca,
oraz że zapowiadał powrót do Modlnicy w sierpniu 1871 roku (zob.
listy A. Konopczanki z 12 II oraz niedatowany, prawdopodobnie
z czerwca, Korespondencja… cz. I, DWOK T. 64, s. 375 i 382). Przeprowadzka pod Kraków nastąpiła między 5 a 16 sierpnia, co poświadcza wzmianka w liście Felicjana Faleńskiego do Karola Estreichera z 5 VIII oraz list Wilhelma do brata z 16 VIII. Faleński pisze,
że wysyła „naprędce parę słów przez odjeżdżającego do Was [tj. do
Krakowa] Oskara Kolberga”, a Wilhelm potwierdza odbiór wiadomości Oskara o „pomyślnej podróży” do Modlnicy (Korespondencja
Karola Estreichera z Marią i Felicjanem Faleńskimi, „Archiwum
Literackie” 1957, nr 3, s. 99, list 30 oraz Korespondencja Oskara
Kolberga cz. I, DWOK T. 64, s. 383).
O pobycie Kolberga we Lwowie, Bołszowcach i Baryszu nie
wzmiankują inne źródła. W pierwszym półroczu brak jednak listów
Kolberga, nie można więc wykluczyć wyjazdu – może niedługiego
– do Galicji Wschodniej.
Natomiast z listów i z prasy wynika, że jesienią odbył Kolberg
podróż do Poznania i w Poznańskie, o której nie wspomina w itinerarium. W październiku Karol Minter, Wilhelm i Karolina piszą
do Oskara, że dowiedzieli się z gazet o jego pobycie w Poznaniu
(Korespondencja…cz. I, DWOK T. 64, s. 387, 388, 390). O przyjeździe
Kolberga w dniu 14 października do Poznania informował „Dziennik
138

�Poznański” 1871 w nr 236 (z 15 X) . Według itinerarium Kolberg
udał się w Poznańskie dopiero w roku następnym (zob. niżej). Tymczasem w liście z lutego 1872 roku do poznańskiego wydawcy, Ludwika Merzbacha,, Kolberg wspomina spotkanie z nim w Poznaniu
w październiku roku poprzedniego, a w dalszym ciągu tego listu
pisze: „Po wyjeździe moim z Poznania bawiłem parę tygodni na
wsi, po czym wracając na Oderberg [Bogumin] do Krakowa, wstąpiłem do Cieszyna, gdzie mieszka i pracuje u fotografisty p. Hoff […]”
(Korespondencja… cz. I, DWOK T. 64, s. 410). Informacja o spot­
kaniu w Poznaniu, o „paru tygodniach na wsi” i wzmianka o bytności w Cieszynie wskazują, że od połowy października 1871 roku
przebywał Kolberg najpierw w Poznaniu, potem w Poznańskiem
– może już na przełomie roku 1871/1872 – w dworach zaprzyjaźnionych Wielkopolan oraz odwiedził Cieszyn – może już w 1872 roku.
Notatka prasowa z „Dziennika Poznańskiego” i list do Merzbacha
uwiarygadniają wyraźnie pobyt w Poznaniu i zapewne w Poznańskiem w roku 1871. Takie dane Kolberg podaje jednak w itinerarium
dopiero pod rokiem 1872 (zob. niżej).
Kopernicki odnotowuje w roku 1871 jedynie opuszczenie Warszawy i zamieszkanie w Modlnicy (Przedmowa wydawcy…., s. XI).
1872 Według itinerarium: „Do Poznania, do Dębicza, Miłosławia, Morownicy, Targoszyc (Łukaszewicz) , do Cieszyna (Otto)”. Zob. też wyżej,
rok 1871.
Zachowały się tylko trzy bruliony listów Kolberga z roku 1872
(z lutego i z listopada), brak więc bezpośrednich i pewnych danych
o jego ówczesnych podróżach. Informacje w jednym z nich zawarte
są jednak sprzeczne z podanymi w itinerarium. W niedatowanym
brulionie listu do poznańskiego wydawcy, Ludwika Merzbacha,
którego datę ustalono (być może błędnie?) na podstawie zapisu na
tej samej karcie co listu do brata Wilhelma, datowanego 4 II 1872
(zob. Korespondencja… cz. I, DWOK T. 64, s. 410–412 i s. 408–410),
Kolberg nawiązuje do spotkania z Merzbachem w Poznaniu w październiku 1871 roku oraz pisze o pobycie na wsi po wyjeździe z Poznania i o odwiedzinach Cieszyna w drodze do Krakowa (cytowany
fragment zob. wyżej, rok 1871). Ta informacja przesuwałaby podróż
Kolberga do Poznania i w Poznańskie oraz bytność w Cieszynie na
139

�rok 1871, ewentualnie na początek roku 1872, kiedy to kontynuował
parotygodniowy pobyt na wsi w dworach wielkopolskich wymienianych w itinerarium, po czym nastąpił powrót do Poznania i stąd
dopiero podróż do Cieszyna. W liście tym Kolberg wspomina także
o spotkaniu w Cieszynie z Bogumiłem Hoffem, od którego otrzymał
rysunki ubiorów z Wielkopolski. Musiałoby to nastąpić przed marcem 1872 r., gdyż w tym miesiącu Hoff opuścił Cieszyn, przenosząc
się do Przemyśla.
Wątpliwość co do pobytu w Poznaniu w 1872 roku nie została
rozstrzygnięta w świetle dostępnych źródeł. Wzmacnia ją dodatkowo
kilka innych – poza itinerarium – przekazów źródłowych z lat późniejszych, poświadczających jednak podróż w Poznańskie w 1872
roku. We wstępie do części V W. Ks. Poznańskiego drukowanej
w 1880 r. Kolberg pisze: „W Kościańskiem zauważyliśmy (w r. 1872
i 1875) głównie następujące tańce […]” (DWOK T. 13, s. IX). W roku
1880 w liście do redakcji czeskiego „Světozora” podaje informację:
„[…] w r. 1872 robiłem w celach etnograficznych wycieczki w Poznańskie […]” (Korespondencja… cz. II, DWOK T. 65, s. 407). W 1881
roku pod tekstem brulionu listu do Ludwika Jenikego, dotyczącego
odbytych wypraw zanotował m.in.: „W r. 1872 jeździłem w celach
etnograficznych w Poznańskie” (tamże, s. 462). Wreszcie w liście do
Bogumiła Hoffa z 1885 r. nawiązuje – bez podania jednak daty rocznej – do swojego krótkiego pobytu u pastora Leopolda Otto w Cieszynie (Korespondencja… cz. III, DWOK T. 66, s. 236).
1873 Według itinerarium: „Do Wiednia (na wystawę)”.
Plany wyjazdu na wystawę powszechną w Wiedniu miał Kolberg
już wiosną 1873 roku, o czym musiał informować Marię Hemplównę (list ten nie zachował się), która pisząc do niego 30 kwietnia nawiązuje do projektu „przejażdżki do Wiednia” (Korespondencja… cz.
I, DWOK T. 64, s. 451). Wystawa powszechna w Wiedniu, otwarta
była w dniach od 1 maja do 31 X 1873 roku. 1 sierpnia Oskar pisze
w liście do brata Wilhelma, że Konopkowie zachęcają go do zwiedzenia wystawy oraz wspomina o pewnych nadziejach związanych
z możliwością zaprezentowania w środowisku muzycznym Wiednia
swoich kompozycji i nawiązania kontaktów z tamtejszymi etnografami. Pisze też, że na przeszkodzie stoją koszty wyprawy i prosi brata
140

�o przesłanie odpowiedniej kwoty ze sprzedaży jednego ze swoich
listów zastawnych, którymi ten zarządzał w Warszawie (tamże,
s. 457–458). Już 4 sierpnia Wilhelm donosił Oskarowi, że asygnację
wypłaty wysłał na adres Friedleina (zob. tamże, s. 459 oraz s. 468 –
notatki pod tekstem brulionu), na tym jednak definitywnie kończy
się w listach temat wyjazdu Kolberga na wystawę w Wiedniu.
Kiedy ją badacz odwiedził i jak długo przebywał w Wiedniu, nie
wiadomo. Wyjazd mógł jednak nastąpić najwcześniej po 4 sierpnia,
kiedy to Wilhelm zadysponował częścią złożonego u niego kapitaliku Oskara i przysłał odpowiednią asygnację, co rozwiązało sprawę funduszu na wyjazd. Luka w korespondencji wysyłanej przez
Oskara Kolberga trwała od 1 sierpnia do około 22 października,
kiedy to Akademia pokwitowała odbiór listu pisanego przez niego
w Krakowie (zob. tamże, s. 456 i 464), zatem pobyt w Wiedniu mógł
mieć zapewne miejsce między połową sierpnia a ostatnią dekadą
października. Brak jednak w materiałach Kolberga jakichkolwiek
śladów czy choćby wzmianek o tej podróży, jej przebiegu i wrażeniach, o pobycie w Wiedniu i zwiedzaniu wystawy – i to zarówno
w korespondencji, jak i w innych dokumentach badacza. Całkowite
przemilczenie tej wyprawy jest tym bardziej zastanawiające że wrażeniami z podróży na wystawę powszechną w Paryżu, odbytą pięć
lat później, dzielił się Kolberg chętnie w swoich listach do rodziny
i przyjaciół (zob. rok 1878). Nie wiadomo, czy i w jakim stopniu na
wyjazd Kolberga na wystawę mogły mieć wpływ krach finansowy
na giełdzie wiedeńskiej, który nastąpił wkrótce po otwarciu ekspozycji i spowodował zwyżkę cen i spadek frekwencji, a także wybuch epidemii cholery w Wiedniu, która szerzyła się także w Galicji
w okresie od końca maja do połowy sierpnia. O pobycie Kolberga
w Wiedniu może wprawdzie świadczyć niedatowana wzmianka
o odwiedzinach „pianisty Kolberga” w wiedeńskim salonie Eleonory z Milieskich Elkanowej, nie wiadomo jednak, czy z tą datą roczną
można ją powiązać (zob. H. Dąbczańska-Budzynowska Pamiętnik,
oprac. J. Fijałek, „Rocznik Biblioteki Polskiej Akademii Nauk w Krakowie” R. 9: 1963, druk 1964, s. 316).
1874 Brak jakichkolwiek świadectw źródłowych, które dokumentowałyby podróż lub podróże Kolberga w tym roku.
141

�Zdecydowała o tym zapewne konieczność dopilnowania druku
i korekt IV części Krakowskiego, która ukazała się pod koniec roku
1874 lub raczej na początku 1875 (zob. list do Akademii z 24 X,
Korespondencja… cz. I, DWOK T. 64. s. 495–496), a także równoległa praca nad pierwszymi tomami Poznańskiego (część I wydana
została w 1875 roku) . Prawdopodobnie znaczenie miał też brak
funduszy, o czym świadczyć może ponawiana prośba do Wilhelma
o przekazanie mu zdeponowanego u niego kapitału, a przynajmniej
„pilnie potrzebnej” jego części ( zob. bruliony listów do Wilhelma
z 12 VI i 18 XII, tamże, s. 491 i 511).
1875 Prawie trzymiesięczna podróż w Poznańskie, do Prus Zachodnich
i Wschodnich, przebiegająca następującą trasą: Morownica, Pakosław, Konojad, Poznań, Toruń, Zakrzewko, Brąchnówko, Tylice,
Łysomice, Turzno, Nawra, Chełmno, Terespol, Łaszewo, Tucholszczyzna, Bukowiec, Pelplin, Gdańsk, Oliwa, Sopot, Wielki Kac [Kack],
Oksywie, Puck, Wejherowo, Malbork, Waplewo, Telkwice, Buchwałd, Elbląg, Królewiec, Lec [Giżycko], Ełk, Osterode [Ostróda],
Toruń, Poznań, Morownica.
Według itinerarium: „Do Poznania (Pakosławia, Morownicy,
Konojadu), do Torunia, Zakrzewka i Brąchnówka (Czarlińskich),
[Łaszewa] (Mieczkowskich) [w rkp. błędnie: Łukowa]), Nawry (Sczanieckich), Bukowca pod Świec[iem] (Cejnowa), Pelplina, Gdańska,
Zopotów [Sopotu] (i na Kaszuby), Telkwic i Buchwałdu [Bukowa]
(Donimirs[kich]), do Waplewa (Sierakow[skich]), Elbląga, Królewca,
Lecu [Giżycka] i Ełku”.
Podróż ta, finansowana ze specjalnego zasiłku Akademii Umiejętności przeznaczonego na wyprawę badawczą i kontakty z regionalistami, należy do najlepiej udokumentowanych w całej działalności Kolberga, m. in. dzięki obszernemu sprawozdaniu złożonemu
Akademii po powrocie, a także zachowanej korespondencji. Brulion
tego sprawozdania, niepełny, urywający się na wiadomości o pobycie Kolberga w Malborskiem, zachował się w spuściźnie badacza
(BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 70). Natomiast oryginał sprawozdania z kompletnymi informacjami o podróży odnaleziono dopiero
w 1991 roku w czasie kwerendy w Archiwum Polskiej Akademii
Nauk w Krakowie. Sprawozdanie to pt. Pismo Oskara Kolberga
142

�z 4 lis­to­p ada 1875 roku do Zarządu Komisji Antropologicznej
Akademii Umiejętności w Krakowie dołączone było do wniosku
Sekcji Etnologicznej skierowanego przez jej sekretarza, Kopernickiego, do władz Komisji Antropologicznej z prośbą o zasiłek dla
Kolberga na podróż w Poznańskie i do Prus Zachodnich. Wniosek dokładnie informował o planie naukowym podróży Kolberga
i oczekiwanych rezultatach (Arch. Nauk. PAU W III–46b), Oryginalny tekst tego sprawozdania Kolberga odnalazł Wiesław Bieńkowski i opublikował go w „Komunikatach Warmińsko-Mazurskich”
w 1992 roku (w nr 3–4, s. 346–349), w artykule pt. Oskar Kolberg w Królewcu w 1875 roku. Dzięki temu Pismu, dopełnionemu
przez listy Kolberga z lat 1875 i 1876 można odtworzyć dokładniej
przebieg prawie trzymiesięcznej wyprawy badacza w Poznańskie,
na Pomorze Gdańskie, Powiśle i Mazury, jedynej jego podróży na
Pomorze i na Mazury. Cytowane niżej fragmenty pochodzą z 347
i 348 s. Pisma.
Pierwszy etap podróży stanowiło Poznańskie, gdzie Kolberg wyjechał w końcu lipca. 22 lipca w liście do Wandy Niegolewskiej
zapowiada swój przyjazd do Starego Bojanowa „w środę”, tj. 28 lipca (22-go wypadał czwartek, zatem informacja Kolberga o przyjeździe w środę wskazuje na datę 28 lipca), skąd planował udać się
do Morownicy pod Śmiglem, do Niegolewskich (zob. Korespondencja…, cz. I, DWOK T. 64, s. 534). Być może przedtem zatrzymał się
kilka dni w Poznaniu. W Poznańskiem „zwiedził kilka powiatów
południowych”, poza Morownicą zatrzymał się „cokolwiek dłużej”
w Pakosławiu pod Rawiczem (u Czarneckich), odwiedził też – może
ponownie – Poznań, gdzie spotkał się z Kazimierzem Szulcem, badaczem starożytności i etnografem.
Dalej pojechał do Torunia i po krótkim pobycie w tym mieście
jeszcze w pierwszej połowie sierpnia udał się „na zwiedzenie Prus
Zachodnich”. Tu dłużej przebywał w Zakrzewku i Brąchnówku pod
Chełmżą (u Czarlińskich), skąd „robił wycieczki” do Tylic, Łysomic i Turzna. Następnie pojechał do Nawry (do Sczanieckich), potem przez Trzebcz do Chełmna, gdzie spotkał się z ks. Pobłockim,
autorem Słowniczka wyrazów kaszubskich. Z Łaszewa, gdzie się
zatrzymał (u Mieczkowskich), podejmował wycieczki w Tucholszczyznę i do Bukowca pod Terespolem, gdzie spotkał się z Florianem
143

�Cejnową, literatem kaszubskim, z którego „wskazówek i informacji”
później korzystał. Zachował się bilet pocztowy na przejazd z Chełmna (niem. Culm) do Terespola, datowany na 24 sierpnia 1875 roku,
na którego odwrocie Kolberg sporządzał później podręczne notatki
brulionowe, dotyczące zwyczajów i słownika w Waplewie (Arch.
PTL, teka 6, sygn. 1145, k. 31). W drugiej połowie sierpnia Kolberg
odwiedził Pelplin, gdzie zetknął się z ks. Franciszkiem Rąbcą, który
opowiadał mu „pouczające szczegóły o życiu Kaszubów i Koczewiaków”. Następnie przez Gdańsk i Oliwę dotarł do Sopotu, gdzie przebywał 12 dni, odbywając wycieczki „w głąb Kaszub, mianowicie do
Wielkiego Kacu [Kacka], Oksywia, Pucka, Wejherowa”, w którym
to mieście zetknął się z Ludwikiem Jakowickim, pedagogiem przesiedlonym tam karnie z Poznania. W pierwszej połowie września
Kolberg zwiedził Malbork (zamek i muzeum archeologiczne), tydzień
spędził w Waplewie (u Sierakowskich), następnie przez kolejny tydzień przebywał w Telkwicach i Buchwałdzie [Bukowie] (u Donimirskich). Kolejnym miastem na jego pomorskiej trasie był Elbląg,
gdzie zwiedził zbiory archeologiczne Ferdinanda Jakoba Kaminskiego (nie: Kaninskiego, jak podaje Kolberg, por. W Bieńkowski Oskar
Kolberg w Królewcu… s. 348, przyp. 23).
Przed 19 września badacz dotarł do Królewca, skąd tego dnia
pisze do Romana Konopki do Modlnicy, relacjonując pobyt w tym
mieście i poprzedzającą go wędrówkę (zob. Korespondencja… cz. I,
DWOK T. 64, s. 537–538). W Królewcu nawiązał kontakt z polskim
duchownym ewangelickim, Hermannem Pełką, zbieraczem pieśni
mazurskich, i poznał Friedricha Kurschata, litewskiego lingwistę
i teologa.
Następnie pojechał Kolberg na Mazury pruskie, gdzie przebywał
jedynie około 10 dni. Odwiedził najpierw Lec (dziś Giżycko), gdzie
poznał Marcina Giersza, prawnika i redaktora „Gazety Leckiej”,
znawcę ludu i miejscowej gwary, oraz pastora Hermana Adalberta
Brauna (zob. bruliony listów Kolberga do nich z 28 II 1876 r. nawiązujące do tych spotkań, tamże, s. 573 i nast.) . Następnie udał się
do Ełku, gdzie spotkał się z superintendentem Karolem Remusem
i proboszczem Reinholdem Giżyckim, którzy dostarczyli mu cennych informacji z zakresu etnografii i „stosunków krajowych” (zob.
bruliony listów Kolberga z 1 III 1876 r., tamże, s. 581 i nast).
144

�Z mazurskiej podróży wracał Kolberg „na Osterode [Ostródę],
Toruń i Poznań […], zatrzymując się jeszcze po drodze w różnych
miejs­cach ” (zob. brulion listu do Wilhelma z 20 X 1875 r., pisany
w Modlnicy tuż po powrocie z wyprawy, tamże, s. 542). W Poznaniu
znalazł się pod koniec września i bawił tam kilka dni; 25 września
uczestniczył w uroczystym otwarciu nowego teatru, stałej polskiej
sceny, a dwa dni później pisał z Poznania do Franciszka Rąbcy.
Stamtąd pojechał ponownie do Morownicy, skąd 3 października wysłał list do Romana Konopki, by wreszcie po ponad dwu tygodniach
pobytu i ewentualnych wycieczek wrócić 19 października najpierw
do Krakowa, potem do Modlnicy, z której 20 października wysyłał
wspomniany wyżej list do Wilhelma (zob. listy do Franciszka Rąbcy
i Romana Konopki, tamże, s. 539–540).
Poza przywołanymi wyżej zob. też inne listy pisane po powrocie z podróży jesienią 1875 i w pierwszych miesiącach 1876 roku,
nawiązujące do wyprawy i ilustrujące dalsze kontakty i wymianę
naukową (tamże, listy nr 369, 370, 374, 386, 390–396, 398, 404, 411,
419).
Wzmiankę o tej podróży zawiera także list do czeskiego „Světozora” z 22 IX 1880 r., gdzie Kolberg pisze, że w roku 1875 podejmował
„w celach etnograficznych wycieczki […] w Poznańskie i do Prus
Zachodnich i Wschodnich” (Korepondencja… cz. II, DWOK T. 65,
s. 407).
Kopernicki także odnotowuje tę podróż w swojej biografii Kolberga: „[…] w roku 1875 do Poznańskiego, Prus Zachodnich i Wschodnich (Przedmowa wydawcy…, s. XI).
1876 Dwumiesięczna podróż do Galicji Wschodniej: Czortowiec, Barysz,
Lwów i okolice, Huculszczyzna pod Czarnohorą, Żabie, Bukowina,
Stanisławów, Kołomyja, Czerniowce, Buczacz, Barysz, Kraków [kolejność niepewna, zob. cytowane niżej źródła].
Według itinerarium: „Do Lwowa, na Pokucie, do Żabiego (ks.
Witwicki), Barysza (Szawłowskich)”.
Podróż ta sfinansowana została – jak poprzedniego roku – z zasiłku Akademii Umiejętności.
Plany wyprawy do Galicji Wschodniej, „ku Lwowu i Czerniowcom”, „w góry i na Podole galicyjskie” sygnalizował Kolberg
145

�w korespondencji z przyjaciółmi, począwszy od końca marca (zob.
Korespondencja…cz. I, DWOK T. 64, s. 586, 619, 626, 628, 631). Pierwotne projekty wyjazdu już w czerwcu, potem w lipcu nie doszły do
skutku, termin przesuwał się w związku z koniecznością doglądania
druku części II W. Ks. Poznańskiego (zob. tamże, s. 628) i ostatecznie
Kolberg wyruszył dopiero po 10 sierpnia (taką datę nosi list pisany
latem jeszcze w Krakowie, zob. tamże, s. 633), by po dwumiesięcznej
wyprawie przed 12 października powrócić do Krakowa. W liście z tą
datą pisanym do Stanisława Czarneckiego już z Krakowa Kolberg
pisze: „W tym roku jeździłem na Pokucie, na Bukowinę i byłem
w Karpatach, mianowicie między Hucułami pod Czarną Górą [Czarnohorą]” (tamże, s. 645) .
Dalsza korespondencja przynosi kolejne relacje i fakty dokumentujące przebieg i etapy wyprawy. W liście do Władysława Przybysławskiego z 14 X informuje: „Po wyjeździe z Czortowca, a następnie z Barysza zwiedzałem jeszcze okolice Lwowa i w samymże
Lwowie cały przepędziłem tydzień”. Wymienia muzea lwowskie,
które odwiedził: Muzeum Przyrodnicze im. Dzieduszyckich, Muzeum
Przemysłowe Miejskie, Ossolineum oraz zbiory i eksponaty, które
go zainteresowały, zawiadamia, że od kilku dni „bawi w Krakowie”
i wspomina z wdzięcznością pobyt w gościnnym domu Przybysławskich w Czortowcu (tamże, s. 646 i 648). 20 października pisze do
Władysława Siarkowskiego, że przed kilku dniami wrócił z podróży
„odbytej do Lwowa i w jego okolice, do gór huculskich i Bukowiny”
oraz do Ludwika Gumplowicza, że „wycieczka ta trwała od początku
sierpnia do połowy października” (tamże, s. 651 i s. 652) .
Wreszcie w obszernym liście z 30 X 1876 r. zdaje sprawozdanie
mecenasowi podróży, Akademii Umiejętności. Informuje, że choć
w planie miał podróż na Pokucie i Podole, odwiedził tylko „Pokucie,
góry huculskie i część Bukowiny”, gdyż zbyt krótki czas w sierpniu
i wrześniu oraz szczupłe środki pieniężne sprawiły, że badania na
Podolu zmuszony był odłożyć na przyszłość. Według itinerarium
był jednak w Baryszu pod Buczaczem oraz w samym Buczaczu, jak
wynika z tego samego listu do Akademii, może więc chodziło o niezrealizowany zamiar szerszych badań na Podolu.
Dalej wymienia tam Kolberg swoje najważniejsze stacje badawcze, którymi były: „w okolicy naddniestrzańskiej głównie Barysz
146

�pod Buczaczem i Czortowiec pod Obertynem, w górach zaś Żabie
pod Czarnogórą, położone w pobliżu granicy Bukowiny i Kossowa”.
Informuje też o krótkich pobytach w miastach – Stanisławowie,
Kołomyi, Czerniowcach, Buczaczu, dłuższym we Lwowie (tamże,
s. 657–660). Informacje te wzbogacają trasę podróży o niewymieniany w itinerarium Czortowiec, Stanisławów, Kołomyję, Czerniowce
i Buczacz. Do tej podróży nawiązują też wzmianki w listach późniejszych, od listopada 1876 do stycznia 1877 roku (zob. Korespondencja… cz. I, DWOK T. 64, s. 662, 663, 668, 671 oraz cz. II, DWOK
T. 65, s, 1 i 3).
Wycieczki na Pokucie w roku 1876 i 1880 wspomina Kolberg kilka lat później w liście do „Světozora” z 22 IX 1880 r. (Korespondencja… cz. II, DWOK T. 65, s. 407), a we wstępie do części I Pokucia
(DWOK T. 29, s. XI) wśród dat swoich podróży na te tereny podaje
także rok 1876 (zob. też rok 1877 i 1880).
Kopernicki w swoim biogramie Kolberga notuje w ramach podróży z zasiłkiem Akademii: „W roku 1876, 1877 i 1880 – na Pokucie
i Podole galicyjskie” (Przedmowa wydawcy…, s. XI).
1877 Według itinerarium: „Do Lwowa, na Pokucie, do Barysza, Czortowca, Żabiego”. Korespondencja Kolberga (zob. niżej) wskazuje także
na jego pobyt w Zadwórzu.
Podróż jak w roku poprzednim sfinansowana została z zasiłku
Akademii Umiejętności.
Już 15 kwietnia Kolberg informuje swoją bratową Karolinę o zamiarze wyjazdu do Lwowa w sierpniu (Korespondencja… cz. II,
DWOK T. 65, s. 14) . W drugiej połowie lipca Karolina przyjeżdża
z dziećmi na wakacje do Modlnicy, gdzie przebywają do 19 sierpnia
(zob. bruliony listów Kolberga do Władysława Przybysławskiego
z 8 i 19 VIII (tamże, 54 i 56).
Kolberg wyjeżdża 23 sierpnia przez Lwów do Czortowca, skąd
planuje odwiedzić Barysz, prawdopodobnie na początku września
(zob. bruliony listów z sierpnia do Władysława Przybysławskiego
i Tytusa Szawłowskiego oraz do Marii Kolberg, tamże, s. 56, 57
i 60). W Czortowcu przebywa we wrześniu, skąd 11 IX wysyła
telegram do Warszawy z okazji ślubu bratanicy, Marii Jasińskiej
(tamże, s. 62).
147

�Wrócił z wyprawy w końcu października. 27 października pisze
do Bibianny Moraczewskiej: „Przed kilku dniami wróciłem z wycieczki odbytej w celach etnograficznych w okolice Lwowa i na
Pokucie” (tamże, s. 67) oraz tego samego dnia do Ludwika Gumplowicza, którego informuje o swojej podróży „po Pokuciu i Podolu
galicyjskim” (tamże, s. 69). W liście do Akademii z 1 listopada relacjonuje, że dzięki jej zasiłkowi odbył podróż na Pokucie, bawił
„w kilku miejscowościach tamże, a przeważnie w Czortowcu” (tamże, s. 72), a 19 listopada donosi bratanicy, Jadwidze Wernerowej,
że po wyjeździe Karoliny z Modlnicy pojechał „do wschodniej Galicji i na Pokucie”, gdzie bawił „cały prawie wrzesień” w Czortowcu
u pp. Przybysławskich i gdzie na początku chorował (tamże, s. 76).
Nie wiadomo, czy i kiedy Kolberg odwiedził Barysz, choć w sierpniu zapowiada swoje odwiedziny, otrzymuje zaproszenie gospodarza
ponowione 13 września, a wkrótce potem biletem wizytowym bez
daty informację, że Szawłowski wysyła konie i czeka z kolacją (zob.
tamże, listy 508, 511, 514 i 515). Nie wiadomo jednak, czy badacz
dotarł do Barysza; brak potwierdzenia odwiedzin u Szawłowskich,
które być może uniemożliwiła choroba.
Natomiast, pisząc do Karoliny 10 grudnia, Kolberg wspomina pobyt „głównie w Czortowcu”, ale także w Zadwórzu u pp. Bochdanów
oraz we Lwowie, który odwiedził zapewne w drodze powrotnej do
Krakowa (tamże, s. 84). Z kolei w liście z 13 II 1880 r. do Michaliny Wierzbowskiej znajdujemy wzmiankę o pobycie Kolberga „na
wsi na Podolu galicyjskim” w roku 1877 (tamże, s. 322); może więc
chodzić o Barysz. Zadwórza nie wymienia Kolberg w itinerarium,
a bytności w Żabiem nie poświadcza korespondencja.
We wstępie do części I Pokucia (DWOK T. 29, s. XI), wymieniając daty swoich badawczych podróży w ten region, podaje Kolberg
także rok 1877 (zob. też rok 1876 i 1880).
Kopernicki, odnotowując podróże z zasiłku Akademii, pisze: „W roku
1876, 1877, 1880 – na Pokucie i Podole galicyjskie” (Przedmowa wydawcy…, s. XI).
1878 Według itinerarium: „Do Paryża na wystawę (na Wiedeń, Mnichów
[Monachium], Zurych, Bern, Bazyleję); powrót na Brukselę, Liège,
Kolonię, Moguncję, Frankfurt, Lipsk, Berlin, Pozn[ań], Wrocław,
148

�Kraków”. W korespondencji (zob. niżej) wymienia Kolberg jeszcze w drodze do Paryża: Rapperswil, Lucernę, Strasburg i Nancy,
a w drodze powrotnej: Akwizgran, Bonn, Wiesbaden i Eisenach.
Wystawa powszechna w Paryżu trwała od 1 maja do 20 października, Kolberg prezentował na wystawie swoje dzieła etnograficzne
i zbiory ikonograficzne, za co na mocy rozporządzenia z 13 II 1881 r.
otrzymał medal uczestnictwa w wystawie od francuskiego ministerstwa handlu.
Plany wyjazdu Kolberg przedstawia Jadwidze Wernerowej
w kwietniu, informując ją, że wysłał już do Paryża „niektóre przedmioty do działu antropologicznego (jak fotografie, dzieła itd.) i miałby łatwość wstępu”. Jednocześnie prosi o przysłanie mu sumy z jego
kapitału na pokrycie kosztów podróży, której odbiór kwituje w maju
(zob. bruliony listów z 2 IV i 10 V 1878 r., Korespondencja… cz. II,
DWOK T. 65, s. 129 i 136).
Wyjeżdża około 6 września; do J. Karłowicza pisze tego dnia, że
jest „na wyjezdnym” do Paryża (tamże, s. 160). Do Krakowa wraca
17 października, o czym dowiadujemy się z listu do Jadwigi Wernerowej pisanego w grudniu (tamże, s. 184).
Po powrocie przekazuje przyjaciołom i rodzinie swoje relacje
i wrażenia z podróży, z jej trasy w obie strony, z pobytu w Paryżu,
spotkań i zwiedzanych miast. W liście do Karoliny pisanym już
w Modlnicy 22 października przedstawia etapy podróży: „Jechałem
na Wiedeń, Münich, Zurych, stąd jeziorem do Rapperswyl, [na] Lucernę (byłem na górze Rigi), Bazyleę, Strasburg, Nancy, do Paryża,
a wracałem na Brukselę, Liège, Akwizgran, Kolonię, stąd Renem
do Bonn i Moguncji, dalej do Wiesbaden, potem na Frankfurt, Eisenach, Lipsk, Berlin, Poznań i Wrocław do Krakowa. W każdym
z miast znaczniejszych zatrzymywałem się dzień jeden lub dwa, by
zwiedzić muzea i co było ciekawszego”. Pisze, że w Paryżu spotkał
się z Jadwigą Wernerową, co było zaplanowane wcześniej, i z Józefą Konopczanką z Mogilan, córką Józefa, że bywał w teatrach
i u Duchińskich (tamże. s. 170), ze strony których spotkał się ze
„staropolskim przyjęciem” i opieką (tamże, s. 173). Seweryna Duchińska, primo voto Pruszakowa, była osobą doskonale mu znaną
i zaprzyjaźnioną od czasów warszawskich, kiedy to bywał w jej
salonie literackim, spotkania te miały zatem dla obojga szczególne
149

�znaczenie. W późniejszym liście z lutego 1879 roku pisanym do
Marcelego Szulca relacjonuje: „W Paryżu bawiąc przez półczwarta
tygodnia [tj. trzy i pół tygodnia], nie spocząłem ani chwili. Chodziło mi o poznanie wszystkiego, co w tak krótkim czasie poznać
można było, czas swój podzieliłem tak, że na przemian jeden dzień
poświęcałem wystawie lub Trocadero, drugi muzeom, bibliotekom
lub Wersalowi itd., w samym mieście” (tamże, s. 202)). W innym
liście pisze o spędzeniu w Paryżu miesiąca z Jadwigą Wernerową
(tamże, s. 256–257).
Z Paryża wyjechał 6 października, a w drodze powrotnej przez
Belgię i Niemcy zwiedzał „muzea i zbiory” z Gotfrydem Ossowskim,
który w liście z 24 października wspomina: „[…] długi czas śniły mi
się Aix-la-Chapelle [Akwizgran], Bonn, Moguncja, Wiesbaden etc.”,
a także wzmiankuje o „chybionym Weimarze”, do którego prawdopodobnie nie dotarli (tamże, s. 173). 5 grudnia Kolberg opisuje swój
powrót Wernerowej: „Po drodze zatrzymywałem się dla zwiedzenia
muzeum w Brukseli, Liège, Aachen, Kolonii, Bonn, Moguncji, Frankfurcie, Wiesbaden, Lipsku, Berlinie i Poznaniu, tak że wyjechawszy 6 paździer[nika] z Paryża, dopiero 17 przyjechałem do Krakowa
(tamże, s. 183–184). W lutym 1879 roku obszernie pisze o swojej
podróży do Marcelego Szulca: „Jadąc na Salzburg, Münich, Zurich,
Lucernę, Rapperswyl, Bazyleę itd., a później Strasburg i Nancy, zatrzymywałem się dzień jeden lub parę dni i zwiedziłem wszystko,
co w tych miastach było do widzenia, podobnie jak i z powrotem,
jadąc z Paryża, zwiedziłem Brukselę, Liège, Akwizgran, Kolonię,
Bonn, Moguncję, Wiesbaden, Frankfurt, Lipsk i Berlin”. W liście
tym wspomina także o pobycie w Wiedniu w operze (tamże, s. 200);
w itinerarium jedynie wskazówka: „na Wiedeń”.
Z innych listów dowiadujemy się też, że w Lipsku odwiedził firmę Breitkopfa i Härtla, gdzie omawiał koncepcję wydania młodzieńczych utworów Chopina, w Monachium spotkał się z malarzem Józefem Brandtem, z którym poruszył „kwestię wydawnictwa kostiumów i typów narodowych z wizerunków i fotografii […]”, a w Nancy, mieście, z którego pochodził Mikołaj Chopin, ojciec Fryderyka,
usiłował zebrać wiadomości o rodzinie kompozytora (tamże, s. 181,
219, 200–202, 332–333).

150

�1879 Według itinerarium: „Do Lwowa, Czortowca”.
Brak potwierdzenia tej podróży w korespondencji i innych źród­
łach. Latem tego roku, od 20 lipca do około 20 sierpnia, Kolberg
nie wyjeżdżał, gdyż w tym okresie w Modlnicy gościł jego brat
Antoni, z żoną Karoliną i z dziećmi (zob. list Antoniego Kolberga
z 18 VII oraz Oskara Kolberga do I. Kopernickiego z 1 VIII, Korespondencja… cz. II , DWOK T. 65, s. 246 i 247). Być może udał się do
Lwowa i Czortowca po wyjeździe rodziny pod koniec sierpnia i we
wrześniu; listy z tego okresu pisane są bez podania miejsca, dopiero
16 października, datując brulion listu do Karoliny, Kolberg wpisuje
Mod[lnicę] (zob. tamże, s. 262–264).
Podróży takiej nie odnotowuje też Kolberg we wstępie do części
I Pokucia (zob. informacja cytowana wyżej pod rokiem 1876 i 1877)
ani Kopernicki w swojej relacji z wypraw badawczych Kolberga
(por. Przedmowa wydawcy..., s. XI).
1880 Według itinerarium: „Do Kołomyi (wystawa), do Czortowca, Jasienowa, Okna”. Korespondencja Kolberga (zob. niżej) wskazuje, że odwiedził także Lwów, Horodenkę, Kornicz i Piadyki.
Wystawa etnograficzna w Kołomyi trwała od 15 do 30 wrześ­nia
1880 roku. Obejmowała materiał z ówczesnych powiatów kołomyjskiego, horodeńskiego, kossowskiego, zaleszczyckiego i borszczowskiego. Komitetowi organizacyjnemu przewodniczył Władsyław
Przybysławski, protektorem był Włodzimierz Dzieduszycki, opiekunem naukowym Kolberg.
Plany podróży, jej przebieg i pobyt na Pokuciu w 1880 roku,
wypełniony „dalszymi studiami” własnymi i pracą związaną z wystawą, dzięki której znacznie wzbogacił swój materiał z tego regionu, dokumentuje korespondencja. O swoich planach podróży
do Lwowa, na Podole i do Kołomyi informuje Kolberg w styczniu
i lutym Wernerową i Karolinę (Korespondencja… cz. II, DWOK
T. 65, s. 297, 313 i 318). Inicjatywa kierowania stroną naukową
wystawy wyszła od Przybysławskiego, który zaprosił Kolberga na
całe lato do Czortowca; plan ten przekazał Oskarowi Kopernicki
w liście z 23 III (tamże, s. 338–340). Propozycja została przyjęta,
omawiano termin wyjazdu Kolberga w listach z 30 III oraz z 27 IV
(tamże, s. 343 i 345 oraz s. 355). W kwietniu Kolberg informuje
151

�rodzinę i przyjaciół o swoich planach podróży, m.in pisze do Karoliny: „Wyjazd mój ma nastąpić najdalej w połowie czerwca, naprzód do Lwowa i Zadwórza (do pp. Bochdanów), potem do pp.
Przybysławskich na Pokucie […], abym się wraz z hr. Dzieduszyckim
zajął urządzeniem wystawy etnograficznej w Kołomyi we wrześniu
(tamże, s. 357, zob. też s. 359 i 361).
Zgodnie z planem wyjazd Kolberga z Krakowa nastąpił
w połowie czerwca. Najpierw wyjechał do Lwowa, potem do Czortowca, do Przybysławskich, gdzie był już w końcu czerwca i gdzie
dotarła do niego przekazana przez Antoninę Konopczankę wiadomość o śmierci przyjaciela, Józefa Konopki, na którą odpowiedział
listownie z Czortowca 27 czerwca (zob. tamże, s. 374–377) . W Czortowcu spędził prawdopodobnie lipiec i część sierpnia, odwiedzając inne miejscowości Pokucia. 24 września pisze do Antoniny Konopczanki, informując, że trzy tygodnie przed otwarciem wystawy,
tj. po 20 sierpnia wyjechał z Przybysławskim do Kołomyi, gdzie na
stałe zamieszkał aż do zamknięcia wystawy, po czym znów wróci na parę tygodni do Czortowca, zanim się wybierze do Krakowa
(tamże, s. 408). Po zamknięciu wystawy istotnie pojechał jeszcze do
Czortowca, skąd dopiero w połowie listopada wrócił do Krakowa.
Nie wiadomo, czy i kiedy udał się jeszcze do Zadwórza, do Bochdanów, „dwie stacje za Lwowem”, jak planował w kwietniu (tamże,
s. 313 i 357), bo o bytności tam później nie wspomina.
Listy poświadczają też, że z innych miejscowości Pokucia odwiedził Horodenkę (tamże, s. 400), Kornicz (tamże, s. 413), Okno (tamże,
s. 428), Jasienów (tamże, s . 447, 540, 610) oraz Piadyki (Korespondencja… cz. III, DWOK T. 66, s. 384).
Informacje o odbytej podróży i udziale w pracach nad wystawą
w Kołomyi przysłał też w listach z listopada i grudnia. Najobszerniejszą relacje zawiera brulion listu z 3 XII do Karoliny. Potwierdza
w nim Kolberg wyjazd do Lwowa w połowie czerwca, skąd udał
się do Czortowca, do Przybysławskiego, pisze, że w samej Kołomyi
był „cały niemal wrzesień i październik, pracując […] razem z kilku członkami komitetu tej wystawy nad jej urządzeniem i przyozdobieniem […]”, opisuje wystawę i informuje, że wrócił do Krakowa w połowie listopada (Korespondencja… cz. II, DWOK T. 65,
s. 432–433). Z tego listu wynika, że do Czortowca nie udał się zaraz
152

�po zamknięciu wystawy, tj. po 15 września, jak donosił wcześniej
(zob. wyżej). Wobec tych danych nieścisła wydaje się więc kolejna
informacja w liście z grudnia do Moraczewskiej, gdzie pisze, że spędził „częścią na wsi, częścią w mieście przeszło 4 miesiące” (tamże, s. 427), gdyż cały pobyt od czerwca do połowy listopada objął
5 miesięcy. Być może szczegóły te zatarły się Kolbergowi w pamięci.
Rok 1880 wymienia Kolberg także wśród dat swoich podróży na
Pokucie we wstępie do części I monografii tego regionu (DWOK
T. 29, s. XI), zob. też rok 1876 i 1877. Z kolei Kopernicki, zestawiając
podróże Kolberga odbyte z zasiłkiem Akademii, odnotowuje w biogramie autora Ludu również: „W roku 1876, 1877, 1880 – na Pokucie
i Podole galicyjskie” (Przedmowa wydawcy…., s. XI).
1881 W itinerarium wpisana jedynie data roczna W tym roku Kolberg nie
odbył podróży.
W korespondencji badacz potwierdził, że nie opuszczał w tym
roku Krakowa. W brulionie listu do Marcelego Szulca z 1 XI pisał:
„[…] tego roku [wycieczki etnograficznej] nie robiłem z powodu nawału roboty, ale właśnie ów nawał wskutek nagromadzonego już
w Kołomyi materiału, jak i zobowiązań nowych, jakie na mnie nałożyły fundusze z koncertu otrzymane, przykuły mnie do warsztatu”
(Korespondencja… cz. II, DWOK T. 65, s. 561).
Koncert, o którym mowa, zorganizowany na rzecz wydawnictw
Kolberga, odbył się Warszawie 6 maja, powtórzony został 14 maja
(zob. tamże, listy nr 825–831, 834–837). Uzyskany dochód pokrył
druk dwu pierwszych części czterotomowej monografii Pokucia,
które wydane zostały w latach 1882–1883 (DWOK T. 29 i 32) .
1882 W itinerarium podany jest tylko rok jak wyżej (zob. rok 1881).Także
w tym roku Kolberg podróży nie odbył.
Potwierdza to korespondencja. We wrześniu pisał do Glogera,
że mimo zaproszeń nigdzie nie wyjeżdżał z powodów zdrowotnych,
niepogody oraz natłoku prac nad ogromnym materiałem wymagającym „bezustannego przeglądu, obróbki i ślęczenia, ażeby się istotnie
kiedyś mógł badaczom na cośkolwiek przydać” (Korespondencja…
cz. II, DWOK T. 65, s. 694). A w październiku donosił Szulcowi:
„[…] wycieczki tego roku wcale w świat nie robiłem, bo wtedy kiedy
153

�ją rozpocząć miałem, lunęły deszcze, a gdy wreszcie zawitało słońce, już mnie chęć do podróży ominęła” (tamże, s. 705).
W świetle tych danych niezrozumiała pozostaje notatka Kolberga w rękopisie pod zapisaną własnoręcznie melodią z siedmioma
przyśpiewkami: „śpiewała p. Kleczyńska w Zakopanem, 1882” (BN
PAU i PAN, teka 11, sygn. 1176/13, k. 17, zob. Góry i Podgórze cz. I,
DWOK T. 44, s. 291, nr 520). Zapis wydaje się być sporządzonym
bezpośrednio ze słuchu, ale o pobycie Kolberga w Zakopanem
w tym roku brak informacji.
1883 – Według itinerarium: „Do Iskani, Leszczowatego, Bóbrki (Blizińskich)”.
Podróż ta udokumentowana jest w korespondencji. Listy wskazują, że na początku roku Kolberg planował wyjazd do Lwowa, „dokąd
powołuje mnie – pisał – interes mego wydawnictwa, a w szczególności Pokucia, którego dalszy ciąg się drukuje”. Nie miał jednak
pewności, czy podróż będzie możliwa wiosną czy dopiero jesienią
(zob. bruliony listów do Karoliny z 21 I i do B. Hoffa z 20 II, Korespondencja… cz. III, DWOK T. 66. s. 15 i 30). Po spotkaniu w maju
w Krakowie z Józefem Blizińskim, zaprzyjaźnionym z nim jeszcze
w okresie warszawskim, Kolberg podejmuje złożone wówczas zaproszenie przyjaciela do przyjazdu do Bóbrki w Sanockie i odwiedzin w jego „na wpół górskiej rezydencji” (tamże, s. 48).
Wyjechał około 24 lipca, zgodnie z sugestią Blizińskiego pociągiem z Krakowa do Przemyśla, a stamtąd koleją łupkowską do
Ustrzyk, gdzie gospodarz miał czekać na niego „z końmi” z Bóbrki
(tamże, s. 52 i 54–55). W Bóbrce spędził prawie miesiąc w przyjaznym domu i dogodnych warunkach dla badań. Stamtąd prawdopodobnie 20 sierpnia udał się do Leszczowatego, do Kraińskich, gdzie
przebywał 10 dni, a następnie pojechał 30 sierpnia na cztery dni do
Iskani, do związanych rodzinnie z Konopkami Załęskich (zob. list
do Juliana Konopki z 31 VIII, tamże s. 61, zob. też list Blizińskiego
z 1 IX, tamże s. 62). Do Krakowa wrócił Kolberg w nocy z 3 na 4
września, o czym informuje Blizińskiego w liście (tamże, s. 63), a do
Modlnicy dotarł prawdopodobnie 7 września, „by być obecnym na
następnych uroczystościach jubileuszowych Sobieskiego”; taką datę
powrotu określa w liście do Karoliny z 23 IX (tamże, s. 68).
154

�Wspomniany jubileusz 200-lecia zwycięstwa króla Jana III Sobieskiego pod Wiedniem obchodzony był uroczyście w Krakowie
w połowie września, a jednym z punktów programu obchodów
była uroczysta procesja ulicami miasta, z udziałem przedstawicieli wszystkich stanów, władz miejskich, stowarzyszeń, korporacji i instytucji w dniu 12 września. Kolberg brał w niej udział
jako „akademik nadzwyczajny”, tj. członek nadzwyczajny Akademii Umiejętności (zob. list do Blizińskiego z 28 IX, tamże, s. 71–74
– tam Kolberg podaje błędnie datę swojego udziału w procesji:
13 IX).
Kopernicki w swojej biografii Kolberga (Przedmowa wydawcy…., s. XI) zapisał: „[…] w latach 1883–1885 własnym kosztem
zwiedzał trzykrotnie Sanockie i Przemyskie dla uzupełnienia dawniejszych badań swoich z r. [1861 i 1863]” (tam błędnie: 1865).
1884 Według itinerarium: „Do Iskani, Leszczowatego, Bóbrki; Procisne
(Zduń)”. Z korespondencji Kolberga (zob. niżej) wynika, że odwiedził
również Czaszyn i Bukowsko.
Bliższych informacji na temat tej podróży dostarczają listy
z tego roku. Kolberg pisze 17 czerwca do Blizińskiego, że jest gotowy przyjechać latem do Bóbrki i po uzgodnieniu terminu zapada
decyzja o wyjeździe z Krakowa 19 lipca i przybyciu do Ustrzyk
20 lipca (Korespondencja… cz. III, DWOK T. 66, s. 165–166 i 172).
Przedtem Oskar spotyka się 11 lipca z Karoliną w Szczakowej, gdyż
spotkanie w Modlnicy okazuje się tym razem niemożliwe (tamże,
s. 170 i 174).
Dokładnej daty dziennej wyjazdu w Sanockie nie znamy, nastąpił on prawdopodobnie około 20 lipca. Gdzie udał się Kolberg
najpierw, nie wiadomo; z listu do Blizińskiego z 11 VIII wynika, że
od 9 sierpnia przebywał w Procisnem u Zduniów, gdzie Bliziński
przyjechał po niego 22 sierpnia (tamże, s. 184–185). Pobyt w Bóbrce
w ostatniej dekadzie tego miesiąca potwierdza list do D. E. Friedleina z 26 VIII wysłany z Bóbrki (tamże, s. 187), gdzie przebywał
Kolberg może także w pierwszej połowie września. Dalej udał się
do Czaszyna (tamże, 192–193) i w domu właściciela majątku, Rafała
Majora, spędził ponad tydzień. Z Czaszyna pojechał do Bukowska,
a następnie 21 września wraz z Kraińskim, który czekał na niego
155

�w Ustrzykach, udał się do Leszczowatego, potem ponownie do Bóbr­
ki (tamże, s. 193–194).
Powrót nastąpił 3 października, o czym donosi Blizińskiemu i Karolinie (tamże, s. 197 i 199). Jednocześnie w obu listach zawiadamia
o swojej przeprowadzce z Modlnicy do Krakowa, a także o podjęciu
tej decyzji po powrocie z podróży, w przykrych dla niego okolicznoś­
ciach, o jakich jednak bliżej nie wspomina.
Krótkie informacje o letniej podróży w roku 1884 znajdujemy
jeszcze w listach do Teobalda Klepaczewskiego z 18 X tego roku i do
Bibianny Moraczewskiej z 2 IV 1885 r. (tamże, s. 202 i 234).
Kopernicki potwierdza podróż w Sanockie i Przemyskie w roku
1884 (zob. informacja cytowana wyżej, rok 1883).
1885 Według itinerarium: „Do Leszczowatego [tu pierwotnie zapisał Kolberg jeszcze, a potem skreślił: „Procisne (Zdunia)”], Sanoczan (Jaruzelskich), Wzdowa (Ostaszewskich), Rymanowa (Potockiej”. Z korespondencji Kolberga (zob. niżej) wynika, że odwiedził także Iwonicz.
W tym roku badacz planował podróż na Śląsk Cieszyński od
połowy lipca, dłuższy pobyt i badania na „szląskiej ziemi” oraz spotkanie w Wiśle z Bogumiłem Hoffem i jego żoną „u źródeł Wisły”
(zob. listy do Hoffa z 9 IV i do Karoliny z 29 V, Korespondencja…
cz. III, DWOK T. 66, s. 236 i 263). Jeszcze 21 czerwca plan ten jest
realny, tego dnia Kolberg donosi Blizińskiemu, że 15 lipca wybierze
się do Cieszyna do posła Cinciały mieszkającego w Mistrzowicach,
skąd ma zwiedzić Ustroń, źródła Wisły itd., a podróż potrwa dwa
miesiące, do października (tamże, s. 268). Hoff w liście z 3 VII proponuje trasę podróży i obiecuje spotkanie w Ustroniu (tamże, s. 273–
–274). Tymczasem 9 lipca Kolberg informuje go, że plan przyjazdu na Śląsk upada, ponieważ z powodu „interesu wydawnictwa”
pojedzie do Przemyśla I Lwowa, gdzie liczy na pomoc „osób wpływowych” przy wydaniu materiałów ruskich i zakłada ewentualne
zwiedzanie okolic Przemyśla i Sanoka, co może mu zabrać czas do
października, zatem na okolice Wisły nie starczy mu sił i czasu (tamże, s. 276).
Decydujący dla tej nagłej zmiany decyzji, był – jak się wydaje – fakt, że tego lata Bliziński pozostawał jeszcze w Bóbrce, którą
zmuszony był sprzedać wobec kłopotów z utrzymaniem majątku
156

�i w rezultacie w niedługim czasie opuścić, by poszukać nowego
lokum (zob. list Pelagii Bliżińskiej z 11 V 1885 r., tamże s. 249–251).
Kolberg wybrał więc podróż do przyjaciela, a zarazem sprawdzoną
stację badawczą i ostatnią szansę kontynuacji prac w Sanockiem
i Przemyskiem w takich warunkach.
W Bóbrce był Kolberg przed 25 lipca, do 28 lipca przebywał
w Leszczowatem, potem przez około 10 dni we Wzdowie, skąd jeszcze 8 sierpnia pisał do Blizińskiego i skąd wyjechał 25 sierpnia,
by udać się do Nowosielec i pociągiem do Sanoka, a następnie do
Leszczowatego (zob. tamże, s. 277–279 oraz 282– 283).
Dalszy przebieg podróży nie jest znany; wiadomo, że trwała cztery miesiące i że do Krakowa Kolberg wrócił na początku listopada.
W liście do Teobalda Klepczewskiego pisze 10 listopada, że wrócił
„przed kilku dniami z wycieczki kilkumiesięcznej […] po Galicji”, podobnie informuje tego samego dnia Sewewrynę Duchińską: „W tych
dniach wróciłem z wycieczki w Sanockie i Jasielskie, gdzie przez
całe lato w różnych domach wśród gór i dolin zbierałem potrzebne
mi materiały”, wreszcie wiadomość o niedawnym powrocie z 4-miesięcznej podróży w Sanockiem posyła 12 listopada Karolinie (tamże,
s. 289, 292 i 293).
W innych źródłach brak wzmianki o pobycie Kolberga
w Rymanowie wymienianym w itinerarium, a należącym do Anny
z Działyńskich Potockiej, natomiast w jednym z listów (do Zofii
Urbanowskiej z 9 XII), mówiąc o swojej podróży w Sanockie, dodaje,
że był też „parę dni w Iwoniczu” (tamże, s. 304).
W swoim studium biograficznym o Kolbergu Kopernicki także
poświadcza pobyt Kolberga tego roku w Sanockiem i Przemyskiem
(zob. notatka cytowana wyżej, rok 1883).
1886–1888 W itinerarium Kolberg wpisał te trzy daty roczne, mimo że
w tych latach podróży nie odbywał. Wszystkie dostępne dokumenty
potwierdzają, że wówczas nie opuszczał już Krakowa.
W roku 1886 planował jeszcze wyjazd na Śląsk „w celach etnograficznych” (zob. listy do Ludwika Kuby, do Jadwigi Wernerowej, do Karoliny i do Józefa Blizińskiego, Korespondencja… cz. III,
DWOK T. 66, s. 330, 347, 349, 358). Plan jednak nie został zrealizowany, o czym donosi Karolinie w marcu następnego roku 1887,
157

�tłumacząc to położeniem gospodarzy, którzy żyją z lokatorów (tamże, s. 420). W liście do Kuby z 13 VII pisze jednak o „niebytności
10-dniowej w Krakowie”, nie wyjaśniając jej powodu i czasu, które
pozostają nieznane (tamże, s. 355).
Jego ówczesną sytuację u samego schyłku życia ilustrują wybrane fragmenty listów. 18 marca 1888 roku Kolberg pisał do Karoliny:
„Co do mego położenia materialnego to ono się – zwłaszcza skutkiem choroby – polepszyć wcale nie mogło. Więc przy szczupłym
zarobku ani marzyć mogę o podróżach gdziekolwiek (tym więcej,
że już i wiek mój na to nie pozwala) ani o jakichś wydatkach, które
przechodzą miarę najskromniejszych nawet wymagań” (Korespondencja… cz. III, DWOK T. 66, s. 502).
A 29 stycznia 1889 roku przedstawiał swoją sytuację Jadwidze
Wernerowej: „[…] siedzę już od kilku lat jak zaklęty na krakowskim
bruku i na wieś nawet w lecie wcale się nie wymykam”, co tłumaczy
wiekiem, osłabionym wzrokiem, natłokiem i spowolnieniem prac
oraz sytuacją mieszkaniową (tamże, s. 569).

�Agata Skrukwa

Bibliografia prac Oskara Kolberga

Prace wydane w latach 1835–1890, s. 161 – Prace wydane po raz pierwszy
po roku 1890, s. 183: – Kompozycje, s. 183 – Opracowania melodii ludowych
na głos z fortepianem, s. 187 – Monografie regionalne i materiały do nich
wydane w latach 1891–1907, s. 187 – Studia, rozprawy, artykuły, zbiory
folklorystyczne, s. 188 – Recenzje i odpowiedzi na recenzje, s. 190 – Artykuły zamieszczone w Encyklopedii powszechnej S. Orgelbranda w latach
1859–1868, s. 190 – Dzieła wszystkie Oskara Kolberga, s. 200: – Reedycja
fotooffsetowa tomów wydanych przez Oskara Kolberga w latach 1857–1890
w seriach Lud i Obrazy etnograficzne, s. 200 – Tomy wydane na podstawie rękopisów i źródeł drukowanych, s. 205 – Suplementy do tomów
1–36, s. 213 – Biografia Oskara Kolberga, s. 218 – Prace i utwory błędnie
przypisywane Kolbergowi, s. 218

Prezentowana tu bibliografia ukazuje cały dorobek Oskara Kolberga
udostępniony drukiem, rejestrując zarówno prace autorskie, jak i te, których był współautorem lub tłumaczem. Składa się z czterech zestawień:
pierwsze zawiera ułożone chronologicznie zapisy prac Kolberga publikowanych przez niego w latach 1835–1890, poza artykułami pisanymi dla
Encyklopedii powszechnej S. Orgelbranda, drugie obejmuje jego prace
i kompozycje, zwykle o nieustalonej dacie powstania, drukowane po raz
pierwszy po roku 1890, trzecie to wykaz artykułów napisanych przez niego
do Encyklopedii powszechnej S. Orgelbranda i drukowanych tam w latach
1859–1868, ostatnie, czwarte jest spisem tomów Dzieł wszystkich Kolberga
z pełnymi notami bibliograficznymi.
Prace drukowane przez Kolberga zebrane w pierwszym zestawieniu
ułożone są chronologicznie, niezależnie od tego, czy zamieścił je w czasopismach lub pracach zbiorowych (kompozycje1, artykuły, recenzje, wspomnienia, polemiki itp.), czy były drukami zwartymi, jak niektóre utwory
muzyczne oraz Lud i Obrazy etnograficzne. Artykuły drukowane w kalendarzach umieszczono pod rokiem, na który były one datowane. W obrębie
11

Datę druku większości kompozycji O. Kolberga ustaliła Danuta Idaszak.

159

�roku publikacje są uszeregowane i oznaczone następująco: A. — kompozycje, B. — opracowania melodii ludowych na głos z towarzyszeniem fortepianu, C. — etnograficzno-folklorystyczne monografie regionalne (Lud
i Obrazy etnograficzne), D. — studia, rozprawy, zbiory folklorystyczne,
wspomnienia, biografie i inne artykuły, E. — recenzje i polemiki. Prace
drukowane po raz pierwszy po roku 1890, tj. po śmierci Kolberga, oparte na
jego rękopisach, podzielone są na takie same grupy, a w ich obrębie podane
alfabetycznie według brzmienia tytułu. Artykuły napisane przez Kolberga
dla Encyklopedii powszechnej S. Orgelbranda ułożone są chronologicznie
według dat wydania jej kolejnych dwudziestu ośmiu tomów, a w ramach
tomów alfabetycznie. Merytoryczny układ tych artykułów zaproponowany
został przez Mieczysława Tomaszewskiego w opracowanych przez niego
Pismach muzycznych Kolberga. Artykuły pisane dla Encyklopedii i w niej
drukowane zebrane zostały osobno, ponieważ przemieszane z innymi publikacjami w spisie chronologicznym zdominowałoby bibliografię (haseł
takich jest ponad tysiąc) i uczyniły ją nieczytelną przez nagromadzenie wyjaśnień drobnych czasem zagadnień czy terminów z zakresu muzyki i przemieszanie ich z innymi publikacjami.
Noty recenzji utworów i publikacji Kolberga drukowanych w XIX-wiecznej prasie zostały zamieszczone bezpośrednio po recenzowanej kompozycji
lub innej jego pracy. Uwzględniono także recenzje scenicznej wersji Króla
pasterzy ponieważ dotyczą one przede wszystkim utworu, a nie jego wykonania.
Wszystkie prace Kolberga wymienione w zamieszczonych tu spisach
przedrukowane są w jego Dziełach wszystkich albo mają tam swe pierwodruki, dlatego ich noty opatrzone są odsyłaczami do odpowiedniego
tomu tej serii wydawniczej (ze skrótem DWOK). Pełne zestawienie tomów
opublikowanych w ramach Dzieł wszystkich Oskara Kolberga ułatwi
orientację w tym bardzo bogatym i zróżnicowanym zbiorze, na który składają się przede wszystkim źródła muzykologiczne, folklorystyczne i etnograficzne.
Na końcu w osobnym rozdziale podano noty kilku prac i utworów mylnie przypisywanych Kolbergowi w dotychczas wydanych bibliografiach
i biografiach. Ich brak w bibliografii mógłby być odczytany jako błąd, przypadkowe opuszczenie, stąd ten wykaz poprawiający omyłki poprzednich
bibliografów.

160

�Prace wydane w latach 1835–1890
1835
A. Six polonaises pour le pianoforte composées et dédiées à Monsieur
Lois Oehmigke. Berlin [1835]. Przedruk w: Kompozycje fortepianowe,
DWOK T. 69, nr 63–68, s. 296–321.
1836
A. Valse pour le pianoforte composée et dédiée à S. Ece Monsieur Joseph
de Kleniewski par… Warszawa [1836]. Przedruk w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 69, s. 322–328.
A. Talizman. Ballada. „Pamiętnik Muzyczny Warszawski” 1836, nr 6, dodatek nutowy s. 90–91, [autor tekstu nieznany]. Przedruk w: Kompozycje
wokalno-instrumentalne, DWOK T. 68, nr 1, s. 3–6.
1841
A. Mazur ułożony na fortepian i ofiarowany Wnej Pannie Emilii Gronau
przez… Warszawa [1841]. Przedruk w: Kompozycje fortepianowe,
DWOK T. 69, nr 43, s. 221–222.
A. Dwa mazury na pianoforte ułożone przez… Warszawa [1841]. Pierwszy
mazur przedrukowany w: Mazury różnych autorów na fortepian
zebrane przez A. Kratzera…, zob. r. 1860. Przedruk w: Kompozycje
fortepianowe, DWOK T. 69, nr 44 i 45, s. 227–232.
D. Melodie ludu słowiańskiego. „Biblioteka Warszawska” 1841, T. 3, s. 502–
505. Przedruk w: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 583–586,
tekst nr 1031a.
1842
B. Pieśni ludu polskiego zebrał i rozwinął... Oddział pierwszy poświęcony Wacławowi Zaleskiemu, Józefowi Konopce, K. Wł. Wójcickiemu,
Żegocie Paul[emu], niezmordowanym współpracownikom w odgrzebywaniu skarbów umysłowych ludu. Z. 1, Poznań 1842. [Zbiór ukazał
się w pięciu zeszytach w latach 1842–1845, ciąg dalszy drukowany był
w „Przyjacielu Ludu” w latach 1846–1847.] Przedruk w: Pieśni i melodie
ludowe w opracowaniu fortepianowym cz. I, DWOK T. 67/I, s. 1–349.

161

�Recenzje: [A. Woykowski], „Tygodnik Literacki” 1842, nr 14, s. 112; M. A. Szulc,
„Tygodnik Literacki” 1842, nr 42, s. 335–336; [K. Libelt], „Dziennik Domowy”
1842, nr 21, s. 174; „Dziennik Domowy” 1843, nr 21, s. 166–167. Przedruk recenzji w: Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu fortepianowym cz. II, DWOK
T. 67/II, s. 267–277.

D. Prospekt na „Pieśni ludu polskiego”. „Tygodnik Literacki” 1842, nr 21,
s. 168. Toż „Dziennik Domowy” 1842, nr 18, s. 150–151. Przedruk w:
Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 574–575, tekst nr 1028a, oraz
w: Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu fortepianowym cz. II,
DWOK T. 67/II, s. 270–271.
E. Przypisek o „Piosnkach ludu wielkopolskiego”. „Biblioteka Warszawska”
1842, T. 3, s. 631. Przedruk w: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62,
s. 578–579, tekst nr 1029.
E. Śpiewy kościelne dawnych kompozytorów polskich zebrane i wydane
przez Józefa Cichockiego. „Biblioteka Warszawska” 1842, T. 4,
s. 421–424. Przedruk w: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 501–
–503, tekst nr 994.
1843
A. Kujawiak ułożony na piano forte przez… Warszawa [1843]. Przedruk w:
Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 37, s. 189–193.
A. Kujawiak według znanego tematu gminnego na piano-forte ułożył…
Warszawa [1843]. Przedruk w: Kompozycje fortepianowe, DWOK
T. 69, nr 36, s. 186–188.
B. Pieśni ludu polskiego…, z. 2 [zob. wyżej r. 1842].
D. Jeszcze słówko o abonamencie nut p. Sennewalda. „Biblioteka Warszawska” 1843, T. 1, s. 421–422. Przedruk w: Pisma muzyczne cz. II,
DWOK T. 62, s. 594–505, tekst nr 995.
D. Rękopism o muzyce z r. 1533. „Biblioteka Warszawska” 1843, T. 1, s.
642. Przedruk w: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 500–501,
tekst nr 993.
1844
A. Kujawiaki w stylu gminnym ofiarowane W-nej Pani Kornelii Paszkowskiej ułożył na pianoforte… Warszawa [1844]. Przedruk w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 1–10, s. 3–54.
162

�A. Mazur ułożony na piano-forte i ofiarowany W-nej Pannie Annie Czerniawskiej przez… Warszawa [1844]. Przedruk w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 46, s. 238–241.
A. Six contredanses françaises pour le pianoforte composées et dédiées
à Mademoiselle Mathilde de Gronau par… Warszawa [1844]. Przedruk w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 75, s. 365–376.
B. Pieśni ludu polskiego…, z. 3-4 [zob. wyżej r. 1842].
1845
A. Kujawiaki w stylu gminnym na fortepian ofiarowane W. Pani Annie
z Magnuszewskich Wójcickiej ułożył… Poszyt 2. Warszawa [1845]. Przedruk w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 11–20, s. 55–118.
A. Kujawiaki w stylu gminnym ofiarowane W-nej Pani Paulinie z Norwidów Suskiej ułożył na piano-forte... Poszyt 3. Warszawa [1845].
Przedruk w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 21–30,
s. 119–165.
Recenzja: J. Sikorski, „Biblioteka Warszawska” 1846, T. 1, s. 184–186. Przedruk
w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, s. 713–716.

B. Pieśni ludu polskiego…, z. 5 [zob. wyżej r. 1842].
1846
A. Fantaisie sur un thème polonaise pour le pianoforte composée et dédiée
à M-lle Marie Rokossowska par… Warszawa [1846]. Przedruk w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 77, s. 394–416.
Recenzja: J. Sikorski, „Biblioteka Warszawska” 1847, T. 1, s. 399–402. Przedruk
w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, s. 716–718.

A. Dwie polki na fortepian ofiarowane Aleksandrynie Sikorskiej. Warszawa [prawdopodobnie r. 1846]. [Druku nie odnaleziono, zob. wstęp
D. Idaszak w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, s. VIII.]
B. Pieśni ludu polskiego… [ciąg dalszy, zob. wyżej r. 1842], druk w „Przyjacielu Ludu” R. 13: 1846, T. 1 i 2, nr 1-23, 26-36, 38-52, R. 14: 1847,
T. 1-2, nr 2-4, 6-35, 37-42.
B. O pieśniach litewskich. Melodie do pieśni litewskich zebrał i na fortepian ułożył... „Dzwon Literacki” 1846, T. 3, z. 1–2, s. 93–107 i dodatek
163

�nutowy. Odbitka: Warszawa 1846, dedykowana Teodorze Bujwen1.
Pieśni ponownie w: Pieśni ludu litewskiego. „Zbiór Wiadomości do
Antropologii Krajowej” – zob. r. 1879. Przedruk w: Pieśni i melodie
ludowe w opracowaniu fortepianowym cz. I, DWOK T. 67/I, s. 350–
–372; pieśni także w: Litwa, DWOK T. 53.
B. Pieśni czeskie i słowackie. „Dzwon Literacki” 1846, T. 4, s. 272–284
i dodatek nutowy. Odbitka: Warszawa 1846. Przedruk w: Materiały
do etnografii Słowian zachodnich i południowych cz. II: Czechy,
Słowacja, DWOK T. 59/II, s. 49–75, oraz w: Pieśni i melodie ludowe
w opracowaniu fortepianowym cz. I, DWOK T. 67/I, s. 373–401.
1847
A. Mazourkas pour le piano-forte dédiées à Mr Stanislas Czerniawski
Père par… Warszawa [1847]. Przedruk w: Kompozycje fortepianowe,
DWOK T. 69, nr 47–56, s. 242–271.
A. Deux valses pour le piano composées par… à Madame de Kleniewska
née Cielecka. Warszawa [1847]. Przedruk w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 70–71, s. 329–348.
A. Deux études pour le piano-forte dédiées à M-elle Apollonie Janicka
par… Warszawa [między r. 1840 a 1847]. Przedruk w: Kompozycje
fortepianowe. DWOK T. 69, nr 81–82, s. 451–463.
B. Pieśni ludu polskiego… [ciąg dalszy, zob. wyżej r. 1846].
B. Pieśni ludu weselne. Z muzyką. „Biblioteka Warszawska” 1847, T. 2,
s. 188–206 i dodatek nutowy s. 1–4, oraz s. 649–661 i dodatek nutowy s. 1–6; T. 3, s. 582–595 i dodatek nutowy s. 1–4; T. 4, s. 625–639
i dodatek nutowy s. 1–4; 1848, T. 3, s. 615-632 i dodatek nutowy
s. 1-6; 1849, T. 1, s. 605-623, T. 4, s. 383-403. Przedruk w: Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu fortepianowym cz. I, DWOK T. 67/I,
s. 442–674.

1 Zob. artykuł A. Čepaitiene Oskar Kolberg’s „Litwa”: ethnological concerns and historical
value. W: Ja daję właśnie materiał..., O dziele Oskara Kolberga w dwusetną rocznicę jego
urodzin, pod red. E. Antyborzec, Poznań 2015, s. 423.

164

�1848
A.Trois études pour le piano dédiées à Monsieur Fred. Chopin par… Warszawa [1848]. Przedruk w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69,
nr 78–80, s. 417–450.
Recenzja: J.S. [J. Sikorski], „Biblioteka Warszawska” 1848, T. 3, s. 607–614. Przedruk w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, s. 719–724.

A. Krakowiak. [Druku nie odnaleziono, informacja o kompozycji w recenzji
J. Sikorskiego, „Biblioteka Warszawska” 1848, T. 3, s. 607–614. Zob.
też wstęp D. Idaszak w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69,
s. IX.]
Recenzja: J. S. [J. Sikorski], „Biblioteka Warszawska” 1848, T. 3, s. 607–614. Przedruk w: Kompozycje fortepianowe. DWOK T. 69, s. 719–724.

B. Pieśni ludu obrzędowe. Kogutek, gaik, okrężne. W: Album literackie.
Warszawa 1848, s. 331–350 i dodatek nutowy s. 1–14. Odbitka: Warszawa 1848. Przedruk w: Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu
fortepianowym cz. I, DWOK T. 67/I, s. 402–441.
B. Pieśni ludu weselne… [ciąg dalszy, zob. wyżej r. 1847].
1849
B. Pieśni ludu weselne… [ciąg dalszy, zob. wyżej r. 1847].
D. Szopen umarł! „Biblioteka Warszawska” 1849, T. 4, s. 436. Przedruk w:
Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 461, tekst nr 979.
1850
A. Sześć kujawiaków na fortepian przez… W[ielmoż]nej P[a]ni Teofili
z Szossłandów Gregorowicz. Warszawa [1850]. Przedruk w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 37–42, s. 189–220.
A. Dwa mazury na pianoforte ułożył… Warszawa [1850]. Przedruk w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 57–58, s. 272–285.
A. Kujawiaki na pianoforte ofiarowane W. Pani Zofii Rzechowskiej ułożył… Warszawa [między r. 1843 a 1850]. [Szósty kujawiak przedrukowany w: K. Czerniawski O tańcach narodowych…, zob. r. 1860.]
Przedruk w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 31–36,
s. 166–188.

165

�1851
D. Wspomnienie o K. N. Wysockim. „Biblioteka Warszawska” 1851, T. 4,
s. 573–574. Przedruk w: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 477–
–478, tekst nr 985.
1852
D. Emilian Jenike. Wspomnienie pośmiertne. „Biblioteka Warszawska”
1852, T. 4, s. 374–373. Przedruk w: Pisma muzyczne cz. II, DWOK
T. 62, s. 479–480, tekst nr 986.
1853
A. Romans Rózi. W: Album wydane przez Komitet na korzyść Towarzystwa Wsparcia Artystów Muzyki... Lipsk [18531]. [Tekst T. Lenartowicza]. [Fragment Króla pasterzy, zob. r. 1859.]
Recenzja: S.K.J., „Dziennik Warszawski” 1854 nr 27.

1855
A. Pod twym okienkiem. W: Skarbiec salonowych śpiewów No 4. Warszawa 1855, s. 3, [tekst J. Heppena]. Przedruk w: Kompozycje wokalno-instrumentalne, DWOK T. 68, nr 2, s. 7–12.
1856
A. Grande marche pour piano par… à son ami Mr Constantin Wolicki.
Warszawa [1856]. Przedruk w: Kompozycje fortepianowe, DWOK
T. 69, nr 76, s. 377–393.
Recenzja: M. Karasowski, „Biblioteka Warszawska” 1856, T. 3, s. 389. Przedruk
w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, s. 724–725.

D. Prospekt na dzieło pod tytułem „Pieśni ludu polskiego” z melodiami
i rycinami. „Gazeta Warszawska” 1856, nr 94. Toż: „Kronika Wiadomości Krajowych i Zagranicznych” 1856, nr 7, „Biblioteka Warszawska” 1856, T. 2, s. 415 oraz osobny druk ulotny. Przedruk w: Pisma
1 Zachował się list Towarzystwa Wsparcia Artystów Muzyki… z datą 6/18 grudnia 1853 r.,
z podziękowaniem dla Kolberga za użyczenie kompozycji, do listu dołączony był drukowany
egzemplarz Albumu…, dlatego jako datę jego wydania przyjęto rok 1853.

166

�muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 577–578, tekst nr 1028b, oraz Pieśni
ludu polskiego. Suplement do tomu 1, DWOK T. 70, s. 123–124.
1857
A. Rojenia wiosenne. Młodo zaswatana. Śpiew poety. Trzy pieśni J. B.
Zaleskiego ułożył do śpiewu… Pannie Karolinie Fryben. Warszawa
1857. Przedruk w: Kompozycje wokalno-instrumentalne, DWOK
T. 68, nr 3–5, s. 13 –27.
Recenzja: [J. Sikorski], „Ruch Muzyczny” 1858, nr 36, s. 283. Przedruk w: Kompozycje wokalno-instrumentalne, DWOK T. 68, s. 659.

C. Pieśni ludu polskiego zebrał i wydał…, seria I. Warszawa 1857. Reedycja
fotooffsetowa: DWOK T. 1.

Recenzje: M. Karasowski, „Kronika Wiadomości Krajowych i Zagranicznych” 1856,
nr 55; J. Sikorski, „Gazeta Codzienna” 1856, nr 219 i 297; B., „Gazeta W. Ks. Poznańskiego” 1857, nr 140; Gędźba [K. Estreicher], „Dziennik Literacki” 1857, nr 94–
96; „Gazeta Warszawska” 1857 nr 146; J. Kraszewski, „Gazeta Warszawska” 1857,
nr 206–207; „Przegląd Poznański” 1857, T. 24, z. 1, s. 53–54; W. [K. W. Wójcicki],
„Biblioteka Warszawska” 1858, T. 3, s. 470–471; przedruk recenzji w: O. Kolberg
Pieśni ludu polskiego. Suplement do T. 1, DWOK T. 70, s. 128–150;
Ponadto: ₼, „Gazeta Warszawska” 1856, nr 206; W. [Wieczorkowski?], „Kronika
Wiadomości Krajowych i Zagranicznych” 1856, nr 13; P. Dubrowskij, „Sowriemiennaja Letopis’ Russkago Wiestnika”, T. 9: 1857, s. 188–191; L. Siemieński,
Kilka rysów z literatury i społeczeństwa od roku 1848–1858, Warszawa 1859,
s. 279–283, w rozdziale X: Sztuka polska i sztuki piękne w Polsce: „Słownik
malarzów” Rastawieckiego i „Pieśni ludu” Kolberga; H. Feldmanowski, „Dziennik Poznański” 1868, nr 222 – recenzja dotyczy także Sandomierskiego i cz. I Kujaw, tj. tomów 1–3 Ludu.

D. Pieśni ludu polskiego i litewskiego. „Kalendarz Astronomiczno-Gospodarski na rok zwyczajny 1857” Jana Jaworskiego, Warszawa [1856],
s. 182–185. [Pieśni litewskie ponownie w: Pieśni ludu litewskiego,
„Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej” – zob. r. 1879, oraz w:
Litwa, DWOK T. 53; melodie i przyśpiewki polskie ponownie w: Pieśni ludu polskiego, DWOK T. 1.]
D. O muzyce w ziemi siedmiogrodzkiej. „Ruch Muzyczny” 1857, nr 22,
s. 173–176. Przedruk w: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 351–
–357, tekst nr 902.
D. Korespondencja, Wiedeń, d. 11 września 1857. „Ruch Muzyczny” 1857,
nr 26, s. 203–206. Przedruk pt. Korespondencja z Wiednia, w: Pisma
muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 357–363, tekst nr 903.
167

�1858
D. Melodie ludowe w operze Jana Stefaniego „Krakowiacy i Górale”.
”Ruch Muzyczny” 1858, nr 46, s. 361–363. Przedruk w: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 546–554, tekst nr 1022.
1859
A. Król pasterzy. Obrazek z życia ludu wiejskiego w Kujawach. Warszawa
1859–1860, z. 1–8 [wyciąg fortepianowy, libretto T. Lenartowicza1].
Przedruk w: Kompozycje wokalno-instrumentalne, DWOK T. 68,
s. 379–487.
Recenzja druku: [J. Sikorski], „Ruch Muzyczny 1860, nr 45, s. 730–731; ponadto recenzje po spektaklu w operze warszawskiej w 1859 r.: J. Sikorski], „Ruch
Muzyczny” 1859, nr 10, s. 81–83; M.K. [M. Karasowski], „Kronika Wiadomości
Krajowych i Zagranicznych” 1859, nr 81, s. 3-4; A.R. [Aleksander Rożniecki],
„Gazeta Codzienna” 1859, nr 84; przedruk recenzji w: Kompozycje wokalno–instrumentalne, DWOK T. 68, s. 660–665.

A. Polka pour le piano par… à Mademoiselle Praxède Kosińska. Warszawa
[1859]. Przedruk w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 73,
s. 360–362.
D. Artykuły opublikowane w r. 1859 w tomie I Encyklopedii powszechnej
S. Orgelbranda zob. osobne zestawienie s. 190–191.
D. Do Redakcji „Ruchu Muzycznego”... „Ruch Muzyczny” 1859, nr 22,
s. 193. Przedruk w: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 524
(w przypisie).
1860
A. Król pasterzy… [zob. r. 1859].
A. Deux mazurkas op. 9. [Przed r. 1860, druku nie odnaleziono, zob. wstęp
D. Idaszak w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, s. IX.]
A. Impromptu. [Przed r. 1860, druku nie odnaleziono, zob. wstęp D. Idaszak
w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, s. IX.]
A. Kujawiak (Obertas). W: K. Czerniawski O tańcach narodowych
z poglądem historycznym i estetycznym na tańce różnych narodów, a w szczególności na tańce polskie przez… Warszawa 1860,
dodatek nutowy: Muzyka do tańców polskich i do śpiewów, s. 12–13.
1 Libretto wydane było osobno: T. Lenartowicz Król pasterzy. Obrazek z życia ludu wiejskiego napisany w 1 akcie, muzyka O. Kolberga, Warszawa 1859.

168

�Pierwodruk w: Kujawiaki na pianoforte…, zob. r. 1850. Przedruk
w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 36, s. 186–188.
A. Mazur. W: Mazury różnych autorów na fortepian zebrane przez A. Kratzera. Warszawa [1860], s. 40–41, nr 21. Pierwodruk w: O. Kolberg
Dwa mazury na pianoforte…, zob. r. 1841. Przedruk w: Kompozycje
fortepianowe, DWOK T. 69, nr 44, s. 227–229.
A. Valse op. 10. [Przed r. 1860, druku nie odnaleziono, zob. wstęp D. Idaszak
w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, s. IX.]
A. Nocturne op. 15. [Przed r. 1860, druku nie odnaleziono, zob. wstęp D. Idaszak w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, s. IX.]
A. Nocturne op. 17. [Przed r. 1860, druku nie odnaleziono, zob. wstęp D. Idaszak w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, s. IX.]
A. Romans. [Przed r. 1860, druku nie odnaleziono, zob. wstęp D. Idaszak w:
Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, s. IX.]
B. Krakowiak ludowy z towarzyszeniem fortepianu... W: K. Czerniawski
O tańcach narodowych z poglądem historycznym i estetycznym na
tańce różnych narodów, a w szczególności na tańce polskie przez…
Warszawa 1860, dodatek nutowy: Muzyka do tańców polskich i do
śpiewów, s. 8–11. Melodię wokalną Kolberg przedrukował w Krakowskiem cz. I, DWOK T. 6, s. 381, nr 620, por. też Pieśni i melodie
ludowe… cz. I, DWOK T. 67/I, s. 48–53, nr 24.
D. Artykuły opublikowane w r. 1860 w tomach II–IV Encyklopedii powszechnej S. Orgelbranda zob. osobne zestawienie s. 191–192.
D. Słówko o tańcach ludowych przez… Krakowiak. Obertas. „Kalendarz
Astronomiczno-Gospodarski na rok przestępny 1860” J. Jaworskiego,
Warszawa [1859], s. 143–145. Przedruk w: Pisma muzyczne cz. II,
DWOK T. 62, s. 621–624, tekst nr 1049 i s. 629–632, tekst nr 1052.
D. Ruch muzykalny u niektórych plemion Słowian południowych. „Ruch
Muzyczny” 1860, nr 12, szp. 193–196. Przedruk w: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 563–567, tekst nr 1024; także w: Materiały do etnografii Słowian zachodnich i południowych cz. III:
Słowiańszczyzna południowa, DWOK T. 59/III, s. 291–296.
D. Śpiewak i śpiewaczka we Francji. „Ruch Muzyczny” 1860, nr 28, s. 456–
459, nr 29, s. 470–473. Przedruk w: Pisma muzyczne cz. II, DWOK
T. 62, s. 569–575, tekst nr 1027.

169

�1861
A. Grande valse brillante pour le piano par… à Mademoiselle Constance
Markusfeld. Warszawa [1861]. Przedruk w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 72, s. 349–359.
A. Krakowiak op. 10. [Druku nie odnaleziono, zob. wstęp D. Idaszak
w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, s. IX.]
A. Mazur na fortepian przez… Warszawa [1861]. Przedruk w: Kompozycje
fortepianowe, DWOK T. 69, nr 59, s. 286–288.
A. Nasze sioła. Kujawiaki czyli obertasy ułożone na fortepian przez….
Edycja druga poprawna, z. 1. Warszawa [1861]. Przedruk w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 1, s. 3–6, nr 4, s. 17–19, nr 6,
s. 27–31 i nr 8, s. 39–40.
Recenzja: [J. Sikorski], „Ruch Muzyczny” 1861, nr 19, szp. 296–297. Przedruk w:
Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, s. 725.

A. Nasze sioła. Kujawiaki czyli obertasy ułożone na fortepian przez….
Edycja druga poprawna, z. 2. Warszawa [1861]. [Druku nie odnaleziono, zob. wstęp D. Idaszak w: Kompozycje fortepianowe, DWOK
T. 69, s. IX.]
A. Nasze sioła. Kujawiaki czyli obertasy ułożone na fortepian przez….
Edycja druga poprawna, z. 3. Warszawa [1861]. Przedruk w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 7, s. 34–38, nr 10, s. 49–54
i nr 11, s. 55–59.
D. Artykuły opublikowane w r. 1861 w tomach V–VIII Encyklopedii powszechnej S. Orgelbranda zob. osobne zestawienie s. 192–194.
D. Elektryczność powietrzna1. „Przyjaciel Dzieci” 1861, nr 1–7, z dwoma
ryc. W. Gersona w nr 1 i 3.
E. Zbiór mazurów różnych autorów… „Ruch Muzyczny” 1861, nr 1, s. 1–9.
Przedruk w: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 660–666, tekst
nr 1111.

1

W nr 3-7 i w spisie rzeczy tytuł Elektryczność powietrza. Artykuł anonimowy. Autorstwo
Kolberga wskazuje jego notatka w spisie dochodów w roku 1862 (rkp. w Bibl. PAU-PAN, sygn.
3210, k. 7), tam pod datą 21 lipca zapisał: „od Münchhejmera (za elektryczność do Prz. Dzieci)
12 [rubli]”, „Przyjaciel Dzieci” był wydawany od r. 1861 przez Zygmunta Karola Münchheimera.

170

�1862
B. Pieśni ludowe do śpiewu z towarzyszeniem fortepianu zebrał i ułożył... Z. 1–4 Warszawa [1862]. Przedruk w: Pieśni i melodie ludowe
w opracowaniu fortepianowym cz. I, DWOK T. 67/I, s. 675–700.
D. Artykuły opublikowane w r. 1862 w tomach IX–XI Encyklopedii powszechnej S. Orgelbranda zob. osobne zestawienie s. 194–195.
D. Rzut oka na pierwotne muzyki dzieje z powodu pieśni „Bogarodzicy”.
„Pamiętnik Muzyczny i Teatralny” 1862, nr 12, szp. 177–181 i nr 13,
szp. 193–197. Przedruk w: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62,
s. 536–544, tekst nr 1021a.
D. Korespondencja w sprawie „Agatki” J. D. Hollanda. „Pamiętnik Muzyczny i Teatralny” 1862, nr 50, szp. 798. Przedruk w: Pisma muzyczne
cz. II, DWOK T. 62, s. 504–505, tekst nr 996.
1863
D. Artykuły opublikowane w r. 1863 w tomach XII–XIV Encyklopedii powszechnej S. Orgelbranda zob. osobne zestawienie s. 195–196.
E. Pieśni ludu polskiego w Górnym Szląsku z muzyką zebrał i wydał
Juliusz Roger doktor medycyny. Wrocław 1863. „Biblioteka Warszawska” 1863, T. 1, s. 153–156. Przedruk w: Pisma muzyczne cz. II,
DWOK T. 62, s. 579–583, tekst nr 1030.
1864
D. Artykuły opublikowane w r. 1864 w tomach XV–XVIII Encyklopedii
powszechnej S. Orgelbranda zob. osobne zestawienie s. 196–197.
D. Rozwój pieśni w Czechach pod względem muzycznym. „Biblioteka
Warszawska” 1864, T. 4, s. 295–301. Przedruk w: Pisma muzyczne
cz. II. DWOK T. 62, s. 554–562, tekst nr 1023.
E. Zbiór II [drugi] melodyj chóralnych ułożony przez ks. Dra W. Altmanna, pastora odolanowskiego. Erfurt i Lipsk 1856, nakładem G. W.
Körnera. „Zwiastun Ewangeliczny” 1864, nr 8, s. 125–127. Przedruk
w: Miscellanea, DWOK T. 37 (tom w opracowaniu).

171

�1865
C. Sandomierskie. Lud. Jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania,
przysłowia, gusła, zabawy, pieśni, muzyka i tańce. Seria I, Warszawa 1865. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 2.
Recenzje: J. Papłoński, „Gazeta Warszawska” 1865, nr 183; J. Sikorski, „Bluszcz”
1865, nr 5, s. 20; K. Wł. Wójcicki, „Biblioteka Warszawska” 1866, T. 1, s. 114–121;
[K. Widman?], „Tygodnik Naukowy i Literacki” R. 1:1866, [nr nlb.], s. 19; H. Feldmanowski, „Dziennik Poznański” 1868, nr 222 – recenzja dotyczy także Pieśni
ludu polskiego i cz. I Kujaw, tj. tomów 1 i 3 Ludu.

D. Artykuły opublikowane w r. 1865 w tomach XIX–XXI Encyklopedii powszechnej S. Orgelbranda zob. osobne zestawienie s. 197–198.
D. Do Redakcji „Biblioteki Warszawskiej”. List otwarty. „Biblioteka Warszawska” 1865, T. 2, s. 306–308. Przedruk w: Korespondencja Oskara
Kolberga cz. I, DWOK T. 64, nr 87, s. 102–106.
D. Ignacy Feliks Dobrzyński. „Tygodnik Ilustrowany” 1865, T. XI, nr 279,
s. 29–30. Przedruk w: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 480–
487, tekst nr 987.
D. Wojciech Słoczyński. „Tygodnik Ilustrowany” 1865, T. XII, nr 309, s. 87.
Przedruk w: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 487–489, tekst
nr 988.
D. Karol Mikuli. „Tygodnik Ilustrowany” 1865, T. XII, nr 314, s. 133–134.
Przedruk w: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 489–492, tekst
nr 989.
1866
B. Zbiór pieśni duchownych ewangelickich i modlitw. Warszawa 1866
[opracowanie muzycznej strony zbioru wspólnie z Augustem Freye­
rem].
Recenzja: „Zwiastun Ewangeliczny” 1866, nr 12, s. 189–192.

D. Artykuły opublikowane w r. 1866 w tomach XXII–XXIII Encyklopedii
powszechnej S. Orgelbranda zob. osobne zestawienie s. 198–199.
D. Śródpoście na Kujawach. „Tygodnik Ilustrowany” 1866, T. XIII, nr 337,
s. 115–116, z ryciną F. Kostrzewskiego. Tekst wykorzystał O. Kolberg
w Kujawach cz. I, DWOK T. 3; rycina zob. w: Kujawy. Suplement do
T. 3–4, DWOK T. 72/II, ryc. nr 23.

172

�18671
A. Mazur. „Tygodnik Ilustrowany” 1867, T. XVI, nr 431, s. 308. Przedruk
w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 60, s. 289–290.
C. Kujawy cz. I. Lud. Jego zwyczaje, sposób życia… seria III, Warszawa
1867. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 3.
Recenzje: M. Kamiński, „Przegląd Tygodniowy” 1867, nr 52, s. 418–419; K. Wł.
Wójcicki, „Kłosy” 1867, T. V, nr 129, s. 321–322; E. Kierski, „Przegląd Wielkopolski” 1867, s. 288; W. A. Maciejowski, „Przegląd Wielkopolski” 1867, s. 383–388;
[J. Łepkowski], „Tygodnik Ilustrowany” 1868, T. II, nr 35, s. 99; Z. Gloger, „Tygodnik Ilustrowany” 1868, T. II, nr 28, s. 15–16, z dwiema rycinami według
fotografii J. W. Majorkiewicza na s. 17; H. Feldmanowski, „Dziennik Poznański”
1868, nr 222 – recenzja dotyczy także Pieśni ludu polskiego i Sandomierskiego, tj. tomów 1 i 2 Ludu; K. W. Wójcicki, „Biblioteka Warszawska” 1869, T. 1,
s. 134–140 i T. 3, s. 451–453;

D. Artykuły opublikowane w r. 1867 w tomach XXIV–XXVII Encyklopedii
powszechnej S. Orgelbranda zob. osobne zestawienie s. 199–200.
D. Auber [Daniel Franciszek Esprit]. „Kalendarz Polski Ilustrowany na rok
zwyczajny 1867” J. Jaworskiego, Warszawa [1866], s. 18–21. Przedruk
w: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 156–163, tekst nr 707.
D. Sitarze biłgorajscy. „Kalendarz Polski Ilustrowany na rok zwyczajny
1867” Jana Jaworskiego, Warszawa [1866], s. 44–46, z rycinami A. Kozarskiego na s. 41. Tekst i ryc. wykorzystał O. Kolberg w Lubelskiem
cz. I i II, DWOK T. 16–17.
1868
A. Polka na fortepian. „Tygodnik Ilustrowany” 1868, T. I, nr 8, s. 102. Przedruk w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 74, s. 363–364.
A. Do dziewczyny. „Tygodnik Ilustrowany” 1868, T. I, nr 24, s. 285–286,
[tekst G. Zielińskiego]. Przedruk w: Kompozycje wokalno-instrumentalne, DWOK T. 68, nr 6, s. 27–32.
D. Artykuły opublikowane w r. 1868 w tomie XXVIII Encyklopedii powszechnej S. Orgelbranda zob. osobne zestawienie s. 200.
1

W spisie dochodów (rkp. w BN PAU i PAN, sygn. 3210, k. 16) zanotował Kolberg pod datą
23 stycznia 1868 r.: „Od Gregorowicza (za art. rolnicze) 10 [rubli]”. J. K. Gregorowicz od r. 1867
redagował „Przyjaciela Dzieci”, nie udało się jednak ustalić tytułów artykułów publikowanych
tam w r. 1867, za które Kolberg otrzymał w styczniu 1868 r. honorarium. Być może jednym
z nich był Zbiór siana drukowany anonimowo w nr 324 z roku 1867.

173

�D. Kujawiacy. „Kalendarz Ilustrowany na rok 1868” Jana Jaworskiego,
Warszawa [1867], s. CXXXVIII–CXLI, z ryciną. Tekst wykorzystał
O. Kolberg w Kujawach cz. I, DWOK T. 3, rycina zob. w: Kujawy.
Suplement do T. 3–4, DWOK T. 72/II, ryc. nr 1.
D. August Freyer. „Kłosy” 1868, T. VII, nr 165, s. 101–102. Przedruk w: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 494–497, tekst nr 991.
E. O „Sonetach krymskich” Stanisława Moniuszki. „Tygodnik Ilustrowany” 1868, T. I, nr 8, s. 101. Przedruk w: Pisma muzyczne cz. II,
DWOK T. 62, s. 505–510, tekst nr 997.
E. Aberglauben aus Masuren, mit einem Anhange enthaltend masurische
Sagen und Mährchen. Von Dr M. Toeppen, Gdańsk u Th. Bertlinga
1867. “Biblioteka Warszawska” 1868, T. 2, s. 330–332. Przedruk w:
Studia rozprawy i artykuły, DWOK T. 63, s. 421–424.
E. O koncercie Jana Kleczyńskiego. „Tygodnik Ilustrowany” 1868, T. II,
nr 50, s. 286. Przedruk w: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62,
s. 510–511, tekst nr 998.
1869
C. Kujawy cz. II. Lud. Jego zwyczaje, sposób życia… seria IV, Warszawa
1867 [recte 1869]. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 4.
Recenzja: K. W. Wójcicki, „Biblioteka Warszawska” 1869, T. 1, s. 134–140 i T. 3,
s. 451–453;

D. Proszowiacy. „Kalendarz Ilustrowany na rok 1869” Jana Jaworskiego,
Warszawa [1868], s. 118–119, z ryciną. Przedruk w „Ognisku Domowym” 1876, nr 29 (bez ryciny). Tekst wykorzystał Kolberg w Kieleckiem cz. I, DWOK T. 18, ryc. zob. w: Oskar Kolberg. Człowiek
i dzieło cz. II, DWOK T. 85/II.
D. Opis wesela wiejskiego pod Poznaniem. „Kalendarz Warszawski Popularno-Naukowy Ilustrowany na rok zwyczajny 1869” Józefa Ungra,
Warszawa [1868], s. 85–88. Tekst wykorzystał Kolberg w Poznańskiem cz. I, DWOK T. 9, s. 178–185.
D. Karol hrabia Sołtyk. „Tygodnik Ilustrowany” 1869, T. IV, nr 82, s. 43.
Przedruk w: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 492–494, tekst
nr 990.
E. Xopoimania [Choroimanija]. Historyczne poszukiwania o tańcach, tak
starożytnych pogańskich, jak również społecznych i obyczajowych,
174

�we względzie symbolicznego znaczenia. Napisał Marian Gorżkowski.
Warszawa 1869. „Biblioteka Warszawska” 1869, T. 4, s. 483–488. Przedruk w: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 599–606, tekst nr 1034.
1870
D. Włościanie w Wielkim Księstwie Poznańskiem (Ze stanowiska etnograficznego). „Opiekun Domowy” 1870, nr 1, s. 3–5, z ryc. Tekst
wykorzystał Kolberg w W. Ks. Poznańskim cz. I, DWOK T. 9, trzy
ryciny tamże, jedna w: W. Ks. Poznańskie. Suplement do t. 9-15,
DWOK T. 74.
D. Wieś, chata i zagroda pod Krakowem. Wyjątek z dzieła drukującego
się obecnie w Krakowie pod tyt. „Lud, jego zwyczaje, sposób życia,
podania itp. przez… Seria V, Krakowskie”. „Kłosy” 1870, T. X, nr
260, s. 391–393, z ryc. Tekst i ryc. wykorzystał O. Kolberg w Krakowskiem cz. I, DWOK T. 5.
D. Wiktor Każyński. „Kłosy” 1870, T. X, nr 252, s. 252 i 254. Przedruk w:
Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 497–499, tekst nr 991a.
D. Dopełnienie życiorysu śp. Wiktora Każyńskiego. „Kłosy” 1870, T. X, nr
256, s. 328. Przedruk w: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 499,
tekst nr 991b.
D. Korale. „Kalendarz Warszawski Popularno-Naukowy Ilustrowany na rok
zwyczajny 1870” Józefa Ungra, Warszawa [1869], s. 119–125. Przedruk
w: Studia, rozprawy i artykuły, DWOK T. 63, s. 615–622.
D. Perły. „Kalendarz Warszawski Popularno-Naukowy Ilustrowany na rok
zwyczajny 1870” Józefa Ungra, Warszawa [1869], s. 125–129. Przedruk
w: Studia, rozprawy i artykuły, DWOK T. 63, s. 601–614.
E. Die Dreitägige Schlacht bei Warschau am 28., 29., und 30. Juli 1656…
von August Riese, koniglich preuss. Oberst-Leutnant z.d. Breslau
1870. Z planem bitwy i 7 dodatkami obejmującymi kopie dokumentów. „Biblioteka Warszawska” 1870, T. 2, s. 305–306. Przedruk w:
Studia, rozprawy i artykuły, DWOK T. 63, s. 428–430.
1871
C. Krakowskie cz. I. Lud. Jego zwyczaje, sposób życia… seria V. Kraków
1871. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 5.
175

�Recenzje: L.P. [L. Powidaj], „Przegląd Polski” 1871, T. 2, s. 334; „Dziennik Polski”
1871, nr 291; K. Wł. W. [K. W. Wójcicki], „Biblioteka Warszawska” 1872, T. III,
s. 472–475; Z. Gloger, „Wieniec” 1872, R. 1, T. 1, nr 19; –c–y, „Mittheilungen
der Geographischen Gesellachaft In Wien” B. XV: 1872, s. 174–183; Ze świata
książkowego, „Czas” 1874, nr 30 – recenzja dotyczy I i II cz. Krakowskiego; Z.
Gl. [Z. Gloger], „Przegląd Krytyczny” 1876, nr 3, s. 87–91 – recenzja dotyczy cz.
I–IV Krakowskiego.

D. Balet rumaków. „Kalendarz Warszawski Popularno-Naukowy Ilustrowany na rok zwyczajny 1871” Józefa Ungra, Warszawa [1870], s. 61–65.
Przedruk w: Studia, rozprawy i artykuły, DWOK T. 63, s. 591–600.
D. Krakowiacy. Etnografia słowiańska. Lud. Jego zwyczaje, sposób życia,
mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni i tańce.
„Kłosy” 1871, T. XIII, nr 316, s. 42–44, nr 318, s. 71–73, z rycinami na
s. 37, 40, 73, 77. Tekst i 6 rycin wykorzystał O. Kolberg w Krakowskiem cz. I, DWOK T. 5, pozostałe ryc. zob. Oskar Kolberg. Człowiek
i dzieło cz. II, DWOK T. 85/II.
D. Obrazy Słowiańszczyzny południowej. Z rozmaitych źródeł skreślił…
„Gazeta Polska” 1871, nr 77–87, 1872, nr 1–7, 42–43, 109–110, 133–
136, 176–179. Przedruk w: Studia, rozprawy i artykuły, DWOK T. 63,
s. 26–258.
E. Niemieckie pieśni ludowe z Karyntii. „Biblioteka Warszawska” 1871,
T. 3, s. 464–465. Przedruk w: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62,
s. 593–595, tekst nr 1032.
1872
D. Figury przydrożne. „Kalendarz Warszawski Popularno-Naukowy Ilustrowany” Józefa Ungra na rok przestępny 1872, Warszawa [1871], s.
138–142 [z pięcioma drzeworytami]. Przedruk w: Studia, rozprawy
i artykuły, DWOK T. 63, s. 337–341, ryc. tamże.
D. Lud z okolic Poznania (Wyjątek z drukującego się obecnie w Poznaniu dzieła O. Kolberga pt. Lud, jego zwyczaje itd.). „Kłosy” 1872,
T. XIV, nr 358, s. 323, z rycinami na s. 324 i nr 359, s. 335–338 z rycinami na s. 336. Tekst wykorzystał O. Kolberg w W. Ks. Poznańskiem
cz. I, DWOK T. 9, dwie ryc. zob. tamże, jedna zob. W. Ks. Poznańskie
cz. III, DWOK T. 11, jedna: W. Ks. Poznańskie. Suplement do t. 9-15,
DWOK T. 74.
D. Obrazy Słowiańszczyzny południowej… [ciąg dalszy, zob. wyżej r. 1871].
176

�D. Rzecz o obchodach weselnych ludu w Polsce i na Rusi ze szczegółowym zwrotem do dzieła „Obchody weselne” przez Pruskiego (Zygmunta Glogera) czytana na posiedzeniu Towarzystwa Naukowego
Krakowskiego przez… „Na Dziś” 1872, T. 2, s. 235–255, T. 3, s. 266–
285. Odbitka: Kraków 1872. Przedruk w: Studia, rozprawy i artykuły,
DWOK T. 63, s. 259–306.
1873
C. Krakowskie cz. II. Lud. Jego zwyczaje, sposób życia… seria VI. Kraków
1873. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 6. Odbitka s. 381–516 zob.
Krakowiaki i mazurki… r. 1874.
Recenzje: K. Wł. W. [K. W. Wójcicki], „Biblioteka Warszawska” 1874, T. II, s.
168–171; Ze świata książkowego. „Czas” 1874, nr 30 i 33 – recenzja dotyczy cz.
I i II Krakowskiego; Z. Gl. [Z. Gloger], „Przegląd Krytyczny” 1876, nr 3, s. 87–91
– recenzja dotyczy cz. I–IV Krakowskiego.

1874
C. Krakowskie cz. III. Lud. Jego zwyczaje, sposób życia… seria VII. Kraków
1874. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 7.

Recenzje: K. Wł. W. [K. W. Wójcicki], „Biblioteka Warszawska” 1874, T. III, s.
160–161; Z. Gl. [Z. Gloger], „Przegląd Krytyczny” 1876, nr 3, s. 87–91, recenzja
dotyczy cz. I–IV Krakowskiego.

D. Krakowiaki i mazurki z okolic Krakowa. Kraków 1874. Odbitka rozdziału „Tańce” z Krakowskiego cz. II, DWOK T. 6, s. 381–516 [z nową
numeracją stron i melodii].
1875
C. Krakowskie cz. IV. Lud. Jego zwyczaje, sposób życia… seria VIII. Kraków
1875. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 8.
Recenzje: W. [K. W. Wójcicki], „Biblioteka Warszawska” 1875, T. 1, s. 478–479;
Z. Gl. [Z. Gloger], „Przegląd Krytyczny” 1876, nr 3, s. 87–91 – recenzja dotyczy
cz. I–IV Krakowskiego.

C. W. Ks. Poznańskie cz. I. Lud. Jego zwyczaje, sposób życia… seria IX.
Kraków 1875. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 9.
Recenzje: I.K. [I. Kopernicki], „Przegląd Krytyczny” 1876, nr 3, s. 91–94; W. [K. W.
Wójcicki], „Biblioteka Warszawska” 1876, T. 1, s. 151–153; [M. A. Szulc?], „Dziennik Poznański” 1875, nr 225.

177

�1876
A. Mazourkas et autres danses polonaises. Poznań [1876]. Przedruk w:
Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 37 IB (s. 189–193), nr 43
III (s. 223–226), nr 62 (s. 294–295).
Recenzja: M.A.S. [M.A. Szulc], „Dziennik Poznański” 1876, nr 288.

C. W. Ks. Poznańskie cz. II. Lud. Jego zwyczaje, sposób życia… seria X.
Kraków 1876. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 10.
Recenzje: M.A.S. [M.A. Szulc], „Dziennik Poznański” 1876, nr 288; R. [K.W. Wójcicki], „Biblioteka Warszawska” 1877, T. 1, s. 310–311; W. [K.W. Wójcicki], „Kłosy”
1877, T. XXIV, nr 604, s. 64.

D. Obecne stanowisko etnografii. „Przewodnik Naukowy i Literacki” 1876,
R. 4, nr 8, s. 710–726. Przedruk w: Studia, rozprawy i artykuły,
DWOK T. 63, s. 3–25.
D. Proszowiacy. „Ognisko Domowe” 1876, nr 29, s. 355–356. Pierwodruk
w „Kalendarzu Astronomiczno-Gospodarskim na rok 1869” J. Jaworskiego. [Tekst wykorzystał Kolberg w Kieleckiem cz. I, DWOK T. 18.]
D. Rzecz o mowie ludu wielkopolskiego. W: Materiały do Słownika prowincjonalizmów polskich wydane staraniem Komisji Językowej
i Sekcji Etnologicznej Komisji Antropologicznej w Akademii Umiejętności w Krakowie, zeszyt I, Kraków 1876, s. 3–36. Toż w nieco
odmiennej wersji redakcyjnej w: „Zbiór Wiadomości do Antropologii
Krajowej”, zob. r. 1877.
1877
C. W. Ks. Poznańskie cz. III. Lud. Jego zwyczaje, sposób życia… seria XI.
Kraków 1877. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 11.
Recenzja: W. [K. W. Wójcicki], „Biblioteka Warszawska” 1878, T. II, s. 158–160.

D. Rzecz o mowie ludu wielkopolskiego1. „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej” T. I: 1877, s. 3–36. Nadbitka: Kraków 1877. Przedruk
1 Z nieznanych powodów w części nakładu „Zbioru Wiadomości do Antropologii Krajowej”

T. I zamieszczono wersję artykułu taką samą, jaka znalazła się rok wcześniej w Materiałach do
słownika prowincjonalizmów polskich (zob. rok 1876 w tej bibliografii). W Studiach, rozprawach i artykułach Kolberga (T. 63 DWOK) zamieszczono tekst w redakcji przeznaczonej dla
„Zbioru Wiadomości do Antropologii Krajowej” z r. 1877, według egzemplarza tego rocznika
znajdującego się w Bibliotece Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Wersja z Materiałów do słownika prowincjonalizmów polskich znajduje się np. w prezentowanym w Internecie egzemplarzu „Zbioru Wiadomości do Antropologii Krajowej” ze zbiorów Biblioteki Śląskiej.

178

�w: Studia, rozprawy i artykuły, DWOK T. 63, s. 342–388. Toż w nieco innej wersji redakcyjnej w: Materiały do Słownika prowincjonalizmów polskich…., zob. r. 1876.
Recenzja: A. Brückner, „Archiv für Slavische Philologie” B. III: 1879, s. 158–159.

1879
C. W. Ks. Poznańskie cz. IV. Lud. Jego zwyczaje, sposób życia… seria XII.
Kraków 1879. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 12.
D. Pieśni ludu litewskiego zebrał… „Zbiór Wiadomości do Antropologii
Krajowej” T. III: 1879, s. 167–230. Odbitka: Kraków 1879. Przedruk
rozprawy wstępnej w: Studia, rozprawy i artykuły, DWOK T. 63,
s. 307–336, przedruk pieśni w: Litwa, DWOK T. 53.
Recenzje: „Russkij Fiłołogiczeskij Wjestnik” 1880, nr 3, s. 147-150; A. Brückner,
„Archiv für Slavische Philologie” B. V: 1881, s. 118-119.

1880
A. Mazurka d’après un thème populaire composée pour le piano par…
à Madame Hélène de Przybysławska née de Wessel. Leipzig [1880].
Przedruk w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 46, s. 238–
–241.
C. W. Ks. Poznańskie cz. V. Lud. Jego zwyczaje, sposób życia… seria XIII.
Kraków 1880. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 13.
Recenzja: J.I. Kraszewski, „Kłosy” 1880, T. XXXI, nr 784.

D. Józef Konopka. „Kłosy” 1880, T. XXXI, nr 792, s. 151, z portretem J. Konopki na s. 151. Przedruk w: Studia, rozprawy i artykuły, DWOK
T. 63, s. 443–448.
D. Z listu w sprawie pochodzenia Chopina. „Ruch Muzyczny” 1880, nr 17,
s. 134. Przedruk w: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 476–477,
tekst nr 984.
D. Krakowiak. W: Ziarno. Wydawnictwo zbiorowe dla głodnych. Warszawa 1880, s. 52. Reprodukcja w: Korespondencja Oskara Kolberga,
cz. II, DWOK T. 65, ryc. 15 po s. 544.
E. Mapa geologiczna Wołynia Godfryda Ossowskiego. „Kłosy” 1880,
T. XXXI, nr 803, s. 327 i 330. Przedruk w: Studia, rozprawy i artykuły, DWOK T. 63, s. 425–427.
179

�1881
C. W. Ks. Poznańskie cz. VI. Lud. Jego zwyczaje, sposób życia… seria XIV.
Kraków 1881. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 14.
D. Polnische Tänze. Mazurkas für das Pianoforte hrsg. von… Leipzig
[1881]. Przedruk wstępu w j. niemieckim (z tłumaczeniem) w: Pisma
muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 666–669, tekst nr 1112.
1882
C. W. Ks. Poznańskie cz. VII. Lud. Jego zwyczaje, sposób życia… seria XV.
Kraków 1882. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 15.
C. Pokucie. Obraz etnograficzny, T. I. Kraków 1882. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 29.

Recenzja: Nejman C. [C. Neymann], „Kiewskaja Starina” 1884, T. VIII, s. 482–487,
T. IX, s. 126–130 – recenzja dotyczy cz. I i II Pokucia, przekład w: Pokucie. Suplement do t. 29–32, DWOK T. 81, s. 275–285.

D. Właściwości, pieśni i tańce ludu Ziemi Dobrzyńskiej. „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej” T. VI: 1882, s. 86–158. Odbitka: Kraków
1882. Przedruk w: Mazowsze cz. VI, DWOK T. 41, s. 1–150.
D. Typy i wizerunki z Pokucia. „Tygodnik Powszechny” 1882, nr 31,
s. 484–486 i 496, z rycinami T. Rybkowskiego. Ryciny zamieszczone
następnie w: Pokucie cz. I, DWOK T. 29 oraz w: Ruś Karpacka cz. I,
DWOK T. 54, ryciny 17 i 18.
1883
C. Lubelskie cz. I. Lud. Jego zwyczaje, sposób życia… seria XVI. Kraków
1883. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 16.
C. Pokucie. Obraz etnograficzny, T. II. Kraków 1883. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 30.
Recenzja — zob. r. 1882, Pokucie cz. I.

1884
C. Lubelskie cz. II. Lud. Jego zwyczaje, sposób życia… seria XVII. Kraków
1884. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 17.
D. Zwyczaje i pieśni ludu wielkopolskiego. Z rękopisu pozostałego po śp.
Józefie Lipińskim [podał do druku…]. „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej” T. VIII: 1884, s. 62–114.
180

�1885
C. Kieleckie cz. I. Lud. Jego zwyczaje, sposób życia… seria XVIII. Kraków
1885. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 18.
C. Mazowsze. Obraz etnograficzny, T. 1 Mazowsze Polne cz. I. Kraków
1885. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 24.

Recenzja: Wł. Smoleński, „Kwartalnik Historyczny” R. I: 1887, s. 280–282 – recenzja dotyczy tomów I i II Mazowsza.

D. Zagadki z Lubelskiego, od Krasnegostawu i Gorzkowa (Nowawieś,
Jaślików, Krzywice, Piłaszkowice, Wielobycz). „Zbiór Wiadomości
do Antropologii Krajowej” T. IX: 1885, s. 300–302. Odbitka: Kraków
1885. Przedruk w: Lubelskie. Suplement do tomów 16–17, DWOK
T. 75, s. 216–219.
D. Nieco o tańcach i instrumentach muzycznych ludu naszego. „Dodatek
do «Lutni Polskiej»” R. 1: 1885, nr 7, s. 48–49, [przedruk fragmentów
wstępu do Pieśni ludu polskiego z r. 1857, DWOK T. 1, s. VIII i IX].
D. Moniuszko. „Dodatek do Lutni Polskiej” R. 1: 1885, nr 13 i 14, z podpisem: Podług O. Kolberga, [przedruk hasła biograficznego z Encyklopedii powszechnej T. XVIII, s. 794-797, zob. w: Pisma muzyczne,
DWOK T. 62, s. 434-439].
1886
C. Kieleckie cz. II. Lud. Jego zwyczaje, sposób życia… seria XIX. Kraków
1886. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 19.

Recenzja T. 1–19 Ludu: H. Biegeleisen, „Biblioteka Warszawska” 1886, T. 4,
s. 431–441 – recenzja dotyczy tomów 1-19 Ludu, cz. I i II Pokucia i cz. I Mazowsza, zob. też Odpowiedź Kolberga na tę recenzję, nota na s. 190.

C. Mazowsze. Obraz etnograficzny, T. II Mazowsze Polne cz. 2. Kraków
1886. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 25.
Recenzja – zob. r. 1885, Mazowsze cz. I.

D. Głos w dyskusji nad referatem P. Chmielowskiego pt. „Jak należy traktować utwory poezji ludowej w historii literatury polskiej?”. W: „Archiwum do Dziejów Literatury i Oświaty w Polsce” T. 5: Pamiętnik
Zjazdu Historyczno-Literackiego imienia Jana Kochanowskiego,
Kraków 1886, s. 162–164. Tekst opublikowany na podstawie stenogramu dyskusji; przedruk w: Studia, rozprawy i artykuły, DWOK
T. 63, s. 416–418.
181

�1887
C. Radomskie cz. I. Lud. Jego zwyczaje, sposób życia… seria XX. Kraków
1887. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 20.
C. Mazowsze. Obraz etnograficzny, T. III Mazowsze Leśne. Kraków 1887.
Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 26.

Recenzje: W. Smoleński, „Kwartalnik Historyczny” R. I: 1887, s. 435–436; J. Karłowicz, „Wisła” T. II: 1888, s. 221–222.

1888
C. Radomskie cz. II. Lud. Jego zwyczaje, sposób życia… seria XXI. Kraków
1888. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 21.
C. Mazowsze. Obraz etnograficzny, T. IV Mazowsze Stare (Mazury. Kurpie). Kraków 1888. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 27.
C. Pokucie. Obraz etnograficzny, T. III. Kraków 1888. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 31.

Recenzja: I. Franko, „Kwartalnik Historyczny” R. III: 1889, s. 740–741 (przedruk
w: Pokucie. Suplement do t. 29–32, DWOK T. 81, s. 286–288, zob. też odpowiedź
O. Kolberga Krótka replika… w r. 1890); „Siewiernyj Wiestnik” 1889, nr 10.

D. Pieśni ludu z Podola rosyjskiego w latach 1858 i 1862 zebrał… „Zbiór
Wiadomości do Antropologii Krajowej” T. XII: 1888, s. 235–251. Odbitka: Kraków 1888. Przedruk w: Podole, DWOK T. 47.
1889
A. Mazur. „Tygodnik Ilustrowany” 1889, T. XIII, nr 332, s. 303. Przedruk w:
Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 61, s. 291–293.
C. Łęczyckie. Lud. Jego zwyczaje, sposób życia… seria XXII. Kraków 1889.
Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 22.
Recenzje: R. Lubicz [H. Łopaciński], „Ateneum” 1890, T. II, s. 57–74; J. Karłowicz,
„Kwartalnik Historyczny” R. V: 1891, s. 628–633.

C. Pokucie. Obraz etnograficzny, T. IV. Kraków 1889. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 32.
Recenzja: „Russkaja Mysl” 1889, nr 10.

D. Baśni z Polesia. „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej” T. XIII:
1889, s. 200–207. Odbitka: Kraków 1889. Przedruk w: Białoruś–Polesie, DWOK T. 52.

182

�Recenzja: J. Karłowicz, „Kwartalnik Historyczny” R. V: 1891, s. 628, recenzja
dotyczy także artykułu Zwyczaje i obrzędy weselne z Polesia, zamieszczonego
w tym samym tomie ”Zbioru Wiadomości do Antropologii Krajowej”.

D. Zwyczaje i obrzędy weselne z Polesia. „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej” T. XIII: 1889, s. 208–245. Odbitka: Kraków 1889.
Przedruk w: Białoruś–Polesie, DWOK T. 52.
Recenzja – zob. wyżej Baśni z Polesia.

1890
C. Kaliskie cz. I. Lud. Jego zwyczaje, sposób życia… seria XXIII. Kraków
1890. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 23.
Recenzja: J. Karłowicz, „Kwartalnik Historyczny” R. VI: 1892, s. 586–589.

C. Mazowsze. Obraz etnograficzny, T. V Mazowsze Stare (Mazury. Podlasie). Kraków 1890. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 28.
C. Chełmskie. Obraz etnograficzny, cz. I. Kraków 1890. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 33.
Recenzja: J. Karłowicz, „Kwartalnik Historyczny” R. VI: 1892, s. 109–112.

E. Krótka replika, jako odpowiedź na recenzję III tomu „Pokucia”, napisaną i podaną do „Kwartalnika” (III,7) przez p. I. F. [Iwana Frankę].
„Kwartalnik Historyczny” R. IV: 1890, s. 221–223. Przedruk w: Studia,
rozprawy i artykuły, DWOK T. 63, s. 412–415. Zob. też Pokucie. Suplement do tomów 29–32, DWOK T. 81, s. 286–291.

Prace wydane po raz pierwszy po roku 1890
Kompozycje
Alla Polacca. [Faksymile, utwór nie dokończony.] W: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 110, s. 642–643.
Co mi tam. Tekst J. B. Zaleskiego. W: Kompozycje wokalno–instrumentalne, DWOK T. 68, nr 12, s. 51–53.
Do smutnego przyjaciela. Tekst S. Witwickiego. W: Kompozycje wokalno–
instrumentalne, DWOK T. 68, nr 25, s. 127–129.
Dumka. Tekst T. Lenartowicza. W: Kompozycje wokalno–instrumentalne,
DWOK T. 68, nr 11, s. 47–50.
183

�Dumny kochanek. Tekst K. Zakrzewskiego. W: Kompozycje wokalno–instrumentalne, DWOK T. 68, nr 9, s. 40–45.
Fantaisie. [Faksymile, utwór nie dokończony.] W: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 114, s. 650–655.
„Gdy na górach świta dzionek”. Tekst J. B. Zaleskiego. W: Kompozycje wokalno–instrumentalne. DWOK T. 68, nr 8, s. 34–39. [Zob. też w T. 68
s. 149, komentarz rewizyjny do nr 5.]
Grande sonate pour le pianoforte composée et dédiée à Mr C. F. Girschner
par… W: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 95, s. 502–545.
„Hejże, hejże, bracia moi”. [Faksymile, autor tekstu nieznany; utwór nie dokończony.] W: Kompozycje wokalno–instrumentalne, DWOK T. 68,
nr 30, s. 135.
Hulanka. [Faksymile, tekst S. Witwickiego, utwór nie dokończony.] W: Kompozycje wokalno–instrumentalne, DWOK T. 68, nr 33, s. 137.
„I dlaczegoż myśli moje”. [Faksymile, autor tekstu nieznany, utwór nie dokończony]. W: Kompozycje wokalno–instrumentalne, DWOK T. 68,
nr 35, s. 140.
Jaskółka. Tekst S. Duchińskiej-Pruszakowej. W: Kompozycje wokalno–instrumentalne, DWOK T. 68, nr 13, s. 53–66.
Kochanka do gwiazdy. Tekst S. Witwickiego. W: Kompozycje wokalno–
instrumentalne, DWOK T. 68, nr 14, s. 67–74.
Krakowiak. [Autor tekstu nieznany]. W: Kompozycje wokalno–instrumentalne, DWOK T. 68, nr 10, s. 46–47.
Król pasterzy. Opera sielska w jednym akcie. Partytura. Libretto T. Lenartowicza. W: Kompozycje wokalno–instrumentalne, DWOK T. 68, s. 167–378.
„Kukułeczko moja siwa”. [Autor tekstu nieznany.] W: Kompozycje wokalno–instrumentalne, DWOK T. 68, nr 23, s. 107–108.
Marcia. W: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 97, s. 576–581.
Mazur na fortepian. W: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 84,
s. 467–469.
Mazurek do śpiewu. [Faksymile, utwór nie dokończony]. W: Kompozycje
wokalno–instrumentalne, DWOK T. 68, nr 37, s. 142.
Mazurka. W: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 86, s. 472.
Mazurka d’après un thème populaire. W: Kompozycje fortepianowe,
DWOK T. 69, nr 83, s. 464–466.
184

�Mazurka dont Mr Emile Czaykowski a inventé la pensée [!] par… W: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 85, s. 470–471.
Mazury. W: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 87, s. 473–476
i nr 89, s. 489.
Mazury. [Faksymilia, utwory nie dokończone.] W: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 105, s. 633; nr 106, s. 634–635; nr 107, s. 636;
nr 108, s. 637–639.
„Niechże ja lepiej nie żyję...”. [Faksymile, tekst K. Brodzińskiego, utwór nie
dokończony]. W: Kompozycje wokalno–instrumentalne, DWOK
T. 68, nr 27, s. 131–132.
Nokturny. [Faksymilia, utwory nie dokończone.] W: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 111, s. 644–645; nr 112, s. 646–647; nr 113,
s. 648–649.
Obertas. W: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 90, s. 490–492.
On zginął [incipit: „Ogrody wonią, błyszczy kalina”]. Tekst J. Heppena.
W: Kompozycje wokalno-instrumentalne, DWOK T. 68, nr 15, s. 75–83.
On zginął [incipit: „Choć wszystko z wiosną kwitnąć zaczyna”]. Tekst
J. Heppena. W: Kompozycje wokalno–instrumentalne, DWOK T. 68,
nr 16, s. 84–90.
Pielgrzymka do Częstochowy. Obrazek wiejski ze śpiewami. Libretto
O. Kolberga na podstawie obrazka dramatycznego S. Pruszakowej
Pielgrzymka do Częstochowy. [Szkice wersji fortepianowej (faksymilia).] W: Kompozycje wokalno–instrumentalne, DWOK T. 68,
s. 601–626.
„Piszczałeczko jedyna”. [Autor tekstu nieznany.] W: Kompozycje wokalno–
instrumentalne, DWOK T. 68, nr 22, s. 105–106.
Polonaise. [Faksymile, utwór nie dokończony.] W: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 87, s. 640–641.
Przyczyna. Tekst S. Witwickiego. W: Kompozycje wokalno–instrumentalne, DWOK T. 68, nr 17, s. 91–93.
Psalm 85. „Nakłoń ucha Twego, Panie…”. [Tekst w przekładzie F. Karpińskiego.] W: Kompozycje wokalno–instrumentalne, DWOK T. 68,
nr 17, s. 108–126.
Romanca. [Faksymile, utwór nie dokończony.] W: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 115, s. 656.
185

�Scena w karczmie czyli Powrót Janka. Obrazek wiejski ze śpiewami. Libretto J. K. Gregorowicza. Wersja fortepianowa. W: Kompozycje wokalno–instrumentalne, DWOK T. 68, s. 489–599.
Szkic pieśni chóralnej. [Faksymile, utwór nie dokończony.] W: Kompozycje
wokalno–instrumentalne, DWOK T. 68, nr 38, s. 143.
Szkice pieśni. [Faksymilia, utwory nie dokończone.] W: Kompozycje wokalno–instrumentalne, DWOK T. 68, nr 28, s. 133; nr 29, s. 134; nr 31,
s. 136; nr 32, s. 136; nr 36, s. 141.
„Ty, coś najczulszych starań […]”. [Faksymile, tekst prawdopodobnie Matuszewskiej, utwór nie dokończony.] W: Kompozycje wokalno–instrumentalne, DWOK T. 68, nr 34, s. 138
Utwory bez tytułu. W: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 98,
s. 582–588; nr 99, s. 589–598; nr 100, s. 599–560; nr 101, s. 607–612;
nr 102, s. 613–619; nr 103, s. 620–624; nr 104; s. 625–629;
Utwory bez tytułu. [Faksymilia, utwory nie dokończone.] W: Kompozycje
fortepianowe, DWOK T. 69, nr 116, s. 657–658; nr 117, s. 659–661; nr
118, s. 662; nr 119, s. 663–664; nr 120, s. 665–666; nr 121, s. 667–672;
nr 122. s. 673–675.
[Utwór chóralny bez tekstu.] W: Kompozycje wokalno–instrumentalne,
DWOK T. 68, nr 26, s. 129–130.
Walce. W: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 92, s. 497–498;
nr 93, s. 499–500; nr 94, s. 501.
Variations brillantes pour le Pianoforte sur une Menuetto oryginale
dédiées à [nazwisko adresata zatarte]. W: Kompozycje fortepianowe,
DWOK T. 69, nr 96, s. 546–575.
Westchnienie za rodzinną chatką. Tekst J. B. Zaleskiego. W: Kompozycje
wokalno–instrumentalne, DWOK T. 68, nr 18, s. 94–98.
Wiatrak. Perpetuum mobile d’après un motif des environs de Łowicz.
W: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 91, s. 493–496.
Wielki mazur fantastyczny. W: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69,
nr 88, s. 476–488.
Wiosna. Tekst S. Witwickiego. W: Kompozycje wokalno–instrumentalne,
DWOK T. 68, nr 19, s. 98–100.
Wyjazd. Tekst S. Witwickiego. W: Kompozycje wokalno–instrumentalne,
DWOK T. 68, nr 20, s. 101–103.
186

�Zakochana. Tekst J. B. Zaleskiego. W: Kompozycje wokalno–instrumentalne, DWOK T. 68, nr 21, s. 103–105.
Opracowania melodii ludowych na głos z fortepianem
[Obertasy, mazurki i krakowiaki.] W: Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu fortepianowym cz. II, DWOK T. 67/II, nr 721–762, s. 197–268.
Pieśni ludu polskiego cd.] W: Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu
fortepianowym cz. II, DWOK T. 67/II, nr 599–713, s. 5–163.
[Pieśni ukraińskie.] W: Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu fortepianowym cz. II, DWOK T. 67/II, nr 714–717, s. 164–167.
[Pieśni chorwackie.] W: Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu fortepianowym cz. II, DWOK T. 67/II, nr 718–721, s. 168–171.
Zbiór mazurów i obertasów gminnych wydany przez... W: Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu fortepianowym cz. II, DWOK T. 67/II,
nr 763–834, s. 197–268.
Monografie regionalne1 i materiały do nich wydane w latach 1891–1907
Chełmskie. Obraz etnograficzny, cz. II. Z materiałów pośmiertnych wydał
dr I. Kopernicki. Kraków 1891. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 34.
Recenzja: J. Karłowicz, „Kwartalnik Historyczny” R. VI: 1892, s. 113–118.

Pokucie. Uzupełnienia dawniej ogłoszonego dzieła śp. Oskara Kolberga
z rękopisów pozgonnych wydał dr Stanisław Zdziarski. „Materiały Antropologiczno-Archeologiczne i Etnograficzne” T. VII: 1904,
s. 174–194. Odbitka: Kraków 1904. [Materiały te zostały opracowane
na nowo w oparciu o rękopisy i wydane w: Ruś Karpacka cz. II,
DWOK T. 55.]
Recenzja: W. Hnatiuk, „Zapysky Naukowoho Towarystwa im. Szewczenka” 1905,
T. LXIV.

Przemyskie. Zarys etnograficzny. Kosztem Muzeum imienia Dzieduszyckich we Lwowie z pośmiertnych materiałów wydał dr I. Kopernicki.
1 Monografie regionalne i inne materiały etnograficzne i folklorystyczne wydane na podstawie rękopisów w serii Działa wszystkie O. Kolberga w latach 1961– 2024 (tomy 39–84 DWOK)
zob. dalej w osobnym wykazie.

187

�Przedmowa I. Kopernickiego. Kraków 1891. Reedycja fotooffsetowa:
DWOK T. 35.
Recenzja: J. Karłowicz, „Kwartalnik Historyczny” R. VI: 1892, s. 352–357.

Śląsk Górny. Materiały etnograficzne zebrane przez Oskara Kolberga, z papierów pośmiertnych wydał Seweryn Udziela. „Materiały Antropologiczno-Archeologiczne i Etnograficzne” T. VIII: 1906, s. 140–212.
Odbitka: Kraków 1906. [Materiały te zostały opracowano na nowo
w oparciu o rękopisy i wydane w: Śląsk, DWOK T. 43.]
Tarnów-Rzeszów. Materiały etnograficzne. Uporządkował i wydał
S. Udziela. „Materiały Antropologiczno-Archeologiczne i Etnograficzne” T. XI: 1910, s. 116–323. Odbitka: Kraków 1910. [Materiały
te zostały opracowane na nowo w oparciu o rękopisy i wydane w:
Tarnowskie-Rzeszowskie, DWOK T. 48.]
Recenzja: M. Treter, „Lud” T. XVI: 1910, s. 410-411.

Wołyń. Obrzędy, melodie, pieśni. Z brulionów pośmiertnych przy współudziale St. Fischera i F. Szopskiego wydał J. Tretiak. Kraków 1907.
Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 36.
Recenzje: W. Hnatiuk, „Zapysky Naukowoho Towarystwa im. Szewczenka” 1908,
T. LXXXII, s. 228-233; E.E., „Etnograficzeskoje Obozrenije” 1909, nr. 4, s. 120-121.

Studia, rozprawy, artykuły, zbiory folklorystyczne
Antoni Kolberg. W: Studia, rozprawy i artykuły, DWOK T. 63, s. 440–448.
Brazylia. W: Studia, rozprawy i artykuły, DWOK T. 63, s. 466–470.
Indianie amerykańscy. W: Studia, rozprawy i artykuły, DWOK T. 63,
s. 451–463.
Juliusz Kolberg [wspólnie z bratem Wilhelmem]. W: Studia, rozprawy i artykuły, DWOK T. 63, s. 433–439.
Kozak. W: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 617–618, tekst nr 1046.
Krakowiak. W: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 620–621, tekst
nr 1048.
Mejer Ignacy Antoni. W: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 428, tekst
nr 949b.
Melodie ludowe litewskie zebrane przez śp. księdza Antoniego Juszkiewicza. Opracowane przez śp. Oskara Kolberga i śp. Izydora

188

�Kopernickiego, a ostatecznie opracowane, zredagowane i wydane
przez Zygmunta Noskowskiego i Jana Baudouina de Courtenay.
Kraków 1900. [Kolberg opracował melodie 1–119, pozostałe I. Kopernicki i Z. Noskowski, melodie opracowane przez O. Kolberga przedrukowano w: Litwa, DWOK T. 53.]
Notatki o Chopinie spisane przez… z opowiadania Wilhelma Kolberga.
W: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 461-462, tekst nr 980. Pierwodruk: K. Kobylańska Notatki Oskara Kolberga o Chopinie. W: Studia
Hieronymo Feicht septuagenario dedicata. Kraków 1967, s. 388–389.
O muzyce chińskiej. W: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 8–31,
tekst nr 620.
O początkach rozwoju muzyki. W: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62,
s. 5–7, tekst nr 619.
O rytmie i tempie tańców polskich i słowiańskich. W: Pisma muzyczne
cz. II, DWOK T. 62, s. 610–614, tekst nr 1036.
Philidor Danican. W: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 191–192,
tekst nr 742.
Stany Zjednoczone Rio de La Plata (Buenos Aires, Paraguaj, Uruguaj).
W: Studia, rozprawy i artykuły, DWOK T. 63, s. 464–465.
Śpiewy, muzyka i taniec ludów Oceanii. W: Pisma muzyczne cz. II,
DWOK T. 62, s. 38–68, tekst nr 622.
Uwagi na temat restytucji tekstu pierwotnego pieśni „Bogarodzica”. W: Pis­
ma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 544–546, tekst nr 1021b.
Uwagi O. Kolberga odnoszące się do książki M. Karasowskiego „Fryderyk
Chopin. Życie – Listy – Dzieła”. W: Pisma muzyczne cz. II, DWOK
T. 62, s. 472–476, tekst nr 983. Pierwodruk w: Korespondencja Oskara Kolberga cz. III, DWOK T. 66, aneks 11, s. 738–743.
Uwagi Oskara Kolberga odnoszące się do książki M. A. Szulca „Fryderyk
Chopin i utwory jego muzyczne”, Poznań 1873. W: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 463–466, tekst nr 981. Pierwodruk: K. Kobylańska Fryderyk Chopin i Oskar Kolberg. W: Studia Hieronymo
Feicht septuagenario dedicata. Kraków 1967, s. 386–388.
Uwagi O. Kolberga odnoszące się do książki Szulca o Chopinie. W: Pisma
muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 466–471, tekst nr 982. Pierwodruk: Korespondencja Oskara Kolberga cz. III, DWOK T. 66, aneks 7, s. 724–729.

189

�Z notatek o zbiorach pieśni Słowian południowych. W: Pisma muzyczne
cz. II, DWOK T. 62, s. 586–591, tekst nr 1031b; także w: Materiały do
etnografii Słowian zachodnich i południowych cz. III: Słowiańszczyzna południowa, DWOK T. 59/III, s. 287–291.
Recenzje i odpowiedzi na recenzje
„Alojzy Kalauz wydał w Wiedniu w r. 1850 […]”. W: Pisma muzyczne cz. II,
DWOK T. 62, s. 591–593, tekst nr 1031c; także w: Materiały do etnografii Słowian zachodnich i południowych cz. III: Słowiańszczyzna
południowa, DWOK T. 59/III, s. 291–296.
„K. Katinelli na korzyść szpitala pożegawskiego […]”. W: Pisma muzyczne
cz. II, DWOK T. 62, s. 593, tekst nr 1031d.
Liszt o Cyganach i ich muzyce na Węgrzech. W: Pisma muzyczne cz. II,
DWOK T. 62, s. 347–351, tekst nr 901.
Odpowiedź Kolberga na recenzję Biegeleisena. W: Studia, rozprawy i artykuły, DWOK T. 63, s. 391–415.
O pieśniach ludowych węgierskich L. Koehlera. W: Pisma muzyczne
cz. II, DWOK T. 62, s. 567–568, tekst nr 1025.
O śpiewach i tańcach wołoskich J. A. Wachmanna. W: Pisma muzyczne
cz. II, DWOK T. 62, s. 569, tekst nr 1026.
Taniec wołoski Romana Dymitra Tecli. W: Pisma muzyczne cz. II, DWOK
T. 62, s. 669–671, tekst nr 1113.

Artykuły zamieszczone w Encyklopedii powszechnej S. Orgelbranda
w latach 1859–1868
Po tytule tekstów podano ich numery w Pismach muzycznych, DWOK
T. 61–62, w których przedrukowana jest ich większość, nieliczne nie związane z muzyką, zamieszczone w Studiach, rozprawach i artykułach,
DWOK T. 63, mają podany numer tego tomu i stronę.
T. 1 Warszawa 1859: Abel Karol Fryderyk 757; Acheron T. 63, s. 473;
Achilles T. 63, s. 474; Adagio 160; Adam Adolf Karol 704; Adam de la

190

�Hale 705; Adesi 292; Ad libitum 595; Aelopantalion 395; Affettuoso
86; Aggiustamento 87; Agitato 88; Agnesi Maria Teresa 631; Agrell
Jan 766; Agrykola Jan Fryderyk 772; Agrykola Marcin 860; Akcent
muzyczny 66; Akcjakatura 603; Akolada 104; Akompaniament 204;
Akord 37; Akordion 398; Akukryptofon 420; Alagrek 1057; Alard Jan
Delfin 448; Albani Maciej 421; Albertini Joachim 632; Alboni Marietta 260; Albrechtsberger Jan Jerzy 861; Aleotti Rafael Argenta 633;
Aleotti Vittoria 634; Alizard Adolf 284; Alla breve 61; Alla octavo
102; Alla polacca 89; Alla zoppa 63; Allegri Gregorio 635; Allegro
74; Allemanda 1058; Alt 213; Altówka 317; Amaduzzi Donat 636;
Amfijon 624; A-moll 18; Amon Jan 773; Amorka 315; Amoroso 90;
Anakruzys 64; Ancyz 1059; Andante 72; André Jan 774; André Jan
Antoni 775; Anemokord 351; Anerio Jan Franciszek 637; Anfossi Pasquale 638; Angelika 326; Anglez 1060; Antyfona 176; Antystrofa 166;
T. 2 Warszawa 1860: Aplikatura 578; A poco a poco 75; Apollo T. 63,
s. 477; Apollonikon 393; Appogiato 575; Appoggiatura 602; Aranżować 205; Archilutnia 324; Arco 580; Aria 126; Arion 625; Ariosti
Attilio 639; Arne Tomasz Augustyn 758; Arnould Zofia 224; Arpeggio 581; Arystoksenes 626; Ashley 568; Asioli Bonifacy 640; Astorga
Emanuel d’ 641; Attaca 587; Aubada 140; Auber Daniel François
706; Autentyki 5; A vista 590; Bach (rodzina) 776; Bachus T. 63,
s. 480; Bader Karol Adam 266; Baermann Henryk Józef 565; Baillot
Piotr Maria Franciszek 449; Baini Giuseppe 692; Balcerek 293; Baleros 1061; Balfe Michał Wilhelm 759; Bałabajka 333; Banda 613;
Bandera 334; Bandola 332; Banti [Brigitta Giorgi] 225; Barbiton 329;
Barditus 1003; Bardon 328; Barkarola 1007; Baryton 216; Barzelletta
1008; Bas 45 i 217; Basetla 318; Wiolonczeliści [w Encyklopedii fragment hasła Basetla] 487; Basily Andrzej 642; Basily Franciszek 643;
Basklarnet 372; Bassetorn 371; Basso continuo 48; Batta Aleksander
488; Battimento 606; Bazona 386;
T. 3 Warszawa 1860: Beaumesnil Henrietta Adelajda Villard de 708; Becker Juliusz 862; Becker Karol Ferdynand 541; Beethoven Ludwik
van 777; Bellini Vincenzo 644; Bemol 106; Benda Franciszek 440;
Benedict Juliusz 760; Benevoli Horacy 645; Benkien Andrzej 905;
Bennett Wiliam Sterndale 761; Berent Szymon 906; Bergamask[a]
1063; Bergameno Jan Chrzciciel 646; Berger Ludwik 778; Bergson

191

�Michał 907, Bériot Karol August de 450; Berlioz Hektor 709; Bernardini Marcelli 647; Berner Fryderyk Wilhelm 779; Bertin Ludwika Aniela 710; Bertini Henryk 503; Berton Henryk Franciszek 712,
Bęben wielki 404; Bębenek 403; Biegnik 599; Bielawski Józef 451;
Biernacki Nikodem 452; Billington Elżbieta 226; Bis 438; Bitwa 145;
Blangini Józef Marek 648; Blaze Franciszek Henryk 745; Blondel
v. Blondianus 713; Bobrowicz Jan Nepomucen 497; Boccherini Ludwik 649; Bohdanowicz Bazyli 442; Bohrer familia 441; Bohrer Zofia 504; Bolero 1063;
T. 4 Warszawa 1860: Bosio Angiolina 227; Boucher Aleksander Jan 453;
Boulanger Ernest 714; Boulanger Maria Julia Hallinger 228; Bournonville August 1098; Bourrée 1064; Braham Maurycy 267; Branchu
Aleksandryna Karolina 229; Branle 1065; Bravo 437; Bravura 127;
Breiting Herman 268; Brevis 109; Brzękadełka 411; Brzowska Jadwiga 909; Brzowski Józef 908; Bubastis T. 63, s. 484; Bucefał T. 63,
s. 485; Buffo 192; Bugle 383; Bull Ole Bornemann 454; Buononcini
Jan Chrzciciel 650; Burney Karol 762; Byczek 1037; Cabaletta 128;
Cachucha 1066; Caffarelli 294; Ça ira! 1012; Calando 91; Caldara
Antonio 651; Calvisius Sethus 863; Camargo 1099; Cancan 1067;
Candeille Piotr Józef 715; Cantabile 92; Cantus firmus 56; Canzonetta 1009; Capriccio 138; Caraffa de Colobrano Michał Henryk 652;
Carestini Jan 295; Carillon 417; Carissimi Jan Jakub 653; Carmagnole (la) 1013; Carnicer don Ramon 699; Castil-Blaze 746; Catalani
Angelica 230; Catel Karol Szymon 716; Cavalieri Emilio del 654;
Cavatina 129;
T. 5 Warszawa 1861: Cenar, cynar 1038; Cerone Dominik Piotr 693; Cerrito Fanny 1100; Chaconne 1068; Champein Stanisław 717, Chandoszkin Jan 894; Charakter 84; Charakterystyczne tony 42; Charivari 142; Charpentier Marek Antoni 718; Chélard Andrzej Hipolit
719; Cheron Anna 231; Cheron Augustyn Atanazy 285; Cherubini
Ludwik 655; Chiroplast 348; Chopin Fryderyk Franciszek 910; Choreografia 1110; Choron Aleksandr Stefan 747; Chotek Franciszek
Ksawery 884; Chór 608; Chórał 122; Chór muzyczny 130; Chromatyczny 13; Ciało brzmienne 301; Cimarosa Dominik 656; Claboni
Krzysztof 911; Clementi Muzio 505; Coda 169; Colasanti Wincenty
569; Corelli Arcangelo 455; Couperin Franciszek 720; Cramer Jan

192

�Chrzciciel 506; Crescendo 81; Crescentini Girolamo 296; Crotch William 542; Csárdás 1069; Csiko 1070;
T. 6 Warszawa 1861: Cymbałki 340; Cymbały 408; Cytra 322; Czakan
355; Czerny Karol 507; Czeska muzyka 883; Da capo 588; Dalayrac Mikołaj 721; Dal segno 589; Damenizacja 223; Damoreau-Cinti
Laura 232; Damse Józef 912; Danzi Franciszek 780; Daquin Ludwik Klaudiusz 543; Dauberval Jan 1101; David Felicjan 722; David Ferdynand 456; Davide Jakub 269; Decrescendo 82; Decyma 32;
Dehn Sigfried Wilhelm 864; Della-Maria Dominik 723;
Tom 7 Warszawa 1861: Després Josquin 752; Deszczyński Józef 913; Detonacja 572; Devienne Franciszek 724; Dezède albo Dezaides 725;
Diafonia 53; Diapazon 29; Diapente 26; Diatonika 12; Dibdin Karol 763; Diezys 15; Diomedes Caton (zapewne Anonim) 912; Ditters
von Dittersdorf Karol 781; Divertissement 190; Długoraj Wojciech
915; Do 11; Dobrski Julian 270; Dobrzyński Ignacy Feliks 916; Doche Józef Dionizy 726; Doche Piotr Aleksander 727; Döhler Teodor
508; Doles Jan Fryderyk 782; Dominanta 41; Domra 325; Donizetti
Józef 657a; Donizetti Kajetan 657; Doppler Albert Franciszek 557;
Doppler Karol 558; Dorn Henryk Ludwik 783; Dotzauer Justus Jan
Fryderyk 489; Dotzauer Ludwik Karol 490; Drabant 1039; Drechsler
Józef 784; Dreyschock Aleksander 509; Drieberg Fryderyk von 865;
Drobny taniec 1040; Drouet Ludwik 559; Drumla 376; Du Caurroy
Franciszek Eustachy 728; Duda 361; Dudy 367; Duet 149; Dulcken
Ferdynand 510; Dulon Fryderyk Ludwik 560; Dumont Henryk 544;
Duni Egidiusz Romuald 729; Duport Jan [Piotr] 491; Duprez Gilbert
Ludwik 271; Duprez Karolina 233; Dur 16; Duranowski August Fryderyk 457; Durante Franciszek 658; Dussek Jan [Władysław] 511;
Dwugłos 36; Dyskant 54; Dysonans 39; Dzioł 1041; Dzwon chiński
407; Ebell Henryk Karol 785; Eberl Antoni 786; Eberwein Karol 788;
Eberwein Traugott Maksymilian 788;
Tom 8 Warszawa 1861: Egzercycje 435; Ekspresja 85; Elsner Józef 917; Elssler Fanny i Teresa 1102; Enharmoniczny 14; Ensamble 148; Entraigues Antonina Cecylia Clavel 234; Eolska harfa 352; Epicedium 1001;
Epod 167; Erard bracia 426; Erkel Franciszek 900; Etuda 137; Eufon
414; Eybler Józef von 789; Fagociści 567; Fagot 374; Falset 210; Falso
bordone 55; Fandango 1071; Fandara 144; Fantazja 139; Farandole

193

�1072; Farinelli Karol 297; Fasch Karol Fryderyk 790; Federici Wincenty 659; Felsztyński Sebastian czyli Sebastian z Felsztyna 918;
Feo Franciszek 660; Fermata 576; Fesca Fryderyk Ernest 791; Fétis
Franciszek Józef 748; Fiasko 439; Field Jan 512; Fifr 364; Figuracja
w muzyce 51; Figurał 123; Filipowicz Eliza Minelli 458; Finał 168;
Finck Henryk 792; Fink Gottfryd Wilhelm 866; Fioravanti Walenty
661; Fiorillo Fryderyk 459; Fioritury 596; Fischer Józef 287; Fischer
Ludwik 286; Fisharmonika 397; Fistula 356; Flażolet 357; Flecik 354;
T. 9 Warszawa 1862: Fleciści [w Encyklopedii fragment hasła Flet] 556;
Flet 353; Flotow Fryderyk von 793; Fodor-Mainvielle Josephine 235;
Folie d’Espagne 1073; Fontana Julian 513; Forkel Jan Mikołaj 867;
Förster Kasper 919; Forte 77; Fortepian 346; Fortepianiści 502; Francuska muzyka 703; Franko z Kolonii 868; Fränzl Ferdynand 460;
Frescobaldi Hieronim 545; Freyer August 546; Freytag Adam 920;
Freytag Maria 1103; Froberger Jan Jakub 547; Fuga 135; Fujara 360;
Fulvio Antoni 921; Fundamentalny bas 46; Furioso 93; Furlanda
1074; Fürstenau Antoni Bernard 561; Fux Jan Józef 794; Fuza 110;
Gabrieli Jan 663; Gabrieli Katarzyna 236; Gade Niels Wilhelm 767;
Gaforus albo Gafurius Franchinus 694; Gajda 368; Galarda 1075;
Galop 1076; Galuppi Baldassaro 664; Gama 6; Gamba 314; Garat
Jan Piotr 282; Garcia Manuel 272; Gassmann Florian Leopold 885;
Gawotta 1077; Gembicki Jakub 922; Geminiani Franciszek 461;
Generałbas 47; Gerbert Marcin 869; Germania T. 63, s. 486; Gęśl
339; Giga 1078; Gitana 1079; Gitara 331; Gitarzyści 496; Giusto 94;
T. 10 Warszawa 1862: Glinka Michał 895; Glissando 582; Gluck Krzysztof
Willibald 795; Głos 208; God save The King 1017; Gołąbek Jakub
923; Gomis Józef Melchior 700; Gomółka Mikołaj 924; Gong 406;
Gorączkiewicz Wincenty 548; Gorczycki Grzegorz 925; Gossec Franciszek Józef 730; Goudimel Klaudian 731; Gounod Karol Franciszek
732; Grajek 614; Grandioso 95; Granie w muzyce 577; Grassini Józefa 261; Graun Jan Bogumił 797; Graun Karol Henryk 796; Grave
71; Grazioso 96; Grecka mitologia T. 63, s. 491; Grecka muzyka i taniec 623; Greckie starożytności T. 63, s. 506; Gregoriański śpiew 171;
Grétry Andrzej Ernest 733; Grisi Judyta 237; Grisi Julia 255; Grisi
Teresa 1104; Groblicz Marcin 422; Grossmann Ludwik 926; Grund
Fryderyk Wilhelm 798; Grupetto 607; Gryfy 579; Guarnieri Józef

194

�T. 11

T. 12

T. 13

T. 14

Antoni 423; Gudok 320; Guglielmi Piotr 665; Guglielmi Piotr Karol
666; Guhr Karol Wilhelm 799; Guimard Maria Magdalena 1105;
Warszawa 1862: Gusli 338; Guzikow Józef 570; Gwido z Arezzo 695;
Gyrowetz Adalbert 886; Habeneck Antoni Franciszek 462; Haitzinger Antoni 273; Hajduk 1042; Halévy Jakub Fromental 734; Hanak
1080; Händel Jerzy Fryderyk 800; Händl Jakub 893; Harfa 336; Harmonia 35; Harmoniczne tony 303; Harmoniki 413; Hartmann Jan
Piotr 768; Häser August Frdynand 802; Häser Charlotta 238; Häser
Christian 288; Hasse Faustyna 256; Hasse Jan Adolf 801; Hauptmann Maurycy 803; Hausmann Walenty 804; Hawkins Jan 764;
Haydn Franciszek Józef 805; Haydn Michał 806; Hebenstreit Pantaleon 430; Heinichen Jan Dawid 870; Hejnał 1006; Heller Stefan 514;
Henselt Adolf 515; Herman Adam 492; Hérold Ludwik Józef 735;
Herz Henryk 516; Hesse Adolf Fryderyk 549; Hierochord 350; Hiller
Ferdynand 807; Hiller Jan Adam 808; Himmel Fryderyk Henryk 809;
Warszawa 1863: Hoffmann Ernest Teodor Amadeusz 871; Hoffmeister Franciszek Antoni 810; Holland Jan Dawid 927; Holzbauer
Ignacy 811; Hołubiec 1043; Homilius Gotfryd August 812; Homofonia 58; Hopser 1081, Hora 1082; Horecki Feliks 498; Hornpipe 366;
Huberty 240; Hummel Jan Nepomucen 517; Hurka Fryderyk Franciszek 887; Hymen 1000; Imitacja 50; Indie Wschodnie T. 63, s. 518;
Indyjska muzyka 621, Indyjska sztuka T. 63, s. 547; Instrumenta
300; Instrumentacja 203; Instrumentalna muzyka 132; Intermezzo 189; Interwal 21; Intonacja 571; Intrada 158; Introdukcja 157;
Isouard Mikołaj 736; Izaak Henryk 813; Jakubowski Samson 431;
Warszawa 1863: Janczarska muzyka 615; Janiewicz Feliks 463; Jaroński Feliks 518; Jasiński Marceli 928; Jastrzębski Feliks 427; Jelski
Michał 464; Jodłowanie 574; Jomelli Mikołaj 113; Kaczkowski Dominik 274; Kaczkowski Józef 465; Kadencja 44; Kadryl 1083; Kalafonia 311; Kalkbrenner Fryderyk Wilhelm Michał 519; Kalliwoda
Jan Wacław 466; Kamerton 307; Kamieński Maciej 929; Kamiński
N. 930; Kania Emanuel 520; Kanon 133; Kantata 131; Kantylena
1010; Kapela 616;
Warszawa 1863: Kapreola 1084; Karasowski Maurycy 931; Karola
1085; Kasownik 107; Kastaniety 412; Kastraci 218; Katarynka 418;
Kauer Ferdynand 814; Kaufmann Jan Gotfryd 432; Kawka 387;

195

�Każyński Maciej 275; Każyński Wiktor 932; Kątski (rodzina) 443;
Keiser Reinhard 815; Kiesewetter Rafał Jerzy von 872; Kirnberger
Jan Filip 873; Kittel Jan Christian 550; Klarneciści 564; Klarnet 370;
Klawiatura 342; Klawicylinder 415; Klawicymbał 345; Klawikord
343; Klawikord oczny 399; Klawilam 396; Klawilira 349; Klawisz
341; Kleczyński Jan [skrzypek] 467; Kleczyński Jan [pianista] 521;
Klein Bernhard 816; Klemczyński Julian 522; Klengel August Aleksander 551; Klonowski Teofil 933; Klucz w muzyce 103; Kobza 335;
Kocipiński Antoni 934;
T. 15 Warszawa 1864: Koloryt 202; Kołomyjka 1044; Komorowski Ignacy
935; Kompozycja 119; Kompozytor 118; Koncert 195; Konserwatorium 618; Konsonans 38; Kontrabas 319; Kontralt 214; Kontrapunkt
49; Kontredans 1086; Kopulacja 392; Korektura 313; Kornet 378; Kossowski Samuel 493; Kościelna muzyka 170; Kościelne tonacje 4; Kościelny śpiew 1019; Kotły 401; Kotylion 1087; Kozak 1045; Kozłowski
Ignacy Platon 936; Kozłowski Józef 937; Kożeluch Jan Antoni 888;
Kożeluch Leopold 889; Krakowiak 1047;
T. 16 Warszawa 1864: Kratzer Franciszek Ksawery 938; Kratzer Kazimierz 939; Kratzer Paweł 941; Kratzer Walenty 940; Krebs Jan Baptysta 276; Krebs Jan Ludwik 552; Kreutzer Konradyn 817; Kreutzer
Rudolf 468; Krogulski Józef 942; Krzywula 373; Krzyżanowski Ignacy 523; Krzyżyk 105; Księżyc turecki 410; Kücken Fryderyk Wilhelm
818; Kuhreihen 1004; Kunzen Fryderyk Ludwik 769; Kurant 1088;
Kurdesz 1005; Kurpiński Karol 943; Kwarta 25; Kwartet 152; Kwinta
27; Kwintet 153; Kwintola 113; Lablache Ludwik 289; Lachner Franciszek 819; Lachner Ignacy 820; Lachner Wincenty 821; Lafont Karol
Filip 469; Lamentacje 180; Lancier 1089; Ländler 1090; Lanner Józef
Franciszek Karol 198; Largo 69; Lasso Orlando di 753; Le-Maistre
Mateusz 754; Lento 70; Leo Leonard 668; Leonowicz Kornelia 241;
Lessel Franciszek 944; Lesueur Jan Franciszek 737; Leśkiewicz Józefa 262; Leśniewska Ludwika 242;
T. 17 Warszawa 1864: Libretto 194; Ligatura 115; Ligawka 385; Lind Jenny
243; Lindpaintner Piotr Józef von 822; Linos 627; Lipiński Karol
470; Lira 321; Liszt Franciszek 524; Litania 179; Litolf Henryk 765;
Lobe Jan Christian 823; Logier Jan Bernard 525; Lortzing Albert
Gustaw 824; Lotti Antoni 669; Lotto Izydor 471; Löwe Jan Karol

196

�Gotfryd 825; Lubomirski Kazimierz 945; Lubowski Józef 526; Lully
Jan Chrzciciel 738; Lutnia 323; Lwow Aleksy 986; Łada Kazimierz
472; Łodwigowski E[dward] Stefan 946; Łomnica T. 63, s. 551; Maciejowski Stanisław 473; Madejski Marceli 947; Maestoso 97; Malibran
Maria 263; Maltańscy kawalerowie [współautorem był K. W. Wójcicki] T. 63, s. 553; Mälzel Jan Nepomuk 433; Małgocki Franciszek
Maciej 948; Mandolina 330; Mara Gertruda 257; Marcello Benedykt
670; Marchesi Ludwik 298; Marchettus 696;
T. 18 Warszawa 1864: Marpurg Fryderyk Wilhelm 874; Marschner Henryk
826; Marseillaise, Marsylianka 1014; Marsz 201; Martin Aleksander
949a; Martin Wincenty 701; Martini Giambattista 697; Marx Adolf
Bernard 875; Matelotta 365; Mattheson Jan 876; Mayer Karol 527a;
Mayr Szymon 671; Mayseder Józef 474; Mazur 1050; Méhul Stefan
Henryk 739; Meibom Marek 877; Melizmatyczny 597; Melodia 33;
Melodion 394; Melodrama 188; Mendelssohn-Bartholdy Feliks 827;
Mensuralny śpiew 87; Menuet 1091; Menzura 304; Mercadante Ksawery 672; Messa di voce 78; Methfessel Albert 828; Meyer Leopold de
527b; Meyerbeer Jakub 829; Mezza voce 79; Męskie chóry 609; Miklasiewicz Antonina 244; Mikuli Karol 950; Miltitz Karol Boromeusz 830; Miładowski Florian 951; Mingotti Regina 258; Minor czyli
moll 17; Mioduszewski Michał Marcin 952; Mirecki Franciszek 953;
Miserere 173; Moderato 73; Modulacja 43; Monczyński R[ajmund]
528; Mongołowie T. 63, s. 558; Moniuszko Stanisław 954; Monochord
305; Monodia 52; Monsigny Piotr Aleksander 740; Monteverde Klaudiusz 673; Montez Lola 1106; Morales Krzysztof de 702; Mordant
czyli mordent 604; Moscheles Ignacy 529; Motetta 124; Mozart Jan
Chryzostom Wolfgang Amadeusz 831;
T. 19 Warszawa 1865: Msza 184; Müller Wacław 832; Multanka 363;
Münchheimer Adam 955; Muris Jan de 749; Mutacja 211; Muzyczne
uroczystości 617; Muzyczne znaki i skrócenia 117; Muzyka 1; Myśliweczek Józef 890; Nardini Piotr 475; Naumann Emil 833; Naumann Jan Amadeusz 834; Nenia 1002; Nestroy Jan 835; Neukomm
Zygmunt 836; Neuma 100; Nicolai Otto 837; Nidecki Tomasz 956;
Niderlandzka muzyka 751; Niedzielski Józef 476; Niemiecka muzyka 771; Nokturny 143; Nona 31; Nourrit Adolf 277; Noverre Jan
Jerzy 1107; Nowakowski Józef 957; Nowiński Jan 530; Nuty 98;

197

�T. 20

T. 21

T. 22

T. 23

Obertas 1051; Obligato 594; Oboiści 563; Obój 369; Ockenheim Jan
755; Ofiklejda 381; Okrągły 1053; Okres muzyczny 34; Oktawa 30;
Oktet 156; Onslow Jerzy 741; Opera 187;
Warszawa 1865: Opus 120; Oratorium 186; Orda Napoleon 958; Orfeon 610; Organiści 540; Organy 388; Orkiestra 611; Orłowski Antoni 959; Pacchiarotti Gasparo 299; Pacelli Asprilio 960; Padwana
1092; Paer Ferdynand 674; Paganini Mikołaj 477; Paisiello Jan 675;
Palestrina Jan Piotr Alojzy da 676; Partycja 207; Paryżanka 1015;
Pasaże 598; Pasta Judyta 264; Pastorale 191; Patti Adelina 246; Patti
Karolina 245; Pauza 116; Pedał 391; Pergolese Giambattista 677;
Pianino 347; Piano 76; Piccini Mikołaj 678; Pieśni nabożne 1020;
Pieśń ludu 999; Piszczałka 358; Piszczek 612; Pizzicato 584; Pleyel,
czyli Pleyl Ignacy 743; Pokojowa muzyka 196;
Warszawa 1865: Polka 1054; Polonez 1055; Polska muzyka 904, Polski lud T. 63, s. 566; Polskie tańce 1035; Poniatowski książę Józef
961; Porpora Mikołaj 679; Portamento di voce 573; Pozytyw 389;
Pozytywka 419; Półnuta 111; Presto 75; Primadonna 193; Próba 436;
Pryma 22; Przedtakt w muzyce 65; Psalmodia 172; Psalterium 337;
Puzon 380; Quantz Jan Joachim 562; Rakoczego marsz 1018; Rallentando 68; Rameau Jan Filip 744;
Warszawa 1866: Recitativo 125; Refrain 164; Regestra 209; Regestra
u organów 390; Reichardt Jan Fryderyk 838; Reissiger Karol Bogumił 839; Rellstab Ludwik 878; Requiem 185; Resonans 302; Responsoria 178; Ricci Federico 680; Ricercare 134; Ries Ferdynad 840,
Rigaudon 1093; Righini Wincenty 681; Rinck Jan Christian Henryk
553; Ripieno 593; Ritornella 165; Rivoli Ludwika 248; Rivoli Paulina
247; Rochlitz Fryderyk 879; Rode Piotr 478; Rolle Jan Henryk 841;
Romberg Andrzej 444; Romberg Bernard 494; Rondeau 163; Rossini
Joachim 682; Rożniecki Gabriel 962; Rubini Jan Chrzciciel 278;
Rubinstein Antoni 897; Rulada 600; Rule Britannia 1016; Rytm 59;
Rywacka Ludwika 249; Rzymskie starożytności T. 63, s. 572; Sacchini Antoni Maria 683; Salieri Antoni 684; Saltarello 1094; Salve
Regina misericordiae 177; Sarabanda 1095; Sarti Józef 685;
Warszawa 1866: Scacchi Marek 963; Scarlatti Aleksander 686; Scarlatti Dominik 687; Scherzo 161; Schicht Jan Gotfryd 842; Schilling
Gustaw 880; Schneider Jan Boguchwał 554; Schneider Jan Chrystian

198

�Fryderyk 843; Schröder-Devrient Wilhelmina 250; Schryary 375;
Schubert Franciszek 844; Schulz Jan Abraham Piotr 845; Schumann
Klara 531; Schuman Robert 846; Schütz Henryk 847; Scudo Piotr
750; Sekstet 154; Sekstola 114; Sekunda 23; Septet 155; Septyma 28;
Sequentia 181; Serenada 141, Serpent 382; Servais Adrian Franciszek 495; Serwaczyński Stanisław 479; Sessi 251; Seyfried Ignacy 848;
Sikorski Józef 964; Silbermann Gotfryd 428; Sistrum 409; Skala 7;
Skrzypce 316; Skrzypkowie 447; Słoczyński Wojciech 965; Smyczek
310; Sobolewski Edward 966; Sokołowski Marek 499; Solfeggio 222;
Soliva Karol Evasio 967; Solmizacja 9; Solo 591; Sołtyk Franciszek
480; Sołtyk Karol 968; Sonata 146; Sontag Henrietta 252; Sopran
212; Sordynki 309; Sotto voce 80; Sowiński Wojciech 969; Spinet 344;
Spohr Ludwik 849; Spontini Kasper 688; Stabat Mater 182; Staccato
585; Stadler Maksymilian 850; Stainer (Steiner) J[acob] 424;
T. 24 Warszawa 1867: Stefani Jan 970; Stefani Józef 971; Steibelt Daniel
532; Stein Jan Andrzej 429; Stradella Aleksander 689; Stradivari Antoni 425; Strauss Jan 199; Strój w muzyce 306; Struny 308;
Studziński Wincenty 445; Symfonia 147; Synkopé 62; Syrinks 362;
System pięcioliniowy 101; Szałamaja 359; Szamotuł Wacław z 972;
Szczepanowski Stanisław 500; Szczurowski Jan Nepomucen 290;
Szletyński Szymon 481; Sztajer 1096; Szumka 1056; Szymanowska
Maria 533; Śpiew 219; Śpiewu metody 220; Taborowski Stanisław
482; Tabulatura 99; Taglioni 1108; Takt 60; Tamberlick Henryk
279; Tamburini Antonio 283; Tamiris 628; Tam-tam 405; Taneczna
muzyka 197; Taniec 1033; Taraban 402;
T. 25 Warszawa 1867: Tartini Józef 483, Te Deum laudamus 174; Teichmann Antoni 973; Telemann Jarzy Filip 851; Tempo 67; Tenor 215;
Teorba 327; Tercet 151; Tercja 24; Terpander 629; Tetrachord 8;
Thalberg Zygmunt 534; Tinctor Jan 756; Tirady 601; Toccata 136;
Tomaszek Wacław Jan Chrzciciel 891; Ton i tonacja 2; Tonalność
3; Tonika 40; Transkrypcja 206; Transpozycja 19; Trąba 379; Tremolo 583; Trio 150; Triola 112; Tropiański Konstanty 566; Troschel
Wilhelm 291; Tryl 605; Tuba 384; Türk Daniel Gottlob 555; Tutti
592; Tympanum 400; Ulibiszew Aleksander 898;
T. 26 Warszawa 1867: Una corda 586; Unisono 20; Ut, re, mi 10; Uwertura
159; Veni Creator 175; Veni, Sancte Spiritus 183; Verdi Józef 690;

199

�Vestris [rodzina] 1109; Viardot Paulina 259; Vieuxtemps Henryk 484;
Villanella 1011; Viola 313; Viotti Jan Chrzciciel 485; Vogler Jerzy
Józef 852; Wagner Joanna 265; Wagner Ryszard 853; Walc 1097;
Waltornia 377; Wański Jan, Wański Roch i Wański Jan Nepomucen 446; Wariacje 162; Weber Bernard Anzelm 855; Weber Gottfryd
881; Weber Karol Maria 854; Weigl Józef 856; Wejnert Antoni 974a;
Wernik Kazimierz 359; Weyse Christian Ernest 770; Wielhorski Józef 974a; Wielhorski Michał 899; Wielogłosowa muzyka 57; Wieniawski Henryk 486; Wieniawski Józef 536;
T. 27 Warszawa 1867: Wild Franciszek 280; Winter Piotr 857; Winterfeld Karol Jerzy August 882; Wirtuoz 434; Wiślicki Władysław 537;
Włoska muzyka 630; Wojskowa muzyka 200; Wokalizy 221; Wokalna muzyka 121; Wolff Edward 538; Wolfl Józef 539; Wolicki
Konstanty 975; Wołków Anna 253; Wranitzki Karolina 254; Wranitzki Paweł 892;
T. 28 Warszawa 1868: Wysocki Kasper Napoleon 976; Zając Stanisław
977; Zapolski Ignacy Downar 501; Zarlino Józef 698; Zegary grające
416; Zelter Karol Fryderyk 858; Zientarski Romuald 978; Zingarelli
Mikołaj 691; Zobten T. 63, s. 587; Zumsteeg Jan Rudolf 859; Żyliński
Faustyn 281.
Dzieła wszystkie Oskara Kolberga
Reedycja fotooffsetowa tomów wydanych przez Oskara Kolberga1
w latach 1857-1890 w seriach Lud i Obrazy etnograficzne
T. 1 – Pieśni ludu polskiego.
Wstępy: J. Gajek, J. Krzyżanowski, M. Sobieski.
Red. J. Gajek i M. Sobieski.
Wrocław–Poznań 1961, ss. LVI, XI i 480, nuty, mapa, ryciny.
Pierwodruk: Warszawa 1857.
1 W ramach reedycji opublikowano w Dziełach wszystkich także cz. II Chełmskiego opracowaną przez I. Kopernickiego w 1891 r., Przemyskie dokończone przez I. Kopernickiego również w 1891 r. oraz Wołyń wydany przez J. Tretiaka w r. 1907 .

200

�Toż :
Wydanie II
Wstępy: J. Burszta oraz przedruk wstępów J. Gajka, J. Krzyżanowskiego i M.
Sobieskiego z pierwszego wydania.
Wrocław-Poznań 1974, ss. LXXI, XI i 480, nuty, mapa, ryciny.
T. 2 – Sandomierskie.
Wrocław–Poznań 1962, ss. 288, nuty, ryciny.
Pierwodruk: Warszawa 1865.
T. 3 – Kujawy cz. I.
Wrocław–Poznań 1962, ss. 352, nuty, ryciny.
Pierwodruk: Warszawa 1867.
T. 4 – Kujawy cz. II.
Wrocław–Poznań 1962, ss. 320, nuty, ryciny.
Pierwodruk: Warszawa 1867 [recte 1869].
T. 5 – Krakowskie cz. I.
Wrocław–Poznań 1962, ss. VIII i 380, nuty, ryciny.
Pierwodruk: Kraków 1871.
T. 6 – Krakowskie cz. II.
Wrocław–Poznań 1963, ss. V i 536, nuty, ryciny.
Pierwodruk: Kraków 1873.
T. 7 – Krakowskie cz. III.
Wrocław–Poznań 1962 , ss. XVIII i 350, rycina.
Pierwodruk: Kraków 1874.
T. 8 – Krakowskie cz. IV.
Wrocław–Poznań 1962, ss. XIII i 366, rycina.
Pierwodruk: Kraków 1875.
201

�T. 9 – W. Ks. Poznańskie cz. I.
Wrocław–Poznań 1963, ss. IV i 320, nuty, ryciny.
Pierwodruk: Kraków 1875.
T. 10 – W. Ks. Poznańskie1 cz. II.
Wrocław–Poznań 1963, ss. II i 386, nuty.
Pierwodruk: Kraków 1876.
T. 11 – W. Ks. Poznańskie cz. III.
Wrocław–Poznań 1963, ss. XII i 246, nuty, rycina.
Pierwodruk: Kraków 1877.
T. 12 – W. Ks. Poznańskie cz. IV.
Wrocław–Poznań 1963, ss. VIII i 334, nuty.
Pierwodruk: Kraków 1879.
T. 13 – W. Ks. Poznańskie cz. V.
Wrocław–Poznań 1963, ss. XVI i 210, nuty.
Pierwodruk: Kraków 1880.
T. 14 – W. Ks. Poznańskie cz. VI.
Wrocław–Poznań 1962, ss. VII i 392.
Pierwodruk: Kraków 1881.
T. 15 – W. Ks. Poznańskie cz. VII.
Wrocław–Poznań 1962, ss. X i 324.
Pierwodruk: Kraków 1882.
T. 16 – Lubelskie cz. I.
Wrocław–Poznań 1962, ss. IV i 330, nuty, rycina.
Pierwodruk: Kraków 1883.
1 Na karcie tytułowej Kolberg zamieścił notę: „ z ryciną wedle rysunku B. Hoffa”, w trakcie
przygotowywania wydanie fotooffsetowego nie odnaleziono egzemplarza tego tomu z ryciną.

202

�T. 17 – Lubelskie cz. II.
Wrocław–Poznań 1962, ss. VI i 244, nuty, rycina.
Pierwodruk: Kraków 1884.
T. 18 – Kieleckie cz. I.
Wrocław–Poznań 1963, ss. II i 242, nuty.
Pierwodruk: Kraków 1885.
T. 19 – Kieleckie cz. II.
Wrocław–Poznań 1963, ss. IV i 266, nuty.
Pierwodruk: Kraków 1886.
T. 20 – Radomskie cz. I.
Wrocław–Poznań 1964, ss. VIII i 312, nuty.
Pierwodruk: Kraków 1887.
T. 21 – Radomskie cz. II.
Wrocław–Poznań 1964, ss. VI i 244, nuty.
Pierwodruk: Kraków 1888.
T. 22 – Łęczyckie.
Wrocław–Poznań 1964, ss. VIII i 280, nuty.
Pierwodruk: Kraków 1889.
T. 23 – Kaliskie cz. I.
Wrocław–Poznań 1964, ss. VI i 272, nuty, rycina.
Pierwodruk: Kraków 1890.
T. 24 – Mazowsze cz. I.
Wrocław–Poznań 1963, ss.VIII i 356, nuty, ryciny.
Pierwodruk: Kraków 1885.

203

�T. 25 – Mazowsze cz. II.
Wrocław–Poznań 1963, ss. VI i 304, nuty, ryciny.
Pierwodruk: Kraków 1886.
T. 26 – Mazowsze cz. III.
Wrocław–Poznań 1963, ss. XIV i 369, nuty, rycina.
Pierwodruk: Kraków 1887.
T. 27 – Mazowsze cz. IV.
Wrocław–Poznań 1964, ss. XI i 400, nuty, ryciny.
Pierwodruk: Kraków 1888.
T. 28 – Mazowsze cz. V.
Wrocław–Poznań 1964, ss. X i 380, nuty, rycina.
Pierwodruk: Kraków 1890.
T. 29 – Pokucie cz. I.
Wrocław–Poznań 1962, ss. XIV i 360, nuty, ryciny.
pierwodruk: Kraków 1882.
T. 30 – Pokucie cz. II.
Wrocław–Poznań 1963, ss. X i 300, nuty.
Pierwodruk: Kraków 1883.
T. 31 – Pokucie cz. III.
Wrocław–Poznań 1963, ss. XII i 244, nuty, rycina.
Pierwodruk: Kraków 1888.
T. 32 – Pokucie cz. IV.
Wrocław–Poznań 1962, ss. XII i 328.
Pierwodruk: Kraków 1889.

204

�T. 33 – Chełmskie cz. I.
Wrocław–Poznań 1964, ss. XI i 370, nuty, ryciny.
Pierwodruk: Kraków 1890.
T. 34 – Chełmskie cz. II.
Z materiałów pośmiertnych wydał I. Kopernicki.
Wstęp: dr I. K. [Izydor Kopernicki].
Wrocław–Poznań 1964, ss. XII i 266, nuty, ryciny.
Pierwodruk: Kraków 1891.
T. 35 – Przemyskie. Zarys etnograficzny.
Z pośmiertnych materiałów wydał dr I. Kopernicki.
Przedmowa wydawcy: Dr I.K. [Izydor Kopernicki].
Wrocław–Poznań 1964, ss. XX i 244, nuty, ryciny.
Pierwodruk: Kraków 1891.
Tom 36 – Wołyń. Obrzędy, melodie, pieśni.
Z brulionów pośmiertnych przy współudziale St. Fischera i F. Szopskiego
wydał J. Tretiak.
Wstęp: J. Tretiak.
Wrocław–Poznań 1964, ss. XI i 450, nuty.
Pierwodruk: Kraków 1907.
Tomy wydane na podstawie rękopisów i źródeł drukowanych
T. 37–38 – Miscellanea. Tomy w opracowaniu.
T. 39 – Pomorze oraz Aleksandra Hilferdinga „Ostatki Słowian na południowym brzegu Bałtyckiego Morza”.
Z rękopisów opracowali J. Kądziołka i D. Pawlak.
Red. tekstów gwarowych M. Gruchmanowa i Z. Zagórski.
Wstępy: J. Burszta, J. Kądziołka, D. Pawlak, M. Gruchmanowa i Z. Zagórski.

205

�Wstęp pt. Spuścizna rękopiśmienna Oskara Kolberga i jej opracowanie
J. Burszta.
Red. J. Burszta.
Wrocław–Poznań 1965, ss. XLII i 570, nuty, ryciny, bibliografia: prace cytowane i odnotowane, indeksy.
T. 40 – Mazury Pruskie. Z rękopisów opracowali W. Ogrodziński i D. Pawlak.
Wstępy: W. Ogrodziński i D. Pawlak.
Red. D. Pawlak.
Wrocław–Poznań 1966, ss. XLVIII, 676, nuty, ryciny, bibliografia: prace
cytowane i odnotowane, indeksy.
T. 41– Mazowsze cz. VI.
Z rękopisów opracowali A. Pawlak, M. Tarko i T. Zdancewicz.
Wstępy: J. Burszta, M. Tarko, A. Pawlak i T. Zdancewicz.
Red. M. Tarko.
Wrocław–Poznań 1969 , ss. LXVIII i 584, nuty, ryciny.
T. 42 – Mazowsze cz. VII.
Z rękopisów opracowali A. Pawlak, M. Tarko i T. Zdancewicz.
Red. M. Tarko.
Wrocław–Poznań 1970, ss. 864, nuty, ryciny, bibliografia: prace cytowane
i odnotowane w T. 41-42, indeksy do T. 41 i 42.
T. 43 – Śląsk.
Z rękopisów opracowali J. Szajbel i B. Linette,
Red. tekstów gwarowych M. Gruchmanowa.
Wstępy: M. Gładysz, J. Szajbel i B. Linette.
Red. E. Krzyżaniak i A. Skrukwa.
Wrocław–Poznań 1965, ss. XXXIV i 180, nuty, ryciny, bibliografia: prace
cytowane i odnotowane, indeksy.

206

�T. 44 – Góry i Podgórze cz. I.
Z rękopisów opracowali Z. Jasiewicz i D. Pawlak.
Wstępy: Z. Jasiewicz i D. Pawlak.
Red. E. Miller.
Wrocław–Poznań 1968, ss. XL i 436, nuty, ryciny.
T. 45 – Góry i Podgórze cz. II.
Z rękopisów opracowali Z. Jasiewicz i D. Pawlak.
Red. E. Miller.
Wrocław–Poznań 1968, ss. 656, nuty, ryciny, bibliografia: prace cytowane
i odnotowane w T. 44–45, indeksy do T. 44 i 45.
T. 46 – Kaliskie i Sieradzkie.
Z rękopisów opracowali J. Lisakowski i W. Sobisiak.
Wstępy: W. Sobisiak i J. Lisakowski.
Red. D. Pawlak i A. Skrukwa.
Wrocław–Poznań 1967, ss. XIX i 586, nuty, ryciny, bibliografia: prace cytowane i odnotowane, indeksy.
T. 47 – Podole.
Z rękopisów i druków zebrała i opracowała D. Pawlakowa.
Redakcja tekstów gwarowych: W. Kuraszkiewicz.
Wstępy: K. Wolski, D. Pawlakowa i W. Kuraszkiewicz.
Wrocław–Poznań 1994, ss. XL i 300, nuty, ryciny, bibliografia: prace cytowane i odnotowane, indeksy.
T. 48 – Tarnowskie-Rzeszowskie.
Z rękopisów opracowali J. Burszta i B. Linette.
Wstępy: J. Burszta i B. Linette.
Red. J. Burszta.
Wrocław–Poznań 1967, ss. XXVII i 362, nuty, ryciny, bibliografia: prace
cytowane i odnotowane, indeksy.

207

�T. 49 – Sanockie-Krośnieńskie cz. I.
Z rękopisów opracowali B. Linette i T. Skulina.
Wstępy: A. Kwilecki, B. Linette i T. Skulina.
Red. A. Skrukwa.
Wrocław–Poznań 1974, ss. LX i 552, nuty, ryciny.
T. 50 – Sanockie-Krośnieńskie cz. II.
Z rękopisów opracowali B. Linette i T. Skulina.
Red. A. Skrukwa.
Wrocław–Poznań 1972, ss. 446, nuty, ryciny.
T. 51 – Sanockie-Krośnieńskie cz. III.
Z rękopisów opracowali B. Linette i T. Skulina.
Red. A. Skrukwa.
Wrocław–Poznań 1973, ss. 488, nuty, ryciny, bibliografia: prace cytowane
i odnotowane w T. 49–51, indeksy do T. 49–51.
T. 52 – Białoruś-Polesie.
Z rękopisów opracowali S. Kasperczak i A. Pawlak.
Wstępy: M. Olechnowicz, S. Kasperczak i A. Pawlak.
Red. A. Skrukwa.
Wrocław–Poznań 1968, ss. XLIII i 572, nuty, bibliografia: prace cytowane
i odnotowane, ryciny, indeksy.
T. 53 – Litwa.
Z rękopisów opracowali Cz. Kudzinowski, D. Pawlak.
Wstępy: W. Armon, Cz. Kudzinowski i D. Pawlak.
Red. M. Tarko.
Wrocław–Poznań 1966, ss. XXVI i 362, nuty, ryciny, bibliografia: prace
cytowane i odnotowane, indeksy.
T. 54 – Ruś Karpacka cz. I.
Z rękopisów opracowali A. Demartin, B. Linette i M. Tarko.
208

�Wstępy: O. Gajkowa, A. Demartin, B. Linette i M. Tarko.
Recenzent i konsultant W. Kuraszkiewicz.
Red. M. Tarko.
Wrocław–Poznań 1970, ss. LXXIV i 340, nuty, ryciny.
T. 55 – Ruś Karpacka cz. II.
Z rękopisów opracowali A. Demartin, B. Linette i M. Tarko.
Recenzent i konsultant W. Kuraszkiewicz.
Red. M. Tarko.
Wrocław–Poznań 1971, ss. 568, nuty, ryciny, bibliografia: prace cytowane
i odnotowane w T. 54–55, indeksy do T. 54 i 55.
T. 56 – Ruś Czerwona cz. I.
Z rękopisów opracowali W. Kuraszkiewicz, B. Linette i M. Tarko.
Wstępy: O. Gajkowa, W. Kuraszkiewicz, B. Linette i M. Tarko.
Red. M. Tarko.
Wrocław–Poznań 1976, ss. LXXXIV i 448, nuty, ryciny.
T. 57/1 – Ruś Czerwona cz. II/1.
Z rękopisów opracowali W. Kuraszkiewicz, B. Linette i M. Tarko.
Red. M. Tarko.
Wrocław–Poznań 1978, ss. 768, nuty, ryciny.
T. 57/2 – Ruś Czerwona cz. II/2.
Z rękopisów opracowali W. Kuraszkiewicz, B. Linette i M. Tarko.
Red. M. Tarko.
Wrocław–Poznań 1979, ss. 769–1436 [668], nuty, ryciny, bibliografia: prace
cytowane i odnotowane w T. 56–57, indeksy do T. 56 i 57.
T. 58 – Materiały do etnografii Słowian wschodnich.
Zebrane z rekopisów i źródeł drukowanych.
Wstęp: A. Skrukwa.

209

�Nuty, ryciny, bibliografia: prace cytowane i odnotowane, indeksy.
Tom przygotowany do druku.
T. 59/I – Materiały do etnografii Słowian zachodnich i południowych cz.
I: Łużyce.
Z rękopisów opracowali B. Linette i A. Skrukwa.
Konsultacje językowe F. Michałk.
Wstępy: A. Skrukwa, F. Michałk i B. Linette.
Red. A. Skrukwa.
Wrocław–Poznań 1985, ss. LII i 348, nuty, ryciny, bibliografia: prace cytowane i odnotowane w T. 59/I, indeksy.
T. 59/II – Materiały do etnografii Słowian zachodnich i południowych
cz. II: Czechy. Słowacja.
Z rękopisów i ze źródeł drukowanych zebrała i opracowała E. Millerowa,
Opracowanie filologiczne pieśni A. Gawarecka.
Opracowanie muzykologiczne D. Pawlakowa.
Wstępy: E. Millerowa, A. Gawarecka i D. Pawlakowa.
Red. E. Millerowa.
Poznań 2001, ss. LXXIII i 158, nuty, ryciny, bibliografia: prace cytowane
i odnotowane w T. 59/II, indeksy.
T. 59/III – Materiały do etnografii Słowian zachodnich i południowych
cz. III: Słowiańszczyzna Południowa.
Z rękopisów i ze źródeł drukowanych zebrała i opracowała E. Millerowa.
Opracowanie filologiczne pieśni i przysłów M. Jakóbiec-Semkowowa.
Opracowanie muzykologiczne D. Pawlakowa.
Wstępy: E. Millerowa, M. Jakóbiec-Semkowowa i D. Pawlakowa.
Red. E. Millerowa.
Poznań 2001, ss. CIV i 326, nuty, ryciny, bibliografia: prace cytowane i odnotowane w T. 59/III, indeksy.
T. 60 – Przysłowia.
Z rękopisów opracował i zredagował S. Świrko.
210

�Wstęp S. Świrko.
Wrocław-Poznań 1967, ss. XXIX i 628, ryciny, bibliografia: prace cytowane
i odnotowane, słownik wyrazów staropolskich i gwarowych, indeks
haseł pomocniczych.
Toż:
Wydanie drugie, przejrzane i poprawione przez autora opracowania wydania pierwszego [S. Świrkę] oraz J. Bursztę i M. Tarkę.
Uzupełnił odsyłaczami do Nowej księgi przysłów polskich S. Świrko.
Wstęp: J. Burszta, S. Świrko.
Warszawa 1977, ss. 636, bibliografia: prace cytowane i odnotowane, słownik wyrazów staropolskich i gwarowych, indeks haseł pomocniczych.
T. 61 – Pisma muzyczne cz. I.
Z rękopisów i ze źródeł drukowanych wydał i wstępem opatrzył M. Tomaszewski.
Wstęp M. Tomaszewski.
Przypisy opracowali D. Pawlak i M. Tomaszewski.
Współpraca red. E. Miller i D. Pawlak.
Wrocław–Poznań 1975, ss. LIX i 404 , ryciny.
T. 62 – Pisma muzyczne cz. II.
Z rękopisów i ze źródeł drukowanych zebrał M. Tomaszewski.
Tekst i przypisy opracowała D. Pawlak.
Red. E. Miller i D. Pawlak.
Wrocław–Poznań 1981, ss. 810, nuty, ryciny, indeksy do T. 61 i 62.
T. 63 – Studia, rozprawy i artykuły.
Z rękopisów i ze źródeł drukowanych opracowały E. Miller i A. Skrukwa.
Wstępy: J. Burszta, M. Gruchmanowa i A. Posern-Zieliński.
Red. E. Miller i A. Skrukwa.
Wrocław–Poznań 1971, ss. XLVIII i 672, nuty, ryciny, indeksy.
211

�T. 64 – Korespondencja Oskara Kolberga cz. I (1837-1876)
Zebrała i opracowała M. Turczynowiczowa.
Recenzent i konsultant Z. Szweykowski.
Wstęp M. Turczynowiczowa.
Red. A. Skrukwa i E. Krzyżaniak.
Wrocław–Poznań 1965, ss. XXIX i 696, ryciny.
T. 65 – Korespondencja Oskara Kolberga cz. II (1877-1882)1.
Zebrała i opracowała M. Turczynowiczowa.
Recenzent i konsultant Z. Szweykowski.
Opracowanie komentarzy i red. E. Krzyżaniak-Millerowa i A. Skrukwa.
Wrocław–Poznań 1966, ss. VI i 740, ryciny.
T. 66 – Korespondencja Oskara Kolberga cz. III (1883-1890).
Zebrała i opracowała M. Turczynowiczowa.
Recenzent i konsultant Z. Szweykowski.
Opracowanie komentarzy i red. E. Krzyżaniak-Millerowa i A. Skrukwa.
Wrocław–Poznań 1969, ss. VI i 896, ryciny, indeksy do T. 64–66.
T. 67/I – Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu fortepianowym cz. I.
Z druków i rękopisów opracował A. Pawlak.
Red. D. Pawlakowa.
Wstęp A. Pawlak.
Wrocław–Poznań 1986, ss. XX i 702, nuty, ryciny.
T. 67/II – Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu fortepianowym cz. II.
Z rękopisów opracował A. Pawlak.
Red. D. Pawlakowa.
Wrocław–Poznań 1989, ss. 336, nuty, ryciny, indeksy do cz. I i II.
1 Pierwodruk listów wymienionych przez O. Kolberga z J. Karłowiczem zob.: Z. Jabłoński
Korespondencja Oskara Kolberga z Janem Karłowiczem z lat 1877–1890, „Rocznik Polskiej
Akademii Umiejętności w Krakowie” R. 2: 1956, s. 287–311.

212

�T. 68 – Kompozycje wokalno-instrumentalne.
Z rękopisów i ze źródeł drukowanych zebrała i opracowała D. Idaszak.
Wstęp, wykaz kompozycji: D. Idaszak.
Red. H. Pawlak.
Poznań 1990, ss. XL i 680, nuty, ryciny.
T. 69 – Kompozycje fortepianowe.
Z druków i rękopisów opracowała D. Idaszak.
Wstęp, wykaz kompozycji: D. Idaszak.
Red. D. Pawlakowa.
Poznań 1995, ss. XXXII i 732, nuty, ryciny.
Suplementy do tomów 1–36
T. 70 – Pieśni ludu polskiego. Suplement do tomu 1.
Z rękopisów i źródeł drukowanych zebrała i opracowała A. Skrukwa.
Opracowanie muzykologiczne M. Prochaska.
Wstępy: A. Skrukwa i M. Prochaska, oraz:
E. Millerowa i D. Pawlakowa wstęp: Suplementy do monografii wydanych
przez Oskara Kolberga.
Poznań 2003, ss. LXII i 206, nuty, ryciny, bibliografia: prace cytowane i odnotowane w T. 1 i 70, indeksy do T. 1 i 70.
T. 71 – Sandomierskie. Suplement do tomu 2.
Z rękopisów i ze źródeł drukowanych zebrały i i opracowały E. Antyborzec
i A. Sawicka.
Wstępy: E. Antyborzec i A. Sawicka.
Poznań 2001, ss. XXXIV i 222, nuty, ryciny, bibliografia: prace cytowane
i odnotowane w T. 2 i 71, indeksy do T. 2 i 71.
T. 72/I – Kujawy. Suplement do tomów 3-4, cz. I: Chodzone, obertasy,
kujawiaki, mazury.

213

�Z rękopisów i źródeł drukowanych zebrały i opracowały D. Pawlak
i A. Skrukwa. Wstępy: D. Pawlak i A. Skrukwa.
Poznań 2009, ss. XXIV i 472, nuty, ryciny.
T. 72/II – Kujawy. Suplement do tomów 3-4, cz. II.
Z rękopisów i źródeł drukowanych zebrały i opracowały D. Pawlak i A.
Skrukwa.
Wstępy: D. Pawlak i A. Skrukwa.
Poznań 2014, ss. C i 370, nuty, ryciny, bibliografia: prace cytowane i odnotowane w T. 3–4 i 72/I–II, indeksy do T. 3–4 i 72/I–II.
T. 73/I – Krakowskie. Suplement do tomów 5–8, cz. I.
Z rękopisów i ze źródeł drukowanych zebrały i opracowały E. Millerowa,
D. Pawlakowa i A. Skrukwa.
Wstępy: E. Millerowa, D. Pawlakowa i A. Skrukwa.
Poznań 2005, ss. CXV i 522, nuty, ryciny.
T. 73/II – Krakowskie. Suplement do tomów 5–8, cz. II.
Z rękopisów i ze źródeł drukowanych zebrały i opracowały E. Millerowa,
D. Pawlakowa i A. Skrukwa.
Poznań 2005, ss. 544, nuty, ryciny.
T. 73/III – Krakowskie. Suplement do tomów 5–8, cz. III.
Z rękopisów i ze źródeł drukowanych zebrały i opracowały E. Millerowa,
D. Pawlakowa i A. Skrukwa.
Poznań 2005, ss. 586, nuty, ryciny, bibliografia: prace cytowane i odnotowane w T. 5–8 i 73/I–III, indeksy do T. 5–8 i 73/I–III.
T . 74/I – W. Ks. Poznańskie. Suplement do tomów 9-15, cz. I.
Z rękopisów i ze źródeł drukowanych zebrały i opracowały E. Antyborzec,
I. Chmielewska i H. Pawlak.
Wstępy: E. Antyborzec i H. Pawlak.
Nuty, ryciny.
Tom przygotowany do druku.
214

�T . 74/II – W. Ks. Poznańskie. Suplement do tomów 9-15, cz. II.
Z rękopisów i ze źródeł drukowanych zebrały i opracowały E. Antyborzec,
I. Chmielewska i H. Pawlak.
Nuty, ryciny, bibliografia: prace cytowane i odnotowane w T. 9-15 i 74/I-II,
indeksy do T. 9-15 i 74/I-II.
Tom przygotowany do druku.
T. 75 – Lubelskie. Suplement do tomów 16–17.
Z rękopisów i ze źródeł drukowanych zebrali i opracowali B. Linette
i A. Skrukwa.
Wstępy: B. Linette, A. Skrukwa.
Red. A. Skrukwa.
Poznań 1998, ss. XLVIII i 368, nuty, ryciny, bibliografia: prace cytowane
i odnotowane w T. 16–17 i 75, indeksy do T. 16–17 i 75.
T. 76 – Kieleckie. Suplement do tomów 18–19.
Z rękopisów i ze źródeł drukowanych zebrały i opracowały E. Antyborzec
i H. Pawlak.
Wstępy: E. Antyborzec i H. Pawlak.
Poznań 2011, ss. XXX i 694, nuty, ryciny, bibliografia: prace cytowane i odnotowane w T. 18–19 i 76, indeksy do T. 18–19 i 76.
T. 77/I – Radomskie. Suplement do tomów 20 i 21, cz I.
Z rękopisów i ze źródeł drukowanych zebrały i opracowały E. Antyborzec
i A. Sawicka.
Wstępy: E. Antyborzec i A. Sawicka.
Poznań 2005, ss. LXII i 394, nuty, ryciny.
T. 77/II – Radomskie. Suplement do tomów 20 i 21, cz. II.
Z rękopisów i ze źródeł drukowanych zebrały i opracowały E. Antyborzec
i A. Sawicka.
Poznań 2006, ss. 496, nuty, ryciny, bibliografia: prace cytowane i odnotowane w T. 20–21 i 77/I–II, indeksy do T. 20–21 i 77/I–II.

215

�T. 78 – Łęczyckie. Suplement do tomu 22.
Opracowanie tekstów: E. Antyborzec i I. Kotlarska.
Opracowanie muzykologiczne: H. Pawlak i Ł. Smoluch.
Wstępy: E. Antyborzec i Ł. Smoluch.
Korekta zapisów muzycznych: S. Zielonka.
Opracowanie bibliografii i indeksów: I. Chmielewska.
Red. E. Antyborzec.
Poznań 2016, ss. XLIV i 506, nuty, ryciny, bibliografia: prace cytowane i odnotowane w T. 22 i 78, indeksy do T. 22 i 78.
T. 79 – Kaliskie. Suplement do tomu 23.
Z rękopisów i ze źródeł drukowanych zebrali i opracowali I. Chmielewska
i M. Prochaska, współpraca E. Antyborzec.
Wstęp: E. Antyborzec, I. Chmielewska, M. Prochaska.
Red. A. Skrukwa.
Poznań 2016, ss. XXXIII i 284, nuty, ryciny, bibliografia: prace cytowane
i odnotowane w T. 23, 46 i 79, indeksy do T. 23, 46 i 79.
T. 80/I – Mazowsze. Suplement do tomów 24–28, cz. I.
Z rękopisów i źródeł drukowanych wybrały i opracowały E. Antyborzec,
I. Chmielewska i H. Pawlak.
Wstęp: E. Antyborzec i H. Pawlak.
Poznań 2020, ss. LXXXI i 291, nuty, ryciny.
T. 80/II – Mazowsze. Suplement do tomów 24–28, cz. II.
Z rękopisów i źródeł drukowanych wybrały i opracowały E. Antyborzec,
I. Chmielewska i H. Pawlak.
Poznań 2024, ss. 464, nuty.
T. 80/III – Mazowsze. Suplement do tomów 24–28, cz. III.
Opracowanie bibliografii i indeksów Ewa Antyborzec i Iwona Chmielewska.
Poznań 2024, ss. 181, bibliografia: prace cytowane i odnotowane w T. 24–28
i 80/I–III, indeksy do T. 24–28 i 80/I–III.

216

�T. 81 – Pokucie. Suplement do tomów 29–32.
Z rękopisów i ze źródeł drukowanych zebrała i opracowała A. Skrukwa.
Opracowanie muzykologiczne A. Kustra.
Wstępy: A. Skrukwa i A. Kustra.
Poznań 2008, ss. LXI i 378, nuty, ryciny, bibliografia: prace cytowane i odnotowane w T. 29–32 i 81, indeksy do T. 29–32 i 81.
T. 82 – Chełmskie. Suplement do tomów 33 i 34.
Z rękopisów i ze źródeł drukowanych zebrała i opracowała E. Millerowa.
Opracowanie muzykologiczne B. Linette.
Wstępy: E. Millerowa i B. Linette.
Poznań 2004, ss. LXXXVI i 410, nuty, ryciny, bibliografia: prace cytowane
i odnotowane w T. 33–34 i 82, indeksy do T. 33–34 i 82.
Aneks do T. 82 – Chełmskie. Suplement do tomów 33-34. Aneks.
Z rękopisów i źródeł drukowanych zebrała i opracowała E. Millerowa.
Wstęp: E. Millerowa.
Poznań 2020, ss. XXXIV i 120, ryciny, indeks geograficzny do aneksu.
T. 83/I – Przemyskie. Suplement do tomu 35, cz. I.
Z rękopisów i ze źródeł drukowanych zebrała i opracowała E. Millerowa.
Opracowanie muzykologiczne M. Prochaska.
Wstępy: E. Millerowa i M. Prochaska.
Poznań 2011, ss. C i 438, nuty, ryciny.
T. 83/II – Przemyskie. Suplement do tomu 35, cz. II.
Z rękopisów i ze źródeł drukowanych zebrała i opracowała E. Millerowa.
Opracowanie muzykologiczne M. Prochaska.
Poznań 2011, ss. 552, nuty, ryciny, bibliografia: prace cytowane i odnotowane w T. 35 i 83/I–II, indeksy do T. 35 i 83/I–II.
T. 84 – Wołyń. Suplement do tomu 36.
Z rękopisów i ze źródeł drukowanych zebrała i opracowała A. Skrukwa.
217

�Opracowanie muzykologiczne A. Ruda.
Wstępy: A. Skrukwa i A. Ruda.
Poznań 2002, ss. LIV i 506, nuty, ryciny, bibliografia: prace cytowane i odnotowane w T. 36 i 84, indeksy do T. 36 i 84.
Biografia Oskara Kolberga
T. 85/I – Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło, cz. I: Biografia.
Autorki: E. Millerowa i A. Skrukwa.
Poznań 2024, ss. XII i 506, ryciny.
T. 85/II – Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło, cz. II: Studia monograficzne.
Autorzy: E. Antyborzec, P. Dahlig, Z. Jasiewicz, E. Millerowa, D. Pawlakowa,
M. Prochaska.
Poznań 2024, ss. 624, ryciny, nuty.
T. 85/III – Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło, cz. III: Spuścizna rękopiśmienna. Kalendarium podróży. Bibliografia. Wykaz tek.
Autorki: E. Millerowa, A. Skrukwa.
Poznań 2024, ss. 351, indeks osób i indeks geograficzny do cz. I–III tomu 85.
Prace i utwory błędnie przypisywane Oskarowi Kolbergowi
W bibliografiach etnograficznych i muzycznych oraz w biografiach Oskara Kolberga
przypisywano mu kilka prac, których w tej bibliografii nie uwzględniono, ponieważ
analizy tych utworów i tekstów oraz okoliczności ich powstania nie potwierdzają jego
autorstwa:

Fryderyk Chopin, anonimowy artykuł w „Gazecie Warszawskiej” 1849
nr 293, z dnia 5 i 6 listopada, według M. Tomaszewskiego autorem
nie był O. Kolberg, ale prawdopodobnie J. Kenig (zob. wstęp M. Tomaszewskiego do tomu Pisma muzyczne (DWOK T. 61), s. XXVI–
–XXVII;

218

�Janek spod Ojcowa, obrazek sceniczny napisany przez J. K. Gregorowicza
z muzyką A. Tarnowskiego, mylnie identyfikowany z utworem Kolberga Scena w karczmie czyli Powrót Janka do którego libretto
napisał również J. K. Gregorowicz, zob. w Oskar Kolberg. Człowiek
i dzieło cz. I (DWOK T. 85/I), s. 100–103.
List… „Wiek” 1877, nr 93, list ten wymienia w swej Bibliografii ludoznawstwa polskiego (Kraków 1914) F. Gawełek (poz. 7142), autorem był
Wilhelm Kolberg, który polemizował tam z Aleksandrem Weinertem.
Ułamek o muzyce wielkopolskiej, anonimowy artykuł w „Przyjacielu
Ludu” R. 4:1837, T. 1, nr 23, s. 177–181, zob. wstęp M. Tomaszewskiego do tomu Pisma muzyczne (DWOK T. 61), s. XXIX;
Ułan polski, pieśń zamieszczona przez J. Horoszkiewicza w tomie Echa
minionych lat. Wiersze, pieśni z muzyką, marsze wojska polskiego
z końca XVIII i początku XIX w. zebrał i wydał…, Lwów 1889, z. 1:
Słowa s. 87, z. 2: Nuty s. 61, z notą Horoszkiewicza nad tekstem w z. 1:
„Wasilewski. Słowa i muzyka od O. Kolberga”. Z listów wymienianych przez O. Kolberga z J. Horoszkiewiczem wynika, że Kolberg
przesyłał Horoszkiewiczowi pieśni patriotyczne pochodzące z gromadzonych przez niego zbiorów rękopiśmiennych, ale nie były to jego
kompozycje. Pieśń mylnie opublikowana w tomie Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68, s. 33–34) jako utwór Kolberga.

��Agata Skrukwa

Wykaz tek Oskara Kolberga i pozostałych zachowanych
zespołów jego rękopisów

Rękopisy przechowywane w Archiwum Naukowym Polskiego Towarzystwa
Ludoznawczego we Wrocławiu, s. 225 – Teki założone przez O. Kolberga
i wymieniane w jego spisach, s. 225 – Teki utworzone po śmierci Kolberga,
tj. po roku 1890, oraz inne zespoły jego rękopisów znajdujące się w Archiwum Naukowym Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego, s. 259 – Rękopisy znajdujące się w Bibliotece Naukowej Polskiej Akademii Umiejętności
i Polskiej Akademii Nauk w Krakowie, s. 270 – Rękopisy w zbiorach innych
bibliotek i w muzeach, s. 282 – Biblioteka Jagiellońska, s. 282 – Biblioteka
Narodowa, s. 282 – Biblioteka Uniwersytecka w Warszawie, s. 282 – Biblioteka Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego, s. 283 – Muzeum Etnograficzne w Krakowie, s. 284 – Muzeum Etnograficzne w Rzeszowie, s. 285
– Muzeum im. Oskara Kolberga w Przysusze, s. 285

Zachowaną spuściznę rękopiśmienną Oskara Kolberga podzielono tu na
trzy części w zależności od miejsca, w którym przechowywane są obecnie
jej najważniejsze zespoły. Pierwsza to rękopisy znajdujące się jako depozyt
w Archiwum Naukowym Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego we Wrocławiu. Stanowią one większość znanej dziś spuścizny Kolberga i zawierają
przede wszystkim materiały powstałe w czasie prowadzonych przez niego
w ciągu pięćdziesięciu lat prac badawczych i wydawniczych. Druga to rękopisy przechowywane w Bibliotece Naukowej Polskiej Akademii Umiejętności i Polskiej Akademii Nauk w Krakowie, gdzie znajduje się kolejna znacząca część materiałów folklorystyczno-etnograficznych oraz korespondencja
i dokumenty osobiste. Trzecia to mniejsze objętościowo rękopisy rozproszone w kilku innych zbiorach bibliotecznych i muzealnych: w Bibliotece
Jagiellońskiej w Krakowie, w Bibliotece Narodowej w Warszawie, w Bibliotece Uniwersyteckiej w Warszawie, w Bibliotece Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego, w Muzeum Etnograficznym w Krakowie, w Muzeum
Etnograficznym w Rzeszowie i w Muzeum im. O. Kolberga w Przysusze.
221

�Nie ujęto tu natomiast korespondencji1 rozproszonej w postaci pojedynczych listów lub niewielkich ich zespołów w wielu innych zbiorach archiwalnych i bibliotecznych, m.in. w Archiwum PAU i PAN w Krakowie oraz
w Bibliotece Jagiellońskiej, Bibliotece Narodowej w Warszawie, Lwowskiej
Narodowej Bibliotece Naukowej im. Wasyla Stefanyka we Lwowie i w bibliotece Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Wrocławiu.
Specjalnym zespołem etnograficznych materiałów Kolberga są założone
przez niego teki regionalne i Miscellanea w większości przechowywane
dziś w Archiwum Naukowym PTL. Przekazane tam zostały jako depozyt
w roku 1953 przez Komisję Organizacyjną Instytutu Historii Kultury Materialnej PAN. W ich spisie podano numery tek, ich tytuły i sygnatury zespołów wewnątrz nich według inwentarza2 archiwum PTL, a tam dla tek o numerach 1–40 najczęściej użyto nazw i pierwotnych numerów zapisanych
przez Kolberga na oryginalnych okładkach w znacznej części zachowanych
do dziś, dlatego większość tytułów jest identyczna z odnotowanymi przez
niego w spisie z r. 1886. W tej części wykazu zamieszczono także informacje
o tekach zlikwidowanych w latach 1890–1961.
W opisie utworzonych przez Kolberga tek regionalnych i Miscellanea
najpierw przytoczono notatkę z jego własnoręcznego spisu z 10 stycznia
1886 r., ponieważ z zachowanych kilku takich dokumentów sporządzonych przez niego pod koniec życia ta wersja jest najpełniejsza3. Informacje
o stanie tego zespołu rękopisów w r. 1890, po śmierci Kolberga, pochodzą
z notatek Kopernickiego charakterystyka tek Kolbergowskich. Rękopis ten
znajduje się obecnie w Muzeum Etnograficznym w Krakowie 4 składa się
z 29 kart i nosi tytuł nadany przez Seweryna Udzielę. Udziela jako sekretarz
1 Korespondencja O. Kolberga została wydana w tomach 64–66 jego Dzieł wszystkich, tam
w metryce każdego listu podane jest miejsce przechowywania jego rękopisu i odpowiednia
sygnatura archiwalna.
2 Z. Staszczak Wykaz zawartości Archiwum Naukowego Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego (1945-1955), Wrocław 1955, „Archiwum Etnograficzne”, nr 11
3 Wykorzystany tu spis tek Kolberga znajduje się w tece Papiery osobiste w BN PAU i PAN,
sygn. 2183, k. 75-76, ponadto zachowały się takie spisy z r. 1883 i z 1887 (tamże, k. 71–74 i 77–
–80), oraz spis powstały około r. 1882 obecnie w zbiorach Muzeum Etnograficznego w Krakowie.
Nie wszystkie z nich są kompletne, np. dwa spisy z roku 1887 obejmują tylko teki regionalne, bez
Miscellanea. Z wykazu sporządzonego przez Kolberga 10 stycznia 1886 r. przytaczano tu tylko
informacje o przechowywanych w danej tece materiałach. Notatki o kosztach druku kolejno wydawanych przez Kolberga tomów i sposobie ich pokrycia zamieszczone są w pierwodruku tego
wykazu w Korespondencji Oskara Kolberga cz. III (T. 66), aneks 12, s. 743-749.
4 W archiwum muzeum ma sygnaturę: II/155, nr inw. I/191/RKP.

222

�działu etnologicznego Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności,
później sekretarz Komisji Etnograficznej Polskiej Akademii Umiejętności,
opiekował się rękopisami Kolberga w latach 1903–1935. Wtedy większość
notatek Kopernickiego wyjął z Kolbergowskich tek i zebrał razem, nadając
im wymieniony wyżej tytuł. W tym opracowaniu uzupełniono je o zapiski Kopernickiego o takim samym charakterze pozostawione przez Udzielę
w ich pierwotnym miejscu, tj. w tekach regionalnych i miscellanea.
Notatki Kopernickiego w intencji autora nie miały być inwentarzem,
ale wskazówkami co do dalszego postępowania z określonymi rękopisami.
Przytoczono je jednak, ponieważ często są jedynym znanym źródłem informacji o stanie spuścizny rękopiśmiennej Kolberga po jego śmierci, a przed
rokiem 1961. Informują też, jakie działania podejmował Kopernicki, wykonawca testamentu Kolberga, upoważniony do swobodnego dysponowania tym zasobem, tj. wydania drukiem, zachowania, przekazania do innych
zbiorów lub usunięcia materiałów według swego uznania.
Inwentarz tek1 Kolberga sporządzony w roku 1934 w Komisji Etnograficznej PAU jest praktycznie powtórzeniem Kolbergowskiego wykazu z roku
1886, dlatego informacje tam odnotowane przytaczano tylko w nielicznych
przypadkach. Podobnie jak w innych wcześniejszych wykazach nie podano
w tym inwentarzu ilości kart w tekach2.
Zawartość tek przechowywanych obecnie w Archiwum Naukowym PTL
była prawdopodobnie już przez Kolberga, a w części później przez osoby
przygotowujące je do druku, podzielona na „podteczki” liczące od jednej
do kilkudziesięciu kart i ujęte w papierowe obwoluty. Każdy taki zespół
otrzymał w Archiwum PTL osobną sygnaturę.
1 Rękopis Księgi inwentarzowej Komisji Etnograficznej PAU znajduje się w Archiwum PAU
w Krakowie, sygn. PAU I –29 f, zbiorów Kolberga dotyczą k. 1-5. Rękopis ten należy do tej części dokumentów Komisji Etnograficznej PAU, która została zwrócona do Archiwum PAU przez
krakowskie Muzeum Etnograficzne dopiero w 1986 r.
2 Numeracja stron lub kart była niekiedy zastosowana już przez Kolberga lub autora rękopisu – jego korespondenta, ale w większości została wprowadzona w XX wieku przez osoby zajmujące się przygotowaniem rękopisów Kolberga do druku w latach 1900-1914 oraz ich
„porządkowaniem” lub archiwizacją w latach 1890–1961. Dziś numeracja kart w tekach jest
niejednolita, czasem liczbowane są strony, czasem karty albo arkusze, czasem wspólny numer
mają niewielkie kartki naklejone razem na większej, ale bywają one też liczbowane jako karty osobne, niekiedy nadawano kolejną liczbę kartom czystym, w innych wypadkach nie itp.
W latach 1961–1968 w Redakcji Dzieł Wszystkich Oskara Kolberga wykonano szczegółową
inwentaryzacje zawartości wszystkich tek. Z konieczności przyjęto wtedy istniejącą paginację
rękopisów i stosowano ją później w całości Dzieł.

223

�Tytuły, sygnatury archiwalne1 i podstawowe dane o rękopisach Kolberga znajdujących się w innych zbiorach, poza Archiwum Naukowym PTL,
podane są według inwentarzy ich dysponentów. Tylko niektóre zespoły rękopisów Kolberga znajdujące się w zbiorach Biblioteki Naukowej PAU i PAN
w Krakowie, a wypożyczone w latach 1956–1959 przez Zarząd Główny PTL
mają tytuły nadane w działającej tam wówczas Pracowni Kolbergowskiej.
Rękopisy te wypożyczono przed ich skatalogowaniem i przyjęte wówczas
dla nich nazwy stosowane były w tomach Dzieł wszystkich Kolberga wydawanych przed drukiem katalogów Biblioteki PAN oraz konsekwentnie
także w tomach drukowanych następnie. Są one niekiedy odmienne od
wprowadzonych w publikowanych później katalogach Biblioteki PAN. Tytuły przyjęte w katalogach, różne od używanych poprzednio w archiwum
PTL, również podano w opisie teki.
Opisy obecnej zawartości tek założonych przez Kolberga i innych zespołów jego rękopisów są z konieczności skrótowe i podają tylko ogólne
informacje, których regionów lub jakich problemów dotyczą materiały
opatrzone określoną sygnaturą archiwalną oraz w których tomach Dzieł
wszystkich zostały zamieszczone2. Mają także w miarę możliwości wskazać,
o ile zasób rękopisów i druków w danej tece uległ zmianie od czasów, gdy
decydował o nich Kolberg, a później przez nieco ponad rok Kopernicki.
1

W trakcie edycji Dzieł wszystkich O. Kolberga trzy zespoły rękopisów miały zmieniane
sygnatury: rękopis Przemyskiego znajdujący się w Bibliotece Uniwersyteckiej w Warszawie ma
obecnie sygnaturę 465, do roku 1972 odnotowany był w tych zbiorach jako TNW 150. W BN
PAU i PAN w Krakowie w roku 1964 zamieniono sygnaturę zespołu 2183 na 2184 i odwrotnie
– zespół o dotychczasowej sygnaturze 2184 otrzymał nową 2183. Był to zabieg mechaniczny,
ponieważ w każdym z tych dwu zespołów znajdują się w zasadzie wszystkie należące do niego
poprzednio dokumenty. Zmiana ta stała się bardzo kłopotliwa dla czytelników Dzieł Kolberga,
a także dla ich edytorów, ponieważ odwołując się później w różnych tomach do kart zawartych
w tych zbiorach wskazywali dla tych samych dokumentów odmienne niż dawniej sygnatury
archiwalne, a wskazówki zawarte w niektórych tomach stały się mylące. Ponadto w BN PAU
i PAN przed drukiem w 1973 r. katalogu rękopisów o sygnaturach 3194–3211 zmieniono kolejność kart w kilku tekach, a także przemieszczono niektóre karty między tekami, dotyczy to
zespołów o sygnaturach od 3195 do 3207, dlatego numery kart podane w wykazach źródeł
w tomach Dzieł wszystkich oddanych do druku przed tymi zmianami nie zawsze zgadzają
się ze stanem obecnym. Tak postąpiono m.in. z materiałami z tek Wołyń o sygn. 3206 i 3207,
skąd pochodzi wiele zapisów publikowanych w tomie Białoruś-Polesie (T. 52 Dzieł) wydanym
w 1966 r.
2 W informacjach o tomach Dzieł wszystkich Kolberga, w których są opublikowane wymieniane w tym zestawieniu materiały, podano numer tomu bez skrótu DWOK, ponieważ
skrót T. w tym spisie dotyczy tylko tomów Dzieł wszystkich Kolberga.

224

�Jednak lakoniczny charakter spisu Kolberga i notatek Kopernickiego uniemożliwia dokładne porównanie ówczesnej zawartości tek ze stanem dzisiejszym. Używane w tych opisach określenia „zapisy terenowe” lub „notatki
terenowe” oznaczają zapisy prymarne wykonane przez Kolberga ze słuchu
w czasie bezpośredniego kontaktu z informatorem lub wykonawcą.
Osoby zainteresowane rękopisami dotyczącymi określonych regionów
lub tematów znajdą odpowiednie informacje we wstępach do tomów 39–84
Dzieł wszystkich. Ponadto dane o rękopisach wykorzystanych w Dziełach
wszystkich zestawiane są w tych tomach w osobnych wykazach źródeł lub
podawane bezpośrednio w przypisach.
W roku 2014, który został przez Sejm Rzeczypospolitej ogłoszony Rokiem Kolberga, większość rękopisów przechowywanych w Archiwum PTL
i w Bibliotece Naukowej PAU i PAN została zdigitalizowana i jest dostępna
pod adresem: http://www.wbc.poznan.pl/publication/427268.
Rękopisy przechowywane w Archiwum Naukowym
Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego we Wrocławiu
Teki założone przez Kolberga i wymieniane w jego spisach
Teka 1. Mazowsze. Warszawa, Łowicz, Czersk
Sygn. Archiwum PTL: 1116–1122, łącznie kart 228.
W spisie Kolberga z r. 1886 tytuł: Mazowsze polne (Warszawa, Czersk,
Łowicz, Rawa), a krótki opis wskazuje na inną niż obecnie zawartość:
„Monografia już ogłoszona drukiem, tak że tylko drobne notaty, kilka druków i wypisów pozostało. Wyszły: tom 1 i 2 (1885 i 1886)”.
Opis Kopernickiego z r. 1890: „Materiały przysposobione prawdo[podob]
nie na osobny tom, mający stanowić zakończenie całego szeregu Mazowsza. Zawiera: 1. Demonologia i 2. Leki i choroby (po największej części
wycinki i wypisy z dzieł i pism rozmaitych, lecz także i spostrzeżenia własne lub przez kogoś innego zebrane. Należy rozsortować i uporządkować.)
3. Opowieści ludowe wszelkiego rodzaju (bardzo bogaty i ciekawy zbiór
baśni oryginalnych, dobrze spisanych, niewiele wypisanych skądinąd).
4. Gry i zabawy (niewiele, lecz dobrze opisane i ciekawe). 5. Do gwary
mazowieckiej (bardzo niewiele i niedojrzałe). Dodatek – wycinki z »Czasu«
225

�(o wierzeniach ludowych, ze świata roślinnego i zwierzęcego) i »Kłosów«
(opis sobótki w okolicy Pilicy).”
Obecnie w tece znajdują się materiały wskazane przez Kopernickiego.
Rękopisy zawarte w tece były tylko w niewielkiej części wykorzystane przez
Kolberga w Mazowszu cz. I–V (T. 24–28), pozostałe są wydane w cz. VI i VII
Mazowsza (T. 41 i 42) i w suplemencie do tomów 24–28 (T. 80). Nieliczne
zapisy z innych regionów, m.in. z Kujaw i z Lubelskiego, zamieszczone były
przez Kolberga w odpowiednich monografiach w XIX w. (T. 3–4 i 16–17)
lub wydane obecnie w suplementach do nich (T. 72/II i T. 75).
Teka 2. Mazury podlaskie. Mińsk, Łuków, Radzyń, Siedlce
Sygn. Archiwum PTL: 1223–1226, łącznie kart 48.
Tytuł Kolberga z r. 1886: Mazowsze podlaskie (Radzymin, Kałuszyn,
Siedlce, Łuków), opis zawartości: „Obfite zbiory. Monografia tej części Mazowsza w pełni już do druku przygotowana jako tom 3” 1.
W opisie Kopernickiego z r. 1890 teki tej dotyczy tylko krótka notatka na
marginesie informacji o tece 1: „Teka 2 całkiem wyczerpana”.
Obecnie teka zawiera zapisy terenowe Kolberga i jego czystopisy związane ze wskazanym tytułem regionem Mazowsza, są to głównie pieśni
i opisy wesel. Cztery karty (sygn. 1125, k. 1-4) są fragmentami czystopisu
części III Mazowsza przeznaczonego dla drukarni, o czym świadczą notatki skierowane do zecera. Prawie wszystkie materiały zawarte w tej tece
zostały wydane przez Kolberga w tomie Mazowsze cz. III (T. 26), a pozostała niewielka cześć później w tomach Mazowsze cz. VI i VII (T. 41–42).
Nieliczne, tam niedrukowane, znajdują się w suplemencie do monografii
Mazowsza (T. 80). Wiele ballad zamieścił Kolberg jeszcze przed wydaniem
Mazowsza w tomie Pieśni ludu polskiego (T. 1). Na kartach zapisów
terenowych zanotowane są także pojedyncze pieśni i melodie z innych
regionów Mazowsza, oraz z Sandomierskiego, Lubelskiego i Radomskiego.
Te ostatnie wydane zostały w suplementach do odpowiednich monografii
(T. 71, 75 i 77).
Teka 3. Teki nr 3 nie ma dziś w spuściźnie Kolberga.
Tytuł Kolberga z r. 1886: Mazury pruskie (Lec, Ełk, Osterode itd. ku
Królewcu), opis zawartości: „Monografia w znacznej części gotowa do
1

Tom III Mazowsza wydał Kolberga w 1887 r.

226

�druku. Rękopis ks. Gizewiusza (aneks), materiały otrzymane od dra Kętrzyńskiego i inne źródła w odpisach i wycinkach”.
Spis zawartości1 wykonany przez Kopernickiego w r. 1890 jest bardzo
dokładny: „1) Wypisek ze Słow. geograf. o dzisiejszej prawowierności Mazurów (kilkanaście wierszy). Kilka wyrazów gwary miejscowej. No 40 »Kuriera Polskiego« z artykułem wstępnym o Mazowszu pruskim. Pieśń dożynkowa z Osterode (Kraplewo), bez melodii. Wypisek z »Bibl. Warsz.« 1848 (kilka
pieśni weselnych z melod.). Notatka własna: n[umery] pieśni z Osterode
podanych już w ser. pierwszej. Karłowicza [Dziesięć] pieśni mazurskich
(odbitka ofiarowana mnie). Toeppen Aberglauben aus Masuren, wyd. 2,
Gdańsk 1867. Prusko-polski kalendarz 1884 Osterode. Notatka bibliograficzna o dziele Brauna Bilder aus Masuren, Lyck 1888. Notatka z »Wędrowca«
1882 o Mazurach (nie etnograf.). Melodia piosnki od Serocka. Brulion sprawozdania o swej wycieczce do Prus i Poznania z dodaniem drobnych wypisów i notatek. Kilka n[umerów] »Gazety Leckiej« gotykiem drukowan. z r.
1875. Wypiski z Wójcickiego Stare gawędy o podaniach ludowych. Reise
Karte der Prov. Preußen. [Dwie] książki drobne ludowe wydane w Hamburgu, jako wzór zepsute[go] języka i gotyckiego druku. Rozmaite notatki
wypisane z »Wędrowca« o nazwach miejscowości itp. Wycinek drukowany
felietonu »Dzien. Poznańsk.« z r. 1868 z art. Kętrzyńskiego O Mazurach. Powiastka dla ludu drukowana w Hamburgu nie gotykiem. Kętrzyński O Mazurach, Poznań 1872. Wypisy rozmaite o Mazowszu pruskim z artykułów
Kętrzyńskiego w »Tygodn. Ilustr.« z r. 1881 nr 298 – wiadomości ogólne.
Brulion początku przedmowy do dzieła o Mazowszu pruskim z notatkami
bibliograficznymi. Wszystko to zużytkowane do następnego działu materiałów przygotowywanych do druku. 2) Materiały przysposobione już przez
O.K. [tu szczegółowy spis zawartości rękopisu wydanego w tomie 40 Dzieł
wszystkich, s. 3–470]; 3) Zbiory rękopiśmienne: pieśni Kętrzyńskiego z których poprzedni dział wyrobiony i bruliony do tegoż.”
W inwentarzu sporządzonym w 1934 r. przez Komisję Etnograficzną PAU
obok nazwy tej teki jest niedatowana notatka, że została ona wypożyczona
Bibliotece PAU.
Zawartość teki znajdującej się wówczas w zbiorach PAU została rozproszona we wrześniu 1939 r., po wkroczeniu Niemców do Krakowa
1 U góry pierwszej strony notatka Kopernickiego: „+ książki i brosz. drukowane” oraz
Udzieli: „do tego jest rękopiśmienny zbiór pieśni Gizewiusza”.

227

�w uzasadnionej obawie przed zniszczeniem jej przez okupantów. Rękopis
tomu Mazury pruskie schowano w Muzeum Przyrodniczym PAU bez karty
tytułowej i wstępu Kolberga. Nie wszystkie wskazane przez Kopernickiego
rękopisy i druki zostały odnalezione po wojnie, brak m.in. wstępu Kolberga
do tomu Mazury, wielu notatek, brulionu sprawozdania z podróży, mapy
itd. W zbiorach BN PAU i PAN w Krakowie są obecnie następujące fragmenty dawnej teki mazurskiej: sygnatura 3208 – Kolbergowski rękopis tomu
Mazury pruskie; sygn. 3891, 3892 i sygn. 2184 (dawniej 2183) k. 88–143
– pieśni w rękopisach W. Kętrzyńskiego i innych osób; sygn. 2559 II – rękopis Pieśni ludu znad górnej Drwęcy […] G. Gizewiusza. Teksty te zostały
wykorzystane w T. 40 Mazury pruskie. W zbiorach BN PAU i PAN zachowały się także dwie „książki drobne ludowe wydane w Hamburgu”. Książka
Aberglauben aus Masuren M. Toeppena z glosami Kolberga znajduje się od
roku 1945 w rękach prywatnych.
Teka 4. Łomża, Augustów, Tykocin, Bielsk
Sygn. Archiwum PTL: 1127–1135, łącznie kart 34.
Tytuł Kolberga z r. 1886: Mazowsze nadnarewskie (Łomża, Tykocin,
Bielsk, Augustów, Suwałki), opis zawartości: „Pieśni, obrzędy, zwyczaje
i varia. Notaty Osipowicza, Połujańskiego i innych. Publikacje Glogera.
Wycinki i wypisy”.
Opis Kopernickiego z r. 1890: „Wyczerpana zupełnie dla Mazowsza T. V.
Pozostało nieco odpadków rozmaitych i szczegółów, które mogą być zużytkowane do czyjegoś opracowania o tejże okolicy. Same przez się zaś
materiału żadnego nie stanowią”.
Obecnie w tece znajdują się rękopisy A. Osipowicza i A. Połujańskiego wykorzystane przez Kolberga w cz. V Mazowsza (T. 28) oraz przez
późniejszych wydawców w tomach Mazowsze cz. VI i VII (T. 41–42),
ponadto nieliczne Kolbergowskie zapisy terenowe pieśni i melodii opublikowane w cz. V Mazowsza oraz melodie taneczne z przyśpiewkami
wydane w r. 1857 w Pieśniach ludu polskiego (T. 1). Nieliczne są zapisy
terenowe z innych regionów, te zamieszczono w Kaliskiem i Sieradzkiem (T. 46) i w Łęczyckiem (T. 22 i 78). Nie ma dziś w tej tece ani w innym miejscu archiwum Kolberga wspomnianych przez niego publikacji
Z. Glogera.

228

�Teka 5. Płock, Dobrzyń, Pułtusk, Kurpie
Sygn. Archiwum PTL: 1136–1140, łącznie kart 236.
Tytuł Kolberga z r. 1886: Mazowsze stare (Płock, Dobrzyń, Lipno, Mława, Pułtusk, Ostrołęka), opis zawartości: „Kurpie; znaczne do ich opisu
materiały; notatki Jahołkowskiego i moje. […] Zaliczam tu i monografię Ziemi Dobrzyńskiej publikowaną już przez Akademię (mieści się w »Zbiorze
Wiadomości do Antropologii [Krajowej]« tom VI”.
Opis Kopernickiego z r. 1890: „a) Spory zbiór pieśni szlacheckich, miejskich i dworskich, nie uporządkowany, z melodiami; b) podobnyż zbiór
tańców z przyśpiewkami (między nimi zamieszały się pieśni z melodiami);
c) osobno niewielka ilość tańców z Płockiego; wszystko to po przejrzeniu
przez muzyka i uporządkowaniu, gdy się sprawdzi z wydanymi już melodiami i tańcami, że jest coś nieznanego dotąd a godnego pamięci, może
być wydane osobno jako dodatek do Mazowsza; d) nazwy wsi i rodowe
z Płockiego i Kurpiów; e) wycinki i odpadki rozmaite w niewielkiej ilości.”
Materiały znajdujące się obecnie w tej tece w większości dotyczą Mazowsza i zostały wydane przez Kolberga w cz. IV monografii tego regionu
(T. 27) lub przez późniejszych wydawców w cz. VI i VII (T. 41–42) i w suplemencie do Mazowsza (T. 80). Wiele zapisów pieśni pochodzi z innych
regionów, z Mazur, Radomskiego, Kaliskiego, Łęczyckiego, Lubelskiego,
Chełmskiego, Pokucia, Podola oraz z Krakowskiego i Podhala, zostały one
wydane przez Kolberga w odpowiednich tomach lub obecnie w suplementach do nich i w nowych monografiach. Zapisy, których pochodzenia regionalnego nie udało się ustalić, przeznaczono do tomu Miscellanea.
Teka 6. Prusy zachodnie, Kaszuby, Połaby, [z późniejszym dopiskiem:]
Łużyce
Sygn. Archiwum PTL: 1141–1155, łącznie kart 231.
W spisie Kolberga z r. 1886 jako zawartość tej teki wymienione są trzy
zespoły o odrębnych tytułach: „[1] Prusy zachodnie: pieśni, wesela, zwyczaje itd. od Torunia, Gdańska, Malborka, Elbląga, z Warmii. Notatki i wypisy.
[2] Kaszuby: rozprawa Hilferdinga (w tłumaczeniu z ros.), dodatki moje
i innych, jak np. Cejnowy. Publikacje tegoż (aneks). Wycinki. [3] Połaby
i Łużyce: rozmaite wyciągi i wypisy z dzieł.”.
Opis Kopernickiego z r. 1890: „a) Prusy zachodnie, wypisy z rozmaitych
dzieł i pism, przeważnie z »Przyjaciela Ludu«, liczne notatki bibliograficzne
229

�z cennymi wskazówkami przy opracowaniu tej części kraju. Dużo własnych
spostrzeżeń i zapisków z Waplewa, Nawry i innych okolic w brulionach
ołówkiem lub piórem. Wszystko to po przepisaniu na czysto i uporządkowaniu będzie uzupełnieniem bardzo ważnym teki 3-ciej i razem z tym złoży
się na 2 tomy lub jeden ogromny; b) Kaszuby, połowę stanowi przełożona
przez O.K. rozprawa Hilferdinga o Słowianach przybałtyckich, resztę stanowią wypiski, wyciągi, notatki i wskazówki z innych dzieł. Dopełnieniem
tego są własne zapiski odnoszące się do Kętrz[yńskiego]1, zwyczajów i muzyki ludowej Kaszub; starczy na rozprawkę osobną do »Zb[ioru] Wiad[omości]«; c) Łużyce, notatki i wypisy przeważnie językowe (ze Schleichera),
pieśni (z Haupta i Szmalera) i trochę własnych zapisków, przyda się komuś
jako garstka materiałów dodatkowych.”
Obecnie teka zawiera głównie zapisy terenowe Kolberga z Pomorza sporządzone w czasie podróży w r. 1875 oraz wypisy z literatury i tłumaczenia prac na temat tego regionu. Nie ma dziś w spuściźnie Kolberga wspomnianych przez niego publikacji Cejnowy. Większość tekstów i melodii
z tej teki, także Kolbergowski przekład rozprawy A. Hilferdinga i słownik
gwarowy oparty na opracowaniach G. Pobłockiego, A. Hilferdinga i własnych zapisach Kolberga, została wydana w monografii Pomorze (T. 39).
Ponadto w tece 6 przechowywana jest niewielka liczba zapisów terenowych pieśni i melodii z Mazowsza, Kujaw i Poznańskiego wydanych w suplementach do odpowiednich monografii (T. 41–42, 72, 74), oraz notatki
i odpisy z literatury na temat Łużyczan. Te ostatnie, m.in. pieśni przepisane
ze zbioru J. A. Smolerja Pjesnički hornych a deľnych Łužiskich Serbow
(Grymi 1841–1843), razem z pieśniami z innych rękopisów opublikowano
w T. 59/I Materiały do etnografii Słowian zachodnich. Łużyce. Pominięto
natomiast w Dziełach wszystkich niewielkie objętościowo wyciągi słownikowe z pracy A. Schleichera Laut- und Formenlehre der Polabischen
Sprache (St. Petersburg 1871).
Teka 7. Kujawy, Gostynin, Łęczyca
Sygn. Archiwum PTL: 1156–1158, łącznie kart 64.
W spisie Kolberga z r. 1886 na zawartość teki składają się dwie części z odrębnymi tytułami: „Łęczyckie i Gostyńskie. Pieśni, wesela, varia.
1 Prawdopodobnie chodzi o pracę W. Kętrzyńskiego O ludności polskiej w Prusiech
niegdyś krzyżackich, Lwów 1882.

230

�Publikacje W. A. Maciejowskiego i notaty z Mazewa. Wyciągi i druki” oraz:
„Kujawy. Odpadki od wydanej w r. 1867–1869 z własnych funduszów monografii w 2 tomach pt. Lud, seria 3 i 4.”
W opisie Kopernickiego z r. 1890 tytuł: Kujawy, Łęczyckie, Gostynin,
zawartość: „Wszystko wyczerpane w serii III–IV Kujawy i XXII Łęczyckie.
Zostały odpadki muzyczne; melodie pieśni i tańców, nie przekreślone przez
O.K., więc mogące się przydać komuś, o ile podobne lub takie same nie
zostały już podane przez O.K. w innych seriach”. Na obwolucie dla zespołu
o sygn. 1156 (k. 43) notatka Kopernickiego zbliżona w treści do przytoczonej
wyżej: „Melodie pieśni i tańców nie poprzekreślane p[rzez] O.K., prawdopodobnie nie były drukowane bądź z tej przyczyny, że podobne lub takie
same pieśni podał już z innych okolic, bądź jako podrzędniejsze opuścił
przez oszczędność przy wydawaniu Kujaw i Łęczyckiego. Znawca może tu
znaleźć coś godnego uwagi, dlatego wszystko złożywszy razem, zachowuję
do szczęśliwego użytku czyjegoś. K.”
Obecnie teka zawiera zapisy z Kujaw i graniczących z nimi powiatów
Mazowsza oraz z Łęczyckiego, w dużej części wydane przez Kolberga
w cz. I i II Kujaw (T. 3–4), w Mazowszu (T. 24–26 i później w T. 41–42),
w Łęczyckiem (T. 22) oraz w Pieśniach ludu polskiego (T. 1). Materiały
niedrukowane przez Kolberga zamieszczone zostały w suplementach do
tych monografii (T. 72, 78 i 80). Nie ma w tece publikacji W. A. Maciejowskiego wymienionych przez Kolberga, nie ma ich także w innych zespołach
spuścizny Kolberga.
Teka 8. Kalisz, Sieradz, Piotrków, Wieluń
Sygn. Archiwum PTL: 1159–1165, łącznie kart 379.
Tytuł Kolberga z r. 1886: Kaliskie (Kalisz, Konin, Sieradz, Piotrków,
Wieluń, Częstochowa), opis zawartości: „Wyciągi z akt, odpisy. Pieśni, tańce, bajki, zwyczaje, przysłowia, przesądy i varia. Monografia w połowie
dokończona.”
Opis Kopernickiego z r. 1890: „Materiały o ile możności uporządkowane
i przysposobione do druku w działach następujących: 1. Czary, przesądy,
leki, wróżby, przepowiednie, a. – wypiski z notat Pstrokońskiego o b. woj.
sieradzkim wyd. p[rzez] Szaniawskiego w »Bibl. Warsz.« 1851; b. – nieco
własnych notat; c. – wypisy z innych pism i dzieł; d. – o jędzach w Polsce,
o wiłach i zmorze (rękop[isy] po Kucharskim); e. – demonologia (o strachach
231

�itp.), własne notatki, wypisy i rękopisma po Kucharskim; 2. Opowieści.
Przysłowia. Gry i zabawy. Bajek sporo zapisał sam, niektóre jednak bodaj
czy nie wypisane bez wskazania miejsca, warto poszukać, czy nie były
drukowane? Jedna, Meteor zbożowy, skrócone z drukowanej w »Zorzy«
Grajnerta. Przysłów nie ma, gier 2 (wypisane z notat o woj. sieradzk.);
3. Pieśni, paczka spora z melodiami (przed oddaniem do druku przejrzeć
należy i uporządkować); 4. Tańce, bez ładu zebrane wiele rzeczy rozmaitych, piosnki bez melodii, opis sobótki, pieśni weselne; 5. ditto – mnóstwo
melodii po większej części z krótkimi śpiewkami, wiele jest z Kieleckiego
i innych miejsc, lecz nie z Kaliskiego.”
Obecnie zawartość teki stanowią głównie zapisy Kolberga z regionu
wskazanego tytułem i skrótowo scharakteryzowane przez Kopernickiego.
Są to przede wszystkim rękopisy przygotowywany przez Kolberga do wydania jako druga część Kaliskiego i opublikowane później w tomie Kaliskie
i Sieradzkie (T. 46) i Kaliskie. Suplement od tomu 23 (T. 79). Ponadto
znajdują się w tece 8 dość liczne zapisy pieśni z innych regionów wydane
przez Kolberga w tomach: Sandomierskie, Kujawy, Poznańskie, Radomskie, Łęczyckie i Mazowsze (T. 2, 3–4, 9–13, 20–21, 22, 24–25), pozostałe
spoza Kaliskiego opublikowano obecnie w suplementach do tych monografii (T. 71–74, 77–80).
Teka 9. Poznańskie
Sygn. Archiwum PTL: 1166–1169, łącznie kart 34.
Tytuł Kolberga z r. 1886: Poznańskie, opis zawartości: „Odpadki od materiałów z Wielkopolski, użytych w latach 1875–1882 przy wydawnictwie
z pomocą Akademii 7 tomów dzieła Lud, seria IX, X, XI, XII, XIII, XIV, XV.
Spis nazw. W »Zbiorze Wiadomości do Antropologii [Krajowej]« tom 1,
umieszczono rzecz o gwarze wielkopolskiej”.
W opisie Kopernickiego z r. 1890: „Doszczętnie wyczerpana. Zostawione
tylko długie spisy nazw wsi, miejscowości i rodowe i na okaz 1 egz. zapisanego szematyzmu Tow. Przy[jaciół] Nauk dla wiadomości, jakie tam miał
źródła etnograficzne O.K. przy opracowaniu Poznańskiego.”
Obecny stan teki zgadza się z charakterystyką Kolberga i Kopernickiego.
Rękopisy wykorzystane w monografii Wielkopolski usunął już prawdopodobnie Kolberg. Pozostawione w tece niedrukowane przez niego zapisy,
m.in. oracje weselne, spisy nazwisk, wykorzystane zostały w suplemencie
232

�do Poznańskiego (T. 74). Zachowany w tece fragment ankiety Poznańskiego
Towarzystwa Przyjaciół Nauk pt. Szematy W. Ks. Poznańskiego z r. 1858
wypełniony był w Nowym Mieście (wówczas pow. Pleszew). Wspomniana przez Kolberga Rzecz o mowie ludu wielkopolskiego, zamieszczona
w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej”, przedrukowana jest
w Studiach, rozprawach i artykułach (T. 63), s. 342–388.
Teka 10. Śląsk
Sygn. Archiwum PTL: 1170–1174, łącznie kart 92 oraz nadbitka artykułu
S. Udzieli z 1906 r. licząca 74 strony.
Tytuł Kolberga z r. 1886: Szląsk pruski i austriacki, opis zawartości:
„Wypisy i notaty z pism różnych. Bajki (własnego zbioru) i trochę pieśni”.
Opis Kopernickiego1 z r. 1890 zachowany w tece 10: „Z własnych materiałów jest kilkanaście ciekawych bajek dosłownie z ust ludu spisanych,
nieco pieśni z melodyjami i szkice ubioru męskiego (stanie na artykuł do
»Zbioru Wiadom.«). Reszta luźne wypisy, wycinki, notatki i wskazówki.”
Obecnie teka zawiera rękopisy Kolberga wydane w tomie Śląsk (T. 43),
w tym zapisy terenowe bajek śląskich, oraz nadbitkę artykułu S. Udzieli,
który w r. 1906 zamieścił znaczną część zawartości tej teki w artykule pt.
Szląsk Górny w tomie VIII „Materiałów Antropologiczno-Archeologicznych
i Etnograficznych”. Poza materiałami ze Śląska w tece znajdują się pojedyncze zapisy z Kaliskiego, Kieleckiego, Krakowskiego, Radomskiego i Mazowsza wydane w T. 5, 18, 21, 24, 27, 41 i 46.
Teka 11. Górale. Nowy Targ, Nowy Sącz, Jasło, Spisz
Sygn. Archiwum PTL: 1175–1177, łącznie kart 256.
W spisie Kolberga z r. 1886 dwa tytuły i opis zawartości również podzielony na dwie części: „Górale tatrzańscy i nowotarscy. Wycinki i wypisy.
Pieśni, tańce, muzyka, notaty bibliograficzne i varia” oraz „Spisz. Trochę
pieśni, nut i notaty.”
Opis Kopernickiego nie zachował się.
Według Karola Hławiczki2, który oglądał tekę 11 w roku 1936, znajdował się w niej wtedy przygotowany przez Zdziarskiego w roku 1905 rękopis
pt. Sąde[c]czyzna i Podhale, który obecnie przechowywany jest w Muzeum
1
2

Rkp. w tece 10 Śląsk, Arch. PTL sygn. 1170, k. 42.
K. Hławiczka Niewydane zbiory Oskara Kolberga, „Pion” 1936, nr 17 (164).

233

�Etnograficznym w Krakowie. Zdziarski, przygotowując materiały Kolberga
do druku, uporządkował rękopisy zawarte w tece według swoich potrzeb,
zmieniając układ nadany przez Kolberga, i włączył do swego rękopisu jedną kartę z Kolbergowskimi zapisami ośmiu melodii wyjętą z teki 11.
Przechowywane w tece 11 zapisy zostały opublikowane w tomach
Góry i Podgórze (T. 44 i 45), stanowiąc tam podstawowy zasób źródeł
dotyczących Górali. Zamieszczono tam także melodie z karty znajdującej się
obecnie w rękopisie Zdziarskiego w Muzeum Etnograficznym (nr inw. I/369/
Rkp MEK, k. 229). Zapisy folkloru słowackiego opublikowano w T. 59/II
Materiały do etnografii Słowian zachodnich i południowych, cz. II Czechy, Słowacja. Nieliczne notatki i zapisy folkloru z innych regionów są
zamieszczone w tomach: Krakowskie (T. 6 i 73), Sanockie-Krośnieńskie
(T. 49–51), Pokucie (T. 29–30), Kieleckie (T. 76), Mazowsze (T. 24–25, 28,
i 41–42) oraz przeznaczone do tomu Miscellanea.
Teka 12. Podgórze, Myślenice, Wadowice
Sygn. Archiwum PTL: 1178–1184, łącznie kart 109.
Tytuł Kolberga z r. 1886: Podgórze krakowskie po Myślenice (Mogilany, Kalwaria, Wadowice, Oświęcim), opis zawartości: „Monografia w pełni
materiałów w większej części oryginalnych (z muzyką) przygotowana, czeka układu i wykończenia”.
Opis Kopernickiego z r. 1890: „A. Materiały własne (w zupełnym nieładzie). Spory zbiór rozmaitego rodzaju, przeważnie pieśni i muzyki, inne
wszelkie szczegóły na niezliczonych świstkach. Materiał ciekawy, na monografię nie wystarczy, lecz dużo wiadomości dorywczych, a autentycznych,
zasługuje na uporządkowanie i wydanie. B. Wypiski i wycinki z rozmaitych
źródeł. Wskazówki do opracowania etnograficznego Podgórza. C. Rękopism
– inwentarz gospodarski wsi Głogoczowa z r. 1815.”
Obecnie teka zawiera materiały z terenu wskazanego tytułem, są to przeważnie czystopisy Kolberga, w części przygotowywane do monografii Podgórza. Ponadto znajdują się tam kopie rękopisów Kolberga wykonane przez
W. Kosińskiego (teksty) i osoby nieznane (nuty oraz część tekstów). Kosiński
przed rokiem 1914 przygotowywał do druku materiały Kolbergowskie z tej
teki i jego rękopisy są śladem tej pracy. Zapisy przechowywane w tece 12
zostały częściowo opublikowane przez Kolberga w cz. I Krakowskiego (T. 5),
a pozostałe wydano w tomach Góry i Podgórze (T. 44–45), w suplemencie do
234

�Krakowskiego (T. 73 cz. I–III), a także w Tarnowskiem–Rzeszowskiem (T. 48).
Inwentarz Głogoczowa nie zachował się w spuściźnie Kolberga, jego notatki
z tego dokumentu zamieszczono w suplemencie do Krakowskiego (T. 73/I).
Część rękopisów z teki 12 i ich kopii przeniesiona została przed rokiem
1953 do nowej teki 12a, zob. niżej.
Teka 13. Kraków
Sygn. Archiwum PTL: 1191–1194, łącznie kart 282.
Tytuł Kolberga z r. 1886: Kraków i okolica, opis zawartości: „Pieśni, podania, wycinki z gazet i wypisy, suplementa. Odpadki od drukowanych już
rzeczy w 4 tomach dzieła Lud, seria V, VI, VII i VIII, wydanego z pomocą
Akademii w latach 1870–1875”.
Opis Kopernickiego z r. 1890: „Odpadki, bardzo niewiele lub nic niewarte od rzeczy wydanych w Krakowskiem. Składają się w połowie z wycinków i wypisów najrozmaitszych z innych dzieł, a połowie z notatek
własnych, przeważnie muzycznych”.
Na obecną zawartość teki 13 składają się rękopisy i nieliczne wycinki i druki, przeważnie związane z regionem krakowskim i w większości
opublikowane w T. 5. Przeważają rękopisy Kolberga – zapisy terenowe
pieśni i melodii, a także czystopisy pieśni pochodzących z jego badań i ze
źródeł drukowanych oraz notatki na tematy poruszane w monografiach
regionalnych. Ponadto znajdują się tu rękopisy Antoniny Konopczanki: dwa
zbiorki przyśpiewek, każdy liczący kilkadziesiąt tekstów, oraz dwa zeszyty
ze zredagowanymi przez nią bajkami, podaniami i materiałami wierzeniowymi, te ostatnie rękopisy oparte są na jej bezpośrednich zapisach zawartych w tzw. raptularzu, przechowywanym dziś w tece 45 Miscellanea.
W tece 13 znajduje się także obszerny zbiór przyśpiewek do krakowiaków z całej Polski, liczący ponad 2800 tekstów. Razem z podobnym zbiorem
przyśpiewek do kujawiaków, oberków i mazurów z teki 16 stanowi on
tekstowe uzupełnienie do przechowywanego dziś w tece 33 Miscellanea
rękopisu kilku tysięcy melodii tanecznych.
Wyraźnie wyodrębnionym zespołem są liczące 44 karty notatki pt. Nazwy rodowe mieszkańców miast i wsi (sygn. Arch. PTL 1194/3). Zapisane
tam nazwiska pochodzą prawdopodobnie ze źródeł drukowanych (prasa,
spisy klasyfikacyjne uczniów itp.), a zasięg geograficzny zbioru obejmuje
Galicję zachodnią i znaczną część wschodniej.
235

�Niedrukowane przez Kolberga materiały znalazły się przede wszystkim
w suplemencie do Krakowskiego (T. 73 cz. I–III), a także w uzupełnieniach
do innych monografii, tj. w tomach 71–72 i 74–80 Dzieł wszystkich, zgodnie ze swym regionalnym pochodzeniem.
Teka 14. Kielce
Sygn. Archiwum PTL: 1195–1203, łącznie kart 111.
Tytuł Kolberga z r. 1886: Kieleckie (Kielce, Stopnica, Miechów, Olkusz),
opis zawartości: „Wycinki z gazet i wypisy. Wesela, notaty i druki. Monografia stanowiąca dopełnienie wiadomości podanych przez ks. Siarkowskiego
do »Zbioru Wiadomości do Antropologii Krajowej« (tomy 2, 3, 5 i 7). Wydana z pomocą Akademii w r. 1885–1886 jako Lud seria XVIII i XIX.”
Opis Kopernickiego z r. 1890 zanotowany bezpośrednio po informacjach o tece 13: „Podobneż odpadki dwojakiego rodzaju: n[umer]a »Gazety Kieleckiej«, »Ogniska Domowego« itp. Wypisy i wycinki z rozmaitych
pism. Materiały drobne, nie użyte do Kieleckiego, przeważnie muzyczne.
Z obu tych tek [tj. 13 i 14] żadnej osobnej pracy, nawet drobnej, zlepić
nie można, lecz jako materiały cząstkowe do czyjejś pracy dodatkowo
przydać się mogą.”
Obecnie w tece znajdują się przede wszystkim Kolbergowskie czystopisy pieśni i melodii (ponad 800), pochodzących z jego badań terenowych
w Kieleckiem, ponadto Kolbergowskie zapisy bajek, zagadek i przysłów
z Kieleckiego, rękopisy Władysława Siarkowskiego (przysłowia i Mapka
etnograficzna okolicy kieleckiej) oraz opis zwyczajów sobótkowych zanotowany na prośbę W. Siarkowskiego przez jednego z alumnów seminarium duchownego z Kielc. Poza rękopisami w tece znajdują się liczne
egzemplarze czasopism, w tym „Gazety Kieleckiej” z roku 1874 i „Ogniska
Domowego” z roku 1876 z artykułami W. Siarkowskiego. Część materiałów z tej teki wykorzystał Kolberg w monografii Kieleckiego (T. 18–19),
znaczna część opublikowana została w suplemencie do niej (T. 76), nieliczne zapisy pochodzące z innych regionów (Krakowskie, Przemyskie)
zamieszczono w odpowiednich tomach zgodnie z ich pochodzeniem regionalnym (T. 73 i 83).

236

�Teka 15. Tarnów, Rzeszów
Sygn. Archiwum PTL: 1204–1207, łącznie kart 208.
Tytuł Kolberga z r. 1886: Tarnów. Rzeszów, opis zawartości: „Część
Jasielskiego i Sandeckiego. Pieśni z nutą, trochę szczegółów z życia ludu
i varia. Odpisy (np. o kuligu itd.)”.
Opis Kopernickiego z r. 1890: „a) Spory zbiór pieśni z melodiami z dodatkiem drobnych notatek etnograf. wszelkiego rodzaju na świstkach; b) wypisy z rozmaitych źródeł – niewiele; c) wycinki z gazet – kilku”.
Obecnie w tece, zgodnie ze skrótowym wyliczeniem Kolberga i Kopernickiego, znajdują się rękopisy i wycinki z prasy w większości dotyczące
regionu określonego tytułem, te wydane zostały w T. 48 Tarnowskie-Rzeszowskie. Ponadto są tam także zapisy terenowe pieśni i melodii
z Sanockiego, z Rusi Czerwonej, z Przemyskiego, Krakowskiego, Lubelskiego i Mazowsza zamieszczone w odpowiednich monografiach i suplementach (T. 49–50, 56–57, 73, 75, 80 i 83). W tece znajdują się również
nieliczne kopie wykonane przez S. Udzielę, który znaczną część tekstów
i melodii z tej teki wydał drukiem pt. Tarnów–Rzeszów w tomie XI „Materiałów Antropologiczno-Archeologicznych i Etnograficznych” w r. 1910.
Ponadto przechowywany jest tu obszerny rękopis nieznanego autora pt.
Lud nasz, jego wiara, podania, zwyczaje etc. liczący 55 kart. Notatki
w nim zawarte w większości zamieszczone zostały w tomie Tarnowskie-Rzeszowskie (T. 48).
Teka 16. Radom, Opatów, Sandomierz
Sygn. Archiwum PTL: 1208–1213, łącznie kart 148.
Tytuł Kolberga z r. 1886: Sandomierskie (Radom, Końskie, Opoczno,
Opatów, Sandomierz), opis zawartości: „Pieśni z nutą, wesela, zwyczaje,
powieści, przesądy itp. Wypisy. Z części materiałów wydane zostało w r.
1865 z własnych funduszów dzieło Lud, seria II (Sandomierskie).”
Opis Kopernickiego z r. 1890: „Resztki od Radomskiego i Sandomierskiego, składają się z: a) materiały oryginalne (opis 1–2 wesel, dość sporo pieśni,
tańce, po największej części przekreślone, więc już drukowane), rozmaite
notatki drobne, b) wypisy i wycinki małej wagi i niewiele; c) trochę wycinków i n[umer]a gazet. Nb. korzyść taka jak z teki 14 (Kieleckie)”.
Obecnie w tece znajdują się materiały opublikowane przez Kolberga w tomach Sandomierskie (T. 2) i Radomskie (T. 20–21). Są to zapisy
237

�terenowe pieśni, melodii i bajek, a także opisy wesel, ponadto pieśni zredagowane już do druku i duży zespół melodii tanecznych. Zapisy nie wydane
przez Kolberga zostały zamieszczone głównie w suplemencie do Radomskiego (T. 77).
W tece tej przechowywany jest także obszerny zespół tekstów przyśpiewek pt. Obertasy i mazurki, nie wymieniony przez Kolberga ani
przez Kopernickiego. Jest on skorelowany z rękopisem melodii tanecznych znajdującym się w tece 33 Miscellanea. Na 24 kartach spisanych
jest ponad 1800 przyśpiewek pochodzących w większości z badań terenowych Kolberga na terenie Królestwa Polskiego, tj. z Mazowsza, Lubelskiego, Radomskiego, Sandomierskiego, Kieleckiego, Kaliskiego i Kujaw,
nieliczne pochodzą z Wielkopolski (22 teksty). Znaczna część opublikowana jest przez Kolberga w różnych tomach, pozostałe zamieszczono razem
z melodiami w odpowiednich monografiach lub w suplementach do nich
(T. 71–80).
Teka 17. Lublin, Biłgoraj
Sygn. Archiwum PTL: 1214–1222, łącznie kart 106.
W spisie Kolberga z r. 1886 tytuł: Lubelskie (Lublin, Lubartów, Krasnystaw, Zamość, Janów), opis zawartości: „Odpadki nieliczne od monografii,
której dwa tomy wyszły z druku z pomocą Akademii w latach 1883 i 1884
jako Lud, seria XVI i XVII”.
Opis Kopernickiego z r. 1890: „Same odpadki bez żadnej wartości, poprzekreślane przez samego O.K., więc albo drukowane w Lubelskiem, albo
przez niegoż odrzucone”.
Obecnie w tece 17 znajdują się rękopisy terenowe i czystopisy Kolberga
związane z Lubelskiem, rękopisy W. Ciesielskiego i jego rysunki dotyczące
również tego regionu oraz nieliczne zapisy folkloru pochodzące z Chełmskiego. Znaczną część materiałów z teki 17 wykorzystał Kolberg w monografii Lubelskie (T. 16–17), pozostałe są opublikowane w suplemencie do
tej monografii (T. 75) i w suplemencie do Chełmskiego (T. 82). W suplemencie do Lubelskiego zamieszczono także 26 rycin Ciesielskiego wraz z ich
opisem autorskim i krytycznymi komentarzami Wilhelma Kolberga. W tece
17 przechowywane były również listy Ciesielskiego do Kolberga, w r. 1963
zostały one przekazane do Biblioteki PAN w Krakowie i tam włączone do
teki z korespondencją Kolberga (sygn. 2185/1, k. 99–108).
238

�Teka 18. Ruś Czerwona, Jasło, Sanok, Sambor, Przemyśl
Sygn. Archiwum PTL: 1223–1229, łącznie kart 93.
Tytuł Kolberga z r. 1886: Ruś Czerwona I (Jasło, Sanok, Sambor, Przemyśl), opis zawartości: „Wycinki i wypisy (głównie z czasopisma ros[yjskiego] »Cztienia«). Pieśni, tańce, zwyczaje, wesela, przesądy, baśni itp., Łemki,
Górale nadgraniczni (opis Torońskiego). Materiały w znacznej ilości do kilkotomowej monografii nagromadzone.”
Opis Kopernickiego z r. 1890 nie zachował się, obecnej zawartości teki
18 dotyczyć mogą w części notatki Kopernickiego znajdujące się dziś w tece
38 i przytoczone tu jako opis rękopisów z teki 34 (zob. niżej). Część rękopisów znajdujących się pierwotnie w tece 18, a później w tece 34, obecnie
przechowywana jest w tekach Podkarpacie ukraińskie (sygn. 3195–3201
w zbiorach BN PAU i PAN).
Jan Biela opracowujący do druku zapisy z teki 18 w swoim wstępie 1 datowanym „Lwów, we wrześniu 1911” wymienia poza rękopisami Kolberga
i innych osób także druk: „Kazki zobraw Ignatij z Nikołowicz (Karpiński
w Samborskiem – [dopisek Kolberga]) nakładem Jakoba Sawczyńskoho,
Lwow 1861, stron 98, 8o . Mieści się tutaj 26 podań ludowych, drukowanych
cyrylicą. Tytuł zbiorku i nagłówki poszczególnych kazek przepisał Kolberg ołówkiem w alfabecie łacińsko-polskim i dodał po prze[d]mowie spis
rzeczy.” Następnie Biela wymienia jeszcze: „Rękopis z r. 1745 obejmujący
17 kart in folio. Z tych trzy niezapisane, reszta zawiera Pretensje dóbr wsi
Olszanicy i Serednicy na groncie spisane anno 1745, tudzież Kontrakt
trzyletni browarni Olszanicy in a[nno] 1745”.
Obecnie w tece 18 znajdują się pieśni z Krynicy w zapisach terenowych Kolberga, jego odpisy tekstów ze zbiorów: Ż. Paulego Pieśni
ludu ruskiego w Galicji i J. F. Hołowackiego Narodnyja pieśni Galickoj i Ugorskoj Rusi („Cztienia” 1863–1867 i 1870), opis wesela z okolic Dubiecka w rkp. nieznanego autora, Ruskoje wesile J. Łozińskiego
(Przemyśl 1835) w przekładzie Kolberga oraz nieco wycinków z prasy
i notatek. Nie ma natomiast w spuś­c iźnie Kolberga wymienionych przez
J. Bielę dokumentów z połowy XVIII wieku dotyczących Olszanicy i Serednicy (pow. Lesko) oraz drukowanego zbioru Kazki (Lwów 1861) Ihnatija z Nikołowicz (Karpińskiego). Wymieniony przez Kolberga „opis
Torońskiego”, tj. odpis artykułu A.J. Torońskiego Rusiny–Lemki z Zorji
1

Rkp. wstępu J. Bieli znajduje się w tece 18a, sygn. Arch. PTL 1230, k. 1-3.

239

�halickiej, znajduje się w zbiorach BN PAU i PAN w tece o sygnaturze
3201 (zob. niżej).
Przechowywane w tece 18. materiały opublikowane zostały w tomach:
Góry i Podgórze (T. 44–45), Sanockie-Krośnieńskie (T. 49–50), Ruś Czerwona (T. 56) i w suplemencie do Przemyskiego (T. 83) – tam przekład opisu
wesela J. Łozińskiego. Zapisy w języku ukraińskim pozbawione not lokalizacyjnych zamieszczono w Materiałach do etnografii Słowian wschodnich
(T. 58, przygotowany do druku).
Teka 19. Ruś Czerwona
Sygn. Archiwum PTL: 1238–1244, łącznie kart 476.
Tytuł Kolberga z r. 1886: Ruś Czerwona II (Lwów, Żółkiew, Bełz,
Złoczów), opis zawartości: „Wycinki i wypisy (z różnych pism lwowskich
i »Cztienii« rosyjskich). Pieśni z nutą, tańce, zwyczaje. Materiał najobficiej z Złoczowskiego (mianowicie z Zadwórza, Jaryczewa, Oleska itd.)
zebrany”.
Opis Kopernickiego z r. 1890: „a) Materiały ogólnie tyczące się R. Czerwonej, składają się: 1. z małej ilości oryginalnych, przeważnie pieśni,
wartość niewielka, 2. wypisy z rozmaitych źródeł, przeważnie pieśni z Hołowackiego »Cztenija«; b) Ze Lwowa i okolic odrobina oryginalnych bardzo
małej wartości, przeważnie piosnki z melodiami, trochę wypisów z rozm.
miejsc, również niewiele warte; c) z p[owia]tu żółkiewskiego oryginalnych
materiałów garstka, przeważnie piosnki z melodiami, moc pieśni wypisanych z Hołowackiego, Wacława z Oleska i Ż. Paulego; d) Z p[owia]tu złoczowskiego bardzo bogaty zbiór pieśni spisanych przez siebie we wsiach
Zadwórze i Ubinie, z dodatkiem innych zapisków etnograficznych, wypisy
pieśni z Hołowackiego, W. z Ol[eska] i Ż. Paulego.”
Materiały z teki 19 przygotowywał do druku W. Grzegorzewicz w r. 1902
i wśród rękopisów Kolberga znajdują się liczne sporządzane przez niego
kopie, opracowania tego jednak wtedy nie wydano. W nielicznych przypadkach, gdy nie zachowały się oryginały, tj. rękopisy Kolberga, kopie Grzegorzewicza traktowane były jako źródło w czasie przygotowywania do druku
odpowiednich tomów Dzieł wszystkich. Rękopisy w tece Grzegorzewicz
ułożył według powiatów, posługując się notami lokalizacyjnymi Kolberga,
a w obrębie materiałów z jednego powiatu rzeczowo zgodnie z planem
tomów Ludu.
240

�Obecnie w tece znajdują się wskazane przez Kopernickiego rękopisy
dotyczące Rusi Czerwonej, są to zapisy terenowe tekstów i melodii wykonane przez Kolberga przede wszystkim w Zadwórzu, Ubiniu i Lubszy, oraz odpisy ze zbiorów pieśni J. F. Hołowackiego i Ż. Paulego. Są też tam nieliczne
notatki Kolberga z czasopism i innych publikacji na temat Rusi Czerwonej.
Wszystkie materiały z tytułowego regionu zostały opublikowane w tomach
Ruś Czerwona (T. 56–57). Materiały z innych regionów zamieścił Kolberg
w Chełmskiem (T. 34) oraz w Pokuciu (T. 30), pozostałe opublikowano
w Sanockiem-Krośnieńskiem (T. 49–51) i Rusi Karpackiej (T. 54–55), a pojedyncze zapisy z Wołynia w suplemencie do tego regionu (T. 84).
Teka 20. Ruś Czerwona III, Stryj, Brzeżany, Stanisławów, Tarnopol,
Czortków, Bukowina, Pokucie, Ruś Węgierska
Sygn. Archiwum PTL: 1245–1257, łącznie kart 693.
Tytuł Kolberga z r. 1886: Ruś Czerwona III (Stryj, Brzeżany, Podole galicyjskie), opis zawartości: „Wypisy i notaty. Pieśni z nutami, wesela, tańce
(z Barysza, Buczacza). Bojki, ich zwyczaje. A nadto: część Bukowiny i Rusi
węgierskiej (z »Cztieni«).” Na oryginalnej okładce teki nad tytułem zapisanym przez Kolberga dwie notatki dwu różnych nieznanych osób: „Kolberg”
i „Grzegorzewicz”.
Opis Kopernickiego z r. 1890: „1. Stryj (Bojki) – Orygin[alnych] mater[iałów] bardzo mało i niewielkiej wartości, wypisy, moc z Hołowackiego
i innych; 2. Brzeżany – orygin[alnych] prawie nic, wypisy ciekawe; 3. Stanisławów – orygin[alne] materiały bardzo dobre (pieśni, wesele, rozmaite
drobne wiadomości spisane w Baryszu), wypisów niewiele z Hołow[ackiego]; 4. Tarnopol – same wypisy! z Hołowack. [i z] »Zorzy« 1860 złą fonetyką;
5. Czortków – same wypisy, parę piosnek oryg[inalnych] licho zapisanych
przez kogoś i przysłanych; 6. Bukowina – same wypisy z Hołow[ackiego],
i tego bardzo niewiele, wycinki o rabinie sadogórskim; 7. Ruś Węgierska –
same wypisy z Hołowackiego, do nich zamieszały się widocznie pieśni z Pokucia, poprzekreślane, więc zapewne już drukowane. Ergo: tylko materiały
z Barysza utworzą całość dość pokaźną i cenną, jako cząstkowy materiał do
artykułu w »Zbiorze Wiadom.« lub rozdziału w Materiałach drobniejszych
O.K. osobno wydanych.”
Obecnie w tece 20 znajdują się rękopisy terenowe Kolberga, głównie
z Barysza, oraz jego odpisy z różnych druków, m.in. transkrypcja artykułu
241

�J. Łozińskiego Hałahiwki drukowanego w pracy zbiorowej Zorja halickaja jako album na hod 1860, większość stanowią odpisy pieśni ze zbiorów
W. Zaleskiego, Ż. Paulego i J. F. Hołowackiego. W rękopisach terenowych
Kolberga liczne są szkice zabudowań, sprzętów i ubiorów. Przeważającą
część stanowią materiały dotyczące Rusi Czerwonej i Podola (T. 56–57
i T. 47), ale są także pochodzące z Wołynia (T. 36) i z Białorusi (T. 52).
Znaczna część odpisów z drukowanych zbiorów pieśni nie ma not lokalizacyjnych, te zamieszczono w Materiałach do etnografii Słowian wschodnich
(T. 58, przygotowany do druku). Ponadto w tece 20 znajdują się rękopisy
ze zbiorów A. Kucharskiego z zapisami pieśni słowackich opublikowane
w Materiałach do etnografii Słowian zachodnich i południowych, cz.
II Czechy, Słowacja (T. 59/II) oraz dotyczące Bojków, które zamieszczono
w Rusi Karpackiej (T. 54).
Materiały z teki 20 przygotowywał do druku w latach 1901–1902 Wojciech Grzegorzewicz, jednak jego opracowania wówczas nie wydano. Podobnie jak w tece 19 również i w tej ułożył materiały według powiatów,
których dotyczyły zawarte w tece rękopisy, a następnie rzeczowo. W tece
20 znajdują się wykonane przez niego liczne kopie rękopisów Kolberga.
W niewielu przypadkach, gdy nie zachowały się oryginały, kopie Grzegorzewicza w czasie przygotowywania do druku odpowiednich tomów Dzieł
wszystkich traktowane były jako źródło.
Teka 21/22. Pokucie
Sygn. Archiwum PTL: 1258–1260, łącznie kart 175.
W spisie Kolberga z r. 1886 były to dwie osobne teki z tytułami Pokucie I i Pokucie II. Opis zawartości pierwszej: „Notaty, wypisy i odpadki
materiałów z Kołomyi, Horodenki, Czortowca, Jasienowa itd. użytych do
monografii, którą z własnych funduszów wydałem w latach 1882 i 1883
pt. Pokucie tom 1 i 2.” Opis drugiej: „Wypisy i wycinki. Przesądy, czary,
podania i kazki. Obejmuje wraz z tańcami obfity materiał do tomu 3 Pokucia1.”
W opisie Kopernickiego z r. 1890 teki są połączone i opisane jako jedna:
„Same odpadki od Pokucia, zupełnie nie do użycia, chyba jako dodatkowy
niby materiał do prac innych, np. kilka piosnek huculskich w rękopismie
1 W latach 1888 i 1889, już po sporządzeniu przytaczanego tu spisu, Kolberg wydał III i IV
część Pokucia (T.31-32),

242

�nauczyciela z Ispasa; oryginal[ne:] a) rękopism z Ispasa, b) notatki i bruliony
O.K. o wystawie kołomyjskiej, c) kilka piosnek i innych drobnych rzeczy,
podobno zużytkowanych już w Pokuciu; wypisy, nic ważnego, ciekawy
przekład z czeskiego Wagilewicza rozprawy o Bojkach i Hucułach i Biłousa z ruskiego o kupale.” Na obwolucie dodatkowa notatka Kopernickiego
o rękopisie Jurczenki z Ispasa: „Miedzy nimi nie użyte pieśni huculskie
z Kosmacza i Brustur”.
Obecnie w tece znajdują się dwa rękopisy Bazylego Jurczeńki, nauczyciela z Ispasa, prezentowane na wystawie etnograficznej w Kołomyi i przekazane Kolbergowi przez jej komitet organizacyjny: obszerny rękopis Pieśni
(62 karty) i początek rękopisu bajek. Zachowały się także wymienione przez
Kopernickiego Kolbergowskie przekłady rozpraw J. Wagilewicza o Bojkach,
o Hucułach i na temat wierzeń drukowane w „Časopisie Českého Museum”
w latach 1838–1841 i przekład (w znacznej części transkrypcja) rozprawy
o obchodach kupały wydanej we Lwowie w 1861 r. (prawdopodobnie autorstwa F. Biłousa). Ponadto w tece tej przechowywane są obszerne odpisy
przyśpiewek ze zbiorów Ż. Paulego i J. F. Hołowackiego. Te materiały zostały wykorzystane przez Kolberga przede wszystkim w Pokuciu (T. 30–32),
a w Dziełach wszystkich w tomach Podole (T. 47), Ruś Karpacka (T. 54–
–55), Białoruś (T. 52), a także w suplementach do Pokucia (T. 81), Przemyskiego (T. 83) i Wołynia (T. 84). Teksty ukraińskie nie mające not lokalizacyjnych zamieszczono w Materiałach do etnografii Słowian Wschodnich
(T. 58, przygotowany do druku). Z redagowaniem Pokucia związane są
znajdujące się tu trzy listy pytań dotyczące różnych problemów etnograficznych, opublikowano je w aneksach w suplemencie do Pokucia (T. 81)
jako przykłady metod pracy Kolberga. W tece 21/22 znajduje się też rękopis
W. Dundera z pieśniami ukraińskimi i czeskimi, wydanymi odpowiednio
do swego pochodzenia w tomie Materiały do etnografii Słowian zachodnich, cz. II Czechy, Słowacja (T. 59/II) i Materiały do etnografii Słowian
wschodnich (T. 58, przygotowany do druku).
W r. 1904 pieśni z rkp. B. Jurczeńki pochodzące z Huculszczyzny, wydał
S. Zdziarski pt. Pokucie w tomie VII „Materiałów Antropologiczno-Archeologicznych i Etnograficznych”. W Dziełach wszystkich teksty te zamieszczono w Rusi Karpackiej (T. 54–55), podstawą druku były oryginalne zapisy Jurczeńki, a w części ich kopie sporządzone przez Kolberga, niekiedy
z zapisanymi przez niego melodiami.

243

�Teka 23. Huculi
Sygn. Archiwum PTL: 1261–1280, łącznie kart 356.
Tytuł Kolberga z r. 1886: Pokucie III. Hucuły, opis zawartości: „Wycinki
i odpisy (z Witwickiego, Wagilewicza, Ilkiewicza itd.) Kraj, pieśni, zwyczaje,
skazki. Opryszki. Monografia znacznie już posunięta naprzód.”
Opis Kopernickiego z r. 1890: „a) luźne notatki i materiały własne na
kartkach, ilość niewielka; b) luźne wypisy i wycinki, również niewiele;
c) materiały uporządkowane i przygotowane do wydania, składają się po
większej części z wyciągów i wypisów ze źródeł rozmaitych, obok tego jest
sporo rzeczy oryginalnych przez O. Kolberga zapisanych w Żabiu i Kołomyi
i nieco przysłanych mu przez osoby miejscowe.”
Obecnie w tece znajdują się materiały Kolberga z Huculszczyzny, na które składają się jego zapisy terenowe, głównie z Żabiego, rękopisy kilku innych osób, oraz liczne wyciągi i wypisy z druków na temat grup etnicznych
zasiedlających Karpaty. Kolberg wykorzystał tu prace wydawane w ciągu
blisko stu lat – od opisu podróży B. Hacqueta z r. 1790 do zbioru pieśni z r.
1887. Przechowywane są w tej tece także niektóre rękopisy należące do dokumentacji Wystawy Etnograficznej zorganizowanej w Kołomyi w 1880 r.
Do nich należy m.in. spis 54 okazów z Kosmacza, w którym poza nazwami
przedmiotów podane są nazwiska wytwórców, ceny i nazwiska właścicieli.
Kolberg planował wydanie zapisów z Huculszczyzny w ostatniej, piątej części Pokucia i w pewnej części notatki w tece 23. są uporządkowane według
planu monografii regionalnej i opatrzone tytułami, np.: „Kraj”, „Lud” (tu
m.in. „Chata”, „Rola”, „Pasterstwo”), „Zwyczaje przy uroczystościach”, „Boże
Narodzenie”. Większość zgromadzonych materiałów została zamieszczona
w tomach Ruś Karpacka (T. 54–55), ponadto w tomach Ruś Czerwona
(T. 56–57) i w suplemencie do Przemyskiego (T. 83). Kilka pieśni wydrukował Kolberg wcześniej w monografii Pokucia (T. 30 i 31).
Teka 24. Podole
Sygn. Archiwum PTL: 1281–1284, łącznie kart 75.
Tytuł Kolberga z r. 1886: Podole rosyjskie, opis zawartości: „Kilkadziesiąt
pieśni z nutami. Wycinki, wypisy (z Rollego itd.) i wskazówki bibliograficzne.”
Opis Kopernickiego z r. 1890: „Zupełnie do niczego. Zawiera trochę wypisów i wycinków o Podolu i garstkę materiałów, tj. pieśni z melodiami
i innych drobnych zapisków, które już użyte do artykułu drukowanego
244

�w »Zbiorze Wiadomości«, do nich należą i piosnki z Pobereża przez dra
Szopowicza przysłane. W dodatku jest rękopism niewielki jakiejś rozprawki niby historycznej o Podolu przez Jaroszewicza. Można to oddać do Bibl.
Jagiellońskiej.”
Obecnie w tece znajdują się rękopisy pieśni (teksty i melodie) z Podola
zapisane przez Kolberga ze słuchu i wydane przez niego w r. 1888 w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej”, jego notatki z publikacji oraz
egzemplarze gazet z artykułami na temat regionu. Materiały te zamieszczono w tomie Podole (T. 47). Ponadto w tece przechowywany jest wspomniany przez Kopernickiego rękopis J. Jaroszewicza Pogląd etnograficzno-historyczny na Podole, pominięty w tomie 47 Dzieł, ponieważ nie ma
wartości jako źródło etnograficzne lub historyczne. Rękopis Z. Moszyńskiej
z pieśniami z Pobereża i jego kopia wykonana przez H. Szopowicza, wymienione przez Kopernickiego, zostały przeniesione do teki 25 Ukraina,
ale nie wiadomo przez kogo i kiedy. Nieliczne zapisy pieśni z Mazowsza
zamieścił Kolberg w monografii tego regionu (T. 28), pozostałe spoza Podola
drukowane są w tomach Mazury pruskie (T. 40) i Mazowsze cz. VII (T. 42),
a ukraińskie pozbawione not lokalizacyjnych zamieszczono w Materiałach
do etnografii Słowian wschodnich (T. 58, przygotowany do druku).
Teka 25. Ukraina
Sygn. Archiwum PTL: 1285-1289, łącznie kart 184.
Tytuł Kolberga z r. 1886 także: Ukraina, opis zawartości: „Wypisy i notaty. Nieco pieśni z nutami. Drobiazgi. Rękopis po śp. Nowosielskim (Marcinkowskim) pozostały jako tom 3 jego Ukrainy (dwa pierwsze tomy wyszły
z druku w Wilnie) obejmujący pieśni i opis wesela (aneks)”.
Opis Kopernickiego z r. 1890: „a) Materiały oryginalne składają się jedynie ze zbioru melodyj i pieśni spisanych przez samego O.K. w Warszawie
od służby dworskiej mieszkających tam panów ukraińskich. Przydadzą się
jako uzupełnienie zbioru p. Zimmerowej w »Zbiorze Wiadom.«, albo do
innej podobnej pracy; b) wypisy, wycinki i notatki z najrozmaitszych źródeł,
ostatnie niezmiernie cenne dla każdego, kto pracuje nad etnografią Ukrainy.
Nb. Te rzeczy warto wybrać i oddać do użytku p. Z. Wolskiego dla zamierzonej przez niego bibliografii etnograficznej polskiej.”
Na obwolucie podteczki o sygn. 1285 notatki Kopernickiego: „Melodie i pieśni ukraińskie po największej części spisane przez samego O. K.
245

�w Warszawie od służby dworskiej panów ukraińskich tam mieszkających,
np. podobno p. Tytusa Piotrowskiego z Rozalówki w pow. kijowskim (mylnie zaznaczono: w owruckiem gub. mińskiej!). Nieco piosenek przysłanych
mu przez inne osoby. Nb. nie ma zeszytu spisanego przez p. Leokadię Kopernicką, bratową moją, który posłałem Kolb. z Kijowa w r. 1858 czy 59.”
Obecnie w tece znajdują się materiały wymienione przez Kolberga
oraz druk: Pieśni ludu ukraińskiego. Dumki na fortepian, w opracowaniu P. Leo­narda (Warszawa 1856), zawierający 35 utworów. Nie ma dziś
w spuściźnie Kolberga rękopisu A. Marcinkowskiego wymienionego wyżej w opisie zawartości tej teki. W roku 1883 obok informacji o rękopisie
Marcinkowskiego Kolberg odnotował: „w ręku dra Kopernickiego” (notatka
w spisie tek z 7 maja 1883, rkp. w BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 72), jednak
w późniejszych spisach tek z lat 1886 i 1887 rękopis Marcinkowskiego jest
wymieniany jako znajdujący się w tece 25. Ponieważ notatki Kopernickiego na temat zawartości teki 25 są niepełne, dotyczą tylko jej części, nie
wiadomo czy rękopis ten znajdował się w tece w czasie, gdy opiekował
się nią Kopernicki, czy został z teki wyjęty jeszcze przez Kolberga, czy później przez inne osoby. Brak również informacji o rękopisie L. Kopernickiej,
wspomnianym przez I. Kopernickiego.
Pieśni i melodie ukraińskie zapisane przez Kolberga zostały zamieszczone w kilku tomach: Wołyń (T. 36 i 84 ), Podole (T. 47), Białoruś-Polesie
(T. 52) oraz Materiały do etnografii Słowian wschodnich (T. 58, przygotowany do druku). Również w tych tomach zostały wydane nieliczne w tej
tece odpisy pieśni ze zbiorów innych autorów (m.in. Mykoły Łysenki) i rękopisy innych osób, np. pieśni z Podola zapisane przez Z. Moszyńską.
Teka 26
Zawartość dawnej teki nr 26 podzielona jest obecnie na dwie jednostki
archiwalne znajdujące się w zbiorach BN PAU i PAN (sygn. 3206 i 3207).
Tytuł Kolberga z r. 1886: Wołyń, opis zawartości: „Wycinki, wypisy i notaty. Wesela, pieśni, zwyczaje, tańce i muzyka od Kowla, Łucka, Żytomierza
i Zwiahla”.
Opis Kopernickiego z r. 1890: „a) Moc wielka pieśni z melodiami spisanych przez samego O.K. w okolicach Kowla (najwięcej), Lubomli, Dubna
i Żytomierza, miedzy nimi jest parę opisów wesel, tańce, trochę innych
materiałów i notatek. Nb. można złożyć z tego cały tom niezbyt szczupły;
246

�b) Wypisy, wycinki i notatki z rozmaitych źródeł, stosunkowo do oryginalnych w liczbie niewielkiej; c) Rękopism oprawny Prusinowskiego, bajki wołyńskie, spisane przez niego w r. 1835 i opowiedziane przez niego, bardzo
ciekawe i warte rychłego wydania w »Zbiorze Wiadom.«.”
W inwentarzu sporządzonym w 1934 r. przez Komisję Etnograficzną
PAU odnotowano brak tej teki, być może była już wówczas przekazana do
Biblioteki PAU.
Zachowane rękopisy z dawnej teki 26 znajdują się obecnie w BN PAU
i PAN w dwu zespołach wymienionych wyżej.
Teka 27
Zawartość danej teki nr 27 podzielona jest obecnie na cztery jednostki archiwalne znajdujące się w zbiorach BN PAU i PAN (sygn. 3202–3205), zaś
materiały ikonograficzne znajdują się w tece rycin w Archiwum PTL (teka
47, sygn. 1354/III).
W spisie Kolberga z r. 1886 tytuł: Ruś Chełmska i Podlaska, opis zawartości: „Wypisy i bibliografia. Materiały wzięte z Gołębiowskiego, Kunickiego
itd. Inne zebrane i dostarczone na miejscu w obfitości wraz z notatami dotyczącymi języka. Monografia uporządkowana i przygotowana do druku”.
Opis Kopernickiego z r. 1890: „a) Kupa odpadków wszelkich od tomu
I-go [tj. Chełmskiego cz. I, T. 33], b) pieśni i tańce z grubsza uporządkowane,
materiały na tom II, c) wierzenia, czary, wróżby, przysłowia, bajki, materiały na tom III.”
Zachowane rękopisy z tej teki znajdują się w czterech zespołach wymienionych wyżej oraz w tece 47.
Teka 28. Polesie
Sygn. Archiwum PTL: 1290–1291, łącznie kart 97.
Tytuł Kolberga z r. 1886: Polesie wołyńskie i Pińszczyzna, opis zawartości: „Wypisy różne (przeważnie z Zienkiewicza). Nieco oryginalnych
pieśni i nut. Wycinki i wskazówki bibliograficzne”.
Opis Kopernickiego z r. 1890: „1) 3–4 melodie z Mozyrskiego i Owruckiego, które znalazłem zabłąkane w tece Wołynia i tu przełożyłem; 2) jakaś bajeczka o Żydzie (z Kobryńskiego) zapisana przez samego O.K. Resztą
są to tylko wypisane z dzieła R. Zieńkiewicza (wszystkie podobno) pieśni
zwyczajne i obrzędowe, bez żadnej melodii, w dodatku wypisy i notatki
247

�z rozmaitych źródeł. Na koniec niewielka paczka pieśni przez kogoś spisana w Borowej w Pińszczyźnie. Nie wiadomo, czy dobrze, bo językiem
wołyńskim, lecz nie poleskim, białoruskim, zupełnie odmiennym od Zieńkiewicza. Te pieśni wszystkie były już drukowane w XIII tomie »Zbioru
Wiadomości« i na rękopisie poprzekreślane. Wszystkie wyrzuciłem. Ostatecznie w tej tece nic nie ma oprócz przepisanego Zieńkiewicza, i to podobno z błędami fonetycznymi.”
Obecnie w tece znajdują się Kolbergowskie odpisy ze zbioru R. Zienkiewicza Piosenki gminne ludu pińskiego (Kowno 1851), nieliczne zapisy melodii
wykonane przez Kolberga, odpisane przez niego fragmenty artykułów z prasy
i noty bibliograficzne prac odnoszących się do Polesia. Materiały te zostały
wydane w tomie Białoruś-Polesie (T. 52) razem z innymi związanymi z Białorusią, tylko dwie pieśni zamieszczono w suplemencie do Wołynia (T. 84).
Teka 29. Białoruś, Grodno
Sygn. Archiwum PTL: 1291–1297, łącznie kart 155.
Tytuł Kolberga z r. 1886: Białoruś (Grodno, Mińsk, Witebsk), opis zawartości: „Zwyczaje, obrzędy, pieśni, notaty, wypisy (przeważnie z ros. Statisticzeskije opisanie guberni grodzieńskiej).”
Opis Kopernickiego z r. 1890: „Jest kilkadziesiąt melodyj pieśni z rozmaitych stron jako materiał oryginalny. Reszta same wypisy i notatki. NB. jedna kolęda łotewska, którą można będzie dołączyć do pracy p. Ulanowskiej.”
Obecnie w tece przechowywane są rękopisy Kolberga dotyczące głównie Białorusi i Litwy, a nieliczne także Mazowsza i Radomskiego. M.in.
znajduje się tu zeszyt z zapisami pieśni weselnych z Białorusi z okolic Witebska i z pieśniami z Radomskiego oraz z innych regionów (sygn. 1295).
Są to prawdopodobnie najwcześniejsze Kolbergowskie zapisy folkloru.
W tece są także noty bibliograficzne, wypisy i notatki z artykułów w czasopismach i z prac zwartych, m.in. z Ludu Gołębiowskiego i z publikacji
E. Orzeszkowej oraz wycinki z gazet. Spośród nielicznych rękopisów innych osób wymienić trzeba obszerny artykuł F. Staszica Wycieczka nad
brzegi Berezyny (drukowany w „Tygodniku Ilustrowanym” w r. 1863).
Rękopis Kolbergowskiego tłumaczenia fragmentów pracy P. Bobrowskiego Grodnenskaja gubernija …, wspomnianego przez Kolberga jako Statisticzeskije opisanie…, wydanej w Petersburgu w 1863 r., znajduje się
obecnie w tece Miscellanea, sygn. 2184 (dawniej 2183) w BN PAU i PAN.
248

�Opublikowany został w T. 52 Białoruś-Polesie z szerszym komentarzem
Kolberga na temat rozważań Bobrowskiego o dialektach białoruskich.
Nieliczne zapisy pieśni wydał Kolberg w Pieśniach ludu polskiego (T.
1) w 1857 r. Materiały zawarte w tece 29 zostały wykorzystane w T. 52
Białoruś-Polesie i w T. 53 Litwa oraz w suplemencie do Radomskiego
(T. 77) i do Mazowsza (T. 80), zapisy pozbawione not lokalizacyjnych zamieszczone są w tomie Materiały do etnografii Słowian wschodnich (T.
58, przygotowany do druku).
Teka 30. Litwa
Sygn. Archiwum PTL: 1298–1302, łącznie kart 312.
Tytuł Kolberga z r. 1886: Litwa etnograficzna, opis zawartości: „Wycinki i odpisy. Bibliografia dotycząca Litwy i Żmudzi. Spis miejscowości.
Zwyczaje, podania i legendy litewskie i żmudzkie. Trochę pieśni, przysłów
i zagadek. Odpadki od artykułu Pieśni litewskie drukowanego [w r. 1879]
w tomie 4 »Zbioru Wiadomości do Antropologii [Krajowej]«.”
Opis Kopernickiego z r. 1890: „1) Materiały oryginalne dostarczone przez
rozmaite osoby, niewiele, lecz są rzeczy ciekawe, z których da się ułożyć
przyczynek niezły do »Zb. Wiad.«; 2) Rękopismy: a) Akielewicza Dajnes
žamajtiu, odpis, nie wiadomo czy cały? b) Jaroszewicza Zarysy z czasów
pogańskiej Litwy; c) O. Kolberga spis bibliograficzny dzieł itd. o Litwie
jako uzupełnienie pracy Karłowicza; d) jakiś stary rękopis sądowy z Litwy
z r. 1741 (oddałem do Bibl. Jagiell.); 3) Wypisy, notatki i wycinki z rozm[aitych] źródeł: a) o Litwinach z Augustowskiego i Pruskich; b) o Litwie naszej
i Żmudzi.” Na obwolucie kart o sygn. 1298 notatka Kopernickiego taka sama
jak wyżej w punkcie 1, z dopiskiem J. Karłowicza: „Trzeba bardzo ostrożnie
korzystać z tych przyczynków, J.K.”.
Obecnie w tece przechowywane są wymienione przez Kopernickiego materiały dotyczące Litwy, oprócz „starego rękopisu sądowego” z 1741 r. oddanego przez niego do Biblioteki Jagiellońskiej. M.in. są to rękopisy M. Akielewicza, J. Jaroszewicza i T. Narbutta, oraz bibliografia opracowana przez
Kolberga. Wszystkie zapisy dotyczące Litwy są wydane w T. 53. Ponadto są
w tej tece wycinki z prasy, m.in. z artykułem Kolberga Pieśni ludu polskiego
i litewskiego zamieszczonym w „Kalendarzu” J. Jaworskiego na rok 1857
oraz pojedyncze zapisy z Krakowskiego i Mazowsza. Te ostatnie wydane
w uzupełnieniach do odpowiednich monografii regionalnych (T. 73 i 80).
249

�Teka 31. Miscellanea
Sygn. Archiwum PTL: 1303–1304, łącznie kart 62.
Tytuł Kolberga z r. 1886: Miscellanea I, opis zawartości: „Bibliografia.
Notatki.” Na okładce teki tytuł ręką Kolberga „Miscellanea. Ukaz o włoś­
cianach”.
Opis Kopernickiego z r. 1890: „ 2 arkusze: Spis rzeczy z »Przyjaciela
Ludu« od r. 1834–1849 jako materiał do literatury etnograficznej; 6 arkuszy
i kilka kartek z podobnąż notatką z »Bibl. Warsz.«, »Tygodn. Ilustr.« i innych pism oraz o rozmaitych dziełach; na kartkach notatki bibliograficzne
o muzyce w ogóln. i ludowej w szczególności; kopia podania do Akademii
Umiejętności dn. 10 II 1873 o stałą subwencję na wydawnictwa po 1000
złr. na tom; wewnątrz rozmaite listy i dokumenty tyczące się prenumeraty
na Lud wielkopolski i inne notatki i wiadomości. Druki rozmaite mogące przydać się Bibl. Jagielloń[skiej] i osobom prywatnym.” Ostatnie zdanie
skreślone i zastąpione notatką: „Odniosłem do Bibl. Jagiell.”.
Obecnie w tece tej przechowywane są noty bibliograficzne artykułów
etnograficznych, folklorystycznych i krajoznawczych, a także rycin z wielu roczników prasy polskiej z XIX w. i z prac zwartych, m.in. kompletna
kwerenda w tym zakresie całości „Przyjaciela Ludu” i wielu wczesnych
roczników „Kłosów” i „Tygodnika Ilustrowanego” oraz zapisy bibliograficzne artykułów z innych czasopism polskich głównie z lat 1804–1865. Not
bibliograficznych jest około 1800, są one zamieszczane w spisach „Literatura cytowana i odnotowana przez Kolberga” w tomach 39–84 Dzieł wszystkich, odpowiednio do regionu lub tematu publikacji, której dotyczą. Ponadto w tece 31 znajduje się kilka notatek o muzykach polskich i francuskich,
spisy kompozytorów polskich – twórców mazurków (zamieszczone w cz. II
Pism muzycznych) oraz zapiski na temat subskrypcji Poznańskiego. Nie
ma natomiast wspomnianej przez Kopernickiego kopii pisma w sprawie
dotacji na druk Ludu. Prawdopodobnie był to dokument znajdujący się
teraz w zbiorach BN PAU I PAN, opublikowany z tą samą datą (10 II 1873)
w Korespondencji … cz. I (T. 64). Nie ma też w tece druków, m.in. wymienionego przez Kolberga „Ukazu o włościanach”.
Teka 32. Teki tej nie ma dziś w spuściźnie Kolberga.
Tytuł Kolberga z r. 1886: Miscellanea 2, opis zawartości: „Wycinki, odpisy i druki odnoszące się do Górali i Podgórza”.
250

�Opis Kopernickiego z r. 1890: „Zawierała »Czasu« z r. 1873 nr 119, 121,
132, 134, 137, 139, 237 i 245, a w nich artykuły ekonomiczne o ludzie
naszym i wiadomości o »Banasiu«, maniaku religijnym, który wystrzelił
w Tarnowie do księdza przy ołtarzu. O tymże »Kraj« krakow[ski] z r. 1873
nr 119. Oprócz tego nr 97 »Czasu« z r. 1875 z artykułem wstępnym czysto
ekonomicznej [treści]. Ponieważ tedy teka ta nie zawierała zgoła żadnych
materiałów etnograficznych, więc wszystko z niej zostało wyrzucone, a teka
ta ze spisu wykreślona.”
W zachowanych materiałach Kolberga nie ma obecnie druków wymienionych przez Kopernickiego.
Teka 33. Miscellanea
Sygn. Archiwum PTL: 1305–1310, łącznie kart 178.
Tytuł Kolberga z r. 1886: Miscellanea 3, opis zawartości: „Muzykalia, odpadki od serii I (Pieśni ludu polskiego). P[ieśni] żniwiarskie.”
Opis Kopernickiego z r. 1890: „Muzykalia. Obertasy, pieśni itd. Zawiera
poprzekreślane, a więc wydane już melodie i pieśni w brulionach najpierwotniejszych, tak jak były zapisywane. Nie tykając ich, zachowałem jako
autografy i okazy dające wyobrażenie o tym w jaki sposób śp. Oskar Kolberg spisywał te rzeczy z ust ludu.”
Obecna zawartość teki nie odpowiada notatce Kolberga, a opis Kopernickiego odnieść można raczej do rękopisów z obecnej teki 43 Mis­
cellanea, gdzie dziś znajdują się właśnie „bruliony najpierwotniejsze”,
czyli zapisy terenowe Kolberga. W tece 33 przechowywane są teraz również muzykalia, ale są to dwa zespoły czystopisów zestawionych według
dwu różnych zasad. Jeden, liczący 82 karty, zawiera ponad 3200 melodii.
Sądzić można, że jest to rodzaj kartoteki, czy „magazynu” melodii tanecznych, do którego Kolberg wpisywał utwory zanotowane w terenie
przed rokiem 1857 (zob. s. 98-100 w tym tomie). Drugi to karty, na których wpisywał warianty pieśni wybierane według wątków tekstowych,
z melodiami i notami lokalizacyjnymi. Niektóre z nich mają opracowany
akompaniament, co świadczy również o wczesnym okresie ich powstania. „Odpadki od serii I” wymienione przez Kolberga to tylko jedna karta
z charakterystyką niektórych wątków balladowych, notatki te wykorzystano w przypisach źródłowych w tomie Pieśni ludu polskiego. Suplement do t. 1 (T. 80).
251

�Nie ma dziś w tece zespołu pieśni żniwiarskich wymienionego przez
Kolberga, nie ma go również jako osobnego rękopisu lub zespołu rękopisów
w innych tekach.
Pieśni opracowane na głos z towarzyszeniem fortepianu zostały wydane
w tomie 67 cz. I i II, pozostałe w odpowiednich monografiach regionalnych.
Teka 34. Teki tej nie ma dziś w spuściźnie Kolberga.
Tytuł Kolberga z r. 1886: Miscellanea 4, opis zawartości: „Gry, zabawy,
tańce”. We wcześniejszym spisie, wykonanym przez Kolberga w 1883 r.
(rkp. BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 72), teka 34 ma tytuł taki sam, ale inną
zawartość: „Pieśni żniwiarskie (ogólnopolskie). Odpadki z Poznańskiego,
spis nazw”. Obok widnieje notatka Kopernickiego: „Sam Kolberg wypróżnił,
włożywszy natomiast materiały do Sanockiego”.
Opis Kopernickiego z r. 1890: „Materiały oryginalne: 1. Podgórze polskie (Rymanów, Wzdów, Iwonicz, Dynów), materiały na tomik niewielki. 2.
Podgórze ruskie od górnego Sanu i Dniestru (Ustrzyki D., Czaszyn, Leszczowate, Boberka), piękne materiały na duży tom lub 2 mniejsze. 3. Górale ruscy (Połonińcy) od Procisnego i Baligrodu, włączy się do mojej monografii
o Góralach ruskich. 4. Wypisy i notatki rozmaite.”
Nieco odmienny spis zawartości teki 34 wykonany przez Kopernickiego zachował się w innej tece Micellanea (Arch. PTL, teka 38, sygn. 1335,
k. 6), włożony do niej zapewne przypadkiem (w tym rkp. błędny numer
teki: 31 zamiast 34). Kopernicki zapisał tam: „T. 3[4] Sanockie. Jeden egz.
druk[u] Turowskiego Dodatek do zb. pieśni. Szkice ołówkiem ubiorów ze
Szczandrówki koło Procisnego i rozmaite notatki. Szkice sprzętów i 2 chaty
z Procisnego, piec. Ubiory z Procisnego. Wypisy z »Cztienii«, »Tygodn. Il.«
i inne [z] druk[ów]. Melodie łemkowskie od Szlachtowy, własne czy wypisane? Wypisy z »Wędrowca« r. 1882 nr 12 i 14 pt. Lud u źródeł Sanu
i Dniestru p. P. Wandę (pseud. Adnaw). 1 egzemplarz Kop[ernickiego] o Góralach ruskich. Na kartkach rozmaite notatki i melodie łemkowskie. Recenzja I. Franko o Kolbergu i moich Góralach. Melodie i pieśni z Wołtuszowy,
Procisnego, Soliny, mnóstwo melodyj z Sanoczan od pn. Józefy Wunsch
– pieśni polskie. Obrzędy, chrzciny i pogrzeb. Weselne – Leszcz[owate],
Czaszyn, Procisne, Chrewt.”
Przytoczonemu spisowi Kopernickiego odpowiada w znacznej części
obecna zawartość zespołu rękopisów znajdujących się w zbiorach BN PAU
252

�i PAN pt.: Podkarpacie polskie, sygn. 3194, i Podkarpacie ukraińskie, sygn.
3195–3201 (zob. niżej). Nie ma jednak ani tam, ani w innych tekach wskazanych przez Kopernickiego druków: J. K. Turowskiego Dodatek do zbiorów
pieśni... z r. 1846, Górali ruskich Kopernickiego i dwu recenzji I. Franki
zamieszczonych w „Kwartalniku Historycznym” w 1889 r., natomiast rkp.
Józefy Wunsch z Sanoczan jest obecnie w tece 35 Miscellanea.
W inwentarzu sporządzonym w 1934 r. przez Komisję Etnograficzną
PAU zawartość teki 34 określona jest krótko: „Gry, zabawy i tańce”, tak jak
w spisie Kolberga z 1886 r. Nota ta odnosi się do rękopisu przechowywanego teraz w tece Miscellanea, sygn. 2184, w zbiorach BN PAU i PAN. Jest to
odpis dużych fragmentów opracowania Ł. Gołębiowskiego Gry i zabawy
różnych stanów... (Warszawa 1831).
Wymienione przez Kolberga spisy nazw miejscowości z Poznańskiego
są obecnie w tece 9 Poznańskie. Rękopis pieśni żniwiarskich jako osobny
zespół nie zachował się w archiwum Kolberga.
Teka 35 Miscellanea
Sygn. Archiwum PTL: 1311–1316, łącznie kart 77.
Tytuł Kolberga z r. 1886: Miscellanea 5, opis zawartości: „Rękopisy
z druków starych. Wiersze różne.” W spisie tek z roku 1883 (BN PAU i PAN,
sygn. 2183, k. 74) wymieniona jest jeszcze „Gwara złodziejska”.
Opis Kopernickiego z r. 1890: „Rozmaite utwory wierszokleckie osób znajomych (R. K[onopki]), n[umery] gazet z drobnymi wiadomościami, zapomniane bruliony własne, poprzekreślane. Wszystko bez żadnej wartości
– wyrzucone.”
Obecnie w tece tej znajdują się materiały bardzo zróżnicowane: najliczniejsze to zapisy terenowe Kolberga, głównie z Pokucia, Krakowskiego, Lubelskiego i Poznańskiego, ponadto zaniechane redakcje wstępów
do Pieśni ludu polskiego (1857) i do Pokucia cz. II (1883), zapisy przysłów
nieznanego autora, druki związane z subskrypcją Poznańskiego, a także
kartki z 26 przyśpiewkami ukraińskimi, bez not lokalizacyjnych, w obwolucie z wpisanym przez Kopernickiego tytułem Kryptadia. Być może są to
w części rękopisy określone przez Kopernickiego jako „zapomniane bruliony własne”. Utworów R. Konopki i innych autorów nie ma dziś w tej tece.
Również wymienionych w 1883 r. notatek o gwarze złodziejskiej nie ma
dziś ani w tej tece, ani w innych. Zapisy folkloru znajdujące się w tece 35
253

�zostały opublikowane w odpowiednich monografiach regionalnych i suplementach do nich oraz w tomach Przysłowia (T. 60), pozbawione not
lokalizacyjnych przeznaczono do tomu Materiały do etnografii Słowian
wschodnich (T. 58, przygotowany do druku).
W zespole o sygn. 1311 znajdowało się 60 listów w obwolucie z notą:
„Listy wyłączone z tek Kolbergowskich przez prof. dr Tadeusza Seweryna”.
W latach 1959–1961 dołączono do nich jeszcze 40 listów i innych dokumentów wyjętych z tek regionalnych przed rokiem 1962 w trakcie prac nad
rękopisami w Pracowni Kolbergowskiej istniejącej wówczas przy Zarządzie
Głównym PTL we Wrocławiu. Listy i dokumenty przekazano w sierpniu
1963 r. Bibliotece Naukowej PAU i PAN w Krakowie, gdzie zostały włączone
do Korespondencji (sygn. 2185) i Papierów osobistych (sygn. 2183).
Teka 36. Miscellanea
Sygn. Archiwum PTL: 1317–1325, łącznie kart 300.
Tytuł Kolberga z r. 1886: Miscellanea 6, opis zawartości: „Pieśni patriotyczne i szlacheckie”.
Opis Kopernickiego z r. 1890: „a) Moc wielka melodyj i pieśni patriotycznych z rozmaitych miejsc i czasów, b) tyleż pieśni towarzyskich i innych
z melodiami. Jedne i drugie po największej części w brulionach i zupełnym
nieładzie. Zostawione wszystko w takim stanie, jako materiał dla tego, kto
się studiowaniem utworów tego rodzaju zająć zechce.”
Obecnie w tece 36 znajduje się zbiór blisko tysiąca pieśni, głównie patriotycznych, historycznych i wojskowych, ale także o innej tematyce, wykonywanych przez mieszkańców miast i dworów. Wśród nich liczne są
pieśni i melodie pochodzące z utworów scenicznych. Te ostatnie gromadził
Kolberg jako dokumentację muzyki teatralnej, a po części także jako utwory
popularne. Przechowywane w tej tece melodie i teksty to przede wszystkim
zapisy ze słuchu wykonane przez Kolberga w czasie badań terenowych, dlatego często na tych samych kartach znajdują się także zapisy pieśni i melodii ludowych, m.in. z Lubelskiego, Krakowskiego, Radomskiego i z Wielkopolski. Pieśni patriotyczne miewają w rękopisach podane autorstwo melodii
i tekstu, a niekiedy także datę powstania. Utworów tych Kolberg nie mógł
drukować w wydawanych w Krakowie tomach Ludu, ponieważ cenzura
rosyjska nie dopuściłaby wtedy do przewiezienia książek przez granicę do
Królestwa Polskiego, gdzie miały licznych odbiorców.
254

�Jeżeli pieśni opatrzone były notami lokalizacyjnymi, zostały opublikowane w odpowiednich tomach regionalnych lub w suplementach do tomów
wydanych przez Kolberga. Zapisy pozbawione takiej informacji znajdą się
w tomie Miscellanea. Notacje melodii do zapomnianych dziś i nigdy nie
drukowanych utworów scenicznych mogą być materiałem przydatnym do
badań nad XIX-wiecznym teatrem polskim, zwłaszcza z pierwszej połowy
wieku.
Teka 37. Miscellanea
Sygn. Archiwum PTL: 1326–1332, łącznie kart 259.
Tytuł Kolberga z r. 1886: Miscellanea 7, opis zawartości: „Czary. Wierzenia. Przysłowia i zdania”.
Opis Kopernickiego z r. 1890: „1. Rozmaite wypisy, wycinki i notatki
o wierzeniach, czarach, gusłach itp. z całego świata. W tej liczbie jest spory
i ciekawy rękopism rozprawy T. Klepaczewskiego Pogląd histor[yczny] na
zabobony w Polsce. 2. Trochę przysłów z Poznańskiego (wypisane z »Prz[yjaciela] Ludu« i innych. Mogą się przydać Adalbergowi). 3. Trochę zagadek
(wypisane, mogą się przydać Z. Wolskiemu). 4. Odpadki materiałów od Poznańskiego, już zużyte, [jeden] okaz schematyzmu Tow[arzystwa] Przyjaciół
Nauk, z którego wiadom[ości] etnograficzne i topograficzne o Poznańskiem
były przez O. K. czerpane.”
Obecnie w tece 37 znajdują się notatki Kolberga z prasy i z druków
zwartych dotyczące wierzeń, czarów, lecznictwa w dawnych wiekach itp.,
wymieniony przez Kopernickiego rękopis T. Klepaczewskiego (60 stron),
niewielki rękopis E. Kierskiego Cośkolwiek o czarownicach, osobliwie w Wielkopolsce, liczne notatki Kolberga z Poznańskiego dotyczące
przesądów, wierzeń i praktyk magicznych oraz jego rękopisy przysłów
i zagadek z tego regionu. Wspomniany przez Kopernickiego fragment
Szematów W. Ks. Poznańskiego — ankiety Poznańskiego Towarzystwa
Przyjaciół Nauk — wypełniony był we Wronczynie. Ponadto znajdują
się tu wycinki z prasy i druki, m.in. Powiastki i opowiadania majstra
od „Przyjaciela Ludu” (z. 2: Chełmno 1865) wydane nakładem Ignacego
Danielewskiego.
Znaczną część materiałów wykorzystał Kolberg w tomach Poznańskiego (głównie w T. 9 i 15), a także w cz. II Mazowsza (T. 25), w Kieleckiem
(T. 18), Radomskiem (T. 20-21), niedrukowane przez Kolberga zamieszczono
255

�w Litwie (T. 53), w cz. VII Mazowsza (T. 42), w Przysłowiach (T. 60) oraz
w suplemencie do Poznańskiego (T. 74).
Teka 38. Miscellanea
Sygn. Archiwum PTL: 1333–1336, łącznie kart 141.
Tytuł Kolberga z r. 1886: Miscellanea 8, opis zawartości: „Rozmaitości,
teksta operetek i śpiewów.”
Opis Kopernickiego z r. 1890: „1. Bardzo ciekawy rękopism z końca
XVIII w., zawierający odpisy: a) o porwaniu króla przez konfederatów
barskich, b) rozmaite dokumenta tyczące się 1-go rozbioru Polski. Mocno uszkodzony. 2. Gazety z r. 1855 i 1859 oraz rozmaite bruliony O. K.
jako materiał o jego pierwszej działalności w badaniach muzyki ludowej
i o nieświetnym wystąpieniu jako kompozytor z operetką Król pasterzy. Nb. bardzo ważny artykuł J. Gregorowicza w »Gazecie Codziennej«
1855 o muzyce ludowej i o Kolbergu jako nieznanym jeszcze badaczu
tej muzyki”.
Obecnie w tece znajdują się rękopisy terenowe Kolberga z Łęczyckiego,
Kaliskiego i Kujaw (pieśni i melodie), czystopisy pieśni i melodii z tych
regionów (zamieszczone w T. 22, 23 i 3-4 oraz w suplementach do Kujaw,
Łęczyckiego i Kaliskiego), rękopis W. Siarkowskiego Pieśni i opowieści
ludowe z okolic Pińczowa (262 teksty pieśni i 22 bajki) wykorzystany
w większości przez Kolberga w monografii Kieleckie (T. 18–19), a później
w suplemencie do niej (T. 76). Są tam także notatki terenowe i wypisy z literatury dotyczące wierzeń i dialektów z Pokucia i Chełmskiego zamieszczone przez Kolberga w T. 31 i 33 lub wykorzystane w suplementach do
tych tomów (T. 81 i 82) oraz przytaczane tu notatki Kopernickiego na temat
niektórych materiałów w innych tekach (18, 34 i 40).
Egzemplarze paru druków znajdujących się w tej tece nie są związane
bezpośrednio z pracami nad Ludem. Część z nich znalazła się tam zapewne
przypadkowo, np. fragmenty polemik posłów do austriackiej rady państwa
na temat szkół wyznaniowych.
Nie ma w tece rękopisów z XVIII wieku, przekazanych prawdopodobnie
przez Kopernickiego Bibliotece Jagiellońskiej, nie ma też wymienionych
przez Kolberga tekstów operetek i śpiewów – te zapewne przeniesione zostały przez niego, przynajmniej częściowo, do teki 36 Miscellanea. Wymienione przez Kopernickiego wycinki druków z lat 1855–1856 z recenzjami
256

�Króla pasterzy i z artykułem Gregorowicza w „Gazecie Codziennej” są
obecnie w tece Miscellanea, sygn. 2184 (dawniej 2183), w zbiorach BN
PAU-PAN.
Teka 38 zawierała także korespondencję związana z drukiem Ludu i rkp.
Kolberga Opis biegu życia. Dokumenty te zostały wyjęte z teki 38 w latach 1959–1960 i przełożone najpierw do teki 35 Miscellanea, a w r. 1963
przekazane BN PAU i PAN i tam włączone do porządkowanej wówczas
korespondencji Kolberga (sygn. 2185) i teki z jego dokumentami osobistymi
(obecnie sygn. 2183, dawniej 2184).
Materiały folklorystyczne zamieszczono w odpowiednich monografiach
regionalnych lub w suplementach do nich.
Teka 39. Miscellanea
Sygn. Archiwum PTL: 1337–1344, łącznie kart 199.
Tytuł Kolberga z r. 1886: Miscellanea 9, opis zawartości: „Łużyce, Słowaki, Czechy, Moskwa. Drobne varia”.
Opis Kopernickiego z r. 1890 nie zachował się.
Teka zawiera obecnie materiały bardzo zróżnicowane: bruliony artykułów Kolberga pisanych dla Encyklopedii Orgelbranda i do warszawskiej
prasy muzycznej, przekłady i wypisy dotyczące muzyki węgierskiej i rumuńskiej, a także muzyki Azji południowo-wschodniej i Oceanii, zapisy
folklory łużyckiego, czeskiego, słowackiego i południowo słowiańskiego,
m.in. notatki A. Kucharskiego z badań prowadzonych w latach 1826–1829,
rękopisy pieśni łużyckich nieznanych autorów, wczesne, bo sprzed r. 1830,
pochodzące też ze zbiorów A. Kucharskiego, Kolbergowski przekład dużego
fragmentu opracowania A. Smolerja o weselu łużyckim oraz zapisy pieśni
czeskich i słowackich wędrownych rzemieślników sporządzone w Warszawie i wydane przez Kolberga w r. 1846. Ponadto znajdują się tutaj zapisy
terenowe i czystopisy folkloru pochodzące z Mazowsza, Białorusi, Przemyskiego, Wołynia i Podkarpacia.
Materiały te, zależnie od ich lokalizacji geograficznej i treści, opublikowane zostały w tomach Pisma muzyczne cz. I i II (T. 61–62), Studia,
rozprawy i artykuły (T. 63), czeskie, słowackie, łużyckie, słoweńskie
i chorwackie znalazły się tomie Materiały do etnografii Słowian zachodnich i południowych (T. 59 cz. I–III). Pieśni i melodie pochodzące z terenów Polski, Białorusi i Ukrainy wykorzystane zostały w odpowiednich
257

�monografiach regionalnych lub w suplementach do nich oraz w tomie
Materiały do etnografii Słowian wschodnich (T. 58, przygotowany do
druku).
Teka 40. Miscellanea
Sygn. Archiwum PTL: 1345–1346, łącznie kart 42.
Tytuł Kolberga z r. 1886: Miscellanea 10, opis zawartości: „Illyria, Dalmacja, Kroacja. Drobne varia.”
Opis Kopernickiego z r. 1890 nie zachował się. Do obecnej zawartości teki 40 odnoszą się notatki Kopernickiego z r. 1890 o tece 42: „Teka
42. Ilyria, Dalmacja, Slawonia. 1. Melodie serbskie 232 n[umery], wypisane z dzieła Aloisa Kalauza, przy tym jest parę oryginalnych melodyj
i pieśni słoweńskich przez kogoś ofiarowanych i ze 20 melodyj ołówkiem
zapisanych prawdopodobnie przez samego O.K. 2. »Illustr. Extrabalatt« wiedeńsk. z r. 1875 – kilka n[umerów] z felietonami o Dalmacji z okazji podróży
cesarskiej. 3. Siedem n[umerów] »Gazety Codziennej« z r. 1871/72 z felietonem O.K. z Dalmacji (podobno przeważnie wyciąg z podróży Hacqueta!).
4. Jakiś zapisek O. K. o Czyczach, Krażaucach i Piuczenach (skądś wypisane,
przygotowane jako artykulik do jakiegoś pisma).”
W innej tece (Arch. PTL, teka 38, sygn. 1335, k. 2) znajduje się notatka
Kopernickiego odnosząca się do druków znajdujących się niegdyś w tece
40: „Muzyczne: Hašnik Dobrovoljke, Ljublana 1851; Dolinar Napevi za
[Mnoge] svete pesmi, 2 zesz.; M. Vilharia Jamska Ivanka, Ljubl.; Slovenska
gerlica, zesz. 1, 2, 4, Lubl.; Cvek Napevi za svete pesmi.”
Obecnie w tece 40 mieszczą się zapisy terenowe melodii, m.in. słoweńskich i chorwackich wykonane przez Kolberga w roku 1857, opublikowane w tomie Materiały do etnografii Słowian zachodnich i południowych (T. 59 cz. III), sporządzony przez Kolberga odpis melodii
ze zbioru A. Kalauza, dwie karty z zapisami pieśni nieznanych autorów,
ulotny druczek zawierający pięć pieśni ze zbiorów W. Dundera oraz rękopis fragmentu artykułu Kolberga Obrazy Słowiańszczyzny południowej odnotowany przez Kopernickiego jako punkt 4: ”zapisek o Czyczach,
Krażaucach i Piuczenach”. Przechowywane są tam także egz. „Gazety
Polskiej” z 1871 r. (nr 2–7), w których drukowane były Obrazy Słowiańszczyzny południowej (w tych numerach cz. II artykułu pt. Dalmacja). Cały artykuł przedrukowany został w Studiach, rozprawach
258

�i artykułach (T. 63). Ponadto w tece kilka numerów gazety „Illustriertes
Wiener Extrablatt” z 1875 r. (nr 91, 99, 103, 104, 109, 126, 129) z artykułami o Dalmacji.
Wymienionych w osobnej notatce Kopernickiego czasopism i innych
druków muzycznych, prawdopodobnie zakupionych przez Kolberga w Lublanie w 1857 r., w jego tekach teraz nie ma. 		
Teki utworzone po śmierci Kolberga, tj. po roku 1890,
oraz inne zespoły jego rękopisów
znajdujące się w Archiwum Naukowym Polskiego Towarzystwa
Ludoznawczego
Teka 12a. Podgórze
Sygn. Archiwum PTL: 1185–1190, łącznie kart 155, numer i tytuł nadano
prawdopodobnie w Muzeum Etnograficznym w Krakowie przed r. 1953.
Teki tej nie odnotowano w inwentarzu Komisji Etnograficznej PAU
w 1934 r., pojawia się ona z numerem 12a i tytułem Podgórze dopiero
w roku 1953 w protokole przekazania rękopisów Kolberga jako depozytu
do Archiwum PTL.
Materiały znajdujące się w tece pochodzą w większości z tego samego
regionu, co przechowywane w tece 12. Są to przede wszystkim opisy wesel,
pieśni i melodie w czystopisach Kolberga oraz kopie znacznej ich części
wykonane przez W. Kosińskiego (teksty), albo dla niego przez osoby nieznane (nuty). Znajduje się tu także rękopis pieśni i bajek zapisanych przez
M. Szczurka, wydany w suplemencie do Krakowskiego (T. 73/II). Niektóre
teksty i melodie zamieścił już Kolberg w cz. I i II Krakowskiego (T. 5–6),
pozostałe zostały obecnie opublikowane w suplemencie do Krakowskiego
(T. 73 cz. I–III), w tomach Góry i Podgórze (T. 44–45) i w Tarnowskiem–
Rzeszowskiem (T. 48). Podstawą druku były rękopisy Kolberga, w bardzo
nielicznych przypadkach, jeżeli nie zachowały się oryginały Kolberga, posłużono się kopiami W. Kosińskiego.
Tekę 12a utworzono prawdopodobnie dlatego, że materiały Kolberga
i kopie Kosińskiego przestały się mieścić w tece 12 i jej zawartość podzielono na dwie części.

259

�Teka 18a. Ruś Czerwona
Sygn. Archiwum PTL: 1230–1237, łącznie kart 296, numer i tytuł pojawiają
się w inwentarzu zbiorów Komisji Etnograficznej PAU z 1934 r., tam: „18a.
Ruś Czerwona I, przygotowane do druku przez J. Bielę”.
Teka utworzona została dla pomieszczenia rękopisu Jana Bieli, który
w r. 1911 opracował do druku materiały Kolbergowskie znajdujące się
w tece 18. Na okładce tytuł: „18 teka Kolberga przygotowana do druku”.
Teka zawiera wstęp J. Bieli z datą „Lwów, we wrześniu 1911” i jego kopie
rękopisów z teki 18, niezależnie od lokalizacji zawartych tam zapisów pochodzących czasem z innych regionów. Kopie są uporządkowane w sposób
zbliżony do układu przyjętego przez Kolberga w monografiach regionalnych. Opracowanie J. Bieli nie zostało wydane, nieliczne fragmenty były
wykorzystane w trakcie przygotowywania do druku materiałów do tomów
Ruś Czerwona (T. 56 i 57), jeżeli nie zachowały się oryginały Kolberga.
Teka 41. Materiały do pracy o śpiewach religijnych ludowych
Sygn. Archiwum PTL: 1347, łącznie kart 135.
Teki tej nie wymienia ani Kolberg w spisie tek z 1886 r., ani później
Kopernicki. W inwentarzu Komisji Etnograficznej PAU z 1934 r. rękopis
ma numer 41 i tytuł: Pieśni ludowe religijne z uwagą „Przygotowane do
druku”. Obecny tytuł nadany w Archiwum PTL.
Na zawartość teki składa się rękopis Kolberga – zbiór pieśni religijnych (k. 1–131), sporządzony prawdopodobnie około roku 1888 w oparciu
o śpiewniki M. M. Mioduszewskiego, m.in. na k. 125–131 „Pieśni cerkiewne
w diecezji chełmskiej obrządku greckokatolickiego używane”, ponadto cztery karty z Kolbergowskimi zapisami terenowymi kolęd, pastorałek i pieśni
religijnych z Ruszkowa na Kujawach, pochodzące z r. 1865 (k. 132–135).
Nie wiadomo, czy te ostatnie, tj. zapisy ze słuchu zostały dołączone do odpisów ze śpiewników M. M. Mioduszewskiego przez Kolberga, raczej sądzić
można, że zostały one włożone tam później, przez kogoś kierującego się
gatunkami i treścią pieśni, a nie ich pochodzeniem regionalnym. Kopernicki
nie opisał rękopisu pieśni religijnych jako osobnej teki z numerem 41, na
obwolucie jest tylko jego notatka: „Materiały p[rzys]posobione do jakiejś
pracy osobnej o śpiewach religijnych ludowych”. W protokole potwierdzającym przyjęcie przez Towarzystwo Ludoznawcze rękopisów Kolberga
w 1953 r. opis: „koperta z nutami i notatkami” również bez numeru teki.
260

�Pieśni przepisane ze śpiewników M. M. Mioduszewskiego w większości opatrzone są przez Kolberga odsyłaczami do tomów Ludu i Obrazów
etnograficznych, w których wydrukował albo te same utwory, albo ich
warianty. Niedrukowane zamieszczono w odpowiednich tomach regionalnych bądź w suplementach do monografii wydanych przez Kolberga, m.in.
w suplemencie do Kaliskiego (T. 79) i Chełmskiego (T. 82), o ile opatrzył je
notami lokalizacyjnymi, pozostałe znajdą się w tomie Miscellanea. Kolędy
i inne pieśni z Ruszkowa zapisane przez niego ze słuchu są opublikowane
w suplemencie do Kujaw (T. 72/II).
Teka 42. Miscellanea1
Sygn. Archiwum PTL: 1348–1351, łącznie kart 136.
Teki o takim numerze nie ma w wykazie Kolberga z 1886 r. Notatki Kopernickiego odnoszące się do teki 42 charakteryzują materiały znajdujące
się według wykazu Kolberga z 1886 r., a także obecnie, w tece 40 Miscellanea, dlatego przytoczono je wyżej w informacjach o tej tece. Czy tekę 42
utworzył jeszcze Kolberg, czy Kopernicki nie udało się ustalić.
W inwentarzu sporządzonym w Komisji Etnograficznej PAU w 1934 r.
teka 42 jest odnotowana z tytułem Miscellanea, tam jako zawartość podano
tylko: „Pieśni”.
Obecnie w tece 42 znajdują się wykonane przez Kolberga czystopisy
i zapisy terenowe pieśni i melodii oraz kilka wycinków i druków nie związanych z jego pracami. Zapisy terenowe pochodzą z różnych regionów Królestwa Kongresowego; czystopisy przygotowywane były przez Kolberga do
kilku publikacji: przechowywany jest tu m.in. rękopis pt. Zbiór mazurów
i obertasów gminnych, obejmujący 72 melodie wokalne z akompaniamentem fortepianu; liczne są karty z czystopisami kilku wariantów danego
wątku z różnych regionów, przygotowywanymi do druku w tomach planowanych jako następne po Pieśniach ludu polskiego z 1857 r., tj. w monograficznych zbiorach pieśni; ponadto znajduje się tu rękopis Chodzone, kujawiaki, obertasy, mazury obejmujący ponad 700 tańców składających się z dwu lub więcej melodii, przygotowywany jako trzecia część
monografii Kujawy, na której druk zabrakło Kolbergowi pieniędzy. Został
1 Numeracja tek 40–44 była w archiwum PTL w latach 1953–1961 kilkakrotnie zmieniana,
co uwidocznione jest także na obecnych okładkach teczek. W tym wykazie przyjęto kolejność
zgodną z aktualnymi sygnaturami archiwalnymi.

261

�on opublikowany w suplemencie do Kujaw (T. 72 cz. I). Zbiór mazurów
i ober­tasów gminnych opublikowano w tomie Pieśni i melodie ludowe
w opracowaniu fortepianowym (T. 67/II). Pozostałe pieśni i melodie zależnie od ich lokalizacji opublikowane zostały w odpowiednich tomach
regionalnych i w suplementach do tomów wydanych przez Kolberga.
Teka 43. Miscellanea
Sygn. Archiwum PTL: 1352, łącznie kart 129.
Teka nie wymieniona przez Kolberga, ani przez Kopernickiego. Numer i tytuł odnotowane dopiero w inwentarzu Komisji Etnograficznej z 1934 r., tam
jako zawartość podano tylko: „Pieśni”. W protokole z r. 1953, potwierdzającym
przyjęcie w depozyt przez Polskie Towarzystwo Ludoznawcze rękopisów Kolberga, teka ma nr 43, tytuł Miscellanea i opis: „Zawiera zbiór pieśni z nutami
i bez oraz same nuty z różnych okolic Polski. Kart numerowanych 154”.
Obecnie znajdują się w niej Kolbergowskie zapisy terenowe pieśni i melodii z różnych regionów Polski, głównie z Królestwa Kongresowego, mniej
liczne z Krakowskiego i Podhala. Zapisy pochodzą sprzed r. 1871, część
z nich jest prawdopodobnie dokumentacją najwcześniejszych badań terenowych Kolberga. Rękopisów innych osób, najczęściej nieznanych, jest
zaledwie kilka. Do zespołu tego odnosi się zapewne opis Kopernickiego
określający pierwotną zawartość teki 33: „Muzykalia. Obertasy. Pieśni itd.
Zawiera poprzekreślane, a więc wydane już melodie i pieśni w brulionach
najpierwotniejszych, tak jak były zapisywane”. Rękopisy przechowywane
w tece 43 stanowią obecnie bezcenny materiał do analizy Kolbergowskich
zapisów ze słuchu oraz do pracy nad suplementami i komentarzami źródłowymi do monografii wydanych przez Kolberga w XIX w.
Numeracja kart: 1–100 i 126–154 wskazuje, że w tece brak 25 kart, które
znajdowały się tam w r. 1953, a zaginęły przed r. 1962.
Teka 44. Przysłowia. Z Archiwum Familii Nowina-Konopków
Sygn. Archiwum PTL: 1416, łącznie kart 305. Numer teki i tytuł nadane
w Archiwum PTL.
Rękopisy zakupione w r. 1959 przez Polskie Towarzystwo Ludoznawcze w antykwariacie w Warszawie 1. Na pierwszej karcie każdego ręko1 Zakupiono wtedy trzynaście zespołów rękopisów, które podzielono miedzy trzy nowoutworzone teki Miscellanea, nadając im numery 44–46.

262

�pisu odbita owalna pieczęć z napisem: „Archiwum Familii Nowina-Konopków”.
Najobszerniejszą część materiałów zawartych w tej tece stanowi rękopis
Józefa Konopki Polskie przysłowia, przypowieści i różne wyrażenia przysłowiowe zebrał … (karty 51–290), przy czym znaczna liczba tych tekstów to
wypisy z druków obcojęzycznych. Ponadto znajdują się tu także oprawiony
rękopis Kolberga Przysłowia polskie z datą 1872 (23 karty), rękopisy innych
zbieraczy przysłów: nieznanego bliżej Leśniewskiego (25 kart), Andrzeja Jakubowskiego przysłane Kolbergowi z okolic Lwowa, niewielki rękopis M. Akielewicza z przysłowiami litewskimi oraz kilka rkp. nieznanych autorów.
Kolberg po wydaniu Krakowskiego zamieszczał w monografiach nieliczne przysłowia specyficzne dla regionu, natomiast inne, zapisane przez
siebie lub otrzymane od współpracowników przekazywał Konopce, który
pracował nad wielkim zbiorem przysłów polskich. Obecna teka 44 jest
świadectwem pracy Konopki, który nie zdołał jednak przygotować swego
zbioru do druku. Z materiałów tych korzystał prawdopodobnie S. Adalberg, przygotowując Księgę przysłów polskich … (Warszawa 1889-1894;
zob. S. Świrko, przedmowa w tomie Przysłowia, T. 60, s. XXVII).
Teksty polskie zawarte w rękopisach różnych autorów, głównie J. Konopki, zostały wydane w T. 60 Przysłowia. Teksty ukraińskie, przeważnie
przekazane Konopce przez Kolberga, zamieszczono w odpowiednich tomach
regionalnych. Nieopublikowane pozostały przysłowia łacińskie i inne obcojęzyczne wypisane przez Konopkę z dostępnych mu źródeł drukowanych.
Teka 45. Miscellanea. Z Archiwum Familii Nowina-Konopków
Sygn. Archiwum PTL: 1417–1419, łącznie kart 213. Numer teki i tytuł nadane w Archiwum PTL.
Materiały zakupione przez Polskie Towarzystwo Ludoznawcze w antykwariacie w Warszawie w r. 1959. Na pierwszej karcie pieczęć owalna
z napisem: „Archiwum Familii Nowina-Konopków”.
Na zawartość teki składają się rękopisy bardzo zróżnicowane. Znajdują
się tam duże fragmenty Kolbergowskiego czystopisu I i II części Krakowskiego (T. 5–6) oddane z drukarni, wśród nich karteczka z notatką „Do
Pana Zecera” z uwagami o pierwszej korekcie tomu 5, oraz fragmenty korekty tego tomu (cz. I Krakowskiego). Karty te przemieszane są z nielicznymi rękopisami innych osób, również dotyczącymi kultury ludowej okolic
263

�Krakowa. Ponadto znajduje się tam fragment brulionu rozprawy Kolberga
Rzecz o obchodach weselnych … (druk całości w T. 63 Studia, rozprawy
i artykuły) oraz nieliczne zapisy Kolberga z Pokucia i z okolic Krakowa.
Przechowywane są w tej tece także materiały przygotowane przez inne
osoby: Raptularz Antoniny Konopczanki, czyli zapisane przez nią wywiady z mieszkańcami Modlnicy, rękopis liczący 23 karty i w całości wydany
w suplemencie do Krakowskiego (T. 73, cz. III), rękopis nieznanego autora
zawierający ponad 120 kolęd i pastorałek przepisanych ze zbioru M.M. Mioduszewskiego oraz rękopis Józefa Konopki z zapisami tekstów pieśni z okolic Czerska, pochodzący z roku 1841. Konopka uczestniczył wtedy w badaniach terenowych zorganizowanych przez Kolberga. Te ostatnie teksty
opublikował Kolberg w monografii Mazowsza (T. 24 i 25). W tece znajduje
się także kilka listów Kolberga do R. Konopki, J. Konopki i A. Męcińskiej
(zostały wydane w Korespondencji… T. 64–66), wspomnienie poświęcone
J. Konopce napisane przez Kolberga w 1880 r. i drukowane w „Kłosach”,
drobne druki okolicznościowe skierowane do Kolberga (program koncertu,
zaproszenie). Przechowywany jest tam także rkp. J. Konopki Imienie wsi
Modlnica Wielka (kart 29).
Część zawartości tej teki to dokumenty i inne rękopisy ściśle związane z pracami i twórczością Józefa Konopki bądź członków jego rodziny.
Większość należy do materiałów stanowiących niegdyś własność Kolberga,
zapewne pozostawionych przez niego w Modlnicy, gdy przeprowadzał się
do Krakowa jesienią 1884 r. Całość, bardzo zróżnicowana rzeczowo i autorsko, sprawia wrażenie rękopisów przypadkowo zebranych w jeden zespół.
Teka 46. Miscellanea. Z Archiwum Familii Nowina-Konopków
Sygn. Archiwum PTL: 1359, łącznie kart 23. Numer i tytuł teki nadane
w Archiwum PTL.
Zespół rękopisów zakupiony przez Polskie Towarzystwo Ludoznawcze
w antykwariacie w Warszawie w r. 1959. Na pierwszej karcie pieczęć owalna z napisem „Archiwum Familii Nowina-Konopków”.
W tece znajdują się głównie Kolbergowskie materiały związane z wystawą etnograficzną w Kołomyi zorganizowaną w 1880 r. Są to bruliony pism
kierowanych przez Kolberga lub komitet organizacyjny wystawy do współpracowników, wstępna wersja katalogu, jego przekład na język niemiecki
wykonany przez nieznaną osobę oraz rkp. B. Jurczeńki ze spisem haftów
264

�prezentowanych na wystawie. Ponadto znajdują się tam: odezwa w sprawie
subskrypcji Ludu, rękopis R. Konopki (wiersz jego autorstwa), rkp. E. Kierskiego z krytycznymi uwagami o pierwszej redakcji cz. I Poznańskiego
i dwa druki – program koncertu na cześć Kolberga z r. 1889 i „bilet przedpłaty” na Poznańskie. Bruliony pism dotyczące wystawy etnograficznej
w Kołomyi zostały opublikowane w tomie Ruś Karpacka cz. I (T. 54), spis
haftów zamieścił Kolberg w cz. I Pokucia (T. 29), pozostałe materiały, poza
rkp. Romana Konopki, wykorzystano w biografii O. Kolberga.
Większość rękopisów i druków pochodzi ze zbiorów Kolberga, należały
one prawdopodobnie do zespołu pozostawionego przez niego w Modlnicy
jesienią 1884 r. gdy przeprowadzał się do Krakowa. Różnorodność materiałów wskazuje, że podobnie jak obecna teka 45 są to rękopisy i druki
przypadkowo zebrane razem i ujęte wspólną okładką.
Teka 47. Teka rycin
Sygn. Archiwum PTL: 1353–1354/I–III, łącznie kart 189, tytuł i numer teki
nadane w Archiwum PTL.
W spisie z r. 1886 po wymienieniu tek o numerach 1–40 zanotował
Kolberg: „A nadto: Zbiór fotografij, akwarel, rysunków, szkiców itp.
przedstawiających przeważnie typy i ubiory włościan, objęty osobnym
spisem. Ze zbioru tego korzystano już w pewnej części przy wydawnictwach”. Ten zbiór rycin i jego spis sporządzony przez Kolberga nie
zachowały się.
Zespół materiałów ikonograficznych znajdujący się dziś w tece 47 nie
jest kontynuacją Kolbergowskiej teki rycin z akwarelami i rysunkami ani
jego albumu z fotografiami. Są to karty wyjęte z tek regionalnych w latach
1945–1961, zawierające wykonane przez Kolberga szkice terenowe, m.in.
z Wielkopolski, szkice i rysunki nieznanych osób, fotografie i akwarele
z różnych regionów, oraz próbne odbitki drzeworytów. Część rękopisów
znajdujących się obecnie w tece 47 została przekazana Polskiemu Towarzystwu Ludoznawczemu przez Komisję Organizacyjną Instytutu Historii
Kultury Materialnej PAN w r. 1953 r. w osobnej kopercie, ale bez spisu
zawartości. Były one wyjęte z tek regionalnych w Muzeum Etnograficznym w Krakowie do sfotografowania przed przekazaniem rękopisów Kolberga do dyspozycji Komisji Organizacyjnej IHKM. Zbiór ten został uzupełniony rękopisami wyjmowanymi z Kolbergowskich tek w Pracowni
265

�Kolbergowskiej1 istniejącej przy Zarządzie Głównym PTL we Wrocławiu
w latach 1959–1961. Przeprowadzony w Krakowie i we Wrocławiu wybór
materiałów ikonograficznych nie był konsekwentny i wiele szkiców oraz
fotografii pozostało w tekach regionalnych. Karty wyjmowane z tek w Pracowni Kolbergowskiej umieszczono w nowej okładce razem z przekazanymi w 1953 r. i tak utworzonemu zespołowi w Archiwum PTL przed r. 1961
nadano numer, tytuł i sygnaturę.
We wrześniu 2013 r. dołączono do tego zbioru rysunki, szkice i fotografie
(79 kart) pochodzące również z tek regionalnych, głównie z dawnej teki 27
Ruś Chełmska (54 karty), ale także z teki 6 Pomorze, odnalezione w r. 2013
w prywatnych materiałach po Józefie Gajku2. Były one wyjęte z tek regionalnych w latach 1959–1961, tj. w okresie gdy J. Gajek był redaktorem
Dzieł Kolberga.
Wszystkie akwarele, szkice i fotografie są reprodukowane w odpowiednich tomach regionalnych Dzieł wszystkich i w suplementach do monografii wydanych przez Kolberga. Duży zespół rycin dotyczących Chełmskiego
odnaleziony w r. 2013, już po opublikowaniu suplementu (T. 82) do monografii tego regionu, wydano jako osobny aneks (T. 82 aneks).
Teka 48. Miscellanea
Sygn. Archiwum PTL: 1355, łącznie kart 87, tytuł i numer teki nadano
w Archiwum Naukowym PTL.
Rękopisy przekazane Redakcji Dzieł Wszystkich Oskara Kolberga w Poznaniu 26 lutego 1963 r. przez przedstawicielkę Instytutu Historii Kultury
Materialnej PAN w Warszawie3.
1

Zob. I. Chruścielowa Sprawozdanie z działalności Komitetu Kolbergowskiego za rok 1959,
„Lud” T. XLVI za rok 1960. Tam na s. 359-360: „Wysegregowano rysunki z całości materiałów
Kolbergowskich i część przeznaczoną do przerysowania oddano rysownikowi”.
2 W zespole materiałów przekazanych do Archiwum PTL przez krewnego spadkobierców
J. Gajka jako rękopisy należące do spuścizny O. Kolberga rozpoznał te ryciny w roku 2013
etnolog Filip Wróblewski.
3 Prawdopodobnie ten zespół i dwa następne (tj. teki 48, 50 i 51 o sygn. Arch. PTL 1355, 1357
i 1358) to część materiałów przywiezionych do Warszawy w 1953 r. z Muzeum Etnograficznego
w Krakowie i przekazanych Komitetowi Organizacyjnemu IHKM, działającemu w Warszawie
pod kierunkiem prof. Dynowskiego. Zapewne przez przypadek nie zostały one oddane bezpośrednio w 1953 r. do Archiwum PTL razem z innymi tekami Kolberga, a jako należące do jego
spuścizny rękopiśmiennej rozpoznane zostały dopiero dziesięć lat później i przywiezione do
Redakcji Dzieł Wszystkich Kolberga działającej w Poznaniu. Przekazana wówczas została także

266

�Teka zawiera zapisy terenowe i czystopisy Kolberga oraz nieliczne rękopisy innych osób, tworzące przypadkowy zbiór materiałów pochodzących ze spuścizny Kolberga. W większości są to teksty pieśni z melodiami
z różnych regionów, publikowane w Krakowskiem (T. 5–6), Kieleckiem
(T. 18–19), Mazowszu (T. 26), oraz w suplementach do tych monografii,
a także w Górach i Podgórzu (T. 44–45), Kaliskiem i Sieradzkiem (T. 46),
Rusi Czerwonej (T. 56) oraz przewidziane do druku w tomach Miscellanea.
Teka 50. Miscellanea1
Sygn. Archiwum PTL: 1357, łącznie kart 487, tytuł i numer teki nadano
w Archiwum PTL.
Rękopisy przekazane Redakcji Dzieł Wszystkich Oskara Kolberga w Poznaniu 26 lutego 1963 r. przez przedstawicielkę Instytutu Historii Kultury
Materialnej PAN w Warszawie.
Na zawartość tego zespołu składa się czterdzieści jeden składek z numeracją kart osobną dla każdej z nich i z różnymi materiałami. Największą
grupę stanowią rękopisy Kolberga i pochodzące z jego zbiorów rękopisy
współpracowników, m.in. Bazylego Jurczeńki z Ispasa na Pokuciu, Marii
Hemplówny z Tarnowa w Chełmskiem oraz innych, nie zawsze znanych
osób. Bardzo liczne są włożone obok oryginałów kopie wykonane przez
W. Kosińskiego i sygnowane jego inicjałami. Kosiński przed r. 1914 opracowywał materiały Kolberga z teki 12, jednak przygotowany przez niego
tom Podgórze zachodniej Galicji nie został oddany do druku. Znajdujące
się dziś w tece 50 odpisy Kosińskiego były częścią tego tomu, uzupełniającą
materiały zawarte dziś w tece 12a.
Materiały znajdujące się w tece 50. są bardzo zróżnicowane, zarówno
jeżeli chodzi o regiony, których dotyczą, jak i ich tematykę i autorstwo.
Częściowo wynika to stąd, że Kolberg z oszczędności, zwłaszcza pod koniec życia, używał odwrotnych stron czystopisów tomów już wydanych
do redagowania nowych opracowań i do takich należy znaczna część kart
w tej tece. Część zapisów wydał Kolberg w Krakowskiem (T. 5–8), Poznańskiem (T. 10), Lubelskiem (T. 17), Kieleckiem (T. 18–19), Łęczyckiem
koperta, która otrzymała nr 49 i sygn. 1356, zawiera ona rękopis, częściowo maszynopis, pracy
H. Biegeleisena Obrzęd weselny ludu polskiego ma tle indoeuropejskiego rytuału wydanej
pt. Wesele we Lwowie w 1928 r.
1 Zob. przypis poprzedni.

267

�(T. 22), Kaliskiem (T. 23) i Mazowszu (T. 25 i 27–28), niektóre zamieszczone
zostały w Przemyskiem (T. 35) przez I. Kopernickiego, pozostałe wydano
później w tomach Mazowsze (T. 42), Góry i Podgórze (T. 44–45), Kaliskie
i Sieradzkie (T. 46), Podole (T. 47), Tarnowskie–Rzeszowskie (T. 48), Ruś
Czerwona (T. 57/I), oraz w suplementach do wszystkich monografii drukowanych w XIX w. przez Kolberga (T. 71–84), a także w tomach z kompozycjami Kolberga (T. 68) i z jego korespondencją (T. 64–66).
W tece tej znajduje się m.in. kopia poloneza Ges-dur F. Chopina (sygn.
1357/3, k. 1-2), mającego w tym rękopisie tytuł Les Adieux, wykonana na
prośbę Kolberga prawdopodobnie przez Jana Kleczyńskiego. Ponadto są
tu teksty Seweryny Pruszakowej do których Kolberg komponował pieśni,
przekład na język niemiecki Wiesława Kazimierza Brodzińskiego w rękopisie Juliusza Kolberga, oraz piosenka litewska Wesele wilcze „dla zabawy
chorego O.K.” przełożona przez Kopernickiego.
Znaczna część rękopisów prawdopodobnie znajdowała się pierwotnie
w różnych tekach regionalnych lub Miscellanea, ale nie wiadomo, kto i kiedy je wyjął i utworzył tak zróżnicowany zespół.
Teka 51. Miscellanea1
Sygn. Archiwum PTL: 1358, łącznie kart 233, tytuł i numer teki nadano
w Archiwum PTL.
Rękopisy przekazane Redakcji Dzieł Wszystkich Oskara Kolberga w Poznaniu 26 lutego 1963 r. przez przedstawicielkę Instytutu Historii Kultury
Materialnej PAN w Warszawie.
Na zawartość teki składają się dwa zespoły o całkowicie różnym charakterze. Pierwszy, obejmujący karty 1–40, to dwie redakcje tańców z Kujaw,
przygotowywane przez Kolberga jako trzecia część monografii tego regionu.
Każda z nich zawiera ponad 700 tańców składających się z dwu lub trzech
melodii. Tańce te zostały wydane w tomie Kujawy. Suplement do t. 3–4
(T. 72/I) według najpełniejszej ich redakcji zachowanej w tece 42. Rękopisy
z teki 50 były materiałem pomocniczym w tej edycji.
Drugi zespół, obejmujący pozostałe karty, to rękopisy kompozycji Kolberga: jego utwory instrumentalne i wokalne, nie wszystkie ukończone,
w tym fragmenty kompozycji scenicznych: Król pasterzy, Scena w karczmie i Pielgrzymka do Częstochowy. Większość znajdujących się w tece
1

Zob. przypis 3 na s. 266.

268

�utworów została wydana w tomach Kompozycje wokalno-instrumentalne
(T. 68) i Kompozycje fortepianowe (T. 69). Utwory Kolberga w tej edycji
publikowano według XIX-wiecznych pierwodruków, wtedy rękopisy były
wykorzystane w komentarzach źródłowych, jednak dla znacznej części pieśni i innych utworów rękopisy były podstawą druku. Poza kompozycjami
Kolberga w tece 51 znajduje się tekst libretta do Sceny w karczmie napisany zapewne przez Gregorowicza z poprawkami Kolberga i fragment
libretta Pielgrzymki do Częstochowy napisanego przez Kolberga według
tekstu Pruszakowej.
Nieliczne są karty z innymi materiałami, czasem zapisanymi przez
nieznanych autorów, m.in. są tam Kolbergowskie zapisy terenowe pieśni
z Morownicy (jedna karta), kilka pieśni rumuńskich przepisanych ze źródła
drukowanego, pieśń węgierska, kopia rękopisu Pieśń rokoszan Zebrzydowskiego z 1606 r. oraz drukowana pieśń powstańcza z 1863 r.: Nasza
tysiącletnia rocznica wydana w Lipsku u Breikopfa i Härtla.
Materiały do biografii etnografów polskich Adama Fischera
Obecnie sygn. Arch. PTL 99, dawniej 323. Tytuł nadany w Archiwum PTL.
Poza maszynopisami biogramów autorstwa A. Fischera, m.in. O. Kolberga, w zespole tym znajdują się rękopisy z pieczęcią „Ze zbiorów śp. A. Fischera” pochodzące ze spuścizny Kolberga, wyjęte z jego tek 21/22 Pokucie
i 23 Huculi. Są to trzy rękopisy Bazylego Jurczeńki: Piosnki huculskie (kart
15), Przysłowia i gadki (1 karta) i Przyzwoitsze huculskie przekleństwa
(1 karta) oraz rękopis nieznanego autora ze wsi Żabie, prawdopodobnie Sofrona Witwickiego – odpowiedź na listę pytań Kolberga na temat wierzeń,
ubiorów, zwyczajów, wypasu owiec i bydła na połoninach itp. (9 kart).
Na wszystkich rękopisach widać ślady pracy Kolberga, tj. jego drobne dopiski, poprawki i wyjaśnienia. Teksty z rkp. B. Jurczeńki opublikowane zostały w tomach Ruś Karpacka (T. 54–55). Informacje zawarte w rkp. autora
z Żabiego wykorzystał Kolberg wcześniej we własnych opracowaniach na
te tematy zachowane w rękopisach. Te zapisy zostały zamieszczone w Rusi
Karpackiej (T. 54). Nie udało się ustalić kiedy rękopisy przechowywane
dziś w Archiwum Naukowym PTL w zespole „ze zbiorów śp. A. Fischera”
zostały wyjęte przez tego etnografa z tek Kolberga.

269

�Rękopisy znajdujące się w Bibliotece Naukowej
Polskiej Akademii Umiejętności
i Polskiej Akademii Nauk w Krakowie1
Niemieckie pieśni ludowe z Karyntii, sygn. BN PAU i PAN 716 (tom II
zbioru autografów C. Walewskiego), karty 193-194.
Rękopis recenzji drukowanej w „Bibliotece Warszawskiej” 1871, T. 3,
s. 464–465, przedrukowanej w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II, Dzieła wszystkie T. 62, s. 593–595, tekst nr 1032. Z Cyprianem Walewskim
(1820–1873), bibliografem, bibliofilem i kolekcjonerem, spotykał się Kolberg w Warszawie przed swoim wyjazdem do Galicji w r. 1871. Walewski
autograf dostał zapewne od autora.
Rękopis melodii litewskich zebranych przez księdza Antoniego Juszkiewicza, przepisanych, transponowanych i opracowanych przez Oskara
Kolberga, Izydora Kopernickiego, Jana Baudouin’a de Courtenay i Zygmunta Noskowskiego..., sygn. BN PAU i PAN 1438, karty 1–24.
Kolberg wiosną 1889 r. na prośbę J. Karłowicza podjął się opracowania do druku melodii pieśni litewskich zanotowanych przez A. Juszkiewicza. Zdążył uporządkować rzeczowo zapisy, które były pierwotnie ułożone chronologicznie według daty ich pozyskania i zredagować 119 melodii
z tego rękopisu, obejmującego około 2000 zapisów nutowych. Karty z melodiami zredagowanymi przez Kolberga są współoprawne z pozostałymi.
Zbiór Melodie ludowe litewskie zebrane przez śp. księdza Antoniego
Juszkiewicza … wydany został w Krakowie w r. 1900.

1 Wymienione niżej rękopisy odnotowane są w następujących katalogach rękopisów Biblioteki Naukowej PAU-PAN w Krakowie: J. Czubek Katalog rękopisów Akademii Umiejętności w Krakowie [sygn. 1-1588], Kraków 1906; Katalog rękopisów biblioteki Polskiej Akademii
Nauk w Krakowie: sygnatury 2149–2298, opracowali Z. Jabłoński, A. Preissner i B. Schnaydrowa, Wrocław 1965; Katalog rękopisów Biblioteki Polskiej Akademii Nauk w Krakowie,
sygn. 2299-2630, opracowali Z. Jabłoński, A. Preissner i B. Schnaydrowa, Kraków 1967;
Katalog rękopisów Biblioteki Polskiej Akademii Nauk w Krakowie: sygnatury 2907–3606,
opracowali J. Dużyk i B. Schnaydrowa pod red. Z. Jabłońskiego, Wrocław 1973; Katalog rękopisów Biblioteki Polskiej Akademii Nauk w Krakowie. Sygnatury 3607–4003, opracowali
B. Schnaydrowa i J. Staszel pod red. Z. Jabłońskiego, Wrocław 1976.

270

�Papiery osobiste, sygn. BN PAU i PAN: 2183 (do roku 1965 sygn. 21841),
kart 141. W katalogu rękopisów BN PAU i PAN tytuł: Papiery osobiste Oskara Kolberga, z notą: „Zapis Oskara Kolberga”.
Materiały zawarte w tym zespole podzielone są na trzy grupy: świadectwa (k. 1–63), dokumenty sporządzone przez Kolberga (k. 64–84) oraz
rachunki i kwity (k. 85–141). Wśród świadectw znajdują się dokumenty osobiste: metryka, paszporty, zaświadczenia o pracy i dyplomy członkowskie
różnych towarzystw. W dziale drugim są dokumenty, z których najbardziej
istotne dla poznania biografii Kolberga to: itinerarium, czyli wykaz podróży
z lat 1836–1885 sporządzony prawdopodobnie w roku 1889, szkic autobiografii pochodzący zapewne z tego samego roku, wykazy tek z rękopisami
z roku 1886 i 1887, dwa egzemplarze konceptu testamentu (z r. 1883), przekazującego Akademii Umiejętności zebrane przez Kolberga materiały etnograficzne. Dział trzeci to pokwitowania i rachunki, a także rozliczenia i inne
notatki finansowe Kolberga związane przede wszystkim z drukiem Ludu
lub prac wcześniejszych. Znaczna część dokumentów zawartych w tym
zbiorze została wykorzystana, odnotowana lub w całości opublikowana
w Korespondencji … (T. 64–66), a także we wstępach do innych tomów
Dzieł wszystkich O. Kolberga i w jego biografii (T. 85 cz. I–III).
Miscellanea, sygn. BN PAU i PAN: 2184 (do r. 1965 sygn. 21832), kart 389.
W katalogu rękopisów BN PAU i PAN tytuł: Miscellanea z rękopisów Oskara Kolberga, z notą: „Zapis Oskara Kolberga”.
Przechowywane obecnie w tej tece materiały są bardzo zróżnicowane,
znajdują się w niej głównie rękopisy Kolberga, m.in.: zapisy folkloru z Kieleckiego, Mazowsza, Podola i innych regionów, fragmenty czystopisów jego
różnych publikacji (m.in. Rzecz o mowie ludu wielkopolskiego, Indianie
amerykańscy, recenzja zbioru mazurów A. Kratzera), bruliony odpowiedzi
na recenzję H. Biegeleisena, kilka stron odbitek korektorskich Pokucia cz.
II, bruliony pism dotyczących wystawy etnograficznej w Moskwie w 1867
r., kompozycje Kolberga (pieśni i mazur), spisy odbiorców i subskrybentów
Ludu, spisy osób z Mazur i z Pomorza, które Kolberg chciał polecić Sekcji
Etnograficznej Akademii Umiejętności jako współpracowników, notatki do
1 W r. 1964 w Bibliotece PAN zespołowi rękopisów o sygnaturze 2183 nadano nową sygnaturę 2184 i odwrotnie. Zob. przypis 1 na s. 224.
2 Zob. przypis poprzedni.

271

�biografii kilku osób, m.in. Juliusza i Antoniego Kolbergów i Józefa Konopki,
spisy rycin „typów ludowych” znajdujących się w Muzeum Ossolińskich we
Lwowie i in. Dość liczne są rękopisy innych osób: pieśni z Mazur w zapisach
Kossobudzkiego z Margrabowa, Mroczka, Burego z Jełgunia i W. Kętrzyńskiego, zapisy M. Hemplówny z Chełmskiego, formularz Szematu W. Ks.
Poznańskiego wypełniony we Włoszakowicach. Osobną grupę stanowią
druki: m.in. egzemplarze czasopism z recenzjami Króla pasterzy i z innymi
artykułami o Kolbergu, statut Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego,
Instrukcja do badania właściwości ludowych Sekcji Etnologicznej akademickiej Komisji Antropologicznej (Kraków 1874).
Teka liczy blisko 400 kart, jest więc bardzo obszerna i opis jej zawartości
jest tu z konieczności skrótowy. Wskazuje jednak, że zebrano w niej rękopisy i druki różnych autorów, na różne tematy i związane z różnymi okresami
działalności Kolberga. Jest to więc zbiór dokumentów raczej przypadkowy.
Były one prawdopodobnie wyjmowane z różnych tek lub znalezione poza
założonymi przez Kolberga tekami, a następnie złożone razem w jednym
zespole archiwalnym, którego układ nie oddaje treści ani autorstwa znajdujących się tam materiałów.
Korespondencja Oskara Kolberga, sygn. BN PAU i PAN: 2185, t. 1–4,
łącznie kart 1400 (t. 1 – kart 301, t. 2 – kart 324, t. 3 – kart 377, t. 4 – kart
398). W katalogu rękopisów BN PAU i PAN z notą: „Zapis Oskara Kolberga”.
Zespół zawiera listy otrzymane przez Kolberga i bruliony listów pisanych
przez niego, ponadto pokwitowania drukarni itp. dokumenty. W tekach 1–3
listy otrzymane przez Kolberga ułożone są alfabetycznie według nazwisk
autorów i nazw instytucji, listy każdego autora ułożone chronologicznie.
W tece 4 znajdują się bruliony listów Kolberga, również uporządkowane
alfabetycznie według nazwisk i nazw adresatów, a w tych grupach chronologicznie. Zespół ten zawiera blisko 900 jednostek epistolograficznych,
a także pokwitowania itp. Dwa listy zachowały się w kopiach I. Kopernickiego, który był zapewne zbieraczem autografów i otrzymał oryginały od
Kolberga, sporządzając w zamian kopie.
Większość listów dotyczy badań naukowych, spraw wydawniczych
i podróży Kolberga. Do niektórych dołączone były notatki etnograficzne
bądź zapisy folkloru na osobnych kartach, lub bezpośrednio w liście. Materiały te w znacznej części opublikował Kolberg w odpowiednich tomach
Ludu, pozostałe są zamieszczone w nowych monografiach lub w tomach
272

�suplementowych. Wszystkie listy zostały wydane w tomach Korespondencja Oskara Kolberga cz. I–III (T. 64–66).
G.G. [Gustaw Gizewiusz] Pieśni ludu znad górnej Drwęcy w parafiach
ostródzkiej i kraplewskiej zbierane w 1836 do 1840-go roku przez […].
Sygn. BN PAU i PAN 2559, stron 612.
Do roku 1939 rękopis Gustawa Gizewiusza (1810-1848) znajdował się
w tece 3 Mazury pruskie O. Kolberga. Manuskrypt swój G. Gizewiusz powierzył około roku 1844 K. W. Wójcickiemu, który przekazał go Kolbergowi1. Rękopis zawiera ponad 400 tekstów pieśni i do niektórych z nich melodie (32 zapisy nutowe). Część pieśni Kolberg zamieścił w tomie Pieśni ludu
polskiego w 1857 r., większość w rękopisie monografii Mazury pruskie
wydanej jako T. 40 Dzieł, pozostałe dołączone zostały do tej monografii
w aneksie (s. 486-581 tomu 40)2.
Podkarpacie polskie, sygn. BN PAU i PAN: 3194, kart 84. W katalogu rękopisów BN PAU i PAN tytuł: Góry i Podgórze. Materiały etnograficzne
zebrane z okolic Pogórza Karpackiego, z notą „Dar Komisji Etnograficznej
PAU”.
Ten zespół rękopisów był prawdopodobnie przechowywany pierwotnie w tece 34. Miscellanea 4 — jego zawartość odpowiada punktowi
pierwszemu opisu Kopernickiego odnoszącego się do teki 34: „Podgórze polskie (Rymanów, Wzdów, Iwonicz, Dynów” (zob. wyżej informacje o tece 34). Obecnie w zbiorze o tej sygnaturze znajdują się głównie
zapisy terenowe Kolberga z lat 1883–1885, tj. z jego ostatniego okresu
badań, a dotyczą wszystkich aspektów kultury ludowej, zapisy Kolberga
pochodzą w większości ze Wzdowa, Rymanowa, Iwonicza i Czaszyna. Tylko dwie karty to rękopisy innych osób. Ponadto znajdują się tu rysunki
i akwarele. Prawie wszystkie materiały z tej teki wydane zostały w monografii Sanockie-Krośnieńskie (T. 49–51). Nieliczne pozostałe zamieszczone
1 W Katalogu rękopisów błędna informacja: „dar Gustawa Giżyckiego” (Katalog rękopisów Biblioteki Polskiej Akademii Nauk w Krakowie, sygn. 2299-2630, oprac. Z. Jabłoński,
A. Preissner i B. Schnaydrowa, Kraków 1967, s. 149). W zbiorach biblioteki PAU manuskrypt
Gizewiusza znalazł się jako część spuścizny rękopiśmiennej Kolberga, który otrzymał go przed
1857 r. od K.W. Wójcickiego. Kolberg przechowywał ten rękopis w tece 3 Mazury pruskie.
2 Rękopis G. Gizewiusza został w całości wydany w Poznaniu w 2000 r. w opracowaniu
Danuty Pawlak.

273

�są w suplemencie do Przemyskiego (T. 83), w Podolu (T. 47) i w Rusi
Czerwonej (T. 56–57).
Podkarpacie ukraińskie, sygn. BN PAU i PAN: 3195–3201, łącznie kart
436. W katalogu BN PAU i PAN zespoły rękopisów o sygn. 3195–3199 mają
tytuł: Góry i Podgórze. Materiały etnograficzne zebrane z okolic Beskidu
Wschodniego, rękopisy o sygn. 3200 tytuł Góry i Podgórze. Materiały etnograficzne zebrane z okolic Beskidu Wschodniego (Bieszczady), rękopisy
o sygn. 3201: Wypisy źródłowe, notaty i zapiski Oskara Kolberga dotyczące ludności ruskiej (Łemków) zamieszkującej Beskid Wschodni (Bieszczady). W katalogu zespoły te mają noty „Dar Komisji Etnograficznej PAU”.
Obecnie siedem osobnych zespołów archiwalnych, stanowiących w roku
1886 część teki 18, a następnie teki 34 (zob. wyżej informacje o tej tece).
Rękopisów tych dotyczy fragment wykonanego przez Kopernickiego opisu
dawnej teki 34: „2. Podgórze ruskie od górnego Sanu i Dniestru (Ustrzyki D., Czaszyn, Leszczowate, Boberka). Piękne materiały na duży tom lub
2 mniejsze. 3. Górale ruscy (Połonińcy) od Procisnego i Baligrodu, włączy
się do mojej monografii o Góralach ruskich. 4. Wypisy i notatki rozmaite.”
W zespołach tych przeważają zapisy Kolberga powstałe w czasie badań
terenowych w latach 1883–1885. Większość wykonana została w Bóbrce, Leszczowatem, Solinie, Procisnem, Czaszynie, Wzdowie, Wołtuszowej,
Rymanowie i w miejscowościach sąsiednich. Nieliczne są zapisy innych
osób, wśród nich Pelagii i Józefa Blizińskich, przyjaciół Kolberga, do których należała do r. 1888 Bóbrka, oraz Aleksandry Zduniowej z Procisnego,
gdzie Kolberg prowadził badania w r. 1884, a także dwu osób nieznanych.
Podział materiału na odrębne zespoły o sygn. 3195–3200 oddaje w części
Kolbergowski podział na „podteczki” w pierwotnej tece regionalnej, który
odpowiadał zaplanowanemu porządkowi treści w monografii. Pomiędzy
zapisami z Sanockiego, które są najliczniejsze, znajdują się także notatki
terenowe z Przemyskiego oraz nieliczne zapisy z innych regionów, m.in.
z Wielkopolski. Wszystkie materiały zostały wydane drukiem, większość
w monografii Sanockie–Krośnieńskie (T. 49–51), pozostałe w odpowiednich tomach regionalnych, lub w suplementach do tomów wydanych przez
Kolberga. Obecna zawartość tych zespołów archiwalnych przedstawia się
następująco:
– sygn. 3195, kart 54. Znajdują się tu głównie rękopisy terenowe
Kolberga dotyczące obrzędów i zwyczajów dorocznych, inne zagadnienia
274

�(obrzędy rodzinne, pieśni, wierzenia) pojawiają się wtedy, gdy w czasie wywiadów zapisane były na jednej karcie z informacjami o obrzędach dorocznych. Prawie wszystkie notatki w tej tece pochodzą z Sanockiego i zostały
zamieszczone w monografii tego regionu (T. 49–51). Nieliczne pochodzą
z Przemyskiego (rysunki pisanek z Iskani) oraz z okolic Stanisławowa, Bełza
i innych miejscowości. Te zamieszczono w suplemencie do Przemyskiego
(T. 83) i w tomie Ruś Czerwona (T. 57/II).
– sygn. 3196, kart 41. Przeważają w tym zespole zapisy pieśni powszechnych, niezwiązanych z obrzędami, w większości zapisane są z melodiami.
Pochodzą z badań terenowych Kolberga w Bóbrce, Leszczowatem, Czaszynie, Ustrzykach, Myczkowcach, a także w Rymanowie i Klimkówce oraz
w Sanoku. Zostały opublikowane w monografii Sanockie-Krośnieńskie
(T. 49–51), nieliczne pieśni z Przemyskiego zamieszczono w suplemencie
do monografii tego regionu (T. 83).
– sygn. 3197, kart 37. Znajdują się tu prawie wyłącznie rękopisy terenowe Kolberga z opisami obrzędów rodzinnych, głównie wesel, oraz niewielka ilość pieśni i melodii powszechnych, niezwiązanych z obrzędami.
W większości zapisane były w Leszczowatem, Czaszynie, Bóbrce, Solinie
i Chrewcie. Ponadto jest tu opis wesela w Tarnawie w rękopisie nieznanego
autora. Wszystkie materiały zostały zamieszczone w monografii Sanockie-Krośnieńskie (T. 49–51), tylko jedna melodia z Sambora została włączona
do suplementu do Przemyskiego (T. 83).
– sygn. 3198, kart 74. Zespół zawiera zanotowane przez Kolberga w terenie teksty bajek, legend, podań i anegdot, a także zagadki, innych zagadnień dotyczą nieliczne notatki. Najwięcej tekstów pochodzi z Bóbrki, Soliny
i Leszczowatego. Wszystkie zostały opublikowane w cz. III monografii Sanockie-Krośnieńskie (T. 51).
– sygn. 3199, kart 65. Zespół zawiera pochodzące z Sanockiego notatki
terenowe na temat kultury materialnej oraz obrzędów i zwyczajów, a także pieśni, bajki i zapiski o wierzeniach. Na dwu kartach są zapisy pieśni
i melodii ze Szlachtowej, a przypadkowo znajdują się w tece czystopisy
pieśni z Wielkopolski, ponieważ ich odwrotnych, niezapisanych stron, użył
Kolberg w czasie badań w Sanockiem. Na kilkunastu kartach znajdują się
szkice sprzętów i chat, a także strojów weselnych i codziennych wykonane
przez Kolberga oraz przez osoby nieznane. Zapisy z Poznańskiego i Kaliskiego opublikował Kolberg w cz. V Poznańskiego (T. 13) i w cz. I Kaliskiego
(T. 23), pozostałe dotyczące tych regionów zamieszczono w suplementach
275

�(T. 74 i 79), ponad dwadzieścia pieśni i melodii instrumentalnych ze Szlachtowej opublikowano w monografii Góry i Podgórze (T. 44–45). Materiały
z regionu Sanockiego, stanowiące większość w tece, zostały zamieszczone
w Sanockiem-Krośnieńskiem (T. 49–51).
– sygn. 3200, kart 68. Większość zawartych w tym zespole notatek dotyczy wierzeń, wróżb, przesądów, medycyny ludowej itp., ponadto znajdują
się tu opisy chat, sprzętów, strojów i ich szkice wykonane przez Kolberga
i osoby nieznane. Przeważają rękopisy terenowe Kolberga, są tu także rękopisy Józefa i Pelagii Blizińskich oraz karty, na których do ich zapisów
dodał Kolberg własne notatki. Zapisy pochodzą głównie z Bóbrki, poza
tym z Czaszyna, Leszczowatego, Procisnego, Wzdowa, a pojedyncze z innych miejscowości regionu. Wszystkie zostały zamieszczone w monografii
Sanockie-Krośnieńskie (T. 49–51).
– sygn. 3201, kart 97. Znajdują się tu odpisy, wyciągi i notatki Kolberga
z artykułów na temat kultury ludowej zamieszczanych w pracach zwartych
bądź w prasie warszawskiej, krakowskiej, lwowskiej i wielkopolskiej z lat
1830–1886. M.in. jest tu transkrypcja obszernej rozprawy A. J. Torońskiego
Rusiny-Lemki drukowanej w Zorii halickiej (Lwów [1859]), odpis artykułu Lud u źródeł Sanu i Dniestru zamieszczonego w „Wędrowcu” w 1882
r. pod pseudonimem Adnaw, oraz duża liczba tekstów pieśni odpisanych
ze zbioru J. F. Hołowackiego Narodnyja piesni… (1863–1870). Materiały
związane z regionem sanockim zostały opublikowane w tomach Sanockie–
Krośnieńskie (T. 49–51). Znajdujące się tu także odpisy z prac dotyczących
innych regionów zostały zamieszczone w suplemencie do Przemyskiego
(T. 83), w Rusi Czerwonej (T. 56–57), Rusi Karpackiej (T. 54), słowackie
w Materiałach do etnografii Słowian zachodnich i południowych, cz. II
Czechy, Słowacja (T.59/II). Nieliczne pieśni ukraińskie pozbawione not
lokalizacyjnych przeznaczono do tomu Materiały do etnografii Słowian
wschodnich (T. 58, przygotowany do druku).
Chełmskie, sygn. BN PAU i PAN: 3202–3205, łącznie kart 416, obecnie cztery osobne zespoły archiwalne stanowiące w r. 1886 tekę 27 Ruś chełmska
i podlaska. W katalogu rękopisów BN PAU i PAN dla rękopisów o sygn.
3202 tytuł: Materiały zebrane przez Oskara Kolberga dotyczące Chełmszczyzny oraz dawnych guberni lubelskiej i siedleckiej, dla rękopisów o sygnaturach 3203–3205 tytuły Chełmszczyzna. W katalogu zespoły te mają
noty: „Dar Komisji Etnograficznej PAU”.
276

�Materiały z dawnej teki 27 w znacznej części wydane zostały drukiem
przez Kolberga i Kopernickiego w monografii Chełmskie cz. I i II (T. 33–34),
pozostałe w suplemencie do niej (T. 82 i Aneks do t. 82).
Obecna zawartość i układ kart w tych czterech zespołach odbiega od
stanu pozostawionego przez Kolberga, ponieważ zmienił je już Kopernicki,
przygotowując do druku cz. II Chełmskiego w latach 1890–1891. Później,
w latach 1959–1961 na polecenie J. Gajka wyjęto z nich karty ze szkicami
oraz fotografie (zob. wyżej opis zawartości teki 47), a w r. 1972 w trakcie archiwalnych prac porządkowych w Bibliotece PAN usunięto z nich niektóre
druki, m.in. odbitki dwu prac M. Hemplówny zawierających spisy roślin
jawnokwiatowych („Pamiętnik Fizjograficzny” R. 5: 1885, s. 135–153 i 154–
–159), przemieszczono też wtedy część kart między tymi zespołami, a w ich
obrębie ułożono karty w innej kolejności. Dziś zawartość tych czterech
zespołów przedstawia się następująco:
– sygn. 3202, kart 210. Znajduje się tu niewielka liczba rękopisów Kolberga, większość to rękopisy Marii Hemplówny i innych osób, ponadto
wycinki z prasy i inne druki oraz dwie mapy Juliusza Kolberga z jego
Atlasu Królestwa Polskiego (wyd. 1825–1827) – województwo podlaskie
i województwo lubelskie, z notatkami Oskara. Przeważająca część materiałów dotyczy Chełmskiego, nieliczne Lubelskiego. Wśród materiałów
otrzymanych przez Kolberga od M. Hemplówny jest opracowany przez nią
obszerny słownik gwarowy wraz z rozprawą o języku znanych autorce
okolic Chełma. Ponadto przechowywany jest tam rękopis Pauliny Charłampowiczówny z notatkami etnograficznymi z okolic Puchaczowa i rękopis
nieznanego księdza unickiego z Podlasia. Materiały te zostały wykorzystane
przez Kolberga i Kopernickiego w monografii Chełmskie (T. 33–34), część
wcześniej przez Kolberga w Lubelskiem (T. 16–17). Pozostałe zamieszczono
w suplementach do tych tomów (T. 75 i 82).
– sygn. 3203, kart 64. Znajduje się tu głównie dokumentacja folkloru
muzycznego z Chełmskiego, a częściowo także z Lubelskiego, są to zapisy
Kolberga, Marii Hemplówny i osób nieznanych. Ponadto jest tu zbiorek
pieśni bez melodii spisanych w r. 1870 przez Andrzeja Wojtasa, służącego
w Podhorcach. Materiały te wydane zostały zgodnie z odnotowanymi
lokalizacjami w tomach Chełmskie (T. 33–34), Lubelskie (T.16–17) i w suplementach do nich (T. 75 i 82).
– sygn. 3204, kart 51. Materiały znajdujące się obecnie w tym zespole to
rękopisy Kolberga i M. Hemplówny dotyczące wierzeń, przesądów i praktyk
277

�leczniczych i magicznych oraz rękopisy Kopernickiego, który po śmierci
Kolberga przygotowywał do druku drugą część Chełmskiego i przepisywał
fragmenty pierwotnych notatek, aby nadać im porządek konieczny w publikacji. Materiały te wydane zostały w monografii Chełmskie cz. II (T. 34)
i suplemencie do niej (T. 82).
– sygn. 3205, kart 91. Materiały znajdujące się obecnie w tym zespole
to w większości rękopisy M. Hemplówny, z zapisami na temat dialektu
(przyczynki leksykalne) i świata wierzeń. Mniej liczne są rękopisy Kolberga
dotyczące wierzeń i słownika. Tak jak w zespole o sygn. 3204, tak i tutaj
znajdują się rękopisy Kopernickiego, tj. jego kopie zapisów Hemplówny
i Kolberga, wykonane w trakcie przygotowywania materiałów z tej teczki
do druku w cz. II Chełmskiego (t. 34). Teksty pominięte w tej edycji wydano
w suplemencie do Chełmskiego (T. 82).
Wołyń, sygn. BN PAU i PAN: 3206 i 3207, łącznie kart 342, dziś dwa osobne
zespoły archiwalne stanowiące w r. 1886 tekę 26 o takim samym tytule.
W katalogu rękopisów BN PAU i PAN obydwa zespoły mają również tytuł
Wołyń i noty: „Dar Komisji Etnograficznej PAU”.
Zawartość dawnej teki 26 i jej układ zostały zmienione przez J. Tretiaka
w trakcie przygotowywania do druku tomu Wołyń (wyd. 1907), a następnie
podczas porządkowania rękopisów przed drukiem katalogu przez Bibliotekę
PAN. Obecnie przedstawia się ona następująco:
– sygn. 3206, kart 193. Tu znajduje się część rękopisów terenowych
Kolberga powstałych w czasie badań prowadzonych przez niego na Wołyniu w roku 1862. Są to pieśni, opisy wesel z tekstami pieśni i melodiami oraz sporządzone przez Kolberga czystopisy części tych materiałów.
Ponadto jest tu obszerny rękopis pt. Ukraińskie śpiewy i tańce nieznanego autora, wykonany w okolicy Kowla (117 tekstów i 74 melodie). Poza
rękopisami terenowymi znajdują się w tej tece notatki Kolberga z prasy
i z prac zwartych na temat Polesia wołyńskiego i Wołynia oraz wycinki
z prasy. Większość materiałów została wydana przez J. Tretiaka w r. 1907
w tomie Wołyń (T. 36), a pochodzące z tego regionu, ale nie uwzględnione przez niego wydano w suplemencie (T. 84). Część na podstawie czystopisów Kolberga zachowanych w innych tekach zamieszczona została
w tomie Białoruś-Polesie (T. 52), a nieliczne zapisane w okolicy Kamieńca
Podolskiego w tomie Podole (T. 47). Pieśni i inne materiały pozbawione
not lokalizacyjnych, a zanotowane w języku ukraińskim, przeznaczono do
278

�tomu Materiały do etnografii Słowian wschodnich (T. 58, przygotowany
do druku).
– sygn. 3207, kart 149. W tym zespole znajdują się pozostałe Kolbergowskie zapisy terenowe z Wołynia i ich czystopisy oraz nieliczne pochodzące
z Podola i z Chełmskiego, ponadto kilka rękopisów o niewielkiej objętości
nieznanych autorów z Wołynia. Większość materiałów z tej teki została
wydana przez J. Tretiaka w r. 1907 w tomie Wołyń (T.36), niewydane przez
niego zamieszczono w suplemencie do tego tomu (T. 84), pozostałe w Podolu (T. 47), w suplemencie do Chełmskiego (T. 82), a zapisy w języku
ukraińskim bez not lokalizacyjnych przeznaczono do tomu Materiały do
etnografii Słowian wschodnich (T. 58, przygotowany do druku).
W spuściźnie Kolberga nie ma obecnie rękopisu bajek Prusinowskiego
wydanych w roku 1907 przez Tretiaka w T. 36 oraz wymienionych przez
Kopernickiego w opisie teki wołyńskiej (zob. wyżej teka nr 26).
Mazury pruskie, sygn. BN PAU i PAN: 3208, kart 269. Fragment dawnej
Kolbergowskiej teki 3 o takim samym tytule. W katalogu rękopisów BN PAU
i PAN tytuł: O życiu i zwyczajach Mazurów pruskich, z notą: „Dar Komisji
Etnograficznej PAU”.
Jest to rękopis monografii regionu przygotowany do druku przez
Kolberga w latach 1889–1890; do września 1939 roku znajdował się w tece
3 Mazury (zob. wyżej informacje o tej tece); na początku wojny został
wyjęty z teki i zakonspirowany w muzeum przyrodniczym PAN. Odnaleziony i rozpoznany dopiero kilka lat po wojnie stał się podstawą tomu
Mazury Pruskie, gdzie został opublikowany w całości (T. 40, s. 3–470).
Rękopis pozbawiony jest karty tytułowej i kilkunastostronicowego wstępu
Kolberga, zaginionych lub dla zabezpieczenia całego rękopisu zniszczonych
na początku okupacji niemieckiej w roku 1939. Na odwrotach kart z tej
teki znajdują się pojedyncze pieśni wydane wcześniej w Kujawach (T. 4),
Krakowskiem (T. 6), Lubelskiem (T. 17), Łęczyckiem (T. 22), Radomskiem
(T. 21) i w Mazowszu (T. 25, 27 i 28) ponieważ Kolberg, przygotowując
do druku materiały z Mazur, posługiwał się niekiedy dla oszczędności
ćwiartkami papieru użytymi pierwotnie do innych czystopisów i zapełnionymi tylko jednostronnie.

279

�Papiery osobiste, sygn. BN PAU i PAN: 3209, kart 21. W katalogu rękopisów BN PAU i PAN tytuł: Fragment papierów osobistych Oskara Kolberga
z notą: „Dar Komisji Etnograficznej PAU”.
Jest to niewielki zbiór dokumentów pochodzących z różnych okresów
życia Kolberga i mających zróżnicowany charakter: listy gratulacyjne związane z jubileuszem pięćdziesięciolecia jego pracy w r. 1889, dokumenty
dotyczące międzynarodowych kontaktów etnografa, a także paru spraw rodzinnych. Jest to zbiór raczej przypadkowy, prawdopodobnie zgromadzono
w nim dokumenty odnalezione lub rozpoznane już po zinwentaryzowaniu
wcześniej wyodrębnionych zespołów papierów osobistych i korespondencji. Część dokumentów (listy) została opublikowana w Korespondencji…
(T. 64–66), pozostałe wykorzystano w biografii Kolberga.
Papiery osobiste, sygn. BN PAU i PAN: 3210, kart 24. W katalogu rękopisów
BN PAU i PAN tytuł: Notatnik zawierający rachunki osobistych wydatków
Oskara Kolberga za lata 1859-1869, z notą: „Dar Komisji Etnograficznej
PAU”.
Zawartość teki stanowi zeszyt, w którym Kolberg w latach 1859–1869
notował swe wydatki i dochody. Między kartki zeszytu włożona jest luźna
karteczka ze szczegółowymi notatkami Kolberga z podróży odbytych latem
1859 i 1860 r. Notatki zawarte w zeszycie są ważnym źródłem do poznania
sytuacji materialnej Kolberga, informacje o honorariach pomagają ustalić,
jakie teksty dawał do druku w tym okresie, a zapiski o wydatkach m.in.
uściślają daty i miejsca badań terenowych z lat ujętych w zeszycie oraz
podają koszty druku Sandomierskiego i Kujaw. Wszystkie są istotnym źródłem do biografii Kolberga, wykorzystywane też były przez autorów wstępów do monografii regionalnych i tomów suplementowych wydawanych
na podstawie rękopisów.
Listy różne, sygn. BN PAU i PAN: 3211, kart 11.
W katalogu rękopisów BN PAU i PAN tytuł: Listy różnych osób do różnych
adresatów ze zbioru Oskara Kolberga z notą: „Dar Komisji Etnograficznej
PAU”.
Zespół ten obejmuje pięć listów osób związanych z Kolbergiem (A. Bochdanowej, L. Jenikego, L. Oehmigke, F. Streita i J. Wernerowej), ale nie do
niego kierowanych. Zawierają one m.in. przyczynkarskie informacje dotyczące wyrobów rzemiosła ludowego przysyłanych z Zadwórza przez
280

�A. Bochdanową na ręce Kolberga dla muzeum Akademii oraz planowanego druku rycin do Pokucia w Wiedniu. Część poświęcona jest sprawom
rodzinnym.
Potęgi nadprzyrodzone w wyobraźni Mazurów Pruskich. Studium
mytologiczne według Toeppena skreślił O. Kolberg, sygn. BN PAU i PAN
3572, kart 19. W katalogu rękopisów BN PAU i PAN z notą: „Dar Komisji
Etnograficznej PAU”.
Rękopis jest przekładem fragmentu pracy M. Toeppena Abergaluben
aus Masuren… (Danzig 1867). Kolberg planował wydanie tego przekładu
jako osobnego artykułu, tekst został ostatecznie w niewielkim stopniu przez
niego przeredagowany i włączony do rękopisu monografii Mazury pruskie,
stanowiąc jego osobny rozdział (w T. 40 s. 52–82). Na odwrocie końcowych
kart czystopisy pięciu pieśni mazurskich wydanych również w T. 40.
Mazury pruskie, sygn. BN PAU i PAN 3891, kart 82. W katalogu rękopisów
BN PAU i PAN tytuł Mazurskie pieśni ludowe (Materiały zebrane przez
Wojciecha Kętrzyńskiego i przekazane Oskarowi Kolbergowi), z notą „Dar
Komisji Etnograficznej PAU”.
Rękopisy te stanowiły część dawnej teki 3. Karty 1–65 to wykonane
przez Wojciecha Kętrzyńskiego zapisy pieśni mazurskich pochodzące z Orłowa pod Lecem (tj. Giżyckiem) i ze Sztynortu pod Węgorzewem. Drugi
zespół to 14 kart z przemowami weselnymi zapisanymi prawdopodobnie
przez nieznanego z imienia p. Bercio. Ponadto jest tam karta z rękopisem
nieznanego autora i bilet wizytowy W. Kętrzyńskiego, dołączony do rękopisów przysłanych przez niego Kolbergowi w r. 1890. Pieśni i mowy weselne zamieścił Kolberg w rękopisie swej monografii Mazur (T. 40). Notatka
z biletu Kętrzyńskiego opublikowana jest w Korespondencji … cz. III (T. 66),
s. 673.
Mazury pruskie. Sygn. 3892, kart 9. W katalogu rękopisów BN PAU i PAN
tytuł Mazurskie pieśni ludowe zebrane przez Oskara Kolberga, z notą
„Dar Komisji Etnograficznej PAU”.
Rękopis stanowił dawniej część teki 3. Na zawartość składa się rkp. Jana
Karola Sembrzyckiego (1856–1919) lub jego ojca, Karola, pt. Pieśni gminne
z Mazur. Rękopis ten przekazał Kolbergowi prawdopodobnie W. Kętrzyński
w roku 1890. Zapisanych jest tam dziesięć pieśni z melodiami i oracja
281

�weselna. Kolberg nie zdążył włączyć tego materiału do swej monografii
poświęconej Mazurom, ponieważ zmarł krótko po otrzymaniu przesyłki.
Pieśni i oracja zostały opublikowane w T. 40 Mazury pruskie.
Rękopisy w zbiorach innych bibliotek i w muzeach
Biblioteka Jagiellońska
Rzecz o obchodach weselnych, sygn. 4497, zesz. 18, jest to druga część
rękopisu rozprawy Kolberga Rzecz o obchodach weselnych …, tekst całości
został opublikowany w Studiach, rozprawach i artykułach (T. 63) według
pierwodruku zamieszczonego w „Na Dziś” w r. 1872.
Zbiór autografów M. Ciechanowskiej, sygn. 7891, k. 107-108, tam
m.in. rkp. Kolberga: czystopis dwu pieśni z Wołynia. Pieśni opublikowane
w T. 36.
Zbiór autografów Dynowskiej, sygn. 7892, k. 41, tam m.in. rkp. Kolberga: czystopis notatek i melodii z Wielkopolski; melodia opublikowana przez
Kolberga w T. 13, pozostałe zapisy w suplemencie do Poznańskiego (T. 74).
Biblioteka Narodowa
Kopia testamentu Oskara Kolberga sporządzona przez I. Kopernickiego dla
Karoliny Wąsowskiej, bratanicy Oskara. Zakład Rękopisów, sygn. BN II
6487.
Biblioteka Uniwersytecka w Warszawie
Przemyskie, sygn. 465 (dawniej TNW 150) – rękopis tomu Przemyskie
(T. 35) redagowanego przez Kolberga w r. 1890 i dokończonego w r. 1891
przez Kopernickiego (wyd.: Kraków 1891). W Katalogu rękopisów Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie, opracowanym przez H. Kozerską
i W. Stummer (Warszawa 1973, s. 177), opis następujący: „Przemyskie. Materiały do studium etnograficznego okolic Przemyśla oraz fragmenty dotyczące innych okolic, zebrane przez Oskara Kolberga. Kraj i lud, zwyczaje
i obrzędy, pieśni i tańce (teksty i nuty), bajki i wierzenia, k. 1–352 […]. Ze zb.
M. Federowskiego”.
282

�Jest to kompletny rękopis tomu 35 Przemyskie. Do sporządzenia rękopisu przeznaczonego dla drukarni wykorzystał Kolberg często karty służące
pierwotnie do innych tomów, dlatego na odwrotach są fragmenty wcześniejszych czystopisów różnych monografii, m.in. Kujaw, Poznańskiego, Radomskiego, Mazowsza i Łęczyckiego. Wszystkie materiały z Przemyskiego
zostały wydane drukiem w tomach Przemyskie (T. 35) oraz Przemyskie.
Suplement do t. 35 (T. 83 cz. I i II). Poza rękopisem przygotowanym dla
drukarni znajdują się w tej tece liczne zapisy terenowe Kolberga, głównie
z Przemyskiego, ale także z miejscowości objętych innymi monografiami
(m.in. z Leszczowatego). Zapisy pochodzące spoza Przemyskiego albo wydał
Kolberg wcześniej w odpowiednich monografiach, albo wykorzystane zostały w suplementach do nich, zgodnie ze swym regionalnym pochodzeniem.
Do zbiorów Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego manuskrypt Przemyskiego przyjęty został razem z innymi archiwaliami Towarzystwa Naukowego Warszawskiego i stanowi tam wieczysty depozyt. Pierwotnie miał sygnaturę TNW 150 i tak określano początkowo w Dziełach wszystkich Kolberga
rękopisy z tej teki. Towarzystwo otrzymało Przemyskie razem ze zbiorami
Michała Federowskiego po jego śmierci w r. 1923, ale nie udało się ustalić,
kiedy i dlaczego Kolbergowski manuskrypt dostał się do rąk tego zasłużonego
badacza folkloru białoruskiego i kolekcjonera dokumentów i rękopisów.
Biblioteka Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego
W zbiorach Biblioteki Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego przechowywany jest duży zespół rękopisów kompozycji Kolberga, sygn. 1208,
12091-3, 1210, 1213–1216, 1218, 12191-3. Składają się nań utwory skończone i wydane drukiem przez kompozytora, a także utwory nie drukowane
w XIX w., szkice i fragmenty kompozycji nieukończonych, rękopisy z okresu nauki w Warszawie i Berlinie (tzw. Zeszyty do studiów muzycznych)
oraz kompozycje innych autorów. M.in. zachował się w tym zespole autograf partytury orkiestrowej Króla pasterzy z głosami solowymi i chórem.
Rękopisy te i druki stanowią prawdopodobnie część materiałów pozostawionych w r. 1871 na przechowaniu w firmie Gebethnera lub u W. Wierzbowskiego przed przeprowadzką Kolberga z Warszawy do zaboru austriackiego. W. Wierzbowski w r. 1876 pytał o zgodę na przekazanie do zbiorów
WTM zdeponowanych u niego nut i Kolberg zaaprobował tę decyzję. Część
mogą stanowić nuty przekazane później przez I. Kopernickiego, wykonawcę
283

�testamentu Kolberga, który zamiar taki konsultował z J. Karłowiczem, nie
wiadomo jednak, czy darowiznę tę zdążył zrealizować. Utwory Kolberga
zachowane w zbiorach Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego wydane
zostały w T. 68 Kompozycje wokalno-instrumentalne i w T. 69 Kompozycje fortepianowe.
Muzeum Etnograficzne w Krakowie
— Zespół rękopisów Kolberga i I. Kopernickiego (archiwum MEK, sygn.
II/155, nr inw. I/191/RKP), składają się nań: dwa bruliony listu Kolberga
z 10 II 1883 r. do nieznanego adresata w sprawie subwencji na druk Ludu
oraz fragmenty jego spisu tek pochodzące z okresu późniejszego (razem 4 karty), ponadto karty w obwolucie z tytułem: Kopernickiego charakterystyka tek
Kolberga (29 kart). Te ostatnie to rękopisy I. Kopernickiego, który po śmierci
Kolberga sporządził na osobnych kartkach krótki opis zawartości większości
tek z uwagami o możliwości wykorzystania znajdujących się w nich rękopisów. Notatki Kopernickiego z tek Kolbergowskich wyjął S. Udziela, pierwszy
dyrektor Muzeum Etnograficznego. Zgromadził je razem zapewne w okresie,
gdy rękopisy Kolberga znajdowały się pod jego opieką najpierw jako sekretarza Komisji Antropologicznej AU, później wiceprzewodniczącego Komisji
Etnograficznej PAU, tj. przed rokiem 1935. Prawdopodobnie on też nadał
notatkom Kopernickiego obecny tytuł i pod nim zapisał: „Wydać 1, 6, 12, 15,
34, 37, użyć 38”. Wymienione tu rękopisy Kolberga i Kopernickiego potraktowane zostały w zbiorach Muzeum Etnograficznego jako część spuścizny
S. Udzieli.
— Rkp. Kolberga: Spis akwarel ubiorów ludowych w Muzeum hr. Dzieduszyckich we Lwowie oraz sprawozdanie z podróży badawczej w roku
1876, ponadto uwagi na temat zbierania okazów etnograficznych (archiwum MEK, sygn. II/226, nr inw. I/3051/RKP), 4 karty. Obydwa pisma były
skierowane przez Kolberga do Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności; w zbiorach Muzeum Etnograficznego znalazły się prawdopodobnie, podobnie jak wymienione wyżej, przed rokiem 1935, w czasie, gdy
wiceprzewodniczącym Komisji Etnograficznej PAU był Seweryn Udziela,
równocześnie dyrektor Muzeum. Tytuł rękopisu Kolberga nadany został
w Muzeum Etnograficznym.
— Rękopis Sąde[c]czyzna i Podhale, z rękopisów pozgonnych wydał
dr St. Zdziarski, Kraków 1905 (archiwum MEK, nr inw. I/369/RKP), kart
284

�229. Rękopis przygotowany do druku przez S. Zdziarskiego na podstawie
materiałów Kolberga z teki 11. W zespole tym, poza kopiami rękopisów
wykonanymi przez Zdziarskiego, jest jedna karta z oryginalnymi zapisami
nutowymi Kolberga wyjęta z teki 11 przez Zdziarskiego i włączona przez
niego do własnego opracowania (tam k. 229). Opracowanie Zdziarskiego
nie zostało wydane przez Komisję Antropologiczną AU, przed rokiem 1936
znajdowało się w tece 11 Kolberga, o czym wspomina K. Hławiczka1. Kopie
Zdziarskiego nie były wykorzystane w druku w tomach Góry i Podgórze
(T. 44–45), ponieważ poza wspomnianą wyżej kartą z melodiami tańców
zachowały się oryginały Kolberga — czystopisy lub zapisy terenowe wszystkich materiałów przepisanych przez Zdziarskiego. Zapisy melodii tańców
z karty włączonej przez Zdziarskiego do jego Sąde[c]czyzny i Podhala zostały wydane w cz. II Gór i Podgórza (T. 45)
Muzeum Etnograficzne w Rzeszowie
Kolekcja 25 rysunków piórkiem barwionych akwarelami i akwarel, których
autorem jest Wojciech Gerson, nr inwentarza MR 25–49. Akwarele i rysunki
muzeum zakupiło krótko po wojnie od nieznanej dziś osoby. Jest to fragment
kolekcji ikonograficznej Kolberga, prawdopodobnie część zbiorów pozostawionych przez niego w Modlnicy w r. 1884, po przeniesieniu się do Krakowa.
Większość rycin została opublikowana przez Kolberga w tomach wydanych
w latach 1857–1884: Pieśni ludu polskiego (T. 1), Sandomierskie (T. 2), Kujawy (T. 3–4), Krakowskie (T. 7), Lubelskie (T. 17) i Mazowsze (T. 24 i 26),
pozostałe znalazły się w suplementach do tych monografii (T. 70, 72/II i 80).
Muzeum im. Oskara Kolberga w Przysusze
W zbiorach Muzeum znajdują się obecnie następujące rękopisy Kolberga
oraz dokumenty bezpośrednio z nim związane:
– Rkp. Kolberga: dwie karty czystopisu części pierwszej Krakowskiego
zawierające teksty i melodie drukowane przez niego w monografii tego regionu (T. 5), fragmenty korekty tego tomu oraz dwa listy Oskara Kolberga:
do Romana Konopki i do Marii Eleonory Kolberg, córki Wilhelma, nr inw.
MOK 2004/4-8 i 171.
1

K. Hławiczka Niewydane zbiory Oskara Kolberga, „Pion” R. IV ; 1936, nr 47 .

285

�– Materiały Marii Turczynowiczowej do Korespondencji Oskara Kolberga 1937–1976, nr inw. MOK/2004/I. W tym zbiorze: wykonane przez M. Turczynowiczową w latach 1937–1939 kopie listów kierowanych do Kolberga
i brulionów jego listów. Oryginały w Bibliotece PAU miały sygn. 2030,
zostały w r. 1937 wypożyczone do Biblioteki Poznańskiego Towarzystwa
Przyjaciół Nauk i jesienią 1939 r. razem z wieloma innymi archiwaliami
naukowymi Towarzystwa spalone przez Niemców. Ten zbiór korespondencji Kolberga składał się z 624 jednostek epistolograficznych. Na podstawie
odpisów M. Turczynowiczowej opublikowano je razem z innymi w Korespondencji… (T. 64–66). W Bibliotece PAU w zespole o sygnaturze 2030
listy otrzymane przez Kolberga od jednej osoby i bruliony jego odpowiedzi
do niej zebrane były razem i ułożone chronologicznie, a następnie całostki takie uporządkowano alfabetycznie według nazwisk lub nazw autorów
i adresatów. Przeważająca część tych listów to korespondencja rodzinna.
Turczynowiczowa starała się o maksymalną wierność kopii, zachowywała
układ wierszy, skreślenia, poprawki, dopiski itd., a także błędy ortograficzne i składniowe. Kopie wykonane przez M. Turczynowiczową, staranne
i dokładne, stanowią około dwu piątych znanej korespondencji Kolberga. W zespole tym znajdowały się także rachunki, spisy odbiorców Ludu,
rozliczenia z księgarzami i drukarniami, a także inne dokumenty. Niektóre
z nich zostały wydane jako aneksy w tomach korespondencji, pozostałe
wykorzystano w biografii.
Poza kopiami listów w materiałach Marii Turczynowiczowej znajdują
się także wspomnienia o Oskarze Kolbergu: rękopisy wspomnień spisane
w latach 1902-1903 przez Antoninę Konopczankę i w roku 1937 przez córki
Józefa Konopki, Justynę Konopczankę (1862–1957) i Michalinę z Konopków
Paszkiewiczową (ur. 1860) oraz maszynopisy wspomnień spisane w r. 1937
przez jego bratanice, Antoninę Brzozowską i Walentynę Szalitową, córki
Antoniego Kolberga. Teksty te zostały opublikowane przez K. Markiewicz
pt. Wspomnienia Konopczanek z Modlnicy o Oskarze Kolbergu w: „Wieś
Radomska” tom 11, Radom 2018, s. 89-120.
Ponadto w zbiorach1 Muzeum znajdują się dokumenty i kopie dokumentów dotyczące rodziny Kolbergów, depozyt złożony w Muzeum przez
potomków Antoniego Kolberga, brata Oskara.
1 Zob. też: K. Markiewicz Kolekcja kolbergowska muzeum biograficznego Oskara Kolberga w Przysusze, „Wieś Radomska” T. 9, Radom 2011, s. 127–135.

�Indeks osób1

A.Bl. zob. Antoni Blank
A.J.S. zob. Szabrański Antoni Józef
A.K. 85/I – 479, 480
Abłamowicz Stanisław 85/I – 490, 492–494
Abramowicz Andrzej 85/I – 381–384
Abramowicz Ignacy 85/I – 146
Abramowicz Maciej 85/II – 269
Adalberg Samuel 85/II – 320, 328, 332,
333, 336, 337, 85/III – 14, 15, 59, 255,
263
Adamczyk Zdzisław Jerzy 85/I – 236
Adamowski Jan 85/II – 268, 270, 274,
351, 374, 378, 386, 598–600
Adler Guido 85/II – 9, 15, 45, 51
Adnaw zob. Wanda P.
Akielewicz Mikołaj 85/I – 139, 85/II –
325, 342, 425, 430, 518, 85/III – 53,
249, 263
Alberti Domenico 85/II – 169, 171
Albiński Marcin 85/I – 196
Aleksander I, cesarz rosyjski 85/I – 19,
26, 37
Aleksander II, cesarz rosyjski 85/I – 110,
111, 141, 231, 404

Alth Alojzy 85/I – 274
Altmann Fryderyk Wilhelm 85/I – 154,
85/II – 60, 111, 112, 85/III – 171
Amiot Jean Joseph Marie 85/II – 46
Anczyc Władysław Ludwik 85/I – 243,
259, 85/II – 129, 352–356, 364, 369,
445
Andrzej św. 85/III – 90
Andrzejkowiczówna Ryta 85/I – 480
Annasz 85/II – 368
Antola 85/I – 256, 85/II – 448
Antoniewicz Karol 85/I – 206
Antyborzec Ewa 85/I – 59, 73, 102, 176,
185, 219, 279, 351, 408, 428, 445, 468,
469, 484, 497, 85/II – 126, 175, 248,
359, 365, 397, 401, 406, 482, 492, 516,
550, 573, 574, 598, 599, 85/III – 15, 39,
45, 75, 89, 113, 164, 213–216, 218
Arendt Jan 85/II – 457
Armon Witold 85/I – 390, 85/II – 559, 85/
III – 121, 208
Asnyk Adam 85/I – 388, 480, 481
Aszperger 85/I – 105
Atkinson Paul 85/II – 416

1 W indeksie nie ujęto osób, których nazwiska wymienione są w Bibliografii prac Oskara
Kolberga w spisie artykułów pisanych przez niego dla Encyklopedii powszechnej Orgelbranda
(w cz. III tomu 85, s. 190–200). Hasła te są przedrukowane w Pismach muzycznych (DWOK
T. 61-62) i objęte indeksem zamieszczonym w T. 62 DWOK. Jeżeli w T. 85/I-III pojawiały się
różne osoby mające takie samo nazwisko i imię, dodatkowo podawano informację o ich związku z innymi osobami wymienionymi w tym tomie, np. z Oskarem Kolbergiem lub Józefem
Konopką.

287

�Auber François 85/II – 150, 151, 85/III –
173
August III, król polski 85/II – 352
B. 85/I –125, 85/III – 167
Babiór Walenty 85/II – 231
Bach Jan Sebastian 85/I – 79, 85/II –
140
Bachowie 85/II – 151
Bachórz Józef 85/I – 236, 85/II – 402
Badecki Karol 85/II – 362
Bagarówna Wilhelmina 85/II – 66
Baliński Karol 85/I – 183, 85/II – 201, 221,
290, 292
Baliński Michał 85/II – 577
Bałucki Michał 85/I – 479
Banaś Antoni 85/III – 251
Baraniecki Adrian 85/I – 243, 273, 362,
381, 382, 424, 452
Baranowski Jan 85/I – 112
Barącz Sadok 85/II – 290, 294, 325
Barbara św. 85/II – 391
Barcińska Izabela, z d. Chopin 85/I – 369,
372
Barciński Antoni 85/I – 369
Bargiel Woldemar 85/I – 370
Barnard Alan 85/II – 397, 595, 604
Bartmiński Jerzy 85/II – 194, 212, 223,
244, 268–270, 274, 278, 287, 323, 351,
378, 385, 386, 389
Bartók Béla 85/II – 59, 134
Bartoszewicz Adam 85/II – 319, 320, 328
Bartoszewicz Julian 85/I – 79
Barycz Henryk 85/I – 143
Basarab Michajło 85/II – 232
Bastian Adolf 85/II – 461, 558, 595, 607,
608
Batko Walerian 85/II – 53
Batory Stefan zob. Stefan Batory
Baudouin de Courtenay Jan 85/I – 477,
478, 85/III – 189, 270
Bausinger Hermann 85/II – 572

Beethoven Ludwig van 85/I – 134, 250,
425, 85/II – 140, 151
Bellini Vincenzo 85/II – 150, 151,
Bentkowski Władysław 85/I – 410
Bercio 85/III – 281
Berg Fiodor 85/I – 368
Berghaus Heinrich 85/I – 86
Bergson Henri 85/II – 139
Bergson Michał 85/I – 55, 56, 85/II – 139
Berling Th. 85/III – 174
Berlioz Hector 85/II – 151
Bernasikowa Maria 85/I – 249
Berwiński Ryszard 85/I – 62, 106, 125,
410, 85/II – 34, 194, 204, 205, 214, 231,
295, 400, 573, 605, 615, 619, 620
Białobrzeska Balbina 85/I – 245
Biegeleisen Henryk, H.B. 85/I – 10, 441,
447, 448, 450, 451, 472, 498, 85/II –
132, 222, 261, 273, 309, 532, 533, 562,
565, 584, 609, 614, 615, 621, 85/III –
55, 58, 181, 190, 267, 271
Biela Jan 85/III – 29, 35, 89, 90, 92, 239,
260
Bielawski Ludwik 85/I – 14, 77, 85, 337,
357, 85/II – 11, 34, 57, 65, 67, 114,
133–136, 209, 370, 570, 85/III – 59, 73
Bieliński Józef 85/I – 17, 23, 26, 29, 36, 37
Bielowski August 85/I – 112, 140, 179,
180, 204, 221, 222, 259, 295, 319, 85/
II – 409, 444, 476, 480, 485, 491, 497,
506, 512, 519, 562, 570, 598, 606, 85/
III – 64, 133
Biełous Teodor, Biłous Fiodor 85/I – 155,
85/III – 243
Bieńkowski Wiesław 85/I – 252, 256,
263, 264, 267, 270, 272, 309, 317, 325,
336, 456, 458, 502, 85/II – 418, 545,
85/III – 15, 36, 143, 144
Biernacka Maria 85/II – 41, 447
Biernacka Róża 85/I – 345
Biernat z Lublina 85/II – 319
Biesiadecki Alfred 85/I – 272

288

�Biesiekierscy z Bodzanowa 85/II – 216,
437, 85/III – 122, 123, 128, 129
Biesiekierscy z Płowców 85/III – 123,
128, 129
Biesiekierska Aniela 85/II – 130, 234, 246
Biesiekierska Klotylda 85/II – 130
Biesiekierski Adolf 85/I – 154, 85/III –
129
Biesiekierski Marian 85/II – 234, 246
Bilica Krzysztof 85/I – 53, 85/II – 145
Biłous Fiodor zob. Biełous Teodor
Bismarck Otto von 85/I – 339
Blank Antoni, A. Bl. 85/I – 19, 24, 29, 37
Blaschka Jan 85/I – 492
Blaznik Jožef 85/I – 135,136
Bleiwais Janez 85/I – 136
Blizińscy 85/I – 432, 437, 456, 495, 85/II –
217, 85/III – 154		
Blizińska Pelagia 85/I – 422, 425, 429,
490, 493, 85/II – 232, 436, 507, 508,
85/III – 89, 157, 274 276
Bliziński Józef 85/I – 9, 181, 182, 193,
196–198, 203, 217, 293, 315, 421–425,
431–433, 436–439, 444, 445, 460, 461,
465, 493, 85/II – 101, 131, 228, 232,
240, 242, 243, 409, 425, 436, 437, 442,
508, 534, 552, 561, 569, 582, 597, 598,
85/III – 34, 123, 130, 131, 133, 154–
157, 274, 276
Blumengartner 85/I – 141
Błachnio Jan Ryszard 85/I – 57
Błachowski Aleksander 85/II – 13, 455,
551
Błotnicki Tadeusz 85/I – 502
Bobrowski Paweł 85/II – 569, 618, 85/III
– 248, 249
Bobrzyński Michał 85/I – 242, 465
Bochdan Hipolit 85/I – 153, 221, 245, 251,
319, 85/II – 507, 85/III – 124, 133
Bochdanowa Amelia, z d. Konopka 85/I
– 221, 245, 251, 85/II – 507, 555, 85/
III – 280, 281

Bochdanowie 85/I – 153, 251, 319, 380,
85/II – 217, 85/III – 125,148, 152
Bogdany-Popielowa Wanda 85/I – 28, 85/
II – 137, 155
Bogusławski Wojciech 85/I – 6, 118, 129,
85/II – 151, 152, 267, 363
Bohomolec Franciszek 85/II – 221, 449
Bohrer Sophie 85/II – 31
Boieldieu François-Adrien 85/II – 139–
–150
Bojanowski Edmund 85/II – 521
Bokszczanin Maria 85/I – 137
Boniecka Barbara 85/II – 323
Bopp Franz 85/II – 559, 607
Borkowski Józef Dunin 85/II – 607
Bournouf Eugène 85/II – 559, 607
Boy-Żeleński Tadeusz 85/I – 456, 457
Braga Teófilo 85/I – 474, 85/II – 566
Brahms Johannes 85/I – 370
Brandt Józef 85/I – 347, 386, 85/III – 150
Braun Hermann Adalbert 85/I – 332, 333,
85/II – 408, 85/III – 144, 227
Brencz Andrzej 85/II – 419
Breton de la Martinière Jean Baptiste 85/I
– 289
Brodowski Antoni 85/I – 24, 37
Brodziński Kazimierz 85/I – 24, 25, 31, 32,
35, 163, 85/II – 11, 123, 163, 164, 182,
183, 188, 267, 561, 85/III – 56, 185, 268
Brückner Aleksander 85/II – 348, 85/III
– 179
Brykowski Ryszard 85/I – 396
Brzoska Gustaw Otto 85/I – 331, 336
Brzozowska Antonina zob. Kolberg Antonina
Brzozowska-Komorowska Teresa 85/II –
204, 374
Brzozowski Karol 85/I – 80, 83
Brzozowy Stanisław 85/II – 28
Budzyk Hanna 85/II – 372
Budzyk Kazimierz 85/I –238, 85/II – 372
Bujak Jan 85/II – 555
289

�Bujwen Teodora 85/III – 164
Bukowski Andrzej 85/I – 326. 329
Buliński Tarzycjusz 85/II – 400, 401, 410,
563
Burdziej Bogdan 85/I – 80, 85/II – 153
Burszta Józef 85/I – 326, 343, 357, 85/II –
100, 126, 397, 400, 419, 491, 522, 524,
525, 534, 536, 573, 576, 590, 85/III –
43, 47– 50, 66, 67, 69, 71, 91, 101, 201,
205–207, 211
Burszta Wojciech 85/II – 537
Bury 85/III – 272
Bylicki Franciszek 85/I – 480
Bystroń Jan 85/III – 21, 22
Bystroń Jan Stanisław 85/II – 65, 281,
320, 334, 335, 349, 438, 439, 85/III – 37
Caban Wiesław 85/I – 236
Cejnowa Florian, Ceynowa 85/I – 326–
328, 336, 356, 85/II – 308, 320, 370,
85/III – 142, 143, 229, 230
Ceklarz Katarzyna 85/II – 618
Čepaitienė Auksuolė 85/III – 164
Cerkowniak Iwanna 85/II – 537
Cervantes Saavedra Miguel de 85/I – 59
Chałubiński Tutus 85/I – 429
Charłampowiczówna Paulina 85/II –
504, 85/III – 277
Chechlińska Zofia 85/I – 52, 103, 85/II –
150
Cherubini Luigi 85/II – 140, 149, 151
Chęciński Jan 85/I – 197
Chętnik Adam 85/II – 67
Chłędowski Kazimierz 85/I – 251
Chmara-Żaczykiewicz Barbara 85/II –
154, 155
Chmielewska Iwona 85/I– 73, 497, 85/II
– 482, 85/III – 214–216
Chmielowski Piotr 85/I – 9, 421, 429–431,
500, 85/II – 38, 187, 489, 490, 534, 570,
85/III – 181
Chochorowski Jan 85/I – 267, 272

Chociszewski Józef, Tworzymir 85/II –
260, 319, 333
Chodakowski Zorian Dołęga, pseud.
Adama Czarnockiego 85/I – 60, 61, 71,
85/II – 399, 400, 404, 478, 561, 563,
589, 607
Chodźko Aleksander 85/II – 267
Chojnowski Zbigniew 85/I – 331
Chomętowski Władysław 85/II – 352
Chopin Fryderyk Franciszek, Szopen 85/I
– 5, 8, 17, 24, 27, 30, 31, 33, 34, 37, 38,
44, 46, 49, 53, 55, 67, 74, 77, 78, 94, 96,
97, 201, 202, 209, 250, 312, 313, 327,
363–376, 386, 404, 406, 407, 432, 436,
453, 455, 457, 458, 480, 481, 85/II –
13, 14, 19-33, 56, 65, 89, 114, 136, 138,
140, 143, 145, 147, 170–172, 176, 182,
183, 85/III – 18, 34, 94, 109, 150, 165,
179, 189, 218, 268
Chopin Izabela zob. Barcińska Izabela
Chopin Ludwika zob. Jędrzejewiczowa
Ludwika
Chopin Mikołaj 85/I – 24, 30, 374, 386,
85/II – 22, 32, 182, 85/III – 150
Chopinowie 85/I – 21, 24, 29, 31, 38
Chota Józef 85/II – 231
Chruścielowa Irena 85/III – 266
Chrzanowski Wojciech 85/I – 384
Chwalba Andrzej 85/I – 239
Chybiński Adolf 85/I – 103, 85/II – 11,
65–67, 70, 71, 134, 456, 85/III – 35, 36,
58–60
Cichocki Józef 85/I – 53, 69, 85/II – 14,
85/III – 162
Ciechanowska M. 85/III – 34, 92, 282
Ciechanowski Stanisław 85/III – 34
Ciesielski Władysław 85/I – 182, 85/II –
240, 243, 324, 327, 328, 425, 464, 465,
474, 475, 85/III –77, 84, 238
Cieszkowski Zygmunt 85/I – 452, 453,
458, 478
Cimarosa Domenico 85/I – 33, 85/II – 140

290

�Cinciała Jerzy 85/III – 156
Ciszewski Stanisław 85/I – 497, 85/II –
535
Clementi Muzio 85/II – 169
Clifford James 85/II – 563
Cludius Fryderyk 85/II – 408
Cludius Karol 85/I – 333–335, 85/II – 408,
409, 520
Colberg zob. też Kolberg
Colberg Charlotta Dorothea, z d. Fuchs
85/I – 17
Colberg Christian Heinrich Julius zob.
Kolberg Juliusz
Colberg Julius Daniel Friedrich 85/I – 17
Colberg Krzysztof Juliusz zob. Kolberg
Juliusz
Comber John 85/II – 57, 64
Čubinskij P. zob. Czubiński Paweł
Cvek Leopold 85/III – 258
Cycero 85/II – 575
Cyniawska Hania 85/II – 129, 85/II – 233
Czacki Tadeusz 85/I – 171, 85/II – 297, 432
Czajewski Wiktor 85/II – 494, 497, 616
Czajka 85/II – 314
Czajkowa, Czajina 85/II – 314
Czajkowscy 85/III – 110
Czajkowski 85/III – 127, 128
Czajkowski Jerzy 85/II – 366
Czarkowska Melania 85/II – 235, 499
Czarkowski Ludwik 85/II – 235
Czarlińscy 85/I – 326, 332, 339, 85/II –
217, 407, 85/III – 142, 143
Czarlińska Bronisława 85/I – 326
Czarlińska Hortensja 85/I – 326
Czarliński Emil 85/I – 326
Czarliński Leon 85/I – 326, 338–341, 415
Czarneccy 85/I – 326, 85/II – 415, 85/III
–143
Czarnecki Stanisław 85/I – 377, 411, 413,
414, 415, 85/II – 453, 573, 591, 85/III – 146
Czarnocki Adam zob. Chodakowski Zorian Dołęga

Czartecka Anna 85/II – 130
Czartoryscy 85/I – 458
Czartoryska Izabela z Działyńskich 85/I
– 326
Czartoryska Marcelina 85/I – 436, 455,
457, 458, 85/II – 32
Czartoryski Aleksander 85/I – 457
Czartoryski August 85/I – 245
Czartoryski Władysław 85/I – 384
Czaykowski Emil 85/III – 185
Czech Józef 85/I – 58
Czechowicz Józef 85/II – 315
Czekanowska Anna 85/II – 47
Czekanowski Jan 85/II -– 48
Czepulis-Rastenis Ryszarda 85/I – 140
Czermak 85/II – 488
Czerniawska Anna 85/I – 406, 85/III – 163
Czerniawski Karol 85/I – 32, 85/II – 123,
85/III – 165, 168,169
Czerniawski Stanisław 85/III – 164
Czerwińska 85/III – 114
Czerwiński Ignacy Lubicz zob. Lubicz-Czerwiński Ignacy
Czubek Jan 85/III – 18, 270
Czubiński Paweł, Čubinskij 85/II – 558
Czuprun Tymko, Czuprun Tomasz 85/II
– 57, 125, 130, 232, 422
Czyżykowska Bożena 85/II – 66
Dadak-Kozicka J. Katarzyna 85/I – 357,
85/II – 34, 135, 209, 570, 85/III – 73
Dahlig Ewa 85/III – 75
Dahlig Piotr 85/I – 143, 160, 85/II – 9, 10,
11, 21, 28, 45, 53, 57, 64, 67, 72, 126,
85/III – 218
Dalayrac Nicolas Marie 85/II – 139
Damrosz Jerzy 85/II – 536
Damse Józef 85/I – 118, 85/II – 93, 150
Danielewski Ignacy 85/II – 253, 613, 85/
III – 255
Darowski Aleksander Weryha 85/II –
319, 320
291

�Daszkiewicz[owie] 85/III – 110
Dawid Wincenty 85/I – 285
Dawidowicz Iwona 85/II – 498
Daziaro Franciszek 85/I – 120
Dąbczańska-Budzynowska Helena 85/I –
324, 85/III – 141
Dąbrowska Grażyna 85/II – 66
Deike Karol 85/I – 429, 85/II – 492
Delaveaux Ludwik 85/II – 519
Demartin Adam 85/I – 379, 427, 85/III –
208, 209
Dembińscy 85/I – 20, 21
Dembiński Ignacy 85/I – 20, 21
Dembowski Edward, E.-D- 85/I – 52, 62,
410, 85/II – 205
Demski Dagnosław 85/II – 574
Deotyma zob. Łuszczewska Jadwiga
Derlicki Jarosław 85/II – 574
Dernałowicz Maria 85/I – 47
Desmaisons Émile 85/I – 120
Dębicka Stanisława 85/I – 21, 29, 43, 380,
85/II – 28
Dębicki Michał Władysław 85/II – 620
Dixon Hepworth William 85/II – 559
Dlabacz Bohumir Jan 85/II – 18
Długosz Jan 85/I – 395, 398, 399, 453
Dobrowolscy 85/I – 165, 85/II – 415, 85/
III – 125
Dobrowolski Kazimierz 85/II – 400
Dobrski Konrad 85/I – 429, 462, 469, 477,
85/II – 493, 506
Dobrzycki Henryk 85/I – 436
Dobrzyńska Tekla 85/I – 81, 82
Dobrzyńska-Rybicka Ludwika 85/I – 81
Dobrzyński Ignacy Feliks 85/I – 38, 44, 48,
53, 54, 63, 209, 404, 481, 85/II – 75, 77,
137–141, 151, 173, 183, 184, 85/III – 172
Dohnal Wojciech 85/III – 67
Dolinar Luka 85/III – 258
Doliniańscy 85/III – 126
Dolińscy 85/III – 126
Dolińska Magdalena 85/II – 553

Domański Wojciech 85/I – 357, 359, 360,
361, 363, 85/II – 34, 209, 231, 570, 572,
580
Donimirscy 85/I – 328–330, 332, 85/II –
217, 85/III – 142, 144
Donimirski Edward 85/I – 327
Donimirski Jan 85/I – 330
Donimirski Teodor 85/I – 330
Donizetti Gaetano 85/II – 150, 151
Dr I.K. zob. Kopernicki Izydor
Drabecka Maria 85/II – 66
Drescke 85/I – 17
Dubrowski Piotr 85/III – 167
Duchińscy 85/I – 386, 85/III – 149
Duchińska Seweryna, Pruszakowa Seweryna 85/I – 54, 59, 78, 79, 98, 148,
149, 382, 384–386, 417, 418, 439, 85/II
– 145, 163–165, 406, 472, 596, 619, 85/
III – 149, 157, 184,185, 268, 269
Duchiński Franciszek 85/I – 382, 383,
385, 386, 85/II – 596, 619
Dudała Tomasz 85/II – 234, 422
Dudzik Wojciech 85/II – 361, 362, 364,
366, 367
Dunder Wacław 85/II – 131, 85/III – 243,
258
Dunicz Jan Józef 85/II – 66
Dürer Albrecht 85/I – 329
Durkheim Émile 85/II – 35
Dürr-Durski Jan 85/II – 349, 350
Dutkiewicz Juliusz 85/III – 97
Dużyk Jan 85/III – 270
Dybiec Julian 85/I – 260
Dybowski Benedykt 85/I – 442, 85/II –
336, 85/III – 12
Dybowski Władysław 85/II – 339
Dygdała Jerzy 85/I – 327
Dylecki Mikołaj 85/II – 26
Dymczyk Sławomir 85/II – 416
Dynowska 85/III – 34, 282
Dynowski Witold 85/III –51, 266
Dziadek Magdalena 85/I – 453, 454, 458

292

�Działyński Jan 85/I – 384, 85/II – 453
Działyński Tytus 85/I – 112, 438
Dzieduszycki Włodzimierz 85/I – 10, 276,
382, 384, 395, 401, 402, 452, 464, 476,
489, 490, 500, 85/II – 506, 508, 554,
85/III – 151, 152
Dziewanowscy 85/II – 406, 85/III – 118,
119
Dziewanowski Dominik 85/II – 406
Dziewulska Joanna M. 85/I – 281
Dziębowska Elżbieta 85/I – 52, 77, 85/II
– 133, 154, 155
Dzwonkowski Adam 85/II – 165, 185
E.E. 85/III –188
Edison Thomas Alva 85/II – 54
Ehrenberg Gustaw 85/II – 255
Ehrenberg Józef Kazimierz 85/I – 495
Eigeldinger Jean-Jacques 85/II – 29
Ekier Jan 85/I – 368, 376
Eljasz-Radzikowski Walery 85/I – 251
Elkan Leopold 85/I – 323
Elkanowa Eleonora, z d. Milieska 85/I –
323, 85/III – 141
Ellis Aleksander John 85/II – 51
Elsner Józef 85/I – 25, 38, 39, 118, 209,
404, 85/I – 19, 75, 93, 137–142, 147,
150–152, 165, 183, 85/III – 109
Emilia św. 85/I – 43
Engel Izak 85/I – 129
Engelke 85/I – 25
Engelking Anna 85/II – 378, 383, 386,
387, 516
Engeström Wawrzyniec Benzeistjerna 85/
II – 456
Erben Karel Jaromir 85/II – 134
Erck Ludwig Christian 85/II – 134
Essipow zob. Jessipowa Anna
Estreicher Karol, pseud.: Gędźba 85/I –
123, 128, 136, 238, 243, 257, 258, 260,
262, 263, 267, 306, 85/II – 352, 356,
426, 85/III – 58, 106, 138,167

Estreicher Stanisław, pseud.: Jan Krupski
85/I – 240, 306, 307, 85/II – 349, 352,
354–356
Ezop 85/II – 338
F.L.J. zob. Jaskólski Feliks
Fajans Maksymilian 85/I – 158, 85/II –
430
Faleńska Maria 85/I – 238
Faleński Felicjan 85/I – 238, 85/III –
106,138
Federowski Michał 85/II – 400, 85/III –
88, 282, 283
Feicht Hieronim 85/I – 365, 85/II – 20,
85/III – 189
Feldmanowski Hieronim 85/I – 205, 85/
III – 167, 172, 173
Feliński Alojzy 85/I – 162
Fétis François Joseph 85/II – 18
Fiedler Robert 85/II – 91, 197
Fijałek Józef 85/I – 323, 85/III – 141
Fijałkowski Antoni 85/I – 162
Filip Mariusz 85/II – 523
Filipow 85/II – 155
Filipowski Marcin 85/II – 373
Fink Gotfried Wilhelm 85/I – 160, 161,
85/II – 19, 46
Fischer Adam 85/II – 349, 351, 360, 362,
367–369, 85/III – 30, 31, 35, 42,93, 269
Fischer S. 85/II – 509, 85/III – 20, 188,
205
Florian św. 85/I –241
Florkiewicz Julian 85/I – 377
Folfasiński Sławomir 85/II – 342
Fontana Julian 85/I – 367, 370, 371
Forkel Johann Nicolaus 85/II – 18, 19
Fraenkel Antoni Edward 85/I – 74
Fraenkel Samuel 85/I – 20, 21, 34, 37, 38,
74, 75, 85/II – 183
Franchomme Auguste 85/I – 370
Franciszek Józef, cesarz Austrii 85/I – 240,
401, 402
293

�Franko Iwan 85/I – 10, 476, 486–488, 85/
II – 130, 488, 532, 605, 621, 85/III –
182, 183, 252, 253
Frankowska Maria 85/II – 41
Frankowski Eugeniusz 85/II – 400
Fredro Aleksander 85/I – 263, 335, 85/II
– 319, 332
Fredro Andrzej Maksymilian 85/II – 319,
332
Freyer August 85/I – 207, 323, 85/III –
172, 174
Friedlein Daniel 85/I – 458, 85/III – 136,
155
Friedlein Józef 85/I – 266, 309, 345–347,
410, 458, 460, 479, 501, 85/II – 25,
85/III – 136, 137, 141
Fryben 85/I – 105
Fryben Karolina 85/I – 103, 105, 85/III –
167
Frybes Stanisław 85/I – 137
Gabryś Anna 85/I – 453, 454, 456–458,
482
Gabryś Jerzy 85/I – 456, 492–494, 503
Gacka 85/I – 256, 85/II – 448
Gacki Józef 85/II – 473, 474
Gadomski Henryk 85/II – 65
Gajek Józef 85/I – 120, 85/II – 559, 583,
591, 607, 85/III – 30, 37, 53, 57, 59–61,
66, 69, 97, 200, 201, 266, 277
Gajewska Łucja, z d. Działowska 85/I –
327
Gajewski Józef 85/I – 327
Gajkowa Olga 85/I – 379, 380, 85/II –
513–515, 85/III – 30, 51, 209
Gall Anonim 85/II – 314
Gallasch Karolina Matylda zob. Kolberg
Karolina, żona Antoniego
Gallasch Julia Wanda zob. Illukiewicz
Julia
Gałęzowski Antoni 85/II – 492
Gansiniec Ryszard 85/II – 369, 381

Garsztecki Ludwik, Garstecki Ludwik
85/I – 492
Gasiński Wincenty 85/II – 470
Gawarecka Anna 85/III – 210
Gawarecki Wincenty Hipolit 85/II – 497
Gawełek Franciszek 85/I – 269, 85/III –
219
Gebethner Gustaw Adolf 85/I – 183, 207,
239, 371, 391, 419, 458, 479, 85/II – 30,
31, 85/III – 9, 10, 283
Gerber Ernst Ludwig 85/II – 18
German Ludomił 85/I – 455
Gerson Wojciech 85/I – 58, 59, 120, 121,
151, 158, 185, 193, 200, 201, 215, 304,
419, 475, 85/II – 430, 442, 482, 494,
495, 581, 623, 85/III – 56, 63, 97, 98,
170, 285
Gerss Marcin zob. Giersz Marcin
Gerstfeldt E. 85/I – 75
Gervais P. 85/I – 23
Gędźba zob. Estreicher Karol
Giersz Marcin, Gerss Marcin 85/I – 331–
333, 336, 85/II – 408, 549, 85/III – 144
Giesbrecht Heinrich Ludwig T. 85/II –
144
Gille Dawid 85/I – 18
Gingrich Andre 85/II – 595
Girschner Karl Friedrich 85/I – 38, 85/II
– 75, 137–139, 141, 165, 170, 85/III –
109, 184
Gizewiusz Gustaw, Gisevius Gustaw,
Giżycki Gustaw, G.G. 85/I – 116, 117,
331, 333–335, 343, 85/II – 91, 92, 130,
131, 197, 239, 251, 408, 409, 520, 85/
III – 48, 227, 228, 273
Giżycki Reinhold 85/I – 332, 333, 85/II –
408, 85/III – 144
Giżyńska 85/II – 233
Glapa Adam 85/II – 430, 455,
Gliniański J. 85/II – 327
Glińscy 85/III – 122
Gliński Antoni Józef 85/I – 123, 183, 85/II

294

�– 201, 202, 221, 289–291, 294, 85/III
– 123
Glinski Mateusz 85/III – 42
Gloger Zygmunt, pseud.: Pruski, Z.Gl. 85/I
– 205, 228, 251, 253, 284, 290, 291, 293,
295, 306, 403, 418, 424, 440, 460, 85/
II – 35, 40, 63, 97, 129, 210, 260, 261,
339, 340, 362, 400, 444, 498, 548, 557,
559, 560, 591, 594, 602, 611, 618, 619,
85/III – 8, 153, 173, 176, 177, 228
Gluck Christoph Willibald 85/II – 151,
160, 163
Glücksbergowie 85/I – 142
Glunek Mateusz 85/II – 129, 421
Gluziński Józef 85/II – 320, 324, 352, 388,
465
Gładysz Mieczysław 85/II – 521, 85/III –
133, 206
Głodziński Tadeusz 85/II – 66
Głogowski Jerzy I85/II – 13, 551
Głogowski Tomasz 85/I – 28, 85/II – 75,
137
Godebski Cyprian 85/I – 383
Godlewski Grzegorz 85/II – 363
Goetel Walery 85/II – 550
Gołębiowski Łukasz 85/I –269, 85/II – 13,
19, 123, 124, 222, 352, 357, 441, 443,
447, 466, 492, 558, 607, 617, 85/III –
247, 248, 253
Gomółka Mikołaj 85/I – 69, 404, 85/II – 13
Gomulicki Juliusz Wiktor 85/I – 46, 56,
57, 78, 85/II – 165
Gorczakow Michaił 85/I – 162
Gorczycki Grzegorz Gerwazy 85/I – 69,
404, 85/II – 14,
Gorowscy zob. Gurowscy
Gorżkowski Marian 85/III – 175
Goszczyński Seweryn 85/II – 400, 402,
519
Goszczyński Wawrzyniec 85/I – 21
Gounod Charles François 85/II – 151
Górnicki Łukasz 85/II – 221, 319

Górski Ludwik 85/II – 417, 494
Górski Ryszard 85/I – 13, 63, 95, 253, 279,
85/II – 77, 189, 448, 85/III – 54, 61
Górski Stefan 85/I – 235
Grabowska Maria 85/I – 48
Grabowski Ambroży 85/I – 268, 85/II –
319, 322
Grajnert Józef 85/I – 280, 281, 497, 85/II
– 295, 482, 495, 85/III – 232
Grajnert Ludwika 85/II – 495
Gralewski Mateusz 85/II – 476, 478
Graszkowski 85/I – 198, 85/II – 232, 423
Graun Carl Heinrich 85/II – 140, 151
Gregorowicz Jan 85/I – 395
Gregorowicz Jan Kanty 85/I – 100–104,
186, 212, 85/II – 123, 161, 260, 429,
430, 472, 85/III – 117, 134, 173, 186,
219, 256, 257, 269
Gregorowiczowa Teofila, z d. Szossłand
85/I – 103, 85/III – 165
Gregorowiczowie 85/II – 429, 85/III –
127, 128
Greim Michał 85/I – 281, 282
Grimm Jacob 85/II – 449, 460, 461, 558,
559, 607
Grochowski Piotr 85/II – 212, 269, 274,
279, 280, 282–284, 301, 377
Grodecka Zofia 85/II – 454, 455,
Gronau Emilia zob. Kolberg Emilia
Gronau Matylda zob. Kollatorowczowa
Matylda
Grottger Artur 85/I – 251
Groza Aleksander 85/II – 95
Grozdew-Kołacińska Weronika 85/II –
136
Gruca Anna 85/I – 256, 267, 270, 317,
456, 458
Gruchmanowa Monika 85/I – 218, 349,
350, 85/II – 248, 85/III – 23, 70, 205,
206, 211
Gruda O. 85/III – 95
Grüson J.P. 85/I – 26
295

�Gruszecki Artur 85/I – 473
Grzegorz św. 85/II – 369, 447
Grzegorzewicz Wojciech 85/III – 23, 24,
29, 35, 89, 90, 240, 241, 242
Grzybek D. 85/II – 26
Grzybowska Romania, z d. Konopka
85/II – 555
Grzymała Wojciech 85/II – 27
Gumplowicz Ludwik 85/I – 259, 475,
85/II – 418, 85/III – 146, 148
Gumplowicz Maksymilian 85/I – 475
Gurowscy, Gorowscy 85/I – 73, 85/III –
114
Gustawicz Bronisław 85/I – 249, 281,
282, 286, 447, 85/II – 339, 342, 348,
520, 547
H. B. zob. Biegeleisen Henryk
Habsburgowie 85/II – 11
Hacquet Baltazar 85/I – 289, 85/III – 244,
258
Haendel Georg Friedrich 85/II – 151
Hajówna Lutosława 85/III – 50
Halévy Jacques François 85/I – 330, 85/II
– 150, 151
Halka 85/I – 426, 85/II – 232
Hammard August Friedrich Efraim 85/II
– 572
Hammersley Martyn 85/II – 416
Hann Christopher. 85/II – 595
Hanusch Ignaz Johann, Hanusz Ignacy
Jan 85/II – 449, 460, 607, 609
Haraczycha Jewdokia 85/II – 232
Hašnik Josef 85/III – 258
Hass Ludwik 85/I – 25, 37
Hasse Johann Adolf 85/II – 139, 151
Haupt Leopold 85/I –187, 356, 85/II –
430, 85/III – 230
Haydn Joseph 85/I – 250, 85/II – 140, 151
Hegel Georg Wilhelm Friedrich 85/II –
19
Helman Zofia 85/I – 376

Hempel Aleksander 85/I – 222, 85/III –
130
Hempel Maria, żona Aleksandra 85/I –
222
Hemplowie 85/I – 222, 223, 85/II – 217,
238, 403, 501, 503, 85/III –130, 132,
134–136
Hemplówna Maria 85/I – 222–224, 323,
496, 497, 85/II – 131, 220, 238, 240,
241, 243, 246, 306, 325, 341, 342, 425,
465, 495, 501–505, 574, 85/III – 57, 92,
137, 140, 267, 272, 277, 278
Hemplówna Marianna Rozalia 85/II – 495
Hennel Cyprian 85/II – 429, 472
Hennel Maria 85/II – 429, 472
Heppen Juliusz 85/I – 103, 85/II – 145,
85/III – 166, 185
Herbart Johann Friedrich 85/II – 34
Herder Johann Gotfried 85/I – 25, 85/II –
10, 19, 40, 561, 572
Hernas Czesław 85/I – 45, 85/II – 194,
211, 212, 348, 351, 362, 374
Herod 85/II – 61, 351–353, 355–357, 359,
360
Herold Louis Joseph 85/II – 140, 150, 151
Herrmann Anton 85/II – 548
Hertz Henri 85/II – 140
Hilferding Aleksander 85/I – 191, 192,
194, 342, 350, 402, 403, 85/II – 308,
370, 382, 523, 543, 560, 85/III – 129,
205, 229, 230
Hirszel Henryk 85/II – 165
Hławiczka Karol 85/II – 133, 85/III – 26,
36, 37, 39–43, 88, 93, 233, 286
Hnatiuk Wołodymyr 85/III – 187, 188
Hock 85/I – 480
Hoesick Ferdynand 85/I – 454, 455, 456
Hoff Bogumił 85/I – 222, 225– 228, 320,
322, 338, 339, 403, 412, 413, 437, 460–
462, 85/II – 405, 409, 410, 446, 452,
521, 522, 564, 581, 582, 85/III – 63,
131, 135–137, 139, 140, 154, 156, 202

296

�Hoffmann Ernst Theodor Amadeus 85/II
– 293
Hoffmann Leopold 85/II – 139
Hoffmanowa Klementyna z Tańskich 85/
II – 27, 617
Hofmann T. 85/II – 60
Holewiński Józef 85/I – 436
Holland Johann David 85/I –161, 85/III
– 171
Hołowacki Jakow F. 85/I – 155, 85/III –
239–243, 276
Homolaczowie 85/I – 131, 85/III – 119
Hornbostel Erich Moritz von 85/II – 42,
51
Horoszkiewicz Julian 85/II – 254, 85/III
– 94, 219
Hrabalová Olga 85/II – 11
Hrycaniuk Ilka 85/II – 129/130, 422
Hrycaniukowa, Ilczycha 85/II – 129, 422,
423
Hulewicz Jan 85/I – 260
Hultkrantz Åke 85/II – 604
Hummel Johann Nepomuk 85/II – 138,
170
Hüttner Karol 85/I – 63
Hyłko Jan 85/I – 298, 85/II – 353, 355,
356, 85/III – 77
Hynek Wojciech 85/II – 234, 422
Idaszak Danuta 85/I – 68, 100, 105, 146,
148, 364, 85/II – 33, 143, 145, 146, 149,
155, 156,163, 165, 85/III – 68, 159, 163,
165, 168–170, 213
Ihnatij z Nikołowicz zob. Karpinski Ignatij
Ilczycha zob. Hrycaniukowa
Ilkiewicz Hryhoryj 85/III – 244
Illukiewicz Julia Wanda, z d. Gallasch
85/I – 43, 194, 195, 314, 379, 85/III –
130
Illukiewicz Karolina, Lola 85/I – 314, 379
Illukiewicz Seweryn 85/I – 195, 85/III –
128, 130

Illukiewicz Władysław 85/I – 314
Iwantyczycha 85/II – 129
Izopolski Erazm 85/II – 295
J.K. zob. Konopka Józef
Jabłkowski Józef 85/I – 73, 85/III – 114
Jabłonowski Władysław 85/I – 247
Jabłoński Zbigniew 85/III – 38, 47, 212,
270, 273
Jacher-Tyszkowa Aleksandra 85/I – 122,
85/III – 50
Jachimecki Zdzisław 85/III – 34, 42
Jachowicz Stanisław 85/II – 328
Jackowski Jacek P. 85/II – 39
Jadwiga św. 85/I – 241, 301
Jagič Vatroslav 85/II – 548
Jagiełło Jadwiga 85/II – 197, 201, 282
Jahołkowski 85/II – 359, 496, 85/III –229
Jakowicki Ludwik 85/I – 328, 336, 337,
85/III – 144
Jakóbiec-Semkowowa Milica 85/I – 134,
85/III – 210
Jakubowski Andrzej 85/II – 326–328,
336, 337, 85/III – 53, 263
Jakubowski Faustyn 85/I – 451
Jakuszewscy 85/III – 115,116
Jamek Jakub 85/I – 480
Jan św. 85/I –38, 85/II – 330, 435, 447,
468, 487, 611
Jan Kanty św. 85/I – 241
Jan III Sobieski, król polski 84/I – 9, 155,
421, 424, 85/II – 280, 357, 85/III – 154,
155
Jan z Wychylówki 85/II – 261
Janecki Tomasz 85/I – 480
Janicka Apolonia 85/III – 164
Janion Maria 85/I – 47
Jankowski Edmund 85/I – 137
Japola Józef 85/II – 244
Jarocki Feliks 85/I – 24, 33
Jaroszewicz Józef 85/III – 245, 249
Jaruzelscy 85/II – 217, 234, 85/III – 156
297

�Jaruzelska Helena, z d. Kraińska 85/I –
438, 439, 85/II – 130, 234, 507
Jaruzelski Józef 85/I – 438, 439, 85/II –
234, 507
Jasieńscy zob. też Jasińscy
Jasieńscy 85/II – 229
Jasieńska M., M.J. 85/II – 229
Jasiewicz Zbigniew 85/I – 86, 171, 357,
85/II – 401, 520, 539, 542, 546, 572,
574-576, 618, 619, 85/III – 29, 35, 43,
207, 218,
Jasińscy, Jasieńscy 85/I – 433, 437, 444,
445, 461, 466, 476
Jasińska 85/I – 437
Jasińska Danuta 85/II – 170
Jasińska Maria Eleonora zob. Kolberg
Maria Eleonora
Jasińska-Zawadzka J. 85/II – 100
Jasiński Jakub 85/I – 66
Jaskólski Feliks, F.L.J. 85/I – 80, 98, 85/
II – 153, 443
Jastrzębowski Szczęsny 85/II – 352
Jastrzębska Malwina 85/I – 254
Jaśkowski Jan Nepomucen 85/I – 429
Jaworska Elżbieta 85/I – 58, 115, 116,
244, 245, 252, 272, 278, 283, 287, 467,
85/II – 77, 197, 201, 275, 282, 535
Jaworski Jan 85/I – 118, 158, 202–204,
211, 212, 216, 225, 238, 290, 312, 85/II
– 320, 328, 463, 467, 623, 85/III – 9, 87,
167, 169, 173, 174, 178, 249
Jedlicki Jerzy 85/I – 36, 111, 112
Jenike Emil (Emilian) 85/I –39, 56, 58, 59,
85/II – 14, 98, 404, 85/III – 111, 166
Jenike Ludwik 85/I – 41, 134, 403, 404,
420, 85/II – 234, 85/III – 34, 109, 111,
140, 280
Jenike Tekla 85II – 234
Jessipowa Anna, Essipow 85/II – 32
Jędrzejewiczowa Ludwika, z d. Chopin
85/I – 368
Jones William 85/II – 559, 607

Jost Henryk 85/I – 245
Józef z Arymantei 85/II – 347, 348
Jucewicz Ludwik Adam 85/II – 320
Judasz 85/II – 367–369
Jurasz Stanisław 85/II – 232
Jurczeńko Bazyli 85/I – 486, 85/II – 219,
232, 233, 240, 305, 487, 85/III – 24, 25,
30, 83, 93, 243, 264, 267, 269
Jurkowski Henryk 85/II – 349, 352
Juszkiewicz Antoni 85/I – 10, 391, 477,
478, 85/III – 18, 188, 270
Juszkiewicz Jan 85/I – 391, 392, 398, 477
Juzwienko Wiktoria A. 85/II – 583
K.S. zob. Słotwiński Konstanty
K.Wł. W. zob. Wójcicki Kazimierz Władysław
Kabzińska Iwona 85/II – 574
Kaczmarczyk Piotr 85/II – 234
Kadłubek Wincenty 85/II – 314
Kadłubiec Karol Daniel 85/II – 315
Kairski Mariusz 85/II – 400, 401, 410, 563
Kajfasz 85/II – 368
Kalauz Alojzy 85/I – 137, 138, 85/III –
190, 258
Kalicki W. 85/III – 46
Kalinka Walerian 85/I – 242, 417
Kalisiewicz Dariusz 85/I – 458
Kalkbrenner Friedrich Wilhelm 85/II –
170
Kamieński Jan Nepomucen 85/II – 355
Kamieński Ludwik zob. Kamiński Lud­
wik
Kamieński Łucjan 85/II – 41, 47, 51, 53,
54, 56, 59, 65, 66, 71
Kamieński Maciej 85/I – 404, 85/II – 147,
151
Kaminski Ferdynand Jacob 85/I – 330,
85/III – 144
Kamińska Józefa 85/I – 23
Kamiński Antoni 85/I – 23
Kamiński Józef 85/I – 23

298

�Kamiński Ludwik, Kamieński Ludwik
85/II – 402, 519
Kamiński Mścisław 85/I – 205, 85/II – 97,
85/III – 173
Kamiński Włodzimierz 85/II – 52
Kamionka-Straszakowa Janina 85/II –
401, 402
Kamoccy 85/III – 122
Kamocki Janusz 85/III – 49 91
Kandulski Witold 85/II – 66
Kantor 85/III – 42
Kańczak Piotr 85/II – 475
Kapełuś Helena 85/I – 32, 48, 58, 61, 63,
171, 245, 253, 272, 474, 85/II – 77, 188,
204, 269, 338, 349, 383, 388, 448, 535,
85/III – 54
Kapełuś Magdalena 85/II – 269
Karadżić Vuk 85/I – 137, 85/II – 11, 269,
559
Karasowski Maurycy 85/I – 8, 24, 33, 55,
79, 104, 123, 144, 145, 147, 148, 363,
364, 373, 374, 407, 458, 85/II – 21, 23,
24, 28, 30, 33, 94, 157, 159, 170, 85/III
– 34, 109, 166, 167, 168, 189
Karaś Halina 85/I – 351, 353
Karczmarczyk Piotr 85/II – 422
Karłowicz Jan 85/I – 286, 349, 354, 391,
392, 442, 466, 467, 474, 477–479, 483,
484, 496–501, 85/II – 80, 180, 250, 301,
302, 336, 479, 498, 518, 532, 548, 566,
607, 611, 85/III – 11–14, 18, 19, 21,
149, 182, 183, 187, 188, 212, 227, 249,
270 , 284
Karol Ludwik Habsburg, arcyksiążę 85/I
– 402
Karp Maurycy Franciszek 85/I – 418
Karpinski Ignatij, pseud.: Ihnatij z Nikołowicz 85/III – 92, 239
Karpiński Franciszek 85/I – 55, 207, 300,
85/II – 148, 183, 267, 85/III – 185
Karst A. 85/I – 121
Karśniccy 85/I – 73, 85/III – 114

Kasjan Jan Mirosław 85/II – 338, 342,
344, 346
Kasperczak Stanisław 85/II – 569, 85/III
– 208
Kasprowicz Jan 85/II – 297
Katarzyna św. 85/II – 447
Katinelli Karlo 85/III – 190
Kaufman Józef 85/I – 366, 375, 85/II – 30
Kawa 85/II – 423
Każyński Wiktor 85/III – 175
Kądziołka Jerzy 85/III – 205
Keller Szczepan 85/I – 337
Kempny Marian 85/II – 563
Kenig Józef 85/III –218
Kętrzyński Wojciech 85/I – 112, 259, 319,
343, 85/II – 220, 239, 251, 408, 521,
85/III – 48, 227, 228, 230, 272, 281
Kielisiński Kajetan Wawrzyniec (Wincenty) 85/II – 13, 551
Kieniewicz Stefan 85/I – 239
Kierski Emil 85/I – 205, 214, 219, 220,
320, 411, 412, 85/II – 450, 451, 460,
605, 85/III –55, 83, 173, 255, 265
Kiesewetter Raphael Georg von 85/II – 18
Kirkor Adam Honory 85/I – 243, 260,
266, 267, 270, 271, 273, 274, 344, 397,
398, 442, 85/II – 336, 484, 548, 554,
605, 607, 85/III – 12
Kitowicz Jędrzej 85/II – 350, 352, 85/III
–70
Kiwerscy 85/III – 113
Kleczyńska 85/II – 234, 85/III – 154
Kleczyńska Kazimiera 85/II – 130
Kleczyński Jan 85/I – 370, 371, 374, 375,
403, 407, 466, 85/II – 30, 234, 85/III –
174, 268,
Kleniewska, z d. Cielecka 85/III – 164
Kleniewski Józef 85/III – 161
Klepaczewski Teobald 85/I – 405, 411,
85/II – 239, 305, 460, 461, 520, 605,
620, 85/III – 83, 156, 157, 255
Kloczkowski Jan 85/II – 365, 366, 474
299

�Kloka Jan 85/I – 337
Klonowic Sebastian 85/II – 221, 363
Klonowski Teofil 85/II – 232
Kluczeńko 85/II – 552
Klukowski Ignacy 85/II – 165
Kluska Wojciech 85/II – 129
Kłak Tadeusz 85/II – 268
Kmieć 85/II – 423
Knapski Grzegorz, Knapius, Cnapius
85/II – 319, 322, 332
Kniaźnin Franciszek Dionizy 85/I – 300,
85/II– 267
Kob Gustaw 85/I – 334
Kobierska-Maciuszko Ewa 85/II – 148
Kobylańska Krystyna 85/I – 365, 366,
370, 85/II – 20, 85/III – 189
Koch Heinrich Christoph 85/II – 18
Kochanowski Jan 85/I – 421, 430, 449,
453, 85/II – 221, 267, 319, 332, 338,
85/III –70, 181
Kochowski Wespazjan 85/II – 221, 319,
363, 85/III – 70
Kociński 85/II – 457
Koehler Louis 85/III – 190
Kokular Aleksander 85/I – 37
Kolberg zob. też Colberg
Kolberg Antoni Karol, brat Oskara 85/I
– 8, 9, 21, 28, 34, 37, 38, 43, 44, 58, 59,
84, 98, 120, 141, 294, 310, 311, 313,
314, 316, 376, 388, 395, 404, 418–420,
431, 436, 458, 493, 85/II – 28, 98, 404,
85/III – 9, 10, 40, 46, 151, 188, 272,
286
Kolberg Antonina, Brzozowska Antonina
85/I – 294, 315, 316, 379, 479, 501, 85/
III – 286
Kolberg Bronisław 85/I – 316
Kolberg Eleonora, z d. Marconi 85/I – 98,
294, 314
Kolberg Emilia, z d. Gronau 85/I – 42, 85/
II – 472, 85/III – 161
Kolberg Gustaw Albert 85/I – 23

Kolberg Jadwiga Karolina zob. Wernerowa Jadwiga
Kolberg Julia, siostra Oskara 85/I – 20, 21
Kolberg Julia, córka Antoniego 85/I – 314
Kolberg Juliusz, Kolberg Krzysztof Juliusz Henryk, Colberg Christian Heinrich Julius, ojciec Oskara 85/I –
17–29, 32–37, 41, 42, 85/II – 42, 183,
428, 561, 610, 85/III – 10, 56, 188, 268,
272, 277
Kolberg Juliusz Adolf Aleksander, brat
Oskara 85/I – 23, 28, 34, 37, 42, 43,
194
Kolberg Karolina Fryderyka, z d. Mercoeur, matka Oskara 85/I – 18–23, 27,
37, 43, 73, 85/II – 467, 85/III – 9, 116
Kolberg Karolina, Gallasch Karolina
Matylda, Wąsowska Karolina, żona
Antoniego Kolberga 85/I – 7-9, 43,
238, 249, 263, 288, 294, 307, 309–311,
313–317, 319, 324, 372, 376, 379, 380,
385, 386, 388, 389, 400, 404, 418–421,
424, 431, 433–436, 444, 452, 458, 459,
473, 479, 493, 85/II – 44, 473, 474, 85/
III – 8, 10, 137, 138, 147–149, 151, 152,
154–158, 282
Kolberg Maria Eleonora, Jasińska Maria,
córka Wilhelma 85/I – 316, 85/III –
147, 285
Kolberg Maria Elżbieta, Królikiewiczowa
Maria, córka Antoniego 85/I – 316
Kolberg Stanisław 85/I – 316
Kolberg Walentyna, Szalitowa Walentyna 85/I – 21, 315, 316, 379, 380, 501,
85/III – 286
Kolberg Wilhelm 85/I – 7, 19, 20, 21, 27,
28, 30, 34, 36, 37, 39- 42, 74-76, 138,
140, 141, 191, 195, 208, 238, 252, 263,
288, 289, 294, 295, 307, 309–314, 316,
319, 320, 323, 324, 331, 335, 341, 365,
366, 370, 372, 373, 375, 379, 380, 85/
II – 12, 20, 22, 23, 43, 138, 183, 254,

300

�255, 406, 472, 85/III – 9, 10, 46, 77,
110, 124, 138–142, 145, 188, 189, 219,
238, 285
Kolbergowie 85/I – 17, 20, 21, 27–29, 42,
43, 44, 54, 73, 419, 85/II – 20, 29, 85/III
– 46, 286
Kolbuszewski Jacek 85/II – 403
Kollatorowicz Franciszek 85/II – 472
Kollatorowiczowa Matylda, z d. Gronau
85/II – 472, 85/III – 163
Kollatorowiczowie 85/II – 472, 85/III –
117
Kołessa Filaret 85/II – 38
Kołłątaj Hugo 85/I – 45, 171, 205, 85/II –
10, 40, 182, 205, 431, 432-436, 533, 561
Kołodziejczyk Edmund 85/I – 194
Komeccy 85/II – 437, 85/III – 122, 128,
129
Komecka Ludwika zob. Kretkowska Ludwika
Komecki Ludwik 85/I – 201, 85/II – 425,
442, 85/III – 123, 130
Komierowscy 85/II – 493, 85/III – 132
Komorowski Ignacy 85/I – 58, 60, 209,
85/II – 98, 404
Konieczko Wincenty, pseud.: Puchała
85/I – 247, 254
Konopczanka Antonina zob. Konopka
Antonina, siostra Józefa
Konopczanka Józefa zob. Konopka Józefa
Konopczanka Justyna zob. Konopka Justyna
Konopczanka Michalina zob. Paszkiewiczowa Michalina
Konopczanki, córki Józefa 85/I – 245, 247,
251, 254, 85/II – 100, 417, 85/III – 40
Konopka Adam 85/III – 40
Konopka Amelia zob. Bochdanowa Amelia
Konopka Antonina, z d. Podlewska, matka Józefa 85/I – 70, 245, 248
Konopka Antonina, Konopczanka Antonina, siostra Józefa 85/I – 7, 58, 70,

238, 244–250, 252–256, 297, 298, 301,
304, 305, 315, 380, 399, 400–402, 432–
434, 459, 466, 85/II – 99, 220, 234, 236,
237, 240–243, 247, 252, 255, 303, 304,
316, 340, 342, 384, 394, 417, 425, 446,
448, 449, 461, 85/III – 54, 138, 152,
235, 264, 286
Konopka Balbina, z d. Białobrzeska 85/I
– 245
Konopka Franciszek Ksawery 85/I – 244,
245. 252, 380, 456, 459, 478–480, 493,
494
Konopka Józef, J.K. 85/I – 5, 7, 41, 57,
58, 60, 62, 63, 70, 71, 88, 130, 131,
229, 238, 244–246, 249, 250, 252,
254, 255, 297, 380, 386, 399, 400, 432,
459, 476, 493, 85/II – 12, 77, 79, 80,
91, 98, 102, 173, 185, 190, 197, 221,
222, 246, 326–328, 336, 352–354,
364, 369, 371, 372, 380, 381, 402, 404,
407, 445, 448, 85/III – 9, 10, 14, 40,
46, 53, 54, 85, 111, 112, 124, 126 134,
149, 152, 161, 179, 263, 264, 272, 286
Konopka Józef, wnuk Józefa 85/III – 40,
46
Konopka Józefa, Konopczanka Józefa
85/I – 256, 386, 85/III – 149
Konopka Julia zob. Załęska Julia
Konopka Julian 85/I – 7, 238, 244–247,
250, 254, 315, 380, 400, 423, 432,
85/III – 154, 264
Konopka Justyna, Konopczanka Justyna
85/I – 245, 247, 249, 250, 251, 253–
256, 479, 85/III – 286
Konopka Marek 85/I – 245
Konopka Maria 85/III – 40
Konopka Michalina zob. Paszkiewiczowa
Michalina
Konopka Michał, syn Franciszka Ksawerego 85/I – 380
Konopka Michał, syn Wojciecha 85/I –
245, 252, 459
301

�Konopka Roman 85/I – 7, 244–248, 250,
252, 254, 328, 330, 332, 335, 344, 423,
434, 85/III – 54, 144, 145, 253, 264,
265, 285
Konopka Seweryna 85/I – 250
Konopka Stanisław 85/I – 245, 246
Konopka Stefania 85/I – 245, 246, 250,
459, 476, 477
Konopka Tadeusz, ojciec Józefa 85/I – 70,
245, 248
Konopka Tadeusz, syn Józefa 85/I – 248,
254, 290, 304, 456, 459, 466, 478, 492,
493, 85/II – 326, 327, 336, 371, 623,
85/III – 10, 14, 54, 97
Konopka Teresa, z d. Skotnicka 85/I – 245
Konopka Wojciech Józef 85/I –245
Konopka Zofia, z d. Kraińska 85/I – 245,
251
Konopka-Unrug Anna 85/III – 46
Konopkowie 85/I – 71, 153, 244, 245, 247,
248, 250–252, 256, 290, 298, 305, 309,
310, 313, 389, 394, 400, 419, 423, 425,
434, 452, 459, 465, 466, 476, 480, 495,
85/II – 217, 328, 371, 414, 507, 545,
85/III – 10, 11, 39, 40, 46, 53, 54, 57,
97, 119, 135, 137, 140, 154, 263, 264
Konstanty Romanow, wielki książę rosyjski 85/I – 22
Kopczyńska-Jaworska Bronisława 85/II
– 400, 401, 447
Koperniccy 85/I – 456
Kopernicka Leokadia 85/III – 246
Kopernicki Izydor, Dr I. K. 85/I – 7, 10,
13, 61, 71, 102, 136, 163, 167, 184, 223,
224, 243, 251, 254, 259, 260, 266, 267,
270, 272–274, 277–281, 283, 286, 287,
309, 310, 324, 336, 346, 347, 358, 381,
382, 384, 388, 396, 397, 399, 407, 408,
423, 440, 442, 443, 446, 447, 452, 466,
467, 476–479, 482–484, 489, 491–501,
85/II – 100, 101, 138, 235, 242, 300,
306, 325, 328, 336, 337, 339–342, 344,

390, 404, 405, 407, 411, 416, 417, 420,
424, 446, 453, 483, 489, 499, 500, 503,
505–507, 509, 510, 545–548, 555, 556,
558, 563, 573, 574, 581, 596, 619, 620,
622, 85/III – 7, 8, 10–19, 21, 27, 29, 33,
39, 42, 44, 48, 51, 62, 63, 74, 80, 82, 84,
87–89, 91, 92, 96,104–106, 112–118,
120–128, 130, 132, 134, 136–139, 143,
145, 147, 148, 151, 153, 155–137, 177,
187–189, 200, 205, 222–229, 231–262,
268, 270, 272–274, 277–279, 282–284
Kopernik Mikołaj 85/I – 112, 262, 315, 383
Korbasiński Roman 85/II – 425, 496, 528
Korbut Gabriel 85/III – 59
Korczyński Edward 85/I – 494
Körner G.W. 85/II – 60, 85/III – 171
Korotyński Władysław 85/I – 479, 498
Korytko Emil 85/I – 6, 10, 129, 135, 136,
443, 461, 475, 85/II – 325, 85/III – 10
Korzec 85/II – 423
Kosińscy 85/III – 121
Kosińska Prakseda 85/III – 168
Kosiński Władysław 85/I – 281, 282, 284,
286, 447, 85/II – 304, 339, 342, 448,
547, 85/III – 29, 30, 35, 55, 89, 234,
259, 267
Kossak Jerzy 85/I – 482
Kossak Juliusz 85/I – 10, 179, 243, 267,
276, 378, 476, 479, 481, 482
Kossak Magdalena 85/I – 482
Kossak Maria 85/I – 482
Kossak Wojciech 85/I – 482
Kossobudzki 85/III – 272
Kostaśka Elżbieta 85/II – 236, 448
Kostecki Janusz 85/I – 342, 469, 470, 85/
II – 493, 85/III –77
Kostrzewski Franciszek 85/I – 193, 197,
85/III – 172
Kościuszko Tadeusz 85/II – 24
Kotlarska Izabela 85/II – 249, 85/III – 216
Kowalczykowa Alina 85/I – 236, 85/II –
402

302

�Kowalski Feliks 85/II – 365, 474
Kowalski Piotr 85/II – 194
Kozarski Adolf 85/II – 463, 85/III – 173
Kozerska Helena 85/III – 282
Kozień Mikołaj 85/I – 480
Kozietulski Czesław 85/III – 49, 50
Kozłowscy 85/II – 407, 85/III – 128
Kozłowski Kornel 85/I – 178, 179, 280,
85/II – 102, 405, 414, 492, 85/III – 129
Koźlik 85/I – 217, 218, 85/II – 219, 307,
423
Koźmian Józefa, żona Henryka 85/I – 195
Koźmian Henryk 85/I – 195
Koźmian Stanisław 85/I – 242, 263
Koźmianowie 85/I – 195, 85/III – 121, 129
Koźmianówna Józefa 85/I – 195, 85/II –
240, 243, 425, 463, 465, 85/III – 129
Kożuchowski 85/I – 73, 85/III – 114
Kraińscy 85/I – 153, 154, 423, 432, 438,
85/II – 217, 85/III – 124, 154
Kraińska Helena zob. Jaruzelska Helena
Kraińska Katarzyna 85/I – 422, 85/II –
507
Kraińska Zofia zob. Konopka Zofia
Kraiński Edmund 85/I – 154, 422, 423,
431, 434, 439, 489, 85/II – 507, 85/III
– 125, 155
Kraiński Maurycy 85/I – 251
Kraiński Władysław 85/I – 251
Krall Antoni 85/I –141
Krasicki Ignacy 85/II – 332
Krasiński Adam Stanisław 85/I – 481
Krasiński Władysław 85/III – 76
Kraszewski Józef Ignacy 85/I – 8, 108,
123, 124, 128, 150, 167, 241, 263, 329,
376, 388–390, 399, 403, 445, 85/II –
94, 95, 99, 195, 202, 203, 205, 289, 295,
319, 409, 411, 426, 427, 528, 568, 612,
85/III – 167, 179
Kratzer Andrzej 85/III – 161, 169, 271
Krauss Fryderyk Salomon 85/I – 10, 134,
441–443, 460, 475, 481, 85/II – 525,

527, 541, 548, 574, 85/III –119
Krček Franciszek 85/I – 472, 473
Kremer Aleksander 85/I – 266
Kremer Józef 85/I – 267
Kretkowska Ludwika, z d. Komecka 85/I
– 20 1, 85/II – 442
Kreutz Karolina de 85/I – 39, 85/III – 110
Krogulski Józef 85/I – 69
Królikiewiczowa Maria Elżbieta zob. Kolberg Maria Elżbieta
Królikowski Józef Franciszek 85/I – 63,
67, 109
Kruszyńscy 85/I – 327
Kryński Antoni Adam 85/I – 354, 391
Krzeczunowicz Kornel 85/I – 319
Krzemiński Stanisław 85/I – 232
Krzeptowski Jan zob. Sabała
Krzywicki Ludwik 85/I – 498, 85/II – 533,
534
Krzyżaniak Elżbieta zob. Millerowa Elżbieta
Krzyżanowski Julian 85/I – 32, 48, 116,
125, 137, 171, 183, 253, 272, 279, 85/II
–204, 222, 223, 251, 262–264, 268, 269,
279, 286, 287, 291, 294, 297, 299, 311,
316, 323, 328, 329, 330, 332–338, 344,
348, 349, 360, 362, 374, 383, 385, 386,
448, 535, 583, 590, 599, 600, 609, 85/
III – 54, 59, 61, 67, 101, 200, 201
Krzyżanowski Stanisław Andrzej 85/I –
479
Kuba Ludwik 85/I – 10, 441, 443–445,
467, 475, 478, 481, 85/II – 412, 548,
85/III – 157, 158
Kubaczek 85/II – 242, 342
Kubala Tomasz 85/II – 234, 422
Kucharska Józefa 85/I – 87
Kucharski Andrzej 85/I – 85–87, 357, 85/
II – 457, 458, 481, 526, 85/III – 231,
232, 242, 257
Kucz Karol 85/I – 99, 102, 212, 85/II –
154, 160
303

�Kuczyński Stefan Ludwik 85/I – 273, 424
Kudzinowski Czesław 85/III – 208
Kufel Józef 85/I – 480
Kuhn Adalbert (błędnie Kuin) 85/II – 559,
607
Kujon 85/II – 423
Kujot Stanisław 85/I – 328, 336
Kulczycka-Saloni Janina 85/I – 234, 235
Kunicki Leon 85/II – 228, 229, 85/III – 247
Kunz Thomas Anton 85/II – 11
Kuraszkiewicz Władysław 85/I – 427,
85/III – 70, 207, 209
Kurek Antoni 85/II – 236
Kurek Kazimierz (Kaźmirz) 85/II – 129,
422
Kurpiński Karol 85/I – 53, 209, 404, 85/II
– 10, 19, 24, 31, 39–41, 140, 147, 150–
153, 160,
Kurschat Friedrich 85/I – 330, 336, 85/III
– 144
Kustra Anna, z d. Ruda Anna 85/I – 165,
85/III – 217, 218
Kutrzeba Stanisław 85/I – 260, 85/III –
35, 43
Kutrzeba-Pojnarowa Anna, Kutrzebianka
Anna 85/II – 400, 447, 85/III – 50
Kuźmicz Bolesław 85/III – 53
Kvitka Klyment 85/II – 45
Kwilecki Andrzej 85/II – 512, 513, 85/III
– 208
Kwilecki Mieczysław 85/I – 340
L.P. zob. Powidaj Ludwik
L.S.K. 85/I –227
Labuda Gerard 85/III – 101
Lambert Karol 85/I – 162
Lange Roderyk 85/II – 66
Langiewicz Marian 85/I – 247
Lassen Christian 85/II – 559, 607
Leciejewski Jan 85/I – 349, 350
Leitgeber Mieczysław Antoni 85/I – 368,
369

Lelewel Adam Prot 85/I – 163, 85/II –
417, 493, 85/III – 125
Lelewel Jan Paweł 85/I – 163
Lelewel Joachim 85/I – 163, 85/II – 493,
606
Lenartowicz Teofil 85/I – 58–60, 72, 73,
80, 98–100, 122, 123, 146, 480, 85/II
– 92, 98, 117, 118, 145, 153, 154, 159,
212, 213, 402–404, 541, 542, 587, 621,
85/III – 85, 113, 166, 168, 183, 184
Leonard P. 85/III –246
Lesień-Płachecka Krystyna 85/I – 357,
85/II – 34, 135, 209, 570, 85/III – 73
Lesser Aleksander 85/I – 56, 193
Leszczyński Stanisław 85/II – 23
Leśmian Bolesław 85/II – 297
Leśniewski 85/II – 327, 328, 85/III – 53,
263
Leśniewski Paweł Eustachy 85/II – 327
Leśniowski Józef 85/II – 234
Lewański Jan 85/II – 362, 372
Lewestam Fryderyk Henryk, F.H.L. 85/I
– 19, 143, 144, 172, 85/II – 542
Lewinówna Zofia 85/I –78, 85/II – 165
Lewińscy 85/III – 115, 116
Libelt Karol 85/I – 62, 67, 94, 214, 215,
219, 220, 226, 321, 410, 411, 85/II –
88, 89, 186, 216, 417, 451, 599, 85/III
– 131, 132, 162
Libeltowie 85/II – 415
Libera Anna 85/II – 355, 356
Libera Zbigniew 85/II – 400, 581
Ligęza Józef 85/II – 65
Linde Samuel Bogumił 85/I – 24, 27, 31,
85, 112, 196, 304, 353, 368, 434, 85/II
– 25, 205, 319, 332, 349, 588
Linette Bogusław 85/I – 155, 379, 497, 85/
II – 71, 131, 132, 135, 85/III – 206–
210, 215, 217
Lipiński Jan Józef 85/I – 9, 63, 88, 91, 109,
421, 435, 85/II – 77, 79, 91, 140, 141,
173, 185, 197, 199, 221, 222, 85/III – 180

304

�Lipiński Karol 85/I – 62, 109, 85/II – 12,
77, 80, 91, 173, 186
Lipiński Tymoteusz 85/II – 319, 322, 328
Lisakowski Jarosław 85/III – 207
Lisowska Agnieszka 85/II – 150
Lissa Zofia 85/III – 49, 53
Liszt Ferenc 85/I – 370, 85/II –31, 32,
85/III – 190
Loeffler Leopold 85/I – 344
Loewe Carl I85/II – 144, 146
Lompa Józef 85/II – 91, 197, 295, 297,
320, 521
Lorek Gottlieb Leberecht 85/I – 343,
85/II – 523
Lubicz R. zob. Łopaciński H.
Lubicz-Czerwiński Ignacy 85/I – 178,
85/II – 514, 563,
Lubomirski Jerzy 85/I – 216, 221, 222,
227, 228, 85/II – 565, 85/III – 133
Lubomirski Jan Tadeusz 85/II – 465
Ludwik XIV, król Francji 85/I – 18
Lully Jean Baptiste 85/II – 151
Lutosławski Wincenty 85/I – 475
Łamański Władymir 85/I – 192, 85/II –
543
Łapiński Aleksander 85/III – 124
Łazarz św. 85/II – 259
Łazuk Mieczysław 85/II – 212
Łepkowski Józef 85/I – 216, 251, 257,
260, 263, 265, 267, 268, 270, 271, 273,
399, 453, 502, 85/II – 320, 441, 442,
447, 545, 553, 85/III – 134, 173
Łobaczewska Stefania 85/III – 42
Łokietek zob. Władysław Łokietek, król
polski
Łopaciński Hieronim, Lubicz R. 85/I – 498,
85/II – 348, 479, 532, 85/III – 35, 182
Łoś Jan 85/III – 22, 23
Łowmiański Henryk 85/II – 606
Łoziński Józef 85/II – 560, 85/III – 29,
239, 240, 242

Ługowska Jolanta 85/II – 311
Łukaszewicz Józef 85/I – 322, 412, 85/II –
415, 452, 460, 85/III – 139
Łukaszewicz Seweryna 85/I – 322
Łukaniuk Bohdan 85/II – 39
Łuszczewska Jadwiga, pseud.: Deotyma
85/I – 56
Łuszczewska Nina 85/I – 56
Łuszczewski Jan Paweł 85/I – 19
Łuszczewski Wacław 85/I – 56
Łuszczkiewicz Władysław85/I – 216,
257, 263, 266, 267, 273
Łysakowski Franciszek 85/I – 492
Łysenko Mykoła 85/III – 246
Łyskowski Ignacy 85/I – 356, 357, 85/II
– 320
M.A.S. zob. Szulc Marceli Antoni
M.J. zob. Jasieńska M.
Machalska Karolina Barbara 85/I – 20
Machalska Tekla 85/I – 20
Machalski Józef 85/I – 20
Maciej z Warszawy 85/I – 69
Maciews’kyj I. 85/II - 57
Maciejewski Marian 85/I – 47
Maciejowscy 85/I – 85, 86, 85/II – 413,
478 , 85/III – 122
Maciejowski Kazimierz 85/II – 413, 476
Maciejowski Wacław Aleksander 85/I –
31, 85, 86, 195, 85/II – 205, 295, 391,
413, 476, 477, 478, 606, 607, 85/III –
173, 231
Maciszewski Maurycy, Mac. 85/I – 250
Magnuszewski Dominik 85/I – 56
Maine Henry Summer 85/II – 559
Maj Jan 85/II – 432, 436
Majer Józef 85/I – 216, 217, 257, 260–262,
264, 267, 272–274, 277, 283, 287, 308,
377, 424, 435, 441, 446, 452, 453, 456,
464, 466, 467, 478, 479, 494, 85/II –
471, 481, 483, 489, 545, 546, 555, 571
Majer Karolina, z d. Friedlein 85/I – 453
305

�Majeranowski Konstanty, pseud.: Pielgrzym z Tenczyna, Rzesiński J.K. 85/I
– 269, 85/II – 253, 260, 261, 447
Majewski Józef 85/I – 50
Major Rafał 85/III – 155,
Majorkiewicz Jan 85/II – 205
Majorkiewicz Wolf Majer 85/I –200, 205,
85/II – 442, 85/III – 173
Makart Hans 85/I – 344
Maleski 85/I – 335
Malinowski Bronisław 85/II – 400, 410
Malinowski Lucjan 85/I – 286, 351, 447,
467, 85/II – 248, 547, 85/III – 22
Malinowski Tadeusz 85/I – 270, 271
Mälzl Johann Nepomuk 85/II – 78
Małecka 85/II – 516
Małecki Antoni 85/I – 387
Manhardt Wilhelm 85/II – 559
Mania Grzegorz 85/I – 453
Marcin św. 85/II – 330, 336
Marcin z Kłecka 85/II – 449
Marcin z Urzędowa 85/II – 449
Marcinkowski Antoni, pseud.: Nowosielski Antoni 85/I – 178, 179, 85/II – 221,
295, 339, 431, 558, 607, 85/III – 92,
245, 246
Marciszewicz Feliks 85/I – 462
Marconi Eleonora, zob. Kolberg Eleonora
Marconi Henryk 85/I – 76
Marconi Karol 85/I – 58, 59, 98, 120, 420,
85/II – 98, 404
Marconi Leonard 85/I – 372
Marconi Władysław 85/I – 120
Marczewska Maria 85/II – 475
Marczewska Marzena 85/II – 386, 390, 391
Marczuk Dmytro 85/II – 130, 85/II – 231,
422
Marek św. 85/II – 481
Markiewicz Katarzyna 85/I – 17, 20, 21,
23, 25–27, 38, 43, 44, 84, 120, 245, 247,
249, 251, 254, 255, 312, 344, 419, 481,
85/II – 20, 100, 417, 85/III – 46, 286

Markusfeld Konstancja 85/III – 170
Marschner Heinrich August 85/II – 151
Marszałkiewicz Felicjan 85/II – 365
Martuszewska Anna 85/I – 236
Maryna 85/I – 256, 85/II – 448
Marysia 85/I – 425, 85/II – 232
Masłowski Leon 85/I – 328, 336
Maślanka Julian 85/I – 47, 96, 85/II – 499
Maślonka Jan 85/I – 198, 85/II – 129
Matejko Jan 85/I – 329, 424, 458, 479
Matejko Franciszek 85/III – 134
Matuszewscy z Jasienicy 85/II – 493
Matuszewscy z Mąkolina 85/I – 105, 85/
III – 118, 120
Matuszewska 85/I – 105, 85/III – 186
Matuszewska Anna 85/I – 236
Matuszewski Michał 85/I – 24
Matuszewski 85/I – 105
Matuszewski z Jasienicy 85/III – 125
Matuszewski z Makolina 85/III –128
Maury Alfred 85/I – 271, 272
Mauss Marcel 85/II – 387
Mayr Simon Johann 85/II – 139
Mazurkiewicz-Szczyszek Anna 85/II –
573, 574
Mazzini Giuseppe 85/I – 220
Mączka Tomasz 85/I – 456, 493
Mączyński Józef 85/I – 268, 85/II – 445
Mąkowski 85/III – 123
Mecherzyński Karol 85/I – 262, 263, 269
Medyński Napoleon 85/II – 607
Mejer Ignacy Antoni 85/III – 188
Mela, Melusia zob. Męcińska Antonina
Mendelssohn-Bartholdy Feliks Jakob
85/I – 250, 85/II – 144, 151
Mercoeur Gotfryd 85/I – 18
Mercoeur Henrietta, z d. von Arnim 85/I
–18, 20, 21
Merriam Alan P. 85/II – 49, 55
Merzbach Ludwik 85/I – 228, 319, 320,
322, 412, 85/II – 452, 85/III – 139
Meyerbeer Giacomo 85/II – 150, 151

306

�Męcińska Antonina, Mela, Melusia 85/I –
70, 248, 250, 255, 344, 380, 394, 85/II
– 77, 85/III – 11, 264
Męciński Antoni 85/I – 70, 344
Mianecki Adrian 85/II – 269
Mianowski Józef 85/I – 428
Miaskowski Kasper 85/II – 221, 363
Michałk Frido 85/I – 356, 85/III – 210
Michałowscy 85/III – 110
Michałowska Helena 85/I – 54
Michałowska Teresa 85/II – 362
Michałowski Kornel 85/I – 100-102
Michelet Jules 85/II – 559
Micińska Magdalena 85/I – 237, 239
Mickiewicz Adam 85/I – 447, 85/II – 182,
188, 267, 319
Mickiewicz Władysław 85/I – 383
Mieczkowscy 85/III – 142, 143
Mieczkowska Olimpia 85/I –327
Mieczkowski Leopold 85/I – 327
Mielżyńscy 85/I – 321
Mielżyński Józef 85/I – 321, 340
Mielżyński Seweryn 85/I – 220, 321, 410,
412, 85/II – 415
Mierczyński Stanisław 85/II – 65, 67
Miernik Grzegorz 85/I – 236
Mierzyński Antoni Julian 85/I – 398, 85/
II – 607
Mikołaj św. 85/II – 447
Mikołaj I, cesarz rosyjski 85/I – 35, 110
Mikucki Stanisław 85/II – 205
Mikuli Karol 85/II – 32, 85/III – 172
Mikulski Tadeusz 85/I – 238
Millerowa Elżbieta, Miller Elzbieta, Krzyżaniak Elżbieta 85/I – 45, 85, 86,
134–138, 223, 245, 251, 253, 257, 269,
295, 296, 298, 423, 443, 497, 498, 85/
II –131, 179, 225, 236-238, 247, 253,
254, 269, 303, 306, 325, 403, 448, 450,
452, 467, 502, 508, 514, 519, 521, 574,
589, 85/III – 15, 29, 54, 57, 58, 68, 73,
79, 80, 88, 206, 207, 210–214, 217, 218

Milutin Nikołaj 85/I –170
Minter Karol 85/I – 317, 319, 85/III – 138
Minter Zofia 85/I – 317
Mioduchowska Aurelia 85/I – 85, 337,
85/II – 370
Mioduszewski Michał Marcin 85/I – 206,
258, 85/II – 61, 175, 221, 229, 230, 334.
350, 352, 481, 85/III – 260, 261, 264
Mirecki Franciszek 85/I – 137
Młoccy 85/II – 493, 85/III – 134
Młocka 85/I – 218, 85/II – 219, 423
Młocki Alfred 85/I – 221, 258
Moniuszko Stanisław 85/I – 5, 38, 50, 59,
74. 80, 133, 146, 209, 315, 404, 456,
480, 481, 85/II – 9, 136, 151, 152, 155–
157, 159, 85/III – 174, 181
Moraczewska Bibianna 85/I – 81, 321,
339, 346, 380, 401, 405, 409–411, 414–
–417, 435, 85/II – 219, 420, 450, 460,
556, 570, 85/III – 133, 148, 153, 156
Moraczewski Jędrzej 85/I – 62, 81, 409,
85/II – 480
Morawska Katarzyna 85/I – 103
Morawski Franciszek 85/II – 613
Morawski Szczęsny 85/II – 617
Mordasiewicz Kazimierz 85/I – 44, 436
Moroński 85/I – 63
Morsztyn Hieronim 85/II – 221
Morsztyn Jan Andrzej 85/II – 338, 363
Morzyccy 85/III –128, 130
Morzycki Antoni 85/I – 203, 85/II – 437,
85/III – 129
Moszyńska Józefa 85/II – 227, 339
Moszyńska Zofia 85/II – 131, 132, 85/III
– 245, 246
Moszyński Kazimierz 85/II – 390, 400, 85/
III – 37
Moszyński Piotr 85/II – 227
Mozart Wolfgang Amadeus – 85/I – 134,
250, 85/I – 140, 150, 151, 157, 159,
160, 163
Mroczek 85/III – 272
307

�Mross Henryk 85/I – 328
Mrzygłodowicz Krzysztof 85/II – 368
Müller Friedrich 85/I – 358, 361, 85/II
– 33/34, 424, 449, 560, 565–567, 576,
596, 613
Müncheimer Zygmunt Karol 85/III – 170
Müncheimer Adam 85/I – 403–405
Muszkalska Bożena 85/I – 441, 85/II – 41, 54
Mychalczuk Konstantyn 85/I – 427
Mysłakowski Piotr 85/II – 22
Nadolski Bogusław 85/II – 374
Nagel Josph 85/II – 139
Nalepa Marek 85/II – 612
Napoleon Bonaparte, cesarz Francuzów
85/I – 19, 22, 85/II – 10
Narbutt Teodor 85/III – 249
Naruszewicz Adam 85/II – 606
Naumann B. 85/II – 559
Nawrocka-Wysocka Arleta 85/I – 207,
85/I – 60, 148, 150
Nawrocki Iwan 85/I – 495
Nawrocki Witold 85/II – 268
Nazina Inna 85/II – 57
Negrey Maciej 85/I – 455
Nehring Władysław 85/I – 214, 85/II –
451, 85/III – 19
Neron 85/I – 389
Nesselmann Georg Heinrich Ferdinand
85/I – 392, 85/II – 227, 228, 276, 85/III
– 10
Neymann Cesław, Nejman Cesław 85/I – 9,
166, 421, 426– 428, 85/II – 274, 276, 281,
488, 532, 558, 561, 621, 622, 85/III – 180
Niebrzegowska-Bartmińska Stanisława
85/II – 194, 378, 383, 386, 389
Niedżwiedzki Władysław 85/I – 354, 391
Niegolewscy 85/I – 326, 339, 415, 85/II –
216, 415, 418, 85/III – 135, 143
Niegolewska Wanda, z d. Kwilecka 85/I –
321, 322, 326, 338, 339, 377, 411, 85/II
– 452, 590, 85/III – 143

Niegolewski Władysław 85/I – 225, 321,
339, 411, 85/II – 417, 452
Niemcewicz Julian Ursyn 85/II – 27, 612
Niewiarowski Aleksander 85/I – 57
Niezabitowski Kajetan 85/I – 83, 85/II – 80
Nikityszyn Iwan 85/II – 232, 305, 487
Nikodem 85/II – 348
Nitsch Kazimierz 85/I – 349–351, 85/II –
248
Norwid Cyprian 85/I – 46, 51, 60, 72,
85/II – 319, 405, 85/III – 85, 113
Norwid Ludwik 85/I – 58, 60, 72, 85/II –
118, 404, 405, 85/III – 85, 113
Norwid Ludwika, z d. Zdzieborska 85/II
– 406
Norwid Paulina zob. Suska Paulina
Norwidowie 85/II – 92, 118, 216, 405,
406, 85/III – 85
Noskowski Zygmunt 85/I – 403, 478, 85/
III – 189, 270
Nowaczyński Adolf 85/II – 28
Nowak Tomasz 85/II – 66, 124
Nowak-Romanowicz Anna 85/I – 25
Nowicka Ewa 85/II – 563
Nowosielski Antoni zob. Marcinkowski
Antoni
Nowosielski Skowyrka Franek 85/II –
421
Nycz Ryszard 85/I – 234
Odrowąż Jacek św. 85/I –241
Oehmigke Ludwig 85/I – 26, 41, 85/III –
161, 280
Ograbiszewski Ignacy 85/I – 328, 336
Ogrodziński Władysław 85/I – 330, 332,
333, 336, 343, 85/II – 239, 252, 408,
520, 521, 85/III – 47, 48, 206
Okólska Amelia 85/II – 130
Olechnowicz Mścisław 85/II – 517, 518,
569, 85/III – 208
Olejniczka Zofia 85/II – 129, 85/II – 232,
422

308

�Oleksińscy 85/II – 493
Oleksiński 85/III – 125
Oleksiński Kazimierz 85/III – 125
Olędzki Stanisław 85/II – 67
Olszewski Łukasz 85/I –269
Ong Walter Jackson 85/II – 244
Onslow George 85/I – 33
Optołowicz Janusz 85/II – 517
Oracki Tadeusz 85/I –331, 332, 343
Orgelbrand Samuel 85/I – 6, 19, 25, 28,
83, 102, 112, 129, 141–144, 172, 174,
190, 208, 210, 257, 259, 289, 311, 85/
II – 14, 15, 21, 50, 64, 127, 151, 152,
157, 162, 169, 352, 406, 436, 437, 542,
558, 559, 596, 85/III – 68,159, 160,
168–173, 190, 257
Orman-Michta Elżbieta 85/I – 329
Orzeszkowa Eliza 85/III –248
Osipowicz Aleksander 85/I – 174, 182,
85/II – 425, 427, 498, 499 (tu błędnie
Ostapowicz), 543, 85/III – 12, 132, 228
Ossoliński Maksymilian 85/II – 137
Ossowski Juliusz Jan 85/I – 343
Ossowski Gotfryd 85/I – 424, 85/III –
150, 179
Ostapowicz zob. Osipowicz
Ostaszewscy 85/I – 438, 85/III – 156
Ostaszewska Emma, z d. Załuska 85/I –
438, 439
Ostaszewski Teofil 85/I - 438, 439
Osten-Saken Fiodor 85/I – 191, 85/II – 543
Otto Leopold 85/I – 154, 162, 207, 322,
85/II – 521, 85/III – 139, 140
Otwinowska Barbara 85/II – 362
Ozarko Łeś (Oleś) 85/II – 232
Paczkowski Szymon 85/II – 72
Paderewski Ignacy 85/I – 456
Paer Ferdinando 85/II – 140, 150
Paganini Nicolo 85/II – 140
Pałubicki Konrad 85/II – 66
Pamuła Kazimierz 85/I – 125

Pannonius Janos zob. Schuster Johann
Papłoński Jan 85/I – 187, 205, 85/II –
607, 85/III – 172
Paprocka Wanda 85/II – 41
Paprocki Bogusław 85/I – 22
Paradowska Maria 85/II – 454
Parylak Piotr 85/I – 284
Paskiewicz Iwan 85/I – 35, 39
Paszkiewiczowa Michalina, z d. Konopka
85/I – 245, 250, 380, 85/III – 286
Paszkowska Kornelia 85/I – 55, 85/III –
162
Paszkowski Józef 85/I – 55, 85/II – 24
Pauli Żegota 85/I – 62, 63, 91, 131, 132,
258, 259, 85/II – 12, 77, 91, 174, 184,
189–192, 197, 221, 228, 265, 269, 336,
85/III – 29, 161, 239–243
Pavković Nicola 85/II – 525, 526
Paweł św. 85/II – 347
Pawlak Aleksander 85/I – 62, 93, 85/II –
36, 86, 90, 126, 174, 186, 85/III – 99,
206, 208, 212,
Pawlak Hanna 85/I – 469, 85/II –131,
85/III – 213–216
Pawlakowa Danuta, Pawlak Danuta 85/I
– 77, 89, 96, 116, 155, 195, 197, 202,
337, 485, 85/II – 91, 125, 126, 130–132,
186, 197, 239, 426, 520, 623, 85/III –
61, 70, 79, 87, 205–208, 210–214, 218,
273
Pawlicki Piotr Paweł 85/I – 76
Pawlikowski Mieczysław 85/I – 479
Pedroso Zofimo Consigleri 85/II – 548,
608
Pelczar Józef Stanisław 85/I – 458, 481
Pełka Hermann 85/I – 330, 331, 85/III –
144
Perczyńska Nina 85/I – 192
Perthy J.A.Maximilian 85/I – 358, 359,
85/II – 33, 560, 567, 596, 613
Peschel Oskar 85/I – 358, 359, 85/II –
560, 562, 595
309

�Petrow Aleksander 85/I – 420, 440, 85/
II – 339, 340, 535
Philidor Danican rodzina 85/III – 95, 189
Piasna-Kudyńska Ewa 85/I – 426, 85/II –
488
Piątkowskia Ignacja 85/I – 497, 85/II –
482, 617, 618
Pielgrzym z Tenczyna zob. Majeranowski
Konstanty
Pietraszek Edward 85/III – 49, 50
Pietruszyńska-Sobieska Jadwiga zob. Sobieska Jadwiga
Pigoń Stanisław 85/I – 238
Pilat Roman 85/I – 393, 394
Piłat 85/II – 347, 348, 368
Piłsudski Bronisław 85/II – 400
Piotr św. 85/II – 347
Piotrowscy 85/III – 121
Piotrowski Tytus 85/II – 563, 85/III – 246
Piwarski Jan Feliks 85/II– 24
Plebański Józef 85/I – 448, 85/II – 621
Pleus-Turczynowiczowa Maria zob. Turczynowiczowa Maria
Plichta, Plichcina 85/I – 198, 85/II –
232,423
Pług Adam 85/II – 103
Pobłocki Gustaw 85/I – 327, 336, 337,
342, 85/III – 143, 230
Pobłocki Juliusz 85/I – 327, 337, 342
Podlewska Antonina zob. Konopka Antonina, matka Józefa
Podlewski Władysław 85/I – 419
Podlipniak Piotr 85/II – 57
Pokropek Marian 85/II – 612
Pokutyński Filip 85/I – 267
Pol Wincenty 85/I – 173, 221, 243, 258,
300, 357, 85/II – 267, 319, 328, 400,
402, 513, 515, 516, 519, 548, 553, 558,
561, 611, 85/III – 111
Polak Walenty 85/II – 129
Polanowski Stanisław 85/I – 465, 85/II –
563, 569

Poliński Aleksander 85/I – 103, 85/II – 19
Polkowski Ignacy 85/I – 266
Pollak Roman 85/II – 350
Połujański Aleksander 85/II – 497, 609,
85/III – 228
Poniatowska Irena 85/II – 72
Poniatowski Józef 85/I – 19
Poniatowski Stanisław August zob. Stanisław August Poniatowski
Popławski Emil 85/II – 323, 337
Posern-Zieliński Aleksander 85/I – 171,
210, 85/II – 560, 581, 85/III – 101, 211
Potoccy 85/I – 457
Potocka Anna, z d. Działyńska 85/I – 438,
439, 85/III – 156, 157
Potocka Róża 85/III – 76
Potocka Zofia, z d. Branicka 85/I – 457
Potocki Alfred 85/I – 405
Potocki Artur 85/I – 451, 457
Potocki Stanisław Kostka 85/I – 22
Potocki Stanisław Wojciech Antoni 85/I
– 438
Potocki Wacław 85/II –319, 338, 363
Powidaj Ludwik, L.P. 85/III – 176
Poźniak Włodzimierz 85/I – 456, 85/II – 67
Prawdzic Marcin 85/II – 328, 85/III – 53
Preissner Alojzy 85/III – 270, 273
Prochaska Maciej 85/I – 56, 62, 73, 102,
146, 155, 497, 498, 85/II – 33, 93, 137,
183, 482, 85/III – 213, 216–218
Prusinowski Jan 85/I – 166, 167, 85/II –
306, 308, 415, 509, 85/III – 27, 33, 92,
247, 279
Pruski zob. Gloger Zygmunt
Prussak Maria 85/I – 234, 236
Pruszak Jan Konstanty 85/II – 406
Pruszak Tomasz 85/I – 79, 85/II – 406, 472
Pruszakowa Amalia 85/I – 152, 85/II –
406, 472, 85/III – 121
Pruszakowa Seweryna zob. Duchińska
Seweryna
Przerembski Zbigiew J. 85/II – 126, 127

310

�Przesławska Helena 85/III – 51
Przeździeccy 85/I – 452
Przeździecka Elżbieta, z d. Plater-Zyberk
85/I – 453
Przeździecki Aleksander 85/I – 238, 271,
85/II – 572, 576, 577, 585, 589, 592
Przeździecki Konstanty 85/I – 453
Przybylski Tadeusz 85/I – 53
Przybysławscy 85/I – 377, 380, 400, 401,
486, 85/II – 217, 85/III – 148, 152
Przybysławska Helena, z d. Wessel 85/I –
380, 406, 85/III – 179
Przybysławski Władysław 85/I – 274,
281, 282, 377, 379–381, 395–397, 399401, 407, 486, 85/II – 407, 420, 423,
425, 484, 486–488, 514, 528, 554, 555,
582, 600, 85/III – 146, 147, 151, 152
Przystański Stanisław 85/I – 311, 85/II –
465
Pstrokoński Antoni 85/II – 482, 85/III –
231
Pstruśka Katarzyna 85/II – 448
Puchała zob. Konieczko Wincenty
Puffke Emma z Kurowskich 85/II – 253,
513
Purchla Jacek 85/I – 240, 241
Puszkin Aleksander 85/II – 291, 294
Quattrini Giovanni Lodovico (Jan Ludwik) 85/I – 146, 85/II – 155, 156
R. zob. Wójcicki Kazimierz Władysław
Radońscy 85/II – 415, 85/III – 131, 132
Radońska Aniela 85/I – 82, 215, 412, 85/
II – 415, 451
Radoński Hipolit 85/I – 82, 215, 85/II –
451
Radwański J. 85/II – 322, 333
Radzikowski Walery Eliasz 85/II – 505
Radziwiłł Maciej 85/I – 161
Rak Maciej 85/I – 351, 484, 85/II – 248
Rakowiecki Ignacy 85/II – 589, 607

Rastawiecki Edward 85/I – 321, 85/III –
167
Raszewski Zbigniew 85/II – 349, 350, 351
Rataj Andrzej 85/I – 503, 85/III – 39, 44,
49,
Ratajczakowa Dobrochna 85/II – 349
Rautenstrauch Józef 85/I – 37, 39
Rąbca Franciszek 85/I – 328, 336, 337,
85/III – 144, 145
Rebczyński Władysław 85/I – 463
Rederowa Danuta 85/I – 260, 85/III – 47
Reinecke Carl Heinrich Carsten 85/I – 370
Reinfuss Roman 85/III – 49
Rej Mikołaj 85/II – 221, 319, 332
Remus Karol 85/I – 331, 332, 333, 336,
85/II – 408, 85/III – 144
Retzius Anders Adolf 85/II – 596
Reyzner Karol 85/II – 78
Rękas Joanna 85/II – 385, 387
Rhesa Ludwig Jedemin 85/I – 84
Richter Jean Paul 85/I – 25
Riedmüller Józef 85/I – 132, 85/II – 235
Rieger Adam 85/III – 74, 75
Riese August 85/III – 175
Righini Vincenzo 85/II – 140
Rode Jacques Pierre Joseph 85/II – 140
Roemer Fryderyk Adolf 85/I – 25
Rogala Jacek 85/II – 236
Rogalska-Windakiewicz Helena 85/II –
64, 65
Rogawski Karol 85/I – 271, 452
Roger Juliusz 85/I – 167, 168, 85/II – 24,
85/III – 171
Rokossowska Maria 85/III – 163
Rola zob. Skotnicki M.
Rolle Józef Apolinary 85/III – 244
Romankówna Mieczysława 85/I – 79
Romański Artur 85/I – 102
Rossini Gioacchino Antonio 85/I – 30,
85/II – 140,150, 151, 161
Rostafiński Józef 85/I – 453, 494, 495, 85/II
– 501, 85/III – 28
311

�Rousseau Jean Jacques 85/I – 417, 85/II
– 18
Rowicka Małgorzata 85/I – 342, 469, 470,
85/II – 493, 85/III – 77
Różański Piotr 85/I – 453
Różnicki Aleksander (Rożniecki) 85/I –
147. 85/II – 157, 159, 85/III – 168
Rubens Peter Paul 85/I – 329
Ruda Anna, zob. Kustra Anna
Rudnicka Jadwiga 85/I – 238
Rudorff Ernst 85/I – 370
Rudziński Witold 85/I – 80, 133, 134,
85/II – 156
Rungenhagen Carl Friedrich 85/I – 38,
56, 85/II – 75, 137–139, 141, 85/III –
109
Ruszel Krzysztof 85/III – 56
Rutkowski Walery 85/I – 329
Rybkowska Karolina 85/I – 344
Rybkowski Tadeusz 85/I – 251, 254, 344,
345, 407, 85/II – 551, 85/III – 97, 180
Rychling-Bartoszewski Wincenty 85/I –
459
Rychły Maciej 85/II – 53
Rychter, Richter 85/III – 115
Rychterowie 85/III – 115
Rynarzewsk[…] 85/II – 423
Rysiński Salomon 85/II – 319, 322, 332
Ryszkiewicz Andrzej 85/I – 59
Rzechowscy 85/I –72, 85/III – 113
Rzechowska Zofia 85/I – 72, 85/III – 165
Rzepecki Ludwik 85/I – 327, 336
Rzewuski Lesław 85/I – 247
Rzewuski Walery 85/I – 247, 253, 254,
304, 85/II – 581, 85/III – 97, 137
S.K.J. 85/III – 166
Sabała, właśc. Jan Krzeptowski 85/II –
43
Sabała Jan, syn 85/II – 21
Sadowski Jan Nepomucen 85/I – 243,
260, 266, 267, 270, 273, 275–277, 281,

283, 303, 336, 355, 402, 452, 85/II –
545–547, 553
Šafárik Pavel Josef, Szafarzyk Paweł Josef 85/II – 513, 561, 622
Sakowicz Kasjan 85/II – 373
Salis-Seewis Johann Gaudenz von 85/I –
22
Salomea św. 85/I – 241
Samujłło Julian 85/I – 246
Sandmann Jan Nepomucen zob. Zandman Jan Nepomucen
Sarana Gopala 85/II – 604
Sardou Victorien 85/I – 335
Sarnowska-Temeriusz Elżbieta 85/II – 362
Sawczynski Jakob 85/III – 92, 239
Sawicka Aleksandra 85/I – 185, 468, 85/III
– 213, 215
Scheffler 85/II – 60
Schilling Gustav Friedrich 85/I – 18
Schleicher August 85/III – 10, 230
Schnaydrowa Bogumiła 85/I – 270, 85/III
– 270, 273
Schneider Antoni 85/ii – 617
Schubert Franz Peter 85/I – 134, 85/II –
11, 151
Schumann Robert 85/II – 151
Schuster Johann, pseud.: Janus Panno­
nius 85/I – 289
Schwartz 85/I – 25
Sczanieccy 85/I – 327, 332, 85/III –
142,143
Sczaniecka Bogusława, z d. Kruszyńska
85/I – 327
Sczaniecki Michał 85/I – 327
Segalewicz Paulina 85/III – 61
Sembrzycki Jan Karol 85/III – 281
Sembrzycki Karol 85/I – 343, 85/III – 281
Semeniuk Kośt’ 85/II – 385
Semkowicz Władysław 85/III – 37
Sennewald Gustaw 85/II – 165, 85/III –
162
Seredyński Władysław 85/I –266, 267

312

�Serhiniuk Fedor 85/II – 232
Seweryn Tadeusz 85/III – 35, 36, 38, 39,
41, 43, 45, 47–52, 254
Siarkowski Władysław 85/I – 279–282,
338, 345, 346, 377, 435, 437, 439, 440,
446, 447, 85/II – 131, 220, 234, 239,
241, 243, 259. 260, 284, 306, 310, 327,
328, 336, 337, 339, 340, 348, 418, 422,
468–470, 504, 535, 547, 549, 573, 611,
85/III – 14, 84, 146, 236, 256
Siemiaszkowa Wanda 85/I – 480
Siemieński Lucjan, pseud.: Gerwazy 85/I
– 125, 126, 132, 257, 263, 410, 85/II –
201, 221, 290, 292–294, 328, 411, 520,
85/III – 106, 120, 167
Siemionow Piotr P. 85/I – 397
Siemiradzki Henryk 85/I – 388, 389,
Sienkiewicz Henryk 85/I – 384
Sienkiewicz Jan Karol 85/II – 607
Sierakowscy z Turyczan 85/I – 165, 85/
II – 415, 85/III – 125
Sierakowscy z Waplewa 85/I – 328–330,
332, 85/III – 142, 144
Sierakowska Maria 85/I – 328, 329
Sierakowski Adam 85/I – 329
Sierakowski Alfons 85/I – 329
Sierakowski Antoni 85/I – 329
Sieroszewski Wacław 85/II – 27
Sikora Kazimierz 85/II – 374, 375, 378
Sikorska Aleksandryna 85/III – 163
Sikorski Józef, J.S. 85/I – 47, 48, 54, 68, 77,
78, 80, 99, 103, 104, 118, 119, 126–128,
147, 151, 160, 161, 187, 189, 190, 211,
289, 375, 394, 434, 473, 85/II – 30, 35,
39, 52, 82, 94, 95, 154-156, 159, 160,
176, 426, 556, 85/III – 163, 165,167,
168, 170, 172
Simonides Dorota 85/II – 181, 194
Skarbek Stanisław 85/I – 395
Skarga Barbara 85/II – 583
Skarga Piotr 85/II – 221
Skierkowski Władysław 85/II – 56, 65

Skimborowicz Hipolit 85/I – 52, 54, 79
Skimborowiczowa Anna 85/I – 54 , 79, 81
Skimborowiczowie 85/I – 81
Skirczuk Jura 85/I – 285
Skobel Fryderyk 85/I – 284, 354, 85/III
– 136
Skoczkowa Jadwiga Kazimierzowa 85/II
– 236, 237, 384, 448, 449
Skoczylas-Stawska Honorata 85/I – 351
Skorecki Stanisław 85/II – 373
Skorochód-Majewski Walenty 85/II – 607
Skotnicki Antoni 85/II – 425
Skotnicki M., pseud.: Rola 85/I – 182, 85/
II – 425, 495, 496
Skowron Zbigniew 85/I – 376
Skrukwa Agata 85/I – 14, 45, 59, 86, 165,
195, 209, 245, 253, 257, 269, 279, 282,
295, 296, 298, 356, 379, 395, 396, 400,
486, 502, 85/II – 28, 29, 60, 88, 132,
154, 183, 196, 198, 224, 236, 247, 252–
–254, 269, 280, 281, 303, 305, 306, 410,
415, 426, 431, 436, 441, 450, 462, 486,
515, 544, 550, 563, 581, 598, 599, 610,
85/III – 11, 17, 18, 24, 45, 48, 56, 67,
68, 91–93, 206–218
Skrzynecki Jan Zygmunt 85/I – 34
Skulina Tadeusz 85/I – 423, 427, 440, 85/II
– 248, 307, 308, 310, 513, 85/III – 208
Sławińska-Dahlig Ewa 85/I – 366, 375,
376, 85/II – 20
Słoczyński Wojciech 85/III – 172
Słotwiński Konstanty, K.S. 85/II – 187
Słowacki Juliusz 85/I – 51, 116, 455, 85/II
– 32, 319
Smoleński Władysław 85/I – 10, 236,
237, 461, 470–472, 85/II – 490–492,
532, 609, 85/III – 181, 182
Smoleŕ Jan Arnošt, Szmaler 85/I – 187,
356, 85/II – 134, 430, 431, 526, 85/III
– 230, 257
Smolikowski Jan 85/I – 140
Smolka Stanisław 85/I – 260
313

�Smoluch Łukasz 85/I – 101, 485, 85/III
– 75, 216
Sobczyk Urszula 85/II – 181
Sobierajski Zenon 85/II – 419
Sobieska Jadwiga, Pietruszyńska-Sobieska Jadwiga 85/II – 56, 67, 70, 114, 124
Sobieski Jan zob. Jan III Sobieski
Sobieski Marian 85/I – 76, 77, 94, 95, 85/II
– 56, 67, 70, 114, 124, 125, 133–135,
85/III – 49, 70, 200, 201
Sobieszczański Franciszek 85/I – 271, 85/
II – 352, 357, 438
Sobisiak Walerian 85/III – 95, 207
Sobotka Primus 85/II – 548
Sofokles 85/II – 338
Sokołowscy 85/II – 437, 85/III – 128,129,
131
Sokołowska 85/II – 423
Sokołowski Michał 85/I – 198, 85/II –
232, 324, 423, 442, 85/III – 130, 131
Sołtan Adam Lew 85/I – 328, 329, 85/II
– 415
Sołtan Michał 85/I – 164, 166, 266, 328,
329, 85/II – 415
Sołtanowie 85/I – 165, 329, 85/III – 125
Sołtyk Karol 85/II – 31, 85/III – 174
Sowińska Katarzyna 85/I – 40, 55, 162,
85/II – 24
Sowiński Wojciech (Adalbert) 85/I – 209,
85/II – 174
Sowiński Józef 85/I – 40, 162
Spencer Jonathan 85/II – 397, 604
Spiess Franciszek 85/II – 165
Spiss Anna 85/II – 618
Spohr Louis 85/II –151
Spontini Gaspare Luigi 85/II – 140
Stachiewicz Piotr 85/I – 500
Stachowska Krystyna 85/I – 260
Stanisław św. 85/I – 241
Stanisław August Poniatowski, król polski 85/I – 161
Starzewski Maciej 85/I – 417

Staszczak Zofia 85/II – 375, 397, 85/III –
52, 222
Staszeczek Walkosz Jan 85/II – 233
Staszel Jan 85/III – 270
Staszic F. 85/III – 248
Staszic Stanisław 85/I – 22, 85/II –183,
550, 610
Stawiski Edmund 85/II – 465
Stefan Batory, król polski 85/II – 254
Stefani Jan 85/I – 6, 118, 129, 144, 145,
174, 404, 85/II – 9, 93, 94, 147, 151–
–153, 159, 160, 363, 85/III – 168
Stefani Józef 85/II – 93
Stelmachowska Bożena 85/II – 400
Stęszewski Jan 85/II – 38, 41, 57,67
Stocking George W. 85/II – 582
Stoiński Stefan Maria 85/II – 65, 67
Stojowscy 85/I – 456
Stojowska Maria 85/I – 456
Stojowski Alfred 85/I – 456
Stojowski Zygmunt 85/I – 455, 456
Stokowska Magdalena 85/I – 80, 85/II –
156
Stomma Ludwik 85/II – 535
Stradecki J. 85/III – 58
Strauss Johann 85/I – 134
Strąbski Stanisław Jan 85/II – 327
Streitt Franciszek 85/III – 280
Strój Jan 85/II – 470
Strumiłło Tadeusz 85/I – 53, 54, 133 , 85/
II – 115, 519
Struve Henryk 85/I – 464
Strzelichowski Piotr 85/I – 245
Strzyżewska Zofia 85/I – 36
Studziński Wincenty W. 85/II – 31
Stummer Wanda 85/III – 282
Suchodolski Bogdan 85/I – 142
Sulima Roch 85/II – 194
Sulimierski Filip 85/II – 571
Sulzer Johann Georg 85/II – 18
Surowiecki Wawrzyniec 85/II – 589
Suscy 85/I – 72, 85/II – 405, 85/III – 113

314

�Sušil František 85/II – 134á
Suska Paulina, z d. Norwid 85/I – 72, 73,
85/II – 405, 406, 85/III – 85, 163
Suski Jan 85/I – 73, 85/II – 405, 406
Sydow Bronisław Edward 85/II – 89
Syrokomla Władysław, pseud. Ludwika
Kondratowicza 85/II – 267
Szabrański Antoni Józef, A.J.S. 85/I – 48,
50, 52, 85/II – 76, 153, 185, 526
Szacki Jerzy 85/II – 586, 587
Szafarzyk Paweł Józef zob. Šafárik Pavel
Josef
Szajbel Jan 85/III – 206
Szajnocha Karol 85/I – 142, 143, 190, 85/
II – 607
Szalitowa Walentyna zob. Kolberg Walentyna
Szaniawski Józef 85/II – 482, 483, 85/III
– 231
Szaszkewycz Markijan 85/I – 155
Szawłowscy 85/I – 319, 377, 85/II – 217,
514, 85/III – 131, 145, 148
Szawłowska Eleonora 85/I – 319
Szawłowska Róża 85/I – 319
Szawłowski Stanisław 85/I – 319, 379
Szawłowski Tytus 85/I –319, 85/III –
147, 148
Szczepan św. 85/II – 335, 359, 379
Szczurek Michał 85/I – 298, 85/II – 240,
304, 85/III – 259
Szembek Józef Maciej 85/II – 227
Szembekówna Zofia 85/III – 42
Szlachtowski Feliks 85/I – 226, 451, 481,
494
Szombathy Joseph 85/II – 548
Szop Mikołaj 85/II – 23
Szopen zob. Chopin
Szopowicz Henryk 85/II – 131, 132, 227,
85/III – 126, 137, 245
Szopski F. 85/II – 509, 85/III – 20, 188, 205
Szostek Teresa 85/II – 367
Szremowicz Władysław 85/I – 329

Szuchewycz Wołodymyr 85/II – 537
Szujski Józef 85/I – 242, 257, 260, 261,
273, 274, 399, 495
Szulc Ewa Z. 85/II – 612
Szulc Kazimierz 85/I – 326, 85/II – 461,
608, 609, 85/III – 143,
Szulc Marceli Antoni, M.A.S. 85/I – 8, 30,
67, 94, 201, 202, 319, 339, 346, 363–
375, 407, 414–418, 457, 458, 85/II –
21–28, 32, 33, 40, 78, 85/III – 34, 112,
150, 153, 162, 177, 178, 189
Szultka Zygmunt 85/I – 192
Szweykowski Wojciech Anzelm 85/I – 29
Szweykowski Zygmunt 85/III – 212
Szyjkowski Marian 85/II – 363
Szymanowski Wacław 85/I – 57, 85/II –
352, 478
Szymański Sebastian 85/II – 595
Szymor Piotr 85/II – 410
Szyndler Bartłomiej 85/I – 236
Ślaski Ludwik 85/I – 327
Śmiechowski Kajetan 85/I – 166, 85/II –
431, 543, 544, 571, 590, 85/III –128
Śmietański Emil Władysław 85/II – 31,
32
Śniadeccy 85/I – 383
Świeżawski Ernest 85/II - 606
Święch Jan 85/II – 618
Świrko Stanisław 85/I – 248, 85/II – 328,
336, 85/III – 14, 15, 53, 54, 210, 211, 263
T. S…ki 85/I – 121
Tacina Jan 85/II – 60
Tacyt 85/II – 606
Talko-Hryncewicz Julian 85/II – 400
Tarko Medard 85/I – 251, 379, 85/III – 67,
69, 206, 208, 209, 211
Tarnowscy 85/I – 452, 453
Tarnowska Róża Maria 85/I – 453
Tarnowski Adam 85/I – 101, 102, 118,
85/II – 93, 85/III – 219
315

�Tarnowski Stanisław 85/I – 242, 263,
329, 453, 458, 479, 494
Tausig Karol 85/II – 31
Taylor Archer 85/II – 342
Teclu Dymitr 85/III – 190
Tegnerowicz Joanna. 85/II – 595
Teichmann Anna 85/I – 444
Teichmann Ludwik 85/I – 273, 274, 283
Temme Jodocus Donatus Hubertus 85/I
– 336
Terlecka Małgorzata 85/I – 171
Tetmajer Józef Przerwa 85/II – 267
Tettau Wilhelm Johann Albert von 85/I
– 336
Tetzner Georg 85/I – 33 		
Thiele Just Matijas 85/II – 559
Thomas Charles Louis 85/I – 134
Thoms William 85/II – 180
Thompson Stith 85/II – 344
Toeppen Max Pollux 85/I – 211, 270, 343,
85/II – 521, 559, 560, 85/III – 174, 227,
228, 281
Tokarev Sergej A. 85/II – 569
Tokarska-Bakir Joanna 85/II – 573, 584,
595
Toman Lovro 85/I – 137
Tomaszewski Adam 85/I – 349, 350
Tomaszewski Mieczysław 85/I – 33, 67,
143, 145, 160, 175, 209, 210, 365, 366,
375, 376 , 85/II – 9, 13, 15, 16, 18, 19,
20, 52, 89, 145, 176, 85/III – 65, 68,
160, 211, 218, 219
Tomaszewski Wojciech 85/I – 28, 85/II
– 137
Tomicki Symforion 85/II – 616
Topolski Jerzy 85/II – 610
Toroński A.J. 85/II – 513, 85/III – 239,
276
Trawińska Maria 85/II – 491, 518
Treder Jerzy 85/I –192, 85/II – 370
Treter Mieczysław 85/III – 28, 188
Tretiak Józef 85/I – 165, 167, 85/II – 131,

306, 308, 509–511, 85/III – 20, 26, 27,
32, 33, 63, 92, 188, 200, 205, 278, 279
Trębska Małgorzata 85/II – 373
Turczynowicz Roman 85/I – 133
Turczynowicz Wiesława 85/III – 45,
Turczynowiczowa Maria, Pleus-Turczy­
no­wiczowa Maria 85/I – 33, 220, 371,
85/II – 66, 453, 454, 456, 85/III – 11,
39, 40, 43, 45–47, 51, 65, 128, 132, 212,
286
Turkawski Marceli Antoni 85/I – 396
Turowski Kazimierz Józef 85/I – 112, 85/
II – 131, 85/III – 92, 252, 253
Tuwim Julian 85/III – 58
Twardowski Kasper 85/I – 449, 85/II –
221
Tworzymir zob. Chociszewski J.
Tycjan 85/I – 329
Tyllner Lubomir 85/II – 11
Tylor Edward Burnett 85/I – 274
Tyszkiewicz Eustachy 85/II – 607
Tyszyński Aleksander 85/II – 607
Udziela Seweryn 85/I – 218, 483, 484, 85/
II – 339, 522, 524, 535, 85/III – 11, 12,
20–23, 25, 28, 32, 35, 36, 38, 42-45, 48,
50, 63, 91, 188, 222, 223, 227, 233, 237,
284
Ulanowska Stefania 85/II – 297, 593, 85/
III – 248
Ulanowski Bolesław 85/III – 34
Umiński Piotr 85/I – 266, 267, 273, 452,
85/II – 548
Unger Józef 85/I – 211, 212, 290, 85/II –
320, 446, 85/III – 174, 175, 176
Urbanowska Zofia 85/I – 438, 85/II – 235,
251, 85/III – 157
Urbańczyk Stanisław 85/I – 354
Urszula św. 85/II –346, 347
Varfolomeyeva Tamara 85/II – 64
Verdi Giuseppe 85/II – 151

316

�Vermeulen Hendrik Frederik 85/II – 546
Vetter 85/I – 28, 85/II – 75, 137, 526
Vetterl Karel 85/II – 11
Vetulani Armand 85/I – 59
Vilhar Miroslav 85/III – 258
Voget Fred W. 85/II – 577
Volčić Jakob 85/II – 326
Voss Johann Heinrich 85/II – 144
W… 85/II – 365
W. [Wieczorkowski ?] 85/III – 167
Wach Karol W. 85/I – 38
Wachmann Johann Andreas 85/III – 190
Wacław z Oleska zob. Zaleski Wacław
Wacław z Szamotuł 85/I – 404
Wagner Richard 85/II – 151
Wahylewycz Iwan Dalibor, Wagilewicz
Iwan 85/I – 155, 85/III – 243, 244
Waitz Theodor 85/II – 568
Wajgel Leopold 85/I – 395
Walewski Cyprian 85/I – 161, 85/III – 93,
270
Walicki Andrzej 85/II – 575, 590
Waliński Michał 85/II – 194, 268
Walkowa 85/II – 129
Walter-Mazur Magalena 85/II – 57
Wanda P., pseud.: Adnaw 85/III –252, 276
Wander Karl Freiedrich Wilhelm 85/II –
336
Wasilewski Edmund 85/II – 145, 355,
85/III – 111, 219
Wasiuta Sebastian 85/II – 323
Wasylewski Stanisław 85/II– 287
Waszczyńska Katarzyna 85/II – 598
Waszkiel Marek 85/II – 349, 351
Wawrzek Zuzanna, Zuska 85/I – 21, 85/II
– 28, 29, 55, 56
Wawrzyniec św. 85/II – 447
Wąsowska Elżbieta 85/II - 140
Wąsowska Karolina zob. Kolberg Karolina, żona Antoniego
Wąsowski Antoni 85/I – 435, 85/III – 9,

Weber Carl Maria von 85/I – 29, 85/II –
140, 144, 146, 150, 151
Wegner Leon 85/I – 214, 85/II – 446, 451,
85/III – 133
Weinert Aleksander 85/III – 219
Werner Emil 85/I – 316, 382, 385
Wernerowa Jadwiga Karolina, z d. Kolberg 85/I – 7. 307, 316, 317, 380, 382,
386, 388, 418, 419, 434, 436, 444, 452,
462, 465, 466, 476, 85/II – 612, 85/III
– 148–151, 157, 158, 280
Wernerowie 85/I – 317
Wernik Kazimierz 85/II – 32
Wessel Helena zob. Przybysławska Helena
Wessel Kazimierz 85/I – 380
Wesslowie 85/I – 380, 85/III – 114
Węsierski Albin 85/I – 335, 336
Widman Karol 85/III – 172
Wieczorkiewicz Anna 85/II – 374
Wieczorkowski zob. W.
Wielopolski Aleksander 85/I – 142, 323
Wieniawski Józef 85/I – 404, 85/II – 31
Wierzbicki Daniel 85/II – 330
Wierzbicki Ludwik 85/I – 463, 464
Wierzbowska Michalina 85/III – 148
Wierzbowski Ryszard 85/II – 349, 352
Wierzbowski Teodor 85/I – 85
Wierzbowski Władysław 85/I – 87, 346,
85/II – 102, 405, 85/III – 9, 13, 120,
283
Wierzchosławski Szczepan 85/I – 327
Wildt Juliusz 85/II – 322,
Wilk Bernadeta 85/I – 241
Wilkońscy 85/I – 78, 79, 82
Wilkońska Paulina 85/I – 54, 78, 79, 82,
97, 215, 225, 85/II – 165, 415, 451, 85/
III – 133, 136
Wilkoński August 85/I – 54, 78, 82, 83
Wiluń 85/II – 423
Windakiewicz Stanisław 85/II – 349, 350,
360, 362, 363, 367–369, 372
317

�Winiarz Adam 85/I – 27
Winterfeld Carl Georg August von 85/
II – 18
Wisłocki Teofil 85/I – 358
Wisłocki Władysław 85/I – 283
Wiszniewski Michał 85/II – 352,
Wiślicki Władysław 85/I – 403, 483
Witkowska Alina 85/I – 32
Witold, w. książe litewski 85/I – 83
Witwicki Sofron 85/I – 281, 282, 285, 379,
387, 85/II – 217, 486, 85/III – 30, 93,
145, 244, 269
Witwicki Stefan 85/I – 109, 85/II – 27, 33,
145, 148, 85/III – 111, 183-186
Władysław Łokietek, król polski 85/II –
93, 140, 150
Wodzicki Ludwik 85/I – 242
Wodzińscy 85/II – 437
Wodziński Antoni (Wodzyński) 85/I –
202, 85/II – 24, 437, 85/III – 123
Wojciech św. 85/I – 249, 85/II – 62, 336,
481
Wojciechowski Ryszard 85/I – 32, 48, 61,
171, 183, 85/II – 77, 188, 292, 294, 404
Wojciechowski Tytus 85/I – 30, 373, 85/II
– 32
Wojtas Andrzej 85/II – 240, 85/III – 277
Wojtkiewicz Iwona 85/II – 498
Wolff Maurycy 85/I – 9, 10, 395, 397, 398,
85/II – 255
Wolff Robert 85/I – 183, 207, 367, 371,
445, 458, 469, 85/II – 30, 31, 85/III – 9,
10
Wolicki Konstanty 85/I – 104, 85/III – 166
Wolniewiczowie 85/II – 415
Wolniewicz Włodzimierz 85/I – 220, 221,
321, 412, 85/II – 451, 569, 587, 598,
85/III – 134
Wolski Krzysztof 85/III – 207
Wolski Włodzimierz 85/I – 59
Wolski Zygmunt 85/III – 245, 255
Woronicz Jan 85/II –27

Wosiński Antoni 85/II – 373
Woykowska Julia 85/I – 62
Woykowski Antoni 85/I – 41, 49, 50, 62,
64–66, 85/II – 237, 569, 85/III – 111–
–113, 162
Woźniak Anna 85/II – 574
Wójciccy 85/I – 79, 100
Wójcicka Anna, z d. Magnuszewska 85/I
– 56, 85/III – 163
Wójcicka Marta 85/II – 311, 315, 332, 344
Wójcicki Kazimierz Władysław, K.W.Wł.,
R. 85/I – 34, 35, 44, 46, 48, 50– 52, 56,
58, 61– 63, 83, 88, 90, 91, 114, 116, 118,
120, 121, 150, 157, 158, 172, 183, 187,
188, 190, 204-206, 208, 280, 85/II – 12,
13, 75, 77, 79, 80, 91, 92, 94, 128, 173,
184, 187–190, 197, 201, 202, 221, 222,
239, 289-295, 297, 319, 320, 322, 328,
346, 352, 402, 478, 497, 520, 550, 605,
617, 85/III – 134, 161, 167, 172–174,
176–178, 227, 273
Wójcik-Keuprulian Bronisława 85/II – 65
Wrocławski Krzysztof 85/II – 323
Wrońska Jolanta 85/II – 542
Wróblewska Violetta 85/II – 212, 269,
297, 301, 344
Wróblewska-Straus Hanna 85/I – 27, 44,
312, 376, 85/II – 20
Wróblewski Filip 85/III – 57, 266
Wrześniowski August 85/I – 501
Wrzosek Adam 85/I – 442, 85/III – 12
Wunsch Józefa 85/II – 234, 85/III – 252,
253
Wybicka Honorata 85/I – 327
Wybicki January 85/I – 327
Wybicki Józef 85/II – 255
Wysocki Kasper Napoleon 85/II – 14, 85/
III – 166
Wyzga Tadeusz 85/I – 480
Young Michael W. 85/II – 410

318

�Z.C. 85/I – 389
Zabłocki Franciszek 85/II – 332
Zacharkiewiczowa 85/II – 550
Zadembski H. 85/II – 484
Zadurska Olga 85/II – 294
Zagórski Zygmunt 85/III – 205,
Zakrzewska 85/I – 146
Zakrzewski Adam 85/II – 438, 476, 497,
611
Zakrzewski Bogdan 85/II – 521
Zakrzewski Konstanty 85/II – 145, 85/
III – 184
Zakrzewski Walenty 85/I – 58, 59, 85/II –
98, 404, 85/III – 111
Zaleski Józef Bohdan 85/I – 103–105, 85/
II – 145, 267, 85/III –167, 183, 184,
186, 187
Zaleski Wacław, pseud.: Wacław z Oleska 85/I – 44, 62, 91, 109, 85/II – 12,
40, 75–77, 91, 173, 184, 186, 187, 190,
197, 221, 222, 265, 269, 85/III – 161,
240, 242
Zalewski Kazimierz 85/I – 198
Zaliwski Józef 85/I – 35, 104
Załęscy 85/I – 153, 251, 432, 85/II – 217,
507, 85/III – 124, 154
Załęska Julia, z d. Konopka 85/I – 245,
251, 423, 85/II – 507
Załęski Gabriel 85/I – 245, 251, 423, 85/II
–507, 85/III – 125
Zandman Jan Nepomucen, Sandmann
Jan Nepomucen 85/I – 69
Zaplatalski Józef 85/I – 345, 347
Zarzycki Aleksander 85/II – 31
Zatorski Franciszek 85/I – 83, 85/II – 80
Zawadzki Władysław 85/I – 179, 396
Zawiliński Roman 85/I – 75, 474, 85/II –
21, 533, 546, 547, 85/III – 18, 20–24,
34,35, 37, 38, 40, 44
Zawistowicz-Adamska Kazimiera 85/II –
419, 420, 517,
Zawisza Jan 85/I – 383

Ząbkowic Stanisław 85/II – 449
Zbiegniewska Izabela 85/I –79
Zborowski Juliusz 85/III – 35, 36
Zbyr Irina 85/II – 537
Zdancewicz Tadeusz 85/II – 248, 307,
85/III – 206
Zduniowa Aleksandra 85/I – 432, 85/II –
32, 85/III – 274
Zduniowie 85/I – 432, 85/III – 155
Zduń 85/III –155, 156
Zdziarski Stanisław 85/III – 20, 24–26,
29, 35, 42, 63, 89, 93, 187, 233, 234,
243, 284, 285
Zebrzydowski Mikołaj 85/III – 269
Zejszner Ludwik 85/I – 82, 83, 132, 243,
258, 85/II – 91, 174, 197, 221
Ziejka Franciszek 85/I – 241
Zieleniewski Michał 85/II – 449
Zieleziński Adam 85/II – 366
Zielińscy 85/II – 406, 85/III – 118
Zieliński Gustaw 85/II – 145, 406, 85/III
– 119, 173
Zieliński Jan 85/I – 337
Zielonka Stefania 85/III – 75, 216
Zienkiewicz Romuald 85/III – 16, 247, 248
Ziętkiewicz Ludwik 85/II – 470, 586
Zimmerowa Natalia 85/III – 245
Živanović D. 85/I – 137
Zmorski Roman, Zamarski R., R.Z. 85/I
– 57, 62, 80, 81, 192, 410, 85/II – 201,
221, 290, 293, 294, 402, 403
Zobela 85/I – 25
Zuska zob. Wawrzek Zuzanna
Zyblikiewicz Mikołaj 85/I – 388
Zygmunt 85/II – 423
Żabczyc Jan 85/II – 334
Żebrawski Teofil 85/I – 259, 267, 273
Żeleńscy 85/I – 454, 455
Żeleńska Wanda 85/I – 454–456, 493
Żeleński Tadeusz zob. Boy–Żeleński Tadeusz
319

�Żeleński Władysław 85/I – 11, 388, 453–
456, 458, 459, 478, 480, 481, 495, 502
Żmichowska Narcyza 85/I – 79, 81, 410
Żukowski Wasilij 85/II – 291, 294
Żupański Jan Konstanty 85/I – 49, 62,
64–66, 88, 94, 204, 214, 215, 226, 227,
85/II – 36, 174, 176, 185, 190, 490, 545,
85/III – 99, 112, 131, 132

Żurkowscy 85/I – 73, 85/III – 113
Żurkowski Julian 85/I – 23, 73
Żydowski Jan Andrzej 85/II – 322
Żyliński Faustyn 85/I – 99, 100, 105, 85/II
– 154, 155, 160

�Indeks geograficzny1

Aachen, Niemcy 85/III – 150
Akwizgran, Aix-la-Chapel, Niemcy 85/I –
386, 85/III – 149
Aleksandrów Kujawski, pow. Nieszawa
85/III – 131
Aleksota, pow. Mariampol 85/I – 83
Algier, Algieria 85/II – 150
Ameryka 85/I – 210, 85/II – 560, 595, 596,
604, 608
Anglia 85/I – 22, 111
Auerstedt, Niemcy 85/I – 19
augustowska gubernia 85/II – 497, 85/III
– 121
Augustowski Kanał 85/I – 42
Augustowskie 85/I – 390, 85/II – 234, 405,
498, 499, 85/III – 12, 120, 121, 136, 249
augustowskie województwo 85/I – 26,
85/II – 428
Augustów, miasto powiatowe 85/I – 151,
297, 85/II – 497, 519, 85/III – 120, 228
Augustów, pow. Kozienice 85/I – 152, 85/
II – 472 85/III – 122
Austria 85/I – 19, 22, 42, 75, 76, 134, 193,
239, 242, 334, 460, 500, 85/II – 33
Austro-Węgry 85/I – 134, 138, 192, 194,
213, 240
Azja 85/I – 160, 192, 85/II – 52, 85/III – 257

Babia Góra, góra 85/I – 145, 250, 301
Babilon, staroż. Babilonia 85/I – 271,
85/II – 608
babimostski powiat (dziś babimojski)
85/II – 451
Bachorza, obszar 85/I – 80, 99, 85/II –
153, 443
Baku, Rosja (dziś Azerbejdżan) 85/II – 604
Baligród, pow. Lesko 85/III – 252, 274
Bałtyckie Morze, Baltijskoje Morie 85/I –
192, 342, 392, 85/II – 308, 523, 560,
85/III – 205
Banat, kraina 85/II – 526
Baranów Sandomierski, pow. Tarnobrzeg 85/II – 29
Bardiów, Słowacja 85/I – 153, 85/III –
124
Barysz, pow. Buczacz 85/I – 319, 377–380,
85/II – 217, 514, 85/III – 131, 132, 138,
145–148, 241
Baszowice, pow. Opatów 85/II – 472, 85/
III – 115, 117
Bawaria 85/I – 168
Bazylea, Szwajcaria 85/I – 385, 85/III –
148–150
Bąkowiec, pow. Kozienice 85/I – 152,
85/II – 98, 472, 85/III – 121, 122
Belgia 85/I – 75, 85/III – 150

1

Indeks zawiera nazwy geograficzne występujące w tomach 85/I–85/III. Brzmienie nazw
i ich przynależność administracyjną podano według Słownika geograficznego Królestwa
Polskiego, T. I–XV Warszawa 1880–1902.

321

�Bełz, pow. Sokal 85/II – 507, 85/III – 240,
275
Berezyna, dopływ Dniepru 85/I – 43
Berlin, Niemcy 85/I – 17, 18, 23, 33, 38,
41–43, 56, 59, 70, 75, 98, 106, 386, 445,
85/II – 12, 44, 75, 137, 138, 140–142,
144, 165, 170, 183, 568, 85/III – 109,
111, 112, 148–150, 283
Berno, Bern, Szwajcaria 85/I – 358, 85/
III – 148
Besarabia, kraina historyczna 85/I – 281
Beskid Wschodni, pasmo górskie 85/III
– 274
Beskidy, Beskid, góry 85/I – 180, 85/III –
30, 43, 127
Bezek, pow. Chełm 85/I – 152, 85/II –
463, 501, 85/III – 121, 122
Będzin 85/II – 467, 85/III – 115, 116
bialski powiat 85/II – 499, 500
Bialskie 85/II – 500
Biała, miasto powiatowe (dziś Biała Podlaska) 85/II – 462
Białoruś, Ruś Biała, Belarus 85/I – 164,
166, 489, 85/II – 57, 103, 218, 234, 307,
308, 325, 358, 400, 516–518, 539, 569,
618, 85/III – 71, 182, 183, 208, 224,
242, 243, 246, 248, 249, 257, 278
Biały Dunajec, pow. Nowy Targ 85/I –
131, 85/III – 119
Białystok, miasto powiatowe 85/II – 346,
85/III – 66, 110
Bibice, pow. Kraków 85/II – 381
Bielany, pow. Kraków 85/I – 250, 424
Bielsk, miasto powiatowe (dziś Bielsk
Podlaski) 85/II – 346, 498, 85/III – 228
Bierzanów, pow. Wieliczka (dziś Bieżanów,
część Krakowa) 85/I – 480, 85/II – 64
Bieszczady, góry 85/III – 274
Bilcza, pow. Sandomierz 85/I – 100, 85/II
– 429, 430, 472, 85/III – 117
Bilcze, pow. Dubno 85/I – 164–166, 329,
85/II – 415, 85/III – 125

Bilin, pow. Kowel 85/III – 109
Biłgoraj, miasto powiatowe 85/I – 193,
85/II – 463, 85/III – 238
Birma 85/II – 607
Bliski Wschód 85/II – 68
Błonia, część Krakowa 85/I – 424, 462
Boberka zob. Bóbrka
bocheński powiat 85/I – 297
Bochnia, miasto powiatowe 85/III – 127
Bodzanowo, pow. Nieszawa 85/I – 152,
154, 195, 85/II – 98, 216, 413, 414,
425, 436, 437, 443, 85/III – 84, 122,
123, 128, 129
Bodzanów, pow. Płock 85/II – 603
Bogumin = Bohumin, niem. Oderberg,
Czechy 85/I – 320, 85/III – 139
Bogusławice, pow. Włocławek 85/I –
152, 195, 201, 85/II – 98, 99, 413, 414,
425, 437, 441–443, 85/III – 122, 123,
128–130
Bojanowo, Stare Bojanowo, pow. Krobia
85/I – 326, 85/II – 452, 85/III – 134,
135, 143
Boka Kotorska, zatoka 85/II – 525–526
Bokujm, Bokujmy pow. Dubno 85/I – 165
Bolonia, Włochy 85/I – 43
Bołszowce, pow. Rohatyń 85/I – 318, 319,
85/III – 138
Bonn, Niemcy 85/I – 386, 85/III – 149,
150
Borowa, pow. Pińsk 85/III – 16, 248
borszczowski powiat 85/I – 396, 85/III –
151
Borszczów, miasto powiatowe 85/III –
126
Bortatycze, pow. Zamość 85/III – 82
Borysów, miasto powiatowe 85/I – 43
Borysów, pow. kobryński 85/I – 43
Boyowa, wyspa 85/II – 410
Bóbrka, Bóbrka Górna, Bóbrka Nowa,
Damazówka, pow. Lesko 85/I – 421–
423, 425, 431, 432, 437, 438, 456, 85/II

322

�– 217, 232, 307, 436, 507, 508, 513, 85/
III – 154–157, 252, 274–276
Brańsk, pow. Bielsk 85/II – 499
Brustury, pow. Kossów 85/III – 243
Brazylia 85/III – 188
Brąchnówko, pow. Toruń 85/I – 326, 85/
II – 407, 85/III – 142, 143
Brdów, pow. Koło 85/II – 438, 439
Brenna, pow. Skoczów 85/II – 522
Breslau zob. Wrocław
Britannia = Brytania 85/III – 198
Brodnica, miasto powiatowe 85/I – 328
Brodnica, pow. Śrem 85/II – 305
Brodzkie 85/II – 514
Bronowice, pow. Kraków 85/II – 353
Brudzew, pow. Koło 85/I – 73, 85/III – 114
Brudzewice, pow. Opoczno 85/II – 475
Bruksela, Belgia 85/I – 386, 85/III – 148–
150
Bruss, pow. Włodawa (dziś Stary Brus)
85/II – 229
Brusy, pow. Chojnice 85/I – 328
Brzeźno, pow. Lipno 85/II – 226
Brzeżany, miasto powiatowe 85/II – 507,
85/III – 241
Brzeżańskie 85/II – 232, 506, 514
Brzozie Polskie, pow. Brodnica (dziś Brzozie) 85/I – 328
brzozowski powiat 85/I – 438, 85/II – 512
Brzozów, miasto powiatowe 85/I – 438,
85/II – 513
Brzuchania, pow. Miechów 85/II – 470
Buchwałd, pow. Sztum (dziś Bukowo)
85/I – 329, 330, 85/III – 142, 144
buczacki powiat 85/I – 319
Buczacz, miasto powiatowe 85/I – 378,
379, 85/II – 514, 551, 85/III – 131, 145,
146, 147, 241
Buenos Aires, Argentyna 85/III – 189
Bug, dopływ Narwi 85/I – 51, 61, 62, 165,
193, 471, 85/II – 12, 77, 173, 184, 188,
190, 228, 229, 278, 339, 490, 500, 611

Bukareszt, Rumunia 85/I – 273
Bukowiec, pow. Świecie 85/I – 327, 336,
356, 85/III – 142, 143
Bukowina, kraina 85/I – 276, 377, 378,
85/II – 418, 515, 573, 85/III – 131,
145–147, 241
Bukowo zob. Buchwałd
bukowski powiat 85/I – 339, 85/II – 451
Bukowskie 85/II – 124
Bukowsko, pow. Sanok 85/I – 432, 85/
III – 155
Bułgaria 85/I – 460
Busko, pow. Stopnica 85/I – 107, 85/II –
467, 85/III – 117, 118
bydgoska regencja 85/II – 437
bydgoski powiat 85/II – 451
Bydgoszcz 85/I – 18, 85/II – 440
Cecenowo, pow. Słupsk 85/I – 343
Cesarstwo Rosyjskie zob. Rosja
Charków, Ukraina 85/I – 36
Charzowice, pow. Pińczów 85/II – 467
Cheb, Czechy 85/III – 109
Chełm, miasto powiatowe 85/I – 496,
85/II – 220, 229, 238, 246, 462, 465,
501, 85/III – 130, 132, 135, 277
chełmińska ziemia 85/I – 327, 328, 85/II
– 522
chełmiński powiat 85/II – 377
Chełmno, niem. Culm, miasto powiatowe 85/I – 327, 336, 85/III – 142–144
chełmski powiat 85/I – 222, 85/II – 425,
463, 495, 500
Chełmskie 85/I – 223, 224, 476, 484, 490,
493, 495–498, 500, 501, 85/II – 68,
69, 131, 132, 217, 220, 228, 229, 238,
240–243, 246, 248, 255, 267, 268, 285,
300, 306, 313, 325, 340–342, 344, 345,
358, 377, 386, 389–391, 403, 462, 465,
479, 483, 491, 500–506, 530, 559, 574,
579, 580, 593, 594, 613, 85/III – 8, 15,
57, 63, 92, 101, 121, 122, 130, 132,
323

�134–137, 183, 187, 200, 205, 217, 229,
238, 240, 241, 247, 256, 261, 266, 267,
272, 276–279
Chełmszczyzna 85/I – 497, 85/II – 306,
321, 325, 85/III – 276
Chełmża, pow. Toruń 85/I – 326, 85/II –
407, 85/III – 143
Chiny 85/II – 608
Chmielnik, pow. Stopnica 85/II – 429,
467–469, 85/III – 115, 117
Choceń, pow. Włocławek 85/II – 436
Chochołów, pow. Kutno 85/I – 119, 85/II
– 79, 101, 190
chodzieski powiat 85/II – 451
Chojno, pow. Chełm 85/I – 152, 85/II –
98, 463, 501, 85/III – 121, 122
Chojno, pow. Szamotuły 85/II – 458
Chorwacja, Kroacja 85/I – 86, 129, 134,
136, 289, 85/II – 524, 525, 85/III – 120,
258
Chrewt, pow. Lesko 85/III – 252, 275
Chrobacja, terytorium historyczne 85/II
– 579, 610
chrzanowski powiat 85/I – 297, 85/II – 444
Cielce, pow. Turek 85/I – 73, 85/III – 113,
114
Ciepielewo (bł. Czepielew), pow. Maków
85/I – 72, 85/II – 104, ryc. po s. 136,
85/III – 113, 114
Cieszyn, miasto powiatowe 85/I – 227,
318, 320, 322, 437, 495, 85/II – 521,
85/III – 139, 140, 156
Cieszyński Śląsk zob. Śląsk Cieszyński
Cyców, pow. Chełm 85/II – 242, 504
Cygowska Wola, pow. Radzymin (dziś
Wola Cygowska) 85/I – 163, 85/II –
417, 493, 85/III – 125
Cygów, pow. Radzymin 85/III – 125
Czaplin, pow. Grójec 85/I – 179, 85/II –
102, 407, 414, 492, 85/III – 128, 129
Czarna, dopływ Wisły 85/III – 117
Czarna Góra, Czarnohora, Czarnogóra,

góra 85/I – 377, 378, 85/III – 145–147
czarnkowski powiat 85/II – 451
Czarnohora zob. Czarna Góra
Czarny Dunajec, pow. Nowy Targ 85/II
– 129
Czaszyn, pow. Sanok 85/I – 432, 85/II –
307, 513, 85/III – 155, 252, 273–276
Czechy 85/I – 33, 70, 83, 85, 86, 194, 85/
II – 134, 524, 526, 85/III – 109, 111,
164, 171, 210, 234, 242, 243, 257, 276
Czempin = Czempiń, pow. Kościan 85/II
– 305
Czepielew zob. Ciepielewo
Czeremosz, dopływ Prutu 85/I – 463
Czerniaków, pow. Warszawa 85/I – 44,
120, 121, 85/II – 75, 79, 98, 184, 85/III
– 110
Czernichów, pow. Kraków 85/I – 246
Czerniowce, Bukowina 85/I – 378, 486,
85/II – 233, 305, 552, 85/III – 145, 147
Czersk, pow. Grójec 85/I – 57–60, 70, 71,
179, 85/II – 79, 98, 102, 402, 404, 405,
407, 492, 85/III – 54, 111, 128, 129,
225, 264
czerska ziemia 85/II – 102
Czerskie 85/II – 368
Czerwińsk, pow. Płońsk 85/III – 114
Czerwony Klasztor, Spisz 85/I – 132, 85/II
– 235
Czeszewo, pow. Wągrowiec 85/I – 215,
220, 226, 412, 85/II – 216, 305, 415,
417, 451, 85/III – 131, 132
Częstochowa, miasto powiatowe 85/I
– 82, 148, 149, 497, 85/II – 162, 163,
368, 467, 481, 482, 85/III – 116, 185,
231, 268, 269
Czorsztyn, pow. Nowy Targ 85/I – 131,
85/II – 348, 519, 85/III – 100, 119
Czortków, miasto powiatowe 85/III – 241
Czortowiec, pow. Horodenka 85/I – 281,
377–381, 388, 395, 397, 399–401,
406, 482, 486, 85/II – 217, 232, 305,

324

�341, 346, 407, 419, 420, 422, 425, 486,
85/III – 145–148, 151, 152, 242
Ćmielów, pow. Opatów 85/II – 226
Dalmacja, Dalmatier 85/I – 289, 85/III –
258, 259
Dalmatyńskie wybrzeże 85/III – 119
Damazówka zob. Bóbrka
Dania 85/I – 334
Dąbrowa = Dąbrowa Górnicza, pow. Będzin 85/III – 116
Dąbrowa Wielka, pow. Wysokie Mazowieckie 85/II – 360
Denków, pow. Opatów 85/II – 226
Dębica, pow. Ropczyce 85/III – 127
Dębicz, pow. Środa 85/I – 215, 220, 320,
321, 412, 85/II – 305, 415, 421, 451,
452, 453, 454, 85/III – 132, 134, 139
Dłutów, pow. Łask 85/III – 122
Dniestr, rzeka 85/I – 380, 85/II – 231, 341,
422, 485, 85/III – 252, 274, 276
Dobieszewko, pow. Szubin 85/II – 442
Dobromil, miasto powiatowe 85/I – 245,
251
dobromilski powiat 85/II – 507
Dobrzyń nad Wisłą, pow. Lipno 85/II –
88, 85/III – 229
dobrzyńska ziemia 85/I – 395, 421, 85/
II – 33, 235, 339, 406, 491, 500, 535,
85/III – 117, 119, 180, 229
Dolny Śląsk zob. Śląsk Dolny
Drezno, Niemcy 85/I – 33, 79, 81, 85, 120,
373, 85/II – 30, 85/III – 56, 63, 109, 118
Drobin, pow. Płock 85/III – 128
drohicka ziemia 85/II – 499
Drohiczyn, pow. Sokołów 85/II – 499,
500
Drohobycz, miasto powiatowe 85/III – 29
Drwęca, dopływ Wisły 85/I – 116, 85/II
– 91, 92, 130, 197, 239, 408, 520, 85/III
– 228, 273

Dubiecko, pow. Przemyśl 85/III – 126,
127, 239
Dubno, miasto powiatowe 85/III – 246
Dudy Puszczańskie, pow. Kolno 85/II –
359
Dukla, pow. Krosno 85/II – 233
Dunaj, rzeka 85/I – 42, 85/II – 346
Dunajec, dopływ Wisły 85/II – 235
Durąg, pow. Ostróda 85/I – 333
Dwikozy, pow. Sandomierz 85/II – 475
Dyminy, pow. Kielce 85/II – 339, 469
Dynów, pow. Brzozów 85/III – 252, 273
Działoszyce, pow. Pińczów 85/I – 193
Działyń, pow. Lipno 85/I – 421, 85/II –
406, 85/III – 118, 119
Dzików, pow. Tarnobrzeg 85/I – 119, 85/
II – 429, 430
Dzwola, pow. Biłgoraj 85/II – 463
Egipt 85/II – 608
Eisenach, Niemcy 85/I – 386, 85/III – 149
Elbląg, miasto powiatowe 85/I – 330,
85/III – 142, 144, 229
Ełk, miasto powiatowe 85/I – 331, 332,
336, 85/II – 376, 408, 85/III – 142, 144,
226
Emaus, biblijne 85/II – 376
Ems, Niemcy 85/I – 130, 85/III – 119, 120
Estonia 85/I – 192
Europa, Europe 85/I – 51, 52, 62, 75,
137, 232, 262, 382, 460, 85/II – 10, 12,
14, 22,27, 32, 42, 52, 57, 64, 72, 136,
181, 182, 237, 286, 315, 316, 361, 362,
414, 556, 558, 559, 565, 581, 594, 601,
605
Europa środkowo-wschodnia 85/II –13
Europa zachodnia 85/II – 181
Finlandia 85/I – 192
Florencja, Włochy 85/I – 43
Fordon, pow. Bydgoszcz 85/I – 18, 85/II
– 440
325

�Francja 85/I – 19, 22, 111, 334, 384, 460,
85/III – 169
Frankfurt, Niemcy 85/I – 386, 85/III –
148–150
Galicja 85/I – 63, 91, 105, 106, 112, 123,
131, 132, 153–155, 157, 164, 168, 193,
194, 196, 208, 212–214, 221, 231, 238–
244, 246, 249, 277, 286, 287, 296, 313,
332, 337, 345, 382, 384, 401, 405, 415,
438, 457, 463, 465, 85/II – 9, 12, 77,
103, 174, 184, 185, 189, 190, 192, 197,
218, 219, 402, 403, 415, 427, 465, 514,
540, 545, 550, 85/III – 20, 72, 86, 107,
116, 124, 126, 131–133, 141, 157, 235,
239, 270
Galicja Wschodnia 85/I – 297, 318, 377,
379, 380, 441, 461, 464, 85/II – 414,
505, 85/III – 23, 24, 29, 124, 125, 127,
138, 145, 148
Galicja Zachodnia 85/III – 29, 55, 267
Gałęzowska Wola zob. Wola Gałęzowska
Gałęzów, pow. Lublin 85/I – 152, 195,
85/II – 98, 414, 418, 425, 463, 465,
85/III – 121, 122, 128, 129
Ganges, rzeka 85/II – 607, 609
Garwolin, miasto powiatowe 85/III –
113, 126
garwoliński powiat 85/II – 407
Gąbin, pow. Gostynin 85/II – 479
Gąsawa, pow. Szubin 85/II – 442
Gąsienicowe Stawy, grupa jezior w Tatrach 85/I – 131, 133
Gdańsk 85/I – 192, 327, 328, 85/II – 523,
85/III – 142, 144, 174, 229
Gdańskie Pomorze zob. Pomorze Gdańskie
Germania 85/III – 194
Giewont, Gewont, szczyt 85/I – 131,
85/III – 119
Giżycko zob. Lec
Gleichenberg, Austria 85/I – 500

Głogoczów, pow. Myślenice 85/I – 246,
85/II – 445, 85/III – 234
Głuchy = Laskowo Głuche, Laskowo
Głuchy, pow. Radzymin (dziś Głuchy)
85/I – 60, 72, 73, 119, 85/II – 405, 406,
494, 85/III – 113
Głuszyn, pow. Nieszawa 85/I – 195,
19885/II – 232, 324, 384, 414, 423, 437,
442, 443, 85/III – 128–131
Głuszyna, pow. Poznań 85/II – 454
Gniew, pow. Kwidzyń 85/I – 328
Gniezno, miasto powiatowe 85/I – 411,
85/II – 314, 442
gnieźnieński powiat 85/I – 335, 85/II –
451, 457
Gnieźnieńskie 85/II – 480
gnieźnieńskie województwo 85/II – 480
Golejewko, pow. Krobia 85/II – 276
Gołańcz, pow. Wągrowiec 85/II – 305, 442
Gołębiów, pow. Radom 85/II – 472,
85/III – 118
Gończyce, pow. Garwolin 85/II – 407,
494, 495, 85/III – 113
Gopło, jezioro 85/II – 437
Gorlice, miasto powiatowe 85/I – 484,
85/II – 513
gorlicki powiat 85/I – 484
Gorzków, pow. Krasnystaw 85/I – 440,
85/II – 340, 85/III – 181
Gostynin, miasto powiatowe 85/II – 93,
479, 85/III – 114, 230, 231
Gostynińskie 85/II – 478, 479
Gostyń, pow. Krobia 85/II – 88
gostyńska (gostynińska) ziemia 85/I –
484, 85/II – 476
Gostyńskie 85/III – 230
Górczyn, pow. Poznań 85/II – 454, 455
Górka Miejska, Miejska Górka, pow. Krobia 85/I – 349
Górny Śląsk zob. Śląsk Górny
Góry Wysokie, pow. Sandomierz 85/II –
429, 472, 85/III – 117

326

�Grabownica, pow. Brzozów 85/I – 439
Granica (na gruntach wsi Maczki), pow.
Będzin 85/I – 76, 313, 314, 85/III – 135
Grecja 85/I – 161, 85/II – 608
Grodno, Litwa 85/III – 248
grodzieńska gubernia 85/II – 618, 85/III
– 248
Grodzieńszczyzna 85/II – 518
Grodzisk [Mazowiecki], pow. Błonie 85/I
– 76, 85/III – 122, 123
Gródek, miasto powiatowe 85/III – 126,
127
grójecki powiat 85/II – 414
Grudziądz, miasto powiatowe 85/II –
624, ryc. po s. 624, 85/III – 57
grybowski powiat 85/I – 484
Grzechynia = Grzechinia, pow. Myślenice 85/II – 129
Hala Królowa, Hala Królowej, Królewska
Hala, Tatry 85/I – 133, 85/II – 113
halicka ziemia 85/II – 485
Hamburg, Niemcy 85/III – 227
Hamry zob. Kuźnice
Harasymów, pow. Horodenka 85/II –
130, 422
Harklowa, pow. Nowy Targ 85/II – 424
Hiszpania 85/I – 474
Holandia 85/I – 75
Homel, miasto powiatowe 85/III – 109, 110
Horodenka, miasto powiatowe 85/I –
400, 85/II – 129, 305, 419, 486, 487,
85/III – 151, 152, 242
horodeński powiat 85/I – 396, 85/III – 151
Horodło, pow. Hrubieszów 85/II – 229
Horodnica, pow. Horodenka 85/I – 380,
486, 85/II – 232, 305, 341
Hradiszcz = Hradište, Słowacja 85/I – 85
hrubieszowski powiat 85/II – 500
Hrubieszowskie 85/II – 500
Hrubieszów, miasto powiatowe 85/I –
193, 194, 85/II – 465, 500

Huculszczyzna 85/I – 281, 379, 395, 401,
85/II – 67, 485, 514, 515, 537, 85/III –
25, 30, 63, 83, 145, 243, 244
Iberyjski Półwysep 85/II – 400
Iliria, Illyria, starożytna kraina 85/I – 289
85/III – 119, 258
Ilża, miasto powiatowe 85/II – 430
Indie 85/II – 607
Indie Wschodnie 85/III – 195
Inowrocław, miasto powiatowe 85/II –
442
inowrocławski powiat 85/I – 196, 85/II –
437, 438, 451
Isaków, pow. Horodenka 85/II – 422
Iskań, pow. Dobromil 85/I – 153, 245,
251, 423, 432, 85/II – 217, 507, 508,
509, 85/III – 124–127, 154, 155, 275
Ispas, pow. Kołomyja 85/I – 486, 85/II
– 130, 232, 233, 240, 305, 346, 385,
85/III – 25, 243, 267
Istebna, pow. Jabłonków 85/II – 522
Iwno, pow. Środa 85/II – 454
Iwonicz, pow. Krosno 85/I – 438, 85/II –
348, 85/III – 156, 157, 252, 273
Jadów, pow. Radzymin 85/I – 72, 85/II –
493– 495, 85/III – 113, 125
Jankowice, pow. Sandomierz 85/II – 475
Janowiec, pow. Kozienice 85/II – 381
Janów = Janów nad Krzywką, pow.
Konstantynów (dziś Janów Lubelski)
85/III – 238
Jańsbork, niem. Johannisburg, miasto
powiatowe (dziś Pisz) 85/III – 112
Jańskie Łaźnie, niem. Johannisbad (bł.
Johannisburg), Czechy 85/I – 70
Japonia 85/I – 212
Jarochów, pow. Łęczyca 85/II – 407
Jaryczew = Jaryczów, pow. Lwów 85/III
– 240
Jasielskie 85/III – 157, 237
327

�Jasienica, pow. Radzymin 85/I – 105, 163,
85/II – 493, 495, 85/III – 125
Jasienów Polny, pow. Horodenka 85/I –
400, 486, 85/II – 125, 130, 231, 232,
419, 486, 85/III – 151, 152, 242
Jasło, miasto powiatowe 85/II – 350, 507,
513, 85/III – 29, 35, 126, 127, 233, 239
Jasna Góra, klasztor 85/I – 241
Jaślików, pow. Krasnystaw 85/I – 440,
85/II – 340, 85/III – 181
Jawcze, pow. Rohatyn 85/II – 232
Jedlińsk, pow. Radom 85/II – 365, 366,
474
Jedlnia, pow. Kozienice 85/I – 152, 85/II
– 369, 472, 474, 85/III – 121, 122
Jelenia Góra daw. Jeleniagóra, miasto
powiatowe 85/III – 60
Jełgawa zob. Mitawa
Jełguń, pow. Olsztyn 85/III – 272
Jena, Niemcy 85/I – 19
Jerozolima, Palestyna 85/I – 241, 85/II –
367, 368
Jeruty, Małe Jeruty, pow. Szczytno 85/II
– 376
Jeżyce, daw. Jerzyce, pow. Poznań (dziś
Jeżyce, część Poznania) 85/II – 454, 455
jędrzejowski powiat 85/II – 348, 468
Johannisbad zob. Jańskie Łaźnie
Johannisburg zob. Jańsborg
Jordanowo, pow. Myślenice 85/II – 363,
382
Kac, Kac Wielki, niem. Katz, pow. Wejherowo (dziś Wielki Kack, część Gdyni)
85/I – 324, 328, 85/II – 524, 85/III –
144
kaliska gubernia 85/II – 480
kaliski obwód 85/II – 480
Kaliskie 85/I – 59, 73, 86, 87, 89, 90, 107,
157, 160, 280, 281, 475, 484, 490, 491,
495, 497, 500, 85/II – 52, 53, 68, 82, 83,
86, 163, 190, 192, 259, 260, 267, 307,

308, 324, 325, 330, 331, 335, 336, 358,
365, 368, 377, 379, 381, 393, 394, 458,
461, 471, 476, 480–483, 506, 530, 597,
618, 85/III – 16, 41, 71, 84, 86–89, 95,
113, 114, 122, 130, 183, 203, 207, 216,
228, 229, 231– 233, 238, 256, 261, 267,
268, 275,
kaliskie województwo 85/I – 26, 85/II –
428, 480
Kalisz 85/II – 458, 481, 85/III – 231
Kalwaria = Kalwaria Zebrzydowska,
pow. Wadowice 85/I – 250, 85/III –
234
Kalwaria = Kalwarya, miasto powiatowe
85/II – 518, 85/III – 121
Kałuszyn, pow. Mińsk Mazowiecki 85/III
– 226
Kambodża, niem. Kambodja 85/II – 461,
558, 607, 608
Kamieniec Podolski 85/I – 281, 85/II –
280, 516, 85/III – 32
Kamionka Wielka, pow. Kołomyja 85/II
– 346
Karelia 85/II – 11
Karkonosze, Krkonosze, góry 85/II – 607,
85/III – 112
Karlsbad = Karlowe Wary, Czechy 85/
III – 109
Karpaty, pasmo górskie 85/I – 133, 154,
221, 248, 278, 377, 85/II – 513, 515,
550, 558, 607, 609, 85/III – 146, 244
Karpaty wschodnie, góry 85/II – 515
kartuski powiat 85/II – 523
Karyntia 85/III – 176, 270
Kaszuby 85/I – 85, 324, 327, 328, 332,
337, 85/II – 65, 66, 308, 320, 370, 382,
523, 55285/III – 41, 59, 142, 144, 229,
230
Kaukaz, pasmo górskie 85/I – 192
Kazań, Rosja 85/I – 391
Kazimierz, część Krakowa 85/III – 48
Kcynia, pow. Szubin 85/II – 442

328

�Kichary, pow. Sandomierz 85/II – 429
Kielce 85/I – 141, 279, 446, 85/II – 220,
310, 468, 469, 504, 85/III – 14, 52, 84,
106, 112, 118, 236
Kielecczyzna 85/I – 279, 85/II – 306, 400
kielecka gubernia 85/I – 279, 297, 445,
85/II – 339, 466, 468, 469
kielecki powiat 85/II – 468
Kieleckie 85/I – 107, 157, 181, 211, 279,
280, 421, 435, 437, 439, 441, 445, 446,
448, 85/II – 120–122, 131, 220, 234,
239, 241, 243, 259–261, 284, 300, 306,
310, 315, 325, 327, 346, 358, 368, 377,
385, 391, 394, 422, 438, 461, 466–468,
470, 471, 479, 530, 611, 612, 85/III – 72,
84, 115–118, 174, 178, 181, 203, 215,
232–234, 236–238, 255, 256, 267, 271
Kiernozia, pow. Gostynin 85/II – 421
Kije, pow. Pińczów 85/II – 234, 254, 422
kijowski powiat 85/II – 563, 85/III – 246
Kijów, Ukraina 85/I – 36, 169, 85/II – 488,
85/III – 32, 246
Kiszkowo, pow. Gniezno 85/II – 372
Kleparz, przedmieście Krakowa 85/I –
472
Klimkówka, pow. Sanok 85/I – 439, 85/III
– 275
Klimontów, pow. Sandomierz 85/II – 429
Kluczów, pow. Kołomyja 85/II – 341
Kłodawa, pow. Koło 85/I – 152, pow.
Koło 85/II – 477, 85/III – 123
Kłonowo, pow. Nieszawa 85/I – 152, 195,
85/II – 98, 413, 414, 437, 85/III – 122,
123
Kobaki, pow. Kossów 85/II – 555
kobryński powiat 85/I – 43
Kobylany, pow. Kraków 85/II – 331
Kodeń, pow. Biała 85/II – 229, 391, 504,
85/III – 136
Kolonia, Niemcy 85/I – 386, 85/III – 148–
–150
Kołbiel, pow. Mińsk 85/III – 125, 126

Kołobrzeg, Pomorze 85/I – 416
Kołomyja, miasto powiatowe 85/I – 378,
395, 396, 400, 401, 402, 405, 407, 443,
475, 482, 486, 85/II – 124, 232, 233,
305, 325, 341, 419, 422, 484, 555, 556,
600, 601, 85/III – 25, 55, 97, 145, 147,
151–153, 242–244, 264, 265
kołomyjski cyrkuł 85/II – 485
kołomyjski powiat 85/I – 396, 85/III –
151
Kołomyjskie 85/II – 555
konecki powiat 85/I – 21
Kongresówka zob. Królestwo Polskie
Konin, miasto powiatowe 85/I – 497,
85/II – 481, 85/III – 231
koniński obwód 85/II – 480
Konojad, pow. Kościan 85/I – 326, 85/II –
453, 454, 85/III – 142
Końskie, miasto powiatowe 85/III – 237
Kopiec Kościuszki, wzniesienie 85/I – 250
Kopiec Krakusa, wzniesienie 85/I – 250
Kornicz, pow. Kołomyja 85/I – 400, 85/II
– 130, 419, 486, 85/III – 151, 152
Korona zob. Polska
Koropiec, pow. Tłumacz 85/II – 231, 422
Korszów, pow. Kołomyja 85/II –346
Kosino, pow. Płock 85/II – 233, 85/III –
128
Kosmacz, pow. Kossów 85/III – 25, 243,
244
kossowski powiat 85/I – 396, 85/III – 151
Kossów, miasto powiatowe 85/I – 378,
85/II – 341, 85/III – 147
Kostomłoty, pow. Kielce 85/II – 339, 469
Kostrzyn, pow. Środa 85/II – 391
Koszyce, pow. Pińczów 85/II – 467, 85/III
– 115
Kościan, miasto powiatowe 85/II – 231,
305
kościański powiat 85/I – 321, 326, 339,
85/II – 451–453, 457
Kościańskie 85/I – 320, 85/II – 124
329

�Kościelec, pow. Koło 85/II – 442
Kościeliska Dolina 85/I – 131, 85/III –
119
kościerzyński powiat 85/II – 523
Kowal, powiat Włocławek 85/II – 441, 443
Kowalewo, pow. Toruń (dziś Kowalewo
Pomorskie) 85/I – 119, 85/II – 53
Kowel, miasto powiatowe 85/I – 167,
85/III – 76, 126, 246, 278
kowelski powiat 85/I – 166
Kowieńszczyzna 85/II – 518
Kowno 85/III – 121
Kozienice, miasto powiatowe 85/I – 152,
85/II – 98, 369, 381, 472, 85/III – 115,
117, 118, 121, 122
Kozienicka Puszcza 85/II – 150
Kórnik = Kurnik, pow. Śrem (dziś Kórnik)
85/I – 384, 438, 85/II – 451, 453, 85/III
– 134, 135
Kraj Przywiślański zob. Królestwo Polskie
Krajna, region 85/II – 451
krakowski powiat 85/I – 296, 297, 85/II
– 444
Krakowskie 85/I – 32, 45, 59, 63, 83, 106,
107, 157, 159, 177, 179, 180, 182, 183,
196, 216, 222, 227–229, 241, 245, 247,
249, 252–254, 256–259, 264, 268–272,
288, 290, 293, 295–309, 312, 318, 324,
338, 341, 342, 345, 353, 408, 409, 445,
457, 463, 85/II – 58, 68, 80, 97, 100,
106, 118, 123, 129, 190, 194, 214, 217,
220, 232, 236, 240–243, 246, 247, 252–
–254, 256, 259, 265, 267, 268, 272, 273,
276, 280, 282, 284, 286–288, 300, 303,
304, 310, 313, 315–318, 320, 322–324,
328–336, 339, 340, 342–345, 347, 353–
355, 358, 363–365, 367–372, 376, 377,
380–382, 384, 385, 389, 393, 394, 422,
444–451, 460, 461, 473, 479, 500, 524,
529–532, 544, 564, 572, 573, 579, 580,
584, 587, 591, 594, 607, 608, 610, 615,

620, 85/III – 17, 54, 56, 72, 75–77, 82,
84, 88, 89, 113, 118, 125, 134–137, 142,
169, 175–177, 201, 214, 229, 233–237,
249, 253, 254, 259, 262– 264, 267, 279,
285
Krakowskie Podgórze zob. Podgórze Krakowskie
Krakowskie Wielkie Księstwo 85/I – 296,
85/II – 444
krakowskie województwo 85/I – 26,
85/II – 428, 466
Kraków 85/I – 42, 51, 58, 70, 81–83, 88, 107,
130–132, 136, 137, 139, 142, 153, 208,
214–216, 218, 221, 222, 224–229, 231,
238–249, 251–254, 256–260, 262–264,
268–270, 272, 273, 276, 281, 284, 287,
288, 290, 293, 295–297, 299, 300, 303,
306, 307, 309–313, 316–320, 323–325,
329, 331, 336, 338, 341, 342, 344–347,
349, 351, 352, 362–365, 372, 374, 377,
380, 382, 386, 388, 389, 393, 398–401,
417, 421–425, 430–436, 439, 441, 442,
444, 451–455, 456, 457, 459, 460, 462,
463, 466, 473, 475, 476, 478––482, 484,
489, 492–495, 499, 500, 502, 503, 505,
85/II – 10, 30, 61, 76, 91, 100, 142, 175,
190, 217, 218, 228, 236, 237, 240, 242,
253, 254, 308, 314, 319, 324, 333, 342,
350, 352–357, 368, 369, 373, 380, 381,
420, 428, 444–447, 466, 473, 475, 487,
508, 515, 533, 545, 547–549, 551–553,
557, 565, 580, 585, 591, 617, 618, 623,
ryc. po s. 624, 85/III – 9–15, 18, 25, 27,
31–33, 36, 38, 39, 41, 42, 44, 46–51, 55–
57, 62, 63, 65, 77, 81, 85, 91, 93, 97, 98,
100, 106, 107, 112, 116, 119, 120, 124–
127, 131, 133–139, 141, 142, 143, 145,
146, 148–150, 152–158, 175, 177, 178,
212, 221–224, 227, 228, 234, 235, 238,
254, 259, 264–266, 270, 273, 284, 285
Kralovyhrad, Krolodwór = Hradec Králové, Czechy 85/I – 84, 85/III – 109

330

�Kraplewo, pow. Ostróda 85/I – 116, 119,
333, 334, 85/II – 92, 408, 520, 85/III
– 227
kraplewska parafia, obszar 85/I – 116, 85/II
– 91, 197, 239, 408, 520, 85/III – 273
Krasice, pow. Częstochowa 85/III – 113
Krasne, pow. Chełm 85/I – 152, 85/II –
463, 85/III – 121, 122
Krasnystaw, miasto powiatowe 85/I –
440, 85/II – 340, 85/III – 121, 181, 238
Kraszew, pow. Radzymin (dziś Kraszewo)
85/I – 217, 85/II – 493, 85/III – 132
Kresy Wschodnie 85/I – 154, 277, 351,
463, 85/II – 218, 286
Krępak zob. Tatry
Kroacja zob. Chorwacja
krobski powiat 85/II – 276, 451, 453
Krolodwór zob. Kralovyhrad
Kromnów, pow. Sochaczew 85/III – 114
Krosno, miasto powiatowe 85/II – 307,
513
Krośnieńskie 85/I – 154, 423, 427, 439,
440, 85/II – 234, 248, 288, 307, 308,
310, 325, 340, 358, 377, 379, 392–394,
512, 513, 85/III – 16, 43, 44, 71, 90, 91,
208, 234, 240, 241, 273–276
Krośniewice, pow. Kutno 85/I – 152,
85/III – 122, 123
krotoszyński powiat 85/I – 322, 85/II –
451, 452
Królestwo Polskie, Królestwo, Królestwo
Kongresowe, Kongresówka, Kraj Przywiślański 85/I – 17, 22, 26, 27, 34–37,
39, 41–43, 50, 51, 54, 60, 61, 64, 67, 81,
82, 88, 92, 94, 95, 104, 107, 109–111,
115, 119, 130, 140, 141, 153, 157, 162–
164, 168–170, 173, 190, 192, 193, 203,
213, 225, 227, 231, 232, 234, 236, 237,
239, 241, 243, 249, 250, 262, 296, 297,
317, 318, 341, 368, 395, 397, 398, 409,
415, 416, 419, 458, 468, 469, 85/II – 14,
103, 218, 242, 253, 254, 347, 401, 403,

414, 427, 428, 437, 461, 465, 476, 489,
527, 548, 571, 85/III –75, 84, 86, 99,
100, 107, 108, 116, 118, 125, 238, 254,
261, 262, 277
Królewiec 85/I – 325, 328, 330, 331, 336,
85/II – 418, 85/III – 142–144, 226
Królowa zob. Hala Królowa
Kruszwica, pow. Inowrocław 85/II – 438,
442
Krynica, pow. Nowy Sącz 85/I – 168,
85/II – 129, 519, 85/III – 119, 126,
127, 239
Krysiaki, pow. Ostrołęka 85/II – 359
Krywań, szczyt w Tatrach 85/I – 131
Krzemieniec, miasto powiatowe 85/I – 36
Krzeszowice, pow. Chrzanów 85/I – 457,
85/III – 76
Krzywice, pow. Chełm 85/I – 440, 85/II –
340, 85/III – 181
Księstwo Meklemburskie zob. Meklemburskie Księstwo
Księstwo Warszawskie zob. Warszawskie
Księstwo
kujawski powiat zob. włocławski powiat
Kujawskie 85/II – 442
kujawsko-pomorskie województwo 85/II
– 524
Kujawy 85/I – 32, 59, 72, 77, 121, 151,
152, 154, 159, 177, 180, 182, 183, 185,
195–208, 211, 213, 217–219, 225, 226,
295, 298, 303, 353, 384, 408, 409, 421,
423, 485, 85/II – 46, 54, 55, 56, 59, 68,
86, 88, 93, 96–98, 101, 108, 109, 114–
–118, 124, 125, 129–132, 135, 216, 217,
228, 232, 234, 240, 246, 252, 260, 288,
289, 294, 296, 298, 300, 302, 303, 310,
313, 316–318, 323, 324, 329, 330, 334,
335, 339, 343, 345, 358, 375, 376, 384,
389, 392, 393, 394, 413, 414, 423, 425,
430, 436–445, 451, 458, 477, 479, 508,
529–531, 544, 578–580, 592, 599, 604,
85/III – 9, 16, 17, 28, 55, 56, 59, 72,
331

�75, 82–84, 87, 89, 121–124, 127–131,
167, 168, 172–174, 201, 213, 214, 226,
230–232, 238, 256, 260– 262, 268, 279,
280, 283, 285
Kujawy pruskie 85/II – 440
Kuligów, pow. Radzymin 85/II – 190
Kunów, pow. Opatów 85/II – 475
Kurlandia 85/I – 39
Kurów, pow. Puławy 85/I – 42, 152, 85/II
– 463, 85/III – 122
Kurpie 85/I – 469, 85/II – 51, 56, 65, 67,
88, 115, 335, 364, 490, 494, 496, 497,
85/III – 113, 114, 182, 229
Kurpiowska Puszcza zob. Puszcza Zielona
Kutno, miasto powiatowe 85/I – 256,
85/II – 190, 479, 85/III – 114
kutnowski powiat 85/II – 101, 403
Kuty, pow. Kossów 85/II – 341, 555
Kuźnice = Kuźnice Zakopiańskie, Hamry,
pow. Nowy Targ 85/I – 131, 85/II –
235, 251, 85/III – 100
Lajbach zob. Lublana
Lanckorona, pow. Wadowice 85/I – 250
Landek, Landeck, pow. Bystrzyca Kłodzka (dziś Lądek Zdrój) 85/I – 70, 85/III
– 112
Laskowo-Głuchy zob. Głuchy
Latowicz, Latowicze, pow. Mińsk (Mazowiecki) 85/I – 163, 85/II – 493, 85/III
– 125, 126
Lądek Zdrój zob. Landek
Lec, miasto powiatowe (dziś Giżycko) 85/I
– 331, 332, 336, 85/II – 376, 408, 85/III
– 142, 144, 226, 281
Lechia, kraina historyczna 85/II – 610
Lechówek, pow. Opatów 85/I – 119
Lednicka wyspa zob. Ostrów Lednicki
leski powiat = liski powiat 85/I – 422,
432, 85/II – 512
Lesko, miasto powiatowe 85/II – 513,
85/III – 239

Leszczowate, pow. Lesko 85/I – 153–155,
422, 423, 431, 432, 438, 439, 85/II –
129, 130, 217, 234, 421, 507, 513, 85/III
– 124–126, 154–157, 252, 274–276, 283
Leszno, miasto powiatowe 85/I – 64,
85/II – 231, 253, 305, 326
Leżajsk, pow. Łańcut 85/II – 219, 429
Limanowa, miasto powiatowe 85/II – 379
Lipno, miasto powiatowe 85/III – 229
Lipnowskie 85/III – 52
Lipsk, Niemcy 85/I – 55, 70, 289, 358, 371,
386, 395, 85/III – 111, 148–150, 269
Liszki, pow. Kraków 85/II – 100
Litwa, Wielkie Księstwo Litewskie 85/I
– 36, 43, 157, 164, 390, 391, 415, 441,
463, 478, 480, 85/II – 68, 115, 307,
319, 320, 340, 342, 427, 491, 518, 539,
559, 595, 608, 618, 85/III – 12, 71,
120, 121, 164, 167, 179, 189, 208, 248,
249, 256
Lizbona, Portugalia 85/I – 475
Liège, Belgia 85/I – 386, 85/III – 148, 149,
150
Londyn, Anglia 85/II – 568
Lubartów, miasto powiatowe 85/III – 82,
238
lubelska gubernia 85/I – 428, 85/II – 462,
500, 504, 85/III – 276
lubelska ziemia 85/II – 306
lubelski powiat 85/II – 414, 425
Lubelskie 85/I – 72, 152, 180, 182, 183,
211, 380, 417, 421, 426, 428, 440, 468,
85/II – 29, 53, 98, 190, 240, 273, 300,
306, 323, 324, 330, 331, 333, 334, 336,
340, 344, 347, 351, 358, 363, 386, 388,
392–394, 413, 438, 461–465, 471, 479,
500, 501, 517, 530, 85/III – 17, 56, 59,
77, 82–84, 114, 115, 121, 122, 173, 180,
181, 202, 203, 215, 226, 229, 237, 238,
253, 254, 267, 277, 279, 285
lubelskie województwo 85/I – 26, 85/II –
428, 465

332

�Lubelszczyzna 85/I – 440, 85/II – 51, 53,
320, 340, 464, 465
Lubieszów, pow. Pińsk 85/I – 489
Lublana, Ljubljana, Lajbach, Słowenia
85/I – 85, 129, 130, 131, 134–1389,
248, 258, 443, 475, 85/II – 326, 525,
85/III – 10, 119, 259
Lublin 85/I – 79, 152, 167, 191, 194, 195,
223, 85/II – 98, 463, 85/III – 82, 84,
121, 122, 125, 126, 128–130, 134, 238
Lubomla = Luboml, pow. Włodzimierz
85/III – 246
Lubostroń, pow. Szubin 85/II – 124
Lubsza, pow. Rohatyn 85/III – 241
Lucerna, Szwajcaria 85/I – 385, 85/III –
149, 150
Ludźmierz, daw. Ludźmirz, pow. Nowy
Targ 85/II – 424
lwowski obwód 85/II – 507
Lwowskie 85/II – 217, 506, 513
Lwów 85/I – 112, 135, 142, 153, 155,
161, 164, 165, 168, 193, 208, 214, 215,
217, 218, 221, 224, 227, 241–243, 245,
249, 251, 259, 276, 317, 318, 343, 346,
376–378, 380, 381, 384, 388, 399, 405,
418, 437, 463–465, 480, 489, 492, 497,
85/II – 10, 39, 44, 66, 80, 190, 308, 326,
327, 505–507, 514, 537, 544, 548, 551,
554, 557, 85/III – 15, 23, 29–32, 53, 55,
64, 93, 98, 124–127, 131–133, 136, 138,
145–148, 151, 152, 154, 156, 187, 222,
239, 240, 243, 260, 263, 267, 272, 284
Łagów, pow. Opatów 85/I – 119
Łańcut, miasto powiatowe 85/III – 127
Łapsz = Łapsze Niżne, Łapsze Wyżne,
Magura Spiska 85/II – 348
Łaskarzew, pow. Garwolin 85/III – 113
Łaszewo, bł. Łukowo, pow. Świecie 85/I
– 327, 85/II – 376, 85/III – 142, 143
Łazienkowski Park, park 85/II – 21
Łącko, pow. Nowy Sącz 85/II – 379

Łążyń, pow. Lipno 85/II – 406, 85/III –
118, 119
Łęczyca, miasto powiatowe 85/II – 88,
93, 477, 85/III – 83, 230
łęczycka ziemia 85/I – 484, 85/II – 476
łęczycki powiat 85/II – 407, 413
Łęczyckie 85/I – 89, 152, 195, 202, 476,
484, 485, 85/II – 58, 82, 86, 88, 125,
192, 325, 335, 337, 377, 391, 413, 471,
476–470, 530, 593, 611, 85/III – 17, 83,
84, 86, 87, 89, 106, 116, 122, 124, 127,
128, 182, 203, 216, 228–232, 256, 267,
279, 283
łęczyckie województwo 85/II – 476, 479,
480
Łomnica, dopływ Dniestru 85/I – 178,
85/II – 514
Łomnica, szczyt w Tatrach 85/I – 131,
85/III – 197
Łomża, miasto powiatowe 85/I – 40, 153,
297, 85/II – 104, ryc. po s. 136, 234,
358, 623, 85/III – 120, 228
łomżyńska ziemia 85/I – 244
Łomżyńskie 85/III – 136
Łotwa 85/I – 39, 42, 85/II – 617, 85/III – 110
Łowicz, miasto powiatowe 85/I – 76, 152,
85/II – 79, 190, 494, 85/III – 114, 122,
123, 186, 225
Łódź, miasto powiatowe 85/I – 109, 416
Łubnice, pow. Stopnica 85/I – 107, 85/III
– 118
Łuck, miasto powiatowe 85/I – 165, 85/III
– 92, 126, 246
Łukawa = Opatówka, dopływ Wisły
85/III – 117
Łukawa, pow. Sandomierz 85/II – 475
łukowski powiat 85/I – 87
Łuków, miasto powiatowe 85/II – 495,
85/III – 130, 132, 134, 226
Łużyce 85/I – 86, 87, 355–357, 85/II –
134, 431, 524, 526, 85/III – 41, 210,
229, 230, 257
333

�Łużyce Dolne 85/I – 356
Łużyce Górne 85/I – 356
Łysa Góra, góra 85/II – 335, 474
Łyskornia, pow. Wieluń 85/I – 73, 85/III
– 113, 114
Łysomice, pow. Toruń 85/I – 326, 327,
85/II – 407, 85/III – 142, 143
Machory, pow. Opoczno 85/I – 21
Maczki, wieś obok stacji Granica, pow.
Będzin (dziś stacja Sosnowiec-Maczki)
85/I – 76, 313
Majdan Stuleński, pow. Włodawa 85/II –
228, 229
Malbork, miasto powiatowe 85/I – 328,
330, 85/III – 142, 144, 229
Malborskie 85/I – 325, 329, 85/III – 142
Małe Jeruty zob. Jeruty
Małogoszcz, pow. Jędrzejów 85/II – 468
Małopolska 85/I – 87, 129, 244, 296, 484,
85/II – 80, 390, 480, 85/III – 84
Małopolskie 85/II – 29
Maniowy, pow. Nowy Targ 85/II – 424
Margrabowo, miasto powiatowe (dziś
Olecko) 85/II – 376, 85/III – 272
Mariampol, miasto powiatowe 85/II –
518, 85/III – 121
mariampolski powiat 85/I – 193
Mariampolskie 85/III – 53
Marienbad = Mariańskie Łaźnie, Czechy
85/I – 33, 70, 84, 273, 85/III – 109, 111,
112
Marymont, pow. Warszawa 85/I – 23
Masłów, pow. Kielce 85/II – 310, 339, 469
Masuren zob. Mazury Pruskie
Matijowce = Matyjowce, pow. Kołomyja
85/II – 486
Mazew, pow. Łęczyca 85/I – 152, 153, 195,
85/II – 391,407, 413, 414, 476, 477,
478, 85/III – 83, 106, 116, 122, 123, 231
Mazowieck zob. Wysokie Mazowieckie
Mazowieckie 85/II – 80

mazowieckie województwo 85/I – 26, 85/
II – 428
Mazowsze, Mazury 85/I – 18, 41, 57, 58,
60, 69, 71, 87, 89, 90, 107, 120, 122,
157, 197, 215, 227, 256, 297, 300, 310,
407, 408, 420, 421, 428, 429, 432, 435,
439, 441, 445, 447, 450, 461, 462, 467,
469–471, 475, 477, 483–485, 490, 491,
495, 496, 500, 85/II – 58, 67–69, 71,
82, 83, 93, 104, 107, 119, 123, 128, 129,
135, 184, 190, 192, 201, 216, 217, 219,
225, 226, 228, 233, 234, 235, 238, 248,
249, 255, 261, 267, 268, 273, 286–288,
300, 306, 307, 316–318, 324, 325, 331,
334–336, 339, 340, 346, 357–360, 364,
365, 367–369, 371, 375–377, 382, 393,
402, 404–406, 412, 419, 421, 423, 425,
461, 476, 479, 483, 484, 489–494, 496–
–501, 506, 521, 528, 530, 532, 549, 557,
565, 576, 577, 587, 588, 592, 593, 597,
599, 603–606, 609, 611–617, 619, 85/
III – 15, 43, 49, 50, 55, 56, 71, 84, 86,
89, 111, 113–115, 117, 132, 180–183,
203, 204, 206, 216, 225, 226, 228–234,
237, 238, 245, 248, 249, 255–257, 264,
267, 268, 271, 279, 283, 285
Mazowsze Czerskie 85/I – 178, 85/II –
102, 368, 492, 85/III – 129
Mazowsze leśne (podlaskie) 85/I – 469,
471, 472, 85/II – 490, 491, 493, 495,
496, 85/III – 89, 182
Mazowsze Nadnarewskie 85/III – 228
Mazowsze Podlaskie, Mazury Podlaskie
85/III – 226
Mazowsze polne 85/I – 469, 471, 472, 473,
485, 85/II – 490, 491, 492, 85/III – 181,
225
Mazowsze Pruskie zob. Mazury Pruskie
Mazowsze stare 85/I – 469, 471, 85/II –
490, 491, 518, 85/III – 182, 183, 229
Mazowsze warszawskie 85/II – 490
Mazury Podlaskie 85/II – 428, 85/III – 89

334

�Mazury Pruskie, Mazowsze pruskie, Mazury, Masuren 85/I – 116, 211, 270,
272, 325, 330–338, 342–344, 357, 376,
414, 471, 472, 475, 491, 85/II – 91, 92,
130, 217, 220, 239, 251, 252, 285, 307,
375, 376, 377, 381, 408, 418, 490, 520,
521, 521, 559, 85/III – 12, 15, 31, 36,
37, 39, 41–43, 47, 48, 58, 59, 65, 69–71,
86–88, 112, 143, 144, 174, 206, 226–
229, 245, 271–273, 279, 281, 282
Mąkolin, pow. Płock 85/I – 105, 85/III –
118–121, 128, 130
Meklemburgia 85/I – 17
Meklemburskie Księstwo 85/I – 17
michałowska ziemia 85/I – 324, 331,
85/II – 522
miechowski obwód 85/II – 611
miechowski powiat 85/I – 297
Miechowskie 85/I – 445, 85/II – 466
Miechów, miasto powiatowe 85/II – 467,
470, 85/III – 82, 115, 236
Miedniewice, pow. Błonie 85/II – 93
Miejsce, pow. Krosno 85/III – 126, 127
Miejska Górka zob. Górka Miejska
Mielec, miasto powiatowe 85/II – 360
Mielżyn, pow. Gniezno 85/II – 457
Mielżynek, pow. Gniezno 85/II – 375
Mierzęcice, pow. Będzin 85/II – 467
międzychodzki powiat 85/II – 451
międzyrzecki powiat 85/II – 451
Międzyrzeckie 85/II – 124
Międzyrzecz, miasto powiatowe 85/II – 53
Miłosław, pow. Września 85/I – 284, 320,
321, 352, 412, 85/II – 415, 451, 452,
85/III – 132, 139
Mińsk, Białoruś 85/III – 109, 110, 248
Mińsk, miasto powiatowe (dziś Mińsk Mazowiecki) 85/II – 382, 604, 85/III – 226
mińska gubernia 85/II – 339, 85/III – 246
miński obwód 85/I – 43
miński powiat 85/I – 163, 85/II – 412,
85/III – 125, 126

Mistrzowice, pow. Cieszyn 85/III – 156
Mitawa, Łotwa (dziś Jełgawa) 85/I – 39,
85/III – 109, 110
Mława, miasto powiatowe 85/II – 286,
85/III – 229
Mnichów zob. Monachium
Moabit, część Berlina, Niemcy 85/I – 106,
445
Modlin, pow. Płońsk 85/III – 127
Modlnica = Modlnica Wielka, pow. Kraków 85/I – 58, 70, 71, 88, 130, 131,
141, 229, 238, 239, 244–257, 288, 290,
296–298, 300, 301, 305, 307, 309, 315,
317, 324, 335, 338, 343–345, 347, 376,
377, 379, 380, 385, 388, 389, 393, 397,
400, 405, 418, 421, 423, 431–434, 436,
452, 459, 465, 479, 494, 495, 505, 517,
85/II – 99, 100, 102, 190, 217, 218, 220,
234, 236, 242, 252, 256, 303, 316, 328,
353, 364, 372, 381, 384, 394, 414, 417,
425, 445, 446, 448, 449, 545, 85/III
–10, 11, 39, 40, 46, 47, 53–57, 88, 97,
98, 107, 112, 116, 119, 120, 125–127,
134, 137–139, 144, 145, 147–149, 151,
154–156, 264, 265, 285, 286
Modlniczka = Modlnica Mała, pow. Kraków 85/I – 249, 85/II – 256, 381
Mogilany, pow. Wieliczka 85/I – 88, 130,
229, 238, 239, 244–248, 251, 253–256,
297, 298, 319, 386, 399, 432, 459, 476,
85/II – 102, 129, 217, 240, 246, 336,
371, 424, 445, 446, 467, 623, ryc. po s.
624, 85/III – 14, 46, 54, 97, 100, 112,
119, 120, 124–127, 134, 136–138, 149,
234
mogilnicki powiat 85/II – 451
Mogilno, miasto powiatowe 85/II – 442
Mogiła, pow. Kraków 85/I – 250
Moguncja, Niemcy 85/I – 386, 85/III –
148–150
Mokry Las = Mokrylas, pow. Ostrów,
właśc. Ostrowie (dziś Ostrów Mazo335

�wiecka) 85/I – 72, 122, 85/II – 118,
226, 85/III – 85, 113
Monachium, Münich, Niemcy 85/I – 385,
386, 85/III – 148–150
Monasterzyska, pow. Buczacz 85/II – 551
Morawy, Moravy 85/I – 85, 85/II – 11, 134
Morownica, pow. Kościan 85/I – 225, 226,
320–322, 326, 332, 335, 339, 341, 344,
411, 85/II – 216, 231, 305, 415, 417,
418, 452–454, 85/III – 132, 134, 135,
139, 142, 143, 145, 269
Morskie Oko, jezioro w Tatrach 85/I –
131, 85/III – 119
Mosina, pow. Śrem 85/II – 331
Moskwa, Rosja 85/I – 141, 169, 192–194,
341, 85/II – 253, 255, 85/III – 257, 271
Moszczanka, pow. Puławy 85/I – 182, 85/
II – 425, 496
Mościska, daw. Mostycze, miasto powiatowe 85/III – 127
Mozyrskie 85/III – 247
Mszczonów, pow. Błonie 85/II – 382
Murań, szczyt w Tatrach 85/I – 131
Mużaków, niem. Bad Muskau, Łużyce,
Niemcy 85/I – 28
Myczkowce, pow. Lesko 85/III – 275
Mystki, pow. Środa 85/II – 457
Myszyn, pow. Kołomyja 85/II – 341
Myślenice, miasto powiatowe 85/I – 245,
85/II – 80, 85/III – 234

Nieborów, pow. Łowicz 85/I – 43
Niegów, pow. Radzymin 85/I – 119
Niemcy 85/I – 17, 25, 128, 130, 359, 85/II
– 34, 134, 455, 85/III – 120, 150
Nieszawa, miasto powiatowe 85/I – 18,
85/II – 33
nieszawski powiat 85/I – 196, 85/III – 131
Nieśwież, pow. Słuck 85/I – 161, 85/III
– 32
Ninino, pow. Oborniki 85/II – 457
Niniwa, staroż. Asyria, część Mezopotamii 85/I – 272, 85/II – 608
Niżniów, pow. Tłumacz 85/II – 551
Noteć, dopływ Warty 85/II – 437, 451
Nowa Wieś = Nowawieś, pow. Kraków
85/II – 364
Nowawieś = Nowa Wieś, pow. Krasnystaw 85/II – 340
Nowawieś = Nowa Wieś, pow. Lubartów
85/I – 440
Nowawieś = Nowa Wieś, pow. Lubartów
85/III – 181
Nowe Miasto = Nowemiasto nad Drwęcą, pow. Lubawa 85/I – 337
Nowe Miasto, pow. Pleszew 85/II – 457,
85/III – 233
Nowosielce, pow. Łańcut 85/III – 157
Nowy Jork, Stany Zjednoczone 85/I – 455
Nowy Sącz 85/III – 35, 126, 127, 233
Nowy Targ 85/III – 35, 233

Nadbuże, obszar 85/II – 228
naddniestrzańska okolica 85/III – 146
Naddniestrze 85/II – 485
Nadprucie, obszar nad Prutem 85/II – 485
Nadrenia –Palatynat 85/I – 130
Nancy, Francja 85/I – 374, 385, 386,
85/III – 149, 150
Narew, dopływ Wisły 85/I – 193, 85/II –
339, 429, 85/III – 124
Nawra, pow. Toruń 85/I – 327, 85/III –
142, 143, 230

Obertyn, pow. Horodenka 85/I – 378, 85/
II – 341, 85/III – 147
Objezierze, pow. Oborniki 85/II – 470, 586
obornicki powiat 85/II – 451
Obory, pow. Warszawa 85/I – 120
Obryte = Obrytte, pow. Pultusk 85/II –
496
Oceania 85/I – 210, 85/III – 189, 257
Ochudne, pow. Pułtusk 85/II – 496
Oderberg zob. Bogumin
Odessa 85/I – 87

336

�odolanowski powiat 85/II – 451
Odolanów, miasto powiatowe 85/I – 154,
85/II – 111
Odra, rzeka 85/II – 606
Ogrodzieniec, pow. Olkusz 85/II – 467,
85/III – 115
Ojców, pow. Olkusz 85/I – 100–102, 103,
107, 446, 85/II – 467, 85/III – 72, 116,
118, 219
Okno, pow. Horodenka 85/I – 400, 85/III
– 151, 152
Oksywie, pow. Wejherowo 85/I – 328,
85/III – 142, 144
Olcza, pow. Nowy Targ 85/I – 133
Olecko zob. Margrabowo
Oleksianka, pow. Mińsk 85/I – 163, 85/II
– 412, 421, 493, 495, 85/III – 125, 126
Olesko, pow. Złoczów 85/I – 168, 85/III
– 126, 127, 240
Oleśnica, miasto powiatowe 85/I – 26
Oliwa, pow. Gdańsk 85/I – 328, 85/III –
142, 144
olkuska wyżyna 85/I – 249, 250
olkuski obwód 85/II – 611
olkuski powiat 85/I – 297, 85/II – 535
Olkuskie 85/I – 445, 85/II – 466, 85/III
– 116
Olkusz, miasto powiatowe 85/I – 446, 85/II
– 381, 466, 467, 85/III – 72, 115, 116, 236
Olszanica, pow. Lesko 85/III – 239
Olsztyn, miasto powiatowe 85/II – 520
Olsztynek, pow. Ostróda 85/II – 376
Ołomuniec, Czechy 85/I – 273, 85/II – 432
Omsk, Rosja 85/I – 104
Opatkowice, pow. Wieliczka 85/II – 623,
ryc. po s. 624
opatowski powiat 85/II – 475
Opatowskie 85/I – 182, 468, 85/II – 464,
471
Opatów, miasto powiatowe 85/I – 182,
85/II – 28, 85/III – 81, 99, 237
Opawa, Czechy 85/I – 70, 85/III – 112

Opoczno, miasto powiatowe 85/II – 190,
85/III – 237
opoczyński powiat 85/I – 19, 20, 87, 89
Opoczyńskie 85/I – 468, 85/II – 471, 475
Opole, miasto powiatowe 85/I – 218, 85/II
– 308
Opolszczyzna 85/II – 606
Oporowo, pow. Szubin 85/II – 124
Orchówka, pow. Włodawa 45/II – 131
Orłowo, pow. Lec 85/III – 281
Orońsk = Orońsko, pow. Radom 85/I –
152, 85/II – 406, 472, 85/III – 121, 122
Osiny, pow. Puławy 85/II – 462, 463,
85/III – 114
Osowo, pow. Oborniki 85/II – 314
Osterode zob. Ostróda
ostrołęcki powiat 85/II – 405
Ostrołęckie 85/II – 603
Ostrołęka, miasto powiatowe 85/I – 151,
85/II – 190, 85/III – 113, 120, 229
Ostrowie, Ostrowo, miasto powiatowe
(dziś Ostrów Mazowiecka) 85/II – 226,
85/III – 85
ostrowiecki powiat 85/II – 425
Ostrowo = Ostrowiec, pow. Opatów (dziś
Ostrowiec Świętokrzyski) 85/II – 226
Ostrowo zob. Ostrowie
Ostrowo zob. Ostrówek
Ostrożeń , pow. Garwolin 85/II – 407, 494
Ostróda, Ostród, niem. Osterode, miasto
powiatowe 85/I – 119, 331, 334–336,
85/II – 92, 408, 520, 85/III – 142, 145,
226, 227
ostródzka parafia, obszar 85/I – 116, 85/II
– 91, 197, 239, 408, 520, 85/III – 273
Ostrów Lednicki, Lednicka wyspa, wyspa na jeziorze Lednica 85/I – 335, 336
Ostrów Mazowiecka zob. Ostrowie
Ostrów, Ostrowo, pow. Odolanów, (dziś
Ostrów Wielkopolsk) 85/I – 331
Ostrówek, bł. Ostrowo, pow. Wieluń 85/I
– 225, 85/III – 133, 136
337

�ostrzeszowski powiat 85/II – 451
Ostrzeszowskie 85/II – 393
Oświęcim 85/III – 134, 135, 234
Otmianowo, pow. Włocławek 85/I – 152,
195, 85/II – 98, 413, 414, 437, 85/III –
122, 123
owrucki powiat 85/III – 246
Owruckie 85/III – 247
Ożarów, pow. Opatów 85/II – 226, 429, 475
Pakosław, pow. Krobia 85/I – 326, 411,
413, 85/II – 276, 305, 415, 418, 453,
454, 85/III – 142, 143
Pakość, pow. Mogilno 85/II – 442
Pałuki, region 85/I – 215, 85/II – 44, 216, 451
Paprocice, pow. Opatów 85/I – 119
Paraguaj = Paragwaj 85/III – 189
Parcice, pow. Wieluń 85/II – ryc. po
s. 136, 623
Parczew, pow. Włodawa 85/II – 242, 391
chełm
Parysów, pow. Garwolin 85/I – 163, 85/II
– 493, 85/III – 125, 126
Paryż, Paris, Francja 85/I – 31, 34, 38, 43,
44, 46, 56, 59, 60, 67, 81, 96, 98, 110,
141, 158, 246, 273, 289, 366, 374, 376,
381–387, 417, 436, 455, 457, 85/II –
183, 556, 568, 85/III – 141, 148–150
Pekin, Chiny 85/II – 46
Pelplin, Peplin, pow. Starogard 85/I –
328, 336, 337, 85/III – 142, 144
Persja, staroż. 85/II – 607
Petersburg, Rosja 85/I – 36, 54, 59, 141,
169, 190, 234, 235, 397, 403, 404, 85/II
– 568
Pękosławice, pow. Opatów 85/II – 425,
464, 474, 475
Piadyki, pow. Kołomyja 85/I – 400, 443,
475, 85/II – 325, 419, 486, 85/III – 151,
152
Piaseczno, pow. Warszawa 85/I – 58, 120,
85/II – 404, 85/III – 54

Piaski, pow. Lublin 85/I – 152, 85/II –
463, 85/III – 84, 121, 122
Piastów, pow. Radom 85/II – 474
Piaszczyce, pow. Radomsk 85/II – 327
Pieniny, Pioniny, góry 85/I – 130, 132,
85/II – 54, 411, 85/III – 106, 120, 126,
127
Pieskowa Skała, pow. Olkusz 85/I – 446
Pięciu Stawów Dolina 85/I – 131, 85/III
– 119
Pilaszkowice, bł. Piłaszkowice, pow. Krasnystaw 85/I – 440, 85/II – 340, 85/III
– 181
Pilica, dopływ Wisły 85/III – 115
Pilica, pow. Grójec 85/III – 115, 116, 226
Pilica, pow. Olkusz 85/II – 467
Pilzno, Czechy 85/III – 109
Piłaszkowice zob. Pilaszkowice
Pińczów, miasto powiatowe 85/I – 279,
446, 85/II – 260, 422, 469, 85/III – 256
Pińsk, Polesie (Białoruś) 85/I – 489
Pińszczyzna 85/III – 16, 247, 248
Piołunowo, pow. Nieszawa 85/I – 32,
85/II – 130, 234, 246
piotrkowska ziemia 85/II – 480
piotrkowski obwód 85/II – 480
Piotrków, miasto powiatowe (dziś Piotrków Trybunalski) 85/II – 481, 85/III
– 122, 231
Piszczac, pow. Biała 85/II – 504
Pleszew, miasto powiatowe 85/III – 233
pleszewski powiat 85/II – 451, 457
Płochocin, pow. Błonie 85/III – 115
Płock 85/II – 88, 490, 603, 85/III – 127,
128, 229
płocka gubernia 85/I – , 151151
płocki powiat 85/I – 105, 85/III – 121, 128
Płockie 85/III – 118, 119, 121, 127, 128,
229
płockie województwo 85/I – 26, 85/II –
428
Płońsk, miasto powiatowe 85/II – 219

338

�Płowce, pow. Nieszawa 85/I – 154, 85/II
– 98, 130, 414, 437, 85/III – 122, 123,
128, 129
Pniewo, pow. Pułtusk 85/II – 496
Pobereże, obszar 85/III – 245
Pobikry, pow. Siemiatycze 85/II – 235,
499
Podbeskidzie 85/II – 382
Podgórze (w Galicji zachodniej) 85/I –
133, 351, 466, 85/II – 108, 115, 233,
234, 235, 248, 307, 340, 344, 363,
365, 369, 376, 380, 382, 519, 520, 617,
85/III – 26, 29, 35, 43, 55, 71, 84, 113,
154, 207, 234, 240, 250, 259, 267, 268,
273, 274, 276, 285
Podgórze Beskidowe 85/III – 113
Podgórze Krakowskie, Podgórze, region
85/I – 183, 85/II – 471, 519, 85/III –
30, 36, 37, 234
Podgórze polskie 85/III – 273
Podgórze ruskie 85/III – 252
Podgórze, pow. Wieliczka 85/II – 353, 445
Podhale 85/I – 83, 85, 132, 133, 85/II – 65,
67, 128,402, 403, 414, 85/III – 25, 26,
35, 36, 42, 50, 93, 100, 113, 124, 229,
233, 262, 284, 285
Podhorce, pow. Tomaszów (dziś Tomaszów Lubelski) 85/II – 240, 85/III –
277
Podiebrady, niem. Podiebrad, Czechy
85/I – 84, 85/II – 81, 85/III – 109
Podkarpacie 85/I – 164, 85/III – 29, 257
Podkarpacie polskie 85/III – 253, 273
Podkarpacie ukraińskie 85/III – 239, 253,
274
Podlasie 85/I – 469, 471, 85/II – 126, 235,
339, 425, 490, 491, 496–498, 500, 501,
619, 85/III – 59, 118, 134, 136, 183,
277
Podlaskie 85/III – 135
podlaskie województwo 85/I – 26, 85/II
– 428

Podole 85/I – 164, 165, 281, 282, 396, 397,
468, 85/II – 66, 103, 131, 218, 227, 248,
418, 516, 517, 85/III – 64, 71, 146, 151,
182, 207, 229, 242–246, 268, 271, 278,
279
Podole galicyjskie 85/I – 180, 266, 376,
377, 380, 463, 85/II – 507, 516, 85/III
– 131, 145, 147, 148, 153, 241
Podole rosyjskie 85/I – 165, 180, 282, 461,
467, 470, 85/II – 516, 85/III – 182, 244
Podole zachodnie 85/II – 295
Podskalany, pow. Kraków 85/I – 246
Pogórze Karpackie 85/III – 273
Pogórze, obszar 85/II – 342
Pokucie 85/I – 155, 164, 166, 179, 254, 266,
276, 281, 282, 284, 285, 310, 338, 344,
346, 376–380, 386–388, 395, 396, 399–
–402, 405–408, 417, 418, 421, 426, 427,
429, 441, 447, 461, 467, 4767, 484–488,
496, 85/II – 57, 68, 100, 103, 124–126,
128–131, 217, 218, 231–233, 240, 248,
268, 272, 274, 281, 288, 300– –302, 305,
313, 315, 318, 321, 325, 339–342, 346,
385, 386, 389, 393, 402, 407, 418–420,
422, 425, 461, 476, 483–489, 508, 512,
514, 515, 519, 528, 530, 537, 544, 551,
556, 573, 579, 593, 605, 610, 617, 619,
621, 622, 85/III – 17, 20, 24, 25, 27, 30,
59, 82, 83, 138, 145–148, 151–154, 180–
–183, 187, 204, 217, 229, 234, 241–244,
253, 256, 264, 265, 267, 269, 271, 281
Polesie 85/I – 166, 476, 489, 85/II – 234,
307, 308, 325, 358, 400, 516–518, 569,
618, 85/III – 71, 76, 182, 183, 208, 224,
246–249, 278
Polesie pińskie 85/III – 64
Polesie wołyńskie 85/III – 64, 247
Polska, Rzeczpospolita, Polska Korona, Poloniae, Pologne, RP 85/I – 13, 14, 17,
22, 29, 42, 45, 50, 52, 64, 65, 69, 86, 88,
103, 11, 112, 114, 115, 118, 137, 142,
145, 156, 163, 164, 171, 173, 174, 179,
339

�180, 187, 191, 212, 214, 232, 235–237,
239, 241, 242, 245, 248, 257, 260–262,
268, 271, 276–278, 290, 291, 293, 306,
307, 335, 345, 351, 355, 376, 381, 382,
384, 392, 398, 399, 411, 413, 416–418,
424, 430, 442, 457, 463, 480, 482, 502,
85/II – 7, 9, 10, 12, 13, 26, 34, 35, 38,
39, 41, 43, 53, 54, 57, 65, 70, 95, 96, 101,
135, 152, 175, 180, 181, 186, 190, 191,
195, 201, 208, 210, 212, 215, 218, 223,
224, 236, 239, 244, 248, 254, 260, 263,
272, 280–282, 286, 287, 290, 305–307,
313–315, 319, 325, 319, 330, 331, 347,
349, 350, 354, 357, 360–363, 365–369,
372, 399, 400, 425, 432, 436–439, 441,
444, 455, 460, 480, 485, 493, 501, 512,
515, 517, 520, 524, 526, 527, 535, 536,
551, 555, 556, 559, 564, 569, 571, 573–
–576, 579, 580, 593, 594, 598, 602, 603,
606, 612, 616, 618, 619, 85/III – 42, 46,
59, 68, 70, 77, 79, 83, 105, 108, 167, 177,
181, 225, 231, 235, 255–257, 262
Polskie Brzozie zob. Brzozie Polskie
Połaby, region 85/III – 41, 229
pomorska ziemia 85/II – 522
Pomorze, Pomerania 85/I – 18, 156, 192,
325–330, 332, 336–340, 342, 343, 356,
357, 376, 402, 414, 416, 85/II – 217, 307,
308, 358, 370, 375, 376, 377, 419, 438,
522, 523, 524, 560, 85/III – 31, 43, 57,
58, 67, 69–71, 143, 205, 230, 266, 271
Pomorze Bałtyckie 85/I – 392
Pomorze Gdańskie 85/I – 326, 85/III – 143
Pomorze Nadwiślańskie 85/I – 329
Poronin, pow. Nowy Targ 85/II – 235,
251
Portugalia 85/I – 475
Porządzie, pow. Pułtusk 85/II – 425, 496
Posłowice, pow. Kielce 85/II – 310
Potok, pow. Stopnica 85/III – 117
Powiśle, obszar 85/I – 325, 342, 357, 85/
II – 29, 522, 85/III – 143

Powsin, pow. Warszawa 85/II – 421
Poznań 85/I – 41, 49, 62, 64, 80, 81, 83,
88, 94, 95, 101, 102, 103, 116, 142, 171,
172, 173, 205, 208, 211, 214, 215, 217–
219, 221, 224, 227, 228, 319–322, 326,
328, 331, 332, 335, 337, 339, 340, 343,
352, 364, 368, 369, 386, 409–411, 413,
435, 479, 85/II – 10, 36, 66, 77, 100,
126, 174, 185, 190, 197, 199, 204, 368,
451–456, 458–460, 490, 548, 551, 574,
580, 608, 616, 620, 85/III – 19, 38, 40,
49, 51, 55, 66, 68, 83, 86, 98–100, 111,
112, 131–136, 138–140, 142–145, 149,
150, 174, 176, 227, 266–268, 273
poznański powiat 85/II – 451
Poznańskie Wielkie Księstwo, Poznańskie, Prowincja Poznańska 85/I – 26,
50, 51, 81, 82, 88, 105, 125, 160, 180,
202, 211, 212, 214, 215, 216, 219, 220,
225–227, 239, 300, 318–320, 324, 326,
332, 336, 338, 339, 342, 347, 348, 352,
355, 356, 376, 377, 390, 395, 398, 405,
408, 409, 411–416, 418, 433, 435, 469,
85/II – 68, 69, 119, 124, 125, 231–233,
236, 239, 253, 259, 260, 264–268, 270,
276, 284, 286, 288, 300, 304, 305, 310,
313, 314, 316, 318, 324, 326, 331, 333–
–336, 340, 345, 358, 368, 369, 375–377,
385, 386, 389, 392–394, 410, 415, 418,
421, 428, 431, 437, 450, 452–458, 460,
461, 465, 479, 480, 500, 529, 530, 532,
542, 543, 549, 552, 571, 572, 575, 579,
580, 582, 586, 592, 594, 605, 607, 608,
610, 613, 616, 617, 620, 85/III – 14, 17,
45, 55, 63, 72, 75, 82, 83, 87, 89, 112,
130–136, 138–140, 142, 143, 145, 146,
167, 174–180, 202, 214, 215, 230, 232,
233, 250, 252, 253, 255, 256, 265, 267,
272, 275, 282, 283
poznańskie województwo 85/II – 480
Praga, Czechy 85/I – 33, 70, 85, 85/III –
109, 111, 112

340

�Praga, część Warszawy 85/I – 58, 85/II – 98
Pregoła, Pregla, rzeka 85/I – 330
Preussen zob. Prusy
Prędocinek, pow. Radom 85/II – 421
Primorie, pol. Przymorze, region 85/I –
134, 85/II – 525, 85/III – 119
Procisne, pow. Lesko 85/I – 432, 85/II –
513, 85/III – 155, 156, 252, 274, 276
Proszowice, pow. Miechów 85/II – 467
Prowincja Poznańska zob. Poznańskie
Prusy 85/I – 18, 19, 22, 75, 82, 194, 196,
214, 227, 228, 239, 249, 85/II – 414,
437, 85/III – 227
Prusy polskie 85/I – 357
Prusy Południowe, Südpreuβen 85/I – 18
Prusy Wschodnie 85/I – 318, 324, 325,
331, 332, 326, 343, 85/II – 92, 418, 452,
85/III – 142, 145, 230
Prusy Zachodnie 85/I – 318, 324–326,
329–331, 85/II – 320, 418, 452, 471,
549, 85/III – 41, 142, 143, 145, 229
Pruszków, pow. Warszawa 85/III – 46,
115
Prut, dopływ Dunaju 85/II – 486
Przasnyskie 85/II – 603
Przeczyce, pow. Będzin 85/II – 52
Przedecz, pow. Włocławek 85/II – 438,
439
Przemęt, pow. Babimost 85/II – 231
przemyski powiat 85/I – 438, 85/II – 507
Przemyskie 85/I – 13, 61, 102, 155, 224,
421–423, 426, 431, 439, 476, 490, 491,
495, 497, 498, 500, 501, 85/II – 101,
138, 217, 233– 235, 248, 268, 306, 310,
325, 392, 393, 398, 404, 506–510, 512,
513, 530, 531, 560, 85/III – 8, 15, 18,
19, 29, 41, 62, 63, 87–89, 101, 105, 127,
155–157, 187, 200, 205, 217, 224, 236,
237, 240, 243, 244, 257, 268, 274–276,
282, 283
Przemyśl, miasto powiatowe 85/I – 251,
422, 437, 489, 497, 85/II – 507, 508,

85/III – 29, 127, 140, 154, 156, 239,
282
Przeworsk, pow. Łańcut 85/III – 127
Przysucha, pow. Opoczno 85/I – 17, 19–
23, 25, 33, 73, 89, 90, 344, 500, 505,
506, 85/II – 20, 79, 190, 85/III – 40, 86,
113, 128, 132, 221, 285, 286
Puchaczów, pow. Chełm 85/II – 242
Puck, miasto powiatowe 85/I – 324, 328,
85/III – 142, 144
Puławy, urzęd. Nowa Aleksandria, miasto powiatowe 85/I – 152, 85/II – 462,
463, 85/III – 114, 121, 122
Pułtusk, miasto powiatowe 85/II – 88,
104, 490, ryc. po s. 136, 623, 85/III –
124, 229
Pułtuskie 85/II – 603
Puszcza Kozienicka zob. Kozienicka Puszcza
Puszcza Zielona, Puszcza Kurpiowska 85/
II – 65, 497
Rabka, pow. Myślenice 85/I – 273, 85/II
– 339, 520
Racławice, pow. Miechów 85/I – 341,
85/II – 254
Radecznica, pow. Zamość 85/II – 465
Radom 85/I – 32, 90, 152, 227, 435, 436,
85/II – 79, 190, 365, 421–473, 85/III –
81, 99, 117, 118, 121, 122, 237
Radomsk, miasto powiatowe (dziś Radomsko) 85/I – 280, 85/II – 327, 482
radomska gubernia 85/I – 107
radomska gubernia 85/II – 406, 428, 471,
85/III – 114, 117
Radomskie 85/I – 32, 89, 90, 107, 152,
272, 461, 467, 468, 470, 85/II – 69, 82,
98, 104, 192, 226, 285, 286, 300, 306,
318, 335, 358, 364, 365, 368, 369, 376,
381, 406, 413, 421, 429, 430, 438, 461,
471–475, 501, 530, 572, 564, 572, 584,
604, 85/III – 72, 84, 87, 99, 114, 118,
341

�121, 122, 124, 182, 203, 215, 226, 229,
232, 233, 237, 238, 248, 249, 254, 255,
279, 283
Radomszczyzna 85/II – 474
Radoszki, pow. Sandomierz 85/II – 475
Radymno, pow. Jarosław 85/III – 127
radziejowski powiat 85/I – 196
Radziejów, pow. Nieszawa 85/II – 438
Radzymin, miasto powiatowe 85/I – 163,
217, 218, 85/II – 219, 307, 405, 423,
493– 495, 85/III – 132, 133, 226
Radzyń, miasto powiatowe 85/II – 391,
85/III – 226
Radzyńskie 85/II – 500
Rajgród, pow. Szczuczyn 85/II – 344
Rakoszyn, pow. Jędrzejów 85/II – 348
Rakowa, pow. Sambor 85/II – 509
Rapperswil, Rapperswyl, Szwajcaria 85/I
– 383, 38585/III – 149, 150
Rasztowska Wola, pow. Radzymin (dziś
Wola Rasztowska) 85/I – 217, 218,
85/II – 219, 307, 423, 493, 494, 521,
85/III – 132–135
Raszyn, pow. Warszawa 85/I – 121
Rataje, pow. Poznań 85/II – 454
Rawa, miasto powiatowe (dziś Rawa Mazowiecka) 85/III – 225
Rawicz, miasto powiatowe 85/I – 326, 85/
II – 276, 305, 418, 85/III – 143
Rdzuchów, pow. Opoczno 85/I – 89, 90
Redecz, pow. Włocławek 85/I – 152, 195,
85/II – 98, 414, 437, 85/III – 122, 123
Reinertz = Reinerz (dziś Duszniki Zdrój)
85/I – 366
Rembów, pow. Pińczów 85/II – 234, 422
Ren, rzeka 85/I – 386, 85/III – 149
Rigi, szczyt, Szwajcaria 85/I – 385, 85/III
– 149
Rogoźno, pow. Oborniki 85/II – 442
Rohatyn, miasto powiatowe 85/II – 232
rohatyński powiat 85/I – 319
Ropczyce

Ropczyce, miasto powiatowe 85/II – 339,
535, 85/III – 127
Rosja, Rossija, Cesarstwo Rosyjskie, Wielkorosja 85/I – 19, 22, 35–37, 39, 50, 81,
109–111, 119, 163, 170, 190, 193, 231,
232, 236, 239, 322, 341, 398, 395, 397,
460, 85/II – 255, 575, 622
Rozalówka = Rozaliówka, pow. Wasylków
85/I – 165, 85/II – 563, 85/III – 246
Roztoki Dolina, dolina w Tatrach 85/I –
131, 85/III – 119
Rożan, pow. Maków 85/I – 72, 85/II –
226, 85/III – 113
Ruda Guzowska, pow. Błonie 85/III –
114, 115
Rudlice, pow. Wieluń 85/III – 113
Rusocice, pow. Kalisz 85/III – 113
Ruszkowo, pow. Nieszawa 85/I – 195, 199,
203, 206, 85/II – 414, 437, 440, 441,
443, 85/III – 128, 129, 130, 260, 261
Ruś 85/I – 50, 51, 61, 62, 157, 183, 222,
271, 290, 291, 418, 427, 437, 441, 442,
463, 464, 85/II – 12, 35, 77, 126, 128,
173, 184, 188, 201, 210, 225, 229, 294,
296, 427, 444, 489, 556, 559, 560, 569,
573, 593, 618, 622, 85/III – 177, 239
Ruś Biała zob. Białoruś
Ruś Chełmska 85/I – 492, 85/II – 500,
85/III – 44, 48, 247, 266, 276
Ruś Czarna 85/II – 518
Ruś Czerwona 85/I – 155, 179, 183, 251,
266, 379, 427, 489, 498, 85/II – 71,
232, 248, 308, 325, 340, 379, 506, 507,
512–515, 551, 617, 85/III – 23, 24, 29,
41, 71, 91, 92, 209, 237, 239–242, 244,
260, 267, 268, 274–276
Ruś Halicka 85/I – 464
Ruś Karpacka 85/I – 155, 379, 401, 426,
427, 85/II – 128, 248, 305, 325, 340,
485, 512, 514–516, 576, 601, 607, 615,
617, 85/III – 20, 31, 71, 180, 187, 208,
209, 241–244, 265, 269, 276

342

�Ruś Litewska 85/II – 518 .
Ruś Podlaska 85/II – 462, 500, 85/III – 48,
247, 276
Ruś Pokucia 85/II – 487
Ruś Węgierska 85/III – 241
Ryga, Łotwa 85/III – 109, 110
Ryki, pow. Garwolin 85/I – 42, 85/II – 496
Rymanów, pow. Sanok 85/I – 438, 439,
85/II – 513, 85/III – 156, 157, 252,
273–275
Rytwiany, pow. Sandomierz 85/II – 429,
85/III – 117
Rząska, pow. Kraków 85/II – 331
Rzeczpospolita Krakowska 85/I – 245
Rzeczpospolita zob. Polska
Rzeczyca, pow. Rawa 85/III – 115, 116
Rzeszowskie 85/II – 69, 219, 225, 307,
325, 340, 358, 360, 365, 390, 393, 394,
524, 85/III – 21, 71, 188, 207, 235, 237,
259, 268
Rzeszów, miasto powiatowe 85/I – 120,
484, 85/II –67, 428, 524, 85/III – 21,
28, 32, 56, 57, 63, 98, 127, 188, 221,
237, 285
Rzętków = Rzędków, pow. Łęczyca 85/
II – 477
Rzym, Włochy 85/I – 43, 59, 72, 84, 98,
122, 241
Saatz = Žatec, Czechy 85/III – 109
Salzburg, Austria 85/III – 150
Sambor, miasto powiatowe 85/I – 168,
85/II – 507, 85/III – 29, 126, 127, 239,
275
Samborskie 85/II – 506, 85/III – 92, 239
Samostrzałów, pow. Pińczów 85/II – 234,
422
San, dopływ Wisły 85/I – 422, 85/II –
516, 85/III – 252, 274, 276
sandecki obwód 85/II – 235
Sandeckie 85/III – 36, 237
Sandomiersczyzna 85/III – 43

sandomierski powiat 85/I – 100, 85/II –
428
Sandomierskie 85/I – 21, 49, 59, 149, 152,
156, 158–161, 163, 165, 167, 173, 175,
180, 185–192, 201, 203, 205, 295, 353,
384, 408, 416, 468, 85/II – 28, 29, 35,
45, 46, 48, 49, 51– 56, 59, 68, 96, 98,
107, 108, 110, 123, 128, 129, 175, 177,
190, 195, 206–208, 226, 261, 265, 266,
287, 288, 334, 375, 398, 399, 413, 427–
–431, 441, 451, 468, 471, 472, 501, 529,
531, 543, 544, 576, 578, 584, 586, 588,
590, 592, 594, 603, 609, 85/III – 9, 32,
56, 72, 81, 117, 167, 172, 173, 201, 213,
226, 232, 237, 238, 280, 285
sandomierskie województwo 85/I – 26,
85/II – 428, 471
Sandomierz, miasto powiatowe 85/I – 90,
157, 452, 493, 494, 85/II – 48, 207, 427,
429, 85/III – 81, 99, 117, 123, 237
sanocka ziemia 85/II – 513
sanocki powiat 85/I – 432, 85/II – 512
Sanockie 85/I – 154, 168, 421–423, 426,
427, 431, 434, 437–440, 85/II – 112,
217, 232, 234, 240, 248, 288, 307, 308,
310, 317, 325, 340, 358, 377, 379, 392–
–394, 419, 421, 436, 506–508, 512, 513,
85/III – 10, 16, 43, 44, 48, 71, 90, 91,
125, 127, 154–157, 208, 234, 237, 240,
241, 252, 273–276
Sanoczany, pow. Przemyśl 85/I – 438,
439, 85/II – 217, 234, 507, 509, 85/III
– 156, 252, 253
Sanok, miasto powiatowe 85/I – 112, 421,
437, 438, 85/II – 307, 507, 513,85/III –
29, 92, 156, 157, 239, 275
Sardynia 85/I – 111
Sawin, pow. Chełm 85/I – 496, 85/II –
238, 501, 503, 505
Sądecczyzna 85/II – 365, 85/III – 25, 26,
29, 42, 50, 93, 233, 284, 285
Sądeckie 85/II – 365
343

�Sądowa Wisznia, pow. Mościska 85/III –
127
Sejny, miasto powiatowe 85/II – 518,
85/III – 121
Serednica, pow. Lesko 85/II – 513, 85/III
– 239
Serock, pow. Pułtusk 85/II – 190, 85/III
– 227
Sewastopol (dziś de iure Ukraina) 85/I –
111
Sędziejowice, pow. Stopnica 85/II – 467
Sędzin, pow. Nieszawa 85/III – 131, 133
Sędziszów, pow. Ropczyce 85/III – 127
Siam zob. Syjam
Sichów, pow. Stopnica 85/I – 107, 85/II –
467, 85/III – 118
Sieciechów, pow. Kozienice 85/II – 473
Siedlce, miasto powiatowe 85/III – 136, 226
siedlecka gubernia 85/II – 504, 85/III – 276
Siedliszcze, pow. Chełm 85/I – 152, 85/II
– 463, 501, 85/III – 121, 122
Siekierczyn, Siekierzyn, pow. Horodenka
85/II – 130, 231, 422
Siekierki (Małe i Wielkie), pow. Środa
85/I – 82, 215, 412, 85/II – 415, 421,
451, 453–455, 85/III – 131, 132
Siekierzyn, zob. Siekierczyn
Siemiatycze, pow. Bielsk 85/II – 235, 499
Siennica, pow. Mińsk 85/II – 382
Sieradz 85/II – 481, 85/III – 231
sieradzka ziemia 85/II – 482, 618
sieradzki obwód 85/II – 480
Sieradzkie 85/I – 497, 85/II – 307, 308,
325, 379, 381, 393, 394, 458, 480, 482,
483, 85/III – 95, 207, 228, 232, 267, 268
sieradzkie województwo 85/II – 480, 482,
85/III – 231, 232
Sierakówek, pow. Gostynin 85/II – 479,
85/III – 114
Siewierz, pow. Będzin 85/II – 467, 85/III
– 115
Siklawa, wodospad w Tatrach 85/I – 131

Simno, pow. Kalwaria 85/III – 121
Skalbmierz = Skalmierz, Szkalmierz, pow.
Pińczów (dziś Skalbmierz) 85/I – 193,
446, 85/II – 467, 85/III – 115
Skała, pow. Olkusz 85/II – 254, 467,
85/III – 115
Skaryszew (daw. Skaryszów), pow. Radom 85/II – 472, 85/III – 117
Skawina, pow. Wieliczka 85/II – 353
Skierniewice, miasto powiatowe 85/I –
76, 85/III – 123
Skrzynno, pow. Opoczno 85/I – 89
Skrzyńsko, pow. Opoczno 85/I – 89
Skulsk, pow. Słupca 85/II – 482
Slawonia zob. Słowenia
Sławkowów, pow. Olkusz 85/II – 535
Słowacja 85/I – 83, 85, 86, 194, 85/II –
524, 526, 85/III – 124, 164, 210, 234,
242, 243, 276
Słowenia, Slawonia 85/I – 86, 129, 134,
135, 136, 138, 289, 85/II – 524, 525,
85/III – 258
Słowiańszczyzna 85/I – 48, 49, 143, 150,
494, 85/II – 36, 37, 40, 186, 188, 189,
325, 524, 525, 543, 559, 589, 613
Słowiańszczyzna południowa 85/I – 86,
136, 138, 288, 442, 443, 85/II – 321,
325, 326, 338, 525, 589, 85/III – 89,
169, 176, 190, 210, 258
Słowiańszczyzna wschodnia 85/II – 618
Słowiańszczyzna zachodnia 85/II – 526
Słupca, miasto powiatowe 85/I – 497
Słupia Nadbrzeżna, pow. Opatów 85/II –
502, 85/III – 92
Słupia Nowa, pow. Opatów 85/II – 472, 473
Służew, pow. Warszawa 85/II – 24
Służewo, pow. Nieszawa 85/II – 98, 414,
437, 85/III – 122, 123
Smogorzewo, bł. Smagurzewo pow. Szubin 85/II – 124
Sobieska Wola, pow. Krasnystaw 85/I –
152, 85/II – 463, 85/III – 121, 122

344

�Sobków, pow. Jędrzejów 85/II – 468, 469
Sobótka, pow. Opatów 85/II – 475
Sokołów Podlaski, Sokołów, miasto powiatowe 85/II – 494, 495
Sokół, pow. Garwolin 85/II – 407
Sokółka, pow. Sejny 85/II – 346
Solec, pow. Stopnica 85/I – 18, 107, 85/II
– 467, 85/III – 117, 118
Solina, pow. Lesko 85/II – 232, 513, 85/III
– 252, 274, 275
Sompolno, pow. Koło 85/II – 438, 439
Sopot, niem. Zoppot, pow. Wejherowo
85/I – 328, 331, 336, 85/II – 523, 85/III
– 142, 144
Sosnowiec-Maczki, zob. Maczki
Sójki, pow. Kutno 85/III – 114
Spisz, region 85/I – 83, 85/III – 26, 31, 35,
36, 233
Spławie, pow. Poznań 85/II – 454
Stambuł, Turcja 85/II – 140
stanisławowski cyrkuł 85/II – 485
stanisławowski obwód 85/II – 514
Stanisławów, miasto powiatowe 85/I –
378, 85/II – 514, 551, 85/III – 145, 147,
241, 275
Stany Zjednoczone, USA 85/II – 38, 85/
III – 46
Stany Zjednoczone Rio de La Plata = Zjednoczone Prowincje La Platy 85/III –
189
Stare Bojanowo zob. Bojanowo
Staszów, pow. Sandomierz 85/II – 429,
85/III – 117, 123, 124
Stawiszyn, pow. Kalisz 85/I – 73, 85/III – 114
Stawy Gąsienicowe, Tatry 85/II – 113,
85/III – 119
Sterdyń, pow. Sokołów 85/II – 417, 494,
495, 85/III – 118
Stęszew, pow. Poznań 85/II – 616
Stężyca, pow. Garwoli 85/II – 496
Stopnica, miasto powiatowe 85/II – 467,
85/III – 115, 117, 118, 236

stopnicki powiat 85/III – 118
Stopnickie 85/I – 445, 85/II – 466, 611
Strachówka, pow. Radzymin 85/II – 405
Strasburg, Francja 85/I – 385, 85/III –
149, 150
Strelitz, Niemcy (dziś Neustrelitz) 85/I –
17
Stryj, dopływ Dniestru 85/I – 178, 85/II
– 514
Stryj, miasto powiatowe 85/II – 507, 85/
III – 241
Stryjskie 85/II – 485, 506, 514
Strzelbiska ? 85/II – 232
Strzelno, miasto powiatowe 85/II – 442
Stulno, pow. Włodawa 85/II – 228, 229
Sudety, pasmo górskie 85/III – 112
Südpreuβen zob. Prusy Południowe
Suków, pow. Kielce 85/II – 339, 469
Sulmierzyce, pow. Odolanów 85/II – 457
Sumatra 85/II – 607
suwalska gubernia 85/III – 121
Suwalszczyzna 85/II – 102
Suwałki, miasto powiatowe 85/I – 151,
182, 85/II – 425, 497, 498, 85/III – 120,
228
Syberia, Sybir 85/I – 51, 104, 111, 169,
231, 85/II – 227, 85/III – 95
Syjam, niem. Siam (dziś Tajlandia) 85/II
– 461, 558
Szafarnia, pow. Ostrołęka 85/II – 406
Szaflary, pow. Nowy Targ 85/I – 133
Szamocin, pow. Chodzież 85/II – 608
szamotulski powiat 85/II – 451, 458
Szamotuły, miasto powiatowe 85/II –
314, 331,
Szczakowa, pow. Chrzanów 85/III – 155
Szczawnica, pow. Nowy Targ 85/I – 107,
130, 133, 168, 85/II – 235, 368, 519,
85/III – 100, 119, 126
Szczytno, miasto powiatowe 85/II – 376
Szewna, pow. Opatów 85/II – 226
Szkalmierz zob. Skalmierz
345

�Szkocja 85/II – 604
Szlachtowa, pow. Nowy Targ 85/II – 235
85/III – 252, 275, 276
Szląsk zob. Śląsk
Szląsk zob. Śląsk
szląska ziemia zob. śląska ziemia
Szmigiel, Śmigiel, pow. Kościan (dziś
Śmigiel) 85/I – 326, 85/II – 231, 418,
452, 85/III – 143
Szołdry, pow. Śrem 85/I – 225
sztumski powiat 85/I – 329, 330
Sztynort, pow. Węgobork 85/III – 281
szubiński powiat 85/II – 124, 451
Szwajcaria 85/II – 604
Szyce, Szyce Duchowne, pow. Olkusz
85/I – 249, 85/II – 467, 85/III – 116
Szydłowiec, pow. Końskie 85/II – 226,
430
Szydłów, pow. Stopnica 85/II – 467, 85/III
– 115
Ścianka, pow. Buczacz 85/II – 231, 422
Śląsk, Szląsk 85/I – 156, 167, 218, 278,
296, 444, 85/II – 65, 217, 219, 225, 307,
320, 345, 408, 409, 423, 467, 471, 480,
521, 522, 580, 604, 85/III – 19, 20, 22,
23, 58, 63, 113, 133, 156, 157, 188, 206,
233
Śląsk austriacki 85/I – 180, 445, 85/III –
64, 233
Śląsk Cieszyński 85/I – 437, 445, 85/II –
85/II 522, 85/III – 156
Śląsk Dolny 85/II – 91, 522
Śląsk Górny, Górny Szląsk, Oberschleisien 85/I – 167, 218, 239, 484, 85/II
– 24, 522, 85/III – 19, 20, 21, 22, 23, 32,
71, 171, 188, 233
Śląsk pruski, Szląsk pruski 85/I – 180,
85/II – 409, 85/III – 64, 233
śląska ziemia 85/III – 156
Ślesin, pow. Konin 85/II – 481, 85/III – 95
Śmigiel zob. Szmigiel

śniatyński powiat 85/I – 396
średzki powiat 85/I – 82, 215, 220, 321,
85/II – 415, 451, 457
śremski powiat 85/II – 451
Środa, miasto powiatowe (dziś Środa
Wielkopolska) 85/II – 305, 85/III –
134
Świecie, miasto powiatowe 85/I – 327,
356, 85/III – 142
Świerze, bł. Świerzów
Świerże, Świerże Górne, daw. Świerzów,
pow. Kozienice 85/I – 153, 85/II – 472,
85/III – 122
Święty Krzyż, część Słupi Nowej z Łysą
Górą 85/II – 472, 85/III – 115
Targoszyce, pow. Krotoszyn 85/I – 320, 322,
412, 85/II – 415, 452, 454, 85/III – 139
Tarłów, pow. Iłża 85/II – 475
Tarnawa, pow. Krasnystaw 85/I – 182,
85/II – 464, 85/III – 275
Tarnobrzeg, miasto powiatowe 85/II –
429
tarnobrzeski powiat 85/I – 245
Tarnogóra, pow. Krasnystaw 85/I – 152,
85/II – 463, 85/III – 121, 122
Tarnopol, miasto powiatowe 85/II – 551,
85/III – 241
Tarnowo zob. Tarnów, pow. Chełm
Tarnowska Wólka = Tarnowska Wola,
pow. Chełm 85/II – 503
Tarnowskie 85/II – 69, 219, 307, 325, 340,
358, 360, 365, 390, 393, 394, 524, 85/III
– 21, 71, 188, 207, 235, 237, 259, 268
Tarnów, miasto powiatowe 85/I – 32,
484, 85/II – 80, 342, 428, 524, 85/III
–20, 21, 28, 32, 63, 127, 188, 237, 251
Tarnów, Tarnowo, pow. Chełm 85/I –
222–224, 485, 496, 85/II – 80, 131,
217, 220, 238, 246, 425, 428, 465, 495,
501–503, 524, 85/III – 130, 132, 134,
135, 137, 267

346

�Tatry, lud. Krępak, pasmo górskie 85/I – 83,
129–133, 153, 180, 248–250, 429, 85/II
– 113, 126, 411, 446, 519, 607, 85/III
– 82, 100, 106, 119, 120, 124, 126, 127
Tczew, miasto powiatowe 85/I – 328
Telkwice, pow. Sztum 85/I – 329, 330, 85/
II – 217, 85/III – 142, 144
Teplice, Czechy 85/III – 109
Teresin, pow. Lublin 85/II – 502, 85/III – 92
Terespol, pow. Biała, 85/II – 391, 504
Terespol, pow. Świecie 85/I – 327, 336,
85/III – 142–144
Tobolsk, Rosja 85/I – 104
Tomaszowice, pow. Kraków 85/I – 246,
247, 250, 296, 297, 434, 85/II – 129,
236, 256, 381, 422, 445, 446
Tomaszów, miasto powiatowe (dziś Tomaszów Lubelski) 85/II – 240
Toruń, miasto powiatowe 85/I – 18, 326,
327, 331, 335, 356, 38385/II – 66, 440,
523, 624, ryc. po s. 624, 85/III – 59,
142, 143, 145, 229
toruńska ziemia 85/II – 522
toruński powiat 85/II – 377
Trenczyn, Słowacja 85/I – 85, 250, 85/
II – 356
Tretki, pow. Kutno 85/II – 190, 403, 85/
III – 110, 111, 114
Triest, Włochy 85/I – 129, 130, 134, 258,
85/II – 525, 526, 85/III – 119, 120
Trocadero, Paryż 85/III – 150
Trzebcz, pow. Chełmno 85/I – 327, 85/
III – 143
Trzebinia, pow. Chrzanów 85/II – 381
Trzemeszno, pow. Mogilno 85/I – 328,
85/II – 442
Tucholszczyzna 85/I – 327, 85/II – 522,
85/III – 142, 143
Tuchowicz, pow. Łuków 85/II – 495,
85/III – 130, 132, 134
Tuliczów, pow. Kowel 85/I – 165, 166,
85/II – 415, 85/III – 125

Turcja 85/I – 111, 460
Turobin, pow. Krasnystaw 85/II – 333
Turyczany, pow. Włodzimierz 85/II –
415, 85/III – 125
Turzno, pow. Toruń 85/I – 327, 85/II –
407, 85/III – 142, 143
Tykocin, pow. Wysokie Mazowieckie 85/I
– 228, 85/II – 498, 619, 85/III – 228
Tylice, pow. Toruń 85/I – 326, 327, 85/II
– 407, 85/III – 142, 143
Tylża, miasto powiatowe, Litwa 85/I – 19
Tyniec, pow. Wieliczka 85/I – 250, 424, 425
Ubinie, pow. Kamionka (Bużanska = Strumiłowa) 85/II – 379, 85/III – 240, 241
Uhnin, pow. Włodawa 85/II – 229
Ukraina, Ukraine 85/I – 164, 179, 397,
444, 85/II – 10, 102, 103, 124, 218, 281,
431, 489, 539, 85/III – 25, 70, 86, 92,
245, 257
Ukraina zachodnia 85/II – 13, 455, 551
Uniż, pow. Buczacz 85/I – 281
Urszulin, pow. Lublin 85/I – 223
Uruguaj =Urugwaj 85/III – 189
USA zob. Stany Zjednoczone
Ustroń, pow. Bielsk 85/I – 437, 85/III – 156
Ustrzyki = Ustrzyki Dolne, pow. Lesko
85/I – 422, 432, 85/II – 513, 85/III –
154–156, 252, 274, 275
Uście, pow. Olhopol 85/II – 131
Varsovie zob. Warszawa
Vietmannsdorf, Niemcy (dziś część mias­
ta Templin) 85/I – 17
Wadowice, miasto powiatowe 85/I – 281,
85/III – 234
Wagram, Austria 85/I – 19
Walichnowy, pow. Wieluń 85/II – 623,
ryc. po s. 624
Waplewo, pow. Sztum 85/I – 329, 330,
85/III – 142, 144, 230
347

�Warbende, Niemcy 85/I – 17
Warmia 85/I – 324, 331, 332, 343, 85/III
– 58, 59, 229
Warszawa
Warszawa, Varsovie, Warschau 85/I – 14,
17–23, 25, 27, 28, 33–36, 38–44, 47, 48,
51–55, 57–62, 64, 69, 72–84, 86, 87, 97,
99–102, 104, 105, 107, 109–114, 117,
118, 120, 124, 126, 130, 132 –134, 137,
138, 141, 142, 148, 149, 152, 154, 158,
161–168, 172, 182, 184, 190–199, 202,
203, 207, 213–215, 217, 218, 222–224,
228, 229, 231, 233–239, 244, 250, 252,
253, 257–259, 288, 293, 297, 309–317,
322, 323, 341, 354, 356, 358, 365, 371,
372, 374, 375, 382, 383, 386, 389, 392,
398, 403, 405, 409, 419–421, 423, 428,
429, 434, 436, 452, 462, 470, 471, 474,
479, 480, 492, 494, 500, 501, 85/II – 10,
12, 20, 21, 23, 24, 26, 29, 30, 56, 75, 76,
79, 80, 81, 98, 102, 103, 137, 138, 140,
141, 142, 143, 148, 150, 153, 154, 155,
161, 162, 165, 183, 185, 188, 190, 193,
196, 199, 205, 216, 218, 229, 234, 254,
307, 324, 327, 352, 357, 399– 402, 406,
407, 413–415, 426, 429, 439, 442, 445,
450, 473, 474, 476, 480, 483, 489, 490,
492, 527, 540, 549, 563, 571, 588, 610,
85/III – 9–11, 40, 46, 51, 53–56, 63,
65, 77, 84, 86, 98, 105, 107, 109–113,
115, 118, 120, 122–126, 130, 131, 133,
136–139, 141, 147, 153, 175, 221, 222,
224, 225, 245, 246, 257, 262–264, 266–
–268, 270, 282, 283
Warszawskie 85/I – 32, 171, 85/II – 357
Warszawskie Księstwo, Wielkie Księstwo
Warszawskie, Księstwo 85/I – 19, 22,
27
Warta, dopływ Odry 85/I – 497
wasilkowski powiat 85/I – 165
Waśniów, pow. Opatów 85/II – 475
Waterloo, Belgia 85/I – 22

Wawel, wzgórze 85/I – 241, 242, 250, 259,
424, 453, 85/II – 447, 85/III – 47, 124
wągrowiecki powiat 85/II – 415, 451
Wąsew = Wąsewo, pow. Ostrów Mazowiecka 85/II – 226
Weimar, Niemcy 85/III – 150
Wejherowo, miasto powiatowe 85/I –
324, 328, 336, 85/III – 142, 144
Wenecja, Włochy 85/I – 129, 130, 134,
85/II – 525, 85/III – 119, 120
Wersal, Francja 85/III – 150
Węgorzewo = Węgobork, miasto powiatowe 85/I – 333, 334, 85/III – 281
Węgry 85/I – 153, 240, 85/III – 83, 124,
125, 190
Wiedeń, Austria 85/I – 76, 85, 129–131,
134, 137, 141, 142, 154, 212, 246, 258,
263, 309, 318, 323, 324, 344, 359, 381,
385, 407, 421, 424, 442, 453, 457, 465,
85/II – 11, 15, 28, 30, 128, 280, 357,
411, 525, 548, 556, 576, 85/III – 119,
120, 140, 141, 148–150, 155, 167, 190,
281
Wieleń, pow. Czarnków 85/I – 225, 85/III
– 133–136
wielicki powiat 85/I – 250, 297, 85/II –
445
Wieliczka, miasto powiatowe 85/I – 296,
85/II – 353
Wielka Brytania 85/II – 577
Wielki Kac [Kack] zob. Kac
Wielkie Księstwo Krakowskie zob. Krakowskie Wielkie Księstwo
Wielkie Księstwo Litewskie zob. Litwa
Wielkie Księstwo Poznańskie zob. Poznańskie
Wielkie Księstwo Warszawskie zob.
Warszawskie Księstwo
Wielkopolska 85/I – 62, 81, 106, 109,
112, 156, 157, 180, 196, 202, 214,
215, 219, 220, 224–227, 278, 284, 318,
320, 332, 325, 326, 331, 335, 338–340,

348

�348–350, 352, 353, 355–357, 387, 390,
395, 408––413, 412–414, 417, 463,
466, 85/II – 44, 51, 54, 67, 80, 126,
163, 190, 216, 217, 266, 273, 288, 304,
319, 333, 341, 375, 376, 392, 405, 409,
415, 418, 419, 421, 427, 438, 450–453,
458, 459, 480, 490, 520, 529, 579, 580,
610, 620, 621, 85/III – 17, 34, 46, 83,
84, 134, 136, 140, 232, 238, 254, 265,
274, 275, 282
Wielkopolska południowa 85/I – 326
Wielkorosja zob. Rosja
Wielobycz, pow. Krasnystaw 85/I – 440,
85/II – 340, 85/III – 181
Wieluń, miasto powiatowe 85/I – 280,
85/II – 451, 481, 85/III – 231
wieluńska ziemia 85/II – 480
wieluński obwód 85/II – 480
Wiesbaden, Niemcy 85/I – 386, 85/III –
149, 150
Więcławice, pow. Włocławek (dziś Więsławice)85/II – 414, 441
Wilanów = Willanów, pow. Warszawa
85/I – 44, 48, 57, 478, 85/II – 75, 76,
98, 184, 190, 402, 85/III – 110, 122,
129
Wilczyce, pow. Sandomierz 85/II – 475
Wileńszczyzna 85/II – 518
Wilno, Litwa 85/I – 36, 51, 80, 133, 142,
390, 85/II – 26, 431, 568, 85/III – 109,
110, 245
Windawa, Łotwa 85/III – 109, 110
Wisła, pow. Bielsk 85/I – 437, 85/II – 522,
85/III – 156
Wisła, rzeka 85/I – 18, 139, 196, 249, 250,
296, 424, 85/II – 437, 445, 490, 516,
606, 612, 85/III – 58, 118, 122, 156
Wiślica, pow. Pińczów 85/II – 467, 85/III
– 115, 117
Witebsk (dziś Białoruś) 85/III – 248
Włochy 85/I – 43, 75, 81, 98, 174, 213,
239, 85/II – 150

Włocławek, miasto powiatowe 85/II –
442, 552, 85/III – 129
włocławski powiat 85/I – 196, 85/II –
437, 438
Włodawa, miasto powiatowe 85/II – 131,
229, 85/III – 136
włodawski powiat 85/II – 500
Włosty Olszanka, pow. Wysokie Mazowieckie 85/II – 360
Włoszakowice, pow. Wschowa 85/II –
456, 457, 85/III – 272
Wojciechowice, pow. Opatów 85/II – 226
Wola Cygowska zob. Cygowska Wola
Wola Cygowska zob. Cygowska Wola
Wola Gałęzowska, pow. Lublin 85/I –
152, 85/II – 463, 85/III – 121, 122
Wola Justowska, pow. Kraków 85/I – 457
Wola Rasztowska zob. Rasztowska Wola
Wola Sobieska zob. Sobieska Wola
Wola, przedmieście Warszawy 85/I – 34,
40, 162
Woldegk, Niemcy 85/I – 17, 23
Wolsztyn, pow. Babimost 85/II – 126
Wołtuszowa, pow. Sanok 85/III – 252,
274
Wołyń 85/I – 149, 163–167, 218, 329, 397,
85/II – 39, 103, 131, 132, 218, 227, 248,
306, 308, 340, 414, 415, 509, 510, 563,
572, 85/III – 20, 26–28, 32–34, 39, 44,
48, 63, 76, 86, 90, 91, 92, 101, 125, 126,
179, 188, 200, 205, 217, 224, 241–243,
246–248, 257, 278, 279, 282
Wołyń zachodni 85/III – 64
wołyńska gubernia 85/III – 125
Wołyńskie Polesie zob. Polesie wołyńskie
Worskła, dopływ Dniepru 85/I – 83
Wólka Tarnowska zob. Tarnowska Wólka (Wola)
Wrocław, niem. Breslau 85/I – 33, 70,
356, 386, 444, 85/II – 138, 153, 372,
409, 85/III – 30, 38, 53, 57, 61, 66, 68,
349

�97, 109, 112, 148, 149, 171, 175, 221,
222, 225, 254, 266
Wronczyn, pow. Kościan 85/II – 457, 616,
85/III – 255
wrzesiński powiat 85/I – 321, 85/II – 451
Wschowa, miasto powiatowe 85/II – 231
wschowska ziemia 85/II – 480
wschowski powiat 85/I – 339, 85/II –
451, 457
Wyrzysk, miasto powiatowe 85/II – 608
wyrzyski powiat 85/II – 451
Wysoce, pow. Ostrołęka (dziś Wysocze)
85/I – 72, 85/II – 92, 118, 216, 226,
229, 405, 85/III – 85, 113
Wysoce = Wysock, pow. Włodzimierz
85/I – 165, 85/III – 125
Wysokie Mazowieckie, miasto powiatowe 85/II – 360
Wyszatyce, pow. Przemyśl 85/I – 251,
85/II – 392, 509
wyszkowski powiat 85/I – 60, 85/II – 425
Wyszków, pow. Pułtusk 85/I – 72, 119,
85/II – 405, 493, 496 Wyszków 85/III
– 113
Wzdów, pow. Brzozów 85/I – 438, 439,
85/II – 307, 379, 507, 513, 85/III – 156,
157, 252, 273, 274, 276
Zabłudów, pow. Białystok 85/I – 38
zadniestrska okolica = Zadniestrze 85/I –
178, 85/II – 514
Zadwórze, pow. Przemyślany 85/I – 153,
155, 221, 245, 251, 319, 380, 85/II –
217, 308, 507, 514, 85/III – 124–126,
132, 133, 147, 148, 152, 240, 241, 280
Zagórze, pow. Chrzanów 85/I – 249, 85/
II – 339, 469
Zagrzeb, Chorwacja 85/I – 129, 134, 137,
248, 258, 85/II – 525, 85/III – 119
Zakopane, pow. Nowy Targ 85/I – 107,
130, 131, 133, 248, 46, 85/II – 129, 130,
234, 235, 251, 85/III – 100, 119, 120, 154

Zakrzewko, pow. Toruń 85/I – 326, 338,
339, 85/II – 217, 623, 624, ryc. po s. 624,
85/III – 142, 143
Zakrzewo, pow. Gniezno 85/I – 335
Zaleszany, pow. Tarnobrzeg 85/I – 245,
252
zaleszczycki powiat 85/I – 396, 85/III – 151
Zambrów, pow. Łomża 85/II – 234
zamojski powiat 85/I – 182
Zamość, miasto powiatowe 85/I – 81, 82,
85/II – 465, 85/III – 82, 238
Zawiercie, pow. Będzin 85/II – 52
Zawiśle, obszar 85/II – 261
Zawoja, pow. Myślenice 85/II – 129
Ząbkowice, pow. Będzin 85/II – 467,
85/III – 116
Zbąszyń, pow. Międzyrzecz 85/II – 126
Zbereże, błędnie Zbercz, pow. Włodawa
85/II – 228
Zbiersk, pow. Kalisz 85/I – 73, 85/III –
113, 114
Zdziechowice, pow. Środa 85/II – 457
Zegrze, pow. Pułtusk 85/II – 429
Zegrzynek, pow. Pułtusk 85/III – 124
Zgorzelec = Zgorzelice, miasto powiatowe 85/I – 85
Zielonki, pow. Kraków 85/II – 381
ziemia dobrzyńska zob. dobrzyńska ziemia
Złaków, Złaków Kościelny, pow. Łowicz
85/II – 79, 421
złoczowski powiat 85/III – 240
Złoczowskie 85/II – 506, 514, 85/III – 240
Złoczów, miasto powiatowe 85/II – 507,
85/III – 240
Złotopolice, pow. Płońsk 85/II – 219,
85/III – 127, 128
Zopot zob. Sopot
Zurych, Szwajcaria 85/I – 385, 85/III –
148–150
Zwiahel, pow. Borszczów 85/III – 246
Związek Radziecki, ZSRR 85/III – 58

350

�Zwierzyniec, pow. Kraków 85/II – 369
Zwierzyniec, pow. Zamość 85/I – 182,
85/II – 464
Zyrzyn zob. Żyrzyn
Źrenica, pow. Środa 85/I – 321
Żabie, pow. Kossów 85/I – 281, 285, 378,
379, 387, 395, 85/II – 217, 305, 419,
486, 85/III – 145, 147, 148, 244, 269
Żbików, pow. Warszawa 85/I – 98
Żmudź 85/II – 518, 85/III – 249
Żnin, miasto powiatowe 85/II – 442
Żółkiew, miasto powiatowe 85/II – 507,
85/III – 240

Żółkiewka, pow. Krasnystaw 85/I – 182,
85/II – 464, 465
Żółkiewskie 85/II – 506, 514
Żuków, pow. Horodenka 85/II – 129, 422
Żuławy 85/II – 522
Żychlin, pow. Kutno 85/I – 118, pow. Kutno 85/II – 79, 190
Żyrzyn 85/II – 462, 463
Żyrzyn, Zyrzyn, pow. Puławy 85/I – 380,
Zyrzyn 85/III – 114
Żytomierz, miasto powiatowe 85/I – 124,
165–167, 85/II – 67, 95, 415, 509,
85/III – 27, 92, 125, 126, 246
Żywiec, miasto powiatowe 85/II – 368
Żywieckie 85/II – 67

�ISBN 978-83-95-9125-9-7

�</text>
                  </elementText>
                </elementTextContainer>
              </element>
            </elementContainer>
          </elementSet>
        </elementSetContainer>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="14">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154178">
                  <text>Oskar Kolberg.  Dzieła wszystkie </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154179">
                  <text>etnografia ; kultura tradycyjna ; folklor ;</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154180">
                  <text>Kolberg, Oskar (1916-1890)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154181">
                  <text>Instytut im. Oskara Kolberga</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154182">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154183">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154184">
                  <text>książka </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154209">
                <text>OSKAR KOLBERG. CZŁOWIEK I DZIEŁO&#13;
&#13;
��OSKAR KOLBERG&#13;
&#13;
DZIEŁA WSZYSTKIE&#13;
&#13;
�O&#13;
&#13;
S&#13;
&#13;
K&#13;
&#13;
A&#13;
&#13;
R&#13;
&#13;
K&#13;
&#13;
O&#13;
&#13;
L&#13;
&#13;
B&#13;
&#13;
E&#13;
&#13;
DZIEŁA WSZYSTKIE&#13;
TOM 85/III&#13;
&#13;
INSTYTUT im. OSKARA KOLBERGA&#13;
Pozna ń&#13;
&#13;
R&#13;
&#13;
G&#13;
&#13;
�Elżbieta Millerowa i Agata Skrukwa&#13;
&#13;
OSKAR KOLBERG&#13;
CZŁOWIEK I DZIEŁO&#13;
Część III&#13;
&#13;
SPUŚCIZNA RĘKOPIŚMIENNA.&#13;
KALENDARIUM PODRÓŻY.&#13;
BIBLIOGRAFIA&#13;
&#13;
Poznań 2024&#13;
&#13;
�Copyright © by: Instytut im. Oskara Kolberga &amp; authors&#13;
Poznań 2024&#13;
&#13;
Rada Naukowa&#13;
Aleksander Posern-Zieliński – przewodniczący&#13;
Jan Adamowski, Ewa Antyborzec, Piotr Dahlig, Zbigniew Jasiewicz,&#13;
Jolanta Ługowska, Teresa Smolińska, Katarzyna Smyk, Violetta Wróblewska&#13;
&#13;
Recenzenci&#13;
dr hab. Anna Engelking, prof. IS PAN&#13;
dr Katarzyna Ceklarz&#13;
&#13;
Skład i łamanie&#13;
Jacek Grześkowiak&#13;
&#13;
Wydano ze środków Ministra Edukacji i Nauki&#13;
&#13;
ISBN 978-83-95-9125-9-7&#13;
&#13;
Druk i oprawa&#13;
Zakład Poligraficzny Moś &amp; Łuczka&#13;
&#13;
�Spis treści&#13;
&#13;
Agata Skrukwa&#13;
&#13;
Spuścizna rękopiśmienna Oskara Kolberga.&#13;
Jej dzieje, edycje i stan obecny&#13;
s. 7&#13;
Elżbieta Millerowa&#13;
&#13;
Kalendarium podróży Oskara Kolberga&#13;
s. 103&#13;
Agata Skrukwa&#13;
&#13;
Bibliografia prac Oskara Kolberga&#13;
s. 159&#13;
Agata Skrukwa&#13;
&#13;
Wykaz tek Oskara Kolberga i pozostałych zachowanych zespołów&#13;
jego rękopisów&#13;
s. 221&#13;
&#13;
Indeks osób&#13;
s. 287&#13;
&#13;
Indeks geograficzny&#13;
s. 321&#13;
&#13;
��Agata Skrukwa&#13;
&#13;
Spuścizna rękopiśmienna Oskara Kolberga.&#13;
Jej dzieje, edycje i stan obecny&#13;
&#13;
Testament Kolberga i wiążące się z nim działania Izydora Kopernickiego, s. 8&#13;
– Prace nad edycją rękopisów Kolberga w latach 1891–1914, s. 18 – Działania Komisji Etnograficznej PAU do roku 1939, s. 35 – Stan archiwum Kolberga po roku 1939, s. 45 – Prace nad wydaniem Dzieł wszystkich Kolberga,&#13;
s. 58 – Ogólna charakterystyka obecnego stanu spuścizny rękopiśmiennej&#13;
Kolberga, s. 80&#13;
&#13;
Rękopisy Oskara Kolberga opublikowane w monografiach wydanych&#13;
w ramach Dzieł wszystkich oraz wcześniej w drukowanych przez niego&#13;
w XIX wieku tomach Ludu i Obrazów etnograficznych są charakteryzowane we wstępach do tomów, w których je wykorzystano (T. 39–69) oraz&#13;
w suplementach (T. 70–84). Tu, w tomie zamykającym Dzieła wszystkie&#13;
i prezentującym dokonania Kolberga, należy te szczegółowe charakterystyki&#13;
zrekapitulować i uzupełnić, wskazując czytelnikom uwarunkowania, które miały decydujące znaczenie dla obecnego stanu źródeł zgromadzonych&#13;
przez Kolberga i ich wydania w Dziełach wszystkich. Opisać zatem trzeba&#13;
działania zmierzające do udostępnienia jego spuścizny w latach 1890–1961&#13;
i wydarzenia, które miały wpływ na stan rękopisów, oraz scharakteryzować obecny zasób archiwum Kolberga mający zasadnicze znaczenie dla&#13;
ostatecznego kształtu Dzieł wszystkich. Zebrane niżej informacje dotyczące tych zagadnień są wynikiem analizy dokumentacji zawartej przede&#13;
wszystkim w wydawnictwach Polskiej Akademii Umiejętności, Polskiej&#13;
Akademii Nauk, Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego i Redakcji Dzieł&#13;
Wszystkich O. Kolberga oraz w niedrukowanych archiwaliach tych instytucji. Dokumentacja ta pozwoliła w pewnej mierze zapoznać się z ponad stuletnimi dziejami spuścizny Kolberga, historią opracowywania jej do druku&#13;
i stosowanymi w tym czasie zasadami wydawania źródeł zgromadzonych&#13;
przez tego muzyka, folklorystę i etnografa. Wskazała też, jakim zmianom&#13;
7&#13;
&#13;
�podlegało jego archiwum. Prezentowane opracowanie to w dużym stopniu&#13;
także wynik wielostronnej i wieloletniej analizy rękopisów Kolberga wykonanej przez zespół pracujący od 1963 r. nad ich inwentaryzacją oraz nad&#13;
przygotowaniem do druku kolejnych tomów jego Dzieł wszystkich.&#13;
Testament Oskara Kolberga i wiążące się z nim&#13;
działania Izydora Kopernickiego&#13;
Ostatnie lata życia Oskara Kolberga wypełniała coraz bardziej dojmująca troska o opublikowanie dokumentacji kultury ludowej zgromadzonej&#13;
przez niego w ciągu wieloletnich badań. Już w 1882 r. w liście do Zygmunta&#13;
Glogera pisał:&#13;
Materiał tak liczny, który w ciągu lat tylu zdobyłem, wymaga bezustannego&#13;
przeglądu, obróbki i ślęczenia, ażeby się istotnie kiedyś mógł badaczom na&#13;
cośkolwiek przydać. Co będę mógł za życia mego odrobić, to odrobię, resztę&#13;
szpargałów pozostawię Akad[emii] Um[iejętności], wierząc, że zużytkować go&#13;
naukowo potrafi.1&#13;
&#13;
Przygotowywał wtedy do druku rocznie dwa, a nawet trzy tomy Ludu&#13;
i Obrazów etnograficznych, przeprowadzał ich korekty, ciągle zabiegał&#13;
o pieniądze na druk i porządkował swe materiały, jednak był w pełni świadomy, że sam nie zdąży już wydać planowanych tomów. W czerwcu 1890 r.&#13;
miał jeszcze w ręku pierwszą część Chełmskiego i korekty dwu początkowych arkuszy Przemyskiego, ale obie te monografie dokończył już kto inny.&#13;
W testamencie sporządzonym 3 czerwca 1890 r. przekazał w ręce Izydora&#13;
Kopernickiego wszystkie uprawnienia do dysponowania zgromadzonymi&#13;
zbiorami etnograficznymi:&#13;
Książki, rękopisma w tekach, rysunki, nuty itp. materiały oddaję do dyspozycji&#13;
memu przyjacielowi, dr Izydorowi Kopernickiemu. Odda on Akademii, co za&#13;
stosowne uzna. Co do wydawnictwa pod swoją opieką i kierunkiem porozumie&#13;
się z Akademią Umiejętności i z Kasą Mianowskiego, a nikt dr. Izydora Kopernickiego pod tym względem krępować ani kontrolować nie ma prawa2.&#13;
1 Brulion&#13;
&#13;
listu do Z. Glogera z 10 IX 1882 r., Korespondencja Oskara Kolberga cz. II (DWOK&#13;
T. 65), s. 694.&#13;
2 Odpis testamentu ręką I. Kopernickiego z notą: „Dla W. Pani Kar. Wąsowskiej z oryginału&#13;
najwierniej przepisane przez dr I. Kopern.” Odpis ten znajduje się w Bibliotece Narodowej&#13;
&#13;
8&#13;
&#13;
�Dokładnego stanu spuścizny wymienionej w tej części testamentu nie&#13;
znamy, jednak w świetle dostępnych dziś źródeł możemy mieć pewność, że&#13;
była ona do pewnego stopnia rozproszona już za życia Kolberga, a potem&#13;
ulegała dalszym podziałom.&#13;
W roku 1871 Kolberg, zachęcony obietnicą dotacji ze strony Towarzystwa Naukowego Krakowskiego i zaproszony przez Józefa Konopkę,&#13;
przeniósł się z Warszawy w okolice Krakowa. Wyjeżdżając, zabrał – jak&#13;
sądzić można – wszystkie materiały zgromadzone do Ludu, zabrał też&#13;
zapewne książki potrzebne do dalszej pracy oraz druki i rękopisy wybranych własnych kompozycji i utwory innych muzyków. Ale w Warszawie,&#13;
poza jego fortepianem, zostały inne nuty i książki oraz większość egzemplarzy wydanych czterech tomów Ludu. Książki i nuty przechowywane&#13;
były w firmie wydawniczej Gebethner i Wolff, nuty także u jednego&#13;
z przyjaciół, Władysława Wierzbowskiego1 , a w drukarni J. Jaworskiego pozostały tomy Ludu wydawane nakładem autora w latach 1857–&#13;
–1869, tj. Pieśni ludu polskiego, Sandomierskie i Kujawy. Pieczę nad&#13;
majątkiem pozostawionym w Warszawie sprawował Wilhelm, starszy&#13;
brat Oskara. W roku 1877, po śmierci Wilhelma, Oskar pisał do Gustawa&#13;
Gebethnera:&#13;
Co do papierów, nut i książek moich pozostawionych u Panów przy moim odjeździe z Warszawy, to istotnie postanowienia jeszcze żadnego względem nich&#13;
dotąd powziąć nie mogłem2.&#13;
&#13;
U Gustawa Gebethnera, księgarza i wydawcy, znajdowały się wtedy&#13;
także egzemplarze trzech monografii odzyskane z drukarni Jaworskiego przez Wilhelma. Te tomy Oskar sprowadzał do Krakowa w miarę&#13;
(sygn. II 6487), przytoczony jest w cz. I tomu Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło (DWOK T. 85/I)&#13;
s. 493-494. Karolina Wąsowska była wychowanicą Karoliny Kolberg, matki Oskara i żoną jego&#13;
młodszego brata, Antoniego. Kilka lat po śmierci Antoniego Kolberga wyszła za mąż za Antoniego Wąsowskiego.&#13;
1 W. Wierzbowski w liście z 1 IV 1876 r. pisał: „Wyjeżdżając z Warszawy, Kochany Oskarze,&#13;
zostawiłeś u mnie paczkę różnych nut, miedzy którymi są i tańce, i kościelne melodie. Są to&#13;
rzeczy, z których zdaje mi się nie zamierzasz korzystać, czybyś więc nie zgodził się, aby te nuty&#13;
przesłać do biblioteki Towarzystwa Muzycznego, lub też wskaż, jaki by z nich użytek zrobić”,&#13;
Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 589.&#13;
2 Brulion listu do Gebethnera i Wolffa z 19 VIII 1877 r., Korespondencja... cz. II (DWOK&#13;
T. 65), s. 58.&#13;
&#13;
9&#13;
&#13;
�potrzeby, ale nie podjął decyzji co do innych książek i nut pozostawionych w Warszawie. Jak wynika z późniejszej korespondencji z rodziną&#13;
oraz z firmą Gebethner i Wolff, a także z testamentu, swój księgozbiór&#13;
zamierzał oddać Bibliotece Jagiellońskiej. Dziś w tej bibliotece znajdują&#13;
się egzemplarze różnych książek z wyraźnymi śladami pracy Kolberga,&#13;
pochodzące niewątpliwie z jego podręcznego zbioru, ale nie zawsze wiadomo, czy są to jego bezpośrednie dary, czy też druki przekazane przez&#13;
Kopernickiego, wykonawcę testamentu 1. O pozostawionych u Gebetnera&#13;
książkach i nutach brak informacji.&#13;
Nie wiadomo też, jakie dokumenty osobiste pozostały w Warszawie, ponieważ archiwum rodzinne złożone w Bibliotece Krasińskich&#13;
przez potomków profesora Juliusza Kolberga, tj. przez rodziny Wilhelma&#13;
i Antoniego, dwu braci Oskara, spłonęło w czasie niszczenia Warszawy&#13;
przez Niemców po upadku powstania jesienią 1944 r.&#13;
Następna przeprowadzka Kolberga – z Modlnicy do Krakowa, nie była&#13;
tak dokładnie zaplanowana jak wyjazd z Warszawy do Modlnicy. W październiku 1884 r. pisał do Karoliny Kolberg, bratowej, po przyjeździe z kilkumiesięcznych badań terenowych w Sanockiem:&#13;
[…] do Modlnicy na to tylko wróciłem, ażeby stamtąd zabrać wszystkie moje&#13;
manatki i rekwizyta i z nimi podążyć do miasta2.&#13;
&#13;
Nie mógł wtedy, czy nie chciał zabrać całości swych materiałów&#13;
i część z nich pozostała w Modlnicy. Nie zabrał ich także później, a po&#13;
śmierci Kolberga rodzina Konopków, choć jej członkowie znali postanowienia testamentu3, nie przekazała posiadanych materiałów ani w ręce&#13;
Kopernickiego bezpośrednio po śmierci etnografa, ani później do zbiorów&#13;
1&#13;
&#13;
Niektóre z nich mają w XIX-wiecznym katalogu adnotację „od Kopernickiego” lub „darem dra I. Kopernickiego”, jest to m.in. egzemplarz Littauische Volkslieder G. H. Nesselmanna&#13;
(Berlin 1853), z widocznymi jeszcze ołówkowymi notatkami wykonanymi charakterystycznym&#13;
pismem Kolberga, a także A. Schleichera Litauische Märchen, Sprichworte, Rätsel und Lieder&#13;
(Weimar 1857). Część posiadanych druków Kolberg sam ofiarował Bibliotece Jagiellońskiej,&#13;
np. pięć tomików zbioru słoweńskich pieśni Emila Korytki, które nabył w Lublanie w 1857 r.,&#13;
a także kupione tam wtedy dwa kalendarze: „Koledarček Slovenski za navadno leto 1855” i następne wydanie tegoż na rok 1856, obydwa z jego glosami.&#13;
2 Brulion listu O. Kolberga do Karoliny Kolberg z 17 X 1884 r., Korespondencja... cz. III&#13;
(DWOK T. 66), s. 200.&#13;
3 Tadeusz Konopka (1844–1903), syn Józefa, przyjaciela O. Kolberga, był jednym ze świadków spisania i odczytania testamentu etnografa.&#13;
&#13;
10&#13;
&#13;
�Akademii Umiejętności. Maria Turczynowiczowa, muzykolożka, która&#13;
w latach 1937–1939 miała zamiar przygotować do druku korespondencję Kolberga i gromadziła potrzebną dokumentację, pisała, że w Modlnicy&#13;
w okresie jej poszukiwań znajdowały się należące niegdyś do Kolberga&#13;
rysunki, fotografie, notatki, listy i nuty1. Nie precyzowała dokładniej, czy&#13;
te ostatnie to kompozycje Kolberga, czy jego zapisy folkloru muzycznego, jednak późniejsze informacje wskazują, że były to materiały nie tylko&#13;
folklorystyczne, a wśród nut znajdowały się rękopisy i druki kompozycji&#13;
Kolberga. W Modlnicy pozostały prawdopodobnie także nuty wielu utworów różnych autorów, które grywał tam Kolberg sam lub na cztery ręce&#13;
z Antoniną Męcińską.&#13;
Tak więc w chwili śmierci Kolberga jego zbiory były już rozproszone. W Warszawie nie pozostały zapewne żadne rękopisy związane z badaniami etnograficznymi. Sądzić też można, że zasadnicza część materiałów&#13;
źródłowych do wydanych i niewydanych monografii, tzw. teki2 Kolberga,&#13;
bezpośrednio po jego śmierci znajdowała się u Kopernickiego, u którego&#13;
etnograf mieszkał w ostatnich miesiącach życia. Ale niewątpliwie ich część&#13;
pozostała we dworze Konopków w Modlnicy, a wśród nich były ryciny,&#13;
akwarele i fotografie gromadzone przez Kolberga jako źródła etnograficzne&#13;
w specjalnym albumie i w osobnej tece.&#13;
Wykonawca naukowej części testamentu, Izydor Kopernicki, już&#13;
w czerwcu 1890 r. zajął się Kolbergowskimi tekami z materiałami etnograficzno-folklorystycznymi i sporządził cenne notatki3 o ich zawartości oraz&#13;
o pochodzeniu i przeznaczeniu niektórych rękopisów. Sam pisał do Jana&#13;
Karłowicza kilka dni po śmierci przyjaciela:&#13;
1&#13;
&#13;
M. Pleuss-Turczynowiczowa Niewydane zbiory Oskara Kolberga, „Ruch Muzyczny”&#13;
1948, nr 10, s. 13, zob. też jej wstęp do cz. I Korespondencji… (DWOK T. 64, s. VII), taki stan&#13;
rzeczy opisywała również w ustnych relacjach.&#13;
2 Teki Kolberga i inne zespoły jego rękopisów są zestawione w: A. Skrukwa Wykaz tek&#13;
Oskara Kolberga i pozostałych zachowanych zespołów jego rękopisów, w: Oskar Kolberg.&#13;
Człowiek i dzieło cz. III (DWOK T. 85/III).&#13;
3 Większość notatek Kopernickiego znajduje się dziś w Muzeum Etnograficznym w Krakowie w zbiorach Seweryna Udzieli, tylko część zachowała się w tekach, których dotyczą. W Muzeum mają nadany przez Udzielę tytuł: Kopernickiego charakterystyka tek Kolbergowskich&#13;
(Arch. MEK, sygn. II/155, nr inw. I/191/RKP). Notatki te mają tak duże znaczenie, ponie­waż&#13;
w stosunku do niektórych rękopisów są jedynymi informacjami z XIX w.; wykorzystywano je&#13;
przy opracowywaniu tomów Dzieł wszystkich Kolberga, a przytoczono także w: A. Skrukwa&#13;
Wykaz tek Oskara Kolberga… (DWOK T. 85/III).&#13;
&#13;
11&#13;
&#13;
�Od czterech dni pogrążony jestem w przeglądaniu i porządkowaniu spuścizny&#13;
po śp. Kolbergu. Od 6 z rana do zmroku przesiaduję nad tym w jego pokoiku1.&#13;
&#13;
Informacje odnoszące się do całej teki notował Kopernicki na osobnych&#13;
kartkach, czasem zapiski dotyczące tylko niektórych rękopisów zamieszczał bezpośrednio na obejmującej je obwolucie lub na pierwszej ich karcie.&#13;
Z niektórych takich notatek wynika, że Kopernicki przemieszczał rękopisy&#13;
miedzy tekami. Np. na pierwszej karcie rękopisu Augustowskie. Ubiory włościan2, z notatką Kolberga na marginesie „Litwa”, zanotował „Przeniesione&#13;
z teki 4”. Dziś dysponujemy notatkami Kopernickiego dotyczącymi większości tek3, ale brak ich dla niektórych zespołów istniejących w okresie, gdy&#13;
opiekował się on rękopisami Kolberga. Sądzić można, że albo nie objął nimi&#13;
całej spuścizny rękopiśmiennej Kolberga, albo część kart zaginęła.&#13;
Notatki Kopernickiego na temat rękopisów składają się na jedyny inwentarz Kolbergowskiego archiwum informujący o jego stanie w roku&#13;
1890. Jest on jednak niekompletny i w odniesieniu do większości tek ograniczony do kilku zaledwie krótkich zdań. Nieco wcześniejsze dane o ilości&#13;
tek z rękopisami, ich tytuły, a także zawartość, choć tę ostatnią też bardzo&#13;
ogólnie, znamy z kilku wykazów4 z lat 1883–1887. Sporządzał je Kolberg dla&#13;
Akademii Umiejętności oraz dla innych instytucji, do których zwracał się&#13;
z petycjami o finansowanie badań i druku Ludu, a także dołączał do brulionów testamentu, przekazując zebrane przez siebie materiały Akademii&#13;
Umiejętności. Jednak dziś trudno porównać obecny stan spuścizny etnografa z przedstawionym przez niego i przez Kopernickiego z powodu lakoniczności wykazów obydwu autorów. Charakteryzowali oni w kilku słowach&#13;
tylko większe zespoły notatek, ale nie podawali liczby kart ani choćby przybliżonej objętości zapisów. Jedynie spis zawartości nieistniejącej dziś teki&#13;
3 Mazury pruskie wykonany przez Kopernickiego jest tak szczegółowy, że&#13;
1 I. Kopernicki Listy do Jana Karłowicza, Adama Honoriusza Kirkora i Benedykta Dybowskiego, wydał i wstępem opatrzył A. Wrzosek, „Przegląd Antropologiczny” T. XXVI: 1960,&#13;
s. 90, list z 10 VI 1890 r.&#13;
2 Rkp. prawdopodobnie Aleksandra Osipowicza, dziś w Arch. PTL, teka 30 Litwa, sygn.&#13;
1198, k. 42.&#13;
3 W zbiorach Udzieli w Muzeum Etnograficznym w Krakowie zachowały się notatki Kopernickiego dotyczące tek: 1-9, 12-17 i 19-38.&#13;
4 Zachowały się wykazy z r. 1883, 1886 i 1887 (rkp. w BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 71–80),&#13;
spis z 10 stycznia 1886 r. został opublikowany w aneksach do Korespondencji... cz. III (DWOK&#13;
T. 66), aneks 12, s. 743-749.&#13;
&#13;
12&#13;
&#13;
�pozwala odtworzyć jej pierwotną zawartość i ustalić, jakie materiały z niej&#13;
zaginęły. Notatki Kopernickiego nie dotyczą korespondencji i innych dokumentów osobistych Kolberga ani jego kompozycji.&#13;
Z korespondencji Kopernickiego wynika, że niektóre swe decyzje co do&#13;
rękopisów Kolberga konsultował z Karłowiczem, który na miejscu w Krakowie zapoznał się z częścią przynajmniej tek Kolberga. W grudniu 1890 r.&#13;
Kopernicki pisał do niego:&#13;
[…] nie odmów przyrzeczonej interwencji swej w Szan. Towarzystwie Muzycznym Warszawskim, co do znanych Panu rękopisów muzycznych śp. O. Kolberga.&#13;
Czy przyjmą je do swoich archiwów, czy nie? A w razie odmowy proszę o radę,&#13;
co mam z tym zrobić1.&#13;
&#13;
Zatem znajdujące się w spuściźnie Kolberga rękopisy kompozycji Kopernicki zamierzał wtedy przesłać do zbiorów Warszawskiego Towarzystwa&#13;
Muzycznego i prosił Karłowicza o wywiedzenie się, czy Towarzystwo przyjmie ten dar. Nie wiadomo jednak, czy zdążył doprowadzić ten zamiar do&#13;
końca. Obecnie biblioteka Towarzystwa nie ma informacji o pochodzeniu&#13;
przechowywanych tam utworów Kolberga i daty ich otrzymania, mógł jednak przekazać je około roku 1876 Wierzbowski, o czym już tu wspomniano.&#13;
Druga część znanych dziś rękopisów Kolbergowskich kompozycji, licząca&#13;
ponad 200 kart, znajduje się w jednej z tek w archiwum Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego, ale nie wiadomo, czy jest to całość muzykaliów&#13;
pozostałych po jego śmierci w Krakowie w r. 1890.&#13;
Karłowicz, do którego w przytoczonym fragmencie listu zwraca się Kopernicki, mógł zapoznać się w końcu roku 1890 nie tylko z rękopisami&#13;
kompozycji Kolberga, ale prawdopodobnie przeglądał także inne interesujące go materiały. Można tak przypuszczać, ponieważ na obwolucie jednego&#13;
z rękopisów z teki 30. Litwa obok notatki Kopernickiego: „Nie wiele, ale&#13;
rzeczy ciekawe, z których da się ułożyć przyczynek niezły do »Zbioru Wiadomości«” widnieje notatka Karłowicza sygnowana jego inicjałami: „Trzeba&#13;
bardzo ostrożnie korzystać z tych przyczynków, J.K.” 2.&#13;
Prawdopodobnie w roku 1890 lub 1891, tj. w okresie gdy rękopisami Kolberga opiekował się Kopernicki, z materiałów znajdujących się&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
1298.&#13;
&#13;
I. Kopernicki Listy do Jana Karłowicza ..., s. 91, list z 14 grudnia 1890 r.&#13;
Notatki Kopernickiego i Karłowicza na obwolucie rękopisów w Arch. PTL, teka 30, sygn.&#13;
&#13;
13&#13;
&#13;
�w spuściźnie etnografa korzystał Samuel Adalberg, przygotowując Księgę&#13;
przysłów, przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich1. W spisie&#13;
wykorzystanych prac wymienia on tomy Ludu i Obrazów etnograficznych Kolberga, a także rękopis W. Siarkowskiego2 znajdujący się i wówczas, i dziś w jednej z Kolbergowskich tek, nie notuje tam jednak innych&#13;
rękopisów autora Ludu ani ogromnego zbioru Konopki liczącego ponad&#13;
12 tysięcy tekstów. Uwagę Adalberga na rękopisy Kolberga, a także na obfity zbiór Józefa Konopki3 skierował za pośrednictwem Karłowicza właśnie&#13;
Kopernicki jeszcze za życia etnografa. W marcu 1888 r. pisał do Karłowicza:&#13;
Choć nieproszony, mam sobie za obowiązek za pośrednictwem Szanownego&#13;
Pana zawiadomić p. Adalberga, że olbrzymi zbiór przysłów polskich istnieje tu&#13;
o 2 mile od Krakowa, u p. Tadeusza Konopki, właściciela Mogilan4.&#13;
&#13;
Kopernicki wymienia też autora Księgi przysłów w opisie jednej z Kolbergowskich tek Miscellanea: „Trochę przysłów z Poznańskiego (wypisane&#13;
z »Prz[yjaciela] Ludu« i innych, mogą się przydać Adalbergowi” 5. W dokumentach dotyczących Kolberga i jego spuścizny zachowały się tylko te&#13;
wzmianki o Adalbergu. Nie ulega jednak wątpliwości, że sięgał on do części&#13;
przynajmniej materiałów znajdujących się w tekach autora Ludu, m.in. do&#13;
wymienionego wyżej rękopisu Siarkowskiego. Wobec zniszczenia w czasie&#13;
wojny archiwum Adalberga, głównie analiza zasobu tekstów w jego Księdze przysłów potwierdza dziś, że korzystał on w jakimś stopniu ze zbiorów&#13;
Kolberga i Konopki. Pisze o tym Stanisław Świrko we wstępie do Kolbergowskiego tomu Przysłowia:&#13;
Dowodem ostatnim, materiałowym i chyba najważniejszym, jest wreszcie wielokrotne cytowanie przez Adalberga, bez podania źródeł, przysłów rzadkich,&#13;
a występujących w zbiorach rękopiśmiennych Kolberga i Konopki. Wgląd Adalberga w rękopisy obu zbieraczy musiał być jednak pobieżny, gdyż nie wszystkie&#13;
1&#13;
&#13;
S. Adalberg Księga przysłów, przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich, Warszawa 1889–1894.&#13;
2 W. Siarkowski Przysłowia i zdania z okolic Kielc, rkp. w Arch. PTL, teka 14, sygn. 1200,&#13;
k. 1–6.&#13;
3 Zbiór przysłów J. Konopki mieści się dziś w tece 44 Przysłowia, sygn. Arch. PTL 1416,&#13;
k. 59–270.&#13;
4 I. Kopernicki Listy do Jana Karłowicza..., s. 69, list z 27 III 1888 r.&#13;
5 Rkp. Kopernickiego charakterystyka tek Kolbergowskich…, k. 27. Notatki te dotyczą zawartości teki 37. Miscellanea.&#13;
&#13;
14&#13;
&#13;
�przysłowia nowe lub ciekawe warianty zostały z nich wyłowione. Być może&#13;
Adalberg czynił to już w trakcie druku Księgi i tylko niektóre, najciekawsze&#13;
materiały mógł do niej włączyć1.&#13;
&#13;
Kopernicki przeżył Kolberga zaledwie o nieco ponad rok i w tym czasie,&#13;
kosztem własnych badań i wielkiego wysiłku, zdążył zakończyć prace nad&#13;
dwoma wspomnianymi już tomami: Przemyskiem i częścią II Chełmskiego2. We wstępie dołączonym do Przemyskiego zamieścił życiorys autora&#13;
oraz cenne wiadomości o jego badaniach terenowych, bowiem podał tam&#13;
nie tylko roczne daty pobytu Kolberga w różnych regionach, ale także opisał jego sposób przeprowadzania wywiadów z informatorami, czego bywał naocznym świadkiem, i scharakteryzował stosunek Kolberga do wykonawców folkloru. Obydwie monografie zawierały jednak tylko część ze&#13;
zgromadzonej przez Kolberga dokumentacji kultury ludowej tych regionów,&#13;
bowiem Kopernicki musiał, podobnie jak Kolberg, w wydawanych przez&#13;
siebie tomach, przeprowadzić pewną selekcję materiałów do Chełmskiego,&#13;
a objętość Przemyskiego ograniczona była do dwudziestu arkuszy druku&#13;
przez finansujące ten tom Muzeum Przemysłowe im. Dzieduszyckich we&#13;
Lwowie3. Monografie wydawane przez Kolberga dzięki dotacji Akademii&#13;
Umiejętności lub finansowane z innych źródeł, obejmujące region porównywalny obszarem, zwykle miewały nie jeden, a dwa lub więcej tomów i to&#13;
o nieco większej objętości.&#13;
Z relacji4 Kopernickiego wiadomo, że w ostatnich dniach życia Kolberg&#13;
przekazał mu wskazówki dotyczące materiałów do kilku tomów: drugiej części Chełmskiego, Przemyskiego, części VI i VII Mazowsza5 oraz&#13;
1&#13;
&#13;
S. Świrko wstęp w: O. Kolberg Przysłowia (DWOK T. 60), s. XXVIII.&#13;
&#13;
2 O udziale I. Kopernickiego w opracowaniu tych dwu monografii zob. E. Millerowa „Chełm-&#13;
&#13;
skie” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Chełmskie. Suplement do tomów 33 i 34 (DWOK T. 82),&#13;
s. XXXVII i nast., oraz tejże „Przemyskie” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Przemyskie. Suplement do tomu 35 (DWOK T. 83/I), s. XXXVI i nast.&#13;
3 Materiały źródłowe zebrane przez Kolberga w Przemyskiem, pominięte z konieczności&#13;
w edycji monografii tego regionu z 1891 r. finansowanej przez Muzeum Dzieduszyckich, wydano w 2012 r. w suplemencie (DWOK T. 83), zajęły tam blisko 50 arkuszy druku. W. Bieńkowski&#13;
w artykule Oskar Kolberg a Akademia Umiejętności w Krakowie („Prace Komisji Historii Nauki Polskiej Akademii Umiejętności w Krakowie” T. 1: 1999, s. 15 i 19) mylnie podaje, że druk&#13;
Przemyskiego w 1891 r. opłaciła Akademia.&#13;
4 I. Kopernicki Śmierć Oskara Kolberga, „Wisła” T. 4: 1890, s. 510.&#13;
5 Miały to być tomy zawierające monografię Mazury pruskie oraz zapisy mazowieckich&#13;
bajek i wierzeń. Zob. E. Antyborzec „Mazowsze” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Mazowsze.&#13;
Suplement do tomów 24–28 (DWOK T. 80/1), m.in. s. XXXVI, LXXIV–LXXVII.&#13;
&#13;
15&#13;
&#13;
�drugiej części Kaliskiego. Kopernicki zamierzał wydać ponadto rękopisy&#13;
opublikowane później w Dziełach wszystkich w tomach Sanockie-Krośnieńskie. Niektóre zespoły materiałów uznał za zbyt szczupłe i niekompletne, aby „złożyć tom osobny” i zamierzał wydrukować je w „Zbiorze&#13;
Wiadomości do Antropologii Krajowej”, roczniku Akademii, albo w oddzielnym tomie gromadzącym dokumentację Kolbergowską z różnych regionów.&#13;
Niektóre, jako cząstkowe tylko lub bardzo szczupłe, chciał włączyć do prac&#13;
innych autorów. Część wreszcie uznał za nieprzydatne do jakichkolwiek&#13;
publikacji i albo je usunął, albo zostawił w tece jako świadectwo pracy&#13;
Kolberga. Np. o zawartości jednej z tek pisał:&#13;
Muzykalia, obertasy, pieśni itd. Zawiera poprzekreślane, a więc wydane już&#13;
melodie i pieśni, w brulionach najpierwotniejszych, tak jak były zapisywane.&#13;
Nie tykając ich, zachowałem jako autografy i okazy, dające wyobrażenie o tym,&#13;
w jaki sposób śp. O. Kolberg spisywał te rzeczy z ust ludu1.&#13;
&#13;
W testamencie Kolberg przekazał swemu przyjacielowi i zarazem wykonawcy ostatniej woli nieograniczone prawo dysponowania pozostawionymi&#13;
materiałami etnograficzno-folklorystycznymi. Jeżeli chodzi o rękopisy wykorzystane w Ludzie i Obrazach etnograficznych, „nieograniczone prawo”&#13;
oznaczało także możliwość usunięcia ich, czyli praktycznie zniszczenia. Stąd&#13;
o niektórych tekach lub zespołach rękopisów Kopernicki pisał np.:&#13;
Teka 28 [...] Na koniec niewielka paczka pieśni przez kogoś spisanych w Borowej,&#13;
w Pińszczyźnie, nie wiadomo czy dobrze, bo językiem wołyńskim, lecz nie poleskim, białoruskim, zupełnie odmiennym od Zienkiewicza. Te pieśni wszystkie&#13;
były już drukowane w XIII tomie „Zbioru Wiadomości” i na rękopisie poprzekreślane. Wszystkie wyrzuciłem2.&#13;
&#13;
Uwagę „poprzekreślane, więc wydane” zauważamy kilkakrotnie, np.&#13;
w notatkach o tekach 16, 17, 20 i 35. Niektóre z tak charakteryzowanych&#13;
zespołów Kopernicki usunął bezpowrotnie. Potrzebę zachowania innych&#13;
rękopisów, określał też często według tego kryterium, np. o części zawartości teki 7. Kujawy pisał:&#13;
1 Rkp. Kopernickiego charakterystyka tek Kolbergowskich..., k. 24, prawdopodobnie notatka ta dotyczy rękopisów znajdujących się dziś w tece 43 Miscellanea, o czym niżej.&#13;
2 Tamże, k. 19.&#13;
&#13;
16&#13;
&#13;
�Wszystko wyczerpane w serii III–IV (Kujawy) i XXII (Łęczyckie). Zostały odpadki muzyczne: melodie pieśni i tańców, nie przekreślone przez O.K., więc mogące&#13;
się przydać komuś, o ile podobne lub takie same nie zostały już podane przez&#13;
O.K. w innych seriach1.&#13;
&#13;
Dziś wiemy, że Kolberg swe zapisy terenowe przygotowywał do druku&#13;
i przepisywał czasem nawet kilkakrotnie, ponieważ służyły mu one do&#13;
różnie sprofilowanych publikacji, które wydawał od roku 1842. Przekreślenie w notatkach terenowych skośną kreską całej pieśni lub melodii na ogół wskazuje, że sporządził czystopis tego utworu, selekcjonując materiały do planowanego, lecz nie zawsze ostatecznie oddanego do&#13;
druku tomu. Dokładniejsze analizy w trakcie inwentaryzacji rękopisów&#13;
potwierdziły, że nie wszystkie skreślone zapisy były opublikowane. Pamiętać musimy, że Kopernicki miał prawo usunąć wybrane materiały, ale&#13;
wartość oryginalnych rękopisów Kolberga, zwłaszcza jego bezpośrednich&#13;
zapisów ze słuchu, nawet jeżeli były wydane w Ludzie, oceniamy obecnie inaczej niż wykonawca testamentu, a także sam ich autor w ostatnim okresie życia. Pewną część swych rękopisów usunął bowiem już&#13;
wcześniej Kolberg, co kilkakrotnie odnotował w wykazie tek z 1886 r.&#13;
O zapisach z Poznańskiego pisał np.: „Odpadki od materiałów z Wielkopolski, użytych w latach 1875–1882 przy wydawnictwie[…]”, o zapisach&#13;
z Krakowskiego: „Odpadki od drukowanych już rzeczy w 4 tomach […]”,&#13;
podobne informacje podał przy spisie zawartości teki 7. Kujawy, 17. Lubelskie i 21. Pokucie 2.&#13;
Korespondencja Kolberga według testamentu miała być oddana Bibliotece Jagiellońskiej. Składały się nią listy otrzymane od rodziny, przyjaciół,&#13;
współpracowników, wydawców i uczonych oraz bruliony listów pisanych&#13;
przez niego. Dziś wiemy o dwu jej zespołach. Jeden zawierający przede&#13;
wszystkim listy związane z badaniami Kolberga i jego publikacjami to blisko 900 listów i brulionów znajdujących się w Bibliotece Naukowej PAU&#13;
i PAN3. W drugim, mniejszym, znajdującym się już przed rokiem 1936&#13;
1&#13;
&#13;
Tamże, k. 5.&#13;
Zob. sporządzony przez Kolberga Wykaz tek rękopiśmiennych z datą 10 stycznia 1886 r.&#13;
w: Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 744–746, oraz opis zawartości odpowiednich&#13;
zespołów rękopiśmiennych w: A. Skrukwa Wykaz tek Oskara Kolberga… (DWOK T. 85/III).&#13;
3 W zbiorach BN PAU i PAN mają one sygnaturę 2185, t. 1-4. Wymieniony dalej drugi zespół&#13;
listów przechowywany przed rokiem 1936 w bibliotece PAU miał sygn. 2030.&#13;
2&#13;
&#13;
17&#13;
&#13;
�w zbiorach Biblioteki PAU przechowywane były głównie listy do i od rodziny. Nie udało się ustalić, czy na dwa odrębne zespoły korespondencję podzielił jeszcze Kolberg, czy też zrobił to Kopernicki w trakcie przeglądania&#13;
rękopisów pozostawionych przez przyjaciela. Najbardziej prawdopodobne&#13;
jest, że dokonał tego dopiero Roman Zawiliński, który w lutym 1914 r. na&#13;
uroczystym posiedzeniu Komisji Antropologicznej zobowiązany został do&#13;
napisania biografii Kolberga. Z późniejszych informacji wynika, że wypożyczył wtedy dokumenty osobiste Kolberga przechowywane w sali Komisji&#13;
Antropologicznej Akademii, w tym potrzebną mu część korespondencji.&#13;
Interesowały go prawdopodobnie głównie listy dotyczące kontaktów Kolberga ze światem nauki, więc jeżeli korespondencja nie była podzielona&#13;
wcześniej, on właśnie mógł przeprowadzić tę selekcję, zabierając część listów i pozostawiając w zbiorach Komisji inne, w większości poruszające&#13;
sprawy ściślej prywatne.&#13;
Prace nad edycją rękopisów Kolberga w latach 1891–1914&#13;
Teki Kolberga po śmierci Kopernickiego we wrześniu 1891 r. zostały&#13;
przekazane Akademii do dyspozycji Sekcji Etnologicznej Komisji Antropologicznej AU. Nie były one włączone do zbiorów biblioteki Akademii 1.&#13;
W gmachu Akademii przy ul. Sławkowskiej znalazła się wtedy także korespondencja Kolberga oraz jego dokumenty osobiste. Księgozbiór zdążył&#13;
przynajmniej w części przekazać Bibliotece Jagiellońskiej jeszcze Kopernicki, podobnie jak niektóre wyselekcjonowane rękopisy2, które uznał za&#13;
cenne, ale nieprzydatne do dalszych tomów Ludu.&#13;
Po śmierci wykonawcy testamentu prace nad przygotowaniem do druku&#13;
spuścizny Kolberga zostały na około dziewięć lat zarzucone. J. Karłowicz&#13;
po wydaniu Przemyskiego zadał retoryczne pytanie:&#13;
1&#13;
&#13;
Potwierdza to późniejsza dokumentacja: Katalog rękopisów Akademii Umiejętności&#13;
w Krakowie wydany przez J. Czubka w 1906 r. nie wymienia tek Kolberga, jego nazwisko&#13;
widnieje tam dwukrotnie w związku z innymi materiałami: w informacji o rękopisie pieśni&#13;
litewskich zebranych przez J. Juszkiewicza (sygn. 1438), ponieważ Kolberg przygotował do&#13;
druku część melodii z tego rkp., oraz jako darczyńcy autografu F. Chopina: Wariacje E-dur na&#13;
temat piosenki „Steh’ auf, steh’ auf, o du Schweitzer Bub” (sygn. 1439).&#13;
2 Zob. np. spis zawartości teki 24, 30 i 38 w notatkach Kopernickiego przytoczonych&#13;
w: A. Skrukwa Wykaz tek Oskara Kolberga… (DWOK T. 85/III).&#13;
&#13;
18&#13;
&#13;
�Kto i kiedy dostarczy nam reszty spuścizny po Kolbergu? Przyjazną rękę Kopernickiego niestety śmierć już ubezwładniła1.&#13;
&#13;
Na przerwanie prac nad rękopisami Kolberga złożyło się wiele przyczyn.&#13;
Jednym z powodów było to, że wśród niedrukowanych rękopisów przeważały pieśni i melodie, a Sekcja Etnologiczna Komisji Antropologicznej AU&#13;
otrzymywała tak wiele materiałów pieśniowych, że zdominowałyby one&#13;
przeznaczony dla niej dział rocznika „Zbiór Wiadomości do Antropologii&#13;
Krajowej” i jego kontynuacji – „Materiałów Antropologiczno-Archeologicznych i Etnograficznych”. Już znacznie wcześniej zarząd Sekcji starał się&#13;
ograniczyć zarówno napływ, jak i druk pieśni, ponieważ zapisywane były&#13;
najczęściej bez melodii, a przysyłane bez krytycznego opracowania stawały&#13;
się gąszczem nieuporządkowanych materiałów trudnym do wykorzystania&#13;
w dalszych pracach naukowych. Ponadto zredagowanie do druku zapisów&#13;
Kolberga wymagało specjalistycznych umiejętności, takich jakie miał ich&#13;
autor – wykształcony muzyk, a w kręgu Sekcji Etnologicznej brakowało ludzi o takim przygotowaniu. Niewątpliwie zabrakło też osoby tak zdeterminowanej jak Izydor Kopernicki, który przekonany o znaczeniu materiałów&#13;
przyjaciela, skłonny był odłożyć własne prace, aby przygotować do druku&#13;
kolejny tom Ludu.&#13;
Spuścizna Kolberga została na około dziesięć lat zapomniana. Jedynie&#13;
w roku 1897 jego materiałami śląskimi zainteresował się Władysław Nehring, historyk literatury i językoznawca, wówczas profesor Uniwersytetu&#13;
Wrocławskiego, a także członek krakowskiej Akademii Umiejętności. Kolberga poznał prawdopodobnie jeszcze w roku 1865, gdy autor Ludu starał&#13;
się o pomoc materialną na druk swoich prac w Poznańskim Towarzystwie&#13;
Przyjaciół Nauk, Nehring był wtedy jeszcze profesorem gimnazjum Św.&#13;
Marii Magdaleny w Poznaniu. W 1897 r. Nehring wypożyczył tekę Kolberga&#13;
z rękopisami dotyczącymi Śląska i zdał sprawę z jej zawartości w artykule&#13;
zamieszczonym w „Mitteilungen der Schlesischen Gesellschaft für Volkskunde”. Szczególną uwagę poświęcił tekstom bajek śląskich zapisanych&#13;
przez Kolberga w roku 1868, podając treść kilku z nich2.&#13;
1&#13;
&#13;
Tak J. Karłowicz zakończył recenzję Przemyskiego w „Kwartalniku Historycznym” T. VI:&#13;
1892, s. 357.&#13;
2 W. Nehring Zweiter Bericht über Aberglauben, Sagen und Märchen in Oberschlesien,&#13;
“Mitteilungen der Schlesischen Gesellschaft für Volkskunde” 1897, H. IV, No 4, s. 75–87, część&#13;
pierwsza artykułu tamże H. III, No 1.&#13;
&#13;
19&#13;
&#13;
�Starania o wydanie spuścizny Kolberga zostały wznowione dopiero dzięki inicjatywie Romana Zawilińskiego, sekretarza Komisji Antropologicznej&#13;
w latach 1891-1903. Zawiliński 30 października 1900 r. na posiedzeniu Komisji poinformował zebranych, że po śmierci Kolberga pozostało do opublikowania 21 tek materiałów o różnej objętości i postulował:&#13;
Chodzi tu o to, aby opracować wszystko i w krótkim czasie wydać; uczynić to&#13;
można przy współpracownictwie członków Komisji krajowych, którym po porozumieniu się należy przesłać rękopisy z instrukcją, celem jednolitości w opracowaniu. Ponieważ się znaleźli ochotnicy, należy rzecz bezzwłocznie rozpocząć 1.&#13;
&#13;
Wniosek Zawilińskiego Komisja uchwaliła. Trzy lata później w sprawozdaniu z posiedzenia odbytego dnia 31 marca 1903 r. czytamy:&#13;
Sekretarz p. Zawiliński zdał następnie sprawę z dalszych przygotowań do wydania materiałów etnograficznych po Kolbergu i wyjaśnił stronę finansową&#13;
tego wydawnictwa. Po ożywionej dyskusji, która rozwinęła się nad sposobem&#13;
dalszego wydania tych materiałów przyjęto za zasadę, aby materiały będące&#13;
wycinkami z rzadkich czasopism i dzienników drukować, natomiast wyjątki&#13;
z dzieł tylko zacytować2.&#13;
&#13;
W latach 1902–1912 podjęto prace nad kilkoma zespołami rękopisów&#13;
i starania Zawilińskiego i innych członków Komisji doprowadziły do opu­&#13;
blikowania czterech pozycji: uzupełnień do Pokucia3 przygotowanych&#13;
przez Stanisława Zdziarskiego w 1904 r., Szląska Górnego4 przez Sewe­ryna&#13;
Udzielę w 1906 r., Wołynia5 przez Józefa Tretiaka w 1907 r. i Tarnowa–&#13;
1 Sprawozdanie z posiedzeń Komisji odbytych r. 1900, MAAE T. V: 1901, s. VII. Określenie&#13;
„członków krajowych” wskazywało na współpracowników Komisji mieszkających w Galicji.&#13;
2 Sprawozdanie z posiedzeń Komisji odbytych w roku 1903 i 1904, MAAE T. VII: 1904,&#13;
s. VIII. „Zacytować” – tu w znaczeniu: zamieścić jako notę bibliograficzną.&#13;
3 O. Kolberg Pokucie. Uzupełnienia dawniej ogłoszonego dzieła śp. Oskara Kolberga z rękopisów pozgonnych wydał dr S. Zdziarski, MAAE T. VII: 1904, s. 174–194. Teksty i melodie&#13;
tam zamieszczone zostały na podstawie zachowanych rękopisów opracowane na nowo i w ramach Dzieł wszystkich wydane w tomie Ruś Karpacka (DWOK T. 54–55).&#13;
4 O. Kolberg Szląsk Górny. Materiały etnograficzne zebrane przez Oskara Kolberga z papierów pośmiertnych wydał S. Udziela, MAAE T. VIII: 1906, s. 140–212 i odbitka: Kraków 1906.&#13;
Rękopisy wykorzystane przez Udzielę zostały opracowane na nowo i wydane razem z innymi&#13;
dotyczącymi Śląska w tomie Śląsk (DWOK T. 43).&#13;
5 O. Kolberg Wołyń. Obrzędy, melodie, pieśni. Z brulionów pośmiertnych przy współudziale St. Fischera i F. Szopskiego wydał J. Tretiak, Kraków 1907; wydanie Tretiaka w Dziełach wszystkich przedrukowano w serii fotooffsetowej jako tom 36.&#13;
&#13;
20&#13;
&#13;
�–Rzeszowa1 w 1910 r. również przez Udzielę. Kilka innych opracowań,&#13;
w różnym stopniu zaawansowanych, drukiem się nie ukazało, głównie&#13;
z powodu braku pieniędzy.&#13;
Pewne znaczenie dla prac nad rękopisami Kolberga miała dyskusja&#13;
wokół zasad drukowania folkloru tocząca się w latach 1888-1900 w Komisji Antropologiczno-Archeologicznej, do której należała Sekcja Etnologiczna. Językoznawcy postulowali zapisywanie w terenie i wydawanie&#13;
tekstów ludowych w pisowni fonetycznej (zwanej wówczas także pisownią&#13;
organiczną). Etnografowie byli przeciwni takiej metodzie notowania&#13;
i publikowania bajek i pieśni2. W czasie posiedzenia 19 grudnia 1900 r.&#13;
R. Zawiliński dramatycznie pytał:&#13;
Dialektologia zażądała od etnografii materiału i zaprzągłszy ją do swego pługa,&#13;
poganiała nią do ostateczności. Powstało hasło przeciwne dawnemu zwyczajowi: pisać wszystko jak najwierniej, a że do tej wierności nie wystarczał zasób&#13;
grafiki języka literackiego, potworzono nowe znaki i znaczki, ciągle nowe i ciągle&#13;
inne, a zawsze jeszcze niewystarczające. Nad rozwojem naszej etnografii zaciążyła klątwa, podana w służbę językoznawcom zaledwie dycha. Czyśmy nie zaszli&#13;
za daleko?3&#13;
&#13;
Na tym posiedzeniu uchwalono, że teksty ludowe Komisja drukować&#13;
będzie w swoich wydawnictwach „wiernie podług opowiadania ludu, ale&#13;
środkami graficznymi języka literackiego, z dodaniem do abecadła st.pol.&#13;
á, é”4.&#13;
Już w marcu w r. 1902 Zawiliński zawiadomił Komisję, że Śląsk Górny&#13;
opracowany przez Jana Bystronia jest gotowy5, jednak do wydania tej pozycji nie doszło. Bystroń, członek utworzonej w 1895 r. komisji Akademii&#13;
do uporządkowania metod zapisu tekstów ludowych, był zwolennikiem&#13;
1 O. Kolberg Tarnów-Rzeszów. Materiały etnograficzne. Zebrał, uporządkował i wydał&#13;
S. Udziela, MAAE T. XI: 1910, s. 116–323 i odbitka: Kraków 1910. Materiały z tego regionu, także&#13;
te opublikowane przez S. Udzielę, zostały opracowane na nowo i wydane w tomie Tarnowskie-Rzeszowskie (DWOK T. 48).&#13;
2 Sprzeciw wobec stosowania pisowni fonetycznej dla druku folkloru już w r. 1888 wyrażał&#13;
Kopernicki, zob. jego Listy do Jana Karłowcza..., list z 15 I 1888 r., s. 65–66.&#13;
3&#13;
&#13;
Sprawozdanie z posiedzeń Komisji odbytych w r. 1900, MAAE T. V: 1901, s. IX.&#13;
Tamże.&#13;
5 Sprawozdanie z posiedzeń Komisji odbytych w latach 1901/1902, MAAE T. VI: 1903,&#13;
s. XII.&#13;
4&#13;
&#13;
21&#13;
&#13;
�notacji fonetycznej. Na jego wniosek komisja postanowiła w 1898 r. wydać&#13;
bajki śląskie Lucjana Malinowskiego w pisowni stosowanej w pracach dialektologicznych. Zapisane one były tą metodą przez autora, językoznawcę,&#13;
już w czasie badań terenowych. Teksty bajek śląskich Kolberga, najcenniejszą część przygotowywanej publikacji, poddał Bystroń transkrypcji wbrew&#13;
uchwale Komisji z 1900 r. i chciał je w takiej postaci oddać do druku. Jego&#13;
rękopis Kolbergowskiej bajki Jak to syn rzeźnicki został królem w notacji fonetycznej zachował się w tece śląskiej1 wraz z notatką sporządzoną&#13;
prawdopodobnie przez Jana Łosia, kwestionującą celowość takiego opracowania:&#13;
Teksty zebrane przez Kolberga drukujemy tak, jak przez niego zostały zapisane,&#13;
z zachowaniem wszystkich właściwości jego ortografii. Pisownia ta nie zawsze&#13;
jest konsekwentna; do sprawdzenia jednak, o ile ona odpowiada istotnemu&#13;
wymawianiu ludowemu, należałoby tekst zapisany sprawdzić w tych samych&#13;
okolicach Szląska, które badał Kolberg. Bez tego każdy językoznawca z równą&#13;
łatwością poprawi to, co mu się wyda błędnym, jak by to zrobił redaktor, wydający pracę Kolberga. Lepiej ściśle wydać tekst tak, jak został zapisany, aniżeli&#13;
narażać się na niebezpieczeństwo zepsucia go przez poprawki, które choćby&#13;
z pozoru najracjonalniejsze, mogłyby nie zgadzać się z faktycznym wymawianiem ludu szląskiego2.&#13;
&#13;
Bajki śląskie Malinowskiego zapisane były przez językoznawcę w pisowni fonetycznej i taką postać otrzymały w druku, natomiast śląskie bajki Kolberga, zapisane jego własną metodą w znacznej mierze oddającą wymowę&#13;
narratora, zanotowane były w roku 1868, ponad trzydzieści lat przed próbą&#13;
ich transkrypcji. Weryfikacja ich brzmienia u informatora Kolberga była&#13;
nie tylko niemożliwa, ale z racji upływu czasu także pozbawiona sensu.&#13;
Prawdopodobnie opinia Łosia i głos Zawilińskiego, przeciwnika stosowania&#13;
zapisu fonetycznego w publikowaniu materiałów folklorystycznych, zaważyły na tym, że opracowania Bystronia nie oddano do druku.&#13;
1&#13;
&#13;
Rękopis J. Bystronia w Arch. PTL, teka 10, sygn. 1170, k. 27, oryginał Kolberga tamże,&#13;
k. 25; tekst tej bajki opublikowany jest według zapisu Kolberga w tomie Śląsk (DWOK T. 43),&#13;
s. 109–119.&#13;
2 Notatka zachowana w tece Śląsk (Arch. PTL, teka 10, sygn. 1170, k. 1) nie ma daty i nie jest&#13;
podpisana, pod tekstem inną ręką (prawdopodobnie przez S. Udzielę) dopisane „prof. dr Jan&#13;
Łoś”. Tekst ten Udziela przytoczył w całości (bez podania autora) w swoim krótkim wstępie do&#13;
Szląska Górnego, zamieszczonym w T. VIII MAAE w r. 1906, s. 140. Tam w końcowym zdaniu&#13;
błędnie „fonetycznym” zamiast „faktycznym” jak w oryginale notatki.&#13;
&#13;
22&#13;
&#13;
�Kolbergowski Śląsk przygotował do wydania cztery lata później Seweryn Udziela, od roku 1903 redaktor „Materiałów Antropologiczno-Archeologicznych i Etnograficznych”. W tym roczniku Komisji Antropologicznej&#13;
Udziela w roku 1906 oddał do druku 13 bajek, 21 pieśni, garść notatek&#13;
słownikowych, noty bibliograficzne różnych publikacji dotyczących regionu, kilka wypisów z prasy z połowy XIX w. oraz szkic stroju „wieśniaka ze&#13;
Szląska Górnego” 1. Nie wprowadził pisowni fonetycznej, ale nie odwzorował też w tekstach bajek pisowni Kolberga2, przyjętej przez tego muzyka&#13;
o znakomitym słuchu i równie znakomitej umiejętności notowania odcieni&#13;
wymowy narratora. Kolberg używał zapisu piętrowego, więc trzeba by było&#13;
w drukarni sporządzać odlewy wielu nowych, specjalnych czcionek, co&#13;
by znacznie utrudniło składanie i spowodowało wyraźny wzrost kosztów&#13;
druku. Monika Gruchmanowa, która przygotowała bajki śląskie do druku&#13;
w Dziełach wszystkich, nie zgadzała się z powtórzoną przez Udzielę za Łosiem opinią o niekonsekwencji zapisów Kolberga: „Sądzę, że to informator&#13;
miał już rozchwiany system gwarowy, zaś Kolberg po prostu zapisów nie&#13;
ujednolicał”3. Analizując notację bajek śląskich Kolberga, M. Gruchmanowa&#13;
podsumowała swe rozważania następująco:&#13;
Kolberg nie tylko dostrzegał gwarowe niuanse fonetyczne, lecz potrafił je także oddać właściwym zapisem (piętrowym), jakim posługuje się współczesna&#13;
dialektologia przy szczegółowych opracowaniach systemów fonetyczno-fonologicznych4.&#13;
&#13;
Jeszcze przed wydaniem Śląska Górnego, na początku roku 1902 był&#13;
gotowy do druku tom zatytułowany Galicja Wschodnia5. Na podstawie&#13;
rękopisów z teki 19. Ruś Czerwona II i 20. Ruś Czerwona III przygotował go Wojciech Grzegorzewicz, filolog, od r. 1897 nauczyciel gimnazjum&#13;
we Lwowie. Grzegorzewicz pisał do Zawilińskiego, że rękopisy przeczytał,&#13;
1 Wszystkie zgromadzone przez Kolberga materiały ze Śląska, także nieliczne znajdujące się&#13;
w innych tekach i pominięte przez Udzielę, zostały wydane w T. 43 Dzieł wszystkich.&#13;
2 Zob. M. Gruchmanowa Oskar Kolberg jako gwaroznawca, w: Oskar Kolberg 1814–1890,&#13;
Kraków 1998, seria „W Służbie Nauki” nr 1, s. 27–34, tam o zapisach bajek śląskich s. 31–33.&#13;
3 Tamże, s. 31.&#13;
4 Tamże, s. 33.&#13;
5 Mówił o tym R. Zawiliński na posiedzeniu Komisji Antropologicznej 20 marca 1902 r., zob.&#13;
Sprawozdanie z posiedzeń Komisji odbytych w latach 1901/1902, MAAE T. VI: 1903, s. XII.&#13;
Nie był to nowy rękopis, ale znajdujące się dziś w tekach 19 i 20 uporządkowane geograficznie&#13;
i następnie tematycznie rękopisy Kolberga, a w części ich kopie.&#13;
&#13;
23&#13;
&#13;
�miejsca trudniejsze do odczytania przepisał, zawartość tek ułożył według&#13;
powiatów, a w obrębie materiałów z jednego powiatu zgodnie z porządkiem, jaki „zaprowadził sam Kolberg w [...] dziele Lud”1. Informował wtedy&#13;
o ukończeniu pracy nad tomem pierwszym, wkrótce też miał odesłać drugi. Śladem pracy Grzegorzewicza są liczne kopie sporządzone przez niego&#13;
i umieszczone bezpośrednio obok oryginałów Kolberga w tekach 19 i 20,&#13;
a także wprowadzony – również przez niego – nowy układ materiałów,&#13;
zapewne odmienny od pozostawionego przez Kolberga. Na posiedzeniu&#13;
Komisji 20 marca 1902 r., na którym Zawiliński przedstawił stan prac nad&#13;
materiałami Kolberga, postanowiono „zwrócić się do Wydziału III z prośbą,&#13;
aby wyznaczył stosowną kwotę na wydawnictwo dawniej przerwane”2. Galicja Wschodnia miała być wydana w dwu tomach, na co potrzebne było&#13;
„około 6 200 koron”. W protokole dodano zastrzeżenie, że koszt ten ma być&#13;
pokryty „z dochodów nadzwyczajnych, o ile zdoła je Komisja uzyskać”3.&#13;
Jednak potrzebnej dotacji Komisja nie otrzymała i opracowanie Grzegorzewicza nie zostało wydane. W trakcie przygotowywania do druku w ramach&#13;
Dzieł wszystkich monografii Ruś Czerwona (tomy 56-57 DWOK) porównano kopie Grzegorzewicza z oryginałami i stwierdzono, że jego odpisy&#13;
tekstów i nut są dokładne. Dlatego wydawcy postanowili wykorzystać je&#13;
w kilku przypadkach, gdy były jedynymi śladami dokumentacji Kolberga,&#13;
tj. gdy oryginały zaginęły.&#13;
W 1904 roku w „Materiałach Antropologiczno-Archeologicznych i Etnograficznych” Stanisław Zdziarski zamieścił część niedrukowanych tekstów&#13;
z teki 21/22 jako uzupełnienie do Pokucia, monografii wydanej przez Kolberga w latach 1882–1889. Wybrał do publikacji m.in. niedrukowane przez&#13;
Kolberga teksty z rękopisu Bazylego Jurczeńki4. Mimo wcześniejszej uchwały komisji zapisy te Zdziarski dał do druku w transkrypcji fonetycznej.&#13;
1 List W. Grzegorzewicza do R. Zawilińskiego z 5 II 1902 r., rkp. w BN PAU i PAN, sygn.&#13;
2185, t. 3, k. 338.&#13;
2 Sprawozdanie z posiedzeń Komisji odbytych w latach 1901/1902, Protokół z posiedzenia 20 III 1902 r., MAAE T. VI: 1903, s. XII.&#13;
3 Sprawozdanie z posiedzeń Komisji odbytych w roku 1903 i 1904, Protokół z posiedzenia 20 XI 1903 r., MAAE T. VII: 1904, s. IX. Tam tytuł tomu przygotowanego przez W. Grzegorzewicza: Ruś Czerwona.&#13;
4 O udziale B. Jurczeńki w gromadzeniu materiałów do monografii Pokucia zob. A. Skrukwa „Pokucie” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Pokucie. Suplement do tomów 29–32 (DWOK&#13;
T. 81), s. XXX–XXXIII. Tam też charakterystyka rękopisów Jurczeńki i innych materiałów&#13;
wybranych do druku przez Zdziarskiego.&#13;
&#13;
24&#13;
&#13;
�Jurczeńko sporządził swoje rękopisy alfabetem łacińskim jako eksponat na&#13;
wystawę etnograficzną w Kołomyi, która odbyła się we wrześniu 1880 r.;&#13;
był wtedy młodym nauczycielem w Ispasie. Jego manuskrypt to 62 karty&#13;
zawierające 74 pieśni i 189 przyśpiewek, wszystkie z notami lokalizacyjnymi, ale bez melodii. Znaczną część materiału z tego rękopisu Kolberg zamieścił w Pokuciu, uzupełniając tam niekiedy zapis nutowy1, część pominął,&#13;
przede wszystkim dlatego że nie pochodziły z „dolnego Pokucia”, które&#13;
było przedmiotem monografii. Zapisy z Huculszczyzny (m.in. z Kosmacza)&#13;
Kolberg zamierzał wydać w osobnej monografii poświęconej „górnemu&#13;
Pokuciu”, czyli Huculszczyźnie i wybór tych właśnie opublikował Zdziarski2. Porównał on dokładnie zawartość rękopisu Jurczeńki z monografią&#13;
Kolberga i teksty już drukowane opatrzył w rękopisie odsyłaczami do Pokucia, sygnując te notatki swoim podpisem. W krótkim wstępie zaznaczył,&#13;
że rękopis pieśni pochodzi z roku 1880, nie podał jednak nazwiska autora3&#13;
i nie poinformował, że sam dokonał transkrypcji oryginalnych zapisów.&#13;
Celowość takiego potraktowania ukraińskich tekstów Jurczeńki po dwudziestu czterech latach od daty ich powstania jest tym bardziej wątpliwa, że&#13;
już notacja autora zapisu była uproszczona. Zatem autorytet Zdziarskiego,&#13;
filologa i folklorysty, mógł sugerować, że rękopisy Jurczeńki sporządzone&#13;
były od początku metodą fonetyczną i zamieszczone w takiej postaci w druku oddają wymowę mieszkańców „górnego” Pokucia około roku 1880.&#13;
Na początku roku 1905 Zdziarski zakończył również prace nad dwuczęściowym tomem Sąde[c]czyzna i Podhale4 zawierającym materiały&#13;
z teki 11. Górale. Zawartość rękopisu pierwszego tomu z tytułem Sąde[c]&#13;
1 Kolberg był w 1880 r. kuratorem naukowym wystawy etnograficznej w Kołomyi, znał&#13;
Jurczeńkę i jego rękopisy eksponowane na tej wystawie, ponadto w okresie organizacji wystawy przebywał od połowy czerwca do połowy listopada na Pokuciu i odwiedził tam wiele miejscowości. Mógł wtedy usłyszeć i zanotować melodie do tekstów znajdujących się w rękopisie&#13;
Jurczeńki.&#13;
2 Materiały dotyczące „górnego Pokucia” zawarte były głównie w tece 23, zatytułowanej&#13;
Huculi, natomiast w tece 21/22 Pokucie znajdowały się tylko te z huculskich, które na jednej&#13;
karcie lub w jednym zespole przemieszane były z pochodzącymi z „dolnego Pokucia” lub z innych regionów Ukrainy.&#13;
3 S. Zdziarski mógł nie dotrzeć do wskazówek na temat autorstwa tego rękopisu znajdujących się m.in. w notatkach Kopernickiego i w korespondencji Kolberga, nie podał jednak&#13;
informacji, że autorem opracowywanego rękopisu nie był Kolberg, ale inna osoba.&#13;
4 Rękopis S. Zdziarskiego Sąde[c]czyzna i Podhale znajdował się do roku 1936 w Kolbergowskiej tece 11 Górale, został z niej wyjęty prawdopodobnie jeszcze przez S. Udzielę, obecnie&#13;
znajduje się w zbiorach Muzeum Etnograficznego w Krakowie (sygn. archiwum MEK I/369/ RKP).&#13;
&#13;
25&#13;
&#13;
�czyzna to pieśni, a w większości tylko ich teksty, do drugiego, pt. Podhale,&#13;
Zdziarski znalazł w tece materiały także do kilku innych rozdziałów, choć&#13;
i tu przeważają pieśni. W krótkim wstępie zwrócił uwagę na ograniczony&#13;
zakres rzeczowy zawartych w tece zapisów, podkreślił bogactwo melodii&#13;
z Podhala i na końcu zauważył:&#13;
Co się tyczy strony czysto wydawniczej, nie mam nic do dodania, gdyż stosując&#13;
się do uchwały Komisji Antropologicznej, przyjąłem układ rzeczy taki, jakim&#13;
posługiwał się śp. Kolberg1.&#13;
&#13;
Do druku przeznaczył jednak tylko część materiałów znajdujących się&#13;
w tece i odnoszących się do regionów podanych w tytule. Dla swoich potrzeb rękopisy w Kolbergowskiej tece ułożył w trzech działach: materiały&#13;
oryginalne (tj. notatki z badań Kolberga), materiały wypisane i – na końcu – dotyczące Spiszu. Karol Hławiczka, kompozytor, pedagog, historyk&#13;
muzyki, który w 1936 r. zapoznał się z tekami Kolberga, pisał, że przygotowany przez Zdziarskiego rękopis monografii, przechowywany wówczas&#13;
w tece 11, zawiera m.in. 689 pieśni, w tym 363 z melodiami, i dodał:&#13;
Tom Sądecczyzna i Podhale jest zbiorem tak cennych materiałów, że można&#13;
wyrazić tylko zdziwienie, iż możliwy jest fakt zapomnienia co najmniej przez&#13;
30 lat gotowego do druku manuskryptu2.&#13;
&#13;
Opracowany przez historyka literatury Józefa Tretiaka i wydany&#13;
w 1907 r. Wołyń3 jest najobszerniejszym spośród tytułów opublikowanych w latach 1890–1914 na podstawie materiałów Kolbergowskich. Wydawca dał mu podtytuł Obrzędy, melodie, pieśni, a z teki wołyńskiej&#13;
1&#13;
&#13;
S. Zdziarski Sąde[c]czyzna i Podhale... , k. 1 nlb. Zdziarski do swego opracowania włączył jedną kartę z czystopisami ośmiu melodii tańców wyjętą z manuskryptów Kolberga z teki&#13;
11, pozostałe karty w jego rękopisie są kopiami. Materiały ujęte w opracowaniu Zdziarskiego&#13;
zostały razem z innymi zapisami z tych regionów opublikowane w tomach Góry i Podgórze&#13;
(DWOK T. 44-45) na podstawie oryginałów Kolberga. Z pracy Zdziarskiego wykorzystano tylko oryginalny rękopis wyjęty przez niego z teki 11 (w tomie Góry i Podgórze cz II, DWOK T. 45,&#13;
melodie nr 1937, 1955, 1956, 1996, 1997, 2036, 2079 i 2122).&#13;
2 K. Hławiczka Niewydane zbiory Oskara Kolberga, „Pion” R. IV : 1936, nr 47.&#13;
3 Edycja Tretiaka została bez zmian i uzupełnień włączona do Dzieł wszystkich Kolberga&#13;
jako ostatni tom z serii wydawanych techniką fotooffsetową (DWOK T. 36), niedrukowane tam&#13;
materiały wołyńskie z tek Kolberga i przypisy źródłowe do wydania Tretiaka zamieszczone są&#13;
w: O. Kolberg Wołyń. Suplement do tomu 36 (DWOK T. 84).&#13;
&#13;
26&#13;
&#13;
�wybrał do druku opisy wesel z trzech miejscowości, 148 pieśni obrzędowych, głównie weselnych, 484 pieśni innych i 25 tekstów prozatorskich.&#13;
Jako zasadę przyjął publikowanie tylko materiałów zebranych przez Kolberga w terenie, a pomijanie wszystkich odpisów i wyciągów z druków.&#13;
Porównanie obecnej zawartości teki wołyńskiej1 z edycją Tretiaka pozwala stwierdzić, że kryteria jego wyboru nie są czytelne, nie uwzględnił&#13;
bowiem wielu zapisów z badań terenowych Kolberga, choć nie są one&#13;
wariantami tekstów przez niego opublikowanych. Niemniej udostępnił&#13;
do dalszych badań duży, bo liczący ponad 630 utworów zbiór pieśni,&#13;
w większości z melodiami, zanotowanych przez Kolberga głównie w ciągu&#13;
sierpnia i września 1862 roku, oraz znacznie wcześniejsze zapisy prozy&#13;
Jana Prusinowskiego2.&#13;
J. Tretiak, podobnie jak inni współcześni mu wydawcy materiałów Kolberga, nie odtworzył w druku pisowni badacza. We wstępie zaznaczył:&#13;
Co się tyczy gwarowych właściwości pod względem wymowy pewnych głosek&#13;
(w szczególności samogłosek), to i te właściwości widocznie starał się Kolberg&#13;
uwzględniać, ale bardzo często, jak to widać z jego brulionów, wahał się między&#13;
użyciem takiej lub innej litery. Już z tego tylko powodu ubieganie się o zupełną&#13;
ścisłość dialektologiczną przy wydaniu niniejszego zbioru jego pieśni uważałem&#13;
za rzecz niewłaściwą, bo niepodobną w danych warunkach do osiągnięcia. […]&#13;
Trzeba więc było zrezygnować z tego, aby zbiór niniejszy mógł być materiałem&#13;
dialektologicznym, za jaki np. może być uważane Pokucie, owoc ostatnich lat&#13;
pracy Kolberga i dlatego sądziłem, że wypada mi w pewnej mierze ujednostajnić&#13;
pisownię, albo raczej wymowę3.&#13;
&#13;
Brulionami nazywa Tretiak zapisy prymarne, wykonane ze słuchu&#13;
w czasie badań terenowych, a zastosowana w nich notacja nie ukazuje wahania Kolberga co do „użycia takiej lub innej litery”, ale jest udaną próbą&#13;
odtworzenia głosek pośrednich przez zapis piętrowy. Taką metodę zapisu&#13;
1&#13;
&#13;
Teka ta miała w spisach Kolberga numer 26. Dziś są to dwa zespoły rękopisów opatrzone&#13;
w BN PAU i PAN w Krakowie sygnaturami 3206 i 3207.&#13;
2 Tretiak nie wiedział, kto zapisał zamieszczone w Wołyniu bajki, podpis autora uznał za&#13;
nieczytelny. Na podstawie notatki Kopernickiego i listów Kolberga, do których Tretiak zapewne nie mógł wtedy dotrzeć, wiemy dziś, że teksty te zapisał około roku 1835 Jan Prusinowski&#13;
(1818–1882), wówczas student, później adwokat z zawodu, a literat z zamiłowania, mieszkający&#13;
w Żytomierzu. Rękopis Prusinowskiego zaginął.&#13;
3 J. Tretiak Od wydawcy, w: O. Kolberg Wołyń (DWOK T. 36), s. X–XI.&#13;
&#13;
27&#13;
&#13;
�stosował Kolberg także później, m.in. w czasie badań terenowych na Kujawach w 1865 r. i w trakcie wywiadów ze Ślązakami w 1868 r.&#13;
Po wydaniu Wołynia na trzy lata zamarły prace nad rękopisami Kolberga. Jedynie w r. 1909 odnotowano, że na posiedzeniu Komisji Antropologicznej 16 grudnia „prof. Rostafiński wyraził życzenie, aby Komisja zajęła&#13;
się sporządzeniem i wydaniem indeksu do dzieł Kolberga”1. Propozycji tej&#13;
jednak nie podjęto.&#13;
W roku 1910 Seweryn Udziela ponownie zajął się spuścizną Kolberga&#13;
i opublikował materiały z teki 15 Tarnów–Rzeszów. Tak jak inni ówcześni&#13;
edytorzy rękopisów Kolberga do wydania przeznaczył tylko zapisy z tej&#13;
teki, choć zapisy pochodzące z opracowywanego przez niego regionu znajdowały się także w innych zespołach. Wybrane materiały w druku ułożył&#13;
według porządku stosowanego przez Kolberga w tomach Ludu, nadał również rękopisom nowy układ według kolejności tekstów i melodii przyjętej&#13;
w edycji. Recenzent, Mieczysław Treter, pisząc o tej publikacji, podkreślił&#13;
zasługi wydawcy:&#13;
Na gorące uznanie jednak zasługuje sumienna praca wydawnicza Seweryna&#13;
Udzieli, który sam będąc jednym z najwybitniejszych polskich etnologów, skąpy&#13;
czas swój poświęca na rzecz tak żmudną, niewdzięczną, zamiast obracać go na&#13;
własne prace krytyczne, które przecież o tyle więcej zadowolenia przynoszą2.&#13;
&#13;
Dodać tu trzeba, że członkowie Sekcji Etnologicznej zarabiali na życie&#13;
najczęściej jako nauczyciele, zaś Udziela był w tym okresie inspektorem&#13;
szkolnym. Dlatego własnym badaniom i opracowywaniu ich wyników nie&#13;
mogli poświęcić wiele czasu – na przygotowanie do druku zbiorów Kolberga oddawali skąpe godziny kosztem własnych badań naukowych lub&#13;
wypoczynku, a za prace na rzecz Akademii nad edycją Kolbergowskich&#13;
rękopisów nie otrzymywali honorariów.&#13;
Tarnów-Rzeszów opracowany przez Udzielę był ostatnim zbiorem&#13;
materiałów Kolberga opublikowanym przed pierwszą wojną światową. Nie oddano bowiem do druku, poza wcześniej opracowanymi przez&#13;
1&#13;
&#13;
Sprawozdania z posiedzeń Komisji odbytych w roku 1908 i 1909. Protokół z posiedzenia&#13;
16 XII 1909 r., MAAE T. XI: 1910, s. XIII. Józef Rostafiński (1850–1928), botanik, był członkiem&#13;
czynnym Akademii od 1887 r.&#13;
2 Recenzja M. Tretera była zamieszczona w czasopiśmie „Lud. Kwartalnik Etnograficzny”,&#13;
R. 16: 1910, s. 410-411.&#13;
&#13;
28&#13;
&#13;
�W. Grzegorzewicza Galicją wschodnią i przez S. Zdziarskiego Sąde[c]czyzną..., także przygotowanych przez Jana Bielę w 1911 r. Materiałów etnograficznych z Podkarpacia1 i nieco późniejszego Podgórza zachodniej&#13;
Galicji Władysława Kosińskiego.&#13;
Jan Biela2, filolog, pedagog, zajął się rękopisami znajdującymi się wówczas w tece 18. Ruś Czerwona I. Jasło, Sanok, Sambor, Przemyśl. Starannie przepisał notatki Kolberga, opatrując je własnym wstępem datowanym „Lwów, we wrześniu 1911”. Przepisując materiały Kolberga, zgodnie&#13;
z instrukcją Komisji opuścił niektóre teksty zaczerpnięte z druków i parę&#13;
innych, nie mających not lokalizacyjnych, bądź treścią wykraczających jego&#13;
zdaniem poza Kolbergowski Lud. Porównał materiały przejęte ze zbiorów&#13;
poprzedników z ich podstawą, m.in. z Pieśniami ludu ruskiego Ż. Paulego&#13;
i Ruskim weselem J. Łozińskiego, a we wstępie scharakteryzował odpisy&#13;
Kolberga z tych źródeł3. Redagując materiały, zachował pisownię oryginałów, a przepisane teksty uporządkował według planu, jaki w monografiach stosował Kolberg. Z zapisów dotyczących okolic Przemyśla wybrał&#13;
do druku pominięte w tomie przygotowywanym w r. 1890 przez Kolberga,&#13;
a ukończonym przez Kopernickiego. Tekturową teczkę, do której włożył&#13;
swój rękopis, opatrzył tytułem: „18. teka Kolberga przygotowana do druku, J. Biela”. Przygotował więc do wydania rękopisy z określonej teki, nie&#13;
materiały do planowanej przez Kolberga monografii regionalnej. Rękopis&#13;
ten, wzorowo wręcz kaligrafowany, nie doczekał się druku.&#13;
W roku 1912 miał też być gotowy obszerny tom Podgórze zachodniej&#13;
Galicji4 przygotowywany przez Władysława Kosińskiego, wówczas emerytowanego nauczyciela gimnazjum. Kosiński, badający wcześniej gwary&#13;
1&#13;
&#13;
Taki tytuł opracowania J. Bieli podany był w protokole z posiedzenia Komisji dnia 21 XII&#13;
1911 r., zob. MAAE T. XII: 1912, s. XVIII. Niewątpliwie chodziło o zachowany do dziś rękopis&#13;
J. Bieli znajdujący się obecnie w tece 18a. Rękopis nie ma tytułu, swój wstęp Biela zatytułował&#13;
Materiały etnograficzne zebrał Oskar Kolberg, wydał Jan Biela.&#13;
2 W spisie członków przybranych Komisji Antropologicznej przy nazwisku J. Bieli do roku&#13;
1910 jest nota „Drohobycz” (np. MAAE T. V: 1901, s. XI), był tam wtedy zapewne nauczycielem – tekturowa teczka, w której umieścił swój rękopis Rusi Czerwonej, ma nadruk „Szkoła&#13;
przygotowawcza uzup. w Drohobyczu. Ćwiczenia polskie i rysunkowe”. Później J. Biela był&#13;
nauczycielem w liceum we Lwowie.&#13;
3 O Kolbergowskich odpisach z pracy Ż. Paulego i tłumaczeniu J. Łozińskiego zob. też&#13;
E. Millerowa „Przemyskie” Oskara Kolberga… (DWOK T. 83/I), s. LXVI–LXXIV.&#13;
4 Zob. Z. Jasiewicz „Góry i Podgórze” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Góry i Podgórze&#13;
cz. I (DWOK T. 44), s. XXVI.&#13;
&#13;
29&#13;
&#13;
�i folklor mieszkańców Beskidów, wybrał do opracowania do druku tekę 12.&#13;
Podgórze krakowskie i sporządził kopie większości zapisów terenowych&#13;
i innych notatek Kolberga tam przechowywanych. Tytuły i własne notatki&#13;
na obwolutach do rękopisów Kolberga wpisywał notacją stenograficzną.&#13;
Kopie Kosińskiego, przemieszane z oryginałami Kolberga znajdują się dziś&#13;
w tece 12a Podgórze utworzonej specjalnie dla tych materiałów oraz w zespole rękopisów nazwanych później teką 50. Miscellanea. Po porównaniu&#13;
kopii z zapisami Kolberga można było stwierdzić, że odpisy Kosińskiego są&#13;
dokładne, dlatego użyto ich kilkakrotnie w edycji Dzieł wszystkich, jeżeli&#13;
oryginały Kolberga zaginęły1. Jednak opracowanie Kosińskiego nie zostało&#13;
ukończone, na co wskazuje dzisiejszy stan jego kopii. Również w protokołach z posiedzeń Komisji Antropologicznej przed wybuchem wojny nie ma&#13;
o nim wzmianki.&#13;
Prawdopodobnie w tym okresie, tj. przed rokiem 1914, niekiedy sięgano do spuścizny rękopiśmiennej Kolberga, traktując zawarte tam rękopisy&#13;
jako materiały przydatne do własnych prac. Korzystał z tej możliwości&#13;
Adam Fischer, etnograf zainteresowany kulturą ludową Rusinów. W jego&#13;
materiałach wśród jego własnych maszynopisów znajduje się ponad trzydzieści kart pochodzących niewątpliwie z archiwum Kolberga2. Są to trzy&#13;
rękopisy wspominanego tu już Bazylego Jurczeńki: Piosnki huculskie,&#13;
Przysłowia i gadki i Przyzwoitsze huculskie przekleństwa, oraz rękopis nieznanego autora, prawdopodobnie Sofrona Witwickiego – odpowiedź na listę pytań Kolberga na temat wypasu bydła przez Hucułów.&#13;
Pierwotnie znajdowały się one na pewno w zbiorach Kolberga, widać&#13;
na nich ślady jego pracy w postaci drobnych dopisków, poprawek i wyjaśnień słownikowych, jednak jako materiały z Huculszczyzny teksty te&#13;
nie weszły do czterotomowego Pokucia. Zostały opublikowane dopiero w Dziełach wszystkich w monografii Ruś Karpacka razem z innymi&#13;
1 Kosiński kilkakrotnie wyciął z manuskryptu Kolberga fragment z zapisem nutowym lub&#13;
rysunek i przykleił go nad swoja kopią tekstu pieśni czy opisu. Pozostałe fragmenty oryginalnego rękopisu Kolberga zaginęły. Zob. np. w tece 12a, sygn. 1185, k. 9–10, 19, 24–27 oraz ryc.&#13;
w T. 73/I, na której przedstawiony jest rysunek czepca wycięty z oryginalnej karty, naklejony&#13;
na nowej kartce przez Kosińskiego i przez niego podpisany.&#13;
2 Rękopisy A. Fischera przechowywane są obecnie w Archiwum Naukowym PTL we Wrocławiu, wywiezione zostały ze Lwowa razem z dokumentacją Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego przez Olgę i Józefa Gajków w 1945 r., bezpośrednio po wojnie. Karty pochodzące&#13;
ze spuś­cizny Kolberga, a znajdujące się obecnie w zespole „Ze zbiorów śp. A. Fischera” mają&#13;
w Archiwum PTL sygn. 99 (dawniej 323).&#13;
&#13;
30&#13;
&#13;
�zgromadzonymi przez Kolberga na temat Hucułów i Bojków 1. Fischer&#13;
zainteresował się rękopisami Kolberga, przygotowując w 1914 r. rocznicowy artykuł2 o nim zamieszczony w „Ziemi”; m.in. pisał tam, że spuścizna&#13;
autora Ludu zawiera materiały na co najmniej trzydzieści następnych&#13;
tomów. Wśród regionów, których monografie można opracować na podstawie zachowanych rękopisów, wymienia np. Mazury pruskie, Pomorze&#13;
i Spisz. Nie zachowały się jednak dokumenty pozwalające ustalić datę&#13;
wypożyczenia wymienionych wyżej rękopisów wyjętych przez niego z tek&#13;
Kolbergowskich. Można tylko stwierdzić, że mieszkający i pracujący we&#13;
Lwowie Adam Fischer, wypożyczył interesujące go manuskrypty, ale nie&#13;
zwrócił ich do przechowywanej w Krakowie spuścizny Kolberga.&#13;
Wydawcy rękopisów Kolberga w latach 1902–1914 spośród jego tek&#13;
wybierali do opracowania tę, która miała zawierać materiały z regionu&#13;
nie objętego jeszcze tomami Ludu, kierowali się przy tym nazwą regionu&#13;
w tytule. Jednak w archiwum Kolberga wielokrotnie nie tylko w jednej&#13;
tece, ale i na jednej karcie zauważamy melodie i teksty pochodzące z różnych regionów. Dotyczy to między innymi czystopisów redagowanych do&#13;
publikacji podobnych do Pieśni ludu weselnych z lat 1847–1849 i Pieśni&#13;
ludu polskiego z roku 1857, tj. do monograficznych zbiorów pieśni. Wtedy na jednej karcie zapisane są pochodzące z różnych regionów warianty&#13;
wątku tekstowego z melodiami i notami o ich lokalizacji. Również w zapisach terenowych na jednej karcie wielokrotnie notował Kolberg utwory&#13;
wykonane przez kilku instrumentalistów czy śpiewaków, pochodzących&#13;
z różnych miejscowości. Karty takie znajdują się dziś w jednej z tek regionalnych, choć nie wszystkie zapisane na nich utwory pochodzą z tego&#13;
właśnie regionu. Ówcześni edytorzy kierowali się tylko tytułem, choć do&#13;
wybranego regionu odnoszą się także zapisy zawarte w kilku lub kilkunastu innych tekach. Nie zawsze zdawali sobie z tego sprawę, nie mieli też&#13;
wówczas „klucza”, aby dotrzeć do rękopisów znajdujących się poza teką,&#13;
która ich zainteresowała. Część takich problemów rozwiązałyby indeksy&#13;
geograficzne do wszystkich tek, choć nie byłyby one wystarczające, ponieważ część rękopisów Kolberga nie miała odnotowanej lokalizacji. Jak&#13;
1&#13;
&#13;
Zob. m.in. w: O. Kolberg Ruś Karpacka cz. I (DWOK T. 54), tam s. 172–175 – pytania i odpowiedzi na temat wypasu na połoninach, tamże cz. II (DWOK T. 55) s. 446–447 – przysłowia,&#13;
s. 449–450 – przekleństwa, natomiast liczne pieśni rozproszone są w różnych rozdziałach obu&#13;
części tomu Ruś Karpacka.&#13;
2 A. Fischer Oskar Kolberg, „Ziemia” R. V: 1914, nr 8, s. 113-115 i nr 9, s. 129-132.&#13;
&#13;
31&#13;
&#13;
�pokazały wyniki prac prowadzonych wiele lat później, w czasie redagowania Dzieł wszystkich, dopiero wielostronne analizy rękopisów&#13;
i publikacji autora Ludu pozwoliły zadowalająco uściślić pochodzenie&#13;
regionalne większości znajdujących się w spuściźnie Kolberga zapisów&#13;
pozbawionych not lokalizacyjnych.&#13;
Niektórzy z ówczesnych wydawców materiałów Kolberga pomijali też&#13;
fakt, że w każdej z wybranych tek są mniej lub bardziej liczne materiały&#13;
dotyczące innych regionów i publikowali je także, mimo oznaczonej proweniencji, wskazującej, że powinny być zamieszczone w innej monografii.&#13;
Udziela, przygotowując Śląsk Górny, wziął pod uwagę tylko materiały śląskie, natomiast w przygotowanym przez niego Tarnowie-Rzeszowie znalazły&#13;
się, nieliczne wprawdzie, pieśni ze Lwowa, z Krakowa czy z Sandomierskiego.&#13;
Tretiak, redagując Wołyń, zauważał, że „nie wszędzie wreszcie oznaczoną&#13;
była miejscowość lub okolica, gdzie pieśń zapisano”1, ale selekcjonując pieśni&#13;
do druku nie kierował się czytelnym kryterium, jakim mogła być ich lokalizacja (tj. nota o miejscu zapisu) lub jej brak. W swej edycji zamieścił pieśni&#13;
pozbawione w rękopisie lokalizacji (możliwej jednak często do odtworzenia&#13;
np. przez porównanie zapisów terenowych i czystopisów, gdzie była ona odnotowana), ale także pieśni z notami „od Kamieńca Podolskiego”, „od Kijowa”,&#13;
„od Nieświeża”, czyli z okolic i miejscowości spoza Wołynia2.&#13;
Opracowując do druku wybrane materiały, ówcześni wydawcy spuścizny&#13;
Kolberga starali się ułożyć je według planu przyjętego w Ludzie, uwzględniali na ogół noty lokalizacyjne i zwykle także odsyłacze do wariantów wpisane w czystopisach, ale tylko niekiedy informowali o autorze rękopisu, chociaż nie zawsze był nim Kolberg. Wydawali we własnym wyborze rękopisy&#13;
znajdujące się w danym zespole archiwalnym, a nie zapisy do planowanej&#13;
przez Kolberga monografii, ponieważ nie orientowali się w charakterze jego&#13;
spuścizny. Chodzi tu m.in. o nawarstwienie się w niej wersji pochodzących&#13;
z różnych etapów dokumentowania i redagowania wyników badań terenowych przechowywanych w różnych tekach, a przygotowywanych do różnych&#13;
1&#13;
&#13;
J. Tretiak Od wydawcy, w: O. Kolberg Wołyń (DWOK T. 36), s. X.&#13;
W opracowaniach obu autorów, tj. w Wołyniu Tretiaka i Tarnowie-Rzeszowie Udzieli niektóre pieśni pochodzące z innych regionów bywają wariantami tekstów zanotowanych&#13;
w regionie tytułowym, czasem w czystopisach zapisane są one przez Kolberga na tej samej&#13;
karcie, na której znajduje się wariant właściwy dla opracowywanego regionu. Nie dotyczy to&#13;
jednak większości pieśni z notami lokalizacyjnymi spoza regionu tytułowego opublikowanych&#13;
przez Tretiaka i Udzielę.&#13;
2&#13;
&#13;
32&#13;
&#13;
�planowanych i nie zawsze wydanych publikacji oraz o wspomniane już częste notowanie przez Kolberga na jednej karcie folkloru z różnych regionów.&#13;
Po śmierci Kopernickiego, znającego plany i warsztat edytorski Kolberga, zabrakło osoby, która chciałaby zapoznać się z całością pozostawionych przez&#13;
niego materiałów oraz z ich zróżnicowanym profilem źródłowym i mogła&#13;
dzięki temu koordynować prace wydawnicze.&#13;
Jak już tu wspominano, wydawcy z lat 1902–1912 „porządkowali” zawartość wybranych tek. Zmieniali wtedy układ rękopisów nadany przez Kolberga, zacierając stan pierwotny, a nie dysponujemy dziś żadnym dokumentem&#13;
pozwalającym odtworzyć dokładniej zawartość tek z okresu poprzedzającego&#13;
ich działania. Dotyczy to zarówno liczby kart, jak i ich kolejności w zbiorze.&#13;
To ostatnie mogło mieć jednak znaczenie dla interpretacji zapisanych tekstów, do czego trzeba będzie jeszcze wrócić1. Niektórzy edytorzy notowali&#13;
swe uwagi bezpośrednio na kartach z zapisami Kolberga lub jego współpracowników, nie zawsze sygnując swoje dopiski. Dotyczą one najczęściej klasyfikacji pieśni lub innych tekstów, zauważyć też można wskazówki wydawcy&#13;
tekstów dla współpracownika opracowującego melodie. Niekiedy posuwali&#13;
się do działań jeszcze bardziej radykalnych, wyjmując oryginalny rękopis&#13;
z teki lub wycinając jego fragment i włączając go do swojego manuskryptu.&#13;
Stwierdzić też trzeba, że w każdej tece, której zawartość była wówczas opracowywana, brakuje obecnie kilku lub kilkunastu pojedynczych kart, a czasem&#13;
nawet większych zespołów. O ich zniknięciu świadczy istnienie kopii sporządzonych w trakcie przygotowywania materiałów Kolberga do druku, a także&#13;
zamieszczenie w wydanym drukiem opracowaniu tekstów i melodii, których&#13;
dziś nie znajdujemy2 w spuściźnie Kolberga. Zaginął np. „Rękopism oprawny&#13;
Prusinowskiego, bajki wołyńskie, spisane przez niego w r. 1835 i opowiedziane przez niego, bardzo ciekawe […]”3. O bajkach tych wspomniano już&#13;
charakteryzując Wołyń przygotowany do druku przez Tretiaka.&#13;
Czasem rękopisy Kolberga nieznaną dziś drogą dostawały się do&#13;
popularnych w XIX w. kolekcji autografów. Np. w takich zbiorach&#13;
&#13;
1&#13;
&#13;
Zob. informacje o układzie zawartości dawnej teki 34, s. 90–91.&#13;
Informacje o takich faktach są zamieszczane w monografiach i innych tomach wydawanych na podstawie rękopisów (T. 39–63 DWOK) i w przypisach źródłowych w tomach suplementowych (T. 70–84 DWOK).&#13;
3 Notatka I. Kopernickiego dotycząca dawnej teki 26 Wołyń, obecnie w zbiorach Muzeum&#13;
Etnograficznego w Krakowie, zob. przypis 3 na s. 11.&#13;
2&#13;
&#13;
33&#13;
&#13;
�przechowywanych dziś w Bibliotece Jagiellońskiej znalazły się dwie karty&#13;
z pieśniami z Wołynia oraz karta z pieśniami z Wielkopolski1.&#13;
Po roku 1910 nie ukazały się drukiem nowe opracowania rękopisów&#13;
Kolberga. Problem edycji jego zbiorów na forum Akademii wrócił dopiero&#13;
na początku roku 1914, gdy Komisja Antropologiczna postanowiła uczcić&#13;
stulecie urodzin etnografa. Na zorganizowanym 24 lutego uroczystym posiedzeniu komisji R. Zawiliński przedstawił fragment przygotowywanej przez&#13;
siebie biografii Kolberga. W sprawozdaniu z posiedzenia czytamy:&#13;
Po odczycie rozwinęła się ożywiona dyskusja, podczas której obecni członkowie&#13;
Komisji przypominali z własnego życia stosunki z Kolbergiem, który był też członkiem Komisji Antropologicznej. Sekretarz generalny Akademii postawił wniosek,&#13;
aby uprosić p. Romana Zawilińskiego, by opracował całą monografię O. Kolberga,&#13;
którą Akademia Umiejętności wyda własnym nakładem. Wniosek uchwalono.&#13;
Prof. Ciechanowski wniósł, by wydać muzykę O. Kolberga, a do opracowania&#13;
i przygotowania tego wydawnictwa uproszono prof. Z. Jachimeckiego2.&#13;
&#13;
Zawiliński wypożyczył wtedy ze spuścizny rękopiśmiennej Kolberga&#13;
potrzebne mu dokumenty i listy, o czym już wyżej wspomniano, jednak&#13;
do wydania biografii jego autorstwa3, ani „muzyki O. Kolberga”, czyli kompozycji, ani nowych monografii regionalnych nie doszło. Wybuch wojny&#13;
w sierpniu 1914 roku praktycznie przerwał działalność Komisji Antropologicznej na ponad cztery lata.&#13;
1&#13;
&#13;
Zbiór autografów Ciechanowskiej, sygn. Biblioteki Jagiellońskiej 7891, k. 107 i 108, oraz&#13;
zbiór autografów Dynowskiej, tamże, sygn. 7892, k. 41.&#13;
2 Sprawozdania z posiedzeń Komisji Antropologicznej jakie odbyły się w latach 1914–&#13;
–1919, Protokół z posiedzenia 24 II 1914 roku, MAAE T. XIV: 1919, s. VIII. Sekretarzem generalnym Akademii był wówczas Bolesław Ulanowski, prawnik i historyk prawa. Wymieniony w sprawozdaniu Stanisław Ciechanowski był lekarzem anatomopatologiem, a Zdzisław&#13;
Jachimecki, któremu powierzono wydanie twórczości muzycznej Kolberga – kompozytorem&#13;
i historykiem muzyki.&#13;
3 R. Zawiliński opublikował kilka rocznicowych artykułów w prasie krakowskiej i warszawskiej: Skarby Oskara Kolberga (W setną rocznicę jego urodzin), „Świat” 1914, nr 10; Pamięci&#13;
Kolberga w setną rocznicę jego urodzin (1814–1914), „Czas” 1914, nr 54; Kolberg a Jenike, „Tygodnik Ilustrowany” 1914, nr 9; Kolberg a Bliziński, „Nowa Reforma” 1914, nr 50. W dwu ostatnich artykułach opierał się na listach pisanych do Kolberga i brulionach jego odpowiedzi znajdujących się obecnie w zbiorach BN PAU i PAN, wydanych w Korespondencji… (DWOK T. 64–66).&#13;
Ponadto w „Nowej Reformie” Zawiliński opublikował w r. 1926 (nr 272 i 273) artykuł pt. Kolberg&#13;
a Chopin, oparty na korespondencji Kolberga z M. A. Szulcem i M. Karasowskim znajdującej się&#13;
obecnie w zbiorach BN PAU i PAN, a wydanej także w Korespondencji… (DWOK T. 64–66).&#13;
&#13;
34&#13;
&#13;
�Działania Komisji Etnograficznej PAU do roku 1939&#13;
W okresie międzywojennym nie podjęto opracowania żadnej spośród&#13;
planowanych przez Kolberga monografii, nie wydano tomów przygotowanych przed wybuchem wojny przez Zdziarskiego, Bielę i Grzegorzewicza, nie próbowano też dokończyć pracy Kosińskiego. Przez kilkanaście&#13;
lat o tym, że teki z rękopisami Kolberga znajdują się w siedzibie Akademii&#13;
Umiejętności wiedzieli prawdopodobnie tylko Seweryn Udziela, wówczas&#13;
zastępca przewodniczącego Komisji Etnograficznej PAU, a później Tadeusz&#13;
Seweryn, od r. 1929 zastępca jej sekretarza, a w latach 1935–1952 sekretarz.&#13;
On właśnie starał się zainteresować władze Akademii opublikowaniem materiałów Kolberga. W maju 1931 r. Stanisław Kutrzeba, wówczas sekretarz&#13;
generalny PAU pisał do Udzieli: „Dr Seweryn dał mi wykaz rkp. Kolb[ergowskich…]. Podaje, że do druku nadaje się 128 arkuszy, w tym wymienia&#13;
tekę Górale tatrzańscy i beskidowi”1. Działania Seweryna nie odnosiły&#13;
jednak wtedy skutku.&#13;
Treść testamentu Kolberga i fakt zdeponowania tek z jego rękopisami w Akademii były całkowicie nieznane innym członkom Komisji Etnograficznej i zaskoczeniem dla nich stało się odnalezienie tych rękopisów&#13;
właśnie w jej pomieszczeniach. Odkrycia tego dokonano, gdy w 1933 r.&#13;
zwrócone zostały materiały Kolberga wypożyczone przed pierwszą wojną&#13;
światową przez R. Zawilińskiego, a równocześnie S. Udziela na posiedzeniu komisji podniósł sprawę druku niewydanych dotąd rękopisów autora&#13;
Ludu. Tym dwu wydarzeniom związanym ze sobą trzeba tu poświęcić nieco więcej miejsca.&#13;
Na początku roku 1933 dwaj badacze kultury ludowej Podhala, Juliusz&#13;
Zborowski i Adolf Chybiński, poszukiwali zapisów Kolberga z tego regionu&#13;
i zwrócili się w tej sprawie do Udzieli. Kierowali się informacjami zaczerpniętymi z artykułów Łopacińskiego i Fischera2, w których wymienione są&#13;
m.in. teki o tytułach Górale tatrzańscy i nowotarscy oraz Spisz. Z nieznanych powodów Udziela nie udostępnił wtedy teki 11 Górale, natomiast&#13;
1 Przytoczono za: Z. Jasiewicz „Góry i Podgórze” Oskara Kolberga (DWOK T. 44), s. XXVI.&#13;
Teka 11 w spisach Kolberga miała osobne tytuły dla dwu odrębnych części: Górale tatrzańscy&#13;
i nowotarscy oraz Spisz. Na zachowanej do dziś okładce teki widnieje tytuł: Górale. Nowy&#13;
Targ, Nowy Sącz, Jasło. Spisz.&#13;
2 H. Łopaciński Oskar Kolberg, w: Album biograficzne zasłużonych Polaków i Polek wieku XIX, T. 1 Warszawa 1901, s. 480; A. Fischer Oskar Kolberg…, s. 130.&#13;
&#13;
35&#13;
&#13;
�wypożyczył Chybińskiemu tekę 12 Podgórze krakowskie, co doprowadziło&#13;
do nieporozumień. Zborowski, mylnie poinformowany przez Udzielę, że&#13;
tek o wymienionych przez niego tytułach w spuściźnie Kolberga nie ma,&#13;
zamieścił w roczniku „Wierchy” list pt. Rzekome teki Oskara Kolberga&#13;
o Podhalu i Spiszu.1 Zawartą w tytule tezę odwołał cztery lata później oraz&#13;
ponownie w „Ludzie” w roku 1946.&#13;
Prawdopodobnie zainteresowanie Chybińskiego i Zborowskiego przypomniało Udzieli o istnieniu niedrukowanych rękopisów, ponieważ 12 maja&#13;
1933 r. na posiedzeniu Komisji Etnograficznej poruszył on „sprawę dalszego&#13;
druku prac O. Kolberga”2. Z protokołu z następnego posiedzenia, odbytego&#13;
dnia 19 marca 1934 roku wynika, że rękopisy Kolberga, o których wydaniu&#13;
Udziela mówił poprzednio, to właśnie teka 12 Podgórze, którą tymczasem&#13;
udostępnił już Chybińskiemu. Reakcja członków Komisji była jednoznaczna, w protokole zanotowano:&#13;
Komisja uchwaliła prosić p. Udzielę, by zwrócił się do prof. Chybińskiego z zapytaniem, czy wspomniane rękopisy bezwarunkowo do druku przygotuje i w razie odpowiedzi przeczącej, by rękopisy od niego wycofał, zwracając je Komisji3.&#13;
&#13;
Brak dziś informacji, czy Chybiński zamierzał opracować do druku4&#13;
część zapisów Kolberga, czy też zainteresowany muzyką góralską chciał&#13;
1 J. Zborowski Legendy i błędy w dawniejszych i nowszych wydawnictwach o góralszczyźnie, „Wierchy” T. XI: 1933, s. 249, list Zborowskiego do redakcji „Wierchów” ma datę „maj&#13;
1933”. Odwołanie zamieszczone było w „Wierchach” T. XV: 1937, s. 253, oraz w „Ludzie” T.&#13;
XXXVI za lata 1939-1945, s. 402-403.&#13;
2 Protokół 15. posiedzenia Komisji Etnograficznej w dniu 12 V 1933 r., Archiwum PAU,&#13;
sygn. PAU I – 29, k. 20.&#13;
3 Protokół 16. posiedzenia Komisji Etnograficznej w dniu 19 III 1934 r., Archiwum PAU,&#13;
sygn. PAU I – 29, k. 23.&#13;
4 Wprawdzie W. Bieńkowski, pisząc o działalności Komisji Etnograficznej w latach 19331937, dodaje m.in.: „Prócz tego część tek Kolberga (Sandeckie, Od Wisły po Górali beskidowych) przygotował do druku Adolf Chybiński, a Mazury pruskie – Karol Hławiczka”&#13;
(zob. W. Bieńkowski Etnografia, w: Polska Akademia Umiejętności 1872-1954, Wrocław&#13;
1974, s. 145), nie podał jednak źródeł, które potwierdzałyby istnienie opracowania Chybińskiego, jego tytuł albo obecne miejsce przechowywania. Tak samo Bieńkowski informował&#13;
później w r. 1996, m.in. w artykule: Działalność Tadeusza Seweryna w Polskiej Akademii&#13;
Umiejętności w latach 1924-1952 („XIII Rocznik Muzeum Etnograficznego w Krakowie” 1996,&#13;
s. 37). Bieńkowski powoływał się w swych artykułach na protokóły z 15 i 16 posiedzenia&#13;
Komisji Etnograficznej PAU (sygn. PAU I – 29, k. 20 i 23), w których jest tylko przytoczona&#13;
wyżej informacja o wypożyczeniu Chybińskiemu w roku 1933 teki 12 Podgórze. Chybiński&#13;
&#13;
36&#13;
&#13;
�jedynie zapoznać się z jej stosunkowo wczesnymi zapisami wykonanymi przez Kolberga. Data zwrotu wypożyczonych przez niego rękopisów&#13;
z teki 12. Podgórze nie jest znana, wiadomo tylko, że znalazły się ponownie&#13;
w zbiorach Komisji przed rokiem 19391.&#13;
Zainteresowanie się w tym czasie rękopisami Kolberga przez Komisję&#13;
Etnograficzną PAU było spowodowane także zwrotem jego dokumentów&#13;
osobistych przez spadkobierców R. Zawilińskiego. Jak już tu wspomniano,&#13;
został on w roku 1914 zobowiązany do napisania biografii autora Ludu&#13;
i wypożyczył jego papiery osobiste i korespondencję. W aktach Komisji&#13;
szukano rewersu Zawilińskiego potwierdzającego przynależność tych dokumentów do zbiorów PAU, ale pisma takiego nie odnaleziono, odkryto natomiast istnienie rękopisów Kolberga, przekazanych Akademii testamentem&#13;
etnografa. W protokole Komisji Etnograficznej PAU odnotowano 19 marca&#13;
1934 r.:&#13;
Prof. Semkowicz 2 w r. 1933 zawiadomił sekr[etarza] 3, że w posiadaniu rodziny śp. R. Zawilińskiego znajduje się teka z dokumentami osobistymi po&#13;
O. Kolbergu. Zachodziła wątpliwość, czyją ta teka jest własnością. Sekretarz poszukiwał odpowiednich śladów co do ewentualnego wypożyczenia itp.&#13;
w dawnych protokółach. Przy tej sposobności stwierdził, o czym ani jemu, ani&#13;
jego poprzednikowi, prof. Bystroniowi4 nie było wiadome, że w posiadaniu&#13;
Komisji znajduje się szafa nr [tu w oryginale brak liczby] w pokoju 22. W szafie&#13;
tej obok klisz itp. przedmiotów znajdują się teki po O. Kolbergu. Inwentarza&#13;
brak. Śladów wypożyczenia teki z dokumentami osobistymi śp. R. Zawilińskiemu nie odnaleziono. Wobec tego poprzestano na zeznaniu piśmiennym dyr.&#13;
interesował się muzyką góralską, ale nie ma w jego dorobku śladów opracowania do druku&#13;
rękopisów Kolberga. Podobnie Hławiczka nie przygotował do druku ani Mazur pruskich, ani&#13;
innych materiałów Kolberga. W latach 1936-1937 Mazury pruskie, rękopis tomu pozostawionego przez Kolberga w postaci praktycznie gotowej do wydania, Hławiczka przepisał, ale nie&#13;
wiadomo, czy zamierzał to opracowanie wydać. Gajek w roku 1957 korespondował z nim na&#13;
temat druku tej kopii, zanim dowiedział się o odnalezieniu oryginału Kolberga w stopniowo&#13;
porządkowanych po wojnie zbiorach krakowskiej Biblioteki PAU.&#13;
1 W inwentarzu z 1934 r. (o którym nieco dalej) obok nazwy teki 12 notatka: „Teki 12 brak”,&#13;
ale obok inną ręką dopisano „jest”, notatki te nie są datowane.&#13;
2Władysław Semkowicz, prawnik, historyk i geograf, członek Polskiej Akademii Umiejętności, był od 1926 r. członkiem Komisji Etnograficznej PAU, a w latach 1935–1937 jej przewodniczącym.&#13;
3 Sekretarzem Komisji w tym czasie (do 1 IX 1935 r.) był Kazimierz Moszyński.&#13;
4 Jan Stanisław Bystroń był sekretarzem Komisji Etnograficznej PAU w latach 1926–1932.&#13;
&#13;
37&#13;
&#13;
�S. Udzieli, któremu również i spadkobiercy śp. Zawilińskiego zaufali (odpis&#13;
zeznania w załączeniu)1.&#13;
&#13;
Komisja Etnograficzna uchwaliła na posiedzeniu 19 marca 1934 r., że odzyskane papiery osobiste etnografa należy przekazać do Biblioteki PAU.&#13;
Wśród zwróconych wtedy przez rodzinę R. Zawilińskiego materiałów,&#13;
poza dokumentami (m.in. świadectwa pracy i paszporty) była także znaczna&#13;
część korespondencji Kolberga – blisko 900 listów skierowanych do niego&#13;
i bruliony jego listów, a prawdopodobnie także inne rękopisy złożone później w tece Miscellanea2. Korespondencja podzielona była wcześniej – jak&#13;
już wspomniano – na dwie części, prawdopodobnie właśnie przez Zawilińskiego. Rękopisy Kolberga oraz dokumenty oddane przez rodzinę Zawilińskiego w 1934 r. zostały wpisane do inwentarza biblioteki PAU z notą:&#13;
„Zapis Oskara Kolberga”.&#13;
Zbiór listów przekazany w 1934 r. bibliotece PAU został znacznie wzbogacony trzydzieści lat później. W sierpniu 1963 r. dołączono do niego sto&#13;
listów, brulionów i ich fragmentów. Znajdowały się one w tece 35 Miscellanea, gdzie sześćdziesiąt z nich miało obwolutę z notatką: „Listy wyłączone&#13;
z tek Kolbergowskich przez prof. dr Tadeusza Seweryna”, czterdzieści następnych włożono do teki 35 w latach 1959–1961 w czasie prac nad rękopisami Kolberga w Pracowni Kolbergowskiej we Wrocławiu. Redakcja Dzieł&#13;
Wszystkich Kolberga, działająca w Poznaniu, listy te na prośbę Zbigniewa&#13;
Jabłońskiego, dyrektora Biblioteki PAN w Krakowie, przekazała tej bibliotece w sierpniu 1963 r. przed ostatecznym skatalogowaniem i oprawieniem&#13;
korespondencji znajdującej się już w jej zbiorach3.&#13;
W marcu 1934 r., po nieoczekiwanym odnalezieniu tek Kolberga, na&#13;
posiedzeniu Komisji Etnograficznej postanowiono sporządzić inwentarz&#13;
rękopisów znajdujących się w archiwum komisji i wystąpić do zarządu&#13;
1 Protokół 18. posiedzenia Komisji Etnograficznej w dniu 23 stycznia 1936 r., w Archiwum&#13;
PAU, sygn. PAU I-29, k. 26. W aktach Komisji znajduje się wspomniane w protokóle oświadczenie S. Udzieli z 12 lipca 1933 r. potwierdzające, że rękopisy znajdujące się u rodziny Zawilińskiego są częścią spuścizny Kolberga należącej do Akademii oraz że kilkakrotnie upominał się&#13;
on u Zawilińskiego o ich zwrot.&#13;
2 Korespondencja podzielona na cztery woluminy otrzymała w Bibliotece PAU sygnaturę&#13;
2185, t. 1-4, dokumenty osobiste Kolberga miały pierwotnie sygnaturę 2184 (obecnie 2183),&#13;
a pozostałym rękopisom nadano tytuł Miscellanea i sygnaturę 2183 (obecnie 2184).&#13;
3 Przekazane wówczas rękopisy zostały włączone do zespołu o sygn. BN PAU i PAN 2185,&#13;
t. 1-4.&#13;
&#13;
38&#13;
&#13;
�Akademii o specjalny zasiłek na ten cel. W aktach Komisji istnieje niedatowany, wykonany prawdopodobnie wtedy wykaz1 rękopisów znajdujących&#13;
się w jej posiadaniu, w którym na pierwszym miejscu wpisano 41 tek z manuskryptami Kolberga2. Powstały wtedy inwentarz nie był jednak spisywany po dokładnym zapoznaniu się z zawartością tek odkrytych w jednej&#13;
z akademickich szaf. Jest on praktycznie powtórzeniem wykazu3 sporządzonego przez Kolberga 10 stycznia 1886 r., znajdującego się wówczas (a także&#13;
obecnie) wśród papierów osobistych, a drobne różnice miedzy inwentarzem&#13;
a spisem Kolberga wynikają z nielicznych prób dostosowania tekstu z roku&#13;
1886 do stanu o pół wieku późniejszego.&#13;
Zbiegiem okoliczności w roku 1936 dwie wspomniane już tu osoby –&#13;
Maria Turczynowiczowa i Karol Hławiczka – niezależnie od siebie poszukiwały Kolbergianów. Turczynowiczowa interesowała się przede wszystkim&#13;
korespondencją Kolberga, którą miała zamiar opracować do druku, i starała się dotrzeć także do innych dokumentów, aby zebrać materiały do planowanej biografii. Poszukiwała ich w Modlnicy u Konopków i w Krakowie,&#13;
w Komisji Etnograficznej PAU. W maju 1936 r. skontaktowała się z Sewerynem, sekretarzem Komisji, i otrzymała od niego spis, który – jak stwierdza – wykonany był w 1886 r. przez Kolberga, „a prof. Seweryn uzupełnił&#13;
go swymi uwagami”4. Spis ten znamy z jej artykułu drukowanego w roku&#13;
1948, nie jest to jednak wierny odpis wykazu tek Kolberga z 10 stycznia&#13;
1886 r. ani żadnego z kilku sporządzonych później, ale wyciąg z inwentarza&#13;
Komisji Etnograficznej z dodatkowymi uwagami Seweryna.&#13;
1&#13;
&#13;
Inwentarz ten jest obecnie w aktach Komisji Etnograficznej PAU, sygn. PAU I – 29f,&#13;
rękopisów Kolberga dotyczą k. 1–5 (rękopis) i k. 7-8 (maszynopis, nieco późniejszy, być może&#13;
już powojenny). Znajdował się on w dokumentach Akademii Umiejętności złożonych w Muzeum Etnograficznym w Krakowie jako depozyt, a zwróconych Akademii dopiero w roku&#13;
1986, zob. A. Rataj Kolbergowskie ślady w Muzeum Etnograficznym im. Seweryna Udzieli&#13;
w Krakowie, w: Ja daję właśnie materiał… O dziele Oskara Kolberga w dwusetną rocznice&#13;
Jego urodzin, pod red. E. Antyborzec, Poznań 2015, s. 486.&#13;
2 W inwentarzu wymieniono teki o numerach 1 do 25, 27 do 31 oraz 33 do 43. Odnotowano&#13;
tam wypożyczenie teki 3 Mazury do biblioteki PAU oraz istnienie nowych tek 41-43, pominięto&#13;
tekę 32, którą zlikwidował Kopernicki, nie wpisano także teki 26 z materiałami z Wołynia – nie&#13;
wiadomo, gdzie się ona wówczas znajdowała.&#13;
3 Oryginał tego spisu tek (rkp. w BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 75-76) opublikowany jest&#13;
w aneksach do korespondencji Kolberga, zob. Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 743–&#13;
–749. Próby przystosowania tekstu Kolbergowskiego wykazu do sytuacji o wiele lat późniejszej&#13;
są w inwentarzu nieliczne i niekonsekwentne.&#13;
4 M. Pleuss-Turczynowiczowa Niewydane zbiory Oskara Kolberga…, s. 12–13.&#13;
&#13;
39&#13;
&#13;
�Poszukując korespondencji Kolberga, Turczynowiczowa zwróciła się&#13;
także do rodziny Konopków. We wstępie do części I Korespondencji… Kolberga, wydanej w 1965 r., o jego materiałach znajdujących się przed rokiem&#13;
1939 w posiadaniu Konopków pisała:&#13;
Z informacji córki ostatniego właściciela Modlnicy, Marii, dowiedziałam się,&#13;
że ojciec jej, Adam Konopka, w latach trzydziestych materiały Kolbergowskie&#13;
uporządkował i zinwentaryzował. Oprócz Kolbergianów modlnickich w rękach&#13;
Konopków znajdowała się jeszcze jedna ich grupa. Józef Konopka z Warszawy,&#13;
wnuk i imiennik autora Pieśni ludu krakowskiego, posiadał listy, nuty, notatki&#13;
Kolberga, wypełniające, jak doniósł w swym liście z 25 III 1937 r., dużą skrzynię1.&#13;
&#13;
Autorka przytoczonych słów nie zdążyła przed wojną zapoznać się z tą&#13;
częścią spuścizny Kolberga, którą mieli Konopkowie w Modlnicy i w Warszawie. Jak już wspomniano, dotarła tylko do korespondencji Kolberga&#13;
przechowywanej w bibliotece PAU, na którą składały się 624 listy, dotyczące przede wszystkim spraw rodzinnych. Kto i kiedy przekazał je do&#13;
zbiorów biblioteki, nie udało się ustalić, można jedynie przypuszczać, że&#13;
zostały one przyjęte do Biblioteki PAU nieco wcześniej niż zespół listów&#13;
zwróconych przez spadkobierców Zawilińskiego2. W 1936 r. ten mniejszy&#13;
objętościowo zbiór listów wypożyczono do biblioteki Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, gdzie w latach 1936–1939 Turczynowiczowa mogła wykonywać ich kopie3. Wspomnianego już tu obszerniejszego zespołu&#13;
listów, dotyczących głównie badań i prac edytorskich Kolberga, wtedy M.&#13;
Turczynowiczowej nie udostępniono. Być może nie był on jeszcze włączony&#13;
do katalogu biblioteki.&#13;
Drugą znaną nam osobą poszukującą Kolbergianów w tym okresie był&#13;
Karol Hławiczka, który kompletował Lud potrzebny mu do pracy nad&#13;
1&#13;
&#13;
M. Turczynowiczowa Przedmowa, w: Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. VII.&#13;
Miały sygnaturę 2030, czyli nieco wcześniejszą od listów przekazanych w roku 1934 mających sygn. 2185.&#13;
3 M. Turczynowiczowa mieszkała wówczas w Poznaniu i na jej prośbę ten zespół listów&#13;
(sygn. Bibl. PAU 2030) został wówczas przesłany do Poznania do biblioteki Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Tam sporządziła ona przed rokiem 1939 kopie wszystkich listów&#13;
i innych dokumentów znajdujących się w zespole wypożyczonym z biblioteki PAU; kopie te&#13;
znajdują się obecnie w Muzeum im. Oskara Kolberga w Przysusze. M. Turczynowiczową z rodziną wysiedlili Niemcy z Poznania późną jesienią 1939 r., przedtem kopie Kolbergowskiej&#13;
korespondencji oraz oryginały wspomnień Konopczanek i córek Antoniego Kolberga pozostawiła u dozorcy domu, w którym mieszkała. Otrzymała je nienaruszone po powrocie w 1945 r.&#13;
2&#13;
&#13;
40&#13;
&#13;
�polską muzyką ludową. Mając część pierwszą Kaliskiego, starał się kupić w antykwariatach część drugą tej monografii z nadzieją, że będą tam&#13;
melodie tańców, które go szczególnie interesowały. Dopiero z przedmowy Kopernickiego zamieszczonej w Przemyskiem dowiedział się, że część&#13;
druga Kaliskiego pozostała w rękopisie. Rękopisów Kolberga szukał m.in.&#13;
w Bibliotece Akademii Umiejętności, w Muzeum Etnograficznym i w Komisji Językowej Akademii. O odnalezieniu ich Hławiczka pisał w 1936 r.:&#13;
[…] dotarłem w końcu do osoby kompetentnej, zasłużonego etnografa, dr. Tadeusza Seweryna, który potrafił mi udzielić wyczerpujących informacji co do&#13;
spuścizny Kolbergowskiej. Przejrzałem więc niedawno sporządzony katalog zawartości teczek pozostałych po Kolbergu i same teczki znajdujące się w salach&#13;
Komisji Etnograficznej A.U. Dłuższe studium tych teczek podczas następnego&#13;
pobytu w Krakowie pozwoliło mi zdać sobie sprawę z olbrzymiej ilości materiałów etnograficznych, częściowo przygotowanych do druku, częściowo wymagających jeszcze uporządkowania, a dotychczas nie wydanych1.&#13;
&#13;
W dalszym ciągu przytaczanego wyżej obszernego artykułu o Kolbergowskich rękopisach Hławiczka pisał m.in.:&#13;
[…] olbrzymia ilość materiałów pośmiertnych Kolberga (zaznaczmy to zaraz&#13;
z góry – niezwykle cennych) od czasu śmierci Kolberga w roku 1890 czeka na&#13;
wydawcę. Pewna część tych materiałów została co prawda opublikowana, nie&#13;
są to jednak materiały najwartościowsze. […] Ponieważ materiały pozostawione&#13;
przez Kolberga przedstawiają, jak to już zaznaczyłem, wartość niezwykłą (niektóre zapiski sięgają roku 1843) i zasługują na to, by je jak najszybciej wydano,&#13;
chciałbym przedstawić zawartość choćby kilku teczek i podkreślić ich znaczenie. Zaznaczam przy tym, że jako muzyk interesowałem się przede wszystkim&#13;
tym działem, który Kolbergowi szczególnie był bliski i z tego punktu widzenia&#13;
głównie będę przedstawiał spuściznę Kolberga2.&#13;
&#13;
Hławiczka scharakteryzował w tym artykule zawartość teki 3. Mazury&#13;
pruskie, opisał tekę 8, zawierającą rękopisy do drugiej części Kaliskiego,&#13;
oraz teki 11. Górale i 6. Prusy zachodnie, Kaszuby, Połaby, Łużyce, a krótko omówił także materiały do Rusi Czerwonej z tek 18., 18a., 19. i 20.&#13;
1 K. Hławiczka Niewydane zbiory Oskara Kolberga…, s. 3, tu i w cytacie następnym wyróżnienia fragmentów tekstu pochodzą od autora przytaczanego artykułu.&#13;
2 Tamże, s. 3.&#13;
&#13;
41&#13;
&#13;
�Zafascynowany zawartością zapomnianych rękopisów Kolberga zwrócił&#13;
szczególną uwagę na znaczenie zapisów folkloru z Mazur, podlegających&#13;
stałemu naciskowi germanizacyjnemu i konsekwentnie badanych przez&#13;
uczonych niemieckich. Sporządził też wtedy odpis gotowej już do druku monografii tego regionu opracowanej przez Kolberga w roku 1889&#13;
i znajdującej się w tece nr 3. Sporo uwagi poświęcił materiałom z Podhala i odnotował wspomniany już rękopis tomu Sąde[c]czyzna i Podhale,&#13;
przygotowany do druku w 1905 r. przez S. Zdziarskiego, a znajdujący się&#13;
wtedy w tece 11.&#13;
Następnie Hławiczka przytoczył też stwierdzenia A. Fischera z roku&#13;
1914, że Kolberg „[…] pozostawił w rękopisie w swych słynnych tekach&#13;
na drugie trzydzieści tomów materiału”1. Dlatego ze zdziwieniem cytuje&#13;
nieuzasadnione opinie późniejsze (opatrując niektóre sformułowania wykrzyknikami):&#13;
[…] urobiło się przekonanie, że wszystko, co Kolberg zebrał, zostało bądź to&#13;
przez niego, bądź to przez jego następców wydane. Dr Zdz. Jachimecki2 pisze&#13;
w wydawnictwie zbiorowym Polska, jej dzieje i kultura na s. 670: „Po śmierci Kolberga w r. 1890 doprowadzili jego dzieło do końca (!), wydając zebrane&#13;
przez twórcę Ludu materiały, dr I. Kopernicki i S. Udziela”. Podobnie pisze dr&#13;
St. Łobaczewska3 w artykule Muzykologia polska w wydawnictwie Muzyka&#13;
polska, Warszawa 1927: „Pośmiertne materiały po Kolbergu zostały wydane&#13;
przez Polską Akademię Um. w Krakowie oraz uzupełnione melodiami z ziem&#13;
poznańskich przez Kantora (?!) i Szembekównę”4.&#13;
&#13;
W swym artykule Hławiczka pominął ciąg dalszy wypowiedzi S. Łobaczewskiej:&#13;
Poza tym posiadamy jeszcze zbiory tekstów i melodyj ludowych w tekach rękopiśmiennych Muzeum Etnograficznego w Krakowie; niestety ta praca zbieracka&#13;
została przerwana z wybuchem wojny […]5.&#13;
1&#13;
&#13;
Zob. A. Fischer Oskar Kolberg…, s. 130.&#13;
Z. Jachimecki Muzyka polska, w: Polska, jej dzieje i kultura, Warszawa 1932, s. 670.&#13;
3 S. Łobaczewska Muzykologia polska, w: Muzyka polska, Warszawa 1927, monografia&#13;
zbiorowa pod red. M. Glińskiego wydana jako zeszyty 7-9 miesięcznika „Muzyka” R. 4: 1927,&#13;
s. 150.&#13;
4 K. Hławiczka Niewydane zbiory Oskara Kolberga…, s. 3, przypis.&#13;
5 S. Łobaczewska Muzykologia polska…, s. 150.&#13;
2&#13;
&#13;
42&#13;
&#13;
�Hławiczka pisał o dorobku Kolberga z wielkim szacunkiem, stwierdzał,&#13;
że potrzeba wydania go w całości nie ulega żadnym wątpliwościom, ale&#13;
nie ukrywał, że jego notacje melodii i tekstów nie spełniają wszystkich wymogów dokumentacji źródłowej obowiązujących w XX w. Mocno jednak&#13;
podkreślał, że znaczenie tej dokumentacji jest bezsporne i potrzeba wydania&#13;
jej w całości nie ulega żadnym wątpliwościom:&#13;
Mimo to materiały zebrane przez Kolberga przedstawiają wartość bezcenną,&#13;
ponieważ niczym nie dadzą się zastąpić i sięgają czasów, kiedy kultura ludowa&#13;
była mniej narażona na unifikujący wpływ komunikacji i radia1.&#13;
&#13;
Z przytoczonych wyżej wypowiedzi wynika, że w okresie dwudziestolecia&#13;
międzywojennego niewydane drukiem rękopisy Kolberga były właściwie&#13;
zapomniane, być może dlatego, że w kilku publikacjach bezzasadnie uznano je za opublikowane w całości lub godne wydania tylko w niewielkiej&#13;
części. Nawet władze Akademii nie zawsze były informowane o rzeczywistej wartości spuścizny rękopiśmiennej Kolberga. Kutrzeba, odpowiadając&#13;
prawdopodobnie na nalegania Seweryna, pisał do niego w maju 1937 r.:&#13;
Był u mnie p. insp. Udziela, który mnie jednak poinformował, że warte są druku&#13;
tylko materiały tyczące się Sandomierszczyzny i Beskidu2.&#13;
&#13;
Opinia Udzieli była całkowicie błędna, o czym świadczą wydane w ramach Dzieł wszystkich nowe monografie, na przykład Pomorze, Mazury&#13;
pruskie, trzyczęściowe Sanockie-Krośnieńskie, czy zbiór bajek i wierzeń&#13;
uzupełniający wydaną przez Kolberga monografię Mazowsza (DWOK&#13;
T. 42) albo zapisy melodii góralskich wydane w tomach Góry i Podgórze.&#13;
Teki Kolberga nie objęte katalogami Biblioteki PAU „zniknęły” z pola&#13;
widzenia osób z zewnątrz, niezwiązanych bezpośrednio z Komisją Etnograficzną PAU i nie wykazujących dostatecznej determinacji (jak Hławiczka&#13;
i Turczynowiczowa), aby do nich dotrzeć. Wspomniany przez Hławiczkę&#13;
„niedawno sporządzony katalog zawartości teczek pozostałych po Kolbergu”, tj. inwentarz zbiorów Komisji Etnograficznej, z którego korzystał on&#13;
w roku 1936, był prawdopodobnie dostępny tylko dla osób zgłaszających&#13;
się bezpośrednio do przewodniczącego lub sekretarza Komisji Etnograficznej. Szukał tego katalogu Józef Burszta po objęciu w roku 1961 redakcji&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
K. Hławiczka Niewydane zbiory Oskara Kolberga…, s. 4.&#13;
List S. Kutrzeby przytoczono tu za: Z. Jasiewicz Góry i Podgórze Oskara Kolberga…, s. 3.&#13;
&#13;
43&#13;
&#13;
�Dzieł wszystkich Kolberga, jednak w zbiorach Akademii nie udało się&#13;
wówczas trafić na jego ślad. Znacznie później okazało się, że inwentarz&#13;
rękopisów będących w posiadaniu Komisji Etnograficznej, zawierający spis&#13;
tek z rękopisami Kolberga, zdeponowany był wtedy w krakowskim Muzeum Etnograficznym razem z wieloma innymi dokumentami Komisji Etnograficznej PAU, wówczas niezinwentaryzowanymi. Andrzej Rataj w artykule&#13;
Kolbergowskie ślady w Muzeum Etnograficznym im. Seweryna Udzieli&#13;
w Krakowie pisze:&#13;
A o bogactwie zbiorów Muzeum może także świadczyć fakt, że w roku 1986 na&#13;
prośbę reaktywowanej Polskiej Akademii Umiejętności, popartej zresztą przez&#13;
władze Polskiej Akademii Nauk, Muzeum przekazało tam część swoich zbiorów&#13;
zakwalifikowanych wcześniej jako „depozyt Polskiej Akademii Umiejętności”,&#13;
aczkolwiek brak w Muzeum dokumentacji dotyczącej zdeponowania tych zbiorów przez Akademię 1.&#13;
&#13;
Rataj dodaje, że wśród zwróconych dokumentów była m.in. wspominana tu już Księga inwentarzowa Komisji Etnograficznej PAU, która rozpoczyna się spisem tek Kolberga.&#13;
Spuścizna rękopiśmienna Kolberga do roku 1939 była w gestii Akademii, najpierw Sekcji Etnologicznej Komisji Antropologicznej, później Komisji Etnograficznej powołanej w r. 1926. W roku 1939 była już podzielona:&#13;
korespondencja i inne dokumenty osobiste oraz część tek regionalnych (26&#13;
Wołyń, 27 Ruś Chełmska i 34 zawierająca rękopisy wydane później jako Sanockie-Krośnieńskie) a także jedna teka Miscellanea znajdowały się w zbiorach Biblioteki PAU. Pozostałe teki regionalne i miscellanea oraz znaczna&#13;
część kompozycji przechowywane były w sali Komisji Etnograficznej. Przez&#13;
cały ten okres, od śmierci Kopernickiego w r. 1891 do wybuchu wojny&#13;
w 1939 r., o rękopisach Kolberga i udostępnianiu ich badaczom decydowali&#13;
w zasadzie sekretarze tych komisji, przy czym udokumentowane są działania&#13;
w tym zakresie trzech osób. W latach 1891–1903, po śmierci Kopernickiego,&#13;
sekretarzem Komisji był Roman Zawiliński, którego starania o opublikowanie dorobku Kolberga już tu przedstawiono. Następnie do roku 1925 funkcję&#13;
tę pełnił Seweryn Udziela, wówczas także organizator i pierwszy dyrektor&#13;
Muzeum Etnograficznego w Krakowie, a po utworzeniu Komisji Etnograficznej Polskiej Akademii Umiejętności zastępca jej przewodniczącego w latach&#13;
1&#13;
&#13;
Zob. A. Rataj Kolbergowskie ślady w Muzeum Etnograficznym…, s. 486.&#13;
&#13;
44&#13;
&#13;
�1926–1937. Od r. 1935 do końca działalności Komisji w r. 1952 sekretarzem&#13;
był Tadeusz Seweryn, kustosz, a po śmierci Udzieli także dyrektor krakowskiego Muzeum Etnograficznego. Z racji łączenia dwu funkcji przez Udzielę,&#13;
później także przez Seweryna, informacje o losach spuścizny rękopiśmiennej&#13;
Kolberga splatają się z historią zbiorów krakowskiego Muzeum Etnograficznego i w jego archiwum znajdują się do dziś niektóre dokumenty dotyczące&#13;
tek Kolberga oraz rękopisy z nich wyjęte1.&#13;
Stan archiwum Kolberga po roku 1939&#13;
Po zakończeniu drugiej wojny światowej okazało się, że część spuścizny&#13;
rękopiśmiennej Kolberga została bezpowrotnie zniszczona, część zaginęła&#13;
i rozpoznana została dopiero po latach, część zaś – i to jak sądzić można&#13;
najważniejsza i największa – ocalała, więc choć podzielona i przechowywana w różnych miejscach, mogła być później podstawą edycji nowych&#13;
monografii, kontynuacji Kolbergowskiego Ludu.&#13;
Dramatyczne niekiedy losy rękopisów Kolberga w latach 1939–1945 znane są tylko częściowo. Już jesienią 1939 r. Niemcy na dziedzińcu siedziby&#13;
Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk spalili wiele dokumentów ze&#13;
zbiorów PTPN, m.in. trzy teki z listami Kolberga wypożyczone z Biblioteki&#13;
PAU2. Niemcy zniszczyli wtedy także odpowiedzi na ankietę Towarzystwa,&#13;
tzw. Szematy […] do opisu statystycznego W. Ks. Poznańskiego3. Ankiety&#13;
rozsyłane były od r. 1858 do wielu miejscowości w Wielkopolsce, zawierały&#13;
22 pytania w trzech działach: topograficznym, etnograficznym i historiograficznym. W dziale etnograficznym pytano m.in. o ubiór, zwyczaje, przebieg&#13;
obrzędów, oracje towarzyszące zaręczynom i weselom, a także o umiejętność czytania i pisania mieszkańców danej wsi. W ciągu paru lat Towarzystwo otrzymało z powrotem ogółem 570 ankiet wypełnionych zwykle&#13;
przez miejscowych księży i właścicieli majątków. Dosyć często w ankietach&#13;
1&#13;
&#13;
Zob. A. Skrukwa Wykaz tek Oskara Kolberga… (DWOK T. 85/III).&#13;
Według ustnych informacji Marii Turczynowiczowej świadkiem spalenia tych i innych&#13;
rękopisów ze zbiorów PTPN była Wiesława Turczynowicz, pracująca wówczas w Bibliotece&#13;
PTPN. Obserwowała ona zza zasłony okna działania Niemców na dziedzińcu PTPN i relację&#13;
swą przekazała Marii Turczynowiczowej. M. Turczynowiczowa częściowo wykorzystała te informacje we wstępie do Korespondencji Oskara Kolberga (DWOK T. 64).&#13;
3 Zob. E. Antyborzec Dzieje „Szematów”, czyli ankiet Towarzystwa Przyjaciół Nauk Poznańskiego, „Dziedzictwo Kulturowe Wsi” T. 1: 2017 (Szreniawa 2017), s. 97–105.&#13;
2&#13;
&#13;
45&#13;
&#13;
�wpisane były odpowiedzi na pytania w dziale etnograficznym i po zapoznaniu się z nimi w roku 1868 Kolberg wypożyczył 31 ankiet lub ich fragmenty.&#13;
Jednak po wykorzystaniu w monografii Wielkopolski informacji zapisanych&#13;
w Szematach… nie zwrócił wszystkich do zbiorów Towarzystwa. Dlatego&#13;
zbiegiem okoliczności jedynymi ocalałymi oryginalnymi dokumentami tej&#13;
wielkiej akcji są zachowane w archiwum Kolberga dwa fragmenty i jeden&#13;
cały egzemplarz Szematów.&#13;
W Warszawie w roku 1944, w czasie niszczenia miasta przez Niemców&#13;
po powstaniu, w mieszkaniach potomków braci Oskara, Wilhelma i Antoniego, spłonęły dokumenty rodzinne, portrety malowane przez Antoniego,&#13;
muzykalia i listy, w tym także portret Oskara1 i jego kompozycje. W tym&#13;
czasie również zostały zniszczone albo rozgrabione Kolbergiana przywiezione do Warszawy przez Józefa Konopkę2, wnuka XIX-wiecznego właściciela Mogilan, zawierające m.in. – o ile wiadomo – ważną część kolekcji&#13;
ikonograficznej autora Ludu. Na pewno spłonęły dokumenty złożone przez&#13;
rodzinę Kolbergów w Bibliotece Krasińskich, wśród nich listy pisane przez&#13;
Oskara do rodziny; ich treść zapewne pomogłaby wyjaśnić przyczyny niektórych podejmowanych przez niego decyzji.&#13;
Spalona mogła też zostać część spuścizny Kolberga pozostawiona przez&#13;
niego we dworze Konopków. Według ustnej relacji Marii Turczynowiczowej, która po powstaniu dotarła z rodziną do Modlnicy, archiwum Konopków na początku wojny zostało zamurowane w korytarzu piwnicznym,&#13;
a nową ściankę osłonięto drewnem opałowym. Biwakujący w ogrodzie żołnierze Armii Czerwonej po zużyciu drewna dotarli do świeżego muru i zburzyli go, a nie znalazłszy niczego cennego, do palenia ognisk użyli odkrytych tam papierów. M. Turczynowiczowa w r. 1948 pisała: „[…] w Modlnicy&#13;
1&#13;
&#13;
Zob. K. Markiewicz Antoni Kolberg (1815–1882). Warszawski malarz portretów, obrazów religijnych, scen rodzajowych. Katalog wystawy, Przysucha 2006, s. 61 i 63.&#13;
2 W roku 2004 rodzina Józefa Konopki odzyskała obraz Madonny z XV-wiecznego&#13;
tryptyku pozostawiony w 1944 r. w mieszkaniu w Warszawie. Odnaleziono go w Stanach&#13;
Zjednoczonych, a po powrocie obrazu do Polski rodzina Konopków złożyła go jako depozyt&#13;
w Muzeum Narodowym w Krakowie. Z tej okazji, po rozmowie z Anną Konopką-Unrug,&#13;
córką Józefa, autor artykułu w „Gazecie Wyborczej” pisał: „Podczas ewakuacji po powstaniu nietknięte mieszkanie zamknięto na klucz. Wszyscy domownicy zostali wywiezieni przez&#13;
Niemców do obozu w Pruszkowie. Po wojnie matka Anny Konopki-Unrug zastała mieszkanie&#13;
całkowicie rozgrabione” (W. Kalicki Jest Madonna! „Gazeta Wyborcza” z 10 grudnia 2004 r.,&#13;
s. 17). Przypuszczać więc można, że również zbiór rycin Kolberga mógł zostać wtedy zagrabiony i być może ocalał.&#13;
&#13;
46&#13;
&#13;
�przepadła skrzynia, w której z wielką czcią i pietyzmem zebrane były listy,&#13;
fotografie itp., należące ongiś do Kolberga”1. Jak się później okazało, niektóre znajdujące się w Modlnicy materiały Kolberga lub rękopisy związane&#13;
z jego pracami jednak wtedy ocalały.&#13;
Ocalała także największa i niezwykle ważna część archiwum Kolberga&#13;
– jego teki z materiałami etnograficzno-folklorystycznymi znajdujące się&#13;
przed wybuchem wojny w sali Komisji Etnograficznej PAU i w Bibliotece&#13;
PAU. Trudno jednak dziś ustalić, w jakim stopniu ich zawartość pozostała&#13;
nienaruszona. Zbiory Polskiej Akademii Umiejętności zostały na polecenie Niemców przetransportowane na początku 1940 r. do nowego, jeszcze pustego gmachu Biblioteki Jagiellońskiej, gdzie znalazły się również&#13;
zbiory Muzeum Etnograficznego usunięte z Wawelu. Część spuścizny rękopiśmiennej Kolberga, na pewno teka 3. Mazury pruskie, pozostała jednak&#13;
w Akademii przy ul. Sławkowskiej. Seweryn w rozmowie telefonicznej2&#13;
z Bursztą mówił, że po wkroczeniu Niemców teki Kolberga były w Akademii i chowano je „za szafami wraz z tablicami owadów […]. Po wyzwoleniu&#13;
[przeniesiono] teki do muzeum na Karmelicką 70 – tam wszystkie te, co&#13;
[były] w AU”. Również Władysław Ogrodziński, pracownik Akademii Umiejętności przed wojną, pisał, że rękopis Mazury pruskie i część pozostałej&#13;
zawartości teki o tym tytule „zakonspirowana została w czasie okupacji&#13;
hitlerowskiej w Muzeum Przyrodniczym PAU”3.&#13;
Bezpośrednio po wyzwoleniu budynek Akademii Umiejętności był częściowo zajęty przez Uniwersytet Jagielloński i dopiero od połowy roku&#13;
1948, po opróżnieniu pomieszczeń i pozyskaniu niezbędnych sprzętów&#13;
zbiory Biblioteki PAU stopniowo wracały z nowej Biblioteki Jagiellońskiej&#13;
do swego macierzystego gmachu i tam były katalogowane i inwentaryzowane4. Spuścizna rękopiśmienna Kolberga – jak wspominano już wcześniej – była wtedy podzielona: kilka tek znajdowało się w Bibliotece PAU,&#13;
większość do września 1939 r. przechowywana była również w gmachu&#13;
1&#13;
&#13;
M. Pleuss-Turczynowiczowa Niewydane zbiory Oskara Kolberga…, s. 13.&#13;
Dalej przytoczono fragmenty odręcznej notatki sporządzonej przez J. Bursztę w trakcie tej&#13;
rozmowy w r. 1964, notatka w aktach Instytutu im. O. Kolberga.&#13;
3 W. Ogrodziński „Mazury pruskie” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Mazury pruskie&#13;
(DWOK T. 40), s. XVIII. Władysław Ogrodziński w latach 1935–1939 studiował prawo na&#13;
Uniwersytecie Jagiellońskim i równocześnie pracował w Bibliotece PAU.&#13;
4 Zob. D. Rederowa, Z. Jabłoński Zarys dziejów Biblioteki PAN w Krakowie w latach&#13;
1856–1956. „Rocznik Biblioteki Polskiej Akademii Nauk w Krakowie” R. 1: 1955 (Wrocław&#13;
1957), s. 40–43.&#13;
2&#13;
&#13;
47&#13;
&#13;
�PAU, ale należała razem z rękopisami innych autorów do Komisji Etnograficznej. W okresie porządkowania i katalogowania zbiorów Polskiej Akademii Umiejętności w latach 1948–1957 teki 26. Wołyń, 27. Ruś Chełmska&#13;
i Podlaska oraz 34. Sanockie były już w posiadaniu Biblioteki PAU, gdzie&#13;
podzielono je na mniejsze jednostki i każdą z nich opatrzono sygnaturami&#13;
tej biblioteki. W publikowanych drukiem katalogach zbiorów rękopisów&#13;
Biblioteki Naukowej PAU i PAN mają one notę „dar Komisji Etnograficznej PAU”. Także zachowane, choć rozproszone fragmenty teki 3. Mazury&#13;
Pruskie po wojnie wpisano do inwentarza tej biblioteki i każdemu nadano&#13;
odrębną sygnaturę1. Znajdujący się pierwotnie w tej tece ukończony przez&#13;
Kolberga rękopis monografii Mazury pruskie przez dziesięć lat uchodził&#13;
za zaginiony, a ponieważ pozbawiony był karty tytułowej i wstępu Kolberga, rozpoznany został dopiero w roku 1955 w trakcie katalogowania&#13;
zbiorów w Bibliotece PAN2. Związek innych fragmentów dawnej teki Mazury pruskie ze spuścizną Kolberga został na wiele lat zatarty. Dotyczy&#13;
to m.in. rękopisów Gustawa Gizewiusza, Wojciecha Kętrzyńskiego i innych osób, a także map i druków wymienionych w notatce Kopernickiego&#13;
z roku 1890.&#13;
Jednak większość spuścizny rękopiśmiennej Kolberga, tj. teki regionalne i miscellanea o numerach 1–2, 4–25, 28–31, 33, 35–42, razem z innymi rękopisami należącymi do Komisji Etnograficznej, bezpośrednio&#13;
po wojnie trafiła – jak wynika z cytowanej tu już notatki Burszty – do&#13;
tymczasowej siedziby Muzeum Etnograficznego przy ul. Karmelickiej.&#13;
Stało się tak dlatego, że opiekunem ich był Seweryn, wówczas sekretarz Komisji Etnograficznej a równocześnie dyrektor Muzeum Etnograficznego, odpowiedzialny za zbiory tych dwu instytucji, a budynek PAU&#13;
był wówczas jeszcze niedostępny. Potem przez jakiś czas manuskrypty&#13;
Kolberga razem ze zbiorami muzealnymi znajdowały się w dawnych koszarach wojskowych przy ul. Warszawskiej. W połowie roku 1948 Muzeum Etnograficzne otrzymało jako stałą siedzibę dawny ratusz dzielnicy&#13;
Kazimierz przy placu Wolnica i tam stopniowo przenoszono jego zbiory,&#13;
1 Zawartość dawnej teki 3. Mazury pruskie została wyjątkowo dokładnie podana w notatkach Kopernickiego z roku 1890, zob. A. Skrukwa Wykaz tek Oskara Kolberga… (DWOK T. 85/&#13;
III). Notatki Kopernickiego nie były znane redakcji Dzieł Kolberga w czasie przygotowywania&#13;
do druku tomu Mazury pruskie. Znajdowały się wtedy w nieskatalogowanej jeszcze spuściźnie&#13;
S. Udzieli w Muzeum Etnograficznym w Krakowie.&#13;
2 Zob. W. Ogrodziński „Mazury pruskie” Oskara Kolberga…, s. XVIII.&#13;
&#13;
48&#13;
&#13;
�a z nimi także teki Kolberga. Pozostawały one jednak własnością Komisji&#13;
Etnograficznej PAU 1.&#13;
Dla późniejszych wydawców przydatne byłyby informacje o stanie tek&#13;
Kolberga i o podejmowanych wobec nich działaniach nazywanych „porządkowaniem rękopisów” w latach 1945–1961, ale informacji na ten temat&#13;
jest niewiele i są one czasem sprzeczne. Wiadomo, że w krótkim okresie,&#13;
gdy teki Kolberga znajdowały się razem z biurem, biblioteką i archiwum&#13;
Muzeum Etnograficznego w jego prowizorycznej siedzibie przy ul. Karmelickiej, zgodę i pieniądze na uporządkowanie ich otrzymał z Ministerstwa&#13;
Kultury i Sztuki muzyk, pedagog i kompozytor, Czesław Kozietulski2. Przeglądał on część Kolbergowskiego archiwum i szczegółowo spisał zawartość&#13;
teki 1 Mazowsze. Po powrocie Seweryna3 do obowiązków sekretarza Ko1 Dokładne poznanie wszystkich wydarzeń wpływających na spuściznę Kolberga od września 1939 r. do marca 1953 r. jest dziś praktycznie niemożliwe. Andrzej Rataj, pracownik krakowskiego Muzeum Etnograficznego, w artykule Kolbergowskie ślady w Muzeum Etnograficznym…, s. 483, pisze: „Losy tek Kolbergowskich jak widać ciągle wiązały się z Muzeum, ale&#13;
od okresu okupacji niemieckiej do dziś pozostają nieco tajemnicze”. Istotnie, „nieco tajemnicze”,&#13;
bo nie w pełni udokumentowane są działania dotyczące rękopisów Kolberga w okresie od początku wojny w roku 1939 do momentu wpisania większości z nich w roku 1953 do inwentarza&#13;
Archiwum PTL.&#13;
2 W lutym 1964 r. Janusz Kamocki na prośbę Burszty rozmawiał z Kozietulskim na temat&#13;
jego udziału w pracy nad rękopisami Kolberga bezpośrednio po wojnie. Odpowiedni fragment&#13;
listu J. Kamockiego brzmi: „Teki, o których mowa znajdowały się w piwnicach koszar przy ul.&#13;
Warszawskiej 24 (obecnie Politechnika, przed wojną żandarmeria). Prof. Seweryn przewoził&#13;
je do prof. Reinfussa (wtedy jeszcze doktora) na Karmelicką 70, a dopiero stamtąd brał Kozietulski do opracowywania. Opracował szczegółowo 1-ą tekę – spis zawartości włożył do teki,&#13;
a odpis wysłał do prof. Zofii Lissy. Następnie teki zostały zwrócone do P.A.U., gdzie mógłby&#13;
opracowywać je tylko przed południem, wobec czego musiał zaprzestać tej pracy” (list w archiwum Instytutu im. Oskara Kolberga w Poznaniu). Marian Sobieski, który przed r. 1964 rozmawiał z Kozietulskim, poinformował Bursztę, że według Kozietulskiego teki Kolberga odnalezione zostały po wojnie w styczniu 1945 r. w piwnicach koszar przy ul. Warszawskiej (notatki&#13;
J. Burszty w archiwum Instytutu). Być może wersja o odnalezieniu rękopisów Kolberga w tych&#13;
koszarach utrwaliła się w pamięci Kozietulskiego i przekazana została przez niego innym osobom, ponieważ do tego budynku przeniesiono czasowo zbiory Muzeum, wśród nich także rękopisy Kolberga, ale działo się to prawdopodobnie w r. 1946, nie bezpośrednio w styczniu 1945 r.&#13;
Zob. E. Pietraszek Muzeum Etnograficzne w Krakowie w pierwszym okresie istnienia (1910–&#13;
–1948), „Lud” T. LXXVI za r. 1993, s. 86–87. Z innej notatki zachowanej w archiwum Instytutu im.&#13;
O. Kolberga wynika, że w jednej z rozmów telefonicznych na podstawie relacji Kozietulskiego poinformowano Bursztę o odnalezieniu (po wyzwoleniu Krakowa) „tek Kolberga na kupie w śniegu&#13;
na dziedzińcu 20 pułku”. Potwierdzenia tego faktu u innych osób później nie uzyskano.&#13;
3 T. Seweryn, zaangażowany głęboko w działalność konspiracyjną, już na początku okupacji niemieckiej przekazał sprawy muzeum ówczesnemu kustoszowi, Romanowi Reinfussowi,&#13;
&#13;
49&#13;
&#13;
�misji Etnograficznej PAU i dyrektora Muzeum Etnograficznego, Kozietulski&#13;
nie pracował już nad zbiorami Kolberga. W sprawozdaniu Komisji Etnograficznej Akademii Umiejętności z lat 1947–1948 czytamy:&#13;
W okresie sprawozdawczym odszukano zaginione materiały rękopiśmienne po&#13;
Kolbergu i zinwentaryzowano je szczegółowo. Dotychczas nie odnaleziono tek&#13;
zawierających materiały z Podhala i Sądecczyzny. Inwentaryzację spuścizny&#13;
rękopiśmiennej po O. Kolbergu przeprowadził prof. Cz. Kozietulski w bibliotece&#13;
Państwowego Muzeum Etnograficznego w Krakowie, gdzie wszystkie odnalezione teki zostały tymczasowo zdeponowane1.&#13;
&#13;
Dodać trzeba, że zwrot „zinwentaryzowano je szczegółowo” w tym&#13;
sprawozdaniu dotyczy tylko teki 1. Mazowsze, to jest niewielkiej cząstki&#13;
archiwum Kolberga. Kozietulski na oryginalnych kartach z tej teki zanotował nadane przez siebie tytuły zapisanym na nich tekstom lub streścił je&#13;
oraz podał ich źródła, jeżeli zaznaczone były w rękopisie przez Kolberga,&#13;
sporządził też spis zawartości teki powtarzający te notatki. W roku następnym w sprawozdaniu Komisji Etnograficznej jest tylko krótka informacja:&#13;
„Dr Anna Kutrzebianka i Lutosława Hajówna inwentaryzowały materiały&#13;
rękopiśmienne po O. Kolbergu”2. Inwentarzy tych oraz spisu wykonanego&#13;
przez Kozietulskiego szukał Burszta po objęciu w październiku 1961 r. stanowiska redaktora Dzieł wszystkich Kolberga, ale mimo starań nie udało&#13;
się ich wtedy uzyskać3.&#13;
który na polecenie władz konspiracyjnych pracował w czasie wojny w muzeum jako dozorca,&#13;
a według E. Pietraszka „techniczna pomoc konserwatorska”. Po wyzwoleniu Krakowa Seweryn&#13;
został aresztowany w kwietniu 1945 r. przez UB, zwolniono go z więzienia po kilku miesiącach&#13;
i wtedy wrócił do organizowania Muzeum Etnograficznego i Komisji Etnograficznej PAU. Zob.&#13;
A. Jacher-Tyszkowa Tadeusz Seweryn (1894-1975), w: Etnografowie i ludoznawcy polscy.&#13;
Sylwetki, szkice biograficzne, T. 1, Kraków 2002, s. 266–271, oraz E. Pietraszek Muzeum Etnograficzne w Krakowie…, s. 86.&#13;
1 Sprawozdanie z czynności i wydawnictw Polskiej Akademii Umiejętności od lipca 1947&#13;
do czerwca 1948, „Rocznik Polskiej Akademii Umiejętności” lata 1947/1952, Kraków 1953, s. 5–6.&#13;
2 Sprawozdanie z czynności i wydawnictw Polskiej Akademii Umiejętności od lipca&#13;
1948 do czerwca 1949, tamże s. 72. Być może wynikiem pracy A. Kutrzebianki i L. Hajówny&#13;
jest wspomniany już maszynopis, kopia sporządzonego odręcznie w 1934 r. inwentarza tek&#13;
Kolberga i innych rękopisów znajdujących się w zbiorach Komisji Etnograficznej PAU (zob.&#13;
przypis 1 na s. 39).&#13;
3 Instytut im. Oskara Kolberga dostał dopiero w 2014 r. kopię spisu zawartości teki 1. Mazowsze wykonanego przez Cz. Kozietulskiego, stało się to tak późno, ponieważ znajdował się on&#13;
w nieskatalogowanych poprzednio zbiorach Udzieli w Muzeum Etnograficznym w Krakowie.&#13;
&#13;
50&#13;
&#13;
�W 1951 r. powołano Polską Akademię Nauk z siedzibą w Warszawie,&#13;
która decyzją rządu przejęła majątek Polskiej Akademii Umiejętności. Krótko potem została zlikwidowana Komisja Etnograficzna PAU. Na początku&#13;
roku 1953 według protokołu z 31 marca teki Kolberga zostały przez Tadeusza Seweryna, dyrektora Muzeum Etnograficznego w Krakowie, „w którym&#13;
znajdowały się one jako depozyt PAU” przekazane Witoldowi Dynowskiemu, stałemu przedstawicielowi „Komisji Etnograficznej przy Komisji Organizacyjnej Instytutu Historii Kultury Materialnej PAN” 1 . Krótko potem,&#13;
2 maja 1953 r., ten największy zachowany zespół rękopisów Kolberga został&#13;
za zgodą Ministerstwa Kultury i Sztuki przekazany przez Komisję Organizacyjną IHKM PAN jako depozyt do Archiwum Naukowego Polskiego&#13;
Towarzystwa Ludoznawczego, mającego wówczas siedzibę w Poznaniu2.&#13;
W Archiwum Naukowym PTL znalazły się te teki, które od wielu lat&#13;
znajdowały się pod bezpośrednią opieką Komisji Etnograficznej PAU, a po&#13;
wojnie przechowywane były razem ze zbiorami Muzeum Etnograficznego,&#13;
to jest teki regionalne o numerach 1–2, 4–25 i 28–30, teki miscellanea nr&#13;
31, 33, 35–40 oraz utworzone po roku 1890, po śmierci Kolberga, teki 12a,&#13;
18a, 41–42 i 43. W protokole nie wymieniono teki 32 zlikwidowanej przez&#13;
Kopernickiego oraz tek o numerach 26, 27, 34, a także listów i dokumentów osobistych. Znalazły się one wcześniej, część już przed wojną, inne&#13;
prawdopodobnie po wojnie, ale przed rokiem 1953, w Bibliotece PAU. Nie&#13;
wymieniono też teki 3, jej rozproszona zawartość, jak już wspominano,&#13;
znajdowała się również w zbiorach Biblioteki PAU.&#13;
Protokół przekazania tek Kolberga z Muzeum Etnograficznego w Krakowie przedstawicielowi Komisji Organizacyjnej IHKM w Warszawie&#13;
z 31 marca 1953 r. jest bardziej szczegółowy niż sporządzane przed tą datą&#13;
wykazy autora Ludu i będący ich powtórzeniem inwentarz Komisji Etnograficznej z roku 1934. Zawartość każdej teki podzielona jest na „podteczki”; podział ten być może w części dokonany był już przez Kolberga,&#13;
ale sądzić można, że w większości raczej przez osoby przygotowujące do&#13;
druku którąś z tek przed pierwszą wojną światową, albo podejmujące próby&#13;
„porządkowania” rękopisów. Dla części podteczek starano się w protokole&#13;
1&#13;
&#13;
Protokół w aktach Muzeum Etnograficznego w Krakowie, tu przytoczono fragmenty według kopii znajdującej się w aktach Instytutu im. O. Kolberga w Poznaniu.&#13;
2 Kopia protokołu i spisu rękopisów w aktach Instytutu im. Oskara Kolberga w Poznaniu.&#13;
W imieniu Towarzystwa teki przyjęła Olga Gajkowa, a spis otrzymanych rękopisów sporządziły M. Turczynowiczowa i H. Przesławska w Poznaniu 26 czerwca 1953 r.&#13;
&#13;
51&#13;
&#13;
�podać ich objętość (np. „kart 7”, „kartek 5”, „arkuszy 17”, „stron 21”, „stron&#13;
105”, „13 notatek”), a treść zawartych w nich rękopisów charakteryzowano&#13;
różnie, niekiedy bardziej szczegółowo, niekiedy ogólnie (np.: „Przysłowia&#13;
z okolic Kielc, kartek 6 + 2”, „Nazwy wsi w Lipnowskiem i rodowe Kurpiów,&#13;
10 kartek”, „Pieśni ludowe z nutami i bez (kartek 111)”, „Pieśni ukraińskie”,&#13;
„Nuty, 2 karty”, „Notatki muzyczne”, „Piosenki rozmaite”).&#13;
W Archiwum PTL sporządzono ogólny inwentarz depozytu, przy czym&#13;
zachowano numerację tek, a także ich tytuły nadane przez Kolberga, jeśli&#13;
istniały jeszcze pierwotne okładki, na których on sam je wpisał1. Zachowano także podział na podteczki. Wtedy też zostały one ujęte w papierowe&#13;
obwoluty, zwykle z tytułami lub krótkimi określeniami ich zawartości zanotowanymi wcześniej przez różnych autorów, albo wprowadzonymi dopiero wówczas. W archiwum PTL każdy z tych zespołów otrzymał odrębną&#13;
sygnaturę, a zawartym w nich kartom nadano paginację. Poprzednio dotyczyło to tylko części rękopisów – całostki wyraźnie jednorodne miewały&#13;
karty numerowane wcześniej przez Kolberga lub przez autora przysyłającego swoje zapiski do użytku w Ludzie, a niekiedy także przez późniejszych wydawców. Podział na podteczki, a także paginacja kart – jak ocenić&#13;
dziś można – były czasem przypadkowe, ponieważ przeprowadzono je bez&#13;
wnikliwej analizy związków miedzy poszczególnymi rękopisami, a czasem&#13;
nawet wbrew ich widocznej korelacji.&#13;
Razem z tekami przekazano wtedy do archiwum PTL kopertę z rycinami. Nie towarzyszyła jej dokładna informacja o pochodzeniu znajdujących&#13;
się tam obiektów, jedynie z nielicznych notatek dołączonych do niektórych&#13;
kart wnioskować można było, że wyjęto je z tek Kolberga w Muzeum Etnograficznym w ramach prowadzonej pod kierunkiem Seweryna kwerendy&#13;
pod kątem ikonografii etnograficznej. Koperta zawierała ryciny wykonane&#13;
różnymi technikami, a także fotografie i odbitki drzeworytów. Później, w latach 1954–1961, w Archiwum PTL dołączono do nich inne wyjmowane z tek&#13;
materiały ikonograficzne i utworzono z nich tekę rycin2, nadając jej nr 47.&#13;
1 Inwentarz opracowała do druku Zofia Staszczak, informacje o każdej tece obejmują jej&#13;
nazwę, sygnatury poszczególnych podteczek oraz bardzo krótką charakterystykę zawartości,&#13;
zob.: Z. Staszczak Wykaz zawartości Archiwum Naukowego Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego 1945–1955, Wrocław 1955, w serii „Archiwum Etnograficzne” nr 11, tam pozycje&#13;
426–465, s. 11–15.&#13;
2 W sprawozdaniu Komitetu Kolbergowskiego, istniejącego wówczas przy Zarządzie&#13;
Głównym PTL, z działalności za rok 1959 odnotowano: „Wysegregowano rysunki z całości&#13;
&#13;
52&#13;
&#13;
�W 1959 r. archiwum PTL, przeniesione tymczasem do Wrocławia,&#13;
wzbogaciło się o nowe manuskrypty Kolberga i dokumenty z nim związane.&#13;
W kwietniu tego roku Towarzystwo kupiło w warszawskim antykwariacie&#13;
trzynaście rękopisów1, z których każdy miał na pierwszej karcie owalną&#13;
pieczęć „Archiwum Familii Nowina-Konopków”. W Archiwum PTL zakupione materiały podzielono na trzy części, jedna otrzymała tytuł Przysłowia&#13;
i numer teki 44, a dwie tytuły Miscellanea i numery tek 45–46. Zakupione&#13;
wtedy rękopisy w części były fragmentami archiwum Konopków, w części&#13;
były to materiały pozostawionych przez Kolberga w roku 1884 w Modlnicy.&#13;
Podział ich na trzy zespoły nie zawsze był konsekwentny.&#13;
W nowej tece 44 znalazły się rękopiśmienne zbiory przysłów kilku&#13;
autorów, spośród których największy jest rękopis Józefa Konopki2 (ponad&#13;
200 kart), wynik wieloletniej kwerendy literatury przedmiotu dokonanej&#13;
przez tego badacza. Umieszczony został tam także oprawiony rękopis Kolberga Przysłowia polskie z datą 1872 (23 karty), obszerny, liczący ponad&#13;
1000 tekstów rękopis nieznanego bliżej Leśniewskiego (25 kart) oraz o wiele szczuplejsze zbiory innych osób – Andrzeja Jakubowskiego, notującego&#13;
przysłowia w okolicy Lwowa, nieznanego bliżej Marcina Prawdzica, a także&#13;
niewielki rękopis pt. Niektóre przysłowia litewskie z notą Kolberga o autorze: „Akielewicz z Mariampolskiego”. Kilka kart to rękopisy przysłów&#13;
innych nieznanych osób. Cała zawartość obecnej teki 44 należała do Józefa&#13;
materiałów Kolbergowskich i część przeznaczoną do przerysowania oddano rysownikom”.&#13;
Rysunki i inne materiały ikonograficzne na polecenie ówczesnego redaktora Dzieł Kolberga,&#13;
J. Gajka, wyjmowano z tek także później, do roku 1961, w trakcie sporządzania odręcznych kopii rękopisów i większość z nich włączono do utworzonej wtedy teki rycin o numerze 47 (zob.&#13;
Sprawozdanie z działalności ..., „Lud” T. XLVI za rok 1960, s. 539–540).&#13;
1 Antykwariusz, do którego trafiły te rękopisy, zawiadomił o możliwości ich zakupu Zofię&#13;
Lissę, wówczas kierowniczkę Zakładu Muzykologii Uniwersytetu Warszawskiego. Ona z kolei&#13;
poinformowała o nich Zarząd Główny PTL, dodając w liście 18 sierpnia 1954 r., że rękopisy&#13;
należą do Archiwum Konopków i są sprzedawane przez osobę prywatną z Warszawy (list&#13;
Z. Lissy w Archiwum PTL). Na polecenie Zarządu Głównego PTL archiwalia te zakupił Bolesław Kuźmicz, protokół ich przekazania znajduje się w archiwum PTL we Wrocławiu. Podział&#13;
zakupionych materiałów na trzy teki dokonany został w archiwum PTL we Wrocławiu i był&#13;
kilkakrotnie zmieniany w latach 1959-1961, o czym świadczą notatki Gajka w jego rękopisie&#13;
pt. Zarządzenia w pracowni Kolbergowskiej w roku 1961 (rkp. w Archiwum PTL).&#13;
2 Rękopis Konopki ma tytuł: Polskie przysłowia, przypowieści i różne wyrażenia przysłowiowe zebrał i z przysłowiami w językach słowiańskich i innych europejskich toż samo&#13;
znaczenia mających zestawił…, dziś w tece 44, sygn. Arch. PTL 1416, k. 59–270. Wszystkie&#13;
przysłowia polskie z rkp. J. Konopki oraz innych osób przechowywane w tej tece (razem 8287&#13;
tekstów) wydane zostały w T. 60 DWOK, zob. tam wstęp S. Świrki s. XIII i XVII–XX.&#13;
&#13;
53&#13;
&#13;
�Konopki, a później do jego syna Tadeusza. Dotyczy to także rękopisów&#13;
Kolberga i niektórych innych autorów, ponieważ Kolberg po zapoznaniu&#13;
się z planami Konopki co do wydania pełnego zbioru przysłów polskich,&#13;
zrezygnował z drukowania większości tych tekstów w Ludzie i oddał mu&#13;
posiadane zapisy, a później przekazywał otrzymane rękopisy innych osób.&#13;
W tece 45. Miscellanea znajdują się w części rękopisy stanowiące dawniej również własność Konopków Do najciekawszych należy tzw. Raptularz Konopczanki1, tj. wykonane przez Antoninę Konopczankę zapisy ze&#13;
słuchu bajek i informacji o wierzeniach. Autor Ludu nie otrzymał tego&#13;
prymarnego rękopisu, ale sporządzone przez Konopczankę czystopisy, które&#13;
stały się jednym ze źródeł do Krakowskiego. Do archiwaliów Konopków&#13;
należało także kilka znajdujących się w tej tece listów Kolberga do Romana i Józefa Konopków, kopia biogramu Józefa napisanego przez Kolberga&#13;
dla „Kłosów” po śmierci przyjaciela w 1880 r. oraz rękopis utworu Józefa&#13;
Konopki zatytułowanego Imienie wsi Modlnicy Wielkiej… , który jest wierszowaną historią rodzinnej wsi autora2.&#13;
Natomiast ze zbiorów Kolberga pochodzą znajdujące się dziś w tece 45&#13;
obszerne fragmenty (ponad 80 kart) Kolbergowskiego rękopisu części pierwszej i drugiej Krakowskiego. Mają one wpisany nieznaną ręką tytuł: „Oskar&#13;
Kolberg Ułomki z rękopismu Lud »Krakowskie«”. Kilkakrotnie zauważyć&#13;
tam można wskazówki dla drukarza, informujące, w którym miejscu mają&#13;
być włamane drzeworyty. Rękopis ten wrócił do autora po wydrukowaniu&#13;
tomu, podobnie jak znajdujące się tam trzy arkusze korekty tegoż tomu. Do&#13;
zbiorów Kolberga należał też rękopis Józefa Konopki Pieśni ludu z okolic&#13;
Czerska, Piaseczna. Powstał on w roku 1841, podczas wspólnej z Kolbergiem i dwoma innymi osobami czterodniowej pieszej wycieczki z Warszawy do Czerska, w czasie której Kolberg zapisywał melodie, a Konopka&#13;
teksty. Pieśni z tego rękopisu opublikował Kolberg w części II monografii&#13;
1 Tak nazwany został rękopis A. Konopczanki zawierający zapisane przez nią wywiady,&#13;
głównie z mieszkańcami Modlnicy. Zob. H. Kapełuś Modlnicki raptularz Antoniny Konopczanki, w: W świecie pieśni i bajki. Studia folklorystyczne, pod red. R. Górskiego i J. Krzyżanowskiego, Wrocław 1969, s. 179–195, oraz E. Millerowa Niezwykły dokument zachowany&#13;
w spuściźnie rękopiśmiennej Kolberga, „Wieś Radomska” T. 9: 2011, s. 233–245. W całości&#13;
Raptularz został opublikowany w tomie: O. Kolberg Krakowskie. Suplement do tomów 5–8&#13;
(DWOK T. 73, cz. III, s. 5–105).&#13;
2 J.K. [Józef Konopka] Imienie wsi Modlnicy Wielkiej na pamiątkę dla rodziny opowiedział rymem… , z datą: „1874 w Mogilanach”, rkp. w Arch. PTL w tece 45, sygn. 1419, k. 1–28,&#13;
z dopiskiem Tadeusza Konopki na k. 29.&#13;
&#13;
54&#13;
&#13;
�Mazowsza. Scharakteryzowane tu krótko materiały należały do rękopisów&#13;
pozostawionych przez Kolberga w Modlnicy w 1884 r.&#13;
Niewielka objętościowo teka 46. Miscellanea zawiera materiały w całości należące dawniej do Kolberga, pozostawione przez niego w Modlnicy&#13;
w 1884 r., podobnie jak znajdujące się w tece 45. Są to głównie pisma&#13;
związane z organizacją wystawy etnograficznej w Kołomyi w 1880, której&#13;
Kolberg był kuratorem naukowym: bruliony listów do kilku osób przypominające o terminie przysłania zgłoszonych okazów, brulion katalogu&#13;
zgromadzonych na wystawie przedmiotów oraz kopia artykułu z „Gazety&#13;
Narodowej” poświęconego również wystawie. Ponadto znajdują się w tej&#13;
tece – prawdopodobnie przypadkiem – także uwagi Emila Kierskiego dotyczące wstępnej redakcji monografii Poznańskiego, której część pierwsza&#13;
miała być drukowana w Poznaniu w roku 1870.&#13;
Kolejne zespoły rękopisów pochodzących ze spuścizny Kolberga Archiwum PTL otrzymało w roku 1963. W Instytucie Historii Kultury Materialnej PAN w Warszawie odnaleziono i przekazano działającej już wtedy w Poznaniu redakcji Dzieł Kolberga cztery paczki, z których trzy1 zawierały rękopisy autora Ludu oraz innych osób bezpośrednio związane&#13;
z pracami nad tą serią wydawniczą. Były to zapewne fragmenty zespołu&#13;
rękopisów przesłanego Komisji Organizacyjnej IHKM w 1953 r. w Warszawie przez dyrektora Muzeum Etnograficznego w Krakowie. Jak już tu&#13;
wspomniano, przekazane wówczas rękopisy zostały z Warszawy oddane do Archiwum Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego, ale widocznie&#13;
część przypadkiem została w Warszawie. Odnalezione w 1963 r. fragmenty spuścizny Kolberga otrzymały w Archiwum PTL tytuły Miscellanea&#13;
i kolejne numery 48, 50 i 51. W trzech przekazanych wówczas zespołach&#13;
znajdują się materiały bardzo zróżnicowane: liczne rękopisy kompozycji&#13;
Kolberga, w tym fragmenty jego utworów scenicznych i libretta do nich,&#13;
dwie redakcje kujawskich melodii tanecznych, każda obejmująca zapisy&#13;
ponad 700 tańców, które Kolberg chciał wydać jako część trzecią monografii Kujawy, duża liczba rękopisów Kolberga z dawnej teki 12 wraz&#13;
z kopiami W. Kosińskiego redagującego przed rokiem 1914 tom, któremu&#13;
nadał tytuł Podgórze zachodniej Galicji, Kolbergowskie zapisy pieśni&#13;
1 Czwarta paczka zawierała rękopis (w części maszynopis) pracy H. Biegeleisena Obchód&#13;
weselny ludu polskiego na tle indoeuropejskiego rytuału, wydanej pt. Wesele w 1929 r. we&#13;
Lwowie. Rękopis ten otrzymał numer 49, choć nie jest to „teka Kolbergowska”.&#13;
&#13;
55&#13;
&#13;
�i melodii tanecznych z różnych regionów, a także inne drobne rękopisy,&#13;
m.in. przekład na język niemiecki Wiesława Kazimierza Brodzińskiego&#13;
pióra Juliusza Kolberga, ojca Oskara. Te trzy nowe zespoły rękopisów&#13;
zawierają materiały wyjęte z różnych tek prawdopodobnie w r. 1953. Być&#13;
może wydzielone zostały w Muzeum Etnograficznym w trakcie pakowania&#13;
rękopisów Kolberga przed przewiezieniem ich do Warszawy. Takie wrażenie z racji swego formatu i objętości sprawia np. zawartość obecnej teki&#13;
51, na którą składają się muzykalia o różnym charakterze (kompozycje Kolberga1 i dwie redakcje kujawskich melodii tanecznych), ale o takim samym&#13;
formacie i zewnętrznie podobne. W czasie przekazywania tek Kolberga do&#13;
Archiwum PTL w 1953 r. zapomniano o tych czterech paczkach; rozpoznane zostały dopiero po dziesięciu latach i wtedy połączono je z podstawowym zespołem rękopisów autora Ludu.&#13;
Do opisanego wyżej korpusu materiałów w latach następnych dołączone zostały jedynie dwa zespoły rycin, które – choć niewielkie – są cenną dokumentacją etnograficzną i wzbogacają wiedzę o ikonograficznych&#13;
zbiorach Kolberga. Pierwszy z nich to część dawnej kolekcji Kolberga&#13;
zakupiona krótko po wojnie przez Muzeum Etnograficzne w Rzeszowie&#13;
od nieznanej dziś osoby, a jako materiały związane z Ludem rozpoznana&#13;
nieco później2. Jest to zbiór 25 akwarel, rysunków i szkiców Wojciecha&#13;
Gersona potrzebnych autorowi do ilustrowania Ludu. Część z nich to&#13;
akwarele, według których wykonywano w Dreźnie w firmie JHG Rau&#13;
&amp; Sohn litografie do Pieśni ludu polskiego, Sandomierskiego, Kujaw,&#13;
Krakowskiego i Lubelskiego. Akwarele te odsyłano Kolbergowi z Drezna razem z litografiami gotowymi do wklejenia do drukowanej książki.&#13;
Wskazane tu tomy wydał Kolberg przed przeniesieniem się z Modlnicy&#13;
do Krakowa jesienią 1884 r. Również znajdującą się w tym zbiorze akwarelę Gersona przygotowaną do Mazowsza (wydanego w 1885 r.) odesłano Kolbergowi z Drezna do Modlnicy jeszcze w lipcu 1884 r. Ponieważ&#13;
1&#13;
&#13;
Wcześniej, w r. 1883. stanowiły być może zawartość jednej z tek Miscellanea, określonej&#13;
tam: „Prywatne (teksta oper itd.)”, taka notatka widnieje przy tytule teki 40 w spisie dołączonym&#13;
do konceptu ostatniej woli z 7 maja 1883 r. (rkp. Kolberga, sygn. BN PAU i PAN 2183, k. 72),&#13;
w późniejszym spisie z roku 1886 nie ma już tego podtytułu.&#13;
2 Zob. K. Ruszel Rysunki Wojciecha Gersona polskich strojów ludowych w zbiorach Muzeum Okręgowego w Rzeszowie, „Polska Sztuka Ludowa” R. XXXIII: 1979, nr 3, s. 161–170.&#13;
Zob. też A. Skrukwa Ikonografia w pracach Oskara Kolberga, w: Ja daję właśnie materiał...&#13;
s. 171–172.&#13;
&#13;
56&#13;
&#13;
�rysunki, szkice i akwarele ze zbioru znajdującego się obecnie w muzeum&#13;
w Rzeszowie były w posiadaniu Kolberga przed końcem lata 1884 r.,&#13;
sądzić można, że ryciny te są fragmentem materiałów pozostawionych&#13;
przez niego w Modlnicy u Konopków, gdy przeprowadzał się do Krakowa&#13;
w październiku 1884 r.&#13;
Drugi zespół stanowią ryciny odnalezione stosunkowo niedawno w papierach przekazanych do Archiwum PTL przez krewnego bezpośrednich&#13;
spadkobierców Józefa Gajka. Gajek, który w latach 1959–1961 był redaktorem Dzieł Kolberga, o czym będzie mowa dalej, polecił osobom przepisującym rękopisy w archiwum Towarzystwa we Wrocławiu, aby wyjmowały&#13;
z tek Kolberga wszystkie znajdujące się w nich rysunki i przekazywały takie&#13;
karty bezpośrednio jemu. Większość z nich włączono do utworzonej krótko&#13;
przedtem Teki rycin noszącej w archiwum PTL numer 47. Jednak część&#13;
wyjmowanych z tek rysunków, szkiców i fotografii pozostała w prywatnych&#13;
papierach Gajka razem z niektórymi dokumentami Towarzystwa. Zostały&#13;
one zwrócone do Archiwum Naukowego PTL1 w roku 2013 po ponad pięćdziesięciu latach od czasu ich zabrania ze spuścizny Kolberga. Wśród nich&#13;
znajdują się 63 rysunki i fotografie z dawnej teki Chełmskie, w znacznej&#13;
części autorstwa Marii Hemplówny, oraz pięć z teki 6. Pomorze2. Ryciny&#13;
z Chełmskiego3, odkryte kilka lat po wydaniu suplementu do monografii&#13;
tego regionu, tj. tomu 82. Dzieł, zostały opublikowane w aneksie do tego&#13;
suplementu w roku 2020. Ryciny wyjęte przez Gajka z teki 6 otrzymał Kolberg prawdopodobnie w czasie badań terenowych prowadzonych przez&#13;
niego na Pomorzu w roku 1875. Znajduje się wśród nich niewielki szkic&#13;
nieznanego autora podpisany przez Kolberga „Baba” z notą lokalizacyjną&#13;
„Grudziądz” również wpisaną przez niego. Babą nazywany był ostatni snop&#13;
zwożony z pola po zakończeniu grabienia zboża, był on znacznie większy&#13;
od poprzednich i bywał ubierany i przyozdabiany4. Rysunek dokumentuje&#13;
istnienie tego zwyczaju około roku 1875 także w okolicy Grudziądza. Obok&#13;
1&#13;
&#13;
Pochodzące z tek Kolberga ryciny znajdujące się w papierach po J. Gajku zwróconych do&#13;
Archiwum PTL przez krewnego jego spadkobierców, zidentyfikował w 2013 r. etnolog Filip&#13;
Wróblewski.&#13;
2 Ryciny pochodzące z teki 6. Pomorze zostały zamieszczone w: Oskar Kolberg. Człowiek&#13;
i dzieło cz. II (DWOK T. 85/II).&#13;
3 O autorstwie tych rycin i ich znaczeniu dla całości monografii Chełmskiego zob. wstęp&#13;
E. Millerowej w: O. Kolberg Chełmskie. Suplement do tomów 33 i 34. Aneks do T. 82 (DWOK&#13;
T. 82 aneks), s. V i nast.&#13;
4 Zob. Słownik gwar polskich T. 1, Wrocław 1980, hasło „baba 13”.&#13;
&#13;
57&#13;
&#13;
�rycin jest wśród odzyskanych w 2013 r. fragmentów spuścizny Kolberga&#13;
także rękopis odpowiedzi na recenzję Biegeleisena 1, wykazujący drobne&#13;
różnice redakcyjne w stosunku do wersji znanej poprzednio.&#13;
Prace nad wydaniem Dzieł wszystkich Kolberga&#13;
Już bezpośrednio po wyzwoleniu w 1945 r. badacze kultury ludowej&#13;
różnych specjalności upomnieli się o druk zbiorów Kolberga. Chodziło&#13;
przy tym nie tylko o dokumentację pozostającą od ponad pięćdziesięciu&#13;
lat w rękopisach, ale także o reedycję Ludu i Obrazów etnograficznych.&#13;
Zniszczenie i rozgrabienie w czasie wojny wielu bibliotek naukowych, także&#13;
prywatnych, przymusowe pozostawienie znacznej części zbiorów bibliotecznych i innych na terenach przyłączonych do ZSRR, organizacja nowych&#13;
ośrodków naukowych na Śląsku, Pomorzu, Warmii i Mazurach, powodowały potrzebę wznowień lub nowych opracowań wielu dzieł literackich&#13;
i edycji źródłowych. O udostępnienie Ludu Kolberga i pełne wydanie zgromadzonych przez niego materiałów zabiegali przede wszystkim etnografowie, folkloryści, etnomuzykolodzy i literaci2. A. Chybiński pisał w 1947 r.:&#13;
Należy przede wszystkim raz nareszcie postawić jasno i zdecydowanie sprawę&#13;
wydania rękopiśmiennych tek O. Kolberga, mającą już swą dość osobliwą i niezbyt pochlebną dla Kolbergowskiego „kultu” historię. […] Nie jest do pomyślenia,&#13;
aby jakiekolwiek państwo nie wydało dotychczas zbiorów rękopiśmiennych&#13;
swego folkloru muzycznego, gdyby ich twórcą był folklorysta wielkości O. Kol1 Recenzja Biegeleisena dotyczyła 22. tomów Ludu i Obrazów etnograficznych wydanych&#13;
przed rokiem 1886, opublikowana była w „Bibliotece Warszawskiej” w r. 1886, T. 4, s. 431–441.&#13;
Zob. E. Millerowa Krakowskie lata Oskara Kolberga, w: Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło cz.&#13;
I (DWOK T. 85/I), s. 448–452. Tekst odpowiedzi Kolberga, niedrukowanej w XIX w., w redakcji&#13;
zachowany w BN PAU i PAN (sygn. 2183, k. 12–18) opublikowano w tomie: O. Kolberg Studia,&#13;
rozprawy i artykuły (DWOK T. 63), s. 391–411.&#13;
2 Trudności w dotarciu do Kolbergowskiego Ludu odnotował także znany bibliofil, Julian&#13;
Tuwim:&#13;
„Na co mam przysiąc, Piękna, że z żalu umieram?&#13;
Że mi się na Twój widok serce w pieśń rozdzwania?&#13;
Na komplety Kolberga, »Wisły«, Estreichera!&#13;
Na dziadowskich kantyczek groszowe wydania!”&#13;
&#13;
(J. Tuwim Zakochany bibliofil. Ballada tragiczna, w: tegoż Dzieła T. 3, oprac. J. Stradecki,&#13;
Warszawa 1958, s. 314.)&#13;
&#13;
58&#13;
&#13;
�berga. Paradoksalny jest fakt, że istnieje wydany kilkutomowy zbiór muzyki&#13;
ludowej Pokucia, a więc ostatecznie nie rdzennie polskiej ziemi, opracowany&#13;
przez Kolberga, a równocześnie jego zbiory z niektórych ziem polskich czekają&#13;
dziesiątki lat na wydanie, co tak utrudnia lub wręcz uniemożliwia pracę naukową nad całością polskiej muzyki ludowej1.&#13;
&#13;
Starania o druk zgromadzonych przez Kolberga źródeł długo nie przynosiły rezultatów. Z początku zresztą nie było jednomyślności co do kształtu&#13;
przyszłej edycji. W roku 1949 J. Gajek, charakteryzując w czasie walnego&#13;
zgromadzenia zadania Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego, mówił:&#13;
Od kilku zresztą lat powtarza się w różnych środowiskach etnograficznych myśl&#13;
reedycji dzieł Kolberga. Reedycja w dosłownym znaczeniu nie wydaje mi się&#13;
słuszna – należałoby raczej pomyśleć wpierw o przeprowadzeniu zdjęcia etnograficznego na całym obszarze Polski, a następnie, uwzględniając dzieło Kolberga i późniejszy dorobek etnografii polskiej – o opracowaniu poszczególnych&#13;
monografii2.&#13;
&#13;
Byłoby to wydawnictwo o charakterze podobnym do Nowego Adalberga&#13;
lub Nowego Korbuta3, w których pierwotna autorska formuła jest znacznie poszerzona i wypełniana w większości nowym materiałem lub notami&#13;
bibliograficznymi nowych opracowań. O ile postępowanie takie było uzasadnione w wypadku zbioru przysłów pochodzących z różnych publikacji&#13;
i rękopisów czy bibliografii historyczno-literackiej, to nie mogło dotyczyć&#13;
dziewiętnastowiecznych źródeł dla folklorystyki, etnomuzykologii i etnografii. Proponowanej wówczas postaci przyszłych Dzieł Kolberga sprzeciwiło&#13;
1 A. Chybiński O potrzebach polskiej etnografii muzycznej, w: tegoż O polskiej muzyce ludowej. Wybór prac etnograficznych, przygotował do druku L. Bielawski, Kraków 1961,&#13;
s. 82–83; pierwodruk: „Polska Sztuka Ludowa” 1947, nr 1–2, oraz 1948 nr 1. Chybiński pisał&#13;
tamże [s. 84]: „Komplet Ludu Kolberga należy już obecnie niemal do »białych kruków«”.&#13;
2 J. Gajek Zadania Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego w okresie najbliższego 6-cio&#13;
lecia. (Przemówienie wygłoszone na XXIV Walnym Zgromadzeniu PTL w Toruniu w 1949 r.)&#13;
„Lud” T. XXXIX za lata 1948-1951, s. 607.&#13;
3 Nowym Adalbergiem nazywane jest czterotomowa Nowa księga przysłów i wyrażeń&#13;
przysłowiowych polskich opracowana przez zespół redakcyjny pod kierunkiem J. Krzyżanowskiego, T. 1–4, Warszawa 1969-1978; Nowy Korbut to dziewiętnastotomowa obecnie Bibliografia literatury polskiej „Nowy Korbut” wydawana od 1963 r. przez Instytut Badań Literackich PAN; Nowym Kolbergiem nazywana jest seria Polska Pieśń i Muzyka Ludowa. Źródła&#13;
i Materiały, wydawana przez Instytut Sztuki PAN, ukazały się już tomy poświęcone Kujawom,&#13;
Kaszubom, Warmii i Mazurom, Lubelskiemu oraz Podlasiu.&#13;
&#13;
59&#13;
&#13;
�się wielu obecnych na tym spotkaniu etnografów i folklorystów. Głosy&#13;
podobne do przytoczonego postulatu J. Gajka, pojawiały się prawdopodobnie wcześniej, dlatego A. Chybiński już w 1947 r. pisał:&#13;
Niekiedy można się również spotkać z inną jeszcze sugestią: aby „nowe wydanie”&#13;
dzieła Kolberga „uzupełnić” nowymi materiałami zebranymi już po Kolbergu&#13;
w nowszych, a nawet najnowszych czasach, a równocześnie „usunąć” z dzieła&#13;
Kolberga te jego „teoretyczne” wywody, które nie wytrzymują krytyki w świetle wyników nowoczesnej etnografii muzycznej wraz z całą jej problematyką.&#13;
Jednakże system i metody Kolbergowskie są tak jednolite, a materiały jego tak&#13;
dalece „historyczne”, że „klasyczność” publikacji Kolberga wymaga zachowania&#13;
pierwotnej postaci. […] Magnum opus O. Kolberga może mieścić w sobie tylko&#13;
to, co zebrał sam Kolberg. Nie jest to wymaganie wynikające z pietyzmu wobec jego pracy. Jeśli już chodzi o „teoretyczne” wywody Kolberga w zakresie&#13;
etnografii, względnie nawet etnologii muzycznej, to i one pozostać musiałyby&#13;
w pierwotnej postaci, jako ważny bardzo rozdział w historii polskich badań&#13;
w tych zakresach. Są one integralną częścią Kolbergowskiego dzieła. Bezcelowe&#13;
z naukowego punktu widzenia byłoby jakiekolwiek „uzupełnianie”, „ulepszanie”&#13;
monumentalnej publikacji Oskara Kolberga, ponieważ w pracy naukowej nie&#13;
można by żadną miarą pominąć pierwotnej jej postaci1.&#13;
&#13;
Projekt fotooffsetowego wydania tomów Kolberga drukowanych w XIX w.&#13;
został przegłosowany jednomyślnie na walnym zgromadzeniu PTL&#13;
w 1953 r. Ważnym wydarzeniem dla dalszych starań o edycję spuścizny&#13;
Kolberga stała się sesja naukowa poświęcona dorobkowi etnografa, zorganizowana przez Zarząd Główny Towarzystwa w 1954 r. w Jeleniej Górze.&#13;
Jej pokłosiem była uchwała o wydaniu przez Towarzystwo Dzieł wszystkich Oskara Kolberga (przewidywano wówczas, że Dzieła wszystkie obejmą czterdzieści cztery tomy) oraz tom „Ludu”, rocznika PTL, zawierający&#13;
wygłoszone podczas sesji referaty2. Opublikowane tam artykuły były&#13;
w tym okresie najpełniejszą prezentacją stanu wiedzy o badaniach i dorobku Kolberga na podstawie dostępnych wówczas jego publikacji, głównie&#13;
Ludu i Obrazów etnograficznych.&#13;
Wysiłki naukowców działających w Towarzystwie na rzecz pełnej edycji Kolbergowskich materiałów odniosły sukces dopiero w okresie przygotowań do obchodów 1000-lecia państwa polskiego. W kwietniu 1959 r.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
A. Chybiński O potrzebach polskiej etnografii muzycznej… , s. 84–85.&#13;
Jest to tom 42 „Ludu” wydany w roku 1956.&#13;
&#13;
60&#13;
&#13;
�Towarzystwo wystąpiło z wnioskiem o włączenie dzieł Kolberga do programu obchodów Millenium jako wydawnictwa pomnikowego. Wniosek&#13;
ten poparła Polska Akademia Nauk oraz sejmowa Komisja Nauki i Oświaty1, a następnie zatwierdziła Rada Ministrów, przyznając kwotę 8 milionów&#13;
złotych na opracowanie i druk dzieł w latach 1959–1966. Rada Państwa&#13;
uchwałą2 z dnia 13 lipca 1960 r. uznała wydanie Dzieł wszystkich Oskara&#13;
Kolberga za jeden z pomników tysiąclecia i zatwierdziła finansowanie ich&#13;
edycji ze środków przeznaczonych na uczczenie tej rocznicy3. Do koordynowania prac edytorskich Towarzystwo powołało Komitet Kolbergowski&#13;
pełniący rolę rady naukowej z przewodniczącym Julianem Krzyżanowskim&#13;
na czele, a przy Zarządzie Głównym we Wrocławiu powstała Pracownia&#13;
Kolbergowska zajmująca się pracami przygotowawczymi. Już od września&#13;
1959 r. wykonywano w Pracowni Kolbergowskiej odręczne odpisy materiałów znajdujących się w spuściźnie rękopiśmiennej Kolberga oraz sporządzano kartkowy indeks incipitów tekstów pieśni opublikowanych w Ludzie&#13;
i w Obrazach etnograficznych. Redaktorem naczelnym Dzieł został Józef&#13;
Gajek, prezes Towarzystwa w latach 1953–1956, a następnie jego sekretarz&#13;
generalny do roku 1961. Świadkowie starań Gajka o edycję Dzieł Kolberga&#13;
1 Sejmowa Komisja Nauki i Oświaty zwróciła się 21 X 1959 r. do Prezesa Rady Ministrów&#13;
o polecenie umieszczenia i wyodrębnienia w budżecie PAN odpowiedniej kwoty na koszt druku tomów Dzieł Kolberga na rok 1960 oraz o „polecenie, by Ministerstwo Kultury i Sztuki&#13;
zarezerwowało niezbędną moc produkcyjną drukarń (na około 200 arkuszy) i odpowiednie&#13;
zaopatrzenie w papier” (odpis tego pisma w aktach PTL, podkreślenia autorki&#13;
2 Na uchwałę tę (nr 45/60) powoływali się wszyscy zainteresowani podjęciem i kontynuowaniem edycji dzieł Kolberga, nie udało się jednak odszukać jej w oficjalnych wydawnictwach&#13;
sejmowych i rządowych. W aktach ZG PTL jest jej odpis, którego zgodność z oryginałem potwierdzona jest podpisem Pauliny Segalewicz, wicedyrektorki Biura Prawnego Kancelarii Rady&#13;
Państwa i pieczęcią Komitetu Obchodów Tysiąclecia Państwa Polskiego.&#13;
3 Organizatorzy obchodów tysiąclecia uzależnili wyrażenie zgody na finansowanie druku&#13;
Dzieł wszystkich Kolberga ze swoich funduszy od zebrania zgłoszeń 1200 subskrybentów. Ten&#13;
warunek udało się spełnić szybko, ponieważ inspektoraty szkolne poleciły podjęcie subskrypcji szkołom, a Zjednoczone Stronnictwo Ludowe przez swoje lokalne struktury nakazało subskrypcję Gminnym Spółdzielniom Samopomoc Chłopska. Wpłata na rzecz subskrypcji była&#13;
w finansowej działalności tych spółdzielni kwotą niewiele znaczącą, a otrzymywane później&#13;
książki przekazywały one lokalnym lub szkolnym bibliotekom. Gminne Spółdzielnie stanowiły&#13;
około 10% subskrybentów, a większość to były szkoły, biblioteki (m.in. powiatowe), instytucje naukowe i odbiorcy prywatni. Na początku subskrybentów było 1642, ale stopniowo ich&#13;
liczba z wielu różnych przyczyn malała. Zob. też D. Pawlak Odbiorcy dzieł Oskara Kolberga,&#13;
w: Z zagadnień twórczości ludowej. Studia folklorystyczne, pod red. R. Górskiego i J. Krzyżanowskiego, Wrocław 1972, s. 307–320.&#13;
&#13;
61&#13;
&#13;
�podkreślają jego energię i wieloletni wysiłek włożony w uzyskanie zgody&#13;
i środków finansowych na realizację tego zadania.&#13;
Komitet Kolbergowski przewidywał wtedy reedycję fotooffsetową tomów Ludu i Obrazów etnograficznych wydanych w XIX w., edycję nowych monografii etnograficzno-folklorystycznych na podstawie zachowanych rękopisów oraz wydanie drukiem korespondencji Kolberga, jego&#13;
kompozycji, pism muzycznych i biografii. Niezależnie od ilości przyznanych&#13;
pieniędzy wydanie Dzieł wszystkich Kolberga w przewidzianym okresie,&#13;
tj. do końca 1966 r., było niemożliwe. Dlatego władze Wydziału Nauk Społecznych PAN, któremu podlegało Towarzystwo Ludoznawcze, początkowo&#13;
nie zgadzały się na podjęcie przez nie tak wielkich zobowiązań, przewidując&#13;
słusznie, że po zakończeniu obchodów tysiąclecia zostaną obciążone dalszym finansowaniem prac nad tym wydawnictwem.&#13;
Nieco wcześniej, przed ogłoszeniem uchwały Rady Państwa, mając już&#13;
zapewnienie dotacji z funduszu obchodów tysiąclecia, zarząd Towarzystwa&#13;
rozpoczął wielokierunkowe działania przygotowujące edycję Dzieł Kolberga. Pierwszoplanowe było zgromadzenie informacji o wszystkich istniejących rękopisach Kolberga i innych materiałach z nim związanych.&#13;
Archiwum PTL posiadało jako depozyt już od roku 1953 większość tzw. tek&#13;
Kolberga., tj. jego zachowanych rękopisów. Wypożyczono też wtedy pozostałe teki regionalne oraz korespondencję i papiery osobiste przechowywane w Bibliotece PAN w Krakowie. W poszukiwaniu rękopisów Kolberga&#13;
zwrócono się do innych bibliotek naukowych, ponadto we wszystkich czasopismach poświęconych życiu umysłowemu, kulturze i literaturze zamieszczono apel do szerszej publiczności o informacje na ten temat. Działania&#13;
te przyniosły tylko ograniczoną ilość liczących się odkryć. Napłynęły wiadomości o pewnej liczbie oryginałów listów Kolberga, jego kompozycjach&#13;
i brulionach artykułów drukowanych w XIX w. Do większych objętościowo&#13;
zespołów materiałów znajdujących się poza Archiwum PTL i Biblioteką&#13;
PAN, o których uzyskano wtedy informacje, należy rękopis Przemyskiego,&#13;
monografii, którą przygotowywał Kolberg w ostatnich miesiącach życia&#13;
i dokończył Izydor Kopernicki. Jest on przechowywany w zbiorach Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego jako depozyt Warszawskiego Towarzystwa Naukowego. Ponadto potwierdzono istnienie rękopisów wielu kompozycji Kolberga w bibliotece Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego.&#13;
Zaznaczyć jednak trzeba, że w okresie tych poszukiwań jeszcze nie wszystkie zasoby bibliotek, muzeów i archiwów były zinwentaryzowane i niektóre&#13;
62&#13;
&#13;
�cenne materiały Kolbergowskie, takie jak np. wspomniany już tu zespół&#13;
rycin znajdujący się w Muzeum Etnograficznym w Rzeszowie czy rękopis&#13;
Kopernickiego charakterystyka tek Kolbergowskich w zbiorach Muzeum&#13;
Etnograficznego w Krakowie odnajdywano lub rozpoznawano także znacznie później.&#13;
Po podjęciu decyzji o fotooffsetowym wydaniu Ludu najpilniejszym zadaniem było wyszukanie i zakupienie wydanych w XIX w. egzemplarzy&#13;
w nienagannym stanie i z wszystkimi ilustracjami, niezbędnych do wykonania klisz, podstawy druku fotooffsetowego1. Nie było to łatwe, zwłaszcza&#13;
jeżeli chodzi o ryciny. Tomy Ludu pojawiały się wprawdzie w handlu antykwarycznym, ale najczęściej pozbawiono je litografii, które bywały wyrywane z książek i po oprawieniu sprzedawane jako dekoracyjne obrazki.&#13;
Barwne litografie zamieszczane w wielu tomach Ludu, wykonywane najczęściej według akwarel Gersona, Kolberg zamawiał w renomowanej firmie&#13;
w Dreźnie; nie tylko stanowiły one znakomitą dokumentacją etnograficzną,&#13;
ale miały także dużą wartość artystyczną. Natomiast egzemplarze tomów&#13;
ilustrowanych czarno-białymi drzeworytami miewały ryciny ręcznie kolorowane, jeżeli były przeznaczone przez Kolberga dla prenumeratorów lub&#13;
odbiorców płacących wyższą cenę. Odnalezienie nielicznych egzemplarzy&#13;
z barwnymi ilustracjami wymagało kwerend w wielu zbiorach, także prywatnych, i nie do końca się powiodło2.&#13;
Plan wydawniczy Dzieł wszystkich Kolberga przyjęty przez Komitet&#13;
Kolbergowski w roku 1959 obejmował początkowo 59 tomów. Lud liczył&#13;
23 tomy, Obrazy etnograficzne 9 tomów, poza tymi seriami wydał Kolberg pierwszą część Chełmskiego, a Kopernicki drugą część tej monografii&#13;
i Przemyskie. Stanowiło to 35 tomów przeznaczonych do wydania fotooffsetowego. Pierwotnie chciano do nich dołączyć także Śląsk i Tarnów-Rzeszów opracowane przez S. Udzielę, fragmenty materiałów z Huculszczyzny&#13;
wydane przez S. Zdziarskiego i Wołyń J. Tretiaka, ale ostatecznie w tej&#13;
części Dzieł pozostał tylko Wołyń jako tom 36. Pozostałe 23 tomy były&#13;
przeznaczone na nowe monografie, pisma muzyczne, studia i rozprawy,&#13;
1 Fotooffsetowa część Dzieł wszystkich, tj. reedycja Ludu i Obrazów etnograficznych,&#13;
drukowana była za pośrednictwem Polskiego Wydawnictwa Muzycznego w Krakowie i Ludowej Spółdzielni Wydawniczej w Warszawie. Niezbędny retusz wszystkich tomów wykonywany był w odpowiedniej pracowni Polskiego Wydawnictwa Muzycznego.&#13;
2 Nie odnaleziono wtedy egzemplarza tomu W. Ks. Poznańskie cz. II (DWOK T. 10) z ryciną, choć na karcie tytułowej pierwodruku Kolberg dał notę: „Z ryciną wedle rysunku B. Hoffa”.&#13;
&#13;
63&#13;
&#13;
�kompozycje, korespondencję oraz biografię Kolberga. Według sporządzonych wtedy planów każdy tom wydawany fotooffsetowo miał być opatrzony wstępami etnografa, muzykologa, folklorysty i dialektologa, komentarzami dotyczącymi tekstów i melodii, bibliografią, indeksami oraz nowym&#13;
materiałem ikonograficznym pochodzącym spoza spuścizny Kolberga1.&#13;
W tomach tych miały też być opublikowane znajdujące się w rękopisach&#13;
niewydane dotąd materiały odnoszące się do regionu przedstawionego&#13;
w XIX-wiecznej monografii, czyli suplementy.&#13;
Osobnym problemem było utworzenie listy ineditów, tj. nowych tomów&#13;
publikowanych na podstawie rękopisów. Wiadomo było od początku, że&#13;
posłużenie się wykazem tytułów proponowanych przez Kolberga w roku&#13;
1869 w liście2 do Augusta Bielowskiego, wówczas dyrektora Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Lwowie, dziewięćdziesiąt lat później jest&#13;
niemożliwe. Nie wszystkie regiony udało się Kolbergowi przebadać; nie&#13;
starczyłoby na przykład jego materiałów na planowane dwa osobne tomy&#13;
poświęcone Podolu, czy na cztery tomy Śląska pruskiego i Śląska austriackiego. W niektórych wypadkach wyznaczone przez Kolberga regiony&#13;
w mniejszym lub większym stopniu pokrywały się (np. Polesie pińskie&#13;
i wołyńskie oraz Wołyń zachodni). Największą pomocą w ustaleniu tytułów ineditów byłoby na tym etapie dokładne rozpoznanie regionalnej przynależności wszystkich tekstów i melodii oraz notatek zawartych w tekach&#13;
z rękopisami i porównanie ich z tomami Ludu. Przyniosłoby to podstawowe informacje służące do ustalenia zasobu źródeł niepublikowanych przez&#13;
Kolberga. Niestety w trybie działań przyjętym w latach 1959-1961 nie było&#13;
przewidziane równoległe analizowanie całości spuścizny rękopiśmiennej&#13;
i drukowanej Kolberga, co okazać się miało wkrótce zasadniczym błędem,&#13;
a wynikało m.in. z nieznajomości warsztatu autora Ludu jako badacza terenowego i wydawcy, a także ze zbyt krótkiej perspektywy czasowej przewidzianej na wydanie całości Dzieł wszystkich.&#13;
Duże problemy stwarzały nowej edycji także warunki stawiane wówczas planom wydawniczym, ograniczające ostatecznie na początku roku&#13;
1961 Dzieła wszystkie Kolberga do sześćdziesięciu sześciu tomów. Aby&#13;
1&#13;
&#13;
Przewidywano zamieszczenie fotografii i rysunków wykonanych współcześnie, ale prezentujących obiekty pochodzące z czasów badań Kolberga oraz reprodukowanie obrazów i rycin malarzy XIX-wiecznych przedstawiających polską wieś i życie chłopów.&#13;
2 Brulion listu do A. Bielowskiego z 15 III 1869, Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),&#13;
s. 301–305.&#13;
&#13;
64&#13;
&#13;
�wydać wtedy książkę naukową, należało mieć nie tylko zgodę cenzury i na&#13;
jej treść, i na wysokość planowanego nakładu, ale także przydział papieru1 zależny od decyzji odpowiedniej jednostki w Ministerstwie Kultury&#13;
i umowę z koncesjonowanym wydawnictwem, które miało dostęp do również koncesjonowanych drukarni. Polskie Towarzystwo Ludoznawcze nawiązało współpracę z dwoma wydawnictwami: Polskim Wydawnictwem&#13;
Muzycznym w Krakowie i Ludową Spółdzielnią Wydawniczą w Warszawie. Wydawnictwo krakowskie było oczywistym wyborem ze względu na&#13;
konieczność składania w ineditach dużej ilości nut, ponadto już wcześniej&#13;
jego dyrekcja planowała reedycję Ludu Kolberga, a w roku 1957 zgłosiła&#13;
chęć współpracy tym zakresie z Towarzystwem Ludoznawczym. Mieczysław Tomaszewski, redaktor naczelny PWM od r. 1954, później dyrektor&#13;
tego wydawnictwa, wiedział, jak ważny dla dalszego rozwoju badań etnomuzykologicznych jest dostęp do źródeł zgromadzonych przez Kolberga.&#13;
Udział Ludowej Spółdzielni Wydawniczej w druku tej serii, zawierającej&#13;
dokumentację XIX-wiecznej kultury ludowej, wiązał się po części z rolą&#13;
Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego (do którego należała wówczas LSW)&#13;
w uzyskaniu zgody władz na druk Dzieł wszystkich.&#13;
W połowie roku 1961 w druku był tom pierwszy Dzieł Kolberga: fotooffsetowa reedycja Pieśni ludu polskiego z 1857 r., kilka tomów następnych przekazanych było do retuszowania2 w PWM w Krakowie, ale nie&#13;
przygotowano do nich jeszcze planowanych uzupełnień z rękopisów ani&#13;
komentarzy, indeksów itp., a nawet nie ustalono autorów większości tych&#13;
opracowań. Natomiast spośród przewidzianych ineditów jako możliwe&#13;
w najbliższych latach rysowało się jedynie wydanie korespondencji i Mazur pruskich. Korespondencja była wtedy jedynym zespołem materiałów&#13;
formalnie łatwych do wydzielenia z całości spuścizny Kolberga, wiadomo&#13;
też było, że nad jej przygotowaniem do druku pracuje od dawna M. Turczynowiczowa. Tom Mazury pruskie istniał w postaci opracowanego przez&#13;
Kolberga rękopisu, który – jak się wtedy wydawało – zawiera całość zbiorów Kolberga z tego regionu. Niewłaściwe planowanie i ogromne opóźnienie prac nad Dziełami Kolberga były między innymi przyczyną, dla której&#13;
na walnym zjeździe Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego we wrześniu&#13;
1&#13;
&#13;
Zob. przypis 1 na s. 61.&#13;
Przed sporządzeniem klisz do druku fotooffsetowego retuszowano egzemplarz tomu: poprawiano niewyraźne czy odwrócone czcionki oraz błędy wskazane przez Kolberga w erracie,&#13;
o ile wprowadzenie erraty możliwe było w obrębie jednego wiersza lub jednego taktu w nutach.&#13;
2&#13;
&#13;
65&#13;
&#13;
�1961 r. przyjęto rezygnację Józefa Gajka ze wszystkich pełnionych wówczas przez niego funkcji. Redaktorem Dzieł wszystkich został wtedy Józef&#13;
Burszta, a redakcję przeniesiono z Wrocławia do Poznania1. Formalnie stało&#13;
się to w październiku 1961 r., ale praktycznie przekazanie nowemu redaktorowi uprawnień i dokumentacji trwało rok.&#13;
Józef Burszta, po wstępnym zapoznaniu się ze stanem prac wydawniczych i będącym wówczas w drukarni pierwszym tomem Dzieł wszystkich&#13;
Kolberga postanowił zmienić część przyjętych zasad. Konieczne dla każdej&#13;
monografii regionalnej charakterystyki zebranych przez Kolberga źródeł,&#13;
materiały uzupełniające (suplementy) pochodzące z rękopisów, komentarze&#13;
źródłowe do tekstów i melodii zamieszczonych w danej monografii, zestawienia bibliograficzne, a także indeksy, nowy redaktor postanowił publikować w zeszytach odrębnych dla każdego regionu. Zeszyty te razem złożyłyby się na tomy 37-38, następujące bezpośrednio po części reedycyjnej&#13;
Dzieł. Przyczyn tej decyzji było kilka, m.in. stan prac nad planowanymi&#13;
opracowaniami, które w większości nie były jeszcze w ogóle podjęte przez&#13;
autorów2, a przede wszystkim bardzo ograniczona wówczas orientacja&#13;
w zawartości zachowanych rękopisów Kolberga. Do Pieśni ludu polskiego, pierwszego tomu Dzieł, który był antologią polskich ballad ludowych&#13;
i tańców, nie przewidywano suplementów, były one jednak konieczne dla&#13;
innych wznawianych tomów zawierających materiały regionalne, a opracowanie ich bez pełnego rozpoznania spuścizny rękopiśmiennej Kolberga&#13;
było niemożliwe. Również niemożliwe było przygotowanie komentarzy źródłowych do melodii i tekstów wydanych przez autora Ludu w XIX w. bez&#13;
wskazania i scharakteryzowania ich zapisów zachowanych w spuściźnie&#13;
rękopiśmiennej. Przedwczesne byłoby nawet zestawienie literatury wykorzystanej przez Kolberga w danej monografii bez wyłonienia wszystkich&#13;
odnoszących się do niej materiałów zawartych w tekach. Pewne znaczenie&#13;
miało także znaczne opóźnienie w przekazywaniu obiecanych tomów subskrybentom 3.&#13;
1 Zob. Sprawozdanie z XXXVI Walnego Zgromadzenia Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego w Białymstoku w dniach 15. i 16. IX 1961 r., „Lud” T. XLVII za rok 1961, s. 628.&#13;
2 Jedynie wstępy do Pieśni ludu polskiego (T. 1 DWOK) były już przygotowane przez autorów, ale do tomów następnych nie było jeszcze podobnych opracowań.&#13;
3 Przedpłaty subskrybentów osiągnęły wtedy ponad milion złotych, zawarta z nimi umowa&#13;
przewidywała przekazanie im w roku 1961 sześciu tomów, a całości dzieł Kolberga do roku&#13;
1966.&#13;
&#13;
66&#13;
&#13;
�Koncepcja ta, tj. oddzielenie komentarzy, suplementów i innych uzupełnień od fotooffsetowo drukowanych tomów, została w listopadzie 1961 r.&#13;
zaakceptowana przez Komitet Redakcyjny działający pod kierunkiem Juliana Krzyżanowskiego i przez Wydział Nauk Społecznych PAN, sprawujący&#13;
opiekę naukową nad edycją Dzieł wszystkich Kolberga. Druk 36 tomów&#13;
techniką fotooffsetową, więc nie wymagający prac autorskich i redakcyjnych, udostępniał etnografom, folklorystom, muzykologom i regionalistom&#13;
dużą część potrzebnych im źródeł, a wydawcy dawał nieco czasu potrzebnego na opracowanie do druku tomów opartych na zachowanych rękopisach. Ponadto pozwalało to stosunkowo szybko spełnić choć w części&#13;
zobowiązania wobec subskrybentów, którym Towarzystwo w roku 1960,&#13;
ogłaszając przedpłaty, obiecało dostarczenie całości Dzieł Kolberga w ciągu pięciu lat.&#13;
Do najpilniejszych zadań nowego redaktora należało skompletowanie&#13;
zespołu stałych pracowników redakcji, zorganizowanie warsztatu edytorskiego, zweryfikowanie dotychczasowego planu tytułowego i szybkie podjęcie prac nad tomami edycyjnymi Dzieł Kolberga, tj. nad tomami opracowywanymi na podstawie rękopisów1. W ciągu dwu początkowych lat&#13;
w redakcji zatrudnione zostały, poza sekretarzem redakcji, trzy redaktorki,&#13;
z których dwie były polonistkami, a tylko jedna muzykolożką. Przez kilkanaście lat następnych nie udało się powiększyć tego zespołu z powodu&#13;
narzucanych przez władze ograniczeń w tworzeniu nowych etatów i braku&#13;
pieniędzy na zatrudnienie nowych osób. Powracające co jakiś czas rządowe nakazy tzw. „kompresji etatów”, a przede wszystkim stałe ograniczanie&#13;
funduszy na wydanie Dzieł Kolberga uniemożliwiały zaangażowanie kolejnych pracowników, a ze względu na specyfikę Kolbergowskich źródeł,&#13;
w których tak wiele miejsca zajmuje muzyka, konieczne było od początku&#13;
przede wszystkim zatrudnienie jeszcze co najmniej jednego muzykologa,&#13;
a także poszerzenie zespołu o innych specjalistów.&#13;
1 Zob.&#13;
&#13;
J. Burszta „Dzieła wszystkie” Oskara Kolberga. Historia i zasady wydania, „Literatura Ludowa” R. VIII: 1964, nr 4–6, s. 34–47; J. Burszta i M. Tarko Wydanie „Dzieł wszystkich”&#13;
Oskara Kolberga, „Sprawozdania z Prac Naukowych Wydziału I PAN” 1964, z. 4, s. 45–56;&#13;
J. Burszta Spuścizna rękopiśmienna Oskara Kolberga i jej opracowanie, w: O. Kolberg Pomorze (DWOK T. 39), s. V–XIX; tegoż Oskara Kolberga opus magnum, „Nowe Książki” 1980,&#13;
nr 12, s. 1–6. Zob. też A. Skrukwa Dzieje edycji „Dzieł wszystkich” O. Kolberga, „Twórczość&#13;
Ludowa” R. V: 1990, nr 4/17, s. 17–21, oraz tejże Profesor Józef Burszta – redaktor „Dzieł&#13;
wszystkich” Oskara Kolberga, w: Od etnografii wsi do antropologii współczesności, pod red.&#13;
W. Dohnala, Poznań 2014, s. 303-314.&#13;
&#13;
67&#13;
&#13;
�Redakcja Dzieł wszystkich Kolberga w Poznaniu dopiero we wrześniu 1962 r. otrzymała uprawnienia zapewniające jej w ramach Polskiego&#13;
Towarzystwa Ludoznawczego konieczny zakres samodzielności. Wówczas przekazano też do Poznania rękopisy z Pracowni Kolbergowskiej we&#13;
Wrocławiu. Upłynęły wtedy już ponad dwa lata z sześciu przewidzianych&#13;
przez uchwałę z 1960 r., a ten ogromny zespół rękopisów – jak się wówczas okazało – nadal pozostawał praktycznie nierozpoznany. Dlatego bez&#13;
względu na czasochłonność tego zadania konieczne było wykonanie szczegółowej i dokładnej inwentaryzacji całości Kolbergowskiego archiwum.&#13;
Przed podjęciem jakichkolwiek prac edytorskich trzeba było ustalić, które&#13;
zapisy opublikowane już były w XIX w. przez autora Ludu, a które należy&#13;
wydać obecnie, oraz jakich regionów dotyczą materiały dotąd nie drukowane. Ponadto ze względu na charakter spuścizny rękopiśmiennej Kolberga&#13;
wyjaśnienia wymagały nie tylko relacje miedzy zachowanymi rękopisami&#13;
a drukowanymi tomami Ludu i Obrazów etnograficznych, ale także wzajemne zależności miedzy tekstami i melodiami znajdującymi się w rękopisach (zapisy ze słuchu, tzw. terenowe, oraz ich kopie, tj. czystopisy zredagowane do różnych publikacji), do czego trzeba będzie tu jeszcze wrócić.&#13;
Wyłonienie materiałów do tomów o profilu rzeczowym, takich jak Pisma&#13;
muzyczne, Kompozycje oraz Studia, rozprawy i artykuły, wymagało, poza&#13;
rozpoznaniem rękopisów, także kwerend1 w prasie i innych publikacjach&#13;
XIX-wiecznych oraz w zbiorach bibliotek i archiwów, ponieważ bibliografie&#13;
etnograficzne, muzyczne i historyczno-literackie zawierały noty tylko cząstki drukowanych prac i utworów Kolberga.&#13;
Ministerstwo Kultury przed przekazaniem następnych rat dotacji wymagało podania planu tytułowego Dzieł wszystkich, dlatego zanim można było podjąć rzeczywistą inwentaryzację, konieczne było szybkie, ale&#13;
z konieczności dosyć ogólne rozpoznanie rękopiśmiennej i drukowanej&#13;
spuścizny Kolberga. W połowie roku 1964 zapoznanie się z rękopisami,&#13;
1&#13;
&#13;
Kwerendy niezbędne do ustalenia wykazu publikacji Kolberga przeznaczonych do Pism&#13;
muzycznych (DWOK T. 61-62), m.in. w całości Encyklopedii powszechnej S. Orgelbranda&#13;
i „Ruchu Muzycznego”, wykonał wydawca tych tomów, Mieczysław Tomaszewski. Poszuki­&#13;
wania kompozycji Kolberga w zbiorach różnych instytucji w Polsce i poza krajem przeprowadziła Danuta Idaszak, która także przygotowała je do druku (DWOK T. 68 i 69). Kwerendy&#13;
w XIX wiecznej prasie polskiej i innych wydawnictwach w poszukiwaniu tekstów Kolberga&#13;
zamieszczonych później w tomie Studia, rozprawy i artykuły (DWOK T. 63) przeprowadziły&#13;
Elżbieta Millerowa i Agata Skrukwa.&#13;
&#13;
68&#13;
&#13;
�trzeba podkreślić że jeszcze bardzo ogólne, pozwoliło ustalić ten plan Dzieł&#13;
wszystkich Kolberga na 70 tomów1. Na poszerzenie liczby tomów z przewidzianych poprzednio 66 oraz na nowe tytuły i inne zmiany planów wyraził&#13;
zgodę Komitet Redakcyjny oraz władze PAN.&#13;
Już to wstępne zapoznanie się z rękopisami Kolberga w latach 1963&#13;
i 1964 wskazało, że spośród materiałów dotąd niepublikowanych najłatwiejsze do wyodrębnienia są zapisy dotyczące Pomorza i Mazur. Decyzja&#13;
o przygotowaniu do druku monografii tych regionów przed wykonaniem&#13;
inwentaryzacji całości rękopisów była trudna i nieco ryzykowna, ale jak&#13;
się później okazało niezbędna, ponieważ po zakończeniu obchodów Millenium dalsze finansowanie edycji Dzieł wszystkich Kolberga i przydział&#13;
papieru na druk były bardzo niepewne. Przez cały czas trwania „realnego&#13;
socjalizmu” papier drukarski był towarem deficytowym. Już w roku 1964,&#13;
gdy dobiegało końca wydawanie części fotooffsetowej Dzieł, delegacja&#13;
Komitetu Redakcyjnego starająca się w Ministerstwie Kultury o przydział&#13;
papieru na tomy następne, usłyszała od ówczesnej dyrektorki departamentu książki: „Przecież macie już swojego Kolberga, czego więcej chcecie”.&#13;
Dlatego Burszta, redaktor Dzieł wszystkich, postanowił możliwie szybko,&#13;
jeszcze przed zakończeniem finansowania obchodów Millenium, wydać&#13;
dwie monografie: Pomorze i Mazury pruskie (tomy 39 i 40) jako początek&#13;
serii ineditów oraz w tym samym czasie oddać do druku Korespondencję&#13;
Oskara Kolberga (tomy 64–66). Uważał, że nieodzowne jest stworzenie faktów dokonanych w postaci druku tych tomów, aby wypełnienie luki między&#13;
nimi było niepodważalną koniecznością. Dodać tu trzeba, że do monografii&#13;
Pomorza i Mazur w latach następnych nie odkryto w zbiorach Kolberga&#13;
materiałów innych poza pierwotnie wskazanymi2, nie odnaleziono także&#13;
nowych tekstów do Korespondencji3. Natomiast przygotowanie do druku listów pisanych przez Kolberga i przez niego otrzymanych przed zinwentaryzowaniem i dokładnym poznaniem całości jego spuścizny rękopiśmiennej,&#13;
1&#13;
&#13;
Plan wydawniczy z 1964 przedstawiony jest m.in. w artykule J. Burszty i M. Tarki Wydanie „Dzieł wszystkich” Oskara Kolberga…, s. 52-53. Wykaz wydanych tomów Dzieł wszystkich znajduje się w Bibliografii prac Oskara Kolberga w: Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło&#13;
cz. III (DWOK T. 85/III).&#13;
2 Jedynie w roku 2013 wśród kilkudziesięciu rycin wyjętych z tek Kolberga w okresie, gdy&#13;
redaktorem Dzieł był Gajek, tj. przed rokiem 1962, odnaleziono pięć rysunków otrzymanych&#13;
przez Kolberga w czasie badań na Pomorzu w 1875 r., zob. s. 57.&#13;
3 Korespondencja Oskara Kolberga została wydana jako tomy 64-66 Dzieł wszystkich w&#13;
latach 1965-1969.&#13;
&#13;
69&#13;
&#13;
�choć przyniosło poprawnie wydane teksty, uniemożliwiło opracowanie&#13;
zadowalającego komentarza do tej korespondencji1.&#13;
W trakcie redagowania Pomorza i Mazur pruskich zostały ustalone&#13;
i spisane w odpowiednich instrukcjach ogólne zasady opracowania nowych&#13;
monografii2. Po analizach treści tomów wydanych przez Kolberga przyjęty&#13;
został ramowy porządek rzeczowy dla nowych monografii regionalnych,&#13;
wzorowany na stosowanym przez autora Ludu. Powstały też specjalistyczne instrukcje dotyczące m.in. zasad odczytywania melodii w zapisach terenowych, systematyki pieśni, porządkowania w druku melodii tańców3,&#13;
zakresu modernizacji pisowni oraz transkrypcji tekstów gwarowych4. Instrukcje dotyczące języka musiały uwzględnić jego znaczne zróżnicowanie&#13;
ponieważ w spuściźnie Kolberga, poza polszczyzną potoczną, np. w spisanych przez niego relacjach o obrzędach czy w opisach strojów, znajdujemy zapisy literatury ludowej z różnych regionów, przede wszystkim Polski&#13;
i Ukrainy, tj. język artystyczny folkloru polskiego i ukraińskiego, przykłady&#13;
potocznej mowy ludowych informatorów polskich i ukraińskich oraz polski&#13;
język literacki z różnych epok, np. w przytaczanych fragmentach dawnych&#13;
dzieł, m.in. kronik, utworów Jana Kochanowskiego, Wespazjana Kochowskiego, Jędrzeja Kitowicza, renesansowych zielników, fragmentów literatury&#13;
sowizdrzalskiej czy prac XVIII i XIX-wiecznych historyków i historyków&#13;
literatury. Dla notowanych przez Kolberga (lub jego współpracowników)&#13;
informacji pochodzących z wywiadów i obserwacji, m.in. opisów z zakresu&#13;
kultury materialnej, notatek na temat przebiegu obrzędów, wierzeń, praktyk&#13;
leczniczych itp. w zakresie modernizacji języka i interpunkcji przyjęto zasady edytorskie stosowane przy wydawaniu XIX-wiecznych źródeł literackich&#13;
i historycznych. Osobne instrukcje dotyczyły zapisów tekstów folkloru, aby&#13;
1&#13;
&#13;
M.in. nie można było wskazać miejsca druku materiałów etnograficznych dołączonych&#13;
przez autora listu, ponieważ odpowiednie tomy nie były jeszcze opracowane, nie zawsze też&#13;
można było powiązać treść listu z notatkami zawartymi w innych rękopisach.&#13;
2 Zasady opracowania nowych tomów przedstawił ogólnie J. Burszta m.in. we wstępie do&#13;
tomu Pomorze (DWOK T. 39), s. V-XIX. On też był autorem instrukcji ramowej i niektórych&#13;
szczegółowych.&#13;
3 Instrukcje związane z przygotowaniem do druku zapisów nutowych Kolberga i ich porządkowaniem w nowych tomach przygotowali Marian Sobieski i Danuta Pawlakowa.&#13;
4 Instrukcję taką dla tekstów polskich opracowała Monika Gruchmanowa, dla ukraińskich Władysław Kuraszkiewicz. W rękopisach znajdują się również teksty w innych językach&#13;
słowiańskich oraz litewskie, których opracowanie wymagało każdorazowo konsultacji ze specjalistami.&#13;
&#13;
70&#13;
&#13;
�prawidłowo oddać w druku notację Kolberga. Specjalnego potraktowania&#13;
wymagały też liczne przykłady wyrażeń i zwrotów gwarowych zestawiane&#13;
w osobnych słownikach lub wplatane w opis, ponieważ dokumentowały&#13;
one stan gwar danego regionu w okresie prowadzonych przez Kolberga&#13;
badań, a dla niektórych dialektów bywały dokumentacją najwcześniejszą.&#13;
Konstruując plan wydawniczy w 1964 r. na podstawie wstępnego rozpoznania rękopisów, postanowiono wydać jedenaście nowych monografii, tj.&#13;
wspomniane już tu Pomorze i Mazury pruskie oraz Śląsk, Góry i Podgórze,&#13;
Podole, Tarnowskie–Rzeszowskie, Sanockie–Krośnieńskie, Białoruś–Polesie, Litwa, Ruś Karpacka i Ruś Czerwona. Planowano ponadto wydanie&#13;
trzech tomów uzupełniających monografie, których druk rozpoczął Kolberg:&#13;
Mazowsze cz. VI i VII i Kaliskie cz. II. Pozostałe materiały etnograficzne&#13;
i folklorystyczne miały się znaleźć w suplementach do Ludu i Obrazów etnograficznych oraz w tomach Przysłowia, Materiały do etnografii Słowian&#13;
i Miscellanea. Ponadto zaplanowano osobne tomy na opracowania melodii&#13;
ludowych, kompozycje Kolberga, jego pisma muzyczne, studia rozprawy&#13;
i artykuły oraz korespondencję. Dla przygotowania tych 34 tomów oraz&#13;
planowanych zeszytów przeznaczonych na uzupełnienia dla tomów 1–36&#13;
i komentarze do nich konieczna była – jak już tu stwierdzano – inwentaryzacja wszystkich rękopisów, tj. szczegółowe rozpoznanie zawartości całej&#13;
zachowanej spuścizny Kolberga.&#13;
W trakcie inwentaryzacji dla każdej teki lub innego zespołu rękopisów&#13;
mającego własną sygnaturą archiwalną założono odrębną „księgę inwentarzową” i notowano w niej wszystkie zapisy znajdujące się na kolejnych&#13;
kartach w danej tece, niezależnie od ich autorstwa, treści, formy, postaci czy&#13;
gatunku folkloru. Notowano więc incipity wszystkich pełnych i fragmentarycznych utworów, wszystkich opisów, notatek i not bibliograficznych, wykonanych zarówno przez Kolberga, jak i jego współpracowników, znanych&#13;
z nazwiska bądź nieznanych, a także kolejny numer melodii służący do&#13;
identyfikacji zapisów nutowych bez tekstu. Zapisów takich na niektórych&#13;
kartach jest nawet ponad pięćdziesiąt na jednej stronie, ponieważ Kolberg&#13;
w czasie badań terenowych notował melodie często in continuo, po kilka&#13;
na jednej pięciolinii. Równocześnie sprawdzano, czy były one zamieszczone w którymś z tomów Ludu i po ustaleniu miejsca druku, wpisywano&#13;
informacje o tym w inwentarzu, a w roboczym egzemplarzu tomu na odpowiedniej stronie notowano dane o rękopisie. Dla zapisów niedrukowanych przez Kolberga wpisywano w inwentarzu na podstawie proweniencji&#13;
71&#13;
&#13;
�geograficznej informację o regionie, którego dotyczą. Przedtem po analizie&#13;
tomów wydanych przez Kolberga i innych jego wypowiedzi uściślono zasięgi poszczególnych monografii składających się na Lud i Obrazy etnograficzne, nanosząc je na mapę z zaznaczonymi granicami administracyjnymi&#13;
obowiązującymi w XIX w. Granice terytoriów objętych monografiami najczęściej nie były przez Kolberga dokładnie precyzowane, w znacznej też&#13;
mierze zależały od obowiązujących w jego czasach podziałów politycznych&#13;
i administracyjnych, co dotyczy zwłaszcza granic zaborów. Ściślejsze wyznaczenie zasięgów regionów etnograficznych było też niemożliwe przed&#13;
zbadaniem ich kultury ludowej, a publikacje Kolberga bywały w tym zakresie pionierskie. On sam dla określenia terytorium objętego monografią&#13;
z konieczności posługiwał się często terminem „powiat”, a jego monografie&#13;
obejmowały najpierw jedną taką jednostkę administracyjną lub dwie (jak&#13;
Sandomierskie i Kujawy), później kilka lub kilkanaście (jak Poznańskie&#13;
czy Radomskie). Zresztą dość często wydając kolejny tom, „wkraczał” na&#13;
teren monografii sąsiedniego regionu, np. zapisy folkloru z Sandomierskiego wydał już w 1865 r. w osobnej monografii, w drugim tomie Ludu,&#13;
a późniejsze materiały uzupełniające z tego regionu zamieścił w wydanym&#13;
w latach 1887–1888 Radomskiem. Przyczyną bywało nie tylko pozyskanie&#13;
materiałów uzupełniających, ale także sztuczność granic politycznych, m.in.&#13;
dzielących Kujawy granicą prusko-rosyjską, a Krakowskie między zabór&#13;
rosyjski i austriacką Galicję. Np. część zapisanych przez siebie pieśni reprezentujących folklor krakowski z okolic Olkusza, Ojcowa i paru innych miejscowości leżących w zaborze rosyjskim, opublikował Kolberg w monografii&#13;
Krakowskie, a wiele lat później inne pieśni i melodie z tych miejscowości&#13;
w Kieleckiem. Jednak w trakcie ustalania przeznaczenia niedrukowanych&#13;
dotąd materiałów trzeba było rozstrzygać takie problemy jednoznacznie,&#13;
kierując się wynikami wspomnianych analiz i ustaleń.&#13;
Inwentaryzacja rękopisów była bardzo czasochłonna między innymi dlatego, że znaczna część zawartości tek to pieśni, często z melodiami, oraz melodie tańców i melodie wokalne bez tekstów. W sumie w charakteryzowanym&#13;
tu archiwum znajduje się nieco ponad 25 000 melodii w różnym stadium&#13;
opracowania, a tekstów pieśni i przyśpiewek jest znacznie więcej1. Są to zapisy Kolberga ze słuchu i kopie znacznej ich części przygotowywane przez&#13;
1 Np. w dwu rękopisach z przyśpiewkami (bez melodii), które będą scharakteryzowane&#13;
nieco dalej, jest około 5000 jedno- i dwuzwrotkowych tekstów.&#13;
&#13;
72&#13;
&#13;
�niego do różnie sprofilowanych, ale nie zawsze wydanych publikacji, a także&#13;
pewna liczba kopii sporządzanych przez późniejszych wydawców w latach&#13;
1900–1914. Jednak te kolejno powstające „warstwy”, tj. prymarne rękopisy&#13;
Kolberga i późniejsze ich wersje redakcyjne nie przetrwały w całości, a zachowane ich fragmenty przechowywane są dziś w różnych tekach niezależnie&#13;
od pochodzenia regionalnego, o czym już tu wspominano. Melodii i tekstów&#13;
pieśni zapisanych na kartach z odnotowaną lokalizacją1 szukano w trakcie&#13;
inwentaryzacji w monografii określonej przez tę notę. Zwykle trzeba było&#13;
starannie przeglądać cały tom, aby upewnić się, czy dany utwór był drukowany, czy jednak nie, bowiem w rękopisach znaczna część pieśni i melodii&#13;
nie ma adnotacji dotyczącej ich funkcji. Jednak nawet jeżeli w rękopisie melodia miała np. notę „weselna” lub „dożynkowa”, to nie zawsze można było&#13;
być pewnym, że w druku znalazła się w rozdziale określonym taką notatką.&#13;
Jak sam Kolberg pisał, melodie służyły do różnych tekstów i wykonywane&#13;
były w różnych sytuacjach, a teksty – zwłaszcza przyśpiewki – podkładano&#13;
pod różne melodie. Dlatego dopiero dokładne przejrzenie całej monografii&#13;
dawało pewność, że analizowana pieśń czy melodia nie była rzeczywiście&#13;
przez Kolberga opublikowana. Znacznie więcej pracy wymagało ustalenie&#13;
przynależności regionalnej pieśni i melodii oraz miejsca ich druku, jeżeli na&#13;
karcie nie było noty lokalizacyjnej, a w wypadku tych utworów zdarzało się&#13;
to stosunkowo częściej niż w rękopisach pozostałych gatunków folkloru czy&#13;
w notatkach etnograficznych. Dotyczyło to także zapisów terenowych. Uszkodzenia narożnika2, na którym była wpisana nota lokalizacyjna, albo zatarcie&#13;
jej, co zdarzało się po latach w wypadku notatek ołówkowych, utrudniało&#13;
odczytanie lub próby rekonstrukcji tych not, tj. odtworzenia pochodzenia&#13;
regionalnego utworów znajdujących się na karcie. Podobne problemy stwarzały przypadkowe podziały kart czy arkuszy dokonywane przez wydawców&#13;
1 Problemy związane z interpretacją not lokalizacyjnych w rękopisach Kolberga szerzej&#13;
omawia E. Milller w artykule Kolbergowskie metody zbierania i wydawania tekstów ludowych w świetle rękopisów, w: Oskar Kolberg. Prekursor antropologii kultury, red. L. Bielawski, J.K. Dadak-Kozicka, K. Lesień-Płachecka, Warszawa 1995, zob. tam zwłaszcza s. 17–26.&#13;
Zob. też: E. Millerowa Literatura ludowa w zbiorach Oskara Kolberga, w: Oskar Kolberg.&#13;
Człowiek i dzieło cz. II (DWOK T. 85/II).&#13;
2 Jedną z przyczyn takich uszkodzeń było to, że tekturowe teczki używane przez Kolberga&#13;
do przechowywania rękopisów mają zwykle wymiary 34,3 × 22,5 cm albo nieco mniejsze, a np.&#13;
używany przez niego papier nutowy ma wymiary 35 × 27,2 cm, dlatego jego brzegi wystawały&#13;
poza okładkę teki i z czasem ulegały uszkodzeniom. W Archiwum PTL w roku 1953 umieszczono rękopisy razem z oryginalnymi tekami w nowych odpowiednio większych okładkach.&#13;
&#13;
73&#13;
&#13;
�materiałów Kolberga i osoby „porządkujące” rękopisy po śmierci Kopernickiego, tj. po roku 1891. Ponieważ notę lokalizacyjną zapisywał Kolberg często&#13;
tylko u góry pierwszej strony złożonego na pół arkusza1, tworzącego dwie&#13;
połączone karty, po rozdzieleniu takich połówek na osobne karty, do czego&#13;
dochodziło po wielokrotnym ich rozkładaniu, druga pozbawiona była lokalizacji. W sumie kart, dla których lokalizację regionalną trzeba było odtwarzać,&#13;
było wiele. Dla odszukania miejsca druku pieśni i melodii zanotowanych na&#13;
takich kartach lub właściwego przypisania ich do którejś z planowanych nowych monografii regionalnych trzeba było często przeprowadzać szersze analizy i poszukiwania w wielu tomach, a także w innych zespołach rękopisów.&#13;
Przy ustalaniu miejsca druku tekstów pieśni możliwe było w pewnym&#13;
stopniu wykorzystanie indeksów incipitów sporządzonych do tomów Ludu&#13;
i Obrazów etnograficznych. Jednak Kolberg w wielu monografiach łączył&#13;
przyśpiewki w kilkuzwrotkowe „aglomeraty” (tak sam nazywał takie zestawienia tekstów zamieszczone pod jedną melodią), czasem nawet kilkunastozwrotkowe, a w pierwotnym indeksie incipitów ujęta była tylko ich&#13;
pierwsza zwrotka. Dopiero wykonany w latach 1965–1966 indeks incipitów&#13;
zwrotek obejmujący wszystkie tomy serii fotooffsetowej i część wydanych&#13;
już tomów edycyjnych ułatwiał wyszukiwanie tekstów przyśpiewek. Indeks&#13;
incipitów tekstów pieśni i przyśpiewek był jednak narzędziem tyko pomocniczym. Redagowanie przez Kolberga do druku melodii wiązało się często z powstawaniem drobnych odmianek w incipitach (np. obecność albo&#13;
brak interiekcji oj, da, da dana, ej itp.), nieistotnych dla identyfikacji tekstu&#13;
pieśni, ale wpływających na miejsce jej incipitu w alfabetycznie szeregowanym indeksie. Te drobne różnice między zapisanym ze słuchu tekstem,&#13;
a ostateczną jego postacią w drukowanym tomie, utrudniały odszukanie&#13;
tekstu przy pomocy indeksu incipitów.&#13;
Próby skonstruowania indeksów zapisów nutowych dla tomów Kolberga nastąpiły już po zinwentaryzowaniu znacznej części jego tek i również&#13;
nie zawsze były pomocą wystarczającą w wyszukiwaniu w druku melodii&#13;
znajdujących się w rękopisach2. Obecnie funkcjonuje Elektroniczny Indeks&#13;
1 Tak zapisane są noty lokalizacyjne np. w większości rękopisów terenowych pochodzących prawdopodobnie z lat 1839–1870, znajdujących się dziś w tece 43 Miscellanea (Arch.&#13;
PTL, sygn. 1352, np. k. 34-62, 70-71).&#13;
2 Już w 1955 r. Adam Rieger pisał: „Indeks melodyczny do zbiorów Kolberga z przytoczeniem początkowych fragmentów melodii pozwoliłby w pełni wyzyskać trudno dostępny&#13;
materiał muzyczny z prac Kolberga i ułatwiłby konieczną konfrontację z obecnie zbieranymi&#13;
&#13;
74&#13;
&#13;
�Folkloru Muzycznego (EIFM) Instytutu im. Oskara Kolberga1 , który pozwala przeszukiwać incipity melodii i tekstów zapisanych pod nimi i kieruje do&#13;
miejsca druku w Dziełach wszystkich Kolberga.&#13;
Pozostałe gatunki folkloru i notatki dotyczące języka, zwyczajów, wierzeń czy kultury materialnej nasuwały zwykle nieco mniej problemów&#13;
w trakcie ustalania miejsca ich druku w Ludzie, choć i one zamieszczane&#13;
były przez Kolberga nie tylko w osobnych, wyłącznie im poświęconych&#13;
rozdziałach. Np. informacje o wierzeniach i podania wierzeniowe ilustrowały czasem materiały na temat budowy chaty czy prac polowych.&#13;
Podobnie przysłowia wykorzystywał Kolberg m.in. do charakteryzowania w rozdziale „Lud” stosunku miejscowej ludności do bliższych i dalszych sąsiadów i innych grup etnicznych. Natomiast słownictwo gwarowe&#13;
znajduje się praktycznie w każdym rozdziale – nazwy narzędzi, naczyń,&#13;
części stroju, czynności podawał Kolberg w tym miejscu tekstu, w którym jest o nich mowa. Czynił tak nawet w początkowych monografiach&#13;
(Kujawy, Krakowskie i Poznańskie), mimo że liczne przykłady miejscowego dialektu podawał tam w osobnych rozdziałach i zestawieniach&#13;
słownikowych2.&#13;
Wyjaśnienia przynależności regionalnej wymagały też często rękopisy&#13;
innych osób, które przekazały Kolbergowi swe zbiorki pieśni lub notatki,&#13;
zwłaszcza jeżeli w korespondencji nie zachowały się ślady ich wzajemnych&#13;
kontaktów, a rękopis był pozbawiony noty lokalizacyjnej i podpisu autora.&#13;
Ustalenia wymagało wtedy nie tylko miejsce sporządzenia zapisów, ale i ich&#13;
autorstwo. Jak wspominano już w biografii Kolberga, jego współpracownicy starali się przekazywać swe notatki osobiście lub przez okazje, aby&#13;
uniknąć dosyć wygórowanych opłat pocztowych, a przede wszystkim kontroli poczty stosowanej w zaborze rosyjskim nie tylko na granicy, ale także&#13;
wewnątrz Królestwa. Nie wszyscy z nich podawali miejsce zanotowania&#13;
melodiami”, A. Rieger Zagadnienia leksykalnego indeksowania melodii ludowych, „Lud”&#13;
T. XLII za rok 1955, s. 554–606. Zob. też E. Dahlig Z zagadnień komputerowej archiwizacji&#13;
i analizy melodii ludowych, „Muzyka” R. XLIV: 1999, nr 2, s. 101–113; E. Antyborzec i Ł. Smoluch Kolberg multimedialny. Między technologią a prawdą etnograficzną, „Lud” T. 98: 2014,&#13;
s. 109–112; E. Antyborzec, S. Zielonka Cyfrowy świat Kolberga, „Dziedzictwo Kulturowe Wsi”&#13;
T. 4 za rok 2020, s. 11–21.&#13;
1 Dostępny jest na stronie: www.oskarkolberg.pl, zakładka Archiwum/Indeksy.&#13;
2 Dialektom wielkopolskim poświęcił nie rozdział w monografii, a osobną pracę Rzecz&#13;
o mowie ludu wielkopolskiego (ZWAK T. I: 1877, s. 3-36), przedruk w tomie Studia, rozprawy&#13;
i artykuły (T. 63 DWOK), s. 342–388.&#13;
&#13;
75&#13;
&#13;
�przysyłanych materiałów, mimo że Kolberg przypominał o tym, prosząc&#13;
o zapisanie i dostarczenie potrzebnych mu informacji lub dziękując za&#13;
otrzymane teksty. Nie wszyscy też podpisywali się, zwłaszcza gdy była to&#13;
kartka z pojedynczym tekstem pieśni. Niekiedy Kolberg sam na rękopisach swych korespondentów odnotował nazwisko osoby, która je przysłała, a czasem notatki włączone były bezpośrednio do listu, co wskazywało&#13;
i autora, i miejsce zapisu oraz graniczną datę powstania rękopisu. W szczególnych sytuacjach pochodzenie regionalne zapisu można było ustalić przy&#13;
pomocy kopii sporządzonych przez Kolberga. Np. porównanie pieśni znajdujących się w ofiarowanym Kolbergowi w 1862 r. rękopisie pt. Ukraińskie&#13;
śpiewy i tańce1 z wykonanymi przez niego kopiami tych tekstów i melodii,&#13;
mającymi notę „od Kowla” lub „z Polesia (od Kowla)”, pozwoliło uściślić&#13;
pochodzenie tego zbioru obejmującego ponad 100 tekstów i 74 melodie,&#13;
którego autor nie odnotował lokalizacji geograficznej. Nazwisko autora (autorki?) tego obszernego rękopisu pozostało jednak nieznane. Na nieco inną&#13;
sytuację wskazuje związek kilku zapisów nutowych Kolberga ze zbiorkiem&#13;
pieśni zanotowanych bez melodii przez nieznanego autora w niewielkim zeszyciku2. W jednym z rękopisów Kolberga znajduje się sześć początkowych&#13;
tekstów z tego zbiorku w tej samej kolejności, są tam opatrzone melodiami i notą „Krzeszowice”. Sądzić można, że Kolberg po otrzymaniu zeszytu&#13;
skłonił autora do zaśpiewania zapisanych tam pieśni, a nota „Krzeszowice”&#13;
nad każdą z melodii wskazuje lokalizację tych i innych pieśni ze zbiorku&#13;
tekstów3. Takie możliwości porównania pozbawionego lokalizacji rękopisu anonimowego autora z zapisem lub kopią Kolberga nie są jednak zbyt&#13;
liczne.&#13;
1&#13;
&#13;
Rękopis Ukraińskich śpiewów i tańców znajduje się w tece z materiałami z Wołynia (BN&#13;
PAU i PAN, sygn. 3206, k. 170-186), dokładniej został scharakteryzowany we wstępie do tomu&#13;
Wołyń. Suplement do tomu 36 (DWOK T. 84), zob. tam s. XXXI-XXXII. Większość Kolbergowskich kopii pieśni z tego zbioru przechowywana jest w tece 28. Polesie (Arch. PTL) oraz&#13;
w zbiorach o sygnaturach 3206 i 3207 Wołyń (BN PAU i PAN).&#13;
2 Rkp. nieznanego autora w Arch. PTL, teka 36. Miscellanea, sygn. 1325, k. 39–79.&#13;
3 Zob. np. pieśni 873, 879, 886, 891, 896, 909 oraz 912 w: O. Kolberg Krakowskie. Suplement do tomów 5–8 cz. II (DWOK T. 73/II). Dodatkową przesłanką było opatrzenie przez&#13;
autora rękopisu tekstu jednej z pieśni notą „Krakowiak z dn. 21/6 z r. 1868”, tj. datą ślubu Róży&#13;
Potockiej z Władysławem Krasińskim, który odbył się w Krzeszowicach. Melodię tej pieśni&#13;
z pierwszą zwrotką tekstu (z notą „włościanie krzeszowieccy w dn. 21/6 1868”) zamieścił Kolberg w Krakowskiem cz. II (DWOK T. 6), s. 276, nr 495, pełny tekst znajduje się w: O. Kolberg&#13;
Krakowskie. Suplement… cz. III (DWOK T. 73/III), s. 223.&#13;
&#13;
76&#13;
&#13;
�Wyniki inwentaryzacji wskazały, w których tekach znajdują się materiały do planowanych nowych monografii, a okazało się także, że dla większości regionów objętych monografiami wydanymi przez Kolberga istnieją&#13;
w rękopisach obfite i cenne materiały, które z różnych powodów nie zostały przez niego opublikowane w tomach Ludu i Obrazów etnograficznych.&#13;
Najbardziej oczywiste są przyczyny pomijania przez Kolberga tekstów patriotycznych, zwłaszcza pieśni i podań związanych z historią Polski, ponieważ na druk ich w tomach wydawanych w Warszawie nie dawała zgody&#13;
cenzura rosyjska, a zamieszczenie takich utworów w późniejszych tomach&#13;
drukowanych w Krakowie zamykało książce drogę do odbiorców w zaborze rosyjskim1 – na granicy rosyjskiej cenzurowane były wszystkie przewożone lub przesyłane druki i rękopisy. W innych przypadkach wynikało&#13;
to stąd, że część zapisów uzyskał już po wydaniu odpowiedniej monografii, np. tekst szopki2 Jana Hyłki, murarza krakowskiego, otrzymał Kolberg&#13;
w roku 1887, wiele lat po wydaniu Krakowskiego. Niektóre inne materiały,&#13;
np. rysunki3 zabudowań z Lubelskiego wykonane przez Ciesielskiego były&#13;
nieudolne i wymagały poprawek z udziałem dobrego rysownika, na co&#13;
Kolberg widocznie nie mógł się zdecydować. Część wreszcie została pominięta przez Kolberga, gdyż ograniczony objętością książki selekcjonował&#13;
zebrane materiały, kierując się ich reprezentatywnością dla kultury ludowej&#13;
regionu, a w wypadku utworów wiejskich instrumentalistów, śpiewaków&#13;
i narratorów – jak można dziś sądzić – także wartością artystyczną. Teksty,&#13;
melodie i opisy pominięte przez autora Ludu, niezależnie od powodów&#13;
tej selekcji, podczas inwentaryzacji przeznaczane były do druku w suplemencie do danej monografii, a zapisy nierozpoznane co do przynależności&#13;
regionalnej miały być zamieszczone w tomie Miscellanea, ponieważ od&#13;
początku prac nad spuścizną Kolberga przyjęto, że opublikowane powinny&#13;
być wszystkie zgromadzone przez niego źródła.&#13;
W trakcie inwentaryzacji zidentyfikowano też wiele rękopisów, które&#13;
były podstawą druku melodii i tekstów zamieszczonych przez Kolberga&#13;
1 Zob. J. Kostecki, M. Rowicka Granice wolności słowa w zaborze rosyjskim w latach&#13;
1865–1904. Wykaz publikacji polskojęzycznych zakwestionowanych oraz dopuszczonych&#13;
do obiegu przez carska cenzurę zagraniczną, T. 1-3, Warszawa 2006. Tam wymieniono&#13;
wszystkie prace Kolberga wydane w Krakowie, a zakazane w Warszawie w całości lub w części.&#13;
2 Tekst opublikowany w: O. Kolberg Krakowskie. Suplement… cz. I (DWOK T. 73/I), s. 23–38.&#13;
3 Zob. w O. Kolberg Lubelskie. Suplement do tomów 16–17 (DWOK T. 75), ryc. 11–25 oraz&#13;
uwagi Wilhelma Kolberga o rysunkach Ciesielskiego tamże, s. 360–362.&#13;
&#13;
77&#13;
&#13;
�w Ludzie i Obrazach etnograficznych, czyli istotnym materiałem do komentarzy źródłowych dotyczących zapisów opublikowanych w XIX w. Komentarze te są ważną częścią suplementów uzupełniających monografie&#13;
wydane przez Kolberga, tj. tomów 70-84 Dzieł wszystkich. W roku 1963&#13;
zaplanowano dla nich zaledwie dwa tomy, czego przyczyną była nie tylko wspomniana już ograniczona wówczas liczba tomów dzieł Kolberga,&#13;
ale także nieznajomość niezinwentaryzowanych jeszcze rękopisów. Pełne&#13;
rozpoznanie zawartości tek Kolberga oraz zmiany w statusie redakcji i polityce wydawniczej spowodowały wiele lat później decyzję o przeznaczeniu w Dziełach wszystkich osobnej serii dla uzupełnień oraz komentarzy i zamieszczenie ich w tomach 70–84, odrębnych dla każdej z piętnastu&#13;
monografii wydanych techniką fotooffsetową. Przewidziano, że znajdą się&#13;
tam materiały dotyczące danego regionu odnalezione w rękopisach i dotąd&#13;
niedrukowane (tj. suplementy), komentarze źródłowe do tekstów i melodii&#13;
opublikowanych przez Kolberga oraz charakterystyka jego pracy nad monografią i zgromadzonych do niej materiałów, wykaz cytowanej i odnotowanej w niej literatury a także indeksy obejmujące całość materiałów z danego regionu, tj. tomy wydane w XIX w. i tom suplementowy. Komentarze&#13;
miały za zadanie wskazanie wykorzystanych przez Kolberga źródeł, bardzo&#13;
zróżnicowanych autorsko i formalnie. Są to przede wszystkim rękopisy pochodzące z jego własnych badań, zachowane w wersji prymarnej, powstającej w czasie bezpośredniego kontaktu z wykonawcami i informatorami. Nie&#13;
przetrwały one wprawdzie w całości, ale w różnym stopniu dla różnych&#13;
regionów, jednak nawet w takim stanie pozwalają formułować wnioski na&#13;
temat badań terenowych Kolberga w danym regionie i metod jego pracy.&#13;
W komentarzach wykorzystano także sporządzane przez Kolberga kopie&#13;
własnych zapisów, pochodzące dosyć często jeszcze z okresu przed podjęciem edytorskiego programu Ludu. Czasem są one jedynym świadectwem&#13;
potwierdzającym pochodzenia melodii czy tekstu z badań Kolberga. Zachowane rękopisy innych autorów wskazują, że część z nich powstała na&#13;
prośbę Kolberga, a część to zbiorki pieśni lub notatki etnograficzne spisane&#13;
dla własnych potrzeb i przekazane mu przez osoby nie zawsze dziś znane.&#13;
Zgodnie z wolą autorów Kolberg w druku często nie informował o autorskim pochodzeniu uzyskanych od nich materiałów. Gdy zachowały się ich&#13;
rękopisy, możemy dziś część takich danych uzupełnić.&#13;
Przypisy źródłowe do monografii wydanych przez Kolberga dotyczą także wykorzystanych przez niego publikacji. Literatura cytowa78&#13;
&#13;
�na lub przywoływana w monografiach jest bardzo zróżnicowana – od&#13;
współczesnych mu zbiorów pieśni, podań i bajek, prac historyków i ludoznawców, artykułów etnograficznych i krajoznawczych ogłaszanych&#13;
w prasie itd., do dawnych kronik i tekstów literackich, a także druków&#13;
straganowych, np. przyśpiewek i pieśni dziadowskich oraz funkcjonujących jako popularne piosenki fragmentów oper i wodewilów. Wobec częstego w tomach wydanych przez Kolberga podawania odsyłaczy do literatury przedmiotu w postaci niepełnej, a czasem nawet ich braku, wszystkie&#13;
wskazówki bibliograficzne trzeba było weryfikować, aby w przypisach&#13;
źródłowych znalazły się pełne adresy bibliograficzne prac cytowanych&#13;
lub odnotowanych w danej monografii. Czasem w ustaleniu lub uściśleniu not bibliograficznych cytatów, wyciągów i odesłań znajdujących się&#13;
w Ludzie pomagają zachowane rękopisy.&#13;
Poza identyfikacją źródeł komentarze zawierają informacje o sposobie&#13;
ich wykorzystania przez Kolberga oraz o istotnych różnicach między zachowanymi rękopisami lub oryginałami cytowanych prac a tekstami i melodiami zamieszczonymi w monografiach wydanych. Chodzi tu m.in. o teksty&#13;
pieśni, które w druku bywają skrócone i zamiast kolejnych zwrotek mają&#13;
odsyłacz do bliskiego wariantu, a także o teksty w druku zniekształcone.&#13;
Najbardziej wyrazistymi przykładami przywracania w komentarzach pierwotnego brzmienia tekstu zapisanego w terenie są podania i pieśni wzmiankujące o wydarzeniach z historii Polski i odwołujące się do uczuć patriotycznych. Kolberg zwykle rezygnował z publikowania takich tekstów, ale&#13;
czasem, aby jednak zamieścić ich melodię w monografii, stosował „retusz”,&#13;
zamieniając w druku np. Rosjan na Francuzów. Podobne praktyki dotyczyły&#13;
tekstów obscenicznych, w których Kolberg wyrazy niecenzuralne również&#13;
w druku kamuflował.&#13;
Koncepcja i zasady opracowania suplementów i komentarzy przedstawione1 zostały we wstępie do pierwszego ich tomu wydanego w 2003 r.,&#13;
odnoszącego się do Pieśni ludu polskiego z 1857 r.&#13;
&#13;
1&#13;
&#13;
Zob. E. Millerowa i D. Pawlakowa „Suplementy” do monografii wydanych przez Oskara&#13;
Kolberga, w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement do tomu 1 (DWOK T. 70), s. V–XVIII.&#13;
Zob. też E. Miller Suplementy do monografii regionalnych Kolberga. Koncepcja i funkcja tej&#13;
serii w edycji „Dzieł wszystkich”, w: Ja daję właśnie materiał..., s. 505–527.&#13;
&#13;
79&#13;
&#13;
�Ogólna charakterystyka obecnego stanu&#13;
spuścizny rękopiśmiennej Kolberga&#13;
Jak zaznaczono na początku, większość rękopisów została scharakteryzowana we wstępach towarzyszących tomom Dzieł wszystkich Kolberga.&#13;
Tu natomiast można przedstawić jedynie ogólnie obecny stan jego archiwum, a także opisać te manuskrypty, które z racji swego charakteru nie&#13;
były przedmiotem analiz w dotychczasowych opracowaniach.&#13;
Już przeglądając wszystkie rękopisy w trakcie wstępnego rozpoznania,&#13;
można było dość szybko zauważyć, że Kolberg, orientujący się doskonale&#13;
w zawartości swoich zbiorów, nie pozostawił spisanych wskazówek dotyczących chronologii i przeznaczenia posiadanych materiałów i ich związku&#13;
z kolejnymi podróżami badawczymi. O stanie swoich zbiorów informował&#13;
tylko bardzo ogólnie we wspominanych już tu spisach tek sporządzanych&#13;
pod koniec życia, a jedynym pozostawionym przez niego wykazem podróży,&#13;
w większości poświęcanych na badania terenowe, jest itinerarium1. Zawiera&#13;
ono jednak tylko roczne daty wyjazdów oraz nazwy odwiedzanych miejscowości i regionów, czasem także nazwiska goszczących go osób, a w konfrontacji z innymi źródłami stwierdzić można, że nie jest to wykaz kompletny.&#13;
Itinerarium spisane zostało pod koniec życia Kolberga, prawdopodobnie na&#13;
prośbę Kopernickiego, w okresie przygotowań do obchodów jubileuszu pięćdziesięciolecia pracy autora Ludu. Jednak bardzo trudno połączyć podane&#13;
tam roczne daty pobytu w różnych miejscowościach z zachowanymi zapisami folkloru i notatkami etnograficznymi. Nieco dokładniejsze informacje na&#13;
temat podróży przynoszą zapiski w notatniku zawierającym spisy dochodów&#13;
i wydatków2, ale dotyczą one jedynie lat 1859–1869 i tylko w niewielkim&#13;
stopniu pozwalają powiązać materiały znajdujące się w tekach regionalnych&#13;
z konkretną podróżą. Dokumentację wyników badań terenowych ograniczał&#13;
Kolberg do odnotowania lokalizacji geograficznej zapisu, a w wypadku pieśni i melodii także informacji o ich związku z obrzędami, jeżeli taki zachodził. W całej zachowanej spuściźnie nie znajdujemy wykazów zapisanych&#13;
1 Itinerarium zamieszczone zostało jako aneks w Korespondencji… cz. III (DWOK T. 66),&#13;
s. 704–707. Prawdopodobnie sporządzone zostało dla Kopernickiego jako materiał do rocznicowego artykułu zamieszczonego w „Nowej Reformie” w r. 1889, nr 107–109. Zob. też E. Millerowa Kalendarium podróży Oskara Kolberga, w: Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło cz. III&#13;
(DWOK T. 85/III).&#13;
2 Rkp. Kolberga w zbiorach BN PAU i PAN, sygn. 3210.&#13;
&#13;
80&#13;
&#13;
�w terenie źródeł ani osobnych wskazówek dotyczących planowanego wykorzystania posiadanych materiałów. Wiadomości na te tematy przekazane&#13;
w sporządzanych przez Kolberga spisach tek są bardzo skrótowe, a innymi&#13;
nie dysponujemy. Jedynie rękopis melodii przechowywany dziś w tece 33.&#13;
Miscellanea i powiązane z nim rękopisy przyśpiewek z teki 13. Kraków i 16.&#13;
Radom, Opatów, Sandomierz zdają się wskazywać na tworzenie przez Kolberga katalogu melodii, do czego wrócimy nieco dalej. Z nielicznych świadectw wynika, że sam zdawał sobie sprawę z trudności, jakie może mieć&#13;
wydawca jego spuścizny. Już w roku 1873 pisał o niej:&#13;
[…] życzyć by wypadało, aby jeszcze zanim do druku oddana zostanie, została&#13;
opracowana przeze mnie, świadomego znaczenia wszelkich szczegółów1.&#13;
&#13;
Poznanie całości stworzonego przez Kolberga archiwum pozwoliło&#13;
w pewnym stopniu odkryć specyfikę warsztatu terenowego i edytorskiego&#13;
autora Ludu, a przede wszystkim właściwą mu wielowarstwowość łatwą&#13;
do zauważenia nawet przy jego pobieżnym oglądzie: zachowane rękopisy&#13;
reprezentują różne etapy prac badawczych i redakcyjnych. Z wypowiedzi&#13;
i drukowanego dorobku Kolberga wiadomo, że ostateczny program badań&#13;
etnograficznych ukształtował on w latach 1864–1865, a wynikiem była&#13;
seria etnograficzno-folklorystycznych monografii regionalnych wydawanych jako Lud i Obrazy etnograficzne. Początkowo, od pierwszych badań&#13;
w roku 1839, swe zapisy melodii uważał za materiał do badania „charakteru muzyki” ludowej, a równocześnie publikował pieśni ludowe z akompaniamentem fortepianu, aby spopularyzować je jako muzykę narodową.&#13;
Następnie planował dokumentację folkloru poprzez monograficzne zbiory&#13;
różnych gatunków pieśni, czego wynikiem są pieśni weselne drukowane&#13;
w „Bibliotece Warszawskiej” w latach 1847–1849, a przede wszystkim cenny zbiór ballad, tj. Pieśni ludu polskiego z 1857 r. Kolejny plan, dotyczący&#13;
również folkloru, przewidywał wydawanie zbiorów pieśni regionalnych na&#13;
tle opisu zwyczajów i obrzędów, którym towarzyszą – taką zawartość miał&#13;
mieć pierwotnie tom Sandomierskie oddany do druku w r. 1862. Ostateczny program edytorski, polegający na wydawaniu regionalnych monografii&#13;
etnograficzno-folklorystycznych, przedstawił Kolberg publicznie w lutym&#13;
1865 r. w Liście otwartym do Redakcji „Biblioteki Warszawskiej” i zawarł&#13;
1 Brulion listu do nieznanego adresata z datą „Kraków, 10 lutego 1873”, Korespondencja...&#13;
cz. I (DWOK T. 64), s. 442, tekst napisany nieznaną ręką i podpisany przez Kolberga.&#13;
&#13;
81&#13;
&#13;
�go w tytule: Lud. Jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia,&#13;
obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka i tańce. Do tych kolejnych wydawnictw służyły mu gromadzone podczas badań w terenie od roku 1839&#13;
melodie i teksty i część z nich, zwłaszcza ta najdawniejsza, była kilkakrotnie&#13;
przepisywana i opracowywana. Żadna z tych „warstw”, tj. prymarne zapisy&#13;
terenowe, następne ich wersje redakcyjne ani rękopisy ostatecznie oddane&#13;
do drukarni, nie przetrwała do naszych czasów w całości, nienaruszona&#13;
i zebrana w jednym miejscu. Wprost przeciwnie – jak już tu wspominano –&#13;
rękopisy bywały usuwane i przemieszczane między tekami przez Kolberga,&#13;
następnie przez Kopernickiego, upoważnionego do takich działań, a potem&#13;
przez osoby, które sięgały do spuścizny Kolberga, aby jej wybrane cząstki&#13;
przygotować do druku lub wykorzystać we własnych pracach. Duży wpływ&#13;
na obecną zawartość tek Kolberga i utworzenie nowych zespołów, a zubożenie dawniej istniejących, miały nie do końca wyjaśnione losy rękopisów&#13;
w czasie wojny i w ciągu kilku lat bezpośrednio po niej.&#13;
Część zapisów prymarnych, tj. powstających w czasie bezpośredniego&#13;
kontaktu Kolberga z wykonawcami folkloru lub informatorami, usunął on&#13;
sam po wydaniu monografii, w której zostały wykorzystane. Stało się tak&#13;
z rękopisami użytymi w tomach wydanych przed rokiem 1883, w Kujawach, Poznańskiem i Lubelskiem, a po części także w Krakowskiem i Pokuciu. W spisie tek z roku 1883, najwcześniejszym z zachowanych, notatka&#13;
„odpadki od […]” widnieje przy tytułach tek nr 7, 9, 13 i 17, w których przechowywał rękopisy do wymienionych monografii. Częściowo opróżnione&#13;
zostały także dawne teki nr 21. Pokucie I i 22. Pokucie II, z których większość materiałów po wydaniu czterotomowej monografii została usunięta,&#13;
a pozostawione karty połączono później w jedną tekę. Sądzić więc można,&#13;
że Kolberg starannie przechowywał notatki terenowe i czystopisy powstające na ich podstawie do chwili wydania danej monografii, później usuwał&#13;
część z nich, uznając, że w przyszłości nie będą już potrzebne. Niektóre&#13;
zapisy dotyczące tych regionów ocalały, ponieważ z powodu tematyki lub&#13;
lokalizacji zawartych tam zapisów pojedyncze karty lub całostki z zapisami&#13;
prymarnymi po wydrukowaniu monografii bywały przez niego przenoszone z tek regionalnych do innych. Np. złożony na pół arkusz z zapisanymi&#13;
ze słuchu pieśniami i melodiami wykonanymi w większości w Lubelskiem1&#13;
1 Chodzi tu o kartę (Arch. PTL, teka 36. Miscellanea, sygn. 1320, k. 51) z zapisami terenowymi pieśni z notami lokalizacyjnymi: Zamość, Bortatycze, Lublin, Lubartów, Tatary, Miechów,&#13;
&#13;
82&#13;
&#13;
�znajduje się obecnie w tece 36. Miscellanea, której zawartość Kolberg&#13;
w swoim spisie określił jako „Pieśni patriotyczne i szlacheckie”. Na karcie&#13;
tej zapisanych jest blisko sto pieśni, z których tylko 28 zamieścił Kolberg&#13;
w tomach Lubelskiego. Pozostałe, m.in. patriotyczne, wśród nich mało znaną pieśń związaną z Wiosną Ludów na Węgrzech, opublikowano dopiero&#13;
w uzupełnieniach do Kolbergowskiej monografii1. Podobnie niektóre ze&#13;
źródeł do Poznańskiego, jako nie w pełni wykorzystane, przeniósł Kolberg&#13;
do teki 37. Miscellanea mającej podtytuł Czary. Wierzenia. Przysłowia&#13;
i zdania. Mieszczą się tam teraz, obok zapisów z innych regionów, także&#13;
własne notatki Kolberga na temat wierzeń w Poznańskiem i dwa teksty&#13;
innych autorów: obszerna praca Teobalda Klepaczewskiego Pogląd historyczny na zabobony w Polsce, zawierająca głównie materiały z Poznania,&#13;
i niewielki rękopis Emila Kierskiego Cośkolwiek o czarownicach, osobliwie&#13;
w Wielkopolsce2. Z tych samych powodów pozostał w tece 21/22. Pokucie&#13;
rękopis3 Bazylego Jurczeńki, ponieważ nie został wykorzystany w całości.&#13;
Poza pieśniami z Pokucia „dolnego” zawiera teksty z Huculszczyzny, którą&#13;
Kolberg zamierzał objąć osobną monografią.&#13;
Nie zawsze oczywiste jest, dlaczego i przez kogo rękopis został przeniesiony do innej teki, nie znamy np. przyczyny, dla której kilkadziesiąt&#13;
kart z zapisami terenowymi z Mazewa (Łęczyckie) znajduje się obecnie&#13;
w tece 38. Miscellanea, a kilka kart z takimi zapisami z Wielkopolski umieszczonych jest w tece 35. Miscellanea. Najczęściej nie wiemy&#13;
też, jaki był udział późniejszych wydawców w przemieszczaniu rękopisów miedzy tekami. Dodać trzeba, że przemieszczane były nie tylko&#13;
całe rękopisy i pojedyncze karty, ale także fragmenty kart. W trakcie&#13;
opracowywania tomów suplementowych zauważyć było można, że czasem wycięty fragment znajduje się w innej tece 4 niż „macierzysta” karta.&#13;
W takich sytuacjach w większości wypadków również nie można dziś&#13;
Firlej, zob. w: O. Kolberg Lubelskie. Suplement… (DWOK T. 75), m.in. pieśni nr 119–121 i 139–&#13;
–141.&#13;
1 Tamże, pieśń nr 141, s. 103.&#13;
2 Rkp. T. Klepaczewskiego znajduje się w tece 37. Miscellanea (Arch. PTL, teka 37, sygn.&#13;
1327, strony 1–59), rkp. E. Kierskiego tamże (sygn. 1328, k. 111–112). Obydwa opracowania są&#13;
często cytowane przez Kolberga w cz. VII Poznańskiego (DWOK T. 15).&#13;
3 Rkp. B. Jurczeńki znajduje się w Arch. PTL, teka 21/22, sygn. 1258, k. 13–75.&#13;
4 Np. z karty z zapisami terenowymi z Jarochowa (wówczas pow. Łęczyca) znajdującej się&#13;
dziś w tece 7. Kujawy (sygn. Arch. PTL 1157, k. 5a) wycięta jest prawa górna ćwiartka, która&#13;
przeniesiona została do jednej z tek Miscellanea (teka 38, sygn. Arch. PTL 1134, k. 29);&#13;
&#13;
83&#13;
&#13;
�jednoznacznie stwierdzić, czy podziałów tych dokonał już Kolberg, czy&#13;
też późniejsi użytkownicy jego rękopisów. Niektóre pojedyncze zapisy ze&#13;
słuchu zachowały się w swych macierzystych zbiorach zapewne dlatego,&#13;
że zawierają, poza wydanymi drukiem, także zapisy tekstów i melodii&#13;
nieopublikowanych w monografii, np. w tece 7. Kujawy niektóre bajki&#13;
i kilka kart z pieśniami z Bodzanowa na Kujawach czy w tece 17. Lublin&#13;
karta z trzema bajkami zapisanymi na lubelskim przedmieściu Piaski.&#13;
W tece tej znajdują się też niewykorzystane w tomach Lubelskiego wspomniane już rysunki Ciesielskiego i innych autorów. W tece 14. Kielce&#13;
pozostały nie w pełni wykorzystane rękopisy ks. Władysława Siarkowskiego. Podobnie w innych tekach regionalnych zachowały się rękopisy&#13;
z melodiami i tekstami pominięte w druku przez Kolberga, a dziś zamieszczane w tomach suplementowych.&#13;
Największym zachowanym zbiorem zapisów terenowych są rękopisy&#13;
przechowywane obecnie w tece 43. Miscellanea1. Samych melodii teka&#13;
ta zawiera nieco ponad cztery tysiące, a są to w przeważającej większości&#13;
Kolbergowskie prymarne zapisy ze słuchu. Niegdyś znajdowały się one&#13;
prawdopodobnie w tece 33. Miscellanea – o nich Kopernicki napisał, że&#13;
zostawia je jako „okazy dające wyobrażenie o tym, w jaki sposób śp. O.&#13;
Kolberg spisywał te rzeczy z ust ludu”2. W większości zapisy te wykonane&#13;
były w różnych regionach Królestwa Polskiego, głównie na Mazowszu, ale&#13;
także w Kaliskiem, Kieleckiem, Radomskiem i Łęczyckiem oraz na Kujawach, ­niewielką część stanowią zapisy z Małopolski wydane w Krakowskiem i w tomach Góry i Podgórze, a kilka zaledwie pochodzi z Wielkopolski. Rękopisy te pochodzą w całości sprzed roku 1871, tj. z okresu gdy&#13;
Kolberg mieszkał i pracował w Warszawie3, a badania terenowe prowadził&#13;
przede wszystkim w zaborze rosyjskim. W sumie jest tam 129 kart zawierających pieśni z melodiami lub bez nich oraz melodie instrumentalne&#13;
i wokalne bez tekstów. Wśród nich jest kilka kart papieru nutowego, na&#13;
których Kolberg zapisał od trzydziestu do ponad pięćdziesięciu melodii&#13;
na jednej stronie. Poza rękopisami Kolberga znajduje się w tej tece zaledwie kilka kart z tekstami pieśni zanotowanymi przez inne osoby, między&#13;
1&#13;
&#13;
Teka ta zawiera obecnie ogółem 129 kart numerowanych 1–100 i 126–154, karty 101–125&#13;
zaginęły przed wrześniem 1962 r.&#13;
2 Rkp. Kopernickiego charakterystyka tek…, k. 24.&#13;
3 Świadczą o tym m.in. noty lokalizacyjne wskazujące miejscowości, w których Kolberg&#13;
bywał tylko w tym okresie.&#13;
&#13;
84&#13;
&#13;
�innymi dwie z dopisaną przez Kolberga lokalizacją: „Wysoce” i „Mokrylas”1.&#13;
W miejscowościach tych był w roku 1843 w towarzystwie Teofila Lenartowicza, którego list z 1857 r., napisany po otrzymaniu Pieśni ludu polskiego&#13;
potwierdza, że poeta i przyszły etnograf razem odwiedzili tamtejszy dworek&#13;
Norwidów:&#13;
[…] zdawało mi się, że jeszcze chodzimy razem po Wysoce[m] i Mokrym Lesie, Ty&#13;
za nutami, a ja za słowami, i że wieczorem, jak wówczas, porządkujemy nasze&#13;
zbiory w słomianym dworcu p. Ludwika Norwida2.&#13;
&#13;
Z badań w Wysocem nie zachowały się zapisy melodii wykonane przez&#13;
Kolberga ze słuchu, a jedynie teksty pieśni pióra nieznanego autora, prawdopodobnie Lenartowicza. Ekspertyza grafologiczna nie potwierdziła jego&#13;
autorstwa ani też mu nie zaprzeczyła3. Drugą osobą, której rękopis z tekstami znajduje się w tej tece jest Józef Konopka. Jego zapisy4 noszą datę 21&#13;
sierpnia 1857 r. i są wynikiem wspólnych badań prowadzonych w okolicy&#13;
Krakowa podczas pobytu Kolberga u Konopki.&#13;
Nie wiadomo, kiedy rękopisy krótko tu scharakteryzowane wyjęto z teki&#13;
33. i włożono do osobnej okładki, nadając jej kolejny numer 43 i tytuł Miscellanea. Teka ta nie była odnotowana w wykazach Kolberga, wymieniona&#13;
jest dopiero w inwentarzu zbiorów Komisji Etnograficznej PAU wykonanym&#13;
w roku 1934 jako „43. Miscellanea. Pieśni”. Przechowywany w niej zespół&#13;
stanowi bezcenny materiał do badań nad folklorem, zwłaszcza muzycznym,&#13;
jako bezpośrednia dokumentacja wykonań ludowych instrumentalistów&#13;
i śpiewaków z lat 1839–1871. Zawarte tam zapisy w trakcie edycji Dzieł&#13;
wszystkich zamieszczane były w odpowiednich tomach suplementów bądź&#13;
służyły jako materiał do komentarzy źródłowych dotyczących pieśni i melodii publikowanych przez Kolberga w Ludzie i Obrazach etnograficznych.&#13;
Podobnie jak zapisy prymarne, także czystopisy, tj. teksty i melodie zredagowane na podstawie zapisów terenowych, nie zachowały się w całości.&#13;
Pojedyncze ich karty znajdują się dziś w prawie każdej tece, nie zawsze&#13;
1&#13;
&#13;
Są to karty 36-37 w Arch. PTL, teka 43, sygn. 1352, być może jest to rękopis Lenartowicza.&#13;
List T. Lenartowicza z 25 marca 1857 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 66;&#13;
w Wysocem (wówczas pow. Ostrów Mazowiecka) Kolberg i Lenartowicz byli gośćmi Pauliny&#13;
Suskiej i Ludwika Norwida, siostry i brata Cypriana.&#13;
3 Ekspertyzę wykonano w r. 1968 na zlecenie Redakcji Dzieł Wszystkich Oskara Kolberga.&#13;
4 Rkp. J. Konopki z datą 21 sierpnia 1857 r. znajduje się w Arch. PTL, teka 43. Miscellanea,&#13;
sygn. 1352, k. 133–134.&#13;
2&#13;
&#13;
85&#13;
&#13;
�umieszczone tam zgodnie z jej tytułem. Często są to pieśni i melodie przygotowywane do publikacji przewidzianych jako kontynuacja zbiorów wydawanych w latach 1842–1849 lub do planowanych tomów monograficznych,&#13;
takich jak zbiór ballad w Pieśniach ludu polskiego z 1857 r. Zachowały&#13;
się więc redakcyjne wersje pieśni z melodiami z akompaniamentem fortepianu1, a także późniejsze rękopisy zawierające na jednej karcie pieśni&#13;
z różnych regionów, będące wariantami tego samego wątku lub zebrane&#13;
razem ze względu na temat czy sytuację wykonawczą2. Te ostatnie są fragmentami przygotowywanych, ale nie ukończonych monograficznych zbiorów pieśni, których publikowania Kolberg zaniechał. Zachowały się także&#13;
czystopisy materiałów do tomów nie zawsze przez niego dokończonych&#13;
w postaci pełnej monografii. Np. wśród zapisów z Wołynia pochodzących&#13;
z badań w 1862 r. znajduje się wiele czystopisów pieśni oraz opisy wesel&#13;
zredagowane na podstawie notatek terenowych. Jednak krótko po podróży&#13;
na Wołyń Kolberg ogłosił program Ludu, a z tego regionu Ukrainy nie&#13;
miał wszystkich materiałów potrzebnych do monografii, brakowało mu&#13;
m.in. zapisów dotyczących kultury materialnej i wierzeń. Dlatego zapewne&#13;
dokończenie prac nad Wołyniem odłożył, a po powstaniu styczniowym,&#13;
a tym bardziej po zamieszkaniu3 w Galicji nie mógł już powtórzyć badań&#13;
w tym regionie i uzupełnić zbiorów.&#13;
Jedynym zachowanym w całości rękopisem tomu Ludu, który Kolberg&#13;
uważał za gotowy, choć sam nie zdążył oddać go do drukarni, są Mazury&#13;
pruskie4. Dziś jest on pozbawiony karty tytułowej i wstępu, ale poza tym&#13;
zawiera całość monografii. Rękopis ten został wydany w tomie 40 Dzieł&#13;
1 Zostały one wydane w tomie Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu fortepianowym&#13;
(DWOK T. 67), tam nr 599-834.&#13;
2 Np. zapisane na jednej karcie trzy kołysanki z melodiami i melodia z notą „usypiająca”&#13;
w tece 42. Miscellanea (sygn. Arch. PTL 1349, k. 6) z lokalizacjami: „Przysucha”, „od Poznania”&#13;
i „od Warszawy”; piętnaście wariantów z melodiami pieśni rekruckiej „Oj, wyjechał Jasieńko…”&#13;
z całego Królestwa Polskiego tamże (k. 21–22), cztery warianty z melodiami pieśni „Z tamtej&#13;
strony jeziora stoi lipka zielona” w tece 33. Miscellanea (sygn. Arch. PTL 1308/I, k. 12) zapisane&#13;
w Łeczyckiem, na Mazowszu i w Kaliskiem lub dziewięć wariantów tejże pieśni z melodiami&#13;
zapisanych w różnych regionach Królestwa Polskiego (tamże k. 16–17).&#13;
3 Kolberg przeniósł się w roku 1871 do Galicji, tj. do zaboru austriackiego, a ponieważ nie&#13;
przedłużył ważności rosyjskiego paszportu, po upływie sześciu miesięcy stał się emigrantem&#13;
i miałby duże kłopoty i koszty związane z uzyskaniem nowego paszportu. Zresztą można wątpić, czy po powstaniu styczniowym polski etnograf uzyskałby paszport umożliwiający podróż&#13;
po Wołyniu.&#13;
4 Rękopis ten znajduje się w BN PAU i PAN, sygn. 3208.&#13;
&#13;
86&#13;
&#13;
�wszystkich, a w aneksach do niego zamieszczono pieśni i inne materiały z Mazur pochodzące z odnalezionych fragmentów dawnej teki nr 3.&#13;
W spisie tek w 1886 r. przy tytule Mazury Kolberg zapisał: „Monografia&#13;
w znacznej części gotowa do druku”, Kopernicki cztery lata później w informacjach o tej tece opisał część jej zawartości jako „Materiały przysposobione już przez O.K.”. Rękopis Mazur pruskich sporządził Kolberg na&#13;
ćwiartkach arkuszy i zwykle zapełniał obydwie strony karty, czasem tylko&#13;
wykorzystywał niezapisane odwrotne strony niepotrzebnych już fragmentów innych własnych czystopisów, np. monografii Radomskiego. Staranne&#13;
pismo, stosunkowo niewielka liczba poprawek w tekście i w numeracji&#13;
pieśni, wpisanie odsyłaczy do źródeł, a także odsyłaczy do wariantów&#13;
w tomach poprzednio wydanych wskazuje, że Mazury pruskie były przygotowane w stosunkowo dobrych warunkach, wprawdzie w pośpiechu,&#13;
który towarzyszył wszystkim pracom Kolberga, zwłaszcza w ostatnich&#13;
latach życia, ale nie tak gorączkowym, jak w czasie opracowywania Przemyskiego.&#13;
Zachował się także rękopis przygotowywanej przez Kolberga trzeciej&#13;
części Kujaw, to jest zbiór tańców z tego regionu. Dysponujemy dziś trzema&#13;
kolejnymi wersjami1 tego planowanego tomu, z których każda obejmuje&#13;
ponad 700 tańców składających się z jednej, dwu lub trzech części: chodzony, czyli polski, odsibka, czyli kujawiak właściwy i ksebka, tj. mazur lub&#13;
obertas. Ta planowana trzecia część Kujaw pozostała w rękopisie z braku&#13;
pieniędzy na druk. Kolberg zalegał Jaworskiemu z zapłatą za wydanie drugiej części Kujaw w 1869 r. Jedynie fragmenty zbioru kujawiaków opublikował później w monografii Łęczyckiego jako osobny rozdział, a nieliczne&#13;
melodie zamieścił rozproszone w Poznańskiem. Fakt istnienia trzech kolejnych rękopiśmiennych redakcji zbioru tańców z Kujaw świadczy o przywiązywaniu przez autora Ludu dużej wagi do tych utworów i determinacji&#13;
w próbach ich opublikowania.&#13;
Druga część Kaliskiego, oceniana przez autora jako „monografia w połowie dokończona”, a przez Kopernickiego jako zawierająca: „materiały&#13;
o ile możności uporządkowane i przysposobione do druku […]”2, nie została&#13;
1&#13;
&#13;
Zbiór tańców kujawskich wydany został w tomie Kujawy. Suplement do tomów 3 i 4&#13;
cz. I (DWOK T. 72/I), zob. tam wstęp D. Pawlakowej. Rękopis, który był podstawą druku znajduje się w Arch. PTL w tece 42. Miscellanea (sygn. 1350, k. 139-184), a dwie inne jego redakcje&#13;
tamże w tece 51. Miscellanea (sygn. 1358, k. 1-40).&#13;
2 Rkp. Kopernickiego charakterystyka tek…, k. 5.&#13;
&#13;
87&#13;
&#13;
�przez Kolberga opracowana do końca. Przeznaczone do tego tomu melodie&#13;
tańców są w większości zredagowane, ponumerowane oraz opatrzone notami lokalizacyjnymi i odsyłaczami do utworów zamieszczonych w tomach&#13;
wydanych wcześniej. Jednak redakcja tych materiałów wymagała jeszcze&#13;
dalszej pracy, m.in. dlatego że numeracja melodii jest niekonsekwentna,&#13;
melodie powtarzają się, a te same teksty przyśpiewek wpisywane są pod&#13;
różnymi melodiami. Jeszcze Hławiczka o zbiorze melodii tańców w tece 8&#13;
pisał: „Materiały te rzeczywiście są uporządkowane i ponumerowane przez&#13;
Kolberga, wymagają jednak jeszcze pewnych – niewielkich zresztą – uzupełnień”1. Niestety obecny stan tego rękopisu, głównie powtórzenia wielu&#13;
materiałów i wyraźne braki kart, uniemożliwił rekonstrukcję Kolbergowskiej wersji tej części tomu. Ponadto nie zostały przygotowane przez Kolberga pozostałe rozdziały monografii: bajki i inne utwory prozą oraz wierzenia.&#13;
W przeciwieństwie do Mazur pruskich drugą część Kaliskiego opracowano&#13;
w ramach Dzieł wszystkich na nowo.&#13;
Rękopisów służących bezpośrednio do druku Kolberg nie przechowywał po ukazaniu się monografii i sądzić można, że znane dziś takie manuskrypty zachowały się przypadkiem. Są to wspominane już tutaj dość&#13;
obszerne fragmenty rękopisu pierwszej i drugiej części Krakowskiego&#13;
znajdujące się wśród rękopisów pozostawionych przez Kolberga w Modlnicy w 1884 r., przechowywane dziś w tece 45. Miscellanea oraz prawie&#13;
kompletny rękopis tomu Przemyskie2. Redakcję tej monografii rozpoczął&#13;
Kolberg w ostatnich miesiącach życia, a zakończył ją Kopernicki w roku&#13;
1891. Autograf tomu po wydrukowaniu, razem z pozostałymi materiałami&#13;
z Przemyskiego (a także z innych regionów), nieznaną dziś drogą dostał się&#13;
do rąk Michała Federowskiego, etnografa, folklorysty i kolekcjonera dokumentów. Zbiory swe Federowski testamentem przekazał Towarzystwu&#13;
Naukowemu Warszawskiemu, a archiwum TNW, razem z Przemyskiem&#13;
Kolberga, trafiło po roku 1945 jako wieczysty depozyt do Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego. Rękopis Przemyskiego jest jednak w znacznej&#13;
mierze rezultatem pracy Kopernickiego, nosi też jej liczne ślady3. Rękopis&#13;
ten oraz inne źródła wskazują, że mocno już schorowany Kolberg skupił się&#13;
przede wszystkim na opracowaniu zapisów nutowych, w przepisywaniu&#13;
1&#13;
&#13;
K. Hławiczka Niewydane zbiory Oskara Kolberga…, s. 3.&#13;
Zob. E. Millerowa „Przemyskie” Oskara Kolberga… (DWOK T. 83/I), s. XLVII–LII.&#13;
3 Zob. tamże, s. XXXV–XXXVI.&#13;
2&#13;
&#13;
88&#13;
&#13;
�tekstów pieśni pomagała mu Pelagia Blizińska, żona przyjaciela, a inne&#13;
notatki redagował do druku Kopernicki. Kolberg i Blizińska często używali czystych stron mających na odwrocie zapisy do monografii już wydrukowanych, m.in. Poznańskiego, Łęczyckiego, Mazowsza i Kujaw, a że&#13;
Kopernicki włączał do przygotowywanego rękopisu oryginały notatek&#13;
Kolberga o różnym formacie, manuskrypt Przemyskiego stanowi dziś po&#13;
części swoistą wyklejankę.&#13;
Do nielicznych przykładów czystopisów przygotowanych przez Kolberga do druku i do dziś zachowanych należą też niewielkie fragmenty Mazowsza Leśnego (DWOK T. 26) znajdujące się w tece 2. Mazury podlaskie1,&#13;
oraz Obrazów Słowiańszczyzny południowej, obszernego studium drukowanego w latach 1871–1872 w „Gazecie Polskiej”2.&#13;
W kilku tekach znajdujemy kopie zapisów Kolberga wykonane przez&#13;
późniejszych wydawców, którzy w latach 1900–1914 przygotowywali do&#13;
druku nowe tomy z polecenia Komisji Antropologicznej AU. Wspominano&#13;
już tu o kopiach wykonanych przez J. Bielę, W. Grzegorzewicza, S. Zdziarskiego i W. Kosińskiego. Redagując odpowiednie monografie, porównywano te kopie z oryginałami Kolberga, a ponieważ stwierdzano, że zarówno&#13;
teksty, jak i nuty zostały przepisane dokładnie, użyto ich w nielicznych wypadkach jako podstawy druku lub materiału do komentarzy źródłowych,&#13;
gdy oryginały Kolberga zaginęły.&#13;
Wspomnieć tu jeszcze można o odnalezieniu wśród rękopisów odbitek&#13;
korektorskich z poprawkami Kolberga. Jest ich niewiele: w trzech zachowanych arkuszach drukowanej w roku 1871 pierwszej części Krakowskiego&#13;
zauważyć można tylko oczywiste poprawki błędów literowych w tekstach&#13;
i nieliczne w zapisach nutowych, korygujące ten sam typ błędów. Kilka kartek korekty Kaliskiego, wydanego w 1890 r., wskazuje, że jeszcze w trakcie&#13;
druku wprowadzał w tym tomie3, poza poprawkami także szersze uzupełnienia.&#13;
1&#13;
&#13;
Zob. E. Antyborzec Mazowsze Oskara Kolberga w: O. Kolberg Mazowsze. Suplement do&#13;
tomów 24-28, DWOK T. 80/I, s. XXXVIII.&#13;
2 Czystopis ten znajduje się w tece 40. Miscellanea (Arch. PTL, sygn. 1345, k. 13-16), tam&#13;
skierowane do drukarza notatki dotyczące stopnia pisma. Przedruk całego artykułu w: O. Kolberg Studia, rozprawy i artykuły (DWOK T. 63), s. 26-258.&#13;
3 Korekty trzech arkuszy Krakowskiego cz. I znajdują się w tece 45. (sygn. Arch. PTL 1418/&#13;
II, k. 36–40)), korekty Kaliskiego w tece 8 (sygn. 1160, k. 365-347), zob. też ryc. 8 przed s. 143&#13;
w tomie Kaliskie. Suplement do tomu 23 (DWOK T. 79).&#13;
&#13;
89&#13;
&#13;
�Nie zachowały się żadne wypowiedzi Kolberga na temat stosowanego&#13;
przez niego systemu w układzie rękopisów w tekach regionalnych. Nie wiemy, jaki porządek nadawał swoim zbiorom folklorystyczno-etnograficznym;&#13;
zapewne zmieniał się on w ciągu lat, zwłaszcza z powodu podejmowania&#13;
nowych planów wydawniczych i narastania ilości zapisów po każdym sezonie badań terenowych. Porządek ten został w większości zatarty przez&#13;
późniejszych wydawców i archiwistów. J. Biela i W. Grzegorzewicz w opracowywanych przez siebie tekach gromadzili razem karty z materiałami&#13;
z danej miejscowości czy powiatu, a te układali alfabetycznie. Podobnie&#13;
około roku 1972 postąpili archiwiści z rękopisami Kolberga pochodzącymi&#13;
z trzech ostatnich lat jego badań terenowych. Przechowywane były one&#13;
niegdyś w tece 34., a opublikowane zostały w tomach Sanockie-Krośnieńskie w latach 1972-1974. Rękopisy te pierwotnie były podzielone rzeczowo&#13;
na osiem „podteczek”, dziś stanowiących odrębne jednostki archiwalne1.&#13;
Każda z nich zawierała zapisy określonych gatunków folkloru lub notatki&#13;
na jeden z głównych tematów monografii. Np. zapisy dotyczące obrzędów&#13;
dorocznych z pieśniami i melodiami znajdowały się w osobnej podteczce,&#13;
a wewnątrz niej ułożone były chronologicznie od Adwentu do kończącego&#13;
rok obrzędowy dnia św. Andrzeja. Zebrane w innej składce materiały na&#13;
temat obrzędów rodzinnych podzielone były również rzeczowo (chrzciny,&#13;
wesele i pogrzeb) niezależnie od miejscowości, w której zostały sporządzone w czasie badań. Widać więc, że dla Kolberga w ostatnim okresie życia&#13;
– zapisy z Sanockiego wykonane były w przeważającej większości w latach&#13;
1883-1885 – nadrzędne było wydzielenie w osobnej tece materiałów do&#13;
1 Materiały z dawnej teki 34. (dziś w BN PAU i PAN objęte sygnaturami 3194–3201) nie&#13;
były porządkowane przez późniejszych wydawców i dysponentów spuścizny Kolberga do roku&#13;
1972. Układ ich został zmieniony w Bibliotece PAN dopiero w trakcie redagowania odpowiedniego tomu inwentarza rękopisów drukowanego w r. 1973. Wtedy w każdej pierwotnej „podteczce” ułożono zapisy według not lokalizacyjnych, tj. nazw miejscowości, w których zostały&#13;
wykonane, lub której dotyczyły, a następnie alfabetycznie według tych nazw geograficznych.&#13;
Zatarło to związek niektórych pieśni z obrzędem, o ile ich przynależność do niego nie była&#13;
wprost zapisana na karcie. Ponieważ inwentaryzację tych rękopisów wykonano w redakcji&#13;
Dzieł Kolberga przed zmianą układu, można było odtworzyć pierwotną kolejność kart nadaną przez Kolberga i powiązać wszystkie teksty z ich miejscem w roku obrzędowym. Przed&#13;
drukiem inwentarza w Bibliotece PAN przemieszczono także niektóre karty między dawnymi&#13;
zespołami, np. cztery karty znajdujące się w zespole o sygnaturze 3200 przeniesiono do zespołu&#13;
o sygnaturze 3194. Przemieszczono też karty z zapisami z Wołynia w obrębie dawnej teki 26,&#13;
stanowiącej dziś dwa zespoły o sygnaturach BN PAU i PAN 3206 i 3207 i zmieniono ich kolejność w każdym z nich.&#13;
&#13;
90&#13;
&#13;
�regionu, w tym wypadku obejmującego Sanockie i Krośnieńskie, a dopiero&#13;
wewnątrz teki przyjęcie porządku rzeczowego podobnego do kolejności&#13;
problemów w monografii. Być może układ rzeczowy miały także rękopisy&#13;
przechowywane np. w tekach zatytułowanych Ruś Czerwona, ale został on&#13;
całkowicie zatarty przez późniejszych wydawców.&#13;
Rzeczowego układu nie mógł Kolberg stosować dla wszystkich materiałów, ponieważ często, nawet już po podjęciu prac nad monografiami&#13;
regionalnymi notował na jednej karcie opisy, teksty i melodie przeznaczone później do różnych rozdziałów tomu, a nawet do różnych monografii.&#13;
Wynikało to zapewne – jak już wspominano – z repertuaru informatora,&#13;
z którym miał do czynienia, a po części także z konieczności oszczędzania&#13;
papieru zabranego na parotygodniowy wyjazd.&#13;
Dokumentację kultury ludowej zebraną w ciągu pięćdziesięciu lat badań pozostawił Kolberg w trzydziestu tekach regionalnych i w niektórych&#13;
z dziesięciu tek zatytułowanych Miscellanea. Dziś dysponujemy blisko&#13;
siedemdziesięcioma odrębnymi jednostkami archiwalnymi, w części tylko&#13;
odpowiadającymi dawnym tekom1 i już to świadczy, że w stanie źródeł&#13;
zgromadzonych przez Kolberga zaszły zmiany. Zachowane spisy Kolberga&#13;
pochodzące z lat 1883–1887 obejmują 40 tek z bardzo ogólnymi uwagami&#13;
o ich zawartości. Jak już tu wspominano, w roku 1965 w zbiorach Muzeum&#13;
Etnograficznego w Krakowie w papierach S. Udzieli odnaleziono notatki&#13;
Kopernickiego na temat zawartości niektórych z nich2. Notatki te są również&#13;
skrótowe, ale w połączeniu z zapiskami w innych dokumentach pozwalają&#13;
stwierdzić, że po śmierci Kolberga z jego archiwum zaginęło co najmniej&#13;
kilka obszerniejszych rękopisów oraz druków z jego glosami. Ustalenia te&#13;
dotyczyć mogą tylko większych całostek wymienionych w spisach Kolberga lub Kopernickiego, albo zamieszczonych w tomach wydanych i opracowanych już po śmierci Kolberga w latach 1902-1914. Między innymi&#13;
z dawnej teki 26 Wołyń zaginął zeszyt z tekstami 25 bajek i innych tekstów&#13;
1&#13;
&#13;
Zob. A. Skrukwa Wykaz tek Oskara Kolberga… (DWOK T. 85/III). Wykorzystując spis&#13;
Kolberga z 1886 r. i późniejsze notatki Kopernickiego, wskazano tam ogólnie jakie zmiany zaszły w zawartości poszczególnych tek i w skrócie opisano obecną zawartość każdej z nich.&#13;
2 Większość notatek Kopernickiego wyjął z tek Kolberga Udziela i opatrzył tytułem Kopernickiego charakterystyka tek Kolbergowskich (zob. przyp. 3 na s. 11); w zbiorach S. Udzieli&#13;
w Muzeum Etnograficznym w Krakowie, wówczas nieskatalogowanych, odszukał je w roku&#13;
1965 Kamocki, który na prośbę Burszty przeprowadził kwerendę w papierach pozostawionych&#13;
przez Udzielę w Muzeum Etnograficznym w Krakowie. Wszystkie notatki Kopernickiego przytoczone są w Wykazie tek Oskara Kolberga… (DWOK T. 85/III).&#13;
&#13;
91&#13;
&#13;
�prozą spisanych około roku 1835 przez Jana Prusinowskiego1, wręczony&#13;
Kolbergowi przez autora w 1862 r. w Żytomierzu. Z teki tej zaginął także&#13;
Kolbergowski zapis terenowy wesela z okolic Łucka2, który zachował się&#13;
tylko w czystopisie. W tece 25. Ukraina znajdował się rękopis Antoniego&#13;
Marcinkowskiego zawierający pieśni i opis wesela przeznaczone przez tego&#13;
autora do druku jako trzecia część jego Ludu ukraińskiego3. W tece 18&#13;
brakuje drukowanego zbioru bajek z glosami Kolberga, o którym J. Biela&#13;
w roku 1911 pisał:&#13;
Kazki zobraw Ignatij z Nikołowicz (Karpiński w Samborskiem – dopisek Kolberga) nakładem Jakoba Sawczyńskoho, Lwow 1861, stron 98, 8o . Mieści się&#13;
tutaj 26 podań ludowych, drukowanych cyrylicą. Tytuł zbiorku i nagłówki poszczególnych kazek przepisał Kolberg ołówkiem w alfabecie łacińsko-polskim&#13;
i dodał po prze[d]mowie spis rzeczy4.&#13;
&#13;
Z teki 34. zaginął wydany przez J.K. Turowskiego Dodatek do zbiorów&#13;
pieśni ludu polskiego i ruskiego (Lwów 1846) zawierający teksty zapisane&#13;
w okolicy Sanoka. Z teki Chełmskie usunięte zostały odbitki prac Marii&#13;
Hemplówny5 ofiarowane Kolbergowi przez autorkę.&#13;
1 Rękopis Prusinowskiego miał jeszcze w ręku J. Tretiak, opublikował zawarte tam teksty&#13;
w Wołyniu w 1907 r. (zob. O. Kolberg Wołyń, T. 36 DWOK, s. 412-450), ponadto z teki tej zaginęło także kilka rękopisów pojedynczych pieśni wydanych przez Tretiaka, dwa z nich znajdują&#13;
się dziś w zbiorze autografów M. Ciechanowskiej (zob. A. Skrukwa Wykaz tek Oskara Kolberga… DWOK T. 85/III, s 282).&#13;
2 O ile udało się ustalić, Kolberg nie usuwał zapisów terenowych przed wydaniem drukiem&#13;
monografii, do której służyły, więc rękopis ten zaginął raczej po jego śmierci, tj. po roku 1890.&#13;
Opis wesela z Łucka zachował się tylko w czystopisie (BN PAU i PAN, sygn. 3206, k. 60–61),&#13;
opublikował go J. Tretiak (T. 36, s. 51–58).&#13;
3 Rękopis ten wymienia Kolberg w koncepcie ostatniej woli z 7 maja 1883 r., tam dodał&#13;
o nim notatkę „w ręku dra Kopernickiego” (rkp. O. Kolberga, BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 72).&#13;
W spisach tek z lat 1886 i 1887 (rkp. tamże, k. 76 i 80) wymienia również rękopis Marcinkowskiego, ale bez uwagi o przekazaniu go Kopernickiemu. Rękopis Marcinkowskiego jako znajdujący się w tece 25 wymieniony jest także w inwentarzu Komisji Etnograficznej PAU z 1934 r., ale&#13;
inwentarz ten – jeżeli chodzi o rękopisy Kolberga – jest dosyć mechanicznie sporządzoną kopią&#13;
własnoręcznego spisu etnografa z 1886 r., wiec nie jest miarodajny. Dziś w spuściźnie Kolberga&#13;
rękopisu Marcinkowskiego nie ma.&#13;
4 Wstęp J. Bieli do rękopisu Rusi Czerwonej, rkp. w Arch. PTL, teka 18a, sygn. 1230, k. 1.&#13;
5 Były to dwa artykuły: M. Hempel Spis roślin jawnokwiatowych dziko rosnących w Słupi&#13;
Nadbrzeżnej, zebranych przez…, „Pamiętnik Fizjograficzny” T. 5: 1885, s. 135–153, oraz tejże&#13;
Spis rzadszych roślin jawnokwiatowych rosnących w Teresinie, zebranych przez…, tamże,&#13;
s. 154–159.&#13;
&#13;
92&#13;
&#13;
�Nie ma dziś w spuściźnie Kolberga rękopisu pieśni żniwiarskich odnotowanego przez niego w spisach z lat 1883 i 1886 jako część teki 31, przeniesiona później do teki 33. Nie wiadomo nawet, czy był to tylko zespół&#13;
luźnych zapisów, czy materiał już uporządkowany, np. według wariantów&#13;
tekstowych lub geograficznie. Nie ma też w spuściźnie Kolberga notatek&#13;
o gwarze złodziejskiej wymienionych przez niego w spisie tek z roku 1883.&#13;
Poza tekami Kolberga przechowywany jest obecnie rękopis Zdziarskiego&#13;
Sąde[c]czyzna i Podhale, opracowany na podstawie rękopisów z teki 11&#13;
Górale. Wyjęty z tej teki znalazł się po roku 1936 w zbiorach Muzeum Etnograficznego w Krakowie1. Tamże jest teraz przechowywany brulion spisu&#13;
rycin strojów ludowych wykonany przez Kolberga w Muzeum Dzieduszyckich we Lwowie dla Sekcji Etnologicznej Komisji Antropologicznej AU obejmujący 127 obiektów. Poza tekami Kolberga znajdują się też wspomniane&#13;
już tutaj rękopisy otrzymane przez Kolberga od Bazylego Jurczeńki i Sofrona Witwickiego, a wypożyczone przez Adama Fischera2 i razem z innymi&#13;
materiałami tego etnografa przechowywane dziś w Archiwum PTL. Z teki&#13;
43 zaginęły przed rokiem 1962 karty 101-125 zawierające zapisy terenowe&#13;
Kolberga. Czasem jego rękopisy dostawały się do popularnych w XIX w.&#13;
kolekcji autografów3, przy czym nie wiemy, czy działo się to zawsze za&#13;
wiedzą i zgodą autora lub późniejszych dysponentów jego spuścizny. Jedynie Cyprian Walewski, zaprzyjaźniony z Kolbergiem bibliograf i bibliofil,&#13;
rękopis jednej z jego recenzji do swej kolekcji dostał zapewne od autora4.&#13;
Ze spuścizny rękopiśmiennej Kolberga zaginęły nie tylko materiały folklorystyczne i etnograficzne. Zaginęły lub zostały rozproszone druki i rękopisy utworów wielu polskich kompozytorów z końca XVIII w. i pierwszej&#13;
połowy wieku XIX. Kolberg gromadził utwory kompozytorów współczesnych sobie i nieco wcześniejszych, a jego zbiór tańców był zapewne reprezentatywny dla polskiej twórczości w tym zakresie z pierwszej połowy XIX&#13;
w. W roku 1881 wydał w firmie Breitkopfa i Härtla pięćdziesiąt utworów&#13;
polskich kompozytorów z lat 1790–1850 pt. Polnische Tänze. Mazurkas&#13;
für das Pianoforte. Publikacja ta była pomyślana jako przegląd tego specyficznie polskiego gatunku ukazujący jego historyczny rozwój w latach&#13;
1&#13;
&#13;
Rękopis ten znajdował się w tece 11 jeszcze w roku 1936, wspomina go K. Hławiczka,&#13;
zob. s. 42.&#13;
2 Zob. s. 30.&#13;
3 Zob. A. Skrukwa Wykaz tek Oskara Kolberga… (DWOK T. 85/III), s. 282.&#13;
4 Zob. tamże, s. 270.&#13;
&#13;
93&#13;
&#13;
�1790-1850. Planował też wydanie podobnie pomyślanego zbioru polonezów.&#13;
W roku 1884 pisał do Juliana Horoszkiewicza, zbieracza i wydawcy polskich pieśni wojskowych i patriotycznych:&#13;
Polonezów dawnych z akompan[iamentem] fortepianu przez różnych napisanych&#13;
autorów i anonimów posiadam kilkadziesiąt i zbieram ich więcej, by je kiedyś&#13;
sam publikować, jakem to już zrobił z mazurami […]1.&#13;
&#13;
Obecnie w zachowanej spuściźnie Kolberga nie ma druków ani rękopisów mazurków i polonezów polskich kompozytorów, które wydał lub&#13;
zamierzał wydać jako antologie ukazujące stan tych gatunków przed pojawieniem się kompozycji Chopina.&#13;
Teki regionalne i miscellanea o numerach od 1 do 40 powstały za życia&#13;
Kolberga i przynajmniej w części z nich obecna zawartość bliska jest pozostawionej przez autora. W każdej z tek regionalnych (tj. 1–30) znajdują&#13;
się materiały z tytułowego regionu, choć obok nich są tam także zapisy&#13;
pochodzące z innych terenów. W pewnej mierze spowodowane jest to metodą zapisywania folkloru przez Kolberga. Wiele kart z zapisami melodii&#13;
i pieśni, zwłaszcza pochodzącymi z badań prowadzonych przed podjęciem&#13;
programu Ludu, zawiera utwory notowane w kilku miejscowościach leżących czasem w różnych regionach. Mogło to wynikać – jak już wspomniano – z konieczności oszczędzania papieru zabranego na wycieczkę&#13;
przebiegającą przez kilka miejscowości albo z nawiązywania w jednym&#13;
miejscu kontaktów z wykonawcami pochodzącymi z różnych okolic. Niektóre zachowane zapisy prymarne wskazują, że zwłaszcza podczas badań&#13;
prowadzonych w początkowych latach Kolberg notował repertuar spotykanych muzyków kolejno na jednej karcie. Karty takie zapisane obustronnie zawierają niekiedy ponad sto melodii, a nowa nota lokalizacyjna nad&#13;
którąś z kolejnych wskazuje, że zmienił się instrumentalista albo śpiewak.&#13;
Również część tek Miscellanea2 utworzonych przez Kolberga i zachowanych do dziś zawiera rękopisy o treści określonej ich podtytułem, choć&#13;
1 Brulion listu do J. Horoszkiewicza z 29 III 1884 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66),&#13;
s. 137.&#13;
2 Pierwotnie tek Miscellanea było 10, obecnie spośród utworzonych przez Kolberga istnieją teki Miscellanea o numerach 31, 33, 35–40, jednak ich zawartość nie zawsze odpowiada&#13;
pozostawionej przez Kolberga. W brulionie spisu z roku 1883, dołączonym do konceptu testamentu (BN PAU i PAN, sygn. 2183, k.74), odnotowane są także teki o numerach 41 i 42, ale opis&#13;
&#13;
94&#13;
&#13;
�w każdej zauważymy także karty włożone tam raczej przypadkowo1. Dosyć&#13;
jednolity charakter mają manuskrypty z teki 31. Miscellanea z podtytułem Bibliografia, notatki, które w większości powstały zapewne krótko po&#13;
opracowaniu programu Ludu, tj. około roku 1865. Są to wyniki dokładnych i systematycznych kwerend całych roczników czasopism, np. na k.&#13;
1–4 zestawione są wszystkie przydatne dla etnografa artykuły z leszczyńskiego „Przyjaciela Ludu”, wydawanego w latach 1834–1849, na kartach&#13;
następnych znajdują się podobne spisy zawartości roczników wileńskiego „Athenaeum” z lat 1841–1851, poznańskiego „Tygodnika Literackiego”&#13;
z lat 1842–1844 czy znacznie wcześniejszego „Dziennika Wileńskiego” z lat&#13;
1806–1830. Spisy te obejmują zawartość kilkunastu czasopism polskich,&#13;
głównie wydawanych w pierwszej połowie wieku XIX. Na wielu innych&#13;
kartach zanotowane są informacje o drukowanych w różnych czasopismach&#13;
artykułach związanych z określonym regionem lub tematem, tj. zestawione rzeczowo, a nie według źródeł. Razem spisane są np. noty artykułów&#13;
o ludach azjatyckich zamieszkujących Syberię, a także noty zbiorów bajek&#13;
ludowych wydanych w języku niemieckim w latach 1836–1869. Notatki&#13;
z systematycznych kwerend2 dotyczą w większości publikacji sprzed roku&#13;
1865, rzadko odnotowane są artykuły z późniejszych roczników „Kłosów”&#13;
czy „Tygodnika Ilustrowanego”. W sumie jest tam ponad 1800 not bibliograficznych, głównie artykułów z czasopism i prac zbiorowych, rzadziej&#13;
prac zwartych, na temat folkloru i innych dziedzin kultury ludowej, a także&#13;
zawierających opisy podróży, informacje o zabytkach, ryciny strojów ludowych, podania i legendy związane z różnymi miejscowościami. Sądzić więc&#13;
zawartości tek Miscellanea 39–42 i ich numeracja są poprawiana i teki 41 i 42 zostały tam&#13;
ostatecznie skreślone.&#13;
1 Np. w tece 31. po arkuszach z notami bibliograficznymi znajduje się czystopis artykułu&#13;
o rodzinie muzyków francuskich Philidor Danican przeznaczony do Encyklopedii powszechnej, ale tam niedrukowany, zob. w Pismach muzycznych (DWOK T. 62), s. 191–192,&#13;
2 W trakcie poszukiwań bibliograficznych Kolberg korzystał z czasopism, których część&#13;
znajduje się obecnie w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego. Na paru egzemplarzach gazet&#13;
warszawskich i innych czasopism w tej bibliotece zobaczyć można charakterystyczne zakreślenia ołówkiem, takie same, jakie zauważamy w drukach pochodzących z podręcznej biblioteki&#13;
Kolberga lub na fragmentach czasopism przechowywanych w tekach z jego rękopisami. Widoczne są one w egzemplarzach w zbiorach Biblioteki Uniwersyteckiej na marginesach artykułów cytowanych lub odnotowanych w Ludzie. Niekiedy są to nawet notatki, np. obok artykułu&#13;
O. Grudy Ślesin w „Dzienniku Warszawskim” 1851, nr 70, 71, 73–75. Te ostatnie zauważył&#13;
W. Sobisiak, wydawca materiałów Kolberga z Kaliskiego, zob. O. Kolberg Kaliskie i Sieradzkie&#13;
(DWOK T. 46), przypis we wstępie W. Sobisiaka na s. XII.&#13;
&#13;
95&#13;
&#13;
�można, że bezpośrednio po opracowaniu programu Ludu i ogłoszeniu Listu&#13;
otwartego w 1865 r. podjął Kolberg poszukiwania literatury na temat kultury ludowej i wtedy powstała większość notatek mieszczących się w tece 31.&#13;
Miscellanea. Później w kolejnych tomach zamieszczał wyciągi, streszczenia&#13;
i cytaty z artykułów odnotowanych w tym zespole.&#13;
Materiały w większości jednorodne treściowo zawierają także trzy wspominane tu już teki Miscellanea: teka 33 z dłuższym podtytułem Muzykalia,&#13;
odpadki od serii I („Pieśni ludu polskiego”); P[ieśni] żniwiarskie, teka 36.&#13;
z podtytułem Pieśni patriotyczne i szlacheckie i 37. mająca podtytuł Czary.&#13;
Wierzenia. Przysłowia, zdania. Do charakterystyki rękopisów z teki 33.&#13;
trzeba będzie tu jeszcze wrócić, natomiast w dwu pozostałych tekach (tj. 36.&#13;
i 37.) przechowywane są rękopisy umieszczone tam przez Kolberga i odpowiadające w dużej mierze tytułowi. Podobnie w tekach 39. i 40. znajdują&#13;
się nadal materiały dotyczące folkloru Łużyczan i innych narodów Słowian&#13;
zachodnich i południowych a po części także wschodnich. Natomiast rękopisy znajdujące się obecnie w dwu innych tekach Miscellanea nie mają&#13;
wiele wspólnego z wcześniejszą zawartością, tj. manuskryptami dawniej&#13;
złożonymi tam przez Kolberga. Przeciwnie – układem i treścią sprawiają&#13;
wrażenie materiałów zebranych razem raczej przypadkowo. Dotyczy to&#13;
teki 35., której pierwotną zawartość usunął Kopernicki, a także teki 38.,&#13;
której skład najpierw zmienił Kolberg, a później prawdopodobnie osoby&#13;
„porządkujące” jego spuściznę. Obydwie zawierają dziś materiały etnograficzne i folklorystyczne z różnych regionów, w większości w rękopisach&#13;
Kolberga, a zebranie ich razem nie jest uzasadnione ani treścią zapisów, ani&#13;
ich charakterem czy lokalizacją geograficzną.&#13;
Dziełem późniejszych wydawców, archiwistów i innych osób odpowiedzialnych za spuściznę etnografa jest utworzenie tek o numerach 41–51. Powody wydzielenia znajdujących się w nich obecnie rękopisów nie zawsze&#13;
są znane. Teka 41. to rękopis Kolberga, który odnotowany jest z tym numerem i z tytułem Pieśni ludowe religijne w inwentarzu Komisji Etnograficznej w 1934 r., gdzie opatrzony jest notatką „przygotowane do druku”. We&#13;
wcześniejszych spisach Kolberga i innych dokumentach nie ma wzmianek&#13;
o istnieniu takiej pracy autora Ludu. Przekazana była w osobnej kopercie&#13;
w roku 1953 do Archiwum PTL i tam została zapisana jako teka 41 Materiały&#13;
do pracy o śpiewach religijnych ludowych. Również teki Miscellanea o numerach 42 i 43 są wymienione po raz pierwszy dopiero w inwentarzu z roku&#13;
1934, z nich teka 42 jest dosyć przypadkowym zbiorem rękopisów o różnym&#13;
96&#13;
&#13;
�charakterze, a zawartość teki 43 i znajdujące się w niej rękopisy z badań&#13;
terenowych już tu wspominano. Obydwie powstały prawdopodobnie przed&#13;
rokiem 1914, tj. w okresie, gdy teki Kolberga znajdowały się już pod opieka&#13;
Komisji Antropologicznej i korzystały z nich osoby przygotowujące wybrane&#13;
rękopisy do druku lub szukające materiałów do własnych prac.&#13;
Odmienne jest pochodzenie trzech następnych tek o numerach 44–46.&#13;
Rękopisy tam zawarte mają pieczęcie „Archiwum familii Nowina Konopków” i pochodzą ze zbiorów niegdyś przechowywanych w Modlnicy lub&#13;
w Mogilanach. Jak podano wyżej, zostały one nabyte przez Polskie Towarzystwo Ludoznawcze w jednym z antykwariatów warszawskich w roku&#13;
1959. Część z nich to fragmenty rękopisów Kolberga pozostawionych przez&#13;
niego w Modlnicy w 1884 r., ale znaczna część zakupionych manuskryptów nie należała do Kolberga, a do Konopków. Z trzynastu pozyskanych&#13;
wtedy odrębnych rękopisów w archiwum PTL we Wrocławiu utworzono&#13;
trzy nowe teki, kierując się ich treścią, a po części autorstwem i nadano im&#13;
kolejne numery i tytuły: tece 44 tytuł Przysłowia a następnym 45 i 46 –&#13;
Miscellanea.&#13;
Również teka 47 została utworzona w archiwum PTL we Wrocławiu&#13;
z rycin otrzymanych w roku 1953 z krakowskiego Muzeum Etnograficznego w osobnej kopercie, poza tekami, oraz wyjętych z tek później, w latach&#13;
1956–1961 w Pracowni Kolbergowskiej działającej przy Zarządzie Głównym PTL. Dołączono do nich w 2013 r. wspominane już tutaj ryciny odnalezione w papierach J. Gajka. Razem ze szkicami, rysunkami oraz fotografiami&#13;
zachowanymi w tekach regionalnych stanowią one ważną dokumentację&#13;
uzupełniającą opisy strojów, chat, naczyń itd., i są publikowane w nowych&#13;
monografiach regionalnych i w suplementach. Nie jest to jednak kontynuacja zgromadzonej przez Kolberga kolekcji, składającej się m.in. z fotografii&#13;
specjalnie na potrzeby Ludu wykonywanych w Krakowie w firmie W. Rzewuskiego i w Kołomyi u J. Dutkiewicza, a także z rysunków i akwarel, m.in.&#13;
W. Gersona, T. Konopki i T. Rybkowskiego. W wykazie tek z 10 stycznia&#13;
1886 r. na końcu Kolberg odnotował:&#13;
A nadto zbiór fotografij, akwarel, rysunków, szkiców itp., przedstawiających&#13;
przeważnie typy i ubiory włościan, objęty osobnym spisem. Ze zbioru tego korzystano już w pewnej części przy wydawnictwach1.&#13;
1 Wykaz tek rękopiśmiennych sporządzony przez O. Kolberga, Korespondencja… cz. III&#13;
(DWOK T. 66), aneks 12, s. 748.&#13;
&#13;
97&#13;
&#13;
�Wspomniany przez Kolberga „osobny spis” rycin nie zachował się,&#13;
a późniejsze losy kolekcji, opisanej tak skrótowo w przytoczonym wykazie,&#13;
nie są znane. Ta część zbiorów ikonograficznych Kolberga prawdopodobnie&#13;
zaginęła w Warszawie w 1944 r., po powstaniu, lub w Modlnicy. Jej odpryskiem jest kolekcja rysunków i akwarel W. Gersona przechowywana&#13;
obecnie w Muzeum Etnograficznym w Rzeszowie.&#13;
Rękopisy przechowywane dziś w tekach Miscellanea 48, 50 i 51 robią&#13;
wrażenie zespołów utworzonych przypadkowo. Wspomniano już, że jako&#13;
trzy pakunki zostały odnalezione w Instytucie Historii Kultury Materialnej&#13;
PAN w Warszawie prawie dziesięć lat po przekazaniu przez Muzeum Etnograficzne w Krakowie spuścizny rękopiśmiennej Kolberga do tworzonego&#13;
w roku 1953 Instytutu Historii Kultury Materialnej. Odnalezione w pomieszczeniach IHKM na początku roku 1963 r. pakunki zostały przywiezione do&#13;
redakcji Dzieł Kolberga w Poznaniu. W archiwum PTL otrzymały numery&#13;
kolejnych tek i tytuły Miscellanea. Trudno dziś ustalić, w której z tek założonych przez Kolberga znajdowały się dawniej. Np. rękopisy kompozycji&#13;
Kolberga wypełniające dziś znaczną część nowej teki 51 (tam karty 41–232)&#13;
nie były ujęte1 w spisie z 1886 r.&#13;
Stwierdzano już tutaj, że nie odnaleziono w spuściźnie Kolberga wykazów czy indeksów zawartości tek, poza konceptem ostatniej woli z roku&#13;
1883 i spisami dołączonymi w latach 1886 i 1887 do pism kierowanych do&#13;
Akademii Umiejętności i Wydziału Krajowego we Lwowie, a te są bardzo&#13;
skrótowe. Dlatego trudno dziś porównać obecną zawartość tek ze stanem&#13;
zostawionym przez Kolberga oraz bezspornie ustalić wiele faktów z dziejów&#13;
rękopisów pozostawionych przez niego testamentem w roku 1890 do dyspozycji Akademii Umiejętności.&#13;
Za jedyny odkryty w zbiorach Kolberga swoisty katalog dotyczący zapisanych przez niego melodii tańców, ślad warsztatu edytorskiego z lat&#13;
1845–1857, uznać można trzy odrębne rękopisy przechowywane obecnie&#13;
w różnych tekach. Jeden z nich to obszerny czystopis melodii2, znajdujący&#13;
1 W spisie tek dołączonym do konceptu ostatniej woli (rkp. Kolberga, sygn. BN PAU i PAN,&#13;
2183, k. 72) z 7 maja 1883 r. przy tytule teki 40. widnieje notatka „Prywatne (teksta oper itd.)”,&#13;
być może później, po roku 1883, Kolberg własne kompozycje przeniósł do innego zespołu –&#13;
w spisie z roku 1886 nie ma tego podtytułu. Zbiór autografów znajdujący się dziś w tece, której&#13;
nadano w 1963 r. tytuł Miscellanea i numer 51, jest być może fragmentem zbioru własnych&#13;
utworów przechowywanych dawniej przez Kolberga w tece 40.&#13;
2 Rkp. O. Kolberga w Arch. PTL, teka 33, sygn. 1305, k. 1-81; karty tego rękopisu są błędnie&#13;
ponumerowane: k. 1–28 zawierają melodie nieparzyste nr 1535–2606, k. 29–44 melodie parzyste&#13;
&#13;
98&#13;
&#13;
�się w tece 33. Miscellanea, zawierający ponad 3200 zapisów. Melodie te&#13;
skorelowane są z tekstami przyśpiewek zawartych w dwu innych manuskryptach1 i połączonych z tymi melodiami systemem odsyłaczy. Zapisy&#13;
nutowe znajdujące się dziś w tece 33 są kopiami melodii z notatek terenowych. Obejmują one prawdopodobnie znaczną część (być może nawet&#13;
całość) melodii tanecznych zapisanych od początku badań do połowy roku&#13;
1857. Jest to 81 kart grubego papieru nutowego, na których wpisanych jest&#13;
dwukolumnowo 2605 melodii tanecznych w metrum nieparzystym, 591&#13;
w metrum parzystym, ponadto kilkanaście melodii nieliczbowanych z tytulikiem „Kozaki”, ponad trzydzieści określonych jako „Polki” oraz kilkanaście&#13;
innych, też nieliczbowanych. Dla każdej melodii Kolberg przeznaczył dwie&#13;
pięciolinie połączone akoladą i kreskami taktowymi. Wskazuje to na zamiar wpisywania na dolnej pięciolinii akompaniamentu, który został jednak&#13;
opracowany tylko dla niewielkiej części, w sumie mniej niż stu zawartych&#13;
tam melodii. Na początku rękopisu, w obu grupach tańców, nieparzystych&#13;
i parzystych, na górnej pięciolinii Kolberg wpisał kolejno melodie tańców&#13;
(tylko tańców, melodie pieśni opuszczał) wydane w jego pierwszym zbiorze2&#13;
drukowanym w latach 1842–1845, z odsyłaczami do tego druku, następnie&#13;
wpisywał melodie taneczne z różnych regionów, głównie z Królestwa Polskiego, pochodzące z narastających stopniowo zapisów terenowych. Pod&#13;
nutami często widnieją incipity przyśpiewek, niekiedy ograniczone do jednego lub dwu słów. Wszystkie melodie mają noty lokalizacyjne dotyczące&#13;
pojedynczych utworów albo kilku czy kilkunastu następujących kolejno po&#13;
sobie.&#13;
Znaczna część zapisów nutowych zawartych w tym rękopisie połączona&#13;
jest odsyłaczami z dwoma zbiorami tekstów przyśpiewek, przechowywanych dziś w innych tekach. Jeden z nich to znajdujący się w tece 16. Radom.&#13;
Opatów. Sandomierz rękopis pt. Obertasy i mazurki. Zawiera on ponad&#13;
1900 tekstów, w większości jedno- i dwuzwrotkowych przyśpiewek, między&#13;
nr 1–595, k. 45–46 nieliczbowane kozaki i inne tańce (50 melodii), k. 47–81 melodie nieparzyste&#13;
nr 1–1534.&#13;
1 Jeden to Krakowiaki i polki, obecnie w Arch. PTL teka 13, sygn. 1193, k. 1–34, drugi –&#13;
Obertasy i mazury tamże, teka 16, sygn. 1209, k. 1–25.&#13;
2 Tj. w Pieśniach ludu polskiego drukowanych w Poznaniu u Żupańskiego. A. Pawlak we&#13;
wstępie do Pieśni i melodii ludowych… (DWOK T. 67/I), s. XV, pisze mylnie, że w omawianym&#13;
rękopisie z teki 33 na początku wpisane są melodie z Pieśni ludu polskiego wydanych w 1857 r.&#13;
i z tego powodu ocenia jego powstanie na lata 1857–1862.&#13;
&#13;
99&#13;
&#13;
�którymi sporadycznie zapisane są teksty pieśni. Przyśpiewki te pochodzą&#13;
z własnych badań Kolberga, prowadzonych głównie w regionach leżących&#13;
w Królestwie Polskim. Wiele z nich ma zwrotne odsyłacze do melodii znajdujących się w zbiorze nut z teki 33. Drugi rękopis to teksty pt. Krakowiaki i polki, dziś przechowywany w tece 13. Kraków. Wpisanych jest&#13;
tam ponad 2900 przyśpiewek, również jedno lub dwuzwrotkowych i tak&#13;
jak teksty w Obertasach połączonych zwrotnymi odsyłaczami z melodiami&#13;
z teki 33. Większość przyśpiewek w tym rękopisie jest przepisana przez&#13;
Kolberga z kilku zbiorów pieśni innych wydawców z lat 1833–1856, a blisko 750 wpisanych na końcu pochodzi z jego własnych badań terenowych.&#13;
Ostatnie z nich (w sumie 157 tekstów) mają noty lokalizacyjne: „Zakopane,&#13;
Hamry”, „Czorsztyn”, „Szczawnica” i „Mogilany”. Te nazwy miejscowości&#13;
mogą wskazywać, że ostatnie przyśpiewki w rękopisie Krakowiaki i polki&#13;
wpisał Kolberg po swej wycieczce w roku 1857 do Zakopanego i okolic.&#13;
Były to jego pierwsze badania terenowe na Podhalu i prowadził je w tych&#13;
właśnie miejscowościach. Natomiast zanotowanych wtedy melodii już nie&#13;
włączył do rękopisu z teki 33. Miscellanea – nie ma tam zapisów z Podhala&#13;
i Tatr, co być może znaczy, że uzupełnianie w nim melodii zakończył przed&#13;
pobytem w Zakopanem w roku 1857.&#13;
Trzy rękopisy tu scharakteryzowane stanowiły prawdopodobnie – jak&#13;
już zaznaczono – rodzaj katalogu czy kartoteki służącej do wyszukiwania&#13;
potrzebnych melodii tańców, a następnie odpowiadających im przyśpiewek.&#13;
Tworzenie omawianego zespołu Kolberg rozpoczął po zredagowaniu zbioru&#13;
Pieśni ludu polskiego drukowanego w latach 1842–1845 w Poznaniu albo&#13;
nawet dopiero po jego wydaniu, a „zamknął” jako uzupełniany na bieżąco&#13;
rękopis prawdopodobnie w połowie roku 1857, po kolejnej zmianie programu wydawniczego. Przedtem mógł mu służyć jako pomoc we wstępnym&#13;
wyborze materiałów do różnie sprofilowanych gatunkowo i tematycznie&#13;
zbiorów tańców z przyśpiewkami i melodii instrumentalnych. Zgromadzone tam zapisy nutowe łatwiej było przeglądać i wybrane melodie odszukać potem w rękopisach terenowych, aby włączyć je do przygotowywanej&#13;
publikacji. Wskazówką służącą do wyszukiwania i identyfikacji melodii&#13;
w prymarnych zapisach ze słuchu były noty lokalizacyjne. Prawdopodobnie już wtedy, tj. przed rokiem 1857, założył Kolberg część przynajmniej&#13;
tek regionalnych, w których przechowywał narastające zapisy terenowe.&#13;
Po podjęciu pracy nad regionalnymi zbiorami pieśni i tańców, a tym bardziej po stworzeniu programu Ludu, gdy nadrzędnym kryterium wyboru&#13;
100&#13;
&#13;
�do druku stało się pochodzenie geograficzne materiałów, te trzy rękopisy&#13;
przestały służyć jako swoisty indeks zapisanych w terenie melodii tańców.&#13;
Później, już tylko niekiedy wpisywał Kolberg przy zapisach nutowych i tekstach przyśpiewek odsyłacze z tytułem lub numerem tomu Ludu, w którym&#13;
zostały opublikowane.&#13;
*&#13;
Cała zachowana spuścizna Oskara Kolberga, drukowana i rękopiśmienna, została opublikowana w 84 tomach jego Dzieł wszystkich. Pierwsza&#13;
część Dzieł (tomy 1-36) to reedycja fotooffsetowa monografii regionalnych,&#13;
tj. Ludu i Obrazów etnograficznych wydanych w latach 1857–1890, obok&#13;
których znalazły się wydane poza tymi cyklami Chełmskie i Przemyskie&#13;
oraz Wołyń, jedno z opracowań późniejszych wydrukowane w roku 1907&#13;
na podstawie rękopisów Kolberga. W drugiej części Dzieł w tomach 37–69&#13;
opublikowano zgromadzone przez niego i zachowane w rękopisach źródła folklorystyczne i etnograficzne oraz artykuły i inne drukowane jego&#13;
prace, materiały i utwory o bardzo zróżnicowanym charakterze, tj. kompozycje, artykuły z zakresu historii i teorii muzyki oraz korespondencję.&#13;
Najobszerniejsza w tej części edycji jest bogata dokumentacja kultury ludowej, co najmniej dorównująca wartością, znaczeniem i objętością tomom&#13;
wydanych przez Kolberga w XIX w. Ostatnie tomy 70–84 to suplementy&#13;
i komentarze źródłowe do monografii opracowanych przez Kolberga. Trzyczęściowy tom Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło zamyka Dzieła wszystkie.&#13;
Warto jeszcze na zakończenie przypomnieć najważniejsze zasady edycji&#13;
Dzieł wszystkich Kolberga. Dla wydawców spuścizny autora Ludu podstawowe było założenie, że źródła przez niego zebrane powinny być przygotowane do druku zgodnie z jego koncepcją monografii regionalnej, do&#13;
której były ostatecznie przeznaczone, tzn. w takim układzie treści, jaki dla&#13;
niej przyjął on w tomach Ludu i Obrazów etnograficznych. Kontynuacja&#13;
Kolbergowskiego modelu monografii uznana została za zabieg celowy już&#13;
na początku edycji Dzieł wszystkich przez Józefa Bursztę, ich redaktora&#13;
od jesieni 1961 do lata roku 1987. Zdanie to podzielał Komitet Redakcyjny&#13;
kierowany w latach 1962–1976 przez Juliana Krzyżanowskiego, w latach&#13;
1976–2010 przez Gerarda Labudę, a później przez Aleksandra Posern-Zielińskiego. Założenie to realizował zorganizowany przez Józefa Bursztę&#13;
w latach 1962–1963 niewielki zespół stałych pracowników Redakcji Dzieł&#13;
101&#13;
&#13;
�Wszystkich Oskara Kolberga, przekształconej w roku 1997 w Instytut im.&#13;
Oskara Kolberga. Z upływem czasu zespół ten nieco się zmieniał, jednak&#13;
zawsze pozostawał zbyt szczupły w stosunku do zadań, jakie trzeba było&#13;
wykonać.&#13;
Równie istotna była zasada, że różne typy źródeł zgromadzonych przez&#13;
Kolberga w czasie badań terenowych, przekazanych mu przez współpracowników, a także pochodzących z jego kwerend w drukach XIX-wiecznych&#13;
i wcześniejszych powinny zostać potraktowane w edycji Dzieł wszystkich&#13;
równorzędnie, zgodnie z założeniami i praktyką autora Ludu. Do druku&#13;
przeznaczono więc wszystkie materiały etnograficzne i folklorystyczne zachowane w archiwum Kolberga, bez ich wartościowania czy selekcjonowania, niezależnie od autorstwa, charakteru czy stopnia opracowania. On sam&#13;
mógł przed zakończeniem prac nad monografią uzupełnić i weryfikować&#13;
swe notatki, powtarzając badania lub odwołując się do współpracowników i literatury, mógł także dokonywać ich selekcji, wybierając pewne&#13;
materiały do opublikowania, a zostawiając inne niedrukowane w archiwum. Współcześni wydawcy możliwości takich nie mieli, miedzy innymi&#13;
dlatego, że Kolberg nie pozostawił w tym zakresie żadnych wskazówek.&#13;
Ostateczny kształt przygotowanych przez nich monografii może więc być&#13;
nieco inny od tego, jaki oddałby do druku on sam. Zawartość nowych tomów jest jednak uwarunkowana zwłaszcza stanem zachowania rękopisów&#13;
Kolberga, a u podstaw edycji jego spuścizny leży przede wszystkim przekonanie, że zgromadzone przez niego i do dziś zachowane materiały folklorystyczne i etnograficzne są niepowtarzalnymi źródłami do dziejów kultury&#13;
ludowej, które powinny być opublikowane w całości, ponieważ nie można&#13;
ich niczym zastąpić.&#13;
&#13;
�Elżbieta Millerowa&#13;
&#13;
Kalendarium podróży Oskara Kolberga&#13;
&#13;
W ciągu półwiecza swojej działalności Kolberg nie prowadził systematycznie diariusza podróży badawczych. Nie zachowały się też w jego&#13;
archiwum rękopiśmiennym regularne notatki dotyczące kontaktów z regionalistami, współpracownikami i życzliwymi mu osobami, które gościły&#13;
go w swoich dworach i miejskich domach w trakcie wypraw terenowych&#13;
podejmowanych w latach 1839–1885. Informacje o podróżach rozproszone&#13;
są w zachowanych rękopisach i drukowanych tomach autora Ludu, a próba&#13;
pełnej rekonstrukcji jego wędrówek etnograficznych, nawet w zakresie podstawowym, tj. dat rocznych, odwiedzanych miejscowości i kontaktów, osób&#13;
gospodarzy i współpracowników oraz konkretnych zbiorów wiążących się&#13;
z tymi eksploracjami, napotyka na zasadnicze trudności. Powodują je nie&#13;
tylko luki w faktografii, ale także częsta ogólnikowość informacji i liczne&#13;
sprzeczności danych z różnych źródeł, co stwarza dylematy, które komplikują, niekiedy wręcz uniemożliwiają jednoznaczne ustalenie faktów, pewne&#13;
i prawidłowe wnioski co do miejsc pobytu, trasy podróży, a nawet jej czasu.&#13;
Tak więc zastrzeżenie podstawowe dotyczy nie tylko kompletności i jednoznaczności, ale i wiarygodności przekazów dokumentujących wyprawy&#13;
Kolberga. Z pewnością przedstawiany tu wykaz nie obejmuje wszystkich&#13;
podróży badacza, niektóre w rzeczywistości mogły przebiegać inaczej, zaś&#13;
jeszcze inne nie zawsze musiały być poświęcone badaniom etnograficznym.&#13;
Analiza zachowanych źródeł umożliwiła zbudowanie kalendarium, które&#13;
opiera się wprawdzie na całej dostępnej dokumentacji, z odnotowaniem zawartych w niej danych także sprzecznych lub wątpliwych, ale nie rozstrzyga wszystkich problemów dotyczących chronologii, kierunków i etapów&#13;
poszczególnych podróży. Z konieczności pozostało więc ograniczenie się do&#13;
rzetelnej prezentacji zachowanego materiału źródłowego i ewentualnych&#13;
wniosków z niego wynikających, często jedynie hipotetycznych.&#13;
Opracowując kalendarium, wykorzystano wyniki wieloletnich kwerend&#13;
dokonywanych w trakcie prac redakcyjnych i edytorskich nad materiałami&#13;
103&#13;
&#13;
�Kolberga i obejmujących cały zachowany zasób rękopiśmienny i publikowany. Uwzględniono także literaturę przedmiotu, XIX-wieczną prasę, publikacje wspomnieniowe i pamiętnikarskie, rozpoznane jako przydatne do&#13;
przygotowania biografii Oskara Kolberga. W sumie opracowanie stanowi rezultat wieloletnich analiz i badań nad jego życiem, działalnością i spuścizną.&#13;
Jedynym i najpełniejszym dokumentem sporządzonym przez Kolberga&#13;
jako wykaz odbytych podróży jest brulionowy szkic, z lapidarnie ujętymi&#13;
informacjami o miejscowościach i czasami związanymi z nimi osobach odwiedzanych w poszczególnych latach, począwszy od roku 1836 do 1885.&#13;
Powstał pod koniec życia: w rękopisie widnieją na końcu wykazu lata 1886,&#13;
1887 i 1888 niewypełnione danymi, co zgodne jest z faktem, że nie odbył&#13;
już wtedy dłuższych podróży. Najprawdopodobniej spis ten sporządzony&#13;
został około 1889 roku na prośbę Izydora Kopernickiego, który z okazji&#13;
jubileuszu 50-lecia pracy naukowo-badawczej Kolberga przygotowywał&#13;
biografię jubilata. W rękopisie wykazu widoczne są wahania i poprawki,&#13;
informacje podane zostały wyraźnie skrótowo, są często niepełne i jak się&#13;
wydaje, nie zostały ponownie zweryfikowane. Brulion ten ma charakter roboczego zestawienia ewidencyjnego dla celów własnych; nie stanowi próby&#13;
usystematyzowania danych do publikacji. Spis tego rodzaju, sporządzany&#13;
po latach, kiedy daty i miejsca mogły się już zatrzeć w pamięci, zawiera też&#13;
niedokładności i błędy, co powoduje wspomniane komplikacje i wątpliwości co do chronologii, dat i kierunków wędrówek.&#13;
Omawiany wykaz, zwany dalej itinerarium (rkp. BN PAU i PAN, sygn.&#13;
2183, k. 69, opublikowany w części III Korespondencji Oskara Kolberga,&#13;
DWOK T. 66, s. 704–706 aneks 1), jako zestawienie własne Kolberga dotyczące podróży z lat 1836–1885, cytowany jest pod każdą datą roczną, przy&#13;
czym niejednokrotnie przywoływany jest pierwszoplanowo jako jedyny lub&#13;
najpełniejszy, choć niekoniecznie precyzyjny przekaz świadczący o odbytej&#13;
wyprawie. Odsyłając do tego źródła, nie podaje się każdorazowo sygnatury&#13;
i karty rękopisu (jest jedna).&#13;
W zebranej dokumentacji wykorzystane zostały także inne zachowane&#13;
świadectwa, tj.:&#13;
– rkp. Kolberga Szkic autobiografii obejmujący okres do 1861 roku (BN&#13;
PAU i PAN, sygn. 2183, k. 68);&#13;
– rkp. Kolberga pt. Notatnik zawierający rachunki osobistych wydatków Oskara Kolberga za lata 1859–1869 (BN PAU i PAN, sygn. 3210,&#13;
k.1– 24), w którym znalazły się m.in. informacje o podróżach i ich kosztach,&#13;
104&#13;
&#13;
�zapisywane jednak z różnym stopniem szczegółowości – dalej w odesłaniach do tego manuskryptu podaje się jego sygnaturę i kartę;&#13;
– korespondencja z rodziną, przyjaciółmi, mecenasami itd., w której temat wypraw Kolberga przewija się w różnym kontekście i formie, od lakonicznych wzmianek do obszerniejszych opisów i relacji (Korespondencja&#13;
Oskara Kolberga, cz. I–III, DWOK T. 64–66);&#13;
– informacje podawane przez Kolberga we wstępach do tomów Ludu&#13;
i Obrazów etnograficznych, w których niekiedy wymienia on lata badań,&#13;
najważniejsze dla swoich eksploracji i zbiorów miejscowości pobytu i prac&#13;
terenowych, współpracujące z nim osoby;&#13;
– sprawozdania z podróży bądź opracowane przez Kolberga dla Akademii Umiejętności, która poza finansowaniem jego wydawnictwa w niektórych latach przyznawała specjalne fundusze na wyprawy badawcze (zob.&#13;
np. rok 1875), bądź publikowane w formie korespondencji prasowych z odwiedzanych miejscowości czy krajów (zob. np. rok 1857);&#13;
– dokumenty poświadczające urlopy Kolberga, paszporty podróżne,&#13;
określające cel i kierunek wypraw, z potwierdzeniem miejsca i daty wyjazdu, pobytu i powrotu do Warszawy, zachowane w tece z papierami osobistymi Kolberga (BN PAU i PAN, sygn. 2183);&#13;
– luźne i rozproszone notatki Kolberga, drukowane i rękopiśmienne,&#13;
w których okazjonalnie wymienia niekiedy daty i miejsca przez siebie odwiedzane;&#13;
– materiały do biografii Kolberga zebrane przez Izydora Kopernickiego, przyjaciela, świadka pracy autora Ludu w latach krakowskich, wykonawcy jego testamentu i pierwszego biografa, tj.: rękopiśmienne notatki&#13;
tego autora, dotyczące podróży Kolberga (BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 68)&#13;
oraz opracowana przez niego biografia Kolberga, opublikowana jako studium wstępne do tomu Przemyskie wydanego po śmierci przyjaciela w 1891&#13;
roku (Przedmowa wydawcy, w: O. Kolberg Przemyskie, DWOK T. 35,&#13;
s. V–XX).&#13;
Notatki swe sporządził Kopernicki jako uzupełnienie rękopiśmiennego&#13;
Szkicu autobiografii Kolberga, obejmującego okres do roku 1861 (zamieścił&#13;
je na tej samej karcie manuskryptu). Powstały zapewne w oparciu o wspólne z Kolbergiem ustalenia, choć są fragmentaryczne, zawierają skomasowane daty roczne podróży w poszczególne regiony bądź do konkretnych&#13;
miejscowości Rzeczypospolitej od 1842 do 1870 roku. Nie obejmują jednak&#13;
wszystkich lat z tego okresu.&#13;
105&#13;
&#13;
�Z kolei w ramach drukowanej Przedmowy wydawcy Kopernicki zamieścił (na s. IX, X i XI) sumaryczny spis podróży Kolberga do poszczególnych regionów (bez podawania miejscowości i goszczących Kolberga&#13;
osób) uporządkowany chronologicznie (daty roczne). Dane zawarte w obu&#13;
opracowaniach Kopernickiego po części potwierdzają informacje podane&#13;
przez Kolberga w itinerarium i w pozostałych źródłach, inne dopełniają&#13;
je, jeszcze inne są jednak odmienne bądź z nimi sprzeczne i podważające&#13;
materiał Kolberga. Niezależnie od tego wszystkie zostały przytoczone w kalendarium, gdyż nie zawsze mamy pewność, które informacje są prawdziwe&#13;
i wiarygodne.&#13;
Dalej przy opisie poszczególnych podróży nie przywołuje się każdorazowo sygnatury i karty notatek Kopernickiego z rękopisu (jedna karta),&#13;
natomiast odesłania do napisanej przez niego biografii Kolberga podaje się&#13;
w formie skróconej do tytułu i strony.&#13;
W kalendarium przywołano także odnalezione świadectwa spoza archiwum badacza, takie jak np. notatka prasowa o pobycie Kolberga w Mazewie&#13;
w Łęczyckiem w lipcu 1860 roku lub wzmianka w liście Felicjana Faleńskiego do Karola Estreichera o wyjeździe Kolberga do Krakowa w sierpniu&#13;
1871 roku czy wspomnienie Lucjana Siemieńskiego o spotkaniu Kolberga&#13;
w Tatrach i Pieninach w 1857 roku.&#13;
Można uznać, choć jedynie w pewnym przybliżeniu, że poszczególne&#13;
świadectwa różnią się stopniem wiarygodności. Największą posiada zapewne Notatnik z rachunkami obejmujący jednak tylko jedenaście lat&#13;
(1859–1869) i korespondencja, prowadzona także na bieżąco, sprawozdania&#13;
składane Akademii Umiejętności (np. z podróży w 1875 roku), doniesienia&#13;
i korespondencje prasowe oraz potwierdzenia pobytu odnotowane w paszportach. Przekazy podawane po latach dzielących je od dawnych podróży,&#13;
np. we wstępach do poszczególnych tomów wydawanych niekiedy dużo&#13;
później niż pozyskanie zbiorów z wypraw terenowych Kolberga, nie pokrywają się niekiedy z innymi danymi źródłowymi.&#13;
Zakres i charakter dokumentacji źródłowej dla podróży odbytych w poszczególnych latach jest bardzo zróżnicowany. Niektóre wyprawy poświadczane są jedynie lakonicznymi informacjami z itinerarium, inne również&#13;
pojedynczymi przekazami spoza tego rękopisu Kolberga, jeszcze inne mają&#13;
bogatsze potwierdzenie i opis w zachowanych źródłach. Nie zawsze wiadomo, czy wymieniana miejscowość (np. w sformułowaniu: „na Kielce”)&#13;
oznaczała jedynie kierunek podróży czy miejsce pobytu, czy stanowiła&#13;
106&#13;
&#13;
�stację pośrednią w drodze, gdzie następowała tylko przesiadka lub zmiana&#13;
rodzaju transportu z pociągu na konie przysłane przez zapraszającego Kolberga właściciela dworu, czy też była stacją docelową, w której badacz się&#13;
zatrzymał i prowadził badania. Niejednokrotnie nie znamy też okoliczności&#13;
podróży Kolberga, jej ram czasowych i tras, związanych z nią kontaktów,&#13;
konkretnych stacji badawczych, warunków pobytu itd.&#13;
Nierównomiernie zasobna jest też dokumentacja zawarta w korespondencji. Znacznie uboższe informacje o wędrówkach Kolberga przynoszą&#13;
listy z lat warszawskich, tj. do roku 1871, i to nie tylko dlatego, że zachowało się ich o wiele mniej niż z lat późniejszych, tj. z okresu pobytu w Modlnicy i w Krakowie, gdyż po części zostały zniszczone w czasie wojny.&#13;
W dużej mierze o oszczędnym informowaniu Kolberga o swoich podróżach lub wręcz o ich przemilczaniu w listach i notatkach osobistych, pisanych w Warszawie decydowała sytuacja polityczna w zaborze rosyjskim.&#13;
Szczególnie nasilone w Królestwie Polskim restrykcje policyjne zaborców,&#13;
podejrzliwość i inwigilacja władz, kontrolowanie korespondencji, zwalczanie wszelkich propolskich działań wymuszały autocenzurę i krępowały&#13;
swobodę wypowiedzi. Niektórzy współpracownicy i gospodarze goszczący&#13;
Kolberga woleli zapewne pozostać anonimowymi, a może i rezygnowali&#13;
z listów lub szyfrowali ich treści z obawy przed prześladowaniami za udział&#13;
w walkach czy akcjach niepodległościowych, pomoc powstańcom itd. Niekiedy współpracownicy Kolberga wręcz prosili w listach o nieujawnianie&#13;
ich nazwisk w drukowanych przez niego tomach i niesygnowanie imienne&#13;
pozyskanych od nich a publikowanych tam materiałów. Sytuacja ta skłaniała także do częstej praktyki przekazywania korespondencji przez zaufanych&#13;
pośredników, nie pocztą, lub ograniczała wymianę listów Kolberga z mieszkańcami Królestwa Polskiego. Dużo pełniejszą dokumentację podróży&#13;
Kolberga przynosi natomiast jego korespondencja z czasów krakowskich,&#13;
za autonomii Galicji, której mieszkańcy cieszyli się po 1867 roku znacznie&#13;
większymi swobodami obywatelskimi niż Polacy w zaborze rosyjskim.&#13;
Kalendarium jest więc wykazem pełnym w takim zakresie, jaki umożliwiły zachowane źródła rękopiśmienne i drukowane, którymi dziś dysponujemy, nie jest natomiast opracowaniem wyczerpującym, jeśli chodzi o faktograficzny obraz podróży Kolberga. Ma charakter porządkujący&#13;
i pomocniczy jako załącznik do biografii badacza, podobnie jak bibliografia jego prac i wykaz materiałów rękopiśmiennych. Jest jedynie rodzajem podręcznego przewodnika, który orientuje w przedsięwzięciach&#13;
107&#13;
&#13;
�peregrynacyjnych Kolberga, ich skali i zasięgu na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej.&#13;
Warto tu przypomnieć, że omówienie podróży badawczych Kolberga i pozyskanych w ich trakcie materiałów przedstawiają w ujęciu&#13;
regionalnym wstępy do wydawanych po raz pierwszy w Dziełach wszystkich nowych monografii regionalnych oraz do suplementów dopełniających tomy opublikowane za życia Kolberga, tj. odpowiednio do tomów&#13;
39–59 i 70–84 DWOK.&#13;
W kalendarium nie uwzględniono miejscowości, które w rękopisach&#13;
terenowych i w drukowanych tomach lokalizują zapisane teksty i melodie&#13;
Kolberga, gdyż ze względu na jego metodę rejestracji folkloru takie noty&#13;
lokalizacyjne nie muszą oznaczać miejsca pobytu Kolberga. Dokumentował on folklor przy każdej nadarzającej się okazji, także poza miejscem&#13;
jego pochodzenia i funkcjonowania, zatem noty takie nie wskazują jednoznacznie, że zapisy wykonane zostały w czasie bezpośredniego kontaktu&#13;
z informatorem w odwiedzanej przez Kolberga miejscowości. Daty występują zaś w zapisach terenowych Kolberga niezwykle rzadko, a materiały datowane w druku (np. niektóre opisy wesela) nie muszą oznaczać&#13;
bytności Kolberga w danej miejscowości, a np. czas pozyskania ich od&#13;
współpracownika.&#13;
Nie objaśnia się tutaj wymienionych przez Kolberga w cytowanym itinerarium postaci przyjmujących go gospodarzy, właścicieli dworów i innych&#13;
osób. Informacje o nich zawiera korespondencja Kolberga, wspomniane&#13;
wyżej wstępy do nowych monografii regionalnych i do tomów suplementowych, a także część I – biograficzna – tego opracowania (tj. T. 85/I). Indeks&#13;
osób do trzech części pracy Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło znajdzie&#13;
czytelnik w tym woluminie (tj. T. 85/III).&#13;
Orientację w geograficznym usytuowaniu poszczególnych miejscowości,&#13;
z określeniem ich ówczesnej przynależności administracyjnej na podstawie&#13;
Słownika geograficznego Królestwa Polskiego… (T. 1–15 Warszawa 1880–&#13;
1902), umożliwi z kolei indeks geograficzny zamieszczony także w tym woluminie (tj. T. 85/III) .&#13;
Cytując Notatnik zawierający rachunki… , pomija się w kalendarium&#13;
kwoty wydatków wyszczególnianie przez Kolberga w rękopisie i dla większej przejrzystości potrzebnych tu informacji o trasach podróży nie zaznacza&#13;
tego pominięcia trzykropkiem w klamrze. Pełne zapisy z tego manuskryptu razem z kwotami cytowane są we wstępach do odpowiednich tomów&#13;
108&#13;
&#13;
�suplementowych, przynosząc ciekawe informacje o kosztach i realiach podróży, a także o okolicznościach badań terenowych, takich jak np. opłaty&#13;
dla wykonawców za śpiewanie i granie.&#13;
1829 Podróż z rodzicami do Mariańskich Łaźni (wówczas Marienbad)&#13;
przez Wrocław i Pragę (trzydniowy pobyt), powrót do Warszawy&#13;
przez Drezno i Berlin.&#13;
Informację o tej wyprawie oraz o bytności w operze berlińskiej&#13;
w drodze powrotnej „na (Drezno i Berlin) z Marienbadu, dokąd pojechaliśmy wprzódy na Wrocław i Pragę”, podał Kolberg w swoich&#13;
notatkach dotyczących biografii Fryderyka Chopina wydanej przez&#13;
Maurycego Karasowskiego w 1882 roku (zob. Uwagi O. Kolberga&#13;
odnoszące się do książki M. Karasowskiego… , w: O. Kolberg Pisma&#13;
muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 473). Inne szczegóły znamy z listu&#13;
Kolberga z 22 IX 1880 r. do redakcji czeskiego „Světozora”, gdzie&#13;
wspomniał trzydniowy pobyt w Pradze i inne miejscowości na&#13;
trasie swojej podróży z 1829 roku: „Kralovyhrad, Podiebrad, Cheb,&#13;
Pilzno, Karlsbad, Saatz, Bilin i Teplice” (zob. brulion tego listu, Korespondencja… cz. II, DWOK T. 65, s. 407). Podróż do Czech i pobyt&#13;
z rodzicami w Marienbadzie w 1829 roku wymienił także w notatce&#13;
zamieszczonej w brulionie listu do Ludwika Jenikego z 31 I 1881 r.&#13;
(zob. tamże, s. 462).&#13;
1834 (lub 1835) – 1836 – Pobyt w Berlinie prawdopodobnie od końca 1834&#13;
lub początku 1835 roku, do końca 1836 roku; w tym czasie kursy&#13;
księgowości w akademii handlowej i studia muzyczne kompozycji&#13;
u Carla Friedricha Girschnera i Carla Friedricha Rungenhagena.&#13;
Dokładna data wyjazdu do Berlina nie jest znana, powrót do&#13;
Warszawy w drugiej połowie lub pod koniec listopada 1836 roku&#13;
ustalić można na podstawie daty pisma z 30 XI 1836 r. skierowanego&#13;
do Kolberga w sprawie zwolnienia go od poboru do wojska (BN PAU&#13;
i PAN, sygn. 2185/3, k. 74) i świadectwa umiejętności muzycznych&#13;
wystawionego Kolbergowi przez Józefa Elsnera 14 XII 1836 roku&#13;
w Warszawie po odbytym u niego egzaminie (BN PAU i PAN, sygn.&#13;
2183, k. 37).&#13;
W itinerarium do roku 1836 przypisał Kolberg podróż „do Homla, Mińska, Wilna, Mitawy, Rygi, Windawy i powrót [przez] Wilno,&#13;
109&#13;
&#13;
�Białystok”, ale w świetle innych dokumentów informacja ta jest&#13;
błędna (zob. rok 1837).&#13;
1837 Pobyt w Mitawie (dziś Jełgawa) na Łotwie, gdzie pracował jako&#13;
nauczyciel muzyki, zapewne przez blisko rok, następnie powrót do&#13;
Warszawy przez Homel.&#13;
W itinerarium pod rokiem 1837 Kolberg zapisał tylko: „Białystok (Michałowscy, Daszkiewicze)”. Tamże odnotował jako odbytą&#13;
w 1836 roku podróż „do Homla, Mińska, Wilna, Mitawy, Rygi, Windawy, powrót [przez] Wilno, Białystok”, ale notatka ta jest sprzeczna&#13;
z innymi dokumentami. Może dotyczyć tylko 1837 roku, lecz została&#13;
mylnie przypisana do roku wcześniejszego (zob. też rok 1836).&#13;
W Szkicu autobiografii Kolberg zanotował : „Rok 1837 przebyłem na wsi jako nauczyciel muzyki prywatny” (rkp. BN PAU i PAN,&#13;
sygn. 2183, k. 68), a Mitawę (dziś Jełgawa) jako miejsce pracy wskazuje świadectwo Karoliny de Kreutz wystawione 18 I 1838 roku&#13;
(zob. Korespondencja… cz. III, DWOK T. 66, s. 707-708, aneks 2),&#13;
w którym potwierdza ona roczny pobyt Kolberga w jej domu, nie&#13;
podając jednak dokładnych dat. Pobyt w Homlu w końcu 1837 roku&#13;
poświadcza adresowany do tej miejscowości list Wilhelma Kolberga do brata z 10 XII 1837 r. (Korespondencja… cz. I, DWOK T. 64,&#13;
s. 1–3). Miejscowości wymienione przez Kolberga w itinerarium pod&#13;
rokiem 1836 i notatka o pobycie w Białymstoku w 1837 roku wskazują więc zapewne trasę podróży na przełomie lat 1836–1837 oraz&#13;
powrotu do Warszawy w końcu roku 1837.&#13;
1838 Według itinerarium: „Do Tretek (do Czajkowskich)”.&#13;
1839 Według itinerarium: „Do Tretek (do Czajkowskich)”. Notatki biograficzne Kolberga wskazują także na okolice Warszawy, Czerniaków&#13;
i Wilanów.&#13;
Ze Szkicu autobiografii wynika, że w roku 1839 Kolberg zaczął&#13;
notować melodie ludowe w okolicach Warszawy: „[…] słyszane oryginalne odgłosy piszczałek, skrzypeczek i katarynek poza miastem&#13;
(w Czerniakowie, Wilanowie itd.) skłoniły mnie do poszukiwań&#13;
w tym kierunku. Pierwszy połów na większe rozmiary dokonany&#13;
w r. 1839 w Wilanowie dał mi już spory zasób ciekawych motywów&#13;
110&#13;
&#13;
�i popchnął do dalszych poszukiwań na tym polu” (rkp. BN PAU&#13;
i PAN, sygn. 2183, k. 68).&#13;
1840 Według itinerarium: „W okolice Warszawy, do Tretek”.&#13;
1841 Według itinerarium: „Pieszo do Czerska (z Konopką), do Tretek; do&#13;
Berlina, Lipska, Pragi (na Marienbad).” Prawdopodobnie tego roku&#13;
Kolberg był po raz pierwszy w Poznaniu, wracając z Mariańskich&#13;
Łaźni przez Pragę i Berlin lub w drodze do Czech.&#13;
Wędrówkę do Czerska wspomina badacz także w Szkicu autobiografii (rkp. sygn. Bibl. PAU i PAN 2183, k. 68) oraz w swoim&#13;
wstępie do części I Mazowsza (DWOK T. 24, s. XI), gdzie podaje&#13;
informację, że była to czterodniowa wyprawa w okresie Zielonych&#13;
Świąt, odbyta wspólnie z Józefem Konopką, Walentym Zakrzewskim&#13;
i Emilianem Jenikem. Informację o drugim, równie krótkim pobycie w Pradze znajdujemy w przytoczonym wyżej liście do redakcji&#13;
„Světozora” z 22 IX 1880 r. (por. wyżej, rok 1829), jednak tam nie&#13;
została podana trasa podróży wskazana w itinerarium. Wzmiankę&#13;
o bytności w 1841 i wcześniej w 1829 roku „w Czechach (w Marienbadzie z rodzicami”) Kolberg podał także w notatce zamieszczonej w&#13;
brulionie listu do Ludwika Jenikego z 31 I 1881 r. (Korespondencja…&#13;
cz. II, DWOK T. 65, s. 462). Tu omyłkowo połączył z datą 1841 oboje&#13;
rodziców; zapewne wówczas podróżował tylko z matką, gdyż ojciec&#13;
wówczas już nie żył (zmarł w 1831 roku.)&#13;
W niedatowanym brulionie listu do Antoniego Woykowskiego&#13;
Kolberg wspomina swoją wcześniejszą bytność w Poznaniu, która&#13;
przypadła zapewne na rok 1841. Brulion tego listu mógł być pisany&#13;
w pierwszej połowie roku 1842, między początkiem tego roku, a 28&#13;
czerwca. Na pierwszą datę graniczną wskazuje znajdujące się w nim&#13;
wspomnienie publikacji „pieśni ostatnich” Woykowskiego, którą&#13;
Kolberg miał już w ręku – jak wyraźnie pisze –wymieniając zawarty w niej utwór Do gwiazdy (Korespondencja… cz. I, DWOK T. 64,&#13;
s. 5). Pieśń ta z tekstem Edmunda Wasilewskiego ukazała się jako nr&#13;
1 w liczącym trzy utwory zeszycie II zbiorku Piosnki polskie z towarzyszeniem fortepianu, wydanym przez Woykowskiego na początku 1842 roku (nr 2 i 3 to Marzenie Stefana Witwickiego oraz&#13;
Pieśń gminna Wincentego Pola). Recenzję wydania tego zeszytu&#13;
111&#13;
&#13;
�zamieścił Marceli A. Szulc w „Gazecie Wielkiego Księstwa Poznańskiego”, w nr. 37 z 14 lutego 1842 roku (opatrując tekst datą: 8 lutego). Ponieważ 28 czerwca 1842 roku Kolberg podpisał w Poznaniu&#13;
umowę wydawniczą z Janem Konstantym Żupańskim na druk Pieśni ludu polskiego (zob. Korespondencja… cz. III, DWOK T. 66,&#13;
s. 708–710, aneks 3), list do Woykowskiego musiał być napisany&#13;
w 1842 roku, przed tą datą, nie zaś – jak podano w części I Korespondencji (DWOK T. 64, w metryce listu, na s. 6) – w roku 1840&#13;
lub 1841. Wzmianka w brulionie do Woykowskiego o wcześniejszej&#13;
bytności Kolberga w Poznaniu odnosi się więc zapewne do roku&#13;
1841, kiedy to odwiedził miasto po raz pierwszy w drodze do Mariańskich Łaźni przez Berlin i Pragę albo podczas powrotu tą samą&#13;
trasą do Warszawy.&#13;
1842 Według itinerarium: „Do Landek [tj. Lądka Zdroju] – do kąpieli,&#13;
z matką (na Wrocław), do [Johannisbadu] (Opawa); do Krakowa&#13;
i Modlnicy; powrót na Kielce”. Umowa wydawnicza zawarta przez&#13;
Kolberga w Poznaniu (zob. niżej) wskazuje na pobyt w tym mieście,&#13;
może tylko w przejeździe na kurację.&#13;
W notatce o bytności w Lądku Zdroju i po czeskiej stronie&#13;
Sudetów oraz w Opawie Kolberg zapewne omyłkowo wpisał Johannisburg; to niemiecka nazwa ówczesnego Jańsborka, miasta&#13;
powiatowego na Mazurach (dziś: Pisz), prawdopodobnie chodziło&#13;
o ówczesny Johannisbad (tj. Janské Lázně, Jańskie Łaźnie), miejscowość uzdrowiskową leżącą po czeskiej stronie Karkonoszy.&#13;
Pobyt w Lądku Zdroju poświadcza brulion listu Kolberga do Jana&#13;
Konstantego Żupańskiego z 12 IX 1842 r., gdzie podaje on także datę&#13;
powrotu do Warszawy w dniu 20 sierpnia (Korespondencja… cz. I,&#13;
DWOK T. 64, s. 9 – tam w druku błędna data roczna: 1841 zamiast&#13;
1842.) Z kolei odwiedziny Krakowa i Modlnicy w drodze powrotnej&#13;
do Warszawy potwierdza list Kolberga do Józefa Konopki z 13 VIII&#13;
1842 r. (tamże, s. 11).&#13;
Według Kopernickiego odwiedził Kolberg wówczas Modlnicę&#13;
i Mogilany (notatki rękopiśmienne oraz Przedmowa wydawcy….&#13;
s. IX).&#13;
Na bytność w Poznaniu wskazuje podpisana tam przez Kolberga 28 czerwca 1842 roku umowa wydawnicza z J. K. Żupańskim&#13;
112&#13;
&#13;
�na edycję Pieśni ludu polskiego (rkp. sporządzony przez A. Woykowskiego jako świadka tej umowy, zob. Korespondencja… cz. III,&#13;
DWOK T. 66, s. 708–710, aneks 3).&#13;
1843 Według itinerarium: „Do Jadowa, Wyszkowa, Wysocego (Suskich,&#13;
Norwida); do Czepielewa [Ciepielewa] pod Rożanem (Rzechowskich)”.&#13;
Wędrówki po „Mokrym Lesie, po Wysoc[em], Wyszkowie i Głuchach” oraz pobyt „w słomianym dworcu p. Ludwika Norwida”&#13;
wspominane są, choć bez podania dat, w korespondencji Kolberga z Teofilem Lenartowiczem, towarzyszem tych wycieczek (zob.&#13;
listy z 25 III i z 5 V 1857 r., Korespondencja… cz. I, DWOK T. 64,&#13;
s. 66 i 70, zob. też E. Antyborzec „Mazowsze” Oskara Kolberga,&#13;
w: O. Kolberg Mazowsze. Suplement do tomów 24–28, DWOK&#13;
T. 80, s. XXI–XXII).&#13;
Natomiast Kopernicki w swoich. notatkach zapisał: „Do Kurpiów,&#13;
z Warszawy na Jadów, Wyszków, do Ostrołęki i do wsi Wysoce,&#13;
do Cypr[iana; błędnie, powinno być: Ludwika] Norwida i do Czepielewa [Ciepielewa] do p. Rzechowskich pod Rożanem w r. 1844,&#13;
45 i 47”, powtarzając w drukowanej biografii, że Kolberg odwiedził&#13;
„w latach 1844, 1845 i 1847 krainę Kurpiów”. Tamże pod rokiem&#13;
1843 wymienił Kopernicki natomiast inne podróże Kolberga, pisząc,&#13;
że „powtórnie zwiedził Krakowskie, Podgórze Beskidowe, Podhale&#13;
i Śląsk” (Przedmowa wydawcy…, s. IX). Żadne inne dokumenty informacji tych jednak nie poświadczają.&#13;
Rok 1843 podaje też Kolberg jako datę swojej podróży w Kaliskie we wstępie do monografii tego regionu, przywołując: „krótki i dorywczy, acz kilkokrotny nasz w Kaliskiem pobyt (w latach&#13;
1843 i 1863), głównie we wsiach Rusocice, Zbiersk, Cielce, Rudlice,&#13;
Łyskornie [Łyskornia] i Krasice […]” (Kaliskie, DWOK T. 23, s. III),&#13;
nie wiadomo jednak, które z tych miejscowości odwiedził w 1843,&#13;
a które później, w roku 1863.&#13;
1844 Według itinerarium: „Do Gończyc (do Kiwerskich) pod Garwolinem,&#13;
Łaskarzewem, do Przysuchy (do Żurkowskich)”.&#13;
Wyjazdu w tym roku w okolice Garwolina i do Przysuchy nie&#13;
potwierdzają inne źródła.&#13;
113&#13;
&#13;
�Kopernicki wymienia natomiast w tym roku podróż „do Kurpiów&#13;
[…] i do Czepielewa [Ciepielewa]” (zob. wyżej, rok 1843).&#13;
1845 Według itinerarium: „Do Cielc (Jab[ł]kowski), Brudzewa (Gorowskich [Gurowskich]), Łyskorni (Karśnickich), Stawiszyna, Zbierska&#13;
(Kożuchowski)”.&#13;
Kopernicki nie wspomina w tym roku wyprawy Kolberga w Kaliskie, podaje natomiast podróż „do Kurpiów[…] i do Czepielewa [Ciepielewa]” (zob. wyżej, rok 1843).&#13;
1846 Według itinerarium: „Koleją do Rudy [Guzowskiej], do Kromnowa&#13;
(Czerwińska)”.&#13;
We wstępie do części II Radomskiego (DWOK T. 21, s. III) Kolberg informuje, że materiały zawarte w tomie zebrane zostały&#13;
„w guberni radomskiej w latach 1846, 1847, 1854, 1859 […]”. Podróży&#13;
po Mazowszu, wskazanej w itinerarium ani pobytu w Radomskiem&#13;
w roku 1846 nie potwierdzają inne źródła.&#13;
1847 Według itinerarium: „Koleją; Tretki, Sójki, Sierakówek”.&#13;
Brak innych danych źródłowych, które dokumentowałyby tę podróż Kolberga w okolice Kutna oraz Gostynina. Nie wiadomo też, dokąd&#13;
podróżował w tym roku koleją. Kolej warszawsko-bydgoską otwarto&#13;
w 1862 roku, a odcinek łączący Łowicz z Kutnem w 1861 roku – może&#13;
był to wyjazd służbowy na trasie kolei warszawsko-wiedeńskiej.&#13;
W cytowanym wyżej wstępie do części II Radomskiego Kolberg&#13;
przywołuje jeszcze rok 1847 jako jeden z kilku, gdy zbierał materiały „w guberni radomskiej”, nie podaje jednak miejscowości ani trasy&#13;
tej podróży (zob. wyżej, rok 1846).&#13;
Według notatek Kopernickiego w roku 1847 podróżował Kolberg&#13;
jeszcze „do Kurpiów […] i do Czepielewa [Ciepielewa]” (zob. wyżej,&#13;
rok 1843).&#13;
1848 Według itinerarium: „Do Wes[s]lów, do Zyrzyna, Osin, Puław”.&#13;
Podróż tę potwierdza Kopernicki w swoich notatkach: „W Lubelskie – do Zyrzyna i Osin, i okolicy pod Puławami, do pp. Wesslów&#13;
w r. 1848 i 1849”, zaś w Przedmowie wydawcy… (s. IX) pod rokiem&#13;
1848 i 1849 informuje ogólnie: „Lubelskie”.&#13;
114&#13;
&#13;
�1849 Według itinerarium: „Koleją do Rudy [Guzowskiej], Płochocina”.&#13;
Przed wyjazdem do Rudy Kolberg prawdopodobnie był w Pruszkowie, miejscowości na trasie kolei miedzy Warszawą a Rudą Guzowską. Wskazuje na to jedyny zachowany list jego matki z roku&#13;
1849 (bez daty miesięcznej i dziennej), w którym zachęca ona Oskara&#13;
do przyjazdu z Pruszkowa do Rudy, gdzie przebywa z wnukiem (Korespondencja… cz. I, DWOK T. 64, s. 47).&#13;
Kopernicki wymienia natomiast w tym roku podróż w Lubelskie&#13;
(zob. wyżej, rok 1848).&#13;
1850 Według itinerarium: „Do Kozienic (do Rychterów)”.&#13;
Jedynym śladem tej podróży mógłby być niedatowany brulion&#13;
listu Kolberga do nieznanego adresata, w którym pisze: „[…] od paru&#13;
dni bawię w domu p. Richtera [Rychtera]” i informuje, że pośredniczy w załatwieniu u niego praktyki agronomicznej dla niezidentyfikowanego „p. Ludwika” w prowadzonym „wzorowo i energicznie”&#13;
gospodarstwie (zob. Korespondencja… cz. III, DWOK T. 66, s. 678–&#13;
679). List ten nie wnosi jednak niezbędnych informacji na temat tego&#13;
pobytu, ponieważ Kolberg nie podaje w nim imion gospodarzy ani&#13;
miejscowości i daty, a do Kozienic podróżował jeszcze kilkakrotnie&#13;
później, może również do nieznanej rodziny Rychterów, jak w roku&#13;
1850 i 1851.&#13;
1851 Według itinerarium: „Tamże [tj. do Kozienic (do Rychterów), zob.&#13;
wyżej, rok 1850]; do Baszowic, Św. Krzyża”.&#13;
1852 Według itinerarium: „Do Jakuszewskich, do Lewińskich w Rzeczycy&#13;
n[ad] Pilicą”. Z innych źródeł (zob. niżej) wynika, że poza Mazowszem odwiedził też Kolberg Kieleckie.&#13;
Podróż w tym roku w Kieleckie poświadcza badacz we wstępie do części I monografii tego regionu (DWOK T. 18, s. I), gdzie&#13;
pisze: „Szczegóły zwyczajów, mianowicie weselnych, […] spisywaliśmy w latach 1852–1856 w różnych tej prowincji okolicach, a przeważnie pod Chmielnikiem, Szydłowem, Stopnicą, Wiślicą, Koszycami, Szkalmierzem, Miechowem, Skałą, Olkuszem, Pilicą, Ogrodzieńcem, Siewierzem i Będzinem”. Datą roczną 1852 opatrzył też&#13;
Kolberg w druku trzy opisy wesel pochodzących z wymienionych&#13;
115&#13;
&#13;
�miejscowości Kieleckiego i ich okolic (tamże, wesela VIII, IX i XI),&#13;
czego nie praktykował w swoich materiałach systematycznie.&#13;
Na pobyt w Będzinie może dodatkowo wskazywać zachowane w jego spuściźnie urzędowe pozwolenie na zwiedzenie kopalni&#13;
„Ksawery” pod Będzinem i hut cynkowych tamże, wystawione dla&#13;
Kolberga 16 VIII 1852 r. przez naczelnika Zakładów Górniczych&#13;
Oddziału Dąbrowa i podpisane przez jego zastępcę nieczytelnym&#13;
nazwiskiem (BN PAU i PAN, sygn. 2185/3, k. 242–243). Czy jednak&#13;
Kolberg wykorzystał to pozwolenie, nie wiadomo.&#13;
Z kolei o pobycie w Szycach w 1852 roku, w czasie wędrówki&#13;
m. in. po Olkuskiem, może świadczyć znajdująca się także w archiwum Kolberga niedatowana notatka zapewne jego matki, Karoliny&#13;
Kolberg: „Gdyby Oskar wyjechał z Szyc, uprasza się o podanie listu&#13;
za nim” (Arch. PTL, teka 36, sygn. 1317d, k. 37), adresowana do&#13;
syna jako „Urzędnika Dr[ogi] Ż]elaznej]”. Może ona jednak dotyczyć&#13;
pobytu w Szycach w trakcie etnograficznych lub służbowych podróży w latach wcześniejszych lub następnych (1853–1856). Szyce&#13;
Duchowne, wówczas miejscowość na samej granicy Galicji i Królestwa Polskiego, posiadająca komorę celną, położone były przy&#13;
trakcie z Olkusza do Krakowa, prowadzącym także przez Modlnicę,&#13;
z którą graniczą od południa. Może więc notatka matki dotyczy&#13;
innego pobytu w Szycach, odwiedzanych np. na trasie z Królestwa&#13;
do Galicji.&#13;
1853 Według itinerarium: „Do tychże [tj. do Jakuszewskich, do Lewińskich w Rzeczycy nad Pilicą, zob. wyżej, rok 1852], koleją do Częst[ochowy], Ząbkowic, Ojcowa”.&#13;
Pobyt w Kieleckiem w tym roku potwierdza informacja we wstępie do monografii tego regionu (zob. wyżej, rok 1852).&#13;
Podróż „w okolicę Częstochowy i Ojcowa” w roku 1853 odnotowuje też Kopernicki w Przedmowie wydawcy… (s. IX).&#13;
Być może w roku 1853 odwiedził Kolberg również Mazew w Łęczyckiem, na co wydaje się wskazywać notatka „Mazew 1853”&#13;
w jego rękopisie terenowym z zapisami melodii (Arch. PTL, teka&#13;
42, sygn. 1350, k. 185). Daty tej podróży do Mazewa, która byłaby&#13;
pierwszą do tej miejscowości, nie wymieniają jednak żadne inne&#13;
dokumenty.&#13;
116&#13;
&#13;
�1854 Według itinerarium: „Do Radomia, Bilczy, Sandomierza, do Gór&#13;
[Wysokich] (Kol[l]atorowiczów), Baszowic”.&#13;
We wstępie do Sandomierskiego wymienia Kolberg „dłuższy nieco” pobyt w trzech miejscowościach tego regionu: w Bilczy, Górach&#13;
Wysokich nad rzeką Łukawą i w Rytwianach nad rzeką Czarną,&#13;
nie podaje jednak dat (DWOK T. 2, s. 8). Z rokiem 1854 wiąże też&#13;
Kolberg podróż w Kieleckie, wymieniając we wstępie do części I tej&#13;
monografii (DWOK T. 18) pięć kolejnych lat badań, od 1852 do 1856&#13;
roku i swoje stacje badawcze w tym regionie (zob. wyżej, rok 1852).&#13;
W rękopiśmiennych notatkach Kopernicki zapisał: „W Sandomierskie – do Bilczy (Gregorowicza) w r. 1854”, a w drukowanej&#13;
biografii Kolberga odnotował w tym roku jedynie: „Sandomierskie”&#13;
(Przedmowa wydawcy…, s. IX).&#13;
Sprzeczna z danymi w itinerarium, a wskazująca być może na&#13;
pierwszy pobyt na Ziemi Dobrzyńskiej jest wypowiedź Kolberga we&#13;
wstępie do pracy pt. Właściwości, pieśni i tańce ludu Ziemi Dobrzyńskiej, opublikowanej w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii&#13;
Krajowej” z 1882 roku (T. VI, w dziale III, s. 86–158), gdzie powołuje&#13;
się na swoje „materiały zebrane jeszcze w roku 1854” (zob. przedruk&#13;
w : O. Kolberg Mazowsze cz. VI, DWOK T. 41, s. 3). Mogły to być&#13;
jednak materiały uzyskane drogą pośrednią, co po latach się zatarło. Inne źródła tej podróży nie potwierdzają, w itinerarium podróż&#13;
na Ziemię Dobrzyńską datuje Kolberg na rok 1856 (zob. niżej, rok&#13;
1856).&#13;
1855 Według itinerarium: „Do Kozienic, Radom, Skarysz[ew], Sandom[ierz], Staszów, Stopnica, Wiślica, Chmielnik (Potok)”.&#13;
Według informacji we wstępie do części I Kieleckiego (DWOK&#13;
T. 18, s. I) odwiedził Kolberg także inne miejscowości tego regionu&#13;
poza wymienionymi w itinerarium Stopnicą, Wiślicą, Chmielnikiem&#13;
i Potokiem (zob. wyżej, rok 1852).&#13;
Miesięczną podróż w Kieleckie dokumentuje także zachowane świadectwo urlopowe wystawione dla Kolberga, „buchaltera&#13;
Dyrekcji Drogi Żelaznej Warszawsko–Wiedeńskiej” 23 VII 1855 r.&#13;
na 28 dni celem udania się do guberni radomskiej, do Buska i Solca dla poratowania zdrowia”(BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 49). Na&#13;
dokumencie widnieją ostemplowane i podpisane przez urzędników&#13;
117&#13;
&#13;
�notatki potwierdzające kolejno: wyjazd z datą „30 VII/11 VIII 1855”,&#13;
podróż statkiem parowym Wisłą, z adnotacją: „13/8 55”, bytność&#13;
w Łubnicach przed powrotem poświadczona notatką: „Widziano&#13;
w urzędzie wójta gminy Łubnice, gdzie Wny Oskar Kolberg kurację&#13;
solanką odbywał. Obecnie służy do powrotu do Warszawy. Sichów&#13;
dnia 28 [VIII]/9 IX 855”. Odnotowana jest także data powrotu do&#13;
Warszawy – „Warsz. 29/9 55”. Busko, Solec, Łubnice i Sichów to&#13;
miejscowości w ówczesnym powiecie stopnickim. Czy Kolberg odbył kurację w Solcu i Busku, czy i jakie jeszcze miejscowości wówczas odwiedził, nie wiadomo.&#13;
Kopernicki w Przedmowie wydawcy... (s. IX) informuje: „1855&#13;
i 1856 – Radomskie, Kieleckie, Krakowskie w granicach Królestwa&#13;
Polskiego i Płockie”, przy czym według itinerarium podróże w Krakowskie i Płockie przypadły na drugi wymieniony w notatce rok&#13;
(zob. niżej, rok 1856). Natomiast w swoim rękopiśmiennym uzupełnieniu do autobiografii Kolberga Kopernicki notuje: „W r. [18]55,&#13;
[18]56 do Kozienic, pod Radom; Kielce, Stopnica i Ojców”.&#13;
1856 Według itinerarium: „Do Kozienic, Radomia (Gołębiów) statkiem&#13;
par[owym], koleją do Ojcowa, do Sterdyni (w kwietniu), do Mąkolina (Matuszewskich), do Dziewanowsk[ich], do Działynia, do Łążyna&#13;
(Zielińskich)”.&#13;
We wstępie do części I monografii Kieleckiego (DWOK T. 18)&#13;
Kolberg potwierdza badania w tym regionie w 1856 roku (zob. wyżej, rok 1852).&#13;
Pobyt na historycznym Podlasiu, w Sterdyni, określony w itinerarium na kwiecień, może z kolei wiązać się z wyjazdem na Święta Wielkanocne. 4 kwietnia 1856 roku Kolberg pisze do firmy Rau&#13;
u. Sohn w Dreźnie, że odebrał list od nich późno, bo „dopiero po&#13;
Świętach Wielkanocnych, które spędził na wsi” (Korespondencja…&#13;
cz. I, DWOK T. 64, s. 58 i 59). W 1856 roku Wielkanoc przypadała&#13;
na 23 marca, może zatem w Sterdynii przebywał jeszcze w pierwszych dniach kwietnia. Żaden inny przekaz źródłowy nie potwierdza&#13;
pobytu Kolberga w tej miejscowości.&#13;
Kopernicki zarówno w Przedmowie wydawcy, jak i w rękopisie&#13;
wymienia podróże w Radomskie, Kieleckie i Krakowskie w granicach Królestwa Polskiego oraz w Płockie (zob. wyżej, rok 1855),&#13;
118&#13;
&#13;
�a w notatkach informuje jeszcze: „do Płockiego – w [r.] 1856, do Dziewanowskiego i Gust[awa]. Zielińskiego”, tj. do Działynia i do Łążyna&#13;
na Ziemi Dobrzyńskiej (zob. wyżej, rok 1854).&#13;
Mąkolin w Płockiem badacz odwiedził prawdopodobnie&#13;
w drodze do Działynia.&#13;
1857 Trzymiesięczna podróż (od lipca do października), przebiegająca na&#13;
trasie: Kraków, Modlnica, Mogilany, Zakopane, Tatry, Szczawnica,&#13;
Czorsztyn i Krynica, następnie znowu Kraków, potem Wiedeń, Lublana, Zagrzeb, Primorje (wybrzeże dalmatyńskie), Triest i Wenecja.&#13;
W itinerarium jedynie zapis: „Do Wiednia, Triestu, Wenecji; do&#13;
Szczawnicy”.&#13;
W Korespondencji nadesłanej z Wiednia i opublikowanej w „Ruchu Muzycznym” z 1857 roku, w nr. 26, datowanej 11 września 1857&#13;
roku, Kolberg relacjonuje szerzej 6-tygodniowy pobyt w Tatrach.&#13;
Odwiedził wówczas Morskie Oko, Dolinę Kościeliską, Stawy Gąsienicowe, Dolinę Roztoki, Dolinę Pięciu Stawów, Giewont, Biały Dunajec, a poza Tatrami także Szczawnicę, Czorsztyn i Krynicę. Wspomina o „dłuższej bytności” w domach Homolaczów w Zakopanem&#13;
i Konopków w Modlnicy i Mogilanach, o „paru dniach” w Krakowie,&#13;
zwiedzaniu Wiednia, krótkim pobycie w Lublanie, Trieście i Wenecji” (zob. przedruk w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II, DWOK T.&#13;
62, s. 357–363).&#13;
Podróż tę dokumentują też lakoniczne wzmianki w późniejszej&#13;
korespondencji: w roku 1881 w notatkach dołączonych do listu z 31&#13;
stycznia zapisał m. in. : „[…] 1857 – w Lublanie i Zagrzebiu w Ilirii”,&#13;
a 1 sierpnia 1886 roku w liście do F. S. Kraussa wspomina „krótki (bo kilkotygodniowy) pobyt w r. 1857 w Lublanie, Zagrzebiu,&#13;
Trieście i Primorju” (Korespondencja… cz. II, DWOK T. 65, s. 462&#13;
i tamże, cz. III, DWOK T. 66, s. 361). Tu wymienia Kolberg Zagrzeb&#13;
i Primorje, o których nie ma mowy w wyżej cytowanych źródłach.&#13;
Zachowało się świadectwo urlopowe wystawione „dla Oskara&#13;
Kolberga, buchaltera Dyrekcji Drogi Żelaznej Warszawsko–Wiedeńskiej” 21 VI 1857 r., przyznające mu urlop „na miesięcy trzy za&#13;
granicę do wód w Ems i kąpieli w Trieście” (BN PAU i PAN, sygn.&#13;
2183, k. 51), a także pismo Dyrekcji kolei do zarządu kolei niemieckich z prośbą o udzielenie „panu Oskarowi Kolbergowi życzliwej&#13;
119&#13;
&#13;
�pomocy” w czasie jego podróży przez Niemcy z datą 9 VII 1857 r.&#13;
(tamże, k. 47). Kolberg jednak do Ems nie pojechał; nie wiadomo,&#13;
czy zmienił plany, czy też kuracja była pretekstem dla uzyskania&#13;
dłuższego urlopu. Wyjechał z Warszawy zapewne około 10 lipca,&#13;
zamiast do Ems udał się, zapewne z przerwą na Kraków, w Tatry,&#13;
do Zakopanego i w Pieniny, potem do Mogilan, Modlnicy i Krakowa,&#13;
następnie do Wiednia i dalej na południe.&#13;
Pobyt w Pieninach i Tatrach potwierdza też Lucjan Siemieński,&#13;
który spotkał tam Kolberga. Pisze on: „Niedawno widziałem zacnego&#13;
zbieracza pieśni i melodyj u stóp czarujących Pionin i w Tatrach, jak&#13;
[…] nie tracił ani jednej chwili i nawiedzał góralskie chaty lub przestawał z bacami i juhasami na polanach, od których umiał wyłudzać melodie i słowa […]”(zob. L. Siemieński Kilka rysów literatury&#13;
i społeczeństwa od roku 1848–1858, T. II, Warszawa 1859, s. 282).&#13;
Data powrotu Kolberga z tej trzymiesięcznej wyprawy nie jest&#13;
znana; prawdopodobnie zgodnie z urzędowym zezwoleniem nastąpił&#13;
on około 10 października.&#13;
Według biogramu badacza opublikowanego przez Kopernickiego&#13;
(Przedmowa wydawcy…, s. IX) Kolberg odwiedził w roku 1857 „po&#13;
raz trzeci okolice Krakowa po drodze do Wiednia, Chorwacji, Triestu i Wenecji”. W rękopiśmiennych notatkach Kopernicki potwierdza także podróż Kolberga do Modlnicy i Mogilan, m. in. w 1857&#13;
roku.&#13;
1858 Według itinerarium: „Do Ostrołęki, Łomży, Augustowa, Suwałk&#13;
(z Wierzbowskim); do Mąkolina (Matuszewskich)”.&#13;
Podróż w Augustowskie potwierdza wzmianka w „Bibliotece&#13;
Warszawskiej” z 1858 roku (T. 4, s. 260, w dziale „Doniesienia literackie”). Przy okazji informacji o ówczesnych pracach Kolberga napisano tam: „Świeżo wykonał nasz zbieracz wycieczkę w Augustowskie, w strony sobie nieznane, skąd niemały zbiór pieśni i melodyj&#13;
przywiózł, zwracał przy tym baczną uwagę na zmiany wydatniejsze,&#13;
językowe”.&#13;
Prawdopodobnie Kolberg odwiedził wówczas także Litwę.&#13;
Wprawdzie ponad 20 lat później w przedmowie do Pieśni ludu litewskiego wydanych w roku 1879 (w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej” T. III, na s 167–187, zob. przedruk w: O. Kolberg&#13;
120&#13;
&#13;
�Studia, rozprawy i artykuły, DWOK T. 63, s. 307–336) wymienia&#13;
rok 1860 jako datę podróży w Augustowskie, podczas której sam&#13;
spisywał pieśni ogłoszone „przy niniejszej rozprawie” (zob. tamże,&#13;
s. 308), ale inne źródła (m.in. itinerarium, zob. niżej, rok 1860) wiążą&#13;
z tą datą badania na Kujawach. Wszystkie miejscowości wymienione&#13;
wyżej pod rokiem 1858 z wyjątkiem Mąkolina (w powiecie płockim)&#13;
leżały wówczas na terenie guberni augustowskiej (przemianowanej&#13;
później na gubernię suwalską), która sięgała aż do Kowna. W jej&#13;
granicach leżały też ówczesne miejscowości z etnicznego obszaru&#13;
Litwy: Kalwaria, Mariampol, Sejny oraz „okolice Simna”, w których&#13;
Kolberg prawdopodobnie przebywał i skąd pochodzą jego bezpośrednie zapisy (zob. W. Armon „Litwa” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Litwa, DWOK. T. 53, s. VIII–IX).&#13;
Zachowało się świadectwo urlopowe wystawione dla Kolberga&#13;
8 sierpnia 1858 r. na 20 dni, uprawniające do wyjazdu „w gubernię i powiat płocki dla załatwienia interesów familijnych” (BN PAU&#13;
i PAN, sygn. 2183, k. 53). Nie wiadomo, jakie rodzinne sprawy mógł&#13;
Kolberg załatwiać w Płockiem; być może był to jedynie pretekst dla&#13;
uzyskania urlopu. Okoliczności jego pobytu w Mąkolinie, w powiecie płockim, są nieznane (por. wyżej, rok 1856).&#13;
Kopernicki w Przedmowie wydawcy… (s. IX) wymienia w roku&#13;
1858 jedynie: „Augustowskie”.&#13;
1859 Dwumiesięczna podróż (od 2 lipca do 2 września) w Radomskie,&#13;
Chełmskie i Lubelskie, przebiegająca na trasie: Kozienice, Radom,&#13;
Jedlnia, Orońsk, Bąkowiec, Puławy, Kurów, Lublin, Piaski, Siedliszcze, Chojno, Bezek, Krasne, Lublin, Gałęzów, Wola Gałęzowska,&#13;
Wola Sobieska, Tarnogóra, Lublin.&#13;
Według itinerarium: „Do Orońska (Pruszakowej), Radomia,&#13;
do Lublina, do Chojna, Bezka i Krasnego (Piotrowscy i Kosińscy), do&#13;
Gałęzowa (do Koźmianów)”.&#13;
Podróż ta udokumentowana jest najdokładniej w Notatniku z rachunkami z lat 1859–1869 (rkp. sygn. 3210, k. 4 i 23). Odnotował&#13;
tam Kolberg (pod datą 3 września, tj. dzień po powrocie z wyprawy),&#13;
że trwała ona dwa miesiące (k. 4), a poczynione w jej trakcie wydatki spisał na osobnej karcie (k. 23), oznaczając przy tym dzienne&#13;
daty poszczególnych etapów podróży i jej trasę: „2 lipca – jazda do&#13;
121&#13;
&#13;
�Kozienic [wyżej dopisek w rkp.: „Świerzów”; chodzi o Świerze, wieś&#13;
pod Kozienicami, pod którą funkcjonowała wówczas przeprawa&#13;
przez Wisłę, z której Kolberg zapewne skorzystał, bo odnotował&#13;
dalej wydatek „na statku”], 3–5 lipca – w Kozienicach, 6–7 lipca –&#13;
jazda do Radomia (obiad w Jedlni), w Radomiu, jazda do Orońska,&#13;
8–11 lipca – w Orońsku, 12–13 lipca – w Radomiu, w Jedlni popas,&#13;
14–15 lipca – Kozienice, 16–21 lipca – Bąkowiec, 22 lipca –Augustów, 24–26 lipca – [miejscowość nieczytelna], 29 lipca – Bąkowiec,&#13;
Puławy, droga do Puław, przewóz, 30 lipca – Kurów, droga do Kurowa, Lublin, droga do Lublina (kurierka), ekstrapoczta do Piasek, Piaski, konie do Siedliszcza, 31 lipca – Siedliszcze, konie do Chojna, 1–4&#13;
sierpnia – Chojno, 7 sierpnia – Bezek, 12 sierpnia – Krasne, 13–16&#13;
sierpnia – Chojno, 16– 22 sierpnia – Lublin, 24 sierpnia – Gałęzów,&#13;
25–27 sierpnia – Wola Gałęzowska, 28 sierpnia – Wola Sobieska,&#13;
31 sierpnia – Tarnogóra, 1 września – Lublin, 2 września – Lublin,&#13;
jazda do Warszawy”. Notatnik z rachunkami poświadcza więc –&#13;
tak jak itinerarium – bytność Kolberga w Radomskiem, Lubelskiem&#13;
i Chełmskiem. (Cytując tu i dalej to źródło, pomija się koszty wyszczególnione w rękopisie przez Kolberga, zob. uwagi wstępne.)&#13;
W Notatniku… (k. 4) zanotował Kolberg jeszcze pod datą 8 czerwca: „jazda do Wilanowa (omnibusem)”; była to prawdopodobnie wycieczka w ciągu jednego dnia.&#13;
Kopernicki w Przedmowie wydawcy (s. IX) podaje jedynie:&#13;
„W 1859 [roku] powtórnie Lubelskie”.&#13;
1860 Według itinerarium: „Do Dłutowa (do Kamockich) pod Piotrków&#13;
– na Wielkanoc; do Mazewa (Maciejowskich) i do Kujaw – [do Bogusławic] (u Komeckich), do Bodz[anowa] (Biesiek[ierskich]), Redcza, Kłonowa, Otmianowa (Glińsk[ich])”. Z innych źródeł (zob. niżej) wynika, że Kolberg odwiedził wówczas także Służewo i Płowce&#13;
na Kujawach, a także Grodzisk, Łowicz i Krośniewice, trzy ostatnie&#13;
miejscowości może tylko przejazdem.&#13;
Wymienione podróże w Kaliskie (Dłutów), Łęczyckie (Mazew)&#13;
oraz na Kujawy poświadczają zapiski Kolberga z rachunkami. I tak&#13;
odnotowany jest tam pobyt na święta wielkanocne w Dłutowie&#13;
u Kamockich (rkp. sygn. 3210, k. 4): „13 kwiet[nia] – podróż do Dłutowa (do Kamockich i tam na święta) […]”, przy czym Wielkanoc&#13;
122&#13;
&#13;
�wypadała w tym roku 8 kwietnia, zatem data 13 kwietnia podana&#13;
w rękopisie wskazywałaby, że notatkę tę sporządził Kolberg po powrocie do Warszawy, gdzie od 2 maja zapisywał kolejne wydatki.&#13;
Z kolei pod datą 24 czerwca widnieje zapis: „jazda do Grodziska&#13;
[…]” (k. 5). W Grodzisku była stacja kolei warszawsko-wiedeńskiej,&#13;
prawdopodobnie podróżował więc Kolberg koleją, był to jednak&#13;
wyjazd niedługi, gdyż już pod datą 30 czerwca zapisał: „Kąpiele&#13;
wiślane (od 10-go)”.&#13;
Podróż latem do Mazewa i na Kujawy udokumentowana jest również w Notatniku z rachunkami (sygn. 3210, k. 5 i 23). Kolberg zanotował tam już pod datą 23 sierpnia – „podróż do Mazewa i Kujaw&#13;
(5 tygodni)” (k. 5), a szczegółowiej spisał na luźnej karcie wydatki&#13;
w czasie tej podróży oraz jej trasę, podając daty dzienne (k. 23): „Lipiec 1860: 20 – jazda do Łowicza (do Grodz[iska…], ze Skiern[iewic]&#13;
do Ło[wicza [przez Grodzisk i Skierniewice prowadziła trasa kolei&#13;
warszawsko-wiedeńskiej, trasa ze Skierniewic do Łowicza była jej&#13;
odgałęzieniem], 21 – jazda do Krośniewic, jazda do Mazewa, 31 –&#13;
w Mazewie. Sierp[ień]: 4 – w Mazewie, 5 – jazda do Bogusławic, 9–10&#13;
– w Bogusł[awicach], [10?] – w Redczu i Kłonowie, 17 – w Bodzanowie, 20 – w Otmianowie, 23 – poczta w Kłodawie (do Łowicza), 24&#13;
– kolej w Łowiczu”. Z podanych dat wynika, że w Mazewie spędził&#13;
dwa tygodnie, a na Kujawy przeznaczył prawie trzy.&#13;
Pobyt Kolberga w Mazewie w ostatniej dekadzie w lipcu – nieco jednak wcześniejszy niż podany w cytowanych wyżej zapiskach&#13;
rachunkowych – odnotowuje też „Kronika Wiadomości Krajowych&#13;
i Zagranicznych” z 1860 roku, w nr. 191 (z 12/24 VII) i w nr. 195&#13;
(z 16/28 VII), w dziale „Wiadomości bieżące”.&#13;
Kujawską podróż wspomina Kolberg natomiast w późniejszym&#13;
liście do Józefa Blizińskiego z 13 IV 1865 r.: „W r. 1860 zwiedzałem&#13;
na krótki czas Kujawy i byłem w domach zacnych obywateli, pp.&#13;
Komeckiego w Bogusławicach, Mąkowskiego w Kłonowie, Biesiekierskich w Bodzanowie i Płowcach, Glińskiego [w Otmianowie],&#13;
Wodzyńskiego [w Służewie] itd.” (Korespondencja… cz. I, DWOK&#13;
T. 64, s. 117). Zatem był wówczas także w Płowcach i w Służewie,&#13;
których to miejscowości nie wymienia w itinerarium.&#13;
Nie potwierdzona w innych źródłach pozostaje notatka Kolberga&#13;
wskazująca na pobyt w Staszowie pod Sandomierzem w 1860 roku,&#13;
123&#13;
&#13;
�zamieszczona w części I Radomskiego (DWOK T. 20, s. 102) wydanym w 1887 roku, a więc dużo później, co mogło spowodować&#13;
zatarcie się dat w pamięci. Publikowane tam pieśni religijne opatrzył&#13;
Kolberg uwagą: „Notujemy je tak, jak je słyszeliśmy w Staszowie&#13;
r. 1860”.&#13;
Kopernicki wymienia w roku 1860 zarówno w drukowanej biografii (Przedmowa wydawcy…, s. IX), jak i w notatkach rękopiśmiennych: „Kujawy i Łęczyckie”.&#13;
1861 Według itinerarium: „Do Tatrów i Bardyowa, do Iskani, Leszczowatego, Zadwórza pod Lwów (u Załęskich, Kraińskich, Bochdana)”.&#13;
Inne źródła (zob.niżej) dokumentują też pobyt Kolberga wiosną&#13;
w Zegrzynku nad Narwią, pod Pułtuskiem oraz latem w Krakowie&#13;
i Lwowie, a także bytność w lipcu w Mogilanach.&#13;
W Notatniku z rachunkami (rkp. sygn. 3210, k. 6) Kolberg zapisał:&#13;
„20 maja – u Łapińskiego (w Zegrzynku)”. W Zegrzynku wybudowany został w 1860 roku przez firmę „Aleksander Łapiński i Spółka”&#13;
nowoczesny młyn parowy. Chodzi zapewne o odwiedziny Kolberga&#13;
u przemysłowca, Aleksandra Łapińskiego (1818–1900), wspomnianego po latach w liście do Wilhelma z 1875 roku, w którym Oskar&#13;
pisał do brata o spotkaniu w katedrze na Wawelu „z naszym dawnym znajomym, mech[anikiem] Łapińskim […]” (Korespondencja…&#13;
cz. I, DWOK T. 64, s. 543).&#13;
Także w tym Notatniku (sygn. 3210, k. 7) Kolberg odnotował&#13;
swoją wyprawę na południe i dalej na wschód, cytowaną za itinerarium. Pod datą 25 września, już po powrocie do Warszawy zapisał:&#13;
„Podróż od 8 lipca do 24 września po Galicji (do Krakowa, Tatrów,&#13;
Lwowa i Węgier [tj. Słowacji]”. W drodze na Podhale i do Galicji&#13;
Wschodniej odwiedził Kraków, a także zaprzyjaźnione Mogilany.&#13;
O bytności w Krakowie świadczą poczynione tam zakupy, które odnotował Kolberg tamże (k. 7). Zaś na pobyt pod Krakowem wskazuje bezpośrednia współpraca z Józefem Konopką, udokumentowana&#13;
w rękopisach; kilkadziesiąt podkrakowskich pieśni notowali obaj&#13;
zbieracze wspólnie – Kolberg melodie i incipity lub pierwszą zwrotkę tekstu, Konopka pełne teksty. Manuskrypt ma lokalizację „Mogilany” i opatrzony jest datą: „11/7 [1]861”, wpisaną ręką Konopki&#13;
(Arch. PTL, teka 43, sygn. 1352, k. 139 i 140 oraz k. 147–149, zob.&#13;
124&#13;
&#13;
�Krakowskie. Suplement…, DWOK T. 73/I, np. pieśni nr 345, 519,&#13;
706).&#13;
Na trasie dalszej wyprawy do Galicji Wschodniej znalazł się też&#13;
Lwów; nie wiadomo jednak, czy i jak długo badacz zatrzymał się&#13;
w tym mieście.&#13;
Kopernicki również pisze w Przedmowie wydawcy… (s. IX), że&#13;
w roku 1861 Kolberg odwiedził „po raz czwarty okolice Krakowa po&#13;
drodze do Galicji Wschodniej i na Węgry”, a w notatkach rękopiśmiennych wymienia także i ten rok wśród kolejnych dat pobytów&#13;
w swoich najważniejszych stacjach badawczych tego obszaru: „do&#13;
Modlnicy i Mogilan w r. 1842, [18]57, [18]61, [18]63, a także w [18]61&#13;
i [18]63 do Leszczowatego w Sanockiem (Kraiński), Iskani (Załęski),&#13;
Zadwórza pod Lwowem (do Bochdanów)”.&#13;
1862 Według itinerarium: „Do Jasienicy pod Jadów (do Matuszewskiego),&#13;
do Lelewela do Cygowa [właściwie: do Woli Cygowskiej], do Oleksianki (Parysowa, Latowicza); na Wołyń, do Tuliczowa (Dobrowolskich), do Turyczan (Sierakowskich), Bilcza (Sołtanów), Wysoc[ka]&#13;
nad Bugiem [w rkp. błędnie: „Wysocego nad Bugiem”], Żytomierza”.&#13;
W innych dokumentach (zob. niżej) wymienił Kolberg także Kołbiel&#13;
w powiecie mińskim oraz Lublin, ten ostatni może tylko przejazdem&#13;
w drodze powrotnej do Warszawy.&#13;
W Notatniku z rachunkami pod rokiem 1862 Kolberg zapisał:&#13;
„8–12 czerwca – jazda i pobyt u Matuszewskiego (w Jasienicy)”&#13;
oraz: „Od 6 do 15 lipca – na wsi u Oleksińskiego” (rkp. sygn. 3210,&#13;
k. 8). Prawdopodobnie był to pobyt w wymienionej w itinerarium&#13;
Oleksiance, gdzie Kolberg był gościem synów lub kogoś z krewnych&#13;
nieżyjącego już właściciela tego majątku, Kazimierza Oleksińskiego&#13;
(1796–1861), oficera powstania listopadowego, generała-majora korpusu inżynierów komunikacji, pochowanego w Latowiczu.&#13;
Zachowały się dwa paszporty Kolberga z tego roku uprawniające&#13;
do podróży: pierwszy – „do różnych okolic” i „wszystkich guberni”&#13;
Królestwa Polskiego (BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 32), drugi – do&#13;
guberni wołyńskiej (tamże, k. 34–35).&#13;
W pierwszym potwierdzona jest urzędowo jazda koleją warszawsko-wiedeńską z datami 8 i 11 czerwca, co zgodne jest z wyżej przytoczonym zapisem z Notatnika o pobycie w czerwcu w Jasienicy.&#13;
125&#13;
&#13;
�W paszporcie tym figuruje również informacja: „Do Kołbieli 4/7 62”,&#13;
co sugeruje przyjazd lub pobyt w tej niewymienianej w itinerarium&#13;
miejscowości powiatu mińskiego, poprzedzający bytność Kolberga&#13;
w Oleksiance (w Notatniku wskazaną z datą od 6 lipca) oraz w Latowiczu, miejscowościach z tego samego powiatu, a także w Parysowie pod Garwolinem (zob. wyżej).&#13;
Drugi paszport podróżny – do guberni wołyńskiej, wystawiony na 4 miesiące w lipcu potwierdza wyjazd Kolberga z Warszawy&#13;
29 lipca, powrót 3 października oraz pobyt w Żytomierzu 25 sierpnia. Informacje te są zgodne z notatkami rachunkowymi, gdzie wyprawa na Wołyń została również udokumentowana.&#13;
Odnotował ją tam Kolberg jako trwającą od 30 lipca do 3 października (sygn. 3210, k. 9). Pod datą 10 października, już po powrocie, zapisał: „Podróż na Wołyniu w ciągu sierpnia, września do&#13;
3 października”, a niżej wymienił wydatki „w Lublinie” i na „podróż&#13;
do Warszawy”, nie wiadomo jednak, czy w drodze powrotnej w Lublinie miała miejsce tylko przerwa w podróży, czy zatrzymał się&#13;
w tym mieście jakiś czas.&#13;
Wyprawę na Wołyń wspomina też Kolberg w późniejszym liście&#13;
do Henryka Szopowicza z 18 VI 1870 r., gdy pisze: „[…] w r. 1862,&#13;
zwiedziwszy część Wołynia, miałem sam sposobność w okolicy Łucka i Kowla zanotować paręset melodii wcale mi dotąd nieznanych&#13;
i bardzo charakterystycznych […]” (Korespondencja… cz. I, DWOK&#13;
T. 64, s. 361).&#13;
Kopernicki w drukowanym biogramie Kolberga zapisał pod rokiem 1862 jedynie: „Wołyń aż do Żytomierza” (Przedmowa wydawcy…, s. IX).&#13;
1863 Według itinerarium: „Do Tatrów, Krynicy, na Jasło, do Leszczowat[ego], Iskani, Sambora (Dolińskich), Gródka (Doliniańskich), Zadwórza, Oleska, Borszow[a]”. Inne źródła (zob. niżej) dokumentują&#13;
także pobyt w Pieninach, w Nowym Sączu, w Miejscu pod Jasłem&#13;
i w Dubiecku, wskazują również na odwiedziny Krakowa, prawdopodobnie też Modlnicy i Mogilan oraz Lwowa.&#13;
W Notatniku z rachunkami, między zapiskami wydatków z 5 lipca a 27 października 1863 roku Kolberg zapisał: „Podróż do Galicji&#13;
w ciągu lipca, sierp[nia], wrześ[nia] i paźdz[iernika]: Szczawnica,&#13;
126&#13;
&#13;
�Krynica, Sanockie, Sambor, Lwów, Olesko”, a także odnotował tam&#13;
zakupy w Krakowie i kontakt z Konopką (rkp. sygn. 3210, k. 10).&#13;
Zachowała się też luźna notatka Kolberga z wykazem wydatków&#13;
na terenie Pienin, w Krynicy i w Nowym Sączu oraz w drodze do&#13;
Dubiecka i Iskani w Przemyskiem (Arch. PTL, teka 11, sygn. 1175,&#13;
k. 9). Nie zawiera ona jednak pełnych danych co do trasy i kalendarza podróży. Wynika z niej jedynie, że w czasie pobytu w Pieninach&#13;
badacz opłacał m.in. śpiewaków wykonujących spisywane przez&#13;
niego pieśni, że 31 lipca był w Krynicy, gdzie spędził trzy dni, oraz&#13;
że nocował w Nowym Sączu, gdzie przybył pocztą i skąd z kolei&#13;
takim samym środkiem transportu przyjechał 1 sierpnia do Miejsca pod Jasłem, by dalej udać się tego samego dnia do Dubiecka,&#13;
a 3 sierpnia do Iskani.&#13;
Przed wyruszeniem w Tatry i Pieniny Kolberg zatrzymał się jak&#13;
zwykle w Krakowie i prawdopodobnie pod Krakowem – w Modlnicy i Mogilanach, a udając się dalej z Jasła na wschód, odwiedził&#13;
i Lwów, być może także Przemyśl.&#13;
Podróżom do Galicji Wschodniej sprzyjał w tym czasie fakt&#13;
otwarcia w 1861 roku linii kolejowej łączącej Kraków ze Lwowem.&#13;
Trasa galicyjskiej kolei im. Karola Ludwika, wybudowanej w latach&#13;
1856–1861, prowadziła przez Bochnię, Tarnów, Dębicę (1856), Ropczyce, Sędziszów, Rzeszów (1858), Łańcut, Przeworsk (1859), Radymno, Przemyśl (1860), Mościska, Sądową Wisznię i Gródek do Lwowa.&#13;
W drukowanej biografii Kolberga Kopernicki wymienił podróże&#13;
badacza łącznie, z trzech lat: „[…] w latach 1863–1865 zwiedził on powtórnie Kujawy, Łęczyckie i Płockie, po raz piąty okolice Krakowa,&#13;
Beskidy, Tatry i sanockie strony w Galicji wschodniej” (Przedmowa&#13;
wydawcy…, s. X); zob. też niżej lata 1864 i 1865. Natomiast w notatkach rękopiśmiennych zapisał: „do Kujaw i w Łęczyckie w r. 1860,&#13;
[18]63 i [18]64”. Inne dane źródłowe nie dokumentują podróży Kolberga w Płockie w 1863 roku oraz na Kujawy i w Łęczyckie w latach&#13;
1863 i 1864 (zob. też niżej, rok 1864).&#13;
1864 Według itinerarium: „Do Czajkowskiego do Kosina (Płock), do Złotopolic pod Modlin (Gregorowiczów)”.&#13;
W zapiskach rachunkowych Kolberga (rkp. sygn. 3210, k. 12) między 14 września a 6 października widnieje notatka potwierdzająca tę&#13;
127&#13;
&#13;
�wyprawę, sporządzona po powrocie: „Podróż do Czajkowskiego pod&#13;
Płock, do Kosina, Złotopolic w ciągu trzech tygodni”.&#13;
Bytność w Kosinie dokumentuje zaświadczenie w języku rosyjskim, wystawione 17 IX 1864 r. w Drobinie, miejscowości położonej&#13;
także w powiecie płockim, z nieczytelnym podpisem naczelnika tej&#13;
gminy (rkp. zaginiony, Bibl. PAU, sygn. 2030, t. I, k. nlb, po k. 120;&#13;
tu oparto się na kopii sporządzonej przed 1939 rokiem przez Marię Turczynowiczową, znajdującej się w Muzeum Oskara Kolberga&#13;
w Przysusze, sygn. MWR/MOK/2004/1). Stwierdza on, że według&#13;
przedłożonego mu paszportu Kolberga wydanego do wsi Kosino&#13;
termin pobytu w tej miejscowości został przekroczony z powodu&#13;
trwającej od 10 września choroby, w związku z czym prosi odpowiednie władze „o nieczynienie przeszkód w czasie powrotnej drogi”. Prawdopodobnie Kolberg opuścił więc Kosino po 17 września,&#13;
skąd udał się do Złotopolic.&#13;
W liście z 26 XII 1864 r. do księdza Kajetana Śmiechowskiego&#13;
Kolberg wspomina swój pobyt w Złotopolicach u zaprzyjaźnionych&#13;
z nim Gregorowiczów i wieczór, w którym poznał adresata, swojego&#13;
późniejszego informatora, i rozmawiał z nim „wiele i szczegółowo&#13;
o zwyczajach narodowych” (Korespondencja…, cz. I, DWOK T. 64,&#13;
s. 97).&#13;
Kopernicki obok cytowanych wyżej (zob. rok 1863) informacji podanych w drukowanej biografii Kolberga i w notatkach&#13;
rękopiśmiennych zapisał jeszcze w tym ostatnim dokumencie: „[…]&#13;
w r. 1864 i [18]65 do Mąkolina, do prof. Matuszewskiego”. Informacji&#13;
o pobycie w Mąkolinie (także w Płockiem jak Kosino wymienione&#13;
w itinerarium) w 1864 i 1865 roku nie potwierdzają inne przekazy&#13;
źródłowe, podobnie jak odnotowanych przez Kopernickiego podróży w 1864 roku na Kujawy i w Łęczyckie (zob. niżej, rok 1865).&#13;
1865 Według itinerarium: „Do Czerska (do Czaplina Kozłowskich), do Lublina (Illukiewicz) i Gałęzowa; do Kujaw, do Komeckich (Bogusł[awice]), Biesiekierskich (Bodzan[owo], Płowce), Sokołowskich (Głuszyn),&#13;
Morzyckich (Ruszków)”. Kolberg dopisał w rkp. nad poszczególnymi&#13;
miejscowościami nazwy miesięcy określające czas etapów podróży:&#13;
nad etapem mazowieckim – czerwiec, nad lubelskim – lipiec, nad&#13;
kujawskim – sierp[ień], wrzes[ień].&#13;
128&#13;
&#13;
�W Notatniku z rachunkami (rkp. sygn. 3210, k. 13 i 14) zanotował: „12 kwietnia – paszport do Lublina, kurierka, 21 kwietnia,&#13;
w Lublinie i kurierka, 13 czerwca – podróż do Czaplina na dni pięć,&#13;
18 lipca – kurierka do Lublina, omnibus, 5 sierp[nia] – pobyt w Lublinie i powrót. 8 paźdz[iernika] – podróż po Kujawach (u Biesiekierskich, Komeck[ich], Sokołowsk[ich], Morzyckiego – od 20 sierp[nia]&#13;
do 7 paźdz]iernika]”(ostatniego zapisu dokonał więc już po powrocie&#13;
z Kujaw). Zatem zanotowane w itinerarium miesiące pokrywają się&#13;
z cytowanymi z Notatnika.&#13;
W innych źródłach nie potwierdzona jest jedynie informacja&#13;
o czasie pobytu w Lublinie w kwietniu, choć do niego właśnie może&#13;
się odnosić nawiązanie w niedatowanym brulionie listu Kolberga do&#13;
Aleksandra Hilferdinga, gdzie pisze, że „dopiero przed kilku dniami”&#13;
wrócił z Lublina i wtedy dowiedział się o powołaniu go w maju na&#13;
członka Cesarskiego Towarzystwa Geograficznego (zob. Korespondencja… cz. I, DWOK T. 64, s. 131, zob. też s. 130 i 122–124).&#13;
Wycieczkę czerwcową do Czerska, odbytą z Czaplina z Kornelem&#13;
Kozłowskim potwierdza wspomnienie tego ostatniego we wstępie&#13;
do jego zbioru pt. Lud. Pieśni, podania, baśnie, zwyczaje i przesądy ludu z Mazowsza Czerskiego, wraz z tańcami i melodiami&#13;
(Warszawa 1867, s. 23). Kozłowski zaznaczył tam z wdzięcznością, że&#13;
2/3 melodii z „części muzykalnej” jego pracy zebrał Kolberg w czasie&#13;
tej właśnie wspólnej wyprawy w 1865 roku.&#13;
Pobyt w Gałęzowie u Koźmianów w lipcu, także odnotowany&#13;
w itinerarium, poświadcza list Józefy Koźmianówny, prawdopodobnie z listopada lub grudnia 1865 roku, nawiązujący do spotkania&#13;
latem, przed czterema miesiącami (Korespondencja… cz. I, DWOK&#13;
T. 64, s. 142–143).&#13;
Po powrocie z podróży, 9 października zapisał Kolberg jeszcze&#13;
w Notatniku z wydatkami: „dorożka do Wilanowa”; notka wskazuje&#13;
na krótki wypad.&#13;
W korespondencji poświadczone są niektóre fakty z kujawskiego&#13;
etapu podróży, w której odwiedził ponownie Bodzanowo, Płowce,&#13;
Bogusławice, a po raz pierwszy Głuszyn i Ruszkowo. Kolberg zapowiada w liście do Biesiekierskiego przyjazd koleją do Włocławka w&#13;
dniu 21 sierpnia 1865 roku, Biesiekierski odpowiada 20 sierpnia, że&#13;
„dziś posyła konie do Włocławka” (Korespondencja… cz. I, DWOK&#13;
129&#13;
&#13;
�T. 64, s. 128 i 129) – data przyjazdu na Kujawy zgodna jest więc&#13;
z cytowanymi wyżej notatkami. Michał Sokołowski w liście z 16&#13;
XI 1865 r. wspomina pobyt Kolberga w Głuszynie (tamże, s. 139),&#13;
25 listopada badacz z wdzięcznością pisze „o uprzejmym przyjęciu”&#13;
w domu Morzyckich w Ruszkowie (tamże, s. 140), a w liście do Ludwika Komeckiego, prawdopodobnie z grudnia (Komecki odpowiada 20 stycznia 1866 roku) powołuje się na bytność w Bogusławicach&#13;
(tamże, s. 145).&#13;
Informacje Kopernickiego cytowane wyżej (zob. rok 1863 i 1864)&#13;
są nieprecyzyjne bądź sprzeczne z tymi przekazami: w biogramie&#13;
podaje on łącznie podróże z trzech lat, co powoduje niejasność co do&#13;
poszczególnych wypraw (Przedmowa wydawcy…, s. X), w notatkach&#13;
przywołuje wyjazd do Mąkolina w roku 1864 i 1865 nie wskazywany gdzie indziej.&#13;
1866 Według itinerarium: „Do Lublina (Illuk[iewicz], na krótko)”.&#13;
Brak innych informacji źródłowych potwierdzających tę podróż,&#13;
odbytą zapewne w sprawach rodzinnych – Julia Illukiewiczowa (zm.&#13;
1872), żona Seweryna, urzędnika z Lublina, była bratanicą Oskara.&#13;
W liście do Józefa Blizińskiego z 31 V 1866 r. Kolberg wyraża&#13;
niepewność co do swoich letnich wędrówek tego roku. Pisze, że&#13;
plan wyjazdu „za granicę” (tj. poza zabór rosyjski) jest nierealny,&#13;
więc „podrynda się w kraju”, może wstąpi do Ruszkowa, gdyby jechał w Kaliskie, a wyjechać zamierza dopiero w środku lipca (Korespondencja… cz. I, DWOK T. 64, s. 162). Lista wydatków w notatniku rachunkowym Kolberga nie wskazuje jednak na żaden wyjazd&#13;
z Warszawy w tym roku (sygn. 3210, k. 15).&#13;
Informacje Kopernickiego są z kolei niejasne, gdyż ujmują podróże z kilku lat łącznie lub są sprzeczne z notatką w itinerarium:&#13;
w biografii Kolberga Kopernicki pisze: „1866–1868 – Poznańskie”&#13;
(Przedmowa wydawcy…,s. X), w rękopisie: „W Chełmskie do pp.&#13;
Hemplów, pułkownika, do Tarnowa pod Chełmem i do [Tuchowicza] pod Łukowem, także do pp. Hemplów w r. 1866, [18]67, [18]68”.&#13;
Podróże w Poznańskie i Chełmskie podejmował Kolberg w latach&#13;
następnych, zob. niżej.&#13;
&#13;
130&#13;
&#13;
�1867 Według itinerarium: „Do Poznania, do Siekierek (Radońskich), do&#13;
Libelta (Czeszewo), do Krak[owa], Lwowa, Barysza (Szawłowskich)”.&#13;
W Notatniku z rachunkami Kolberg zapisał pod datą 29 lipca&#13;
(rkp. sygn. 3210, k. 16) wydatki na podróż do Aleksandrowa Kujawskiego oraz „na podróż do Pozn[ania] i Krakowa”, a po powrocie, 15&#13;
października (tamże, k. 17) koszt wyprawy w Poznańskie oraz wydatki „w Galicji (Lwów, Krak[ów], Barysz)”. Aleksandrów był miejscowością ze stacją pograniczną drogi żelaznej warszawsko–bydgoskiej; w grudniu 1862 roku wybudowano tu dworzec i uruchomiono&#13;
linię kolejową. Kolberg podróżował więc z Warszawy w Poznańskie&#13;
zapewne tą koleją i w Aleksandrowie przekraczał granicę zaborów&#13;
rosyjskiego i pruskiego.&#13;
W liście do Blizińskiego z 29 I 1867 r. zawiadamiał: „Będę&#13;
w Sędzinie, jadąc w Poznańskie”, a 24 lutego Bliziński przebywający w Sędzinie powołuje się na tę zapowiedź przyjaciela (Korespondencja… cz. I, DWOK T. 64, s. 196 i 198). Sędzin leżał tak jak&#13;
Aleksandrowo w powiecie nieszawskim, stąd zapewne ta sugestia;&#13;
brak jednak informacji o ewentualnym zatrzymaniu się Kolberga&#13;
na Kujawach w drodze do Poznania. Nie może go też jednoznacznie&#13;
potwierdzić ciepłe wspomnienie bytności Kolberga w domu Sokołowskich w Głuszynie (również w powiecie nieszawskim), wyrażone&#13;
w liście Michała Sokołowskiego z 6 I 1868 r. (tamże, s. 237), gdyż&#13;
nie wiadomo, czy nie odnosi się do pobytu Kolberga na Kujawach&#13;
w latach wcześniejszych.&#13;
Korespondencja dokumentuje natomiast niektóre inne fakty dotyczące podróży w roku 1867. Bliziński przypomina 1 października zapowiedź Kolberga, że planuje powrót do Warszawy „dopiero&#13;
w końcu września lub na początku października” (tamże, s. 202).&#13;
20 października Kolberg donosi Żupańskiemu, że dopiero przed kilku dniami wrócił do Warszawy z podróży „ostatecznie do Galicji&#13;
odbytej” (tamże, s. 205), a do Libelta pisze 27 grudnia: „Po wycieczce […] odbytej w Ks[ięstwie] Pozn[ańskim] wyjechałem, jak Panu&#13;
wiadomo, do Galicji i dotarłem za Lwów, aż na Podole galicyjskie&#13;
[w itinerarium Kolberg wymienia jedynie Barysz pod Buczaczem,&#13;
por. też rok 1876] i do Bukowiny, wszędzie równie obfite po drodze&#13;
zbierając dla siebie plony” (tamże, s. 227–228). W liście do Bogumiła&#13;
Hoffa z 30 XII 1867 r. wspomina: „W roku bieżącym byłem w lecie&#13;
131&#13;
&#13;
�w W[ielkim] Ks[ięstwie Pozn[ańskim] i bawiłem czas jakiś u p. Libelta w Czeszewie i u p. Radońskich w Siekierkach itd.”, skąd udał&#13;
się do Poznania, gdzie spędził cały tydzień (tamże, s. 231). Wreszcie w liście do Aleksandra Osipowicza pisze, że dopiero w połowie&#13;
października wrócił „z podróży po Poznańskiem i Galicji odbytej”&#13;
(tamże, s. 234). Zatem podróż Kolberga w Poznańskie i do Galicji&#13;
trwała prawdopodobnie od końca lipca do połowy października.&#13;
Pobyty Kolberga w Poznaniu w sierpniu i wrześniu poświadczają: brulionowy, datowany w Poznaniu 18 VIII 1867 r. projekt&#13;
umowy wydawniczej z Janem Konstantym Żupańskim na druk&#13;
Mazowsza, który ostatecznie nie doszedł do skutku (zob. Korespondencja… cz. III, DWOK T. 66, s. 710, aneks 4) oraz wystawiony 19 IX rachunek za pobyt w hotelu Berlińskim w Poznaniu&#13;
w dniach 16–19 IX 1867 r. (rkp. zaginiony, Bibl. PAU, sygn. 2030,&#13;
t. II, k. 11; tu oparto się na kopii Marii Turczynowiczowej sprzed&#13;
1939 roku, znajdującej się w Muzeum Oskara Kolberga w Przysusze, sygn. MWR/MOK/2004/1).&#13;
W sprzeczności z tymi informacjami pozostaje wypowiedź Kolberga we wstępie do części I Chełmskiego (DWOK T. 33, s. X), gdzie&#13;
pisząc o owocnych badaniach w okolicy Chełma, zwłaszcza w gościnnym domu Hemplów w Tarnowie, wymienia daty swojego tam&#13;
pobytu: 1867, 1869, 1870.&#13;
W rękopiśmiennych notatkach Kopernickiego mowa z kolei o pobycie Kolberga u Hemplów w Tarnowie pod Chełmem i w Tuchowiczu pod Łukowem w latach 1866, 1867 i 1868 (zob. wyżej, rok 1866)).&#13;
Jednak zarówno Kolberg w itinerarium, jak i Kopernicki w biografii Kolberga (Przedmowa wydawcy…, s. X) wymieniają jedynie lata&#13;
1869 i 1870 jako daty roczne pobytu u Hemplów w Tarnowie.&#13;
1868 Według itinerarium: „Do Woli Rasztows[kiej] i Kraszewa pod Radzymin (do Komierowskich), do Pozn[ania], do Czeszewa (Libelt), do&#13;
Dębicza, Miłosławia, Morownicy; do Krak[owa], Lwowa, Zadwórza”.&#13;
Pierwotnie zapisał tu Kolberg jeszcze: „Barysza”, potem miejscowość&#13;
tę skreślił.&#13;
W zapiskach rachunkowych odnotował pod datą 3 czerwca&#13;
podróż „pod Radzymin (Wola Rasztowska, Kraszew)”, pod datą&#13;
10 lipca – „przez 5 dni w Woli Rasztowskiej”, a między 9 sierpnia&#13;
132&#13;
&#13;
�a 15 listopada podróż „do Galicji, Poznania i Lwowa w ciągu trzech&#13;
miesięcy” oraz „sprawunki w Krakowie” (rkp. sygn. 3210, k. 17 i 18).&#13;
Pobyt i badania w Woli Rasztowskiej pod Radzyminem w 1868&#13;
roku dokumentują także datowane wyjątkowo zapisy terenowe&#13;
kilkunastu bajek śląskich, spisanych przez Kolberga z ust jednego&#13;
z kilku wymienionych w rękopisie sezonowych robotników rolnych,&#13;
pracujących w tamtejszym folwarku (zob. M. Gładysz „Śląsk” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Śląsk, DWOK T. 43, s. VII–VIII oraz&#13;
tamże, s. 76, przyp. 1). Wyjazd pod Radzymin na początku czerwca&#13;
zapowiadał też Kolberg w liście do Blizińskiego z 30 V 1868 r., pisząc, że wybiera się na pięć dni „na wieś o parę mil od Warszawy&#13;
odległą” (Korespondencja…, cz. I, DWOK T. 64, s. 254) .&#13;
Informacje w listach tylko po części pokrywają się jednak z podanymi w itinerarium. 21 września Kolberg otrzymuje za pośrednictwem Bibianny Moraczewskiej zaproszenie od Pauliny Wilkońskiej&#13;
do Ostrowa pod Wieleniem (tamże, s. 262), gdzie według itinerarium&#13;
był dopiero w roku następnym, w liście do Leona Wegnera z 22 XI&#13;
1868 r. wspomina spotkanie sprzed dwóch miesięcy w Poznaniu&#13;
i dodaje: „[…] w krótkim tym przeciągu czasu obiegłem kawał kraju,&#13;
bo byłem pod Krakowem, Lwowem, a teraz znajduję się jakoby&#13;
w porcie spokojności, w Warszawie (tamże, s. 264–265). 29 listopada&#13;
Bliziński wytyka Kolbergowi, że do Sędzina „nie zajrzał”, bo „bujał&#13;
po Krakowie” (tamże, s. 266), 2 grudnia Hipolit Bochdan nawiązuje&#13;
do spotkania z „przyjacielem naszej rodziny” w Zadwórzu (tamże,&#13;
s. 268), a 5 marca 1869 r. w liście do Jerzego Lubomirskiego Kolberg powołuje się na swoją bytność we Lwowie w roku zeszłym,&#13;
tj. 1868, i na rozmowy z Augustem Bielowskim w sprawie funduszy&#13;
na kontynuację Ludu (tamże, s. 289). Natomiast w liście do Józefa&#13;
Blizińskiego z 7 XII 1868 r. pisze, że w Warszawie jest od 15 listopada, że na wyprawę wyruszył w sierpniu i był tydzień w Poznaniu&#13;
„ku końcowi września”, ale musiał wrócić do Krakowa, „gdyż samo&#13;
tylko to miasto figurowało w moim paszporcie i zapuszczać się dalej w Poznańskie nie mogłem” (tamże, s. 270). Tymczasem wielkopolska trasa z 1868 roku wymieniona w itinerarium przeczy temu&#13;
stwierdzeniu. Także wzmianki w korespondencji nie potwierdzają&#13;
jednoznacznie – poza pobytem w Poznaniu – dalszej wędrówki Kolberga w Poznańskiem. Pewną wskazówkę stanowić może jedynie&#13;
133&#13;
&#13;
�informacja w liście Kolberga do właściciela Dębicza, Włodzimierza&#13;
Wolniewicza, z 24 II 1869 r. Wspominając w nim z wdzięcznością&#13;
„gościnne progi” w Dębiczu i „wywiezione stamtąd zbiory” (tamże,&#13;
s. 278), nawiązuje Kolberg do swojego wcześniejszego pobytu pod&#13;
Środą, który według itinerarium przypadł na 1868 rok. Tak więc nie&#13;
wydaje się pewna cytowana wyżej wypowiedź, że nie mógł „zapuszczać się dalej w Poznańskie”.&#13;
Pobyt w Krakowie i pod Krakowem potwierdza z kolei wzmianka w liście Józefa Łepkowskiego z 25 X 1868 r. o spotkaniu z Oskarem w Krakowie i wyrażona tam prośba o pozdrowienie Konopki&#13;
(bez podania imienia), zatem sugerująca bytność w Mogilanach lub&#13;
w Modlnicy (tamże, s. 263–264). O bytności Kolberga w Krakowie&#13;
świadczy też informacja Kazimierza Władysława Wójcickiego, który&#13;
opisując swoje wrażenia z podróży do Krakowa w sierpniu 1868&#13;
roku, wspomina zwiedzanie miasta w towarzystwie Jana K. Gregorowicza i Oskara Kolberga oraz pożegnanie na dworcu kolejowym&#13;
z Oskarem i Franciszkiem Matejką (zob. K. W. Wójcicki Wycieczka&#13;
do Krakowa [cz.] III, „Kłosy” 1868, „Dodatek Nadzwyczajny do nr&#13;
170 „Kłosów”, s. 177 i 179) .&#13;
Według nieprecyzyjnego świadectwa Kopernickiego, cytowanego&#13;
wyżej (zob. rok 1866 i 1867), w latach 1866–1868 Kolberg podróżował w Poznańskie (Przedmowa wydawcy…., s. X) oraz w Chełmskie&#13;
(do Tarnowa) i na Podlasie (do Tuchowicza pod Łukowem) w latach&#13;
1866, 1867, 1868.&#13;
1869 Według itinerarium: „Do Tarnowa (Hemplów), do Raszt[owskiej]&#13;
Woli, do Poznania (do Wielenia, Morownicy), do Krak[owa], Mogilan i Modl[nicy]”. Z Notatnika z rachunkami (zob. niżej) wynika, że&#13;
w Wielkopolsce Kolberg odwiedził także Kórnik, odnotowane jest&#13;
tam również Bojanowo Stare, skąd dalej udawał się końmi do Morownicy, a w Krakowskiem – Oświęcim, zapewne również w przejeździe.&#13;
Kalendarza tych podróży dotyczą notatki rachunkowe Kolberga&#13;
(rkp. sygn. 3210, k. 18 i 19): „13–20 maja – podróż koleją i pobyt&#13;
u Hemplów w Tarnowie”, „15–27 czerwca – na wsi u Hemplów&#13;
i podróż na Lublin”, „12 lipca – tydzień pobytu u Młockich w Raszt[owskiej] Woli”, „2 sierpnia – paszport do Krakowa”, „8 sierpnia&#13;
134&#13;
&#13;
�– wyjazd koleją żel[azną]”. – Podsumowując koszty dalszego etapu&#13;
podróży, zapisał: „Do nowego roku 1870 wydałem w Krakowie i Poznaniu (do 20 stycz[nia] 70 [r.]) 40. rub. sr.”, przy czym wlicza w tę&#13;
sumę także kolejne podróże z Poznania „do Wielenia, Morownicy,&#13;
Kórnika”.&#13;
Majowy pobyt u Hemplów w Tarnowie pod Chełmem potwierdzony jest w korespondencji; 23 maja Kolberg pisze do Bogumiła&#13;
Hoffa, że odebrał jego listy 22 maja, po powrocie „z tygodniowej&#13;
wycieczki w Podlaskie” (Korespondencja… cz. I, DWOK T. 64, s.&#13;
326), natomiast brak innych danych źródłowych na temat drugiego&#13;
pobytu w Tarnowie w czerwcu oraz w Rasztowskiej Woli w lipcu.&#13;
Odwiedziny u Hemplów w roku 1869 wymienia też Kolberg we&#13;
wstępie do części I Chełmskiego, podaje tam jednak tylko datę roczną (DWOK T. 33, s. X); zob. też wyżej, rok 1867.&#13;
Dodatkowe informacje dotyczące etapu podróży do Krakowa&#13;
i w Poznańskie przynoszą zapisy wydatków Kolberga na luźnej&#13;
kartce zachowanej w Notatniku rachunkowym (sygn. 3210, k. 20),&#13;
sporządzone jednak bez podania bliższych dat, a jedynie z notą&#13;
ogólną: „1869 sierpień i wrzesień”. Odnotowuje tam Kolberg koszty&#13;
poniesione wówczas na przejazdy koleją do Granicy, do Krakowa&#13;
i do Oświęcimia, pobytów „na wsi u Konop[ków]”, a następnie w Poznaniu, przejazdów kolejowych z Poznania, najpierw do Wielenia,&#13;
potem do Bojanowa, drobne wydatki w Morownicy i w Pozn[aniu]&#13;
oraz na powrót koleją do Oświęcimia.&#13;
Według tych zapisków rachunkowych Kolberg odbył podróż&#13;
do Krakowa i w Poznańskie w sierpniu i wrześniu, udając się koleją najpierw do Granicy, następnie do Krakowa i do Oświęcimia,&#13;
pod Kraków do Konopków i następnie dalej do Poznania, skąd udał&#13;
się do Kórnika, potem znowu z Poznania do Wielenia, a następnie&#13;
z Poznania dotarł najpierw pociągiem do Starego Bojanowa, skąd&#13;
konie przysłane przez Niegolewskich zabrały go do Morownicy. Do&#13;
Krakowa udał się ponownie znowu przez Oświęcim. Z tych zapisów&#13;
nie wynika jednak, że pobyt w Krakowskiem, Poznańskiem i znowu&#13;
w Krakowskiem trwał aż do stycznia następnego 1870 roku, co odnotował w cytowanym wyżej Notatniku (na k. 19).&#13;
Poszczególne etapy tej podróży poświadczone są częściowo w korespondencji. Pierwszą bytność w Krakowie w sierpniu dokumentuje&#13;
135&#13;
&#13;
�brulion listu Kolberga pisany w Krakowie 15 VIII do lipskiej firmy&#13;
Beritkopfa i Härtla oraz odpowiedź tejże z 17 VIII adresowana do&#13;
księgarni D. E. Friedleina w Krakowie, która była stałym miejscem&#13;
kontaktów Kolberga i odbioru poczty (Korespondencja…, DWOK&#13;
T. 64, s. 331–334).&#13;
Pobyt w Poznaniu i odwiedziny w Ostrowie pod Wieleniem&#13;
potwierdzają listy Pauliny Wilkońskiej z sierpnia, października i listopada 1868 r. (tamże, s. 335 i 338–342) oraz odpowiedź Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk z 15 IX na wniosek Kolberga&#13;
złożony osobiście 23 VIII w sprawie funduszy na jego wydawnictwo (tamże, s. 335–336). O powrocie Kolberga z Wielkopolski do&#13;
Krakowa przed 15 października informuje z kolei wzmianka w tak&#13;
datowanym liście Fryderyka Skobla pisanym ze Lwowa (tamże,&#13;
s. 336). Świadczy też o tym pytanie w liście Pauliny Wilkońskiej&#13;
z 27 X, jak powodzi się Kolbergowi w Krakowie (tamże, s. 338)&#13;
oraz wątpliwość Bogumiła Hoffa, który niepokoi się, czy jego list&#13;
z 30 XI zastanie Kolberga jeszcze w Mogilanach (tamże, s. 342).&#13;
W Krakowie ku końcowi roku 1869 złożył Kolberg w drukarni do&#13;
składania pierwszy tom swojej monografii Krakowskiego, planując jednocześnie przeniesienie się z Warszawy wobec otrzymanej&#13;
z Towarzystwa Naukowego Krakowskiego dotacji. Cytowane notatki rachunkowe (k 19) wskazują na powrót do Warszawy dopiero&#13;
w styczniu 1870 roku; podsumowując koszt wyprawy w Krakowskie i Poznańskie w roku 1869, Kolberg podaje jej datę końcową:&#13;
„do 20 stycz[nia 18]70 r.”&#13;
Według biogramu Kolberga napisanego przez Kopernickiego podróżował Kolberg w latach 1869 i 1870 w „Chełmskie i powtórnie&#13;
Augustowskie” (Przedmowa…, s. X), natomiast w swoich notatkach&#13;
uzupełniających szkic autobiografii Kolberga Kopernicki zanotował:&#13;
„W Łomżyńskie i Augustowskie – w r. 1869 i 1870”. Informacje te są&#13;
sprzeczne z pozostałymi przekazami.&#13;
1870 Według itinerarium: „Do Hemplów (na Siedlce, Kodeń, Włodawę)”.&#13;
Korespondencja Kolberga (zob. niżej) wskazuje na pobyt w Krakowie i pod Krakowem w ciągu drugiego półrocza.&#13;
Brak bliższych danych o podróży w Chełmskie i na Podlasie.&#13;
Prawdopodobnie nastąpiła ona wiosną, gdyż w liście z 12 XI 1870 r.&#13;
136&#13;
&#13;
�Maria Hemplówna pisze do Kolberga: „I ja również niewymownie&#13;
żałuję, że nie wypadło Szanownemu Panu być tego lata w Tarnowie,&#13;
ale umiałam uwzględnić bardziej konieczną potrzebę Jego obecności tam, gdzie chodziło o dopełnienie i dopilnowanie wychodzącego&#13;
dzieła […]” (Korespondencja… cz. I. DWOK T. 64, s. 369). Kolberg&#13;
przebywał zapewne latem i jesienią w Krakowie, zajęty monografią Krakowskiego. Jego list do Hemplówny, w którym wyjaśniał&#13;
tę okoliczność, co wynika z cytowanego wyżej tekstu autorki, nie&#13;
zachował się, podobnie jak wszystkie inne skierowane do tej współpracownicy. W Chełmskie podróżował więc najprawdopodobniej&#13;
z Warszawy, dokąd powrócił w styczniu z Krakowa (por. wyżej, rok&#13;
1869), a przed kolejnym wyjazdem do Krakowa latem. Brak listów&#13;
Kolberga z pierwszego półrocza 1870 roku może wskazywać na jego&#13;
nieobecność w tym okresie w Warszawie, natomiast listy kierowane&#13;
wówczas do niego wysyłane były m. in. z Krakowa i z Modlnicy,&#13;
gdzie zatem wówczas nie przebywał (zob. tamże, s. 348, 351, 355,&#13;
357, 359).&#13;
Rok 1870 jako datę roczną pobytu w Tarnowie wymienia też&#13;
Kolberg we wstępie do części I Chełmskiego (DWOK T. 33, s. X)&#13;
oraz Kopernicki w drukowanym biogramie (Przedmowa wydawcy…, s. X); zob. też wyżej, rok 1869.&#13;
Pobyt lub pobyty w Krakowie w ciągu drugiego półrocza nie&#13;
są dokładnie udokumentowane, lecz korespondencja wskazuje na&#13;
dłuższy okres zatrzymania się w mieście lub raczej u Konopków pod&#13;
Krakowem. W brulionie listu do Henryka Szopowicza już 18 czerwca Kolberg prosi adresata o przesłanie ewentualnych materiałów na&#13;
adres Friedleina w Krakowie i dodaje: „Co rok bowiem bywam po&#13;
kilka razy w Krakowie i tam się zwykle papiery do mnie adresowane składają” (Korespondencja… cz. I, DWOK T. 64, s. 362). W cytowanym wyżej liście Hemplówna wyraża żal, że badacz latem nie&#13;
odwiedził Tarnowa, ale i zrozumienie, że ważniejszy był dla niego&#13;
wówczas pobyt w Krakowie. W październiku Kolberg swój list do&#13;
Towarzystwa Naukowego Krakowskiego pisze z Krakowa, a Hoff&#13;
wspomina o jego pobycie w Mogilanach i Krakowie, na początku&#13;
listopada przyszła bratowa Oskara, Karolina, dopomina się o jego&#13;
powrót spod Krakowa do Warszawy, zaś 18 grudnia Oskar pisze&#13;
do Walerego Rzewuskiego jeszcze z Modlnicy (tamże, s. 365, 366,&#13;
137&#13;
&#13;
�367–368 i 371). Można więc przyjąć, że drugą połowę roku 1870&#13;
spędził Kolberg pod Krakowem i w Krakowie.&#13;
Niejasna i prawdopodobnie błędna jest późniejsza informacja badacza we wstępie do części I Pokucia, w której wśród dat rocznych&#13;
podróży na Pokucie wymienił także rok 1870 (DWOK T. 29, s. XI).&#13;
Odwiedzin tego regionu w tym roku nie poświadcza żaden inny&#13;
przekaz.&#13;
Z kolei dane Kopernickiego są po części sprzeczne z informacjami Kolberga; zob. wyżej, rok 1869.&#13;
1871 Według itinerarium: „Do Krakowa, Mogilan i Modlnicy – na stałe; do&#13;
Lwowa, Bołszowiec, Barysza”. Inne źródła (zob. niżej) poświadczają&#13;
też pobyt Kolberga w Poznaniu i w Poznańskiem.&#13;
Korespondencja wskazuje, że w styczniu Kolberg przebywał jeszcze w Modlnicy, a do Warszawy wyjechał w końcu tego miesiąca,&#13;
oraz że zapowiadał powrót do Modlnicy w sierpniu 1871 roku (zob.&#13;
listy A. Konopczanki z 12 II oraz niedatowany, prawdopodobnie&#13;
z czerwca, Korespondencja… cz. I, DWOK T. 64, s. 375 i 382). Przeprowadzka pod Kraków nastąpiła między 5 a 16 sierpnia, co poświadcza wzmianka w liście Felicjana Faleńskiego do Karola Estreichera z 5 VIII oraz list Wilhelma do brata z 16 VIII. Faleński pisze,&#13;
że wysyła „naprędce parę słów przez odjeżdżającego do Was [tj. do&#13;
Krakowa] Oskara Kolberga”, a Wilhelm potwierdza odbiór wiadomości Oskara o „pomyślnej podróży” do Modlnicy (Korespondencja&#13;
Karola Estreichera z Marią i Felicjanem Faleńskimi, „Archiwum&#13;
Literackie” 1957, nr 3, s. 99, list 30 oraz Korespondencja Oskara&#13;
Kolberga cz. I, DWOK T. 64, s. 383).&#13;
O pobycie Kolberga we Lwowie, Bołszowcach i Baryszu nie&#13;
wzmiankują inne źródła. W pierwszym półroczu brak jednak listów&#13;
Kolberga, nie można więc wykluczyć wyjazdu – może niedługiego&#13;
– do Galicji Wschodniej.&#13;
Natomiast z listów i z prasy wynika, że jesienią odbył Kolberg&#13;
podróż do Poznania i w Poznańskie, o której nie wspomina w itinerarium. W październiku Karol Minter, Wilhelm i Karolina piszą&#13;
do Oskara, że dowiedzieli się z gazet o jego pobycie w Poznaniu&#13;
(Korespondencja…cz. I, DWOK T. 64, s. 387, 388, 390). O przyjeździe&#13;
Kolberga w dniu 14 października do Poznania informował „Dziennik&#13;
138&#13;
&#13;
�Poznański” 1871 w nr 236 (z 15 X) . Według itinerarium Kolberg&#13;
udał się w Poznańskie dopiero w roku następnym (zob. niżej). Tymczasem w liście z lutego 1872 roku do poznańskiego wydawcy, Ludwika Merzbacha,, Kolberg wspomina spotkanie z nim w Poznaniu&#13;
w październiku roku poprzedniego, a w dalszym ciągu tego listu&#13;
pisze: „Po wyjeździe moim z Poznania bawiłem parę tygodni na&#13;
wsi, po czym wracając na Oderberg [Bogumin] do Krakowa, wstąpiłem do Cieszyna, gdzie mieszka i pracuje u fotografisty p. Hoff […]”&#13;
(Korespondencja… cz. I, DWOK T. 64, s. 410). Informacja o spot­&#13;
kaniu w Poznaniu, o „paru tygodniach na wsi” i wzmianka o bytności w Cieszynie wskazują, że od połowy października 1871 roku&#13;
przebywał Kolberg najpierw w Poznaniu, potem w Poznańskiem&#13;
– może już na przełomie roku 1871/1872 – w dworach zaprzyjaźnionych Wielkopolan oraz odwiedził Cieszyn – może już w 1872 roku.&#13;
Notatka prasowa z „Dziennika Poznańskiego” i list do Merzbacha&#13;
uwiarygadniają wyraźnie pobyt w Poznaniu i zapewne w Poznańskiem w roku 1871. Takie dane Kolberg podaje jednak w itinerarium&#13;
dopiero pod rokiem 1872 (zob. niżej).&#13;
Kopernicki odnotowuje w roku 1871 jedynie opuszczenie Warszawy i zamieszkanie w Modlnicy (Przedmowa wydawcy…., s. XI).&#13;
1872 Według itinerarium: „Do Poznania, do Dębicza, Miłosławia, Morownicy, Targoszyc (Łukaszewicz) , do Cieszyna (Otto)”. Zob. też wyżej,&#13;
rok 1871.&#13;
Zachowały się tylko trzy bruliony listów Kolberga z roku 1872&#13;
(z lutego i z listopada), brak więc bezpośrednich i pewnych danych&#13;
o jego ówczesnych podróżach. Informacje w jednym z nich zawarte&#13;
są jednak sprzeczne z podanymi w itinerarium. W niedatowanym&#13;
brulionie listu do poznańskiego wydawcy, Ludwika Merzbacha,&#13;
którego datę ustalono (być może błędnie?) na podstawie zapisu na&#13;
tej samej karcie co listu do brata Wilhelma, datowanego 4 II 1872&#13;
(zob. Korespondencja… cz. I, DWOK T. 64, s. 410–412 i s. 408–410),&#13;
Kolberg nawiązuje do spotkania z Merzbachem w Poznaniu w październiku 1871 roku oraz pisze o pobycie na wsi po wyjeździe z Poznania i o odwiedzinach Cieszyna w drodze do Krakowa (cytowany&#13;
fragment zob. wyżej, rok 1871). Ta informacja przesuwałaby podróż&#13;
Kolberga do Poznania i w Poznańskie oraz bytność w Cieszynie na&#13;
139&#13;
&#13;
�rok 1871, ewentualnie na początek roku 1872, kiedy to kontynuował&#13;
parotygodniowy pobyt na wsi w dworach wielkopolskich wymienianych w itinerarium, po czym nastąpił powrót do Poznania i stąd&#13;
dopiero podróż do Cieszyna. W liście tym Kolberg wspomina także&#13;
o spotkaniu w Cieszynie z Bogumiłem Hoffem, od którego otrzymał&#13;
rysunki ubiorów z Wielkopolski. Musiałoby to nastąpić przed marcem 1872 r., gdyż w tym miesiącu Hoff opuścił Cieszyn, przenosząc&#13;
się do Przemyśla.&#13;
Wątpliwość co do pobytu w Poznaniu w 1872 roku nie została&#13;
rozstrzygnięta w świetle dostępnych źródeł. Wzmacnia ją dodatkowo&#13;
kilka innych – poza itinerarium – przekazów źródłowych z lat późniejszych, poświadczających jednak podróż w Poznańskie w 1872&#13;
roku. We wstępie do części V W. Ks. Poznańskiego drukowanej&#13;
w 1880 r. Kolberg pisze: „W Kościańskiem zauważyliśmy (w r. 1872&#13;
i 1875) głównie następujące tańce […]” (DWOK T. 13, s. IX). W roku&#13;
1880 w liście do redakcji czeskiego „Světozora” podaje informację:&#13;
„[…] w r. 1872 robiłem w celach etnograficznych wycieczki w Poznańskie […]” (Korespondencja… cz. II, DWOK T. 65, s. 407). W 1881&#13;
roku pod tekstem brulionu listu do Ludwika Jenikego, dotyczącego&#13;
odbytych wypraw zanotował m.in.: „W r. 1872 jeździłem w celach&#13;
etnograficznych w Poznańskie” (tamże, s. 462). Wreszcie w liście do&#13;
Bogumiła Hoffa z 1885 r. nawiązuje – bez podania jednak daty rocznej – do swojego krótkiego pobytu u pastora Leopolda Otto w Cieszynie (Korespondencja… cz. III, DWOK T. 66, s. 236).&#13;
1873 Według itinerarium: „Do Wiednia (na wystawę)”.&#13;
Plany wyjazdu na wystawę powszechną w Wiedniu miał Kolberg&#13;
już wiosną 1873 roku, o czym musiał informować Marię Hemplównę (list ten nie zachował się), która pisząc do niego 30 kwietnia nawiązuje do projektu „przejażdżki do Wiednia” (Korespondencja… cz.&#13;
I, DWOK T. 64, s. 451). Wystawa powszechna w Wiedniu, otwarta&#13;
była w dniach od 1 maja do 31 X 1873 roku. 1 sierpnia Oskar pisze&#13;
w liście do brata Wilhelma, że Konopkowie zachęcają go do zwiedzenia wystawy oraz wspomina o pewnych nadziejach związanych&#13;
z możliwością zaprezentowania w środowisku muzycznym Wiednia&#13;
swoich kompozycji i nawiązania kontaktów z tamtejszymi etnografami. Pisze też, że na przeszkodzie stoją koszty wyprawy i prosi brata&#13;
140&#13;
&#13;
�o przesłanie odpowiedniej kwoty ze sprzedaży jednego ze swoich&#13;
listów zastawnych, którymi ten zarządzał w Warszawie (tamże,&#13;
s. 457–458). Już 4 sierpnia Wilhelm donosił Oskarowi, że asygnację&#13;
wypłaty wysłał na adres Friedleina (zob. tamże, s. 459 oraz s. 468 –&#13;
notatki pod tekstem brulionu), na tym jednak definitywnie kończy&#13;
się w listach temat wyjazdu Kolberga na wystawę w Wiedniu.&#13;
Kiedy ją badacz odwiedził i jak długo przebywał w Wiedniu, nie&#13;
wiadomo. Wyjazd mógł jednak nastąpić najwcześniej po 4 sierpnia,&#13;
kiedy to Wilhelm zadysponował częścią złożonego u niego kapitaliku Oskara i przysłał odpowiednią asygnację, co rozwiązało sprawę funduszu na wyjazd. Luka w korespondencji wysyłanej przez&#13;
Oskara Kolberga trwała od 1 sierpnia do około 22 października,&#13;
kiedy to Akademia pokwitowała odbiór listu pisanego przez niego&#13;
w Krakowie (zob. tamże, s. 456 i 464), zatem pobyt w Wiedniu mógł&#13;
mieć zapewne miejsce między połową sierpnia a ostatnią dekadą&#13;
października. Brak jednak w materiałach Kolberga jakichkolwiek&#13;
śladów czy choćby wzmianek o tej podróży, jej przebiegu i wrażeniach, o pobycie w Wiedniu i zwiedzaniu wystawy – i to zarówno&#13;
w korespondencji, jak i w innych dokumentach badacza. Całkowite&#13;
przemilczenie tej wyprawy jest tym bardziej zastanawiające że wrażeniami z podróży na wystawę powszechną w Paryżu, odbytą pięć&#13;
lat później, dzielił się Kolberg chętnie w swoich listach do rodziny&#13;
i przyjaciół (zob. rok 1878). Nie wiadomo, czy i w jakim stopniu na&#13;
wyjazd Kolberga na wystawę mogły mieć wpływ krach finansowy&#13;
na giełdzie wiedeńskiej, który nastąpił wkrótce po otwarciu ekspozycji i spowodował zwyżkę cen i spadek frekwencji, a także wybuch epidemii cholery w Wiedniu, która szerzyła się także w Galicji&#13;
w okresie od końca maja do połowy sierpnia. O pobycie Kolberga&#13;
w Wiedniu może wprawdzie świadczyć niedatowana wzmianka&#13;
o odwiedzinach „pianisty Kolberga” w wiedeńskim salonie Eleonory z Milieskich Elkanowej, nie wiadomo jednak, czy z tą datą roczną&#13;
można ją powiązać (zob. H. Dąbczańska-Budzynowska Pamiętnik,&#13;
oprac. J. Fijałek, „Rocznik Biblioteki Polskiej Akademii Nauk w Krakowie” R. 9: 1963, druk 1964, s. 316).&#13;
1874 Brak jakichkolwiek świadectw źródłowych, które dokumentowałyby podróż lub podróże Kolberga w tym roku.&#13;
141&#13;
&#13;
�Zdecydowała o tym zapewne konieczność dopilnowania druku&#13;
i korekt IV części Krakowskiego, która ukazała się pod koniec roku&#13;
1874 lub raczej na początku 1875 (zob. list do Akademii z 24 X,&#13;
Korespondencja… cz. I, DWOK T. 64. s. 495–496), a także równoległa praca nad pierwszymi tomami Poznańskiego (część I wydana&#13;
została w 1875 roku) . Prawdopodobnie znaczenie miał też brak&#13;
funduszy, o czym świadczyć może ponawiana prośba do Wilhelma&#13;
o przekazanie mu zdeponowanego u niego kapitału, a przynajmniej&#13;
„pilnie potrzebnej” jego części ( zob. bruliony listów do Wilhelma&#13;
z 12 VI i 18 XII, tamże, s. 491 i 511).&#13;
1875 Prawie trzymiesięczna podróż w Poznańskie, do Prus Zachodnich&#13;
i Wschodnich, przebiegająca następującą trasą: Morownica, Pakosław, Konojad, Poznań, Toruń, Zakrzewko, Brąchnówko, Tylice,&#13;
Łysomice, Turzno, Nawra, Chełmno, Terespol, Łaszewo, Tucholszczyzna, Bukowiec, Pelplin, Gdańsk, Oliwa, Sopot, Wielki Kac [Kack],&#13;
Oksywie, Puck, Wejherowo, Malbork, Waplewo, Telkwice, Buchwałd, Elbląg, Królewiec, Lec [Giżycko], Ełk, Osterode [Ostróda],&#13;
Toruń, Poznań, Morownica.&#13;
Według itinerarium: „Do Poznania (Pakosławia, Morownicy,&#13;
Konojadu), do Torunia, Zakrzewka i Brąchnówka (Czarlińskich),&#13;
[Łaszewa] (Mieczkowskich) [w rkp. błędnie: Łukowa]), Nawry (Sczanieckich), Bukowca pod Świec[iem] (Cejnowa), Pelplina, Gdańska,&#13;
Zopotów [Sopotu] (i na Kaszuby), Telkwic i Buchwałdu [Bukowa]&#13;
(Donimirs[kich]), do Waplewa (Sierakow[skich]), Elbląga, Królewca,&#13;
Lecu [Giżycka] i Ełku”.&#13;
Podróż ta, finansowana ze specjalnego zasiłku Akademii Umiejętności przeznaczonego na wyprawę badawczą i kontakty z regionalistami, należy do najlepiej udokumentowanych w całej działalności Kolberga, m. in. dzięki obszernemu sprawozdaniu złożonemu&#13;
Akademii po powrocie, a także zachowanej korespondencji. Brulion&#13;
tego sprawozdania, niepełny, urywający się na wiadomości o pobycie Kolberga w Malborskiem, zachował się w spuściźnie badacza&#13;
(BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 70). Natomiast oryginał sprawozdania z kompletnymi informacjami o podróży odnaleziono dopiero&#13;
w 1991 roku w czasie kwerendy w Archiwum Polskiej Akademii&#13;
Nauk w Krakowie. Sprawozdanie to pt. Pismo Oskara Kolberga&#13;
142&#13;
&#13;
�z 4 lis­to­p ada 1875 roku do Zarządu Komisji Antropologicznej&#13;
Akademii Umiejętności w Krakowie dołączone było do wniosku&#13;
Sekcji Etnologicznej skierowanego przez jej sekretarza, Kopernickiego, do władz Komisji Antropologicznej z prośbą o zasiłek dla&#13;
Kolberga na podróż w Poznańskie i do Prus Zachodnich. Wniosek dokładnie informował o planie naukowym podróży Kolberga&#13;
i oczekiwanych rezultatach (Arch. Nauk. PAU W III–46b), Oryginalny tekst tego sprawozdania Kolberga odnalazł Wiesław Bieńkowski i opublikował go w „Komunikatach Warmińsko-Mazurskich”&#13;
w 1992 roku (w nr 3–4, s. 346–349), w artykule pt. Oskar Kolberg w Królewcu w 1875 roku. Dzięki temu Pismu, dopełnionemu&#13;
przez listy Kolberga z lat 1875 i 1876 można odtworzyć dokładniej&#13;
przebieg prawie trzymiesięcznej wyprawy badacza w Poznańskie,&#13;
na Pomorze Gdańskie, Powiśle i Mazury, jedynej jego podróży na&#13;
Pomorze i na Mazury. Cytowane niżej fragmenty pochodzą z 347&#13;
i 348 s. Pisma.&#13;
Pierwszy etap podróży stanowiło Poznańskie, gdzie Kolberg wyjechał w końcu lipca. 22 lipca w liście do Wandy Niegolewskiej&#13;
zapowiada swój przyjazd do Starego Bojanowa „w środę”, tj. 28 lipca (22-go wypadał czwartek, zatem informacja Kolberga o przyjeździe w środę wskazuje na datę 28 lipca), skąd planował udać się&#13;
do Morownicy pod Śmiglem, do Niegolewskich (zob. Korespondencja…, cz. I, DWOK T. 64, s. 534). Być może przedtem zatrzymał się&#13;
kilka dni w Poznaniu. W Poznańskiem „zwiedził kilka powiatów&#13;
południowych”, poza Morownicą zatrzymał się „cokolwiek dłużej”&#13;
w Pakosławiu pod Rawiczem (u Czarneckich), odwiedził też – może&#13;
ponownie – Poznań, gdzie spotkał się z Kazimierzem Szulcem, badaczem starożytności i etnografem.&#13;
Dalej pojechał do Torunia i po krótkim pobycie w tym mieście&#13;
jeszcze w pierwszej połowie sierpnia udał się „na zwiedzenie Prus&#13;
Zachodnich”. Tu dłużej przebywał w Zakrzewku i Brąchnówku pod&#13;
Chełmżą (u Czarlińskich), skąd „robił wycieczki” do Tylic, Łysomic i Turzna. Następnie pojechał do Nawry (do Sczanieckich), potem przez Trzebcz do Chełmna, gdzie spotkał się z ks. Pobłockim,&#13;
autorem Słowniczka wyrazów kaszubskich. Z Łaszewa, gdzie się&#13;
zatrzymał (u Mieczkowskich), podejmował wycieczki w Tucholszczyznę i do Bukowca pod Terespolem, gdzie spotkał się z Florianem&#13;
143&#13;
&#13;
�Cejnową, literatem kaszubskim, z którego „wskazówek i informacji”&#13;
później korzystał. Zachował się bilet pocztowy na przejazd z Chełmna (niem. Culm) do Terespola, datowany na 24 sierpnia 1875 roku,&#13;
na którego odwrocie Kolberg sporządzał później podręczne notatki&#13;
brulionowe, dotyczące zwyczajów i słownika w Waplewie (Arch.&#13;
PTL, teka 6, sygn. 1145, k. 31). W drugiej połowie sierpnia Kolberg&#13;
odwiedził Pelplin, gdzie zetknął się z ks. Franciszkiem Rąbcą, który&#13;
opowiadał mu „pouczające szczegóły o życiu Kaszubów i Koczewiaków”. Następnie przez Gdańsk i Oliwę dotarł do Sopotu, gdzie przebywał 12 dni, odbywając wycieczki „w głąb Kaszub, mianowicie do&#13;
Wielkiego Kacu [Kacka], Oksywia, Pucka, Wejherowa”, w którym&#13;
to mieście zetknął się z Ludwikiem Jakowickim, pedagogiem przesiedlonym tam karnie z Poznania. W pierwszej połowie września&#13;
Kolberg zwiedził Malbork (zamek i muzeum archeologiczne), tydzień&#13;
spędził w Waplewie (u Sierakowskich), następnie przez kolejny tydzień przebywał w Telkwicach i Buchwałdzie [Bukowie] (u Donimirskich). Kolejnym miastem na jego pomorskiej trasie był Elbląg,&#13;
gdzie zwiedził zbiory archeologiczne Ferdinanda Jakoba Kaminskiego (nie: Kaninskiego, jak podaje Kolberg, por. W Bieńkowski Oskar&#13;
Kolberg w Królewcu… s. 348, przyp. 23).&#13;
Przed 19 września badacz dotarł do Królewca, skąd tego dnia&#13;
pisze do Romana Konopki do Modlnicy, relacjonując pobyt w tym&#13;
mieście i poprzedzającą go wędrówkę (zob. Korespondencja… cz. I,&#13;
DWOK T. 64, s. 537–538). W Królewcu nawiązał kontakt z polskim&#13;
duchownym ewangelickim, Hermannem Pełką, zbieraczem pieśni&#13;
mazurskich, i poznał Friedricha Kurschata, litewskiego lingwistę&#13;
i teologa.&#13;
Następnie pojechał Kolberg na Mazury pruskie, gdzie przebywał&#13;
jedynie około 10 dni. Odwiedził najpierw Lec (dziś Giżycko), gdzie&#13;
poznał Marcina Giersza, prawnika i redaktora „Gazety Leckiej”,&#13;
znawcę ludu i miejscowej gwary, oraz pastora Hermana Adalberta&#13;
Brauna (zob. bruliony listów Kolberga do nich z 28 II 1876 r. nawiązujące do tych spotkań, tamże, s. 573 i nast.) . Następnie udał się&#13;
do Ełku, gdzie spotkał się z superintendentem Karolem Remusem&#13;
i proboszczem Reinholdem Giżyckim, którzy dostarczyli mu cennych informacji z zakresu etnografii i „stosunków krajowych” (zob.&#13;
bruliony listów Kolberga z 1 III 1876 r., tamże, s. 581 i nast).&#13;
144&#13;
&#13;
�Z mazurskiej podróży wracał Kolberg „na Osterode [Ostródę],&#13;
Toruń i Poznań […], zatrzymując się jeszcze po drodze w różnych&#13;
miejs­cach ” (zob. brulion listu do Wilhelma z 20 X 1875 r., pisany&#13;
w Modlnicy tuż po powrocie z wyprawy, tamże, s. 542). W Poznaniu&#13;
znalazł się pod koniec września i bawił tam kilka dni; 25 września&#13;
uczestniczył w uroczystym otwarciu nowego teatru, stałej polskiej&#13;
sceny, a dwa dni później pisał z Poznania do Franciszka Rąbcy.&#13;
Stamtąd pojechał ponownie do Morownicy, skąd 3 października wysłał list do Romana Konopki, by wreszcie po ponad dwu tygodniach&#13;
pobytu i ewentualnych wycieczek wrócić 19 października najpierw&#13;
do Krakowa, potem do Modlnicy, z której 20 października wysyłał&#13;
wspomniany wyżej list do Wilhelma (zob. listy do Franciszka Rąbcy&#13;
i Romana Konopki, tamże, s. 539–540).&#13;
Poza przywołanymi wyżej zob. też inne listy pisane po powrocie z podróży jesienią 1875 i w pierwszych miesiącach 1876 roku,&#13;
nawiązujące do wyprawy i ilustrujące dalsze kontakty i wymianę&#13;
naukową (tamże, listy nr 369, 370, 374, 386, 390–396, 398, 404, 411,&#13;
419).&#13;
Wzmiankę o tej podróży zawiera także list do czeskiego „Světozora” z 22 IX 1880 r., gdzie Kolberg pisze, że w roku 1875 podejmował&#13;
„w celach etnograficznych wycieczki […] w Poznańskie i do Prus&#13;
Zachodnich i Wschodnich” (Korepondencja… cz. II, DWOK T. 65,&#13;
s. 407).&#13;
Kopernicki także odnotowuje tę podróż w swojej biografii Kolberga: „[…] w roku 1875 do Poznańskiego, Prus Zachodnich i Wschodnich (Przedmowa wydawcy…, s. XI).&#13;
1876 Dwumiesięczna podróż do Galicji Wschodniej: Czortowiec, Barysz,&#13;
Lwów i okolice, Huculszczyzna pod Czarnohorą, Żabie, Bukowina,&#13;
Stanisławów, Kołomyja, Czerniowce, Buczacz, Barysz, Kraków [kolejność niepewna, zob. cytowane niżej źródła].&#13;
Według itinerarium: „Do Lwowa, na Pokucie, do Żabiego (ks.&#13;
Witwicki), Barysza (Szawłowskich)”.&#13;
Podróż ta sfinansowana została – jak poprzedniego roku – z zasiłku Akademii Umiejętności.&#13;
Plany wyprawy do Galicji Wschodniej, „ku Lwowu i Czerniowcom”, „w góry i na Podole galicyjskie” sygnalizował Kolberg&#13;
145&#13;
&#13;
�w korespondencji z przyjaciółmi, począwszy od końca marca (zob.&#13;
Korespondencja…cz. I, DWOK T. 64, s. 586, 619, 626, 628, 631). Pierwotne projekty wyjazdu już w czerwcu, potem w lipcu nie doszły do&#13;
skutku, termin przesuwał się w związku z koniecznością doglądania&#13;
druku części II W. Ks. Poznańskiego (zob. tamże, s. 628) i ostatecznie&#13;
Kolberg wyruszył dopiero po 10 sierpnia (taką datę nosi list pisany&#13;
latem jeszcze w Krakowie, zob. tamże, s. 633), by po dwumiesięcznej&#13;
wyprawie przed 12 października powrócić do Krakowa. W liście z tą&#13;
datą pisanym do Stanisława Czarneckiego już z Krakowa Kolberg&#13;
pisze: „W tym roku jeździłem na Pokucie, na Bukowinę i byłem&#13;
w Karpatach, mianowicie między Hucułami pod Czarną Górą [Czarnohorą]” (tamże, s. 645) .&#13;
Dalsza korespondencja przynosi kolejne relacje i fakty dokumentujące przebieg i etapy wyprawy. W liście do Władysława Przybysławskiego z 14 X informuje: „Po wyjeździe z Czortowca, a następnie z Barysza zwiedzałem jeszcze okolice Lwowa i w samymże&#13;
Lwowie cały przepędziłem tydzień”. Wymienia muzea lwowskie,&#13;
które odwiedził: Muzeum Przyrodnicze im. Dzieduszyckich, Muzeum&#13;
Przemysłowe Miejskie, Ossolineum oraz zbiory i eksponaty, które&#13;
go zainteresowały, zawiadamia, że od kilku dni „bawi w Krakowie”&#13;
i wspomina z wdzięcznością pobyt w gościnnym domu Przybysławskich w Czortowcu (tamże, s. 646 i 648). 20 października pisze do&#13;
Władysława Siarkowskiego, że przed kilku dniami wrócił z podróży&#13;
„odbytej do Lwowa i w jego okolice, do gór huculskich i Bukowiny”&#13;
oraz do Ludwika Gumplowicza, że „wycieczka ta trwała od początku&#13;
sierpnia do połowy października” (tamże, s. 651 i s. 652) .&#13;
Wreszcie w obszernym liście z 30 X 1876 r. zdaje sprawozdanie&#13;
mecenasowi podróży, Akademii Umiejętności. Informuje, że choć&#13;
w planie miał podróż na Pokucie i Podole, odwiedził tylko „Pokucie,&#13;
góry huculskie i część Bukowiny”, gdyż zbyt krótki czas w sierpniu&#13;
i wrześniu oraz szczupłe środki pieniężne sprawiły, że badania na&#13;
Podolu zmuszony był odłożyć na przyszłość. Według itinerarium&#13;
był jednak w Baryszu pod Buczaczem oraz w samym Buczaczu, jak&#13;
wynika z tego samego listu do Akademii, może więc chodziło o niezrealizowany zamiar szerszych badań na Podolu.&#13;
Dalej wymienia tam Kolberg swoje najważniejsze stacje badawcze, którymi były: „w okolicy naddniestrzańskiej głównie Barysz&#13;
146&#13;
&#13;
�pod Buczaczem i Czortowiec pod Obertynem, w górach zaś Żabie&#13;
pod Czarnogórą, położone w pobliżu granicy Bukowiny i Kossowa”.&#13;
Informuje też o krótkich pobytach w miastach – Stanisławowie,&#13;
Kołomyi, Czerniowcach, Buczaczu, dłuższym we Lwowie (tamże,&#13;
s. 657–660). Informacje te wzbogacają trasę podróży o niewymieniany w itinerarium Czortowiec, Stanisławów, Kołomyję, Czerniowce&#13;
i Buczacz. Do tej podróży nawiązują też wzmianki w listach późniejszych, od listopada 1876 do stycznia 1877 roku (zob. Korespondencja… cz. I, DWOK T. 64, s. 662, 663, 668, 671 oraz cz. II, DWOK&#13;
T. 65, s, 1 i 3).&#13;
Wycieczki na Pokucie w roku 1876 i 1880 wspomina Kolberg kilka lat później w liście do „Světozora” z 22 IX 1880 r. (Korespondencja… cz. II, DWOK T. 65, s. 407), a we wstępie do części I Pokucia&#13;
(DWOK T. 29, s. XI) wśród dat swoich podróży na te tereny podaje&#13;
także rok 1876 (zob. też rok 1877 i 1880).&#13;
Kopernicki w swoim biogramie Kolberga notuje w ramach podróży z zasiłkiem Akademii: „W roku 1876, 1877 i 1880 – na Pokucie&#13;
i Podole galicyjskie” (Przedmowa wydawcy…, s. XI).&#13;
1877 Według itinerarium: „Do Lwowa, na Pokucie, do Barysza, Czortowca, Żabiego”. Korespondencja Kolberga (zob. niżej) wskazuje także&#13;
na jego pobyt w Zadwórzu.&#13;
Podróż jak w roku poprzednim sfinansowana została z zasiłku&#13;
Akademii Umiejętności.&#13;
Już 15 kwietnia Kolberg informuje swoją bratową Karolinę o zamiarze wyjazdu do Lwowa w sierpniu (Korespondencja… cz. II,&#13;
DWOK T. 65, s. 14) . W drugiej połowie lipca Karolina przyjeżdża&#13;
z dziećmi na wakacje do Modlnicy, gdzie przebywają do 19 sierpnia&#13;
(zob. bruliony listów Kolberga do Władysława Przybysławskiego&#13;
z 8 i 19 VIII (tamże, 54 i 56).&#13;
Kolberg wyjeżdża 23 sierpnia przez Lwów do Czortowca, skąd&#13;
planuje odwiedzić Barysz, prawdopodobnie na początku września&#13;
(zob. bruliony listów z sierpnia do Władysława Przybysławskiego&#13;
i Tytusa Szawłowskiego oraz do Marii Kolberg, tamże, s. 56, 57&#13;
i 60). W Czortowcu przebywa we wrześniu, skąd 11 IX wysyła&#13;
telegram do Warszawy z okazji ślubu bratanicy, Marii Jasińskiej&#13;
(tamże, s. 62).&#13;
147&#13;
&#13;
�Wrócił z wyprawy w końcu października. 27 października pisze&#13;
do Bibianny Moraczewskiej: „Przed kilku dniami wróciłem z wycieczki odbytej w celach etnograficznych w okolice Lwowa i na&#13;
Pokucie” (tamże, s. 67) oraz tego samego dnia do Ludwika Gumplowicza, którego informuje o swojej podróży „po Pokuciu i Podolu&#13;
galicyjskim” (tamże, s. 69). W liście do Akademii z 1 listopada relacjonuje, że dzięki jej zasiłkowi odbył podróż na Pokucie, bawił&#13;
„w kilku miejscowościach tamże, a przeważnie w Czortowcu” (tamże, s. 72), a 19 listopada donosi bratanicy, Jadwidze Wernerowej,&#13;
że po wyjeździe Karoliny z Modlnicy pojechał „do wschodniej Galicji i na Pokucie”, gdzie bawił „cały prawie wrzesień” w Czortowcu&#13;
u pp. Przybysławskich i gdzie na początku chorował (tamże, s. 76).&#13;
Nie wiadomo, czy i kiedy Kolberg odwiedził Barysz, choć w sierpniu zapowiada swoje odwiedziny, otrzymuje zaproszenie gospodarza&#13;
ponowione 13 września, a wkrótce potem biletem wizytowym bez&#13;
daty informację, że Szawłowski wysyła konie i czeka z kolacją (zob.&#13;
tamże, listy 508, 511, 514 i 515). Nie wiadomo jednak, czy badacz&#13;
dotarł do Barysza; brak potwierdzenia odwiedzin u Szawłowskich,&#13;
które być może uniemożliwiła choroba.&#13;
Natomiast, pisząc do Karoliny 10 grudnia, Kolberg wspomina pobyt „głównie w Czortowcu”, ale także w Zadwórzu u pp. Bochdanów&#13;
oraz we Lwowie, który odwiedził zapewne w drodze powrotnej do&#13;
Krakowa (tamże, s. 84). Z kolei w liście z 13 II 1880 r. do Michaliny Wierzbowskiej znajdujemy wzmiankę o pobycie Kolberga „na&#13;
wsi na Podolu galicyjskim” w roku 1877 (tamże, s. 322); może więc&#13;
chodzić o Barysz. Zadwórza nie wymienia Kolberg w itinerarium,&#13;
a bytności w Żabiem nie poświadcza korespondencja.&#13;
We wstępie do części I Pokucia (DWOK T. 29, s. XI), wymieniając daty swoich badawczych podróży w ten region, podaje Kolberg&#13;
także rok 1877 (zob. też rok 1876 i 1880).&#13;
Kopernicki, odnotowując podróże z zasiłku Akademii, pisze: „W roku&#13;
1876, 1877, 1880 – na Pokucie i Podole galicyjskie” (Przedmowa wydawcy…, s. XI).&#13;
1878 Według itinerarium: „Do Paryża na wystawę (na Wiedeń, Mnichów&#13;
[Monachium], Zurych, Bern, Bazyleję); powrót na Brukselę, Liège,&#13;
Kolonię, Moguncję, Frankfurt, Lipsk, Berlin, Pozn[ań], Wrocław,&#13;
148&#13;
&#13;
�Kraków”. W korespondencji (zob. niżej) wymienia Kolberg jeszcze w drodze do Paryża: Rapperswil, Lucernę, Strasburg i Nancy,&#13;
a w drodze powrotnej: Akwizgran, Bonn, Wiesbaden i Eisenach.&#13;
Wystawa powszechna w Paryżu trwała od 1 maja do 20 października, Kolberg prezentował na wystawie swoje dzieła etnograficzne&#13;
i zbiory ikonograficzne, za co na mocy rozporządzenia z 13 II 1881 r.&#13;
otrzymał medal uczestnictwa w wystawie od francuskiego ministerstwa handlu.&#13;
Plany wyjazdu Kolberg przedstawia Jadwidze Wernerowej&#13;
w kwietniu, informując ją, że wysłał już do Paryża „niektóre przedmioty do działu antropologicznego (jak fotografie, dzieła itd.) i miałby łatwość wstępu”. Jednocześnie prosi o przysłanie mu sumy z jego&#13;
kapitału na pokrycie kosztów podróży, której odbiór kwituje w maju&#13;
(zob. bruliony listów z 2 IV i 10 V 1878 r., Korespondencja… cz. II,&#13;
DWOK T. 65, s. 129 i 136).&#13;
Wyjeżdża około 6 września; do J. Karłowicza pisze tego dnia, że&#13;
jest „na wyjezdnym” do Paryża (tamże, s. 160). Do Krakowa wraca&#13;
17 października, o czym dowiadujemy się z listu do Jadwigi Wernerowej pisanego w grudniu (tamże, s. 184).&#13;
Po powrocie przekazuje przyjaciołom i rodzinie swoje relacje&#13;
i wrażenia z podróży, z jej trasy w obie strony, z pobytu w Paryżu,&#13;
spotkań i zwiedzanych miast. W liście do Karoliny pisanym już&#13;
w Modlnicy 22 października przedstawia etapy podróży: „Jechałem&#13;
na Wiedeń, Münich, Zurych, stąd jeziorem do Rapperswyl, [na] Lucernę (byłem na górze Rigi), Bazyleę, Strasburg, Nancy, do Paryża,&#13;
a wracałem na Brukselę, Liège, Akwizgran, Kolonię, stąd Renem&#13;
do Bonn i Moguncji, dalej do Wiesbaden, potem na Frankfurt, Eisenach, Lipsk, Berlin, Poznań i Wrocław do Krakowa. W każdym&#13;
z miast znaczniejszych zatrzymywałem się dzień jeden lub dwa, by&#13;
zwiedzić muzea i co było ciekawszego”. Pisze, że w Paryżu spotkał&#13;
się z Jadwigą Wernerową, co było zaplanowane wcześniej, i z Józefą Konopczanką z Mogilan, córką Józefa, że bywał w teatrach&#13;
i u Duchińskich (tamże. s. 170), ze strony których spotkał się ze&#13;
„staropolskim przyjęciem” i opieką (tamże, s. 173). Seweryna Duchińska, primo voto Pruszakowa, była osobą doskonale mu znaną&#13;
i zaprzyjaźnioną od czasów warszawskich, kiedy to bywał w jej&#13;
salonie literackim, spotkania te miały zatem dla obojga szczególne&#13;
149&#13;
&#13;
�znaczenie. W późniejszym liście z lutego 1879 roku pisanym do&#13;
Marcelego Szulca relacjonuje: „W Paryżu bawiąc przez półczwarta&#13;
tygodnia [tj. trzy i pół tygodnia], nie spocząłem ani chwili. Chodziło mi o poznanie wszystkiego, co w tak krótkim czasie poznać&#13;
można było, czas swój podzieliłem tak, że na przemian jeden dzień&#13;
poświęcałem wystawie lub Trocadero, drugi muzeom, bibliotekom&#13;
lub Wersalowi itd., w samym mieście” (tamże, s. 202)). W innym&#13;
liście pisze o spędzeniu w Paryżu miesiąca z Jadwigą Wernerową&#13;
(tamże, s. 256–257).&#13;
Z Paryża wyjechał 6 października, a w drodze powrotnej przez&#13;
Belgię i Niemcy zwiedzał „muzea i zbiory” z Gotfrydem Ossowskim,&#13;
który w liście z 24 października wspomina: „[…] długi czas śniły mi&#13;
się Aix-la-Chapelle [Akwizgran], Bonn, Moguncja, Wiesbaden etc.”,&#13;
a także wzmiankuje o „chybionym Weimarze”, do którego prawdopodobnie nie dotarli (tamże, s. 173). 5 grudnia Kolberg opisuje swój&#13;
powrót Wernerowej: „Po drodze zatrzymywałem się dla zwiedzenia&#13;
muzeum w Brukseli, Liège, Aachen, Kolonii, Bonn, Moguncji, Frankfurcie, Wiesbaden, Lipsku, Berlinie i Poznaniu, tak że wyjechawszy 6 paździer[nika] z Paryża, dopiero 17 przyjechałem do Krakowa&#13;
(tamże, s. 183–184). W lutym 1879 roku obszernie pisze o swojej&#13;
podróży do Marcelego Szulca: „Jadąc na Salzburg, Münich, Zurich,&#13;
Lucernę, Rapperswyl, Bazyleę itd., a później Strasburg i Nancy, zatrzymywałem się dzień jeden lub parę dni i zwiedziłem wszystko,&#13;
co w tych miastach było do widzenia, podobnie jak i z powrotem,&#13;
jadąc z Paryża, zwiedziłem Brukselę, Liège, Akwizgran, Kolonię,&#13;
Bonn, Moguncję, Wiesbaden, Frankfurt, Lipsk i Berlin”. W liście&#13;
tym wspomina także o pobycie w Wiedniu w operze (tamże, s. 200);&#13;
w itinerarium jedynie wskazówka: „na Wiedeń”.&#13;
Z innych listów dowiadujemy się też, że w Lipsku odwiedził firmę Breitkopfa i Härtla, gdzie omawiał koncepcję wydania młodzieńczych utworów Chopina, w Monachium spotkał się z malarzem Józefem Brandtem, z którym poruszył „kwestię wydawnictwa kostiumów i typów narodowych z wizerunków i fotografii […]”, a w Nancy, mieście, z którego pochodził Mikołaj Chopin, ojciec Fryderyka,&#13;
usiłował zebrać wiadomości o rodzinie kompozytora (tamże, s. 181,&#13;
219, 200–202, 332–333).&#13;
&#13;
150&#13;
&#13;
�1879 Według itinerarium: „Do Lwowa, Czortowca”.&#13;
Brak potwierdzenia tej podróży w korespondencji i innych źród­&#13;
łach. Latem tego roku, od 20 lipca do około 20 sierpnia, Kolberg&#13;
nie wyjeżdżał, gdyż w tym okresie w Modlnicy gościł jego brat&#13;
Antoni, z żoną Karoliną i z dziećmi (zob. list Antoniego Kolberga&#13;
z 18 VII oraz Oskara Kolberga do I. Kopernickiego z 1 VIII, Korespondencja… cz. II , DWOK T. 65, s. 246 i 247). Być może udał się do&#13;
Lwowa i Czortowca po wyjeździe rodziny pod koniec sierpnia i we&#13;
wrześniu; listy z tego okresu pisane są bez podania miejsca, dopiero&#13;
16 października, datując brulion listu do Karoliny, Kolberg wpisuje&#13;
Mod[lnicę] (zob. tamże, s. 262–264).&#13;
Podróży takiej nie odnotowuje też Kolberg we wstępie do części&#13;
I Pokucia (zob. informacja cytowana wyżej pod rokiem 1876 i 1877)&#13;
ani Kopernicki w swojej relacji z wypraw badawczych Kolberga&#13;
(por. Przedmowa wydawcy..., s. XI).&#13;
1880 Według itinerarium: „Do Kołomyi (wystawa), do Czortowca, Jasienowa, Okna”. Korespondencja Kolberga (zob. niżej) wskazuje, że odwiedził także Lwów, Horodenkę, Kornicz i Piadyki.&#13;
Wystawa etnograficzna w Kołomyi trwała od 15 do 30 wrześ­nia&#13;
1880 roku. Obejmowała materiał z ówczesnych powiatów kołomyjskiego, horodeńskiego, kossowskiego, zaleszczyckiego i borszczowskiego. Komitetowi organizacyjnemu przewodniczył Władsyław&#13;
Przybysławski, protektorem był Włodzimierz Dzieduszycki, opiekunem naukowym Kolberg.&#13;
Plany podróży, jej przebieg i pobyt na Pokuciu w 1880 roku,&#13;
wypełniony „dalszymi studiami” własnymi i pracą związaną z wystawą, dzięki której znacznie wzbogacił swój materiał z tego regionu, dokumentuje korespondencja. O swoich planach podróży&#13;
do Lwowa, na Podole i do Kołomyi informuje Kolberg w styczniu&#13;
i lutym Wernerową i Karolinę (Korespondencja… cz. II, DWOK&#13;
T. 65, s. 297, 313 i 318). Inicjatywa kierowania stroną naukową&#13;
wystawy wyszła od Przybysławskiego, który zaprosił Kolberga na&#13;
całe lato do Czortowca; plan ten przekazał Oskarowi Kopernicki&#13;
w liście z 23 III (tamże, s. 338–340). Propozycja została przyjęta,&#13;
omawiano termin wyjazdu Kolberga w listach z 30 III oraz z 27 IV&#13;
(tamże, s. 343 i 345 oraz s. 355). W kwietniu Kolberg informuje&#13;
151&#13;
&#13;
�rodzinę i przyjaciół o swoich planach podróży, m.in pisze do Karoliny: „Wyjazd mój ma nastąpić najdalej w połowie czerwca, naprzód do Lwowa i Zadwórza (do pp. Bochdanów), potem do pp.&#13;
Przybysławskich na Pokucie […], abym się wraz z hr. Dzieduszyckim&#13;
zajął urządzeniem wystawy etnograficznej w Kołomyi we wrześniu&#13;
(tamże, s. 357, zob. też s. 359 i 361).&#13;
Zgodnie z planem wyjazd Kolberga z Krakowa nastąpił&#13;
w połowie czerwca. Najpierw wyjechał do Lwowa, potem do Czortowca, do Przybysławskich, gdzie był już w końcu czerwca i gdzie&#13;
dotarła do niego przekazana przez Antoninę Konopczankę wiadomość o śmierci przyjaciela, Józefa Konopki, na którą odpowiedział&#13;
listownie z Czortowca 27 czerwca (zob. tamże, s. 374–377) . W Czortowcu spędził prawdopodobnie lipiec i część sierpnia, odwiedzając inne miejscowości Pokucia. 24 września pisze do Antoniny Konopczanki, informując, że trzy tygodnie przed otwarciem wystawy,&#13;
tj. po 20 sierpnia wyjechał z Przybysławskim do Kołomyi, gdzie na&#13;
stałe zamieszkał aż do zamknięcia wystawy, po czym znów wróci na parę tygodni do Czortowca, zanim się wybierze do Krakowa&#13;
(tamże, s. 408). Po zamknięciu wystawy istotnie pojechał jeszcze do&#13;
Czortowca, skąd dopiero w połowie listopada wrócił do Krakowa.&#13;
Nie wiadomo, czy i kiedy udał się jeszcze do Zadwórza, do Bochdanów, „dwie stacje za Lwowem”, jak planował w kwietniu (tamże,&#13;
s. 313 i 357), bo o bytności tam później nie wspomina.&#13;
Listy poświadczają też, że z innych miejscowości Pokucia odwiedził Horodenkę (tamże, s. 400), Kornicz (tamże, s. 413), Okno (tamże,&#13;
s. 428), Jasienów (tamże, s . 447, 540, 610) oraz Piadyki (Korespondencja… cz. III, DWOK T. 66, s. 384).&#13;
Informacje o odbytej podróży i udziale w pracach nad wystawą&#13;
w Kołomyi przysłał też w listach z listopada i grudnia. Najobszerniejszą relacje zawiera brulion listu z 3 XII do Karoliny. Potwierdza&#13;
w nim Kolberg wyjazd do Lwowa w połowie czerwca, skąd udał&#13;
się do Czortowca, do Przybysławskiego, pisze, że w samej Kołomyi&#13;
był „cały niemal wrzesień i październik, pracując […] razem z kilku członkami komitetu tej wystawy nad jej urządzeniem i przyozdobieniem […]”, opisuje wystawę i informuje, że wrócił do Krakowa w połowie listopada (Korespondencja… cz. II, DWOK T. 65,&#13;
s. 432–433). Z tego listu wynika, że do Czortowca nie udał się zaraz&#13;
152&#13;
&#13;
�po zamknięciu wystawy, tj. po 15 września, jak donosił wcześniej&#13;
(zob. wyżej). Wobec tych danych nieścisła wydaje się więc kolejna&#13;
informacja w liście z grudnia do Moraczewskiej, gdzie pisze, że spędził „częścią na wsi, częścią w mieście przeszło 4 miesiące” (tamże, s. 427), gdyż cały pobyt od czerwca do połowy listopada objął&#13;
5 miesięcy. Być może szczegóły te zatarły się Kolbergowi w pamięci.&#13;
Rok 1880 wymienia Kolberg także wśród dat swoich podróży na&#13;
Pokucie we wstępie do części I monografii tego regionu (DWOK&#13;
T. 29, s. XI), zob. też rok 1876 i 1877. Z kolei Kopernicki, zestawiając&#13;
podróże Kolberga odbyte z zasiłkiem Akademii, odnotowuje w biogramie autora Ludu również: „W roku 1876, 1877, 1880 – na Pokucie&#13;
i Podole galicyjskie” (Przedmowa wydawcy…., s. XI).&#13;
1881 W itinerarium wpisana jedynie data roczna W tym roku Kolberg nie&#13;
odbył podróży.&#13;
W korespondencji badacz potwierdził, że nie opuszczał w tym&#13;
roku Krakowa. W brulionie listu do Marcelego Szulca z 1 XI pisał:&#13;
„[…] tego roku [wycieczki etnograficznej] nie robiłem z powodu nawału roboty, ale właśnie ów nawał wskutek nagromadzonego już&#13;
w Kołomyi materiału, jak i zobowiązań nowych, jakie na mnie nałożyły fundusze z koncertu otrzymane, przykuły mnie do warsztatu”&#13;
(Korespondencja… cz. II, DWOK T. 65, s. 561).&#13;
Koncert, o którym mowa, zorganizowany na rzecz wydawnictw&#13;
Kolberga, odbył się Warszawie 6 maja, powtórzony został 14 maja&#13;
(zob. tamże, listy nr 825–831, 834–837). Uzyskany dochód pokrył&#13;
druk dwu pierwszych części czterotomowej monografii Pokucia,&#13;
które wydane zostały w latach 1882–1883 (DWOK T. 29 i 32) .&#13;
1882 W itinerarium podany jest tylko rok jak wyżej (zob. rok 1881).Także&#13;
w tym roku Kolberg podróży nie odbył.&#13;
Potwierdza to korespondencja. We wrześniu pisał do Glogera,&#13;
że mimo zaproszeń nigdzie nie wyjeżdżał z powodów zdrowotnych,&#13;
niepogody oraz natłoku prac nad ogromnym materiałem wymagającym „bezustannego przeglądu, obróbki i ślęczenia, ażeby się istotnie&#13;
kiedyś mógł badaczom na cośkolwiek przydać” (Korespondencja…&#13;
cz. II, DWOK T. 65, s. 694). A w październiku donosił Szulcowi:&#13;
„[…] wycieczki tego roku wcale w świat nie robiłem, bo wtedy kiedy&#13;
153&#13;
&#13;
�ją rozpocząć miałem, lunęły deszcze, a gdy wreszcie zawitało słońce, już mnie chęć do podróży ominęła” (tamże, s. 705).&#13;
W świetle tych danych niezrozumiała pozostaje notatka Kolberga w rękopisie pod zapisaną własnoręcznie melodią z siedmioma&#13;
przyśpiewkami: „śpiewała p. Kleczyńska w Zakopanem, 1882” (BN&#13;
PAU i PAN, teka 11, sygn. 1176/13, k. 17, zob. Góry i Podgórze cz. I,&#13;
DWOK T. 44, s. 291, nr 520). Zapis wydaje się być sporządzonym&#13;
bezpośrednio ze słuchu, ale o pobycie Kolberga w Zakopanem&#13;
w tym roku brak informacji.&#13;
1883 – Według itinerarium: „Do Iskani, Leszczowatego, Bóbrki (Blizińskich)”.&#13;
Podróż ta udokumentowana jest w korespondencji. Listy wskazują, że na początku roku Kolberg planował wyjazd do Lwowa, „dokąd&#13;
powołuje mnie – pisał – interes mego wydawnictwa, a w szczególności Pokucia, którego dalszy ciąg się drukuje”. Nie miał jednak&#13;
pewności, czy podróż będzie możliwa wiosną czy dopiero jesienią&#13;
(zob. bruliony listów do Karoliny z 21 I i do B. Hoffa z 20 II, Korespondencja… cz. III, DWOK T. 66. s. 15 i 30). Po spotkaniu w maju&#13;
w Krakowie z Józefem Blizińskim, zaprzyjaźnionym z nim jeszcze&#13;
w okresie warszawskim, Kolberg podejmuje złożone wówczas zaproszenie przyjaciela do przyjazdu do Bóbrki w Sanockie i odwiedzin w jego „na wpół górskiej rezydencji” (tamże, s. 48).&#13;
Wyjechał około 24 lipca, zgodnie z sugestią Blizińskiego pociągiem z Krakowa do Przemyśla, a stamtąd koleją łupkowską do&#13;
Ustrzyk, gdzie gospodarz miał czekać na niego „z końmi” z Bóbrki&#13;
(tamże, s. 52 i 54–55). W Bóbrce spędził prawie miesiąc w przyjaznym domu i dogodnych warunkach dla badań. Stamtąd prawdopodobnie 20 sierpnia udał się do Leszczowatego, do Kraińskich, gdzie&#13;
przebywał 10 dni, a następnie pojechał 30 sierpnia na cztery dni do&#13;
Iskani, do związanych rodzinnie z Konopkami Załęskich (zob. list&#13;
do Juliana Konopki z 31 VIII, tamże s. 61, zob. też list Blizińskiego&#13;
z 1 IX, tamże s. 62). Do Krakowa wrócił Kolberg w nocy z 3 na 4&#13;
września, o czym informuje Blizińskiego w liście (tamże, s. 63), a do&#13;
Modlnicy dotarł prawdopodobnie 7 września, „by być obecnym na&#13;
następnych uroczystościach jubileuszowych Sobieskiego”; taką datę&#13;
powrotu określa w liście do Karoliny z 23 IX (tamże, s. 68).&#13;
154&#13;
&#13;
�Wspomniany jubileusz 200-lecia zwycięstwa króla Jana III Sobieskiego pod Wiedniem obchodzony był uroczyście w Krakowie&#13;
w połowie września, a jednym z punktów programu obchodów&#13;
była uroczysta procesja ulicami miasta, z udziałem przedstawicieli wszystkich stanów, władz miejskich, stowarzyszeń, korporacji i instytucji w dniu 12 września. Kolberg brał w niej udział&#13;
jako „akademik nadzwyczajny”, tj. członek nadzwyczajny Akademii Umiejętności (zob. list do Blizińskiego z 28 IX, tamże, s. 71–74&#13;
– tam Kolberg podaje błędnie datę swojego udziału w procesji:&#13;
13 IX).&#13;
Kopernicki w swojej biografii Kolberga (Przedmowa wydawcy…., s. XI) zapisał: „[…] w latach 1883–1885 własnym kosztem&#13;
zwiedzał trzykrotnie Sanockie i Przemyskie dla uzupełnienia dawniejszych badań swoich z r. [1861 i 1863]” (tam błędnie: 1865).&#13;
1884 Według itinerarium: „Do Iskani, Leszczowatego, Bóbrki; Procisne&#13;
(Zduń)”. Z korespondencji Kolberga (zob. niżej) wynika, że odwiedził&#13;
również Czaszyn i Bukowsko.&#13;
Bliższych informacji na temat tej podróży dostarczają listy&#13;
z tego roku. Kolberg pisze 17 czerwca do Blizińskiego, że jest gotowy przyjechać latem do Bóbrki i po uzgodnieniu terminu zapada&#13;
decyzja o wyjeździe z Krakowa 19 lipca i przybyciu do Ustrzyk&#13;
20 lipca (Korespondencja… cz. III, DWOK T. 66, s. 165–166 i 172).&#13;
Przedtem Oskar spotyka się 11 lipca z Karoliną w Szczakowej, gdyż&#13;
spotkanie w Modlnicy okazuje się tym razem niemożliwe (tamże,&#13;
s. 170 i 174).&#13;
Dokładnej daty dziennej wyjazdu w Sanockie nie znamy, nastąpił on prawdopodobnie około 20 lipca. Gdzie udał się Kolberg&#13;
najpierw, nie wiadomo; z listu do Blizińskiego z 11 VIII wynika, że&#13;
od 9 sierpnia przebywał w Procisnem u Zduniów, gdzie Bliziński&#13;
przyjechał po niego 22 sierpnia (tamże, s. 184–185). Pobyt w Bóbrce&#13;
w ostatniej dekadzie tego miesiąca potwierdza list do D. E. Friedleina z 26 VIII wysłany z Bóbrki (tamże, s. 187), gdzie przebywał&#13;
Kolberg może także w pierwszej połowie września. Dalej udał się&#13;
do Czaszyna (tamże, 192–193) i w domu właściciela majątku, Rafała&#13;
Majora, spędził ponad tydzień. Z Czaszyna pojechał do Bukowska,&#13;
a następnie 21 września wraz z Kraińskim, który czekał na niego&#13;
155&#13;
&#13;
�w Ustrzykach, udał się do Leszczowatego, potem ponownie do Bóbr­&#13;
ki (tamże, s. 193–194).&#13;
Powrót nastąpił 3 października, o czym donosi Blizińskiemu i Karolinie (tamże, s. 197 i 199). Jednocześnie w obu listach zawiadamia&#13;
o swojej przeprowadzce z Modlnicy do Krakowa, a także o podjęciu&#13;
tej decyzji po powrocie z podróży, w przykrych dla niego okolicznoś­&#13;
ciach, o jakich jednak bliżej nie wspomina.&#13;
Krótkie informacje o letniej podróży w roku 1884 znajdujemy&#13;
jeszcze w listach do Teobalda Klepaczewskiego z 18 X tego roku i do&#13;
Bibianny Moraczewskiej z 2 IV 1885 r. (tamże, s. 202 i 234).&#13;
Kopernicki potwierdza podróż w Sanockie i Przemyskie w roku&#13;
1884 (zob. informacja cytowana wyżej, rok 1883).&#13;
1885 Według itinerarium: „Do Leszczowatego [tu pierwotnie zapisał Kolberg jeszcze, a potem skreślił: „Procisne (Zdunia)”], Sanoczan (Jaruzelskich), Wzdowa (Ostaszewskich), Rymanowa (Potockiej”. Z korespondencji Kolberga (zob. niżej) wynika, że odwiedził także Iwonicz.&#13;
W tym roku badacz planował podróż na Śląsk Cieszyński od&#13;
połowy lipca, dłuższy pobyt i badania na „szląskiej ziemi” oraz spotkanie w Wiśle z Bogumiłem Hoffem i jego żoną „u źródeł Wisły”&#13;
(zob. listy do Hoffa z 9 IV i do Karoliny z 29 V, Korespondencja…&#13;
cz. III, DWOK T. 66, s. 236 i 263). Jeszcze 21 czerwca plan ten jest&#13;
realny, tego dnia Kolberg donosi Blizińskiemu, że 15 lipca wybierze&#13;
się do Cieszyna do posła Cinciały mieszkającego w Mistrzowicach,&#13;
skąd ma zwiedzić Ustroń, źródła Wisły itd., a podróż potrwa dwa&#13;
miesiące, do października (tamże, s. 268). Hoff w liście z 3 VII proponuje trasę podróży i obiecuje spotkanie w Ustroniu (tamże, s. 273–&#13;
–274). Tymczasem 9 lipca Kolberg informuje go, że plan przyjazdu na Śląsk upada, ponieważ z powodu „interesu wydawnictwa”&#13;
pojedzie do Przemyśla I Lwowa, gdzie liczy na pomoc „osób wpływowych” przy wydaniu materiałów ruskich i zakłada ewentualne&#13;
zwiedzanie okolic Przemyśla i Sanoka, co może mu zabrać czas do&#13;
października, zatem na okolice Wisły nie starczy mu sił i czasu (tamże, s. 276).&#13;
Decydujący dla tej nagłej zmiany decyzji, był – jak się wydaje – fakt, że tego lata Bliziński pozostawał jeszcze w Bóbrce, którą&#13;
zmuszony był sprzedać wobec kłopotów z utrzymaniem majątku&#13;
156&#13;
&#13;
�i w rezultacie w niedługim czasie opuścić, by poszukać nowego&#13;
lokum (zob. list Pelagii Bliżińskiej z 11 V 1885 r., tamże s. 249–251).&#13;
Kolberg wybrał więc podróż do przyjaciela, a zarazem sprawdzoną&#13;
stację badawczą i ostatnią szansę kontynuacji prac w Sanockiem&#13;
i Przemyskiem w takich warunkach.&#13;
W Bóbrce był Kolberg przed 25 lipca, do 28 lipca przebywał&#13;
w Leszczowatem, potem przez około 10 dni we Wzdowie, skąd jeszcze 8 sierpnia pisał do Blizińskiego i skąd wyjechał 25 sierpnia,&#13;
by udać się do Nowosielec i pociągiem do Sanoka, a następnie do&#13;
Leszczowatego (zob. tamże, s. 277–279 oraz 282– 283).&#13;
Dalszy przebieg podróży nie jest znany; wiadomo, że trwała cztery miesiące i że do Krakowa Kolberg wrócił na początku listopada.&#13;
W liście do Teobalda Klepczewskiego pisze 10 listopada, że wrócił&#13;
„przed kilku dniami z wycieczki kilkumiesięcznej […] po Galicji”, podobnie informuje tego samego dnia Sewewrynę Duchińską: „W tych&#13;
dniach wróciłem z wycieczki w Sanockie i Jasielskie, gdzie przez&#13;
całe lato w różnych domach wśród gór i dolin zbierałem potrzebne&#13;
mi materiały”, wreszcie wiadomość o niedawnym powrocie z 4-miesięcznej podróży w Sanockiem posyła 12 listopada Karolinie (tamże,&#13;
s. 289, 292 i 293).&#13;
W innych źródłach brak wzmianki o pobycie Kolberga&#13;
w Rymanowie wymienianym w itinerarium, a należącym do Anny&#13;
z Działyńskich Potockiej, natomiast w jednym z listów (do Zofii&#13;
Urbanowskiej z 9 XII), mówiąc o swojej podróży w Sanockie, dodaje,&#13;
że był też „parę dni w Iwoniczu” (tamże, s. 304).&#13;
W swoim studium biograficznym o Kolbergu Kopernicki także&#13;
poświadcza pobyt Kolberga tego roku w Sanockiem i Przemyskiem&#13;
(zob. notatka cytowana wyżej, rok 1883).&#13;
1886–1888 W itinerarium Kolberg wpisał te trzy daty roczne, mimo że&#13;
w tych latach podróży nie odbywał. Wszystkie dostępne dokumenty&#13;
potwierdzają, że wówczas nie opuszczał już Krakowa.&#13;
W roku 1886 planował jeszcze wyjazd na Śląsk „w celach etnograficznych” (zob. listy do Ludwika Kuby, do Jadwigi Wernerowej, do Karoliny i do Józefa Blizińskiego, Korespondencja… cz. III,&#13;
DWOK T. 66, s. 330, 347, 349, 358). Plan jednak nie został zrealizowany, o czym donosi Karolinie w marcu następnego roku 1887,&#13;
157&#13;
&#13;
�tłumacząc to położeniem gospodarzy, którzy żyją z lokatorów (tamże, s. 420). W liście do Kuby z 13 VII pisze jednak o „niebytności&#13;
10-dniowej w Krakowie”, nie wyjaśniając jej powodu i czasu, które&#13;
pozostają nieznane (tamże, s. 355).&#13;
Jego ówczesną sytuację u samego schyłku życia ilustrują wybrane fragmenty listów. 18 marca 1888 roku Kolberg pisał do Karoliny:&#13;
„Co do mego położenia materialnego to ono się – zwłaszcza skutkiem choroby – polepszyć wcale nie mogło. Więc przy szczupłym&#13;
zarobku ani marzyć mogę o podróżach gdziekolwiek (tym więcej,&#13;
że już i wiek mój na to nie pozwala) ani o jakichś wydatkach, które&#13;
przechodzą miarę najskromniejszych nawet wymagań” (Korespondencja… cz. III, DWOK T. 66, s. 502).&#13;
A 29 stycznia 1889 roku przedstawiał swoją sytuację Jadwidze&#13;
Wernerowej: „[…] siedzę już od kilku lat jak zaklęty na krakowskim&#13;
bruku i na wieś nawet w lecie wcale się nie wymykam”, co tłumaczy&#13;
wiekiem, osłabionym wzrokiem, natłokiem i spowolnieniem prac&#13;
oraz sytuacją mieszkaniową (tamże, s. 569).&#13;
&#13;
�Agata Skrukwa&#13;
&#13;
Bibliografia prac Oskara Kolberga&#13;
&#13;
Prace wydane w latach 1835–1890, s. 161 – Prace wydane po raz pierwszy&#13;
po roku 1890, s. 183: – Kompozycje, s. 183 – Opracowania melodii ludowych&#13;
na głos z fortepianem, s. 187 – Monografie regionalne i materiały do nich&#13;
wydane w latach 1891–1907, s. 187 – Studia, rozprawy, artykuły, zbiory&#13;
folklorystyczne, s. 188 – Recenzje i odpowiedzi na recenzje, s. 190 – Artykuły zamieszczone w Encyklopedii powszechnej S. Orgelbranda w latach&#13;
1859–1868, s. 190 – Dzieła wszystkie Oskara Kolberga, s. 200: – Reedycja&#13;
fotooffsetowa tomów wydanych przez Oskara Kolberga w latach 1857–1890&#13;
w seriach Lud i Obrazy etnograficzne, s. 200 – Tomy wydane na podstawie rękopisów i źródeł drukowanych, s. 205 – Suplementy do tomów&#13;
1–36, s. 213 – Biografia Oskara Kolberga, s. 218 – Prace i utwory błędnie&#13;
przypisywane Kolbergowi, s. 218&#13;
&#13;
Prezentowana tu bibliografia ukazuje cały dorobek Oskara Kolberga&#13;
udostępniony drukiem, rejestrując zarówno prace autorskie, jak i te, których był współautorem lub tłumaczem. Składa się z czterech zestawień:&#13;
pierwsze zawiera ułożone chronologicznie zapisy prac Kolberga publikowanych przez niego w latach 1835–1890, poza artykułami pisanymi dla&#13;
Encyklopedii powszechnej S. Orgelbranda, drugie obejmuje jego prace&#13;
i kompozycje, zwykle o nieustalonej dacie powstania, drukowane po raz&#13;
pierwszy po roku 1890, trzecie to wykaz artykułów napisanych przez niego&#13;
do Encyklopedii powszechnej S. Orgelbranda i drukowanych tam w latach&#13;
1859–1868, ostatnie, czwarte jest spisem tomów Dzieł wszystkich Kolberga&#13;
z pełnymi notami bibliograficznymi.&#13;
Prace drukowane przez Kolberga zebrane w pierwszym zestawieniu&#13;
ułożone są chronologicznie, niezależnie od tego, czy zamieścił je w czasopismach lub pracach zbiorowych (kompozycje1, artykuły, recenzje, wspomnienia, polemiki itp.), czy były drukami zwartymi, jak niektóre utwory&#13;
muzyczne oraz Lud i Obrazy etnograficzne. Artykuły drukowane w kalendarzach umieszczono pod rokiem, na który były one datowane. W obrębie&#13;
11&#13;
&#13;
Datę druku większości kompozycji O. Kolberga ustaliła Danuta Idaszak.&#13;
&#13;
159&#13;
&#13;
�roku publikacje są uszeregowane i oznaczone następująco: A. — kompozycje, B. — opracowania melodii ludowych na głos z towarzyszeniem fortepianu, C. — etnograficzno-folklorystyczne monografie regionalne (Lud&#13;
i Obrazy etnograficzne), D. — studia, rozprawy, zbiory folklorystyczne,&#13;
wspomnienia, biografie i inne artykuły, E. — recenzje i polemiki. Prace&#13;
drukowane po raz pierwszy po roku 1890, tj. po śmierci Kolberga, oparte na&#13;
jego rękopisach, podzielone są na takie same grupy, a w ich obrębie podane&#13;
alfabetycznie według brzmienia tytułu. Artykuły napisane przez Kolberga&#13;
dla Encyklopedii powszechnej S. Orgelbranda ułożone są chronologicznie&#13;
według dat wydania jej kolejnych dwudziestu ośmiu tomów, a w ramach&#13;
tomów alfabetycznie. Merytoryczny układ tych artykułów zaproponowany&#13;
został przez Mieczysława Tomaszewskiego w opracowanych przez niego&#13;
Pismach muzycznych Kolberga. Artykuły pisane dla Encyklopedii i w niej&#13;
drukowane zebrane zostały osobno, ponieważ przemieszane z innymi publikacjami w spisie chronologicznym zdominowałoby bibliografię (haseł&#13;
takich jest ponad tysiąc) i uczyniły ją nieczytelną przez nagromadzenie wyjaśnień drobnych czasem zagadnień czy terminów z zakresu muzyki i przemieszanie ich z innymi publikacjami.&#13;
Noty recenzji utworów i publikacji Kolberga drukowanych w XIX-wiecznej prasie zostały zamieszczone bezpośrednio po recenzowanej kompozycji&#13;
lub innej jego pracy. Uwzględniono także recenzje scenicznej wersji Króla&#13;
pasterzy ponieważ dotyczą one przede wszystkim utworu, a nie jego wykonania.&#13;
Wszystkie prace Kolberga wymienione w zamieszczonych tu spisach&#13;
przedrukowane są w jego Dziełach wszystkich albo mają tam swe pierwodruki, dlatego ich noty opatrzone są odsyłaczami do odpowiedniego&#13;
tomu tej serii wydawniczej (ze skrótem DWOK). Pełne zestawienie tomów&#13;
opublikowanych w ramach Dzieł wszystkich Oskara Kolberga ułatwi&#13;
orientację w tym bardzo bogatym i zróżnicowanym zbiorze, na który składają się przede wszystkim źródła muzykologiczne, folklorystyczne i etnograficzne.&#13;
Na końcu w osobnym rozdziale podano noty kilku prac i utworów mylnie przypisywanych Kolbergowi w dotychczas wydanych bibliografiach&#13;
i biografiach. Ich brak w bibliografii mógłby być odczytany jako błąd, przypadkowe opuszczenie, stąd ten wykaz poprawiający omyłki poprzednich&#13;
bibliografów.&#13;
&#13;
160&#13;
&#13;
�Prace wydane w latach 1835–1890&#13;
1835&#13;
A. Six polonaises pour le pianoforte composées et dédiées à Monsieur&#13;
Lois Oehmigke. Berlin [1835]. Przedruk w: Kompozycje fortepianowe,&#13;
DWOK T. 69, nr 63–68, s. 296–321.&#13;
1836&#13;
A. Valse pour le pianoforte composée et dédiée à S. Ece Monsieur Joseph&#13;
de Kleniewski par… Warszawa [1836]. Przedruk w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 69, s. 322–328.&#13;
A. Talizman. Ballada. „Pamiętnik Muzyczny Warszawski” 1836, nr 6, dodatek nutowy s. 90–91, [autor tekstu nieznany]. Przedruk w: Kompozycje&#13;
wokalno-instrumentalne, DWOK T. 68, nr 1, s. 3–6.&#13;
1841&#13;
A. Mazur ułożony na fortepian i ofiarowany Wnej Pannie Emilii Gronau&#13;
przez… Warszawa [1841]. Przedruk w: Kompozycje fortepianowe,&#13;
DWOK T. 69, nr 43, s. 221–222.&#13;
A. Dwa mazury na pianoforte ułożone przez… Warszawa [1841]. Pierwszy&#13;
mazur przedrukowany w: Mazury różnych autorów na fortepian&#13;
zebrane przez A. Kratzera…, zob. r. 1860. Przedruk w: Kompozycje&#13;
fortepianowe, DWOK T. 69, nr 44 i 45, s. 227–232.&#13;
D. Melodie ludu słowiańskiego. „Biblioteka Warszawska” 1841, T. 3, s. 502–&#13;
505. Przedruk w: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 583–586,&#13;
tekst nr 1031a.&#13;
1842&#13;
B. Pieśni ludu polskiego zebrał i rozwinął... Oddział pierwszy poświęcony Wacławowi Zaleskiemu, Józefowi Konopce, K. Wł. Wójcickiemu,&#13;
Żegocie Paul[emu], niezmordowanym współpracownikom w odgrzebywaniu skarbów umysłowych ludu. Z. 1, Poznań 1842. [Zbiór ukazał&#13;
się w pięciu zeszytach w latach 1842–1845, ciąg dalszy drukowany był&#13;
w „Przyjacielu Ludu” w latach 1846–1847.] Przedruk w: Pieśni i melodie&#13;
ludowe w opracowaniu fortepianowym cz. I, DWOK T. 67/I, s. 1–349.&#13;
&#13;
161&#13;
&#13;
�Recenzje: [A. Woykowski], „Tygodnik Literacki” 1842, nr 14, s. 112; M. A. Szulc,&#13;
„Tygodnik Literacki” 1842, nr 42, s. 335–336; [K. Libelt], „Dziennik Domowy”&#13;
1842, nr 21, s. 174; „Dziennik Domowy” 1843, nr 21, s. 166–167. Przedruk recenzji w: Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu fortepianowym cz. II, DWOK&#13;
T. 67/II, s. 267–277.&#13;
&#13;
D. Prospekt na „Pieśni ludu polskiego”. „Tygodnik Literacki” 1842, nr 21,&#13;
s. 168. Toż „Dziennik Domowy” 1842, nr 18, s. 150–151. Przedruk w:&#13;
Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 574–575, tekst nr 1028a, oraz&#13;
w: Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu fortepianowym cz. II,&#13;
DWOK T. 67/II, s. 270–271.&#13;
E. Przypisek o „Piosnkach ludu wielkopolskiego”. „Biblioteka Warszawska”&#13;
1842, T. 3, s. 631. Przedruk w: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62,&#13;
s. 578–579, tekst nr 1029.&#13;
E. Śpiewy kościelne dawnych kompozytorów polskich zebrane i wydane&#13;
przez Józefa Cichockiego. „Biblioteka Warszawska” 1842, T. 4,&#13;
s. 421–424. Przedruk w: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 501–&#13;
–503, tekst nr 994.&#13;
1843&#13;
A. Kujawiak ułożony na piano forte przez… Warszawa [1843]. Przedruk w:&#13;
Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 37, s. 189–193.&#13;
A. Kujawiak według znanego tematu gminnego na piano-forte ułożył…&#13;
Warszawa [1843]. Przedruk w: Kompozycje fortepianowe, DWOK&#13;
T. 69, nr 36, s. 186–188.&#13;
B. Pieśni ludu polskiego…, z. 2 [zob. wyżej r. 1842].&#13;
D. Jeszcze słówko o abonamencie nut p. Sennewalda. „Biblioteka Warszawska” 1843, T. 1, s. 421–422. Przedruk w: Pisma muzyczne cz. II,&#13;
DWOK T. 62, s. 594–505, tekst nr 995.&#13;
D. Rękopism o muzyce z r. 1533. „Biblioteka Warszawska” 1843, T. 1, s.&#13;
642. Przedruk w: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 500–501,&#13;
tekst nr 993.&#13;
1844&#13;
A. Kujawiaki w stylu gminnym ofiarowane W-nej Pani Kornelii Paszkowskiej ułożył na pianoforte… Warszawa [1844]. Przedruk w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 1–10, s. 3–54.&#13;
162&#13;
&#13;
�A. Mazur ułożony na piano-forte i ofiarowany W-nej Pannie Annie Czerniawskiej przez… Warszawa [1844]. Przedruk w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 46, s. 238–241.&#13;
A. Six contredanses françaises pour le pianoforte composées et dédiées&#13;
à Mademoiselle Mathilde de Gronau par… Warszawa [1844]. Przedruk w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 75, s. 365–376.&#13;
B. Pieśni ludu polskiego…, z. 3-4 [zob. wyżej r. 1842].&#13;
1845&#13;
A. Kujawiaki w stylu gminnym na fortepian ofiarowane W. Pani Annie&#13;
z Magnuszewskich Wójcickiej ułożył… Poszyt 2. Warszawa [1845]. Przedruk w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 11–20, s. 55–118.&#13;
A. Kujawiaki w stylu gminnym ofiarowane W-nej Pani Paulinie z Norwidów Suskiej ułożył na piano-forte... Poszyt 3. Warszawa [1845].&#13;
Przedruk w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 21–30,&#13;
s. 119–165.&#13;
Recenzja: J. Sikorski, „Biblioteka Warszawska” 1846, T. 1, s. 184–186. Przedruk&#13;
w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, s. 713–716.&#13;
&#13;
B. Pieśni ludu polskiego…, z. 5 [zob. wyżej r. 1842].&#13;
1846&#13;
A. Fantaisie sur un thème polonaise pour le pianoforte composée et dédiée&#13;
à M-lle Marie Rokossowska par… Warszawa [1846]. Przedruk w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 77, s. 394–416.&#13;
Recenzja: J. Sikorski, „Biblioteka Warszawska” 1847, T. 1, s. 399–402. Przedruk&#13;
w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, s. 716–718.&#13;
&#13;
A. Dwie polki na fortepian ofiarowane Aleksandrynie Sikorskiej. Warszawa [prawdopodobnie r. 1846]. [Druku nie odnaleziono, zob. wstęp&#13;
D. Idaszak w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, s. VIII.]&#13;
B. Pieśni ludu polskiego… [ciąg dalszy, zob. wyżej r. 1842], druk w „Przyjacielu Ludu” R. 13: 1846, T. 1 i 2, nr 1-23, 26-36, 38-52, R. 14: 1847,&#13;
T. 1-2, nr 2-4, 6-35, 37-42.&#13;
B. O pieśniach litewskich. Melodie do pieśni litewskich zebrał i na fortepian ułożył... „Dzwon Literacki” 1846, T. 3, z. 1–2, s. 93–107 i dodatek&#13;
163&#13;
&#13;
�nutowy. Odbitka: Warszawa 1846, dedykowana Teodorze Bujwen1.&#13;
Pieśni ponownie w: Pieśni ludu litewskiego. „Zbiór Wiadomości do&#13;
Antropologii Krajowej” – zob. r. 1879. Przedruk w: Pieśni i melodie&#13;
ludowe w opracowaniu fortepianowym cz. I, DWOK T. 67/I, s. 350–&#13;
–372; pieśni także w: Litwa, DWOK T. 53.&#13;
B. Pieśni czeskie i słowackie. „Dzwon Literacki” 1846, T. 4, s. 272–284&#13;
i dodatek nutowy. Odbitka: Warszawa 1846. Przedruk w: Materiały&#13;
do etnografii Słowian zachodnich i południowych cz. II: Czechy,&#13;
Słowacja, DWOK T. 59/II, s. 49–75, oraz w: Pieśni i melodie ludowe&#13;
w opracowaniu fortepianowym cz. I, DWOK T. 67/I, s. 373–401.&#13;
1847&#13;
A. Mazourkas pour le piano-forte dédiées à Mr Stanislas Czerniawski&#13;
Père par… Warszawa [1847]. Przedruk w: Kompozycje fortepianowe,&#13;
DWOK T. 69, nr 47–56, s. 242–271.&#13;
A. Deux valses pour le piano composées par… à Madame de Kleniewska&#13;
née Cielecka. Warszawa [1847]. Przedruk w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 70–71, s. 329–348.&#13;
A. Deux études pour le piano-forte dédiées à M-elle Apollonie Janicka&#13;
par… Warszawa [między r. 1840 a 1847]. Przedruk w: Kompozycje&#13;
fortepianowe. DWOK T. 69, nr 81–82, s. 451–463.&#13;
B. Pieśni ludu polskiego… [ciąg dalszy, zob. wyżej r. 1846].&#13;
B. Pieśni ludu weselne. Z muzyką. „Biblioteka Warszawska” 1847, T. 2,&#13;
s. 188–206 i dodatek nutowy s. 1–4, oraz s. 649–661 i dodatek nutowy s. 1–6; T. 3, s. 582–595 i dodatek nutowy s. 1–4; T. 4, s. 625–639&#13;
i dodatek nutowy s. 1–4; 1848, T. 3, s. 615-632 i dodatek nutowy&#13;
s. 1-6; 1849, T. 1, s. 605-623, T. 4, s. 383-403. Przedruk w: Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu fortepianowym cz. I, DWOK T. 67/I,&#13;
s. 442–674.&#13;
&#13;
1 Zob. artykuł A. Čepaitiene Oskar Kolberg’s „Litwa”: ethnological concerns and historical&#13;
value. W: Ja daję właśnie materiał..., O dziele Oskara Kolberga w dwusetną rocznicę jego&#13;
urodzin, pod red. E. Antyborzec, Poznań 2015, s. 423.&#13;
&#13;
164&#13;
&#13;
�1848&#13;
A.Trois études pour le piano dédiées à Monsieur Fred. Chopin par… Warszawa [1848]. Przedruk w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69,&#13;
nr 78–80, s. 417–450.&#13;
Recenzja: J.S. [J. Sikorski], „Biblioteka Warszawska” 1848, T. 3, s. 607–614. Przedruk w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, s. 719–724.&#13;
&#13;
A. Krakowiak. [Druku nie odnaleziono, informacja o kompozycji w recenzji&#13;
J. Sikorskiego, „Biblioteka Warszawska” 1848, T. 3, s. 607–614. Zob.&#13;
też wstęp D. Idaszak w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69,&#13;
s. IX.]&#13;
Recenzja: J. S. [J. Sikorski], „Biblioteka Warszawska” 1848, T. 3, s. 607–614. Przedruk w: Kompozycje fortepianowe. DWOK T. 69, s. 719–724.&#13;
&#13;
B. Pieśni ludu obrzędowe. Kogutek, gaik, okrężne. W: Album literackie.&#13;
Warszawa 1848, s. 331–350 i dodatek nutowy s. 1–14. Odbitka: Warszawa 1848. Przedruk w: Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu&#13;
fortepianowym cz. I, DWOK T. 67/I, s. 402–441.&#13;
B. Pieśni ludu weselne… [ciąg dalszy, zob. wyżej r. 1847].&#13;
1849&#13;
B. Pieśni ludu weselne… [ciąg dalszy, zob. wyżej r. 1847].&#13;
D. Szopen umarł! „Biblioteka Warszawska” 1849, T. 4, s. 436. Przedruk w:&#13;
Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 461, tekst nr 979.&#13;
1850&#13;
A. Sześć kujawiaków na fortepian przez… W[ielmoż]nej P[a]ni Teofili&#13;
z Szossłandów Gregorowicz. Warszawa [1850]. Przedruk w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 37–42, s. 189–220.&#13;
A. Dwa mazury na pianoforte ułożył… Warszawa [1850]. Przedruk w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 57–58, s. 272–285.&#13;
A. Kujawiaki na pianoforte ofiarowane W. Pani Zofii Rzechowskiej ułożył… Warszawa [między r. 1843 a 1850]. [Szósty kujawiak przedrukowany w: K. Czerniawski O tańcach narodowych…, zob. r. 1860.]&#13;
Przedruk w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 31–36,&#13;
s. 166–188.&#13;
&#13;
165&#13;
&#13;
�1851&#13;
D. Wspomnienie o K. N. Wysockim. „Biblioteka Warszawska” 1851, T. 4,&#13;
s. 573–574. Przedruk w: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 477–&#13;
–478, tekst nr 985.&#13;
1852&#13;
D. Emilian Jenike. Wspomnienie pośmiertne. „Biblioteka Warszawska”&#13;
1852, T. 4, s. 374–373. Przedruk w: Pisma muzyczne cz. II, DWOK&#13;
T. 62, s. 479–480, tekst nr 986.&#13;
1853&#13;
A. Romans Rózi. W: Album wydane przez Komitet na korzyść Towarzystwa Wsparcia Artystów Muzyki... Lipsk [18531]. [Tekst T. Lenartowicza]. [Fragment Króla pasterzy, zob. r. 1859.]&#13;
Recenzja: S.K.J., „Dziennik Warszawski” 1854 nr 27.&#13;
&#13;
1855&#13;
A. Pod twym okienkiem. W: Skarbiec salonowych śpiewów No 4. Warszawa 1855, s. 3, [tekst J. Heppena]. Przedruk w: Kompozycje wokalno-instrumentalne, DWOK T. 68, nr 2, s. 7–12.&#13;
1856&#13;
A. Grande marche pour piano par… à son ami Mr Constantin Wolicki.&#13;
Warszawa [1856]. Przedruk w: Kompozycje fortepianowe, DWOK&#13;
T. 69, nr 76, s. 377–393.&#13;
Recenzja: M. Karasowski, „Biblioteka Warszawska” 1856, T. 3, s. 389. Przedruk&#13;
w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, s. 724–725.&#13;
&#13;
D. Prospekt na dzieło pod tytułem „Pieśni ludu polskiego” z melodiami&#13;
i rycinami. „Gazeta Warszawska” 1856, nr 94. Toż: „Kronika Wiadomości Krajowych i Zagranicznych” 1856, nr 7, „Biblioteka Warszawska” 1856, T. 2, s. 415 oraz osobny druk ulotny. Przedruk w: Pisma&#13;
1 Zachował się list Towarzystwa Wsparcia Artystów Muzyki… z datą 6/18 grudnia 1853 r.,&#13;
z podziękowaniem dla Kolberga za użyczenie kompozycji, do listu dołączony był drukowany&#13;
egzemplarz Albumu…, dlatego jako datę jego wydania przyjęto rok 1853.&#13;
&#13;
166&#13;
&#13;
�muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 577–578, tekst nr 1028b, oraz Pieśni&#13;
ludu polskiego. Suplement do tomu 1, DWOK T. 70, s. 123–124.&#13;
1857&#13;
A. Rojenia wiosenne. Młodo zaswatana. Śpiew poety. Trzy pieśni J. B.&#13;
Zaleskiego ułożył do śpiewu… Pannie Karolinie Fryben. Warszawa&#13;
1857. Przedruk w: Kompozycje wokalno-instrumentalne, DWOK&#13;
T. 68, nr 3–5, s. 13 –27.&#13;
Recenzja: [J. Sikorski], „Ruch Muzyczny” 1858, nr 36, s. 283. Przedruk w: Kompozycje wokalno-instrumentalne, DWOK T. 68, s. 659.&#13;
&#13;
C. Pieśni ludu polskiego zebrał i wydał…, seria I. Warszawa 1857. Reedycja&#13;
fotooffsetowa: DWOK T. 1.&#13;
&#13;
Recenzje: M. Karasowski, „Kronika Wiadomości Krajowych i Zagranicznych” 1856,&#13;
nr 55; J. Sikorski, „Gazeta Codzienna” 1856, nr 219 i 297; B., „Gazeta W. Ks. Poznańskiego” 1857, nr 140; Gędźba [K. Estreicher], „Dziennik Literacki” 1857, nr 94–&#13;
96; „Gazeta Warszawska” 1857 nr 146; J. Kraszewski, „Gazeta Warszawska” 1857,&#13;
nr 206–207; „Przegląd Poznański” 1857, T. 24, z. 1, s. 53–54; W. [K. W. Wójcicki],&#13;
„Biblioteka Warszawska” 1858, T. 3, s. 470–471; przedruk recenzji w: O. Kolberg&#13;
Pieśni ludu polskiego. Suplement do T. 1, DWOK T. 70, s. 128–150;&#13;
Ponadto: ₼, „Gazeta Warszawska” 1856, nr 206; W. [Wieczorkowski?], „Kronika&#13;
Wiadomości Krajowych i Zagranicznych” 1856, nr 13; P. Dubrowskij, „Sowriemiennaja Letopis’ Russkago Wiestnika”, T. 9: 1857, s. 188–191; L. Siemieński,&#13;
Kilka rysów z literatury i społeczeństwa od roku 1848–1858, Warszawa 1859,&#13;
s. 279–283, w rozdziale X: Sztuka polska i sztuki piękne w Polsce: „Słownik&#13;
malarzów” Rastawieckiego i „Pieśni ludu” Kolberga; H. Feldmanowski, „Dziennik Poznański” 1868, nr 222 – recenzja dotyczy także Sandomierskiego i cz. I Kujaw, tj. tomów 1–3 Ludu.&#13;
&#13;
D. Pieśni ludu polskiego i litewskiego. „Kalendarz Astronomiczno-Gospodarski na rok zwyczajny 1857” Jana Jaworskiego, Warszawa [1856],&#13;
s. 182–185. [Pieśni litewskie ponownie w: Pieśni ludu litewskiego,&#13;
„Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej” – zob. r. 1879, oraz w:&#13;
Litwa, DWOK T. 53; melodie i przyśpiewki polskie ponownie w: Pieśni ludu polskiego, DWOK T. 1.]&#13;
D. O muzyce w ziemi siedmiogrodzkiej. „Ruch Muzyczny” 1857, nr 22,&#13;
s. 173–176. Przedruk w: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 351–&#13;
–357, tekst nr 902.&#13;
D. Korespondencja, Wiedeń, d. 11 września 1857. „Ruch Muzyczny” 1857,&#13;
nr 26, s. 203–206. Przedruk pt. Korespondencja z Wiednia, w: Pisma&#13;
muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 357–363, tekst nr 903.&#13;
167&#13;
&#13;
�1858&#13;
D. Melodie ludowe w operze Jana Stefaniego „Krakowiacy i Górale”.&#13;
”Ruch Muzyczny” 1858, nr 46, s. 361–363. Przedruk w: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 546–554, tekst nr 1022.&#13;
1859&#13;
A. Król pasterzy. Obrazek z życia ludu wiejskiego w Kujawach. Warszawa&#13;
1859–1860, z. 1–8 [wyciąg fortepianowy, libretto T. Lenartowicza1].&#13;
Przedruk w: Kompozycje wokalno-instrumentalne, DWOK T. 68,&#13;
s. 379–487.&#13;
Recenzja druku: [J. Sikorski], „Ruch Muzyczny 1860, nr 45, s. 730–731; ponadto recenzje po spektaklu w operze warszawskiej w 1859 r.: J. Sikorski], „Ruch&#13;
Muzyczny” 1859, nr 10, s. 81–83; M.K. [M. Karasowski], „Kronika Wiadomości&#13;
Krajowych i Zagranicznych” 1859, nr 81, s. 3-4; A.R. [Aleksander Rożniecki],&#13;
„Gazeta Codzienna” 1859, nr 84; przedruk recenzji w: Kompozycje wokalno–instrumentalne, DWOK T. 68, s. 660–665.&#13;
&#13;
A. Polka pour le piano par… à Mademoiselle Praxède Kosińska. Warszawa&#13;
[1859]. Przedruk w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 73,&#13;
s. 360–362.&#13;
D. Artykuły opublikowane w r. 1859 w tomie I Encyklopedii powszechnej&#13;
S. Orgelbranda zob. osobne zestawienie s. 190–191.&#13;
D. Do Redakcji „Ruchu Muzycznego”... „Ruch Muzyczny” 1859, nr 22,&#13;
s. 193. Przedruk w: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 524&#13;
(w przypisie).&#13;
1860&#13;
A. Król pasterzy… [zob. r. 1859].&#13;
A. Deux mazurkas op. 9. [Przed r. 1860, druku nie odnaleziono, zob. wstęp&#13;
D. Idaszak w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, s. IX.]&#13;
A. Impromptu. [Przed r. 1860, druku nie odnaleziono, zob. wstęp D. Idaszak&#13;
w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, s. IX.]&#13;
A. Kujawiak (Obertas). W: K. Czerniawski O tańcach narodowych&#13;
z poglądem historycznym i estetycznym na tańce różnych narodów, a w szczególności na tańce polskie przez… Warszawa 1860,&#13;
dodatek nutowy: Muzyka do tańców polskich i do śpiewów, s. 12–13.&#13;
1 Libretto wydane było osobno: T. Lenartowicz Król pasterzy. Obrazek z życia ludu wiejskiego napisany w 1 akcie, muzyka O. Kolberga, Warszawa 1859.&#13;
&#13;
168&#13;
&#13;
�Pierwodruk w: Kujawiaki na pianoforte…, zob. r. 1850. Przedruk&#13;
w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 36, s. 186–188.&#13;
A. Mazur. W: Mazury różnych autorów na fortepian zebrane przez A. Kratzera. Warszawa [1860], s. 40–41, nr 21. Pierwodruk w: O. Kolberg&#13;
Dwa mazury na pianoforte…, zob. r. 1841. Przedruk w: Kompozycje&#13;
fortepianowe, DWOK T. 69, nr 44, s. 227–229.&#13;
A. Valse op. 10. [Przed r. 1860, druku nie odnaleziono, zob. wstęp D. Idaszak&#13;
w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, s. IX.]&#13;
A. Nocturne op. 15. [Przed r. 1860, druku nie odnaleziono, zob. wstęp D. Idaszak w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, s. IX.]&#13;
A. Nocturne op. 17. [Przed r. 1860, druku nie odnaleziono, zob. wstęp D. Idaszak w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, s. IX.]&#13;
A. Romans. [Przed r. 1860, druku nie odnaleziono, zob. wstęp D. Idaszak w:&#13;
Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, s. IX.]&#13;
B. Krakowiak ludowy z towarzyszeniem fortepianu... W: K. Czerniawski&#13;
O tańcach narodowych z poglądem historycznym i estetycznym na&#13;
tańce różnych narodów, a w szczególności na tańce polskie przez…&#13;
Warszawa 1860, dodatek nutowy: Muzyka do tańców polskich i do&#13;
śpiewów, s. 8–11. Melodię wokalną Kolberg przedrukował w Krakowskiem cz. I, DWOK T. 6, s. 381, nr 620, por. też Pieśni i melodie&#13;
ludowe… cz. I, DWOK T. 67/I, s. 48–53, nr 24.&#13;
D. Artykuły opublikowane w r. 1860 w tomach II–IV Encyklopedii powszechnej S. Orgelbranda zob. osobne zestawienie s. 191–192.&#13;
D. Słówko o tańcach ludowych przez… Krakowiak. Obertas. „Kalendarz&#13;
Astronomiczno-Gospodarski na rok przestępny 1860” J. Jaworskiego,&#13;
Warszawa [1859], s. 143–145. Przedruk w: Pisma muzyczne cz. II,&#13;
DWOK T. 62, s. 621–624, tekst nr 1049 i s. 629–632, tekst nr 1052.&#13;
D. Ruch muzykalny u niektórych plemion Słowian południowych. „Ruch&#13;
Muzyczny” 1860, nr 12, szp. 193–196. Przedruk w: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 563–567, tekst nr 1024; także w: Materiały do etnografii Słowian zachodnich i południowych cz. III:&#13;
Słowiańszczyzna południowa, DWOK T. 59/III, s. 291–296.&#13;
D. Śpiewak i śpiewaczka we Francji. „Ruch Muzyczny” 1860, nr 28, s. 456–&#13;
459, nr 29, s. 470–473. Przedruk w: Pisma muzyczne cz. II, DWOK&#13;
T. 62, s. 569–575, tekst nr 1027.&#13;
&#13;
169&#13;
&#13;
�1861&#13;
A. Grande valse brillante pour le piano par… à Mademoiselle Constance&#13;
Markusfeld. Warszawa [1861]. Przedruk w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 72, s. 349–359.&#13;
A. Krakowiak op. 10. [Druku nie odnaleziono, zob. wstęp D. Idaszak&#13;
w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, s. IX.]&#13;
A. Mazur na fortepian przez… Warszawa [1861]. Przedruk w: Kompozycje&#13;
fortepianowe, DWOK T. 69, nr 59, s. 286–288.&#13;
A. Nasze sioła. Kujawiaki czyli obertasy ułożone na fortepian przez….&#13;
Edycja druga poprawna, z. 1. Warszawa [1861]. Przedruk w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 1, s. 3–6, nr 4, s. 17–19, nr 6,&#13;
s. 27–31 i nr 8, s. 39–40.&#13;
Recenzja: [J. Sikorski], „Ruch Muzyczny” 1861, nr 19, szp. 296–297. Przedruk w:&#13;
Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, s. 725.&#13;
&#13;
A. Nasze sioła. Kujawiaki czyli obertasy ułożone na fortepian przez….&#13;
Edycja druga poprawna, z. 2. Warszawa [1861]. [Druku nie odnaleziono, zob. wstęp D. Idaszak w: Kompozycje fortepianowe, DWOK&#13;
T. 69, s. IX.]&#13;
A. Nasze sioła. Kujawiaki czyli obertasy ułożone na fortepian przez….&#13;
Edycja druga poprawna, z. 3. Warszawa [1861]. Przedruk w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 7, s. 34–38, nr 10, s. 49–54&#13;
i nr 11, s. 55–59.&#13;
D. Artykuły opublikowane w r. 1861 w tomach V–VIII Encyklopedii powszechnej S. Orgelbranda zob. osobne zestawienie s. 192–194.&#13;
D. Elektryczność powietrzna1. „Przyjaciel Dzieci” 1861, nr 1–7, z dwoma&#13;
ryc. W. Gersona w nr 1 i 3.&#13;
E. Zbiór mazurów różnych autorów… „Ruch Muzyczny” 1861, nr 1, s. 1–9.&#13;
Przedruk w: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 660–666, tekst&#13;
nr 1111.&#13;
&#13;
1&#13;
&#13;
W nr 3-7 i w spisie rzeczy tytuł Elektryczność powietrza. Artykuł anonimowy. Autorstwo&#13;
Kolberga wskazuje jego notatka w spisie dochodów w roku 1862 (rkp. w Bibl. PAU-PAN, sygn.&#13;
3210, k. 7), tam pod datą 21 lipca zapisał: „od Münchhejmera (za elektryczność do Prz. Dzieci)&#13;
12 [rubli]”, „Przyjaciel Dzieci” był wydawany od r. 1861 przez Zygmunta Karola Münchheimera.&#13;
&#13;
170&#13;
&#13;
�1862&#13;
B. Pieśni ludowe do śpiewu z towarzyszeniem fortepianu zebrał i ułożył... Z. 1–4 Warszawa [1862]. Przedruk w: Pieśni i melodie ludowe&#13;
w opracowaniu fortepianowym cz. I, DWOK T. 67/I, s. 675–700.&#13;
D. Artykuły opublikowane w r. 1862 w tomach IX–XI Encyklopedii powszechnej S. Orgelbranda zob. osobne zestawienie s. 194–195.&#13;
D. Rzut oka na pierwotne muzyki dzieje z powodu pieśni „Bogarodzicy”.&#13;
„Pamiętnik Muzyczny i Teatralny” 1862, nr 12, szp. 177–181 i nr 13,&#13;
szp. 193–197. Przedruk w: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62,&#13;
s. 536–544, tekst nr 1021a.&#13;
D. Korespondencja w sprawie „Agatki” J. D. Hollanda. „Pamiętnik Muzyczny i Teatralny” 1862, nr 50, szp. 798. Przedruk w: Pisma muzyczne&#13;
cz. II, DWOK T. 62, s. 504–505, tekst nr 996.&#13;
1863&#13;
D. Artykuły opublikowane w r. 1863 w tomach XII–XIV Encyklopedii powszechnej S. Orgelbranda zob. osobne zestawienie s. 195–196.&#13;
E. Pieśni ludu polskiego w Górnym Szląsku z muzyką zebrał i wydał&#13;
Juliusz Roger doktor medycyny. Wrocław 1863. „Biblioteka Warszawska” 1863, T. 1, s. 153–156. Przedruk w: Pisma muzyczne cz. II,&#13;
DWOK T. 62, s. 579–583, tekst nr 1030.&#13;
1864&#13;
D. Artykuły opublikowane w r. 1864 w tomach XV–XVIII Encyklopedii&#13;
powszechnej S. Orgelbranda zob. osobne zestawienie s. 196–197.&#13;
D. Rozwój pieśni w Czechach pod względem muzycznym. „Biblioteka&#13;
Warszawska” 1864, T. 4, s. 295–301. Przedruk w: Pisma muzyczne&#13;
cz. II. DWOK T. 62, s. 554–562, tekst nr 1023.&#13;
E. Zbiór II [drugi] melodyj chóralnych ułożony przez ks. Dra W. Altmanna, pastora odolanowskiego. Erfurt i Lipsk 1856, nakładem G. W.&#13;
Körnera. „Zwiastun Ewangeliczny” 1864, nr 8, s. 125–127. Przedruk&#13;
w: Miscellanea, DWOK T. 37 (tom w opracowaniu).&#13;
&#13;
171&#13;
&#13;
�1865&#13;
C. Sandomierskie. Lud. Jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania,&#13;
przysłowia, gusła, zabawy, pieśni, muzyka i tańce. Seria I, Warszawa 1865. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 2.&#13;
Recenzje: J. Papłoński, „Gazeta Warszawska” 1865, nr 183; J. Sikorski, „Bluszcz”&#13;
1865, nr 5, s. 20; K. Wł. Wójcicki, „Biblioteka Warszawska” 1866, T. 1, s. 114–121;&#13;
[K. Widman?], „Tygodnik Naukowy i Literacki” R. 1:1866, [nr nlb.], s. 19; H. Feldmanowski, „Dziennik Poznański” 1868, nr 222 – recenzja dotyczy także Pieśni&#13;
ludu polskiego i cz. I Kujaw, tj. tomów 1 i 3 Ludu.&#13;
&#13;
D. Artykuły opublikowane w r. 1865 w tomach XIX–XXI Encyklopedii powszechnej S. Orgelbranda zob. osobne zestawienie s. 197–198.&#13;
D. Do Redakcji „Biblioteki Warszawskiej”. List otwarty. „Biblioteka Warszawska” 1865, T. 2, s. 306–308. Przedruk w: Korespondencja Oskara&#13;
Kolberga cz. I, DWOK T. 64, nr 87, s. 102–106.&#13;
D. Ignacy Feliks Dobrzyński. „Tygodnik Ilustrowany” 1865, T. XI, nr 279,&#13;
s. 29–30. Przedruk w: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 480–&#13;
487, tekst nr 987.&#13;
D. Wojciech Słoczyński. „Tygodnik Ilustrowany” 1865, T. XII, nr 309, s. 87.&#13;
Przedruk w: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 487–489, tekst&#13;
nr 988.&#13;
D. Karol Mikuli. „Tygodnik Ilustrowany” 1865, T. XII, nr 314, s. 133–134.&#13;
Przedruk w: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 489–492, tekst&#13;
nr 989.&#13;
1866&#13;
B. Zbiór pieśni duchownych ewangelickich i modlitw. Warszawa 1866&#13;
[opracowanie muzycznej strony zbioru wspólnie z Augustem Freye­&#13;
rem].&#13;
Recenzja: „Zwiastun Ewangeliczny” 1866, nr 12, s. 189–192.&#13;
&#13;
D. Artykuły opublikowane w r. 1866 w tomach XXII–XXIII Encyklopedii&#13;
powszechnej S. Orgelbranda zob. osobne zestawienie s. 198–199.&#13;
D. Śródpoście na Kujawach. „Tygodnik Ilustrowany” 1866, T. XIII, nr 337,&#13;
s. 115–116, z ryciną F. Kostrzewskiego. Tekst wykorzystał O. Kolberg&#13;
w Kujawach cz. I, DWOK T. 3; rycina zob. w: Kujawy. Suplement do&#13;
T. 3–4, DWOK T. 72/II, ryc. nr 23.&#13;
&#13;
172&#13;
&#13;
�18671&#13;
A. Mazur. „Tygodnik Ilustrowany” 1867, T. XVI, nr 431, s. 308. Przedruk&#13;
w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 60, s. 289–290.&#13;
C. Kujawy cz. I. Lud. Jego zwyczaje, sposób życia… seria III, Warszawa&#13;
1867. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 3.&#13;
Recenzje: M. Kamiński, „Przegląd Tygodniowy” 1867, nr 52, s. 418–419; K. Wł.&#13;
Wójcicki, „Kłosy” 1867, T. V, nr 129, s. 321–322; E. Kierski, „Przegląd Wielkopolski” 1867, s. 288; W. A. Maciejowski, „Przegląd Wielkopolski” 1867, s. 383–388;&#13;
[J. Łepkowski], „Tygodnik Ilustrowany” 1868, T. II, nr 35, s. 99; Z. Gloger, „Tygodnik Ilustrowany” 1868, T. II, nr 28, s. 15–16, z dwiema rycinami według&#13;
fotografii J. W. Majorkiewicza na s. 17; H. Feldmanowski, „Dziennik Poznański”&#13;
1868, nr 222 – recenzja dotyczy także Pieśni ludu polskiego i Sandomierskiego, tj. tomów 1 i 2 Ludu; K. W. Wójcicki, „Biblioteka Warszawska” 1869, T. 1,&#13;
s. 134–140 i T. 3, s. 451–453;&#13;
&#13;
D. Artykuły opublikowane w r. 1867 w tomach XXIV–XXVII Encyklopedii&#13;
powszechnej S. Orgelbranda zob. osobne zestawienie s. 199–200.&#13;
D. Auber [Daniel Franciszek Esprit]. „Kalendarz Polski Ilustrowany na rok&#13;
zwyczajny 1867” J. Jaworskiego, Warszawa [1866], s. 18–21. Przedruk&#13;
w: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 156–163, tekst nr 707.&#13;
D. Sitarze biłgorajscy. „Kalendarz Polski Ilustrowany na rok zwyczajny&#13;
1867” Jana Jaworskiego, Warszawa [1866], s. 44–46, z rycinami A. Kozarskiego na s. 41. Tekst i ryc. wykorzystał O. Kolberg w Lubelskiem&#13;
cz. I i II, DWOK T. 16–17.&#13;
1868&#13;
A. Polka na fortepian. „Tygodnik Ilustrowany” 1868, T. I, nr 8, s. 102. Przedruk w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 74, s. 363–364.&#13;
A. Do dziewczyny. „Tygodnik Ilustrowany” 1868, T. I, nr 24, s. 285–286,&#13;
[tekst G. Zielińskiego]. Przedruk w: Kompozycje wokalno-instrumentalne, DWOK T. 68, nr 6, s. 27–32.&#13;
D. Artykuły opublikowane w r. 1868 w tomie XXVIII Encyklopedii powszechnej S. Orgelbranda zob. osobne zestawienie s. 200.&#13;
1&#13;
&#13;
W spisie dochodów (rkp. w BN PAU i PAN, sygn. 3210, k. 16) zanotował Kolberg pod datą&#13;
23 stycznia 1868 r.: „Od Gregorowicza (za art. rolnicze) 10 [rubli]”. J. K. Gregorowicz od r. 1867&#13;
redagował „Przyjaciela Dzieci”, nie udało się jednak ustalić tytułów artykułów publikowanych&#13;
tam w r. 1867, za które Kolberg otrzymał w styczniu 1868 r. honorarium. Być może jednym&#13;
z nich był Zbiór siana drukowany anonimowo w nr 324 z roku 1867.&#13;
&#13;
173&#13;
&#13;
�D. Kujawiacy. „Kalendarz Ilustrowany na rok 1868” Jana Jaworskiego,&#13;
Warszawa [1867], s. CXXXVIII–CXLI, z ryciną. Tekst wykorzystał&#13;
O. Kolberg w Kujawach cz. I, DWOK T. 3, rycina zob. w: Kujawy.&#13;
Suplement do T. 3–4, DWOK T. 72/II, ryc. nr 1.&#13;
D. August Freyer. „Kłosy” 1868, T. VII, nr 165, s. 101–102. Przedruk w: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 494–497, tekst nr 991.&#13;
E. O „Sonetach krymskich” Stanisława Moniuszki. „Tygodnik Ilustrowany” 1868, T. I, nr 8, s. 101. Przedruk w: Pisma muzyczne cz. II,&#13;
DWOK T. 62, s. 505–510, tekst nr 997.&#13;
E. Aberglauben aus Masuren, mit einem Anhange enthaltend masurische&#13;
Sagen und Mährchen. Von Dr M. Toeppen, Gdańsk u Th. Bertlinga&#13;
1867. “Biblioteka Warszawska” 1868, T. 2, s. 330–332. Przedruk w:&#13;
Studia rozprawy i artykuły, DWOK T. 63, s. 421–424.&#13;
E. O koncercie Jana Kleczyńskiego. „Tygodnik Ilustrowany” 1868, T. II,&#13;
nr 50, s. 286. Przedruk w: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62,&#13;
s. 510–511, tekst nr 998.&#13;
1869&#13;
C. Kujawy cz. II. Lud. Jego zwyczaje, sposób życia… seria IV, Warszawa&#13;
1867 [recte 1869]. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 4.&#13;
Recenzja: K. W. Wójcicki, „Biblioteka Warszawska” 1869, T. 1, s. 134–140 i T. 3,&#13;
s. 451–453;&#13;
&#13;
D. Proszowiacy. „Kalendarz Ilustrowany na rok 1869” Jana Jaworskiego,&#13;
Warszawa [1868], s. 118–119, z ryciną. Przedruk w „Ognisku Domowym” 1876, nr 29 (bez ryciny). Tekst wykorzystał Kolberg w Kieleckiem cz. I, DWOK T. 18, ryc. zob. w: Oskar Kolberg. Człowiek&#13;
i dzieło cz. II, DWOK T. 85/II.&#13;
D. Opis wesela wiejskiego pod Poznaniem. „Kalendarz Warszawski Popularno-Naukowy Ilustrowany na rok zwyczajny 1869” Józefa Ungra,&#13;
Warszawa [1868], s. 85–88. Tekst wykorzystał Kolberg w Poznańskiem cz. I, DWOK T. 9, s. 178–185.&#13;
D. Karol hrabia Sołtyk. „Tygodnik Ilustrowany” 1869, T. IV, nr 82, s. 43.&#13;
Przedruk w: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 492–494, tekst&#13;
nr 990.&#13;
E. Xopoimania [Choroimanija]. Historyczne poszukiwania o tańcach, tak&#13;
starożytnych pogańskich, jak również społecznych i obyczajowych,&#13;
174&#13;
&#13;
�we względzie symbolicznego znaczenia. Napisał Marian Gorżkowski.&#13;
Warszawa 1869. „Biblioteka Warszawska” 1869, T. 4, s. 483–488. Przedruk w: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 599–606, tekst nr 1034.&#13;
1870&#13;
D. Włościanie w Wielkim Księstwie Poznańskiem (Ze stanowiska etnograficznego). „Opiekun Domowy” 1870, nr 1, s. 3–5, z ryc. Tekst&#13;
wykorzystał Kolberg w W. Ks. Poznańskim cz. I, DWOK T. 9, trzy&#13;
ryciny tamże, jedna w: W. Ks. Poznańskie. Suplement do t. 9-15,&#13;
DWOK T. 74.&#13;
D. Wieś, chata i zagroda pod Krakowem. Wyjątek z dzieła drukującego&#13;
się obecnie w Krakowie pod tyt. „Lud, jego zwyczaje, sposób życia,&#13;
podania itp. przez… Seria V, Krakowskie”. „Kłosy” 1870, T. X, nr&#13;
260, s. 391–393, z ryc. Tekst i ryc. wykorzystał O. Kolberg w Krakowskiem cz. I, DWOK T. 5.&#13;
D. Wiktor Każyński. „Kłosy” 1870, T. X, nr 252, s. 252 i 254. Przedruk w:&#13;
Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 497–499, tekst nr 991a.&#13;
D. Dopełnienie życiorysu śp. Wiktora Każyńskiego. „Kłosy” 1870, T. X, nr&#13;
256, s. 328. Przedruk w: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 499,&#13;
tekst nr 991b.&#13;
D. Korale. „Kalendarz Warszawski Popularno-Naukowy Ilustrowany na rok&#13;
zwyczajny 1870” Józefa Ungra, Warszawa [1869], s. 119–125. Przedruk&#13;
w: Studia, rozprawy i artykuły, DWOK T. 63, s. 615–622.&#13;
D. Perły. „Kalendarz Warszawski Popularno-Naukowy Ilustrowany na rok&#13;
zwyczajny 1870” Józefa Ungra, Warszawa [1869], s. 125–129. Przedruk&#13;
w: Studia, rozprawy i artykuły, DWOK T. 63, s. 601–614.&#13;
E. Die Dreitägige Schlacht bei Warschau am 28., 29., und 30. Juli 1656…&#13;
von August Riese, koniglich preuss. Oberst-Leutnant z.d. Breslau&#13;
1870. Z planem bitwy i 7 dodatkami obejmującymi kopie dokumentów. „Biblioteka Warszawska” 1870, T. 2, s. 305–306. Przedruk w:&#13;
Studia, rozprawy i artykuły, DWOK T. 63, s. 428–430.&#13;
1871&#13;
C. Krakowskie cz. I. Lud. Jego zwyczaje, sposób życia… seria V. Kraków&#13;
1871. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 5.&#13;
175&#13;
&#13;
�Recenzje: L.P. [L. Powidaj], „Przegląd Polski” 1871, T. 2, s. 334; „Dziennik Polski”&#13;
1871, nr 291; K. Wł. W. [K. W. Wójcicki], „Biblioteka Warszawska” 1872, T. III,&#13;
s. 472–475; Z. Gloger, „Wieniec” 1872, R. 1, T. 1, nr 19; –c–y, „Mittheilungen&#13;
der Geographischen Gesellachaft In Wien” B. XV: 1872, s. 174–183; Ze świata&#13;
książkowego, „Czas” 1874, nr 30 – recenzja dotyczy I i II cz. Krakowskiego; Z.&#13;
Gl. [Z. Gloger], „Przegląd Krytyczny” 1876, nr 3, s. 87–91 – recenzja dotyczy cz.&#13;
I–IV Krakowskiego.&#13;
&#13;
D. Balet rumaków. „Kalendarz Warszawski Popularno-Naukowy Ilustrowany na rok zwyczajny 1871” Józefa Ungra, Warszawa [1870], s. 61–65.&#13;
Przedruk w: Studia, rozprawy i artykuły, DWOK T. 63, s. 591–600.&#13;
D. Krakowiacy. Etnografia słowiańska. Lud. Jego zwyczaje, sposób życia,&#13;
mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni i tańce.&#13;
„Kłosy” 1871, T. XIII, nr 316, s. 42–44, nr 318, s. 71–73, z rycinami na&#13;
s. 37, 40, 73, 77. Tekst i 6 rycin wykorzystał O. Kolberg w Krakowskiem cz. I, DWOK T. 5, pozostałe ryc. zob. Oskar Kolberg. Człowiek&#13;
i dzieło cz. II, DWOK T. 85/II.&#13;
D. Obrazy Słowiańszczyzny południowej. Z rozmaitych źródeł skreślił…&#13;
„Gazeta Polska” 1871, nr 77–87, 1872, nr 1–7, 42–43, 109–110, 133–&#13;
136, 176–179. Przedruk w: Studia, rozprawy i artykuły, DWOK T. 63,&#13;
s. 26–258.&#13;
E. Niemieckie pieśni ludowe z Karyntii. „Biblioteka Warszawska” 1871,&#13;
T. 3, s. 464–465. Przedruk w: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62,&#13;
s. 593–595, tekst nr 1032.&#13;
1872&#13;
D. Figury przydrożne. „Kalendarz Warszawski Popularno-Naukowy Ilustrowany” Józefa Ungra na rok przestępny 1872, Warszawa [1871], s.&#13;
138–142 [z pięcioma drzeworytami]. Przedruk w: Studia, rozprawy&#13;
i artykuły, DWOK T. 63, s. 337–341, ryc. tamże.&#13;
D. Lud z okolic Poznania (Wyjątek z drukującego się obecnie w Poznaniu dzieła O. Kolberga pt. Lud, jego zwyczaje itd.). „Kłosy” 1872,&#13;
T. XIV, nr 358, s. 323, z rycinami na s. 324 i nr 359, s. 335–338 z rycinami na s. 336. Tekst wykorzystał O. Kolberg w W. Ks. Poznańskiem&#13;
cz. I, DWOK T. 9, dwie ryc. zob. tamże, jedna zob. W. Ks. Poznańskie&#13;
cz. III, DWOK T. 11, jedna: W. Ks. Poznańskie. Suplement do t. 9-15,&#13;
DWOK T. 74.&#13;
D. Obrazy Słowiańszczyzny południowej… [ciąg dalszy, zob. wyżej r. 1871].&#13;
176&#13;
&#13;
�D. Rzecz o obchodach weselnych ludu w Polsce i na Rusi ze szczegółowym zwrotem do dzieła „Obchody weselne” przez Pruskiego (Zygmunta Glogera) czytana na posiedzeniu Towarzystwa Naukowego&#13;
Krakowskiego przez… „Na Dziś” 1872, T. 2, s. 235–255, T. 3, s. 266–&#13;
285. Odbitka: Kraków 1872. Przedruk w: Studia, rozprawy i artykuły,&#13;
DWOK T. 63, s. 259–306.&#13;
1873&#13;
C. Krakowskie cz. II. Lud. Jego zwyczaje, sposób życia… seria VI. Kraków&#13;
1873. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 6. Odbitka s. 381–516 zob.&#13;
Krakowiaki i mazurki… r. 1874.&#13;
Recenzje: K. Wł. W. [K. W. Wójcicki], „Biblioteka Warszawska” 1874, T. II, s.&#13;
168–171; Ze świata książkowego. „Czas” 1874, nr 30 i 33 – recenzja dotyczy cz.&#13;
I i II Krakowskiego; Z. Gl. [Z. Gloger], „Przegląd Krytyczny” 1876, nr 3, s. 87–91&#13;
– recenzja dotyczy cz. I–IV Krakowskiego.&#13;
&#13;
1874&#13;
C. Krakowskie cz. III. Lud. Jego zwyczaje, sposób życia… seria VII. Kraków&#13;
1874. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 7.&#13;
&#13;
Recenzje: K. Wł. W. [K. W. Wójcicki], „Biblioteka Warszawska” 1874, T. III, s.&#13;
160–161; Z. Gl. [Z. Gloger], „Przegląd Krytyczny” 1876, nr 3, s. 87–91, recenzja&#13;
dotyczy cz. I–IV Krakowskiego.&#13;
&#13;
D. Krakowiaki i mazurki z okolic Krakowa. Kraków 1874. Odbitka rozdziału „Tańce” z Krakowskiego cz. II, DWOK T. 6, s. 381–516 [z nową&#13;
numeracją stron i melodii].&#13;
1875&#13;
C. Krakowskie cz. IV. Lud. Jego zwyczaje, sposób życia… seria VIII. Kraków&#13;
1875. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 8.&#13;
Recenzje: W. [K. W. Wójcicki], „Biblioteka Warszawska” 1875, T. 1, s. 478–479;&#13;
Z. Gl. [Z. Gloger], „Przegląd Krytyczny” 1876, nr 3, s. 87–91 – recenzja dotyczy&#13;
cz. I–IV Krakowskiego.&#13;
&#13;
C. W. Ks. Poznańskie cz. I. Lud. Jego zwyczaje, sposób życia… seria IX.&#13;
Kraków 1875. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 9.&#13;
Recenzje: I.K. [I. Kopernicki], „Przegląd Krytyczny” 1876, nr 3, s. 91–94; W. [K. W.&#13;
Wójcicki], „Biblioteka Warszawska” 1876, T. 1, s. 151–153; [M. A. Szulc?], „Dziennik Poznański” 1875, nr 225.&#13;
&#13;
177&#13;
&#13;
�1876&#13;
A. Mazourkas et autres danses polonaises. Poznań [1876]. Przedruk w:&#13;
Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 37 IB (s. 189–193), nr 43&#13;
III (s. 223–226), nr 62 (s. 294–295).&#13;
Recenzja: M.A.S. [M.A. Szulc], „Dziennik Poznański” 1876, nr 288.&#13;
&#13;
C. W. Ks. Poznańskie cz. II. Lud. Jego zwyczaje, sposób życia… seria X.&#13;
Kraków 1876. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 10.&#13;
Recenzje: M.A.S. [M.A. Szulc], „Dziennik Poznański” 1876, nr 288; R. [K.W. Wójcicki], „Biblioteka Warszawska” 1877, T. 1, s. 310–311; W. [K.W. Wójcicki], „Kłosy”&#13;
1877, T. XXIV, nr 604, s. 64.&#13;
&#13;
D. Obecne stanowisko etnografii. „Przewodnik Naukowy i Literacki” 1876,&#13;
R. 4, nr 8, s. 710–726. Przedruk w: Studia, rozprawy i artykuły,&#13;
DWOK T. 63, s. 3–25.&#13;
D. Proszowiacy. „Ognisko Domowe” 1876, nr 29, s. 355–356. Pierwodruk&#13;
w „Kalendarzu Astronomiczno-Gospodarskim na rok 1869” J. Jaworskiego. [Tekst wykorzystał Kolberg w Kieleckiem cz. I, DWOK T. 18.]&#13;
D. Rzecz o mowie ludu wielkopolskiego. W: Materiały do Słownika prowincjonalizmów polskich wydane staraniem Komisji Językowej&#13;
i Sekcji Etnologicznej Komisji Antropologicznej w Akademii Umiejętności w Krakowie, zeszyt I, Kraków 1876, s. 3–36. Toż w nieco&#13;
odmiennej wersji redakcyjnej w: „Zbiór Wiadomości do Antropologii&#13;
Krajowej”, zob. r. 1877.&#13;
1877&#13;
C. W. Ks. Poznańskie cz. III. Lud. Jego zwyczaje, sposób życia… seria XI.&#13;
Kraków 1877. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 11.&#13;
Recenzja: W. [K. W. Wójcicki], „Biblioteka Warszawska” 1878, T. II, s. 158–160.&#13;
&#13;
D. Rzecz o mowie ludu wielkopolskiego1. „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej” T. I: 1877, s. 3–36. Nadbitka: Kraków 1877. Przedruk&#13;
1 Z nieznanych powodów w części nakładu „Zbioru Wiadomości do Antropologii Krajowej”&#13;
&#13;
T. I zamieszczono wersję artykułu taką samą, jaka znalazła się rok wcześniej w Materiałach do&#13;
słownika prowincjonalizmów polskich (zob. rok 1876 w tej bibliografii). W Studiach, rozprawach i artykułach Kolberga (T. 63 DWOK) zamieszczono tekst w redakcji przeznaczonej dla&#13;
„Zbioru Wiadomości do Antropologii Krajowej” z r. 1877, według egzemplarza tego rocznika&#13;
znajdującego się w Bibliotece Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Wersja z Materiałów do słownika prowincjonalizmów polskich znajduje się np. w prezentowanym w Internecie egzemplarzu „Zbioru Wiadomości do Antropologii Krajowej” ze zbiorów Biblioteki Śląskiej.&#13;
&#13;
178&#13;
&#13;
�w: Studia, rozprawy i artykuły, DWOK T. 63, s. 342–388. Toż w nieco innej wersji redakcyjnej w: Materiały do Słownika prowincjonalizmów polskich…., zob. r. 1876.&#13;
Recenzja: A. Brückner, „Archiv für Slavische Philologie” B. III: 1879, s. 158–159.&#13;
&#13;
1879&#13;
C. W. Ks. Poznańskie cz. IV. Lud. Jego zwyczaje, sposób życia… seria XII.&#13;
Kraków 1879. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 12.&#13;
D. Pieśni ludu litewskiego zebrał… „Zbiór Wiadomości do Antropologii&#13;
Krajowej” T. III: 1879, s. 167–230. Odbitka: Kraków 1879. Przedruk&#13;
rozprawy wstępnej w: Studia, rozprawy i artykuły, DWOK T. 63,&#13;
s. 307–336, przedruk pieśni w: Litwa, DWOK T. 53.&#13;
Recenzje: „Russkij Fiłołogiczeskij Wjestnik” 1880, nr 3, s. 147-150; A. Brückner,&#13;
„Archiv für Slavische Philologie” B. V: 1881, s. 118-119.&#13;
&#13;
1880&#13;
A. Mazurka d’après un thème populaire composée pour le piano par…&#13;
à Madame Hélène de Przybysławska née de Wessel. Leipzig [1880].&#13;
Przedruk w: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 46, s. 238–&#13;
–241.&#13;
C. W. Ks. Poznańskie cz. V. Lud. Jego zwyczaje, sposób życia… seria XIII.&#13;
Kraków 1880. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 13.&#13;
Recenzja: J.I. Kraszewski, „Kłosy” 1880, T. XXXI, nr 784.&#13;
&#13;
D. Józef Konopka. „Kłosy” 1880, T. XXXI, nr 792, s. 151, z portretem J. Konopki na s. 151. Przedruk w: Studia, rozprawy i artykuły, DWOK&#13;
T. 63, s. 443–448.&#13;
D. Z listu w sprawie pochodzenia Chopina. „Ruch Muzyczny” 1880, nr 17,&#13;
s. 134. Przedruk w: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 476–477,&#13;
tekst nr 984.&#13;
D. Krakowiak. W: Ziarno. Wydawnictwo zbiorowe dla głodnych. Warszawa 1880, s. 52. Reprodukcja w: Korespondencja Oskara Kolberga,&#13;
cz. II, DWOK T. 65, ryc. 15 po s. 544.&#13;
E. Mapa geologiczna Wołynia Godfryda Ossowskiego. „Kłosy” 1880,&#13;
T. XXXI, nr 803, s. 327 i 330. Przedruk w: Studia, rozprawy i artykuły, DWOK T. 63, s. 425–427.&#13;
179&#13;
&#13;
�1881&#13;
C. W. Ks. Poznańskie cz. VI. Lud. Jego zwyczaje, sposób życia… seria XIV.&#13;
Kraków 1881. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 14.&#13;
D. Polnische Tänze. Mazurkas für das Pianoforte hrsg. von… Leipzig&#13;
[1881]. Przedruk wstępu w j. niemieckim (z tłumaczeniem) w: Pisma&#13;
muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 666–669, tekst nr 1112.&#13;
1882&#13;
C. W. Ks. Poznańskie cz. VII. Lud. Jego zwyczaje, sposób życia… seria XV.&#13;
Kraków 1882. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 15.&#13;
C. Pokucie. Obraz etnograficzny, T. I. Kraków 1882. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 29.&#13;
&#13;
Recenzja: Nejman C. [C. Neymann], „Kiewskaja Starina” 1884, T. VIII, s. 482–487,&#13;
T. IX, s. 126–130 – recenzja dotyczy cz. I i II Pokucia, przekład w: Pokucie. Suplement do t. 29–32, DWOK T. 81, s. 275–285.&#13;
&#13;
D. Właściwości, pieśni i tańce ludu Ziemi Dobrzyńskiej. „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej” T. VI: 1882, s. 86–158. Odbitka: Kraków&#13;
1882. Przedruk w: Mazowsze cz. VI, DWOK T. 41, s. 1–150.&#13;
D. Typy i wizerunki z Pokucia. „Tygodnik Powszechny” 1882, nr 31,&#13;
s. 484–486 i 496, z rycinami T. Rybkowskiego. Ryciny zamieszczone&#13;
następnie w: Pokucie cz. I, DWOK T. 29 oraz w: Ruś Karpacka cz. I,&#13;
DWOK T. 54, ryciny 17 i 18.&#13;
1883&#13;
C. Lubelskie cz. I. Lud. Jego zwyczaje, sposób życia… seria XVI. Kraków&#13;
1883. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 16.&#13;
C. Pokucie. Obraz etnograficzny, T. II. Kraków 1883. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 30.&#13;
Recenzja — zob. r. 1882, Pokucie cz. I.&#13;
&#13;
1884&#13;
C. Lubelskie cz. II. Lud. Jego zwyczaje, sposób życia… seria XVII. Kraków&#13;
1884. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 17.&#13;
D. Zwyczaje i pieśni ludu wielkopolskiego. Z rękopisu pozostałego po śp.&#13;
Józefie Lipińskim [podał do druku…]. „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej” T. VIII: 1884, s. 62–114.&#13;
180&#13;
&#13;
�1885&#13;
C. Kieleckie cz. I. Lud. Jego zwyczaje, sposób życia… seria XVIII. Kraków&#13;
1885. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 18.&#13;
C. Mazowsze. Obraz etnograficzny, T. 1 Mazowsze Polne cz. I. Kraków&#13;
1885. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 24.&#13;
&#13;
Recenzja: Wł. Smoleński, „Kwartalnik Historyczny” R. I: 1887, s. 280–282 – recenzja dotyczy tomów I i II Mazowsza.&#13;
&#13;
D. Zagadki z Lubelskiego, od Krasnegostawu i Gorzkowa (Nowawieś,&#13;
Jaślików, Krzywice, Piłaszkowice, Wielobycz). „Zbiór Wiadomości&#13;
do Antropologii Krajowej” T. IX: 1885, s. 300–302. Odbitka: Kraków&#13;
1885. Przedruk w: Lubelskie. Suplement do tomów 16–17, DWOK&#13;
T. 75, s. 216–219.&#13;
D. Nieco o tańcach i instrumentach muzycznych ludu naszego. „Dodatek&#13;
do «Lutni Polskiej»” R. 1: 1885, nr 7, s. 48–49, [przedruk fragmentów&#13;
wstępu do Pieśni ludu polskiego z r. 1857, DWOK T. 1, s. VIII i IX].&#13;
D. Moniuszko. „Dodatek do Lutni Polskiej” R. 1: 1885, nr 13 i 14, z podpisem: Podług O. Kolberga, [przedruk hasła biograficznego z Encyklopedii powszechnej T. XVIII, s. 794-797, zob. w: Pisma muzyczne,&#13;
DWOK T. 62, s. 434-439].&#13;
1886&#13;
C. Kieleckie cz. II. Lud. Jego zwyczaje, sposób życia… seria XIX. Kraków&#13;
1886. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 19.&#13;
&#13;
Recenzja T. 1–19 Ludu: H. Biegeleisen, „Biblioteka Warszawska” 1886, T. 4,&#13;
s. 431–441 – recenzja dotyczy tomów 1-19 Ludu, cz. I i II Pokucia i cz. I Mazowsza, zob. też Odpowiedź Kolberga na tę recenzję, nota na s. 190.&#13;
&#13;
C. Mazowsze. Obraz etnograficzny, T. II Mazowsze Polne cz. 2. Kraków&#13;
1886. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 25.&#13;
Recenzja – zob. r. 1885, Mazowsze cz. I.&#13;
&#13;
D. Głos w dyskusji nad referatem P. Chmielowskiego pt. „Jak należy traktować utwory poezji ludowej w historii literatury polskiej?”. W: „Archiwum do Dziejów Literatury i Oświaty w Polsce” T. 5: Pamiętnik&#13;
Zjazdu Historyczno-Literackiego imienia Jana Kochanowskiego,&#13;
Kraków 1886, s. 162–164. Tekst opublikowany na podstawie stenogramu dyskusji; przedruk w: Studia, rozprawy i artykuły, DWOK&#13;
T. 63, s. 416–418.&#13;
181&#13;
&#13;
�1887&#13;
C. Radomskie cz. I. Lud. Jego zwyczaje, sposób życia… seria XX. Kraków&#13;
1887. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 20.&#13;
C. Mazowsze. Obraz etnograficzny, T. III Mazowsze Leśne. Kraków 1887.&#13;
Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 26.&#13;
&#13;
Recenzje: W. Smoleński, „Kwartalnik Historyczny” R. I: 1887, s. 435–436; J. Karłowicz, „Wisła” T. II: 1888, s. 221–222.&#13;
&#13;
1888&#13;
C. Radomskie cz. II. Lud. Jego zwyczaje, sposób życia… seria XXI. Kraków&#13;
1888. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 21.&#13;
C. Mazowsze. Obraz etnograficzny, T. IV Mazowsze Stare (Mazury. Kurpie). Kraków 1888. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 27.&#13;
C. Pokucie. Obraz etnograficzny, T. III. Kraków 1888. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 31.&#13;
&#13;
Recenzja: I. Franko, „Kwartalnik Historyczny” R. III: 1889, s. 740–741 (przedruk&#13;
w: Pokucie. Suplement do t. 29–32, DWOK T. 81, s. 286–288, zob. też odpowiedź&#13;
O. Kolberga Krótka replika… w r. 1890); „Siewiernyj Wiestnik” 1889, nr 10.&#13;
&#13;
D. Pieśni ludu z Podola rosyjskiego w latach 1858 i 1862 zebrał… „Zbiór&#13;
Wiadomości do Antropologii Krajowej” T. XII: 1888, s. 235–251. Odbitka: Kraków 1888. Przedruk w: Podole, DWOK T. 47.&#13;
1889&#13;
A. Mazur. „Tygodnik Ilustrowany” 1889, T. XIII, nr 332, s. 303. Przedruk w:&#13;
Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 61, s. 291–293.&#13;
C. Łęczyckie. Lud. Jego zwyczaje, sposób życia… seria XXII. Kraków 1889.&#13;
Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 22.&#13;
Recenzje: R. Lubicz [H. Łopaciński], „Ateneum” 1890, T. II, s. 57–74; J. Karłowicz,&#13;
„Kwartalnik Historyczny” R. V: 1891, s. 628–633.&#13;
&#13;
C. Pokucie. Obraz etnograficzny, T. IV. Kraków 1889. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 32.&#13;
Recenzja: „Russkaja Mysl” 1889, nr 10.&#13;
&#13;
D. Baśni z Polesia. „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej” T. XIII:&#13;
1889, s. 200–207. Odbitka: Kraków 1889. Przedruk w: Białoruś–Polesie, DWOK T. 52.&#13;
&#13;
182&#13;
&#13;
�Recenzja: J. Karłowicz, „Kwartalnik Historyczny” R. V: 1891, s. 628, recenzja&#13;
dotyczy także artykułu Zwyczaje i obrzędy weselne z Polesia, zamieszczonego&#13;
w tym samym tomie ”Zbioru Wiadomości do Antropologii Krajowej”.&#13;
&#13;
D. Zwyczaje i obrzędy weselne z Polesia. „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej” T. XIII: 1889, s. 208–245. Odbitka: Kraków 1889.&#13;
Przedruk w: Białoruś–Polesie, DWOK T. 52.&#13;
Recenzja – zob. wyżej Baśni z Polesia.&#13;
&#13;
1890&#13;
C. Kaliskie cz. I. Lud. Jego zwyczaje, sposób życia… seria XXIII. Kraków&#13;
1890. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 23.&#13;
Recenzja: J. Karłowicz, „Kwartalnik Historyczny” R. VI: 1892, s. 586–589.&#13;
&#13;
C. Mazowsze. Obraz etnograficzny, T. V Mazowsze Stare (Mazury. Podlasie). Kraków 1890. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 28.&#13;
C. Chełmskie. Obraz etnograficzny, cz. I. Kraków 1890. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 33.&#13;
Recenzja: J. Karłowicz, „Kwartalnik Historyczny” R. VI: 1892, s. 109–112.&#13;
&#13;
E. Krótka replika, jako odpowiedź na recenzję III tomu „Pokucia”, napisaną i podaną do „Kwartalnika” (III,7) przez p. I. F. [Iwana Frankę].&#13;
„Kwartalnik Historyczny” R. IV: 1890, s. 221–223. Przedruk w: Studia,&#13;
rozprawy i artykuły, DWOK T. 63, s. 412–415. Zob. też Pokucie. Suplement do tomów 29–32, DWOK T. 81, s. 286–291.&#13;
&#13;
Prace wydane po raz pierwszy po roku 1890&#13;
Kompozycje&#13;
Alla Polacca. [Faksymile, utwór nie dokończony.] W: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 110, s. 642–643.&#13;
Co mi tam. Tekst J. B. Zaleskiego. W: Kompozycje wokalno–instrumentalne, DWOK T. 68, nr 12, s. 51–53.&#13;
Do smutnego przyjaciela. Tekst S. Witwickiego. W: Kompozycje wokalno–&#13;
instrumentalne, DWOK T. 68, nr 25, s. 127–129.&#13;
Dumka. Tekst T. Lenartowicza. W: Kompozycje wokalno–instrumentalne,&#13;
DWOK T. 68, nr 11, s. 47–50.&#13;
183&#13;
&#13;
�Dumny kochanek. Tekst K. Zakrzewskiego. W: Kompozycje wokalno–instrumentalne, DWOK T. 68, nr 9, s. 40–45.&#13;
Fantaisie. [Faksymile, utwór nie dokończony.] W: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 114, s. 650–655.&#13;
„Gdy na górach świta dzionek”. Tekst J. B. Zaleskiego. W: Kompozycje wokalno–instrumentalne. DWOK T. 68, nr 8, s. 34–39. [Zob. też w T. 68&#13;
s. 149, komentarz rewizyjny do nr 5.]&#13;
Grande sonate pour le pianoforte composée et dédiée à Mr C. F. Girschner&#13;
par… W: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 95, s. 502–545.&#13;
„Hejże, hejże, bracia moi”. [Faksymile, autor tekstu nieznany; utwór nie dokończony.] W: Kompozycje wokalno–instrumentalne, DWOK T. 68,&#13;
nr 30, s. 135.&#13;
Hulanka. [Faksymile, tekst S. Witwickiego, utwór nie dokończony.] W: Kompozycje wokalno–instrumentalne, DWOK T. 68, nr 33, s. 137.&#13;
„I dlaczegoż myśli moje”. [Faksymile, autor tekstu nieznany, utwór nie dokończony]. W: Kompozycje wokalno–instrumentalne, DWOK T. 68,&#13;
nr 35, s. 140.&#13;
Jaskółka. Tekst S. Duchińskiej-Pruszakowej. W: Kompozycje wokalno–instrumentalne, DWOK T. 68, nr 13, s. 53–66.&#13;
Kochanka do gwiazdy. Tekst S. Witwickiego. W: Kompozycje wokalno–&#13;
instrumentalne, DWOK T. 68, nr 14, s. 67–74.&#13;
Krakowiak. [Autor tekstu nieznany]. W: Kompozycje wokalno–instrumentalne, DWOK T. 68, nr 10, s. 46–47.&#13;
Król pasterzy. Opera sielska w jednym akcie. Partytura. Libretto T. Lenartowicza. W: Kompozycje wokalno–instrumentalne, DWOK T. 68, s. 167–378.&#13;
„Kukułeczko moja siwa”. [Autor tekstu nieznany.] W: Kompozycje wokalno–instrumentalne, DWOK T. 68, nr 23, s. 107–108.&#13;
Marcia. W: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 97, s. 576–581.&#13;
Mazur na fortepian. W: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 84,&#13;
s. 467–469.&#13;
Mazurek do śpiewu. [Faksymile, utwór nie dokończony]. W: Kompozycje&#13;
wokalno–instrumentalne, DWOK T. 68, nr 37, s. 142.&#13;
Mazurka. W: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 86, s. 472.&#13;
Mazurka d’après un thème populaire. W: Kompozycje fortepianowe,&#13;
DWOK T. 69, nr 83, s. 464–466.&#13;
184&#13;
&#13;
�Mazurka dont Mr Emile Czaykowski a inventé la pensée [!] par… W: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 85, s. 470–471.&#13;
Mazury. W: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 87, s. 473–476&#13;
i nr 89, s. 489.&#13;
Mazury. [Faksymilia, utwory nie dokończone.] W: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 105, s. 633; nr 106, s. 634–635; nr 107, s. 636;&#13;
nr 108, s. 637–639.&#13;
„Niechże ja lepiej nie żyję...”. [Faksymile, tekst K. Brodzińskiego, utwór nie&#13;
dokończony]. W: Kompozycje wokalno–instrumentalne, DWOK&#13;
T. 68, nr 27, s. 131–132.&#13;
Nokturny. [Faksymilia, utwory nie dokończone.] W: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 111, s. 644–645; nr 112, s. 646–647; nr 113,&#13;
s. 648–649.&#13;
Obertas. W: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 90, s. 490–492.&#13;
On zginął [incipit: „Ogrody wonią, błyszczy kalina”]. Tekst J. Heppena.&#13;
W: Kompozycje wokalno-instrumentalne, DWOK T. 68, nr 15, s. 75–83.&#13;
On zginął [incipit: „Choć wszystko z wiosną kwitnąć zaczyna”]. Tekst&#13;
J. Heppena. W: Kompozycje wokalno–instrumentalne, DWOK T. 68,&#13;
nr 16, s. 84–90.&#13;
Pielgrzymka do Częstochowy. Obrazek wiejski ze śpiewami. Libretto&#13;
O. Kolberga na podstawie obrazka dramatycznego S. Pruszakowej&#13;
Pielgrzymka do Częstochowy. [Szkice wersji fortepianowej (faksymilia).] W: Kompozycje wokalno–instrumentalne, DWOK T. 68,&#13;
s. 601–626.&#13;
„Piszczałeczko jedyna”. [Autor tekstu nieznany.] W: Kompozycje wokalno–&#13;
instrumentalne, DWOK T. 68, nr 22, s. 105–106.&#13;
Polonaise. [Faksymile, utwór nie dokończony.] W: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 87, s. 640–641.&#13;
Przyczyna. Tekst S. Witwickiego. W: Kompozycje wokalno–instrumentalne, DWOK T. 68, nr 17, s. 91–93.&#13;
Psalm 85. „Nakłoń ucha Twego, Panie…”. [Tekst w przekładzie F. Karpińskiego.] W: Kompozycje wokalno–instrumentalne, DWOK T. 68,&#13;
nr 17, s. 108–126.&#13;
Romanca. [Faksymile, utwór nie dokończony.] W: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 115, s. 656.&#13;
185&#13;
&#13;
�Scena w karczmie czyli Powrót Janka. Obrazek wiejski ze śpiewami. Libretto J. K. Gregorowicza. Wersja fortepianowa. W: Kompozycje wokalno–instrumentalne, DWOK T. 68, s. 489–599.&#13;
Szkic pieśni chóralnej. [Faksymile, utwór nie dokończony.] W: Kompozycje&#13;
wokalno–instrumentalne, DWOK T. 68, nr 38, s. 143.&#13;
Szkice pieśni. [Faksymilia, utwory nie dokończone.] W: Kompozycje wokalno–instrumentalne, DWOK T. 68, nr 28, s. 133; nr 29, s. 134; nr 31,&#13;
s. 136; nr 32, s. 136; nr 36, s. 141.&#13;
„Ty, coś najczulszych starań […]”. [Faksymile, tekst prawdopodobnie Matuszewskiej, utwór nie dokończony.] W: Kompozycje wokalno–instrumentalne, DWOK T. 68, nr 34, s. 138&#13;
Utwory bez tytułu. W: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 98,&#13;
s. 582–588; nr 99, s. 589–598; nr 100, s. 599–560; nr 101, s. 607–612;&#13;
nr 102, s. 613–619; nr 103, s. 620–624; nr 104; s. 625–629;&#13;
Utwory bez tytułu. [Faksymilia, utwory nie dokończone.] W: Kompozycje&#13;
fortepianowe, DWOK T. 69, nr 116, s. 657–658; nr 117, s. 659–661; nr&#13;
118, s. 662; nr 119, s. 663–664; nr 120, s. 665–666; nr 121, s. 667–672;&#13;
nr 122. s. 673–675.&#13;
[Utwór chóralny bez tekstu.] W: Kompozycje wokalno–instrumentalne,&#13;
DWOK T. 68, nr 26, s. 129–130.&#13;
Walce. W: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 92, s. 497–498;&#13;
nr 93, s. 499–500; nr 94, s. 501.&#13;
Variations brillantes pour le Pianoforte sur une Menuetto oryginale&#13;
dédiées à [nazwisko adresata zatarte]. W: Kompozycje fortepianowe,&#13;
DWOK T. 69, nr 96, s. 546–575.&#13;
Westchnienie za rodzinną chatką. Tekst J. B. Zaleskiego. W: Kompozycje&#13;
wokalno–instrumentalne, DWOK T. 68, nr 18, s. 94–98.&#13;
Wiatrak. Perpetuum mobile d’après un motif des environs de Łowicz.&#13;
W: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69, nr 91, s. 493–496.&#13;
Wielki mazur fantastyczny. W: Kompozycje fortepianowe, DWOK T. 69,&#13;
nr 88, s. 476–488.&#13;
Wiosna. Tekst S. Witwickiego. W: Kompozycje wokalno–instrumentalne,&#13;
DWOK T. 68, nr 19, s. 98–100.&#13;
Wyjazd. Tekst S. Witwickiego. W: Kompozycje wokalno–instrumentalne,&#13;
DWOK T. 68, nr 20, s. 101–103.&#13;
186&#13;
&#13;
�Zakochana. Tekst J. B. Zaleskiego. W: Kompozycje wokalno–instrumentalne, DWOK T. 68, nr 21, s. 103–105.&#13;
Opracowania melodii ludowych na głos z fortepianem&#13;
[Obertasy, mazurki i krakowiaki.] W: Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu fortepianowym cz. II, DWOK T. 67/II, nr 721–762, s. 197–268.&#13;
Pieśni ludu polskiego cd.] W: Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu&#13;
fortepianowym cz. II, DWOK T. 67/II, nr 599–713, s. 5–163.&#13;
[Pieśni ukraińskie.] W: Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu fortepianowym cz. II, DWOK T. 67/II, nr 714–717, s. 164–167.&#13;
[Pieśni chorwackie.] W: Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu fortepianowym cz. II, DWOK T. 67/II, nr 718–721, s. 168–171.&#13;
Zbiór mazurów i obertasów gminnych wydany przez... W: Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu fortepianowym cz. II, DWOK T. 67/II,&#13;
nr 763–834, s. 197–268.&#13;
Monografie regionalne1 i materiały do nich wydane w latach 1891–1907&#13;
Chełmskie. Obraz etnograficzny, cz. II. Z materiałów pośmiertnych wydał&#13;
dr I. Kopernicki. Kraków 1891. Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 34.&#13;
Recenzja: J. Karłowicz, „Kwartalnik Historyczny” R. VI: 1892, s. 113–118.&#13;
&#13;
Pokucie. Uzupełnienia dawniej ogłoszonego dzieła śp. Oskara Kolberga&#13;
z rękopisów pozgonnych wydał dr Stanisław Zdziarski. „Materiały Antropologiczno-Archeologiczne i Etnograficzne” T. VII: 1904,&#13;
s. 174–194. Odbitka: Kraków 1904. [Materiały te zostały opracowane&#13;
na nowo w oparciu o rękopisy i wydane w: Ruś Karpacka cz. II,&#13;
DWOK T. 55.]&#13;
Recenzja: W. Hnatiuk, „Zapysky Naukowoho Towarystwa im. Szewczenka” 1905,&#13;
T. LXIV.&#13;
&#13;
Przemyskie. Zarys etnograficzny. Kosztem Muzeum imienia Dzieduszyckich we Lwowie z pośmiertnych materiałów wydał dr I. Kopernicki.&#13;
1 Monografie regionalne i inne materiały etnograficzne i folklorystyczne wydane na podstawie rękopisów w serii Działa wszystkie O. Kolberga w latach 1961– 2024 (tomy 39–84 DWOK)&#13;
zob. dalej w osobnym wykazie.&#13;
&#13;
187&#13;
&#13;
�Przedmowa I. Kopernickiego. Kraków 1891. Reedycja fotooffsetowa:&#13;
DWOK T. 35.&#13;
Recenzja: J. Karłowicz, „Kwartalnik Historyczny” R. VI: 1892, s. 352–357.&#13;
&#13;
Śląsk Górny. Materiały etnograficzne zebrane przez Oskara Kolberga, z papierów pośmiertnych wydał Seweryn Udziela. „Materiały Antropologiczno-Archeologiczne i Etnograficzne” T. VIII: 1906, s. 140–212.&#13;
Odbitka: Kraków 1906. [Materiały te zostały opracowano na nowo&#13;
w oparciu o rękopisy i wydane w: Śląsk, DWOK T. 43.]&#13;
Tarnów-Rzeszów. Materiały etnograficzne. Uporządkował i wydał&#13;
S. Udziela. „Materiały Antropologiczno-Archeologiczne i Etnograficzne” T. XI: 1910, s. 116–323. Odbitka: Kraków 1910. [Materiały&#13;
te zostały opracowane na nowo w oparciu o rękopisy i wydane w:&#13;
Tarnowskie-Rzeszowskie, DWOK T. 48.]&#13;
Recenzja: M. Treter, „Lud” T. XVI: 1910, s. 410-411.&#13;
&#13;
Wołyń. Obrzędy, melodie, pieśni. Z brulionów pośmiertnych przy współudziale St. Fischera i F. Szopskiego wydał J. Tretiak. Kraków 1907.&#13;
Reedycja fotooffsetowa: DWOK T. 36.&#13;
Recenzje: W. Hnatiuk, „Zapysky Naukowoho Towarystwa im. Szewczenka” 1908,&#13;
T. LXXXII, s. 228-233; E.E., „Etnograficzeskoje Obozrenije” 1909, nr. 4, s. 120-121.&#13;
&#13;
Studia, rozprawy, artykuły, zbiory folklorystyczne&#13;
Antoni Kolberg. W: Studia, rozprawy i artykuły, DWOK T. 63, s. 440–448.&#13;
Brazylia. W: Studia, rozprawy i artykuły, DWOK T. 63, s. 466–470.&#13;
Indianie amerykańscy. W: Studia, rozprawy i artykuły, DWOK T. 63,&#13;
s. 451–463.&#13;
Juliusz Kolberg [wspólnie z bratem Wilhelmem]. W: Studia, rozprawy i artykuły, DWOK T. 63, s. 433–439.&#13;
Kozak. W: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 617–618, tekst nr 1046.&#13;
Krakowiak. W: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 620–621, tekst&#13;
nr 1048.&#13;
Mejer Ignacy Antoni. W: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 428, tekst&#13;
nr 949b.&#13;
Melodie ludowe litewskie zebrane przez śp. księdza Antoniego Juszkiewicza. Opracowane przez śp. Oskara Kolberga i śp. Izydora&#13;
&#13;
188&#13;
&#13;
�Kopernickiego, a ostatecznie opracowane, zredagowane i wydane&#13;
przez Zygmunta Noskowskiego i Jana Baudouina de Courtenay.&#13;
Kraków 1900. [Kolberg opracował melodie 1–119, pozostałe I. Kopernicki i Z. Noskowski, melodie opracowane przez O. Kolberga przedrukowano w: Litwa, DWOK T. 53.]&#13;
Notatki o Chopinie spisane przez… z opowiadania Wilhelma Kolberga.&#13;
W: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 461-462, tekst nr 980. Pierwodruk: K. Kobylańska Notatki Oskara Kolberga o Chopinie. W: Studia&#13;
Hieronymo Feicht septuagenario dedicata. Kraków 1967, s. 388–389.&#13;
O muzyce chińskiej. W: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 8–31,&#13;
tekst nr 620.&#13;
O początkach rozwoju muzyki. W: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62,&#13;
s. 5–7, tekst nr 619.&#13;
O rytmie i tempie tańców polskich i słowiańskich. W: Pisma muzyczne&#13;
cz. II, DWOK T. 62, s. 610–614, tekst nr 1036.&#13;
Philidor Danican. W: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 191–192,&#13;
tekst nr 742.&#13;
Stany Zjednoczone Rio de La Plata (Buenos Aires, Paraguaj, Uruguaj).&#13;
W: Studia, rozprawy i artykuły, DWOK T. 63, s. 464–465.&#13;
Śpiewy, muzyka i taniec ludów Oceanii. W: Pisma muzyczne cz. II,&#13;
DWOK T. 62, s. 38–68, tekst nr 622.&#13;
Uwagi na temat restytucji tekstu pierwotnego pieśni „Bogarodzica”. W: Pis­&#13;
ma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 544–546, tekst nr 1021b.&#13;
Uwagi O. Kolberga odnoszące się do książki M. Karasowskiego „Fryderyk&#13;
Chopin. Życie – Listy – Dzieła”. W: Pisma muzyczne cz. II, DWOK&#13;
T. 62, s. 472–476, tekst nr 983. Pierwodruk w: Korespondencja Oskara Kolberga cz. III, DWOK T. 66, aneks 11, s. 738–743.&#13;
Uwagi Oskara Kolberga odnoszące się do książki M. A. Szulca „Fryderyk&#13;
Chopin i utwory jego muzyczne”, Poznań 1873. W: Pisma muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 463–466, tekst nr 981. Pierwodruk: K. Kobylańska Fryderyk Chopin i Oskar Kolberg. W: Studia Hieronymo&#13;
Feicht septuagenario dedicata. Kraków 1967, s. 386–388.&#13;
Uwagi O. Kolberga odnoszące się do książki Szulca o Chopinie. W: Pisma&#13;
muzyczne cz. II, DWOK T. 62, s. 466–471, tekst nr 982. Pierwodruk: Korespondencja Oskara Kolberga cz. III, DWOK T. 66, aneks 7, s. 724–729.&#13;
&#13;
189&#13;
&#13;
�Z notatek o zbiorach pieśni Słowian południowych. W: Pisma muzyczne&#13;
cz. II, DWOK T. 62, s. 586–591, tekst nr 1031b; także w: Materiały do&#13;
etnografii Słowian zachodnich i południowych cz. III: Słowiańszczyzna południowa, DWOK T. 59/III, s. 287–291.&#13;
Recenzje i odpowiedzi na recenzje&#13;
„Alojzy Kalauz wydał w Wiedniu w r. 1850 […]”. W: Pisma muzyczne cz. II,&#13;
DWOK T. 62, s. 591–593, tekst nr 1031c; także w: Materiały do etnografii Słowian zachodnich i południowych cz. III: Słowiańszczyzna&#13;
południowa, DWOK T. 59/III, s. 291–296.&#13;
„K. Katinelli na korzyść szpitala pożegawskiego […]”. W: Pisma muzyczne&#13;
cz. II, DWOK T. 62, s. 593, tekst nr 1031d.&#13;
Liszt o Cyganach i ich muzyce na Węgrzech. W: Pisma muzyczne cz. II,&#13;
DWOK T. 62, s. 347–351, tekst nr 901.&#13;
Odpowiedź Kolberga na recenzję Biegeleisena. W: Studia, rozprawy i artykuły, DWOK T. 63, s. 391–415.&#13;
O pieśniach ludowych węgierskich L. Koehlera. W: Pisma muzyczne&#13;
cz. II, DWOK T. 62, s. 567–568, tekst nr 1025.&#13;
O śpiewach i tańcach wołoskich J. A. Wachmanna. W: Pisma muzyczne&#13;
cz. II, DWOK T. 62, s. 569, tekst nr 1026.&#13;
Taniec wołoski Romana Dymitra Tecli. W: Pisma muzyczne cz. II, DWOK&#13;
T. 62, s. 669–671, tekst nr 1113.&#13;
&#13;
Artykuły zamieszczone w Encyklopedii powszechnej S. Orgelbranda&#13;
w latach 1859–1868&#13;
Po tytule tekstów podano ich numery w Pismach muzycznych, DWOK&#13;
T. 61–62, w których przedrukowana jest ich większość, nieliczne nie związane z muzyką, zamieszczone w Studiach, rozprawach i artykułach,&#13;
DWOK T. 63, mają podany numer tego tomu i stronę.&#13;
T. 1 Warszawa 1859: Abel Karol Fryderyk 757; Acheron T. 63, s. 473;&#13;
Achilles T. 63, s. 474; Adagio 160; Adam Adolf Karol 704; Adam de la&#13;
&#13;
190&#13;
&#13;
�Hale 705; Adesi 292; Ad libitum 595; Aelopantalion 395; Affettuoso&#13;
86; Aggiustamento 87; Agitato 88; Agnesi Maria Teresa 631; Agrell&#13;
Jan 766; Agrykola Jan Fryderyk 772; Agrykola Marcin 860; Akcent&#13;
muzyczny 66; Akcjakatura 603; Akolada 104; Akompaniament 204;&#13;
Akord 37; Akordion 398; Akukryptofon 420; Alagrek 1057; Alard Jan&#13;
Delfin 448; Albani Maciej 421; Albertini Joachim 632; Alboni Marietta 260; Albrechtsberger Jan Jerzy 861; Aleotti Rafael Argenta 633;&#13;
Aleotti Vittoria 634; Alizard Adolf 284; Alla breve 61; Alla octavo&#13;
102; Alla polacca 89; Alla zoppa 63; Allegri Gregorio 635; Allegro&#13;
74; Allemanda 1058; Alt 213; Altówka 317; Amaduzzi Donat 636;&#13;
Amfijon 624; A-moll 18; Amon Jan 773; Amorka 315; Amoroso 90;&#13;
Anakruzys 64; Ancyz 1059; Andante 72; André Jan 774; André Jan&#13;
Antoni 775; Anemokord 351; Anerio Jan Franciszek 637; Anfossi Pasquale 638; Angelika 326; Anglez 1060; Antyfona 176; Antystrofa 166;&#13;
T. 2 Warszawa 1860: Aplikatura 578; A poco a poco 75; Apollo T. 63,&#13;
s. 477; Apollonikon 393; Appogiato 575; Appoggiatura 602; Aranżować 205; Archilutnia 324; Arco 580; Aria 126; Arion 625; Ariosti&#13;
Attilio 639; Arne Tomasz Augustyn 758; Arnould Zofia 224; Arpeggio 581; Arystoksenes 626; Ashley 568; Asioli Bonifacy 640; Astorga&#13;
Emanuel d’ 641; Attaca 587; Aubada 140; Auber Daniel François&#13;
706; Autentyki 5; A vista 590; Bach (rodzina) 776; Bachus T. 63,&#13;
s. 480; Bader Karol Adam 266; Baermann Henryk Józef 565; Baillot&#13;
Piotr Maria Franciszek 449; Baini Giuseppe 692; Balcerek 293; Baleros 1061; Balfe Michał Wilhelm 759; Bałabajka 333; Banda 613;&#13;
Bandera 334; Bandola 332; Banti [Brigitta Giorgi] 225; Barbiton 329;&#13;
Barditus 1003; Bardon 328; Barkarola 1007; Baryton 216; Barzelletta&#13;
1008; Bas 45 i 217; Basetla 318; Wiolonczeliści [w Encyklopedii fragment hasła Basetla] 487; Basily Andrzej 642; Basily Franciszek 643;&#13;
Basklarnet 372; Bassetorn 371; Basso continuo 48; Batta Aleksander&#13;
488; Battimento 606; Bazona 386;&#13;
T. 3 Warszawa 1860: Beaumesnil Henrietta Adelajda Villard de 708; Becker Juliusz 862; Becker Karol Ferdynand 541; Beethoven Ludwik&#13;
van 777; Bellini Vincenzo 644; Bemol 106; Benda Franciszek 440;&#13;
Benedict Juliusz 760; Benevoli Horacy 645; Benkien Andrzej 905;&#13;
Bennett Wiliam Sterndale 761; Berent Szymon 906; Bergamask[a]&#13;
1063; Bergameno Jan Chrzciciel 646; Berger Ludwik 778; Bergson&#13;
&#13;
191&#13;
&#13;
�Michał 907, Bériot Karol August de 450; Berlioz Hektor 709; Bernardini Marcelli 647; Berner Fryderyk Wilhelm 779; Bertin Ludwika Aniela 710; Bertini Henryk 503; Berton Henryk Franciszek 712,&#13;
Bęben wielki 404; Bębenek 403; Biegnik 599; Bielawski Józef 451;&#13;
Biernacki Nikodem 452; Billington Elżbieta 226; Bis 438; Bitwa 145;&#13;
Blangini Józef Marek 648; Blaze Franciszek Henryk 745; Blondel&#13;
v. Blondianus 713; Bobrowicz Jan Nepomucen 497; Boccherini Ludwik 649; Bohdanowicz Bazyli 442; Bohrer familia 441; Bohrer Zofia 504; Bolero 1063;&#13;
T. 4 Warszawa 1860: Bosio Angiolina 227; Boucher Aleksander Jan 453;&#13;
Boulanger Ernest 714; Boulanger Maria Julia Hallinger 228; Bournonville August 1098; Bourrée 1064; Braham Maurycy 267; Branchu&#13;
Aleksandryna Karolina 229; Branle 1065; Bravo 437; Bravura 127;&#13;
Breiting Herman 268; Brevis 109; Brzękadełka 411; Brzowska Jadwiga 909; Brzowski Józef 908; Bubastis T. 63, s. 484; Bucefał T. 63,&#13;
s. 485; Buffo 192; Bugle 383; Bull Ole Bornemann 454; Buononcini&#13;
Jan Chrzciciel 650; Burney Karol 762; Byczek 1037; Cabaletta 128;&#13;
Cachucha 1066; Caffarelli 294; Ça ira! 1012; Calando 91; Caldara&#13;
Antonio 651; Calvisius Sethus 863; Camargo 1099; Cancan 1067;&#13;
Candeille Piotr Józef 715; Cantabile 92; Cantus firmus 56; Canzonetta 1009; Capriccio 138; Caraffa de Colobrano Michał Henryk 652;&#13;
Carestini Jan 295; Carillon 417; Carissimi Jan Jakub 653; Carmagnole (la) 1013; Carnicer don Ramon 699; Castil-Blaze 746; Catalani&#13;
Angelica 230; Catel Karol Szymon 716; Cavalieri Emilio del 654;&#13;
Cavatina 129;&#13;
T. 5 Warszawa 1861: Cenar, cynar 1038; Cerone Dominik Piotr 693; Cerrito Fanny 1100; Chaconne 1068; Champein Stanisław 717, Chandoszkin Jan 894; Charakter 84; Charakterystyczne tony 42; Charivari 142; Charpentier Marek Antoni 718; Chélard Andrzej Hipolit&#13;
719; Cheron Anna 231; Cheron Augustyn Atanazy 285; Cherubini&#13;
Ludwik 655; Chiroplast 348; Chopin Fryderyk Franciszek 910; Choreografia 1110; Choron Aleksandr Stefan 747; Chotek Franciszek&#13;
Ksawery 884; Chór 608; Chórał 122; Chór muzyczny 130; Chromatyczny 13; Ciało brzmienne 301; Cimarosa Dominik 656; Claboni&#13;
Krzysztof 911; Clementi Muzio 505; Coda 169; Colasanti Wincenty&#13;
569; Corelli Arcangelo 455; Couperin Franciszek 720; Cramer Jan&#13;
&#13;
192&#13;
&#13;
�Chrzciciel 506; Crescendo 81; Crescentini Girolamo 296; Crotch William 542; Csárdás 1069; Csiko 1070;&#13;
T. 6 Warszawa 1861: Cymbałki 340; Cymbały 408; Cytra 322; Czakan&#13;
355; Czerny Karol 507; Czeska muzyka 883; Da capo 588; Dalayrac Mikołaj 721; Dal segno 589; Damenizacja 223; Damoreau-Cinti&#13;
Laura 232; Damse Józef 912; Danzi Franciszek 780; Daquin Ludwik Klaudiusz 543; Dauberval Jan 1101; David Felicjan 722; David Ferdynand 456; Davide Jakub 269; Decrescendo 82; Decyma 32;&#13;
Dehn Sigfried Wilhelm 864; Della-Maria Dominik 723;&#13;
Tom 7 Warszawa 1861: Després Josquin 752; Deszczyński Józef 913; Detonacja 572; Devienne Franciszek 724; Dezède albo Dezaides 725;&#13;
Diafonia 53; Diapazon 29; Diapente 26; Diatonika 12; Dibdin Karol 763; Diezys 15; Diomedes Caton (zapewne Anonim) 912; Ditters&#13;
von Dittersdorf Karol 781; Divertissement 190; Długoraj Wojciech&#13;
915; Do 11; Dobrski Julian 270; Dobrzyński Ignacy Feliks 916; Doche Józef Dionizy 726; Doche Piotr Aleksander 727; Döhler Teodor&#13;
508; Doles Jan Fryderyk 782; Dominanta 41; Domra 325; Donizetti&#13;
Józef 657a; Donizetti Kajetan 657; Doppler Albert Franciszek 557;&#13;
Doppler Karol 558; Dorn Henryk Ludwik 783; Dotzauer Justus Jan&#13;
Fryderyk 489; Dotzauer Ludwik Karol 490; Drabant 1039; Drechsler&#13;
Józef 784; Dreyschock Aleksander 509; Drieberg Fryderyk von 865;&#13;
Drobny taniec 1040; Drouet Ludwik 559; Drumla 376; Du Caurroy&#13;
Franciszek Eustachy 728; Duda 361; Dudy 367; Duet 149; Dulcken&#13;
Ferdynand 510; Dulon Fryderyk Ludwik 560; Dumont Henryk 544;&#13;
Duni Egidiusz Romuald 729; Duport Jan [Piotr] 491; Duprez Gilbert&#13;
Ludwik 271; Duprez Karolina 233; Dur 16; Duranowski August Fryderyk 457; Durante Franciszek 658; Dussek Jan [Władysław] 511;&#13;
Dwugłos 36; Dyskant 54; Dysonans 39; Dzioł 1041; Dzwon chiński&#13;
407; Ebell Henryk Karol 785; Eberl Antoni 786; Eberwein Karol 788;&#13;
Eberwein Traugott Maksymilian 788;&#13;
Tom 8 Warszawa 1861: Egzercycje 435; Ekspresja 85; Elsner Józef 917; Elssler Fanny i Teresa 1102; Enharmoniczny 14; Ensamble 148; Entraigues Antonina Cecylia Clavel 234; Eolska harfa 352; Epicedium 1001;&#13;
Epod 167; Erard bracia 426; Erkel Franciszek 900; Etuda 137; Eufon&#13;
414; Eybler Józef von 789; Fagociści 567; Fagot 374; Falset 210; Falso&#13;
bordone 55; Fandango 1071; Fandara 144; Fantazja 139; Farandole&#13;
&#13;
193&#13;
&#13;
�1072; Farinelli Karol 297; Fasch Karol Fryderyk 790; Federici Wincenty 659; Felsztyński Sebastian czyli Sebastian z Felsztyna 918;&#13;
Feo Franciszek 660; Fermata 576; Fesca Fryderyk Ernest 791; Fétis&#13;
Franciszek Józef 748; Fiasko 439; Field Jan 512; Fifr 364; Figuracja&#13;
w muzyce 51; Figurał 123; Filipowicz Eliza Minelli 458; Finał 168;&#13;
Finck Henryk 792; Fink Gottfryd Wilhelm 866; Fioravanti Walenty&#13;
661; Fiorillo Fryderyk 459; Fioritury 596; Fischer Józef 287; Fischer&#13;
Ludwik 286; Fisharmonika 397; Fistula 356; Flażolet 357; Flecik 354;&#13;
T. 9 Warszawa 1862: Fleciści [w Encyklopedii fragment hasła Flet] 556;&#13;
Flet 353; Flotow Fryderyk von 793; Fodor-Mainvielle Josephine 235;&#13;
Folie d’Espagne 1073; Fontana Julian 513; Forkel Jan Mikołaj 867;&#13;
Förster Kasper 919; Forte 77; Fortepian 346; Fortepianiści 502; Francuska muzyka 703; Franko z Kolonii 868; Fränzl Ferdynand 460;&#13;
Frescobaldi Hieronim 545; Freyer August 546; Freytag Adam 920;&#13;
Freytag Maria 1103; Froberger Jan Jakub 547; Fuga 135; Fujara 360;&#13;
Fulvio Antoni 921; Fundamentalny bas 46; Furioso 93; Furlanda&#13;
1074; Fürstenau Antoni Bernard 561; Fux Jan Józef 794; Fuza 110;&#13;
Gabrieli Jan 663; Gabrieli Katarzyna 236; Gade Niels Wilhelm 767;&#13;
Gaforus albo Gafurius Franchinus 694; Gajda 368; Galarda 1075;&#13;
Galop 1076; Galuppi Baldassaro 664; Gama 6; Gamba 314; Garat&#13;
Jan Piotr 282; Garcia Manuel 272; Gassmann Florian Leopold 885;&#13;
Gawotta 1077; Gembicki Jakub 922; Geminiani Franciszek 461;&#13;
Generałbas 47; Gerbert Marcin 869; Germania T. 63, s. 486; Gęśl&#13;
339; Giga 1078; Gitana 1079; Gitara 331; Gitarzyści 496; Giusto 94;&#13;
T. 10 Warszawa 1862: Glinka Michał 895; Glissando 582; Gluck Krzysztof&#13;
Willibald 795; Głos 208; God save The King 1017; Gołąbek Jakub&#13;
923; Gomis Józef Melchior 700; Gomółka Mikołaj 924; Gong 406;&#13;
Gorączkiewicz Wincenty 548; Gorczycki Grzegorz 925; Gossec Franciszek Józef 730; Goudimel Klaudian 731; Gounod Karol Franciszek&#13;
732; Grajek 614; Grandioso 95; Granie w muzyce 577; Grassini Józefa 261; Graun Jan Bogumił 797; Graun Karol Henryk 796; Grave&#13;
71; Grazioso 96; Grecka mitologia T. 63, s. 491; Grecka muzyka i taniec 623; Greckie starożytności T. 63, s. 506; Gregoriański śpiew 171;&#13;
Grétry Andrzej Ernest 733; Grisi Judyta 237; Grisi Julia 255; Grisi&#13;
Teresa 1104; Groblicz Marcin 422; Grossmann Ludwik 926; Grund&#13;
Fryderyk Wilhelm 798; Grupetto 607; Gryfy 579; Guarnieri Józef&#13;
&#13;
194&#13;
&#13;
�T. 11&#13;
&#13;
T. 12&#13;
&#13;
T. 13&#13;
&#13;
T. 14&#13;
&#13;
Antoni 423; Gudok 320; Guglielmi Piotr 665; Guglielmi Piotr Karol&#13;
666; Guhr Karol Wilhelm 799; Guimard Maria Magdalena 1105;&#13;
Warszawa 1862: Gusli 338; Guzikow Józef 570; Gwido z Arezzo 695;&#13;
Gyrowetz Adalbert 886; Habeneck Antoni Franciszek 462; Haitzinger Antoni 273; Hajduk 1042; Halévy Jakub Fromental 734; Hanak&#13;
1080; Händel Jerzy Fryderyk 800; Händl Jakub 893; Harfa 336; Harmonia 35; Harmoniczne tony 303; Harmoniki 413; Hartmann Jan&#13;
Piotr 768; Häser August Frdynand 802; Häser Charlotta 238; Häser&#13;
Christian 288; Hasse Faustyna 256; Hasse Jan Adolf 801; Hauptmann Maurycy 803; Hausmann Walenty 804; Hawkins Jan 764;&#13;
Haydn Franciszek Józef 805; Haydn Michał 806; Hebenstreit Pantaleon 430; Heinichen Jan Dawid 870; Hejnał 1006; Heller Stefan 514;&#13;
Henselt Adolf 515; Herman Adam 492; Hérold Ludwik Józef 735;&#13;
Herz Henryk 516; Hesse Adolf Fryderyk 549; Hierochord 350; Hiller&#13;
Ferdynand 807; Hiller Jan Adam 808; Himmel Fryderyk Henryk 809;&#13;
Warszawa 1863: Hoffmann Ernest Teodor Amadeusz 871; Hoffmeister Franciszek Antoni 810; Holland Jan Dawid 927; Holzbauer&#13;
Ignacy 811; Hołubiec 1043; Homilius Gotfryd August 812; Homofonia 58; Hopser 1081, Hora 1082; Horecki Feliks 498; Hornpipe 366;&#13;
Huberty 240; Hummel Jan Nepomucen 517; Hurka Fryderyk Franciszek 887; Hymen 1000; Imitacja 50; Indie Wschodnie T. 63, s. 518;&#13;
Indyjska muzyka 621, Indyjska sztuka T. 63, s. 547; Instrumenta&#13;
300; Instrumentacja 203; Instrumentalna muzyka 132; Intermezzo 189; Interwal 21; Intonacja 571; Intrada 158; Introdukcja 157;&#13;
Isouard Mikołaj 736; Izaak Henryk 813; Jakubowski Samson 431;&#13;
Warszawa 1863: Janczarska muzyka 615; Janiewicz Feliks 463; Jaroński Feliks 518; Jasiński Marceli 928; Jastrzębski Feliks 427; Jelski&#13;
Michał 464; Jodłowanie 574; Jomelli Mikołaj 113; Kaczkowski Dominik 274; Kaczkowski Józef 465; Kadencja 44; Kadryl 1083; Kalafonia 311; Kalkbrenner Fryderyk Wilhelm Michał 519; Kalliwoda&#13;
Jan Wacław 466; Kamerton 307; Kamieński Maciej 929; Kamiński&#13;
N. 930; Kania Emanuel 520; Kanon 133; Kantata 131; Kantylena&#13;
1010; Kapela 616;&#13;
Warszawa 1863: Kapreola 1084; Karasowski Maurycy 931; Karola&#13;
1085; Kasownik 107; Kastaniety 412; Kastraci 218; Katarynka 418;&#13;
Kauer Ferdynand 814; Kaufmann Jan Gotfryd 432; Kawka 387;&#13;
&#13;
195&#13;
&#13;
�Każyński Maciej 275; Każyński Wiktor 932; Kątski (rodzina) 443;&#13;
Keiser Reinhard 815; Kiesewetter Rafał Jerzy von 872; Kirnberger&#13;
Jan Filip 873; Kittel Jan Christian 550; Klarneciści 564; Klarnet 370;&#13;
Klawiatura 342; Klawicylinder 415; Klawicymbał 345; Klawikord&#13;
343; Klawikord oczny 399; Klawilam 396; Klawilira 349; Klawisz&#13;
341; Kleczyński Jan [skrzypek] 467; Kleczyński Jan [pianista] 521;&#13;
Klein Bernhard 816; Klemczyński Julian 522; Klengel August Aleksander 551; Klonowski Teofil 933; Klucz w muzyce 103; Kobza 335;&#13;
Kocipiński Antoni 934;&#13;
T. 15 Warszawa 1864: Koloryt 202; Kołomyjka 1044; Komorowski Ignacy&#13;
935; Kompozycja 119; Kompozytor 118; Koncert 195; Konserwatorium 618; Konsonans 38; Kontrabas 319; Kontralt 214; Kontrapunkt&#13;
49; Kontredans 1086; Kopulacja 392; Korektura 313; Kornet 378; Kossowski Samuel 493; Kościelna muzyka 170; Kościelne tonacje 4; Kościelny śpiew 1019; Kotły 401; Kotylion 1087; Kozak 1045; Kozłowski&#13;
Ignacy Platon 936; Kozłowski Józef 937; Kożeluch Jan Antoni 888;&#13;
Kożeluch Leopold 889; Krakowiak 1047;&#13;
T. 16 Warszawa 1864: Kratzer Franciszek Ksawery 938; Kratzer Kazimierz 939; Kratzer Paweł 941; Kratzer Walenty 940; Krebs Jan Baptysta 276; Krebs Jan Ludwik 552; Kreutzer Konradyn 817; Kreutzer&#13;
Rudolf 468; Krogulski Józef 942; Krzywula 373; Krzyżanowski Ignacy 523; Krzyżyk 105; Księżyc turecki 410; Kücken Fryderyk Wilhelm&#13;
818; Kuhreihen 1004; Kunzen Fryderyk Ludwik 769; Kurant 1088;&#13;
Kurdesz 1005; Kurpiński Karol 943; Kwarta 25; Kwartet 152; Kwinta&#13;
27; Kwintet 153; Kwintola 113; Lablache Ludwik 289; Lachner Franciszek 819; Lachner Ignacy 820; Lachner Wincenty 821; Lafont Karol&#13;
Filip 469; Lamentacje 180; Lancier 1089; Ländler 1090; Lanner Józef&#13;
Franciszek Karol 198; Largo 69; Lasso Orlando di 753; Le-Maistre&#13;
Mateusz 754; Lento 70; Leo Leonard 668; Leonowicz Kornelia 241;&#13;
Lessel Franciszek 944; Lesueur Jan Franciszek 737; Leśkiewicz Józefa 262; Leśniewska Ludwika 242;&#13;
T. 17 Warszawa 1864: Libretto 194; Ligatura 115; Ligawka 385; Lind Jenny&#13;
243; Lindpaintner Piotr Józef von 822; Linos 627; Lipiński Karol&#13;
470; Lira 321; Liszt Franciszek 524; Litania 179; Litolf Henryk 765;&#13;
Lobe Jan Christian 823; Logier Jan Bernard 525; Lortzing Albert&#13;
Gustaw 824; Lotti Antoni 669; Lotto Izydor 471; Löwe Jan Karol&#13;
&#13;
196&#13;
&#13;
�Gotfryd 825; Lubomirski Kazimierz 945; Lubowski Józef 526; Lully&#13;
Jan Chrzciciel 738; Lutnia 323; Lwow Aleksy 986; Łada Kazimierz&#13;
472; Łodwigowski E[dward] Stefan 946; Łomnica T. 63, s. 551; Maciejowski Stanisław 473; Madejski Marceli 947; Maestoso 97; Malibran&#13;
Maria 263; Maltańscy kawalerowie [współautorem był K. W. Wójcicki] T. 63, s. 553; Mälzel Jan Nepomuk 433; Małgocki Franciszek&#13;
Maciej 948; Mandolina 330; Mara Gertruda 257; Marcello Benedykt&#13;
670; Marchesi Ludwik 298; Marchettus 696;&#13;
T. 18 Warszawa 1864: Marpurg Fryderyk Wilhelm 874; Marschner Henryk&#13;
826; Marseillaise, Marsylianka 1014; Marsz 201; Martin Aleksander&#13;
949a; Martin Wincenty 701; Martini Giambattista 697; Marx Adolf&#13;
Bernard 875; Matelotta 365; Mattheson Jan 876; Mayer Karol 527a;&#13;
Mayr Szymon 671; Mayseder Józef 474; Mazur 1050; Méhul Stefan&#13;
Henryk 739; Meibom Marek 877; Melizmatyczny 597; Melodia 33;&#13;
Melodion 394; Melodrama 188; Mendelssohn-Bartholdy Feliks 827;&#13;
Mensuralny śpiew 87; Menuet 1091; Menzura 304; Mercadante Ksawery 672; Messa di voce 78; Methfessel Albert 828; Meyer Leopold de&#13;
527b; Meyerbeer Jakub 829; Mezza voce 79; Męskie chóry 609; Miklasiewicz Antonina 244; Mikuli Karol 950; Miltitz Karol Boromeusz 830; Miładowski Florian 951; Mingotti Regina 258; Minor czyli&#13;
moll 17; Mioduszewski Michał Marcin 952; Mirecki Franciszek 953;&#13;
Miserere 173; Moderato 73; Modulacja 43; Monczyński R[ajmund]&#13;
528; Mongołowie T. 63, s. 558; Moniuszko Stanisław 954; Monochord&#13;
305; Monodia 52; Monsigny Piotr Aleksander 740; Monteverde Klaudiusz 673; Montez Lola 1106; Morales Krzysztof de 702; Mordant&#13;
czyli mordent 604; Moscheles Ignacy 529; Motetta 124; Mozart Jan&#13;
Chryzostom Wolfgang Amadeusz 831;&#13;
T. 19 Warszawa 1865: Msza 184; Müller Wacław 832; Multanka 363;&#13;
Münchheimer Adam 955; Muris Jan de 749; Mutacja 211; Muzyczne&#13;
uroczystości 617; Muzyczne znaki i skrócenia 117; Muzyka 1; Myśliweczek Józef 890; Nardini Piotr 475; Naumann Emil 833; Naumann Jan Amadeusz 834; Nenia 1002; Nestroy Jan 835; Neukomm&#13;
Zygmunt 836; Neuma 100; Nicolai Otto 837; Nidecki Tomasz 956;&#13;
Niderlandzka muzyka 751; Niedzielski Józef 476; Niemiecka muzyka 771; Nokturny 143; Nona 31; Nourrit Adolf 277; Noverre Jan&#13;
Jerzy 1107; Nowakowski Józef 957; Nowiński Jan 530; Nuty 98;&#13;
&#13;
197&#13;
&#13;
�T. 20&#13;
&#13;
T. 21&#13;
&#13;
T. 22&#13;
&#13;
T. 23&#13;
&#13;
Obertas 1051; Obligato 594; Oboiści 563; Obój 369; Ockenheim Jan&#13;
755; Ofiklejda 381; Okrągły 1053; Okres muzyczny 34; Oktawa 30;&#13;
Oktet 156; Onslow Jerzy 741; Opera 187;&#13;
Warszawa 1865: Opus 120; Oratorium 186; Orda Napoleon 958; Orfeon 610; Organiści 540; Organy 388; Orkiestra 611; Orłowski Antoni 959; Pacchiarotti Gasparo 299; Pacelli Asprilio 960; Padwana&#13;
1092; Paer Ferdynand 674; Paganini Mikołaj 477; Paisiello Jan 675;&#13;
Palestrina Jan Piotr Alojzy da 676; Partycja 207; Paryżanka 1015;&#13;
Pasaże 598; Pasta Judyta 264; Pastorale 191; Patti Adelina 246; Patti&#13;
Karolina 245; Pauza 116; Pedał 391; Pergolese Giambattista 677;&#13;
Pianino 347; Piano 76; Piccini Mikołaj 678; Pieśni nabożne 1020;&#13;
Pieśń ludu 999; Piszczałka 358; Piszczek 612; Pizzicato 584; Pleyel,&#13;
czyli Pleyl Ignacy 743; Pokojowa muzyka 196;&#13;
Warszawa 1865: Polka 1054; Polonez 1055; Polska muzyka 904, Polski lud T. 63, s. 566; Polskie tańce 1035; Poniatowski książę Józef&#13;
961; Porpora Mikołaj 679; Portamento di voce 573; Pozytyw 389;&#13;
Pozytywka 419; Półnuta 111; Presto 75; Primadonna 193; Próba 436;&#13;
Pryma 22; Przedtakt w muzyce 65; Psalmodia 172; Psalterium 337;&#13;
Puzon 380; Quantz Jan Joachim 562; Rakoczego marsz 1018; Rallentando 68; Rameau Jan Filip 744;&#13;
Warszawa 1866: Recitativo 125; Refrain 164; Regestra 209; Regestra&#13;
u organów 390; Reichardt Jan Fryderyk 838; Reissiger Karol Bogumił 839; Rellstab Ludwik 878; Requiem 185; Resonans 302; Responsoria 178; Ricci Federico 680; Ricercare 134; Ries Ferdynad 840,&#13;
Rigaudon 1093; Righini Wincenty 681; Rinck Jan Christian Henryk&#13;
553; Ripieno 593; Ritornella 165; Rivoli Ludwika 248; Rivoli Paulina&#13;
247; Rochlitz Fryderyk 879; Rode Piotr 478; Rolle Jan Henryk 841;&#13;
Romberg Andrzej 444; Romberg Bernard 494; Rondeau 163; Rossini&#13;
Joachim 682; Rożniecki Gabriel 962; Rubini Jan Chrzciciel 278;&#13;
Rubinstein Antoni 897; Rulada 600; Rule Britannia 1016; Rytm 59;&#13;
Rywacka Ludwika 249; Rzymskie starożytności T. 63, s. 572; Sacchini Antoni Maria 683; Salieri Antoni 684; Saltarello 1094; Salve&#13;
Regina misericordiae 177; Sarabanda 1095; Sarti Józef 685;&#13;
Warszawa 1866: Scacchi Marek 963; Scarlatti Aleksander 686; Scarlatti Dominik 687; Scherzo 161; Schicht Jan Gotfryd 842; Schilling&#13;
Gustaw 880; Schneider Jan Boguchwał 554; Schneider Jan Chrystian&#13;
&#13;
198&#13;
&#13;
�Fryderyk 843; Schröder-Devrient Wilhelmina 250; Schryary 375;&#13;
Schubert Franciszek 844; Schulz Jan Abraham Piotr 845; Schumann&#13;
Klara 531; Schuman Robert 846; Schütz Henryk 847; Scudo Piotr&#13;
750; Sekstet 154; Sekstola 114; Sekunda 23; Septet 155; Septyma 28;&#13;
Sequentia 181; Serenada 141, Serpent 382; Servais Adrian Franciszek 495; Serwaczyński Stanisław 479; Sessi 251; Seyfried Ignacy 848;&#13;
Sikorski Józef 964; Silbermann Gotfryd 428; Sistrum 409; Skala 7;&#13;
Skrzypce 316; Skrzypkowie 447; Słoczyński Wojciech 965; Smyczek&#13;
310; Sobolewski Edward 966; Sokołowski Marek 499; Solfeggio 222;&#13;
Soliva Karol Evasio 967; Solmizacja 9; Solo 591; Sołtyk Franciszek&#13;
480; Sołtyk Karol 968; Sonata 146; Sontag Henrietta 252; Sopran&#13;
212; Sordynki 309; Sotto voce 80; Sowiński Wojciech 969; Spinet 344;&#13;
Spohr Ludwik 849; Spontini Kasper 688; Stabat Mater 182; Staccato&#13;
585; Stadler Maksymilian 850; Stainer (Steiner) J[acob] 424;&#13;
T. 24 Warszawa 1867: Stefani Jan 970; Stefani Józef 971; Steibelt Daniel&#13;
532; Stein Jan Andrzej 429; Stradella Aleksander 689; Stradivari Antoni 425; Strauss Jan 199; Strój w muzyce 306; Struny 308;&#13;
Studziński Wincenty 445; Symfonia 147; Synkopé 62; Syrinks 362;&#13;
System pięcioliniowy 101; Szałamaja 359; Szamotuł Wacław z 972;&#13;
Szczepanowski Stanisław 500; Szczurowski Jan Nepomucen 290;&#13;
Szletyński Szymon 481; Sztajer 1096; Szumka 1056; Szymanowska&#13;
Maria 533; Śpiew 219; Śpiewu metody 220; Taborowski Stanisław&#13;
482; Tabulatura 99; Taglioni 1108; Takt 60; Tamberlick Henryk&#13;
279; Tamburini Antonio 283; Tamiris 628; Tam-tam 405; Taneczna&#13;
muzyka 197; Taniec 1033; Taraban 402;&#13;
T. 25 Warszawa 1867: Tartini Józef 483, Te Deum laudamus 174; Teichmann Antoni 973; Telemann Jarzy Filip 851; Tempo 67; Tenor 215;&#13;
Teorba 327; Tercet 151; Tercja 24; Terpander 629; Tetrachord 8;&#13;
Thalberg Zygmunt 534; Tinctor Jan 756; Tirady 601; Toccata 136;&#13;
Tomaszek Wacław Jan Chrzciciel 891; Ton i tonacja 2; Tonalność&#13;
3; Tonika 40; Transkrypcja 206; Transpozycja 19; Trąba 379; Tremolo 583; Trio 150; Triola 112; Tropiański Konstanty 566; Troschel&#13;
Wilhelm 291; Tryl 605; Tuba 384; Türk Daniel Gottlob 555; Tutti&#13;
592; Tympanum 400; Ulibiszew Aleksander 898;&#13;
T. 26 Warszawa 1867: Una corda 586; Unisono 20; Ut, re, mi 10; Uwertura&#13;
159; Veni Creator 175; Veni, Sancte Spiritus 183; Verdi Józef 690;&#13;
&#13;
199&#13;
&#13;
�Vestris [rodzina] 1109; Viardot Paulina 259; Vieuxtemps Henryk 484;&#13;
Villanella 1011; Viola 313; Viotti Jan Chrzciciel 485; Vogler Jerzy&#13;
Józef 852; Wagner Joanna 265; Wagner Ryszard 853; Walc 1097;&#13;
Waltornia 377; Wański Jan, Wański Roch i Wański Jan Nepomucen 446; Wariacje 162; Weber Bernard Anzelm 855; Weber Gottfryd&#13;
881; Weber Karol Maria 854; Weigl Józef 856; Wejnert Antoni 974a;&#13;
Wernik Kazimierz 359; Weyse Christian Ernest 770; Wielhorski Józef 974a; Wielhorski Michał 899; Wielogłosowa muzyka 57; Wieniawski Henryk 486; Wieniawski Józef 536;&#13;
T. 27 Warszawa 1867: Wild Franciszek 280; Winter Piotr 857; Winterfeld Karol Jerzy August 882; Wirtuoz 434; Wiślicki Władysław 537;&#13;
Włoska muzyka 630; Wojskowa muzyka 200; Wokalizy 221; Wokalna muzyka 121; Wolff Edward 538; Wolfl Józef 539; Wolicki&#13;
Konstanty 975; Wołków Anna 253; Wranitzki Karolina 254; Wranitzki Paweł 892;&#13;
T. 28 Warszawa 1868: Wysocki Kasper Napoleon 976; Zając Stanisław&#13;
977; Zapolski Ignacy Downar 501; Zarlino Józef 698; Zegary grające&#13;
416; Zelter Karol Fryderyk 858; Zientarski Romuald 978; Zingarelli&#13;
Mikołaj 691; Zobten T. 63, s. 587; Zumsteeg Jan Rudolf 859; Żyliński&#13;
Faustyn 281.&#13;
Dzieła wszystkie Oskara Kolberga&#13;
Reedycja fotooffsetowa tomów wydanych przez Oskara Kolberga1&#13;
w latach 1857-1890 w seriach Lud i Obrazy etnograficzne&#13;
T. 1 – Pieśni ludu polskiego.&#13;
Wstępy: J. Gajek, J. Krzyżanowski, M. Sobieski.&#13;
Red. J. Gajek i M. Sobieski.&#13;
Wrocław–Poznań 1961, ss. LVI, XI i 480, nuty, mapa, ryciny.&#13;
Pierwodruk: Warszawa 1857.&#13;
1 W ramach reedycji opublikowano w Dziełach wszystkich także cz. II Chełmskiego opracowaną przez I. Kopernickiego w 1891 r., Przemyskie dokończone przez I. Kopernickiego również w 1891 r. oraz Wołyń wydany przez J. Tretiaka w r. 1907 .&#13;
&#13;
200&#13;
&#13;
�Toż :&#13;
Wydanie II&#13;
Wstępy: J. Burszta oraz przedruk wstępów J. Gajka, J. Krzyżanowskiego i M.&#13;
Sobieskiego z pierwszego wydania.&#13;
Wrocław-Poznań 1974, ss. LXXI, XI i 480, nuty, mapa, ryciny.&#13;
T. 2 – Sandomierskie.&#13;
Wrocław–Poznań 1962, ss. 288, nuty, ryciny.&#13;
Pierwodruk: Warszawa 1865.&#13;
T. 3 – Kujawy cz. I.&#13;
Wrocław–Poznań 1962, ss. 352, nuty, ryciny.&#13;
Pierwodruk: Warszawa 1867.&#13;
T. 4 – Kujawy cz. II.&#13;
Wrocław–Poznań 1962, ss. 320, nuty, ryciny.&#13;
Pierwodruk: Warszawa 1867 [recte 1869].&#13;
T. 5 – Krakowskie cz. I.&#13;
Wrocław–Poznań 1962, ss. VIII i 380, nuty, ryciny.&#13;
Pierwodruk: Kraków 1871.&#13;
T. 6 – Krakowskie cz. II.&#13;
Wrocław–Poznań 1963, ss. V i 536, nuty, ryciny.&#13;
Pierwodruk: Kraków 1873.&#13;
T. 7 – Krakowskie cz. III.&#13;
Wrocław–Poznań 1962 , ss. XVIII i 350, rycina.&#13;
Pierwodruk: Kraków 1874.&#13;
T. 8 – Krakowskie cz. IV.&#13;
Wrocław–Poznań 1962, ss. XIII i 366, rycina.&#13;
Pierwodruk: Kraków 1875.&#13;
201&#13;
&#13;
�T. 9 – W. Ks. Poznańskie cz. I.&#13;
Wrocław–Poznań 1963, ss. IV i 320, nuty, ryciny.&#13;
Pierwodruk: Kraków 1875.&#13;
T. 10 – W. Ks. Poznańskie1 cz. II.&#13;
Wrocław–Poznań 1963, ss. II i 386, nuty.&#13;
Pierwodruk: Kraków 1876.&#13;
T. 11 – W. Ks. Poznańskie cz. III.&#13;
Wrocław–Poznań 1963, ss. XII i 246, nuty, rycina.&#13;
Pierwodruk: Kraków 1877.&#13;
T. 12 – W. Ks. Poznańskie cz. IV.&#13;
Wrocław–Poznań 1963, ss. VIII i 334, nuty.&#13;
Pierwodruk: Kraków 1879.&#13;
T. 13 – W. Ks. Poznańskie cz. V.&#13;
Wrocław–Poznań 1963, ss. XVI i 210, nuty.&#13;
Pierwodruk: Kraków 1880.&#13;
T. 14 – W. Ks. Poznańskie cz. VI.&#13;
Wrocław–Poznań 1962, ss. VII i 392.&#13;
Pierwodruk: Kraków 1881.&#13;
T. 15 – W. Ks. Poznańskie cz. VII.&#13;
Wrocław–Poznań 1962, ss. X i 324.&#13;
Pierwodruk: Kraków 1882.&#13;
T. 16 – Lubelskie cz. I.&#13;
Wrocław–Poznań 1962, ss. IV i 330, nuty, rycina.&#13;
Pierwodruk: Kraków 1883.&#13;
1 Na karcie tytułowej Kolberg zamieścił notę: „ z ryciną wedle rysunku B. Hoffa”, w trakcie&#13;
przygotowywania wydanie fotooffsetowego nie odnaleziono egzemplarza tego tomu z ryciną.&#13;
&#13;
202&#13;
&#13;
�T. 17 – Lubelskie cz. II.&#13;
Wrocław–Poznań 1962, ss. VI i 244, nuty, rycina.&#13;
Pierwodruk: Kraków 1884.&#13;
T. 18 – Kieleckie cz. I.&#13;
Wrocław–Poznań 1963, ss. II i 242, nuty.&#13;
Pierwodruk: Kraków 1885.&#13;
T. 19 – Kieleckie cz. II.&#13;
Wrocław–Poznań 1963, ss. IV i 266, nuty.&#13;
Pierwodruk: Kraków 1886.&#13;
T. 20 – Radomskie cz. I.&#13;
Wrocław–Poznań 1964, ss. VIII i 312, nuty.&#13;
Pierwodruk: Kraków 1887.&#13;
T. 21 – Radomskie cz. II.&#13;
Wrocław–Poznań 1964, ss. VI i 244, nuty.&#13;
Pierwodruk: Kraków 1888.&#13;
T. 22 – Łęczyckie.&#13;
Wrocław–Poznań 1964, ss. VIII i 280, nuty.&#13;
Pierwodruk: Kraków 1889.&#13;
T. 23 – Kaliskie cz. I.&#13;
Wrocław–Poznań 1964, ss. VI i 272, nuty, rycina.&#13;
Pierwodruk: Kraków 1890.&#13;
T. 24 – Mazowsze cz. I.&#13;
Wrocław–Poznań 1963, ss.VIII i 356, nuty, ryciny.&#13;
Pierwodruk: Kraków 1885.&#13;
&#13;
203&#13;
&#13;
�T. 25 – Mazowsze cz. II.&#13;
Wrocław–Poznań 1963, ss. VI i 304, nuty, ryciny.&#13;
Pierwodruk: Kraków 1886.&#13;
T. 26 – Mazowsze cz. III.&#13;
Wrocław–Poznań 1963, ss. XIV i 369, nuty, rycina.&#13;
Pierwodruk: Kraków 1887.&#13;
T. 27 – Mazowsze cz. IV.&#13;
Wrocław–Poznań 1964, ss. XI i 400, nuty, ryciny.&#13;
Pierwodruk: Kraków 1888.&#13;
T. 28 – Mazowsze cz. V.&#13;
Wrocław–Poznań 1964, ss. X i 380, nuty, rycina.&#13;
Pierwodruk: Kraków 1890.&#13;
T. 29 – Pokucie cz. I.&#13;
Wrocław–Poznań 1962, ss. XIV i 360, nuty, ryciny.&#13;
pierwodruk: Kraków 1882.&#13;
T. 30 – Pokucie cz. II.&#13;
Wrocław–Poznań 1963, ss. X i 300, nuty.&#13;
Pierwodruk: Kraków 1883.&#13;
T. 31 – Pokucie cz. III.&#13;
Wrocław–Poznań 1963, ss. XII i 244, nuty, rycina.&#13;
Pierwodruk: Kraków 1888.&#13;
T. 32 – Pokucie cz. IV.&#13;
Wrocław–Poznań 1962, ss. XII i 328.&#13;
Pierwodruk: Kraków 1889.&#13;
&#13;
204&#13;
&#13;
�T. 33 – Chełmskie cz. I.&#13;
Wrocław–Poznań 1964, ss. XI i 370, nuty, ryciny.&#13;
Pierwodruk: Kraków 1890.&#13;
T. 34 – Chełmskie cz. II.&#13;
Z materiałów pośmiertnych wydał I. Kopernicki.&#13;
Wstęp: dr I. K. [Izydor Kopernicki].&#13;
Wrocław–Poznań 1964, ss. XII i 266, nuty, ryciny.&#13;
Pierwodruk: Kraków 1891.&#13;
T. 35 – Przemyskie. Zarys etnograficzny.&#13;
Z pośmiertnych materiałów wydał dr I. Kopernicki.&#13;
Przedmowa wydawcy: Dr I.K. [Izydor Kopernicki].&#13;
Wrocław–Poznań 1964, ss. XX i 244, nuty, ryciny.&#13;
Pierwodruk: Kraków 1891.&#13;
Tom 36 – Wołyń. Obrzędy, melodie, pieśni.&#13;
Z brulionów pośmiertnych przy współudziale St. Fischera i F. Szopskiego&#13;
wydał J. Tretiak.&#13;
Wstęp: J. Tretiak.&#13;
Wrocław–Poznań 1964, ss. XI i 450, nuty.&#13;
Pierwodruk: Kraków 1907.&#13;
Tomy wydane na podstawie rękopisów i źródeł drukowanych&#13;
T. 37–38 – Miscellanea. Tomy w opracowaniu.&#13;
T. 39 – Pomorze oraz Aleksandra Hilferdinga „Ostatki Słowian na południowym brzegu Bałtyckiego Morza”.&#13;
Z rękopisów opracowali J. Kądziołka i D. Pawlak.&#13;
Red. tekstów gwarowych M. Gruchmanowa i Z. Zagórski.&#13;
Wstępy: J. Burszta, J. Kądziołka, D. Pawlak, M. Gruchmanowa i Z. Zagórski.&#13;
&#13;
205&#13;
&#13;
�Wstęp pt. Spuścizna rękopiśmienna Oskara Kolberga i jej opracowanie&#13;
J. Burszta.&#13;
Red. J. Burszta.&#13;
Wrocław–Poznań 1965, ss. XLII i 570, nuty, ryciny, bibliografia: prace cytowane i odnotowane, indeksy.&#13;
T. 40 – Mazury Pruskie. Z rękopisów opracowali W. Ogrodziński i D. Pawlak.&#13;
Wstępy: W. Ogrodziński i D. Pawlak.&#13;
Red. D. Pawlak.&#13;
Wrocław–Poznań 1966, ss. XLVIII, 676, nuty, ryciny, bibliografia: prace&#13;
cytowane i odnotowane, indeksy.&#13;
T. 41– Mazowsze cz. VI.&#13;
Z rękopisów opracowali A. Pawlak, M. Tarko i T. Zdancewicz.&#13;
Wstępy: J. Burszta, M. Tarko, A. Pawlak i T. Zdancewicz.&#13;
Red. M. Tarko.&#13;
Wrocław–Poznań 1969 , ss. LXVIII i 584, nuty, ryciny.&#13;
T. 42 – Mazowsze cz. VII.&#13;
Z rękopisów opracowali A. Pawlak, M. Tarko i T. Zdancewicz.&#13;
Red. M. Tarko.&#13;
Wrocław–Poznań 1970, ss. 864, nuty, ryciny, bibliografia: prace cytowane&#13;
i odnotowane w T. 41-42, indeksy do T. 41 i 42.&#13;
T. 43 – Śląsk.&#13;
Z rękopisów opracowali J. Szajbel i B. Linette,&#13;
Red. tekstów gwarowych M. Gruchmanowa.&#13;
Wstępy: M. Gładysz, J. Szajbel i B. Linette.&#13;
Red. E. Krzyżaniak i A. Skrukwa.&#13;
Wrocław–Poznań 1965, ss. XXXIV i 180, nuty, ryciny, bibliografia: prace&#13;
cytowane i odnotowane, indeksy.&#13;
&#13;
206&#13;
&#13;
�T. 44 – Góry i Podgórze cz. I.&#13;
Z rękopisów opracowali Z. Jasiewicz i D. Pawlak.&#13;
Wstępy: Z. Jasiewicz i D. Pawlak.&#13;
Red. E. Miller.&#13;
Wrocław–Poznań 1968, ss. XL i 436, nuty, ryciny.&#13;
T. 45 – Góry i Podgórze cz. II.&#13;
Z rękopisów opracowali Z. Jasiewicz i D. Pawlak.&#13;
Red. E. Miller.&#13;
Wrocław–Poznań 1968, ss. 656, nuty, ryciny, bibliografia: prace cytowane&#13;
i odnotowane w T. 44–45, indeksy do T. 44 i 45.&#13;
T. 46 – Kaliskie i Sieradzkie.&#13;
Z rękopisów opracowali J. Lisakowski i W. Sobisiak.&#13;
Wstępy: W. Sobisiak i J. Lisakowski.&#13;
Red. D. Pawlak i A. Skrukwa.&#13;
Wrocław–Poznań 1967, ss. XIX i 586, nuty, ryciny, bibliografia: prace cytowane i odnotowane, indeksy.&#13;
T. 47 – Podole.&#13;
Z rękopisów i druków zebrała i opracowała D. Pawlakowa.&#13;
Redakcja tekstów gwarowych: W. Kuraszkiewicz.&#13;
Wstępy: K. Wolski, D. Pawlakowa i W. Kuraszkiewicz.&#13;
Wrocław–Poznań 1994, ss. XL i 300, nuty, ryciny, bibliografia: prace cytowane i odnotowane, indeksy.&#13;
T. 48 – Tarnowskie-Rzeszowskie.&#13;
Z rękopisów opracowali J. Burszta i B. Linette.&#13;
Wstępy: J. Burszta i B. Linette.&#13;
Red. J. Burszta.&#13;
Wrocław–Poznań 1967, ss. XXVII i 362, nuty, ryciny, bibliografia: prace&#13;
cytowane i odnotowane, indeksy.&#13;
&#13;
207&#13;
&#13;
�T. 49 – Sanockie-Krośnieńskie cz. I.&#13;
Z rękopisów opracowali B. Linette i T. Skulina.&#13;
Wstępy: A. Kwilecki, B. Linette i T. Skulina.&#13;
Red. A. Skrukwa.&#13;
Wrocław–Poznań 1974, ss. LX i 552, nuty, ryciny.&#13;
T. 50 – Sanockie-Krośnieńskie cz. II.&#13;
Z rękopisów opracowali B. Linette i T. Skulina.&#13;
Red. A. Skrukwa.&#13;
Wrocław–Poznań 1972, ss. 446, nuty, ryciny.&#13;
T. 51 – Sanockie-Krośnieńskie cz. III.&#13;
Z rękopisów opracowali B. Linette i T. Skulina.&#13;
Red. A. Skrukwa.&#13;
Wrocław–Poznań 1973, ss. 488, nuty, ryciny, bibliografia: prace cytowane&#13;
i odnotowane w T. 49–51, indeksy do T. 49–51.&#13;
T. 52 – Białoruś-Polesie.&#13;
Z rękopisów opracowali S. Kasperczak i A. Pawlak.&#13;
Wstępy: M. Olechnowicz, S. Kasperczak i A. Pawlak.&#13;
Red. A. Skrukwa.&#13;
Wrocław–Poznań 1968, ss. XLIII i 572, nuty, bibliografia: prace cytowane&#13;
i odnotowane, ryciny, indeksy.&#13;
T. 53 – Litwa.&#13;
Z rękopisów opracowali Cz. Kudzinowski, D. Pawlak.&#13;
Wstępy: W. Armon, Cz. Kudzinowski i D. Pawlak.&#13;
Red. M. Tarko.&#13;
Wrocław–Poznań 1966, ss. XXVI i 362, nuty, ryciny, bibliografia: prace&#13;
cytowane i odnotowane, indeksy.&#13;
T. 54 – Ruś Karpacka cz. I.&#13;
Z rękopisów opracowali A. Demartin, B. Linette i M. Tarko.&#13;
208&#13;
&#13;
�Wstępy: O. Gajkowa, A. Demartin, B. Linette i M. Tarko.&#13;
Recenzent i konsultant W. Kuraszkiewicz.&#13;
Red. M. Tarko.&#13;
Wrocław–Poznań 1970, ss. LXXIV i 340, nuty, ryciny.&#13;
T. 55 – Ruś Karpacka cz. II.&#13;
Z rękopisów opracowali A. Demartin, B. Linette i M. Tarko.&#13;
Recenzent i konsultant W. Kuraszkiewicz.&#13;
Red. M. Tarko.&#13;
Wrocław–Poznań 1971, ss. 568, nuty, ryciny, bibliografia: prace cytowane&#13;
i odnotowane w T. 54–55, indeksy do T. 54 i 55.&#13;
T. 56 – Ruś Czerwona cz. I.&#13;
Z rękopisów opracowali W. Kuraszkiewicz, B. Linette i M. Tarko.&#13;
Wstępy: O. Gajkowa, W. Kuraszkiewicz, B. Linette i M. Tarko.&#13;
Red. M. Tarko.&#13;
Wrocław–Poznań 1976, ss. LXXXIV i 448, nuty, ryciny.&#13;
T. 57/1 – Ruś Czerwona cz. II/1.&#13;
Z rękopisów opracowali W. Kuraszkiewicz, B. Linette i M. Tarko.&#13;
Red. M. Tarko.&#13;
Wrocław–Poznań 1978, ss. 768, nuty, ryciny.&#13;
T. 57/2 – Ruś Czerwona cz. II/2.&#13;
Z rękopisów opracowali W. Kuraszkiewicz, B. Linette i M. Tarko.&#13;
Red. M. Tarko.&#13;
Wrocław–Poznań 1979, ss. 769–1436 [668], nuty, ryciny, bibliografia: prace&#13;
cytowane i odnotowane w T. 56–57, indeksy do T. 56 i 57.&#13;
T. 58 – Materiały do etnografii Słowian wschodnich.&#13;
Zebrane z rekopisów i źródeł drukowanych.&#13;
Wstęp: A. Skrukwa.&#13;
&#13;
209&#13;
&#13;
�Nuty, ryciny, bibliografia: prace cytowane i odnotowane, indeksy.&#13;
Tom przygotowany do druku.&#13;
T. 59/I – Materiały do etnografii Słowian zachodnich i południowych cz.&#13;
I: Łużyce.&#13;
Z rękopisów opracowali B. Linette i A. Skrukwa.&#13;
Konsultacje językowe F. Michałk.&#13;
Wstępy: A. Skrukwa, F. Michałk i B. Linette.&#13;
Red. A. Skrukwa.&#13;
Wrocław–Poznań 1985, ss. LII i 348, nuty, ryciny, bibliografia: prace cytowane i odnotowane w T. 59/I, indeksy.&#13;
T. 59/II – Materiały do etnografii Słowian zachodnich i południowych&#13;
cz. II: Czechy. Słowacja.&#13;
Z rękopisów i ze źródeł drukowanych zebrała i opracowała E. Millerowa,&#13;
Opracowanie filologiczne pieśni A. Gawarecka.&#13;
Opracowanie muzykologiczne D. Pawlakowa.&#13;
Wstępy: E. Millerowa, A. Gawarecka i D. Pawlakowa.&#13;
Red. E. Millerowa.&#13;
Poznań 2001, ss. LXXIII i 158, nuty, ryciny, bibliografia: prace cytowane&#13;
i odnotowane w T. 59/II, indeksy.&#13;
T. 59/III – Materiały do etnografii Słowian zachodnich i południowych&#13;
cz. III: Słowiańszczyzna Południowa.&#13;
Z rękopisów i ze źródeł drukowanych zebrała i opracowała E. Millerowa.&#13;
Opracowanie filologiczne pieśni i przysłów M. Jakóbiec-Semkowowa.&#13;
Opracowanie muzykologiczne D. Pawlakowa.&#13;
Wstępy: E. Millerowa, M. Jakóbiec-Semkowowa i D. Pawlakowa.&#13;
Red. E. Millerowa.&#13;
Poznań 2001, ss. CIV i 326, nuty, ryciny, bibliografia: prace cytowane i odnotowane w T. 59/III, indeksy.&#13;
T. 60 – Przysłowia.&#13;
Z rękopisów opracował i zredagował S. Świrko.&#13;
210&#13;
&#13;
�Wstęp S. Świrko.&#13;
Wrocław-Poznań 1967, ss. XXIX i 628, ryciny, bibliografia: prace cytowane&#13;
i odnotowane, słownik wyrazów staropolskich i gwarowych, indeks&#13;
haseł pomocniczych.&#13;
Toż:&#13;
Wydanie drugie, przejrzane i poprawione przez autora opracowania wydania pierwszego [S. Świrkę] oraz J. Bursztę i M. Tarkę.&#13;
Uzupełnił odsyłaczami do Nowej księgi przysłów polskich S. Świrko.&#13;
Wstęp: J. Burszta, S. Świrko.&#13;
Warszawa 1977, ss. 636, bibliografia: prace cytowane i odnotowane, słownik wyrazów staropolskich i gwarowych, indeks haseł pomocniczych.&#13;
T. 61 – Pisma muzyczne cz. I.&#13;
Z rękopisów i ze źródeł drukowanych wydał i wstępem opatrzył M. Tomaszewski.&#13;
Wstęp M. Tomaszewski.&#13;
Przypisy opracowali D. Pawlak i M. Tomaszewski.&#13;
Współpraca red. E. Miller i D. Pawlak.&#13;
Wrocław–Poznań 1975, ss. LIX i 404 , ryciny.&#13;
T. 62 – Pisma muzyczne cz. II.&#13;
Z rękopisów i ze źródeł drukowanych zebrał M. Tomaszewski.&#13;
Tekst i przypisy opracowała D. Pawlak.&#13;
Red. E. Miller i D. Pawlak.&#13;
Wrocław–Poznań 1981, ss. 810, nuty, ryciny, indeksy do T. 61 i 62.&#13;
T. 63 – Studia, rozprawy i artykuły.&#13;
Z rękopisów i ze źródeł drukowanych opracowały E. Miller i A. Skrukwa.&#13;
Wstępy: J. Burszta, M. Gruchmanowa i A. Posern-Zieliński.&#13;
Red. E. Miller i A. Skrukwa.&#13;
Wrocław–Poznań 1971, ss. XLVIII i 672, nuty, ryciny, indeksy.&#13;
211&#13;
&#13;
�T. 64 – Korespondencja Oskara Kolberga cz. I (1837-1876)&#13;
Zebrała i opracowała M. Turczynowiczowa.&#13;
Recenzent i konsultant Z. Szweykowski.&#13;
Wstęp M. Turczynowiczowa.&#13;
Red. A. Skrukwa i E. Krzyżaniak.&#13;
Wrocław–Poznań 1965, ss. XXIX i 696, ryciny.&#13;
T. 65 – Korespondencja Oskara Kolberga cz. II (1877-1882)1.&#13;
Zebrała i opracowała M. Turczynowiczowa.&#13;
Recenzent i konsultant Z. Szweykowski.&#13;
Opracowanie komentarzy i red. E. Krzyżaniak-Millerowa i A. Skrukwa.&#13;
Wrocław–Poznań 1966, ss. VI i 740, ryciny.&#13;
T. 66 – Korespondencja Oskara Kolberga cz. III (1883-1890).&#13;
Zebrała i opracowała M. Turczynowiczowa.&#13;
Recenzent i konsultant Z. Szweykowski.&#13;
Opracowanie komentarzy i red. E. Krzyżaniak-Millerowa i A. Skrukwa.&#13;
Wrocław–Poznań 1969, ss. VI i 896, ryciny, indeksy do T. 64–66.&#13;
T. 67/I – Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu fortepianowym cz. I.&#13;
Z druków i rękopisów opracował A. Pawlak.&#13;
Red. D. Pawlakowa.&#13;
Wstęp A. Pawlak.&#13;
Wrocław–Poznań 1986, ss. XX i 702, nuty, ryciny.&#13;
T. 67/II – Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu fortepianowym cz. II.&#13;
Z rękopisów opracował A. Pawlak.&#13;
Red. D. Pawlakowa.&#13;
Wrocław–Poznań 1989, ss. 336, nuty, ryciny, indeksy do cz. I i II.&#13;
1 Pierwodruk listów wymienionych przez O. Kolberga z J. Karłowiczem zob.: Z. Jabłoński&#13;
Korespondencja Oskara Kolberga z Janem Karłowiczem z lat 1877–1890, „Rocznik Polskiej&#13;
Akademii Umiejętności w Krakowie” R. 2: 1956, s. 287–311.&#13;
&#13;
212&#13;
&#13;
�T. 68 – Kompozycje wokalno-instrumentalne.&#13;
Z rękopisów i ze źródeł drukowanych zebrała i opracowała D. Idaszak.&#13;
Wstęp, wykaz kompozycji: D. Idaszak.&#13;
Red. H. Pawlak.&#13;
Poznań 1990, ss. XL i 680, nuty, ryciny.&#13;
T. 69 – Kompozycje fortepianowe.&#13;
Z druków i rękopisów opracowała D. Idaszak.&#13;
Wstęp, wykaz kompozycji: D. Idaszak.&#13;
Red. D. Pawlakowa.&#13;
Poznań 1995, ss. XXXII i 732, nuty, ryciny.&#13;
Suplementy do tomów 1–36&#13;
T. 70 – Pieśni ludu polskiego. Suplement do tomu 1.&#13;
Z rękopisów i źródeł drukowanych zebrała i opracowała A. Skrukwa.&#13;
Opracowanie muzykologiczne M. Prochaska.&#13;
Wstępy: A. Skrukwa i M. Prochaska, oraz:&#13;
E. Millerowa i D. Pawlakowa wstęp: Suplementy do monografii wydanych&#13;
przez Oskara Kolberga.&#13;
Poznań 2003, ss. LXII i 206, nuty, ryciny, bibliografia: prace cytowane i odnotowane w T. 1 i 70, indeksy do T. 1 i 70.&#13;
T. 71 – Sandomierskie. Suplement do tomu 2.&#13;
Z rękopisów i ze źródeł drukowanych zebrały i i opracowały E. Antyborzec&#13;
i A. Sawicka.&#13;
Wstępy: E. Antyborzec i A. Sawicka.&#13;
Poznań 2001, ss. XXXIV i 222, nuty, ryciny, bibliografia: prace cytowane&#13;
i odnotowane w T. 2 i 71, indeksy do T. 2 i 71.&#13;
T. 72/I – Kujawy. Suplement do tomów 3-4, cz. I: Chodzone, obertasy,&#13;
kujawiaki, mazury.&#13;
&#13;
213&#13;
&#13;
�Z rękopisów i źródeł drukowanych zebrały i opracowały D. Pawlak&#13;
i A. Skrukwa. Wstępy: D. Pawlak i A. Skrukwa.&#13;
Poznań 2009, ss. XXIV i 472, nuty, ryciny.&#13;
T. 72/II – Kujawy. Suplement do tomów 3-4, cz. II.&#13;
Z rękopisów i źródeł drukowanych zebrały i opracowały D. Pawlak i A.&#13;
Skrukwa.&#13;
Wstępy: D. Pawlak i A. Skrukwa.&#13;
Poznań 2014, ss. C i 370, nuty, ryciny, bibliografia: prace cytowane i odnotowane w T. 3–4 i 72/I–II, indeksy do T. 3–4 i 72/I–II.&#13;
T. 73/I – Krakowskie. Suplement do tomów 5–8, cz. I.&#13;
Z rękopisów i ze źródeł drukowanych zebrały i opracowały E. Millerowa,&#13;
D. Pawlakowa i A. Skrukwa.&#13;
Wstępy: E. Millerowa, D. Pawlakowa i A. Skrukwa.&#13;
Poznań 2005, ss. CXV i 522, nuty, ryciny.&#13;
T. 73/II – Krakowskie. Suplement do tomów 5–8, cz. II.&#13;
Z rękopisów i ze źródeł drukowanych zebrały i opracowały E. Millerowa,&#13;
D. Pawlakowa i A. Skrukwa.&#13;
Poznań 2005, ss. 544, nuty, ryciny.&#13;
T. 73/III – Krakowskie. Suplement do tomów 5–8, cz. III.&#13;
Z rękopisów i ze źródeł drukowanych zebrały i opracowały E. Millerowa,&#13;
D. Pawlakowa i A. Skrukwa.&#13;
Poznań 2005, ss. 586, nuty, ryciny, bibliografia: prace cytowane i odnotowane w T. 5–8 i 73/I–III, indeksy do T. 5–8 i 73/I–III.&#13;
T . 74/I – W. Ks. Poznańskie. Suplement do tomów 9-15, cz. I.&#13;
Z rękopisów i ze źródeł drukowanych zebrały i opracowały E. Antyborzec,&#13;
I. Chmielewska i H. Pawlak.&#13;
Wstępy: E. Antyborzec i H. Pawlak.&#13;
Nuty, ryciny.&#13;
Tom przygotowany do druku.&#13;
214&#13;
&#13;
�T . 74/II – W. Ks. Poznańskie. Suplement do tomów 9-15, cz. II.&#13;
Z rękopisów i ze źródeł drukowanych zebrały i opracowały E. Antyborzec,&#13;
I. Chmielewska i H. Pawlak.&#13;
Nuty, ryciny, bibliografia: prace cytowane i odnotowane w T. 9-15 i 74/I-II,&#13;
indeksy do T. 9-15 i 74/I-II.&#13;
Tom przygotowany do druku.&#13;
T. 75 – Lubelskie. Suplement do tomów 16–17.&#13;
Z rękopisów i ze źródeł drukowanych zebrali i opracowali B. Linette&#13;
i A. Skrukwa.&#13;
Wstępy: B. Linette, A. Skrukwa.&#13;
Red. A. Skrukwa.&#13;
Poznań 1998, ss. XLVIII i 368, nuty, ryciny, bibliografia: prace cytowane&#13;
i odnotowane w T. 16–17 i 75, indeksy do T. 16–17 i 75.&#13;
T. 76 – Kieleckie. Suplement do tomów 18–19.&#13;
Z rękopisów i ze źródeł drukowanych zebrały i opracowały E. Antyborzec&#13;
i H. Pawlak.&#13;
Wstępy: E. Antyborzec i H. Pawlak.&#13;
Poznań 2011, ss. XXX i 694, nuty, ryciny, bibliografia: prace cytowane i odnotowane w T. 18–19 i 76, indeksy do T. 18–19 i 76.&#13;
T. 77/I – Radomskie. Suplement do tomów 20 i 21, cz I.&#13;
Z rękopisów i ze źródeł drukowanych zebrały i opracowały E. Antyborzec&#13;
i A. Sawicka.&#13;
Wstępy: E. Antyborzec i A. Sawicka.&#13;
Poznań 2005, ss. LXII i 394, nuty, ryciny.&#13;
T. 77/II – Radomskie. Suplement do tomów 20 i 21, cz. II.&#13;
Z rękopisów i ze źródeł drukowanych zebrały i opracowały E. Antyborzec&#13;
i A. Sawicka.&#13;
Poznań 2006, ss. 496, nuty, ryciny, bibliografia: prace cytowane i odnotowane w T. 20–21 i 77/I–II, indeksy do T. 20–21 i 77/I–II.&#13;
&#13;
215&#13;
&#13;
�T. 78 – Łęczyckie. Suplement do tomu 22.&#13;
Opracowanie tekstów: E. Antyborzec i I. Kotlarska.&#13;
Opracowanie muzykologiczne: H. Pawlak i Ł. Smoluch.&#13;
Wstępy: E. Antyborzec i Ł. Smoluch.&#13;
Korekta zapisów muzycznych: S. Zielonka.&#13;
Opracowanie bibliografii i indeksów: I. Chmielewska.&#13;
Red. E. Antyborzec.&#13;
Poznań 2016, ss. XLIV i 506, nuty, ryciny, bibliografia: prace cytowane i odnotowane w T. 22 i 78, indeksy do T. 22 i 78.&#13;
T. 79 – Kaliskie. Suplement do tomu 23.&#13;
Z rękopisów i ze źródeł drukowanych zebrali i opracowali I. Chmielewska&#13;
i M. Prochaska, współpraca E. Antyborzec.&#13;
Wstęp: E. Antyborzec, I. Chmielewska, M. Prochaska.&#13;
Red. A. Skrukwa.&#13;
Poznań 2016, ss. XXXIII i 284, nuty, ryciny, bibliografia: prace cytowane&#13;
i odnotowane w T. 23, 46 i 79, indeksy do T. 23, 46 i 79.&#13;
T. 80/I – Mazowsze. Suplement do tomów 24–28, cz. I.&#13;
Z rękopisów i źródeł drukowanych wybrały i opracowały E. Antyborzec,&#13;
I. Chmielewska i H. Pawlak.&#13;
Wstęp: E. Antyborzec i H. Pawlak.&#13;
Poznań 2020, ss. LXXXI i 291, nuty, ryciny.&#13;
T. 80/II – Mazowsze. Suplement do tomów 24–28, cz. II.&#13;
Z rękopisów i źródeł drukowanych wybrały i opracowały E. Antyborzec,&#13;
I. Chmielewska i H. Pawlak.&#13;
Poznań 2024, ss. 464, nuty.&#13;
T. 80/III – Mazowsze. Suplement do tomów 24–28, cz. III.&#13;
Opracowanie bibliografii i indeksów Ewa Antyborzec i Iwona Chmielewska.&#13;
Poznań 2024, ss. 181, bibliografia: prace cytowane i odnotowane w T. 24–28&#13;
i 80/I–III, indeksy do T. 24–28 i 80/I–III.&#13;
&#13;
216&#13;
&#13;
�T. 81 – Pokucie. Suplement do tomów 29–32.&#13;
Z rękopisów i ze źródeł drukowanych zebrała i opracowała A. Skrukwa.&#13;
Opracowanie muzykologiczne A. Kustra.&#13;
Wstępy: A. Skrukwa i A. Kustra.&#13;
Poznań 2008, ss. LXI i 378, nuty, ryciny, bibliografia: prace cytowane i odnotowane w T. 29–32 i 81, indeksy do T. 29–32 i 81.&#13;
T. 82 – Chełmskie. Suplement do tomów 33 i 34.&#13;
Z rękopisów i ze źródeł drukowanych zebrała i opracowała E. Millerowa.&#13;
Opracowanie muzykologiczne B. Linette.&#13;
Wstępy: E. Millerowa i B. Linette.&#13;
Poznań 2004, ss. LXXXVI i 410, nuty, ryciny, bibliografia: prace cytowane&#13;
i odnotowane w T. 33–34 i 82, indeksy do T. 33–34 i 82.&#13;
Aneks do T. 82 – Chełmskie. Suplement do tomów 33-34. Aneks.&#13;
Z rękopisów i źródeł drukowanych zebrała i opracowała E. Millerowa.&#13;
Wstęp: E. Millerowa.&#13;
Poznań 2020, ss. XXXIV i 120, ryciny, indeks geograficzny do aneksu.&#13;
T. 83/I – Przemyskie. Suplement do tomu 35, cz. I.&#13;
Z rękopisów i ze źródeł drukowanych zebrała i opracowała E. Millerowa.&#13;
Opracowanie muzykologiczne M. Prochaska.&#13;
Wstępy: E. Millerowa i M. Prochaska.&#13;
Poznań 2011, ss. C i 438, nuty, ryciny.&#13;
T. 83/II – Przemyskie. Suplement do tomu 35, cz. II.&#13;
Z rękopisów i ze źródeł drukowanych zebrała i opracowała E. Millerowa.&#13;
Opracowanie muzykologiczne M. Prochaska.&#13;
Poznań 2011, ss. 552, nuty, ryciny, bibliografia: prace cytowane i odnotowane w T. 35 i 83/I–II, indeksy do T. 35 i 83/I–II.&#13;
T. 84 – Wołyń. Suplement do tomu 36.&#13;
Z rękopisów i ze źródeł drukowanych zebrała i opracowała A. Skrukwa.&#13;
217&#13;
&#13;
�Opracowanie muzykologiczne A. Ruda.&#13;
Wstępy: A. Skrukwa i A. Ruda.&#13;
Poznań 2002, ss. LIV i 506, nuty, ryciny, bibliografia: prace cytowane i odnotowane w T. 36 i 84, indeksy do T. 36 i 84.&#13;
Biografia Oskara Kolberga&#13;
T. 85/I – Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło, cz. I: Biografia.&#13;
Autorki: E. Millerowa i A. Skrukwa.&#13;
Poznań 2024, ss. XII i 506, ryciny.&#13;
T. 85/II – Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło, cz. II: Studia monograficzne.&#13;
Autorzy: E. Antyborzec, P. Dahlig, Z. Jasiewicz, E. Millerowa, D. Pawlakowa,&#13;
M. Prochaska.&#13;
Poznań 2024, ss. 624, ryciny, nuty.&#13;
T. 85/III – Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło, cz. III: Spuścizna rękopiśmienna. Kalendarium podróży. Bibliografia. Wykaz tek.&#13;
Autorki: E. Millerowa, A. Skrukwa.&#13;
Poznań 2024, ss. 351, indeks osób i indeks geograficzny do cz. I–III tomu 85.&#13;
Prace i utwory błędnie przypisywane Oskarowi Kolbergowi&#13;
W bibliografiach etnograficznych i muzycznych oraz w biografiach Oskara Kolberga&#13;
przypisywano mu kilka prac, których w tej bibliografii nie uwzględniono, ponieważ&#13;
analizy tych utworów i tekstów oraz okoliczności ich powstania nie potwierdzają jego&#13;
autorstwa:&#13;
&#13;
Fryderyk Chopin, anonimowy artykuł w „Gazecie Warszawskiej” 1849&#13;
nr 293, z dnia 5 i 6 listopada, według M. Tomaszewskiego autorem&#13;
nie był O. Kolberg, ale prawdopodobnie J. Kenig (zob. wstęp M. Tomaszewskiego do tomu Pisma muzyczne (DWOK T. 61), s. XXVI–&#13;
–XXVII;&#13;
&#13;
218&#13;
&#13;
�Janek spod Ojcowa, obrazek sceniczny napisany przez J. K. Gregorowicza&#13;
z muzyką A. Tarnowskiego, mylnie identyfikowany z utworem Kolberga Scena w karczmie czyli Powrót Janka do którego libretto&#13;
napisał również J. K. Gregorowicz, zob. w Oskar Kolberg. Człowiek&#13;
i dzieło cz. I (DWOK T. 85/I), s. 100–103.&#13;
List… „Wiek” 1877, nr 93, list ten wymienia w swej Bibliografii ludoznawstwa polskiego (Kraków 1914) F. Gawełek (poz. 7142), autorem był&#13;
Wilhelm Kolberg, który polemizował tam z Aleksandrem Weinertem.&#13;
Ułamek o muzyce wielkopolskiej, anonimowy artykuł w „Przyjacielu&#13;
Ludu” R. 4:1837, T. 1, nr 23, s. 177–181, zob. wstęp M. Tomaszewskiego do tomu Pisma muzyczne (DWOK T. 61), s. XXIX;&#13;
Ułan polski, pieśń zamieszczona przez J. Horoszkiewicza w tomie Echa&#13;
minionych lat. Wiersze, pieśni z muzyką, marsze wojska polskiego&#13;
z końca XVIII i początku XIX w. zebrał i wydał…, Lwów 1889, z. 1:&#13;
Słowa s. 87, z. 2: Nuty s. 61, z notą Horoszkiewicza nad tekstem w z. 1:&#13;
„Wasilewski. Słowa i muzyka od O. Kolberga”. Z listów wymienianych przez O. Kolberga z J. Horoszkiewiczem wynika, że Kolberg&#13;
przesyłał Horoszkiewiczowi pieśni patriotyczne pochodzące z gromadzonych przez niego zbiorów rękopiśmiennych, ale nie były to jego&#13;
kompozycje. Pieśń mylnie opublikowana w tomie Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68, s. 33–34) jako utwór Kolberga.&#13;
&#13;
��Agata Skrukwa&#13;
&#13;
Wykaz tek Oskara Kolberga i pozostałych zachowanych&#13;
zespołów jego rękopisów&#13;
&#13;
Rękopisy przechowywane w Archiwum Naukowym Polskiego Towarzystwa&#13;
Ludoznawczego we Wrocławiu, s. 225 – Teki założone przez O. Kolberga&#13;
i wymieniane w jego spisach, s. 225 – Teki utworzone po śmierci Kolberga,&#13;
tj. po roku 1890, oraz inne zespoły jego rękopisów znajdujące się w Archiwum Naukowym Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego, s. 259 – Rękopisy znajdujące się w Bibliotece Naukowej Polskiej Akademii Umiejętności&#13;
i Polskiej Akademii Nauk w Krakowie, s. 270 – Rękopisy w zbiorach innych&#13;
bibliotek i w muzeach, s. 282 – Biblioteka Jagiellońska, s. 282 – Biblioteka&#13;
Narodowa, s. 282 – Biblioteka Uniwersytecka w Warszawie, s. 282 – Biblioteka Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego, s. 283 – Muzeum Etnograficzne w Krakowie, s. 284 – Muzeum Etnograficzne w Rzeszowie, s. 285&#13;
– Muzeum im. Oskara Kolberga w Przysusze, s. 285&#13;
&#13;
Zachowaną spuściznę rękopiśmienną Oskara Kolberga podzielono tu na&#13;
trzy części w zależności od miejsca, w którym przechowywane są obecnie&#13;
jej najważniejsze zespoły. Pierwsza to rękopisy znajdujące się jako depozyt&#13;
w Archiwum Naukowym Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego we Wrocławiu. Stanowią one większość znanej dziś spuścizny Kolberga i zawierają&#13;
przede wszystkim materiały powstałe w czasie prowadzonych przez niego&#13;
w ciągu pięćdziesięciu lat prac badawczych i wydawniczych. Druga to rękopisy przechowywane w Bibliotece Naukowej Polskiej Akademii Umiejętności i Polskiej Akademii Nauk w Krakowie, gdzie znajduje się kolejna znacząca część materiałów folklorystyczno-etnograficznych oraz korespondencja&#13;
i dokumenty osobiste. Trzecia to mniejsze objętościowo rękopisy rozproszone w kilku innych zbiorach bibliotecznych i muzealnych: w Bibliotece&#13;
Jagiellońskiej w Krakowie, w Bibliotece Narodowej w Warszawie, w Bibliotece Uniwersyteckiej w Warszawie, w Bibliotece Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego, w Muzeum Etnograficznym w Krakowie, w Muzeum&#13;
Etnograficznym w Rzeszowie i w Muzeum im. O. Kolberga w Przysusze.&#13;
221&#13;
&#13;
�Nie ujęto tu natomiast korespondencji1 rozproszonej w postaci pojedynczych listów lub niewielkich ich zespołów w wielu innych zbiorach archiwalnych i bibliotecznych, m.in. w Archiwum PAU i PAN w Krakowie oraz&#13;
w Bibliotece Jagiellońskiej, Bibliotece Narodowej w Warszawie, Lwowskiej&#13;
Narodowej Bibliotece Naukowej im. Wasyla Stefanyka we Lwowie i w bibliotece Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Wrocławiu.&#13;
Specjalnym zespołem etnograficznych materiałów Kolberga są założone&#13;
przez niego teki regionalne i Miscellanea w większości przechowywane&#13;
dziś w Archiwum Naukowym PTL. Przekazane tam zostały jako depozyt&#13;
w roku 1953 przez Komisję Organizacyjną Instytutu Historii Kultury Materialnej PAN. W ich spisie podano numery tek, ich tytuły i sygnatury zespołów wewnątrz nich według inwentarza2 archiwum PTL, a tam dla tek o numerach 1–40 najczęściej użyto nazw i pierwotnych numerów zapisanych&#13;
przez Kolberga na oryginalnych okładkach w znacznej części zachowanych&#13;
do dziś, dlatego większość tytułów jest identyczna z odnotowanymi przez&#13;
niego w spisie z r. 1886. W tej części wykazu zamieszczono także informacje&#13;
o tekach zlikwidowanych w latach 1890–1961.&#13;
W opisie utworzonych przez Kolberga tek regionalnych i Miscellanea&#13;
najpierw przytoczono notatkę z jego własnoręcznego spisu z 10 stycznia&#13;
1886 r., ponieważ z zachowanych kilku takich dokumentów sporządzonych przez niego pod koniec życia ta wersja jest najpełniejsza3. Informacje&#13;
o stanie tego zespołu rękopisów w r. 1890, po śmierci Kolberga, pochodzą&#13;
z notatek Kopernickiego charakterystyka tek Kolbergowskich. Rękopis ten&#13;
znajduje się obecnie w Muzeum Etnograficznym w Krakowie 4 składa się&#13;
z 29 kart i nosi tytuł nadany przez Seweryna Udzielę. Udziela jako sekretarz&#13;
1 Korespondencja O. Kolberga została wydana w tomach 64–66 jego Dzieł wszystkich, tam&#13;
w metryce każdego listu podane jest miejsce przechowywania jego rękopisu i odpowiednia&#13;
sygnatura archiwalna.&#13;
2 Z. Staszczak Wykaz zawartości Archiwum Naukowego Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego (1945-1955), Wrocław 1955, „Archiwum Etnograficzne”, nr 11&#13;
3 Wykorzystany tu spis tek Kolberga znajduje się w tece Papiery osobiste w BN PAU i PAN,&#13;
sygn. 2183, k. 75-76, ponadto zachowały się takie spisy z r. 1883 i z 1887 (tamże, k. 71–74 i 77–&#13;
–80), oraz spis powstały około r. 1882 obecnie w zbiorach Muzeum Etnograficznego w Krakowie.&#13;
Nie wszystkie z nich są kompletne, np. dwa spisy z roku 1887 obejmują tylko teki regionalne, bez&#13;
Miscellanea. Z wykazu sporządzonego przez Kolberga 10 stycznia 1886 r. przytaczano tu tylko&#13;
informacje o przechowywanych w danej tece materiałach. Notatki o kosztach druku kolejno wydawanych przez Kolberga tomów i sposobie ich pokrycia zamieszczone są w pierwodruku tego&#13;
wykazu w Korespondencji Oskara Kolberga cz. III (T. 66), aneks 12, s. 743-749.&#13;
4 W archiwum muzeum ma sygnaturę: II/155, nr inw. I/191/RKP.&#13;
&#13;
222&#13;
&#13;
�działu etnologicznego Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności,&#13;
później sekretarz Komisji Etnograficznej Polskiej Akademii Umiejętności,&#13;
opiekował się rękopisami Kolberga w latach 1903–1935. Wtedy większość&#13;
notatek Kopernickiego wyjął z Kolbergowskich tek i zebrał razem, nadając&#13;
im wymieniony wyżej tytuł. W tym opracowaniu uzupełniono je o zapiski Kopernickiego o takim samym charakterze pozostawione przez Udzielę&#13;
w ich pierwotnym miejscu, tj. w tekach regionalnych i miscellanea.&#13;
Notatki Kopernickiego w intencji autora nie miały być inwentarzem,&#13;
ale wskazówkami co do dalszego postępowania z określonymi rękopisami.&#13;
Przytoczono je jednak, ponieważ często są jedynym znanym źródłem informacji o stanie spuścizny rękopiśmiennej Kolberga po jego śmierci, a przed&#13;
rokiem 1961. Informują też, jakie działania podejmował Kopernicki, wykonawca testamentu Kolberga, upoważniony do swobodnego dysponowania tym zasobem, tj. wydania drukiem, zachowania, przekazania do innych&#13;
zbiorów lub usunięcia materiałów według swego uznania.&#13;
Inwentarz tek1 Kolberga sporządzony w roku 1934 w Komisji Etnograficznej PAU jest praktycznie powtórzeniem Kolbergowskiego wykazu z roku&#13;
1886, dlatego informacje tam odnotowane przytaczano tylko w nielicznych&#13;
przypadkach. Podobnie jak w innych wcześniejszych wykazach nie podano&#13;
w tym inwentarzu ilości kart w tekach2.&#13;
Zawartość tek przechowywanych obecnie w Archiwum Naukowym PTL&#13;
była prawdopodobnie już przez Kolberga, a w części później przez osoby&#13;
przygotowujące je do druku, podzielona na „podteczki” liczące od jednej&#13;
do kilkudziesięciu kart i ujęte w papierowe obwoluty. Każdy taki zespół&#13;
otrzymał w Archiwum PTL osobną sygnaturę.&#13;
1 Rękopis Księgi inwentarzowej Komisji Etnograficznej PAU znajduje się w Archiwum PAU&#13;
w Krakowie, sygn. PAU I –29 f, zbiorów Kolberga dotyczą k. 1-5. Rękopis ten należy do tej części dokumentów Komisji Etnograficznej PAU, która została zwrócona do Archiwum PAU przez&#13;
krakowskie Muzeum Etnograficzne dopiero w 1986 r.&#13;
2 Numeracja stron lub kart była niekiedy zastosowana już przez Kolberga lub autora rękopisu – jego korespondenta, ale w większości została wprowadzona w XX wieku przez osoby zajmujące się przygotowaniem rękopisów Kolberga do druku w latach 1900-1914 oraz ich&#13;
„porządkowaniem” lub archiwizacją w latach 1890–1961. Dziś numeracja kart w tekach jest&#13;
niejednolita, czasem liczbowane są strony, czasem karty albo arkusze, czasem wspólny numer&#13;
mają niewielkie kartki naklejone razem na większej, ale bywają one też liczbowane jako karty osobne, niekiedy nadawano kolejną liczbę kartom czystym, w innych wypadkach nie itp.&#13;
W latach 1961–1968 w Redakcji Dzieł Wszystkich Oskara Kolberga wykonano szczegółową&#13;
inwentaryzacje zawartości wszystkich tek. Z konieczności przyjęto wtedy istniejącą paginację&#13;
rękopisów i stosowano ją później w całości Dzieł.&#13;
&#13;
223&#13;
&#13;
�Tytuły, sygnatury archiwalne1 i podstawowe dane o rękopisach Kolberga znajdujących się w innych zbiorach, poza Archiwum Naukowym PTL,&#13;
podane są według inwentarzy ich dysponentów. Tylko niektóre zespoły rękopisów Kolberga znajdujące się w zbiorach Biblioteki Naukowej PAU i PAN&#13;
w Krakowie, a wypożyczone w latach 1956–1959 przez Zarząd Główny PTL&#13;
mają tytuły nadane w działającej tam wówczas Pracowni Kolbergowskiej.&#13;
Rękopisy te wypożyczono przed ich skatalogowaniem i przyjęte wówczas&#13;
dla nich nazwy stosowane były w tomach Dzieł wszystkich Kolberga wydawanych przed drukiem katalogów Biblioteki PAN oraz konsekwentnie&#13;
także w tomach drukowanych następnie. Są one niekiedy odmienne od&#13;
wprowadzonych w publikowanych później katalogach Biblioteki PAN. Tytuły przyjęte w katalogach, różne od używanych poprzednio w archiwum&#13;
PTL, również podano w opisie teki.&#13;
Opisy obecnej zawartości tek założonych przez Kolberga i innych zespołów jego rękopisów są z konieczności skrótowe i podają tylko ogólne&#13;
informacje, których regionów lub jakich problemów dotyczą materiały&#13;
opatrzone określoną sygnaturą archiwalną oraz w których tomach Dzieł&#13;
wszystkich zostały zamieszczone2. Mają także w miarę możliwości wskazać,&#13;
o ile zasób rękopisów i druków w danej tece uległ zmianie od czasów, gdy&#13;
decydował o nich Kolberg, a później przez nieco ponad rok Kopernicki.&#13;
1&#13;
&#13;
W trakcie edycji Dzieł wszystkich O. Kolberga trzy zespoły rękopisów miały zmieniane&#13;
sygnatury: rękopis Przemyskiego znajdujący się w Bibliotece Uniwersyteckiej w Warszawie ma&#13;
obecnie sygnaturę 465, do roku 1972 odnotowany był w tych zbiorach jako TNW 150. W BN&#13;
PAU i PAN w Krakowie w roku 1964 zamieniono sygnaturę zespołu 2183 na 2184 i odwrotnie&#13;
– zespół o dotychczasowej sygnaturze 2184 otrzymał nową 2183. Był to zabieg mechaniczny,&#13;
ponieważ w każdym z tych dwu zespołów znajdują się w zasadzie wszystkie należące do niego&#13;
poprzednio dokumenty. Zmiana ta stała się bardzo kłopotliwa dla czytelników Dzieł Kolberga,&#13;
a także dla ich edytorów, ponieważ odwołując się później w różnych tomach do kart zawartych&#13;
w tych zbiorach wskazywali dla tych samych dokumentów odmienne niż dawniej sygnatury&#13;
archiwalne, a wskazówki zawarte w niektórych tomach stały się mylące. Ponadto w BN PAU&#13;
i PAN przed drukiem w 1973 r. katalogu rękopisów o sygnaturach 3194–3211 zmieniono kolejność kart w kilku tekach, a także przemieszczono niektóre karty między tekami, dotyczy to&#13;
zespołów o sygnaturach od 3195 do 3207, dlatego numery kart podane w wykazach źródeł&#13;
w tomach Dzieł wszystkich oddanych do druku przed tymi zmianami nie zawsze zgadzają&#13;
się ze stanem obecnym. Tak postąpiono m.in. z materiałami z tek Wołyń o sygn. 3206 i 3207,&#13;
skąd pochodzi wiele zapisów publikowanych w tomie Białoruś-Polesie (T. 52 Dzieł) wydanym&#13;
w 1966 r.&#13;
2 W informacjach o tomach Dzieł wszystkich Kolberga, w których są opublikowane wymieniane w tym zestawieniu materiały, podano numer tomu bez skrótu DWOK, ponieważ&#13;
skrót T. w tym spisie dotyczy tylko tomów Dzieł wszystkich Kolberga.&#13;
&#13;
224&#13;
&#13;
�Jednak lakoniczny charakter spisu Kolberga i notatek Kopernickiego uniemożliwia dokładne porównanie ówczesnej zawartości tek ze stanem dzisiejszym. Używane w tych opisach określenia „zapisy terenowe” lub „notatki&#13;
terenowe” oznaczają zapisy prymarne wykonane przez Kolberga ze słuchu&#13;
w czasie bezpośredniego kontaktu z informatorem lub wykonawcą.&#13;
Osoby zainteresowane rękopisami dotyczącymi określonych regionów&#13;
lub tematów znajdą odpowiednie informacje we wstępach do tomów 39–84&#13;
Dzieł wszystkich. Ponadto dane o rękopisach wykorzystanych w Dziełach&#13;
wszystkich zestawiane są w tych tomach w osobnych wykazach źródeł lub&#13;
podawane bezpośrednio w przypisach.&#13;
W roku 2014, który został przez Sejm Rzeczypospolitej ogłoszony Rokiem Kolberga, większość rękopisów przechowywanych w Archiwum PTL&#13;
i w Bibliotece Naukowej PAU i PAN została zdigitalizowana i jest dostępna&#13;
pod adresem: http://www.wbc.poznan.pl/publication/427268.&#13;
Rękopisy przechowywane w Archiwum Naukowym&#13;
Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego we Wrocławiu&#13;
Teki założone przez Kolberga i wymieniane w jego spisach&#13;
Teka 1. Mazowsze. Warszawa, Łowicz, Czersk&#13;
Sygn. Archiwum PTL: 1116–1122, łącznie kart 228.&#13;
W spisie Kolberga z r. 1886 tytuł: Mazowsze polne (Warszawa, Czersk,&#13;
Łowicz, Rawa), a krótki opis wskazuje na inną niż obecnie zawartość:&#13;
„Monografia już ogłoszona drukiem, tak że tylko drobne notaty, kilka druków i wypisów pozostało. Wyszły: tom 1 i 2 (1885 i 1886)”.&#13;
Opis Kopernickiego z r. 1890: „Materiały przysposobione prawdo[podob]&#13;
nie na osobny tom, mający stanowić zakończenie całego szeregu Mazowsza. Zawiera: 1. Demonologia i 2. Leki i choroby (po największej części&#13;
wycinki i wypisy z dzieł i pism rozmaitych, lecz także i spostrzeżenia własne lub przez kogoś innego zebrane. Należy rozsortować i uporządkować.)&#13;
3. Opowieści ludowe wszelkiego rodzaju (bardzo bogaty i ciekawy zbiór&#13;
baśni oryginalnych, dobrze spisanych, niewiele wypisanych skądinąd).&#13;
4. Gry i zabawy (niewiele, lecz dobrze opisane i ciekawe). 5. Do gwary&#13;
mazowieckiej (bardzo niewiele i niedojrzałe). Dodatek – wycinki z »Czasu«&#13;
225&#13;
&#13;
�(o wierzeniach ludowych, ze świata roślinnego i zwierzęcego) i »Kłosów«&#13;
(opis sobótki w okolicy Pilicy).”&#13;
Obecnie w tece znajdują się materiały wskazane przez Kopernickiego.&#13;
Rękopisy zawarte w tece były tylko w niewielkiej części wykorzystane przez&#13;
Kolberga w Mazowszu cz. I–V (T. 24–28), pozostałe są wydane w cz. VI i VII&#13;
Mazowsza (T. 41 i 42) i w suplemencie do tomów 24–28 (T. 80). Nieliczne&#13;
zapisy z innych regionów, m.in. z Kujaw i z Lubelskiego, zamieszczone były&#13;
przez Kolberga w odpowiednich monografiach w XIX w. (T. 3–4 i 16–17)&#13;
lub wydane obecnie w suplementach do nich (T. 72/II i T. 75).&#13;
Teka 2. Mazury podlaskie. Mińsk, Łuków, Radzyń, Siedlce&#13;
Sygn. Archiwum PTL: 1223–1226, łącznie kart 48.&#13;
Tytuł Kolberga z r. 1886: Mazowsze podlaskie (Radzymin, Kałuszyn,&#13;
Siedlce, Łuków), opis zawartości: „Obfite zbiory. Monografia tej części Mazowsza w pełni już do druku przygotowana jako tom 3” 1.&#13;
W opisie Kopernickiego z r. 1890 teki tej dotyczy tylko krótka notatka na&#13;
marginesie informacji o tece 1: „Teka 2 całkiem wyczerpana”.&#13;
Obecnie teka zawiera zapisy terenowe Kolberga i jego czystopisy związane ze wskazanym tytułem regionem Mazowsza, są to głównie pieśni&#13;
i opisy wesel. Cztery karty (sygn. 1125, k. 1-4) są fragmentami czystopisu&#13;
części III Mazowsza przeznaczonego dla drukarni, o czym świadczą notatki skierowane do zecera. Prawie wszystkie materiały zawarte w tej tece&#13;
zostały wydane przez Kolberga w tomie Mazowsze cz. III (T. 26), a pozostała niewielka cześć później w tomach Mazowsze cz. VI i VII (T. 41–42).&#13;
Nieliczne, tam niedrukowane, znajdują się w suplemencie do monografii&#13;
Mazowsza (T. 80). Wiele ballad zamieścił Kolberg jeszcze przed wydaniem&#13;
Mazowsza w tomie Pieśni ludu polskiego (T. 1). Na kartach zapisów&#13;
terenowych zanotowane są także pojedyncze pieśni i melodie z innych&#13;
regionów Mazowsza, oraz z Sandomierskiego, Lubelskiego i Radomskiego.&#13;
Te ostatnie wydane zostały w suplementach do odpowiednich monografii&#13;
(T. 71, 75 i 77).&#13;
Teka 3. Teki nr 3 nie ma dziś w spuściźnie Kolberga.&#13;
Tytuł Kolberga z r. 1886: Mazury pruskie (Lec, Ełk, Osterode itd. ku&#13;
Królewcu), opis zawartości: „Monografia w znacznej części gotowa do&#13;
1&#13;
&#13;
Tom III Mazowsza wydał Kolberga w 1887 r.&#13;
&#13;
226&#13;
&#13;
�druku. Rękopis ks. Gizewiusza (aneks), materiały otrzymane od dra Kętrzyńskiego i inne źródła w odpisach i wycinkach”.&#13;
Spis zawartości1 wykonany przez Kopernickiego w r. 1890 jest bardzo&#13;
dokładny: „1) Wypisek ze Słow. geograf. o dzisiejszej prawowierności Mazurów (kilkanaście wierszy). Kilka wyrazów gwary miejscowej. No 40 »Kuriera Polskiego« z artykułem wstępnym o Mazowszu pruskim. Pieśń dożynkowa z Osterode (Kraplewo), bez melodii. Wypisek z »Bibl. Warsz.« 1848 (kilka&#13;
pieśni weselnych z melod.). Notatka własna: n[umery] pieśni z Osterode&#13;
podanych już w ser. pierwszej. Karłowicza [Dziesięć] pieśni mazurskich&#13;
(odbitka ofiarowana mnie). Toeppen Aberglauben aus Masuren, wyd. 2,&#13;
Gdańsk 1867. Prusko-polski kalendarz 1884 Osterode. Notatka bibliograficzna o dziele Brauna Bilder aus Masuren, Lyck 1888. Notatka z »Wędrowca«&#13;
1882 o Mazurach (nie etnograf.). Melodia piosnki od Serocka. Brulion sprawozdania o swej wycieczce do Prus i Poznania z dodaniem drobnych wypisów i notatek. Kilka n[umerów] »Gazety Leckiej« gotykiem drukowan. z r.&#13;
1875. Wypiski z Wójcickiego Stare gawędy o podaniach ludowych. Reise&#13;
Karte der Prov. Preußen. [Dwie] książki drobne ludowe wydane w Hamburgu, jako wzór zepsute[go] języka i gotyckiego druku. Rozmaite notatki&#13;
wypisane z »Wędrowca« o nazwach miejscowości itp. Wycinek drukowany&#13;
felietonu »Dzien. Poznańsk.« z r. 1868 z art. Kętrzyńskiego O Mazurach. Powiastka dla ludu drukowana w Hamburgu nie gotykiem. Kętrzyński O Mazurach, Poznań 1872. Wypisy rozmaite o Mazowszu pruskim z artykułów&#13;
Kętrzyńskiego w »Tygodn. Ilustr.« z r. 1881 nr 298 – wiadomości ogólne.&#13;
Brulion początku przedmowy do dzieła o Mazowszu pruskim z notatkami&#13;
bibliograficznymi. Wszystko to zużytkowane do następnego działu materiałów przygotowywanych do druku. 2) Materiały przysposobione już przez&#13;
O.K. [tu szczegółowy spis zawartości rękopisu wydanego w tomie 40 Dzieł&#13;
wszystkich, s. 3–470]; 3) Zbiory rękopiśmienne: pieśni Kętrzyńskiego z których poprzedni dział wyrobiony i bruliony do tegoż.”&#13;
W inwentarzu sporządzonym w 1934 r. przez Komisję Etnograficzną PAU&#13;
obok nazwy tej teki jest niedatowana notatka, że została ona wypożyczona&#13;
Bibliotece PAU.&#13;
Zawartość teki znajdującej się wówczas w zbiorach PAU została rozproszona we wrześniu 1939 r., po wkroczeniu Niemców do Krakowa&#13;
1 U góry pierwszej strony notatka Kopernickiego: „+ książki i brosz. drukowane” oraz&#13;
Udzieli: „do tego jest rękopiśmienny zbiór pieśni Gizewiusza”.&#13;
&#13;
227&#13;
&#13;
�w uzasadnionej obawie przed zniszczeniem jej przez okupantów. Rękopis&#13;
tomu Mazury pruskie schowano w Muzeum Przyrodniczym PAU bez karty&#13;
tytułowej i wstępu Kolberga. Nie wszystkie wskazane przez Kopernickiego&#13;
rękopisy i druki zostały odnalezione po wojnie, brak m.in. wstępu Kolberga&#13;
do tomu Mazury, wielu notatek, brulionu sprawozdania z podróży, mapy&#13;
itd. W zbiorach BN PAU i PAN w Krakowie są obecnie następujące fragmenty dawnej teki mazurskiej: sygnatura 3208 – Kolbergowski rękopis tomu&#13;
Mazury pruskie; sygn. 3891, 3892 i sygn. 2184 (dawniej 2183) k. 88–143&#13;
– pieśni w rękopisach W. Kętrzyńskiego i innych osób; sygn. 2559 II – rękopis Pieśni ludu znad górnej Drwęcy […] G. Gizewiusza. Teksty te zostały&#13;
wykorzystane w T. 40 Mazury pruskie. W zbiorach BN PAU i PAN zachowały się także dwie „książki drobne ludowe wydane w Hamburgu”. Książka&#13;
Aberglauben aus Masuren M. Toeppena z glosami Kolberga znajduje się od&#13;
roku 1945 w rękach prywatnych.&#13;
Teka 4. Łomża, Augustów, Tykocin, Bielsk&#13;
Sygn. Archiwum PTL: 1127–1135, łącznie kart 34.&#13;
Tytuł Kolberga z r. 1886: Mazowsze nadnarewskie (Łomża, Tykocin,&#13;
Bielsk, Augustów, Suwałki), opis zawartości: „Pieśni, obrzędy, zwyczaje&#13;
i varia. Notaty Osipowicza, Połujańskiego i innych. Publikacje Glogera.&#13;
Wycinki i wypisy”.&#13;
Opis Kopernickiego z r. 1890: „Wyczerpana zupełnie dla Mazowsza T. V.&#13;
Pozostało nieco odpadków rozmaitych i szczegółów, które mogą być zużytkowane do czyjegoś opracowania o tejże okolicy. Same przez się zaś&#13;
materiału żadnego nie stanowią”.&#13;
Obecnie w tece znajdują się rękopisy A. Osipowicza i A. Połujańskiego wykorzystane przez Kolberga w cz. V Mazowsza (T. 28) oraz przez&#13;
późniejszych wydawców w tomach Mazowsze cz. VI i VII (T. 41–42),&#13;
ponadto nieliczne Kolbergowskie zapisy terenowe pieśni i melodii opublikowane w cz. V Mazowsza oraz melodie taneczne z przyśpiewkami&#13;
wydane w r. 1857 w Pieśniach ludu polskiego (T. 1). Nieliczne są zapisy&#13;
terenowe z innych regionów, te zamieszczono w Kaliskiem i Sieradzkiem (T. 46) i w Łęczyckiem (T. 22 i 78). Nie ma dziś w tej tece ani w innym miejscu archiwum Kolberga wspomnianych przez niego publikacji&#13;
Z. Glogera.&#13;
&#13;
228&#13;
&#13;
�Teka 5. Płock, Dobrzyń, Pułtusk, Kurpie&#13;
Sygn. Archiwum PTL: 1136–1140, łącznie kart 236.&#13;
Tytuł Kolberga z r. 1886: Mazowsze stare (Płock, Dobrzyń, Lipno, Mława, Pułtusk, Ostrołęka), opis zawartości: „Kurpie; znaczne do ich opisu&#13;
materiały; notatki Jahołkowskiego i moje. […] Zaliczam tu i monografię Ziemi Dobrzyńskiej publikowaną już przez Akademię (mieści się w »Zbiorze&#13;
Wiadomości do Antropologii [Krajowej]« tom VI”.&#13;
Opis Kopernickiego z r. 1890: „a) Spory zbiór pieśni szlacheckich, miejskich i dworskich, nie uporządkowany, z melodiami; b) podobnyż zbiór&#13;
tańców z przyśpiewkami (między nimi zamieszały się pieśni z melodiami);&#13;
c) osobno niewielka ilość tańców z Płockiego; wszystko to po przejrzeniu&#13;
przez muzyka i uporządkowaniu, gdy się sprawdzi z wydanymi już melodiami i tańcami, że jest coś nieznanego dotąd a godnego pamięci, może&#13;
być wydane osobno jako dodatek do Mazowsza; d) nazwy wsi i rodowe&#13;
z Płockiego i Kurpiów; e) wycinki i odpadki rozmaite w niewielkiej ilości.”&#13;
Materiały znajdujące się obecnie w tej tece w większości dotyczą Mazowsza i zostały wydane przez Kolberga w cz. IV monografii tego regionu&#13;
(T. 27) lub przez późniejszych wydawców w cz. VI i VII (T. 41–42) i w suplemencie do Mazowsza (T. 80). Wiele zapisów pieśni pochodzi z innych&#13;
regionów, z Mazur, Radomskiego, Kaliskiego, Łęczyckiego, Lubelskiego,&#13;
Chełmskiego, Pokucia, Podola oraz z Krakowskiego i Podhala, zostały one&#13;
wydane przez Kolberga w odpowiednich tomach lub obecnie w suplementach do nich i w nowych monografiach. Zapisy, których pochodzenia regionalnego nie udało się ustalić, przeznaczono do tomu Miscellanea.&#13;
Teka 6. Prusy zachodnie, Kaszuby, Połaby, [z późniejszym dopiskiem:]&#13;
Łużyce&#13;
Sygn. Archiwum PTL: 1141–1155, łącznie kart 231.&#13;
W spisie Kolberga z r. 1886 jako zawartość tej teki wymienione są trzy&#13;
zespoły o odrębnych tytułach: „[1] Prusy zachodnie: pieśni, wesela, zwyczaje itd. od Torunia, Gdańska, Malborka, Elbląga, z Warmii. Notatki i wypisy.&#13;
[2] Kaszuby: rozprawa Hilferdinga (w tłumaczeniu z ros.), dodatki moje&#13;
i innych, jak np. Cejnowy. Publikacje tegoż (aneks). Wycinki. [3] Połaby&#13;
i Łużyce: rozmaite wyciągi i wypisy z dzieł.”.&#13;
Opis Kopernickiego z r. 1890: „a) Prusy zachodnie, wypisy z rozmaitych&#13;
dzieł i pism, przeważnie z »Przyjaciela Ludu«, liczne notatki bibliograficzne&#13;
229&#13;
&#13;
�z cennymi wskazówkami przy opracowaniu tej części kraju. Dużo własnych&#13;
spostrzeżeń i zapisków z Waplewa, Nawry i innych okolic w brulionach&#13;
ołówkiem lub piórem. Wszystko to po przepisaniu na czysto i uporządkowaniu będzie uzupełnieniem bardzo ważnym teki 3-ciej i razem z tym złoży&#13;
się na 2 tomy lub jeden ogromny; b) Kaszuby, połowę stanowi przełożona&#13;
przez O.K. rozprawa Hilferdinga o Słowianach przybałtyckich, resztę stanowią wypiski, wyciągi, notatki i wskazówki z innych dzieł. Dopełnieniem&#13;
tego są własne zapiski odnoszące się do Kętrz[yńskiego]1, zwyczajów i muzyki ludowej Kaszub; starczy na rozprawkę osobną do »Zb[ioru] Wiad[omości]«; c) Łużyce, notatki i wypisy przeważnie językowe (ze Schleichera),&#13;
pieśni (z Haupta i Szmalera) i trochę własnych zapisków, przyda się komuś&#13;
jako garstka materiałów dodatkowych.”&#13;
Obecnie teka zawiera głównie zapisy terenowe Kolberga z Pomorza sporządzone w czasie podróży w r. 1875 oraz wypisy z literatury i tłumaczenia prac na temat tego regionu. Nie ma dziś w spuściźnie Kolberga wspomnianych przez niego publikacji Cejnowy. Większość tekstów i melodii&#13;
z tej teki, także Kolbergowski przekład rozprawy A. Hilferdinga i słownik&#13;
gwarowy oparty na opracowaniach G. Pobłockiego, A. Hilferdinga i własnych zapisach Kolberga, została wydana w monografii Pomorze (T. 39).&#13;
Ponadto w tece 6 przechowywana jest niewielka liczba zapisów terenowych pieśni i melodii z Mazowsza, Kujaw i Poznańskiego wydanych w suplementach do odpowiednich monografii (T. 41–42, 72, 74), oraz notatki&#13;
i odpisy z literatury na temat Łużyczan. Te ostatnie, m.in. pieśni przepisane&#13;
ze zbioru J. A. Smolerja Pjesnički hornych a deľnych Łužiskich Serbow&#13;
(Grymi 1841–1843), razem z pieśniami z innych rękopisów opublikowano&#13;
w T. 59/I Materiały do etnografii Słowian zachodnich. Łużyce. Pominięto&#13;
natomiast w Dziełach wszystkich niewielkie objętościowo wyciągi słownikowe z pracy A. Schleichera Laut- und Formenlehre der Polabischen&#13;
Sprache (St. Petersburg 1871).&#13;
Teka 7. Kujawy, Gostynin, Łęczyca&#13;
Sygn. Archiwum PTL: 1156–1158, łącznie kart 64.&#13;
W spisie Kolberga z r. 1886 na zawartość teki składają się dwie części z odrębnymi tytułami: „Łęczyckie i Gostyńskie. Pieśni, wesela, varia.&#13;
1 Prawdopodobnie chodzi o pracę W. Kętrzyńskiego O ludności polskiej w Prusiech&#13;
niegdyś krzyżackich, Lwów 1882.&#13;
&#13;
230&#13;
&#13;
�Publikacje W. A. Maciejowskiego i notaty z Mazewa. Wyciągi i druki” oraz:&#13;
„Kujawy. Odpadki od wydanej w r. 1867–1869 z własnych funduszów monografii w 2 tomach pt. Lud, seria 3 i 4.”&#13;
W opisie Kopernickiego z r. 1890 tytuł: Kujawy, Łęczyckie, Gostynin,&#13;
zawartość: „Wszystko wyczerpane w serii III–IV Kujawy i XXII Łęczyckie.&#13;
Zostały odpadki muzyczne; melodie pieśni i tańców, nie przekreślone przez&#13;
O.K., więc mogące się przydać komuś, o ile podobne lub takie same nie&#13;
zostały już podane przez O.K. w innych seriach”. Na obwolucie dla zespołu&#13;
o sygn. 1156 (k. 43) notatka Kopernickiego zbliżona w treści do przytoczonej&#13;
wyżej: „Melodie pieśni i tańców nie poprzekreślane p[rzez] O.K., prawdopodobnie nie były drukowane bądź z tej przyczyny, że podobne lub takie&#13;
same pieśni podał już z innych okolic, bądź jako podrzędniejsze opuścił&#13;
przez oszczędność przy wydawaniu Kujaw i Łęczyckiego. Znawca może tu&#13;
znaleźć coś godnego uwagi, dlatego wszystko złożywszy razem, zachowuję&#13;
do szczęśliwego użytku czyjegoś. K.”&#13;
Obecnie teka zawiera zapisy z Kujaw i graniczących z nimi powiatów&#13;
Mazowsza oraz z Łęczyckiego, w dużej części wydane przez Kolberga&#13;
w cz. I i II Kujaw (T. 3–4), w Mazowszu (T. 24–26 i później w T. 41–42),&#13;
w Łęczyckiem (T. 22) oraz w Pieśniach ludu polskiego (T. 1). Materiały&#13;
niedrukowane przez Kolberga zamieszczone zostały w suplementach do&#13;
tych monografii (T. 72, 78 i 80). Nie ma w tece publikacji W. A. Maciejowskiego wymienionych przez Kolberga, nie ma ich także w innych zespołach&#13;
spuścizny Kolberga.&#13;
Teka 8. Kalisz, Sieradz, Piotrków, Wieluń&#13;
Sygn. Archiwum PTL: 1159–1165, łącznie kart 379.&#13;
Tytuł Kolberga z r. 1886: Kaliskie (Kalisz, Konin, Sieradz, Piotrków,&#13;
Wieluń, Częstochowa), opis zawartości: „Wyciągi z akt, odpisy. Pieśni, tańce, bajki, zwyczaje, przysłowia, przesądy i varia. Monografia w połowie&#13;
dokończona.”&#13;
Opis Kopernickiego z r. 1890: „Materiały o ile możności uporządkowane&#13;
i przysposobione do druku w działach następujących: 1. Czary, przesądy,&#13;
leki, wróżby, przepowiednie, a. – wypiski z notat Pstrokońskiego o b. woj.&#13;
sieradzkim wyd. p[rzez] Szaniawskiego w »Bibl. Warsz.« 1851; b. – nieco&#13;
własnych notat; c. – wypisy z innych pism i dzieł; d. – o jędzach w Polsce,&#13;
o wiłach i zmorze (rękop[isy] po Kucharskim); e. – demonologia (o strachach&#13;
231&#13;
&#13;
�itp.), własne notatki, wypisy i rękopisma po Kucharskim; 2. Opowieści.&#13;
Przysłowia. Gry i zabawy. Bajek sporo zapisał sam, niektóre jednak bodaj&#13;
czy nie wypisane bez wskazania miejsca, warto poszukać, czy nie były&#13;
drukowane? Jedna, Meteor zbożowy, skrócone z drukowanej w »Zorzy«&#13;
Grajnerta. Przysłów nie ma, gier 2 (wypisane z notat o woj. sieradzk.);&#13;
3. Pieśni, paczka spora z melodiami (przed oddaniem do druku przejrzeć&#13;
należy i uporządkować); 4. Tańce, bez ładu zebrane wiele rzeczy rozmaitych, piosnki bez melodii, opis sobótki, pieśni weselne; 5. ditto – mnóstwo&#13;
melodii po większej części z krótkimi śpiewkami, wiele jest z Kieleckiego&#13;
i innych miejsc, lecz nie z Kaliskiego.”&#13;
Obecnie zawartość teki stanowią głównie zapisy Kolberga z regionu&#13;
wskazanego tytułem i skrótowo scharakteryzowane przez Kopernickiego.&#13;
Są to przede wszystkim rękopisy przygotowywany przez Kolberga do wydania jako druga część Kaliskiego i opublikowane później w tomie Kaliskie&#13;
i Sieradzkie (T. 46) i Kaliskie. Suplement od tomu 23 (T. 79). Ponadto&#13;
znajdują się w tece 8 dość liczne zapisy pieśni z innych regionów wydane&#13;
przez Kolberga w tomach: Sandomierskie, Kujawy, Poznańskie, Radomskie, Łęczyckie i Mazowsze (T. 2, 3–4, 9–13, 20–21, 22, 24–25), pozostałe&#13;
spoza Kaliskiego opublikowano obecnie w suplementach do tych monografii (T. 71–74, 77–80).&#13;
Teka 9. Poznańskie&#13;
Sygn. Archiwum PTL: 1166–1169, łącznie kart 34.&#13;
Tytuł Kolberga z r. 1886: Poznańskie, opis zawartości: „Odpadki od materiałów z Wielkopolski, użytych w latach 1875–1882 przy wydawnictwie&#13;
z pomocą Akademii 7 tomów dzieła Lud, seria IX, X, XI, XII, XIII, XIV, XV.&#13;
Spis nazw. W »Zbiorze Wiadomości do Antropologii [Krajowej]« tom 1,&#13;
umieszczono rzecz o gwarze wielkopolskiej”.&#13;
W opisie Kopernickiego z r. 1890: „Doszczętnie wyczerpana. Zostawione&#13;
tylko długie spisy nazw wsi, miejscowości i rodowe i na okaz 1 egz. zapisanego szematyzmu Tow. Przy[jaciół] Nauk dla wiadomości, jakie tam miał&#13;
źródła etnograficzne O.K. przy opracowaniu Poznańskiego.”&#13;
Obecny stan teki zgadza się z charakterystyką Kolberga i Kopernickiego.&#13;
Rękopisy wykorzystane w monografii Wielkopolski usunął już prawdopodobnie Kolberg. Pozostawione w tece niedrukowane przez niego zapisy,&#13;
m.in. oracje weselne, spisy nazwisk, wykorzystane zostały w suplemencie&#13;
232&#13;
&#13;
�do Poznańskiego (T. 74). Zachowany w tece fragment ankiety Poznańskiego&#13;
Towarzystwa Przyjaciół Nauk pt. Szematy W. Ks. Poznańskiego z r. 1858&#13;
wypełniony był w Nowym Mieście (wówczas pow. Pleszew). Wspomniana przez Kolberga Rzecz o mowie ludu wielkopolskiego, zamieszczona&#13;
w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej”, przedrukowana jest&#13;
w Studiach, rozprawach i artykułach (T. 63), s. 342–388.&#13;
Teka 10. Śląsk&#13;
Sygn. Archiwum PTL: 1170–1174, łącznie kart 92 oraz nadbitka artykułu&#13;
S. Udzieli z 1906 r. licząca 74 strony.&#13;
Tytuł Kolberga z r. 1886: Szląsk pruski i austriacki, opis zawartości:&#13;
„Wypisy i notaty z pism różnych. Bajki (własnego zbioru) i trochę pieśni”.&#13;
Opis Kopernickiego1 z r. 1890 zachowany w tece 10: „Z własnych materiałów jest kilkanaście ciekawych bajek dosłownie z ust ludu spisanych,&#13;
nieco pieśni z melodyjami i szkice ubioru męskiego (stanie na artykuł do&#13;
»Zbioru Wiadom.«). Reszta luźne wypisy, wycinki, notatki i wskazówki.”&#13;
Obecnie teka zawiera rękopisy Kolberga wydane w tomie Śląsk (T. 43),&#13;
w tym zapisy terenowe bajek śląskich, oraz nadbitkę artykułu S. Udzieli,&#13;
który w r. 1906 zamieścił znaczną część zawartości tej teki w artykule pt.&#13;
Szląsk Górny w tomie VIII „Materiałów Antropologiczno-Archeologicznych&#13;
i Etnograficznych”. Poza materiałami ze Śląska w tece znajdują się pojedyncze zapisy z Kaliskiego, Kieleckiego, Krakowskiego, Radomskiego i Mazowsza wydane w T. 5, 18, 21, 24, 27, 41 i 46.&#13;
Teka 11. Górale. Nowy Targ, Nowy Sącz, Jasło, Spisz&#13;
Sygn. Archiwum PTL: 1175–1177, łącznie kart 256.&#13;
W spisie Kolberga z r. 1886 dwa tytuły i opis zawartości również podzielony na dwie części: „Górale tatrzańscy i nowotarscy. Wycinki i wypisy.&#13;
Pieśni, tańce, muzyka, notaty bibliograficzne i varia” oraz „Spisz. Trochę&#13;
pieśni, nut i notaty.”&#13;
Opis Kopernickiego nie zachował się.&#13;
Według Karola Hławiczki2, który oglądał tekę 11 w roku 1936, znajdował się w niej wtedy przygotowany przez Zdziarskiego w roku 1905 rękopis&#13;
pt. Sąde[c]czyzna i Podhale, który obecnie przechowywany jest w Muzeum&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
Rkp. w tece 10 Śląsk, Arch. PTL sygn. 1170, k. 42.&#13;
K. Hławiczka Niewydane zbiory Oskara Kolberga, „Pion” 1936, nr 17 (164).&#13;
&#13;
233&#13;
&#13;
�Etnograficznym w Krakowie. Zdziarski, przygotowując materiały Kolberga&#13;
do druku, uporządkował rękopisy zawarte w tece według swoich potrzeb,&#13;
zmieniając układ nadany przez Kolberga, i włączył do swego rękopisu jedną kartę z Kolbergowskimi zapisami ośmiu melodii wyjętą z teki 11.&#13;
Przechowywane w tece 11 zapisy zostały opublikowane w tomach&#13;
Góry i Podgórze (T. 44 i 45), stanowiąc tam podstawowy zasób źródeł&#13;
dotyczących Górali. Zamieszczono tam także melodie z karty znajdującej się&#13;
obecnie w rękopisie Zdziarskiego w Muzeum Etnograficznym (nr inw. I/369/&#13;
Rkp MEK, k. 229). Zapisy folkloru słowackiego opublikowano w T. 59/II&#13;
Materiały do etnografii Słowian zachodnich i południowych, cz. II Czechy, Słowacja. Nieliczne notatki i zapisy folkloru z innych regionów są&#13;
zamieszczone w tomach: Krakowskie (T. 6 i 73), Sanockie-Krośnieńskie&#13;
(T. 49–51), Pokucie (T. 29–30), Kieleckie (T. 76), Mazowsze (T. 24–25, 28,&#13;
i 41–42) oraz przeznaczone do tomu Miscellanea.&#13;
Teka 12. Podgórze, Myślenice, Wadowice&#13;
Sygn. Archiwum PTL: 1178–1184, łącznie kart 109.&#13;
Tytuł Kolberga z r. 1886: Podgórze krakowskie po Myślenice (Mogilany, Kalwaria, Wadowice, Oświęcim), opis zawartości: „Monografia w pełni&#13;
materiałów w większej części oryginalnych (z muzyką) przygotowana, czeka układu i wykończenia”.&#13;
Opis Kopernickiego z r. 1890: „A. Materiały własne (w zupełnym nieładzie). Spory zbiór rozmaitego rodzaju, przeważnie pieśni i muzyki, inne&#13;
wszelkie szczegóły na niezliczonych świstkach. Materiał ciekawy, na monografię nie wystarczy, lecz dużo wiadomości dorywczych, a autentycznych,&#13;
zasługuje na uporządkowanie i wydanie. B. Wypiski i wycinki z rozmaitych&#13;
źródeł. Wskazówki do opracowania etnograficznego Podgórza. C. Rękopism&#13;
– inwentarz gospodarski wsi Głogoczowa z r. 1815.”&#13;
Obecnie teka zawiera materiały z terenu wskazanego tytułem, są to przeważnie czystopisy Kolberga, w części przygotowywane do monografii Podgórza. Ponadto znajdują się tam kopie rękopisów Kolberga wykonane przez&#13;
W. Kosińskiego (teksty) i osoby nieznane (nuty oraz część tekstów). Kosiński&#13;
przed rokiem 1914 przygotowywał do druku materiały Kolbergowskie z tej&#13;
teki i jego rękopisy są śladem tej pracy. Zapisy przechowywane w tece 12&#13;
zostały częściowo opublikowane przez Kolberga w cz. I Krakowskiego (T. 5),&#13;
a pozostałe wydano w tomach Góry i Podgórze (T. 44–45), w suplemencie do&#13;
234&#13;
&#13;
�Krakowskiego (T. 73 cz. I–III), a także w Tarnowskiem–Rzeszowskiem (T. 48).&#13;
Inwentarz Głogoczowa nie zachował się w spuściźnie Kolberga, jego notatki&#13;
z tego dokumentu zamieszczono w suplemencie do Krakowskiego (T. 73/I).&#13;
Część rękopisów z teki 12 i ich kopii przeniesiona została przed rokiem&#13;
1953 do nowej teki 12a, zob. niżej.&#13;
Teka 13. Kraków&#13;
Sygn. Archiwum PTL: 1191–1194, łącznie kart 282.&#13;
Tytuł Kolberga z r. 1886: Kraków i okolica, opis zawartości: „Pieśni, podania, wycinki z gazet i wypisy, suplementa. Odpadki od drukowanych już&#13;
rzeczy w 4 tomach dzieła Lud, seria V, VI, VII i VIII, wydanego z pomocą&#13;
Akademii w latach 1870–1875”.&#13;
Opis Kopernickiego z r. 1890: „Odpadki, bardzo niewiele lub nic niewarte od rzeczy wydanych w Krakowskiem. Składają się w połowie z wycinków i wypisów najrozmaitszych z innych dzieł, a połowie z notatek&#13;
własnych, przeważnie muzycznych”.&#13;
Na obecną zawartość teki 13 składają się rękopisy i nieliczne wycinki i druki, przeważnie związane z regionem krakowskim i w większości&#13;
opublikowane w T. 5. Przeważają rękopisy Kolberga – zapisy terenowe&#13;
pieśni i melodii, a także czystopisy pieśni pochodzących z jego badań i ze&#13;
źródeł drukowanych oraz notatki na tematy poruszane w monografiach&#13;
regionalnych. Ponadto znajdują się tu rękopisy Antoniny Konopczanki: dwa&#13;
zbiorki przyśpiewek, każdy liczący kilkadziesiąt tekstów, oraz dwa zeszyty&#13;
ze zredagowanymi przez nią bajkami, podaniami i materiałami wierzeniowymi, te ostatnie rękopisy oparte są na jej bezpośrednich zapisach zawartych w tzw. raptularzu, przechowywanym dziś w tece 45 Miscellanea.&#13;
W tece 13 znajduje się także obszerny zbiór przyśpiewek do krakowiaków z całej Polski, liczący ponad 2800 tekstów. Razem z podobnym zbiorem&#13;
przyśpiewek do kujawiaków, oberków i mazurów z teki 16 stanowi on&#13;
tekstowe uzupełnienie do przechowywanego dziś w tece 33 Miscellanea&#13;
rękopisu kilku tysięcy melodii tanecznych.&#13;
Wyraźnie wyodrębnionym zespołem są liczące 44 karty notatki pt. Nazwy rodowe mieszkańców miast i wsi (sygn. Arch. PTL 1194/3). Zapisane&#13;
tam nazwiska pochodzą prawdopodobnie ze źródeł drukowanych (prasa,&#13;
spisy klasyfikacyjne uczniów itp.), a zasięg geograficzny zbioru obejmuje&#13;
Galicję zachodnią i znaczną część wschodniej.&#13;
235&#13;
&#13;
�Niedrukowane przez Kolberga materiały znalazły się przede wszystkim&#13;
w suplemencie do Krakowskiego (T. 73 cz. I–III), a także w uzupełnieniach&#13;
do innych monografii, tj. w tomach 71–72 i 74–80 Dzieł wszystkich, zgodnie ze swym regionalnym pochodzeniem.&#13;
Teka 14. Kielce&#13;
Sygn. Archiwum PTL: 1195–1203, łącznie kart 111.&#13;
Tytuł Kolberga z r. 1886: Kieleckie (Kielce, Stopnica, Miechów, Olkusz),&#13;
opis zawartości: „Wycinki z gazet i wypisy. Wesela, notaty i druki. Monografia stanowiąca dopełnienie wiadomości podanych przez ks. Siarkowskiego&#13;
do »Zbioru Wiadomości do Antropologii Krajowej« (tomy 2, 3, 5 i 7). Wydana z pomocą Akademii w r. 1885–1886 jako Lud seria XVIII i XIX.”&#13;
Opis Kopernickiego z r. 1890 zanotowany bezpośrednio po informacjach o tece 13: „Podobneż odpadki dwojakiego rodzaju: n[umer]a »Gazety Kieleckiej«, »Ogniska Domowego« itp. Wypisy i wycinki z rozmaitych&#13;
pism. Materiały drobne, nie użyte do Kieleckiego, przeważnie muzyczne.&#13;
Z obu tych tek [tj. 13 i 14] żadnej osobnej pracy, nawet drobnej, zlepić&#13;
nie można, lecz jako materiały cząstkowe do czyjejś pracy dodatkowo&#13;
przydać się mogą.”&#13;
Obecnie w tece znajdują się przede wszystkim Kolbergowskie czystopisy pieśni i melodii (ponad 800), pochodzących z jego badań terenowych&#13;
w Kieleckiem, ponadto Kolbergowskie zapisy bajek, zagadek i przysłów&#13;
z Kieleckiego, rękopisy Władysława Siarkowskiego (przysłowia i Mapka&#13;
etnograficzna okolicy kieleckiej) oraz opis zwyczajów sobótkowych zanotowany na prośbę W. Siarkowskiego przez jednego z alumnów seminarium duchownego z Kielc. Poza rękopisami w tece znajdują się liczne&#13;
egzemplarze czasopism, w tym „Gazety Kieleckiej” z roku 1874 i „Ogniska&#13;
Domowego” z roku 1876 z artykułami W. Siarkowskiego. Część materiałów z tej teki wykorzystał Kolberg w monografii Kieleckiego (T. 18–19),&#13;
znaczna część opublikowana została w suplemencie do niej (T. 76), nieliczne zapisy pochodzące z innych regionów (Krakowskie, Przemyskie)&#13;
zamieszczono w odpowiednich tomach zgodnie z ich pochodzeniem regionalnym (T. 73 i 83).&#13;
&#13;
236&#13;
&#13;
�Teka 15. Tarnów, Rzeszów&#13;
Sygn. Archiwum PTL: 1204–1207, łącznie kart 208.&#13;
Tytuł Kolberga z r. 1886: Tarnów. Rzeszów, opis zawartości: „Część&#13;
Jasielskiego i Sandeckiego. Pieśni z nutą, trochę szczegółów z życia ludu&#13;
i varia. Odpisy (np. o kuligu itd.)”.&#13;
Opis Kopernickiego z r. 1890: „a) Spory zbiór pieśni z melodiami z dodatkiem drobnych notatek etnograf. wszelkiego rodzaju na świstkach; b) wypisy z rozmaitych źródeł – niewiele; c) wycinki z gazet – kilku”.&#13;
Obecnie w tece, zgodnie ze skrótowym wyliczeniem Kolberga i Kopernickiego, znajdują się rękopisy i wycinki z prasy w większości dotyczące&#13;
regionu określonego tytułem, te wydane zostały w T. 48 Tarnowskie-Rzeszowskie. Ponadto są tam także zapisy terenowe pieśni i melodii&#13;
z Sanockiego, z Rusi Czerwonej, z Przemyskiego, Krakowskiego, Lubelskiego i Mazowsza zamieszczone w odpowiednich monografiach i suplementach (T. 49–50, 56–57, 73, 75, 80 i 83). W tece znajdują się również&#13;
nieliczne kopie wykonane przez S. Udzielę, który znaczną część tekstów&#13;
i melodii z tej teki wydał drukiem pt. Tarnów–Rzeszów w tomie XI „Materiałów Antropologiczno-Archeologicznych i Etnograficznych” w r. 1910.&#13;
Ponadto przechowywany jest tu obszerny rękopis nieznanego autora pt.&#13;
Lud nasz, jego wiara, podania, zwyczaje etc. liczący 55 kart. Notatki&#13;
w nim zawarte w większości zamieszczone zostały w tomie Tarnowskie-Rzeszowskie (T. 48).&#13;
Teka 16. Radom, Opatów, Sandomierz&#13;
Sygn. Archiwum PTL: 1208–1213, łącznie kart 148.&#13;
Tytuł Kolberga z r. 1886: Sandomierskie (Radom, Końskie, Opoczno,&#13;
Opatów, Sandomierz), opis zawartości: „Pieśni z nutą, wesela, zwyczaje,&#13;
powieści, przesądy itp. Wypisy. Z części materiałów wydane zostało w r.&#13;
1865 z własnych funduszów dzieło Lud, seria II (Sandomierskie).”&#13;
Opis Kopernickiego z r. 1890: „Resztki od Radomskiego i Sandomierskiego, składają się z: a) materiały oryginalne (opis 1–2 wesel, dość sporo pieśni,&#13;
tańce, po największej części przekreślone, więc już drukowane), rozmaite&#13;
notatki drobne, b) wypisy i wycinki małej wagi i niewiele; c) trochę wycinków i n[umer]a gazet. Nb. korzyść taka jak z teki 14 (Kieleckie)”.&#13;
Obecnie w tece znajdują się materiały opublikowane przez Kolberga w tomach Sandomierskie (T. 2) i Radomskie (T. 20–21). Są to zapisy&#13;
237&#13;
&#13;
�terenowe pieśni, melodii i bajek, a także opisy wesel, ponadto pieśni zredagowane już do druku i duży zespół melodii tanecznych. Zapisy nie wydane&#13;
przez Kolberga zostały zamieszczone głównie w suplemencie do Radomskiego (T. 77).&#13;
W tece tej przechowywany jest także obszerny zespół tekstów przyśpiewek pt. Obertasy i mazurki, nie wymieniony przez Kolberga ani&#13;
przez Kopernickiego. Jest on skorelowany z rękopisem melodii tanecznych znajdującym się w tece 33 Miscellanea. Na 24 kartach spisanych&#13;
jest ponad 1800 przyśpiewek pochodzących w większości z badań terenowych Kolberga na terenie Królestwa Polskiego, tj. z Mazowsza, Lubelskiego, Radomskiego, Sandomierskiego, Kieleckiego, Kaliskiego i Kujaw,&#13;
nieliczne pochodzą z Wielkopolski (22 teksty). Znaczna część opublikowana jest przez Kolberga w różnych tomach, pozostałe zamieszczono razem&#13;
z melodiami w odpowiednich monografiach lub w suplementach do nich&#13;
(T. 71–80).&#13;
Teka 17. Lublin, Biłgoraj&#13;
Sygn. Archiwum PTL: 1214–1222, łącznie kart 106.&#13;
W spisie Kolberga z r. 1886 tytuł: Lubelskie (Lublin, Lubartów, Krasnystaw, Zamość, Janów), opis zawartości: „Odpadki nieliczne od monografii,&#13;
której dwa tomy wyszły z druku z pomocą Akademii w latach 1883 i 1884&#13;
jako Lud, seria XVI i XVII”.&#13;
Opis Kopernickiego z r. 1890: „Same odpadki bez żadnej wartości, poprzekreślane przez samego O.K., więc albo drukowane w Lubelskiem, albo&#13;
przez niegoż odrzucone”.&#13;
Obecnie w tece 17 znajdują się rękopisy terenowe i czystopisy Kolberga&#13;
związane z Lubelskiem, rękopisy W. Ciesielskiego i jego rysunki dotyczące&#13;
również tego regionu oraz nieliczne zapisy folkloru pochodzące z Chełmskiego. Znaczną część materiałów z teki 17 wykorzystał Kolberg w monografii Lubelskie (T. 16–17), pozostałe są opublikowane w suplemencie do&#13;
tej monografii (T. 75) i w suplemencie do Chełmskiego (T. 82). W suplemencie do Lubelskiego zamieszczono także 26 rycin Ciesielskiego wraz z ich&#13;
opisem autorskim i krytycznymi komentarzami Wilhelma Kolberga. W tece&#13;
17 przechowywane były również listy Ciesielskiego do Kolberga, w r. 1963&#13;
zostały one przekazane do Biblioteki PAN w Krakowie i tam włączone do&#13;
teki z korespondencją Kolberga (sygn. 2185/1, k. 99–108).&#13;
238&#13;
&#13;
�Teka 18. Ruś Czerwona, Jasło, Sanok, Sambor, Przemyśl&#13;
Sygn. Archiwum PTL: 1223–1229, łącznie kart 93.&#13;
Tytuł Kolberga z r. 1886: Ruś Czerwona I (Jasło, Sanok, Sambor, Przemyśl), opis zawartości: „Wycinki i wypisy (głównie z czasopisma ros[yjskiego] »Cztienia«). Pieśni, tańce, zwyczaje, wesela, przesądy, baśni itp., Łemki,&#13;
Górale nadgraniczni (opis Torońskiego). Materiały w znacznej ilości do kilkotomowej monografii nagromadzone.”&#13;
Opis Kopernickiego z r. 1890 nie zachował się, obecnej zawartości teki&#13;
18 dotyczyć mogą w części notatki Kopernickiego znajdujące się dziś w tece&#13;
38 i przytoczone tu jako opis rękopisów z teki 34 (zob. niżej). Część rękopisów znajdujących się pierwotnie w tece 18, a później w tece 34, obecnie&#13;
przechowywana jest w tekach Podkarpacie ukraińskie (sygn. 3195–3201&#13;
w zbiorach BN PAU i PAN).&#13;
Jan Biela opracowujący do druku zapisy z teki 18 w swoim wstępie 1 datowanym „Lwów, we wrześniu 1911” wymienia poza rękopisami Kolberga&#13;
i innych osób także druk: „Kazki zobraw Ignatij z Nikołowicz (Karpiński&#13;
w Samborskiem – [dopisek Kolberga]) nakładem Jakoba Sawczyńskoho,&#13;
Lwow 1861, stron 98, 8o . Mieści się tutaj 26 podań ludowych, drukowanych&#13;
cyrylicą. Tytuł zbiorku i nagłówki poszczególnych kazek przepisał Kolberg ołówkiem w alfabecie łacińsko-polskim i dodał po prze[d]mowie spis&#13;
rzeczy.” Następnie Biela wymienia jeszcze: „Rękopis z r. 1745 obejmujący&#13;
17 kart in folio. Z tych trzy niezapisane, reszta zawiera Pretensje dóbr wsi&#13;
Olszanicy i Serednicy na groncie spisane anno 1745, tudzież Kontrakt&#13;
trzyletni browarni Olszanicy in a[nno] 1745”.&#13;
Obecnie w tece 18 znajdują się pieśni z Krynicy w zapisach terenowych Kolberga, jego odpisy tekstów ze zbiorów: Ż. Paulego Pieśni&#13;
ludu ruskiego w Galicji i J. F. Hołowackiego Narodnyja pieśni Galickoj i Ugorskoj Rusi („Cztienia” 1863–1867 i 1870), opis wesela z okolic Dubiecka w rkp. nieznanego autora, Ruskoje wesile J. Łozińskiego&#13;
(Przemyśl 1835) w przekładzie Kolberga oraz nieco wycinków z prasy&#13;
i notatek. Nie ma natomiast w spuś­c iźnie Kolberga wymienionych przez&#13;
J. Bielę dokumentów z połowy XVIII wieku dotyczących Olszanicy i Serednicy (pow. Lesko) oraz drukowanego zbioru Kazki (Lwów 1861) Ihnatija z Nikołowicz (Karpińskiego). Wymieniony przez Kolberga „opis&#13;
Torońskiego”, tj. odpis artykułu A.J. Torońskiego Rusiny–Lemki z Zorji&#13;
1&#13;
&#13;
Rkp. wstępu J. Bieli znajduje się w tece 18a, sygn. Arch. PTL 1230, k. 1-3.&#13;
&#13;
239&#13;
&#13;
�halickiej, znajduje się w zbiorach BN PAU i PAN w tece o sygnaturze&#13;
3201 (zob. niżej).&#13;
Przechowywane w tece 18. materiały opublikowane zostały w tomach:&#13;
Góry i Podgórze (T. 44–45), Sanockie-Krośnieńskie (T. 49–50), Ruś Czerwona (T. 56) i w suplemencie do Przemyskiego (T. 83) – tam przekład opisu&#13;
wesela J. Łozińskiego. Zapisy w języku ukraińskim pozbawione not lokalizacyjnych zamieszczono w Materiałach do etnografii Słowian wschodnich&#13;
(T. 58, przygotowany do druku).&#13;
Teka 19. Ruś Czerwona&#13;
Sygn. Archiwum PTL: 1238–1244, łącznie kart 476.&#13;
Tytuł Kolberga z r. 1886: Ruś Czerwona II (Lwów, Żółkiew, Bełz,&#13;
Złoczów), opis zawartości: „Wycinki i wypisy (z różnych pism lwowskich&#13;
i »Cztienii« rosyjskich). Pieśni z nutą, tańce, zwyczaje. Materiał najobficiej z Złoczowskiego (mianowicie z Zadwórza, Jaryczewa, Oleska itd.)&#13;
zebrany”.&#13;
Opis Kopernickiego z r. 1890: „a) Materiały ogólnie tyczące się R. Czerwonej, składają się: 1. z małej ilości oryginalnych, przeważnie pieśni,&#13;
wartość niewielka, 2. wypisy z rozmaitych źródeł, przeważnie pieśni z Hołowackiego »Cztenija«; b) Ze Lwowa i okolic odrobina oryginalnych bardzo&#13;
małej wartości, przeważnie piosnki z melodiami, trochę wypisów z rozm.&#13;
miejsc, również niewiele warte; c) z p[owia]tu żółkiewskiego oryginalnych&#13;
materiałów garstka, przeważnie piosnki z melodiami, moc pieśni wypisanych z Hołowackiego, Wacława z Oleska i Ż. Paulego; d) Z p[owia]tu złoczowskiego bardzo bogaty zbiór pieśni spisanych przez siebie we wsiach&#13;
Zadwórze i Ubinie, z dodatkiem innych zapisków etnograficznych, wypisy&#13;
pieśni z Hołowackiego, W. z Ol[eska] i Ż. Paulego.”&#13;
Materiały z teki 19 przygotowywał do druku W. Grzegorzewicz w r. 1902&#13;
i wśród rękopisów Kolberga znajdują się liczne sporządzane przez niego&#13;
kopie, opracowania tego jednak wtedy nie wydano. W nielicznych przypadkach, gdy nie zachowały się oryginały, tj. rękopisy Kolberga, kopie Grzegorzewicza traktowane były jako źródło w czasie przygotowywania do druku&#13;
odpowiednich tomów Dzieł wszystkich. Rękopisy w tece Grzegorzewicz&#13;
ułożył według powiatów, posługując się notami lokalizacyjnymi Kolberga,&#13;
a w obrębie materiałów z jednego powiatu rzeczowo zgodnie z planem&#13;
tomów Ludu.&#13;
240&#13;
&#13;
�Obecnie w tece znajdują się wskazane przez Kopernickiego rękopisy&#13;
dotyczące Rusi Czerwonej, są to zapisy terenowe tekstów i melodii wykonane przez Kolberga przede wszystkim w Zadwórzu, Ubiniu i Lubszy, oraz odpisy ze zbiorów pieśni J. F. Hołowackiego i Ż. Paulego. Są też tam nieliczne&#13;
notatki Kolberga z czasopism i innych publikacji na temat Rusi Czerwonej.&#13;
Wszystkie materiały z tytułowego regionu zostały opublikowane w tomach&#13;
Ruś Czerwona (T. 56–57). Materiały z innych regionów zamieścił Kolberg&#13;
w Chełmskiem (T. 34) oraz w Pokuciu (T. 30), pozostałe opublikowano&#13;
w Sanockiem-Krośnieńskiem (T. 49–51) i Rusi Karpackiej (T. 54–55), a pojedyncze zapisy z Wołynia w suplemencie do tego regionu (T. 84).&#13;
Teka 20. Ruś Czerwona III, Stryj, Brzeżany, Stanisławów, Tarnopol,&#13;
Czortków, Bukowina, Pokucie, Ruś Węgierska&#13;
Sygn. Archiwum PTL: 1245–1257, łącznie kart 693.&#13;
Tytuł Kolberga z r. 1886: Ruś Czerwona III (Stryj, Brzeżany, Podole galicyjskie), opis zawartości: „Wypisy i notaty. Pieśni z nutami, wesela, tańce&#13;
(z Barysza, Buczacza). Bojki, ich zwyczaje. A nadto: część Bukowiny i Rusi&#13;
węgierskiej (z »Cztieni«).” Na oryginalnej okładce teki nad tytułem zapisanym przez Kolberga dwie notatki dwu różnych nieznanych osób: „Kolberg”&#13;
i „Grzegorzewicz”.&#13;
Opis Kopernickiego z r. 1890: „1. Stryj (Bojki) – Orygin[alnych] mater[iałów] bardzo mało i niewielkiej wartości, wypisy, moc z Hołowackiego&#13;
i innych; 2. Brzeżany – orygin[alnych] prawie nic, wypisy ciekawe; 3. Stanisławów – orygin[alne] materiały bardzo dobre (pieśni, wesele, rozmaite&#13;
drobne wiadomości spisane w Baryszu), wypisów niewiele z Hołow[ackiego]; 4. Tarnopol – same wypisy! z Hołowack. [i z] »Zorzy« 1860 złą fonetyką;&#13;
5. Czortków – same wypisy, parę piosnek oryg[inalnych] licho zapisanych&#13;
przez kogoś i przysłanych; 6. Bukowina – same wypisy z Hołow[ackiego],&#13;
i tego bardzo niewiele, wycinki o rabinie sadogórskim; 7. Ruś Węgierska –&#13;
same wypisy z Hołowackiego, do nich zamieszały się widocznie pieśni z Pokucia, poprzekreślane, więc zapewne już drukowane. Ergo: tylko materiały&#13;
z Barysza utworzą całość dość pokaźną i cenną, jako cząstkowy materiał do&#13;
artykułu w »Zbiorze Wiadom.« lub rozdziału w Materiałach drobniejszych&#13;
O.K. osobno wydanych.”&#13;
Obecnie w tece 20 znajdują się rękopisy terenowe Kolberga, głównie&#13;
z Barysza, oraz jego odpisy z różnych druków, m.in. transkrypcja artykułu&#13;
241&#13;
&#13;
�J. Łozińskiego Hałahiwki drukowanego w pracy zbiorowej Zorja halickaja jako album na hod 1860, większość stanowią odpisy pieśni ze zbiorów&#13;
W. Zaleskiego, Ż. Paulego i J. F. Hołowackiego. W rękopisach terenowych&#13;
Kolberga liczne są szkice zabudowań, sprzętów i ubiorów. Przeważającą&#13;
część stanowią materiały dotyczące Rusi Czerwonej i Podola (T. 56–57&#13;
i T. 47), ale są także pochodzące z Wołynia (T. 36) i z Białorusi (T. 52).&#13;
Znaczna część odpisów z drukowanych zbiorów pieśni nie ma not lokalizacyjnych, te zamieszczono w Materiałach do etnografii Słowian wschodnich&#13;
(T. 58, przygotowany do druku). Ponadto w tece 20 znajdują się rękopisy&#13;
ze zbiorów A. Kucharskiego z zapisami pieśni słowackich opublikowane&#13;
w Materiałach do etnografii Słowian zachodnich i południowych, cz.&#13;
II Czechy, Słowacja (T. 59/II) oraz dotyczące Bojków, które zamieszczono&#13;
w Rusi Karpackiej (T. 54).&#13;
Materiały z teki 20 przygotowywał do druku w latach 1901–1902 Wojciech Grzegorzewicz, jednak jego opracowania wówczas nie wydano. Podobnie jak w tece 19 również i w tej ułożył materiały według powiatów,&#13;
których dotyczyły zawarte w tece rękopisy, a następnie rzeczowo. W tece&#13;
20 znajdują się wykonane przez niego liczne kopie rękopisów Kolberga.&#13;
W niewielu przypadkach, gdy nie zachowały się oryginały, kopie Grzegorzewicza w czasie przygotowywania do druku odpowiednich tomów Dzieł&#13;
wszystkich traktowane były jako źródło.&#13;
Teka 21/22. Pokucie&#13;
Sygn. Archiwum PTL: 1258–1260, łącznie kart 175.&#13;
W spisie Kolberga z r. 1886 były to dwie osobne teki z tytułami Pokucie I i Pokucie II. Opis zawartości pierwszej: „Notaty, wypisy i odpadki&#13;
materiałów z Kołomyi, Horodenki, Czortowca, Jasienowa itd. użytych do&#13;
monografii, którą z własnych funduszów wydałem w latach 1882 i 1883&#13;
pt. Pokucie tom 1 i 2.” Opis drugiej: „Wypisy i wycinki. Przesądy, czary,&#13;
podania i kazki. Obejmuje wraz z tańcami obfity materiał do tomu 3 Pokucia1.”&#13;
W opisie Kopernickiego z r. 1890 teki są połączone i opisane jako jedna:&#13;
„Same odpadki od Pokucia, zupełnie nie do użycia, chyba jako dodatkowy&#13;
niby materiał do prac innych, np. kilka piosnek huculskich w rękopismie&#13;
1 W latach 1888 i 1889, już po sporządzeniu przytaczanego tu spisu, Kolberg wydał III i IV&#13;
część Pokucia (T.31-32),&#13;
&#13;
242&#13;
&#13;
�nauczyciela z Ispasa; oryginal[ne:] a) rękopism z Ispasa, b) notatki i bruliony&#13;
O.K. o wystawie kołomyjskiej, c) kilka piosnek i innych drobnych rzeczy,&#13;
podobno zużytkowanych już w Pokuciu; wypisy, nic ważnego, ciekawy&#13;
przekład z czeskiego Wagilewicza rozprawy o Bojkach i Hucułach i Biłousa z ruskiego o kupale.” Na obwolucie dodatkowa notatka Kopernickiego&#13;
o rękopisie Jurczenki z Ispasa: „Miedzy nimi nie użyte pieśni huculskie&#13;
z Kosmacza i Brustur”.&#13;
Obecnie w tece znajdują się dwa rękopisy Bazylego Jurczeńki, nauczyciela z Ispasa, prezentowane na wystawie etnograficznej w Kołomyi i przekazane Kolbergowi przez jej komitet organizacyjny: obszerny rękopis Pieśni&#13;
(62 karty) i początek rękopisu bajek. Zachowały się także wymienione przez&#13;
Kopernickiego Kolbergowskie przekłady rozpraw J. Wagilewicza o Bojkach,&#13;
o Hucułach i na temat wierzeń drukowane w „Časopisie Českého Museum”&#13;
w latach 1838–1841 i przekład (w znacznej części transkrypcja) rozprawy&#13;
o obchodach kupały wydanej we Lwowie w 1861 r. (prawdopodobnie autorstwa F. Biłousa). Ponadto w tece tej przechowywane są obszerne odpisy&#13;
przyśpiewek ze zbiorów Ż. Paulego i J. F. Hołowackiego. Te materiały zostały wykorzystane przez Kolberga przede wszystkim w Pokuciu (T. 30–32),&#13;
a w Dziełach wszystkich w tomach Podole (T. 47), Ruś Karpacka (T. 54–&#13;
–55), Białoruś (T. 52), a także w suplementach do Pokucia (T. 81), Przemyskiego (T. 83) i Wołynia (T. 84). Teksty ukraińskie nie mające not lokalizacyjnych zamieszczono w Materiałach do etnografii Słowian Wschodnich&#13;
(T. 58, przygotowany do druku). Z redagowaniem Pokucia związane są&#13;
znajdujące się tu trzy listy pytań dotyczące różnych problemów etnograficznych, opublikowano je w aneksach w suplemencie do Pokucia (T. 81)&#13;
jako przykłady metod pracy Kolberga. W tece 21/22 znajduje się też rękopis&#13;
W. Dundera z pieśniami ukraińskimi i czeskimi, wydanymi odpowiednio&#13;
do swego pochodzenia w tomie Materiały do etnografii Słowian zachodnich, cz. II Czechy, Słowacja (T. 59/II) i Materiały do etnografii Słowian&#13;
wschodnich (T. 58, przygotowany do druku).&#13;
W r. 1904 pieśni z rkp. B. Jurczeńki pochodzące z Huculszczyzny, wydał&#13;
S. Zdziarski pt. Pokucie w tomie VII „Materiałów Antropologiczno-Archeologicznych i Etnograficznych”. W Dziełach wszystkich teksty te zamieszczono w Rusi Karpackiej (T. 54–55), podstawą druku były oryginalne zapisy Jurczeńki, a w części ich kopie sporządzone przez Kolberga, niekiedy&#13;
z zapisanymi przez niego melodiami.&#13;
&#13;
243&#13;
&#13;
�Teka 23. Huculi&#13;
Sygn. Archiwum PTL: 1261–1280, łącznie kart 356.&#13;
Tytuł Kolberga z r. 1886: Pokucie III. Hucuły, opis zawartości: „Wycinki&#13;
i odpisy (z Witwickiego, Wagilewicza, Ilkiewicza itd.) Kraj, pieśni, zwyczaje,&#13;
skazki. Opryszki. Monografia znacznie już posunięta naprzód.”&#13;
Opis Kopernickiego z r. 1890: „a) luźne notatki i materiały własne na&#13;
kartkach, ilość niewielka; b) luźne wypisy i wycinki, również niewiele;&#13;
c) materiały uporządkowane i przygotowane do wydania, składają się po&#13;
większej części z wyciągów i wypisów ze źródeł rozmaitych, obok tego jest&#13;
sporo rzeczy oryginalnych przez O. Kolberga zapisanych w Żabiu i Kołomyi&#13;
i nieco przysłanych mu przez osoby miejscowe.”&#13;
Obecnie w tece znajdują się materiały Kolberga z Huculszczyzny, na które składają się jego zapisy terenowe, głównie z Żabiego, rękopisy kilku innych osób, oraz liczne wyciągi i wypisy z druków na temat grup etnicznych&#13;
zasiedlających Karpaty. Kolberg wykorzystał tu prace wydawane w ciągu&#13;
blisko stu lat – od opisu podróży B. Hacqueta z r. 1790 do zbioru pieśni z r.&#13;
1887. Przechowywane są w tej tece także niektóre rękopisy należące do dokumentacji Wystawy Etnograficznej zorganizowanej w Kołomyi w 1880 r.&#13;
Do nich należy m.in. spis 54 okazów z Kosmacza, w którym poza nazwami&#13;
przedmiotów podane są nazwiska wytwórców, ceny i nazwiska właścicieli.&#13;
Kolberg planował wydanie zapisów z Huculszczyzny w ostatniej, piątej części Pokucia i w pewnej części notatki w tece 23. są uporządkowane według&#13;
planu monografii regionalnej i opatrzone tytułami, np.: „Kraj”, „Lud” (tu&#13;
m.in. „Chata”, „Rola”, „Pasterstwo”), „Zwyczaje przy uroczystościach”, „Boże&#13;
Narodzenie”. Większość zgromadzonych materiałów została zamieszczona&#13;
w tomach Ruś Karpacka (T. 54–55), ponadto w tomach Ruś Czerwona&#13;
(T. 56–57) i w suplemencie do Przemyskiego (T. 83). Kilka pieśni wydrukował Kolberg wcześniej w monografii Pokucia (T. 30 i 31).&#13;
Teka 24. Podole&#13;
Sygn. Archiwum PTL: 1281–1284, łącznie kart 75.&#13;
Tytuł Kolberga z r. 1886: Podole rosyjskie, opis zawartości: „Kilkadziesiąt&#13;
pieśni z nutami. Wycinki, wypisy (z Rollego itd.) i wskazówki bibliograficzne.”&#13;
Opis Kopernickiego z r. 1890: „Zupełnie do niczego. Zawiera trochę wypisów i wycinków o Podolu i garstkę materiałów, tj. pieśni z melodiami&#13;
i innych drobnych zapisków, które już użyte do artykułu drukowanego&#13;
244&#13;
&#13;
�w »Zbiorze Wiadomości«, do nich należą i piosnki z Pobereża przez dra&#13;
Szopowicza przysłane. W dodatku jest rękopism niewielki jakiejś rozprawki niby historycznej o Podolu przez Jaroszewicza. Można to oddać do Bibl.&#13;
Jagiellońskiej.”&#13;
Obecnie w tece znajdują się rękopisy pieśni (teksty i melodie) z Podola&#13;
zapisane przez Kolberga ze słuchu i wydane przez niego w r. 1888 w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej”, jego notatki z publikacji oraz&#13;
egzemplarze gazet z artykułami na temat regionu. Materiały te zamieszczono w tomie Podole (T. 47). Ponadto w tece przechowywany jest wspomniany przez Kopernickiego rękopis J. Jaroszewicza Pogląd etnograficzno-historyczny na Podole, pominięty w tomie 47 Dzieł, ponieważ nie ma&#13;
wartości jako źródło etnograficzne lub historyczne. Rękopis Z. Moszyńskiej&#13;
z pieśniami z Pobereża i jego kopia wykonana przez H. Szopowicza, wymienione przez Kopernickiego, zostały przeniesione do teki 25 Ukraina,&#13;
ale nie wiadomo przez kogo i kiedy. Nieliczne zapisy pieśni z Mazowsza&#13;
zamieścił Kolberg w monografii tego regionu (T. 28), pozostałe spoza Podola&#13;
drukowane są w tomach Mazury pruskie (T. 40) i Mazowsze cz. VII (T. 42),&#13;
a ukraińskie pozbawione not lokalizacyjnych zamieszczono w Materiałach&#13;
do etnografii Słowian wschodnich (T. 58, przygotowany do druku).&#13;
Teka 25. Ukraina&#13;
Sygn. Archiwum PTL: 1285-1289, łącznie kart 184.&#13;
Tytuł Kolberga z r. 1886 także: Ukraina, opis zawartości: „Wypisy i notaty. Nieco pieśni z nutami. Drobiazgi. Rękopis po śp. Nowosielskim (Marcinkowskim) pozostały jako tom 3 jego Ukrainy (dwa pierwsze tomy wyszły&#13;
z druku w Wilnie) obejmujący pieśni i opis wesela (aneks)”.&#13;
Opis Kopernickiego z r. 1890: „a) Materiały oryginalne składają się jedynie ze zbioru melodyj i pieśni spisanych przez samego O.K. w Warszawie&#13;
od służby dworskiej mieszkających tam panów ukraińskich. Przydadzą się&#13;
jako uzupełnienie zbioru p. Zimmerowej w »Zbiorze Wiadom.«, albo do&#13;
innej podobnej pracy; b) wypisy, wycinki i notatki z najrozmaitszych źródeł,&#13;
ostatnie niezmiernie cenne dla każdego, kto pracuje nad etnografią Ukrainy.&#13;
Nb. Te rzeczy warto wybrać i oddać do użytku p. Z. Wolskiego dla zamierzonej przez niego bibliografii etnograficznej polskiej.”&#13;
Na obwolucie podteczki o sygn. 1285 notatki Kopernickiego: „Melodie i pieśni ukraińskie po największej części spisane przez samego O. K.&#13;
245&#13;
&#13;
�w Warszawie od służby dworskiej panów ukraińskich tam mieszkających,&#13;
np. podobno p. Tytusa Piotrowskiego z Rozalówki w pow. kijowskim (mylnie zaznaczono: w owruckiem gub. mińskiej!). Nieco piosenek przysłanych&#13;
mu przez inne osoby. Nb. nie ma zeszytu spisanego przez p. Leokadię Kopernicką, bratową moją, który posłałem Kolb. z Kijowa w r. 1858 czy 59.”&#13;
Obecnie w tece znajdują się materiały wymienione przez Kolberga&#13;
oraz druk: Pieśni ludu ukraińskiego. Dumki na fortepian, w opracowaniu P. Leo­narda (Warszawa 1856), zawierający 35 utworów. Nie ma dziś&#13;
w spuściźnie Kolberga rękopisu A. Marcinkowskiego wymienionego wyżej w opisie zawartości tej teki. W roku 1883 obok informacji o rękopisie&#13;
Marcinkowskiego Kolberg odnotował: „w ręku dra Kopernickiego” (notatka&#13;
w spisie tek z 7 maja 1883, rkp. w BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 72), jednak&#13;
w późniejszych spisach tek z lat 1886 i 1887 rękopis Marcinkowskiego jest&#13;
wymieniany jako znajdujący się w tece 25. Ponieważ notatki Kopernickiego na temat zawartości teki 25 są niepełne, dotyczą tylko jej części, nie&#13;
wiadomo czy rękopis ten znajdował się w tece w czasie, gdy opiekował&#13;
się nią Kopernicki, czy został z teki wyjęty jeszcze przez Kolberga, czy później przez inne osoby. Brak również informacji o rękopisie L. Kopernickiej,&#13;
wspomnianym przez I. Kopernickiego.&#13;
Pieśni i melodie ukraińskie zapisane przez Kolberga zostały zamieszczone w kilku tomach: Wołyń (T. 36 i 84 ), Podole (T. 47), Białoruś-Polesie&#13;
(T. 52) oraz Materiały do etnografii Słowian wschodnich (T. 58, przygotowany do druku). Również w tych tomach zostały wydane nieliczne w tej&#13;
tece odpisy pieśni ze zbiorów innych autorów (m.in. Mykoły Łysenki) i rękopisy innych osób, np. pieśni z Podola zapisane przez Z. Moszyńską.&#13;
Teka 26&#13;
Zawartość dawnej teki nr 26 podzielona jest obecnie na dwie jednostki&#13;
archiwalne znajdujące się w zbiorach BN PAU i PAN (sygn. 3206 i 3207).&#13;
Tytuł Kolberga z r. 1886: Wołyń, opis zawartości: „Wycinki, wypisy i notaty. Wesela, pieśni, zwyczaje, tańce i muzyka od Kowla, Łucka, Żytomierza&#13;
i Zwiahla”.&#13;
Opis Kopernickiego z r. 1890: „a) Moc wielka pieśni z melodiami spisanych przez samego O.K. w okolicach Kowla (najwięcej), Lubomli, Dubna&#13;
i Żytomierza, miedzy nimi jest parę opisów wesel, tańce, trochę innych&#13;
materiałów i notatek. Nb. można złożyć z tego cały tom niezbyt szczupły;&#13;
246&#13;
&#13;
�b) Wypisy, wycinki i notatki z rozmaitych źródeł, stosunkowo do oryginalnych w liczbie niewielkiej; c) Rękopism oprawny Prusinowskiego, bajki wołyńskie, spisane przez niego w r. 1835 i opowiedziane przez niego, bardzo&#13;
ciekawe i warte rychłego wydania w »Zbiorze Wiadom.«.”&#13;
W inwentarzu sporządzonym w 1934 r. przez Komisję Etnograficzną&#13;
PAU odnotowano brak tej teki, być może była już wówczas przekazana do&#13;
Biblioteki PAU.&#13;
Zachowane rękopisy z dawnej teki 26 znajdują się obecnie w BN PAU&#13;
i PAN w dwu zespołach wymienionych wyżej.&#13;
Teka 27&#13;
Zawartość danej teki nr 27 podzielona jest obecnie na cztery jednostki archiwalne znajdujące się w zbiorach BN PAU i PAN (sygn. 3202–3205), zaś&#13;
materiały ikonograficzne znajdują się w tece rycin w Archiwum PTL (teka&#13;
47, sygn. 1354/III).&#13;
W spisie Kolberga z r. 1886 tytuł: Ruś Chełmska i Podlaska, opis zawartości: „Wypisy i bibliografia. Materiały wzięte z Gołębiowskiego, Kunickiego&#13;
itd. Inne zebrane i dostarczone na miejscu w obfitości wraz z notatami dotyczącymi języka. Monografia uporządkowana i przygotowana do druku”.&#13;
Opis Kopernickiego z r. 1890: „a) Kupa odpadków wszelkich od tomu&#13;
I-go [tj. Chełmskiego cz. I, T. 33], b) pieśni i tańce z grubsza uporządkowane,&#13;
materiały na tom II, c) wierzenia, czary, wróżby, przysłowia, bajki, materiały na tom III.”&#13;
Zachowane rękopisy z tej teki znajdują się w czterech zespołach wymienionych wyżej oraz w tece 47.&#13;
Teka 28. Polesie&#13;
Sygn. Archiwum PTL: 1290–1291, łącznie kart 97.&#13;
Tytuł Kolberga z r. 1886: Polesie wołyńskie i Pińszczyzna, opis zawartości: „Wypisy różne (przeważnie z Zienkiewicza). Nieco oryginalnych&#13;
pieśni i nut. Wycinki i wskazówki bibliograficzne”.&#13;
Opis Kopernickiego z r. 1890: „1) 3–4 melodie z Mozyrskiego i Owruckiego, które znalazłem zabłąkane w tece Wołynia i tu przełożyłem; 2) jakaś bajeczka o Żydzie (z Kobryńskiego) zapisana przez samego O.K. Resztą&#13;
są to tylko wypisane z dzieła R. Zieńkiewicza (wszystkie podobno) pieśni&#13;
zwyczajne i obrzędowe, bez żadnej melodii, w dodatku wypisy i notatki&#13;
247&#13;
&#13;
�z rozmaitych źródeł. Na koniec niewielka paczka pieśni przez kogoś spisana w Borowej w Pińszczyźnie. Nie wiadomo, czy dobrze, bo językiem&#13;
wołyńskim, lecz nie poleskim, białoruskim, zupełnie odmiennym od Zieńkiewicza. Te pieśni wszystkie były już drukowane w XIII tomie »Zbioru&#13;
Wiadomości« i na rękopisie poprzekreślane. Wszystkie wyrzuciłem. Ostatecznie w tej tece nic nie ma oprócz przepisanego Zieńkiewicza, i to podobno z błędami fonetycznymi.”&#13;
Obecnie w tece znajdują się Kolbergowskie odpisy ze zbioru R. Zienkiewicza Piosenki gminne ludu pińskiego (Kowno 1851), nieliczne zapisy melodii&#13;
wykonane przez Kolberga, odpisane przez niego fragmenty artykułów z prasy&#13;
i noty bibliograficzne prac odnoszących się do Polesia. Materiały te zostały&#13;
wydane w tomie Białoruś-Polesie (T. 52) razem z innymi związanymi z Białorusią, tylko dwie pieśni zamieszczono w suplemencie do Wołynia (T. 84).&#13;
Teka 29. Białoruś, Grodno&#13;
Sygn. Archiwum PTL: 1291–1297, łącznie kart 155.&#13;
Tytuł Kolberga z r. 1886: Białoruś (Grodno, Mińsk, Witebsk), opis zawartości: „Zwyczaje, obrzędy, pieśni, notaty, wypisy (przeważnie z ros. Statisticzeskije opisanie guberni grodzieńskiej).”&#13;
Opis Kopernickiego z r. 1890: „Jest kilkadziesiąt melodyj pieśni z rozmaitych stron jako materiał oryginalny. Reszta same wypisy i notatki. NB. jedna kolęda łotewska, którą można będzie dołączyć do pracy p. Ulanowskiej.”&#13;
Obecnie w tece przechowywane są rękopisy Kolberga dotyczące głównie Białorusi i Litwy, a nieliczne także Mazowsza i Radomskiego. M.in.&#13;
znajduje się tu zeszyt z zapisami pieśni weselnych z Białorusi z okolic Witebska i z pieśniami z Radomskiego oraz z innych regionów (sygn. 1295).&#13;
Są to prawdopodobnie najwcześniejsze Kolbergowskie zapisy folkloru.&#13;
W tece są także noty bibliograficzne, wypisy i notatki z artykułów w czasopismach i z prac zwartych, m.in. z Ludu Gołębiowskiego i z publikacji&#13;
E. Orzeszkowej oraz wycinki z gazet. Spośród nielicznych rękopisów innych osób wymienić trzeba obszerny artykuł F. Staszica Wycieczka nad&#13;
brzegi Berezyny (drukowany w „Tygodniku Ilustrowanym” w r. 1863).&#13;
Rękopis Kolbergowskiego tłumaczenia fragmentów pracy P. Bobrowskiego Grodnenskaja gubernija …, wspomnianego przez Kolberga jako Statisticzeskije opisanie…, wydanej w Petersburgu w 1863 r., znajduje się&#13;
obecnie w tece Miscellanea, sygn. 2184 (dawniej 2183) w BN PAU i PAN.&#13;
248&#13;
&#13;
�Opublikowany został w T. 52 Białoruś-Polesie z szerszym komentarzem&#13;
Kolberga na temat rozważań Bobrowskiego o dialektach białoruskich.&#13;
Nieliczne zapisy pieśni wydał Kolberg w Pieśniach ludu polskiego (T.&#13;
1) w 1857 r. Materiały zawarte w tece 29 zostały wykorzystane w T. 52&#13;
Białoruś-Polesie i w T. 53 Litwa oraz w suplemencie do Radomskiego&#13;
(T. 77) i do Mazowsza (T. 80), zapisy pozbawione not lokalizacyjnych zamieszczone są w tomie Materiały do etnografii Słowian wschodnich (T.&#13;
58, przygotowany do druku).&#13;
Teka 30. Litwa&#13;
Sygn. Archiwum PTL: 1298–1302, łącznie kart 312.&#13;
Tytuł Kolberga z r. 1886: Litwa etnograficzna, opis zawartości: „Wycinki i odpisy. Bibliografia dotycząca Litwy i Żmudzi. Spis miejscowości.&#13;
Zwyczaje, podania i legendy litewskie i żmudzkie. Trochę pieśni, przysłów&#13;
i zagadek. Odpadki od artykułu Pieśni litewskie drukowanego [w r. 1879]&#13;
w tomie 4 »Zbioru Wiadomości do Antropologii [Krajowej]«.”&#13;
Opis Kopernickiego z r. 1890: „1) Materiały oryginalne dostarczone przez&#13;
rozmaite osoby, niewiele, lecz są rzeczy ciekawe, z których da się ułożyć&#13;
przyczynek niezły do »Zb. Wiad.«; 2) Rękopismy: a) Akielewicza Dajnes&#13;
žamajtiu, odpis, nie wiadomo czy cały? b) Jaroszewicza Zarysy z czasów&#13;
pogańskiej Litwy; c) O. Kolberga spis bibliograficzny dzieł itd. o Litwie&#13;
jako uzupełnienie pracy Karłowicza; d) jakiś stary rękopis sądowy z Litwy&#13;
z r. 1741 (oddałem do Bibl. Jagiell.); 3) Wypisy, notatki i wycinki z rozm[aitych] źródeł: a) o Litwinach z Augustowskiego i Pruskich; b) o Litwie naszej&#13;
i Żmudzi.” Na obwolucie kart o sygn. 1298 notatka Kopernickiego taka sama&#13;
jak wyżej w punkcie 1, z dopiskiem J. Karłowicza: „Trzeba bardzo ostrożnie&#13;
korzystać z tych przyczynków, J.K.”.&#13;
Obecnie w tece przechowywane są wymienione przez Kopernickiego materiały dotyczące Litwy, oprócz „starego rękopisu sądowego” z 1741 r. oddanego przez niego do Biblioteki Jagiellońskiej. M.in. są to rękopisy M. Akielewicza, J. Jaroszewicza i T. Narbutta, oraz bibliografia opracowana przez&#13;
Kolberga. Wszystkie zapisy dotyczące Litwy są wydane w T. 53. Ponadto są&#13;
w tej tece wycinki z prasy, m.in. z artykułem Kolberga Pieśni ludu polskiego&#13;
i litewskiego zamieszczonym w „Kalendarzu” J. Jaworskiego na rok 1857&#13;
oraz pojedyncze zapisy z Krakowskiego i Mazowsza. Te ostatnie wydane&#13;
w uzupełnieniach do odpowiednich monografii regionalnych (T. 73 i 80).&#13;
249&#13;
&#13;
�Teka 31. Miscellanea&#13;
Sygn. Archiwum PTL: 1303–1304, łącznie kart 62.&#13;
Tytuł Kolberga z r. 1886: Miscellanea I, opis zawartości: „Bibliografia.&#13;
Notatki.” Na okładce teki tytuł ręką Kolberga „Miscellanea. Ukaz o włoś­&#13;
cianach”.&#13;
Opis Kopernickiego z r. 1890: „ 2 arkusze: Spis rzeczy z »Przyjaciela&#13;
Ludu« od r. 1834–1849 jako materiał do literatury etnograficznej; 6 arkuszy&#13;
i kilka kartek z podobnąż notatką z »Bibl. Warsz.«, »Tygodn. Ilustr.« i innych pism oraz o rozmaitych dziełach; na kartkach notatki bibliograficzne&#13;
o muzyce w ogóln. i ludowej w szczególności; kopia podania do Akademii&#13;
Umiejętności dn. 10 II 1873 o stałą subwencję na wydawnictwa po 1000&#13;
złr. na tom; wewnątrz rozmaite listy i dokumenty tyczące się prenumeraty&#13;
na Lud wielkopolski i inne notatki i wiadomości. Druki rozmaite mogące przydać się Bibl. Jagielloń[skiej] i osobom prywatnym.” Ostatnie zdanie&#13;
skreślone i zastąpione notatką: „Odniosłem do Bibl. Jagiell.”.&#13;
Obecnie w tece tej przechowywane są noty bibliograficzne artykułów&#13;
etnograficznych, folklorystycznych i krajoznawczych, a także rycin z wielu roczników prasy polskiej z XIX w. i z prac zwartych, m.in. kompletna&#13;
kwerenda w tym zakresie całości „Przyjaciela Ludu” i wielu wczesnych&#13;
roczników „Kłosów” i „Tygodnika Ilustrowanego” oraz zapisy bibliograficzne artykułów z innych czasopism polskich głównie z lat 1804–1865. Not&#13;
bibliograficznych jest około 1800, są one zamieszczane w spisach „Literatura cytowana i odnotowana przez Kolberga” w tomach 39–84 Dzieł wszystkich, odpowiednio do regionu lub tematu publikacji, której dotyczą. Ponadto w tece 31 znajduje się kilka notatek o muzykach polskich i francuskich,&#13;
spisy kompozytorów polskich – twórców mazurków (zamieszczone w cz. II&#13;
Pism muzycznych) oraz zapiski na temat subskrypcji Poznańskiego. Nie&#13;
ma natomiast wspomnianej przez Kopernickiego kopii pisma w sprawie&#13;
dotacji na druk Ludu. Prawdopodobnie był to dokument znajdujący się&#13;
teraz w zbiorach BN PAU I PAN, opublikowany z tą samą datą (10 II 1873)&#13;
w Korespondencji … cz. I (T. 64). Nie ma też w tece druków, m.in. wymienionego przez Kolberga „Ukazu o włościanach”.&#13;
Teka 32. Teki tej nie ma dziś w spuściźnie Kolberga.&#13;
Tytuł Kolberga z r. 1886: Miscellanea 2, opis zawartości: „Wycinki, odpisy i druki odnoszące się do Górali i Podgórza”.&#13;
250&#13;
&#13;
�Opis Kopernickiego z r. 1890: „Zawierała »Czasu« z r. 1873 nr 119, 121,&#13;
132, 134, 137, 139, 237 i 245, a w nich artykuły ekonomiczne o ludzie&#13;
naszym i wiadomości o »Banasiu«, maniaku religijnym, który wystrzelił&#13;
w Tarnowie do księdza przy ołtarzu. O tymże »Kraj« krakow[ski] z r. 1873&#13;
nr 119. Oprócz tego nr 97 »Czasu« z r. 1875 z artykułem wstępnym czysto&#13;
ekonomicznej [treści]. Ponieważ tedy teka ta nie zawierała zgoła żadnych&#13;
materiałów etnograficznych, więc wszystko z niej zostało wyrzucone, a teka&#13;
ta ze spisu wykreślona.”&#13;
W zachowanych materiałach Kolberga nie ma obecnie druków wymienionych przez Kopernickiego.&#13;
Teka 33. Miscellanea&#13;
Sygn. Archiwum PTL: 1305–1310, łącznie kart 178.&#13;
Tytuł Kolberga z r. 1886: Miscellanea 3, opis zawartości: „Muzykalia, odpadki od serii I (Pieśni ludu polskiego). P[ieśni] żniwiarskie.”&#13;
Opis Kopernickiego z r. 1890: „Muzykalia. Obertasy, pieśni itd. Zawiera&#13;
poprzekreślane, a więc wydane już melodie i pieśni w brulionach najpierwotniejszych, tak jak były zapisywane. Nie tykając ich, zachowałem jako&#13;
autografy i okazy dające wyobrażenie o tym w jaki sposób śp. Oskar Kolberg spisywał te rzeczy z ust ludu.”&#13;
Obecna zawartość teki nie odpowiada notatce Kolberga, a opis Kopernickiego odnieść można raczej do rękopisów z obecnej teki 43 Mis­&#13;
cellanea, gdzie dziś znajdują się właśnie „bruliony najpierwotniejsze”,&#13;
czyli zapisy terenowe Kolberga. W tece 33 przechowywane są teraz również muzykalia, ale są to dwa zespoły czystopisów zestawionych według&#13;
dwu różnych zasad. Jeden, liczący 82 karty, zawiera ponad 3200 melodii.&#13;
Sądzić można, że jest to rodzaj kartoteki, czy „magazynu” melodii tanecznych, do którego Kolberg wpisywał utwory zanotowane w terenie&#13;
przed rokiem 1857 (zob. s. 98-100 w tym tomie). Drugi to karty, na których wpisywał warianty pieśni wybierane według wątków tekstowych,&#13;
z melodiami i notami lokalizacyjnymi. Niektóre z nich mają opracowany&#13;
akompaniament, co świadczy również o wczesnym okresie ich powstania. „Odpadki od serii I” wymienione przez Kolberga to tylko jedna karta&#13;
z charakterystyką niektórych wątków balladowych, notatki te wykorzystano w przypisach źródłowych w tomie Pieśni ludu polskiego. Suplement do t. 1 (T. 80).&#13;
251&#13;
&#13;
�Nie ma dziś w tece zespołu pieśni żniwiarskich wymienionego przez&#13;
Kolberga, nie ma go również jako osobnego rękopisu lub zespołu rękopisów&#13;
w innych tekach.&#13;
Pieśni opracowane na głos z towarzyszeniem fortepianu zostały wydane&#13;
w tomie 67 cz. I i II, pozostałe w odpowiednich monografiach regionalnych.&#13;
Teka 34. Teki tej nie ma dziś w spuściźnie Kolberga.&#13;
Tytuł Kolberga z r. 1886: Miscellanea 4, opis zawartości: „Gry, zabawy,&#13;
tańce”. We wcześniejszym spisie, wykonanym przez Kolberga w 1883 r.&#13;
(rkp. BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 72), teka 34 ma tytuł taki sam, ale inną&#13;
zawartość: „Pieśni żniwiarskie (ogólnopolskie). Odpadki z Poznańskiego,&#13;
spis nazw”. Obok widnieje notatka Kopernickiego: „Sam Kolberg wypróżnił,&#13;
włożywszy natomiast materiały do Sanockiego”.&#13;
Opis Kopernickiego z r. 1890: „Materiały oryginalne: 1. Podgórze polskie (Rymanów, Wzdów, Iwonicz, Dynów), materiały na tomik niewielki. 2.&#13;
Podgórze ruskie od górnego Sanu i Dniestru (Ustrzyki D., Czaszyn, Leszczowate, Boberka), piękne materiały na duży tom lub 2 mniejsze. 3. Górale ruscy (Połonińcy) od Procisnego i Baligrodu, włączy się do mojej monografii&#13;
o Góralach ruskich. 4. Wypisy i notatki rozmaite.”&#13;
Nieco odmienny spis zawartości teki 34 wykonany przez Kopernickiego zachował się w innej tece Micellanea (Arch. PTL, teka 38, sygn. 1335,&#13;
k. 6), włożony do niej zapewne przypadkiem (w tym rkp. błędny numer&#13;
teki: 31 zamiast 34). Kopernicki zapisał tam: „T. 3[4] Sanockie. Jeden egz.&#13;
druk[u] Turowskiego Dodatek do zb. pieśni. Szkice ołówkiem ubiorów ze&#13;
Szczandrówki koło Procisnego i rozmaite notatki. Szkice sprzętów i 2 chaty&#13;
z Procisnego, piec. Ubiory z Procisnego. Wypisy z »Cztienii«, »Tygodn. Il.«&#13;
i inne [z] druk[ów]. Melodie łemkowskie od Szlachtowy, własne czy wypisane? Wypisy z »Wędrowca« r. 1882 nr 12 i 14 pt. Lud u źródeł Sanu&#13;
i Dniestru p. P. Wandę (pseud. Adnaw). 1 egzemplarz Kop[ernickiego] o Góralach ruskich. Na kartkach rozmaite notatki i melodie łemkowskie. Recenzja I. Franko o Kolbergu i moich Góralach. Melodie i pieśni z Wołtuszowy,&#13;
Procisnego, Soliny, mnóstwo melodyj z Sanoczan od pn. Józefy Wunsch&#13;
– pieśni polskie. Obrzędy, chrzciny i pogrzeb. Weselne – Leszcz[owate],&#13;
Czaszyn, Procisne, Chrewt.”&#13;
Przytoczonemu spisowi Kopernickiego odpowiada w znacznej części&#13;
obecna zawartość zespołu rękopisów znajdujących się w zbiorach BN PAU&#13;
252&#13;
&#13;
�i PAN pt.: Podkarpacie polskie, sygn. 3194, i Podkarpacie ukraińskie, sygn.&#13;
3195–3201 (zob. niżej). Nie ma jednak ani tam, ani w innych tekach wskazanych przez Kopernickiego druków: J. K. Turowskiego Dodatek do zbiorów&#13;
pieśni... z r. 1846, Górali ruskich Kopernickiego i dwu recenzji I. Franki&#13;
zamieszczonych w „Kwartalniku Historycznym” w 1889 r., natomiast rkp.&#13;
Józefy Wunsch z Sanoczan jest obecnie w tece 35 Miscellanea.&#13;
W inwentarzu sporządzonym w 1934 r. przez Komisję Etnograficzną&#13;
PAU zawartość teki 34 określona jest krótko: „Gry, zabawy i tańce”, tak jak&#13;
w spisie Kolberga z 1886 r. Nota ta odnosi się do rękopisu przechowywanego teraz w tece Miscellanea, sygn. 2184, w zbiorach BN PAU i PAN. Jest to&#13;
odpis dużych fragmentów opracowania Ł. Gołębiowskiego Gry i zabawy&#13;
różnych stanów... (Warszawa 1831).&#13;
Wymienione przez Kolberga spisy nazw miejscowości z Poznańskiego&#13;
są obecnie w tece 9 Poznańskie. Rękopis pieśni żniwiarskich jako osobny&#13;
zespół nie zachował się w archiwum Kolberga.&#13;
Teka 35 Miscellanea&#13;
Sygn. Archiwum PTL: 1311–1316, łącznie kart 77.&#13;
Tytuł Kolberga z r. 1886: Miscellanea 5, opis zawartości: „Rękopisy&#13;
z druków starych. Wiersze różne.” W spisie tek z roku 1883 (BN PAU i PAN,&#13;
sygn. 2183, k. 74) wymieniona jest jeszcze „Gwara złodziejska”.&#13;
Opis Kopernickiego z r. 1890: „Rozmaite utwory wierszokleckie osób znajomych (R. K[onopki]), n[umery] gazet z drobnymi wiadomościami, zapomniane bruliony własne, poprzekreślane. Wszystko bez żadnej wartości&#13;
– wyrzucone.”&#13;
Obecnie w tece tej znajdują się materiały bardzo zróżnicowane: najliczniejsze to zapisy terenowe Kolberga, głównie z Pokucia, Krakowskiego, Lubelskiego i Poznańskiego, ponadto zaniechane redakcje wstępów&#13;
do Pieśni ludu polskiego (1857) i do Pokucia cz. II (1883), zapisy przysłów&#13;
nieznanego autora, druki związane z subskrypcją Poznańskiego, a także&#13;
kartki z 26 przyśpiewkami ukraińskimi, bez not lokalizacyjnych, w obwolucie z wpisanym przez Kopernickiego tytułem Kryptadia. Być może są to&#13;
w części rękopisy określone przez Kopernickiego jako „zapomniane bruliony własne”. Utworów R. Konopki i innych autorów nie ma dziś w tej tece.&#13;
Również wymienionych w 1883 r. notatek o gwarze złodziejskiej nie ma&#13;
dziś ani w tej tece, ani w innych. Zapisy folkloru znajdujące się w tece 35&#13;
253&#13;
&#13;
�zostały opublikowane w odpowiednich monografiach regionalnych i suplementach do nich oraz w tomach Przysłowia (T. 60), pozbawione not&#13;
lokalizacyjnych przeznaczono do tomu Materiały do etnografii Słowian&#13;
wschodnich (T. 58, przygotowany do druku).&#13;
W zespole o sygn. 1311 znajdowało się 60 listów w obwolucie z notą:&#13;
„Listy wyłączone z tek Kolbergowskich przez prof. dr Tadeusza Seweryna”.&#13;
W latach 1959–1961 dołączono do nich jeszcze 40 listów i innych dokumentów wyjętych z tek regionalnych przed rokiem 1962 w trakcie prac nad&#13;
rękopisami w Pracowni Kolbergowskiej istniejącej wówczas przy Zarządzie&#13;
Głównym PTL we Wrocławiu. Listy i dokumenty przekazano w sierpniu&#13;
1963 r. Bibliotece Naukowej PAU i PAN w Krakowie, gdzie zostały włączone&#13;
do Korespondencji (sygn. 2185) i Papierów osobistych (sygn. 2183).&#13;
Teka 36. Miscellanea&#13;
Sygn. Archiwum PTL: 1317–1325, łącznie kart 300.&#13;
Tytuł Kolberga z r. 1886: Miscellanea 6, opis zawartości: „Pieśni patriotyczne i szlacheckie”.&#13;
Opis Kopernickiego z r. 1890: „a) Moc wielka melodyj i pieśni patriotycznych z rozmaitych miejsc i czasów, b) tyleż pieśni towarzyskich i innych&#13;
z melodiami. Jedne i drugie po największej części w brulionach i zupełnym&#13;
nieładzie. Zostawione wszystko w takim stanie, jako materiał dla tego, kto&#13;
się studiowaniem utworów tego rodzaju zająć zechce.”&#13;
Obecnie w tece 36 znajduje się zbiór blisko tysiąca pieśni, głównie patriotycznych, historycznych i wojskowych, ale także o innej tematyce, wykonywanych przez mieszkańców miast i dworów. Wśród nich liczne są&#13;
pieśni i melodie pochodzące z utworów scenicznych. Te ostatnie gromadził&#13;
Kolberg jako dokumentację muzyki teatralnej, a po części także jako utwory&#13;
popularne. Przechowywane w tej tece melodie i teksty to przede wszystkim&#13;
zapisy ze słuchu wykonane przez Kolberga w czasie badań terenowych, dlatego często na tych samych kartach znajdują się także zapisy pieśni i melodii ludowych, m.in. z Lubelskiego, Krakowskiego, Radomskiego i z Wielkopolski. Pieśni patriotyczne miewają w rękopisach podane autorstwo melodii&#13;
i tekstu, a niekiedy także datę powstania. Utworów tych Kolberg nie mógł&#13;
drukować w wydawanych w Krakowie tomach Ludu, ponieważ cenzura&#13;
rosyjska nie dopuściłaby wtedy do przewiezienia książek przez granicę do&#13;
Królestwa Polskiego, gdzie miały licznych odbiorców.&#13;
254&#13;
&#13;
�Jeżeli pieśni opatrzone były notami lokalizacyjnymi, zostały opublikowane w odpowiednich tomach regionalnych lub w suplementach do tomów&#13;
wydanych przez Kolberga. Zapisy pozbawione takiej informacji znajdą się&#13;
w tomie Miscellanea. Notacje melodii do zapomnianych dziś i nigdy nie&#13;
drukowanych utworów scenicznych mogą być materiałem przydatnym do&#13;
badań nad XIX-wiecznym teatrem polskim, zwłaszcza z pierwszej połowy&#13;
wieku.&#13;
Teka 37. Miscellanea&#13;
Sygn. Archiwum PTL: 1326–1332, łącznie kart 259.&#13;
Tytuł Kolberga z r. 1886: Miscellanea 7, opis zawartości: „Czary. Wierzenia. Przysłowia i zdania”.&#13;
Opis Kopernickiego z r. 1890: „1. Rozmaite wypisy, wycinki i notatki&#13;
o wierzeniach, czarach, gusłach itp. z całego świata. W tej liczbie jest spory&#13;
i ciekawy rękopism rozprawy T. Klepaczewskiego Pogląd histor[yczny] na&#13;
zabobony w Polsce. 2. Trochę przysłów z Poznańskiego (wypisane z »Prz[yjaciela] Ludu« i innych. Mogą się przydać Adalbergowi). 3. Trochę zagadek&#13;
(wypisane, mogą się przydać Z. Wolskiemu). 4. Odpadki materiałów od Poznańskiego, już zużyte, [jeden] okaz schematyzmu Tow[arzystwa] Przyjaciół&#13;
Nauk, z którego wiadom[ości] etnograficzne i topograficzne o Poznańskiem&#13;
były przez O. K. czerpane.”&#13;
Obecnie w tece 37 znajdują się notatki Kolberga z prasy i z druków&#13;
zwartych dotyczące wierzeń, czarów, lecznictwa w dawnych wiekach itp.,&#13;
wymieniony przez Kopernickiego rękopis T. Klepaczewskiego (60 stron),&#13;
niewielki rękopis E. Kierskiego Cośkolwiek o czarownicach, osobliwie w Wielkopolsce, liczne notatki Kolberga z Poznańskiego dotyczące&#13;
przesądów, wierzeń i praktyk magicznych oraz jego rękopisy przysłów&#13;
i zagadek z tego regionu. Wspomniany przez Kopernickiego fragment&#13;
Szematów W. Ks. Poznańskiego — ankiety Poznańskiego Towarzystwa&#13;
Przyjaciół Nauk — wypełniony był we Wronczynie. Ponadto znajdują&#13;
się tu wycinki z prasy i druki, m.in. Powiastki i opowiadania majstra&#13;
od „Przyjaciela Ludu” (z. 2: Chełmno 1865) wydane nakładem Ignacego&#13;
Danielewskiego.&#13;
Znaczną część materiałów wykorzystał Kolberg w tomach Poznańskiego (głównie w T. 9 i 15), a także w cz. II Mazowsza (T. 25), w Kieleckiem&#13;
(T. 18), Radomskiem (T. 20-21), niedrukowane przez Kolberga zamieszczono&#13;
255&#13;
&#13;
�w Litwie (T. 53), w cz. VII Mazowsza (T. 42), w Przysłowiach (T. 60) oraz&#13;
w suplemencie do Poznańskiego (T. 74).&#13;
Teka 38. Miscellanea&#13;
Sygn. Archiwum PTL: 1333–1336, łącznie kart 141.&#13;
Tytuł Kolberga z r. 1886: Miscellanea 8, opis zawartości: „Rozmaitości,&#13;
teksta operetek i śpiewów.”&#13;
Opis Kopernickiego z r. 1890: „1. Bardzo ciekawy rękopism z końca&#13;
XVIII w., zawierający odpisy: a) o porwaniu króla przez konfederatów&#13;
barskich, b) rozmaite dokumenta tyczące się 1-go rozbioru Polski. Mocno uszkodzony. 2. Gazety z r. 1855 i 1859 oraz rozmaite bruliony O. K.&#13;
jako materiał o jego pierwszej działalności w badaniach muzyki ludowej&#13;
i o nieświetnym wystąpieniu jako kompozytor z operetką Król pasterzy. Nb. bardzo ważny artykuł J. Gregorowicza w »Gazecie Codziennej«&#13;
1855 o muzyce ludowej i o Kolbergu jako nieznanym jeszcze badaczu&#13;
tej muzyki”.&#13;
Obecnie w tece znajdują się rękopisy terenowe Kolberga z Łęczyckiego,&#13;
Kaliskiego i Kujaw (pieśni i melodie), czystopisy pieśni i melodii z tych&#13;
regionów (zamieszczone w T. 22, 23 i 3-4 oraz w suplementach do Kujaw,&#13;
Łęczyckiego i Kaliskiego), rękopis W. Siarkowskiego Pieśni i opowieści&#13;
ludowe z okolic Pińczowa (262 teksty pieśni i 22 bajki) wykorzystany&#13;
w większości przez Kolberga w monografii Kieleckie (T. 18–19), a później&#13;
w suplemencie do niej (T. 76). Są tam także notatki terenowe i wypisy z literatury dotyczące wierzeń i dialektów z Pokucia i Chełmskiego zamieszczone przez Kolberga w T. 31 i 33 lub wykorzystane w suplementach do&#13;
tych tomów (T. 81 i 82) oraz przytaczane tu notatki Kopernickiego na temat&#13;
niektórych materiałów w innych tekach (18, 34 i 40).&#13;
Egzemplarze paru druków znajdujących się w tej tece nie są związane&#13;
bezpośrednio z pracami nad Ludem. Część z nich znalazła się tam zapewne&#13;
przypadkowo, np. fragmenty polemik posłów do austriackiej rady państwa&#13;
na temat szkół wyznaniowych.&#13;
Nie ma w tece rękopisów z XVIII wieku, przekazanych prawdopodobnie&#13;
przez Kopernickiego Bibliotece Jagiellońskiej, nie ma też wymienionych&#13;
przez Kolberga tekstów operetek i śpiewów – te zapewne przeniesione zostały przez niego, przynajmniej częściowo, do teki 36 Miscellanea. Wymienione przez Kopernickiego wycinki druków z lat 1855–1856 z recenzjami&#13;
256&#13;
&#13;
�Króla pasterzy i z artykułem Gregorowicza w „Gazecie Codziennej” są&#13;
obecnie w tece Miscellanea, sygn. 2184 (dawniej 2183), w zbiorach BN&#13;
PAU-PAN.&#13;
Teka 38 zawierała także korespondencję związana z drukiem Ludu i rkp.&#13;
Kolberga Opis biegu życia. Dokumenty te zostały wyjęte z teki 38 w latach 1959–1960 i przełożone najpierw do teki 35 Miscellanea, a w r. 1963&#13;
przekazane BN PAU i PAN i tam włączone do porządkowanej wówczas&#13;
korespondencji Kolberga (sygn. 2185) i teki z jego dokumentami osobistymi&#13;
(obecnie sygn. 2183, dawniej 2184).&#13;
Materiały folklorystyczne zamieszczono w odpowiednich monografiach&#13;
regionalnych lub w suplementach do nich.&#13;
Teka 39. Miscellanea&#13;
Sygn. Archiwum PTL: 1337–1344, łącznie kart 199.&#13;
Tytuł Kolberga z r. 1886: Miscellanea 9, opis zawartości: „Łużyce, Słowaki, Czechy, Moskwa. Drobne varia”.&#13;
Opis Kopernickiego z r. 1890 nie zachował się.&#13;
Teka zawiera obecnie materiały bardzo zróżnicowane: bruliony artykułów Kolberga pisanych dla Encyklopedii Orgelbranda i do warszawskiej&#13;
prasy muzycznej, przekłady i wypisy dotyczące muzyki węgierskiej i rumuńskiej, a także muzyki Azji południowo-wschodniej i Oceanii, zapisy&#13;
folklory łużyckiego, czeskiego, słowackiego i południowo słowiańskiego,&#13;
m.in. notatki A. Kucharskiego z badań prowadzonych w latach 1826–1829,&#13;
rękopisy pieśni łużyckich nieznanych autorów, wczesne, bo sprzed r. 1830,&#13;
pochodzące też ze zbiorów A. Kucharskiego, Kolbergowski przekład dużego&#13;
fragmentu opracowania A. Smolerja o weselu łużyckim oraz zapisy pieśni&#13;
czeskich i słowackich wędrownych rzemieślników sporządzone w Warszawie i wydane przez Kolberga w r. 1846. Ponadto znajdują się tutaj zapisy&#13;
terenowe i czystopisy folkloru pochodzące z Mazowsza, Białorusi, Przemyskiego, Wołynia i Podkarpacia.&#13;
Materiały te, zależnie od ich lokalizacji geograficznej i treści, opublikowane zostały w tomach Pisma muzyczne cz. I i II (T. 61–62), Studia,&#13;
rozprawy i artykuły (T. 63), czeskie, słowackie, łużyckie, słoweńskie&#13;
i chorwackie znalazły się tomie Materiały do etnografii Słowian zachodnich i południowych (T. 59 cz. I–III). Pieśni i melodie pochodzące z terenów Polski, Białorusi i Ukrainy wykorzystane zostały w odpowiednich&#13;
257&#13;
&#13;
�monografiach regionalnych lub w suplementach do nich oraz w tomie&#13;
Materiały do etnografii Słowian wschodnich (T. 58, przygotowany do&#13;
druku).&#13;
Teka 40. Miscellanea&#13;
Sygn. Archiwum PTL: 1345–1346, łącznie kart 42.&#13;
Tytuł Kolberga z r. 1886: Miscellanea 10, opis zawartości: „Illyria, Dalmacja, Kroacja. Drobne varia.”&#13;
Opis Kopernickiego z r. 1890 nie zachował się. Do obecnej zawartości teki 40 odnoszą się notatki Kopernickiego z r. 1890 o tece 42: „Teka&#13;
42. Ilyria, Dalmacja, Slawonia. 1. Melodie serbskie 232 n[umery], wypisane z dzieła Aloisa Kalauza, przy tym jest parę oryginalnych melodyj&#13;
i pieśni słoweńskich przez kogoś ofiarowanych i ze 20 melodyj ołówkiem&#13;
zapisanych prawdopodobnie przez samego O.K. 2. »Illustr. Extrabalatt« wiedeńsk. z r. 1875 – kilka n[umerów] z felietonami o Dalmacji z okazji podróży&#13;
cesarskiej. 3. Siedem n[umerów] »Gazety Codziennej« z r. 1871/72 z felietonem O.K. z Dalmacji (podobno przeważnie wyciąg z podróży Hacqueta!).&#13;
4. Jakiś zapisek O. K. o Czyczach, Krażaucach i Piuczenach (skądś wypisane,&#13;
przygotowane jako artykulik do jakiegoś pisma).”&#13;
W innej tece (Arch. PTL, teka 38, sygn. 1335, k. 2) znajduje się notatka&#13;
Kopernickiego odnosząca się do druków znajdujących się niegdyś w tece&#13;
40: „Muzyczne: Hašnik Dobrovoljke, Ljublana 1851; Dolinar Napevi za&#13;
[Mnoge] svete pesmi, 2 zesz.; M. Vilharia Jamska Ivanka, Ljubl.; Slovenska&#13;
gerlica, zesz. 1, 2, 4, Lubl.; Cvek Napevi za svete pesmi.”&#13;
Obecnie w tece 40 mieszczą się zapisy terenowe melodii, m.in. słoweńskich i chorwackich wykonane przez Kolberga w roku 1857, opublikowane w tomie Materiały do etnografii Słowian zachodnich i południowych (T. 59 cz. III), sporządzony przez Kolberga odpis melodii&#13;
ze zbioru A. Kalauza, dwie karty z zapisami pieśni nieznanych autorów,&#13;
ulotny druczek zawierający pięć pieśni ze zbiorów W. Dundera oraz rękopis fragmentu artykułu Kolberga Obrazy Słowiańszczyzny południowej odnotowany przez Kopernickiego jako punkt 4: ”zapisek o Czyczach,&#13;
Krażaucach i Piuczenach”. Przechowywane są tam także egz. „Gazety&#13;
Polskiej” z 1871 r. (nr 2–7), w których drukowane były Obrazy Słowiańszczyzny południowej (w tych numerach cz. II artykułu pt. Dalmacja). Cały artykuł przedrukowany został w Studiach, rozprawach&#13;
258&#13;
&#13;
�i artykułach (T. 63). Ponadto w tece kilka numerów gazety „Illustriertes&#13;
Wiener Extrablatt” z 1875 r. (nr 91, 99, 103, 104, 109, 126, 129) z artykułami o Dalmacji.&#13;
Wymienionych w osobnej notatce Kopernickiego czasopism i innych&#13;
druków muzycznych, prawdopodobnie zakupionych przez Kolberga w Lublanie w 1857 r., w jego tekach teraz nie ma. 		&#13;
Teki utworzone po śmierci Kolberga, tj. po roku 1890,&#13;
oraz inne zespoły jego rękopisów&#13;
znajdujące się w Archiwum Naukowym Polskiego Towarzystwa&#13;
Ludoznawczego&#13;
Teka 12a. Podgórze&#13;
Sygn. Archiwum PTL: 1185–1190, łącznie kart 155, numer i tytuł nadano&#13;
prawdopodobnie w Muzeum Etnograficznym w Krakowie przed r. 1953.&#13;
Teki tej nie odnotowano w inwentarzu Komisji Etnograficznej PAU&#13;
w 1934 r., pojawia się ona z numerem 12a i tytułem Podgórze dopiero&#13;
w roku 1953 w protokole przekazania rękopisów Kolberga jako depozytu&#13;
do Archiwum PTL.&#13;
Materiały znajdujące się w tece pochodzą w większości z tego samego&#13;
regionu, co przechowywane w tece 12. Są to przede wszystkim opisy wesel,&#13;
pieśni i melodie w czystopisach Kolberga oraz kopie znacznej ich części&#13;
wykonane przez W. Kosińskiego (teksty), albo dla niego przez osoby nieznane (nuty). Znajduje się tu także rękopis pieśni i bajek zapisanych przez&#13;
M. Szczurka, wydany w suplemencie do Krakowskiego (T. 73/II). Niektóre&#13;
teksty i melodie zamieścił już Kolberg w cz. I i II Krakowskiego (T. 5–6),&#13;
pozostałe zostały obecnie opublikowane w suplemencie do Krakowskiego&#13;
(T. 73 cz. I–III), w tomach Góry i Podgórze (T. 44–45) i w Tarnowskiem–&#13;
Rzeszowskiem (T. 48). Podstawą druku były rękopisy Kolberga, w bardzo&#13;
nielicznych przypadkach, jeżeli nie zachowały się oryginały Kolberga, posłużono się kopiami W. Kosińskiego.&#13;
Tekę 12a utworzono prawdopodobnie dlatego, że materiały Kolberga&#13;
i kopie Kosińskiego przestały się mieścić w tece 12 i jej zawartość podzielono na dwie części.&#13;
&#13;
259&#13;
&#13;
�Teka 18a. Ruś Czerwona&#13;
Sygn. Archiwum PTL: 1230–1237, łącznie kart 296, numer i tytuł pojawiają&#13;
się w inwentarzu zbiorów Komisji Etnograficznej PAU z 1934 r., tam: „18a.&#13;
Ruś Czerwona I, przygotowane do druku przez J. Bielę”.&#13;
Teka utworzona została dla pomieszczenia rękopisu Jana Bieli, który&#13;
w r. 1911 opracował do druku materiały Kolbergowskie znajdujące się&#13;
w tece 18. Na okładce tytuł: „18 teka Kolberga przygotowana do druku”.&#13;
Teka zawiera wstęp J. Bieli z datą „Lwów, we wrześniu 1911” i jego kopie&#13;
rękopisów z teki 18, niezależnie od lokalizacji zawartych tam zapisów pochodzących czasem z innych regionów. Kopie są uporządkowane w sposób&#13;
zbliżony do układu przyjętego przez Kolberga w monografiach regionalnych. Opracowanie J. Bieli nie zostało wydane, nieliczne fragmenty były&#13;
wykorzystane w trakcie przygotowywania do druku materiałów do tomów&#13;
Ruś Czerwona (T. 56 i 57), jeżeli nie zachowały się oryginały Kolberga.&#13;
Teka 41. Materiały do pracy o śpiewach religijnych ludowych&#13;
Sygn. Archiwum PTL: 1347, łącznie kart 135.&#13;
Teki tej nie wymienia ani Kolberg w spisie tek z 1886 r., ani później&#13;
Kopernicki. W inwentarzu Komisji Etnograficznej PAU z 1934 r. rękopis&#13;
ma numer 41 i tytuł: Pieśni ludowe religijne z uwagą „Przygotowane do&#13;
druku”. Obecny tytuł nadany w Archiwum PTL.&#13;
Na zawartość teki składa się rękopis Kolberga – zbiór pieśni religijnych (k. 1–131), sporządzony prawdopodobnie około roku 1888 w oparciu&#13;
o śpiewniki M. M. Mioduszewskiego, m.in. na k. 125–131 „Pieśni cerkiewne&#13;
w diecezji chełmskiej obrządku greckokatolickiego używane”, ponadto cztery karty z Kolbergowskimi zapisami terenowymi kolęd, pastorałek i pieśni&#13;
religijnych z Ruszkowa na Kujawach, pochodzące z r. 1865 (k. 132–135).&#13;
Nie wiadomo, czy te ostatnie, tj. zapisy ze słuchu zostały dołączone do odpisów ze śpiewników M. M. Mioduszewskiego przez Kolberga, raczej sądzić&#13;
można, że zostały one włożone tam później, przez kogoś kierującego się&#13;
gatunkami i treścią pieśni, a nie ich pochodzeniem regionalnym. Kopernicki&#13;
nie opisał rękopisu pieśni religijnych jako osobnej teki z numerem 41, na&#13;
obwolucie jest tylko jego notatka: „Materiały p[rzys]posobione do jakiejś&#13;
pracy osobnej o śpiewach religijnych ludowych”. W protokole potwierdzającym przyjęcie przez Towarzystwo Ludoznawcze rękopisów Kolberga&#13;
w 1953 r. opis: „koperta z nutami i notatkami” również bez numeru teki.&#13;
260&#13;
&#13;
�Pieśni przepisane ze śpiewników M. M. Mioduszewskiego w większości opatrzone są przez Kolberga odsyłaczami do tomów Ludu i Obrazów&#13;
etnograficznych, w których wydrukował albo te same utwory, albo ich&#13;
warianty. Niedrukowane zamieszczono w odpowiednich tomach regionalnych bądź w suplementach do monografii wydanych przez Kolberga, m.in.&#13;
w suplemencie do Kaliskiego (T. 79) i Chełmskiego (T. 82), o ile opatrzył je&#13;
notami lokalizacyjnymi, pozostałe znajdą się w tomie Miscellanea. Kolędy&#13;
i inne pieśni z Ruszkowa zapisane przez niego ze słuchu są opublikowane&#13;
w suplemencie do Kujaw (T. 72/II).&#13;
Teka 42. Miscellanea1&#13;
Sygn. Archiwum PTL: 1348–1351, łącznie kart 136.&#13;
Teki o takim numerze nie ma w wykazie Kolberga z 1886 r. Notatki Kopernickiego odnoszące się do teki 42 charakteryzują materiały znajdujące&#13;
się według wykazu Kolberga z 1886 r., a także obecnie, w tece 40 Miscellanea, dlatego przytoczono je wyżej w informacjach o tej tece. Czy tekę 42&#13;
utworzył jeszcze Kolberg, czy Kopernicki nie udało się ustalić.&#13;
W inwentarzu sporządzonym w Komisji Etnograficznej PAU w 1934 r.&#13;
teka 42 jest odnotowana z tytułem Miscellanea, tam jako zawartość podano&#13;
tylko: „Pieśni”.&#13;
Obecnie w tece 42 znajdują się wykonane przez Kolberga czystopisy&#13;
i zapisy terenowe pieśni i melodii oraz kilka wycinków i druków nie związanych z jego pracami. Zapisy terenowe pochodzą z różnych regionów Królestwa Kongresowego; czystopisy przygotowywane były przez Kolberga do&#13;
kilku publikacji: przechowywany jest tu m.in. rękopis pt. Zbiór mazurów&#13;
i obertasów gminnych, obejmujący 72 melodie wokalne z akompaniamentem fortepianu; liczne są karty z czystopisami kilku wariantów danego&#13;
wątku z różnych regionów, przygotowywanymi do druku w tomach planowanych jako następne po Pieśniach ludu polskiego z 1857 r., tj. w monograficznych zbiorach pieśni; ponadto znajduje się tu rękopis Chodzone, kujawiaki, obertasy, mazury obejmujący ponad 700 tańców składających się z dwu lub więcej melodii, przygotowywany jako trzecia część&#13;
monografii Kujawy, na której druk zabrakło Kolbergowi pieniędzy. Został&#13;
1 Numeracja tek 40–44 była w archiwum PTL w latach 1953–1961 kilkakrotnie zmieniana,&#13;
co uwidocznione jest także na obecnych okładkach teczek. W tym wykazie przyjęto kolejność&#13;
zgodną z aktualnymi sygnaturami archiwalnymi.&#13;
&#13;
261&#13;
&#13;
�on opublikowany w suplemencie do Kujaw (T. 72 cz. I). Zbiór mazurów&#13;
i ober­tasów gminnych opublikowano w tomie Pieśni i melodie ludowe&#13;
w opracowaniu fortepianowym (T. 67/II). Pozostałe pieśni i melodie zależnie od ich lokalizacji opublikowane zostały w odpowiednich tomach&#13;
regionalnych i w suplementach do tomów wydanych przez Kolberga.&#13;
Teka 43. Miscellanea&#13;
Sygn. Archiwum PTL: 1352, łącznie kart 129.&#13;
Teka nie wymieniona przez Kolberga, ani przez Kopernickiego. Numer i tytuł odnotowane dopiero w inwentarzu Komisji Etnograficznej z 1934 r., tam&#13;
jako zawartość podano tylko: „Pieśni”. W protokole z r. 1953, potwierdzającym&#13;
przyjęcie w depozyt przez Polskie Towarzystwo Ludoznawcze rękopisów Kolberga, teka ma nr 43, tytuł Miscellanea i opis: „Zawiera zbiór pieśni z nutami&#13;
i bez oraz same nuty z różnych okolic Polski. Kart numerowanych 154”.&#13;
Obecnie znajdują się w niej Kolbergowskie zapisy terenowe pieśni i melodii z różnych regionów Polski, głównie z Królestwa Kongresowego, mniej&#13;
liczne z Krakowskiego i Podhala. Zapisy pochodzą sprzed r. 1871, część&#13;
z nich jest prawdopodobnie dokumentacją najwcześniejszych badań terenowych Kolberga. Rękopisów innych osób, najczęściej nieznanych, jest&#13;
zaledwie kilka. Do zespołu tego odnosi się zapewne opis Kopernickiego&#13;
określający pierwotną zawartość teki 33: „Muzykalia. Obertasy. Pieśni itd.&#13;
Zawiera poprzekreślane, a więc wydane już melodie i pieśni w brulionach&#13;
najpierwotniejszych, tak jak były zapisywane”. Rękopisy przechowywane&#13;
w tece 43 stanowią obecnie bezcenny materiał do analizy Kolbergowskich&#13;
zapisów ze słuchu oraz do pracy nad suplementami i komentarzami źródłowymi do monografii wydanych przez Kolberga w XIX w.&#13;
Numeracja kart: 1–100 i 126–154 wskazuje, że w tece brak 25 kart, które&#13;
znajdowały się tam w r. 1953, a zaginęły przed r. 1962.&#13;
Teka 44. Przysłowia. Z Archiwum Familii Nowina-Konopków&#13;
Sygn. Archiwum PTL: 1416, łącznie kart 305. Numer teki i tytuł nadane&#13;
w Archiwum PTL.&#13;
Rękopisy zakupione w r. 1959 przez Polskie Towarzystwo Ludoznawcze w antykwariacie w Warszawie 1. Na pierwszej karcie każdego ręko1 Zakupiono wtedy trzynaście zespołów rękopisów, które podzielono miedzy trzy nowoutworzone teki Miscellanea, nadając im numery 44–46.&#13;
&#13;
262&#13;
&#13;
�pisu odbita owalna pieczęć z napisem: „Archiwum Familii Nowina-Konopków”.&#13;
Najobszerniejszą część materiałów zawartych w tej tece stanowi rękopis&#13;
Józefa Konopki Polskie przysłowia, przypowieści i różne wyrażenia przysłowiowe zebrał … (karty 51–290), przy czym znaczna liczba tych tekstów to&#13;
wypisy z druków obcojęzycznych. Ponadto znajdują się tu także oprawiony&#13;
rękopis Kolberga Przysłowia polskie z datą 1872 (23 karty), rękopisy innych&#13;
zbieraczy przysłów: nieznanego bliżej Leśniewskiego (25 kart), Andrzeja Jakubowskiego przysłane Kolbergowi z okolic Lwowa, niewielki rękopis M. Akielewicza z przysłowiami litewskimi oraz kilka rkp. nieznanych autorów.&#13;
Kolberg po wydaniu Krakowskiego zamieszczał w monografiach nieliczne przysłowia specyficzne dla regionu, natomiast inne, zapisane przez&#13;
siebie lub otrzymane od współpracowników przekazywał Konopce, który&#13;
pracował nad wielkim zbiorem przysłów polskich. Obecna teka 44 jest&#13;
świadectwem pracy Konopki, który nie zdołał jednak przygotować swego&#13;
zbioru do druku. Z materiałów tych korzystał prawdopodobnie S. Adalberg, przygotowując Księgę przysłów polskich … (Warszawa 1889-1894;&#13;
zob. S. Świrko, przedmowa w tomie Przysłowia, T. 60, s. XXVII).&#13;
Teksty polskie zawarte w rękopisach różnych autorów, głównie J. Konopki, zostały wydane w T. 60 Przysłowia. Teksty ukraińskie, przeważnie&#13;
przekazane Konopce przez Kolberga, zamieszczono w odpowiednich tomach&#13;
regionalnych. Nieopublikowane pozostały przysłowia łacińskie i inne obcojęzyczne wypisane przez Konopkę z dostępnych mu źródeł drukowanych.&#13;
Teka 45. Miscellanea. Z Archiwum Familii Nowina-Konopków&#13;
Sygn. Archiwum PTL: 1417–1419, łącznie kart 213. Numer teki i tytuł nadane w Archiwum PTL.&#13;
Materiały zakupione przez Polskie Towarzystwo Ludoznawcze w antykwariacie w Warszawie w r. 1959. Na pierwszej karcie pieczęć owalna&#13;
z napisem: „Archiwum Familii Nowina-Konopków”.&#13;
Na zawartość teki składają się rękopisy bardzo zróżnicowane. Znajdują&#13;
się tam duże fragmenty Kolbergowskiego czystopisu I i II części Krakowskiego (T. 5–6) oddane z drukarni, wśród nich karteczka z notatką „Do&#13;
Pana Zecera” z uwagami o pierwszej korekcie tomu 5, oraz fragmenty korekty tego tomu (cz. I Krakowskiego). Karty te przemieszane są z nielicznymi rękopisami innych osób, również dotyczącymi kultury ludowej okolic&#13;
263&#13;
&#13;
�Krakowa. Ponadto znajduje się tam fragment brulionu rozprawy Kolberga&#13;
Rzecz o obchodach weselnych … (druk całości w T. 63 Studia, rozprawy&#13;
i artykuły) oraz nieliczne zapisy Kolberga z Pokucia i z okolic Krakowa.&#13;
Przechowywane są w tej tece także materiały przygotowane przez inne&#13;
osoby: Raptularz Antoniny Konopczanki, czyli zapisane przez nią wywiady z mieszkańcami Modlnicy, rękopis liczący 23 karty i w całości wydany&#13;
w suplemencie do Krakowskiego (T. 73, cz. III), rękopis nieznanego autora&#13;
zawierający ponad 120 kolęd i pastorałek przepisanych ze zbioru M.M. Mioduszewskiego oraz rękopis Józefa Konopki z zapisami tekstów pieśni z okolic Czerska, pochodzący z roku 1841. Konopka uczestniczył wtedy w badaniach terenowych zorganizowanych przez Kolberga. Te ostatnie teksty&#13;
opublikował Kolberg w monografii Mazowsza (T. 24 i 25). W tece znajduje&#13;
się także kilka listów Kolberga do R. Konopki, J. Konopki i A. Męcińskiej&#13;
(zostały wydane w Korespondencji… T. 64–66), wspomnienie poświęcone&#13;
J. Konopce napisane przez Kolberga w 1880 r. i drukowane w „Kłosach”,&#13;
drobne druki okolicznościowe skierowane do Kolberga (program koncertu,&#13;
zaproszenie). Przechowywany jest tam także rkp. J. Konopki Imienie wsi&#13;
Modlnica Wielka (kart 29).&#13;
Część zawartości tej teki to dokumenty i inne rękopisy ściśle związane z pracami i twórczością Józefa Konopki bądź członków jego rodziny.&#13;
Większość należy do materiałów stanowiących niegdyś własność Kolberga,&#13;
zapewne pozostawionych przez niego w Modlnicy, gdy przeprowadzał się&#13;
do Krakowa jesienią 1884 r. Całość, bardzo zróżnicowana rzeczowo i autorsko, sprawia wrażenie rękopisów przypadkowo zebranych w jeden zespół.&#13;
Teka 46. Miscellanea. Z Archiwum Familii Nowina-Konopków&#13;
Sygn. Archiwum PTL: 1359, łącznie kart 23. Numer i tytuł teki nadane&#13;
w Archiwum PTL.&#13;
Zespół rękopisów zakupiony przez Polskie Towarzystwo Ludoznawcze&#13;
w antykwariacie w Warszawie w r. 1959. Na pierwszej karcie pieczęć owalna z napisem „Archiwum Familii Nowina-Konopków”.&#13;
W tece znajdują się głównie Kolbergowskie materiały związane z wystawą etnograficzną w Kołomyi zorganizowaną w 1880 r. Są to bruliony pism&#13;
kierowanych przez Kolberga lub komitet organizacyjny wystawy do współpracowników, wstępna wersja katalogu, jego przekład na język niemiecki&#13;
wykonany przez nieznaną osobę oraz rkp. B. Jurczeńki ze spisem haftów&#13;
264&#13;
&#13;
�prezentowanych na wystawie. Ponadto znajdują się tam: odezwa w sprawie&#13;
subskrypcji Ludu, rękopis R. Konopki (wiersz jego autorstwa), rkp. E. Kierskiego z krytycznymi uwagami o pierwszej redakcji cz. I Poznańskiego&#13;
i dwa druki – program koncertu na cześć Kolberga z r. 1889 i „bilet przedpłaty” na Poznańskie. Bruliony pism dotyczące wystawy etnograficznej&#13;
w Kołomyi zostały opublikowane w tomie Ruś Karpacka cz. I (T. 54), spis&#13;
haftów zamieścił Kolberg w cz. I Pokucia (T. 29), pozostałe materiały, poza&#13;
rkp. Romana Konopki, wykorzystano w biografii O. Kolberga.&#13;
Większość rękopisów i druków pochodzi ze zbiorów Kolberga, należały&#13;
one prawdopodobnie do zespołu pozostawionego przez niego w Modlnicy&#13;
jesienią 1884 r. gdy przeprowadzał się do Krakowa. Różnorodność materiałów wskazuje, że podobnie jak obecna teka 45 są to rękopisy i druki&#13;
przypadkowo zebrane razem i ujęte wspólną okładką.&#13;
Teka 47. Teka rycin&#13;
Sygn. Archiwum PTL: 1353–1354/I–III, łącznie kart 189, tytuł i numer teki&#13;
nadane w Archiwum PTL.&#13;
W spisie z r. 1886 po wymienieniu tek o numerach 1–40 zanotował&#13;
Kolberg: „A nadto: Zbiór fotografij, akwarel, rysunków, szkiców itp.&#13;
przedstawiających przeważnie typy i ubiory włościan, objęty osobnym&#13;
spisem. Ze zbioru tego korzystano już w pewnej części przy wydawnictwach”. Ten zbiór rycin i jego spis sporządzony przez Kolberga nie&#13;
zachowały się.&#13;
Zespół materiałów ikonograficznych znajdujący się dziś w tece 47 nie&#13;
jest kontynuacją Kolbergowskiej teki rycin z akwarelami i rysunkami ani&#13;
jego albumu z fotografiami. Są to karty wyjęte z tek regionalnych w latach&#13;
1945–1961, zawierające wykonane przez Kolberga szkice terenowe, m.in.&#13;
z Wielkopolski, szkice i rysunki nieznanych osób, fotografie i akwarele&#13;
z różnych regionów, oraz próbne odbitki drzeworytów. Część rękopisów&#13;
znajdujących się obecnie w tece 47 została przekazana Polskiemu Towarzystwu Ludoznawczemu przez Komisję Organizacyjną Instytutu Historii&#13;
Kultury Materialnej PAN w r. 1953 r. w osobnej kopercie, ale bez spisu&#13;
zawartości. Były one wyjęte z tek regionalnych w Muzeum Etnograficznym w Krakowie do sfotografowania przed przekazaniem rękopisów Kolberga do dyspozycji Komisji Organizacyjnej IHKM. Zbiór ten został uzupełniony rękopisami wyjmowanymi z Kolbergowskich tek w Pracowni&#13;
265&#13;
&#13;
�Kolbergowskiej1 istniejącej przy Zarządzie Głównym PTL we Wrocławiu&#13;
w latach 1959–1961. Przeprowadzony w Krakowie i we Wrocławiu wybór&#13;
materiałów ikonograficznych nie był konsekwentny i wiele szkiców oraz&#13;
fotografii pozostało w tekach regionalnych. Karty wyjmowane z tek w Pracowni Kolbergowskiej umieszczono w nowej okładce razem z przekazanymi w 1953 r. i tak utworzonemu zespołowi w Archiwum PTL przed r. 1961&#13;
nadano numer, tytuł i sygnaturę.&#13;
We wrześniu 2013 r. dołączono do tego zbioru rysunki, szkice i fotografie&#13;
(79 kart) pochodzące również z tek regionalnych, głównie z dawnej teki 27&#13;
Ruś Chełmska (54 karty), ale także z teki 6 Pomorze, odnalezione w r. 2013&#13;
w prywatnych materiałach po Józefie Gajku2. Były one wyjęte z tek regionalnych w latach 1959–1961, tj. w okresie gdy J. Gajek był redaktorem&#13;
Dzieł Kolberga.&#13;
Wszystkie akwarele, szkice i fotografie są reprodukowane w odpowiednich tomach regionalnych Dzieł wszystkich i w suplementach do monografii wydanych przez Kolberga. Duży zespół rycin dotyczących Chełmskiego&#13;
odnaleziony w r. 2013, już po opublikowaniu suplementu (T. 82) do monografii tego regionu, wydano jako osobny aneks (T. 82 aneks).&#13;
Teka 48. Miscellanea&#13;
Sygn. Archiwum PTL: 1355, łącznie kart 87, tytuł i numer teki nadano&#13;
w Archiwum Naukowym PTL.&#13;
Rękopisy przekazane Redakcji Dzieł Wszystkich Oskara Kolberga w Poznaniu 26 lutego 1963 r. przez przedstawicielkę Instytutu Historii Kultury&#13;
Materialnej PAN w Warszawie3.&#13;
1&#13;
&#13;
Zob. I. Chruścielowa Sprawozdanie z działalności Komitetu Kolbergowskiego za rok 1959,&#13;
„Lud” T. XLVI za rok 1960. Tam na s. 359-360: „Wysegregowano rysunki z całości materiałów&#13;
Kolbergowskich i część przeznaczoną do przerysowania oddano rysownikowi”.&#13;
2 W zespole materiałów przekazanych do Archiwum PTL przez krewnego spadkobierców&#13;
J. Gajka jako rękopisy należące do spuścizny O. Kolberga rozpoznał te ryciny w roku 2013&#13;
etnolog Filip Wróblewski.&#13;
3 Prawdopodobnie ten zespół i dwa następne (tj. teki 48, 50 i 51 o sygn. Arch. PTL 1355, 1357&#13;
i 1358) to część materiałów przywiezionych do Warszawy w 1953 r. z Muzeum Etnograficznego&#13;
w Krakowie i przekazanych Komitetowi Organizacyjnemu IHKM, działającemu w Warszawie&#13;
pod kierunkiem prof. Dynowskiego. Zapewne przez przypadek nie zostały one oddane bezpośrednio w 1953 r. do Archiwum PTL razem z innymi tekami Kolberga, a jako należące do jego&#13;
spuścizny rękopiśmiennej rozpoznane zostały dopiero dziesięć lat później i przywiezione do&#13;
Redakcji Dzieł Wszystkich Kolberga działającej w Poznaniu. Przekazana wówczas została także&#13;
&#13;
266&#13;
&#13;
�Teka zawiera zapisy terenowe i czystopisy Kolberga oraz nieliczne rękopisy innych osób, tworzące przypadkowy zbiór materiałów pochodzących ze spuścizny Kolberga. W większości są to teksty pieśni z melodiami&#13;
z różnych regionów, publikowane w Krakowskiem (T. 5–6), Kieleckiem&#13;
(T. 18–19), Mazowszu (T. 26), oraz w suplementach do tych monografii,&#13;
a także w Górach i Podgórzu (T. 44–45), Kaliskiem i Sieradzkiem (T. 46),&#13;
Rusi Czerwonej (T. 56) oraz przewidziane do druku w tomach Miscellanea.&#13;
Teka 50. Miscellanea1&#13;
Sygn. Archiwum PTL: 1357, łącznie kart 487, tytuł i numer teki nadano&#13;
w Archiwum PTL.&#13;
Rękopisy przekazane Redakcji Dzieł Wszystkich Oskara Kolberga w Poznaniu 26 lutego 1963 r. przez przedstawicielkę Instytutu Historii Kultury&#13;
Materialnej PAN w Warszawie.&#13;
Na zawartość tego zespołu składa się czterdzieści jeden składek z numeracją kart osobną dla każdej z nich i z różnymi materiałami. Największą&#13;
grupę stanowią rękopisy Kolberga i pochodzące z jego zbiorów rękopisy&#13;
współpracowników, m.in. Bazylego Jurczeńki z Ispasa na Pokuciu, Marii&#13;
Hemplówny z Tarnowa w Chełmskiem oraz innych, nie zawsze znanych&#13;
osób. Bardzo liczne są włożone obok oryginałów kopie wykonane przez&#13;
W. Kosińskiego i sygnowane jego inicjałami. Kosiński przed r. 1914 opracowywał materiały Kolberga z teki 12, jednak przygotowany przez niego&#13;
tom Podgórze zachodniej Galicji nie został oddany do druku. Znajdujące&#13;
się dziś w tece 50 odpisy Kosińskiego były częścią tego tomu, uzupełniającą&#13;
materiały zawarte dziś w tece 12a.&#13;
Materiały znajdujące się w tece 50. są bardzo zróżnicowane, zarówno&#13;
jeżeli chodzi o regiony, których dotyczą, jak i ich tematykę i autorstwo.&#13;
Częściowo wynika to stąd, że Kolberg z oszczędności, zwłaszcza pod koniec życia, używał odwrotnych stron czystopisów tomów już wydanych&#13;
do redagowania nowych opracowań i do takich należy znaczna część kart&#13;
w tej tece. Część zapisów wydał Kolberg w Krakowskiem (T. 5–8), Poznańskiem (T. 10), Lubelskiem (T. 17), Kieleckiem (T. 18–19), Łęczyckiem&#13;
koperta, która otrzymała nr 49 i sygn. 1356, zawiera ona rękopis, częściowo maszynopis, pracy&#13;
H. Biegeleisena Obrzęd weselny ludu polskiego ma tle indoeuropejskiego rytuału wydanej&#13;
pt. Wesele we Lwowie w 1928 r.&#13;
1 Zob. przypis poprzedni.&#13;
&#13;
267&#13;
&#13;
�(T. 22), Kaliskiem (T. 23) i Mazowszu (T. 25 i 27–28), niektóre zamieszczone&#13;
zostały w Przemyskiem (T. 35) przez I. Kopernickiego, pozostałe wydano&#13;
później w tomach Mazowsze (T. 42), Góry i Podgórze (T. 44–45), Kaliskie&#13;
i Sieradzkie (T. 46), Podole (T. 47), Tarnowskie–Rzeszowskie (T. 48), Ruś&#13;
Czerwona (T. 57/I), oraz w suplementach do wszystkich monografii drukowanych w XIX w. przez Kolberga (T. 71–84), a także w tomach z kompozycjami Kolberga (T. 68) i z jego korespondencją (T. 64–66).&#13;
W tece tej znajduje się m.in. kopia poloneza Ges-dur F. Chopina (sygn.&#13;
1357/3, k. 1-2), mającego w tym rękopisie tytuł Les Adieux, wykonana na&#13;
prośbę Kolberga prawdopodobnie przez Jana Kleczyńskiego. Ponadto są&#13;
tu teksty Seweryny Pruszakowej do których Kolberg komponował pieśni,&#13;
przekład na język niemiecki Wiesława Kazimierza Brodzińskiego w rękopisie Juliusza Kolberga, oraz piosenka litewska Wesele wilcze „dla zabawy&#13;
chorego O.K.” przełożona przez Kopernickiego.&#13;
Znaczna część rękopisów prawdopodobnie znajdowała się pierwotnie&#13;
w różnych tekach regionalnych lub Miscellanea, ale nie wiadomo, kto i kiedy je wyjął i utworzył tak zróżnicowany zespół.&#13;
Teka 51. Miscellanea1&#13;
Sygn. Archiwum PTL: 1358, łącznie kart 233, tytuł i numer teki nadano&#13;
w Archiwum PTL.&#13;
Rękopisy przekazane Redakcji Dzieł Wszystkich Oskara Kolberga w Poznaniu 26 lutego 1963 r. przez przedstawicielkę Instytutu Historii Kultury&#13;
Materialnej PAN w Warszawie.&#13;
Na zawartość teki składają się dwa zespoły o całkowicie różnym charakterze. Pierwszy, obejmujący karty 1–40, to dwie redakcje tańców z Kujaw,&#13;
przygotowywane przez Kolberga jako trzecia część monografii tego regionu.&#13;
Każda z nich zawiera ponad 700 tańców składających się z dwu lub trzech&#13;
melodii. Tańce te zostały wydane w tomie Kujawy. Suplement do t. 3–4&#13;
(T. 72/I) według najpełniejszej ich redakcji zachowanej w tece 42. Rękopisy&#13;
z teki 50 były materiałem pomocniczym w tej edycji.&#13;
Drugi zespół, obejmujący pozostałe karty, to rękopisy kompozycji Kolberga: jego utwory instrumentalne i wokalne, nie wszystkie ukończone,&#13;
w tym fragmenty kompozycji scenicznych: Król pasterzy, Scena w karczmie i Pielgrzymka do Częstochowy. Większość znajdujących się w tece&#13;
1&#13;
&#13;
Zob. przypis 3 na s. 266.&#13;
&#13;
268&#13;
&#13;
�utworów została wydana w tomach Kompozycje wokalno-instrumentalne&#13;
(T. 68) i Kompozycje fortepianowe (T. 69). Utwory Kolberga w tej edycji&#13;
publikowano według XIX-wiecznych pierwodruków, wtedy rękopisy były&#13;
wykorzystane w komentarzach źródłowych, jednak dla znacznej części pieśni i innych utworów rękopisy były podstawą druku. Poza kompozycjami&#13;
Kolberga w tece 51 znajduje się tekst libretta do Sceny w karczmie napisany zapewne przez Gregorowicza z poprawkami Kolberga i fragment&#13;
libretta Pielgrzymki do Częstochowy napisanego przez Kolberga według&#13;
tekstu Pruszakowej.&#13;
Nieliczne są karty z innymi materiałami, czasem zapisanymi przez&#13;
nieznanych autorów, m.in. są tam Kolbergowskie zapisy terenowe pieśni&#13;
z Morownicy (jedna karta), kilka pieśni rumuńskich przepisanych ze źródła&#13;
drukowanego, pieśń węgierska, kopia rękopisu Pieśń rokoszan Zebrzydowskiego z 1606 r. oraz drukowana pieśń powstańcza z 1863 r.: Nasza&#13;
tysiącletnia rocznica wydana w Lipsku u Breikopfa i Härtla.&#13;
Materiały do biografii etnografów polskich Adama Fischera&#13;
Obecnie sygn. Arch. PTL 99, dawniej 323. Tytuł nadany w Archiwum PTL.&#13;
Poza maszynopisami biogramów autorstwa A. Fischera, m.in. O. Kolberga, w zespole tym znajdują się rękopisy z pieczęcią „Ze zbiorów śp. A. Fischera” pochodzące ze spuścizny Kolberga, wyjęte z jego tek 21/22 Pokucie&#13;
i 23 Huculi. Są to trzy rękopisy Bazylego Jurczeńki: Piosnki huculskie (kart&#13;
15), Przysłowia i gadki (1 karta) i Przyzwoitsze huculskie przekleństwa&#13;
(1 karta) oraz rękopis nieznanego autora ze wsi Żabie, prawdopodobnie Sofrona Witwickiego – odpowiedź na listę pytań Kolberga na temat wierzeń,&#13;
ubiorów, zwyczajów, wypasu owiec i bydła na połoninach itp. (9 kart).&#13;
Na wszystkich rękopisach widać ślady pracy Kolberga, tj. jego drobne dopiski, poprawki i wyjaśnienia. Teksty z rkp. B. Jurczeńki opublikowane zostały w tomach Ruś Karpacka (T. 54–55). Informacje zawarte w rkp. autora&#13;
z Żabiego wykorzystał Kolberg wcześniej we własnych opracowaniach na&#13;
te tematy zachowane w rękopisach. Te zapisy zostały zamieszczone w Rusi&#13;
Karpackiej (T. 54). Nie udało się ustalić kiedy rękopisy przechowywane&#13;
dziś w Archiwum Naukowym PTL w zespole „ze zbiorów śp. A. Fischera”&#13;
zostały wyjęte przez tego etnografa z tek Kolberga.&#13;
&#13;
269&#13;
&#13;
�Rękopisy znajdujące się w Bibliotece Naukowej&#13;
Polskiej Akademii Umiejętności&#13;
i Polskiej Akademii Nauk w Krakowie1&#13;
Niemieckie pieśni ludowe z Karyntii, sygn. BN PAU i PAN 716 (tom II&#13;
zbioru autografów C. Walewskiego), karty 193-194.&#13;
Rękopis recenzji drukowanej w „Bibliotece Warszawskiej” 1871, T. 3,&#13;
s. 464–465, przedrukowanej w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II, Dzieła wszystkie T. 62, s. 593–595, tekst nr 1032. Z Cyprianem Walewskim&#13;
(1820–1873), bibliografem, bibliofilem i kolekcjonerem, spotykał się Kolberg w Warszawie przed swoim wyjazdem do Galicji w r. 1871. Walewski&#13;
autograf dostał zapewne od autora.&#13;
Rękopis melodii litewskich zebranych przez księdza Antoniego Juszkiewicza, przepisanych, transponowanych i opracowanych przez Oskara&#13;
Kolberga, Izydora Kopernickiego, Jana Baudouin’a de Courtenay i Zygmunta Noskowskiego..., sygn. BN PAU i PAN 1438, karty 1–24.&#13;
Kolberg wiosną 1889 r. na prośbę J. Karłowicza podjął się opracowania do druku melodii pieśni litewskich zanotowanych przez A. Juszkiewicza. Zdążył uporządkować rzeczowo zapisy, które były pierwotnie ułożone chronologicznie według daty ich pozyskania i zredagować 119 melodii&#13;
z tego rękopisu, obejmującego około 2000 zapisów nutowych. Karty z melodiami zredagowanymi przez Kolberga są współoprawne z pozostałymi.&#13;
Zbiór Melodie ludowe litewskie zebrane przez śp. księdza Antoniego&#13;
Juszkiewicza … wydany został w Krakowie w r. 1900.&#13;
&#13;
1 Wymienione niżej rękopisy odnotowane są w następujących katalogach rękopisów Biblioteki Naukowej PAU-PAN w Krakowie: J. Czubek Katalog rękopisów Akademii Umiejętności w Krakowie [sygn. 1-1588], Kraków 1906; Katalog rękopisów biblioteki Polskiej Akademii&#13;
Nauk w Krakowie: sygnatury 2149–2298, opracowali Z. Jabłoński, A. Preissner i B. Schnaydrowa, Wrocław 1965; Katalog rękopisów Biblioteki Polskiej Akademii Nauk w Krakowie,&#13;
sygn. 2299-2630, opracowali Z. Jabłoński, A. Preissner i B. Schnaydrowa, Kraków 1967;&#13;
Katalog rękopisów Biblioteki Polskiej Akademii Nauk w Krakowie: sygnatury 2907–3606,&#13;
opracowali J. Dużyk i B. Schnaydrowa pod red. Z. Jabłońskiego, Wrocław 1973; Katalog rękopisów Biblioteki Polskiej Akademii Nauk w Krakowie. Sygnatury 3607–4003, opracowali&#13;
B. Schnaydrowa i J. Staszel pod red. Z. Jabłońskiego, Wrocław 1976.&#13;
&#13;
270&#13;
&#13;
�Papiery osobiste, sygn. BN PAU i PAN: 2183 (do roku 1965 sygn. 21841),&#13;
kart 141. W katalogu rękopisów BN PAU i PAN tytuł: Papiery osobiste Oskara Kolberga, z notą: „Zapis Oskara Kolberga”.&#13;
Materiały zawarte w tym zespole podzielone są na trzy grupy: świadectwa (k. 1–63), dokumenty sporządzone przez Kolberga (k. 64–84) oraz&#13;
rachunki i kwity (k. 85–141). Wśród świadectw znajdują się dokumenty osobiste: metryka, paszporty, zaświadczenia o pracy i dyplomy członkowskie&#13;
różnych towarzystw. W dziale drugim są dokumenty, z których najbardziej&#13;
istotne dla poznania biografii Kolberga to: itinerarium, czyli wykaz podróży&#13;
z lat 1836–1885 sporządzony prawdopodobnie w roku 1889, szkic autobiografii pochodzący zapewne z tego samego roku, wykazy tek z rękopisami&#13;
z roku 1886 i 1887, dwa egzemplarze konceptu testamentu (z r. 1883), przekazującego Akademii Umiejętności zebrane przez Kolberga materiały etnograficzne. Dział trzeci to pokwitowania i rachunki, a także rozliczenia i inne&#13;
notatki finansowe Kolberga związane przede wszystkim z drukiem Ludu&#13;
lub prac wcześniejszych. Znaczna część dokumentów zawartych w tym&#13;
zbiorze została wykorzystana, odnotowana lub w całości opublikowana&#13;
w Korespondencji … (T. 64–66), a także we wstępach do innych tomów&#13;
Dzieł wszystkich O. Kolberga i w jego biografii (T. 85 cz. I–III).&#13;
Miscellanea, sygn. BN PAU i PAN: 2184 (do r. 1965 sygn. 21832), kart 389.&#13;
W katalogu rękopisów BN PAU i PAN tytuł: Miscellanea z rękopisów Oskara Kolberga, z notą: „Zapis Oskara Kolberga”.&#13;
Przechowywane obecnie w tej tece materiały są bardzo zróżnicowane,&#13;
znajdują się w niej głównie rękopisy Kolberga, m.in.: zapisy folkloru z Kieleckiego, Mazowsza, Podola i innych regionów, fragmenty czystopisów jego&#13;
różnych publikacji (m.in. Rzecz o mowie ludu wielkopolskiego, Indianie&#13;
amerykańscy, recenzja zbioru mazurów A. Kratzera), bruliony odpowiedzi&#13;
na recenzję H. Biegeleisena, kilka stron odbitek korektorskich Pokucia cz.&#13;
II, bruliony pism dotyczących wystawy etnograficznej w Moskwie w 1867&#13;
r., kompozycje Kolberga (pieśni i mazur), spisy odbiorców i subskrybentów&#13;
Ludu, spisy osób z Mazur i z Pomorza, które Kolberg chciał polecić Sekcji&#13;
Etnograficznej Akademii Umiejętności jako współpracowników, notatki do&#13;
1 W r. 1964 w Bibliotece PAN zespołowi rękopisów o sygnaturze 2183 nadano nową sygnaturę 2184 i odwrotnie. Zob. przypis 1 na s. 224.&#13;
2 Zob. przypis poprzedni.&#13;
&#13;
271&#13;
&#13;
�biografii kilku osób, m.in. Juliusza i Antoniego Kolbergów i Józefa Konopki,&#13;
spisy rycin „typów ludowych” znajdujących się w Muzeum Ossolińskich we&#13;
Lwowie i in. Dość liczne są rękopisy innych osób: pieśni z Mazur w zapisach&#13;
Kossobudzkiego z Margrabowa, Mroczka, Burego z Jełgunia i W. Kętrzyńskiego, zapisy M. Hemplówny z Chełmskiego, formularz Szematu W. Ks.&#13;
Poznańskiego wypełniony we Włoszakowicach. Osobną grupę stanowią&#13;
druki: m.in. egzemplarze czasopism z recenzjami Króla pasterzy i z innymi&#13;
artykułami o Kolbergu, statut Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego,&#13;
Instrukcja do badania właściwości ludowych Sekcji Etnologicznej akademickiej Komisji Antropologicznej (Kraków 1874).&#13;
Teka liczy blisko 400 kart, jest więc bardzo obszerna i opis jej zawartości&#13;
jest tu z konieczności skrótowy. Wskazuje jednak, że zebrano w niej rękopisy i druki różnych autorów, na różne tematy i związane z różnymi okresami&#13;
działalności Kolberga. Jest to więc zbiór dokumentów raczej przypadkowy.&#13;
Były one prawdopodobnie wyjmowane z różnych tek lub znalezione poza&#13;
założonymi przez Kolberga tekami, a następnie złożone razem w jednym&#13;
zespole archiwalnym, którego układ nie oddaje treści ani autorstwa znajdujących się tam materiałów.&#13;
Korespondencja Oskara Kolberga, sygn. BN PAU i PAN: 2185, t. 1–4,&#13;
łącznie kart 1400 (t. 1 – kart 301, t. 2 – kart 324, t. 3 – kart 377, t. 4 – kart&#13;
398). W katalogu rękopisów BN PAU i PAN z notą: „Zapis Oskara Kolberga”.&#13;
Zespół zawiera listy otrzymane przez Kolberga i bruliony listów pisanych&#13;
przez niego, ponadto pokwitowania drukarni itp. dokumenty. W tekach 1–3&#13;
listy otrzymane przez Kolberga ułożone są alfabetycznie według nazwisk&#13;
autorów i nazw instytucji, listy każdego autora ułożone chronologicznie.&#13;
W tece 4 znajdują się bruliony listów Kolberga, również uporządkowane&#13;
alfabetycznie według nazwisk i nazw adresatów, a w tych grupach chronologicznie. Zespół ten zawiera blisko 900 jednostek epistolograficznych,&#13;
a także pokwitowania itp. Dwa listy zachowały się w kopiach I. Kopernickiego, który był zapewne zbieraczem autografów i otrzymał oryginały od&#13;
Kolberga, sporządzając w zamian kopie.&#13;
Większość listów dotyczy badań naukowych, spraw wydawniczych&#13;
i podróży Kolberga. Do niektórych dołączone były notatki etnograficzne&#13;
bądź zapisy folkloru na osobnych kartach, lub bezpośrednio w liście. Materiały te w znacznej części opublikował Kolberg w odpowiednich tomach&#13;
Ludu, pozostałe są zamieszczone w nowych monografiach lub w tomach&#13;
272&#13;
&#13;
�suplementowych. Wszystkie listy zostały wydane w tomach Korespondencja Oskara Kolberga cz. I–III (T. 64–66).&#13;
G.G. [Gustaw Gizewiusz] Pieśni ludu znad górnej Drwęcy w parafiach&#13;
ostródzkiej i kraplewskiej zbierane w 1836 do 1840-go roku przez […].&#13;
Sygn. BN PAU i PAN 2559, stron 612.&#13;
Do roku 1939 rękopis Gustawa Gizewiusza (1810-1848) znajdował się&#13;
w tece 3 Mazury pruskie O. Kolberga. Manuskrypt swój G. Gizewiusz powierzył około roku 1844 K. W. Wójcickiemu, który przekazał go Kolbergowi1. Rękopis zawiera ponad 400 tekstów pieśni i do niektórych z nich melodie (32 zapisy nutowe). Część pieśni Kolberg zamieścił w tomie Pieśni ludu&#13;
polskiego w 1857 r., większość w rękopisie monografii Mazury pruskie&#13;
wydanej jako T. 40 Dzieł, pozostałe dołączone zostały do tej monografii&#13;
w aneksie (s. 486-581 tomu 40)2.&#13;
Podkarpacie polskie, sygn. BN PAU i PAN: 3194, kart 84. W katalogu rękopisów BN PAU i PAN tytuł: Góry i Podgórze. Materiały etnograficzne&#13;
zebrane z okolic Pogórza Karpackiego, z notą „Dar Komisji Etnograficznej&#13;
PAU”.&#13;
Ten zespół rękopisów był prawdopodobnie przechowywany pierwotnie w tece 34. Miscellanea 4 — jego zawartość odpowiada punktowi&#13;
pierwszemu opisu Kopernickiego odnoszącego się do teki 34: „Podgórze polskie (Rymanów, Wzdów, Iwonicz, Dynów” (zob. wyżej informacje o tece 34). Obecnie w zbiorze o tej sygnaturze znajdują się głównie&#13;
zapisy terenowe Kolberga z lat 1883–1885, tj. z jego ostatniego okresu&#13;
badań, a dotyczą wszystkich aspektów kultury ludowej, zapisy Kolberga&#13;
pochodzą w większości ze Wzdowa, Rymanowa, Iwonicza i Czaszyna. Tylko dwie karty to rękopisy innych osób. Ponadto znajdują się tu rysunki&#13;
i akwarele. Prawie wszystkie materiały z tej teki wydane zostały w monografii Sanockie-Krośnieńskie (T. 49–51). Nieliczne pozostałe zamieszczone&#13;
1 W Katalogu rękopisów błędna informacja: „dar Gustawa Giżyckiego” (Katalog rękopisów Biblioteki Polskiej Akademii Nauk w Krakowie, sygn. 2299-2630, oprac. Z. Jabłoński,&#13;
A. Preissner i B. Schnaydrowa, Kraków 1967, s. 149). W zbiorach biblioteki PAU manuskrypt&#13;
Gizewiusza znalazł się jako część spuścizny rękopiśmiennej Kolberga, który otrzymał go przed&#13;
1857 r. od K.W. Wójcickiego. Kolberg przechowywał ten rękopis w tece 3 Mazury pruskie.&#13;
2 Rękopis G. Gizewiusza został w całości wydany w Poznaniu w 2000 r. w opracowaniu&#13;
Danuty Pawlak.&#13;
&#13;
273&#13;
&#13;
�są w suplemencie do Przemyskiego (T. 83), w Podolu (T. 47) i w Rusi&#13;
Czerwonej (T. 56–57).&#13;
Podkarpacie ukraińskie, sygn. BN PAU i PAN: 3195–3201, łącznie kart&#13;
436. W katalogu BN PAU i PAN zespoły rękopisów o sygn. 3195–3199 mają&#13;
tytuł: Góry i Podgórze. Materiały etnograficzne zebrane z okolic Beskidu&#13;
Wschodniego, rękopisy o sygn. 3200 tytuł Góry i Podgórze. Materiały etnograficzne zebrane z okolic Beskidu Wschodniego (Bieszczady), rękopisy&#13;
o sygn. 3201: Wypisy źródłowe, notaty i zapiski Oskara Kolberga dotyczące ludności ruskiej (Łemków) zamieszkującej Beskid Wschodni (Bieszczady). W katalogu zespoły te mają noty „Dar Komisji Etnograficznej PAU”.&#13;
Obecnie siedem osobnych zespołów archiwalnych, stanowiących w roku&#13;
1886 część teki 18, a następnie teki 34 (zob. wyżej informacje o tej tece).&#13;
Rękopisów tych dotyczy fragment wykonanego przez Kopernickiego opisu&#13;
dawnej teki 34: „2. Podgórze ruskie od górnego Sanu i Dniestru (Ustrzyki D., Czaszyn, Leszczowate, Boberka). Piękne materiały na duży tom lub&#13;
2 mniejsze. 3. Górale ruscy (Połonińcy) od Procisnego i Baligrodu, włączy&#13;
się do mojej monografii o Góralach ruskich. 4. Wypisy i notatki rozmaite.”&#13;
W zespołach tych przeważają zapisy Kolberga powstałe w czasie badań&#13;
terenowych w latach 1883–1885. Większość wykonana została w Bóbrce, Leszczowatem, Solinie, Procisnem, Czaszynie, Wzdowie, Wołtuszowej,&#13;
Rymanowie i w miejscowościach sąsiednich. Nieliczne są zapisy innych&#13;
osób, wśród nich Pelagii i Józefa Blizińskich, przyjaciół Kolberga, do których należała do r. 1888 Bóbrka, oraz Aleksandry Zduniowej z Procisnego,&#13;
gdzie Kolberg prowadził badania w r. 1884, a także dwu osób nieznanych.&#13;
Podział materiału na odrębne zespoły o sygn. 3195–3200 oddaje w części&#13;
Kolbergowski podział na „podteczki” w pierwotnej tece regionalnej, który&#13;
odpowiadał zaplanowanemu porządkowi treści w monografii. Pomiędzy&#13;
zapisami z Sanockiego, które są najliczniejsze, znajdują się także notatki&#13;
terenowe z Przemyskiego oraz nieliczne zapisy z innych regionów, m.in.&#13;
z Wielkopolski. Wszystkie materiały zostały wydane drukiem, większość&#13;
w monografii Sanockie–Krośnieńskie (T. 49–51), pozostałe w odpowiednich tomach regionalnych, lub w suplementach do tomów wydanych przez&#13;
Kolberga. Obecna zawartość tych zespołów archiwalnych przedstawia się&#13;
następująco:&#13;
– sygn. 3195, kart 54. Znajdują się tu głównie rękopisy terenowe&#13;
Kolberga dotyczące obrzędów i zwyczajów dorocznych, inne zagadnienia&#13;
274&#13;
&#13;
�(obrzędy rodzinne, pieśni, wierzenia) pojawiają się wtedy, gdy w czasie wywiadów zapisane były na jednej karcie z informacjami o obrzędach dorocznych. Prawie wszystkie notatki w tej tece pochodzą z Sanockiego i zostały&#13;
zamieszczone w monografii tego regionu (T. 49–51). Nieliczne pochodzą&#13;
z Przemyskiego (rysunki pisanek z Iskani) oraz z okolic Stanisławowa, Bełza&#13;
i innych miejscowości. Te zamieszczono w suplemencie do Przemyskiego&#13;
(T. 83) i w tomie Ruś Czerwona (T. 57/II).&#13;
– sygn. 3196, kart 41. Przeważają w tym zespole zapisy pieśni powszechnych, niezwiązanych z obrzędami, w większości zapisane są z melodiami.&#13;
Pochodzą z badań terenowych Kolberga w Bóbrce, Leszczowatem, Czaszynie, Ustrzykach, Myczkowcach, a także w Rymanowie i Klimkówce oraz&#13;
w Sanoku. Zostały opublikowane w monografii Sanockie-Krośnieńskie&#13;
(T. 49–51), nieliczne pieśni z Przemyskiego zamieszczono w suplemencie&#13;
do monografii tego regionu (T. 83).&#13;
– sygn. 3197, kart 37. Znajdują się tu prawie wyłącznie rękopisy terenowe Kolberga z opisami obrzędów rodzinnych, głównie wesel, oraz niewielka ilość pieśni i melodii powszechnych, niezwiązanych z obrzędami.&#13;
W większości zapisane były w Leszczowatem, Czaszynie, Bóbrce, Solinie&#13;
i Chrewcie. Ponadto jest tu opis wesela w Tarnawie w rękopisie nieznanego&#13;
autora. Wszystkie materiały zostały zamieszczone w monografii Sanockie-Krośnieńskie (T. 49–51), tylko jedna melodia z Sambora została włączona&#13;
do suplementu do Przemyskiego (T. 83).&#13;
– sygn. 3198, kart 74. Zespół zawiera zanotowane przez Kolberga w terenie teksty bajek, legend, podań i anegdot, a także zagadki, innych zagadnień dotyczą nieliczne notatki. Najwięcej tekstów pochodzi z Bóbrki, Soliny&#13;
i Leszczowatego. Wszystkie zostały opublikowane w cz. III monografii Sanockie-Krośnieńskie (T. 51).&#13;
– sygn. 3199, kart 65. Zespół zawiera pochodzące z Sanockiego notatki&#13;
terenowe na temat kultury materialnej oraz obrzędów i zwyczajów, a także pieśni, bajki i zapiski o wierzeniach. Na dwu kartach są zapisy pieśni&#13;
i melodii ze Szlachtowej, a przypadkowo znajdują się w tece czystopisy&#13;
pieśni z Wielkopolski, ponieważ ich odwrotnych, niezapisanych stron, użył&#13;
Kolberg w czasie badań w Sanockiem. Na kilkunastu kartach znajdują się&#13;
szkice sprzętów i chat, a także strojów weselnych i codziennych wykonane&#13;
przez Kolberga oraz przez osoby nieznane. Zapisy z Poznańskiego i Kaliskiego opublikował Kolberg w cz. V Poznańskiego (T. 13) i w cz. I Kaliskiego&#13;
(T. 23), pozostałe dotyczące tych regionów zamieszczono w suplementach&#13;
275&#13;
&#13;
�(T. 74 i 79), ponad dwadzieścia pieśni i melodii instrumentalnych ze Szlachtowej opublikowano w monografii Góry i Podgórze (T. 44–45). Materiały&#13;
z regionu Sanockiego, stanowiące większość w tece, zostały zamieszczone&#13;
w Sanockiem-Krośnieńskiem (T. 49–51).&#13;
– sygn. 3200, kart 68. Większość zawartych w tym zespole notatek dotyczy wierzeń, wróżb, przesądów, medycyny ludowej itp., ponadto znajdują&#13;
się tu opisy chat, sprzętów, strojów i ich szkice wykonane przez Kolberga&#13;
i osoby nieznane. Przeważają rękopisy terenowe Kolberga, są tu także rękopisy Józefa i Pelagii Blizińskich oraz karty, na których do ich zapisów&#13;
dodał Kolberg własne notatki. Zapisy pochodzą głównie z Bóbrki, poza&#13;
tym z Czaszyna, Leszczowatego, Procisnego, Wzdowa, a pojedyncze z innych miejscowości regionu. Wszystkie zostały zamieszczone w monografii&#13;
Sanockie-Krośnieńskie (T. 49–51).&#13;
– sygn. 3201, kart 97. Znajdują się tu odpisy, wyciągi i notatki Kolberga&#13;
z artykułów na temat kultury ludowej zamieszczanych w pracach zwartych&#13;
bądź w prasie warszawskiej, krakowskiej, lwowskiej i wielkopolskiej z lat&#13;
1830–1886. M.in. jest tu transkrypcja obszernej rozprawy A. J. Torońskiego&#13;
Rusiny-Lemki drukowanej w Zorii halickiej (Lwów [1859]), odpis artykułu Lud u źródeł Sanu i Dniestru zamieszczonego w „Wędrowcu” w 1882&#13;
r. pod pseudonimem Adnaw, oraz duża liczba tekstów pieśni odpisanych&#13;
ze zbioru J. F. Hołowackiego Narodnyja piesni… (1863–1870). Materiały&#13;
związane z regionem sanockim zostały opublikowane w tomach Sanockie–&#13;
Krośnieńskie (T. 49–51). Znajdujące się tu także odpisy z prac dotyczących&#13;
innych regionów zostały zamieszczone w suplemencie do Przemyskiego&#13;
(T. 83), w Rusi Czerwonej (T. 56–57), Rusi Karpackiej (T. 54), słowackie&#13;
w Materiałach do etnografii Słowian zachodnich i południowych, cz. II&#13;
Czechy, Słowacja (T.59/II). Nieliczne pieśni ukraińskie pozbawione not&#13;
lokalizacyjnych przeznaczono do tomu Materiały do etnografii Słowian&#13;
wschodnich (T. 58, przygotowany do druku).&#13;
Chełmskie, sygn. BN PAU i PAN: 3202–3205, łącznie kart 416, obecnie cztery osobne zespoły archiwalne stanowiące w r. 1886 tekę 27 Ruś chełmska&#13;
i podlaska. W katalogu rękopisów BN PAU i PAN dla rękopisów o sygn.&#13;
3202 tytuł: Materiały zebrane przez Oskara Kolberga dotyczące Chełmszczyzny oraz dawnych guberni lubelskiej i siedleckiej, dla rękopisów o sygnaturach 3203–3205 tytuły Chełmszczyzna. W katalogu zespoły te mają&#13;
noty: „Dar Komisji Etnograficznej PAU”.&#13;
276&#13;
&#13;
�Materiały z dawnej teki 27 w znacznej części wydane zostały drukiem&#13;
przez Kolberga i Kopernickiego w monografii Chełmskie cz. I i II (T. 33–34),&#13;
pozostałe w suplemencie do niej (T. 82 i Aneks do t. 82).&#13;
Obecna zawartość i układ kart w tych czterech zespołach odbiega od&#13;
stanu pozostawionego przez Kolberga, ponieważ zmienił je już Kopernicki,&#13;
przygotowując do druku cz. II Chełmskiego w latach 1890–1891. Później,&#13;
w latach 1959–1961 na polecenie J. Gajka wyjęto z nich karty ze szkicami&#13;
oraz fotografie (zob. wyżej opis zawartości teki 47), a w r. 1972 w trakcie archiwalnych prac porządkowych w Bibliotece PAN usunięto z nich niektóre&#13;
druki, m.in. odbitki dwu prac M. Hemplówny zawierających spisy roślin&#13;
jawnokwiatowych („Pamiętnik Fizjograficzny” R. 5: 1885, s. 135–153 i 154–&#13;
–159), przemieszczono też wtedy część kart między tymi zespołami, a w ich&#13;
obrębie ułożono karty w innej kolejności. Dziś zawartość tych czterech&#13;
zespołów przedstawia się następująco:&#13;
– sygn. 3202, kart 210. Znajduje się tu niewielka liczba rękopisów Kolberga, większość to rękopisy Marii Hemplówny i innych osób, ponadto&#13;
wycinki z prasy i inne druki oraz dwie mapy Juliusza Kolberga z jego&#13;
Atlasu Królestwa Polskiego (wyd. 1825–1827) – województwo podlaskie&#13;
i województwo lubelskie, z notatkami Oskara. Przeważająca część materiałów dotyczy Chełmskiego, nieliczne Lubelskiego. Wśród materiałów&#13;
otrzymanych przez Kolberga od M. Hemplówny jest opracowany przez nią&#13;
obszerny słownik gwarowy wraz z rozprawą o języku znanych autorce&#13;
okolic Chełma. Ponadto przechowywany jest tam rękopis Pauliny Charłampowiczówny z notatkami etnograficznymi z okolic Puchaczowa i rękopis&#13;
nieznanego księdza unickiego z Podlasia. Materiały te zostały wykorzystane&#13;
przez Kolberga i Kopernickiego w monografii Chełmskie (T. 33–34), część&#13;
wcześniej przez Kolberga w Lubelskiem (T. 16–17). Pozostałe zamieszczono&#13;
w suplementach do tych tomów (T. 75 i 82).&#13;
– sygn. 3203, kart 64. Znajduje się tu głównie dokumentacja folkloru&#13;
muzycznego z Chełmskiego, a częściowo także z Lubelskiego, są to zapisy&#13;
Kolberga, Marii Hemplówny i osób nieznanych. Ponadto jest tu zbiorek&#13;
pieśni bez melodii spisanych w r. 1870 przez Andrzeja Wojtasa, służącego&#13;
w Podhorcach. Materiały te wydane zostały zgodnie z odnotowanymi&#13;
lokalizacjami w tomach Chełmskie (T. 33–34), Lubelskie (T.16–17) i w suplementach do nich (T. 75 i 82).&#13;
– sygn. 3204, kart 51. Materiały znajdujące się obecnie w tym zespole to&#13;
rękopisy Kolberga i M. Hemplówny dotyczące wierzeń, przesądów i praktyk&#13;
277&#13;
&#13;
�leczniczych i magicznych oraz rękopisy Kopernickiego, który po śmierci&#13;
Kolberga przygotowywał do druku drugą część Chełmskiego i przepisywał&#13;
fragmenty pierwotnych notatek, aby nadać im porządek konieczny w publikacji. Materiały te wydane zostały w monografii Chełmskie cz. II (T. 34)&#13;
i suplemencie do niej (T. 82).&#13;
– sygn. 3205, kart 91. Materiały znajdujące się obecnie w tym zespole&#13;
to w większości rękopisy M. Hemplówny, z zapisami na temat dialektu&#13;
(przyczynki leksykalne) i świata wierzeń. Mniej liczne są rękopisy Kolberga&#13;
dotyczące wierzeń i słownika. Tak jak w zespole o sygn. 3204, tak i tutaj&#13;
znajdują się rękopisy Kopernickiego, tj. jego kopie zapisów Hemplówny&#13;
i Kolberga, wykonane w trakcie przygotowywania materiałów z tej teczki&#13;
do druku w cz. II Chełmskiego (t. 34). Teksty pominięte w tej edycji wydano&#13;
w suplemencie do Chełmskiego (T. 82).&#13;
Wołyń, sygn. BN PAU i PAN: 3206 i 3207, łącznie kart 342, dziś dwa osobne&#13;
zespoły archiwalne stanowiące w r. 1886 tekę 26 o takim samym tytule.&#13;
W katalogu rękopisów BN PAU i PAN obydwa zespoły mają również tytuł&#13;
Wołyń i noty: „Dar Komisji Etnograficznej PAU”.&#13;
Zawartość dawnej teki 26 i jej układ zostały zmienione przez J. Tretiaka&#13;
w trakcie przygotowywania do druku tomu Wołyń (wyd. 1907), a następnie&#13;
podczas porządkowania rękopisów przed drukiem katalogu przez Bibliotekę&#13;
PAN. Obecnie przedstawia się ona następująco:&#13;
– sygn. 3206, kart 193. Tu znajduje się część rękopisów terenowych&#13;
Kolberga powstałych w czasie badań prowadzonych przez niego na Wołyniu w roku 1862. Są to pieśni, opisy wesel z tekstami pieśni i melodiami oraz sporządzone przez Kolberga czystopisy części tych materiałów.&#13;
Ponadto jest tu obszerny rękopis pt. Ukraińskie śpiewy i tańce nieznanego autora, wykonany w okolicy Kowla (117 tekstów i 74 melodie). Poza&#13;
rękopisami terenowymi znajdują się w tej tece notatki Kolberga z prasy&#13;
i z prac zwartych na temat Polesia wołyńskiego i Wołynia oraz wycinki&#13;
z prasy. Większość materiałów została wydana przez J. Tretiaka w r. 1907&#13;
w tomie Wołyń (T. 36), a pochodzące z tego regionu, ale nie uwzględnione przez niego wydano w suplemencie (T. 84). Część na podstawie czystopisów Kolberga zachowanych w innych tekach zamieszczona została&#13;
w tomie Białoruś-Polesie (T. 52), a nieliczne zapisane w okolicy Kamieńca&#13;
Podolskiego w tomie Podole (T. 47). Pieśni i inne materiały pozbawione&#13;
not lokalizacyjnych, a zanotowane w języku ukraińskim, przeznaczono do&#13;
278&#13;
&#13;
�tomu Materiały do etnografii Słowian wschodnich (T. 58, przygotowany&#13;
do druku).&#13;
– sygn. 3207, kart 149. W tym zespole znajdują się pozostałe Kolbergowskie zapisy terenowe z Wołynia i ich czystopisy oraz nieliczne pochodzące&#13;
z Podola i z Chełmskiego, ponadto kilka rękopisów o niewielkiej objętości&#13;
nieznanych autorów z Wołynia. Większość materiałów z tej teki została&#13;
wydana przez J. Tretiaka w r. 1907 w tomie Wołyń (T.36), niewydane przez&#13;
niego zamieszczono w suplemencie do tego tomu (T. 84), pozostałe w Podolu (T. 47), w suplemencie do Chełmskiego (T. 82), a zapisy w języku&#13;
ukraińskim bez not lokalizacyjnych przeznaczono do tomu Materiały do&#13;
etnografii Słowian wschodnich (T. 58, przygotowany do druku).&#13;
W spuściźnie Kolberga nie ma obecnie rękopisu bajek Prusinowskiego&#13;
wydanych w roku 1907 przez Tretiaka w T. 36 oraz wymienionych przez&#13;
Kopernickiego w opisie teki wołyńskiej (zob. wyżej teka nr 26).&#13;
Mazury pruskie, sygn. BN PAU i PAN: 3208, kart 269. Fragment dawnej&#13;
Kolbergowskiej teki 3 o takim samym tytule. W katalogu rękopisów BN PAU&#13;
i PAN tytuł: O życiu i zwyczajach Mazurów pruskich, z notą: „Dar Komisji&#13;
Etnograficznej PAU”.&#13;
Jest to rękopis monografii regionu przygotowany do druku przez&#13;
Kolberga w latach 1889–1890; do września 1939 roku znajdował się w tece&#13;
3 Mazury (zob. wyżej informacje o tej tece); na początku wojny został&#13;
wyjęty z teki i zakonspirowany w muzeum przyrodniczym PAN. Odnaleziony i rozpoznany dopiero kilka lat po wojnie stał się podstawą tomu&#13;
Mazury Pruskie, gdzie został opublikowany w całości (T. 40, s. 3–470).&#13;
Rękopis pozbawiony jest karty tytułowej i kilkunastostronicowego wstępu&#13;
Kolberga, zaginionych lub dla zabezpieczenia całego rękopisu zniszczonych&#13;
na początku okupacji niemieckiej w roku 1939. Na odwrotach kart z tej&#13;
teki znajdują się pojedyncze pieśni wydane wcześniej w Kujawach (T. 4),&#13;
Krakowskiem (T. 6), Lubelskiem (T. 17), Łęczyckiem (T. 22), Radomskiem&#13;
(T. 21) i w Mazowszu (T. 25, 27 i 28) ponieważ Kolberg, przygotowując&#13;
do druku materiały z Mazur, posługiwał się niekiedy dla oszczędności&#13;
ćwiartkami papieru użytymi pierwotnie do innych czystopisów i zapełnionymi tylko jednostronnie.&#13;
&#13;
279&#13;
&#13;
�Papiery osobiste, sygn. BN PAU i PAN: 3209, kart 21. W katalogu rękopisów BN PAU i PAN tytuł: Fragment papierów osobistych Oskara Kolberga&#13;
z notą: „Dar Komisji Etnograficznej PAU”.&#13;
Jest to niewielki zbiór dokumentów pochodzących z różnych okresów&#13;
życia Kolberga i mających zróżnicowany charakter: listy gratulacyjne związane z jubileuszem pięćdziesięciolecia jego pracy w r. 1889, dokumenty&#13;
dotyczące międzynarodowych kontaktów etnografa, a także paru spraw rodzinnych. Jest to zbiór raczej przypadkowy, prawdopodobnie zgromadzono&#13;
w nim dokumenty odnalezione lub rozpoznane już po zinwentaryzowaniu&#13;
wcześniej wyodrębnionych zespołów papierów osobistych i korespondencji. Część dokumentów (listy) została opublikowana w Korespondencji…&#13;
(T. 64–66), pozostałe wykorzystano w biografii Kolberga.&#13;
Papiery osobiste, sygn. BN PAU i PAN: 3210, kart 24. W katalogu rękopisów&#13;
BN PAU i PAN tytuł: Notatnik zawierający rachunki osobistych wydatków&#13;
Oskara Kolberga za lata 1859-1869, z notą: „Dar Komisji Etnograficznej&#13;
PAU”.&#13;
Zawartość teki stanowi zeszyt, w którym Kolberg w latach 1859–1869&#13;
notował swe wydatki i dochody. Między kartki zeszytu włożona jest luźna&#13;
karteczka ze szczegółowymi notatkami Kolberga z podróży odbytych latem&#13;
1859 i 1860 r. Notatki zawarte w zeszycie są ważnym źródłem do poznania&#13;
sytuacji materialnej Kolberga, informacje o honorariach pomagają ustalić,&#13;
jakie teksty dawał do druku w tym okresie, a zapiski o wydatkach m.in.&#13;
uściślają daty i miejsca badań terenowych z lat ujętych w zeszycie oraz&#13;
podają koszty druku Sandomierskiego i Kujaw. Wszystkie są istotnym źródłem do biografii Kolberga, wykorzystywane też były przez autorów wstępów do monografii regionalnych i tomów suplementowych wydawanych&#13;
na podstawie rękopisów.&#13;
Listy różne, sygn. BN PAU i PAN: 3211, kart 11.&#13;
W katalogu rękopisów BN PAU i PAN tytuł: Listy różnych osób do różnych&#13;
adresatów ze zbioru Oskara Kolberga z notą: „Dar Komisji Etnograficznej&#13;
PAU”.&#13;
Zespół ten obejmuje pięć listów osób związanych z Kolbergiem (A. Bochdanowej, L. Jenikego, L. Oehmigke, F. Streita i J. Wernerowej), ale nie do&#13;
niego kierowanych. Zawierają one m.in. przyczynkarskie informacje dotyczące wyrobów rzemiosła ludowego przysyłanych z Zadwórza przez&#13;
280&#13;
&#13;
�A. Bochdanową na ręce Kolberga dla muzeum Akademii oraz planowanego druku rycin do Pokucia w Wiedniu. Część poświęcona jest sprawom&#13;
rodzinnym.&#13;
Potęgi nadprzyrodzone w wyobraźni Mazurów Pruskich. Studium&#13;
mytologiczne według Toeppena skreślił O. Kolberg, sygn. BN PAU i PAN&#13;
3572, kart 19. W katalogu rękopisów BN PAU i PAN z notą: „Dar Komisji&#13;
Etnograficznej PAU”.&#13;
Rękopis jest przekładem fragmentu pracy M. Toeppena Abergaluben&#13;
aus Masuren… (Danzig 1867). Kolberg planował wydanie tego przekładu&#13;
jako osobnego artykułu, tekst został ostatecznie w niewielkim stopniu przez&#13;
niego przeredagowany i włączony do rękopisu monografii Mazury pruskie,&#13;
stanowiąc jego osobny rozdział (w T. 40 s. 52–82). Na odwrocie końcowych&#13;
kart czystopisy pięciu pieśni mazurskich wydanych również w T. 40.&#13;
Mazury pruskie, sygn. BN PAU i PAN 3891, kart 82. W katalogu rękopisów&#13;
BN PAU i PAN tytuł Mazurskie pieśni ludowe (Materiały zebrane przez&#13;
Wojciecha Kętrzyńskiego i przekazane Oskarowi Kolbergowi), z notą „Dar&#13;
Komisji Etnograficznej PAU”.&#13;
Rękopisy te stanowiły część dawnej teki 3. Karty 1–65 to wykonane&#13;
przez Wojciecha Kętrzyńskiego zapisy pieśni mazurskich pochodzące z Orłowa pod Lecem (tj. Giżyckiem) i ze Sztynortu pod Węgorzewem. Drugi&#13;
zespół to 14 kart z przemowami weselnymi zapisanymi prawdopodobnie&#13;
przez nieznanego z imienia p. Bercio. Ponadto jest tam karta z rękopisem&#13;
nieznanego autora i bilet wizytowy W. Kętrzyńskiego, dołączony do rękopisów przysłanych przez niego Kolbergowi w r. 1890. Pieśni i mowy weselne zamieścił Kolberg w rękopisie swej monografii Mazur (T. 40). Notatka&#13;
z biletu Kętrzyńskiego opublikowana jest w Korespondencji … cz. III (T. 66),&#13;
s. 673.&#13;
Mazury pruskie. Sygn. 3892, kart 9. W katalogu rękopisów BN PAU i PAN&#13;
tytuł Mazurskie pieśni ludowe zebrane przez Oskara Kolberga, z notą&#13;
„Dar Komisji Etnograficznej PAU”.&#13;
Rękopis stanowił dawniej część teki 3. Na zawartość składa się rkp. Jana&#13;
Karola Sembrzyckiego (1856–1919) lub jego ojca, Karola, pt. Pieśni gminne&#13;
z Mazur. Rękopis ten przekazał Kolbergowi prawdopodobnie W. Kętrzyński&#13;
w roku 1890. Zapisanych jest tam dziesięć pieśni z melodiami i oracja&#13;
281&#13;
&#13;
�weselna. Kolberg nie zdążył włączyć tego materiału do swej monografii&#13;
poświęconej Mazurom, ponieważ zmarł krótko po otrzymaniu przesyłki.&#13;
Pieśni i oracja zostały opublikowane w T. 40 Mazury pruskie.&#13;
Rękopisy w zbiorach innych bibliotek i w muzeach&#13;
Biblioteka Jagiellońska&#13;
Rzecz o obchodach weselnych, sygn. 4497, zesz. 18, jest to druga część&#13;
rękopisu rozprawy Kolberga Rzecz o obchodach weselnych …, tekst całości&#13;
został opublikowany w Studiach, rozprawach i artykułach (T. 63) według&#13;
pierwodruku zamieszczonego w „Na Dziś” w r. 1872.&#13;
Zbiór autografów M. Ciechanowskiej, sygn. 7891, k. 107-108, tam&#13;
m.in. rkp. Kolberga: czystopis dwu pieśni z Wołynia. Pieśni opublikowane&#13;
w T. 36.&#13;
Zbiór autografów Dynowskiej, sygn. 7892, k. 41, tam m.in. rkp. Kolberga: czystopis notatek i melodii z Wielkopolski; melodia opublikowana przez&#13;
Kolberga w T. 13, pozostałe zapisy w suplemencie do Poznańskiego (T. 74).&#13;
Biblioteka Narodowa&#13;
Kopia testamentu Oskara Kolberga sporządzona przez I. Kopernickiego dla&#13;
Karoliny Wąsowskiej, bratanicy Oskara. Zakład Rękopisów, sygn. BN II&#13;
6487.&#13;
Biblioteka Uniwersytecka w Warszawie&#13;
Przemyskie, sygn. 465 (dawniej TNW 150) – rękopis tomu Przemyskie&#13;
(T. 35) redagowanego przez Kolberga w r. 1890 i dokończonego w r. 1891&#13;
przez Kopernickiego (wyd.: Kraków 1891). W Katalogu rękopisów Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie, opracowanym przez H. Kozerską&#13;
i W. Stummer (Warszawa 1973, s. 177), opis następujący: „Przemyskie. Materiały do studium etnograficznego okolic Przemyśla oraz fragmenty dotyczące innych okolic, zebrane przez Oskara Kolberga. Kraj i lud, zwyczaje&#13;
i obrzędy, pieśni i tańce (teksty i nuty), bajki i wierzenia, k. 1–352 […]. Ze zb.&#13;
M. Federowskiego”.&#13;
282&#13;
&#13;
�Jest to kompletny rękopis tomu 35 Przemyskie. Do sporządzenia rękopisu przeznaczonego dla drukarni wykorzystał Kolberg często karty służące&#13;
pierwotnie do innych tomów, dlatego na odwrotach są fragmenty wcześniejszych czystopisów różnych monografii, m.in. Kujaw, Poznańskiego, Radomskiego, Mazowsza i Łęczyckiego. Wszystkie materiały z Przemyskiego&#13;
zostały wydane drukiem w tomach Przemyskie (T. 35) oraz Przemyskie.&#13;
Suplement do t. 35 (T. 83 cz. I i II). Poza rękopisem przygotowanym dla&#13;
drukarni znajdują się w tej tece liczne zapisy terenowe Kolberga, głównie&#13;
z Przemyskiego, ale także z miejscowości objętych innymi monografiami&#13;
(m.in. z Leszczowatego). Zapisy pochodzące spoza Przemyskiego albo wydał&#13;
Kolberg wcześniej w odpowiednich monografiach, albo wykorzystane zostały w suplementach do nich, zgodnie ze swym regionalnym pochodzeniem.&#13;
Do zbiorów Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego manuskrypt Przemyskiego przyjęty został razem z innymi archiwaliami Towarzystwa Naukowego Warszawskiego i stanowi tam wieczysty depozyt. Pierwotnie miał sygnaturę TNW 150 i tak określano początkowo w Dziełach wszystkich Kolberga&#13;
rękopisy z tej teki. Towarzystwo otrzymało Przemyskie razem ze zbiorami&#13;
Michała Federowskiego po jego śmierci w r. 1923, ale nie udało się ustalić,&#13;
kiedy i dlaczego Kolbergowski manuskrypt dostał się do rąk tego zasłużonego&#13;
badacza folkloru białoruskiego i kolekcjonera dokumentów i rękopisów.&#13;
Biblioteka Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego&#13;
W zbiorach Biblioteki Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego przechowywany jest duży zespół rękopisów kompozycji Kolberga, sygn. 1208,&#13;
12091-3, 1210, 1213–1216, 1218, 12191-3. Składają się nań utwory skończone i wydane drukiem przez kompozytora, a także utwory nie drukowane&#13;
w XIX w., szkice i fragmenty kompozycji nieukończonych, rękopisy z okresu nauki w Warszawie i Berlinie (tzw. Zeszyty do studiów muzycznych)&#13;
oraz kompozycje innych autorów. M.in. zachował się w tym zespole autograf partytury orkiestrowej Króla pasterzy z głosami solowymi i chórem.&#13;
Rękopisy te i druki stanowią prawdopodobnie część materiałów pozostawionych w r. 1871 na przechowaniu w firmie Gebethnera lub u W. Wierzbowskiego przed przeprowadzką Kolberga z Warszawy do zaboru austriackiego. W. Wierzbowski w r. 1876 pytał o zgodę na przekazanie do zbiorów&#13;
WTM zdeponowanych u niego nut i Kolberg zaaprobował tę decyzję. Część&#13;
mogą stanowić nuty przekazane później przez I. Kopernickiego, wykonawcę&#13;
283&#13;
&#13;
�testamentu Kolberga, który zamiar taki konsultował z J. Karłowiczem, nie&#13;
wiadomo jednak, czy darowiznę tę zdążył zrealizować. Utwory Kolberga&#13;
zachowane w zbiorach Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego wydane&#13;
zostały w T. 68 Kompozycje wokalno-instrumentalne i w T. 69 Kompozycje fortepianowe.&#13;
Muzeum Etnograficzne w Krakowie&#13;
— Zespół rękopisów Kolberga i I. Kopernickiego (archiwum MEK, sygn.&#13;
II/155, nr inw. I/191/RKP), składają się nań: dwa bruliony listu Kolberga&#13;
z 10 II 1883 r. do nieznanego adresata w sprawie subwencji na druk Ludu&#13;
oraz fragmenty jego spisu tek pochodzące z okresu późniejszego (razem 4 karty), ponadto karty w obwolucie z tytułem: Kopernickiego charakterystyka tek&#13;
Kolberga (29 kart). Te ostatnie to rękopisy I. Kopernickiego, który po śmierci&#13;
Kolberga sporządził na osobnych kartkach krótki opis zawartości większości&#13;
tek z uwagami o możliwości wykorzystania znajdujących się w nich rękopisów. Notatki Kopernickiego z tek Kolbergowskich wyjął S. Udziela, pierwszy&#13;
dyrektor Muzeum Etnograficznego. Zgromadził je razem zapewne w okresie,&#13;
gdy rękopisy Kolberga znajdowały się pod jego opieką najpierw jako sekretarza Komisji Antropologicznej AU, później wiceprzewodniczącego Komisji&#13;
Etnograficznej PAU, tj. przed rokiem 1935. Prawdopodobnie on też nadał&#13;
notatkom Kopernickiego obecny tytuł i pod nim zapisał: „Wydać 1, 6, 12, 15,&#13;
34, 37, użyć 38”. Wymienione tu rękopisy Kolberga i Kopernickiego potraktowane zostały w zbiorach Muzeum Etnograficznego jako część spuścizny&#13;
S. Udzieli.&#13;
— Rkp. Kolberga: Spis akwarel ubiorów ludowych w Muzeum hr. Dzieduszyckich we Lwowie oraz sprawozdanie z podróży badawczej w roku&#13;
1876, ponadto uwagi na temat zbierania okazów etnograficznych (archiwum MEK, sygn. II/226, nr inw. I/3051/RKP), 4 karty. Obydwa pisma były&#13;
skierowane przez Kolberga do Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności; w zbiorach Muzeum Etnograficznego znalazły się prawdopodobnie, podobnie jak wymienione wyżej, przed rokiem 1935, w czasie, gdy&#13;
wiceprzewodniczącym Komisji Etnograficznej PAU był Seweryn Udziela,&#13;
równocześnie dyrektor Muzeum. Tytuł rękopisu Kolberga nadany został&#13;
w Muzeum Etnograficznym.&#13;
— Rękopis Sąde[c]czyzna i Podhale, z rękopisów pozgonnych wydał&#13;
dr St. Zdziarski, Kraków 1905 (archiwum MEK, nr inw. I/369/RKP), kart&#13;
284&#13;
&#13;
�229. Rękopis przygotowany do druku przez S. Zdziarskiego na podstawie&#13;
materiałów Kolberga z teki 11. W zespole tym, poza kopiami rękopisów&#13;
wykonanymi przez Zdziarskiego, jest jedna karta z oryginalnymi zapisami&#13;
nutowymi Kolberga wyjęta z teki 11 przez Zdziarskiego i włączona przez&#13;
niego do własnego opracowania (tam k. 229). Opracowanie Zdziarskiego&#13;
nie zostało wydane przez Komisję Antropologiczną AU, przed rokiem 1936&#13;
znajdowało się w tece 11 Kolberga, o czym wspomina K. Hławiczka1. Kopie&#13;
Zdziarskiego nie były wykorzystane w druku w tomach Góry i Podgórze&#13;
(T. 44–45), ponieważ poza wspomnianą wyżej kartą z melodiami tańców&#13;
zachowały się oryginały Kolberga — czystopisy lub zapisy terenowe wszystkich materiałów przepisanych przez Zdziarskiego. Zapisy melodii tańców&#13;
z karty włączonej przez Zdziarskiego do jego Sąde[c]czyzny i Podhala zostały wydane w cz. II Gór i Podgórza (T. 45)&#13;
Muzeum Etnograficzne w Rzeszowie&#13;
Kolekcja 25 rysunków piórkiem barwionych akwarelami i akwarel, których&#13;
autorem jest Wojciech Gerson, nr inwentarza MR 25–49. Akwarele i rysunki&#13;
muzeum zakupiło krótko po wojnie od nieznanej dziś osoby. Jest to fragment&#13;
kolekcji ikonograficznej Kolberga, prawdopodobnie część zbiorów pozostawionych przez niego w Modlnicy w r. 1884, po przeniesieniu się do Krakowa.&#13;
Większość rycin została opublikowana przez Kolberga w tomach wydanych&#13;
w latach 1857–1884: Pieśni ludu polskiego (T. 1), Sandomierskie (T. 2), Kujawy (T. 3–4), Krakowskie (T. 7), Lubelskie (T. 17) i Mazowsze (T. 24 i 26),&#13;
pozostałe znalazły się w suplementach do tych monografii (T. 70, 72/II i 80).&#13;
Muzeum im. Oskara Kolberga w Przysusze&#13;
W zbiorach Muzeum znajdują się obecnie następujące rękopisy Kolberga&#13;
oraz dokumenty bezpośrednio z nim związane:&#13;
– Rkp. Kolberga: dwie karty czystopisu części pierwszej Krakowskiego&#13;
zawierające teksty i melodie drukowane przez niego w monografii tego regionu (T. 5), fragmenty korekty tego tomu oraz dwa listy Oskara Kolberga:&#13;
do Romana Konopki i do Marii Eleonory Kolberg, córki Wilhelma, nr inw.&#13;
MOK 2004/4-8 i 171.&#13;
1&#13;
&#13;
K. Hławiczka Niewydane zbiory Oskara Kolberga, „Pion” R. IV ; 1936, nr 47 .&#13;
&#13;
285&#13;
&#13;
�– Materiały Marii Turczynowiczowej do Korespondencji Oskara Kolberga 1937–1976, nr inw. MOK/2004/I. W tym zbiorze: wykonane przez M. Turczynowiczową w latach 1937–1939 kopie listów kierowanych do Kolberga&#13;
i brulionów jego listów. Oryginały w Bibliotece PAU miały sygn. 2030,&#13;
zostały w r. 1937 wypożyczone do Biblioteki Poznańskiego Towarzystwa&#13;
Przyjaciół Nauk i jesienią 1939 r. razem z wieloma innymi archiwaliami&#13;
naukowymi Towarzystwa spalone przez Niemców. Ten zbiór korespondencji Kolberga składał się z 624 jednostek epistolograficznych. Na podstawie&#13;
odpisów M. Turczynowiczowej opublikowano je razem z innymi w Korespondencji… (T. 64–66). W Bibliotece PAU w zespole o sygnaturze 2030&#13;
listy otrzymane przez Kolberga od jednej osoby i bruliony jego odpowiedzi&#13;
do niej zebrane były razem i ułożone chronologicznie, a następnie całostki takie uporządkowano alfabetycznie według nazwisk lub nazw autorów&#13;
i adresatów. Przeważająca część tych listów to korespondencja rodzinna.&#13;
Turczynowiczowa starała się o maksymalną wierność kopii, zachowywała&#13;
układ wierszy, skreślenia, poprawki, dopiski itd., a także błędy ortograficzne i składniowe. Kopie wykonane przez M. Turczynowiczową, staranne&#13;
i dokładne, stanowią około dwu piątych znanej korespondencji Kolberga. W zespole tym znajdowały się także rachunki, spisy odbiorców Ludu,&#13;
rozliczenia z księgarzami i drukarniami, a także inne dokumenty. Niektóre&#13;
z nich zostały wydane jako aneksy w tomach korespondencji, pozostałe&#13;
wykorzystano w biografii.&#13;
Poza kopiami listów w materiałach Marii Turczynowiczowej znajdują&#13;
się także wspomnienia o Oskarze Kolbergu: rękopisy wspomnień spisane&#13;
w latach 1902-1903 przez Antoninę Konopczankę i w roku 1937 przez córki&#13;
Józefa Konopki, Justynę Konopczankę (1862–1957) i Michalinę z Konopków&#13;
Paszkiewiczową (ur. 1860) oraz maszynopisy wspomnień spisane w r. 1937&#13;
przez jego bratanice, Antoninę Brzozowską i Walentynę Szalitową, córki&#13;
Antoniego Kolberga. Teksty te zostały opublikowane przez K. Markiewicz&#13;
pt. Wspomnienia Konopczanek z Modlnicy o Oskarze Kolbergu w: „Wieś&#13;
Radomska” tom 11, Radom 2018, s. 89-120.&#13;
Ponadto w zbiorach1 Muzeum znajdują się dokumenty i kopie dokumentów dotyczące rodziny Kolbergów, depozyt złożony w Muzeum przez&#13;
potomków Antoniego Kolberga, brata Oskara.&#13;
1 Zob. też: K. Markiewicz Kolekcja kolbergowska muzeum biograficznego Oskara Kolberga w Przysusze, „Wieś Radomska” T. 9, Radom 2011, s. 127–135.&#13;
&#13;
�Indeks osób1&#13;
&#13;
A.Bl. zob. Antoni Blank&#13;
A.J.S. zob. Szabrański Antoni Józef&#13;
A.K. 85/I – 479, 480&#13;
Abłamowicz Stanisław 85/I – 490, 492–494&#13;
Abramowicz Andrzej 85/I – 381–384&#13;
Abramowicz Ignacy 85/I – 146&#13;
Abramowicz Maciej 85/II – 269&#13;
Adalberg Samuel 85/II – 320, 328, 332,&#13;
333, 336, 337, 85/III – 14, 15, 59, 255,&#13;
263&#13;
Adamczyk Zdzisław Jerzy 85/I – 236&#13;
Adamowski Jan 85/II – 268, 270, 274,&#13;
351, 374, 378, 386, 598–600&#13;
Adler Guido 85/II – 9, 15, 45, 51&#13;
Adnaw zob. Wanda P.&#13;
Akielewicz Mikołaj 85/I – 139, 85/II –&#13;
325, 342, 425, 430, 518, 85/III – 53,&#13;
249, 263&#13;
Alberti Domenico 85/II – 169, 171&#13;
Albiński Marcin 85/I – 196&#13;
Aleksander I, cesarz rosyjski 85/I – 19,&#13;
26, 37&#13;
Aleksander II, cesarz rosyjski 85/I – 110,&#13;
111, 141, 231, 404&#13;
&#13;
Alth Alojzy 85/I – 274&#13;
Altmann Fryderyk Wilhelm 85/I – 154,&#13;
85/II – 60, 111, 112, 85/III – 171&#13;
Amiot Jean Joseph Marie 85/II – 46&#13;
Anczyc Władysław Ludwik 85/I – 243,&#13;
259, 85/II – 129, 352–356, 364, 369,&#13;
445&#13;
Andrzej św. 85/III – 90&#13;
Andrzejkowiczówna Ryta 85/I – 480&#13;
Annasz 85/II – 368&#13;
Antola 85/I – 256, 85/II – 448&#13;
Antoniewicz Karol 85/I – 206&#13;
Antyborzec Ewa 85/I – 59, 73, 102, 176,&#13;
185, 219, 279, 351, 408, 428, 445, 468,&#13;
469, 484, 497, 85/II – 126, 175, 248,&#13;
359, 365, 397, 401, 406, 482, 492, 516,&#13;
550, 573, 574, 598, 599, 85/III – 15, 39,&#13;
45, 75, 89, 113, 164, 213–216, 218&#13;
Arendt Jan 85/II – 457&#13;
Armon Witold 85/I – 390, 85/II – 559, 85/&#13;
III – 121, 208&#13;
Asnyk Adam 85/I – 388, 480, 481&#13;
Aszperger 85/I – 105&#13;
Atkinson Paul 85/II – 416&#13;
&#13;
1 W indeksie nie ujęto osób, których nazwiska wymienione są w Bibliografii prac Oskara&#13;
Kolberga w spisie artykułów pisanych przez niego dla Encyklopedii powszechnej Orgelbranda&#13;
(w cz. III tomu 85, s. 190–200). Hasła te są przedrukowane w Pismach muzycznych (DWOK&#13;
T. 61-62) i objęte indeksem zamieszczonym w T. 62 DWOK. Jeżeli w T. 85/I-III pojawiały się&#13;
różne osoby mające takie samo nazwisko i imię, dodatkowo podawano informację o ich związku z innymi osobami wymienionymi w tym tomie, np. z Oskarem Kolbergiem lub Józefem&#13;
Konopką.&#13;
&#13;
287&#13;
&#13;
�Auber François 85/II – 150, 151, 85/III –&#13;
173&#13;
August III, król polski 85/II – 352&#13;
B. 85/I –125, 85/III – 167&#13;
Babiór Walenty 85/II – 231&#13;
Bach Jan Sebastian 85/I – 79, 85/II –&#13;
140&#13;
Bachowie 85/II – 151&#13;
Bachórz Józef 85/I – 236, 85/II – 402&#13;
Badecki Karol 85/II – 362&#13;
Bagarówna Wilhelmina 85/II – 66&#13;
Baliński Karol 85/I – 183, 85/II – 201, 221,&#13;
290, 292&#13;
Baliński Michał 85/II – 577&#13;
Bałucki Michał 85/I – 479&#13;
Banaś Antoni 85/III – 251&#13;
Baraniecki Adrian 85/I – 243, 273, 362,&#13;
381, 382, 424, 452&#13;
Baranowski Jan 85/I – 112&#13;
Barącz Sadok 85/II – 290, 294, 325&#13;
Barbara św. 85/II – 391&#13;
Barcińska Izabela, z d. Chopin 85/I – 369,&#13;
372&#13;
Barciński Antoni 85/I – 369&#13;
Bargiel Woldemar 85/I – 370&#13;
Barnard Alan 85/II – 397, 595, 604&#13;
Bartmiński Jerzy 85/II – 194, 212, 223,&#13;
244, 268–270, 274, 278, 287, 323, 351,&#13;
378, 385, 386, 389&#13;
Bartók Béla 85/II – 59, 134&#13;
Bartoszewicz Adam 85/II – 319, 320, 328&#13;
Bartoszewicz Julian 85/I – 79&#13;
Barycz Henryk 85/I – 143&#13;
Basarab Michajło 85/II – 232&#13;
Bastian Adolf 85/II – 461, 558, 595, 607,&#13;
608&#13;
Batko Walerian 85/II – 53&#13;
Batory Stefan zob. Stefan Batory&#13;
Baudouin de Courtenay Jan 85/I – 477,&#13;
478, 85/III – 189, 270&#13;
Bausinger Hermann 85/II – 572&#13;
&#13;
Beethoven Ludwig van 85/I – 134, 250,&#13;
425, 85/II – 140, 151&#13;
Bellini Vincenzo 85/II – 150, 151,&#13;
Bentkowski Władysław 85/I – 410&#13;
Bercio 85/III – 281&#13;
Berg Fiodor 85/I – 368&#13;
Berghaus Heinrich 85/I – 86&#13;
Bergson Henri 85/II – 139&#13;
Bergson Michał 85/I – 55, 56, 85/II – 139&#13;
Berling Th. 85/III – 174&#13;
Berlioz Hector 85/II – 151&#13;
Bernasikowa Maria 85/I – 249&#13;
Berwiński Ryszard 85/I – 62, 106, 125,&#13;
410, 85/II – 34, 194, 204, 205, 214, 231,&#13;
295, 400, 573, 605, 615, 619, 620&#13;
Białobrzeska Balbina 85/I – 245&#13;
Biegeleisen Henryk, H.B. 85/I – 10, 441,&#13;
447, 448, 450, 451, 472, 498, 85/II –&#13;
132, 222, 261, 273, 309, 532, 533, 562,&#13;
565, 584, 609, 614, 615, 621, 85/III –&#13;
55, 58, 181, 190, 267, 271&#13;
Biela Jan 85/III – 29, 35, 89, 90, 92, 239,&#13;
260&#13;
Bielawski Ludwik 85/I – 14, 77, 85, 337,&#13;
357, 85/II – 11, 34, 57, 65, 67, 114,&#13;
133–136, 209, 370, 570, 85/III – 59, 73&#13;
Bieliński Józef 85/I – 17, 23, 26, 29, 36, 37&#13;
Bielowski August 85/I – 112, 140, 179,&#13;
180, 204, 221, 222, 259, 295, 319, 85/&#13;
II – 409, 444, 476, 480, 485, 491, 497,&#13;
506, 512, 519, 562, 570, 598, 606, 85/&#13;
III – 64, 133&#13;
Biełous Teodor, Biłous Fiodor 85/I – 155,&#13;
85/III – 243&#13;
Bieńkowski Wiesław 85/I – 252, 256,&#13;
263, 264, 267, 270, 272, 309, 317, 325,&#13;
336, 456, 458, 502, 85/II – 418, 545,&#13;
85/III – 15, 36, 143, 144&#13;
Biernacka Maria 85/II – 41, 447&#13;
Biernacka Róża 85/I – 345&#13;
Biernat z Lublina 85/II – 319&#13;
Biesiadecki Alfred 85/I – 272&#13;
&#13;
288&#13;
&#13;
�Biesiekierscy z Bodzanowa 85/II – 216,&#13;
437, 85/III – 122, 123, 128, 129&#13;
Biesiekierscy z Płowców 85/III – 123,&#13;
128, 129&#13;
Biesiekierska Aniela 85/II – 130, 234, 246&#13;
Biesiekierska Klotylda 85/II – 130&#13;
Biesiekierski Adolf 85/I – 154, 85/III –&#13;
129&#13;
Biesiekierski Marian 85/II – 234, 246&#13;
Bilica Krzysztof 85/I – 53, 85/II – 145&#13;
Biłous Fiodor zob. Biełous Teodor&#13;
Bismarck Otto von 85/I – 339&#13;
Blank Antoni, A. Bl. 85/I – 19, 24, 29, 37&#13;
Blaschka Jan 85/I – 492&#13;
Blaznik Jožef 85/I – 135,136&#13;
Bleiwais Janez 85/I – 136&#13;
Blizińscy 85/I – 432, 437, 456, 495, 85/II –&#13;
217, 85/III – 154		&#13;
Blizińska Pelagia 85/I – 422, 425, 429,&#13;
490, 493, 85/II – 232, 436, 507, 508,&#13;
85/III – 89, 157, 274 276&#13;
Bliziński Józef 85/I – 9, 181, 182, 193,&#13;
196–198, 203, 217, 293, 315, 421–425,&#13;
431–433, 436–439, 444, 445, 460, 461,&#13;
465, 493, 85/II – 101, 131, 228, 232,&#13;
240, 242, 243, 409, 425, 436, 437, 442,&#13;
508, 534, 552, 561, 569, 582, 597, 598,&#13;
85/III – 34, 123, 130, 131, 133, 154–&#13;
157, 274, 276&#13;
Blumengartner 85/I – 141&#13;
Błachnio Jan Ryszard 85/I – 57&#13;
Błachowski Aleksander 85/II – 13, 455,&#13;
551&#13;
Błotnicki Tadeusz 85/I – 502&#13;
Bobrowski Paweł 85/II – 569, 618, 85/III&#13;
– 248, 249&#13;
Bobrzyński Michał 85/I – 242, 465&#13;
Bochdan Hipolit 85/I – 153, 221, 245, 251,&#13;
319, 85/II – 507, 85/III – 124, 133&#13;
Bochdanowa Amelia, z d. Konopka 85/I&#13;
– 221, 245, 251, 85/II – 507, 555, 85/&#13;
III – 280, 281&#13;
&#13;
Bochdanowie 85/I – 153, 251, 319, 380,&#13;
85/II – 217, 85/III – 125,148, 152&#13;
Bogdany-Popielowa Wanda 85/I – 28, 85/&#13;
II – 137, 155&#13;
Bogusławski Wojciech 85/I – 6, 118, 129,&#13;
85/II – 151, 152, 267, 363&#13;
Bohomolec Franciszek 85/II – 221, 449&#13;
Bohrer Sophie 85/II – 31&#13;
Boieldieu François-Adrien 85/II – 139–&#13;
–150&#13;
Bojanowski Edmund 85/II – 521&#13;
Bokszczanin Maria 85/I – 137&#13;
Boniecka Barbara 85/II – 323&#13;
Bopp Franz 85/II – 559, 607&#13;
Borkowski Józef Dunin 85/II – 607&#13;
Bournouf Eugène 85/II – 559, 607&#13;
Boy-Żeleński Tadeusz 85/I – 456, 457&#13;
Braga Teófilo 85/I – 474, 85/II – 566&#13;
Brahms Johannes 85/I – 370&#13;
Brandt Józef 85/I – 347, 386, 85/III – 150&#13;
Braun Hermann Adalbert 85/I – 332, 333,&#13;
85/II – 408, 85/III – 144, 227&#13;
Brencz Andrzej 85/II – 419&#13;
Breton de la Martinière Jean Baptiste 85/I&#13;
– 289&#13;
Brodowski Antoni 85/I – 24, 37&#13;
Brodziński Kazimierz 85/I – 24, 25, 31, 32,&#13;
35, 163, 85/II – 11, 123, 163, 164, 182,&#13;
183, 188, 267, 561, 85/III – 56, 185, 268&#13;
Brückner Aleksander 85/II – 348, 85/III&#13;
– 179&#13;
Brykowski Ryszard 85/I – 396&#13;
Brzoska Gustaw Otto 85/I – 331, 336&#13;
Brzozowska Antonina zob. Kolberg Antonina&#13;
Brzozowska-Komorowska Teresa 85/II –&#13;
204, 374&#13;
Brzozowski Karol 85/I – 80, 83&#13;
Brzozowy Stanisław 85/II – 28&#13;
Budzyk Hanna 85/II – 372&#13;
Budzyk Kazimierz 85/I –238, 85/II – 372&#13;
Bujak Jan 85/II – 555&#13;
289&#13;
&#13;
�Bujwen Teodora 85/III – 164&#13;
Bukowski Andrzej 85/I – 326. 329&#13;
Buliński Tarzycjusz 85/II – 400, 401, 410,&#13;
563&#13;
Burdziej Bogdan 85/I – 80, 85/II – 153&#13;
Burszta Józef 85/I – 326, 343, 357, 85/II –&#13;
100, 126, 397, 400, 419, 491, 522, 524,&#13;
525, 534, 536, 573, 576, 590, 85/III –&#13;
43, 47– 50, 66, 67, 69, 71, 91, 101, 201,&#13;
205–207, 211&#13;
Burszta Wojciech 85/II – 537&#13;
Bury 85/III – 272&#13;
Bylicki Franciszek 85/I – 480&#13;
Bystroń Jan 85/III – 21, 22&#13;
Bystroń Jan Stanisław 85/II – 65, 281,&#13;
320, 334, 335, 349, 438, 439, 85/III – 37&#13;
Caban Wiesław 85/I – 236&#13;
Cejnowa Florian, Ceynowa 85/I – 326–&#13;
328, 336, 356, 85/II – 308, 320, 370,&#13;
85/III – 142, 143, 229, 230&#13;
Ceklarz Katarzyna 85/II – 618&#13;
Čepaitienė Auksuolė 85/III – 164&#13;
Cerkowniak Iwanna 85/II – 537&#13;
Cervantes Saavedra Miguel de 85/I – 59&#13;
Chałubiński Tutus 85/I – 429&#13;
Charłampowiczówna Paulina 85/II –&#13;
504, 85/III – 277&#13;
Chechlińska Zofia 85/I – 52, 103, 85/II –&#13;
150&#13;
Cherubini Luigi 85/II – 140, 149, 151&#13;
Chęciński Jan 85/I – 197&#13;
Chętnik Adam 85/II – 67&#13;
Chłędowski Kazimierz 85/I – 251&#13;
Chmara-Żaczykiewicz Barbara 85/II –&#13;
154, 155&#13;
Chmielewska Iwona 85/I– 73, 497, 85/II&#13;
– 482, 85/III – 214–216&#13;
Chmielowski Piotr 85/I – 9, 421, 429–431,&#13;
500, 85/II – 38, 187, 489, 490, 534, 570,&#13;
85/III – 181&#13;
Chochorowski Jan 85/I – 267, 272&#13;
&#13;
Chociszewski Józef, Tworzymir 85/II –&#13;
260, 319, 333&#13;
Chodakowski Zorian Dołęga, pseud.&#13;
Adama Czarnockiego 85/I – 60, 61, 71,&#13;
85/II – 399, 400, 404, 478, 561, 563,&#13;
589, 607&#13;
Chodźko Aleksander 85/II – 267&#13;
Chojnowski Zbigniew 85/I – 331&#13;
Chomętowski Władysław 85/II – 352&#13;
Chopin Fryderyk Franciszek, Szopen 85/I&#13;
– 5, 8, 17, 24, 27, 30, 31, 33, 34, 37, 38,&#13;
44, 46, 49, 53, 55, 67, 74, 77, 78, 94, 96,&#13;
97, 201, 202, 209, 250, 312, 313, 327,&#13;
363–376, 386, 404, 406, 407, 432, 436,&#13;
453, 455, 457, 458, 480, 481, 85/II –&#13;
13, 14, 19-33, 56, 65, 89, 114, 136, 138,&#13;
140, 143, 145, 147, 170–172, 176, 182,&#13;
183, 85/III – 18, 34, 94, 109, 150, 165,&#13;
179, 189, 218, 268&#13;
Chopin Izabela zob. Barcińska Izabela&#13;
Chopin Ludwika zob. Jędrzejewiczowa&#13;
Ludwika&#13;
Chopin Mikołaj 85/I – 24, 30, 374, 386,&#13;
85/II – 22, 32, 182, 85/III – 150&#13;
Chopinowie 85/I – 21, 24, 29, 31, 38&#13;
Chota Józef 85/II – 231&#13;
Chruścielowa Irena 85/III – 266&#13;
Chrzanowski Wojciech 85/I – 384&#13;
Chwalba Andrzej 85/I – 239&#13;
Chybiński Adolf 85/I – 103, 85/II – 11,&#13;
65–67, 70, 71, 134, 456, 85/III – 35, 36,&#13;
58–60&#13;
Cichocki Józef 85/I – 53, 69, 85/II – 14,&#13;
85/III – 162&#13;
Ciechanowska M. 85/III – 34, 92, 282&#13;
Ciechanowski Stanisław 85/III – 34&#13;
Ciesielski Władysław 85/I – 182, 85/II –&#13;
240, 243, 324, 327, 328, 425, 464, 465,&#13;
474, 475, 85/III –77, 84, 238&#13;
Cieszkowski Zygmunt 85/I – 452, 453,&#13;
458, 478&#13;
Cimarosa Domenico 85/I – 33, 85/II – 140&#13;
&#13;
290&#13;
&#13;
�Cinciała Jerzy 85/III – 156&#13;
Ciszewski Stanisław 85/I – 497, 85/II –&#13;
535&#13;
Clementi Muzio 85/II – 169&#13;
Clifford James 85/II – 563&#13;
Cludius Fryderyk 85/II – 408&#13;
Cludius Karol 85/I – 333–335, 85/II – 408,&#13;
409, 520&#13;
Colberg zob. też Kolberg&#13;
Colberg Charlotta Dorothea, z d. Fuchs&#13;
85/I – 17&#13;
Colberg Christian Heinrich Julius zob.&#13;
Kolberg Juliusz&#13;
Colberg Julius Daniel Friedrich 85/I – 17&#13;
Colberg Krzysztof Juliusz zob. Kolberg&#13;
Juliusz&#13;
Comber John 85/II – 57, 64&#13;
Čubinskij P. zob. Czubiński Paweł&#13;
Cvek Leopold 85/III – 258&#13;
Cycero 85/II – 575&#13;
Cyniawska Hania 85/II – 129, 85/II – 233&#13;
Czacki Tadeusz 85/I – 171, 85/II – 297, 432&#13;
Czajewski Wiktor 85/II – 494, 497, 616&#13;
Czajka 85/II – 314&#13;
Czajkowa, Czajina 85/II – 314&#13;
Czajkowscy 85/III – 110&#13;
Czajkowski 85/III – 127, 128&#13;
Czajkowski Jerzy 85/II – 366&#13;
Czarkowska Melania 85/II – 235, 499&#13;
Czarkowski Ludwik 85/II – 235&#13;
Czarlińscy 85/I – 326, 332, 339, 85/II –&#13;
217, 407, 85/III – 142, 143&#13;
Czarlińska Bronisława 85/I – 326&#13;
Czarlińska Hortensja 85/I – 326&#13;
Czarliński Emil 85/I – 326&#13;
Czarliński Leon 85/I – 326, 338–341, 415&#13;
Czarneccy 85/I – 326, 85/II – 415, 85/III&#13;
–143&#13;
Czarnecki Stanisław 85/I – 377, 411, 413,&#13;
414, 415, 85/II – 453, 573, 591, 85/III – 146&#13;
Czarnocki Adam zob. Chodakowski Zorian Dołęga&#13;
&#13;
Czartecka Anna 85/II – 130&#13;
Czartoryscy 85/I – 458&#13;
Czartoryska Izabela z Działyńskich 85/I&#13;
– 326&#13;
Czartoryska Marcelina 85/I – 436, 455,&#13;
457, 458, 85/II – 32&#13;
Czartoryski Aleksander 85/I – 457&#13;
Czartoryski August 85/I – 245&#13;
Czartoryski Władysław 85/I – 384&#13;
Czaykowski Emil 85/III – 185&#13;
Czech Józef 85/I – 58&#13;
Czechowicz Józef 85/II – 315&#13;
Czekanowska Anna 85/II – 47&#13;
Czekanowski Jan 85/II -– 48&#13;
Czepulis-Rastenis Ryszarda 85/I – 140&#13;
Czermak 85/II – 488&#13;
Czerniawska Anna 85/I – 406, 85/III – 163&#13;
Czerniawski Karol 85/I – 32, 85/II – 123,&#13;
85/III – 165, 168,169&#13;
Czerniawski Stanisław 85/III – 164&#13;
Czerwińska 85/III – 114&#13;
Czerwiński Ignacy Lubicz zob. Lubicz-Czerwiński Ignacy&#13;
Czubek Jan 85/III – 18, 270&#13;
Czubiński Paweł, Čubinskij 85/II – 558&#13;
Czuprun Tymko, Czuprun Tomasz 85/II&#13;
– 57, 125, 130, 232, 422&#13;
Czyżykowska Bożena 85/II – 66&#13;
Dadak-Kozicka J. Katarzyna 85/I – 357,&#13;
85/II – 34, 135, 209, 570, 85/III – 73&#13;
Dahlig Ewa 85/III – 75&#13;
Dahlig Piotr 85/I – 143, 160, 85/II – 9, 10,&#13;
11, 21, 28, 45, 53, 57, 64, 67, 72, 126,&#13;
85/III – 218&#13;
Dalayrac Nicolas Marie 85/II – 139&#13;
Damrosz Jerzy 85/II – 536&#13;
Damse Józef 85/I – 118, 85/II – 93, 150&#13;
Danielewski Ignacy 85/II – 253, 613, 85/&#13;
III – 255&#13;
Darowski Aleksander Weryha 85/II –&#13;
319, 320&#13;
291&#13;
&#13;
�Daszkiewicz[owie] 85/III – 110&#13;
Dawid Wincenty 85/I – 285&#13;
Dawidowicz Iwona 85/II – 498&#13;
Daziaro Franciszek 85/I – 120&#13;
Dąbczańska-Budzynowska Helena 85/I –&#13;
324, 85/III – 141&#13;
Dąbrowska Grażyna 85/II – 66&#13;
Deike Karol 85/I – 429, 85/II – 492&#13;
Delaveaux Ludwik 85/II – 519&#13;
Demartin Adam 85/I – 379, 427, 85/III –&#13;
208, 209&#13;
Dembińscy 85/I – 20, 21&#13;
Dembiński Ignacy 85/I – 20, 21&#13;
Dembowski Edward, E.-D- 85/I – 52, 62,&#13;
410, 85/II – 205&#13;
Demski Dagnosław 85/II – 574&#13;
Deotyma zob. Łuszczewska Jadwiga&#13;
Derlicki Jarosław 85/II – 574&#13;
Dernałowicz Maria 85/I – 47&#13;
Desmaisons Émile 85/I – 120&#13;
Dębicka Stanisława 85/I – 21, 29, 43, 380,&#13;
85/II – 28&#13;
Dębicki Michał Władysław 85/II – 620&#13;
Dixon Hepworth William 85/II – 559&#13;
Dlabacz Bohumir Jan 85/II – 18&#13;
Długosz Jan 85/I – 395, 398, 399, 453&#13;
Dobrowolscy 85/I – 165, 85/II – 415, 85/&#13;
III – 125&#13;
Dobrowolski Kazimierz 85/II – 400&#13;
Dobrski Konrad 85/I – 429, 462, 469, 477,&#13;
85/II – 493, 506&#13;
Dobrzycki Henryk 85/I – 436&#13;
Dobrzyńska Tekla 85/I – 81, 82&#13;
Dobrzyńska-Rybicka Ludwika 85/I – 81&#13;
Dobrzyński Ignacy Feliks 85/I – 38, 44, 48,&#13;
53, 54, 63, 209, 404, 481, 85/II – 75, 77,&#13;
137–141, 151, 173, 183, 184, 85/III – 172&#13;
Dohnal Wojciech 85/III – 67&#13;
Dolinar Luka 85/III – 258&#13;
Doliniańscy 85/III – 126&#13;
Dolińscy 85/III – 126&#13;
Dolińska Magdalena 85/II – 553&#13;
&#13;
Domański Wojciech 85/I – 357, 359, 360,&#13;
361, 363, 85/II – 34, 209, 231, 570, 572,&#13;
580&#13;
Donimirscy 85/I – 328–330, 332, 85/II –&#13;
217, 85/III – 142, 144&#13;
Donimirski Edward 85/I – 327&#13;
Donimirski Jan 85/I – 330&#13;
Donimirski Teodor 85/I – 330&#13;
Donizetti Gaetano 85/II – 150, 151&#13;
Dr I.K. zob. Kopernicki Izydor&#13;
Drabecka Maria 85/II – 66&#13;
Drescke 85/I – 17&#13;
Dubrowski Piotr 85/III – 167&#13;
Duchińscy 85/I – 386, 85/III – 149&#13;
Duchińska Seweryna, Pruszakowa Seweryna 85/I – 54, 59, 78, 79, 98, 148,&#13;
149, 382, 384–386, 417, 418, 439, 85/II&#13;
– 145, 163–165, 406, 472, 596, 619, 85/&#13;
III – 149, 157, 184,185, 268, 269&#13;
Duchiński Franciszek 85/I – 382, 383,&#13;
385, 386, 85/II – 596, 619&#13;
Dudała Tomasz 85/II – 234, 422&#13;
Dudzik Wojciech 85/II – 361, 362, 364,&#13;
366, 367&#13;
Dunder Wacław 85/II – 131, 85/III – 243,&#13;
258&#13;
Dunicz Jan Józef 85/II – 66&#13;
Dürer Albrecht 85/I – 329&#13;
Durkheim Émile 85/II – 35&#13;
Dürr-Durski Jan 85/II – 349, 350&#13;
Dutkiewicz Juliusz 85/III – 97&#13;
Dużyk Jan 85/III – 270&#13;
Dybiec Julian 85/I – 260&#13;
Dybowski Benedykt 85/I – 442, 85/II –&#13;
336, 85/III – 12&#13;
Dybowski Władysław 85/II – 339&#13;
Dygdała Jerzy 85/I – 327&#13;
Dylecki Mikołaj 85/II – 26&#13;
Dymczyk Sławomir 85/II – 416&#13;
Dynowska 85/III – 34, 282&#13;
Dynowski Witold 85/III –51, 266&#13;
Dziadek Magdalena 85/I – 453, 454, 458&#13;
&#13;
292&#13;
&#13;
�Działyński Jan 85/I – 384, 85/II – 453&#13;
Działyński Tytus 85/I – 112, 438&#13;
Dzieduszycki Włodzimierz 85/I – 10, 276,&#13;
382, 384, 395, 401, 402, 452, 464, 476,&#13;
489, 490, 500, 85/II – 506, 508, 554,&#13;
85/III – 151, 152&#13;
Dziewanowscy 85/II – 406, 85/III – 118,&#13;
119&#13;
Dziewanowski Dominik 85/II – 406&#13;
Dziewulska Joanna M. 85/I – 281&#13;
Dziębowska Elżbieta 85/I – 52, 77, 85/II&#13;
– 133, 154, 155&#13;
Dzwonkowski Adam 85/II – 165, 185&#13;
E.E. 85/III –188&#13;
Edison Thomas Alva 85/II – 54&#13;
Ehrenberg Gustaw 85/II – 255&#13;
Ehrenberg Józef Kazimierz 85/I – 495&#13;
Eigeldinger Jean-Jacques 85/II – 29&#13;
Ekier Jan 85/I – 368, 376&#13;
Eljasz-Radzikowski Walery 85/I – 251&#13;
Elkan Leopold 85/I – 323&#13;
Elkanowa Eleonora, z d. Milieska 85/I –&#13;
323, 85/III – 141&#13;
Ellis Aleksander John 85/II – 51&#13;
Elsner Józef 85/I – 25, 38, 39, 118, 209,&#13;
404, 85/I – 19, 75, 93, 137–142, 147,&#13;
150–152, 165, 183, 85/III – 109&#13;
Emilia św. 85/I – 43&#13;
Engel Izak 85/I – 129&#13;
Engelke 85/I – 25&#13;
Engelking Anna 85/II – 378, 383, 386,&#13;
387, 516&#13;
Engeström Wawrzyniec Benzeistjerna 85/&#13;
II – 456&#13;
Erben Karel Jaromir 85/II – 134&#13;
Erck Ludwig Christian 85/II – 134&#13;
Essipow zob. Jessipowa Anna&#13;
Estreicher Karol, pseud.: Gędźba 85/I –&#13;
123, 128, 136, 238, 243, 257, 258, 260,&#13;
262, 263, 267, 306, 85/II – 352, 356,&#13;
426, 85/III – 58, 106, 138,167&#13;
&#13;
Estreicher Stanisław, pseud.: Jan Krupski&#13;
85/I – 240, 306, 307, 85/II – 349, 352,&#13;
354–356&#13;
Ezop 85/II – 338&#13;
F.L.J. zob. Jaskólski Feliks&#13;
Fajans Maksymilian 85/I – 158, 85/II –&#13;
430&#13;
Faleńska Maria 85/I – 238&#13;
Faleński Felicjan 85/I – 238, 85/III –&#13;
106,138&#13;
Federowski Michał 85/II – 400, 85/III –&#13;
88, 282, 283&#13;
Feicht Hieronim 85/I – 365, 85/II – 20,&#13;
85/III – 189&#13;
Feldmanowski Hieronim 85/I – 205, 85/&#13;
III – 167, 172, 173&#13;
Feliński Alojzy 85/I – 162&#13;
Fétis François Joseph 85/II – 18&#13;
Fiedler Robert 85/II – 91, 197&#13;
Fijałek Józef 85/I – 323, 85/III – 141&#13;
Fijałkowski Antoni 85/I – 162&#13;
Filip Mariusz 85/II – 523&#13;
Filipow 85/II – 155&#13;
Filipowski Marcin 85/II – 373&#13;
Fink Gotfried Wilhelm 85/I – 160, 161,&#13;
85/II – 19, 46&#13;
Fischer Adam 85/II – 349, 351, 360, 362,&#13;
367–369, 85/III – 30, 31, 35, 42,93, 269&#13;
Fischer S. 85/II – 509, 85/III – 20, 188,&#13;
205&#13;
Florian św. 85/I –241&#13;
Florkiewicz Julian 85/I – 377&#13;
Folfasiński Sławomir 85/II – 342&#13;
Fontana Julian 85/I – 367, 370, 371&#13;
Forkel Johann Nicolaus 85/II – 18, 19&#13;
Fraenkel Antoni Edward 85/I – 74&#13;
Fraenkel Samuel 85/I – 20, 21, 34, 37, 38,&#13;
74, 75, 85/II – 183&#13;
Franchomme Auguste 85/I – 370&#13;
Franciszek Józef, cesarz Austrii 85/I – 240,&#13;
401, 402&#13;
293&#13;
&#13;
�Franko Iwan 85/I – 10, 476, 486–488, 85/&#13;
II – 130, 488, 532, 605, 621, 85/III –&#13;
182, 183, 252, 253&#13;
Frankowska Maria 85/II – 41&#13;
Frankowski Eugeniusz 85/II – 400&#13;
Fredro Aleksander 85/I – 263, 335, 85/II&#13;
– 319, 332&#13;
Fredro Andrzej Maksymilian 85/II – 319,&#13;
332&#13;
Freyer August 85/I – 207, 323, 85/III –&#13;
172, 174&#13;
Friedlein Daniel 85/I – 458, 85/III – 136,&#13;
155&#13;
Friedlein Józef 85/I – 266, 309, 345–347,&#13;
410, 458, 460, 479, 501, 85/II – 25,&#13;
85/III – 136, 137, 141&#13;
Fryben 85/I – 105&#13;
Fryben Karolina 85/I – 103, 105, 85/III –&#13;
167&#13;
Frybes Stanisław 85/I – 137&#13;
Gabryś Anna 85/I – 453, 454, 456–458,&#13;
482&#13;
Gabryś Jerzy 85/I – 456, 492–494, 503&#13;
Gacka 85/I – 256, 85/II – 448&#13;
Gacki Józef 85/II – 473, 474&#13;
Gadomski Henryk 85/II – 65&#13;
Gajek Józef 85/I – 120, 85/II – 559, 583,&#13;
591, 607, 85/III – 30, 37, 53, 57, 59–61,&#13;
66, 69, 97, 200, 201, 266, 277&#13;
Gajewska Łucja, z d. Działowska 85/I –&#13;
327&#13;
Gajewski Józef 85/I – 327&#13;
Gajkowa Olga 85/I – 379, 380, 85/II –&#13;
513–515, 85/III – 30, 51, 209&#13;
Gall Anonim 85/II – 314&#13;
Gallasch Karolina Matylda zob. Kolberg&#13;
Karolina, żona Antoniego&#13;
Gallasch Julia Wanda zob. Illukiewicz&#13;
Julia&#13;
Gałęzowski Antoni 85/II – 492&#13;
Gansiniec Ryszard 85/II – 369, 381&#13;
&#13;
Garsztecki Ludwik, Garstecki Ludwik&#13;
85/I – 492&#13;
Gasiński Wincenty 85/II – 470&#13;
Gawarecka Anna 85/III – 210&#13;
Gawarecki Wincenty Hipolit 85/II – 497&#13;
Gawełek Franciszek 85/I – 269, 85/III –&#13;
219&#13;
Gebethner Gustaw Adolf 85/I – 183, 207,&#13;
239, 371, 391, 419, 458, 479, 85/II – 30,&#13;
31, 85/III – 9, 10, 283&#13;
Gerber Ernst Ludwig 85/II – 18&#13;
German Ludomił 85/I – 455&#13;
Gerson Wojciech 85/I – 58, 59, 120, 121,&#13;
151, 158, 185, 193, 200, 201, 215, 304,&#13;
419, 475, 85/II – 430, 442, 482, 494,&#13;
495, 581, 623, 85/III – 56, 63, 97, 98,&#13;
170, 285&#13;
Gerss Marcin zob. Giersz Marcin&#13;
Gerstfeldt E. 85/I – 75&#13;
Gervais P. 85/I – 23&#13;
Gędźba zob. Estreicher Karol&#13;
Giersz Marcin, Gerss Marcin 85/I – 331–&#13;
333, 336, 85/II – 408, 549, 85/III – 144&#13;
Giesbrecht Heinrich Ludwig T. 85/II –&#13;
144&#13;
Gille Dawid 85/I – 18&#13;
Gingrich Andre 85/II – 595&#13;
Girschner Karl Friedrich 85/I – 38, 85/II&#13;
– 75, 137–139, 141, 165, 170, 85/III –&#13;
109, 184&#13;
Gizewiusz Gustaw, Gisevius Gustaw,&#13;
Giżycki Gustaw, G.G. 85/I – 116, 117,&#13;
331, 333–335, 343, 85/II – 91, 92, 130,&#13;
131, 197, 239, 251, 408, 409, 520, 85/&#13;
III – 48, 227, 228, 273&#13;
Giżycki Reinhold 85/I – 332, 333, 85/II –&#13;
408, 85/III – 144&#13;
Giżyńska 85/II – 233&#13;
Glapa Adam 85/II – 430, 455,&#13;
Gliniański J. 85/II – 327&#13;
Glińscy 85/III – 122&#13;
Gliński Antoni Józef 85/I – 123, 183, 85/II&#13;
&#13;
294&#13;
&#13;
�– 201, 202, 221, 289–291, 294, 85/III&#13;
– 123&#13;
Glinski Mateusz 85/III – 42&#13;
Gloger Zygmunt, pseud.: Pruski, Z.Gl. 85/I&#13;
– 205, 228, 251, 253, 284, 290, 291, 293,&#13;
295, 306, 403, 418, 424, 440, 460, 85/&#13;
II – 35, 40, 63, 97, 129, 210, 260, 261,&#13;
339, 340, 362, 400, 444, 498, 548, 557,&#13;
559, 560, 591, 594, 602, 611, 618, 619,&#13;
85/III – 8, 153, 173, 176, 177, 228&#13;
Gluck Christoph Willibald 85/II – 151,&#13;
160, 163&#13;
Glücksbergowie 85/I – 142&#13;
Glunek Mateusz 85/II – 129, 421&#13;
Gluziński Józef 85/II – 320, 324, 352, 388,&#13;
465&#13;
Gładysz Mieczysław 85/II – 521, 85/III –&#13;
133, 206&#13;
Głodziński Tadeusz 85/II – 66&#13;
Głogowski Jerzy I85/II – 13, 551&#13;
Głogowski Tomasz 85/I – 28, 85/II – 75,&#13;
137&#13;
Godebski Cyprian 85/I – 383&#13;
Godlewski Grzegorz 85/II – 363&#13;
Goetel Walery 85/II – 550&#13;
Gołębiowski Łukasz 85/I –269, 85/II – 13,&#13;
19, 123, 124, 222, 352, 357, 441, 443,&#13;
447, 466, 492, 558, 607, 617, 85/III –&#13;
247, 248, 253&#13;
Gomółka Mikołaj 85/I – 69, 404, 85/II – 13&#13;
Gomulicki Juliusz Wiktor 85/I – 46, 56,&#13;
57, 78, 85/II – 165&#13;
Gorczakow Michaił 85/I – 162&#13;
Gorczycki Grzegorz Gerwazy 85/I – 69,&#13;
404, 85/II – 14,&#13;
Gorowscy zob. Gurowscy&#13;
Gorżkowski Marian 85/III – 175&#13;
Goszczyński Seweryn 85/II – 400, 402,&#13;
519&#13;
Goszczyński Wawrzyniec 85/I – 21&#13;
Gounod Charles François 85/II – 151&#13;
Górnicki Łukasz 85/II – 221, 319&#13;
&#13;
Górski Ludwik 85/II – 417, 494&#13;
Górski Ryszard 85/I – 13, 63, 95, 253, 279,&#13;
85/II – 77, 189, 448, 85/III – 54, 61&#13;
Górski Stefan 85/I – 235&#13;
Grabowska Maria 85/I – 48&#13;
Grabowski Ambroży 85/I – 268, 85/II –&#13;
319, 322&#13;
Grajnert Józef 85/I – 280, 281, 497, 85/II&#13;
– 295, 482, 495, 85/III – 232&#13;
Grajnert Ludwika 85/II – 495&#13;
Gralewski Mateusz 85/II – 476, 478&#13;
Graszkowski 85/I – 198, 85/II – 232, 423&#13;
Graun Carl Heinrich 85/II – 140, 151&#13;
Gregorowicz Jan 85/I – 395&#13;
Gregorowicz Jan Kanty 85/I – 100–104,&#13;
186, 212, 85/II – 123, 161, 260, 429,&#13;
430, 472, 85/III – 117, 134, 173, 186,&#13;
219, 256, 257, 269&#13;
Gregorowiczowa Teofila, z d. Szossłand&#13;
85/I – 103, 85/III – 165&#13;
Gregorowiczowie 85/II – 429, 85/III –&#13;
127, 128&#13;
Greim Michał 85/I – 281, 282&#13;
Grimm Jacob 85/II – 449, 460, 461, 558,&#13;
559, 607&#13;
Grochowski Piotr 85/II – 212, 269, 274,&#13;
279, 280, 282–284, 301, 377&#13;
Grodecka Zofia 85/II – 454, 455,&#13;
Gronau Emilia zob. Kolberg Emilia&#13;
Gronau Matylda zob. Kollatorowczowa&#13;
Matylda&#13;
Grottger Artur 85/I – 251&#13;
Groza Aleksander 85/II – 95&#13;
Grozdew-Kołacińska Weronika 85/II –&#13;
136&#13;
Gruca Anna 85/I – 256, 267, 270, 317,&#13;
456, 458&#13;
Gruchmanowa Monika 85/I – 218, 349,&#13;
350, 85/II – 248, 85/III – 23, 70, 205,&#13;
206, 211&#13;
Gruda O. 85/III – 95&#13;
Grüson J.P. 85/I – 26&#13;
295&#13;
&#13;
�Gruszecki Artur 85/I – 473&#13;
Grzegorz św. 85/II – 369, 447&#13;
Grzegorzewicz Wojciech 85/III – 23, 24,&#13;
29, 35, 89, 90, 240, 241, 242&#13;
Grzybek D. 85/II – 26&#13;
Grzybowska Romania, z d. Konopka&#13;
85/II – 555&#13;
Grzymała Wojciech 85/II – 27&#13;
Gumplowicz Ludwik 85/I – 259, 475,&#13;
85/II – 418, 85/III – 146, 148&#13;
Gumplowicz Maksymilian 85/I – 475&#13;
Gurowscy, Gorowscy 85/I – 73, 85/III –&#13;
114&#13;
Gustawicz Bronisław 85/I – 249, 281,&#13;
282, 286, 447, 85/II – 339, 342, 348,&#13;
520, 547&#13;
H. B. zob. Biegeleisen Henryk&#13;
Habsburgowie 85/II – 11&#13;
Hacquet Baltazar 85/I – 289, 85/III – 244,&#13;
258&#13;
Haendel Georg Friedrich 85/II – 151&#13;
Hajówna Lutosława 85/III – 50&#13;
Halévy Jacques François 85/I – 330, 85/II&#13;
– 150, 151&#13;
Halka 85/I – 426, 85/II – 232&#13;
Hammard August Friedrich Efraim 85/II&#13;
– 572&#13;
Hammersley Martyn 85/II – 416&#13;
Hann Christopher. 85/II – 595&#13;
Hanusch Ignaz Johann, Hanusz Ignacy&#13;
Jan 85/II – 449, 460, 607, 609&#13;
Haraczycha Jewdokia 85/II – 232&#13;
Hašnik Josef 85/III – 258&#13;
Hass Ludwik 85/I – 25, 37&#13;
Hasse Johann Adolf 85/II – 139, 151&#13;
Haupt Leopold 85/I –187, 356, 85/II –&#13;
430, 85/III – 230&#13;
Haydn Joseph 85/I – 250, 85/II – 140, 151&#13;
Hegel Georg Wilhelm Friedrich 85/II –&#13;
19&#13;
Helman Zofia 85/I – 376&#13;
&#13;
Hempel Aleksander 85/I – 222, 85/III –&#13;
130&#13;
Hempel Maria, żona Aleksandra 85/I –&#13;
222&#13;
Hemplowie 85/I – 222, 223, 85/II – 217,&#13;
238, 403, 501, 503, 85/III –130, 132,&#13;
134–136&#13;
Hemplówna Maria 85/I – 222–224, 323,&#13;
496, 497, 85/II – 131, 220, 238, 240,&#13;
241, 243, 246, 306, 325, 341, 342, 425,&#13;
465, 495, 501–505, 574, 85/III – 57, 92,&#13;
137, 140, 267, 272, 277, 278&#13;
Hemplówna Marianna Rozalia 85/II – 495&#13;
Hennel Cyprian 85/II – 429, 472&#13;
Hennel Maria 85/II – 429, 472&#13;
Heppen Juliusz 85/I – 103, 85/II – 145,&#13;
85/III – 166, 185&#13;
Herbart Johann Friedrich 85/II – 34&#13;
Herder Johann Gotfried 85/I – 25, 85/II –&#13;
10, 19, 40, 561, 572&#13;
Hernas Czesław 85/I – 45, 85/II – 194,&#13;
211, 212, 348, 351, 362, 374&#13;
Herod 85/II – 61, 351–353, 355–357, 359,&#13;
360&#13;
Herold Louis Joseph 85/II – 140, 150, 151&#13;
Herrmann Anton 85/II – 548&#13;
Hertz Henri 85/II – 140&#13;
Hilferding Aleksander 85/I – 191, 192,&#13;
194, 342, 350, 402, 403, 85/II – 308,&#13;
370, 382, 523, 543, 560, 85/III – 129,&#13;
205, 229, 230&#13;
Hirszel Henryk 85/II – 165&#13;
Hławiczka Karol 85/II – 133, 85/III – 26,&#13;
36, 37, 39–43, 88, 93, 233, 286&#13;
Hnatiuk Wołodymyr 85/III – 187, 188&#13;
Hock 85/I – 480&#13;
Hoesick Ferdynand 85/I – 454, 455, 456&#13;
Hoff Bogumił 85/I – 222, 225– 228, 320,&#13;
322, 338, 339, 403, 412, 413, 437, 460–&#13;
462, 85/II – 405, 409, 410, 446, 452,&#13;
521, 522, 564, 581, 582, 85/III – 63,&#13;
131, 135–137, 139, 140, 154, 156, 202&#13;
&#13;
296&#13;
&#13;
�Hoffmann Ernst Theodor Amadeus 85/II&#13;
– 293&#13;
Hoffmann Leopold 85/II – 139&#13;
Hoffmanowa Klementyna z Tańskich 85/&#13;
II – 27, 617&#13;
Hofmann T. 85/II – 60&#13;
Holewiński Józef 85/I – 436&#13;
Holland Johann David 85/I –161, 85/III&#13;
– 171&#13;
Hołowacki Jakow F. 85/I – 155, 85/III –&#13;
239–243, 276&#13;
Homolaczowie 85/I – 131, 85/III – 119&#13;
Hornbostel Erich Moritz von 85/II – 42,&#13;
51&#13;
Horoszkiewicz Julian 85/II – 254, 85/III&#13;
– 94, 219&#13;
Hrabalová Olga 85/II – 11&#13;
Hrycaniuk Ilka 85/II – 129/130, 422&#13;
Hrycaniukowa, Ilczycha 85/II – 129, 422,&#13;
423&#13;
Hulewicz Jan 85/I – 260&#13;
Hultkrantz Åke 85/II – 604&#13;
Hummel Johann Nepomuk 85/II – 138,&#13;
170&#13;
Hüttner Karol 85/I – 63&#13;
Hyłko Jan 85/I – 298, 85/II – 353, 355,&#13;
356, 85/III – 77&#13;
Hynek Wojciech 85/II – 234, 422&#13;
Idaszak Danuta 85/I – 68, 100, 105, 146,&#13;
148, 364, 85/II – 33, 143, 145, 146, 149,&#13;
155, 156,163, 165, 85/III – 68, 159, 163,&#13;
165, 168–170, 213&#13;
Ihnatij z Nikołowicz zob. Karpinski Ignatij&#13;
Ilczycha zob. Hrycaniukowa&#13;
Ilkiewicz Hryhoryj 85/III – 244&#13;
Illukiewicz Julia Wanda, z d. Gallasch&#13;
85/I – 43, 194, 195, 314, 379, 85/III –&#13;
130&#13;
Illukiewicz Karolina, Lola 85/I – 314, 379&#13;
Illukiewicz Seweryn 85/I – 195, 85/III –&#13;
128, 130&#13;
&#13;
Illukiewicz Władysław 85/I – 314&#13;
Iwantyczycha 85/II – 129&#13;
Izopolski Erazm 85/II – 295&#13;
J.K. zob. Konopka Józef&#13;
Jabłkowski Józef 85/I – 73, 85/III – 114&#13;
Jabłonowski Władysław 85/I – 247&#13;
Jabłoński Zbigniew 85/III – 38, 47, 212,&#13;
270, 273&#13;
Jacher-Tyszkowa Aleksandra 85/I – 122,&#13;
85/III – 50&#13;
Jachimecki Zdzisław 85/III – 34, 42&#13;
Jachowicz Stanisław 85/II – 328&#13;
Jackowski Jacek P. 85/II – 39&#13;
Jadwiga św. 85/I – 241, 301&#13;
Jagič Vatroslav 85/II – 548&#13;
Jagiełło Jadwiga 85/II – 197, 201, 282&#13;
Jahołkowski 85/II – 359, 496, 85/III –229&#13;
Jakowicki Ludwik 85/I – 328, 336, 337,&#13;
85/III – 144&#13;
Jakóbiec-Semkowowa Milica 85/I – 134,&#13;
85/III – 210&#13;
Jakubowski Andrzej 85/II – 326–328,&#13;
336, 337, 85/III – 53, 263&#13;
Jakubowski Faustyn 85/I – 451&#13;
Jakuszewscy 85/III – 115,116&#13;
Jamek Jakub 85/I – 480&#13;
Jan św. 85/I –38, 85/II – 330, 435, 447,&#13;
468, 487, 611&#13;
Jan Kanty św. 85/I – 241&#13;
Jan III Sobieski, król polski 84/I – 9, 155,&#13;
421, 424, 85/II – 280, 357, 85/III – 154,&#13;
155&#13;
Jan z Wychylówki 85/II – 261&#13;
Janecki Tomasz 85/I – 480&#13;
Janicka Apolonia 85/III – 164&#13;
Janion Maria 85/I – 47&#13;
Jankowski Edmund 85/I – 137&#13;
Japola Józef 85/II – 244&#13;
Jarocki Feliks 85/I – 24, 33&#13;
Jaroszewicz Józef 85/III – 245, 249&#13;
Jaruzelscy 85/II – 217, 234, 85/III – 156&#13;
297&#13;
&#13;
�Jaruzelska Helena, z d. Kraińska 85/I –&#13;
438, 439, 85/II – 130, 234, 507&#13;
Jaruzelski Józef 85/I – 438, 439, 85/II –&#13;
234, 507&#13;
Jasieńscy zob. też Jasińscy&#13;
Jasieńscy 85/II – 229&#13;
Jasieńska M., M.J. 85/II – 229&#13;
Jasiewicz Zbigniew 85/I – 86, 171, 357,&#13;
85/II – 401, 520, 539, 542, 546, 572,&#13;
574-576, 618, 619, 85/III – 29, 35, 43,&#13;
207, 218,&#13;
Jasińscy, Jasieńscy 85/I – 433, 437, 444,&#13;
445, 461, 466, 476&#13;
Jasińska 85/I – 437&#13;
Jasińska Danuta 85/II – 170&#13;
Jasińska Maria Eleonora zob. Kolberg&#13;
Maria Eleonora&#13;
Jasińska-Zawadzka J. 85/II – 100&#13;
Jasiński Jakub 85/I – 66&#13;
Jaskólski Feliks, F.L.J. 85/I – 80, 98, 85/&#13;
II – 153, 443&#13;
Jastrzębowski Szczęsny 85/II – 352&#13;
Jastrzębska Malwina 85/I – 254&#13;
Jaśkowski Jan Nepomucen 85/I – 429&#13;
Jaworska Elżbieta 85/I – 58, 115, 116,&#13;
244, 245, 252, 272, 278, 283, 287, 467,&#13;
85/II – 77, 197, 201, 275, 282, 535&#13;
Jaworski Jan 85/I – 118, 158, 202–204,&#13;
211, 212, 216, 225, 238, 290, 312, 85/II&#13;
– 320, 328, 463, 467, 623, 85/III – 9, 87,&#13;
167, 169, 173, 174, 178, 249&#13;
Jedlicki Jerzy 85/I – 36, 111, 112&#13;
Jenike Emil (Emilian) 85/I –39, 56, 58, 59,&#13;
85/II – 14, 98, 404, 85/III – 111, 166&#13;
Jenike Ludwik 85/I – 41, 134, 403, 404,&#13;
420, 85/II – 234, 85/III – 34, 109, 111,&#13;
140, 280&#13;
Jenike Tekla 85II – 234&#13;
Jessipowa Anna, Essipow 85/II – 32&#13;
Jędrzejewiczowa Ludwika, z d. Chopin&#13;
85/I – 368&#13;
Jones William 85/II – 559, 607&#13;
&#13;
Jost Henryk 85/I – 245&#13;
Józef z Arymantei 85/II – 347, 348&#13;
Jucewicz Ludwik Adam 85/II – 320&#13;
Judasz 85/II – 367–369&#13;
Jurasz Stanisław 85/II – 232&#13;
Jurczeńko Bazyli 85/I – 486, 85/II – 219,&#13;
232, 233, 240, 305, 487, 85/III – 24, 25,&#13;
30, 83, 93, 243, 264, 267, 269&#13;
Jurkowski Henryk 85/II – 349, 352&#13;
Juszkiewicz Antoni 85/I – 10, 391, 477,&#13;
478, 85/III – 18, 188, 270&#13;
Juszkiewicz Jan 85/I – 391, 392, 398, 477&#13;
Juzwienko Wiktoria A. 85/II – 583&#13;
K.S. zob. Słotwiński Konstanty&#13;
K.Wł. W. zob. Wójcicki Kazimierz Władysław&#13;
Kabzińska Iwona 85/II – 574&#13;
Kaczmarczyk Piotr 85/II – 234&#13;
Kadłubek Wincenty 85/II – 314&#13;
Kadłubiec Karol Daniel 85/II – 315&#13;
Kairski Mariusz 85/II – 400, 401, 410, 563&#13;
Kajfasz 85/II – 368&#13;
Kalauz Alojzy 85/I – 137, 138, 85/III –&#13;
190, 258&#13;
Kalicki W. 85/III – 46&#13;
Kalinka Walerian 85/I – 242, 417&#13;
Kalisiewicz Dariusz 85/I – 458&#13;
Kalkbrenner Friedrich Wilhelm 85/II –&#13;
170&#13;
Kamieński Jan Nepomucen 85/II – 355&#13;
Kamieński Ludwik zob. Kamiński Lud­&#13;
wik&#13;
Kamieński Łucjan 85/II – 41, 47, 51, 53,&#13;
54, 56, 59, 65, 66, 71&#13;
Kamieński Maciej 85/I – 404, 85/II – 147,&#13;
151&#13;
Kaminski Ferdynand Jacob 85/I – 330,&#13;
85/III – 144&#13;
Kamińska Józefa 85/I – 23&#13;
Kamiński Antoni 85/I – 23&#13;
Kamiński Józef 85/I – 23&#13;
&#13;
298&#13;
&#13;
�Kamiński Ludwik, Kamieński Ludwik&#13;
85/II – 402, 519&#13;
Kamiński Mścisław 85/I – 205, 85/II – 97,&#13;
85/III – 173&#13;
Kamiński Włodzimierz 85/II – 52&#13;
Kamionka-Straszakowa Janina 85/II –&#13;
401, 402&#13;
Kamoccy 85/III – 122&#13;
Kamocki Janusz 85/III – 49 91&#13;
Kandulski Witold 85/II – 66&#13;
Kantor 85/III – 42&#13;
Kańczak Piotr 85/II – 475&#13;
Kapełuś Helena 85/I – 32, 48, 58, 61, 63,&#13;
171, 245, 253, 272, 474, 85/II – 77, 188,&#13;
204, 269, 338, 349, 383, 388, 448, 535,&#13;
85/III – 54&#13;
Kapełuś Magdalena 85/II – 269&#13;
Karadżić Vuk 85/I – 137, 85/II – 11, 269,&#13;
559&#13;
Karasowski Maurycy 85/I – 8, 24, 33, 55,&#13;
79, 104, 123, 144, 145, 147, 148, 363,&#13;
364, 373, 374, 407, 458, 85/II – 21, 23,&#13;
24, 28, 30, 33, 94, 157, 159, 170, 85/III&#13;
– 34, 109, 166, 167, 168, 189&#13;
Karaś Halina 85/I – 351, 353&#13;
Karczmarczyk Piotr 85/II – 422&#13;
Karłowicz Jan 85/I – 286, 349, 354, 391,&#13;
392, 442, 466, 467, 474, 477–479, 483,&#13;
484, 496–501, 85/II – 80, 180, 250, 301,&#13;
302, 336, 479, 498, 518, 532, 548, 566,&#13;
607, 611, 85/III – 11–14, 18, 19, 21,&#13;
149, 182, 183, 187, 188, 212, 227, 249,&#13;
270 , 284&#13;
Karol Ludwik Habsburg, arcyksiążę 85/I&#13;
– 402&#13;
Karp Maurycy Franciszek 85/I – 418&#13;
Karpinski Ignatij, pseud.: Ihnatij z Nikołowicz 85/III – 92, 239&#13;
Karpiński Franciszek 85/I – 55, 207, 300,&#13;
85/II – 148, 183, 267, 85/III – 185&#13;
Karst A. 85/I – 121&#13;
Karśniccy 85/I – 73, 85/III – 114&#13;
&#13;
Kasjan Jan Mirosław 85/II – 338, 342,&#13;
344, 346&#13;
Kasperczak Stanisław 85/II – 569, 85/III&#13;
– 208&#13;
Kasprowicz Jan 85/II – 297&#13;
Katarzyna św. 85/II – 447&#13;
Katinelli Karlo 85/III – 190&#13;
Kaufman Józef 85/I – 366, 375, 85/II – 30&#13;
Kawa 85/II – 423&#13;
Każyński Wiktor 85/III – 175&#13;
Kądziołka Jerzy 85/III – 205&#13;
Keller Szczepan 85/I – 337&#13;
Kempny Marian 85/II – 563&#13;
Kenig Józef 85/III –218&#13;
Kętrzyński Wojciech 85/I – 112, 259, 319,&#13;
343, 85/II – 220, 239, 251, 408, 521,&#13;
85/III – 48, 227, 228, 230, 272, 281&#13;
Kielisiński Kajetan Wawrzyniec (Wincenty) 85/II – 13, 551&#13;
Kieniewicz Stefan 85/I – 239&#13;
Kierski Emil 85/I – 205, 214, 219, 220,&#13;
320, 411, 412, 85/II – 450, 451, 460,&#13;
605, 85/III –55, 83, 173, 255, 265&#13;
Kiesewetter Raphael Georg von 85/II – 18&#13;
Kirkor Adam Honory 85/I – 243, 260,&#13;
266, 267, 270, 271, 273, 274, 344, 397,&#13;
398, 442, 85/II – 336, 484, 548, 554,&#13;
605, 607, 85/III – 12&#13;
Kitowicz Jędrzej 85/II – 350, 352, 85/III&#13;
–70&#13;
Kiwerscy 85/III – 113&#13;
Kleczyńska 85/II – 234, 85/III – 154&#13;
Kleczyńska Kazimiera 85/II – 130&#13;
Kleczyński Jan 85/I – 370, 371, 374, 375,&#13;
403, 407, 466, 85/II – 30, 234, 85/III –&#13;
174, 268,&#13;
Kleniewska, z d. Cielecka 85/III – 164&#13;
Kleniewski Józef 85/III – 161&#13;
Klepaczewski Teobald 85/I – 405, 411,&#13;
85/II – 239, 305, 460, 461, 520, 605,&#13;
620, 85/III – 83, 156, 157, 255&#13;
Kloczkowski Jan 85/II – 365, 366, 474&#13;
299&#13;
&#13;
�Kloka Jan 85/I – 337&#13;
Klonowic Sebastian 85/II – 221, 363&#13;
Klonowski Teofil 85/II – 232&#13;
Kluczeńko 85/II – 552&#13;
Klukowski Ignacy 85/II – 165&#13;
Kluska Wojciech 85/II – 129&#13;
Kłak Tadeusz 85/II – 268&#13;
Kmieć 85/II – 423&#13;
Knapski Grzegorz, Knapius, Cnapius&#13;
85/II – 319, 322, 332&#13;
Kniaźnin Franciszek Dionizy 85/I – 300,&#13;
85/II– 267&#13;
Kob Gustaw 85/I – 334&#13;
Kobierska-Maciuszko Ewa 85/II – 148&#13;
Kobylańska Krystyna 85/I – 365, 366,&#13;
370, 85/II – 20, 85/III – 189&#13;
Koch Heinrich Christoph 85/II – 18&#13;
Kochanowski Jan 85/I – 421, 430, 449,&#13;
453, 85/II – 221, 267, 319, 332, 338,&#13;
85/III –70, 181&#13;
Kochowski Wespazjan 85/II – 221, 319,&#13;
363, 85/III – 70&#13;
Kociński 85/II – 457&#13;
Koehler Louis 85/III – 190&#13;
Kokular Aleksander 85/I – 37&#13;
Kolberg zob. też Colberg&#13;
Kolberg Antoni Karol, brat Oskara 85/I&#13;
– 8, 9, 21, 28, 34, 37, 38, 43, 44, 58, 59,&#13;
84, 98, 120, 141, 294, 310, 311, 313,&#13;
314, 316, 376, 388, 395, 404, 418–420,&#13;
431, 436, 458, 493, 85/II – 28, 98, 404,&#13;
85/III – 9, 10, 40, 46, 151, 188, 272,&#13;
286&#13;
Kolberg Antonina, Brzozowska Antonina&#13;
85/I – 294, 315, 316, 379, 479, 501, 85/&#13;
III – 286&#13;
Kolberg Bronisław 85/I – 316&#13;
Kolberg Eleonora, z d. Marconi 85/I – 98,&#13;
294, 314&#13;
Kolberg Emilia, z d. Gronau 85/I – 42, 85/&#13;
II – 472, 85/III – 161&#13;
Kolberg Gustaw Albert 85/I – 23&#13;
&#13;
Kolberg Jadwiga Karolina zob. Wernerowa Jadwiga&#13;
Kolberg Julia, siostra Oskara 85/I – 20, 21&#13;
Kolberg Julia, córka Antoniego 85/I – 314&#13;
Kolberg Juliusz, Kolberg Krzysztof Juliusz Henryk, Colberg Christian Heinrich Julius, ojciec Oskara 85/I –&#13;
17–29, 32–37, 41, 42, 85/II – 42, 183,&#13;
428, 561, 610, 85/III – 10, 56, 188, 268,&#13;
272, 277&#13;
Kolberg Juliusz Adolf Aleksander, brat&#13;
Oskara 85/I – 23, 28, 34, 37, 42, 43,&#13;
194&#13;
Kolberg Karolina Fryderyka, z d. Mercoeur, matka Oskara 85/I – 18–23, 27,&#13;
37, 43, 73, 85/II – 467, 85/III – 9, 116&#13;
Kolberg Karolina, Gallasch Karolina&#13;
Matylda, Wąsowska Karolina, żona&#13;
Antoniego Kolberga 85/I – 7-9, 43,&#13;
238, 249, 263, 288, 294, 307, 309–311,&#13;
313–317, 319, 324, 372, 376, 379, 380,&#13;
385, 386, 388, 389, 400, 404, 418–421,&#13;
424, 431, 433–436, 444, 452, 458, 459,&#13;
473, 479, 493, 85/II – 44, 473, 474, 85/&#13;
III – 8, 10, 137, 138, 147–149, 151, 152,&#13;
154–158, 282&#13;
Kolberg Maria Eleonora, Jasińska Maria,&#13;
córka Wilhelma 85/I – 316, 85/III –&#13;
147, 285&#13;
Kolberg Maria Elżbieta, Królikiewiczowa&#13;
Maria, córka Antoniego 85/I – 316&#13;
Kolberg Stanisław 85/I – 316&#13;
Kolberg Walentyna, Szalitowa Walentyna 85/I – 21, 315, 316, 379, 380, 501,&#13;
85/III – 286&#13;
Kolberg Wilhelm 85/I – 7, 19, 20, 21, 27,&#13;
28, 30, 34, 36, 37, 39- 42, 74-76, 138,&#13;
140, 141, 191, 195, 208, 238, 252, 263,&#13;
288, 289, 294, 295, 307, 309–314, 316,&#13;
319, 320, 323, 324, 331, 335, 341, 365,&#13;
366, 370, 372, 373, 375, 379, 380, 85/&#13;
II – 12, 20, 22, 23, 43, 138, 183, 254,&#13;
&#13;
300&#13;
&#13;
�255, 406, 472, 85/III – 9, 10, 46, 77,&#13;
110, 124, 138–142, 145, 188, 189, 219,&#13;
238, 285&#13;
Kolbergowie 85/I – 17, 20, 21, 27–29, 42,&#13;
43, 44, 54, 73, 419, 85/II – 20, 29, 85/III&#13;
– 46, 286&#13;
Kolbuszewski Jacek 85/II – 403&#13;
Kollatorowicz Franciszek 85/II – 472&#13;
Kollatorowiczowa Matylda, z d. Gronau&#13;
85/II – 472, 85/III – 163&#13;
Kollatorowiczowie 85/II – 472, 85/III –&#13;
117&#13;
Kołessa Filaret 85/II – 38&#13;
Kołłątaj Hugo 85/I – 45, 171, 205, 85/II –&#13;
10, 40, 182, 205, 431, 432-436, 533, 561&#13;
Kołodziejczyk Edmund 85/I – 194&#13;
Komeccy 85/II – 437, 85/III – 122, 128,&#13;
129&#13;
Komecka Ludwika zob. Kretkowska Ludwika&#13;
Komecki Ludwik 85/I – 201, 85/II – 425,&#13;
442, 85/III – 123, 130&#13;
Komierowscy 85/II – 493, 85/III – 132&#13;
Komorowski Ignacy 85/I – 58, 60, 209,&#13;
85/II – 98, 404&#13;
Konieczko Wincenty, pseud.: Puchała&#13;
85/I – 247, 254&#13;
Konopczanka Antonina zob. Konopka&#13;
Antonina, siostra Józefa&#13;
Konopczanka Józefa zob. Konopka Józefa&#13;
Konopczanka Justyna zob. Konopka Justyna&#13;
Konopczanka Michalina zob. Paszkiewiczowa Michalina&#13;
Konopczanki, córki Józefa 85/I – 245, 247,&#13;
251, 254, 85/II – 100, 417, 85/III – 40&#13;
Konopka Adam 85/III – 40&#13;
Konopka Amelia zob. Bochdanowa Amelia&#13;
Konopka Antonina, z d. Podlewska, matka Józefa 85/I – 70, 245, 248&#13;
Konopka Antonina, Konopczanka Antonina, siostra Józefa 85/I – 7, 58, 70,&#13;
&#13;
238, 244–250, 252–256, 297, 298, 301,&#13;
304, 305, 315, 380, 399, 400–402, 432–&#13;
434, 459, 466, 85/II – 99, 220, 234, 236,&#13;
237, 240–243, 247, 252, 255, 303, 304,&#13;
316, 340, 342, 384, 394, 417, 425, 446,&#13;
448, 449, 461, 85/III – 54, 138, 152,&#13;
235, 264, 286&#13;
Konopka Balbina, z d. Białobrzeska 85/I&#13;
– 245&#13;
Konopka Franciszek Ksawery 85/I – 244,&#13;
245. 252, 380, 456, 459, 478–480, 493,&#13;
494&#13;
Konopka Józef, J.K. 85/I – 5, 7, 41, 57,&#13;
58, 60, 62, 63, 70, 71, 88, 130, 131,&#13;
229, 238, 244–246, 249, 250, 252,&#13;
254, 255, 297, 380, 386, 399, 400, 432,&#13;
459, 476, 493, 85/II – 12, 77, 79, 80,&#13;
91, 98, 102, 173, 185, 190, 197, 221,&#13;
222, 246, 326–328, 336, 352–354,&#13;
364, 369, 371, 372, 380, 381, 402, 404,&#13;
407, 445, 448, 85/III – 9, 10, 14, 40,&#13;
46, 53, 54, 85, 111, 112, 124, 126 134,&#13;
149, 152, 161, 179, 263, 264, 272, 286&#13;
Konopka Józef, wnuk Józefa 85/III – 40,&#13;
46&#13;
Konopka Józefa, Konopczanka Józefa&#13;
85/I – 256, 386, 85/III – 149&#13;
Konopka Julia zob. Załęska Julia&#13;
Konopka Julian 85/I – 7, 238, 244–247,&#13;
250, 254, 315, 380, 400, 423, 432,&#13;
85/III – 154, 264&#13;
Konopka Justyna, Konopczanka Justyna&#13;
85/I – 245, 247, 249, 250, 251, 253–&#13;
256, 479, 85/III – 286&#13;
Konopka Marek 85/I – 245&#13;
Konopka Maria 85/III – 40&#13;
Konopka Michalina zob. Paszkiewiczowa&#13;
Michalina&#13;
Konopka Michał, syn Franciszka Ksawerego 85/I – 380&#13;
Konopka Michał, syn Wojciecha 85/I –&#13;
245, 252, 459&#13;
301&#13;
&#13;
�Konopka Roman 85/I – 7, 244–248, 250,&#13;
252, 254, 328, 330, 332, 335, 344, 423,&#13;
434, 85/III – 54, 144, 145, 253, 264,&#13;
265, 285&#13;
Konopka Seweryna 85/I – 250&#13;
Konopka Stanisław 85/I – 245, 246&#13;
Konopka Stefania 85/I – 245, 246, 250,&#13;
459, 476, 477&#13;
Konopka Tadeusz, ojciec Józefa 85/I – 70,&#13;
245, 248&#13;
Konopka Tadeusz, syn Józefa 85/I – 248,&#13;
254, 290, 304, 456, 459, 466, 478, 492,&#13;
493, 85/II – 326, 327, 336, 371, 623,&#13;
85/III – 10, 14, 54, 97&#13;
Konopka Teresa, z d. Skotnicka 85/I – 245&#13;
Konopka Wojciech Józef 85/I –245&#13;
Konopka Zofia, z d. Kraińska 85/I – 245,&#13;
251&#13;
Konopka-Unrug Anna 85/III – 46&#13;
Konopkowie 85/I – 71, 153, 244, 245, 247,&#13;
248, 250–252, 256, 290, 298, 305, 309,&#13;
310, 313, 389, 394, 400, 419, 423, 425,&#13;
434, 452, 459, 465, 466, 476, 480, 495,&#13;
85/II – 217, 328, 371, 414, 507, 545,&#13;
85/III – 10, 11, 39, 40, 46, 53, 54, 57,&#13;
97, 119, 135, 137, 140, 154, 263, 264&#13;
Konstanty Romanow, wielki książę rosyjski 85/I – 22&#13;
Kopczyńska-Jaworska Bronisława 85/II&#13;
– 400, 401, 447&#13;
Koperniccy 85/I – 456&#13;
Kopernicka Leokadia 85/III – 246&#13;
Kopernicki Izydor, Dr I. K. 85/I – 7, 10,&#13;
13, 61, 71, 102, 136, 163, 167, 184, 223,&#13;
224, 243, 251, 254, 259, 260, 266, 267,&#13;
270, 272–274, 277–281, 283, 286, 287,&#13;
309, 310, 324, 336, 346, 347, 358, 381,&#13;
382, 384, 388, 396, 397, 399, 407, 408,&#13;
423, 440, 442, 443, 446, 447, 452, 466,&#13;
467, 476–479, 482–484, 489, 491–501,&#13;
85/II – 100, 101, 138, 235, 242, 300,&#13;
306, 325, 328, 336, 337, 339–342, 344,&#13;
&#13;
390, 404, 405, 407, 411, 416, 417, 420,&#13;
424, 446, 453, 483, 489, 499, 500, 503,&#13;
505–507, 509, 510, 545–548, 555, 556,&#13;
558, 563, 573, 574, 581, 596, 619, 620,&#13;
622, 85/III – 7, 8, 10–19, 21, 27, 29, 33,&#13;
39, 42, 44, 48, 51, 62, 63, 74, 80, 82, 84,&#13;
87–89, 91, 92, 96,104–106, 112–118,&#13;
120–128, 130, 132, 134, 136–139, 143,&#13;
145, 147, 148, 151, 153, 155–137, 177,&#13;
187–189, 200, 205, 222–229, 231–262,&#13;
268, 270, 272–274, 277–279, 282–284&#13;
Kopernik Mikołaj 85/I – 112, 262, 315, 383&#13;
Korbasiński Roman 85/II – 425, 496, 528&#13;
Korbut Gabriel 85/III – 59&#13;
Korczyński Edward 85/I – 494&#13;
Körner G.W. 85/II – 60, 85/III – 171&#13;
Korotyński Władysław 85/I – 479, 498&#13;
Korytko Emil 85/I – 6, 10, 129, 135, 136,&#13;
443, 461, 475, 85/II – 325, 85/III – 10&#13;
Korzec 85/II – 423&#13;
Kosińscy 85/III – 121&#13;
Kosińska Prakseda 85/III – 168&#13;
Kosiński Władysław 85/I – 281, 282, 284,&#13;
286, 447, 85/II – 304, 339, 342, 448,&#13;
547, 85/III – 29, 30, 35, 55, 89, 234,&#13;
259, 267&#13;
Kossak Jerzy 85/I – 482&#13;
Kossak Juliusz 85/I – 10, 179, 243, 267,&#13;
276, 378, 476, 479, 481, 482&#13;
Kossak Magdalena 85/I – 482&#13;
Kossak Maria 85/I – 482&#13;
Kossak Wojciech 85/I – 482&#13;
Kossobudzki 85/III – 272&#13;
Kostaśka Elżbieta 85/II – 236, 448&#13;
Kostecki Janusz 85/I – 342, 469, 470, 85/&#13;
II – 493, 85/III –77&#13;
Kostrzewski Franciszek 85/I – 193, 197,&#13;
85/III – 172&#13;
Kościuszko Tadeusz 85/II – 24&#13;
Kotlarska Izabela 85/II – 249, 85/III – 216&#13;
Kowalczykowa Alina 85/I – 236, 85/II –&#13;
402&#13;
&#13;
302&#13;
&#13;
�Kowalski Feliks 85/II – 365, 474&#13;
Kowalski Piotr 85/II – 194&#13;
Kozarski Adolf 85/II – 463, 85/III – 173&#13;
Kozerska Helena 85/III – 282&#13;
Kozień Mikołaj 85/I – 480&#13;
Kozietulski Czesław 85/III – 49, 50&#13;
Kozłowscy 85/II – 407, 85/III – 128&#13;
Kozłowski Kornel 85/I – 178, 179, 280,&#13;
85/II – 102, 405, 414, 492, 85/III – 129&#13;
Koźlik 85/I – 217, 218, 85/II – 219, 307,&#13;
423&#13;
Koźmian Józefa, żona Henryka 85/I – 195&#13;
Koźmian Henryk 85/I – 195&#13;
Koźmian Stanisław 85/I – 242, 263&#13;
Koźmianowie 85/I – 195, 85/III – 121, 129&#13;
Koźmianówna Józefa 85/I – 195, 85/II –&#13;
240, 243, 425, 463, 465, 85/III – 129&#13;
Kożuchowski 85/I – 73, 85/III – 114&#13;
Kraińscy 85/I – 153, 154, 423, 432, 438,&#13;
85/II – 217, 85/III – 124, 154&#13;
Kraińska Helena zob. Jaruzelska Helena&#13;
Kraińska Katarzyna 85/I – 422, 85/II –&#13;
507&#13;
Kraińska Zofia zob. Konopka Zofia&#13;
Kraiński Edmund 85/I – 154, 422, 423,&#13;
431, 434, 439, 489, 85/II – 507, 85/III&#13;
– 125, 155&#13;
Kraiński Maurycy 85/I – 251&#13;
Kraiński Władysław 85/I – 251&#13;
Krall Antoni 85/I –141&#13;
Krasicki Ignacy 85/II – 332&#13;
Krasiński Adam Stanisław 85/I – 481&#13;
Krasiński Władysław 85/III – 76&#13;
Kraszewski Józef Ignacy 85/I – 8, 108,&#13;
123, 124, 128, 150, 167, 241, 263, 329,&#13;
376, 388–390, 399, 403, 445, 85/II –&#13;
94, 95, 99, 195, 202, 203, 205, 289, 295,&#13;
319, 409, 411, 426, 427, 528, 568, 612,&#13;
85/III – 167, 179&#13;
Kratzer Andrzej 85/III – 161, 169, 271&#13;
Krauss Fryderyk Salomon 85/I – 10, 134,&#13;
441–443, 460, 475, 481, 85/II – 525,&#13;
&#13;
527, 541, 548, 574, 85/III –119&#13;
Krček Franciszek 85/I – 472, 473&#13;
Kremer Aleksander 85/I – 266&#13;
Kremer Józef 85/I – 267&#13;
Kretkowska Ludwika, z d. Komecka 85/I&#13;
– 20 1, 85/II – 442&#13;
Kreutz Karolina de 85/I – 39, 85/III – 110&#13;
Krogulski Józef 85/I – 69&#13;
Królikiewiczowa Maria Elżbieta zob. Kolberg Maria Elżbieta&#13;
Królikowski Józef Franciszek 85/I – 63,&#13;
67, 109&#13;
Kruszyńscy 85/I – 327&#13;
Kryński Antoni Adam 85/I – 354, 391&#13;
Krzeczunowicz Kornel 85/I – 319&#13;
Krzemiński Stanisław 85/I – 232&#13;
Krzeptowski Jan zob. Sabała&#13;
Krzywicki Ludwik 85/I – 498, 85/II – 533,&#13;
534&#13;
Krzyżaniak Elżbieta zob. Millerowa Elżbieta&#13;
Krzyżanowski Julian 85/I – 32, 48, 116,&#13;
125, 137, 171, 183, 253, 272, 279, 85/II&#13;
–204, 222, 223, 251, 262–264, 268, 269,&#13;
279, 286, 287, 291, 294, 297, 299, 311,&#13;
316, 323, 328, 329, 330, 332–338, 344,&#13;
348, 349, 360, 362, 374, 383, 385, 386,&#13;
448, 535, 583, 590, 599, 600, 609, 85/&#13;
III – 54, 59, 61, 67, 101, 200, 201&#13;
Krzyżanowski Stanisław Andrzej 85/I –&#13;
479&#13;
Kuba Ludwik 85/I – 10, 441, 443–445,&#13;
467, 475, 478, 481, 85/II – 412, 548,&#13;
85/III – 157, 158&#13;
Kubaczek 85/II – 242, 342&#13;
Kubala Tomasz 85/II – 234, 422&#13;
Kucharska Józefa 85/I – 87&#13;
Kucharski Andrzej 85/I – 85–87, 357, 85/&#13;
II – 457, 458, 481, 526, 85/III – 231,&#13;
232, 242, 257&#13;
Kucz Karol 85/I – 99, 102, 212, 85/II –&#13;
154, 160&#13;
303&#13;
&#13;
�Kuczyński Stefan Ludwik 85/I – 273, 424&#13;
Kudzinowski Czesław 85/III – 208&#13;
Kufel Józef 85/I – 480&#13;
Kuhn Adalbert (błędnie Kuin) 85/II – 559,&#13;
607&#13;
Kujon 85/II – 423&#13;
Kujot Stanisław 85/I – 328, 336&#13;
Kulczycka-Saloni Janina 85/I – 234, 235&#13;
Kunicki Leon 85/II – 228, 229, 85/III – 247&#13;
Kunz Thomas Anton 85/II – 11&#13;
Kuraszkiewicz Władysław 85/I – 427,&#13;
85/III – 70, 207, 209&#13;
Kurek Antoni 85/II – 236&#13;
Kurek Kazimierz (Kaźmirz) 85/II – 129,&#13;
422&#13;
Kurpiński Karol 85/I – 53, 209, 404, 85/II&#13;
– 10, 19, 24, 31, 39–41, 140, 147, 150–&#13;
153, 160,&#13;
Kurschat Friedrich 85/I – 330, 336, 85/III&#13;
– 144&#13;
Kustra Anna, z d. Ruda Anna 85/I – 165,&#13;
85/III – 217, 218&#13;
Kutrzeba Stanisław 85/I – 260, 85/III –&#13;
35, 43&#13;
Kutrzeba-Pojnarowa Anna, Kutrzebianka&#13;
Anna 85/II – 400, 447, 85/III – 50&#13;
Kuźmicz Bolesław 85/III – 53&#13;
Kvitka Klyment 85/II – 45&#13;
Kwilecki Andrzej 85/II – 512, 513, 85/III&#13;
– 208&#13;
Kwilecki Mieczysław 85/I – 340&#13;
L.P. zob. Powidaj Ludwik&#13;
L.S.K. 85/I –227&#13;
Labuda Gerard 85/III – 101&#13;
Lambert Karol 85/I – 162&#13;
Lange Roderyk 85/II – 66&#13;
Langiewicz Marian 85/I – 247&#13;
Lassen Christian 85/II – 559, 607&#13;
Leciejewski Jan 85/I – 349, 350&#13;
Leitgeber Mieczysław Antoni 85/I – 368,&#13;
369&#13;
&#13;
Lelewel Adam Prot 85/I – 163, 85/II –&#13;
417, 493, 85/III – 125&#13;
Lelewel Jan Paweł 85/I – 163&#13;
Lelewel Joachim 85/I – 163, 85/II – 493,&#13;
606&#13;
Lenartowicz Teofil 85/I – 58–60, 72, 73,&#13;
80, 98–100, 122, 123, 146, 480, 85/II&#13;
– 92, 98, 117, 118, 145, 153, 154, 159,&#13;
212, 213, 402–404, 541, 542, 587, 621,&#13;
85/III – 85, 113, 166, 168, 183, 184&#13;
Leonard P. 85/III –246&#13;
Lesień-Płachecka Krystyna 85/I – 357,&#13;
85/II – 34, 135, 209, 570, 85/III – 73&#13;
Lesser Aleksander 85/I – 56, 193&#13;
Leszczyński Stanisław 85/II – 23&#13;
Leśmian Bolesław 85/II – 297&#13;
Leśniewski 85/II – 327, 328, 85/III – 53,&#13;
263&#13;
Leśniewski Paweł Eustachy 85/II – 327&#13;
Leśniowski Józef 85/II – 234&#13;
Lewański Jan 85/II – 362, 372&#13;
Lewestam Fryderyk Henryk, F.H.L. 85/I&#13;
– 19, 143, 144, 172, 85/II – 542&#13;
Lewinówna Zofia 85/I –78, 85/II – 165&#13;
Lewińscy 85/III – 115, 116&#13;
Libelt Karol 85/I – 62, 67, 94, 214, 215,&#13;
219, 220, 226, 321, 410, 411, 85/II –&#13;
88, 89, 186, 216, 417, 451, 599, 85/III&#13;
– 131, 132, 162&#13;
Libeltowie 85/II – 415&#13;
Libera Anna 85/II – 355, 356&#13;
Libera Zbigniew 85/II – 400, 581&#13;
Ligęza Józef 85/II – 65&#13;
Linde Samuel Bogumił 85/I – 24, 27, 31,&#13;
85, 112, 196, 304, 353, 368, 434, 85/II&#13;
– 25, 205, 319, 332, 349, 588&#13;
Linette Bogusław 85/I – 155, 379, 497, 85/&#13;
II – 71, 131, 132, 135, 85/III – 206–&#13;
210, 215, 217&#13;
Lipiński Jan Józef 85/I – 9, 63, 88, 91, 109,&#13;
421, 435, 85/II – 77, 79, 91, 140, 141,&#13;
173, 185, 197, 199, 221, 222, 85/III – 180&#13;
&#13;
304&#13;
&#13;
�Lipiński Karol 85/I – 62, 109, 85/II – 12,&#13;
77, 80, 91, 173, 186&#13;
Lipiński Tymoteusz 85/II – 319, 322, 328&#13;
Lisakowski Jarosław 85/III – 207&#13;
Lisowska Agnieszka 85/II – 150&#13;
Lissa Zofia 85/III – 49, 53&#13;
Liszt Ferenc 85/I – 370, 85/II –31, 32,&#13;
85/III – 190&#13;
Loeffler Leopold 85/I – 344&#13;
Loewe Carl I85/II – 144, 146&#13;
Lompa Józef 85/II – 91, 197, 295, 297,&#13;
320, 521&#13;
Lorek Gottlieb Leberecht 85/I – 343,&#13;
85/II – 523&#13;
Lubicz R. zob. Łopaciński H.&#13;
Lubicz-Czerwiński Ignacy 85/I – 178,&#13;
85/II – 514, 563,&#13;
Lubomirski Jerzy 85/I – 216, 221, 222,&#13;
227, 228, 85/II – 565, 85/III – 133&#13;
Lubomirski Jan Tadeusz 85/II – 465&#13;
Ludwik XIV, król Francji 85/I – 18&#13;
Lully Jean Baptiste 85/II – 151&#13;
Lutosławski Wincenty 85/I – 475&#13;
Łamański Władymir 85/I – 192, 85/II –&#13;
543&#13;
Łapiński Aleksander 85/III – 124&#13;
Łazarz św. 85/II – 259&#13;
Łazuk Mieczysław 85/II – 212&#13;
Łepkowski Józef 85/I – 216, 251, 257,&#13;
260, 263, 265, 267, 268, 270, 271, 273,&#13;
399, 453, 502, 85/II – 320, 441, 442,&#13;
447, 545, 553, 85/III – 134, 173&#13;
Łobaczewska Stefania 85/III – 42&#13;
Łokietek zob. Władysław Łokietek, król&#13;
polski&#13;
Łopaciński Hieronim, Lubicz R. 85/I – 498,&#13;
85/II – 348, 479, 532, 85/III – 35, 182&#13;
Łoś Jan 85/III – 22, 23&#13;
Łowmiański Henryk 85/II – 606&#13;
Łoziński Józef 85/II – 560, 85/III – 29,&#13;
239, 240, 242&#13;
&#13;
Ługowska Jolanta 85/II – 311&#13;
Łukaszewicz Józef 85/I – 322, 412, 85/II –&#13;
415, 452, 460, 85/III – 139&#13;
Łukaszewicz Seweryna 85/I – 322&#13;
Łukaniuk Bohdan 85/II – 39&#13;
Łuszczewska Jadwiga, pseud.: Deotyma&#13;
85/I – 56&#13;
Łuszczewska Nina 85/I – 56&#13;
Łuszczewski Jan Paweł 85/I – 19&#13;
Łuszczewski Wacław 85/I – 56&#13;
Łuszczkiewicz Władysław85/I – 216,&#13;
257, 263, 266, 267, 273&#13;
Łysakowski Franciszek 85/I – 492&#13;
Łysenko Mykoła 85/III – 246&#13;
Łyskowski Ignacy 85/I – 356, 357, 85/II&#13;
– 320&#13;
M.A.S. zob. Szulc Marceli Antoni&#13;
M.J. zob. Jasieńska M.&#13;
Machalska Karolina Barbara 85/I – 20&#13;
Machalska Tekla 85/I – 20&#13;
Machalski Józef 85/I – 20&#13;
Maciej z Warszawy 85/I – 69&#13;
Maciews’kyj I. 85/II - 57&#13;
Maciejewski Marian 85/I – 47&#13;
Maciejowscy 85/I – 85, 86, 85/II – 413,&#13;
478 , 85/III – 122&#13;
Maciejowski Kazimierz 85/II – 413, 476&#13;
Maciejowski Wacław Aleksander 85/I –&#13;
31, 85, 86, 195, 85/II – 205, 295, 391,&#13;
413, 476, 477, 478, 606, 607, 85/III –&#13;
173, 231&#13;
Maciszewski Maurycy, Mac. 85/I – 250&#13;
Magnuszewski Dominik 85/I – 56&#13;
Maine Henry Summer 85/II – 559&#13;
Maj Jan 85/II – 432, 436&#13;
Majer Józef 85/I – 216, 217, 257, 260–262,&#13;
264, 267, 272–274, 277, 283, 287, 308,&#13;
377, 424, 435, 441, 446, 452, 453, 456,&#13;
464, 466, 467, 478, 479, 494, 85/II –&#13;
471, 481, 483, 489, 545, 546, 555, 571&#13;
Majer Karolina, z d. Friedlein 85/I – 453&#13;
305&#13;
&#13;
�Majeranowski Konstanty, pseud.: Pielgrzym z Tenczyna, Rzesiński J.K. 85/I&#13;
– 269, 85/II – 253, 260, 261, 447&#13;
Majewski Józef 85/I – 50&#13;
Major Rafał 85/III – 155,&#13;
Majorkiewicz Jan 85/II – 205&#13;
Majorkiewicz Wolf Majer 85/I –200, 205,&#13;
85/II – 442, 85/III – 173&#13;
Makart Hans 85/I – 344&#13;
Maleski 85/I – 335&#13;
Malinowski Bronisław 85/II – 400, 410&#13;
Malinowski Lucjan 85/I – 286, 351, 447,&#13;
467, 85/II – 248, 547, 85/III – 22&#13;
Malinowski Tadeusz 85/I – 270, 271&#13;
Mälzl Johann Nepomuk 85/II – 78&#13;
Małecka 85/II – 516&#13;
Małecki Antoni 85/I – 387&#13;
Manhardt Wilhelm 85/II – 559&#13;
Mania Grzegorz 85/I – 453&#13;
Marcin św. 85/II – 330, 336&#13;
Marcin z Kłecka 85/II – 449&#13;
Marcin z Urzędowa 85/II – 449&#13;
Marcinkowski Antoni, pseud.: Nowosielski Antoni 85/I – 178, 179, 85/II – 221,&#13;
295, 339, 431, 558, 607, 85/III – 92,&#13;
245, 246&#13;
Marciszewicz Feliks 85/I – 462&#13;
Marconi Eleonora, zob. Kolberg Eleonora&#13;
Marconi Henryk 85/I – 76&#13;
Marconi Karol 85/I – 58, 59, 98, 120, 420,&#13;
85/II – 98, 404&#13;
Marconi Leonard 85/I – 372&#13;
Marconi Władysław 85/I – 120&#13;
Marczewska Maria 85/II – 475&#13;
Marczewska Marzena 85/II – 386, 390, 391&#13;
Marczuk Dmytro 85/II – 130, 85/II – 231,&#13;
422&#13;
Marek św. 85/II – 481&#13;
Markiewicz Katarzyna 85/I – 17, 20, 21,&#13;
23, 25–27, 38, 43, 44, 84, 120, 245, 247,&#13;
249, 251, 254, 255, 312, 344, 419, 481,&#13;
85/II – 20, 100, 417, 85/III – 46, 286&#13;
&#13;
Markusfeld Konstancja 85/III – 170&#13;
Marschner Heinrich August 85/II – 151&#13;
Marszałkiewicz Felicjan 85/II – 365&#13;
Martuszewska Anna 85/I – 236&#13;
Maryna 85/I – 256, 85/II – 448&#13;
Marysia 85/I – 425, 85/II – 232&#13;
Masłowski Leon 85/I – 328, 336&#13;
Maślanka Julian 85/I – 47, 96, 85/II – 499&#13;
Maślonka Jan 85/I – 198, 85/II – 129&#13;
Matejko Jan 85/I – 329, 424, 458, 479&#13;
Matejko Franciszek 85/III – 134&#13;
Matuszewscy z Jasienicy 85/II – 493&#13;
Matuszewscy z Mąkolina 85/I – 105, 85/&#13;
III – 118, 120&#13;
Matuszewska 85/I – 105, 85/III – 186&#13;
Matuszewska Anna 85/I – 236&#13;
Matuszewski Michał 85/I – 24&#13;
Matuszewski 85/I – 105&#13;
Matuszewski z Jasienicy 85/III – 125&#13;
Matuszewski z Makolina 85/III –128&#13;
Maury Alfred 85/I – 271, 272&#13;
Mauss Marcel 85/II – 387&#13;
Mayr Simon Johann 85/II – 139&#13;
Mazurkiewicz-Szczyszek Anna 85/II –&#13;
573, 574&#13;
Mazzini Giuseppe 85/I – 220&#13;
Mączka Tomasz 85/I – 456, 493&#13;
Mączyński Józef 85/I – 268, 85/II – 445&#13;
Mąkowski 85/III – 123&#13;
Mecherzyński Karol 85/I – 262, 263, 269&#13;
Medyński Napoleon 85/II – 607&#13;
Mejer Ignacy Antoni 85/III – 188&#13;
Mela, Melusia zob. Męcińska Antonina&#13;
Mendelssohn-Bartholdy Feliks Jakob&#13;
85/I – 250, 85/II – 144, 151&#13;
Mercoeur Gotfryd 85/I – 18&#13;
Mercoeur Henrietta, z d. von Arnim 85/I&#13;
–18, 20, 21&#13;
Merriam Alan P. 85/II – 49, 55&#13;
Merzbach Ludwik 85/I – 228, 319, 320,&#13;
322, 412, 85/II – 452, 85/III – 139&#13;
Meyerbeer Giacomo 85/II – 150, 151&#13;
&#13;
306&#13;
&#13;
�Męcińska Antonina, Mela, Melusia 85/I –&#13;
70, 248, 250, 255, 344, 380, 394, 85/II&#13;
– 77, 85/III – 11, 264&#13;
Męciński Antoni 85/I – 70, 344&#13;
Mianecki Adrian 85/II – 269&#13;
Mianowski Józef 85/I – 428&#13;
Miaskowski Kasper 85/II – 221, 363&#13;
Michałk Frido 85/I – 356, 85/III – 210&#13;
Michałowscy 85/III – 110&#13;
Michałowska Helena 85/I – 54&#13;
Michałowska Teresa 85/II – 362&#13;
Michałowski Kornel 85/I – 100-102&#13;
Michelet Jules 85/II – 559&#13;
Micińska Magdalena 85/I – 237, 239&#13;
Mickiewicz Adam 85/I – 447, 85/II – 182,&#13;
188, 267, 319&#13;
Mickiewicz Władysław 85/I – 383&#13;
Mieczkowscy 85/III – 142, 143&#13;
Mieczkowska Olimpia 85/I –327&#13;
Mieczkowski Leopold 85/I – 327&#13;
Mielżyńscy 85/I – 321&#13;
Mielżyński Józef 85/I – 321, 340&#13;
Mielżyński Seweryn 85/I – 220, 321, 410,&#13;
412, 85/II – 415&#13;
Mierczyński Stanisław 85/II – 65, 67&#13;
Miernik Grzegorz 85/I – 236&#13;
Mierzyński Antoni Julian 85/I – 398, 85/&#13;
II – 607&#13;
Mikołaj św. 85/II – 447&#13;
Mikołaj I, cesarz rosyjski 85/I – 35, 110&#13;
Mikucki Stanisław 85/II – 205&#13;
Mikuli Karol 85/II – 32, 85/III – 172&#13;
Mikulski Tadeusz 85/I – 238&#13;
Millerowa Elżbieta, Miller Elzbieta, Krzyżaniak Elżbieta 85/I – 45, 85, 86,&#13;
134–138, 223, 245, 251, 253, 257, 269,&#13;
295, 296, 298, 423, 443, 497, 498, 85/&#13;
II –131, 179, 225, 236-238, 247, 253,&#13;
254, 269, 303, 306, 325, 403, 448, 450,&#13;
452, 467, 502, 508, 514, 519, 521, 574,&#13;
589, 85/III – 15, 29, 54, 57, 58, 68, 73,&#13;
79, 80, 88, 206, 207, 210–214, 217, 218&#13;
&#13;
Milutin Nikołaj 85/I –170&#13;
Minter Karol 85/I – 317, 319, 85/III – 138&#13;
Minter Zofia 85/I – 317&#13;
Mioduchowska Aurelia 85/I – 85, 337,&#13;
85/II – 370&#13;
Mioduszewski Michał Marcin 85/I – 206,&#13;
258, 85/II – 61, 175, 221, 229, 230, 334.&#13;
350, 352, 481, 85/III – 260, 261, 264&#13;
Mirecki Franciszek 85/I – 137&#13;
Młoccy 85/II – 493, 85/III – 134&#13;
Młocka 85/I – 218, 85/II – 219, 423&#13;
Młocki Alfred 85/I – 221, 258&#13;
Moniuszko Stanisław 85/I – 5, 38, 50, 59,&#13;
74. 80, 133, 146, 209, 315, 404, 456,&#13;
480, 481, 85/II – 9, 136, 151, 152, 155–&#13;
157, 159, 85/III – 174, 181&#13;
Moraczewska Bibianna 85/I – 81, 321,&#13;
339, 346, 380, 401, 405, 409–411, 414–&#13;
–417, 435, 85/II – 219, 420, 450, 460,&#13;
556, 570, 85/III – 133, 148, 153, 156&#13;
Moraczewski Jędrzej 85/I – 62, 81, 409,&#13;
85/II – 480&#13;
Morawska Katarzyna 85/I – 103&#13;
Morawski Franciszek 85/II – 613&#13;
Morawski Szczęsny 85/II – 617&#13;
Mordasiewicz Kazimierz 85/I – 44, 436&#13;
Moroński 85/I – 63&#13;
Morsztyn Hieronim 85/II – 221&#13;
Morsztyn Jan Andrzej 85/II – 338, 363&#13;
Morzyccy 85/III –128, 130&#13;
Morzycki Antoni 85/I – 203, 85/II – 437,&#13;
85/III – 129&#13;
Moszyńska Józefa 85/II – 227, 339&#13;
Moszyńska Zofia 85/II – 131, 132, 85/III&#13;
– 245, 246&#13;
Moszyński Kazimierz 85/II – 390, 400, 85/&#13;
III – 37&#13;
Moszyński Piotr 85/II – 227&#13;
Mozart Wolfgang Amadeus – 85/I – 134,&#13;
250, 85/I – 140, 150, 151, 157, 159,&#13;
160, 163&#13;
Mroczek 85/III – 272&#13;
307&#13;
&#13;
�Mross Henryk 85/I – 328&#13;
Mrzygłodowicz Krzysztof 85/II – 368&#13;
Müller Friedrich 85/I – 358, 361, 85/II&#13;
– 33/34, 424, 449, 560, 565–567, 576,&#13;
596, 613&#13;
Müncheimer Zygmunt Karol 85/III – 170&#13;
Müncheimer Adam 85/I – 403–405&#13;
Muszkalska Bożena 85/I – 441, 85/II – 41, 54&#13;
Mychalczuk Konstantyn 85/I – 427&#13;
Mysłakowski Piotr 85/II – 22&#13;
Nadolski Bogusław 85/II – 374&#13;
Nagel Josph 85/II – 139&#13;
Nalepa Marek 85/II – 612&#13;
Napoleon Bonaparte, cesarz Francuzów&#13;
85/I – 19, 22, 85/II – 10&#13;
Narbutt Teodor 85/III – 249&#13;
Naruszewicz Adam 85/II – 606&#13;
Naumann B. 85/II – 559&#13;
Nawrocka-Wysocka Arleta 85/I – 207,&#13;
85/I – 60, 148, 150&#13;
Nawrocki Iwan 85/I – 495&#13;
Nawrocki Witold 85/II – 268&#13;
Nazina Inna 85/II – 57&#13;
Negrey Maciej 85/I – 455&#13;
Nehring Władysław 85/I – 214, 85/II –&#13;
451, 85/III – 19&#13;
Neron 85/I – 389&#13;
Nesselmann Georg Heinrich Ferdinand&#13;
85/I – 392, 85/II – 227, 228, 276, 85/III&#13;
– 10&#13;
Neymann Cesław, Nejman Cesław 85/I – 9,&#13;
166, 421, 426– 428, 85/II – 274, 276, 281,&#13;
488, 532, 558, 561, 621, 622, 85/III – 180&#13;
Niebrzegowska-Bartmińska Stanisława&#13;
85/II – 194, 378, 383, 386, 389&#13;
Niedżwiedzki Władysław 85/I – 354, 391&#13;
Niegolewscy 85/I – 326, 339, 415, 85/II –&#13;
216, 415, 418, 85/III – 135, 143&#13;
Niegolewska Wanda, z d. Kwilecka 85/I –&#13;
321, 322, 326, 338, 339, 377, 411, 85/II&#13;
– 452, 590, 85/III – 143&#13;
&#13;
Niegolewski Władysław 85/I – 225, 321,&#13;
339, 411, 85/II – 417, 452&#13;
Niemcewicz Julian Ursyn 85/II – 27, 612&#13;
Niewiarowski Aleksander 85/I – 57&#13;
Niezabitowski Kajetan 85/I – 83, 85/II – 80&#13;
Nikityszyn Iwan 85/II – 232, 305, 487&#13;
Nikodem 85/II – 348&#13;
Nitsch Kazimierz 85/I – 349–351, 85/II –&#13;
248&#13;
Norwid Cyprian 85/I – 46, 51, 60, 72,&#13;
85/II – 319, 405, 85/III – 85, 113&#13;
Norwid Ludwik 85/I – 58, 60, 72, 85/II –&#13;
118, 404, 405, 85/III – 85, 113&#13;
Norwid Ludwika, z d. Zdzieborska 85/II&#13;
– 406&#13;
Norwid Paulina zob. Suska Paulina&#13;
Norwidowie 85/II – 92, 118, 216, 405,&#13;
406, 85/III – 85&#13;
Noskowski Zygmunt 85/I – 403, 478, 85/&#13;
III – 189, 270&#13;
Nowaczyński Adolf 85/II – 28&#13;
Nowak Tomasz 85/II – 66, 124&#13;
Nowak-Romanowicz Anna 85/I – 25&#13;
Nowicka Ewa 85/II – 563&#13;
Nowosielski Antoni zob. Marcinkowski&#13;
Antoni&#13;
Nowosielski Skowyrka Franek 85/II –&#13;
421&#13;
Nycz Ryszard 85/I – 234&#13;
Odrowąż Jacek św. 85/I –241&#13;
Oehmigke Ludwig 85/I – 26, 41, 85/III –&#13;
161, 280&#13;
Ograbiszewski Ignacy 85/I – 328, 336&#13;
Ogrodziński Władysław 85/I – 330, 332,&#13;
333, 336, 343, 85/II – 239, 252, 408,&#13;
520, 521, 85/III – 47, 48, 206&#13;
Okólska Amelia 85/II – 130&#13;
Olechnowicz Mścisław 85/II – 517, 518,&#13;
569, 85/III – 208&#13;
Olejniczka Zofia 85/II – 129, 85/II – 232,&#13;
422&#13;
&#13;
308&#13;
&#13;
�Oleksińscy 85/II – 493&#13;
Oleksiński 85/III – 125&#13;
Oleksiński Kazimierz 85/III – 125&#13;
Olędzki Stanisław 85/II – 67&#13;
Olszewski Łukasz 85/I –269&#13;
Ong Walter Jackson 85/II – 244&#13;
Onslow George 85/I – 33&#13;
Optołowicz Janusz 85/II – 517&#13;
Oracki Tadeusz 85/I –331, 332, 343&#13;
Orgelbrand Samuel 85/I – 6, 19, 25, 28,&#13;
83, 102, 112, 129, 141–144, 172, 174,&#13;
190, 208, 210, 257, 259, 289, 311, 85/&#13;
II – 14, 15, 21, 50, 64, 127, 151, 152,&#13;
157, 162, 169, 352, 406, 436, 437, 542,&#13;
558, 559, 596, 85/III – 68,159, 160,&#13;
168–173, 190, 257&#13;
Orman-Michta Elżbieta 85/I – 329&#13;
Orzeszkowa Eliza 85/III –248&#13;
Osipowicz Aleksander 85/I – 174, 182,&#13;
85/II – 425, 427, 498, 499 (tu błędnie&#13;
Ostapowicz), 543, 85/III – 12, 132, 228&#13;
Ossoliński Maksymilian 85/II – 137&#13;
Ossowski Juliusz Jan 85/I – 343&#13;
Ossowski Gotfryd 85/I – 424, 85/III –&#13;
150, 179&#13;
Ostapowicz zob. Osipowicz&#13;
Ostaszewscy 85/I – 438, 85/III – 156&#13;
Ostaszewska Emma, z d. Załuska 85/I –&#13;
438, 439&#13;
Ostaszewski Teofil 85/I - 438, 439&#13;
Osten-Saken Fiodor 85/I – 191, 85/II – 543&#13;
Otto Leopold 85/I – 154, 162, 207, 322,&#13;
85/II – 521, 85/III – 139, 140&#13;
Otwinowska Barbara 85/II – 362&#13;
Ozarko Łeś (Oleś) 85/II – 232&#13;
Paczkowski Szymon 85/II – 72&#13;
Paderewski Ignacy 85/I – 456&#13;
Paer Ferdinando 85/II – 140, 150&#13;
Paganini Nicolo 85/II – 140&#13;
Pałubicki Konrad 85/II – 66&#13;
Pamuła Kazimierz 85/I – 125&#13;
&#13;
Pannonius Janos zob. Schuster Johann&#13;
Papłoński Jan 85/I – 187, 205, 85/II –&#13;
607, 85/III – 172&#13;
Paprocka Wanda 85/II – 41&#13;
Paprocki Bogusław 85/I – 22&#13;
Paradowska Maria 85/II – 454&#13;
Parylak Piotr 85/I – 284&#13;
Paskiewicz Iwan 85/I – 35, 39&#13;
Paszkiewiczowa Michalina, z d. Konopka&#13;
85/I – 245, 250, 380, 85/III – 286&#13;
Paszkowska Kornelia 85/I – 55, 85/III –&#13;
162&#13;
Paszkowski Józef 85/I – 55, 85/II – 24&#13;
Pauli Żegota 85/I – 62, 63, 91, 131, 132,&#13;
258, 259, 85/II – 12, 77, 91, 174, 184,&#13;
189–192, 197, 221, 228, 265, 269, 336,&#13;
85/III – 29, 161, 239–243&#13;
Pavković Nicola 85/II – 525, 526&#13;
Paweł św. 85/II – 347&#13;
Pawlak Aleksander 85/I – 62, 93, 85/II –&#13;
36, 86, 90, 126, 174, 186, 85/III – 99,&#13;
206, 208, 212,&#13;
Pawlak Hanna 85/I – 469, 85/II –131,&#13;
85/III – 213–216&#13;
Pawlakowa Danuta, Pawlak Danuta 85/I&#13;
– 77, 89, 96, 116, 155, 195, 197, 202,&#13;
337, 485, 85/II – 91, 125, 126, 130–132,&#13;
186, 197, 239, 426, 520, 623, 85/III –&#13;
61, 70, 79, 87, 205–208, 210–214, 218,&#13;
273&#13;
Pawlicki Piotr Paweł 85/I – 76&#13;
Pawlikowski Mieczysław 85/I – 479&#13;
Pedroso Zofimo Consigleri 85/II – 548,&#13;
608&#13;
Pelczar Józef Stanisław 85/I – 458, 481&#13;
Pełka Hermann 85/I – 330, 331, 85/III –&#13;
144&#13;
Perczyńska Nina 85/I – 192&#13;
Perthy J.A.Maximilian 85/I – 358, 359,&#13;
85/II – 33, 560, 567, 596, 613&#13;
Peschel Oskar 85/I – 358, 359, 85/II –&#13;
560, 562, 595&#13;
309&#13;
&#13;
�Petrow Aleksander 85/I – 420, 440, 85/&#13;
II – 339, 340, 535&#13;
Philidor Danican rodzina 85/III – 95, 189&#13;
Piasna-Kudyńska Ewa 85/I – 426, 85/II –&#13;
488&#13;
Piątkowskia Ignacja 85/I – 497, 85/II –&#13;
482, 617, 618&#13;
Pielgrzym z Tenczyna zob. Majeranowski&#13;
Konstanty&#13;
Pietraszek Edward 85/III – 49, 50&#13;
Pietruszyńska-Sobieska Jadwiga zob. Sobieska Jadwiga&#13;
Pigoń Stanisław 85/I – 238&#13;
Pilat Roman 85/I – 393, 394&#13;
Piłat 85/II – 347, 348, 368&#13;
Piłsudski Bronisław 85/II – 400&#13;
Piotr św. 85/II – 347&#13;
Piotrowscy 85/III – 121&#13;
Piotrowski Tytus 85/II – 563, 85/III – 246&#13;
Piwarski Jan Feliks 85/II– 24&#13;
Plebański Józef 85/I – 448, 85/II – 621&#13;
Pleus-Turczynowiczowa Maria zob. Turczynowiczowa Maria&#13;
Plichta, Plichcina 85/I – 198, 85/II –&#13;
232,423&#13;
Pług Adam 85/II – 103&#13;
Pobłocki Gustaw 85/I – 327, 336, 337,&#13;
342, 85/III – 143, 230&#13;
Pobłocki Juliusz 85/I – 327, 337, 342&#13;
Podlewska Antonina zob. Konopka Antonina, matka Józefa&#13;
Podlewski Władysław 85/I – 419&#13;
Podlipniak Piotr 85/II – 57&#13;
Pokropek Marian 85/II – 612&#13;
Pokutyński Filip 85/I – 267&#13;
Pol Wincenty 85/I – 173, 221, 243, 258,&#13;
300, 357, 85/II – 267, 319, 328, 400,&#13;
402, 513, 515, 516, 519, 548, 553, 558,&#13;
561, 611, 85/III – 111&#13;
Polak Walenty 85/II – 129&#13;
Polanowski Stanisław 85/I – 465, 85/II –&#13;
563, 569&#13;
&#13;
Poliński Aleksander 85/I – 103, 85/II – 19&#13;
Polkowski Ignacy 85/I – 266&#13;
Pollak Roman 85/II – 350&#13;
Połujański Aleksander 85/II – 497, 609,&#13;
85/III – 228&#13;
Poniatowska Irena 85/II – 72&#13;
Poniatowski Józef 85/I – 19&#13;
Poniatowski Stanisław August zob. Stanisław August Poniatowski&#13;
Popławski Emil 85/II – 323, 337&#13;
Posern-Zieliński Aleksander 85/I – 171,&#13;
210, 85/II – 560, 581, 85/III – 101, 211&#13;
Potoccy 85/I – 457&#13;
Potocka Anna, z d. Działyńska 85/I – 438,&#13;
439, 85/III – 156, 157&#13;
Potocka Róża 85/III – 76&#13;
Potocka Zofia, z d. Branicka 85/I – 457&#13;
Potocki Alfred 85/I – 405&#13;
Potocki Artur 85/I – 451, 457&#13;
Potocki Stanisław Kostka 85/I – 22&#13;
Potocki Stanisław Wojciech Antoni 85/I&#13;
– 438&#13;
Potocki Wacław 85/II –319, 338, 363&#13;
Powidaj Ludwik, L.P. 85/III – 176&#13;
Poźniak Włodzimierz 85/I – 456, 85/II – 67&#13;
Prawdzic Marcin 85/II – 328, 85/III – 53&#13;
Preissner Alojzy 85/III – 270, 273&#13;
Prochaska Maciej 85/I – 56, 62, 73, 102,&#13;
146, 155, 497, 498, 85/II – 33, 93, 137,&#13;
183, 482, 85/III – 213, 216–218&#13;
Prusinowski Jan 85/I – 166, 167, 85/II –&#13;
306, 308, 415, 509, 85/III – 27, 33, 92,&#13;
247, 279&#13;
Pruski zob. Gloger Zygmunt&#13;
Prussak Maria 85/I – 234, 236&#13;
Pruszak Jan Konstanty 85/II – 406&#13;
Pruszak Tomasz 85/I – 79, 85/II – 406, 472&#13;
Pruszakowa Amalia 85/I – 152, 85/II –&#13;
406, 472, 85/III – 121&#13;
Pruszakowa Seweryna zob. Duchińska&#13;
Seweryna&#13;
Przerembski Zbigiew J. 85/II – 126, 127&#13;
&#13;
310&#13;
&#13;
�Przesławska Helena 85/III – 51&#13;
Przeździeccy 85/I – 452&#13;
Przeździecka Elżbieta, z d. Plater-Zyberk&#13;
85/I – 453&#13;
Przeździecki Aleksander 85/I – 238, 271,&#13;
85/II – 572, 576, 577, 585, 589, 592&#13;
Przeździecki Konstanty 85/I – 453&#13;
Przybylski Tadeusz 85/I – 53&#13;
Przybysławscy 85/I – 377, 380, 400, 401,&#13;
486, 85/II – 217, 85/III – 148, 152&#13;
Przybysławska Helena, z d. Wessel 85/I –&#13;
380, 406, 85/III – 179&#13;
Przybysławski Władysław 85/I – 274,&#13;
281, 282, 377, 379–381, 395–397, 399401, 407, 486, 85/II – 407, 420, 423,&#13;
425, 484, 486–488, 514, 528, 554, 555,&#13;
582, 600, 85/III – 146, 147, 151, 152&#13;
Przystański Stanisław 85/I – 311, 85/II –&#13;
465&#13;
Pstrokoński Antoni 85/II – 482, 85/III –&#13;
231&#13;
Pstruśka Katarzyna 85/II – 448&#13;
Puchała zob. Konieczko Wincenty&#13;
Puffke Emma z Kurowskich 85/II – 253,&#13;
513&#13;
Purchla Jacek 85/I – 240, 241&#13;
Puszkin Aleksander 85/II – 291, 294&#13;
Quattrini Giovanni Lodovico (Jan Ludwik) 85/I – 146, 85/II – 155, 156&#13;
R. zob. Wójcicki Kazimierz Władysław&#13;
Radońscy 85/II – 415, 85/III – 131, 132&#13;
Radońska Aniela 85/I – 82, 215, 412, 85/&#13;
II – 415, 451&#13;
Radoński Hipolit 85/I – 82, 215, 85/II –&#13;
451&#13;
Radwański J. 85/II – 322, 333&#13;
Radzikowski Walery Eliasz 85/II – 505&#13;
Radziwiłł Maciej 85/I – 161&#13;
Rak Maciej 85/I – 351, 484, 85/II – 248&#13;
Rakowiecki Ignacy 85/II – 589, 607&#13;
&#13;
Rastawiecki Edward 85/I – 321, 85/III –&#13;
167&#13;
Raszewski Zbigniew 85/II – 349, 350, 351&#13;
Rataj Andrzej 85/I – 503, 85/III – 39, 44,&#13;
49,&#13;
Ratajczakowa Dobrochna 85/II – 349&#13;
Rautenstrauch Józef 85/I – 37, 39&#13;
Rąbca Franciszek 85/I – 328, 336, 337,&#13;
85/III – 144, 145&#13;
Rebczyński Władysław 85/I – 463&#13;
Rederowa Danuta 85/I – 260, 85/III – 47&#13;
Reinecke Carl Heinrich Carsten 85/I – 370&#13;
Reinfuss Roman 85/III – 49&#13;
Rej Mikołaj 85/II – 221, 319, 332&#13;
Remus Karol 85/I – 331, 332, 333, 336,&#13;
85/II – 408, 85/III – 144&#13;
Retzius Anders Adolf 85/II – 596&#13;
Reyzner Karol 85/II – 78&#13;
Rękas Joanna 85/II – 385, 387&#13;
Rhesa Ludwig Jedemin 85/I – 84&#13;
Richter Jean Paul 85/I – 25&#13;
Riedmüller Józef 85/I – 132, 85/II – 235&#13;
Rieger Adam 85/III – 74, 75&#13;
Riese August 85/III – 175&#13;
Righini Vincenzo 85/II – 140&#13;
Rode Jacques Pierre Joseph 85/II – 140&#13;
Roemer Fryderyk Adolf 85/I – 25&#13;
Rogala Jacek 85/II – 236&#13;
Rogalska-Windakiewicz Helena 85/II –&#13;
64, 65&#13;
Rogawski Karol 85/I – 271, 452&#13;
Roger Juliusz 85/I – 167, 168, 85/II – 24,&#13;
85/III – 171&#13;
Rokossowska Maria 85/III – 163&#13;
Rola zob. Skotnicki M.&#13;
Rolle Józef Apolinary 85/III – 244&#13;
Romankówna Mieczysława 85/I – 79&#13;
Romański Artur 85/I – 102&#13;
Rossini Gioacchino Antonio 85/I – 30,&#13;
85/II – 140,150, 151, 161&#13;
Rostafiński Józef 85/I – 453, 494, 495, 85/II&#13;
– 501, 85/III – 28&#13;
311&#13;
&#13;
�Rousseau Jean Jacques 85/I – 417, 85/II&#13;
– 18&#13;
Rowicka Małgorzata 85/I – 342, 469, 470,&#13;
85/II – 493, 85/III – 77&#13;
Różański Piotr 85/I – 453&#13;
Różnicki Aleksander (Rożniecki) 85/I –&#13;
147. 85/II – 157, 159, 85/III – 168&#13;
Rubens Peter Paul 85/I – 329&#13;
Ruda Anna, zob. Kustra Anna&#13;
Rudnicka Jadwiga 85/I – 238&#13;
Rudorff Ernst 85/I – 370&#13;
Rudziński Witold 85/I – 80, 133, 134,&#13;
85/II – 156&#13;
Rungenhagen Carl Friedrich 85/I – 38,&#13;
56, 85/II – 75, 137–139, 141, 85/III –&#13;
109&#13;
Ruszel Krzysztof 85/III – 56&#13;
Rutkowski Walery 85/I – 329&#13;
Rybkowska Karolina 85/I – 344&#13;
Rybkowski Tadeusz 85/I – 251, 254, 344,&#13;
345, 407, 85/II – 551, 85/III – 97, 180&#13;
Rychling-Bartoszewski Wincenty 85/I –&#13;
459&#13;
Rychły Maciej 85/II – 53&#13;
Rychter, Richter 85/III – 115&#13;
Rychterowie 85/III – 115&#13;
Rynarzewsk[…] 85/II – 423&#13;
Rysiński Salomon 85/II – 319, 322, 332&#13;
Ryszkiewicz Andrzej 85/I – 59&#13;
Rzechowscy 85/I –72, 85/III – 113&#13;
Rzechowska Zofia 85/I – 72, 85/III – 165&#13;
Rzepecki Ludwik 85/I – 327, 336&#13;
Rzewuski Lesław 85/I – 247&#13;
Rzewuski Walery 85/I – 247, 253, 254,&#13;
304, 85/II – 581, 85/III – 97, 137&#13;
S.K.J. 85/III – 166&#13;
Sabała, właśc. Jan Krzeptowski 85/II –&#13;
43&#13;
Sabała Jan, syn 85/II – 21&#13;
Sadowski Jan Nepomucen 85/I – 243,&#13;
260, 266, 267, 270, 273, 275–277, 281,&#13;
&#13;
283, 303, 336, 355, 402, 452, 85/II –&#13;
545–547, 553&#13;
Šafárik Pavel Josef, Szafarzyk Paweł Josef 85/II – 513, 561, 622&#13;
Sakowicz Kasjan 85/II – 373&#13;
Salis-Seewis Johann Gaudenz von 85/I –&#13;
22&#13;
Salomea św. 85/I – 241&#13;
Samujłło Julian 85/I – 246&#13;
Sandmann Jan Nepomucen zob. Zandman Jan Nepomucen&#13;
Sarana Gopala 85/II – 604&#13;
Sardou Victorien 85/I – 335&#13;
Sarnowska-Temeriusz Elżbieta 85/II – 362&#13;
Sawczynski Jakob 85/III – 92, 239&#13;
Sawicka Aleksandra 85/I – 185, 468, 85/III&#13;
– 213, 215&#13;
Scheffler 85/II – 60&#13;
Schilling Gustav Friedrich 85/I – 18&#13;
Schleicher August 85/III – 10, 230&#13;
Schnaydrowa Bogumiła 85/I – 270, 85/III&#13;
– 270, 273&#13;
Schneider Antoni 85/ii – 617&#13;
Schubert Franz Peter 85/I – 134, 85/II –&#13;
11, 151&#13;
Schumann Robert 85/II – 151&#13;
Schuster Johann, pseud.: Janus Panno­&#13;
nius 85/I – 289&#13;
Schwartz 85/I – 25&#13;
Sczanieccy 85/I – 327, 332, 85/III –&#13;
142,143&#13;
Sczaniecka Bogusława, z d. Kruszyńska&#13;
85/I – 327&#13;
Sczaniecki Michał 85/I – 327&#13;
Segalewicz Paulina 85/III – 61&#13;
Sembrzycki Jan Karol 85/III – 281&#13;
Sembrzycki Karol 85/I – 343, 85/III – 281&#13;
Semeniuk Kośt’ 85/II – 385&#13;
Semkowicz Władysław 85/III – 37&#13;
Sennewald Gustaw 85/II – 165, 85/III –&#13;
162&#13;
Seredyński Władysław 85/I –266, 267&#13;
&#13;
312&#13;
&#13;
�Serhiniuk Fedor 85/II – 232&#13;
Seweryn Tadeusz 85/III – 35, 36, 38, 39,&#13;
41, 43, 45, 47–52, 254&#13;
Siarkowski Władysław 85/I – 279–282,&#13;
338, 345, 346, 377, 435, 437, 439, 440,&#13;
446, 447, 85/II – 131, 220, 234, 239,&#13;
241, 243, 259. 260, 284, 306, 310, 327,&#13;
328, 336, 337, 339, 340, 348, 418, 422,&#13;
468–470, 504, 535, 547, 549, 573, 611,&#13;
85/III – 14, 84, 146, 236, 256&#13;
Siemiaszkowa Wanda 85/I – 480&#13;
Siemieński Lucjan, pseud.: Gerwazy 85/I&#13;
– 125, 126, 132, 257, 263, 410, 85/II –&#13;
201, 221, 290, 292–294, 328, 411, 520,&#13;
85/III – 106, 120, 167&#13;
Siemionow Piotr P. 85/I – 397&#13;
Siemiradzki Henryk 85/I – 388, 389,&#13;
Sienkiewicz Henryk 85/I – 384&#13;
Sienkiewicz Jan Karol 85/II – 607&#13;
Sierakowscy z Turyczan 85/I – 165, 85/&#13;
II – 415, 85/III – 125&#13;
Sierakowscy z Waplewa 85/I – 328–330,&#13;
332, 85/III – 142, 144&#13;
Sierakowska Maria 85/I – 328, 329&#13;
Sierakowski Adam 85/I – 329&#13;
Sierakowski Alfons 85/I – 329&#13;
Sierakowski Antoni 85/I – 329&#13;
Sieroszewski Wacław 85/II – 27&#13;
Sikora Kazimierz 85/II – 374, 375, 378&#13;
Sikorska Aleksandryna 85/III – 163&#13;
Sikorski Józef, J.S. 85/I – 47, 48, 54, 68, 77,&#13;
78, 80, 99, 103, 104, 118, 119, 126–128,&#13;
147, 151, 160, 161, 187, 189, 190, 211,&#13;
289, 375, 394, 434, 473, 85/II – 30, 35,&#13;
39, 52, 82, 94, 95, 154-156, 159, 160,&#13;
176, 426, 556, 85/III – 163, 165,167,&#13;
168, 170, 172&#13;
Simonides Dorota 85/II – 181, 194&#13;
Skarbek Stanisław 85/I – 395&#13;
Skarga Barbara 85/II – 583&#13;
Skarga Piotr 85/II – 221&#13;
Skierkowski Władysław 85/II – 56, 65&#13;
&#13;
Skimborowicz Hipolit 85/I – 52, 54, 79&#13;
Skimborowiczowa Anna 85/I – 54 , 79, 81&#13;
Skimborowiczowie 85/I – 81&#13;
Skirczuk Jura 85/I – 285&#13;
Skobel Fryderyk 85/I – 284, 354, 85/III&#13;
– 136&#13;
Skoczkowa Jadwiga Kazimierzowa 85/II&#13;
– 236, 237, 384, 448, 449&#13;
Skoczylas-Stawska Honorata 85/I – 351&#13;
Skorecki Stanisław 85/II – 373&#13;
Skorochód-Majewski Walenty 85/II – 607&#13;
Skotnicki Antoni 85/II – 425&#13;
Skotnicki M., pseud.: Rola 85/I – 182, 85/&#13;
II – 425, 495, 496&#13;
Skowron Zbigniew 85/I – 376&#13;
Skrukwa Agata 85/I – 14, 45, 59, 86, 165,&#13;
195, 209, 245, 253, 257, 269, 279, 282,&#13;
295, 296, 298, 356, 379, 395, 396, 400,&#13;
486, 502, 85/II – 28, 29, 60, 88, 132,&#13;
154, 183, 196, 198, 224, 236, 247, 252–&#13;
–254, 269, 280, 281, 303, 305, 306, 410,&#13;
415, 426, 431, 436, 441, 450, 462, 486,&#13;
515, 544, 550, 563, 581, 598, 599, 610,&#13;
85/III – 11, 17, 18, 24, 45, 48, 56, 67,&#13;
68, 91–93, 206–218&#13;
Skrzynecki Jan Zygmunt 85/I – 34&#13;
Skulina Tadeusz 85/I – 423, 427, 440, 85/II&#13;
– 248, 307, 308, 310, 513, 85/III – 208&#13;
Sławińska-Dahlig Ewa 85/I – 366, 375,&#13;
376, 85/II – 20&#13;
Słoczyński Wojciech 85/III – 172&#13;
Słotwiński Konstanty, K.S. 85/II – 187&#13;
Słowacki Juliusz 85/I – 51, 116, 455, 85/II&#13;
– 32, 319&#13;
Smoleński Władysław 85/I – 10, 236,&#13;
237, 461, 470–472, 85/II – 490–492,&#13;
532, 609, 85/III – 181, 182&#13;
Smoleŕ Jan Arnošt, Szmaler 85/I – 187,&#13;
356, 85/II – 134, 430, 431, 526, 85/III&#13;
– 230, 257&#13;
Smolikowski Jan 85/I – 140&#13;
Smolka Stanisław 85/I – 260&#13;
313&#13;
&#13;
�Smoluch Łukasz 85/I – 101, 485, 85/III&#13;
– 75, 216&#13;
Sobczyk Urszula 85/II – 181&#13;
Sobierajski Zenon 85/II – 419&#13;
Sobieska Jadwiga, Pietruszyńska-Sobieska Jadwiga 85/II – 56, 67, 70, 114, 124&#13;
Sobieski Jan zob. Jan III Sobieski&#13;
Sobieski Marian 85/I – 76, 77, 94, 95, 85/II&#13;
– 56, 67, 70, 114, 124, 125, 133–135,&#13;
85/III – 49, 70, 200, 201&#13;
Sobieszczański Franciszek 85/I – 271, 85/&#13;
II – 352, 357, 438&#13;
Sobisiak Walerian 85/III – 95, 207&#13;
Sobotka Primus 85/II – 548&#13;
Sofokles 85/II – 338&#13;
Sokołowscy 85/II – 437, 85/III – 128,129,&#13;
131&#13;
Sokołowska 85/II – 423&#13;
Sokołowski Michał 85/I – 198, 85/II –&#13;
232, 324, 423, 442, 85/III – 130, 131&#13;
Sołtan Adam Lew 85/I – 328, 329, 85/II&#13;
– 415&#13;
Sołtan Michał 85/I – 164, 166, 266, 328,&#13;
329, 85/II – 415&#13;
Sołtanowie 85/I – 165, 329, 85/III – 125&#13;
Sołtyk Karol 85/II – 31, 85/III – 174&#13;
Sowińska Katarzyna 85/I – 40, 55, 162,&#13;
85/II – 24&#13;
Sowiński Wojciech (Adalbert) 85/I – 209,&#13;
85/II – 174&#13;
Sowiński Józef 85/I – 40, 162&#13;
Spencer Jonathan 85/II – 397, 604&#13;
Spiess Franciszek 85/II – 165&#13;
Spiss Anna 85/II – 618&#13;
Spohr Louis 85/II –151&#13;
Spontini Gaspare Luigi 85/II – 140&#13;
Stachiewicz Piotr 85/I – 500&#13;
Stachowska Krystyna 85/I – 260&#13;
Stanisław św. 85/I – 241&#13;
Stanisław August Poniatowski, król polski 85/I – 161&#13;
Starzewski Maciej 85/I – 417&#13;
&#13;
Staszczak Zofia 85/II – 375, 397, 85/III –&#13;
52, 222&#13;
Staszeczek Walkosz Jan 85/II – 233&#13;
Staszel Jan 85/III – 270&#13;
Staszic F. 85/III – 248&#13;
Staszic Stanisław 85/I – 22, 85/II –183,&#13;
550, 610&#13;
Stawiski Edmund 85/II – 465&#13;
Stefan Batory, król polski 85/II – 254&#13;
Stefani Jan 85/I – 6, 118, 129, 144, 145,&#13;
174, 404, 85/II – 9, 93, 94, 147, 151–&#13;
–153, 159, 160, 363, 85/III – 168&#13;
Stefani Józef 85/II – 93&#13;
Stelmachowska Bożena 85/II – 400&#13;
Stęszewski Jan 85/II – 38, 41, 57,67&#13;
Stocking George W. 85/II – 582&#13;
Stoiński Stefan Maria 85/II – 65, 67&#13;
Stojowscy 85/I – 456&#13;
Stojowska Maria 85/I – 456&#13;
Stojowski Alfred 85/I – 456&#13;
Stojowski Zygmunt 85/I – 455, 456&#13;
Stokowska Magdalena 85/I – 80, 85/II –&#13;
156&#13;
Stomma Ludwik 85/II – 535&#13;
Stradecki J. 85/III – 58&#13;
Strauss Johann 85/I – 134&#13;
Strąbski Stanisław Jan 85/II – 327&#13;
Streitt Franciszek 85/III – 280&#13;
Strój Jan 85/II – 470&#13;
Strumiłło Tadeusz 85/I – 53, 54, 133 , 85/&#13;
II – 115, 519&#13;
Struve Henryk 85/I – 464&#13;
Strzelichowski Piotr 85/I – 245&#13;
Strzyżewska Zofia 85/I – 36&#13;
Studziński Wincenty W. 85/II – 31&#13;
Stummer Wanda 85/III – 282&#13;
Suchodolski Bogdan 85/I – 142&#13;
Sulima Roch 85/II – 194&#13;
Sulimierski Filip 85/II – 571&#13;
Sulzer Johann Georg 85/II – 18&#13;
Surowiecki Wawrzyniec 85/II – 589&#13;
Suscy 85/I – 72, 85/II – 405, 85/III – 113&#13;
&#13;
314&#13;
&#13;
�Sušil František 85/II – 134á&#13;
Suska Paulina, z d. Norwid 85/I – 72, 73,&#13;
85/II – 405, 406, 85/III – 85, 163&#13;
Suski Jan 85/I – 73, 85/II – 405, 406&#13;
Sydow Bronisław Edward 85/II – 89&#13;
Syrokomla Władysław, pseud. Ludwika&#13;
Kondratowicza 85/II – 267&#13;
Szabrański Antoni Józef, A.J.S. 85/I – 48,&#13;
50, 52, 85/II – 76, 153, 185, 526&#13;
Szacki Jerzy 85/II – 586, 587&#13;
Szafarzyk Paweł Józef zob. Šafárik Pavel&#13;
Josef&#13;
Szajbel Jan 85/III – 206&#13;
Szajnocha Karol 85/I – 142, 143, 190, 85/&#13;
II – 607&#13;
Szalitowa Walentyna zob. Kolberg Walentyna&#13;
Szaniawski Józef 85/II – 482, 483, 85/III&#13;
– 231&#13;
Szaszkewycz Markijan 85/I – 155&#13;
Szawłowscy 85/I – 319, 377, 85/II – 217,&#13;
514, 85/III – 131, 145, 148&#13;
Szawłowska Eleonora 85/I – 319&#13;
Szawłowska Róża 85/I – 319&#13;
Szawłowski Stanisław 85/I – 319, 379&#13;
Szawłowski Tytus 85/I –319, 85/III –&#13;
147, 148&#13;
Szczepan św. 85/II – 335, 359, 379&#13;
Szczurek Michał 85/I – 298, 85/II – 240,&#13;
304, 85/III – 259&#13;
Szembek Józef Maciej 85/II – 227&#13;
Szembekówna Zofia 85/III – 42&#13;
Szlachtowski Feliks 85/I – 226, 451, 481,&#13;
494&#13;
Szombathy Joseph 85/II – 548&#13;
Szop Mikołaj 85/II – 23&#13;
Szopen zob. Chopin&#13;
Szopowicz Henryk 85/II – 131, 132, 227,&#13;
85/III – 126, 137, 245&#13;
Szopski F. 85/II – 509, 85/III – 20, 188, 205&#13;
Szostek Teresa 85/II – 367&#13;
Szremowicz Władysław 85/I – 329&#13;
&#13;
Szuchewycz Wołodymyr 85/II – 537&#13;
Szujski Józef 85/I – 242, 257, 260, 261,&#13;
273, 274, 399, 495&#13;
Szulc Ewa Z. 85/II – 612&#13;
Szulc Kazimierz 85/I – 326, 85/II – 461,&#13;
608, 609, 85/III – 143,&#13;
Szulc Marceli Antoni, M.A.S. 85/I – 8, 30,&#13;
67, 94, 201, 202, 319, 339, 346, 363–&#13;
375, 407, 414–418, 457, 458, 85/II –&#13;
21–28, 32, 33, 40, 78, 85/III – 34, 112,&#13;
150, 153, 162, 177, 178, 189&#13;
Szultka Zygmunt 85/I – 192&#13;
Szweykowski Wojciech Anzelm 85/I – 29&#13;
Szweykowski Zygmunt 85/III – 212&#13;
Szyjkowski Marian 85/II – 363&#13;
Szymanowski Wacław 85/I – 57, 85/II –&#13;
352, 478&#13;
Szymański Sebastian 85/II – 595&#13;
Szymor Piotr 85/II – 410&#13;
Szyndler Bartłomiej 85/I – 236&#13;
Ślaski Ludwik 85/I – 327&#13;
Śmiechowski Kajetan 85/I – 166, 85/II –&#13;
431, 543, 544, 571, 590, 85/III –128&#13;
Śmietański Emil Władysław 85/II – 31,&#13;
32&#13;
Śniadeccy 85/I – 383&#13;
Świeżawski Ernest 85/II - 606&#13;
Święch Jan 85/II – 618&#13;
Świrko Stanisław 85/I – 248, 85/II – 328,&#13;
336, 85/III – 14, 15, 53, 54, 210, 211, 263&#13;
T. S…ki 85/I – 121&#13;
Tacina Jan 85/II – 60&#13;
Tacyt 85/II – 606&#13;
Talko-Hryncewicz Julian 85/II – 400&#13;
Tarko Medard 85/I – 251, 379, 85/III – 67,&#13;
69, 206, 208, 209, 211&#13;
Tarnowscy 85/I – 452, 453&#13;
Tarnowska Róża Maria 85/I – 453&#13;
Tarnowski Adam 85/I – 101, 102, 118,&#13;
85/II – 93, 85/III – 219&#13;
315&#13;
&#13;
�Tarnowski Stanisław 85/I – 242, 263,&#13;
329, 453, 458, 479, 494&#13;
Tausig Karol 85/II – 31&#13;
Taylor Archer 85/II – 342&#13;
Teclu Dymitr 85/III – 190&#13;
Tegnerowicz Joanna. 85/II – 595&#13;
Teichmann Anna 85/I – 444&#13;
Teichmann Ludwik 85/I – 273, 274, 283&#13;
Temme Jodocus Donatus Hubertus 85/I&#13;
– 336&#13;
Terlecka Małgorzata 85/I – 171&#13;
Tetmajer Józef Przerwa 85/II – 267&#13;
Tettau Wilhelm Johann Albert von 85/I&#13;
– 336&#13;
Tetzner Georg 85/I – 33 		&#13;
Thiele Just Matijas 85/II – 559&#13;
Thomas Charles Louis 85/I – 134&#13;
Thoms William 85/II – 180&#13;
Thompson Stith 85/II – 344&#13;
Toeppen Max Pollux 85/I – 211, 270, 343,&#13;
85/II – 521, 559, 560, 85/III – 174, 227,&#13;
228, 281&#13;
Tokarev Sergej A. 85/II – 569&#13;
Tokarska-Bakir Joanna 85/II – 573, 584,&#13;
595&#13;
Toman Lovro 85/I – 137&#13;
Tomaszewski Adam 85/I – 349, 350&#13;
Tomaszewski Mieczysław 85/I – 33, 67,&#13;
143, 145, 160, 175, 209, 210, 365, 366,&#13;
375, 376 , 85/II – 9, 13, 15, 16, 18, 19,&#13;
20, 52, 89, 145, 176, 85/III – 65, 68,&#13;
160, 211, 218, 219&#13;
Tomaszewski Wojciech 85/I – 28, 85/II&#13;
– 137&#13;
Tomicki Symforion 85/II – 616&#13;
Topolski Jerzy 85/II – 610&#13;
Toroński A.J. 85/II – 513, 85/III – 239,&#13;
276&#13;
Trawińska Maria 85/II – 491, 518&#13;
Treder Jerzy 85/I –192, 85/II – 370&#13;
Treter Mieczysław 85/III – 28, 188&#13;
Tretiak Józef 85/I – 165, 167, 85/II – 131,&#13;
&#13;
306, 308, 509–511, 85/III – 20, 26, 27,&#13;
32, 33, 63, 92, 188, 200, 205, 278, 279&#13;
Trębska Małgorzata 85/II – 373&#13;
Turczynowicz Roman 85/I – 133&#13;
Turczynowicz Wiesława 85/III – 45,&#13;
Turczynowiczowa Maria, Pleus-Turczy­&#13;
no­wiczowa Maria 85/I – 33, 220, 371,&#13;
85/II – 66, 453, 454, 456, 85/III – 11,&#13;
39, 40, 43, 45–47, 51, 65, 128, 132, 212,&#13;
286&#13;
Turkawski Marceli Antoni 85/I – 396&#13;
Turowski Kazimierz Józef 85/I – 112, 85/&#13;
II – 131, 85/III – 92, 252, 253&#13;
Tuwim Julian 85/III – 58&#13;
Twardowski Kasper 85/I – 449, 85/II –&#13;
221&#13;
Tworzymir zob. Chociszewski J.&#13;
Tycjan 85/I – 329&#13;
Tyllner Lubomir 85/II – 11&#13;
Tylor Edward Burnett 85/I – 274&#13;
Tyszkiewicz Eustachy 85/II – 607&#13;
Tyszyński Aleksander 85/II – 607&#13;
Udziela Seweryn 85/I – 218, 483, 484, 85/&#13;
II – 339, 522, 524, 535, 85/III – 11, 12,&#13;
20–23, 25, 28, 32, 35, 36, 38, 42-45, 48,&#13;
50, 63, 91, 188, 222, 223, 227, 233, 237,&#13;
284&#13;
Ulanowska Stefania 85/II – 297, 593, 85/&#13;
III – 248&#13;
Ulanowski Bolesław 85/III – 34&#13;
Umiński Piotr 85/I – 266, 267, 273, 452,&#13;
85/II – 548&#13;
Unger Józef 85/I – 211, 212, 290, 85/II –&#13;
320, 446, 85/III – 174, 175, 176&#13;
Urbanowska Zofia 85/I – 438, 85/II – 235,&#13;
251, 85/III – 157&#13;
Urbańczyk Stanisław 85/I – 354&#13;
Urszula św. 85/II –346, 347&#13;
Varfolomeyeva Tamara 85/II – 64&#13;
Verdi Giuseppe 85/II – 151&#13;
&#13;
316&#13;
&#13;
�Vermeulen Hendrik Frederik 85/II – 546&#13;
Vetter 85/I – 28, 85/II – 75, 137, 526&#13;
Vetterl Karel 85/II – 11&#13;
Vetulani Armand 85/I – 59&#13;
Vilhar Miroslav 85/III – 258&#13;
Voget Fred W. 85/II – 577&#13;
Volčić Jakob 85/II – 326&#13;
Voss Johann Heinrich 85/II – 144&#13;
W… 85/II – 365&#13;
W. [Wieczorkowski ?] 85/III – 167&#13;
Wach Karol W. 85/I – 38&#13;
Wachmann Johann Andreas 85/III – 190&#13;
Wacław z Oleska zob. Zaleski Wacław&#13;
Wacław z Szamotuł 85/I – 404&#13;
Wagner Richard 85/II – 151&#13;
Wahylewycz Iwan Dalibor, Wagilewicz&#13;
Iwan 85/I – 155, 85/III – 243, 244&#13;
Waitz Theodor 85/II – 568&#13;
Wajgel Leopold 85/I – 395&#13;
Walewski Cyprian 85/I – 161, 85/III – 93,&#13;
270&#13;
Walicki Andrzej 85/II – 575, 590&#13;
Waliński Michał 85/II – 194, 268&#13;
Walkowa 85/II – 129&#13;
Walter-Mazur Magalena 85/II – 57&#13;
Wanda P., pseud.: Adnaw 85/III –252, 276&#13;
Wander Karl Freiedrich Wilhelm 85/II –&#13;
336&#13;
Wasilewski Edmund 85/II – 145, 355,&#13;
85/III – 111, 219&#13;
Wasiuta Sebastian 85/II – 323&#13;
Wasylewski Stanisław 85/II– 287&#13;
Waszczyńska Katarzyna 85/II – 598&#13;
Waszkiel Marek 85/II – 349, 351&#13;
Wawrzek Zuzanna, Zuska 85/I – 21, 85/II&#13;
– 28, 29, 55, 56&#13;
Wawrzyniec św. 85/II – 447&#13;
Wąsowska Elżbieta 85/II - 140&#13;
Wąsowska Karolina zob. Kolberg Karolina, żona Antoniego&#13;
Wąsowski Antoni 85/I – 435, 85/III – 9,&#13;
&#13;
Weber Carl Maria von 85/I – 29, 85/II –&#13;
140, 144, 146, 150, 151&#13;
Wegner Leon 85/I – 214, 85/II – 446, 451,&#13;
85/III – 133&#13;
Weinert Aleksander 85/III – 219&#13;
Werner Emil 85/I – 316, 382, 385&#13;
Wernerowa Jadwiga Karolina, z d. Kolberg 85/I – 7. 307, 316, 317, 380, 382,&#13;
386, 388, 418, 419, 434, 436, 444, 452,&#13;
462, 465, 466, 476, 85/II – 612, 85/III&#13;
– 148–151, 157, 158, 280&#13;
Wernerowie 85/I – 317&#13;
Wernik Kazimierz 85/II – 32&#13;
Wessel Helena zob. Przybysławska Helena&#13;
Wessel Kazimierz 85/I – 380&#13;
Wesslowie 85/I – 380, 85/III – 114&#13;
Węsierski Albin 85/I – 335, 336&#13;
Widman Karol 85/III – 172&#13;
Wieczorkiewicz Anna 85/II – 374&#13;
Wieczorkowski zob. W.&#13;
Wielopolski Aleksander 85/I – 142, 323&#13;
Wieniawski Józef 85/I – 404, 85/II – 31&#13;
Wierzbicki Daniel 85/II – 330&#13;
Wierzbicki Ludwik 85/I – 463, 464&#13;
Wierzbowska Michalina 85/III – 148&#13;
Wierzbowski Ryszard 85/II – 349, 352&#13;
Wierzbowski Teodor 85/I – 85&#13;
Wierzbowski Władysław 85/I – 87, 346,&#13;
85/II – 102, 405, 85/III – 9, 13, 120,&#13;
283&#13;
Wierzchosławski Szczepan 85/I – 327&#13;
Wildt Juliusz 85/II – 322,&#13;
Wilk Bernadeta 85/I – 241&#13;
Wilkońscy 85/I – 78, 79, 82&#13;
Wilkońska Paulina 85/I – 54, 78, 79, 82,&#13;
97, 215, 225, 85/II – 165, 415, 451, 85/&#13;
III – 133, 136&#13;
Wilkoński August 85/I – 54, 78, 82, 83&#13;
Wiluń 85/II – 423&#13;
Windakiewicz Stanisław 85/II – 349, 350,&#13;
360, 362, 363, 367–369, 372&#13;
317&#13;
&#13;
�Winiarz Adam 85/I – 27&#13;
Winterfeld Carl Georg August von 85/&#13;
II – 18&#13;
Wisłocki Teofil 85/I – 358&#13;
Wisłocki Władysław 85/I – 283&#13;
Wiszniewski Michał 85/II – 352,&#13;
Wiślicki Władysław 85/I – 403, 483&#13;
Witkowska Alina 85/I – 32&#13;
Witold, w. książe litewski 85/I – 83&#13;
Witwicki Sofron 85/I – 281, 282, 285, 379,&#13;
387, 85/II – 217, 486, 85/III – 30, 93,&#13;
145, 244, 269&#13;
Witwicki Stefan 85/I – 109, 85/II – 27, 33,&#13;
145, 148, 85/III – 111, 183-186&#13;
Władysław Łokietek, król polski 85/II –&#13;
93, 140, 150&#13;
Wodzicki Ludwik 85/I – 242&#13;
Wodzińscy 85/II – 437&#13;
Wodziński Antoni (Wodzyński) 85/I –&#13;
202, 85/II – 24, 437, 85/III – 123&#13;
Wojciech św. 85/I – 249, 85/II – 62, 336,&#13;
481&#13;
Wojciechowski Ryszard 85/I – 32, 48, 61,&#13;
171, 183, 85/II – 77, 188, 292, 294, 404&#13;
Wojciechowski Tytus 85/I – 30, 373, 85/II&#13;
– 32&#13;
Wojtas Andrzej 85/II – 240, 85/III – 277&#13;
Wojtkiewicz Iwona 85/II – 498&#13;
Wolff Maurycy 85/I – 9, 10, 395, 397, 398,&#13;
85/II – 255&#13;
Wolff Robert 85/I – 183, 207, 367, 371,&#13;
445, 458, 469, 85/II – 30, 31, 85/III – 9,&#13;
10&#13;
Wolicki Konstanty 85/I – 104, 85/III – 166&#13;
Wolniewiczowie 85/II – 415&#13;
Wolniewicz Włodzimierz 85/I – 220, 221,&#13;
321, 412, 85/II – 451, 569, 587, 598,&#13;
85/III – 134&#13;
Wolski Krzysztof 85/III – 207&#13;
Wolski Włodzimierz 85/I – 59&#13;
Wolski Zygmunt 85/III – 245, 255&#13;
Woronicz Jan 85/II –27&#13;
&#13;
Wosiński Antoni 85/II – 373&#13;
Woykowska Julia 85/I – 62&#13;
Woykowski Antoni 85/I – 41, 49, 50, 62,&#13;
64–66, 85/II – 237, 569, 85/III – 111–&#13;
–113, 162&#13;
Woźniak Anna 85/II – 574&#13;
Wójciccy 85/I – 79, 100&#13;
Wójcicka Anna, z d. Magnuszewska 85/I&#13;
– 56, 85/III – 163&#13;
Wójcicka Marta 85/II – 311, 315, 332, 344&#13;
Wójcicki Kazimierz Władysław, K.W.Wł.,&#13;
R. 85/I – 34, 35, 44, 46, 48, 50– 52, 56,&#13;
58, 61– 63, 83, 88, 90, 91, 114, 116, 118,&#13;
120, 121, 150, 157, 158, 172, 183, 187,&#13;
188, 190, 204-206, 208, 280, 85/II – 12,&#13;
13, 75, 77, 79, 80, 91, 92, 94, 128, 173,&#13;
184, 187–190, 197, 201, 202, 221, 222,&#13;
239, 289-295, 297, 319, 320, 322, 328,&#13;
346, 352, 402, 478, 497, 520, 550, 605,&#13;
617, 85/III – 134, 161, 167, 172–174,&#13;
176–178, 227, 273&#13;
Wójcik-Keuprulian Bronisława 85/II – 65&#13;
Wrocławski Krzysztof 85/II – 323&#13;
Wrońska Jolanta 85/II – 542&#13;
Wróblewska Violetta 85/II – 212, 269,&#13;
297, 301, 344&#13;
Wróblewska-Straus Hanna 85/I – 27, 44,&#13;
312, 376, 85/II – 20&#13;
Wróblewski Filip 85/III – 57, 266&#13;
Wrześniowski August 85/I – 501&#13;
Wrzosek Adam 85/I – 442, 85/III – 12&#13;
Wunsch Józefa 85/II – 234, 85/III – 252,&#13;
253&#13;
Wybicka Honorata 85/I – 327&#13;
Wybicki January 85/I – 327&#13;
Wybicki Józef 85/II – 255&#13;
Wysocki Kasper Napoleon 85/II – 14, 85/&#13;
III – 166&#13;
Wyzga Tadeusz 85/I – 480&#13;
Young Michael W. 85/II – 410&#13;
&#13;
318&#13;
&#13;
�Z.C. 85/I – 389&#13;
Zabłocki Franciszek 85/II – 332&#13;
Zacharkiewiczowa 85/II – 550&#13;
Zadembski H. 85/II – 484&#13;
Zadurska Olga 85/II – 294&#13;
Zagórski Zygmunt 85/III – 205,&#13;
Zakrzewska 85/I – 146&#13;
Zakrzewski Adam 85/II – 438, 476, 497,&#13;
611&#13;
Zakrzewski Bogdan 85/II – 521&#13;
Zakrzewski Konstanty 85/II – 145, 85/&#13;
III – 184&#13;
Zakrzewski Walenty 85/I – 58, 59, 85/II –&#13;
98, 404, 85/III – 111&#13;
Zaleski Józef Bohdan 85/I – 103–105, 85/&#13;
II – 145, 267, 85/III –167, 183, 184,&#13;
186, 187&#13;
Zaleski Wacław, pseud.: Wacław z Oleska 85/I – 44, 62, 91, 109, 85/II – 12,&#13;
40, 75–77, 91, 173, 184, 186, 187, 190,&#13;
197, 221, 222, 265, 269, 85/III – 161,&#13;
240, 242&#13;
Zalewski Kazimierz 85/I – 198&#13;
Zaliwski Józef 85/I – 35, 104&#13;
Załęscy 85/I – 153, 251, 432, 85/II – 217,&#13;
507, 85/III – 124, 154&#13;
Załęska Julia, z d. Konopka 85/I – 245,&#13;
251, 423, 85/II – 507&#13;
Załęski Gabriel 85/I – 245, 251, 423, 85/II&#13;
–507, 85/III – 125&#13;
Zandman Jan Nepomucen, Sandmann&#13;
Jan Nepomucen 85/I – 69&#13;
Zaplatalski Józef 85/I – 345, 347&#13;
Zarzycki Aleksander 85/II – 31&#13;
Zatorski Franciszek 85/I – 83, 85/II – 80&#13;
Zawadzki Władysław 85/I – 179, 396&#13;
Zawiliński Roman 85/I – 75, 474, 85/II –&#13;
21, 533, 546, 547, 85/III – 18, 20–24,&#13;
34,35, 37, 38, 40, 44&#13;
Zawistowicz-Adamska Kazimiera 85/II –&#13;
419, 420, 517,&#13;
Zawisza Jan 85/I – 383&#13;
&#13;
Ząbkowic Stanisław 85/II – 449&#13;
Zbiegniewska Izabela 85/I –79&#13;
Zborowski Juliusz 85/III – 35, 36&#13;
Zbyr Irina 85/II – 537&#13;
Zdancewicz Tadeusz 85/II – 248, 307,&#13;
85/III – 206&#13;
Zduniowa Aleksandra 85/I – 432, 85/II –&#13;
32, 85/III – 274&#13;
Zduniowie 85/I – 432, 85/III – 155&#13;
Zduń 85/III –155, 156&#13;
Zdziarski Stanisław 85/III – 20, 24–26,&#13;
29, 35, 42, 63, 89, 93, 187, 233, 234,&#13;
243, 284, 285&#13;
Zebrzydowski Mikołaj 85/III – 269&#13;
Zejszner Ludwik 85/I – 82, 83, 132, 243,&#13;
258, 85/II – 91, 174, 197, 221&#13;
Ziejka Franciszek 85/I – 241&#13;
Zieleniewski Michał 85/II – 449&#13;
Zieleziński Adam 85/II – 366&#13;
Zielińscy 85/II – 406, 85/III – 118&#13;
Zieliński Gustaw 85/II – 145, 406, 85/III&#13;
– 119, 173&#13;
Zieliński Jan 85/I – 337&#13;
Zielonka Stefania 85/III – 75, 216&#13;
Zienkiewicz Romuald 85/III – 16, 247, 248&#13;
Ziętkiewicz Ludwik 85/II – 470, 586&#13;
Zimmerowa Natalia 85/III – 245&#13;
Živanović D. 85/I – 137&#13;
Zmorski Roman, Zamarski R., R.Z. 85/I&#13;
– 57, 62, 80, 81, 192, 410, 85/II – 201,&#13;
221, 290, 293, 294, 402, 403&#13;
Zobela 85/I – 25&#13;
Zuska zob. Wawrzek Zuzanna&#13;
Zyblikiewicz Mikołaj 85/I – 388&#13;
Zygmunt 85/II – 423&#13;
Żabczyc Jan 85/II – 334&#13;
Żebrawski Teofil 85/I – 259, 267, 273&#13;
Żeleńscy 85/I – 454, 455&#13;
Żeleńska Wanda 85/I – 454–456, 493&#13;
Żeleński Tadeusz zob. Boy–Żeleński Tadeusz&#13;
319&#13;
&#13;
�Żeleński Władysław 85/I – 11, 388, 453–&#13;
456, 458, 459, 478, 480, 481, 495, 502&#13;
Żmichowska Narcyza 85/I – 79, 81, 410&#13;
Żukowski Wasilij 85/II – 291, 294&#13;
Żupański Jan Konstanty 85/I – 49, 62,&#13;
64–66, 88, 94, 204, 214, 215, 226, 227,&#13;
85/II – 36, 174, 176, 185, 190, 490, 545,&#13;
85/III – 99, 112, 131, 132&#13;
&#13;
Żurkowscy 85/I – 73, 85/III – 113&#13;
Żurkowski Julian 85/I – 23, 73&#13;
Żydowski Jan Andrzej 85/II – 322&#13;
Żyliński Faustyn 85/I – 99, 100, 105, 85/II&#13;
– 154, 155, 160&#13;
&#13;
�Indeks geograficzny1&#13;
&#13;
Aachen, Niemcy 85/III – 150&#13;
Akwizgran, Aix-la-Chapel, Niemcy 85/I –&#13;
386, 85/III – 149&#13;
Aleksandrów Kujawski, pow. Nieszawa&#13;
85/III – 131&#13;
Aleksota, pow. Mariampol 85/I – 83&#13;
Algier, Algieria 85/II – 150&#13;
Ameryka 85/I – 210, 85/II – 560, 595, 596,&#13;
604, 608&#13;
Anglia 85/I – 22, 111&#13;
Auerstedt, Niemcy 85/I – 19&#13;
augustowska gubernia 85/II – 497, 85/III&#13;
– 121&#13;
Augustowski Kanał 85/I – 42&#13;
Augustowskie 85/I – 390, 85/II – 234, 405,&#13;
498, 499, 85/III – 12, 120, 121, 136, 249&#13;
augustowskie województwo 85/I – 26,&#13;
85/II – 428&#13;
Augustów, miasto powiatowe 85/I – 151,&#13;
297, 85/II – 497, 519, 85/III – 120, 228&#13;
Augustów, pow. Kozienice 85/I – 152, 85/&#13;
II – 472 85/III – 122&#13;
Austria 85/I – 19, 22, 42, 75, 76, 134, 193,&#13;
239, 242, 334, 460, 500, 85/II – 33&#13;
Austro-Węgry 85/I – 134, 138, 192, 194,&#13;
213, 240&#13;
Azja 85/I – 160, 192, 85/II – 52, 85/III – 257&#13;
&#13;
Babia Góra, góra 85/I – 145, 250, 301&#13;
Babilon, staroż. Babilonia 85/I – 271,&#13;
85/II – 608&#13;
babimostski powiat (dziś babimojski)&#13;
85/II – 451&#13;
Bachorza, obszar 85/I – 80, 99, 85/II –&#13;
153, 443&#13;
Baku, Rosja (dziś Azerbejdżan) 85/II – 604&#13;
Baligród, pow. Lesko 85/III – 252, 274&#13;
Bałtyckie Morze, Baltijskoje Morie 85/I –&#13;
192, 342, 392, 85/II – 308, 523, 560,&#13;
85/III – 205&#13;
Banat, kraina 85/II – 526&#13;
Baranów Sandomierski, pow. Tarnobrzeg 85/II – 29&#13;
Bardiów, Słowacja 85/I – 153, 85/III –&#13;
124&#13;
Barysz, pow. Buczacz 85/I – 319, 377–380,&#13;
85/II – 217, 514, 85/III – 131, 132, 138,&#13;
145–148, 241&#13;
Baszowice, pow. Opatów 85/II – 472, 85/&#13;
III – 115, 117&#13;
Bawaria 85/I – 168&#13;
Bazylea, Szwajcaria 85/I – 385, 85/III –&#13;
148–150&#13;
Bąkowiec, pow. Kozienice 85/I – 152,&#13;
85/II – 98, 472, 85/III – 121, 122&#13;
Belgia 85/I – 75, 85/III – 150&#13;
&#13;
1&#13;
&#13;
Indeks zawiera nazwy geograficzne występujące w tomach 85/I–85/III. Brzmienie nazw&#13;
i ich przynależność administracyjną podano według Słownika geograficznego Królestwa&#13;
Polskiego, T. I–XV Warszawa 1880–1902.&#13;
&#13;
321&#13;
&#13;
�Bełz, pow. Sokal 85/II – 507, 85/III – 240,&#13;
275&#13;
Berezyna, dopływ Dniepru 85/I – 43&#13;
Berlin, Niemcy 85/I – 17, 18, 23, 33, 38,&#13;
41–43, 56, 59, 70, 75, 98, 106, 386, 445,&#13;
85/II – 12, 44, 75, 137, 138, 140–142,&#13;
144, 165, 170, 183, 568, 85/III – 109,&#13;
111, 112, 148–150, 283&#13;
Berno, Bern, Szwajcaria 85/I – 358, 85/&#13;
III – 148&#13;
Besarabia, kraina historyczna 85/I – 281&#13;
Beskid Wschodni, pasmo górskie 85/III&#13;
– 274&#13;
Beskidy, Beskid, góry 85/I – 180, 85/III –&#13;
30, 43, 127&#13;
Bezek, pow. Chełm 85/I – 152, 85/II –&#13;
463, 501, 85/III – 121, 122&#13;
Będzin 85/II – 467, 85/III – 115, 116&#13;
bialski powiat 85/II – 499, 500&#13;
Bialskie 85/II – 500&#13;
Biała, miasto powiatowe (dziś Biała Podlaska) 85/II – 462&#13;
Białoruś, Ruś Biała, Belarus 85/I – 164,&#13;
166, 489, 85/II – 57, 103, 218, 234, 307,&#13;
308, 325, 358, 400, 516–518, 539, 569,&#13;
618, 85/III – 71, 182, 183, 208, 224,&#13;
242, 243, 246, 248, 249, 257, 278&#13;
Biały Dunajec, pow. Nowy Targ 85/I –&#13;
131, 85/III – 119&#13;
Białystok, miasto powiatowe 85/II – 346,&#13;
85/III – 66, 110&#13;
Bibice, pow. Kraków 85/II – 381&#13;
Bielany, pow. Kraków 85/I – 250, 424&#13;
Bielsk, miasto powiatowe (dziś Bielsk&#13;
Podlaski) 85/II – 346, 498, 85/III – 228&#13;
Bierzanów, pow. Wieliczka (dziś Bieżanów,&#13;
część Krakowa) 85/I – 480, 85/II – 64&#13;
Bieszczady, góry 85/III – 274&#13;
Bilcza, pow. Sandomierz 85/I – 100, 85/II&#13;
– 429, 430, 472, 85/III – 117&#13;
Bilcze, pow. Dubno 85/I – 164–166, 329,&#13;
85/II – 415, 85/III – 125&#13;
&#13;
Bilin, pow. Kowel 85/III – 109&#13;
Biłgoraj, miasto powiatowe 85/I – 193,&#13;
85/II – 463, 85/III – 238&#13;
Birma 85/II – 607&#13;
Bliski Wschód 85/II – 68&#13;
Błonia, część Krakowa 85/I – 424, 462&#13;
Boberka zob. Bóbrka&#13;
bocheński powiat 85/I – 297&#13;
Bochnia, miasto powiatowe 85/III – 127&#13;
Bodzanowo, pow. Nieszawa 85/I – 152,&#13;
154, 195, 85/II – 98, 216, 413, 414,&#13;
425, 436, 437, 443, 85/III – 84, 122,&#13;
123, 128, 129&#13;
Bodzanów, pow. Płock 85/II – 603&#13;
Bogumin = Bohumin, niem. Oderberg,&#13;
Czechy 85/I – 320, 85/III – 139&#13;
Bogusławice, pow. Włocławek 85/I –&#13;
152, 195, 201, 85/II – 98, 99, 413, 414,&#13;
425, 437, 441–443, 85/III – 122, 123,&#13;
128–130&#13;
Bojanowo, Stare Bojanowo, pow. Krobia&#13;
85/I – 326, 85/II – 452, 85/III – 134,&#13;
135, 143&#13;
Boka Kotorska, zatoka 85/II – 525–526&#13;
Bokujm, Bokujmy pow. Dubno 85/I – 165&#13;
Bolonia, Włochy 85/I – 43&#13;
Bołszowce, pow. Rohatyń 85/I – 318, 319,&#13;
85/III – 138&#13;
Bonn, Niemcy 85/I – 386, 85/III – 149,&#13;
150&#13;
Borowa, pow. Pińsk 85/III – 16, 248&#13;
borszczowski powiat 85/I – 396, 85/III –&#13;
151&#13;
Borszczów, miasto powiatowe 85/III –&#13;
126&#13;
Bortatycze, pow. Zamość 85/III – 82&#13;
Borysów, miasto powiatowe 85/I – 43&#13;
Borysów, pow. kobryński 85/I – 43&#13;
Boyowa, wyspa 85/II – 410&#13;
Bóbrka, Bóbrka Górna, Bóbrka Nowa,&#13;
Damazówka, pow. Lesko 85/I – 421–&#13;
423, 425, 431, 432, 437, 438, 456, 85/II&#13;
&#13;
322&#13;
&#13;
�– 217, 232, 307, 436, 507, 508, 513, 85/&#13;
III – 154–157, 252, 274–276&#13;
Brańsk, pow. Bielsk 85/II – 499&#13;
Brustury, pow. Kossów 85/III – 243&#13;
Brazylia 85/III – 188&#13;
Brąchnówko, pow. Toruń 85/I – 326, 85/&#13;
II – 407, 85/III – 142, 143&#13;
Brdów, pow. Koło 85/II – 438, 439&#13;
Brenna, pow. Skoczów 85/II – 522&#13;
Breslau zob. Wrocław&#13;
Britannia = Brytania 85/III – 198&#13;
Brodnica, miasto powiatowe 85/I – 328&#13;
Brodnica, pow. Śrem 85/II – 305&#13;
Brodzkie 85/II – 514&#13;
Bronowice, pow. Kraków 85/II – 353&#13;
Brudzew, pow. Koło 85/I – 73, 85/III – 114&#13;
Brudzewice, pow. Opoczno 85/II – 475&#13;
Bruksela, Belgia 85/I – 386, 85/III – 148–&#13;
150&#13;
Bruss, pow. Włodawa (dziś Stary Brus)&#13;
85/II – 229&#13;
Brusy, pow. Chojnice 85/I – 328&#13;
Brzeźno, pow. Lipno 85/II – 226&#13;
Brzeżany, miasto powiatowe 85/II – 507,&#13;
85/III – 241&#13;
Brzeżańskie 85/II – 232, 506, 514&#13;
Brzozie Polskie, pow. Brodnica (dziś Brzozie) 85/I – 328&#13;
brzozowski powiat 85/I – 438, 85/II – 512&#13;
Brzozów, miasto powiatowe 85/I – 438,&#13;
85/II – 513&#13;
Brzuchania, pow. Miechów 85/II – 470&#13;
Buchwałd, pow. Sztum (dziś Bukowo)&#13;
85/I – 329, 330, 85/III – 142, 144&#13;
buczacki powiat 85/I – 319&#13;
Buczacz, miasto powiatowe 85/I – 378,&#13;
379, 85/II – 514, 551, 85/III – 131, 145,&#13;
146, 147, 241&#13;
Buenos Aires, Argentyna 85/III – 189&#13;
Bug, dopływ Narwi 85/I – 51, 61, 62, 165,&#13;
193, 471, 85/II – 12, 77, 173, 184, 188,&#13;
190, 228, 229, 278, 339, 490, 500, 611&#13;
&#13;
Bukareszt, Rumunia 85/I – 273&#13;
Bukowiec, pow. Świecie 85/I – 327, 336,&#13;
356, 85/III – 142, 143&#13;
Bukowina, kraina 85/I – 276, 377, 378,&#13;
85/II – 418, 515, 573, 85/III – 131,&#13;
145–147, 241&#13;
Bukowo zob. Buchwałd&#13;
bukowski powiat 85/I – 339, 85/II – 451&#13;
Bukowskie 85/II – 124&#13;
Bukowsko, pow. Sanok 85/I – 432, 85/&#13;
III – 155&#13;
Bułgaria 85/I – 460&#13;
Busko, pow. Stopnica 85/I – 107, 85/II –&#13;
467, 85/III – 117, 118&#13;
bydgoska regencja 85/II – 437&#13;
bydgoski powiat 85/II – 451&#13;
Bydgoszcz 85/I – 18, 85/II – 440&#13;
Cecenowo, pow. Słupsk 85/I – 343&#13;
Cesarstwo Rosyjskie zob. Rosja&#13;
Charków, Ukraina 85/I – 36&#13;
Charzowice, pow. Pińczów 85/II – 467&#13;
Cheb, Czechy 85/III – 109&#13;
Chełm, miasto powiatowe 85/I – 496,&#13;
85/II – 220, 229, 238, 246, 462, 465,&#13;
501, 85/III – 130, 132, 135, 277&#13;
chełmińska ziemia 85/I – 327, 328, 85/II&#13;
– 522&#13;
chełmiński powiat 85/II – 377&#13;
Chełmno, niem. Culm, miasto powiatowe 85/I – 327, 336, 85/III – 142–144&#13;
chełmski powiat 85/I – 222, 85/II – 425,&#13;
463, 495, 500&#13;
Chełmskie 85/I – 223, 224, 476, 484, 490,&#13;
493, 495–498, 500, 501, 85/II – 68,&#13;
69, 131, 132, 217, 220, 228, 229, 238,&#13;
240–243, 246, 248, 255, 267, 268, 285,&#13;
300, 306, 313, 325, 340–342, 344, 345,&#13;
358, 377, 386, 389–391, 403, 462, 465,&#13;
479, 483, 491, 500–506, 530, 559, 574,&#13;
579, 580, 593, 594, 613, 85/III – 8, 15,&#13;
57, 63, 92, 101, 121, 122, 130, 132,&#13;
323&#13;
&#13;
�134–137, 183, 187, 200, 205, 217, 229,&#13;
238, 240, 241, 247, 256, 261, 266, 267,&#13;
272, 276–279&#13;
Chełmszczyzna 85/I – 497, 85/II – 306,&#13;
321, 325, 85/III – 276&#13;
Chełmża, pow. Toruń 85/I – 326, 85/II –&#13;
407, 85/III – 143&#13;
Chiny 85/II – 608&#13;
Chmielnik, pow. Stopnica 85/II – 429,&#13;
467–469, 85/III – 115, 117&#13;
Choceń, pow. Włocławek 85/II – 436&#13;
Chochołów, pow. Kutno 85/I – 119, 85/II&#13;
– 79, 101, 190&#13;
chodzieski powiat 85/II – 451&#13;
Chojno, pow. Chełm 85/I – 152, 85/II –&#13;
98, 463, 501, 85/III – 121, 122&#13;
Chojno, pow. Szamotuły 85/II – 458&#13;
Chorwacja, Kroacja 85/I – 86, 129, 134,&#13;
136, 289, 85/II – 524, 525, 85/III – 120,&#13;
258&#13;
Chrewt, pow. Lesko 85/III – 252, 275&#13;
Chrobacja, terytorium historyczne 85/II&#13;
– 579, 610&#13;
chrzanowski powiat 85/I – 297, 85/II – 444&#13;
Cielce, pow. Turek 85/I – 73, 85/III – 113,&#13;
114&#13;
Ciepielewo (bł. Czepielew), pow. Maków&#13;
85/I – 72, 85/II – 104, ryc. po s. 136,&#13;
85/III – 113, 114&#13;
Cieszyn, miasto powiatowe 85/I – 227,&#13;
318, 320, 322, 437, 495, 85/II – 521,&#13;
85/III – 139, 140, 156&#13;
Cieszyński Śląsk zob. Śląsk Cieszyński&#13;
Cyców, pow. Chełm 85/II – 242, 504&#13;
Cygowska Wola, pow. Radzymin (dziś&#13;
Wola Cygowska) 85/I – 163, 85/II –&#13;
417, 493, 85/III – 125&#13;
Cygów, pow. Radzymin 85/III – 125&#13;
Czaplin, pow. Grójec 85/I – 179, 85/II –&#13;
102, 407, 414, 492, 85/III – 128, 129&#13;
Czarna, dopływ Wisły 85/III – 117&#13;
Czarna Góra, Czarnohora, Czarnogóra,&#13;
&#13;
góra 85/I – 377, 378, 85/III – 145–147&#13;
czarnkowski powiat 85/II – 451&#13;
Czarnohora zob. Czarna Góra&#13;
Czarny Dunajec, pow. Nowy Targ 85/II&#13;
– 129&#13;
Czaszyn, pow. Sanok 85/I – 432, 85/II –&#13;
307, 513, 85/III – 155, 252, 273–276&#13;
Czechy 85/I – 33, 70, 83, 85, 86, 194, 85/&#13;
II – 134, 524, 526, 85/III – 109, 111,&#13;
164, 171, 210, 234, 242, 243, 257, 276&#13;
Czempin = Czempiń, pow. Kościan 85/II&#13;
– 305&#13;
Czepielew zob. Ciepielewo&#13;
Czeremosz, dopływ Prutu 85/I – 463&#13;
Czerniaków, pow. Warszawa 85/I – 44,&#13;
120, 121, 85/II – 75, 79, 98, 184, 85/III&#13;
– 110&#13;
Czernichów, pow. Kraków 85/I – 246&#13;
Czerniowce, Bukowina 85/I – 378, 486,&#13;
85/II – 233, 305, 552, 85/III – 145, 147&#13;
Czersk, pow. Grójec 85/I – 57–60, 70, 71,&#13;
179, 85/II – 79, 98, 102, 402, 404, 405,&#13;
407, 492, 85/III – 54, 111, 128, 129,&#13;
225, 264&#13;
czerska ziemia 85/II – 102&#13;
Czerskie 85/II – 368&#13;
Czerwińsk, pow. Płońsk 85/III – 114&#13;
Czerwony Klasztor, Spisz 85/I – 132, 85/II&#13;
– 235&#13;
Czeszewo, pow. Wągrowiec 85/I – 215,&#13;
220, 226, 412, 85/II – 216, 305, 415,&#13;
417, 451, 85/III – 131, 132&#13;
Częstochowa, miasto powiatowe 85/I&#13;
– 82, 148, 149, 497, 85/II – 162, 163,&#13;
368, 467, 481, 482, 85/III – 116, 185,&#13;
231, 268, 269&#13;
Czorsztyn, pow. Nowy Targ 85/I – 131,&#13;
85/II – 348, 519, 85/III – 100, 119&#13;
Czortków, miasto powiatowe 85/III – 241&#13;
Czortowiec, pow. Horodenka 85/I – 281,&#13;
377–381, 388, 395, 397, 399–401,&#13;
406, 482, 486, 85/II – 217, 232, 305,&#13;
&#13;
324&#13;
&#13;
�341, 346, 407, 419, 420, 422, 425, 486,&#13;
85/III – 145–148, 151, 152, 242&#13;
Ćmielów, pow. Opatów 85/II – 226&#13;
Dalmacja, Dalmatier 85/I – 289, 85/III –&#13;
258, 259&#13;
Dalmatyńskie wybrzeże 85/III – 119&#13;
Damazówka zob. Bóbrka&#13;
Dania 85/I – 334&#13;
Dąbrowa = Dąbrowa Górnicza, pow. Będzin 85/III – 116&#13;
Dąbrowa Wielka, pow. Wysokie Mazowieckie 85/II – 360&#13;
Denków, pow. Opatów 85/II – 226&#13;
Dębica, pow. Ropczyce 85/III – 127&#13;
Dębicz, pow. Środa 85/I – 215, 220, 320,&#13;
321, 412, 85/II – 305, 415, 421, 451,&#13;
452, 453, 454, 85/III – 132, 134, 139&#13;
Dłutów, pow. Łask 85/III – 122&#13;
Dniestr, rzeka 85/I – 380, 85/II – 231, 341,&#13;
422, 485, 85/III – 252, 274, 276&#13;
Dobieszewko, pow. Szubin 85/II – 442&#13;
Dobromil, miasto powiatowe 85/I – 245,&#13;
251&#13;
dobromilski powiat 85/II – 507&#13;
Dobrzyń nad Wisłą, pow. Lipno 85/II –&#13;
88, 85/III – 229&#13;
dobrzyńska ziemia 85/I – 395, 421, 85/&#13;
II – 33, 235, 339, 406, 491, 500, 535,&#13;
85/III – 117, 119, 180, 229&#13;
Dolny Śląsk zob. Śląsk Dolny&#13;
Drezno, Niemcy 85/I – 33, 79, 81, 85, 120,&#13;
373, 85/II – 30, 85/III – 56, 63, 109, 118&#13;
Drobin, pow. Płock 85/III – 128&#13;
drohicka ziemia 85/II – 499&#13;
Drohiczyn, pow. Sokołów 85/II – 499,&#13;
500&#13;
Drohobycz, miasto powiatowe 85/III – 29&#13;
Drwęca, dopływ Wisły 85/I – 116, 85/II&#13;
– 91, 92, 130, 197, 239, 408, 520, 85/III&#13;
– 228, 273&#13;
&#13;
Dubiecko, pow. Przemyśl 85/III – 126,&#13;
127, 239&#13;
Dubno, miasto powiatowe 85/III – 246&#13;
Dudy Puszczańskie, pow. Kolno 85/II –&#13;
359&#13;
Dukla, pow. Krosno 85/II – 233&#13;
Dunaj, rzeka 85/I – 42, 85/II – 346&#13;
Dunajec, dopływ Wisły 85/II – 235&#13;
Durąg, pow. Ostróda 85/I – 333&#13;
Dwikozy, pow. Sandomierz 85/II – 475&#13;
Dyminy, pow. Kielce 85/II – 339, 469&#13;
Dynów, pow. Brzozów 85/III – 252, 273&#13;
Działoszyce, pow. Pińczów 85/I – 193&#13;
Działyń, pow. Lipno 85/I – 421, 85/II –&#13;
406, 85/III – 118, 119&#13;
Dzików, pow. Tarnobrzeg 85/I – 119, 85/&#13;
II – 429, 430&#13;
Dzwola, pow. Biłgoraj 85/II – 463&#13;
Egipt 85/II – 608&#13;
Eisenach, Niemcy 85/I – 386, 85/III – 149&#13;
Elbląg, miasto powiatowe 85/I – 330,&#13;
85/III – 142, 144, 229&#13;
Ełk, miasto powiatowe 85/I – 331, 332,&#13;
336, 85/II – 376, 408, 85/III – 142, 144,&#13;
226&#13;
Emaus, biblijne 85/II – 376&#13;
Ems, Niemcy 85/I – 130, 85/III – 119, 120&#13;
Estonia 85/I – 192&#13;
Europa, Europe 85/I – 51, 52, 62, 75,&#13;
137, 232, 262, 382, 460, 85/II – 10, 12,&#13;
14, 22,27, 32, 42, 52, 57, 64, 72, 136,&#13;
181, 182, 237, 286, 315, 316, 361, 362,&#13;
414, 556, 558, 559, 565, 581, 594, 601,&#13;
605&#13;
Europa środkowo-wschodnia 85/II –13&#13;
Europa zachodnia 85/II – 181&#13;
Finlandia 85/I – 192&#13;
Florencja, Włochy 85/I – 43&#13;
Fordon, pow. Bydgoszcz 85/I – 18, 85/II&#13;
– 440&#13;
325&#13;
&#13;
�Francja 85/I – 19, 22, 111, 334, 384, 460,&#13;
85/III – 169&#13;
Frankfurt, Niemcy 85/I – 386, 85/III –&#13;
148–150&#13;
Galicja 85/I – 63, 91, 105, 106, 112, 123,&#13;
131, 132, 153–155, 157, 164, 168, 193,&#13;
194, 196, 208, 212–214, 221, 231, 238–&#13;
244, 246, 249, 277, 286, 287, 296, 313,&#13;
332, 337, 345, 382, 384, 401, 405, 415,&#13;
438, 457, 463, 465, 85/II – 9, 12, 77,&#13;
103, 174, 184, 185, 189, 190, 192, 197,&#13;
218, 219, 402, 403, 415, 427, 465, 514,&#13;
540, 545, 550, 85/III – 20, 72, 86, 107,&#13;
116, 124, 126, 131–133, 141, 157, 235,&#13;
239, 270&#13;
Galicja Wschodnia 85/I – 297, 318, 377,&#13;
379, 380, 441, 461, 464, 85/II – 414,&#13;
505, 85/III – 23, 24, 29, 124, 125, 127,&#13;
138, 145, 148&#13;
Galicja Zachodnia 85/III – 29, 55, 267&#13;
Gałęzowska Wola zob. Wola Gałęzowska&#13;
Gałęzów, pow. Lublin 85/I – 152, 195,&#13;
85/II – 98, 414, 418, 425, 463, 465,&#13;
85/III – 121, 122, 128, 129&#13;
Ganges, rzeka 85/II – 607, 609&#13;
Garwolin, miasto powiatowe 85/III –&#13;
113, 126&#13;
garwoliński powiat 85/II – 407&#13;
Gąbin, pow. Gostynin 85/II – 479&#13;
Gąsawa, pow. Szubin 85/II – 442&#13;
Gąsienicowe Stawy, grupa jezior w Tatrach 85/I – 131, 133&#13;
Gdańsk 85/I – 192, 327, 328, 85/II – 523,&#13;
85/III – 142, 144, 174, 229&#13;
Gdańskie Pomorze zob. Pomorze Gdańskie&#13;
Germania 85/III – 194&#13;
Giewont, Gewont, szczyt 85/I – 131,&#13;
85/III – 119&#13;
Giżycko zob. Lec&#13;
Gleichenberg, Austria 85/I – 500&#13;
&#13;
Głogoczów, pow. Myślenice 85/I – 246,&#13;
85/II – 445, 85/III – 234&#13;
Głuchy = Laskowo Głuche, Laskowo&#13;
Głuchy, pow. Radzymin (dziś Głuchy)&#13;
85/I – 60, 72, 73, 119, 85/II – 405, 406,&#13;
494, 85/III – 113&#13;
Głuszyn, pow. Nieszawa 85/I – 195,&#13;
19885/II – 232, 324, 384, 414, 423, 437,&#13;
442, 443, 85/III – 128–131&#13;
Głuszyna, pow. Poznań 85/II – 454&#13;
Gniew, pow. Kwidzyń 85/I – 328&#13;
Gniezno, miasto powiatowe 85/I – 411,&#13;
85/II – 314, 442&#13;
gnieźnieński powiat 85/I – 335, 85/II –&#13;
451, 457&#13;
Gnieźnieńskie 85/II – 480&#13;
gnieźnieńskie województwo 85/II – 480&#13;
Golejewko, pow. Krobia 85/II – 276&#13;
Gołańcz, pow. Wągrowiec 85/II – 305, 442&#13;
Gołębiów, pow. Radom 85/II – 472,&#13;
85/III – 118&#13;
Gończyce, pow. Garwolin 85/II – 407,&#13;
494, 495, 85/III – 113&#13;
Gopło, jezioro 85/II – 437&#13;
Gorlice, miasto powiatowe 85/I – 484,&#13;
85/II – 513&#13;
gorlicki powiat 85/I – 484&#13;
Gorzków, pow. Krasnystaw 85/I – 440,&#13;
85/II – 340, 85/III – 181&#13;
Gostynin, miasto powiatowe 85/II – 93,&#13;
479, 85/III – 114, 230, 231&#13;
Gostynińskie 85/II – 478, 479&#13;
Gostyń, pow. Krobia 85/II – 88&#13;
gostyńska (gostynińska) ziemia 85/I –&#13;
484, 85/II – 476&#13;
Gostyńskie 85/III – 230&#13;
Górczyn, pow. Poznań 85/II – 454, 455&#13;
Górka Miejska, Miejska Górka, pow. Krobia 85/I – 349&#13;
Górny Śląsk zob. Śląsk Górny&#13;
Góry Wysokie, pow. Sandomierz 85/II –&#13;
429, 472, 85/III – 117&#13;
&#13;
326&#13;
&#13;
�Grabownica, pow. Brzozów 85/I – 439&#13;
Granica (na gruntach wsi Maczki), pow.&#13;
Będzin 85/I – 76, 313, 314, 85/III – 135&#13;
Grecja 85/I – 161, 85/II – 608&#13;
Grodno, Litwa 85/III – 248&#13;
grodzieńska gubernia 85/II – 618, 85/III&#13;
– 248&#13;
Grodzieńszczyzna 85/II – 518&#13;
Grodzisk [Mazowiecki], pow. Błonie 85/I&#13;
– 76, 85/III – 122, 123&#13;
Gródek, miasto powiatowe 85/III – 126,&#13;
127&#13;
grójecki powiat 85/II – 414&#13;
Grudziądz, miasto powiatowe 85/II –&#13;
624, ryc. po s. 624, 85/III – 57&#13;
grybowski powiat 85/I – 484&#13;
Grzechynia = Grzechinia, pow. Myślenice 85/II – 129&#13;
Hala Królowa, Hala Królowej, Królewska&#13;
Hala, Tatry 85/I – 133, 85/II – 113&#13;
halicka ziemia 85/II – 485&#13;
Hamburg, Niemcy 85/III – 227&#13;
Hamry zob. Kuźnice&#13;
Harasymów, pow. Horodenka 85/II –&#13;
130, 422&#13;
Harklowa, pow. Nowy Targ 85/II – 424&#13;
Hiszpania 85/I – 474&#13;
Holandia 85/I – 75&#13;
Homel, miasto powiatowe 85/III – 109, 110&#13;
Horodenka, miasto powiatowe 85/I –&#13;
400, 85/II – 129, 305, 419, 486, 487,&#13;
85/III – 151, 152, 242&#13;
horodeński powiat 85/I – 396, 85/III – 151&#13;
Horodło, pow. Hrubieszów 85/II – 229&#13;
Horodnica, pow. Horodenka 85/I – 380,&#13;
486, 85/II – 232, 305, 341&#13;
Hradiszcz = Hradište, Słowacja 85/I – 85&#13;
hrubieszowski powiat 85/II – 500&#13;
Hrubieszowskie 85/II – 500&#13;
Hrubieszów, miasto powiatowe 85/I –&#13;
193, 194, 85/II – 465, 500&#13;
&#13;
Huculszczyzna 85/I – 281, 379, 395, 401,&#13;
85/II – 67, 485, 514, 515, 537, 85/III –&#13;
25, 30, 63, 83, 145, 243, 244&#13;
Iberyjski Półwysep 85/II – 400&#13;
Iliria, Illyria, starożytna kraina 85/I – 289&#13;
85/III – 119, 258&#13;
Ilża, miasto powiatowe 85/II – 430&#13;
Indie 85/II – 607&#13;
Indie Wschodnie 85/III – 195&#13;
Inowrocław, miasto powiatowe 85/II –&#13;
442&#13;
inowrocławski powiat 85/I – 196, 85/II –&#13;
437, 438, 451&#13;
Isaków, pow. Horodenka 85/II – 422&#13;
Iskań, pow. Dobromil 85/I – 153, 245,&#13;
251, 423, 432, 85/II – 217, 507, 508,&#13;
509, 85/III – 124–127, 154, 155, 275&#13;
Ispas, pow. Kołomyja 85/I – 486, 85/II&#13;
– 130, 232, 233, 240, 305, 346, 385,&#13;
85/III – 25, 243, 267&#13;
Istebna, pow. Jabłonków 85/II – 522&#13;
Iwno, pow. Środa 85/II – 454&#13;
Iwonicz, pow. Krosno 85/I – 438, 85/II –&#13;
348, 85/III – 156, 157, 252, 273&#13;
Jadów, pow. Radzymin 85/I – 72, 85/II –&#13;
493– 495, 85/III – 113, 125&#13;
Jankowice, pow. Sandomierz 85/II – 475&#13;
Janowiec, pow. Kozienice 85/II – 381&#13;
Janów = Janów nad Krzywką, pow.&#13;
Konstantynów (dziś Janów Lubelski)&#13;
85/III – 238&#13;
Jańsbork, niem. Johannisburg, miasto&#13;
powiatowe (dziś Pisz) 85/III – 112&#13;
Jańskie Łaźnie, niem. Johannisbad (bł.&#13;
Johannisburg), Czechy 85/I – 70&#13;
Japonia 85/I – 212&#13;
Jarochów, pow. Łęczyca 85/II – 407&#13;
Jaryczew = Jaryczów, pow. Lwów 85/III&#13;
– 240&#13;
Jasielskie 85/III – 157, 237&#13;
327&#13;
&#13;
�Jasienica, pow. Radzymin 85/I – 105, 163,&#13;
85/II – 493, 495, 85/III – 125&#13;
Jasienów Polny, pow. Horodenka 85/I –&#13;
400, 486, 85/II – 125, 130, 231, 232,&#13;
419, 486, 85/III – 151, 152, 242&#13;
Jasło, miasto powiatowe 85/II – 350, 507,&#13;
513, 85/III – 29, 35, 126, 127, 233, 239&#13;
Jasna Góra, klasztor 85/I – 241&#13;
Jaślików, pow. Krasnystaw 85/I – 440,&#13;
85/II – 340, 85/III – 181&#13;
Jawcze, pow. Rohatyn 85/II – 232&#13;
Jedlińsk, pow. Radom 85/II – 365, 366,&#13;
474&#13;
Jedlnia, pow. Kozienice 85/I – 152, 85/II&#13;
– 369, 472, 474, 85/III – 121, 122&#13;
Jelenia Góra daw. Jeleniagóra, miasto&#13;
powiatowe 85/III – 60&#13;
Jełgawa zob. Mitawa&#13;
Jełguń, pow. Olsztyn 85/III – 272&#13;
Jena, Niemcy 85/I – 19&#13;
Jerozolima, Palestyna 85/I – 241, 85/II –&#13;
367, 368&#13;
Jeruty, Małe Jeruty, pow. Szczytno 85/II&#13;
– 376&#13;
Jeżyce, daw. Jerzyce, pow. Poznań (dziś&#13;
Jeżyce, część Poznania) 85/II – 454, 455&#13;
jędrzejowski powiat 85/II – 348, 468&#13;
Johannisbad zob. Jańskie Łaźnie&#13;
Johannisburg zob. Jańsborg&#13;
Jordanowo, pow. Myślenice 85/II – 363,&#13;
382&#13;
Kac, Kac Wielki, niem. Katz, pow. Wejherowo (dziś Wielki Kack, część Gdyni)&#13;
85/I – 324, 328, 85/II – 524, 85/III –&#13;
144&#13;
kaliska gubernia 85/II – 480&#13;
kaliski obwód 85/II – 480&#13;
Kaliskie 85/I – 59, 73, 86, 87, 89, 90, 107,&#13;
157, 160, 280, 281, 475, 484, 490, 491,&#13;
495, 497, 500, 85/II – 52, 53, 68, 82, 83,&#13;
86, 163, 190, 192, 259, 260, 267, 307,&#13;
&#13;
308, 324, 325, 330, 331, 335, 336, 358,&#13;
365, 368, 377, 379, 381, 393, 394, 458,&#13;
461, 471, 476, 480–483, 506, 530, 597,&#13;
618, 85/III – 16, 41, 71, 84, 86–89, 95,&#13;
113, 114, 122, 130, 183, 203, 207, 216,&#13;
228, 229, 231– 233, 238, 256, 261, 267,&#13;
268, 275,&#13;
kaliskie województwo 85/I – 26, 85/II –&#13;
428, 480&#13;
Kalisz 85/II – 458, 481, 85/III – 231&#13;
Kalwaria = Kalwaria Zebrzydowska,&#13;
pow. Wadowice 85/I – 250, 85/III –&#13;
234&#13;
Kalwaria = Kalwarya, miasto powiatowe&#13;
85/II – 518, 85/III – 121&#13;
Kałuszyn, pow. Mińsk Mazowiecki 85/III&#13;
– 226&#13;
Kambodża, niem. Kambodja 85/II – 461,&#13;
558, 607, 608&#13;
Kamieniec Podolski 85/I – 281, 85/II –&#13;
280, 516, 85/III – 32&#13;
Kamionka Wielka, pow. Kołomyja 85/II&#13;
– 346&#13;
Karelia 85/II – 11&#13;
Karkonosze, Krkonosze, góry 85/II – 607,&#13;
85/III – 112&#13;
Karlsbad = Karlowe Wary, Czechy 85/&#13;
III – 109&#13;
Karpaty, pasmo górskie 85/I – 133, 154,&#13;
221, 248, 278, 377, 85/II – 513, 515,&#13;
550, 558, 607, 609, 85/III – 146, 244&#13;
Karpaty wschodnie, góry 85/II – 515&#13;
kartuski powiat 85/II – 523&#13;
Karyntia 85/III – 176, 270&#13;
Kaszuby 85/I – 85, 324, 327, 328, 332,&#13;
337, 85/II – 65, 66, 308, 320, 370, 382,&#13;
523, 55285/III – 41, 59, 142, 144, 229,&#13;
230&#13;
Kaukaz, pasmo górskie 85/I – 192&#13;
Kazań, Rosja 85/I – 391&#13;
Kazimierz, część Krakowa 85/III – 48&#13;
Kcynia, pow. Szubin 85/II – 442&#13;
&#13;
328&#13;
&#13;
�Kichary, pow. Sandomierz 85/II – 429&#13;
Kielce 85/I – 141, 279, 446, 85/II – 220,&#13;
310, 468, 469, 504, 85/III – 14, 52, 84,&#13;
106, 112, 118, 236&#13;
Kielecczyzna 85/I – 279, 85/II – 306, 400&#13;
kielecka gubernia 85/I – 279, 297, 445,&#13;
85/II – 339, 466, 468, 469&#13;
kielecki powiat 85/II – 468&#13;
Kieleckie 85/I – 107, 157, 181, 211, 279,&#13;
280, 421, 435, 437, 439, 441, 445, 446,&#13;
448, 85/II – 120–122, 131, 220, 234,&#13;
239, 241, 243, 259–261, 284, 300, 306,&#13;
310, 315, 325, 327, 346, 358, 368, 377,&#13;
385, 391, 394, 422, 438, 461, 466–468,&#13;
470, 471, 479, 530, 611, 612, 85/III – 72,&#13;
84, 115–118, 174, 178, 181, 203, 215,&#13;
232–234, 236–238, 255, 256, 267, 271&#13;
Kiernozia, pow. Gostynin 85/II – 421&#13;
Kije, pow. Pińczów 85/II – 234, 254, 422&#13;
kijowski powiat 85/II – 563, 85/III – 246&#13;
Kijów, Ukraina 85/I – 36, 169, 85/II – 488,&#13;
85/III – 32, 246&#13;
Kiszkowo, pow. Gniezno 85/II – 372&#13;
Kleparz, przedmieście Krakowa 85/I –&#13;
472&#13;
Klimkówka, pow. Sanok 85/I – 439, 85/III&#13;
– 275&#13;
Klimontów, pow. Sandomierz 85/II – 429&#13;
Kluczów, pow. Kołomyja 85/II – 341&#13;
Kłodawa, pow. Koło 85/I – 152, pow.&#13;
Koło 85/II – 477, 85/III – 123&#13;
Kłonowo, pow. Nieszawa 85/I – 152, 195,&#13;
85/II – 98, 413, 414, 437, 85/III – 122,&#13;
123&#13;
Kobaki, pow. Kossów 85/II – 555&#13;
kobryński powiat 85/I – 43&#13;
Kobylany, pow. Kraków 85/II – 331&#13;
Kodeń, pow. Biała 85/II – 229, 391, 504,&#13;
85/III – 136&#13;
Kolonia, Niemcy 85/I – 386, 85/III – 148–&#13;
–150&#13;
Kołbiel, pow. Mińsk 85/III – 125, 126&#13;
&#13;
Kołobrzeg, Pomorze 85/I – 416&#13;
Kołomyja, miasto powiatowe 85/I – 378,&#13;
395, 396, 400, 401, 402, 405, 407, 443,&#13;
475, 482, 486, 85/II – 124, 232, 233,&#13;
305, 325, 341, 419, 422, 484, 555, 556,&#13;
600, 601, 85/III – 25, 55, 97, 145, 147,&#13;
151–153, 242–244, 264, 265&#13;
kołomyjski cyrkuł 85/II – 485&#13;
kołomyjski powiat 85/I – 396, 85/III –&#13;
151&#13;
Kołomyjskie 85/II – 555&#13;
konecki powiat 85/I – 21&#13;
Kongresówka zob. Królestwo Polskie&#13;
Konin, miasto powiatowe 85/I – 497,&#13;
85/II – 481, 85/III – 231&#13;
koniński obwód 85/II – 480&#13;
Konojad, pow. Kościan 85/I – 326, 85/II –&#13;
453, 454, 85/III – 142&#13;
Końskie, miasto powiatowe 85/III – 237&#13;
Kopiec Kościuszki, wzniesienie 85/I – 250&#13;
Kopiec Krakusa, wzniesienie 85/I – 250&#13;
Kornicz, pow. Kołomyja 85/I – 400, 85/II&#13;
– 130, 419, 486, 85/III – 151, 152&#13;
Korona zob. Polska&#13;
Koropiec, pow. Tłumacz 85/II – 231, 422&#13;
Korszów, pow. Kołomyja 85/II –346&#13;
Kosino, pow. Płock 85/II – 233, 85/III –&#13;
128&#13;
Kosmacz, pow. Kossów 85/III – 25, 243,&#13;
244&#13;
kossowski powiat 85/I – 396, 85/III – 151&#13;
Kossów, miasto powiatowe 85/I – 378,&#13;
85/II – 341, 85/III – 147&#13;
Kostomłoty, pow. Kielce 85/II – 339, 469&#13;
Kostrzyn, pow. Środa 85/II – 391&#13;
Koszyce, pow. Pińczów 85/II – 467, 85/III&#13;
– 115&#13;
Kościan, miasto powiatowe 85/II – 231,&#13;
305&#13;
kościański powiat 85/I – 321, 326, 339,&#13;
85/II – 451–453, 457&#13;
Kościańskie 85/I – 320, 85/II – 124&#13;
329&#13;
&#13;
�Kościelec, pow. Koło 85/II – 442&#13;
Kościeliska Dolina 85/I – 131, 85/III –&#13;
119&#13;
kościerzyński powiat 85/II – 523&#13;
Kowal, powiat Włocławek 85/II – 441, 443&#13;
Kowalewo, pow. Toruń (dziś Kowalewo&#13;
Pomorskie) 85/I – 119, 85/II – 53&#13;
Kowel, miasto powiatowe 85/I – 167,&#13;
85/III – 76, 126, 246, 278&#13;
kowelski powiat 85/I – 166&#13;
Kowieńszczyzna 85/II – 518&#13;
Kowno 85/III – 121&#13;
Kozienice, miasto powiatowe 85/I – 152,&#13;
85/II – 98, 369, 381, 472, 85/III – 115,&#13;
117, 118, 121, 122&#13;
Kozienicka Puszcza 85/II – 150&#13;
Kórnik = Kurnik, pow. Śrem (dziś Kórnik)&#13;
85/I – 384, 438, 85/II – 451, 453, 85/III&#13;
– 134, 135&#13;
Kraj Przywiślański zob. Królestwo Polskie&#13;
Krajna, region 85/II – 451&#13;
krakowski powiat 85/I – 296, 297, 85/II&#13;
– 444&#13;
Krakowskie 85/I – 32, 45, 59, 63, 83, 106,&#13;
107, 157, 159, 177, 179, 180, 182, 183,&#13;
196, 216, 222, 227–229, 241, 245, 247,&#13;
249, 252–254, 256–259, 264, 268–272,&#13;
288, 290, 293, 295–309, 312, 318, 324,&#13;
338, 341, 342, 345, 353, 408, 409, 445,&#13;
457, 463, 85/II – 58, 68, 80, 97, 100,&#13;
106, 118, 123, 129, 190, 194, 214, 217,&#13;
220, 232, 236, 240–243, 246, 247, 252–&#13;
–254, 256, 259, 265, 267, 268, 272, 273,&#13;
276, 280, 282, 284, 286–288, 300, 303,&#13;
304, 310, 313, 315–318, 320, 322–324,&#13;
328–336, 339, 340, 342–345, 347, 353–&#13;
355, 358, 363–365, 367–372, 376, 377,&#13;
380–382, 384, 385, 389, 393, 394, 422,&#13;
444–451, 460, 461, 473, 479, 500, 524,&#13;
529–532, 544, 564, 572, 573, 579, 580,&#13;
584, 587, 591, 594, 607, 608, 610, 615,&#13;
&#13;
620, 85/III – 17, 54, 56, 72, 75–77, 82,&#13;
84, 88, 89, 113, 118, 125, 134–137, 142,&#13;
169, 175–177, 201, 214, 229, 233–237,&#13;
249, 253, 254, 259, 262– 264, 267, 279,&#13;
285&#13;
Krakowskie Podgórze zob. Podgórze Krakowskie&#13;
Krakowskie Wielkie Księstwo 85/I – 296,&#13;
85/II – 444&#13;
krakowskie województwo 85/I – 26,&#13;
85/II – 428, 466&#13;
Kraków 85/I – 42, 51, 58, 70, 81–83, 88, 107,&#13;
130–132, 136, 137, 139, 142, 153, 208,&#13;
214–216, 218, 221, 222, 224–229, 231,&#13;
238–249, 251–254, 256–260, 262–264,&#13;
268–270, 272, 273, 276, 281, 284, 287,&#13;
288, 290, 293, 295–297, 299, 300, 303,&#13;
306, 307, 309–313, 316–320, 323–325,&#13;
329, 331, 336, 338, 341, 342, 344–347,&#13;
349, 351, 352, 362–365, 372, 374, 377,&#13;
380, 382, 386, 388, 389, 393, 398–401,&#13;
417, 421–425, 430–436, 439, 441, 442,&#13;
444, 451–455, 456, 457, 459, 460, 462,&#13;
463, 466, 473, 475, 476, 478––482, 484,&#13;
489, 492–495, 499, 500, 502, 503, 505,&#13;
85/II – 10, 30, 61, 76, 91, 100, 142, 175,&#13;
190, 217, 218, 228, 236, 237, 240, 242,&#13;
253, 254, 308, 314, 319, 324, 333, 342,&#13;
350, 352–357, 368, 369, 373, 380, 381,&#13;
420, 428, 444–447, 466, 473, 475, 487,&#13;
508, 515, 533, 545, 547–549, 551–553,&#13;
557, 565, 580, 585, 591, 617, 618, 623,&#13;
ryc. po s. 624, 85/III – 9–15, 18, 25, 27,&#13;
31–33, 36, 38, 39, 41, 42, 44, 46–51, 55–&#13;
57, 62, 63, 65, 77, 81, 85, 91, 93, 97, 98,&#13;
100, 106, 107, 112, 116, 119, 120, 124–&#13;
127, 131, 133–139, 141, 142, 143, 145,&#13;
146, 148–150, 152–158, 175, 177, 178,&#13;
212, 221–224, 227, 228, 234, 235, 238,&#13;
254, 259, 264–266, 270, 273, 284, 285&#13;
Kralovyhrad, Krolodwór = Hradec Králové, Czechy 85/I – 84, 85/III – 109&#13;
&#13;
330&#13;
&#13;
�Kraplewo, pow. Ostróda 85/I – 116, 119,&#13;
333, 334, 85/II – 92, 408, 520, 85/III&#13;
– 227&#13;
kraplewska parafia, obszar 85/I – 116, 85/II&#13;
– 91, 197, 239, 408, 520, 85/III – 273&#13;
Krasice, pow. Częstochowa 85/III – 113&#13;
Krasne, pow. Chełm 85/I – 152, 85/II –&#13;
463, 85/III – 121, 122&#13;
Krasnystaw, miasto powiatowe 85/I –&#13;
440, 85/II – 340, 85/III – 121, 181, 238&#13;
Kraszew, pow. Radzymin (dziś Kraszewo)&#13;
85/I – 217, 85/II – 493, 85/III – 132&#13;
Kresy Wschodnie 85/I – 154, 277, 351,&#13;
463, 85/II – 218, 286&#13;
Krępak zob. Tatry&#13;
Kroacja zob. Chorwacja&#13;
krobski powiat 85/II – 276, 451, 453&#13;
Krolodwór zob. Kralovyhrad&#13;
Kromnów, pow. Sochaczew 85/III – 114&#13;
Krosno, miasto powiatowe 85/II – 307,&#13;
513&#13;
Krośnieńskie 85/I – 154, 423, 427, 439,&#13;
440, 85/II – 234, 248, 288, 307, 308,&#13;
310, 325, 340, 358, 377, 379, 392–394,&#13;
512, 513, 85/III – 16, 43, 44, 71, 90, 91,&#13;
208, 234, 240, 241, 273–276&#13;
Krośniewice, pow. Kutno 85/I – 152,&#13;
85/III – 122, 123&#13;
krotoszyński powiat 85/I – 322, 85/II –&#13;
451, 452&#13;
Królestwo Polskie, Królestwo, Królestwo&#13;
Kongresowe, Kongresówka, Kraj Przywiślański 85/I – 17, 22, 26, 27, 34–37,&#13;
39, 41–43, 50, 51, 54, 60, 61, 64, 67, 81,&#13;
82, 88, 92, 94, 95, 104, 107, 109–111,&#13;
115, 119, 130, 140, 141, 153, 157, 162–&#13;
164, 168–170, 173, 190, 192, 193, 203,&#13;
213, 225, 227, 231, 232, 234, 236, 237,&#13;
239, 241, 243, 249, 250, 262, 296, 297,&#13;
317, 318, 341, 368, 395, 397, 398, 409,&#13;
415, 416, 419, 458, 468, 469, 85/II – 14,&#13;
103, 218, 242, 253, 254, 347, 401, 403,&#13;
&#13;
414, 427, 428, 437, 461, 465, 476, 489,&#13;
527, 548, 571, 85/III –75, 84, 86, 99,&#13;
100, 107, 108, 116, 118, 125, 238, 254,&#13;
261, 262, 277&#13;
Królewiec 85/I – 325, 328, 330, 331, 336,&#13;
85/II – 418, 85/III – 142–144, 226&#13;
Królowa zob. Hala Królowa&#13;
Kruszwica, pow. Inowrocław 85/II – 438,&#13;
442&#13;
Krynica, pow. Nowy Sącz 85/I – 168,&#13;
85/II – 129, 519, 85/III – 119, 126,&#13;
127, 239&#13;
Krysiaki, pow. Ostrołęka 85/II – 359&#13;
Krywań, szczyt w Tatrach 85/I – 131&#13;
Krzemieniec, miasto powiatowe 85/I – 36&#13;
Krzeszowice, pow. Chrzanów 85/I – 457,&#13;
85/III – 76&#13;
Krzywice, pow. Chełm 85/I – 440, 85/II –&#13;
340, 85/III – 181&#13;
Księstwo Meklemburskie zob. Meklemburskie Księstwo&#13;
Księstwo Warszawskie zob. Warszawskie&#13;
Księstwo&#13;
kujawski powiat zob. włocławski powiat&#13;
Kujawskie 85/II – 442&#13;
kujawsko-pomorskie województwo 85/II&#13;
– 524&#13;
Kujawy 85/I – 32, 59, 72, 77, 121, 151,&#13;
152, 154, 159, 177, 180, 182, 183, 185,&#13;
195–208, 211, 213, 217–219, 225, 226,&#13;
295, 298, 303, 353, 384, 408, 409, 421,&#13;
423, 485, 85/II – 46, 54, 55, 56, 59, 68,&#13;
86, 88, 93, 96–98, 101, 108, 109, 114–&#13;
–118, 124, 125, 129–132, 135, 216, 217,&#13;
228, 232, 234, 240, 246, 252, 260, 288,&#13;
289, 294, 296, 298, 300, 302, 303, 310,&#13;
313, 316–318, 323, 324, 329, 330, 334,&#13;
335, 339, 343, 345, 358, 375, 376, 384,&#13;
389, 392, 393, 394, 413, 414, 423, 425,&#13;
430, 436–445, 451, 458, 477, 479, 508,&#13;
529–531, 544, 578–580, 592, 599, 604,&#13;
85/III – 9, 16, 17, 28, 55, 56, 59, 72,&#13;
331&#13;
&#13;
�75, 82–84, 87, 89, 121–124, 127–131,&#13;
167, 168, 172–174, 201, 213, 214, 226,&#13;
230–232, 238, 256, 260– 262, 268, 279,&#13;
280, 283, 285&#13;
Kujawy pruskie 85/II – 440&#13;
Kuligów, pow. Radzymin 85/II – 190&#13;
Kunów, pow. Opatów 85/II – 475&#13;
Kurlandia 85/I – 39&#13;
Kurów, pow. Puławy 85/I – 42, 152, 85/II&#13;
– 463, 85/III – 122&#13;
Kurpie 85/I – 469, 85/II – 51, 56, 65, 67,&#13;
88, 115, 335, 364, 490, 494, 496, 497,&#13;
85/III – 113, 114, 182, 229&#13;
Kurpiowska Puszcza zob. Puszcza Zielona&#13;
Kutno, miasto powiatowe 85/I – 256,&#13;
85/II – 190, 479, 85/III – 114&#13;
kutnowski powiat 85/II – 101, 403&#13;
Kuty, pow. Kossów 85/II – 341, 555&#13;
Kuźnice = Kuźnice Zakopiańskie, Hamry,&#13;
pow. Nowy Targ 85/I – 131, 85/II –&#13;
235, 251, 85/III – 100&#13;
Lajbach zob. Lublana&#13;
Lanckorona, pow. Wadowice 85/I – 250&#13;
Landek, Landeck, pow. Bystrzyca Kłodzka (dziś Lądek Zdrój) 85/I – 70, 85/III&#13;
– 112&#13;
Laskowo-Głuchy zob. Głuchy&#13;
Latowicz, Latowicze, pow. Mińsk (Mazowiecki) 85/I – 163, 85/II – 493, 85/III&#13;
– 125, 126&#13;
Lądek Zdrój zob. Landek&#13;
Lec, miasto powiatowe (dziś Giżycko) 85/I&#13;
– 331, 332, 336, 85/II – 376, 408, 85/III&#13;
– 142, 144, 226, 281&#13;
Lechia, kraina historyczna 85/II – 610&#13;
Lechówek, pow. Opatów 85/I – 119&#13;
Lednicka wyspa zob. Ostrów Lednicki&#13;
leski powiat = liski powiat 85/I – 422,&#13;
432, 85/II – 512&#13;
Lesko, miasto powiatowe 85/II – 513,&#13;
85/III – 239&#13;
&#13;
Leszczowate, pow. Lesko 85/I – 153–155,&#13;
422, 423, 431, 432, 438, 439, 85/II –&#13;
129, 130, 217, 234, 421, 507, 513, 85/III&#13;
– 124–126, 154–157, 252, 274–276, 283&#13;
Leszno, miasto powiatowe 85/I – 64,&#13;
85/II – 231, 253, 305, 326&#13;
Leżajsk, pow. Łańcut 85/II – 219, 429&#13;
Limanowa, miasto powiatowe 85/II – 379&#13;
Lipno, miasto powiatowe 85/III – 229&#13;
Lipnowskie 85/III – 52&#13;
Lipsk, Niemcy 85/I – 55, 70, 289, 358, 371,&#13;
386, 395, 85/III – 111, 148–150, 269&#13;
Liszki, pow. Kraków 85/II – 100&#13;
Litwa, Wielkie Księstwo Litewskie 85/I&#13;
– 36, 43, 157, 164, 390, 391, 415, 441,&#13;
463, 478, 480, 85/II – 68, 115, 307,&#13;
319, 320, 340, 342, 427, 491, 518, 539,&#13;
559, 595, 608, 618, 85/III – 12, 71,&#13;
120, 121, 164, 167, 179, 189, 208, 248,&#13;
249, 256&#13;
Lizbona, Portugalia 85/I – 475&#13;
Liège, Belgia 85/I – 386, 85/III – 148, 149,&#13;
150&#13;
Londyn, Anglia 85/II – 568&#13;
Lubartów, miasto powiatowe 85/III – 82,&#13;
238&#13;
lubelska gubernia 85/I – 428, 85/II – 462,&#13;
500, 504, 85/III – 276&#13;
lubelska ziemia 85/II – 306&#13;
lubelski powiat 85/II – 414, 425&#13;
Lubelskie 85/I – 72, 152, 180, 182, 183,&#13;
211, 380, 417, 421, 426, 428, 440, 468,&#13;
85/II – 29, 53, 98, 190, 240, 273, 300,&#13;
306, 323, 324, 330, 331, 333, 334, 336,&#13;
340, 344, 347, 351, 358, 363, 386, 388,&#13;
392–394, 413, 438, 461–465, 471, 479,&#13;
500, 501, 517, 530, 85/III – 17, 56, 59,&#13;
77, 82–84, 114, 115, 121, 122, 173, 180,&#13;
181, 202, 203, 215, 226, 229, 237, 238,&#13;
253, 254, 267, 277, 279, 285&#13;
lubelskie województwo 85/I – 26, 85/II –&#13;
428, 465&#13;
&#13;
332&#13;
&#13;
�Lubelszczyzna 85/I – 440, 85/II – 51, 53,&#13;
320, 340, 464, 465&#13;
Lubieszów, pow. Pińsk 85/I – 489&#13;
Lublana, Ljubljana, Lajbach, Słowenia&#13;
85/I – 85, 129, 130, 131, 134–1389,&#13;
248, 258, 443, 475, 85/II – 326, 525,&#13;
85/III – 10, 119, 259&#13;
Lublin 85/I – 79, 152, 167, 191, 194, 195,&#13;
223, 85/II – 98, 463, 85/III – 82, 84,&#13;
121, 122, 125, 126, 128–130, 134, 238&#13;
Lubomla = Luboml, pow. Włodzimierz&#13;
85/III – 246&#13;
Lubostroń, pow. Szubin 85/II – 124&#13;
Lubsza, pow. Rohatyn 85/III – 241&#13;
Lucerna, Szwajcaria 85/I – 385, 85/III –&#13;
149, 150&#13;
Ludźmierz, daw. Ludźmirz, pow. Nowy&#13;
Targ 85/II – 424&#13;
lwowski obwód 85/II – 507&#13;
Lwowskie 85/II – 217, 506, 513&#13;
Lwów 85/I – 112, 135, 142, 153, 155,&#13;
161, 164, 165, 168, 193, 208, 214, 215,&#13;
217, 218, 221, 224, 227, 241–243, 245,&#13;
249, 251, 259, 276, 317, 318, 343, 346,&#13;
376–378, 380, 381, 384, 388, 399, 405,&#13;
418, 437, 463–465, 480, 489, 492, 497,&#13;
85/II – 10, 39, 44, 66, 80, 190, 308, 326,&#13;
327, 505–507, 514, 537, 544, 548, 551,&#13;
554, 557, 85/III – 15, 23, 29–32, 53, 55,&#13;
64, 93, 98, 124–127, 131–133, 136, 138,&#13;
145–148, 151, 152, 154, 156, 187, 222,&#13;
239, 240, 243, 260, 263, 267, 272, 284&#13;
Łagów, pow. Opatów 85/I – 119&#13;
Łańcut, miasto powiatowe 85/III – 127&#13;
Łapsz = Łapsze Niżne, Łapsze Wyżne,&#13;
Magura Spiska 85/II – 348&#13;
Łaskarzew, pow. Garwolin 85/III – 113&#13;
Łaszewo, bł. Łukowo, pow. Świecie 85/I&#13;
– 327, 85/II – 376, 85/III – 142, 143&#13;
Łazienkowski Park, park 85/II – 21&#13;
Łącko, pow. Nowy Sącz 85/II – 379&#13;
&#13;
Łążyń, pow. Lipno 85/II – 406, 85/III –&#13;
118, 119&#13;
Łęczyca, miasto powiatowe 85/II – 88,&#13;
93, 477, 85/III – 83, 230&#13;
łęczycka ziemia 85/I – 484, 85/II – 476&#13;
łęczycki powiat 85/II – 407, 413&#13;
Łęczyckie 85/I – 89, 152, 195, 202, 476,&#13;
484, 485, 85/II – 58, 82, 86, 88, 125,&#13;
192, 325, 335, 337, 377, 391, 413, 471,&#13;
476–470, 530, 593, 611, 85/III – 17, 83,&#13;
84, 86, 87, 89, 106, 116, 122, 124, 127,&#13;
128, 182, 203, 216, 228–232, 256, 267,&#13;
279, 283&#13;
łęczyckie województwo 85/II – 476, 479,&#13;
480&#13;
Łomnica, dopływ Dniestru 85/I – 178,&#13;
85/II – 514&#13;
Łomnica, szczyt w Tatrach 85/I – 131,&#13;
85/III – 197&#13;
Łomża, miasto powiatowe 85/I – 40, 153,&#13;
297, 85/II – 104, ryc. po s. 136, 234,&#13;
358, 623, 85/III – 120, 228&#13;
łomżyńska ziemia 85/I – 244&#13;
Łomżyńskie 85/III – 136&#13;
Łotwa 85/I – 39, 42, 85/II – 617, 85/III – 110&#13;
Łowicz, miasto powiatowe 85/I – 76, 152,&#13;
85/II – 79, 190, 494, 85/III – 114, 122,&#13;
123, 186, 225&#13;
Łódź, miasto powiatowe 85/I – 109, 416&#13;
Łubnice, pow. Stopnica 85/I – 107, 85/III&#13;
– 118&#13;
Łuck, miasto powiatowe 85/I – 165, 85/III&#13;
– 92, 126, 246&#13;
Łukawa = Opatówka, dopływ Wisły&#13;
85/III – 117&#13;
Łukawa, pow. Sandomierz 85/II – 475&#13;
łukowski powiat 85/I – 87&#13;
Łuków, miasto powiatowe 85/II – 495,&#13;
85/III – 130, 132, 134, 226&#13;
Łużyce 85/I – 86, 87, 355–357, 85/II –&#13;
134, 431, 524, 526, 85/III – 41, 210,&#13;
229, 230, 257&#13;
333&#13;
&#13;
�Łużyce Dolne 85/I – 356&#13;
Łużyce Górne 85/I – 356&#13;
Łysa Góra, góra 85/II – 335, 474&#13;
Łyskornia, pow. Wieluń 85/I – 73, 85/III&#13;
– 113, 114&#13;
Łysomice, pow. Toruń 85/I – 326, 327,&#13;
85/II – 407, 85/III – 142, 143&#13;
Machory, pow. Opoczno 85/I – 21&#13;
Maczki, wieś obok stacji Granica, pow.&#13;
Będzin (dziś stacja Sosnowiec-Maczki)&#13;
85/I – 76, 313&#13;
Majdan Stuleński, pow. Włodawa 85/II –&#13;
228, 229&#13;
Malbork, miasto powiatowe 85/I – 328,&#13;
330, 85/III – 142, 144, 229&#13;
Malborskie 85/I – 325, 329, 85/III – 142&#13;
Małe Jeruty zob. Jeruty&#13;
Małogoszcz, pow. Jędrzejów 85/II – 468&#13;
Małopolska 85/I – 87, 129, 244, 296, 484,&#13;
85/II – 80, 390, 480, 85/III – 84&#13;
Małopolskie 85/II – 29&#13;
Maniowy, pow. Nowy Targ 85/II – 424&#13;
Margrabowo, miasto powiatowe (dziś&#13;
Olecko) 85/II – 376, 85/III – 272&#13;
Mariampol, miasto powiatowe 85/II –&#13;
518, 85/III – 121&#13;
mariampolski powiat 85/I – 193&#13;
Mariampolskie 85/III – 53&#13;
Marienbad = Mariańskie Łaźnie, Czechy&#13;
85/I – 33, 70, 84, 273, 85/III – 109, 111,&#13;
112&#13;
Marymont, pow. Warszawa 85/I – 23&#13;
Masłów, pow. Kielce 85/II – 310, 339, 469&#13;
Masuren zob. Mazury Pruskie&#13;
Matijowce = Matyjowce, pow. Kołomyja&#13;
85/II – 486&#13;
Mazew, pow. Łęczyca 85/I – 152, 153, 195,&#13;
85/II – 391,407, 413, 414, 476, 477,&#13;
478, 85/III – 83, 106, 116, 122, 123, 231&#13;
Mazowieck zob. Wysokie Mazowieckie&#13;
Mazowieckie 85/II – 80&#13;
&#13;
mazowieckie województwo 85/I – 26, 85/&#13;
II – 428&#13;
Mazowsze, Mazury 85/I – 18, 41, 57, 58,&#13;
60, 69, 71, 87, 89, 90, 107, 120, 122,&#13;
157, 197, 215, 227, 256, 297, 300, 310,&#13;
407, 408, 420, 421, 428, 429, 432, 435,&#13;
439, 441, 445, 447, 450, 461, 462, 467,&#13;
469–471, 475, 477, 483–485, 490, 491,&#13;
495, 496, 500, 85/II – 58, 67–69, 71,&#13;
82, 83, 93, 104, 107, 119, 123, 128, 129,&#13;
135, 184, 190, 192, 201, 216, 217, 219,&#13;
225, 226, 228, 233, 234, 235, 238, 248,&#13;
249, 255, 261, 267, 268, 273, 286–288,&#13;
300, 306, 307, 316–318, 324, 325, 331,&#13;
334–336, 339, 340, 346, 357–360, 364,&#13;
365, 367–369, 371, 375–377, 382, 393,&#13;
402, 404–406, 412, 419, 421, 423, 425,&#13;
461, 476, 479, 483, 484, 489–494, 496–&#13;
–501, 506, 521, 528, 530, 532, 549, 557,&#13;
565, 576, 577, 587, 588, 592, 593, 597,&#13;
599, 603–606, 609, 611–617, 619, 85/&#13;
III – 15, 43, 49, 50, 55, 56, 71, 84, 86,&#13;
89, 111, 113–115, 117, 132, 180–183,&#13;
203, 204, 206, 216, 225, 226, 228–234,&#13;
237, 238, 245, 248, 249, 255–257, 264,&#13;
267, 268, 271, 279, 283, 285&#13;
Mazowsze Czerskie 85/I – 178, 85/II –&#13;
102, 368, 492, 85/III – 129&#13;
Mazowsze leśne (podlaskie) 85/I – 469,&#13;
471, 472, 85/II – 490, 491, 493, 495,&#13;
496, 85/III – 89, 182&#13;
Mazowsze Nadnarewskie 85/III – 228&#13;
Mazowsze Podlaskie, Mazury Podlaskie&#13;
85/III – 226&#13;
Mazowsze polne 85/I – 469, 471, 472, 473,&#13;
485, 85/II – 490, 491, 492, 85/III – 181,&#13;
225&#13;
Mazowsze Pruskie zob. Mazury Pruskie&#13;
Mazowsze stare 85/I – 469, 471, 85/II –&#13;
490, 491, 518, 85/III – 182, 183, 229&#13;
Mazowsze warszawskie 85/II – 490&#13;
Mazury Podlaskie 85/II – 428, 85/III – 89&#13;
&#13;
334&#13;
&#13;
�Mazury Pruskie, Mazowsze pruskie, Mazury, Masuren 85/I – 116, 211, 270,&#13;
272, 325, 330–338, 342–344, 357, 376,&#13;
414, 471, 472, 475, 491, 85/II – 91, 92,&#13;
130, 217, 220, 239, 251, 252, 285, 307,&#13;
375, 376, 377, 381, 408, 418, 490, 520,&#13;
521, 521, 559, 85/III – 12, 15, 31, 36,&#13;
37, 39, 41–43, 47, 48, 58, 59, 65, 69–71,&#13;
86–88, 112, 143, 144, 174, 206, 226–&#13;
229, 245, 271–273, 279, 281, 282&#13;
Mąkolin, pow. Płock 85/I – 105, 85/III –&#13;
118–121, 128, 130&#13;
Meklemburgia 85/I – 17&#13;
Meklemburskie Księstwo 85/I – 17&#13;
michałowska ziemia 85/I – 324, 331,&#13;
85/II – 522&#13;
miechowski obwód 85/II – 611&#13;
miechowski powiat 85/I – 297&#13;
Miechowskie 85/I – 445, 85/II – 466&#13;
Miechów, miasto powiatowe 85/II – 467,&#13;
470, 85/III – 82, 115, 236&#13;
Miedniewice, pow. Błonie 85/II – 93&#13;
Miejsce, pow. Krosno 85/III – 126, 127&#13;
Miejska Górka zob. Górka Miejska&#13;
Mielec, miasto powiatowe 85/II – 360&#13;
Mielżyn, pow. Gniezno 85/II – 457&#13;
Mielżynek, pow. Gniezno 85/II – 375&#13;
Mierzęcice, pow. Będzin 85/II – 467&#13;
międzychodzki powiat 85/II – 451&#13;
międzyrzecki powiat 85/II – 451&#13;
Międzyrzeckie 85/II – 124&#13;
Międzyrzecz, miasto powiatowe 85/II – 53&#13;
Miłosław, pow. Września 85/I – 284, 320,&#13;
321, 352, 412, 85/II – 415, 451, 452,&#13;
85/III – 132, 139&#13;
Mińsk, Białoruś 85/III – 109, 110, 248&#13;
Mińsk, miasto powiatowe (dziś Mińsk Mazowiecki) 85/II – 382, 604, 85/III – 226&#13;
mińska gubernia 85/II – 339, 85/III – 246&#13;
miński obwód 85/I – 43&#13;
miński powiat 85/I – 163, 85/II – 412,&#13;
85/III – 125, 126&#13;
&#13;
Mistrzowice, pow. Cieszyn 85/III – 156&#13;
Mitawa, Łotwa (dziś Jełgawa) 85/I – 39,&#13;
85/III – 109, 110&#13;
Mława, miasto powiatowe 85/II – 286,&#13;
85/III – 229&#13;
Mnichów zob. Monachium&#13;
Moabit, część Berlina, Niemcy 85/I – 106,&#13;
445&#13;
Modlin, pow. Płońsk 85/III – 127&#13;
Modlnica = Modlnica Wielka, pow. Kraków 85/I – 58, 70, 71, 88, 130, 131,&#13;
141, 229, 238, 239, 244–257, 288, 290,&#13;
296–298, 300, 301, 305, 307, 309, 315,&#13;
317, 324, 335, 338, 343–345, 347, 376,&#13;
377, 379, 380, 385, 388, 389, 393, 397,&#13;
400, 405, 418, 421, 423, 431–434, 436,&#13;
452, 459, 465, 479, 494, 495, 505, 517,&#13;
85/II – 99, 100, 102, 190, 217, 218, 220,&#13;
234, 236, 242, 252, 256, 303, 316, 328,&#13;
353, 364, 372, 381, 384, 394, 414, 417,&#13;
425, 445, 446, 448, 449, 545, 85/III&#13;
–10, 11, 39, 40, 46, 47, 53–57, 88, 97,&#13;
98, 107, 112, 116, 119, 120, 125–127,&#13;
134, 137–139, 144, 145, 147–149, 151,&#13;
154–156, 264, 265, 285, 286&#13;
Modlniczka = Modlnica Mała, pow. Kraków 85/I – 249, 85/II – 256, 381&#13;
Mogilany, pow. Wieliczka 85/I – 88, 130,&#13;
229, 238, 239, 244–248, 251, 253–256,&#13;
297, 298, 319, 386, 399, 432, 459, 476,&#13;
85/II – 102, 129, 217, 240, 246, 336,&#13;
371, 424, 445, 446, 467, 623, ryc. po s.&#13;
624, 85/III – 14, 46, 54, 97, 100, 112,&#13;
119, 120, 124–127, 134, 136–138, 149,&#13;
234&#13;
mogilnicki powiat 85/II – 451&#13;
Mogilno, miasto powiatowe 85/II – 442&#13;
Mogiła, pow. Kraków 85/I – 250&#13;
Moguncja, Niemcy 85/I – 386, 85/III –&#13;
148–150&#13;
Mokry Las = Mokrylas, pow. Ostrów,&#13;
właśc. Ostrowie (dziś Ostrów Mazo335&#13;
&#13;
�wiecka) 85/I – 72, 122, 85/II – 118,&#13;
226, 85/III – 85, 113&#13;
Monachium, Münich, Niemcy 85/I – 385,&#13;
386, 85/III – 148–150&#13;
Monasterzyska, pow. Buczacz 85/II – 551&#13;
Morawy, Moravy 85/I – 85, 85/II – 11, 134&#13;
Morownica, pow. Kościan 85/I – 225, 226,&#13;
320–322, 326, 332, 335, 339, 341, 344,&#13;
411, 85/II – 216, 231, 305, 415, 417,&#13;
418, 452–454, 85/III – 132, 134, 135,&#13;
139, 142, 143, 145, 269&#13;
Morskie Oko, jezioro w Tatrach 85/I –&#13;
131, 85/III – 119&#13;
Mosina, pow. Śrem 85/II – 331&#13;
Moskwa, Rosja 85/I – 141, 169, 192–194,&#13;
341, 85/II – 253, 255, 85/III – 257, 271&#13;
Moszczanka, pow. Puławy 85/I – 182, 85/&#13;
II – 425, 496&#13;
Mościska, daw. Mostycze, miasto powiatowe 85/III – 127&#13;
Mozyrskie 85/III – 247&#13;
Mszczonów, pow. Błonie 85/II – 382&#13;
Murań, szczyt w Tatrach 85/I – 131&#13;
Mużaków, niem. Bad Muskau, Łużyce,&#13;
Niemcy 85/I – 28&#13;
Myczkowce, pow. Lesko 85/III – 275&#13;
Mystki, pow. Środa 85/II – 457&#13;
Myszyn, pow. Kołomyja 85/II – 341&#13;
Myślenice, miasto powiatowe 85/I – 245,&#13;
85/II – 80, 85/III – 234&#13;
&#13;
Nieborów, pow. Łowicz 85/I – 43&#13;
Niegów, pow. Radzymin 85/I – 119&#13;
Niemcy 85/I – 17, 25, 128, 130, 359, 85/II&#13;
– 34, 134, 455, 85/III – 120, 150&#13;
Nieszawa, miasto powiatowe 85/I – 18,&#13;
85/II – 33&#13;
nieszawski powiat 85/I – 196, 85/III – 131&#13;
Nieśwież, pow. Słuck 85/I – 161, 85/III&#13;
– 32&#13;
Ninino, pow. Oborniki 85/II – 457&#13;
Niniwa, staroż. Asyria, część Mezopotamii 85/I – 272, 85/II – 608&#13;
Niżniów, pow. Tłumacz 85/II – 551&#13;
Noteć, dopływ Warty 85/II – 437, 451&#13;
Nowa Wieś = Nowawieś, pow. Kraków&#13;
85/II – 364&#13;
Nowawieś = Nowa Wieś, pow. Krasnystaw 85/II – 340&#13;
Nowawieś = Nowa Wieś, pow. Lubartów&#13;
85/I – 440&#13;
Nowawieś = Nowa Wieś, pow. Lubartów&#13;
85/III – 181&#13;
Nowe Miasto = Nowemiasto nad Drwęcą, pow. Lubawa 85/I – 337&#13;
Nowe Miasto, pow. Pleszew 85/II – 457,&#13;
85/III – 233&#13;
Nowosielce, pow. Łańcut 85/III – 157&#13;
Nowy Jork, Stany Zjednoczone 85/I – 455&#13;
Nowy Sącz 85/III – 35, 126, 127, 233&#13;
Nowy Targ 85/III – 35, 233&#13;
&#13;
Nadbuże, obszar 85/II – 228&#13;
naddniestrzańska okolica 85/III – 146&#13;
Naddniestrze 85/II – 485&#13;
Nadprucie, obszar nad Prutem 85/II – 485&#13;
Nadrenia –Palatynat 85/I – 130&#13;
Nancy, Francja 85/I – 374, 385, 386,&#13;
85/III – 149, 150&#13;
Narew, dopływ Wisły 85/I – 193, 85/II –&#13;
339, 429, 85/III – 124&#13;
Nawra, pow. Toruń 85/I – 327, 85/III –&#13;
142, 143, 230&#13;
&#13;
Obertyn, pow. Horodenka 85/I – 378, 85/&#13;
II – 341, 85/III – 147&#13;
Objezierze, pow. Oborniki 85/II – 470, 586&#13;
obornicki powiat 85/II – 451&#13;
Obory, pow. Warszawa 85/I – 120&#13;
Obryte = Obrytte, pow. Pultusk 85/II –&#13;
496&#13;
Oceania 85/I – 210, 85/III – 189, 257&#13;
Ochudne, pow. Pułtusk 85/II – 496&#13;
Oderberg zob. Bogumin&#13;
Odessa 85/I – 87&#13;
&#13;
336&#13;
&#13;
�odolanowski powiat 85/II – 451&#13;
Odolanów, miasto powiatowe 85/I – 154,&#13;
85/II – 111&#13;
Odra, rzeka 85/II – 606&#13;
Ogrodzieniec, pow. Olkusz 85/II – 467,&#13;
85/III – 115&#13;
Ojców, pow. Olkusz 85/I – 100–102, 103,&#13;
107, 446, 85/II – 467, 85/III – 72, 116,&#13;
118, 219&#13;
Okno, pow. Horodenka 85/I – 400, 85/III&#13;
– 151, 152&#13;
Oksywie, pow. Wejherowo 85/I – 328,&#13;
85/III – 142, 144&#13;
Olcza, pow. Nowy Targ 85/I – 133&#13;
Olecko zob. Margrabowo&#13;
Oleksianka, pow. Mińsk 85/I – 163, 85/II&#13;
– 412, 421, 493, 495, 85/III – 125, 126&#13;
Olesko, pow. Złoczów 85/I – 168, 85/III&#13;
– 126, 127, 240&#13;
Oleśnica, miasto powiatowe 85/I – 26&#13;
Oliwa, pow. Gdańsk 85/I – 328, 85/III –&#13;
142, 144&#13;
olkuska wyżyna 85/I – 249, 250&#13;
olkuski obwód 85/II – 611&#13;
olkuski powiat 85/I – 297, 85/II – 535&#13;
Olkuskie 85/I – 445, 85/II – 466, 85/III&#13;
– 116&#13;
Olkusz, miasto powiatowe 85/I – 446, 85/II&#13;
– 381, 466, 467, 85/III – 72, 115, 116, 236&#13;
Olszanica, pow. Lesko 85/III – 239&#13;
Olsztyn, miasto powiatowe 85/II – 520&#13;
Olsztynek, pow. Ostróda 85/II – 376&#13;
Ołomuniec, Czechy 85/I – 273, 85/II – 432&#13;
Omsk, Rosja 85/I – 104&#13;
Opatkowice, pow. Wieliczka 85/II – 623,&#13;
ryc. po s. 624&#13;
opatowski powiat 85/II – 475&#13;
Opatowskie 85/I – 182, 468, 85/II – 464,&#13;
471&#13;
Opatów, miasto powiatowe 85/I – 182,&#13;
85/II – 28, 85/III – 81, 99, 237&#13;
Opawa, Czechy 85/I – 70, 85/III – 112&#13;
&#13;
Opoczno, miasto powiatowe 85/II – 190,&#13;
85/III – 237&#13;
opoczyński powiat 85/I – 19, 20, 87, 89&#13;
Opoczyńskie 85/I – 468, 85/II – 471, 475&#13;
Opole, miasto powiatowe 85/I – 218, 85/II&#13;
– 308&#13;
Opolszczyzna 85/II – 606&#13;
Oporowo, pow. Szubin 85/II – 124&#13;
Orchówka, pow. Włodawa 45/II – 131&#13;
Orłowo, pow. Lec 85/III – 281&#13;
Orońsk = Orońsko, pow. Radom 85/I –&#13;
152, 85/II – 406, 472, 85/III – 121, 122&#13;
Osiny, pow. Puławy 85/II – 462, 463,&#13;
85/III – 114&#13;
Osowo, pow. Oborniki 85/II – 314&#13;
Osterode zob. Ostróda&#13;
ostrołęcki powiat 85/II – 405&#13;
Ostrołęckie 85/II – 603&#13;
Ostrołęka, miasto powiatowe 85/I – 151,&#13;
85/II – 190, 85/III – 113, 120, 229&#13;
Ostrowie, Ostrowo, miasto powiatowe&#13;
(dziś Ostrów Mazowiecka) 85/II – 226,&#13;
85/III – 85&#13;
ostrowiecki powiat 85/II – 425&#13;
Ostrowo = Ostrowiec, pow. Opatów (dziś&#13;
Ostrowiec Świętokrzyski) 85/II – 226&#13;
Ostrowo zob. Ostrowie&#13;
Ostrowo zob. Ostrówek&#13;
Ostrożeń , pow. Garwolin 85/II – 407, 494&#13;
Ostróda, Ostród, niem. Osterode, miasto&#13;
powiatowe 85/I – 119, 331, 334–336,&#13;
85/II – 92, 408, 520, 85/III – 142, 145,&#13;
226, 227&#13;
ostródzka parafia, obszar 85/I – 116, 85/II&#13;
– 91, 197, 239, 408, 520, 85/III – 273&#13;
Ostrów Lednicki, Lednicka wyspa, wyspa na jeziorze Lednica 85/I – 335, 336&#13;
Ostrów Mazowiecka zob. Ostrowie&#13;
Ostrów, Ostrowo, pow. Odolanów, (dziś&#13;
Ostrów Wielkopolsk) 85/I – 331&#13;
Ostrówek, bł. Ostrowo, pow. Wieluń 85/I&#13;
– 225, 85/III – 133, 136&#13;
337&#13;
&#13;
�ostrzeszowski powiat 85/II – 451&#13;
Ostrzeszowskie 85/II – 393&#13;
Oświęcim 85/III – 134, 135, 234&#13;
Otmianowo, pow. Włocławek 85/I – 152,&#13;
195, 85/II – 98, 413, 414, 437, 85/III –&#13;
122, 123&#13;
owrucki powiat 85/III – 246&#13;
Owruckie 85/III – 247&#13;
Ożarów, pow. Opatów 85/II – 226, 429, 475&#13;
Pakosław, pow. Krobia 85/I – 326, 411,&#13;
413, 85/II – 276, 305, 415, 418, 453,&#13;
454, 85/III – 142, 143&#13;
Pakość, pow. Mogilno 85/II – 442&#13;
Pałuki, region 85/I – 215, 85/II – 44, 216, 451&#13;
Paprocice, pow. Opatów 85/I – 119&#13;
Paraguaj = Paragwaj 85/III – 189&#13;
Parcice, pow. Wieluń 85/II – ryc. po&#13;
s. 136, 623&#13;
Parczew, pow. Włodawa 85/II – 242, 391&#13;
chełm&#13;
Parysów, pow. Garwolin 85/I – 163, 85/II&#13;
– 493, 85/III – 125, 126&#13;
Paryż, Paris, Francja 85/I – 31, 34, 38, 43,&#13;
44, 46, 56, 59, 60, 67, 81, 96, 98, 110,&#13;
141, 158, 246, 273, 289, 366, 374, 376,&#13;
381–387, 417, 436, 455, 457, 85/II –&#13;
183, 556, 568, 85/III – 141, 148–150&#13;
Pekin, Chiny 85/II – 46&#13;
Pelplin, Peplin, pow. Starogard 85/I –&#13;
328, 336, 337, 85/III – 142, 144&#13;
Persja, staroż. 85/II – 607&#13;
Petersburg, Rosja 85/I – 36, 54, 59, 141,&#13;
169, 190, 234, 235, 397, 403, 404, 85/II&#13;
– 568&#13;
Pękosławice, pow. Opatów 85/II – 425,&#13;
464, 474, 475&#13;
Piadyki, pow. Kołomyja 85/I – 400, 443,&#13;
475, 85/II – 325, 419, 486, 85/III – 151,&#13;
152&#13;
Piaseczno, pow. Warszawa 85/I – 58, 120,&#13;
85/II – 404, 85/III – 54&#13;
&#13;
Piaski, pow. Lublin 85/I – 152, 85/II –&#13;
463, 85/III – 84, 121, 122&#13;
Piastów, pow. Radom 85/II – 474&#13;
Piaszczyce, pow. Radomsk 85/II – 327&#13;
Pieniny, Pioniny, góry 85/I – 130, 132,&#13;
85/II – 54, 411, 85/III – 106, 120, 126,&#13;
127&#13;
Pieskowa Skała, pow. Olkusz 85/I – 446&#13;
Pięciu Stawów Dolina 85/I – 131, 85/III&#13;
– 119&#13;
Pilaszkowice, bł. Piłaszkowice, pow. Krasnystaw 85/I – 440, 85/II – 340, 85/III&#13;
– 181&#13;
Pilica, dopływ Wisły 85/III – 115&#13;
Pilica, pow. Grójec 85/III – 115, 116, 226&#13;
Pilica, pow. Olkusz 85/II – 467&#13;
Pilzno, Czechy 85/III – 109&#13;
Piłaszkowice zob. Pilaszkowice&#13;
Pińczów, miasto powiatowe 85/I – 279,&#13;
446, 85/II – 260, 422, 469, 85/III – 256&#13;
Pińsk, Polesie (Białoruś) 85/I – 489&#13;
Pińszczyzna 85/III – 16, 247, 248&#13;
Piołunowo, pow. Nieszawa 85/I – 32,&#13;
85/II – 130, 234, 246&#13;
piotrkowska ziemia 85/II – 480&#13;
piotrkowski obwód 85/II – 480&#13;
Piotrków, miasto powiatowe (dziś Piotrków Trybunalski) 85/II – 481, 85/III&#13;
– 122, 231&#13;
Piszczac, pow. Biała 85/II – 504&#13;
Pleszew, miasto powiatowe 85/III – 233&#13;
pleszewski powiat 85/II – 451, 457&#13;
Płochocin, pow. Błonie 85/III – 115&#13;
Płock 85/II – 88, 490, 603, 85/III – 127,&#13;
128, 229&#13;
płocka gubernia 85/I – , 151151&#13;
płocki powiat 85/I – 105, 85/III – 121, 128&#13;
Płockie 85/III – 118, 119, 121, 127, 128,&#13;
229&#13;
płockie województwo 85/I – 26, 85/II –&#13;
428&#13;
Płońsk, miasto powiatowe 85/II – 219&#13;
&#13;
338&#13;
&#13;
�Płowce, pow. Nieszawa 85/I – 154, 85/II&#13;
– 98, 130, 414, 437, 85/III – 122, 123,&#13;
128, 129&#13;
Pniewo, pow. Pułtusk 85/II – 496&#13;
Pobereże, obszar 85/III – 245&#13;
Pobikry, pow. Siemiatycze 85/II – 235,&#13;
499&#13;
Podbeskidzie 85/II – 382&#13;
Podgórze (w Galicji zachodniej) 85/I –&#13;
133, 351, 466, 85/II – 108, 115, 233,&#13;
234, 235, 248, 307, 340, 344, 363,&#13;
365, 369, 376, 380, 382, 519, 520, 617,&#13;
85/III – 26, 29, 35, 43, 55, 71, 84, 113,&#13;
154, 207, 234, 240, 250, 259, 267, 268,&#13;
273, 274, 276, 285&#13;
Podgórze Beskidowe 85/III – 113&#13;
Podgórze Krakowskie, Podgórze, region&#13;
85/I – 183, 85/II – 471, 519, 85/III –&#13;
30, 36, 37, 234&#13;
Podgórze polskie 85/III – 273&#13;
Podgórze ruskie 85/III – 252&#13;
Podgórze, pow. Wieliczka 85/II – 353, 445&#13;
Podhale 85/I – 83, 85, 132, 133, 85/II – 65,&#13;
67, 128,402, 403, 414, 85/III – 25, 26,&#13;
35, 36, 42, 50, 93, 100, 113, 124, 229,&#13;
233, 262, 284, 285&#13;
Podhorce, pow. Tomaszów (dziś Tomaszów Lubelski) 85/II – 240, 85/III –&#13;
277&#13;
Podiebrady, niem. Podiebrad, Czechy&#13;
85/I – 84, 85/II – 81, 85/III – 109&#13;
Podkarpacie 85/I – 164, 85/III – 29, 257&#13;
Podkarpacie polskie 85/III – 253, 273&#13;
Podkarpacie ukraińskie 85/III – 239, 253,&#13;
274&#13;
Podlasie 85/I – 469, 471, 85/II – 126, 235,&#13;
339, 425, 490, 491, 496–498, 500, 501,&#13;
619, 85/III – 59, 118, 134, 136, 183,&#13;
277&#13;
Podlaskie 85/III – 135&#13;
podlaskie województwo 85/I – 26, 85/II&#13;
– 428&#13;
&#13;
Podole 85/I – 164, 165, 281, 282, 396, 397,&#13;
468, 85/II – 66, 103, 131, 218, 227, 248,&#13;
418, 516, 517, 85/III – 64, 71, 146, 151,&#13;
182, 207, 229, 242–246, 268, 271, 278,&#13;
279&#13;
Podole galicyjskie 85/I – 180, 266, 376,&#13;
377, 380, 463, 85/II – 507, 516, 85/III&#13;
– 131, 145, 147, 148, 153, 241&#13;
Podole rosyjskie 85/I – 165, 180, 282, 461,&#13;
467, 470, 85/II – 516, 85/III – 182, 244&#13;
Podole zachodnie 85/II – 295&#13;
Podskalany, pow. Kraków 85/I – 246&#13;
Pogórze Karpackie 85/III – 273&#13;
Pogórze, obszar 85/II – 342&#13;
Pokucie 85/I – 155, 164, 166, 179, 254, 266,&#13;
276, 281, 282, 284, 285, 310, 338, 344,&#13;
346, 376–380, 386–388, 395, 396, 399–&#13;
–402, 405–408, 417, 418, 421, 426, 427,&#13;
429, 441, 447, 461, 467, 4767, 484–488,&#13;
496, 85/II – 57, 68, 100, 103, 124–126,&#13;
128–131, 217, 218, 231–233, 240, 248,&#13;
268, 272, 274, 281, 288, 300– –302, 305,&#13;
313, 315, 318, 321, 325, 339–342, 346,&#13;
385, 386, 389, 393, 402, 407, 418–420,&#13;
422, 425, 461, 476, 483–489, 508, 512,&#13;
514, 515, 519, 528, 530, 537, 544, 551,&#13;
556, 573, 579, 593, 605, 610, 617, 619,&#13;
621, 622, 85/III – 17, 20, 24, 25, 27, 30,&#13;
59, 82, 83, 138, 145–148, 151–154, 180–&#13;
–183, 187, 204, 217, 229, 234, 241–244,&#13;
253, 256, 264, 265, 267, 269, 271, 281&#13;
Polesie 85/I – 166, 476, 489, 85/II – 234,&#13;
307, 308, 325, 358, 400, 516–518, 569,&#13;
618, 85/III – 71, 76, 182, 183, 208, 224,&#13;
246–249, 278&#13;
Polesie pińskie 85/III – 64&#13;
Polesie wołyńskie 85/III – 64, 247&#13;
Polska, Rzeczpospolita, Polska Korona, Poloniae, Pologne, RP 85/I – 13, 14, 17,&#13;
22, 29, 42, 45, 50, 52, 64, 65, 69, 86, 88,&#13;
103, 11, 112, 114, 115, 118, 137, 142,&#13;
145, 156, 163, 164, 171, 173, 174, 179,&#13;
339&#13;
&#13;
�180, 187, 191, 212, 214, 232, 235–237,&#13;
239, 241, 242, 245, 248, 257, 260–262,&#13;
268, 271, 276–278, 290, 291, 293, 306,&#13;
307, 335, 345, 351, 355, 376, 381, 382,&#13;
384, 392, 398, 399, 411, 413, 416–418,&#13;
424, 430, 442, 457, 463, 480, 482, 502,&#13;
85/II – 7, 9, 10, 12, 13, 26, 34, 35, 38,&#13;
39, 41, 43, 53, 54, 57, 65, 70, 95, 96, 101,&#13;
135, 152, 175, 180, 181, 186, 190, 191,&#13;
195, 201, 208, 210, 212, 215, 218, 223,&#13;
224, 236, 239, 244, 248, 254, 260, 263,&#13;
272, 280–282, 286, 287, 290, 305–307,&#13;
313–315, 319, 325, 319, 330, 331, 347,&#13;
349, 350, 354, 357, 360–363, 365–369,&#13;
372, 399, 400, 425, 432, 436–439, 441,&#13;
444, 455, 460, 480, 485, 493, 501, 512,&#13;
515, 517, 520, 524, 526, 527, 535, 536,&#13;
551, 555, 556, 559, 564, 569, 571, 573–&#13;
–576, 579, 580, 593, 594, 598, 602, 603,&#13;
606, 612, 616, 618, 619, 85/III – 42, 46,&#13;
59, 68, 70, 77, 79, 83, 105, 108, 167, 177,&#13;
181, 225, 231, 235, 255–257, 262&#13;
Polskie Brzozie zob. Brzozie Polskie&#13;
Połaby, region 85/III – 41, 229&#13;
pomorska ziemia 85/II – 522&#13;
Pomorze, Pomerania 85/I – 18, 156, 192,&#13;
325–330, 332, 336–340, 342, 343, 356,&#13;
357, 376, 402, 414, 416, 85/II – 217, 307,&#13;
308, 358, 370, 375, 376, 377, 419, 438,&#13;
522, 523, 524, 560, 85/III – 31, 43, 57,&#13;
58, 67, 69–71, 143, 205, 230, 266, 271&#13;
Pomorze Bałtyckie 85/I – 392&#13;
Pomorze Gdańskie 85/I – 326, 85/III – 143&#13;
Pomorze Nadwiślańskie 85/I – 329&#13;
Poronin, pow. Nowy Targ 85/II – 235,&#13;
251&#13;
Portugalia 85/I – 475&#13;
Porządzie, pow. Pułtusk 85/II – 425, 496&#13;
Posłowice, pow. Kielce 85/II – 310&#13;
Potok, pow. Stopnica 85/III – 117&#13;
Powiśle, obszar 85/I – 325, 342, 357, 85/&#13;
II – 29, 522, 85/III – 143&#13;
&#13;
Powsin, pow. Warszawa 85/II – 421&#13;
Poznań 85/I – 41, 49, 62, 64, 80, 81, 83,&#13;
88, 94, 95, 101, 102, 103, 116, 142, 171,&#13;
172, 173, 205, 208, 211, 214, 215, 217–&#13;
219, 221, 224, 227, 228, 319–322, 326,&#13;
328, 331, 332, 335, 337, 339, 340, 343,&#13;
352, 364, 368, 369, 386, 409–411, 413,&#13;
435, 479, 85/II – 10, 36, 66, 77, 100,&#13;
126, 174, 185, 190, 197, 199, 204, 368,&#13;
451–456, 458–460, 490, 548, 551, 574,&#13;
580, 608, 616, 620, 85/III – 19, 38, 40,&#13;
49, 51, 55, 66, 68, 83, 86, 98–100, 111,&#13;
112, 131–136, 138–140, 142–145, 149,&#13;
150, 174, 176, 227, 266–268, 273&#13;
poznański powiat 85/II – 451&#13;
Poznańskie Wielkie Księstwo, Poznańskie, Prowincja Poznańska 85/I – 26,&#13;
50, 51, 81, 82, 88, 105, 125, 160, 180,&#13;
202, 211, 212, 214, 215, 216, 219, 220,&#13;
225–227, 239, 300, 318–320, 324, 326,&#13;
332, 336, 338, 339, 342, 347, 348, 352,&#13;
355, 356, 376, 377, 390, 395, 398, 405,&#13;
408, 409, 411–416, 418, 433, 435, 469,&#13;
85/II – 68, 69, 119, 124, 125, 231–233,&#13;
236, 239, 253, 259, 260, 264–268, 270,&#13;
276, 284, 286, 288, 300, 304, 305, 310,&#13;
313, 314, 316, 318, 324, 326, 331, 333–&#13;
–336, 340, 345, 358, 368, 369, 375–377,&#13;
385, 386, 389, 392–394, 410, 415, 418,&#13;
421, 428, 431, 437, 450, 452–458, 460,&#13;
461, 465, 479, 480, 500, 529, 530, 532,&#13;
542, 543, 549, 552, 571, 572, 575, 579,&#13;
580, 582, 586, 592, 594, 605, 607, 608,&#13;
610, 613, 616, 617, 620, 85/III – 14, 17,&#13;
45, 55, 63, 72, 75, 82, 83, 87, 89, 112,&#13;
130–136, 138–140, 142, 143, 145, 146,&#13;
167, 174–180, 202, 214, 215, 230, 232,&#13;
233, 250, 252, 253, 255, 256, 265, 267,&#13;
272, 275, 282, 283&#13;
poznańskie województwo 85/II – 480&#13;
Praga, Czechy 85/I – 33, 70, 85, 85/III –&#13;
109, 111, 112&#13;
&#13;
340&#13;
&#13;
�Praga, część Warszawy 85/I – 58, 85/II – 98&#13;
Pregoła, Pregla, rzeka 85/I – 330&#13;
Preussen zob. Prusy&#13;
Prędocinek, pow. Radom 85/II – 421&#13;
Primorie, pol. Przymorze, region 85/I –&#13;
134, 85/II – 525, 85/III – 119&#13;
Procisne, pow. Lesko 85/I – 432, 85/II –&#13;
513, 85/III – 155, 156, 252, 274, 276&#13;
Proszowice, pow. Miechów 85/II – 467&#13;
Prowincja Poznańska zob. Poznańskie&#13;
Prusy 85/I – 18, 19, 22, 75, 82, 194, 196,&#13;
214, 227, 228, 239, 249, 85/II – 414,&#13;
437, 85/III – 227&#13;
Prusy polskie 85/I – 357&#13;
Prusy Południowe, Südpreuβen 85/I – 18&#13;
Prusy Wschodnie 85/I – 318, 324, 325,&#13;
331, 332, 326, 343, 85/II – 92, 418, 452,&#13;
85/III – 142, 145, 230&#13;
Prusy Zachodnie 85/I – 318, 324–326,&#13;
329–331, 85/II – 320, 418, 452, 471,&#13;
549, 85/III – 41, 142, 143, 145, 229&#13;
Pruszków, pow. Warszawa 85/III – 46,&#13;
115&#13;
Prut, dopływ Dunaju 85/II – 486&#13;
Przasnyskie 85/II – 603&#13;
Przeczyce, pow. Będzin 85/II – 52&#13;
Przedecz, pow. Włocławek 85/II – 438,&#13;
439&#13;
Przemęt, pow. Babimost 85/II – 231&#13;
przemyski powiat 85/I – 438, 85/II – 507&#13;
Przemyskie 85/I – 13, 61, 102, 155, 224,&#13;
421–423, 426, 431, 439, 476, 490, 491,&#13;
495, 497, 498, 500, 501, 85/II – 101,&#13;
138, 217, 233– 235, 248, 268, 306, 310,&#13;
325, 392, 393, 398, 404, 506–510, 512,&#13;
513, 530, 531, 560, 85/III – 8, 15, 18,&#13;
19, 29, 41, 62, 63, 87–89, 101, 105, 127,&#13;
155–157, 187, 200, 205, 217, 224, 236,&#13;
237, 240, 243, 244, 257, 268, 274–276,&#13;
282, 283&#13;
Przemyśl, miasto powiatowe 85/I – 251,&#13;
422, 437, 489, 497, 85/II – 507, 508,&#13;
&#13;
85/III – 29, 127, 140, 154, 156, 239,&#13;
282&#13;
Przeworsk, pow. Łańcut 85/III – 127&#13;
Przysucha, pow. Opoczno 85/I – 17, 19–&#13;
23, 25, 33, 73, 89, 90, 344, 500, 505,&#13;
506, 85/II – 20, 79, 190, 85/III – 40, 86,&#13;
113, 128, 132, 221, 285, 286&#13;
Puchaczów, pow. Chełm 85/II – 242&#13;
Puck, miasto powiatowe 85/I – 324, 328,&#13;
85/III – 142, 144&#13;
Puławy, urzęd. Nowa Aleksandria, miasto powiatowe 85/I – 152, 85/II – 462,&#13;
463, 85/III – 114, 121, 122&#13;
Pułtusk, miasto powiatowe 85/II – 88,&#13;
104, 490, ryc. po s. 136, 623, 85/III –&#13;
124, 229&#13;
Pułtuskie 85/II – 603&#13;
Puszcza Kozienicka zob. Kozienicka Puszcza&#13;
Puszcza Zielona, Puszcza Kurpiowska 85/&#13;
II – 65, 497&#13;
Rabka, pow. Myślenice 85/I – 273, 85/II&#13;
– 339, 520&#13;
Racławice, pow. Miechów 85/I – 341,&#13;
85/II – 254&#13;
Radecznica, pow. Zamość 85/II – 465&#13;
Radom 85/I – 32, 90, 152, 227, 435, 436,&#13;
85/II – 79, 190, 365, 421–473, 85/III –&#13;
81, 99, 117, 118, 121, 122, 237&#13;
Radomsk, miasto powiatowe (dziś Radomsko) 85/I – 280, 85/II – 327, 482&#13;
radomska gubernia 85/I – 107&#13;
radomska gubernia 85/II – 406, 428, 471,&#13;
85/III – 114, 117&#13;
Radomskie 85/I – 32, 89, 90, 107, 152,&#13;
272, 461, 467, 468, 470, 85/II – 69, 82,&#13;
98, 104, 192, 226, 285, 286, 300, 306,&#13;
318, 335, 358, 364, 365, 368, 369, 376,&#13;
381, 406, 413, 421, 429, 430, 438, 461,&#13;
471–475, 501, 530, 572, 564, 572, 584,&#13;
604, 85/III – 72, 84, 87, 99, 114, 118,&#13;
341&#13;
&#13;
�121, 122, 124, 182, 203, 215, 226, 229,&#13;
232, 233, 237, 238, 248, 249, 254, 255,&#13;
279, 283&#13;
Radomszczyzna 85/II – 474&#13;
Radoszki, pow. Sandomierz 85/II – 475&#13;
Radymno, pow. Jarosław 85/III – 127&#13;
radziejowski powiat 85/I – 196&#13;
Radziejów, pow. Nieszawa 85/II – 438&#13;
Radzymin, miasto powiatowe 85/I – 163,&#13;
217, 218, 85/II – 219, 307, 405, 423,&#13;
493– 495, 85/III – 132, 133, 226&#13;
Radzyń, miasto powiatowe 85/II – 391,&#13;
85/III – 226&#13;
Radzyńskie 85/II – 500&#13;
Rajgród, pow. Szczuczyn 85/II – 344&#13;
Rakoszyn, pow. Jędrzejów 85/II – 348&#13;
Rakowa, pow. Sambor 85/II – 509&#13;
Rapperswil, Rapperswyl, Szwajcaria 85/I&#13;
– 383, 38585/III – 149, 150&#13;
Rasztowska Wola, pow. Radzymin (dziś&#13;
Wola Rasztowska) 85/I – 217, 218,&#13;
85/II – 219, 307, 423, 493, 494, 521,&#13;
85/III – 132–135&#13;
Raszyn, pow. Warszawa 85/I – 121&#13;
Rataje, pow. Poznań 85/II – 454&#13;
Rawa, miasto powiatowe (dziś Rawa Mazowiecka) 85/III – 225&#13;
Rawicz, miasto powiatowe 85/I – 326, 85/&#13;
II – 276, 305, 418, 85/III – 143&#13;
Rdzuchów, pow. Opoczno 85/I – 89, 90&#13;
Redecz, pow. Włocławek 85/I – 152, 195,&#13;
85/II – 98, 414, 437, 85/III – 122, 123&#13;
Reinertz = Reinerz (dziś Duszniki Zdrój)&#13;
85/I – 366&#13;
Rembów, pow. Pińczów 85/II – 234, 422&#13;
Ren, rzeka 85/I – 386, 85/III – 149&#13;
Rigi, szczyt, Szwajcaria 85/I – 385, 85/III&#13;
– 149&#13;
Rogoźno, pow. Oborniki 85/II – 442&#13;
Rohatyn, miasto powiatowe 85/II – 232&#13;
rohatyński powiat 85/I – 319&#13;
Ropczyce&#13;
&#13;
Ropczyce, miasto powiatowe 85/II – 339,&#13;
535, 85/III – 127&#13;
Rosja, Rossija, Cesarstwo Rosyjskie, Wielkorosja 85/I – 19, 22, 35–37, 39, 50, 81,&#13;
109–111, 119, 163, 170, 190, 193, 231,&#13;
232, 236, 239, 322, 341, 398, 395, 397,&#13;
460, 85/II – 255, 575, 622&#13;
Rozalówka = Rozaliówka, pow. Wasylków&#13;
85/I – 165, 85/II – 563, 85/III – 246&#13;
Roztoki Dolina, dolina w Tatrach 85/I –&#13;
131, 85/III – 119&#13;
Rożan, pow. Maków 85/I – 72, 85/II –&#13;
226, 85/III – 113&#13;
Ruda Guzowska, pow. Błonie 85/III –&#13;
114, 115&#13;
Rudlice, pow. Wieluń 85/III – 113&#13;
Rusocice, pow. Kalisz 85/III – 113&#13;
Ruszkowo, pow. Nieszawa 85/I – 195, 199,&#13;
203, 206, 85/II – 414, 437, 440, 441,&#13;
443, 85/III – 128, 129, 130, 260, 261&#13;
Ruś 85/I – 50, 51, 61, 62, 157, 183, 222,&#13;
271, 290, 291, 418, 427, 437, 441, 442,&#13;
463, 464, 85/II – 12, 35, 77, 126, 128,&#13;
173, 184, 188, 201, 210, 225, 229, 294,&#13;
296, 427, 444, 489, 556, 559, 560, 569,&#13;
573, 593, 618, 622, 85/III – 177, 239&#13;
Ruś Biała zob. Białoruś&#13;
Ruś Chełmska 85/I – 492, 85/II – 500,&#13;
85/III – 44, 48, 247, 266, 276&#13;
Ruś Czarna 85/II – 518&#13;
Ruś Czerwona 85/I – 155, 179, 183, 251,&#13;
266, 379, 427, 489, 498, 85/II – 71,&#13;
232, 248, 308, 325, 340, 379, 506, 507,&#13;
512–515, 551, 617, 85/III – 23, 24, 29,&#13;
41, 71, 91, 92, 209, 237, 239–242, 244,&#13;
260, 267, 268, 274–276&#13;
Ruś Halicka 85/I – 464&#13;
Ruś Karpacka 85/I – 155, 379, 401, 426,&#13;
427, 85/II – 128, 248, 305, 325, 340,&#13;
485, 512, 514–516, 576, 601, 607, 615,&#13;
617, 85/III – 20, 31, 71, 180, 187, 208,&#13;
209, 241–244, 265, 269, 276&#13;
&#13;
342&#13;
&#13;
�Ruś Litewska 85/II – 518 .&#13;
Ruś Podlaska 85/II – 462, 500, 85/III – 48,&#13;
247, 276&#13;
Ruś Pokucia 85/II – 487&#13;
Ruś Węgierska 85/III – 241&#13;
Ryga, Łotwa 85/III – 109, 110&#13;
Ryki, pow. Garwolin 85/I – 42, 85/II – 496&#13;
Rymanów, pow. Sanok 85/I – 438, 439,&#13;
85/II – 513, 85/III – 156, 157, 252,&#13;
273–275&#13;
Rytwiany, pow. Sandomierz 85/II – 429,&#13;
85/III – 117&#13;
Rząska, pow. Kraków 85/II – 331&#13;
Rzeczpospolita Krakowska 85/I – 245&#13;
Rzeczpospolita zob. Polska&#13;
Rzeczyca, pow. Rawa 85/III – 115, 116&#13;
Rzeszowskie 85/II – 69, 219, 225, 307,&#13;
325, 340, 358, 360, 365, 390, 393, 394,&#13;
524, 85/III – 21, 71, 188, 207, 235, 237,&#13;
259, 268&#13;
Rzeszów, miasto powiatowe 85/I – 120,&#13;
484, 85/II –67, 428, 524, 85/III – 21,&#13;
28, 32, 56, 57, 63, 98, 127, 188, 221,&#13;
237, 285&#13;
Rzętków = Rzędków, pow. Łęczyca 85/&#13;
II – 477&#13;
Rzym, Włochy 85/I – 43, 59, 72, 84, 98,&#13;
122, 241&#13;
Saatz = Žatec, Czechy 85/III – 109&#13;
Salzburg, Austria 85/III – 150&#13;
Sambor, miasto powiatowe 85/I – 168,&#13;
85/II – 507, 85/III – 29, 126, 127, 239,&#13;
275&#13;
Samborskie 85/II – 506, 85/III – 92, 239&#13;
Samostrzałów, pow. Pińczów 85/II – 234,&#13;
422&#13;
San, dopływ Wisły 85/I – 422, 85/II –&#13;
516, 85/III – 252, 274, 276&#13;
sandecki obwód 85/II – 235&#13;
Sandeckie 85/III – 36, 237&#13;
Sandomiersczyzna 85/III – 43&#13;
&#13;
sandomierski powiat 85/I – 100, 85/II –&#13;
428&#13;
Sandomierskie 85/I – 21, 49, 59, 149, 152,&#13;
156, 158–161, 163, 165, 167, 173, 175,&#13;
180, 185–192, 201, 203, 205, 295, 353,&#13;
384, 408, 416, 468, 85/II – 28, 29, 35,&#13;
45, 46, 48, 49, 51– 56, 59, 68, 96, 98,&#13;
107, 108, 110, 123, 128, 129, 175, 177,&#13;
190, 195, 206–208, 226, 261, 265, 266,&#13;
287, 288, 334, 375, 398, 399, 413, 427–&#13;
–431, 441, 451, 468, 471, 472, 501, 529,&#13;
531, 543, 544, 576, 578, 584, 586, 588,&#13;
590, 592, 594, 603, 609, 85/III – 9, 32,&#13;
56, 72, 81, 117, 167, 172, 173, 201, 213,&#13;
226, 232, 237, 238, 280, 285&#13;
sandomierskie województwo 85/I – 26,&#13;
85/II – 428, 471&#13;
Sandomierz, miasto powiatowe 85/I – 90,&#13;
157, 452, 493, 494, 85/II – 48, 207, 427,&#13;
429, 85/III – 81, 99, 117, 123, 237&#13;
sanocka ziemia 85/II – 513&#13;
sanocki powiat 85/I – 432, 85/II – 512&#13;
Sanockie 85/I – 154, 168, 421–423, 426,&#13;
427, 431, 434, 437–440, 85/II – 112,&#13;
217, 232, 234, 240, 248, 288, 307, 308,&#13;
310, 317, 325, 340, 358, 377, 379, 392–&#13;
–394, 419, 421, 436, 506–508, 512, 513,&#13;
85/III – 10, 16, 43, 44, 48, 71, 90, 91,&#13;
125, 127, 154–157, 208, 234, 237, 240,&#13;
241, 252, 273–276&#13;
Sanoczany, pow. Przemyśl 85/I – 438,&#13;
439, 85/II – 217, 234, 507, 509, 85/III&#13;
– 156, 252, 253&#13;
Sanok, miasto powiatowe 85/I – 112, 421,&#13;
437, 438, 85/II – 307, 507, 513,85/III –&#13;
29, 92, 156, 157, 239, 275&#13;
Sardynia 85/I – 111&#13;
Sawin, pow. Chełm 85/I – 496, 85/II –&#13;
238, 501, 503, 505&#13;
Sądecczyzna 85/II – 365, 85/III – 25, 26,&#13;
29, 42, 50, 93, 233, 284, 285&#13;
Sądeckie 85/II – 365&#13;
343&#13;
&#13;
�Sądowa Wisznia, pow. Mościska 85/III –&#13;
127&#13;
Sejny, miasto powiatowe 85/II – 518,&#13;
85/III – 121&#13;
Serednica, pow. Lesko 85/II – 513, 85/III&#13;
– 239&#13;
Serock, pow. Pułtusk 85/II – 190, 85/III&#13;
– 227&#13;
Sewastopol (dziś de iure Ukraina) 85/I –&#13;
111&#13;
Sędziejowice, pow. Stopnica 85/II – 467&#13;
Sędzin, pow. Nieszawa 85/III – 131, 133&#13;
Sędziszów, pow. Ropczyce 85/III – 127&#13;
Siam zob. Syjam&#13;
Sichów, pow. Stopnica 85/I – 107, 85/II –&#13;
467, 85/III – 118&#13;
Sieciechów, pow. Kozienice 85/II – 473&#13;
Siedlce, miasto powiatowe 85/III – 136, 226&#13;
siedlecka gubernia 85/II – 504, 85/III – 276&#13;
Siedliszcze, pow. Chełm 85/I – 152, 85/II&#13;
– 463, 501, 85/III – 121, 122&#13;
Siekierczyn, Siekierzyn, pow. Horodenka&#13;
85/II – 130, 231, 422&#13;
Siekierki (Małe i Wielkie), pow. Środa&#13;
85/I – 82, 215, 412, 85/II – 415, 421,&#13;
451, 453–455, 85/III – 131, 132&#13;
Siekierzyn, zob. Siekierczyn&#13;
Siemiatycze, pow. Bielsk 85/II – 235, 499&#13;
Siennica, pow. Mińsk 85/II – 382&#13;
Sieradz 85/II – 481, 85/III – 231&#13;
sieradzka ziemia 85/II – 482, 618&#13;
sieradzki obwód 85/II – 480&#13;
Sieradzkie 85/I – 497, 85/II – 307, 308,&#13;
325, 379, 381, 393, 394, 458, 480, 482,&#13;
483, 85/III – 95, 207, 228, 232, 267, 268&#13;
sieradzkie województwo 85/II – 480, 482,&#13;
85/III – 231, 232&#13;
Sierakówek, pow. Gostynin 85/II – 479,&#13;
85/III – 114&#13;
Siewierz, pow. Będzin 85/II – 467, 85/III&#13;
– 115&#13;
Siklawa, wodospad w Tatrach 85/I – 131&#13;
&#13;
Simno, pow. Kalwaria 85/III – 121&#13;
Skalbmierz = Skalmierz, Szkalmierz, pow.&#13;
Pińczów (dziś Skalbmierz) 85/I – 193,&#13;
446, 85/II – 467, 85/III – 115&#13;
Skała, pow. Olkusz 85/II – 254, 467,&#13;
85/III – 115&#13;
Skaryszew (daw. Skaryszów), pow. Radom 85/II – 472, 85/III – 117&#13;
Skawina, pow. Wieliczka 85/II – 353&#13;
Skierniewice, miasto powiatowe 85/I –&#13;
76, 85/III – 123&#13;
Skrzynno, pow. Opoczno 85/I – 89&#13;
Skrzyńsko, pow. Opoczno 85/I – 89&#13;
Skulsk, pow. Słupca 85/II – 482&#13;
Slawonia zob. Słowenia&#13;
Sławkowów, pow. Olkusz 85/II – 535&#13;
Słowacja 85/I – 83, 85, 86, 194, 85/II –&#13;
524, 526, 85/III – 124, 164, 210, 234,&#13;
242, 243, 276&#13;
Słowenia, Slawonia 85/I – 86, 129, 134,&#13;
135, 136, 138, 289, 85/II – 524, 525,&#13;
85/III – 258&#13;
Słowiańszczyzna 85/I – 48, 49, 143, 150,&#13;
494, 85/II – 36, 37, 40, 186, 188, 189,&#13;
325, 524, 525, 543, 559, 589, 613&#13;
Słowiańszczyzna południowa 85/I – 86,&#13;
136, 138, 288, 442, 443, 85/II – 321,&#13;
325, 326, 338, 525, 589, 85/III – 89,&#13;
169, 176, 190, 210, 258&#13;
Słowiańszczyzna wschodnia 85/II – 618&#13;
Słowiańszczyzna zachodnia 85/II – 526&#13;
Słupca, miasto powiatowe 85/I – 497&#13;
Słupia Nadbrzeżna, pow. Opatów 85/II –&#13;
502, 85/III – 92&#13;
Słupia Nowa, pow. Opatów 85/II – 472, 473&#13;
Służew, pow. Warszawa 85/II – 24&#13;
Służewo, pow. Nieszawa 85/II – 98, 414,&#13;
437, 85/III – 122, 123&#13;
Smogorzewo, bł. Smagurzewo pow. Szubin 85/II – 124&#13;
Sobieska Wola, pow. Krasnystaw 85/I –&#13;
152, 85/II – 463, 85/III – 121, 122&#13;
&#13;
344&#13;
&#13;
�Sobków, pow. Jędrzejów 85/II – 468, 469&#13;
Sobótka, pow. Opatów 85/II – 475&#13;
Sokołów Podlaski, Sokołów, miasto powiatowe 85/II – 494, 495&#13;
Sokół, pow. Garwolin 85/II – 407&#13;
Sokółka, pow. Sejny 85/II – 346&#13;
Solec, pow. Stopnica 85/I – 18, 107, 85/II&#13;
– 467, 85/III – 117, 118&#13;
Solina, pow. Lesko 85/II – 232, 513, 85/III&#13;
– 252, 274, 275&#13;
Sompolno, pow. Koło 85/II – 438, 439&#13;
Sopot, niem. Zoppot, pow. Wejherowo&#13;
85/I – 328, 331, 336, 85/II – 523, 85/III&#13;
– 142, 144&#13;
Sosnowiec-Maczki, zob. Maczki&#13;
Sójki, pow. Kutno 85/III – 114&#13;
Spisz, region 85/I – 83, 85/III – 26, 31, 35,&#13;
36, 233&#13;
Spławie, pow. Poznań 85/II – 454&#13;
Stambuł, Turcja 85/II – 140&#13;
stanisławowski cyrkuł 85/II – 485&#13;
stanisławowski obwód 85/II – 514&#13;
Stanisławów, miasto powiatowe 85/I –&#13;
378, 85/II – 514, 551, 85/III – 145, 147,&#13;
241, 275&#13;
Stany Zjednoczone, USA 85/II – 38, 85/&#13;
III – 46&#13;
Stany Zjednoczone Rio de La Plata = Zjednoczone Prowincje La Platy 85/III –&#13;
189&#13;
Stare Bojanowo zob. Bojanowo&#13;
Staszów, pow. Sandomierz 85/II – 429,&#13;
85/III – 117, 123, 124&#13;
Stawiszyn, pow. Kalisz 85/I – 73, 85/III – 114&#13;
Stawy Gąsienicowe, Tatry 85/II – 113,&#13;
85/III – 119&#13;
Sterdyń, pow. Sokołów 85/II – 417, 494,&#13;
495, 85/III – 118&#13;
Stęszew, pow. Poznań 85/II – 616&#13;
Stężyca, pow. Garwoli 85/II – 496&#13;
Stopnica, miasto powiatowe 85/II – 467,&#13;
85/III – 115, 117, 118, 236&#13;
&#13;
stopnicki powiat 85/III – 118&#13;
Stopnickie 85/I – 445, 85/II – 466, 611&#13;
Strachówka, pow. Radzymin 85/II – 405&#13;
Strasburg, Francja 85/I – 385, 85/III –&#13;
149, 150&#13;
Strelitz, Niemcy (dziś Neustrelitz) 85/I –&#13;
17&#13;
Stryj, dopływ Dniestru 85/I – 178, 85/II&#13;
– 514&#13;
Stryj, miasto powiatowe 85/II – 507, 85/&#13;
III – 241&#13;
Stryjskie 85/II – 485, 506, 514&#13;
Strzelbiska ? 85/II – 232&#13;
Strzelno, miasto powiatowe 85/II – 442&#13;
Stulno, pow. Włodawa 85/II – 228, 229&#13;
Sudety, pasmo górskie 85/III – 112&#13;
Südpreuβen zob. Prusy Południowe&#13;
Suków, pow. Kielce 85/II – 339, 469&#13;
Sulmierzyce, pow. Odolanów 85/II – 457&#13;
Sumatra 85/II – 607&#13;
suwalska gubernia 85/III – 121&#13;
Suwalszczyzna 85/II – 102&#13;
Suwałki, miasto powiatowe 85/I – 151,&#13;
182, 85/II – 425, 497, 498, 85/III – 120,&#13;
228&#13;
Syberia, Sybir 85/I – 51, 104, 111, 169,&#13;
231, 85/II – 227, 85/III – 95&#13;
Syjam, niem. Siam (dziś Tajlandia) 85/II&#13;
– 461, 558&#13;
Szafarnia, pow. Ostrołęka 85/II – 406&#13;
Szaflary, pow. Nowy Targ 85/I – 133&#13;
Szamocin, pow. Chodzież 85/II – 608&#13;
szamotulski powiat 85/II – 451, 458&#13;
Szamotuły, miasto powiatowe 85/II –&#13;
314, 331,&#13;
Szczakowa, pow. Chrzanów 85/III – 155&#13;
Szczawnica, pow. Nowy Targ 85/I – 107,&#13;
130, 133, 168, 85/II – 235, 368, 519,&#13;
85/III – 100, 119, 126&#13;
Szczytno, miasto powiatowe 85/II – 376&#13;
Szewna, pow. Opatów 85/II – 226&#13;
Szkalmierz zob. Skalmierz&#13;
345&#13;
&#13;
�Szkocja 85/II – 604&#13;
Szlachtowa, pow. Nowy Targ 85/II – 235&#13;
85/III – 252, 275, 276&#13;
Szląsk zob. Śląsk&#13;
Szląsk zob. Śląsk&#13;
szląska ziemia zob. śląska ziemia&#13;
Szmigiel, Śmigiel, pow. Kościan (dziś&#13;
Śmigiel) 85/I – 326, 85/II – 231, 418,&#13;
452, 85/III – 143&#13;
Szołdry, pow. Śrem 85/I – 225&#13;
sztumski powiat 85/I – 329, 330&#13;
Sztynort, pow. Węgobork 85/III – 281&#13;
szubiński powiat 85/II – 124, 451&#13;
Szwajcaria 85/II – 604&#13;
Szyce, Szyce Duchowne, pow. Olkusz&#13;
85/I – 249, 85/II – 467, 85/III – 116&#13;
Szydłowiec, pow. Końskie 85/II – 226,&#13;
430&#13;
Szydłów, pow. Stopnica 85/II – 467, 85/III&#13;
– 115&#13;
Ścianka, pow. Buczacz 85/II – 231, 422&#13;
Śląsk, Szląsk 85/I – 156, 167, 218, 278,&#13;
296, 444, 85/II – 65, 217, 219, 225, 307,&#13;
320, 345, 408, 409, 423, 467, 471, 480,&#13;
521, 522, 580, 604, 85/III – 19, 20, 22,&#13;
23, 58, 63, 113, 133, 156, 157, 188, 206,&#13;
233&#13;
Śląsk austriacki 85/I – 180, 445, 85/III –&#13;
64, 233&#13;
Śląsk Cieszyński 85/I – 437, 445, 85/II –&#13;
85/II 522, 85/III – 156&#13;
Śląsk Dolny 85/II – 91, 522&#13;
Śląsk Górny, Górny Szląsk, Oberschleisien 85/I – 167, 218, 239, 484, 85/II&#13;
– 24, 522, 85/III – 19, 20, 21, 22, 23, 32,&#13;
71, 171, 188, 233&#13;
Śląsk pruski, Szląsk pruski 85/I – 180,&#13;
85/II – 409, 85/III – 64, 233&#13;
śląska ziemia 85/III – 156&#13;
Ślesin, pow. Konin 85/II – 481, 85/III – 95&#13;
Śmigiel zob. Szmigiel&#13;
&#13;
śniatyński powiat 85/I – 396&#13;
średzki powiat 85/I – 82, 215, 220, 321,&#13;
85/II – 415, 451, 457&#13;
śremski powiat 85/II – 451&#13;
Środa, miasto powiatowe (dziś Środa&#13;
Wielkopolska) 85/II – 305, 85/III –&#13;
134&#13;
Świecie, miasto powiatowe 85/I – 327,&#13;
356, 85/III – 142&#13;
Świerze, bł. Świerzów&#13;
Świerże, Świerże Górne, daw. Świerzów,&#13;
pow. Kozienice 85/I – 153, 85/II – 472,&#13;
85/III – 122&#13;
Święty Krzyż, część Słupi Nowej z Łysą&#13;
Górą 85/II – 472, 85/III – 115&#13;
Targoszyce, pow. Krotoszyn 85/I – 320, 322,&#13;
412, 85/II – 415, 452, 454, 85/III – 139&#13;
Tarłów, pow. Iłża 85/II – 475&#13;
Tarnawa, pow. Krasnystaw 85/I – 182,&#13;
85/II – 464, 85/III – 275&#13;
Tarnobrzeg, miasto powiatowe 85/II –&#13;
429&#13;
tarnobrzeski powiat 85/I – 245&#13;
Tarnogóra, pow. Krasnystaw 85/I – 152,&#13;
85/II – 463, 85/III – 121, 122&#13;
Tarnopol, miasto powiatowe 85/II – 551,&#13;
85/III – 241&#13;
Tarnowo zob. Tarnów, pow. Chełm&#13;
Tarnowska Wólka = Tarnowska Wola,&#13;
pow. Chełm 85/II – 503&#13;
Tarnowskie 85/II – 69, 219, 307, 325, 340,&#13;
358, 360, 365, 390, 393, 394, 524, 85/III&#13;
– 21, 71, 188, 207, 235, 237, 259, 268&#13;
Tarnów, miasto powiatowe 85/I – 32,&#13;
484, 85/II – 80, 342, 428, 524, 85/III&#13;
–20, 21, 28, 32, 63, 127, 188, 237, 251&#13;
Tarnów, Tarnowo, pow. Chełm 85/I –&#13;
222–224, 485, 496, 85/II – 80, 131,&#13;
217, 220, 238, 246, 425, 428, 465, 495,&#13;
501–503, 524, 85/III – 130, 132, 134,&#13;
135, 137, 267&#13;
&#13;
346&#13;
&#13;
�Tatry, lud. Krępak, pasmo górskie 85/I – 83,&#13;
129–133, 153, 180, 248–250, 429, 85/II&#13;
– 113, 126, 411, 446, 519, 607, 85/III&#13;
– 82, 100, 106, 119, 120, 124, 126, 127&#13;
Tczew, miasto powiatowe 85/I – 328&#13;
Telkwice, pow. Sztum 85/I – 329, 330, 85/&#13;
II – 217, 85/III – 142, 144&#13;
Teplice, Czechy 85/III – 109&#13;
Teresin, pow. Lublin 85/II – 502, 85/III – 92&#13;
Terespol, pow. Biała, 85/II – 391, 504&#13;
Terespol, pow. Świecie 85/I – 327, 336,&#13;
85/III – 142–144&#13;
Tobolsk, Rosja 85/I – 104&#13;
Tomaszowice, pow. Kraków 85/I – 246,&#13;
247, 250, 296, 297, 434, 85/II – 129,&#13;
236, 256, 381, 422, 445, 446&#13;
Tomaszów, miasto powiatowe (dziś Tomaszów Lubelski) 85/II – 240&#13;
Toruń, miasto powiatowe 85/I – 18, 326,&#13;
327, 331, 335, 356, 38385/II – 66, 440,&#13;
523, 624, ryc. po s. 624, 85/III – 59,&#13;
142, 143, 145, 229&#13;
toruńska ziemia 85/II – 522&#13;
toruński powiat 85/II – 377&#13;
Trenczyn, Słowacja 85/I – 85, 250, 85/&#13;
II – 356&#13;
Tretki, pow. Kutno 85/II – 190, 403, 85/&#13;
III – 110, 111, 114&#13;
Triest, Włochy 85/I – 129, 130, 134, 258,&#13;
85/II – 525, 526, 85/III – 119, 120&#13;
Trocadero, Paryż 85/III – 150&#13;
Trzebcz, pow. Chełmno 85/I – 327, 85/&#13;
III – 143&#13;
Trzebinia, pow. Chrzanów 85/II – 381&#13;
Trzemeszno, pow. Mogilno 85/I – 328,&#13;
85/II – 442&#13;
Tucholszczyzna 85/I – 327, 85/II – 522,&#13;
85/III – 142, 143&#13;
Tuchowicz, pow. Łuków 85/II – 495,&#13;
85/III – 130, 132, 134&#13;
Tuliczów, pow. Kowel 85/I – 165, 166,&#13;
85/II – 415, 85/III – 125&#13;
&#13;
Turcja 85/I – 111, 460&#13;
Turobin, pow. Krasnystaw 85/II – 333&#13;
Turyczany, pow. Włodzimierz 85/II –&#13;
415, 85/III – 125&#13;
Turzno, pow. Toruń 85/I – 327, 85/II –&#13;
407, 85/III – 142, 143&#13;
Tykocin, pow. Wysokie Mazowieckie 85/I&#13;
– 228, 85/II – 498, 619, 85/III – 228&#13;
Tylice, pow. Toruń 85/I – 326, 327, 85/II&#13;
– 407, 85/III – 142, 143&#13;
Tylża, miasto powiatowe, Litwa 85/I – 19&#13;
Tyniec, pow. Wieliczka 85/I – 250, 424, 425&#13;
Ubinie, pow. Kamionka (Bużanska = Strumiłowa) 85/II – 379, 85/III – 240, 241&#13;
Uhnin, pow. Włodawa 85/II – 229&#13;
Ukraina, Ukraine 85/I – 164, 179, 397,&#13;
444, 85/II – 10, 102, 103, 124, 218, 281,&#13;
431, 489, 539, 85/III – 25, 70, 86, 92,&#13;
245, 257&#13;
Ukraina zachodnia 85/II – 13, 455, 551&#13;
Uniż, pow. Buczacz 85/I – 281&#13;
Urszulin, pow. Lublin 85/I – 223&#13;
Uruguaj =Urugwaj 85/III – 189&#13;
USA zob. Stany Zjednoczone&#13;
Ustroń, pow. Bielsk 85/I – 437, 85/III – 156&#13;
Ustrzyki = Ustrzyki Dolne, pow. Lesko&#13;
85/I – 422, 432, 85/II – 513, 85/III –&#13;
154–156, 252, 274, 275&#13;
Uście, pow. Olhopol 85/II – 131&#13;
Varsovie zob. Warszawa&#13;
Vietmannsdorf, Niemcy (dziś część mias­&#13;
ta Templin) 85/I – 17&#13;
Wadowice, miasto powiatowe 85/I – 281,&#13;
85/III – 234&#13;
Wagram, Austria 85/I – 19&#13;
Walichnowy, pow. Wieluń 85/II – 623,&#13;
ryc. po s. 624&#13;
Waplewo, pow. Sztum 85/I – 329, 330,&#13;
85/III – 142, 144, 230&#13;
347&#13;
&#13;
�Warbende, Niemcy 85/I – 17&#13;
Warmia 85/I – 324, 331, 332, 343, 85/III&#13;
– 58, 59, 229&#13;
Warszawa&#13;
Warszawa, Varsovie, Warschau 85/I – 14,&#13;
17–23, 25, 27, 28, 33–36, 38–44, 47, 48,&#13;
51–55, 57–62, 64, 69, 72–84, 86, 87, 97,&#13;
99–102, 104, 105, 107, 109–114, 117,&#13;
118, 120, 124, 126, 130, 132 –134, 137,&#13;
138, 141, 142, 148, 149, 152, 154, 158,&#13;
161–168, 172, 182, 184, 190–199, 202,&#13;
203, 207, 213–215, 217, 218, 222–224,&#13;
228, 229, 231, 233–239, 244, 250, 252,&#13;
253, 257–259, 288, 293, 297, 309–317,&#13;
322, 323, 341, 354, 356, 358, 365, 371,&#13;
372, 374, 375, 382, 383, 386, 389, 392,&#13;
398, 403, 405, 409, 419–421, 423, 428,&#13;
429, 434, 436, 452, 462, 470, 471, 474,&#13;
479, 480, 492, 494, 500, 501, 85/II – 10,&#13;
12, 20, 21, 23, 24, 26, 29, 30, 56, 75, 76,&#13;
79, 80, 81, 98, 102, 103, 137, 138, 140,&#13;
141, 142, 143, 148, 150, 153, 154, 155,&#13;
161, 162, 165, 183, 185, 188, 190, 193,&#13;
196, 199, 205, 216, 218, 229, 234, 254,&#13;
307, 324, 327, 352, 357, 399– 402, 406,&#13;
407, 413–415, 426, 429, 439, 442, 445,&#13;
450, 473, 474, 476, 480, 483, 489, 490,&#13;
492, 527, 540, 549, 563, 571, 588, 610,&#13;
85/III – 9–11, 40, 46, 51, 53–56, 63,&#13;
65, 77, 84, 86, 98, 105, 107, 109–113,&#13;
115, 118, 120, 122–126, 130, 131, 133,&#13;
136–139, 141, 147, 153, 175, 221, 222,&#13;
224, 225, 245, 246, 257, 262–264, 266–&#13;
–268, 270, 282, 283&#13;
Warszawskie 85/I – 32, 171, 85/II – 357&#13;
Warszawskie Księstwo, Wielkie Księstwo&#13;
Warszawskie, Księstwo 85/I – 19, 22,&#13;
27&#13;
Warta, dopływ Odry 85/I – 497&#13;
wasilkowski powiat 85/I – 165&#13;
Waśniów, pow. Opatów 85/II – 475&#13;
Waterloo, Belgia 85/I – 22&#13;
&#13;
Wawel, wzgórze 85/I – 241, 242, 250, 259,&#13;
424, 453, 85/II – 447, 85/III – 47, 124&#13;
wągrowiecki powiat 85/II – 415, 451&#13;
Wąsew = Wąsewo, pow. Ostrów Mazowiecka 85/II – 226&#13;
Weimar, Niemcy 85/III – 150&#13;
Wejherowo, miasto powiatowe 85/I –&#13;
324, 328, 336, 85/III – 142, 144&#13;
Wenecja, Włochy 85/I – 129, 130, 134,&#13;
85/II – 525, 85/III – 119, 120&#13;
Wersal, Francja 85/III – 150&#13;
Węgorzewo = Węgobork, miasto powiatowe 85/I – 333, 334, 85/III – 281&#13;
Węgry 85/I – 153, 240, 85/III – 83, 124,&#13;
125, 190&#13;
Wiedeń, Austria 85/I – 76, 85, 129–131,&#13;
134, 137, 141, 142, 154, 212, 246, 258,&#13;
263, 309, 318, 323, 324, 344, 359, 381,&#13;
385, 407, 421, 424, 442, 453, 457, 465,&#13;
85/II – 11, 15, 28, 30, 128, 280, 357,&#13;
411, 525, 548, 556, 576, 85/III – 119,&#13;
120, 140, 141, 148–150, 155, 167, 190,&#13;
281&#13;
Wieleń, pow. Czarnków 85/I – 225, 85/III&#13;
– 133–136&#13;
wielicki powiat 85/I – 250, 297, 85/II –&#13;
445&#13;
Wieliczka, miasto powiatowe 85/I – 296,&#13;
85/II – 353&#13;
Wielka Brytania 85/II – 577&#13;
Wielki Kac [Kack] zob. Kac&#13;
Wielkie Księstwo Krakowskie zob. Krakowskie Wielkie Księstwo&#13;
Wielkie Księstwo Litewskie zob. Litwa&#13;
Wielkie Księstwo Poznańskie zob. Poznańskie&#13;
Wielkie Księstwo Warszawskie zob.&#13;
Warszawskie Księstwo&#13;
Wielkopolska 85/I – 62, 81, 106, 109,&#13;
112, 156, 157, 180, 196, 202, 214,&#13;
215, 219, 220, 224–227, 278, 284, 318,&#13;
320, 332, 325, 326, 331, 335, 338–340,&#13;
&#13;
348&#13;
&#13;
�348–350, 352, 353, 355–357, 387, 390,&#13;
395, 408––413, 412–414, 417, 463,&#13;
466, 85/II – 44, 51, 54, 67, 80, 126,&#13;
163, 190, 216, 217, 266, 273, 288, 304,&#13;
319, 333, 341, 375, 376, 392, 405, 409,&#13;
415, 418, 419, 421, 427, 438, 450–453,&#13;
458, 459, 480, 490, 520, 529, 579, 580,&#13;
610, 620, 621, 85/III – 17, 34, 46, 83,&#13;
84, 134, 136, 140, 232, 238, 254, 265,&#13;
274, 275, 282&#13;
Wielkopolska południowa 85/I – 326&#13;
Wielkorosja zob. Rosja&#13;
Wielobycz, pow. Krasnystaw 85/I – 440,&#13;
85/II – 340, 85/III – 181&#13;
Wieluń, miasto powiatowe 85/I – 280,&#13;
85/II – 451, 481, 85/III – 231&#13;
wieluńska ziemia 85/II – 480&#13;
wieluński obwód 85/II – 480&#13;
Wiesbaden, Niemcy 85/I – 386, 85/III –&#13;
149, 150&#13;
Więcławice, pow. Włocławek (dziś Więsławice)85/II – 414, 441&#13;
Wilanów = Willanów, pow. Warszawa&#13;
85/I – 44, 48, 57, 478, 85/II – 75, 76,&#13;
98, 184, 190, 402, 85/III – 110, 122,&#13;
129&#13;
Wilczyce, pow. Sandomierz 85/II – 475&#13;
Wileńszczyzna 85/II – 518&#13;
Wilno, Litwa 85/I – 36, 51, 80, 133, 142,&#13;
390, 85/II – 26, 431, 568, 85/III – 109,&#13;
110, 245&#13;
Windawa, Łotwa 85/III – 109, 110&#13;
Wisła, pow. Bielsk 85/I – 437, 85/II – 522,&#13;
85/III – 156&#13;
Wisła, rzeka 85/I – 18, 139, 196, 249, 250,&#13;
296, 424, 85/II – 437, 445, 490, 516,&#13;
606, 612, 85/III – 58, 118, 122, 156&#13;
Wiślica, pow. Pińczów 85/II – 467, 85/III&#13;
– 115, 117&#13;
Witebsk (dziś Białoruś) 85/III – 248&#13;
Włochy 85/I – 43, 75, 81, 98, 174, 213,&#13;
239, 85/II – 150&#13;
&#13;
Włocławek, miasto powiatowe 85/II –&#13;
442, 552, 85/III – 129&#13;
włocławski powiat 85/I – 196, 85/II –&#13;
437, 438&#13;
Włodawa, miasto powiatowe 85/II – 131,&#13;
229, 85/III – 136&#13;
włodawski powiat 85/II – 500&#13;
Włosty Olszanka, pow. Wysokie Mazowieckie 85/II – 360&#13;
Włoszakowice, pow. Wschowa 85/II –&#13;
456, 457, 85/III – 272&#13;
Wojciechowice, pow. Opatów 85/II – 226&#13;
Wola Cygowska zob. Cygowska Wola&#13;
Wola Cygowska zob. Cygowska Wola&#13;
Wola Gałęzowska, pow. Lublin 85/I –&#13;
152, 85/II – 463, 85/III – 121, 122&#13;
Wola Justowska, pow. Kraków 85/I – 457&#13;
Wola Rasztowska zob. Rasztowska Wola&#13;
Wola Sobieska zob. Sobieska Wola&#13;
Wola, przedmieście Warszawy 85/I – 34,&#13;
40, 162&#13;
Woldegk, Niemcy 85/I – 17, 23&#13;
Wolsztyn, pow. Babimost 85/II – 126&#13;
Wołtuszowa, pow. Sanok 85/III – 252,&#13;
274&#13;
Wołyń 85/I – 149, 163–167, 218, 329, 397,&#13;
85/II – 39, 103, 131, 132, 218, 227, 248,&#13;
306, 308, 340, 414, 415, 509, 510, 563,&#13;
572, 85/III – 20, 26–28, 32–34, 39, 44,&#13;
48, 63, 76, 86, 90, 91, 92, 101, 125, 126,&#13;
179, 188, 200, 205, 217, 224, 241–243,&#13;
246–248, 257, 278, 279, 282&#13;
Wołyń zachodni 85/III – 64&#13;
wołyńska gubernia 85/III – 125&#13;
Wołyńskie Polesie zob. Polesie wołyńskie&#13;
Worskła, dopływ Dniepru 85/I – 83&#13;
Wólka Tarnowska zob. Tarnowska Wólka (Wola)&#13;
Wrocław, niem. Breslau 85/I – 33, 70,&#13;
356, 386, 444, 85/II – 138, 153, 372,&#13;
409, 85/III – 30, 38, 53, 57, 61, 66, 68,&#13;
349&#13;
&#13;
�97, 109, 112, 148, 149, 171, 175, 221,&#13;
222, 225, 254, 266&#13;
Wronczyn, pow. Kościan 85/II – 457, 616,&#13;
85/III – 255&#13;
wrzesiński powiat 85/I – 321, 85/II – 451&#13;
Wschowa, miasto powiatowe 85/II – 231&#13;
wschowska ziemia 85/II – 480&#13;
wschowski powiat 85/I – 339, 85/II –&#13;
451, 457&#13;
Wyrzysk, miasto powiatowe 85/II – 608&#13;
wyrzyski powiat 85/II – 451&#13;
Wysoce, pow. Ostrołęka (dziś Wysocze)&#13;
85/I – 72, 85/II – 92, 118, 216, 226,&#13;
229, 405, 85/III – 85, 113&#13;
Wysoce = Wysock, pow. Włodzimierz&#13;
85/I – 165, 85/III – 125&#13;
Wysokie Mazowieckie, miasto powiatowe 85/II – 360&#13;
Wyszatyce, pow. Przemyśl 85/I – 251,&#13;
85/II – 392, 509&#13;
wyszkowski powiat 85/I – 60, 85/II – 425&#13;
Wyszków, pow. Pułtusk 85/I – 72, 119,&#13;
85/II – 405, 493, 496 Wyszków 85/III&#13;
– 113&#13;
Wzdów, pow. Brzozów 85/I – 438, 439,&#13;
85/II – 307, 379, 507, 513, 85/III – 156,&#13;
157, 252, 273, 274, 276&#13;
Zabłudów, pow. Białystok 85/I – 38&#13;
zadniestrska okolica = Zadniestrze 85/I –&#13;
178, 85/II – 514&#13;
Zadwórze, pow. Przemyślany 85/I – 153,&#13;
155, 221, 245, 251, 319, 380, 85/II –&#13;
217, 308, 507, 514, 85/III – 124–126,&#13;
132, 133, 147, 148, 152, 240, 241, 280&#13;
Zagórze, pow. Chrzanów 85/I – 249, 85/&#13;
II – 339, 469&#13;
Zagrzeb, Chorwacja 85/I – 129, 134, 137,&#13;
248, 258, 85/II – 525, 85/III – 119&#13;
Zakopane, pow. Nowy Targ 85/I – 107,&#13;
130, 131, 133, 248, 46, 85/II – 129, 130,&#13;
234, 235, 251, 85/III – 100, 119, 120, 154&#13;
&#13;
Zakrzewko, pow. Toruń 85/I – 326, 338,&#13;
339, 85/II – 217, 623, 624, ryc. po s. 624,&#13;
85/III – 142, 143&#13;
Zakrzewo, pow. Gniezno 85/I – 335&#13;
Zaleszany, pow. Tarnobrzeg 85/I – 245,&#13;
252&#13;
zaleszczycki powiat 85/I – 396, 85/III – 151&#13;
Zambrów, pow. Łomża 85/II – 234&#13;
zamojski powiat 85/I – 182&#13;
Zamość, miasto powiatowe 85/I – 81, 82,&#13;
85/II – 465, 85/III – 82, 238&#13;
Zawiercie, pow. Będzin 85/II – 52&#13;
Zawiśle, obszar 85/II – 261&#13;
Zawoja, pow. Myślenice 85/II – 129&#13;
Ząbkowice, pow. Będzin 85/II – 467,&#13;
85/III – 116&#13;
Zbąszyń, pow. Międzyrzecz 85/II – 126&#13;
Zbereże, błędnie Zbercz, pow. Włodawa&#13;
85/II – 228&#13;
Zbiersk, pow. Kalisz 85/I – 73, 85/III –&#13;
113, 114&#13;
Zdziechowice, pow. Środa 85/II – 457&#13;
Zegrze, pow. Pułtusk 85/II – 429&#13;
Zegrzynek, pow. Pułtusk 85/III – 124&#13;
Zgorzelec = Zgorzelice, miasto powiatowe 85/I – 85&#13;
Zielonki, pow. Kraków 85/II – 381&#13;
ziemia dobrzyńska zob. dobrzyńska ziemia&#13;
Złaków, Złaków Kościelny, pow. Łowicz&#13;
85/II – 79, 421&#13;
złoczowski powiat 85/III – 240&#13;
Złoczowskie 85/II – 506, 514, 85/III – 240&#13;
Złoczów, miasto powiatowe 85/II – 507,&#13;
85/III – 240&#13;
Złotopolice, pow. Płońsk 85/II – 219,&#13;
85/III – 127, 128&#13;
Zopot zob. Sopot&#13;
Zurych, Szwajcaria 85/I – 385, 85/III –&#13;
148–150&#13;
Zwiahel, pow. Borszczów 85/III – 246&#13;
Związek Radziecki, ZSRR 85/III – 58&#13;
&#13;
350&#13;
&#13;
�Zwierzyniec, pow. Kraków 85/II – 369&#13;
Zwierzyniec, pow. Zamość 85/I – 182,&#13;
85/II – 464&#13;
Zyrzyn zob. Żyrzyn&#13;
Źrenica, pow. Środa 85/I – 321&#13;
Żabie, pow. Kossów 85/I – 281, 285, 378,&#13;
379, 387, 395, 85/II – 217, 305, 419,&#13;
486, 85/III – 145, 147, 148, 244, 269&#13;
Żbików, pow. Warszawa 85/I – 98&#13;
Żmudź 85/II – 518, 85/III – 249&#13;
Żnin, miasto powiatowe 85/II – 442&#13;
Żółkiew, miasto powiatowe 85/II – 507,&#13;
85/III – 240&#13;
&#13;
Żółkiewka, pow. Krasnystaw 85/I – 182,&#13;
85/II – 464, 465&#13;
Żółkiewskie 85/II – 506, 514&#13;
Żuków, pow. Horodenka 85/II – 129, 422&#13;
Żuławy 85/II – 522&#13;
Żychlin, pow. Kutno 85/I – 118, pow. Kutno 85/II – 79, 190&#13;
Żyrzyn 85/II – 462, 463&#13;
Żyrzyn, Zyrzyn, pow. Puławy 85/I – 380,&#13;
Zyrzyn 85/III – 114&#13;
Żytomierz, miasto powiatowe 85/I – 124,&#13;
165–167, 85/II – 67, 95, 415, 509,&#13;
85/III – 27, 92, 125, 126, 246&#13;
Żywiec, miasto powiatowe 85/II – 368&#13;
Żywieckie 85/II – 67&#13;
&#13;
�ISBN 978-83-95-9125-9-7&#13;
&#13;
�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154210">
                <text>Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło : część III: spuścizna rękopiśmienna, kalendarium podróży, bibliografia</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154211">
                <text>Kolberg, Oskar (1816-1890) ; biografie ; folklor tradycyjny ; etnografia</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154212">
                <text>Oskar Kolberg - Dzieła wszystkie, tom 85/III;  354  stron,  indeksy</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154213">
                <text>Millerowa, Elżbieta</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="154214">
                <text>Skrukwa, Agata</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154215">
                <text>Instytut im. Oskara Kolberga</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154216">
                <text>2024</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154217">
                <text>Licencja PTL</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154218">
                <text>pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154219">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="12845" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="13393">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3c7331cdc8b963c36f30acf3837be857.JPG</src>
        <authentication>ee592165a84dec02fed898860095d22b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="15">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154247">
                  <text>Kolekcja fotografii z badań terenowych PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154248">
                  <text>fotografia cyfrowa; badania terenowe ; </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154249">
                  <text>Kolekcja zdjęć Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego  utworzona z okazji obchodów 6. Ogólnopolskiego Dnia Etnografii, Etnologii i Antropologii Kulturowej ( 9 lutego). W 2025 roku  przypada 130. rocznica  powstania PTL, zatem świętowanie odbyło się  w sposób szczególny, przypominając wszystkim to, co stanowi fundament dyscypliny oraz naszej pracy  i pasji. To badania terenowe – nieustanne wędrowanie, odkrywanie, poznawanie nowych ludzi, rozmawianie z nimi oraz dokumentowanie. Zachwyca nas świat i ludzie, którzy go tworzą!&#13;
&#13;
Na akcję Etno-Foto-Teren odpowiedziało   34 badaczy z całej Polski. Publikujemy kolaże stworzone na podstawie przesłanych fotografii wraz z autorskimi opisami okoliczności, w jakich zdjęcia powstały.</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154250">
                  <text>Członkinie i członkowie Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154251">
                  <text>2025</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154252">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154253">
                  <text>jpg</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154499">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154500">
                  <text>Fotografia Cyfrowa</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154501">
                <text>ETNO-FOTO-TEREN 2025 / Kolekcja fotografii z badań terenowych PTL</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154502">
                <text>Badania terenowe ; czas wolny ; Albania </text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154503">
                <text>Tytuł : Męskie rozrywki, park miejski Vlora, Albania&#13;
fot. J. Minksztym</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154504">
                <text>Minksztym, Joanna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154505">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154506">
                <text>2025</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154507">
                <text>Licencja PTL</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154508">
                <text>jpg</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154509">
                <text>Fotografia cyfrowa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6788" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6768">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d3f6ccbf386ae1fd85503bd382215d30.pdf</src>
        <authentication>5feb8bdb323fa24b3bfd8a6dcc927939</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80804">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2693</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80805">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80806">
                <text>1998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80807">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2504</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80808">
                <text>Капо. Koszmarny upal, zmęczenie i kurz / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80809">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.3-4, s.61-63</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80810">
                <text>Miskowiec, Marta</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80811">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80812">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80813">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80814">
                <text>Капо
Koszmarny upal, zmęczenie i kurz
Marta Miskowiec
Pora roku, podczas której wybieramy się w podróż, odmie­
nia odczucia. Klimat potęguje wrażenia albo je zmienia. Tak jak
inny jest Kraków latem, a inny zimą, tak inne są i wszystkie
miasta podczas swoich deszczów, wiatrów i wielkich upałów.
W lecie nie myślimy o schronieniu się w jakimś muzeum
lub kawiarni, raczej wolimy krążyć bez planu, wysiadywać na
ławkach, co najwyżej szukając cienia. Zimą jest inaczej. Obli­
czamy najkrótszą drogę i szybko przebiegamy z jednego miej­
sca w drugie. Marzniemy i myślimy o powrocie do domu.
Ta dygresja wydaje mi się potrzebnym wstępem, by opis
miasta, leżącego w klimacie zmiennym, nie wprowadzał czy­
telnika w błąd. Bo cóż pocznie w lutym na Patriarszych Prudach wielbiciel Mistrza i Małgorzaty! Jak będzie wyglądać
ławka, przy której spotkali się Michał Aleksandrowicz Ber­
lioz i Iwan zwany Bezdomnym z Wolandem i jego piekielną
kompanią? Zapewne będzie skuta lodem i zasypana na do­
kładkę śniegiem. Nawet nie będzie mu się chciało pić. A co
dopiero, gdyby zechciał czekać, aż dowiozą piwo.
W Kano jest zawsze ciepło, ale nie zawsze jest zielono.
Krajobraz okolicy - można by rzec - nieciekawy, gdyby nie
jego dojmująca senność. W zależności od pory roku zastanie­
my tu morze zieleni albo morze ziemi. Morze zieleni to głów­
nie dzieło człowieka. Gdziekolwiek spojrzysz, rozciągają się
pola, poletka obsadzone prosem, jamem, kukurydzą. Pomiędzy
tym wszystkim można przejść wąskimi, krętymi ścieżkami,
które są jakby wykute w dwumetrowych zbożach. Dochodzi
się nimi, czasem trafiając na rzeczkę, do wiosek rolników.
W porze suchej wszystko to zamienia się w wielką przestrzeń
falujących wzgórz, pokrytych kikutami wyschniętych roślin.
Wioski budowane z gliniastej ziemi mają jej kolor, przez co
niezbyt się odcinają od otaczających je pól. Granice ścieżek
zostały zniwelowane przez pracowitych rolników, a rzeczki po

prostu wyschły, pozostawiając po sobie coraz głębsze, z roku
na rok, wąwozy. Jedynym zielonym wyjątkiem są drzewa man­
go, które nie wiadomo czemu nigdy nie pozbywają się liści.
Mamy więc miasto Kano, kawał ziemi zatłoczonej niski­
mi domami, z wielką skałą przylegającą po jego jednej stro­
nie. Można ominąć nie żałując, można zostać i utonąć w nim.
Godzinami się włóczyć, myląc kierunki, ulice, przesmyki.
Gdy wchodzisz w nie, miasto cię urabia. Gry świateł i cie­
ni. Trzeba przeskakiwać rowy przeciwdeszczowe, ocierać się
o mury, wdychać zapachy smażonego jamu, mielonej papry­
ki (sam zapach wypala oczy), rozlanego gdzieś oleju silniko­
wego. Będą szły za tobą całą chmarą dzieci, będą ci się przy­
glądać, nawet dotykać i wołać „Oybo pepe, how are you рере" ipepe to czerwona papryka, oybo znaczy człowiek - dla
nich jesteśmy czerwonoskórzy).
Czasem stajesz i tkwisz, nie wiadomo jak długo, w jakimś
miejscu, nie mogąc oderwać oczu od czyjejś twarzy, zabawki
dziecka, albo zziajany korzystasz z jakiegoś skrawka cienia.
Pot płynie strużkami po udach, głowa, ramiona i kark dawno
należą do słońca. Oślepiające światło południowej godziny
nie pozwala oglądać szczytów domów. Przez większość czasu
widzisz tylko drogę i własne, pokryte kurzem, stopy. Myślisz,
można się tu zgubić. No i stało się - nie wiesz, gdzie jesteś.
Ci, co są z tobą, też nie wiedzą. Teraz w którą stronę? A gdzie
my właściwie idziemy? W stronę pałacu emira, meczetu, do
centrum. Szukasz zdenerwowany kierunku i drogi, i wszystkie
bramy do błędnego koła stoją przed tobą otworem.
Gdy w końcu odnajdziesz wyjście, czujesz jedynie chęć
powrotu w te zagmatwane uliczki. Dlaczego chcesz tam
wrócić? To proste, zbyt dużo tam zostawiłeś.
Wysiłek poznawczy szanującego się turysty zostaje tu na­
turalnymi siłami sprowadzony do stanu, w którym nie my po-

Widok z Dali

Domy starego miasta

61

�znajemy miejsce (czyli realizujemy plan z odczytanego
wczes'niej informatora), ale miejsce wchłania się w nas. Nie
da się powiedzieć „zwiedziłem Kano", w Kano się było albo
nie. Wszyscy wiedzą, jak zwiedzać Paryż bądź Wenecję. Wia­
domo, gdzie pójść, czym się zachwycić, co sfotografować.
Zdjęcia - świadectwa minionych podróży, cenne pamiątki,
dzięki którym mamy możność pochwalić się zdobytymi kra­
jobrazami - zrobione w tym mieście nie dadzą pożądanego
efektu. Niełatwo zaimponować fotografią glinianego domu
lub gromady obszarpanych dzieci próbujących zaglądnąć do
obiektywu. Aparat fotograficzny jest tu zbędnym ciężarem.
Magia tego miejsca (jeśli się jej szuka) nie tkwi w zabytkach,
jest ona w nim samym, w całym mieście. Kurz, gorąco, słoń­
ce i pragnienie to główne odczucia filtrujące wszelkie inne
wrażenia ze spacerów krętymi uliczkami. Jednak, gdy - mi­
mo wszystko - nie uciekniemy stąd od razu i pozwolimy, by
0 dalszym pobycie zadecydowały te marne widoki, nie odje­
dziemy bez wspomnień i bez chęci, by być tu znowu.
Miasta mają swoich przyjaciół i wrogów. Kolejne opisy
1 opowieści stają się powoli źródłem fascynacji i mitologii
tych miejsc, zwłaszcza gdy podróż do nich nie jest łatwa.
Czym byłyby Chiny bez Marco Polo albo krakowski Kazi­
mierz bez Żydów?
Z drugiej strony pustyni docierali do Kano arabscy handla­
rze niewolników i kupcy poszukujący złota i innych cennych
towarów, w jakie obfitowało miasto. Zarówno hausańscy nie­
wolnicy, jak i to, co oferował tutejszy rynek, było przez wiele
wieków, powodem wypraw przez Saharę. Tutaj kończył się je­
den z trzech największych szlaków karawanowych, jakie
przecinały pustynię. Jeden z nich to Taghaza - Timbuktu na
zachodzie, będący zawsze pod kontrolą Tuaregów, drugi Ghadames - Air - Hausa, przecinający wzdłuż dzisiejszą Algierię
i kończący się na rynkach miast-państw hausańskich,
z których największe było właśnie Kano. Trzeci Fezzan - Kawar do Bornu położonego przy brzegach jeziora Czad. Rela­
cje z tych wypraw dotyczyły zapewne głównie niebezpie­
czeństw podróży i nagrody w postaci bogactwa, jakie można
było osiągnąć po powrocie z niej. Było ich tak wiele, zwła­
szcza tych przekazywanych ustnie, że miasta takie jak Tim­
buktu, Agadez, Gao, Kano otoczyła aura niezwykłości.
Leo Africanus na trwałe zaznaczył Kano na mapie Afryki.
Od niego Europa dowiedziała się na początku X V I w. o istnie­
niu miasta: W środku tej prowincji [Kano] stoi miasto o tej sa­
mej nazwie, mury i domy zbudowane są w większości z rodzaju
kredy. Mieszkańcy są bogatymi kupcami i uprzejmymi ludźmi.
W połowie X V I w. raguzański kupiec Vincenzo Matteo,
mieszkający w Kano przez kilka lat, pisze: Cheuno, które in­
ni nazywają Kano, jest jednym z trzech miast Afryki - pozo­
stałe to Fez i Kair - o których Berberowie mówią, że nie ma
nic takiego na świecie, czego nie mogliby tam znaleźć. Two­
rzy ono wraz Z Kairem i Fezem trójkąt, będąc tak samo odda­
lone od nich obu; wszystkie je dzieli dwumiesięczna podróżWedług kupców podróżujących do Algieru jest ono większe
niż dawna Niniwa i większy jest tam handel pieprzem, kością
słoniową i złotem. Jest to jedyne miasto czarnych otoczone
murem; do jego budowy wykorzystano nawet największe gła­
zy, tak że żaden nie pozostał w okolicy. (...) Otoczone murem,
posiada osiemnaście bram...
Z tej relacji i z opowieści rozsiewanych przez kupców mia­
sto wydaje się Bagdadem Afryki, miejscem z baśni. Wielkość,
bogactwo i osiągalność tylko przy wielkim wysiłku (dwa mie­
siące na wielbłądzie przez pustynię) karmią wyobraźnię, ku­
szą do odbycia podróży lub zrobienia tam majątku.

62

Słynny podróżnik, porucznik Hugh Clapperton, przejęty
kwiecistymi opisami Kano, wszedł do niego, jak przystało na
przedstawiciela królowej Wiktorii, wystrojony w reprezenta­
cyjny mundur. Potem pisze - spodziewałem się ujrzeć miasto
o olśniewającym przepychu: zamiast tego ujrzałem domy od­
ległe prawie o ćwierć mili od murów, niekiedy w pojedyn­
czych grupach między dużymi sadzawkami stojącej wody. Ca­
ły trud tak starannego przygotowania stroju byl zmarnowany;
ani jeden człowiek nie obejrzał się za mną.
Oczy Araba widzą co innego niż oczy Anglika. Europej­
scy podróżnicy nie zachwycali się zbytnio miastami położo­
nymi na południe od Sahary, nie dostrzegali w nich źródła do­
brobytu i bogactwa, jakie widziały w nich pasterskie ple­
miona czerpiące korzyści z pracowitości i zaradności mie­
szkańców miast. Stąd też największą sławę Kano głosiły lu­
dy sąsiadujące z państwami hausańskimi. Fulanie, Tuaregowie, Jorubowie zawsze chętnie tu przybywali, by zaopatrzyć
się w wyroby miejscowych rzemieślników i sprzedać własne.
Niektórzy z nich osiedlali się tu na stałe, inni wracali do swo­
ich domów, gdzie rozprawiali o bogactwach, jakie zobaczyli.

Historia
Najważniejszym źródłem pisanym do dziejów miasta a za­
razem podstawowym dokumentem do dziejów Hausy jest Kro­
nika Władców Kano. Pierwsza jej wersja powstała w X V I w.
Wakar Bagauda (Pieśń o Bagaudzie) - najstarsze spisane
wersje pochodzą z początków XX w.
Kronika Wangarawa - Najwcześniej datowana praca od­
kryta w Hausie (1650/51).
Według legendy o Bajadżiddzie, synu władcy Bagdadu,
który miał przybyć do Hausy około X wieku, jego prawowi­
ci synowie mieli założyć siedem najdawniejszych miast Hau­
sy, w tym Kano. Coś w okolicy musiało jednak być, by wła­
śnie tu mógł powstać tak wielki i sławny gród. Być może tym
czymś było granitowe wzgórze Dala, pojawiające się znie­
nacka w sennym, monotonnym krajobrazie.

Dala
Widok z Dali daje poczucie panowania nad okolicą. Każ­
de zbliżające się niebezpieczeństwo mogło być i było rozpo­
znawane dość wcześnie, by mieszkańcy zdążyli zorganizo­
wać obronę. Ostatnią twierdzę stanowiło samo wzgórze.
Kiedyś na takich wzniesieniach czuwali strażnicy. Dla za­
bicia czasu grali w dara. Po tej grze i po strażnikach pozosta­
ły do dziś małe okrągłe wgłębienia wydrążone w czasie lat
pokoju. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to,
że jest to tak naprawdę najtrwalsza pamiątka z dziejów
państw hausańskich. Budowle stawiane z gliny szybko zni­
szczały, po ozdobach i innych przedmiotach ślad zaginął lub
tkwią jeszcze pod warstwami ziemi. Tutejsi muzułmanie nie­
chętnie patrzą na przedislamskie świadectwa przeszłości.
Stąd brak badań archeologicznych i - co za tym idzie - ich
owoców. W rozpadlinach opuszczonych wzgórz do dziś wa­
lają się skorupy naczyń, kamienne żarna, gliniane figurki pa­
miętające, być może, pogańską świetność Hausy. Skromnych
dołków wyżłobionych w twardej skale sam czas nie był
w stanie zatrzeć, a człowiek się nimi nie interesuje. Tkwią na
samej powierzchni tak, jakby dopiero co ktoś odszedł od gry.
Nazwa wzgórza wiąże się z jego legendarnym mieszkań­
cem czarnym mężczyzną o imieniu Dala. Ponoć był on tak

�potężnej postury i posiadał taką siłę, że po zabiciu słonia swą
pałką potrafił nieść go na głowie przez dziewęć mil. Jego na­
stępcą był kapłan i czarownik Barbusze. Co roku przybywała
do niego okoliczna ludność na dwudniowe obrzędy. Wtedy
opuszczał swe wgzórze, u stóp którego, w świętym miejscu,
rosło drzewo zwane „Szamus". Drzewo było otoczone mu­
rem i nikt, z wyjątkiem Barbuszego, nie mógł przebywać
w jego obrębie. Po złożeniu ofiar ze zwierząt czarnej maści
bogu Tsumburburze kapłan przepowiadał zgromadzonym, co
wydarzy się przez najbliższy rok.
Według legendy przepowiedział on przybycie człowieka,
który zniszczy święte drzewo i zapanuje nad wszystkimi mie­
szkańcami. Wydarzenie to nastąpiło około 999 roku, nowym
władcą Kano, a właściwie jego założycielem był Bagauda.
Jego następcy wprowadzili Islam na dobre w drugiej połowie
XIV wieku.

Islam
Kronika Władców Kano notuje: Wangarawa przybyli z Ma­
li w liczbie czterdziestu, przynosząc islam. (...) Pod świętym
drzewem zbudowano prostokątny meczet zwrócony na wschód
i odmawiano tam modlitwy o pięciu wyznaczonych porach.

Opór
Lecz Sarkin Gazarzawa był przeciwny modlitwie i po tym,
jak muzułmanie pomodlili się i wrócili do swoich domów,
przybył ze swoimi zwolennikami i sprofanowali meczet, pokry­
wając go nieczystościami. Z tego powodu Dan Buzi został wy­
znaczony, aby trzymał wokół meczetu silnie uzbrojoną straż,
od zmroku do świtu, z ciągłym nawoływaniem się. Lecz nieste­
ty oszukano go i jego ludzi. Niektórzy [z nich] usłucliali namo­
wy pogan i odeszli; on i reszta ludzi odmówili. [Niewierni] nie
zaprzestali załatwiania się w meczecie, aż Sheshe powiedział
do Famoriego: „Nie ma na to innej rady prócz modłów",
a pozostali przystali na to. Potem, we wtorek, zebrali się w me­
czecie w porze wieczornej modlitwy i aż do wschodu słońca
modlili się z powodu niewiernych. Odeszli, gdy słońce było już
wysoko. Bóg wysłuchał ich modlitw. Oślepił przywódcę pogan
i oślepli również wszyscy, którzy brali udział w tym postępku
oraz ich kobiety. Po tym wszyscy poganie poczuli strach. Wte­
dy Yadżi usunął ich wodza ze stanowiska, mówiąc do niego:
„Bądź wodzem ślepych " (Sarkin Makafi). Takie oto było zwy­
cięstwo nad pogaństwem. Ci, którzy nie wierzą, są ślepcami,
który z chrześcijan nie zna tej metafory?

Historia cd.
Waleczność nigdy nie była dominującą cechą mieszkań­
ców miasta. Handel nie lubi wojennych niepokojów. Wielkie
mury otaczające gród (istniejące już w X I wieku i ciągle roz­
budowywane), częściej służyły odstraszeniu przeciwnika niż
faktycznej obronie. Gdy podbój był nieunikniony, najeźdźcy
często zastawali otwarte bramy.
Kiedy w Europie mówiło się tylko o Napoleonie w Afry­
ce Zachodniej, na południe od Sahary, fulański przywódca
Usman dan Fodio rozpoczął „świętą wojnę" o umocnienie is­
lamu i jego praw na obszarach położonych na zachód od je­
ziora Czad. Przyniosło to między innymi kres niezależnego
bytu hausańskich państw-miast. Miasta Hausy zostały zjed­
noczone w potężnym państwie Kalifacie Sakkwato, który
przetrwał do podboju angielskiego na początku XX wieku.

Historia miasta dla jego mieszkańców niewiele znaczy. Mury
obronne wyznaczające granice starej części, będąc nieprzy­
datne dla jej obrony, stały się źródłem budulca przy reperacji
jeszcze istniejących glinianych domów. Pamiątki przeszłości
zawadzają. Może gdyby wymyślono węższe samochody, uli­
ce i bramy mogłyby ocaleć i nie zostałyby stratowane przez
pojazdy napędzane czymś daleko innym od wody i trawy.

Tradycja
Pomimo to, wśród mieszkańców istnieje podział i hierar­
chia w zależności od miejsca, w którym się mieszka, na ko­
rzyść tych, którzy są ze starego miasta. Historia i tradycja od­
dzielają się tu od siebie. Miasto, które stało się jedynie porzu­
caną przez młodych dzielnicą, staje na straży tego, co odcho­
dzi w przeszłość. Zanikające zawody, stosunki rodzinne, oby­
czaje być może przetrwają tu najpierw jako anachronizm, po­
tem jako ostoja stabilizacji i porządku coraz bardziej amor­
ficznego rozrastającego się wielodzielnicowego molocha.
Dla mieszkańców starego miasta wszystko to, co znajdu­
je się poza jego granicami, skupia niepożądany element. Tam
mieszkają kryminaliści, prostytutki, pijacy i niewierni. Wszy­
stkie instytucje i jednostki negujące tradycyjne wartości mu­
szą znaleźć się w waje, czyli w świecie zewnętrznym. W po­
bliżu murów stoją domy ludności przybyłej z okolic kultural­
nie i religijnie związanych z mieszkańcami starego miasta, są
to głównie Hausańczycy. Ta strefa domów stanowi granicę
z Sabon Gari (Nowym Miastem), najmłodszą częścią miasta.
Tutaj osiedlili się przybysze z odległych, kulturowo obcych
plemion, głównie z południa: Jorubowie, Ibowie, Edowie.
Oprócz domów znajduje się tu wszystko, co wiąże się z no­
woczesnym miastem i jego architekturą: biura, banki, fa­
bryczki, supermarkety oraz rezydencje kontraktowych przy­
byszów z Europy lub Ameryki.
Wszystko to jest waje.
Birni (stare miasto, gród) zamieszkują stare rodziny od lat
związane z miastem, parające się z uporem zanikającymi już
zawodami. Są to rzemieślnicy, potomkowie rodów budowni­
czych, farbiarzy, kaletników, handlarze, mallamowie. Tutaj
właśnie jest źródło farbowanych w indygo ubrań i zawojów
sławnego a zarazem i osławionego koczowniczego ludu Tuaregów, zamieszkującego Saharę. Tutaj też produkuje się mie­
cze, noszone z dumą wojownika przez Tuaregów, Fu łanów
i Hausańczyków. Stąd pochodzą wyroby skórzane znane od
wieków nie tylko na południowych obrzeżach pustyni, ale
i w krajach Maghrebu. I jeszcze jedna rzecz charakterystycz­
na w tej dzielnicy: trudno tu spotkać starca lub staruszkę,
którzy by nie mieli zaczerwienionych ust i zębów od ciągłe­
go przeżuwania orzecha kola. Ten owoc o cierpkim, orze­
źwiającym smaku jest nam również trochę znany w dobro­
dziejstwie pepsi-coli i innych „coli".
Stare miasta afrykańskie nie są oazą przeszłości, wystar­
czy wejść do nowszych dzielnic, by pozbawić się złudzeń.
Nieczytelny dla obcych chaos na ulicach i osaczający z każ­
dej strony beton sprawiają, że chce się wyć... lub uciec stąd.
W przypadku Kano chęć ucieczki jest chęcią powrotu do Bir­
ni. Publiczne mityzowanie własnych przeżyć jest przyjemno­
ścią podobną do opowieści starych ludzi, konieczni są słucha­
cze, ale nieważne jest, czy ktokolwiek cię słucha. Co więcej,
opisanie na przykład miasta nie zawsze jest formą zaprosze­
nia. Mogło by to zostać odebrane jako wdzieranie się do cu­
dzych wspomnień. Krótko mówiąc, nie chciałabym, żeby
ktokolwiek je jeszcze widział. Bo to jest moje miasto.
6.?

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9568" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9546">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/15f94c19f5f6ff90adfeedafe40c842e.pdf</src>
        <authentication>9a2993cd6d27aceba73eff064a2f1d7b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113933">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5593</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113934">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113935">
                <text>2008</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113936">
                <text>Holokaust - aspekt antropologiczny</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113937">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5201</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113938">
                <text>Język Zagłady - język świadectwa/ Barbarzyńca 2008 nr 3 (13)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113939">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne,2008 nr 3(13), s.64-71</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113940">
                <text>Morawiecka,Maria Magdalena</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113941">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113942">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113943">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113944">
                <text>Maria

•
I

Magdalena
M orawi ecka

u

n w

19

8

6 n

&gt; studentka kulturoznawstwa na Uniwersytecie W r o c ł a w s k i m i ASPP

„Abrys" w e W r o c ł a w i u . Działa w Studenckim Kole N a u k o w y m Kulturoznawców

\ i współpracuje z u g r u p o w a n i e m

Dziennikarzy W ę d r o w n y c h i w y d a w a n y m przez

nie i n t e r n e t o w y m pismem .Wędrowiec" ( w w w . d z i e n n i k a r z e - w e d r o w n i . o r g ) .
Zainteresowania badawcze: teoria i historia kultur/, aksjologia, praktyki kartograficzne
jako ź r ó d ł o wiedzy o kulturze, tradycje wokalne słowiańszczyzny.

Język Zagłady - język
świadectwa. Relacja ocalałego
jako komunikat
„Zaprawdę, wargami jąkałów
i językiem obcym przemawiać będzie do tego narodu
ten, który mu powiedział:
»Teraz odpoczynek! Dajcie wytchnąć strudzonemu! A teraz, spokój!«.
Ale me chcieli Go słuchać.
Wtedy będzie do nich mowa Pana:
»Saw lasaw, saw lasaw; kaw lakaw, kaw lakaw;
zeer szam, zeer szam *,
żeby szli i upadli na wznak i rozbili się,
żeby uwikłali się w sieci i byli schwytani.
Iz 28, 11-13
1

Holocaust nie ma i nie moie mieć swojego języka
I. Kertesz

Jak podaje Biblia Tysiąclecia,
są to „onomatopeiczne
wyrazy hebrajskie naśladujące mówienie dzieci lub
pijaków (...) mogłyby mieć taki sens: »Rozkaz za
rozkazem, rozkaz za rozkazem; reguła za regułą, reguła
za regułą; trochę tu, trochę tam«". Biblia Tysiąclecia pod
1

1

red. benedyktynów tynieckich, Wydawnictwo Pallottinum,
Poznań-Warszawa 1980, s. 871.
I . K e r t e s z , / ^ na wygnaniu, W A B , Warszawa 2004,
s. 194.
2

BARBARZYŃCA

3 (13) 3DD8

�Język Zagłady - język świadectwa

65

agłada miała nie pozostawić po sobie
świadków. Nikt nigdy nie miał, nie po­
winien był opowiedzieć historii ofiar obo­
zów . Ich los miało okryć milczenie. Stało się
inaczej. Kiedy okazało się, że nie wszystko stra­
wił ogień krematoryjnych pieców, zapadła przej­
mująca cisza. Poszukiwania pośród wszystkich
słów, we wszystkich językach, które rozbrzmie­
wały w obozach, nie przyniosły rezultatu. Pozo­
stawały równie bezsilne wobec próby opisania
tego, co się wydarzyło. Świadkowie przeżyli, ale
byli niemi. Słów zabrakło.
Pisanie o języku stawia zawsze autora tekstu
w dwuznacznej sytuacji, ponieważ zacierają
się granice pomiędzy materiałem stanowiącym
obiekt analizy a materią, z której utworzona jest
sama analiza. Pisanie o języku, którego istnienie
jest kwestionowane (język Zagłady), oraz języ­
ku, który kwestionuje własną zdolność do wyra­
żenia tego, do wyrażania czego został powołany
(świadectwo), zakrawa więc na paradoks przy­
najmniej w podwójnym sensie. Ponieważ jednak
świadkowie domagają się mówienia o Holokau­
ście, nie sposób pominąć ich głosu milczeniem.
Czym - jeśli takowy istnieje - charaktery­
zowałby się język świadectwa i w jakiej relacji
pozostaje do „języka Zagłady"? Czy można je
ze sobą utożsamiać? Jak możliwe jest i czemu
służyć może mówienie o czymś, co z góry uzna­
ne zostaje za niemożliwe do wypowiedzenia?
W jakim sensie świadectwo jest komunikatem?
- to tylko wybór z szeregu pytań, które można

by stawiać w kontekście tematu niniejszej pracy,
które legły u jej genezy, na które z całą pewnością
nie udzielę w niej wyczerpujących odpowiedzi i na które cały ten tekst (mimo wszystko) próbą
odpowiedzi pozostaje.
Język w obozie (jak niemal wszystko) funk­
cjonował w odmienny sposób niż zwykle. Dla
w i ę ź n i ó w był przede wszystkim n a r z ę d z i e m
zdobywania niezbędnych do przetrwania infor­
macji. Niedostateczna znajomość języka utrud­
niała aklimatyzację, u n i e m o ż l i w i a ł a szybkie
zorientowanie się w obozowej rzeczywistości
i rozumienie rozkazów, drastycznie zmniejsza­
jąc szanse na przeżycie. Dla strażników stanowił
w relacjach z więźniami medium, za pomocą
którego narzucali rygor. O charakterze całej sy­
tuacji komunikacyjnej przesądzała dominacja
trybu rozkazującego. Większość wypowiedzi
kierowanych przez przedstawicieli pierwszej
grupy do drugiej
była rysem impe­
ratywu. Dodatkowy czynnik, jakim było uprzy¬
wilejowanie pozycji języka niemieckiego (jako
jedynego pełnoprawnego), sprawiał, że status
pozostałych iezyków narodowych iako ludzkiei
mowy zostawał podważony co z kolei łączy sie
z podaniem w wątpliwość przynależności do
ratunku ludzkie™ wszystkich którzy me po
trafia wykazać sie znaiomościa niemieckie™
lezyk wysteouie tu iako fayterium oodziału na
udzi i nie ludzi (traktowanych iak zwierzęta
czy wręcz nrzedmioty) nrzy czym można za'
ryzykować tezę ze tym' co wyróżniałoby mowę

Primo Levi pisze pięknie, acz niejednoznacznie:
„Nie, my nie wrócimy. Stąd nie powinien wyjść nikt, kto
mógłby zanieść światu wraz ze znamieniem wypalonym
na skórze złą nowinę: ile potrzeba było w Oświęcimiu
odwagi człowiekowi, aby pozostał człowiekiem". P. Levi,
Czy to jest człowiek?,
Państwowe Muzeum w Oświęcimiu,
Książka i Wiedza, Warszawa 1996, s. 61.

i przeraził; rozkaz (...) powtarzali głosem donośnym
i wściekłym, a w końcu wykrzykiwali go z całych sił, jakby
mieli do czynienia z głuchymi, czy raczej ze zwierzętami
domowymi, które przecież reagują na ton głosu, a nie treść
nakazu. Kiedy ktoś mimo to ociągał się (...), zaczynało
się bicie i stawało się oczywiste, że w grę wchodzi tu j u ż
inny wariant języka - posługiwanie się słowem, czynność

Istnienie owego mechanizmu zaświadcza również
P. Levi, komentując zachowanie esesmanów w obozie
przejściowym w Fossoli: „Do tych, którzy ich nie
rozumieli, zwracali się w sposób, który nas zdumiał

konieczna i wystarczająca, żeby człowiek okazywał się
człowiekiem, zostawało odrzucone. Był to dla nadzorców
widomy znak, że nie jesteśmy ludźmi". P. Levi, Pogrążeni
i ocałeni, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2007, s. 110.

Z
3

3

4

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

4

��67

Język Zagłady - język świadectwa

pierwszych od mowy drugich, nie byłaby tu jak w przypadku koncepcji filozoficznych czy
antropologicznych - jej zdolność do wyrażania
abstrakcyjnych praw, ale do stanowienia prawa.
Odebranie wartości mowie uwięzionych w pew­
nym sensie oznaczało okradzenie ich z języka, aż
po pozbawienie ich najprywatniejszej jego części
- imion. Po dokonaniu tego aktu (i uprzedmio­
towieniu, do jakiego nieuchronnie prowadzić
musiało zastąpienie imion numerami) zatraca
się sensowność pisania słów, takich jak „Żyd"
czy „Polak" wielką literą - stają się nazwami
pospolitymi, tak samo jak „pies" czy „krzesło".
Odmówienie więźniom człowieczeństwa osta­
tecznie zdejmowało z oprawców obowiązek
podejmowania dialogu .
5

Czapliński sugeruje, że za taki element można
by uznać kreacyjny aspekt języka. Jak pisze:
„Jeśli w Zagładzie objawiła się jakaś istota ję­
zyka, to najpewniej wiązała się ona z magicz­
ną jego funkcją - stwarzaniem rzeczy poprzez
słowa. I właśnie ona - moc kreacyjna - okazała
się całkowicie obojętna rozumieniu. Ten, kto
może używać języka tak, jak bóg, ten, kto może
poprzez język stanowić o czyimś życiu, nie dba
o to, czy jest rozumiany. (...) I na odwrót: język
skrajnej przemocy pojmujemy bez rozumienia;
wiemy, co on nam mówi, nie rozumiejąc słów
-wiemy, że nakłada na nas obowiązek całkowi­
tego posłuszeństwa (...). Aby taki język mógł być
narzędziem komunikacji, jego »istota« musia­
łaby być nie tyle przekładalna, co symetryczna,
przechodnia zwrotna to znaczy musiałaby
w równej mierze przysługiwać »stwórcy« co
przedmiotom stwarzanym Bez tej przechodniościiezyk okazuje sie przede wszvst iCim 113.""
rzędziem dyscyplinującym" .

Ktoś, kto wydaje dyrektywy, nie musi trosz­
czyć się o to, by wyjaśnić ich sens podkomend­
nemu. Mamy tu do czynienia z typem działania
nakierowanym na wpływ, nie porozumienie .
Rozkazywanie bowiem nie pociąga za sobą ko­
nieczności podjęcia choćby próby zrozumienia
drugiej strony, nie wymaga też wytwarzania wię­
zi pomiędzy nadawcą a odbiorcą komunikatu.
Język zatraca więc swą, zdawałoby się, pier­
wotną funkcję, jaką jest właśnie komunikacja
(communico, comunicare - uczynić wspólnym,
połączyć; udzielić komuś wiadomości, naradzać
się, omawiać).
To jednak oznaczałoby, że przyjął on jakąś
funkcję odmienną, być może dotąd nazbyt czę­
sto umykającą uwadze lingwistów. Przemysław

Jeśli więc Primo Levi przywołuje metaforę
wieży Babel w kontekście Auschwitz, to jest to
porównanie niepozbawione pewnej dozy prze­
wrotności. Biblijna figura, choć nadal rozpozna­
walna, jawi się tu w koszmarnym, zakrawającym
na groteskę odwróceniu. Obozy koncentracyjne
nie miały nigdy służyć budowaniu wspólnoty,
ale zagładzie. Celem ich istnienia była destruk­
cja, nie konstrukcja. Powstały nie za przyczy­
ną porozumienia zawartego przez ludzką rasę

„Mówienie do zwierzęcia byłoby czynnością niemądrą,
jak mówienie do samego siebie, lub aktem śmiesznym
i patetycznym; a przy tym i tak nie zostałoby się
zrozumianym". P. Levi, op.cit., s. 111.
Nawiązuję tu do podziału zaproponowanego przez
J. Habermasa. Patrz: J. Habermas, Pojęcie
działania
komunikacyjnego (uwagi wyjaśniające),
„Kultura

porozumienia, nazywania świata i wyrażania uczuć
- im pełniej służy bowiem tym celom, tym bliższy
jest narzędziu dominacji i metodzie stwarzania
świata. O istocie języka nie decydują bowiem znaki
i znaczenia, lecz relacje między tymi, którzy coś do
siebie mówią [podkreślenie M . M . ] . Z punktu widzenia
języka i przekładu Holokaust był pojednaniem różnic

i Społeczeństwo" 1986, nr 3, s. 21-44.
Czapliński pisze też dalej, że wszelkie działania
porządkujące napotykają, odsłoniętą przez Holokaust,
zakrytą stronę języka: nie jest on narzędziem

lingwistycznych i usunięciem tej cząstki każdej
wypowiedzi, której nie da się przełożyć. P Czapliński,
Zagłada jako wyzwanie dła refleksji o łiteraturze,
„Teksty
Drugie" 2004, nr 5, s. 14.

6

5

6

7

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

7

�Maria Magdalena Morawiecka

68
{nomen omen), ale elementarnego niezrozu­
mienia (i braku chęci zrozumienia) między jej
przedstawicielami. „Pomieszanie języków" nie
owocuje wyodrębnieniem rozmaitych dialektów,
lecz wykształceniem się lagersprache.
Gdybyż przynajmniej chodziło tu o prostą
antytezę starotestamentowego toposu: ale pro­
jekt nazistów jawi się nie tyle jako lustrzane
odbicie biblijnego obrazu, co raczej jako odbi­
cie w krzywym zwierciadle. Kierunek wiedzie
od wielości ku eliminacji owej pierwotnej róż­
norodności za pomocą najbardziej radykalnej
z metod - eksterminacji. Jedność, która byłaby
efektem wykonania w pełni tego planu, zasa­
dzałaby się nie na zjednoczeniu, a na jedyności.
Jeśliby formułować na tym gruncie postulat
wprowadzenia wspólnej mowy dla całej ludzko­
ści, to jedyną drogą do jego realizacji byłaby eli­
minacja wszystkich obcych języków wraz z tymi,
którzy się nimi posługują. Jedynym elementem
metafory niezmiennym w z g l ę d e m biblijnego
pierwowzoru okazuje się pycha architektów.
Nic też dziwnego, że ostatecznie w świadectwie
Leviego miejsce rzucającej wyzwanie niebiosom
wieży zaimuie - zeodnie z loeika symetrii - lei
danteiskLo niekła kształtem zbieżny z wszyst­
kimi zbiorowymi mogiłami świata
Spróbujmy sobie zatem uświadomić sytuację
kogoś, kto podejmuje się zadania świadczenia
o Zagładzie. Paradoksalnie można stwierdzić, że
język Zagłady mógłby obyć się w ogóle bez słów,
jako że skrajna przemoc wyraża się w znacznej
mierze w aktach niewerbalnych. Treść świadectw
ocalałych nie różnicuje się znacząco w zależno­
ści od języków, w jakich zostały one spisane .
Pobyt w obozie sytuuje się w sferze doświadczeń
pozajęzykowych, wobec której wszelkie próby
obleczenia w słowa ponoszą fiasko, a która za¬
razem pozostaje wspólna dla wszystkich ocalo-

nych, niezależnie od języka, którym się posługu­
ją. Wiążąca się z tym osławiona niewyrażalność
przeżyć ofiary staje się problemem w momencie,
gdy ta ostatnia decyduje się przekuć je na opo­
wieść. Stwierdzenie to, samo w sobie banalne,
pozostaje jednak nieodzowne dla refleksji nad
zagadnieniem języka świadectwa.
Trudność, przed jaką staje świadek, wynika
z faktu, że jego dotychczasowy język, język ojczy­
sty, który go kształtował, nie pochodzi ze świata
obozu, w związku z czym okazuje się do niego
równie nieprzystawalny co zewnętrzna rzeczy­
wistość, w której powstawał. Za wzór nie mogą
mu również posłużyć przemiany, jakim podlegał
język w samym obozie: j u ż wówczas w istocie nie

Nie chcę przez to powiedzieć, że treść wszystkich
świadectw jest jednakowa, przeciwnie, jestem jak
najdalsza od takiego twierdzenia. Skłaniam się natomiast
ku poglądowi, że istniejące różnice (zarówno w treści,

dominującym nastroju utworu, jak i stylistyce, w jakiej
jest utrzymana) wiązać należy bardziej z kwestiami
indywidualnymi (tj. biografia i osobowość autora) niż
z narodową i „językową" tożsamością świadka.

8

8

BARBARZYŃCA

3 (13) 3 0 0 8

�Język Zagłady - język świadectwa

69
cjonowały wówczas niektóre zwroty, ponieważ
dopiero świadectwo podejmuje próbę wypowie­
dzenia zarówno tego, co działo się w obozach,
jak i tego, co znaczyło to dla więźniów. A nie wy­
starczy sama znajomość faktów, by to zrozumieć.
Dla takiego odbiorcy użycie niektórych zwrotów
i słów może być mylące: rozpoznaje znajome
frazy, więc ma wrażenie, że opowiada mu się
o czymś, co doskonale potrafi pojąć, podczas
gdy rzeczy mają się zupełnie inaczej. Emblemat
pozostał niezmieniony, chociaż przysługują mu
różne desygnaty. To właśnie pozwala Elie Wieselowi stwierdzić:

był on wystarczającym narzędziem dla wyraża­
nia przeżyć więźniów, co jednak nie miało więk­
szego znaczenia, dopóki obracali się we własnym
gronie. Wspólnota doświadczeń umożliwiała
wzajemne zrozumienie, jednocześnie ograni­
czając potrzebę opowiadania o nich. Wchodząc
do obozów, więźniowie dysponowali j u ż ściśle
określonym materiałem językowym, za pomocą
którego (nie mając innych narzędzi) w otaczają­
cej ich nowej rzeczywistości starali się nazywać
zjawiska i warunki radykalnie odmienne od
znanych im dotychczas. Dochodziło więc do sy­
tuacji, w której na oznaczenie niewspółmiernie
intensywniejszych i bolesnych doznań używano
starych słów, z racji ich powierzchownego podo­
bieństwa z opisywanymi zjawiskami.
Odbiorca nie może być w pełni zaznajomio­
ny z całym upiornym kontekstem, w j akim funk-

9

„Miałem tyle do powiedzenia, a brakowało
mi słów. Świadom ubóstwa środków, czułem,
że ogranicza mnie język. Ktoś powinien był
wymyślić inny. Czy można oczyścić i ucywili­
zować język wypaczony i zatruty przez wroga?
Głód, pragnienie, strach, transport, selekcja,
ogień, komin - każde z tych słów coś znaczy,
ale w tamtych czasach znaczyło coś całkiem
innego. Pisząc w ojczystym, też okaleczonym
języku, TclZ pO TclZ dochodziłem do wniosku, że
»to nie to«. (...) Wciąż było »nie to«. »To«, czyli
co? (...) Słowa zaczerpnięte ze słownika wyda­
wały mi się płytkie, tandetne, nijakie" .
9

Status ofiary nie jest tożsamy ze statusem
świadka, przejście od jednej roli do drugiej wią­
że się z radykalną zmianą nastawienia. Język
przemocy nie jest i nie może być tym samym
językiem co język opisu przemocy. Analogicznie
język świadectwa nie może być językiem Zagła­
dy, bo ten ostatni pozostanie dla czytelników na
zawsze językiem obcym i niezrozumiałym. Za­
danie świadka przypomina więc nieco zadanie
tłumacza i polega na tym, by zakomunikować
(z naciskiem na znaczenie, do którego odsyła
łacińska etymologia słowa „komunikacja") in11 y 111 coś, co właściwie nigdy komunikatem nie
było i być nie miało, co w samej swojej istocie

E. Wiesel, Noc, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2007, s. 15-16.

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

�Maria Magdalena Morawiecka

70
sprzeczne jest z ideą komunikowania i opiera
się próbom przekształcenia w komunikat. Jego
własny obraz świata uległ nieodwracalnej prze­
mianie, dla wyrażenia której niezbędne wydaje
się w konsekwencji wprowadzenie zmian rów­
nież w języku (i w językowym obrazie świata).
Chaos, który zapanował wśród pojęć i wartości
na skutek podważenia fundamentalnych (jak się
zdawało) i niekwestionowanych dotąd prawd
i zasad, domagał się nazwania i ponownego
uporządkowania . Poszukiwaniu adekwatnej
formy dla świadectwa towarzyszą emocje i pole­
miki związane z obawą, by nie uchybić w niczym
pamięci ofiar. W szczególnej formie odżywa tu
dawny spór o decorum.
Wbrew zapowiedziom tworzenie nie tylko
prozy, ale i poezji po (i o) Holokauście okazało
się możliwe, choć stało się jasne, że może ona
przybierać odmienne formy niż te, do których
się przyzwyczailiśmy. Wśród utworów podejmu­
jących tematykę Zagłady znalazły się prawdziwe
arcydzieła. Analiza wielu z nich potwierdza, że
wobec trudności, jakie rodzi mówienie o H o ­
lokauście, pojawia się potrzeba poszukiwania
zupełnie nowego, adekwatnego języka, również
wprost zgłaszana przez autorów (jak choćby
w cytowanym powyżej fragmencie książki Elie
Wiesela). Taki język byłby w stanie oddać to
wszystko, czego nie dało się wyrazić dawnymi
środkami, i juz sama jego struktura w jakiś spo-

sób naprowadziłaby odbiorcę na nieujmowalną w żadnym ludzkim języku, nieludzką treść
tamtych w y d a r z e ń . Bardzo szybko okazuje
się jednak, że aby przekaz w ogóle mógł zostać
odczytany, musi posługiwać się znanymi sym­
bolami, bodaj w minimalnym stopniu, niezbęd­
nym dla zaistnienia jakiejkolwiek płaszczyzny
porozumienia. Chcąc nie chcąc - ze względu
na rolę, jaką stara się pełnić - świadectwo z ko­
nieczności odwołuje się do zastanych, wypraco­
wanych form. Z jednej strony bowiem poczucie
obcości u odbiorcy, jakie może być wywoływane
przez innowacyjność czy też niekonwencjonalność środków, którymi operuje, jest zjawiskiem
pożądanym - pozwala zwrócić jego uwagę u a
swoistość i odrębność opisywanego świata, wraz
z tymi jego elementami, które pozostają nieprzekładalne Z drueiei zaś sama ieeo funkcia - która
jest wszak zaświadczanie, nieuchronnie wiążące
sie z notrzeba dostrzeżenia adresata przekazu
(który zazwyczai sam nie iest świadkiem) - spra­
wia ze używany iezvk nie może bvć iezykiem
radykalnie nowvm Nieustanne naoiecie miedzy
tymi sorzecznymi wymorami określa warunki
w iakich nowstaie każdorazowo ma skutek indy'
widualnych zmagań autora) język świadectwa

T. Różewicz pisze w swoim najbardziej znanym
wierszu: „Szukam nauczyciela i mistrza/ niech przywróci
mi wzrok słuch i mowę/ niech jeszcze raz nazwie
rzeczy i pojęcia/ niech oddzieli światło od ciemności".
T. Różewicz, Poezje wybrane, Wydawnictwo Literackie,
Kraków 1994, s. 6. J u ż sam proces nazywania może
być traktowany jako rodzaj działania ładotwórczego,
pomocnego przy próbie ogarnięcia i zapanowania nad
opisywanymi wydarzeniami. Wybór języka, w jakim
będzie się o nich opowiadać, ma wpływ nie tylko na
formę świadectwa, ale i (pośrednio) na jego treść. Jak
zauważył J. Jedlicki, „Fakty mówią same za siebie, ale
autorzy świadectw nazywają je, ujmują w kategorie,

komentują i osądzają, a więc włączają w schemat
poznawczy i aksjologiczny". J. Jedlicki, Źle urodzeni,
czyli o doświadczeniu historycznym. Scripta i postscripta,
Aneks, Londyn-Warszawa 1993, s. 16. A „wybór formy
jest zawsze - na tym obszarze tematycznym szczególnie
- wyborem perspektywy poznawczej i poglądu na świat".
J. Jedlicki, op.cit., s. 15.
Przyjmując szerokie rozumienie języka (nie
ograniczając tego pojęcia wyłącznie do znaków
występujących w fonosferze oraz ich graficznego zapisu),
nie waham się przed włączeniem do opisywanego
zjawiska nie tylko dzieł literackich, ale też poszukiwań
podejmowanych w obszarze powojennej sztuki.

10

10

11

W świetle powyższego świadectwo jawi się
jako zjawisko, którego istnienie jest warunkowa­
ne w równym stopniu przez istnienie świadka, co
istnienie tego, wobec kogo się zaświadcza. Bez

11

BARBARZYŃCA

3 (13) 3DD8

�71

Język Zagłady - język świadectwa

ukonstytuowania się „audytorium", bez zaistnie­
nia kontaktu między tymi dwiema stronami da­
wanie świadectwa traci jakikolwiek sens. Kształ­
tując się w przestrzeni pomiędzy podmiotami,
poszukuje ono takiego języka, który zdolny był­
by przerzucić pomost między światami ich do­
świadczeń . Pomost taki byłby wprawdzie zbyt
kruchy, aby dało się po nim przejść i faktycznie
spowodować ich uwspólnienie, wystarczający
jednak, by je związać i doprowadzić do spotkania
się ich granic. Jeżeli nawet granice te nie staną się
przez to przekraczanie, to przynajmniej istnie­
je szansa, że uwidocznią się ich zarysy. W tym
sensie opowieść ocalałego, przywołując elementy
zamkniętego świata obozu, w pewnym stopniu
również je kształtuje - poprzez wspomniane
wcześniej ujmowanie faktów za pomocą języ­
kowych kategorii, umiejscawianie ich w systemie
poieć a wiec wpisanie ich w pewien porządek
Odtwarzanie jest też rodzajem tworzenia .
12

13

Okrężną drogą dochodzimy więc znów do
kwestii kreacyjnej mocy języka, tym razem jed­
nak zupełnie inaczej pojmowanej i czemu in­
nemu służącej. W przeciwieństwie do sytuacji
komunikacyjnej, jakiej doświadczali więźnio­
wie w obozie, świadectwo jest przykładem ko­
munikatu nakierowanego na osiągnięcie (po)
rozumienia i powstaje na skutek świadomej
Światy te można porównać do zaproponowanej
przez Jedlickiego kategorii „światów wyłączonych
- o odmiennych prawach życia i śmierci (...),
w których nawet język jest różny". Jak pisze Jedlicki,
„ludzie, którzy przekraczali wówczas granicę dwóch
światów wyłączonych, odczuwali zrazu całkowitą
niekomunikowalność swoich doświadczeń i ich
nieprzystawalność do ekonomii innego świata" (op.
cit., s. 10). Wprawdzie Jedlicki, pisząc o „światach
wyłączonych", miał na myśli światy współistniejące obok
siebie podczas wojny (getto, partyzantka, obóz etc),
jednak sytuacja świadka, który stara się opowiedzieć
o wydarzeniach z przeszłości komuś, kto nie podziela jego
doświadczeń, wydaje się analogiczna.
To samo spostrzeżenie odnieść można do obecności
w świadectwie nieodłącznego składnika literatury
12

13

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

próby wytworzenia u odbiorcy poczucia więzi
z nadawcą.
Język pozostaje narzędziem, bez którego nie­
możliwe byłoby osiągnięcie owego celu - celu,
który przecież ostatecznie można, upraszczając,
sprowadzić do wytłumaczenia sobie i innym
(a z pewnością jest to jedno z trudniejszych
zadań translatorskich, przed którymi stawała
ludzkość) znaczenia jednego tylko słowa: „Ho­
lokaust". Oczywiście podejmując się próby prze­
łożenia na logiczne - w podwójnym tego słowa
{logos) znaczeniu - terminy czegoś, co wydaje
się nielogiczne, świadek nie ma żadnej gwarancji
powodzenia przedsięwzięcia. Wręcz przeciwnie:
wszystko każe mu przypuszczać, że pełny suk­
ces jest nieosiągalny. Dlaczego więc, wiedząc,
że reszta zawsze jest milczeniem, mimo to nie
ustaje w wysiłkach? Odpowiedź (o ile w ogóle
istnieje jedna odpowiedź) pozostaje tajemnicą
świadka. Na koniec oddajmy więc głos jednemu
z nich:
„Czułem w głębi duszy, podobnie jak czasem
dziś, że moje świadectwo nie przekona ludzi.
Tylko ci, którzy przeżyli Auschwitz, wiedzą, co
naprawdę to słowo znaczy. Inni nigdy się tego
nie dowiedzą. Ale może przynajmniej spróbują
to pojąć?" .
14

- fikcji, której tak obawiają się autorzy świadectw.
Ryzyko wystąpienia „kłamstwa literatury" okazuje
się mniej paraliżujące, jeśli skojarzymy fikcję nie
tylko z zafałszowaniem (w którym to znaczeniu
najczęściej bywa współcześnie to słowo u ż y w a n e ) , ale
też z jej twórczym aspektem - podobnie, jak uczynił
to Geertz, dowodząc, że etnografia jest rodzajem fikcji
w pozytywnym sensie. Użycie typowo literackich
środków wyrazu nie musi prowadzić do zniekształcenia
(zakłamania) wspomnień o Zagładzie, ale właśnie
do ich ukształtowania (nadania im kształtu, formy).
Patrz: C. Geertz, Interpretacja kultur. Wybrane eseje,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków
2005.
E. Wiesel, Noc, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2007,
s. 16.
14

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11030" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11008">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3fa046a45a41fe8df47b97610937213b.pdf</src>
        <authentication>d3ca616bd8a59d65387c5c0200006b01</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131489">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2004</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131490">
                <text>2001</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131491">
                <text>sanktuaria</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="131492">
                <text>Żmudź - muzyka sakralna</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="131493">
                <text>Kalwaria Zebrzydowska - muzyka sakralna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131494">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1859</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131495">
                <text>Muzyka Kalwarii Żmudzkiej w Gordach(Samogitia) i Kalwarii Zebrzydowskiej : zbiezności i różnice / LUD 2001 t.85</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131496">
                <text>LUD 2001 t.85, s.83-106</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131497">
                <text>Motuzas, Alfonsas</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131498">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131499">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131500">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="131501">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131502">
                <text>Lud, t. 85, 2001

ALFONSAS MOTUZAS
Uniwersytet Vytautas Magnus
Kowno

MUZYKA KALWARII ŻMUDZKIEJ W GORDACH (SAMOGITIA)
I KALWARII ZEBRZYDOWSKIEJ: ZBIEŻNOŚCI I RÓŻNICE

Litwę tworzą cztery regiony etnograficzne: Dzukia, Sudowia, Auksztota oraz
Żmudź. Jedną z bardziej rozpowszechnionych form i miejsc modlitwy na Litwie są kalwarie albo Nowe Jeruzalem. Jak podają źródła historyczne, było ich
na Litwie siedem: 7 stacji na zamkniętym dziedzińcu klasztoru Bernardynów
w Wilnie, 19 stacji Kalwarii Żmudzkiej w Gordach, 35 stacji Kalwarii w Wilnie-Werkach (Verkiai), 14 stacji Kalwarii w Berżorach, 7, 14 i 19 stacji Kalwarii typowych dla klasztoru bernardyńskiego w miasteczku Citowiany (Tytuvenai), 19 stacji Kalwarii typowych dla miejscowości Masiady (Mosedis),
Droga Krzyżowa z 35 stacjami Kalwarii w Wepriach (Vepriai).
Na Litwie kalwarie z Drogą Krzyżową pojawiły się w okresie poreformacyjnym, kiedy ta forma kultu Męki Chrystusowej dotarła do Polski. W Królestwie Polskim oraz w Wielkim Księstwie Litewskim o modlitwie Drogi Krzyżowej w źródłach pisanych pod koniec XVI wieku pierwszy wspomniał Mikołaj Krzysztof Radziwiłł, zwany "Sierotką". W listach z 1582-84 roku opisał on
swoją podróż do Jerozolimy oraz tamtejsze obrzędy Drogi Krzyżowej I. Najprawdopodobniej ten materiał opisowy M. K. Radziwiłła przyczynił się do utworzenia naj starszej w Polsce Kalwarii. W latach 1600-17 na krakowskich wzgórzach Żarek wojewoda Mikołaj Zebrzydowski ze swymi krewnymi założył Kalwarię Zebrzydowską z Drogą Krzyżową składającą się z 50 stacji i powierzył
ją opiece miejscowych bernardynów2• Modlitwy przy tych stacjach Kalwarii
zaczęto odprawiać już w 1608 roku, kiedy rozpoczęto tam świętować obchody
Wywyższenia Św. Krzyża. Miejscowy bernardyn Marian Postekalski w 1611
roku pierwszy opisał tradycję obrzędów modlitewnych Kalwarii Zebrzydowskiej w pracy Viarum Redemp/ionis nos/rae in agro Zebrzydovicensi dis/inc/arum rememora/io. Cracoviae anno 1611 in off. Początkowo praca ta pojawiła
się w języku łacińskim, a nieco później - po polsku. Sam autor zaznacza, że
hymny, antyfony i modlitwy zaczerpnął z tradycji jerozolimskiej. Później wspo-

I M. K. Radziwiłł
"Sierotka", Podróż do Ziemi Świętej, Syrii i Egiptu (1582-84), oprac.
L. KukuIski, Warszawa 1962.
l Droga Krzyżowa. Dzieje nabożeństwa iantologia współczesnych
tekstów, oprac. ks. 1. Kopeć
ep, Poznań 1987, s. 53-56.

�84
mniana praca została przez poetę Abrahama przetłumaczona na język polski
Pamiątka krwawej ofiary Pana Zbawiciela Naszego Jezusa Chrystusa wedle
miejsc Hierozolimskich nad Zebrzydowicami wykonterfektowanych.
W roku
1611 podobną pracę wydał ksiądz Stanisław Grochowski Himny o Męce Pańskiey do obrządków Kalwariey Zebrzydowskiey y do temecznego nabożeństwa
należące3. Pierwszymi pieśniami, które zabrzmiały na Drogach Krzyżowych
Kalwarii, były łacińskie psalmy i hymny. Śpiewali je mnisi i pielgrzymi, znający powszechny język Kościoła. Pierwszą procesję do Kalwarii Zebrzydowskiej
zorganizowano, wzorując się na autentycznych obrzędach Jerozolimskich
w 1611 roku. Odtąd stały się one rytuałem, którego po dzień dzisiejszy przestrzega się w Kalwarii. Jednak było oczywiste, że łaciński obrządek, pieśni
i modlitwy zrozumie tylko nie liczna grupka duchowieństwa i osób znających
język liturgiczny. Dlatego też miejscowi bernardyni, którzy już od dawna
w kościołach rozpowszechniali pieśni polskie, także w Kalwarii Zebrzydowskiej w roku 1611 i 1616 zaczęli modlić się i śpiewać teksty psalmów po polsku4• Dla rozwoju popularności kultu Dróg Męki Chrystusowej przyczyniły się
także w 1613 roku na tej samej Drodze Krzyżowej wprowadzone dróżki Męki
Przenajświętszej Maryi Panny. Oficjalne nabożeństwa i procesja z modłami oraz
muzyką miały miejsce podczas świąt Odnalezienia i Podwyższenia Św. Krzyża, a także w piątki Wielkiego Postu. To bardzo wyraźnie ilustruje, jak Polacy
w swej ojczyźnie rozpowszechniali kult Męki Chrystusa i Maryi w języku narodowym. Od 1617 roku syn Mikołaja Zebrzydowskiego, Jan, stawiając kaplicę ze schodami Chrystusowej Męki, rozpowszechnił w Kalwarii kult świętych
schodów5•
Na Polakach wzorowali się także bernardyni wileńscy, którzy w latach 1607-1610 w swym opactwie założyli Drogę Krzyżową składającą się z siedmiu
stacji. Na Litwie za prekursora fonny nabożeństwa kultu nawiązującego do Drogi
Krzyżowej Kalwarii uważany jest biskup żmudzki Jerzy Tyszkiewicz, który
w 1637 roku, po powrocie z Krakowa, wzniósł w Kalwarii Żmudzkiej w Gordach Drogę Krzyżową składającą się z 19 stacji i oddał ją w pieczę miejscowym mnichom dominikańskim, których także on sam tutaj zaprosił. Po założeniu słynnej Kalwarii na Żmudzi, biskup żmudzki Jerzy Tyszkiewicz polecił jednemu z księży napisanie modlitw i pieśni przeznaczonych do odprawiania
w tymże świętym miejscu6•
Autor niniejszego artykułu przeprowadził badania i podsumował je w artykułach: Pochodzenie pieśni w Kalwarii Żmudzkiej w Gordach (tłumaczenie),
oraz Pieśni procesji i obrzędów pogrzebowych w Kalwarii Żmudzkiej w Gor-

) Tamże, s. 51.
• A. Chadam, Śpiewnik Kalwaryjski, Kalwaria Zebrzydowska 1984, s. 31.
l Droga Krzyżowa, jw., s. 50-53.
• M. Wolonczewski, Żemaitjiu wiskupiste, t. II., Wilniuj 1848, s. 42.

�85
dach: ich zbieżności i różnice (tłumaczenie), udowodnił, że z wyjątkiem trzech
pieśni Zakończenia, które ukazały się dopiero w XIX wieku, modlitwy te oraz
pieśni i ich muzyka nie były specjalnie przeznaczone dla Kalwarii Żmudzkiej
w Gordach. Uwzględniając ich treść i odległości pomiędzy stacjami, można
przypuszczać, iż były one zebrane i złożone w jedną całość z różnych śpiewników i modlitewników wydanych wówczas w Europie i miały służyć jako przewodnik w obchodzeniu Kalwarii Żmudzkiej w Gordach7•
Przyjrzawszy się materiałowi opisowemu dotyczącemu Dróg Krzyżowych
Kalwarii Żmudzkiej i Zebrzydowskiej, zauważymy, że miejscowości te łączy
bardzo podobny do jerozolimskiego krajobraz. Tutaj krzyżują się drogi polityczne, religijne, ekonomiczne, przeważają wyżyny, jeziora, rzeczki, źródła
i lasy. Ale w odróżnieniu od Kalwarii Zebrzydowskiej, w Kalwarii Żmudzkiej
nie było nabożeństw obchodzenia ścieżek Męki Najświętszej Maryi Panny ani
kaplicy ze świętymi schodami.
Polscy naukowcy twierdzą, iż śpiewy i modły charakterystyczne dla Kalwarii, które wzbogacone są o melodię i pomagają przy rozmyślaniu nad Męką
Chrystusa, są typowo polskie. W innych krajach ich po prostu nie ma i dlatego
jest to wyraz nabożeństwa absolutnie polskiego pochodzenia, w którym myśl
modlitw podkreśla melodia śpiewów. Do tych pieśni i modłów należą: a) modlitwy z tekstem-refleksją nad każdą stacją; b) części śpiewów wstępu i zakończenia, jak "Wielbimy Ciebie, Jezu Chryste Panie" (łac. Adoramus te Christe et benedicimus tibi); c) aklamacje-odpowiedzi, jak np. "Panie, zmiłuj się
nad nami" (łac. miserere nobis)8.
Poruszając ten temat, pojawia się pytanie: co łączy i różni muzykę Drogi
Krzyżowej w Kalwarii Żmudzkiej w Gordach i Kalwarii Zebrzydowskiej?
Opierając się na naj starszych i naj nowszych śpiewnikach, dokonałem szczegółowej analizy ciągu chronologicznego modlitw i śpiewów Kalwarii Żmudzkiej w Gordach oraz zebrałem materiał nototeczny w czasie ekspedycji, przestudiowałem zbiór analogicznych modlitw i pieśni Kalwarii Zebrzydowskiej
oraz innych, znajdujących się w polskich modlitewnikach i śpiewnikach; przeprowadzi wszy analizę porównawczą muzyki modlitw i pieśni fenomenu Kalwarii Drogi Krzyżowej w Gordach, spróbowałem odnaleźć punkty styczne
z litewskim etnosem - pieśniami ludowymi, oraz starałem się przedstawić podobieństwa i różnice instrumentów muzycznych polskiej i litewskiej kultury
religijnej.
Niniejszy tekst (materiały były zbierane przez ponad dziesięć lat) zupełnie
inaczej przedstawia historię Drogi Krzyżowej kalwarii w Polsce i na Litwie.
Spoglądając na te obrzędy modlitewne w aspekcie etnomuzykologicznym, po-

7
M

A. Motuzas, temaićil/ Kalvarijos Kalnai ir Kryźiaus kelias, Kretinga 1993, s. 3.
R. Rak, Śpiewy w czasie Drogi Krzyżowej, w: Droga Krzyżowa, jw., s. 439.

�86
winniśmy je porównać z obrzędami sąsiednich krajów, gdzie ta tradycja była
żywa i być może stamtąd się wywodzi. We współczesnej etnomuzykologii
w Polsce i na Litwie niniejsze badanie jest pod tym względem nowe i oryginalne.
Temat ten częściowo już rozpatrywałem w swych pracach wcześniejszych:
Instrumenty narodowe i górskie pieśni w Kalwarii Żmudzkiej; Góry Kalwarii
Żmudzkiej. Pieśni pogrzebowe; Góry Kalwarii Żmudzkiej i Droga Krzyżowa;
Pochodzenie pieśni w Górach Kalwarii Żmudzkiej; Pochodzenie nabożeństw
Drogi Krzyżowej i pogrzebowych obrzędów śpiewanych Kalwarii Żmudzkiej
w Górach: ich podobieństwa i różnice. Także wiele materiałów notograficznych zebrał w latach 1995-1997, podczas ekspedycji na Żmudzi, Instytut Studiów Religijnych Św. Antoniego przy fakultecie teologii katolickiej Uniwersytetu Vytautas Magnus.
W artykule tym nawiązuję do naj nowszych prac opublikowanych w Polsce
na ten temat: monografii-antologii Droga Krzyżowa ks. 1. Kopcia CP, antologii ks. A. Chadama OFM Śpiewnik Kalwaryjski oraz polskich śpiewników
i modlitewników liturgicznych jak Śpiewnik Liturgiczny oraz Śpiewnik Kościelny.

Modlitwy
Modlitwy Kalwarii Żmudzkiej w Gordach składają się z aklamacji "Kłaniam się Tobie"; odpowiedzi "Zmiłuj się nad nami, Boże" albo "Zmiłuj się nad
zmarłymi, Boże" oraz "Amen". Inna modlitwa to nawoływanie lub inwokacja
- "Módlmy się".
Jak podają źródła historyczne Kościoła, po raz pierwszy te formy modlitwy
i rozmyślania w litewskich źródłach pisanych pojawiły się w modlitewniku
Droga Krzyżowe Pana Jezusowe, które w dzień męki swoiey dla zbawienia
naszego odprawił, napisanym w języku polskim, wydanym w 1634 roku
w Wilnie i przeznaczonym dla działającego w Wilnie bractwa św. Józefa z Arymatei i św. Nikodema, które praktykowało Drogę Męki Chrystusowej i troszczyło się o chrześcijańskie grzebanie zmarłycW Wraz z upływem czasu ta praktyka liturgiczna wrosła w nawyki modlitewne ludu i była stosowana podczas grzebania zmarłych oraz obchodzenia Drogi Krzyżowej nie tylko na ziemiach
wileńskich, lecz także na Żmudzi. Oznacza to, że ta część obrzędów Drogi Krzyżowej i zwyczajów pogrzebowych przywędrowała na Litwę z Polski.
W polskiej kulturze kościelnej modlitwy te razem z ich melodiami znane są
już na przełomie XV-XVI wieku1o•

9

lO

Dmga Krzyżowa,jw.,
R. Rak,jw., s. 439.

s. 31-32.

�87
Teraz przyjrzyjmy sil( polskiej i litewskiej linii melodycznej tych modlitw:
aklamacji i odpowiedzi "Kłaniam sil( Tobie"; "Zmiłuj sil( nad nami, Boże" albo
"Zmiłuj sil( nad zmarłymi, Boże", "Amen", oraz modlitwy "Módlmy się'.
Wariant polski":

-~:##-#.
oj: -.
·.-c·-----o
••

.

.:

.

_'0"

,.,

"'",'

-- ~ - .•~- ···::1- J----.-.-:::.:~.: ..: ... ----

_o: J-::_---=:::-.-::::'_:::_-=jl
... -.-.- ...--.... -J.. -----J--.-.-.-.-.-J.----- -·1--.-:J:-:.-::::'-:--:J-.--:::':'::~-'::-::~.
-..---- ----.-----.------ --d:-.-..--;;J-------.:'--"
-----'

"-

__

••

"'0_'

",

•.••...••

._,..

'.

•..••.•.••

,.,

__

••

'

•••••

..•......

_'.'_

•.

_._

,",_

••

••••..

••

",.

',".'_."

0.0

_.

__

.••.•.•

••••

•.•••

__

••.• _ •.

,_ ••

• •••••

.

••

__

...•

''''

""'

•••••

_"0_0_'

"""""'~'.

.,.

_

•••••.••••

••• __

• __

_

••••••

--_""0

." •••.

__

.. _.

."

•..•••••••

_.

~-:###.:t-F~¥--:-r:.;It-~::=~=0r~:~-~~I~rH0I/--~~~-=:fEt~~f~i~~f-:::--:

-j •.-..:JtJ~j- j(~:J:iT;J:~~:~~:-J:;-~f4~:.d#E~~:~f~-~
"---"
-----'

~#i#-J

Wariant żmudzki'2:

-~-'K-8~)::-·-=-.•·:::::·:-~:::-;::-:;-::::-:u~:--:·:-r=::~:-:~::
__It~~~::::~~=-~~~:::f~~~~

-

::~-b ~----:~·----r-.-- -.-L:::f?~::~-I:\~:
::::I=-~--~:~:-~::~--~~~f·----;??d::::::~':'I=.-.-~-:
=~~:: •.:~:;;n
=:S'. _... _-_-~__: -.~.....~~~ _ ~_._~:::~:....... :-·.=:~t.==-~£__ __.:.~~:-_!.:- £__
U
••

'

'.'

- .. -.:

..•

"

o"

._

•••

'.~

_.:-:-::

:~.·~·.-:---~:~-::-:-::t:E~~:jH~~~8=)=~:ff·:.=:::·~~~~~:-~~?~~~~~

--::r-~~-·
-_:::
____:_~=:-'--·~·:r~j·
~:---':··:[l--~~l·-~--:---=-':~J.---~
:~?~0.'-: ::.::--~::_~_-~
__~~~._=._.~=--~_~=
~=._-~:~::'..__
-~-~:==_-=-.= _.. _~ _ ~_ .= =-- __
~.l-~.---;---·~-·rt:\~:::

'~..

II

12

~tJ·· ~~-'-'
.._-~
:_~_

Śpiewnik Liturgiczny, Lublin 1991, s. 279.
A. Motuzas,jw., s. 16.

::---'-----.(;j'

�88

~:~.•~ ...~....·•·~·
•....·ł~-:Ir:

-.·-·
.•
l-t ~I

~.~~c~:::E{~

~łi

... ]1.··

-. ~p.::: ••:-:- -::·:r· - .....·=·:-~h/.::8:.)...:.:•.=-=:...=..·.••.•.
: .•·.:.::
_. ......_
-

__

o •••

_.

....

t:\

••

-

__

._----

••

•••••••••

~

•••

0

•

•••

__

••

[

•••

•• \.,

_

••

•••

••

_.

••••••••••

__

._.

•••••

• ••••••

..

-

•

•••

m

_.

_

.::.: .•.. : .....
•••••••••

•

~.

•••

,

••

••••

__

••••

_

••

• __

•••

__

••

~

~_.:j·
._._.

··-:-:-::·~·:·=.-.==:::·R·:·:::::::-=:...•

__
"

,._"'

•

••••••••

_

_...........

••

,

••

_.

..

•

••••

o .•

Melodyka wariantu żmudzkiego konstruowana jest w oparciu o swobodną
i spokojną recytację. Zachowuje ona strukturę psalmodii gregoriańskiej, lecz
w każdej zwrotce pojawiają się wyraźne elementy rytmiczne i melodyczne. Opracowanie wariacyjne nadaje melodii chorałowej cechy stylu ludowego. Polscy
naukowcy twierdzą, że podobny stosunek chorału gregoriańskiego i melosu pieśni ludowych jest także obecny w modlitwach i pieśniach polskich13• Odpowiedzi w Polsce śpiewane są na dwie melodie. Pierwsza z nich opiera się na
intonacjach śpiewu ludowego, druga jest autorstwa kompozytora Karola Hoppesal4.
Oprócz wspomnianych modlitw Kalwarii Drogi Krzyżowej są także iIUlemodlitwy, jak choćby pacierz: "Ojcze nasz"; "Zdrowaś Mario" oraz "Chwała
Ojcu".
Historycy, piszący o chrzcie Litwy w 1387 roku w Wilnie i w 1413 roku na
Żmudzi, twierdzą, że Witold i Jagiełło "niczym dwaj apostołowie uczyli ludzi
i po żmudzku mówili pacierze"'5. Po śmierci Jagiełły (31 lipca 1434) jego kapelan Mikołaj Kozłowski w Bazylei odprawił nabożeństwo żałobne i wygłosił
kazanie, w którym w skład zasług Jagiełły wliczył także to, że on "na tyle poświęcił się dla zbawienia Litwinów, iż sam ich uczył Wyznania Wiary Apostolskiej (&lt;&lt;Wierzęw Boga Ojca») i modlitwy Pańskiej (&lt;&lt;Ojczenasz»), oraz prze-

Il

W. Bartkowski, Polskie śpiewy relijne w żywej tradycji. Style i formy, Kraków 1987,

s. 121.
14 R. Rak,jw., s. 439.
IS M. Wolonczewski,jw.,

s. 37.

�89
tłumaczył je z języka naszego (polskiego) na ich (litewski), by łatwiej mogli je
pojąć i zapamiętać"16.
Jak widzimy, wśród tych dwóch pacierzy, których nauczano chrzczonych
Litwinów, nie wspomina się o "Zdrowaś Mario". Pierwsza wiarygodna wiadomość o tej modlitwie sięga roku 1430. W Wilnie tego roku, gdy zmarł Witold,
przy kościele św. Jana było założone bractwo, członkowie którego w dni świąteczne śpiewali w kościele dziesiątkę "Ojcze nasz" i "Zdrowaś Mario". To znaczy, że modlitwa ta była ceniona na równi z "Ojcze nasz", a jej śpiewanie czy
głośne odmawianie w miejscu publicznym miało innym pomóc w nauczeniu
się jej. Należałoby zatem sądzić, iż dzięki ustnej tradycji rozprzestrzeniała się
(z Polski) ona po Litwie, aż dotarła na Żmudź wraz z jej chrztem.
Inna przez nas wspomniana modlitwa to "Chwała Bogu Ojcu" lub mała
doksologia, poświęcona chwale Trójcy Najświętszej.
Od kiedy modlitwa ta jest znana na Litwie, a szczególnie na Żmudzi? Obecnie brakuje jeszcze materiałów, by odpowiedzieć na to pytanie, lecz należy przypuszczać, że przywędrowała ona na Litwę z Polski wraz z pierwszymi franciszkanami i dominikanami. Z biegiem czasu porządek ten przyjął się we wszystkich kościołach na Litwie i dlatego razem z chrześcijaństwem dotarł na Żmudź.
Jest oczywiste, że wszystkie te modlitwy były znane znacznie wcześniej,
aniżeli założono Kalwarię Żmudzką w Gordach i sporządzono modlitewnik-śpiewnik do obchodzenia w niej Drogi Krzyżowej.
Badania ujawniły, że modlitwy Drogi Krzyżowej Kalwarii Żmudzkiej
w Gordach i Kalwarii Zebrzydowskiej nie są specjalnie dla nich przeznaczonymi utworami autorskimi, lecz są starą formą nabożeństw Kościoła katolickiego, która przywędrowała z Zachodu w pierwszych wiekach chrześcijaństwa.

Pieśni
Źródła historyczne podają, że w średniowieczu w krajach Europy Zachodniej rozwijała się muzyka obrzędowa prostego ludu (modlitwy i pieśni), przeznaczona dla kultu Męki Chrystusowej, chociaż wzmianki o pojęciu sztuki
w Kościele są znacznie wcześniej sze wzmianki. Po raz pierwszy uczynił to synod
w Arras z roku 1025: "Umiejący czytać poprzez sztukę (malarstwo i muzykę)
dostrzega to wszystko, czego nie może dowiedzieć się z Pisma Świętego"I?
W Polsce około I połowy XVI wieku po raz pierwszy zaczęto śpiewać pieśni podczas procesji, idąc z jednego kościoła do drugiego. Były one przezna-

I. Monumenta medii aevi historica (1891), Cracoviae, w: Archivum Secretum Vaticanum, Nunz.
Di Warsavia.
171. Le Goff, Kultura średniowiecznej Europy, Warszawa 1970, s. 345.

�90
czone do śpiewania w okresie Wielkiego Postul8• W XVI-XVII wieku nabożeństwa Drogi Krzyżowej w Królestwie Polskim oraz w Księstwie Litewskim
wprowadzały różne klasztory zakonne oraz bractwa. Jednymi z pierwszych były:
Krakowskie Bractwo Męki Chrystusowej utworzone w 1595 roku przy kościele św. Franciszkal9 oraz działające w Wilnie w 1634 roku Bractwo św. Józefa
z Arymatei20. Krakowskie Bractwo Męki Chrystusowej praktykowało nabożeństwo Drogi Krzyżowej, opierając się na listach M. K. Radziwiłła "Sierotki",
które dotarły do Krakowa około 1607 roku21. Te bractwa razem z bernardyńskimi zakonnikami prowadziły procesje z kościoła do kościoła, śpiewając pieśni pokutne, litanie i psalmy22. Bernardyn z Kalwarii Zebrzydowskiej dla wzbudzenia większej pobożności w tej miejscowości w 1791 roku wydał książeczkę
modlitewną Uwagi stosowne. W 1831 roku modlitewnik ten został przez księdza Jonasa Mikasa przerobiony i przystosowany do obchodzenia Kalwarii
z modlitwą za zmarłych. Dopiero od 1831 roku w Drodze Krzyżowej Kalwarii Zebrzydowskiej przyjmują się i zakorzeniają zwyczaje obrzędowe charakterystyczne dla tej miejscowości23.
Dążąc do bardziej szczegółowego przedstawienia postawionego wyżej problemu, będę posługiwał się swym już opublikowanym artykułem Pieśni procesji i obrzędów pogrzebowych w Kalwarii Żmudzkiej w Gordach: ich zbieżności
i różnice, w którym opisałem pochodzenie pieśni Kalwarii Żmudzkiej w Gordach, oraz śpiewnikiem ks. A. Chadama Śpiewnik kalwaryjski, przeznaczonym
do obchodzenia Drogi Krzyżowej Kalwarii Zebrzydowskiej.
Pierwszą, inaczej wstępną pieśnią, jest Rozmyślajmy dziś wierni chrześcijanie. Autorstwo jej przypisywane jest jezuicie Jakubowi Wujkowi w XVI wieku,
a melodia pojawiła się po raz pierwszy w 1587 roku24•
Pieśń Rozmyślajmy dziś wierni chrześcijanie jest zaliczana do pieśni pokutnych i błagalnych śpiewanych w okresie Wielkiego Postu.

" M. Bobowski, Polskie pieśni katolickie od najdawniejszych czasów do końca XVI wieku,
Kraków 1893, s. 254-262.
19 K. Rosenbeiger, Dzieje Kościola 00. Franciszkanów
w Krakowie w wiekach średnich, "Biblioteka Krakowska" 1979, s. 82.
20 Droga Krzyżowa. jw., s. 31.
21 S. Grochowski,
Hierozolimska processia w kościele chwalebnego Grobu Pana Jezusowego
zwyczajna, Kraków 1607, s. 42.
22 Droga Krzyżowa,jw.,
s. 41-42.
23 A. Chadam,jw.,
s. 18.
24 A. Motuzas,
temaićill Kalvarijos Kryźiaus kelill apvaikśćiojimo ir per śermenll apeigas
giedamll Ka/nll ki/me: sąsajos ir skirtumai, w: 7iltai. Klaipooos universitetas, 1998, nr 2-3 (4-5),
s.73.

�91
Wariant żmudzki pieśni25:
J=112

~~CJ
.~~fJ

•.
~~.J :··.••
r..····~·J·-~l~~t~~E~:t~~(]~?~=:~=i=:~-t~~;
..~j:.:....:.:.J: ...
J
~
······c::

-

••

-

_,

.-_.

,,

•

-

••

.

._._----

_.

••

__

•

- --

••••

_

0

---'._-----,--

•••

0

·

-,

.. _

_.

f':\

·····-~:l··.:..~·~-~::::·::::J·:~:=:::·:ll:.:..::.:--·-::=:==.:::::::..=:=::_==--=-=::.~:=~:.~.:.-:.:=::_:.
••

••.••..

•••

_

••

_ •••

,'

"

__

_------- ---

.•

--------

,'

_

••

•..

----_

.. __

_--_

..•

----

•••••

__

_.

."_

_

__

••••••••

••

• __

_•.

_,._.

_._--------_.

•

•

__ __

, __

~

__ ._------_

~

••

."

._.

__

•••.

~

••

._._.

----------------------,-------_

_.

__

._

• __

•

-.-_.'.

Wariant z Kalwarii Zebrzydowskiej26 :

Po porównaniu polskiej i litewskiej melodii łatwo można zauważyć, że są to
rodzaje tej samej melodii, różniące się pomiędzy sobą tylko nieznacznymi
melodycznymi niuansami. Czyli można twierdzić, iż pieśń ta wywodzi się
z polskiej kultury.
Inną pieśń, również reprezentującą pieśni wielkopostne - Ojcze, Boże
wszechmogący, datuje się na XVI wiek i wywodzi także z polskiej tradycji franciszkańskiej.

25
26

A. Motuzas,jw., s. 73.
A. Chadam,jw., s. 516.

�92
Wariant żmudzkF7:

~~¥=ff=t~s:Jr--~=-=I~f=it=¥Fr.
···i~l
~lrqj~=:¥·=~r--~~-r1l1ll~¥.•·•·.~I
~

..•··- ••~rJ~.=i&lt; •••·=.~··=.rj·•.•..•.J~•••.
~••
-•·j----:]~J-:
••• J ••=•:• J_ ••.~--~ll

.- --- ······r=.7---f
~

·rrr---Ef---r--

~~fGr}Pf~c.;~r···r=fr·~=f.1~1
Polski wariant z Kalwarii Zebrzydowskiej28:

Porównując polski i żmudzki wariant, widzimy, że wyłącznie dla żmudzkiej
melodii charakterystyczna jest tonacja durowa, natomiast dla polskiej - diatoniczna skala dorycka, wyróżniająca się podwyższonym stopniem VI zestrojenia (seksta doryczna), który nadaje harmonii pogodniejszy, minorowy charakter. Dlatego polska melodia ma nutkę żałobną, w odróżnieniu od majorycznie brzmiącej żmudzkiej melodii tej pieśni. Dokładniej spojrzawszy, zauważymy
także, iż w żmudzkiej melodii synkopy kształtują specyficzny rytmiczno-metryczny model pieśni. Synkopa przydaje melodii pewnej chropowatości, podkreśla impulsywny ruch i jego rytm, podkreśla kulminację melodii i nasila
podniosły nastrój. Podsumowując, można stwierdzić, że melodie pieśni Ojcze,
27

A. Motuzas,jw., s. 73.

28

A. Chadam,jw., s. 176.

�93
Boże wszechmogący są swoiście autentyczne i każda z nich reprezentuje swój
kraj.
Inna pieśń Zdrowaś Maryja jest zarazem i modlitwą. Omówiliśmy już ją,
analizując modlitwy.
Wariant litewski melodiF9:

.~
..'J-~-J--'-'--j'--"'--'-""--"-'
-'-"'~---'---'~----=l
~- dI-:£:::-=-.C::if- ::.f'=~~
~f!.~~f.:...:-:=t'~
-:"E.=. ':f::...-==E::=l-=--=
- ..._-. ------.---.-- ··r-·----·----F=-·----I=·-·--=f~--l==.:....- - ····--·~==F=:~=f

-:.,----====:3

_l:~bi--t..' -:J:.~..•'.'.-f':j.:~---~.:~~):..
'::::=1::=+::-:'::. :i':::~~:I.P::-_.:.p::==E:.:=:=p-::-::-=11

-.~.-

.£1- ..

F' .-":::.r·F···· -f:·:··:·::;.I::

··::]:-:·f··::·r::'::T:::·::

::t:':'-·:=·F:::_.:::~EF~'-:··::F·:·:':':::::]

.:.~bb~·~.·:·r·.f::_:f:
·(~tf:::.::2~~r2tt=}f~~i~~rJ~·::W~~

Wariant polskiJo:

:-~;~-~~t::.~-~f:~\:~~:~I~~~=:~

~:b' ··jJ:····:·:.-.J!~..•~:(:~)::---:.:.~f:::~~:~::
..

:~I~:~~;~:~~:~~4~)~~:~==~=-WJJf~~~

~~b...:j~~~_-_1:~~
..

29
30

A. Motuzas,jw., s. 74.
J. Siedlecki, Śpiewnik Kościelny, Kraków 1994, s. 748.

�94
Przyglądając się melodiom tej pieśni widzimy, że żmudzka melodia niejako
zachowuje strukturę i formę hymnu, pozostaje również linia melodyczna. Jednak melizmatyka, ekspresyjny śpiew, swobodne oddychanie, zwolnienie i przyśpieszenie tempa zamieniają hymn w swoistą piosenkę ludową. Z chorału gregoriańskiego pozostaje tylko struktura i linia melodyczna. Natomiast rytm
i równa melodyka polskiej melodii wskazują, że jest ona przystosowana do
śpiewania w kościele, a nie podczas wyprawy czy marszu. Po dokładniejszej
obserwacji widać, że linie melodyczne są takie same, lecz jednocześnie różne
(ze względu na charakter muzyki).
Pieśń Jezusa Judasz sprzedał wywodzi się z kręgu franciszkańskiego, na
Żmudź przywędrowała ona z Polski przez Wilno, Kowno, Kretyngę, oraz bernardyńskie Telsze.
Wariant melodii żmudzkiejl':

~... .~. . .r'·

··f· ~ -r--·"·"·-···~

-·j···r·

. -~~-·'I··f·'············r·_ ~.······d

..... .::~::.::l· ._._' : .. , .. ..::.. :.....::.-.=-:::::.::=~-.-J:- :,-:'.:.-.::..--.-:~' ..,-:.' . .- ..... :.--::..-:.:.-.-.. .--.-- .-.----.- :.:.- .-.-:::::.-.-:::.-: ..: : :'-::'-:-'-.:
-

--._-

_..

.---

-

---_

-

~

..

-

_

_--_

••••••

••.

_

,--

._

••

-

-_..

.____

_

••••.•••

••

._---

•

__

._

._

•••••

_---

--------~--

••

.'

._-

-

••

__

--•

--

, __

••••••

__

__ 'o

_

••.

__

-

•

••

-

_

o ••••

••.
__

__

•.•

••

__

~.

._

_

••

,.

r

':' ...••.....-:::----.: .. :::.::::-.: .:::.::
:: •.•-. . .-:: .....•.:•••...:' ..- :: :'- ' ' : .. : :.-'..::.:
r .. ,-r .::..::...:.....j
~. ~~ "-"f ·::I·d::
r····.... :.::'..-:':'-~I'':fJ··---~: :.:....~-···:·1:···-::·:.--:::::_:·-·

"'-"b:

:J...-.--.._::

..:~:.

----

Wariant Kalwarii Zebrzydowskiejl2 :

'J'.=-.:~.--::-:~·1·::iJ:-'-':.'::~:=-::~=::·=-~'-=·:.:-.a==:~='-=3
l' ··t··-····---\·····
-'~=J

···~···I··l
~
~. ··p~C:~
..~:.
..-:::
•.~i.-~~-----:::.-.:•.' •.::-=:::'-'.-

." --

.. -

--.------_.-._-----------------

:)1

~.b.~ ...
li
J2

.

J

_

_

.•...

j .
._.

.

A. Motuzas, jW., s. 74.
A. Chadam,jw., s. 501.

-------_.-

. __

-

...

------_

...... __
···I·····j·····
······.··W··
.
".

_.-

-,

~

..

_

..

...__ .. _ ...

-

-.--- ..-.----------------_. ---_.------"_.---

····1
, ...

�95

Widzimy, że melodie tej pieśni pod względem miarowej, wyraźnej rytmiki
są zbliżone, co wpływa na ich specyfikę (przeznaczone do wykonywania
w marszu). Dominującą cechą charakterystyczną melodyki żmudzkiej jest przygotowany przez sekundę skok kwarty z drugiego stopnia harmonii na piąty, co
jest bardzo podobne do litewskiej piosenki ludowej Gysta gaideliai ry/iuoja.
A oto jej melodia33;

.. , ._.__... -_
'-'-----f----._--------]
. ---- --- -O----··::-D·::~::::-:D-···-~~~~-~::-::-~--=-..:.:._-._.~::.-----

-'D--'..

------.

••

..--.

.-- _...

-_

••

-

-

-

•

-,

•

---

--_...

..--

-----

,---.--

--

--

o

_ .. _--

".-_.

••

•

-

••••

__

•

- Jj--_
... '---1'-·-"'---" '--"-_··_'·_---'·_·· __ ·"---1"·---. :.:.::~=
-_ ..-..--_....
__.. ---~'. ]
. - . -.:: ~.: --~:"-'_-:-._-.::-..::::.... :_-::-J~::_.::::.._-_::._.=~.::_..
:.:..._
._...._..::-:'.

._..

__

•••

•.

__

••

.0'0-

•

,_.

._

••

"

._

••

_.

••

• __

••

_

••

_

..•••

_ •• _"_

• __ •

._.,

•••

,

._.

'.,.

.. - ------~. --ł~:'·-.~_._-----_._--_._..-V~---_·~--t-:----_·_---..--

Kolejna poddana badaniu pieśń to słynna sentencja - Stabet Mater do lorosa. Pieśń ta trafiła na Litwę przez Polskę jako Stała Matka Boleściwa z mnóstwem wariantów melodii. W śpiewnikach wchodzi ona w skład "Pieśni na
Wielki Post", jednak nie ma jej w śpiewniku z Kalwarii Zebrzydowskiej.

JJ A. Motuzas, temaićilł
1997, nr 2, s. 51.

Kalvarijos

Kalnlł giesmilł ki/me, w: TIltai, Klaipedos universitetas,

�96
Do zbadania przedstawiamy

żmudzki wariant melodii tej pieśni34:

Wariant polskj35:

Malowniczości obu pieśni przydaje falująca linia melodyczna. Dla żmudzkiej linii melodycznej pieśni charakterystyczne jest podnoszenie się o kwartę
w górę, opuszczenie się i znów zgrabnymi falami lekko wznosząca się linia.
Polska melodia jest sekwencyjnego typu, znacznie spokojniejsza, mniej w niej
napięcia. To dwie różniące się charakterem, lecz zbliżone tonalnie i formalnie
melodie.
Pieśń O duszo wszelka nabożna Kalwarii Żmudzkiej w Gordachjest odzwierciedleniem polskiej kultury religijnej na Litwie. Zalicza się ją do pieśni wielkopostnych.

34Tenże, Źemaićil/ Kalvarijos Kryźiaus ..., jw .. s. 74.
Siedlecki,jw. S., 142.

35 J.

�97
Wariant żmudzki pieśnP6 :

_~
1
~

----~------1t----j---------J-------------~~----§F--------=-

-- --~------- -.:.~: ::---J---:-::~:--~:::
~:.-:::-~--::: --::.:::-::. -e---:-

",

.

-

•.

-

__. _... o..

•••

0&gt;

_

•.

..

._"

,......

0_._
. ._.•....• ' .,_, .•'

••

_

•••

••••

___ ,
.__ _ __
.__....__ ..."._ ...,.. __

'_"_0

:=:=::::::--:~::.-=:~-:::'::-::f--'::-:~~-::::::.::=--------=:::::- ..~----::-::-.-~_
"." _
__.
,.•• ,•.•
~_. .•.. _.. _. __._____
..
...._,~
••.

__

•

••,_".'

__

.

.,

••••

'

••.

--------:I---:l-::--------------l--------J::..-~-- -o:\,
-C-~------iiE.--------------- ---:,;._~
.... -----

•. _~_

•• _ ••.•

, __

•••

~3g~.--~.
_-:= __ _--

-~:::.f~-----:--:=f~-==f::~:=.--·-·- -.::.-.::
--=--

-::-: -.::~
~

Wariant polski3?

:

lłcj------------j-----'!'--~~~--~----~~-~rgł)~---·:.----=--F--.-.--::::.
-----. --._~::--=t=------=-- ==.
~
-:
._._----_.
-'--' -- _
------

:::: ----.--- :-::--:--F--:::

~

--

._

••

---_.-

_.

._.

__

,_,.

o

••

••

__

__

__

..

._".

__

.__

_-_._-------

-

_.

__

••

Po przeanalizowaniu melodii, widzimy, że pieśń żmudzka rozpoczyna się
i kończy drugim stopniem, jednak zamiast zwykle charakterystycznej w pieśniach występującej tonacji minorowej jest tonacja majorowa, natomiast polska pieśń - pierwszym stopniem. Są to więc dwie różne melodie, odzwierciedlające meliczne utwory danego kraju.

36
37

A. Motuzas,jw.
A. Chadam,jw.,

75.
s. 175.

S.,

�98
Inna pieśń - Któryś za nas cierpiał rany jest pieśnią wielkopostną, która
w XVI wieku była przetłumaczona z języka polskiego i śpiewana w bernardyńskich kościołach Litwy38.
Żmudzka melodia tej pieśni39:

lF'c

=-J=~---=;J=~=c=I
j:~---r~~FT------~--~~~-t--r-~--=I=r-==-I--==U

:Jc~~-.J==±

-~ff!~--------__--~-.:__

.~~.--=~_:
--~~...-==~_:::-==~_::
~-~----..------- ..~.-::===:::==--..::
·--··~--··-·----~----~--F-------·--------~
~r·····--_-------..----1~-----.---------~::-::--- =:-::==_::=---:_::::~-:_-=:::_:::--=:-:::=~-~-::-:~~o:::
-

-

__

o

__

••

~

__

••

••

• __

•••••

----- --_._---- ----------_._-----~_._-_.

---------~---_.- ----------- ~------•

.~

•

•

~_.

-

------

--..--------------.--------------r------------ ------

i:...-.-;.1-..:. ..._-_.-.---_---...-..-....J_ -.---.-·--------·-1'-- - :-:~=:-.- -~- :---.---.=. t------J..·:--···--··.-E.~·-_.-...--~-- --- .. -~ ..--.. --::31
~~~--:-:r:::::::=~=:::~::{::-~:::::-=:==::
=::-~~::-=:---=r=---=:~I=
-- -:~=~:=
:=='::-"':~:=:~3
.-~- ..-.-·f--- =~::
-.--.---.-r=-...
-4_--.-. --~--.-.-.
--~-- ~-=::--..---------F·::'-..:----~.
~-----::ł~---------~--------.
~-...----.----=]
:-~-==~iJ=--~~-::=::
=::::~====-3--:- ..:: -:::~~==-=:---=.-3

-

•

__ • __ •

•. _

•.•

••••••

_

•.•

r

.•••

0.

_~

._.

•

•

••

•

••••

_

._,

__

~ __

._

••

•. ~'.

_

=---==F-~-=: :-3='-::=::-':::-=:-==:;i~~
t:\

::::1~:~-:::::::----~--..::-----

-

----.--. ~---.----~-,.----_
..,--.--.~-----,._
..=-=ł=~~-----._e= :==t.I
.-._~------------...-.-----~----.------.-.-. - .-.-.--------r-----·-------------·-·--·-~~

Polskie melodie pieśni Któryś za nas cierpiał rany40,
I melodia:

38 Joanes de Komorowa, Memoriale Ordinis Fratrum Minorum, w: Monumenta Poloniae, t. V,
Warszawa 1961, s. 258.
39 A. Motuzas,jw.,
s. 75.
401. Siedlecki,jw., s. 124.

�99
II melodia:

Cechą dominującą w melodyce żmudzkiej jest przygotowany przez sekundę
skok kwarty z drugiego stopnia skali na stopień piąty.
Uważa się, że praktykując te modlitwy, powstała "Litania do Wszystkich
Świętych", według wzoru której powstały późniejsze, obecnie znane litanie.
W Rzymie tę litanię śpiewali pielgrzymi w czasie procesji. Tak działo się
w Wigilię Świąt Wielkanocnych, podczas obrzędów chrztu, święceń diakonów
i księży, obrzędów poświęcenia kościoła, oraz podczas uroczystych ślubów zakonnych41 • ~apież Pius V (1566-1572) ustalił ostatni jej wariant i wskazał,
kiedy należy ją śpiewać42• Można sądzić, że na Litwie była ona znana już
w pierwszych stuleciach chrześcijaństwa, a ta tradycja nabożeństwa przywędrowała wraz z jednym z działających w Polsce zakonów. Tego mogli dokonać
franciszkanie i dominikanie, którzy na Litwie propagowali szczególnie kult świętych.
Melodia Litanii do Wszystkich Świętych w Kalwarii w Gordach43:

Polska melodia44:

A. Motuzas, 2emaićilłKalvarijos Kalnlł giesmi/ł. .. ,jw., s. 54.
Lexikonfiir Theologie und Kirche, Bd. 1. Verlag Herder, Freiburg 1957, s. 350.
43 A. Motuzas, 2emaićill Kalvarijos Kryźiaus kelilJ...,jw., s. 77.
441. Siedlecki,jw.,
s. SIO.
41

42

�100
Obie są zaliczane do melodii starych, które przeszły z tradycji śpiewów
chorału gregoriańskiego. Cechują się one szczególną strukturą metrorytmiczną· Rytm żmudzkiej melodii jest swobodny, ponieważ regulowany jest on według tempa procesji i charakteru wykonania. Dla rytmu polskiej melodii charakterystyczne są stałe złożone wzory rytmiczne. Jest tutaj obecne swobodne
połączenie ze swoistą figurą rytmiczną. Wzór metrum i rytmu melodyki polskiej nie występuje w melodyce litewskiej.
Po przyjrzeniu się tekstom modlitw i pieśni Drogi Krzyżowej Kalwarii
Żmudzkiej w Gordach i Kalwarii Zebrzydowskiej widzimy, że wszystkie one
są polskiego pochodzenia. Wszystkie te modlitwy i pieśni (z wyjątkiem kilku)
zanim stały się pieśniami kalwaryjskimi, były związane z jakimś konkretnym
okresem kalendarzowym Kościoła katolickiego. Większość z nich śpiewano
podczas Wielkiego Postu i Wigilii Świąt Wielkanocnych, co potwierdza postawioną tezę, że wspomniane modlitwy i pieśni nie powstały specjalnie dla Drogi Krzyżowej Kalwarii Żmudzkiej w Gordach i Kalwarii Zebrzydowskiej, lecz
zostały zaczerpnięte z różnych modlitewników oraz śpiewników i przystosowane lub po prostu przeniesione do tradycji nabożeństw Drogi Krzyżowej.
Zauważamy, że spośród wspomnianych ośmiu pieśni Drogi Krzyżowej Kalwarii Żmudzkiej w Gordach i Kalwarii Zebrzydowskiej pięć z nich łączy wspólny tekst: Rozmyślajmy dziś wierni chrześcijanie, Ojcze. Boże wszechmogący,
Zdrowaś Maryja, Jezusa Judasz sprzedał, O duszo wszelka nabożna. Pozostałe
trzy pieśni (Stała Matka Boleściwa, Któryś za nas cierpiał rany oraz Litania
do Wszystkich Świętych) są spotykane tylko w Kalwarii Żmudzkiej w Gordach
i nie ma ich w Kalwarii Zebrzydowskiej, znajdujemy je jednak w polskich śpiewnikach liturgicznych.
Po przeanalizowaniu linii melodycznych tych modlitw i pieśni widzimy, że
obie Kalwarie łączy tylko jedna melodia. Jest to melodia pieśni: Rozmyślajmy
dziś wierni chrześcijanie. Melodie pozostałych pieśni oraz Litanii do Wszystkich Świętych (Litania na nabożeństwa błagalne) są swoiście autentyczne i każda
z nich reprezentuje własny kraj. Potwierdza to wysuniętą w pracy hipotezę, że
tylko niewielka część melodii pieśni Kalwarii Żmudzkiej w Gordach została
zapożyczona od Polaków. Większa ich część nie jest dziełem kompozytorów
czy znawców muzyki, lecz ma charakter "ludowy", o swoistym, żmudzkim
charakterze, z motywami wziętymi z piosenek ludowych.

Muzyka instrumentalna
Konkretne obrzędy oraz zwyczaje religijne, szczególnie podczas odpustów,
zawsze są związane z dźwiękowym ich wyrażaniem, tj. pieśniami i muzyką
instrumentalną. Zawojowały one wszystko: kościoły, kaplice, Drogi Męki Pańskiej, wzgórza i lasy. W Kalwarii Zebrzydowskiej już od 1630 roku przy ob-

�101
dchodzeniu Dróg Krzyżowych pątnikom wtórowała kapela muzyczna, natomiast
porządku procesji doglądał oddział wojskowy, który przy kaplicach za pomocą
dział dawał sygnały. W 1846 roku w Kalwarii Zebrzydowskiej zwiększyła się
liczba kapel. Opiekę nad nimi sprawowało wyższej rangi duchowieństwo, zaś
od 1939 roku założone tam Seminarium Duchowne45.
Analizując muzykę instrumentalną Kalwarii Zebrzydowskiej, staje się jasne, że ona także przywędrowała na Litwę z Polski. W 1525 roku bernardyni
wileńscy pierwsi zaczęli prowadzić procesje z katedry (lub któregoś innego
kościoła w mieście) do kościoła bernardyńskiego, przy wtórze instrumentów
muzycznych. Później to najpopularniejsze święto zaczęli organizować również
jezuici. O szczególnej popularności tych procesji mówi także fakt, że w 1614
roku jezuita wileński W. Bartoszewski wydał nawet oddzielną publikację, podobną do scenariusza, przeznaczoną na te święta. W publikacji przedstawiona
jest wielka różnorodność instrumentów: puzony, kornety, bombardy, cytry, lutnie, przenośne organki, miedziane bębny46.
Kościół za pomocą muzyki dążył do wzbudzenia u ludzi silniejszych uczuć
religijnych. O tej tendencji świadczy przewaga dętych instrumentów muzycznych, powodujących silniejsze efekty i swoistą egzotykę. Poszukiwano także
innych efektów dźwiękowych, zwracając uwagę na umiejscowienie kapel.
Zwołujący trąbił ze schodów ratusza, a później przy każdej bramie murów
miasta. Poszczególne cechy rzemieślnicze i bractwa kościelne posiadały własnych trębaczy i grających na bębnach. Wszyscy uczestniczyli w uroczystościach miejskich, uroczystych procesjach Drogi Krzyżowej oraz pogrzebach
itp. Głośne dźwięki trąbek i bębnów były tolerowane przez prefektów różnych
kongregacji; nawet nakazywano grać na tych instrumentach. Zastosowanie głośnych, efektownych dętych instrumentów muzycznych nie było dziełem przypadku czy zachcianką jezuitów. Było to znakiem ówczesnej epoki. Mieszczanie za pomocą trąbki byli wzywani do wysłuchania postanowień, przepisów
wydanych przez magistra czy wyroków sądowych. Na przykład wykonawców
kapeli rozdzielano i rozsyłano na wzgórza czy inne wzniesienia, natomiast kapela Wileńskiej Akademii w czasie największych świąt grała najczęściej we
wznoszącej się nad Starówką dzwonnicy kościoła św. Jana47. To wskazuje, iż
tradycja ta poszczególnym zakonom nie była obca i mogła wywodzić się z biblijnych źródeł.
Pierwsze źródła pisane świadczą, że w Kalwarii Żmudzkiej w Gordach już
w1644 roku podczas procesji brzmiały instrumenty muzyczne48.

A. Chadam,jw., s. 23-24.
W. Bartoszewski, Pobudka na obchodzenie nabożne (...), Wilno 1614, s. 614.
47 A. Motuzas, temaićil{ Kalvarijos Kryźiaus kelil{...,jw., s. 66.
4" A. Motuzas, Liaudies muzikos instrumentai temaićil{ Kalvarijos Kalnl{ giesmese, w: Liaudies kultura, 1991, nr 3, s. 28.
4S
46

�102
W książce jezuickiej Annuae Literra S. Iesu z 1618 roku znajdujemy wzmiankę, że "Ochrzczeni Żmudzini, stawszy się chrześcijanami, przejęli przez wajdelotów stosowane instrumenty muzyczne: gęśle, cymbały, trąbki i trąby drewniane. W czasie pierwszych procesji podczas nabożeństw grali gęślarze i trębacze''49.
Wąska amplituda melodyczna pieśni w Kalwarii Żmudzkiej w Gordach oraz
prymitywne możliwości techniczne litewskich ludowych instrumentów muzycznych, których naturalny ciąg dźwiękowy nie przewyższa ambitusu, pozwoliły
ładnie wzajemnie współbrzmieć. Za pomocą muzyki wspomnianych instrumentów starano się wzbogacić i urozmaicić także inne uroczystości. Opis jednej
z takich uroczystości jest znany z Kolegium Jezuickiego w Paszauszach. Mówi
się tam o tym, że w 1728 roku podczas uroczystych procesji uczestniczyła orkiestra z czterema parami bębnów. Wśród grających instrumentów muzycznych
w czasie procesji wymienia się klarnety (litus)50.
Trudno określić, co w tym okresie oznaczała wspomniana nazwa instrumentu
muzycznego "litus". Mógł to być nie klarnet, lecz podobny do niego wojskowy
czy sygnalizujący myśliwski instrument dęty, przypominający róg51. Bardzo
możliwe jest zastosowanie takiego dziwacznego instrumentu, ponieważ w tym
okresie litewscy bojarzy, szlachta, wzorując się na polskiej szlachcie, zaczęła
zakładać kapele wojskowe, inaczej nazywane janczarskimi (myśliwskimi), które
charakteryzowała niezwykłość, egzotyczność. Często nawet ubiór i instrumenty takich muzykantów odzwierciedlały cechy kultury ludowej.
To wskazuje, że już pod koniec XVIII i na początku XIX wieku dawne instrumenty muzyczne regionu żmudzkiego wymieniane były przez miedziane
dęte instrumenty muzyczne, które stanowiły podstawę pierwszych tworzących
się orkiestr trębaczy i kapeli: "Wchodzący do miasteczka (Kalwarii Żmudzkiej
w Gordach - uwaga autora) młodzieńcy grali na liściach paproci, bili w bębny, dęli w trąby i strzelali ze strzelb, starcy wraz z kobietami śpiewali i pokrzykiwali, ponieważ im głośniej i hałaśliwiej która gromada do miasteczka weszła, tym większy szacunek zyskiwała"52.
tym, iż w Żmudzkiej Kalwarii w Gordach brzmią instrumenty muzyczne
podczas Drogi Krzyżowej na dworze oraz w tamtejszym kościele, świadczą
również po polsku napisane źródła historyczne: "Grzmią trąby, bębny, i organ
w kościele Żmudzi ..."53.
Przedstawione informacje o używaniu instrumentów muzycznych podczas
procesji drogi Krzyżowej w kościele i na dworze w Kalwarii Żmudzkiej w Gor-

°

49

A. Matuzas, ŹemaiCiIl Ka/varijos Kryziaus ... , s. 64.

so Tamże, s. 67.
SI
S2
S]

C. Sachs, Historia instrumentów muzycznych. Warszawa 1975, s. 304-305.
A. Matuzas,jw., s. 64.
Festyna Wie/kie Ka/waryi na Żmudzi. Opoviadnies Karoliny Proniewskiej, Wilno 1856, s. 15.

�103
dach pozwalają potwierdzić założenie, iż wtórowanie pieśniom za pomocą instrumentów w kulturze żmudzkiej jest odzwierciedleniem kultury polskiej.
Przeprowadzone badanie wykazało, że tradycja chrześcijaństwa, która przywędrowała z Polski razem z wtórującą pieśniom muzyką instrumentalną, nie
była obca Żmudzi z okresu przedchrześcijańskiego,
ponieważ istniała już
w pogańskiej kulturze religijnej. W odróżnieniu od innych biskupstw na Litwie, hierarchowie biskupstwa żmudzkiego nie byli kategorycznie uprzedzeni
do żmudzkich instrumentów sprzed okresu chrześcijańskiego, które powoli zaczęły ustępować miejsce akademickiemu instrumentarium miedzianych trąb.
Nie udało się odnaleźć materiałów o polskich ludowych instrumentach muzycznych występujących w muzycznej kulturze Kalwarii Zebrzydowskiej.

Wnioski
Uogólniając spostrzeżenia poczynione podczas badań, można wysunąć wnioski, które przedstawiają wzajemne podobieństwa i różnice Kalwarii Żmudzkiej
w Gordach oraz Kalwarii Zebrzydowskiej.
Podobieństwa:
l. Praktyka muzykowania podczas Drogi Krzyżowej w Kalwarii Żmudzkiej w Gardach przywędrowała na Litwę z Polski.
2. Po przeanalizowaniu wspólnych dla Kalwarii Żmudzkiej w Gordach
i Kalwarii Zebrzydowskiej modlitw i pieśni widzimy, że wszystkie teksty literackie posiadają konkretnych autorów, tj. są napisane przez jezuitów, dominikanów i oczywiście, najczęściej przez zakony franciszkańskie, ponieważ one
chroniły Drogę Męki Chrystusowej w Jerozolimie i były twórcami oraz wielbicielami kultu Męki. Wspólne są modlitwy z tych obrzędów: "Ojcze nasz";
"Zdrowaś Mario" oraz "Chwała Ojcu", aklamacje i odpowiedzi.
3. Linie melodyczne aklamacji i odpowiedzi "Kłaniam się Tobie"; "Zmiłuj
się nad nami, Boże", lub "Zmiłuj się nad zmarłymi, Boże" i "Amen", oraz
modlitwy "Módlmy się", pieśni Zdrowaś, Maryja i Litanii do Wszystkich Świętych są pokrewne łacińskiemu gregoriańskiemu stylowi muzyki kościelnej.
4. Teksty następujących pieśni są wspólne dla Kalwarii Żmudzkiej w Gordach i Kalwarii Zebrzydowskiej: Rozmyślajmy dziś wierni chrześcijanie, Ojcze, Boże wszechmogący,
Zdrowaś, Maryja, Jezusa Judasz sprzedał
i O duszo wszelka nabożna.
5. Teksty pieśni Stała Matka Boleściwa, Któryś za nas cierpiał rany, oraz
Litania do Wszystkich Świętych są wspólne z polskimi śpiewnikami liturgicznymi.
6. Wspólną melodię z polskimi ma pieśń: Rozmyślajmy dziś wierni chrześcijanie.

�104
7. Miedziane dęte instrumenty brzmiące w Kalwarii Żmudzkiej w Gordach
są odzwierciedleniem polskiej kultury religijnej.
8. Jednym z podstawowych wspólnych cech tych pieśni jest to, że wszystkie one spełniają następujące kryteria ludowości, mianowicie: ustna forma przekazu, anonimowość, warianty, związek z obrzędami i kultem, który wpłynął na
ich długowieczność.
Badanie także wykazało, że wszystkie pieśni, z wyjątkiem Zdrowaś, Maryja, zanim stały się pieśniami kalwaryjskimi, najpierw były związane z konkretnym okresem kalendarzowym Kościoła katolickiego (większość z nich z Wielkim Postem i Wigilią Świąt Wielkanocnych). To także potwierdza wysuniętą
przez nas tezę, że pieśni te nie powstały specjalnie dla Kalwarii Żmudzkiej
w Gordach, lecz zaczerpnięte zostały z różnych polskich śpiewników, przeznaczonych do wykonywania w okresie Wielkiego Postu, i zostały przystosowane
do obrzędów obchodzenia Kalwarii Drogi Krzyżowej.
Różnice:
1. Kalwaria Żmudzka w Gordach od początku swego istnienia była pod
pieczą dominikanów, natomiast Kalwaria Zebrzydowska - bernardynów.
2. Ważne miejsce w Kalwarii Żmudzkiej w Gordach zajmują instrumenty
ludowe. Pieśń Jezusa Judasz sprzedał śpiewana w Gordach posiada motywy
litewskiej ludowej piosenki Gysta gaideliai.
3. Melodie pieśni Ojcze, Boże wszechmogący, Zdrowaś, Maryja, Jezusa
Judasz sprzedał, Stała Matka Boleściwa, O duszo wszelka nabożna, Któryś za
nas cierpiał rany, Litania do Wszystkich Świętych (Litania na nabożeństwa błagalne) Kalwarii Żmudzkiej w Gordach i Kalwarii Zebrzydowskiej są swoiście
autentyczne i każda z nich reprezentuje swój kraj.
4. Pieśni Kalwarii Żmudzkiej w Gordach nie były specjalnie tworzone, lecz
przystosowane do tradycji obchodzenia 19 stacji kaplicznych, w Kalwarii Zebrzydowskiej do tradycji obchodzenia 50 stacji kaplicznych.
To potwierdza wysuniętą w pracy hipotezę, że tylko niewielka część melodii pieśni śpiewanych w Kalwarii Żmudzkiej w Gordach jest zapożyczona od
Polaków. Większa ich część jest "ludowa", ze swoistymi, typowo żmudzkimi
motywami piosenek ludowych.
Pieśni są typowe dla kultury polskiej. Najprawdopodobniej wpływ na to mieli
działający w Polsce franciszkanie i dominikanie, którzy dla tych obrzędów
obchodzenia stacji postawili następujące wymagania, "by było więcej pieśni,
aniżeli ciszy". Dlatego praktyka tych nabożeństw była realizowana tylko razem z pieśniami.
Jak wskazuje badanie, zarówno w Kalwarii Żmudzkiej w Gordach, jak
i w Kalwarii Zebrzydowskiej większość melodii pieśni została skomponowana
przez anonimowych twórców ludowych. Są to autentyczne religijne, związane
z pewnym okresem utwory ludowe, stanowiące wyraz osobistych przeżyć. Pieśni i melodyka w Kalwarii Żmudzkiej w Gordach oraz w Kalwarii Zebrzydow-

�105
skiej są starsze niż same Kalwarie. Zupełnie nic nie wiemy o większości autorów melodii tych pieśni i naj prawdopodobniej nigdy się nie dowiemy.
Praca ta wskazuje, jak bogata i malownicza była gama melodyczna pieśni
Kalwarii Żmudzkiej w Gordach oraz Kalwarii Zebrzydowskiej. Młodsze pokolenie powinno zrozumieć, co kiedyś pojęli stojący przy źródłach Kalwarii, że
oni również powinni stare pieśni chronić, kultywować i przekazywać następnym pokoleniom nie tylko poprzez ustny przekaz, jak to czynili nasi dziadowie
i ojcowie, ale także poprzez badania i różnorodne formy ich propagowania.

Alfonsas Motuzas
THE MUSIC OF THE SAMOGITIAN CALVARY AND ZEBRZYDOWSKA
CALVARY. SIMILARITIES AND DIFFERENCES
(Summary)
The article aims to reveal the connections and differences in the music of Samogitian
Calvary and that of Zebrzydowska Calvary, on the basis of published Catholic religious
ethnomusical materials collected during various expeditions. The objects of the research
are: l) Samogitian Calvary prayers, songs, and the musical instruments used in the rituals,
2) Zebrzydowska Calvary prayers, religious songs and the rituals. Casting ethnomusicologicallight on the piety rituals we must compare them with the rituals existing in the neighbouring countries, where the tradition was alive or perhaps it could have originated from
there. This is why present day research is new and original in the European religious ethnomusicology. This article is like a mirror, showing the richness and colourfulness of the
melodical scale of the religious songs of Samogitian and Zebrzydowska Calvaries.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6499" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6479">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/da2f839013590c8d602ebe5517367018.pdf</src>
        <authentication>72d1cbb722a697935aa535c7d3a3b46f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77395">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6174</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77396">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77397">
                <text>2010</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77398">
                <text>Kirgizja</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="77399">
                <text>małżeństwo</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="77400">
                <text>porwania kobiet</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77401">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5759</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77402">
                <text>Kirgiskie małżeństwa przez porwanie - doświadczenie czasu, kolektywności i przemocy/ LUD 2010 t.94</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77403">
                <text>LUD 2010 t.94 s.263-284</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77404">
                <text>Mroczkowska, Joanna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77405">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77406">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77407">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77408">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77409">
                <text>Lud, t. 94, 2010

JOANNA MROCZKOWSKA
Instytut Badań Interdyscyplinarnych Artes Liberales
Uniwersytet Warszawski

KIRG ISKIE M AŁŻEŃSTW A PRZEZ PORW ANIE
DO ŚW IA D C ZEN IE CZASU, KO LEK TY W N O ŚC I I PRZEM OCY

Wprowadzenie
Turysta czy podróżnik, planując podróż do danego kraju, sięga przeważnie
po przewodniki i zapoznaje się z podstawowymi informacjami na stronach inter­
netowych. Jeśli zamierza odwiedzić Kirgistan1, napotka zdjęcia gór i opisy ko­
czowniczych tradycji tego kraju. Przewodniki zachęcają do pobytu w jurcie czy
do odbycia górskich wędrówek. Możemy przeczytać informacje o burzliwych
wydarzeniach politycznych, niedawnych rewolucjach i rodowych układach.
Wśród tych wstępnych wiadomości, które prezentuje się potencjalnemu turyście,
są i wzmianki o pewnym zwyczaju przedstawianym diametralnie różnie: jako
ginąca lub odradzająca się tradycja. Jest to - spotykany również w Kazachstanie,
Uzbekistanie, a w nieco odmiennej formie także w Chinach - zwyczaj porywania
kobiet. Udokumentował go Peter Lom w filmie Ala Kachuu: Bride Kidnapping12,
wyświetlanym między innymi w programie Discovery, pokazywanym też w Pol­
sce podczas przeglądu filmowego Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka „Prawa
człowieka w filmie”. Stąd właśnie dowiedziałam się o tym zjawisku i o jego
złożoności.
Porywanie kobiet w Kirgistanie służy zdobyciu żony. Zwyczaj ten opisywany
jest przez niektórych jako pewna forma obrzędu weselnego czy gry, przez innych
jako dramat kobiety, przejaw przemocy łamiącej prawa człowieka. Charaktery­
styczne jest natomiast to, że Kirgizi m ówią o nim jako o „tradycji” czy „oby­
czaju”. Współczesne kirgiskie media niejednokrotnie opisują porwania, które są
skądinąd, przynajmniej oficjalnie, potępiane i penalizowane przez państwo.
W niniejszym artykule analizuję pewne aspekty tego kontrowersyjnego zwy­
czaju. Jest on niezwykły ze względu na częstość występowania; ponadto praktyka
ta, choć oceniana negatywnie przez dużą część kobiet, w skali społecznej należy
1 W latach 60. XIX w. tereny dzisiejszego Kirgistanu dostały się pod wpływy, a następnie pano­
wanie rosyjskie, a po rewolucji październikowej weszły w skład Związku Radzieckiego. W 1991 roku
Republika Kirgiska uzyskała niepodległość.
2 Tytuł oznacza, po kirgisku oraz po angielsku, „porwanie panny młodej”.

�264

Joanna Mroczkowska

do akceptowalnych zachowań prowadzących do zawarcia małżeństwa. Według
danych Russella Kleinbacha, około połowa wszystkich kirgiskich małżeństw za­
wierana jest poprzez porwanie. Z tych porwań około dwie trzecie następuje bez
zgody dziewczyny (Kleinbach, Salimjanova 2007: 217-233). To wszystko spra­
wia, że porwania są zagadnieniem prowokującym wiele pytań.
Nie podejmuję się całościowej analizy zjawiska, nie mogę też przedstawić wy­
czerpująco zróżnicowanych okoliczności i uwarunkowań porwań w Kirgistanie3.
Staram się natomiast opisać to, co uważam za trzy kluczowe współrzędne porwań:
ich aspekt czasowy, kolektywność oraz przemoc. Terenem moich badań, których
wyniki są podstawą tego opracowania, była północ Kirgistanu: miejscowości Tałas, Czołpon-ata (położona nad jeziorem Issyk-kul) oraz stolica kraju - Biszkek4.
W Republice Kirgiskiej językiem rosyjskim posługuje się do tej pory większa część
ludności. Nawet Kirgizi często lepiej niż kirgiskim władają językiem rosyjskim, co
pozwoliło mi na przeprowadzenie badań właśnie w tym języku5.

Ogólna charakterystyka zjawiska porwań we współczesnym
Kirgistanie

Terminy używane do opisania porwań
Rozmawiając w języku rosyjskim, nigdy nie spotkałam się z określeniem
„porwanie” (ros. pohisenie). Słowo to usłyszałam w trakcie moich badań tylko
raz - podczas rozmowy z pracownikiem fundacji zajmującej się w alką z porwa­
niami. Użyte ono było wtedy jako kalka z artykułów o prawach kobiet, słowo
3 Z braku miejsca oraz dla zachowania klarowności wywodu ograniczę się tutaj do wymienienia
kilku ważnych publikacji dotyczących zjawiska „małżeństw przez porwanie” na tym terenie. Opis tego
zwyczaju oparty na przekazach historycznych znaleźć można w pracy klasyka etnografii kirgiskiej,
S. Abramzona (1990: 245 i n.). L. Handrahan opisuje zjawisko tak z perspektywy historycznej, jak
i współczesnej (Handrahan 2000, 2004). Na szczególną uwagę zasługuje obszerny artykuł C. Werner
(2004), poświęcony analogicznemu fenomenowi na sąsiadujących z terenem moich badań obszarach
południowego Kazachstanu.
4 Badania prowadziłam w czerwcu i lipcu 2005 r. w ramach stażu naukowego, ufundowanego przez
Ministerstwo Edukacji Narodowej i Sportu, związanego z projektem badawczym „Współcześni miesz­
kańcy Kirgistanu”. Możliwe były one również dzięki pomocy Fundacji Universitatis Varsoviensis oraz
Koła Naukowego Studentów Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Warszawskie­
go. W oparciu o wyniki badań napisałam pod kierunkiem prof. Jerzego S. Wasilewskiego pracę magi­
sterską obronioną w Instytucie Etnologii i Antropologii UW w 2009 r.
5 W czasie rozmów posługiwałam się także ważniejszymi terminami w języku kirgiskim, które
odnotowuję w niniejszym artykule. Wszystkie słowa w oryginale zapisywane cyrylicą - czy to rosyj­
skie, czy kirgiskie - transliteruję przy użyciu międzynarodowej normy ISO 9 (http://www.iso.org/
iso/iso_catalogue/catalogue_tc/catalogue_detail.htm?csnumber=3589). Norma ta została przyjęta jako
Polska Norma PN-ISO 9 obowiązująca od 1 lutego 2000 r.: Transliteracja znaków cyrylickich na znaki
łacińskie. Języki słowiańskie i niesłowiańskie (zob. http://so.pwn.pl/zasady.php?id=629694).

�Kirgiskie małżeństwa przez porwanie - doświadczenie czasu, kolektywności i przemocy

265

z języka oficjalnego. W rozmowach z Kirgizami słyszałam raczej eufemizm
„kraść” (kraza nevestki, u Kirgizov kradut devuśki itp.). Porwania kobiet nazywa
się w języku kirgiskim (kyz) ala kaćuu. Czasownik al- oznacza „brać”, „wziąć”,
na przykład algan to dosłownie „wzięty”, „wzięta”, co również oznacza „mąż”,
„żona”, a wyrażenie kyz al- - „brać dziewczynę” - pokrewne jest naszemu „brać
za żonę”6 (Udahin 1999: 43, 476). W dokładnym tłumaczeniu samo słowo kaćuu
to imiesłów i bezokolicznik pochodzący od słowa kac-, które oznacza „uciekaj”,
„unikaj” (Udahin 1999: 362).
Funkcj onuj ąrów nież wyrażenia takie, j ak alyp kac-, czyli „wziąwszy uciekać”
lub ala kaćty kyl, czyli dosłownie „uciec po zabraniu”. Te wyrażenia w słowniku
kirgisko-rosyjskim tłumaczone są terminem umykał’, który oznacza „porwać na­
rzeczoną w celu zawarcia małżeństwa”, oraz utasit’, oznaczającym między inny­
mi „porwać”, „zabrać”, „zaciągnąć kogoś siłą”, a potocznie - „wykraść” (Udahin
1999: 361).
A zatem wyrażenie ala kaćuu sugeruje: po pierwsze, zabieranie komuś cze­
goś, odebranie własności, po drugie - szybkość i tempo, i po trzecie - oszustwo
i spryt. Mówi ono bardzo dużo o znaczeniach przypisywanych porwaniu i jest
ważne dla zrozumienia tego fenomenu. Słowo „ukraść”, tak popularne (w języku
rosyjskim) dla określenia tego zwyczaju, jest jego uproszczeniem, które zawęża
znaczenie do jednego tylko aspektu - odebrania „własności”, czyli dziewczyny,
jej rodzicom.

Akt uprowadzenia
Porwanie służy zawarciu małżeństwa, jego przebieg jest podporządkowa­
ny głównie celowi, którym jest zdobycie żony, tym samym nie zawsze można
mówić o pewnej stałej „rytualizacji” tej tradycji. Porwaniem może bowiem być
umówione w tym celu spotkanie z dziewczyną i wspólna przejażdżka samocho­
dem do niespodziewających się niczego rodziców przyszłego pana młodego.
Może nim być także zaplanowane przez mężczyznę i jego kolegów uprowadzenie
dziewczyny, na którą w jego domu czeka już przyszła teściowa, nowa rodzina,
a często również mułła (kirg. moldo). Nie można więc mówić o „wersji idealnej”
czy też o scenariuszu porwania, można natomiast spróbować opisać najczęściej
występujące sposoby uprowadzenia i wyodrębnić pewne najczęściej pojawiają­
ce się elementy. Warto zauważyć, że warstwa znaczeniowa „małżeństwa przez
porwanie” jest niejednokrotnie pewnym przeformułowaniem lub zapożyczeniem
z o wiele bogatszych znaczeń obrzędu towarzyszącego małżeństwu bez porwania
(za zgodą rodziców obydwojga oraz samych młodych).

6 Słowo k yz

znaczy: dziewczyna, panna, narzeczona, panna młoda (Udahin 1999: 152, 476).

�Joanna Mroczkowska

266

Porwanie, w jego wersji „nieumówionej”, polega na uprowadzeniu dziew­
czyny przez chłopaka - potencjalnego pana młodego. Przeważnie planuje on je
wcześniej, najczęściej z kolegami, ale często również z całą rodziną, która sama
namawia syna, by wreszcie znalazł sobie żonę. Co interesujące, w wielu przypad­
kach osobą, która najbardziej obstaje przy porwaniu, jest matka chłopca, która
sama w przeszłości mogła być ofiarą porwania.
Zazwyczaj inicjatorem jest rodzina, bardzo rzadko chłopak. I przede wszystkim,
zazwyczaj matka. Bo matce zależy, żeby jej obowiązki wykonywała synowa (N.A.,
kob., ok. 351., Biszkek).

W samym akcie uprowadzenia mężczyźnie pom agają najczęściej jego kole­
dzy, rzadziej krewni, a jeszcze rzadziej krewne lub koleżanki. Nie wypada, aby
mężczyzna już żonaty uczestniczył w tym przedsięwzięciu; jest to raczej sprawa
kawalerów. Chociaż zazwyczaj w porwaniu nie biorą udziału dziewczęta, chło­
pak nieraz zabiera swoją kuzynkę czy koleżankę, by podkreślić, że ma dobre,
poważne zamiary, by zmniejszyć strach swej „narzeczonej” lub po prostu - „by
było jej raźniej”. Opowiadano mi również o przypadkach, gdy koleżanka (pory­
wacza lub dziewczyny) pomagała w uprowadzeniu, oszukując potencjalną pannę
młodą, na przykład prosząc ją, by wyszła na chwilę na ulicę.
W ogólnym zarysie porwania opisywane były przez moich rozmówców na­
stępująco: Dziewczyna zostaje porwana najczęściej z ulicy, gdy wraca ze szko­
ły, z zajęć na uczelni albo z pracy. Na ulicy podchodzi do niej kilku młodych
mężczyzn i siłą wciąga do samochodu, którym przyjechali. Równie częste bywa
oszukanie dziewczyny, na przykład propozycją podwiezienia lub umówieniem
się z nią na wspólne odwiedziny u znajomych, które faktycznie okazują się po­
rwaniem. Do uprowadzenia wykorzystuje się samochód chłopaka lub jego kole­
gi, ale nierzadko wynajmuje się w tym celu taksówkę. Należy dodać, że bardzo
często porwanie dokonywane jest pod wpływem alkoholu, co jednak nie oznacza,
że w takim stanie podejmowana była o nim decyzja.

W domu porywacza
Dziewczynę zawozi się do domu rodziców chłopaka lub jego krewnych. Tam
zazwyczaj oczekuje na nią jego rodzina.
Krewne porywacza przekonują dziewczynę, by zgodziła się zostać jego żoną,
a kandydatka na teściową próbuje nałożyć jej na głowę białą chustkę, która jest
znakiem zgody na małżeństwo. O dziewczynie, która pogodzi się z losem i po­
stanowi zostać w domu porywającego, mówi się: „dała sobie założyć chustkę”
(Udahin 1999: 261). Do domu przyszłego męża dziewczyna powinna wejść już
w chustce - w praktyce jednak bardzo często dopiero w domu udaje się nakłonić

�Kirgiskie małżeństwa przez porwanie - doświadczenie czasu, kolektywności i przemocy

267

dziewczynę do jej założenia. Kolor chustki ma oznaczać czystość dziewczyny,
sama chustka znamionuje natomiast kobietę zamężną, ale nie tylko - jest bo­
wiem również symbolem szacunku, jaki młodzi obowiązani są okazywać star­
szym. Nierzadko można zaobserwować w miejscach publicznych dwie kobiety
- teściową i synową - z których tylko młodsza nosi chustkę. Nałożenie chustki
oznacza więc również zgodę dziewczyny na podporządkowanie się swojej teś­
ciowej i rodzinie.
Zanim ona przestąpi próg domu swojego narzeczonego, powinna wyjść z domu
teściowa i nałożyć jej chustkę. A potem, zanim panna młoda wejdzie jeszcze, teś­
ciowa wynosi takie topione masło - obowiązkowo tym topionym masłem częstuje
swojąprzyszłą synową. To znak tego, żeby życie było jak masło. Jak masło dobre.
Tak, koniecznie częstuje teściowa tę przyszłą synową topionym masłem i zakłada
jej białą chustkę, właśnie żeby życie było u nich białe, żeby wszystko było w po­
rządku (Ajnagul, kob., ok. 55 1., Tałas).

Każda kobieta kirgiska ma w domu dziesiątki chustek; jest to najbardziej
popularny prezent, jaki można kobiecie podarować przy każdej właściwie oka­
zji7. Jedna z moich rozmówczyń opowiedziała mi, jak ą przywiązuje się do nich
wagę:
Babcie, wiesz, ile mają chustek?! I 100 mogą mieć! Jak starsze babcie umierają,
to w jurcie się te wszystkie chusty kładzie. Jak ma córki, to im się część daje,
po 10 może. A tak to pozostałe się kładzie. Że ona taka była, ta babcia (D.S., kob.,
ok. 301., Tałas).

Wypowiedź ta pokazuje, że chustki stanowią swego rodzaju symboliczną
walutę kobiety. Ich ilość świadczy o tym, „jaka to była kobieta”. Tak jak córki
dziedziczą po matce pewne cechy charakteru czy umiejętności, tak dziedziczyć
m ogą również, po jej śmierci, część tego „kapitału”. Dodać trzeba, że podczas
ceremonii ślubnej goście również ofiarowują pannie młodej chustki. Im liczniej­
sza i bardziej wpływowa jest rodzina oraz im więcej osób zaproszonych jest na
wesele, tym więcej chustek uzbiera panna młoda.
W tym kontekście, nałożenie młodej dziewczynie chustki staje się wyraźnym
znakiem jej wejścia do nowej rodziny. Fakt, że chustka nakładana jest właśnie
przez kobiety z tej rodziny, świadczy, iż przyjmują one dziewczynę do swego
grona. Jest to przejście w zupełnie nowy świat: w świat życia mężatki, w świat
innej rodziny i innych kobiet.
7
Chustki noszone przez kobiety w Kirgistanie bardzo przypominają te spotykane dawniej w pol­
skich wsiach - są kolorowe, z cienkiej lub trochę grubszej tkaniny, nieraz z frędzlami, zwykle z nadru­
kowanymi wzorami, często kwiecistymi na czerwonym tle. W sklepach z pamiątkami sprzedaje się je
jako typowo kirgiskie.

�Joanna Mroczkowska

268

Po nałożeniu chustki porwana dziewczyna zasadniczo powinna zostać już
w domu porywacza. Nawet ta, która nie akceptuje zaistniałej sytuacji, ma już
małe możliwości jej zmiany.

Dlaczego porwane zostają?
Porwana dziewczyna, która odejdzie z domu porywacza, przynosi w ielką hań­
bę swojej rodzinie głównie dlatego, że ludzie będą mówić już o niej jako o tej,
która „pobyła z mężem”. Jej szanse na powtórne zamążpójście będą mniejsze. Do
tej pory zdarzają się przypadki, że rodzina, z której pochodzi porwana, nie przyj­
muje jej do siebie z powrotem. Jest to pierwszy powód, dla którego decydują się
one zostać z porywaczem. Kolejny to presja wywierana na dziewczynę przez ro­
dzinę chłopca. Zbierają się wokół niej jego starsze krewne, które zapewniają, że
taki jest właśnie los kobiety, że one doświadczyły kiedyś tego samego. Starają się
też przekonać j ą do małżeństwa, obiecując, że w tym domu będzie jej dobrze8.
„Modelowe” porwanie, według słów moich rozmówców, powinno odbyć się
bez ranienia czy krzywdzenia dziewczyny, ale niekoniecznie zupełnie bez uży­
cia siły. Trzeba jednak podkreślić, że dziewczyna powinna przebywać w domu
potencjalnego pana młodego wyłącznie w towarzystwie kobiet. Relacjonowane
niekiedy przypadki, w których porywający dopuszczali się na dziewczynie gwał­
tu lub okaleczali ją, traktowane są powszechnie jako odstępstwo od normy.
Gdy okazuje się, że krewne chłopaka nie zdołają jej przekonać, do działania
przystępują najstarsi w domu - przeważnie dziadkowie i babki. Stają lub siadają
w progu, m ów ią dziewczynie, że aby wyjść, musi „przejść po nich”. Na progu
kładzie się również chleb, by zniechęcić dziewczynę do wyjścia. Kolejną metodą
jest grożenie rzuceniem klątwy i ewentualne jej wypowiedzenie, jeśli porwana
ucieka. Przeklina się ją, by nigdy nie miała męża, by jej życie było nieszczęśliwe,
by wyszła za alkoholika, by jej dzieci urodziły się kalekie lub by była bezpłodna.
Przekleństwa te traktowane są bardzo poważnie. Nie odchodzi się więc także
ze względu na strach przed możliwymi następstwami. Poniższy cytat pochodzi
z rozmowy, którą przeprowadziłam z m ężczyzną przeciwnym porwaniom.
Potem przychodzą takie staruszki - stare takie, które mają po dziewięćdziesiąt lat,
którym pora już umierać [śmiechy obecnych - J.M.], mówią: „No już, córuś, pój­
dziesz sobie, to źle ci będzie”. To, wiecie, też jest bardzo złe. Ich też nie trzeba
słuchać, tych starych ludzi (Ramisbek, mężcz., ok. 30 1., Tałas).

8
O tym, że podstawowymi powodami, dla których porwane zostają, są presja rodziny i obawa przed
ostracyzmem społecznym, pisali również inni autorzy (Abdulaeva, Arjomand, Tursunov 2004).

�Kirgiskie małżeństwa przez porwanie - doświadczenie czasu, kolektywności i przemocy

269

Jego wypowiedzi przysłuchiwały się kobiety, jego krewne, i w tym momencie
jedna z nich skomentowała słowa mężczyzny:
Kirgizka: Tak, my szanujemy.
Kirgiz: Po pierwsze szanujemy, a po drugie boimy się, że to jakiś urok [ros. porća
- J.M.], że to jakieś przekleństwo, że to jakieś rodowe przekleństwo (matka Ramisbeka, kob., ok. 50 1.; Ramisbek, mężcz., ok. 30 1., Tałas).

Mój rozmówca sprowadził dosyć ogólną i abstrakcyjną wypowiedź kobiety
do poziomu namacalnych konsekwencji. Nieuszanowanie staruszek prowadzi do
wymiernych szkód „rodowego przekleństwa”. Jakie są implikacje potraktowania
klątwy rzuconej na odchodzącą dziewczynę właśnie jako przekleństwa rodowe­
go? Oznacza to, że konsekwencje jej czynu ponosi nie tylko ona, ale również ród,
do którego w przyszłości wejdzie. Jej mąż może stać się alkoholikiem. Ród męża
może być narażony na wygaśnięcie z powodu jej bezpłodności. Ciężar zemsty
polega więc na tym, że dziewczyny, na którą nałożono taką klątwę, nikt nie bę­
dzie chciał uczynić swoją żoną.
Powyższa wypowiedź jest cenna również dlatego, że pokazuje, iż za klątwą
musi stać realne przekonanie stron o jej sile. Ten realny strach przed jej konse­
kwencjami należy uwzględniać, rozpatrując problem porwań.
Ale bodaj najważniejszym utrudnieniem dla dziewczyny niechętnej małżeń­
stwu jest ograniczenie czasowe: dziewczyna, która przenocuje w domu pana mło­
dego, uważana jest już przez rodzinę i innych członków społeczności za mężatkę.
Nie ma właściwie znaczenia, czy małżeństwo zawarto (w obecności mułły), czy
też nie. Dziewczyna taka postrzegana jest jako kobieta, która „była już z mężem”;
ucieczka i powrót do domu rodzinnego są wtedy dużo trudniejsze, a przeważnie
niemożliwe. Decydujący jest tym samym dzień, w którym odbyło się porwanie.
Porwana, która nie zgadza się na małżeństwo, ma faktycznie tylko kilka godzin
na opuszczenie domu niedoszłego męża.
Oprócz podjęcia próby ucieczki, jedyną jej szansą jest uzyskanie pomocy ze
strony własnej rodziny. Wedle przyjętego zwyczaju, rodzina chłopca powinna
powiadomić rodziców dziewczyny, że porwano ich córkę. Często czyni to sam
chłopak lub jego krewni, którzy odwiedzają dom rodziców dziewczyny i, pokło­
niwszy się jej ojcu, mówią: „Prosimy o wybaczenie, to my ukradliśmy w aszą
córkę”. Przywożą aćuulasar, czyli „pieniądze ofiarowane rodzicom dziewczyny
dla przebłagania ich gniewu” (K.T., mężcz., 47 1., Bosteri).
Przynoszący wiadomość o porwaniu powinni także dostarczyć list od dziew­
czyny, w którym pisze ona, że zgadza się na zawarcie małżeństwa. W praktyce,
z jednej strony, często zwyczaj ten jest ignorowany, z drugiej zaś - dziewczyna
bywa zmuszana do napisania listu. Członkowie jej rodziny (nie powinni to jed ­
nak być rodzice; najczęściej są to bratowe) m ogą przyjechać do domu „narzeczo­
nego”, by dowiedzieć się, czy dziewczyna wyraża zgodę na zawarcie małżeństwa

�270

Joanna Mroczkowska

(w przypadku braku listu) lub też czyjej zgoda jest autentyczna (jeśli list nie roz­
wieje wszystkich wątpliwości). Jeżeli rodzina od samego początku jest przeciw­
na małżeństwu, bywa, że, wbrew przyjętemu zwyczajowi, przyjeżdżają właśnie
rodzice. W rzeczywistości sytuacja może więc wyglądać różnie. Poniższa relacja
jest tego przykładem:
Zbiera się grapa ludzi (rodzina), jadą do rodziców porwanej dziewczyny i powia­
damiają ich, że została ona porwana przez ich chłopaka, pytając, co oni o tym
sądzą? Matka wpada w histerię, ojciec im grozi, jednym słowem panika, ale ro­
dzice młodego zaczynają namawiać, m ów ią że i tak muszą wydać córkę za mąż,
a „nasz chłopak wcale nie jest zły”. Zaczynają ich prosić, wtedy, jak już namówią
rodziców, to jedzie rodzina młodej, wszyscy razem do młodego i jak już przyjadą
to czasem bywa, że matka przyjeżdża i bije córkę: „Czemu nas zawstydziłaś, zhań­
biłaś, czemu poszłaś za tego chłopaka?!”. Albo pyta córkę: „Czy ty poszłaś sama,
dobrowolnie, czy chciałaś?”. Jeśli ona chce, to oni się wszyscy uspokajają. A jeśli
ona mówi, że ją tu na siłę przywieźli, a ona nie chce, wtedy oni złoszczą się i jadą
z powrotem, zabierając córkę. Ale w 90% dziewczyna zostaje (właściciel hotelu,
mężcz., ok. 40 1., Osz).

Istotne jest, czy dziewczyna znała porywacza, „chodziła z nim ”, czy też jest
on osobą obcą. Ponadto, gdy jest on, zdaniem krewnych, odpowiednią partią dla
dziewczyny, często to właśnie oni będą nakłaniać j ą do zgody na zawarcie m ał­
żeństwa. Natomiast jeśli oczywiste jest, że dziewczyna nie trafiła do odpowied­
niej rodziny, jej rodzina stwarza możliwość uniknięcia małżeństwa. Taka sytua­
cja należy jednak do wyjątków.
Zadaniem krewnych dziewczyny jest również wynegocjowanie jak najlep­
szych warunków kontraktu małżeńskiego. Są oni jednak w niekorzystnej pozycji,
bowiem panna została już porwana i „krach negocjacji”, czyli jej powrót, ozna­
czałby szkodę głównie dla niej i dla jej rodziny. Niemniej rozmowy takie m ają
miejsce, a dotyczą one głównie wysokości kałymu (kirg. kalymf. Krewni pana
młodego starają się również w inny sposób przekonać rodzinę dziewczyny, na
przykład wyrażając zgodę na ukończenie przez nią szkoły czy uczelni.
Kolejną przeszkodą bywa to, że rodzinę często informuje się o porwaniu do­
piero wtedy, gdy dziewczyna wyrazi zgodę na zawarcie małżeństwa. Z tej dosyć
paradoksalnej sytuacji dziewczęta ratują się, próbując w jakiś sposób powiado­
mić swoją rodzinę, braci czy na przykład narzeczonego.
Jak już wspomniałam, większość dziewcząt ostatecznie zostaje. Po pierwsze,
ze względu na własnych rodziców, „przez szacunek” do nich, by nie przynieść im 9
9
Kałym to wartości materialne przekazywane rodzicom dziewczyny przez rodziców pana młodego
(zob. Szynkiewicz 1987: 275). Pan młody/rodzina pana młodego zobowiązana jest przekazać odpo­
wiednią sumę pieniędzy rodzicom panny młodej. W czasie, kiedy prowadziłam badania, kałym wynosił
ok. 5-10 tys. somów (10 somów odpowiadało wtedy wartością 1 złotemu).

�Kirgiskie małżeństwa przez porwanie - doświadczenie czasu, kolektywności i przemocy

271

wstydu. W styd i szacunek są tu niezmiernie ważnymi pojęciami. Można mówić
wręcz, że życie rodzinne i społeczne jest postrzegane głównie w tych właśnie
kategoriach.
Pierre Bourdieu pisał, że honor kobiet może podlegać jedynie obronie lub
utracie (Bourdieu 2004: 65) - w przypadku Kirgizek może on podlegać tylko
utracie. Dziewczyna, która odejdzie, hańbi nie tylko siebie - co istotniejsze, hań­
bi ona swoją rodzinę (a ściślej mówiąc, swoją dawną rodzinę). Przynosi ona rów­
nież wstyd niedoszłemu mężowi i jego rodzinie:
Bywa, że dziewczyna sobie poszła. Wszyscy się śmieją z chłopaka, że ona poszła.
A do dziewczyny już dragi chłopak nie przyjdzie. Powie: „aa, to ta głupia, co ją
wygnali od młodego”. Ma zhańbione imię. Ona traci swoją twarz (D.M., mężcz.,
57 1., Tałas).

Zauważmy, że z wypowiedzi tej wynika pewna dwuznaczność: z jednej strony
ucieczka dziewczyny w pewien sposób ośmiesza „narzeczonego”, z drugiej zaś
wśród ludzi i tak tworzy się przekonanie, że to j ą wygnano.

Przebieg ceremonii zawarcia małżeństwa
Jeżeli dziewczyna wyrazi zgodę na zawarcie małżeństwa, sadza się j ą w osob­
nym pokoju lub w części pokoju oddzielonej od reszty domu białą zasłonką
kóśók. Siedzi tam wraz z innymi kobietami na rozesłanych kołdrach, zwanych
tóśók, które, jak podkreślają rozmówcy, powinny być nowe. „Wszystko powinno
być nowe tego dnia” - to dosyć jednoznaczna symbolika, rzeczy nowe, najlepszej
jakości, całkowite i „nienaruszone” powinny przyczynić się do pomyślności tego
dnia i „nowej drogi życia”.
Narzeczona na głowie ma białą chustkę, którą, jak pisałam wcześniej, przyjęła
na znak zgody na małżeństwo. W przypadku nieumówionego porwania, dziew­
czyna ubrana jest najczęściej w zwykłą sukienkę lub też w sukienkę ślubną, która
była już w tej rodzinie.
Pod kołdry krewni kładą cukierki, „żeby życie było słodkie”. A potem:
żeby urodził im się syn, w tej pościeli tarzają małego niemowlaka [płci męskiej
- J.M.]. Biorą i przeciągają w tę i z powrotem na tej pościeli. „Żeby wasz pier­
worodny był synem”. To robi teściowa. A potem ona ich zostawia, z tej strony
stoją krewni żony, z tej krewni tamtego i wyczekują za zamkniętymi drzwiami.
Potem, jak już pośpią. wychodzi mąż. I on swoim wyjściem ogłasza, że wykonał,
co do niego należy. I potem wchodzą. Prześcieradło wyciągają krewni męża i mó­
wią: „Siijimciil Wasza córka jest dziewicą”. I obdarowują krewnych prezentami
(T., kob., ok. 40 1., Biszkek).

�Joanna Mroczkowska

272

Ślub odbywa się przeważnie tego samego lub następnego dnia, a udziela go

moldo. Oto jak wygląda:
On \moldo - J.M.] bierze duże naczynie, nalewa wody i coś tam zamawia, mod­
litwę mówi i młodzi mówią takie słowa: Tuttum, tuttum, to znaczy: „Zgadzam się
wyjść za ciebie za mąż”, „A ty, czy zgadzasz się wziąć ją za żonę?”, „A ja, czy
zgadzam się wyjść za mąż za niego?”. No i moldo bierze to, coś tam mówi, jakieś
słowa, a siedzą tam młodzi i wszyscy krewni, i teściowa, i teść, a potem tę wodę po
kolei... dają panu młodemu, pan młody mówi: Tuttum. Tuttum znaczy „zgadzam
się”. Po kirgisku „Zgadzam się z nią ożenić, będę całe życie jej bronił”. Słowo
tuttum znaczy „nigdy nie będę jej zdradzać”. Że jestem gotowy się z nią ożenić,
że będę całe życie z nią żył, w miłości, w smutku i radości, i bierze tę wodę, i pije.
A potem daje się pannie młodej i ona też mówi: Tuttum, i koniecznie powinna tę
wodę wypić. A potem to naczynie z wodą jest podawane wszystkim, którzy tam
siedzą. I wszyscy po kolei z niego piją. To są świadkowie, że to widzieli, że to
miało miejsce (Ajnagul, kob., ok. 50 1., Tałas).

Potem odbywa się toj, czyli uczta i poczęstunek, na którym tradycyjnym da­
niem jest beś barmak, potrawa przyrządzana z makaronu oraz gotowanej barani­
ny i flaków.
Zwykle nikt tam nie siedzi, wszyscy zaczynają tańczyć. Po tym, jak wszystko się
kończy - no, o tej dwunastej, pierwszej, koledzy chłopaka jadą razem z chłopa­
kiem i dziewczyną no - z panem i panną m łodą do nich do domu, biorą chłopaka
na ręce i tam, gdzie leżą te tósóki, go wrzucają. To jest jakby obowiązek jego kole­
gów, oni to powinni zrobić (B., mężcz., ok. 25 1., Osz).

Tradycyjnie powinno zostać dowiedzione dziewictwo dziewczyny, jej „czy­
stość”. Dlatego też, po nocy poślubnej gościom pokazywano prześcieradło ze
śladami krwi, na którym spała młoda para. Prześcieradło to powinny rozłożyć
wieczorem bratowe narzeczonej. Róg prześcieradła przyciskają kamieniem, by
dziewczyna została w tym domu, „jak i ten kamień został”. To właśnie do tej
sytuacji odnosi się przysłowie Taś zatkan zerinde oor, czyli „Raz wyrzucony ka­
mień gdzieś upadnie”. Moje rozmówczynie tak tłumaczyły znaczenie tego przy­
słowia:
Ona powinna jak ciężki kamień tutaj zostać. Zostać członkiem tej rodziny. Na całe
życie. I synowe koniecznie... Dziewczyna nie powinna wychodzić z domu, swojej
cioci, siostry nie powinna odprowadzać. Żegnają się: „No, to my jedziemy, a ty zo­
stań” i biorą brzeg zasłony i przyciskają kamieniem (D.S., kob., ok. 30 1., Tałas).

Chociaż obecnie rzadko wystawia się prześcieradła na widok publiczny (częś­
ciej praktykowane jest to na południu kraju), kwestia dziewictwa panny młodej do

�Kirgiskie małżeństwa przez porwanie - doświadczenie czasu, kolektywności i przemocy

273

tej pory jest bardzo ważna. W przypadku porwań taka procedura nie zawsze jest
możliwa, często po prostu dlatego, że krewne dziewczyny nie zawsze są zapro­
szone. Ceremonia ta bywa więc uproszczona, a czasem wręcz zaniechana. Kiedy
jednak tak nie jest, to nawet w przypadku, gdy do ślubu doszło poprzez porwanie
nieznajomej, oczekuje się od dziewczyny, że okaże się dziewicą. W przeciwnym
razie spoczywa na niej wina i wstyd, a pan młody może unieważnić małżeństwo,
odsyłając zhańbioną dziewczynę.
Wtedy: „Ty jesteś panną jesteś młoda, to wstyd dla ciebie tak chodzić, nie dziewi­
cą”. I oni ją wyprowadzają do domu. Odprowadzają do domu - przy czym z taką
bezczelnością... To przecież oni ukradli! I to ona jest winna. Widzicie, jaką my
mamy mentalność! (kob. pochodząca z Oszu, ok. 40 1., Biszkek)

Jeśli chłopak podtrzyma jednak chęć pozostania z dziewczyną brak dziewictwa
stawia j ą w sytuacji, w której ucieczka od małżeństwa jest o wiele trudniejsza.
Właśnie ze względu na to, że nowa rodzina może wygonić pannę m łodą jeśli
okaże się, że nie jest dziew icą prześcieradło sprawdzają dwie osoby - po jednej
bratowej ze strony dziewczyny i ze strony chłopaka. Potem dopiero ogląda je
reszta krewnych, zaczynając od rodziców, a niekiedy również goście. Jeśli dziew­
czyna jest dziew icą bratowa, która miała się nią opiekować i która sprawdzała
prześcieradło, dostaje prezent, wspomniany sujunću (kirg. „podarek za przeka­
zanie dobrej nowiny”), za to, że zachowała dziewczynę w stanie niewinności,
że jest ona „czysta” i „niezepsuta”. Prezent to zwykle chustka i pieniądze; suma
jest symboliczna, około 100-200 somów (ale w wypadku bogatych rodzin może
wynosić nawet 5 tys. somów). Oto jak wspomina to jedna z moich rozmówczyń,
pochodząca z południa kraju:
Na przykład młodsza siostra męża wyszła za mąż. Ja, jako synowa, prowadziłam
ją do zamążpójścia... To znaczy - z dwóch stron synowe - z jej strony i z męża
strony. I kiedy oni się kładą spać - noc poślubna - to jeśli ona jest dziewicą to nas
obdarowująprezentami. (...) To się nazywa sujunću. To znaczy: „Wasza dziewczy­
na jest dziewicą niezepsuta i my się odwdzięczamy”. A jeśli się okaże, że nie jest
dziewicą to wie pani - my byśmy tam nie stały. Nas by obrazili i wygnali. Taki
to jest obrzęd. Jeśli jest dziewicą to wywieszają prześcieradło na ulicy. (...) Ono
tam wisi dwa dni. Potem wszyscy wiedzą. Wszyscy krewni, którzy przychodzą
gratulują i to prześcieradło się przechowuje (kob. pochodząca z Oszu, ok. 35 1.,
Biszkek).

Sprawdzanie prześcieradła ma miejsce praktycznie podczas wszystkich cere­
monii małżeńskich. Jeśli się tak nie dzieje, to dlatego, że chłopak wie, że dziew­
czyna dziewicą nie jest. Zdarza się tak w dwóch przypadkach: albo on sam miał
z nią stosunek przed ślubem, albo też przed ślubem dziewczyna powiedziała mu,

�274

Joanna Mroczkowska

że nie jest dziewicą, a on mimo to zgodził się z nią ożenić. Najmłodsza z uczest­
niczących w przytaczanej rozmowie kobiet powiedziała: „Jeśli naprawdę kocha,
to się zgadza” (kob., ok. 20 1., Biszkek).
Jeśli dziewczyna nie jest dziewicą, istnieją sposoby wyjścia z tej sytuacji.
Można użyć krwi jakiegoś zwierzęcia albo dokonać u ginekologa zabiegu zaszy­
cia błony dziewiczej. Jest to zabieg, którego popularność wzrosła podobno od
czasu upadku Związku Radzieckiego.
Opowiedziano mi o przypadku, kiedy porwana dziewczyna okazała się nie
być dziewicą. Jej ciotka ubłagała wtedy chłopaka, by zachował to w tajemni­
cy i skaleczył się sam, żeby poplamić prześcieradło. Narzeczony zgodził się,
ale dziewczyna okazała się potem „złą żoną”. „Nie umiała nic robić”, a przede
wszystkim - co podkreślała moja rozmówczyni - źle gotowała mięso. Było to
bardzo poważne uchybienie, ponieważ godziło bezpośrednio w teściową, która
była już bardzo stara i nie miała zębów. Należy pamiętać, że teściowa ma w ro­
dzinie kirgiskiej szczególne miejsce - jest ona nie tylko „zarządcą” domu i ko­
biet, lecz również strażnikiem moralności.
Dziewczynę, o której mowa, odprawiono ostatecznie do domu, jako główny
powód podając to, że nie była dziewicą. Co prawda żyła ona już ze swoim m ę­
żem, ale można było dowieść braku dziewictwa, ponieważ przyznała się ciotka,
która prosiła chłopaka, żeby się skaleczył. Matka dziewczyny też o tym wiedzia­
ła, dlatego zbyt mocno nie protestowała. Tak więc, chociaż porwana dziewczy­
na nie okłamała nikogo, i tak stała się swego rodzaju zakładniczką, bo rodzina
porywającego mogła j ą (jak widać, w dowolnym czasie) okryć hańbą w oczach
ludzi.
Możliwy jest też inny wariant. W przypadku, gdy porwana dziewczyna nie
zgodzi się na małżeństwo i odejdzie, krewni pana młodego m ogą w okolicy roz­
puścić plotkę, że nie była ona dziewicą i dlatego oni sami j ą odprawili. Czynią
tak, by uniknąć ośmieszenia, jakie łączy się z odejściem dziewczyny (Pusurmankulova 2004).

Różne wymiary porwania

Doświadczenie czasu: raptowność porwania
Na wstępie pisałam o trzech aspektach czy może wymiarach stanowiących
o wyjątkowości opisywanego zjawiska. Pierwszym jest czasowy wymiar porwań
- wydarzają się one błyskawicznie, nagle i są dla porywanej kobiety nieprzewi­
dywalne.
Porwanie, tak jak i obrzęd zaślubin, do którego prowadzi, może trwać dłużej
lub krócej. W czasie, nieraz długiej, podróży do domu porywacza, dziewczy­

�Kirgiskie małżeństwa przez porwanie - doświadczenie czasu, kolektywności i przemocy

275

na przechodzi m entalną drogę uświadamiania sobie swojej nowej sytuacji. Ale
szczególny charakter porwania przejawia się w jego raptowności. Mężczyźni
zwykle wyskakują znienacka, wciągając dziewczynę do samochodu, w jednej
chwili definiując sytuację: porwanie - ślub - opuszczenie domu rodzinnego - ży­
cie zamężnej kobiety. Sprawy i obowiązki, których przed chwilą nie było, stają
się aktualne w krótkim czasie.
Ta raptowność sprawia, że przeżycie to jest tak silne, opisywane w katego­
riach zaskoczenia, szoku, niedowierzania. Wiąże się to nie tyle z czasem trwania
porwania, ile z nagłością zmiany.
Nagłe zrozumienie, co się stało, może też wystąpić w innym momencie po­
rwania.
W Kirgistanie transport nie funkcjonowałby bez „marszrutek” (ros. marśrutka, czyli minibus kursujący na ustalonej trasie) ani bez instytucji autostopu.
W miejscach, do których autobus dojeżdża raz czy dwa razy dziennie, transport
bez autostopu nie byłby możliwy. Nie jest on bezpłatny, cenę negocjuje się przed
podwiezieniem. Tym samym, widok samotnej dziewczyny wsiadającej do za­
trzymanego właśnie samochodu nie budzi zdziwienia. Tak było w przypadku
nauczycielki, którą poznałam w Tałasie. Przytaczam jej opowieść o powrocie
z pracy:
Córka: Zła tradycja, że kradną panny młode.
Matka: Mnie samą ukradli! Ja wam opowiem z własnego doświadczenia. Byłam
młodą dziewczyną o - jak moja córka. Po uniwersytecie, wykształciłam się na
pedagoga, przyjechałam do swojej wsi, mama moja jeszcze żyła wtedy. No i po­
tem pracowałam w szkole - młoda, miałam gdzieś tak 22-23 lata. Z nikim się nie
przyjaźniłam, no, ogólnie pracowałam w szkole i już. To już była zima. Wycho­
dzę wieczorem z pracy i przyjeżdża jakiś samochód, i zatrzymuje się. I wychodzi
z niego kolega z klasy mojego brata. Nazywał się Talant. A ja go znałam, on do
nas często przyjeżdżał do domu (...). I on do mnie: „Ajnagul, cześć, dokąd jedziesz?”. Ja mówię: „Do domu jadę”. „No to chodź, siadaj, podwieziemy cię”. I ja
bez niczego, bez podejrzeń siadłam, jedziemy - ja tam mieszkałam na wsi, jest tam
taka wieś Wodnoje - no i do domu nie jedziemy, a prosto jedziemy. Koło domu
się nie zatrzymali. Ja mówię: „A dokąd wy jedziecie? Zimą wcześnie zaczyna się
ściemniać”. „A zaraz” - mówi - „do Kirovki pojedziemy, a potem odwieziemy cię
z powrotem”. No, ja bez podejrzeń siedzę, jadę. A potem jak mnie zawieźli, oj! Ja
potem zaczęłam płakać, mówię: „Ja chcę do domu, do domu muszę!”. Zaczęłam
ryczeć, zaczęłam ryczeć, płakać, a Talant mówi: „My ciebie wieziemy za mąż”.
Za mąż. Ja mówię: „Nic podobnego, ja nikogo nie mam, z nikim się nie przyjaź­
nię”. A tam z przodu siedział jeden taki, no chłopak jeden siedział, taki... rudy, no
w ogóle nieładny, nieładny. Taki niski, nieładny był. On ze mną żartował, a ja bez
podejrzeń też - żartowałam, Talanta przecież znałam. „O - mówi - za niego za
mąż wyjdziesz”. Ja mówię: „Już ja wam dam, za mąż, nie ma mowy, za mąż nie
wyjdę!”. I oni mnie siłą zawieźli (Ajnagul, kob., ok. 55 1.; jej córka, 20 1., Tałas).

�276

Joanna Mroczkowska

W tym wypadku kobieta uzmysłowiła sobie swoją sytuację w drodze, która na
początku przypominała zwykłą drogę do domu.
W pewnym sensie małżeństwo jest już zawarte w momencie porwania - jak
wspominałam, ucieczka jest wprawdzie możliwa, ale za cenę wzięcia na siebie
winy pohańbienia całej rodziny, jak również za cenę utraty, w przeświadczeniu
innych ludzi, najważniejszego kapitału, jakim dysponuje dziewczyna - czystości.
Jest to cena wysoka. Świadomość, że wychodząc z domu porywacza dziewczyna
ściąga na siebie klątwę, że może już nigdy nie ułożyć sobie życia, jest ogromnym
obciążeniem. Dodatkowo wie ona, że zostanie potępiona przez ludzi, wie rów­
nież, że zhańbi swoją w łasną rodzinę, nawet jeżeli ta przyjmie j ą z powrotem.
Poniższy cytat uwidacznia sposób, w jaki postrzega się małżeństwo i moment,
kiedy można je uznać za zawarte.
Bywały przypadki, że ona nogami się zapierała i rękami, żeby się stamtąd wyrwać.
Ale i tak ją siłą zmuszali. Do tej pory, jak rodzice lub krewni dziewczyny się nie
dowiedzą o tym, że ją zabrali, porwali, ona będzie się wyrywać, odpychać, płakać
cały czas. A potem, jak przychodzą krewni i zaświadczają bywa, że ją zostawiają
bywa, że po prostu wywożą (A.S., kob., ok. 50 1., Tałas).

Opowieść nauczycielki prowadzi ku kolejnemu niezwykle istotnemu tropowi
w analizie porwań: kolektywności.

Kolektywność - porwana kontra grupa: porywających, własnych
krewnych, „prawdziwych Kirgizów”
Drugim aspektem stanowiącym o trwałości porwań jest ich kolektywność. Tu
grupa stoi ponad jednostką zarówno w odniesieniu do samej sytuacji porwania,
jak i w znacznie szerszym znaczeniu. Najpierw grupa mężczyzn używa wobec
dziewczyny siły podczas samego porwania, poza domem; potem grupa kobiet
(najczęściej starszych) nak łan iają do pozostania w domu przyszłego pana m ło­
dego. Kobiety opisujące swoje doświadczenia w trakcie porwania bardzo często
wracają do tego aspektu. Kilku mężczyzn, którzy siłą zmuszają dziewczynę, by
wsiadła do samochodu, odciska bardzo silne piętno w pamięci dziewczyny. N ie­
koniecznie musi być to zdarzenie szczególnie brutalne (choć oczywiście zdarzają
się i takie porwania), wystarcza tutaj przewaga liczebna, kontakt fizyczny i sta­
nowczość. Porwana jest zupełnie sama, w potrójny sposób: sama wśród niezna­
jomych, sama wśród starszych i, co chyba najistotniejsze, sama wśród mężczyzn.
Doświadczenie tej sytuacji dzieli wyłącznie ze swoimi przeciwnikami.
Cytowana już nauczycielka podkreślała fizyczną przewagę porywaczy i włas­
n ą bezbronność. Wiele z kobiet, z którymi rozmawiałam, mówiło o porwaniu
jako o pierwszym naprawdę przykrym doświadczeniu w życiu młodej dziewczy­

�Kirgiskie małżeństwa przez porwanie - doświadczenie czasu, kolektywności i przemocy

277

ny, potężnym wyłomie w życiu beztroskiego dziecka. Ta pierwsza przemoc jest
przemocą mężczyzn; zaraz po niej dochodzi jeszcze oddziaływanie całej grupy,
w większości kobiet, odbierane również niezmiernie silnie:
A tam już ludzi było bardzo dużo, widać już wcześniej zaplanowali sobie, jak mnie
przywieźć. Tam i staruszki, i starcy. Siłą mnie wyjęli z samochodu. Ja taka mała,
chudziutka byłam, jak moja córka. Ja płaczę, ryczę, no i co - trzech facetów, takich
dużych, potężnych mnie zaniosło do pokoju. Zaprowadzili mnie i ubrali w suknię.
W suknię ubrali, chustę założyli, tę zasłonę już wcześniej przygotowali. A ja pła­
czę, ryczę: „Nie, ja do domu pojadę, na mnie mama czeka w domu” (Ajnagul, kob.,
ok. 55 1., Tałas).

Najczęściej kobiety i starsi otaczają dziewczynę, przytrzymują j ą za ręce, za
ramiona, próbują przekonać, że ucieczka w takiej sytuacji jest hańbą i brakiem
szacunku. Ten etap porwania opisałam już powyżej. Tutaj pragnę podkreślić,
w jakiej sytuacji znajduje się dziewczyna i jak potężny wpływ ma na nią grupa,
która j ą otacza. Nie jest to przecież zbiorowisko nieznających się nawzajem lu­
dzi, lecz grupa krewnych, którą kieruje wspólny, często wcześniej ustalony cel
- pozyskanie nowego członka rodziny. Oczywiście, motywacje poszczególnych
osób są różne, na przykład w wypadku kandydata na pana młodego - pragnienie
znalezienia żony, chęć stania się dorosłym mężczyzną, wypełnienia woli rodzi­
ców, a w wypadku jego rodziny - zamiar pozyskania nowego „pracownika” czy
też chęć ominięcia obowiązku płacenia wysokiego kałymu.
Co ważne, dziewczyna znajduje się pod wpływem nie tylko rodziny poten­
cjalnego męża, lecz również swojej. Pisałam już o upokorzeniu, jakim jest dla
rodziny powrót córki, która przebywała w domu „męża”. Dochodzi do tego jesz­
cze pogląd, że dziewczyna, wchodząc do nowego domu, przestaje być człon­
kiem swojej dawnej rodziny10. To pokazuje, jak pojmuje się rodzinę i małżeństwo
w społeczeństwie kirgiskim. Dziewczyna, jeszcze przed ceremonią zaślubin,
uważana jest za żonę, ale nieraz dopiero po kilku latach staje się prawdziwym
członkiem rodziny. Natomiast jeżeli nawet nie odbyła się ceremonia zawarcia
małżeństwa i porwana wróci do domu swoich rodziców, najczęściej nie będą już
oni uważać jej za swoją krewną.
I tak większość porwań kończy się ślubem, a w przeciwnym przypadku stają
się one sprawą wstydliwą, najchętniej chowaną pod kocem. Opowieść nauczy­
cielki jest na tym tle nietypowa:

10 Tłumacząc mi to, moi rozmówcy powoływali się na wspomniane już wcześniej przysłowie „Raz
wyrzucony kamień gdzieś upadnie”. Dziewczyna, która jest w domu porywacza, uważana jest za mę­
żatkę, nie należy już do rodziny, w której się urodziła. Tak, jak wyrzucony kamień sam nie wróci, tak
i miejsce dziewczyny jest tam, gdzie „kamień upadnie”.

�278

Joanna Mroczkowska

Co mnie uratowało - tego dnia załadowali samochód: krowę tam, konia załadowa­
li - kalym... Tego samego dnia, za kilka godzin... A tam była sąsiednia wioska,
wioska obok. No i wszyscy staruszkowie, mojego przyszłego męża [śmieje się
- J.M.], tam ojciec, wszyscy oni przyjechali do moich rodziców. A moja mama
zaczęła płakać: „Moja córka nie m iała... z nikim się nie przyjaźniła. Ja powinnam
się upewnić, czy wszystko dobrze. Jak dobrze, to [ją - J.M.] zostawię, a jak pan
młody się nie podoba, ja nie zostawię swojej córki”. I mama nie przyjechała, naj­
pierw przyjechała moja ciocia. Ciocia z moim bratem. Ich nie wpuścili, do mnie
nie dopuszczają. Tam ludzi... tam i kobiety zaczynają ich częstować, ciągnąć tu,
ciągnąć tam. A ja płaczę, mówię: „Ciociu, wywieź mnie stąd, ja nie chcę, za nic nie
będę żyć, jeśli mnie tutaj zostawicie, ja się... ja nie wiem, co ze sobą zrobię”. Ja
byłam gotowa tego dnia, no, nożem się pchnąć, albo zabić się. I ona to zrozumiała
od razu i mówi: „Dobra, zaraz znów przyjadę”. I oni siedli do samochodu i poje­
chali z powrotem do mnie do domu. I mamie m ówią że płaczę, że położyłam się
i płaczę. I ojciec pojechał. A jak już ojciec przyjechał, oni nie mogli go zatrzymać.
On jak zaczął na nich krzyczeć. Jak ja stamtąd wyskoczyłam, siadłam do samo­
chodu i przyjechałam do domu. A następnego dnia od razu złożyłam doniesienie
w prokuraturze. Doniosłam do prokuratury, do milicji i jak oni zaczęli ich się py­
tać, przesłuchiwać! Apotem oni przyjeżdżali, przepraszali ile. Takie są przypadki.
I teraz takich przypadków jest bardzo dużo. A ze swoim mężem się przyjaźniłam,
znaliśmy się. Ale chociaż ja tylko kilka godzin przebywałam w tym domu, we
wsi wszyscy wiedzieli, że już przebywałam. Widzicie! We wsi plotkowali o mnie,
że już tam przebywałam - chociaż nie nocowałam tam, kilka godzin tylko by­
łam, aw e wsi już wiedzieli, że ja byłam zamężna już, zaczęli o mnie plotkować...
Przez pierwsze dni nawet z domu nie wychodziłam. Wstyd mi było patrzeć lu­
dziom w oczy. I w swoim kolektywie, ja pracowałam w szkole, wydawało mi się,
że wszyscy o mnie mówią. Idę drogą jakby wszyscy na mnie palcem pokazywali.
To był dla mnie stan szoku, te pierwsze dni. A potem chciałam w ogóle stamtąd
wyjechać, wyjechać do Biszkeku i tam żyć (Ajnagul, kob., ok. 55 1., Tałas).

Reakcja rodziców nauczycielki była wtedy wyjątkowa. Obecnie coraz częś­
ciej zdarza się, że rodzice decydują się na zabranie dziewczyny z domu porywa­
cza, ale i teraz przypadki takie stanowią mniejszość. Również fakt, że to ojciec
przyjechał po córkę jest wyjątkowy. Nauczycielka zwraca uwagę na to, że gdy
przyjechał jej ojciec, „jego nie mogli zatrzymać”, i raczej nie chodzi tu o siłę fi­
zyczną lecz o jego status. Najrzadziej natomiast zdarza się zawiadomienie policji
o fakcie porwania.
Warty podjęcia jest kolejny wątek. Jest nim przypisanie porwań wyłącznie
Kirgizom. W oczach moich rozmówców przestrzeganie tego zwyczaju jest czę­
sto równoznaczne z byciem Kirgizem. Małżeństwo przez porwanie niejednokrot­
nie przeciwstawia się sposobowi, w jaki zawierane są małżeństwa wśród Rosjan
czy, ogólniej, Europejczyków. Co ciekawe, choć opisana przed chwilą uciecz­
ka nauczycielki była dosyć nietypowa, jednak i ich autorka uznaje porwania za

�Kirgiskie małżeństwa przez porwanie - doświadczenie czasu, kolektywności i przemocy

279

element „kirgiskości”. Jak mocno wiąże się ową tradycję z przynależnością do
grupy etnicznej, świadczy poniższa wzruszająca wypowiedź, która była podsu­
mowaniem jej opowieści.
Ja tak sobie myślałam w końcu: dlaczego jestem Kirgizką? Dlaczego nie jestem
Rosjanką? Już lepiej, żebym była Rosjanką. Do takiego stanu dochodziłam! (...)
Wspominam do tej pory z goryczą. Takie to były sowieckie czasy i teraz też to
barbarzyństwo trwa (Ajnagul, kob., ok. 55 1., Tałas).

Wiele kobiet, z którymi rozmawiałam, potępia porwania, ale większość roz­
mówców zdaje się być pogodzona z tym, że stanowią one przejaw „kirgisko­
ści”.
Szeroki wymiar kolektywności porwań nie oznacza więc tylko przewagi li­
czebnej porywaczy wobec dziewczyny ani też pogodzenia się rodziców dziew­
czyny z porwaniem, ale kolektywność w wymiarze całego społeczeństwa (a na­
wet narodu) kirgiskiego.
Należy jednocześnie podkreślić, że porwania tak długo będąjednym z akcep­
towanych sposobów zawarcia związku małżeńskiego, jak długo istnieć będzie
dla nich poparcie społeczne. Uprowadzenia brutalne, wykonywane w pojedyn­
kę, w których dziewczyna nie jest przywożona do domu rodziców porywacza,
spychane są w opowieściach na margines, ponieważ nie m ieszczą się w ramach
uznanego społecznie modelu.
W tym, że porwanie uważane jest za normę, a w każdym razie za coś mieszczą­
cego się w ramach normalności, codzienności, leży siła tego zwyczaju i wpływ,
jaki ma on na ludzi w nim uczestniczących. Świadomość, że robi się tak, „jak się
zawsze robiło”, ma w sobie coś ponadjednostkowego, co do pewnego stopnia
zdejmuje odpowiedzialność z uczestniczących w porwaniu, a jednocześnie sta­
nowi dla dziewczyny przeszkodę w ucieczce. Niezależnie od dużej grupy nacisku
- krewnych, sąsiadów - równie silnie, a może najsilniej, działa świadomość spo­
łecznego poparcia dla tego zwyczaju.

Przemoc i sposoby je j sankcjonowania
W kolektywność wpisany jest trzeci aspekt porwań, który nie występuje jed ­
nak zawsze. Jest nim przemoc, która przejawia się w rozmaitych formach - od
brutalności, różnego stopnia przemocy fizycznej aż po bardziej subtelne formy
przemocy symbolicznej. W tej części zajmuję się fizycznymi aspektami przemo­
cy praktykowanej podczas porwań oraz sposobami mówienia, które sankcjonują
tę przemoc.
Pierre Bourdieu pisze, że sposoby mówienia um acniają symboliczną władzę
(Bourdieu 2004: 8). To, jak mówi się o porwaniach - że określa się je w katego­

�280

Joanna Mroczkowska

riach „kradzieży” - sugeruje, że dokonuje się wtedy czynności zabronionej, bu­
dzącej czyjś sprzeciw, będącej w opozycji do kogoś. Krótka, lecz wiele mówiąca
jest odpowiedź mężczyzny z Tałasu na pytanie, ile ukradł dziewcząt: „Dziesięć
sztuk ukradłem! Nawet więcej, już nawet nie pamiętam ile!” - i komentarz jego
żony: „Dziesięć sztuk, jakby owce kradł! Biedne dziewczyny!” (Ałma, mężcz.,
ok. 35 1.; jego żona, ok. 30 1., Tałas).
Dość oczywiste wydaje się stwierdzenie, że zdanie dziewczyny nie jest raczej
brane pod uwagę, a ona sama traktowana jest przedmiotowo. Samo wyrażenie
„kradnie się dziewczyny” umniejsza ewentualną brutalność wydarzenia, a za­
razem uprzedmiotawia porwaną. To nie jest porwanie, lecz kradzież. Podmiot
można porwać, lecz raczej nie ukraść. Inaczej jest oczywiście w przypadku po­
rwań uzgodnionych, ale i tu m ogą występować takie elementy, jak udawany opór
dziewczyny, płacz itp. Porwania uzgodnionego nie można zrównać ze zwykłym
sposobem zawierania małżeństwa. Tu również istotne jest „pochwycenie” i „za­
branie”.
Kontakt fizyczny jest istotnym elementem porwania. Najczęściej wyrywająca
się dziewczyna jest przyprowadzona, przyciągnięta, czy po prostu przeniesio­
na do samochodu, którym zostanie zawieziona do domu pana młodego. Nawet
w przypadku, gdy wiedziała ona o porwaniu i mogła się go spodziewać, zda­
rzeniu temu towarzyszą często jej łzy i opór. Mimo że dramatyzm tej sytuacji
dla porywanej jest widoczny, sposób mówienia o zdarzeniu i reakcji dziewczyny
pozwala na bagatelizowanie tych odczuć, a co za tym idzie - niewypowiadanie
się o porwaniach w kategoriach przemocy. Mówi się powszechnie, że kobieta
wchodzi w małżeństwo z płaczem, jak również, że właśnie ten płacz prowadzi
do szczęścia.
Kiedyś bardzo często to było, teraz dzieje się to rzadziej, niemniej jednak są takie
przypadki, że kradną dziewczynę. I, czy chce, czy nie chce, ta dziewczyna zostaje.
Bywa, że zbierają się stare kobiety i mówią: „Myśmy też tak przyszły”, „Dziew­
czyna wychodzi, z płaczem wychodzi - mówią - to szczęście dla nich będzie, dla
dziewczyny i pana młodego”. „Dziewczyna tam, gdzie będzie szczęśliwa, idzie ze
łzami”. No, ze łzami zostaje w tym domu, gdzie czeka ją szczęście (A.S., kob., ok.
50 1., Tałas).

Jak już pisałam, moi rozmówcy mówili, że modelowe porwanie powinno zo­
stać przeprowadzone bez użycia przemocy, co nie oznaczało jednak nieposługiwania się w ogóle siłą. Faktu, że dziewczynę wciągnięto do samochodu, nie
interpretowano jako przemocy, a często nawet nie uznawano za użycie siły. Jak­
kolwiek działanie to jest oczywiście mniej drastyczne niż gwałt czy bicie, rodzi
się pytanie, w jaki sposób osoby, z którymi rozmawiałam, rozum ieją przemoc.
Pojęcie przemocy według moich rozmówców odnosi się, jak można sądzić, jedy­
nie do jej najbardziej drastycznych, fizycznych przejawów.

�Kirgiskie małżeństwa przez porwanie - doświadczenie czasu, kolektywności i przemocy

281

Z przeprowadzonych rozmów wynikało, że zdarzają się również wypadki tej
najbardziej drastycznej przemocy, w których dziewczynę zmuszano do małżeń­
stwa zdecydowaną siłą, biciem bądź gwałtem. O takich zdarzeniach mówi się
jednak bardzo niechętnie, stanowią one kulisy porwań. W ydają się nie mieścić
w sposobach mówienia o porwaniach. Trudno jest ocenić skalę tego zjawiska,
ale przywołując dane Kleinbacha, według których dwie trzecie małżeństw przez
porwanie to małżeństwa bez zgody dziewczyny lub zawierane po wymuszeniu
zgody (Kleinbach, Salimjanova 2007: 217-233), można przypuszczać, że liczba
gwałtów jest zbliżona do tego wskaźnika.
Przemoc stanowi temat tabu i o ile wiele kobiet otwarcie mówi o tym, że
porwanie było dla nich dramatem, że w jego wyniku są lub były nieszczęśliwe
w małżeństwie, to o samych aktach przemocy opowiada się niechętnie. Otwarte
relacje na ten temat uzyskałam między innymi od pracownicy fundacji, zajmują­
cej się w alką z porwaniami i pom ocą kobietom, które doświadczyły porwań.
Chłopak siłą ją bierze i jeśli ona będzie się przeciwstawiać, to jego koledzy będą
trzymać dziewczynę, żeby on ją zgwałcił. U nas był taki wypadek, że panna młoda
siedziała na weselu cała posiniaczona, pobita. Wydaje mi się, że teraz rzadziej się
to zdarza, boją się kary za przemoc, znęcanie się, za gwałt. Nawet jeśli ona znaj­
dzie w sobie siłę, żeby odejść od jego rodziny, to jest jej bardzo trudno wrócić do
swojej rodziny, dlatego że wszyscy dookoła uważają, że ona już nie jest dziewicą,
nawet jeśli do niczego nie doszło; wszystko jedno, to jest taki stygmat, taka niepi­
sana zasada. Bardzo ciężko jest jej potem żyć i obcować z ludźmi (Ajnura, kob.,
ok. 35 1., Biszkek).

Sytuacja ta jest szczególnie trudna właśnie ze względu na fakt, że dziewczyna
jest świadoma, iż wracając do rodziny, ściąga na nią złe imię. W istocie, ten gwałt
na niej jest już niejako przem ocąw nowej rodzinie. Ona już do tej rodziny należy.
Trudno jest więc wymagać, by jej bliscy - rodzina, z której odeszła - bronili jej.
Przemoc fizyczna, brutalność leży często u samych korzeni myślenia o m ał­
żeństwie. Opowiadano mi wielokrotnie, a często relacja ta miała zabarwienie
humorystyczne, o tym, jak poznaje się, czy dziewczyna gotowa jest do ślubu.
Czasem opowiadanie to miało usprawiedliwić przemoc podczas porwań, innym
razem służyć jako dowód na to, że dziewczęta m ogą we wczesnym wieku wy­
chodzić za mąż:
Jedenastolatki też kradli. U nas dawniej taki był zwyczaj, że jak ktoś był bogaty,
i ktoś taki jechał na koniu i patrzy - ładna dziewczyna, to uderzy ją pejczem, o tak
po plecach, i jeśli dziewczyna się nie przewróci to znaczy, że dobra, że już można
się z nią żenić! Jeśli nie upadnie, to znaczy, że może być już żoną a jak upadnie, to
znaczy, że cokolwiek za młoda (Ałmas, mężcz., ok. 35 1., Tałas).

�Joanna Mroczkowska

282
*

*

*

Podkreślić trzeba, że chociaż w zarysowanym powyżej schemacie porwania
występują stałe wątki, same uprowadzenia są bardzo zróżnicowane. Pod pojęciem
porwania kryć się m ogą diametralnie różne zdarzenia: wspólna ucieczka młodych,
których rodzice nie udzielili zgody na ślub; odgrywane porwanie, wcześniej przez
narzeczonych ustalone; porwanie dziewczyny, z którą się chodzi, bez jej wyraźnej
zgody; porwanie niczego niespodziewającej się znajomej w drodze ze szkoły czy
z pracy; aż do uprowadzenia siłą nieznajomej dziewczyny widzianej raz w życiu.
Przemoc stosowana przy porwaniach jest w różnym stopniu nasilona: od odgrywa­
nego wciągnięcia dziewczyny do samochodu (przy porwaniach za obopólną zgo­
dą młodych), po bicie, uwięzienie, uniemożliwienie kontaktu z rodziną, a nawet
gwałt.
Na koniec przywołam pewną opowieść, która nie pochodzi z moich badań, lecz
opublikowana została w zbiorze Zenśćiny Kirgizstana i stanowi rzadki przykład tak
otwartego potępienia porwań, a zarazem opisania konkretnych przykładów opar­
tych na doświadczeniu. Podczas badań takie relacje otrzymywałam raczej o oso­
bach trzecich. Oto historia zanotowana przez Damirę Abdykadyrovą. W okręgu
naryńskim porwana została dziewczyna - studentka. Krewni pana młodego posta­
nowili przymusić ją do zgody siłą. Przez sześć dni trzymano j ą zamkniętą w stodole,
nie podając jedzenia. W tym czasie do porywaczy przyjechali krewni dziewczyny.
Powiedziano im, że dziewczyna przebywa obecnie na letnich pastwiskach, a samą
dziewczynę groźbami zmuszono do napisania listu do rodziców, w którym informuje
ich o swojej zgodzie na ślub. List ten przekazano krewnym, którzy wkrótce potem
odjechali. Czterech przyjaciół pana młodego trzymało dziewczynę, na której pory­
wacz dokonywał gwałtu. Obecnie są oni małżeństwem, mają trójkę dzieci, a żona
opisuje swojego męża jako dobrego i troskliwego człowieka. W rozmowie z autor­
ką przytaczanego artykułu dziewczyna ta zwierzyła się, że do tej pory wspomnienie
o tym, jak „poznała” męża, wzbudza w niej odrazę, a za każdym razem, gdy spotyka
przyjaciół męża, odczuwa wobec nich wstyd (Zenśćiny... 1995: 69).
Trudno jest oceniać, czy faktycznie uważa ona swojego męża za dobrego czło­
wieka - oczywiste jest skądinąd, że dziewczyna, która zostaje, musi znaleźć jakiś
sposób, by pogodzić się z tą sytuacją. Jak powiedziała jedna z dziewcząt pokaza­
nych w filmie Petera Loma: „po ślubie zaczynasz kochać, nawet jeśli nie chcesz”.
Jeden z moich rozmówców, zapytany, co ma zrobić dziewczyna, która nie chce
zostać po porwaniu, odpowiedział: „No, co ona może zrobić? [śmiech - J.M.] Nie
wiem, co ma zrobić. Jak zostanie, to się zakocha. Tak myślę” (mężcz., 47 1., Bosteri). Ten fakt - zmiany, które dokonują się w dziewczynie, pogodzenie się z sytuacją,
a często wewnętrzna chęć przemiany uczucia nienawiści w uczucie cieplejsze, jest
dla mnie najbardziej szokującym aspektem porwań.
Słowa kluczowe: Kirgistan, małżeństwo, małżeństwo przez porwanie, porwania kobiet,
przemoc

�Kirgiskie małżeństwa przez porwanie - doświadczenie czasu, kolektywności i przemocy

283

LITERATURA
Abdulaeva S., Arjomand V., Tursunov N.
2004
Bride Kidnapping: What Makes Women Stay, http://faculty.philau.edu/
kleinbachr/why women stay.htm (20.10.2010).
Abramzon S.M.
1990
Kirgizy i ih ètnogeneticeskie i istoriko-kul’turnye swâzi, Frunze: Kyrgyz­
stan.
Bourdieu R
2004
Męska dominacja, przeł. L. Kopciewicz, Warszawa: Oficyna Naukowa.
Handrahan L.M.
2000
International Human Rights Law and Bride Kidnapping in Kyrgyzstan,
„Eurasia Insight”, http://www.eurasianet.org/departments/insight/articles/
eavO 12400.shtml (28.01.2010).
2004
Hunting fo r Women. Bride-Kidnapping in Kyrgyzstan, „International Femi­
nist Journal of Politics” 6: 2, s. 207-233.
Kleinbach R., Salimjanova L.
2007
Kyz ala kachuu and Adat: Non-Consensual Bride Kidnapping and Tradi­
tion in Kyrgyzstan, „Central Asian Survey” 26: 2, s. 217-233.
Pusurmankulova B.
2004
Bride Kidnapping. Benign Custom or Savage Tradition?, http://faculty.
philau.edu/kleinbachr/freedom.htm (20.10.2010).
Szynkiewicz S.
1987
Płatności małżeńskie, w: Z. Staszczak (red.), Słownik etnologiczny. Ter­
miny ogólne, Warszawa, Poznań: Państwowe Wydawnictwo Naukowe,
s. 275-277.
Ûdahin K.K.
1999
Kyrgyzća-orusća sôzdùk. Kyrgyzsko-russkij slovar ’, Biskek: Sam.
Werner C.
2004
Women, Marriage and the Nation-State: The Rise o f Non-Consensual
Bride Kidnapping in Post-Soviet Kazakhstan, w: P Jones Luong (ed.), The
Transformation o f Central Asia: States and Societies from Soviet Rule to
Independence, Ithaca: Cornell University Press, s. 59-89.
Zensciny...
1995
Zensciny Kirgizstana - tradiciâ i nowaâ real ’nost ’, Biskek: Uckun.

�Joanna Mroczkowska

284

Joanna Mroczkowska
MARRIAGE BY CAPTURE IN KYRGYZSTAN - THE EXPERIENCE
OF TIME, COLLECTIVITY AND VIOLENCE
(Summary)
The article discusses the practice of bride kidnapping in Kyrgyzstan. The article was
written on the basis of ethnographic studies conducted in Kyrgyzstan in summer 2005.
The author describes this controversial practice and analyses some of its aspects - vio­
lence, temporal dimension and collectivity. This practice, common in modem Kyrgyz­
stan, although many women have a very negative opinion about it, is an accepted form
of marriage.
Bride kidnapping is a much diversified phenomenon, having many meanings and re­
presenting different motivations of the actors. It also assumes many forms - from forceful
kidnapping of the girl who has been seen for the first time to an arranged meeting with
the fiancee, who is taken to the groom’s family home, in which case it can be a way of
circumventing the disapproval of the parents. The article describes marriage by capture as
a dramatic and multidimensional event, which radically changes the life of the kidnapped
victims.
Key words: Kyrgyzstan, marriage, marriage by capture, bride kidnapping, violence

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5926" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5906">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3fea90d35fefeb3e7d0d773b654c3b16.pdf</src>
        <authentication>2f82e0b39a6090bba71f362857cd46f2</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70645">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2144</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70646">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70647">
                <text>Cyganie - Romowie</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="70648">
                <text>Romowie - historia</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70649">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1992</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70650">
                <text>Philistines, Gypsies alias Wałęsas/ LUD 1995 t.79</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70651">
                <text>LUD 1995 t.79, s.241-256</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70652">
                <text>Mróz, Lech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70653">
                <text>ang</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70654">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70655">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70656">
                <text>Lud, vol. 79, 1995

LECH MRÓZ
Institute of Ethnology
Warsaw University

and Cultural

Anthropology

ON PHILISTINES, GYPSIES ALIAS WAŁĘSAS.
AN OUTLINE HISTORY OF ROMANY STUDIES IN POLAND

Gypsies (Romanies) are one of those communities about which is a great
deal of confusing or even outright false information. This refers there not only
to the Gypsies who live in Poland and Polish literature about them - confusion and misunderstanding in this respect are fairly universal. One reason is
the lack of source knowledge (both as regards documents of the past and the
results of present ethnological research), the other a certain stereotypical image
of the Gypsies deriving from the beginnings of their European history.
The 15th c. chronicles which recorded the arrival of Gypsies to various
towns and countries are usually quite favorable as the newcomers were treated
with curiosity as exotic guests. Very rare are entries that inform about cases of
theft or any unfavorable features of the Gypsies. This can be explained mostly
by the general situation in contemporary Europe and the prevailing social
tendencies. On the roads of medieval Europe one could meet all kinds of
wanderers - those who wished to go to famous schools and those who wanted
to improve their craftsmanship, runaway serfs, knights searching for fame and
a sovereign, mountebanks, robbers, monks wandering from one monastery to
another, and, above all, pilgrims going to sacred places or penitents who
wanted to repent for their own sins or the sins of their ancestors. Sometimes,
the roads were crowded with refugees who tried to escape plague, crusaders
who hoped to recapture the tomb of Christ from the Saracens or, finally,
flagellants, Beguines, Beghards, and others defined by the Catholic Church as
heretics. In such a crowd Gypsies were not unique, even though they were
different. The change of the attitude towards them occurred only in the next
century. The era of the Renaissance brought about a fundamental transformation in the approach to work and concept of good life. Holy Scripture, the
basis of knowledge and source of attitudes to the world and other people, was
reinterpreted and that interpretation considerably affected the approach to the
poor and loiterers - including pilgrims. The pilgrim, wanderer, ceased to be
treated as a holy man, as someone who may be Jesus Christ himself in disguise
and who, therefore, deserved hospitality. The evolution in scholarship - in
16 -

Lud t. LXXIX

�242
philosophy, theology, and the Renaissance humanities in general - led to
essential modifications of attitude toward strangers. The wanderer is no longer
a distinguished figure, a God-fearing pilgrim, but he has become transformed
into a bum who avoids work and lives at the expense of others. In the previous
decades Gypsies had not only acquired some rudimentary knowledge of the
lifestyle and cultures of particular European countries, but also learned about
the way of thinking and mental characteristics of Europeans. Most probably,
that was why they chose to claim that the reason for their wandering was
penitence imposed on them by the Pope or that their pilgrimage from one cult
center to another was caused by religious zeal (as it is clearly confirmed by
chronicles from various regions of the 15th century Europe). Historical
documents indicate that such stories were eagerly accepted and guaranteed the
assistance of local authorities and common people. A hundred years later even though Gypsies still wished to be taken for pilgrims - their stories bring
about the opposite effect. Persecutions that began at that time would last for
centuries, increasing the distance between Gypsies and non-Gypsies and
contributing to a negative image of the Romany community.
Biblical studies and the general development of knowledge resulted in
attempts to explain the origin of Gypsies. That was also the moment when the
idea of their Egyptian descent became so widespread - the annals and
chronicles recorded the word "Philistines" which, together with ''Tartars'' and
"Egyptians", became popular with respect to Gypsy wanderers. That latter
term was perhaps in the widest use both in the Catholic and Protestant part of
Europe. From the very beginning - the first records from Dubrovnik, the
Peloponnese, and Walachia - they have also been known as "Tsigane"
(obviously, the names have been phonetically different in various languages
and countries, yet they all derive from one and the same root). Along with the
changes in mentality and the new image of the wanderer, new developments
brought about a modification of law. From the turn of the 16th c. till the end of
the 18th (another major change anticipated by the works of French philosophers and the French revolution), Gypsies were subject to very strict laws. The
increasing distance gradually resulted in the image of Gypsies as permanent
outcasts of society - notorious loiterers, fortune tellers, thieves and confidence
men. Attention paid to this process is fully justified of information and quite
desirable, for it has been directly reflected in literature about Gypsies.
The first message from Poland about a man referred to as a "Gypsy" comes
from 1401 from Cracow. Since the mid-16th c. Gypsies became the object of
interest of the royal chancellery and parliament which issued the first decrees
ordering Gypsies to leave the country. In the 1630s they ceased to be the object
of attention of the parliament, yet until the time of partitions local councils and
administration officials reminded citizens that Gypsies must not be put up, and
courts examined charges against those who "maintain Gypsies in their estates",

�243
according to a 1736 citation recorded in the Cracow archive files [APK
(Wawel) Castr. Crac. ReI. t 16, pp. 115- t 18]. The oldest Polish publication
particularly mentioning Gypsies is Kronika, tho iesth Historya Świata
[Chronicle or, History of the World] by Marcin Bielski, originally published in
Cracow in 1564. This is how Gypsies are described in that work: "Idle,
cunning, mysterious, wild, black people ... with the language best suited for
theft, so that no one would understand what they say ... which makes them
master thieves ... they trade in horses, sell gilded copper and silvered iron, make
picklocks for thieves" (Bielski, ed. t 976, pp. 26 t - 262). Bielski's approach is by
no means original - the fragment on Gypsies is a fairly adequate transcription
of the content of Cosmographia universalis by Sebastian Munster, published in
Basel. In turn, Bielski's Chronicle became a standard reference source for other
Polish writers: it has no value for the history of Gypsy studies, being only
a manifestation of the attitude towards them.
In the context of the rise of ethnography, the most authoritative source of
knowledge about the 17th c. Polish village is the study by Jakub Kazimierz
Haur, Skład aho Skarbiec znakomitych sekretów oekonomiey ziemiańskiey
[A Collection or Treasury of the Most Precious Secrets of Land Economy]
(Kraków 1693). The same treatise contains the first Polish engraving showing
a Gypsy couple. In contrast to the description by Bielski, the value of Haur's
picture as an illustration documenting the Gypsy costume can be granted
(although it would be a mistake to assume that all the Gypsies wore such
clothes).
That is basically all that can be found in Polish literature about Gypsies
until the beginning of the 19th c., apart from brief notes occasionally included
in various studies. For an attempt to present the lifestyle, internal organization,
and culture of the Gypsy community the value of these notes is (apart from
Haur's engraving) indeed minimal - actually, they reveal much more about
their authors and the society in which Gypsies lived. Yet, some t 6th - 18th c.
source documents, such as safe conduct letters, privileges, and entries in town
and court files, contain very interesting information about the Gypsy community itself and its relations with non-Gypsies.
In that period the knowledge of Gypsies in Poland did not particularly
differ from the European standard. Only the discovery made by the Hungarian
Etienne Valyi in the end of the 18th c. that the speech of Gypsies was similar to
the languages spoken in India became a major stimulus to the development of
Gypsy studies and, by the same token, increased the number of relevant
publications. The studies published in Germany and France later would inspire
Polish scholars.
The first text which originated Polish Gypsy studies was a lengthy footnote
included in the fundamental work O litewskich i polskich prawach [On
Lithuanian and Polish Laws] by Tadeusz Czacki (Warszawa 1800- 1801).

�244
Several years later, Czacki - an outstanding personality, highly appreciated
by contemporary scholars both for his organizing abilities (he founded the
famous Liceum Krzemienieckie) and through and reliable historical knowledge - prepared a longer study called O Cyganach [On Gypsies]. The
author's death in 1813 considerably delayed the work's publication, and for
a long time the manuscript circulated only among a small group of readers.
Most certainly, it was known to and appreciated by Joachim Lelewel, which is
evidenced by the outstanding historian's correspondence with Ignacy Ołdakowski who was a professor in Liceum Krzemienieckie. Lelewel's interest in
Gypsies was not limited to his care for the legacy of Czacki - besides his
correspondence with Ołdakowski, he wrote on the subject in his letters to
another Vilna historian, Ignacy Daniłowicz, and then, already in exile,
corresponded with one of the renowned contemporary students of the Gypsy
culture, Paul Bataillard. One of Daniłowicz's studies indicates also Czacki's
work was highly appreciated by another outstanding humanist and philosopher, Hugo Kołłątaj. O Cyganach was finally published many years after
Czacki's death - it appeared in print in 1835 in Cracow, as a part of the
second volume of Pomniki historyi i literatury polskiej [Monuments of Polish
History and Literature] edited by Michał Wiszniewski. Later, in 1845, it was
included in the third volume of Czacki's Dzieła [Works] published in Poznań.
Czacki started working on his essay only after extensive research, and his
familiarity with foreign publications, including detailed knowledge of major
works such as the book by H. M. G. Grellmann, proves that he treated his
Gypsy studies very seriously. He was also the first to publish some source
records pertaining to the history of Gypsies in Poland. Czacki - as we may
infer it from his other works, e.g. the still valuable volume O litewskich
i polskich prawach, spent a lot of time studying ancient documents and in that
way he revealed much previously unknown information. Hence, there is no
doubt that he may be considered the founder or father of Polish Gypsy studies.
One of very few weak points of his study is the lack of precision in quoting
historical records. This is the reason why we cannot retrace the oldest of
Czacki's references (from 1501) which is important also because it contains the
name of a Gypsy leader mentioned in earlier Hungarian documents. In fact,
however, the fault may be not Czacki's but his editor's - at any rate, the truth
remains out of our reach and no verification of quoted information is possible.
In 1824 in Vilna a study was published called O Cyganach wiadomoH
historyczna, czytana na posiedzeniu puhlicznem cesarskiego uniwersytetu
wile/1skiego dnia 30 czerwca ]824 r., przez Ignacego Daniłowicza
[On Gypsies,

A Historical Message Read During a Public Session in the Imperial University
of Vilna on June 30, 1824 by Ignacy Daniłowicz]. The author of the study was
a historian and a professor of Vilna University, soon to be expelled from the
school after a trial of the student conspiracy (Towarzystwo Filomatów).

�245
Sentenced in the trial, he was ordered to move to Kharkov and then hired by
the local university.
For Danilowicz Gypsies were a minor subject, as he spent most of his time
studying the legal systems of Poland and Lithuania. A legal historian, he
undertook that research for reasons which are impossible to ascertain,
especially given that his approach to Gypsies is evidently very critical. It was
perhaps mainly due to the influence of Lelewel who became Danilowicz's friend
and who - as we know - was very interested in Gypsies. O Cyganach
wiadomo.fć historyczna is a kind of monograph - next to the chapters devoted
to the origin and history of Romanies, the author included an account of
the Gypsy customs, religion, way of life, costumes, and professions. The
most valuable and original section is the part focusing on the situation in
Poland and Russia and the legal status of Gypsies in these two countries.
Danilowicz's study is largely based on a book by the German author
Grellmann, Historischer Versuch liber die Zigeuner ... (Gottingen 1787). In 1823,
a translated fragment of Grellmann's work was published with a critical review
in the journal "Lech. Dziennik poświęcony literaturze. Dziejom ojczystym
i współczesnym" (vol. l, No 7, pp. 201 - 209). O Cyganach wiadomość historyczna appeared in the following year; Danilowicz disparaged the "Lech"
publication, but a comparison of both texts shows far-reaching similarities
(cf. Mróz, 1994). What is, however, most surprising, is Danilowicz's lack of
criticism and sometimes naivete, even though otherwise he was an inquisitive
and discriminating historian. Grellmann's study was published 30 years earlier,
and since then the knowledge of Gypsies was considerably extended. Danilowicz supplemented it with a few documents issued for Gypsy leaders. Apart
from one of them, a privilege of Karol Radziwiłł which was then published for
the first time, all the remaining ones had already been known from earlier,
foreign sources. Later authors, from Narbutt to the present accused Danilowicz
of a bias against Gypsies - partly was due the prejudice of Grellmann, but
also to some extent reflecting Danilowicz's own opinion about Romanies must
have been unfavorable as well.
Six years after the publication of Danilowicz's study, in Vilna appeared
a book by Teodor Narbutt, Rys historyczny ludu cygańskiego
[An Outline
History of the Gypsy People]. When Danilowicz delivered his lecture to his
academic audience, romantic ideas were already quite familiar the Vilna
scholars, yet, oddly enough, even though the author of O Cyganach wiadomość
historyczna had widespread local contacts, no trace of the romantic influence
may be detected in his reasoning. It was only Narbutt who adopted the
romantic view of the country people, Gypsies, and vestiges of the past. The
difference between Danilowicz and Narbutt comes out most distinctly when
we compare respective fragments of their opinions on particular issue
(cf. e.g. Danilowicz, 1824, pp. 30 - 31; Narbutt, 1830, pp. 78 - 79). Narbutt's

�246
book is also of a monographic character, yet the author's primary intention
was to modify the overly unfavorable image of Gypsies created by Danilowicz.
Rys historyczny ludu cygańskiego contains parts on the origin of Gypsies, their
European and Polish history, and various aspects of the Gypsy culture. Finally,
Narbutt presented an outline of the Romany language and a list of words, as
well as including several documents of the Gypsy history. Among them, the
most interesting is a safe conduct letter from 150 l, issued and signed by King
Alexander I. The problem is, though, that the date on the document does not
fit the reign of King Alexander. It is an open question whether Narbutt was
not aware of publishing a forgery (Gypsies were known to use forged letters
quite frequently), or forged the document himself? The answer may never
be provided. Narbutt has been commonly considered by other historians
unreliable - a fantast who would "supplement the historical lacunae" by
himself. It has been proved that employed this strategy frequently to validate
his own studies about the past of Lithuania. Narbutt was a true enthusiast of
Lithuania and Lithuanian antiquities, but so many documents were missing
(especially those from the remotest past - the beginnings of the Lithuanian
state and pagan times), that he could not resist supplying them. Many
contemporary authors mixed fantasy with real knowledge, but Narbutt was
above average in this respect. It does not necessarily follow, however, that the
fact that he "supplied" documents of Lithuanian history necessarily means that
he supplement the Gypsy past as well. There is no doubt, however, that the text
of the document quoted by Narbutt provokes serious doubts, and besides, it
has never been found in the files from which it had been supposedly copied
(cf. Mróz, 1988, pp. 305 - 322).
Regardless of all the weaknesses of the studies by Czacki and Danilowicz as
well as doubts concerning Narbutt, the first half of the 19th c. was most
important for the development of Gypsy studies in Poland. Later on, until the
most recent years, never again were so many wide-ranging works written in
such a short period of time.
Only after many years are a few studies about the Gypsy history published - these were all short articles, but they referred to an interesting chapter of
the Romany past. In 1900, Antoni Prochaska published in "Kwartalnik
Historyczny" (No 3, pp. 453 - 457) an article Przywileje dla cygańskiej starszyzny w Polsce [Privileges for the Gypsy Elders in Poland]. The author - an
outstanding historian, editor of many of the oldest documents from the Lvov
archives - included in that text two privileges: from 1652 (the oldest known
one) and from 1705, which he found during his archive queries. The privileges
were supplemented with an account of the very institution of Gypsy superior
appointed by the royal chancellery. Another publication on the same subject
appeared only thirty years later. In 1929, Teodor Modelski published in
"Ateneum Wileńskie" (No 1 - 4, pp. 583 - 588) his article Przywilej na starszeflstwo

�247
z r. 1703 [The Gypsy Authority Privilege from 1703]. Then, the
question of privileges for Gypsy superiors was examined by Józef Broda who in
1951 published in "Czasopismo Prawno-Historyczne" a short study Przywileje
nominacyjne dla króla cygańskiego w Polsce z 1731 r. i na wójtostwo cygańskie
z 1732 r. [Nomination Privileges for the Gypsy King in Poland from 1732
and for the Gypsy Village Head from 1732J (pp. 346 - 356). Even though
the ideological jargon and the class point of view make most of Broda's
conclusions entirely irrelevant, the essential value of that publication consists in
two documents which are mentioned in the title and which until then had
remained unknown. The historical aspect was also discussed by Jerzy Ficowski
(in the first edition of his Cyganie polscy [Polish Gypsies] from 1953), but the
author limited his scope only to a report from literature. Only later would
Ficowski's publications make valuable contributions· to the study of the
Romany past.
The next decades brought hardly any new information, even though many
articles about Gypsies appeared in the press. The second half of the 19th c., and
in particular the 1880s and 1890s which were so important for the development
of Gypsy studies in Europe as well as a time of the publication of numerous
works of lasting value, did not prove to be a particularly fruitful period in
Poland. Nothing significant was produced, with the one possible exception of
the study La langue des Tsiganes Slovaques by Antoni Kalina, published in
Poznań. Various periodicals contained articles about Gypsies, yet they were all
intended for the general public and contributed little to specialist knowledge many of them were actually reprints from the foreign press.
In the second half of the 19th c. several articles were included in various
calendars and in "Dodatek do Gazety Lwowskiej" ["Supplement to Gazeta
Lwowska"]. In 1851 Wincenty Pol published his Rzut oka na północne stoki
Karpat [A Glimpse at the Northern Slopes of the Carpathians]. Among other
things, it contains an interesting account of the author's meeting with a group
of Gypsies occupied with rinsing gold out of the Carpathian rivers. The same
fragment, next to another one featuring Gypsies living on islets on the Polesie
marshes, was later included in the second volume of Pol's works entitled
Północny Wschód Europy [North-East of EuropeJ and published in 1870. Since
the 1860s, much attention was paid to Gypsies by "Tygodnik Ilustrowany",
publishing reports about the appearance, costumes, and camps of the Lovari
and Kelderashi tribes that came a few decades earlier from Transylvania and
Walachia. "Tygodnik Ilustrowany", as well as "Praca", also contained a variety
of illustrations (especially in the issues from the late 19th c. and the years
preceding World War I). Many contemporary artists would draw pictures of
Gypsies: types, camps, fair and wandering scenes - it was a result of
a universally European vogue. The country and the life of the country people
were often represented in art and literature. But the fin-de-siede
bohemia and
cygańskie

�248
literary Young Poland treated the Gypsy subject in a special way, as
a representation of an idea, a symbol with often has little in common with
reality. Thus, only some of the engravings to be found in "Praca" and
"Tygodnik Ilustrowany" (as well as in "Wędrowiec", "Orli Lot", and other
journals) are of iconographic value - most of them just reflect the prevalent
fashion and freely develop inspiration, which is also the case of written texts.
Consequently, even though they undoubtedly enriched the general knowledge,
they cannot be considered as legitimate results of research on Gypsies.
The only ethnographic
periodical which more or less systematically
published various materials concerning Gypsies from its very beginnings was
Wisła. These often included folk tales and proverbs as well as, somewhat less
often, notes and descriptions of Gypsies themselves and their culture (language,
fairy tales, disposition, way of life, etc.). It was very important that "Wisła"
accounted for new interesting articles and books - the bibliography included
also publications on Gypsies.
In 1887 in Britain appeared the first issue of the "Journal of the Gypsy Lore
Society", a quarterly which has been very important for the development and
progress of Gypsy studies. The appearance of the periodical was acknowledged
in the second volume of "Wisła". The author of the account of the content and
objectives of the "Journal of the Gypsy Lore Society" was Izydor Kopernicki.
Kopernicki was the only outstanding Polish scholar who systematically wrote
about Gypsies (although usually in foreign periodicals).
Kopernicki had been interested in Gypsies already before; together with the
well-known French scholar, Bataillard, he wrote an article about the Gypsies
of Galicia making shepherd bells. In the first fascicles of the "Journal of the
Gypsy Lore" we come across several texts by Kopernicki, mostly presentations
of fairy-tales. Besides, he conducted research in physical anthropology, publishing the results in "Archiv fUr Anthropologie", but his primary interest was the
Romany language: both in the "Journal of the Gypsy Lore" (vol. 1, No 2) and
in "Wisła" (vol. 3), Kopernicki published short notes on the dialect of the
Gypsies from Bosnia. The most outstanding work of Kopernicki in the field of
Gypsy studies are Textes Tsiganes. Contes et Poesies published in Cracow in
1925 (vol. 1) and 1930 (vol. 2). The collection is fully bilingual - all the
included fables and tales are in the original Romany and in French. Kopernicki
was also working on a Gypsy language dictionary, but unfortunately he did
not manage to complete it - a small fragment was published in the "Journal of
the Gypsy Lore" and the rest of the manuscript is kept in the collection of the
Cracow branch of the Polish Academy of Sciences. "Wisła" also published texts
of several Gypsy fairy tales from Lithuania submitted by a collector of
Lithuanian folklore and co-worker of Jan Karłowicz, Sylwester Oowojno-Sylwestrowicz. Another author who, next to Kopernicki, published in the first
issues of the "Journal of the Gypsy Lore" and in "Wisła" materials about
Gypsies in Poland, Russia, and Hungary was Władysław Kornel Zieliński.

�249
None of the Polish etnographers of those times conducted any systematic
research on Gypsies - the subject was approached only marginally and was
related to other materials collected among the rural population (Kopernicki's
studies focused primarily on the Romany language). The largest number of
short notes on Gypsies may be found in "Wisła" and while "Lud" published
a brief account of Gypsies in Galicia only in its 6th volume, the editorial board
did not pay too much further attention to Romanies. Almost all the
publications from that period stem from the folklore passions of their authors
and it is virtually impossible to trace in them any methodological inspirations
or propensities. The only exception in this respect may be the linguistic studies
by Kopernicki written to meet the criteria of formal scholarship.
Another fruitful period which came a whole century after the successful
inauguration of the Gypsy studies in the early 19th c. were the years between
the two world wars. However, it was the Romany language and not history,
which became at that time the main object of scholarly interest. The first step
to examine the Romany language was taken already by Narbutt and Danilowicz who supplemented their works with grammatical paradigms and
vocabularies. Later on, the novelist Józef Ignacy Kraszewski used Narbutt's
word list in his novel Chata za wsią [A Cottage Outside of the Village].
However, serious research on the Romany language was begun at the end
of the 19th c. by Kalina and Kopernicki. The most significant studies in this
field appeared between the world wars in Cracow: that was the time of
publication of both volumes of Gypsy texts by Kopernicki (1925 and 1930).
In 1927 Edward Klich published two articles on the speech of the Gypsies from
the Rabka region and the influence of Polish on Gypsy dialects. An essential
part of another Klich's study - Cygańszczyzna w "Chacie za wsią" Kraszewskiego [Gypsy Elements in Kraszewski's Chata za wsią] ("Prace Filologiczne"
vol. 25, pp. 171 - 220) - was an introduction to the general knowledge of
the Romany language. Several years later still another crucial publication
appeared - Warterbuch des Zigeunerdialekt von Zakopane by Jan Rozwadowski (1936). Before that, together with Stanisław Estreicher, Rozwadowski wrote
a long entry, Język cygański i Cyganie w Polsce [The Gypsy Language and
Gypsies in Poland], included in Encyklopedia polska [The Polish Encyclopedia], vol. 3 from 1915. The decades between the two wars were an
exceptional period in Polish Gypsy studies: research in the field was conducted
by scholars with established reputation. Unfortunately, their achievements are
known only to a small academic audience.
World War II destroyed the academic centers and brought the initiated
projects to a halt. Right after the war, Gypsies became an object of interest
mainly of the administration and police, and only two scholars - quite
exceptional in an indifferent academic community - have been continuously
doing research on Gypsies: in Cracow Tadeusz Pobożniak and in Warsaw
Jerzy Ficowski. They are both outstanding specialists, for many years virtually

�250
alone in the field (a short text by Broda and casual press articles may be
legitimately ignored). Pobożniak, a linguist and orientalist (specializing in
Indian studies), professor of Jagiellonian University, continued the work of
Kopernicki, Klich, and Rozwadowski, but his achievement is thematically
more extensive and no less valuable. In the forties and fifties, Pobożniak
published several texts focused on some characteristics of the Gypsy language
and first names. Then he became interested in the Lovari, one of the most
interesting Gypsy groups widely scattered all over the world. In 1961, he
published an article Powstanie cygańskiej grupy Lowari [The Rise of the Gypsy
Lovari Group] (in: Sprawozdania z Posiedzeń Komisji P A N, pp. 127 - 129), and
a few years later the result of a more comprehensive research project, a highly
valuable Grammar of the Lovari Dialect (1966). A small booklet, O Cyganach
[On Gypsies], issued in 1972 as a volume in the popular monograph series of
the Polish Academy of Sciences, contained a brief account of the origin of
Gypsies, their culture, and the features of the Romany language. Volume 1
of a two-volume collective study Języki indo-europejskie
[Indo-European
Languages] (1986) includes a chapter on Indian languages (Języki indyjskie),
written by Pobożniak and also covering the Gypsy language. The chapter
indicates that its author, continuously working on the issue, was familiar with
the latest publication and achievements in the study of Gypsy origins and
language. It is remarkable that Pobożniak (even when retired) kept teaching
university seminars on the Gypsy language. Professor Pobożniak, who died in
1990, was one of the most eminent Polish linguists, an authority in the history
of Polish Gypsy studies.
The research on the Romany language is still continued, although on
a much smaller scale. Among the involved scholars, there are: Ignacy Ryszard
Danka from the University of Łódź, specializing in the languages of Anatolia,
who wrote a few studies on the Gypsy language, and Andrzej Lewkowicz. The
1983 volume of "Prace Komisji Językoznawstwa. Studia indo-iranica", prepared to celebrate the jubilee of Prof. Pobożni ak, contained texts by foreign
scholars doing research on the Romany language: Jan Kochanowski and
Marcel Courtiade. Those were not the only works of both authors which
were published in Polish - in particular, Courtiade contributed with his
studies, lectures, and organizing activity to a revival of the Polish interest in
Gypsies and their language. It was in Poland, in Jadwisin, where, during the
4th Congress of the Romani Union in 1991, Courtiade put forward his
proposal of the standardization
of the Gypsy language.
The only scholar to devote a unique effort to the Gypsy studies - he
learned the language living among wandering Gypsies and wrote down his field
observations - has been Jerzy Ficowski, the man who contributed the most to
the knowledge of Gypsies in Poland. In 1953, he published a study Cyganie
polscy [Polish Gypsies], and some time later, in 1964, Cyganie na polskich

�251
[Gypsies on the Polish Roads] - the latter work not only contains
much new material, but brings a thorough revision of the first book. Only
Cyganie na polskich drogach may be recognized as a magisterial wark, based on
long-lasting queries in libraries and archives, and, in the first place, observations and conversations with Gypsies themselves. It is a sizable monograph
supplemented with many photos and a chapter ~n the Gypsy language and its
grammar as well as a word list containing, apart from the vocabulary of the
Polska Roma, some expressions from the dialects of Carpathian Gypsies and
the Kelderashi. Ficowski is the first contemporary Polish scholar to have
recapitulated all the historical knowledge about Gypsies: he quoted from
documents (particularly the privileges concerning Gypsy elders) and added his
own discoveries and valuable analyses. The historical part of the book contains
also an account of the lot of Gypsies during World War II and the atrocities
committed in Nazi concentration camps. The most valuable and truly original
section of the stud y is that devoted to the Gypsy culture: the descriptions of the
lifestyle and ways of earning money, clothes, homes, and wagons as well as
customs related to such crucial moments in human life as birth, rites of passage,
marriage, parenthood, and death, and finally, the functioning of the Gypsy
community. Next, the author discusses the internal organization of particular
groups and their division, the social hierarchy, role of authorities, systems of
ethical norms, principles of the unwritten law, beliefs, and the practice of magic.
Additionally, Ficowski has written about Gypsy folk art, tales, and songs a unique achievement is the chapter on an outstanding Gypsy poet, Bronisława
Wajs, called Papusha. The book ends with fragments of 19th c. literature and
accounts of the Gypsy Holocaust.
In 1985 appeared - unfortunately with no illustrations - a new, expanded
(in comparison to the 1964 one) edition of Cyganie na polskich drogach. It did
not introduce any new problems, but particular chapters were enriched and
developed, and certain ambiguities which had been detected in the first edition
were eliminated.
Before Ficowski, many authors wrote about the Gypsy historyand
language, yet not a single study was a reflection of personal experience of the
Gypsy customs, way of life, and the attitude to non-Gypsies. The interested
audience had to wait for such an account for many years, until 1964. The
earlier literature on the subject lacked the ethnographic component (apart from
a few brief fragments) mainly because of the conditions of research. Czacki,
Daniłowicz, Narbutt, Klich, Kopernicki, Rozwadowski, and even Pobożniak
wrote about Gypsies with a kind of detachment - they examined the history
and language, but never approached their object of interest directly. It was only
after the World War II that Ficowski (and no none else) presented Gypsies as
they were. It is no exaggeration to claim that Cyganie na polskich drogach is the
fundamental Polish study in the field. Even if later other authors elaborated
drogach

�252
on specific issues and enriched the knowledge of many details, none has ever
produced a better global description of the culture of Polish Gypsies. The
achievement of Jerzy Ficowski is not limited just to one book, but includes also
articles in scholarly journals "Journal of the Gypsy Lore Society", "Etudes
Tsiganes") and Polish literary magazines as well as a translation and
publication of Pieśni Papuszy [Songs of Papusha] which is a truly major
accomplishment. (Besides, Gypsy motifs may be found quite frequently also in
Ficowski's own literary works).
The handful of the aforementioned names (and titles) constitute the achievement of Polish Gypsy studies in their best. Apart from that, there are a few
short notes and papers as well as some popular essays and articles, but their
value is either minor or nil - they were intended to impress the reader, yet
they do not count as proper academic contributions. The academic knowledge
about Gypsies started growing only in the seventies as a result of systematic
commitment of scholars from two universities: in Warsaw and then in Cracow.
Within a few years several M. A. theses wą.re written: two in Warsaw and
several more in Cracow. In fact, such theses usually do not affect the progress
of knowledge, but in this case their significance cannot be ignored. This refers
predominantly to the studies written in Cracow which focus on various aspects
of the same group of Carpathian Gypsies hitherto much less known than the
Polska Roma. Two authors particularly deserve honors: Adam Bartosz (who
wrote about the economic foundations of the life of the Spisz Gypsies) and
Andrzej Mirga (writing about the Gypsy ethnic stereotypes and the Gypsy
attitudes to non-Gypsies). Both have successfully established themselves as
Gypsy scholars with many academic publications. A study by Ignacy Marek
Kamiński (from Warsaw) may be regarded as a sort of supplement to the
works mentioned above, since it presents the results of research conducted in
the Slovak part of Spisz. The materials obtained on that occasion by a group of
M. A. students later provided the basis for articles included in a special issue of
"Etnografia Polska" (1978, fasc. 2). That issue was the first Polish publication
of its kind and it was favorably reviewed in foreign ethnographic periodicals
and books.
At that time, research was conducted by three institutions. The Department
of the Ethnography of Slavs of the Jagiellonian University continued the work
in Spisz, planning a special monograph of the Spisz Gypsies. The project was
abandoned after the death of its main advocate, Zbigniew Biały.
The Spisz research was continued in the eighties by Andrzej Mirga from the
same department (and a group of students). Then he approached the problem
of current changes in Gypsy communities (not only in Spisz) and the
phenomena related to social adaptation. The results of Mirga's studies were
published in several Polish periodicals [e.g. in "Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Jagiellońskiego. Prace Etnograficzne" (1985), "Ethnologia Polona"

�253
(1987), "Polska Sztuka Ludowa" (1982)] and in a collection of articles by
various authors published in Germany. A few years ago Mirga has become
a socia-political Gypsy activist (he is now President of the Roma Association in
Poland), cooperating with several international institutions and organizations,
such as the Council of Europe. He left academic life and thus the Gypsy studies
in the Department of the Ethnography of Slavs in Jagiellonian University in
Cracow have been suspended.
In 1980 two scholars associated with the University of Warsaw earned their
doctoral degrees through research in Gypsy topics. Lech Mróz defended his
dissertation, which focused on general adaptation and assimilation processes
and a shift from the nomadic lifestyle to life in settlements, in Adam Mickiewicz
University of Poznań. Several months later, on the basis of a study of Gypsies
in Sweden and the immigration of Gypsies from Eastern Europe to Sweden as
well as an analysis of certain phenomena in the field of social ecology,
Kamiński received his doctorate at the University of Goteborg. In Polish
Gypsy studies, Kamiński's book, A Stale of Ambiguity.
Studies of Gypsy
Refugees, is the most original and interesting achievement. Most publications
from the same period reveal a collector's descriptive bias caused by a number
of factors: the reading of earlier literature, individual approaches to the Gypsy
research, and specific ethnographic education. Kamiński's study not only
introduces a different mode of thought, but also locates Gypsies in the context
of subjects analyzed by contemporary anthropology, which is a novelty in
Poland. It is a pity that Kamiński's book is not familiar to Polish ethnographers, including those interested in Gypsies.
In the University of Warsaw, in the Institute of Ethnology and Cultural
Anthropology, Romany research has been carried out for many years under the
supervision of M róz, in whose regular course students also participate in
various projects. At first, the study was focused on mutual relations between
Gypsies and non-Gypsies, ethnic stereotype, and internal divisions within
Gypsy groups as well as relations between the groups. In most cases, the object
of research were the groups Polska Roma and Chaladytka Roma - then other
groups were also taken into account (although to a somewhat lesser extent):
the Lovari, Kelderashi, and Carpathian Gypsies. After some time, when it
turned out that some issues could not be explained without recourse to history,
researchers started archive queries and became more interested in the past.
Partial results of that research were published in "Etnografia Polska"
(e.g. in the special Gypsy issue published in 1978) and in "Polska Sztuka
Ludowa" (1982). In 1984 and 1986, the studies were continued in India: the
focus of that project was on the origin of Gypsies and their ethnic and cultural
ties with India. The results of that, and earlier programs, were partly presented
by Mróz in various journals in Poland ("Etnografia Polska", "Polska Sztuka
Ludowa", "Ethnologia Polana") and abroad ("Etudes Tsiganes", "Lacia

�254
Drom", and "Roma"). In 1992 Mróz published in Warsaw his post-doctoral
dissertation, Geneza Cyganów i ich kultury [The Origin of Gypsies and their
Culture]. The most important objective of the book was to analyze and
reinterpret the available source records, starting with these from the most
remote past, and, in particular, to analyze the history of the Romanies in
Poland. At present, the Warsaw department is also carrying out research
among Gypsies in the Republic of Lithuania. This is being done as one of the
projects constituting a program of studies of ethnic groups and minorities in
Lithuania and represents continuation of earlier work, since the Lithuanian
Gypsies are closely related to Chaladytka Roma and Polska Roma - some of
them have family in Poland.
The third Polish institution which has been important for Gypsy studies is
the Regional Museum in Tarnów, with Adam Bartosz as its long time director.
For several years, it is the only museum in the world with a separate Gypsy
section and a permanent exhibition of Gypsy artifacts. Only much later, other
museums outside Poland started organizing (temporary) exhibitions of the
same kind, and a few years ago a Gypsy (Romany) M useum was established in
Brno, in the Czech Republic. The Tarnów museum now holds the largest
collection of iconographic materials, a rich library, and unique exhibits (such as
a set of items used by Gypsy women in the practice of magic and fortune-telling, and wagons used until the early 1970s by wandering Gypsy groups).
Apart from its exposition in Tarnów, the museum has prepared a number of
exhibitions in Poland and abroad. Its director, Adam Bartosz, is also the
author of many popular publications and catalogues.
The year 1994 was particularly good for the Gypsy studies in Poland, for
Polish authors published two books: Nie bój się Cygana [Do Not Be Afraid of
the Gypsy] by Bartosz, and Cyganie. Odmienność i nietoleramcja [Gypsies.
Otherness and Intolerance] by Mirga and Mróz. Both are intended for the
general public, and as such they discuss a wide variety of problems concerning
the Romany past and present (both in the aspect of historyand
culture.
However, the mode of analysis, number of references to source records and
literature on the subject as well as detailed presentation of particular issues
leads to a classification of Mirga's and Mróz's work as an academic study,
while Bartosz's work is more popular in character.
Finally, closing this account of the Polish interest in Gypsies, one should
pay some attention to the question of methodology of research which is
probably the most remarkable weakness of Polish Romany scholarship. The
number of books and articles (both academic and popular) which have been
published after the a war, and even in the last 25 years, has far exceeded the
sum total of all the earlier publications. However, the fundamental paradox is,
that the fewer Gypsies still live in Poland, the more research is actually

�255
conducted and the more material is produced. In fact, this phenomenon,
which became accute through the last few decades, pertains to ethnology in
general - what has developed, are the methods and institutions of research,
while the object of study is clearly waning. The speed of ongoing changes has
made the Gypsies gradually lose what is usually called tradition (the problem is
complicated and reaches beyond the scope of this paper). Gypsies are able to
adjust themselves to new circumstances - with no sense of connection with
a specific territory, relatives living in many different countries, many of them
(even whole Romany groups, with the exception of the Carpathian Gypsies)
live on the border area or the periphery of the non-Gypsy world and,
simultaneously, within it. This leads to such an enormous variety of paradoxes
and problematic situations, that the available methods of research prove
insufficient. The authors of the past did not supply us with enough descriptions
which would today serve as a ground for comparison. Hence, the contemporary students of the Gypsies face the necessity of working in many
directions: they have to account for and analyze specific situations, but also to
create a comprehensive data base of records and basic information. Another
crucial task is the completion of far too fragmentary historical knowledge of
the subject.
In the last few years, the image of the Gypsies and the attitude of the
authorities and the public towards them have considerably changed. For
centuries, they used to be called Philistines and Tartars - suspicious
vagabonds and walęsas, then just Gypsies [Polish "Cyganie" derives from the
verb "cyganić" which is a synonym of "to cheat" - trans.], in fact, more "Gypsy"
than human. That was the case until recently. Whenever the press would
write no matter if in the crime column or not - about a non-Gypsy (a Pole),
the last name or the initial appeared, while with respect to Gypsies the ethnic
identification was enough. Nowadays, for the first time Gypsies are identified
by their names, and not even as "Gypsies" but as "Roma" (this is how they call
themselves). It is an essential and very favorable change. Besides, Gypsies have
begun developing contacts with non - Gypsies. All this bears out certain
implications to be taken into account in future Gypsy studies. It would be
desirable to: (a) publish as soon as possible all the collected historical records
which are still not available to the public and continue archive queries,
(b) classify, analyze, and publish the results of fieldwork which have been stored
in the archives of the Cracow and Warsaw departments of ethnography as well
as the Tarnów museum, (c) develop methods of research useful in the study of
processes which are presently going on within the Gypsy communities. The
general situation of the country favors such projects, and there is a group of
qualified scholars ready to start the work. However, current financial problems
will most probably turn all these proposals into wishful thinking.

�256
BIBLIOGRAPHY

Danilowicz
1824
Mróz L.
1988
1994
Narbutt T.
1830

I.
O Cyganach

wiadomość

historyczna

[On Gypsies. A Historical Account],

Wilno.

Suplement do pocztu królów i starszych cygUllskich w Polsce [Supplement to the List
of Gypsy Kings and Elders in Poland], "Etnografia Polska" vol. 32, No I.
Geneza Cyganów i ich kultury [The Origin of Gypsies and their Culture], Warszawa.
Rys historyczny

ludu cygańskiego

[An Outline History of the Gypsy People], Wilno.

Translated

by Marek

Wilczyński

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5941" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5921">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5b238dd180281e8a0d7f36691f1d5547.pdf</src>
        <authentication>eeeaaa1960b499a6b93fcb6a71582286</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70834">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1289</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70835">
                <text>1987</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70836">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1190</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70837">
                <text>Z rodu Kaina / ETNOGRAFIA POLSKA 1987 t.31 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70838">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1987 t.31 z.2, s.193-218</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70839">
                <text>Mróz, Lech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70840">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70841">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70842">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="70843">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70844">
                <text>„Etnografia Polska", t. X X X I : 1987, z. 2
P L I S S N 0071-1861

LECH

MRÓZ

(Warszawa)

Z RODU K A I N A
Od dwustu lat pochodzenie Cyganów przestało być tajemnicą — w każdym
razie pod koniec X V I I I w. po raz pierwszy sformułowana została teza
0 ich indyjskiej ojczyźnie, poparta argumentami lingwistycznymi. Nie znaczy
to, że od razu przyjęta została powszechnie przez badaczy zajmujących
się Cyganami i nie znaczy, że wyjaśniono wszystkie niejasności. Odkrycie
ojczyzny Cyganów wprowadziło tylko pewien ład w dociekania, do tego
czasu idące w sposób zupełnie niemal przypadkowy, wyrażany w najbardziej
nieraz nieprawdopodobnych hipotezach i przypuszczeniach.
Niejasności związane z genezą i najdawniejszą historią Cyganów spro­
wadzają się do kilku podstawowych problemów, podstawowych pytań stale
aktualnych, mimo iż — jak wspomniałem wyżej — dwieście lat w przybliżeniu
minęło od odkrycia ich ojczyzny. Te nadal czekające na odpowiedź kwestie
to:
1) z jakiego rejonu Indii wyszli Cyganie —
' gdzie znajduje się ich pierwsza
ojczyzna;
2) kim byli ich przodkowie — z jakiej grupy społecznej, etnicznej, kasty
wywodzą się Cyganie;
3) kiedy opuścili Indie;
4) jaka była przyczyna wyjścia?
Z tymi pytaniami podstawowymi związane są dalsze, już bardziej szczegó­
łowe zagadnienia, np. czy geneza wszystkich Cyganów jest podobna, czy
mają wspólne korzenie, skoro tak zróżnicowani są dzisiaj i tak odmienne
typy kultury prezentują? Czy jedna była (i jaka) droga ich migracji,
czy też już od początku, od opuszczenia ojczyzny, drogi ich przodków
1 poszczególnych grup rozeszły się? Jakie były ich losy od momentu
wyjścia do czasu, gdy zaczęły ich rejestrować pierwsze dokumenty europej­
skie — a jest to różnica kilku stuleci. Odpowiedź ważna jest nie tylko dla
historyków interesujących się Cyganami, ale dla tych wszystkich, którzy biedzą
się nad zrozumieniem procesów kształtujących dzisiejszy obraz kultury
cygańskiej, ich swoistą filozofię życia. Cóż jednak mówić o tych zagadnie13 -

Etnografia Polska, t. X X X I . z. 2

�194

L E C H MRÓZ

niach, po co mnożyć pytania, skoro te najbardziej podstawowe kwestie
nadal pozostają bez jednoznacznej odpowiedzi. Nadal formułowane wyjaśnienia,
propozycje, hipotezy mają charakter życzeniowy, a nie wynikający z faktów —
mówią więcej o autorze i jego postawie niż o Cyganach lub ich przodkach.
Przykład Cyganów jest wyjątkowo dobrą ilustracją, jak względy pozanau­
kowe oddziaływają na formułowanie twierdzeń o charakterze naukowym
i jak osobowość badacza, jego przynależność etniczna i kulturowa określają
sposób percepcji i posiadany sąd. Wiele jest spornych kwestii dotyczących
rozmaitych narodów i grup etnicznych i ich historii, ale Cyganie są pod tym
względem społecznością szczególną, nie mającą — tak mi się wydaje — analogii.
Z nimi bowiem wiążą się najrozmaitsze liczne, jak w żadnym innym przy­
padku pomysły, hipotezy, wyjaśnienia historii najdawniejszej, a nawet tej
nowszej, bliższej naszym czasom. Omawiając postawione tu kwestie należy
sięgnąć do czasów odleglejszych niż wspomniane już dwieście lat, do czasów
bezpośrednio po pojawieniu się Cyganów w krajach Europy Środkowej
i Zachodniej.
Nie jest rzeczą dziwną, że w okresie schyłku Średniowiecza i Rene­
sansu, gdy nie tylko codzienne życie przeciętnego człowieka, ale także nauka
przeniknięte były duchem chrześcijańskim, a Pismo święte i teksty religijne
stanowiły podstawę i wskazówkę postępowania i oceniania innych; także
wyjaśnienia zagadki Cyganów poszukiwano w Biblii. Tym zasadniejsze
wydawało się to, że niektóre jej fragmenty pasowały do Cyganów i na­
dawały się do wyjaśnienia ich tajemniczego pochodzenia i pojawienia się
w Europie. Tułacze, wędrowne życie, jakie prowadzili pierwsi cygańscy
przybysze zaobserwowani w Europie Środkowej i Zachodniej, skłaniało do
upatrywania w nich potomków Kaina. Przynależność do kainowego rodu
naznaczona była bowiem piętnem kary — a dla osiadłych mieszkańców Europy
permanentne koczowanie mogło być odbierane jako tułactwo, jako rodzaj
kary. Zresztą wyjaśnienie zawarte jest w Starym Testamencie. „Tułaczem
i zbiegiem będziesz na ziemi" (Genesis, rozdz. IV, 12) , „I rzekł Kain
do Pana [...] Oto mię dziś wyganiasz od oblicza ziemi i skryję się przed
obliczem twojem, i będą tułaczem, i zbiegiem na ziemi: każdy tedy, który
mię najdzie, zabije mię" (Genesis, rozdz. IV, 13-14). Dalsze fragmenty
tego samego rozdziału Genesis zdają się potwierdzać tezę o pochodzeniu
Cyganów z rodu Kaina. Kain miał syna Henocha, „Potem Henoch zrodził
Irada, a Irad zrodził Mawiaela, a Mawiael Matusaela, a Matusael zrodził
Lamecha" (Genesis, rozdz. IV, 18). Ówprapraprawnuk Kaina spłodził z dwiema
swoimi żonami kilku synów, zajęciami swymi wyraźnie pasujących do obrazu
Cyganów i życia przez nich prowadzonego. Można więc było przypuścić,
że bezpośrednio wywodzą się Cyganie od Lamecha:
l

1

Wszystkie cytaty zaczerpnięte z Biblii w przekładzie ks. D . Jakuba

Warszawa

Wujka,

wydanie:

1УО0 г., Brytyjskie i Zagraniczne Towarzystwo Biblijne, przedruk z edycji kra­

kowskiej z roku 1599.

�195

Z R O D U KAINA

„Który poją) dwie ż o n y ; imię jednej Ada. a imię drugiej Sella. I urodziła A d a Jabela,
który był ojcem mieszkających

w namieciech i pasterzów. Imię zaś brata jego Jubal:

był ojcem grających na arfach i muzyckiem naczyniu. Sella też urodziła Tubalkaina,

ten

który

młotem robił, i był rzemieślnikiem wszelkiej roboty od miedzi i żelaza" (Genesis, rozdz. I V ,
19-22).

Mieszkanie w namiotach, gra na harfach i innych instrumentach, kowal­
stwo związane były z życiem, jakie prowadzili Cyganie — informacje o tym
powtarzają się w opisach i obserwacjach nawet najdawniejszych, dokonanych
zaraz po rozprzestrzenieniu się Cyganów w Europie w początku XV w.
Przypuszczenie zatem o pochodzeniu z rodu kainowego wydaje się zasadne,
znajduje ono potem odbicie w literaturze, w sądach na temat Cyganów,
w naukowych dociekaniach.
Simeon Simeonis — franciszkanin, w relacji z Krety z 1322 r. pisze
o Cyganach: są z rodu Chayma . Czy chodzi mu o Kaina, czy Chama,
trudno rozstrzygnąć, tym bardziej że i Chama czyniono praojcem Cyganów.
Henricus Cornelius Agrippa — filozof i lekarz publikuje w 1530 r. dzieło
pt. De vanitate et incartitudine scientiarum. Rozważa tam problem ludzi
zwanych Cyngres lub Egipcjanie. Przybyli oni — jego zdaniem — z terenów
leżących między Egiptem a Etiopią, wyprowadzeni niegdyś przez Kusza
(Chusa), syna Chama, który był synem Noego. Ludzie ci nadal jeszcze nazna­
czeni są przekleństwem ciążącym na potomstwie Chama — prowadzą życie
włóczęgów, obozują rozbijając namioty poza miastami, na polach i rozdro­
żach, prowadzą życie rozbójników, złodziei, handlarzy, zabawiają opowieściami
przygód, z lenistwa wróżą posługując się sztuką chiromancji i przy pomocy
tych oszustw żebrzą i zarabiają na życie .
Hipotezę o pochodzeniu od Kusza podejmuje i uzasadnia w 1633 r.
Martino del Rio (w Disquisitiorum magicarum libri sex) — staje się ona
popularna i nawet określenie Cyganów w języku niemieckim Zigeuner wywo­
dzą niektórzy od zniekształcenia słowa „Chusener", czyli pochodzący od Kusza .
Chanaan, inny spośród czterech synów Chama, jest przodkiem Cyganów —
wyraża pogląd w 1613 r. Claude Duret . Są oni Kananejczykami (po­
chodzącymi od Chanaana), którzy wywędrowali do Europy po zajęciu ich
kraju przez Josuego. A w tym czasie, gdy powstają kolejne prace potwier­
dzające na podstawie analizy języka tezę o pochodzeniu z Indii — zainspi­
rowane odkryciem Węgra Valyiego podobieństwa języka Cyganów i tego,
którym posługiwali się znani mu Hindusi — ukazuje się praca innego Węgra
Enesseya, który dowodzi (w 1798 г.), że potomkowie Chama oszczędzeni
zostali, gdy ogień zniszczył Sodomę i Gomorę, lecz wypędzeni później
z krainy Zoar przez potomków Lota stali się tułaczami .
2

3

4

5

6

:

F . de

Vaux

de

Foletier,

Mille

ans

' De

V a u x de

F o l e t i e r , op. cit. s.

19.

4

De

V a u x de

F o l e t i e r , op. cit.,

s.

19.

5

De

V a u x de

F o l e t i e r , op. cit.,

s.

19.

6

De

V a u x de

F o l e t i e r , op. cit.,

s.

19

d'histoire

des

Tsiganes,

Paris

1970,

s.

19.

�196

L E C H MRÓZ

Potomkowie Kaina czy potomkowie Chama — i jeden, i drugi wariant,
i jedna, i druga teza stawia Cyganów w sytuacji niekorzystnej, upośledzonej
wobec innych ludzi i narodów — ale upośledzenie to nie jest niesprawiedli­
wością; jest wynikiem sprawiedliwej kary za winy przodków. Niezależnie
bowiem, czy są potomkami bratobójcy Kaina, czy Chama, który nie uszanował
ojca (choć ojciec ten akurat powalony był opilstwem), są potomkami kogoś,
kto dopuścił się wykroczenia przeciw istotnym normom społecznym. Prześla­
dowanie zatem Cyganów, niechęć do nich, są całkowicie uzasadnione —
taki sposób myślenia powszechny był w chrześcijańskiej Europie okresu
Średniowiecza i Renesansu; można przypuszczać, że i później pozostały
jakieś jego ślady. Podobnie uczestniczący w wyprawach Krzyżowcy dokonując
rzezi Żydów nie dopuszczali się występków, nie byli mordercami, po prostu
karali tych, którzy ukrzyżowali Chrystusa, byli więc także sprawiedliwością.
Historycy zwracają uwagę, że po pojawieniu się w Europie przyjęci
zostali Cyganie gościnnie. Jednakże już wkrótce, bo po kilkudziesięciu,
a czasami nawet kilkunastu latach (a przecież sądząc z historycznych
wzmianek nie byli wówczas częstymi gośćmi w jednym miejscu), życzliwe
początkowo przyjęcie zmieniło się w prześladowanie, ustawy banicyjne,
obowiązek zamieszkiwania w wyznaczonych miejscach poza murami lub u bram
miasta — podobnie jak Żydzi i trędowaci. Wyjaśnieniem powszechnym w l i ­
teraturze jest opinia, że łotrostwa Cyganów, wyciąganie pieniędzy od miesz­
czan za pośrednictwem wróżby, kradzieże itd. były przyczynami zmiany
przychylnego początkowo stosunku do nich. Zapewne nie są bez znaczenia
występki Cyganów w kształtowaniu opinii o nich, ale opisy dawnych kro­
nikarzy znacznie częściej mówią o ich kowalskich, wróżbiarskich i muzycz­
nych umiejętnościach, o wędrownym życiu niż o przestępstwach, których
mieliby się dopuszczać. Zarzut szczególnej przestępczości pojawia się dużo
później, najmocniej podkreślany u schyłku X V I I I , a właściwie w X I X w.
Opinia na temat przyczyn prześladowań jest więc szukaniem uzasadnienia
okrucieństw w stosunku do Cyganów, racjonalizacją postępowania wobec
nich — taki argument wydawał się, jak sądzę, najbardziej oczywisty. Tyle,
że jest to wyjaśnienie wynikające z sytuacji Cyganów w wieku X V I I I i X I X ,
zaczerpnięte z obserwacji współczesnych XIX-wiecznym historykom i przenie­
sione o 300-400 lat wstecz. Umknęło uwagi nawet wybitnych badaczy,
że sytuacja, w jakiej znajdowali się Cyganie, a przynajmniej część ich od
schyłku wieku X V I I I i w wieku X I X była właśnie wynikiem ustaw skiero­
wanych przeciwko nim i prześladowań. Więc nie przyczyną rozszerzania
się działań represyjnych w stosunku do Cyganów, ale skutkiem takich
działań. Potwierdzeniem jest w moim przekonaniu to, że po pierwsze
najdawniejsze zapiski kronikarskie nie są wcale tak niechętne Cyganom
i nie na ich rzekome przestępcze właściwości zwracają uwagę. Poza tym
liczba Cyganów XV- i XVI-wiecznej Europie była raczej skromna, kroniki
rejestrują ich nie ze względu na ilość, ale jakość, nie ze względu na wiel­
kość grup. ale odmienność sposobu życia, ubioru, języka. Potwierdzeniem

�197

Z R O D U KAINA

jest, że wiele z pierwszych obserwacji z najrozmaitszych miast i krajów
Europy dotyczy tej samej (często niezbyt licznej) grupy. W porównaniu
z Cyganami gromady zbójeckie, wędrownych wagantów, pielgrzymów były —
jak można przypuszczać — wielokroć liczniejsze.
Wielu historyków stwierdza, że społeczeństwo europejskie schyłku Średnio­
wiecza nie było tak bardzo nieruchliwe. Wędrowały gromady kuglarzy,
handlarzy, pielgrzymi, żebracy i trędowaci, zbiegli chłopi z rodzinami i ryce­
rze, rzemieślnicy, scholarze, organizowano krucjaty — wędrowanie Cyganów nie
mogło być zatem szczególnym ich wyróżnikiem. Pośród wielości wróżbiarzy,
wieszczek, alchemików, astrologów, zwolenników nauk tajemnych, kiedy ważne
przedsięwzięcia — łącznie z najazdami, wojnami, związkami małżeńskimi,
nawet między panującymi — uzależniano od przepowiedni, także cygańskie
wróżki (wbrew powszechnej w cyganologicznej literaturze opinii) nie stanowiły
ewenementu; a pełnienie usług dla gawiedzi nie wydaje się, aby mogło
być podstawową przyczyną prześladowań. Kuglarzy, sztukmistrzów, treserów
i muzykantów wielu wędrowało po drogach ówczesnej Europy. Także więc
i w tym przypadku nie wyróżniali się Cyganie czymś wyjątkowym. Podobnie
ma się sprawa z rzemiosłem kowalskim — zapotrzebowanie na wyroby, takie
jak uzbrojenie, narzędzia rolnicze, okucia wozów, było przecież olbrzymie
i liczne były pracownie i warsztaty wykonujące te usługi; także i kowalstwo
zatem nie było cygańską specyfiką. Prawda, że wyróżniano ich po części
ze względu na swoisty sposób życia, koloryt, ale zbyt to chyba skąpe
uzasadnienie, by w nim poszukiwać wyjaśnienia w stosunku do Cyganów.
Przekonanie, że Cyganie są potomkami Kaina, zostało przyjęte jako wiarogodne. Zaskakujące to, jeśli zważyć, że już sama lektura Biblii winna sąd
taki obalić. Prawda, że to, co wyżej powiedzieliśmy o Jabelu, Jubalu i Tubalkainie — potomkach Kaina — zdaje się pasować do Cyganów. Ale też wyraźnie
jest powiedziane w Biblii, że złe prowadzenie się ludzi skłoniło Boga do
„wygładzenia" ich, przez które to określenie należy rozumieć potop i wynisz­
czenie wszelkiego niemal stworzenia. Jedynie Noe (potomek Setha, trzeciego —
obok Kaina i Abla — syna pierwszych rodziców) wraz z synami, synowymi
i gromadą zwierząt przetrwał zagładę:
„I zgładzone jest wszelkie ciało, które się ruchało

na ziemi, p t a k ó w , zwierząt,

bestyi

i wszystkich z i e m i o p ł a z ó w , które się ptazają po ziemi; wszyscy ludzie. I wszystko, w czym
jest

duch

żywota,

na ziemi

pomarło

I wygładził

B ó g wszystko

stworzenie,

które

było

na ziemi od człowieka aż do bydlęcia, tak ziemiopłaz jako i ptastwo powietrzne;

i wygła­

dzone jest

(Genesis,

z ziemi;

i został

sam

Noe

i ci, którzy

z nim

byli

w

korabiu"

rozdz. V I I , 21-23).

Jednym z nielicznych, którzy uznali tezę o pochodzeniu od Kaina za
absurd, był Tomasius, który w Dissertatio phylosophica przypomniał, że ród
Kaina został pochłonięty przez potop . Dla innych nie było tutaj sprzeczności —
chyba, żeby podejrzewali, że Bóg spartaczył wykonanie planu i w rezultacie
7

7

De V a u x de F o l e t i e r , op. cit.,

s. 19.

�198

L E C H MRÓZ

nie wszyscy zginęli, ewentualnie że Cyganie okazali się sprytniejsi od Boga
i schowawszy się w jakimś miejscu potop przetrwali. Tak więc mimo iż
Biblia była bez wątpienia najpopularniejszą książką Europy, nie przeszkodziło
to w rozpowszechnianiu sądu zupełnie z Biblią niezgodnego.
Niezależnie czy byliby potomkami Kaina, czy Chama przestępstwo winno
pociągnąć za sobą karę. Tej zaś towarzyszy często pokuta. Dla późno­
średniowiecznego społeczeństwa było to zapewne oczywiste, stąd też wędrowcze,
tułacze życie Cyganów mogło być wyjaśnione właśnie poprzez potrzebę
i nakaz pokuty. Zresztą — jak już mówiliśmy — pątnicy, pielgrzymi, pokut­
nicy są na drogach Europy widokiem częstym.
Tezę o pokutniczym charakterze wędrownego życia potwierdzają sami
Cyganie. Łatwo wyjaśnić sobie, dlaczego — był to sposób na wejście w społecz­
nie akceptowaną rolę. Tym samym można było oczekiwać pomocy, wsparcia
w trudach pokutnego życia, może nawet uznania dla chrześcijańskiej gorli­
wości. Ale też potwierdzali Cyganie w ten sposób i zapewne nie planując
ani przewidując skutków swoje domniemane pochodzenie i wzorzec nie­
korzystny, w konsekwencji, dla nich samych; ułatwiali i jakby uzasadniali
sami niechęć, a czasami wrogość wobec siebie. Niewątpliwie represje wynikały
także z faktu, że byli obcy, odmienni zwyczajami, językiem, sposobem
życia, wyróżniając się w sposób bardzo wyraźny cechami antropologicznymi.
Zapewne także nie były zupełnie bezpodstawne skargi na nich, choć —
jak można przypuszczać i na co znajdujemy potwierdzenia w materiałach
historycznych — po części wynikały z samego faktu ich drażniącej odmienności
i braku formalnego podporządkowania władzom prowincji czy kraju, nieobciążenia podatkami, daninami itd. Po części natomiast z przestępstw i wykroczeń
dokonywanych na ich rachunek przez nie-Cyganów. Myślę jednakże, że
niebagatelną rolę w pogłębianiu się niechęci i wydawaniu kolejnych dokumen­
tów urzędowych skierowanych przeciwko Cyganom odegrały dociekania ich
genezy prowadzone na podstawie Pisma świętego i kojarzenie ich z postaciami
mającymi w opinii i świadomości wiernych złą sławę.
Przypuszczenia odnośnie do miejsca i kraju, z którego przywędrowali
Cyganie, ludu lub narodu, z jakim można by ich łączyć, owocowały najroz­
maitszymi hipotezami i pomysłami. Wywodzono ich od Awarów, Celtów,
Czerkiesów, uważano za zaginionych Atlantów, za potomków niemieckich
Żydów lub efekt wymieszania Żydów i chrześcijan. Źródła holenderskie
z połowy X V w. mówią o nich jako o Grekach; w XVI-wiecznej Kronice
Lubeki nazywani są Tatarami — przypuszcza się później, że Dżungaria jest
ich ojczyzną, a sami Cyganie o około 1400 r. odłączyli się od hord
Timura. Także ojczyzny poszukiwano w najrozmaitszych krajach, od zato­
pionej Atlantydy poprzez Egipt, Bułgarię i Wołoszczyznę aż po ową Dżungarię
w Azji Środkowej . Pośród hipotez oryginalnych, by nie powiedzieć osobli8

s

R.

Pischel,

The Home

of

vol. I I : 1909, nr 4, s. 298-299, 305.

the Gypsies,

[w:] Journal

of

the

Gypsy

Lore

Society,

�Z R O D U KAINA

199

wych, zwraca uwagę pomysł Voltaire'a czyniący z Cyganów potomków
kapłanów egipskiej bogini Izydy . Pozornie dziwaczny, zdaje się być kon­
sekwentną próbą wyjaśnienia odwołującą się do dość powszechnej opinii,
że ojczyzną Cyganów jest Egipt lub Nubia, oraz do rozwiniętych w Egipcie
tajemniczych misteriów religijnych związanych z kultem Izydy. Przekonanie
o czarowniczo-wróżbiarskich umiejętnościach kapłanów Izydy, o znajomości
wiedzy tajemnej i praktyk magicznych tychże, potwierdzane było także
przez filozofów, m. in. zwolenników Platona, jak np. Apulejusz. Jego
Metamorfozy są właśnie traktatem na temat wiedzy tajemnej, a misteria
ku czci Izydy i Ozyrysa zajmują w jego rozważaniach rolę najistotniejszą.
Między innymi działalności Apulejusza przypisać należy szerzenie się kultu
Izydy w Rzymie w I I w. i zbudowanie przez Kaligulę jej świątyni. Vol­
taire, sam jak wiadomo podejmujący rozważania dotyczące religii, zapewne
znał pisma platoników, a przy powszechnym przekonaniu o zdolnościach
wróżbiaisko-magicznych Cyganów i wywodzeniu ich z Egiptu miał prawo
szukać rozwiązania zagadki ich pochodzenia łącząc z ludźmi, którzy uosabiali
zarówno tajemną wiedzę, jak i Egipt — czyli kapłanami Izydy.
9

Nazwy, jakie czasami i dzisiaj jeszcze są w użyciu na określenie Cy­
ganów, oddają w części owe hipotezy i przypuszczenia; np. francuskie
Bohémien (przybysze z Czech szwedzkie Tattare (Tatarzy), Sarassin (Saraceni)
itd. Wyjąwszy najpopularniejsze współczesne określenie „Cyganie" (i jego od­
powiedniki w innych językach: Tsiganes — fr., Tingaro — wł., Zigeuner—
niem., Zigenare — szw., Cygany — ros., Cigani — czes., Tiganilor — rum.),
którego etymologia nie jest zupełnie jasna, znaczna część nazw (także dzi­
siaj używanych) łączy się z Egiptem: np. Gypsies — ang., Gitans — fr.,
Gitanos — hiszp., Jedjupci — serb. chorw., Pharao — nepek. (lud Faraona) —
węg. Nim w ostatnich dziesięcioleciach nie zaczęły dominować określenia
pochodne polskiemu słowu „Cyganie", nazwy nawiązujące do Egiptu były
z całą pewnością najpopularniejsze. Do tej samej kategorii można zaliczyć
określenia Etiopczycy, Nubijczycy. Istotne przekonanie, że Egipt jest ojczyzną
Cyganów, dominuje pośród naukowych dociekań na temat genezy tego ludu.
Zresztą ono także znajduje uzasadnienie, a w każdym razie możliwość
potwierdzenia w Biblii, — w proroctwach Ezechejlowych (rozdz. X X X , 23)
jest powiedziane: „I rozproszę Egipt między narody, a rozwieję je po ziemiach";
sposób życia Cyganów zdaje się być właśnie realizacją tych słów Pisma
świętego. Jest zastanawiające, jak wcześnie ukształtowało się przekonanie
o egipskim pochodzeniu i jak powszechne ono było; kronika miasta Konstanz
w Niemczech mówi, że w 1438 r. pojawili się tutaj ludzie przybywający
z Wyspy „niedaleko małego Egiptu". W relacjach krzyżowców wyprawiających
się do Ziemi Świętej i u wielu autorów X V I - i XVII-wiecznych znajdujemy
informacje o zamieszkiwaniu znacznych skupisk Cyganów w pobliżu miasta
Modon u stóp góry Gype na wybrzeżu Peloponezu w Grecji; rejon ten
* J.-P. C l é b e r t , Ves Tziganes,

Paris 1961, s. 24-25.

�200

L E C H MRÓZ

zwany był Małym Egiptem. Małym Egiptem nazywali Turcy rejon dzisiejszego
Izmiru dla walorów krajobrazu i żyzności tamtejszej gleby, a wśród wielu
tytułów, jakie nosił sułtan w X V I I w., był także: „Król Wielkiego i Małego
Egiptu" . O długim pobycie Cyganów na terenie imperium bizantyjskiego,
a później tureckiego, i w Grecji świadczy liczba zapożyczeń w języku.
Tak więc jest możliwe, że wyidealizowany obraz Egiptu stał się przyczyną
pojawienia się na Bałkanach nazwy odwołującej się do Egiptu ; z kolei
przeszła ona na Cyganów — właśnie z Bałkanów rozprzestrzeniających się
ku innym częściom Europy. Zapytywani, skąd przybywają, mówili Cyganie,
że z Egiptu, nie mówili więc nieprawdy, a Biblia dostarczyła potwierdzenia.
Zrozumiałe też stają się teraz legendarne przekazy cygańskie mówiące o po­
chodzeniu z Egiptu, używanie przez nich takich tytułów, jak książę lub
hrabia Małego Egiptu itd. Prócz podniesienia prestiżu wobec niecygańskiego
otoczenia osadzały one jednocześnie grupę Cyganów w realiach ówczesnej
Europy, odbierały im anonimowość; a w każdym razie — mimo tajemni­
czości — stawali się ludźmi znanego, wiadomego pochodzenia. Kolportowane
później (w trakcie wędrówki) przez Cyganów wyjaśnienia, że są pokutują­
cymi tułaczami, czy inne tego rodzaju opowieści umożliwiały im egzy­
stencję, uzyskanie w różnej postaci wsparcia. Ale być może poza doraźną
korzyścią przyczyniły się następnie do pogłębienia niekorzystnego wizerunku
Cyganów i stały się jednym z elementów, jedną z przyczyn prześladowań,
represji, aktów banicyjnych, oraz — jak dalej będę starał się to pokazać —
przyczyną pewnego rodzaju tendencji, trwałego nastawienia, które do dzisiaj
ciąży na hipotezach i rozważaniach dotyczących genezy Cyganów — wyjścia
ich z Indii, a przede wszystkim grupy i klasy społecznej, z jakiej wywodzą
się ich przodkowie.
10

11

. Pośród informacji, które przekazywane są o Cyganach po pojawieniu się
ich w poszczególnych miastach i krajach Europy, stosunkowo często znaj­
dujemy wzmianki o wróżbiarskim procederze, jakim — zwłaszcza kobiety —
zajmują się. Potwierdzają to ryciny przedstawiające Cyganów. Dla dokład­
ności — na tych najstarszych ze znanych widać tylko Cyganów w trakcie
wędrówki lub sportretowane postaci kobiet i mężczyzn; ale poczynając
od X V I w. częstym motywem jest scena wróżenia. Za pierwszą z terenu
Europy informację o Cyganach uważa się zapis mnicha z góry Athos
dotyczący Konstantynopola i zamieszkujących tam Atsingani „słynnych cza­
rodziei i łajdaków . Opisywani przezeń wytępili na życzenie cesarza bizan­
tyjskiego Konstantyna Monomachusa w 1050 t. dzikie zwierzęta drapieżne,
które wtargnęły do parku cesarskiego stając się zagrożeniem dla niedrapież12

1 0

de V a u x de F o l e t i e r , op. cii.,

1 1

Analogicznie jak np. Szwajcaria Kaszubska w Polsce — gdzie dla podkreślenia w a l o r ó w

s. 21.

krajobrazu o d w o ł a n o się do skojarzenia z krajem znanym z pięknych pejzaży.
U

różnych a u t o r ó w

de

Foletier,

the

Baikans

op.
in the

cit.,

s.

spotyka się różną
37,

late Middle

i G. C.
Ages.

Soulis,

formę
The

pisowni tego słowa,
Gypsies

in the

..Dumbarton Oaks Papers",

por.

Byzantine
vol.

15:

de

Vaux

Empire
1961.

s.

and
145.

�201

Z R O D U KAINA

ników, jakie hodowano ku uciesze myśliwych. Atsingani wytępili je za pomocą
specjalnie przygotowanego mięsa, które uprzednio poddali zabiegom magicz­
nym; po zjedzeniu takiego mięsa drapieżnik natychmiast padał. Z X I I w.
pochodzi inna wzmianka o Athinganoi prowadzających niedźwiedzie i sprze­
dających amulety. Z końca X I I w. lub początku X I V w. pochodzi list
patriarchy Konstantynopola Atanazego I do kleru nakazujący przestrzeganie
wiernych przed kontaktami z wróżbiarzami, niedźwiednikami i zaklinaczami
wężów i przed wpuszczaniem Cyganów do domostw . Pierwsze informacje
z X I V w. z Bałkanów — z Korfu, Peloponezu, Serbii mówią o ich kowal­
skich umiejętnościach, ale od czasu, gdy w latach 1416-1419 zjawili się w naj­
różniejszych miejscach Europy Środkowej i Zachodniej, coraz częstsze są
informacje o wróżbiarskim procederze Cyganów. Tak np. już w 1421 r.
zarejestrowano przybycie „cudzoziemców z kraju egipskiego" w Arras,
potem w Mons i Tournai; w trakcie pobytu w miastach podziwiano ich
kunszt jeździecki, a także umiejętności wróżbiarskie, przybysze bowiem przepo­
wiadali przyszłość . Także obszerna relacja z pobytu ich w Paryżu w 1427 r.
mówi o wróżeniu z ręki. Od wieku X V I informacje o wróżbiarskich i ma­
gicznych praktykach Cyganów są częste.
13

14

Ten fakt, jak sądzę, nie jest obojętny dla dalszej historii Cyganów, on
również zaważył na kształtowaniu opinii o nich i sposobach postępowania
władz i prawodawców. Pismo święte mówi bowiem:
„ C z a r o w n i k o m ż y ć nie dopuścisz" (Exodus, rozdz. X X I I ,

18), „Ani się niech nie najduje

w tobie, który by oczyszcza! syna swego albo córkę, przewodząc przez ogień, albo który by
się radzi) praktykarzów,

i wierzy! snom

i wróżkom,

i ani niech nie będzie guślarz. Ani

czarownik, ani kto by się d u c h ó w złych radził, ani wieszczków, albo się od umarłych prawdy
dowiadywał.

T y m bowiem

wszystkim brzydzi się Pan i dla takich złości

wygubi

je Pan

na wejście twoje" (Deuteronomium. rozdz. X V I I I . 10-12). „ M ą ż albo niewiasta, w których by
byl duch p y t o n ó w albo wieszcza, śmiercią niech u m r ą : kamieniem je pobiję, krew ich niech
będzie na nich" (Leviticus, rozdz. X X , 27).

Wprawdzie, jak wiele źródeł historycznych potwierdza, wróżbiarstwo
w różnych postaciach, alchemia, nekromancja, krystalomancja, zabiegi magicz­
ne i czarnoksięskie w Europie X V - X V I w. były czymś rozpowszechnionym.
Mało tego, bywały przedmiotami wykładów uniwersyteckich, dysput, zainte­
resowań teologów, nawet w klasztorach oddawano się zgłębianiu wiedzy ta­
jemnej; pewne formy zabiegów i praktyk uznawane były za dopuszczalne,
a nawet uzasadnione. Jednakże równolegle działała inkwizycja, występowały
przeciw wróżbiarzom i astrologom władze kościelne i świeckie.
Dotykamy tutaj kwestii rozróżnienia na magię czarną i naturalną —
traktowaną jako uzupełnienie nauki. Niejednokroć zapewne granica między
tajemnymi praktykami była bardzo cienka, a do tych tolerowanych czy nawet
popieranych na pewno zaliczano te tylko, które odpowiednią reżyserią

15

1 4

S o u l i s . op. cit., s. 147.
De V a u x de F o l e t i e r , op. cit., s. 46.

�201

Z R O D U KAINA

ników, jakie hodowano ku uciesze myśliwych. Atsingani wytępili je za pomocą
specjalnie przygotowanego mięsa, które uprzednio poddali zabiegom magicz­
nym; po zjedzeniu takiego mięsa drapieżnik natychmiast padał. Z X I I w.
pochodzi inna wzmianka o Athinganoi prowadzających niedźwiedzie i sprze­
dających amulety. Z końca X I I w. lub początku X I V w. pochodzi list
patriarchy Konstantynopola Atanazego I do kleru nakazujący przestrzeganie
wiernych przed kontaktami z wróżbiarzami, niedźwiednikami i zaklinaczami
wężów i przed wpuszczaniem Cyganów do domostw . Pierwsze informacje
z X I V w. z Bałkanów — z Korfu, Peloponezu, Serbii mówią o ich kowal­
skich umiejętnościach, ale od czasu, gdy w latach 1416-1419 zjawili się w naj­
różniejszych miejscach Europy Środkowej i Zachodniej, coraz częstsze są
informacje o wróżbiarskim procederze Cyganów. Tak np. już w 1421 r.
zarejestrowano przybycie „cudzoziemców z kraju egipskiego" w Arras,
potem w Mons i Tournai; w trakcie pobytu w miastach podziwiano ich
kunszt jeździecki, a także umiejętności wróżbiarskie, przybysze bowiem przepo­
wiadali przyszłość . Także obszerna relacja z pobytu ich w Paryżu w 1427 r.
mówi o wróżeniu z ręki. Od wieku X V I informacje o wróżbiarskich i ma­
gicznych praktykach Cyganów są częste.
13

14

Ten fakt, jak sądzę, nie jest obojętny dla dalszej historii Cyganów, on
również zaważył na kształtowaniu opinii o nich i sposobach postępowania
władz i prawodawców. Pismo święte mówi bowiem:
..Czarownikom ż y ć nie dopuścisz" (Exodus, rozdz. X X I I .

18), „Ani się niech nie najduje

w tobie, który by oczyszcza! syna swego albo córkę, przewodząc przez ogień, albo który by
się radził praktykarzów,

i wierzy) snom

i wróżkom,

i ani niech nie będzie guślarz. Ani

czarownik, ani kto by się d u c h ó w złych radził, ani wieszczków, albo się od umarłych prawdy
dowiadywał.

Tym bowiem

wszystkim brzydzi się Pan i dla takich złości

wygubi

je Pan

na wejście twoje" (Deuteronomium. rozdz. X V I I I , 10-12). „ M ą ż albo niewiasta, w których by
był duch p y t o n ó w albo wieszcza, śmiercią niech umrą: kamieniem je pobiję, krew ich niech
będzie na nich" (Leviticus, rozdz. X X . 27).

Wprawdzie, jak wiele źródeł historycznych potwierdza, wróżbiarstwo
w różnych postaciach, alchemia, nekromancja, krystalomancja, zabiegi magicz­
ne i czarnoksięskie w Europie X V - X V I w. były czymś rozpowszechnionym.
Mało tego, bywały przedmiotami wykładów uniwersyteckich, dysput, zainte­
resowań teologów, nawet w klasztorach oddawano się zgłębianiu wiedzy ta­
jemnej; pewne formy zabiegów i praktyk uznawane były za dopuszczalne,
a nawet uzasadnione. Jednakże równolegle działała inkwizycja, występowały
przeciw wróżbiarzom i astrologom władze kościelne i świeckie.
Dotykamy tutaj kwestii rozróżnienia na magię czarną i naturalną —
traktowaną jako uzupełnienie nauki. Niejednokroć zapewne granica między
tajemnymi praktykami była bardzo cienka, a do tych tolerowanych czy nawet
popieranych na pewno zaliczano te tylko, które odpowiednią reżyserią

1 4

S o u lis, op. cii., s. 147.
De V a u x de F o l e t i e r , op. cit., s. 46.

�202

L E C H MRÓZ

atrybutami, odwołaniem do tekstów pisanych, do ksiąg greckich, hebrajskich
itd. stwarzały wrażenie poważnych zabiegów popartych solidną wiedzą i od­
powiednim wtajemniczeniem. Cyganie warunku tego nie spełniali ani od strony
rytuału, ani odwołania do ksiąg, ani uczonych protektorów; poza tym
sposób życia, cechy antropologiczne, przekonanie, jakie zaczynało rozpowszech­
niać się na temat ich pochodzenia, pozwalały zapewne zaszeregować ich
jedynie do kategorii tych. którzy zajmowali się praktykami złowróżbnymi,
czarnoksięskimi. Czyli procederem, który był piętnowany i który niejednokrot­
nie prowadził na stos; i jeżeli rzadkie są wiadomości o Cyganach —
ofiarach inkwizycji, to w znacznej mierze — jak mniemam — wynika to
z ich ruchliwości, z równie nagłego pojawiania się, jak i znikania (co
podkreśla niejedno historyczne źródło).
Jest jeszcze jedno, na co chciałbym zwrócić uwagę — już w bizantyjskich
źródłach Cyganie są kojarzeni z niedźwiedziami i wężami. Później, na terenie
Europy Środkowej i Zachodniej wielokrotne są wzmianki o tym, że Cyganie
pokazują tresowane niedźwiedzie, węże, a także małpy. W niektórych kra­
jach słowo niedźwiednik staje się synonimem słowa Cygan. Zapiski kronikar­
skie, ale także ikonograficzne przedstawienie Cyganów schyłku średniowiecza
i Renesansu mówią często o tych ich umiejętnościach. Lecz jest tutaj jeszcze
jedna istotna kwestia. Wszystkie z wymienionych wyżej zwierząt symbolizują
zarazem siły nieczyste — sztuka gotyku i renesansu bardzo często pod wyobra­
żeniem małpy, węża czy niedźwiedzia rozumie szatana ; a jest to, jak można
przypuszczać, dość powszechne skojarzenie nie tylko w bardziej oświeconych
środowiskach miejskich. Pokazując tresowane, błaznujące małpy czy okiełznane
przez człowieka niedźwiedzie pokazuje się podporządkowanie człowiekowi sił
diabelskich, ośmiesza je. Zarazem jednak jest to wejście w kontakt, choć
poprzez symboliczne wyobrażenia, z siłami nieczystymi, diabelskimi. Tym
samym Cyganie stają się postaciami dwuznacznymi, także budzącymi nie­
pokój, potencjalnie groźnymi lub złowróżbnymi.
15

Początkowe przyjęcie Cyganów było gościnne. Jak informują kroniki,
w wielu miastach gościnność nie ograniczała się do przyzwolenia na postój,
z kasy miejskiej kupowano wino, ryby, mięso, chleb dla przybyszów. Nie­
jednokrotnie legitymowali się też listami przewodnimi — otrzymywali takowe
od cesarza Zygmunta, papieża Marcina V, królów Węgier i Polski oraz od
innych władców. Zarówno listy, jak i sami Cyganie informowali, że są
pielgrzymami do Ziemi Świętej, pokutującymi za grzechy przodków (którzy
odmówili Świętej Rodzinie pomocy w ucieczce), wygnanymi z ojczyzny za
odstępstwo od chrześcijaństwa. Jednakże w stosunkowo krótkim czasie przy­
chylność zmienia się w niechęć, następnie prześladowania. Pierwsza ustawa
skierowana przeciwko Cyganom wydana zostaje we Francji w roku 1453,
w Hiszpanii Król Ferdynand I skazuje ich na wygnanie w 1492 г.; zaraz
po tym wydają kilka ustaw Niemcy, a w 1500 r. cesarz Maksymilian I
1 5

M.

Gutowski.

Komizm

w polskiej

sztuce gotyckiej,

Warszawa

1973,

s.

83-84,

89.

�203

Z R O D U KAINA

wypędza ich z Niemiec szczególnie surową ustawą. Zaczynają się mnożyć
na Cyganów skargi, zarzuca się im złodziejstwo, grabieże, rozwiązłość i czary —
to są najpoważniejsze zarzuty. Prócz tego — a jest to czas zagrożenia ros­
nącą potęgą turecką — nie są rzadkie zarzuty szpiegostwa na rzecz Turków; pod
tym pretekstem na banicję skazuje ich Ferdynand I , także ustawy niemieckie
z 1496, 1497, 1498 zabraniają im wstępu do kraju, podejrzewając Cyganów
o szpiegostwo. Najokrutniejsza jest ustawa Maksymiliana I z 1500 r. —
Każdy Niemiec może krzywdzić i karać pochwyconych Cyganów bez jakiej­
kolwiek odpowiedzialności .
Powszechnie przyjęta przez historyków i cyganologów opinia powtarzająca
się we wszystkich znanych mi opracowaniach ogranicza się do powyższego
wyjaśnienia — skargi na cygańskie grabieże i złodziejstwo, podejrzenia o szpie­
gostwo i dalej czary są przyczyną zmiany stosunku do nich, są przyczyną
prześladowań. Ale krytyczniejsze, baczniejsze przypatrzenie się dokumentom
dopuszcza możliwość podważenia tej powszechnej w środowisku badaczy
opinii. Liczba skarg na Cyganów w różnych krajach Europy nie jest
wcale — sądząc po dokumentach — tak duża. W dodatku do momentu wy­
dania pierwszych skierowanych przeciw nim ustaw większość relacji o przy­
byciu Cyganów jest im przychylna, a w każdym razie nie przedstawia ich
jako ludzi występnych. W zapiskach z Bałkanów z X I V w. Cyganie przed­
stawieni są jako kowale, płacą pogłówne, w dokumentach późniejszych są
informacje o ich pracy na rzecz wojska, kopalni, wydobywających dla skarbu
sułtańskiego srebro itd. W XV-wiecznych relacjach kronikarzy z Europy
Zachodniej i Środkowej także przedstawiani są z przychylnością i zacieka­
wieniem. Skąd więc ten nagły przypływ niechęci, prowadzący już wkrótce
po ich przybyciu do pierwszej ustawy banicyjnej. Wprawdzie w źródłach
bizantyjskich jest mowa o wróżbiarstwie Cyganów i praktykach magicznych,
ale większość relacji pokazuje ich jako rzemieślników, w dodatku żyją­
cych w zgodzie z przepisami, prawem, władzami. Sądzę więc, że przyjęte
w pracach dotyczących Cyganów wyjaśnienie jest uproszczeniem, jest przyję­
ciem sądu będącego racjonalizacją owych ustaw i działań przeciwko Cyganom,
przyjęciem sądu, który wprawdzie powtarzany jest współcześnie, ale który
być może pochodzi z czasów wydawania owych dokumentów. Złodziejstwo,
grabieże, rozmaite inne występki nie były przecież w Europie X V i następnych
stuleci ewenementem; w dodatku, jak pokazują akta sądów, Cyganie —
nawet ci, którzy faktycznie dopuścili się wykroczeń czy przestępstw i byli
sądzeni — działali często w porozumieniu lub na zlecenie nie-Cyganów, czasami
nawet z wyższych klas społecznych (mamy tego rodzaju przykład w aktach
sanockich , ale podobne przypadki rejestrowane są również przez sądy
innych krajów). Skąd więc ta surowość prawa wobec Cyganów? Czy tylko
dlatego, że byli obcymi przybyszami, czy dlatego, że — jak i współcześnie —
l6

17

ifi

J . I i c o w s k i . Cyganie na polskich

17

O. B a l z e r , Regestr

złoczyńców

drogach,

K r a k ó w 1965, s. 20.

grodu sanockiego

1554-1638, L w ó w 1891, nr 57(11.106).

�204

L E C H MRÓZ

opinie o ich występkach rozrosły się do niekontrolowanej plotki, stereotypo­
wego, powielanego bezkrytycznie sądu? Przypuszczam, że nie są to argumenty
wyjaśniające prześladowania, że musiały być inne, bardziej ważkie powody
takiego do nich stosunku. Wprawdzie społeczeństwo średniowiecznej Europy
jest ruchliwe — co wyraża się w emigracjach chłopskich, wędrówkach rycerzy,
mnichów, studentów, pielgrzymów, a głęboka religijność uwidacznia się w piel­
grzymkach i krucjatach, ale już od X I I I - X I V w. społeczeństwo to staje
się osiadłe, zamiłowanie do wędrowania zanika; od tego czasu wędrowcy
stają się ludźmi podejrzanymi, włóczęgami. Nawet pielgrzymka nie jest
wolna od podejrzeń — chyba, że ma charakter pokutny. Wyraził ten stosunek
w X I I I w. franciszkanin Bertold z Ratyzbony: Wszystkie stany zaliczył
do „rodziny chrystusowej" z wyjątkiem Żydów, żonglerów i włóczęgów —
ci tworzą „rodzinę szatańską" . Życie wędrowne w coraz trwalej związanym
z osiadłością społeczeństwie europejskim jest więc czymś występnym: wędrowiec
znajduje się przy tym zupełnie poza ramami osiadłego, uporządkowanego
i zhierarchizowanego społeczeństwa. Obcy jest kimś wykluczonym najdoskona­
lej — jak pisze Le Goff — nie należy do żadnej wspólnoty, jest nieznany,
żyje w społeczeństwie feudalnym jakby „bez zezwolenia" . Przede wszystkim
jednak na stosunku do Cyganów zaważyły kojarzenie ich z muzułmanami
i zaszeregowanie do wróżbiarzy i czarowników. Cyganie przybyli z Bałkanów,
bez wątpienia też pozostały u niektórych przynajmniej jakieś ślady — choćby
w postaci ubiorów — miejsca, z którego przywędrowali (potwierdza to ikono­
grafia). Wprawdzie opisy kronikarzy-krzyżowców nie są dla nich niekorzy­
stne, ale w owym czasie istnieje jeszcze — choć mocno okrojone — Bizan­
cjum. W 1453 r. zdobyty zostaje Konstantynopol, wschodnie chrześcijaństwo
traci oparcie we własnym państwie; cały ten obszar świata — zarówno Azja,
jak i część Europy — dostaje się we władztwo islamu, który coraz bardziej
zaczyna zagrażać chrześcijaństwu zachodniemu. To już nie tylko zajęcie Ziemi
Świętej, to bezpośrednie zagrożenie, to świadomość stałej aktywności, stałej
ekspansji islamu. Rzucenie podejrzenia na Cyganów, że są tureckimi szpiegami,
kojarzenie ich z muzułmanami i islamem, musi nastawiać do nich nieprzy­
chylnie. Muzułmanie w świadomości europejskiej kojarzą się wyłącznie nega­
tywnie, są w oczach chrześcijańskiego zachodu ..niewiernymi, poganami"
podludźmi, a Mahomet jest potworem, towarzyszem Antychrysta . W 1453 r.
upada Konstantynopol, a pierwszy akt prawny skierowany przeciwko Cy­
ganom wydany zostaje w tym samym roku. Nie ma w nim wprawdzie
mowy o szpiegostwie na rzecz muzułmanów, ale zastanawia zbieżność akt.
Niedługo później w akcie Ferdynanda I w Hiszpanii i ustawach niemieckich
z końca XV w. jest już wyraźnie powiedziane, że podejrzewa się Cyganów
o szpiegostwo na rzecz muzułmanów.
18

19

20

1 8

J . L e G o f f , Kultura średniowiecznej

w Le G o f f , op. cit., s. 318.
20 L e G o f f . op. cit., s.

151-152.

Europy,

Warszawa 1970. s. 313.

�205

Z R O D U KAINA

Nakaz rozbijania obozowisk poza granicami miasta, obdarowywanie je­
dzeniem, to chyba nie tylko przejaw gościnności, ale i niechęci do wędrowców.
Być może Cyganie obok Żydów i trędowatych stają się jeszcze jedną
wyizolowaną społecznością, ale społeczeństwu średniowiecznemu — jak pisze
Le Goff — potrzebni są pariasi, nie dla nich samych, lecz by „móc im świad­
czyć" braterskie miłosierdzie . Działając zarazem i dla ich dobra — zamy­
kając bowiem drzwi przed trędowatym, włóczęgą etc. otwiera się mu drzwi
niebios . Pozostałością są prócz postaw, które utrwaliły się na stulecia
w świadomości europejskiej, także nazwy nawiązujące do Cyganów, a doty­
czące rogatek, bram, wjazdów do miast — np. Cygański Pal, czego już komen­
tować nie trzeba .
Drugim istotnym powodem było wróżbiarstwo i magia, jakie kojarzyły
się z Cyganami lub które przypisywane im były przez ludność europejską.
Kościół od dawna, bo już od IV w., występował przeciwko wróżbitom
i czarodziejom, ale od X I I I po X V I I I w. trwają z różnym nasileniem
i poparte różnymi dokumentami Kościoła bądź panujących prześladowania.
W 1215 r. za pontyfikatu Innocentego I I I powołana zostaje inkwizycja,
w latach 1307-1313 odbywa się proces Templariuszy, w 1431 r. proces
Joanny d'Arc, w latach 1459-1461 proces Waldensów w Arras; w latach
1484-1492, za pontyfikatu Innocentego V I I I , gwałtownie rośnie liczba procesów
o czary. Rok 1486 jest rokiem ukazania się wspólnej pracy dwójki inkwizy­
torów dominikańskich Henryka Institorisa Kramera i Jakuba Sprengera Miot
na czarownice, jednej z najważniejszych podstaw prawnych w procesach
0 czary. Dzieło to uzyskuje najwyższą akceptację: papieża Innocentego V I I I
oraz rzymsko-niemieckiego cesarza Maksymiliana I , tego samego, który jest
twórcą ustawy przeciw Cyganom z roku 1500. Gorliwość Maksymiliana I
w tępieniu czarów nie zmienia faktu, że zapraszał na swój dwór magów
1 czarnoksiężników i że organizował (i uczestniczył w nich) seans wywoły­
wania duchów — a przecież niekromancja była jedną z tych niedobrych praktyk.
Reasumując: sądzę, że wyjaśnienie prześladowań Cyganów ich występkami
i kradzieżami jest tylko cząstką, i to nie najważniejszą, prawdy. Zbieżności
dat skłaniają do przypuszczeń, że prześladowania Cyganów wynikają z innych
pobudek — z tych samych, co i prześladowanie czarownic, a także z przy­
pisywania im kontaktów z muzułmanami utożsamianymi z siłami nieczy­
stymi. Za tymi podejrzeniami w tle znajduje się uzasadnienie wynikające
z Biblii, klasyfikujące Cyganów jako przeklętych przez samo swoje pochodze­
nie i występki ich protoplastów. To wszystko ukształtowało postawy wobec
nich i zasady postępowania, które przetrwały niekiedy do czasów zupełnie
nam bliskich. Dopiero ostatnie lata doprowadziły do zaistnienia innego,
nowego zupełnie jakościowo zjawiska, że Cyganie oponując przeciw wielo21

22

23

: i

Le G o f f . op. cii., s. 313.

: :

M . b o u c a u l t , Stultifera

2 }

P i s c h e l . op. cii., s. 298.

Naris, ..Miesięcznik

Literacki". nr 2: 1976, s. 81.

�206

L E C H MRÓZ

wiekowym uprzedzeniom zaczynają dopominać się praw takich, jakie są udzia­
łem innych narodów i społeczności — do tego tematu wrócimy w dalszej
części artykułu.
Można, jak sądzę, wyrazić pogląd, że tak naprawdę to Cyganów stworzyli,
a w każdym razie ukształtowali Europejczycy po przybyciu ich z Azji;
i to nie na Bałkanach, ale dopiero w X V w., gdy zawitali do Europy
Zachodniej. Wytworzone wobec Cyganów uprzedzenia, sądy, stereotypy,
niekorzystny wizerunek wynikający z zaszeregowania poprzez Biblię do występ­
nej, przeklętej gałęzi gatunku ludzkiego, pociągnęły za sobą kształtowanie
opinii szerszej (np. poprzez literaturę, dokumenty i ogłoszenia kościelne
bądź panujących), a co za tym idzie, powszechnego niechętnego stosunku
do nich. To z kolei zaczęło spychać Cyganów na margines społeczeństwa,
zmuszać do częstych ucieczek, ukrywania się etc. Tym samym niechęć do
nich, przepisy prawne zaczynały zyskiwać potwierdzenie i zasadność prowa­
dząc do kolejnych akcji przeciw Cyganom; te wyzwalały potrzebę krycia
się po lasach, powodowały dalsze utrudnienia w życiu Cyganów, nędzę itd.
Spirala niechęci coraz bardziej rozkręcała się prowadząc w efekcie do szczy­
towej już eksplozji nienawiści w postaci prześladowań i mordów w czasie
ostatniej wojny i do przymusowych akcji osiedleńczych (zwłaszcza w Europie
Wschodniej), będących w pewnym sensie zabójstwem ich kultury i odrębności.
Nawet Kościół nie brał Cyganów w obronę, przeciwnie, niejednokrotnie
potwierdzał uprzedzenia, podtrzymywał niechęć do nich, i to nie tylko przez
brak przeciwdziałania represjom, ale samemu wydając zalecenia czy nakazy
o charakterze represyjnym. Z końca X I I I lub początku X I V w. pochodzi —
jak pamiętamy — list patriarchy Konstantynopola Atanazego I do kleru,
by przestrzegano wiernych przed kontaktami z Cyganami, w 1560 r. arcy­
biskup Uppsali Laurentius Petri zabrania kapłanom kontaktu z Cyganami,
zabrania chrzczenia Cyganów i asystowania ich pogrzebom, z 1787 r. datuje
się wypowiedź pastora z Litwy na temat Cyganów — w dokumencie tym
mówi się, że „Cyganie są jak robactwo na ciele zwierzęcia" . Przytoczyłem
tylko trzy fakty ilustrujące stosunek chrześcijaństwa do Cyganów w Europie,
z czasów odległej historii i pierwszych kontaktów z Europejczykami, z cza­
sów bliższych i stosunkowo bliskiego już schyłku X V I I I stulecia — a dokumen­
tów takich można by przytoczyć więcej.
24

Powróćmy teraz do zasadniczego toku rozważań, do podstawowej dla
nas kwestii, tj. czynników, które ważyły na stosunku do Cyganów i na
naukowych koncepcjach — jestem bowiem przekonany, że postawy wobec
Cyganów i stereotypowe sądy zaciążyły w sposób znaczący także na nau­
kowej refleksji, na hipotezach i przemyśleniach dotyczących Cyganów.
Próby rozwiązania zagadki pochodzenia Cyganów sięgają przełomu Średnio­
wiecza i Renesansu. Dociekania prowadzą stopniowo do odrzucenia hipotez
zupełnie wyimaginowanych i wskazywać zaczynają na Bałkany jako miejsce,
2

4

Pise hel,

op.

cit.,

s.

293.

�207

Z R O D U KAINA

z którego rozprzestrzeniać zaczęli się po Europie i gdzie należy szukać
dalszych śladów. Jedyna informacja odwołująca się do Indii, zapis z 1422 r.
z kroniki miasta Forli we Włoszech, jeszcze wówczas nie została doceniona,
potraktowano ją tak, jak wiele innych. Nawet zresztą już po odkryciu
Valyiego i poparciu go językowymi dowodami przez Rüdigera wracały
wątpliwości co do rzeczywistego wyjścia z Indii.
Wśród najrozmaitszych konkurencyjnych hipotez ta, która łączy Cyganów
z Egiptem, okazała się najtrwalsza. Pierwsza informacja pochodzi z Berner
Chronik z 1419 r . Wprawdzie relacji niemieckich podróżników udających
się do Ziemi Świętej rejestrowały ich w „Małym Egipcie", w Grecji, ale
poza tym przypadkiem należy sądzić, że mówiący o Egipcie ten właśnie
kraj mieli na myśli, a nie Grecję. Zresztą niektórzy podróżujący po Afryce
Północnej twierdzili, że spotykali tam Cyganów — np. francuski podróżnik
Belon spotkał w Dolinie Nilu ludzi Cingars — w Europie, zwanych Egipcja­
nami (informacja dotyczy połowy X V I w . ) .
Przełom X V I I I i X I X w. przynosi wreszcie jakieś rozstrzygnięcie, a raczej
naprowadza na ślad; poszukiwania ojczyzny Cyganów nabierają bardziej
uporządkowanego charakteru i zaczynają koncentrować się wokół określonego
obszaru, a nie idą w najrozmaitszych przypadkowych kierunkach. Valyi,
von Doba. Riidiger, Pott, Miklosich wskazują rejon świata, gdzie należy
szukać przodków i potwierdzają to porównawczymi analizami językowymi.
Jedno z podstawowych pytań na temat genezy Cyganów zdaje się być wyjaś­
nione. Wkrótce okazuje się, że wyjaśnienie jest kontrowersyjne, że uczyniono
dopiero pierwszy krok, ale bliższe rozwiązanie zagadki nadal pozostaje bez
odpowiedzi; Indie — nawet z zawężeniem do ich północnego zachodu —
to ogromny obszar o znacznym zróżnicowaniu kultur, języków, religii, po­
ziomów rozwoju; by więc uznać, że w badaniach nad Cyganami dokonany
został znaczniejszy postęp, należałoby oczekiwać odpowiedzi bliższej, pełniej­
szej. Tymczasem ani na przełomie X V I I I i X I X wieku, ani później, aż
po czasy współczesne, pytanie nie zostało jednoznacznie wyjaśnione. Pozo­
stałe zaś z kilku na początku tej wypowiedzi wymienionych pytań nadal
oczekują wyjaśnienia, nadal są żywe.
Poważny wzrost zainteresowań wyjaśnieniem początkowej historii Cyganów
związany jest z rozwojem językoznawstwa i orientalistyki. Z podejmowaniem
przez coraz nowych badaczy analiz językowych mających na celu wyjaśnienie
podstawowych kwestii dotyczących historii i zmian języków Indii. To zaś
z kolei wiedzie do prób wyjaśnienia istotnych problemów z zakresu naj­
dawniejszej historii Cyganów. Analiza języka (zagadnienie wyłonienia się
języków nowoindyjskich) doprowadziła do sformułowania tezy o wyjściu
przodków Cyganów z Indii około X w. A dalsze badania nad dialektami
cygańskimi do przedstawienia hipotez na temat szlaków migracji. Anglicy
25

26

2 5

P i s e hel, op. cit.,

2 6

De

V a u x de

s. 295.

F o l e t i e r , op. cit.,

s. 21,

36.

�208

L E C H MRÓZ

i Niemcy najmocniej zaznaczyli swój udział w tych badaniach. Zwłaszcza
Anglicy — co w znacznym zapewne stopniu wynikało z sytuacji politycznej
i ekonomicznej. Indie, Pakistan były krajami wchodzącymi bezpośrednio
w skład Imperium Brytyjskiego. Afganistan, Persja, niektóre kraje Bliskiego
Wschodu znajdowały się w sferze zainteresowań i oddziaływania Wielkiej
Brytanii. Tak więc generalnie ton badaniom językoznawczym i orientalistycznym nadają Brytyjczycy; wśród nich jest także największa liczba tych,
którzy podejmują problematykę cygańską.
Dociekania idą teraz w kilku kierunkach, po pierwsze, ustalenia bliższego
rejonu, z jakiego wywodzą się Cyganie, dalej, ustalenia plemienia lub kasty,
z jakiej wywodzą się i wreszcie czasu oraz przyczyn opuszczenia Indii.
I tutaj od razu rzuca się w oczy znamienny szczegół — wysiłek badaczy
w znacznym stopniu koncentruje się wokół kwestii przynależności do ple­
mienia lub kasty. Najpowszechniej wiążą Cyganów z pariasami społeczeństwa
indyjskiego, z ludźmi zajmującymi najniższą pozycję w hierarchii społecznej.
Współczesny badacz Cyganów de Vaux de Foletier pisze, że to z powodu
wyglądu i zajęć — i to sformułowanie oddaje, jak sądzę, istotę podejścia
do Cyganów oraz (o czym już nie pisze) stereotypowe sądy i skojarzenia
ukształtowane w okresie schyłku Średniowiecza i Renesansu; te, o których
mówiliśmy wyżej.
Jeżeli prześledzimy literaturę, okaże się, że krąg kojarzonych z Cyganami
kast lub klas społecznych czy plemion jest bardzo wąski. Osiemnastowieczny
badacz Grellmann * uważał, że przodkowie Cyganów wywodzą się z klasy
siudra (najniższej z czterech warn, na jakie dzieli się społeczeństwo indyjskie:
bramini, kszatrija, wajsja i siudra). Za Grellmannem skojarzenie z siudrami
znaleźć można w wielu X I X - i XX-wiecznych pracach cyganologicznych.
Poza siudrami najczęściej powtarzają się dwie nazwy o charakterze już nie
warnowym. lecz kastowym: Dom i Dźat (Jat). Tezę o pochodzeniu od
Dźatów po raz pierwszy — jak się wydaje — postawił w 1851 r. Burton ;
za nim podejmują i starają się uzasadnić znani badacze Cyganów Bataillard
w 1875 r. i de Goeje w 1903 r . Dźatowie — zamieszkujący Sind i Multan
(krainy na pograniczu dzisiejszego Pakistanu i Indii) — hodowcy, piraci,
kiórzy w 768 r. napadli na Mekkę i którzy zawodowo zaciągali się
do armii perskiej , byli właśnie zdaniem wielu, zwłaszcza brytyjskich,
badaczy przodkami Cyganów. Do tych wiadomości możemy dodać, że
Dźatowie, zamieszkujący Uttar Pradeś i Radżastan (rejon północno27

2

29

30

31

2 1

De

2 8

H. M. G .

und

de

F o l e t i e r , op. cit.,

Grellmann,

Die

,

4

R. F . B u r t o n .

Leiden
J

i

M.

de

ein

historischer

dieses Volks in Europa,

Versuch
Leipzig

üher

die

Lebensart

1783.

Sindh. and the races that inhabit the valley of the Indus. London

" P. B a t a i l l a r d .

583-585:

s. 30.

Zigeuner:

Verfassung. Sitien una Schicksahle
-

s.

Vaux

The affinities of the Gipsies
Goeje.

Memoire

1903.
P i s c h e l . op. cit.,

s.

302.

sur

les

with the Jats,

migrations

des

1851.

"The Academy", vol.
Tsiganes

a

travers

7.

TAsie,

�209

Z R O D U KAINA

-zachodnich Indii), są kastą w przewadze rolniczą, z warny wajsja, ale pre­
stiżem i aspiracjami sięgają wyżej, do klasy wojowniczej kszatrija; ta informacja
istotna będzie jeszcze w dalszej części rozważań. Drugim terminem najczęściej
kojarzonym z Cyganami jest Dom (Dome, Dhome). Teza o pochodzeniu
od Domów powszechna staje się w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku.
Dwa najbardziej ważkie potwierdzenia skojarzeń Cyganów z Domami wyni­
kają г bliskiego dźwiękowo brzmienia tej nazwy ze słowem Rom, które
jest samookreśleniem — nazwą własną Cyganów, a poza tym pewnych po­
dobieństw w sposobie życia i profesjach pomiędzy Domami a Romami
(Cyganami). Problem jednak w tym, że językoznawcy nie są zgodni, czy
mogło mieć miejsce przekształcenie „d" w „r", nazwy Dom w Rom. Poza
tym podobieństwa profesji, statusu i sposobu życia nie są tak oczywiste.
Yule i Burnell w 1886 r. kojarzą Cyganów z Domami, gdyż — jak piszą —
są oni najbardziej rozwiązłą g r u p ą . Leland w 1885 r. i Sampson w 1907 r .
mówią, że indyjscy Dornowie są służącymi i zamiataczami ulic i także
kojarzą ich z Romami (Cyganami).
32

33

Kasta Domów znana jest od bardzo dawna; w sanskryckich traktatach
z VI w. występują jako muzycy, w XII-wiecznej Kronice kaszmirskiej
zaliczani są do ćandalów — niedotykalnych (są to ludzie znajdujący się po­
niżej czwartej warny — siudrów). Pośród informacji na temat Domów, które
są podstawą przyrównań do Cyganów, i tezy o niegdysiejszej ich wspólnocie
najczęstsze jest odwołanie do muzycznych i kowalskich zdolności D o m ó w .
Te trzy nazwy: siudra oraz Dźatowie i Dornowie, najczęściej są zestawiane
z Cyganami w literaturze. Prócz nich pojawiają się rozmaite inne nazwy
kast lub plemion, ale daleko rzadziej wymieniane. Na przykład Changar
lub Tzengaris z Pendżabu, których podobieństwo do Cyganów zasadza się
na tym, że wróżą, handlują, porywają dzieci, a kobiety ich są wzorem
cnoty, wyjąwszy sytuacje, gdy chcą zdobyć pieniądze — wtedy bowiem stają
się nieprzyzwoite ; niegdyś jakoby stanowili oni jedno plemię, ale rozproszył
ich w czasie najazdu Timur.
Ta ostatnia nazwa Changari (Tzengaris) w zestawieniu z Cyganami po­
jawia się w jeszcze innej wersji Bandżari w roku 1825 użyta przez Duboisa " .
Dzisiaj spora grupa badaczy — zdanie to przeważa zwłaszcza u cyganoznaw34

35

36

3

H . Y u l e , А. С . B u r n a l l . H'obson-Jobson:
and phrases.

London

1886;

za: I. H a n c o c k ,

a glossary of colloguial Anglo-Indian

words

The development of romani linguistics.

Sixth

Annual Meeting and Conference on Gypsy Studies of the Gypsy Lore Society, New York
Ch. G. Leland.
Gypsy

De

'

5

psy"

Vaux

Są też

P i s c h e l , op. cii.,

14 -

,fl

"Journal

of the

F o l e t i e r , op. cit..

Gypsy Lore Society", nr

ludzi jadających
s.

psie

313.

P i s c h e l . op. cit..

s. 306,

P i s c h e l . op. cit..

s.

306.

Etnografia Polska, i. X X X I . z. 2

310.

1 : 1907,

s.

272-277'.

s. 29.

i inne bardziej osobliwe argumenty, np.

i określa
-

de

1984.

The English Gypsies and their language. London 1873. J . S a m p s o n .

language and origin.

u

7

mięso

i

padlinę

że s ł o w o
oprócz

Dorna znaczy
tego

będących

„gotujący
pijakami:

�210

L E C H MRÓZ

ców indyjskich — uważa, że właśnie Bandżarowie są przodkami Cyganów,
chociaż nadal nikt nie dostarczył na to dowodu, a w dodatku kwestionowa­
na jest w sposób zasadniczy zbieżność języków używanych przez Bandżarów
i Cyganów. Wskazywanie na Dźatów, Domów, a obecnie Bandżarów, to
najczęstsze stwierdzenia badaczy odnośnie do przodków Cyganów. Tyle,
że brak jest wystarczająco pewnych, niepodważalnych uzasadnień — a właści­
wie w ogóle brak poważniejszej, naukowej argumentacji. Zapewne dlatego, nie­
którzy uczeni widząc bezcelowość dotychczasowych zabiegów poszukują innych
rozwiązań, dających się pogodzić z faktem braku oczywistych, jednoznacz­
nych skojarzeń Cyganów z jakąkolwiek grupą, tak w sferze języka, jak i kultury.
Na przykład Vekerdi w niedawno opublikowanej pracy twierdził, że przod­
kowie Cyganów wywodzą się z prymitywnych plemion z dżungli; jednakże
również nie daje dowodów na poparcie swojej tezy. Trudno bowiem za
dowód uznać stwierdzenie braku rozwiniętej religii i ograniczenie się do pry­
mitywnej wiary, zarówno u Cyganów, jak i plemion dżungli, czy też
nie rozwinięte bliżej stwierdzenie, że idzie o plemiona zbierackie — co może
się kojarzyć z brakiem gospodarczej samodzielności Cyganów i korzystaniem
przez nich z tych dóbr, które uzyskać mogą od niecygańskiego otoczenia.
Poszukiwanie przodków cygańskich poprzez najbardziej proste skojarzenia
pociągnęło za sobą skutki dalsze niż tylko wskazanie owej hipotetycznej,
domniemanej grupy macierzystej. Wiadome jest powszechnie, że siudrowie
są klasą służebną wobec trzech wyżej usytuowanych (aryjskiego pochodzenia —
jak uważa wielu badaczy) — podstawowym nakazem porządku społecznego
jest to, że służą oni klasom wyższym i zajmują najniższą, najbardziej
poślednią pozycję. Dalej — wiadomo, że niektóre zawody rzemieślnicze i część
służby zaliczano już w okresie klasycznym do niedotykalnych , a także,
że muzyka jest domeną kast niskich i tylko ludzie z niskich kast mogą
publicznie tańczyć . Niedotykalni rekrutują się głównie z plemion niearyjskich, muszą osobno, z dala od grupy czystych, zamieszkiwać, mogą
być katami, zajmować się paleniem zwłok, być kowalami i zamiataczami .
Przy powszechnym w Indiach wegetarianizmie ortodoksyjnych hinduistów
i dżinistów, jedzenie mięsa kojarzy się tylko z niskimi kastami i niedotykal­
n y m i . Wiadomości o Cyganach, jakie zawarte są w różnych źródłach
z X V - X V I I I w., pozwalają doszukiwać się podobieństw — bywali Cyganie
katami w Imperium Otomańskim, zajmowali się powszechnie kowalstwem,
bywali używani na Bałkanach do różnych zajęć pośledniejszych, jak czyszcze38

39

40

41

42

1

* J . V e k e r d i . L'idee de Dieti chez les Tsiganes vla\,

s. 16.
" K . Z . A s z r a f i a n . К vopro.sn o kastach
v Indii. Moskva 1965. s. 174.
ł

4 0

A. L . B a s t í a n ^ Indie.
1964, s. 462-463.
4 1

4 2

B a s h a m . op. cit., s.
Basham,

op. cit.,

Od początku
193.

s. 98.

v Severnoj

dziejów

"Etudes Tsiganes". nr 1-2:
Indii ХШ-XVIII

do podboju

гг.. |w:|

muzułmańskiego.

1977.
Kasty

Warszawa

�211

Z R O D U KAINA

nie, zamiatanie, a i obecnie w wielu krajach (między innymi w Polsce)
spotkać można Cyganów — sprzątaczy ulic. Poza tym jadają mięso i dieta
ich — jak wynika ze źródeł — nigdy nie była go pozbawiona. Konkluzje
tego rodzaju skojarzeń są dosyć oczywiste — zaszeregowanie Cyganów do
ludzi, którzy nie tylko w Europie, ale od samych początków swego istnie­
nia znajdowali się u dołu każdego społeczeństwa, którzy wykonują najbardziej
nieczyste, najmniej zaszczytne prace — nawet ich muzyczne i taneczne produkcje
są potwierdzeniem nędznego statusu. Rzecz jednak w tym, że trudno uznać
te argumenty za naukowe. Nie znaleziono bowiem do tej pory ani jednej
grupy, która — opierając się na analizie języka — mogłaby zostać w sposób
niebudzący wątpliwości lub przynajmniej uzasadniony uznana za pokrewną
Cyganom. Jest wiadome, że Cyganie w trakcie wędrówki przyjmowali słowa
z języków narodów, wśród których żyli — perskie, ormiańskie, greckie;
naleciałości te pozwoliły rekonstruować trasę ich wędrówki. Oczywiste także,
że język, którym posługiwali się ich przodkowie, musiał w ciągu kilku
wieków — jakie minęły od opuszczenia Indii — zmieniać się tak, jak ewoluowały
inne języki Indii. Ale też można sądzić, że mimo tego udałoby się ową
wspólnotę wykazać, tak jak widoczny jest nadal poprzez język związek
z Indiami. Poza tym zawody związane z muzyką, tańcem, kowalstwem,
wróżeniem nie są wyłączną domeną Domów, Dźatów czy nawet Bandżarów.
Wiele najrozmaitszych kast i grup w Indiach w ten sposób zapewnia
sobie egzystencję. Według zdania części badaczy Cyganie wywodzą się z re­
jonów północno-zachodnich Indii i Pakistanu, ale równie zasadne (na gruncie
językowym) są wypowiedzi tych, którzy uważają, że Cyganie wywodzą się
z rejonów leżących dużo dalej na wschód, nad środkowym biegiem Gangesu.
Wnioski o związku z Indiami północno-zachodnimi opierane są — oprócz
analiz języka — na fakcie, że tutaj właśnie żyje dużo Bandżarów i Gadulia-Lohars (jeszcze jednej kojarzonej z Cyganami grupy wędrownych kowali) .
Jednakże nie są to wyłączne rejony ich przebywania, a uzasadnione —
jak sądzę — zdanie Turnera lokuje jednak praojczyznę Cyganów nad środ­
kowym biegiem Gangesu. Nawet odwołanie się do diety i używania lub
nie, mięsa nie przybliża wyjaśnienia. Wiadomo bowiem, że hinduiści są
wegetarianami, natomiast kszatrija, czyli druga co do prestiżu grupa, używa
mięsa a w każdym razie jadała je w przeszłości) i polowała na zwierzęta ;
a poza tym mięso jest jadane przez wyznawców islamu. Oddziaływanie
islamu na tubylczą ludność Pakistanu i Indii północno-zachodnich (aryjską
i autochtoniczną, drawidyjską) sięga V I I I do X w. Od tamtego czasu
wiele grup, plemion, kast przeszło na islam — z różnych względów i bardzo
43

44

45

4 3

D u ż ą ilość p o d o b i e ń s t w Gadulia Lohars z Cyganami znajduje Cobas w relacji z pod­

róży do Indii, S. C o b a s , Les Gaduliya Lohars
Tsiganes occidentaux?,
4 4

R. Turner,

The position

Society", nr 4: 1926, nr 3: 1927.
4 5

(nómades

de l'Inde)

sonl-ils

apparentes аил

"Etudes Tsiganes", nr 4: 1973, s. 36-48

B a s h a m , op. cit., s. 272.

of Romani

in Indo-Aryan,

"Journal

of the

Gypsy Lore

�212

L E C H MRÓZ

46

często dobrowolnie . Albo też przejmując niektóre jego elementy i łącząc
z hinduizmem wytworzyły swoistą synkretyczną formę religii. Nikt też —
jak do tej pory — nie może powiedzieć, czy i przodkowie Cyganów nie
stali się przypadkiem zjadaczami mięsa dopiero w jakimś momencie swojej
historii, w Indiach lub poza nimi, w Persji czy jeszcze dalej.
Reasumując — nie ma żadnych wystarczająco udokumentowanych i wystar­
czająco uzasadnionych podstaw do przypuszczeń, że Cyganie wywodzą się
z tych zajmujących w społeczeństwie indyjskim najbardziej poślednie miejsce
grup i kast. To, że Dorna. Dźat. Bandżarowie mają niską pozycję, że
zajmują domostwa na peryferiach wiosek czy miast, nie może być dowodem,
że są przodkami Cyganów. Należy więc rozważyć możliwość, czy jakieś
pozanaukowe argumenty nie zaważyły na zdaniu badaczy. Wydaje mi się, że
właśnie ma to miejsce w przypadku Cyganów i poszukiwaniach ich genezy.
Wyjaśniła się wprawdzie na przełomie X V I I I i X I X stulecia kwestia
ojczyzny, ale pozostały te same skojarzenia i uprzedzenia. Jak w przypadku
domniemania o egipskim pochodzeniu postrzeganie Cyganów wyłącznie w ka­
tegoriach takich pojęć, jak: wędrowanie, wróżenie, kowalstwo, muzykanctwo,
oraz uwieńczone powodzeniem dociekanie w Biblii dały w efekcie niekorzy­
stny dla Cyganów obraz, tak i w przypadku prawdziwej ich ojczyzny,
Indii, te same kategorie i skojarzenia pozostały jako punkt wyjścia. Przy­
puszczam, że gdyby nie utrwalone nawyki, myślenia badadzy podejmujących
problem Cyganów, poszukiwania wolne od obciążających skojarzeń, mogłyby
pójść w zupełnie innym kierunku — nie zamykając się w kręgu powtórzeń,
schematyzmu, dać daleko lepsze efekty. Tak się składa, że tymi. którzy
formułowali twierdzenia dotyczące cygańskich protoplastów w Indiach,
byli głównie przedstawiciele dominującej kultury europejskiej, angielskiej,
którą od miejscowych dzielił ogromny dystans. Czy widząc ubóstwo wędrow­
nych kowali lub muzyków można było wyciągnąć inne wnioski? A przecież
tymi, którzy pomagali brytyjskim badaczom w rozumieniu Indii, nie byli
Dornowie czy Dźatowie, ale ludzie z wyższych warstw, dysponujący wiedzą,
odpowiednią pozycją społeczną i materialną. Ich pośrednictwo także mogło
wpłynąć na opinię badaczy — a nie było to pośrednictwo osób bezstron­
nych. Tym samym jest dosyć oczywiste, że tak, a nie inaczej zaszeregowani
zostali przodkowie Cyganów.
W 1981 r. odbył się w Getyndze I I I Światowy Kongres Cyganów.
Uczestniczyli przedstawiciele różnych wspólnot cygańskich, odmiennych od
grup językowych i zawodowych — jest to fakt, którego znaczenia jeszcze
ocenić w pełni nie sposób, ale z całą pewnością jest prognostykiem bardzo
istotnych zmian. Poszczególne cygańskie wspólnoty czy grupy plemienne
zawsze tworzyły autonomiczne jednostki, wzajemnie nie podporządkowane,
choć o różnym statusie w hierarchii ludzi, którzy identyfikują się jako
Roma, poczuwają do wspólnoty cygańskiej — choćby poprzez język, kolor
4 6

M. K . K u d r i a v c e v , Musulmanskije

kasty, [w:] Kasty v Indii, Moskva 1965, s. 214-220.

�Z R O D U KAINA

213

skóry, sposób życia. Zjazd zgromadził przedstawicieli różnych społeczności,
z różnych krajów, posługujących się różnymi dialektami. Dwa pierwsze
zjazdy (w Londynie i Genewie) także skupiły znaczną liczbę cyganologów.
Na trzecim niemal nie było ich, nie zostali — poza jednostkowymi przy­
padkami — zaproszeni. Natomiast była dość spora grupa przybyszów z Indii.
Przeważała grupa bogatych, znających po kilka języków i krajów Cyganów,
a także inteligencja cygańska (nie był to więc powszechny zjazd). Ale widać
było, że zebrani poczuli siłę wspólnoty, i że postanowili skorzystać z możli­
wości, jakie daje prawo i jakie współcześnie — za pomocą najrozmaitszych
organizacji — można zrealizować. Dwie podstawowe kwestie były przedmiotem
rozmów i wypowiedzi: uzyskanie mandatu dla przedstawiciela Cyganów
w ONZ (na podobnej zasadzie, jak mają swoich przedstawicieli inne narody
nie posiadające państwa — np. Palestyńczycy) oraz sprawa odszkodowań dla
Cyganów — ofiar prześladowań niemieckich w czasie ostatniej wojny. Zjazd
rozpoczął się odczytaniem posłania Indiry Gandhi o wzięcie wszystkich
Cyganów pod symboliczną opiekę przez dawną ich ojczyznę; stąd obecni
na zjeździe Hindusi traktowani byli jak zapomniani bracia, mimo iż nie
sposób było z nimi porozumieć się po cygańsku. Przy okazji zjazdu zorgani­
zowana była krótka sesja naukowa (na temat genezy Cyganów wypowia­
dali się w większości Hindusi lub badacze pochodzenia cygańskiego. Przed­
stawicieli cyganologii europejskiej niemal nie było). Wszystko to składało
się na pewien świadomie komponowany obraz zerwania z tradycją, gdy
0 Cyganach mówili wszyscy inni, tylko nie oni sami. Odwołuję się do
zjazdu i do krótkiej informacji na jego temat, jest bowiem istotne to, czego
świadectwem i przejawem było spotkanie Cyganów w Getyndze. Efektem
jest m. in. to, że głośniej niż do tej pory zaczęli Cyganie — i ci, co po­
czuwają się do wspólnoty z nimi — wypowiadać się w sprawach nie tylko
codziennej egzystencji, ale także własnej historii. Jednym z postanowień było,
aby umożliwić młodym Cyganom uzyskanie z funduszów kongresu stypendiów,
które pozwoliłyby im na dalsze kształcenie i poznawanie dziejów własnego
narodu. Jest to wyraźnym dowodem (tak zresztą jak i wcześniejsze wypowiedzi
1 publikacje przedstawicieli cygańskiej inteligencji), że Cyganie postanowili
zmienić obraz swojej historii i obraz samych siebie nie tylko w oczach
nie-Cyganów, ale i we własnych. Niejednokrotnie bowiem zdarzało się, że
przyjmowali Cyganie niecygańskie sądy, niecygański obraz własnej grupy.
Przekonanie wystarczało niejednokrotnie w przeszłości badaczom Cyganów
zamiast dowodu. Podobnie i w czasach współczesnych zastępuje ono potrzebę
uzasadniania. Widać to wyraźnie w pracach badaczy pochodzenia in­
dyjskiego — jak gdyby bezpośrednio zainteresowanych poprzez niegdysiejszą
wspólnotę ojczyzny, dzisiaj dość głośno odkurzaną i udowadnianą.
Przodkowie Cyganów to Dżatowie z Pendżabu — twierdził jeszcze w ubieg­
łym wieku B u r t o n ; współcześni indyjscy badacze, Joshi i Rishi, podejmują
47

C o b a s , op.

cit.,

s.

38.

�214
tę tezę. Rishi uzasadnia ją mówiąc, że wyraźnym dowodem pochodzenia
jest skłonność Cyganów do bawolego mleka, bez którego też żaden Pendżabczyk nie wyobraża sobie życia . Niestety, nie podaje Rishi, skąd nabrał
przekonania o skłonności Cyganów do bawolego mleka i skąd biorą je,
by zaspokoić tę skłonność. Innym argumentem, do którego odwołuje się Rishi,
jest stwierdzenie pewnego Cygana, z Macedonii w Jugosławii, który powiedział,
że jego przodkowie przybyli z Indii, z Pendżabu, i że język romani (cy­
gański) jest językiem ludzi żyjących w Pendżabie; Rishi uzupełnia informacje,
że wśród Cyganów w Skopje czuje się pendżabską atmosferę .
Lepiej uzasadniony charakter prezentują prace badaczy pochodzenia cy­
gańskiego. Sami Cyganie postanowili wziąć swój los we własne rece i po­
kierować odpowiednim wyborem przeszłości. Wywody idą w dwóch kierun­
kach: a) wykazują poważne podstawy gospodarcze Cyganów i ich godną
szacunku osiadłość (mają na celu przekonanie, że Cyganie nie byli włóczę­
gami — a jeśli są o to oskarżani, to nie tylko w nich leży przyczyna nie­
stabilnego życia) — tutaj najbardziej reprezentacyjnym, najbardziej uzasadniają­
cym tezę jest Manusz; b) dowodzą przeszłości heroicznej, godnej, związanej
z przynależnością do najwyższych warstw społeczeństwa indyjskiego (można
powiedzieć, że Cyganom znudziła się rola pariasów i postanowili wynaleźć
bardziej godnych przodków, przedstawicielem najbardziej konsekwentnym
i śmiałym jest językoznawca cygańskiego pochodzenia, Kochanowski).
Muzyka była dawną profesją cygańską, a kontynuacja takich zajęć,
jak kowalstwo i muzykanctwo, jest wyrazem właśnie tradycji i wyniesionej
z Indii organizacji kastowej ; dalej jednak Manusz stwierdza, że nawet
muzycy ubocznie zajmowali się rolnictwem. Większość natomiast cygańskich
przodków była ludźmi osiadłymi, żyjącymi w wiejskich wspólnotach rolni­
czych. Wywód opiera Manusz na tym, że Cyganie posiadają w języku
słowa dotyczące domu, gospodarki i rolnictwa; zwłaszcza terminologia rolni­
cza utwierdza go w przekonaniu o charakterze zajęć protoplastów cygań­
skich . Podstawą organizacji są w Indiach terytorialne wspólnoty wiejskie,
na które składają się różne profesjonalne grupy ludności rolniczej i rze­
mieślniczej; pośród nich żyli także Cyganie. Jeśli idzie o religię, to zdaniem
Manusza przodkowie Cyganów byli siwaitami; w drodze zaś do Europy
zapożyczyli pewne elementy zoroastryzmu. Powszechny u Cyganów w Europie
i Ameryce zakaz jedzenia końskiego i psiego mięsa, niepolowania na dzikie
zwierzęta jest — zdaniem Manusza — zachowaniem się hinduistycznej zasady
ahimsy, nieodbierania życia . Niestety nie wyjaśnia Manusz, dlaczego zasada
48

49

50

51

52

4 8

W. R .

the USSR
4 9

5 0

(I-VII

Rishi,

Roma.

and the Americas,

The Panjabi

Emigrants

-

,2

Central

and Middle

Asia,

R i s h i , op cit., s. 1-2.
L. Manusz,

Etnolingvisticeskie

zametki po

vv.), Moskva 1982 (maszynopis), s. 44, 47.
5 1

in Europe,

Patiala 1976, s. 84.

M a n u s z , op. cit., s. 58, 70, 74.
M a n u s z , op. cit., s. 18, 37, 93.

rannej

istorii

etnićeskoj

kultury

cygan

�215

Z R O D U KAINA

ahimsy nie przeszkadza Cyganom jeść drób lub inne mięso (ryby, wołowinę,
wieprzowinę, baraninę), a ogranicza się wyłącznie do mięsa psiego i koniny.
Problem leży więc gdzie indziej i nie w zasadzie ahimsy trzeba szukać
wyjaśnienia, ale np. w pojęciu nieczystości, jakie jest często związane z psem.
Podobnie nie wyjaśnia Manusz, czy terminologia dotycząca domostwa i rol­
nictwa jest jakoś szczególnie rozwinięta w porównaniu z terminologią do­
tyczącą innych dziedzin życia Cyganów; nie mówiąc o tym, że występowanie
w ich języku słów na określenie różnych zbóż nie świadczy, że byli rolnikami,
zboża te mogły po prostu znajdować się w ich jadłospisie.
W sposób znacznie bardziej zasadniczy i śmiały rozprawia się z nawykami
w myśleniu na temat genezy Cyganów, z sądami, jakie przewijają się przez
literaturę X I X - i XX-wieczną, Kochanowski; można by go nazwać rzeczni­
kiem bohaterskiego, heroicznego początku historii Cyganów. Dwojacy są przod­
kowie Cyganów: ci ciemnoskórzy pochodzą od Scythian, jasnoskórzy —
od kszatrijów, aryjskich wojowników . W kolejnych pracach Kochanowski
rozwija i pogłębia swoją koncepcję. Nie są pariasami, lecz kszatrijami —
klasą panującą, są wojownikami, a nie kuglarzami i błaznami — pisze o przod­
kach Cyganów . W innym miejscu stwierdza, że wywodzą się z Radżputów, Dźatów i Kszatrijów . Mają także wspólne cechy z najwyższą warną,
z braminami . Nazwa własna Cyganów „Rom" pochodzi, zdaniem Kocha­
nowskiego, od Ramy (bohatera Ramajany) . Według niego Dornowie nie
mają nic cygańskiego i jest błędem zestawianie ich z Romami z uwagi
na wykonywany zawód. (Są przecież kelnerzy, którzy zawód wykonują poprzez
rodzinną tradycję, ale bywali i hrabiowie kelnerami — np. zbiegli z Rosji
przed rewolucją. Obu tych kategorii kelnerów nie należy w upraszczający
sposób zestawiać i porównywać — wyjaśnia Kochanowski ). Natomiast Bandżarowie i Gadulia Loharowie wędrowali z przodkami Cyganów; Gadulia
Loharowie byli ponadto zatrudniani przez Radżputów jako wytwórcy broni .
Niestety nie jest wiadome — Kochanowski nie podaje tego — na jakiej pod­
stawie wyciągnięte zostały powyższe wnioski. Za pochodzeniem od Radżpu53

54

55

56

57

58

59

5 3

J . K o c h a n o w s k i , Criterie

stics Congress, Bucharest
5 4

J . K o c h a n o w s k i , La caste originelle des Tsiganes d'Europe,

ku czci Eugeniusza
5 5

lingiustique dans l'histoire dynamique, International Lingui­

1967.

Sluszkiewicza,

[w:] Księga

pamiątkowa

Warszawa, s. 104.

H a n c o c k , op. cit., s. 18. R a d ż p u t o w i e p o c h o d z ą od kszatrijów, są kastą w o j o w n i k ó w

z płn. Indii, znaną od X I I I

w. W p o ł o w i e

Chittogarh, wtedy postanowili,

wieku X V I I I

zostali

pokonani

że będą prowadzić życie w ę d r o w n e ;

w bitwie

Aszrafian,

op.

pod
cit.,

s. 169.
5 6

K o c h a n o w s k i , La caste...,

s.

100.

Kochanowski powołuje

który w latach 30-tych pierwszy wyraził takie przypuszczenie.
ou Bohémiens,

Geneve

1932.

5 7

K o c h a n o w s k i , La caste...,

s. 99.

5 8

K o c h a n o w s k i , La caste...,

s. 97-99.

5 9

H a n c o c k , op. cit., s. 18; K o c h a n o w s k i , La caste...,

się tutaj na Pittarda,

M . E . P i t t a r d , Les

s. 104.

Tziganes

�216

L E C H MRÓZ

tów świadczy, zdaniem Kochanowskiego, to, że obie grupy (Cyganie i Radżputowie) mają te same wady i cechy — są dumni i odważni .
60

Zestawmy teraz w skrótowym podsumowaniu kolejne etapy dociekań
genezy Cyganów, kolejne fazy ich osobliwej drogi — z Indii przed wiekami
i powrotu do Indii dzisiaj.
1. Etap pierwszy — w zasadzie nie znany, od Indii do Europy. Nie
wyzwalają większych emocji lub niechęci, brak świadectw prześladowań,
prawdopodobnie częściowo wtapiają się w społeczeństwa i narody Azji.
2. Przybywają do Europy, wzbudzają zaciekawienie — pytanie kim są?
Jeszcze nie posiadają w świadomości europejskiej własnego oblicza, są gośćmi.
3. K i m są: Egipcjanie — towarzysze postaci i narodów z chrześcijańskiej
przeszłości czy istoty wyklęte, towarzysze szatana — Tatarzy, Saraceni. Życzli­
wość i prześladowania.
4. Jednak Egipcjanie, ale wyklęci, ci. którzy zbłądzili — jak przeklęci
aniołowie. Nasilenie prześladowań, ucieczki Cyganów. Czy nie tutaj tkwi
początek Cyganów jako odrębnej, wyizolowanej społeczności?
5. Nadal Egipcjanie, pogłębiające się niechęci w stosunku do nich, utwier­
dzanie niekorzystnego wizerunku. Coraz bardziej są odrębną grupą. Uczeni
znów podejmują rozważania na temat pochodzenia, ale obciążone niekorzy­
stnym stereotypem.
6. Egipt czy Indie ojczyzną? Coraz głębsze podziały między Cyganami
a resztą Europy. Cyganie coraz bardziej spychani na margines i stają się
marginesem.
7. Odnalezienie Indii — ojczyzny Cyganów, są więc eks-Hindusami; ale
jakimi? Angielscy gentlemani przyznają im status pariasów.
8. Indie ojczyzną — to już wiadome, ale z których wyszli pariasów?
Jako społeczność są już w Europie wyraźnie ukształtowani, wyraźnie wy­
odrębnieni. Ojczyzną Indie — Cyganie zaczynają pachnieć Orientem, a Orient
zaczyna pisarzy urzekać. Niechęć — i romantyczne zainteresowanie egzotyką.
9. Niechęć i życzliwość, egzotyka i margines społeczny. „Graj piękny
Cyganie" i „bądź grzeczny, bo cię Cygan porwie". Czas bez wyraźnego
charakteru, w stosunkach Cyganie — nie-Cyganie.
10. Prześladowania, mordy czasu I I wojny światowej. Przymusowe osied­
lenia. Rola kozła ofiarnego.
11. Zapomniane dzieci Indii; także biedacy. Zabiegi opiekuńcze organi­
zacji społecznych, obiekt pracy misyjnej Kościoła. Cyganie patrzą na te zabiegi
z rezerwą — choć gdy dają, czemu nie brać?
12. Niechęć cygańska do opiekunów i niechęć do roli pariasów. Poszu­
kiwanie lepszych przodków — dokonanie wyboru: jesteśmy rolnikami, awans
na wojowników.
13. Kim być? Cyganie? To przypomina miniony czas i minione role.
ftu

K o c h a n o w s k i , La caste...,

s. 104.

•m

�2171

Z R O D U KAINA

A więc Roma. Koniec cyganologii, zaczyna się romologia (dla Cyganów
jest to właściwie mało ważne, ale gorliwemu nie-Cyganowi można się mocno
narazić pomyłką. Cyganolog to osobnik nietolerancyjny. etnocentryczny. nie
lubiący Romów — dobry jest romolog). Rodzi się na europejskim gruncie
pancyganizm. W Indiach — „Roma wyrazili swe uwielbienie dla Indii i królowej
Indiry Gandhi" . Znów silniej rozbrzmiewa „Graj piękny Cyganie".
Jeśli idzie zaś o naukę, można zaczynać od początku, od odkrycia Valyiego.
Późniejsze przypuszczenia i hipotezy są niejednoznaczne, mniej lub bardziej
wątpliwe. Może więc gdyby rozpocząć od początku i od solidnych, obiektyw­
nych badań prowadzonych w Azji i Europie, udałoby się ustalić prawdę
o przodkach Cyganów.
61

Lech M r ó z
O F T H E KAIN'S

STOCK

Summary
The appearing of the Gypsies in the Middle and Western Europe in the
started the

long

sequence

of

different

suppositions

concerning

their

probable reasons of their abandoning it. Among many different hypotheses
origin

seemed

to

be

the

most

probable

at

first.

Moreover,

the

15 century

homeland

and

the

their Egsptian

analysis of

the

Bible

contributed to the attempts of the explanations of the Gypsies genealogy too. They were
supposed to be the Kain's or Cham's descendants and their nomadic life was told to be
their way of penance. The negative image of the Gypsies has been fixed by then and the
persecution began.
The discovering of their Indian homeland gave a more determined field of inquiry,
still it hadn't changed their image. The Gypsies were associated with the lowest and poorest
strata of the
Europe and

Indian society.
from

Such a reasoning resulted from their low social status

their specific

biased by the previous attitudes
was no convincing evidence

occupations.

The search

after

Gypsies' forefathers

in
was

and by the biblical images of their ancestors. But there

allowing to

associate

them

with

tha

lowest

Indian

castes:

the Sudras, Domas or D ż a t a s or with the forest tribes.
The time of the I I World War and the post-war period brought a cruel

experience

for the Gypsies. Many of them have been murdered, their communities have been disin­
tegrated. The new, interesting changes appeared in the 70-ties. The Gypsies began to overstep
their tribal divisions and to

organize themselves

into

a kind of a largeg

community. Those processes have been followed by the changes in their

socio-political

self-consciousness.

They can't consent to their parias'role any more. The Gypsy scholars offer more appealing
suggestions. According to them the Gypsies'ancestors might have been the warriors and agri­
culturalists — the Kśatrijas. The old name, Gypsies, biased by the evil associations doesn't
suit the people any more, they prefer to be Roms instead.
But still the scientific studies concerning the
since

Gypsies'origins haven't

India had been indicated as their primitive abode at the
Tranlated hy Anna

6 1

"Banjara Monthly", 1 Dec. 1983, Chandigarh, s. 5.

advanced much

end of the

17 century.

Kuczynska-Skrzypek

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6285" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6265">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1ff1939202be6cdb82b2d1ee30717975.pdf</src>
        <authentication>08262cc1b41ef902b160e30e0376dcc5</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74833">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1346</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74834">
                <text>1989</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74835">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1243</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74836">
                <text>Wedrowni kowale i handlarze bydła z Radżastanu - hipotetyczni przodkowie Cyganów / ETNOGRAFIA POLSKA 1989 t.33 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74837">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1989 t.33 z.1, s.77-108</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74838">
                <text>Mróz, Lech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74839">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74840">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74841">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="74842">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74843">
                <text>„Etnografia Polska", t. X X X I I I : 1989. z. 1
P L I S S N 0071-1861

L E C H MRÓZ
(Uniwersytet Warszawski)

WĘDROWNI K O W A L E I H A N D L A R Z E BYDŁA Z RADŻASTANU
HIPOTETYCZNI PRZODKOWIE C Y G A N Ó W
Od momentu, kiedy postawiona została teza o indyjskim pochodzeniu
Cyganów i poparta językowymi dowodami, czyli od przełomu X V I I I i X I X w.,
powracało pytanie, kim byli przodkowie Cyganów i z jakimi grupami, plemio­
nami, kastami należy ich wiązać. Od lat dwudziestych ubiegłego wieku
znajdujemy w literaturze — zwłaszcza angielskiej — kolejno coraz nowe hipo­
tezy i przypuszczenia; w drugiej połowie ubiegłego wieku jest to częsty
wątek rozważań zarówno cyganoznawców, jak i orientalistów (patrz: Mróz
1987).
Przypuszczenia odnośnie do cygańskich przodków łączą się z najrozmaitszy­
mi grupami społecznymi Indii, lecz żadna z hipotez nie zyskała wystarczają­
cej wiarygodności. Jedną z istotniejszych przyczyn takiego stanu jest fakt
do dzisiaj żywego i ciągle nie rokującego rychłego rozstrzygnięcia problemu
czasu wyjścia z Indii i rejonu, który miałby być praojczyzną Cyganów
(Hancock 1984).
Jest jednak kilka wspólnych rysów tych poszukiwań cygańskich przod­
ków. Jeśli przypatrzymy się proponowanym rozwiązaniom, widać, że docieka­
nia idą głównie drogą najprostszych skojarzeń. Zarówno dawne kroniki
europejskie, jak i badacze XIX-wieczni i pierwszych dziesiątków lat X X w.
wymieniają pośród zawodów i umiejętności wykonywanych przez Cyganów
najczęściej kowalstwo, wróżbę, handel i tresurę zwierząt oraz muzykę i taniec.
Zatem analogii i ewentualnych powiązań z Cyganami zaczęto szukać pośród
grup uprawiających te same zawody w Indiach. Druga cecha ciążąca na
dociekaniach dotyczących ojczyzny Cyganów jest raczej natury emocjonalnej.
Od schyłku Średniowiecza i przez okres Renesansu kształtował się w euro­
pejskiej świadomości wizerunek Cyganów, którego trwałość okazała się znacz­
na. Nie wdając się, co było przyczyną, a co skutkiem, przypomnę tylko,
że w czasie, gdy odkryto wreszcie z końcem X V I I I w. prawdziwą ojczyznę
Cyganów, istniał powszechny, trwale wpojony, niekorzystny wizerunek tej
grupy (patrz: Mróz 1987). Poza jednostkowymi przykładami, wszędzie i pow­
szechnie kojarzono Cyganów z nędzą, społecznymi nizinami, brakiem higieny,
prymitywizmem i brakiem oświaty, z występkami i kontaktami ze środowiskiem
przestępczym —generalnie z ludźmi zajmującymi sam dół społecznej hierarchii

�78

LECH

MRÓZ

albo znajdującymi się poza społeczeństwem. Badacze X I X - i XX-wieczni
zapewne nie zdawali sobie sprawy, jak dalece pozostawali pod wpływami
tego wizerunku wypracowanego przez minione wieki; jak wpłynął on na
zawężenie pola obserwacji i dociekań. Faktem jest bowiem, że niemal wszyst­
kie — poza chyba jedynym, niejasno sformułowanym przypuszczeniem Pittarda (1932) dotyczącym pochodzenia od wyższych warstw społeczeństwa —
hipotezy dopatrywały się związków z Cyganami w analogicznych warstwach
Indii. Potwierdzeniem zdawał się być fakt, że tymi co i Cyganie zawodami
zajmowali się właśnie ludzie z niskich warstw społecznych.
Rekapitulując — te trzy podstawowe przyczyny, tj. brak jednomyślności
co do rejonów, z jakich wyszli Cyganie, i czasu wyjścia, kojarzenie z miesz­
kańcami Indii poprzez podobieństwo profesji oraz wizerunek Cyganów łą­
czący ich z najniższymi warstwami społeczeństwa, zaważyły w sposób za­
sadniczy na poszukiwaniach przodków Cyganów.
Czwartą przyczyną, równie istotną, choć innej natury, była i jest pewna
niefrasobliwość terminologiczna, pochopność w szafowaniu terminem Cyganie,
a raczej jego angielskim odpowiednikiem: „Gypsies". Jednym z najpopularniej­
szych, najbardziej oczywistych skojarzeń łączących się z Cyganami było
wędrowne życie, zamieszkiwanie w szałasach lub innych łatwych do przeno­
szenia, czasowych domostwach, używanie jako środka transportu wozów
lub po prostu jucznych zwierząt. Tak więc bardzo wiele koczowniczych
społeczności Indii, niezależnie od cech antropologicznych, przynależności
językowej, specjalizacji zawodowej, rejonów przebywania, sklasyfikowane
zostały jako Cyganie objęci wspólną nazwą „Gypsies" i jako indyjscy
Cyganie opisywani byli w rozprawach naukowych i urzędowych raportach.
Jedynym chyba odstępstwem były grupy i plemiona wyraźnie pasterskie,
trwale związane z hodowlą zwierząt i z określonymi rejonami wypasowymi,
najczęściej w stepowo-pustynnych lub górskich częściach pln.-zach. Indii.
Koczowników indyjskich podzielono więc na dwie kategorie: pasterzy i Cyga­
nów, do których zaliczono wszystkich lub niemal wszystkich nie związanych
z pasterstwem (Baines 1976, s. 100). Termin okazał się na tyłe pojemny
i tak bezkrytycznie stosowany, że objęto nim także koczownicze lub półkoczownicze leśno-górskie plemiona Assamu, należące do zupełnie innej grupy
antropologicznej i językowej niż Cyganie, półnomadyczne grupy myśliwych
z Cejlonu (Sri Lanka) posługujące się językiem należącym do rodziny drawidyjskiej (Cyganie europejscy mówią językiem z rodziny języków indoeuropejskich). Nawet żyjące na wybrzeżach Borneo, Sumatry, Celebesu i kilku
innych wysp Azji Płd.-Wsch. niewielkie grupy pólkoczowniczych rybaków
których w literaturze angielskiej, a za nią i w innej, określono jako Cyganów
Morskich — Sea Gypsies. Nazwa okazała się na tyle trwała, że znajdujemy
ją jeszcze w wydanym stosunkowo niedawno w Moskwie Atlasie narodów
świata (Atlas 1964).
Długotrwałe używanie nazwy „Cyganie" jako obiegowego równoważnika
słowa „koczownicy" doprowadziło do tego, że współcześni badacze (nie tylko

�KOWALE 1 HANDLARZE BYDŁA Z RADŻASTANU

79

zresztą zajmujący się Cyganami) mają sporo kłopotów, by dojść, o jaką
grupę, jaką społeczność chodzi naprawdę.
Spośród wielości przypuszczeń, odnoszących się do różnych kast. plemion
i grup społecznych Indii, zajmiemy się tutaj bliżej dwiema z nich: Gadulia
Lohar i drugą, znaną najczęściej pod nazwą Bandżara. Obie te grupy w l i ­
teraturze antropologicznej i cyganoznawczej ostatnich kilkunastu lat są często
kojarzone z Cyganami. W przypadku Bandżarów można powiedzieć, że
zostali już uznani niemal oficjalnie za protoplastów Cyganów, uzyskując
akceptację zarówno w literaturze, jak też pośród samych Cyganów. Na
ostatnim Światowym Kongresie Cyganów (Romów) w Getyndze w 1981 r.
gościła bowiem zaproszona specjalnie przez organizatorów kilkunastoosobowa
delegacja Bandżarów— uczestnicząc w spotkaniach, przysłuchując się obra­
dom i doświadczając sympatii jako wprawdzie dziwni i nierozumiani, ale
przecież bracia.
Jednakże o ile wszystkie wcześniejsze rozważania nad genezą Cyganów
i przypuszczenia co do ich przodków wychodziły ze środowiska europejskich
uczonych i podróżników, o tyle we współczesnych pojawił się pewien zna­
mienny rys, mianowicie podjęcie poszukiwań rozproszonych po świecie współ­
braci przez badaczy indyjskich. Na początku lat sześćdziesiątych ukazała
się praca nosząca tytuł: Cyganie. Zapomniane dzieci Indii (Lal 1962). Autor
przedsięwziął podróż, której celem były kontakty z władzami kilku krajów
europejskich (także Europy Wsch.), naukowcami i samymi Cyganami. Książ­
ka Lala ma charakter publicystyczny, niemal całkowicie została ona oparta
na kilku znanych pracach cyganoznawczych, natomiast dobór wiadomości
i wyraźnie formułowana myśl przewodnia oraz fakt skierowania książki
do czytelnika indyjskiego uwidaczniają cel, którym było przekonanie do idei
wspólnoty Cyganów i Indusów i potrzeby podtrzymania kontaktów Cyganów
z praojczyzną. Nie wnikając w polityczne podteksty zagadnienia możemy
stwierdzić, że zapewne zawierały się one w przedsięwzięciu Lala. Potwierdza
to fakt, że — jak pisze autor— książka powstała z inspiracji i dzięki po­
mocy premiera Indii Jawaharlala Nehru, a opublikowana przez Ministerstwo
Informacji i wydawnictwa rządowe. W latach sześćdziesiątych ukazały się
trzy wydania książki Lala. Przejaw oficjalnego zainteresowania władz Indii
zapomnianymi, niegdysiejszymi emigrantami widoczny był właśnie w Getyn­
dze. Jednym z najważniejszych momentów inaugurujących zjazd było wystą­
pienie specjalnego wysłannika ówczesnej premier Indii Indiry Gandhi i od­
czytanie posłania, w którym Indie zadeklarowały objęcie symboliczną opieką
wszystkich Cyganów. Opublikowanie książki Lala, szereg artykułów, jakie
ukazały się w Indiach — także w prasie centralnej — na temat związków
Cyganów z Indiami, pokazują, że zainteresowanie nie było jedynie chwilowe
(patrz: Vjas 1968). Powstaje natomiast pytanie, czy i w jaki sposób wpłynęło
to na faktyczne odnalezienie powiązań, i dostarczenie argumentów naukowych,
pozwalających zweryfikować narosłe przez dziesięciolecia niejasności i za­
fałszowania.

�80

LECH

MRÓZ

Celem tego tekstu jest próba zastanowienia się, na ile możliwe jest
uznanie za wiarygodne przypuszczenia o wspólnocie Bandżarów i Gadulia
Lohar z Cyganami. To bowiem, co zawarte jest w większości publikacji,
nie dostarcza wystarczającej argumentacji, nie daje potwierdzeń słuszności
przyjętego dosyć powszechnie zdania. Wprawdzie nie jest możliwe obecnie
rozstrzygnięcie bardzo wielu nurtujących wątpliwości, ale rozważmy, czy obie­
gowa i akceptowana współcześnie zarówno przez cyganoznawców i samych
Cyganów, jak też Bandżarów i badaczy indyjskich opinia idzie utartym
tropem najbardziej prostych skojarzeń, na ile zaś daje nadzieję rozstrzygnięcia
i szanse potwierdzenia naukowymi badaniami. Rzeczywistość okazała się
jednak jeszcze inna.
Wymienienie po raz pierwszy Bandżarów jako domniemanych przodków
Cyganów wiąże się z nazwiskiem jednego z francuskich orientalistów pierwszej
ćwierci ubiegłego wieku, z Duboisem (Pischel 1909, s. 306). Jest to opinia
odosobniona i przez kolejne dziesięciolecia poszukiwania idą innymi tropami.
Potem dopiero na przełomie stuleci angielscy badacze pośród prawdopodob­
nych przodków wymieniają także Bandżarów. Sytuacja taka trwa do lat
sześćdziesiątych tego wieku — wówczas to, czyli zupełnie niedawno, Bandżarowie eliminują niemal wszystkich konkurentów, monopolizując prawo do
bycia cygańskimi protoplastami.
Pozycja Gadulia Lohar jako tych, którzy dali początek Cyganom, jest
nadal dyskutowana i właściwie zarówno indyjscy, jak europejscy uczeni
wymieniają ich z ostrożnością i wieloma zastrzeżeniami, wynikającymi w znacz­
nym stopniu ze świadomości braku argumentów umożliwiających powszech­
ne przyjęcie takiej tezy. Rozważania nad Gadulia Lohar i ich ewentualnymi
związkami z Cyganami po części zdezaktualizowały się poprzez uznanie
związku Bandżarów z Cyganami, w wyniku — można by złośliwie powie­
dzieć — obsadzenia Bandżarów w roli cygańskich przodków. Charakterystycz­
ne jest, że na uznaniu Bandżarów za pra-Cyganów brak argumentacji —
analogicznie do Gadulia Lohar — nie zaważył. Ale w tym przypadku zamiast
argumentu wystarczyło zdanie samych Bandżarów uznających siebie za współ­
braci Cyganów, podczas gdy Gadulia Lohar wobec takiej możliwości zacho­
wali się — o ile wiadomo —obojętnie. Oczywiście idzie tutaj o pewną tylko
część społeczności Bandżarów i Gadulia Lohar, do której te naukowe
rozterki docierają i która jest w stanie je ogarnąć, a także wpłynąć po­
tem na kształtowanie postaw własnej grupy i oddziaływać na szerszą opinię.
Gadulia Lohar to wędrowni kowale — nazwa jest dokładnym niemal
odpowiednikiem polskiego tłumaczenia: gadi — to określenie dużego wozu,
lohar — oznacza kowala. Pochodzenie grupy jest niejasne; niewiadomo bliżej,
kiedy ukształtowała się, opowiadana przez nich historia nie dostarcza bowiem
zadowalających wyjaśnień, a w dawnych tekstach indyjskich, także klasycz­
nych, jest wprawdzie mowa o kowalach, ale nie jako o ukształtowanej
zawodowo i społecznie grupie. Nawet w rodzaju encyklopedii dotyczącej
starożytności, historii i zwyczajów Radżastanu autorstwa Toda (1829), pod-

�KOWALE

I H A N D L A R Z E BYDŁA Z

RADŻASTANU

81

stawowym dziele przy studiach nad przeszłością rejonu płn.-zach. Indii,
hasło Gadulia Lohar nie występuje, chociaż bez wątpienia wśród wiejskich
społeczności Radżastanu byli znani i mieli już swoją pozycję w ekonomicz­
nych strukturach regionu. W piśmiennictwie europejskim poświęcono Gadulia
Lohar — jak się wydaje — tylko dwa teksty (Cobas 1973, Ruhela 1973), oba
zamieszczone w „Etudes Tsiganes", kwartalniku wydawanym w Paryżu. Prócz
tego są wzmianki w literaturze cyganoznawczej lub dotyczącej Radżastanu,
ale nie przekraczające kilku wersów. Pierwsza monografia poświęcona Gadulia
Lohar Radżastanu wydana była pod koniec lat sześćdziesiątych (Ruhela
1968). Od tego czasu ukazało się w Indiach kilka artykułów i kolejna
praca monograficzna (Misra 1977). Większość opracowań — zarówno dotyczą­
cych Gadulia Lohar, jak Bandżarów
powstała nie w środowiskach uni­
wersyteckich, ale w rządowych i stanowych instytucjach do badań antropo­
logicznych i problemów społeczności plemiennych (np. Anthropological Survey
of India, Tribal Research Institute itd.). Instytucje te, zatrudniające wielu
znanych naukowców i mające oddziały w większości stanów i wielu dystryk­
tach, dysponują także własnymi wydawnictwami, w których właśnie zawarte
jest gross informacji na temat Gadulia Lohar i Bandżarów. Nieznajomość
tych opracowań wśród cyganoznawców wynika głównie z faktu ich właści­
wie wewnętrznego obiegu, niedostępności w bibliotekach uniwersyteckich (nie
tylko Europy i Ameryki, ale także Indii) i niezamieszczania ich w biblio­
grafiach ogólnych.
Gadulia Lohar są związani przede wszystkim z rejonem Radżastanu,
a także sąsiedniego Gudżaratu. Wędrują wprawdzie daleko na północ—
od Pendżabu, a zwłaszcza na wschód — do stanów Madhia Pradeś i Uttar
Pradeś, utworzyli lokalne wspólnoty w Delhi i innych dużych ośrodkach
dających szanse zarobkowania, ale zarówno kulturą, jak i językiem związani
są z Indiami zachodnimi — z Radżastanem i Gudżaratem. Posługują się
dialektem farsi (nie mającym jednak nic poza nazwą wspólnego z językiem
farsi używanym powszechnie w Iranie) będącym mieszaniną słów gudżarati,
mewari i marwari (dialektów radżastani) oraz malwi (bliskiego radżastani,
używanego w zachodniej części Madhia Pradeś), (Ruhela 1968, s. 24).
Pewne cechy, takie jak odległość wędrówek, cykl wędrowania, kontakty
zarobkowe z ludnością wiejską, nazwy podkast i gotr , zdają się wskazywać,
że Gadulia Lohar nie są społecznością plemienną, która stopniowo, w wy­
niku zawodowej specjalizacji stawała się kastą — czego wiele przykładów znaj­
dujemy w Indiach, w tym i w Radżastanie — ale, że od dawna istnieją
jako odrębna kasta — dźati . (Nadal jednak problem powstawania i genezy
1

2

1

Gotra — grupa węższa niż kasta, p o c h o d z ą c a od w s p ó l n e g o przodka, łączy ich rytuał
ofiarowywania strawy i wody oraz wspólne przepisy dotyczące z w i ą z k ó w łoża i stołu (Byrski
1985, s. 190).
2

Dźati — kasta, grupa ludzi przestrzegających tych samych z a k a z ó w i n a k a z ó w , o przy­
należności kastowej decyduje urodzenie; kasty dzielą się na podkasty (Byrski 1985, s. 190).

6 — Etnografia Polska, t. 33. z. I

�82

LECH

MRÓZ

wielu kast radżastańskich wzbudza dyskusje i zawiera szereg niejasności).
Nie wiadomo bliżej, jaka jest ich liczebność dzisiaj —dane są dosyć
rozbieżne — głównie z przyczyn ruchliwości przestrzennej. Według danych
z roku 1941 w Radżastanie było 6970 Gadulia Lohar; spis był jednak
robiony w okresie, gdy znaczna część gromad wędrowała rozproszona,
w związku z sezonem prac polowych i robót kowalskich. Spis z roku 1955
wykazał w Radżastanie 3611 rodzin (16 648 osób) identyfikowanych jako
Gadulia Lohar (Ruhela 1968, s. 3-4). W ciągu ponad 30 lat, jakie minęły
od tego spisu, liczba Gadulia Lohar bez wątpienia powiększyła się. Trudno
jednak orzekać, jakiego rzędu jest to wzrost populacji, a żadne późniejsze
dane nie zostały opublikowane.
Życie grupy jest związane
poza nielicznymi przypadkami rodzin osiad­
łych - z wędrowaniem. Przeciętnie około 8 miesięcy w roku znajdują się
one w drodze, pozostałe okresy zaś są koniecznymi postojami, wynikają­
cymi z niedogodności pewnych pór roku — najgorętszej części lata i pory
deszczowej, kiedy przemieszczanie ciężkimi wozami jest praktycznie nie­
możliwe. Podstawą ich egzystencji jest kowalstwo i handel wołami służącymi
do transportu, a zarazem będącymi podstawową siłą pociągową przy pracach
polowych. Wędrówki nie są nieograniczone, porozumienia panczajatów posz­
czególnych podkast i gotr ściśle ustalają rejony wędrowania — w konsekwencji
podkasty związane są od pokoleń ze stałymi regionami, np. okolicami Adźmeru, Ćitoru. Dżaipuru, Udaipuru itd., przy czym zwykle każdy z tych rejonów
liczy wiele dziesiątków kilometrów długości i szerokości; niekiedy nawet
ponad 200 km. Odbywają się także wędrówki na znaczniejszych dystansach,
ale głównie wówczas, gdy są to rejony słabo zaludnione, półpustynne lub
gdy jakiś szczególny cel do tego skłania — np. odwiedzenie miejsc ważnych
z przyczyn religijnych (co jest powodem dalekich czasami wędrówek w odległe
rejony Indii) lub handlowych, jako coroczne wielkie targi bydła, koni i wiel­
błądów w Puszkarze koło Adźmeru, dokąd przybywają wieśniacy i pasterze
także spoza Radżastanu. Dwa są takie miejsca—według tego, co udało
się ustalić na podstawie literatury i rozmów terenowych — na obszarze Rad­
żastanu. dostępne dla wszystkich Gadulia Lohar, bez naruszenia zasady
nieprzekraczania granicy swojego obszaru. Są to wspomniany już Puszkar
ze względu na targi i znajdującą się tam świątynię Kalka Mata, czczonej
szczególnie przez Gadulia Lohar oraz Ćitogarh, stary fort, zajmujący szcze­
gólne miejsce w świadomości Gadulia Lohar i zarazem miejsce spotkań
panczajatu i przywódców poszczególnych podgrup i gotr tego rejonu. Wznie­
siona niedawno w Puszkarze świątynia jest wyrazem nie tylko ekonomicz­
nych możliwości Gadulia Lohar, ale także ich aspiracji. W panteonie bogów
są prócz postaci charakterystycznych dla Gadulia Lohar jako kasty i osadzo­
nych mocno w ich mitologii (np. Aie Laća, Khetla) również bóstwa lu­
dowe, popularne w regionie, z którym związana jest gotra lub podkasta
(np. Ram Deodzi, Bheron), oraz bóstwa hinduistyczne, siwaickie (Siwa,
Kali, Parwati, Ganesia) (Ruhela 1968, s. 107). Gadulia Lohar jako członko-

�KOWALE

I HANDLARZE

BYDŁA

'L

RADŻASTANU

83

wie kast niskich — tak bowiem są najczęściej klasyfikowani przez podwójnie
urodzonych, czyli trzy wyższe stany — bywali nie dopuszczani do świątyń.
Wybudowanie własnej świątyni to nie tylko wyraz prestiżu (tym bardziej
że jest ona usytuowana w sławnym mieście, w pobliżu znanej szeroko
w Indiach świątyni Brahmy). uniezależnia to także od innych i wybawia
z sytuacji kłopotliwych, które mogłyby utrudnić awans grupy w społeczeń­
stwie indyjskim.
Rejon „przydzielony" wędrownej grupie stanowi — jak mówiliśmy — jej
wyłączną „własność". Każdy osobnik spoza jest intruzem, obcym i po za­
łatwieniu spraw, które go przywiodły, powinien bezzwłocznie oddalić się.
Są jednakże sytuacje (poza omówionymi wyżej), kiedy więcej niż jedna
grupa znajduje się na jakimś terenie. Wówczas, gdy istnieje możliwość
długotrwałego zarobkowania (pracami kowalskimi) w jednym miejscu, zostaje
wyznaczona przez panczajat rodzina czy najczęściej kilka rodzin, które po­
dejmują pracę, pozostając niekiedy i przez kilka lat, a w tym okresie za­
równo rejon, jak i sama miejscowość mogą być obszarem działania kowalsko-handlowego innej grupy; czasami nawet z innej gotry. Tak np. w paź­
dzierniku 1986 r. w Udaipurze (gdzie prowadzone były wówczas nasze
prace terenowe) przebywało od czterech czy pięciu już lat kilka rodzin
Nandi z subkasty Rathore, a równocześnie okresowo zatrzymali się w wę­
drówce Gadulia Lohar — Bidziani i Cianani.
Każda z grup stanowi na swoim terenie zwykły, staly element miejscowej
struktury społecznej i ekonomicznej, wędrują pomiędzy stałymi punktami,
wykorzystując możliwości poszczególnych nisz ekologicznych. Nawet w obrę­
bie jednego rejonu istnieją (z uwagi na warunki geograficzne i klimat)
różnice czasu prac polowych — orki, siewu, zbioru, powtórnej orki itd. Wy­
nikają one też z rozmaitości uprawianych roślin, co również zależne jest od
warunków miejscowych, czyli gleby i klimatu. Zapotrzebowanie wsi na usługi
kowalskie wiąże się przede wszystkim z okresem przygotowywania ziemi
do siewu; także siła pociągowa wtedy jest najbardziej potrzebna. Utrzymy­
wanie wołów przez cały rok jest uważane w wielu wioskach za niemożliwe
z ekonomicznego punktu widzenia. Trudności zdobycia paszy niejednokrot­
nie wręcz uniemożliwiają stałe trzymanie potrzebnych zwierząt. Jest więc
normalnym zjawiskiem w Radżastanie (także zresztą i w innych rejonach
Indii) stała cyrkulacja—kupowanie i sprzedawanie zwierząt pociągowych.
Tę rolę dostarczycieli i odbiorców pełnią w znacznym stopniu właśnie
Gadulia Lohar. Tak więc rytm ich wędrówek i postojów oraz plan marszru­
ty wyznaczany jest kalendarzem prac polowych w poszczególnych wioskach
rejonu stałego przebywania grupy. Jedyne wyjątki stanowią nieliczni osiadli
na stałe Gadulia Lohar, głównie w Gudżaracie (bogatszym, rolniczym stanie)
sąsiadującym z Radżastanem, oraz ci, którzy znaleźli zatrudnienie w mieście.
W tym ostatnim przypadku postoje trwają niekiedy po kilka lat, póki
jest zajęcie i póki panczajat nie zdecyduje inaczej. Postój jest tylko prze­
dłużającym się czasowym zatrzymaniem wędrówki i nie nosi znamion przecho-

�84

LECH

MRÓZ

dzenia do życia osiadłego, a widok obozowiska niczym niemal nie różni
się od jakiegokolwiek innego napotkanego przy drodze w trakcie wędro­
wania.
Istotne znaczenie dla rozważań nad Gadulia Lohar, ich genezą i ewentual­
nymi związkami z Cyganami ma wewnętrzna organizacja. Istnieją znaczne
rozbieżności pomiędzy badaczami analizującymi to zagadnienie; na tyle istot­
ne, że uporządkowanie wiedzy według przyjętych współcześnie w etnologii
terminów jest niemożliwe. Zapewne dalsze badania — jeśli zostaną kiedykol­
wiek podjęte — powinny doprowadzić do uporządkowania tej kwestii, obec­
nie zmuszeni jesteśmy odwoływać się do informacji w znacznym stopniu
nieprecyzyjnych. Po części zresztą wynika to z trudności określenia we­
wnętrznych podziałów przez samych informatorów — Gadulia Lohar, zwłaszcza
w odniesieniu do innych — poza własną — podkast. Według Misry (1977,
s. 32) Gadulia Lohar podzieleni są na trzy linie rodów: Słońca, Księżyca
i Ognia. Ten trójpodział przebiega przez każdą z dziewięciu gałęzi: Ćauhan,
Sisodia, Solanki, Pawar, Parihar, Rathor, Dąbi, Sankla i Balbunk. Każda
zaś z owych gałęzi dzieli się na kilka lub kilkanaście rodów. Dokładniej
przedstawia podziały wewnętrzne Ruhela (1968, s. 27n.). Jego zdaniem spo­
łeczność Gadulia Lohar dzieli się na kilkanaście części (używa tutaj określe­
nia loharskiego „koms" lub „nakhs"), te zaś na gotry (określane także
jako subgrupy lub klany). Wśród tych części wymienia: Bodana, Ćawda,
Guhilot, pozostałe jak u Misry (z wyjątkiem Sisodia i Balbunk
których
to nazw nie znajdujemy u Ruheli). Są także istotne różnice w nazwach
gotr u obu autorów.
Pytani przeze mnie o wewnętrzne podziały rozmówcy mieli kłopoty
z ustaleniem, czy niektóre nazwy oznaczają gotrę, czy szerszą kategorię.
Ich zdaniem wszyscy Gadulia Lohar dzielą się na cztery grupy, cztery
odrębne społeczności, których z racji braku wspólnego zwierzchnictwa,
a w niektórych przypadkach i zakazu małżeństw między nimi, nie można
nazwać z całkowitym przekonaniem podkastami (a być może należy mówić
0 odrębnych kastach Gadulia Lohar). Podział ten ma swoje odbicie także
w różnicach zawodowych, sposobie życia i religii. Są to: Gariwale (wędrują­
cy wozami, zajmujący się handlem i kowalstwem), Parewale (wędrujący
pieszo po terenach górzystych i handlujący wołami), Bhens (także wędrujący
bez wozów, ale po nizinnych częściach Radżastanu) i Multani (muzułmanie,
z którymi kontakt w ogóle jest sporadyczny). Tą grupą, na którą naj­
częściej zwraca się uwagę mówiąc o Gadulia Lohar, są Gariwale wędrujący
dużymi wozami. Dzielą się na kilka subkast (Rathor, Solanki, Ćouhan,
Sankla i inne), te zaś z kolei na gotry. Wśród Gadulia Lohar identyfikujących
się jako Gariwale, podkasta Rathor, wymienili rozmówcy nazwy dwunastu
gotr. Istnieje zakaz małżeństw w obrębie gotry i poza własną dźati (kastą),
1 poza subkastą. Skąpość informacji i znaczne rozbieżności wyników prac
poszczególnych badaczy nie pozwalają rozstrzygnąć problemu organizacji
społecznej. Niezależnie jednak jak przebiegają linie wewnętrznych podziałów,

�KOWALE

I H A N D L A R Z E BYDŁA Z

RADŻASTANU

85

warto zwrócić uwagę na kilka z powtarzających się nazw: Panwar, Ćauhan,
Rathore, Solanki, Parihar — do tej kwestii powrócimy w dalszej części
artykułu.
Szczegółowy opis kultury Gadulia Lohar wydaje się niecelowy z uwagi
na inne intencje tego artykułu. Analiza literatury i własna praca w terenie
nie wskazują na bezpośrednie analogie do Cyganów. Związany z przemiesz­
czeniami sposób życia Gadulia Lohar i kowalstwo zdają się być podstawo­
wymi argumentami na rzecz wspólnoty z Cyganami, czyli pozostajemy w obrę­
bie starych, tradycyjnych już skojarzeń.
Nie jest wiadomy czas uformowania się Gadulia Lohar jako kasty;
odwołajmy się teraz do ich świadomości i przekazywanej tradycji, by tam
poszukać wyjaśnienia. Historia opowiadana przez Gadulia Lohar nie jest
zbyt długa, sięga czasów stosunkowo bliskich i wyjątkowo — jak na warunki
indyjskie — jest realistyczna, co nie znaczy, że prawdziwa. Zarówno wersje
przytaczane przez indyjskich badaczy, jak te, które zarejestrowałem bezpośred­
nio od rozmówców loharskich, są dosyć podobne. Jednakże współczesne
opowieści wiążą pochodzenie grupy z imieniem jednego z mewarskich wład­
ców Pratapem Singhiem, postacią historyczną z drugiej połowy X V I w.,
podczas gdy starsze mają fabułę znacznie bardziej rozbudowaną i zmitologizowaną, choć z wyraźnym wątkiem radżpuckim. Mniej dziś popularna, no­
towana jako powszechna w latach czterdziestych (Ruhela 1968, s. 15-19)
wersja mówi, że w pobliżu słonego jeziora Sambhar, w Radżastanie, znaj­
dowało się miasto o tej samej nazwie — stolica Radżputów Ćauhan. Prithwi
Radź Ćauhan, władca ćauhański, pokonany przez wojska Mohammada Gauri
zmuszony został opuścić wraz ze swoim rodem kraj; część osiadła w Mewarze, innym radżpuckim księstwie. Wśród Cauhanów był młody władca o imie­
niu Ugam Singh. Zabiegał on o przychylność Raímala Singha, władcy
Gudżaratu, i możliwość poślubienia jego córki Aie Laća. Ojciec dziewczyny
nie wyraził zgody i przepędził konkurenta. Ugam Singh udał się po pomoc
do Adźmeru, a potem Ćitoru, stolicy władcy Mewaru. Ponieważ nie udało
się zmusić władcy gudżarackiego do oddania córki, a ciąża oczekującej
Aie Laća była coraz bardziej zaawansowana, zniecierpliwiona i zawiedziona
dziewczyna przeklęła Ugama Singha i jego ród, mówiąc: „Będziecie wędro­
wać zawsze głodni, nigdy nie najecie się do syta, nigdy nie będziecie spać
w wygodnym łóżku i tak długo będziecie umierać z głodu, póki skuteczne
będzie moje przekleństwo" (Ruhela 1968, s'. 16). Ugam Singh przyjęty został
przez władcę Ćitoru do jego zastępu wojowników i powierzono mu przygo­
towywanie uzbrojenia. On i jego ród zmuszeni więc zostali osiedlić się
u murów fortu i zająć produkcją, by zdobyć środki do życia. Tak więc
i profesja, i wędrowny sposób życia, i prymitywizm codziennej egzystencji,
brak wygód — to forma kary, efekt przekleństwa.
Aie Laća przeklęła także swojego ojca i kiedy po urodzeniu dziecka
popełniła samobójstwo, los przestał sprzyjać Raimalowi Singhowi: stracił
władzę, bogactwo i znalazł się na łasce władcy Ćitoru, zatrudniony wraz

�86

LECH

MRÓZ

ze swoimi ludźmi przy produkcji broni. Opowieść wyjaśnia więc, skąd wzięły
się umiejętności kowalskie u Gadulia Lohar. ale — co niemniej istotne —
wyraźnie podkreśla związek obu postaci z bronią. (Natomiast Aie Laća
i Khetla —jej nieślubne dziecko
są postaciami ubóstwionymi i znalazły
się w panteonie loharskim.)
Wyjaśnienie koczowniczego życia wiąże się z wypadkami, jakie miały
miejsce w drugiej połowie X V I w. Mianowicie w 1567 r. mogolska armia
Akbara zaatakowała księstwo Mewaru, ostatnie już państwo radżpuckie nie
podporządkowane muzułmanom i dynastii mogolskiej. Na początku roku
1568 zdobyli stolicę księstwa Ćitogarh.
Wśród obrońców walczyli także — jak mówi opowieść — ludzie z rodów
Udai Singha, niedoszłego męża Aie Laća, i Raimal Singha — jej ojca; walczyli
dzielnie mieczami — co jest w opowieściach podkreślane — zatem na sposób
rycerzy, Radżputów (Ruhela 1968, s. 16, inf. terenowe). Ćitor padł, a obrońcy
rozpierzchli się. Wewnątrz fortu pozostało wielu braminów i kobiety radż­
puckie oraz loharskie; wszystkie one popełniły dżohar, rytualne samobójstwo,
by nie dostać się w ręce muzułmanów. Akbar wymordował braminów,
miasto ograbił, zabierając także magiczną świecę Radżputów, której właściwoś­
cią było, że mogła palić się nawet pod wodą. Gdy obrońcy powrócili (ci
z rodu Udai Singha i Raímala Singha), zobaczyli trupy kapłanów i kobiet;
poprzysięgli wówczas nie wracać do Ćitoru i nie oglądać go nawet z dala,
nie mieszkać w stałych domostwach, nie palić nocą światła, gdyż utracone
zostało światło ich życia (owa tajemnicza świeca), nie przechowywać liny
do czerpania wody i nie trzymać na wozie szałasu we właściwy, przyjęty
sposób, do czasu odzyskania Ćitoru (Ruhela 1968, s. 18).
Wersje owego ślubowania różnią się pewnymi szczegółami. Nie jest zbyt
zrozumiały punkt ostatni; pozostałe są zgodne z przekleństwem rzuconym
przez Aie Laća lub wynikają z faktu utraty Ćitoru i splądrowania go
przez wojska Akbara. Wersja podana przez Misrę (1977, s. 12) nie wspomina
nic o szałasie, natomiast piąte wyrzeczenie dotyczy niespania w łóżkach;
moi rozmówcy dodawali jeszcze niejedzenie z glinianych ani metalowych
naczyń.
Opowieści zanotowane przez Webba (Ruhela 1968, s. 9), a później Misrę
(1977, s. 12-13), mówią — choć niezbyt jasno — że Gadulia Lohar bronili
Ćitoru pod wodzą Maharany Pratapa Singha. Imię tego władcy mewarskiego
już zupełnie jednoznacznie i wyraźnie wymieniane jest w wersji, którą zano­
towałem w 1986 r. Historycy jednak kwestionują uczestnictwo Gadulia
Lohar w walkach o Ćitor. Brak jest w ogóle potwierdzenia uczestnictwa
Pratapa w walkach o Ćitor — Maharana Pratap walczył z mongolską armią
znacznie później, a największą bitwę, którą zresztą przegrał, stoczył z nimi
w Haldighati w 1576 r. Potem dalej prowadził partyzancką wojnę i stał się
symbolem oporu przeciw muzułmanom (Kieniewicz 1985, s. 345). Ćitor
utracił Udai Singh, jego ojciec natomiast faktycznie kilka lat po upadku
Ćitoru (w 1574 r.) złożył Maharana Pratap ślubowanie, ale o nieco innej

�KOWALE

I HANDLARZE

BYDŁA Z

RADŻASTANU

87

treści — nie mieszkać w stałym domu, nie spać w łóżku i nie jeść ze złotych
i srebrnych naczyń, póki nie odzyska stolicy Mewaru. O świeceniu nocą i linie
do wody nie wypowiadał się, bo zapewne nie miał powodu. Dodatek dwóch
ostatnich ograniczeń, zanotowanych u Gadulia Lohar, staje się zrozumiały
(przynajmniej jedno, bo drugie jest niezbyt jasne), jeśli uświadomić sobie,
że i dzisiaj jeszcze nie mogą po przybyciu do wsi sami czerpać wody, ale
muszą przy studni dla niskokastowych oczekiwać, prosząc o wyciągnięcie
wody i napełnienie dzbanów — ich dotknięcie może bowiem skalać studnię.
Jedynymi, od których oni sami (czyli Gadulia Lohar) nie mogą przyjąć
wody, to fryzjerzy, pracze, ci, co trudnią się usuwaniem padliny zwierzęcej,
zdejmowaniem skór i garbowaniem - czyli ci, którzy znajdują się na samym
dole kast, uważani powszechnie za najbardziej nieczystych. Tak więc zakaz
dostępu do studni zsykał uzasadnienie wyższego celu. To, co w wersji starszej
(według wszelkiego prawdopodobieństwa) było przekleństwem skazującym na
koczowanie, stało się przez przemodelowanie opowieści świadomym, patrio­
tycznym wyrzeczeniem, związanym z ważnymi momentami historii Radżputów
i z imieniem najsławniejszego władcy mewarskiego.
Sławna, choć przegrana bitwa Maharany Pratapa pod Haldighati znalazła
się w innej opowieści Gadulia Lohar, zanotowanej przez Misrę (1977,
s. 14-15).
Maharana Pratap Singh wiele już razy pokonał wojska nieprzyjacielskie
dzięki pomocy bogini. Kalka Mata (której świątynia znajduje się w Puszka­
rze) stała zawsze za jego plecami; obiecała Pratapowi swą pomoc w walkach,
ale zabroniła mu oglądać się za siebie. Gdy w Haldighati zobaczył Pratap
armię mogolską, zląkł się i obejrzał, by sprawdzić, czy jego dowódcy stoją
za nim, zarazem jednak zobaczył boginię Kalka Mata. Rozgniewana złama­
niem jej zakazu bogini przeklęła go. Maharana Pratap przegrał bitwę, a kon­
sekwencją było, że musiał wraz ze swoimi wojskami kryć się w dżungli,
spać na ziemi, jeść chleb z trawy. Po pewnym czasie siostra Pratapa je­
chała, aby zobaczyć, jak się mają ludzie Pratapa. W drodze złamała się
oś jej wozu. Zobaczyli to Gadulia Lohar, ale wówczas jeszcze nie znali
kowalstwa, choć więc chcieli przyjść Padmie — siostrze Pratapa — z pomocą,
nie wiedzieli jak. Padma cudownym sposobem zaopatrzyła ich w narzędzia,
z ust zrobiła kuźnię, z nosa — miechy, z kolana lewej nogi — kowadło,
a z prawej pięści
młot. Tym samym Gadulia Lohar mogli naprawić jej
wóz i odtąd już zajmowali się kowalstwem.
W opowieściach zanotowanych przez Webba, Ruhelę, Misrę, w tych, które
słyszałem sam w Radżastanie, historia Gadulia Lohar spleciona jest mniej
lub bardziej z postaciami historycznymi i historycznymi miejscami. Kowal­
stwo — podstawa ich egzystencji, a zarazem identyfikacji — zawsze ma cha­
rakter boski; dawcą narzędzi i nauczycielem kowalstwa jest Padma, siostra
Pratapa, Parwati, małżonka Siwy lub sam Siwa. Zwykle przy tym jest to
związane z naprawą wozu (Padmy. Parwati lub Siwy). Jest zagadkowe
dlaczego — nie tylko w ostatnio zacytowanej opowieści — Gadulia Lohar

�88

LECH MRÓZ

nie potrafili naprawić wozu, mimo iż byli w armii Pratapa i znali kowalstwo
produkując broń. Najprawdopodobniej nałożyły się tutaj różne wątki mitolo­
giczne wespół z historycznymi, a opowieść o Pratapie, Kalka Mata i Padmie
jest taką zmodyfikowaną w nieodległym czasie wersją (Padmę być może
utożsamiono tutaj z Parwati). Tak więc kowalstwo jest faktycznie związane
z wozem i jazdą — choć początkowo podróżującymi są postaci boskie.
Kastowy status Gadulia Lohar zdaje się stopniowo i powoli zmieniać.
Zarówno treść opowieści genealogicznych zawiera w sobie element przekleń­
stwa i życia, które jest jego pochodną (historia Aie Laća, nawet Maharany
Pratapa w Haldighati), jak też pośrednio mówi o tym zakaz posiadania
liny i czerpania wody. Potwierdzają to informacje samych Gadulia Lohar,
a także zawarte w publikacjach dotyczących statusu poszczególnych kast
w Indiach (Misra 1970, 1974). Wyjaśnienie tego faktu — niskiego statusu —
znajdujemy w opowieści odnotowanej przez Ruhelę (1968, s. 23). Z racji
wywodzenia się z Radżputów-Ćauhan winni Gadulia Lohar posiadać status
wysoki, przynależny kszatrjom, jednakże ciąży na nich przekleństwo; poza
tym jest jeszcze inna ważna przyczyna. Jak pamiętamy, opuszczając po
klęsce Ćitor pozostawili tam kobiety, które zginęły samobójczo. Konsekwencją
było branie później — jak mówi opowieść — za żony kobiet z niskich kast
rzemieślniczych. To zaś musiało prowadzić do znalezienia się u dołu hierarchii
społecznej jako konsekwencji złamania zasady życia zgodnego z d h a r m ą .
Manusmryti, czyli traktat o Zacności, jeden z podstawowych tekstów klasycz­
nych, mówi przecież wyraźnie, że wynikiem naruszenia przyrodzonego po­
rządku, wynikiem pomieszania stanów (warn) jest powstanie najróżniejszych
kategorii mieszańców, których status zawsze będzie niski (1985, s. 322-328).
3

W roku 1955 odbyło się w Ćitorze spotkanie przywódców Gadulia
Lohar. Wówczas to wmurowana została w jednej z bram fortu tablica
mówiąca o walce z wojskami mogolskimi. Po pewnym czasie istnienie owej
pamiątkowej tablicy stało się argumentem potwierdzającym prawdziwość opo­
wieści — skoro istnieją ruiny fortu, skoro można je zobaczyć i wśród wielu
innych pamiątek także widzieć napis upamiętniający uczestnictwo w walce
Gadulia Lohar, zatem i związki z Maharana Pratapem Singhiem, i opowiadana
historia jest prawdziwa.
Zresztą już uczestnicy spotkania doszli do wniosku, że istnieje duże
prawdopodobieństwo związku Gadulia Lohar z postacią Maharany Pratapa.
Obecnie jest to związek oczywisty dla rozmówców (inf. z okolic Udaipuru);
w początku lat sześćdziesiątych informatorzy Ruheli (1968, s. 13) przyznawali,
że dowiedzieli się o tym od organizatorów spotkania w Ćitorze.
Spotakanie przywódców Gadulia Lohar w Ćitorze, w kwietniu 1955 г.,
nie było wyłącznie sprawą wewnętrzną, loharską. Na spotkanie przybył także
1

Dharma — zacność, oznacza p o s t ę p o w a n i e zgodne z tym, co wiemy o

rzeczywistości,

oznacza wiedzę i zespół wynikających z niej norm; źródłem wiedzy o zacności jest
(Byrski 1985, s. 202).

Weda

�KOWALE

I H A N D L A R Z E BYDŁA Z

RADŻASTANU

89

ówczesny premier Jawaharlal Nehru, który realizując ideę niwelowania różnic
społecznych i likwidacji niedotykalności, a zarazem jeden z istotnych elemen­
tów polityki społecznej, oficjalnie głosił wypełnienie ślubowania (Ćitor jest
przecież wolny), a zatem i możliwość trwałego osiedlenia się Gadulia Lohar.
Istotnie kilkanaście rodzin (brak jest pełniejszej informacji) zdecydowało się
na osiedlenie. Jednakże rodziły się tutaj istotne problemy: ziemi, której
niewiele było do dyspozycji państwa i dla chętnych do osiedlenia, oraz
kwestia możliwości zapewnienia egzystancji w przypadku ewentualnego za­
rzucenia kowalstwa. Gadulia Lohar funkcjonują w systemie wypracowanym
w okresie zapewne wielu dziesięcioleci i mają tam swoje stałe miejsce.
Przejście do życia osiadłego dość gwałtownie stawiało wobec rewolucyjnej
zmiany i konieczności szukania nowych podstaw egzystencji — a to w lud­
nych, niezbyt bogatych i w wielu względach mocno trzymających się tra­
dycji Indiach — nie jest łatwe. Towarzyszyła temu zapewne obawa przed
zubożeniem i ekonomiczną degradacją. Dlatego można było spodziewać się,
że możliwość zaprzestania życia wędrownego mierny wzbudzi entuzjazm
u znacznej części, jeśli nie większość Gadulia Lohar. Poza tym, prócz
ekonomicznych istniały inne jeszcze trudności. Ilustracją ich był przypadek
jednego z przywódców o imieniu Dżai Ram (Mistra 1977, s. 13). Po
spotkaniu w Ćitorze zdecydował się wraz z trzema innymi rodzinami na
osiedlenie w okolicach Ćitoru. Niedługo potem zmarła podczas porodu jego
córka, nie przeżyło także jej dziecko. Społeczność loharska uznała to za
karę zesłaną przez Kalka Mata za złamanie niegdyś uczynionego ślubo­
wania (niemieszkania w domach, niespania w łóżkach itd.). Dżai Ram
pod presją współrodowców został zmuszony do porzucenia życia osiadłego
i podjęcia tradycyjnego, wędrownego życia. Nehru i wysiłki władz państwo­
wych okazały się zbyt słabe wobec Kalka Mata. Niewielkie grupy osiedlo­
nych, przede wszystkim w Gudżaracie, nie zmieniły zasadniczego obrazu —
Gadulia Lohar są nadal społecznością koczującą, a przyczyny ekonomiczne
(wespół z boginią Kalka Mata) zapewne jeszcze długo zachowają ten stan
rzeczy.
Spotkanie w Ćitorze i deklaracja władz państwowych oraz próby osiedle­
nia (podejmowane zresztą w tym czasie także wobec innych społeczności
wędrownych, jak np. Bandżarowie) nie wpłynęły zasadniczo na sposób życia
Gadulia Lohar, nie zmieniły ich sytuacji i powiązań ekonomicznych; były
natomiast bodźcem oddziaływającym na świadomość grapy. Gadulia Lohar
zaczęli dopominać się o uznanie ich za Ćitori Radżput Lohar lub Mewari
Radżput Lohar — ćitorskich lub mewarskich kowali — Radżputów; zatem
domagać się statusu kszatrjów, drugiej w hierarchii, po braminach, warny
(stanu) społeczeństwa indyjskiego. Z opowieści genealogicznych zaczęły za­
nikać motywy świadczące o niskokastowości, o zakazie posiadania sznura
do czerpania wody; podważona jest zasada konieczności czekania na wodę
przy studni dla niskokastowych. M o i rozmówcy wyraźnie stwierdzali, że nie
muszą czekać na wodę, że nabierają ją sami; potwierdzają to obserwacje

�90

LECH

MRÓZ

uczynione przeze mnie w Hardwarze (Uttar Pradeś) w 1984 r. oraz w Udaipurze, w okolicy Ahai (na wschód od Udaipuru, w kierunku Ćitogarh),
w Nathdwarze i w obozowisku znajdującym się około 10 km na płd.-wsch.
od Nathdwary (wszystkie miejscowości w Radżastanie) w roku 1986. Ten
drobny pozornie fakt świadczy o istotnych zmianach w świadomości, o istot­
nych korektach własnej tradycji i historii oraz wyraźnie potwierdza kierunek
zmian i aspiracje.
Zajmijmy się teraz Bandżarami. Literatura na ich temat jest tylko nieco
bogatsza, także ogranicza się do dwóch (o ile udało się ustalić) monografii
i kilkunastu artykułów. Oba opracowania monograficzne powstały w ostatnich
latach; jedno dotyczy Bandżarów Radżastanu, drugie Bandżarów Andhra
Pradeś (Śriramaśarma 1983, The Banjaras, 1966). Podobnie jak w przypadku
Gadulia Lohar, większość publikacji jest dziełem badaczy działających w ra-,
mach instytucji, takich jak: Anthropological Survey of India, Tribal Researches
Institute. Jeśli idzie o piśmiennictwo pozaindyjskie, to Bandżarowie także
nie doczekali się zwrócenia większej uwagi. Niewielkie wzmianki o nich
można znaleźć w dawniejszych publikacjach zawartych w „Journal of the
Gypsy Lore Society"; jednakże są to skromne i bardzo powierzchowne
informacje, w kontekście rozważań dotyczących przodków Cyganów. Poza
tym wyjątkowo, w pracach poświęconych kastom i plemionom Indii, znaleźć
można wzmianki o Bandżarach.
Jednakże prócz prac naukowych istnieją liczne artykuły zamieszczane
w wydawanym przez Bandżarów periodyku, a nawet książki publikowane
przez stowarzyszenia bandżarskie. Nie są to opracowania naukowe; opowia­
dają bohaterskie lub mityczne epizody z życia Bandżarów i — jak się wy­
daje
cel ich publikowania jest dosyć specjalny, co wyjaśni się w toku
dalszych rozważań.
Bandżarowie są dużą grupą; brak jest precyzyjnych danych liczbowych,
choć zapewne byli rejestrowani tak, jak i inne grupy. Informacje ubiegłowieczne są - jak się wydaje — niedokładne. Według współczesnych opinii
liczba Bandżarów w całych Indiach szacowana jest na 10 do 20 min;
nie udało się jednak ustalić, na jakiej podstawie oparte są poszczególne
stwierdzenia. Crooke (1972, s. 71) oblicza Bandżarów w samym Bombaju
na około 750 tys. Bombaj jest prawdopodobnie największym ich skupiskiem;
potwierdzają to publikacje bandżarskie i fakt, że właśnie w tym mieście
znajdują się organizacje i wydawnictwa bandżarskie. W publikacji z roku
1983 znajdujemy informację, że liczba Bandżarów wynosi 15 min, a zamieszku­
ją aż 21 — czyli znaczną większość — stanów (Naik, 1983, s. 14). Liczni
są w Radżastanie, Pendżabie, Uttar Pradeś, Andhra Pradeś, Madhia Pradeś,
Mysore, Maharastrze; prócz Bombaju znaczne skupisko miejskie jest w Hajderabacie.
Trudności ustalenia danych liczbowych wynikają m. in. z faktu, że w róż­
nych częściach Indii Bandżarowie znani są pod rozmaitymi określeniami.
Najpowszechniej znani są jako Bandżarowie. poza tym często powtarzają

�KOWALE

1 H A N D L A R Z E BYDŁA Z

RADŻASTANU

91

się nazwy takie, jak: Wandżara, Wanadżora, Lambadi, Laman (Elliot 1869,
s. 52; Bhavnani 1974, s. 22 п.).
Podobnie jak w przypadku Gadulia Lohar, nie jest jasne ich pochodzenie;
w literaturze są zwykle uznawani za kastę, a nie społeczność plemienną.
Także we współczesnych rejestrach urzędowych określani są jako dźati
kasta (Basu 1970, s. 14).
W wypowiedziach dotyczących genezy Bandżarów znajdujemy opinie,
że przyszli z Iranu, a nawet przypuszczenia — dość fantastyczne — że przy­
byli od strony Europy; postępując za armiami najeźdźców wędrowali do
Azji Centralnej, a później Indii, i straciwszy kontakt z europejskimi ich
siedzibami stali się w Indiach koczowniczymi handlarzami. Ci z ich przod­
ków, którzy nie wyemigrowali do Indii, rozprzestrzenili się po Europie,
i są to właśnie rzekomo dzisiejsi Cyganie (Nag 1983, s. 10).
Nazwa Bandżarów najpowszechniej wywodzona jest od sanskryckiego
vanijya oznaczającego wędrownego handlarza; także w potocznym współ­
czesnym rozumieniu określenie Bandżar rozumiane jest jako równoważnik
słowa kupiec (Gokuldas, bd.. s. 15; inf. ze wsi Bamania). Drugie także
dość częste wyjaśnienie związane jest z lasem — słowo ban oznacza las;
zatem Bandżarowie to mieszkańcy lasu (Elliot 1869, s. 52; Gokuldas bd.,
s. 5; inf. ze wsi Rupakhera).
Rozmaitość podgrup bandżarskich, ich rozprzestrzenienie czynią, że wia­
domości na temat języka Bandżarów są niejednoznaczne. Pominąć możemy
dość odosobnioną opinię Tiplera (1983, s. 16), że mówią oni jakimś
sekretnym żargonem, opinię analogiczną do wygłaszanych na temat języka
Cyganów przez europejskich badaczy w X V I I I i X I X w. Na terenie Radżasta­
nu Bandżarowie (Bamania — jedna z najliczniejszych tutaj podkast) posługują
się mewari. pozostali Bandżarowie marwari; mewari i marwari są dialektami
języka radżastani (Vyas 1967. s. 16; inf. z Mangalwar). W publikacjach
przeważa opinia, że Bandżarowie posługują się — w zależności od rejonu
pobytu
miejscowymi językami i dialektami. Prócz tego wszyscy lub prawie
wszyscy używają jednego wspólnego języka, którym jest właśnie radżastani.
Na sytuację językową Bandżarów wpływają bez wątpienia podziały we­
wnętrzne, których istotnym czynnikiem są różnice wyznaniowe — utożsamianie
się w rozmaitych rejonach Indii z odmiennymi systemami religijnymi i kultu­
rowymi — hinduizmem (głównie siwaickim), islamem bądź sikhizmem.
Według tradycji potwierdzanej także przez stare źródła, Bandżarowie
prowadzili życie koczownicze, trudniąc się handlem karawanowym. Mówi
0 nich —jak twierdzą niektórzy badacze — opowieść Ramatiego z X w.
Żywoty dziesięciu książąt — Das Kumar Ćarit (Elliot 1869, s. 52). Nowsze
źródła brytyjskie, X I X i XX-wieczne, potwierdzają tę właśnie handlową
profesję Bandżarów. Wynika, że zajęcie to uprawiali od dawna, prawdopodob­
nie od kilku już wieków. Wędrowali z zachodniego Radżastanu na południe
1 wschód, rozwożąc sól i handlując wołami. W źródłach, a także w historii
opowiadanej przez współczesnych Bandżarów, występuje nazwa jeziora Samb-

�92

LECH

MRÓZ

har (znanego nam już z opowieści Gadulia Lohar o Ugamie Singhu i jego
nieszczęsnej narzeczonej Aie Laća) i drugiego — Soda (także w zach. Radżastanie), gdzie zaopatrywali się Bandżarowie w sól (uzyskiwaną z wody tych
słonych jezior). Potem przy użyciu wołów rozwozili sól daleko w głąb
subkontynentu indyjskiego. Woły także stanowiły przedmiot handlu. W czasach
mogolskich zajmowali się Bandżarowie na zlecenia władz wojskowych transpor­
tem
przede wszystkim żywności. Mówi o tym wzmianka z roku 1504,
dotycząca bitwy o Dholpur. Także w późniejszym okresie uczestniczyli
Bandżarowie w wielu kampaniach Muhammeda na terenie Dekanu w tym
samym charakterze (Crooke 1972, s. 71). Także dla armii Aurangzeba
(Wielkiego Mogoła) - w drugiej połowie X V I I w . ~ dostarczali Bandżaro­
wie swoimi transportowymi karawanami potrzebne artykuły (w tym przede
wszystkim żywność), (Williams 1912-191 За, s. 54). Podobne usługi pełnili
w czasach nowożytnych na rzecz Brytyjczyków.
Przypisuje się Bandżarom — choć nie wiadomo na ile twierdzenie to
jest prawdziwe — także działania wywiadowcze. Ich znajomość geografii i wie­
dza o kraju wykorzystywane były podobno przez sułtana Tipu, władcę
Mysore, w wałkach z Brytyjczykami w końcu X V I I I w. (Nag 1983, s. 10).
Motyw szpiegostwa pojawia się częściej, gdy mowa jest o przeszłości Ban­
dżarów
przypomina się tutaj podobny zarzut, powszechnie kiedyś wysuwany
pod adresem Cyganów w Europie.
Tragedią dla Bandżarów był rozwój transportu kolejowego w latach
pięćdziesiątych ubiegłego wieku. W krótkim czasie doprowadziło to do upadku
transportu karawanowego, w znacznym stopniu nastawionego na obsługę
najpoważniejszego klienta, czyli panujących, armię i władze państwowe. To
spowodowało podcięcie podstaw ekonomicznych, podstaw egzystencji grupy
i konieczność poszukiwania innych możliwości zarobkowych. Wprowadzenie
państwowego monopolu solnego, zwyżki podatków solnych w latach siedem­
dziesiątych X I X w. podważyły inny element ich utrzymania — handel sołą.
Być może właśnie zachwianie gospodarczych podstaw i zubożenie były przy­
czyną, że niektórzy Bandżarowie trudnili się rozbojem i że pod koniec
X I X w. zostali zaliczeni przez Brytyjczyków do kast przestępczych (Crooke
1972, s. 72; Elliot 1869, s. 52), takich, które podlegają szczególnej uwadze
władz wojskowych. Od tamtej pory aż do uzyskania przez Indie niepodległości,
w rozmaitych angielskich raportach i opracowaniach znajdują się Bandżaro­
wie na liście tzw. kast kryminalnych (Crooke 1972, s. 72; Nag 1983, s. 10).
Po wojnie znaczna ich część osiadła w wioskach, nie zarzucając przy
tym handlu bydłem (przynajmniej na terenie Radżastanu i Gudżaratu). Bodź­
cem i pomocą były działania państwowe w latach pięćdziesiątych, zmierzają­
ce zarówno do podniesienia statusu niskich kast, osiedlenia koczowników,
jak też podniesienia poziomu życia i oświaty tych grup oraz społeczności
plemiennych. W rezultacie większość (jeśli nie wszyscy Bandżarowie) zarzu­
ciła permanentne koczowanie. Wcześniej miało miejsce osiedlanie się Bandża­
rów w ośrodkach miejskich, w Bombaju, Hajderabacie, Delhi; prawdopodob-

�KOWALE I HANDLARZE BYDŁA Z RADŻASTANU

93

nie związane jest to z degradacją ekonomiczną grupy w drugiej połowie
X I X w. (Nag 1983, s. 10; inf. z Rupakhera, Bamania, Samumfara).
Mimo znacznego upływu lat żywa jest pamięć niegdysiejszego handlu
solą i permanentnego wędrowania. Jest to zarazem istotny element świa­
domości i cecha identyfikacji — Bandżarowie podkreślają, że wędrowali z wo­
łami pieszo, dużymi karawanami, a nie wozami — co w ich świadomości
jest wyróżnikiem Gadulia Lohar. W pamięci rozmówców (z podkasty Bama­
nia) osiedlenie nastąpiło 20-25 lat temu. Przypadałoby więc na przełom lat
pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, co z grubsza biorąc zgadza się z czasem
państwowych akcji osiedlania nomadów. Przyczyną osiedlenia — najczęściej
podkreślaną przez rozmówców — była nędza, głód, jaki często trapił grupę,
tak że jedyną możliwością utrzymania się przy życiu było skorzystanie
z oferty państwa i osiedlenie się.
Większość Bandżarów (Bamania) z Radżastanu osiadła we wsiach; żyją
w osobnych, bandżarskich osadach lub kilkoma czy kilkunastoma rodzinami
w wioskach zamieszkiwanych przez nie-Bandżarów. Domostwa wzorowane
są na miejscowych; budują je sami lub zatrudniają do pomocy specjalistów
z innych kast. W przypadku wiosek mieszanych Bandżarowie zwykle drążą
własne studnie, co eliminuje możliwości konfliktów o dostęp do wody
(groźba skalania). Wraz z osiedleniem podjęli pracę na roli; uprawiają
najczęściej ziemniaki, kukurydzę, trzcinę cukrową, orzeszki arachidowe i groch.
Jednakże osiedlenie i posiadanie stałych domostw nie oznacza w przypadku
Bandżarów zupełnego zerwania z okresowym koczowaniem. Nadal — prócz
rolnictwa — trudnią się handlem wołami, podstawową siłą pociągową we
wsiach radżastańskich; niektórzy handlują także bawołami i owcami. Handel
wołami — jako stałe zajęcie uprawiane niezależnie od rolnictwa —był wy­
mieniany przez wszystkich moich rozmówców, w różnych wioskach południa
Radżastanu. Bydło kupowane jest w stepowo-pustynnej, zachodniej części
Radżastanu, najczęściej w dystrykcie Dżodpur. Potem przepędzane jest na
południe, do Gudżaratu. Wędrówka odbywa się pieszo. Zwykle handel wołami
zajmuje 4-6 miesięcy w roku. W skład wędrującej grupy, prócz mężyczyzn —
poganiaczy, wchodzą czasami także kobiety z najmłodszymi dziećmi. Starsze
dzieci i ludzie starzy pozostają we wsi, pilnując dobytku i wykonując bie­
żące prace gospodarskie. Ostanimi laty zwierzęta przewożone są niekiedy
za pomocą transportu samochodowego; wtedy zwykle tylko mężczyźni to­
warzyszą stadom, a pobyt poza wsią trwa krócej, przy jednoczesnej możli­
wości kilkakrotnego powtórzenia drogi. Jednakże tylko niektórzy mogą sobie
pozwolić na wynajęcie samochodu. Większość Bamania nadal szlak z Dżodpuru do Gudżaratu przemierza pieszo. Powrót następuje zawsze przed porą
deszczową, gdy rozpoczyna się okres najintensywniejszych prac polowych.
Nie jest on stały dla wszystkich wiosek; między poszczególnymi wsiami
istnieją niekiedy nawet znaczne różnice, zależne od warunków geograficz­
nych.
Bandżarski handel wołami jest zatem inny niż u Gadulia Lohar. Nigdy

�94

LECH

MRÓZ

poza tym Bandżarowie nie wędrowali wozami. Zawsze — jak notują dawniej­
sze i nowsze źródła — przemieszczali się za stadami pieszo, rzadziej na ko­
niach lub mułach, często też na znacznie większe dystanse niż w przypadku
Gadulia Lohar.
Rozprzestrzenienie Bandżarów musiało wpłynąć na wewnętrzne zróżnico­
wanie; oddziaływanie odmiennych religii, języków, kultur, podział ten bez
wątpienia pogłębiły. Bandżarowie dzielą się na kilka podkast. Większość
informatorów wymieniała trzy podkasty: Bamania, Labana i Maru. Potwier­
dza ten podział współczesna literatura (Vyas 1967, s. 22: Gokuldas bd.,
s. 16); wszystkie trzy nazwy znajdujemy też odnotowane w dawniejszych
opracowaniach. Vyas wymienia jeszcze podkastę Ganwar; w wypowiedziach
niektórych moich informatorów pojawiły się też nazwy: Gawaria, Mungawa,
Marubhat. Nie udało się uzyskać bliższych informacji na temat tych grup;
rozmówcy podkreślali, że są to Bandżarowie zamieszkujący odległe rejony.
Być może wymieniane przez nich nazwy są nazwami gotr, rozmówcy bo­
wiem nie znali podziałów tamtejszych Bandżarów, nie byli świadomi dokładniej
zakresu i znaczenia tych nazw, lub też — być może — posłużyli się jakimiś
lokalnymi określeniami. Zarówno literatura, jak informatorzy wymieniają
jeszcze Bandżarów
muzułmanów, Mukeri (Elliot '869, s. 52; Gokuldas
bd., s. 25).
Istotą podziałów kastowych (granic dźati) jest wspólnota stołu i związki
małżeńskie. Małżeństwo z osobnikiem spoza kasty, picie z nim czy jedzenie
są zabronione. Jeżeli więc wszyscy Bandżarowie stanowią jedną kastę (jest
to opinia powszechna w literaturze i wypowiedziach rozmówców), nie po­
winno być barier pomiędzy Bamania a Labana, Labana a Mukeri itd.
Jednakże są one wyraźne. Informatorzy z podkasty Bamania nie są zgodni
co do tego, czy można jeść z Labana i Maru, czy jest to zabronione,
ale całkowicie byli jednomyślni, że związki małżeńskie są możliwe tylko
w obrębie Bamania; podobnie jak Labana i Maru także tylko wśród swoich
mogą szukać partnerów. Podobna jednomyślność charakteryzowała stosunek
do Bandżarów — muzułmanów. Związki małżeńskie z nimi, jedzenie i picie
jest całkowicie zabronione. To, że muzułmanie jadają krowy — zwierzę czczo­
ne w hinduizmie, przekreśla możliwość bliskich kontaktów z nimi. Świado­
mość tych ograniczeń zapewne utrudnia rozmówcom ocenę granic kasty
i wewnętrznych podziałów.
Każda z podkast ma własny panczajat, regulujący zarówno sprawy spor­
ne, kwestie ceremonii o charakterze religijnym, jak też małżeństw i handlu.
Z racji osiadłego życia czy ściślej posiadania stałej bazy, Bandżarowie niektó­
rych wsi (tam, gdzie są mniej liczni i prócz nich mieszkają nie-Bandżarowie) podlegają także lokalnemu, wioskowemu panczajatowi, regulującemu
sprawy całej lokalnej wspólnoty.
W odróżnieniu od Gadulia Lohar, Bandżarowie utworzyli organizację
o charakterze ogólno indyjskim. Trudno jednakże uznać ją za najwyższe
władze bandżarskie. Nie udało się ustalić, na ile organizacja ta jest powszech-

�KOWALE

I HANDLARZE

BYDŁA Z RADŻASTANU

95

na. Jej siedziba znajduje się w Bombaju; na forum różnych spotkań cy­
gańskich w Europie uczestniczą wespół z działaczami bandżarskimi z Ćandigarh w Pendżabie (z Indian Institute of Romani Studies). Żadne dostępne
publikacje nie pozwalają zorientować się, czy w organizacji reprezentowani
są Bandżarowie z różnych podkast, także muzułmanie. Wydaje się, że ambicją
tej organizacji jest występowanie w imieniu wszystkich Bandżarów, dla
uzyskania m. in. wyższego miejsca w hierarchii społeczeństwa indyjskiego.
Prawdopodobnie grupuje ona stosunkowo niezbyt duży krąg ludzi, przede
wszystkim ze środowisk miejskich; tym samym nie ma możliwości rzeczy­
wistego sprawowania roli nadrzędnej wobec wszystkich Bandżarów. Władza
podkastowego panczajatu (Bamania, Labana, itd.) jest zatem najwyższą fak­
tyczną władzą.
Wewnętrznie podkasty dzielą się na szereg gotr. Nie udało się ustalić,
czy te same nazwy gotr występują we wszystkich podkastach — informa­
torzy Bamania nie byli tego pewni, literatura także nie pozwala kwestii
tej wyjaśnić. Gotry Bandżarów Radżastanu (Bamania) podzielone są na dwie
grupy: rody słoneczne i rody księżycowe (inf. z Mangalwar)
Daima
Ćawra
Kaćhawa
Ćandel (Ćouhan)
Rathor
Khići (Khińći)

Gerasia
Narawath (Marawath)
Bhagara
Surawat
Oglia
Banwaria

Zasada zawierania małżeństw wyklucza związki w obrębie tej samej
gotry, ale także nie dopuszcza kojarzenia par w obrębie tej samej grupy
gotr. Znaczy to, że oboje małżonkowie nie mogą pochodzić z gotr zalicza­
nych do rodów słonecznych ani też oboje nie mogą być z rodów księżyco­
wych. Tak więc związek kogoś z gotry Daima jest możliwy tylko z osobą
z gotr: Gerasia, Narawath, Bhagara, Surawat, Oglia lub Banwaria.
Zdecydowana większość wymienionych wyżej nazw gotr powtarza się w wy­
powiedziach innych informatorów; prócz powyższych wymienione zostały
jeszcze dwie nazwy: Bera i Dżindżer (inf. z Bilakhera). Przytaczam je dla­
tego, że istnienie jednej z nich, Dżindżer, potwierdzone jest także przez
Vyasa (1967, s. 24), autora jednego z wartościowszych opracowań na temat
Bandżarów. Chociaż należy także dodać, że autor ten nie we wszystkim
jest wiarygodny; stwierdza m. in. istnienie osobnych gotr Ćouhan i Ćandel.
Zdaniem kilku spośród moich rozmówców obie nazwy określają jedną grupę
(zresztą zdanie to potwierdzają publikacje). Nie roztrząsając zbyt drobiazgo­
wo tego zagadnienia, warto zwrócić uwagę na nazwy trzech z wymienionych
gotr: Ćawra, Ćandel (Ćouhan), Rathor, oraz jeszcze jedną— czwartą, po­
daną przez Basu (1970, s. 14)— Panwar. Trzy pierwsze nazwy wymieniane
były także przez Gadulia Lohar, pośród ich gotr; a wszystkie cztery nazwy
znane są od dawna jako określenia rodów radżpuckich. Wewnętrzne po-

�96

LECH

MRÓZ

działy nie są podkreślane żadnymi zewnętrznymi wyróżnikami; ani strój,
ozdoby czy tatuaż nie wyróżniają poszczególnych gotr. Aby ustalić przy­
należność i wzajemny stosunek dwóch osób, należy dopiero pytając ustalić
pochodzenie i gotrę.
Pochodzenie swoje wiążą Bandżarowie z warną kszatrjów, dokładniej
z Radżputami, rycerską klasą Radżastanu. Opowiadana przez nich historia
jest rozbudowana w porównaniu do tej, z którą utożsamiają się Gadulia
Lohar. Zawiera większą liczbę wątków (w części może wynikać to z liczeb­
ności i zróżnicowania Bandżarów) i w większym zakresie jest historią mi­
tyczną.
Zajmiemy się tutaj tylko historią opowiadaną przez Bandżarów
nie-muzułmanów, a przede wszystkim historią Bamania i Labana. Mukeri (Ban­
dżarowie — muzułmanie) pochodzenie swoje i nazwę wywodzą od Mekki.
Twierdzą, że to ich przodkowie budowali Mekkę, a pomagał im w tym
Baba-Adam (Gokuldas bd., s. 25); inna wersja mówi, że podczas budowy
Mekki jeden z naików (przywódców) mukerskich towarzyszył Abrahamowi
(Elliot 1869, s. 52). Brak pełniejszych informacji i szczególny status Mukeri
pośród innych Bandżarów skłaniają do pominięcia ich w dalszych rozważa­
niach.
Jest zastanawiające, że w zanotowanych wersjach historii opowiadanej
przez Bandżarów nie pojawiają się nazwy Soda i Sambhar (znane z historii
Gadulia Lohar), mimo iż wielokrotnie zostało potwierdzone (zarówno przez
historyków, jak i informatorów terenowych), że w okolicy tych jezior Ban­
dżarowie często przebywali (zaopatrując się tutaj w sól). Także Ćitor wy­
mieniano sporadycznie, chociaż wyraźny jest w ich historii wątek Maharany
Pratapa Singha — Maharany Ćitoru.
Miejscem uznanym za centrum wszystkich Bamania — Bandżarów jest wieś
Bamania, leżąca około 120 km na północ od Udaipuru i około 70 km
od Nathdwary. We wsi, będącej miejscem corocznych ogólnych spotkań,
ważnych uroczystości i posiedzeń panczajatu, znajduje się świątynia — cel
pielgrzymek i czci mitycznego przodka Bandżarów — Bamania i założyciela
wsi: Rup Singha.
Żył niegdyś w Delhi — jak mówi opowieść — wielki władca mogołski.
Na jego dwór przybyło dwóch braci, Gema i Paćhan, aby zaciągnąć się
do armii władcy. Byli to synowie radżpuckiego króla o imieniu Asou.
Wersja podana przez Vyasa (1967, s. 16) różni się pewnymi szczegółami;
ojcem Gemy i Paćhana był Narsingdew, który usunął ich ze swojego kró­
lestwa, za rzekome szerzenie niepokoju w kraju. W poszczególnych relacjach
różni się także imię jednego z braci, brzmi ono Gema, Gepa lub Gopa;
tutaj pozostaniemy przy formie używanej przez rozmówców Bamania z połud­
niowego Radżastanu.
Na dworze delhijskiego władcy także nie dopisało im szczęście. Znów
stali się ofiarami pomówień; obawiając się odwagi braci cesarz postanowił
ich zgładzić. Bracia uciekli, ale cesarz wysłał w pogoń za nimi swoje wojska.

�KOWALE I HANDLARZE BYDŁA Z RADŻASTANU

97

W trakcie ucieczki bracia napotkali w lesie kobietę, która zostawszy wdową
postanowiła wejść na stos i spłonąć wraz z mężem. Była to żona golarza;
zmarł on ukąszony przez jadowitego węża, gdy zrywał z drzewa liście.
Kobieta poprosiła braci o pomoc w dokonaniu obrzędu ciałopalnego. Po­
nieważ wahali się — obawiając pościgu — zapewniła ich, że armia cesarza
nie zdoła im nic zrobić. Własną mocą, której źródłem była wierność,
spowodowała huragan. Cesarskie wojska zostały rozproszone. Kobieta pobło­
gosławiła braci i weszła na stos, by dopełnić obrządku i stać się sáti .
Błogosławiąc ich przepowiedziała, że ten, który znajdzie się przy stosie od
strony głowy, zostanie władcą, ten zaś, który znajdzie się przy nogach,
zajmie się handlem.
4

Ten wątek występuje niemal we wszystkich znanych wersjach opowieści,
zarówno rejestrowanych w literaturze (Vyas 1967, s. 16-17; Gokuldas bd„
s. 29), jak usłyszanych bezpośrednio do rozmówców, podczas prac terenowych.
Zapewne należy rozumieć go jako wyraz ingerencji sił boskich, dzięki czemu
kobieta może dopełnić chwalebnego czynu. Proroctwo żony golarza zawiera
pewną symboliczną treść. Manusmryti, czyli Traktat o zacności mówi wyraź­
nie, że Brahma stworzył bramina z ust, kszatrję z ramion, wajśję z ud,
a ze stóp siudrę. Przeznaczeniem kszatrji jest strzeżenie ludu, walka, a w prak­
tyce i rządzenie; natomiast hodowla bydła, handel — to przeznaczenie wajśji
(1985, s. 32 i 39). Trzeba dodać, że oba te stany należą (wraz z braminami)
do „dwidżdża"— podwójnie urodzonych; którego to statusu nie mają siudrowie, pośledni stan, zrodzony ze stóp Brahmy. Jak się wydaje, jest to istotny
szczegół dla zrozumienia ewolucji opowieści.
Według relacji terenowych i zarejestrowanych w różnych wioskach, od­
dalonych od siebie o kilkadziesiąt kilometrów, tym, któremu miejsce przy­
padło u wezgłowia stosu, był Paćhan. Potem ożenił się on z jedną z córek
władcy Mewaru i od tej chwili znany jest jako Udai Singh (pokonany
przez Akbara w Ćitorze); (inf. z Bamania i Mangalwar). Inna wersja mówi,
że Paćhan to późniejszy Maharana Pratap — bohater Radżputów. Tak więc
historia Bandżarów splata się tutaj znów z historią Gadulia Lohar; ale
Bandżarowie mierzą wyżej, nie zadowalając się miejscem w orszaku i wśród
rycerzy królewskich. Natomiast Gema, któremu los przeznaczył miejsce przy
nogach, zajął się handlem. Gema i Paćhan byli Radżputami, ale Gema
jest też pierwszym Bandżarem (z racji handlu). Synem Gemy był Rup
Singh, założyciel wsi Bamania — od niego datuje się też początek subkasty
Bamania i rozpoczyna ich historia.
1

Pozostawmy chwilowo Rup Singha i wróćmy do śmiertelnego stosu
golarza. Wersję opublikowane przez Vyasa i Gokuldasa różnią się od po­
wyższej; mówią one, że tym, który siedział u wezgłowia, był Gema, a od
strony nóg siedział Paćhan. Rup Singh, protoplasta Bamania, był synem
-* Sati

cnotliwa, wierna ż o n a ; termin przeniesiony na akt dobrowolnej ofiary żony, która

towarzyszy na stosie ofiarnym zmarłemu mężowi (Kieniewicz 1985, s. 786).

7 — Etnografia Polska, t. 33. 7. I

�98

LECH MRÓZ

Paćhana. Trudno decydować, jaka jest przyczyna tej inwersji, czy powoduje
ją wyłącznie rozmaitość opinii samych opowiadających, czy też jest to swoista
nróba rozwiązania pewnego dylematu. Mianowicie, jeżeli zajmują się handlem,
nie powinni Bandżarowie aspirować do kszatrjów i szukać związków z Radżputami. Handel jest faktem (jako profesja kasty), ale też dysonansem w sytuacji,
gdy podkreślane jest radżpuckie pochodzenie. Próba wybrnięcia z niekon­
sekwencji znalazła być może wyraz w zamianie postaci, przy zachowaniu
ciągu opowieści. By kwestię tę rozwiązać, brak jest jednak dostatecznych
danych.
Rup Singh był — według opowieści — majętny. Posiadał 12 wiosek, z któ­
rych kilka otrzymał za dzielność od Maharadży Mewaru. Swój pałac wy­
budował we wsi Bamania; tam też wystawił poświęconą Krysznie świątynię.
W jednej z pobliskich wiosek mieszkał cioteczny brat Rupy — Ekadmal
(według wersji ze wsi Mangalwar
Ekkaiman). Podejrzewając, że chce on
zawładnąć Mewarem, wezwał go maharadża do Udaipuru. Ponieważ Ekadmal
odmówił spotkania z władcą (swoim wujem —jak podkreśla relacja ze wsi
Mangalar) Rup Singh zobowiązany został do doprowadzenia go do Udaipuru. W wyniku bójki Rup Singh zabił Ekadmala. Potem, nakłaniany przez
matkę, by wynagrodził rodzinie krzywdę, pojął żonę zabitego — czyniąc
wdowę po Ekadmalu swoją drugą żoną.
Na ceremonię zaślubin zaproszeni zostali ludzie z dwunastu wiosek
Rupy. Kiedy Rup Singh jechał na uroczystość, zobaczył siedzącą przy
studni kobietę, która płakała. Gdy zatrzymał się. kobieta poprosila go.
by ją pobłogosławił, wylewając nieco wody na jej głowę. W trakcie tej
czynności Rupa ugodzony został w brzuch sztyletem. Ową kobietą był bowiem
przebrany jeden z krewnych Ekadmala, który postanowił ukarać Rupę.
Mimo iż ranny, Rupa pojechał dalej, na spotkanie z ludźmi swoich wiosek.
Radżputowie nigdy nie zdejmowali oręża, ale Rupa, by nie urazić zebranych,
zdjął broń i pas — wtedy wypłynęły jego wnętrzności i Rupa zmarł. Wów­
czas mieszkańcy owych dwunastu wiosek rozproszyli się na znak wstydu,
za złamanie przez Rup Singha zasady niebrania wdów za żony. Dali w ten
sposób początek dwunastu gotrom Bamania; od tego też czasu prowadząc
życie wędrowne, związane z handlem.
Ruiny pałacu Rup Singha przetrwały długo, jeszcze po ostatniej wojnie—
jak twierdzą mieszkający w wiosce Bamania Bandżarowie
brano z nich
kamienie jako budulec. Stoi także związana z imieniem Rupy krysznaicka
świątynia i wystawiona później obok przez Bandżarów Bamania świątynia
poświęcona ich protoplaście, Rup Singhowi; jest ona miejscem pielgrzymek,
spotkań i religijnych ceremonii.
Sposób życia Bandżarów — wędrowanie — jest więc karą, wynikiem zła­
mania zasady. Podobnie jak w przypadku Gadulia Lohar, niski status
grupy wiąże się z przekroczeniem reguł małżeńskich. U Gadulia Lohar
bylo to wynikiem brania za żony kobiet spoza własnej kasty; w przypadku
Bandżarów — wzięcia za żonę wdowy, co także jest niedopuszczalne. Zasadę

�KOWALE

I H A N D L A R Z E BYDŁA

Z

RADŻASTANU

99

tę potwierdza Mcmusmryti (s. 285, 289). Inna analogia kojarzy się z uprawia­
ną profesją
podjęcie działalności zawodowej związane jest z nadnaturalną
interwencją (spowodowanie przez żonę golarza huraganu i tym samym
zabezpieczenie braci przed prześladowaniami i proroctwo kobiety). Powyższa
wersja o niewątpliwie ludowym charakterze zaspokajać może gusty plebejskie
i potrzeby badaczy. Wydaje się jednak nie wystarczać tym, którzy starają
się rozwiać wątpliwości co do radżpuckiego pochodzenia i podnieść status
kasty. Opowieść, w której wyraźne jest znamię przekleństwa i gdzie jedno­
znaczne jest wykroczenie przeciw zasadzie (i to zasadzie powszechnej, mają­
cej potwierdzenie w tekstach uświęconych) nie najlepiej wówczas nadaje się
na opowieść-wzorzec, źródło genealogiczne. Wprawdzie zarówno niektórzy
informatorzy, jak i publikacje podkreślają związki z radżastańskim boha­
terem Maharana Pratapem (inf. z Bandżara Khera; Rathod 1985, s. 9),
ale są to tylko półśrodki. Wydaje się nieprzypadkowe, że w publikacjach
samych Bandżarów historia dźati przedstawiana jest zwykle zupełnie inaczej.
Nag (1983, s. 10) wyjaśnia, iż Bandżarowie pochodzą od Mola i Mota,
potomków i uczniów Kryszny; związek z Kryszną, Molem i Motem sygnali­
zowany jest i w innych publikacjach. Rozważa ten wątek Gokuldas w swo­
jej książce na temat historii Bandżarów, przygotowanej specjalnie na ogólnoindyjskie spotkanie tej kasty. Gokuldas jest znacznie bardziej radykalny niż
ci. którzy odwołują się do Mola i Mota. Odnosząc się krytycznie do związ­
ków Bandżarów z tymi postaciami, stwierdza Gokuldas. że kasta Bandżarów
jest starsza, musiała już wówczas istnieć, bo któżby zaopatrywał ludzi w po­
trzebne produkty, ,.nie istniały wtedy jeszcze ani samochody, ani koleje, je­
dyną siłą pociągową były woły i z ich pomocą przewożono wszystkie dobra".
Dalej stwierdza, że ponieważ wielu ludzi zrezygnowało ze spożywania mięsa,
musiała być grupa, która z odległych rejonów, a także spoza Indii, przywo­
ziła potrzebne produkty; a przecież właśnie tym zawsze trudnili się Bandżaro­
wie (Gokuldas, bd., s. 4). Osobliwy jest to przykład rozumowania i niecelo­
we byłoby dłużej zatrzymywać się przy tym, gdyby nie konkluzje — Gokul­
das stwierdza, że Bandżarowie pochodzą bezpośrednio od Siwy i jego
małżonki Parwati. Gokuldas stara się nie być gołosłowny. Odwołuje się
do klasycznych tekstów i opowieści o tym, jak Siwa stworzył wojowników;
w skrócie przedstawimy tę historię.
Spośród całego zastępu wojowników stworzonych przez Śiwę pięciu było
wyjątkowo pięknych. Wygląd mieli dzielny, uzbrojeni byli w łuki, miecze,
dziryty, maczugi, a poza tym mieli nadzwyczaj piękną, jasną karnację
ciała. Siwa ogromnie rad był ze swego dzieła. Ukontentowany wyglądem
owych pięciu ganów (wojowników), uczynił ich przywódcami wszystkich
swoich zastępów i powierzył ich opiece Nandina — boskiego byka. Pewnego
razu w siedzibie Siwy zjawiły się apsary" Indry i zaczęły kąpać się w jego
?

Apsary, apswasy — nimfy, mieszkanki raju Indry, przedstawia sieje jako wiecznie młode,

urodziwe i z m y s ł o w e kobiety (Jakimowicz 1982. s. 368).

�100

LECH

MRÓZ

sadzawce. Ganowie zwrócili im uwagę, że jest to niedozwolone, a gdy
apsary zlekceważyły ostrzeżenie, zaprowadzili je przed oblicze Siwy. Siwa
zabronił kąpieli w sadzawce, jednak po kilku dniach nieposłuszne apsary
znów zostały przyłapane na swawolach w wodzie. Jeszcze raz znalazły się
przed Siwą, doprowadzone przez ganów. Tym razem Siwa nie strofował
ich, ale uczynił je żonami swoich wojowników. Każdej z dziewcząt-apsar
wplątał Siwa we włosy drewniany kołek, aby nie mogły już wrócić do Indry.
Dlatego kobiety Bandżarów noszą we włosach drewniane grzebyki. Dalej (s. 5)
zauważa Gokuldas: „teraz jednak nie istnieje obawa, że kobiety odejdą do
świata Indry, dlatego należałoby ten zwyczaj porzucić, w dzisiejszych czasach
jest to tylko widomy znak zacofania".
Historia nie kończy się na tym. Gdy powiększyły się bowiem rodziny
ulubionych wojowników, Siwa pobłogosławił ich i nakazał zarabiać na życie
przy użyciu wołów — to miało być główne źródło ich utrzymania. Wtedy
ganowie odeszli, wybudowali w lesie chaty i zaczęli pełnić nakazaną służbę
dla ludzi, przewożąc wołami żywność i inne niezbędne rzeczy. Odkąd
zamieszkali w lesie nazywani są Bandżarami (ban dża rahá — „ci, którzy
odeszli do lasu") (tamże).
Ta historia pozbawiona jest dwuznacznych elementów, nie ma w niej
mowy o łamaniu boskiego porządku i nakazanych zasad. Sposób życia
i zajęcie są wynikiem realizowania boskiego posłania, a nie karą; bezpośrednim
stwórcą kasty jest Siwa. W tej sytuacji współczesne przejście do życia osiadłe­
go nie jest złamaniem woli bożej, skoro nadal kontynuowany jest handel
wołami, a transport i dostarczanie żywności, i tak przejęło na siebie państwo
i koleje. Tym samym można nie obawiać się sankcji, jakie dosięgnęły
Dżaia Rama ze strony Kalka Mata, gdy ośmielił się osiedlić. Podkreślenie
jasnej karnacji ganów przecina także ewentualne wątpliwości i podejrze­
nia co do związku z ciemnoskórą ludnością drawidyjską — zamieszkującą
subkontynent indyjski przed przybyciem jasnoskórych Ariów. Jest to tym
istotniejszy aspekt opowieści, że najniższe kasty są właśnie w znacznym
stopniu ciemnolice, aryjscy najeźdźcy bowiem zarezerwowali dla siebie pozycję
klas wyższych podporządkowawszy sobie miejscowe drawidyjskie plemiona.
Jakie konkluzje wynikają z przytoczonych pokrótce informacji na temat
Gadulia Lohar i Bandżarów oraz opowieści na temat ich genezy? Podzielimy
odpowiedź na dwa zagadnienia. Pierwsze dotyczy pytania, o czym mogą
świadczyć modyfikacje historii obu omawianych społeczności. Drugie - jaki
jest ewentualny związek z Cyganami i na ile zasadne jest zestawianie tych
trzech grup, czyli Bandżarów, Gadulia Lohar i Cyganów.
Rozpocznijmy od kwestii pierwszej: zastanowienia się nad związkami
Bandżara i Gadulia Lohar oraz ich historią. Jest kilka niewątpliwie zbież­
nych momentów w życiu i kulturze obu tych kast. Obie prowadzą lub
prowadziły życie wędrowne, związane przy tym z handlem wołami. Obie
posługują się językiem na bazie radżastani, niezależnie, w jakiej części
Indii znajdują się; jest to zatem język własny grupy. Opowiadane przez

�KOWALE I HANDLARZE BYDŁA Z RADŻASTANU

101

nich dzieje zawierają wątek piętna, przekleństwa, którego efektem jest sposób
życia. Jest jeszcze jedna zaskakująca analogia — identyczne nazwy niektórych
gotr: Ćauhan (Ćandel), Ćawra, Bhes, Panwar, Rathor. Ten fakt jest intrygu­
jący także poprzez zbieżności tych nazw z określeniami historycznych rodów
radżpuckich — do czego wrócimy dalej.
Refleksje nad modyfikacjami opowieści genealogicznych i kierunek tych
zmian skłaniają do wniosku, że mamy tutaj do czynienia z wyraźnym przeja­
wem sanskrytyzacji. Terminem tym określa się często we współczesnych
Indiach — ale korzeniami sięgające drugiej połowy ubiegłego wieku — zjawisko
dążenia do podniesienia swojej pozycji i statusu przez kasty nisko usytuowa­
ne. Zwykle związane jest to ze wzrostem możliwości ekonomicznych, a zarazem
i wzrostem ambicji, zjawiskiem charakterystycznym zaś jest stopniowe odrzu­
canie elementów własnej kastowej lub plemiennej tradycji, tworzenie historii
bezpośrednio nawiązującej do wielkiej tradycji klasycznej i przejmowanie
rytuałów zastrzeżonych zwykle dla stanów i kast wyższych.
Aby jednak możliwe było uczestnictwo w tych specjalnych rytuałach
wyższych klas i podniesienie pozycji, konieczne jest posiadanie stosownej,
uprawniającej do tego podstawy ideologicznej — czyli odpowiedniego mitu
genealogicznego, odpowiedniego wariantu historii. To dążenie widoczne jest
wyraźnie w ewolucji genealogicznego mitu u obu omawianych grup.
Termin „sanskrytyzacja" wprowadził do literatury Srinivas:
„może być ogólnie

określona jako proces,

w którym j a k a ś niska kasta albo

plemię,

albo jakaś inna grupa przejmuje obyczaje i styl życia jakiejś wysokiej kasty, a w szczególności
p o d w ó j n i e urodzonej (dwidżdża). Sanskrytyzacja jakiejś grupy zazwyczaj zwiększa szanse pod­
niesienia jej pozycji w lokalnej hierarchii
kulturowym [...]

[...]

jest głębokim

i wieloaspektowym

w p ł y w sanskrytyzacji widoczny jest w języku, literaturze, ideologii,

procesem
muzyce,

tańcu, dramacie, stylu życia i rytuale" (Szatkowska 1977, s. 172).

Cechą zjawiska sanskrytyzacji jest naśladownictwo kulturowe i identyfika­
cja z wyższymi warnami lub kastami. Zarazem jednak — co może wydawać się
paradoksem — jest to ożywienie i umocnienie potrzeby własnej tradycji, po­
przez zwrócenie uwagi i uświadomienie sobie istoty problemu tożsamości
(Chaudhuri 1982, s. 181). Kierunki zmian, jakie można dostrzec w obu
przypadkach, wysuwane postulaty i aspirowanie do wysokiej warny kszatrjów,
poprawki we własnej historii, próby zorganizowania się dla lepszego, sku­
teczniejszego bronienia interesów, są wyraźnym przykładem właśnie sanskry­
tyzacji. Oba powyższe przykłady ilustrują rozmaite warianty sanskrytyzacji —
różnica wynika m. in. z historii (faktycznej, a nie opowiadanej) każdej
z grup, jej liczebności, możliwości ekonomicznych, rozprzestrzenienia. Dzia­
łania Gadulia Lohar są powolniejsze, zmiany nie tak radykalne, ale też
sytuacja ekonomiczna Gadulia Lohar w stosunku do Bandżarów wydaje się
gorsza. Poza tym nie stworzyli ogólnoloharskiej organizacji (niezależnie, jak
byłaby powszechna); spotkanie w Ćitorze miało istotne konsekwencje, ale
było inicjatywą, która nie znalazła naśladownictwa. Bandżarowie nie tylko
ekonomicznie stoją wyżej, ale potrafili zorganizować się dla skuteczniejszego

�102

LECH MRÓZ

występowania w interesach kasty, stworzyć Ogólnoindyjski Związek Bandża­
rów — Akhil Bhakratlya Bandzárá Sevá Sagh. Tego typu inicjatywy nie są
całkowitą nowością, sanskrytyzacyjne dążenia obserwowano już pod koniec
ubiegłego wieku. Wiadome jest пр., że jedna z grup handlarzy solą utwo­
rzyła w końcu X I X w. Towarzystwo Rozwoju Radżputów; celem powołania
tego towarzystwa było udowodnienie, że są oni Radżputami
Couhan,
zmuszonymi niegdyś do ukrywania się jako handlarze soli (Szatkowska
1977, s. 165).
Historia Gadulia Lohar i Bandżarów — zarówno ta dawniejsza, w wersji
ludowej, jak i jej współczesne mutacje _ pokazuje wyraźne związki z Radżpu­
tami. Wprawdzie wyższą warną są bramini, ale jest to klasa kapłańska,
posług religijnych, odprawiania ceremonii, ofiar i studiów. Natomiast wojowa­
nie, podbój, sprawowanie władzy, z reguły należały do kszatrjów (Radżputów).
Czy związki omawianych grup są faktyczne, czy też może te dawne warianty
historii przedstawiają tylko intencje — nie sposób ustalić. Przynajmniej dzisiej­
szy stan wiedzy nie pozwala wypowiadać się na ten temat. Jednakże zwrócić
musimy uwagę na pewien istotny szczegół. Niektóre nazwy gotr są — co
wyżej pokazaliśmy — identyczne u Gadulia Lohar i Bandżarów. Ale jest
jeszcze bardziej zastanawiające to, że i inne radżastańskie kasty posiadają
gotry o niektórych nazwach podobnych. Intrygujący jest również inny, nie­
podważalny fakt. Otóż wiadomo, że zanim Indie zostały podbite przez Arabów
i opanowane przez władców muzułmańskich, istniało na terenie północno-zachodnich Indii kilka państw. Niektóre rządzone były przez dynastie
radżpuckie o nazwach już nam znanych: Ćauhan (Ćahuma), Solanki (Ćaulukja), Parihar (Pratihara), Pawar (Paramara) i Rathor. Istnienie tych dynastii,
panujących między V I I I a X I I I w. na znacznych obszarach Indii, potwierdza­
ją jednoznacznie źródła historyczne (Kieniewicz 1985, s. 218; Basham 1964,
s. 106). Zdaniem historyków pochodzenie tych rodów jest obce; w V i V I w.
przybyło na tereny Indii północno-zachodnich plemię koczowniczych wojow­
ników — Gurdżarów. Dzielili się oni na cztery klany (o nazwach jak wymie­
nione wyżej), które potem dały początek królewskim rodom (Kieniewicz
1985, s. 218). Nie sposób wyrokować, na ile historia Gadulia Lohar i Bandża­
rów wyraża (m. in. poprzez wspólne nazwy rodów) faktyczne związki, i na
ile loharskie i bandżarskie stwierdzenia o radżpuckim pochodzeniu są uzasad­
nione. Rzecz komplikuje się dodatkowo przez fakt, że w Gudżaracie
istnieje kasta niedotykalnych o nazwie Ćouhan, także zgłaszająca pretensje do
radżpuckiego, królewskiego pochodzenia (Ašrafjan 1965, s. 176).
Spróbujmy teraz zastanowić się nad drugim zagadnieniem, co w tym
kontekście robią Cyganie i jak mają się do nich Gadulia Lohar i Ban­
dżarowie. Żadne argumenty, także stosowane w literaturze, nie przemawiają —
w moim najgłębszym przekonaniu — za istnieniem jakichkolwiek bezpośred­
nich związków Bandżarów, Gadulia Lohar i Cyganów. Nie da się choćby
ślubu takiego związku wywieść z historii omawianych wyżej grup, ani też

�KOWALK

1 HANDLARZE

BYDŁA Z

RADŻASTANU

103

dostrzec ich w kulturze — organizacji wewnętrznej, religii, języku. Stwierdze­
nia Kochanowskiego (1974). Rishiego (1976), Tiplera (1983) i kilku innych
autorów są nieuprawomocnione, dyktowane może sercem, ale nie naukowymi
przesłankami.
Jeżeli Bandżarowie i Gadulia Lohar faktycznie związani są z Gurdżarami
(na co mogą wskazywać nazwy gotr), to tym bardziej wyklucza to związek
Cyganów z nimi. Wówczas, gdy Gurdżarowie przywędrowali do Indii i posu­
wali się w głąb kraju, zdobywając pozycję, podporządkowując sobie nawet
niektóre państwa, przodkowie Cyganów opuszczali Indie. Odwoływanie się
do związków Cyganów z Gadulia Lohar czy Bandżarami należy uznać
za takie same fantazje, wyrosłe z najprostszych skojarzeń, jak cała niemal
historia poszukiwania protoplastów cygańskich. Dwa są tylko (jeśli idzie
o dzisiejszy stan wiedzy) czynniki kojarzące te trzy społeczności, to koczow­
niczy sposób życia i pewien znamienny szczegół mitów genealogicznych —
sposób życia, koczowanie, traktowane jest jako rezultat przekleństwa, jako
kara. Nie prowadziłem specjalnych studiów porównawczych, ale wydaje się,
że zwykle istnieje zgodność sposobu życia z jego ideałem mitycznym; ro­
dzaj egzystencji, jaki prowadzi grupa, traktowany jest jako naturalny, właści­
wy, czasami szczególnie godny (potwierdzają to przykłady koczowników
z Azji Centralnej i Mniejszej). Jest to zrozumiałe choćby z uwagi na
potrzebę zaspokojenia etnocentryzmu, godności własnej etc. Odwoływanie się
do opowieści, która podkreśla moment wykroczenia, życia z piętnem kary,
jest niepokojące z punktu widzenia analizy. Mogłoby świadczyć o nieutożsamianiu się z formą życia, a zachowaniu dystansu do własnej egzystencji,
o świadomości jej niegodnego charakteru i o utajonym dążeniu do zmiany,
do osiedlenia. Ten motyw, rodzaju prowadzonego życia jako kary, w przypadku
Cyganów jest łatwy do wyjaśnienia. Występuje on w opowieściach skompo­
nowanych wyłącznie — jak się wydaje — na potrzeby nie-Cyganów. W okresie,
gdy Cyganie pojawili się w Europie i gdy pątnicze życie było zjawiskiem
powszechnym, a zarazem wyjaśnianym w kategoriach kary i pokuty, opo­
wieścią o pokutnym charakterze swojego wędrowania sankcjonowali Cyganie
wobec Europejczyków potrzebę, a nawet konieczność przemieszczania się i od­
wiedzania coraz to innych krajów (Mróz 1987). Nie wiadomo natomiast,
jak brzmiały mity genealogiczne Cyganów tego okresu (jeśli w ogóle istniały) —
nie te dla nie-Cyganów, ale własne. Nie zostały bowiem zarejestrowane,
a pamięć o nich najprawdopodobniej uległa zupełnemu zapomnieniu.
Jaka jednak jest przyczyna, że opowieści Gadulia Lohar i Bandżarów
są naznaczone przekleństwem, piętnem życia, które jest karą? Wyjaśnienie tego
przypadku nie jest tak proste i chyba niezbyt możliwe przy dzisiejszym
stanie wiedzy. Wydaje się to wynikać z samej istoty podziałów społecz­
nych, siły tradycji, rozumienia ładu społecznego, idei życia zgodnego z dhar­
mą. Albo też obie historie zawierają w sobie echa
choć ubrane w szatę
mityczną
faktycznych wydarzeń, czyli przekroczenia reguł zawierania mai-

�104

LECH

MRÓZ

żeństwa w obrębie tej samej kasty lub w ogóle niezgodnie z przyjętą
zasadą. Wtedy identyczność nazw niektórych gotr u Bandżarów, Gadulia
Lohar i rodów radżpuckich byłaby zrozumiała.
O wspólnocie Cyganów z Gadulia Lohar i Bandżarami zasadne jest
mówienie tylko w tdkim stopniu, w jakim można mówić o wspólnocie
Cyganów z każdą inną lub prawie każdą grupą, kastą, a może także
społecznością plemienną Radżastanu. Nie jest pewne, czy Bandżara i Gadulia
Lohar istnieli już jako ukształtowane społeczności w momencie opuszczania
Indii przez tych, którzy byli przodkami Cyganów. Ich własna historia nie
wskazuje na to. Społeczność Radżastanu była dopiero w okresie kształtowa­
nia się, wiele zmieniło się na przestrzeni późniejszych wieków. Jeżeli można
mówić, to o wyspólnocie przodków Cyganów z przodkami Bandżarów, przod­
kami Gadulia Lohar, czyli o związku protoplastów Cyganów z tworzącym
się społeczeństwem północno-zachodnich Indii - a to jest oczywiste i wiado­
me. Ale w żaden sposób nie wynika z tego bezpośredni związek Cyganów
właśnie z omawianymi tutaj społecznościami.
Jak jednak wyjaśnić fakt, że niektórzy współcześni Bandżarowie przyznają
się do związku z Cyganami ? Wydaje się — choć brzmi to paradoksalnie że jest to jeden z elementów zabiegów o podniesienie statusu grupy. Dla
Gadulia Lohar, kasty o lokalnym w porównaniu z Bandżarami charakte­
rze, Cyganie nie okazali się potrzebni — drogę ku podniesieniu statusu, swój
wariant sanskrytyzacji realizują i uzasadniają poprzez retusze niekorzystnych
elementów swojego mitu genealogicznego.
Odmiennie rzecz ma się z Bandżarami. Ekonomicznie i liczebnie silniejsi,
rozprzestrzenieni szeroko po Indiach, aspiracjami wyrastają znacznie ponad
kosmetyczne zabiegi wokół historii — chociaż cel jest podobny. Zatem i dzia­
łanie jest bardziej zdecydowane, radykalne. Bowiem: „społeczność, która
poświęciła swoją honorową pozycję dla kraju, jego ludzi [trudnią się
transportem żywności—L. M.], religii, kultury, ma prawo, by wrócić do
odpowiedniej pozycji w społeczeństwie" — stwierdza ambitnie autor tekstu
zamieszczonego w bandżarskim periodyku (Rathod 1983, s. 9). Cyganie
zostali potraktowani jako jeden z elementów drogi ku górze hierarchii spo­
łecznej. Są przecież Europejczykami, a przy tym dowodem witalności i ekspansywności indyjskiej (ściślej bandżarskiej). O Bandżarach w świecie mało jest
wiadomo, o Cyganach znacznie więcej, jest to więc korzystne połączenie
dla Bandżarów. Wydawane przez Bandżarów w Bombaju czasopismo za­
wiera wiele osobliwych tekstów. Oprócz opowieści cyganoznawców o euro­
pejskich i amerykańskich Cyganach, kończonych konkluzją, że to są właśnie
bracia Bandżarów, zamieszczają o sobie i swojej historii opowieści Bandżaro­
wie, z identycznym wnioskiem. Tak więc Cyganie są - nieważne świadomie
czy nieświadomie - traktowani instrumentalnie przez Bandżarów jako droga
do podniesienia statusu własnej grupy.
Co z tego mają Cyganie? Wydaje się, że tyle samo, że widzą w tym
związku także drogę do podniesienia statusu własnej grupy (dotyczy to

�KOWALE I HANDLARZE BYDŁA Z RADŻASTANU

105

oczywiście tylko pewnej części, inteligencji cygańskiej). Potwierdzają to wyraź­
nie publikacje, których autorzy są sami pochodzenia cygańskiego (np. Ko­
chanowski 1974). Jeżeli już uznana zostanie i ugruntowana pozycja Bandża­
rów jako Radżputów (kszatrjów), wtedy być może i Cyganie w swojej historii
wprowadzą korekty, powołując się na wysoką pozycję braci w indyjskiej
hierarchii. O ile bowiem bramini są najwyżej, są stanem kapłańskim, o tyle
królami zwykle byli kszatrjowie. Jest to więc możliwość atrakcyjnego przemo­
delowania historii także przez Cyganów. Możliwość odrzucenia całej kryminalno-włóczegowskiej tradycji i balastu obciążeń, a zajęcie godziwej pozycji
królów i królewskich rodów Indii.

LITERATURA
Atlas
1964
Atlas Narodov Mira,
A š r a f j a n К. Z.
1965

Moskwa.

К voprosu o kastach v severnoj Indii XIIl-XVUI
vv. (po dannym persidskich feodttlnych chronik, [w:] Kasty Indii, Moskwa, s. 166-177.

B a i n e s A.
1976
Ethnography
B a s h a m A. L .

(Castes

and Tribes),

Delhi.

1964
Indie, Warszawa.
B a s u M . P.
1970 Some Aspects of the Banjara, „Tribe", vol. V I I , nr 3, Udaipur, s. 14-23.
Bhavnani E.
1974
Folk and
B y r s k i M. K .

Tribal Designs of India, Bombay.

1985
Słowniczek,
C h a u d h u r i В.
1982

[w:] Manusmryti,

Kamasutra,

Warszawa, s. 185-202.

Identity Crisis of the Trihals, [w:] B. Chaudhuri
Problems and Prospects, Delhi, s. 181- 190.

(ed.), Tribal Development in India.

C o b a s S.
1973
Crooke
1968

Les Gaduliya Lohars (nómades de l'lnde) sont-ils apperentés
..Etudes Tsiganes", nr 4, Paris, s. 36-48.
W.
77;e Popular
z 1896 г.).

Religion

and

Folk-Lore

of

Northern

1972
Things Indian, Delhi (reprint wydania z 1906
E l l i o t H. M.
1896

Memoirs on the History, Folk-Lore
and
Western Provinces of India, London.
Gokuldas
bd. Bandżara
H a n c o c k I.

au\

India,

Tsiganes

Delhi

occidentaux?,

(reprint

wydania

г.).

Distribution

of

the Races

of

the

North

bhaskar, A d ź m e r .

1984

The Development of Romani Linguistics, [w:] Sixth Annual Meeting and Conference
on Gypsy Studies of the Gypsy Lore Society, North American Chapter, New Y o r k .
J a k i m o w i c z - S h a h M . , J a k i m o w i c z A.
1982
Mitologia indyjska. Warszawa.
K i e n i e w i c z J.
1985

Historia Indii,

Wroclaw.

�106

LECH

MRÓZ

Kochanowski J.
1974

La caste origine/le des Tsiganes d'Europe, |w:] J . Reychman (ed.). Księga
ku czci Eugeniuszu Slitszkicwicza.

pamiątkowa

Warszawa.

K u c l e n k o v A. A.
1983

Evolucija indijskoj kasty. Moskwa.

Lal CH.
1962

Gipsies.

Forgotten Clii/dren of India. Delhi.

Manusmryti
1985

Manusmryti,

Kamasutra,

Warszawa.

M i s i a P. K .
1970

Study of Nomads, |w.] S. С. Sinha (ed.), Research Programmes
logy and Allied Disciplines,

1974

The Nomadic

Calcutta, s.

Gadulia Lohars:

on Cultural

Anthropo­

151-161.

Their Region of Movement

and the Composition

a Band. |w:] K . S. Mathur. B . C . Mathur (ed.), Tribe, Caste and Peasantry,
now, s.
1977

of

Luck-

109-118.

The Nomadic

Gadulia Lohar of Eastern Rajasthan,

Calcutta.

Mróz L.
1987

Z rodu Kaina. ..Etnografia Polska", t. X X X I . z. 2, s. 193-217.

N a g A. K .
1983

Tipu Sułtan

Used Banjaras for Espionage

Work, „Banjara". 1st November, Bombay,

s. 10.
N a i k R.
1983

Banjara (Indian

Roma)

from Barothan.

„Banjara",

1st November, Bombay, s. 14.

P a l D.
1968

Rajasthan.

Delhi.

P a n i k k a r К. M.
1965

Dzieje Indii. Warszawa.

Pischel R.
1909

The Home

of the Gypsies.

„Journal of the Gypsy Lore Society",

vol. I I . nr 4,

Edinburgh, s. 292-320.
Pittard M. E .
1932

Les Tziganes ou Bohemiens.

Geneve.

R a t h o d P.
1983

Historical

and Important

Role Played

by Banjara in the Life

of Nation,

„Banjara",

1st Newember. Bombay, s. 9.
Rishi

W. R .

1976

Roma.

The Panjabi Emigrants

the Americas.

in Europe. Central

and Middle

Asia, the USSR

and

Patiala.

R u h e l a S. P.
1967

77fe Gaduliya
s.

Lohar:

Nomads

of

Rajasthan.

..Tribe",

vol.

I l l , nr 2, Udaipur.

1-14.

1968

The Gaduliya Lohars of Rajasthan,

Delhi.

1973

The Gaduliya Lohars of Rajasthan.

A Study in the Sociology

of Nomadism,

Tsiganes". nr 4. Paris, s. 42-48.
S h a r m a M. L.
'971

Rajastham.

b. m. w.

S i n g h P.
1983

77;e Banjaras.

..Banjara", 1st November. Bombay, s. 16.

Sluszkiewicz E.
1980

Pradzieje

i legendy Indii, Warszawa.

S z a t k o w s k a J.
1977

Zmiany

społeczeństwa

kastowego w Indiach współczesnych.

Warszawa.

„Etudes

�KOWALE

I HANDLARZE

BYDŁA Z

107

RADŻASTANU

Śriramaśarma
1983
Bawara Samaj. H a i d a r á b á d .
The Banjaras
1966
The Banjaras of Andina Pradesh, Hyderabad.
Tipler D.
1983
Tod J.

The Banjaras,

1829
V j a s S.

Annals and Antiquities of Rajasthan,

1968
Diipsi
V y a s N. N.
1966
1967

,-Banjara". 1st November. Bombay, s. 16.

diandżati

Bandiara,
Banjaras:
s. 15-35.

Bombay.

aur bharat. „АскаГ". nr 10, Delhi.

Udaipur.
The Mercantile

Nomads of Rajasthan,

..Tribe", vol. I l l , nr 2. Udaipur,

Williams H. L.
1912- The Criminal and Wandering Tribes od India. Genezis and Tribal Particular, „Journal
-1913a of the Gypsy Lore Society", vol. V I . nr I. Edinburgh, s. 34-58.
1912The Criminal and Wandering Tribes of India. Tribal Customs and Occupation, „Journal
1913b of the Gypsy Lore Society", vol. V I . nr 2. Edinburgh, s. 110-135.

Lech Mróz
THE NOMADIC BLACKSMITHS AND CATTLE DEALERS FROM
AS H Y P O T H E T I C A N C E S T O R S

RAJASTAN

OF T H E GYPSIES

Summary
In spite of great advances in the studies on the Gypsies their origin has not yet been
explained sufficienty.

There are many controversies concerning the period of their leaving

India and the groups, tribes or castes

to

which they could

be traced back.

Moreover,

there are many misunderstandings, especially in the English literature of the subject, with
the very name "Gypsies". It was used as an equivalent of the term "nomads" with reference
to the nomadic groups that had nothing in common with the real European Gypsies (Roma).
Since the 19 century two Indian groups have been mentioned as the probable ancestors
of the Gypsies, i.e. Gadulia Lohar and the Banjara. The latter have been almost

officially

acnowledged as being the Gypsies' forefathers. Still, the most important arguments supporting
the common ancestry of the Banjara and the Gypsies were not the statements of scientists
but the declarations of the both sides concerned. The publications of the Indian ethnographers
and

the periodicals published by the Banjara organizations often stress their

with the Gypsies. The same thesis has been

confirmed

by the

represenatives on the Gypsy Congress in Gottingen in 1981

presence

connections

of the

as well as by the

Banjara

statements

of some European authors. Still all these are not a scholary evidence.
Basing on literature and his own

fieldwork

in India (among the Banjara and Gadulia

Lohar in Rajastan) the author discusses the above opinions. Neither the literature nor the
field data afforded him sufficient

arguments proving any real connections

of the

Banjara

or the Gadulia Lohar and the Gypsies. Their languages, culture, the study of their history
and

myths

have not

shown

any of such relations. Connecting the

Gadulia

Lohar,

the

Banjara and the Gypsies is based, as it always was. on simple associations of the nomadic
life of the Gadulia Lohar and their occupation
The

author's field studies

the blacksmithery.

have indicated quite a different

problem

the process

of

�108

LECH

MRÓZ

sanskritization that becomes apparent in the evolution of genealogie tales of the Banjara
and the Gadulia Lohar. It turned out that both these groups of low social position
claim to the status of Rajputs, that means to the varna of the ksatrijas. The Banjara
and the Gadulia Lohar have undergone two different variants of sanskritization. It is
a paradox that the Gypsies, a society having a very low social status in Europe became
an element used by the Banjara in their endeavors about improving their social position
in India.
Once the Banjaras are acknowledged as ksatrijas the Gypsy intelligentsia and social
workers will probably take their chance to reject their vagabond and criminal past attributtd
to them by the Europeans and will endeavour about raising their social prestige as the
brothers of the Indian Rajputs.
Translated by Anna

Kuczyńska-Skrzypek

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6439" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6419">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3d8e6c30f5fed95024aedf23845666ec.pdf</src>
        <authentication>d8020cf68a985f4d049562dff0361559</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76674">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3501</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76675">
                <text>1979</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76676">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3281</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76677">
                <text>Wozy cygańskie / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76678">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.2, s.77-94</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76679">
                <text>Mróz, Lech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76680">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76681">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76682">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76683">
                <text>I

ttt

prntwrs

óttfioc

jmrbml•*''A^v*""*

tj/eim

LotwJuehmj

i»

rsm łjiie
'W:::;."
i . . ? der
/.
f(hotо
/
'

Jxthms

Z' '

П. 1. W ę d r u j ą c a

g r u p a C y g a n ó w , r y c i n a z I . poł. X V I I

w.

Lech Mróz

W O Z Y CYGAŃSKIE

Temat

Cyganów

Sztuki

Ludowej"

wtedy

gdy

stanowiły
nymi

Cyganie
częsty

się

nikt

1

jeszcze

widok,
z

w

prasie,

zjawiska
strony

łamach

Tak

się

wędrowali,

poza

„Polskiej
złożyło,

a

ich

że

tabory

historyczno-etnograficz-

i językoznawczymi

etnografów

kulturą. P o j a w i a ł y

na

raz pierwszy.

pracami J. Ficowskiego

bożniaka
kuły

pojawia

po

nie

interesował

T. Posię

ich

się o n i c h , o d c z a s u d o c z a s u , a r t y ­
ale

ujemne.

powierzchowne,

Brak

etnografów,

wyolbrzymiające

zainteresowania

zajmujących

się

Cyganami
kulturą

ze

ludową

w

zawiłości i c h k u l t u r y , f i l o z o f i i życia, upodobań i a m ­

bicji.

W

wielu

Cyganów
działań,

ośrodkach
malnego

tacji

mijającej
nymi

związki

rębności w y d a w a l i
ło —

pomiędzy

i narodowościowymi.

różnymi

grupami

społecz­

z ludnością

się w s z e l k i e j

k o w a pozwalała i m n a p o r o z u m i e w a n i e
ustalanie t a k t y k i

działań

o k r e s późniejszy. Z k o l e i d l a e t n o g r a f ó w badających o d ­

władz, 1 w

ogóle

wało,

s t o s u n k u do

w
po

Afryce)

Cyganie

to, a b y

paszport,

(pasterską

w

Mongolii,

zapewne

i c h zrozumieć

ale

umiejętność

byli

—

i

plemienne

n i e dość

opisać

konieczna

znajomość

przełamania

nieufności

—

atrakcyjni,

niepotrzebny
języka,
i

wejścia

był

obyczaju,
w

ich

braniając

niały t e g o t e m a t u . I m p u l s d o badań n i e w y s z e d ł też
organów
Cyganów

a d m i n i s t r a c j i , które r o z w i ą z y w a ł y
w

sposób

ze

pro­

i n s t r u m e n t a l n y , n i e wchodząc

odrębność

prowadziły
nie

tyl­
języ­

się między

sobą

przedstawicieli

Wszystko

Cyganów

do

Koczując,

Odrębność

obecności

nie-Cyganów.

i m wędrowania

jąc o m o ż l i w i e szybką

to

powodo­

podjęto,

zwłaszcza

z t a b o r a m i , osiedlając

i c h integrację

i

dba­

z miejscową

lud­

nością.
Dopiero

P l a n y b a d a w c z e instytutów n a u k o w y c h n i e u w z g l ę d ­
strony

w

w

w o k r e s i e p o w o j e n n y m , szereg r a d y k a l n y c h k r o k ó w , z a ­

środowisko.

blem

że

w

budzili
ale i

i władzami.

ale i państw.

i

nor­

czy o r i e n ­

spoistość,

by­

i

tok

k o n t r o l i , przekraczając

województw

ległe

kultury

ich w

i sposób z a c h o w a n i a

się grupą t a k t r w a ł ą , że można

odłożyć n a

odrębności

społeczności. C y g a n i e

I c h wewnętrzna

dążenia

konfliktów

wymykali

badań
się d o

miastach

a d m i n i s t r a c j i n i e t y l k o u nas

ko granice

nimi

w

i włączenie

od­

zainteresowanie

ich

cygańskich

w swej

j a k sądzono —

Zresztą C y g a n i e

po­

przełamanie

grup

miejscowej

politycznej.

częstych

badawczej,

dla

i n n y c h państwach, niezależnie o d i c h u s t r o j u

jętej

i

celu

przemysłowych

życia

kulturowa,

dokumentacyjnej

na

osiedlenie

zresztą n i e p o k ó j

powołano

i n s t y t u c j e , u nas o g r a n i c z o n o

mających

kulturowej,

k r a j u , wynikał z koncentracji u w a g i na t r a d y c y j n i e po­
problematyce

i n n y c h państwach

specjalne

kilka

l a t t e m u zaczęto

wać poważniej

Cyganami.

ka

z racji

etnografów,

współczesnych

nie

kilkunastu

ciągu

ze

środowis­

zainteresowań n a s t a w i o n y c h na

poszukiwanie
w

się u nas i n t e r e s o ­

I m p u l s wyszedł

„starożytności" .

lat stali

2

się

już

taką

A

Cyga­
właśnie

77

��I I . 2. W drodze,

d r z e w o r y t , 1861 г. I I . 3. C y g a n i e n i e m i e c c y z c z t e r o k o ł o w y m w ó z k i e m
ciągniętym
r y ć . z 1884 г. I I . 4, 5. C y g a n i e rumuńscy. R y c . z końca X I X w .

przez

ludzi,

7.9

�„starożytnością".

Od

mniej

więcej

15 l a t n i e

wędrują

już, p r z y m u s o w o i z d u ż y m t r u d e m o s i e d l e n i . Czas, j a k i
minął, w p r o w a d z i ł
i

kulturze,

przez

że

badaczy

całości

i

które

jej

t a k zasadnicze

wreszcie

badaczy

w

możliwa

rekonstrukcja —
I

doszło

czyli

nie wiedzieć,

do

takiej

interpretowanie
elementów,

świadomie

sytuacji.

Niekiedy

zbiegło
zabiegi

czy

nie­

Zainteresowanie

zastąpić

odpowiednim

się z „ a g o n i ą k u l t u r o w ą "
badaczy

tych

i najzręczniejsze

wiadomości,

czasie z e b r a n e .

które

czątku X X

i c h życiu

tak lubiana

C y g a n a m i zbiegło się z o k r e s e m r o z b i c i a i d e -

kulturacji,
mogą

zmiany

się

f u n k c j o n o w a n i a na podstawie

przetrwały.

świadomie

stała

inspirującego

Cyganów .
3

hipotezy

nie

nie

zostały

D l a rozwinięcia

w

zaintere­

Skomplikowanym
i

analizy

informacji
i

z t e g o p o w o d u , że

cze

przez f a k t

także

bez

osiedlenia, wejścia

znaczenia,

że

Cyganie

w stałe i częste k o n t a k t y

jest

i kultury.

już w z g l ę d ó w

i po­

jest

próba

opisania

Nie tylko dlate­

brak

t a była

dostatecznych

jeszcze ż y w a , a l e

t o społeczność

p r z y s z l i do E u r o p y

trakcie wędrówek
cech

trudno

nich

życia

o dawnej h i ­

przed

kilkoma

się ze społecznościami często z g r u n t u

W

wiele
dziej

XIX

wie­

i o d t e g o c z a s u p r z e m i e r z a l i różne k r a j e , k o n t a k ­

tując
mi.

i grafików

zagadnieniem

z lat, gdy kultura

storii. Cyganie
kami

malarzy

cygańskiego

go, że z o m ó w i o n y c h

s o w a ń C y g a n a m i , d l a ilości p r a c , j a k i e p o w s t a ł y w o s t a t ­
l a t a c h , n i e jest

artystów

w.

jest

obcych
dziś

swej

po

dawnej

wydobyć

spod

własne, a u t e n t y c z n e
jeden

czynnik

Na

i

odmienny­

przejęli

kulturze,

oni tak

że

zapożyczeń

elementy.

istotny

świadomości Cyganów.

Europie

ogromnie
te

najbar­

Jest wreszcie

mający

swoje

podstawie

jesz­

odbicie

różnych

w

obserwa­

z n i e - C y g a n a m i , s t a l i się b a r d z i e j dostępni d l a b a d a c z y ,

c j i niecygańskie otoczenie

stracili

gana. Ukształtowanie stereotypu prowadziło n i e k i e d y do

że

po

jeszcze

Cyganami.
prace

części

swoją

jeden

czynnik

Znaczna

dawną

część

nad Cyganami

hermetyczność.

wpłynął
osób

na

Myślę,

zainteresowanie

prowadzących

to ludzie

młodzi,

obecnie

którzy

już

nie

narzucania

„cygańskości" s a m y m C y g a n o m .

nie

szukać

trzeba

gańskich

wyraźnie

daleko.

wielu

rzy

się k o b i e t — a l e b a r d z o

—

nawet

jeśli

straszono

— n i e mają

niechęci

do n i c h .

ich w

wszczepionej
Stereotypy

dzieciństwie

przez starsze

i sądy

Cyga­

pokolenie

o Cyganach

prze­

elementach

konieczny
waż

do

jednak w

kultury

czymś o c z y w i s t y m i

obowiązującym,

wróżki

społeczeństwa

zachowały

więc, dopasowując

nadal

swą

trwałość.

i

jest

ten stanowi wprowadzenie

zarazem

zapowiedzią

dalszych

które ukażą się w „ P o l s k i e j
cie

charakter

pisma

do

prac

zagadnienia
o

Cyganach,

Sztuce L u d o w e j " .

określa

rodzaj

Oczywiś­

tematyki i

dobór

autorów. P r z e w i d u j e

się w i ę c p u b l i k a c j e m . i n . n a t e m a t

strojów

(a

cygańskich

wrażliwości
typologii
sztuce

80

powinny

wyglądać

estetycznej,

wozów,

ludowej

a

raczej

sposobu

ubierania

w y s t r o j u wnętrz

także

i folklorze

omówienie
oraz

roli

Cyganów

się),

mieszkalnych,
Cyganów
jako

w

motywu

jak

i c h niecygańskie

Stroje
czy

których

stylu narzuconego

w i e k u , a ponieważ
winny

sposobie

w

cy­
w

ubierania

obrębie

społeczności.

w

pewien

określony

sposób,

klientów, n a w e t

d o m u noszą się
do

Ponie­

n p . cygańskie

„pracy",

te

podobnie
to

znaczy
wróżka

jest t o w i d o c z n e
estradowe

w przypadku

zespoły

wynikiem pewnych

cygańskie.
zapożyczeń

zespołom c y g a ń s k i m w
świadomości

(także e l e m e n t

być

zachowawcza

się t a k , j a k w i n n a b y ć

używają

t e są najczęściej

romanse

np. w

sąsiadki,

u b r a n a . Jeszcze b a r d z i e j
strojów,

tendencja

się d o w y m a g a ń

idąc w r ó ż y ć , o d z i e w a j ą

Przykładów

społecznościach

często n i e j e s t t o już w a r u n e k

C y g a n k i , które p r y w a t n i e i w

Artykuł

w

świadomości n i e - C y g a n ó w

stały b y ć d l a n i c h
ogółu

—

istnienia w

choć

wśród

Jest

widoczna

w i d z i e l i bądź n i e pamiętają w ę d r u j ą c y c h t a b o r ó w i k t ó ­
nami

tworzyło sobie w i z e r u n e k C y ­

prezentowane

obcy

potocznej

ubiegłym
cygańskie

tradycyjnej kulturze) po­

przez

osoby

mające

wygląd

�81

�zgodny

ze s t e r e o t y p e m ,

romantyczny

już n a p o t r z e b y
Oczywiście
runek

stąd i d z i s i a j z a c h o w u j e

typ ubioru,

muzyki

i

gestu

rozumieć

przez

—

się t e n
wyraźnie

odbiorców.
n i e należy

t e n jest z g r u n t u

obcy

cygańskiej

t o , że

zależnie o d z m i a n , j a k i e zachodziły, i o d k r a j u
kania,

wiele

cech

cygańskiej

odrębności

stosowania

w

ubiorze

barw

żywych,

Nie­

zamiesz­

daje

r a ź n i e z a o b s e r w o w a ć . Z a l i c z y ć d o n i c h można
do

wize­

tradycji.
się

wy­

skłonność

często

wręcz

j a s k r a w y c h . T e u p o d o b a n i a , o d m i e n n e o d niecygańskich,
„gadźowsikich",
wnętrza
w

uwidaczniały

cygańskich

wozów

się

także

czy —

d o m a c h . Sposób życia, j a k i d o czasu

wadziła

znaczna

rami, zmiana
wozach,

część

miejsca

ogniska,

Cyganów

—

cygańskich

osiedlenia

pro­
tabo­

namiotach lub

kobiet

nych wsiach l u b miastach, muzykowanie
niewątpliwy t a l e n t muzyczny,

dekoracji
mieszkań

wędrowanie

postoju, noclegi w

wróżenie

w

później —

w

mija­

mężczyzn i i c h

h a n d e l końmi, k o t l a r s t w o ,

w s z y s t k o t o stanowiło s p e c y f i k ę C y g a n ó w , w y r a ź n i e i c h
różniąc o d n i e c y g a ń s k i e j społeczności. O p a r c i e s ą d ó w n a
t a k i m właśnie zewnętrznym obrazie, p r z y
readiów

życia

kształtowania

nieznajomości

Cyganów,

doprowadziło

właśnie

do

stereotypu

Cygana.

był

zresztą

Nie

o b r a z j e d n o l i t y , należałoby m ó w i ć r a c z e j

to

o dwóch

u-

prze­

c i w s t a w n y c h sobie s t e r e o t y p a c h . T a k więc s t e r e o t y p n e ­
gatywny,

obejmował

przywiązania
domostwa,

takie

cechy

d o stałego m i e j s c a

zasobności

w

sprzęty,

pracy

wykonywanej

przede

wszystkim niezajmowanie

zabawna

przez

ujemne

jak:

pobytu, brak
brak

znaczną

zamiłowania

część

ludności,

r z e c z — t e s a m e c e c h y , lecz o c e n i a n e

rzy.

To

ludzi
co

ze

środowisk

twórczych,

dla przedstawicieli

do
a

się r o l n i c t w e m . A l e —

d a t n i e , z ł o ż y ł y się w X I X w . n a o b r a z C y g a n a
domości

brak

trwałego

znacznej

jako do­
w

pisarzy,
części

świa­
mala­

społecz-

�П. 9. Т у р w o z ó w u ż y w a n y w z a c h o d n i e j i ś r o d k o w e j E u r o p i e w o k r e s i e m i ę d z y w o j e n n y m . I I . 10. W o z y C y g a ­
n ó w n i e m i e c k i c h . I I . 11. O b o z o w i s k o C y g a n ó w - k o s z y k a r z y . I I . 12. O z d o b n y w ó z C y g a n ó w z A m e r y k i P ó ł n o c n e j .
I I . 13. O b ó z C y g a n ó w p r z y szosie K r o s n o — J a s ł o , 1959 r .

��ności było c e c h a m i n e g a t y w n y m i , d l a b o h e m y
nej

stanowiło

element

najcenniejszy,

resujący w e g z y s t e n c j i
skrępowanie
postaw
reotypu
i

przekazach,

ze s t e r e o t y p e m ,
nych, w

i

m a c h „Polskiej
Jednym
cześnie

w

sztukach

Indii

elementów

posiadania
w

środków

czasie

zwłaszcza

Europie

Dopiero
niejsze

Cyganów,

wędrówek,

rodzaj

bytowania.

Wozy

jedno­

było

ko­

umożliwia­
(doty­

większości).

migracji

opuszczenia
przez

się i c h w E u r o p i e .

jedynie

od X V w . i n f o r m a c j e
i można

ła­

jasnych informacji historycz­

dotyczące

pozwalają

a

wędrówki

okresu exodusu —

nent azjatycki i pojawienia
przekazy,

na

wyróżniają­

ludności,

dla ich k u l t u r y ,

życie

m a wystarczająco
przodków

plastycz­

bardzo i n ­

mieszkalne,

h i s t o r i i C y g a n ó w , p o r u s z a l i się

o n i z a z w y c z a j pieszo, j e d y n i e d o b y t e k i d z i e c i
na

osłach l u b mułach.

Ten

sposób

przewożąc

przemieszczania

wędrujących g r u p Cyganów powszechny

się

j e s t do d z i s i a j w

A z j i , a do n i e d a w n a jeszcze ( n a w e t

po o s t a t n i e j

wojnie)

występował

i półwyspie

Iberyj­

również

n a Bałkanach

s k i m . O posługiwaniu

się p r z e z C y g a n ó w

mina

zapis

po r a z p i e r w s z y

ich w
ganów

w

się

h i s t o r y c z n y c h , d o t y c z ą c y c h p o j a w i e n i a się C y ­
różnych k r a j a c h E u r o p y

niej — w

1417 w N i e m c z e c h ,

we

że

wierzch
mo,

wspo­

z 1348 r. o p o j a w i e n i u

S e r b i i *. B a r d z o często są w z m i a n k i o k o n i a c h w

przekazach

dają,

końmi

Francji

(w

wędrowali

nalnego

do

i

końmi,

wciąż

zainteresowania

zachod­

źródła

5

z

juków.

dzisiaj

środkowej

1422 w B a z y l e i , w r o k

Paryżu) . Wszystkie

oni

i do n o s z e n i a

konie

w

używając

Jak powszechnie
są

wiado­

przedmiotem

profesjo­

a jeszcze w

począt­

kach X X w. wiele

g r u p europejskich Cyganów

wiązało

swą

handlem

egzystencję

z XVI i XVII

z

konty­

Cyganie
w

Cyganów

formacji,

końmi.

w . przedstawiają

nie wędrujących

Nieliczne

Cyganów,

po­

ich pod

Zachowane

ryciny

często C y g a n ó w

właś­

z k o ń m i ( i l . 1).

wędrujący

z końmi

bądź

osłami

mieszkali

szałasach l u b n a m i o t a c h . J a k w y n i k a z d a w n y c h i n ­

pojawienia

się

na

snucie

przypuszczeń.

szedłszy d o E u r o p y n i e z n a l i jeszcze n a m i o t ó w i r o z b i ­

o Cyganach

stają się peł­

jając

obozowisko

mioty

zaczynają

na ich podstawie
środków

n a początku e u r o p e j s k i e j

później

otaczającej

i konieczność

przez

mó­

itp. —

omówienia

t o n i e w s z y s t k i c h , ale z n a c z n e j
Nie

w

Ludowej".

spośród

i

ste­

wiejskiej

utrwalony

Są t o s p r a w y

najistotniejszych

wędrowanie

zestawienie

ludności

dokładniejszego

n y c h , które d o t y c z y ł y b y

w

przez

został

charakterystycznych

czowanie
czy

z

tworzące

opowieściach, p r z y s ł o w i a c h

Sztuki

Cyganów

jących

który

nie­

Rozbieżność t y c h d w ó c h

jaki odnajdujemy

warte

wartości

świadomości

literaturze i muzyce.

teresujące

cych

w

miasteczek,

wionych

były

się w y r a ź n i e

istniejącego

małych

to

postać C y g a n a .

uwidacznia

inte­

C y g a n ó w . Wolność, s w o b o d a ,

konwenansami

wyidealizowaną

artystycz­

najbardziej

odtworzyć

transportu,
tak w

sposób

potocznej

szlak i c h
życia

i

świado­

nich
i

zawartych

dopiero

forma

m.in. w

b u d o w a l i szałasy
się

od

XV

i c h nie jest

mości zrośnięte z p o j ę c i e m życia C y g a n ó w , są w i c h k u l ­

stała

przejęta

turze n a b y t k i e m raczej

nych

k r a j a c h używali

n o w y m , o t r a d y c j i liczącej

nie­

w i e l e ponad sto l a t . W o z ó w używano w p r a w d z i e i wcze—

na

n i e j , a l e j a k o środka t r a n s p o r t u , a n i e m i e s z k a n i a . N a j -

poszczególnych

d a w n i e j , w t r a k c i e wędrówek po A z j i

powszechnym

i Bałkanach

oraz

chyba

k r o n i k a c h , Cyganie

stopniowo

przyjąć,

więc

cygańskiego

europejskich. Cyganie
namiotów,

to w y n i k

Wprawdzie

wśród

prz3'puszczać,

pochodzenia,

odmiennych

że j e s t

krajów.

i liści. N a ­

rozpowszechniać

w . Można

od ludów

z gałęzi

przy­

różnic

w

namioty

lecz
w
ale

że
zo­
róż­

moż­

kulturze
nie

były

t y p e m d o m o s t w a d l a żadnej c h y b a ze s p o -

85

�łeczności

żyjących

w

używało i c h w o j s k o ,

Europie

cy. P o d s t a w o w e t w o r z y w o
tów

stanowiło

od

dawna

względy

praktyczne

niektóre

jednak

—

grupy

muńskich) stosowały
Wozy

weszły

w

XV

czy

czasem pasterze

w

do b u d o w y
płótno,

łatwość

o

także

wędrow­

i krycia

czym

namio­

zdecydowały

transportu i

Cyganów

trwałość;

(np. węgierskich

skóry

użycie

X V I w . , ale

czy i n n i

bądź

znacznie

się o n e u C y g a n ó w p r a w d o p o d o b n i e

płaty

kory

później.
dopiero

i ru­

w X V I w.,

pywane
i

przewożenia

spodzie

d o b y t k u , chociaż

nie tylko

wiała także spanie
nak

do spania

nie

zmniejszały

charakter

podścielona

amortyzowała
w

wstrząsy,

czasie postojów. W

służyły

Cyganów,

poruszanie

się p o

n i e . A l e n i e pełniły o n e jeszcze r o l i

jazdy

słoma

ale

na

umożli­

zasadzie j e d ­

nadal namioty. Wozy

operatywności

umożliwiały

kiem

tego

typu

i c h lekkość
różnym

nowej,

chęć

chłopów

ne

i

XVIII

już

W

XIX

używanych
wiają

użycie n p . w "Polsce w

wynik

akcji

osiedlania

ministracyjnych
wozów

17

Cyganów,
przy

zabraniania
pomocy

— bo i takie

wę­

dzaju

ad­

nają

się

zda­

zniknięcia
czy

Po

wszyst­
wśród

jarmarki

Cyganów

spo­

wozami

od wieśnia­
zachowa­

zróżnicowanie (il.

i częściach

z warunkami

pociągowej.

skąpe

dość

wymienionych
niekiedy

azjatyckich

Analiza

materiału

informacje

koni

i

wołów

Europy,

co

geograficznymi
iko­

świadczą,

osłów

do

—

dotyczy

(zwłaszcza

Turcji)

że

ciągnięcia
to niektó­
i

bałkań­

i

XX

przez

w.

zwiększa

Cyganów

w

masywniejsze.

Na

się

rozmaitość

różnych

krajach.

niż z w y c z a j n e
życia. B y ł y
tych

wozów
Poja­

chłopskie

o n e szersze

wozach,

na

kilku

pałąkach rozpięta była b u d a — z g r u b e j t k a n i n y w r o ­

im

przypadki

dostrzec

się d o k o c z o w n i c z e g o

podstawy,

środków

d o przemieszczeń, w y n i k o d b i e r a n i a i m

mieszkalnych

a przede

kupowanych

się n a j p i e r w w o z y l e p i e j

nie w

i niedopuszczania

i

pró­

wędrowania.

(Rumunia).

u

drowania

oczy

na targi

krajach

innymi

siły
i

używano

nadające

to

skali,

zainteresowanie

różnych

krajów

chłopskie, często d r a b i n i a s t e w o z y w e s z ł y

o s t a t n i c h l a t a c h . Jest

w

charakterem

cych z t a k i m i w o z a m i n a Słowacji i na Bałkanach . Z w y ­
ponow­

w

także możemy

się między

czajne

7

n i e cał­
realizowa­

i X I X w . w o z ó w — analizując

nograficznego

n i e wyszły poza właś­
wędrują­

się

wozami

powtórne

używanych
wiąże

skich

Cyganów

spowodo­

1—5). W y n i k a o n o p o p r o s t u z odmienności t y p ó w w o z ó w

r a z e m mógł być w y k o r z y s t a n y

było

okrojonej

nierzucania

ryciny —

rych

spotkać można

konsekwentnie

Wśród t y c h najprostszych,
ków w

wozów

n i e m a l do ostatnich

szoku,

chłopskimi.

że w ó z s t a n o w i ł o p a r c i e d l a t y l n e j ściany n a m i o t u , a z a ­

n i e t a k i sposób u ż y t k o w a n i a w o z u

w

jadących

wodowały

n i e k i e d y p o d c z a s p o s t o j u r o z b i j a n o n a m i o t w t e n sposób,

bagaże. N i e k t ó r e g r u p y C y g a n ó w

jakby

części b r a k w o z ó w t y p u m i e s z k a l n e g o ,

oprócz

j a k o posłanie l u b pólka n a

okresie

się w s y t u a c j i w p r a w d z i e

ale wyjątkowo

kontynuacji,

chociaż

l a t . Najczęściej

mieszkania

i

tere­

początkowym

n e j , niektóre g r u p y bądź r o d z i n y cygańskie podjęły
bę

drabiniaste, o d k u ­

o d w i e ś n i a k ó w . Służyły o n e w y ł ą c z n i e d o

Po

wanego znalezieniem

kim

Pojawiły

a n a szerszą skalę w początku X I X w . P o c z ą t k o w o b y ­
ły t o z w y k ł e chłopskie w o z y , często

rzały.

brezentu.
znane

Wozy

te

z westernów

wyglądem
wozy

przez p r e r i e A m e r y k i . T e n rodzaj
żył

do j a z d y

i przenoszenia

swoim

pionierów

przypomi­
wędrujących

w o z ó w n i e t y l k o słu­

d o b y t k u , ale także

zabez-

�87

�I I . 20. W ó z z O s t r o w i a W l l k p . , o k o l i c e Ż u k o w a , 1960 r.

pieczał p r z e d n i e s p r z y j a j ą c y m i
nymi,

n a d a w a ł się w i ę c

wania.
Wozy

(Nadal
takie

jednak

najchętniej

widywane

europejskich,

a

warunkami

do noclegów
były

w

spano

w

na drogach

prawdopodobnie

w

atmosferycz­

trakcie

koczo­

namiotach).

wielu

XIX

w.

krajów

także

na

przez

ludzi

stanowi

( i l . 3). Z w ł a s z c z a

unikalną

transportu.

Owe

wśród
małe

ten osobliwy

wszystkich

wózki,

ciągnione

towej.

Policja

niemiecka,

by

przymusić

o s i e d l a n i a , imała się s p o s o b u z n a n e g o

Cyganów

Euro­

czesnych

z innych

XIX

sunkowo

wysoki

przemieszczało

w.

coraz

n i e przedstawiało

tym

się

dość

większych

s a m y m w i e k u wyraźny

wędrówek

i ograniczania

goś określonego k r a j u .
mieckich
ma,

Sinti,

nione

wyżej

pejskich,
ganie
ski,

—

a

mów

obszaru

z

jako

jednakże

zwłaszcza
także,

Jednakże

budami

najczęściej

do

mówi

czy P o l s k a

wprawdzie

różnych

—

krajach

jak
euro­

psy l u b

zmuszał

środków

transportu

Cyganów

Dość często w
dwukołowymi

, 0

wózki f u n k c j i

i z czasów

niszczyła

i m wozy.

kolejnego

do

wozu

korzystania

z

Sto­
miesz­

tańszych

płd. E u r o p i e C y g a n i e
różnego

posługiwali

kształtu,

osły ( i l . 6). Rzecz

się

ciągnionymi

j a s n a n i e pełniły

te

m i e s z k a l n y c h , lecz służyły t y l k o d o t r a n s ­

p o r t u d o b y t k u . B y ł y o n e i są n a d a l u ż y w a n e p r z e z
ganów,

do

współ­

.

wózkami

najczęściej p r z e z

—

budowy

świa­

Cyganów

którzy

związali

swoją

egzystencję

z

Cy­

krajami

się n i m i

Cy­

płd. E u r o p y —

Cyganie

ze S ł o w a c j i

i z obszaru

Pol­

i którzy o d d a w n a już z a w ę z i l i s w o j e w ę d r ó w k i d o t y c h

Polska

R o m a °. T e n

t y p wozów

wy­

obszarów.

podstawie

roz­

świadczy

jak

można

z Polska

z Cyganami

posługiwali

Ro­

Wymie­

8

krajów

koszt

kalnego

jakie­

się o n i e ­

Nizinni .

były

w

w

zawężania

penetracji

Cyganie

widywane

niemieccy,

stępował

trudności.

O d tego czasu

także

wozy

po

s t a j e się p r o c e s

francuskich Manuszach

określanych

wspomniałem

swobodnie

t o i n n e k r a j e , co jeszcze w

formę

przez

l u d z i , w i d y w a n e były n i e k i e d y n a w e t po I w o j n i e

t e r e n i e A m e r y k i P ó ł n o c n e j . W y n i k a t o z f a k t u , że w i e l u
p i e odwiedzając

p s i zaprzęg

Cyganów

sądzić

na

u spokrewnionych z

Roma

B a ł k a n a m i bądź Hiszpanią

Tak
już

więc

używanie

wymienionych

o pewnego rodzaju

przebywających

w

tych

i Portugalią,

krajach.

akulturacji
Dla

wozów
Cyganów

ścisłości

należy

n i m i g r u p C y g a n ó w w e u r o p e j s k i e j części Z S R R , t o j e s t

dodać, że d w u k o ł o w e

terenów,

kać m o ż n a było do n i e d a w n a u C y g a n ó w a n g i e l s k i c h —

które

do

Prawdopodobnie
ganćw

1939 r . w c h o d z i ł y

były

one również

angielskich. M i m o

X I X w . wśród znacznej

iż w

w

skład

używane

Polski.

przez

Cy-

2. p o ł o w i e i p o d k o n i e c

części C y g a n ó w zaczęły się r o z ­

ale
i

występowały

służyły

one

zazwyczaj

łości, w

wózki

zaprzężone

znacznie

d z i i sprzętu służyły duże w o z y

zostały

budami

Roma

dwukołowych

część

lobarwne wzory.

używali

i c h aż

Cyganów

z tej

do

z

osiedlenia

grupy

i

—

np. Polska

tylko

wędrowała,

niewielka

jak i

inni,

wozami

mieszkalnymi.
Niemieccy
ganów

Sinti)

Cyganie
oprócz

dość p o w s z e c h n i e
czterokołowych

88

w

(prawdopodobnie
wozów

opisanych

dotyczy
wyżej,

X I X w . i n a pocz. X X w .

wózków,

ciągniętych

przez

to Cy­
używali
małych

psy

lub

czyć

i

konia

niż

wozów

obecnie

osiadłe

grupy

kołowe

wozy

zdobione,

a

wygodniejsze

malowano

Zdobienia
na

wozach

Cyganów
miały

na

w

boki

pałąkach

zapakowanie

spot­

inne

wozy

n a bliższe

t r a k c i e p o s t o j u g r u p y , do p r z e w o ż e n i a

mieszkalne, niektóre g r u p y p o ­

wozach

rzadziej

do przemieszczeń

powszechniać duże w o z y
przy

w

odleg­
zaś l u ­

mieszkalne. B o k i
nieraz

w

owych

roślinne

t a k i e można n i e k i e d y
używanych
Rumunii.

dobytku

na

poły

Najczęściej

drewniane
rozpiętą

przez

wie­
zoba­
dwu­

l u b plecione,

budę
i

niepogodą w t r a k c i e d r o g i . N a w o z a c h

nie

umożliwiającą

chroniącą
jechały

przed

przeważ-

�I
nie

dzieci,

dorośli

szli

pieszo.

Cechą

charakterystyczną

t y c h w o z ó w są s t o s u n k o w o d u ż e koła, w i ę k s z e niż
wozach

czterokołowych.

J a k świadczą

materiały

przy

cygańskich, w

ikono­
w.

kimi

Cyganów

wozami

docierali

widywano

zwłaszcza

w

także i d o i n n y c h

ich na terenie

Niemczech

dobniej

przejęli

dalszej

wędrówce

owe

wozy

używali

s u n k o w o s z y b k o zostały
większe,

forma

wśród

zarówno
jak

Najprawdopo­

u

na

Bałkanach

i

i c h , ale w y d a j e

potem

się, że

w
sto­

cne zarzucone i zamienione na

wozów-mieszkań

informacje
badaczy

I I wojnę

kania,

mćgł

XX

przed

stosunkowo

Cyganów.

XIX-wieczne
z okresu

światową.

znana

była w A l ­

Wspominają
(pierwsza

z

bezpośrednio

o tym
1820 г.),

poprzedza­

M o ż l i w e , że p r z e t r w a ł y

one

albańskiej,

i z a g r a n i c z n e j . W o z y , o których m o w a , b y ł y
umieszczonymi

niepogodą,

pisk

cygańskich.

kojarzą

na podstawie

właści­

wyposażonej

One

to

się z C y g a n a m i

w

powszechnej

6 par

trwałość

wołów

Rodzaj

1 2

i

utrudniało

uniemożliwiało
w

przypadku
raczej

Cyganów

i

takiego

domu

wędrowano

domostwa,

do

dużej

transportowanie,
przemieszczanie
z Cyganów

bardzo

albańskich

w

powolną.
za

zaprzęgano
kolejnej

konstrukcja
siły
a

grupę

za

na

tym

nymi

(il.

i wędrowaniem.

wędrujących
oraz

starego

francuskich,
te

to

i przebywających

Ameryki,
a

a także

Rozpowszech­

kontynentu
przede

pomieszczenia

w

(pewoiej

wszystkim
o

przedniej

spania) oraz
wziął

się

u

Przypuszcza

części,
w

gdyż

Cyganów

krajach E u ­

tylna

zwyczaj

s a m wzór

innych

części

ścianach

z boków
służyła

Wozy
i

zazwyczaj

N i e jest

używania
przejęty

jasne,
tych

od

produkowały

zy

d l a C y g a n ó w . Działo się t a k zwłaszcza

wozy

c y r k o w e , wyrabiały

również

wo­

przed I

woj­

wędro­

ną ś w i a t o w ą , b o w i e m w l a t a c h n a m bliższych, w

uważać

sie

między

(w t y m w y k o n y w a ­

zajęciami), która — t a k j a k u w i e l u

innych

grup

wę­

d r o w n y c h g r u p c y r k o w c ó w i że t e s a m e w a r s z t a t y , k t ó ­
re

a ich

do
skąd

wozów.

został

jak

osiadłą,

lekko

(najczęściej

grupę w

poły

Cy­

niemieckich,

cngielskich) 4

drewnianych

ścianie p r z e d n i e j .

się, że

różnych

u niektórych

europej­

więc

sku­

świadomości

by

sposób życia i m i e s z k a n i a za f o r m ę k o m p r o m i s u
życiem w pełni osiadłym a t r a d y c j ą

co

idzie

odległości

Cyganów

Można

osady

pociągowej,

na takie
Albanii

5 a

zapewniająca

co

większości koczujących

s k i c h i czyniły
waniu

do

ciężar, w y m a g a ł y
jego

rów­

się

niły się t e w o z y g ł ó w n i e w ś r ó d K e ł d e r a s z ó w i L o w a r ó w

w

wsi

umożliwiały

g d z i e n i e g d z i e można spotkać niszczejące w pobliżu

nę
czy

i

miesz­

przemieszczanie

wysklepionym dachu, z okienkami

nawet

stosunko­

lub dwa konie

miarę w y g o d n e g o

w 4 koła. Co p e w i e n czas, g d y d e c y d o w a n o się n a z m i a ­
pobytu,

wozy,

jeden

szybkie

XIX
wśród

9). Są t o w o z y , k t ó r e często w i d y w a n e b y ł y n a d r o g a c h

ganów

miejsca

bo p o d k o n i e c

w . , zaczęły się

mieszkalne

ciągnąć

możliwość w

chroniącego

nocześnie

f o r m a c j i na t e n t e m a t zarćwno w l i t e r a t u r z e
domami

które

które, stwarzając

ropy

jak

rozpowszechniać

lekkie,

i do czasów n o w s z y c h , b r a k jednakże j a k i c h k o l w i e k i n ­

wie

niedawno,

a w ł a ś c i w i e n a początku

wo

była

całej E u r o p y , a w P o l s c e d o l a t 6 0 - t y c h , i k t ó r e jeszcze

tamtejszych

i relacje

jącego

Francji .

euro­

Zachodniej,

czterokołowe.

Unikalna
banii

i we

krajów

Europy

związana

koczowniczą.

Dopiero stosunkowo

g r a f i c z n e z X V I I w . i późniejsze, C y g a n i e w ę d r u j ą c y t a ­
pejskich,

t y m także, bałkańskich —

z egzystencją

międzywojennym

c y g a ń s k i e zaczęły
cyrkowych,
nie

na wozy

stawiły

i

dość

po

II

wojnie

poważnie

światowej

różnić

zmalało też, j a k się w y d a j e ,
c y r k o w e , t a k że n i e k t ó r e

się c a ł k o w i c i e

się

od

okre­
wozy
wozów

zapotrzebowa­
warsztaty

n a k l i e n t e l ę cygańską.

prze­

Widoczne

89

�90

�j e s t t o zwłaszcza w P o l s c e i w k r a j a c h E u r o p y
niej,

gdzie

objęcie

zanik

prywatnych

i c h państwowym

możliwości

sprzedaży

objazdowych

wschod­

cyrków

zarządem pozbawił

wozów

i

warsztaty

cyrkowych.

Początkowo w o z y używane przez Cyganów były sto­
sunkowo

proste

Najczęściej
lowane

zarówno

były

przeważnie

Podobno,

w

kształcie,

one pozbawione
w

j a k pisze

kolorze

jak i

dekoracji.

ozdób, a j e d y n i e

zielonym

ma­

l u b brązowym.

B l o c k , barwa wozów

była

l ł

jednym

z w y r ó ż n i k ó w n i e k t ó r y c h g r u p cygańskich. C y g a n i e
mieccy
wali

preferowali

kolor

zielony,

francuscy

nie­

zaś

malo­

swe w o z y przeważnie na brązowo. N i e w y d a j e

jednak,

b y t o wyjaśnienie

wynikała
nów

czy

nych,

było

najprawdopodobniej
jakichś u k r y t y c h

nie

w

ale z tego p o w o d u ,

przekonujące.
z

upodobań

kolorze

że w

treści

Cyga­

symbolicz­

krajach

różne

w a r s z t a t y produkowały w o z y o d m i e n n e w kolorze

i for­

mie. Ponadto

w

sto z w y k ł y m i

zdezelowanymi

grupach

różnych

się

Różnica

biedniejszych

l i w i a ł y j a z d ę i s c h r o n i e n i e się w
na

postoju. Były

one w

swej

do r o z w o ż e n i a
przez

pieczywa.

Cyganów

że

różnych

wozy

krajach

były

względem

wozy

używane

Polsce oraz

Ściany

w

używane

europejskich

bądź

inną

przed

zimnem.

wykonane

i Lowarów

bywał

n a kołach.

wąskimi
i

troci­

zabezpieczającą

najczęściej

p i o n y , łukowaty. D r z w i umieszczano

gładką

listewkami.

pakułami,

izolującą

w

lekko

wyskle-

zazwyczaj

z boku,

z tyłu — s t o s u n k o w o r z a d k o . W p r z e d n i e j części, m n i e j
w i ę c e j d o p o ł o w y długości, z n a j d o w a ł y
mi

dość

czano

duże.

Szerokie,

przeważnie w

się o k n a , c z a s a ­

kilkuczęściowe

okno

umiesz­

ścianie f r o n t o w e j . U m o ż l i w i a ł o

po o t w a r c i u powożenie końmi

bez

wychodzenia

ono

z

zu ( i l . 14). N a z e w n ą t r z w o z y n a s z y c h C y g a n ó w
b y ł y b e z b a r w n ą politurą l u b m a l o w a n e

wo­

pokryte

w k o l o r a c h żół­

c i , brązu, z i e l e n i . N a b o k a c h i t y l n e j ścianie

malowano

ornamenty

zwierzęta:

lwy,

(najczęściej

łabędzie, p a w i e

roślinne),

i inne ptaki,

a

także

jelenie

oraz

syreny

( i l . 17—19). P o w s z e c h n e b y ł o r ó w n i e ż z d o b i e n i e w o z ó w w y ­
c i n a n y m i w desce i p o d r z e ź b i a n y m i g r y f a m i i s m o k a m i ,
umieszczanymi
dłużeniu
w

z reguły

bocznych

przedniej

pod okapem

ścian

ścianie

n y , a czasem demoniczne
zy

zdobiono,

skich

i

rombu

dachu, na

( i l . 20). N i e k i e d y

malowano

także

małomiasteczkowych,
itp.) p r z y m o c o w a n y m i

oknem

ornament

roślin­

na wzór

niektóre w o ­

domostw

lusterkami
na

prze­

nad

twarze. Ponadto

prawdopodobnie

wiej­

(w

kształcie

bocznych

ścianach.

N i e k i e d y w g ó r n e j części w o z u , p o d d a c h e m , można b y ­
ło

spotkać

dodatkowe

ornamenty

snycerską i p o m a l o w a n e
także

wykonane

n a jakiś ż y w y

techniką

kolor.

Zdobiono

orczyki.

chociaż

czasami

wykonywano

ścianach, a zwłaszcza
nego

błękitu,

ścianach f o t o g r a f i e

15

jakieś

suficie, n p . gwiazdy

mające

gwieżdżonego nieba
z czasopism

Tylna

. W

dawać

śpiącym

malunki

jas­
na

na t l e ciem­

złudzenie

roz­

o k n a c h zawieszano f i r a n k i , na

członków r o d z i n y , b a r w n e

ilustracje

i o b r a z k i święte, choć t e r z a d z i e j .

Czasem

p o w i e r z c h n i a o k i e n była w y j ą t k o w o

duża, t a k że p r a k ­

t y c z n i e b y ł y t o j a k b y ściany ze szkła

l e

.

część w o z u służyła d o s p a n i a i

przechowywa­

n i a odzieży, pościeli i t p . , n i e k i e d y w s t a w i a n o t a m szafę.
W

części p r z e d n i e j

taj

jadano

w

ż y c i e toczyło

czasie n i e p o g o d y ,

którego k o m i n wychodził
na

tylnej

która

ścianie w o z u

służyła

się w

przez

otwór

znajdował

dodatkowo

do

ciągu

gotowano
w

się

dnia, t u ­

na

piecyku,

d a c h u . Często

rodzaj

przewozu

drabinki,

sprzętów

oraz

s i a n a d l a k o n i a ( i l . 11).
Wozy wykonywano
teli w

kilku

(między

Łomżą

pewnym
w

je

wane

miotem
ich

Oprócz

od

zależał

Cyganów

osobnego o p r a c o w a n i a ,
Dwie

omawianych powyżej
w

Polsce

mi

polscy

wędrowali

i

dodatkowe

przy

pomocy

omawiał

z b u d a m i na p a które

wały w
pełniły

nich
rolę

z Cy­
najbar­

z rozpiętą n a d n i m i
również

wozów

( i l . 21) w y g l ą d e m

barakowozy

dla

i

znacznie

robotników

przewożone

rzadko

wynajętych

z miejsca

ciągników

kolor, zielony
meble

pomiesz-

na

miejsce,

lub taboru

l u b brązowy.

— szafa,

przy­

zatrudnio­

kolejo­

malowano

Wewnątrz

t a p c z a n , stół. W o z y

ciągniętych

przez

konieCiężkie

wozy

by­
takie

q u a s i - s t a l y c h mieszkań, d o w ę d r ó w e k

n i c h u ż y w a l i b o w i e m K e ł d e r a s z e lżejszych w o z ó w
kalnych

pro­

bryłą

w e g o . W o z y t e n a ogół n i e b y ł y d e k o r o w a n e ,
je na jeden

uży­
przed­

informacje.

n y c h n p . p r z y b u d o w i e dróg. Służyły o n e j a k o
czenia^bazy,

ale

( i l . 13). N a l e ż y t a k ż e d o d a ć , że p o z a n i ­

cięższych

one

Wozy

Wkrótce

pojazdami,

KełdeTasze używali

większych

będą

wozów

w

wykonują­

m i e s z k a l n y c h niektórzy

d z i e j b y ł y zbliżone do b r y c z e k
stokątną budą

cygańskich,

n i e będę w i ę c

tylko

Sza­

Sokołach

i c h był

umiejętności

Polsce

klien­

w

zamawiającego,

i o d i c h upodobań.
w

łąkach i w o z ó w - w a g o n ó w
ganów

od

w

Wystrój

życzenia

a k t u a l n y c h upodobań

rzemieślników

szczegółów.

po k r a j u ,

okolicach K r a k o w a ,

Białymstokiem).

mierze

przez

rozsianych

zależny

odbicie

znacznej

cych

a

stopniu

stanowiąc

na zamówienie cygańskiej

warsztatach

motułach, K i e l c a c h , w

pominały

W n ę t r z a w o z u b y w a ł y najczęściej j e d n o b a r w n e ,
ne,

I I . 22. T y p y w o z ó w u ż y w a n y c h p r z e z w ę d r o w c ó w a n ­
g i e l s k i c h . I I . 23. T y ł w o z u o p e n - l o t . I I . 24. B o g a t o z d o ­
biony wóz boubtop

często

jednolitą,

często w y p e ł n i a n o

warstwą

Dach

najciekawsze

domy

ułożonych w

wykładane

wewnętrzne

nami

ornamentyki
Kełderaszów

i finezyjnie
bądź

Anglii

użyciu.

Anglii. Wozy polskie to

bądź z desek

powierzchnię,

i

przez

Cyganów

bardzo ozdobne
B o k i mają

formy

zbli­

furgonów

jeszcze d o n i e d a w n a , a n a południu E u r o p y i w
n a d a l jeszcze i(choć r z a d k o ) są w
Pod

czę­

umoż­

najbardziej

jeszcze dziś

Te najprostsze

w

były

trakcie wędrówki l u b

formie

żone d o u ż y w a n y c h g d z i e n i e g d z i e
były

wozy

furgonami, tyle

let­

miesz­
były

92

��przeważnie
Cyganów.

pochodzenia
Do

baraków

dzisiaj

i mieszkań, w

miasteczek.

Pełnią

mieszkalnego
—

oraz

Block

niektóre

grupy

( i l . 12). W y d a j e

polskich wcale

się w

Cyganie

okresie

cze p o w o j n i e

Cyganie

obok

małych

pomieszczenia

kuchni.

Cyganie

Cyganów

wozy

niemieccy,

francuskich

się j e d n a k , że w o z y

i m n i e ustępowały,

powojennym.

z

i najokazalsze

'—

1 8

przez

spotkać

o n e rolę d o d a t k o w e g o

zdobne, największe

amerykańskich
ganów

odkupione

niekiedy

k t ó r y c h żyją

jak twierdzi

austriaccy

je

i składu, ale najczęściej

Najbardziej
mieli

cyrkowego,

można

wyróżniając

Wozy, j a k i c h

amerykańscy

i

Cy­

używali

jesz­

n i e odbiegały

wie­

l e od s p o t y k a n y c h w

E u r o p i e , stanowią c n e j a k g d y b y

typ

wozami

pośredni

, 9

między

Cyganów

z kontynentu

i

Cyganów angielskich.
Najbardziej

zróżnicowane i c i e k a w e

w formie

wozy

spotkać można u C y g a n ó w w A n g l i i ( i l . 22—26). B y ć m o ż e
te

właśnie

w

muzeum.

względy
Poza

nigdzie

nie

wozów.

Rodowód

Anglii

Cyganów

( o k . 5%)

skich .
konie

i tylko

na

samochody

że t y l k o niektórzy
trzeba

w

Wśród
mi,

w

jeśli

że

posiadają
w

wędrowców

eksponowaniu

i

już

tylko
konny­

Wysp

Brytyj­

zamienili

środki

wozy

transportowe:

Spośród t y c h ,

któ­

i dawnymi wozami,

tak­

i zdobne

wozy, i n ­

ubogich

furgonach.

Zresztą

wcale

n i e wszyscy,

którzy

przyczepach,

znajdują

(mieszańcy,

w

wozami

części

bogate

Anglii

tak zwani

Cyganów

Dzisiaj

campingowe.

się końmi

one

wiadomo

cyrkami, me­

wędrują,

nowoczesne

mieszkalnych

również

poshrats

północnej

prostych

dodać,

wędrują

i

przez

miasteczkami.

i przyczepy

w

zachowaniu

się

mi

się z o b j a z d o w y m i

bardziej

wędrują

ile

używanych

nawet

r z y n a d a l posługują
ni

o

znalazły

o

angielskich wędruje

Pozostali,

20

i

wiąże

że

bowiem,

wozów

i wesołymi

niewielu
mi

pomyślano

również

nażeriami

zdecydowały,

Anglią

są

się b o w i e m

mumpers

Cyganie

Cyganami.

poza

Cygana­

(włóczędzy,

żebracy),

półkrwi), didikais

(posia­

dający jeszcze mniejszą d o m i e s z k ę k r w i cygańskiej), t i n ­
kers

(druciarze — przebywający

także w ę d r o w n i
sce t u t a j ,

by

nością

tej

wieństw

i

Wozy

grupami

różnic,

także

czynnikiem,

używane

Cyganie

jednak

który

zbliża

j e s t sposób

przez w ę d r o w c ó w

z F r a n c j i ok. r o k u

spośród

miej­

pomiędzy

nad zasadami

niezależnie

poszczególne g r u p y

ż y c z o n e zostały
ców.

się n a d g r a n i c a m i
a

klasyfikacji,

upodabnia

Irlandii), a

artyści, p r z e w a ż n i e c y r k o w i . N i e

zastanawiać

poszczególnymi

głównie w

i

od

pokre­

czy

nawet

życia.

1840 p r z e z
wyżej

zapo­

cyrkow­

grup

zain­

t e r e s o w a l i się n i m i o s t a t n i , d o p i e r o p o d k o n i e c X I X w .
Wozy

t e są w y ż s z e i krótsze o d u ż y w a n y c h

n e n c i e , a także b a r d z i e j o z d o b n e ,
nikiem

e w o l u c j i , która

tyjskich.

Wozy

te

były,

używane przez Cyganów
wędrówek

w

lecie,

to w y d a j e

się dokonała
a

niekiedy

chociaż

zdarzało

2 1

na k o n t y ­

zasobne
okno.

nadal

Bry­

jeszcze

są

w s z y s t k i m do

się, że

w

przemiesz­

cygańskie b y ł y r a c z e j

sprzęty,

Ze

posiadały

sprzętów

zawsze

p i e c y k t z w . amerykański
ganie

nigdy

przeważnie

takich

Cyganów

kroju

—

Roma,
jako

wozy

ale w y k o n a n e

kach, jedynie w
bowiem

także

wozy

Wozy

te

natomiast reading

były

zdobiono

łych t y p ó w w o z ó w
Warsztaty

wykonujące

przy

dokonywano

bardziej

prze­
Polska

służące
po

okienek

przez

bo­

( i l . 24). W y ­

cygańskiej

klienteli,

innych

wę­

dekorowane,

m a l o w a n y m i i rzeź­
roślinnymi.

Pozosta­

inne z wymienionych grup.
wozy

usytuowane

uczęszczanych

remontów.

użyciu

one

bogato

używały

w

przez

skromnie

o r n a m e n t a m i , najczęściej

zwyczaj

były

materiału —

używane
raczej

Cy­

rozkładali

o kolistym

używane

n i e miały

nie były

jedno

znajdować

pościel

bow-top

je t y l k o na zamówienie

drowców.

tam

ścianie t y l n e j i z p r z o d u

bow-top

bionymi

a

z trwalszego

mieszkalne;

się

mniej

tylko

p i ę t r o w e łóżko ( n a s i

Często

typu

uboższe i

często

musiał

oraz

przypominające

wozy

też

n i e używali

n a podłodze).

wśród

się już w y ­

na Wyspach

w A n g l i i przede

stwa. Inne wozy

konywano

angielskich

wymienionych

cel­

27

Wytwórcy

były

drogach,

za­

t a m też

specjalizowali

się

w

j e d n y m t y p i e w o z ó w i stąd z w i ą z a n i b y l i s t a l e z o k r e ś ­
l o n y m i g r u p a m i odbiorców. Z d o b i e n i e

wozów

także b y ­

czano się t a k ż e w o k r e s i e z i m o w y m . Spały w n i c h

dzie­

ło

ci i l u d z i e s t a r s i , p o z o s t a l i

gru­

twierdzą a u t o r z y c y t o w a n e j

pracy, wymagania

Cyganów

tego,

były

członkowie

wędrującej

dziełem

tych

samych

warsztatów,

przy

p y — dorośli m ę ż c z y ź n i i k o b i e t y — s p a l i w

namiotach

ograniczały

się

ustawianych

najpełniej­

najbogatsze,

a k o l o r y s t y k a ornamentów

szego

obok

wozów.

opracowania

gielskich

(jest

2 2

Według

poświęconego

to

zresztą

autorów
wozom

jedyna

w

Cyganów

ogóle

an­

publikacja

k s i ą ż k o w a n a t e m a t w o z ó w cygańskich) w y r ó ż n i ć

można

ry

jedynie

i t y c h z k o n t y n e n t u , n i e miały

symbolicznego.

Natomiast ich bogata

p a c h B r y t y j s k i c h była

-cart, open-lot.

barok,

pu
nę

reading

Cyganie

najczęściej

( i l . 22), p r o d u k o w a n e

Duntonów

w

miejscowości

używali

one były
Reading

wozów
przez

w

rodzi­

stawiały

z drzewa
zręcznie

sosnowego. Wnętrza niektórych
zakomponowane

i

wykonane

za­

przed­
domo-

byli

D z i s i a j , poza
i

złocenia

jaskrawa.

innych

tylko

w

jakiegoś

jak
Wzo­

znaczenia

dekoracja

odbiciem XIX-wiecznc-j

interpretowany

najczęściej

hrabstwie

Berkshire. Wozy w y m i e n i o n y c h typów w y k o n y w a n o
zwyczaj

ty­

by

jak

i o r n a m e n t y w o z ó w cygańskich, z a r ó w n o a n g i e l s k i c h ,

jak

sześć t y p ó w w o z ó w : r e a d i n g l e d g e , b o w t o p , b u r t o n , p o t J

do

czym,

przez

Niemcy

rzemieślników,

muzeach.

Wys­
na

którymi

i Włosi .
2 J

n i e l i c z n y m i wyjątkami, w o z y

wędrowców

na

mody

angielskich

Jeśli

zaś

zobaczyć

chodzi

Cyganów

można

o wozy

już

używane

przez Cyganów z k o n t y n e n t u , t o właściwie j e d y n i e d a w -

93

�ne

ilustracje,

ryciny

i

zdjęcia

pozwalają

sobie, j a k o n e w y g l ą d a ł y . C h y b a
grup

Cyganów

oraz

południowej

mieszkalne
ganów
wozy

półwyspu
Europy

ciągnięte

europejskich
już

i

i Polski),

można

mieszkalne

Iberyjskiego

i

zachowały

się

kilkadziesiąt

się ( j a k w
wyrazu

typu

nadal

s k i c h s k u p i s k i d o m o s t w , bądź sprzedane

jednak

łości

Czasami

specyfiki

Z

rzadka
pobliżu

ciężarówkami
Europie

przy­

większość
Ameryki

sto­

cygań­

i używane przez

gowymi
się

w

jedynym

miasteczek
wozów

2J

przerobionymi

czy

się,

pozosta­

pory

w

środkowej.
się

widok

rozwieszona

obozowisko

tej
—

mieszkania

Cyganów

posługuje

{ i i . 28). J e d y n i e

jakieś

samochodami,
na

Ameryce

wędrujących

strzel­

mu­

Muzeum

.

Cyganie
i

i

dokonał

j a k do

zainteresowanie

Tarnowie

wędrują

północnej

ogniska

odróżnić

w

okazało

zachodniej

tylko

wesołych

cygańskich

u d a się jeszcze u r a t o w a ć

które

Okręgowym

Czechosłowa­

los

i zabezpieczyć

zeum,

zmu­

cygańskie w o z y ,

już z r u j n o w a n e — w

może

objazdowych

Polsce

swoje

produkowane

campingowego.

Cy­

W

lat temu,

je na pozbawione
masowo

wozy

grupy

właścicieli
nic.

porzuciły

przypadku

jeszcze zobaczyć t e d a w n e

j ą c e — najczęściej

uboższych

Bałkańskiego

k o n i a . Bogatsze

amerykańskich
czy

l u b zamieniły

indywidualnego

czepy

i

kilkanaście

szone do osiedlenia
cji

przez

uświadomić

t y l k o wśród

Europy
ludzi,

np.

w

Jednakże

zachodniej

przyczepami

barwna

cygańskie

najczęściej
—

*

campin­

czasami

palące

odzież

pozwalają

od zwykłego

campingu.

P R Z Y P I S Y
J e r z y F i c o w s k i , Cyganie
polscy,
W a r s z a w a 1953;
Cyganie
na polskich
drogach,
K r a k ó w 1965; n a j w a ż n i e j ­
szą pracą T a d e u s z a P o b o ż n i a k a j e s t Grammar
of the
LQvari
dialect,
W a r s z a w a 1964.
R e z u l t a t e m jest k i l k a p r a c m a g i s t e r s k i c h , j a k i e
powstały w ośrodkach u n i w e r s y t e c k i c h W a r s z a w y , K r a ­
k o w a i W r o c ł a w i a , o r a z dość duża już ilość a r t y k u ł ó w .
P r z e j a w e m w z r o s t u zainteresowania C y g a n a m i jest
m . i n . d r u g i n u m e r p ó ł r o c z n i k a Etnografia
Polska
z ro­
k u 1978, p o ś w i ę c o n y w całości t e m a t y c e c y g a ń s k i e j ; t a k ­
że z o r g a n i z o w a n a w p o ł o w i e r o k u 1979 w y s t a w a w M u ­
z e u m O k r ę g o w y m w T a r n o w i e s t a n o w i pierwszą w h i ­
s t o r i i p o l s k i e g o m u z e a l n i c t w a w y s t a w ę dotyczącą C y g a ­
n ó w . I n i c j a t o r e m ii r e a l i z a t o r e m j e s t A d a m B a r t o s z .
E m i l i a H o r v a t h o v a , Cigdni
na Slovensku,
Brati­
s l a v a 1964, s. 210.
J e a n - P a u l Olóbert, Les Tziganes,
P a r i s 1961, s. 51
i in.
M a r t i n B l o c k , Moeurs
et c o u t u m e s des
Tzigans,
P a r i s 1936, s. 103.
H o r v a t h o v a , o p . c i t . , s. 264; G . P.
Sniesariew,
Sriednieazijatskije
cyganie,
w : „Kratkije
Soobszczenija
I n s t i t u t e E t n o g r a f i i " , t . 34, 1960, s. 27.
Patrz w y m i e n i o n e w przyp. 1 prace Ficowskiego.
F r a n s d e V i l l e , Tziganes,
B r u x e l l e s 1956, s. 126;
F i c o w s k i , Cyganie
na polskich
drogach,
s. 143.
B l o c k , op. c i t . , s. 107.
1

2

3

4

5

6

7

8

9

1 0

I I . 28. O b o z o w i s k o
Fot.:

94

C l e b e r t , o p . c i t . , s. 231 i п.; F r a n c o i s d e V a u x
de F o l e t i e r , Les Tsiganes
dans Vancienne
France,
Paris
1961, s. 98 i n .
»
J u l e s B l o c h , Les Tsiganes,
P a r i s 1960, s. 46.
F i c o w s k i , Cyganie
na p o l s k i c h drogach,
s. 145;
C l e b e r t , op. c i t . , s. 257; E. H a r v e y , E n g l i s h Gypsy
Ca­
ravan
Decoration,
w : „Journal o f t h e G y p s y L o r e So­
c i e t y " , t . X V I I , 1938, s. 38—46.
"
B l o c k , o p . c i t . , s. 101 i s. 112.
T a k i w ł a ś n i e w ó z s t a n o w i p r y w a t n ą własność
znanego cyganologa J . Ficowskiego.
O s o b l i w y s a l o n n a kołach, o dużych o k n a c h i
w y ł o ż o n y n a z e w n ą t r z l u s t r z a n y m i t a f l a m i n a całej p o ­
w i e r z c h n i ścian spotkał p r z e d l a t y w o k o l i c a c h W a r ­
s z a w y J . F i c o w s k i (Cyganie
na polskich
drogach,
s. 145).
F i c o w s k i , Cyganie
na polskich
drogach,
s. 144.
B l o c k , op. c i t . , s. 112.
J o s e p h D . J e s e n s k y , A Decorated
Gypsy
Cara­
van
in A m e r i c a , w : „Journal o f t h e G y p s y L o r e S o ­
c i e t y " , t . X X X V I I , 1958, n r 3 — 4 , s. 119—120.
С. H . W a r d - J a c k s o n , D e n i s E. H a r v e y , The
En­
glish
Gypsy
Caravan,
N e w t o n A b b o t 1973, s. 23.
W a r d - J a c k s o n , H a r v e y , op. c i t . , s. 3 9 — 5 1 .
P a t r z p r z y p . 20.
W a r d - J a o k s o n , H a r v e y , o p . c i t . , s. 96.
W c h w i l i o b e c n e j z a k u p i o n e zostały 2 p i e r w s z e
wozy.

Cyganów

1 1

2

13

1 5

10

1 7

1 8

1 9

2 0

2 1

2 2
2 3
24

w

K . C h o j n a c k i , i l . 7, 8; L . Mróz, i l . 21, 28; M. P o k r o p e k ,

Lourdes,

1970 r.

i l . 14; J . S w i d e r s k i , i l . 1—6; 9—13, 15—20; 22—27

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6510" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6490">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/baf51714df5e23949e525a34301fc743.pdf</src>
        <authentication>96786dbe6a76bfdec11225b3b253c856</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77549">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:937</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77550">
                <text>1978</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77551">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:860</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77552">
                <text>Badanie dystansu etnicznego: Cyganie - Polacy / ETNOGRAFIA POLSKA 1978 t.22 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77553">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1978 t.22 z.2, s.11-33</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77554">
                <text>Mróz, Lech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77555">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77556">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77557">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="77558">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77559">
                <text>„Etnografia Polska", t. X X I I z. 2

L E C H MRÓZ

WPROWADZENIE *
Już 150 lat t r w a j ą w polskiej nauce próby badań nad Cyganami, m i ­
mo to ciągle jeszcze nie udaje się w y j ś ć poza p o c z ą t k o w e etapy pozna­
nia tej społeczności. Notatki i spostrzeżenia różnego rodzaju u k a z y w a ł y
się już sporo w c z e ś n i e j — w y n i k a to z faktu, że od o k o ł o 500 lat Cyganie
są s t a ł y m i g o ś ć m i w Polsce, tak przy tym odmiennymi sposobem życia
i kulturą, że jest oczywiste, iż z w r ó c o n o na nich u w a g ę .
Okres z a i n t e r e s o w a ń naukowych, zainicjowany publikacjami histo­
r y k ó w T. Czackiego, I . D a n i ł o w i c z a , T. Narbutta \ m i e w a ł swoje lepsze
i gorsze lata, nigdy jednak nie z a o w o c o w a ł p o d j ę c i e m bardziej systema­
tycznych i na szerszą s k a l ę prowadzonych badań. Pewne o ż y w i e n i e daje
się z a u w a ż y ć w drugiej p o ł o w i e X I X w. — w y r a ż a się ono kilkunastoma
— drobnymi na o g ó ł — a r t y k u ł a m i zamieszczanymi w r ó ż n y c h czaso­
pismach. Na C y g a n ó w zwracają także u w a g ę w swoich pracach K . W.
Wójcicki i W. P o l . Nasilenie z a i n t e r e s o w a ń nimi n a s t ę p u j e na prze­
ł o m i e w i e k ó w , inicjatorem jest I . Kopernicki, r o z p o c z y n a j ą c y od b a d a ń
antropologicznych, a n a s t ę p n i e p r o w a d z ą c y systematyczne prace nad j ę ­
zykiem C y g a n ó w Podkarpacia. Badania lingwistyczne
Kopernićkiego
k o n t y n u u j ą J . Rozwadowski i E . K l i c h « w latach 20-tych i 30-tych
2

* Zeszyt niniejszy, poświęcony w całości problematyce cyganologicznej, zawdzię­
czamy inicjatywie mgr. Lecha Mroza, od w elu lat prowadzącego badania nad tą
bliską, a jednocześnie wciąż jeszcze mało znaną grupą etniczną, oraz dużym sta­
raniom, jakie włożył wespół z mgr. Adamem Bartoszem w przygotowanie i dobór
materiału. — Redakcja.
Т. С z а ск i, O Cyganach, [w:] Pomniki historii i literatury polskiej, Kraków
1835; I . D a n i ł o w i c z , O Cyganach wiadomość
historyczna, Wilno 1824; T. N a r ­
ta u 11, Rys historyczny ludu cygańskiego,
Wilno 1830.
K . W. W ó j c i c k i , Stare gawędy
i obrazy, Warszawa 1840; W. P o l , Rzut
oka na północne
stoki Karpat, Kraków 1851; t e n ż e , Północny
wschód
Europy,
K r a k ó w 1870, t. 2.
Informacje o pracach I . Kopernićkiego, J . Rozwadowskiego i E . Klicha za­
warte są we wstępie A. Bartosza do badań nad Cyganami spiskimi.
;

1

2

3

�12

L E C H MROZ

X X w. Na p r z e ł o m i e X I X i X X w. u k a z u j ą się także a r t y k u ł y na temat
C y g a n ó w w periodykach ludoznawczych, „Wisła" i „ L u d " .
L a t a bezpośrednio poprzedzające I I w o j n ę ś w i a t o w ą , jak i powo­
jenne, są okresem zastoju w zainteresowaniach Cyganami w Polsce. Po­
za ciekawostkowymi informacjami prasowymi nie publikuje się prawie
nic. W y j ą t k i e m są dwa a r t y k u ł y Pobożniaka «, b ę d ą c e p o d j ę c i e m badań
lingwistycznych. Dopiero lata 50-te p r z y n o s z ą wzbogacenie wiedzy o C y ­
ganach, przy czym aż do p o ł o w y lat 60-tych tylko dwaj autorzy, T . Po­
bożniak i J . Ficowski, działają na polu z a i n t e r e s o w a ń cyganologicznych,
ich też n a l e ż y u z n a ć za odnowicieli z a i n t e r e s o w a ń i p r e k u r s o r ó w w s p ó ł ­
czesnych b a d a ń naukowych. Pobożniak konsekwentnie kontynuuje bada­
nia lingwistyczne, efektami są a r t y k u ł y zamieszczane w czasopiśmie
„Onomastica" i n a j p o w a ż n i e j s z e dzieło tego autora Gramatyka
dialektu
Lowarówe,
s t a n o w i ą c a w a ż n e dopełnienie prac Kopernickiego i R o z w a ­
dowskiego. S z c z e g ó l n a i n i e ł a t w a do zaklasyfikowania rola w badaniach
nad Cyganami przypada J . Ficowskiemu; jego n a j w a ż n i e j s z e prace, Cy­
ganie polscy i Cyganie na polskich drogach i (rozwinięcie i znaczne u z u ­
pełnienie pierwszej z wymienionych publikacji), s t a n o w i ą fundamentalne
dzieła polskiej literatury cyganologicznej i trudno w y o b r a z i ć sobie bada­
cza, który zajmując się dzisiaj Cyganami edukacji swojej i pracy nie roz­
począłby od ich przestudiowania. Zwłaszcza druga z wymienionych sta­
nowi najpełniejsze, jak do tej pory, kompendium wiedzy o Cyganach i nie
sądzę, by w n a j b l i ż s z y m czasie ukazało się jakieś inne dzieło tej miary
co Cyganie na polskich drogach. Mimo iż od opublikowania go u p ł y n ę ł o
kilkanaście lat i Cyganami zajmuje się coraz szerszy k r ą g badaczy —
o czym zresztą ś w i a d c z y ten tom — najpełniejsze opracowanie historii,
etnografii, folkloru C y g a n ó w polskich stanowi w ł a ś n i e praca Ficowskie­
go. Jemu też z a w d z i ę c z a m y tłumaczenie i u d o s t ę p n i e n i e do szerszego od­
bioru u t w o r ó w c y g a ń s k i e j poetki Papuszy. Ficowski jest r ó w n i e ż auto­
rem szeregu a r t y k u ł ó w popularnych w polskich periodykach s p o ł e c z n o kulturalnych i naukowych, r o z w a ż a ń zamieszczonych w specjalistycznym
organie „Journal of the G y p s y Lore Society" w y d a w a n y m w Wielkiej
Brytanii. T y m w i ę k s z a jest w a r t o ś ć prac Ficowskiego, że oparte są one
nie tylko na wnikliwych badaniach historycznych — archiwalnych i l i 4

4

K . W. Z i e l i ń s k i , Pochodzenie i niektóre
zwyczaje Cyganów
polskich we­
dle ich własnej
tradycji, „Wisła", t. I X : 1895; t e n ż e , Baśnie Cyganów
polskich,
„Wisła", t. X : 1896; S. Z d z i e r sк i, Cyganie w Galicji, „Lud", R. V I : 1900.
T. P o b o ż n i a k , Spółgłoski
płynne w dialektach cygańskich,
„Sprawozdania
PATJ", t. X L I X nr 7: 1948; t e n ż e , Liquid sounds in the Gypsy language, „Rocz­
nik Orientalistyczny", t. X V : 1949.
T . P o b o ż n i a k , Imiona Cyganów
polskich, „Onomastica", R. I I z. 2: 1956,
R. I I I z. 1: 1957; t e n ż e , Grammar of the Lovari dialect, „Prace Komisji Orientalistycznej PAN", Warszawa 1964.
J . F i c o w s k i , Cyganie polscy. Szkice historyczno-obyczajowe,
Warszawa
1953; t e n ż e , Cyganie na polskich drogach, Kraków 1956.
5

e

7

�13

WPROWADZENIE

terackich, ale przede wszystkim na obserwacji uczestniczącej — meto­
dzie dającej tak i n t e r e s u j ą c e wyniki w badaniach w ś r ó d wielu s p o ł e c z ­
ności, a tak trudnej zarazem do realizacji w ś r ó d C y g a n ó w . Poprzez dzia­
łalność n a u k o w ą i popularyzatorską nazwisko Ficowskiego na stałe zro­
sło się z Cyganami i słusznie u w a ż a n y jest on za n a j w i ę k s z e g o w s p ó ł ­
cześnie z n a w c ę C y g a n ó w i ich kultury w Polsce. Częstotliwość, z jaką
cytowany jest Ficowski przez autorów obcych, zdanie p o w y ż s z e potwier­
dza. M y ś l ę , ż e nie będzie b ł ę d e m , jeśli powiem, że d w ó m ludziom przede
wszystkim zawdzięcza s w ó j dotychczasowy rozwój polska cyganologia —
inicjatorowi z a i n t e r e s o w a ń Cyganami T. Czackiemu i Ficowskiemu, roz­
p o c z y n a j ą c e m u rozdział b a d a ń w s p ó ł c z e s n y c h .
Mniej w i ę c e j w p o ł o w i e lat 60-tych powiększa się grono osób intere­
s u j ą c y c h się Cyganami i ich' kulturą. Etnografowie i socjolodzy z u n i ­
wersyteckich o ś r o d k ó w Warszawy i K r a k o w a p o d e j m u j ą badania owocu­
jące pracami magisterskimi i a r t y k u ł a m i zamieszczanymi w periodykach
naukowych. Ostatnio dołączają do nich naukowcy z innych ośrodków.
W efekcie ilość literatury cyganologicznej polskiej na przestrzeni ostat­
nich około 10 lat znacznie się p o w i ę k s z y ł a . P o w s t a ł o szereg i n t e r e s u j ą ­
cych publikacji opartych na badaniach archiwalnych i pracach tereno­
wych;, na s z c z e g ó l n ą u w a g ę z a s ł u g u j e wnikliwe i rzetelne opracowanie
na temat przestępczości C y g a n ó w autorstwa A. P a w ł o w s k i e g o « . R o z w ó j
z a i n t e r e s o w a ń Cyganami obserwowany na przestrzeni ostatnich kilku lat
powoduje, że chyba już m o ż n a dokonać przeglądu obecnych osiągnięć
celem ewentualnego ukierunkowania dalszych prac — mimo bowiem
wzrostu ilości b a d a ń brak jakiejś w s p ó l n e j m y ś l i i jednorodnej koncepcji.
Działalność p o d p o r z ą d k o w a n a jest indywidualnym
zainteresowaniom
i m o ż l i w o ś c i o m , ale nadal istnieje sporo luk w próbach poznania Cyga­
n ó w i ich kultury; najbardziej podstawowa to jednak niedostatek ma­
teriałów terenowych, widoczny j u ż i dawniej, a dziś s z c z e g ó l n i e dotkli­
wie z a u w a ż a l n y (przy tak znacznym r ó w n o c z e ś n i e w z r o ś c i e wiedzy o i n ­
nych społecznościach). Po części wynika to z w c i ą ż jeszcze niezbyt d u ż e j
liczby badaczy — na co zresztą wskazuje fakt powtarzania się n i e k t ó ­
r y c h nazwisk w t y m tomie. W dziale recenzji c h c i a ł b y m zwrócić u w a g ę
na s t u d e n t ó w I I roku etnografii z U W , u c z e s t n i k ó w grupy laboratoryjnoć w i c z e n i o w e j badającej problem dystansu etnicznego Cyganie — Pola­
cy: J . K . Fiszera, R. H r y ń , L . Melchior, M. Pawlik, R. Stefanowa,
B. S z y m b o r s k ą i K . Zajko.
Na z a w a r t o ś ć tomu składają się 3 działy. Pierwszy (artykuły, Część
I i II) jest p r e z e n t a c j ą aktualnie prowadzonych b a d a ń i ich w y n i k ó w .
Wydaje s i ę t e ż s ł u s z n e danie także — c h o ć b y najogólniejszej — informa­
cji o badaniach nad Cyganami w krajach Europy Wschodniej, przemawia
za tym zresztą p o d o b i e ń s t w o u k ł a d ó w politycznych, a zatem i w a r u n k ó w
8

A. P a w ł o w s k i ,

Cyganie.

Studia

nad przestępczością,

Zielona Góra

1973.

�г
!

14

L E C H MROZ

'
i
;
j
j
i
I
I

a d m i n i s t r a c y j n o - w e w n ę t r z n y c h i ekonomicznych, co powoduje, że obserwacje poczynione w jednym kraju m o g ą b y ć u ż y t e c z n e dla działań (za¬
r ó w n o badawczych, jak i polityki społecznej) w innym. O opracowanie
tej części tomu, Informacje o badaniach w innych krajach, poproszono
osoby najbardziej kompetentne, tj. działających tam c y g a n o l o g ó w , jak:
E . Davidova, W. Sanarowa, J . Vekerdiego. Z r ó ż n y c h w z g l ę d ó w informacje na temat b a d a ń w Bułgarii oraz J u g o s ł a w i i z o s t a ł y przygotowane
przez c y g a n o l o g ó w miejscowych. W dziale Informacji istnieje p o w a ż n a
luka w postaci braku t e k s t ó w m ó w i ą c y c h o pracach cyganologicznych
w N R D i Rumunii. Wiele jest przyczyn tego stanu rzeczy. W obu k r a ­
jach są Cyganie, a w Rumunii w dodatku bardzo liczni. Jednak — jak
się wydaje — w ż a d n y m z tych krajów nie prowadzi się badań nad C y ­
ganami, brak jest zatem i publikacji. J e d y n ą pracą, jaka ukazała się
w N R D (pomijając reprint dzieła Potta Die Zigeuner in Europa und
Asien z r. 1845), jest książka historyka H . Mode, Zigeuner; dlatego —
mimo iż wydano ją kilka lat temu — jest ona prezentowana w t y m to­
mie. Wydaje się, ż e w Rumunii po wojnie nie ukazała się żadna publi­
kacja na temat C y g a n ó w , nie udało s i ę także u z y s k a ć informacji o stanie
badań, stąd luka, której niestety nie m o ż n a było w ł a s n y m i siłami z a p e ł ­
nić. W y d a w a ł o się t e ż słuszne, by odnieść dokonania cyganologiczne
w krajach Europy Wschodniej do szerszego kontekstu, t y m bardziej że
działalność n a u k o w c ó w , zwłaszcza z m a j ą c e j najsilniejsze tradycje Wiel­
kiej Brytanii i p o d e j m u j ą c e j ostatnio intensywne badania Szwecji, od­
d z i a ł y w a także na prace podejmowane w Polsce.
L a t a ostatnie p r z y n i o s ł y szereg i n t e r e s u j ą c y c h pozycji wydawniczych
p o ś w i ę c o n y c h Cyganom, wydaje się, że u ż y t e c z n e jest zapoznanie z nie­
którymi, tym bardziej że na ogół są one trudno osiągalne.
Na koniec jeszcze kilka s ł ó w w y j a ś n i a j ą c y c h , w j a k i sposób stało się
m o ż l i w e wydanie specjalnego numeru „Etnografii Polskiej" p o ś w i ę c o n e ­
go Cyganom. Przed mniej w i ę c e j półtora rokiem w czasie prywatnego
spotkania z Adamem Bartoszem p o w s t a ł p o m y s ł zrealizowania zbioro­
wej pracy u k a z u j ą c e j stan badań nad Cyganami w Polsce. Dzięki po­
mocy Redakcji „Etnografii Polskiej" stało się to m o ż l i w e . Tak w i ę c
A. Bartosz i ja rozpoczęliśmy od n a w i ą z y w a n i a k o n t a k t ó w , a potem
opracowywania n a d s y ł a n y c h materiałów. Ustalone zostało, ż e m a t e r i a ł y
dotyczące badań na Spiszu przygotuje i zredaguje A . Bartosz, który
także zaopatrzy je w s t ę p e m ; pozostałymi materiałami, jak i ostateczną
k o m p o z y c j ą i zredagowaniem tomu z a j ą ł e m się ja. Dzięki pomocy za­
p r z y j a ź n i o n y c h o s ó b i Redakcji przygotowany został ten pierwszy w h i ­
storii polskiej etnografii i cyganologii tom. C h c i a ł b y m w i ę c w y r a z i ć
w d z i ę c z n o ś ć wszystkim, k t ó r z y w pracy nad nim mają s w ó j udział, a u ­
torom oraz tym, k t ó r z y bezinteresownie pomagali w pracy redakcyjnej.

�Część

I

„Etnografia Polska", t. X X I I z. 2

L E C H MRÓZ

BADANIA DYSTANSU ETNICZNEGO: CYGANIE — POLACY
Przedstawiony tutaj tekst jest informacją o badaniach nad stosunka­
mi interetnicznymi: Cyganie — Polacy. B y t n o ś ć C y g a n ó w w Polsce, w y ­
nikające stąd kontakty m i ę d z y kulturą c y g a ń s k ą i k u l t u r ą p r e z e n t o w a n ą
przez ludność m i e j s c o w ą mają długą tradycję i p o w o d u j ą istnienie sze­
regu postaw wobec drugiej grupy i w y o b r a ż e ń o niej. Zasadnicza od­
m i e n n o ś ć w z o r ó w kulturowych ludności polskiej i ludności c y g a ń s k i e j
prowadziła t a k ż e do sytuacji konfliktowych i wytworzenia szeregu ste­
reotypowych, często negatywnych sądów. Wzajemna przy tym nieznajo­
m o ś ć życia i kultury prowadziła do sytuacji takiej, że obie społeczności
żyjąc obok siebie i w c h o d z ą c często w różnego rodzaju kontakty — h a n ­
dlowe, zawodowe, nawet towarzyskie i rodzinne — p o z o s t a w a ł y faktycz­
nie z u p e ł n i e odrębne, tworząc dwie żyjące w ś c i s ł y m dość odizolowaniu
grupy etniczne. Odmienny sposób życia, w y n i k a j ą c e stąd różnice w or­
ganizacji s p o ł e c z n e j , systemie ekonomicznym, zasadach moralnych i oby­
czajowości, w kategoriach w a r t o ś c i i prestiżu, w folklorze, w z e w n ę ­
trznych oznakach przynależności do grupy p r o w a d z i ł y do wytworzenia
sądów, opinii i w y o b r a ż e ń , k t ó r e z a c z ę ł y z czasem f u n k c j o n o w a ć jako
pewnego rodzaju n i e z a l e ż n e prawdy nie podlegające weryfikacji na dro­
dze doświadczenia, ale k s z t a ł t u j ą c e postawy w stosunku do drugiej spo­
łeczności. R u c h l i w o ś ć przestrzenna — charakterystyczna i stała cecha
znacznej części ludności c y g a ń s k i e j — w y c h o d z ą c a często poza obszary
zamieszkiwane przez jakąś jedną, określoną g r u p ę etniczną (narodowo-,
ściową) i p o w o d u j ą c a stykanie się z r ó ż n y m i kulturami, z a w a ż y ł a na
stosunku C y g a n ó w do n i e c y g a ń s k i c h społeczności. D o p r o w a d z i ł a do w y ­
tworzenia pewnej uniwersalnej postawy rezerwy — n i e z a l e ż n e j od tego,
o jaką n i e c y g a ń s k ą g r u p ę chodzi — w y r a ż a j ą c e j się p o d s t a w o w ą opozy­
cją: my (Roma) — oni (gadźa). Termin pierwszy nie wymaga w y j a ś n i e ń
bliższych. Roma to 1. mn. od nazwy w ł a s n e j Rom — Cygan; drugi ter­
min jest o k r e ś l e n i e m c y g a ń s k i m o b e j m u j ą c y m wszystkie n i e c y g a ń s k i e
społeczności. Rozróżnienie m i ę d z y swoimi i tymi, k t ó r z y do swoich nie
są zaliczani, istniejące w społeczności polskiej, także jest opozycją my
— oni, jednak pojęcie „oni" nie ma tak uniwersalnego i o k r e ś l o n e g o

�1

I
j

j
i
I
I
I
I

16

L E C H MROZ

jednoznacznie charakteru. Czynnikiem d e c y d u j ą c y m o różnicy jest od­
mienność, sposobu życia mającego charakter przestrzennie ustabilizowa­
nej (w zasadzie) egzystencji. Kontakty z nie swoimi dotyczą najczęściej
społeczności podobnych (sposobem egzystencji, podstawami ekonomicznymi), a różniących się tylko pewnymi cechami — j ę z y k i e m , ubiorem, re¬
ligią itd. Na ich tle kontakty z Cyganami — r ó ż n i ą c y m i s i ę prócz w y ­
mienionych także cechami podstawowymi — p o w o d u j ą , że z punktu w i ­
dzenia Polaka czynione jest w y r a ź n e rozróżnienie w traktowaniu nie
swoich na tych, k t ó r z y są mniej obcy (czy relatywnie bliżsi), i na tych,
k t ó r z y są z u p e ł n i e obcy. B r a k przy t y m kontaktu zasadniczej w i ę k s z o ś c i
m i e s z k a ń c ó w Polski z innymi grupami etnicznymi o z b l i ż o n y m charakterze lub chociażby sposobie życia co Cyganie s p o w o d o w a ł , że C y ganię nabrali w oczach P o l a k ó w pewnych cech wzorcowych. Stąd
w ewentualnych kontaktach z innymi społecznościami p r o w a d z ą c y m i podobny sposób życia automatycznie niemal podciągają i c h pod o k r e ś l e n i e
„Cygan". P o n i e w a ż zasadnicza o d m i e n n o ś ć s p o s o b ó w życia trwała nie­
przerwanie przez wiele dziesiątków lat, a nawet stuleci, wytworzone spo­
soby widzenia drugiej społeczności ( C y g a n ó w przez P o l a k ó w i P o l a k ó w
przez C y g a n ó w ) n a b r a ł y charakteru s t a ł y c h prawd — p e w n i k ó w nie pod­
l e g a j ą c y c h falsyfikacji — lub w niewielkim tylko stopniu — mimo u p ł y ­
wu czasu. W a ż n e jest to zwłaszcza z uwagi na k s z t a ł t o w a n i e opinii do­
rastających c z ł o n k ó w obu społeczności, którzy otrzymali od razu gotowe
wzory percepcji drugiej społeczności i stosunku do niej, poprzedzające
ewentualny bezpośredni kontakt, a nawet — dokładniej — przygotowu­
jące do niego. Opisana w y ż e j różnica zaciera s w ó j charakter w przypad­
ku, gdy kontakt C y g a n ó w z inną, n i e c y g a ń s k ą społecznością dokonuje się
w w i e l o n a r o d o w o ś c i o w y m czy wieloetnicznym k o n t e k ś c i e — zatem gdzie
nie ma on charakteru prostego stosunku m i ę d z y zwartą, jednorodną
grupą etniczną m i e j s c o w ą , niecygańską, a jednorodną społecznością cygańską, ale przybiera postać r o z c z ł o n k o w a n y c h relacji p o m i ę d z y wieloma
r ó ż n y m i społecznościami (grupami etnicznymi), w ś r ó d k t ó r y c h są i C y ­
ganie jako jedna ze s k ł a d o w y c h . T a k mniej w i ę c e j przedstawia s i ę sto­
sunek, Cyganie — nie-Cyganie na P ł w . B a ł k a ń s k i m (w Jugosławii)
i w A z j i Przedniej (w Turcji). Dla tych badań, które w s t ę p n i e tutaj
prezentuję, istotną relacją jest: Cyganie — Polacy, Polacy — Cyganie.
Sytuacja, jaka obecnie istnieje w ś w i e c i e , p o s t ę p u j ą c a mimo trudności
w przekraczaniu granic p o m i ę d z y r ó ż n y m i krajami unifikacja w z o r ó w
kulturowych i idąca za tym niwelacja różnic kulturowych i etnicznych,
naciski asymilacyjne wywierane na C y g a n ó w ( w y n i k a j ą c e tak z n i e c h ę c i
do ich sposobu życia i konieczności rozwiązania pewnych konfliktowych
sytuacji, jak i prób poprawy egzystencji sporej części C y g a n ó w ) postaw i ł y ich w nowej pozycji wobec społeczności n i e c y g a ń s k i c h . Przeszkodą
w tych asymilacyjnych czy c h o ć b y adaptacyjnych poczynaniach s ą postaw y obu stron warunkowane i s t n i e j ą c y m i od w i e k ó w uprzedzeniami, nie-

!
i
;
¡
I

j
i
i

j

I
1
i
i
1
I

�BADANIA DYSTANSU ETNICZNEGO

17

tí

i . Jadący w ó z cygański. Fot. M. Pokropek

ufnością i stereotypowymi s ą d a m i o sobie nawzajem. Zjawisko to, które
m o ż n a by określić jako dystans etniczny, stanowi przedmiot moich ba­
d a ń i poniższej wypowiedzi. Pytaniem w y j ś c i o w y m jest: jak kształtują
się stosunki m i ę d z y Polakami a Cyganami
w y r a ż a j ą c e się nie p e w n ą ,
z e w n ę t r z n i e w i d o c z n ą k o e g z y s t e n c j ą , lecz w y n i k a j ą c e ze ś w i a d o m o ś c i
i wzajemnych sądów. To najprostsze, opisowe w y j a ś n i e n i e powinno pro­
w a d z i ć do dalszych implikacji: dlaczego tak jest i jakie mechanizmy
w a r u n k u j ą ten stan rzeczy? P r z y tym nie idzie o w y j a ś n i e n i a czysto
historyczne, będące tylko p r a w d ą c z ą s t k o w ą , ale o w y n i k a j ą c e z pew­
n y c h zasadniczych strukturalnych różnic kulturowych.
Skromna tradycja b a d a ń s t o s u n k ó w etnicznych w nauce polskiej —
w y n i k a j ą c a z r ó ż n y c h przyczyn, nie zawsze ł a t w y c h do uchwycenia —
powoduje, ż e badający omawiane tutaj zagadnienia zmuszeni byli
w znacznym stopniu w y p r a c o w a ć dopiero m e t o d ę pracy i sposób inter­
pretacji. S p e c y f i c z n o ś ć kultury c y g a ń s k i e j stwarzała dodatkowe trud­
ności metodologiczne, nieufność wzajemna zaś narastająca przez d ł u g i
okres historii i ostrożność C y g a n ó w w kontaktach z Polakami s t a n o w i ł y
dodatkowe w a ż k i e trudności, jakie należało p r z e z w y c i ę ż y ć , by badania
w ogóle m i a ł y szanse dania odpowiedzi na c h o ć b y najprostsze pytania.
T a sama zresztą nieufność czy ostrożność widoczna i u P o l a k ó w stwa­
rzała analogiczne, choć nie tak p o w a ż n e problemy.
W pracach, które s t a n o w i ą przedmiot tej informacji, t r w a j ą c y c h po­
nad rok (1976-77), uczestniczy wiele osób. Zasadnicza część b a d a ń zo2

Etnografia Polska t. X X I I

�18

L E C H MROZ

stanie ukończona prawdopodobnie za dalsze około p ó ł roku, wtedy to
powinno stać s i ę widoczne opisowe w y j a ś n i e n i e zjawiska; p e ł n i e j s z e w y ­
jaśnienie i analiza w y m a g a j ą czasu i uwarunkowane są m o ż l i w o ś c i ą dal­
szych badań.
Badania poprzedzone b y ł y k i l k u m i e s i ę c z n y m i przygotowaniami autora
tej relacji do podjęcia tematu przez szerszy zespół, a w y n i k a ł y z wie­
loletnich z a i n t e r e s o w a ń Cyganami. Prace podzielone z o s t a ł y n a kilka
e t a p ó w : 1 — przygotowanie z e s p o ł u badaczy do tematu, 2 — przygoto­
wanie i sprawdzenie kwestionariusza (cz. I ) , 3 — przeprowadzenie b a d a ń
w ś r ó d P o l a k ó w na temat C y g a n ó w i stosunku do nich, 4 — przygoto­
wanie i sprawdzenie kwestionariusza (cz. I I ) , 5 — przeprowadzenie badań
w ś r ó d C y g a n ó w na temat P o l a k ó w i stosunku do nich, 6 — analiza m a ­
teriałów i w y c i ą g n i ę c i e w n i o s k ó w . Praca rozpoczęta została od s p o ł e c z ­
ności polskiej, g d y ż należało najpierw poznać s ą d y grupy w i ę k s z o ś c i o w e j .
Technicznie b y ł o to prostsze i uzasadnione metodologicznie — badający
oswoili s i ę z p r o b l e m a t y k ą i trudnościami z w i ą z a n y m i z p o d j ę t y m tema­
tem p r o w a d z ą c wpierw badania w ś r ó d ludności polskiej, od k t ó r e j nie
d z i e l i ł y ich bariery, takie jak od społeczności c y g a ń s k i e j .
Etapem w s t ę p n y m b y ł o przygotowanie kwestionariusza (próbnego) do
b a d a ń i sprawdzenie go w terenie. W a ż n y m zagadnieniem b y ł w y b ó r te­
renu do badań. P r z y j ę t e zostało, że stereotyp C y g a n ó w i s t n i e j ą c y w ś w i a ­
domości P o l a k ó w nie jest jednorodny i że na jego jakość w p ł y w a wiele
c z y n n i k ó w , jak w y k s z t a ł c e n i e , z a w ó d , miejsce zamieszkania i ś r o d o w i s k o
s p o ł e c z n e oraz w ł a s n e doświadczenia — ich rodzaj i c z ę s t o t l i w o ś ć . Jasne
było, że n a l e ż y dokonać wyboru określonego, niezbyt r o z l e g ł e g o terenu,
nie z a ś p o d e j m o w a ć badania od razu w r ó ż n y c h ś r o d o w i s k a c h i punk­
tach Polski. To m o ż e b y ć dopiero dalszym ewentualnym etapem prac,
u m o ż l i w i a j ą c y m zorientowanie się, czy, i w j a k i m stopniu, wnioski w y ­
nikające z badań przeprowadzonych na niewielkim obszarze mają cha­
rakter szerszy. N a l e ż a ł o przy tym w y b r a ć taki teren, przez k t ó r y Cyga­
nie stosunkowo często w ę d r o w a l i w przeszłości, a n a s t ę p n i e zaczęli się
osiedlać. D a w a ł o to m o ż l i w o ś ć pełniejszego zaobserwowania wzajemnego
stosunku obu badanych społeczności. Obszar badań zlokalizowany został
(ogólnie) na Podlasiu, co w a r u n k o w a ł y wymienione czynniki, a zwłaszcza
historyczna rola Podlasia w kontaktach p o l s k o - c y g a ń s k i c h . (Cyganie czę­
sto w ę d r o w a l i przez Podlasie z centralnej Polski na L i t w ę i odwrotnie,
a także od dawna przebywali tutaj i zatrzymywali się znajdując odpo­
wiednie w a r u n k i egzystencji — m o ż l i w o ś ć wykonywania u s ł u g kowal­
skich dla miejscowej ludności: w ł o ś c i a n i drobnej szlachty, handlu k o ń ­
mi, pokazywania tresowanych n i e d ź w i e d z i przygotowywanych w niezbyt
o d l e g ł e j akademii n i e d ź w i e d z i e j — Szkole S m o r g o ń s k i e j , i innych sposo­
b ó w zarobkowania). Ponadto Podlasie stanowi, od szeregu już lat, ob­
szar s z c z e g ó l n y c h z a i n t e r e s o w a ń badawczych K a t e d r y Etnografii UW.
Podlasie posiada dla badań dystansu etnicznego i s t o s u n k ó w Polacy —

�BADANIA DYSTANSU ETNICZNEGO

19

Cyganie jeszcze jeden niebagatelny walor. Zamieszkiwane jest przez lud­
ność zróżnicowaną społecznie i historycznie (znaczna ilość p o t o m k ó w
drobnej szlachty, z a c h o w u j ą c e j często ś w i a d o m o ś ć swego pochodzenia,
oraz włościan), zróżnicowaną j ę z y k o w o i etnicznie (przez Podlasie prze­
biega granica stref e t n i c z n o - j ę z y k o w y c h m i ę d z y ludnością polską a b i a ł o ­
ruską), religijnie (rzymskokatolicy, prawosławni). P o z w a l a ł o to na próbę
uchwycenia badanego problemu w w i ę k s z e j rozmaitości odcieni i p e ł ­
niejszej różnorodnośoi postaw, środowisk i n a tle wzajemnych stosun­
k ó w m i ę d z y p o s z c z e g ó l n y m i s k ł a d o w y m i ludności Podlasia. Zwłaszcza
m o ż l i w o ś c i dania odpowiedzi na pytanie, czy takie czynniki, jak język,
religia, p r z y n a l e ż n o ś ć etniczna, m a j ą znaczenie dla jakości stereotypu
i stosunku do C y g a n ó w , zachęcała do wyboru Podlasia jako terenu ba­
dań.
Badania w e d ł u g próbnej wersji kwestionariusza r o z p o c z ę ł y s i ę w lip­
cu 1976 n a ś r o d k o w y m Podlasiu. Wykorzystany został do tego celu
M i ę d z y u c z e l n i a n y Obóz Etnograficzny (МОЕ 76), jaki rokrocznie od wie­
lu lat organizowany jest przez K a t e d r ę Etnografii U W dla s t u d e n t ó w
I r. etnografii. Rozmowy prowadzone b y ł y w szeregu wiosek w promie­
niu do 20 k m od m i e j s c o w o ś c i będącej bazą МОЕ 76. Grupa pracująca
z kwestionariuszem p r ó b n y m liczyła 25 osób, uzyskano 133 wywiady
z 20 w s i i miasteczek — różnej wartości, ale w sporej części intere­
sujących. W w y n i k u b a d a ń m o ż n a b y ł o dokonać w s t ę p n e g o wyboru
obszaru zasadniczych prac. Uzyskane informacje p o z w o l i ł y na ustale­
nie tras p r z e m i e s z c z e ń s i ę C y g a n ó w w rejonie ś r o d k o w e g o Podlasia,
miejscowości, gdzie zatrzymywali się na dłuższe postoje, zimowali oraz
takich, w k t ó r y c h Cyganie nie zjawiali się w ogóle, a kontakt z nimi
ograniczał się do s p o t k a ń na okolicznych targach lub w miasteczkach.
Od października 1976 — od rozpoczęcia roku akademickiego — utwo­
rzona została w Katedrze Etnografii U W 17-osobowa grupa składająca
się ze s t u d e n t ó w I I г., która przez półtora roku ma za zadanie prowa­
dzenie b a d a ń dystansu etnicznego i s t o s u n k ó w m i ę d z y Polakami a Cyga­
nami. P o n i e w a ż grupa działa w ramach normalnego planu s t u d i ó w (jako
tzw. grupa l a b o r a t o r y j n o - ć w i c z e n i o w a ; studenci mieli m o ż l i w o ś ć w y ­
boru tego lub innego tematu), przydzielony został budżet badawczy, k t ó ­
r y u m o ż l i w i ł wyjazdy terenowe. Po zapoznaniu się grupy z w y b r a n ą
literaturą c y g a n o l o g i c z n ą , literaturą dotyczącą ogólnie s t o s u n k ó w etnicz­
nych i p r o b l e m ó w mniejszości oraz z materiałami z М О Е 76, p r z y s t ą p i o ­
no do dalszej pracy nad kwestionariuszem, w ten sposób p o w s t a ł a ko­
lejna robocza jego wersja, różniąca się od poprzedniej c z ę ś c i o w o kom­
pozycją, s f o r m u ł o w a n i e m p y t a ń i nieco w i ę k s z y m u s z c z e g ó ł o w i e n i e m
(co w p ł y n ę ł o n a r o z b u d o w ę kwestionariusza). W grudniu 1976 r. odbył
się pierwszy w y j a z d grupy do miasteczka położonego kilkanaście k m na
p o ł u d n i o w y zachód od miejsca, gdzie była baza МОЕ 76. Badaniami o b j ę ­
to obszar o promieniu ok. 40 k m , aż po rejony graniczne Podlasia.

�!
20

L E C H MRÓZ

Celem b y ł o zebranie m a t e r i a ł ó w p o z w a l a j ą c y c h określić stosunek Pola­
k ó w do C y g a n ó w , funkcjonujące stereotypy, a przy t y m uzyskanie b l i ż ­
szych informacji o skupiskach c y g a ń s k i c h w rejonie Podlasia, by m ó c
dokonać wyboru m i e j s c o w o ś c i do dalszych badań. Prace prowadzone by­
ł y z a r ó w n o w miasteczkach i wioskach, gdzie bywali lub s ą Cyganie, jak
i takich, gdzie i s t n i e j ą c y obraz Cygana — z braku b e z p o ś r e d n i c h osobi­
stych k o n t a k t ó w — jest odbiciem opinii, jakie k u r s u j ą po okolicy i mają
charakter w y ł ą c z n i e stereotypu. Badania t r w a ł y t y d z i e ń , uzyskano 102
wywiady pochodzące z 20 wsi i miasteczek, przy c z y m w n i e k t ó r y c h
ograniczono się do 2, 3 rozmów, jeśli b y ł a to osada niewielka lub taka,
w pobliżu k t ó r e j istniał w i ę k s z y i dokładniej badany ośrodek, lub wresz­
cie, gdy z jakichś innych w z g l ę d ó w nie zachodziła potrzeba prowadzenia
w i ę k s z e j ilości w y w i a d ó w . W trakcie badań w jednej z miejscowości,
gdzie osiedleni są Cyganie, realizowano także część I - B kwestionariusza,
uzupełniającą zasadniczy kwestionariusz (I-A). Część I - B u w z g l ę d n i a n a
jest w m i e j s c o w o ś c i a c h , gdzie aktualnie m i e s z k a j ą Cyganie i istnieje
konieczność p e ł n i e j s z e j orientacji, w jakim stopniu b e z p o ś r e d n i e s ą ­
siedztwo w p ł y w a na w i e d z ę o Cyganach i stosunek do nich. Także
w trakcie tego w y j a z d u przeprowadzono kilka o g ó l n y c h l u ź n y c h r o z m ó w
(bez kwestionariusza) z dwiema rodzinami — c y g a ń s k ą i m i e s z a n ą cyg a ń s k o - p o l s k ą — poprzedzających planowane dokładniejsze ich przeba­
danie. Wyniki prac w postaci zebranego m a t e r i a ł u — w y w i a d ó w i ob­
serwacji — p o z w o l i ł y s f o r m u ł o w a ć w s t ę p n e tezy określające problem
dystansu etnicznego: Polacy — Cyganie. Dalszym efektem b y ł o wpro­
wadzenie korekt do (kwestionariusza i wypracowanie jego aktualnej w e r ­
sji (I-AB). Okres przed kolejnymi wyjazdami przeznaczony b y ł na w s t ę p ­
ne opracowanie m a t e r i a ł ó w oraz dopracowanie w e r s j i próbnej kwestio­
nariusza do b a d a ń w ś r ó d C y g a n ó w (cz. I I ) , przygotowanej uprzednio
przeze mnie. Na podstawie zebranych dotychczas m a t e r i a ł ó w dokonany
został w y b ó r miejsca do dalszych badań, k t ó r e s p e ł n i a ł o b y n a s t ę p u j ą c e
warunki: 1) s t a n o w i ł o w a ż n y punkt w migracjach C y g a n ó w w latach
przedwojennych i dawniej oraz po wojnie — dopóki w ę d r o w a l i ; 2) wie­
lokrotnie w r ó ż n y m czasie b y ł o miejscem d ł u ż s z e g o pobytu C y g a n ó w
i czasowego osiedlania; 3) obecnie jest tam skupisko C y g a n ó w osiedlo­
nych samoistnie lub przez w ł a d z e p a ń s t w o w e , ale s t a n o w i ą c y c h nadal
g r u p ę zwartą; 4) sposób życia z a m i e s z k u j ą c y c h tutaj C y g a n ó w i ich
ukierunkowanie zawodowe powoduje, iż mimo osiedlenia kobiety i m ę ż ­
c z y ź n i p r o w a d z ą ruchliwe życie, o d w i e d z a j ą c w celach zarobkowych
sąsiednie i dalej leżące wsie i miasteczka; 5) miejsce to jest na tyle
w a ż n e w regionie, że odwiedza je często ludność z a m i e s z k u j ą c a w dalej
p o ł o ż o n y c h osadach, a t y m samym daje szanse kontaktu lub c h o ć b y
tylko obserwacji ludziom z m i e j s c o w o ś c i nie odwiedzanych przez C y g a ­
n ó w dawniej i obecnie. W y b ó r padł na m i e j s c o w o ś ć liczącą ok. 3 tys.
m i e s z k a ń c ó w , a wraz z osiedlami satelitarnymi i p r z y s i ó ł k a m i ok. 5 tys.

�BADANIA DYSTANSU ETNICZNEGO

21

M i e j s c o w o ś ć tę w dalszej części komunikatu b ę d ę określał jako M i a ­
steczko lub w skrócie M ; z wielu w z g l ę d ó w wydaje się w ł a ś c i w e n i e ujawnianie jej nazwy. Z racji formy tej wypowiedzi nie b ę d ę bliżej
c h a r a k t e r y z o w a ł M ani m i e s z k a j ą c y c h tam C y g a n ó w , uczynione to zosta­
nie w momencie p e ł n i e j s z e j relacji z badań i o m ó w i e n i a w y n i k ó w prac.
Żyjąca w M grupa C y g a n ó w liczy kilka rodzin, ale posiada dość roz­
b u d o w a n ą s i e ć k r e w n y c h w innych miastach Polski; część z tych k r e w ­
nych mieszka w pobliżu, w d w ó c h m i e j s c o w o ś c i a c h oddalonych od M
o ok. 30 i 60 k m . Zawodowe ukierunkowanie C y g a n ó w z M — bielenie
k o t ł ó w , handel k o ń m i , handel starociami, poszukiwanymi przez zbieraczy
z wielkomiejskich o ś r o d k ó w , i wróżba — p o w o d o w a ł y częste kontakto­
wanie się z m i e s z k a ń c a m i M i okolicznych miejscowości.
W marcu 1977 r. zrealizowany został kolejny w y j a z d grupy, tym r a ­
zem już do M . Pierwsze dni przeznaczono na badania w ś r ó d P o l a k ó w
(kwestionariusz I - A B ) ; efektem b y ł o uzyskanie 120 w y w i a d ó w (ok. 100
z nich pochodzi z M , pozostałe z innych, n a ogół blisko l e ż ą c y c h m i e j ­
scowości, do k t ó r y c h z r ó ż n y c h w z g l ę d ó w uzasadnione b y ł o w y s ł a n i e
kogoś z grupy badaczy). Mieszkania C y g a n ó w znajdują się na pery­
feriach M; by u z y s k a ć w m i a r ę przekrojowy materiał i poznać stosunek
do C y g a n ó w ludzi z r ó ż n y c h kategorii s p o ł e c z n y c h , M zostało podzielo­
ne na 3 strefy badawcze. I strefa o b e j m o w a ł a część M przylegającą do
obozowiska c y g a ń s k i e g o (pas szerokości 1 do 1,5 km); m i e s z k a ń c y tej
strefy z a j m u j ą s i ę u p r a w ą ziemi lub pracują w z a k ł a d a c h p r z e m y s ł o ­
w y c h (najczęściej jako pracownicy fizyczni), z a m i e s z k u j ą zazwyczaj
osobne, parterowe domki z ogródkami, m a j ą c e czasami charakter w i e j ­
skich zagród. Strefa I I przebiegała przez rejony d o m ó w murowanych
(typu b l o k ó w ) , s k l e p ó w (pas szerokości ok. 1 km); z a m i e s z k u j ą tutaj n a
ogół robotnicy, nauczyciele, personel a d m i n i s t r a c y j n o - u r z ę d n i c z y M i a ­
steczka, sprzedawcy itp., t w o r z ą c y średnią p r e s t i ż o w ą kategorię miejsco­
wej społeczności. Strefa I I I o b e j m o w a ł a centrum M — rynek w r a z
z ulicami p r z y l e g ł y m i ; tutaj grupują się na ogół u r z ę d y administracji
miejscowej i w ł a d z politycznych, szpital, ośrodek zdrowia, spora c z ę ś ć
s k l e p ó w , biblioteka, księgarnie, hotel, szkoła średnia i miejsca k u l t u
religijnego, strefa szeroka jest na ok. 1 k m i oddalona od m i e s z k a ń
C y g a n ó w o średnio 3 k m . M i e s z k a ń c y tej strefy ż y j ą po części w blo­
kach, a w w i ę k s z o ś c i w murowanych, p i ę t r o w y c h kamienicach p o c h o d z ą ­
cych p r z e w a ż n i e jeszcze sprzed wojny i raczej wygodnych. Zaliczyć ich
m o ż n a do g ó r n e j kategorii miejscowej społeczności — s ą to pracownicy
miejscowych w ł a d z , lekarze, miejscowa inteligencja r ó ż n y c h profesji —
nauczyciele, artysta plastyk, a także r z e m i e ś l n i c y — w ł a ś c i c i e l e n i e k t ó ­
rych s k l e p ó w i w a r s z t a t ó w usytuowanych w rynku i okolicznych u l i ­
cach — szewcy, piekarze, w ł a ś c i c i e l e s k l e p ó w g a l a n t e r y j n o - p a m i ą t k a r skich. T y m s a m y m z r ó ż n i c o w a n i e społeczne nakłada s i ę w zasadzie n a
u k ł a d przestrzenny (określony dla b a d a ń strefami I do I I I ) i jest jedno-

�г

22

L E C H MHóz

cześnie odbiciem m o ż l i w o ś c i uzyskania wiedzy o Cyganach opartej na do­
ś w i a d c z e n i u — n a j m n i e j s z e szanse mają m i e s z k a ń c y strefy I I I (centrum),
n a j w i ę k s z e strefy I (peryferie). (Wprawdzie w ł a ś n i e w strefie I I I znajdują
się w a ż n e i atrakcyjne punkty, lecz jest to jednocześnie miejsce w i ę k s z e j
uwagi aparatu p o r z ą d k o w e g o , co w p ł y w a h a m u j ą c o na c i ą ż e n i e C y g a n ó w
ku centrum.) Podział M na trzy strefy p o z w a l a ł na próbę odpowiedzi na
w a ż n e pytania: czy stosunek do C y g a n ó w wynika z b e z p o ś r e d n i e g o d o ś ­
wiadczenia oraz czy jest on modyfikowany w zależności od sytuacji,
statusu społecznego, wiedzy itd. K i l k a w y w i a d ó w przeprowadzono także
w wiosce sąsiadującej przez las z Cyganami — osiedle c y g a ń s k i e , jak
w s p o m n i a ł e m , l e ż y na peryferiach M , dalej rozciąga się około kilometro­
w y pas lasu i za nim pola znajdującej się opodal wioski. W y d a w a ł o się
uzasadnione zorientowanie się, czy stosunek m i e s z k a ń c ó w tej wsi do nie­
daleko od nich ż y j ą c y c h C y g a n ó w różni s i ę w jakiś sposób od s ą d ó w
m i e s z k a ń c ó w innych wiosek lub M. Po przeprowadzeniu w y w i a d ó w z lud­
nością n i e c y g a ń s k ą M (w zasadzie byli to sami Polacy, chociaż w M za­
mieszkuje także pewien — niewielki — procent osób i d e n t y f i k u j ą c y c h
się z białoruską grupą narodowościową) jeden dzień przeznaczono na
badania w szkole, do której chodzą dzieci c y g a ń s k i e — jest ona usy­
tuowana na granicy strefy I i I I . Przeprowadzono tam kilkadziesiąt roz­
m ó w w e d ł u g przygotowanego specjalnego zestawu p y t a ń ; rozmawiano
z dziećmi c y g a ń s k i m i , a także z dziećmi polskimi — w k a ż d e j klasie,
gdzie" b y ł o dziecko c y g a ń s k i e , prowadzono rozmowy z dziesięciorgiem
dzieci polskich. Ponadto o d b y ł y się rozmowy w e d ł u g podobnego zesta­
wu p y t a ń z wychowawczyniami klas, do k t ó r y c h u c z ę s z c z a ł y dzieci cy­
gańskie, i nauczycielem języka polskiego. N i e z a l e ż n i e , w klasach V I
i V I I I — gdzie nie b y ł o dzieci c y g a ń s k i c h (najstarsze z nich chodziło do
klasy V ) — zrealizowane zostały wypracowania pisemne. W czasie, gdy
w i ę k s z o ś ć grupy badaczy pracowała w szkole, kilka osób udało s i ę na
luźne, w s t ę p n e rozmowy do c y g a ń s k i e g o osiedla. Miało to na celu unik­
nięcie sytuacji, w której rodzice d o w i a d u j ą się o zainteresowaniach ba­
daczy od dzieci, b y ć m o ż e w zniekształconej formie. W trakcie r o z m ó w
z dziećmi i nauczycielami starano się s t w o r z y ć s y t u a c j ę u n i e m o ż l i w i a ­
jącą uzgadnianie opinii i przekazywanie informacji o treści r o z m ó w tym,
z k t ó r y m i jeszcze nie rozmawiano. N a s t ę p n e g o dnia cała grupa od rana
prowadziła rozmowy w e d ł u g kwestionariusza I I w obozowisku c y g a ń ­
skim. P o n i e w a ż kwestionariusz ten zawiera wiele p y t a ń , na jakie — jak
m o ż n a się b y ł o s p o d z i e w a ć — nie uzyska się od razu odpowiedzi, jako że
d o t y c z y ł y spraw n i e c h ę t n i e ujawnianych przed nie-Cyganami, podzie­
lono go na trzy z e s p o ł y p y t a ń różniących się stopniem drażliwości i in­
tymności. W trakcie wyjazdu realizowano tylko pytania z zespołu pierw­
szego (1-60) części I I kwestionariusza, m a j ą c e dość o b o j ę t n e zabarwienie.
Pozostałe, bardziej intymne, realizowano programowo dopiero podczas

�¡

BADANIA DYSTANSU ETNICZNEGO

23

f.

i
L
F
[
[
~
I
;
:
I
I

późniejszego wyjazdu, z tym, ż e o d p o w i e d ź n a n i e k t ó r e pytania poza 60
uzyskiwano także już w trakcie tego wyjazdu, ale w l u ź n y c h rozmowach. Cyganie rozlokowani zostali w p o s z c z e g ó l n y c h pomieszczeniach, na
z e w n ą t r z m i e s z k a ń i w lesie opodal obozowiska, by zapobiec uzgadnianiu
wypowiedzi i w y e l i m i n o w a ć w z a j e m n ą kontrolę badanych. Uzyskano
w ten sposób 19 w y w i a d ó w . Kolejne dwa dni przeznaczone b y ł y n a naw i ą z a n i e b l i ż s z y c h k o n t a k t ó w z grupą c y g a ń s k ą — w której planowano
dalsze prace — dla zatarcia wrażenia, jakie m o g ł o się w y t w o r z y ć w z w i ą zku z badaniami z dnia poprzedniego, oraz uzyskanie dalszych informacji. W ciągu tych dni pracowano bez kwestionariusza (badający nauczyli
się go n a p a m i ę ć ) i nie notując. Dlatego do obozowiska udawano się
w r ó ż n y m czasie, kilkuosobowymi grupami, a po powrocie spisywano
uzyskane informacje i obserwacje — t y m samym zmniejszona została
m o ż l i w o ś ć z a f a ł s z o w a n i a treści wypowiedzi.
W m i e s i ą c później (w kwietniu) zrealizowano n a s t ę p n y wyjazd ba­
dawczy. Praca o d b y w a ł a się w e d ł u g kwestionariusza I - A B oraz zmody­
fikowanego po poprzednim w y j e ź d z i e i nadal jeszcze dopracowywane­
go kwestionariusza I I . Część grupy n a c a ł y okres b a d a ń została skiero­
wana do prac w obozowisku c y g a ń s k i m w M , część zaś pracowała
w d w ó c h m i e j s c o w o ś c i a c h , gdzie zamieszkiwali k r e w n i m i e s z k a ń c ó w cy­
gańskiego obozowiska w M . Miejscowości te to: miasteczko podobnej
w i e l k o ś c i co M — mieszka tam nieliczna grupa C y g a n ó w (dalej określał
je b ę d ę symbolem M A ) i duża w i e ś , gdzie ż y j e kilka rodzin c y g a ń s k i c h
(dalej MB). Badacze p r a c u j ą c y w M Á i M B rozpoczęli tak jak i w M
od r o z m ó w z Polakami w e d ł u g kwestionariusza I - A B , przeprowadzając
jednak znacznie mniej w y w i a d ó w n i ż w M — potrzebny b y ł bowiem
tylko m a t e r i a ł w e r y f i k u j ą c y , a nie podstawowy (bazowy). N a s t ę p n i e —
mając u ł a t w i o n y kontakt dzięki Cyganom z M — przeprowadzili roz­
mowy w e d ł u g kwestionariusza I I (pyt. 1-60). Uzyskano w ten sposób
24 w y w i a d y część I - A B i 12 część I I oraz kilka różnych, l u ź n y c h infor­
macji i obserwacji z M A i M B . W maju 1977 r. 3-osobowy zespół z grupy badaczy w y j e c h a ł na dalszą pracę, tym razem uczestnictwo w ż y c i u
C y g a n ó w b y ł o j u ż p e ł n i e j s z e — badacze mieszkali z nimi, jedli, przeby­
w a j ą c przez c a ł y czas w obozowisku w M. Mieli t y m samym m o ż l i w o ś ć
dokonania dalszych obserwacji i r o z m ó w . Aktualnie całość m a t e r i a ł ó w
jest opracowywana dla ustalenia dalszego toku badań. W nowym roku
akademickim (1977/78) badania zostaną p o d j ę t e z ukierunkowaniem na
k o n t y n u a c j ę r o z m ó w w y ł ą c z n i e z Cyganami — w e d ł u g kwestionariusza
I I — w M , M A i M B . Ponadto najprawdopodobniej wybrany zostanie
jeszcze jeden punkt badawczy — miasto leżące na pograniczu Podlasia
i sąsiedniego regionu, zamieszkiwane przez dość liczną (kilkudziesięcio­
o s o b o w ą ) zbiorowość C y g a n ó w z innej niż badana w M , M A i M B grupy
rodowo-plemiennej. Planowane jest p o w t ó r z e n i e c a ł e g o cyklu prac prze-

"

�г
I

24

i
!
I

prowadzonych w M w trakcie wyjazdu marcowego. Uzyskany zostanie —
mam nadzieję — materiał p o z w a l a j ą c y rozszerzyć zakres wnioskowania
i u c h w y c i ć pewne p r a w i d ł o w o ś c i w stosunkach m i ę d z y e t n i c z n y c h .
Na przełomie czerwca i lipca 1977 o d b y ł s i ę kolejny obóz s t u d e n t ó w
etnografii — М О Е 77. Kilkuosobowa grupa prowadziła badania ( u z u p e ł ­
niające p e n e t r a c j ę М О Е 76) w e d ł u g kwestionariusza I - A w 15 miejsco­
wościach, u z y s k u j ą c 45 w y w i a d ó w . T y m samym w trakcie całości do­
tychczasowych b a d a ń prowadzone b y ł y prace w 62 wsiach i miastecz­
kach; uzyskano 423 wywiady w e d ł u g kwestionariusza I - A lub I - A B ,
31 w y w i a d ó w w e d ł u g kwestionariusza I I , kilkanaście obserwacji (ze s k u ­
pisk cygańskich) i w y w i a d ó w o g ó l n y c h (np. prowadzonych w z a k ł a d a c h
p r z e m y s ł o w y c h zatrudniających w r ó ż n y m okresie C y g a n ó w z M) oraz
ok. 100 w y w i a d ó w — r o z m ó w i w y p r a c o w a ń — ze s z k o ł y w M . Do tego

I
.!
!

L E C H MROZ

komunikatu d o ł ą c z o n y jest jedynie kwestionariusz I - A B ; kwestionariusz

I I oraz zestaw p y t a ń do r o z m ó w z dziećmi m o g ą jeszcze u l e g a ć znacz­
niejszym nawet zmianom i dlatego i c h publikowanie wydaje s i ę przed­
wczesne.
N a l e ż y jeszcze dodać w y j a ś n i e n i a do kwestionariusza. Kwestionariusz
do b a d a ń dystansu etnicznego składa s i ę z d w ó c h części: I - A B s ł u ż y
do badań w ś r ó d P o l a k ó w , część I I do badań w ś r ó d C y g a n ó w . W e d ł u g
części I - A prowadzone s ą badania w m i e j s c o w o ś c i a c h , w k t ó r y c h a k t u ­
alnie nie mieszkają Cyganie. Jeżeli w miejscu b a d a ń jest osiedle c y g a ń ­
skie lub mieszka c h o ć b y kilka rodzin, w ó w c z a s kwestionariusz I - B s ł u ż y
do u z u p e ł n i e n i a danych z I - A . Z dotychczasowych w y w i a d ó w mniej
w i ę c e j p o ł o w ę przeprowadzono w e d ł u g I - A i p o ł o w ę w e d ł u g I - A B . P o ­
n i e w a ż temat m o ż e s p o w o d o w a ć pewne zahamowania r o z m ó w c ó w , posta­
nowiono, ż e badania prowadzone będą anonimowo — notowana jest j e ­
dynie p ł e ć i wiek informatora oraz m i e j s c o w o ś ć i w o j e w ó d z t w o , bez
bliższego adresu. Sądzę, ż e jest bardziej etyczne zachowanie anonimo­
w o ś c i informatora — nawet j u ż przy zbieraniu m a t e r i a ł ó w , zwłaszcza ż e
wypowiedzi mają wielokroć prywatny charakter, a często u j a w n i a j ą dość
intymne szczegóły. Podobnie p o s t ę p u j e się w trakcie b a d a ń prowadzo­
nych w ś r ó d C y g a n ó w , przy czym j e d y n ą d o d a t k o w ą informacją noto­
w a n ą jest p r z y n a l e ż n o ś ć rodowa r o z m ó w c y , m o ż e s i ę bowiem z czasem
okazać, ż e stosunek do n i e - C y g a n ó w (w t y m przypadku P o l a k ó w ) z a l e ż y
od przynależności rodowo-plemiennej. B a d a j ą c y mają zresztą jeszcze
jeden cel na uwadze — próbę uchwycenia s t o s u n k ó w m i ę d z y p o s z c z e g ó l ­
nymi grupami C y g a n ó w , a do tego informacja m ó w i ą c a o przynależności
jest konieczna.
Kwestionariusz I - A dzieli się w e w n ę t r z n i e na kilka z e s p o ł ó w zagadnieniowych. Pytania 1-14 dotyczą bezpośrednio informatora; wydaje s i ę ,
że
zawarte
w nichinformacji
mogą
czego
p y t,dane
a ń zresztą
(14-64)
dotychczasowe
dotyczy
m am
t eireićoa ł znaczenie
ykontaktach
nie p o t wdla
i e rzdopinii
zCyganami
i ł y . Noa sCyganach
t ę pw
n y n izespół
k a j—
ą-

�BADANIA DYSTANSU ETNICZNEGO

25

cych z ich b y t n o ś c i lub p r z e j a z d ó w przez m i e j s c o w o ś ć , rodzajów tych
k o n t a k t ó w i obserwacji na temat przejeżdżających grup cygańskich; ten
zespół odpowiedzi m o ż e w y j a ś n i ć po części stosunek r o z m ó w c y do C y ­
g a n ó w . Kolejne pytania (65-74) dotyczą wiedzy bliższej o Cyganach.
Odpowiedzi na nie są najczęściej negatywne, badani — nawet jeśli wcho­
dzili w bezpośrednie i dłuższe kontakty z Cyganami — rzadko coś wie­
dzą na temat c y g a ń s k i c h z w y c z a j ó w i zasad, jakimi się kieruje ta grupa
etniczna. Pytania te są uzasadnione — moim zdaniem — g d y ż bliższa
wiedza n a temat C y g a n ó w m o ż e m i e ć w p ł y w na ich obraz i s t n i e j ą c y
w ś w i a d o m o ś c i informatora, a tym samym i n a jego stosunek do C y ­
g a n ó w . Pytanie 75-83 dotyczą obecności i funkcjonowania C y g a n ó w
w miejscowej kulturze i ustalenia kontekstu, w j a k i m w y s t ę p u j ą — to
także ś w i a d c z y o jakości dystansu etnicznego i stosunku do C y g a n ó w
sankcjonowanego i uzasadnionego w pewnym sensie historycznie (po­
przez zarejestrowanie w tradycji kulturalnej danego regionu). Kolejne
pytania (84-124) s t a n o w i ą w zasadzie najistotniejszą część kwestionariu­
sza, choć rzecz jasna m o g ą m i e ć znaczenie tylko łącznie z poprzednimi
s t a n o w i ą c y m i i c h p o d s t a w ę . T a część dotyczy b e z p o ś r e d n i o stosunku
badanego do C y g a n ó w , w y r a ż a j ą c e g o się w ocenie, sądach na temat
m o ż l i w o ś c i rozwiązania tzw. problemu c y g a ń s k i e g o i przyszłości C y g a ­
n ó w . P o n i e w a ż niejednokrotnie w przeszłości — zwłaszcza w okresie
m i ę d z y w o j e n n y m , k t ó r y dobrze p a m i ę t a spora część i n f o r m a t o r ó w — do­
chodziło do widocznego u z e w n ę t r z n i a n i a postaw n i e c h ę c i także w od­
niesieniu do innych grup etnicznych, np. Ż y d ó w , w ł ą c z o n e z o s t a ł y do
kwestionariusza pytania m a j ą c e w y j a ś n i ć stosunek do C y g a n ó w na tle
innej, niekiedy nieakceptowanej, a różniącej się zasadniczo grupy (py­
tania 125-126). T e m u celowi także s ł u ż y ł o dość prowokacyjne pytanie
127 m a j ą c e u w i d o c z n i ć , jak silna jest n i e c h ę ć do C y g a n ó w . Jest jeszcze
jedno zagadnienie, k t ó r e b y ć m o ż e uda się w y j a ś n i ć p r z y pomocy p y t a ń
128-129. Tutaj n a l e ż y p r z y t o c z y ć jedną z tez badań. Przypuszczam, że
wiele kultur i społeczności — a b y ć m o ż e każda — odczuwa potrzebę
posiadania w pobliżu siebie k o g o ś gorszego, kto n a d a w a ł b y się na w z ó r
negatywny i kogo m o ż n a b y ł o b y obarczyć niekorzystnymi cechami. T a k i
zespół ludzi czy grupa poprzez negatywne cechy staje się często w a ż n y m
czynnikiem lepszego samopoczucia i integracji tych, k t ó r z y — w swoim
mniemaniu — owych cech nie posiadają. Cyganie — jak wskazuje w s t ę p ­
na ocena zebranych m a t e r i a ł ó w — nadawali s i ę do roli gorszego. Od
pewnego jednak czasu, d o k ł a d n i e j od początku lat 60-tych, coraz rzadziej
m o g ą w tej roli w y s t ę p o w a ć z racji osiedlenia. W w y n i k u tego wiele
grup lokalnych — np. społeczności wioskowych — zostało pozbawionych
m o ż l i w o ś c i k o n t a k t ó w z Cyganami, a zatem i m o ż l i w o ś c i upewniania się
w swoim punkcie widzenia. Zachodzi zatem pytanie, czy sam stereotyp
wystarczy, by nadal mogli oni pełnić s w ą w a ż n ą f u n k c j ę k u l t u r o w ą (in­
tegrującą). Pewne dane — jeszcze nie w y s t a r c z a j ą c e do stwierdzenia —

�26

LECH MROi

zdają się jednak w s k a z y w a ć , że wprawdzie stereotyp trwa i stosunek do
C y g a n ó w zmienia się niewiele, ale w braku m o ż l i w o ś c i obserwacji i kon­
taktu b e z p o ś r e d n i e g o nie m o ż e on pełnić takiej jak dawniej roli w k u l ­
turze. M o ż e to także zdarzać się wtedy, gdy pozycja i sytuacja ekono­
miczna C y g a n ó w jest w y r a ź n i e lepsza od ludności miejscowej, a zatem
zachodzi zasadnicza rozbieżność lub nawet sprzeczność m i ę d z y stereoty­
powym s ą d e m a tym, jaki wynika z obserwacji. T y m samym tworzy s i ę
pewnego rodzaju luka w kulturze, dysonans, k t ó r y wymaga rozwiązania.
Można przypuszczać, że dochodzi wtedy do — nawet nie u ś w i a d a m i a n e g o
sobie — poszukiwania kogoś (jakiejś społeczności), kto n a d a w a ł b y się na
w y p e ł n i e n i e luki, kogo można b y ł o b y obarczyć cechami negatywnymi
i kto z a s t ą p i ł b y C y g a n ó w w funkcji czynnika i n t e g r u j ą c e g o . Zarejestro­
wane przez badaczy w kilku przypadkach sytuacje zdają się potwierdzać
tezę — jednakże dodać trzeba, że ilość odpowiedzi pozytywnych jest
na razie niezbyt duża i b y ć m o ż e trzeba b ę d z i e tę t e z ę odrzucić. Na
razie jednak n a l e ż y w z i ą ć pod u w a g ę m o ż l i w o ś c i takiej podmiany w roli
„złego" i p r ó b o w a ć ustalić, kto i kiedy oraz w w y n i k u jakich sytuacji
czy c z y n n i k ó w w s z e d ł na miejsce C y g a n ó w .
Nie jest m o ż l i w e przedstawienie tutaj p e ł n i e j s z e g o o m ó w i e n i a mate­
riałów i w y n i k ó w badań. Wymaga to z a r ó w n o znacznie w i ę c e j miejsca,
jak — przede wszystkim — w y j a ś n i e n i a i s t n i e j ą c y c h w ą t p l i w o ś c i drogą
dalszych b a d a ń i skrupulatnego przeanalizowania tego, co już zostało ze­
brane. B y zrozumieć mechanizm funkcjonowania dystansu etnicznego,
konieczne jest także pełniejsze wprowadzenie historyczno-etnograficzne
do tematu, co r ó w n i e ż odłożyć n a l e ż y do czasu bardziej s z c z e g ó ł o w e j
prezentacji w y n i k ó w badań. Niemniej sądzę, ż e warto — c h o ć b y w bar­
dzo s k r ó t o w e j formie — p r z e d s t a w i ć n i e k t ó r e w s t ę p n e uwagi.
1. Cyganie w ę d r o w a l i po Podlasiu do czasu przeprowadzenia akcji
o s i e d l e ń c z e j , w c h o d z ą c z ludnością m i e j s c o w ą w różnorodne kontakty —
handlowe (mężczyźni wykonywali prace kowalskie, handlowali k o ń m i
itd., kobiety w r ó ż y ł y ) i stosunkowo rzadko towarzyskie (głównie zimą,
w okresie czasowego zawieszania w ę d r ó w e k ) . N a j c z ę s t s z y m miejscem
kontaktowania się b y ł y targi. Nie wszystkie m i e j s c o w o ś c i jednako często
b y ł y odwiedzane przez C y g a n ó w ; w trakcie b a d a ń udało s i ę ustalić
szlaki p r z e m i e s z c z e ń C y g a n ó w na ś r o d k o w y m Podlasiu. Okolice n a j c z ę ­
ściej odwiedzane przez nich w trakcie w ę d r o w a n i a i te, gdzie zimowali,
s t a ł y s i ę miejscami t r w a ł e g o osiedlania (nawet jeśli nadal co pewien
czas — 2, 3 lata — zmieniali miejsce zamieszkania). T y m samym
w m i e j s c o w o ś c i a c h tych zmieniła się jakość k o n t a k t ó w z stosunkowo
l u ź n y c h na bezpośrednie sąsiedztwo.
2. N i e z a l e ż n i e od tego nie z a u w a ż a się w y r a ź n i e j s z e j zmiany w fak­
tycznej wiedzy na temat C y g a n ó w , ich życia i o b y c z a j ó w . Informacje
uzyskiwane od badanych są powielanymi sądami, ale najczęściej wiedza
na ten temat jest znikoma. Rejestrowane jest to także w ó w c z a s , gdy

�BADANIA DYSTANSU ETNICZNEGO

27

Polacy mieli m o ż l i w o ś ć dokonania obserwacji na p r z y k ł a d podczas z i ­
mowisk C y g a n ó w lub b e z p o ś r e d n i e g o sąsiedztwa. Ś w i a d c z y to, że obie
grupy _ Cyganie i Polacy — s t a n o w i ą z a m k n i ę t e hermetyczne s p o ł e ­
czności, nie i n t e r e s u j ą c e się s w o j ą kulturą, a ich opinia o drugiej grupie
oparta jest n a stereotypowych stwierdzeniach.
3. Cyganie w y r ó ż n i a n i s ą w oparciu o sposób życia i cechy antropolo­
giczne, a w mniejszym stopniu ubiór. Na podstawie tej identyfikacji
przypisywany jest zespół cech c h a r a k t e r y z u j ą c y c h ich bliżej. Cyganie
u w a ż a n i s ą za złodziei, próżniaków, Żyjących z niezbyt o k r e ś l o n y c h
i uczciwych profesji, brudasów, choć podkreślane są także cechy pozy­
tywne, jak w i ę ź społeczna, odwaga itp. Informatorzy — nawet jeśli ich
d o ś w i a d c z e n i a z k o n t a k t ó w z Cyganami s ą pozytywne — stereotyp ten
' p o w i e l a j ą , choć zaznaczają, że ci, którzy na przykład zimowali u nich,
byli z u p e ł n i e inni. Ten ambiwalentny stosunek jest dość powszechny,
przy czym zdecydowana w i ę k s z o ś ć informatorów generalizuje p o d k r e ś l a ­
jąc przede wszystkim stereotyp negatywny.
4. Czynniki takie jak płeć, w y k s z t a ł c e n i e , p r z y n a l e ż n o ś ć wyznanio­
wa, miejsce zamieszkania (wieś lub miasto), status społeczny, uczest­
nictwo w konsumpcji informacji kolportowanych przez masowe środki
przekazu nie w p ł y w a j ą w j a k i m ś znaczniejszym stopniu na stosunek do
C y g n ó w i z m i a n ę stereotypu, co świadczy, że k s z t a ł t u j e się on na p ł a s z ­
c z y ź n i e rodziny i p r z e p ł y w u informacji — u t r z y m u j ą c e j stereotyp —
m i ę d z y pokoleniami. Potwierdzeniem jest powszechna n i e c h ę ć do wcho­
dzenia w bliższe stosunki z Cyganami i do z w i ą z k ó w rodzinnych, nawet
jeśli informatorzy dostrzegają pewne pozytywne pechy u C y g a n ó w i w i ­
dzą zmiany, jakie d o k o n a ł y s i ę w tej społeczności w w y n i k u osiedlenia,
chodzenia m ł o d z i e ż y do szkół, zdobywania w y k s z t a ł c e n i a , zawodu i po­
dejmowania stałej pracy.
5. Z a podstawowy czynnik zmiany stosunku do C y g a n ó w u w a ż a n e
jest zasymilowanie się ich, podjęcie stałej pracy podobnego charakteru
co miejscowi, podobnego stylu życia, n i e w y r ó ż n i a n i e s i ę ubiorem ani
innymi cechami. T a k w i ę c sposób życia, podstawy ekonomiczne, stosunek
do pracy i osiadłość są czynnikami podstawowymi w w y r ó ż n i a n i u C y g a ­
n ó w , k s z t a ł t o w a n i u stereotypu — co z drugiej strony ś w i a d c z y o m a ł e j
tolerancji — z a ś w y r ó ż n i k i antropologiczne schodzą de facto na plan
dalszy. J e ś l i b y w i ę c doszło do zniwelowania tych różnic drogą przejęcia
przez C y g a n ó w k u l t u r y prezentowanej przez społeczność n i e c y g a ń s k ą ,
b y ć m o ż e dystans do nich z o s t a ł b y zniwelowany, n a b r a ł b y innego cha­
rakteru lub przestał istnieć.
Przedstawione tutaj wnioski są o c z y w i ś c i e tylko najbardziej ogólne,
dopiero p e ł n e opracowanie materiału po zakończeniu badań pozwoli
w m i a r ę dokładnie p r z e d s t a w i ć dystans etniczny Cyganie — Polacy.

�28

L E C H MROZ

K W E S T I O N A R I U S Z DO B A D A Ń D Y S T A N S U E T N I C Z N E G O
C z ę ś ć I-A
Miejscowość, w o j e w ó d z t w o
pleć i wiek informatora.

(ew.

gmina),

1.
2.
3.
4.
5.
6.
7.
8.
9.
10.

Jak długo mieszka pan(i) w tej miejscowości? Czy jest pan(i) tutaj urodzony?
Jeżeli przybył pan(i) z innej miejscowości, to kiedy i skąd?
Czy w y c h o w y w a ł się pan(i) we wsi, miasteczku czy może mieście?
Ile lat chodził pan(i) do szkoły — ilość klas i rodzaj szkoły?
Czy jest pan(i) żonaty (zamężna)?
Czy ma pan(i) dzieci, ile i w jakim wieku?
Jaki zawód pan(i) wykonuje, gdzie pracuje?
Jaki zawód wykonuje współmałżonek?
Jaka jest pana(i) przynależność wyznaniowa, do jakiego kościoła pan(i) chodzi?
Czy należy pan(i) do jakiegoś stowarzyszenia społecznego czy politycznego
(partii)?
11. Czy posiada pan(i) odbiornik telewizyjny bądź radiowy?
12. Czy czyta pan(i) gazety — jakie, jak często?
13. Czy chodzi pan(i) do kina (teatru) — jak często?
14. Czy należy pan(i) do biblioteki, czy czyta pan(i) książki — jak często?
Jeżeli w danej miejscowości
znajduje się osiedle cygańskie,
to w tym
miejscu
należy przeprowadzić
rozmowę
według kwestionariusza część I-B, a dopiero potem
kontynuować
część I-A.
15. Czy przejeżdżają przez wieś Cyganie, kiedy byli ostatni raz — rok lub jakieś
inne ważne wydarzenie?
16. Czy dawniej często przejeżdżali — jak często w roku?
17. Jak wędrowali, czy przejeżdżali przez w i e ś wozami? (A może nadal zdarza
się, że przejeżdżają przez wieś lub w pobliżu?).
18. Ile w o z ó w i ile osób przejeżdżało? (Podać jakiej wielkości tabory były w i ­
dywane).
19. Jak wyglądały wozy, którymi Cyganie wędrowali — czy mógłby je pan(i)
opisać?
20. Skąd Cyganie mieli te wozy — kupowali gdzieś (gdzie czy może w y k o n y w a ł
je ktoś na zamówienie Cyganów; może inf. zna nazwisko w y t w ó r c y i miejsce
jego zamieszkania?
21. Czy wozy poszczególnych grup Cyganów różniły się między sobą — czym?
22. Czy nie próbowali osiedlić się we wsi na dłużej — kiedy, w jakim czasie
i przez jaki okres mieszkali?
23. Skąd przyjeżdżali,' z jakiego kierunku czy miejscowości, i dokąd potem odjeżdżali(ją)?
24. Czy są jakieś miejscowości w okolicy, gdzie szczególnie chętnie przyjeżdżali
Cyganie — gdzie i w jakim celu?
25. Czy jest gdzieś tutaj w okolicy jakieś miejsce, gdzie odbywały się zjazdy czy
spotkania cygańskie; w jakim celu Cyganie tam się zbierali, gdzie to było,
co robili w tym czasie? Kiedy ostatnio odbył się taki zjazd, ilu Cyganów
uczestniczyło?
26. Jeżeli przejeżdżali przez wieś Cyganie to na jak długo zatrzymywali się?.
27. Gdzie zwykle zatrzymują się w okolicy latem — podać n a z w ę terenową i usytuowanie?
28. Czy przyjeżdżali również na zimowiska, gdzie wtedy mieszkali — czy wynajmowali izby od miejscowych gospodarzy (lub jakieś inne pomieszczenia)?
Podać n a z w ę miejsca, gdzie mieszkali i nazwisko gospodarza.

.1

:
i
j
i
f
\
:
&gt;
&gt;
¿
i

I
1

�BADANIA DYSTANSU ETNICZNEGO

29

29. Czy stale zamieszkiwali zimą
tych samych gospodarzy czy
różnych
(dlaczego)?
30. Czy do wsi/miasteczka przyjeżdżała stale ta sama grupa Cyganów czy różne?
31. Jak długo trwał pobyt zimowy — kiedy przyjeżdżali, kiedy odjeżdżali?
32. Jeżeli zjawili się w okresie zimy, to czym wtedy zajmowali się, co robią?
33. Jak wyglądał rozkład dnia rodziny cygańskiej zimą?
34. Jeżeli byli zimą, czy posyłali dzieci do szkoły?
35. J a k pan(i) sądzi, jeżeli Cyganie nie przyjeżdżali zimą, co się wtedy z nimi
dzieje — wędrują czy gdzieś wyjeżdżają i gdzie spędzają zimy?
36. Czy pan(i) pamięta, żeby kiedyś zimowali Cyganie w namiotach lub ziemian­
kach — kiedy, gdzie?
37. Jak mieszkali Cyganie zatrzymujący się latem na postojach — w wozach czy
rozbijali namioty, jak namiot wyglądał (proszę opisać)? A może jeszcze ina­
czej — jak?
38. Czym trudnią się po przyjeździe do wsi latem — handlują (czym) czy wyko­
nują jakieś prace — jakie, dla kogo?
39. Czy pan(i) korzystał z ich usług? Czy ich działalność była użyteczna dla
wsi/miasteczka?
40. Z czego w ogóle Cyganie żyją, skąd mają pieniądze czy środki na utrzymanie?
41. Czy w czasie pobytu we wsi/miesteczku najmowali się Cyganie do jakiejś
pracy (u gospodarzy, w spółdzielniach czy zakładach państwowych) — jakiej?
Czy może jest w okolicy jakiś zakład zatrudniający Cyganów — gdzie, w j a ­
kim charakterze?
42. Czy dobrzy byli z nich pracownicy, czy potrafili lepiej pracować niż m é ­
l g a m e (Polacy);
43. Czy po przybyciu do wsi Cyganki zajmowały się wróżeniem, w jaki sposób
wróżyły?
44. Czy ich wróżby spełniają się i czy ludzie chętnie dają sobie wróżyć?
45. Czy pan(i) dawał(a) sobie wróżyć?
46. Czy pan (i) wierzy w cygańskie wróżby i co o nich sądzi?
47. Czy Cyganie leczyli ludzi, kiedy byli we wsi — z jakimi dolegliwościami
(chorobami) przychodzili ludzie do Cyganów, jak wyglądało leczenie i jakie
dawało rezultaty? Czy pan(i) zna osobiście taki przypadek leczenia przez
C y g a n ó w — może miał miejsce w rodzinie, kiedy?
48. Czy może jeszcze teraz ludzie chodzą do Cyganów leczyć się (gdzie)?
49. Jaki jest stosunek Cyganów do mieszkańców wsi? (gdy przyjadą)?
50. Jaki jest stosunek C y g a n ó w do właściciela gruntu, na którym rozbijają obóz
lub do właściciela mieszkania, u którego mieszkali zimą?
51. J a k przyjmowani byli Cyganie po przybyciu do wsi — jak odnosili się do
nich mieszkańcy wsi/miasteczka?
52. Czy w czasie postojów letnich Cyganów utrzymywano z nimi jakieś kon­
takty towarzyskie — jakiego rodzaju?
53. Czy w czasie zimowania Cyganów we wsi/miasteczku utrzymywano z nimi
jakieś kontakty towarzyskie — jakiego rodzaju?
54. Czy w czasie postojów letnich lub zimowania Cyganów dzieci ze wsi/mia­
steczka, bawiły się z dziećmi cygańskimi — jeżeli nie, dlaczego?
55. Jeżeli we wsi/miasteczku była zabawa lub wesele, czy zapraszano na nie
Cyganów i czy Cyganie przychodzili? W jakim charakterze ich zapraszano —
jako m u z y k a n t ó w czy po prostu uczestników zabawy?
56. Czy takie spotkania (zabawy, wesela) przebiegały zgodnie czy nie zawsze
i z czyjej winy?
57. Jeżeli Cyganie zjawili się nie proszeni, jak wtedy postępowano?

�30

L E C H MROZ

58. Czy podoba się panu (i) muzyka cygańska i ich taniec?
59. Czy Cyganie ładnie się ubierają, czy podoba się panu(i) ich sposób ubierania
się czy nie? Jak ubierali się dawniej, jak teraz?
60. Czy sposób życia, jaki prowadzą Cyganie, podoba się panu (i) — dlaczego?
Jeżeli nie — również dlaczego?
61. Co pan(i) wie na temat przestępczości Cyganów, o jakich słyszał(a) pan(i)
przypadkach, żeby Cyganie dokonali jakiegoś wykroczenia — kiedy i gdzie?
Czy miał miejsce taki przypadek gdzieś tutaj w okolicy lub może w samej
wsi/miasteczku — kiedy, jaki?
62. Czy może sam(a) pan(i) padł(a) ofiarą Cyganów — kiedy i co zrobili?
63. Czy pan(i) pamięta albo słyszał(a) o wypadkach jakichś zbiorowych akcji
ludzi ze wsi/miasteczka przeciwko Cyganom — np. napad na obóz cygański?
Kiedy to było, jaka była przyczyna konfliktu?
64. Czy jest gdzieś tutaj w okolicy jakaś miejscowość — wioska/miasto — gdzie
osiedlili się Cyganie — gdzie, od kiedy tam są, ilu ich jest?
65. Czy pan(i) wie skąd pochodzą Cyganie — z jakiego kraju czy narodu?
66. Od czego pochodzi ich nazwa „Cygan" — co oznacza to słowo? (Czy zna pan (i)
słowo „Rom" — co ono znaczy?).
67. Jak pan(i) sądzi, czy Cyganie różnią się między sobą, czy stanowią jeden
naród?
68. Co pan(i) wie na temat religijności Cyganów — w co wierzą?
69. Co pan(i) wie na temat cygańskich zwyczajów — jak wyglądają cygańskie
chrzciny i zwyczaje związane z narodzinami? Jak wygląda u Cyganów za­
wieranie m a ł ż e ń s t w i wesele — kto udziela im ślubu?
70. W jakim wieku zakładają Cyganie rodziny, jaka jest przyczyna, że właśnie
w tym wieku? (Jeżeli wie, że młodo się żenią, to: czym można w y t ł u m a c z y ć
sobie ten fakt i jak inf. ocenia ten cygański zwyczaj?).
71. Czy cygańskie rodziny są trwałe — co pan(i) sądzi na temat wierności m a ł ­
żeńskiej w cygańskich rodzinach? Czy Cyganie kochają swoje dzieci i czy
'
ich dzieci mają lepiej niż dzieci w rodzinach polskich?
72. Co pan(i) sądzi o moralności (obyczajności) cygańskiej? (Może inf. zna jakieś
przykłady odmienności).
73. Jak wyglądają u Cyganów zwyczaje związane ze śmiercią kogoś bliskiego
i pogrzeb oraz żałoba? Gdzie Cyganie chowają swoich zmarłych? Czy może
na którymś z okolicznych cmentarzy chowali zmarłych — gdzie, kiedy? Czy
teraz też tam chowają?
74. Jeżeli inf. wie coś na temat cygańskich zwyczajów: skąd pan(i) zna cygańskie
zwyczaje/obyczaje?
75. Czy sądzi pan(i), że Cyganie potrafią czarować lub czynić ludziom źle, przy
pomocy czarów? Czy może pan(i) podać jakiś przykład lub przypadek —
gdzie i kiedy miał on miejsce, co to było?
76. Czy słyszał(a) pan(i) o wypadkach stosowania przez Cyganów czarów by po­
móc ludziom — czy może pan(i) podać taki przypadek? Gdzie i kiedy miał
miejsce?
77. Czy Cyganie jedzą (jedli) padłe zwierzęta — czy słyszał(a) pan(i) coś na ten
temat?
78. Czy słyszał(a) pan(i) o porywaniu dzieci przez C y g a n ó w — gdzie i kiedy taki
wypadek miał miejsce? Co potem Cyganie robią z tymi dziećmi?
79. Czy zna pan(i) jakieś słowa lub zwroty (zdania) po cygańsku — jak brzmią
(proszę powiedzieć), co znaczą, w jakich sytuacjach są używane? Gdzie, kiedy
i od kogo nauczył(a) się ich pan(i)?
80. Czy może zna pan(i) jakąś piosenkę o Cyganach, jaką — czy może pan(i) po-

�31

BADANIA DYSTANSU ETNICZNEGO

81:
82.
83.
84.
85.
86.
87.
88.
89.
90.
91.
92.
93.

dać słowa lub treść tej/tych piosenki(ek)? Czy pan(i) zna jakieś opowiadania,
zagadki, bajki czy przysłowia o Cyganach i o ich życiu — czy może pan(i)
je podać?
Czy pan(i) się zgadza z tymi piosenkami i opowiadaniami, czy uważa pan(i),
że one m ó w i ą p r a w d ę o Cyganach?
Czy jeżeli dzieci są niegrzeczne straszy się je mówiąc, że je Cygan zabierze
lub porwie (jak brzmi formuła)?
Czy w taki sam sposób straszy się innymi — np. Żydem, Niemcem (lub jesz­
cze innymi) ludźmi (narodowościami) — jakimi, jak brzmi formuła?
Ile miał(a) pan(i) lat, kiedy po raz pierwszy zobaczył(a) pan(i) Cyganów?
Gdzie to było i w jakich okolicznościach?
Czy może miał pan(i) z nimi bliższy kontakt — jakiego rodzaju, jak długo­
trwały, kiedy? (Był z nimi w szkole, wojsku, pracował, zimowali u inf.).
Jak się układały pańskie kontakty z nimi w tym czasie — czy były dobre,
czy przyjaźnił(a) się pan(i) z nimi, czy dochodziło do konfliktów i jakich?
Ma pan(i) tutaj zestaw różnych cech, którymi z nich określiłby pan(i) Cyga­
n ó w ; które najlepiej ich charakteryzują czy pasują do nich? *
Czy może jeszcze jakieś inne cechy, nie wymienione tutaj, określają (charak­
teryzują) Cyganów — jakie, proszę podać?
Co najbardziej razi pana(ią) u Cyganów i co najbardziej przeszkadza w utrzy­
mywaniu dobrych stosunków z nimi?
Które z wymienionych tutaj cech najlepiej pasują do P o l a k ó w i najlepiej
ich charakteryzują? *
Czy może jeszcze jakieś inne cechy, nie wymienione tutaj, określają (cha­
rakteryzują) P o l a k ó w — jakie?
Ma pan(i) tutaj zestaw różnych narodowości, proszę podać, jakie z wymie­
nionych na tych kartkach narodowości bardziej pan(i) poważa, a jakie mniej?
(Ułożyć w e d ł u g hierarchii) **

* Zestaw cech — określeń do charakteryzowania Cyganów i Polaków (pytania:
88 i 91 części I - A )
spokojni (zgodni)
napastliwi (kłótliwi)
weseli
smutni

sar

й=« .

czyści
brudni
urodziwi (piękni)
szpetni (brzydcy)
nachalni (bezczelni)
dumni (godni)
uczciwi (szczerzy)
fałszywi (podstępni)
sprytni
,
naiwni
ufni (otwarci)
podejrzliwi (skryci)
Określenia tworzą 10 par opozycyjnych — w przybliżeniu — cech. Każde z 20
określeń znajduje się na osobnej kartce i badanemu prezentowane są po ich uprzed­
nim wymieszaniu, by nie prowokować w y b o r ó w albo-albo. Badany proszony jest
o dokonanie wyboru 5 najbardziej, jego zdaniem, charakterystycznych cech dla
danej narodowości. Za poprawną uważana jest także odpowiedź taka, w której
wskazane zostanie mniej lub więcej określeń. Przy niektórych określeniach znaj­
duje się w nawiasie drugie, uzupełniające. Jest to wynikiem wcześniej zaobserwo-

S X e s l a í a ^ z K i a

Ж

Ż^^^T^S

pogłowi

SSSSS^S^S г*

"

określe

« Zestaw narodowości do pyt. 93: Amerykanin, Chińczyk, Cygan, Czech, F r a n ­
cuz, Murzyn, Niemiec, Rosjanin, Węgier, Zyd. Każda z 10 narodowości znajduje
się na oddzielnej kartce, badanemu prezentowane są po ich uprzednim wymieszaniu.

�32

L E C H MRÓZ

94. Czy zgodziłby się pan(i), żeby niektórzy z nich osiedlili się w tej sa'meQ
miejscowości (w pobliżu) — którzy?
95. Co do których (kogo z nich) nie chciałby pan(i) by osiedlili się czy zamiesz­
kali w pobliżu (lub w tym samym domu) i by mieli u t r z y m y w a ć kontakty
towarzyskie czy rodzinne z panem(ią)?
96. Kogo z nich nie chciałby pan (i) by przyżenili się do pana(i) rodziny?
97. Czy miał pan(i) kiedyś kontakt z którymi z wymienionych — kiedy i w j a ­
kich okolicznościach?
98. Czy pan(i) zna przypadek, by — kiedy jeszcze Cyganie wędrowali — żenili
się Cyganie z Polakami (Polkami) i osiedlali się na stałe? Może inf. zna
osobiście taki przypadek — gdzie i kiedy miało to miejsce?
99. Jeżeli miał miejsce taki przypadek, to: jak taki fakt oceniany jest przez inf.
i wieś/miasteczko; czy utrzymywano(by) kontakty towarzyskie z takim oże­
nionym i osiedlonym Cyganem (Cyganką) — jeżeli nie, to dlaczego?
100. Czy pan(i) słyszał(a), żeby jakiś chłopak lub dziewczyna ze wsi/miasteczka
przyżenił(a) się do rodziny cygańskiej i potem poszedł(a) z nimi w w ę d r ó w k ę ,
dołączając do taboru? Kiedy i gdzie tak się zdarzyło?
101. Jak pan(i) ocenia zawieranie małżeństw mieszanych polsko-cygańskich, czy
są one na ogół dobre czy nie?
102. Czy i teraz zdarzają się wypadki takich m a ł ż e ń s t w mieszanych? Jak pan(i)
by oceniał fakt, gdyby któraś z dziewczyn ze wsi/miasteczka chciała w y j ś ć
za Cygana?
103. Co by pan(i) sądził, gdyby któryś chłopak ze wsi/miasteczka ożenił się z C y ­
ganką?
104. Gdyby taki fakt — mieszanego m a ł ż e ń s t w a — miał miejsce w pana(i) rodzi­
nie, jaka byłaby opinia pana(i) w tym przypadku?
105. Czy zgodziłby się pan(i), by pana(i) córka wyszła zamąż za Cygana — jeżeli
nie, dlaczego?
106. Czy zgodziłby się pan(i), by pana(i) syn ożenił się z Cyganką — jeżeli nie,
dlaczego?
107. Co by pan(i) zrobił(a), gdyby jednak doszło do tego?
108. Czy dawniej inaczej osądzano małżeństwa mieszane niż dzisiaj, czy się coś
w stosunku do małżeństw mieszanych zmieniło? Może jednak powinni się
żenić Polacy z Polkami a Cyganie z Cygankami (jeżeli inf. tak sądzi) —
dlaczego? 109. Czy gdyby ktoś odezwał się do pana(i) „ty Cyganie" uważałby pan(i) to za
obrazę czy wyzwisko; jeżeli tak — dlaczego?
110. W jakich przypadkach, na kogo z P o l a k ó w m ó w i się „Cygan"?
111. Czy pan(i) uważa, że Cyganie to także Polacy czy nie — podać uzasadnienie?
Czy Cygan może być dobrym Polakiem — jakim powinien być, by m ó c po­
wiedzieć na Cygana, że jest dobrym Polakiem?
112. Jakie są przyczyny, że dochodzi do konfliktów między Cyganami i Polaka­
mi — kto jest temu winien? Czy tak samo było dawniej, kiedy jeszcze C y ­
ganie wędrowali, czy coś się zmieniło?
113. Jak pan(i) sądzi, dlaczego Cyganie tak długo wędrują(owali), dlaczego nie
osiedlali się?
114. Wydaje się, że od pewnego czasu Cyganie rzadziej pokazują się, jakby mniej
ich widać — jak pan(i) sądzi, co się z nimi stało?
115. Czy uważa pan(i), że Cyganie zmienili się w ciągu ostatnich lat — jeżeli tak,
to jak się to przejawia?
116. Czy uważa pan (i), że zmienił się stosunek Polaków do Cyganów w ciągu
ostatnich lat — jak się zmienił?

�BADANIA DYSTANSU ETNICZNEGO

33

117. J a k pan(i) ocenia akcje p a ń s t w o w e i milicji w stosunku do Cyganów, czy
były one w ł a ś c i w e czy krzywdzące Cyganów, czy były potrzebne?
118. Jak pan (i) uważa, co należałoby zrobić, by nie było kłopotów z Cyganami?
119. A może należałoby Cyganom udzielić pomocy, by łatwiej mogli żyć i jakiego
rodzaju powinna być ta pomoc?
120. Czy pan(i) sądzi, że Cyganie są specjalnie uzdolnieni do jakichś prac — do
jakich? Czy w związku z tym mogliby być użyteczni dla społeczeństwa i jak
należałoby ich zatrudnić?
121. Jak pan(i) sądzi, co stanie się w przyszłości z Cyganami, czy pozostaną nadal
tacy, jak są czy też zmieni się ich sposób życia i co się zmieni?
122. Jak pan (i) sądzi, czy Cyganie powinni dążyć do możliwie szybkiego rozpły­
nięcia się wśród ludności polskiej (stania się „tacy jak inni"), czy też po­
winni zachować swoją odrębność (uzasadnić)?
123. Czy zdaniem pana(i) byłoby lepiej, gdyby dano Cyganom możliwość miesz­
kania razem w w i ę k s z y c h grupach, a może nawet specjalnych osiedlach czy
raczej pojedynczymi rodzinami w otoczeniu Polaków — dlaczego?
124. Czy uważa pan(i), że należy Cyganom dać szanse osiedlenia się, czy zgodziłby
się pan (i) by osiedlono ich tutaj?
125. Czy przed wojną mieszkali gdzieś tutaj Żydzi, co się z nimi stało, że teraz
ich tutaj nie ma? Czy często spotykał się pan(i) z nimi (rodzice, dziadkowie) —
z jakich powodów, po co?
126. J a k pan(i) sądzi, czy przyjemniejsze były kontakty z Żydami czy z Cygana­
mi — dlaczego? Których z nich w y ż e j pan(i) stawia — dlaczego?
127. Jak pan(i) wie, w czasie wojny dużo ludzi ucierpiało przez Niemców. Byli
wśród nich także Cyganie — sporo z nich Niemcy rozstrzelali lub wysłali do
obozów, przez to ilość Cyganów w Polsce znacznie zmniejszyła się. J a k pan(i)
ocenia losy Cyganów w czasie wojny?
128. Czy w którejś z sąsiednich wiosek/miasteczek mieszkają ludzie, którzy nie
cieszą się szacunkiem i źle są widziani — co to za ludzie, jakiej narodo­
wości i wiary, gdzie mieszkają i od kiedy tam są?
129. Czy zawsze — także dawniej — nie poważano ich, czy dopiero od pewnego
czasu, od niedawna — od kiedy i z jakiego powodu?
C z ę ś ć I-B
1. Tutaj niedaleko jest zespół baraków mieszkalnych (wozów, domy, w których
mieszkają jacyś inni ludzie) — czy zna pan(i) to miejsce? Co za ludzie tam
mieszkają?
2. Czy był pan(i) już tam kiedyś? Czy zachodzi pan(i) tam częściej? Czy przy­
pomina pan(i) sobie, kiedy przechodził pan(i) tamtędy po raz ostatni?
3. Czy wie pan(i) mniej więcej ilu ich tam jest?
4. Czy miał(a) pan(i) z nimi do czynienia z racji zawodu (wykonywanej pracy)
czy z jakiegoś innego — jakiego, kiedy?
5. Dlaczego w taki sposób oni mieszkają?
6. Skąd biorą środki do życia?
7. Czy spotkał pan(i) może kiedyś mieszkańców tych domów/baraków w ę d r u ­
jących wozami (mieszkalnymi)?
8. Od kiedy znajdują się oni tutaj, od kiedy się tutaj osiedlili?
9. Czy już dawniej także próbowali się tutaj osiedlać (ci sami, inni)?
10. Czy nakazano im przez władze, by osiedlili się tutaj, czy sami wybrali to
miejsce? Dlaczego — może pan(i) wie, czym kierowali się w wyborze?
11. Czy może dawniej osiedlali się gdzieś tutaj na zimę (ci sami, inni)? Kiedy
to było, jak często osiedlali się tutaj na zimę?
3 — Etnografia Polska t. X X I I

�34

L E C H MRÓZ

12. Czy pan(i) sądzi, że osiedle to (obóz), w stanie, w jakim się znajduje, po­
winno dalej istnieć — dlaczego?
13. Jeżeli uważa, że trzeba coś zmienić: jakie środki należałoby przedsięwziąć,
co należałoby zrobić?
14. Czy dzieci z tych domów/baraków uczęszczają do szkoły — jakiej? Jeżeli nie,
to jaki jest tego powód?
15. Czy pańskie dzieci chodzą może lub chodziły razem z dziećmi z tego obo­
zu/baraków do tej samej szkoły? Czy może pan (i) coś o tym powiedzieć?
16. Czy pana(i) dzieci bawią się razem z dziećmi z tych baraków/domów?
17. Czy należałoby może urządzić dla dzieci z tych baraków/domów osobną szko­
łę — dlaczego?
18. Czy zauważa pan(i) jakąś zmianę u mieszkańców tych baraków/domów,
w stosunku do czasów dawniejszych — jaką?
19. Jak pan(i) sądzi, co zmieni się jeszcze w przyszłości w życiu m i e s z k a ń c ó w
tych baraków/domów/wozów? Czy pozostaną tutaj — tak jak mieszkają, czy
może uważa pan(i), że zmieni się ich sposób życia — jak?
20. Co się m ó w i o tym obozie (mieszkańcach domów, baraków), czy słyszał pan(i),
co ludzie m ó w i ą o nich?
Jeżeli badany bezpośrednio
sąsiaduje z Cyganami:
21. Co pan(i) wie o swoich sąsiadach Cyganach — czy utrzymuje pan(i) z nimi
stosunki sąsiedzkie i jakiego rodzaju? Jeżeli nie — dlaczego?
22. Czy pana(i) dzieci i dzieci cygańskie odwiedzają się nawzajem i bawią razem?
Jeżeli nie, to jaka jest tego przyczyna?
23. Jak układają się pana(i) stosunki z najbliższymi sąsiadami Cyganami? Jeżeli
źle, to jaka jest tego przyczyna?
24. Czy pan(i) ma jakieś inne kontakty z Cyganami — poza swoimi sąsiadami —
jakiego rodzaju?
25. Czy pan(i) wolałby by zamiast tych Cyganów mieszkali tutaj Polacy czy nie —
dlaczego? (lub narodowość prezentowana przez inf.).

Lech Mróz
A STUDY OF ETHNICAL DISTANCE: GYPSIES — POLES

Summary
The paper presents a research, still continued, on ethnical distance between
Poles and Gypsies, pursued by the author with a group of students. A question­
naire prepared by the author and modified during field work has been employed.
It consists of two parts, I A and B , applied to Polish respondents, and part I I ,
for Gypsies. Only part I of the questionnaire is discussed here; part I I is still
under elaboration and it will be published later. The investigations are conducted
in north-eastern Poland, in the province of Podlasie, selected for its importance
in Gypsy wanderings in the past and because quite a number of Gypsies have
settled there. Besides, the ethnical, religious and cultural diversity of the local
population allows to analyse the distance towards Gypsies in a fairly broad
context. The research, carried on for more than a year now, has covered 62 villa­
ges and small towns; in its second phase it was focused on the town M, with
a large Gypsy community living there, as well as on MA and MB, 40 and 60 km

�BADANIA DYSTANSU ETNICZNEGO

35

off M, where relatives of Gypsies from M are living. Poles as well as Gypsies
have been investigated. There have been obtained 423 interviews by means of
questionnaire I A B , 31 by questionnaire I I , several background interviews and
observations and about 100 interviews in M's grammar school, from Polish and
Gypsy children and from teachers, tested with a special set of questions. The
field work is expected to be completed during 1978 and a detailed elaboration and
analysis of results will follow.
The present discussion sets forth the assumptions underlying the questionnaire
and some tentative conclusions concerning the attitudes of Poles towards Gypsies.
A fuller account of the research results and an analysis of the phaenomenon of
ethnical distance between Poles and Gypsies will be offered after the full cycle
of research has been completed.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6742" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6722">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d0000ce6749690757120f5aee10430f8.pdf</src>
        <authentication>d996983a3ecea6c770015c902ed03e45</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80284">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6123</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80285">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80286">
                <text>2008</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80287">
                <text>kolekcjonerstwo</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="80288">
                <text>Ukraina - sztuka ludowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="80289">
                <text>Hulcuszczyzna - kolekcjonerzy</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="80290">
                <text>Hreczko, Iwan - kolekcjoner sztuki ludowej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80291">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5710</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80292">
                <text>Cztery opowieści o lwowskim kolekcjonerze LUD 2008 t.92</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80293">
                <text>LUD 2008 t.92, s.245-254</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80294">
                <text>Mróz, Lech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80295">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80296">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80297">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80298">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80299">
                <text>Lud, t. 92, 2008

LECH MRÓZ
Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej
Uniwersytet Warszawski

CZTERY OPOWIEŚCI O L W O W S K I M KOLEKCJONERZE

Kolekcjonowanie wytworów sztuki ludowej — ikon, krzyży drewnianych,
ceramiki, tkanin, nawet sprzętów domowych, stało się w Ukrainie pasją sporej
grupy inteligencji. Od pewnego czasu, kiedy okazało się, że obecny prezydent
także jest kolekcjonerem, wielu sprawujących funkcje państwowe uznało, że
również oni powinni coś kolekcjonować. Kolekcjonowanie stało się w Ukrainie
modą. Kilkanaście lat temu na bazarach, wiejskich targach, nawet na tak zwa¬
nym Wernisażu — targowisku pamiątkarskim w pobliżu Opery we Lwowie, lub
w galeriach i antykwariatach można było zobaczyć ceramikę huculską, metalowe
i drewniane krzyże huculskie, ozdoby, fragmenty ubiorów, oferowane po niezbyt
wysokich cenach. Od kilku lat wszystko, co cenniejsze i mniej cenne, ale ludowe,
wywożone jest na największe w Ukrainie targi antykwaryczne do Kijowa, ceny
zaś wzrosły w tym czasie co najmniej kilkakrotnie. Szczególnie pożądanymi
przedmiotami są wytwory sztuki huculskiej.
Gromadzenie wytworów rodzimej chłopskiej twórczości niegdyś, w czasach
radzieckich, interesowało nieliczne grono ludzi; szczególnie pośród inteligen¬
cji lwowskiej można było znaleźć tego rodzaju kolekcjonerów. Wędrowali po
wioskach huculskich i pokuckich, za niewiele kopiejek czy rubli kupując obrazy
na szkle, świeczniki, misy i kafle — nawet najwybitniejszego mistrza Bachmińskiego. Ich zbieractwo miało jednak pewien szczególny rys. Nie było to tylko
zbieranie — ze względów estetycznych i by uchronić przed zniszczeniem to, co
technika i moda na nowoczesność skazywała na śmietnik. Była to także forma
niepokorności wobec ZSRR, ochrony ukraińskości. W tym kręgu ludzi wędru¬
jących z plecakami po Ukrainie, zwłaszcza po Karpatach, gromadzących przed¬
mioty kultury ludowej, powstały niebywale bogate kolekcje. Niejeden też z nich
doświadczył prześladowań ze strony radzieckiego aparatu represji. Bowiem ta
aktywność turystyczno-kolekcjonerska, zainteresowanie rodzimą kulturą ludo¬
wą, traktowane było przez władze jako przejaw nacjonalizmu i działanie nie¬
zgodne z pryncypiami ustrojowymi.
Przed dwoma laty Naukowe Towarzystwo im. Szewczenki, a ściślej — krąg
kolekcjonerów działających w tym towarzystwie, postanowił pokazać najciekaw-

�Lech Mróz

246

sze kolekcje prywatne i opowiedzieć o ich twórcach. Jako pierwszy wydany zo­
stał album przedstawiający lwowskiego kolekcjonera Iwana Hreczkę — wybitną
postać lwowskiego życia kulturalnego — i jego zbiory: Ivan Grecko, Ukrains'ki
Kolekcioneri, Institut Kolekcionerstva Ukrains'kih Mistec'kih Pam'ätok Pri
NTŚ , L'viv, Kiiv: Vidavnictvo „Oranta" 2006.
Album tworzą przede wszystkim fotografie prezentujące przedmioty z kolek­
cji. Dopełniają go fotografie prywatne i teksty przyjaciół Iwana Hreczki, mówią¬
ce o nim samym, jego dokonaniach i walorach zgromadzonych zbiorów. Można
dodać, że album jest wydany pięknie — pokazuje ogromną staranność wydawcy
i bardzo wysoki kunszt sztuki wydawniczej. Fotografie przedmiotów — dzieł
wytwórczości ludowej, sztuki nieprofesjonalnej, ale też dzieł znanych artystów,
zdjęcia ilustrujące różne sytuacje z życia tytułowej postaci albumu, teksty po¬
święcone Hreczce, tworzą właściwie kilka opowieści o tym niezwykłym — jak
można się przekonać — człowieku.
1

Opowieść pierwsza, najkrótsza
Album otwiera fotografia brata Iwana Hreczki i dedykacja: Bratovi Aroslavu
äkij zaginuv 03.03.1946za volü Ukrainiprisväcuü. Wiele daje do myślenia. Iwan
Hreczko miał 17 lat, gdy zginął jego brat. Wystarczająco dużo, by wiedzieć, o co
walczył i w jakim był wojsku partyzanckim. Wystarczająco także dużo, by rozu¬
mieć i powiedzieć o tym w dedykacji; jednak nie ograniczył się do samej dedy­
kacji, zamieścił też zdjęcie brata Jarosława. Zdjęcie zaskakujące — nie w ubiorze
partyzanckim, nie z dystynkcjami UPA i tryzubem na czapce. Może nie dyspono¬
wał takim zdjęciem brata, ale zapewne zachowały się jakieś fotografie z czasów
szkolnych czy już z dorosłego życia. Iwan Hreczko zamieścił jednak zdjęcie bra¬
ta w polskim mundurze wojskowym, zrobione w roku 1937 w Poznaniu. Brata,
który zginął jako żołnierz Ukraińskiej Armii Powstańczej.
Prawda, że pomiędzy datą wykonania fotografii w Poznaniu a śmiercią bra¬
ta Jarosława minęło dziesięć lat. To dość znaczny okres, zwłaszcza gdy jest się
młodym; wtedy często krystalizują się poglądy, kształtuje świadomość — także
narodowa. Ale Iwan Hreczko zamieścił zdjęcie brata w polskim mundurze woj¬
skowym, przy dedykacji, mówiącej, że zginął za wolność Ukrainy. Staram się to
zrozumieć, ten dziwny paradoks. Przecież — jak myślę — to nie przypadek. Jest
w tym jakaś myśl, którą usiłuję pojąć. Coś, co fascynuje bardziej, niż zadziwia.
Iwan Hreczko mówi pięknie po polsku. Dużo ładniej, niż znaczna część moich
rodaków żyjących w Polsce — posługujących się językiem zwulgaryzowanym,
jakąś mieszaniną języka literackiego i żargonu. Iwan Hreczko mówi tak, jak

1

NTŚ — Naukowe Towarzystwo im. Szewczenki.

�Cztery opowieści o lwowskim kolekcjonerze

247

przedwojenny lwowski inteligent. Tak mówić nie nauczył się zapewne w szkole,
w huculskiej wiosce — rodzimej Nadwórnej. Tak mówić musiał nauczyć się od
bliskich, od środowiska, w którym działał, z którym był związany, takiego języka
uczył się z literatury pięknej. A przecież nie zaprzecza to jego ukraińskości, jego
fascynacji sztuką i kulturą ziemi, gdzie urodził się, skąd wypędzono daleko na
Syberię jego matkę i siostrę, gdzie zginął brat, i dokąd on sam stale powraca.
Intryguje to zestawienie munduru brata z informacją o okolicznościach jego
śmierci. Zastanawia, co młodszy brat Iwan, a dziś tak znakomita postać lwow¬
skiego i ukraińskiego odradzającego się życia narodowego, mówi nam przez to
zestawienie — brata w polskim mundurze, który poległ za Ukrainę. Być może
uświadamia nam, że polskość i ukraińskość nie musi być zabarwiona wrogością,
że może istnieć bliskość, choć należy szanować poczucie tożsamości i odrębność
— nie polonizować, ani nie ukrainizować.

Opowieść druga — fotografie
Towarzyszą one tekstom, ale jest to zabieg wyłącznie koncepcji i kompozycji
albumu; zamieszczone zdjęcia nie są ilustracją tego, o czym mówi tekst, chociaż
wiele ze scen na fotografiach odnosi się do sytuacji, o jakich jest mowa w teks­
tach poświęconych Iwanowi Hreczce. Nie wiem, w jakim stopniu można na pod­
stawie zamieszczonych fotografii wyobrazić sobie życie Iwana Hreczki — nie
w każdej sytuacji fotografował, czy jego fotografowano, w wielu momentach,
nawet ważnych, mogło nie być fotografa-dokumentalisty. Mógł też uznać niektó¬
re zdjęcia za zbyt osobiste, takie, które można oglądać w kręgu rodziny i przyja¬
ciół, ale nie muszą być pokazywane publicznie. Niemniej, nawet tak ograniczony
wybór mówi nam wiele o osobie i formach działalności Iwana Hreczki. Pośred¬
nio pokazuje kraj i czasy; to fotografie mówiące także o Ukrainie. O czasach i ko¬
lejnych etapach życia, o tym, co było wolno, a co stało się możliwe dopiero po
rozpadzie ZSRR i powstaniu niezależnego państwa ukraińskiego. Te fotografie są
same odrębną opowieścią.
Niewiele jest tu fotografii opowiadających o młodzieńczych latach Iwana
Hreczki — latach szkolnych i początkach dorosłego życia. Tym bardziej jest
ważna ta ze strony 18, pokazująca młodego chłopaka w marynarce i ukraińskiej
wyszywanej koszuli. To zdjęcie, wykonane w Nadwornej, jest pewną manifesta¬
cją—nie wiem, na ile świadomą, na ile naśladowczą — ukraińskości kilkunasto¬
letniego Iwana. Tym bardziej widoczną, że obaj stojący obok koledzy nie noszą
do marynarek tego typu koszul. Nie wiemy też, czy była to decyzja młodego
Iwana Hreczki, czy rodziców.
Jednakże to dawne zdjęcie z czasów młodości Hreczki ma zapewne także inną
wymowę, podkreśla stosunek do swojej tradycji, swojej kultury. Tym bardziej
znaczącą wymowę, że w wieku, w jakim wówczas był, naturalna jest chęć odrzu-

�248

Lech Mróz

cenia wzorów wpajanych przez rodziców, niechęć do „starego" i potrzeba bycia
„modnym" i nowoczesnym. Na kolejnych fotografiach, już z lat 50. i początku
60., widzimy człowieka w garniturze, pośród znajomych na ulicy.
Tu pozwolę sobie na podzielenie się spostrzeżeniem — obserwacją z początku
lat 90. X X wieku, gdy Ukraina była już państwem niezależnym. Uczestniczyłem
w odbywającej się w Warszawie sesji, organizowanej przez historyków z Polskiej
Akademii Nauk. Przybyli naukowcy z kilku krajów byłego już ZSRR, wśród nich
wyróżniała się grupa z Ukrainy. Niektórzy z przybyłych z tego kraju naukow­
ców do poważnego, oficjalnego garnituru w ciemnej tonacji wkładali wyszywane
ukraińskie koszule. Robiło to dość dziwne wrażenie, egzotyki, odświętnej prowincjonalności, pomieszania rozmaitych wzorów estetyki ubioru. Niewątpliwie
tak było. Zarazem te koszule — może niezbyt fortunnie zestawione z ciemnym,
tak zwanym europejskim garniturem — były wyrazistą manifestacją ukraińskości. W owych latach kilkakrotnie widziałem tak ubranych Ukraińców w Polsce,
na rozmaitych spotkaniach. Teraz już raczej nie spotykam się z tym. Dlaczego
— czy ci, którzy tak się ubierali zauważyli, że jest to oznaka pewnej prowincjonalności? A może uznali, że już nie jest potrzebna tego rodzaju manifestacja, że
Ukraina jest krajem o ugruntowanym istnieniu, jednym spośród wielu krajów eu¬
ropejskich, i podkreślanie swojego istnienia, manifestowanie odrębności i włas¬
nej ludowej kultury, nie jest potrzebne?
Niewiele jest tych prywatnych fotografii. Znacznie więcej jest natomiast zdjęć
obrazujących istotną cechę charakteru Iwana Hreczki — chęć poznawania, wę¬
drowania, kontaktu z przyrodą, z naturą. Pośród zdjęć z podróży i różnych tury¬
stycznych wypraw, są także zdjęcia dokumentujące wyprawy nad Bajkał i w ota¬
czające to jezioro góry. Ale najmocniej pociągały go obszary znane z dzieciństwa
— Karpaty i ziemie zachodniej Ukrainy. Najwięcej fotografii zrobiono podczas
wypraw na te właśnie tereny — spływy Dniestrem, częste wędrówki po Huculszczyźnie są potwierdzeniem serdecznego związku z tą częścią Ukrainy. Nigdzie
też poza Huculszczyzną nie fotografował się Hreczko z tubylczymi mieszkańca¬
mi. Ukraina Zachodnia, zwłaszcza Pokucie, Huculszczyzna, jest tym szczegól¬
nym przypadkiem. Tu interesuje go wszystko — pejzaż i przyroda, ludzie i ich
ubiory, zwyczaje, religia i sztuka.
Kościół greckokatolicki został po wojnie zlikwidowany. Istniał nielegalnie,
ograniczony do niewielkiego kręgu ludzi. Kiedy powstała wolna Ukraina, także
Kościół zaczął się odradzać. To także widać na fotografiach. Iwan Hreczko uczest¬
niczy w spotkaniach wiernych z duchownymi, jest zaangażowany w działalność
Cerkwi greckokatolickiej, w jej odrodzenie. Szczególne miejsce zajmują spotkania
z papieżem Janem Pawłem I I w Watykanie, z hierarchami, duchownymi Kościoła
greckokatolickiego oraz uczestnictwo w świętach i uroczystościach kościelnych.
Otwarcie granic niepodległej Ukrainy przyczyniło się także do wyjścia Iwana
Hreczki w świat ukraiński poza krajem. Fotografie pokazują także tę innąjeszcze
stronę działalności Iwana Hreczki, związaną z ukraińską diasporą i aktywnością

�Cztery opowieści o lwowskim kolekcjonerze

249

ukraińskiej Cerkwi greckokatolickiej pośród Ukraińców żyjących w Europie Za¬
chodniej, Ameryce i Australii.
Kolekcjonerska pasja Iwana Hreczki wiąże się przede wszystkim ze sztuką
Huculszczyzny i Pokucia — ale szczególnie ze sztuką sakralną. Fotografie poka¬
zują, że nie tylko o sztukę samą w sobie idzie, ale o sztukę jako wyraz łączności
z religijnością ludową, z wiarą mieszkańców tych ziem, a również z instytucją
Kościoła. Ukraińskość tych ziem, kultura tej części Ukrainy, wiąże się wyraźnie
dla Iwana Hreczki z Kościołem greckokatolickim, z cerkwiami jako miejscem
kultu, z obrazami i ludowymi wyobrażeniami przedstawionymi w ikonach i krzy¬
żach, z duchownymi, którzy kierują tym Kościołem, i jego zwierzchnikiem, pa¬
pieżem rzymskim — głową Kościoła katolickiego rzymskiego i greckiego.
Jeżeli przyjąć, że zwykłe statystyczne zestawienie fotografii coś nam mówi,
0 czymś informuje, to widzimy, że najliczniejsze są zdjęcia pokazujące Iwana
Hreczkę w towarzystwie osób duchownych — zarówno hierarchów Kościoła
greckokatolickiego, jak rzymskokatolickiego, a szczególnie akcentowane są (np.
wielkością fotografii i szczególnym ich wyeksponowaniem) te, które pokazu¬
j ą Iwana Hreczkę z papieżem Janem Pawłem I I . Drugą pod względem liczby
grupę stanowią fotografie wykonane podczas różnych wypraw turystycznych,
z plecakiem, w kajaku, na biwaku. Natomiast zdjęcia przedstawiające mieszkań¬
ców Huculszczyzny w tradycyjnych ubiorach, przed cerkwią, i samego Hreczkę
w ubiorze huculskim, są mniej liczne. Fotografii rodzinnych, czy z lat młodości,
jest zaledwie kilka. Nie wiem, czy wybierając fotografie i zestawiając je do tego
albumu, kierował się Iwan Hreczko jakimś scenariuszem. Raczej przypuszczam,
że wybierał te, do których sam największą przykłada wagę, które uważa za re¬
prezentatywne, które sam uznał za najważniejsze. Być może nawet mimowolnie
świadczą one o hierarchiach, o wewnętrznym sposobie oceny własnej działalno¬
ści. Zarówno tej osobistej, prywatnej, jak i ukierunkowanej na innych, na sprawy
pozaprywatne, społeczne. Analizując fotografie, porównując daty wykonania,
widzimy, jak Iwan Hreczko z turysty, zbieracza rzeczy ludowych i przedmiotów
sztuki, coraz bardziej staje się działaczem społecznym, osobą oficjalną.

Opowieść trzecia
Tworzą j ą relacje i wspomnienia przyjaciół i uczniów; to opowieści o życiu
1 dokonaniach Iwana Hreczki, których autorami są: Ihor Kałynec', Ołeh Sydor,
Roman Jaciw, Roman Czmełyk i Kost' Czawaha. To także opinie o jego działal¬
ności kolekcjonerskiej i ocenie zgromadzonych zbiorów, uwagi o pożytkach ko¬
lekcjonerstwa jako formy wspierania muzealnictwa. Autorzy przedstawiają dzia¬
łalność Hreczki, aktywność kolekcjonerską, fascynację Huculszczyzną. Drogę
dojrzewania — opuszczenie rodzinnej Nadwórnej, przybycie do Lwowa, podjęcie
studiów, potem pracy i początki kolekcjonerstwa. Różne są to teksty. Jest też w tych

�250

Lech Mróz

opowieściach wiele patosu, słów niezmiernie podniosłych. Odnoszę wrażenie, że
autorzy są przekonani, że właśnie tak należy przedstawić postać Iwana Hreczki
i jego dokonania, że nie wypada pisać inaczej, jak tylko z patosem. Jest to swoista
hagiografia, mitologia, a nie opowieść o skromnym, choć niezwykłym człowieku.
Niektórzy piszący widzą w kolekcjonerstwie Iwana Hreczki jakiś bardzo podniosły
cel i sens jego pasji. Ich zdaniem, u podstaw kolekcjonerstwa leżała chęć zacho¬
wania dla wnuków przejawów geniuszu ludu ukraińskiego. Tym, co wyjaśnia owo
zamiłowanie Iwana Hreczki i jego pasję kolekcjonerską, jest dzieciństwo spędzone
w huculskiej chacie, dorastanie w „czarownej" przyrodzie Huculszczyzny.
Jeżeli przywołuję sformułowanie, z jednego z zawartych w albumie tekstów,
o „geniuszu narodowym", to dlatego właśnie, by zwrócić uwagę na dokonania
Iwana Hreczki. Dorastał w domu, gdzie wszystko — sprzęty, ubiory, obrazy —
było huculskie, jak podkreśla jeden z autorów. Setki czy tysiące mieszkańców
Huculszczyzny także żyło w otoczeniu sprzętów, ikon, ubiorów huculskich, ale
podczas gdy inni je wyrzucali, on je zbierał. Zatem nie samo przebywanie w „cu¬
downej, bajkowej" — jak pisze jeden z autorów, poeta Ihor Kałynec' — atmosfe¬
rze przyrody Karpat Huculskich jest ważne. Inni mieszkańcy huculskich wiosek
żyli w tym samym otoczeniu, ale tylko wyjątkowo wrażliwe jednostki gromadzi¬
ły te kolorowe, intrygujące przedmioty i sprzęty, i chroniły je przed spaleniem
czy wyrzuceniem. Zapewne nawet nie tworząc ideologicznej podbudowy owego
gromadzenia. Usuwanie sprzętów, nawet jeśli dziś oceniamy je jako piękne, jest
czymś oczywistym. Jest naturalnym dążenie do wygodniejszego życia, do posłu¬
giwania się sprzętami, które wytwarza rozwijająca się technika, do posiadania
rzeczy uznawanych za modne, za nowoczesne. To nie tylko znak upływu czasu,
potrzeb młodszych generacji i konfliktu pokoleń. To często wymóg praktyczny.
Jest oczywiste, że wiąże się z tym zubożenie rozmaitych lokalnych wariantów
kultury, że prowadzi to do unifikacji. Ale technika, nowoczesność, moda, powsta¬
ją, tworzą się w dużych ośrodkach, a nie w małych osadach górskich.
Powszechnym zjawiskiem jest migrowanie do miasta młodzieży z odległych
nieraz, zapomnianych i tradycyjnych wiosek. W poszukiwaniu pracy, lżejszego
życia, możliwości edukacyjnych. Jednak edukacja to także pęd do nowego i za¬
grożenie dla tradycji, i dla wszystkiego tego, pośród czego wyrastało się w rodzi¬
cielskiej chacie, w Karpatach. Trudno łączyć własny rozwój, poznawanie nowe¬
go, edukację, z przekonaniem, że to przeszłe, stare, też należy chronić. Do tego
potrzeba dorosnąć, dojrzeć, potrzeba też szczególnej wrażliwości. Iwan Hreczko
chciał być malarzem, i choć został z zawodu inżynierem związanym w leśni¬
ctwem, to przecież właśnie malarska wrażliwość — na barwy, kształty, pchała go
do kolekcjonowania. Bardziej pewnie niż ideowe założenia, przynajmniej u po¬
czątków kolekcjonerstwa.
Nie mogę wypowiadać się na temat źródeł estetyki i twórczości huculskiej
— nie czuję się wystarczająco kompetentny. Jednak rozmaite opracowania wska¬
zują na wpływy węgierskie i rumuńskie w sztuce tego regionu — to było przecież

�Cztery opowieści o lwowskim kolekcjonerze

251

kiedyś jedno państwo, a miejsca targów, jarmarki, gdzie sprzedawali swoje wy¬
roby mistrzowie huculscy, leżały także poza Huculszczyzną, i spoza Huculszczyzny przywożono również wyroby, które wywierały wpływ na miejscowych twór¬
ców. Wystarczy przyjrzeć się motywom na kaflach, by widzieć tam i cesarskich
urzędników, i cerkwie rusińskie, Cyganów i Żydów. W okresie poprzedzającym
pierwszą wojnę światową (a nawet już u schyłku X I X wieku) zaczyna się coraz
silniejsze zainteresowanie walorami turystycznymi Karpat Wschodnich, a przy
okazji i mieszkańcami tych ziem. W okresie międzywojennym turyści i letnicy
to istotny czynnik ekonomiczny w egzystencji Hucułów. A turyści nie tylko kon¬
templują przyrodę i pejzaże, są też nabywcami. To pobudza rozwój rękodzieła
— przecież nie trzeba głębokich studiów ekonomicznych, by wiedzieć, jak bar¬
dzo na rozwój rzemiosła i wytwórczości rękodzielniczej (snycerskiej, garncar¬
skiej, tkackiej) wywarła wpływ turystyka i letnicy. Polacy i Żydzi — bo nie tylko
Ukraińcy przyjeżdżali latem i zimą na Huculszczyznę, i nie oni byli najliczniej¬
szą grupą turystów.
To wszystko, ten wielokulturowy wpływ i rozmaitość czynników historycz¬
nych, kulturowych, a także ekonomicznych, przyczynił się do rozwoju hucul¬
skiej i pokuckiej sztuki. Nie chcę przez to stwierdzenie umniejszać wrażliwości
estetycznej samych mieszkańców tych ziem i ich twórczego wykorzystywania
rozmaitych motywów zapożyczonych od sąsiadów. Jednak trzeba pamiętać, że
w codziennej trosce o przeżycie, o plony, o zwierzęta gospodarskie, o zapewnie¬
nie codziennej egzystencji, potrzeby estetyczne i ich zaspokajanie są na dalszym
miejscu — nie jest to potrzeba najpilniejsza, egzystencjalna, i Huculszczyzna nie
jest wyjątkiem.
Piszący o narodzie, o specyfice „ukraińskiego geniuszu", nie definiują tych
pojęć, przyjmują, że czytelnik intuicyjnie zrozumie, co mają na myśli. Intuicja
odgrywa wprawdzie niemałą rolę w badaniach naukowych i określaniu zjawisk,
ale nie może ona zastąpić potrzeby definiowania. Użyte w tym albumie sformu¬
łowania dotyczące narodu świadczą, że autorzy używający ich, jeśli posługują
się jakąś literaturą, to zapewne ogromnie przestarzałą, z innej epoki. Wiele już lat
temu jeden z najwybitniejszych współczesnych filozofów, Isaiah Berlin, stwier­
dził: „Naród to grupa ludzi, którzy pozostają w tym samym błędnym przekonaniu
na temat swojego pochodzenia". Zresztą, tak bliski naukowej tradycji ukraińskiej
i polskiej, wybitny badacz Polesia, Józef Obrębski, podobne miał spostrzeżenia.
Mówienie więc dzisiaj o „narodowym geniuszu" jest mówieniem o fikcji, jest
fantazjowaniem, mówieniem w duchu nauki XIX-wiecznej.
Tak na marginesie, zastanawiam się nad fascynacją Huculszczyzną i nad jej
mitem. Bo jest to rzeczywistość zmitologizowana. Zarówno wśród Ukraińców,
jak i Polaków, wśród dawnej lwowskiej i nie tylko lwowskiej inteligencji (nie¬
zależnie od poczucia identyfikacji etnicznej), wśród artystów, turystów, krajo­
znawców, etnografów, miłośników ludowości. Świadczą o tym tematy obrazów
z lwowskich, krakowskich, warszawskich muzeów, świadczy zainteresowanie

�252

Lech Mróz

współczesnych turystów, również z Polski — także tych młodszych, którzy nie
pochodzili z Galicji i których rodzice też nie mieli z obszarami Huculszczyzny
kontaktu. Nie wyjaśnia tego pisarstwo Vincenza ani innych polskich czy ukraiń¬
skich pisarzy. Jeśli miarą zainteresowania jest tak nowoczesny środek, jak Inter¬
net, to zaskakuje już samo wejście do portalu internetowych aukcji „Allegro";
wpisanie hasła: „Huculszczyzna, Huculi, huculski" od razu pokazuje, jak wiele
przedmiotów kojarzonych z Huculszczyzną jest w obiegu aukcyjnym, antykwa¬
rycznym (choć najczęściej są to tylko pocztówki). W niektórych przypadkach
jest oczywiste, że oferowany przedmiot nic wspólnego z Huculszczyzną nie ma,
ale określenie „huculski" jest uzasadnieniem wyższej ceny sprzedażnej — sporo
wyższej niż przedmioty niehuculskie. Nie ma też porównania z innymi towarami,
opatrzonymi „etnicznymi" metkami. Są to przedmioty jednostkowe (wyjąwszy
może „żydowskie" i „cygańskie") i to nieliczne, w porównaniu z dziesiątkami
„huculskich".

Opowieść czwarta
Co mówią fotografie przedmiotów z kolekcji Iwana Hreczki? Przyjrzyjmy się
zawartości kolekcji — przyjmując, że zamieszczone fotografie są reprezentatyw¬
ne dla zbioru, że przedstawiają nie tylko najcenniejsze przedmioty. Przeanalizuj¬
my najpierw układ zdjęć prezentujących zbiory. Sposób prezentowania kolekcji,
kolejność pokazywanych przedmiotów i liczebność poszczególnych kategorii
wytworów artystycznych mówią przecież także o samym autorze i o tym, jaka
jest jego hierarchia „sympatii" (używając jednej z socjologicznych kategorii war¬
tościowania), co jest mu najbliższe, w gromadzenie jakich przedmiotów włożył
najwięcej serca i uporu, a zapewne też czasu i pieniędzy. Na ponad 360 prezen¬
towanych przedmiotów, więcej niż trzecia część (ponad 140), to przedmioty po¬
chodzące z Huculszczyzny i Pokucia — wyroby, które można nazwać sztuką lu¬
dową, rzemieślniczą, nieprofesjonalną. Do tej kategorii można jeszcze dołączyć
ponad 100 różnych tkanin z Pokucia, Podola i Bukowiny. Zatem około 2/3 zbioru
stanowią przejawy tak zwanej twórczości ludowej: malarstwo, rzeźba, wyroby
z metalu i skóry, tkaniny — koszule, ręczniki, spódnice, pasy itd.
Prezentację zbiorów otwiera kolekcja huculskich i pokuckich ikon na szkle.
Jest ich około 80, w tym wiele (około %) to ikony wielopolowe, najczęściej po¬
dwójne. Pochodzą z różnych warsztatów, większość z nich z przełomu X I X i X X
wieku, z okresu, kiedy ten rodzaj twórczości przeżywał swój „złoty wiek", czas
wyjątkowego rozkwitu. Sam zestaw zgromadzonych przedmiotów informuje nie
tylko o twórcach, lecz także o odbiorcach. Przecież huculscy i pokuccy artyści
tworzyli przede wszystkim na sprzedaż. Malowali to, na co było zapotrzebowa¬
nie, natomiast styl, sposób wyrażania, to cechy indywidualne twórcy, sąjego „wi¬
zytówką", wyrazem poziomu mistrzostwa. Pośród ikon na szkle, jakie widzimy

�Cztery opowieści o lwowskim kolekcjonerze

253

w pracowicie zgromadzonej kolekcji Hreczki, najczęstszym motywem jest po¬
stać Matki Boskiej — choć różnie wyobrażonej. Następnie, scena z Chrystusem
na krzyżu jako motywem głównym. Często, choć nie tak licznie, przedstawiani
są święci — św. Barbara, św. Jerzy, św. Mikołaj. Czasami oddzielnie, czasami
razem. Te właśnie wyobrażenia: Matka Boska, Chrystus Ukrzyżowany, święci:
Barbara, Jerzy, Mikołaj, tworzą zasadniczy panteon postaci ubóstwionych w kul¬
turze huculskiej i pokuckiej, w tradycji mieszkańców tych ziem. Tak przynaj¬
mniej można sądzić na podstawie ikon na szkle z kolekcji Iwana Hreczki.
Przepiękną kolekcję tworzy zbiór 23 drewnianych krzyży. Mistrzostwo wy¬
konania niektórych wskazuje na niezwykle wysoki poziom artystyczny, niezwy¬
kły kunszt niektórych twórców, a właściwiej będzie powiedzieć — artystów. Te
dwustronne krzyże (w albumie ukazane są obie strony) potwierdzają popularność
w sztuce huculskiej wyobrażeń Matki Boskiej i Chrystusa Ukrzyżowanego.
Huculsko-pokucką kolekcję dopełniają drewniane świeczniki i sprzęty uży¬
wane najczęściej przez mężczyzn — laski, torby, pasy zdobione metalem. Zbiór
wytworów rękodzieła ludowego uzupełniają także podolskie, pokuckie i buko¬
wińskie wyroby tkackie — tkane i wyszywane przez mieszkanki tamtejszych wsi.
Prezentowanych jest także kilka rzeźb drewnianych i ikon — obrazów olejnych;
choć noszą one wyraźnie cechy obrazów ludowych i zapewne pochodzą z jakichś
warsztatów cechowych, są przedmiotami o wysokich walorach artystycznych.
Malarstwo profesjonalne artystów z początku X X wieku i współczesnych —
polskich, ale przede wszystkim ukraińskich — to drugi, bardzo ważny dla Iwana
Hreczki cel kolekcjonerskich zabiegów. Bardzo wyraźnie unaocznia to nie tylko
kolekcjonerskie, ale artystyczne potrzeby zbieracza. Przecież do Lwowa przy¬
szedł w 1945 roku, by uczyć się malarstwa. Potem wchodził w świat lwowskiej
inteligencji — już może nie bohemy artystycznej, bo zubożałej przez wojnę, roz¬
pędzonej, poddanej radzieckiej i ideologicznej obróbce, ale jednak zachowującej
wiele z przedwojennej tradycji. Obracał się Hreczko pośród ludzi sztuki i sam to
środowisko z czasem zaczął współtworzyć. Tematyka obrazów świadczy, że wąt¬
ki kojarzące się z Ukrainą, jej przeszłością i pejzażem, szczególnie go pociągają,
choć wiele jest też uniwersalnych wątków — portretów i scen rodzajowych.
Nie wydaje się celowe wymienianie wszystkich grup przedmiotów pokaza¬
nych w albumie, na przykład medali czy współczesnych rzeźb (stanowią one
zresztą niewielki procent zbiorów). Na jeszcze jeden natomiast fragment kolek¬
cji Hreczki chcę zwrócić uwagę. Na tanki — ikony malowane na płótnie i na
książki modlitewne, zapisane tybetańskim alfabetem. Jako inżynier leśnictwa,
jeździł służbowo po Związku Radzieckim. Był nad Bajkałem, w Buriacji. Przed
rewolucją Buriacja była krajem, gdzie dominowało nie prawosławie, ale bud¬
dyzm lamajski, przeniesiony z Tybetu, choć towarzyszyły mu niekiedy praktyki
szamańskie. Dacany — lamajskie klasztory, były zarazem miejscami studiów.
Tam przepisywano księgi, malowano tanki, wytwarzano dewocjonalia. Ta kul¬
tura i sztuka przyniesiona z Himalajów jest specyficzna. Innymi kanonami este-

�254

Lech Mróz

tycznymi kierowali się mnisi buddyjscy, inną, skomplikowaną ikonografię mu¬
sieli poznać. Iwan Hreczko nie prowadził specjalnych studiów w tym zakresie,
ale z podróży syberyjskiej przywiózł kilka charakterystycznych dla tamtejszej
kultury religijnej wytworów.
Staram się i to zrozumieć, bo przecież nie wszystko, co zgromadził w życiu,
pokazał w tym albumie. Zwracając, tam w Buriacji, na nie uwagę, przywożąc do
domu, pokazuje nam zarazem, że nie tylko bliska mu jest ludowość Galicji. Że
ważna w jego aktywności i kolekcjonerskiej pasji jest wrażliwość na wytwory
sztuki (bo pismo ksiąg tybetańskich jest także wyrafinowaną formą sztuki). Prze¬
cież nie wyrósł pośród tej sztuki, nie znał jej wcześniej, nie rozumiał znaczenia
symboli, nie czcił wyobrażonych tam postaci. Reagował na nie jak na dzieła in¬
tuicyjnie. Prezentując je teraz w albumie, także daje do myślenia — nie ogranicza
się do przedmiotów i wytworów nawiązujących do tradycji ukraińskiej. Pokazuje
także inną religię, inną estetykę, inną kulturę i jej oryginalne piękno, choć zupeł¬
nie nie ukraińskie.
To mówi wiele o Iwanie Hreczce, o jego sposobie myślenia o innych ludziach
i kulturach, o tolerancji i niezamykaniu się w regionalnych czy narodowych ra¬
mach, w obszarze własnego języka czy religii. To przecież wcale nie oznacza
braku patriotyzmu, a jedynie otwartość na innych. Widać w tym człowieka nie
ograniczającego się wyłącznie do swojej tradycji — łącznie z jej kompleksami;
jest to spojrzenie dawnego lwowskiego inteligenta, a zarazem jak najbardziej
współczesnego Europejczyka.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6764" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6744">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e5fd4fad9858a7566ee3681eac33d0d1.pdf</src>
        <authentication>16444c11811558c6fe3a494c84a469ac</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80547">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:899</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80548">
                <text>1977</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80549">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:827</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80550">
                <text>Rytm torguckiego koczownika / ETNOGRAFIA POLSKA 1977 t.21 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80551">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1977 t.21 z.1, s.137-153</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80552">
                <text>Mróz, Lech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80553">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80554">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80555">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="80556">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80557">
                <text>L E C H MRÓZ

R Y T M TORGUCKIEGO KOCZOWANIA*
Ostatnie badania (1975 r.) E k s p e d y c j i Etnograficznej Z a k ł a d u E t n o ­
g r a f i i I H K M P A N w M o n g o l i i skierowane b y ł y w w i ę k s z o ś c i na p r a c ę
n a d poznaniem s p o ł e c z n o ś c i T o r g u t ó w , z a m i e s z k u j ą c e j somon B u ł g a n
a j m a k u kobdoskiego. J e d n y m z p o d j ę t y c h t e m a t ó w jest w ł a ś n i e w z o ­
rzec k o c z o w n i c t w a T o r g u t ó w i w y n i k a j ą c y c h z tego k o n s e k w e n c j i w i n ­
n y c h dziedzinach i c h k u l t u r y . P o n i ż s z y tekst jest w s t ę p n y m przedsta­
w i e n i e m w n i o s k ó w uzyskanych w w y n i k u b a d a ń prowadzonych przez
autora w 1975 r .
1. T o r g u c i m i e s z k a j ą w M o n g o l i i p r a w i e w y ł ą c z n i e na terenie somon u B u ł g a n a j m a k u kobdoskiego. Granice r e j o n u p r z e b y w a n i a T o r g u t ó w
w y z n a c z a j ą : od p ó ł n o c y pasmo A ł t a j u , na k t ó r e g o p o ł u d n i o w y c h stokach
i w d o l i n a c h z n a j d u j ą s i ę letnie pastwiska, od zachodu granica p a ń s t w o ­
w a p o m i ę d z y M o n g o l i ą i C h i n a m i , od p o ł u d n i a pasmo n i e z b y t w y s o k i c h
g ó r B a j t a g Bogdo, k t ó r ę d y t a k ż e biegnie granica z C h i n a m i , a od w s c h o ­
d u b i e g n ą c a p o ł u d n i k o w o od A ł t a j u poprzez Gobi Z a a ł t a j s k ą do p o ł u d ­
n i o w e j granicy p a ń s t w a a d m i n i s t r a c y j n a l i n i a d z i e l ą c a somon B u ł g a n od
somonu Ujencz.
W ś r ó d l u d n o ś c i somonu poza T o r g u t a m i spotyka s i ę r ó w n i e ż K a z a ­
c h ó w , w c h o d z ą c y c h obecnie g ł ó w n i e w s k ł a d I I b r y g a d y — pomocniczej,
oraz przedstawicieli M o n g o ł ó w - C h a ł c h a , p r a c u j ą c y c h g ł ó w n i e w a d m i ­
n i s t r a c j i i w ł a d z a c h somonu. Kazachowie z a m i e s z k u j ą s ą s i e d n i a j m a k
bajan ólgijski, z k t ó r y m somon B u ł g a n graniczy (w A ł t a j u ) , ale na p r z e ­
strzeni ostatnich k i l k u d z i e s i ę c i u l a t p r z e s u n ę l i granice swojego z a s i ę g u .
Koczowiska i c h nadal z n a j d u j ą się w s ą s i e d n i m a j m a k u , natomiast c i ,
* Zamieszczony poniżej tekst jest jedynie dość pobieżnym, w s t ę p n y m naszki­
cowaniem zjawisk, jakie tworzą obraz dzisiejszego życia Torgutów i jakie związa­
ne są z ich koczowaniem; tytuł jest więc w pewnym sensie na wyrost — obecnie
autor przedstawia jedynie garść wprowadzających informacji, sygnalizujących nie­
jako kierunek pracy, mając przy tym nadzieję, że uda się rozwinąć badania
i w kolejnej publikacji ukazać pełniej to, co stanowi o wyrazie, charakterze życia
i rodzaju kultury Torgutów, czyli po prostu przedstawić rytm torguckiego koczo­
wania w powiązaniach synchronicznych.

�138

L E C H MROZ

k t ó r z y z a m i e s z k u j ą somon B u ł g a n , z a j m u j ą się r o l n i c t w e m i w y k o n y w a ­
n i e m i n n y c h prac pomocniczych (pozapasterskich) dla s p ó ł d z i e l n i i so­
monu.
W ś r ó d T o r g u t ó w w y r ó ż n i ć m o ż n a przedstawicieli p i ę c i u g r u p : W a n g i j n , B e e l i j n , T a j d ż i j n , Choszut oraz Chowog-sair
Dawne podziały Tor­
g u t ó w s t r a c i ł y dziś znaczenie; przedstawiciele r ó ż n y c h g r u p razem p r a ­
c u j ą t w o r z ą c mieszane b r y g a d y pasterskie, w c h o d z ą ze s o b ą w z w i ą z k i
m a ł ż e ń s k i e , ale m i m o t o istnieje w y r a ź n a ś w i a d o m o ś ć p r z y n a l e ż n o ś c i czy
wywodzenia się z określonej grupy.
D l a j a s n o ś c i n a l e ż y p o d a ć , że Choszuci nie są tego samego pochodze­
nia, co p o z o s t a ł e g r u p y T o r g u t ó w , j e d n a k ż e od bardzo dawna ż y j ą w t y m
rejonie, w w y n i k u czego doszło do zasadniczej u n i f i k a c j i i a s y m i l a c j i
z g r u p a m i t o r g u c k i m i . W rezultacie Choszuci nie t y l k o we w ł a s n e j ś w i a ­
d o m o ś c i , ale i przez otoczenie u w a ż a n i s ą za T o r g u t ó w (Choszut-Torgut),
i to n a w e t za d ż m r c e n - T o r g u t ( p r a w d z i w y c h T o r g u t ó w ) . W y m i e n i o n e
g r u p y są j e d y n y m i przedstawicielami T o r g u t ó w w M o n g o l i i . W Chinach
ż y j ą jeszcze inne społeczności torguckie oraz część g r u p y W a n g i j n i w i ę k ­
szość Chowog-sair.
2

P o d s t a w ą gospodarki T o r g u t ó w mongolskich b y ł a i jest hodowla z w i e ­
r z ą t ; w o d r ó ż n i e n i u od n i c h g r u p y ż y j ą c e w Chinach, c h o c i a ż z a j m u j ą s i ę
h o d o w l ą , w znacznym stopniu p r z e s z ł y na u p r a w ę ziemi.
S p o ś r ó d t y c h p i ę c i u g r u p — W a n g i j n , Beelijn, T a j d ż i j n , Choszut
i Chowog-sair — cztery pierwsze m o ż n a u z n a ć za g r u p y miejscowe (od
dawna). I c h r e j o n y koczowania z n a j d o w a ł y się w granicach M o n g o l i i , na
terenie dzisiejszego somonu B u ł g a n l u b t u ż za g r a n i c ą , w dalszym od­
c i n k u b i e g u r z e k i B u ł g a n i j e j d o p ł y w ó w . L e t n i e pastwiska B e e l i j n , T a j ­
d ż i j n , C h o s z u t ó w z n a j d o w a ł y się na halach w g ó r n y m biegu rzeki B u ł g a n ,
a z i m o w i s k a w d o l n y m j e j biegu, w okolicy, gdzie zmienia ona k i e r u n e k
z p o ł u d n i k o w e g o i ostro s k r ę c a na z a c h ó d , k u g r a n i c y p a ń s t w o w e j ; j e ­
d y n i e czasem B e e l i j n z i m ą p r z e p ę d z a l i stada a ż do zbiegu Bajan goł i Ca­
gan goł (na terenie Sinkiangu), t a m b o w i e m m i e ś c i ł o się c e n t r u m a d m i ­
nistracyjne części T o r g u t ó w . T a k ż e W a n g i j n m o ż n a u w a ż a ć za g r u p ę
a u t o c h t o n i c z n ą ; w i ę k s z o ś ć r e j o n ó w i c h koczowania z n a j d o w a ł a się w p r a w ­
dzie j u ż poza o b e c n ą g r a n i c ą , ale w j e j b e z p o ś r e d n i e j b l i s k o ś c i , a na z i m ę
nierzadko schodzili nad r z e k ę B u ł g a n , w y p a s a j ą c stada w granicznych
rejonach C h i n i M o n g o l i i . Ponadto b e z p o ś r e d n i k o n t a k t W a n g i j n z i n n y ­
m i g r u p a m i w y n i k a ł z f a k t u , że w okresie p o p r z e d z a j ą c y m r e w o l u c j ę —
a w i ę c zaledwie nieco ponad 50 l a t t e m u — g r u p y B e e l i j n i T a j d ż i j n po­
z o s t a w a ł y w stosunku p o d l e g ł o ś c i do W a n g i j n . Z w i e r z c h n i k g r u p y W a n 1

Pisownię nazw przyjmuję taką, jaką w oparciu o literaturę zastosował autor
poprzedniego artykułu S. Szynkiewicz. Brzmienie miejscowe nazw odbiega od
ustalonych w literaturze, informatorzy określali poszczególne grupy mianami: Wangin, Beelin, Hajdżi, Choszut, Chowogsaryn (lub w skrócie Chowog).
Pochodzenie grupy Choszut wyjaśnia szerzej S. Szynkiewicz.
2

�RYTM TORGUCKIEGO

KOCZOWANIA

139

gijn — wang-nojon, b y ł także zwierzchnikiem grup Beelijn i Tajdżijn,
m i m o iż p o s i a d a ł y one r ó w n i e ż swoich no j o n ó w . C e n t r u m a d m i n i s t r a ­
cyjne t y c h g r u p i siedziba wang-nojona z n a j d o w a ł y się blisko g r a n i c y
(choć j u ż na terenie Chin) w p o b l i ż u r z e k i B u ł g a n .
Torguci B u ł g a n somonu o k r e ś l a n i s ą t e r m i n e m „ P i ę c i o s o m o n o w i T o r ­
g u c i " albo „ P i ę ć s o m ó w a ł t a j s k i c h " . Obecnie w ś w i a d o m o ś c i potocznej
w p r z e k o n a n i u w i e l u i n f o r m a t o r ó w t e r m i n ten oznacza p i ę ć g r u p w y ­
m i e n i o n y c h poprzednio. Jedynie nieliczni z i n f o r m a t o r ó w w i e d z ą , że do
r e w o l u c j i t e r m i n ten m i a ł i n n e znaczenie. Choszuci i Chowog-sair ( k t ó ­
r z y mieszkali jeszcze w Chinach) nie b y l i w l i c z a n i do 5 s o m o n ó w a ł t a j ­
skich. O k r e ś l e n i e m t y m oznaczano j e d y n i e 5 g r u p p o d l e g ł y c h w a n g - n o j o n o w i — W a n g i j n , B e e l i j n i T a j d ż i j n , z t y m że W a n g i j n d z i e l i l i się na
3 g r u p y : W a n g i j n (osobistych pasterzy wang-nojona), A w d ż i j i Bachszii —
te d w i e ostatnie g r u p y t a k ż e p o d l e g a ł y b e z p o ś r e d n i o w a n g o w i i r z ą d z o n e
b y ł y przez jego r o d z i n ę . N a czele W a n g i j n , B e e l i j n i T a j d ż i j n s t a l i n o j o nowie, z k t ó r y c h hierarchicznie n a j w y ż s z y b y ł wang, a n a j n i ż s z y n o j o n
T a j d ż i j n . Z w i e r z c h n i c y A w d ż i j i Bachszii nie w c h o d z i l i w s k ł a d r a d y 5
s o m o n ó w a ł t a j s k i c h , w k t ó r e j zasiadali wang-nojon, beel-nojon i n o j o n
grupy Tajdżijn.
D a w n y p o d z i a ł t e r y t o r i a l n y z o s t a ł po części usankcjonowany w a d m i ­
n i s t r a c y j n y m podziale k r a j u po r e w o l u c j i . Po zniesieniu d a w n y c h po­
działów administracyjnych z czasów m a n d ż u r s k i c h wprowadzony został
w r o k u 1930 n o w y , w k t ó r y m dzisiejszy somon B u ł g a n (w p r z y b l i ż e n i u )
d z i e l i ł się na n a s t ę p u j ą c e choszuny : T o r g u t Bejle, T o r g u t Dzasag, T o r gut W a n . Rejon p r z y g r a n i c z n y p o ł u d n i o w o - z a c h o d n i ( w p o b l i ż u pasma
Bajtag Bogdo) z a j m o w a ł choszun b a j a t c h a ń s k i . Poza t y m od p ó ł n o c y s ą ­
s i a d o w a ł z T o r g u t Bejle choszun w s c h o d n i o - a ł t a j s k o - u r i a n c h a j s k i , a od
wschodu w miejscu dzisiejszego somonu Ujencz z n a j d o w a ł się choszun
c h a n b a t o r c h a j c h a ń s k i z a c h o d z ą c y częściowo na wschodnie obszary d z i ­
siejszego somonu B u ł g a n . Choszun T o r g u t Bejle o b e j m o w a ł obszary g ó r ­
nego biegu rzeki B u ł g a n i l e t n i c h pastwisk I n d e r t — t r a d y c y j n y c h pa­
s t w i s k B e e l i j n . Choszun T o r g u t Dzasag o b e j m o w a ł r e j o n y p o ł o ż o n e bar­
dziej na p o ł u d n i e w ś r o d k o w y m b i e g u B u ł g a n u , a w i ę c w p r z y b l i ż e n i u
t e r e n y dawnego c e n t r u m i n a j c z ę s t s z e g o p o b y t u g r u p y Choszut (dzasagt
to t y t u ł nojona C h o s z u t ó w ) . Jedynie W a n g i j n (choszun T o r g u t Wan) za­
jęli n a j m n i e j urodzajne i zasobne w pastwiska r e j o n y p o ł u d n i o w e p r z y ­
l e g a j ą c e do Bajtag Bogdo, co z r e s z t ą m o ż n a w y t ł u m a c z y ć f a k t e m o d w i e ­
dzania t y c h t e r e n ó w przez W a n g i j n i d a w n i e j ; a poza t y m jako grupa
p r z y b y ł a z S i n k i a n g u o t r z y m a l i t e r e n y p r a k t y c z n i e nie z a j ę t e przez g r u ­
p y z dawna w t y m rejonie M o n g o l i i ż y j ą c e . Jednak — j a k z d a j ą się
ś w i a d c z y ć w y p o w i e d z i i n f o r m a t o r ó w — wszystkie g r u p y ł ą c z n i e z W a n ­
g i j n l a t e m m i a ł y m o ż l i w o ś c i w y p a s u na pastwiskach a ł t a j s k i c h , tak w i ę c
p o d z i a ł o z n a c z a ł raczej r e j o n y pastwisk jesienno-zimowo-wiosennych.
3

3

Według podziału z roku 1930 kraj dzielił się na ajmaki, a te na choszuny.

�140

L E C H MRÓZ

N i e w y m i e n i o n a jest w t y m podziale grupa T a j d ż i j n , ale p r a w d o p o d o b ­
nie d z i e l i ł a ona pastwiska i r e j o n y z i m o w i s k z B e e l i j n .
W ł a ś c i w i e j e d y n i e Chowog-sair są g r u p ą obcą, p r z y b y ł ą do M o n g o l i i
z C h i n pod koniec I I w o j n y ś w i a t o w e j i w p i e r w s z y c h latach p o w o j e n ­
n y c h . I c h dawniejsze pastwiska z n a j d o w a ł y się w Tarbagataju na p ó ł n o ­
cny zatehód od dzisiejszych siedzib. G r u p y B e e l i j n , T a j d ż i j n i Choszut
w zasadzie p r z e b y w a j ą w całości (poza j e d n o s t k o w y m i p r z y p a d k a m i )
w M o n g o l i i , W a n g i j n w przewadze, ( k i l k a d z i e s i ą t r o d z i n p o z o s t a ł o w S i n ­
k i a n g u , na z a c h ó d i p o ł u d n i o w y z a c h ó d od o b s z a r ó w dzisiaj zamieszki­
w a n y c h ) , Chowog-sair z a ś p r z y k o c z o w a ł a do M o n g o l i i t y l k o część (jeden
somon — D e l u u n ) , a w i ę k s z o ś ć (13 s o m o n ó w ) — j a k s t w i e r d z a j ą i n f o r ­
m a t o r z y — p o z o s t a ł a w Chinach.
Obecnie rozmieszczenie T o r g u t ó w z t y c h g r u p w brygadach somonu
przedstawia się n a s t ę p u j ą c o :
Choszuci i T a j d ż i j n — 1 brygada
) w y p a s a j ą l a t e m razem na
Wangijn
— 4 brygada
| halach I n d e r t i Toszilt
Beelijn
— 5 brygada
1 w y p a s a j ą razem l a t e m na
i nieco w 3 \ halach C o n c h i l t
Chowog-sair
— 3 brygada
|
2. Obszar somonu B u ł g a n posiada k i l k a d o ś ć w y r a ź n i e r ó ż n i ą c y c h s i ę
stref fizjograficznych. N a p ó ł n o c y przebiega pasmo A ł t a j u z k i l k o m a
z e s p o ł a m i pastwisk g ó r s k i c h i d o ś ć r o z b u d o w a n ą siecią w o d n ą d o p ł y w ó w
rzeki B u ł g a n . Ś r o d e k i część p o ł u d n i o w a to obszar p u s t y n n y o n i e w y s o k i c h
wzniesieniach i s k ą p y m n a w o d n i e n i u , gdzie j e d y n i e w ł a ś c i w i e dolina
r z e k i B u ł g a n daje oparcie h o d o w l i , a n a w e t u p r a w i e r o l n i c z o - s a d o w n i czej, prowadzonej w r a m a c h z n a j d u j ą c e j się t u t a j s p ó ł d z i e l n i ; p r z y
c z y m — p o n i e w a ż rzeka m n i e j w i ę c e j w p o ł o w i e w y s o k o ś c i t e r y t o r i u m
somonu s k r ę c a na z a c h ó d k u g r a n i c y z C h i n a m i — p o ł u d n i o w a część jest
p r a w i e bezwodna. Poza t y m na p o ł u d n i u na samej g r a n i c y znajduje się
n i e z b y t d u ż y k o m p l e k s g ó r s k i , Bajtag Bogdo, z k t ó r e g o w y p ł y w a k i l k a
s t r u m i e n i g i n ą c y c h w p u s t y n i . Ten u k ł a d w a r u n k ó w decyduje, że dla
pasterstwa — k t ó r y m zajmuje s i ę znaczna w i ę k s z o ś ć l u d n o ś c i somonu —
w ł a ś c i w i e t y l k o d w a obszary s t a n o w i ć m o g ą b a z ę d l a w y p a s u : g ó r s k i e
pastwiska a ł t a j s k i e i dolina r z e k i B u ł g a n . Oddalenie i charakter pasma
Bajtag Bogdo powoduje, że m o ż e ono b y ć t r a k t o w a n e t y l k o j a k o teren
r e z e r w o w y , gdy w p r z y p a d k u niedostatku t r a w y spowodowanego s u c h y m
r o k i e m n a l e ż y część stad, g ł ó w n i e owce i kozy, p o p r o w a d z i ć dalej 'na p o ­
ł u d n i e , r e z e r w u j ą c pastwiska w d o l i n i e B u ł g a n u d l a z w i e r z ą t c e n n i e j ­
szych — b y d ł a i k o n i . Dlatego zasadnicze przemieszczenia pasterzy ze sta­
d a m i o d b y w a j ą się w z d ł u ż k i e r u n k u p ó ł n o c •— p o ł u d n i e na przestrzeni
120-150 k m , jaka dzieli pastwiska w dolinie r z e k i B u ł g a n i l e ż ą c e w A ł ­
t a j u pastwiska o k r e ś l a n e z b i o r o w y m i n a z w a m i I n d e r t i Toszilt — na
4

1

W rosyjskiej literaturze, a za nią i w mongolskiej, przyjęto używać nazwy
Conchilt, miejscowe brzmienie różni się nieco: Conchil, Conchel.

�RYTM TORGUCKIEGO

141

KOCZOWANIA

z a c h ó d od g ó r n e g o b i e g u r z e k i B u ł g a n oraz C o n c h i l t , l e ż ą c e na w s c h ó d od
g ó r n e g o b i e g u r z e k i B u ł g a n (pod m a s y w e m T a w y n C h u m u s t w p a ś m i e
M u n c h Chajrchan). Poza t y m k l i m a t i w a r u n k i p a n u j ą c e t u t a j w c i ą g u
r o k u c z y n i ą somon B u ł g a n j e d n y m z najdogodniejszych w c a ł e j M o n g o l i i
d l a r o z w o j u h o d o w l i czy w ogóle gospodarki. Przez obszar somonu prze­
biega k i l k a stref k l i m a t y c z n y c h , d a j ą c y c h m o ż l i w o ś c i p r z e m i e s z c z e ń stad
w r e j o n y dogodne, i one to w znacznym stopniu o k r e ś l a j ą r y t m przekoc z o w a ń . Ś r e d n i e t e m p e r a t u r y lipca u k ł a d a j ą się w cztery strefy, w g r a ­
nicach od p o n i ż e j 15°C do p o w y ż e j 25°C, podobnie t e m p e r a t u r y stycznia
( i z o t e r m y stycznia w y z n a c z a j ą cztery strefy, z k t ó r y c h n a j n i ż s z a w y n o ­
si zaledwie 0 ° C ) . Ostatnie p r z y m r o z k i wiosenne p r z y p a d a j ą na okres
przed 10 V , a j e d y n i e w A ł t a j u p o m i ę d z y 10 a 20 V ( z w i e r z ę t a s ą jesz­
cze na pastwiskach wiosennych), pierwsze z a ś jesienne po 20 I X na ob­
szarze w i ę k s z o ś c i somonu, t y l k o w A ł t a j u p r z y c h o d z ą w okresie p o m i ę ­
dzy 10 a 20 I X . T a k dogodne w a r u n k i nie w y s t ę p u j ą w ł a ś c i w i e nigdzie
w M o n g o l i i . N a w e t stosunkowo niezbyt d u ż a ilość o p a d ó w (100-150 m m
w części p o ł u d n i o w e j somonu, 150-200 m m w części ś r o d k o w e j i 200250 m m w A ł t a j u ) — podobnie j a k na G o b i — nie czyni w a r u n k ó w
h o d o w l i m n i e j s p r z y j a j ą c y m i , bo stosunkowo dobrze r o z w i n i ę t a sieć w o d ­
na (rzeki B u ł g a n i j e j d o p ł y w ó w ) zasila z i e m i ę w w o d ę z a p e w n i a j ą c za­
d o w a l a j ą c ą na ogół j a k o ś ć k a r m y d l a stad.
5

3. H o d o w l a zajmuje w M o n g o l i i miejsce s z c z e g ó l n e i w niej znajduje
zatrudnienie — b e z p o ś r e d n i e l u b p o ś r e d n i e •— znaczna w i ę k s z o ś ć l u d ­
ności. Podobnie jest i w somonie B u ł g a n , m i m o iż dogodne w a r u n k i g l e ­
b o w o - k l i m a t y c z n e s t w a r z a j ą m o ż l i w o ś c i r ó w n i e ż u p r a w y zbóż, a t a k ż e
sadownictwa. W r a m a c h s p ó ł d z i e l n i (negdel) istnieje z e s p ó ł l u d z i z a t r u d ­
n i o n y c h w r o l n i c t w i e , k t ó r e s t a n o w i w a ż n ą p o z y c j ę e k o n o m i c z n ą somo­
n u . Jest to z r e s z t ą jeden z najbardziej rolniczo r o z w i n i ę t y c h s o m o n ó w
M o n g o l i i . Ponadto na terenie somonu istnieje stacja d o ś w i a d c z a l n a , p r o ­
w a d z ą c a u p r a w ę m e l o n ó w i a r b u z ó w oraz na z n a c z n ą s k a l ę sadownic­
t w o — j a b ł o n i e , niskopienne w i ś n i e c h i ń s k i e i ś l i w y . P r z y stacji p r o w a ­
dzone są t a k ż e prace nad r o z w i n i ę c i e m pszczelarstwa. J e d n a k ż e — m i m o
t y c h e f e k t y w n y c h c z ę s t o p r z e d s i ę w z i ę ć — hodowla z w i e r z ą t stanowi p o d ­
stawę.
Hoduje s i ę wszystkie p i ę ć p o d s t a w o w y c h g a t u n k ó w z w i e r z ą t : w i e l ­
b ł ą d y , konie, b y d ł o , owce i kozy, z k t ó r y c h t r z y ostatnie s t a n o w i ą p o ­
zycje n a j p o w a ż n i e j s z e . I o ile u p r a w a r o l i jest d o m e n ą l u d z k o ś c i kazach­
skiej, o t y l e pasterstwo i h o d o w l a z w i e r z ą t są w y ł ą c z n y m n i e m a l za­
j ę c i e m l u d n o ś c i t o r g u c k i e j , a w k a ż d y m razie j e j zasadniczej części. T y m
s a m y m p r z e j ś c i e od d a w n y c h u k ł a d ó w polityczno-ekonomicznych do n o ­
w y c h m o g ł o n a s t ą p i ć w s p o s ó b zharmonizowany, nie n a r u s z a ł o b o w i e m
p o d s t a w o w y c h zasad egzystencji t o r g u c k i e j s p o ł e c z n o ś c i — i c h baza eko5

Dane wg pracy:
szawa 1971.

B.

Gungadasz,

Mongolska

Republika

Ludowa,

War­

�142

L E C H MRÓZ

nomiczna, rodzaj życia, w oparciu o k t ó r y i s t n i a ł c a ł y u k ł a d k u l t u r y , p o ­
z o s t a ł y jeśli nie c a ł k o w i c i e t o ż s a m e , to w n i e w i e l k i m t y l k o s t o p n i u z m i e ­
nione. Dopiero m o m e n t u s p ó ł d z i e l c z e n i a stad b y ł bardziej zasadniczym
p r z e ł o m e m , ale n a s t ą p i ł on po u p ł y w i e około 55 l a t od r e w o l u c j i , k i e d y
ludzie z d o ł a l i j u ż p r z y w y k n ą ć do n o w y c h k i e r u n k ó w zmian. N a w e t zresz­
t ą u s p ó ł d z i e l c z e n i e nie p o z b a w i ł o l u d n o ś c i z u p e ł n i e stad a n i m o ż l i w o ś c i
wypasania w rejonach, do k t ó r y c h od dawna b y l i p r z y z w y c z a j e n i . D o ­
ś w i a d c z e n i e n a r o s ł e przez pokolenia n a k a z a ł o i w r a m a c h nowej p o l i t y ­
k i — realnie o c e n i a j ą c s y t u a c j ę — z a c h o w a ć t e n u k ł a d i l i c z y ć s i ę z w z o ­
rem istniejącym.
4. Koczowanie T o r g u t ó w nosi, m i m o z m i a n i u p ł y w u czasu, w y j ą t k o ­
w o s t a b i l n y charakter. P o m i j a j ą c okres dawnej h i s t o r i i p o w a ż n i e j s z y m i
z a k ł ó c e n i a m i b y ł y zmiana r e j o n ó w w y p a s u g r u p y W a n g i j n oraz w y n i ­
k a j ą c e ze z m i a n y miejsca p o b y t u i przykoczowania Chowog-sair prze­
mieszczenia r e j o n ó w w y p a s o w y c h . W p r z y p a d k u p o z o s t a ł y c h g r u p t o r ­
g u c k i c h w a h n i ę c i a w schemacie w y p a s u m i a ł y charakter n i e w i e l k i i w y ­
nikały głównie z przyczyn klimatycznych.
M i m o p o z o r ó w r u c h l i w o ś c i , tak zda się z w i ą z a n e j z ż y c i e m paster­
s k i m , s p o ł e c z n o ś ć T o r g u t ó w m a z a d z i w i a j ą c o s t a b i l n y charakter. Obser­
w o w a n e na przestrzeni ostatnich k i l k u d z i e s i ę c i u l a t z m i a n y r y t m u k o ­
czowania są m i n i m a l n e i c z ę s t o c a ł e d z i e s i ę c i o l e c i a m i j a j ą bez j a k i c h ­
k o l w i e k odejść od i s t n i e j ą c e g o u k ł a d u . Jak w y n i k a z r o z m ó w z i n f o r m a ­
t o r a m i , n i e j e d n o k r o t n i e znane s ą p r z y p a d k i , g d y całe ż y c i e m i j a ł o
w przemieszczeniach p o m i ę d z y d w o m a obszarami w y p a s o w y m i ( l e t n i m
i jesienno-zimowo-wiosennym) bez opuszczenia r e j o n u koczowania nie
t y l k o w celach z m i a n y pastwisk, ale n a w e t w celach h a n d l o w y c h czy
i n n y c h . S t ą d stwierdzone są p r z y p a d k i s p ę d z e n i a około 50 l a t w t y c h sa­
m y c h dolinach i halach, k i e d y to i n f o r m a t o r nie w i d z i a ł a n i miasta, a n i
j a k i e g o k o l w i e k innego skupiska czy osady, czy nawet s ą s i e d n i e g o somo­
n u . Jest to w i ę c p r z y pozorach r u c h l i w o ś c i faktyczna s t a b i l n o ś ć , t y l e że
nie ograniczona do jednego miejsca, lecz w a h a d ł o w y c h p r z e m i e s z c z e ń
p o m i ę d z y k i l k o m a p u n k t a m i w y p a s o w y m i g r u p u j ą c y m i s i ę na ogół
w d w a z e s p o ł y pastwisk. M i m o w i ę c jego p a r a d o k s a l n o ś c i , p r a w d z i w e
w y d a j e s i ę stwierdzenie jednej z i n f o r m á t o r e k (pytanej, dlaczego po k r ó t ­
k i m okresie p o b y t u w S i n k i a n g u — d o k ą d u c i e k l i w obawie przed r e ­
w o l u c j ą — w r ó c i l i na swoje dawne t e r e n y wypasowe), że „ p a s t e r z e nie
l u b i ą się p r z e n o s i ć " .
Roczny c y k l ż y c i a p o z o s t a ł w zasadzie od p o k o l e ń n i e z m i e n i o n y i w y ­
znaczony b y ł p o r a m i z m i a n pastwisk; poza t y m charakteryzuje się d u ż ą
rytmicznością i stałością.
P o m i ę d z y p o s z c z e g ó l n y m i g r u p a m i T o r g u t ó w i s t n i a ł o pewnego rodza­
j u z r ó ż n i c o w a n i e w y n i k a j ą c e ze s t r u k t u r y posiadanych stad i z a m o ż n o ś c i .
W z w i ą z k u z t y m p o z o s t a w a ł t a k ż e rodzaj t r a n s p o r t u stosowanego p o d ­
czas z m i a n miejsca p o b y t u . T a k ż e zajmowanie s i ę u p r a w ą ziemi przez

�R Y T M TORGUCKIEGO KOCZOWANIA

143

część T o r g u t ó w b y ł o z w i ą z a n e z z a s o b n o ś c i ą g r u p y . W zasadzie najzam o ż n i e j s z y m i g r u p a m i b y ł y W a n g i j n i B e e l i j n — posiadali oni najlicz­
niejsze stada, a w i c h s k ł a d z i e spore ilości w i e l b ł ą d ó w i k o n i ; przedsta­
wiciele t y c h d w ó c h g r u p p r a w i e nie z a j m o w a l i się u p r a w ą ziemi. N a j u b o ż e j p r e z e n t u j ą się Choszuci i T a j d ż i j n — stada i c h b y ł y m n i e j liczne
i w d o d a t k u z p r z e w a g ą z w i e r z ą t m a ł y c h (owiec i kóz). W obu t y c h g r u ­
pach w i d o c z n y jest niedostatek (w okresie p o p r z e d z a j ą c y m r e w o l u c j ę )
z w i e r z ą t d u ż y c h , z w ł a s z c z a w i e l b ł ą d ó w i k o n i , w y r a ż a j ą c y się c h o c i a ż b y
w fakcie u ż y w a n i a do t r a n s p o r t o w a n i a d o b y t k u podczas z m i a n miejsca
p o b y t u — b y d ł a . I n n a rzecz, że pastwiska t y c h g r u p (letnie i jesienno-zimowo-wiosenne) z n a j d o w a ł y się w mniejszej odległości od siebie niż pa­
stwiska g r u p w y m i e n i o n y c h w y ż e j ; z w ł a s z c z a w p r z y p a d k u T a j d ż i j n jest
to widoczne. Z a t e m i przekoczowywanie m n i e j n a s t r ę c z a ł o t r u d n o ś c i . Je­
żeli nie b y ł o m o ż l i w e z a ł a d o w a n i e c a ł e g o d o b y t k u od razu, p r z e w o ż o n o
część, potem z w i e r z ę t a w r a c a ł y i zabierano r e s z t ę ; nie b y ł o b y j e d n a k
m o ż l i w e takie koczowanie na d u ż e odległości, gdzie droga p o m i ę d z y pa­
s t w i s k a m i t r w a 3 czy n a w e t 5 d n i , i to dla w i e l b ł ą d ó w . T r u d n o d z i ś do­
k ł a d n i e j w y j a ś n i ć p r z y c z y n y niedostatku u obu g r u p —• T a j d ż i j n i Choszut. B y ć m o ż e f a k t koczowania na bliskie odległości, a zatem i m n i e j ­
sze zapotrzebowanie na z w i e r z ę t a w ł a ś c i w i e t y l k o do t r a n s p o r t u s ł u ż ą ­
ce, u c z y n i ł s z e r s z ą i c h h o d o w l ę z b y t e c z n ą , ale m o ż l i w e jest t e ż w y j a ś n i e ­
nie o d w r o t n e — niedostatek bazy t r a n s p o r t o w e j nie p o z w a l a ł na p o k o ­
n y w a n i e znaczniejszych odległości, t y m s a m y m p o ś r e d n i o d z i a ł a j ą c w k i e ­
r u n k u r o z w i n i ę c i a h o d o w l i owiec i k ó z , bardziej o d p o r n y c h na zimno i su­
rowsze w a r u n k i , j a k i e p a n o w a ł y na b l i s k i c h l e t n i s k o m zimowiskach t y c h
Torgutów.
Pojęcie zamożności tych grup także może być względne — zwierzę­
c i e m p r e s t i ż o w y m jest w M o n g o l i i bardzo często k o ń i ilość ich, a t a k ż e
w i e l b ł ą d ó w — w rejonach gobijskich — o k r e ś l a j e d n o c z e ś n i e w potocznej
ś w i a d o m o ś c i status m a j ą t k o w y r o d z i n y ; opinia o mniejszej z a m o ż n o ś c i
C h o s z u t ó w i T a j d ż i j n m o ż e w y n i k a ć w ł a ś n i e z mniejszej ilości t y c h z w i e ­
r z ą t , a nie z faktycznego rozeznania w stanie m a j ą t k o w y m r o d z i n T a j ­
d ż i j n i C h o s z u t ó w . N a w e t f a k t zajmowania się przez obie te g r u p y
(w w i ę k s z y m s t o p n i u n i ż przez p o z o s t a ł e ) u p r a w ą ziemi jest t y l k o w z g l ę d ­
n y m a r g u m e n t e m ś w i a d c z ą c y m o i c h mniejszej z a m o ż n o ś c i ; u p r a w a zie­
m i — częściowo p r z y n a j m n i e j — m o ż e w y n i k a ć z tego, że tak w i o s n ą , j a k
i j e s i e n i ą przekoczowanie z a j m o w a ł o znacznie m n i e j czasu i w i ę c e j po­
z o s t a w a ł o go wolnego do w y k o r z y s t a n i a na prace rolnicze. W p r z y p a d k u
W a n g i j n czy Beelijn, dla k t ó r y c h przemieszczenie z a j m o w a ł o d w a i p ó ł l u b t r z y k r o t n i e w i ę c e j czasu, m n i e j p o z o s t a w a ł o go na inne prace — choć,
co c h c ę p o d k r e ś l i ć , jest to t y l k o jedna z m o ż l i w o ś c i i b y ć m o ż e n a w e t
uboczna, w y j a ś n i e n i a w i ę k s z e j p o p u l a r n o ś c i u p r a w y z i e m i u C h o s z u t ó w
i T a j d ż i j n n i ż u p o z o s t a ł y c h g r u p t o r g u c k i c h . Poza t y m u p r a w a z i e m i ,
siew i z b i o r y o g r a n i c z a ł y się do najprostszych c z y n n o ś c i , w y k o n y w a n y c h
podczas p o b y t u na w i o s e n n y c h i jesiennych pastwiskach. Tak w i ę c w za-

�144

L E C H MRÓZ

sadzie roczny c y k l ż y c i o w y o g r a n i c z a ł się do k i l k a k r o t n y c h p r z e m i e s z c z e ń
stad i j u r t , w e d ł u g tego samego powielanego w z o r u i w e d ł u g tej sa­
m e j — na ogół — m a r s z r u t y , podczas z a ś p o b y t u na k o l e j n y c h p a s t w i ­
skach do p i l n o w a n i a p a s ą c y c h się stad i p r z e r o b u m l e k a na r ó ż n e g o r o ­
d z a j u — w s k r o m n y m z r e s z t ą asortymencie — p r o d u k t y mleczne stano­
wiące podstawę wyżywienia.
P o m i ę d z y p o s z c z e g ó l n y m i g r u p a m i T o r g u t ó w i s t n i a ł y r ó ż n i c e w sche­
macie koczowania — co b y ł o j u ż sygnalizowane — j e d n a k ż e nie b y ł y to
r ó ż n i c e zasadnicze. T y m s a m y m m o ż l i w e jest przedstawienie pewnego
o g ó l n e g o schematu koczowania T o r g u t ó w ; r ó ż n i c e w stosunku do tego
schematu, n a j c z ę ś c i e j n i e z b y t d u ż e , w y n i k a j ą z p r z y n a l e ż n o ś c i do tej czy
i n n e j g r u p y , a zatem i nie t y c h samych r e j o n ó w pastwisk ( g ł ó w n i e z i ­
m o w y c h ) , historycznego etapu r o z w o j u oraz w a h n i ę ć k l i m a t y c z n y c h .
Wyruszenie na pastwiska letnie n a s t ę p o w a ł o n a j c z ę ś c i e j około p o ł o w y
czerwca, p o b y t na n i c h t r w a ł p r z e c i ę t n i e do p o ł o w y w r z e ś n i a ; niekiedy,
jeśli w a r u n k i b y ł y s p r z y j a j ą c e l u b jeśli w dolinie b y ł a susza, p r z e d ł u ż a n o
p o b y t o k i l k a t y g o d n i . Podczas lata t r z y - i czterokrotnie zmieniano m i e j ­
sce w y p a s u p r z e p ę d z a j ą c stada na o d l e g ł o ś ć około 5 do 7 k m . W ę d r ó w k a
na pastwiska jesienne t r w a ł a 2 do 5 d n i , w z a l e ż n o ś c i od rodzaju p r o w a ­
dzonych stad (z b y d ł e m w ę d r o w a n o w o l n i e j n i ż z o w c a m i czy kozami)
i rodzaju t r a n s p o r t u . J u r t y i d o b y t e k p r z e w o ż o n o na w i e l b ł ą d a c h , ale
b y w a ł y w y p a d k i , gdy u ż y w a n o do tego celu b y d ł a , co o c z y w i ś c i e w ę ­
d r ó w k ę p r z e d ł u ż a ł o . B y d ł a do t r a n s p o r t u u ż y w a l i , j a k j u ż z o s t a ł o p o w i e ­
dziane, T a j d ż i j n i Choszuci, a w latach p o w o j e n n y c h — w w y n i k u k l ę s k i
i w y g i n i ę c i a części stad — r ó w n i e ż grupa B e e l i j n . Pastwiska jesienne,
zimowe i wiosenne z n a j d o w a ł y s i ę na ogół blisko siebie i odległość m i ę ­
d z y n i m i j e d y n i e w y j ą t k o w o d o c h o d z i ł a do 100 k m , licząc d r o g ę w z d ł u ż
biegu m e a n d r u j ą c e j rzeki B u ł g a n . W p r z y p a d k u C h o s z u t ó w i T a j d ż i j n pas­
t w i s k a jesienno-zimowo-wiosenne l e ż a ł y znacznie b l i ż e j siebie, w o d ­
ległości k i l k u k i l o m e t r ó w , w w ą w o z i e , k t ó r y m p ł y n i e Bajan g o ł a ż do
miejsca jego u j ś c i a do B u ł g a n goł. W ą w ó z ten i dziś z r e s z t ą s t a n o w i
b a z ę dla w y p a s u znacznej części stad s p ó ł d z i e l c z y c h . P o b y t na pastwiskach
jesiennych t r w a ł z w y k l e do p o ł o w y listopada, z przemieszczaniem s i ę
ś r e d n i o t r z y k r o t n y m do k o l e j n y c h zakoli B u ł g a n u czy Bajan g o ł . D r o g a
na pastwiska z i m o w e z a j m o w a ł a ś r e d n i o jeden d z i e ń . Miejsca u ż y t k o w a ­
ne z i m ą m u s i a ł y w y r ó ż n i a ć s i ę nie t y l k o d o b r ą p a s z ą , ale i b y ć w m i a r ę
dobrze o s ł o n i ę t e od w i a t r u i zimna, w t y m b o w i e m okresie o d b y w a ł o
s i ę p r z y j m o w a n i e t z w . m ł o d n i a k a . Na p r z e ł o m i e lutego i marca (zazwy­
czaj) wyruszano na pastwiska wiosenne — n i e k i e d y b y ł o i c h d w a : p i e r w ­
sze na okres wczesnej w i o s n y i drugie p r z e ł o m u w i o s n y i lata — s k ą d
z n ó w wyruszano w p o c z ą t k u czerwca na pastwiska letnie, d o c i e r a j ą c t a m
po 3-5 dniach (w p r z y p a d k u T a j d ż i j n i C h o s z u t ó w po 2-3 dniach). W y ł o ­
m e m b y ł y lata suche, g d y z a c h o d z i ł a k o n i e c z n o ś ć p ę d z e n i a części stad a ż
pod B a j t a g Bogdo, c z y l i dalsze o k o ł o 150 k m na p o ł u d n i e , w t e d y droga

�RYTM TORGUCKIEGO

KOCZOWANIA

145

z pastwisk l e t n i c h t r w a ł a ponad t y d z i e ń . Ten r y t m rocznego p r z e p ę d u
stad i j u r t y , w e d ł u g tego samego powielanego w z o r u i w e d ł u g tej sak l i m a t y c z n y m i czy i n n y m i p r z y c z y n a m i j a k i e g o ś s z c z e g ó l n e g o c h a r a k t e r u .
5. W e w s z y s t k i c h z w y m i e n i o n y c h g r u p wypasano w zasadzie 5 p o d ­
s t a w o w y c h g a t u n k ó w z w i e r z ą t . Chowog-sair w momencie p r z y k o c z o w a n i a do M o n g o l i i s t a n o w i l i g r u p ę d o ś ć b o g a t ą . J e d n a k ż e sytuacja, w j a ­
k i e j się z n a l e ź l i , i f a k t szybkiego opuszczenia S i n k i a n g u s p o w o d o w a ł y ,
ż e swoje stada b y d ł a , owiec i k ó z m u s i e l i p o z o s t a w i ć — w części je sprze­
d a j ą c , w części p o z o s t a w i a j ą c r o d z i n o m . T y m s a m y m , c h o c i a ż p r z y p r o ­
w a d z i l i ze s o b ą spore ilości k o n i i w i e l b ł ą d ó w , część z n i c h m u s i e l i bez­
p o ś r e d n i o po p r z e j ś c i u w y m i e n i ć na z w i e r z ę t a mleczne. W k r ó t c e po
p r z y k o c z o w a n i u Chowog-sair p r z y s z ł a k l ę s k a b r a k u paszy — dzud, w w y ­
n i k u czego znaczne ilości z w i e r z ą t w y g i n ę ł y . S p o w o d o w a ł o to powszech­
ne z u b o ż e n i e Chowog-sair, ale i p o z o s t a ł y c h g r u p T o r g u t ó w (w n i e k t ó ­
r y c h rodzinach z 50 do 80 sztuk z w i e r z ą t p o z o s t a ł o po 2, 3, i t o n a j ­
częściej owiec). W t e d y t e ż u p r a w a ziemi s t a ł a się powszechniejsza j a k o
u m o ż l i w i a j ą c a p r z e t r w a n i e do m o m e n t u p o w t ó r n e g o w z r o s t u p o g ł o w i a
stad.
N a w e t po u s p ó ł d z i e l c z e n i u nie n a s t ą p i ł y j a k i e ś znaczniejsze z m i a n y
w s t r u k t u r z e stad, poprzez np. r o z w i n i ę c i e specjalnie h o d o w l i k t ó r e g o ś
z g a t u n k ó w z w i e r z ą t . W a h n i ę c i a k l i m a t y c z n e , k o n i e c z n o ś c i cyklicznego
zmieniania pastwisk p o w o d u j ą , że r o z w i n i ę c i e h o d o w l i jednego t y l k o
rodzaju z w i e r z ą t b y ł o b y r y z y k o w n e , tak w i ę c t r a d y c y j n y w z ó r , w y p r a c o ­
w a n y przez pokolenia, jest w zasadzie k o n t y n u o w a n y — t a k w stadach
indywidualnych, jak i spółdzielczych, choć oczywiście w przypadku tych
ostatnich z m o d y f i k o w a n y zasadami nowej p o l i t y k i i organizacji.
6. D a w n e r e j o n y w y p a s u i koczowania T o r g u t ó w o g r a n i c z a ł y się do
części dzisiejszego B u ł g a n somonu.
Obecne c e n t r u m somonu B u ł g a n m i e ś c i się w rejonie, gdzie od dawna
i przez s p o r ą część r o k u k o n c e n t r o w a ł o się ż y c i e T o r g u t ó w g r u p Beeljn,
T a j d ż i j n i Choszut. I c h dawne o ś r o d k i a d m i n i s t r a c y j n e z siedzibami
nojonów i lamajskimi
k l a s z t o r a m i z n a j d o w a ł y się niedaleko B u r e n
Chajrchan, g ó r y otaczanej czcią j a k o miejsce ś w i ę t e , l e ż ą c e j na p ó ł n o c
od dzisiejszego c e n t r u m i w jego b e z p o ś r e d n i e j b l i s k o ś c i . O d l e g ł o ś ć t y c h
c e n t r ó w p o s z c z e g ó l n y c h g r u p w a h a ł a się od 10 do około 30 k m od
B u r e n Chajrchan. N a j b l i ż e j obecnego c e n t r u m somonu z n a j d o w a ł y się
t e r y t o r i a zimowe B e e l i j n — B a j a n Sudal w r a z z c e n t r u m T J s ł u u r y n
(Cagan Tung), t e r y t o r i a T a j d ż i j n b y ł y nieco dalej na p ó ł n o c — Czonotyn
Char U d z u u r , a C h o s z u t ó w na p ó ł n o c n y w s c h ó d — Chagszaal ( c e n t r u m
S u m i j n Cagan). T a k ż e letnie pastwiska l e ż a ł y tam, gdzie i obecnie n a j ­
częściej l a t e m p r o w a d z o n y jest wypas, na halach I n d e r t i Toszilt (nazwy
od p o t o k ó w w p a d a j ą c y c h w g ó r n y m biegu B u ł g a n goł), z t y m że Torguci
B e e l i j n i T a j d ż i j n u ż y t k o w a l i t e r e n y I n d e r t , w Toszilt z a ś n a j c z ę ś c i e j
w y p a s a l i Choszuci.
10 — Etnografia Polska, t. X X I . z. 1

�146

L E C H MRÓZ

T a k w i ę c przez c a ł e lata czy n a w e t pokolenia r u c h o d b y w a ł się na
tej p o ł u d n i o w o - p ó ł n o c n e j trasie. W s p ó l n e u ż y t k o w a n i e pastwisk przez
B e e l i j n i T a j d ż i j n z r o z u m i a ł e jest c h o ć b y przez f a k t , że obie g r u p y p o d ­
legały wspólnie wang-nojonowi, jednakże w obrębie terenu objętego
n a z w ą I n d e r t k a ż d a m i a ł a swoje o k r e ś l o n e r e j o n y wypasu.
Siedziby g r u p y W a n g i j n z n a j d o w a ł y się t y l k o niewiele k i l o m e t r ó w
na z a c h ó d , w p o b l i ż u g r a n i c y z C h i n a m i , c h o ć j u ż na terenie S i n k i a n g u .
D a s z w a n d ż i l , jamyn ( c e n t r u m a d m i n i s t r a c y j n e g r u p y W a n g i j n , siedziba
wang-nojona i zarazem c e n t r u m s ą d o w n i c z o - a d m i n i s t r a c y j n e „ p i ę c i u so­
m o n ó w t o r g u c k i c h " ) , z n a j d o w a ł o się u ujścia Cagan goł do rzeki B u ł ­
gan — m n i e j w i ę c e j na tej samej w y s o k o ś c i geograficznej co B u r e n
Chajrchan, pastwiska z a ś letnie w g ó r a c h , na halach G u r w a n nur, na
w y s o k o ś c i I n d e r t , c h o ć po d r u g i e j stronie granicy.
7. Okres r e w o l u c j i i lata n a s t ę p n e p r z y n i o s ł y zmiany, j e d n a k ż e t y l k o
w p r z y p a d k u części T o r g u t ó w b y ł y to z m i a n y zasadnicze. P o m i j a m t u t a j
zagadnienie z m i a n u s t r o j o w y c h , wyswobodzenie pasterzy z p o d l e g ł o ś c i
n o j o n o m i u t r a t ę w p ł y w ó w k o ś c i o ł a lamajskiego, k t ó r y z r e s z t ą na t y m
terenie n i g d y w ł a ś c i w i e nie b y ł tak r o z w i n i ę t y j a k w i n n y c h rejonach
M o n g o l i i . J e ś l i chodzi o sam rodzaj życia i k o c z o w n i c t w o torguckie, za­
sadnicze p r z e o b r a ż e n i a n a s t ą p i ł y dopiero w latach masowego u s p ó ł d z i e l czenia.
Ruch r e w o l u c y j n y w M o n g o l i i r o z w i j a ł się w rejonach bardziej cen­
t r a l n i e u s y t u o w a n y c h i Torguci, ż y j ą c y na peryferiach, a w k a ż d y m r a ­
zie w znacznej odległości, nie bardzo — j a k m o ż n a s ą d z i ć — o r i e n t o w a l i
się w k i e r u n k u z m i a n i i c h p o d s t a w o w y c h z a ł o ż e n i a c h . P o n i e w a ż z a ś
n o w a idea g r o z i ł a z m i a n ą dotychczasowego życia, w i e l u T o r g u t ó w oba­
w i a ł o się po prostu r e w o l u c j i (tak z r e s z t ą jednoznacznie z o s t a ł o to p r z e d ­
stawione w w y w i a d a c h ) . Dlatego część T o r g u t ó w , n i e p e w n y c h losu w re­
w o l u c y j n e j M o n g o l i i , z a r e a g o w a ł a opuszczeniem M o n g o l i i i u c i e c z k ą na
t e r e n y S i n k i a n g u . N a przekoczowanie t a m z d e c y d o w a ł a się część ( p r a w ­
dopodobnie znaczna w i ę k s z o ś ć ) Beelijn, k t ó r z y odeszli prowadzeni przez
swojego nojona. W a n g i j n w w i ę k s z o ś c i zamieszkiwali w t y m czasie po
drugiej stronie granicy, t o t e ż przykoczowanie t a m t a k ż e tej części, k t ó r a
aktualnie p r z e b y w a ł a w M o n g o l i i , t r u d n o u w a ż a ć za u c i e c z k ę ( n a l e ż y pa­
m i ę t a ć , że w S i n k i a n g u z n a j d o w a ł o się c e n t r u m administracyjne W a n ­
g i j n ) . B e e l i j n b y l i g r u p ą stosunkowo blisko z w i ą z a n ą z W a n g i j n — ten
f a k t t a k ż e m ó g ł w p ł y n ą ć na p o w s z e c h n o ś ć i c h m i g r a c j i . W n i e w i e l k i m
stopniu na o d e j ś c i e d e c y d o w a l i się T a j d ż i j n i Choszut — i n t e r e s u j ą c e
jest to z w ł a s z c z a w p r z y p a d k u T a j d ż i j n , k t ó r z y r ó w n i e ż — j a k i B e e l i j n —
podlegali w a n g - n o j o n o w i . Z a w a ż y ł a t u t a j chyba postawa nojona T a j d ż i j n ,
k t ó r y sam p o s t a n o w i ł z o s t a ć w M o n g o l i i . Może t e ż znaczenie m i a ł o to,
że tak T a j d ż i j n , j a k Choszuci b y l i g r u p a m i stosunkowo najbardziej sta­
b i l n y m i — w w i ę k s z y m s t o p n i u z a j m o w a l i się u p r a w ą ziemi, w stadach
i c h p r z e w a ż a ł y owce i kozy, k t ó r e nie s ą w stanie tak szybko w ę d r o w a ć ,

�RYTM TORGUCKIEGO KOCZOWANIA

147

oraz b y d ł o znacznie gorzej n a d a j ą c e się do t r a n s p o r t u n i ż konie i w i e l ­
błądy.
R u c h e m i g r a c y j n y do S i n k i a n g u zainicjowali W a n g i j n , k t ó r z y o p u ś c i l i
M o n g o l i ę w k r ó t c e po r e w o l u c j i i jeszcze za panowania bogdo-gegena,
w r o k u 1923 . B e e l i j n , T a j d ż i j n i Choszuci dopiero w k i l k a lat p ó ź n i e j
zdecydowali się na ten k r o k , i to j u ż w okresie r e p u b l i k i — w r o k u 1930
(pojedynczy o d k o c z o w y w a l i j u ż w r o k u 1929). J e d n a k ż e j u ż po u p ł y w i e
około r o k u od m o m e n t u e m i g r a c j i do S i n k i a n g u rozpoczyna się r u c h
p o w r o t n y — pierwsza p a r t i a u c i e k i n i e r ó w powraca na swoje dawne pas­
t w i s k a . Na przestrzeni trzech lat — do 1933 г., p o w r a c a j ą nie t y l k o
T a j d ż i j n , Choszuci i Beelijn, ale t a k ż e ci W a n g i j n , k t ó r z y odkoczowali do
S i n k i a n g u jeszcze w 1923 r. — ci ostatni p r z y p r o w a d z a j ą ze s o b ą t a k ż e
W a n g i j n ó w , k t ó r z y c a ł y czas i przed r e w o l u c j ą mieszkali w S i n k i a n g u .
P r z y c z y n ą tego masowego p o w r o t u i ucieczki z S i n k i a n g u b y ł o w e d ł u g
w y p o w i e d z i i n f o r m a t o r ó w to, że z o r i e n t o w a l i się, iż w M o n g o l i i jest
lepiej, pastwiska w S i n k i a n g u są gorsze, a ponadto w Chinach groził i m
p o b ó r do wojska.
6

L a t a s p ę d z o n e w S i n k i a n g u nie w y w a r ł y j a k i e g o ś zasadniczego w p ł y ­
w u na ż y c i e pasterzy — p o d j ę l i po p r o s t u p r z e r w a n y na ten czas w z ó r
ż y c i a i w r ó c i l i na dawne szlaki koczowania. Jedynie dla W a n g i j n p r z y koczowanie o z n a c z a ł o z m i a n ę — nie m o g l i j u ż w y p a s a ć na l e t n i c h
pastwiskach G u r w a n n u r i d o ł ą c z y l i do B e e l i j n w y p a s a j ą c w I n d e r t .
T y m s a m y m z a g ę ś c i ł y się pastwiska zimowe i letnie, jednak z u w a g i na
dostatek — na ogół — paszy nie p r o w a d z i ł o to, j a k się w y d a j e , do j a k i c h ś
komplikacji.
K o l e j n y m w a ż n y m m o m e n t e m b y ł o przykoczowanie w latach 1943-1948 Chowog-sair. P o w o d e m p r z y j ś c i a b y ł o n i e u k o n t e n t o w a n i e miejsco­
w y m i w a r u n k a m i , a przede w s z y s t k i m n a p i ę t a sytuacja w S i n k i a n g u —•
w t y m czasie d z i a ł a ł y t a m g r u p y zbrojne pod w o d z ą Osmana, k t ó r y d ą ż ą c
do ustanowienia n i e z a l e ż n e g o p a ń s t w a kazachskiego d o p u s z c z a ł s i ę prze­
s t ę p s t w — r a b u n k ó w i m o r d ó w w stosunku do l u d n o ś c i torguckiej. Poza
t y m część Chowog-sair z d e c y d o w a ł a się na przykoczowanie do M o n g o l i i
pod w p ł y w e m r e w o l u c y j n y c h idei r o z p r z e s t r z e n i a j ą c y c h się poprzez g r a ­
n i c ę w w y n i k u d z i a ł a n i a a g i t a t o r ó w . D l a Chowog-sair w i ę c r e w o l u c j a
b y ł a o z n a k ą z m i a n y r a d y k a l n e j — c a ł k o w i t e g o , t r w a ł e g o porzucenia
d a w n y c h koczowisk i p r z e j ś c i a na nowe. P o c z ą t k o w o nieliczni C h o w o g -sair (najpierw p r z y k o c z o w a ł o 5 rodzin) d o ł ą c z y l i do W a n g i j n w y p a s a j ą c
razem z n i m i , a w momencie liczniejszego p r z y b y c i a s k i e r o w a n i zostali
na letnie w y p a s y na pastwiska Conchilt, k t ó r e p r z e d t e m nie b y ł y u ż y t ­
kowane przez T o r g u t ó w , a a d m i n i s t r a c y j n i e n a l e ż ą w ogóle do s ą s i e d n i e g o
a j m a k u . T y m s a m y m przykoczowanie Chowog-sair nie o z n a c z a ł o dla

6

Ruch ten rozpoczął się prawdopodobnie już w 1922 г., choć większość moich
r o z m ó w c ó w odnosiła fakt emigracji do 1923 r.

�148

L E C H MRÓZ

m i e j s c o w y c h — w zasadzie — z m i a n y a n i n a w e t z a k ł ó c e n i a t r a d y c y j n e ­
go c y k l u rocznego koczowania.
P o c z ą t k o w o sytuacja Chowog-sair na terenie B u ł g a n somonu p r z e d ­
s t a w i a ł a się niekorzystnie. Spora część i c h stad p o z o s t a ł a w S i n k i a n g u .
Z o s t a w i l i t a k ż e l u b s t r a c i l i część s p r z ę t ó w gospodarczych. Poza t y m ci,
k t ó r z y p r z y b y l i w pierwszej f a l i , b y l i t r a k t o w a n i p o c z ą t k o w o j a k o c u ­
dzoziemcy i przez p i e r w s z y r o k do d w ó c h lat nie m i e l i p e ł n e j swobody,
np. w ę d r o w a n i a na pastwiska letnie, ograniczeni w poruszaniu się do
d o l i n y r z e k i B u ł g a n . P o t e m p r z y s z e d ł dzud i d u ż a część stad p a d ł a ; w tej
s y t u a c j i spora część Chowog-sair z a j ę ł a się z k o n i e c z n o ś c i t a k ż e u p r a w ą
ziemi, nie r e z y g n u j ą c j e d n a k z u p e ł n i e z pasterstwa — c h o ć czasowo
ograniczonego. G d y z a i s t n i a ł a m o ż l i w o ś ć , p o d j ę l i i oni w ę d r o w a n i e do­
p a s o w u j ą c się do miejscowego c y k l u , u ż y t k u j ą c te same pastwiska co
i W a n g i j n oraz pastwiska Conchilt, c h o c i a ż n a d a l n i e k t ó r z y ł ą c z y l i to
z u p r a w ą ziemi. T e n stan t r w a ł przez k i l k a lat, z a k ł ó c a n y czasami z m i a ­
n a m i r e j o n ó w w y p a s ó w w w y n i k u decyzji w ł a d z somonowych.
N a l e ż y d o d a ć , że lata czterdzieste to nie t y l k o okres przykoczowania
Chowog-sair. M n i e j w i ę c e j w t y m s a m y m czasie (1944-1948) p r z y b y ł y do
M o n g o l i i dalsze g r u p y W a n g i j n . W Chinach i rejonach p r z y g r a n i c z n y c h
p a n u j ą c e n a p i ę c i e d o t y k a ł o nie t y l k o Chowog-sair. W a n g i j n , k t ó r y c h
sporo p r z e b y w a ł o p r z e c i e ż stale w S i n k i a n g u , m i m o g r a n i c y u t r z y m y w a l i
k o n t a k t y rodzinne z W a n g i j n a m i z M o n g o l i i i gdy sytuacja w Chinach
z a o g n i ł a się, a p r z y t y m r o z p o c z ę ł y się r e k w i z y c j e — z w ł a s z c z a k o n i —
z d e c y d o w a l i się, i p r o w a d z e n i przez p r z y b y s z ó w z M o n g o l i i p r z e k r o c z y l i
g r a n i c ę . A k c j a b y ł a zorganizowana — W a n g i j n z S i n k i a n g u r o z s y ł a l i do
p o s z c z e g ó l n y c h g r u p i r o d z i n p o s ł a ń c ó w z i n f o r m a c j a m i o planowanej
ucieczce. W ten s p o s ó b znaczna część rodzin p r z y k r o c z o w a ł a , z w ł a s z c z a
t y c h , k t ó r e z a m i e s z k i w a ł y r e j o n y przygraniczne i okolice dawnego cen­
t r u m D a s z w a n d ż i l . W i ę z y rodzinne, j a k i e ł ą c z y ł y i c h z W a n g i j n a m i ż y ­
j ą c y m i w M o n g o l i i , u m o ż l i w i ł y i m szybkie i b e z k o n f l i k t o w e w ł ą c z e n i e
się do miejscowej s p o ł e c z n o ś c i i p o d j ę c i e w y p a s u w e d ł u g miejscowego
w z o r u i na t y c h samych pastwiskach co W a n g i j n o w i e z dawna za­
siedziali, t y m s a m y m i dla m i e j s c o w y c h T o r g u t ó w nie o z n a c z a ł o to j a ­
k i c h ś k o m p l i k a c j i czy zmian.
8. W w y n i k u p r z e k o c z o w a ń do S i n k i a n g u i p o w r o t u część pasterzy
u t r a c i ł a spory procent z w i e r z ą t , ponadto p r z y s z ł y lata k l ę s k i , gdy
z w i e r z ę t a masowo g i n ę ł y : t a k i b y ł r o k 1945, k i e d y to p o g ł o w i e stad
z m n i e j s z y ł o się o około d w i e trzecie. W efekcie z u b o ż e n i a część l u d n o ś c i
zmuszona z o s t a ł a do zajęcia się r o l n i c t w e m . W p r a w d z i e u p r a w a z i e m i
b y ł a na t y m terenie znana, ale nie b y ł a r o z w i n i ę t a . Z a j m o w a ł y się n i ą
d a w n i e j g ł ó w n i e r o z i n y z g r u p T a j d ż i j n i C h o s z u t ó w i n i e z b y t licznie
B e e l i j n — o c z y w i ś c i e poza u p r a w n y m i p o l a m i k l a s z t o r n y m i , bo te i s t n i a ł y
na i n n y c h zasadach. J e d n a k ż e u p r a w a ziemi nie p r z e k r e ś l a ł a pasterskie­
go c h a r a k t e r u t y c h g r u p . Pola u p r a w n e z n a j d o w a ł y się w dolinie r z e k i

�RYTM TORGUCKIEGO

KOCZOWANIA

149

B u ł g a n i p r z y zbiegu B a j a n goł i B u ł g a n goł, a w i ę c w p o b l i ż u pastwisk
jesienno-zimowych, siew o d b y w a ł s i ę w czasie p o b y t u na pastwiskach
w i o s e n n y c h (na p r z e ł o m i e k w i e t n i a i maja), a z b i o r y po powrocie z past­
w i s k l e t n i c h , o b r ó b k a ziemi z a ś o g r a n i c z a ł a s i ę w zasadzie do zaorania
j e j r a d ł e m po u p r z e d n i m w y s i a n i u ziarna i p o p r a w i e n i a r o w ó w d o p r o w a ­
d z a j ą c y c h w o d ę do p ó l . L a t e m t y l k o jeden do d w ó c h r a z y w ł a ś c i c i e l o d ­
w i e d z a ł swoje pola w celu wpuszczenia w o d y do k a n a ł ó w n a w a d n i a j ą c y c h .
Poza t y m j e d n a k r y t m rocznego ż y c i a nadal o k r e ś l a n y b y ł s e z o n o w y m i
w ę d r ó w k a m i ze stadami. ( U p r a w a ziemi k o n t y n u o w a n a b y ł a t a k ż e w n i e ­
k t ó r y c h p r z y p a d k a c h — n a w e t po p o w t ó r n y m wzbogaceniu się — p o d
w p ł y w e m p o p y t u na p r o d u k t y r o l n e ze s t r o n y m i e s z k a ń c ó w s ą s i e d n i c h
na w s c h ó d l e ż ą c y c h s o m o n ó w Ujencz i A ł t a j , nie p o s i a d a j ą c y c h w a r u n k ó w
do r o z w i n i ę c i a u p r a w y ziemi, a t a k ż e n o w e j p o l i t y k i w ł a d z m o n g o l s k i c h
k ł a d ą c y c h nacisk na r o z w ó j r o l n i c t w a . T e n stan t r w a ł do u s p ó ł d z i e l c z e nia — a n a w e t do d w ó c h l a t po t y m fakcie — k i e d y to u p r a w i a n i e ziemi
p r z e j ę ł a specjalna brygada s p ó ł d z i e l n i ) .
9. Z n a c z n y m m o m e n t e m w ż y c i u T o r g u t ó w B u ł g a n somonu b y ł o m a ­
sowe u s p ó ł d z i e l c z e n i e stad w 1959 r. W ł a ś c i w i e j u ż w c z e ś n i e j część l u d ­
ności z r ó ż n y c h g r u p w s t ą p i ł a do s p ó ł d z i e l n i , j e d n a k ż e dopiero w 1959 r o k u
akcja n a b r a ł a powszechnego c h a r a k t e r u . O d tej c h w i l i T o r g u c i stali s i ę
pasterzami k o c z u j ą c y m i w r a z ze stadami s p ó ł d z i e l n i . J e d n a k ż e m o g l i
t a k ż e p o s i a d a ć w ł a s n e stado — ograniczone i l o ś c i o w o do 50 z w i e r z ą t —
k t ó r e wypasane b y ł o na t y c h samych terenach, co stada s p ó ł d z i e l c z e .
M i m o w i ę c z m i a n y w ł a ś c i c i e l a — dysponenta znacznej części stad, c y k l
rocznego ż y c i a i koczowania p o z o s t a ł podobny. Wprowadzenie i realizo­
w a n i e n o w y c h , bardziej u j e d n o l i c o n y c h zasad p o l i t y k i gospodarczej
u s t a l i ł o n o r m y , w e d ł u g k t ó r y c h pasterz r o z l i c z a ł się z pracy, co jest
n o w o ś c i ą w stosunku do u k ł a d u tradycyjnego, podobnie j a k decydowanie
0 s a m y m wypasie i przekoczowaniach pozostaje w zasadzie poza i n d y ­
w i d u a l n ą o c e n ą i d e c y z j ą , g d y ż k i e r o w a n e jest o d g ó r n i e . Posiadanie
w ł a s n y c h stad p o d t r z y m u j e jednak t r a d y c y j n y s t y l pracy i życia, p o ­
dobnie j a k fakt, że r e j o n y pastwisk oraz szlaki w ę d r ó w e k p o z o s t a ł y d l a
w i ę k s z o ś c i te same.
W r a m a c h s p ó ł d z i e l n i doszło do nowego p o d z i a ł u na b r y g a d y z j e d n o ­
czesnym p o d z i a ł e m t e r e n ó w w y p a s u . Chowog-sair (3 brygada) o t r z y m a l i
pastwiska najrzadziej u ż y w a n e przed r e w o l u c j ą przez m i e j s c o w y c h —
Conchilt, w r a z z n i m i p r z e b y w a t a m n i e w i e l k a część B e e l i j n oraz K a z a ­
chowie z s ą s i e d n i e g o a j m a k u bajan-olgijskiego. Choszuci i T a j d ż i j n p o ­
zostali na s w y c h d a w n y c h , sprzed r e w o l u c j i , l e t n i c h pastwiskach w T o ­
szilt, a z i m o w i s k a c h w z d ł u ż B a j a n g o ł a ż do B u ł g a n goł, B e e l i j n
1 W a n g i j n z a ś o b j ę l i l e ż ą c e nieco dalej na z a c h ó d pastwiska I n d e r t .
Poza t y m — co jest w a ż n e — w w y n i k u c a ł k o w i t e g o p r z e j ę c i a u p r a w y
ziemi przez s p e c j a l n ą b r y g a d ę r e k r u t u j ą c ą s i ę g ł ó w n i e z K a z a c h ó w
(2 brygada), T o r g u c i m o g l i w r ó c i ć do pasterstwa, t y l k o w zasadzie n i m

�150

L E C H MROZ

się z a j m u j ą c ; t y m s a m y m po okresie o k o ł o 15 do 30 l a t n a s t ą p i ł p o w r ó t
do r y t m u rocznego, j a k i i s t n i a ł na terenie z a m i e s z k i w a n y m przez T o r ­
g u t ó w przed i zaraz po r e w o l u c j i . O c z y w i ś c i e wzbogaconego o pewne
nowe elementy w y n i k a j ą c e z p o s t ę p u i p o l i t y k i p a ń s t w o w e j , a t a k ż e
przekoczowania Chowog-sair, ale w zasadniczym charakterze podobnego
do dawnego.
10. A n a l i z u j ą c t r a d y c j ę k o c z o w n i c z ą T o r g u t ó w B u ł g a n somonu i z m i a ­
ny, j a k i e n a s t ą p i ł y , m o ż n a — p o d s u m o w u j ą c — s t w i e r d z i ć , co n a s t ę p u j e :
a) Najbardziej s t a b i l n ą g r u p ą s ą Choszuci — b ę d ą c y j e d n o c z e ś n i e
w ł a ś c i w i e w t ó r n i e T o r g u t a m i , g d y ż , j a k j u ż wspomniano, pochodzeniem
r ó ż n i ą się od p o z o s t a ł y c h g r u p . T r a d y c y j n i e i od dawna z w i ą z a n i s ą
l e t n i m i w y p a s a m i z r e j o n e m T o s z i l t u i nadal — c h o ć j u ż w r a m a c h s p ó ł ­
dzielni — w y p a s a j ą t a m stada. Czas koczowania podlega p e w n y m w a h ­
n i ę c i o m u z a l e ż n i o n y m od d e c y z j i s p ó ł d z i e l n i , ale w zasadzie nie p r z e k r a ­
cza d w ó c h t y g o d n i w stosunku do dawnego w z o r u . Podobnie ilość czasu
potrzebna na dotarcie na pastwiska jest w zasadzie taka sama; zmiana
dotyczy j e d y n i e f r a g m e n t u drogi, k t ó r ą p ę d z i s i ę stada. Obecnie z po­
w o d u n a p i ę c i a w stosunkach m o n g o l s k o - c h i ń s k i c h pasterze p r z e p ę d z a j ą
stada na letnie pastwiska nie t r a d y c y j n ą d r o g ą k t ó r a b i e g ł a p r z y samej
granicy, ale nieco bardziej na w s c h ó d , poprzez g ó r y . T o t e ż zdarza się,
że droga t r w a o 1 d z i e ń d ł u ż e j . S u m u j ą c m o ż n a p o w i e d z i e ć , że Choszuci
p r z e d s t a w i a j ą w y j ą t k o w o s t a b i l n ą f o r m ę koczowania i że z a r ó w n o r e ­
w o l u c j a , j a k i u s p ó ł d z i e l c z e n i e , c h o ć z m i e n i ł y s i ę w s p o s ó b zasadniczy
u k ł a d s t o s u n k ó w i zasady i c h życia, samej egzystencji, podobnie j a k
r e j o n ó w i r y t m u koczowania, nie z m i e n i ł y w znaczniejszym stopniu.
b) D r u g ą w k o l e j n o ś c i g r u p ą , k t ó r a w y k a z u j e w y j ą t k o w o d u ż e z w i ą ­
zanie z d a w n y m i r e j o n a m i w y p a s u , s ą T a j d ż i j n ; t y l k o n i e w i e l k a c z ę ś ć
i c h o p u ś c i ł a czasowo — i to na k r ó t k o — M o n g o l i ę . Poza t y m przez c a ł y
czas a ż do dzisiaj z w i ą z a n i są ze s w o i m i d a w n y m i t e r e n a m i w y p a s u ;
w skali dziesięcioleci z m i a n y s ą n i e w i e l k i e i z w i ą z a n i e z r e j o n e m t r a d y ­
cyjnie u ż y t k o w a n y m jest nadal bardzo d u ż e . P o w a ż n i e j s z ą z m i a n ą — nie
w p ł y w a j ą c ą j e d n a k w s p o s ó b zasadniczy na t o k ż y c i a — jest w p r z y ­
p a d k u obu t y c h g r u p c a ł k o w i t e zarzucenie u p r a w y ziemi, co n a s t ą p i ł o
w momencie powszechnego u s p ó ł d z i e l c z e n i a .
c) W p r z y p a d k u B e e l i j n zmiana w stosunku do okresu p r z e d r e w o l u c y j ­
nego jest znaczniejsza. Po pierwsze w i ę k s z a ilość c z ł o n k ó w tej g r u p y odk o c z o w a ł a czasowo do S i n k i a n g u , a poza t y m w r a m a c h s p ó ł d z i e l n i część
B e e l i j n z o s t a ł a przydzielona do b r y g a d y 3 i r a z e m z Chowog-sair lata
s p ę d z a j ą na pastwiskach C o n c h i l t . Część koczuje j a k d a w n i e j . S u m u j ą c
m o ż n a p o w i e d z i e ć , że B e e l i j n s ą g r u p ą , k t ó r ą w w i ę k s z y m s t o p n i u
d o t k n ę ł y zmiany, j e d n a k ż e nie są to z m i a n y bardzo zasadnicze, t y m sa­
m y m m o ż n a B e e l i j n o k r e ś l i ć j a k o g r u p ę w z g l ę d n i e s t a b i l n ą w stosunku
do t r a d y c j i . W a ż n y m m o m e n t e m jest to, iż nie i s t n i e j ą j u ż dawne o d -

�R Y T M TORGUCKIEGO KOCZOWANIA

151

r ę b n e centra t y c h trzech g r u p — p o s i a d a j ą w s p ó l n e c e n t r u m somonu —
B u ł g a n , l e ż ą c e jednak n i e z b y t daleko od d a w n y c h .
d) Bardziej zasadnicza zmiana n a s t ą p i ł a d l a W a n g i j n , to znaczy tej
i c h części, k t ó r a o s i e d l i ł a się w M o n g o l i i , j e d n a k ż e nie p r z e w a r t o ś c i o w u j ą c ą generalnie j a k o ś c i ż y c i a . W t y m - w z g l ę d z i e p r z y j ś c i e W a n g i j n —
poza p r z e s u n i ę c i e m i c h r ó w n o l e ż n i k o w o k u w s c h o d o w i — p r a k t y c z n i e nic
nie z m i e n i ł o ; b l i s k o ś ć i c h z g r u p a m i B e e l i j n i T a j d ż i j n , a t a k ż e dostatek
pastwisk s p o w o d o w a ł y , że p r z y s z e d ł s z y zaczęli po p r o s t u u ż y t k o w a ć te same
co i tamte g r u p y pastwiska i w e d ł u g podobnych zasad. P r z e s u n i ę c i e to
w d o d a t k u jest n i e w i e l k i e , g d y ż obecnie W a n g i j n n a l e ż ą do b r y g a d y 4
i letnie i c h pastwiska z n a j d u j ą się w I n d e r t .
N a l e ż y z a z n a c z y ć , że w p r z y p a d k u trzech p i e r w s z y c h g r u p z m i a n y
r y t m u koczowania i r e j o n ó w z i m o w i s k (a w p r z y p a d k u części B e e l i j n
t a k ż e letnisk) w i ą ż ą się z m o m e n t e m u s p ó ł d z i e l c z e n i a . D o tego czasu
p o z o s t a w a ł y p r a k t y c z n i e niezmienione. W p r z y p a d k u W a n g i j n zmiana
n a s t ą p i ł a w c z e ś n i e j przez sam f a k t osiedlenia się po mongolskiej stronie
g r a n i c y i dalsze z m i a n y koczowisk b y ł y j u ż t y l k o k o n s e k w e n c j ą i w y ­
n i k i e m o g ó l n y c h z m i a n o r g a n i z a c y j n y c h w somonie.
e) Jedynie w p r z y p a d k u Chowog-sair m o ż n a m ó w i ć o zasadniczej
zmianie. P o n i e w a ż od m o m e n t u przykoczowania do M o n g o l i i do po­
wszechnego u s p ó ł d z i e l c z e n i a t r u d n o m ó w i ć o p o w s t a n i u t r a d y c j i , zatem
r o k 1959 jest dla Chowog-sair pewnego rodzaju z a m k n i ę c i e m okresu
r o z p o c z ę t e g o w latach czterdziestych. Po t y m czasie dopasowani do m i e j ­
scowych zasad życia, jego r y t m u i r a m o r g a n i z a c y j n y c h p o d e j m u j ą je
na zasadach i s t n i e j ą c y c h .
11. J e ż e l i chodzi o r e j o n y w y p a s u , to pastwiska I n d e r t i Toszilt nadal
s ą p o d s t a w ą letniego w y p a s u i j a k d a w n i e j , t a k w okresie p o r e w o l u c y j n y m oraz w r a m a c h s p ó ł d z i e l n i u ż y t k o w a n e przez g r u p y B e e l i j n (część),
T a j d ż i j n i Choszut, a od lat t r z y d z i e s t y c h t a k ż e przez W a n g i j n . Jedynie
pastwiska C o n c h i l t s ą terenem n o w y m d l a letniego w y p a s u , u ż y w a i c h
r ó w n i e ż „ n o w a " grupa Chowog-sair, a B e e l i j n dopiero od m o m e n t u
u s p ó ł d z i e l c z e n i a w 1959 r . i nowej organizacji b r y g a d . Pastwiska jesienno-zimowo-wiosenne w z d ł u ż B a j a n goł, u ż y w a n e d a w n i e j przez T a j d ż i j n ,
i u u j ś c i a B a j a n goł do B u ł g a n goł (przez C h o s z u t ó w ) p o z o s t a w a ł y w i c h
posiadaniu przez w i e l e l a t po r e w o l u c j i . Obecnie jest t o w r a z z d o l i n ą
B u ł g a n u r e j o n w y p a s u w t y c h trzech porach r o k u d l a T a j d ż i j n , C h o s z u t ó w ,
B e e l i j n oraz W a n g i j n — bez p o d z i a ł u , g d y ż w i ę k s z o ś ć stad jest w s p ó l n a
(spółdzielcza). D o l i n a B u ł g a n u jest t a k ż e r e j o n e m z i m o w a n i a stad b r y ­
gady w y p a s a j ą c e j l a t e m na Conchilt.
Rejon g ó r s k i B a j t a g Bogdo jest terenem w zasadzie n o w y m . I n f o r ­
m a t o r z y nie w s p o m i n a j ą , j a k o b y d a w n i e j prowadzono t a m wypas stad
(przez omawiane g r u p y ) , a i teraz B a j t a g Bogdo t r a k t o w a n e jest j a k o
rejon rezerwowy.
12. M i m o p r z e m i a n w ż y c i u pasterzy t o r g u c k i c h w i e l e d a w n y c h cech

�152

L E C H MRŮZ

i c h ż y c i a p r z e t r w a ł o . M i ę d z y i n n y m i p r z e t r w a ł d a w n y zwyczaj znaczenia
stad t a m g a m i . T a k j a k i d a w n i e j W a n g i j n z n a c z ą z w i e r z ę t a p ó ł k s i ę ż y c e m
umieszczonym w g ó r n e j części uda, B e e l i j n w p o ł o w i e w y s o k o ś c i uda,
a T a j d ż i j n p ó ł k s i ę ż y c e m na w y s o k o ś c i kolana. Ta sama tamga, t y l k o
r ó ż n i e umiejscawiana, p o d k r e ś l a w y r a ź n i e dawne p o w i ą z a n i a t y c h trzech
g r u p . T a m g ą C h o s z u t ó w jest t z w . taszur ( k n u t —• kreska), a Chowog-r
-sair j a k b y falista l i n i a z a ł a m a n a p o ś r o d k u (w p r z y p a d k u Chowog-sair
i s t n i a ł a w i ę k s z a ilość t a m g o z n a c z a j ą c y c h p o s z c z e g ó l n e r o d y ) . T a m g a m i —
m i m o obecnego przemieszania — znaczy się t y l k o stada w ł a s n e , i n d y w i ­
dualne. T a m g i s ą w y r a ź n y m n a w i ą z a n i e m do t r a d y c j i i dawnej p r z y ­
n a l e ż n o ś c i g r u p o w e j , t y m bardziej że nie m a z w y c z a j u znaczenia z w i e r z ą t
t a m g ą i n n e j g r u p y . (Stada s p ó ł d z i e l n i t a k ż e znaczone s ą t a m g a m i w k s z t a ł ­
cie t r z e c h k ó ł — k r ę g ó w , u s y t u o w a n y c h tak, że t w o r z ą t r ó j k ą t ; d w a
u podstawy i t r z e c i u g ó r y ) .
Naszkicowany c y k l rocznego koczowania znajduje c a ł y szereg u z u p e ł ­
n i e ń w i n n y c h elementach k u l t u r y T o r g u t ó w i w a r u n k u j e w i e l e s y t u a c j i
i c h egzystencji. K a ż d o r a z o w e przekoczowanie o k r e ś l a n e jest p e w n y m i
ś c i s ł y m i zasadami w y n i k a j ą c y m i z t e c h n i k i i t r a d y c j i , p o d k r e ś l a n e z a w ­
sze — j a k o m o m e n t uroczysty — staranniejszym czy ś w i ą t e c z n y m
u b i o r e m i p e w n y m i p r a k t y k a m i , w y r a ż a j ą c y m i n a d z i e j ę zapewnienia
p o m y ś l n o ś c i na n o w y c h , c h o ć z n a n y c h terenach. Ta r ó ż n o r o d n o ś ć w z a ­
j e m n y c h p o w i ą z a ń rocznego r y t m u koczowania i i n n y c h s t r o n k u l t u r y
i ż y c i a T o r g u t ó w uwidacznia się d o ś ć w y r a z i ś c i e . N i e c h c i a ł b y m j e d n a k
w y p r o w a d z a ć j u ż j a k i c h ś o g ó l n i e j s z y c h w n i o s k ó w , g d y ż — z r a c j i sto­
s u n k o w o k r ó t k i c h b a d a ń i b r a k ó w w m a t e r i a ł a c h — m o g ł y b y b y ć one
n i e z u p e ł n i e p r a w d z i w e l u b pochopne. B y ć m o ż e też, że n i e k t ó r e zagad­
nienia w m i a r ę p o g ł ę b i e n i a b a d a ń u z y s k a j ą nieco i n n e n a ś w i e t l e n i e czy
wyjaśnienie.

Jlex Мруз
РИТМ ТОРГУТСКОЙ КОЧЕВКИ
Резюме
На территории Булган сомона кобдоского аймака проживают 4 группы торгутов: ван­
гийн, бээлийн, тайджи, хошут и ховогсарьш. В основу хозяйства этих групп легло пасту­
шество и скотоводствопяти повсеместно разводимых в Монголии видов животных: вер­
блюдов, лошадей, крупного рогатого скота, овец и коз, с тем, что в части групп (тайджи
и хошут) в структуре стада преобладали овцы и козы. Группы вангийн, бээлийн и тайджи
издавна связаны традицией; все три они подчинялись общему начальству ванг-нойона и хо­
тя, как бээлийн, так и тайджи, имели своих нойонов, ванг являлся начальником всех, как
самый высокий чином. Среди этих пяти групп четыре — автохтонные группы. Кочевья бэ­
элийн, тайджи и хошут находились на Алтае на горных лугах Индэрт и Тошильт (летние),
зимние же — в долине реки Булган и ее притока Баян гол. Летние пастбища вангийн нахо-

�RYTM TORGUCKIEGO KOCZOWANIA

153

дились в Гурван нур на высоте Индэрт, а зимние — близ административного центра торгутских сомонов и местопребывания ванга у устья Цаган гола в Булган гол ; следовательно,
районы кочевий вангийн находились на территории Синьцзяна, принадлежащей уже Китаю.
Однако вангийн заходили на зиму также и на монгольский участок реки Булган. Итак, в силу
факта близкого расположения кочевий и связей с бээлийн и тайджи, также и вангийн можно
причислить к автохтонным группам. Один лишь ховогсарын составляют чужую группу,
прибывшую из Синьцзяна в 1945-1948 гг. в побеге от вооруженных групп Османа, казах­
ского вождя, стремившегося создать там Независимое государство.
В период после революции часть торгутов — большинство вангийн и бээлийн, а также
некоторый процент тайджи и хошут — бежала в Синьцзян, неуверенная в своей судьбе в ре­
волюционной Монголии. Однако уже в течение одного — трех лет они вернулись. Лишь
пребывание вангийн в Синьцзяне продолжалось около десяти лет, но зато, когда и они
перекочевали обратно, с ними прибыли те группы вангийн, которые прежде кочевали всегда
только в Синьцзяне — обеспокоенные обстановкой в Китае, теперь они решили бежать
в Монголию. В силу близких связей с вангийн они стали пользоваться горными лугами
Индэрт, где летом пасли скот бээлийн и тайджи, а на зиму стали сгонять стада в долину
реки Булган так же, как и бээлийн. Прежние связи облегчили им сравнительно быстрое прис­
пособление к местным условиям. Годичный цикл жизни составляла четыре-пятикратная
смена пастбищ параллельно со сменой времен года (весенних пастбищ обычно было два)
и связанное с этим перемещение имущества и скота ; вангийн, после прибытия, стали также
вести установленный образ жизни, который, впрочем, не отличался от ведшегося ими прежде.
Несмотря на некоторые колебания такое положение продолжалось вплоть до войны.
Однако не из-за прибытия ховогсарын в сороковые годы произошли изменения, ибо те ча­
стично присоединились к вангийн, а затем получили новые, до сих пор не употреблявшиеся
пастбища Цонхилт — стало быть, не они ввели разлад в существующие соотношения. Это
годы дзуду, бедствие недостатка кормов, быстро обеднило пастухов, заставляя обратить
внимание на земледелие с целью продержаться до времени размножения скота. Тайджи
и хошут уже прежде занимались в незначительных пределах земледелием, но дзуд привел
к тому, что это занятие стало повсеместным.
Важнейшей датой в жизни торгутов Булган сомона и продолжения ее традиционного
образа явился 1958 год — год введения массовой кооперации. В итоге новой политики было
введено новое деление на бригады, причем часть бээлийн переводилась с их традиционных
летних пастбищ Индэрт на пастбища Цонхилт, которыми они пользуются совместно с при­
шельцами из Синьцзяна — ховогсарын. Однако, в силу факта, что земледелием занялась
специальная бригада торгуты Булган сомона смогли вернуться к прежнему образу жизни,
ведя ее к тому же чаще всего на своих прежних территориях, с тем, что теперь они, кроме
своих, пасут также и кооперативные стада. Изменение же самого цикла кочевки оказыва­
ется минимальным, так как кооперативные власти в основном опираются на опыт, санкци­
онированный традицией.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7523" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7503">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1319be77b5a7c7f7743b35d3ee13a108.pdf</src>
        <authentication>bccd0e18310fc32cb5b629df350be390</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89800">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1208</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89803">
                <text>1985</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89806">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1114</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89809">
                <text>Badania nad Cyganami / ETNOGRAFIA POLSKA 1985 t.29 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89812">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1985 t.29 z.1, s.131-134</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89815">
                <text>Mróz, Lech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89818">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89822">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89823">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="89824">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89826">
                <text>„Etnografia Polska", t. X X I X : 1985, z. 1
PL ISSN 0071-1861

L E C H MRÓZ

{Uniwersytet Warszawski) .

B A D A N I A NAD C Y G A N A M I
Badania nad Cyganami zostały podjęte w warszawskiej Katedrze
Etnografii przed wieloma laty. Początkowo nie miały one charakteru
prac szerzej zorganizowanych. Temat został zainicjowany pracami ma­
gisterskimi poświęconymi tej społeczności — moją, a niedługo później
Marka Ignacego Kamińskiego.
W roku 1975 w ramach programu studiów (zajęć laboratoryjno-ćwiczeniowych) utworzona została grupa, której celem pracy przez półtora
roku byli Cyganie. Uczestniczyło w niej 15 studentów. Jako pierwsze
podjęto zagadnienie dystansu etnicznego Polacy — Cyganie i ich wza­
jemnych sądów o sobie. W początkowym okresie nacisk położono na ba­
dania wśród Polaków, później — po oswojeniu się grupy z problematyką
i społecznością cygańską — na pracę wśród Cyganów. N i m zakończone
zostały prace grupy, jej część podjęła ten sam temat w ramach badań
węzłowych. Była to kontynuacja problemu dystansu, ale z przesunię­
ciem nacisku na rolę Cyganów w polskiej kulturze ludowej i ich w niej
obecność. Temat badań grupy realizowany był na Podlasiu, badań w ę ­
złowych •— na obszarach Polski południowo-wschodniej oraz centralnej.
Materiał uzupełniano także na kolejnych Międzyuczelnianych Obozach
Etnograficznych. W roku 1981 rozpoczęła działalność kolejna grupa ćwiczeniowo-laboratoryjna. Uczestniczący w niej studenci realizowali do­
datkowo także badania łączące się z tematyką prac węzłowych. Punkt
wyjściowy stanowiły stosunki między Polakami a Cyganami — dystans
etniczny oraz wzajemne wizerunki (stereotypy i autostereotypy). Na­
stępnie podjęto problem identyfikacji i tożsamości Cyganów, ich zróżni­
cowania i zasad określania grupy swojej wobec innych grup cygańskich
oraz. wobec nie-Cyganów (na to ostatnie zagadnienie położono największy
nacisk). Ostatnim tematem dwuletniej pracy były badania nad t y m ,
"jakie czynniki, jakie elementy są tymi w kulturze, które dla Cyganów
stanowią identyfikatory romanipen (cygańskości). Z t y m wiązało się poz­
nawanie cygańskiej kultury w ogóle i jej złożoności. Badania prowadzo-

�132

L E C H MROZ

no zarówno wśród Cyganów osiadłych od dawna, jak i do niedawna
wędrujących.
Realizowane równolegle badania węzłowe dotyczyły tych samych te­
matów, a ponadto wozów cygańskich — niegdyś powszechnego, dziś już
zupełnie zanikającego elementu ich kultury (są to więc działania ratun­
kowe i inwentaryzacyjne, chroniące od zupełnego zapomnienia zarów­
no same przedmioty, jak i wiedzę o nich).
Aktualnie realizowane tematy stanowią kontynuację tych z lat wcześ­
niejszych, są to: a) stosunki interetniczne Polacy — Cyganie i wzajem­
ne sądy o sobie; b) miejsce i rola Cyganów w kulturze polskiej; c) ob­
raz kultury Cyganów w Polsce i jej zróżnicowanie; d) tożsamość i iden­
tyfikacja grup cygańskich; e) wozy cygańskie..
Poza ostatnim wszystkie pozostałe tematy mieszczą się w dość sze­
rokich, ale spójnych ramach, dających możliwość odpowiedzi na wiele
pytań.
Prace te oparte są na badaniach terenowych w środowisku cygań­
skim (głównie) i niecygańskim w kilkunastu punktach na terenie całej
Polski, a także na przeprowadzonej w całym kraju ankiecie, której ce­
lem jest przygotowanie mapy rozprzestrzenienia Cyganów w Polsce —
czego do tej pory brak, a co jest jedną z podstawowych kwestii dla ba­
dań i ich opracowywania — na poszukiwaniach archiwalnych i studio­
waniu literatury. Pełniejszemu poznaniu wizerunku Cyganów w świa­
domości Polaków, w literaturze (także jarmarcznej i ludowej) i w fol­
klorze służyć będą przygotowywane obecnie prace magisterskie studen­
tów polonistyki w białostockiej filii Uniwersytetu Warszawskiego pisa­
ne pod moim kierunkiem, pomyślane jako dopełnienie tematów realizo­
wanych bezpośrednio w Katedrze Etnologii i Antropologii Kulturowej
UW.
Badania nad Cyganami prowadzone są głównie przez studentów i ab­
solwentów Katedry warszawskiej, ale uczestniczą w niej bezpośrednio
lub współpracują w różnych podtematach także pracownicy innych
instytucji — Muzeum Okręgowego w Toruniu, Muzeum Okręgowego
w Tarnowie oraz Katedry Etnografii Słowian Uniwersytetu Jagielloń­
skiego. W ten sposób zaczyna powstawać ogólnopolski zespół badaczy
zajmujących się tą tematyką.
Dotychczasowa polska literatura na temat Cyganów ma bardzo znacz­
ne luki. Egzotyczna barwność Cyganów powodowała zainteresowanie n i ­
m i szerokich kręgów ludzi, poetów, malarzy, dziennikarzy, ale w bar­
dzo małym stopniu (poza językiem) naukowców. Spowodowało to, że
wprawdzie bardzo wiele napisano na ich temat, ale znaczna część to
wiadomości zupełnie fałszywe. Zaciążyło to zasadniczo na stanie wiedzy.
Ilość pozycji wartościowych dotyczących historii i kultury Cyganów
jest znikoma. Sytuacja lepsza, choć nie zupełnie różna, jest w cygano­
logii na świecie — odpowiednio do tego przygotowani badacze także omi-

�B A D A N I A NAD C Y G A N A M I

jali Cyganów w swoich zainteresowaniach. Dopiero od kilku lat
zaczyna się to zmieniać. Dlatego też obecnie podjęcie badań nad
Cyganami wiąże się przede wszystkim z problemem źródeł, ze
stworzeniem bazy, która pozwoli na analizowanie i rozumienie tej
społeczności i jej kultury. Służą temu prace archiwalne, ankietowe i ba­
dania terenowe. Niedostatki źródeł i konieczność ich tworzenia powodu­
ją, że efekty badań są jeszcze mało spektakularne. Stosunkowo łatwiej
uzupełnić stan wiedzy w przypadkach takich, jak np. stereotyp Cyga­
nów w oczach Polaków czy rola Cyganów w kulturze ludowej. Najpo­
ważniejszy problem stanowi jednak wzbogacenie źródeł do kultury Cy­
ganów, t y m bardziej że jest to społeczność trudna w badaniu, często nie­
ufna, hermetyczna.
Jednakże już dotychczasowe osiągnięcia pozwalają w wielu przypad­
kach na weryfikację wiedzy zastanej i wyjaśnienie tych niejasności,
jakie zdarzają się nawet w pracach wartościowych.
Niektóre z podjętych tematów nie mają do tej pory wypracowanej
zadowalającej metodologii postępowania badawczego {np. badania nad
tożsamością i identyfikacją), stąd także potrzeba szukania właściwych
metod i technik badań.
W y n i k i dotychczasowych prac znalazły,odbicie w publikacjach w „Et­
nografii Polskiej", „Ethnologia Polona", „Polskiej Sztuce Ludowej" (wy­
danych lub aktualnie będących w druku) oraz specjalistycznych czasopis­
mach pozapolskich „Etudes Tsiganes" i innych *.
• Aktualnie opracowywane są w y n i k i badań ankietowych oraz kon­
tynuowane badania we wszystkich z wymienionych tematów. W naj­
bliższym roku planuje się przygotowanie do publikacji wyników ankie­
t y oraz części materiałów na temat roli Cyganów w kulturze polskiej,
a także opracowanie materiałów dotyczących wozów.
Cyganie są grupą mniejszościową. Sytuacja, w jakiej się znajdują,
jest sytuacją społeczności żyjącej w obcym etnicznie tle grupy dominu­
jącej, większościowej. Badania ukazują —• oprócz specyfiki cygańskie.] —
wiele sytuacji i zjawisk, które — jak się wydaje — wychodzą poza w y ­
łącznie cygańską grupę mniejszościową i mają charakter bardziej uni­
wersalny, związany ze społecznościami w diasporze i zdominowanymi
przez te, które stanowią większość, stojącymi wobec zagrożenia asymila­
cją i konieczność obrony własnej odrębności, własnej osobowości kultu­
rowej i egzystencji biologicznej. Pokazują m i n . mechanizmy obrony
swojej tożsamości i ewolucję postaw w celu znalezienia wzorów zacho­
wań adekwatnych do sytuacji.
„ E t n o g r a f i a P o l s k a " , t. X X I I : 1978, z. 2 — zeszyt w c a ł o ś c i p o ś w i ę c o n y C y ­
g a n o m ; L . M r ó z , Les Chaladytka
roma, Tsiganes
de Pologne,
„ E t u d e s Tsiganes",
n r 1: 1979; „ P o l s k a S z t u k a L u d o w a " , n r 1-2: 1981 — zeszyt p o ś w i ę c o n y C y g a n o m ; .
L . M r ó z , Sytuacja
Cyganów
w Polsce,
„ P r o b l e m e s Politiquee et Sociaux", Nov.:
1983, i i n n e .
1

�134

LECH M R ' Z

Skłania to do podjęcia prób poszukiwania tych wartości w kulturze
Cyganów, tych treści i znaczeń, które mimo oddziaływań z zewnątrz
stanowią jakby model utrzymujący ich cygańskość i pozwalający im zi­
dentyfikować się, mimo różnic wewnętrznych, jako Cyganie, jako Roma.
Być może wiąże się to nie tylko z cygańską specyfiką, ale ma powszech­
niejszy charakter — zapewne wskazane byłoby podjęcie badań porów­
nawczych wśród innych mniejszości etnicznych i narodowych w Polsce,
a taka właśnie kontynuacja tematu „Cyganie" leży w zamierzeniach
zarówno realizujących aktualne badania nad Cyganami, jak i Katedry.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7683" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7664">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/6c16f8d512d709a9e836cf7d2160e9db.pdf</src>
        <authentication>0450ba16155c304ebcad86ad1c8d4cfe</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="1">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="174">
                  <text>Książki</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91700">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5492</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91702">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91704">
                <text>2013</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91706">
                <text>antropologia stosowana - podręczniki</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="91710">
                <text>Romowie</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91713">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5108</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91716">
                <text>Przypadek Romów: antropologia w działaniu czy antropologia współpracująca / Antropologia stosowana</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91722">
                <text>Antropologia stosowana, pod red. Macieja Ząbka; s.197-228</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91725">
                <text>Mróz, Lech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91727">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91730">
                <text>Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UW</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="91734">
                <text>Międzynarodowe Centrum Dialogu Miedzykulturowego i Miedzyreligijnego UKSW</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91736">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91739">
                <text>7&#13;
Lech Mróz&#13;
&#13;
ANTROPOLOGIA W DZIAŁANIU&#13;
CZY ANTROPOLOGIA WSPÓŁPRACUJĄCA&#13;
Przypadek Romów&#13;
Wprowadzenie&#13;
Tekst ten jest wynikiem wieloletniego kontaktu autora z rozmaitymi grupami cygańskimi i organizacjami romskimi, zaś doświadczenia tutaj opisane&#13;
czy może raczej jedynie przybliżone, wynikają z rozmaitości sytuacji, wobec&#13;
których znajdował się autor tego tekstu. Zmieniały się mody naukowe, a przede wszystkim warunki społeczne i sytuacje, w jakich znajdowali się Cyganie&#13;
– Romowie w Polsce, od czasu zakończenia II wojny światowej, szczególnie&#13;
od czasu zmian politycznych i ekonomicznych we wschodniej Europie, w tym&#13;
i w Polsce. Dodatkowym, a niezmiernie ważnym momentem, było wejście Polski do Unii Europejskiej i związane z tym zmiany regulacji prawnych, zmiana&#13;
stosunku władz do mniejszości etnicznych i utworzenie szerokiego programu&#13;
wspierania tej społeczności. Najpierw jednak, nim przejdę do opisania i analizy sytuacji, kiedy byłem obecny czy nawet uczestniczyłem, wynikających&#13;
z zaangażowania w rozmaite działania romskie, powinienem naszkicować tło,&#13;
przedstawić sytuację i status tej zbiorowości w krajach europejskich, pokazać&#13;
kierunki zmian, obecność w życiu politycznym i opisać rodzaje własnego&#13;
doświadczenia.&#13;
Dosyć konsekwentna i aktywna, zwłaszcza w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych XX wieku i początku XXI wieku, polityka wspierania romskich&#13;
zbiorowości w różnych krajach, nie znajdowała akceptacji, a raczej opór wielu&#13;
polityków z różnych krajów, zwłaszcza Europy Zachodniej. Dwie są przede&#13;
wszystkim przyczyny zmiany. Pierwsza to trudności ekonomiczne, kryzys&#13;
i konieczność ograniczania wydatków, w tym także na cele społeczne i socjalne;&#13;
a z tym bezpośrednio ma związek dochodzenie do głosu w różnych krajach polityków prezentujących programy populistyczne, krytyczne wobec prowadzonej&#13;
polityki otwartości i ksenofobiczne, a w każdym razie niechętne migrantom&#13;
&#13;
�198&#13;
&#13;
Lech Mróz&#13;
&#13;
i odwołujące się do wartości i symboli narodowych, a nawet nacjonalistycznych. Drugą przyczyną zmiany jest pojawienie się w zachodniej części kontynentu, w państwach tzw. Starej Unii (sprzed rozszerzenia o państwa głównie&#13;
z Europy Wschodniej), ekonomicznie bogatszej i atrakcyjniejszej, znacznych&#13;
grup migrantów romskich. Szczególnie dotkliwie zaczęto odczuwać ten ruch&#13;
migracyjny po wejściu do Unii Europejskiej Bułgarii i Rumunii. Pojawiły się&#13;
wówczas w krajach Europy Zachodniej bardzo liczne grupy romskich przybyszów. Przynieśli ze sobą zupełnie inne wzorce kulturowe, nie tyko dotyczące&#13;
ich samych, zorganizowania i funkcjonowania grupy, lecz również dotyczące&#13;
stosunku do otoczenia, do cudzej własności i miejscowych społeczeństw.&#13;
Nagminne stały się skargi na kradzieże, na wtargnięcia na prywatne tereny,&#13;
niszczenie środowiska, tworzenie brudnych slumsów, nachalność i agresję&#13;
wobec miejscowych, niechętnie dających datki żebrzącym Romom. Nie tylko&#13;
politycy zaczęli wypowiadać się na temat zagrożenia ze strony przybyszów,&#13;
zwracano uwagę na nakłanianie dzieci do żebractwa i kradzieży, na oszustwa&#13;
i inne formy wykroczeń. Miejscowe społeczeństwa nie potrafiły wypracować&#13;
właściwej i sensownej polityki wobec przybyszów i najczęściej nie widziały też&#13;
powodu, by uznać, że przybyszom z racji ubóstwa i odmienności kulturowej&#13;
należy więcej wybaczać. Przybysze zaś najczęściej nie zdradzali ochoty do&#13;
zmiany sposobu funkcjonowania, traktując miejsca i kraje pobytu niemalże&#13;
jako rejony łowieckie i niczyje. Zaczęły się więc akcje deportacji uciążliwych&#13;
przybyszów i pilniejsze zwracanie na nich uwagi przez aparat administracyjny&#13;
i policyjny. To zaś ożywiło obrońców praw człowieka i organizacje zajmujące&#13;
się imigrantami, sprzeciwiające się deportacjom i wspierające Romów w oporze&#13;
przed deportacjami, czy ograniczaniem ich swobody. Dosyć rozwinięta korupcja, istnienie nielegalnego rynku w ich macierzystych państwach, w tym także&#13;
możliwość uzyskania nowych dokumentów, umożliwiają deportowanym ponowny wyjazd do krajów Europy Zachodniej. Sprawy skomplikowały się i nie&#13;
udało się wypracować do tej pory sensownego rozwiązania. Nie byli w stanie&#13;
pomóc w tym także liderzy romskich organizacji z Bułgarii, a także Rumunii&#13;
– szczególnie liczna migracja romska właśnie z tego kraju rozprzestrzeniła się&#13;
w państwach Europy Zachodniej; zresztą i w Polsce (najczęściej w drodze na&#13;
zachód) są zauważalni i daleko liczniejsi niż bułgarscy Romowie.&#13;
Zmiany polityczne w Polsce stały się także impulsem modelowania romskiego życia. Zaczęło się od wymuszonego w połowie lat sześćdziesiątych&#13;
osiedlenia i skazania najczęściej na zamieszkanie w slumsach, w zniszczonych&#13;
budynkach, gdzieś na peryferiach miasteczek i w bliskości tych, którzy często&#13;
tworzyli tzw. środowiska przestępcze. To w istotny sposób zaważyło na sposobie sedentaryzacji, na drodze od życia wędrownego – sporej części żyjących&#13;
&#13;
�Antropologia w działaniu czy antropologia współpracująca...&#13;
&#13;
199&#13;
&#13;
w Polsce Romów – do oswojenia się z życiem na stałe osiadłym, a nie tylko&#13;
w okresie niesprzyjającym wędrowaniu, czyli późną jesienią i zimą. Te decyzje&#13;
administracyjne, w niemałym stopniu wynikające z ideologicznego przekonania, że życie nomadyczne jest oznaką zacofania, a tylko życie osiadłe jest&#13;
właściwym sposobem egzystencji, a poza tym – co niezmiernie ważne – chęć&#13;
kontroli środowiska cygańskiego, leżały u podstaw decyzji zabraniającej wędrowania. Konsekwencją zmiany sposobu życia było zasadnicze ograniczenie&#13;
preferowanego przez Romów sposobu zarobkowania – handlu końmi, kowalstwa, pobielania naczyń, muzykowania, wróżenia. Nie od razu i niecałkowicie&#13;
zginęły te profesje; jednak osiedlenie zasadniczo utrudniło wykorzystanie umiejętności i znajomości miejsc, dających szansę sprzedania swoich umiejętności.&#13;
Osiedlenie w środowisku, które często zajmowało się rozmaitymi nielegalnymi&#13;
sposobami pozyskania środków do życia, w oczywisty sposób wpłynęło na&#13;
rodzaj zmian w romskiej ekonomii. Poza tym, tak jak mieszkańcy slumsów&#13;
i peryferyjnych baraków czy domostw, dzielili z tamtymi los i świadomość ludzi&#13;
marginalizowanych, stygmatyzowanych – już nie tylko z racji pochodzenia,&#13;
lecz także z racji zamieszkania. Nieskuteczna realizacja obowiązku szkolnego&#13;
i brak przygotowania nauczycieli i szkół do umiejętnego zachęcenia dzieci&#13;
i młodzieży do nauki, a także stygmatyzacja, jakiej i tutaj doświadczały romskie&#13;
dzieci, powodowały, że wpływ edukacji i szkół na modelowanie romskiego&#13;
życia był znikomy. Wprawdzie około połowy lat siedemdziesiątych zdarzały się&#13;
przypadki umożliwiania cygańskiej młodzieży korzystania z Domów Kultury,&#13;
zachęcania do aktywności muzycznej, do uczestniczenia i uświetniania muzyką&#13;
lokalnych manifestacji pierwszomajowych (np. w Olsztynie), jednak nie wpływało to w zasadniczy sposób na zorganizowanie ich życia w skali kraju, ani&#13;
też na aktywizację polityczną czy obywatelską społeczności cygańskiej. Próby&#13;
tworzenia regionalnych cygańskich organizacji obserwujemy dopiero w latach&#13;
osimdziesiątych. Chyba pierwszym takim przejawem aktywności było Stowarzyszenie powstałe w Tarnowie. Należy jednak zauważyć, że istotny wkład, czy&#13;
raczej impuls do aktywizacji cygańskiego środowiska miejscowego, przyszedł&#13;
z zewnątrz, od pracowników Muzeum Okręgowego w Tarnowie, tworzących&#13;
dział poświęcony Cyganom, ich dziejom i ich kulturze w Polsce. Nie jest to&#13;
sytuacja odosobniona ani w Polsce, ani w Europie. Niejednokrotnie nie tylko&#13;
impulsem i pomocą służyły osoby zainteresowane Cyganami, szczególnie językoznawcy i historycy czy etnografowie. Pierwsze w skali europejskiej kongresy&#13;
czy zjazdy przedstawicieli różnych cygańskich i romskich organizacji i grup&#13;
organizowane były przez ich niecygańskich badaczy i współpracowników.&#13;
Należy odnieść się teraz też do kwestii nazewnictwa – czy właściwa jest&#13;
nazwa Cyganie czy Romowie. Do stosunkowo niedawna, czyli do połowy lat&#13;
&#13;
�200&#13;
&#13;
Lech Mróz&#13;
&#13;
osiemdziesiątych, a nawet nieco dłużej, posługiwano się niemal wyłącznie&#13;
określeniem „Cyganie”. Stosowali je naukowcy, powszechne było w literaturze&#13;
nienaukowej i codziennej mowie. Używali go sami określani tą nazwą, słowo&#13;
„Roma” rezerwując dla własnego języka. Te dwie nazwy egzystowały dla nich&#13;
obocznie – jedna w kontaktach z obcymi, druga w kontaktach wewnętrznych.&#13;
Wydaje mi się – choć nie prowadziłem na ten temat specjalnych badań, raczej&#13;
odwołuję się do wiedzy i znajomości środowiska – że tak długo, jak żywa była&#13;
pamięć dawnego sposobu życia, a niekwestionowanymi liderami byli zwierzchnicy i głowy rodów, określenie „Cygan, Cyganie” uważane było – także przez&#13;
tych, których tak określano – za naturalny etnonim, nie niosący specjalnie&#13;
pejoratywnych treści. Terminy „Rom, Romowie” zaczęto popularyzować pod&#13;
koniec lat osiemdziesiątych, ale dopiero po zmianach politycznych, których&#13;
rezultatem było pojawianie się rozmaitych lokalnych organizacji cygańskich&#13;
i przede wszystkim pojawienie się klasy liderów politycznych. Ponieważ zarazem&#13;
powstało sporo organizacji w innych krajach, zwłaszcza Europy Wschodniej&#13;
i Południowej, rozwinęły się ponadpaństwowe formy aktywności, a przy tym&#13;
pojawiły się różne formy wspierania społeczności cygańskiej-romskiej w ramach Unii Europejskiej, termin Rom stał się znakiem nowych ambicji, dumy&#13;
narodowej i aspirowania do awansu, do zmiany statusu, do możliwości korzystania z podobnych praw, jak inne narody w Unii Europejskiej. Stosowanie&#13;
nazwy „Rom, Romowie” stało się wymogiem poprawności politycznej zarówno&#13;
urzędników, jak też środków masowego przekazu.&#13;
Powyższe wprowadzenie uznałem za konieczne dla ułatwienia zrozumienia sytuacji, kiedy to etnolog czy antropolog podejmuje się rozmaitych&#13;
ról pełnionych wobec społeczności romskiej i w imieniu którejś ze stron&#13;
kontaktu społecznego: Romów bądź nie-Romów. Tym bardziej uzasadnione,&#13;
że zdecydowana większość prac współcześnie publikowanych, czy raportów&#13;
organizacji pozarządowych lub organów państwowych, przedstawia ocenę&#13;
sytuacji, w jakiej znajduje się społeczność romska i sposoby podejmowanych&#13;
działań, wyłącznie ze strony nieromskiej. Zaś wypowiedzi działaczy romskich&#13;
zazwyczaj ograniczają się do kwestii ekonomicznych, a znacznie rzadziej podejmują inne wątki – np. edukację, pomoc zdrowotną – choć ostatnio sytuacja&#13;
i tu ulega zmianie.&#13;
*&#13;
&#13;
*&#13;
&#13;
*&#13;
&#13;
Rozmaitość sytuacji i ról, w jakich występował autor tego tekstu, i rozmaitość oczekiwań i przydzielonych zadań, nakazuje mi poświęcić kolejny&#13;
fragment tego wprowadzenia krótkiemu przybliżeniu swojego „wchodzenia”&#13;
w świat polskich Romów, oswajania siebie z nimi i poszczególne grupy i rodziny&#13;
&#13;
�Antropologia w działaniu czy antropologia współpracująca...&#13;
&#13;
201&#13;
&#13;
ze sobą. Mój kontakt z wieloma spośród Romów sięga odległego czasu. Z niektórymi zaprzyjaźniony jestem od ponad trzydziestu lat. Pierwsze rozmowy,&#13;
pierwsze kontakty nawiązałem jeszcze w czasie studiów. Podstawą uzyskania&#13;
kolejnych stopni naukowych były prace powstałe m.in. w oparciu o materiały&#13;
zgromadzone w trakcie kolejnych pobytów pośród Romów. Wyjazdy badawcze&#13;
ze studentami (gdy byłem już pracownikiem Uniwersytetu), uczestniczenie&#13;
w rozmaitych pracach realizowanych w porozumieniu z romskimi organizacjami, dostarczały wiedzy o dokonujących się przeobrażeniach i ich rodzaju.&#13;
Większość moich kontaktów i rozmów realizowana była u tzw. Polska Roma&#13;
i blisko z nimi spokrewnionych Chaładytka Roma. Jednakże również wielokrotnie kontaktowałem się z Lowarami i Kełderaszami. Najpóźniej i w węższym&#13;
zakresie z tzw. Karpackimi Cyganami – osiadłymi, mieszkającymi w wioskach&#13;
Spisza, Orawy, Podtatrza, w wioskach gorczańskich. Pozostali Romowie mieli&#13;
w stosunku do nich dystans, przejawiający się przede wszystkim w zakazie&#13;
jakichkolwiek kontaktów, a poza tym wydawali mi się mniej interesujący, ponieważ nie wędrowali. Wpływ na moje wybory miał także fakt, że ta społeczność&#13;
była stosunkowo lepiej poznana i bardziej zasymilowana.&#13;
Pierwsze kontakty, pogłębiające się życzliwe zainteresowanie moich&#13;
rozmówców, wobec których nie kryłem naukowego celu wizyt i rozmów, nie&#13;
pozwalały jednak zbyt głęboko wniknąć w szereg tematów; odczuwana przeze&#13;
mnie życzliwość i gościnność nie przeradzała się w głębsze zaufanie.&#13;
Ważnym momentem, kiedy ta bariera została przekroczona, był pewien&#13;
wczesnojesienny wieczór pod koniec lat siedemdziesiątych. Wielokrotnie odwiedzałem mieszkające w baraku, na peryferiach niewielkiego podlaskiego&#13;
miasteczka, kilkanaście rodzin cygańskich (jeszcze nie wymagali, by mówić&#13;
o nich jako o Romach), należących do grupy Chaładytka Roma. Bywałem tam&#13;
w różnych porach roku, najczęściej sam, ale kilka razy także z grupą studentów.&#13;
Odwiedzałem poszczególne rodziny, najczęściej jednak przesiadywaliśmy wieloosobową grupą mieszkańców baraku u jednej z rodzin, dysponującej względnie&#13;
większym pomieszczeniem. Niekiedy nocowałem u nich, nie tylko jadałem, co&#13;
dodatkowo oswajało mnie z nimi i ich ze mną. Kilkakrotnie widziałem starszego&#13;
mężczyznę, który jednak nigdy nie pojawiał się w czasie tych spotkań, nigdy też&#13;
nie udawało mi się z nim porozmawiać, ani znaleźć pretekstu do odwiedzenia&#13;
go w jego mieszkaniu. O ile moi rozmówcy z baraku często mówili: „Chodźmy&#13;
teraz do X czy Y”, to nigdy nie proponowali odwiedzin u tego starszego mężczyzny, w ogóle powściągliwie i jakby niechętnie i zdawkowo odpowiadali na&#13;
moje pytania o tego mężczyznę. Z czasem dowiedziałem się, że jest to głowa&#13;
czy zwierzchnik tej grupy, człowiek o imieniu F. Owego wieczoru siedzieliśmy&#13;
sporą gromadą w kuchni, było dosyć gwarnie, wesoło. W pewnej chwili cicho&#13;
&#13;
�202&#13;
&#13;
Lech Mróz&#13;
&#13;
uchyliły się drzwi, stanął w nich bez słowa ów starszy mężczyzna. Umilkły&#13;
głosy, umilkły żarty; starszy mężczyzna popatrzył na nas, chwilę postał i równie cicho wyszedł. Znów zrobiło się głośno. Następnego dnia, z samego rana,&#13;
do izby, w której siedzieliśmy gromadnie minionego wieczoru i gdzie potem&#13;
nocowałem, wszedł kilkunastoletni chłopak, syn jednej z rodzin. F. cię woła&#13;
– zwrócił się do mnie. Moi gospodarze nie wydawali się zdziwieni. Poszedłem&#13;
za przybyłym chłopakiem do domostwa owego starszego mężczyzny – szefa&#13;
grupy albo – jak go także nazywali – wójta. Nie pytał co u nich robię, czym&#13;
się zajmuję; wydało mi się, że jest bardzo dobrze zorientowany (wielokrotnie&#13;
podczas odwiedzin mieszkańców baraku rozmowa schodziła na temat mojej&#13;
pracy, moich rozmów z Cyganami-Romami, moich wizyt u dalszej i bliższej ich&#13;
rodziny). Powiedział: pojedziesz do Sokołowa, pójdziesz do K. i powiesz, że&#13;
szuka go milicja i musi wyjechać, potem pojedziesz do Białegostoku, powiesz&#13;
M., że jego matka jest chora, ma zaraz przyjechać, bo będzie magerdo (skalany&#13;
– LM), potem pojedziesz pod Augustów, do miejscowości P. i powiesz Ł., że ma tu&#13;
przyjechać, bo jest mi potrzebny, itd. – jeszcze kilka poleceń otrzymałem, stojąc&#13;
przed siedzącym na łóżku F. Nie pytał czy mam czas i ochotę do tej podróży;&#13;
uznał zapewne, że skoro bywam u nich i jestem przyjmowany, goszczony, to nie&#13;
mogę odmówić. Dodał – nas milicja co chwila zatrzymuje, jak widzą Cygana,&#13;
zaraz chcą pieniądze, do ciebie nikt się nie przyczepi, bo jesteś „parno” (biały). Był to także oczywisty dowód zaufania i zaakceptowania mojej obecności&#13;
w grupie. Znałem wszystkie osoby, którym miałem przekazać słowa F. Ale jest&#13;
zrozumiałe, że szeroka sfera ich życia była mi nieznana. Mojemu pojawieniu&#13;
się towarzyszyły – jak niejednokrotnie – żarciki, hałaśliwe dopytywanie co&#13;
u mnie, skąd przyjeżdżam. Do czasu, do momentu, kiedy zwróciłem się do K.,&#13;
a dzień później w Białymstoku do M. słowami „F. kazał ci powiedzieć...” i przekazywałem treść otrzymanego posłania. Natychmiast zmieniał się nastrój, było&#13;
oczywiste, że słowa F. są nakazem, którego nie wolno bagatelizować. Jednego&#13;
z mężczyzn, któremu też miałem przekazać słowa F., nie zastałem w domu; był&#13;
w tej samej miejscowości, lecz u nieznanej mi jeszcze rodziny, niezbyt daleko&#13;
mieszkającej. Zaprowadził mnie do nich znany mi T. – głowa licznego rodu.&#13;
Wchodząc do mieszkania, gdzie przebywał akurat ów poszukiwany przeze&#13;
mnie adresat wiadomości od F., z poważną miną T. powiedział: „Ten pan jest&#13;
z milicji i przyszedł w sprawie jakichś lichtarzy, które podobno zginęły księdzu”.&#13;
Zapadła cisza – zaraz jednak T. roześmiał się i tym razem w języku cygańskim&#13;
przedstawił mnie: „To jest Lech, manuś, F. go przysłał”. Manuś znaczy człowiek;&#13;
tym słowem dodanym do imienia określali mnie już wcześniej w tej grupie;&#13;
stosuje się je wobec osób zaprzyjaźnionych, przychylnych, dopuszczanych do&#13;
wspólnego jedzenia i darzonych zaufaniem. To posłannictwo, z jakim wysłał&#13;
&#13;
�Antropologia w działaniu czy antropologia współpracująca...&#13;
&#13;
203&#13;
&#13;
mnie do kilku osób i rodzin F. znaczyło bardzo dużo. Od tego momentu wielokrotnie zwracali się do mnie w różnych kwestiach.&#13;
Nim przejdę do czasów współczesnych, jeszcze krótka refleksja dotycząca&#13;
stanu wojennego. Paradoksalnie Romowie-Cyganie nie doświadczali – jak się&#13;
orientuję – jakichś specjalnych utrudnień. Raczej nawet mogli czuć się swobodniej. Uwaga władz zwrócona była na inne środowiska, tropiono nielegalne&#13;
wydawnictwa, niezależny ruch związkowy czy ruch oporu społecznego, nielegalne zebrania, a nie Cyganów. Z zadziwieniem zauważałem, że latem 1982 r.&#13;
pojawiły się cygańskie obozowiska w miejscach, w których nie pojawiały się&#13;
od wielu, wielu lat, z obawy przed interwencją milicji czy innych służb państwowych – np. w Warszawie, nad Wisłą, u podnóża klasztoru kamedułów&#13;
na Bielanach, czy też w zaroślach czy zagajniku, nad dochodzącą nieomal do&#13;
torów kolejowych i dworca PKP Warszawa-Stadion odnogą rzecznego Portu&#13;
Praskiego. Stąd już blisko mieli do bazarów, a i do centrum miasta niedaleko. Byłem dwukrotnie świadkiem sceny (siedziałem przed namiotem, wraz&#13;
z rodziną starszego tej grupy Polska Roma, niejakiego H.), kiedy przybliżył&#13;
się dwuosobowy konny patrol milicjantów. Żona H. wstała, wzięła z namiotu&#13;
przygotowane i zawinięte w gazetę pęto kiełbasy i półlitrową butelkę wódki&#13;
i podeszła do siedzących na koniach, podając jednemu z nich zawiniątko. Milicjanci odjechali, a S., żona H. wyjaśniła mi – oni tu codziennie przyjeżdżają,&#13;
dostają butelkę, kiełbasę, a my mamy spokój.&#13;
Znacznie gorzej wspominają natomiast czas poprzedzający wprowadzenie&#13;
stanu wojennego. Doszło bowiem w różnych miejscowościach do wybuchów&#13;
agresji kierowanej przeciw Cyganom, do niszczenia ich mienia, podpaleń.&#13;
Najgłośniejszy epizod miał miejsce w Koninie, we wrześniu 1980; także&#13;
w Oświęcimiu i Jaworznie-Szczakowej rodzina wspomnianego wyżej H. musiała uciekać z miasta przed rozjuszonym tłumem. To dosyć charakterystyczne&#13;
zjawisko – w rozmaitych trudnych momentach w przeszłości, w czasach głodu,&#13;
epidemii – Cyganie, a także Żydzi obarczani byli winą za te nieszczęścia i padali&#13;
ofiarami agresji. W okresie napięć społecznych owych lat znów Cyganie stali&#13;
się celem oskarżeń i agresji.&#13;
&#13;
Jeszcze nie antropologia stosowana.&#13;
Zaczynało się od porad&#13;
Mojej obecności w obozach i mieszkaniach moich cygańskich znajomych&#13;
z czasem zaczęły towarzyszyć rozmowy o charakterze bardziej praktycznym,&#13;
świadczące przy tym o większym zaufaniu, ale przede wszystkim o przekroczeniu pewnych linii granicznych, oddzielających oba światy – cygański od&#13;
&#13;
�204&#13;
&#13;
Lech Mróz&#13;
&#13;
niecygańskiego. Jeden z pierwszych tematów dotyczył spraw medycznych.&#13;
Najpierw były to prośby o zweryfikowanie przepisanych lekarstw. W tym&#13;
przypadku oczekiwano, że wraz z informacją o rodzaju choroby (informacją&#13;
pochodzącą od lekarza lub w przychodni lekarskiej), zabiorę do Warszawy recepty i wkrótce wrócę z ewentualnym potwierdzeniem zasadności przepisanej&#13;
terapii. Nie chodziło przy tym o kupno przeze mnie leków i zaoszczędzenie&#13;
moim kosztem wydatków, lecz właśnie o zweryfikowanie przepisanej kuracji.&#13;
To należało rozumieć jako dowód zaufania – stawałem się posiadaczem wiedzy&#13;
zastrzeżonej dla bliskiego kręgu ludzi.&#13;
Jeden z takich przypadków był szczególnie dla mnie trudny – jako osoby&#13;
zaprzyjaźnionej, ale zarazem żyjącej w innym świecie, ponieważ dotyczyło to&#13;
trudnego etycznie zagadnienia, czyli granic uprawomocnionej interwencji.&#13;
W czasie jednego z pobytów w namiotowym obozowisku w Warszawie,&#13;
w chaszczach przy odnodze Portu Praskiego (wspomniałem o tym obozowisku&#13;
wyżej), jeden ze starszych, czterdziestokilkuletnich mężczyzn, poprosił mnie&#13;
o przeczytanie kart chorobowych jego żony i zaleceń lekarskich. Wynikało&#13;
z nich jednoznacznie, że cierpi na nowotwór macicy i jedynym ratunkiem jest&#13;
szybka operacja i usunięcie chorego organu. Zachęcałem, żeby nie zwlekali i co&#13;
rychlej zawiózł żonę do szpitala. Poprosił mnie wówczas, bym skonsultował&#13;
się z jakimś lekarzem specjalistą i dowiedział czy operacja jest konieczna i czy&#13;
to znaczy, że nie będzie już mogła rodzić dzieci. Po dwóch dniach wróciłem&#13;
z potwierdzeniem tamtejszej diagnozy i zaleceniem pilnej operacji. Wysłuchał, ale moje zachęty, by szybko zdecydowali się na operację, pozostały bez&#13;
echa. Po jakimś czasie powiedział – ona nie będzie już jak kobieta. Tak musi&#13;
być, tak przeznaczone – dodał. Tego samego dnia i następnego, siedząc znów&#13;
przed namiotem H. (tego, którego żona zaopatrywała w wódkę i zakąskę milicjantów), starałem się wytłumaczyć konieczność operacji i zachęcić H. do&#13;
wsparcia mojego tłumaczenia i spowodowania, by ów mąż chorej zdecydował&#13;
o zawiezieniu żony do szpitala i poddaniu się przez nią operacji. H. spokojnie&#13;
odpowiedział – nie można, to jego żona i on decyduje; tak jest przeznaczone&#13;
– dodał. Nie pomogły racjonalne – jak sądziłem – moje argumenty. H. przyjmował ze spokojem, jako coś nieuniknionego, jako przeznaczenie, informację,&#13;
że jeśli owa kobieta nie zostanie poddana operacji, zapewne niedługo umrze.&#13;
Nie wiedziałem, jak należy postąpić, jednak decyzja w sprawie tej kobiety nie&#13;
należała do mnie. Pozostało długo niepokojące pytanie – co w takich razach&#13;
należy robić, jak postępować, kiedy wyznawane przez jakąś grupę zasady są&#13;
tak niezgodne z tzw. rozsądkiem; do jakiego stopnia można ingerować – nie&#13;
tylko jako etnograf, a po prostu jako zaprzyjaźniona osoba, której powierzono&#13;
pewne sprawy zwyczajowo rozstrzygane wewnątrz rodziny czy grupy.&#13;
&#13;
�Antropologia w działaniu czy antropologia współpracująca...&#13;
&#13;
205&#13;
&#13;
Kilka miesięcy później znów byłem w obozowisku tej grupy Polska Roma.&#13;
Tym razem obóz rozbili na nadwiślańskich łękach, niedaleko wału, w Burakowie – na północy Warszawy. Od H. dowiedziałem się, że owa kobieta już nie&#13;
żyje. Natomiast w trakcie rozmowy o tym, co wydarzyło się od naszego poprzedniego spotkania, dowiedziałem się, że H. musiał zwrócić uwagę i ostrzec&#13;
męża zmarłej, ponieważ zaczął po jej śmierci pić – na tyle systematycznie&#13;
i w znacznych ilościach, że uznano ten fakt za naganny, za przekroczenie&#13;
zasad – tym bardziej, że powinien opiekować się ich dziećmi. Niełatwo było&#13;
zrozumieć zasady – porównując oba przypadki – zabraniające interwencji&#13;
w przypadku zagrożenia życia członkini grupy, nakazujące zaś interwencję&#13;
w przypadku zachowań gorszących innych i takich, które mogą stać się złym&#13;
przykładem, być szkodliwe społecznie, szkodliwe dla grupy i niezgodne&#13;
z poprawnym zachowaniem.&#13;
Inne sprawy nie były obciążone tego rodzaju etycznym konfliktem, chociaż&#13;
miały czasami charakter działalności karalnej, np. prośba jednego ze stosunkowo młodych mężczyzn z orawskiej osady cygańskiej o pomoc w uzyskaniu&#13;
świadectwa ukończenia szkoły podstawowej. Bo skoro obracam się pośród&#13;
osób edukowanych, to zapewne i z tym sobie poradzę. Świadectwo to konieczne było do podjęcia pracy w którymś z zakopiańskich przedsiębiorstw&#13;
państwowych. Nie podjąłem się także załatwiania paszportów dla nielegalnie&#13;
przybyłej z Czechosłowacji grupy Lowarów, którzy chcieli dalej udać się do&#13;
Danii. Cz. T. – zwierzchnik znacznej części polskich Lowarów, dziś spoczywający&#13;
na cmentarzu Bródnowskim w Warszawie, w wielkim grobowcu ozdobionym&#13;
koroną – powiedział mi kilka tygodni później, w czasie mojej kolejnej wizyty,&#13;
że udało mu się wysłać ich do Danii. Na podstawie kupionych podrobionych&#13;
dowodów osobistych wyjechali do Berlina – wówczas stolicy zaprzyjaźnionej&#13;
Niemieckiej Republiki Demokratycznej, a tam przybyły z Kopenhagi kurier&#13;
zaopatrzył ich w fałszywe czy ukradzione paszporty duńskie, co umożliwiło&#13;
całej grupie wyjazd do tego kraju. Cz. T. powiedział, że już telefonowali do&#13;
niego i wie, że szczęśliwie dojechali. W żadnej z opisanych czy podobnych&#13;
spraw nie odczułem, by moja odmowa odbiła się negatywnie na naszych&#13;
stosunkach, czy raczej na stosunku do mnie.&#13;
W latach osiemdziesiątych niektóre rodziny zaczęły także handlować&#13;
starociami i dziełami sztuki. Zajmowali się tym wyłącznie mężczyźni; po&#13;
części było to wynikiem poszukiwania nowych możliwości zarobkowania,&#13;
skoro uprawiane przez nich dawniej profesje, takie jak bielenie naczyń czy&#13;
handel końmi, przestały zapewniać możliwość przeżycia – dlatego że popularyzacja wyrobów plastikowych lub tanie produkty metalowe, uczyniły bielenie zawodem zbędnym, zaś zmiany w sposobie gospodarowania rolników&#13;
&#13;
�206&#13;
&#13;
Lech Mróz&#13;
&#13;
i pojawienie się maszyn w gospodarstwach prywatnych, także handel końmi&#13;
czyniły nieopłacalnym. Być może był to w jakimś stopniu wpływ rodzin żyjących w Skandynawii, szczególnie w Szwecji, które trudniły się tam już od lat&#13;
siedemdziesiątych obwoźnym handlem rozmaitego rodzaju sztuki – starociami, lecz przede wszystkim importowanymi wyrobami z Indii i innych krajów&#13;
azjatyckich (branymi na sprzedaż od szwedzkich hurtowników). Można było&#13;
spotkać Cyganów handlujących starymi meblami i innymi starociami na rozmaitych targowiskach w dużych miastach. Regularnie bywali na bazarach&#13;
i niedzielnych targach staroci w Warszawie, Krakowie i kilku innych miastach.&#13;
W czasie wizyt u Kełderaszów, mieszkających pod Warszawą, a zajmujących się&#13;
tego rodzaju handlem, czy u Polska Roma, bywałem pytany o opinie i wartość&#13;
poszczególnych przedmiotów. Bywało, że otrzymywałem w tej sprawie listy&#13;
ze zdjęciami, przysłane przez gdzie indziej mieszkające rodziny moich znajomych. Nie tyle oczekiwano precyzyjnej wyceny, ile porad ukierunkowujących&#13;
do kogo i gdzie zwrócić się o bardziej kompetentną ocenę – przy przedmiotach wartościowych, lub też na własną rękę starać się wytargować korzystną&#13;
cenę, jeśli wyrażałem przekonanie, że ten czy ów obraz czy przedmiot raczej&#13;
nie zainteresuje żadnego sklepu antykwarycznego, ani znawców. Nigdy nie&#13;
mieli też pretensji, jeżeli nie byłem w stanie zdecydować się na bardziej jednoznaczną opinię.&#13;
Przy okazji poruszania tematu tego cygańskiego zainteresowania handlem&#13;
starociami wspomnę pewien miły epizod. Otóż kiedyś, pod koniec lat siedemdziesiątych lub w roku 1980, w czasie kolejnego pobytu w Siemiatyczach,&#13;
u zaprzyjaźnionych Chaladytka Roma, opowiedzieli mi, że od kogoś dowiedzieli&#13;
się (a może z jakiegoś programu telewizyjnego), że chcąc uchronić dobytek&#13;
przed grabieżą w czasach wojen i przemarszów wojska, a także wypędzeń&#13;
w ostatniej wojnie, właściciele dworków i zamożniejsi mieszkańcy miasteczek&#13;
zakopywali co cenniejsze rzeczy gdzieś na terenie obejścia. Postanowili więc&#13;
sprawdzić, czy i na terenie zajmowanej przez nich posesji poprzedni właściciele&#13;
czegoś nie ukryli. Dodam, że oprócz zajmowanego przez cygańskie rodziny&#13;
baraku, przydzielono im także nieopodal stojący mocno zniszczony budynek&#13;
zapewne jakiegoś drobnoszlacheckiego dworku. Przekopując ziemię w przylegającej do niego drewutni, znaleźli zakopane srebrne przedmioty – głównie&#13;
zastawę stołową. Między nimi był i szklany, z metalowym wieczkiem, kałamarz.&#13;
Sztućce sprzedali, natomiast uznali, że kałamarz podarują mnie. „Bo ty dużo&#13;
piszesz, to tobie się przyda” – taka mniej więcej wypowiedź towarzyszyła&#13;
wręczonemu mi prezentowi. Nie jest istotne, że ten XIX-wieczny kałamarz&#13;
zastosowanie mógł mieć już tylko jako ozdoba, ładny przedmiot, lecz nie do&#13;
używania, gdyż nie tylko ja, lecz i oni od dawna używali długopisów, a nie piór&#13;
&#13;
�Antropologia w działaniu czy antropologia współpracująca...&#13;
&#13;
207&#13;
&#13;
atramentowych, nie mówiąc już o piórach ze stalówkami, a kałamarz właśnie&#13;
do takich piór się nadawał. Dla mnie ważne było to, że nie sprzedali go, lecz&#13;
postanowili mi go podarować. Tego rodzaju przyjacielskich gestów doświadczyłem więcej. Kiedyś w obozowisku w Burakowie (na peryferiach Warszawy)&#13;
siedziałem przed namiotem z rodziną Cyganów z Jędrzejowa, z grupy Polska&#13;
Roma. Z miasta wróciła grupa kobiet i mężczyzn, między innymi J. – starszy,&#13;
poważany Cygan, zwierzchnik tych z Jędrzejowa. Usiadł przy nas i podał mi&#13;
przedmiot, w którym rozpoznałem światłomierz fotograficzny. Dodał – kupiłem na bazarze, chyba od złodzieja; ty dużo fotografujesz, to ci się na pewno&#13;
przyda. Był to profesjonalny, bardzo drogi światłomierz, jakiego nie byłbym&#13;
w stanie sobie kupić. Nie wiem, ile zapłacił. Ważny był jego gest i życzliwa&#13;
pamięć. A światłomierz służył mi długie lata.&#13;
Pozwoliłem sobie na ten dosyć długi wstęp, by łatwiej wprowadzić w rozmaitość ról, jakie przyszło mi pełnić w kontaktach późniejszych – wobec Cyganów&#13;
i w kontaktach z różnymi instytucjami, lecz w ich, Cyganów, imieniu.&#13;
&#13;
Rola ekspercko-przedstawicielska&#13;
Rola ekspercko-przedstawicielska – tak określiłbym występowanie w roli&#13;
osoby wspierającej przedstawicieli romskiej organizacji w oficjalnych rozmowach w Sejmie i w Senacie, a potem także w ministerstwach – przede&#13;
wszystkim w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego (a wcześniej&#13;
w Ministerstwie Kultury i Sztuki) i w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych&#13;
i Administracji. Myślę, że w znacznym stopniu istotę mojej obecności w składzie&#13;
grupy udającej się na rozmowy w tych instancjach oddaje pewien fragment&#13;
tekstu Kurta Lewina: „W ciągu ostatnich lat zaczęliśmy zdawać sobie sprawę,&#13;
że tak zwane problemy mniejszości są w rzeczywistości problemami większości,&#13;
że problem Murzynów jest jednocześnie problemem białych, że problem Żydów&#13;
jest problemem nie-Żydów itd. Jest również prawdą, że problemów interakcji&#13;
międzygrupowych nie można rozwiązać, nie zmieniając pewnych aspektów&#13;
zachowania i opinii grup mniejszościowej” (Lewin 2010, s. 16).&#13;
W początkowym okresie po zmianach politycznych poza bardzo nieliczną&#13;
grupą osób skupionych wokół Jacka Kuronia (wówczas posła na Sejm i Ministra Pracy i Opieki Socjalnej), pełniącego funkcję przewodniczącego Komisji&#13;
ds. Mniejszości Narodowych i Marka Edelmana (jego doradcy i bliskiego&#13;
współpracownika) niewiele chyba osób odczuwało potrzebę wypracowania&#13;
odmiennej, niż w latach minionych, polityki wobec osób innego niż polskie&#13;
pochodzenia i funkcjonujących zgodnie z innymi zasadami i inną kulturą&#13;
– także wyznaniową. Istniały wprawdzie i wcześniej organizacje niektórych&#13;
&#13;
�208&#13;
&#13;
Lech Mróz&#13;
&#13;
mniejszości narodowych – białoruskiej, litewskiej, ukraińskiej, żydowskiej,&#13;
jednak wszystkie one podporządkowane były Ministerstwu Spraw Wewnętrznych i ich działalność była silnie kontrolowana. Rola państwa ograniczała się&#13;
w zasadzie do sprawowania kontroli. Także nad tymi mniejszościami, które nie&#13;
były reprezentowane przez żadne organizacje – np. właśnie Cyganie. Mniejszości w niewielkim tylko stopniu mogły zyskać wsparcie dla swoich działań&#13;
kulturalnych, nie mówiąc o działalności politycznej. Między innymi temu – jak&#13;
sądzę – należy przypisać nieprzygotowanie ogółu społeczeństwa do obecności&#13;
osób, które choć są obywatelami Polski, nie czują się Polakami. Nawet jeśli nie&#13;
było to powiedziane wyraźnie, to głównym celem była powolna asymilacja&#13;
tych grup, a ich odmienność kulturową chciano ograniczyć do ciekawostki&#13;
folklorystycznej, jako jeśli nie jedynego, do podstawowego wyróżnika odmienności etnicznej. To, że obecność współobywateli nie czujących się Polakami&#13;
z racji ich etnicznej identyfikacji i odmienności kulturowej lub wyznaniowej&#13;
powinna zobowiązywać do działań edukacyjnych skierowanych ku społeczności dominującej, nie było czymś oczywistym. Jeżeli miewały miejsce jakieś&#13;
działania edukacyjne, spotkania z przedstawicielami mniejszości, to miały one&#13;
charakter bardzo ograniczony, lokalny. Nie było takich działań w skali kraju,&#13;
jako programu kształtowania myślenia większości o innych współobywatelach.&#13;
W ogóle o mniejszościach etnicznych zaczęło się mówić i publikować dopiero&#13;
właściwie w roku 1980; natomiast zmiana polityki wobec mniejszości dokonała&#13;
się dopiero po roku 1989.&#13;
W efekcie tych zmian rozmaitego szczebla instytucje państwowe zaczęły&#13;
poświęcać uwagę przedstawicielom mniejszości etnicznych, przeznaczać specjalne fundusze i tworzyć programy wspierania kultury i aktywności mniejszości etnicznych w Polsce. Z czasem, zwłaszcza po przystąpieniu Polski do Unii&#13;
Europejskiej, istotnym i wymuszonym elementem tych działań stała się obecność uciekinierów przybywających w efekcie wojny na Bałkanach i Kaukazie&#13;
i azylantów z krajów afrykańskich i azjatyckich. Ich obecność pokazywała, że&#13;
inni stają się już stałym elementem kraju, a poza tym istotny wpływ na zmianę polityki wobec mniejszości wymuszało prawo unijne i działania instytucji&#13;
unijnych nakierowane także na edukowanie społeczeństwa większościowego&#13;
– zarówno w odniesieniu do mniejszości etnicznych w krajach członkowskich,&#13;
jak też w odniesieniu do imigrantów.&#13;
Zainicjowane zostały wówczas kontakty przedstawicieli mniejszości etnicznych także z Sejmem i Senatem, a szczególnie z komisjami zajmującymi&#13;
się sprawami mniejszości etnicznych w Polsce. Właśnie w tym czasie zaczęli&#13;
moi znajomi Romowie – aktywiści, działacze w rozmaitych powstających organizacjach romskich, zwracać się z prośbą o towarzyszenie im i wspieranie&#13;
&#13;
�Antropologia w działaniu czy antropologia współpracująca...&#13;
&#13;
209&#13;
&#13;
w rozmowach. Znamienne było spotkanie z Jackiem Kuroniem. Romowie, którym towarzyszyłem, oczekiwali, że w sposób bardziej przekonujący uzasadnię&#13;
ich prośbę o finansowe wsparcie ich działań. Rzecz była o tyle interesująca dla&#13;
mnie, że Jacek Kuroń tłumaczył, że musi pamiętać także o innych romskich&#13;
grupach i organizacjach zabiegających o wsparcie, zaś działacze, z którymi&#13;
byłem, starali się przekonać, że ich program działania jest poważniejszy i należy go wspierać – przy tym starali się to tak powiedzieć, żeby nie można było&#13;
tego uznać za nielojalność wobec całej romskiej zbiorowości w Polsce. Znając&#13;
w miarę dobrze sytuację, byłem przekonany o zasadności ich starań, jednak&#13;
i mnie obowiązywało przestrzeganie tej samej zasady lojalności – oczekiwali&#13;
jedynie, że moja argumentacja będzie bardziej zrozumiała i przekonywająca&#13;
niż ich. Szczególnie znamienne było spotkanie z Marszałek Senatu IV kadencji&#13;
(20 X 1997 – 18 X 2001), prof. Alicją Grześkowiak. Na samym już początku&#13;
rozmowy, po pierwszych zdaniach wypowiedzianych przez prezesa jednego&#13;
z największych stowarzyszeń romskich i przedstawieniu członków tej delegacji, wskazując na mnie, zwrócił się ku pani Marszałek ze słowami: „Pan&#13;
profesor to lepiej powie, on nas zna, lepiej powie, o co nam chodzi i jakie&#13;
mamy problemy”. Wyjaśniłem, jaka jest natura tej znajomości – nie chcąc,&#13;
by sądzono, że jestem wynajętym adwokatem albo że przybyli Romowie są&#13;
niesamodzielni. Potem zaś przedstawiłem sprawy, które skłoniły do zwrócenia&#13;
się z prośbą o możliwość spotkania i sprowadziły nas do Senatu. W trakcie&#13;
mojej wypowiedzi członkowie romskiej delegacji co chwilę potakiwali, dając&#13;
do zrozumienia, że faktycznie o to chodzi i tak, jak to przedstawiłem.&#13;
Powierzając mi tę rolę, oczekiwali, że sprawniej niż oni sami przedstawię&#13;
ich sprawę, że moja obecność uczyni ich starania skuteczniejszymi, a także,&#13;
że potrafię do osoby sprawującej wysoki urząd przemówić w sposób dla niej&#13;
zrozumiały, czyli językiem, do jakiego jest przyzwyczajona, a którego tak&#13;
dobrze nie znają, ponieważ ich codzienność realizuje się w innej sferze komunikacyjnej. Zakładali, że potrafię sposób rozumowania Romów przełożyć&#13;
i wyrazić w sposób zgodny z rozumowaniem nie-Roma i zarazem urzędnika.&#13;
Życiowe doświadczenie, także wyniesione z kontaktów z urzędnikami różnego&#13;
szczebla, przyzwyczaiło ich do tego, że bardzo często rozmowy te kończą się&#13;
niczym, że ich potrzeby i oczekiwania nie są spełnione, ani nawet zrozumiane. To zapewne przyczyniało się do tego, że nie ujawniali zawodu, czy nie&#13;
kierowali do mnie pretensji, jeżeli moje uczestnictwo w takich spotkaniach&#13;
nie kończyło się pełnym sukcesem.&#13;
Z czasem wyraźnie zwiększył się poziom kompetencji i umiejętność poruszania się w obszarze instytucji i świata urzędniczego. Także i moja rola&#13;
uległa zmianie. To sami Romowie byli inicjatorami pytań, pretensji, oczekiwań&#13;
&#13;
�210&#13;
&#13;
Lech Mróz&#13;
&#13;
– ode mnie oczekiwali dodatkowego, merytorycznego wsparcia, jakby odniesienia sprawy, która była przyczyną spotkania i rozmowy z urzędnikiem, na&#13;
bardziej ogólne tło. Było to widoczne zwłaszcza wówczas, gdy sprawa była&#13;
tzw. delikatna, np. z racji konfliktu interesów z inną grupą. Takie sytuacje były&#13;
szczególnie trudne dla mnie, niejednokrotnie znałem bowiem i tych innych&#13;
Romów. Moją rolę starałem się wówczas sprowadzić do rodzaju ekspertyzy,&#13;
której celem było wskazanie szerszego, ogólniejszego tła zaistniałej sytuacji&#13;
i sprzecznych aspiracji poszczególnych organizacji czy aktywistów romskich,&#13;
a nie ograniczanie się do wspierania jednej grupy, tej, która zwróciła się&#13;
z prośbą o pomoc w rozmowach. Tego rodzaju sytuacje zdarzały się zwłaszcza&#13;
w czasie spotkań w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji, ale&#13;
także w Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych w Sejmie.&#13;
W tej ostatniej wielokrotnie występowałem, proszony przez zaprzyjaźnione organizacje romskie o wsparcie lub wręcz o występowanie w ich imieniu&#13;
– najczęściej przy poruszaniu spraw dotyczących polityki MSWiA i innych&#13;
rządowych agend, zasad przydziału środków z budżetu państwa i oceny ich&#13;
wykonania. Te sprawy budziły wiele wątpliwości, zaś niejasność sposobu&#13;
rozdziału kwot i rozliczania projektów prowadziła do pogłębienia podziału&#13;
romskich środowisk, tworzenia sytuacji konfliktowych – zwracali na to także&#13;
uwagę przedstawicielom tego ministerstwa członkowie wzmiankowanej Komisji.&#13;
Romowie, w imieniu których podnosiłem te kwestie, nie byli w stanie uzyskać&#13;
stosownych informacji (np. w sprawie podziału funduszu). Postawienie tych&#13;
pytań przeze mnie dawało, ich zdaniem, szansę na uzyskanie tych informacji,&#13;
ponieważ występowałem w Komisji jako zaproszony gość i ekspert, a zarazem&#13;
profesor Uniwersytetu Warszawskiego, co skutkowało poważniejszym potraktowaniem przez przedstawicieli MSWiA podnoszonych przeze mnie kwestii&#13;
i zadawanych pytań.&#13;
Trudno wyraziście określić granice dopuszczalnego uczestniczenia w działalności liderów grup i udzielania im wsparcia; sądzę, że nie zostały one przeze&#13;
mnie przekroczone i mieściły się w definicji zawartej w „Encyklopedii antropologii społeczno-kulturowej” – „Antropologia działania. Gałąź antropologii stosowanej lub z nią związana, próbująca zwalczać najpilniejsze niebezpieczeństwa&#13;
grożące danym grupom. Antropolodzy akcji starają się tedy wykorzystać swą&#13;
wiedzę dla celów politycznych, wywodzących się z zaangażowania moralnego” (Encyklopedia... 2008, s. 694). Sądzę, że także wielokrotne doradzanie&#13;
liderom romskim, przed ich wystąpieniami w Sejmie, w ministerstwach lub na&#13;
innych oficjalnych spotkaniach – na wyraźnie skierowane przez nich prośby&#13;
– nie było przekroczeniem tej zasady. Właściwie bardziej odpowiadającym&#13;
określeniem niż doradzanie będzie określenie rozmowa, ponieważ najczęściej&#13;
&#13;
�Antropologia w działaniu czy antropologia współpracująca...&#13;
&#13;
211&#13;
&#13;
byłem pytany o opinię na temat planowanego przez nich wystąpienia i formy&#13;
podejmowania rozmaitych problemów. Rozmowa pozwalała im lepiej przygotować się do czekającego spotkania i niekiedy spokojniej, mniej emocjonalnie&#13;
przedstawić swoje stanowisko. Z czasem ten rodzaj doradztwa był coraz rzadziej potrzebny, coraz rzadziej byłem proszony o spotkanie, którego celem&#13;
była rozmowa poprzedzająca takie oficjalne wystąpienia. Moi rozmówcy coraz&#13;
bardziej oswajali się z tymi nowymi sytuacjami i rolami i coraz pewniej czuli&#13;
się w instytucjach. Często dopiero potem telefonowali, informując o przebiegu&#13;
spotkania i pytając o ocenę ich wystąpienia.&#13;
Należy tu odnieść się do istotnego zjawiska towarzyszącego zmianom&#13;
i aktywizacji romskiego środowiska. Jeszcze wiele lat po wymuszonym osiedleniu życie poszczególnych grup toczyło się w ich obrębie, wewnątrz grup.&#13;
Geografia przemieszczeń osób i kontaktów – mogę tak twierdzić na podstawie&#13;
rozmów i obserwacji – przebiegała pomiędzy rodzinami i rodami. Ograniczona administracyjnie ruchliwość i nękanie wędrujących Cyganów nie miało&#13;
większego wpływu na kontaktowanie się rodzin i w obrębie grupy. Tyle że&#13;
z miejsca do innego miejsca, z miasta do innego miasta czy osady udawały&#13;
się nie wędrujące tabory, lecz pojedyncze rodziny wraz z bagażami przemieszczające się pociągami, autobusami lub wynajętymi samochodami (głównie&#13;
taksówkami) – do czasu, gdy sami nie stali się posiadaczami samochodów&#13;
i nie uzyskali uprawnień do ich prowadzenia. Nadal ci, którzy byli głowami&#13;
rodów i uznawani byli za przywódców rodowych, za autorytety, pełnili te&#13;
nieformalne, lecz w pełni akceptowane funkcje. Zmiany polityczne w Polsce&#13;
zbiegły się ze zmianami generacyjnymi. Ci, którzy w momencie osiedlenia&#13;
mieli 45 czy 50 lat i byli głowami rodów, w momencie politycznego przełomu&#13;
mieli już lat 70 czy 75, a czasami i więcej. Ich miejsce zaczęli zajmować młodsi&#13;
przywódcy. W dodatku osiadłe życie skutkowało także zmianami kulturowymi, widocznymi zwłaszcza w przypadku kolejnej generacji (wnuków tamtych&#13;
przywódców), m.in. w wyniku oddziaływania grup rówieśniczych nieromskich,&#13;
edukacji szkolnej, a nade wszystko rozwoju techniki, upowszechnienia telewizji, a potem i Internetu. Nie oznacza to natychmiastowego wyeliminowania&#13;
przez młodszych tych najstarszych i starszych przywódców. Nadal bowiem&#13;
ci, którzy stali się prezesami romskich organizacji i stowarzyszeń, liderami&#13;
politycznymi, niejednokrotnie także uczestniczący w rozmaitych międzynarodowych działaniach romskich, starają się unikać konfliktu z tymi starszymi,&#13;
rodowymi autorytetami. To istotny element tradycyjnych zasad – szacunek dla&#13;
starszych jest nadal ważnym elementem zbioru zasad etycznego postępowania w społecznościach romskich. Zatem nowa klasa liderów stara się jednak&#13;
zjednać przychylność, przyzwolenie dla swoich ambicji i działalności ze strony&#13;
&#13;
�212&#13;
&#13;
Lech Mróz&#13;
&#13;
tradycyjnych autorytetów. Zmiany, choć powolne, dokonują się – z różnym&#13;
nasileniem i w różnym tempie, w zależności od grupy, jednak są one coraz&#13;
wyraźniej zauważalne. Charakter tego procesu zaczyna przypominać sytuację&#13;
zdefiniowaną przez Edgara Morina w odniesieniu do współczesnego społeczeństwa i dokonujących się zmian – to młodzi, aktywni i wyedukowani stają&#13;
się siłą decyzyjną w społeczeństwach, zaś dawni plemienni mędrcy, autorytety&#13;
i dysponujący głosem decydującym, stają się coraz bardziej anachroniczną&#13;
warstwą, czy po prostu staruszkami (Morin 1965). Zauważalne jest dążenie&#13;
części tych nowych liderów do tworzenia ponadgrupowej i ponadlokalnej formy&#13;
zorganizowania Romów, w jeden, choć zamieszkujący w różnych państwach,&#13;
naród (naród nieterytorialny – jak określają tę ideę niektórzy działacze). Zjawiskiem towarzyszącym jest jednak także antagonizacja, to jest nie przestrzeganie jednej z podstawowych zasad – lojalności i solidarności z innymi, nawet&#13;
nie spokrewnionymi, grupami romskimi. Ambicje liderów, a być może przede&#13;
wszystkim czynnik ekonomiczny – w tym przypadku chęć uzyskania dostępu&#13;
do krajowych programów pomocowych i rozmaitych funduszy europejskich,&#13;
do których aspirują także inne organizacje i inni Romowie, prowadzą do konfliktów, do oskarżeń i pomówień, do zabiegania o przychylność urzędników&#13;
i decydentów, wbrew zasadzie lojalności i poczuciu wspólnoty.&#13;
Nie jest łatwo zdefiniować ten rodzaj zaangażowania w romskie sprawy.&#13;
Czy można go określić jako „antropologię stosowaną”, czy też raczej stosowaniem antropologii jako wiedzy pomocnej w kontaktach przedstawicieli Romów&#13;
z nie-Romami, reprezentującymi różne agendy rządowe lub organy władzy?&#13;
Szczególnego rodzaju zadaniem było reprezentowanie Romów w Radzie&#13;
Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie. Fundacja powstała w roku 1991,&#13;
na mocy porozumienia pomiędzy Rządami RP i RFN. Jej celem była pomoc&#13;
finansowa osobom poszkodowanym przez III Rzeszę, zaś odszkodowania&#13;
wypłacane były z funduszu utworzonego przez państwo niemieckie. W skład&#13;
Rady Fundacji powołani zostali politycy i przedstawiciele różnych organizacji&#13;
– kombatanckich, stowarzyszeń byłych więźniów, w tym także organizacji żydowskich. W drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych Stowarzyszenie Romów&#13;
w Polsce z siedzibą w Oświęcimiu wystąpiło do Ministra Skarbu, sprawującego&#13;
nadzór nad Fundacją, o powołanie w skład Fundacji osoby, która reprezentowałaby interesy Romów pokrzywdzonych w okresie wojny i okupacji; we&#13;
wniosku zamieszczono moje nazwisko jako osoby, która jest desygnowana do&#13;
bycia przedstawicielem z ramienia Romów. Z takim właśnie uzasadnieniem&#13;
zostałem powołany w skład Rady Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie.&#13;
Czy można uznać tę funkcję i wynikające z niej obowiązki (pełnione całkowicie społecznie) za rodzaj stosowania antropologii czy uprawianie antropologii&#13;
&#13;
�Antropologia w działaniu czy antropologia współpracująca...&#13;
&#13;
213&#13;
&#13;
stosowanej? Brak tu odpowiedniej podstawy metodologicznej – ponieważ&#13;
zaangażowanie antropologii w działania społeczne jest często stymulowane&#13;
sytuacją i rodzajem przypadku. Trafnie ujmuje tę kwestię John W. Bennett:&#13;
„Niedobór ogólnej teorii w antropologii stosowanej może być również postrzegany jako dobrodziejstwo, ponieważ zwalnia praktyków z angażowania się&#13;
w przejściowe intelektualne kontrowersje i kaprysy” (Bennett 2010, s. 316).&#13;
Tyle że to dobrodziejstwo jest także niedogodnością, pozostawia bowiem&#13;
ogromnie szeroki margines interpretacyjny podejmowanych działań.&#13;
Zasadnicza część działań bieżących Zarządu Fundacji wiązała się z gromadzeniem dokumentacji nadsyłanej przez poszczególne organizacje i stowarzyszenia, a także pojedyncze osoby, weryfikacja formalna i merytoryczna&#13;
wniosków, a następnie przygotowanie list i realizacja wypłat osobom do tego&#13;
uprawnionym. Istniejące już, tworzone latami rejestry i dokumentacja, zarówno organizacji kombatanckich, osób represjonowanych, jak też dokumentacja&#13;
organizacji żydowskich, ułatwiały osobom ubiegającym się o odszkodowanie&#13;
czy inną formę pomocy (np. zakup sprzętu rehabilitacyjnego) zgromadzenie&#13;
stosownych dokumentów. Przypadek Romów jest inny. Często padali ofiarami doraźnych działań i nawet ci, którzy znaleźli się w obozach czy gettach&#13;
(gdzie bywali zamykani razem z ludnością żydowską, czego potwierdzenie&#13;
znajdujemy w dokumentach dotyczących gett warszawskiego, łódzkiego, białostockiego i w mniejszych miastach), mają ubogą dokumentację. Inne grupy&#13;
represjonowanych zaraz po wojnie zaczęły dbać o zachowanie pamięci i dokumentowanie doznanych krzywd. Romowie – głównie z racji sposobu życia&#13;
znaczniej ich części, a poza tym niskiego stanu oświaty i życia na uboczu tego,&#13;
co działo się w kraju i w świecie niecygańskim, nie zabiegali o gromadzenie&#13;
świadectw swoich losów w czasie wojny. Dlatego tak trudne było dostarczenie&#13;
koniecznej dokumentacji i koniecznych świadectw, uprawniających do ubiegania się o odszkodowania czy choćby symboliczne wsparcie. Z całą pewnością&#13;
wystąpienie o powołanie osoby, która mogłaby zabiegać o interesy także tej&#13;
grupy pokrzywdzonych przez III Rzeszę było uzasadnione; choćby dlatego,&#13;
że ten fragment dziejów czasów wojny i okupacji nie jest powszechnie znany,&#13;
i dlatego, że osoby, którym powierzono zarządzanie Fundacją i dbałość o realizację programu odszkodowań nie dysponowały wiedzą ogólną dotyczącą&#13;
Cyganów – wiedzą konieczną, by nie ograniczać się do odrzucania wniosków&#13;
ubogo dokumentowanych, lecz by szukać dodatkowych potwierdzeń zasadności&#13;
roszczeń. W tej materii bardzo istotne było wsparcie ze strony przedstawicieli&#13;
państwa niemieckiego, będących członkami Rady Fundacji, skłonnych uznać,&#13;
że sytuacja Cyganów jest dosyć nietypowa i że należy brać pod uwagę uwarunkowania ich życia.&#13;
&#13;
�214&#13;
&#13;
Lech Mróz&#13;
&#13;
Wracając do pytania – czy można tę działalność w Radzie Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie jako reprezentant interesów Romów, uznać za&#13;
rodzaj antropologii stosowanej? Sądzę, że tak. Znajomość zarówno losów&#13;
jednostek, jak też rodzin w latach wojny, a przede wszystkim wiedza na temat dziejów i kultury Romów, na temat sposobu ich życia i rodzaju obecności&#13;
w niecygańskim świecie, pozwalała mi wspierać ich sprawy, szukać uzasadnień&#13;
i możliwości wyjaśniania innym członkom Rady Fundacji zasadności roszczeń&#13;
poszczególnych osób. Jeszcze raz chcę podkreślić, że moje uczestniczenie&#13;
w pracach Rady Fundacji było i jest całkowicie społeczne – ani ze strony organu&#13;
nadrzędnego, ani samych Romów w żaden sposób nie jest finansowane.&#13;
Jednak po około dwóch latach zaistniała na pewien czas nowa sytuacja.&#13;
Zabiegi o interesy Romów poszkodowanych w okresie wojny, a związanych jakoś&#13;
(rodzinnie lub tylko terytorialnie) z działalnością Stowarzyszenia z Oświęcimia&#13;
zaczęły skutkować dodatkowo wzrostem prestiżu prezesa i Stowarzyszenia&#13;
w całej grupie Polska Roma. Jest bowiem zauważalnym faktem, że to Stowarzyszenie profesjonalnie pomagało swoim podopiecznym przygotować&#13;
wnioski i że stanowiły one przeważającą część wniosków romskich w ogóle.&#13;
Wprawdzie nie padły oskarżenia pod moim adresem o szczególne zabieganie&#13;
o interesy tych, dla których o pomoc starało się oświęcimskie Stowarzyszenie,&#13;
jednak była to dla mnie sytuacja niemiła, choćby dlatego, że większość tych&#13;
innych Romów także znałem, a w dyskusjach nad wnioskami romskimi nie&#13;
wyróżniałem tych oświęcimskich. Ambicje innych stowarzyszeń, czy raczej ich&#13;
prezesów i oskarżenia kierowane do Rady Fundacji o niesprawiedliwe traktowanie części Romów przez Zarząd Fundacji (choć nigdy pod moim adresem),&#13;
a także oczekiwanie specjalnego, ulgowego traktowania wniosków romskich&#13;
w ogóle i wspierającej je dokumentacji, oraz wniosek jednego z bardzo ambitnych liderów, by Rada Fundacji zdała się na jego opinię i wypłacała odszkodowania według dostarczonej przez niego listy, bez dodatkowej weryfikacji,&#13;
spowodowały, że zaczęto postrzegać to jako roszczeniowość tej społeczności,&#13;
a także wyraz skłócenia i konfliktów pomiędzy poszczególnymi środowiskami&#13;
romskimi. W rezultacie do Rady Fundacji powołano także Romów, wskazanych przez kilka innych organizacji. Przez pewien czas niektórzy uczestniczyli&#13;
w spotkaniach; w tym czasie starałem się tak jak poprzednio zabierać głos&#13;
w sprawach dotyczących Romów, niezależnie która organizacja nadesłała&#13;
wnioski. Natomiast nie zabierałem głosu w kwestiach podejmowanych przez&#13;
romskich przedstawicieli – najczęściej (potwierdzają to protokóły posiedzeń)&#13;
– dotyczyły one dosyć swoiście rozumianego przywileju – traktowania wniosków romskich i problemów tej społeczności na zasadach szczególnych. Interesującym, choć nienowym doświadczeniem z tych spotkań była konstatacja,&#13;
&#13;
�Antropologia w działaniu czy antropologia współpracująca...&#13;
&#13;
215&#13;
&#13;
że z racji przynależności do społeczności romskiej przedstawiciele niektórych&#13;
romskich organizacji oczekiwali specjalnego traktowania, np. spodziewali&#13;
się, że ich stwierdzenie, że dostarczone dokumenty są prawdziwe i w pełni&#13;
uzasadniają roszczenia, powinno wystarczyć Radzie Fundacji do podjęcia&#13;
pozytywnej decyzji. Niektórzy z nich oczekiwali także ode mnie wsparcia&#13;
i przekonania Rady Fundacji do zaakceptowania tego rodzaju postępowania.&#13;
Tłumaczenie, że nie jest możliwe, by w oparciu tylko o zdanie lidera organizacji i bez podstawowej dokumentacji Fundacja uznała zasadność roszczeń,&#13;
nie brzmiało dla nich w pełni przekonująco – byli przekonani, że to można&#13;
załatwić, bo przecież jestem reprezentantem romskich interesów. Kolejna&#13;
zmiana polityczna w Polsce, objęcie rządów przez inną partią (takim zmianom&#13;
towarzyszyła zwykle zmiana Zarządu Fundacji i osoby Przewodniczącego Rady&#13;
Fundacji) skutkowała także zmianami w składzie samej Rady. Jej grono zostało&#13;
wyraźnie okrojone, co faktycznie poprawiło efektywność działania; odwołani&#13;
zostali wszyscy Romowie, a także wiele osób reprezentujących rozmaite organizacje. Pozostali przedstawiciele najważniejszych i największych organizacji&#13;
i stowarzyszeń; pozostałem w składzie Rady Fundacji także ja, bardziej może&#13;
jako profesor Uniwersytetu Warszawskiego, osoba od wielu lat uczestnicząca&#13;
w pracach Fundacji, niż jako przedstawiciel Romów.&#13;
Inna rola, jaką wielokrotnie przychodziło mi pełnić, wynikała z powoływania w charakterze eksperta od spraw romskich przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, a także Ministerstwo Spraw Wewnętrznych&#13;
i Administracji, oraz niektóre agendy Unii Europejskiej w Polsce. Niekiedy&#13;
uczestniczyłem w spotkaniach, w których byli obecni i Romowie. Jak wspomniałem wyżej, starałem się wspierać ich stanowisko, jeżeli uznawałem je za&#13;
uzasadnione, unikając opowiadania się po stronie którejś z grup romskich.&#13;
Możliwość dostępu do rozmaitych funduszy i programów wsparcia, a zatem&#13;
i do pieniędzy, bardzo negatywnie odbiła się na spoistości społeczności romskiej&#13;
w Polsce – zaczęły ujawniać się antagonizmy pomiędzy liderami i ich organizacjami, zaś do wymienionych instytucji kierowane były pisma z oskarżeniami&#13;
i donosy na liderów innych organizacji. Postawy roszczeniowe i przekonanie&#13;
niektórych liderów, że to im właśnie należy się dofinansowanie, a nie tym&#13;
innym Romom, próby przekonania, że jedynie oni są w stanie gwarantować&#13;
sprawiedliwy podział środków, ilustruje nie tylko wybujałe ambicje niektórych&#13;
z nich, ale także pokazuje mechanizm prób zdominowania własnego środowiska i zyskania prestiżu we własnej grupie.&#13;
Uczestniczenie w roli eksperta od spraw romskich w konferencjach i sesjach OBWE (Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie) pozwoliło&#13;
mi dostrzec pewną szczególną cechę, mocno uwidocznioną w wypowiedziach&#13;
&#13;
�216&#13;
&#13;
Lech Mróz&#13;
&#13;
niektórych romskich liderów z Polski; cechę szczególnie zaskakującą w okresie&#13;
poprzedzającym przyjęcie Polski do strefy Schengen. Był to pomysł szczególnego&#13;
traktowania Romów i idea wprowadzenia dla Romów specjalnych paszportów,&#13;
które pozwalałyby przemieszczać się pomiędzy krajami na zasadach innych niż&#13;
obowiązujące pozostałych obywateli krajów europejskich. Argumentem było&#13;
powołanie się na tradycje wędrownego życia. Autorem wypowiedzi był Polski&#13;
Rom, osoba o wielkich ambicjach i dążąca do zyskania przywództwa tej grupy,&#13;
zarazem zręcznie manipulująca swoimi rodakami i umiejąca „podpuścić” ich&#13;
do wypowiedzi i działań, które mogły okazać się ryzykowne i prowadzić do&#13;
pogłębienia niechęci decydentów – sam starał się przedstawiać jako ten rozsądny, który jest w stanie powstrzymać nierealne żądania swoich współrodaków.&#13;
To moje sformułowanie jest zarazem oceną – staram się ograniczyć ją do tych&#13;
najbardziej zauważalnych sytuacji, pozbawiając ładunku emocjonalnego; jestem&#13;
jednak przekonany, że te działania stały się jedną z najistotniejszych przyczyn&#13;
skłócenia środowiska Romów w Polsce, szczególnie grupy Polska Roma.&#13;
&#13;
Antropologia stosowana czy stosowanie antropologii&#13;
Nim przejdę do innych ról i innych związków z Romami, powinienem&#13;
zwrócić uwagę na pewną istotną kwestię. W publikacjach omawiających czy&#13;
definiujących czym jest antropologia stosowana zwraca się uwagę na to, że&#13;
działanie tego rodzaju prowadzić może do etycznej dwuznaczności, kiedy&#13;
„badacz waha się między lojalnością względem własnej grupy zawodowej,&#13;
instytucji finansującej i grupy, którą bada”, ponieważ „badacz reprezentować&#13;
ma w tej sytuacji tylko ową grupę, identyfikując się z jej celami i wartościami. Ma tylko jej służyć swą wiedzą, nie zaś własnej grupie zawodowej, czy&#13;
jakiejkolwiek agencji” (Słownik... 1987, s. 44). W przypadku mojego uczestniczenia, niezależnie czy było to reprezentowanie Romów, czy występowanie&#13;
w roli eksperta, nie towarzyszyło żadne wynagrodzenie i żadna instytucja, ani&#13;
sami Romowie nie mogli z tytułu mojego uczestniczenia oczekiwać spełnienia&#13;
ich postulatów. Przyczyny zwracania się Romów z prośbą o współdziałanie&#13;
i wspieranie w niektórych sytuacjach wynikają z moich wcześniejszych kontaktów – co wyżej przedstawiłem. Występowanie w roli eksperta było przede&#13;
wszystkim efektem drogi akademickiej – pracy na Uniwersytecie Warszawskim,&#13;
prowadzonych badań i publikacji i niejednokrotnego występowania w środkach&#13;
masowego przekazu, w programach dotyczących dziejów, kultury, zwyczajów,&#13;
sposobu życia lub jako komentator rozmaitych sytuacji, jakie wiązały się z Romami – także konfliktów. Pytanie, które zadawałem sobie brzmi: czy i jakiego&#13;
rodzaju konflikt może zachodzić między tymi dwiema rolami, jak może ta&#13;
&#13;
�Antropologia w działaniu czy antropologia współpracująca...&#13;
&#13;
217&#13;
&#13;
sytuacja wpływać na wyrażane przeze mnie opinie. Wydaje się, że uniknąłem&#13;
(a przynajmniej bardzo starałem się tego uniknąć) zmienności ocen i wypowiedzi w zależności od kontekstu. Zarówno występując jako osoba towarzysząca&#13;
i wspierająca Romów, starałem się – sięgając do swojej wiedzy – uzasadniać&#13;
ich dążenia i aspiracje do zmiany nie tylko ich statusu w państwie i pośród&#13;
ogółu obywateli. Korzystałem przy tym z wiedzy ogólnej i akademickiej, by&#13;
bardziej zrozumiale dla interlokutorów (przedstawicieli różnego rodzaju instytucji władzy) wyjaśnić sytuację i ułatwić jej rozumienie. Mając świadomość&#13;
głębokiego zakorzenienia myślenia stereotypowego i wyrazistych składowych&#13;
wizerunku Cygana, starałem się nakłonić rozmówcę do wyjścia poza myślenie&#13;
stereotypowe. Podobnymi zresztą zasadami starałem się kierować wówczas,&#13;
gdy występowałem w roli eksperta, dodatkowo motywowany przekonaniem,&#13;
że ogólnoeuropejskie zasady ochrony mniejszości – również etnicznych – nakazują większe uwrażliwienie na Romów i konieczność podniesienia poziomu&#13;
edukacji społeczeństwa większościowego w tym zakresie. Dodam na marginesie, że do podobnego otwarcia na innych – w tym przypadku nie-Romów&#13;
– uczulałem liderów grup romskich, zachęcając do publikowania wiedzy na&#13;
ich temat, do czego mieli bardzo silną awersję (przypominam nieszczęsne&#13;
losy najwybitniejszej romskiej poetki – Papuszy). Uznałem bowiem, także na&#13;
podstawie znajomości grupy i doświadczenia badawczego, że przekraczanie&#13;
barier własnej nieufności czy pogardy powinno dokonywać się z obu stron&#13;
tej granicy.&#13;
Pojawiało się niejednokrotnie pytanie, na ile sami Romowie chcą wyjść&#13;
poza pewne tradycyjne, dotychczasowe formy egzystencji i formy społecznego&#13;
zorganizowania grupy. Najbardziej zadziwiającą postać przybrało w trakcie&#13;
spotkania w Ministerstwie Edukacji Narodowej, pod sam koniec lat dziewięćdziesiątych XX wieku. Jedna z urzędniczek wysokiego szczebla skierowała do&#13;
mnie pytanie, czy jestem pewien, że sami Romowie potrzebują edukacji, że są&#13;
zainteresowani podjęciem odpowiednich działań ze strony tego ministerstwa.&#13;
Istota jej pytania dotyczyła tego, że inny jest ich sposób życia i że zapewne&#13;
edukacja zagrozi zachowaniu tradycji. Ten rodzaj pytania ze strony przedstawicielki resortu edukacji był zadziwiający.&#13;
Jednak badacz powinien zadawać sam sobie pytanie dotyczące społecznych kosztów zasadniczej zmiany kulturowej, po to, by szukać rozwiązań&#13;
godzących potrzebę zmiany z zachowaniem tych elementów, które są znakami tożsamości, znakami istnienia grupy. Nie będzie niezasadne przywołanie&#13;
tu przykładu działań, które stały się momentem inicjującym ukształtowanie się tej gałęzi antropologii, którą nazywa się „antropologią w działaniu”&#13;
– to realizacja specjalnego projektu badań pośród jednej z grup indiańskich&#13;
&#13;
�218&#13;
&#13;
Lech Mróz&#13;
&#13;
w Ameryce Północnej. Sol Tax, inicjator badań, stwierdza: „Ani asymilacja, ani&#13;
jej przeciwieństwo nie są nieuniknione [...] Indianie mogą zachować swoją&#13;
tożsamość i jednocześnie dokonać zmian, które nie pogwałcą preferowanych&#13;
przez nich wartości” (Tax 2010, s. 21). Dalej mówi o wolności społeczności do&#13;
wybierania swego sposobu życia, „byłoby nam wstyd, gdyby okazało się, że na&#13;
przykład zachęcamy Indian, by pozostali Indianami, a nie stali się kimś innym,&#13;
lub by usiłowali zachować kultury indiańskie, kiedy Indianie, których by to&#13;
dotyczyło, zdecydowaliby inaczej” (Tax 2010, s. 23). To niezmiernie istotny&#13;
problem, także dla badacza czy osoby współpracującej z jakąś społecznością&#13;
i starającej się jej służyć swoją wiedzą i pomocą (nie będę podejmował tego&#13;
wątku, ponieważ inny jest cel tego tekstu).&#13;
Szczególnej odpowiedzialności za słowa wymagały sytuacje, kiedy zwracano się do mnie z prośbą o wypowiedź dla telewizji, radia czy prasy na temat&#13;
sytuacji Romów, a szczególnie konfliktów z władzami lokalnymi i lokalną społecznością. Niejednokrotnie poprzedzone było to nieprzychylnymi publikacjami&#13;
dotyczącymi tej społeczności. Trudność wiązała się nie tyle z tym, by nie zostać&#13;
uznanym za romskiego/cygańskiego adwokata, ile z tym jak przekonująco&#13;
wyjaśnić istotę konfliktu i różnice oceny, wynikające z odmienności kulturowej, a przy tym odnieść się do częstego w społeczeństwie większościowym&#13;
zjawiska niechęci i stygmatyzowania Romów. Łatwiejsze, jak się okazało, jest&#13;
przekonanie słuchaczy czy czytelników do zastąpienia słowa „Cygan” słowem&#13;
„Rom”, niż do zmiany sposobu ich postrzegania i porzucenia myślenia stereotypowego na rzecz próby poznania tej społeczności. Pewne sytuacje były&#13;
nie tyle występowaniem w obronie Romów, ile w obronie zdrowego rozsądku&#13;
i umiaru w stosowaniu np. przepisów prawa.&#13;
Taka szczególnego rodzaju sytuacja pojawiła się przed kilkoma laty, kiedy&#13;
to prasa doniosła, że w Opolskiem 15-letnia cygańska dziewczyna została&#13;
matką, zaś ojcem jest starszy od niej zaledwie o dwa czy trzy lata cygański&#13;
chłopak – jej mąż, zawarli bowiem ślub, choć jedynie zgodnie z romską&#13;
tradycją. W prasie pojawiło się sporo artykułów, ich ton nie był najczęściej&#13;
przychylny, ponieważ autorzy zwracali uwagę na postępowanie Romów&#13;
wbrew powszechnemu prawu, obowiązującemu w Polsce. Zainteresowała się&#13;
tym incydentem policja i sąd, uznając ten przypadek za uwiedzenie nieletniej, co jest zagrożone wysoką karą – kilkuletnim więzieniem. Gorliwi stróże&#13;
moralności i przestrzegania prawa wypowiadali się za ukaraniem młodego&#13;
ojca więzieniem, osadzeniem matki w domu poprawczym i oddaniem niemowlęcia do domu małego dziecka. W głosach prasowych zabrakło refleksji&#13;
nad skutkami społecznymi i psychologicznymi takiego pomysłu; zabrakło&#13;
także refleksji nad tym, jak często zdarzają się takie same przypadki w spo-&#13;
&#13;
�Antropologia w działaniu czy antropologia współpracująca...&#13;
&#13;
219&#13;
&#13;
łeczeństwie większościowym, niecygańskim. Gdyby ta sytuacja nie dotyczyła&#13;
Romów-Cyganów, można sądzić, że nie wzbudziłaby takiego zainteresowania&#13;
mediów ani aparatu sądowo-policyjnego. Ten rodzaj nierównego traktowania&#13;
osób, które złamały przepisy prawa, wielokrotnie dało się zaobserwować; nie&#13;
jest intencją tego tekstu rozwijanie tego ostatniego wątku, poprzestanę więc&#13;
na tej ogólnej uwadze, choć przeanalizowanie tekstów prasowych potwierdza&#13;
moją uwagę.&#13;
Ponieważ jeden z najbardziej poczytnych dzienników, a także TV zwróciły&#13;
się do mnie z prośbą o opinię na ten temat, wystąpiłem jako ekspert – antropolog, który dysponuje większą niż przeciętna wiedzą na temat społeczności&#13;
romskiej, od którego oczekiwano opinii dotyczącej zasad postępowania i oceny&#13;
tego przypadku. Pikanterii dodawała informacja, która pojawiła się na forach&#13;
internetowych i którą odnotowały niektóre periodyki, że w Rumunii matką&#13;
została 11-letnia romska dziewczynka, zaś ojcem dziecka jest około 20-letni&#13;
Rom; rodzice poznali się na miejscowym placu zabaw. Zwierzchnik tej grupy&#13;
rumuńskich Romów broniąc ojca dziecka odwoływał się do romskiej tradycji.&#13;
Głosy przedstawicieli rozmaitych instytucji europejskich sprowadzały się do&#13;
propozycji rozwiązania podobnego jak w przypadku z Opolszczyzny. Nie kwestionując złamania prawa krajowego i nie odwołując się do tradycji (który to&#13;
argument trudno uznać za przekonywujący i uzasadniony), zwracałem uwagę&#13;
na społeczne koszty proponowanego rozwiązania. Uświadamiałem w swoich&#13;
wypowiedziach, że młode romskie rodziny nie są samodzielne i zdane na siebie;&#13;
żyją razem z rodzicami aż do czasu swego ekonomicznego usamodzielnienia&#13;
– co trwa zwykle kilka lat. W tym czasie dzieci tego młodego związku wychowywane są wspólnie z rodziną i dziadkami, a młodzi także pozostają pod&#13;
ich kuratelą. Nie ma więc tu przypadku sieroctwa społecznego i obawy o to,&#13;
czy młodzi potrafią wychować dziecko i zapewnić mu odpowiednią opiekę.&#13;
Ta wiedza jest raczej nieznana; odwoływanie się romskich autorytetów do&#13;
tradycji również nie pomaga rozsądnie rozwiązać tego przypadku. Dopiero&#13;
odwołanie się do wiedzy specjalistycznej i do doświadczenia antropologa&#13;
pozwala szukać bardziej racjonalnych rozwiązań i sposobów postępowania.&#13;
Wprawdzie jest faktem, że młodzi złamali prawo obowiązujące wszystkich&#13;
obywateli kraju, jednak literalne, ścisłe, bezrefleksyjne stosowanie prawa&#13;
w tym przypadku przyniosłoby daleko większe szkody społeczne. Ingerencja&#13;
antropologa, stosowanie antropologii, jest w tym przypadku – nie mam wątpliwości – korzystne.&#13;
Podobny w znacznym stopniu charakter ma występowanie jako ekspert&#13;
– co nie znaczy rzecznik Romów, ale przede wszystkim jako osoba zwracająca&#13;
uwagę na pewne specyficzne ich cechy kulturowe – w rozmaitych mediach.&#13;
&#13;
�220&#13;
&#13;
Lech Mróz&#13;
&#13;
Nie jest to sytuacja łatwa, najczęściej bowiem w sytuacjach konfliktowych&#13;
autorzy audycji czy tekstów oczekują potwierdzenia ich opinii i oceny przez&#13;
tzw. autorytet naukowy. Przed kilkoma laty jedna z dziennikarek dużej gazety codziennej napisała tekst oskarżający jednego z romskich liderów i jego&#13;
organizację o nierzetelność w gospodarowaniu kwotami przeznaczonymi na&#13;
pomoc Romom; przy tym wyraźnie była rzeczniczką innego lidera, bardzo&#13;
ambitnego, aspirującego do wyłączności w reprezentowaniu Romów w kontaktach z urzędami i nie-Romami i aspirującego do uznania jego głosu jako&#13;
decydującego w sprawach romskich. Przy okazji jakiegoś spotkania poświęconego tej sprawie, dziennikarka została pobita przez romskie kobiety. W tej&#13;
i kilku innych gazetach pojawiły się artykuły piętnujące Romów z organizacji&#13;
oskarżanej przez dziennikarkę. Towarzyszyły temu protesty i wyrazy solidarności z pobitą. W rozmowie telefonicznej – dziennikarka zadzwoniła do mnie,&#13;
oczekując podobnego jednoznacznego potępienia tamtych Romów – zwróciłem&#13;
jej uwagę, że skoro wchodzi w obszar konfliktu, to musi liczyć się z rozmaitymi konsekwencjami, także z agresją, i że zabrakło jej wiedzy i wyczucia&#13;
sytuacji, ponieważ najwyraźniej manipulowano nią, by głosem nieromskim&#13;
oskarżyć przeciwników. Potwierdziło się to w czasie prób ustalenia winnych&#13;
– ci, w imieniu których wypowiadała się, wiedzieli, że winni są tamci drudzy,&#13;
ich kobiety, choć nie chcieli podać żadnych nazwisk (mimo iż byli obecni&#13;
i widzieli przebieg zajścia). Nie złamali więc (mimo skłócenia) nakazu romskiej&#13;
solidarności i zasady nie współpracowania z aparatem porządku publicznego&#13;
(co zapewne naraziłoby ich na reakcję przywódcy wszystkich Polska Roma).&#13;
Ofiarą stała się więc dziennikarka, która zaniedbała zdobycie stosownej wiedzy i uznała, że zasady, które ona uznaje za właściwe, powinny być uznane&#13;
także przez innych. Dostało się i antropologowi, czyli w tym przypadku mnie,&#13;
ponieważ koledzy owej dziennikarki uznali, że powinienem jednoznacznie&#13;
potępić tamtych Romów i uwagę skierować na naganność ich postępowania,&#13;
a nie starać się zrozumieć i pokazywać szerszy kontekst i kulturowe uwarunkowania postępowania stron konfliktu.&#13;
To była dosyć szczególna sytuacja, choć zapewne nie są rzadkie przypadki, kiedy wymaga się od antropologa jednoznacznego opowiedzenia się po&#13;
jednej stronie, często tej dominującej – jak w powyższym konflikcie. Potrzeba&#13;
zrozumienia nie tylko racji drugiej strony, ale przede wszystkim tła i kontekstu&#13;
sytuacji konfliktowej nie jest potrzebą powszechną.&#13;
Znacznie częściej natomiast przypadała mi rola przedstawiania w prasie,&#13;
radio czy telewizji romskiej racji, bycia rzecznikiem nie tyle może reprezentującym Romów, ile starającym się przedstawić ich problemy i racje oraz (często&#13;
na prośbę samych Romów) wyjaśnić pewne zasady, jakie uznają za istotne&#13;
&#13;
�Antropologia w działaniu czy antropologia współpracująca...&#13;
&#13;
221&#13;
&#13;
i jakich chcą przestrzegać – w nich bowiem widzą podstawowe wyróżniki&#13;
tożsamości etnicznej i tożsamości grupowej. Ta rola nieformalnego rzecznika&#13;
jest tyleż istotna dla upowszechnienia wiedzy i uwrażliwienia na potrzebę&#13;
akceptowania odmienności współobywateli (którzy w tym kraju żyją, lecz od&#13;
większości różnią się wieloma elementami kulturowymi, i których prawo do&#13;
zachowania własnej kultury i odmienności jest najczęściej tylko prawem na&#13;
papierze), ile też istotna dla próby uświadomienia rozmaitym decydentom&#13;
i instytucjom, że skuteczność ich działania (nawet jeśli kieruje nimi wyłącznie dobra wola), zależna jest od ich wiedzy i umiejętności wyjścia poza ramy&#13;
stereotypowego myślenia.&#13;
Antropologia stosowana to antropologia „podejmująca zadania badawcze&#13;
na „zamówienie” instytucji i agend pozanaukowych, dążąca do wszechstronnego rozpoznania aktualnej sytuacji pod kątem proponowanego projektu. [...]&#13;
Typowymi zadaniami a.s. są ekspertyzy sytuacyjne niezbędne do opracowania&#13;
projektu modernizacyjnego, bezpośrednie projektowanie takich programów&#13;
lub ich konsultowanie dla zminimalizowania szkodliwych następstw ubocznych wprowadzanych innowacji i zapewnienie możliwie dużej efektywności&#13;
ich wykorzystania, programowanie dalszego kierunku już nie kontrolowanych&#13;
przeobrażeń, wraz z oceną ich następstw, wreszcie szkolenie „agentów zmiany”&#13;
w celu ich właściwego przygotowania do pracy w nowym środowisku kulturowym.” – tak definiuje termin antropologia stosowana i jego zakres Słownik&#13;
etnologiczny. Terminy ogólne (Słownik... 1987, s. 42). „Antropologia stosowana. Termin używany w celu określenia metod oraz idei antropologicznych&#13;
w różnych kontekstach praktycznych i politycznych. Antropologia stosowana&#13;
ma swe korzenie w badaniach zlecanych przez administratorów kolonialnych,&#13;
lecz obecnie znalazła swoje miejsce w różnorakich kontekstach, takich jak ruchy&#13;
na rzecz rozwoju, edukacja zdrowotna i praca społeczna, a także w pracy dla&#13;
korporacji sektora prywatnego” – doprecyzowuje Encyklopedia antropologii&#13;
społeczno-kulturowej (Encyklopedia... 2008, s. 695).&#13;
Nie sposób kompetentnie odpowiedzieć, gdzie przebiega granica pomiędzy&#13;
takimi postkolonialnymi czy neokolonialnymi motywami oddziaływania na&#13;
społeczność mniejszościową, w tym przypadku na Romów. Obserwując rozmaite podejmowane przez agendy rządowe i organizacje pozarządowe działania&#13;
i uczestnicząc w dyskusjach i spotkaniach, odnoszę wrażenie, że decydenci&#13;
w kwestiach polityki społecznej oczekują niejednokrotnie od przedstawicieli&#13;
nauk społecznych, od rozmaitych grup i zespołów badawczych i eksperckich&#13;
wskazań czy propozycji skuteczniejszego oddziaływania na grupy mniejszościowe, skuteczniejszego zarządzania nimi. Jest oczywiste, że nie tak, jak czyniła to&#13;
administracja kolonialna, ponieważ inne są realia polityczne i obowiązują inne&#13;
&#13;
�222&#13;
&#13;
Lech Mróz&#13;
&#13;
standardy, jednak kierując się przede wszystkim interesem większości i celem&#13;
skuteczniejszej nie tylko adaptacji kulturowej, lecz wręcz asymilacji. Jednak&#13;
znaczna część podejmowanych w stosunku do Romów działań określona jest&#13;
raczej tą pierwszą definicją, ze Słownika etnologicznego. Spore jest bowiem&#13;
grono osób podejmujących działania na rzecz i we współpracy z Romami. Do&#13;
tego rodzaju form aktywności na pewno zaliczyć należy organizowanie szkoleń,&#13;
które mają ułatwić romskim organizacjom skuteczne zabieganie o rozmaite&#13;
krajowe i tzw. europejskie granty, czy działania mające na celu przygotowanie tzw. asystentów romskich, których zadaniem jest ułatwianie kontaktów&#13;
szkoły z rodzicami i wspieranie nauczycieli w pełniejszym włączaniu uczniów&#13;
romskiego pochodzenia do działalności edukacyjnej, a także organizowanie&#13;
szkoleń, których celem jest pobudzenie aktywności w zakresie tworzenia miejsc&#13;
pracy i przygotowania tzw. biznesplanu, koniecznego elementu ubiegania się&#13;
o dotacje. Także w przypadku ubiegania się o granty niejednokrotnie proszono mnie o porady w trakcie przygotowywania wniosków i uwagi na temat&#13;
podejmowanych działań.&#13;
Słownik etnologiczny zwraca uwagę na dwuznaczność etyczną – podejmując działania w ramach antropologii stosowanej, badacz może znaleźć się&#13;
w sytuacji konfliktu lojalności wobec grupy, którą bada, a lojalności względem instytucji finansującej, a także własnej grupy zawodowej (Słownik...&#13;
1987, s. 44). Przywołuję powtórnie ten fragment definicji z uwagi na pewną&#13;
szczególną sytuację. Niejednokrotnie bowiem może dochodzić do konfliktu&#13;
à rebours, będącego rezultatem dokonujących się zmian w zakresie możliwości&#13;
romskiego uczestniczenia w rozmaitości projektów i grantów – zarówno krajowych, jak też niepolskich. Autor definicji zapewne ma na uwadze instytucje&#13;
państwowe lub lokalnej administracji, może naukowe czy pozarządowe – NGO,&#13;
a nie instytucje będące instytucjami grup badanych. Tymczasem współcześnie&#13;
warunkiem uzyskania dotacji, także przez organizacje romskie, jest profesjonalne przygotowanie wniosku, a czasami także poprowadzenie prac, jakich&#13;
dotyczy istota wniosku. Nie dysponując odpowiednio przygotowanymi osobami&#13;
skazani są na zatrudnienie do jego przygotowania i realizacji nieromskich&#13;
współpracowników. Tym samym romscy beneficjenci, romscy dysponenci kwot&#13;
pozyskanych na realizację wniosku (często kwot znacznych), stają się zleceniodawcami i pracodawcami dla nieromskich wykonawców projektu. Opłacenie&#13;
współpracowników i realizatorów zależne jest od romskich zleceniodawców,&#13;
którym wcale nie mniej zależy na wykonaniu zlecenia, ponieważ tylko dzięki&#13;
temu i oni sami mają dostęp do przyznanych środków. Tworzy się sytuacja&#13;
wzajemnego uzależnienia. Czy może to wpływać na rzetelność realizacji zadania i prawomocność wniosków? Zapewne może – zależy to jednak głównie&#13;
&#13;
�Antropologia w działaniu czy antropologia współpracująca...&#13;
&#13;
223&#13;
&#13;
od zasad i etycznych przekonań obu współpracujących stron, uczestniczących&#13;
w realizacji projektu.&#13;
Najbardziej dla mnie symptomatyczną sytuacją było zwrócenie się mnie&#13;
Stowarzyszenia Romów w Polsce, mającego siedzibę w Oświęcimiu, o przygotowanie projektu badań, a potem przeprowadzenie ich przy uczestniczeniu samych Romów. Końcowym rezultatem było przygotowanie raportu&#13;
z wnioskami płynącymi z badań (Romowie..., 2006). Od początku, w trakcie&#13;
rozmów przygotowawczych, ustalone zostało, że nie mogą mieć miejsca żadne wskazówki czy sugestie ze strony romskich zleceniodawców i że zespół&#13;
prowadzący badania i kierowany przeze mnie ma całkowitą niezależność,&#13;
ponieważ decydujące są zasady wynikające z naukowych rygorów. Natomiast&#13;
istotny był wkład Stowarzyszenia w techniczną organizację badań, a także&#13;
w ustalenie listy miejscowości, gdzie prowadzone będą rozmowy. Nigdy – ani&#13;
w trakcie samych badań, ani przygotowywania końcowego raportu – nie&#13;
zostały złamane przyjęte wstępnie ustalenia i nie byłem poddawany żadnej&#13;
presji lub sugestiom ze strony zlecającego tę pracę Stowarzyszenia. Aby nie&#13;
ograniczyć się do samego przedstawienia raportu z wnioskami z badań, dalszą&#13;
część raportu stanowi komplet uzyskanych w trakcie badań materiałów (zapisy&#13;
rozmów). Zamieszczono je z dwóch głównych powodów. Po pierwsze są one&#13;
podstawą uwiarygodniającą wnioski, po drugie są pośrednim potwierdzeniem autonomiczności i badawczej niezależności zespołu (w zamieszczonych&#13;
materiałach pojawia się wiele wątków, które trudno uznać za korzystne dla&#13;
Romów). Dodatkowym walorem jest bogactwo i waga tego materiału. Tego&#13;
typu badań o charakterze etnograficznym realizowanych jest niewiele; autorzy publikacji na temat Romów nie pokazują zwykle swojego warsztatu i nie&#13;
publikują materiału, który jest podstawą wnioskowania. Intencją moją, jako&#13;
redaktora, było pokazanie podstawy naszych wniosków, ale także wzbogacenia&#13;
ogólnej wiedzy o Romach, a przy tym dodatkowo rozwiania wątpliwości co&#13;
do ewentualnych etycznych aspektów związanych z podjęciem się realizacji&#13;
badań nad Romami na zlecenie samych Romów.&#13;
Zupełnie innym rodzajem zaangażowania była skierowana do mnie prośba,&#13;
bym przygotował wydanie albumu ze starymi, fotografiami z lat sześćdziesiątych, wykonanymi przez jednego z krakowskich fotografików, a obrazującymi&#13;
życie w czasie wędrówki kilku rodzin Polska Roma. Stowarzyszenie z Oświęcimia odkupiło te fotografie i zabiegało o dotację na ich wydanie w postaci&#13;
albumu. Po otrzymaniu dotacji zwrócili się więc z prośbą o przygotowanie&#13;
projektu albumu i tekstów towarzyszących poszczególnym sytuacjom pokazanym na fotografiach. W rezultacie powstała książka Cyganie – Romowie.&#13;
Zapomniane obrazy (2005).&#13;
&#13;
�224&#13;
&#13;
Lech Mróz&#13;
&#13;
Zleconą pracą było również napisanie na prośbę tego samego Stowarzyszenia książki, która zgodnie z zamysłem miała być skróconym przedstawieniem dziejów romskich, od wyjścia ich przodków z Indii do dzisiejszego&#13;
ich obywatelstwa w Unii Europejskiej. Jedyna próba ingerencji dotyczyła&#13;
wyeliminowania słowa „Cyganie” nie tylko z tytułu, lecz także z tekstu.&#13;
Wyjaśniłem dlaczego z przyczyn czysto naukowych, faktograficznych, jest&#13;
to niemożliwe, zaś na ideologizację ich dziejów zgodnie ze współczesną&#13;
poprawnością polityczną, ani na pisanie dziejów mitycznych, nie mogę się&#13;
zgodzić. Próba ingerencji ograniczyła się do tego motywu; poza tym nigdy&#13;
nie starano się wpływać na mnie ani cenzurować tekstu. Używanie słowa&#13;
„Cyganie” nie jest równoznaczne z eliminowaniem określenia „Romowie”&#13;
– nie miałem wątpliwości, że konieczne jest pokazanie trendu i rodzaju&#13;
zmian samoświadomości i pokazanie procesu dochodzenia do romskości.&#13;
Dlatego powstała praca nosi tytuł „Od Cyganów do Romów. Z Indii do Unii&#13;
Europejskiej” (2007).&#13;
&#13;
Konkluzje&#13;
Rozpocząłem ten tekst od naszkicowania sytuacji Romów w Polsce po&#13;
wymuszonym osiedleniu i w okresie późniejszym, w konsekwencji zmian wynikających z politycznych i ekonomicznych przeobrażeń w Europie Wschodniej,&#13;
a wreszcie i przyjęcia kilku państw tej części Europy do Unii Europejskiej. Uznałem bowiem, że nie jest to wiedza znana powszechnie, a poza tym późniejsze&#13;
działania Romów, a także stosunek do nich, mocno osadzony jest w tamtych&#13;
realiach i uwarunkowany rozmaitością sytuacji, jakie zaistniały w przeszłości&#13;
– tej odległej i tej całkiem niedawnej.&#13;
Uznałem za istotne dla dalszych rozważań pokazanie (równie skrótowe)&#13;
natury moich osobistych kontaktów z Cyganami, a potem Romami, ponieważ&#13;
zadzierzgnięte niegdyś znajomości, nawet przyjaźnie, miały istotny wpływ na&#13;
rodzaj moich późniejszych kontaktów. Wpływały na możliwość uczestniczenia&#13;
w rozmaitych momentach życia moich cygańskich czy romskich znajomych,&#13;
a także na zaufanie do mnie, czy nawet szacunek – tym tłumaczę upoważnienie do wypowiadania się w ich imieniu, czy reprezentowania ich interesów,&#13;
z przekonaniem, że będę faktycznym wyrazicielem ich woli i problemów.&#13;
Przejdę teraz do tych zagadnień i obszarów aktywności naszej dyscypliny&#13;
– antropologii, które stanowią bezpośrednią przyczynę przygotowania tego&#13;
tomu. Antropologia stosowana – podkreślają to autorzy definicji, nie tylko&#13;
przytaczanych tutaj – rozwijała się początkowo na zlecenie kolonizatorów.&#13;
Czas kolonialnej zależności i imperiów kolonialnych w zasadzie minął.&#13;
&#13;
�Antropologia w działaniu czy antropologia współpracująca...&#13;
&#13;
225&#13;
&#13;
W  zasadzie, bo rozmaite formy kolonialnej czy neokolonialnej zależności&#13;
stale i pod różnymi postaciami są obecne, np. zależności ekonomicznej,&#13;
podporządkowania kulturowego lub wynikającego ze statusu – ten właśnie&#13;
rodzaj relacji podporządkowania i dominacji dotyczy najczęściej Romów&#13;
w różnych krajach europejskich. Analizując wypowiedzi polityków i pytania&#13;
kierowane przez władze różnych szczebli w państwach zarówno wschodniej,&#13;
jak i zachodniej Europy, widać wyraźnie, że podstawowy ich sens sprowadza się do szukania sposobu sprawniejszego zarządzania, zmniejszenia zagrożeń konfliktami z ludnością dominującą, ale przede wszystkim właśnie&#13;
zarządzania i kontroli mniejszości etnicznej, jaką we wszystkich krajach&#13;
europejskich stanowią Romowie. Zatem i rodzaj pytań, rodzaj oczekiwań&#13;
kierowanych pod adresem antropologów jest podobny, jak w przypadku&#13;
wcześniejszych oczekiwań władz państw kolonialnych. Nie mam na myśli&#13;
ograniczania się do dostarczania skuteczniejszych propozycji zarządzania;&#13;
przecież bardzo wiele ważnych dzieł opisujących kulturę rozmaitych etnosów&#13;
powstało właśnie z inspiracji i w ramach poszukiwania wiedzy praktycznej,&#13;
która umożliwiłaby poznanie, ale także sprawniejsze zarządzanie obszarami i narodami podporządkowanymi. Do tego właściwie sprowadzały się&#13;
oczekiwania wobec antropologów, a dotyczące Romów. Podkreślić należy, że&#13;
powstało wiele prac dotyczących Cyganów, bodźcem których to dzieł była po&#13;
prostu chęć poznania i naukowe zainteresowania autorów. Jednak politycy&#13;
i rządzący kierowali się najczęściej innymi przesłankami. Wiadomo jest tym,&#13;
którzy zajmują się wiedzą dotyczącą Cyganów-Romów, że jeszcze sporo lat&#13;
po II wojnie światowej częsta była postawa odrzucenia czy separowania Cyganów od miejscowych społeczności niecygańskich. Często przyczyną było&#13;
naruszenie przez wędrowców granic czyjejś własności; pojawiały się zakazy&#13;
postoju wędrowców i inne formy ograniczenia – dotyczyło to zarówno krajów Europy Zachodniej, jak też Wschodniej (tak przecież należy rozumieć&#13;
przymusowe osiedlenie Cyganów w Polsce i w innych krajach tej części Europy). Z drugiej zaś strony ten rodzaj polityki rozmaitych państw zaczął być&#13;
krytykowany i to nie tylko przez naukowców. Zaczęto zauważać, że prawa&#13;
dotyczące narodów i jednostki są w przypadku Cyganów nieprzestrzeganie,&#13;
jakby byli oni wyłączeni. Do tego czasu polityka dotycząca Cyganów najczęściej (wyjątki były stosunkowo nieliczne) sprowadzała się do pytania: w jaki&#13;
sposób prowadzić działania wobec nich, by było mniej sytuacji kłopotliwych.&#13;
Nawet wydzielanie specjalnych miejsc, gdzie dopuszczane było obozowanie,&#13;
a gdzie z czasem zaczęto prowadzić także (w okresie zimowych postojów)&#13;
nauczanie, gdzie uruchomiono pralnie i punkty opieki zdrowotnej – przypadek Francji i Holandii – nie były jeszcze formą wspierania Cyganów, czy&#13;
&#13;
�226&#13;
&#13;
Lech Mróz&#13;
&#13;
pobudzania ich aktywności obywatelskiej. Tak było w większości przypadków&#13;
do lat siedemdziesiątych, a nawet nieco dłużej.&#13;
Nieprzypadkowo użyłem formy „kierowali”, bo choć nadal daje się zauważyć ten rodzaj oczekiwania od antropologów, oczekiwania praktycznych&#13;
recept na programowanie polityki wobec Romów, to wyraźnie dominować&#13;
zaczyna, i to już od kilku lat, taki rodzaj myślenia, który jest rezultatem zmian&#13;
w polityce społecznej, ale także w obrębie samej antropologii.&#13;
Dominować zaczyna – Polska jest tego przykładem – wyraźnie kierunek&#13;
aktywności, także naukowej, który określa definicja antropologii w działaniu&#13;
i zgodnie z intencją Taxa; mówiąc najogólniej – stosowanie antropologii&#13;
do rozumienia i wspierania tych innych, podporządkowanych, będących&#13;
najczęściej członkami grup mniejszościowych i stygmatyzowanych. Taką&#13;
właśnie zmianą myślenia i stosowania antropologii należy tłumaczyć wielość&#13;
form zaangażowania badaczy i nieromskich działaczy we wspieranie działań&#13;
romskich, w aktywizowanie romskich środowisk w rozmaitych dziedzinach&#13;
– edukacyjnej, zawodowej, a także politycznej. Także niemała część mojego&#13;
zaangażowania w sprawy romskie ma właśnie taki charakter (mam nadzieję,&#13;
że wynika to wyraźnie z powyższego tekstu).&#13;
Analizując postawy wobec Romów wyraźne jest – moim zdaniem – traktowanie Romów w tym pierwszym okresie powojennym przedmiotowo,&#13;
przede wszystkim jako mniejszość, i to uciążliwą. Widoczne jest wyraźne&#13;
ustrukturowienie – Romowie są grupą podporządkowaną, mniejszościową,&#13;
winną dostosowywać się do większości, do grupy dominującej, zaś starania&#13;
władz mają na celu przede wszystkim ochronę większości przed obecnością&#13;
mniejszości i sprawniejszą kontrolę romskiej mniejszości, a także znalezienie&#13;
mechanizmów, które pozwolą lepiej sterować procesem ich adaptacji kulturowej, a nawet asymilacji.&#13;
Lata dziewięćdziesiąte przyniosły wyraźną zmianę stosunku do Romów&#13;
i zmianę form działania. Powstają organizacje romskie i nieromskie stowarzyszenia, wspierające aktywność Romów, pomagające im w zabiegach o dotacje,&#13;
dostęp do edukacji, o możliwość zaistnienia. Zmienia się także traktowanie&#13;
Romów, zmienia stosunek państwa i jego agend, uwidocznia się proces stopniowego uzyskiwania podmiotowości przez Romów. Nadal jednak społeczność&#13;
romska nie dysponuje wystarczającym własnym zapleczem intelektualnym, by&#13;
radzić sobie samodzielnie w wielości nowych zjawisk i złożoności poruszania&#13;
się w świecie urzędów i międzynarodowych organizacji. Dlatego nadal jeszcze&#13;
widoczne jest to przedmiotowe traktowanie Romów, lecz kierunek zmian jest&#13;
widoczny; Romowie coraz bardziej stają się jednym z podmiotów etnicznej&#13;
mozaiki Polski i innych krajów.&#13;
&#13;
�Antropologia w działaniu czy antropologia współpracująca...&#13;
&#13;
227&#13;
&#13;
Dopiero jednak sytuacje, które opisałem w końcowym fragmencie tego&#13;
tekstu, coraz częstsze wypowiadanie się w mediach i w instytucjach krajowych&#13;
i szczebla międzynarodowego, wyraźny wzrost dumy narodowej, współdziałanie&#13;
z nieromskimi organizacjami i z osobami na zasadzie równości, partnerstwa,&#13;
a nie podporządkowania czy po prostu nierówności, jest wyrazem podmiotowości, wyrazem bycia jednym z etnosów pośród innych.&#13;
Pozostaje pytanie czy dotychczasowe granice (nawet jeśli pamiętamy&#13;
o braku wyraźnie zarysowanych ram metodologicznych) antropologii w działaniu nie będą ograniczały rozumienia tego procesu. A być może – odnoszę&#13;
takie wrażenie – jesteśmy u początków tworzenia nowej orientacji, czy nowego&#13;
kierunku działania w antropologii, który nazwałbym antropologią współpracującą, kiedy to obie strony – i ci, których dotyczy działanie antropologa&#13;
i w imieniu których je podejmuje, oraz sam podmiot działań – współpracują&#13;
partnersko nad wypracowaniem takich zmian społecznych, których rezultatem&#13;
będzie poprawa sytuacji i statusu tych, na rzecz których antropolog podejmuje&#13;
działanie.&#13;
&#13;
Literatura&#13;
Bennett John W.&#13;
2010 – Antropologia stosowana i antropologia w działaniu. Aspekty ideologiczne&#13;
i pojęciowe, w: H. Červinková, B.D. Gołębniak (red. naukowa), Badania w działaniu. Pedagogika i antropologia zaangażowane, Wrocław,&#13;
s. 297–337.&#13;
Cyganie – Romowie&#13;
2005 – Cyganie – Romowie. Zapomniane obrazy, opracowanie L. Mróz, Warszawa.&#13;
Encyklopedia...&#13;
2008 – Encyklopedia antropologii społeczno-kulturowej, red. A. Barnard i J. Spencer,&#13;
Warszawa.&#13;
Lewin K.&#13;
2010 – Badania w działaniu a problemy mniejszości, w: H. Červinková, B.D. Gołębniak (red. naukowa), Badania w działaniu. Pedagogika i antropologia&#13;
zaangażowane, Wrocław, s. 5–18.&#13;
Morin E.&#13;
1965 – Duch czasu, Kraków.&#13;
Mróz L.&#13;
2007 – Od Cyganów do Romów. Z Indii do Unii Europejskiej, Warszawa.&#13;
&#13;
�228&#13;
&#13;
Lech Mróz&#13;
&#13;
Mróz L. (red.)&#13;
2006 – Raport z badań zrealizowanych w ramach projektu „Romowie na rynku&#13;
pracy” (Program Inicjatywy Wspólnotowej EQUAL), Oświęcim.&#13;
Staszczak Z. (red.)&#13;
1987 – Słownik etnologiczny. Terminy ogólne, Warszawa – Poznań.&#13;
Tax S.&#13;
2010 – Projekt Lisy, w: H. Červinková, B.D. Gołębniak (red. naukowa), Badania w działaniu. Pedagogika i antropologia zaangażowane, Wrocław,&#13;
s. 19–25.&#13;
&#13;
�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8271" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8251">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/139aee31bd245f60d92880ddb080560b.pdf</src>
        <authentication>d39e3803f9933044b63cf941aa5fd2c9</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98842">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1248</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98844">
                <text>1986</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98846">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1152</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98848">
                <text>Wyróżnianie grupy własnej przez Cyganów w Polsce: swojskość, inność, obcość / ETNOGRAFIA POLSKA 1986 t.30 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98850">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1986 t.30 z.1, s.139-162</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98852">
                <text>Mróz, Lech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98854">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98856">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98858">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="98860">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98866">
                <text>„ E t n o g r a f i a P o l s k a " , t. X X X : 1986, z. 1
P L I S S N 0071-1861

LECH

MRÓZ

(Katedra Etnologii i Antropologii K u l t u r o w e j U W , Warszawa)

W Y R Ó Ż N I A N I E GRUPY W Ł A S N E J PRZEZ C Y G A N Ó W W POLSCE:
SWOJSKOŚC, INNOŚĆ, OBCOŚĆ
1

Tekst ten jest r e f l e k s j ą nad c y g a ń s k ą w i z j ą ś w i a t a . Zakresem, j a k i
nas t u t a j interesuje, jest w i z e r u n e k g r u p y w ł a s n e j i jej relacja do t y c h ,
k t ó r z y nie są zaliczani do w ł a s n e j s p o ł e c z n o ś c i — i n n y c h C y g a n ó w i nie- C y g a n ó w . Skoro m o w a b ę d z i e o sposobie percepcji i n n y c h społeczności,
t y m samym dotykać musimy takich kwestii, jak identyfikacja i tożsamość
k u l t u r o w a i kategorie j e j o k r e ś l a n i a , stereotypy etniczne ( s ą d y d o t y c z ą c e
przedstawicieli i n n y c h niż w ł a s n a społeczności) i autostereotypy ( s ą d y
na t e m a t g r u p y w ł a s n e j ) , p r o b l e m dystansu etnicznego i w a r t o ś c i , a prze­
de w s z y s t k i m k w e s t i i podstawowej, p o j ę c i a s w o j s k o ś c i i obcości. M i m o
iż k a ż d y z t y c h t e r m i n ó w b u d z i k o n t r o w e r s j e , ż a d e n nie jest na t y l e
jednoznacznie r o z u m i a n y , b y m ó g ł b y ć p o m o c ą w p r e c y z y j n i e j s z y m za­
k r e ś l e n i u granic p o j ę ć t a k i c h , j a k s w ó j , i n n y , obcy, k t ó r y m i t u t a j b ę ­
d z i e m y się p o s ł u g i w a ć i k t ó r e s t a n o w i ą p r z e d m i o t analizy.
P o d s t a w o w ą k w e s t i ą jest o k r e ś l e n i e siebie i w ł a s n e j g r u p y oraz t y c h ,
k t ó r z y s t a n o w i ą jej p r z e c i w i e ń s t w a , a w k a ż d y m razie nie n a l e ż ą do
g r u p y w ł a s n e j . J u ż poszukiwanie zasady s a m o o k r e ś l e n i a s p r a w i a k ł o ­
pot, w i e l e b o w i e m jest p ł a s z c z y z n i w i e l e c z y n n i k ó w w p ł y w a j ą c y c h na
i d e n t y f i k a c j ę . D a w n o j u ż doszli badacze do w n i o s k u , że z a r ó w n o samoo k r e ś l a n i e , j a k i p r ó b a zdefiniowania t y c h , k t ó r z y nie n a l e ż ą do g r u p y
w ł a s n e j , m a j ą charakter k o n t e k s t u a l n y . Nas interesuje zasada o k r e ś l a n i a
d o t y c z ą c a g r u p y etnicznej. B r a k i w t y m p r z y p a d k u jednoznacznie p r z y ­
j ę t y c h i uznanych k r y t e r i ó w . M o ż e m y o d w o ł a ć się do — j a k się pozor­
nie w y d a j e — jednoznacznie obiektywnego k r y t e r i u m p r z y j ę t e g o przez

1

T e k s t ten p o w s t a ł n a p o d s t a w i e p r o w a d z o n y c h od d a w n a b a d a ń w ł a s n y c h
a u t o r a oraz p r a c n a d C y g a n a m i r e a l i z o w a n y c h (przez k i l k u l e t n i j u ż okres) w r a ­
m a c h t e m a t ó w badawczych K a t e d r y Etnologii i Antropologii K u l t u r o w e j U n i w e r ­
s y t e t u W a r s z a w s k i e g o . P r o w a d z o n e b y ł y one podczas z a j ę ć g r u p ć w i c z e n i o w o - l a b o r a t o r y j n y c h ( p r z y p o m o c y s t u d e n t ó w ) , p r z e d e w s z y s t k i m j e d n a k w r a m a c h tzw.
problemów węzłowych.

�140

L E C H MROZ

O k e l y , że za swojego u z n a ć m o ż n a osobnika, k t ó r e g o jego w ł a s n a g r u p a
za takiego u w a ż a , albo Znanieckiego, że o b c y m i są c i , k t ó r y c h p o d m i o t
l u b gromada d o ś w i a d c z a j a k o obcych . W sumie obie te definicje spro­
w a d z a j ą się do jednego — grupa przyznaje l u b nie osobnikowi status
swojego; g r u p a decyduje, czy jest obcym. Jest to k r y t e r i u m dość j e d n o ­
znaczne, j e d n a k ż e w gruncie rzeczy nie za w i e l e w y j a ś n i a .
2

W i e l u badaczy s t w i e r d z i ł o t a k ż e , że w i z e r u n e k obcych jest j a k b y
o d w r ó c e n i e m w i z e r u n k u w ł a s n e j g r u p y . M a m y w i ę c o p o z y c j ę swoich
i obcych; ta kwestia o k r e ś l e n i a stosunku i miejsca g r u p y w ł a s n e j do
ś w i a t a ( i ludzi), k t ó r y nie jest zaliczany do swoich, od dawna s t a n o w i
p r z e d m i o t d o c i e k a ń badaczy.
N i e z a l e ż n i e od k o n t e k s t u a l n o ś c i o k r e ś l a n i a r e l a c j i swoi i ci, co n i e
n a l e ż ą do k a t e g o r i i swoich, n i e z a l e ż n i e od w i e l o r a k o ś c i p ł a s z c z y z n i d e n ­
t y f i k o w a n i a , w n o s z ę na podstawie b a d a ń , że w ś w i a d o m o ś c i w y s t ę p u j e
p r z y n a j m n i e j jeszcze jeden element j a k o konieczny do o k r e ś l e n i a siebie
i w ł a s n e j g r u p y . M e c h a n i z m w y r ó ż n i a n i a w ł a s n e j g r u p y nie ogranicza
się zawsze do prostej opozycji swoi — obcy i na pewno nie jest t y l k o
p r o s t ą o d w r o t n o ś c i ą , k i e d y kategorie i cechy p r z y p i s y w a n e jednej g r u ­
pie są o d w r ó c e n i e m cech g r u p y d r u g i e j , przeciwstawnej. Ż e sprawa n i e
jest tak prosta, m o ż e p o t w i e r d z a ć istnienie p o z y t y w n y c h s t e r e o t y p ó w
g r u p y n i e w ł a s n e j , p r z y p i s y w a n i e w ł a s n e j g r u p i e cech nie b ę d ą c y c h p r o ­
s t y m o d w r ó c e n i e m cech p r z y p i s y w a n y c h o b c y m i t d . S ą d z ę s t ą d , że za­
sada o k r e ś l a n i a relacji g r u p y w ł a s n e j do t y c h , k t ó r z y nie są zaliczani do
tej kategorii, u k ł a d a się — p r z y n a j m n i e j w p e w n y c h p r z y p a d k a c h —
w bardziej s k o m p l i k o w a n y schemat: swoi — i n n i [nie-swoi] — o b c y .
K a t a l o g k a t e g o r i i i cech, w e d ł u g k t ó r e g o dokonuje się zaliczenie do
swoich, jest dość r o z l e g ł y , j e d n a k ż e n a j c z ę ś c i e j p r z y j m u j e się, ż e t y m i
najistotniejszymi w y z n a c z n i k a m i są j ę z y k , u b i ó r , system w i e r z e ń , s p o s ó b
życia, p o ż y w i e n i e i z w i ą z a n e z n i m zwyczaje, system w a r t o ś c i etc. T y m
s a m y m t e ż o k r e ś l a się wszystkich, k t ó r z y s w o i m i nie są . J e d n a k ż e —•
j a k s ą d z ę — w o k r e ś l a n i u t y c h , k t ó r z y nie są s w o i m i , istnieje w ł a ś n i e
r o z r ó ż n i e n i e na i n n y c h i obcych.
3

4

2

B.

ment

Adams,

Policy

s. 27-52; F .

in

J.

L.

Mróz,

D.

Morgan,

Heinemann

Znaniecki,

cjologiczny", n r 2-4:
8

Okely,

England,

Studia

1930/31, s.

nad

D.

London

Smith,
1975;

antagonizmem

Gypsies

(rozdz.
do

and

Govern­

Gypsy

obcych,

Identity),

„Kwartalnik

So­

167.

Świadomościowe

wyznaczniki

dystansu

etnicznego,

„Etnografia

P o l s k a " , t. X X I I I : 1979, z. 2, s. 157-168.
4

Można

tutaj

i wyodrębnienia

przyjąć

zdanie

Obrębskiego,

że

to

nie w y m a g a r e f l e k s j i j a k o c o ś oczywistego, po p r o s t u
b l e m etniczny
Problem

grup

giczny", n r 6:

nie-swoi

są

miarą

c e c h w ł a s n y c h , r ó ż n y c h od p o s i a d a n y c h p r z e z t a m t y c h .

Polesia,
etnicznych
1936.

jest;

J. O b r ę b s k i ,

„ S p r a w y N a r o d o w o ś c i o w e " , t. 10: 1936,
w

etnologii

i jego

socjologiczne

refleksji
Swojskość

ujęcie,

n r 1-2,

Pro­

s. 3;

tenże,

„Przegląd

Socjolo­

�WYRÓŻNIANIE G R U P Y WŁASNEJ P R Z E Z

141

CYGANÓW

K a t e g o r i ę o k r e ś l a n ą jako swoi s t a n o w i ą w s p ó ł r o d o w c y (zespoły l u d z i
jednostki) •— n i e w a ż n e , f a k t y c z n i czy f o r m a l n i ( r o z w a ż a n i a nasze do­
t y c z ą t u t a j g r u p n i e f o r m a l n y c h , g r u p etnicznych) — ż y j ą c y w e d ł u g ś c i ­
ś l e o k r e ś l o n y c h zasad, uznawanych, akceptowanych i r e a l i z o w a n y c h przez
.społeczność i jej j e d n o s t k i p o w i ą z a n e i n t e r a k c j a m i .
Do k a t e g o r i i i n n y c h zaliczani są ci, k t ó r z y r ó ż n i ą się od g r u p y w ł a s n e j ,
.ale p o s i a d a j ą t e ż cechy z n i ą w s p ó l n e . Nie jest to w i ę c r ó ż n i c a biegunowa,
j a k w p r z y p a d k u obcych, o d m i e n n y c h w s p o s ó b zasadniczy od swoich —
sposobem egzystencji, k o l o r e m s k ó r y i i n n y m i cechami antropologiczny­
m i , j ę z y k i e m , systemem e t y c z n y m i w a r t o ś c i a m i , r e l i g i ą i systemem w i e ­
r z e ń . O d m i e n n o ś ć sposobu ż y c i a i o d m i e n n o ś ć antropologiczna, a zapew­
ne w znacznym stopniu o d l e g ł o ś ć przestrzenna, to jedne z najbardziej
p o d s t a w o w y c h w y r ó ż n i k ó w obcych.
T a k w i ę c i n n i są r e l a t y w n i e bliżsi n i ż obcy. Ten p o ś r e d n i element —
i n n i — w y d a j e się konieczny j a k o swego rodzaju bariera, granica m i ę ­
d z y s w o i m i a o b c y m i . M o ż n a t u t a j p r z y w o ł a ć klasyczny p o d z i a ł prze­
strzeni na sacrum i p r o f a n u m rozdzielone g r a n i c ą . Istnienie tej k a t e g o r i i
trzeciej, r o z d z i e l a j ą c e j , granicznej, w y d a j e się n i e z b ę d n e dla istnienia
d w ó c h p i e r w s z y c h . W p r z y p a d k u obcych jako skrajnego p r z e c i w i e ń s t w a
swoich konieczna jest strefa p r z e j ś c i o w a , graniczna — i n n y c h , b y tamte
d w i e m o g ł y się u w i d o c z n i ć .
K a t e g o r i a i n n i m . i n . przez s w ó j r o z g r a n i c z a j ą c y charakter i a m b i w a l e n t n o ś ć (jaka jest c e c h ą granicy) jest k a t e g o r i ą n i e k i e d y dość p ł y n n ą ,
t r u d n ą do w y r a ź n e g o zdefiniowania. Wiadomo, że s a m o o k r e ś l e n i e (nazwa
w ł a s n a ) w i e l u s p o ł e c z n o ś c i , z w ł a s z c z a p l e m i e n n y c h , jest r ó w n o z n a c z n e
z t e r m i n e m ludzie czy d o k ł a d n i e j „ p r a w d z i w i ludzie"; obcy są o k r e ś l a n i
j a k o nieludzie, czasami z w i e r z ę t a , czasami demony. I n n i z a w i e r a j ą się
p o m i ę d z y t y m i s k r a j n o ś c i a m i , są w i ę c l u d ź m i , c h o ć nie „ p r a w d z i w y m i
l u d ź m i " , l u b są i s t o t a m i c z ł e k o p o d o b n y m i , nie m a j ą c y m i jednak p e ł n i
l u d z k i c h w a l o r ó w . Wiele p r z e k a z ó w zarejestrowanych przez badaczy i i n ­
formacje zawarte w dawnej l i t e r a t u r z e p o t w i e r d z a j ą takie w ł a ś n i e roz­
r ó ż n i e n i e ; t a k ż e p r z y k ł a d społeczności, k t ó r a dalej b ę d z i e t u t a j a n a l i i

5

6

5

Żywioł
6

P a t r z np. M . E l i a d e ,

Sacrum,

P o n i e w a ż zagadnienie

historia,

W a r s z a w a 1970; R . С a i 11 o i s,

to nie j e s t t u t a j p r z e d m i o t e m

o g r a n i c z ę s i ę do p r z y t o c z e n i a
Krakowskiem: „Za Polską

i Niemce

rozmaite, T a l i j a n y

T u r k i i J a m e r y k a , bogata w

specjalnego analizowania,

jednego t y l k o , m a ł o r a c z e j znanego p r z y k ł a d u z l i t e ­

ratury polskiej, zarejestrowanego
w

mit,

i ład, W a r s z a w a 1973.

pod k o n i e c u b i e g ł e g o w i e k u p r z e z O s k a r a K o l b e r g a

są różne

kraje,

z Pigmontem
złote góry.

Węgry,

Prusacy, Szwedy,

k r ó l e m . Francuzy, wreszcie
Za tymi

krajami

są jeszcze

Luterjany

niechrzczone
dzikie

i k r a j e cieplice, do z a c h o d u s ł o ń c a o d w r ó c o n e . Z a c i e p l i c a m i s ą k r a ń c e ś w i a t a ;
mieszkają

dzikie

ludy

niedowiarki,

co

nie

mówią,

tylko

kwiczą.

C i ludzie

kraje
tam
mają

ogromne stopy u n ó g ; gdy j e s t b a r d z o g o r ą c o , to s i ę p r z e w r a c a j ą n a z i e m i ę i sto­
pami, jakby łopatami

nakrywają

głowy

przed s ł o ń c e m . M a j ą

oni t y l k o j e d n o

oko,

ale na wylot g ł o w y . Z a t y m i k r a j a m i w i d a ć j u ż k o m i n y piekielne, w y g l ą d a j ą c e j a k

�142

L E C H MROZ

zowana, C y g a n ó w , uwidacznia i potwierdza o w ą z a s a d ę . T r u d n o p o w i e ­
dzieć w tej c h w i l i , czy zasada t r ó j p o d z i a ł u swoi — i n n i — obcy jest po­
wszechna w w y r ó ż n i a n i u swoich. W y d a j e się, że w p r z y p a d k u g r u p et­
n i c z n y c h ( p r z y n a j m n i e j n i e k t ó r y c h ) w y s t ę p u j e ona w y r a ź n i e w o k r e ś l a ­
n i u w ł a s n e j t o ż s a m o ś c i . M o i m zdaniem p r z y n a j m n i e j n i e k t ó r e p r z y k ł a d y
p o t w i e r d z a j ą t ę z a s a d ę albo raczej t y l k o n i e k i e d y p o t r a f i m y z o b a c z y ć
j ą , p e ł n i e j o d c z y t a ć . Jeden z n i c h zostanie n i ż e j bardziej s z c z e g ó ł o w o
omówiony.
Sprowadzenie r e l a c j i swoi, wobec w s z y s t k i c h nie zaliczanych do s w o ­
ich, do d y c h o t o m i i , do prostej opozycji swoi — obcy (co czyni się po­
wszechnie), ma n i e w ą t p l i w i e p e w i e n w a l o r — jest m o ż l i w o ś c i ą n a j ­
p r o s t s z ą . T y l e że nie zawsze to, co najprostsze, jest p r a w d z i w e . O d p e w ­
nego czasu daje się z a u w a ż y ć w ś r o d o w i s k a c h n a u k o w y c h (jest to w i ­
doczne w Polsce) p e w n ą s k ł o n n o ś ć , m o ż e nawet m a n i e r ę do analizowania
r z e c z y w i s t o ś c i poprzez szukanie opozycji, poprzez k o n s t r u o w a n i e par
przeciwstawieństw. K r y t y k u j ą c ową upraszczającą skłonność można by
p o s ł u ż y ć się a r g u m e n t a m i i zarzutami, j a k i e socjolingwistyka k i e r u j e
pod adresem s t r u k t u r a l i z m u : „ A b s t r a h o w a n i e w analizie j ę z y k a od r z e ­
c z y w i s t y c h f a k t ó w m o w y , od jego funkcjonowania, przecenianie system o w o ś c i , p o w i ą z a n e z niedocenianiem u ż y ć , n a s t ę p n i e z b y t daleko posu­
niętą idealizację przedmiotu b a d a ń " .
1

C h c i a ł b y m jeszcze z w r ó c i ć u w a g ę na z a d z i w i a j ą c ą z b i e ż n o ś ć — na
u w i d a c z n i a j ą c ą ó w t r ó j p o d z i a ł : swoi — i n n i — obcy, a n a l o g i ę z zakresu
j ę z y k a w postaci trzech k a t e g o r i i osób: ja — t y — on, m y — w y —
oni. Nie w y d a j e się, b y b y ł a to z b i e ż n o ś ć p r z y p a d k o w a , c h o ć b y z u w a g i
na powszechne w y s t ę p o w a n i e t y c h trzech | o r m w j ę z y k u l u b raczej
w r ó ż n y c h j ę z y k a c h . Jak s ą d z ę , j ę z y k dostarcza n a m kolejnego a r g u m e n ­
t u , a r g u m e n t u p o t w i e r d z a j ą c e g o , iż w naszym m y ś l e n i u —- m i m o w i e ­
lości p ł a s z c z y z n i d e n t y f i k a c j i i n i e z a l e ż n i e od k o n t e k s t u a l n o ś c i — w y ­
r ó ż n i a m y te t r z y podstawowe kategorie. N a w e t m o ż e w i ę c e j n i ż a r g u ­
m e n t u — j ę z y k pokazuje p e w n ą dość powszechnie w y r ó ż n i a n ą z a s a d ę
k l a s y f i k a c j i . N i e z a l e ż n i e czy j ę z y k jest t y m , co o d d z i a ł y w a j ą c na m y ­
ś l e n i e f o r m u ł u j e n a s z ą p r y w a t n ą i s p o ł e c z n ą z a s a d ę kategoryzacji, czy
t e ż jest odbiciem o b i e k t y w n i e i s t n i e j ą c e j , n i e z a l e ż n e j od j ę z y k a zasady,
nie w y d a j e się p r z y p a d k o w e istnienie i w y o d r ę b n i a n i e t y c h trzech k a t e ­
g o r i i osób.
P r z y j m u j ę w i ę c , że te t r z y kategorie osób l u b g r u p i s t n i e j ą w m y ś l e ­
n i u s t a n o w i ą c odbicie trzech klas, j a k i e w y r ó ż n i a się o k r e ś l a j ą c w ł a s n ą
g r u p ę s p o ł e c z n ą , i t y c h , k t ó r z y do niej nie e ą zaliczani. Pytanie, czy te
t r z y elementy stale, r ó w n o c z e ś n i e i r ó w n o r z ę d n i e w y s t ę p u j ą w o k r e ś l a -

s t r a s z n e g ó r y " ; za
które mi odradzano,
7

M.

J . S. B y s t r o ń , Megalomania
W a r s z a w a 1980, s. 319-320.

Głowiński,

Wstęp,

[w:] Język

narodowa,

i społeczeństwo,

w

zbiorze:

Warszawa

1977,

Tematy,
s.

7.

�WYRÓŻNIANIE GRUPY W Ł A S N E J PRZEZ

143

CYGANÓW

n i u w ł a s n e j g r u p y i w s z y s t k i c h b ę d ą c y c h poza n i ą , czy t e ż istnieje j a k a ś
inna zasada i c h w y s t ę p o w a n i a , czy operacja „ u p o r z ą d k o w a n i a " ś w i a t a
dokonuje się w jednej p ł a s z c z y ź n i e , czy t e ż jest j a k i e ś inne r o z w i ą z a n i e .
P r z y b l i ż s z e j , bardziej w n i k l i w e j analizie w y d a j e się, że dokonuje się t o
w d w ó c h stale p r z e c i n a j ą c y c h się, stale w s p ó ł o b e c n y c h p ł a s z c z y z n a c h :
i d e n t y f i k a c j i w ł a s n e j g r u p y wobec i n n y c h C y g a n ó w i i d e n t y f i k a c j i w ł a s ­
nej g r u p y (wraz z i n n y m i Cyganami) wobec n i e - C y g a n ó w . T w o r z y s i ę
w i ę c j a k b y przestrzenny model s t a ł e g o w s p ó ł w y s t ę p u j ą c e g o o k r e ś l a n i a
się przez swoich w stosunku do i n n y c h , ale r ó w n o c z e ś n i e wobec obcych,
wobec n i e - C y g a n ó w . P r z y c z y m zawsze o k r e ś l a n i e dokonuje się p r z y
obecności, uczestnictwie w s z y s t k i c h trzech e l e m e n t ó w — są one c e c h ą
i m m a n e n t n ą w i z j i ś w i a t a , kosmosu i swojego w n i m u s y t u o w a n i a . I oto
d o s z e d ł s z y do t y c h w n i o s k ó w w w y n i k u analizy m a t e r i a ł u empirycznego
( d o t y c z ą c e g o C y g a n ó w ) t r a f i ł e m na tekst w y b i t n e g o j ę z y k o z n a w c y f r a n ­
cuskiego E m i l e Benveniste'a, tekst, k t ó r y jest p o t w i e r d z e n i e m na gruncie
j ę z y k o z n a w s t w a mojej hipotezy i w n i o s k ó w . S ą d z ę , że w a r t o z a c y t o w a ć
najistotniejszy dla m o i c h r o z w a ż a ń fragment:
8

„Język

dostarcza

zwalającej

bowiem

na praktykę

mówiącemu

podstawowej

mówienia. Daje mu narzędzie

struktury formalnej,
językowe

zapewniające

d w ó j n e funkcjonowanie — subiektywne

i referencjalne — wypowiedzi;

różnienie

niezbędne,

każdym

i

rozróżnienie

epoce,

zawsze

obecne w

między

ja

i

nie-ja,

języku,

w

wprowadzone

każdym
za

po­
po­

jest to r o z ­

społeczeństwie

pomocą

specjalnych

w s k a ź n i k ó w s t a ł y c h w k a ż d y m j ę z y k u i tylko temu s ł u ż ą c y c h form zwanych w g r a ­
matyce zaimkami, które u r z e c z y w i s t n i a j ą p o d w ó j n ą

o p o z y c j ę , «ja» i « t y » oraz opo­

z y c j ę systemu «ja/ty» wobec «on».
Pierwsza

opozycja

«ja/ty»

międzyludzkiego. Jedynie

jest

strukturą

w kodzie

wypowiedzenia

osobistego,

wyłącznie

specjalnym, religijnym lub poetyckim

możliwe

j e s t u ż y c i e tej o p o z y c j i poza ś r o d o w i s k i e m l u d z k i m .
Druga

opozycja

«ja/ty»

—

«on»,

przeciwstawiająca

operacji referencjalnej i tworzy m o ż l i w o ś c i wypowiedzi
co n i e

jest wypowiedzeniem.

Mamy

tu p o d s t a w ę ,

osobę

nieosobie,

dokonuje

o czymś, o świecie, o tym,

na której

opiera s i ę

podwójny

system relacyjny języka"

W y n i k a z p o w y ż s z e g o c y t a t u , że m a m y nie j e d n ą p r o s t ą o p o z y c j ą
swoi — obcy, r e a l i z o w a n ą w z a l e ż n o ś c i od k o n t e k s t u w n a j r ó ż n i e j s z y c h
w y m i a r a c h i p ł a s z c z y z n a c h , ale dwie, i s t n i e j ą c e stale obok siebie i n i e ­
z a l e ż n e od k o n t e k s t ó w opozycje „ j a — t y " i „ j a / t y —- o n " l u b „ m y —
w y " i „ m y / w y — o n i " , a w u ż y t e j przeze m n i e t e r m i n o l o g i i „ s w o i " —
„ i n n i " i „ s w o i - i n n i " — „ o b c y " . O k r e ś l a n i e siebie, i d e n t y f i k a c j a , dokonuje
się stale w t y m s k ł a d a j ą c y m się z trzech k a t e g o r i i podziale, w k a ż d y m
razie p r z y ś w i a d o m o ś c i i c h istnienia. K o n t e k s t u a l n o ś ć o k r e ś l o n a jest w i ę c
8

P o z w o l ę sobie o d w o ł a ć s i ę t u t a j do m o i c h w c z e ś n i e j s z y c h p u b l i k a c j i : L . M r ó z,

Badania
z. 2, s.

dystansu
15-35;

etnicznego:

tenże,

grafia P o l s k a " , t. X X I I I :
'E.

Benveniste,

i społeczeństwo,

Cyganie

— Polacy,

Świadomościowe

„ E t n o g r a f i a P o l s k a " , t. X X I I :

wyznaczniki

dystansu

etnicznego,

1978,

„Etno­

1979, z. 2, s. 157-168.
Struktura

języka

W a r s z a w a 1980, s. 36-37.

i struktura

społeczeństwa,

[w:]

Język:

�144

L E C H MROZ

t y l k o p ł a s z c z y z n ą k a ż d o r a z o w e g o zastosowania. Opozycja druga ( p r z y ­
p o m i n a j ą c cytowane zdanie Benveniste'a) przeciwstawia o s o b ę nieosobie,
a m y ś l ę , że m o ż n a b y p o w i e d z i e ć t a k ż e c z ł o w i e k a n i e c z ł o w i e k o w i , l u d z i
n i e l u d z i o m . I t u dochodzimy do p o t w i e r d z e n i a kolejnego w a ż n e g o w n i o ­
s k u w y n i k a j ą c e g o z analizowanego przeze m n i e m a t e r i a ł u .
P r z y k ł a d e m , j a k i m p o s ł u ż y m y się w i l u s t r o w a n i u p o w y ż s z e j tezy,
jest grupa o k r e ś l a j ą c a siebie m i a n e m Roma, a powszechnie znana p o d
m i a n e m C y g a n ó w . Obie te n a z w y znane s ą przedstawicielom g r u p y Roma
i obie, choć dla r ó ż n y c h c e l ó w i w r ó ż n y c h sytuacjach, s ą przez n i c h
stosowane. Ja t u t a j b ę d ę p o s ł u g i w a ł się obiema — p r z y j ę c i e t y l k o o k r e ­
ś l e n i a Cyganie b y ł o b y p r z y j ę c i e m i zaakceptowaniem zasady widzenia tej
s p o ł e c z n o ś c i z pozycji nie-Cygana, p r z y j ę c i e z a ś w y ł ą c z n i e o k r e ś l e n i a
Roma jest w p r a w d z i e zgodne z a k t u a l n y m i t r e n d a m i w cyganologii, ale
m a m z a s t r z e ż e n i a w ł a ś n i e do o w y c h t r e n d ó w , p r z y b i e r a j ą c y c h n i e k i e d y
p o s t a ć bezkrytycznego cyganofilstwa. D o w a r t o ś c i o w y w a n i e , u c z ł o w i e c z a ­
nie p r z e d s t a w i c i e l i p r z e ś l a d o w a n e j t a k często s p o ł e c z n o ś c i poprzez u h o ­
norowanie u ż y c i e m n a z w y w ł a s n e j (Rom — l.p., Roma — l.m.) jest n i e ­
n a t u r a l n e . R ó w n i e f a ł s z y w e b y ł o b y , g d y b y ś m y teraz zaczęli nagle po­
wszechnie z d e l i k a t n o ś c i (czy raczej p r u d e r i i ) ostentacyjnie e l i m i n o w a ć
n a z w ę Ż y d z i , u ż y w a j ą c zamiast niej np. Izraelici. Poza t y m nazwa Cyga­
nie jest t a k ż e znana i u ż y w a n a przez samych R o m ó w i obecnie j a k b y za­
t r a c i ł a swoje dawne zdecydowanie p e j o r a t y w n e znaczenie — c h o ć trzeba
t a k ż e z a z n a c z y ć , że r ó ż n e są z w y k l e k o n t e k s t y u ż y w a n i a o b u t y c h nazw
przez c z ł o n k ó w g r u p y , k t ó r e j one d o t y c z ą .
P r z y k ł a d e m , k t ó r y zostanie p o n i ż e j zanalizowany, s ą Roma (Cyganie)
z a m i e s z k u j ą c y P o l s k ę . S ą to cztery g r u p y : L o w a r a , K e ł d e r a s z a , Polska
Roma i Cyganie z a m i e s z k u j ą c y na p o ł u d n i u P o l s k i w g ó r s k i c h wioskach.
T r z y pierwsze do p o ł o w y l a t s z e ś ć d z i e s i ą t y c h , a n a w e t d ł u ż e j , p r o w a ­
d z i ł y w w i ę k s z o ś c i ż y c i e w ę d r o w n e , j e d y n i e na z i m ę o s i e d l a j ą c się. Po­
t e m w w y n i k u z a r z ą d z e ń p a ń s t w o w y c h i d z i a ł a ń a d m i n i s t r a c y j n y c h zo­
stali osiedleni. Dziś, j e ś l i p o l e g a ć na w i a d o m o ś c i a c h oficjalnych, p r o w a d z ą
ż y c i e w p e ł n i o s i a d ł e . W r z e c z y w i s t o ś c i nadal znaczna część przemieszcza
się, t y l e że i n n y jest charakter w ę d r o w a n i a . Nie w o z a m i z a p r z ę ż o n y m i
w konie, ale samochodami l u b k o l e j ą do obozowisk, gdzie s p ę d z a j ą letnie
m i e s i ą c e , l u b częściej od jednego do innego miasta, gdzie zamieszkuje
rodzina. Nie jest to w i ę c koczowanie, lecz bardzo r o z w i n i ę t a r u c h l i w o ś ć
przestrzenna. N a d a l bardzo t r w a ł e są w i ę z i r o d z i n i r o d ó w (vie ) i n a 1 0

1 0

V i c a — d o s ł o w n i e z n a c z y postronek, f r a g m e n t u p r z ę ż y k o ń s k i e j , za p o m o c ą
k t ó r e g o c i ą g n i ę t y j e s t w ó z ; t a k ż e o z n a c z a k r e w n y c h . T e r m i n ten jest d o ś ć c z ę s t o
u ż y w a n y we w s p ó ł c z e s n e j literaturze cyganologicznej, w zasadzie p o k r y w a s i ę z z a ­
k r e s e m p o j ę c i a r ó d (lub k i l k a r o d ó w ) p o c h o d z ą c y c h od w s p ó l n e g o p r z o d k a . W ś r ó d
C y g a n ó w ż y j ą c y c h w Polsce nie jest znany u C y g a n ó w k a r p a c k i c h i u P o l s k a R o m a
( p r z y n a j m n i e j n i g d y nie u d a ł o m i s i ę — m i m o d o ś ć szerokiego k r ę g u r o z m ó w c ó w —
t r a f i ć n a ś l a d jego i s t n i e n i a ) . Z n a j ą go i s t o s u j ą L o w a r a i K e ł d e r a s z a — j e d n a k nie
w s z y s c y ; obecnie, j a k s i ę w y d a j e , w y c h o d z i s t o p n i o w o z u ż y c i a .

�W Y R Ó Ż N I A N I E G R U P Y W Ł A S N E J P R Z E Z CYGANÓW

145

dal przestrzega się zasady t r a d y c y j n e j organizacji s p o ł e c z n e j w postaci
k r i s u (rodzaj s ą d u i r a d y starszyzny), na czele k t ó r e g o stoi K r i s a k o - R o m
u L o w a r a i K e ł d e r a s z a i Baro-Sero ( Š e r o - R o m ) , g ł o w a , z w i e r z c h n i k C y ­
g a n ó w z g r u p y Polska Roma. L o w a r a i K e ł d e r a s z a , n a j p ó ź n i e j p r z y b y ł e
do P o l s k i g r u p y i szeroko r o z g a ł ę z i o n e po ś w i e c i e , ł ą c z ą silne w i ę z i r o ­
dzinne z Cyganami z a m i e s z k u j ą c y m i w w i e l u k r a j a c h . K a ż d a z t y c h
trzech g r u p , Polska Roma, K e ł d e r a s z a , L o w a r a , stanowi w Polsce o d r ę b ­
n ą s p o ł e c z n o ś ć i choć z d a r z a j ą się m i ę d z y n i m i m a ł ż e ń s t w a , nadal obo­
w i ą z u j e (i w p r a k t y c e p r z e w a ż a ) zasada endogamii. K a ż d a z t y c h trzech
g r u p dzieli się na p o d g r u p y i r o d y (vice) w y w o d z ą c e się od i m i e n i a p r z o d ­
ka czy geograficznych lokalizacji d a w n y c h o b s z a r ó w w ę d r o w a n i a . P o ­
d z i a ł y te f u n k c j o n u j ą do dzisiaj w ś w i a d o m o ś c i i nieraz m a j ą istotne
znaczenie. O k r e ś l a j ą p r e s t i ż i miejsce w h i e r a r c h i i w o b r ę b i e g r u p y . Jed­
n o s t k a m i p o d s t a w o w y m i w o b r ę b i e podgrup (i zarazem g r u p y ) są r o d z i ­
ny, ale silne i bliskie w i ę z i p o m i ę d z y r o d z i n a m i w y w o d z ą c y m i się od
t y c h samych p r z o d k ó w , o k r e ś l a n i e swojego pochodzenia — n p . p r z y spot­
kaniach i prezentacji — przez o d w o ł a n i e się do i m i e n i a ojca l u b dziadka,
w s k a z u j ą na istnienie i w a ż n o ś ć w i ę z i r o d o w y c h . Ostatnia, czwarta grupa,
o k t ó r e j b ę d z i e t u mowa, to Cyganie z a m i e s z k u j ą c y na p o ł u d n i u P o l s k i .
O d dawna osiadli, żyli na p e r y f e r i a c h wiosek i osad g ó r a l i Podtatrza,
B e s k i d ó w , S p i s z ą i O r a w y . Przez poprzednie t r z y g r u p y o k r e ś l a n i są
n a j c z ę ś c i e j jako B e r g i t k a Roma (lub B e r g a r y ) — Cyganie g ó r s c y l u b
„ ł a b a n c a " (nieczyści). W l i t e r a t u r z e cyganologicznej o k r e ś l a się i c h j a k o
C y g a n ó w k a r p a c k i c h . Oba o k r e ś l e n i a , z a r ó w n o B e r g i t k a Roma j a k i C y ­
ganie karpaccy, obce są t y m Cyganom, nie z o s t a ł y zaakceptowane. S w o ­
ich o k r e ś l a j ą j a k o A m a r e Roma (nasi Cyganie), k t ó r e to o k r e ś l e n i e nie­
wiele m ó w i . Jest po p r o s t u i n f o r m a c j ą , że w bliższej l u b dalszej wiosce
z a m i e s z k u j ą t a k ż e Roma, osiadli, podobnie ż y j ą c y , m ó w i ą c y p o d o b n y m
j ę z y k i e m i często s p o k r e w n i e n i poprzez w y m i a n ę p a r t n e r ó w m a ł ż e ń s k i c h .
( A b y j a k o ś jednak o k r e ś l i ć , że o tej g r u p i e mowa, b ę d ę p o s ł u g i w a ł się
t e r m i n e m p r z y j ę t y m przez c y g a n o l o g ó w : Cyganie karpaccy). Cyganie
zamieszkali w t y m rejonie nie s t a n o w i ą jednej z w a r t e j s p o ł e c z n o ś c i , nie
p o s i a d a j ą j a k i e j ś jednej f o r m y organizacji g r u p o w e j ani w ł a d z y z w i e r z ­
chniej. M i ę d z y osadami i s t n i e j ą n i e k i e d y d o ś ć silne uprzedzenia i n i e ­
c h ę c i , b ę d ą c e w y r a ź n i e szukaniem k o z ł a ofiarnego, k o g o ś gorszego, kogo
m o ż n a b y ł o b y o k r e ś l i ć m i a n e m ł a b a n c a — t y m samym, k t ó r y m L o w a r a ,
K e ł d e r a s z a i Polska Roma o k r e ś l a j ą w s z y s t k i c h bez w y j ą t k u C y g a n ó w
z g ó r s k i c h wiosek. Tak w i ę c Cyganie p r z e b y w a j ą c y w Polsce t w o r z ą
j a k b y dwa o d r ę b n e z e s p o ł y , d w i e s p o ł e c z n o ś c i o o d m i e n n y c h osobowo­
ś c i a c h . Jedna to L o w a r a , K e ł d e r a s z a i Polska Roma (ci, co do niedawna
jeszcze w ę d r o w a l i i t y m s a m y m — m i m o i s t n i e j ą c y c h p o m i ę d z y n i m i
r ó ż n i c — podobne m a j ą d o ś w i a d c z e n i a z k o n t a k t ó w z nie-Cyganami, po­
d o b n y do n i c h stosunek i podobne w y o b r a ż e n i a na i c h temat), d r u g a to
osiadli od dawna, stale ż y j ą c y p o m i ę d z y nie-Cyganami, Cyganie z g ó r 10 — E t n o g r a f i a P o l . 30/1

�146

LECH

MBOZ

skich wiosek P o l s k i P o ł u d n i o w e j . O d m i e n n o ś ć o s o b o w o ś c i t y c h d w ó c h
k a t e g o r i i C y g a n ó w , r ó ż n i c e w stosunku do n i e - C y g a n ó w są t a k ż e r ó ż n i ­
cami sposobu życia i podstaw gospodarczych egzystencji. Cyganie k a r ­
paccy p r a c u j ą w z a k ł a d a c h p r z e m y s ł o w y c h , p r z y budowie d r ó g j a k o
k i e r o w c y , część z n i c h w latach p i ę ć d z i e s i ą t y c h p r z e n i o s ł a się do Nowej;
H u t y koło K r a k o w a l u b na Ś l ą s k w p o s z u k i w a n i u pracy. K o b i e t y p r a ­
c u j ą dorywczo, n a j c z ę ś c i e j w d o m u , dla s p ó ł d z i e l n i p r z e m y s ł u ludowego
l u b f a b r y k i obuwia w N o w y m T a r g u . T y l k o nieliczni z n i c h u t r z y m u j ą
się z m u z y k o w a n i a w restauracjach i k a w i a r n i a c h (najczęściej m a j ą s t a ł e
miejsca pracy — lokale, gdzie n i e k i e d y od lat co w i e c z ó r g r a j ą ) l u b g r a ­
nia na weselach.
Cyganie z trzech p i e r w s z y c h g r u p w znacznej w i ę k s z o ś c i nadal u t r z y ­
m u j ą się z h a n d l u (samochodami, z ł o t e m , d o l a r a m i , t k a n i n a m i u b r a n i o ­
w y m i , rzadziej j u ż k o ń m i ) . Sporo z n i c h j e ź d z i po k r a j u z a r a b i a j ą c m u ­
z y k o w a n i e m , ponadto k o b i e t y nadal — p r ó c z h a n d l u — t r u d n i ą się w r ó ­
ż e n i e m i n i e k i e d y s p r z e d a ż ą „ c u d o w n y c h l e k ó w " ( g ł ó w n i e dotyczy t o
kobiet Polska Roma). Nadal jeszcze k i e r u j ą się t y m i s a m y m i zasadami,
k t ó r e s t a n o w i ł y o specyfice i h e r m e t y c z n o ś c i w czasie nie ograniczonego,
tak j a k obecnie, w ę d r o w a n i a . C i ą g l e są to s p o ł e c z n o ś c i w e w n ę t r z n i e silnie
spojone. Takie, w k t ó r y c h k o n t a k t y s p o ł e c z n e i codzienna egzystencja
d o k o n u j ą się p o m i ę d z y Cyganami, choć w bardzo szerokim i stale obec­
n y m k o n t e k ś c i e n i e c y g a ń s k i m . M i m o jednak o b e c n o ś c i tego n i e c y g a ń s k i e go otoczenia pozostaje ono często j e d y n i e t ł e m , c h o ć p r z e c i e ż w ł a ś n i e od
tego t ł a u z a l e ż n i o n a jest egzystencja biologiczna g r u p y . Z k o n i e c z n o ś c i
o g r a n i c z ę s i ę t y l k o do t y c h p o d s t a w o w y c h i bardzo s k ą p y c h i n f o r m a c j i
0 Cyganach w Polsce, p e ł n i e j s z e uwidocznienie r ó ż n i c n a d m i e r n i e odda­
l i ł o b y nas od podstawowego t e m a t u ; o g r a n i c z ę się do i n f o r m a c j i koniecz­
n y c h dla dalszego t o k u r o z w a ż a ń .
Nie-Cyganie są —• j a k p o w i e d z i e l i ś m y — k o n t e k s t e m f u n k c j o n o w a n i a
1 egzystencji R o m ó w . N i e jest znana sytuacja, ż e b y Cyganie w y s t ę p o w a l i
j a k o grupa w i ę k s z o ś c i o w a . W k a ż d y m z k r a j ó w , gdzie p r z e b y w a j ą , s ą
w m n i e j s z o ś c i . N a w e t j e ś l i są t a k liczni, j a k w J u g o s ł a w i i , R u m u n i i , na
W ę g r z e c h czy w C z e c h o s ł o w a c j i , t a k ż e zawsze są t y l k o m n i e j s z o ś c i ą
w wielokroć liczniejszym środowisku niecygańskim. Stała obecność nie- C y g a n ó w widoczna jest w opiniach i s t e r e o t y p o w y c h s ą d a c h R o m ó w na
temat n i e - C y g a n ó w . Podobnie nie-Cyganie, od p o k o l e ń p r z e c i e ż s t y k a j ą ­
cy się z Cyganami, w y t w o r z y l i c a ł y szereg w y o b r a ż e ń d o t y c z ą c y c h ich.
Jest w i e l e w s p ó l n y c h cech w t y c h obu w i z e r u n k a c h — w i z e r u n k u Cyga­
n ó w w oczach n i e - C y g a n ó w i w i z e r u n k u n i e - C y g a n ó w w oczach Cyga1 1

1 1

i

Pełniejsze

różnic

między

informacje

dotyczące

nimi zawarte są w

współczesnej

sytuacji

Cyganów

opracowaniach i podsumowaniach

w

Polsce

poszczegól­

n y c h e t a p ó w b a d a ń w ę z ł o w y c h — z n a j d u j ą s i ę one w a r c h i w u m K a t e d r y E t n o l o g i i
i Antropologii K u l t u r o w e j U W .

�WYRÓŻNIANIE GRUPY W Ł A S N E J PRZEZ

147

CYGANÓW

n ó w . Z r ó ż n i c o w a n i e c y g a ń s k i c h g r u p w Polsce znajduje odbicie t a k ż e we
w z a j e m n y c h s ą d a c h o sobie i o p o z o s t a ł y c h grupach. K a ż d a ze s p o ł e c z ­
n o ś c i c y g a ń s k i c h w y o d r ę b n i a siebie s p o ś r ó d o g ó ł u C y g a n ó w , ale t a k ż e
r ó ż n i c u j e ten ogół (w zależności od p o d z i a ł ó w p o d g r u p o w y c h i g r u p o ­
w y c h ) , nie t r a k t u j ą c go j a k o masy jednorodnej. Natomiast nie-Cyganie,
m i m o iż nie m n i e j są z r ó ż n i c o w a n i , co nie uchodzi p r z e c i e ż u w a g i Cyga­
n ó w , w t ł a c z a n i są w jedne r a m y , w j e d n ą k a t e g o r i ę gadzia , o jedno­
znacznie n i e m a l p e j o r a t y w n y m zabarwieniu. Nie-Cyganie (jako s p o ł e ­
c z e ń s t w o , jako całość — p o m i j a m p r z y p a d k i jednostkowe) nie m a j ą swo­
i c h t w a r z y , są m a s ą o jednej t w a r z y , o j e d n y m charakterze, m e n t a l ­
ności, wadach. T a k w i d z ą n i e - C y g a n ó w L o w a r z y , K e ł d e r a s z e , Polska
Roma; w y j ą t k i e m są Cyganie karpaccy (ale ten przypadek w y m a g a
osobnego o m ó w i e n i a i osobnej analizy).
1 2

Podobnie i dla w i ę k s z o ś c i P o l a k ó w Cyganie s ą m a s ą p o s i a d a j ą c ą j e d ­
n a k i charakter, p r z y w a r y i m e n t a l n o ś ć . M a m y w i ę c do czynienia z s i l ­
n y m i w z a j e m n y m i uprzedzeniami i z w y r a ź n i e w i d o c z n y m dystansem,
b ę d ą c y m s w o i s t ą m i a r ą obcości. Z s y t u a c j ą , k i e d y percepcja d r u g i e j spo­
ł e c z n o ś c i dokonuje się na zasadzie s ą d ó w stereotypowych, nie poprzez
w ł a s n e d o ś w i a d c z e n i e , ale poprzez wzorzec, j a k i dla tej drugiej g r u p y
z o s t a ł w y t w o r z o n y . I n n a s p o ł e c z n o ś ć c y g a ń s k a (wobec w ł a s n e j g r u p y cyg a ń s k i e j ) l u b inna s p o ł e c z n o ś ć n i e c y g a ń s k a (dla n i e - C y g a n ó w ) jest po­
strzegana w y r a ź n i e j a k o r ó ż n a od swoich, od g r u p y w ł a s n e j , ale nie
w s p o s ó b b i e g u n o w y . Dla osiadłego, p s y c h i k ą s w o j ą i c a ł o k s z t a ł t e m k u l ­
t u r y nastawionego na osiadłość Polaka (czy innego nie-Cygana), w ę d r o ­
wiec c y g a ń s k i p r z e m i e s z c z a j ą c y się, nie p o s i a d a j ą c y s t a ł e g o d o m u , nie
i n w e s t u j ą c y w jego w y p o s a ż e n i e , nie t r u d n i ą c y się r o l n i c t w e m i nie m a ­
j ą c y s t a ł e g o miejsca pracy, jest a b s o l u t n y m p r z e c i w i e ń s t w e m , absolut­
n y m zaprzeczeniem t y c h w a r t o ś c i i t r e ś c i , k t ó r e sam wyznaje. I vice
versa.
D o k ł a d n i e tak samo przedstawia się sytuacja widziana oczyma
L o w a r a , K e ł d e r a s z a czy c z ł o n k a g r u p y Polska Roma, dla k t ó r e g o n i e - C y gan to gadzio, p o l i t o w a n i a godna istota z w i ą z a n a ze s w ą z i e m i ą , domo­
s t w e m , d o b r a m i , b ę d ą c a zaprzeczeniem t y c h c n ó t i w a r t o ś c i , k t ó r e n a d a j ą
sens i t r e ś ć ż y c i u Roma.
Od dawna z a u w a ż a n o , że i s t n i e j ą pewne stale n i e m a l k o m p o n e n t y
s k ł a d a j ą c e się na w i z e r u n e k l u d z i nie zaliczanych do k a t e g o r i i swoich.
Nie o g r a n i c z a j ą się one do prostego p r z e c i w i e ń s t w a cech p r z y p i s y w a n y c h
s a m y m sobie przez g r u p ę , ale są t a k ż e spostponowaniem, zohydzeniem,
o ś m i e s z e n i e m t y c h , k t ó r z y s t a n o w i ą g r u p ę r ó ż n i ą c ą się w s p o s ó b zasad­
niczy, g r u p ę , k t ó r ą — w e d ł u g proponowanego przeze m n i e w y ż e j sche­
m a t u — n a l e ż y z a l i c z y ć do obcych. W ś r ó d cech t w o r z ą c y c h w i z e r u n e k
obcego są z a r ó w n o takie, k t ó r e o d n o s z ą się do jego w y g l ą d u fizycznego,
j a k i do k u l t u r y . Powszechne jest pomawianie o n i e p r z y j e m n y zapach
Gadzio

—

termin, k t ó r y m

Cyganie

określają

wszystkich

nie-Cyganów.

�148

LECH

MRÓZ

ciała (czy d o k ł a d n i e j w r ę c z o ś m i e r d z e n i e ) , o czarny k o l o r s k ó r y , ano­
malie fizyczne, p ł c i o w e i seksualne, p o s ł u g i w a n i e się „złą m o w ą " , n i e ­
moralne prowadzenie się kobiet i w ogóle w ą t p l i w ą m o r a l n o ś ć całej g r u ­
py, b r a k zachowania odpowiedniej c z y s t o ś c i jedzenia, o g ó l n y b r a k h i ­
gieny i b r u d oraz wiele i n n y c h . R ó ż n y jest r o z k ł a d t y c h „ p r z e w i n "
g r u p y ocenianej, ale w zasadzie wszystkie z n i c h są w y k o r z y s t y w a n e
w budowie w i z e r u n k u t y c h , k t ó r z y nie n a l e ż ą do w ł a s n e j g r u p y . W y ­
r a ź n e jest natomiast stopniowanie t y c h cech w z a l e ż n o ś c i od tego, czy
m a m y do czynienia ze s t e r e o t y p o w y m obrazem innego, czy obcego. W t y m
o s t a t n i m p r z y p a d k u s p o t ę g o w a n i e cech p r o w a d z i do demonizacji, do u z y ­
skania obrazu b ę d ą c e g o o d w r ó c e n i e m autostereotypu —- w i z e r u n k u w ł a s ­
nej g r u p y . Nie wszystkie też z owego k a t a l o g u cech m o g ą b y ć w y k o ­
rzystane, t r u d n o b o w i e m b y ł o b y Cyganom p o m a w i a ć n i e - C y g a n ó w o „złą
m o w ę " , skoro obie g r u p y p o s ł u g u j ą s i ę o d r ę b n y m i ( p o m i j a j ą c k o n t a k t y
handlowe) j ę z y k a m i , ale zjawisko wzajemnego w y ś m i e w a n i a się z m o ­
w y , k t ó r ą p o s ł u g u j e się przeciwstawna grupa, nierzadko daje się za­
u w a ż y ć . N i e m n i e j j ę z y k jest a r g u m e n t e m w y k o r z y s t y w a n y m p r z y
t w o r z e n i u w i z e r u n k u nie-swojego (innego), podobnie z r e s z t ą j a k — co
w y d a j e się zabawne, choć sam się z t y m s p o t k a ł e m i co jest zgodne
z z a s a d ą — n i e k i e d y pomawianie przez R o m ó w innej g r u p y R o m ó w
o c z a r n ą s k ó r ę , p r z y c z y m czarna jest t u rozumiana jednoznacznie pejo­
r a t y w n i e . Niekonsekwencje w b u d o w i e w i z e r u n k u obcego nie są istotne,
zachowanie l o g i k i i w e w n ę t r z n e j s p ó j n o ś c i rozumowania t a k ż e , j e ż e l i ó w
w i z e r u n e k — model obcego — s p e ł n i a w y m ó g podstawowy, c z y l i zohy­
dzenia, p o n i ż e n i a . W ś r ó d cech, j a k i m i Polacy o k r e ś l a j ą C y g a n ó w , jest
t a k ż e to, że są czarni. A l e np. „ c y g a n a m i " nazywa się r o b a k i , k t ó r e s ą
b i a ł e , ale k t ó r e żyją w szambach i d o ł a c h kloacznych . Niekonsekwentne
p o s ł u g i w a n i e się c e c h ą k o l o r y s t y c z n ą nie ma znaczenia, skoro w ten spo­
sób m o ż n a p r z e d s t a w i ć Cygana jako i s t o t ę ż y j ą c ą w n i e c z y s t o ś c i a c h , do­
s ł o w n i e w g ó w n i e . K r a d z i e ż t a k ż e jest w p o j ę c i u P o l a k ó w ( n i e - C y g a n ó w )
s t a ł ą c e c h ą o k r e ś l a j ą c ą Cygana, s t ą d w j ę z y k u p o l s k i m t e r m i n „ c y g a n i ć "
r o z u m i a n y jako o s z u k i w a ć .
Nie b ę d ę t u t a j z a j m o w a ł się bliżej stereotypem, c h o d z i ł o t y l k o o z w r ó ­
cenie u w a g i na pewne jego cechy, na to, co w a ż n e jest dla dalszego t o k u
1 3

u

1 5

3 8

Patrz: cytowana rozprawa

Bystronia,

s. 314-331; t a k ż e m a t e r i a ł y

zawarte

w a r c h i w u m K a t e d r y Etnologii i Antropologii K u l t u r o w e j U W .
1 4

wy"

Wydaje

się, że

jest b ł ę d e m

wizerunkowi, jaki określa

czynienia z p e w n ą
i n n y c h (nie-swoich),

niejasnością.
ludzi,

niektórych

obcego; w
O

prac

każdym

przypisywanie

„złą m o w ę " p o s ą d z a

istoty, k t ó r e

m ó w i ą ,

cechy „złej

ale

z u m i e w a n i a s i ę o b c y c h jest poza t ą k a t e g o r i ą . O b c y nie

się —

jak

sądzę —

1 5

Informacja

z okolic Olsztyna, z r o k u

1983.

do

tylko

ź l e . O c e n a sposobu p o r o ­
mówią — można

s i ę t u t a j do r e l a c j i d a w n y c h p o d r ó ż n i k ó w , a t a k ż e do t e k s t u przytoczonego w
6 — ale w y d a j ą głos j a k z w i e r z ę t a .

mo­

razie wydaje się, że m a m y

odwołać
przyp.

�WYRÓŻNIANIE G R U P Y WŁASNEJ PRZEZ

149

CYGANÓW

1 6

naszych r o z w a ż a ń . W k a ż d y m razie c e c h ą stereotypowego w i z e r u n k u
obcego jest jego t r w a ł o ś ć . M i m o d o ś w i a d c z e n i a , m i m o f a k t ó w p o d w a ż a ­
j ą c y c h go, w i z e r u n e k nie zmienia się; o d w o ł a m się t u do s p o s t r z e ż e n i a
poczynionego przeze m n i e w t r a k c i e b a d a ń nad dystansem do C y g a n ó w :
„ s t o s u n e k do C y g a n ó w i i c h obraz ż y c i a jest p e w n ą s t a ł ą w a r t o ś c i ą nie
podlegającą zmianom i praktycznie żadne doświadczenie i pozytywna
ocena osobistych k o n t a k t ó w nie jest w stanie z m i e n i ć stereotypowego
m y ś l e n i a u o g ó l n i a j ą c e g o . K a ż d e p o z y t y w n e d o ś w i a d c z e n i e " (niezgodne
ze stereotypem) „ n i e z a l e ż n i e j a k często powtarzane, t r a k t o w a n e jest j a k o
fakt j e d n o s t k o w y l u b z e s p ó ł f a k t ó w , ale zawsze j e d n o s t k o w y c h " (lub jest
odrzucane), „ p o d c z a s g d y k a ż d y pojedynczy f a k t p o t w i e r d z a j ą c y stereo­
t y p o w ą wizję jest a r g u m e n t e m o charakterze o g ó l n y m , powszechnym".
Cygan z ł a p a n y na k r a d z i e ż y jest p o t w i e r d z e n i e m zasady, że wszyscy C y ­
ganie k r a d n ą . P r z y k ł a d Cygana uczciwego nie zmienia stereotypu, p r o ­
w a d z i j e d y n i e do refleksji, że jest to n i e t y p o w y Cygan, j a k b y n i e c y g a ń s k i
Cygan. „ W y n i k a z tego, że Cyganie f u n k c j o n u j ą j a k o pewien o k r e ś l o n y
wzorzec p r z e c i w s t a w n y w z o r c o w i w ł a s n e j k u l t u r y i społeczności, i t y l ­
ko — w zasadzie — j a k o wzorzec m o g ą b y ć dostrzegani" . R z e c z y w i s t o ś ć
zatem nie p o d w a ż a zasady m o d e l u — stereotyp jest a p o d y k t y c z n y , zawar­
t y w n i m w i z e r u n e k nie podlega f a l s y f i k a c j i (przez d o ś w i a d c z e n i e ) . A l b o ­
w i e m p r z e d m i o t e m stereotypu jest nie grupa, łecz model t k w i ą c y w ś w i a ­
d o m o ś c i — z a u w a ż a jeden z a u t o r ó w w s p ó ł c z e ś n i e a n a l i z u j ą c y t e n p r o ­
blem .
1 7

1 S

M o ż e się r o d z i ć pytanie, czy zawsze stereotyp n i e w ł a s n e j g r u p y m u s i
b y ć n e g a t y w n y i j a k i e c z y n n i k i p o w o d u j ą , że są p r z y p a d k i stereotypu
a f i r m a t y w n e g o n i e w ł a s n e j g r u p y (np. w i z e r u n e k Francuza czy W ę g r a
w oczach p r z e c i ę t n e g o Polaka), l u b dlaczego są sytuacje n i e s p ó j n e g o , a m ­
biwalentnego stereotypu (dotyczy to t a k ż e w i z e r u n k u Cygana). Sporo
pisano na ten temat, j e d n a k ż e kwestia nie w y d a j e się w y j a ś n i o n a . Nie
b ę d z i e m y t u t a j dalej z a j m o w a ć s i ę t y m zagadnieniem, b y nie o d c h o d z i ć
z b y t od t e m a t u , n a l e ż y jednak p o d k r e ś l i ć , że n a j c z ę ś c i e j m a m y do czy­
nienia z n e g a t y w n y m w i z e r u n k i e m g r u p y n i e w ł a s n e j . T a k w zasadzie w i ­
dziani s ą nie-Cyganie przez R o m ó w i na o d w r ó t ( p o m i j a m n i e k o n s e k w e n ­
cje, o k t ó r y c h w s p o m n i a ł e m w y ż e j , nie w p ł y w a j ą one b o w i e m zasadniczo
na z ł a g o d z e n i e owego negatywnego obrazu). T a k i w i z e r u n e k zdaje się
m i e ć korzystne konsekwencje dla ś w i a d o m o ś c i i dla i n t e g r a c j i g r u p y

1 8

Zmiana

jest p a r a l e l n á

do z m i a n w

kulturze i u p ł y w u

czasu, j e d n a k ż e

jest

powolna, j e ż e l i p o r ó w n a ć dzisiejsze s ą d y o C y g a n a c h i zawarte w dawnej literaturze,
XVI-XVIII-wiecznej.
we...

Patrz:

Mróz,

Badania

P e ł n i e j z a g a d n i e n i e to a n a l i z u j e A .

wego

swojego"

i

„obcego".

Próba

dystansu...,

Mirga,

konstrukcji

Stereotyp
teoretycznej

tenże,
jako

zjawiska

„ Z e s z y t y N a u k o w e U J , P r a c e E t n o g r a f i c z n e " , t. 19: 1984, s. 51-70.
1 7

Mróz,

1 8

Mirga,

Świadomościowe...,
op. cit.

s. 163.

Świadomościo­
model

„prawdzi­
stereotypu,

�160

L E C H MROZ

w ł a s n e j — n e g a t y w n y obraz g r u p y obcej l u b i n n e j jest c z y n n i k i e m k o n ­
s o l i d u j ą c y m , w p ł y w a j ą c y m na i n t e g r a c j ę g r u p y w ł a s n e j — zatem p e ł n i
p o z y t y w n ą , p o ż y t e c z n ą r o l ę dla g r u p y . Natomiast to, co zawarte jest
w stereotypie g r u p y innej l u b obcej, z a l e ż y od g r u p y , k t ó r a go t w o r z y —stereotyp b o w i e m m ó w i nie o t y c h , k t ó r y c h dotyczy, ale o t y c h , k t ó r z y
go w y t w o r z y l i .
S p o ł e c z n o ś ć c y g a ń s k a nie jest jednorodna, p o d z i a ł y w e w n ę t r z n e nie
zawsze są jasne i w y r a ź n e n a w e t dla samych w s p ó ł p l e m i e ń c ó w , j e d n a k ż e
m i m o to u w i ę k s z o ś c i R o m ó w istnieje ś w i a d o m o ś ć w y r a ź n e g o z r ó ż n i c o ­
wania. Obraz t e n zmienia się w z a l e ż n o ś c i od osoby, od p r z y n a l e ż n o ś c i
„ e g o " . S ą w n i m , w jego k o n s t r u k c j i pewne s t a ł e cechy, n i e z a l e ż n i e
czy o w y m „ e g o " , z pozycji k t ó r e g o p r ó b u j e m y sobie p r z e d s t a w i ć ó w
c y g a ń s k i ś w i a t , jest osobnik z g r u p y Polska Roma, L o w a r a czy K e ł d e ­
rasza.
Istnieje — powszechna z r e s z t ą i u n i e - C y g a n ó w — s k ł o n n o ś ć do szcze­
gólnego wartościowania, szczególnego przypisywania prestiżu własnej pod­
grupie, j e d n a k ż e często dostrzegamy j a k b y t r u d n o ś ć pogodzenia s ą d u
o w ł a s n e j podgrupie z a u t o r y t e t e m k t ó r e j ś z p o z o s t a ł y c h — powszech­
nie cenionej, m a j ą c e j p r e s t i ż w skali całej g r u p y . B y w a t a k ż e , że opinia
powszechna o j a k i e j ś podgrupie jest znakiem j e j niewielkiego a u t o r y ­
t e t u — j e d n a k ż e nie p r o w a d z i to do w y e l i m i n o w a n i a poza p r z y n a l e ż n o ś ć
do g r u p y i poza k a t e g o r i ę Roma.
M o ż n a w i ę c p o w i e d z i e ć , że m a m y do czynienia ze z j a w i s k i e m s y t u o ­
wania bardziej centralnego l u b bardziej peryferycznego i p r z e s u n i ę ć p o ­
m i ę d z y t y m i d w o m a obszarami, ale bez wychodzenia poza granice swoich.
Tak w i ę c kategoria Roma ma dość spoisty charakter — do p r z e d s t a w i ­
ciela Polska Roma n a l e ż ą t u t a j K e ł d e r a s z a i L o w a r a oraz p o d g r u p y P o l ­
ska Roma; K e ł d e r a s z a i L o w a r a w t y m p r z y p a d k u s t a n o w i ą s p ó j n e g r u ­
py, p o d z i a ł y w ś r ó d n i c h na ogół nie są u ś w i a d a m i a n e . Podobnie dla
L o w a r a dwie p o z o s t a ł e z w y m i e n i o n y c h t u t a j s t a n o w i ą g r u p y s p ó j n e ,
k t ó r y c h w e w n ę t r z n e hierarchie i z r ó ż n i c o w a n i e nie jest znane, jest na­
tomiast m n i e j l u b bardziej w y r a ź n i e w i d o c z n y p o d z i a ł w e w n ą t r z w ł a s n e j
g r u p y . W y j ą t e k (w powszechnym odczuciu) s t a n o w i ą Cyganie karpaccy,
przez przedstawicieli p o z o s t a ł y c h u w a ż a n i za „ ł a b a n c a " — t e r m i n jest
niejasny w swojej genezie, ale p e ł n i f u n k c j ę w y r ó ż n i k a o k r e ś l a j ą c e g o
l u d z i nieczystych, pogardzanych, odrzuconych. K o n s e k w e n c j ą jest, że
przedstawiciele trzech g r u p : L o w a r a , K e ł d e r a s z a i Polska Roma, w a h a j ą
się, czy z a l i c z y ć i c h do k a t e g o r i i Roma, choć s t w i e r d z a j ą , że to t a k ż e są
Cyganie; do tej istotnej r ó ż n i c y n i e p o k r y w a n i a się z a k r e s ó w k a t e g o r i i
1 9

2 0

1 9

Mróz,

2 0

Z . B e n e d y k t o w i e z, D . M a r k o w s k a , O niektórych

tyfikacji

Świadomościowe...,

kulturowej

1979, z. 2, s. 210.

w procesie

s. 162.
porozumiewania

się,

„Etnografia

problemach

iden­

P o l s k a " , t. X X I I I :

�WYRÓŻNIANIE GRUPY W Ł A S N E J PRZEZ

CYGANÓW

161

R o m a i Cyganie p o w r ó c i m y dalej. Cyganie karpaccy — „ ł a b a n c a " —•
są p r z y c z y n ą , że w o b r ę b i e Polska Roma w odniesieniu do jednej z p o d ­
g r u p (Galicyjaki) istnieje n i e j a s n o ś ć stosunku. G a l i c y j a k i s t a n o w i ą d o ś ć
w y m i e s z a n ą s p o ł e c z n o ś ć , n i e z b y t s p ó j n ą i n i e j e d n o r o d n ą genetycznie.
Nazwa pochodzi od r e g i o n u na p o ł u d n i u Polski. W ś r ó d n i c h s p o t k a m y
s i ę t a k ż e z n a z w i s k a m i c h a r a k t e r y s t y c z n y m i dla C y g a n ó w k a r p a c k i c h .
W i ę k s z o ś ć z n i c h uznaje p r z y w ó d z t w o Š e r o - R o m a , ale są i tacy, k t ó r z y
t y l k o f o r m a l n i e m u się p o d p o r z ą d k o w u j ą , w p r a k t y c e nie u c z e s t n i c z ą c
w ż y c i u całej g r u p y , w spotkaniach i t d . Nie s ą zapraszani i sami zapewne
t e ż l ę k a j ą się t a m p o j a w i ć , z n a j ą c p o g a r d l i w y stosunek do siebie. Część
Polska Roma zalicza i c h do k a t e g o r i i Roma, część ma w ą t p l i w o ś c i —
w rezultacie n a j c z ę ś c i e j z n a j d u j ą k o m p r o m i s o w e w y j ś c i e : „ t o s ą Roma,
ale takie ł a b a n c o w a t e " . Podgrupa G a l i c y j a k ó w s t a n o w i w i ę c obszar j a k ­
b y p r z e j ś c i o w y p o m i ę d z y Roma a t y m i , k t ó r y m odmawia się powszech­
nie tego miana — C y g a n a m i k a r p a c k i m i . Zapewne z r e s z t ą i taka jest ge­
neza tej p o d g r u p y , że w ę d r u j ą c poprzez p a g ó r k o w a t y t e r e n G a l i c j i i za­
t r z y m u j ą c się t u t a j na z i m ę w c h o d z i ł y n i e k t ó r e r o d z i n y Polska Roma
w k o n t a k t z z a m i e s z k u j ą c y m i w w i e l u wioskach C y g a n a m i k a r p a c k i m i .
D o c h o d z i ł o do mieszanych m a ł ż e ń s t w , t a k ż e do m a ł ż e ń s t w a z P o l a k a m i ,
co s p r a w i ł o , że faktycznie G a l i c y j a k i s t a n o w i ą s p o ł e c z n o ś ć m i e s z a n ą o n i ­
s k i m statusie w ś r ó d p o z o s t a ł y c h Polska Roma, j a k b y g r u p ę p r z e j ś c i o w ą .
Dla s p o ł e c z n o ś c i n i e c y g a ń s k i e j ( m ó w i m y t u t a j o s p o ł e c z n o ś c i Pola­
k ó w ) w ś r ó d w i e l u n a r o d o w o ś c i Cyganie z a j m u j ą miejsce u samego d o ł u
s k a l i s y m p a t i i — a n t y p a t i i , akceptacji -— odrzucenia, s ą zatem t y m i , do
k t ó r y c h Polacy (jeśli nie w ogóle, to znaczna część) o d c z u w a j ą d u ż y
dystans, d u ż ą n i e c h ę ć . Stosunek ten u z a s a d n i a j ą i r a c j o n a l i z u j ą cechy,
j a k i e s ą p r z y p i s y w a n e Cyganom. W ś r ó d n i c h na p i e r w s z y c h miejscach —
jako n a j c z ę ś c i e j w y m i e n i a n e — są l e n i s t w o , b r u d , t c h ó r z l i w o ś ć , f a ł s z y w o ś ć . P r z e c i w i e ń s t w a t y c h cech, czystość, odwaga, p r a c o w i t o ś ć ,
s z c z e r o ś ć i o t w a r t o ś ć , s ą t y m i , k t ó r e Polacy n a j c h ę t n i e j p r z y p i s u j ą sobie,
k t ó r e s t a n o w i ą istotne elementy autostereotypu. Zarazem o k r e ś l a j ą one
j a k b y s t a ł e k o m p o n e n t y stereotypu w ogóle. Roma b o w i e m o k r e ś l a j ą c
s w ó j stosunek do P o l a k ó w , k r e ś l ą c s w ó j w i z e r u n e k n i e - C y g a n ó w o d w o ­
ł u j ą się do tego samego n i e m a l zestawu cech. Polacy s ą b r u d n i w e d ł u g
n i c h — w y j a ś n i e n i e m s ą inne k a n o n y c z y s t o ś c i w s p o ł e c z n o ś c i polskiej
i u Roma. D l a P o l a k ó w ś l a d y k u r z u czy u b ł o c o n e dzieci p r z y ś n i a d e j
cerze z d a j ą się p o t w i e r d z a ć o k r e ś l e n i e „ b r u d n i " w stosunku do C y g a n ó w ,
dla C y g a n ó w z a ś fakt, że ta sama miska m o ż e s ł u ż y ć do prania i m y c i a
potem w n i e j t w a r z y , jest uzasadnieniem stwierdzenia, że Polacy s ą
b r u d n i , w y r a ź n e b o w i e m rozdzielenie ( i konsekwentne przestrzeganie
tego) n a c z y ń na te, k t ó r e s ł u ż ą do m y c i a t w a r z y , d o l n y c h części ciała,
dla kobiet, do prania, do p r z y g o t o w y w a n i a jedzenia, jest k a n o n i c z n y m
2 1

2 1

P e ł n i e j o m a w i a m t ę k w e s t i ę w: Świadomościowe...,

s. 165-166.

�152

LECH

MROZ

w y m o g i e m rozumienia c z y s t o ś c i dla Roma. T a k w i ę c ze swojego p u n k t u
widzenia k a ż d a ze s p o ł e c z n o ś c i ma r a c j ę . L e n i s t w o jest o p o z y c j ą praco­
w i t o ś c i , m ó w i o z ł y m stosunku do pracy — w r o z u m i e n i u Polaka Cygan
jest l e n i w y , to znaczy nie jest p r a c o w i t y ( k t ó r a to cecha, bardzo w y s o k o
w a r t o ś c i o w a n a , jest elementem autostereotypu), albo jeszcze inaczej, m a
z ł y stosunek do pracy, źle pracuje. W osądzie Roma nie-Cygan pracuje
t a k ż e n i e w ł a ś c i w i e , po gadziowsku, g ł u p i o , monotonnie, ś l a m a z a r n i e , n i e zyskownie, w o d r ó ż n i e n i u od szybko, sprawnie, p o m y s ł o w o i zyskownie
( w e d ł u g w ł a s n e g o w i z e r u n k u ) p r a c u j ą c e g o Roma. Analogicznie m o ż n a b y
p r z e ś l e d z i ć inne cechy, j a k i e wzajemnie sobie p r z y p i s u j ą . Teraz skoncen­
t r u j e m y się jednak t y l k o na t y c h cechach n e g a t y w n y c h , k t ó r e w y t y k a n e
P o l a k o m są dla Roma zarazem s k ł a d o w y m i autostereotypu. W tej r o l i
p e ł n i ą w a ż n ą f u n k c j ę f i l t r u , przez k t ó r y w i d z i a n a jest t a k ż e s p o ł e c z n o ś ć
c y g a ń s k a . Ocena poprzez s i a t k ę cech s k ł a d a j ą c y c h się na autostereotyp
p r o w a d z i do uznania k o g o ś za Roma l u b nie, przyznania m u statusu
,,ćaćo R o m " — prawdziwego Cygana, l u b t e ż k r y t y c z n e g o , p i ę t n u j ą c e g o
ocenienia j a k o „ c h r y j a R o m " ( „ p h u j R o m " ) — złego Cygana, a w s k r a j ­
n y m przypadku jako „łabanca".
Jak w i a d o m o , cechy k o n s t r u u j ą c e stereotyp i autostereotyp s ą zara­
zem b e z p o ś r e d n i o skojarzone z w a r t o ś c i a m i o k r e ś l a j ą c y m i wzorzec ż y c i a
godziwego — j a k i charakteryzuje c z ł o w i e k a ż y j ą c e g o zgodnie z zasadami
etycznymi obowiązującymi w społeczności cygańskiej, czyli kogoś, kto
s p e ł n i a w y m o g i p o p r a w n o ś c i . Istnieje szereg k a t e g o r i i , poprzez p r y z m a t
k t ó r y c h dokonuje się oceny osoby, r o d z i n y czy g r u p y ; oceny b ę d ą c e j
zarazem k w a l i f i k a c j ą do p r a w d z i w y c h C y g a n ó w — ćaćo Roma czy w o g ó ­
le do Roma. K a t e g o r i e owe s k ł a d a j ą się w s p ó l n i e na z a s a d ę r o m a n i p e n —
co m o ż n a b y o k r e ś l i ć j a k o c y g a ń s k i s p o s ó b życia, c y g a ń s k o ś ć . S k ł a d a
się na to przestrzeganie m ó w i e n i a po c y g a ń s k u — n i e u ż y w a n i e poza k o n ­
t a k t a m i ze s p o ł e c z n o ś c i ą n i e c y g a ń s k ą j ę z y k a polskiego, przestrzeganie
zasady phuripen — szacunku dla starszych, a u t o r y t e t u g ł o w y r o d z i n y ,
r o d ó w , osób starszych, zasad c z y s t o ś c i jedzenia i higieny, pozycji k o b i e ­
t y , j e j r o l i i przestrzegania sposobu noszenia się, ubierania — z w ł a s z c z a
przez k o b i e t y ( s k r o m n o ś ć u b i o r u — przez co rozumie s i ę n i e m a l o w a n i e
się kobiet, nienoszenie u b i o r ó w p r o w o k u j ą c y c h — zabronione s ą k r ó t ­
k i e s p ó d n i c e , spodnie, o p i ę t e b l u z k i , z d u ż y m i d e k o l t a m i ) , t r z y m a n i a się
przez k o b i e t y z dala od p r z y r z ą d z a n i a p o s i ł k ó w w okresach n i e c z y s t o ś c i
(przed i po p o ł o g u , w okresie menstruacji). Przekroczenie t y c h zasad
jest obwarowane g r o ź b ą skalania — mageripen.
D o p e ł n i a ó w wzorzec
romanipen zasada расгго — goszczenia w s p ó ł r o d o w c ó w i i n n y c h R o m ó w .
S ą to w a r t o ś c i uniwersalne, powszechne, n i e z a l e ż n i e od g r u p y , do n i c h
m o ż n a b y jeszcze z a l i c z y ć s p o s ó b zarobkowania — t j . w y k o n y w a n i e p r a ­
cy c y g a ń s k i e j , a w k a ż d y m razie niepodejmowanie pracy, k t ó r a u w a ­
ż a n a jest za b r u d n ą (np. s p r z ą t a n i e ulic), t a k ż e z a s a d ę w i ę z i z w ł a s n ą
g r u p ą i lojalności, z a b r a n i a j ą c e j w p r z y p a d k a c h spornych o d w o ł y w a n i a

�WYRÓŻNIANIE GRUPY WŁASNEJ PRZEZ

153

CYGANÓW

2 2

się do w ł a d z n i e c y g a ń s k i c h . W p r z y p a d k u Polska Roma, L o w a r a i K e ł ­
derasza — c z y l i g r u p do niedawna w ę d r u j ą c y c h — do zestawu cech
o b o w i ą z u j ą c y c h , o k r e ś l a j ą c y c h romanipen, wchodzi t a k ż e w ę d r o w n y t r y b
życia. O n w ł a ś n i e s t a ł się j e d n y m z p o d s t a w o w y c h — j a k s ą d z ę — ele­
m e n t ó w k s z t a ł t u j ą c y c h n i e c h ę ć L o w a r a , K e ł d e r a s z a i Polska Roma do
C y g a n ó w k a r p a c k i c h . M ó w i ą c o przestrzeganiu czystości jedzenia m a m
na m y ś l i przede w s z y s t k i m niejedzenie p o t r a w , k t ó r y c h s p o ż y c i e jest
k a l a j ą c e : k o n i n y i m i ę s a z w i e r z ą t d o m o w y c h , t a k i c h j a k k o t y i psy. Je­
dzenie k o n i n y przez C y g a n ó w k a r p a c k i c h jest d r u g i m w a ż n y m , m o ż e
n a j w a ż n i e j s z y m , c z y n n i k i e m o k r e ś l a n i a i c h m i a n e m nieczystych, a p r z y
okazji, zapewne dla w i ę k s z e g o zohydzenia, p r z y p i s y w a n i a i m — przez
Polska Roma, L o w a r a i K e ł d e r a s z a — t a k ż e jedzenia p s ó w i k o t ó w . Z w y ­
czaj jedzenia k o n i n y przez C y g a n ó w k a r p a c k i c h i zakaz u p o z o s t a ł y c h
C y g a n ó w w y m a g a osobnego o m ó w i e n i a i przeanalizowania, c z y m t u t a j
z a j m o w a ć się nie b ę d z i e m y . A m b i c j e , cele C y g a n ó w z t y c h t r z e c h g r u p
s y t u u j ą się w o b r ę b i e swojego ś w i a t a , w o b r ę b i e w ł a s n e j g r u p y . D l a
c z ł o n k a s p o ł e c z n o ś c i L o w a r a , K e ł d e r a s z a czy Polska Roma t y m , do cze­
go się d ą ż y , co jest i m o ż e b y ć w z o r e m , jest w z ó r ćaćo Roma, w z ó r
o k r e ś l a n y r a m a m i romanipen; posiadanie p r z e d m i o t ó w l u k s u s u — sa­
m o c h o d ó w , z ł o t y c h ozdób, w y r ó ż n i a j ą c e g o się w o z u — jest j e d y n i e d r o ­
gą do ewentualnego podniesienia p r e s t i ż u , podniesienia pozycji w ł a s n e j ,
ale t y l k o w s p o ł e c z n o ś c i swojej, t y l k o dla R o m ó w , ocena n i e - C y g a n ó w
nie liczy się t u t a j , nie ma z u p e ł n i e znaczenia. W t y m w z g l ę d z i e w y j ą t ­
kowa jest sytuacja C y g a n ó w k a r p a c k i c h .
W k a ż d y m razie p r z y p o w s z e c h n o ś c i p e w n y c h zasad s k ł a d a j ą c y c h się
na r o m a n i p e n są t a k ż e takie, k t ó r e w y z n a c z a j ą g r a n i c ę m i ę d z y Cyga­
n a m i k a r p a c k i m i i p o z o s t a ł y m i . G r a n i c ę na t y l e m o c n ą ( m i m o iż w ę d r o ­
wanie p r z y b r a ł o i n n y charakter), że m o ż e m y m ó w i ć o d w u o d r ę b n y c h
ś w i a t a c h c y g a ń s k i c h , j e d n y m , na k t ó r y s k ł a d a j ą się Polska Roma, L o ­
wara i Kełderasza, i d r u g i m — C y g a n ó w karpackich.
R o z p a t r z m y teraz k i l k a i s t o t n y c h k w e s t i i . Jaka jest zasada r ó ż n i c o ­
wania na R o m ó w (ćaćo Roma i Roma) i na C y g a n ó w we w ł a s n y m o d ­
czuciu przedstawicieli tej g r u p y , j a k a jest zasada r ó ż n i c u j ą c a te t e r m i ­
n y — k i e d y R o m m ó w i o sobie: jestem Cyganem, a k i e d y m ó w i : j e s t e m
Romem, i kogo w ó w c z a s o k r e ś l a m i a n e m Cygana; kogo z a ś t e r m i n e m
manuš (człowiek).
K a ż d a z trzech w y m i e n i o n y c h ( p o m i j a m t u t a j c h w i l o w o C y g a n ó w
karpackich) g r u p f u n k c j o n u j e w ś w i a d o m o ś c i w ł a s n e j j a k o grupa szcze­
g ó l n a . W j e j o b r ę b i e p o s z c z e g ó l n e p o d g r u p y (u Polska Roma) l u b vice
(u L o w a r a i K e ł d e r a s z a ) są t a k ż e — o c z y m j u ż w s p o m i n a l i ś m y •— n i ż e j

2 2

A.

O niektórych

M i r g a:

Niektóre

z

tych

zasad o d n o s z ą c y c h

kategorie

L u d o w a " , n r 1-4: 1982, s. 95-98.

światopoglądu

s i ę do

Cyganów

Romów

spiskich,

karpackich
„Polska

pisze

Sztuka

�164

LECH

MROZ

l u b w y ż e j w a r t o ś c i o w a n e , jednak p o d s t a w o w ą k a t e g o r i ą i d e n t y f i k a c j i
jest grupa, zatem p r z y n a l e ż n o ś ć do L o w a r a , K e ł d e r a s z a l u b Polska R o ­
m a . S ł o w o R o m o k r e ś l a w j ę z y k u c y g a ń s k i m w ł a s n ą g r u p ę i u ż y c i e go
w odniesieniu do n i e w ł a s n e j s p o ł e c z n o ś c i uwidacznia e m o c j o n a l n o ś ć t o ­
w a r z y s z ą c ą ocenie r ó ż n y c h g r u p . I s t n i e j ą c e w o b r ę b i e t y c h trzech g r u p
zasady kodeksu etycznego i c h a r a k t e r y z u j ą c a je nadal znaczna r u c h l i ­
w o ś ć przestrzenna r ó ż n i je w y r a ź n i e od C y g a n ó w k a r p a c k i c h i o k r e ś l a
stosunek do n i c h — j a k o g r u p y o s i a d ł e j i ż y j ą c e j w znacznej s t a ł e j b l i s ­
k o ś c i z nie-Cyganami. P o t w i e r d z e n i e m jest relacja m i ę d z y u ż y c i e m o k r e ­
ś l e ń Cygan i R o m . D l a przedstawicieli Polska Roma, L o w a r a i K e ł d e ­
rasza kategoria R o m jest dość e k s k l u z y w n y m o k r e ś l e n i e m t y l k o n i e k t ó ­
r y c h , w uproszczeniu m o ż n a b y p o w i e d z i e ć w ł a ś c i w y c h , z urodzenia C y ­
g a n ó w . T e r m i n Cygan — n i e g d y ś , a n i e k i e d y i dziś c h a r a k t e r u w y r a ź n i e
pejoratywnego (nie m ó w i ę t u t a j o e t y m o l o g i i s ł o w a , niejasnej do d z i ­
siaj, ale o powszechnej jego k o n o t a c j i , powszechnym odczuwaniu) —- dziś
t r a k t o w a n y jest dość powszechnie w d w ó c h aspektach. Na potrzeby n i e - C y g a n ó w w kontakcie z n i m i jako r ó w n o z n a c z n y z określeniem Rom
jako nazwa w ł a s n e j g r u p y , w kontakcie z a ś m i ę d z y R o m a m i j a k o o k r e ­
ś l e n i e l u d z i p o d o b n y c h do R o m ó w , l u d z i o t a k i e j samej genezie, ale nie
zaliczanych do R o m ó w z r a c j i zatracenia swojej c y g a ń s k o ś c i — r o m a ­
nipen. Przedstawiciel C h a ł a d y t k a Roma
(jest to jedna z p o d g r u p P o l ­
ska Roma) w y m i e n i a w ś r ó d Roma z a r ó w n o całość Polska Roma, j a k
K e ł d e r a s z a i L o w a r a , o d m a w i a j ą c p r z y n a l e ż n o ś c i do R o m ó w , ale z a l i ­
czając do C y g a n ó w w s z y s t k i c h C y g a n ó w k a r p a c k i c h i n i e k t ó r e n i e w i e l ­
kie p o d g r u p y Polska Roma z a m i e s z k a ł e na p o ł u d n i u P o l s k i (np. G a l i c y j a k ó w ) . Cygan z p o d g r u p y Polska Roma do k a t e g o r i i R o m zalicza
w ł a s n ą g r u p ę oraz K e ł d e r a s z a i L o w a r a . Przedstawiciele t y c h d w ó c h
ostatnich g r u p w zasadzie t y l k o siebie zaliczają do R o m ó w , pozosta­
ł y c h —- w t y m i Polska Roma — o k r e ś l a j ą c jedynie jako C y g a n ó w .
Wszystkie t r z y w y m i e n i o n e g r u p y w najlepszym razie na p e r y f e r i i sy­
t u u j ą C y g a n ó w k a r p a c k i c h ; w i d z ą i c h j a k o z u p e ł n i e s z c z e g ó l n ą katego­
r i ę l u d z i nieczystych. Rzecz p r z y t y m osobliwa, silniej kwestionowana
jest c y g a ń s k o ś ć k a r p a c k i c h C y g a n ó w przez Polska Roma ( m i m o ś w i a ­
d o m o ś c i w s p ó l n o t y pochodzenia), silniej p o d k r e ś l a n a i c h n i e c z y s t o ś ć (,,łabanca") n i ż u L o w a r a i K e ł d e r a s z a . Jest to b y ć m o ż e i l u s t r a c j a znanego
zjawiska przenoszenia na i n n y c h tego, co odczuwane j a k o niekorzystne
jest p r z y p i s y w a n e przez i n n y c h g r u p i e w ł a s n e j . D l a L o w a r a i K e ł d e r a ­
sza Polska Roma s ą Cyganami, c h o ć nie Roma, w k a ż d y m razie nie
2 3

2 3

Jest

to

specyficzna

podgrupa, k t ó r a

przebywała

przez d ł u g i e

dziesięciolecia

na obszarach dziś w c h o d z ą c y c h w s k ł a d Republik L i t e w s k i e j i B i a ł o r u s k i e j
po

r o k u 1956

L.

Mróz,

s. 20-26.

w

ramach repatriacji

Chaładytka

Roma,

przywędrowali

Tsiganes

en Pologne,

do P o l s k i . P e ł n i e j

ZSRR;

o nich

w:

„ E t u d e s T s i g a n e s " , n r 1: 1979,

�WYRÓŻNIANIE G R U P Y WŁASNEJ P R Z E Z CYGANÓW

165

p r a w d z i w y m i Roma. C y g a n ó w karpackich zaliczają do „ ł a b a n c ó w " , ale
d o ś ć c z ę s t o m o ż n a się d o w i e d z i e ć , że s ą oni t e ż Cyganami, t y l k o g o r ­
s z y m i . Polska Roma, ś w i a d o m i zapewne tego i w z o r u j ą c y s i e ' n p . na
sposobie ubierania L o w a r ó w , w i d z ą c y zapewne w p ł y w y n i e c y g a ń s k i e
w swojej k u l t u r z e i j ę z y k u , a s a m i o k r e ś l a j ą c y się j a k o Roma, ostro
p o d k r e ś l a j ą s w o j ą o d m i e n n o ś ć od C y g a n ó w k a r p a c k i c h , o d m a w i a j ą c i m
p r z y n a l e ż n o ś c i do Roma, a j e d y n i e p r z y z n a j ą c status odrzucanych „ ł a ­
b a n c ó w " — nieczystych.
Tak w i ę c w z a l e ż n o ś c i od g r u p y , z p u n k t u widzenia k t ó r e j zestawia
s i ę r e l a c j ę R o m a - p r a w d z i w i — Roma-Cyganie —- nie-Cyganie, widoczne
b ę d ą pewne r ó ż n i c e , ale sama zasada jest zachowana. J e ś l i p a t r z e ć
z p u n k t u widzenia L o w a r a czy K e ł d e r a s z a , o n i b ę d ą s t a n o w i l i k l a s ę Ro­
m a ( p r a w d z i w y c h ) — swoich, Polska Roma z o s t a n ą o k r e ś l e n i j a k o Ro­
m a (Cyganie) —- i n n i , o b c y m i są nie-Cyganie. Osobnik z Polska Roma
d o R o m ó w zaliczy w ł a s n ą g r u p ę o p r ó c z L o w a r a i K e ł d e r a s z a , j e d n o c z e ś ­
nie p o d k r e ś l a j ą c p r a w d z i w ą „ r o m s k o ś ć " w ł a s n e j g r u p y , a m i a n e m C y ­
g a n ó w (ale nie Roma) o k r e ś l i czasami C y g a n ó w k a r p a c k i c h l u b G a l i c y j a k ó w . S u m u j ą c m o ż e m y z a u w a ż y ć , że uwidacznia się t u t a j j a k g d y b y
p o d w ó j n e p r z e n i k a j ą c e się rozumienie t e r m i n ó w R o m i Cygan. P r z e d ­
s t a w i c i e l Polska Roma m ó w i ą c o sobie R o m rozumie to j e d n o c z e ś n i e j a ­
k o ćaćo Rom, t y m s a m y m faktycznie m ó w i ą c o K e ł d e r a s z a i L o w a r a
Roma (ale nie ćaćo) t r a k t u j e i c h j a k C y g a n ó w , c z y l i t a k j a k G a l i c y j a k ó w , c h o ć jest ś w i a d o m r ó ż n i c y m i ę d z y n i m i i sam n i e j e d n o k r o t n i e u w i ­
dacznia w ł a s n y szacunek dla nich. Przedstawiciel g r u p y L o w a r a bardziej
jednoznacznie w y o d r ę b n i a k a t e g o r i ę C y g a n ó w . O d m a w i a j ą c zaliczenia
Polska Roma do R o m ó w sytuuje i c h w klasie C y g a n ó w .
W y n i k a z tego dość jednoznacznie, że p o j ę c i e ' s w o i ' p o k r y w a się z sa­
m o o c e n ą p r a w d z i w o ś c i (ćaćo Roma), p o j ę c i e ' i n n i ' obejmuje całą roz­
m a i t o ś ć g r u p , k t ó r e z r a c j i sposobu ż y c i a (przestrzegania
romanipen)
zaliczani są do Roma i przede w s z y s t k i m nie kwestionowanej k r w i r o m s k i e j . Natomiast o k r e ś l e n i e 'Cygan' ( w y ł ą c z a m t u t a j u ż y c i e go przez Ro­
m ó w w kontakcie z nie-Cyganami) ma zakres nie t a k ostry — c z ę ś c i o ­
w o p o k r y w a się ono z p o j ę c i e m ' R o m ' , ale w zasadzie jest t r a k t o w a n e
n i e m a l r ó w n o z n a c z n i e z p o j ę c i e m ' ł a b a n c ' — b y ł y R o m , odrzucony, ten,
k t ó r y jest nieczysty. Jest to w i ę c specjalna kategoria — co uwidacznia­
m y na r y s u n k u . Najczęściej i n i e m a l w y ł ą c z n i e rezerwowana dla Cyga­
n ó w k a r p a c k i c h przez g r u p y p o z o s t a ł e , p r z y c z y m n i e k i e d y zaliczani są
t a m i G a l i c y j a k i (przez część Polska Roma) b ą d ź czasami Polska Roma
{przez K e ł d e r a s z a i L o w a r a ) .
Nie-Cyganie — w e d ł u g c y g a ń s k i e g o o k r e ś l e n i a „ g a d z i e " — są j e d ­
noznacznie obcymi, spoza k a t e g o r i i Roma, ale i k a t e g o r i i Cyganie.
Te t r z y kategorie (swoi — i n n i — obcy) f u n k c j o n u j ą stale w ś w i a ­
d o m o ś c i k a ż d e g o Roma, są c z y n n i k a m i o k r e ś l a j ą c y m i stosunek w ł a s n e j
g r u p y do tych, k t ó r z y do niej nie n a l e ż ą . Odrzuceni ( „ ł a b a n c e " ) s t m o -

�156

LECH

MRÓZ

w i ą o d r ę b n ą k a t e g o r i ę , p e w i e n s z c z e g ó l n y przypadek, nie z m i e n i a j ą c y
jednak samej zasady.
Jest k w e s t i ą jeszcze dalszych b a d a ń , czy f u n k c j o n u j ą one stale, r ó w ­
n o c z e ś n i e w ustalaniu miejsca w ł a s n e j g r u p y i r e l a c j i do t y c h , k t ó r z y
do niej nie są zaliczani, czy t e ż m a m y do czynienia z r ó w n o l e g l e stale
f u n k c j o n u j ą c y m i d w i e m a p a r a m i opozycji: s w o i — i n n i i s w o i / i n n i —
obcy. Z dotychczasowych m o i c h obserwacji i b a d a ń w y n i k a , że n a l e ż y
p r z y j ą ć t ę d r u g ą m o ż l i w o ś ć , s t a ł e oboczne f u n k c j o n o w a n i e w ś w i a d o ­
m o ś c i t y c h d w ó c h par opozycji jako e l e m e n t ó w kanonicznych k o n s t y ­
t u u j ą c y c h w i z j ę ś w i a t a i w ł a s n e g o w n i m miejsca.
S ą to zarazem d w a r ó ż n e poziomy relacji: 1) Roma — Cyganie, w e w n ą t r z e t n i c z n a — gdzie w y z n a c z n i k i e m jest przekroczenie n o r m ; 2) Ro­
ma — nie-Cyganie, gdzie w y z n a c z n i k i e m jest r ó ż n i c a etniczna a nie r y ­
tualna. Zarazem są to w i ę c i d w a rodzaje i d e n t y f i k a c j i :
identyfikacji
o k r e ś l a n e j przez przekroczenie oraz i d e n t y f i k a c j i o k r e ś l a n e j przez k u l ­
t u r ę i etniczność.
N a l e ż y z w r ó c i ć u w a g ę na jeszcze j e d n ą k o n o t a c j ę s ł o w a Cygan, na
jeszcze j e d n ą m o ż l i w o ś ć u ż y c i a go, j e d n a k ż e w z u p e ł n i e i n n y m k o n t e k ­
ście i w z u p e ł n i e i n n y m celu. S ą to sytuacje, gdy i d e n t y f i k a c j i jako C y ­
gana dokonuje R o m wobec n i e - C y g a n ó w dla c e l ó w b ą d ź o k r e ś l e n i a swo­
j e j p r z y n a l e ż n o ś c i w t e r m i n o l o g i i znanej n i e - C y g a n o w i , rozumianej przez
niego, b ą d ź w celach uzyskania o k r e ś l o n y c h k o r z y ś c i w y k o r z y s t a n i a w y ­
o b r a ż e ń k o j a r z o n y c h z C y g a n a m i w u m y ś l e n i e - C y g a n ó w . J e ś l i do prze­
d z i a ł u w wagonie k o l e j o w y m wsiada 3-, 4-osobowa grupa C y g a n ó w , do
p r z e d z i a ł u , gdzie siedzą t a k ż e nie-Cyganie, w t e d y , m i m o iż dla siebie
czują się R o m a m i , w celach s p e k u l a t y w n y c h i d e n t y f i k u j ą się jako C y ­
ganie wobec n i e - C y g a n ó w . P o n i e w a ż w i e d z ą , że dla P o l a k ó w Cyganie s ą
b r u d n i , z a c z y n a j ą się d r a p a ć — co jest j e d n ą z oznak b r a k u c z y s t o ś c i
i co n i e - C y g a n o m potwierdza i c h c y g a ń s k o ś ć . Po p e w n y m czasie p r z e ­
d z i a ł pustoszeje, p o d r ó ż n i p r z e n o s z ą s i ę , a gdy d r a p i ą c y się z o s t a j ą sa­
m i , drapanie ustaje i p o w r a c a j ą j a k g d y b y do swojej t o ż s a m o ś c i Ro­
mów .
Uwidacznia się p r z y t y m p e w i e n paradoks, pewna o s o b l i w o ś ć t e r m i ­
n u „ C y g a n " . S t w o r z o n y przez n i e - C y g a n ó w , m a j ą c y w y d ź w i ę k p e j o r a ­
t y w n y , p o s ł u ż y ł grupie n i m o k r e ś l a n e j — Roma, do r o z w i ą z a n i a p r o b l e ­
m u s a m o i d e n t y f i k a c j i i stosunku do i n n y c h o s o b n i k ó w , spoza w ł a s n e j
społeczności. Do r o z s t r z y g n i ę c i a k w e s t i i , j a k n a z w a ć i k i m są ci, k t ó r z y
są w p r a w d z i e k r w i w s p ó l n e j , r o m s k i e j , ale k t ó r y m zarzuca się sprzenie­
wierzenie zasadom r o m a n i p e n , k t ó r z y nie s ą zaliczani do swoich, do g r u ­
p y w ł a s n e j , ale t a k ż e p r z e c i e ż nie są „ g a d z i a m i " .
2 4

2 4

P e ł n i e j pisze

milacije

Cigana-Roma,

Cyganie,

Kraków

o tym: M. I. K a m i ń s k i ,

1976.

Konflikt

identiteta

u procesu

„ K u l t u r a " , B e o g r a d , n r 35: 1976, s. 143-148; t a k ż e J .

asi-

Yoois,

�WYRÓŻNIANIE GRUPY W Ł A S N E J PRZEZ

CYGANÓW

157

Konieczne — dla dalszego w y w o d u —- jest z w r ó c e n i e u w a g i na j e ­
szcze jeden t e r m i n . W j ę z y k u c y g a ń s k i m istnieje s ł o w o manuś.
Ozna­
cza ono c z ł o w i e k a , ale jest to c z ł o w i e k j a k o gatunek. R o m to j a k b y
c z ł o w i e k n a j w ł a ś c i w s z y , s z c z e g ó l n y , pisany przez d u ż e ,,C", istota w y ­
r ó ż n i a j ą c a się w ś r ó d w i e l o ś c i istot obdarzonych m i a n e m c z ł o w i e k przez
m a ł e ,,c", o k r e ś l a j ą c y c h po p r o s t u p r z y n a l e ż n o ś ć g a t u n k o w ą . A l e k r y j e
się z a t y m jeszcze inna konotacja, m a j ą c a oparcie w kategoriach etycz­
n y c h . Manuś to k t o ś , k t o ż y j e zgodnie z z a s a d ą manuśipen
— człowie­
c z e ń s t w a ( j a k b y a n a l o g i c z n ą , p a r a l e l n ą do romanipen).
Manuś nie m u s i
b y ć ćaćo Romem, to d z i ę k i s w o i m w a l o r o m m o ż e b y ć zaliczony do k a ­
tegorii gatunku „człowiek". T y m terminem określić można w y j ą t k o w o
t a k ż e nie-Cygana, jeśli jest on c z ł o w i e k i e m p r z y c h y l n y m Cyganom, j e ­
śli nie separuje się od n i c h , nie gardzi n i m i , pomaga. O g ó ł o w i nie-Cyga­
n ó w nie p r z y s ł u g u j e to o k r e ś l e n i e w r o z u m i e n i u R o m ó w .
Tak w i ę c dochodzimy do w a ż n e g o s p o s t r z e ż e n i a , że t y l k o d w ó m p i e r ­
w s z y m k a t e g o r i o m (lub p i e r w s z e m u c z ł o n o w i p a r y opozycji) swoi — i n ­
n i p r z y s ł u g u j e miano l u d z i , że t y l k o one są do l u d z i zaliczane, n i e - C y ­
ganie z i s t o t y swojej nie są l u d ź m i i nie p r z y n a l e ż y i m o k r e ś l e n i e c z ł o ­
w i e k — manuś.
J e d y n y m w y j ą t k i e m s ą ci, k t ó r z y obdarzeni m i a n e m
ma?;tiš s p o ś r ó d n i e - C y g a n ó w s t a n o w i ą j a k g d y b y ł ą c z n i k m i ę d z y t y m i
d w i e m a s p o ł e c z n o ś c i a m i , analogiczny b y ć m o ż e j a k n i e c z y ś c i —• „ ł a b a n ­
ca". G d y b y chcieć o d w o ł a ć się do w y ś w i e c h t a n e j nieco opozycji n a t u r y
i k u l t u r y , m o ż n a b y p o w i e d z i e ć , że (z p u n k t u widzenia R o m ó w ) Roma
swoi i i n n i (ćaćo Roma i Roma) s t a n o w i ą k r ą g k u l t u r y , obszar k u l t u r y ,
natomiast wszyscy nie-Cyganie o t a c z a j ą c ą i c h n a t u r ę , w ś r ó d k t ó r e j ż y ­
ją. D r o g ą p r z e j ś c i a od n a t u r y nieoswojonej, od n i e l u d z i do k u l t u r y i do
c z ł o w i e c z e ń s t w a jest uzyskanie statusu c z ł o w i e k a . Nie jest to w p r a w d z i e
p e ł n e c z ł o w i e c z e ń s t w o , o k r e ś l e n i e to nadane n i e - C y g a n o w i zawiera bo­
w i e m p e w n ą s p r z e c z n o ś ć , jest paradoksalne. Powiedzenie: t e n „ g a d z i o "
jest c z ł o w i e k i e m , uwidacznia d o k ł a d n i e ó w paradoks, „ g a d z i o " b o w i e m
z n a t u r y swojej nie jest c z ł o w i e k i e m ; to o k r e ś l e n i e p r z y s ł u g u j e t y l k o
C y g a n o w i , „ g a d z i o " z a ś nie jest k r w i c y g a ń s k i e j . Analogicznie, w y d a j e
się, jest z k a t e g o r i ą „ ł a b a n c " . O k r e ś l a n i t y m m i a n e m g e n e z ą s w o j ą z w i ą ­
zani są z k a t e g o r i ą l u d z i , ale przekroczeniem n o r m , p o s t ę p o w a n i e m , spo­
sobem ż y c i a j a k b y z a t r a c i l i w a l o r l u d z k i i swoje c z ł o w i e c z e ń s t w o , w y ­
c h o d z ą c poza k u l t u r ę do nieoswojonej, dzikiej n a t u r y ; są w i ę c j a k b y
pomostem, ł ą c z n i k i e m — ale o k i e r u n k u p r z e c i w n y m n i ż ten, j a k i sta­
nowi określenie
manuś.
W p r z y p a d k u C y g a n ó w o k r e ś l e n i e siebie i swojego miejsca dokonuje
się w s t a ł e j ś w i a d o m o ś c i istnienia, o b e c n o ś c i i n n y c h C y g a n ó w i obecno­
ści s t a ł e j n i e - C y g a n ó w . I d e n t y f i k a c j a wobec i n n y c h podgrup i vie, i d e n ­
t y f i k a c j a wobec r ó ż n y c h n a r o d ó w n i e c y g a ń s k i c h (czyli k i e d y Rom. za­
m i e s z k a ł y w Polsce m ó w i : jestem Polakiem, choć i Cyganem —- bo są
takie sytuacje) są okazjonalne, kontekstualne, sytuacyjne. I d e n t y f i k a c j a

�168

L E C H MROZ

g r u p y , jej o k r e ś l e n i e wobec i n n y c h g r u p i wobec n i e - C y g a n ó w d o k o n u j e
się stale, p e r m a n e n t n i e . Stale b o w i e m ż y c i u w ł a s n e j g r u p y t o w a r z y s z y
otoczenie. Stale ma s i ę ś w i a d o m o ś ć istnienia i n n y c h s p o ł e c z n o ś c i c y g a ń ­
skich, spotyka je, obserwuje, s ą s i a d u j e z n i m i i stale ż y j e się w tle, k t ó ­
re s t a n o w i ą nie-Cyganie — w naszym p r z y p a d k u Polacy.
W s p ó ł i s t n i e n i e , s t a ł e w s p ó ł w y s t ę p o w a n i e t y c h trzech e l e m e n t ó w ,
trzech kategorii, znajduje potwierdzenie w o d w o ł a n i u do g a d z i ó w u ż y ­
ciem s f o r m u ł o w a ń t a k i c h , j a k „ g a d z i o w s k i " , „ p o gadziowsku" p r z y o k r e ­
ś l a n i u nie-swoich, a t a k ż e w k ł ó t n i a c h . Powiedzenie k o m u ś „ t y gadziu",
„ m y ś l i s z po gadziowsku", „ p o s t ę p u j e s z po gadziowsku" jest p o d w a ż e ­
niem, zanegowaniem jego p r a w d z i w o ś c i jako Roma. Nie o g r a n i c z a j ą c y m
się do stwierdzenia: nie j e s t e ś t a k i , j a k ja czy j a k m y — j e s t e ś t a k i , j a k
oni, „ g a d z i e " .
Istnienie s t a ł e , r ó w n o c z e s n e trzech kategorii, trzech s k ł a d o w y c h :
swoich, i n n y c h , obcych, powoduje s t a ł e oboczne w s p ó ł i s t n i e n i e , w s p ó ł ­
w y s t ę p o w a n i e d w ó c h p ł a s z c z y z n (lub par opozycji), jednej p ł a s z c z y z n y
i d e n t y f i k a c j i swoich wobec i n n y c h i d r u g i e j , gdy swoich i i n n y c h prze­
ciwstawia się obcym. T y m , co ł ą c z y swoich i i n n y c h w p r z e c i w s t a w i e ­
n i u nie-Cyganom, jest p o j ę c i e c z ł o w i e c z e ń s t w a — manušipen.
Zobaczy­
m y na schemacie, j a k k s z t a ł t u j ą się pozycje p o s z c z e g ó l n y c h k a t e g o r i i
wobec siebie.
T r u d n o p o w i e d z i e ć , j a k dalece zasada ta jest powszechna, nie t y l k o
w odniesieniu do C y g a n ó w . A l e w e d ł u g niej dokonuje się — w m o i m
przekonaniu, w e d ł u g moich obserwacji i b a d a ń — o k r e ś l a n i e swojego
miejsca w ś w i e c i e , i d e n t y f i k a c j a w ś w i a d o m o ś c i R o m ó w ( C y g a n ó w ) .
T a k ż e z r e s z t ą ż y j ą c y c h poza P o l s k ą , w i n n y c h k r a j a c h europejskich,
w A m e r y c e i w A z j i . (Do w n i o s k ó w takich s k ł a n i a j ą n i e k t ó r e i n f o r m a ­
cje zawarte w l i t e r a t u r z e cyganologicznej) . B y ć m o ż e ta sama zasada
w y s t ę p u j e w procesach i d e n t y f i k a c j i w s p o ł e c z e ń s t w a c h p l e m i e n n y c h ,
wśród grup mniejszościowych, w społecznościach e m i g r a n t ó w , społecz­
n o ś c i a c h ż y j ą c y c h w diasporze — j a k Ż y d z i , m o ż e t a k ż e g r u p m a r g i ­
nesu s p o ł e c z n e g o . Na poziomie n a r o d ó w sprowadza się do prostej opozycji
swoi —• obcy, t y l e że bogatej w i e l o ś c i ą k o n t e k s t ó w i w i e l o ś c i ą p ł a s z c z y z n
2 5

2 6

2 5

Znaczna

c z ę ś ć p r a c d o t y c z ą c y c h C y g a n ó w z a j m u j e s i ę p r z y c z y n k a m i lub

suje zbyt jednostronnie s p o ł e c z n o ś ć
nakże

i w

nich m o ż n a

współczesna,

prace

znaleźć

Actona,

cygańską

(romantycznie lub

potwierdzenia.

Ficowskiego,

Wyraźniej

z niechęcią).

dostarcza ich

Heymowskiego, L u c

de

opi­
Jed­

literatura

Heuscha,

Okely,

Y o o r s a , a po c z ę ś c i t a k ż e L i é g e o i s a , M a r t y , S u t h e r l a n d i i n n y c h .
2« W y d a j e s i ę , ż e s y t u a c j a t a k a i s t n i a ł a n a w s c h o d n i c h z i e m i a c h P o l s k i —
wchodzących

w

skład

ZSRR.

Gdzie

obok

siebie

żyły

rozmaite

grupy

dziś

żydowskie,

r ó ż n i ą c e s i ę z a s a d a m i r e l i g i j n y m i , r y t u a ł e m , u b i o r e m , c z a s a m i j ę z y k i e m itd. — oto­
czone ś r o d o w i s k i e m
jach.

Brak

nieżydowskim.

Sytuacje

jest o d p o w i e d n i c h b a d a ń ,

a j e d y n i e do w ł a s n y c h

przypuszczeń.

takie m i a ł y miejsce i w

dlatego nie

mogę

odwołać

się

do

innych

kra­

publikacji,

�WYRÓŻNIANIE G R U P Y WŁASNEJ P R Z E Z CYGANÓW

159

i d e n t y f i k a c j i — co ma uzasadnienie w atomizacji s p o ł e c z e ń s t w a , w za­
n i k u w i ę z i n i e f o r m a l n y c h i d o m i n a c j i w i ę z i f o r m a l n y c h — to p r z y p u ­
szczenie w y d a j e się zasadne. B y ć m o ż e to w ł a ś n i e — n i e r o z r ó ż n i e n i e
między identyfikacją w obrębie społeczności plemiennych i t p . a w s p ó ł ­
czesnych n a r o d o w y c h jest p r z y c z y n ą n i e p o r o z u m i e ń i k o n t r o w e r s j i p r z y
analizowaniu tego zagadnienia.
P r z e d s t a w m y teraz graficznie to, co w y ż e j zostało powiedziane:

Przedstawiony r y s u n e k uwidacznia jeszcze dodatkowe elementy w i ą ­
żące się z o k r e ś l e n i e m w ł a s n e j g r u p y wobec t y c h , k t ó r z y do niej nie s ą
zaliczani. W s p o m n i a ł e m w y ż e j o o b o w i ą z u j ą c e j u Roma, t r a k t o w a n e j j a ­
ko jeden z p o d s t a w o w y c h e l e m e n t ó w romanipen zasadzie endogamii m a ł ­
ż e ń s k i e j . W s p ó ł m a ł ż o n k o w i e w y b i e r a n i są z r e g u ł y s p o ś r ó d w ł a s n e j g r u ­
p y (choć często z r ó ż n y c h podgrup), granice m o ż l i w o ś c i w y b o r u w s p ó ł ­
m a ł ż o n k a w i n n y zatem p o k r y w a ć się z g r a n i c a m i w ł a s n e j g r u p y . Jed­
n a k ż e w p r a k t y c e z d a r z a j ą się m a ł ż e ń s t w a z i n n y m i R o m a m i . T a k w i ę c
n a l e ż y m ó w i ć o preferencjach, k t ó r e s y t u u j ą się w o b r ę b i e w ł a s n e j g r u ­
py, i o t o l e r a n c j i w w y b o r z e w s p ó ł m a ł ż o n k a . G r a n i c ą t o l e r a n c j i m a ł ­
ż e ń s k i e j jest granica o d d z i e l a j ą c a swoich i i n n y c h od n i e - C y g a n ó w , ale
t e ż bardzo w y r a ź n i e od odrzuconych j a k o nie ż y j ą c y c h zgodnie z zasa­
d ą romanipen.
W r z a d k i c h p r z y p a d k a c h obejmuje ona t a k ż e nie-Cyga­
n ó w , k t ó r z y z y s k a l i status c z ł o w i e k a —• manuš.
W i ę ź poprzez k r e w
sytuuje w ś r ó d l u d z i , ale granica l u d z i obejmuje t a k ż e odrzuconych (,,ła-

�160

LECH

MROZ

banca"), choć m a ł ż e ń s t w a , k o n t a k t y z n i m i są zabronione — k a l a j ą . ( W a r ­
to d o d a ć , że do tej k l a s y zaliczani są przez Polska Roma, K e ł d e r a s z a
i L o w a r a o p r ó c z w y m i e n i o n y c h w y ż e j t a k ż e ci z w ł a s n e j g r u p y , k t ó r z y
t r w a l e zostali w y e l i m i n o w a n i ze s p o ł e c z n o ś c i w w y n i k u z ł a m a n i a n o r m . )
Dochodzimy t u t a j do jeszcze jednej osobliwości, do s p o s t r z e ż e n i a , że
granica l u d z i p o k r y w a się z g r a n i c ą m o ż l i w o ś c i skalania. S k a l a ć m o ż e
i n n y R o m (kobieta, m ę ż c z y z n a ) l u b odrzucony ( „ ł a b a n c " ) , m a j ą c y j e d ­
nak w i ę ź poprzez k r e w — c z ł o w i e k . N i e - C y g a n (nawet manus), j a k z w i e ­
r z ę nie kala — m o ż e b y ć t y l k o p r z y c z y n ą skalania, g d y R o m z ł a m i e za­
s a d ę romanipen,
z a s a d ę m o r a l n o ś c i . M a ł ż e ń s t w o z nie-Cyganem m o ż e
być (obecnie s u r o w o ś ć tego zakazu z ł a g o d n i a ł a , choć w i n n y b y ć s p e ł ­
nione specjalne sposoby omijania go i zachowania p o z o r ó w ) p r z y c z y n ą
skalania przez z ł a m a n i e z a s a d y . T a k i m sposobem jest np. f o r m a l n e
wyłączenie kobiety z własnego rodu i grupy — „ z a p o m n i e n i e " o niej.
T a k ż e nie s ł a b n i e spoistość g r u p y , nie grozi j e j skalanie, g d y kobieta
wprowadzana (nie-Cyganka) zostanie „ u c z ł o w i e c z o n a " — t j . gdy p r z y j ­
mie s p o s ó b ż y c i a i m y ś l e n i a c y g a ń s k i . T a k w i ę c przekroczenie b a r i e r y
staje się m o ż l i w e ( m i m o obcości) dla „ g a d z i a " (nie-Cygana). Ta sama
bariera jest g r a n i c ą nie do przekroczenia — m i m o cech c z ł o w i e c z y c h —
dla osobnika uznanego za nieczystego ( „ ł a b a n c a " ) . W y r a ź n i e w i d a ć t u
n i e p o k r y w a n i e się granic ochrony substancji biologicznej i k u l t u r o w e j .
M o ż e jeszcze w y r a ź n i e j jest to widoczne na p r z y k ł a d z i e w s p ó l n o t y
jedzenia — z k i m m o ż n a jeść i p i ć . T y l k o z t y m i , k t ó r z y nie są skala­
n i . Jedzenie ze s k a l a n y m z w ł a s n e j g r u p y ( „ m a g e r d o " ) , podobnie j a k
z „ ł a b a n c e m " , jest niedopuszczalne — p o d g r o ź b ą stania się samemu n i e ­
c z y s t y m (skalanym); t a k ż e z „ g a d z i e m " , poza o w y m w y j ą t k i e m , j a k i
s t a n o w i ą ci s p o ś r ó d nich, k t ó r y c h o k r e ś l a się m i a n e m manuš.
Różnica
m i ę d z y s k a l a n y m z g r u p y w ł a s n e j ( „ m a g e r d o " ) a „ ł a b a n c e m " polega na
t y m , że t e m u p i e r w s z e m u t y l k o czasowo o d m a w i a się p r a w a do w s p ó l ­
n o t y jedzenia, p r a w a do p r z e b y w a n i a w g r u p i e ( p r z y p a d k i t r w a ł e g o o d ­
rzucenia są s k r a j n i e rzadkie), podczas g d y d r u g i z samej swojej i s t o t y
jest t r w a l e nieczysty. F o r m u ł a „ m o ż e s z j e ś ć i p i ć z C y g a n a m i " w y p o ­
wiedziana przez B a r o - Š e r o l u b K r i s a k o - R o m a k o ń c z y okres w y ł ą c z e n i a
poza s p o ł e c z n o ś ć , jest k o ń c e m k a r y , s t w i e r d z e n i e m p o w t ó r n e g o p r z y j ę ­
cia ( m o ż n a b y p o k u s i ć się o powiedzenie p o w t ó r n e g o narodzenia — t o 27

2 S

2 7

Odmienną

sytuację

- C y g a n nie jest w o g ó l e
omawianego
nów
A.
don

zamieszkujących

pology
2 8

tejże,

of the

Body,

Amerykę

G y p s i e s . The

Trie

Body

nie-

s k a l a n i a . B y ć m o ż e r ó ż n i c a ta (w s t o s u n k u

przeze m n i e p r z y k ł a d u ) w y n i k a ze z m i a n , j a k i e d o k o n a ł y s i ę u

Sutherland,

1975;

przedstawia Sutherland u C y g a n ó w a m e r y k a ń s k i c h :
przyczyną

już

po

przybyciu

Hidden

Americans,

as a Social

Symbol

Academic Press, London

przez

trie R o m ,
375-389.

Amono

1977,

s.

nich

z

Europy.

Tavistock Publications,
[w:] T h e

do

Cyga­
Patrz:
Lon­
Anthro­

Z a o b s e r w o w a ł e m takie p r z y p a d k i neofickiej g o r l i w o ś c i p r z y ż e n i o n y c h n i e - C y ­

g a n ó w (kobiet i m ę ż c z y z n ) u P o l s k a R o m a .

�WYRÓŻNIANIE G R U P Y WŁASNEJ P R Z E Z CYGANÓW

161

w a r z y s z y t e m u b o w i e m n a s t ę p n i e w y s t a w n a uczta, podobnie j a k w p r z y ­
p a d k u ś w i ę t o w a n i a narodzin, chrzcin, zawarcia m a ł ż e ń s t w a ) . Nic t a k i e ­
go nie jest m o ż l i w e w stosunku do Cygana karpackiego. M i a ł e m z r e s z t ą
m o ż l i w o ś ć zaobserwowania sytuacji, k i e d y w obozowisku Polska Roma
z j a w i ł a się — p r z e b y w a j ą c a w t y m m i e ś c i e — osoba n a l e ż ą c a do C y g a ­
n ó w k a r p a c k i c h . Z o s t a ł a p o d j ę t a jedzeniem (zasada g o ś c i n n o ś c i wobec l u ­
dzi, nie t y l k o wobec swoich), ale n i k t nie t o w a r z y s z y ł j e j , nie j a d ł r a ­
zem, a zaraz po j e j o d e j ś c i u naczynia, z k t ó r y c h k o r z y s t a ł a , w y r z u c o n o —
by n i k t , nawet przez p o m y ł k ę l u b z n i e w i e d z y (co jest o k o l i c z n o ś c i ą
ł a g o d z ą c ą ) , j u ż z n i c h nie j a d ł .
O k r e ś l a n i e swoich wobec i n n y c h i s w o i c h / i n n y c h wobec obcych do­
k o n u j e się w b e z p o ś r e d n i e j , s t a ł e j k o n f r o n t a c j i . Odrzuceni ( „ ł a b a n c a " )
i manuša
nie m i e s z c z ą się t u t a j , nie u c z e s t n i c z ą w t y m procesie •— są
z j a w i s k a m i m a r g i n a l n y m i , t y l k o pewnego rodzaju d z i u r a m i w d z i e l ą c y m
murze lub może furtkami.
M o ż l i w o ś ć w e j ś c i a obcego do g r u p y swoich (choć rzadka) i b a r i e r y
u n i e m o ż l i w i a j ą c e s y t u a c j ę a n a l o g i c z n ą n i e k t ó r y m g r u p o m C y g a n ó w (nie-swoich) z d a j ą się ś w i a d c z y ć o a m b i w a l e n t n y m w p e w n y m stopniu sto­
s u n k u do obcego. Jest coś j a k ze stosunkiem do ś w i ę t o ś c i — obcy o d ­
pycha, ale i p r z y c i ą g a (zwracano z r e s z t ą na to u w a g ę ) . P o t w i e r d z e ­
n i e m są — j a k przypuszczam — d o w c i p y i t z w . pieprzne h i s t o r y j k i opo­
wiadane przez m ę ż c z y z n c y g a ń s k i c h na temat n i e - c y g a ń s k i c h kobiet.
O p o w i e ś c i tego rodzaju są nie do p o m y ś l e n i a w odniesieniu do kobiet
w ł a s n y c h l u b i n n y c h Cyganek i z u p e ł n i e n i e m o ż l i w e w odniesieniu do
k a l a j ą c y c h kobiet „ ł a b a n c ó w " . Istnienie i c h w p r z y p a d k u kobiet n i e - c y ­
g a ń s k i c h m o ż e p o t w i e r d z a ć , że „ g a d z i o w i e " nie k a l a j ą , ale t a k ż e ś w i a d ­
c z y ć o p e w n e j , j a k b y zakazanej a t r a k c y j n o ś c i .
Przedstawiona zasada w y r a ź n a jest w ś w i a d o m o ś c i Polska Roma, K e ł ­
derasza i L o w a r a . Bardziej natomiast nieostre granice, nieostry r y s u n e k
ma w p r z y p a d k u C y g a n ó w karpackich. Z r ó ż n i c o w a n i e tej z b i o r o w o ś c i
na s p o ł e c z n o ś c i wioskowe i j e d n o c z e ś n i e w y m i a n a p a r t n e r ó w m a ł ż e ń ­
skich p o m i ę d z y n i m i , ale i zakaz brania w s p ó ł m a ł ż o n k ó w z p e w n y c h osad
(bo są to „ ł a b a n c a " — sic!), a m b i w a l e n t n y stosunek do Polska Roma,
Lowara i Kełderasza — określanych w s p ó l n y m mianem Austryjaki lub
„ ł a b a n c a " [!], k o n i e c z n o ś ć r o z w i ą z a n i a s y t u a c j i pewnego k o n f l i k t u w e ­
w n ę t r z n e g o — pogardzenia nie-Cyganami (jako „ g a d z i a m i " ) i zarazem
s t a ł e g o p r z e b y w a n i a w ś r ó d nich, s t a ł e g o w s p ó ł ż y c i a z n i m i k o m p l i k u j e
zagadnienie. Ta ostatnia k w e s t i a d o p r o w a d z i ł a m . i n . do w y t w o r z e n i a
bardziej złożonego obrazu n i e - C y g a n ó w , do w y o d r ę b n i e n i a w ś r ó d n i c h
d w ó c h k a t e g o r i i : „ g a d z i o - g a r o " i „ g a d z i o - r a j a " . P i e r w s i to c i , k t ó r y m i
n a j c z ę ś c i e j się pogardza i w ś r ó d k t ó r y c h się żyje — sąsiedzi i m i e s z k a ń ­
cy w i o s k i czy osady. D r u d z y to „ p a n o w i e " (raj znaczy pan) — to miesz2 9

2 9

В e n с d у к t o w i с z,

11 — E t n o g r a f i a P o l . 33/1

Markowska,

op. cit.,

s. 213-214.

�162

LECH

MROZ

k a ń c y miasta, k t ó r y c h status, standard, k u l t u r a , m o g ą b y ć p r z e d m i o ­
t e m szacunku i n a w e t z a z d r o ś c i . Raja s ą często s y m p a t y c z n i i ż y c z l i w i ,
bardziej n i ż ludzie z w i o s k i . Zapewne ma na to w p ł y w b r a k c z ę s t y c h
b e z p o ś r e d n i c h k o n t a k t ó w i r o m a n t y c z n y stereotyp Cygana p r z y c i ą g a j ą c y
ż y c z l i w ą u w a g ę „ p a n ó w " z miasta. O g ó l n i e jednak — j a k się w y d a j e —
t a k ż e w p r z y p a d k u C y g a n ó w k a r p a c k i c h daje się z a u w a ż y ć f u n k c j o n o ­
wanie omawianej w t y m t e k ś c i e zasady i d e n t y f i k a c j i . T y l e , że sytuacja
C y g a n ó w karpackich, brak w y r a ź n i e organizujących ich r a m i sposób
życia p o w o d u j ą zaciemnienie obrazu; przypadek ten w y m a g a specjalne­
go, osobnego o m ó w i e n i a .

Lech

Mróz

HOW

DO T H E POLISH GYPSIES DISTINGUISH THEIR OWN GROUP?
IDENTITY, DISTINCTNESS, STRANGENESS
S u m m a r y

I n c o n s i d e r i n g the p r o b l e m of the people's attitudes
belonging

to t h e i r group w e

people-strange

people".

usually conceive

V a r i o u s contexts

t o w a r d s other people

this r e l a t i o n as a n opposition

a n d factors

not
"our

determine in each particular

case w h i c h people a r e "our o w n " a n d w h o a r e s t r a n g e r s . I do not m e a n a g e n e r a l
p o l e m i c w i t h this p r i n c i p l e I a m
groups, w h e r e

this

only studying

one

d i s t i n c t i o n a p p e a r s i n a different

of

the

groups l i v i n g i n P o l a n d — P o l s k a R o m a , L o v a r a , K a l d e r a s h a
define

their

own

group

a n d thereby

they

define

cases, n a m e l y

Gypsy

f o r m . G y p s i e s of p a r t i c u l a r

their

and Karpatian Gypsies

r e l a t i o n to

other

Gypsy

groups a n d to n o n - G y p s i e s ( m y studies c o n c e r n P o l i s h G y p s i e s b u t I suspect,
my

conclusions

c a n be of w i d e r c h a r a c t e r b e c a u s e

that

of the specific G y p s y w a y

of

life a n d t h e i r i n t e r - g r o u p connections).
Thus,

by

G y p s i e s there

p r i n c i p l e is m o r e

complex:

( n o n - G y p s i e s ) " a n d a l l the

is not

an

opposition

"our people-other
elements

"our p e o p l e - s t r a n g e r s "

but

the

people (i.e. other G y p s i e s ) - s t r a n g e r s

are necessary

i n defining

one's i d e n t i t y

and

his p l a c e i n the h u m a n w o r l d .
M y c o n c l u s i o n s c o n c e r n the G y p s i e s but a guestion

a r i s e s h e r e ( w i t h no a c t u a l

a n s w e r ) w h e t h e r t h i s p r i n c i p l e is not m u c h m o r e g e n e r a l . M a y b e it c o n c e r n s
social

and

ethnic

groups

too-for

example

m i n o r i t i e s p r e s e r v i n g s o c i a l ties brought

living

in

dispersion

over f r o m t h e i r h o m e

teresting, that the g r a m m a r of a l l l a n g u a g e s
where we

people

or

other
ethnic

c o u n t r y . I t is i n ­

c a n be the e v i d e n c e h e r e s i n c e e v e r y ­

meet the three f o r m s of p e r s o n a l p r o n o u n s : I - y o u - h e &lt;we-you-they).

s e e m s to r e v e a l (not o n l y b y G y p s i e s ) a v e r y g e n e r a l p r i n c i p l e of
the people not b e l o n g i n g

It

distinguishing

to "us" into the r e l a t i v e l y closer ones ("you") a n d quite

s t r a n g e ("they").
Translated

by Anna

Kuczyńska-Skrzypek

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
</itemContainer>
